Psychiatria leży, a po lockdownach wielu potrzebuje pomocy. „Dzieci na oddział już nie przyjmujemy…”

https://nczas.com/2022/05/07/panstwowa-psychiatria-lezy-a-po-lockdownach-wielu-potrzebuje-pomocy-dzieci-na-oddzial-juz-nie-przyjmujemy/
Dr Mariusz Kaszubowski, dyrektor Woj. Szpitala Psychiatrycznego im. prof. T. Bilikiewicza w Gdańsku, w wywiadzie dla „Dziennika Bałtyckiego” mówi o tragicznej kondycji polskiej psychiatrii państwowej. Tymczasem teraz, po lockdownach, wiele osób potrzebuje pomocy.

– W tym momencie nie jesteśmy już w stanie przyjmować dzieci. Mamy 46 miejsc na oddziale, zaś obecnie przebywa na nim około 60 pacjentów, część z nich na tzw. dostawkach – mówi dr Mariusz Kaszubowski, dyrektor Woj. Szpitala Psychiatrycznego im. prof. T. Bilikiewicza w Gdańsku.

To nie jest obraz psychiatrii wyłącznie na Pomorzu, ale ogólny obraz państwowej psychiatrii w Polsce.

Tymczasem po lockdownach, które wprowadził rząd w Warszawie, ograniczając ludziom możliwość zarabiania na życie i spotykania się z innymi ludźmi, wiele osób potrzebuje pomocy specjalistów.

– Obserwujemy duży napływ pacjentów, których stan wymaga hospitalizacji. Tymczasem mamy ograniczone możliwości, jeśli chodzi o ich przyjmowanie. Przyczyną rosnącej fali osób potrzebujących pomocy psychiatrycznej jest postęp cywilizacyjny, pandemia koronawirusa czy również wojna na Ukrainie i jej ekonomiczne konsekwencje tłumaczy dr Kaszubowski.

Najmocniej w tej sytuacji ucierpieli najmłodsi – tymczasem to właśnie dziecięca psychiatra państwowa jest w najgorszym stanie.

To są dzieci w głębokim kryzysie – najczęściej po próbach samobójczych albo z myślami samobójczymi. Od dawna obserwujemy wzrost liczby dzieci z problemami psychiatrycznymi, ale pandemia jeszcze bardziej te problemy zaostrzyła tłumaczy dr Kaszubowski.

Znów okazuje się, że państwo stworzyło problem, ale nie potrafi go rozwiązać. Jest to tym bardziej przytłaczające, że cierpią na tym najbardziej niewinni, czyli dzieci.

8.05.2022 – Biłgoraj, Warszawa – Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe. Idziemy z modlitwą różańcową pod Sejm RP

03/05/2022 przez antyk2013

Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu

BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!

WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.

Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).

Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie:  Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w  ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).

W Warszawie powracamy na dawną trasę pod Sejm RP.

Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był  j e d y n ą  Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści.

15.05.22 w Polsce Pokutne Procesje Różańcowe

15.05.22 w Polsce Pokutne Procesje Różańcowe

03/05/2022 przez antyk2013

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Zwracamy się do wszystkich Polaków z apelem o włączenie się do inicjatywy organizowania 15 maja w Polsce Procesji Różańcowych razem z Św. Andrzejem Bobolą. Pomóżcie, by jak najwięcej osób się dowiedziało i włączyło się w organizowanie.

Jesteśmy w obliczu realnego zagrożenia wojną. Dlatego uciekajmy się do szukania pomocy przez wstawiennictwo Matki Bożej Łaskawej, która jest Patronką Warszawy i Strażniczką Polski oraz do Św. Andrzeja Boboli.  

Przesyłam link do plakatów: 

https://www.dropbox.com/sh/0go4fmo0wgezsl2/AAD0GgTh8T9_TzGMJLO8KzC8a?dl=0

Prośba o przekazanie dalej. Dołączyłam również link – prośba do proboszczów. 

Serdecznie pozdrawiam.

Urszula S. Nieustający Różaniec

Z Panem Bogiem.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Drodzy Polacy!
15 stycznia br. w Warszawie miało miejsce spotkanie wielu grup i wspólnot, zwłaszcza różańcowych. Celem było uzgodnienie podejmowanych inicjatyw w roku 2022, które jako świeccy wierni Kościoła Katolickiego pragniemy, by zaowocowały zrywem w Polskim Narodzie do modlitwy, pokuty i odnowy moralnej, by przebłagać Pana Boga za nasze grzechy, by uratować Polskę przed zasłużonym karaniem i przed grożącą nam wojną.

Jedną z inicjatyw jest zorganizowanie w Polsce w dniu 15 maja pokutnych procesji różańcowych. Dzień 15 maja (niedziela) jest łącznikiem dla dwóch szczególnych dni. Bowiem 14 maja przypada Święto Matki Bożej Łaskawej, Patronki Warszawy i Strażniczki Polski. Natomiast 16 maja obchodzimy Święto św. Andrzeja Boboli.

Zwracamy się z gorącą prośbą o włączenie się do naszej inicjatywy i zorganizowanie procesji różańcowej w swojej miejscowości, parafii, aby tego dnia z Polskiej Ziemi popłynęła do Pana Boga wielka modlitwa i błaganie o Miłosierdzie nad nami. Wspólnie ratujmy od niewiary polską młodzież, polskie rodziny – by ustała plaga rozwodów i pijaństwa, by udoskonalone było prawo chroniące życie od naturalnego poczęcia do naturalnej śmierci, by chronić świętość Kapłanów i Pasterzy. Wszyscy bądźmy świętymi!

Niech Polska będzie coraz piękniejsza przez moralną odnowę naszego narodu. Prosimy, by była odmówiona tego dnia w parafii Litania do Św. Andrzeja Boboli oraz Akt Zawierzenia Polski Bożemu Miłosierdziu ułożonego przez Bł. Ks. Michała Sopoćkę.

Litanię oraz Akt Zawierzenia można znaleźć na stronach:
www.rozaniec24.pl, www.rozanieczazyciem.pl

Wierni w parafii, którzy z racji różnych trudności zdrowotnych nie będą mogli uczestniczyć w procesji różańcowej, prośmy księdza proboszcza o umożliwienie modlitwy w kościele przed Najświętszym Sakramentem. Chorych prosimy o łączność i modlitwę w domach, łącząc z ofiarowaniem swojego cierpienia. Św. Andrzej Bobola wielokrotnie przez wiele lat ukazywał się obecnemu Proboszczowi w Strachocinie, przypominając w ten sposób o sobie oraz wskazując, że w tych trudnych dla naszej Ojczyzny czasach, mamy szczególnie do niego zwracać się o pomoc.

Matka Boża Łaskawa, która ma w rękach siedem połamanych strzał Gniewu Bożego, od XVII wieku kilkukrotnie ratowała Warszawę, a także Kraków i Wilno, przed epidemiami. W 1920 r., to w tym wizerunku Matka Boża dwukrotnie ukazała się Rosjanom podczas Bitwy Warszawskiej. Zjawienie się Matki Bożej wywołało taką panikę i popłoch wśród bolszewików, że krzycząc z przerażenia «uchadi, Matier Bożija zasłaniajet Poljakow», uciekali z miejsca walki porzucając broń. Dzisiaj chcemy ponownie za pośrednictwem Matki Bożej Łaskawej błagać o ratunek dla Polski i Polaków przed epidemiami i wojną realnie grożącą nam od wschodu, dlatego podejmujemy Pokutne Procesje Różańcowe w całej Polsce.

Zwracamy się z serdeczną prośbą do każdego organizatora procesji różańcowej (nawet w małych grupkach) o zgłoszenie do p. Marii, tel. 791577901, mail: fundacjanazaret@o2.pl.

Z serdecznym pozdrowieniem, z darem modlitwy i z prośbą o modlitwę
Urszula Strynowicz Wspólnoty Nieustającego Różańca

Artur Wolski Męski Różaniec

Maria Bienkiewicz Fundacja Nowy Nazaret

На «Азовстали» могут находиться старшие офицеры из США, Франции и Великобритании.

Советник главы ДНР: На «Азовстали» могут находиться старшие офицеры из США, Франции и Великобритании.

https://topwar.ru/195964-sovetnik-glavy-dnr-na-azovstali-mogut-nahoditsja-inostrannye-starshie-oficery.html
Советник главы ДНР: На «Азовстали» могут находиться иностранные старшие офицеры

Советник главы правительства ДНР Ян Гагин заявил, что среди заблокированных на территории завода «Азовсталь» украинских боевиков могут находиться старшие офицеры из США, Франции и Великобритании. По словам Гагина, у руководства республики есть все основания считать, что в окруженной группировке есть военнослужащие старшего офицерского состава прежде всего европейских государств.

Об этом заявляют и сами «азовцы» (боевики полка «Азов», против которых в РФ возбуждено уголовное дело), и те, кто попал в плен, те, кто сдался в плен, сложил оружие, и гражданские лица, которые оттуда вышли — привел в качестве доказательства свою аргументацию Гагин в интервью РИА Новости.
Косвенно эта информация подтверждается повышенным вниманием со стороны глав некоторых европейских государств к организации эвакуации заблокированных военнослужащих с территории «Азовстали».

В качестве примера представитель правительства ДНР приводит инициативу по этому вопросу президента Франции Эммануэля Макрона. Да и личное участие генсека ООН как-то не вяжется с объяснением необходимости спасения мирных граждан, все еще удерживаемых националистами в подвалах комбината.
Дополнительными доказательствами могут служить лихорадочные и неудачные попытки Киева организовать срочную эвакуацию ограниченного количества военных из Мариуполя на вертолетах.

Возможно и нежелание нацбатов сдаваться, препятствование выходу мирных жителей по гуманитарным коридорам, которые ВС России организует регулярно, объясняется тем же.

Судя по всему, кому-то на Западе очень не хочется, чтобы в плен российской армии попали их военачальники. Ведь офицеры такого уровня «слишком много знают» и могут рассказать миру совсем не ту информацию, которую официально распространяет Запад по своим пропагандистским каналам.

В этой связи приказ Верховного главнокомандующего ВС РФ Владимира Путина об отмене штурма подвалов «Азовстали» приобретает дополнительный смысл. Помимо сохранения жизней наших солдат, заложников, у нас появляется возможность захватить в плен иностранных офицеров высшего звена и показать миру реальную позицию Запада по отношению к украинскому конфликту.

Pierwsi próbowali powstrzymać czerwoną Bestię. Zapomniani polscy bohaterowie.

Andrzej Solak https://pch24.pl/pierwsi-probowali-powstrzymac-czerwona-bestie-zapomnieni-polscy-bohaterowie/

W dalekiej Ojczyźnie niektóre miasta właśnie zdołały się wyzwolić spod zaborczej władzy; we Lwowie padły pierwsze strzały wojny polsko-ukraińskiej. Zaś u stóp Uralu żołnierze polscy prowadzili swoją walkę z bolszewizmem, która już niedługo stanie się sprawą wszystkich naszych patriotów. Poświęcenie i bohaterstwo żołnierzy polskich w Baszkirii zasługują na wieczną pamięć, choć  w istocie pamięta o nich mało kto.

Misja w Ufie

Na wiosnę 1918 roku w Rosji i na Ukrainie niemieckie i austriackie wojska okupacyjne rozbroiły trzy Korpusy Polskie, będące wówczas największą naszą siłą zbrojną. Jednakże emisariusze generała Józefa Hallera nie ustawali w pracach nad powołaniem nowych formacji wojskowych.

Zrazu nowym ośrodkiem koncentracji ochotników był kontrolowany przez Ententę Murmańsk. Wkrótce jednak, na żądanie ambasady niemieckiej w Moskwie, bolszewicy zablokowali drogi wiodące na północ, wyłapując i mordując ochotników. Dlatego polski wydział mobilizacyjny, działający konspiracyjnie w Moskwie, postanowił skierować wysiłek swych prac do wschodniej Rosji, w szczególności na Syberię. Liczbę Polaków przebywających na niezmierzonych obszarach Sybiru i rosyjskiego Dalekiego Wschodu szacowano na blisko pół miliona. Stanowiło to sporą grupę rekrutacyjną dla formującego się wojska.

Na wschód skierowano misję, w skład której wchodzili: major Walerian Czuma (weteran II Brygady Legionów i II Korpusu Polskiego), kapitan Romuald Wolikowski (były dowborczyk), porucznik Edward Dojan-Surówka (dawniej oficer I Brygady Legionów), wszyscy zaopatrzeni w pełnomocnictwa i listy. Wkrótce misja znalazła się w Baszkirii, krainie położonej na Przeduralu i na zachodnich zboczach Uralu Południowego. Działania były ułatwione, bo okolice kontrolowały rosyjskie „białe”, to jest antybolszewickie wojska, nad którymi sprawował komendę generał Siergiej Wojciechowski, wywodzący się z polskiej rodziny szlacheckiej z Witebska. To tutaj, w Ufie, najważniejszym ośrodku miejskim regionu, miały powstać zalążki wielkiej jednostki, słynnej w przyszłości Dywizji Syberyjskiej.

Polskie boje w Baszkirii

W lipcu 1918 roku w Ufie Polacy sformowali cztery kompanie piechoty. Już 20 lipca żołnierzy wysłano przeciw bandom bolszewickim pałętającym się po okolicy.

W sierpniu w potyczce pod wsią Askanysz poległ strzelec Michał Hafko – pierwsza ofiara z długiej listy. Polak został pochowany uroczyście, a w pogrzebie tłumnie uczestniczyła ludność rosyjska i baszkirska. Nad świeżą mogiłą towarzysze broni odśpiewali strofę:

Śpij, Kolego, w zimnym grobie,

Niech się Polska przyśni Tobie.
Polski ośrodek w Ufie rozwijał się prężnie. Wkrótce przystąpiono do formowania pułku piechoty, także pododdziałów ułanów i artylerii. Oprócz służby we własnych oddziałach, na mocy porozumienia z „białymi” Rosjanami, Polacy często wstępowali w szeregi miejscowych formacjach antybolszewickich jako instruktorzy bądź nawet obejmowali nad nimi komendę, jak kapitan Franciszek Dindorf-Ankowicz dowodzący rosyjsko-baszkirskim oddziałem w sile 700 żołnierzy.

Tymczasem na jesieni ofensywa regularnych jednostek Armii Czerwonej zagroziła regionowi. Położenie „białych” stało się krytyczne. W tej sytuacji generał Wojciechowski sięgnął po ostatnie rezerwy – oddziały polskie. Na front wydelegowano 1. pułk strzelców im. Tadeusza Kościuszki, dowodzony przez podpułkownika Kazimierza Rumszę. Pułk tworzyły trzy bataliony piechoty, batalion ckm, kompania zwiadowcza, kompania łączności, pluton techniczny, oddział sztabowy. Ponadto przydzielono doń szwadron ułanów i baterię artylerii. Ogółem Rumsza dowodził blisko 1300 ludźmi. Jeśli uwzględnić przysłane później uzupełnienia, przez jego oddział przewinęło się ogółem 104 oficerów i 1728 żołnierzy.

Czarne gwoździe

Polacy mieli to szczęście, że trafili do Grupy Symbirskiej „białych”, pod rozkazy Władimira Oskarowicza Kappela.

Kappel, wtedy jeszcze pułkownik, w niedalekiej przyszłości jeden z najwybitniejszych generałów Białej Armii, był błyskotliwym dowódcą, profesjonalnym i zarazem nieugiętym. Podejmował się najbardziej ryzykownych zadań, odnosząc zwycięstwa nawet tam, gdzie inni już opuścili ręce. Był przy tym zwyczajnie ludzki, po ojcowsku troszczący się o powierzonych żołnierzy, humanitarny także wobec pojmanych jeńców (co w kraju ogarniętym amokiem wojny domowej nie było częste). Szanowali go nawet dowódcy wojskowi wroga, starannie ukrywający owo uczucie przed politrukami dyszącymi odgórnie zleconą nienawiścią.

Władimir pojmował wojnę z bolszewizmem jako krucjatę, walkę w obronie cywilizacji chrześcijańskiej. To o takich jak on Marina Cwietajewa pisała:

Białogwardziści! Czarne gwoździe

W żebra Antychrysta.

W rzeczy samej odezwy tego dowódcy przepojone były treściami religijnymi. Swoich żołnierzy pouczał: „Do służby Ojczyźnie jesteś naznaczony palcem Bożym. Idź więc z podniesioną głową i otwartą duszą, z krzyżem w sercu i karabinem w dłoniach, po ciernistej ścieżce Krzyża, która dla Ciebie może zakończyć się tylko na dwa sposoby: albo chwalebną śmiercią na polu bitwy, albo życiem w niewysłowionej radości, w świętym szczęściu […]”.

Sowiecka propaganda przez dziesięciolecia zohydzała postać Kappela. Dopiero w roku 2008 reżyser Andriej Krawczuk oddał mu sprawiedliwość w filmie „Admirał”. O ile sam film bywa oceniany rozmaicie, jest w nim przepotężna sekwencja, bodaj jedna z najlepszych w dziejach kina batalistycznego. Oto w śniegach Syberii bolszewicy osaczają oddziały „białych”, całkowicie już pozbawione amunicji. Dowódcy są bezradni, czują nadchodzącą klęskę. I wtedy przed szeregiem żołnierzy staje Kappel. Jego przemówienie odtworzono z dokumentów źródłowych:

– Panowie oficerowie, żołnierze… Bracia! Nabojów nie mamy i czort z nimi! Z nami Bóg! A z Bogiem i modlitwą biliśmy wroga i bić będziemy! Nad wszystkim jest wola Boża. Jeśli jest nam sądzone zginąć – to zginiemy z honorem. […] Za Wiarę, za Ojczyznę – bagnet na broń! Naprzód!

Potem następuje przerażająca, choć zarazem wzniosła i porywająca scena ataku na bagnety, gdy karnym szeregom maszerującym w czeluść śmierci podążająca wraz z nimi orkiestra gra „Pożegnanie Słowianki” (co również ma głęboki religijny podtekst – współcześnie jedną z najpopularniejszych wersji tekstu tego utworu rozpoczyna wers: „Powstań za Wiarę, rosyjska ziemio!”).

Taki właśnie był Kappel. Przy tym wszystkim darzył on żarliwym afektem nację polską, którą uważał za wzór cnót rycerskich. „To wspaniały naród!”  – zwierzał się małżonce jeszcze w czasach Wielkiej Wojny.

Kampania ufijska

Oddział Rumszy trafił na front w dniu Wszystkich Świętych, 1 listopada 1918 roku.

W dalekiej Ojczyźnie niektóre miasta właśnie zdołały się wyzwolić spod zaborczej władzy; we Lwowie padły pierwsze strzały wojny polsko-ukraińskiej. Zaś u stóp Uralu żołnierze polscy prowadzili swoją walkę z bolszewizmem, która już niedługo stanie się sprawą wszystkich naszych patriotów.

Na froncie ufijskim taktykę obu stron cechowała wielka manewrowość, z wykorzystaniem wierzchowców, konnych wozów i sań. Przeciwnikiem była również sroga zima – walki i przemarsze odbywały się wśród 40-stopniowych mrozów! Nie był to łatwy bój także z innych powodów. W szeregach bolszewików rychło odkryto obecność Polaków, marzących o rewolucji światowej. 7 listopada we wsi Tumady-Baszewa oddział Rumszy stoczył zwycięski bój z Mazowieckim Pułkiem Ułanów, sformowanym z polskich sympatyków leninizmu-trockizmu. W bratobójczej walce rozproszono „czerwonych” rodaków, zdobyto pułkową kancelarię, tabor i trzy kulomioty.

Potem przyszły kolejne wiktorie – pod Sardykami, Aleksandrowką, Nikołajewką, Ikberetiewą, Bajrakami, Znamienką… Przy zdobywaniu Belebeja Polacy zadali wrogowi (by zacytować Kappela) „junacki i śmiały cios”. Szczególną chwałę przyniosła im bitwa pod Konstantynówką, gdzie 3000 polskich i rosyjskich antykomunistów stanęło naprzeciw dwunastotysięcznej dywizji bolszewickiej, zmuszając ją do odwrotu.

Oddział Rumszy pozostawał w akcji przez 54 dni, do Wigilii Bożego Narodzenia. Potem wycofano go z frontu, do miejsc dyslokacji innych polskich jednostek. Dzięki doskonałemu dowodzeniu straty były umiarkowane – 155 zabitych i rannych w walce oraz 272 z odmrożeniami. Talenty dowódcze Rumszy i postawa jego żołnierzy zostały w pełni docenione przez Kappela. Przewagi polskiego oddziału uhonorowano w oficjalnym rozkazie, będącym entuzjastyczną pochwałą bojową:

„Bracia Polacy, dzielni towarzysze broni! […] Owiani wspólną ideą walki za sponiewierane ideały honoru i wolności, za niepodległość i wielkość Waszej pięknej Ojczyzny, Wy, bohaterscy Bracia Polacy, weszliście w nasze szeregi, by obopólnym wysiłkiem prowadzić walkę z wrogiem Niemcem i jego sprzymierzeńcem bolszewikiem. […] Boje Wasze […] – wszystko to złote zgłoski w historii Waszego młodego pułku, tworzącego jedno z ogniw odradzającej się silnej armii polskiej, sławy i dumy pięknej Polski. […]

Z głębokim współczuciem przychodzi wspomnieć o stratach, poniesionych przez Was w tych bojach. Najlepsi synowie Waszej Ojczyzny położyli życie swoje, przelali krew swoją za chwałę i świetlane jutro pięknej Polski. Pokój im i sława, skromni bohaterzy Wielkiej Polski!

Uważam za swój święty obowiązek wyrazić Wam, żołnierze polscy, mój zachwyt i podziękę za Waszą mężną działalność bojową, w której tak dokładnie wykazaliście swoją moc ducha, woli, poczucia obowiązku i rycerskiej odwagi”.

Polscy weterani wspominali serdecznie tego „rycerza bez skazy”, chociaż przecie sami wywodzili się z narodu uciemiężonego m.in. przez Rosję; choć to właśnie w szeregach ich formacji byli ludzie, którzy osobiście posmakowali narzędzi carskiego ucisku. Niektórzy próbowali zracjonalizować ów afekt, przypisując Kappelowi polskie pochodzenie (jego dalecy przodkowie byli imigrantami, tyle, że ze… Szwecji), albo przedstawiając go jako „postępowego” republikanina, liberała czy nawet socjalistę (on zaś, ku utrapieniu osób lubiących szufladkować bliźnich, był zagorzałym monarchistą). Żołnierz-sybirak Stefan Wojstomski pisał o tym niezwykłym człowieku: „Kappel nie był generałem zaborczej i gnębicielskiej Rosji, lecz szlachetnym Rosjaninem, politycznym przyjacielem Polaków i towarzyszem broni, uznającym bez zastrzeżeń niepodległość Polski […] Należał do tego rzadkiego typu Rosjan, rozumiejących krzywdę wyrządzoną przez Rosję Polakom i dążących do przyjaźni z nową Polską, przez wyrównanie krzywd jej uczynionych”.

Odyseje i anabazy

Wkrótce po powrocie z frontu pułkownik Rumsza otrzymał nowy przydział – objęcie dowództwa nad formowaną właśnie wielką jednostką.

W styczniu 1919 roku powołano 5. Dywizję Strzelców Polskich, powszechnie zwaną też Dywizją Syberyjską. Stanowiła ona integralną część Armii Polskiej generała Józefa Hallera (wraz z 1., 2. i 3. Dywizjami we Francji oraz 4. Dywizją gen. Lucjana Żeligowskiego na Kubaniu). Zgłosiło się do niej kilkanaście tysięcy ochotników. Po rocznej, pełnej znoju służbie w niezwykle trudnych warunkach, podczas koszmarnego zimowego odwrotu „białych” wojsk admirała Kołczaka i Ententy, Dywizja została osaczona przez bolszewików na stacji Klukwiennaja na wschód od Krasnojarska. Rumsza chciał wydać wrogowi bitwę, ale będący jego zwierzchnikiem pułkownik Czuma nakazał kapitulację. Większość żołnierzy wybrała niewolę, która okaże się straszna.

Rumsza nie podporządkował się rozkazowi przełożonego. Wraz ze swymi zwolennikami ruszył ku odległej granicy chińskiej. Przedzierali się przez płonący kraj, niewielkimi oddziałami bądź pojedynczo. Zgodnie z wezwaniem Rumszy, kierowali się na Harbin, gdzie wyznaczono miejsce koncentracji. Po trwającej dwa miesiące odysei na mandżurskiej ziemi zgromadziło się półtora tysiąca rozbitków. Znaleźli tu wsparcie ze strony miejscowych organizacji polonijnych. Dzięki staraniom aktywnej na Dalekim Wschodzie Polskiej Misji Wojskowej zorganizowano morski transport do Polski. Żołnierze-tułacze przybyli na ojczystą ziemię latem 1920 roku – w samą porę, by stanąć na szańcach Rzeczypospolitej, w obliczu zbliżającej się bolszewickiej nawały.

***

Ów daleki marsz żołnierzy Rumszy był fragmentem gigantycznej, syberyjskiej wędrówki ludów, uchodzących przed nadciągającymi barbarzyńcami po załamaniu się oporu Białej Armii. Najsłynniejszym elementem tego exodusu stał się Wielki Syberyjski Marsz Lodowy – odwrót białogwardzistów dowodzonych przez znanego nam już generała Władimira Kappela. Ów niezłomny do końca wódz skupił wokół siebie resztki rozbitych oddziałów i wraz z nieprzebranymi tłumami cywilnych uchodźców ruszył na wschód, w stronę odległej o ponad 2000 kilometrów zabajkalskiej Czyty.

Szli w warunkach straszliwej syberyjskiej zimy, przy 40-stopniowych mrozach. Posuwali się pieszo, konno lub na saniach, przez dzikie pustkowia, tajgę i stepy, forsując zamarznięte rzeki, przechodząc przez skute lodem jezioro Bajkał, stale tocząc walki z bolszewickim pościgiem. Był to marsz śmierci. Uchodzący masowo ginęli od zimna, głodu i chorób, zabijały ich dzikie zwierzęta i równie dzicy ludzie. Jednak topniejące kolumny stale posuwały się naprzód, gnane żelazną wolą swego wodza.

Władimir Kappel szedł w tym tłumie niczym Mojżesz na czele swego ludu, uchodzącego przed niewolą. Już wtedy śpiewano o nim pieśni. Niósł pomoc słabym, zagrzewał do wytrwałości, wlewał w serca otuchę. W końcu i jego czas się dopełnił. Najpierw doznał odmrożenia obu nóg, co wymusiło konieczność ich amputacji. Potem dopadło go rozległe zapalenie płuc. 26 stycznia 1920 roku, w pobliżu Niżnieudińska w gubernii irkuckiej, oddał ducha. Wierni żołnierze nieśli jego zwłoki, aby uchronić je przed profanacją.

***

Wedle ówczesnych meldunków Ententy, wśród dziesiątków tysięcy uczestników Wielkiego Syberyjskiego Marszu Lodowego miało się znaleźć od 2000 do 4000 Polaków. Z całą pewnością ów epicki zryw posiadał bardzo ważny polski epizod. Po śmierci Kappela, zgodnie z jego wolą, dowództwo nad uciekinierami objął generał Siergiej Wojciechowski – ten sam, który patronował naszemu wojsku w Ufie. Nowy dowódca po pięciu tygodniach morderczej wędrówki zdołał doprowadzić do miejsc schronienia kilkanaście tysięcy uciekinierów. Niemal wszyscy ocaleli zostali natychmiast umieszczeni na oddziałach zakaźnych szpitali Czyty i Wierchnieudińska, z rozpoznaniem tyfusu.

Generał Wojciechowski uszedł cało z Rosji. Osiadł w Czechosłowacji, która zaoferowała mu generalski etat w jej armii. W 1939 roku usunięto go z wojska za chęć walki zbrojnej z Niemcami. Następnie zaangażował się w działalność ruchu oporu. Bolszewicy nie zapomnieli o nim. W maju roku 1945 został aresztowany w Pradze i deportowany do syberyjskich łagrów. Zmarł z wycieńczenia sześć lat później, w obwodzie irkuckim, na ziemi, którą kiedyś próbował uratować przed bolszewizmem.

Całun

Żołnierze Rumszy byli świadkami początków kataklizmu, który potem przeorał krwawymi bruzdami niemal cały świat. Spod pióra rosyjskiej poetki Mariny Cwietajewej wyszły strofy, mogące stanowić epitafium dla ludzi, którzy jako pierwsi próbowali powstrzymać czerwoną Bestię:

Sztandar haftowany krzyżami zmienił się w całun.

Pozostanie po was pamięć, biali rycerze.

I żaden z was, synkowie, już nie powróci.

Pułki wasze dziś wiedzie Bogurodzica.

Owa pamięć o rycerzach była niczym iskierki światła we wszechobecnym mroku. Można to podsumować słowami, jakie polski Sybirak dedykował Władimirowi Kappelowi: „Imiona szlachetnych są nieśmiertelne”.

Sociopath Neocons Sacrifice Ukrainians and Global Poor.

[Umieszczam. Uważajmy, ten mądry analityk jednak pisze serio o „walce klas”… Ale analizy – bardzo jasne. Mirosław Dakowski]

Michael Hudson • April 29, 2022 https://www.unz.com/mhudson/sociopath-neocons-sacrifice-ukrainians-and-global-poor-katie-halper/

KATIE HALPER: Professor Michael Hudson, thank you so much for joining us. We’re really excited to have you.

We wanted to start off by asking you if you could provide an overview of what the economics driving this conflict are—and by conflict, I mean the conflict between Russia and Ukraine, and, of course, with the rest of the world, or really the conflict between Russia and US, and the economic fallout.

MICHAEL HUDSON: Well, it depends on what side you’re looking at. From the Russian side, I don’t think the economic factors were primary. They were threatened by NATO’s expansion and really a plan to attack the Russian-speaking areas of Ukraine. So, I think Russia’s calculations were simply military. The West’s calculations were quite different.

And if you looked at what the results of the conflict are, you have to assume that everybody was talking about the results [as] were known. They’re very clear. The results are a very large increase in fuel prices, oil, and energy prices, a very large increase in agricultural prices with declining supplies. This will leave most of Africa and Latin America—third-world countries, the Global South—unable to pay their foreign debts, which is going to result either in a massive debt default or it will result in a debt repudiation.

Countries are going to have to choose. Are they going to have to operate their homes without energy, their factories without energy—and energy consumption per capita is directly connected to GDP for the last 150 years. Every chart shows energy use, GDP, and personal income go up together.

So, what are countries going to do when they can’t afford to pay the higher prices for energy? Well, Janet Yellen, who was the Federal Reserve head and [now] the Secretary of the Treasury says, ‘Well, what we’re going to do is use the International Monetary Fund to preserve America’s unipolar hegemony.’ I think she used almost those words. We have to keep American control of the world and we’re going to do it through the IMF. And that means in practice using the IMF to create special drawing rights, which will be sort of like free money, the bulk of which will go to the United States to support its military spending abroad for all of this huge military escalation. And it will enable the IMF to go to countries and say, ‘We will help you pay your debts and not be foreclosed on and get energy, but it’s conditional.’ On usual conditions: you have to lower your wages; you have to pass anti-labor legislation; you have to agree to begin selling off your public domain and privatize.

The energy and food crisis caused by the NATO war against Russia is going to be used as a lever not only to push privatization, largely under control of US investors and banks and financiers, but it’s also going to lock countries into the US orbit all the more, both the Global South and especially Europe.

One casualty is obviously going to be Europe and the euro. The euro has been plunging in value day after day after day, as people realize that it’s lost its export markets in Russia and much of Asia, and now at home, too, because exports require energy to be made. Its costs of imports are going up, especially energy. It’s agreed to use, I think, now $3 billion to build new port facilities to buy US natural gas—liquified natural gas at three to seven times the price that it’s paying now, which will make it almost impossible for German firms to produce fertilizer to grow crops in Germany. The euro’s plunging.

The largest plunge of all has been the Japanese yen, because Japan imports all of its energy and most of its food and is keeping its interest rates very low in order to support the financial sector. And so, the Japanese economy is being sacrificed and squeezed. And I think this is…you can’t say, ‘Gee, this is an accident.’ This is part of the plan, because now the United States can say, ‘Of course we don’t want your yen to go down so much that your consumers have to pay more. We will, of course, give you SDRs—special drawing rights—and we will give you American aid. But we do want you to rewrite your constitution so that you can have atomic weapons on your soil so that we can fight against China to the last Japanese. Just like we’re doing in Ukraine, let us do it for you.’

And, of course, the Japanese love that. The government loves that idea. They love sacrificing the population, which is what they’ve been doing ever since the Plaza Accord and the Louvre Accord of the 1980s that basically wrecked the Japanese industrial economy from this huge upswing to just a mass shrinkage.

So, those are the economic effects of the war. And in the newspaper, you think the war is all about Ukrainians and NATO fighting Russians, and it’s really a war by the United States to use the NATO-Russia conflict as a means of locking in control over its allies and the whole Western world, and in Janet Yellen’s words, re-establishing American unipolar power.

AARON MATÉ: And do you think that, assuming that this is the US strategy, taking your argument at face value, do you think that this strategy will succeed?

MICHAEL HUDSON: Ultimately, it’ll be self-defeating. And almost every US politician and military speech has the phrase, ‘Gee, we don’t want America to shoot itself.’ And obviously they’re all worried about it. It’s a huge gamble.

Apparently, the military was not even consulted in the sanctions that were put against Russian energy. And the military wasn’t consulted even on the plans by the State Department and the National Security…the neo-cons that are running the NATO war. And so, obviously, there’s a lot of doubts within the military, but they don’t speak up—that’s not what they do.

It’s amazing that in Europe the only opposition to this is coming from the right wing, people like Marine Le Pen. Not from the left wing. So, the left wing in Europe…I shouldn’t say the left, I should say what is now the right wing, the Social Democratic parties, the Labour Party, those are the parties that are thoroughly behind NATO. And there doesn’t seem to be a political imperative in these countries, except going along with the policy that’s going to squeeze their balance of payments and lock them into dependency on the United States.

So, what seems to be happening if there’s no fight back on the part of Europe? Obviously, if you look at the United Nations vote on whether to come out with a policy against Russia, many countries either abstained or voted against it. So, the big economic result is structural. It means there’s like an iron curtain between the white Western world (Europe and North America) and Eurasia (China, India, and Russia, and their surrounding territories). And if you have China, India and Russia—or what [Halford John] Mackinder called Eurasia, the world core—then, are you going to have the rest of Asia coming along? The question’s going to be, what happens with Taiwan, Japan, and North Korea? They’re pretty much up for grabs. And yet two days ago, the NATO leader, [Jens] Stoltenberg, said NATO has to have a presence in the South China sea, that NATO has to defend Europe in the Pacific, in China. So, you can see the conflict that’s coming there. And I think you also had one of the NATO people—a European politician, negotiator—saying this war cannot be settled economically. It cannot be settled by treaty. It can only be settled militarily.

Well, so then you’re back to, how is the military going to affect the economy? Well, Russia cannot afford to lose, because if it loses, NATO is going to put atomic weapons right in Ukraine, right next to its border, as it wants to do in Latvia and Estonia. And the US, apparently, is taking a position, ‘We can’t lose, because if we lose, Biden won’t be reelected.’ And Biden apparently is now running the military and economic campaign with a view towards how can he be reelected in November [2024]—with the only real variable in the American strategy being the American public itself, which, unfortunately, there’s almost no discussion of what we’re talking about today, except your show, the internet, [The Vineyard of] The Saker and the others. So, everything is up for grabs.

AARON MATÉ: And by the way, if this is Biden thinking, he’s doing so, even though most Americans don’t wake up caring about Ukraine, it’s not their top concern. But there’s a very different attitude inside the White House. Obviously, they do.

So, let me ask you about Russia. Can Russia afford to weather all of this? As we’re speaking, Russia has recently cut off gas deliveries to Poland and Bulgaria. Let’s say other parts of Europe follow suit and refuse to pay in rubles for gas payments, as Putin has demanded. Can Russia afford to cut off more countries from receiving Russian energy, or is Putin bluffing there, do you think?

MICHAEL HUDSON: No, of course it can afford to cut it off because Russia is pretty much self-contained. It’s how it survived the 1990s and the shock therapy. Any country that could survive the shock therapy, nothing is going to be that serious again. So, it’s already shown that it can survive, 20 years ago, 30 years ago. And it can survive much better than Europe can survive.

AARON MATÉ: Michael, let me push back there. It survived, but the 90s took a very heavy toll on Russia.

MICHAEL HUDSON: Yes, it did. Absolutely.

AARON MATÉ: Are you suggesting that Russia might face that again?

MICHAEL HUDSON: No, I don’t think it’ll be that serious again, because now it has the support of China, India, and other countries. Before it was completely dismantled from within. Now, it’s not dismantled from within. It’s rebuilt; certainly, it’s military. It’s rebuilt enough of its economy and made enough links with other economies who are politically supporting it. Because Biden has said again and again, ‘We’ve got to destroy Russia because if we destroy Russia, we will cut it off in China, and then we can go against China as our real enemy.’ So, we’ve got to cut up the world potentially opposing us, first Russia and then China, maybe India, too. And he’s been very explicit in this, so you can imagine where this leaves China and India. India has already said, ‘Well, look, we’re economically linked to Russia. We’re going to continue to link.’

Russia’s foreign reserves were stolen in the West. It’s going to basically work with China to create some kind of mutual currency swaps like United States arranges with Europe and other countries—currency swaps so that they can hold each other’s currency. And China knows that, ultimately, it will be repaid through a new pipeline to deliver gas to China. So, I think a decision has been made in Russia that it’s decoupling with the West. Certainly, decoupling from Europe, decoupling from the United States, except for marginal trade, and [from] reorienting itself towards the West because it can’t afford to deal on these terms anymore.

So, yes, it’s going to be painful. But I think the Russian people, who get a very different report of the war and the violence and terrorism that’s going on than the American press [gives], the Russians seem to be 80% behind Putin. It’s not like it was in the 90s when they were utterly demoralized.

The military fighting is not going to end this year or next year. It’s going to take at least 30 years. And it will end probably with a split between Europe and the West on the one hand and Eurasia on the other hand, with more and more of Africa and South America linking itself to the Eurasian economy as Europe and the American economies shrink.

Almost everyone sees shrinkage. I think President Xi of China said the other day, he sees that the American economy is shrinking, and certainly the European economy is shrinking, for a decade or as long as it continues the neoliberal course. And I think that’s pretty obvious—it’s going to shrink. And Xi also said that’s because a centrally planned economy, which they call socialism or Marxism with Chinese characteristics, is more efficient than democracy, because democracy really turns into oligarchy very quickly, and the oligarchy turns into a hereditary aristocracy.

And the West is not a democracy anymore. The West is turning into a hereditary aristocracy. And the Chinese are trying to prevent the financial class from becoming an independent class, pursuing policies that impoverish labor, because for them banking and credit is still a public utility. That’s the most important sector to be [saved] in China, and that’s what makes China so different from the United States. You could say that bankers and Wall Street are the central planners of the US, and their central planning is in favor of the finance, insurance, and real estate sector, and bankers are in charge of China through the Treasury, which is run by party officials that are not seeking to make capital gains for wealthy families but are using finance to build up their industry and infrastructure and make themselves independent of the West, so that America can never do to China what it did to Russia.

AARON MATÉ: And if you were to predict the first places where we’re going to see a major fallout, major unrest as a result of higher commodity prices due to this war on Ukraine, where will it be?

MICHAEL HUDSON: I would say Latin America, Africa, third-world countries that have followed World Bank policy for the last 70 years and not produced their own food, but produce the export crops, so they’re dependent on importing food, primarily American grain and importing American energy. And probably the central economic game of the NATO war against Russia was to reconcentrate control of the world energy trade in the hands of American, English, and Dutch oil companies.

So, basically the oil companies and the US are going to let the third-world countries go into a crisis. If they default on their bonds, then the United States and the bondholders get to treat Latin America like they treated Argentina or Venezuela and grab whatever assets they have outside of their country. Like Venezuela had investments in the United States and gold that it left in the Bank of England that were grabbed.

There’s going to be a huge asset grab. That is supposed to be how this unfolds, and the most obvious assets to the grabbed are going to be in Latin America and Africa. Maybe some Asian deficit countries. So, this is the weakest link, and that’s why there’s this fight within the IMF at the upcoming meetings, to create these special drawing rights to give them money on the condition that there is a class war.

So, what we’re seeing, really, isn’t a war between NATO and Russia. It’s a class war of the neoliberals against labor across the world to establish the power of finance over labor.

AARON MATÉ: And so, do you think that there’s a threat of an even worse hunger crisis in this world, one that we’re not talking about and should be preparing for it?

MICHAEL HUDSON: A threat? That’s the objective! Yes, of course. That’s what they’re aiming at. If you read what Klaus Schwab says at the World Economic Forum, he said there are 20 percent too many people in the world, especially in the Global South. This is what all the big foundations are for. The billionaires, they all say, ‘We’ve got to thin out the population, there’s too many consumers that don’t produce enough wealth for us.’ If they produce wealth for themselves, that doesn’t count because that’s not for us and we don’t get it. So, yes, that’s not going to be an accident. Obviously, anyone who looks at the basic economic trends can see that this is inevitable—and you have to assume that this was discussed as part of the whole big neoliberal plan of the Biden administration and the Deep State behind it.

KATIE HALPER: How different is this from what we saw with Trump, how continuous, or how much of an aberration do we have between the different administrations?

MICHAEL HUDSON: It’s pretty much the same. The same groups are still in control. Trump was going to appoint that general who was going to basically clean out the State Department and the CIA, but his son-in-law convinced them not to appoint this person. And Trump didn’t have anyone in his administration able to close down this whole neocon group there. So, basically, he let them destroy, essentially. They just ignored what he did. He wanted to withdraw troops from Syria and the Army just refused to withdraw the troops. Nobody followed his orders. So, he was an aberration politically, but the presidency of the US these days is pretty much a figurehead for the Deep State behind it. So, I don’t think there’s that much difference. The Republicans are as much behind this plan as the Democrats.

AARON MATÉ: Let me ask you about the economic toll on Ukraine from this conflict, and not just from Russia’s invasion, but the last eight years since the US-backed coup. And maybe we can start with what happened in the fall of 2013, because the conventional story that we get told a lot in the US is that basically this whole crisis began when Ukraine was in talks with the EU under Yanukovych, the ousted president. And Yanukovych was going to sign this agreement with the EU and that’s what most Ukrainians wanted. It would have brought liberty to Ukraine, and then Russia basically sabotaged it and ordered him not to. And that’s when Ukrainians came out to protest…

KATIE HALPER: This is not…you’re not saying this, Aaron, right? You’re saying this is the mainstream narrative that we’ve been fed.

AARON MATÉ: Yes, this is the mainstream narrative that we’ve been fed. And so that’s when Ukrainians came out to protest with the Maidan revolution, as it’s called, and that’s what led to the coup in February of 2014 that ousted Yanukovych.

Can you talk about what that narrative gets wrong, especially the actual terms of the agreements that Yanukovych was being asked to sign by the EU and what that would’ve meant for Ukraine?

MICHAEL HUDSON: Well, Russia couldn’t really tell Yanukovych what to do. Yanukovych was always independent. Russia offered a better deal, and Yanukovych said the deal that the EU was offering would make it much poorer than the continuation of the relationships that it had with Russia, which, after all, were its traditional relationships. So, Yanukovych didn’t sign the EU deals. And at that point, it wasn’t the Ukrainians that protested. It was a neo-Nazi group that was positioned in…that set itself up with snipers all around Maidan square, and it was the Nazi group that began firing on the policemen to make it appear as if it were the government, and to fire on the general crowd. So, basically, the coup was sponsored by the United States who put in the officials that were designated by Ms. Nuland, and the Ukrainians had hoped that somehow joining the EU would make them prosperous. Well, that’s the myth that Europe had, that if it would only take US advice, it would end up as prosperous with as many consumer goods as the United States. And it was all a myth.

But when Yanukovych’s board looked at it, they said, ‘Well, we’re not going to make money this way, basically.’ And the kleptocrats who were running Ukraine at that time…the Ukrainians weren’t running Ukraine. It was considered by the World Bank, every agency, to be the most corrupt country in Europe, and the kleptocrats thought, ‘Wait a minute. If we sign that then the Europeans are going to take over our property and they’re going to want to buy us out, and we’re going to end up with some yachts and some real estate in England like the Russians. But it’s really going to be a giveaway.’ So, they were certainly behind Yanukovych, saying, ‘This is not a good deal with this.’

That’s when the US decided that it needed a coup, and even at that time it wanted…it realized that it had the idea of long-term fighting against Russia as the first domino to fall in the fight against China. That was already in the discussion already at that time in 2014.

AARON MATÉ: Right. Carl Gershman is the former head of the National Endowment for Democracy. He called Ukraine, quote, “The biggest prize,” and what he saw as a struggle against Russia, he thought that actually bringing Ukraine into the Western orbit would actually lead to regime change even in Russia, and lead to Vladimir Putin’s downfall.

MICHAEL HUDSON: Well, he was a Trotskyist, a neocon, and a virulent Russia-hater.

KATIE HALPER: An example of that great Trotskyist-to-neocon trajectory that we see so much.

MICHAEL HUDSON: Yeah.

AARON MATÉ: One small point though. I think the protest that happened initially against Yanukovych, I think that was actually a large mass of people. That wasn’t neo-Nazi. I think the neo-Nazi…

Subscribe to New Columns

MICHAEL HUDSON: Right. But they didn’t do the coup. They weren’t behind the coup.

AARON MATÉ: The coup was definitely the far-right, as they’ve even taken credit for—as they even take credit for, openly.

You mentioned the kleptocrats in Russia. Let me ask you about that. What is the real state of the oligarchy in Russia? We hear in the US constantly about the Russian oligarchs, and they’re sort of blamed for all the world’s ills. What is the actual reality of Russian oligarchs? How has that evolved under Putin? This oligarch class was obviously created under [Boris] Yeltsin with the advice of US technocrats who came in. What is the actual power of the oligarchs in Russia now, and their relationship with Vladimir Putin?

[To hear the rest of the interview, please go to UsefulIdiots.substack.com.]

Wojna a interesy

Stanisław Michalkiewicz 6 maja 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5174

Wprawdzie na Ukrainie wojnę z Rosją prowadzi cały Sojusz Atlantycki, a także kilkanaście innych państw, którym amerykański sekretarz obrony Lloyd Austin podczas niedawnej konferencji w amerykańskiej bazie lotniczej w Ramstein w Niemczech, powyznaczał zadania, jakie mają w związku z tą wojną wypełniać, ale to nie znaczy, że wszystkie te państwa, nakłonione przez Amerykanów do wojowania, mają te same interesy. Przeciwnie – bywają one odmienne od interesów, które Stany Zjednoczone chciałyby przy okazji tej wojny zrealizować.

Jak już wcześniej pisałem, podejrzewam, że wojna na Ukrainie została wykorzystana przez USA do kilku celów. Po pierwsze – pod pretekstem tej wojny Stany Zjednoczone mocno schwyciły za twarz całą Europę, która wcześniej coraz częściej próbowała podważać amerykańskie przywództwo, a propaganda nazywa to „jednością”. Niemcy wprawdzie unikały jakiejś ostentacji, bo jakże tu okazywać ostentację, kiedy od II wojny na niemieckim terytorium stacjonuje amerykańskie wojsko, jak nie pod tym, to pod innym pretekstem – ale od czasu do czasu wypuszczały balon próbny w postaci akcentowania potrzeby utworzenia niezależnych od NATO europejskich sił zbrojnych. Za tym pomysłem kryje się intencja wyprowadzenia Bundeswehry spod amerykańskiej kurateli. Chodzi o to, że kiedy w roku 1954 USA zgodziły się na remilitaryzację Niemiec, to znaczy – na pozwolenie im na posiadanie armii, to jeszcze nie było pewne, czy Hitler nie zmartwychwstanie. Na wszelki tedy wypadek, kiedy w roku 1955 Bundeswehra została utworzona, USA wmontowały ją w całości w struktury NATO, za pośrednictwem których mogą ją nadzorować. Utworzenie europejskich sił zbrojnych niezależnych od NATO oznaczałoby wyprowadzenie Bundeswehry spod tego nadzoru, a więc usunięcia kolejnego skutku wojny przegranej przez Hitlera.

Francja, na terytorium której wojska amerykańskiego nie ma i która posiada własną broń jądrową, od dawna niechętnie patrzy na amerykańską dominację w Europie, co znajduje wyraz nie tylko w wyznawaniu, wspólnie z Niemcami, doktryny „europeizacji Europy”, czyli wypychania USA z polityki europejskiej, a zwłaszcza – z funkcji kierownika tej polityki, ale również w wyprowadzaniu Francji z wojskowych struktur NATO, co miało miejsce za czasów generała de Gaulle’a, no i oczywiście – w postaci popierania pomysłu utworzenia europejskich sił zbrojnych. W niepojętym przypływie szczerości prezydent Macron ujawnił, do czego te siły zbrojne miałyby służyć; między innymi do obrony Europy przed… Stanami Zjednoczonymi, co wywołało wielkie zgorszenie prezydenta Trumpa. Maryna Le Pen otwarcie mówi o potrzebie ponownego wyprowadzenia Francji z wojskowych struktur NATO i przywrócenia strategicznego partnerstwa NATO z Rosją, jak było ustanowione na szczycie NATO w Lizbonie, 20 listopada 2010 roku. Głoszenie takich poglądów akurat teraz, gdy pod pretekstem wojny na Ukrainie USA mocno chwyciły Europę za twarz, żeby przy okazji wymusić na niej „dywersyfikację”, to znaczy – kupowanie gazu od Stanów Zjednoczonych, nie może przynieść prezydentury, chociaż po wynikach II tury widać, że całkiem spora część Francuzów myśli podobnie.

Drugim celem USA – jak to ujawnił sekretarz obrony Lloyd Austin podczas pielgrzymki do Kijowa – jest obezwładnienie Rosji”. Dlaczego Stanom Zjednoczonym tak na tym zależy, że aż gotowe są prowadzić z nią wojnę aż do ostatniego Ukraińca, a być może również – do ostatniego Polaka?

Dlatego, by nie musiały się obawiać, czy w momencie, gdy USA przystąpią do ostatecznego rozwiązywania kwestii chińskiej – bo przystąpić muszą – Rosja dochowa obietnicy neutralności – czego chciał się od Putina dowiedzieć prezydent Biden, podczas rozmów z nim w czerwcu i lipcu ub. roku. Coś musiał Putinowi przy tej okazji powiedzieć, bo nie tylko zaczął on bardzo wysoko licytować, wychodząc poza ustalenia porozumień paryskich z 1997 roku, dotyczących „środków budowy zaufania” przed planowanym rozszerzeniem NATO na Europę Środkową, a w stosunkach między Rosją i Ukrainą zaczęło gwałtownie narastać napięcie, które zakończyło się inwazją i wojną. Czy prezydent Biden w jakiś sposób zachęcił prezydenta Putina do „wzięcia sobie ”Ukrainy, czy też Putin błędnie odczytał jego intencje – to już w tej chwili nieważne, bo Lloyd Austin w krótkich żołnierskich słowach wyjaśnił, o co naprawdę chodzi. Stąd amerykańskie futrowanie Ukrainy na wszelkie sposoby, by była zdolna do prowadzenia wojny (ostatnio prez. Biden wystąpił do Kongresu o kolejne 30 mld dolarów), no i naciski na państwa uzależnione od USA, by w kosztach tej wojny też partycypowały, dostarczając Ukrainie coraz więcej broni i amunicji. Tymczasem wygląda na to, że Ukraińcy już zaczynają rozumieć, że dostali się miedzy ostrza potężnych szermierzy i jeden przez drugiego uciekają za granicę. Tylko do Polski uciekło ich ponad 3 mln, a według ONZ, w najbliższych miesiącach należy spodziewać się dalszych 8 mln uchodźców.

Tymczasem Niemcy też próbują wykorzystać wojnę na Ukrainie, by, nie drażniąc Amerykanów „europejskimi siłami zbrojnymi”, rozbudować swój własny potencjał militarny. Jak wiadomo, zamierzają wydać na ten cel 100 mld euro, a przecież nie jest to ostatnie słowo. Oznacza to milowy krok w kierunku totalnej militaryzacji Niemiec, co prędzej czy później będzie miało konsekwencje dla całej Europy, zwłaszcza w momencie, gdy USA przystąpią do ostatecznego rozwiązania kwestii chińskiej. Niemcy bowiem dostrzegają swój interes nie tylko w zachowaniu takiego marginesu samodzielności, by utrzymywać kontakt z „fabryką świata”, w jaką w ciągu ostatnich 30 lat przekształciły się Chiny, ale również – by stworzyć odpowiednie, również militarne, przesłanki sprzyjające budowie „IV Rzeszy”, która została wpisana do umowy koalicyjnej trzech partii tworzących aktualny rząd niemiecki.

W tym celu Niemcy od 2016 roku prowadzą przeciwko Polsce i Węgrom „wojnę hybrydową”, w której podstawowym narzędziem jest szantaż finansowy w wykonaniu zdominowanych przez Niemcy instytucji Unii Europejskiej. Ostatnio Niemcy rozszerzyły na Węgry zastosowany wcześniej wobec Polski „mechanizm warunkujący”, który umożliwia blokowanie funduszy dla tych krajów pod dowolnie wybranym pretekstem: „demokracji”, „praworządności”, czy – jak to było w bajce Ezopa – mącenia wody w rzece. Chodzi o to, by te państwa maksymalnie osłabić i wybić im z głowy wszelkie mrzonki o Trójmorzu, które, ze Stanami Zjednoczonymi jako jego protektorem, rozwiałoby niemieckie marzenia o hegemonii w Europie. Niestety rząd „dobrej zmiany”, który wie, że jego istnienie wisi na cienkiej nitce amerykańskiego poparcia, które może być w każdej chwili przerzucone choćby na pana Hołownię, czy jakiegoś innego jasnego idola, zachowuje się jak wzorowy ormowiec Naszego Najważniejszego Sojusznika, któremu nie ośmielił się nawet zaproponować, by USA, w ramach wzmacniania wschodniej flanki NATO, sfinansowały uzbrojenie dodatkowych 200 tys. żołnierzy, o których ma być powiększona nasza niezwyciężona armia, ani nawet nie poprosiły Amerykanów, by nacisnęli na Niemcy, by zakończyły tę hybrydową wojnę i odblokowały pieniądze.

Skoro tak, to nic dziwnego, że Putin właśnie zakręcił Polsce kurek z gazem, co rządowa propaganda odbiera jako wielki sukces, że Polska jako pierwsza „uniezależniła się” od rosyjskiego gazu, chociaż tak naprawdę to nadal będzie go kupowała, tyle, że za pośrednictwem Niemiec.

Niezauważony upadek wielkiego kłamstwa. Wyniki fałszywie pozytywne mogą sięgać 91% !!!

Katarzyna Treter-Sierpińska https://wprawo.pl/katarzyna-ts-niezauwazony-upadek-wielkiego-klamstwa/

Jest 5 kwietnia 2022 roku. Dwa tygodnie temu Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji opublikowała zalecenia dotyczące postępowania diagnostycznego w związku z epidemią Covid-19, które to zalecenia stały się podstawą do wycofania przez ministra zdrowia Adama Niedzielskiego obowiązku testowania pacjentów bezobjawowych m.in. przed hospitalizacją. W opracowaniu AOTMiT przyznano, że testowanie takich osób jest niewskazane, ponieważ w zależności od stopnia rozpowszechnienia choroby oraz typu testu wyniki fałszywie pozytywne mogą sięgać nawet 91%.

I nie ma tu znaczenia, czy wirus jest mniej lub bardziej groźny. Wynik fałszywie pozytywy jest wynikiem fałszywie pozytywnym bez względu na to, czy mamy do czynienia z Deltą, Omikronem, czy innym zajzajerem.

Co oznacza publikacja AOTMiT i wycofanie obowiązku testowania osób bezobjawowych? To jest przyznanie się do winy!

Minister Niedzielski przyznał się do winy polegającej na poddawaniu izolacji i odcinaniu od leczenia osób, które na podstawie fałszywie pozytywnego wyniku testu nie otrzymały niezbędnej pomocy medycznej. To również przyznanie się do winy polegającej na tym, że na podstawie fałszywe pozytywnego wyniku testu zamykano w aresztach domowych miliony Polaków, a niektórzy siedzieli w nich nawet kilka tygodni. To też przyznanie się do winy, polegającej na tym, że osoby cierpiące na poważne schorzenia kierowano na oddziały zakaźne, gdzie zarażały się kowidem. A jeśli byli to schorowani seniorzy, to narażano ich w ten sposób na poważne zagrożenie z ryzykiem zgonu włącznie. Nie zapominajmy też o tym, że na testy fałszujące obraz rzeczywistości NFZ wydał miliardy złotych. To były pieniądze wyrzucone w błoto i za to również odpowiada minister Niedzielski.

Zalecenia wydane przez AOTMiT to upadek wielkiego kłamstwa. Ale czy ten upadek został powszechnie zauważony?

Nie!

Większość Polaków w ogóle o tym nie usłyszała. Zmiany w zasadach testowania wprowadzono po cichutku, nie nagłaśniając tematu w mediach. Z dnia na dzień skończyła się „największa epidemia od 100 lat”, media zajęły się wojną na Ukrainie, a minister Niedzielski dostał nagrodę „Wizjoner Zdrowia”. Władza przeszła do porządku dziennego nad tym, że swoimi decyzjami doprowadziła do prawie 200 tysięcy nadmiarowych zgonów. Nie mamy Pańskiego płaszcza i co nam Pan zrobisz?

2 kwietnia 2022 roku Niedzielski zamieścił na Twitterze wpis, w którym zaapelował, aby osoby po czterdziestce „poświęciły swój cenny czas” na wypełnienie ankiety dotyczącej programu Profilaktyka40+. Komentując ten wpis napisałam, że poświęcę swój ceny czas, aby Niedzielski odpowiedział za 200 tysięcy zgonów, do których doprowadził. I właśnie to robię.

Jak? Informując ludzi o upadku wielkiego kłamstwa. Dziś poinformowałam o tym mojego fryzjera, który złapał się za głowę, gdy usłyszał, jakim błędem obarczone jest testowanie osób bezobjawowych. I że władza przyznała, że tak faktycznie jest. Nie dowiedziałby się o tym, gdybym mu tego nie powiedziała. Media nabrały wody w usta, więc skąd miałby wiedzieć?

Szanowni Państwo, to jest zadanie dla każdego z nas. Ci, którzy już wiedzą, że wielkie kłamstwo upadło, a władza przyznała, że było to wielkie kłamstwo, muszą docierać z tą informacją do jak największej liczby osób. Jeśli macie do czynienia z zatwardziałym wyznawcą kowidianizmu, poproście go, aby przeczytał to, co na temat testowania osób bezobjawowych napisano w zaleceniach AOTMiT. Screen z tym tekstem i link do całego opracowania znajdziecie TUTAJ.

Zapewne wielu z was pomyśli, że takie działanie i tak nic nie da, więc szkoda czasu i atłasu. Nie zgadzam się z tym. Informacja to potężna broń. Upadek wielkiego kłamstwa musi zostać nagłośniony. Skoro nie robią tego media, ludzie muszą zrobić to sami. Informując o tym, że władza przyznała się do winy, dotrzemy do tych, którzy na podstawie tej wiedzy być może zdecydują się na wytoczenie procesów o odszkodowania za bezpodstawne areszty domowe i za zgony bliskich, którzy zmarli, ponieważ odcięto ich od leczenia przypisując im kowid na podstawie fałszywie pozytywnego wyniku testu.

Informując o upadku wielkiego kłamstwa zabezpieczamy się też przed kolejnym powrotem tego kłamstwa. Im więcej osób będzie o tym wiedziało, tym większe szanse na to, że nie dadzą się po raz kolejny wkręcić w wielkie kłamstwo. Ale trzeba działać konsekwentnie i bez popadania w zwątpienie. Nie od razu Rzym zbudowano, a kropla drąży skałę. Nie pozwólmy Niedzielskiemu zamieść tej sprawy pod dywan. Nie pozwólmy, żeby Polacy po raz kolejny zostali poddani terrorowi sanitarnemu usprawiedliwianemu hasłem „Stop Covid”. Informujmy, informujmy i jeszcze raz informujmy, że władza przyznała się do wielkiego kłamstwa, ale zrobiła to po chichu, żeby nie ponieść konsekwencji. Na to nie może być zgody. Winni muszą ponieść konsekwencje. Jeśli nie karne, to przynajmniej polityczne. I to jest zadanie każdego z nas. Wielkie kłamstwo upadło. Teraz trzeba sprawić, żeby wszyscy się o tym dowiedzieli.

Naziści z Azov’a proponują handel: Zakładnicy za żywność…

Mariupol – Naziści z Azov’a proponują handel: Zakładnicy za żywność… Ujawniają swą twarz terrorystów.

Jarek Ruszkiewicz SL 6 maja 2022,

https://spiritolibero.neon24.info/post/167873,mariupol-nazisci-z-azov-ujawniaja-twarz-terrorystow

Naziści z Azov chcą przehandlować zakładników za żywność, szacując jedno ludzkie życie na 66,6 kg jedzenia.

Po ostrzeliwaniu z nowych stanowisk strzeleckich, które ukraińscy żołnierze ustawili w Azowstalu podczas ewakuacji cywilów przetrzymywanych w fabryce, armia rosyjska zorganizowała w ciągu trzech dni nowe zawieszenie broni i nowe korytarze humanitarne, aby kontynuować ewakuację. Ale zamiast wypuścić cywilów, którzy pozostali jeszcze w piwnicach Azowstalu, ukraińscy żołnierze ujawnili swoją prawdziwą twarz jako terroryści i porywacze zakładników.

Po trzech dniach udanej ewakuacji ludności cywilnej przetrzymywanej w Azowstalu przez ukraińskich żołnierzy, armia rosyjska musiała przerwać tę ewakuację by zbombardować fabrykę w celu zlikwidowania stanowisk strzeleckich, które ta ostatnia rozstawiła dzięki zawieszeniu ognia.
Bombardowania te trwały dwa dni, a po zapewnieniu zniszczenia stanowisk strzeleckich armia rosyjska ponownie ogłosiła, że ​​5, 6 i 7 maja zostaną przywrócone korytarze zawieszenia broni i humanitarne, aby kontynuować ewakuację ludności cywilnej nadal przebywającej w piwnicach Azowstal.
Tyle że żołnierze ukraińscy zamiast wypuścić pozostałych cywilów w podziemiach fabryki Azowstal, zażądali ich wymiany po kursie 15 cywilów za tonę żywności i lekarstw .
„Musimy utrzymywać kontakt z ukrywającymi się tam nazistami azowskimi i przedstawicielami SBU w interesie ratowania ludności cywilnej, która tam pozostała. W trakcie negocjacji proponowali nam wymianę zakładników cywilnych – 15 za tonę żywności i lekarstw – i ostrzegali , że nikomu innemu nie będzie wolno jechać na Ukrainę, teraz zostaną tylko wymienieni  ” – powiedział przedstawiciel kwatery głównej operacji wyzwolenia Azovstalu.Według tego źródła w piwnicach Azovstalu może nadal przebywać ponad 200 cywilów, w tym kobiety, dzieci i osoby starsze.

To żądanie wymiany ludności cywilnej na żywność i lekarstwa „na wagę” jest paskudnym przypomnieniem metod terrorystów Państwa Islamskiego w Syrii. A przede wszystkim ujawnia prawdziwe oblicze ukraińskich żołnierzy okopanych w fabryce Azovstal: terrorystów biorących zakładników. Nie tylko używają tych cywilów jako żywych tarcz, ale teraz wymieniają ich na żywność i lekarstwa! To jest prawdziwe oblicze pseudo ukraińskich bohaterów i pseudo obrońców Mariupola. W rzeczywistości nie mają nic wspólnego z cywilami, których twierdzą, że bronią!

Żądania ukraińskich żołnierzy z neonazistowskiego pułku Azowa wywołały reakcję rzecznika rosyjskiej Dumy Wiaczesława Wołodyna , który podkreślił, że ich żądanie ujawniło ich prawdziwe oblicze.
„Dowiedzieliśmy się, że bojownicy z Azovstalu zaproponowali wymianę obecnych cywilów na żywność i lekarstwa. […] Czy po takich wypowiedziach jest jeszcze ktoś, kto nie wie, z kim walczą nasi żołnierze i oficerowie na Ukrainie? Pomyślcie, najpierw zwabili ludzi do fabryki, potem schowali się za nimi jak za ludzką tarczą, a teraz chcą ich przehandlować na żywność, szacując ludzkie życie na 66,6 kg. Mają tylko jeden cel: ratować skórę. Jedyną rzeczą gorszą od kanibalizmu jest jedzenie zakładników. Typowe zachowanie terrorystyczne. Co teraz powiedzą ci, którzy bronili tych potworów? Oto jasny przykład tego, kim są naziści i dlaczego należy się z nimi rozprawić” napisał na swoim kanale Telegram.

Te nikczemne żądania potwierdzają zeznania cywilów, którzy wyszli z Azowstalu, którzy mówili, że byli przetrzymywani w piwnicach wbrew ich woli i definitywnie dowodzą, że cywile są tylko ludzkimi tarczami i zakładnikami dla ukraińskich żołnierzy z neonazowskiego pułku Azov, którzy są w rzeczywistości tylko terrorystami. Przede wszystkim postulaty te potwierdzają słuszność rosyjskiej interwencji na Ukrainie i uzasadniają nieustępliwość Rosji wobec tych ukraińskich neonazistowskich oddziałów.

Christelle Neant

(Nie podaję oryginalnego źródła bo nie chcę narazić strony na „zniknięcie” na terenie Polski z rąk cenzorskich siepaczy z ul. Rakowieckiej)
Wybór, redakcja i korekta tłumaczenia automatycznego
 SpiritoLibero.

====================

O tym pisali, chyba wczoraj, na stronie: https://topwar.ru/

Nie wiem, czym im przeszkadzam, publikując ten adres?? MD

School Board Says NO to the After School Satan Club sponsored by the Satanic Temple

School Board Says NO to Satan Club in Elementary School

May 4, 2022 | John Ritchie 

Prophecies of Our Lady of Good Success About Our Times

School Board Says NO to Satan Club in Elementary School

https://www.tfp.org/school-board-says-no-to-satan-club-in-elementary-school/?pkg=TFP22189

Satanism failed this time. On April 19, 2022, the Northern York School Board voted against allowing an After School Satan Club to operate at Northern Elementary School. The school board’s eight to one decision to protect children from evil was received with applause by the local community. However, The Satanic Temple already retaliated with a lawsuit.

Watch Exclusive Footage of the Hearing Below

The controversial proposal to open a pro-satanic club at Northern Elementary sparked a major reaction among residents in Dillsburg, Pennsylvania. So many parents wanted to voice their concern that the school board meeting held last Tuesday was moved to a larger auditorium at Northern High School to accommodate the unusual turnout.

Eternal and Natural Law: The Foundation of Morals and Law

Once the floor opened for public comment, dozens of God-fearing Americans stepped forward. They expressed total rejection of the After School Satan Club with great passion. “I strongly oppose the After School Satan Club sponsored by the Satanic Temple,” said TFP Student Action volunteer Evan Olwell. “The Satanic Temple, which targets school children, describes itself as a non-theistic religion. However, a non-theistic religion is an oxymoron, a blatant contradiction. Satanism is not a religion but rather an anti-religion because it is anti-God.”

TFP volunteers brought “Say NO to the Satan Club” signs to the meeting. In no time, meeting goers snatched them up and displayed them throughout the auditorium. Hundreds of TFP flyers containing talking points against satanism also spread among the crowd.
Although a handful of Satanists attempted to explain the “benefits” of a satan club for children, their message fell flat and failed to persuade the school board.

Anyone still on the fence about Satanism was startled when one of the mothers, Jackie Bieber, told the audience how her daughter was coaxed by a satanic group to commit suicide. “They gave her step-by-step instructions,” she said. After the tragic death of her daughter, the distraught mother moved with her remaining children to Dillsburg, hoping to find a better atmosphere for the family. However, her hopes were shattered when she heard about the proposed Satan club in the area. “Now they’re going to be subjected to evil,” she said. “They [satanist group] talk about the violation of ‘rights,’ but what about the violation of our children?”
Nevertheless, pro-satan advocates in the room insisted that the After School Satan Club would be harmless to children.

Learn All About the Prophecies of Our Lady of Good Success About Our Times

But TFP volunteer, Evan Olwell, called them out. “This revolutionary figure—satan—is universally regarded through history as a tempter, liar, murderer and thief; the embodiment of evil.”
“Satan has no rights because evil has no rights,” said Olwell. “Some things should NOT be allowed in schools. For example, allowing a club for neo-Nazis would be wrong, and it would be wrong to allow a club for student drug dealers. . . . Adults have to protect children from evil, not expose them to it. Having a program in school where Satan is invoked exposes every child—directly or indirectly—to real spiritual harm.”

“The devil has no place in school,” Olwell concluded. “Not now, and not in the future.”

Those who tried to present the After School Satan Club as nothing more than a cute attention grabber were confronted with facts. As the TFP handout points out, the satanic organization that sponsors After School Satan Clubs is anti-God, anti-Christian, and anti-family.

Science Confirms: Angels Took the House of Our Lady of Nazareth to Loreto

Dark rituals approved by The Satanic Temple include: Unbaptism, where participants renounce the True Faith; Destruction Ritual, where participants destroy an object they own that symbolizes a source of pain in their lives, which exorcists claim, can often mean something like a crucifix or a bible; Defiance Ritual where a person pledges to challenge the status quo; and Black Mass, which celebrates blasphemy, sacrilege, and attacks God and the true Catholic Mass (frequently involving the desecrated of a stolen consecrated Host).

Right now, America has a choice to make: We can either remain with God, defend innocent children, and receive His countless blessings. Or we can open the door to hell and allow satan, the father of lies, to come in and destroy us.

We must fight to keep America one nation under God.

data:text/html;https://www.youtube-nocookie.com/embed/k3ANf_gbKpY?rel=0&autoplay=1;base64,PGJvZHkgc3R5bGU9J3dpZHRoOjEwMCU7aGVpZ2h0OjEwMCU7bWFyZ2luOjA7cGFkZGluZzowO2JhY2tncm91bmQ6dXJsKGh0dHBzOi8vaW1nLnlvdXR1YmUuY29tL3ZpL2szQU5mX2diS3BZLzAuanBnKSBjZW50ZXIvMTAwJSBuby1yZXBlYXQnPjxzdHlsZT5ib2R5ey0tYnRuQmFja2dyb3VuZDpyZ2JhKDAsMCwwLC42NSk7fWJvZHk6aG92ZXJ7LS1idG5CYWNrZ3JvdW5kOnJnYmEoMCwwLDApO2N1cnNvcjpwb2ludGVyO30jcGxheUJ0bntkaXNwbGF5OmZsZXg7YWxpZ24taXRlbXM6Y2VudGVyO2p1c3RpZnktY29udGVudDpjZW50ZXI7Y2xlYXI6Ym90aDt3aWR0aDoxMDBweDtoZWlnaHQ6NzBweDtsaW5lLWhlaWdodDo3MHB4O2ZvbnQtc2l6ZTo0NXB4O2JhY2tncm91bmQ6dmFyKC0tYnRuQmFja2dyb3VuZCk7dGV4dC1hbGlnbjpjZW50ZXI7Y29sb3I6I2ZmZjtib3JkZXItcmFkaXVzOjE4cHg7dmVydGljYWwtYWxpZ246bWlkZGxlO3Bvc2l0aW9uOmFic29sdXRlO3RvcDo1MCU7bGVmdDo1MCU7bWFyZ2luLWxlZnQ6LTUwcHg7bWFyZ2luLXRvcDotMzVweH0jcGxheUFycm93e3dpZHRoOjA7aGVpZ2h0OjA7Ym9yZGVyLXRvcDoxNXB4IHNvbGlkIHRyYW5zcGFyZW50O2JvcmRlci1ib3R0b206MTVweCBzb2xpZCB0cmFuc3BhcmVudDtib3JkZXItbGVmdDoyNXB4IHNvbGlkICNmZmY7fTwvc3R5bGU+PGRpdiBpZD0ncGxheUJ0bic+PGRpdiBpZD0ncGxheUFycm93Jz48L2Rpdj48L2Rpdj48c2NyaXB0PmRvY3VtZW50LmJvZHkuYWRkRXZlbnRMaXN0ZW5lcignY2xpY2snLCBmdW5jdGlvbigpe3dpbmRvdy5wYXJlbnQucG9zdE1lc3NhZ2Uoe2FjdGlvbjogJ3BsYXlCdG5DbGlja2VkJ30sICcqJyk7fSk7PC9zY3JpcHQ+PC9ib2R5Pg==

https://img.youtube.com/vi/k3ANf_gbKpY/0.jpg

https://www.facebook.com/v11.0/plugins/page.php?adapt_container_width=true&app_id=&channel=https%3A%2F%2Fstaticxx.facebook.com%2Fx%2Fconnect%2Fxd_arbiter%2F%3Fversion%3D46%23cb%3Df39f74c25a3a976%26domain%3Dwww.tfp.org%26is_canvas%3Dfalse%26origin%3Dhttps%253A%252F%252Fwww.tfp.org%252Ff38566ed7007728%26relation%3Dparent.parent&container_width=0&height=130&hide_cover=true&hide_cta=false&href=https%3A%2F%2Ffacebook.com%2FTradition.Family.Property.TFP%2F&locale=en_US&sdk=joey&show_facepile=false&small_header=true&width=400

W Niebie obowiązuje kalendarz Juliański. Cud Ognia i cofanie się wód Jordanu.

[wskazuje na to tak Cud Ognia, jak i cofanie się wód Jordanu. Cud na Jordanie. Woda w rzece, wzburzona jak fale na morzu, zawraca i płynie w przeciwną stronę.

——————————-

http://cudognia.pl/promowany/podstawowe-informacje-2/

Rokroczny Cud Ognia w Jerozolimie Podstawowe informacje o Cudzie Ognia

23 kwietnia w Bazylice Grobu Świętego w Jerozolimie odbyło się wyjątkowe nabożeństwo. Jest ono co roku transmitowane przez stacje telewizyjne z całego świata. To ceremonia Świętego Ognia, który od ponad 1500 lat, w niewytłumaczalny sposób zapala lampę w Grobie Pańskim. Co na ten temat mówią historyczne źródła?

OGIEŃ NADPRZYRODZONY

Rokrocznie od ponad 1500 lat, po nabożeństwie pod przewodnictwem prawosławnego patriarchy Jerozolimy, lampa znajdująca się w Grobie Pańskim zapala się w nadprzyrodzony sposób za sprawą zstępującego z nieba Świętego Ognia.

Dzieje się to zawsze w prawosławną Wielką Sobotę (do XVI wieku Wielkanoc w tym samym terminie obchodził także Kościół Rzymskokatolicki[1]). Tysiące naocznych świadków oraz 70 przekazów historycznych (z okresu od IV do XVI w.) potwierdza, że zejściu Ognia często towarzyszą głośne grzmoty, błyski oraz samoistne odpalenia lamp i świec znajdujących się w różnych miejscach Bazyliki. Ponadto, przez pierwsze kilka minut od momentu zejścia, płomień świec odpalonych od lampy nie parzy.

NAGRANIE Z ZESZŁEGO ROKU (2021) roku

PRZEBIEG CEREMONII

Zstąpienie Świętego Ognia odbywa się rokrocznie w tym samym miejscu i w podobnym czasie. Współcześni archeolodzy zgodnie twierdzą, że Golgota i Grób Pański znajdujące się w jerozolimskiej Bazylice są autentycznymi miejscami kaźni, pochówku i Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Nabożeństwo Świętego Ognia celebrowane jest w języku greckim pod przewodnictwem prawosławnego patriarchy Jerozolimy (obecnie jest nim Teofil III).

Przez lata ceremonia uległa jednej istotniej modyfikacji, dotyczącej obecności patriarchy w Grobie Pańskim. Do końca XV wieku Grób Pański podczas nabożeństwa był pusty i zamknięty przez muzułmanów. To oni nadzorowali przebieg ceremonii, grożąc śmiercią chrześcijanom w przypadku niezstąpienia Ognia lub odkrycia oszustwa. Fakt ten potwierdzają wszystkie historyczne świadectwa, począwszy od X w. (list biskupa Arethasa z 920 roku[2]) aż do roku 1480. Natomiast od XV w. do czasów współczesnych, w środku Grobu Pańskiego znajduje się patriarcha prawosławny, modląc się o zejście Świętego Ognia. Szczegółowy przebieg ceremonii znajduje się TUTAJ

MANUSKRYPTY/ŚWIADECTWA HISTORYCZNE

Głównym źródłem historycznych relacji zamieszczonych na stronie www.cudognia.pl jest książka Harisa Skarlakidisa[3] pt. „Holy Fire”[4]. Jej druga edycja, wydana w 2015 roku, zawiera aż 70 świadectw opisujących zstępowanie Świętego Ognia w okresie od IV do XVI wieku. W poszukiwaniu źródeł autor odwiedził największe zbiory manuskryptów w Europie (m.in. Bibliotekę Watykańską oraz biblioteki w Londynie, Berlinie, Monachium, Cambridge i Jerozolimie). Tym sposobem Skarlakidis odnalazł 15 świadectw na temat Cudu Ognia, których dotychczas nie przetłumaczono na języki nowożytne. Dodatkowo, autor po raz pierwszy dokonał tak obszernej analizy manuskryptów opisujących ceremonię. Książka zawiera świadectwa pochodzące ze źródeł m.in.: arabskich, greckich, ormiańskich i łacińskich.

PAPIEŻ, BŁOGOSŁAWIENI ORAZ KATOLICKIE DUCHOWIEŃSTWO

Pomimo współczesnej znikomej świadomości Cudu Ognia wśród zachodnich chrześcijan, to właśnie katolicy są autorami większości historycznych relacji opisujących i podkreślających nadprzyrodzony charakter ceremonii Świętego Ognia. Z 70 świadectw zebranych przez Skarlakidisa, autorami aż 38 są świadkowie wywodzący się ze świata łacińskiego. Wśród nich jest 14 Francuzów, 8 Anglików, 7 Niemców, 4 Włochów, 3 Islandczyków, 1 Belg oraz 1 Szwajcar. Duża część z nich to ważni przedstawiciele i hierarchowie Kościoła Rzymskokatolickiego: 3 błogosławionych (w tym papież Urban II), 6 biskupów, 3 księży oraz 12 zakonników. Ciekawa sytuacja miała miejsce w roku 1130, kiedy Święty Ogień wskazał przyszłego łacińskiego patriarchę Jerozolimy poprzez cudowne zapalenie trzymanych przez niego świec. Szczegółowy opis zdarzenia i cytat z historycznego źródła znajduje się TUTAJ.

W gronie trzech beatyfikowanych, którzy wychwalają nadprzyrodzony charakter i boskie pochodzenie Świętego Ognia znajdują się:
– błogosławiony papież Urban II[5] ,
– błogosławiony Piotr opat kluniacki[6] ,
– błogosławiony Ryszard z Saint-Vanne[7].
Opis i polskie tłumaczenie manuskryptów zawierających wypowiedzi dwóch ostatnich wymienionych znajdują się TUTAJ.

PAPIEŻ URBAN II

Mowa Urbana II w Clermont. Livre des Passages d’Outre-mer, of c 1474 (wikipedia)

27 listopada 1095 roku za murami miasta Clermont we Francji Papież Urban II oficjalnie ogłosił początek pierwszej krucjaty[8]. Tego dnia setki rycerzy, szlachty i duchownych słuchały z zapartym tchem słów, które natchnęły zebranych do walki z muzułmanami. Zgodnie z kroniką biskupa Balderyka z Dol (1050-1130) Urban II, zachęcając niezliczone tłumy do udziału w tym przedsięwzięciu, powiedział:

„Jak cenne byłoby wyczekiwane i nieporównywalne miejsce Grobu Pańskiego nawet gdyby Bóg zrezygnował z wykonywania tam corocznego cudu! Albowiem w dni Jego Pasji, gdy wszystkie światła w Bazylice i dookoła są zgaszone, zostają odpalone ponownie boskim nakazem. Czyje serce jest tak skamieniałe, bracia, że nie wzrusza go tak wielki cud? Wierzcie mi, ten człowiek jest bestialski i nieczuły, którego serce nie porusza do wiary tak cudownie wyraźna łaska.”[9]

Szczegółowy artykuł o mowie błogosławionego Urbana II znajduje się TUTAJ.

WYJĄTKOWE LATA 1100­–1101

Jak już wspomniano, Cud Ognia odbywa się regularnie od ponad 1500 lat w każdą prawosławną Wielką Sobotę. Liczne źródła dokładnie opisują jeden przypadek, gdy zdarzyło się to nazajutrz – w Niedzielę Zmartwychwstania.

W 1101 roku, pomimo kilkukrotnego powtórzenia nabożeństwa i nieprzerwanych żarliwych modlitw, Święty Ogień nie zstąpił w przeddzień Wielkanocy. Lampa znajdująca się w pustym i zamkniętym na klucz Grobie Pańskim zapaliła się dopiero następnego dnia. O wyjątkowości wydarzeń z 1101 roku może świadczyć fakt, że opisuje je aż 9 kronikarzy i świadków z Francji, Włoch, Niemiec, Anglii oraz Armenii[10].

Był to drugi i ostatni raz, kiedy nabożeństwu przewodził łaciński patriarcha Jerozolimy. Rok wcześniej (1100), pod przewodnictwem katolika, Święty Ogień pojawił się dopiero wieczorem. Gdy przez wiele godzin zstąpienie Ognia nie następowało, patriarcha Daimbert wygłosił kazanie, w którym obwiniał za zaistniałą sytuację niewyznane przed Bogiem grzechy zebranych wiernych (w większości byli to Krzyżowcy). Lampa zapaliła się dopiero po publicznej spowiedzi, podczas której wyznano „wiele obrzydliwych zbrodni”[11]. Mowa tu o rzezi ludności cywilnej i grabieży Jerozolimy dokonanej przez Krzyżowców rok wcześniej (1099)[12].

Wyjątkowy przebieg ceremonii, która odbyła się w roku 1101 możemy dokładnie opisać na podstawie wspomnianych 9 niezależnych źródeł historycznych. Nabożeństwo Świętego Ognia po raz drugi odbyło się pod przewodnictwem łacińskiego patriarchy Jerozolimy Daimberta. Mimo, iż hierarcha odprawił je zgodnie z przyjętym starożytnym rytem, Ogień znów nie zszedł o zwykłej porze. To, co działo się potem opisuje rzymskokatolicki zakonnik Ekkhard (zm. 1126) w swojej pracy „Hierosolymita”:

„(…) czekaliśmy aż do zmroku z pobożnością i cierpliwością, aby otrzymać światło z niebios. Byliśmy skupieni na zwyczajowych modlitwach, gdy z powodu naszych grzechów zostaliśmy ukarani przez niezstąpienie pożądanego niebiańskiego daru, o którym Chrześcijanie mówią, że zawsze otrzymują, nawet w obecności pogan. Spędziliśmy noc Niedzieli Zmartwychwstania [noc z soboty na niedzielę – przyp. red.] smutni i zniechęceni, bez odprawiania żadnego nabożeństwa liturgicznego. Wcześnie następnego dnia podążaliśmy boso śpiewając psalmy śpiewane na pogrzeb Pana i weszliśmy do Świątyni Pana w tamtym miejscu na górze Moria [Meczet na Skale – przyp. red]”[13]


Fragment manuskryptu z opisem Ekkeharda, MS Berlin Regius Lat. 295, fols. 121–134 [za: H. Skarlakidis, Holy Fire, wyd. 2, Ateny 2015, s. 114-115

Łacińscy wierni, zrozpaczeni z powodu niezstąpienia Ognia w Wielką Sobotę, wyszli niedzielnym rankiem do Świątyni Pana (kościoła utworzonego przez Krzyżowców w budynku Meczetu na Skale znajdującego się w miejscu zniszczonej Świątyni Salomona). Udali się tam w orszaku pokutnym prosząc Boga, aby zesłał im Święty Ogień, którego dotychczas nie otrzymali z powodu swoich grzechów.

Dalszy przebieg wydarzeń tego dnia wiernie opisują trzy łacińskie źródła historyczne: „Codex L”[14] , „Gesta regnum Anglorum”[15] autorstwa Williama z Malmesbury oraz „Gesta Francorum Expugnantium Iherusalem”[16]. Naoczne relacje przedstawione w manuskryptach podają, że po wyruszeniu rzymskokatolickich wiernych w stronę Wzgórza Świątynnego, przebywający w Bazylice Grobu Pańskiego prawosławni chrześcijanie odprawili własne nabożeństwo Świętego Ognia bez udziału łacińskich pielgrzymów i kleru. Zarówno w opisywanym roku 1101, jak i rok wcześniej, gdy Ogień zstąpił z wielkim opóźnieniem, katolicy zabronili prawosławnym hierarchom przewodniczyć nabożeństwu. Trzy wspomniane źródła historyczne opisują, że w 1101 roku lampa w zamkniętym na klucz Grobie Pańskim zapaliła się tuż po nabożeństwie Świętego Ognia odprawionym przez prawosławnych pod nieobecność łacińskiego patriarchy oraz rzymskokatolickich wiernych. Co ciekawe, klucz do Grobu Pańskiego posiadał łaciński zwierzchnik Daimbert, który dowiedział się o zstąpieniu Ognia, gdy schodził wraz z wiernymi ze Wzgórza Świątynnego.

Warto przytoczyć chociaż jedną z naocznych relacji. Poniżej pełny opis świadka wydarzeń, znajdujący się w manuskrypcie nazywanym „Codex L”:

„Gdy ludzie [rzymscy katolicy – przyp. red.] modlili się w Świątyni Pana, Grecy i Syryjczycy, którzy zostali w Bazylice Grobu Świętego, poszli z procesją dookoła Grobu wznosząc modlitwy do Boga, w rozpaczy tnąc swoje twarze i wyrywając włosy przy głośnych lamentacjach. Podczas powrotu naszych ludzi patriarcha [Daimbert – przyp. red.] został poinformowany, że długo oczekiwane światło pojawiło się w jednej z lamp w Grobie Pańskim i, że ci najbliżej mogli dostrzec jego rumiany kolor. Po wysłuchaniu tego on natychmiast przyspieszył kroku i otwierając drzwi od Grobu kluczem, który trzymał w ręce, od razu ujrzał od dawna pożądane światło jaśniejące w lampie.”[17]

Zapalenie się lampy w Grobie Pańskim nie stanowi końca wyjątkowych wydarzeń, które miały miejsce w Wielkanoc roku 1101. Relacje naocznych świadków pochodzące z 4 źródeł historycznych podają, że do niedzielnego wieczoru w Bazylice Grobu Świętego cudownie zapaliły się kolejne lampy. Bawarski opat Ekkehard[18] oraz włoski Krzyżowiec i historyk Caffaro[19] donoszą o 16 lampach, które zapalały się jedna po drugiej. Francuski historyk Guibert[20] (żył w XII w.) pisze o około 50 lampach, a angielski mnich William z Malmesbury[21] twierdzi, że tego dnia wszystkie lampy odpaliły się za sprawą niebiańskiego daru.

Opisane całkowite niepowodzenie łacińskiej ceremonii oraz zstąpienie Świętego Ognia po prawosławnym nabożeństwie sprawiło, że Krzyżowcy oddali przewodnictwo prawosławnemu patriarsze Jerozolimy. Mimo całkowitej dominacji łacińskiej w Jerozolimie w latach 1099 – 1187[22] ceremonia Świętego Ognia już po dwóch latach wróciła pod kierownictwo prawosławnego patriarchy.

Szczegółowy opis ceremonii Świętego Ognia w roku 1100 i 1101 znajduje się TUTAJ. W podlinkowanym artykule przedstawiono dodatkowe informacje i więcej cytatów z historycznych źródeł.

ZAKAZ PAPIEŻA GRZEGORZA IX ?

Wiemy z cytowanej wcześniej wypowiedzi błogosławionego papieża Urbana II (zm. 1099), że publicznie wychwalał on boskie pochodzenie i prawdziwość Cudu Ognia. Wyniesiony na ołtarze określa zstępowanie Ognia jako dokonywany przez Boga „wielki cud”. Człowieka, który nie jest poruszony przez ten cud, papież nazywa „bestialskim i nieczułym”[23]. Błogosławiony Urban II (zm. 1099) nie jest jedynym biskupem Rzymu, którego wypowiedzi na temat Świętego Ognia zachowały się w manuskryptach. Wypowiedź papieża Grzegorza IX (zm. 1241) pokazuje, że miał on inne zdanie niż jego beatyfikowany poprzednik. List papieża do łacińskiego patriarchy jerozolimskiego Gerarda z Lozanny jest obowiązującym do dziś oficjalnym stanowiskiem Kościoła Rzymskokatolickiego w sprawie Świętego Ognia:

„Rozumiemy, że kanony Grobu Pańskiego w Jerozolimie mówią, że ogień zstępuje z nieba na Grób Pański w wieczór Paschalny (…) Istotnie ponieważ Pan, jak im powiedzieliśmy, nie potrzebuje naszych kłamstw, komukolwiek kto ośmielał się w to wierzyć rozkazujemy naszą władzą aby w tym więcej nie brał udziału.”[24]

W liście z dnia 9 marca 1238 roku twórca papieskiej inkwizycji papież Grzegorz IX odrzucił autentyczność Cudu Ognia i zakazał wiernym Kościoła Rzymskokatolickiego uczestnictwa w tej ceremonii. W roku 1238 Święty Ogień zszedł po raz kolejny, tak jak miało to miejsce przez ostatnie 700 lat. Od wspomnianej daty w ceremonii nie uczestniczyli hierarchowie łacińscy. Czy w kolejnych latach wierni i duchowni Kościoła Rzymskokatolickiego przestrzegali zakazu Grzegorza IX? Czy nadal go przestrzegają?

Jak pokazują źródła historyczne, oficjalne stanowisko Kościoła Rzymskokatolickiego nie było respektowane przez wiernych i duchownych. Kronika Chronicon Sampetrinum Erforteme autorstwa zakonników z klasztoru św. Piotra w Erfurcie pokazuje, że już 29 lat po ogłoszeniu, zakaz nie był przestrzegany przez katolickich duchownych:

„AD 1267 (…) W Wielką Sobotę, podczas konsekracji Paschalnej świecy, ogień zstąpił z nieba w widzialny sposób i zapalił trzy z lamp olejnych, które były zamknięte i strzeżone wewnątrz Świętego Grobu. Wszystko, gdy było obecnych wielu franciszkańskich zakonników, wielu chrześcijan, syryjskich wiernych i nawet muzułmanów, pomimo braku oznak ognia wewnątrz kościoła. I z tego powodu powstała wielka radość i zadziwienie u tych, którzy to widzieli.”[25]

Kolejne opisy z 1483 roku[26] oraz z 1560 roku[27] mówią o udziale katolickich wiernych w nabożeństwie Świętego Ognia. Relacja naocznego świadka potwierdza, że w 1560 roku katolicki kler aktywnie uczestniczył w ceremonii. Wspomniane historyczne świadectwo jest ostatnim, w którym opisano udział w nabożeństwie duchownych Kościoła Rzymskokatolickiego.

22 lata później (1582) papież Grzegorz XIII zmienił sposób wyliczania Wielkanocy, który od czasu I Soboru Powszechnego w Nicei (325) obowiązywał we wszystkich Kościołach Chrześcijańskich. W wyniku reformy Kościół Rzymskokatolicki nie obchodzi już Wielkanocy w tradycyjnym terminie, w którym świętują wszystkie pozostałe starożytne Kościoły Apostolskie. Od 1582 roku do dziś duchowieństwo katolickie nie uczestniczy w ceremonii Świętego Ognia. Na podstawie opisanych źródeł historycznych można stwierdzić, że przyczyną takiego stanu rzeczy może być reforma kalendarza, a nie chęć gorliwego przestrzegania oficjalnego zakazu uczestnictwa wydanego przez Grzegorza IX w 1238 roku. Szczegółowy artykuł na ten temat znajduje się TUTAJ.

MUZUŁMANIE – NAJWIĘKSI SCEPTYCY

Obecnie większość katolików podchodzi sceptycznie do oceny prawdziwości Cudu Ognia. Jedną z przyczyn takiego nastawienia jest fakt, że od XV wieku podczas zstępowania Świętego Ognia patriarcha przebywa wewnątrz Grobu Pańskiego. Zachodni chrześcijanie dostrzegają w tej sytuacji możliwość dokonania oszustwa.

Do roku 1480 Ogień zstępował do zamkniętego na klucz Grobu Pańskiego, w którym nikt nie przebywał. Mimo okoliczności, które całkowicie wykluczały oszustwo, nie wszyscy islamscy władcy Jerozolimy chcieli uznać nadprzyrodzony charakter Świętego Ognia. Jak pokazują liczne świadectwa historyczne (także arabskie), nawet najbardziej sceptyczni muzułmanie musieli niejednokrotnie ugiąć się pod ciężarem dowodów.

Przykładem jest Saladyn – jeden z największych władców muzułmańskich. W roku 1192, kilka lat po zdobyciu Jerozolimy[28], Saladyn postanowił osobiście wykazać oszustwo Cudu Ognia. Dwa źródła historyczne [29]  zawierają relacje naocznych świadków z ceremonii z jego udziałem. Dzieło „Itinerarium Regis Ricardi” opisuje co wydarzyło się tego dnia:

„Przez pewien czas Saladyn i inni Turcy z uwagą patrzyli na modlitwy wielu chrześcijańskich jeńców w kajdanach, jak z łzami błagali o Miłosierdzie Boże. Nagle, na ich oczach, boski ogień zszedł i zapalił lampę! Od razu zaczęła jasno świecić. Gdy wszyscy to ujrzeli, byli dogłębnie poruszeni. Chrześcijanie głośnymi okrzykami radowali się i chwalili wielkość Boga, podczas gdy Saraceni, będąc zdumieni tak oczywistym cudem, negowali to, co widzieli i twierdzili, że ogień był przebiegłą sztuczką, wykonaną po to, by ich oszukać. Chcąc upewnić się w tej kwestii Saladyn rozkazał zgasić lampę, która została bosko odpalona. Gdy została zgaszona, odpaliło ją od razu boskie działanie. Niewierny rozkazał by zgasić ją drugi raz. Znowu, po raz drugi została odpalona. Trzeci raz zgaszona i trzeci raz odpalona. O wielka moc Boża! Co może oprzeć się niezwyciężonemu? Żaden zamysł nie sprzeciwia się Panu. Nikt nie oprze się Jego Woli. Sułtan był zdziwiony i boleśnie poruszony widokiem tego cudu i wiarą i modlitwą Chrześcijan. Natchniony duchem proroczym, ogłosił stanowczo: <<Bez wątpienia, albo niedługo opuszczę ten świat, albo stracę władzę nad tym miastem.>>. Przepowiednia go nie zawiodła, gdyż Saladyn umarł podczas kolejnego Postu.”[30]

Fragment narracji Ryszarda dotyczącej trzykrotnego zapalenia się lampy przed Saladynem. Corpus Christi College Ms. 129, fol. 68v, 12 wiek, Uniwersytet Cambridge [za: H. Skarlakidis, Holy Fire, wyd. 2, Ateny 2015, s. 155]

Źródła historyczne mówią o innych cudownych zjawiskach, które miały miejsce podczas prób ukazania Świętego Ognia jako oszustwa. Manuskrypty relacjonują, że w roku ok. 930[31] oraz w roku 1099[32] muzułmańscy władcy Jerozolimy zamienili knot lampy na żelazny drut. Mimo tego zabiegu, Święty Ogień zstąpił na lampę i sprawił, że metal zapłonął.

ŚWIADEK ZMARTWYCHWSTANIA W XXI WIEKU

Jak wygląda z bliska Święty Ogień? Autor książki „Holy Fire” Haris Skarlakidis przeprowadził wywiady z trzema hierarchami[33], którzy przewodniczyli ceremonii i klęczeli przy płycie grobowej modląc się o zstąpienie Ognia. Poniżej znajduje się fragment rozmowy z Metropolitą Abp. Chrystodulem, który przyjmował zstępujący Święty Ogień w roku 1998 i 1999. W tym okresie prawosławny patriarcha Jerozolimy Diodor nie mógł osobiście przewodniczyć ceremonii z powodu złego stanu zdrowia. Zapytany o to, co się działo się wewnątrz Grobu Pańskiego, Metropolita odpowiedział:

„Natychmiast zacząłem czytać specjalną modlitwę i gdy to już skończyłem, zauważyłem, że kamień grobowy zaczął się <<pocić>>. Wraz z upływem czasu, zjawisko stawało się coraz intenstywniejsze i wyglądało to jakby kamień był w całości pokryty płynną mirrą wydobywającą się z jego wnętrza. Równocześnie, poza płynną mirrą pojawiło się bardzo intensywne niebieskie światło, które pokryło cały kamień nagrobny. W tym momencie święta lampa cudownie zapłonęła.”[34]

Historyczne źródła pokazują jak ważny dla prawosławnych, katolików, a nawet muzułmanów był niegdyś Cud Ognia. Czy obecne zainteresowanie ceremonią jest równie duże? Można z całą pewnością stwierdzić, że Święty Ogień jest popularniejszy niż kiedykolwiek. W dawnych czasach chrześcijanie pragnący doświadczyć Cudu Ognia musieli dysponować bogactwem i czasem by wybrać się na wyprawę do Ziemi Świętej. Dziś wystarczy mała kwota na bilet lotniczy i po paru godzinach można znaleźć się w Jerozolimie. W dniach prawosławnego Wielkiego Tygodnia całe miasto jest wypełnione po brzegi wiernymi.

Prawosławni, którzy nie wybierają się do Ziemi Świętej, obserwują przebieg ceremonii Świętego Ognia w telewizji lub w Internecie. W krajach, w których większość mieszkańców jest wyznania prawosławnego, nabożeństwo jest transmitowane przez stacje telewizyjne. Warto dodać, że współcześnie Święty Ogień jest transportowany samolotami do wielu krajów. W tym roku po raz dwunasty, prawosławna delegacja dostarczy płomień do Polski kilka godzin po jego oczekiwanym zejściu. Dzięki temu Święty Ogień będzie obecny na nabożeństwach paschalnych, które rozpoczną się przed północą w cerkwiach w całej Polsce.


BIBLIOGRAFIA

[1]   Od IV w. do XVI w. cały świat chrześcijański włącznie z Kościołem Rzymskokatolickim obchodził Wielkanoc zgodnie z prawosławnym sposobem wyliczania tej daty ustanowionym podczas I Soboru Powszechnego w Nicei w 325 roku. Do dziś wszystkie starożytne kościoły apostolskie poza Kościołem Rzymskokatolickim świętują Wielkanoc w tradycyjnym terminie. Wikariusz Łacińskiego Pariarchy Jerozolimy dla Cypru O. dr Jerzy Kraj OFM pisze: „Dyskusję w sprawie celebracji Paschy zamknął w 325 r. I Sobór Nicejski podejmując decyzję, by Pascha była obchodzona w niedzielę po pierwszej pełni księżyca następującej po równonocy wiosennej oraz by jej data nie zbiegała się ze świętem żydowskim. Po wprowadzeniu w kościele katolickim reformy papieża Grzegorza XIII (1502–1585) utrzymano warunek wyznaczenia daty Wielkanocy na niedzielę po pierwszym nowiu wiosennym, pierwszy zaś, dotyczący rozbieżności dat paschy chrześcijańskiej i żydowskiej, pominięto. Kościół prawosławny odniósł się negatywnie do tej reformy i do dziś pozostał przy starym porządku kalendarzowym.”cyt. z: http://pl.radiovaticana.va/…

[2]   D. Sahas, Aretha’s ‘Letter to the Emir at Damascus, The Patristic and Byzantine Review 3 (1984), s. 77. [za: H. Skarlakidis, Holy Fire, wyd. 2, Ateny 2015, s. 58]

[3]  Haris Skarlakidis to badacz Świętego Ognia i autor pierwszej książki poświęconej historycznym relacjom z ceremonii. Autor odnalazł kilkanaście manuskryptów dotyczących Cudu Ognia, które nie zostały dotychczas przetłumaczone na języki nowożytne. Podczas licznych pobytów w Jerozolimie przeprowadził wywiady z trzema hierarchami, którzy przewodniczyli nabożeństwu. Wydana w 2011 roku pierwsza edycja Holy Fire została przetłumaczona na 7 języków (angielski, hiszpański, rosyjski, niemiecki, rumuński, serbski oraz włoski). Zarówno pierwsza, jak i druga edycja trafiły na listę bestsellerów książkowych w Grecji.

[4]    H. Skarlakidis, Holy Fire, wyd. 2, Elea Publishing, Ateny 2015

[5]    wspominany 29 lipca, Zob. Żywot błogosławionego http://www.brewiarz.pl/czytelnia/swieci/07-29c.php3

[6]    wspominany 11 maja, Zob. Żywot błogosławionego http://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/05-11c.php3

[7]    wspominany 14 czerwca, Zob. Żywot błogosławionego http://catholicsaints.info/saint-richard-of-saint-vannes/

[8]   Szerzej o I wyprawie krzyżowej zob. S. Runciman, Dzieje wypraw krzyżowych, t. I, Warszawa 2009

[9]    A.C. Krey, The First Crusade: The Accounts of Eyewitnesses and Participants, Princeton 1921, s. 34. Zob. pełny tekst mowy papieża Urbana II w jęz. angielskim: http://www.cultus.hk/his5532_07/Urban_II/Balderic.html

[10]  H. Skarlakidis, Holy Fire, wyd. 2, Ateny 2015, s. 6

[11]   Guibert of Nogent, The Deeds of God through the Franks, trans. R. Levine, Rochester 1997, s. 262 [za: tamże, s. 188]

[12] Opis zdobycia Jerozolimy Zob.
http://silesia.edu.pl/slask/index.php?title=Anonimowa_relacja_o_zdobyciu_Jerozolimy_w_1099_roku

[13]   Niektóre zachowane łacińskie manuskrypty: MS Berlin Regius Lat. 295, fols. 121–134 oraz MS Paris Lat. 4889 Α, fols. 102–108,

[za: H. Skarlakidis, Holy Fire, wyd. 2, Ateny 2015, s. 114-115]

[14]   Za: tamże, s. 105-108

[15]   William of Malmesbury, Gesta Regnum Anglorum 4.379, tłum.: R.A. Mynors, R.M. Thomson, M. Winterbottom, Oxford Medieval Texts, Oxford 1998, s. 675 [za: tamże, s. 119]

[16]   Niektóre zachowane manuskrypty: Cambridge MS. 2079 KK, c. 1224; Paris Lat. 12945, fols. 1r–65v [za: tamże, s. 109-110]

[17]   Za: tamże, s. 105-108

[18]  Zakonnik Ekkehard (1050-1125) był opatem monasteru w miejscowości Aura w Niemczech. W roku 1101 przebywał w Jerozolimie.

[19]  Caffaro di Rustico da Caschifellone (ok. 1080 – 1166) – genueński dyplomata, admirał i historyk. Zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Caffaro_di_Rustico_da_Caschifellone

[20]  Guibert z Nogent (ur. ok. 1055, zm. 1124) – benedyktyński historyk, teolog i autor autobiograficznych pamiętników. Zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Guibert_z_Nogent

[21]  William z Malmesbury, łac. Gulielmus Malmesburiensis (ur. ok. 1080 lub 1095 w Wiltshire – zm. ok. 1143) – angielski historyk, żyjący w XII wieku, mnich w opactwie Malmesbury. Zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/William_z_Malmesbury

[22]   Pierwszy okres panowania łacińskich Krzyżowców w Jerozolimie. W 1187 miasto zdobył Saladyn.

[23]    Fragment listu papieża Grzegorza IX, Zob. szczegółowe omówienie listu znajduje się w artykule:
http://cudognia.pl/promowany/zakazpapieza/

[24]    B. Ward, Miracles and the Medieval Mind, London 1987, str 122 [za: tamże, s. 95] Zob. łaciński tekst: Les registres de Grégoire IX, t. 2, 4151. tekst łaciński online: https://archive.org/stream/lesregistresdale02cathuoft#page/463/mode/2up

[25]   Chronicon Sampetrinum, ed. B. Stubel, in: Erfurter denkmaler, Halle 1870, s. 96. [za: tamże, s. 163]

[26]    Frater Felix Fabri, Evagatorium in Terrae Sanctae, Arabia et Egypti peregrinationem, vol. 1, ed.C.D. Hassler, Stuttgart 1843–49, pp. 340–41. [za: tamże, s. 198-199], Zob. szczegółowy artykuł zawierający cytat i opis: http://cudognia.pl/promowany/zakazpapieza/

[27] Khozhdenie kuptsa Vasiliia Pozniakova po Sviatym mestam vostoka, 1558–1561 [The journey of the Merchant Vasilii Pozniakov to the Holy Places of the East, 1558–1561], ed. by K.M. Loparev, PPSb, 6: 3.18, Kirshbauma 1887, s. 39–42. [za: tamże, s. 203-204] Zob. szczegółowy artykuł zawierający cytat i opis: http://cudognia.pl/promowany/zakazpapieza/

[28]   Wojska Saladyna wkroczyły do Jerozolimy w roku 1187.

[29]   Drugim źródłem jest: Ambroise, The Crusade of Richard Lion-Heart, trans. J. Hubert, New York 1941, pp. 321–322., [za: tamże, s. 156-158]

[30]   Itinerarium 5.16, tłum ang. H. Nicholson, Chronicle of the Third Crusade: a Translation of the Itinerarium Peregrinorum et Gesta Regis Ricardi, Aldgate 1997, s. 297, [za: H. Skarlakidis, Holy Fire, wyd. 2, Ateny 2015, s. 154-155]

[31]  List kleryka Nikity do cesarza Bizancjum Konstantyna VII Porfirogeneta z 947 roku. P. Riant, Archives de l’ Orient latin: publiées sous la patronage de la Société de l’ Orient latin, Paris 1881, pp. 275–82, [za: tamże, s. 66]

[32] Kronika z zakonu Monte Cassino (opis ceremonii z 1099 roku), J. Mabillon, Museum italicum, seu Collectio veterum scriptorum ex bibliothecis italicis, Paris 1687, s. 209-210. The work has also been published in the RHC Occ. collection, under the title Tudebodus Imitatus et Continuatus. See RHC Occ., vol. 3, p. 214-5. [za: tamże, s. 97-98]

[33] Obecnym prawosławnym patriarchą Jerozolimy Teofilem III, jego żyjącym poprzednikiem Ireneuszem oraz Metropolitą Eleftheroupolis Chrystodulem, który przewodniczył ceremonii w roku 1998 oraz 1999 w zastępstwie chorego patriarchy Diodora

[34]  

[za: tamże, s. 242]

« Mowa Papieża Urbana II (1095 r.)

Ogień Zszedł! »

Cud cudów

„Cud cudów”

19.11.2008. https://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=815&Itemid=46

            „Śledztwo” Vittorio Messoriego w sprawie najbardziej wstrząsającego cudu maryjnego

Włodzimierz Rędzioch [z Niedzieli, nr. 51-52, 1998 Przypominam, na stronie jest już coś na ten temat. Warto przeczytać całą książkę! MD]

            „Żaden wierzący nie byłby tak na­iwny, by prosić Boga o przywrócenie mu odciętej nogi. Tego rodzaju cudu, który byłby decydujący, nigdy nie od­notowano. Możemy też spokojnie stwierdzić, że nigdy go nie odnotuje­my”. Są to słowa Felixa Michauda, jed­nego z synów oświecenia, którzy pisali słowo „rozum” dużą literą i odrzucali zjawiska nadprzyrodzone, uważając je za przejaw ciemnoty zabobonnego ludu.

            Inny znany pozytywista i literat, Emil Zola, słynny również z pamfle­tów „kompromitujących” objawienia w Lourdes, napisał z ironią o wotach w grocie Massabielle: „Widzę wiele lasek, wiele kul. Lecz nie zauważyłem ani jednej protezy nogi”.Chciał przez to powiedzieć, że z wielu chorób moż­na się wyleczyć, również dzięki nie znanym jeszcze nauce siłom psychicz­nym człowieka. Lecz odcięta noga to zupełnie coś innego – gdyby nagle odrosła, mielibyśmy do czynienia z cudem, którego rozum nie mógłby podważyć.

            Jednak taki cud wydarzył się w 1640 r. w Hiszpanii, w małym mias­teczku Calandal Przez ponad trzy wieki panowała na ten temat zmowa milczenia. Warto więc dzisiaj przypomnieć to nadprzyrodzone wydarze­nie, którego ówcześni nie wahali się nazwać El milagro de los milagros (cudem cudów). 25 marca 1617 r. w dniu Zwiasto­wania Pańskiego w Calandzie, w pus­tynnym zakątku Aragonii, urodził się Miguel Juan Pellicer, drugie z ośmior­ga dzieci ubogich rolników, Miguela Pellicera Maya i Marii Balasco. Chło­piec był analfabetą i wraz z całą rodzi­ną pracował na roli. Gdy miał 19 lat, opuścił dom rodzinny i udał się do wu­ja, mieszkającego w okolicach miasta Castellón de la Piana, gdzie pracował jako najemny robotnik rolny. Pewne­go letniego dnia w 1637 r. Miguel Ju­an jechał na załadowanym zbożem wozie, z którego spadł i dostał się pod koła. Jedno z nich przejechało mu no­gę tuż pod prawym kolanem. Wuj naj­pierw zawiózł go do szpitala w Castel­lón, a następnie do oddalonej o 60 km Walencji. Zabiegi lekarzy nie odniosły jednak żadnego skutku i stan nogi po­gorszył się. Pellicer, choć bardzo cier­piał, postanowił udać się do Saragos­sy – słynnej ze znakomitego szpitala Real y General Hospital de Nuestra Seńora de Gracia i z sanktuarium Matki Bożej del Pilar, do której żywił on szczególne nabożeństwo.

            Warto dodać, że sanktuarium w Sa­ragossie to jedna z najważniejszych świątyń maryjnych na świecie. Trady­cja głosi, że sanktuarium powstało w miejscu, gdzie w 40 r. Apostołowi Jakubowi ukazała się Matka Boża stojąca na kolumnie (pilar).

            Niestety, tamtejsi lekarze stwierdzi­li rozległą gangrenę i postanowili am­putować Miguelowi nogę. Operacji dokonał znany w całej Aragonii prof. Juan de Estanga wraz ze swymi asy­stentami. Młody praktykant, niejaki Juan Lorenzo Garcia, zakopał odcię­tą „cztery palce pod kolanem” koń­czynę na przylegającym do szpitala cmentarzu.

            Po odbytej operacji Miguel Juan przebywał w szpitalu jeszcze kilka miesięcy, tzn. do wiosny 1638 r. Na­stępnie utrzymywał się z jałmużny (kanonicy opiekujący się sanktuarium Matki Bożej pozwolili mu żebrać przed świątynią). Wszyscy mieszkań­cy Saragossy (miasto liczyło wów­czas ok. 25 tys. mieszkańców) znali tego młodego i pobożnego pordiosero (żebraka), który codziennie rano uczestniczył we Mszy św. przed obli­czem Madonny del Pilar i nacierał swój kikut olejem z lampek oliwnych w świątyni.

            Po dwóch latach takiego życia, za namową księży z rodzinnego miastecz­ka, Pellicer postanowił wrócić do do­mu. Na początku marca 1640 r. roz­począł podróż, która trwała prawie ty­dzień. Chociaż ubodzy rodzice przy­jęli go z otwartymi rękami, Miguel Ju­an nie chciał być dla nich ciężarem, postanowił więc ponownie żyć z jał­mużny. Prosił o nią nie tylko miesz­kańców Calandy, ale także chłopów z okolicznych wiosek, gdzie udawał się na osiołku. Trzeba wyjaśnić, że w owych cza­sach żebractwo nie upokarzało czło­wieka, a wręcz było obowiązkiem lu­dzi kalekich, którzy nie mogli wykony­wać żadnej pracy. Pomaganie żebra­kowi było natomiast wyrazem ewan­gelicznej miłości, a równocześnie sposobem, by zasłużyć na wieczne zbawienie.

            W czwartek 29 marca 1640 r. w Ca­landzie zatrzymał się oddział żołnierzy królewskich, których zakwaterowano w prywatnych domach. Również ro­dzinie Pellicer przydzielono jednego z kawalerzystów – dano mu do dys­pozycji łóżko kalekiego syna, który przygotował sobie posłanie na podło­dze w izbie rodziców. Miguel Juan udał się na spoczynek tuż po godz. 22-giej. Mniej więcej pół godziny później do pomieszczenia, gdzie spał, weszła jego matka. Od razu poczuła miły, lecz nie znany jej zapach, następ­nie zdumiona zauważyła, że spod płaszcza, pod którym spał syn, wysta­ją dwie nogi. Przestraszona, zawołała męża, który stwierdził, że pod płasz­czem leżał rzeczywiście Miguel Juan z cudownie odrośniętą nogą. Sądząc po bliznach na łydce, była to ta sama noga, którą amputowano mu w Saragossie i zakopano na przyszpitalnym cmentarzu trzy lata wcześniej!

            Można sobie wyobrazić, co się póź­niej działo w domu rodziny Pellicer. Owej nocy w Calandzie nikt nie spał. W atmosferze ogólnego podniecenia dyskutowano na temat tego niezwyk­łego wydarzenia, którego wszyscy byli naocznymi świadkami. Ponieważ cudownie uzdrowiony wyjawił, że gdy „odzyskał” nogę, śnił, że znajduje się w kaplicy Matki Bożej dei Pilar i naciera kikut olejem z lam­pek oliwnych, wszyscy zgodnie przy­pisali ten cud wstawiennictwu Naj­świętszej Maryi Panny czczonej w Saragossie.

            Żołnierze, którzy spędzili tę niezwyk­łą noc w Calandzie, roznieśli sensa­cyjną wiadomość po okolicy. Dlatego też już w poniedziałek w miasteczku zjawił się proboszcz z sąsiedniego miasta Mazalon wraz ze swym wika­riuszem i notariuszem miejskim. Miguel Andru, notariusz królewski (nota­rio real), sporządził akt – dokument państwowy – z dokładnym opisem wydarzeń. Świadków cudownego od­zyskania kończyny przez Miguela Ju­ana były tysiące. Pochodzili oni z róż­nych miejscowości regionu i różnych środowisk społecznych, a poza tym byli to ludzie wiarygodni. Nic więc dziw­nego, że mimo rygorystycznie prze­prowadzonego procesu specjalnie powołana komisja kościelna nie miała zbyt wielkich trudności, aby stwier­dzić cudowny charakter wydarzenia.

            To wszystko, co działo się w Calan­dzie i w Saragossie, odbiło się wiel­kim echem w całej Hiszpanii. Wiado­mość o tym niezwykłym cudzie dotar­ła także do króla Filipa IV, który tuż po zakończeniu procesu, jesienią 1641 r., nie zawahał się zaprosić do siebie cu­downie uzdrowionego. W pałacu kró­lewskim w Madrycie miała miejsce niespotykana scena: Filip IV, w obec­ności całego dworu i korpusu dyplo­matycznego, uklęknął przed Pellice­rem i ucałował jego cudownie odzyskaną nogę. Zachował się wykonany przez Felixa Pescadora szkic zaginio­nego dziś fresku, który upamiętnia to wydarzenie.

            Tak jak już wspomniałem na po­czątku, o cudzie w Calandzie szybko zapomniano – poza Hiszpanią. Prze­wodniki turystyczne informują jedy­nie, że Calanda jest miejscem uro­dzenia znanego reżysera Luisa Bu­nuela.

            Dlatego należy wyrazić wdzięcz­ność Vittorio Messoriemu, który „cu­dowi cudów” poświęcił swą nową książkę. Przebywał on kilkakrotnie w Hiszpanii, odwiedzał miejsca zwią­zane z tym nadzwyczajnym wydarze­niem, prowadził skrupulatne poszuki­wania w archiwach państwowych i kościelnych, konsultował się z histo­rykami. Owocem jego pracy jest książ­ka popularyzatorska, napisana z dzien­nikarską werwą, a jednocześnie bo­gato udokumentowana i pełna głębo­kich refleksji. Autor książki udzielił mi wywiadu dla Niedzieli.

* * *

            Włodzimierz Rędzioch: – Od kilku lat na łamach ukazującego się we Włoszech miesięcznika „Je­sus” publikowane są pańskie arty­kuły zatytułowane „Taccuino ma­riano – „Notes maryjny”.  Skąd to zainteresowanie problematyką maryjną?

            Vittorio Messori: – Moja mi­łość do Maryi rodzi się zasadniczo z faktu, że przez Jej ciało został dany nam Chrystus. Wcielenie jest dziełem Boga, lecz realizuje się za pośrednic­twem Maryi, dzięki Jej „fiat„, dzięki Jej pokornemu i całkowitemu przyzwole­niu na plan Boga. Jestem przekona­ny, że w czasach kryzysu wiary, jaki obecnie przeżywamy, docenienie roli i miejsca Matki Bożej to najlepszy sposób, by spotkać Jezusa.

            – W tych dniach ukazała się Pań­ska nowa książka pt. „Il miracolo” („Cud”). Jej podtytuł wyjaśnia, o jaki cud chodzi: „Hiszpania 1640 r. – «śledztwo» w sprawie najbardziej wstrząsającego cudu maryjnego”. W jaki sposób zrodziła się myśl na­pisania tej książki?

            – Książka, w której piszę o najbar­dziej wstrząsającym cudzie maryjnym, powstała prawie przez przypadek. Przeglądając katalog księgarni – antykwariatu, znalazłem wydaną we Fran­cji książkę poświęconą temu właśnie cudowi. Natychmiast ją kupiłem, choć myślałem, że chodzi o jakieś mitycz­ne opowiadanie lub o fakt znany jedy­nie z tradycji ustnej. Przekonałem się jednak, że jest to nieźle udokumento­wane wydarzenie. Udałem się więc do Hiszpanii i w Calandzie – miejsco­wości, gdzie zaistniał cud – próbowa­łem precyzyjnie i skrupulatnie zrekon­struować wszystkie fakty.

            – W tytule Pańskiej książki poja­wia się słowo „śledztwo„. W jaki sposób przeprowadził Pan „śledz­two” w sprawie cudu w Calandzie?

            – Prowadzenie dochodzenia nie było trudne, gdyż zachowało się bar­dzo wiele dokumentów. Już kilkadzie­siąt godzin po wydarzeniu notariusz królewski w obecności licznych świad­ków sporządził akt, który zachował się do dziś. Natomiast kilka miesięcy póź­niej odbył się publiczny proces, za­kończony uznaniem nadprzyrodzone­go charakteru zjawiska. Tyle jest do­kumentów świadczących o cudzie, że żaden uczciwy historyk nie może go negować. Wydarzenie jest tak wyjąt­kowe, tak dobrze udokumentowane, że świadomie możemy dotrzeć do progu Tajemnicy. Na zakończenie ra­cjonalnie przeprowadzonego procesu nasze serce może w pełni dostąpić radości wiary.

            Cud w Calandzie i dochodzenie w jego sprawie – to przykład odkrywa­nia prawdy poprzez rozum i wiarę ­temu właśnie poświęcona jest najnow­sza papieska encyklika Fides et ratio.

            – Hiszpanie nazywają cud w Ca­landzie „cudem cudów”. Jak wyjaś­ni Pan fakt, że ten cud par excel­lence – „cud cudów” jest prawie nieznany poza granicami Hiszpa­nii? Dodam, że w Polsce nic o nim nie wiadomo.

            – Nie należy zapominać, że w la­tach, gdy wydarzył się cud, Hiszpania przeżywała bardzo trudny okres swej historii (krwawa wojna trzydziestolet­nia, powstanie w Katalonii, oderwanie się Portugalii i części Niderlandów). Potem nastały czasy oświecenia, któ­re nie sprzyjały rozpowszechnianiu wiadomości na temat cudu. Ja też nic o tym cudzie nie wiedzia­łem. Lecz Duch Święty tchnie tam, gdzie chce! Może nastały wreszcie czasy, by odkryć na nowo cud w Ca­landzie.

            – Pozwoli Pan, że zacytuję zna­komitego pisarza Gilberta K. Ches­tertona: „Wierzący to człowiek, który akceptuje cud, jeżeli oczywi­stość faktów zmusza go do tego. Natomiast niewierzący to człowiek, który o cudach nie chce nawet dyskutować, ponieważ nie pozwa­la mu na to doktryna, którą wyzna­je i której nie chce się wyrzec”. Nie wydaje się Panu, ze ostatnio my, katolicy, chcemy być wielkimi racjonalistami, a mówienie o cu­dach wprawia w zakłopotanie rów­nież osoby wierzące?

            – Zauważam dziś wśród wierzą­cych dwie przeciwstawne postawy: z jednej strony mamy katolików, którzy zirytowani odrzucają zjawiska nad­przyrodzone, uznając je za niegodne „dojrzałej i dorosłej” wiary, z drugiej ­znajdują się ci, którzy wszędzie szu­kają cudów i wszędzie je widzą. Według mnie, wierzący nie może być zamknięty na znaki, również te nad­przyrodzone, które nam daje Bóg. Co więcej, powinien je doceniać jako owoce Bożej miłości i wsparcie dla naszej wiary i nadziei. Nie można jed­nak popadać w przesadę. Nie zapo­minajmy, że największym cudem jest Zmartwychwstanie Chrystusa i Jego stała obecność w Eucharystii. Jeżeli jednak Bóg pozwala na objawienia maryjne i na cudowne uzdrowienia w miejscach tych objawień, jeżeli daje nam w darze takich ludzi, jak o. Pio, dlaczego nie korzystać z tych darów i nie cieszyć się nimi? Misterium, na­wet w swych nadprzyrodzonych prze­jawach, nigdy nie obezwładnia nasze­go rozumu, który również jest wielkim darem Boga. Nakłania go natomiast pod przewodnictwem Ducha Święte­go do roztropnego, lecz odważnego otwarcia się na coraz to szersze hory­zonty życia wewnętrznego.

            – Pańskie „odkrycie” cudu w Ca­landzie stało się także udziałem Czytelników „Niedzieli” i chciałem Panu za to gorąco podziękować. Korzystam także z okazji, by zaprosić Pana do naszego narodo­wego sanktuarium maryjnego – na Jasną Górę, której Pan jeszcze nie miał okazji nawiedzić, oraz do Re­dakcji „Niedzieli”, której siedziba znajduje się u stóp Jasnej Góry.

Kościół uznał 70-ty cud za wstawiennictwem Niepokalanej z Lourdes

http://www.pch24.pl/francja–kosciol-uznal-70–cud-za-wstawiennictwem-niepokalanej-z-lourdes,58203,i.html#ixzz56sUE2wHP

[Tak sobie zajrzałem do Archiwum… Co i Wam radzę... Kościół to nie tylko ta banda przebierańców koło Franciszka w Watykanie! MD]

===================================

W święto objawień Matki Bożej z Lourdes, biskup diecezji Beauvais – Jacques Benoit-Gonin, ogłosił niewytłumaczalne z lekarskiego punktu widzenia uzdrowienie s. Bernadette Moriau. Jest to 70-ty uznany i oficjalnie potwierdzony przez Kościół cud za wstawiennictwem Maryi Niepokalanej z Lourdes.

Francuska zakonnica ze Zgromadzenia Oblatek Najświętszego Serca Jezusowego s. Bernadette Moriau, cierpiała od końca lat sześćdziesiątych na paraliż okolic lędźwiowych i krzyżowych. Przejawia się on w niedowładzie kończyn dolnych z towarzyszącymi temu licznymi innymi zaburzeniami typu nerwowego. Od 1987 roku, chora nie mogła się niemal zupełnie poruszać.

Do cudownego uzdrowienia doszło 11 lipca 2008. Bp Benoit-Gonin przekazał tę wiadomość dopiero 11 lutego br., we wspomnienie Matki Bożej z Lourdes.

 Diecezja upowszechniła już wideo, na którym zakonnica mówi, że w lutym 2008 jej lekarz namówił ją na pielgrzymkę diecezjalną do Lourdes. „Nigdy wcześniej nie byłam tam jako chora (…), udałam się do tego miejsca, dzieląc radość wszystkich pielgrzymów. Poza tym w 2008 obchodziliśmy 150. rocznicę objawień” – wspominała s. Bernadette. Zaznaczyła, że gdy była w Grocie Objawień poczuła „tajemniczą obecność Maryi i małej Bernardki”, dodając, że „w żadnym wypadku” nie prosiła o uzdrowienie, ale raczej chciała „nawrócenia serca i siły w dalszym znoszeniu choroby”.

 Po powrocie do swej wspólnoty zakonnej w Besles koło Beauvais nastąpiło to, co Kościół katolicki uznał obecnie za 70-ty cud z Lourdes.11 lipca, w czasie naszej godziny adoracji i w łączności z sanktuarium, gdy ponownie czułam w swym sercu tę mocną chwilę przeżywaną w czasie błogosławienia chorych Najświętszym Sakramentem, gdy naprawdę odczuwałam obecność Jezusa, to doświadczenie się powtórzyło. Pod koniec adoracji doświadczam w swym sercu wrażenia ciepła i odprężenia całego mego bytu. Czuję się dobrze” – opowiadała francuska oblatka.

 Dalszy ciąg wydarzeń opisał bp Benoit-Gonin w oświadczeniu oficjalnym nt. cudu. – Po adoracji siostra wróciła do swego pokoju i tam usłyszała wewnętrzne wezwanie do zdjęcia z siebie tego wszystkiego, co miało jej choć trochę ułatwiać życie z chorobą: gorsetu, szyn podtrzymujących jej zwiotczałe kolana, wyłączenia stymulatora nerwowego itd. Uczyniła to i nagle zaczęła chodzić, bez niczyjej pomocy, całkowicie swobodnie. Na świadków poprosiła swe siostry, które nie mogły uwierzyć w to, co się stało – relacjonował biskup.

 Dodał, że zakonnica natychmiast udała się do swego lekarza, który potwierdził zmianę. Podobne orzeczenie wydali specjaliści. Potem uzdrowiona zakonnica stawiła się w Międzynarodowym Biurze Medycznym w Lourdes, które postanowiło rozpocząć procedurę stwierdzenia i określenia cudu.

 Nastąpiła długa seria licznych ekspertyz i badań. Po zgromadzeniu wszystkich materiałów wspomniane Biuro, złożone z lekarzy i specjalistów z wielu krajów jeszcze raz zbadało sprawę i na swym dorocznym zebraniu w dniach 18-19 listopada 2016 niemal jednogłośnie (przy jednym głosie sprzeciwu) orzekło, że uzdrowienie s. Bernadette „jest niewytłumaczalne przy obecnym stanie wiedzy naukowej”.

 Ostateczne uznanie tego orzeczenia lekarskiego za cud należy do władzy kościelnej, która musi to rozpatrzyć z teologicznego punktu widzenia. Biskup Beauvais wyjaśnił, że o całej sprawie powiadomiono go w lutym 2017. Należało też ustalić związek między uzdrowieniem a pielgrzymką siostry do sanktuarium.

 W rozmowie z paryskim dziennikiem „Le Figaro” hierarcha zapewnił, że nie znał wcześniej s. Bernadette, nie mógł więc wypowiadać się na temat jej doświadczeń i osobistych przeżyć. Jednocześnie podkreślił, że „dla Kościoła cud jest działaniem Boga, które mówi coś o Nim i o Jego planie wobec ludzkości”. Dodał, że cuda nierzadko dokonują się za pośrednictwem świętego, do którego się dana osoba modli. „W tym wypadku Bóg zadziałał przez Maryję Pannę, czczoną w Lourdes” – zauważył biskup Beauvais.

  Źródło: KAI WMa

Cud na Jordanie. Woda w rzece, wzburzona jak fale na morzu, zawraca i płynie w przeciwną stronę.


http://prawoslawnikatolicy.pl/category/all/cerkiew/cudowney-znaki-naszej-wiary/
Wody Jordanu w Ziemi Świętej według kalendarza juliańskiego święci w wigilię Chrztu Pańskiego patriarcha Jerozolimy ze strony izraelskiej i biskup Ammanu ze strony jordańskiej. Jordan, w miejscu gdzie przyjął chrzest Zbawiciel, stanowi naturalną granicę między tymi państwami.

Po odprawieniu Liturgii św. Bazylego Wielkiego na polowym ołtarzu patriarcha Jerozolimy Teofil III w uroczystej procesji udał się nad brzeg rzeki, aby dokonać obrzędu wielkiego oświęcenia wód.
Tradycja oświęcenia wód Jordanu sięga bardzo odległych czasów. Jeszcze w XIX wieku patriarcha zanurzał krzyż w wodzie stojąc w łodzi ustawionej na środku rzeki. Dziś krzyż, umocowany na sznurku i udekorowany wiązką kwiatów, patriarcha rzuca do wody na środek rzeki. W taki sam sposób, lecz nieco później, zanurza krzyż biskup Ammanu.
W tym roku na oczach tysięcy pielgrzymów wydarzył się wielki cud. Podczas pierwszego zanurzenia krzyża woda w rzece mocno zawirowała i wzburzyła się. Po trzykrotnym, zgodnie z tradycją, zanurzeniu woda w rzece, wzburzona jak fale na morzu, zawróciła i popłynęła w przeciwną stronę.

Cud ten trwał ponad godzinę. Zebranych ogarnęła wielka radość, ale i wielkie zdumienie. Pielgrzymi w religijnym zachwycie rzucali się do wody, tak że brzeg Jordanu, porośnięty w tym miejscu trzcinami i tamaryszkiem, został zdeptany w jednej minucie. Niektórzy rzucali do wody wiązanki kwiatów i kwiaty te płynęły po wodzie również w przeciwną stronę. Ktoś z pielgrzymów tak zapamiętale rzucił się do rzeki, że zapomniał zdjąć buty. Jeden pantofel popłynął wartko po wodzie także w przeciwną stronę. Gładkie jak lustro wody Jordanu po oświęceniu wzburzyły się…
Całe to zjawisko przypominało obraz z życia pierwszych chrześcijan, kiedy całe zgromadzenie w jedności ducha odczuwało obecność Boga. Nikt nie miał wątpliwości, że „przybliżyło się Królestwo Niebios”.
Cud ten powtarza się każdego roku, lecz nie w takiej skali. Po oświęceniu wody Jordan rzeczywiście zawraca i płynie w przeciwną stronę, jednak fale są niewielkie i zjawisko trwa dosyć krótko, dlatego nie każdy z pielgrzymów może je zauważyć.
Reakcje ludzi na to cudowne zjawisko były różne. Pewien rosyjski dziennikarz, człowiek już starszy, w wielkim zachwycie wykrzyknął: – Ja się po to urodziłem, aby taki cud zobaczyć. Rumuńska zakonnica powiedziała mi, że po powrocie z Jordanu przez trzy dni płakała. Zapytałam ją dlaczego. – Bo Bóg mocą swoją wodę w rzece zawrócił, a ja niegodna, nie boję się Go obrażać codziennie swoimi grzechami – odpowiedziała.
W żadnej Ewangelii nie zachowały się wzmianki o tym, że podczas chrztu Chrystusa woda w rzece zawróciła. Również święta tradycja o tym milczy.
Św. Sofroniusz, patriarcha Jerozolimy (żył w VII wieku), rozumiał słowa psalmu „Morze widziało to i uciekło, Jordan płynął wstecz” (114,3) jako proroctwo, że w czasie chrztu Chrystusa Jordan zawróci i popłynie w przeciwną stronę: „Jordan płynął wstecz, widząc ogień Boży, w ciele schodzącego do niego”. Widocznie w starożytności istniała pewna tradycja, z biegiem czasu zapomniana.
Jest jeszcze inne wytłumaczenie tego cudownego zjawiska. W historii Narodu Wybranego Jordan zawrócił bieg trzykrotnie: przed Arką Przymierza, gdy Jozue wprowadzał do Ziemi Świętej dwanaście pokoleń Izraela (Joz 3,14-17), przed prorokiem Eliaszem, kiedy przechodził Jordan, aby wznieść się do nieba w rydwanie ognistym (2 Krl 2,8) i przed prorokiem Elizeuszem, gdy płaszczem Eliasza rozdzielił Jordan na dwie części (2 Krl 2,14).
Ziemia Obiecana, do której Jozue wprowadzał dwanaście pokoleń Izraela, była starotestamentowym obrazem Królestwa Bożego, a rzeka Jordan jego granicą: „Gdy Izrael wychodził z Egiptu, Dom Jakuba spośród ludu obcego języka, stał się Juda jego świętością, Izrael jego Królestwem. Morze widziało to i uciekło, Jordan płynął wstecz” (Ps 114,1-3).
Dzisiaj również nikt nie wejdzie do Królestwa Bożego, jeśli nie przejdzie przez Jordan, tzn. nie przyjmie sakramentu chrztu, ponieważ baptysteizm symbolizuje Jordan, a chrzest jest sakramentem wprowadzającym na łono Cerkwi.

s. Maria (Jurczuk) Jerozolima Źródło: Przegląd Prawosławny

В КРЕЩЕНИЕ НА РЕКЕ ИОРДАН ЕЖЕГОДНО ПРОИСХОДИТ ЧУДО…Поворот реки Иордан на Крещение (видео, фото)

20.01.2021 https://volnogorskhram.com/%D0%B2-%D0%BA%D1%80%D0%B5%D1%89%D0%B5%D0%BD%D0%B8%D0%B5-%D0%BD%D0%B0-%D1%80%D0%B5%D0%BA%D0%B5-%D0%B8%D0%BE%D1%80%D0%B4%D0%B0%D0%BD-%D0%B5%D0%B6%D0%B5%D0%B3%D0%BE%D0%B4%D0%BD%D0%BE-%D0%BF%D1%80%D0%BE/?fbclid=IwAR2tyN2bQLZeHZdB-Ko1nezFCq7tsbhxbzPYxULUIzTkDbhPsLwhEfIhpTI

=================================

pięć minut

====================

Вхождение Иисуса Христа в воды Иорданские сопровождалось множеством знамений. Река Иордан течет с гор (высотой примерно 400 м), впадает в Генисаретское море (ныне озеро Киннерет), но на протяжении 300 метров не смешивается с его солеными водами, мощным потоком продолжает течение, пока не впадет в Мертвое море.

Река Иордан на карте

Когда Иисус принял крещение и на Него сошел Дух Святой, воды Иордана пошли вспять.

Это река Иордан. Место, где крестился Господь. Видно, как течение меняет направление. Это чудо происходит каждый год на Крещение

По христианской традиции, начиная с IV века,  местом Крещения Господня считается северная оконечность реки Иордан, расположенная в 8 км от города Иерихона вблизи греческого православного монастыря Пророка, Предтечи и Крестителя Господня Иоанна.

Более 2000 лет назад именно здесь произошло первое явление святой Троицы: Иисус Христос принимал крещение от Иоанна Предтечи в водах реки Иордан, когда на Него снизошел Святой Дух в виде голубя, а голос Бога-Отца свидетельствовал: «Сей есть Сын Мой возлюбленный, в Котором Мое благоволение»  (Мф. 3:17). В библейской традиции река Иордан – это граница, знаменующая собой вхождение в Землю Обетованную, которая считается прообразом Царства Небесного, благодати Христовой. Без крещения никто не войдет в Царство Небесное, и в этом таинстве все мы проходим свой Иордан…

Место крещения Христа ныне находится на территории государства Иордании, и местные власти только 19 января позволяют Патриарху совершать на берегу службу и освящать воду.

После молитвы владыки трижды одновременно забрасывают на длинных веревках серебряные кресты с привязанными к ним цветами и зелеными ветвями. Тут же выпускается пара голубей как символ сошествия Святого Духа.

Иерусалимский Патриарх Феофил III

Знамение поворота реки в обратном направлении с тех пор повторяется ежегодно: накануне Крещения православные пускают по реке деревянные кресты с зажженными свечами, река уносит их в Мертвое море, а 19 января неизменно приносит обратно! В этот же день обычно пресная вода Иордана становится соленой…

Множество паломников собираются на берегу

За этим действом следит великое множество приезжих: поэтому имеется колоссальное количество очевидцев, своими глазами видевших, как воды реки поворачиваются вспять, вода «играет», освящаясь святым духом, а ветви деревьев, растущих по берегам, опускаются так низко, что касаются поверхности воды.

Великое чудо и знамение, описанное в Библии, может увидеть множество людей. Как только после молитвы серебряные кресты с обоих берегов Иордана забрасываются в его спокойные воды, на глади реки появляется водоворот – и на несколько минут течение меняется. Над Иудейской пустыней разносится возглас восторга множества паломников. Трудно поверить своим глазам: как две тысячи лет назад, после того как Иисус Христос вошел в эти воды, Иордан снова изменяет свое течение.

Нo на место крещения Господня паломников пускают преимущественно два раза в году — накануне праздника Богоявления, когда совершается Великое освящение воды, и на Страстной седмице. Связано это с тем, что граница между государством Израиль и Королевством Иордания проходит по водам реки Иордан как раз в том месте, где по преданию совершилось Крещение Христово, и вся близлежащая территория находится под строгим контролем пограничников.

С надеждой на чудо

Развалины базилики на месте Крещения Господня

На фото подлинное место Крещения Господа в Иордании, руины древней христианской базилики, в которой отсутствовала алтарная апсида и прямо с алтаря вели ступени в Священный Иордан.

18 января 2021 года, в Крещенский сочельник, начальник Русской духовной миссии в Иерусалимеархимандрит Александр (Елисов) возглавил богослужения навечерия Богоявления в храме мученицы царицы Александры на территории Миссии. Его Высокопреподобию сослужили члены Миссии игумен Никон (Головко), иеромонах Дометиан (Маркарян), иеромонах Афанасий (Букин) и клирик Миссии диакон Илия Драчук.

После заамвонной молитвы был совершен чин великого освящения воды. Затем священнослужители окропили все помещения здания Миссии освященной водой.

В тот же день Блаженнейший Патриарх Иерусалимский Феофил III совершил чин великого освящения воды на месте Крещения Господня на реке Иордан в сослужении иерархов Иерусалимской Православной Церкви, духовенства Святогробского братства и представителей Поместных Православных Церквей в Иерусалиме.

По традиции перед освящением воды был совершен крестный ход. Верующие проследовали от монастыря святого Иоанна Предтечи в Каср-аль-Яхуде к берегу реки Иордан.

В крестном ходе и богослужении приняли участие начальник Русской духовной миссии архимандрит Александр (Елисов) и заместитель начальника Миссии иеромонах Дометиан (Маркарян).

Кондак Предтечи глас 6

Плотскаго Твоего пришествия убоявся,/ Иордан страхом возвращашеся;/ пророческое же служение исполняя,/ Иоанн трепетом спряташеся;/ Ангельския чини ужасахуся,/ зряще Тя, во струях плотию крещаема;/ и вси, сущии во тьме, озаряхуся,// воспевающе Тя, явльшагося и просветившаго вся.


„Inteligentna lodówka” – a głupi jej twórcy.

Pożary wywoływane zdalnie: Włamując się do termostatu bojlera, hakerzy atakują Rosję.

Date: 5 Maggio 2022 https://babylonianempire.wordpress.com/2022/05/05/pozary-wywolywane-zdalnie-wlamujac-sie-do-termostatu-bojlera-hakerzy-atakuja-rosje/

Haker jest w stanie spowodować przegrzanie systemu zdalnie sterowanego do takiego stopnia, że się zapali.

Autor artykułu, Umberto Rapetto jest emerytowanym generałem włoskiej Policji Finansowej (Guardia di Finanza)https://it.wikipedia.org/wiki/Umberto_Rapetto

Niektórzy sądzą, że pojawił się ktoś będący reinkarnacją Nerona i wyobrażają go sobie w szeregach organizacji Anonymous. Jako że trudno jest wyjaśnić zjawisko powtarzających się pożarów w Rosji – nie można wykluczyć udziału piratów komputerowych w wywoływaniu niektórych incydentów tego rodzaju. Choć hipoteza ta może wydawać się dziwaczna, warto jednak zastanowić się nad tymże aspektem, mając na uwadze dwie podstawowe przesłanki: jak powstaje pożar i co jest w stanie zrobić haker.

Jeśli zastanowimy się nad zjawiskiem przegrzewania się systemów zdalnie sterowanych, zdamy sobie sprawę, że dajemy wiarygodną odpowiedź na pytanie “jak” i “co” – które właśnie postawiliśmy.

W czasach, gdy tak wiele mówi się o automatyce domowej i korzyściach płynących z możliwości zdalnego sterowania niektórymi funkcjami urządzeń technicznych – co kiedyś wymagało interwencji człowieka – nie dziwi fakt, że w obliczu tak wielu “zalet” mogą pojawić się przeciwwskazania lub, po prostu, punkty słabe.

Dostęp do urządzeń wytwarzających ciepło (od bojlerów po systemy klimatyzacji) można uzyskać, jeśli – dzięki odpowiednim urządzeniom wbudowanym lub doposażonym – są one w stanie połączyć się z Internetem i posługiwać się tym samym językiem, który jest zwykle używany w komputerach, tabletach i smartfonach.

Możliwość sterowania tymi systemami za pośrednictwem sieci nie jest absolutnym przywilejem tych, którzy są do tego uprawnieni: jeśli nie zostały wdrożone skuteczne środki bezpieczeństwa – osoba atakująca może nawiązać dialog z owymi urządzeniami, a uzyskawszy nad nimi kontrolę, może zmusić je do funkcjonowania, także niezgodnie z ich normalnymi zasadami użytkowania.

Od dawna celem ataków cyberwandali są całe budynki, ale najbardziej agresywni piraci cyfrowi skierowali swoje kusze w stronę obiektów przemysłowych. Wielkość lub znaczenie «zdobyczy» jest proporcjonalne do efektu, jaki dana ingerencja hakerska wywiera na opinię publiczną.

Słabe strony rosyjskich systemów zdalnie sterowanych

Już jakiś czas temu entuzjaści “automatyki budynkowej” przewidzieli partyzantkę miejską, która mogłaby zostać rozpętana poprzez wykorzystanie pewnych niedociągnięć odkrytych w rozwiązaniach technologicznych Tekon Avtomatika – rosyjskiej firmy specjalizującej się w produkcji sprzętu i oprogramowania dla inteligentnych systemów instalowanych w budynkach, centrach handlowych i kompleksach produkcyjnych. Zaczęto mówić o stu szczególnie delikatnych i wrażliwych “sterownikach” Tekon.

Łatwość, z jaką można było je zaatakować, wynikała z groteskowych błędów proceduralnych popełnianych podczas instalacji owych urządzeń. Nic z gatunku science fiction: nie trzeba wysilać wyobraźni ani fantazjować. Jak to często bywa (również w naszej części świata), dane uwierzytelniające dostęp do owych systemów (tj. konto i hasło) pozostawiono takie, jakie zostały ustalone przez producenta. Kody te (np. klasyczny “admin”) wcale nie były tajne, lecz znajdowały się w dokumentacji, która była dostępna w Internecie w formacie pdf, a więc dostępne dla każdego.

Żaden technik nie zadał sobie trudu, aby zastąpić identyfikator uprawnionego użytkownika i towarzyszące mu hasło: każdy, kto żywił złe intencje, mógł działać bez przeszkód, bez żadnych specjalnych umiejętności czy doświadczenia.

Analogicznie do zbyt «oswojonych» urządzeń – które można zmusić do przegrzania się aż do ich zapalenia się – równie łatwo jest obrać za cel systemy przeciwpożarowe, które można zablokować i wyeliminować.

Współpraca między różnymi organizacjami gangsterskimi zajmującymi się zaawansowanymi technologiami umożliwiła szybkie rozpoznanie potencjalnych celów i ich słabych punktów. Podstawą koordynacji działań jest dzielenie się dostępnymi informacjami i ich stała aktualizacja. To także jest wojna. Tak było od zawsze, ale być może dopiero dziś odkrywamy, że wróg może dotrzeć wszędzie – nie ruszając się z własnego domu nawet na metr. Pewne epizody sprawiają, że Rosjanie odkrywają, iż również ich miasta są ziemią okupowaną. My też powinniśmy o tym pomyśleć – nie czekając, aż coś podobnego wydarzy się również u nas. https://www.ilmattino.it/mondo/incendi_distanza_caldaia_come_si_fa_hacker_russia_ucraina_guerra_ultime_notizie-6646708.html

Aborcjonistom nie udał się kolejny atak na ofiary aborcji.

https://www.zycierodzina.pl/pomoc/2022.0505m.html

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Wygraliśmy batalię o prawdę! Wojewoda Lubelski cofnął uchwałę Rady Miasta zakazującą pokazywania ofiar aborcji. Decyzja jest już prawomocna!

Przed kilkoma tygodniami pisałem Panu, że niewielka grupka lewicowych działaczy złożyła w Urzędzie Miasta Lublin wniosek o uchwałę mającą na celu eliminację z przestrzeni publicznej zdjęć z aborcji. Wątpliwości budziła tak forma złożenia – pod petycją początkowo było mniej niż wymagane 300 podpisów mieszkańców miasta, a liczbę uzupełniono później – jak i sama treść uchwały, która nie miała na celu nic innego niż zapewnienie aborcjonistom spokoju sumienia.

Zabijanie dzieci – jak najbardziej! Pokazywanie ofiar zabójstwa – nieestetyczne. Tak w skrócie można by opisać logikę, jaką kierowały się środowiska lewicowe, gdy przygotowywały swoją akcję w kolejnym samorządzie (wcześniej próbowały swoich sił m.in. w Krakowie czy Warszawie – bez skutku).

Uchwała została przegłosowana przez Radę Miasta Lublin zdominowaną przez radnych o orientacji post-platformerskiej. Jako Fundacja wystąpiliśmy natychmiast z wnioskiem do wojewody, aby skorzystał ze swoich uprawnień i unieważnił dokument.

Dziś mogę z satysfakcją napisać: wszystko dobrze się skończyło. Wojewoda wydał decyzję, a jej uzasadnienie jest oparte o argumentację przedstawioną we wniosku Fundacji Życie i Rodzina. Przede wszystkim: samorządy nie mogą narzucać przepisów, których przedmiot jest już rozstrzygnięty w prawie ogólnokrajowym. Lokalne przepisy porządkowe mogą być wydawane w zakresie nieuregulowanym w odrębnych ustawach lub przepisach powszechnie obowiązujących. Innymi słowy – radni nie mogą doprowadzać do tego, że lokalnie będzie obowiązywał inny stan prawny niż na terenie reszty kraju. Liczne przepisy o charakterze ogólnokrajowym gwarantują wolność prowadzenia debaty publicznej. Muszą one być respektowane niezależnie od tego, czy radnym debata się podoba czy też nie.

Aborcjonistom nie udał się kolejny atak na ofiary aborcji – na niewinne nienarodzone dzieci, które tracą życie, bo komuś tak wygodnie, a dla kogoś innego to po prostu dobry zarobek. Utrata życia to nie wszystko. Te dzieci mają być pominięte i zapomniane, bo prawda o tym, jak zginęły, budzi sumienia tych, którzy tego przebudzenia nie chcą.

Cieszymy się z tego zwycięstwa nad proaborcyjną lewicą. Na terenie Lublina ani na chwilę nie zaprzestaliśmy pikiet ze zdjęciami zabitych dzieci. Natychmiast po uchwale zaangażowaliśmy prawników Fundacji, aby interweniowali w Urzędzie Wojewódzkim, nawet przez moment nie przyjmowaliśmy do wiadomości, że moglibyśmy porzucić głoszenie prawdy o aborcji.

Ten sukces – tak jak i wiele innych działań Fundacji ŻiR – był możliwy także dzięki Panu.

Dziękuję z serca za wszelkie wsparcie, jakiego udzielił Pan Fundacji w tym czasie. To dzięki dobrym ludziom – takim jak Pan możemy angażować nasz zespół prawny w kolejne działania, których celem jest obrona życia i rodziny.

Dziękuję za wszelkie modlitwy, za wpłacane darowizny, za każdą wiadomość z wyrazami wsparcia dla działań w obronie życia. Cieszę się, że razem możemy tak wiele.

Serdecznie pozdrawiam!


Krzysztof Kasprzak
Inicjatywa #AborcjaToZabójstwo
Inicjatywa #STOPLGBT
Fundacja Życie i Rodzina
zycierodzina.pl

PS – Polecam Panu teksty ze strony Fundacji, gdzie pisaliśmy o lubelskiej uchwale i jej szczęśliwym uchyleniu, są dostępne pod linkami:

Czy Hitler – jak wspomniał Ławrow – miał żydowską krew?

Joanna M.Wiórkiewicz https://niemcy.neon24.info/post/167866,czy-hitler-jak-twierdzi-lawrow-mial-zydowska-krew

Historycy zwykle temu zaprzeczali, jednak plotka o żydowskiej krwi Hitlera nie wygasła od czasu, gdy w 1946 r. Hans Frank, ją potwierdził.

Amerykański badacz znalazł dodatkowe potwierdzenie w austriackim archiwum.
Adolf Hitler faktycznie miał żydowskiego dziadka. 

Kiedy siedem lat po śmierci Hansa Franka, w 1953 r., opublikowano jego wspomnienia, wywołały one sensację. Frank był powiernikiem Hitlera, jego prawnikiem od 1928 r., najwyższym prawnikiem III Rzeszy, a jako generalny gubernator na ziemiach polskich odpowiadał za represje wobec ludności polskiej. W 1946 r. został skazany na karę śmierci i stracony w norymberskim procesie głównych zbrodniarzy wojennych. W oczekiwaniu na egzekucję napisał swoje wspomnienia, zatytułowane „W obliczu szubienicy”.
Jeden z fragmentów książki wzbudził kontrowersje. Hans Frank twierdził, że jego dawny mentor Adolf Hitler miał żydowskiego dziadka. Zgodnie z surową klasyfikacją norymberskich ustaw rasowych z 1935 r., byłby to „ćwierć-Żyd”. Frank twierdził, że w 1930 r. odkrył, iż dziadek Hitlera był Żydem mieszkającym w austriackim mieście Graz. Siostrzeniec Hitlera, William Patrick Hitler, napisał wcześniej do Führera list z szantażem, grożąc, że ujawni tę sprawę. Hitler zlecił Frankowi, jako swojemu prawnikowi, zbadanie tej sprawy.

Czy żydowski nastolatek zapłodnił babcię Hitlera?
Podczas swoich badań, jak twierdzi Frank, natrafił na korespondencję między babką Hitlera, Marią Anną Schicklgruber z 1836 roku, a niejakim Frankenbergerem, w którego gospodarstwie pracowała Schicklgruber. Z listów tych wynikało, że mężczyzna ten miał 19-letniego syna, który zapłodnił dużo starszą służącą domową. W korespondencji Frankenberger zgodził się płacić alimenty na dziecko do 14 roku życia. Frankenberger, jak powiedział później Frank, zapłacił dobrowolnie, bez konieczności występowania matki do sądu, ponieważ unikał rozgłosu. Z punktu widzenia Hitlera problem polegał na tym, że Frankenberger, a więc także jego syn, byli Żydami.

Historycy, którzy zajmowali i zajmują się intensywnie Hitlerem, zawsze wątpili w twierdzenia Franka. Było to możliwe z trzech powodów. Po pierwsze, korespondencja, o której wspominał Frank, nigdy nie została odnaleziona w archiwach. Po drugie, inne informacje zawarte w książce Franka były błędne, co podważało wiarygodność całej pracy. I po trzecie, z całą stanowczością przyjęto, że w omawianym czasie, tj. w 1836 r., w Grazu w ogóle nie mieszkali Żydzi. Dlatego mężczyzna, który zapłodnił babkę Hitlera, nie mógł być również Żydem.

Zgodnie z popularnym przekazem Maria Anna Schicklgruber, babka Hitlera, miała nieślubnego syna o imieniu Alois. Kiedy później wyszła za mąż za Johanna Georga Hiedlera, został on ojczymem Alojzego. Po śmierci Hiedlera w akcie urodzenia Aloisa Schicklgrubera zmieniono jego nazwisko na Alois Hitler. Ponieważ nie było oficjalnego oświadczenia o ojcostwie Hiedlera, zmiana nazwiska została dokonana na podstawie zeznań świadków dopiero po śmierci Hiedlera. Nie wyjaśniono, dlaczego zmieniono nazwisko na Hitler, a nie na Hiedler.

Sax: Twierdzenie, że w 1836 roku w Grazu nie było Żydów, jest fałszywe.

To, że w książce Franka znalazły się błędne informacje, jest bezsporne. Bezsporne jest również, że listy między Schicklgruberem a Frankenbergerem, o ile istniały, nigdy nie zostały odnalezione. Można to jednak łatwo wytłumaczyć faktem, że prawdopodobnie zostałyby one zniszczone przez śledczych Franka jako niepożądany dowód. Trzeci i najważniejszy argument został jednak obalony przez amerykańskiego naukowca Leonarda Saxa. Sax, który nie jest historykiem, lecz lekarzem i ekspertem w dziedzinie gender, opublikował właśnie w prestiżowym „Journal of European History” esej, w którym przynajmniej kwestionuje, jeśli nie obala, główną tezę krytyków Franka: twierdzenie, że w 1836 r. w Grazu w ogóle nie było Żydów.

Kariera tego stwierdzenia jest wręcz zdumiewająca i nie przynosi chluby gildii historyków. W świat wprowadził ją bowiem niejaki Nikolaus von Preradovich. W 1957 r. w wywiadzie dla czasopisma „Der Spiegel” Austriak po raz pierwszy postawił tezę, że Hitler nie mógł mieć żydowskiego dziadka, wbrew temu, co przedstawił Frank, ponieważ w Grazu i całej Styrii nie było wówczas Żydów. 32 lata później Preradowicz napisał esej, w którym twierdził, że jego badania m.in. w archiwach miasta Graz wyraźnie wykazały, że w latach 1820-1860 w Grazu nie było żadnej rodziny Frankenbergerów.

Źródło było wielbicielem Hitlera

Od tego czasu wielu biografów Hitlera przyjęło ten wniosek, niezależnie od tego, czy powoływali się na źródło Preradowicza, czy nie. Na przykład najbardziej znany ekspert Ian Kershaw wyraźnie się na niego powołuje. Ale jeśli przyjrzeć się, kim był ten człowiek, ta łatwowierność jest zadziwiająca – stwierdza Sax. Preradowicz, który żył w latach 1917-2004, był bowiem prawicowym radykałem i wielbicielem Hitlera. W swoim eseju o Hitlerze z 1989 r. ani razu nie wspomina o Holokauście. W innym artykule z lat 90. napisał, że z każdym dniem coraz bardziej podziwia Hitlera. I tak oto ten na wskroś niepoważny autor miałby być niewzruszonym źródłem tego, że Adolf Hitler, którego cały światopogląd opierał się na wrogości wobec Żydów, sam nie mógł mieć żydowskich korzeni?

Sax nie chciał się na to zgodzić – i sam pojechał do Austrii, aby przeprowadzić badania na miejscu. I rzeczywiście natrafił na źródła, które zaprzeczały twierdzeniom Preradowicza. Preradovich twierdził, że do 1856 r. nie ma żadnych dowodów na istnienie Żydów w Grazu. Sax znalazł jednak dokument, który dowodzi istnienia małej społeczności żydowskiej w mieście już w 1850 r., ponieważ wyraźnie wspomina o „małej, obecnie osiadłej społeczności”. To prawda, ale to byłoby jeszcze 14 lat po ciąży Marii Schicklgrauber. Sax uważa jednak za prawdopodobne, po odnalezieniu tego nieznanego dotąd lub celowo stłumionego źródła, że Żydzi w Grazu byli jeszcze wcześniej, a więc już w 1836 r.

Frankenberger mógł mieć posiadłość w Styrii

W tym czasie w Styrii, w przeciwieństwie do sąsiedniego Burgenlandu, Żydom nie wolno było oficjalnie mieszkać. W Styrii wolno im było jednak prowadzić interesy, więc Żydzi jeździli do Grazu w sprawach handlowych. Sax uważa, że żydowscy biznesmeni, tacy jak Frankenberger, oficjalnie mieszkali i byli zameldowani w jednej z gmin Burgenlandu, ale mieli też nieoficjalną i nielegalną siedzibę w Grazu, gdzie prowadzili swoje interesy. Babcia Hitlera mogła więc równie dobrze pracować w żydowskim domu i mieć dziecko z młodszym o 23 lata Frankenbergerem.

Mogło to być również powodem dobrowolnych wpłat starego Frankenbergera na rzecz Schicklgruber, ponieważ prawdopodobnie obawiał się on, że mieszkając nielegalnie w Grazu, może zostać zdemaskowany w procesie sądowym.

Leonard Sax nie przedstawia oczywiście dowodu na to, że Hitler miał żydowskie korzenie. Podważa on jednak główną tezę wysuniętą przez prawicowo-radykalnego autora, który chciał uchronić Hitlera przed „oskarżeniem” o żydowskie korzenie: że w Grazu, gdzie mieszkała wówczas babka Hitlera, nie było Żydów.

Znany historyk dystansuje się

Uznany ekspert, taki jak Brytyjczyk Richard Evans, trzyma się od Saxa z daleka. Według Evansa nie ma nawet wiarygodnych dowodów na to, że Maria Anna Schicklgruber kiedykolwiek mieszkała w Grazu. Ani o tym, że w Grazu mieszkała rodzina Frankenbergerów. „Nie odnaleziono żadnej korespondencji między ojcem Hitlera a jego babką ojcowską” – powiedział Evans gazecie Times of Israel. Nie było też żadnych dowodów na to, że bratanek Hitlera szantażował go. Evans uważa, że spekulacje na temat ewentualnych żydowskich korzeni Hitlera pojawiają się, ponieważ wielu ludzi nie potrafi wyjaśnić jego głębokiego i morderczego antysemityzmu – chyba że miał ku temu osobiste powody. Leonard Sax nie kwestionuje tej krytyki – widzi wystarczający powód, by dalej swoją hipotezę badać.
Na podstawie: „Focus“12.08. 2019

Feministki już gryzą ludzi. A ciągle – są bezkarne, „po opieką”.

Szanowny Panie,

1 maja zorganizowaliśmy dużą akcję informacyjną o aborcji na Placu Zamkowym w Warszawie, którą próbowała zakłócić agresywna feministka. W pewnym momencie kobieta rzuciła się na jednego z naszych działaczy i… ugryzła go!

Obecni na miejscu liczni funkcjonariusze policji obchodzili się z prowokatorką bardzo wyrozumiale, dając swym zachowaniem do zrozumienia, że jest przyzwolenie „z góry” na tego typu działania. Takiej akceptacji nie ma natomiast dla pokazywania prawdy o aborcji – dwaj nasi wolontariusze zostali właśnie skazani przez sąd na ponad 3 500 zł kary za ostrzeganie Polaków przed tym procederem! Opowiem Panu szczegóły.

Dzięki ulicznym akcjom informacyjnym nasza Fundacja dociera do tysięcy Polaków, których udaje się uświadomić czym jest i jak wygląda aborcja. Spotyka się to z agresywnymi reakcjami zwolenników dzieciobójstwa. Naszą akcję na Placu Zamkowym próbowała zakłócić znana warszawskiej policji aktywistka aborcyjna posługująca się pseudonimem „babcia Kasia”. Zagłuszała nasz przekaz płynący z megafonów i eksponowała proaborcyjny transparent. Gdy to nie pomogło, rzuciła się na jednego z naszych wolontariuszy, zaczęła go uderzać i ugryzła go w rękę. Wszystkiemu przyglądały się setki osób – obecnych na miejscu i oglądających transmisję na żywo w sieci.

„Babcia Kasia” była już wcześniej zatrzymywana m.in. za naruszanie nietykalności cielesnej i znieważanie policjantów oraz zakłócanie legalnych zgromadzeń. Pomimo tego, funkcjonariusze obchodzili się z nią niezwykle delikatnie, nawet pomimo tego, że w wulgarnych słowach im ubliżała. Jest to czytelny sygnał dla wszystkich aborcyjnych chuliganów i zadymiarzy, że mogą liczyć na wyrozumiałość i łagodne traktowanie.

A wie Pan czego niemal w tym samym czasie doświadczyli nasi działacze?

Adam Brawata oraz Bawer Aondo-Akaa usłyszeli prawomocne wyroki sądu za mówienie prawdy o aborcji. Muszą zapłacić ponad 3 600 zł grzywny i kosztów sądowych za to, że koordynowali akcje billboardowe w ramach których wywieszamy wielkoformatowe plakaty ostrzegające Polaków przed skutkami aborcji. Zdaniem sądu we Wrocławiu, jest to działanie „nieprzyzwoite”. To jednak nie koniec prześladowań.

Równolegle przeciwko Adamowi zapadł w tym samym sądzie inny prawomocny wyrok skazujący za publiczne nazwanie aborcji zabijaniem dzieci – 9 000 zł kary i kosztów. W sumie Adam w przeciągu tylko jednego miesiąca musiał zapłacić ponad 12 000 zł kary za to, że ratuje niewinne dzieci przed aborcją i zmienia świadomość Polaków na temat tego procederu.

Podczas gdy służby prześladują wolontariuszy naszej Fundacji, przestępstwa i wybryki aborcjonistów są tolerowane. Mamy na to kolejny przykład.

W jeszcze innym procesie, sędzia wrocławskiego sądu Magdalena Jurkowicz skazała jednego z naszych wolontariuszy za organizację ulicznej akcji informacyjnej na temat aborcji. Również jej zdaniem pokazywanie prawdy o aborcji w przestrzeni publicznej było „nieprzyzwoite”. Niemal równolegle, ta sama sędzia uniewinniła feministkę, która… obnażyła się w centrum Wrocławia!

Sprawa dotyczy akcji na wrocławskim Placu Solnym, gdzie nasi wolontariusze za pomocą rzutnika wyświetlali film informacyjny na temat aborcji. Nasze działania zaczęła zakłócać feministka, której nie podobało się to, że ostrzegamy Polaków przed aborcją. W pewnym momencie kobieta obnażyła się przed naszymi działaczami pokazując gołe piersi i pytając, czy wywołuje to u nich zgorszenie?

Sprawa została zgłoszona do sądu, który uniewinnił feministkę nie dopatrując się niczego nieprzyzwoitego w jej zachowaniu. Za to nasi wolontariusze zostali już kilka razy skazani za „nieprzyzwoite” działania przeciwko aborcji. Co więcej, w trakcie procesu sędzia dała wiarę feministce, która podczas rozprawy zaprzeczała obnażeniu się, a zeznania naszych wolontariuszy potraktowała jako niewiarygodne.

To wszystko ma pewien szerszy kontekst, który jest bardzo ważny. Nie chodzi tylko o konkretne sprawy sądowe, gdyż nadal większość z nich wygrywamy (a mamy ich obecnie około 100 jednocześnie). Chodzi o to, że politycy rządzący oraz podlegli im funkcjonariusze i urzędnicy nie są zainteresowani przestępstwami, wykroczeniami i aktami terroru dokonywanymi przez polskich aborcjonistów. Jeżeli już kogoś zatrzymują lub skazują (co dzieje się rzadko), to sprawcy otrzymują często śmiesznie niskie wyroki lub są uniewinniani. Dzięki temu zwolennicy dzieciobójstwa swobodnie rozwijają swoją działalność i eskalują przemoc.

W ubiegłym roku działające w Polsce zorganizowane grupy przestępcze pomogły dokonać ponad 30 000 aborcji za pomocą nielegalnych pigułek poronnych. Organizacje te funkcjonują już od kilku lat i nieustannie reklamują się w mediach. Ich członkowie byli nawet zapraszani na posiedzenie Sejmu! Jak dotąd nikt nie odpowiedział prawnie za masowe ludobójstwo, które dokonuje się na polskich dzieciach. W ubiegłych latach doszczętnie spalono dwie nasze furgonetki, a kilka innych pojazdów podpalono i zdewastowano. Sprawców nie udało się znaleźć pomimo tego, że podpalenia transmitowane były na żywo w internecie (!) Liczni zwolennicy aborcji publicznie grożą śmiercią naszym wolontariuszom, wzywając do mordowanie naszych działaczy i niszczenia naszego mienia. Żaden z nich nie stanął za to przed sądem.

Wie Pan czym jeszcze skutkuje w praktyce ta bezczynność wobec aborcyjnych przestępców?

Niedawno informowaliśmy o tym, że do naszej Fundacji napisała pani Monika z Częstochowy, która opisała dramatyczna historię, jaka się jej przydarzyła. Gdy była w ciąży do jej domu wdarł się bandyta, który skatował ją, używając paralizatora i gazu, a także kopał ją po brzuchu. Udało jej się wezwać pomoc i dzięki temu przeżyła, ale jej dziecko straciło życie. Bandyta był ojcem tego dziecka i wcześniej wywierał presję na matkę, aby dokonała aborcji. Ponieważ pani Monika odmówiła, agresor dokonał zabójstwa osobiście.

Kilka tygodni temu sąd w Częstochowie zwolnił bandytę z aresztu, a Sąd Apelacyjny w Katowicach podtrzymał tę decyzję, argumentując, że do żadnego zabójstwa nie doszło, bo „według naszego stanowiska o człowieku można mówić od momentu rozpoczęcia akcji porodowej.” Innymi słowy – zdaniem sądu dziecko przed rozpoczęciem porodu nie jest człowiekiem i nie przysługują mu prawa równe człowiekowi, dlatego jego mordercę można potraktować ulgowo.

Pani Monika próbowała nagłośnić tę sprawę. Wiedziały o niej organizacje i media feministyczne, które głośno deklarują przecież, że stają w obronie praw kobiet, w szczególności tych, które doświadczają przemocy. Środowiska te milczą jednak w tej sprawie. Najwyraźniej katowanie ciężarnych kobiet nie jest dla nich istotne. A może chodzi o to, że bandycki napad jest zgodny z celem ich działalności – przerywaniem ciąży bez ograniczeń i bez kary? Przecież na co dzień właśnie tym się zajmują – promują nielegalne aborcje pigułkowe i domagają się wprowadzenia bezkarności dzieciobójstwa.

Do tego typu sytuacji dochodzi, gdyż polskie prawo jest wadliwe i niespójne, a umysły wielu Polaków, w tym sędziów, prokuratorów i urzędników, zainfekowane są mentalnością aborcyjną. Nasza Fundacja wielokrotnie próbowała zmienić ten stan rzeczy i naprawić nasze prawo poprzez szereg obywatelskich inicjatyw ustawodawczych, pod którymi zebraliśmy w sumie ponad milion podpisów. Za każdym razem były one odrzucane przez Sejm.

Na skutek tchórzostwa polityków, polskie dzieci są masowo mordowane przy pomocy środków poronnych, a dostarczający ich handlarze pozostają bezkarni. Konsekwencje nie spotykają także aborcyjnych terrorystów, którzy eskalują przemoc i nawołują do nienawiści wobec naszych wolontariuszy, a także mnożą wulgarne i nieprzyzwoite zachowania w przestrzeni publicznej. Zamiast nich, obiektem zainteresowania służb i sądów są nasi działacze.

Nie zamierzamy jednak zrezygnować z głoszenia prawdy i ostrzegania Polaków przed skutkami aborcji. Im więcej osób dowie się czym jest ten barbarzyński proceder, tym więcej dzieci uda nam się ocalić. Prawda o aborcji ratuje także matki i ojców przed zostaniem zabójcami własnych dzieci, co ma ogromne konsekwencje dla przyszłości całego naszego narodu.

Już wkrótce chcemy zorganizować kolejne akcje zmieniające świadomość Polaków, między innymi kolejne kampanie billboardowe, które tak bardzo przeszkadzają zwolennikom aborcji. Jeden billboard umieszczony w dobrym miejscu reklamowym pozwala na dotarcie do tysięcy osób. Koszt wywieszenia takiego plakatu to ok. 1 000 zł miesięcznie.Chcielibyśmy wywiesić w najbliższym czasie co najmniej 10 kolejnych takich billboardów, oraz naprawić te, które nieustannie niszczą aborcjoniści. Potrzebujemy na ten cel ok. 14 000 zł.

Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby wznowić kampanię billboardową i dotrzeć do tysięcy kolejnych Polaków z prawdą o aborcji, zanim umysły naszego społeczeństwa całkowicie zatruje propaganda cywilizacji śmierci.

Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

„Naród, który zabija własne dzieci jest narodem bez przyszłości” – powiedział Jan Paweł II. W Polsce w rok zamordowano ponad 30 000 dzieci, a przestępcy i chuligani, którzy są za to odpowiedzialni, pozostają bezkarni i swobodnie pomagają w kolejnych morderstwach, a także zakłócają pokazywanie prawdy o aborcji w miejscach publicznych. Jaka przyszłość czeka nasz kraj, jeśli ten proceder dalej będzie tolerowany?

Musimy dalej głosić prawdę, aby zmienić świadomość i sumienia Polaków (w tym polityków, policjantów, sędziów, prokuratorów i innych urzędników). Temu służą nasze kampanie, w tym akcje uliczne i billboardowe, które pozwalają na dotarcie do tysięcy osób. Dlatego raz jeszcze proszę Pana o pomoc finansową w ich organizacji.
Serdecznie Pana pozdrawiam,

Czy zatęsknimy za Putinem?

Stanisław Michalkiewicz 4 maja 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5173

Zatęsknisz jeszcze do mych ust– śpiewała Maryla Rodowicz w słynnej piosence „Ballada wagonowa”. Wymowni Francuzi powiadają, że lepiej tęsknić, niż nie tęsknić wcale, więc nie jest wykluczone, że jeszcze zatęsknimy za zimnym ruskim czekistą, zbrodniarzem wojennym Putinem. Wydaje się to absolutnie nieprawdopodobne, ale okoliczności się zmieniają, a wtedy nawet rzeczy wcześniej absolutnie niemożliwe, mogą nagle stać się możliwe.

Zanim jednak rozwinę ten temat, chciałbym podzielić się dobrą, a nawet znakomitą wiadomością. Oto Pan Bóg, który dotychczas sprawiał wrażenie, jakby nie mógł się zdecydować, po stronie których batalionów stanąć, a pan Przemysław Wiszniewski z „Gazety Wyborczej” nawet myślał, że po prostu śpi – wreszcie zdecydował się przejść na jasną stronę Mocy. Tak przynajmniej wynika z wypowiedzi doradcy prezydenta Zełeńskiego, pana Podolaka. Komentując zagadkowe eksplozje w Rosji przy granicy z Ukrainą wyraził przypuszczenie, że przyczyny zniszczeń rosyjskiej infrastruktury wojskowej mogą być rezultatem „boskiej interwencji” wobec „grzeszników, którzy w wielkanocną niedzielę masowo zabijali mieszkańców Mariupola”.

W takiej jednak sytuacji musielibyśmy przyjąć, że w Królestwie Niebieskim obowiązuje kalendarz juliański, a nie gregoriański, bo według kalendarza gregoriańskiego, niedziela wielkanocna była tydzień wcześniej. Jaki kalendarz zatem obowiązuje – tajemnica to wielka – tym bardziej, że według pana Wiszniewskiego, dopóki trwa wojna na Ukrainie, Zmartwychwstanie powinno być, a właściwie jest odwołane. Tymczasem odbyło się ono jak gdyby nigdy nic, co pokazuje, że jeszcze przed dwoma tygodniami w Królestwie Niebieskim wystąpił brak koordynacji. Na szczęście to już minęło, teraz już Pan Bóg stanął po właściwiej stronie, a to oznacza, że Rosja wojnę już przegrała. Tak w każdym razie uważa pan Antoni Blinken, sekretarz stanu USA, który razem z sekretarzem obrony, panem Lloydem Atkinsem, odbył pielgrzymkę do Kijowa, gdzie został przyjęty przez prezydenta Zełeńskiego. Natomiast sekretarz obrony uważa trochę inaczej – że mianowicie w tej wojnie chodzi o obezwładnienie Rosji.

Z tego wynika, że zwycięstwo w takiej postaci może być jeszcze odległe, o ile w ogóle nastąpi, bo – jak wynika z ustaleń ukraińskiego Sztabu Generalnego – Rosja utraciła na Ukrainie około 3 procent swoich zasobów militarnych, podczas gdy według Ministerstwa Obrony Rosji, Ukraina – znacznie więcej, w niektórych działach aż 100 procent, bo na przykład na 38 okrętów wojennych Ukraina straciła 38. Wypływa z tego jeden wniosek, że mianowicie bez stałych i coraz większych dostaw uzbrojenia i amunicji z zewnątrz, Ukraina nie mogłaby tej wojny kontynuować. Dlatego też 26 kwietnia amerykański sekretarz obrony wezwał do amerykańskiej bazy lotniczej w Ramstein w Niemczech ministrów obrony z 40 zależnych od USA państw i powyznaczał im zadania w zakresie pomocy wojskowej dla Ukrainy.

I tu dochodzimy do kwestii postawionej na początku, to znaczy – do tęsknoty za Putinem. Chodzi o to, ze Putin, wprawdzie toczy na Ukrainie wojnę z całym Sojuszem Atlantyckim, ale jest to „dziwna wojna”. Na przykład jak dotąd Rosjanie nie atakowali ani nie niszczyli ukraińskich linii kolejowych, ani węzłów kolejowych. [Już atakują. Skutecznie. md] Podobnie przez terytorium Ukrainy przebiera ropociąg i gazociąg, przez który tłoczy się do Europy Zachodniej 107 mln metrów sześciennych gazu na dobę. Osobliwość sytuacji polega na tym, że z tego gazu i z tej ropy korzysta też Ukraina, więc nie wysadza ropo – i gazociągu w powietrze, a Rosjanie też nie tylko go nie bombardują, ale nawet nie zakręcają Ukrainie gazowego kurka tak, jak to zrobili Polsce i Bułgarii. Wreszcie dostawy zachodniego uzbrojenia i amunicji docierają na Ukrainę bez przeszkód, umożliwiając Ukrainie kontynuowanie wojny i zadawanie wojsku rosyjskiemu strat w sprzęcie i w ludziach.

Z tego powodu Putina coraz mocniej krytykują rosyjscy wojskowi uważając, że taki sposób prowadzenia wojny nie tylko do niczego nie prowadzi, ale w dodatku jest trudny do logicznego uzasadnienia. Wychodzą z założenia, że nieprzyjaciela trzeba jak najszybciej obezwładnić wszelkimi dostępnymi środkami i na wszelkich polach, tymczasem wojna ograniczona to właśnie albo uniemożliwia, albo w dużym stopniu utrudnia.

Ciekawe, że podobnie było w Wietnamie, gdzie za sprawą sekretarza obrony Roberta McNamary, armia amerykańska, a zwłaszcza lotnictwo, prowadziło ograniczone działania, nie atakując wielu dostępnych celów tylko dlatego, że były one wyłączone w specjalnej liście. Taki sposób prowadzenia wojny powodował spore straty tym bardziej, że Amerykanie nie wojowali tam tylko z Wietnamem, ale – z całym Układem Warszawskim i Chinami na dodatek. McNamara był bowiem wierny swojej doktrynie „elastycznego reagowania”, zakładającej – jak się okazało – naiwnie – że nieprzyjaciel w rewanżu też nie będzie atakował niektórych celów. Oczywiście strona wietnamska ani myślała o takiej kurtuazji, bo w tym przypadku nie chodziło o broń jądrową, której użycia w Wietnamie domagał się senator z Arizony Barry Goldwater. Tymczasem doktryna elastycznego reagowania odnosiła się przede wszystkim do konfrontacji między mocarstwami atomowymi, przewidując, że będą one walczyły na przedpolach, taktownie oszczędzając nawzajem własne terytoria.

Pierwszy pomruk tego niezadowolenia wojskowych dał się słyszeć jeszcze przed świętami, kiedy to jeden z kremlowskich dygnitarzy oświadczył, że Rosja będzie traktowała transporty broni z zagranicy na Ukrainę, jako „legalne cele wojskowe”. Z czysto militarnego punktu widzenia jest to logiczne, ale może doprowadzić do gwałtownej eskalacji działań wojennych i rozlania się wojny poza granice Ukrainy, przede wszystkim na terytorium Polski, która jest głównym punktem tranzytowym tych transportów. Przy takim obrocie sprawy możemy zacząć tęsknić za powściągliwym Putinem, który, wbrew własnym „siłownikom”, prowadził na Ukrainie „dziwną wojnę”. Czy w swoim postępowaniu wzorował się na francuskim mężu stanu Jerzym Clemenceau, który uważał, że wojna jest sprawą zbyt poważną, by ją powierzać wojskowym, czy też jego powściągliwość wynikała z innego powodu – to nieważne, bo ważniejsze jest pytanie, czy „siłowniki” przekonają go do swoich racji, czy on ich – do swoich.