Ce sont toutes ces personnes magnifiques, lumineuses, attachées à la vérité et à la justice qui bâtiront le nouveau monde. Ce sont ceux-là qui nous redonnent espoir dans l’humanité.
Lorsque nous avons créé TV-ADP, j’avais indiqué qu’il était essentiel de redonner la parole à ceux qui ont d’abord été traités comme des héros, et qui ont ensuite été mis à pied par ce gouvernement criminel, parce qu’ils refusaient de s’injecter un produit dont tout le monde ignorait la composition.
Après une gestion calamiteuse de la « pandémie » dans laquelle on interdisait aux médecins de soigner sous de fallacieux prétextes, après avoir vu des personnels soignants habillés de sacs poubelles pour traiter des malades, après avoir appris que notre pays manquait de masques à cause de l’incurie et de l’irresponsabilité des autorités politiques et sanitaires, après avoir subi les mesures liberticides les plus absurdes et dangereuses qu’on pouvait nous imposer, après avoir constaté le niveau innommable de la corruption dans le secteur de la santé, après avoir du supporter les élucubrations des médecins de plateaux dont la vraie place est en prison, après avoir relevé l’impunité judiciaire accordée aux labos pharmaceutiques par les gouvernements occidentaux, il a été décidé que l’ensemble des personnels hospitaliers devait accepter de se faire injecter le « vaccin » miracle ou alors perdre leur travail, leurs revenus et se retrouver au chomâge sans la moindre indemnité.
Le Docteur Eric Loridan tout comme le Dr Edouard Broussalian sont parmi ceux là. Et avec eux des dizaines de milliers d’autres…
Le Doc Loridan est le symbole même de l’honnêteté, de l’intégrité. Chirurgien émérite à l’hôpital de Boulogne sur Mer depuis près de 20 ans, il était apprécié et aimé par ses patients, respecté par la direction et ses confrères. Il faisait une carrière brillante, vivait confortablement de sa passion. Père de 6 enfants, il est un père admirable et un époux exemplaire. Un croyant, un homme de foi avec de hautes valeurs morales. Un exemple pour beaucoup.
Cet homme a été sommé de choisir. Accepter l’injection ou alors tout perdre. Participer en silence à une campagne de vaccination mystérieuse et garder son emploi, poursuivre sa carrière tranquillement en faisant ce qui heurtait sa conscience et sa raison, obéir sans broncher aux mesures sanitaires absurdes, se rendre complice de ce que l’avocat Reiner Fuellmich qualifie de « crime contre l’humanité », ou bien être exclu du système de santé avec interdiction d’exercer son métier.
Il a choisi. Il a refusé de se rendre complice de cette conspiration criminelle ou d’y participer, quelle qu’en soit la manière.
Quand un homme est capable d’un tel courage, quand un homme est capable de renoncer à sa carrière, à ses avantages, à ses privilèges, à sa position sociale parce qu’il a compris toute l’horreur de ce qu’on exigeait de lui, on ne peut que dire merci.
Merci au Docteur Loridan, au Dr Broussalian, au Dr Laurent Montesino, au Dr Olivier Soulier, au Dr Amine Umlil, au Dr Anne Marie Yim, au Dr Louis Fouché, au Pr Christian Perronne, au Prix Nobel Luc Montagnier, au Dr David Bouillon, au Dr Gregory Pamart, au Dr Pascal Sacré, à Alexandra Haurion-Caude, à Astrid Stuckelberger et à tous ceux que j’oublie.
Ils sont – à la différence des médecins de plateaux qu’on ne peut pas considérer autrement que comme des charlatans malhonnêtes sans conscience et sans morale,- les médecins de la vie, les médecins de la vérité, les médecins de l’honneur et de la dignité.
Eux n’ont pas de conflits d’intérêts avec l’industrie pharmaceutique. Eux n’ont pas fait allégeance à des Loges funestes. Eux n’ont pas d’autre ambition que d’être utiles à leurs patients, aux êtres humains, aux malades. Eux sont incapables de trahir le Serment d’Hippocrate car ils aiment l’humanité quand d’autres rêvent de l’empoisonner, la réduire, la génocider…
Et puis, merci à Chloé Frammery, professeur de mathématiques et lanceuse d’alerte. Une intelligence vive, un esprit aiguisé, quelqu’un à qui on ne peut pas faire avaler n’importe quelle fable étiquetée OMS ou Bill Gates car elle décortique tout, analyse, scrute, compare, vérifie, recoupe. Elle est meilleure journaliste que les ignorants encartés qui se contentent de répéter tels des perroquets, la propagande indigeste et mensongère des agences de presse occidentales, véritables usines à désinformer, à manipuler, à maquiller la vérité.
Et avec elle, je veux saluer Silvano Trotta qui depuis le début de cette fausse pandémie fait un travail de réinformation phénoménal. Admirable Silvano Trotta que les chasseurs de complotistes et les mediamensonges tentent de décrédibiliser, salir, calomnier mais qui reste imperturbable et continue à privilégier la vérité.
Et puis je veux aussi rendre un hommage particulier à Reiner Fuellmich, à Diane Trotta, à Carlo Brusa, à Ellen Bessis, à Virginie de Araujo-Recchia et à tous les avocats qui luttent pour faire respecter nos droits contre une justice qui a perdu la boussole et punit les réfractaires, plutôt que de poursuivre la clique criminelle qui veut nous imposer le Grand Reset, la pauvreté, la famine, la guerre, le transhumanisme et le génocide programmé.
Ce sont toutes ces personnes magnifiques, lumineuses, attachées à la vérité et à la justice qui bâtiront le nouveau monde. Ce sont ceux-là qui nous redonnent espoir dans l’humanité. Quant à ceux qui ont renoncé à leur humanité par amour des biens matériels et des honneurs, leur sort est scellé. Il n’y a pas de place pour eux dans le monde qui vient car les Saintes Ecritures dans Apocalypse 14 à 16 les ont déjà avertis : Heureux ceux qui lavent leurs robes, afin d’avoir droit à l’arbre de vie, et d’entrer par les portes dans la ville ! Dehors les chiens, les empoisonneurs, les impudiques, les meurtriers, les idolâtres, et quiconque aime et pratique le mensonge ! https://vk.com/video_ext.php?oid=430568862&id=456240275&hash=990f32a881286cae&hd=2
Przypominam odrobinę archiwalnych wypowiedzi blogerów, ludzi smoleńskich – jak ich niedawno nazwano, a którzy poświęcili tysiące godzin na badanie Zbrodni smoleńskiej. Przypomnienie ich to hołd dla ich pracy mało znanej większości Polaków. Oficjalnie badania te, osób o różnych specjalnościach odrzucono gdyż nie pasowały do oficjalnej narracji „dwóch machających skrzydeł ptaszyska kłamstwa smoleńskiego” (prof. Dakowski) czyli komisji Obu Stron. Wyrywkowo wybrane komentarze dotyczą przykładowo stron @FREE YOUR MIND „Układ Warszawski – rekonstrukcja”/2016r. i INTHECLOUDS, ale tych stron jest o wiele więcej np. ALbatros z Lotu Ptaka, PIKO, i inni., które pokazują jaki „klimat” panował wówczas i jak wiele wydarzeń około smoleńskich zostało dziś zapomnianych lub zamiecionych pod dywan.
A.M.: Samolot nie uderza w brzozę, nie odwraca się do góry, do góry kołami. Odwrotnie. Samolot uderza podwoziem, wypuszczonym podwoziem uderza o ziemię – wtedy następuje jego zapalenie się i odwrócenie.
Innymi słowy, miałoby dojść do awaryjnego lądowania, a dopiero potem do katastrofy. Czemu ten sensacyjny scenariusz musiał tyle lat spoczywać na półce w Warszawie, w jakimś telewizyjnym depozycie – Macierewicz jeden wie.
Czemu też stenogramów związanych z „taśmami Tuska-Putina” nie opublikowano (np. na łamach tak znakomicie ws. „smoleńskich” poinformowanej Gazety Polskiej) wraz z ogłaszaniem tej sensacji z „wylądowaniem” (na antenie TVP Info) – też nie wiadomo[4].
@MMARIOLA A.M. bardzo wybiórczo i dowolnie podchodzi do róznych informacji i środków dowodowych…
Z jednej strony „film Wisniewskiego” jest dla niego autentykiem i źródłem wiedzy jak choćby w temacie czarnych skrzynek ale już nie w temacie spostrzeżeń Wiśniewskiego co do jego wrażeń z miejsca „katastrofy”, które zakładając, ze to jego film, powinny być kompatybilne z jego opowiadaniem koło bramy.
Ptaszki śpiewaja…, totalna cisza…zadnego wybuchu…żadnych ciał… nie było porozrzucanego bagażu, brak foteli, taka mała katastrofa… jakby mały samolot itp.itd.
xl4.pl
@FREE YOUR MIND Moim zdaniem przez ostatnie miesiące szukano na gwałt takiego materiału, który spowodować mógłby u opinii publicznej wrażenie, że w dążeniu do prawdy o Smoleńsku dokonany został jakiś postęp. Najprawdopodobniej uznano jednak, że np. „nowe nagrania” CVR „przekazane przez Łotwę, Szwecję czy inną Danię” mogłyby spowodować zbyt duży „postęp” w dochodzeniu do prawdy i stąd opóźnienie w prezentacji dotychczasowych efektów pracy Zespołu. Ale w końcu przecież udało się znaleźć taki materiał który to odsłaniając niczego nie odsłania, prawda? Znaleźć takie coś naprawdę nie jest łatwo, wśród licznych „depozytów” PRiTV. A gdyby tak przez przypadek ktoś przypomniał poranne wiadomości Polskiego Radia Program 1, z godziny 8:00 lub 9:00 rano z 10 kwietnia 2010? Mogłoby przecież wówczas dojść do poważnego politycznego trzęsienia ziemi. Co najmniej dwójka w skali Rywina.
Free Your Mind
@XL4.PLtu oczywiście masz rację – posiedzenie odfajkowane, można odtrąbić sukces. Jak zaś wspominałem wyżej, najbardziej interesujące było wystąpienie E. Kochanowskiej (można się z nim zapoznać tu). Zastanowiło mnie w nim to, że była mowa o jakichś „niedawnych” pochówkach (czy „dochówkach”):
„(…) Do Polski przylatywały zalutowane trumny, bez dokumentacji medycznej, bez zaświadczenia lekarskiego stwierdzającego zgon, co wielu rodzinom utrudniało pochówek. Już w Moskwie wiele osób zaczęło mieć wątpliwości, które z czasem tylko się pogłębiały. Trumny były za lekkie albo tak ciężkie, że kilku mężczyzn nie mogło ich podnieść. A kilka dni po oficjalnych pogrzebach zaczęły się pojawiać dalsze szczątki i rozpoczęły się tak zwane dochówki. Niektóre rodziny miały ich po kilka i trwały one jeszcze do niedawna.”
Jak tu rozumieć określenie „do niedawna”? Czy to tylko przejęzyczenie, obrazowe określenie, czy mimo upływu lat jakieś szczątki są przewożone do Polski? I dalej:
„W maju 2010 r. 13 rodzin pochowało małe trumienki ze szczątkami swoich bliskich na Powązkach. Były tam też szczątki dwóch osób tak sprasowanych, że nie można było ich rozdzielić. W lipcu na Powązkach ofiarom postawiono pomnik, a pod tym pomnikiem urnę z prochami dwustu kilogramów niezidentyfikowanych szczątków. Decyzja została podjęta bez informowania rodzin przez ówczesnego ministra cyfryzacji Michała Boniego. (…)”
Aż się więc prosi o to, by powstała nadzwyczajna komisja parlamentarna, by np. przesłuchać Boniego i inne osoby decydujące o tego typu sprawach.
Kisiel
@XL4.PL” A gdyby tak przez przypadek ktoś przypomniał poranne wiadomości Polskiego Radia Program 1, z godziny 8:00 lub 9:00 rano z 10 kwietnia 2010? Mogłoby przecież wówczas dojść do poważnego politycznego trzęsienia ziemi.”
/…/
Free Your Mind
Co do „katyńskiego nastroju modlitewnego”, warto przytoczyć tę wymianę uwag (z posiedzenia z udziałem J. Sasina, głównego akustyka prezydenckiego, który też dość szybko z lotniska udał się na nabożeństwo):
„(Poseł NN.): (…) powiem szczerze, gdybym był sam borowcem, to by mnie w tym momencie mniej interesowała msza, a bardziej tutaj działalność wokół tego wraku i poszukiwanie tych szczątków – co robili ci pana towarzyszący borowcy, czy oni też pojechali z panem na mszę, czy zostali tam i, i, i szukali tych szczątków?
JS: Yyy…
AM: Proszę bardzo panie ministrze, ale ja mam taką prośbę do państwa wszystkich – formułujmy pytania, no, maksymalnie szanując yyy… wszystkie osoby i wszystkich, wszystkich ludzi, wszystkich z nas, funkcjonariuszy, urzędników, którzy brali w tym udział, bo to naprawdę niezwykle dramatyczne były okoliczności. Proszę bardzo.
JS: Wg mojej wiedzy funkcjonariusze BOR-u zostali tam na miejscu. Ja udałem się yyy… na mszę tylko z ambasadorem yyy… Bahrem i jeszcze jednym pracownikiem kancelarii. Wszyscy pozostali zostali na miejscu katastrofy…”
Strona INTHECLOUDS
Jest 10.04.2010. Czas około ósmej rano. Mój znajomy będąc jeszcze w pracy otrzymuje telefon odo żony. – Słuchaj, na TV TRWAM pokazują, że w Smoleńsku doszło do tragedii. To straszne, ale była katastrofa nie wiadomo czy ktoś przeżył.
To połączenie później w tajemniczy sposób zniknęło z jego telefonu.
Około ósmej rano… Po wielu miesiącach w internecie pojawiają się zrzuty ekranowe z „czwórki” z logo włoskich wiadomości i godziną: 7:52,
sporo detali które widać na zdjęciach, na filmach, które jednoznacznie wskazują: TU154 w polskich barwach lądowało 7ego kwietnia 2 razy.
Planowo 7. kwietnia miały lecieć 2 casy, 1 jak-40 i 1 tu-154.
Casy miały lądować w Smoleńsku kolejno (czas warszawski) 7:20 i 9:05
„…“Co się stało? Odpowiedź na to pytanie łatwo da ten, kto przeczyta The Wall Street Journal z 8 kwietnia 2010 roku – to znaczy z następnego dnia po wizycie Putina i Tuska w Katyniu. Cały gazowy przemysł Polski i specjalny przedstawiciel USA ds. energetyki zebrali się na konferencję na temat gazu łupkowego sponsorowanej przez Chevron, ExxonMobil i Halliburton. Gazowi giganci z USA rozpoczną badawcze odwierty gazu łupkowego w Polsce w ciągu najbliższych kilku tygodni. W razie ich sukcesu energetyka Polski, jej problemy ekologiczne, finansowe a nawet polityka zagraniczna mogą się całkowicie zmienić. taka właśnie jest odpowiedź na to pytanie. Całość nowej imperialnej polityki Rosji budowana była na fakcie, że ma światowy Gazprom i rurę tego światowego gazociągu wsadzi Polakom to samo miejsce, co i Ukraińcom. A wiosną 2010 r. na Kremlu nagle zrozumiano, że gaz łupkowy powoduje zerwanie ze światowym gazociągiem i że, jeżeli nie podejmie się środków, to być może to Polska będzie eksportować gaz do Europy.
Niektóre cytaty z wypowiedzi Premiera Donalda Tuska, Palikota, Niesiołowskiego i Nałęcza:
Powiem brutalnie: nie potrzebuję pana prezydenta, na tym polega problem.
(Premier Donald Tusk o śp. Lechu Kaczyńskim, 14 X 2008)
Bronisław Komorowski pójdzie na polowanie na wilki. Zastrzelimy Jarosława Kaczyńskiego, wypatroszymy i skórę wystawimy na sprzedaż… “ (Palikot)
Gdyby tym samolotem nie leciał Lech Kaczyński, nie było by tej katastrofy. (Niesiołowski)
Dla tego spotkania premiera Tuska z Putinem warto było ponieść każdą cenę. (T. Nałęcz)
…przyjdą wybory prezydenckie albo prezydent będzie gdzieś leciał.. i to się wszystko zmieni“ – fragment wypowiedzi w RMF FM B. Komorowskiego
Powyższy zestaw tylko szczątkowo przypomina olbrzymią pracę blogerów z S24. Ukoronowaniem zespołowej pracy jest książka „Czerwona strona księżyca” i „Maskirowka smoleńska”.
Natomiast Książki „Kłamstwu na odlew. Nie było katastrofy smoleńskiej” nie ma w księgarniach i wydawnictwach. Żadne z tych „patriotycznych” nie zdecydowało się na jej wydanie. Mimo to, jest wciąż rozprowadzana.
Podana niżej forma zamawiania jest jedynym sposobem by tę książkę otrzymać.
Dziękując dotychczasowym darczyńcom zapraszam do zamawiania:
książka, + plakat A3 dwustronny, + wysyłka – razem 60zł. proszę przekazać wpłatę na konto PLN
SKOK Stefczyka 79 7065 0002 0650 0352 2003 0001
dopisz : darowizna na druk książki właściciel rachunku: Jerzy Gawryołek
(z racji, że niekiedy adres na potwierdzeniu wpłaty jest inny niż adres odebrania książki) – potwierdź na mail: xubs2010@gmail.com podając adres doręczenia.
Otrzymane pieniądze pokrywają koszt druku z wysyłką i wspierają druk nastepnych egzemplarzy.
Prof. M. Dakowski rekomenduje tekst @Yurko o Smoleńsku
– Znaczna ilość zdjęć i filmów. To na ich podstawie ktoś kiedyś zauważy iż części leżące na polance samosiejek nie są z polskich Tu154M. (ś.p. @3ZET Paweł Konrad SIRK PL)
An estimated $350 million in undisclosed royalties were paid to the National Institutes of Health (NIH) and hundreds of its scientists, including the agency’s recently departed director, Dr. Francis Collins, and Dr. Anthony Fauci, according to a nonprofit government watchdog.
“We estimate that up to $350 million in royalties from third parties were paid to NIH scientists during the fiscal years between 2010 and 2020,” Open the Books CEO Adam Andrzejewski told reporters in a telephone news conference on May 9.
“We draw that conclusion because, in the first five years, there has been $134 million that we have been able to quantify of top-line numbers that flowed from third-party payers, meaning pharmaceutical companies or other payers, to NIH scientists.”
The first five years, from 2010 to 2014, constitute 40 percent of the total, he said.
“We now know that there are 1,675 scientists that received payments during that period, at least one payment. In fiscal year 2014, for instance, $36 million was paid out and that is on average $21,100 per scientist,” Andrzejewski said.
“We also find that during this period, leadership at NIH was involved in receiving third-party payments. For instance, Francis Collins, the immediate past director of NIH, received 14 payments. Dr. Anthony Fauci received 23 payments and his deputy, Clifford Lane, received eight payments.”
Collins resigned as NIH director in December 2021 after 12 years of leading the world’s largest public health agency. Fauci is the longtime head of NIH’s National Institute for Allergies and Infectious Diseases (NIAID), as well as chief medical adviser to President Joe Biden. Lane is the deputy director of NIAID, under Fauci.
NIH Director Dr. Francis Collins holds up a model of the coronavirus as he testifies before a Senate Appropriations Subcommittee looking into the budget estimates for the National Institute of Health (NIH) and the state of medical research, on Capitol Hill on May 26, 2021. (Sarah Silbiger/Pool via AP)
The top five NIH employees measured in terms of the number of royalty payments that they received while on the government payroll, according to a fact sheet published by Open the Books, include Robert Gallo, National Cancer Institute, 271 payments; Ira Pastan, National Cancer Institute, 250 payments; Mikulas Popovic, National Cancer Institute, 191 payments; Flossie Wong-Staal, National Cancer Institute, 190 payments; and Mangalasseril Sarngadharan, National Cancer Institute, 188 payments.
Only Pastan continues to be employed by NIH, according to Open the Books.
“When an NIH employee makes a discovery in their official capacity, the NIH owns the rights to any resulting patent. These patents are then licensed for commercial use to companies that could use them to bring products to market,” the fact sheet reads.
“Employees are listed as inventors on the patents and receive a share of the royalties obtained through any licensing, or ‘technology transfer,’ of their inventions. Essentially, taxpayer money funding NIH research benefits researchers employed by NIH because they are listed as patent inventors and therefore receive royalty payments from licensees.”
An NIH spokesman didn’t respond by press time to a request for comment.
Andrzejewski told reporters that the Associated Press reported extensively on the NIH royalty payments in 2005, including specific details about who got how much from which payers for what work, that the agency is denying to Open the Books in 2022.
“At that time, we knew there were 918 scientists, and each year, they were receiving approximately $9 million, on average with each scientist receiving $9,700. But today, the numbers are a lot larger with the United States still in a declared national health emergency. It’s quite obvious the stakes in health care are a lot larger,” Andrzejewski said.
He said the files Open the Books is receiving—300 pages of line-by-line data—are “heavily redacted.”
“These are not the files the AP received in 2005 where everything was disclosed—the scientist’s name, the name of the third-party payer, the amount of the royalty paid by the payer to the scientist,” Andrzejewski said. “Today, NIH is producing a heavily redacted database; we don’t know the payment amount to the scientist, and we don’t know the name of the third-party payer, all of that is being redacted.”
Federal officials are allowed to redact information from responses to FOIA requests if the release of the data would harm a firm’s commercial privilege.
The undisclosed royalty payments are inherent conflicts of interest, Andrzejewski said.
“We believe there is an unholy conflict of interest inherent at NIH,” he said. “Consider the fact that each year, NIH doles out $32 billion in grants to approximately 56,000 grantees. Now we know that over an 11-year period, there is going to be approximately $350 million flowing the other way from third-party payers, many of which receive NIH grants, and those payments are flowing back to NIH scientists and leadership.”
Fauci and Lane told AP that they agreed there was an appearance of a conflict of interest in getting the royalties, with Fauci saying that he contributed his royalties to charity. Lane didn’t do that, according to Andrzejewski.
The governing ethics financial disclosure form in the past defined the royalty payments as income recipients received from NIH, which meant the recipients weren’t required to list their payments on the form.
But Andrzejewski said NIH has refused to respond to his request for clarification on the disclosure issue.
“If they are not, none of these payments are receiving any scrutiny whatsoever and to the extent that a company making payments to either leadership or scientists, while also receiving grants … then that just on its face is a conflict of interest,” he said.
Open the Books is a Chicago-based nonprofit government watchdog that uses the federal and state freedom of information laws to obtain and then post on the internet trillions of dollars in spending at all levels of government.
The nonprofit filed a federal Freedom of Information Act (FOIA) suit seeking documentation of all payments by outside firms to NIH and/or current and former NIH employees.
NIH declined to respond to the FOIA, so Open the Books is taking the agency to court, suing it for noncompliance with the FOIA. Open the Books is represented in federal court in the case by another nonprofit government watchdog, Judicial Watch.
Dokąd zmierza transhumanistyczna podróż? Co mogłoby się stać, gdyby Klaus Schwab i jego banda samozwańczych filantropów zmienili bieg świata według własnych standardów?
Science-Fiction
Jak wiesz, jestem czytelnikiem i widzem science fiction. Ten gatunek już kilkakrotnie wyprzedzał puls czasu. Na przykład, jeśli obejrzysz arcydzieło Stanleya Kubricka2001, Odyseję kosmiczną, w pierwszych minutach filmu zobaczysz scenę, w której komputer sztucznej inteligencji o nazwie „HAL” rozmawia z dwoma astronautami.
Spektakularne w tym jest to, że ten film, wydany w 1968 roku, zapowiada technologię, która pojawiła się na rynku dopiero w latach 2000.
Dwaj astronauci rozmawiają z maszyną HAL podczas jedzenia podczas wideokonferencji za pomocą dwóch dużych tabletów o rozmiarze około A4 (1)
Konstrukcja stołu również wygląda podejrzanie znajomo. Można by pomyśleć, że projektanci w filmie Stanleya Kubricka skopiowali coś od projektantów Apple.(2)
Oczywiście to niemożliwe, ponieważ Apple pojawiło się ze swoimi I-Phone’ami dużo później. Związek przyczynowy jest nawet bardzo prawdopodobnie odwrócony. W rzeczywistości ta scena była dowodem w procesie sądowym między Apple i Samsung, który dotyczył projektowania znaków towarowych.(3)
Uważny widz mógł dojść do wniosku, że przynajmniej jedna z technologicznych firm ma tutaj czarno-biały wygląd o wysokim połysku. z zaokrąglonymi krawędziami skopiowanymi z filmu Kubricka.(4)
W tej scenie widzimy również kilka połączonych rozwiązań: dwa tablety, prawdopodobnie z ekranem dotykowym i ultrapłaskimi kolorowymi wyświetlaczami LCD. Płaskie duże podświetlenie LED z białym światłem. Technologia WLAN i wreszcie oprogramowanie do wideokonferencji. Wszystkie rzeczy z lat 2000 lub nawet późniejsze.
Star Trek to kolejny świat fantasy, który również dał impuls jednemu z najważniejszych osiągnięć technicznych czasów nowożytnych.
Możemy o tym przeczytać:
„Martin Cooper kierował zespołem Motoroli, który opracował pierwszy na świecie przenośny telefon komórkowy. […] Powiedział, że oglądanie kapitana Kirka ze swoim komunikatorem w serialu Star Trek zainspirowało go do niesamowitego pomysłu – stworzenia przenośnego telefonu komórkowego. Opracowanie pierwszego prototypu przenośnego telefonu komórkowego 800 MHz zajęło jemu i jego zespołowi zaledwie 90 dni w 1973 r.” (5)
Scena z filmu „Star Trek IV” jest niezapomniana dla fanów Star Trek. Uwięziona na Ziemi [po podróży w czasie] w 1986 roku, załoga Enterprise potrzebuje dużych arkuszy akrylowych, ale nie ma nic do zaoferowania w zamian. W utopii Star Trek pieniądze nie są już znane. Zabawne rozwiązanie w filmie jest następujące: Z pomocą lekarza okrętowego „Bonesa” inżynier statku kosmicznego Enterprise o imieniu „Scotty” naśladuje genialnego profesora. W zamian za szkło akrylowe proponuje właścicielowi firmy nowy wynalazek, znacznie bardziej zaawansowany niż szkło akrylowe. Przy zaledwie 1/6 grubości materiał ten miałby taką samą wytrzymałość jak szkło akrylowe. Szef firmy produkującej szkło akrylowe wpatruje się oczarowany w ekran komputera, który Scotty wcześniej wypełniał formułami chemicznymi i trójwymiarową reprezentacją nowego materiału jako wirtuozowski, szybki maszynista z dwoma palcami.
Zafascynowany inżynier odczytuje z ekranu określenie „Przezroczyste aluminium”.(6)
Ha ha, wszystko jest produktem czystej fantazji, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością! Właśnie o tym teraz myślisz. Tak, ja też tak myślałem i dlatego bardzo się zdziwiłem, gdy po latach przeczytałem o pojawieniu się na rynku „przezroczystego aluminium”. Jest to tlenoazotek glinu, ceramiczny i niezwykle kosztowny materiał znany pod nazwą handlową „ALON”, który ma takie same właściwości jak w filmie Star Trek IV i jest obecnie używany m.in. do produkcji szkła kuloodpornego. (7)
Ekipa filmowa Star Trek faktycznie przeszukała zgłoszenia patentowe pod kątem wynalazków odpowiednich dla filmu i natknęła się na nowo zgłoszony patent USA o numerze 4,520,116 z 1985 r., dotyczący właśnie tego nowego materiału ceramicznego. Patent jako „świeży“ pojawił się w filmie z 1986 roku.
Za pomocą tych realistycznych przykładów chciałbym zasugerować, aby nie wyśmiewać świata science fiction. Pisarze z tego gatunku mają rodzaj szóstego zmysłu, który pozwala im projektować świat teraźniejszości w przyszłości oczami wyobraźni. Niestety nie zawsze skutkuje to pięknymi utopiami jak „Star Trek” czy „Powrót do przyszłości”.
Początki gier wideo i ich szybki rozwój
W tym celu wejdźmy w świat związany z filmem, świat gier wideo.
W latach 80. ludzie spotykali się albo z przyjaciółmi, albo w pubie i grali w bardzo prosto zaprojektowane gry wideo, które wtedy istniały. Były to głównie abstrakcyjne grafiki liniowe. Lub z grubsza rozpikselowane postacie. Graficznie nie były zbyt wymagające, ale wymagana była zręczność, szybkie reakcje i umiejętności. Gry były w większości podchwytliwe i odbywały się też rodzaje rywalizacji sportowej. Właśnie dlatego komputery domowe, takie jak na przykład Commodore C64, miały również dwa złącza dla kontrolerów gier zwanymi „joystickami”.
Od początków gier zręcznościowych z lat 80-tych minęło sporo czasu.
Kultura gier offline z przeszłości uległa zasadniczej zmianie. W przeciwieństwie do lat 80-tych, dzisiaj nie skupiamy się koniecznie na zbiorowym doświadczeniu gry, ale raczej na indywidualnym doświadczeniu gracza. Jeśli dziś spotykasz się z tak zwanymi „przyjaciółmi”, to tylko wirtualnie przed ekranem. Jesteś online i łączysz się ze sobą za pomocą zestawu głośnomówiącego — zestawy słuchawkowe do call center pozdrawiają — dzięki czemu możesz koordynować grę na odległość. Ale nie mieszkacie już obok siebie, ale jesteście rozproszeni po całym świecie. Większość graczy nawet nie wie, jak wyglądają ich „przyjaciele”. Spotykasz się także w wirtualnych światach.
Bardzo często są to spotkania w wojowniczych grach. Jako wirtualny żołnierz z perspektywy pierwszej osoby, sam lub w drużynie z innymi, możesz wysłać wirtualnego przeciwnika do zaświatów, korzystając ze wszystkich zasad sztuki w wielu różnych tak zwanych „Ego-shooters” 3D z prawie nieograniczonym wyborze broni. Częścią tego jest także jazda czołgami i latanie helikopterem. Przeciwnikiem może być komputer, ale może to być także prawdziwy gracz, który siedzi gdzieś na kuli ziemskiej i może być bardzo zły, że właśnie został praktycznie poćwiartowany.
To naprawdę przerażające, jakie narzędzia mordu i tortur mogą i będą wypróbowywane w pokojach dziecięcych. Takie gry są wyraźnie szkodliwe dla rozwoju i traumatyczne dla nastolatków. Jeśli w to nie wierzysz, po prostu obejrzyj nagrania wideo z gry „Doom”.(8) Większość gier tego typu można kupić tylko z ograniczeniem wiekowym od 18 lat. Niemniej jednak praktycznie dopracowana do perfekcji gra w gliniarzy i złodziei wywiera na młodych ludzi tak silną atrakcję i fascynację, że kupują takie gry, najczęściej bez wiedzy rodziców. I jest bardzo zauważalne, że gry wojenne przyciągają tutaj głównie młodzież płci męskiej.
Ale może takie gry też mogłyby być uzdrawiające.
Wszystkim młodym dorosłym, którzy pragną wojny i przemocy, mogę tylko polecić intensywną grę w taką pierwszoosobową strzelankę z włączoną korą mózgową.
Czas przeżycia w walce miejskiej rzadko przekracza pięć minut, najczęściej około 60 sekund.
Każdy, kto ma jakikolwiek rozsądek, wie też, że w prawdziwym świecie nie ma nieskończonej liczby żyć, tylko jedno. Każdy, kto nie zakoksował całkowicie swojego umysłu, powinien w bardzo krótkim czasie zrozumieć, że ta bezsensowna rzeź nie może być celem cywilizowanego społeczeństwa. Może ponownie rozważy swoją planowaną karierę w wojsku.
Szczególnie przy konsumowaniu niefiltrowanych materiałów wideo i obrazów z wojny na Ukrainie każdy powinien zdać sobie sprawę, że wojna jest uosobieniem barbarzyństwa, a nie wartościowym celem dla własnego stylu życia.
Gry przygodowe 3D
Oprócz klasycznych filmów kinowych, dzisiejsza popkultura zna inny gatunek, przygodówkę 3D na PC lub konsolę do gier, która opowiada historię i w której gracz jest jej częścią. Koncepcja Michaela Endesa „niekończącej się historii” pozdrawia.
Rozwój tych gier przygodowych 3D rozpoczął się od bardzo małego świata gry. Gracze zostali poprowadzeni po mniej lub bardziej przypominającym tunel torze. Pierwszym technicznym kamieniem milowym dla pojedynczego gracza była gra „Half Life” z 1998 r., która prowadziła gracza głównie przez podziemne tunele, prawdopodobnie także dlatego, że zaprojektowanie otwartego krajobrazu wymagało większej mocy obliczeniowej i pracy programistycznej. Podczas gdy wiele obiektów, takich jak ściany i meble, zostało odtworzonych dość wiernie, w szczególności postacie ludzkie były wyraźnie rozpoznawalne jako grafika komputerowa. Można było zobaczyć tylko szorstkie tekstury, które przypominały ludzką twarz. Niestety, poza łatwiejszymi łamigłówkami, ta gra polegała głównie na strzelaniu do licznych wrogich statków kosmitów by utorować drogę szturmowcom US Marines.
Od lat 90. wiele się wydarzyło. Koncepcje gry stały się bardziej wyrafinowane i znacznie bardziej zróżnicowane. Wraz z nimi komputery, a zwłaszcza karty graficzne. Rynek gier jest motorem coraz potężniejszego sprzętu. Jeden wynalazek następuje po drugim. Środowisko gry i postacie coraz bardziej zbliżają się do fotorealistycznej reprezentacji. Dziś światy w tych grach wyglądają na niemal malowane.
I możesz swobodnie odkrywać te nowe światy gier, dla których istnieje odpowiedni anglicyzm: „Koncepcja otwartego świata”. Nie ma już projektu gry podobnego do tunelu, zamiast tego znajdujesz się w ogromnym świecie, w którym faktycznie zgubiłbyś się bez mapy.
W tym miejscu chciałbym omówić jedną z tych gier przygodowych jako przykład, ponieważ według moich obserwacji znaki dnia dzisiejszego są w tej grze skondensowane, nawet na różnych poziomach obserwacji.
„Horizon – Zero Dawn“
Wydana w 2017 roku gra „Horizon – Zero Dawn” jest pierwszą częścią z obecnie dwóch gier. Sequel, który ukazał się w lutym 2022 roku, nosi tytuł „Horizon – Forbidden West”.
Również w tej grze możesz swobodnie poruszać się po ogromnej mapie w otwartej grze i odkrywać miejsca na mapie jedno po drugim, według własnego wyboru, wykonywać liczne zadania i rozwiązywać zagadki.
Gracz wślizguje się w tożsamość małej Aloy (10). Dorasta jako wyrzutek w plemieniu, albo jeszcze lepiej, obok plemienia „Nora”. To plemię posiada tylko technologię epoki kamienia. Włócznie, łuki i strzały, kościane noże i kamienne narzędzia określają wyposażenie osadników. Istnieją jednak pewne bardzo irytujące anomalie, o których później.
Aloy wychowuje równie wyrzutek – wojownik imieniem Rost, który adoptował ją i opiekuje się nią jak ojciec (11). Szkoli ją, by była idealną łowczynią. Gracz towarzyszy dziewczynie Aloy w kilku grywalnych małych scenariuszach i widzi, jak dorasta, by stać się młodą kobietą i wykonuje swoje pierwsze ćwiczenia myśliwskie. Wszystko wciąż pod opieką ojca. Służy to również zaznajomieniu gracza z kontrolkami gry. Aby to zrobić, potrzebuje około dwóch pierwszych godzin zanurzenia w fantastycznym świecie „Horizon”.
Niebezpieczeństwo uzależnienia
A to również pokazuje niezwykle ważny wstrząs na rynku gier. Podczas gdy pikselowe gry z lat 80. były zwykle tak trudne, że gracz często odpuszczał gry sfrustrowany wieloma porażkami, dzisiejsze gry są zaprojektowane w taki sposób, że nawet średnio doświadczony gracz może opanować scenariusz bez większych problemów technicznych. Gry mają wystarczająco dużo przeszkód, aby gracz nie czuł się sfrustrowany. Z drugiej strony poczucie osiągnięć i nagród jest liczne.
Swój powód może tu mieć zjawisko, że uczniowie z trudem radzą sobie z dłuższymi zadaniami. Przy tak łatwych do osiągnięcia sukcesach w grze gracz zapomina, jak przejść przez większe fazy frustracji, aby ostatecznie osiągnąć sukces. Ale to właśnie zwiększa lojalność gracza do gry. Obiecuje szybkie uczucie szczęścia.
Jednocześnie coraz bardziej identyfikujesz się z protagonistą, który staje się awatarem gracza w nowym świecie fantasy. I można się w tym świecie zatracić, także dlatego, że w dużych częściach jest on absolutnie fotorealistyczny. Trawa i liście kołyszą się na wietrze, piasek wiruje. Słońce odbija się w blasku małego szemrzącego strumyka, którego woda krystalicznie czysta spada z góry. Realistyczne wrażenie rzadko przerywają drobne błędy graficzne, nienaturalne ruchy ludzi lub przedmiotów.
Pomimo tych (wciąż) widocznych ograniczeń technicznych, postacie mają niemal naturalny wygląd, a przede wszystkim realistycznie wyglądające twarze z równie realistyczną mimiką. Reprezentacja ludzkiej skóry czy pojedynczych włosów, która kiedyś była tak trudna, teraz jest bardzo udana. Niektóre animowane sceny z gry trudno odróżnić od prawdziwych nagrań filmowych. Zwłaszcza emocje wydają się widzowi całkowicie realistyczne. Ogólnie rzecz biorąc, gra nabiera charakteru filmu, w którym możesz sam hojnie interweniować. Dlatego przymiotnik „interaktywny”, także popularne, ale rzadko rzeczywiście trafne modne hasło w związku z nowymi mediami, jest wyjątkowo uzasadniony w przypadku „Horizon”(12).
W tej grze bardzo często chodzi też o zasadę „zabij albo daj się zabić”, czyli o samo przetrwanie, nawet jeśli jest to uzasadnione fabułą epoki kamienia, a technologia łuków i strzał jest znacznie mniej barbarzyńska niż masowe zabijanie nowoczesną bronią w licznych innych symulacjach wojennych dostępnych w sprzedaży. W większości przypadków możesz też przekraść się obok potencjalnie niebezpiecznych przeciwników w „Horizon” lub uniknąć operacji bojowych dzięki umiejętnościom negocjacyjnym. Tak więc gry z serii „Horizon” nie są grami wojennymi, ale zawierają elementy wojenne. Jest to prawdopodobnie jeden z powodów, dla których ta gra ma klasę wiekową FSK12. (FSK to skrót od „Freiwillige Selbstkontrolle der Filmwirtschaft“, po polsku oznacza „dobrowolną samokontrolę przemysłu filmowego“, liczba 12 oznacza dozwolone od 12 roku życia- przyp. tłumacza)
Fotorealizm, zanurzenie się w świecie fantasy, ekscytująca fabuła, łatwa nauka techniki gry, to główne elementy, które nadają takim grom bardzo silny urok. W szczególności osoby o niestabilnej osobowości i niskiej samoocenie są narażone na wysokie ryzyko uzależnienia. Możesz grać w tę grę całymi dniami, zostać bohaterem i całkowicie zapomnieć o prawdziwym życiu.
Każdy, kto wyobraża sobie otyłego i przemęczonego dojrzewającego chłopca przed ekranem komputera w zaciemnionym pokoju dziecięcym ze stosami pudełek po pizzy i licznymi pustymi butelkami po coli, ma rację, to jest ten scenariusz. To dziecko, kiedy naprawdę uzależnia się od hazardu, staje się coraz bardziej wycofane i coraz mniej wrażliwe. Wagarowanie to tylko jeden z wielu aspektów negatywnego rozwoju tej młodej osoby (13). (14)
Traci on kontakt ze światem rzeczywistym i staje się wobec niego obojętny.
Poczucie bycia outsiderem również nie jest obce wielu nastolatkom, więc zabawa z outsiderem Aloy otwiera pozorną możliwość zrekompensowania tego postrzeganego deficytu; tutaj możesz poczuć się jak bohater lub bohaterka.
Rozwój gry i rynek
Dlaczego twórcy gry wybrali protagonistkę?
Możliwość wykorzystania kobiecej postaci identyfikującej się, aby zachęcić dziewczęta do gry, które poza tym są wyraźnie mniej entuzjastycznie nastawione do grania w gry przygodowe 3D na komputerze, mogła być częścią rozważań twórców gier.(15)
Ponieważ zwiększa to wyniki sprzedaży i ostatecznie zabezpiecza miejsca pracy twórców gry, którzy również znajdują się w autodestrukcyjnej rywalizacji z innymi firmami. Zatrudnianie i zwalnianie są na porządku dziennym w firmach tworzących gry. Przede wszystkim, jeśli jako pracownik wpadniesz na pomysł powołania rady zakładowej, szybko wypadasz z obiegu. Możesz o tym przeczytać w Verdi. Trzeba wspomnieć, że Verdi nie miało na myśli firmy twórców „Horizon”.(16)
Dystopia za horyzontem
Powróćmy do rozgrywki w „Horizon“ :
Już w pierwszych minutach zauważasz, że Aloy jest kimś wyjątkowym. Jako wyrzutek jest odrzucana przez osoby w tym samym wieku z plemienia, a jej jedyną osobą odniesienia jest jej ojciec Rost. Aby zostać uznaną za równą w plemieniu, mierzy się z innymi rówieśnikami w konkursie znanym jako „Próba”(17).
Stopniowo gracz eksploruje świat jako Aloy. A najpóźniej staje się jasne, jaki to jest świat.
Maszyny przemierzają doliny w pobliżu osady plemiennej. Maszyny, które wyglądają jak zwierzęta. Niektóre wyglądają jak bawoły wodne, jak jelenie, a inne wyglądają jak konie lub przerośnięte jaszczurki. Pytanie, skąd pochodzą te maszyny w świecie epoki kamienia, wisi nad graczem jak miecz Damoklesa.
Ten świat nie jest czystym światem fantasy, jak na przykład „Śródziemie” w epickim Władcy Pierścieni, ale jest to prawdziwa ziemia; w post-apokalipsie. Aloy odkrywa starożytne bunkry dawno zaginionej cywilizacji high-tech. Już jako dziecko znalazła tzw. „Focus” w jaskini, która okazała się pozostałością po bunkrze. Małe trójkątne urządzenie wielkości około dwóch cali, które nosi się na uchu i przypomina futurystycznie wyglądający zestaw głośnomówiący do telefonu komórkowego. Małe urządzenie rozszerza percepcję użytkownika. Nagle widzi otoczenie z dodatkowymi informacjami. Na przykład łuk jest nazwany „łuk” na wirtualnym znaku pojawiającym się. W polu widzenia zaznaczono ważne rośliny. Niepozorne ściany skalne okazują się „Focusem” jako bramą do ukrytych jaskiń, które również są wyposażone w zaawansowaną technologię, z których niektóre nadal działają. Z pomocą Focusa, Aloy uzyskuje dostęp do ukrytych elektronicznych mechanizmów blokujących, może otwierać bramy, znajduje artefakty techniczne i pamięć elektroniczną wszędzie, które może odczytać przy pomocy Focusa. W rezultacie dawna historia twojego świata staje się dla niej coraz bardziej widoczna. Wiele znalezionych przedmiotów możesz zabrać ze sobą.
Jako Aloy poruszasz się po tym post-apokaliptycznym świecie w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu jako łowca i zbieracz, mijasz stare, zgniłe samochody, zbierasz wszelkiego rodzaju złom, rośliny lecznicze w ulicznych kanionach między ruinami drapaczy chmur, strzelasz do królików, koziorożców oraz dzików jako dostawców żywności i surowców do toreb skórzanych i wielu innych. To nierealistyczne, że Aloy musi poruszać się w małej ciężarówce, aby przewozić wszystkie te rzeczy, które pilnie zbiera, ale prawdopodobnie wynika to również z wciągającej koncepcji gry. Aloy nie wyglądałaby tak fajnie z ciężkim wózkiem za sobą.
Podczas swoich wędrówek po ogromnym świecie fantasy spotyka inne ludy, z których niektóre są na poziomie technologicznym starożytności lub średniowiecza, i może handlować swoimi znaleziskami w wielu miastach i małych osadach.
Jeśli grasz do samego końca, możesz zobaczyć następujący scenariusz: Dawna cywilizacja osiągnęła poziom techniczny, który, liczony od dzisiaj, jest uważany za około 50 do 100 lat dalej w przyszłość.
Ludzkość opracowała samowystarczalne maszyny wojenne ze sztuczną inteligencją, które były wykorzystywane częściej i częściej przez różne grupy interesu w nieustannym dążeniu do swoich interesów. Ostatecznie walczyły ze sobą armie bezdusznych maszyn. Na pierwszy rzut oka myślisz, że to lepsze niż ludzie mordujący się nawzajem. Niestety to krótkowzroczność.
Maszyny ewoluowały, aby móc replikować się niezależnie od ludzi. Przez niefortunny błąd w programowaniu lub przez podstęp i sabotaż – kto by tak pomyślał – te machiny wojenne wymknęły się spod kontroli i szalały po całej planecie. Zgodnie z fabułą gry konsumowały biomasę planety do rozmnażania. Było więc do przewidzenia, że te maszyny uczynią planetę jałową kulą skalną bez jednej żywej istoty. Niestety, gorzka świadomość przyszła zbyt późno dla wysokiej cywilizacji, gdy nie mogła już zatrzymać maszyn. W ostatnim desperackim akcie opracowali sztuczną inteligencję o nazwie Gaia. Karmiono ją informacją genetyczną każdej żywej istoty, którą można jeszcze znaleźć.
Niestety, do tego czasu wiele dużych ssaków zostało już bezpowrotnie strawionych przez walczące maszyny i tym samym zniknęło z powierzchni ziemi.
Nadszedł nieunikniony koniec, planeta została wyjedzona do skały, machiny wojny zgniły. Sztuczna inteligencja Gaia próbowała zrestartować. Wyhodowała nowe życie z zapisanych w niej kodów genetycznych i w ten sposób ponownie zaludniła Ziemię. Wybór imienia AI (skrót od angielskiego Artificial Intelligence – po polsku sztuczna inteligencja – przyp. tłumacza) na podstawie mitologii greckiej jest w pełni słuszny.
Gaia jako „Matka Ziemia” rodzi rośliny, zwierzęta i ludzi. Po nieuchronnej apokalipsie sztuczna inteligencja stworzyła także przydatne maszyny, które przejęły zadania gatunków wytępionych przez maszyny bojowe w ich pierwotnej niszy ekologicznej, aby stworzyć stabilną równowagę w ekosystemie.
Tutaj możesz zobaczyć powód, dla którego jako biolog odczuwam pewną fascynację tą ideą gry. Podobnie jak w przypadku bardzo dobrych powieści, tło gry jest dobrze przemyślane i niewątpliwie ma głębię.
Niestety, próby ponownego zasiedlenia Gai kończyły się kilkakrotnie niepowodzeniem, więc musiała próbować raz za razem. Nie wiemy, ile razy to się zdarzyło. Mijają wieki, a sprzęt AI starzeje się i staje się podatny na błędy. Program Gai się nie udał.
To aktywowało kolejną sztuczną inteligencję o nazwie „Hades”, tutaj również mitologia grecka pozwala wyciągnąć wnioski na temat funkcji programu. Jednak Hades wymknął się spod kontroli, w końcu przepalił wszystkie swoje bezpieczniki, a program dosłownie wpadł w amok. Pierwotnie pomyślany jako rodzaj resetującego programu bezpieczeństwa dla Gai, teraz udaremnił genezę Gai. W walce z Hadesem o jej stworzenie, AI Gaia stworzyła dziecko z zapisanej sekwencji DNA głównego programisty Gai i przekazała ją plemieniu Nora na opiekę. Można się domyślić, że chodzi o Aloy, która musiała wydawać się Nora trochę dziwna. Ponieważ dosłownie pojawiła się znikąd.
Jako klon głównej programistki Gai, jej DNA daje jej jedyny dostęp do protokołów bezpieczeństwa Gai, co pozwala jej uratować świat. Tak wygląda bardzo skrócona wersja tej epopei (18)
Hipotezy dotyczące przyszłości
Każdy, kto wcześniej myślał o zagładzie nuklearnej jako o sztucznym Armagedonie, nie myli się. To bardzo prawdopodobny scenariusz, zwłaszcza na tle wojny na Ukrainie, która bardzo szybko może przerodzić się w nuklearną trzecią wojnę światową.
Jeśli tak się nie stanie, idea gry „Horizon” przeniesie się w sferę prawdopodobieństwa. Maszyny, które mają zastąpić żołnierzy i sztuczna inteligencja, która nimi steruje, są już testowane. Regularne stosowanie jest w niedalekiej przyszłości. Jeśli ktoś naprawdę pomyśli o tym, jak maszyny mogą się rozmnażać bez interwencji człowieka, scenariusz taki jak w „Horizon” staje się absolutnie możliwy. Być może, można by powiedzieć, że jest to nieunikniony ostateczny cel transhumanizmu. Ideologia, która ostatecznie chce przezwyciężyć życie biologiczne za pomocą maszyn i sztucznej inteligencji.
A jeśli posłuchamy bohaterów Wielkiego Resetu lub ich doradców, gra „Horizon” ma sens na kilka sposobów.
Historyk i filozof prof. dr. Yuval Noah Harari (11 i 12 maja 2022 roku Yuval Harari otworzy w Poznaniu imprezę pod nazwą Impact 22 – przyp. tłumacza) , doradca Klausa Schwaba i mile widziany gość na Światowym Forum Ekonomicznym (WEF), powiedział w wywiadzie:
„Podczas rewolucji przemysłowej XIX wieku ludzkość nauczyła się produkować tylko proste rzeczy, takie jak tekstylia, buty, broń i samochody. I to wystarczyło, aby bardzo nieliczne kraje, które najszybciej poradziły sobie z rewolucją, ujarzmiły wszystkie inne. Teraz mówimy o drugiej rewolucji przemysłowej. Ale tym razem produktami nie będą tekstylia, maszyny, pojazdy czy broń. Tym razem produktem są sami ludzie, teraz uczymy się wytwarzać ciało i umysł. Ciało i umysł będą dwoma głównymi produktami, które wywołają następną falę wszystkich tych zmian. A różnica między tymi, którzy mogą tworzyć ciała i umysły, a tymi, którzy nie mogą, będzie większa niż wszystko, co kiedykolwiek widzieliśmy w historii. Ci, którzy nie są w stanie teraz nadążyć za tą rewolucją, najprawdopodobniej wymrą. Jeśli wiesz, jak stworzyć ciało i umysł, tania siła robocza będzie bezwartościowa w Afryce, Azji czy gdziekolwiek indziej. […] Najważniejszym pytaniem następnej dekady dla polityki i gospodarki będzie: Co robisz z tymi wszystkimi bezużytecznymi ludźmi? Nie sądzę, że mamy na to model ekonomiczny. Domyślam się, i to tylko przypuszczenie: jedzenie nie będzie problemem. Taka technologia może być również wykorzystana do wyprodukowania wystarczającej ilości żywności, aby nakarmić wszystkich. Problemem jest więcej nudy. Co robisz z [bezużytecznymi ludźmi]? Jak mogą znaleźć coś, co nadaje sens ich życiu, kiedy są zasadniczo bez znaczenia. Bezwartościowy. Jedyne, o czym teraz myślę, to połączenie narkotyków i gier komputerowych”(19)
Jak praktyczne są gry komputerowe, które sprawiają, że tak samo jak narkotyki uzależniają ludzi i rzucają na nich urok.
Podczas gdy ARD i ZDF (programy telewizji publicznej w Niemczech – przyp. tłumacza) wciąż zastanawiają się w licznych programach doradztwa rodzinnego, dlaczego tak wielu młodych ludzi uzależnia się od hazardu, ja mam pomysł. Jest to celowe, ponieważ państwo nie interweniuje, aby to uregulować!
Niektórzy jak Paul Schreyer i Thomas Röper podejrzewają, że za Coroną celowo wywołano kryzys, aby zainicjować przewrót (20).
I tak się złożyło, że akcja „Graj w domu” odbyła się 20 kwietnia 2021 r. podczas blokady w 2021 r. Czytamy o tym na stronie głównej konsoli do gier „Playstation”:
„Ponieważ ludzie na całym świecie nadal robią to, co słuszne i zostają w domu, aby chronić zdrowie wszystkich, Play at Home powraca w nadchodzących miesiącach z bezpłatnym wyborem wspaniałych gier i nie tylko.”(21)
Proszę nie zakładać, że branża gier musiała być w zmowie z Gatesem, Schwabem i im podobnymi. Wystarczy zmienić reguły rynkowe, a niektóre firmy to wykorzystają i będą z tego korzystać. Czytamy o tym na portalu Gamepro.de, na przykład:
„Kampania Play at Home okazała się satysfakcjonującym sukcesem. W wywiadzie dla GamesIndustry.biz dyrektor generalny PlayStation, Jim Ryan, opowiedział teraz, co myśli o kampanii i jak poradzi sobie z kolejną blokadą. Ryan uważał, że gry Play at Home były „dobrą rzeczą”, aby uczynić blokadę bardziej znośną dla graczy na całym świecie […]”.
Nawiasem mówiąc, gra „Horizon – Zero Dawn”, podobnie jak wiele innych podobnych gier, była oferowana do sprzedaży za darmo w ramach tej kampanii (22).
A ARD jest zdziwiona szybko rosnącą liczbą młodych ludzi uzależnionych od hazardu (23). Ja już nie jestem. w ogóle zaskoczony.
Ci uzależnieni ludzie stają się zupełnie obojętni na świat realny, uwięzieni w swoim komputerowym świecie, który, nie oszukujmy się, jest też wręcz malowniczo piękny i uwodzicielski. Możesz zrobić prawie wszystko z uzależnionym, on nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Daj im ekran, komputer, wystarczającą ilość jedzenia i „powszechny dochód podstawowy”, a będą posłuszni. Zarządzanie nie może być prostsze!
Stado bezwolnych poddanych. Oczywiście bezwarunkowy dochód podstawowy nie będzie aż tak bezwarunkowy. Każdy, kto narzeka, nic nie dostaje.
To takie proste w nowym wspaniałym świecie transhumanistów.
Markus Fiedler
Tłumaczył : Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.
Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!” • 10 maja 2022
Nareszcie wiemy, o co tak naprawdę chodzi na Ukrainie. Wyjaśnił to podczas spotkania z prezydentem Zełeńskim w Kijowie sekretarz obrony USA Lloyd Austin, który towarzyszył tam sekretarzowi stanu Antoniemu Blinkenowi. Sekretarz stanu stwierdził, że Rosja już „przegrała”, z czego oczywiście bardzo się cieszymy, bo taki jest rozkaz, chociaż w takim razie ciekawe, kto tam na Ukrainie jeszcze wojuje? Najwyraźniej Rosja jeszcze nie wie, że już przegrała i wojuje, jakby nigdy nic – jak ten partyzant, co to wysadzał tory i wysadzał, nie wiedząc, że wojna już się skończyła.
Ale deklaracja sekretarza obrony była nieco inna – że mianowicie celem wojny jest obezwładnienie Rosji. Jeśli tak, to znaczy, że Rosja jeszcze nie przegrała, bo czy zostanie obezwładniona, czy nie, to się dopiero okaże. Na przykład pan Piotr Panasiuk, którego „Gazeta Wyborcza” z pewnością zdemaskuje jako ruskiego agenta – bo właśnie pan red. Wroński podał tam aż pięć sposobów na wykrywanie ruskich agentów. Aż pięć? Myślę, ze wystarczyłby jeden – bo ruskiego agenta, podobnie zresztą, jak człowieka przyzwoitego, można rozpoznać po zapachu. Różnica sprowadza się do tego, że człowiek przyzwoity pachnie inaczej, podczas gdy ruscy agenci – inaczej – ale żeby tę różnicę wyczuć, trzeba mieć specjalnego nosa, a tych w „GW” przecież nie brakuje.
Wracając tedy do pana Panasiuka, to twierdzi on, że straty sił rosyjskich na dzień 16 kwietnia br. to około 2-3 procent zasobów Federacji Rosyjskiej. Na przykład na 2100 samolotów bojowych Rosja straciła 163. Na 2050 śmigłowców Rosja straciła 144. Na 5 tys. zestawów przeciwlotniczych Rosja straciła 66. Na 24 tys. czołgów (z rezerwami), Rosja straciła 756. Na 40500 bojowych wozów piechoty (z rezerwami) Rosja straciła 1976. Na 3391 wyrzutni rakiet (bez strategicznych), Rosja straciła 122. Na 20 tys. luf artylerii polowej i moździerzy Rosja straciła 366. Na 605 okrętów Rosja straciła 2. I wreszcie, na 900 tys żołnierzy Rosja straciła 20 tysięcy. To są dane ze Sztabu Generalnego Ukrainy.
Natomiast straty ukraińskie według Ministerstwa Obrony Rosji na dzień 17 kwietnia kształtują się następująco: Na 159 samolotów bojowych Ukraina straciła 134. Na 147 helikopterów, Ukraina straciła 105. Na 300 zestawów przeciwlotniczych Ukraina straciła 246. Na 2596 czołgów plus 4000 bojowych wozów piechoty, Ukraina straciła 2269. Na 490 wyrzutni rakiet Ukraina straciła 252. Na 3107 luf artylerii polowej i moździerzy Ukraina straciła 987. Na 38 okrętów Ukraina straciła 38. I wreszcie na 209 tys. żołnierzy Ukraina straciła w zabitych 23 367, a w rannych – około 30 tysięcy.
Z tego zestawienia wynika, że bez stałych i obfitych dostaw uzbrojenia i amunicji z zagranicy, Ukraina nie byłaby w stanie kontynuować wojny. Na tym tle widać, że na Ukrainie Stany Zjednoczone i NATO prowadzą wojnę z Rosją do ostatniego Ukraińca. W świetle tego lepiej rozumiemy pragnienie prezydenta Zełeńskiego, by wojna ta rozlała się również na inne kraje, przynajmniej na kraje Europy Środkowej, jak również, dlaczego jest on coraz bardziej natarczywy w żądaniach zagranicznej pomocy dla Ukrainy.
Dotychczas NATO od samego początku zaangażowało się w wojnę z Rosją na Ukrainie, powstrzymując się jedynie od bezpośrednich działań militarnych, natomiast uczestnicząc w konflikcie pod każdym innych względem: finansowym, wywiadowczym, zbrojeniowym i propagandowym.
Jest to zgodne z doktryną elastycznego reagowania z lat 60-tych, według której mocarstwa nuklearne wojują ze sobą na przedpolach, taktownie oszczędzając wzajemnie własne terytoria. Z punktu widzenia USA Ukraina idealnie się na takie przedpole nadaje, podobnie jak Polska i inne państwa Europy Środkowej. USA zatem nie szczędzą tym krajom komplementów, ale – w odróżnieniu od Ukrainy, na wspieranie której wszystkie państwa NATO zostały opodatkowane – każą sobie za „wzmacnianie wschodniej flanki NATO” płacić. Czy byłyby skłonne np. partycypować w kosztach uzbrojenia dodatkowych 200 tys. żołnierzy, o których, zgodnie z ustawą o obronie Ojczyzny, ma być powiększona polska armia – tego nie wiemy, bo żaden z naszych Umiłowanych Przywódców nie ośmielił się takiej propozycji prezydentowi Bidenowi przedstawić, a trudno od niego oczekiwać, by występował z nimi sam.
W tym celu Amerykanie 26 kwietnia wezwali ministrów obrony 40 państw w jakimś stopniu od USA uzależnionych do amerykańskiej bazy lotniczej w Ramstein w Niemczech, by wyznaczyć im zadania w zakresie wspierania Ukrainy tak, aby mogła kontynuować wojnę z Rosją do ostatniego Ukraińca. Ukraińcy chyba coraz bardziej zaczynają sobie zdawać sprawę z tego, że zostali wepchnięci między ostrza potężnych szermierzy, bo nie czekając na ostateczne zwycięstwo, próbują ratować się ucieczką na własną rękę. Tylko do Polski uciekło z Ukrainy co najmniej 3 mln osób, a ONZ przewiduje, że w najbliższych miesiącach ucieknie stamtąd dalszych 8 milionów. Tymczasem, o ile w wysyłaniu na Ukrainę broni i amunicji państwa NATO, aczkolwiek nie wszystkie i niechętnie – uczestniczą, to w kosztach utrzymania tych milionów Ukraińców partycypować nie chcą. Nawet gorzej, niż „nie chcą”, bo w ramach szantażu finansowego, jaki Niemcy wcześniej zastosowały wobec Polski, właśnie rozszerzyły ten szantaż również na Węgry w ramach sławnego „mechanizmu warunkującego”. O ile zatem Stany Zjednoczone chciałyby „’obezwładnić” Rosję, by się już nie denerwować, czy dotrzymałaby ona obietnicy neutralności w momencie, gdy USA przystąpią do ostatecznego rozwiązywania kwestii chińskiej, to Niemcy wzięły na celownik kontrolowanych przez siebie instytucji Unii Europejskiej Polskę i Węgry, by raz na zawsze wybić im z głowy wszelkie mrzonki o Trójmorzu, które w 2017 roku wprawiły Berlin w takie zdenerwowanie, że aż Niemcy zgłosiły do tego projektu akces, co z zagadkowych powodów tak ucieszyło pana prezydenta Dudę. Słowem – jak mówił w „Panu Tadeuszu” Klucznik Gerwazy – „gdy wielki wielkiego dusi, my duśmy mniejszych – każdy swego”.
Oczywiście Rosja zjazd w Ramstein zauważyła i tego samego dnia zakręciła Polsce kurek z gazem pod pretekstem, że w przewidzianym terminie Polska nie uiściła należności w rublach, co specjalnym ukazem zadekretował od 1 kwietnia Putin. Nasi Umiłowani Przywódcy, jak zwykle niczego się nie boją tym bardziej, że brytyjski minister sprawiedliwości natychmiast zapewnił, że Wielka Brytania stanie z nami „ramię w ramię”. Nie wiadomo, co to konkretnie oznacza – czy że premier Johnson udostępni nam nieco własnego gazu, czy coś innego – ale Anglicy zawsze mieli skłonność do udzielania niejasnych obietnic, o czym Polska przekonała się we wrześniu 1939 roku. Również pani Urszula von der Layen ofuknęła Putina, że zastosował wobec Polski szantaż gazowy, bo jużci – gazowy szantaż wobec Polski to zbrodnia, podczas gdy finansowy, to czyn szlachetny.
Jak u Orwella: „cztery nogi dobre, dwie nogi złe”. Na zamknięcie gazowego kurka złoty od razu stracił na wartości, a cena gazu w Europie skoczyła o 20 procent. Wygląda na to, że inflacja będzie coraz większa, ale na szczęście mamy wojnę na Ukrainie i Putina, na którego można wszystko zwalić, więc nic dziwnego, że w kołach rządowych panuje nastrój pogodny. Na razie walka z inflacją w Polsce sprowadza się do wprowadzenia nazwy „Putinflacja”, którą niezależne media głównego nurtu, zarówno te rządowe, jak i te nierządne, skwapliwie propagują. Tymczasem słychać, że już następnego dnia po zakręceniu Polsce kurka z gazem, kolejne 10 państw poważniejszych otworzyło sobie rachunki bankowe w ruskim Gazprombanku. Będą wpłacały należność za gaz w dolarach lub euro, a Gazprombank będzie regulował te należności Gazpromowi już w rublach. Decyzja w tej sprawie została w UE podjęta jeszcze przed świętami, ale na najwyraźniej nasi Umiłowani Przywódcy albo nie zostali o niej poinformowani, albo nawet mogli zostać, tylko, jako wzorowi ormowcy, nie przyjęli tego do wiadomości wskutek czego Polacy już wkrótce będą musieli przejść na własny gaz, bo na razie, żeby dokuczyć Putinowi, właśnie odmrażamy sobie uszy.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
Bodaj kilka dni temu, na paru portalach pojawiła się informacja, że w okolicach „Wyspy węży” ukraińskie oddziały zatopiły nie jeden okręt „Moskwa”, ale aż trzy ruskie okręty. Jeszcze miesiąc temu cały Internet komentowałby tę sensację na wszystkich możliwych kontach społecznościowych. Dziś nikomu się nie chce klawiatury męczyć, nawet na tym podstawowym poziomie, czy informacja jest prawdziwa, czy to może kolejny mit ze znanej wyspy.
Prawa natury, w tym natury ludzkiej, są nieuniknione i spisane od lat. Pierwszy zawsze jest szok, potem strach, że będzie jeszcze gorzej, dalej idzie przyzwyczajenie i na końcu znudzenie. Na jakim etapie jesteśmy teraz? W mojej ocenie jest to przyzwyczajenie, ale przypominam, że konflikt na Ukrainie trwa zaledwie 75 dni, czyli dwa i pół miesiąca, a już trzy etapy są za nami. Tempo naprawdę imponujące, biorąc pod uwagę rangę i skalę, wszak powszechnie nazywa się to wojną.
Skąd tak szybka reakcja? Czynników jest wiele, na pewno intensywność z jakim temat był eksponowany zrobiła swoje. Zmęczenie po dwóch latach straszenia inną zagładą, również ma niebagatelne znaczenie. Po wyciszeniu emocji Polacy zaczęli też z przerażeniem patrzeć na to, co się dzieje z ich finansami i wiadomo, że tak źle nie działo się od dawna. Człowiek przestaje się przejmować i zajmować losem drugiego człowieka, gdy sam żyje w poczuciu zagrożenia. Co więcej taki stan rodzi frustrację, która szuka ujścia w wielu miejscach i prawie zawsze kończy się przerzucaniem winy na polityków albo całe grupy społeczne. W Polsce te procesy zostały już zapoczątkowane, pierwsza fala współczucia dla Ukraińców i zrozumienia dla działań rządu, minęła bezpowrotnie.
Tak jak nie dało się wrócić do zamykania lasów, tak nie da się dzień w dzień skutecznie epatować obrazami wojny, zwłaszcza, że zazwyczaj są to obrazy archiwalne i doskonale znane. Siłą rzeczy konflikt na Ukrainie konkuruje z bieżącymi wydarzeniami i na pewno nie jest monopolistą, jak przez pierwsze tygodnie. Musiałoby się stać coś bardzo spektakularnego, żeby zainteresowanie wróciło do stanu pierwotnego. Nie chcę kusić losu, ale z niewielkim ryzykiem można powiedzieć, że taka perspektywa na szczęście się nie rysuje.
Putin zebrał spore baty, nie takie jak to pokazywano w ukraińskich przekazach propagandowych, ale z całą pewnością o wielkim zwycięstwie mówić nie może – i w rzeczywistości nie mówi. Z dużym prawdopodobieństwem nic wielkiego się w tej materii nie zmieni i w zasadzie będziemy mieli kontynuację z roku 2014. „Zielone ludziki” będą atakować kolejne miasta w okolicach Donbasu, Ukraińcy będą się bronić i z czasem świat zapomni o tym konflikcie, jak zapomniał wcześniej.
Wiele wskazuje, że nastąpił wstępny podział strefy wpływów, mniej więcej na tej linii, która była negocjowana w czasie rozmów Bidena z Putinem. Rosja Ciągle Radziecka wycofała się z zachodniej Ukrainy, operacja obalenia władzy w Kijowie kompletnie się nie udała i przez to wzmocniła Zełenskiego.
Na wschodzie ruskie wojska już tak nie drażnią NATO, dlatego wieści z tamtego regionu są znacznie mniej elektryzujące niż sławetna kolumna czołgów i wozów bojowych zbliżająca się do Kijowa. Jedna rakieta, która spadała na tory we Lwowie ma dużo większą siłę przebicia niż 100 rakiet spadających na Mariupol.
Ostateczne wygaszanie konfliktu, niekoniecznie zbrojnego, ale medialnego, nastąpi wówczas, gdy obie strony uznają, że osiągnęły swoje cele. Naturalnie prawdziwa wojna toczy się pomiędzy USA i szerzej Zachodem, a Rosją, Ukraina jest tylko polem bitwy, podobnym do wcześniejszych pól w Korei i Wietnamie.
Każde ograniczenie podaży rosyjskiego gazu i ropy, będzie zwycięstwem USA i jednocześnie stanowi problem dla Europy, stąd też Niemcy i Francja nie są tak radykalnymi krytykami zbrodniczej polityki Putina. Na wyciszeniu konfliktu zależy w tej chwili wszystkim stronom, bo wszystkie mają swoje interesy i pewnie w takim kierunku będzie to zmierzać. Pewnego dnia zniknęły z telewizji twarze „ekspertów”: Grzesiowskiego, Simona, Karaudy i tak znikną twarze emerytowanych generałów analizujących przemarsz wojsk. Media zaczynają i kończą wojny.
Posłowie Konfederacji o ataku na ambasadora Rosji w Polsce. „Dziwne”
10 maja 2022 Na podst.: https://nczas.com/2022/05/10/poslowie-konfederacji-o-ataku-na-ambasadora-rosji-w-polsce-dziwne/
Warszawa, 09.05.2022. Ambasador Federacji Rosyjskiej w Polsce Siergiej Andiejew (C) oblany czerwoną farbą przez „uczestników protestu” podczas próby złożenia kwiatów przy Cmentarzu-Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie. Foto: PAP
W poniedziałek 9 maja ambasador Rosji w Polsce Siergiej Andriejew został zaatakowany przez ukraińskich demonstrantów. Sprawę szeroko komentują media w Polsce i na świecie. Głos zabrali także politycy jedynej prawicy w Sejmie.
Rosyjski ambasador Siergiej Andriejew wraz z delegacją przybył w południe pod Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie. Chciał tam złożyć kwiaty, ponieważ 9 maja Rosja obchodzi dzień zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami.
Demonstranci z ukraińskimi i polskimi flagami uniemożliwili Andriejewowi przejście pod miejsce upamiętnienia radzieckich żołnierzy, wznosili antyrosyjskie hasła i oblali Andriejewa czerwoną substancją. Po tym rosyjski dyplomata wrócił do służbowego auta.
Do ataku przyznała się ukraińska dziennikarka Irena Zemljana, która miała jakieś konszachty z fundacją „Otwarty dialog” czyli jedna z lewackich jaczejek ze stajni Sorosa.
Poseł Janusz Korwin-Mikke:
„P. Irena Zemljana dostanie pewno pół roku więzienia (minimalna kara to 3 miesiące) i zostanie „Bohaterką Ukrainy”. Nie rozumiem tylko dlaczego niektórzy chcą Ją „wydalić z Polski”??? Przede wszystkim trzeba sprawdzić, czy nie jest rosyjską agentką – a potem przykładnie ukarać!” – napisał JKM
Poseł Robert Winnicki także nie do końca wierzy w przypadki.
„Rosyjski ambasador miał świadomość co robi a jego ochroniarze i on sam „dziwnie” spokojnie reagowali na atak. Ukraińska, lewicowa aktywistka doskonale wiedziała, że wywoła skandal. Służby Mariusz Kamińskiego powinny zrobić wszystko, by do tej rosyjsko ukraińskiej ustawki na polskiej ziemi nie dopuścić” – napisał Winnicki. https://platform.twitter.com/embed/Tweet.html?dnt=true&embedId=twitter-widget-2&features=eyJ0ZndfZXhwZXJpbWVudHNfY29va2llX2V4cGlyYXRpb24iOnsiYnVja2V0IjoxMjA5NjAwLCJ2ZXJzaW9uIjpudWxsfX0%3D&frame=false&hideCard=false&hideThread=false&id=1523742930388750337&lang=pl&origin=https%3A%2F%2Fnczas.com%2F2022%2F05%2F10%2Fposlowie-konfederacji-o-ataku-na-ambasadora-rosji-w-polsce-dziwne%2F&sessionId=09dc6fbfa3c957f92f57d84514701eea1a980d34&theme=light&widgetsVersion=c8fe9736dd6fb%3A1649830956492&width=550px
Rozliczenia ministra Kamińskiego domaga się także poseł Grzegorz Braun.
„Atakowanie dyplomatów jest zawsze aktem barbarzyństwa, a w aktualnych okolicznościach jednocześnie aktem prowokacji wojennej. Bez względu na bezpośrednie sprawstwo, za sytuację odpowiadają władze RP – min. Mariusz Kamiński do dymisji!” – napisał Braun na Twitterze.
„Dzisiejszy atak na JE Amb. Andriejewa to prostackie barbarzyństwo i antypolska prowokacja; sprawcy – pod sąd i do więzienia; Mariusz Kamiński do dymisji – jego urzędowanie przynosi hańbę i sprowadza powszechne niebezpieczeństwo” – dodał Braun w kolejnym wpisie.
Pół wieku temu, w maju 1972 roku Stefan Kisielewski zanotował w swoim dzienniku:
„W Wietnamie piekło, ofensywa, bombardowanie. Toczy się w istocie wojna rosyjsko-amerykańska, tylko że rękami maleńkich Wietnamczyków (…) I nikt im nie wyperswaduje, może nawet, głupie barany, wierzą, że biją się o swoje sprawy.”
https://www.bibula.com/?p=133937
Tu i teraz nikt o zdrowych zmysłach nie może sądzić, że obecna wojna rosyjsko-amerykańska toczy się o jakąś wolność lub denazyfikację Ukrainy.
Powód prosty jak klasyczna konstrukcja cepa: trzeba ustalić czy niezmierzone bogactwa Ukrainy będą eksploatować oligarchowie wyznania finansowego od Putina, czy od Bidena. To jest widocznie tak oczywiste, że rządowo-medialna żenująco nachalna propaganda nawet o tym nie wspomina uznając za pewnik, że Amerykanom ten wyjątkowo tłusty kąsek się należy jak psu buda.
Alternatywne propozycje genezy tej wojny mogą być prawdziwe, ale mają ograniczone znaczenie. Na przykład Tomasz Sommer twierdzi, że to społeczeństwo rosyjskie oczekiwało i tym sposobem wymogło na Putinie zrobienie porządku na Ukrainie. Często słyszymy i czytamy, że USA chce za wszelką cenę osłabić Rosję w nadziei, że taka Rosja opowie się za Ameryką w czekającym ją nieuchronnie starciu z Chinami. Stałym elementem amerykańskich wojen jest konieczność utylizacji arsenału, który trzeba zastąpić bardziej nowoczesnym uzbrojeniem. W końcu USA wydają na zbrojenia więcej, niż cała reszta świata i ten biznes musi się żwawo kręcić.
Okoliczności towarzyszące temu starciu gigantów nie są już tak klarowne. Dla mnie są niepojęte i co najgorsze, znikąd nie widać światełka w czarnym tunelu. Nie znajduję żadnego sensownego, nie mówiąc o racjonalnym, wyjaśnieniu przesiedlenia 3 milionów Ukraińców na wyłączne utrzymanie Polaków. Zrobili to ci sami ludzie, którzy latami tłumaczyli komisarzom Unii Europejskiej i kanclerz Merkel, że po pierwsze to Polski nie stać na przyjęcie tysięcy (nie milionów!) uchodźców, po drugie wielu z nich to są migranci ekonomiczni, i po trzecie, że Polska rozumie konieczność pomocy ludziom na obszarach objętych wojną, ale tam, na miejscu konfliktu.
Rok przed wojną na Ukrainie, ci sami ludzie konsekwentnie organizowali skuteczny opór przed tysiącami migrantów próbujących przekroczyć nielegalnie granicę z Białorusią. Trwa absurdalna budowa muru na tej granicy, której dalszy ciąg został praktycznie całkowicie otwarty. Podobno do końca wojny można spodziewać się przesiedlenia nawet 8 milionów Ukraińców. Przyznam się, że jestem bardziej niż przerażony. Nie tylko tym, że to może być prawdziwa katastrofa, ale może nawet bardziej tym, ze nikt tym się nie przejmuje.
Nie ma właściwie żadnych głosów, które by jakkolwiek tłumaczyły jaka jest przyczyna i cel tej operacji. Oficjalne stanowisko systemu rządowo-medialnego to czysto ludzki obowiązek pomocy ludziom, którzy stracili dach nad głową w wyniku zbrodniczego ataku. Dr Lucyna Kulińska twierdzi, że ta akcja przesiedleńcza była dawno przygotowana, a z rozpoznania socjotechnicznego ewentualnej reakcji Polaków wynikało, że taka narracja zostanie przyjęta w społeczeństwie bez większych oporów i można ją łatwo przeprowadzić.
Nikt nie odważy się wskazać, że właściwie przesiedleńcy nie widzieli żadnej wojny, że jedyne naprawdę zniszczone miasto na Ukrainie to 400-tysięczny Mariupol
Nikt nie chce być nieludzki dlatego taki szantaż jest bardzo skuteczny. Nikt nie odważy się wskazać, że właściwie przesiedleńcy nie widzieli żadnej wojny, że jedyne naprawdę zniszczone miasto na Ukrainie to 400-tysięczny Mariupol. Nikt nie zapyta: dlaczego mamy przyjąć 8 milionów przesiedleńców na utrzymanie. Jest tylko głos niezawodnego redaktora Stanisława Michalkiewicza: Amerykanie kazali!
To bardzo być może. W końcu wybraliśmy sobie nowego pana i trudno wierzgać przeciw ościeniowi. Ale to, że kazali, nie wyjaśnia czemu to ma służyć. Polska jest w sprawie wojny na Ukrainie bardziej papieska od samego jankeskiego papieża. Będzie musiała za to zapłacić, tylko nie wiadomo kiedy i ile. Niedźwiedź jak wiadomo to nie lampart, ale jak już dopadnie upatrzoną ofiarę, to marne szanse na przeżycie.
Ale czy wobec tej bojowej postawy Polski strategiczny sojusznik mógł nakazać dokonanie samozagłady najbardziej oddanemu harcownikowi? Wiadomo z historii, że nie jest niemożliwe działanie wbrew własnym interesom z głupoty, strachu lub niewiedzy, ale jednak to jest mało prawdopodobne. Redaktor Leszek Sykulski podobno sugeruje, że służby ukraińskie dostały nagrania, na których wyczyny naszej elity władzy są o parę klas bardziej pikantne niż pokazywały pamiętne nagrania z lokalu Sowa i Przyjaciele i nimi szantażują decydentów, którzy muszą realizować wszelkie żądania naszych sąsiadów i przyjaciół w myśl owej kontestacji: „pan to musi kochać swoją żonę! Oj, muszę, muszę!” .
Trudno jednak uwierzyć, że nagrano wstydliwe ekscesy wszystkich, łącznie z opozycją i władzami samorządowymi, które z równym entuzjazmem i zaangażowaniem jak władze centralne, wspierają i realizują gigantyczny program przesiedlania Ukraińców. Polska i bez tego ogromnego obciążenia jest w dramatycznej sytuacji finansowej. Składają się na to skutki polityki pandemicznej, setki milionów różnych nałożonych przez Unię kar, niewypłacanie należnych pieniędzy unijnych, tragiczna wpadka Polskiego Ładu, potężna i rosnąca inflacja.
Perspektywy ekonomiczne są jeszcze gorsze w związku z zupełnie nieodpowiedzialną polityką energetyczną w ramach dalszego ciągu harców antyrosyjskich. W tej sytuacji przyjęcie na utrzymanie nawet tych dodatkowych 10% jest po prostu niewyobrażalne, gdyby nie to, że jest już faktem z perspektywą wzrostu nawet do 25% obecnej liczby mieszkańców. I co? Ano nic. Dosłownie nikt na ten temat nie dyskutuje, nie protestuje – nie myśli? Ja nie mogę przestać o tym myśleć, ale z bardzo mizernym skutkiem. Mogę tylko z braku danych nieudolnie spekulować.
Na mój chłopski rozum przyczyny mogą być trzy: wewnętrzna, zewnętrzna i oczywiście obie razem. Być może sytuacja Polski jest tak tragiczna, że rządzący dla utrzymania się przy władzy musieli sięgnąć po środki specjalne. Będzie bardzo źle, ale władza ma alibi: przez zbrodniczy atak Putina, musieliśmy przecież przyjąć jego ofiary, a to kosztuje. Niewdzięczna Europa nam nie pomaga i dlatego jest tak tragicznie, a będzie jeszcze gorzej.
Takie są skutki naszej niezłomnej polityki, zresztą jedynie słusznej. Możliwe też, że zagraniczni starsi i mądrzejsi doszli do wniosku, że nie może być tak, że w całej starej Europie prawie wszystkie państwa muszą borykać się z gettami imigrantów, gdzie policja nie ma wstępu, płoną samochody, rabowane są sklepy, gwałcone kobiety, a jednie Polska się wyłamuje z tej przecież nieuchronnej, humanitarnej krucjaty o społeczeństwo multi-kulti. No i ten denerwujący wzrost gospodarczy, mimo zarządzonej pandemii i licznych unijnych szykan. Nie są to na pewno opcje wzajemnie się wykluczające. Pewne zaś jest tylko jedno: dobrze to już było.
Interpelacja parlamentarna z dnia 23 maja 2007 roku złożona na piśmie (E-2644/07)przez Hiltrud Breyer (Verts/ALE) do Komisji Unii Europejskiej
Dotyczy: Handlu komórkami macierzystymi i organami pochodzącymi od zamordowanych noworodków ukraińskich
Według doniesień BBC – na Ukrainie trwa handel komórkami macierzystymi i organami pochodzącymi z zamordowanych noworodków. Kilka ukraińskich matek poinformowało, że w roku 2002, w klinice w Charkowie odebrano im dzieci zaraz po urodzeniu, a następnie na podstawie niepotwierdzonych przyczyn stwierdzono ich zgon. Rodzicom nie pozwolono zobaczyć ciał. W roku 2003, na polecenie władz dokonano ekshumacji wielu ciał niemowląt pochowanych na cmentarzu szpitalnym.Okazało się, że noworodkom pobrano narządy i prawdopodobnie także komórki macierzyste. Według ukraińskiej organizacji pozarządowej, w latach 2001-2003 z tych samych powodów mogło zostać zabitych ponad 300 noworodków.
Jednocześnie, dochodzenia w tej sprawie prowadzi także Rada UE.
1. Czy Komisja wie o tych przypadkach? – Czy wiadomo, że komórki macierzyste i narządy z Ukrainy były przemycane do państw członkowskich? – Czy Komisja może potwierdzić, że narządy i komórki macierzyste są przedmiotem handlu?
2. Rada Europy zapewniła Ukrainę o swoim wsparciu w dochodzeniu w sprawie tego, co się stało. Czy Komisja również zaoferuje władzom ukraińskim swoje wsparcie?
3. Czy Komisja wie o podobnych przypadkach zaistniałych w innych krajach europejskich? – Jeśli tak, to w jakich krajach?
4. Pojawiły się również doniesienia, że z Ukrainy przemyca się komórki macierzyste z abortowanych płodów. Czy Komisja może to potwierdzić?
5. Czy Komisja – jeżeli zostanie potwierdzone, że odbywa się handel komórkami macierzystymi i narządami – zamierza podjąć działania, aby położyć kres owemu procederowi?
Plastikowy worek wygląda tak, jakby zawierał mięso. Ale potem zostaje z niego wyjęta prawa noga i chirurgicznie położona na stole w kostnicy, a następnie lewa. Potem tułów. Potem głowa – pusta przestrzeń, w której kiedyś znajdował się mózg.
Jednak dopiero gdy patolog w rękawiczce bada małe palce dziecka w wieku około 30 tygodni, dociera do mnie cały horror tego, czego jestem świadkiem.
Ta wstrząsająca scena została nagrana na wideo podczas sekcji zwłok przeprowadzonej w imieniu ukraińskich matek, które twierdzą, że ich dzieci zostały im skradzione zaraz po urodzeniu.
Film pokazała mi niezwykle odważna pracownica organizacji charytatywnej, Tatyana Zhakarova, która reprezentuje około 300 rodzin, które uważają, że ich zdrowe dzieci zostały celowo zabrane ze szpitala położniczego w najbardziej wysuniętym na wschód mieście Ukrainy, Charkowie.
Dzieci, zdaniem Tatyany, zostały porwane zaraz po urodzeniu, aby pobrać od nich organy i komórki macierzyste w ramach bardzo lukratywnego międzynarodowego handlu.
Z całą pewnością Ukraina stała się głównym dostawcą komórek macierzystych dla światowego handlu nimi.
Oficjalnie komórki pobiera się od płodów poddanych aborcji za zgodą matek, ale według Tatyany, na zamówienie mogą być też kradzione setki dzieci, aby zaspokoić popyt na komórki macierzyste na całym świecie.
Czy ona może mieć rację? Zaalarmowany jej twierdzeniami, postanowiłem przeprowadzić własne śledztwo w ramach specjalnego reportażu BBC, który zostanie wyemitowany jutro.
Moje poszukiwania zaprowadziły mnie na cały świat, od prywatnej kliniki na Karaibach po opustoszałe uliczki Ukrainy. To, co odkryłem, to niepokojąca opowieść o morderstwie, spisku … i nowym, obrzydliwym zabiegu upiększającym.
Pierwsze sygnały o tych zarzutach dotarły do mnie kilka miesięcy temu podczas rozmowy z jednym z czołowych brytyjskich ekspertów w dziedzinie badań nad komórkami macierzystymi.
Dr Stephen Minger z Kings College w Londynie jest wybitnym badaczem medycznym, który uważa, że komórki macierzyste są kluczem do znalezienia lekarstwa na niektóre z naszych poważnych chorób.
Te maleńkie komórki, które najpierw dzielą się w embrionie, mają zdolność przekształcania się w dowolny rodzaj tkanki. Jednak to właśnie ich potencjał jako przyszłej metody leczenia takich schorzeń, jak dystrofia mięśniowa i choroba Parkinsona, naprawdę ekscytuje doktora Mingera.
Jest on jednym z wielu renomowanych ekspertów, którzy obawiają się, że ich badania w tej dziedzinie są źle postrzegane przez firmy, które szybko zarabiają na niesprawdzonych terapiach z wykorzystaniem komórek macierzystych.
Dr Minger powiedział mi, że dowiedział się o handlu komórkami macierzystymi z abortowanych płodów ukraińskich dwa lata temu, kiedy został zaproszony na spotkanie z lekarzami z kontrowersyjnej kliniki na Barbadosie.
Firma ta, nosząca nazwę Institute For Regenerative Medicine (IRM), chciała, aby dr Minger poparł jej terapie.
Na swojej stronie internetowej firma chwali się, że IRM jest “poświęcony doskonałości w terapii komórkami macierzystymi w celu leczenia chorób wynikających z uszkodzenia tkanek i/lub skutków starzenia się”. Jednak eksperci podchodzą do tych twierdzeń sceptycznie.
Metoda leczenia stosowana w klinice polega na wstrzykiwaniu pacjentom komórek macierzystych pobranych od dzieci, które zostały poddane aborcji w wieku od siedmiu do dziesięciu tygodni.
Jest to technika – mówi dr Minger – która nie jest poparta żadnymi wiarygodnymi badaniami i która budzi niepokojące pytania dotyczące sposobu “pozyskiwania” komórek.
“Problem polega na tym, że nie jestem pewien, w jaki sposób przygotowuje się komórki” – mówi. “Sześciotygodniowy embrion może mieć zaledwie 1 cm długości od głowy do stóp, więc trudno jest wyciąć z niego tkankę. Możliwe, że po prostu homogenizuje się cały embrion”. Jest to grzeczny sposób powiedzenia, że abortowane dzieci mogły zostać poddane upłynnieniu [zmieleniu].
Dr Minger był szczególnie zaniepokojony faktem, że oprócz oferowania niesprawdzonych terapii pacjentom cierpiącym na choroby zwyrodnieniowe – za cenę do 10 000 funtów za sztukę – klinika prowadziła dochodową działalność dodatkową, oferując zabiegi z wykorzystaniem komórek macierzystych w celu odwrócenia skutków starzenia się.
Firma chwali się, że takie leczenie może prowadzić do wszystkiego – od poprawy kondycji i życia seksualnego po większą sprawność umysłową i lepsze wzorce snu.
“Uważam za bardzo niesmaczne, że są one wykorzystywane do zabiegów upiększających” – mówi dr Minger. Z tego, co udało mi się ustalić na podstawie opublikowanych informacji, wiele osób zgłasza się do kliniki na Barbadosie z poczuciem, że są nieco zmęczeni lub że ich skóra straciła elastyczność, a oni otrzymują “smoothies” lub “perk-me-up”.
Komórki macierzyste wykorzystywane w tych technikach są kupowane przez IRM na Ukrainie. Mówi się, że są one pobierane z abortowanych płodów, za zgodą matki. Ale czy może istnieć związek z ukraińskimi matkami, które uważają, że ich dzieci zostały im celowo odebrane?
Pojechałem na Barbados, aby porozmawiać z jednym ze starszych lekarzy IRM, Shami Ramesh.
Początkowo obawiałem się, że moja podróż poszła na marne. Kiedy zbliżyłam się do 170-letniego budynku kolonialnego, w którym mieści się klinika, zobaczyłam, że brama jest zamknięta na kłódkę – dr Ramesh powiedział mi, że będę musiała wrócić w styczniu.
W końcu jednak udało mi się go namówić, aby przyszedł do mojego hotelu, gdzie powiedział, że może mi pokazać dowody dwóch badań, które potwierdzają skuteczność leczenia.
Te “dowody” okazały się być badaniami jednego pacjenta z chorobą neuronu ruchowego i ośmiu pacjentów kardiologicznych. Liczby były zbyt małe, aby przeprowadzić właściwą analizę, a dane nie zostały opublikowane w żadnym renomowanym czasopiśmie recenzowanym.
Jednak wiara dr Ramesha w tę metodę leczenia była uderzająca. “Płodowe komórki macierzyste działają” – powiedział. “Gdyby pacjenci nie byli zadowoleni z efektów, nie wracaliby do nas po drugą i trzecią infuzję”.
Następnie nasza rozmowa zeszła na główny temat mojego pytania: skąd miał pewność, że komórki macierzyste, których używała klinika, rzeczywiście pochodzą wyłącznie z płodów poddanych aborcji na Ukrainie – w kraju, w którym istnieje bardzo mało regulacji dotyczących takich kwestii, jak zgoda dawców.
Czy to możliwe, że w rzeczywistości komórki zostały pobrane od noworodków donoszonych bez zgody ich rodziców?
Dr Ramesh zaprzeczył, że wie o poświęcaniu dzieci dla komórek macierzystych. Powiedział, że ma zaufanie do Instytutu Kriobiologii w Charkowie, który jest źródłem komórek macierzystych wykorzystywanych przez klinikę na Barbadosie, ale dodał, że “może w przyszłości pojedziemy tam i sprawdzimy to”.
==================
Postanowiłem sam pojechać na Ukrainę, aby sprawdzić, jaką gwarancję może dać Instytut co do źródła pochodzenia komórek macierzystych.
Po przyjeździe na miejsce kilkakrotnie próbowałem przeprowadzić wywiad z dyrektorem Instytutu, dr. Walentynem Greshenko, aby przedstawić mu moje wątpliwości, ale odmówił. Moje poszukiwania zaprowadziły mnie więc do Szpitala Położniczego nr 6, który znajduje się w “kryminalnej dzielnicy” Charkowa, jak nerwowo powiedział mi mój tłumacz.
To właśnie w tym szpitalu, w 2002 r., młoda kobieta o imieniu Swietłana Plusikowa urodziła córeczkę. 26-latka zgodziła się spotkać ze mną na pobliskim opuszczonym placu targowym, położonym w bezlistnym lesie. Była zbyt przestraszona, żebym przyszedł do jej miejsca pracy.
Swietłana opowiedziała mi, że po stosunkowo prostej ciąży urodziła bez żadnych komplikacji. “To stało się bardzo, bardzo szybko – lekarze nic nie powiedzieli”.
Dopiero znacznie później dowiedziała się, że dziecko urodziło się martwe. “Powiedzieli mi, że moje dziecko było we mnie martwe już od pięciu miesięcy”.
Swietłana nie była przekonana. Przecież gdyby jej dziecko było martwe tak długo, to na pewno by poroniła. I dlaczego nie pokazano jej martwego niemowlęcia? Zabrano je tak szybko, że nie miała nawet szansy usłyszeć, czy płacze.
Ma swoje własne teorie na temat tego, co się stało. “Myślę, że zostało skradzione. Jeśli nie żyła, powinnam mieć możliwość zobaczenia jej. Myślę, że wiele młodych matek, takich jak ja, straciło swoje dzieci, ale teraz nikt nie zgłasza się na policję”.
Oczywiście Swietłana nie jest osamotniona w swoich podejrzeniach. Dimitry’ego i Olenę Stulnevów spotkałam w ich dwupokojowym mieszkaniu w pobliżu. Przyjechałem w czasie przerwy w dostawie prądu i zacząłem przeprowadzać z nimi wywiad przy świecach. Tam, ze łzami spływającymi po twarzy, Olena opowiedziała mi o swoich przeżyciach w Szpitalu położniczym numer sześć.
“Urodziłam zdrową dziewczynkę” – powiedziała mi Olena. “Płakała i ruszała rękami i nogami. Pokazano mi dziecko. Potem dziewczynkę zabrano. Powiedzieli mi, że wszystko jest w porządku i że zobaczę ją następnego dnia”.
Ale tak się nie stało. Następnego dnia Olena dowiedziała się, że jej dziecko zmarło. Ale kiedy zapytała, co było przyczyną śmierci, odpowiedzi były niespójne. “Opowiedzieli mi trzy historie. Po pierwsze, że nie miała wystarczająco dużo powietrza do oddychania; po drugie, że płuca się nie otworzyły; i po trzecie, że jej serce przestało pracować”.
Para bezskutecznie próbowała dowiedzieć się, co tak naprawdę się stało, ale im bardziej dociekali, tym mocniej drzwi zamykały się przed nimi.
Skontaktowała się więc z działaczką charytatywną o imieniu Tatyana Zhakarova z Federacji Rodzin Wielodzietnych, która zajęła się sprawą w jej imieniu.
Tatyana odkryła, że w szpitalu w podobnie dziwnych okolicznościach zmarło wiele innych niemowląt. Po intensywnym lobbingu władze w końcu zgodziły się na ekshumację i zbadanie ciał około 30 niemowląt.
Tatyana pokazała mi nagranie wideo, które pozwolono jej nagrać z sekcji zwłok. Na makabrycznym filmie widać zwłoki dzieci, niektóre z nich były pełnowymiarowe, ale brakowało im narządów i mózgu. Neurony w mózgu niemowląt są bogatym źródłem komórek macierzystych.
Inne ciało pokazane na filmie jest tak bardzo rozczłonkowane, że trzeba je składać kawałek po kawałku, jak układankę. Rozczłonkowanie nie jest standardową praktyką autopsyjną i zdaniem ekspertów może świadczyć o tym, że komórki macierzyste zostały pobrane ze szpiku kostnego.
Wnioski z sekcji zwłok były głęboko niepokojące. Teraz jednak Tatyana żyje w strachu, że władze próbują ją uciszyć.
Jej 20-letni syn zaginął w październiku w tajemniczych okolicznościach, a ona obawia się, że mógł zostać zabity w odwecie za jej kampanię na rzecz ujawnienia prawdy.
Władze Ukrainy zaprzeczają istnieniu jakiegokolwiek spisku i odrzucają twierdzenia, że istnieje handel komórkami macierzystymi pobranymi od skradzionych dzieci.
Jednak Rada Europy, zaniepokojona całą sprawą komórek macierzystych, przeprowadza własne dochodzenie w sprawie zarzutów ukraińskich matek.
W raporcie okresowym Rady mówi się o “kulturze handlu dziećmi porwanymi przy narodzinach i milczeniu personelu szpitalnego o ich losie”.
W ramach drugiego etapu dochodzenia rada bez wątpienia będzie chciała przeprowadzić szczegółowe rozmowy z pracownikami Szpitala Położniczego numer sześć. Ale czy uzyskają jakiekolwiek odpowiedzi, to już inna sprawa – o czym przekonałem się, gdy sam próbowałem porozmawiać z władzami szpitala.
To była ponura scena. Kiedy godzinami czekałem w Szpitalu Położniczym Numer 6, ciemnymi korytarzami mijałem kobiety w ciąży w strojach położniczych i starsze położne.
Ze ścian łuszczyła się farba i unosił się silny zapach środków antyseptycznych. W końcu otrzymałam pięć minut na rozmowę z głównym lekarzem, Larysą Nazarenko.
Gdy ustawiałem aparat, czuła się wyraźnie skrępowana – jej powieki szybko mrugały, gdy stała za biurkiem. “Dzieci nie zaginęły” – powiedziała mi. “Nie zostały skradzione – to tylko czyjeś złudzenie”.
Kto – zapytała – włożył te pomysły do głowy tej młodej matki?
“Chodzi o pieniądze” – odpowiedziałam – “o komórki macierzyste. O to, że ludzie Zachodu płacą mnóstwo pieniędzy za komórki macierzyste od niemowląt. I twierdzenia, że komórki z ich mózgów są pobierane do leczenia przez różne organizacje”.
“Nie ma takiej terapii” – powiedziała. “Żadna praca w tym szpitalu nie jest związana z wykorzystaniem komórek. To jest zły adres. Wszystkiemu zaprzeczam”. Potem kazano mi wyjść.
Być może dr Nazarenko będzie musiała poświęcić więcej czasu na rozmowę z przedstawicielami Rady Europy w lutym, kiedy to powrócą oni do Charkowa, aby kontynuować swoje śledztwo.
Ukraińskie środowiska mniejszości seksualnych nie zorganizują w Kijowie swojej dorocznej „parady równości”, oczywiście z powodu trwającej wojny na Ukrainie. Z tego powodu nawołują one do przyłączenia się do demonstracji organizowanej w Warszawie przez polskie grupy LGBTQWERTY, spodziewając się około 80 tysięcy uczestników.
Organizacja KyivPride zamieściła w sieci oświadczenie związane ze zbliżającą się, doroczną demonstracją środowisk dewiantów seksualnych. Podkreśliła ona, że w tym roku uczczenie 10. rocznicy pierwszej tego typu manifestacji nie będzie możliwe, bo na terenie Ukrainy wciąż toczy się wojna z Rosją.
Tym samym ukraińskie grupy LGBTQWERTY mają dołączyć do swoich polskich odpowiedników. Tegoroczna „parada równości” w Warszawie będzie tym samym organizowana przez połączone polsko-ukraińskie siły.
Przedstawiciele KyivPride napisali w swoim komunikacie, że wraz z polskimi homoseksualistami będą „walczyć w obronie wolności i praw człowieka oraz przeciwko wojnie (…) o pokój, o zwycięstwo Ukrainy i o wolność ukraińskiej ziemi i narodu”. Demonstracja w stolicy Polski ma być jednocześnie apelem do społeczności międzynarodowej, aby wspomogła ona Ukrainę w trwającym konflikcie.
Ukraińskie grupy LGBTQWERTY twierdzą dodatkowo, że „organizatorzy spodziewają się 80 tys. osób”, które 25 czerwca mają przejść ulicami Warszawy. Zaapelowały więc do mniejszości seksualnych z całego świata o przyjazd do Polski.
W dniu 9 maja, czyli w dniu, który rząd Rosji uważa za rocznicę zakończenia II wojny światowej, na cmentarzu żołnierzy sowieckich przy ulicy Żwirki i Wigury nastąpiło obrzydliwa prowokacja. Ambasador Rosji został oblany czerwoną farbą.
Skandalem jest że dopuściły do tego służby specjalne Polski, właściwie „rządu warszawskiego”, które miały obowiązek strzeżenia dyplomaty obcego państwa. Na zdjęciu widoczny jest kpt. M. Kwaśniewski – ze służb umundurowanych.
Dlaczego dopuściła do tego, bardzo przecież profesjonalna, obstawa ambasadora Rosji też nie mogę tego zrozumieć. Zastanawiające jest godne, spokojne przyjęcie tego aktu agresji ze strony Pana Ambasadora.
Jakie będą dalsze skutki dyplomatyczne, międzynarodowe tego oburzającego faktu –zobaczymy niedługo.
Zachodzim w um z Podgornym Kolą – jak pisał Szpot – ile jest pięter w tej zadziwiającej, prostackiej prowokacji.
Czy – groźnych przecież – łobuzów, bandytów – aresztowano? Mogą wyśpiewać [przyciśnięci…] swych mocodawców.
https://twitter.com/i/status/1523608890121760769
Oczywiście podobnych filmików jest dużo, żurnaliści na coś takiego czekali…
==================
Do oblania ambasadora Rosji czerwoną farbą przyznała się ukraińska dziennikarka Iryna Zemlyana.
Tfu, niech go sobie oblewa w Kijowie! Albo pod Kremlem. Nie w Warszawie. Czy ją, wredną prowokatorkę, aresztowano??
===============================
Wreszcie rozsądny głos:
Poseł Konfederacji Grzegorz Braun wyraził na Twitterze pogląd, że „atakowanie dyplomatów jest zawsze aktem barbarzyństwa, a w aktualnych okolicznościach jednocześnie aktem prowokacji wojennej”. Jak dodał: „bez względu na bezpośrednie sprawstwo, za sytuację odpowiadają władze RP – min. (spraw wewnętrznych i administracji) Mariusz Kamiński do dymisji!”.
===========================
A tak to skomentowała Bibuła:
KOMENTARZ BIBUŁY: Nie wiemy na ile była to prowokacja (strony polskiej, rosyjskiej), a na ile akt niebywałego skandalu w wykonaniu „aktywistów ukraińskich”, jak to ostatnio przyznają media. Nie wiemy na ile zawiodły służby ze strony polskiej, a na ile ochrona ambasadora. W każdym razie należy stanowczo potępić ten gwałt, przeprowadzić wnikliwe śledztwo, nadzór ukarać, a sprawców osądzić w procesie pokazowym, aby wybić z głowy podobne pomysły ich ewentualnym naśladowcom.
Niestety, sprowadzając do Polski nachodźców ukraińskich, ściągnęliśmy w tej masie całą rzeszę kryminalistów, zbrodniarzy, morderców, przestępców, gwałcicieli, wandali, zamachowców, wykolejeńców i bezlitościwych rzezimieszków. Wielu z nich to potomkowie ukraińskich band UPA mordujących Polaków, wychowanych w kulcie nienawiści. Sprowadziliśmy sobie zarzewie niepokoju, niestabilności i smutnej przyszłości znikającej Polski.
Stanisław Michalkiewicz Komentarz • tygodnik „Goniec” (Toronto) • 8 maja 2022
Postawa papieża Franciszka coraz bardziej rozczarowuje i zasmuca pana redaktora Tomasza Terlikowskiego. Swemu rozczarowaniu i smutkowi dawał on wyraz i wcześniej, ale w dniach ostatnich (najwyraźniej nadchodzą zapowiadane „dni ostatnie”) przelał się kielich goryczy. Kroplą, która go przelała okazał się wywiad, jakiego papież Franciszek udzielił włoskiemu dziennikowi „Corriere della Sera”, w którym wyraził przypuszczenie, że przyczyną wojny Rosji z Ukrainą mogło być „szczekanie NATO pod drzwiami Rosji”. Wyraził przy tym zamiar podróży do Moskwy, by spotkać się z Putinem, którego Senat USA, a także prezydent Biden uznał za „zbrodniarza wojennego”. „Nie wiem, co jest gorsze w tym wywiadzie: naiwność, nieznajomość świata, czy szczerość” – komentuje z goryczą pan redaktor Terlikowski. Że papież Franciszek jest naiwny, to wiadomo. Najwyraźniej nie słucha głębokich analiz pani red. Edyty Lewandowskiej, ani pana redaktora Tomasza Sakiewicza, którego o co, jak o co – ale o naiwność na pewno posądzić nie można. Gdyby słuchał, to z pewnością ćwierkałby z całkiem innego klucza, tak, jak „wszyscy” – a on tymczasem – po swojemu. Że papież Franciszek nie zna świata, to też rzecz pewna, a w każdym razie nie zna go tak dobrze, jak pan redaktor Tomasz Terlikowski. Redaktor bowiem wie, z której strony świat, to znaczy pardon – jaki tam znowu „świat”; nie żaden „świat” tylko z której strony chleb jest posmarowany, jako że z niejednego komina już wygartywał, a ostatnio – u pana red. Sakiewicza, który tę wiedzę posiadł w stopniu jeszcze większym. Ale to jeszcze nic w zestawieniu z ostatnim zarzutem, że wypowiedź papieża Franciszka cechowała „szczerość”. No rzeczywiście, tego już za wiele; kto to widział, żeby człowiek, a zwłaszcza papież mówił szczerze? Przecież każde dziecko wie, że szczerość, to pierwszy stopień do piekła, zwłaszcza w sytuacji, gdy Nasz Pan z Waszyngtonu dał nam przykazanie nowe, jak mamy myśleć i mówić. Co tu ukrywać; dobrze to wszystko nie wygląda i dlatego jeszcze raz rzucam myśl, (a wy go łapcie!), że następnym papieżem powinien zostać pan redaktor Tomasz Terlikowski. Nie tylko nie jest naiwny, ale w dodatku – zna świat – no i nigdy nie mówi szczerze, tylko zawsze tak, jak trzeba. Co prawda wypowiedź papieża Franciszka stanowi dobre pendant do deklaracji sekretarza obrony USA Lloyda Austina, który podczas niedawnej pielgrzymki do Kijowa ujawnił, że prawdziwym celem tej wojny jest obezwładnienie Rosji – ale co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie – więc papież Franciszek za żadne skarby nie powinien mówić szczerze, tylko tak, jak pan red. Michnik – zgodnie z mądrością etapu. Nawiasem mówiąc, podobnie ćwierka również Kyryło Budanow, szef ukraińskiej razwiedki. Wojnę może zakończyć – powiada – tylko rozpad Federacji Rosyjskiej, albo przynajmniej – zmiana jej władz. A jaka zmiana? No to chyba oczywiste – taka, jaką wyznaczyłby Rosji Nasz Pan z Waszyngtonu. Czy jednak Ukraina nawet przy pomocy NATO, będzie w stanie doprowadzić do zakończenia tej wojny, prowadzonej do ostatniego Ukraińca? To nie jest takie pewne, więc chyba trzeba będzie wciągnąć do tego inne państwa. Które? Odpowiedzi na to pytanie dostarcza przemówienie pana prezydenta Andrzeja Dudy, wygłoszone z okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja.
W odróżnieniu od rocznicowych obchodów z lat poprzednich, kiedy to miejscem uroczystości był Plac Piłsudskiego w Warszawie, a centralnym punktem – Grób Nieznanego Żołnierza – tym razem wszystko odbyło się na Placu Zamkowym, gdzie zgromadziła się garstka obywateli, kompania honorowa Wojska Polskiego, orkiestra, no i uczestnicy w postaci pani kierowniczki Sejmu Elżbiety Witek, pana Grodzkiego, prezydującego Senatowi i pana premiera Morawieckiego, generalicji wszystkich formacji naszej niezwyciężonej armii i dyplomatów, chociaż chyba nie wszystkich. Na trybunie nie zauważyłem też Naczelnika Państwa, który mógł w ten sposób dać wyraz swemu niezadowoleniu z wkroczenia pana prezydenta Dudy na nieubłaganą drogę emancypacji. Pan prezydent wygłosił przemówienie, którego nie odczytywał z kartki, a w każdym razie – takie to sprawiało wrażenie. Nawiązał krótko do historii, przypominając mocarstwową pozycję Rzeczypospolitej, a potem przeszedł do spraw aktualnych, komplementując Polaków za otwarcie swoich drzwi i swoich serc przed uchodźcami z Ukrainy. Naród polski w ten sposób – zauważył pan prezydent – wyznaczył kierunek, w jakim powinniśmy podążać. Ale nie tylko naród polski ten kierunek wyznaczył. Drugim i w dodatku – jak zauważył pan prezydent – proroczym podmiotem wyznaczającym kierunek w jakim mamy podążać, jest Ukraiński prezydent Wołodymir Zełeński. Miał on bowiem powiedzieć, że wkrótce zniknie granica między Ukrainą i Polską, w czym pan prezydent Duda widzi zapowiedź odbudowy mocarstwowej Rzeczypospolitej. Ten polityczny organizm ma się składać z Estonii, Łotwy, Litwy, Polski i Ukrainy. Pan prezydent nie wymienił Białorusi, być może dlatego, że zabawa w mocarstwowość w przypadku Białorusi nie zakończyła się dobrze; Aleksander Łukaszenka wraz z całą Białorusią został wepchnięty w objęcia Putina, wskutek czego na granicy białoruskiej mamy armię rosyjską, pani Swietłana, którą Nasz Pan z Waszyngtonu wyznaczył Białorusinom na jasnego idola, siorbie cienką emigrancką herbatkę, a polscy działacze na Białorusi zostali wyaresztowani. W przypadku Ukrainy ma być inaczej; jak przepowiedział prezydent Zełeński, który być może wie już coś, czego my jeszcze nie wiemy, granica między Polską, a Ukrainą ma zniknąć. Podobny program przedstawili uczestnicy debaty podczas samorządowej konferencji w Mikołajkach 13 kwietnia, tylko że oni przyłączenie Polski do Ukrainy nazwali „unią”. Nieważne, jak się taki twór będzie nazywał – stwierdził pan Czesław Bielecki – bo najważniejsze, żeby „integracja” nastąpiła jak najszybciej. Wygląda na to, że jeśli obezwładnianie Rosji na Ukrainie się przeciągnie, to Polska może dostać rozkaz włączenia się do wojny i wtedy rzeczywiście będziemy dzielić z Ukraińcami wspólnotę naszych losów z tą różnicą, że przed naszymi uchodźcami nikt może nie otworzyć ani swoich domów, ani swoich serc, jak Polacy przed Ukraińcami – oczywiście w wyjątkiem tych rodaków, a właściwie P.T. Rodaków, którzy będą się ewakuowali przez Zaleszczyki, skąd, jak wiadomo, wszędzie jest blisko.
W obliczu tak poważnych politycznych inicjatyw proklamowany został obowiązek wzmożonej czujności wobec ruskich agentów, którym śmierdzą onuce. Na początek Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, której pan prezydent Duda wyraził – podobnie jak innym formacjom bezpieczniackim – podziękowanie za oddaną służbę, zamknęła portale „W Realu” i „W Realu 24” prowadzone przez red. Marcina Rolę za „szerzenie rosyjskiej propagandy”, o czym – jakże by inaczej! – z satysfakcją poinformował konkurencyjny portal pana red. Tomasza Sakiewicza, zajmujący się propagandą ukraińską. Co prawda pan Rola twierdzi, że prawdziwym powodem było zainteresowanie „aferą respiratorową”, ale – jak to w filmie „Ojciec Chrzestny” zrobił Michael Corleone – wszystkie „sprawy rodzinne”, dzięki wojnie, jaką NATO prowadzi na Ukrainie w celu obezwładnienia Rosji, żeby Pan z Waszyngtonu tak się nie martwił, co też Rosja może zrobić w momencie, gdy USA przystąpią do ostatecznego rozwiązywania kwestii chińskiej, będzie można załatwić pod pretekstem demaskowania ruskich agentów. Kiedy wszyscy zostaną już zdemaskowani i zakneblowani, program przeprowadzenia „unii” ukraińsko-polskiej nie napotka już żadnej przeszkody.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Незадолго до начала военной спецоперации России на Украине на комбинат приезжал его владелец Ринат Ахметов и президент Владимир Зеленский.
То, что под знаменитым металлургическим комбинатом «Азовсталь» в Мариуполе есть большой подземный город, знают все. Однако мало кому известно, что глубина этого города 20 метров, и имеет он три яруса. Подробности о том, что из себя представляют катакомбы завода, который был построен в 1930 году, рассказал один из строителей Виктор Басюк.
«Цеха, которые были построены, прокатные станы, все коммуникации находились под цехами. Маршзалы, насосные, все, чтобы их с боку не строили, все находилось там. И глубина там – 20 метров», – рассказал Рен ТВ строитель.
Басюк отметил, что подземная часть завода состоит из трех уровней: маршзал, насосная и еще один маршзал. Басюк называет «маршзалами» машинные отделения, где стоят двигатели, вырабатывающие самостоятельно электроэнергию. Как уточнил строитель, насосные откачивают масло и подают давление в цеха завода.
Одна из схем катакомб, опубликованных западными СМИ.
Также Виктор Басюк отметил, что перед тем, как началась военная спецоперация России на Украине, на «Азовсталь» приезжал его владелец – украинский олигарх Ринат Ахметов. Сюда он прибыл вместе с президентом Украины Владимиром Зеленским. Было это 19-20 февраля, уточнил строитель.
«И танки зашли на территорию завода, и продукты туда завези, и воду, и все-все», – отметил он. https://ren.tv/player/video/embed/972364#autoplay=1;
После того, как президент Украины дал 24 часа чиновникам и предпринимателям на то, чтобы те вернулись, Ахметов прилетел домой. И даже поехал в Мариуполь 16 февраля. Как раз в те самые дни, когда туда приехал и Зеленский. Владелец комбината даже выступил перед президентом и работниками „Азовстали” и пообещал инвестировать миллиард долларов в новое производство и строительство университета в Мариуполе. А потом за день до начала российской спецоперации снова улетел из Украины и пока не возвращался.
Do Komisji Europejskiej trafił wniosek o zarejestrowanie nowej unijnej inicjatywy obywatelskiej, której celem jest zlikwidowanie w Unii Europejskiej hodowli zwierząt do celów służących człowiekowi – pisze „Nasz Dziennik”. Według gazety pierwszym krokiem miałoby być wyeliminowanie uboju zwierząt
„Nasz Dziennik” poinformował, że twórcy inicjatywy mają rok na zebranie minimum miliona podpisów w co najmniej siedmiu krajach Unii Europejskiej. Jeżeli im się to uda, to Komisja Europejska będzie musiała rozpatrzyć wniosek w tej sprawie.
Inicjatywa obywatelska pod nazwą „End The Slaughter Age”, czyli „Koniec epoki rzezi”, jest – w ocenie „ND” – „kolejną próbą stworzenia w Europie lewicowej utopii”.
Zdaniem „ND” twórcy nowej inicjatywy obywatelskiej „straszą wizją katastrofy klimatycznej, za którą rzekomo odpowiadają rolnicy, a szczególnie hodowcy zwierząt”. Jak czytamy, inicjatorzy akcji – zdaniem autorów artykułu – konsumentów mięsa oskarżają o niszczenie planety. A w zamian – twierdzi „ND” – proponują, aby UE postawiła na mięso komórkowe tworzone w laboratoriach oraz dania warzywne, które mają imitować mięso.
Gazeta przytacza komentarz prof. Romana Niżnikowskiego z Katedry Hodowli Zwierząt Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, w ocenie którego jest to „plan zniszczenia rolnictwa – nie tylko hodowli zwierząt, ale też producentów pasz”.(PAP)
==================
[Oczywiście jest o wiele gorzej: Plan zniszczenia naturalnego pożywienia ludzi.. M. Dakowski]
Najwyższa Izba Kontroli zbadała wypłacanie dodatków covidowych dla medyków. W przeprowadzonej kontroli w czterech placówkach w woj. zachodniopomorskim ujawniono szereg nieprawidłowości, w tym m.in. dodatki w wysokości 15 tys. zł za 30 minut pracy w skali miesiąca – informuje branżowy portal rynekzdrowia.pl.
Publikacja: 08.05.2022 Wnioski pokontrolne NIK przedstawiono w trakcie piątkowego – 6 maja – posiedzenia „Parlamentarnego Zespołu ds. Nadużyć i Naruszeń Prawa w związku z COVID-19”. reprezentujące szczecińską delegaturę NIK Bogumiła Mędrzak oraz Sylwia Krawczyk wyjaśniły, iż „kontrola była doraźna, podjęta z inicjatywy własnej NIK, w związku z doniesieniami medialnymi dotyczącymi nieprawidłowości w udzielaniu dodatków covidowych”.
Wśród nieprawidłowości wymieniono m.in. to, że dodatki covidowe były wypłacane wielokrotnie jednej osobie w danym miesiącu, z tytułu wykonywania pracy w różnych podmiotach leczniczych i przekraczały łącznie limit, czyli 15 tys. zł. Rekordziści otrzymywali po ponad 40 tys. zł
Przedstawicielka NIK wskazywała, iż zdarzały się przypadki dodatków covidowych w wysokości 15 tys. zł za 30 minut pracy w skali miesiąca.
Choć dodatki covidowe będą obowiązywać tylko do końca marca, do sądów wciąż wpływają pozwy od lekarzy, którym ich nie wypłacono.
Przypomnijmy, iż uprzedzając nadchodzącą tzw. „druga falę” pandemii koronawirusa Minister Zdrowia poleceniem z 4 września 2020 r. zobowiązał Prezesa NFZ do przekazania podmiotom leczniczym środków finansowych na wypłatę dodatkowego wynagrodzenia -„świadczenia” określonym grupom personelu medycznego. Zmianą polecenia z listopada 2020 r. rozszerzono zakres podmiotów zobowiązanych do realizacji świadczeń opieki zdrowotnej w związku z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19 oraz zakres osób uprawnionych do otrzymania dodatkowego świadczenia. Podwyższono także wysokość tego świadczenia – do wartości 100% kwoty wynagrodzenia – oraz wypłaty maksymalnej kwoty dodatku – z 10 000 zł do 15 000 zł.
Na mocy polecenia ministra zdrowia dla prezesa NFZ dodatki covidowe obowiązywały do 31 marca 2022 r.
Polskie ośrodki ukrainofilskie starają się co pewien czas podejmować próby „zdjęcia” odpowiedzialności z zagładę ludności polskiej na Wołyniu z UPA na NKWD.
I tym razem, w atmosferze wojny na Ukrainie i wzburzenia opinii publicznej – taki głos się pojawiał, i to ze strony nie byle kogo. Jak informuje jedna ze stron internetowych: „Maciej Świrski, prezes Reduty Dobrego Imienia i przewodniczący Rady Nadzorczej PAP twierdzi, że za ludobójstwo Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej odpowiedzialni mogą być sowieci. Naturalną konsekwencją takiej tezy byłoby zniesienie albo przynajmniej umniejszenie odpowiedzialności Ukraińców za wybitnie bestialskie zbrodnie nawet jak na warunki II wojny światowej”.
„Są poszlaki o inspiracji NKWD. Jesteśmy na tropie tego, ale za wcześnie mówić o szczegółach” – napisał Maciej Świrski na „Twitterze”. Wpis szybko zniknął, ale nie uszedł uwadze internautów i nabrał rozgłosu.
Czym jest Reduta Dobrego Imienia? To organizacją powołana do „walki z kłamstwami historycznymi nt. Polski”. Znana jest głównie z podejmowania interwencji ws. nazywania niemieckich obozów koncentracyjnych na terenie okupowanej Polski „polskimi”. Cele zbożne, ale jak się okazało nie zawsze.
Komorowski i Macierewicz
Jak już wspomniałem, taka teza pojawia się u nas dosyć regularnie co jakiś czas. Po 1989 roku najgłośniejsze były trzy głosy w tej kwestii. W wywiadzie dla dziennika „Rzeczpospolita” (24.07.2008), zatytułowanym „Za Wołyń odpowiadają Sowieci”, Bronisław Komorowski, wówczas marszałek Sejmu RP, powiedział: „Próba przeniesienia odpowiedzialności za nieszczęścia polskich Kresów z Sowietów na Ukraińców skłania mnie do zastanowienia, czy nie mamy do czynienia z długimi rękoma Rosji”.
Z kolei w roku obchodów 70. rocznicy ludobójstwa na Wołyniu prominentny działacz Związku Ukraińców w Polsce Mirosław Czech opublikował artykuł po wymownym tytułem „Jak Moskwa rozpętała piekło na Wołyniu” („Gazeta Świąteczna”, 9-10 marca 2013), twierdząc: „Sowieci poszczuli Niemców na ukraińskich policjantów, w ich miejsce przyszli Polacy. Spirala mordów się nakręciła. Rosyjscy agenci działali według precyzyjnie ułożonego planu”.
Wreszcie Antoni Macierewicz. W programie „Minęła dwudziesta” w TVP Info (12.07.2016) powiedział: „Prawdziwym wrogiem, który rozpoczął, i który użył ukraińskich sił nacjonalistycznych do tej straszliwej zbrodni ludobójstwa jest Rosja. To tam jest źródło tego straszliwego nieszczęścia”.
Historycy sceptyczni
Czy teoria o „sowieckiej prowokacji” znajduje jakiekolwiek potwierdzenie w dokumentach? Nie znajduje. W Polsce najbliższy akceptacji tej tezy wydaje się być współcześnie Grzegorz Mazur, który pisze: „Dogłębnego wyjaśnienia wymaga sprawa inspirowania przez Sowietów oddziałów UPA do wystąpień przeciwko Polakom. Według niektórych przekazów na czele tych oddziałów stali oficerowie sowieccy. W jednym z pierwszych opracowań dziejów polskiego podziemia odnotowano, że »w rejonie Złoczowa i Stanisławowa zanotowano wypadki, że bandami ukraińskimi mordującymi dowodzili oficerowie sowieccy«.
O współpracy OUN-B z NKWD jest też mowa w raporcie hitlerowskiej policji i Służby Bezpieczeństwa (SD) z 22 maja 1942 r., ale pamiętać trzeba, że raporty wszelkich służb specjalnych, zarówno niemieckich, jak i sowieckich, zawierają wiele nieprawdziwych i niesprawdzonych informacji”.
Bynajmniej nie wrogo nastawiony do tradycji upowskiej, historyk – Grzegorz Motyka – tezę tę zdecydowanie odrzuca. W jednym z wywiadów, na pytanie „Czy rzeź wołyńska mogła być sprowokowana przez służby sowieckie?”, odpowiedział: „Nic na to nie wskazuje. Oczywiście bez Niemców i Sowietów do zbrodni by nie doszło, bo oni stworzyli do niej warunki i dali przykład. Sowieci nie mieli jednak interesu w wywołaniu takiej rzezi. Być może sowiecka prowokacja przyczyniła się do dezercji ukraińskiej policji, ale to co najwyżej przyspieszyło działania banderowców. Na III konferencji OUN-B (frakcja związana ze Stepanem Banderą) w lutym 1943 r. i tak zapadła decyzja o rozpoczęciu walki z Niemcami, a to oznaczało przystąpienie do antypolskich czystek, bo taki plan przyjęto już pod koniec 1942 r. Kiedyś istniała teoria, że masakry zapoczątkowali Sowieci, którzy w przebraniu upowców wymordowali polską wioskę. Ale już pierwszą wioskę Paroślę wymordowali banderowcy i wszędzie, gdzie udało się zidentyfikować sprawców, należeli oni do OUN-B”.
Z czego wynikały kontakty strony sowieckiej z OUN?
W końcu 1942 i na początku 1943 roku Moskwa nie wiedziała jeszcze dokładnie w jakim kierunku pójdzie OUN Bandery. Wiedziano, że organizacja ta, w przeciwieństwie do OUN Melnyka, nie traktuje Niemców jako sojuszników „po wsze czasy”. Podjęcie kontaktów ze strukturami OUN Bandery było o tyle ułatwione, że bardzo często w roli emisariuszy po stronie sowieckiej wcielali się Ukraińcy, nieraz znajomi tych, którzy przeszli do UPA.
W tym czasie dla strony sowieckiej nadal głównym celem było skłonienie kogo się da do współpracy i walki z Niemcami. Józef Sobiesiak „Maks” podaje, że do rozmów na tematy polityczne doszło na początku marca 1943 roku w okolicach Łucka. Oficjalnie delegacja ukraińska reprezentowała Ukraińską Główną Radę Wyzwoleńczą. Podczas spotkania jej przedstawiciele stwierdzili, że ich głównym zadaniem jest budowa Samostijnej Ukrainy i likwidacja Polaków. Ostrzegli stronę sowiecką, żeby nie kierowała swoich oddziałów na tereny Ukrainy Zachodniej.
Informacje Sobiesiaka są wiarygodne i zostały potwierdzone przez historyków i materiał archiwalny. Odniósł się do nich Mirosław Czech pisząc: „Kontakty z podziemiem ukraińskim zainicjował ppłk. Anton Brińskij, „Diadia Pietia’”, dowódca jednego z oddziałów dywersyjnych GRU – sowieckiego wywiadu wojskowego. Nie był chyba jeden, lecz odtajniono jedynie jego relację, w której opisywał, że OUN-B zorientowana jest na USA, bo w jej przekonaniu Niemcy wojnę przegrają, Sowieci zostaną rozbici, Anglia straci swoje znaczenie. Wobec wojny sowiecko-niemieckiej OUN-B zachowuje neutralność, bijąc się z Niemcami, ale nie podejmując „działań aktywnych, nie zważając na to, że Niemcy ich prześladują i palą ich wsie”.
Brińskij miał zgodę Moskwy na kontakt z OUN Bandery. Jego sukcesem – jak twierdzą niektórzy historycy – było zaprzestanie ataków policji ukraińskiej na oddziały partyzantki sowieckiej i jej ucieczka do lasu. Jednak już w końcu lutego Moskwa zakazała kontaktów z OUN Bandery. Być może więc Sobiesiak podał błędną datę spotkania pod Łuckiem. Mogło się ono odbyć w lutym a nie w marcu 1943 roku.
Epizod ten stał się po latach przedmiotem spekulacji ośrodków starających się zdjąć z OUN Bandery odpowiedzialność za zbrodnię ludobójstwa na Polakach. Nie znajduje to jednak potwierdzenia w materiale źródłowym.
Co ciekawe, podczas spotkania delegacji polskiego i ukraińskiego podziemia w dniu 28 lutego 1944 roku, podjęto temat ewentualnego udziału strony sowieckiej w mordach na Polakach. Przedstawiciel strony polskiej powiedział: „Nie wiemy, kto tym kieruje, wiemy jednak, kto może mieć interes w osłabieniu polskiego elementu na tych ziemiach. Interes mogą mieć przede wszystkim bolszewicy, lecz dotąd nie stwierdzono ich działań w tym kierunku”.
Także przedstawiciel strony ukraińskiej z OUN powiedział, że „zgadza się z poglądem o interesie, jaki mogą mieć bolszewicy w mordowaniu Polaków”, jednak i oni „nie stwierdzili ich akcji w tym kierunku, poza sporadycznymi wypadkami działania band sowieckich na Wołyniu pod przykrywką UPA”.
Sowieci i Polacy
Rozwój sytuacji na Wołyniu wymusił na stronie sowieckiej jeszcze bardziej przychylne stanowisko w stosunku do Polaków tam zamieszkujących niż to wcześniej zakładano. Okazało się bowiem, że oparciem dla partyzantki jest tylko część ludności ukraińskiej, reszta sprzyjała banderowcom i była oparciem dla coraz liczniejszych formacji UPA.
Jak pisze Oksana Petrusewicz: „W kwietniu 1943 r. specjalna dyrektywa KC WKP(b) i CSRP nakazała dowódcom radzieckich zgrupowań partyzanckich okazywanie Polakom wszelkiej pomocy przy organizacji oddziałów i wyposażaniu ich w broń i amunicję. W ten sposób rozpoczęto formowanie proradzieckiego polskiego ruchu partyzanckiego oraz przekształcanie niewielkich oddziałów, złożonych z Polaków, w samodzielne polskie zgrupowanie „Jeszcze Polska nie zginęła”.
Rozwój sytuacji sprawił, że Polacy zamieszkujący Wołyń stali się oparciem dla partyzantki sowieckiej, z drugiej zaś strony, partyzantka ta w wielu miejscach była jedyną siłą broniąca polskich wsi przed zagładą ze strony UPA. Co najmniej 7 polskich samoobron, w tym największa z nich w Przebrażu zawdzięcza swoje przetrwanie partyzantom sowieckim (w tym oficerowi NKWD Iwanowi Prokopiukowi – Ukraińcowi z Odessy).
Ten fakt od wielu lat jest ością gardle polskich antykomunistów i wielbicieli sojuszu polsko-ukraińskiego.
Jednak nawet historycy niechętni ZSRR przyznają, że na Wołyniu partyzanci sowieccy stanęli po polskiej stronie i ocalili wiele tysięcy Polaków. Dodajmy, że ponad 60 proc. partyzantów sowieckich to byli Ukraińcy ze wschodu.
Faktu tego nie chciały jednak uznać władze Polskiego Państwa Podziemnego. Po prostu, nie mieściło się im to w głowie. I to właśnie z tych kręgów pochodzą pierwsze spekulacje na temat udziału strony sowieckiej w rozniecaniu polsko-ukraińskiego konfliktu na Kresach. Współpraca samoobron polskich z partyzantką sowiecką odbywała się wbrew oficjalnym dyrektywom Delegatury Rządu RP i dowództwa Armii Krajowej. Od samego początku służby informacyjne Komendy Głównej AK oskarżały partyzantkę sowiecką o inspirowanie i prowokowanie konfliktu polsko-ukraińskiego na Wołyniu.
Fałszywa ocena Warszawy
W „Biuletynie Informacyjnym” (20 maja 1943, nr 20), pisano:
„Rola banderowskiego odłamu OUN w tych tragicznych zajściach nie jest mocno udowodniona. Wiele faktów wskazuje natomiast na to, że właściwymi inspiratorami haniebnego pogromu, w czasie którego wymordowano setki rodzin polskich byli agenci sowieccy. W chwili sporu o Ziemie Wschodnie Moskwa za wszelką cenę dąży do wywołania konfliktu ukraińskiego na tle zadrażnień narodowościowych, aby mieć argument, że ukraińska ludność kresowa nie życzy sobie powrotu państwa polskiego na te ziemie. Ta sama Moskwa jednocześnie dla zatarcia śladów kazała wystąpić swym własnym »dywersantom« przeciwko bandom ukraińskim spod znaku »Tarasa Bulby«. Cele tej podwójnej gry są aż nadto jasne. Oto za jednym zamachem wyniszcza się żywioł polski na kresach i kompromituje wobec świata nacjonalistów ukraińskich”.
Podobne oceny były zawarte w Sprawozdaniu Delegata Rządu na Województwo Wołyńskie Kazimierza Banacha, reprezentującego Stronnictwo Ludowe:
„Bolszewicy mają swoje jaczejki wśród społeczeństwa ukraińskiego i wśród band. Usiłują opanować kierownictwo bandami, a już i obecnie wiele band jest pod ich komendą. Stwarzają pozory, że ludność polską chcą brać w obronę. Wszędzie jednak tam, gdzie ludność zmuszona była z ich opieki korzystać, zmierzają tylko do tego, by z młodzieży polskiej stworzyć komunistyczne oddziały partyzanckie. Jeden z takich oddziałów jest już zorganizowany i przybrał nazwę oddziału im. Tadeusza Kościuszki. W kilku wypadkach stwierdzono, że wśród atakujących ludność polską byli i bolszewicy, którzy przedtem ludności polskiej proponowali pomoc. Wydaje się być prawie pewnym udział inspiracji sowieckiej w akcji mordowania ludności polskiej. Pojawiły się również na Wołyniu liczne oddziały partyzantki sowieckiej. Oddziały te żadnej akcji zaczepnej w stosunku do Niemców nie prowadzą. Wygląda na to, że jest to gromadzenie sił dla akcji w przyszłości. Oddziały te zaopatrywane są z powietrza w broń, amunicję, ludzi, materiały instrukcyjne i propagandowe. Wołyń traktują jako ziemię sowiecką. W tej chwili stanowią one już poważną siłę” Cyt za: M. Siwicki, „Dzieje konfliktów polsko-ukraińskich”, t. II, Warszawa 1992, ss. 136-137).
Ta ocena, odbiegająca od rzeczywistej sytuacji na Wołyniu, owocowała popełnianiem dalszych błędów i zaniechań. Komenda Główna AK zlekceważyła informacje o zagrożeniu ludności polskiej na Wołyniu przez nacjonalistów ukraińskich, które napływały do Warszawy jeszcze w 1942 roku. Pomimo stanowiska Delegata Rządu na Wołyniu Kazimierza Banacha, który domagał się uzbrojenia oddziałów AK i skierowania ich do obrony ludności polskiej na Wołyniu – dowództwo w Warszawie odmówiło. Płk Jan Rzepecki „Prezes” z KG AK argumentował, że „udostępnienie broni na Kresach roznieciłoby ogień walki do niewyobrażalnych rozmiarów, a opinia światowa uzyskałaby argument, że walka o wschodnią granicę była błędem politycznym”.
Stąd, w decydującym momencie, na Wołyniu praktycznie nie było większych oddziałów AK, wszystkie przygotowania koncentrowały się wokół Akcji „Burza”, która miała pokazać nadchodzącej Armii Czerwonej i władzom w Moskwie, że tereny wschodnie są nadal polskie. Tragizm sytuacji polegał na tym, że w przypadku Wołynia jedynym co można było zrobić, to uratować życie dziesiątków tysięcy ludzi.
Chociaż stanowisko Kazimierza Banacha było bardziej realistyczne, to w praktyce też nie był on w stanie niczego zrobić. Łudził się, że należy prowadzić rozmowy z nacjonalistami ukraińskimi, apelować do nich, by w imię jedności państwa (polskie władze podtrzymywały iluzję istnienia RP na tych terenach, traktując Ukraińców, także nacjonalistów, jako obywateli tego państwa) zaprzestali rzezi. Jednocześnie wydał on, w chwili największego natężenia terroru UPA, w dniu 28 lipca 1943 roku, odezwę do „Obywateli Rzeczypospolitej”. Apelował o przeciwstawienie się rzezi i wzywał do tworzenia samoobrony. Jednocześnie zakazywał wstępowania do policji w służbie niemieckiej oraz dodawał: „Współdziałanie z bolszewikami jest takim samym przestępstwem, jak współdziałanie z Niemcami”.
Ta groźba odnosiła się do w dużej mierze do tych Polaków, którzy wstępowali w szeregi partyzantki sowieckiej, ale ogólny wydźwięk tego dokumentu jest przygnębiający. W czasie, kiedy dziesiątki tysięcy Polaków, pozbawianych oparcia struktur podziemnych Państwa Polskiego, walczyło o życie, Delegat Okręgowy Rządu zakazuje współpracy z siłą, która jest dla wielu polskich wsi jedynym sojusznikiem.
Wracając jeszcze do kwestii błędnej oceny dokonanej przez władze cywilne wojskowe Polskiego Państwa Podziemnego, należy dodać, że miały one jedynie mgliste wyobrażenie o tym, co się dzieje. Jak pisze Władysław Filar:
„Uważano, że napływające informacje o rzeziach są przesadzone, nie wierzono, że w XX wieku może powtórzyć się scenariusz z okresu buntów i powstań kozackich chłopskich”.
Powagę sytuacji dostrzegały tylko struktury podziemne działające na Kresach, choć także z pewnym opóźnieniem. Raport Obszaru Lwowskiego AK w sprawie mordów wołyńskich zawiera smutny wniosek, że „ludność polska czuje się opuszczona przez czynniki rządowe”. Stwierdzano też, że polskie czynniki rządowe zrzucają winę za to, co się stało na Wołyniu „na wszystkich, z wyjątkiem oczywistych głównych sprawców: nacjonalistów ukraińskich z OUN na czele” (W. Filar, „Wydarzenia wołyńskie 1943-1944…”, s. 253).
Próba przerzucenia odpowiedzialności za Wołyń na Rosję (ZSRR) miała i ma wymiar czysto polityczny, celem którego jest „zdjęcie” odium z naszego „strategicznego sojusznika”. Mamy więc do czynienia z próbą zastosowania tzw. polityki historycznej do manipulowania prawdą, nie pierwszy raz zresztą. Na razie z marnym rezultatem, choć należy się liczyć z kolejnymi próbami.
Co w tej sprawie jest najbardziej tragiczne? To, że taki proceder uprawia z reguły strona polska, a nie ukraińska. Poza głosem Mirosława Czecha, nikt inny z Ukraińców tego nie podnosi. Dlaczego? Z prostego powodu – gdyby to przyjąć, wówczas UPA na Wołyniu należałoby uznać za „sowiecką agenturę”, pionka na stalinowskiej szachownicy. A to uderzyłoby w mit UPA jako całkowicie niezależnej ukraińskiej organizacji walczącej o „samostijną” Ukrainę.
Tego, jak się zdaje, „przyjaciele” Ukrainy nie biorą pod uwagę. Strona ukraińska ma zupełnie inną „linię obrony”. Na Wołyniu miała miejsca wojna polsko-ukraińska sprowokowana przez Polaków. Ukraińcy tylko się bronili, a poza tym Polacy współpracowali z Sowietami i Niemcami. W wersji bardziej light mówi się, że po prostu „sytuacja wymknęła się spod kontroli” i ukraińskie chłopstwo dokonało zemsty na Polakach, UPA nie miała z tym nic wspólnego.
Biorąc to pod uwagę, wysiłki naszych „przyjaciół Ukrainy” w rodzaju pana Świrskiego i innych są przez Ukraińców źle widziane. Świadczy to tylko o głupocie autorów tego typu przedsięwzięć mających obiektywnie rzecz biorąc antypolski charakter.
Artykuł redaktora Jana Engelgarda jeszcze raz pokazuje skąd wzięli swoje załgane wymysły o rosyjskim sprawstwie ludobójstwa Polaków na Wołyniu, wszystkie te kanalię pokroju Świrskiego, Komorowskiego, Macierewicza i wszystkim im podobnym bydlakom, którzy powtarzają idiotyzmy wytworzone już w tamtym czasie przez zdrajców z tzw. Komendy Głównej AK i przedstawicielach renegatów z tzw. londyńskiego rządu, którzy nie widząc na oczy ówczesnej sytuacji Polaków mieszkających na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej, zamiast udzielić wszelkiej pomocy naszym rodakom, które to możliwości posiadali, wbrew opowiadaniu bajek ich dzisiejszych usprawiedliwia czy, że ich nie mieli, dalej snuli swe kretyńskie rojenia o sojuszu polsko-ukraińskim przeciwko ZSRR, w momencie, gdy setki tysięcy naszych rodaków było bestialsko mordowanych przez ich wyidealizowanych ukraińskich sojuszników.
Tym co zdumiewa jednak po dziś dzień najbardziej jest to, że są nadal ludzie, którzy nie tylko powtarzają te brednie wytworzone przez zdrajców z KG AK i londyńskich kundli brytyjskich i amerykańskich panów, którym wysługiwali się na kolanach wbrew polskim interesom, ale jeszcze nazywają do chwili obecnej tych ostatnich renegatów, jedynym legalnym polskim rządem na uchodźstwie, aż po 1989 rok, czym udowadniają że niczego nie nauczyli się z historii i nie wyciągnęli z niej żadnych wniosków, ale brną dalej w tą głupotę i są albo pozbawionymi resztek rozumu głupcami, albo świadomymi tego co robią zdrajcami, kontynuującymi antypolskie działania sanacyjnych, londyńskich renegatów, pchając nas w jeszcze większą katastrofę, niż było to sprawstwem tamtych kanalii.
„Szczepionki przeciw Covid spowodowały 20 razy więcej poważnych skutków ubocznych i 23 razy więcej zgonów niż wszystkie inne szczepionki w ciągu ostatnich 20 lat łącznie”.
−∗−
W menu na dziś danie przypominające. Zjawisko tzw. ‘pandemii’ oficjalnie się nie kończy, ale mutuje w kierunku ‘zagrożenia epidemiologicznego’. Nie przeszkadza to jednak, przynajmniej niektórym politykom, w zadawaniu pytań. Tym razem wystąpienie Christine Anderson z niemieckiej AfD w trakcie obrad komisji śledczej ds. COVID-19. Wypowiedzi tej eurodeputowanej były już wcześniej publikowane na łamach Portalu św. Ekspedyta.
Zapraszam do lektury (i oglądania).
____________***____________
Zobacz, jak eurodeputowana niszczy całą politykę Covid w 5 minut: „Czas na bardzo nieprzyjemne pytania”
„Szczepionki przeciw Covid spowodowały 20 razy więcej poważnych skutków ubocznych i 23 razy więcej zgonów niż wszystkie inne szczepionki w ciągu ostatnich 20 lat łącznie”.
W tym tygodniu eurodeputowana Christine Anderson (AfD) wygłosiła swoje pierwsze przemówienie przed nową „komisją śledczą ds. COVID-19” Unii Europejskiej. Niemiecka eurodeputowana potępiła politykę UE w sprawie Covid i zażądała dochodzenia w sprawie wyraźnych naruszeń praw człowieka pod pretekstem walki z wirusem.
Anderson sprzeciwiła się „fałszywym twierdzeniom dotyczącym bezpieczeństwa szczepionek, ich rzekomemu ostatecznemu zatwierdzeniu i tak zwanej skuteczności”. Posłanka zwróciła uwagę, że baza danych Europejskiej Agencji Leków (EMA) pokazuje, że w ciągu siedmiu miesięcy „szczepionki” przeciw Covid spowodowały 20 razy więcej poważnych skutków ubocznych i 23 razy więcej zgonów niż wszystkie inne szczepionki w ciągu ostatnich 20 lat łącznie.
„Dlaczego nie jest to przedmiotem dochodzenia” – pytała eurodeputowana. Wyjaśniła, że polityka rządów wobec Covid nie miała nic wspólnego ze zdrowiem publicznym. Zamiast tego, wydaje się, że była to „operacja zarabiania pieniędzy dla przemysłu farmaceutycznego”.
Dlaczego alternatywne metody walki z Covid nie były badane ani podane do wiadomości publicznej, pytała Anderson? Zamiast tego, jak wykrzyczała, wszystko w całej waszej polityce wobec Covid „sprowadzało się wyłącznie do: «szczepić, szczepić, szczepić»”.
[Wystąpienie w języku niemieckim, angielskie napisy]
Kwestie, którymi komisja musi się zająć
Anderson zwróciła uwagę na inne kwestie, które Komisja musi zbadać. Najpierw skupiła się na „wdrożeniu kontraktów szczepionkowych”. Niewiele jest dostępnych informacji na temat kontraktów producentów szczepionek, ponieważ komisja nie ujawnia tych informacji. Zapytała jak ma „odpowiednio wykonywać swoją pracę jako deputowana do PE” i informować swoich wyborców bez dostępu do danych.
Trzeba również zbadać masowe „ograniczenia praw podstawowych, które są niegodne demokracji”, wykrzyknęła eurodeputowana. „Przez utratę pracy, dyskryminację i marginalizację doświadczyliśmy redefinicji praw podstawowych”. Zgodnie z nową definicją, nasze prawa są teraz przywilejami, o których rząd decyduje i wybiera komu je przyznać.
Eurodeputowana zażądała odpowiedzi, dlaczego komisja nie bada „marginalizacji i kryminalizacji krytyków”, którzy potępiali te „antydemokratyczne środki”.
Dodała, że niedopuszczalne jest podpisywanie przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) nowych umów z państwami członkowskimi UE. Jak wyjaśniła wcześniej Anderson, WHO de facto walczy o władzę nad państwami członkowskimi UE w przypadku pandemii.
[Poniżej ta sama wypowiedź, ale z możliwością włączenia napisów z automatycznym tłumaczem] https://youtu.be/EwOu7ZbDNXQ
[Jeśli nie wchodzi, to proszę oglądać w oryginale. MD]
Twój głos nie ma znaczenia czyli kim rządzi pandemia [Christine Anderson] Jeśli zmiany w traktacie wejdą w życie, WHO określi w przyszłości, czy trzeba nosić maskę na twarzy, pracować z domu i czy np. zostanie wprowadzona godzina policyjna lub szczepienie. […]
______________
„Traktat Pandemiczny” czyli kto ma klucze do WHO „Traktat Pandemiczny”, który unieważnia lub uchyla decyzje rządów krajowych lub lokalnych, przekazałby ponadnarodowe uprawnienia niewybieralnemu biurokracie lub „ekspertowi”, który mógłby z nich korzystać całkowicie według własnego uznania i w oparciu […]
______________
Czy to już koniec epoki c-19? Nigdy dość powtarzania, że: ograniczenia dotyczące szczepionek Covid kończą się nie dlatego, że szczepionki mRNA odniosły sukces, ale dlatego, że zawiodły. Głębia tej porażki jest tak ogromna, że wyjaśnienie jej […]
Niemal w jednym czasie zaatakowali pałką antysemityzmu i poszły w świat kłamstwa o „polskich obozach”. Najpierw Emmanuel Macron nazwał premiera „prawicowym antysemitą”. Potem dziennikarka CNN zapytała Dudę, „czy polska pomoc dla Ukrainy nie jest próbą naprawienia krzywd polskich obozów koncentracyjnych”. Podobną retoryką grillowały nowojorskie media: Od inwazji Rosji na Ukrainę ekstremiści i antysemici z całego spektrum ideologicznego wykorzystują wojnę, jako pożywkę dla propagowania antysemickich teorii spiskowych. Niektórzy twierdzą, że sama wojna jest aranżowana przez Żydów, dla kontroli finansowej i globalnej sprawczości. Inni, aby usprawiedliwić a nawet gloryfikować rosyjską inwazję, odwołują się do „mafii chazarskiej” lub „inwazji chazarskiej”, czyli nawiązują do tezy, że współczesne wschodnioeuropejskie żydostwo wywodzi się od ludu Chazarów, który rzekomo przeszedł na judaizm w VIII wieku i mieszkał na dzisiejszej Ukrainie, a wkroczenie Putina na Ukrainę pomogło Ukraińcom odeprzeć inwazję „chazarskich Żydów”.
W podobnym tonie alarmuje izraelski minister ds. diaspory: Wyłania się niepokojący obraz sytuacji; nasilają się antysemickie teorie spiskowe, obarczające Żydów odpowiedzialnością za światowe kryzysy; ekstremistyczne, skrajnie prawicowe ruchy, przywołując żydowskie pochodzenie Zełenskiego, wykorzystują konflikt rosyjsko- ukraiński dla szerzenia antysemickiej propagandy o żydowskiej odpowiedzialności za wojnę; biali suprematyści boleją nad tym, że „bratnia wojna” między dwiema białymi nacjami jest napędzana przez żydowski spisek mający na celu anihilację zachodniej cywilizacji i ustanowienia NWO. Wg izraelskiego ministra, jest i teoria spiskowa głosząca, że Putina kontrolują rosyjsko-żydowscy oligarchowie, a ekstremistyczna antysyjonistyczna skrajna lewica, porównuje wojnę na Ukrainie do konfliktu arabsko-izraelskiego.
W dniach, kiedy wszystkie zasoby polskiej dyplomacji nakierowane są na obronę „ukraińskich przyjaciół” przed złowrogim Putinem, w Warszawie pojawił się dziwny gość. 25 kwietnia Andrzej Duda spotkał się w Pałacu Prezydenckim z Davidem Harrisem z Komitetu Żydów Amerykańskich – AJC. Komunikat z rozmów jest bardzo lakoniczny. Ujawnia tylko tyle, że poruszono działania pomocowe podjęte dotychczas przez Polskę na rzecz obywateli Ukrainy, relacje transatlantyckie oraz stosunki polsko-izraelskie (wcześniej, bo w połowie marca David Harris zamieścił na Twitterze filmik z podziękowaniami i pochwałami postawy polskiego państwa i społeczeństwa odnośnie przyjęcia uchodźców uciekających z Ukrainy). Pomijając dyplomatyczne kuriozum – prezydent, było nie było 40 milionowego kraju, omawia z przedstawicielem drugorzędnej organizacji żydowskiej, jak równy z równym, relacje transatlantyckie, komunikat każe nam wierzyć, że Harris pofatygował się zza Oceanu, aby rozmawiać o uchodźcach. Nie jest to wiarygodne z jednego powodu – w kontaktach Harrisa z Polską zawsze dominowała kwestia zwrotu majątków pożydowskich, aKomitet – jak sama się przedstawia – działa na rzecz pomyślności narodu żydowskiego.
O czym zatem Duda rozmawiał z Harrisem albo w jakiej sprawie się układał? W tym miejscu trochę historii. Gdy w 2005 roku Polska, za pieniądze Sorosa,zabrała się za krzewienie demokracji na Białorusi, od tyłu zaczęli nachodzić nas Judejczykowie, naciskając na ówczesnego premiera, aby zadośćuczynił żydowskim roszczeniom finansowym. Kiedy w 2014 roku, wspomagając paramilitarne bojówki nazistowskie, rząd zaangażował się w instalowanie demokracji na Majdanie, też od tyłu zaszli nas Judejczykowie, bo z ich inspiracji brytyjska Izba Lordów podjęła uchwałę żądającą spełnienia przez Polskę żydowskich roszczeń majątkowych.
David Harris cieszy się szczególnymi względami głowy naszego państwa, który nie przepuścił żadnej okazji, aby dziękować Harrisowi za „wspieranie Polski w obronie prawdy historycznej”. Tymczasem przy takim „wspieraniu” Polski, AJC zawsze wtrąca komentarz: „mimo że Polacy to antysemici” lub „Polska, najbardziej antysemicki kraj”. Gdy 12 lipca 2013 roku Sejm podtrzymał zakaz uboju rytualnego, Harris uznał głosowanie za wrogie judaizmowi, a społeczność żydowską za pierwszą ofiarę tej „okrutnej” decyzji. I lamentował: „Widzimy w akcji Sejmu bezpośredni atak na wolność religijną Żydów, na ich prawo do koszernego mięsa”. Gdy prof. Norman Finkelstein w książce „Przemysł Holokaustu” zdemaskował praktyki organizacji żydowskich wobec Polski, Harris gromił autora: „To trucizna, nienawidzący żydostwa Żyd, to najgorsze plugastwo”. Gdy w lutym 1997 r. otwarto drogę do zwrot wartego miliardy mienia gmin żydowskich, namolnie nalegał na przyspieszenie restytucji mienia bezspadkowego.
Przy czym modus operandi był zawsze taki sam – alarmujące raporty o wzroście antysemityzmu w Polsce. W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” biadolił: Odczułem to na własnej skórze, bo Radio Maryja oskarżyło AJC i mnie osobiście o wykorzystywanie ofiar holokaustu do wyciągania z Polski pieniędzy. Tymczasem Polska nie ma większego przyjaciela niż AJC. Wystarczy prześledzić jak bardzo popieraliśmy przystąpienie Polski do NATO i zniesienie obowiązku wizowego wobec Polaków”. Wizy pomińmy milczenie – ich zniesienie załatwił jednym szybkim pociągnięciem Donald Trump. Co do poparcia dla członkostwa w NATO, przypomnijmy zapiski Jana Nowaka-Jeziorańskiego: „Ku mojemu zdumieniu znalazłem wśród Żydów kilku sojuszników. Przede wszystkim Daniela Frieda, który o sobie mówił ‘jestem żydkiem z Galicji’. Poparła nas też organizacja żydowska – AJC. David Harris uważał, że przyjęcie Polski do NATO leży w interesie społeczności żydowskiej. Oczywiście, mieliśmy też wśród Żydów zaciekłych wrogów”. Nowak-Jeziorański nie przytoczył jednak, wypowiedzi Harrisa w Senacie: „Integracja Polski z NATO zabezpieczy zagrożone prawa Żydów i innych mniejszości”.
Oburzaliśmy się, gdy ryży rzecznikpolskiego MSZ obwieścił: Jesteśmy sługami narodu ukraińskiego. Dziwiliśmy się, że nie wyciągnięto wobec niego konsekwencji, że nie było dymisji. Ale to nie on po raz pierwszy zdradził, czyimi są sługami. No bo czym były słowa Lecha Kaczyńskiego wygłoszone w Izraelu: Chciałbym państwa zapewnić, że chociaż rządy się zmieniają jak w każdym demokratycznym państwie, to polityka wobec Izraela się nie zmieni. A czym były, wykrzyczane przez Jarosława Kaczyńskiego podczas debaty w Sejmie o udziale polskich żołnierzy w inwazji na Irak, słowa „To jest nasza wojna!”?
Nawiasem mówiąc, czy rzecznik mówiąc o sługach narodu ukraińskiego nie miał na myśli sług ukraińskich oligarchów? I czy jego słowa nie powinny służyć za motto polskiej polityki wschodniej?
W Stanach Zjednoczonych funkcjonuje trockistowska formacja, przewrotnie (albo dla niepoznaki) zwana neokonserwatywną, która (szczególnie przy Bushu i Clintonie) nadawała niepodzielnie ton w amerykańskiej polityce i stała za inwazją na Irak i Afganistan. To grupa skrajnie pro-izraelskich polityków wywodzących się ze Wschodniej Europy, z polskich Kresów, z terenów dzisiejszej Ukrainy, najczęściej synów lub wnuków liderów Komunistycznej Partii USA. Przy tym, co ciekawe, wszyscy odziedziczyli po trockistowskich przodkach parcie na rozpalanie światowych rewolucji oraz ambicje „robienia porządków” w krajach swego pochodzenia, w Polsce, Rosji i na Ukrainie. Dodajmy, że do dziś są dobrze okopani w ośrodku administracji najbardziej Polsce wrogim, Departamencie Stanu, dominują we wpływowych think tankach, zadomowili się w CIA. Duplikatem neokonserwatystów w Polsce są politycy PiS, których marzeniem od zawsze są USA na ścieżce wojennej z Rosją.
To z tego powodu Trump był dla nich koszmarem, bo oznaczał (szczególnie dla Antoniego Macierewicza) utratę gruntu pod nogami, gdyż spadku po neokonserwatystach Trump nie przejął, i trudno było wojować z Putinem w „strategicznym partnerstwie” z lilipucią Litwą i zbankrutowaną Ukrainą. Także z tego powodu słowa Trumpa: „Najpierw zadbamy o nasz kraj, zanim będziemy się przejmować wszystkimi innymi”, przeraziły nie tylko elity waszyngtońskie, ale i te nad Wisłą.
Podczas jednej z wizyt w Warszawie David Harris powiedział: „Jarosław Kaczyński mówił z wielką sympatią o trudnej sytuacji Izraela na Bliskim Wschodzie. Podkreślił rolę, jaką Polska chce odegrać w UE w obronie stanowiska Izraela. My z kolei podziwiamy Polskę i jesteśmy jej wdzięczni za udział w operacji wojskowej w Iraku i Afganistanie. To są bardzo trudne misje. Modlimy się za bezpieczeństwo i powodzenie polskich żołnierzy”. Wywołana przez neokonserwatystów inwazja na Irak i Afganistan była w interesie Izraela i amerykańskich Żydów, stąd pytanie: Czy warszawska wyprawa Harrisa nie ma związku z Zełenskim i jego oligarchami, i czy wojenka na Ukrainie nie jest w interesie tych samych „żydków z Galicji”?
Sprawę można drążyć innym pytaniem: Czy „ukrainizacja” polskiej polityki zagranicznej nie jest dziełem środowisk lobbujących na rzecz ukraińskich oligarchów? Czy w całej miłości PiS do Ukrainy nie chodzi o Zełenskiego i sponsorujących go oligarchów (których łączy jedno – przed świętem chanuki gremialnie udają się prywatnymi odrzutowcami do Izraela, którzy stworzyli system mafii rabującej i rozkradającej Ukrainę i doprowadzili do obecnej sytuacji)? Na Ukrainie interesy robili wszyscy – Rosja, USA, Niemcy, Izrael i międzynarodowi handlarze bronią. Fortunę zbiła nawet taka biznesowa miernota jak Sławomir Nowak.
Wszyscy, tylko nie Polska. Polska pomagała… dając kredyty żydowskim oligarchom. Dziś też pomaga – aby ratować oligarchów z opresji, oddaje do ich dyspozycji wszystkie swe zasoby dyplomatyczne, ekonomiczne, wojskowe, dzieli się z nimi polskim PKB, gotowa jest powołać UkraPolin. Czy przyczyną miłości do Ukrainy nie jest także to, że w szeregach PiS działa, oprócz lobby żydowskie, równie silne lobby ukraińskie? No i to, że Polską i Ukrainą od dekad rządzi żydokomuna? Chociaż przyznać trzeba, że Zełenski lepiej udaje Ukraińca, niż Morawiecki Polaka. No i że Morawiecki jest bardziej pro-ukraiński niż Zełenski.
Wśród polskich polityków nie ma Panów. Są kmioty zalęknione o parobczańskiej mentalności. W dawnych czasach ukraiński parobek lub żydowski pachciarz stawali przed oblicze szlachcica w zgiętej postawie, miętosząc w ręku czapkę. Dziś polityk polski (lub raczej z Polski) wita żydowskiego przybysza w postawie na baczność, a ukraińskiemu, zgięty w pas, podaje na powitanie przednią łapę. Weźmy takiego Dudę – na co dzień wygłasza buńczuczne mowy wojenne, miota groźbami pod adresem Putina, gdy jednak spotyka się z drugorzędnym Żydem z trzeciorzędnej żydowskiej organizacji, następuje w nim jakaś dziwna przemiana, staje się cichutki, szepcze głosem przymilnym, główkę na bok przechyla, w oczy służalczo patrzy, żeby – choćby niechcący – rozmówcę nie urazić.
Wypowiedzi ukraińskiego prezydenta robią wrażenie niesmacznych żartów. Za taką można uznać odzywkę „między Polakami a Ukraińcami nigdy nie było poważniejszych sporów”. Ale wypowiedź o „Ukraińcach ratujących Żydów podczas II wojny światowej” to nie tylko dowcip komika. Chodzi o wysłanie w świat przesłania, że to nie Ukraińcy, ale Polacy tworzyli formacje pomocnicze w niemieckich obozach zagłady w Bełżcu, Sobiborze, Treblince, i że to Polacy, a nie UPA, przed rzezią na Wołyniu przećwiczyli masowe mordowanie Żydów. Jeszcze inna ponura groteska: sponsorujący Zełenskiego żydowski oligarcha, sponsoruje neonazistowskie bojówki. No i groteską jest, że partia Zełenskiego „Sługa Narodu” wzięła nazwę z telewizyjnego programu satyrycznego.
Niezauważenie odwiedził Polskę Sundar Pichai, prezes Alphabet, właściciela Google, YouTube i wielu innych serwisów, by spotkać się z Morawieckim oraz wygłosić złowieszcze słowa: Polski rząd i Google chcą wspólnymi siłami stworzyć potężny system walki z fałszywymi wiadomościami i dezinformacją.Nie jest tajemnicą, że Kreml czyni co tylko może, by skłócić Polaków z Ukraińcami, doprowadzić do niepokojów społecznych. Z YouTube zniknęło ponad 12 tysięcy kanałów i 30 tysięcy filmów, które naruszały nasze zasady, szerzyły dezinformację, mowę nienawiści i publikowały niedozwolone treści.Google ma zamiar skupić się na Polsce, ponieważ to właśnie tutaj istnieje potrzeba wsparcia zarówno społeczeństwa polskiego, jaki ukraińskiego, w walce z wielkim zagrożeniem dla wolności słowa i praw człowieka oraz w obronie prawdy historycznej.
Joe Biden, w wygłoszonej na dziedzińcu Zamku Królewskiego mowie, eksponował żydowskie pochodzenie Zełenskiego, jako dowód na to, że Ukraina nie wymaga „denazyfikacji”. Denazyfikacja Ukrainy nie będzie. Będzie za todenazyfikacja Polski, którą zainteresowani są, oprócz Bidena, wszyscy: Kaczyński, Tusk, Timmermans, Macron, Scholz, nie mówiąc o Harrisie, YouTube i CNN. Jej zapowiedzią był wpis ryżego ministra „Hej @Twitter – chyba już czas pożegnać @MarcinRola89 i resztę V kolumny”. Przy czym „naziści” w Polsce to nie tylko antysemici i anty-szczepionkowcy, ale także ci, którzy mówią o nazistach z SS Galizien i mordach UPA na Wołyniu.
Dziś nie oskarża się o antysemityzm, ale o putinizm, a „ruska onuca” to synonim „antysemity”. W procesie denazyfikacji uczestniczą z wielkim entuzjazmem wszyscy Polacy. Kneblowanie ust cieszy się powszechną aprobatą, przechodzi w samosądy, lincze medialne, duszenie własnymi rękami nazistów, i uznawane jest za „patriotyczne”. Pamiętajmy też, że mamy więźniów politycznych, kamratów Tadeusza Olszańskiego i Marcina Osadowskiego oraz że mamy medianarodowe.tv nawołujące do dalszych aresztowań. No i mamy Roberta Bąkiewicza, który jeszcze kilka lat temu krzyczał „Stop 447”, a dziś milczy, troszcząc się jedynie o los przesiedleńców Zełenskiego i polując na polskich nazistów.
28 kwietnia „Gazeta Wyborcza” zamieszcza tekst: 75 lat od akcji „Wisła”. Co stało się z majątkiem przesiedlonych Ukraińców? Środowiska ukraińskie w Polsce konsekwentnie i z uporem drążą na forum Sejmu temat prześladowań Ukraińców podczas Akcji „Wisła”. Raz po raz żądając uchwał potępiających akcję. W jakim celu, skoro zrobił to już Senat, a wyrazy ubolewania wyrazili w przeszłości Kwaśniewski i Kaczyński?
Otóż kilka lat temu Światowy Kongres Ukraińców wystąpił z żądaniem wypłacenia odszkodowań za akcję. Przy czym żądania restytucji mienia ukraińskiego różnią się od żądań Światowego Kongresu Żydów jedynie skalą nagłośnienia i kwotą roszczeń. I czy publikację żydowskiej gazety dla Polaków nie należy uznać za perfidną grę, która otwiera nową furtkę dla roszczeń wobec państwa polskiego?
Niepokoi, a nawet trwoży wyjątkowa jednomyślność polskiej klasy politycznej. Jednomyślność, która dotychczas występowała jedynie w podejściu do Żydów (i do antysemitów). Drobne animozje wynikają jedynie z licytowania się, kto jest bardziej pro-ukraiński i kto da Ukraińcom więcej (no i kto jest bardziej anty-ruski i kto bardziej przyłoży Putinowi). To klasyczny przykład funkcjonowania nieformalnego układu PO-PiS, kiedy spór nie toczy się o polski interes narodowy, ale o to, kto lepiej ma rządzić Polakami w interesie i w imieniu kosmopolitycznego układu.
Ale szykuje się nam jeszcze większa tragedia – Tusk na czele rządu, Sznepf w MSZ, rząd jedności narodowej z Kosiniak-Kamyszem i jego pomysłem na unię polsko-ukraińską oraz z Markiem Sawickim i jego pomysłem, że państwo wyremontuje i wykupi 200 tysięcy opuszczonych chłopskich chałup i przekaże je ukraińskim przesiedleńcom.
A kto obejmie Belweder? Na Ukrainie nie pieścili się z tubylcami i prezydentem zrobili żydowskiego komika.
I tak wiemy już, jak świat będzie tłumaczył brak pomocy dla Polski, kiedy stanie się ofiarą ataku. Wiemy też, pod jakim pretekstem zostanie zaatakowana, że będzie to bój o „wyzwolenie Polski spod okupacji zoologicznych antysemitów”. Wiemy też, że nikt nie przyjdzie nam z pomocą. Latami mozolnie pracowała na to medialna piąta kolumna, która w kwestiach dla Polski żywotnych zachowuje się tak, jak Komunistyczna Partia Polski przed wojną, przyłączając się do każdego ataku wymierzonego w polską państwowość. Z tym, że władze II Rzeczypospolitej piątą kolumnę zdelegalizowały, a Kaczyński się z nią układa i dogaduje!
Niepodległościowa partia Sinn Féin po raz pierwszy będzie miała najwięcej przedstawicieli w Zgromadzeniu Irlandii Północnej. W wyborach zepchnęła na drugie miejsce Demokratyczną Partię Unionistyczną (DUP).
Michelle O’Neill (w środku), wiceprzewodnicząca Sinn Féin, która ma zostać premierem Irlandii Płn.
Sinn Féin będzie miała 27 parlamentarzystów. DUP – według dotychczasowych wyników – 24. Michelle O’Neill, wiceprzewodnicząca Sinn Féin, ma zostać pierwszym nacjonalistycznym premierem.
O’Neill oceniła, że były to wybory „prawdziwej zmiany”. – To decydujący moment dla naszej polityki i dla naszego narodu – stwierdziła.
W Zgromadzeniu Irlandii Płn. zasiądą też przedstawiciele neutralnej Alliance Party (17 miejsc), umiarkowanej Ulster Unionist Party (9), sojusznicze dla Sinn Féin ugrupowanie Social Democratic and Labour Party (7) oraz po jednym parlamentarzyście z radykalnej partii Traditional Unionist Voice oraz socjalistycznej People Before Profit. Dwa mandaty zdobyli kandydaci niezależni. Do godz. 22.00 polskiego czasu obsadzono 88 miejsc w 90-osobowym parlamencie.
[Musimy poznać ideologię napędzającą Imperium, Trzeci Rzym. Ich ideologie ukazuje np. hasło: Слава тебе, Господи! Аллах акбар! .…Polacy – czytajcie. Książkę Prochanowa „Operacja Heksogen” już sygnalizowałem. MD]
Ежедневное интерактивное издание «Завтра.ру» возникло на основе электронной версии газеты «Завтра» (её предшественница газета «День» основана Александром Прохановым в декабре 1990 года и разгромлена Ельциным в октябре 1993 года).
Идеология «ЗАВТРА»
За эти годы мы в «Завтра» создали несколько идеологий, несколько мощных тенденций, которые вошли и продолжают входить в общественное сознание.
Мы оповестили о великом братании и примирении «красных» и «белых», государственников красной и белой империй, которые должны прекратить вековую вражду перед лицом жестоких напастей.
Мы написали историософию имперской России, объясняя русское время, как череду сменяющих друг друга империй, всплывающих каждый раз после очередного потопа. Толковали русскую историю как торжество пасхальнойлитургии, мистерию воскрешения, когда Россия мистически повторяет судьбу Христа.
Мы изложили идеологию русского оружия — будь то меч Александра Невского или танк Т-90. Того оружия, которое защищает не просто наше пространство, наши очаги и чертоги, но вековечную русскую мечту о праведном мире, о райских садах, о божественных смыслах, о чертежах, по которым русские строят ковчег своей государственности.
Мы провозгласили концепцию «мистического сталинизма», где Сталин является в двадцатый век как могучий творческий миф, созидающий Государство Российское.
Мы проповедуем русское чудо — таинственное начало, неизвестное историкам, которое управляет русским временем, извлекает Россию из бездонной погибели. Вопреки всем законам истории оно случается каждый раз, когда уже нет надежды на избавление. И в кромешной тьме вдруг начинает светиться лампада спасения, и за этой лампадой, что горит в руках русского ангела, народ выходит из пропасти и вновь одерживает великие победы, строит чудные храмы, пишет дивные книги.
Мы возвестили о Русской Победе: неизбежной, неистребимой, которая уже одержана в будущем и, словно бриллиантовая звезда, — сияет, сверкает среди сегодняшних сумерек, управляя поступками вождей, государственников, патриотов, повергая в смятение наших врагов.
Не напрасно мы призывали своих братьев к терпению, спасали от уныния, врачевали их духовные раны, не боялись входить в чумные бараки, отпевали у алтаря каждого из погибших героев, отправляли на духовную брань каждого русского воина. Тьма отступает. Ещё летает филин, ещё чертит ночное небо крылом летучая мышь. Но уже на востоке — золотые и алые полосы. Русский восход неизбежен.
И верьте, оно неодолимо взойдёт — наше солнечное лучезарное Завтра.