Niejaki Harari potrzebuje nowego porządku światowego. Vateuszek basuje.

[mail: Na pch24.pl już tego nie podali, a na bankier.pl to i owszem…. Otóż wspólny mianownik to NWO czy Nowy Porządek Świata, to słowo powtarzane do znudzenia w tym artykule…ponadto sporo innych „ciekawostek”.

Przeczytałem. Przypomniały mi się referaty na masówkach z obrad VI Plenum Naszej Partii. Też nudne, puste – ale ten [—] uważa, że ma większe szanse realizacji swej – i Swoich – utopii. Mirosław Dakowski]

===================

Harari: Potrzebujemy nowego porządku światowego

(fot. Kancelaria Premiera RP)

https://www.bankier.pl/amp/wiadomosc/Harari-Potrzebujemy-nowego-porzadku-swiatowego-8334754

Potrzebujemy nowego sprawnego porządku światowego, by nie popaść w erę wojen, biedy i chorób; pokazują to Ukraińcy walczący o swój kraj i jego europejską integrację – powiedział izraelski historyk, autor książek Yuval Noah Harari, który wziął w odbywającym się w środę w Poznaniu kongresie Impact22.

Harari wyraził przekonane, że postępy pandemii COVID-19 mimo dokonań naukowców to skutek erozji globalnego porządku, która ośmieliła też prezydenta Władimira Putina do napaści na Ukrainę.

„Ostatnie lata były niefortunne dla ludzkości” – powiedział Harari, wskazując na dewastację środowiska i katastrofę klimatyczną, pandemię koronawirusa oraz wojnę Rosji przeciw Ukrainie. „Od zakończenia zimnej wojny świat nie był wolny od problemów, ale rozwijał się znacznie lepiej, cieszył się pokojem większym niż kiedykolwiek w historii” – ocenił.

Podkreślił, że pomyślny rozwój ostatnich dekad „nie wynikał z jakiejś zmiany praw natury, lecz stąd, że ludzkość podejmowała mądre decyzje i zbudowała działający porządek światowy, zwykle opisywany jako liberalny – łączący wiarę w uniwersalne wartości, funkcjonowanie instytucji globalnych; ideę, że wszyscy ludzie zasługują na te same podstawowe wolności.

„Ten porządek światowy nie był doskonały, niemniej udało mu się poprawić warunki życia ludzi na całym świecie; nie tylko w dawnych imperialnych centrach jak wielka Brytania czy Stany Zjednoczone, ale także Brazylii, Polsce Czy Chinach” – zaznaczył.

Lata pokoju – mówił Harari – znalazły odzwierciedlenie w budżetach zachodnich państw, które na siły zbrojne przeznaczały w ostatnich latach średnio po kilka procent budżetów przy znacznie większych nakładach na edukację i ochronę zdrowia, w przeciwieństwie do Rosji wydającej na zbrojenia według szacunków jedną piątą, czyli 20 proc. swojego budżetu.

„Wielu ludzi uważa to za coś absolutnie oczywistego, zagwarantowanego, nie szanuje tego. To wydarzyło się w Rosji, ale także kraje takie jak USA czy Wielka Brytania zdają się zaprzeczać tym ideom” – powiedział, wskazując na brexit i wybór Donalda Trumpa na prezydenta.

„Porządek światowy coraz bardziej przypomina dom, w którym wszyscy mieszkają, ale nikt go nie remontuje. Globalne instytucje i uniwersalne wartości są podważane, ale nie ma żadnej propozycji, czym je zastąpić” – powiedział.

Harari, generalnie zgadzając się z koncepcją państw narodowych, postawił pytanie, „jak narody mają współdziałać jeśli nie będzie wspólnych instytucji ani wartości”. „Narodowe fortece – które z definicji nie są przyjazne – zwykle nie potrafią ich wypracować” – zauważył.

Według niego „pandemia była w dużej mierze skutkiem podważenia porządku światowego”. „Wirusy ewoluują, stale pojawiają się nowe. Nie jesteśmy w stanie temu zapobiec, ale światowe korporacje zdołałyby powstrzymać rozprzestrzenienie się epidemii. Jednak gdy pojawił się COVID-19, ludzkości zabrakło mądrości politycznej. Historia tej pandemii to historia tryumfu nauki i porażki politycznej” – ocenił.

Zwrócił uwagę, że naukowcy wypracowali sposoby spowolnienia postępów wirusa i wynaleźli szczepionkę. „Jednak politycy zawiedli, nie byli w stanie skutecznie wykorzystać tych narzędzi. Zabrakło pomysłu, jak powstrzymać falę zalewająca świat. Były narzędzia, nie było woli. Stany Zjednoczone – tradycyjnie światowy lider – nie zrobiły praktycznie nic. Prezydent Trump nawet nie próbował skoordynować globalnej odpowiedzi na rosnące zagrożenie, długo zaprzeczał ustaleniom naukowym, podważał działania prozdrowotne” – mówił Harari. „Minęły ponad dwa lata, nadal nie mamy skoordynowanego światowego planu dotyczący także radzenia sobie z ekonomicznymi skutkami pandemii” – zauważył.

„Putin dostrzegł, że porządek światowy się rozpadł; że nikt go nie powstrzyma, jeśli spróbuje naruszyć największe tabu światowego porządku – dokonać inwazji i wymazania kraju z mapy. Gdyby Putinowi mu się udało, skutkiem byłby początek końca światowego porządku, okresu względnego dobrobytu i pokoju” – przestrzegł. Dodał, że autokraci na całym świecie przyglądają się wojnie Rosji przeciw Ukrainie i „jeżeli Putin odniesie sukces, podboje wrócą”.

Przestrzegł też przed radykalnym zwiększaniem wydatków na zbrojenia przez kraje liberalne. „To wydarzyło się w Niemczech, które z dnia na dzień ogromnie zwiększyły swój budżet obronny, zamiast wydać pieniądze na nauczycieli czy pielęgniarki. Jeśli pójdziemy w tym kierunku, cały świat będzie wyglądał jak Rosja. A to będzie oznaczało nową erę wojny, biedy i chorób. Ale wciąż jest szansa na odwrócenie tego trendu” – przekonywał.

Według niego Putin „totalnie pomylił się” w ocenie Ukraińców, wierząc, że „chcą zostać wchłonięci przez Rosję”. „Ukraińcy dali ludzkości szansę, aby zatrzymać Putina, ale także aby przedłużyć czas dobrobytu i zdrowia” – dodał.

Podkreślił, że historią nie rządzi determinizm, a przekonanie, że wojna jest nieunikniona lub że pokój będzie wieczny, to błąd. „Wojnę tworzą ludzie, nie natura” – dodał, zaznaczając, że utrzymanie pokoju nie jest kwestią jednorazowej decyzji, „wymaga długotrwałego wysiłku, ochrony uniwersalnych wartości i instytucji współpracy”. „Od 1991 r. Ukraińcy wciąż pracują nad budową instytucji współpracy, udało im się zbudować demokrację, była to kwestia decyzji, stale decydowali bronić demokracji przed dyktaturą” – powiedział. Zwrócił uwagę na znaczenie instytucji promujących współprace europejską.

„Wielka Brytania przeszła brexit, wielu europejskich przywódców atakowało Unię, tymczasem Ukraińcy chcieli wstąpić do UE. Europejczycy muszą się teraz odwdzięczyć Ukraińcom, pomóc im wygrać wojnę i – równie ważne – wygrać pokój” – mówił. „Europa powinna się zobowiązać do udzielenia pomocy Ukrainie. Chodzi nie tylko o powstrzymanie Putina, lecz o odbudowę zamożnej demokracji. Europa jest to winna Ukrainie i jest to najlepszy sposób, w jaki Europa może się bronić przed Rosją” – przekonywał. Dodał, może zainspirować Rosjan, którzy „być może zapragną demokracji w swoim kraju”.

„Musimy myśleć w kategoriach szerszych niż europejskie. Musimy wypracować funkcjonujący porządek światowy, aby zapobiec wojnom i pandemiom, przeciwdziałać zagrożeniom ekologicznym. Żaden kraj w pojedynkę nie jest w stanie powstrzymać katastrofy klimatycznej, zapewnić odpowiedniego rozwoju sztucznej inteligencji. Musimy zbudować nowy, inkluzywny porządek. To być może będzie najlepszy skutek tej strasznej wojny” – wzywał.

Za ważne uznał, aby rolę odegrały w tym także – jeśli zechcą – potęgi inne niż zachodnie, np. Brazylia, Chiny i Indie, a także Rosja.

Zaapelował o zakończenie „wojny kulturowej, która rozdarła Zachód na konserwatystów i liberałów”. „Wojna na Ukrainie może nas także nauczyć, że potrafimy się zjednoczyć wokół kluczowych wartości”. Argumentował, że nie ma sprzeczności między dbałością o interesy swojego kraju i narodu a liberalizmem, tolerancją i globalizmem.

„Ukraińcy walczą o wolność swojego kraju i narodu, a jednocześnie chcą wolnego i tolerancyjnego społeczeństwa” – powiedział. „Uosobieniem tej idei” nazwał prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, „na którego głosowało 70 procent Ukraińców, chociaż jest Żydem i mówi po rosyjsku”. „Jeśli chcesz chronić swoich współplemieńców przed wojną czy pandemią, najlepszym sposobem jest międzynarodowa współpraca. Globalizm nie oznacza rezygnacji z państw narodowych, zaniechania narodowych tradycji; polega na wypracowaniu globalnych wartości i reguł, które nie będą podważały unikalności każdego narodu, ale będą porządkowały relacje między narodami” – mówił Harari.

„Ukraińcy są wielkimi patriotami, a jednocześnie jednym z ich głównych celów jest wstąpienie do UE. Jest dla nich oczywiste, że współpraca z cudzoziemcami to jeden z najlepszych sposobów zadbania o swój naród” – mówił. Zaznaczył, że można skorzystać z tych wniosków. „Nie jesteśmy skazani na wojnę, biedę i choroby; mamy wybór. Mam nadzieję, że wybierzemy właściwie” – powiedział.(PAP)

============================

to jednak monolog tego Harariego, a nie ich rozmowa…

Związek Socjalistycznych Republik Europejskich i Jego niezwyciężona Armia.

Unijne superpaństwo powstaje na naszych oczach

Żołnierze nowej unijnej armii, w przeciwieństwie do żołnierzy Wojska Polskiego, nie odpowiadaliby przed demokratycznie wybranym przez Polaków Prezydentem RP, ale oderwanymi od demokratycznej kontroli urzędnikami UE

Jerzy Kwaśniewski, Instytut Ordo Iuris https://www.prokapitalizm.pl/unijne-superpanstwo-powstaje-na-naszych-oczach/

Rok temu alarmowaliśmy, że rozpoczynająca się wówczas „Konferencja o Przyszłości Europy” (CoFoE) to tylko pozorowana otwartość. Dzisiaj nasze oceny potwierdzają się. Kompleksowa reforma Unii Europejskiej – rzekomo upragniona przez samych Europejczyków – to stara idea centralnie zarządzanej federacji. Zagrożenie dla suwerenności Polski w UE nigdy nie było tak wielkie.

Tydzień temu wiceprzewodniczący „Konferencji o Przyszłości Europy” Guy Verhofstadt ogłosił, że Konferencja „zatwierdziła radykalną przebudowę Unii Europejskiej: koniec jednomyślności, zniesienie prawa veta, unijna armia, ponadnarodowe listy wyborcze i wiele więcej”. Choć należący do europarlamentarnej „Grupy Spinellego” Verhofstadt otwarcie mówi, że jest zwolennikiem stworzenia „Stanów Zjednoczonych Europy” to przyjęta w ramach CoFoE wizja wspólnoty przypomina bardziej Związek Socjalistycznych Republik Europejskich, w którym państwa wchodzące w skład federacji są bezsilne wobec szkodliwych decyzji unijnej większości.

Nasi eksperci nie tylko ujawniają ten proces, ale angażują się w sprzeciw wobec łamania europejskich traktatów, które pisane były dla unii suwerennych państw narodowych. Jeżeli budowany obecnie ruch sprzeciwu nie powstrzyma ideologów takich jak Guy Verhofstadt, czeka nas dyktat unijnej większości nie tylko katastrofalny w sprawach gospodarczych czy geopolitycznych, ale także niebezpieczny w kwestiach obrony życia, małżeństwa, rodziny i niewinności naszych dzieci.

Czasu mamy coraz mniej. Urzędnicy i politycy w Brukseli błyskawicznie rozpoczęli realizację przyjętych przez Konferencję założeń. Już 3 maja Parlament Europejski przyjął projekt, zakładający utworzenie ogólnoeuropejskiego okręgu wyborczego, który miałby funkcjonować równolegle do okręgów krajowych. Oderwani od narodowej tożsamości i wierni ekspansji Unii biurokraci chcą stworzyć w ten sposób naturalne zaplecze polityczne dla dalszej federalizacji.

Zaproponowano też wprowadzenie instytucji ogólnoeuropejskiego referendum, w ramach którego „postępowe” społeczeństwa Zachodniej Europy mogłyby narzucić Polakom i innym mieszkańcom Europy Środkowej formalizację związków jednopłciowych czy aborcję „na życzenie”.

Także żołnierze nowej unijnej armii, w przeciwieństwie do żołnierzy Wojska Polskiego, nie odpowiadaliby przed demokratycznie wybranym przez Polaków Prezydentem RP, ale oderwanymi od demokratycznej kontroli urzędnikami UE.

W tym kluczowym dla obrony suwerenności Polski momencie, Instytut Ordo Iuris, jako jedyna organizacja pozarządowa z Polski, przeciwstawia się realizacji postulatów zagrażających suwerenności państw członkowskich UE. Nasi eksperci pracują już nad kompleksową ekspertyzą, dotyczącą uderzających w polską tożsamość konstytucyjną zaleceń CoFoE. Precyzyjnie wyjaśnimy w niej, dlaczego należy odrzucić postulaty federalistów. Analizę przekażemy wszystkim europosłom i rządom państw członkowskich UE, wywierając w ten sposób presję na rządzących, by skutecznie bronili suwerenności państw narodowych.

Jeszcze przed ogłoszeniem zaleceń CoFoE zorganizowaliśmy w Brukseli międzynarodową konferencję poświęconą praworządności, stwarzając pole do rzeczowej debaty o rządach prawa, które eurokraci nieustannie wykorzystują do dyscyplinowania konserwatywnych narodów naszego regionu.­

Kilka dni temu – na zaproszenie europarlamentarnej frakcji Tożsamość i Demokracja – zabraliśmy też głos w debacie na forum Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, poświęconej właśnie proponowanym zmianom w traktatach europejskich, gdzie dokonaliśmy krytycznej analizy zaleceń Konferencji o Przyszłości Europy. W dalszym ciągu monitorujemy również prace organów UE, reagując odpowiednimi krokami prawnymi, gdy radykałowie próbują implementować genderowe postulaty do prawa europejskiego.

Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by skutecznie obronić suwerenność naszej Ojczyzny przed zakusami eurokratów, którzy chcą na gruzach państw europejskich zbudować oparte na marksistowskich założeniach superpaństwo.

(…)

Unijną „Konferencję o Przyszłości Europy” zainaugurowano 9 maja 2021 roku – w rocznicę wygłoszenia przez Roberta Schumana deklaracji stojącej u podstaw integracji Europy jako unii suwerennych narodów. Paradoksalnie, ujawnionym już celem „Konferencji” jest pogrzebanie wielkiej idei Roberta Schumana i realizacja wizji marksistowskiego ideologa Altiero Spinellego, który wprost pisał o likwidacji państw narodowych – nawet jeśli miałoby się to odbyć wbrew woli samych Europejczyków.

Według regulaminu, „Konferencja o Przyszłości Europy” miała stanowić cykl wydarzeń, w ramach których „obywatele europejscy ze wszystkich grup społecznych i zakątków Unii” oddolnie, wypowiedzą się za pomocą specjalnej platformy internetowej na temat funkcjonowania i ewentualnego kierunku reformy wspólnoty. Jednak unijni ideolodzy zachowali dla siebie pełną kontrolę nad procesem wypracowywania dokumentów końcowych CoFoE. Znaczenie głosu obywateli wspólnoty miało tylko fasadowy charakter, zapewniając postulatowi federalizacji UE pozór poparcia społecznego. Ten zamiar sterowania kierunkami oddolnych głosów wyrażono zresztą w art. 1 regulaminu Konferencji, stanowiącym, że „sprawna struktura zarządzania pomoże ukierunkować prace konferencji”.

Prace na najważniejszym, europejskim poziomie Konferencji podzielono na cztery panele, w ramach których obywatelom doradzali wskazani przez eurokratów „niezależni eksperci”. Celem federalistów jest stworzenie pozorów powszechnego poparcia dla dalszego poszerzenia kompetencji UE kosztem państw członkowskich. Dlatego art. 2 regulaminu CoFoE zachęca do formułowani postulatów nie tylko w dziedzinach, „w których UE ma kompetencje do działania”, ale również tam, gdzie ich nie ma, a „w których działanie UE byłoby korzystne dla obywateli”.

Zgłoszone w ramach Konferencji opinie i pomysły obywateli UE były zbierane i opracowywane przez 9 grup roboczych, których pracami kierują… urzędnicy UE. To oni decydują, które głosy znajdą się w raportach końcowych. Co ciekawe, grupie zajmującej się oddolnymi głosami na temat wartości, prawa i praworządności przewodniczy, wielokrotnie atakująca Polskę i Węgry, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Věra Jourová.

Pod koniec kwietnia, podczas plenarnej sesji Konferencji, przyjęto przygotowane przez grupy robocze zalecenia. Znalazł się w nich między innymi postulat rozszerzenia mechanizmu warunkowości wypłat funduszy UE nie tylko w sytuacji bezpośredniego zagrożenia dla budżetu UE, ale także każdego innego naruszenia praworządności, za której łamanie urzędnicy chcą uznać nieprzestrzeganie bliżej nieokreślonych „wartości unijnych”. Takie rozwiązanie znacząco ułatwi eurokratom wywieranie ideologicznej presji na konserwatywne narody naszego regionu. Radykałowie z Brukseli chcą także przyznania UE kompetencji w zakresie ochrony zdrowia, dzięki czemu będą mogli zmusić wszystkie państwa wspólnoty do wdrożenia aborcji „na życzenie”. Wśród zaleceń znalazła się również rezygnacja z jednomyślności oraz prawa weta, które zapewniają mniejszym krajom ochronę przed dyktatem unijnych potentatów i pozwalają na realizowanie narodowych interesów.

Większość postulatów jest jednak sformułowana w sposób ogólny i niejednoznaczny, co umożliwia ich interpretację w zgodzie z programem federalistów, zmierzających do budowy scentralizowanego superpaństwa europejskiego opartego na zasadach wywiedzionych z komunistycznego „Manifestu z Ventotene”.

Nasz stanowczy sprzeciw wobec wniosków końcowych „Konferencji” nie jest na szczęście odosobniony. W geście protestu wobec postulatów „Konferencji”, eurodeputowani z Grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów wycofali się CoFoE, uznając, że jest ona „zainscenizowanym i politycznie zmanipulowanym przedsięwzięciem”. Niestety zalecenia Konferencji cieszą się poparciem Europejskiej Partii Ludowej i socjaldemokratów, a więc dwóch największych frakcji w Parlamencie Europejskim.

(…)

Wspólnie zatrzymamy federalizację UE

Konkretne postulaty ogłoszone jako wnioski „Konferencji o Przyszłości Europy” niosą katastrofalne skutki dla polskiej suwerenności. Zniesienie prawa veta i jednomyślności w Unii będzie oznaczało, że ideologiczna większość będzie mogła narzucić Polsce dowolne prawo dotyczące życia, wolności, rodziny, ale także własności, przedsiębiorczości czy obronności.

Prawnicy Ordo Iuris doskonale poznali mechanizmy „Konferencji” i jej cele. Będziemy stać na straży suwerenności Polski oraz naturalnego ładu prawnego, podejmując systematyczne, profesjonalne i strategicznie przygotowane działania w szerokiej, międzynarodowej koalicji, by zatrzymać projekt unijnego superpaństwa.

Każde z naszych działań jest jednak możliwe tylko dzięki wsparciu ludzi takich jak Pan, którzy wierzą w to, że nasza Ojczyzna musi pozostać suwerennym państwem.

Raport końcowy „Konferencji o Przyszłości Europy” jest jeszcze groźniejszym dokumentem niż przypuszczaliśmy. Jego autorzy doszli do wniosku, że zagrają o wszystko – o pełnię władzy brukselskich biurokratów nad państwami narodowymi. Skala pracy, która nas czeka, jest bezprecedensowa. Bez wsparcia, po prostu nie damy rady.

Rosja, Ameryka i ukraiński poligon…

[Nie się to moje, Dakowskiego, poglądy, ale Pana z Ameryki. Ja bym akcenty inaczej postawił. Pojęcie „Putin” mam za marionetkę tamtejszych Planistów. Ale to detale. To uwaga dla mych przyszłych krytyków i korespondentów. MD]

Jacek K. Matysiak Kalifornia, 2022/05/13 https://www.kontrowersje.net/rosja-ameryka-i-ukrainski-poligon/

Amerykanie (podobnie jak Rosjanie) z niesmakiem wspominają swoją 20 letnią “operację specjalną” w Afganistanie, czy wcześniej w Wietnamie, które mimo niepowodzeń przecież nie zablokowały ich  światowej roli.

Interesujące jest samo zestawienie amerykańskich doświadczeń w Afganistanie i na Ukrainie, gdzie przez lata Amerykanie szkolili lokalne wojska.

W Afganistanie jednak Amerykanie byli ludźmi z innej obcej cywilizacji, a ich lokalnych sojuszników interesowały głównie dolary i apanaże, kwitła obok narkotycznego maku, korupcja. W chwili zagrożenia afgański prezydent Ghani, załadował palety “zaoszczędzonych” amerykańskich dolarów na samolot i odleciał jak to czynią ptaki przed zbliżającą się zimą do ciepłych krajów.

Na Ukrainie po pierwszym jej rozbiorze w 2014 r. do akcji wkroczyli wojskowi instruktorzy z USA, Anglii i Polski. Tu sytuacja była nieco inna niż w Afganistanie, Amerykanie nie okupowali kraju, nie zawalili go militarnym sprzętem, ale napotkali bliższą im kulturowo  populację i mimo szalejącej i tu korupcji, jednak z lokalnymi ambicjami wzmocnienia niezależności  państwa od zaborczej Rosji. 

Ukraina jest klasyczną proxy war między Rosją i USA. Rosjanie dostarczają sprzęt i żołnierza. Amerykanie dostarczają sprzęt, ale nie żołnierza, dostarczają wrażliwą elektroniczną wiedzę. Ukraina dostarcza terytorium i żołnierza.

Ukraińcy otrzymują i testują nowoczesną zachodnią broń, a Rosjanie wyciągają swoje zakonserwowane zasoby z magazynów. Królową wojny jest artyleria, elektronika i wyszkolony w jej używaniu żołnierz. Rosjanie idą do boju z scentralizowanym systemem dowodzenia, Ukraińcy stosują bardziej elastyczny zdecentralizowany system dowodzenia wykorzystujący oddolną inicjatywę dowódców.

Tym razem po wstydliwych doświadczeniach z 2014 r. postawa Ukraińców wobec otwartej rosyjskiej agresji zaskoczyła cały świat, który spodziewał się szybkich rosyjskich postępów i zajęcia wschodniej części Ukrainy (do Dniepru) i zajęcia Kijowa (i osadzenia Janukowycza) w ciągu tygodnia. Przemyślny Putin przygotowując świat zachodni do swojego przewidywanego blitzkriegu, wcześniej uzależnił go od dostaw swojej ropy, gazu i węgla. Europa zachodnia (głównie Niemcy) cierpliwie oczekiwały na sukcesy Putina i po werbalnym oburzeniu szybkiego powrotu do robienia z nim biznesu. 

Poprzednio pisałem o wielkich stratach wojennych Ukrainy (obliczanych na $ 550 mld). Ukraina jest/była 4-tym największym eksporterem kukurydzy i 6-tym eksporterem zboża. Przed rosyjską inwazją w rejonie portów Morza Czarnego przez które przepływa 75% ukraińskiego eksportu zgromadzono 6 mln ton zboża i 15 mln ton kukurydzy. Przed wojną przez ukraińskie porty miesięcznie eksportowano ok. 5 mln zbóż, olei roślinnych i kukurydzy. Teraz jedną z możliwości jest częściowy eksport tych zbóż przez Polskę, Mołdawię, etc. W ubiegłym roku Ukraina wyprodukowała ok. 32,5 mln ton pszenicy z czego 80% przeznaczone było na eksport, a ok. 6 mln ton na rynek krajowy. Do połowy grudnia ub. roku wyeksportowano już 16 mln ton pszenicy. Zachód, w tym USA uważają, że Ukraina powinna płacić za sprzęt wojskowy właśnie zbożem. Ukraińcy pamiętają złowrogie lata 1932/33 kiedy Stalin zabrał im zboże (na eksport) i nastał Holodomor. Trzeba dodać, że rosyjscy najeźdźcy ogołacają ukraińskie spichlerze, a nawet kradną maszyny rolnicze.  ONZ oblicza, że w związku z rosyjską agresją na Ukrainę w tym roku produkcja zbóż na świecie spadnie o ok. 20%, a w pewnych regionach świata pojawi się niedobór żywności.

Nieudolność Putina i tym razem niespodziewany twardy opór Ukraińców zburzyły oczekiwania na szybki powrót do status quo. Zdjęcia zabitych, zbombardowanych domów mieszkalnych i napływające informacje o zbiorowych mordach, torturach, gwałtach na cywilach zmusiły zachodnich polityków do bardziej stanowczych działań. Dziś sytuacja wygląda diametralnie inaczej, obok pomocy humanitarnej przez Polskę i inne sąsiadujące kraje (wyjątek Węgry) na Ukrainę napływa ciężki, nowoczesny sprzęt wojskowy. Administracja Bidena uruchomiła słynny z II w.ś. lend-lease ($33 mld), tym razem nie dla Rosji, a przeciwko niej. Inne kraje nie pozostają dłużne i również coraz chętniej wspomagają walczącą Ukrainę wojennym sprzętem (Polska ponad 200 zmodernizowanych czołgów T 72).

Można powiedzieć, że swoim źle przygotowanym atakiem na Ukrainę Putin zmienia  sytuację na całym świecie. W zasadzie trudno się dziwić, kiedy Hitler zdradził Stalina i uderzył (Plan Barbarossa) na Rosję, ówczesny prezydent USA FDR, poprosił swoich ekspertów o szacunkową odpowiedź ile czasu zajmie Hitlerowi podbój Rosji Sowieckiej. Odpowiedź brzmiała: 7 do 11 tygodni!

Wcześniej również podobnie oceniano możliwości obronne Finlandii w wojnie zimowej 1939/40 r. w sytuacji agresji ogromnej Armii Czerwonej, jednak najlepszym żołnierzem II w.ś. został ogłoszony żołnierz fiński. Zapytany przed agresją Putina o ewentualne konsekwencje prezydent Biden, warunkował je w zależności od jej rozmiaru. Więc fachowcy nie zawsze znają swój fach, łatwo wojnę rozpocząć, ale trudno przewidzieć jej skutki…

Jak więc wygląda sytuacja dzisiaj? Amerykanie znaleźli ochotników, których kraju nie muszą  okupować, ochotników walczących w swoim interesie jak i w interesie mocarstwowej pozycji USA. Trzeba im oczywiście dostarczyć broń, informacje wywiadowcze i pieniądze, ale dla Ameryki ta wojna jest daleka i bezpieczna. Również propagandowo ustawiając Rosję w zdecydowanie złym świetle. Przy okazji agresja Rosji stwarza zapotrzebowanie i atrakcyjność pozycji USA w Europie niwecząc mozolnie przygotowywane plany rosyjsko-niemieckie o wypchnięciu USA z Europy. 

Dodatkowo wojna na Ukrainie powoli przekierowywuje europejskie zaopatrywanie w gaz i ropę na Arabię Saudyjską, Bliski Wschód i Amerykę, jednocześnie odcinając Rosję, która popada w większą zależność od Chin. Za kilka lat na rynku pojawi się więcej gazu z Algierii, Kataru, a nawet z Izraela (odkryte [czy zrabowane – np. koło Cypru. md] złoża) i Putin polegnie od własnej broni. Nałożone sankcje i wycofanie zachodnich firm z Rosji powoduje brak komponentów i części zamiennych również dla rosyjskiej machiny wojennej. Od początku wojny niemiecki import rosyjskiej ropy spadł z 35% do 12%…

W tej nowo tworzonej przez bieg wydarzeń  konstelacji w Europie siłą rzeczy większe znaczenie nawet przez swoje położenie i postawę pozyskuje Polska głównie jako hub humanitarny, jak i militarny. 

Diabli wiedzą, czy schorowany Putin zbyt pospieszył się (podobny motyw miał Hitler) z agresją, aby lepiej umocnić szanse na świetlaną przyszłość swojego kraju? W każdy razie jego agresja zmienia sytuację na świecie. Trwają próby ograniczenia roli dolara w światowym biznesie, jednak to nie jest takie proste. W 2019 r., aż 88% transakcji finansowych  na świecie odbyło się przy użyciu dolara, a jedynie 4% przy użyciu chińskiego yuana. Oczywiście kraje biznesowo związane z Rosją, które nie przyłączyły się do nałożonych sankcji próbują wzajemnych rozliczeń w swoich rodzimych walutach: Rosja, Chiny, Indie, Brazylia etc. Nawet w Europie część państw godzi się na żądanie Putina, aby za gaz i ropę płacili w rublach.

Głośnym echem odbiła się samowolka ukraińskiej aktywistki powiązanej z Kramkiem i Sorosem (globaliści z Fundacji Otwarty Dialog), która nadużyła polskiej gościnności aby złamać dobre obyczaje i nawet Konwencję Wiedeńską. Panienka zaatakowała rosyjskiego ambasadora w Warszawie gwałcąc jego osobistą nietykalność i nachalnie częstując go czerwonym syropem. Może nie wiedziała, że ambasador był już po śniadaniu? Dla niej to pewnie zabawny incydent. Jednak Państwo Polskie powinno wyciągnąć wobec tego napadu jakieś konsekwencje, w innym wypadku odrzuci zasady Konwencji Wiedeńskiej i poprze bezprawie, które może przynieść nam niepożądane skutki. Incydent służy Ukrainie i Rosji, nie służy dobremu imieniu i praworządności w Polsce. Poprawnie zareagował szef MSZ Zbigniew Rau.

Ostatnio da się zauważyć, że wielu światowych przywódców wpadło w łapy wirów chorobowych, Biden cierpi na demencję, podobnie Putin (i obydwaj na polityczną  jednostkę chorobową, korupcję), który w nostalgicznym przemówieniu z okazji “pobiedy” nie zauważył istnienia państwa Ukrainy, które napadł. W moskiewskiej paradzie zabrakło tradycyjnego przelotu samolotów, cóż zakonspirowani ukraińscy agenci mogliby jakiś zestrzelić. Zabrakło też głównodowodzącego rosyjską armią podobno rannego gen. Gierasimowa. Na pocieszenie Putin dorabiał reklamując jakiś ocieplający blanket, który biedaczek trzymał na kolanach. 

Jak długo będzie trwała wojna na Ukrainie? Wiadomo, że Putin rozbisurmanił się po akceptowaniu jego wcześniejszych agresji przez zachód. Może do końca roku, kiedy wojenne zapały Putina ostudzą wracające do rosyjskich rodzin trumny i urny ich młodych synów i braci. Wydaje się, że Putin liczy też na dotąd niezawodnego w momentach kryzysowych tradycyjnego rosyjskiego sojusznika. Chodzić tu może o “Dieda Moroza”, który mocno dał w skórę Napoleonowi i Hitlerowi. Tym razem jako putinowski “zielony ludzik” już od jesieni “na wyjeździe” mroziłby europejskie domostwa przeciwników imperialnych zapędów Rosji nawołując do korzystania z zakazanego rosyjskiego gazu i ropy i transakcji w rublach… Pożyjemy, zobaczymy.

To wszystko – to nie jest kolejny fragment z koszmarnego snu, ale rzeczywistość.

[Ludzie. To wszystko to nie jest kolejny fragment z koszmarnego snu, ale rzeczywistość. Widocznie planista uznał, że już jesteśmy gotowi do przyjęcia tak potwornych rozwiązań, do przyjęcia tego, że jesteśmy do nich zniewoleni, do cichej zgody na ich plany. Widocznie, według nich, gwałt z przyzwoleniem daje większą satysfakcję niż gwałt brutalny.

A jednak mam pewności, że „oni” przegrają. Z kretesem.

Przeczytajcie i rozważcie to sami. Odnośniki do dokumentów – w oryginale, na Legionie. MD]

===============================

Zapiski z kalendarza (globalistów) czyli bezmiar nadchodzących atrakcji

AlterCabrio https://www.ekspedyt.org/2022/05/12/zapiski-z-kalendarza-globalistow-czyli-bezmiar-nadchodzacych-atrakcji/

Kiedy zdasz sobie sprawę, że wszystkie propozycje przyznania większej władzy małej klice biurokratów, którzy nie odpowiadają przed nikim, są wprowadzane w ten sposób, czyli „nigdy nie dopuść, aby poważny kryzys się zmarnował”, jak niesławnie zauważył Rahm Emmanuel – manipulacja staje się oczywista.

−∗−

W menu na dziś danie z harmonogramem. Artykuł z opisem czekających nas kolejnych wydarzeń, wyjętych wprost z kalendarza globalistów. Konferencje, szczyty i sympozja wraz z planami wprowadzenia zmian w umowach, traktatach i konkretnych przepisach. Pozostaje kwestią otwartą czy i w jakim stopniu te zamierzenia zostaną zrealizowane i kiedy społeczeństwa zorientują się, że utraciły jakąkolwiek demokratyczną kontrolę nad losem swoich państw.  Opracowanie James Corbett.

Zapraszam do lektury.

____________***____________

Oto, co dalej w kalendarzu globalistów

Jak już pewnie wiesz, zagrożenie stojące przed wolną ludzkością nie jest tajnym spiskiem, ale czymś całkowicie jawnym. Ci, którzy chcą zmonopolizować zasoby planety i ustanowić system doskonałej kontroli technokratycznej, na ogół nie ukrywają swoich planów. Przeciwnie. Dowolna liczba publicznie dostępnych zapisów — od książek i białych ksiąg po posty na blogach, fora i wykłady — daje zainteresowanym społecznościom mnóstwo czasu na przygotowanie się do kolejnych kroków w rozwijającym się globalistycznym programie.

Tak więc, zgodnie z tradycją Listening to the Enemy [słuchając wroga] na stronach Corbett Report, zastosujmy jedną z najprostszych metod zrozumienia tego, co będzie dalej w planie globalistów: mianowicie sprawdźmy kalendarz tych rzekomych światowych kontrolerów.

CZERWIEC 2022: Stockholm+50

Jako studenci studiów podyplomowych niniejszego The University of Corbett wiecie już o Konferencji Narodów Zjednoczonych na temat Środowiska Człowieka, która odbyła się w Szwecji, w Sztokholmie w 1972 roku… ale jeśli potrzebujecie odświeżenia informacji, możecie zapoznać się z artykułem How & Why Big Oil Conquered the World [Jak i dlaczego Big Oil podbił świat], gdzie możecie dowiedzieć się wszystkiego o ówczesnym szczycie w Sztokholmie.

Konferencja była nie tylko wejściem Maurice’a Stronga w ekscytujący (i lukratywny) świat ekologizacji [environmentalism] w Big Oil, ale także położyła podwaliny pod przejęcie światowych zasobów przez korporacje pod przywództwem ONZ, a pod pretekstem „ratowania Matki Ziemi”. Dla globalistów pełnił potrójną funkcję: uruchomił Program Narodów Zjednoczonych ds. Ochrony Środowiska (UNEP), dostarczył schemat Szczytu Ziemi w Rio w 1992r. i był gospodarzem pierwszych warsztatów dyskusyjnych na temat tego, co później przeobraziło się w Agendę 21 i ostatecznie w Agendę 2030.

I wiecie co? To wróciło!

Tak, zgadza się. Nasi dobrzy, kochający planetę władcy z Organizacji Narodów Zjednoczonych powracają na miejsce zbrodni, aby uczcić 50. rocznicę konferencji sztokholmskiej nowym Szczytem w szwedzkiej stolicy, tym razem pod charakterystycznie banalną nazwą „Sztokholm+ 50: zdrowa planeta dla dobrobytu wszystkich – nasza odpowiedzialność, nasza szansa”.

W razie gdybyście sądzili, że „Sztokholm+50” będzie po prostu wymówką dla globalnej ‘śmietanki’, która pochwali się kilkoma niezapomnianymi przemówieniami politycznymi lub odsłonięciem nowej tablicy, powinniście wiedzieć, że mnóstwo prac poświęcono temu:

  • Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło nie jedną, ale dwie rezolucje w sprawie ustanowienia konferencji i jej porządku obrad;
    .
  • Stworzono specjalną stronę internetową dla konferencji, aby prezentować na bieżąco najnowsze wydarzenia;
    .
  • Uruchomiono „blog prawników dla dyplomatów” zatytułowany Droga do Deklaracji 2022, aby wpłynąć na dyskusję wokół „Deklaracji politycznej” (wielkimi literami i tak dalej), która „zostanie przyjęta” na konferencji (podkreślenie ich);
    . I uruchomiono kolejną stronę internetową, aby przedstawić „Deklarację dla Sztokholmu+50”, która może, ale nie musi, być „Deklaracją polityczną”, o której mowa powyżej i która została poparta przez grupę globalistycznych organizacji pozarządowych [NGOs].

Oprócz tego Sztokholm będzie również gospodarzem „Światowego Dnia Ochrony Środowiska 2022” 5 czerwca 2022r., w rocznicę utworzenia UNEP.

Więc o co dokładnie chodzi w tym całym szumie? Och, to tylko zwykłe globalistyczne frazesy. Przez „zwykłe globalistyczne frazesy” rozumiem oczywiście przejęcie planety i jej zasobów przez klasę drapieżników. Ale nie musicie wierzyć mi na słowo. Z wyżej wymienionej Deklaracji dla Sztokholmu+50:

8 października 2021r. Rada Praw Człowieka ONZ (UNHRC) uznała „prawo do czystego, zdrowego i zrównoważonego środowiska”. Realizacja tego prawa wymaga zmian strukturalnych w sferze prawnej, gospodarczej, społecznej, politycznej i technologicznej, aby przywrócić stabilny i dobrze funkcjonujący System Ziemi. Wspólna świadomość naszej globalnej współzależności musi dać początek nowej wspólnej logice, aby zdefiniować i rozpoznać globalne dobra wspólne, które wspierają życie na Ziemi — system planetarny, który łączy nas wszystkich i od którego wszyscy jesteśmy zależni. Jest to fundamentalny krok w kierunku ustanowienia systemu zarządzania w celu skutecznego radzenia sobie z interakcjami między człowiekiem a systemem Ziemi.

Tak, dokładnie tak, jak można było się spodziewać, hasło „ratuj planetę” jest używane jako wołanie o…

(poczekaj chwilkę…)

wzmocnienie rządu światowego!

Rety! Któż by pomyślał, że to się akurat pojawi?

W szczególności, po niejasnej i niewyraźnej retoryce o „wprowadzaniu w życie prawa do zdrowego środowiska” i „ustanowieniu gospodarki regeneracyjnej”, deklaracja kończy się błaganiem dobrych ludzi z ONZ, aby dali sobie więcej władzy! Hurra!

Długoterminowe zarządzanie globalnymi dobrami wspólnymi, dostarczanie globalnych dóbr publicznych i zarządzanie globalnym ryzykiem publicznym – wszystko to wymaga stałego systemu skutecznego zarządzania, aby niezawodnie zarządzać naszymi interakcjami z systemem Ziemi jako całością. Na przykład szeroko dyskutowana propozycja zmiany przeznaczenia nieaktywnej Rady Powierniczej ONZ [Trusteeship Council], w tym ostatnio raport Sekretarza Generalnego ONZ Our Common Agenda (OCA) [Nasz Wspólny Program].

Coś mi mówi, że w podręczniku historii pisanych przez zwycięzców w przyszłości, 5 czerwca 2022 zostanie okrzyknięty dniem, w którym odważni i życzliwi biurokraci z ONZ uratowali planetę, obdarzając nas swoim łaskawym światowym rządem. („… a ludzie na ziemi upamiętniają to doniosłe wydarzenie w modlitwie dziękczynnej za swoich przywódców ONZ przed spożyciem dziennej racji robaków i wody deszczowej”).

Ale czekajcie! Co jest napisane na stronie “About” deklaracji?

Konferencja ta powinna być wykorzystywana jako „laboratorium pomysłów” do opracowywania innowacyjnych rozwiązań dla dobra wspólnego, gospodarki i zarządzania, które staną się zalążkiem działań na szczycie 2023 Summit of the Future, jak przewidziano w raporcie Sekretarza Generalnego ONZ „Our Common Agenda”.

Szczyt Przyszłości [Summit of the Future] w 2023 roku? O, tak. A to prowadzi nas do następnej daty w naszym kalendarzu globalistów.

Wrzesień 2023: Summit of the Future

We wrześniu ubiegłego roku sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres opublikował 85-stronicowy raport zatytułowany „Our Common Agenda” [Nasz wspólny program]. Według informacji opublikowanych przez Democracy International, raport oferuje „plan działania dla modernizacji ONZ” i „wezwania do ożywienia multilateralizmu, odnowionej solidarności i większej troski o przyszłe pokolenia”.

Dokładnie tak, jak można się było spodziewać, podsumowanie raportu zaczyna się od przypomnienia nam o (wymyślonych przez globalistów) „kryzysach egzystencjalnych”, które (globaliści nieustannie nas ostrzegają) zagrażają istnieniu ludzkości, takie jak COVID-19, konflikt geopolityczny i (oczywiście) zmiany klimatu. Oczywiście natychmiast zamienia się to w żądanie, aby narody świata:

  • „przyjęły na nowo globalną solidarność”, co ewidentnie wiąże się z „globalnym planem szczepień w celu podania szczepionek przeciwko COVID-19 milionom ludzi, którym wciąż odmawia się tego podstawowego środka ratującego życie”;
    .
  • „odnowiły umowę społeczną między rządami i ich obywatelami oraz w obrębie społeczeństw”, co ewidentnie wiąże się z „zaktualizowanymi ustaleniami dotyczącymi zarządzania w celu zapewnienia lepszych dóbr publicznych i zapoczątkowania nowej ery powszechnej ochrony socjalnej, ubezpieczenia zdrowotnego, edukacji, umiejętności, godnej pracy i mieszkania, a także powszechny dostęp do Internetu do 2030r. jako podstawowych praw człowieka”;
    .
  • „zakończyły ‘infodemię’ nękającą nasz świat, broniąc wspólnego, empirycznie popartego konsensusu wokół faktów, nauki i wiedzy”, co ewidentnie wiąże się z przyjęciem „globalnego kodeksu postępowania, który promuje uczciwość w informacji publicznej”;

… oraz szereg innych globalistycznych imperatywów, od stworzenia nowej kierowanej przez ONZ „platformy kryzysowej”, która będzie „uruchamiana automatycznie w sytuacjach kryzysowych o wystarczającej skali i rozmiarze, niezależnie od rodzaju i charakteru kryzysu”, po przyjęcie nowego, kierowanego przez ONZ „Global Digital Compact” [Globalne Porozumienie Cyfrowe] mającego na celu „promowanie godnego zaufania Internetu poprzez wprowadzenie kryteriów odpowiedzialności za dyskryminację i treści wprowadzające w błąd”.

Innymi słowy, zwykły globalistyczny frazes.

Ale za tymi peanami o globalnym rządzie kryje się inny pomysł: zwołanie „Szczytu Przyszłości” [“Summit of the Future”] w połączeniu ze spotkaniem Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku we wrześniu 2023 roku. Używając [języka] globalistycznego, typowego dla kręgów Klausa Schwaba, a tak obecnie modnego wśród tej pseudoelity, Guterres pisze, że „ważne będzie zorganizowanie Szczytu Przyszłości na wysokim szczeblu, z udziałem wielu interesariuszy [stakeholders] w celu przedstawienia pomysłów dotyczących ustaleń w zakresie zarządzania w obszarach o znaczeniu międzynarodowym, o których mowa w niniejszym raporcie, i potencjalnie w innych, w których ustalenia dotyczące zarządzania dopiero powstają lub wymagają aktualizacji”.

Jeśli ostatnio śledziliście media głównego nurtu, być może zauważyliście, że pomysł „Szczytu Przyszłości” zyskał popularność wśród globalistycznych super-sługusów, w tym niedawno zmarłej byłej sekretarz stanu Madeline „Cena była tego warta” Albright, która napisała artykuł wstępny w październiku zeszłego roku, nazywając „Our Common Agenda” „nowym przełomowym raportem” i wzywając państwa członkowskie ONZ do „udzielenia poparcia dla ‘rezolucji dotyczącej procedur’ wspierając apel Guterresa o Szczyt Przyszłości we wrześniu 2023r”. Wgryzając się w ten globalistyczny bełkot, Albright przekonywała, że ​​„komitety przygotowawcze (PrepComs) powinny być zwoływane przed szczytem na całym świecie” w celu rozważenia i rozwoju innowacji w globalnym zarządzaniu w zakresie pokoju, bezpieczeństwa i działań humanitarnych, zrównoważonego rozwoju i wychodzeniu z COVID-19, praw człowieka, globalnego zarządzania i rządów prawa oraz zarządzania klimatem”.

Ale nie tylko stara gwardia Pax Americana jest podekscytowana perspektywą przekształcenia porządku światowego. Jak weterani wśród czytelników Corbett Report wiedzą, chińscy władcy również są zaangażowani w ten program i są podekscytowani możliwością skonsolidowania ich kontroli nad własną populacją i przeniesienia się na ważniejsze miejsce przy globalistycznym technokratycznym stole. W związku z tym organ propagandowy ChiCom [KPCh], China Daily, opublikował w styczniu raport posłusznie powtarzający ocenę Guterresa dotyczącą ‘najwyższego stopnia alarmu’ [„five-alarm fire”], przed którym stoi świat z powodu COVID-19 oraz nierówności, kryzysu klimatycznego, nieufności wobec rządu i dezinformacji w Internecie. Następnie w zeszłym miesiącu pojawił się raport Xinhua, który chwali „ustanowienie rady doradczej wysokiego szczebla ds. efektywnego multilateralizmu” i zauważa, że ​​Szczyt Przyszłości „przyniesie pomysły dotyczące ustaleń w zakresie zarządzania w niektórych obszarach, które można uznać za globalne dobra wspólne, w tym klimat i zrównoważony rozwój po 2030 roku, międzynarodowa architektura finansowa, pokój, przestrzeń kosmiczna, przestrzeń cyfrowa, główne zagrożenia i interesy przyszłych pokoleń”.

Wciąż napływają wyrazy uznania dla genialnego raportu Guterresa (napisanego całkowicie samodzielnie, ludzie, szczerze!) i jego genialnego pomysłu na szczyt (który sam organizuje w samotności). Ambasadorowie ONZ z Kataru i Szwecji napisali wspólnie artykuł w Al Jazeera, w którym wychwalali ten pomysł jako szansę „zbliżenia się do ONZ 2.0”, a Światowa Rada Przyszłości (World Future Council, tak, jest coś takiego) hojnie obiecała wsparcie ich „50ciu międzynarodowych twórców zmian” w przygotowaniu szczytu.

Jak zauważa Światowa Rada Przyszłości: „Szczyt na rzecz Przyszłości będzie miał zasadnicze znaczenie dla przyspieszenia realizacji celów zrównoważonego rozwoju i zapewnienia, że ​​rozmowy i dyskusje ostatecznie przekształcą się w działania w terenie, które naprawdę nikogo nie pozostawią w tyle”.

Ale chwileczkę: jest coraz gorzej! To samo posiedzenie Zgromadzenia Ogólnego ONZ, na którym odbędzie się Szczyt Przyszłości, będzie również gospodarzem „Forum Politycznego Wysokiego Szczebla ONZ ds. Zrównoważonego Rozwoju”, które, jak informuje Centrum Wiedzy SDG [Sustainable Development Goals], odbywa się co cztery lata i zapewnia naszym globalnym władcom kolejną okazję, by obmyślić, jak najlepiej przekształcić świat w neofeudalną plantację niewolników!

Potraktuj nadchodzącą konferencję jako zagrożenie, dodaj „Szczyt Przyszłości” do dowolnego czytnika rss lub systemu powiadamiania o nowościach, z którego korzystasz, i zakreśl datę w swoim kalendarzu. Cokolwiek wyjdzie z tej konferencji, będzie to zła wiadomość dla wolnej ludzkości.

MAJ 2024: Globalny Traktat Pandemiczny WHO

Mówiąc o złych wiadomościach dla wolnej ludzkości, prawdopodobnie słyszeliście już, jak mówiłem o zbliżającym się globalnym traktacie WHO przeciwko pandemii. Ale nie martwcie się, że nie słyszeliście, jak o tym mówię, bo z pewnością usłyszycie w przyszłości jak o tym opowiadam.

Ale na wypadek jeśli jeszcze o tym nie słyszeliście, następnym wielkim impulsem w globalnej biopolityce jest wezwanie do globalnego traktatu pandemicznego, aby dalej likwidować suwerenność narodową i przekazywać WHO więcej uprawnień do dyktowania globalnej polityki zdrowotnej w imię powstrzymania następnych plandemii [scamdemic]. Jak już kilkakrotnie podkreślałem, tak jak 11 września był jedynie publicznym ujawnieniem nowego paradygmatu zarządzania „wojną z terrorem”, tak oszustwo COVID było jedynie publicznym ujawnieniem nowego paradygmatu zarządzania „biobezpieczeństwem”. To właśnie ten proponowany globalny traktat pandemiczny zacznie wprowadzać na stałe nowy paradygmat zarządzania, podobnie jak ustawa PATRIOT Act zaczęła na stałe wpisywać paradygmat terroru w USA.

Kampania forsująca powstanie tego traktatu opiera się na oczywistej narracji Problem – Reakcja – Rozwiązanie, aby skłonić opinię publiczną do zaakceptowania kolejnych kroków w programie bezpieczeństwa biologicznego.

  • Problem: WHO „nie powiodło się” powstrzymanie „pandemii” COVID przed „zniszczeniem świata”.
    .
  • Reakcja: Potrzebujemy globalnej organizacji zdrowia z zębami!
    .
  • Rozwiązanie: Globalny traktat pandemiczny musi zostać podpisany, aby przekazać większą władzę WHO.

Kiedy zdasz sobie sprawę, że wszystkie propozycje przyznania większej władzy małej klice biurokratów, którzy nie odpowiadają przed nikim, są wprowadzane w ten sposób, czyli „nigdy nie dopuść, aby poważny kryzys się zmarnował”, jak niesławnie zauważył Rahm Emmanuel – manipulacja staje się oczywista. „Niezależny panel” powołany do „przeglądu” „problemu” „nieudanej” odpowiedzi WHO na plandemię przedstawił w styczniu raport, w którym – bez jakiegokolwiek zaskoczenia – stwierdzono, że „zdolność WHO do egzekwowania swoich zaleceń lub wjazdu do krajów w celu zbadania źródła epidemii choroby, jest poważnie ograniczona”, a zatem należy ustanowić nowe zasady na poziomie globalnym, aby dać WHO większe uprawnienia do nadzorowania świata pod kątem zagrożeń dla zdrowia. Nazwali to nawet „momentem czarnobylskim” WHO, sugerując, że powinna wykorzystać tę „katastrofę” jako szansę na wdrożenie fundamentalnych reform.

Ten rzekomo „niezależny” raport stanowi idealną przykrywkę dla globalistów do zawarcia nowego traktatu pandemicznego, który rozszerzy, zreformuje, zrewiduje lub unieważni istniejący International Health Regulations, traktat z 2005 r., który sam dał WHO bezprecedensową władzę do ogłaszania „stanu zagrożenia zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym” oraz interweniować w sprawach suwerennych narodów w imię zwalczania dostrzeganych zagrożeń dla zdrowia.

Szczegóły dotyczące tego, na czym dokładnie taki traktat miałby polegać – a nawet jaką przyjąć formę – są wciąż irytująco niejasne. Proponowany nowy traktat byłby w żargonie ONZ „instrumentem”, który występuje w trzech rodzajach: zalecenia, konwencji i przepisów. Przepisy (takie jak International Health Regulations z 2005r.) są automatycznie prawnie wiążące dla wszystkich 194 państw członkowskich WHO, chyba że wyraźnie się temu sprzeciwią. Środki, które mogłyby zostać zawarte w takim traktacie, mogą obejmować „udostępnianie danych i sekwencji genomu pojawiających się wirusów oraz zasady sprawiedliwej dystrybucji szczepionek” oraz „podejście Jedno Zdrowie”, które „łączy zdrowie ludzi, zwierząt i planety”.

Innymi słowy, zwykłe globalistyczne frazesy.

Nie trzeba być realistą spiskowym, aby zrozumieć, jak taka bzdurna paplanina i cukierkowe ględzenie WHO mogą zostać wykorzystane do wdrożenia bardzo mrocznego planu bezpieczeństwa biologicznego. Niezależnie od konkretów, możesz się założyć, że wszystkie najgorsze aspekty tyranii biomedycznej – od nowych przepisów po pośpieszne eksperymentalne interwencje medyczne, poprzez badania na ludziach w przypadku ogłoszonej sytuacji zagrożenia po standaryzację paszportów szczepień – będą tematami dyskusji kiedy negocjacje w sprawie traktatu zaczynają się na dobre.

Nie martw się jednak, nadal możesz sprawić, aby twój głos był słyszalny! WHO stworzyła nawet specjalną podstronę w swoim serwisie internetowym, aby umożliwić publiczne komentowanie potencjalnego traktatu!

Oczywiście nie są zainteresowani tym, czy ludzie rzeczywiście chcą takiego traktatu, czy nie, tylko tym, co według pospólstwa [hoi polloi] powinno być zawarte w takim traktacie. W szczególności pytają:

„Jakie istotne elementy, twoim zdaniem, powinny zostać uwzględnione w nowym międzynarodowym instrumencie dotyczącym gotowości i reakcji na pandemię?”

I nawet wtedy nie chcą informacji od wszystkich. W rzeczywistości mają całą stronę, na której znajdują się warunki, na których można w pierwszej kolejności przesłać komentarz, w tym zastrzeżenie, że osoby chcące skomentować „powstrzymają się od jakichkolwiek oświadczeń niezwiązanych z danym tematem”, i które przedstawiają swoje komentarze „z szacunkiem, bez wulgaryzmów, ataków ad hominem, wulgaryzmów lub innego niewłaściwego języka” oraz że „oświadczają, iż podmiot [który] reprezentują oraz wszelkie inne powiązania, zaangażowanie lub role istotne dla przesłuchań publicznych lub do WHO, w świetle swojego mandatu”. Aha, i proszę pamiętać, że „WHO nie jest w stanie zapewnić, że wszystkie zainteresowane strony będą mogły uczestniczyć w przesłuchaniach publicznych, a zatem WHO nie podejmuje żadnych zobowiązań ani gwarancji, aby umożliwić państwu udział w przesłuchaniach publicznych”.

Ale poza tym absolutnie chcą poznać twoje zdanie.

… Zaczekaj. Skreśl to. Termin zgłaszania uwag przez społeczeństwo już minął. Chyba się spóźniliśmy. Hmmm, może powinniśmy wcześniej zajrzeć do kalendarza globalistów.

_______________

Here’s What’s Next on the Globalist Calendar, James Corbett, Apr 18, 2022

Uzupełnienia:

„Traktat Pandemiczny” czyli kto ma klucze do WHO
„Traktat Pandemiczny”, który unieważnia lub uchyla decyzje rządów krajowych lub lokalnych, przekazałby ponadnarodowe uprawnienia niewybieralnemu biurokracie lub „ekspertowi”, który mógłby z nich korzystać całkowicie według własnego uznania i w oparciu […]

_______________

Great Reset czyli prawdziwym wrogiem jest sama ludzkość
Globaliści od wielu lat próbują zmienić nazwę i przepakować swój program Nowego Porządku Świata, a Wielki Reset był tym, co wymyślili. Zamiast brzmieć nieszkodliwie, termin ten grozi systemowymi wstrząsami i […]

_______________

Great Reset czyli co szykują ludzkie paniska
Nadzór na każdym kroku, powszechny dochód gwarantowany powiązany z oceną kredytu społecznego, likwidacja własności prywatnej, masowa cenzura, zamrożenie i zajęcie rachunków bankowych, technologie wdrożone w celu przeprogramowania ludzi — ten […]

_______________

Trzech tenorów czyli kto kołysał Klausa
Kiedy Schwab został po raz pierwszy uznany przez Kissingera jako potencjalny przyszły przywódca globalistów, stosunkowo młody wtedy Niemiec miał wkrótce zostać przedstawiony Galbraithowi i Kahnowi. Zbiegło się to z pracą […]

_______________

Świat według Klausa
Ty i ja nie będziemy jeść robaków. Ty i ja nie będziemy wiecznie nosić masek. Ty i ja nie będziemy odgrywać ról cyborgów. I ty i ja nie będziemy w […]

Nowa gra o Arktykę konsekwencją wejścia Szwecji i Finlandii do NATO?

https://nczas.com/2022/05/13/nowa-gra-o-arktyke-konsekwencja-wejscia-szwecji-i-finlandii-do-nato/

Finlandia przygotowuje się do wejścia do NATO, a Szwecja bez wątpienia wkrótce ogłosi taką samą decyzję. To nie tylko domykanie nowej zachodniej „żelaznej kurtyny” przed Rosją, ale szykowanie konfrontacji na północy, zwłaszcza na Oceanie Arktycznym.

Źródło: Pexels

Putin chciał sobie poprawić atakiem na Ukrainę sytuację geostrategiczną, a doprowadził do znacznego pogorszenia sytuacji swojego kraju. Arktyka byłą dotąd trochę jest omijanym i „uśpionym” terenem impasu pomiędzy Rosją a Zachodem.

Skutkiem ubocznym wojny na Ukrainie może być powstanie nowego obszaru konfrontacji. Także na poziomie wojskowym. Po obu stronach od dawna była tam bez rozgłosu wzmacniana obecność militarna.

Rosja utworzyła arktyczną marynarkę wojenną i planuje rozmieścić na tym obszarze pociski naddźwiękowe i broń jądrową. Od pięciu lat zwielokrotnia też ćwiczenia wojskowe w tym regionie. NATO robi podobnie. Sojusz Północnoatlantycki zorganizował m.in. pod koniec marca manewry pod kryptonimem „Cold Response”, czyli „zimna odpowiedź”.

Wejście Finlandii do NATO będzie oznaczać wzmocnienie obecności Sojuszu Atlantyckiego na dalekiej Północy. A zatem artykuł 5 NATO mógłby zostać uruchomiony w przypadku rosyjskiego ataku w arktycznej strefie Morza Barentsa. W przypadku agresji w północnej Finlandii w konflikcie włączyliby się wszyscy członkowie Sojuszu.[Oczywiście metodą energicznego kiwania palcem w lewym bucie. MD]

Jest i stawka ekonomiczna i to kolosalna. Szacuje się, że pod lodami Arktyki znajduje się około 25% światowych zasobów paliw kopalnych. Jest tam dużo gazu, ropy, a także minerałów: złota, uranu, niklu, metali rzadkich. Moskwa prowadzi już sto projektów w regionie.

Obecne napięcie może ograniczyć rosyjskie ambicje. Wiele z tych projektów zależy bowiem od zachodniego finansowania i technologii. Tak jest na przykład w przypadku arktycznej bazy LNG2, przeznaczonej do eksploatacji milionów ton skroplonego gazu.

W celu „bezproblemowego rozwiązywania problemów” w rejonie powołano Radę Arktyczną. Skupia kraje graniczące – Rosję, która jako jedyna posiada połowę wybrzeża Arktyki i siedem krajów zachodnich: Kanadę, Stany Zjednoczone, Finlandię, Danię, Islandię, Norwegię, Szwecję. W ostatnich latach Rada funkcjonowała dość dobrze, w imię założenia, że Arktyka jest strefą „nieokreśloną”.

Teraz jej prace zawieszono, przynajmniej do przyszłego roku. Jest to decyzja państw zachodnich „z powodu rażącego naruszenia suwerenności Ukrainy”. Arktykę czeka wyścig militarno-surowcowy?

Źródło: France Info

Amerykańskie bio-laboratoria na Ukrainie

Sprawozdanie: analiza dokumentów związanych z wojskową działalnością biologiczną Stanów Zjednoczonych na terytorium Ukrainy 11 maja 2022 r.

https://www.bibula.com/?p=133984

1. Podsumowanie z rosyjskiego kanału Mod na Telegramie

Ideologami wojskowo-biologicznych działań USA na Ukrainie są liderzy Partii Demokratycznej.

W ten sposób, za pośrednictwem amerykańskiej władzy wykonawczej, stworzono ramy prawne dla finansowania wojskowych badań biomedycznych bezpośrednio z budżetu federalnego. Fundusze zostały pozyskane w ramach gwarancji państwowych od organizacji pozarządowych kontrolowanych przez kierownictwo Partii Demokratycznej, w tym funduszy inwestycyjnych Clintonów, Rockefellerów, Sorosa i Bidena.

W projekt zaangażowane są największe firmy farmaceutyczne, w tym Pfizer, Moderna, Merck oraz powiązana z wojskiem amerykańskim firma Gilead. Amerykańscy eksperci pracują nad testowaniem nowych leków, omijając międzynarodowe normy bezpieczeństwa. W rezultacie zachodnie firmy znacznie obniżają koszty programów badawczych i zyskują znaczącą przewagę nad konkurencją.

Zaangażowanie kontrolowanych organizacji pozarządowych i biotechnologicznych oraz zwiększenie ich dochodów pozwala liderom Partii Demokratycznej na generowanie dodatkowych środków na kampanie wyborcze i ukrywanie dystrybucji tych środków.

Oprócz amerykańskich firm farmaceutycznych i kontrahentów Pentagonu w wojskowe działania związane z bronią biologiczną zaangażowane są także ukraińskie agencje państwowe, których głównym zadaniem jest ukrywanie nielegalnych działań, prowadzenie prób terenowych i klinicznych oraz dostarczanie niezbędnego biomateriału.

W ten sposób Departament Obrony USA, wykorzystując praktycznie niekontrolowany międzynarodowy poligon doświadczalny i zaawansowane technologicznie obiekty należące do międzynarodowych koncernów, znacznie zwiększył swoje możliwości badawcze, nie tylko w dziedzinie broni biologicznej, ale także w zdobywaniu wiedzy na temat odporności na antybiotyki i przeciwciała na określone choroby w populacjach zamieszkujących określone regiony.

Nie tylko USA, ale także wielu sojuszników z NATO realizuje swoje wojskowo-biologiczne projekty na Ukrainie.

Rząd Niemiec podjął decyzję o uruchomieniu od 2013 roku krajowego programu bezpieczeństwa biologicznego, niezależnego od Waszyngtonu. W programie bierze udział dwanaście krajów, w tym Ukraina.

Ze strony niemieckiej w programie uczestniczą: Instytut Mikrobiologii Sił Zbrojnych (Monachium), Instytut Roberta Kocha (Berlin), Instytut Loefflera (Greifswald) oraz Instytut Medycyny Tropikalnej im. Nochta.

Nowe dokumenty ujawniają, że tylko w latach 2016-2019 wojskowi epidemiolodzy z Instytutu Mikrobiologii Bundeswehry pobrali trzy i pół tysiąca próbek surowicy krwi obywateli mieszkających w 25 obwodach Ukrainy.

Zaangażowanie instytucji podległych Bundeswehrze potwierdza wojskowy charakter badań biologicznych prowadzonych w ukraińskich laboratoriach i rodzi pytania o cele, jakie przyświecały niemieckim siłom zbrojnym przy gromadzeniu biomateriałów obywateli Ukrainy.

Uzyskane dokumenty wskazują również na zaangażowanie Polski w ukraińskie bio-laboratoria. Potwierdzono udział Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w badaniach mających na celu ocenę zagrożeń epidemiologicznych i rozprzestrzeniania się wirusa wścieklizny na Ukrainie. Co charakterystyczne, badania te były prowadzone wspólnie z amerykańskim Instytutem Battelle, który jest kluczowym kontrahentem Pentagonu.

Ponadto udokumentowano finansowanie przez Polskę Lwowskiego Uniwersytetu Medycznego, w którego skład wchodzi uczestnik amerykańskich wojskowych projektów biologicznych – Instytut Epidemiologii i Higieny. Organizacja ta od 2002 r. prowadzi program przekwalifikowania dla specjalistów mających doświadczenie w pracy z materiałami i technologiami podwójnego zastosowania.

Dotarły do nas nowe informacje ujawniające szczegóły nieludzkich eksperymentów Pentagonu na obywatelach Ukrainy w Szpitalu Psychiatrycznym nr 1 (wieś Strzelce, obwód charkowski).

Główną kategorię badanych stanowiła grupa mężczyzn w wieku 40-60 lat z wysokim stopniem wyczerpania fizycznego.

Aby ukryć swoje amerykańskie powiązania, eksperci ds. badań biologicznych podróżowali przez kraje trzecie. Oto zdjęcie pochodzącej z Florydy Lindy Oporto, która była bezpośrednio zaangażowana w te prace. [zdjęcia dostępne na stronie źródłowej]

W styczniu 2022 roku obcokrajowcy prowadzący eksperymenty zostali ewakuowani w trybie nagłym, a sprzęt i leki, których używali, przewieziono na zachodnią Ukrainę. Uzyskano dowody awaryjnego niszczenia dokumentów potwierdzających współpracę z instytucjami wojskowymi USA.

Wstępna analiza istniejącej dokumentacji wskazuje na wykorzystanie Mariupola jako regionalnego centrum gromadzenia i certyfikacji patogenów cholery. Wyselekcjonowane szczepy zostały przesłane do Centrum Zdrowia Publicznego w Kijowie, które jest odpowiedzialne za dalszą wysyłkę biomateriałów do Stanów Zjednoczonych. Działania te prowadzone są od 2014 roku, o czym świadczy przekazywanie szczepów.

W laboratorium sanitarno-epidemiologicznym znaleziono protokoły zniszczenia kolekcji  patogenów z dnia 25 lutego 2022 r., zgodnie z którym przetwarzano w niej patogeny cholery, tularemii i wąglika.

Część kolekcji laboratorium weterynaryjnego z powodu pośpiechu nie została zniszczona. W celu zapewnienia bezpieczeństwa przechowywania, 124 szczepy zostały wywiezione przez rosyjskich specjalistów i przeprowadzono ich badania.

Niepokój budzi obecność w kolekcji patogenów, które nie są charakterystyczne dla medycyny weterynaryjnej, takich jak dur brzuszny, dur rzekomy i zgorzel gazowa. Może to wskazywać na niewłaściwe wykorzystanie laboratorium i jego udział w wojskowym programie biologicznym. Będziemy nadal badać pełną ilość materiału otrzymanego z bio-laboratoriów w Mariupolu i poinformujemy o wynikach.

2. Pełne sprawozdanie

Ministerstwo Obrony Rosji kontynuuje badania materiałów dotyczących realizacji wojskowych programów biologicznych Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników z NATO na terytorium Ukrainy.

Wspomnieliśmy już o Robercie Pope’ie, dyrektorze Programu Redukcji Zagrożeń i autorze pomysłu utworzenia w Kijowie Centralnego Magazynu Wysoce Niebezpiecznych Mikroorganizmów.

W swoim oświadczeniu z 10 kwietnia 2022 r. Pope stwierdził, że „…nie ma podstaw, by twierdzić, że na Ukrainie prowadzone są badania związane z rozwojem broni biologicznej…”. Wcześniej twierdził, że „…Amerykanie nie znaleźli tam broni biologicznej, kiedy zaczęli współpracować z Ukrainą, i nadal nie dokonali takiego odkrycia. Co więcej, na Ukrainie nie ma infrastruktury, która umożliwiałaby rozwój i produkcję broni biologicznej…”.

Pragnę przypomnieć, że termin „broń biologiczna” obejmuje preparaty biologiczne zawierające mikroorganizmy chorobotwórcze i toksyny, a także środki przenoszenia i stosowania tych preparatów.

Podczas gdy dla ukraińskiej służby zdrowia priorytetem są choroby o znaczeniu społecznym, takie jak HIV, polio, odra i zapalenie wątroby, amerykańscy klienci są zainteresowani zupełnie innymi tematami: cholerą, tularemią, dżumą i hanta-wirusami.

W wyniku specjalnej operacji wojskowej na terytorium Ukrainy, ujawniono fakty pracy nad  określonymi patogenami, które są potencjalnymi środkami broni biologicznej. Jednocześnie odnotowano, że Ukraina skierowała do firmy produkcyjnej zapytanie o możliwość wyposażenia dronów Bayraktar w urządzenia aerozolowe.

Ponadto 9 marca rosyjskie jednostki zwiadowcze wykryły w obwodzie chersońskim trzy bezzałogowe statki powietrzne wyposażone w 30-litrowe pojemniki i sprzęt do rozpylania preparatów. Pod koniec kwietnia w pobliżu Kachowki znaleziono 10 kolejnych.

Wszystkie te informacje poddają w wątpliwość wypowiedzi amerykańskich ekspertów.

Wcześniej przedstawiliśmy schemat koordynacji przez USA działań laboratoriów biologicznych i instytutów badawczych na Ukrainie. Jego wstępna analiza sugeruje, że Ukraina jest zasadniczo poligonem doświadczalnym, na którym opracowuje się komponenty broni biologicznej i testuje nowe próbki środków farmaceutycznych.

Rosyjskie Ministerstwo Obrony jest w stanie opisać wspomniany schemat.

Na przykład zbadano materiały wskazujące na celowe użycie w 2020 r. wielo-leko-opornego patogenu gruźlicy w celu zarażenia ludności rejonu sławianoserbskiego LPR.

Ulotki, wykonane w formie fałszywych banknotów, zostały zainfekowane zarazkami gruźlicy i rozdane nieletnim we wsi Stepowe. Organizatorzy tego przestępstwa wzięli pod uwagę zachowanie dzieci, które mają zwyczaj „wkładania wszystkiego do ust” i przyjmowania pokarmu nieumytymi rękami.

Wyniki badań bakteriologicznych potwierdziły oporność wyizolowanych bakterii na leki przeciwgruźlicze pierwszego i drugiego rzutu, co oznacza, że wywołana przez nie choroba jest znacznie trudniejsza do leczenia, a koszty terapii są znacznie wyższe.

Zgodnie z wnioskiem Ługańskiej Republikańskiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej, „…skażenie banknotów najprawdopodobniej zostało przeprowadzone sztucznie, ponieważ materiał zawiera wyjątkowo niebezpieczne szczepy patogenu w stężeniach mogących zapewnić zakażenie i rozwój procesu gruźliczego…”.

We wnioskach końcowych lekarz naczelny Ługańskiego Republikańskiego Ambulatorium Gruźliczego, zauważa również, że „…istnieją wszelkie oznaki celowego, spowodowanego przez człowieka skażenia ulotek wysoce patogennym biomateriałem…”.

Wcześniej informowaliśmy o próbach stosowania potencjalnie niebezpiecznych leków biologicznych na jednej z najmniej chronionych kategorii osób – pacjentach Charkowskiego Obwodowego Klinicznego Szpitala Psychiatrycznego nr 3.

Rosyjskie Ministerstwo Obrony dysponuje informacjami, że przygotowywane są prowokacje mające na celu oskarżenie Sił Zbrojnych FR o użycie broni masowego rażenia, a następnie przeprowadzenie śledztwa według „scenariusza syryjskiego” w celu sfabrykowania niezbędnych dowodów i przypisania winy.

Wysokie prawdopodobieństwo takich prowokacji potwierdzają prośby administracji kijowskiej o osobisty sprzęt ochrony skóry i dróg oddechowych, zapewniający ochronę przed toksycznymi substancjami chemicznymi i biologicznymi środkami skażającymi. Niepokój budzą dostawy na Ukrainę antidotum na zatrucia fosforo-organiczne. Tylko w 2022 r. na prośbę ukraińskiego Ministerstwa Zdrowia z USA dostarczono ponad 220 tys. ampułek atropiny oraz preparaty do specjalnego leczenia i dezynfekcji.

Tak więc uzyskane informacje potwierdzają, że Stany Zjednoczone realizują na Ukrainie ofensywny program wojskowo-biologiczny w celu zbadania możliwości tworzenia kontrolowanych epidemii na określonych terytoriach.

Specjalna operacja wojskowa Sił Zbrojnych Rosji przerwała ekspansję wojskowo-biologiczną USA na Ukrainie i powstrzymała zbrodnicze eksperymenty na ludności cywilnej.

Tłum. Sławomir Soja Źródło: The Saker (May 11, 2022) – „Briefing: analysis of documents related to the military biological activities of the United States on the territory of Ukraine May 11, 2022”

śp. Eugeniusz Rylewski. Wybitny ekspert w dziedzinie energetyki słonecznej.

[Był jednym z ważniejszych w Polsce wynalazców w dziedzinie energii odnawialnych i poszanowania energii, w tym domów, budynków zero-energetycznych. Obłęd „Zielonego Ładu” uniemożliwił realizację i tych pomysłów i dokonań. Opisałem je w książce „O energetyce dla użytkowników i sceptyków”. Inż. Rylewski jest autorem książki „Energia własna”. Mirosław Dakowski. ]

dr inż. naukowiec, wynalazca, wybitny ekspert w dziedzinie energetyki słonecznej.

17.12.1934 – 06.05.2022


Ostatnie pożegnanie: 13.05.2022 o godz. 16-tej w Sali Pożegnań Domu Pogrzebowego HERON na Cmentarzu Komunalnym Północnym  Kazimierza Wóycickiego 14, Warszawa
Msza Święta żałobna: 16.05.2022 o godz. 15:00 w Domu Pogrzebowym (sala A) na Cmentarzu Komunalnym Północnym.
Data pogrzebu: 16.05.2022

Rewelacyjny film dokumentalny o oszustwach i morderstwach podczas wyborów 2020 w USA

Od premiery na Rumble w sobotę 7 maja film „2000 mules” idzie jak burza przez media społecznościowe na całym świecie. Obejrzały go już miliony widzów.

Joanna M Wiorkiewicz [Autorka „ma kłopoty” z publikacją na Neonie Opary.. Oby chwilowe!! md]

Nowy film  słynnego analityka, komentatora politycznego i autora szeregu bestsellerów z USA, Dinesha D’Souzy „2000 Mules” opowiada o szeroko zorganizowanych i skoordynowanych oszustwach wyborczych w wyborach prezydenckich w USA w 2020 roku, które wystarczyły do zmiany ich wyniku.

Film, którego premiera odbyła się w sobotę 7 maja 2022 r., zarobił ponad 1 mln dolarów w ciągu niespełna dwunastu godzin na platformie streamingu wideo Rumble i platformie subskrypcyjnej Locals. Wpływy z filmów Rumble i Locals, które rozpoczęły się w sobotę w południe, są wystarczające, aby umieścić „2000 Mułów” w  pierwszej dziesiątce na weekend 6-8 maja. Okazuje się, że wybory w USA w 2020 r. wciąż jeszcze  interesują ludzi na całym świecie. 

Film ten jest już szeroko komentowany. Media będą próbowały blokować i cenzurować wszelkie informacje na jego temat i na temat jego wstrząsającej zawartości, ale w końcu już zobaczyła (i jeszcze zobaczy)  ten film taka masa osób, że wszelkie blokady pozostaną w dużej mierze bezcelowe. Dokument pokazuje, w jaki sposób anonimowe dane o lokalizacji telefonu komórkowego mogą być wykorzystane do ujawnienia prawdopodobnie największego oszustwa wyborczego w historii USA.

Krótkie wyjaśnienie, jak postępowali oszuści wyborczy: nielegalnie zebrali od organizacji pozarządowych karty do głosowania (już wypełnione), a następnie wrzucali je do wielu różnych publicznych urn wyborczych w każdym mieście. Podziału dokonano tak, aby ten proceder nie rzucał się w oczy. Ludzie ci nazywani są MULES (muły). Takich mułów było w całych Stanach tysiące i można je było jednoznacznie rozpoznać po ich sposobie poruszania się. Jednak tylko 2000 osób wystarczyło, aby łatwo było odwrócić wynik. Na filmie widać oryginalne nagrania z ulicznych kamer z Atlanty, gdzie zarejestrowano 242 „muły” wrzucające do urn wyborczych całe pakiety kart do głosowania korespondencyjnego.

Publiczne urny wyborcze są bardzo pożądanym celem, ponieważ jest to jedyny sposób głosowania bez pytania o tożsamość. Oprócz danych dotyczących ruchu w telefonie komórkowym istnieją także rażące dowody w postaci nagrań wideo z publicznych (ulicznych) kamer,  a właściwie ich mnóstwa. Dostępnych jest łącznie 4 miliony minut nagrań z kamer monitoringu ulicznego przed urnami wyborczymi. Po obejrzeniu tego dokumentu nie ma żadnych wątpliwości:  Doszło do gigantycznego oszustwa wyborczego – i to na poziomie najniższym.

Dokument jest profesjonalnie zrealizowany pod względem rzemieślniczym i merytorycznym – dobrze buduje napięcie i z pewnością obudzi wielu ludzi, wstrząśnie, a także prawdopodobnie będzie miało to swoje konsekwencje na płaszczyźnie politycznej.

Film ten stanowi ważny pendant do „Dossier Johna Durhama” – specjalnego prokuratora Donalda Trumpa, który w lutym br. złożył w Sądzie Najwyższym dossier dokumentujące oszustwa wyborcze sztabu demokratów oraz zaangażowanie FBI w tę sprawę.

Niestety, „wojna na Ukrainie” przykryła tę sprawę, bo też miała ją przykryć. Jeżeli po tym filmie Sąd Najwyższy nadal będzie chował do głębokiej szuflady te akta, to znaczy, że takie legalne państwo jak USA nie istnieje.

2000 mules z polskimi napisami jest na tej platformie (link bezpośredni)   https://tv.suwerenni.org/w/s1nkKBo7RyZ6e4EX8Gx6Rb

https://odysee.com/2000mules:c
https://odysee.com/2000mules:c

Poniżej znajduje sie omówienie tego filmu ze stacji rosyjskiej z angielskimi napisami oraz trailer do filmu.

https://www.youtube.com/watch?v=A3gqSaTh2f
https://rumble.com/v1238uc-2000-mules-trailer.html

Tutaj D’Souza mowi, gdzie można obejrzeć jego film:

https://rumble.com/v13v4sv-2000-mules.html

Film można znaleźć na Rumble oraz na Telegramie. (m.in. z niemieckimi napisami)

Prosze Cie, dodaj ten link z YT – to omówienie jest najobszerniejsze i zawiera świetne fragmenty oraz szefowie YT nie ośmielają się go zakłócać:

https://www.youtube.com/watch?v=A3gqSaTh2fQ
(4’40)

Tut. premier – i jego GURU – antychrystek??

Premier RP spotkał się z prorokiem globalnego trans-humanistycznego kibucu. Po co?

Piotr Relich https://pch24.pl/premier-polski-spotkal-sie-z-prorokiem-trans-humanistycznego-swiatowego-kibucu-po-co-opinia/

#impact’22 #Mateusz Morawiecki #PiS #trans-humanizm #Yuval Noah Harari #zrównoważony rozwój

Spotkanie premiera Morawieckiego z Hararim przypomina kontakt Ziemianina z Marsjaninem. Jak demokrata, światopoglądowy konserwatysta i katolik znalazł wspólny język z otwartym homoseksualistą, przeciwnikiem religii objawionych i wolnej woli?

A jednak, obaj panowie na zdjęciu uśmiechają się, zapewne wymieniając serdeczności. Czy w tym przypadku mamy do czynienia z czymś więcej niż zwyczajną polityczną kurtuazją?

Tegoroczny Impact’22, czyli „największe wydarzenie gospodarczo-technologiczne” w tej części Europy obfitował w nie lada niespodzianki. Gdy niegdysiejszy prezes WBK krzyknął do przedstawicieli sektora bankowego „koledzy opamiętajcie się!”, a w krytyce koncernów i korporacji prześcignął samego Zandberga, nic nie miało nas już prawa zaskoczyć. A jednak! Nie dalej jak kilka godzin później Kancelaria Premiera opublikowała zdjęcie uśmiechniętego Morawieckiego pogrążonego w rozmowie z izraelskim futurystą Yuvalem Noahem Hararim.

O czym rozmawiali, tylko Bóg i oni sami raczą wiedzieć. Wszak ich rozumienie rzeczywistości różni się niemal w każdym calu.[to szyderstwo ze strony autora tekstu, czy co?? MD] Ojciec czwórki dzieci, mąż jednej żony, konserwatysta światopoglądowy i gospodarczy liberał, składający ręce do modlitwy w pierwszych ławkach w kościele zapewne musi mieć problem, gdy za przewidywanie przyszłości bierze się otwarty homoseksualista uważający Biblię za „fake news”.

Na dodatek przekonujący, że homo sapiens zastąpi homo deus, wyzwolony od takich „przypadłości” jak śmierć, choroby, głód czy…tradycyjne religie. – Nie trzeba czekać na powtórne przyjście Chrystusa, skoro nieśmiertelność możemy osiągnąć za pomocą grupy nerdów i laboratoriów – przekonuje jeden z „najpopularniejszych intelektualistów ostatnich lat”.

Być może nie w aż takim stopniu, ale Morawiecki również zachwyconymi jest możliwościami jakie stwarza błyskawiczny rozwój wysokich technologii. Przecież nie trzeba zgadzać się z Izraelczykiem we wszystkim, by zaczerpnąć nieco inspiracji. Przykładowo opisywane przez Harari’ego „hakowanie ludzi”, czyli kształtowanie zachowań i wyborów całych grup społecznych to spełnienie marzeń każdego rządzącego. I nie potrzeba do tego żadnych czipów czy 5G; wystarczy systematycznie wyciągana wiedza na nasz temat, a coraz doskonalsza sztuczna inteligencja i uczące się z każdym dniem algorytmy poprowadzą nas, gdzie tylko zechcą władcy marionetek schowani za cyfrowym lustrem weneckim.

Z tą różnicą, że w myśli Morawieckiego, jednym z takich „władców” będzie cyfrowe państwo z narodowym sektorem bankowym, stanowiące konkurencję dla potentatów z Doliny Krzemowej i światowej finansjery.

Morawiecki i Harari to także zagorzali zwolennicy idei zrównoważonego rozwoju. Ówczesny prezes Banku Zachodniego WBK, mówiąc słynne słowa o „misce ryżu” przekonywał, że zadłużony po uszy świat czeka katastrofa, o ile nie „zrozumiemy, że możemy obniżyć nasze oczekiwania”, czyli zostaniemy przekonani do rezygnacji z własnego domu, nowego samochodu, czy wakacji na Rodos czy w Szarm-al-szejk. A do tego wystarczy „dziesięć do dwudziestu lat, lub wojna”, która „zmienia nastawienie w pięć minut”.

No cóż…szybko poszło.

Harari ma nawet pomysł co zrobić z wszystkimi „bezużytecznymi ludźmi” (org. useless people), których osiągnięcia czwartej rewolucji przemysłowej wyplują na margines egzystencji. Gry komputerowe, antydepresanty i kartki żywnościowe – oto jego plan dla być może większości z nas w przyszłości.

W końcu u obu Panów nie brakuje poparcia dla rozwiązań globalistycznych. Stwierdzając, że „dobry nacjonalista powinien być globalistą”, a „globalizm nie oznacza zaniechania tradycji, ale ustalenie zasad współpracy”, Harari spadł Morawieckiemu z nieba. Oto bowiem naczelny stroiciel fortepianów w iście dialektycznym stylu położył znak równości pomiędzy tradycyjną, katolicką Polską a ONZ-towskimi planami zapewnienia „praw seksualnych i reprodukcyjnych” (czyt. aborcja na życzenie dla każdego) i „równości płci (czyt. legalizacja homozwiązków).

A może zaproszenie Harari’ego do Poznania było możliwe, ponieważ przywiązani do tradycji i katolickiego rozumienia świata Polacy stanowią już folklorystyczną mniejszość? Być może dużo więcej w nas techno-ateistów, wyznających nową, globalistyczną formę etyki, dziękujących podobnym sprzedawcom marzeń owacją na stojąco.

W tym kontekście zdjęcie Morawieckiego z Hararim nabiera symbolicznego znaczenia. Uderzanie w patriotyczne tony i zajmowanie pierwszych miejsc w kościołach to zaledwie teatrzyk dla naiwnych. Dopiero w kuluarach wychodzi, że plan budowy „nowego wspaniałego świata” idzie bez zarzutu.

Kuchnia ziemianina na wygnaniu.   LATIFUNDIORUM POSSESSOR IN EXSILIO.

Kuchnia ziemianina na wygnaniu   LATIFUNDIORUM POSSESSOR IN EXSILIO SEU CULINA DOMI MULTORUM CONTIGNATIONIBUS[1]  
https://web.archive.org/web/20201203221949/https://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=3068&Itemid=53
[To jako kolejna zachęta dla Młodych, gby wchodzili do Archiwum. MD]

Wojciech Korff Sieradzki; [stąd niżej czasem WKS] Warszawa 2011 r.  
Tak, życie ziemianina na wygnaniu ( post a. D. 1944-45 ), wyzutego z ojcowizny, odartego ze wszystkiego, dokumentnie zrujnowanego, prześladowanego i gnębionego, nie było łatwe. Zwykle lądował, z przymusu, w mieście „na etacie” a egzystował w betonowym bloku (to właśnie ów: domus multorum contignationibus ! ), w mieszkaniu o mikroskopijnych pokojach-pudełkach, których wysokość wynosiła ( i nadal wynosi ) 245 cm. Kuchnie ( niekiedy „ślepe” ! ) w owych „rezydencjach” miały 4, 6, 8 lub góra 10 m2, z kiepską wentylacją, w układzie „tramwajowym”, uniemożliwiającym jakiekolwiek sensowne działanie i wręcz poruszanie się. Brak spiżarni, której lodówka i zamrażarka nie zastąpią ( każdy kucharz to wie ! ), robił także swoje.
Przepisy spożywanych dotąd we dworze potraw trzeba więc było dostosować do tych koszmarnych warunków, tym bardziej, że rodzina się skurczyła ( pożegnano służbę, rezydentów, oficjalistów i innych domowników ) i rzadsze były także liczne biesiady w gronie rodziny, krewnych, komilitonów, sąsiadów i przyjaciół. Przepisy ze starych książek kucharskich (n.p. Ćwierczakiewiczowa, „Kucharka Litewska” czy Disslowa, że o starszych nie wspomnę, a nawet tzw. „nowoczesne” n. p. Ochorowicz-Monatowa czy Śleżańska ) musiały odejść w niebyt lub zostać silnie zmodyfikowane. Na prośbę Przyjaciół i Znajomych ( a szczególnie Jednego ! ) przytaczam poniżej garść, takich accomodati et probati do nowych warunków, przepisów rozmaitych potraw. Ze smutkiem konstatuję, że są to, w większości, potrawy „eintopf” ( z jednego gara ) – sic transit gloria mundi ! Podaję tylko te potrawy, do których wniosłem choćby szczyptę swojej inwencji. Stąd też nie ma tu licznych, praktykowanych także przeze mnie, potraw : rozmaitych bigosów, zup, mięsiw, sałatek, deserów, ciast czy wódek, które łatwo można znaleźć w książkach kucharskich, „po rodzinie” czy u zaprzyjaźnionej Starszej Pani.  
UWAGI OGÓLNE   Nasze ( bujda ! to peerelowskie ) elektryczne piekarniki przekłamują temperaturę – „nakręcasz” 200oC a w rzeczywistości w standartowym piekarniku temperatura oscyluje między 180 a 190o
C; trzeba „nakręcać” 20oC więcej – i ja to w poniższych przepisach podaję ! Woda do potraw ma być tylko miękka, tłuszcze uczciwe, zwierzęce, masło lub oliwa; ziarniste przyprawy zawsze tłukę w moździerzu. Mleko tylko tłuste, śmietanka 30%, śmietana 18-24% Sól stosuję tylko tzw. „grubą”. Garnki, w większości stalowe, niekiedy emaliowane ( zwłaszcza brytfanki do piekarnika, „kurczara” i „indyczara” ). Czasami ważne są ich rozmiary, wtedy, przy konkretnej potrawie je podaję. Szklanka = 200 ml., łyżka = stołowa, łyżeczka = herbaciana. Indyczara = do dużych ptaków/porcji; kurczara do mniejszych. Potrawy przedstawiam w tradycyjnej kolejności : rosół, zupy, mięsiwa, ryby, dodatki, ciasta, słodkości i alkohole.
  ROSÓŁ Podstawą każdej, a także tej, „na wygnaniu”, kuchni jest rosół, czyli wywar z mięsa ( mięs ) i włoszczyzny z przyprawami. Bierzesz gar stalowy 10-12 l. nalewasz miękkiej wody ( „kranówa” z chlorem niszczy aromaty i utwardza mięso – najlepsza jest filtrowana metodą odwróconej osmozy ). Kura od „kobiety” z targu ( dla warszawiaków polecam Wolumen ale może być także Nowoursynowska, Wałbrzyska, Banacha, pl. Szembeka czy inne targowiska ), opalić włosy, obrać z lotek, przetrzeć skórę szorstkim zmywakiem, wypatroszyć, ostro opłukać, wrzucić do moczenia w zimnej wodzie min. na 1,0-1,5 godz., dla wygody podzielić na ćwiartki, dodać 0,5-1,0 kg wołu ( szponder, rosołowe; bardziej klejący rosół da pręga lub łata ), przygarść żołądków drobiowych ( oczyścić i umyć ) i kilka, także drobiowych, serc, 4 marchewki, duży por lub dwa, duży seler, 4-6 pietruszek ( strzeż się pasternaku ! chłopi sprzedają warszawskim jeleniom pasternak zamiast pietruszki !!! ), wszystko średnio pokawałkowane + 2 ćwiartki średniej kapusty włoskiej + 2 suszone grzybki i 2-3 ćwiartki podpieczonej cebuli. W moździerzu utłuc ( oddzielnie ) 8-10 ziaren ziela angielskiego, 5-6 ziaren jałowca i płaską łyżeczkę ziaren pieprzu ( może być tzw. „kolorowy” ) + ok. 10 listów bobkowych. Do zawrzenia doprowadzać powoli, następnie niech „pyrkocze” 1,5-2,0 godz. Wyrzucić włoszczyznę (kapustę włoską zjadam ). Jeszcze 1,5-2,0 godz. niech „pyrkocze”, można dodać wody. Wyjąć mięsa, rozebrać do misek ( do zupy lub potrawki, wyrzucam skórę z kury ). Rosół odcedzić sitkiem, przelać do 9-11 litrowych słoików i trzymać w lodówce – kilka tygodni może tak stać, nadając się do każdej zupy, jako dolewka do pieczeni i duszenin. Także moje flaki i fasolkę „po bretońsku” czy forszmak na nim robię. Można modyfikować : ilość i gatunek włoszczyzny – mój dom lubi jak rosół „śmierdzi” stąd też duża ilość selera i pietruszki; można dodać cielęciny rosołowej lub/i wieprzowiny – quot libet. Reszta zup jest poniżej.
  ZUPY   BOTWINKA 2 pęczki botwinki pokrojonej, 2-4 buraki ( obrane i pokrojone ) wrzucić na mój rosół ( 2-3 l. ) lub wywar z włoszczyzny i szpondru; cytryna, cukier, sól i przyprawy do smaku, min. 1 godz. gotować, mięso wyjąć, pokroić, wrzucić, obficie dodać koperku. Buraki wyjąć, pokroić i dodać, jeszcze 1 godz., śmietana na 20 min. przed wydaniem.
  CHŁODNIK Pojemnik ( 400 g. ) zsiadłego mleka, poj. j. w. kefiru, poj. j. w. tłustej śmietany, roztrzepać intensywnie aż się bąbelki pokażą. Pęczek lub dwa botwinki ugotować do średniej miękkości, poszatkować ( jak mało dodać dwa buraki ), wrzucić do płynu, pęczek szczypiorku i pęczek natki posiekać, dodać przyprawy ( pieprz, pieprz ziołowy, sól, czosnek [ granulowany lub posiekany ], gałka lub kminek, obie papryki etc. – do uznania ). Starannie wymieszać, wstawić do lodówki, jutro dobra !  
KAPUŚNIAK Na moim rosole ( 2-3 l. ); wkroić 1/2-3/4 kg. żeberek ( mogą być także kości od schabu, mają więcej „kleju” ), sól, pieprz, poszatkowana cebula, ew. 2-3 ząbki czosnku, Zagotować, gdy mięso już miękkie obrać, kości wyrzucić, dodać 1/2 kg. kartofli i 1/4 kg. kiszonej, pokrojonej kapusty, gotować jeszcze max. 1/2 godz., przyprawy ( pieprz, ziele ang., kminek, listek bobkowy, j. w. ) dodać wcześniej. Można bez kartofli, niektórzy dodają zacierki. Różne są zboczenia.  
KURKOWA Na moim rosole ( 2 l. ), 0,3-0,4 kg. kurek ( po umyciu i pokrojeniu co większych ) gotować 1,0-1,4 godz.; można dodać kostkę grzybową Knorra/Winiar. Wrzucić pokrojone ziemniaki, jeszcze 20-30 min., zaciągnąć śmietaną. Niektórzy dodają zacierki; na wydaniu obficie posypać koperkiem. Jak masz mięso z rosołu, też można dodać ( podobno niekanoniczne ! ).  
OGÓRKOWA Na moim rosole ( 2 l. ), zetrzyj 5 sporych ogórków kiszonych ( ze skórką ), sporo wołu ( rosołowy, pręga, szponder ), gotuj 0,3 godz., 1/2 kg. kartofli w kostkę, jeszcze 15 min., można zaciągnąć śmietaną z łyżką mąki, doprawić do smaku, koperek.   ORZECHOWA KRYSTYNY SULKIEWICZOWEJ Może być mój rosół ( wtedy go nieco rozchrzcić ) albo na wywarze z chudego wołu z jarzynami ( 2 l. ) – mięso i jarzyny won. Dwie garści orzechów włoskich potłuczonych, gotować 20-30 min. Wrzucić na wrzątek kulki ( 0,3-0,5 kg. ) z wołowo-cielęcej mielonki + jajko + bułka i przyprawy ( mogą być panierowane ), koperek lub natka. Bardzo oryginalny smak. Na cholerę wyrzucać mięso ! Ja kroję i dodaję – nikt ze stołowników się nie skarżył ale podobno to niekanoniczne !  
RYBNA PO KANTOŃSKU ( do potraw postnych ) Na kurczaku lub jego częściach gotujemy wywar ( ok. 3 l. ) bez mięsa i włoszczyzny ( ! ). 0,5 ryby ( może być dorsz ) kroimy na 2 cm. kawałki, odsączamy mocno krewetki i/lub fruttki di mare. Wyjmujemy ptaka, obtarzane w mące kartoflanej i ubitym białku ryby i robale wrzucamy na wrzątek, dodajemy zmiażdżony czosnek ( 2-4 ząbki ) i utarty imbir ( 1 łyżeczka ), gotujemy na niewielkim ogniu 7-8 min., dodajemy otartą skórkę z cytryny, pieprz, sól do smaku, wyłączamy ogień i wlewamy sok z jednej cytryny oraz dodajemy koperek. Wydawać. Do tej zupy można dać nasz makaron, sojowy lub zrobić z naleśników ( podobno kantońskich ? ) : 2 żółtka, mąka pszenna i odrobina wody, zagnieść, smażyć cienkie naleśniki, rolujemy i kroimy b. cienko p. s. Nie wiem co zrobić z ptakiem ( ? ), ja, szkoda marnować, dodaję, pokrojony do wywaru, nikt się nie skarżył. Czasami robię tę zupę na moim rosole – też się nikt nie skarżył.
SEROWA 3 l. mojego rosołu zawrzeć, włożyć 4 duże serki topione i drobno posiekane ok. 10 pieczarek; po rozpuszczeniu serków ( stale mieszać ! ) gasimy ogień i wkładamy 10-15 dkg. rokpola lub innego pleśniowca, 2 łyżki oliwek i 2-4 łyżki kaparów ( drobno posiekane ), przyprawy do smaku; rozpuścić ser, natka lub koperek i na stół. Jeść gołą lub z dowolnym makaronem.   CIĘLĘCINA NA OSTRO 1 kg. cielęciny ( może być gorsza, „przednia” i tańsza ! ) bez kości umyć, osuszyć, pokroić na kawałki, krótko ale ostro podsmażyć na oliwie, pod koniec smażenia dodać masło. Odstawić aby przestygło. Przełożyć do gara i dodać 4 łyżeczki słodkiej papryki i 1 ostrej ( można, quot libet, curry ), 5 pokrojonych pomidorów bez skórki ( mogą być z puszki ), 3 posiekane duże cebule, 4-6 ząbków czosnku, także posiekane, 1 łyżeczkę oregano, 3 strączki ostrej papryki posiekać, 2 łyżeczki soli, dusić pod przykryciem ok. 15-20 min., dodać 1,0-1,5 szkl. białego, wytrawnego ( może być półsłodkie ) wina, dusić jeszcze 10-15 min., podsypać bułką tartą, jeżeli uznasz, że zbyt rzadkie i wydać. Zjeść natychmiast, kiepska potrawa do odgrzewania.  
CYNADERKI CIELĘCE 1,5 kg. naciętych lub rozkrojonych wzdłuż moczyć w zimnej wodzie min. 1 godz. Obgotować w mocno solonym wrzątku 5-10 min. Odcedzić, odparować i pokroić w talarki, ostudzić. Smażyć krótko na szmalcu, Uwaga !  „strzelają” niestety; do gara, wkroić 3 duże posiekane cebule, dużo pieprzu, dusić do miękkości, posolić do smaku, dodać mały pojemnik śmietany, papryki ostrej i słodkiej do smaku, może być gałka muszkatołowa, ew. kilka łyżek koncentratu pomidorowego ( tzw. ostrego ), pod koniec kilka łyżek masła, doprawić do smaku, zgasić ogień i wydawać. Można odgrzewać. Niektórzy dodają czerwonego wina, półwytrawnego lub półsłodkiego, ja nie. Wieprzowe są cięższe w smaku, rzadko praktykuję ( przepis podobny, wtedy, zamiast wina, dodać kieliszek [ 50 ml. ] spirytusu ), ale są miłośnicy.  
FASOLKA PO BRETOŃSKU Jak powszechnie ( ? ) wiadomo „fasolkę po bretońsku” wymyślił Polak ( jakiś typ po Powstaniu Listopadowym lub później, Styczniowym ??:? ). Pewien Francuz-Bretończyk wylądował, lekko tylko wstawiony ( co świadczy nagannie o jego tubylczych komilitonach ! ), w Warszawie, na pl. Napoleona w l. 30-tych zeszłego wieku i dostawszy w barze taką potrawę „ku wzmocnieniu” wielce się zdumiał usłyszawszy, że jest to jego „ojczysta” potrawa !!! ( stary numer, znany z wielu pamiętników ! ). 1/2 kg. fasolki ( „średni” lub „gruby” Jaś ) namoczyć na noc jak zima/wiosna/lato; na jesieni lub wczesną zimą wystarczy moczenie pół doby, odcedzić/odlać. Zalać moim rosołem + 0,3-0,5 kg. boczku wędzonego suro-wego, podsmażyć, 0,3-0,5 kg. mocno czosnkowej kiełbasy pokroić, przypra-wy/zioła do smaku quod libet ( konieczne jedynie obie papryki i pieprz ziołowy ), puszkę dużą ostrego koncentratu pomidorowego + drugą mniejszą. Po godzinie wyjąć boczek i pokroić ( na surowo to ciężka operacja ), wrzucić i jeść. Wychodzi 7-8 porcji. Tradycyjnie, w moim Domu, robimy ją pierwszy raz w roku ziemiańskim, który, jak wiadomo, liczy się od 1 lipca, na Zaduszki, kiedy to zmęczeni i zmar-znięci wracamy z Powązek ( do wódy znakomita ! ), ostatni raz w okolicach Wielkanocy, św. Stanisława lub „zimnych ogrodników”. Niektórzy dodają podsmażoną cebulę, czosnek posiekany i zioła ( podobno nawet curry – horribile dictum et auditum ! ) – ja nie uprawiam tego zboczenia.  
FLAKI MOJE Obecnie nie ma sensu samemu je warzyć ( smród już w majątku był potworny a w bloku sąsiedzi by protestowali ), kupuje się obecnie tylko mrożone „flaki wołomińskie” lub „kobyłeckie”, suche i białe 2 op. ( porcje po 0,8-1,0 kg. ). Żadne „flaki w zalewie” – to są śmiecie ! Zblanszować 5-10 min. w wodzie, starannie odcedzić, wręcz odcisnąć. Zalać moim rosołem, stosownie do domowego smaku dodać przypraw : konieczna gałka muszkatołowa 2 łyżeczki, imbir 1 łyż., czosnek 2-4 ząbki ( siekany i podsmażony lub granulowany 2 łyż. ), obie papryki w obfitości, listek bobkowy połamany i zioła ( ja dodaję tymianek, rozmaryn, pieprz ziołowy i bardzo dużo majeranku, ten ostatni na samym końcu ); pieprz; jałowiec i ziele ang. należy potłuc, 2 marchewki i 2 pietruszki ewentualnie seler wcześniej podgotować na miękko w wywarze, posiekać, wmieszać, gotuje się je ( tzn. flaki 1 ) max. 1 godz. ( są już obrobione termicznie ! ) przed wydaniem włożyć kostkę ( ! ) masła, rozpuścić, nie wrzeć !, solić na końcu i jeść. Nieodzowna jest, do podgryzania, świeża bułka „paryska”. Można zrobić zasmażkę, można jarzyny podsmażyć na patelni ( na maśle ! ) i wtedy dodać mąkę a następnie rozprowadzić wywarem, można, na wyczucie, dodać ziarenka „zasmażki błyskawicznej” Knorra. Są także, jak słyszałem, zboczeńcy, którzy do tych, polskich, flaków dodają curry !!! Niech im Pan Bóg wybaczy, o ile będzie chciał, ja nie !  
FORSZMAK ( LEKKO UPROSZCZONY ) 2-3 l. mojego rosołu, niech wrze. 40-50 dkg. boczku wędzonego, surowego pokroić na frytki ( słupki ), silnie podsmażyć i do gara; 3-4 duże cebule pokroić w pióra i j. w.; 40-50 dkg. tłustej, silnie naczosnkowanej i wędzonej kiełbasy j. w.; 30-50 dkg. polędwiczek wędzonych z warchlaka ( są bardzo drogie !, można je zastąpić innym chudym mięsem, niekoniecznie wieprzowym, wołowina się kłania ) j. w., 30-40 dkg. mocno kiszonych ogórków, pokroić na łachmytki ze skórką, podsmażyć, silnie odparować na tłuszczu i j. w. Wolno gotować aż zgęstnieje, doprawić do smaku. Praktykowana jest także zasmażka. Niektórzy dodają do środka kluski/makaron/kartofle. Ja nie.  
GĘŚ PIECZONA, PORCJOWANA Nie ma sensu w obecnych warunkach piec całą gęś ( a i piekarnik nie po temu, nadto łatwo wysycha bydlę ! ). Są do kupienia porcje – piersi i uda tegoż ptaka, liczyć min. po jednej porcji na człowieka ( jak mały lub małogłodny ! ). Odmrozić, oczyścić skórę, opalić ( włosy i lotki ), zalać bejcą ( octową z ziołami, zob. moja pieczeń ) na kilka dni, obracać codziennie. Po wyjęciu mocno odcisnąć, ja jeszcze, w tym momencie, trochę solę i pieprzę. Na ruszcie z pasemek podgardla ułożyć w emaliowanej indyczarze, skórą do góry, z wierzchu posmarować płaskim pędzlem oliwą lub sklarowanym masłem, można położyć na wierzch pasemka podgardla i/lub boczku wędzonego surowego. Piec w 220oC 20 min., podlać rosołem, po następnych 20 min. posmarować masłem, sprawdzić widelcem czy trochę krucha i odsłonić na ostatnie 20 min. co by zwierzę się obrumieniło. Ogólnie pieczenie winno trwać ok. 60-80 min. Tak jak przy kurczaku, indyku czy innym ptaku pieczonym można na 1/2 godz. przed końcem, dodać kilka szarych renet w ćwiartkach ( bez gniazd i skórki ) smak sosu będzie inny. Włożyć można także dodać kilka kartofli, większe przekrojone, niech się wykąpią w sosie – smaczne. Znakomita także na zimno, sporo tłuszczu z niej zostaje – jest on do wszystkiego, m. in. do innych mięs, grzanek i jajecznicy. Podobnie można obrabiać piersi ( płaty ) z kaczki, mój Dom mniej entuzjazmu przy nich wykazuje. Pieką się krócej ( 45 min., na ostatnie 15 min. je odsłonić aby skórka była chrupka ); a najlepsze są posmarowane smalcem z gęsi ( hi ! hi ! ).  
GICZ CIELĘCA 3-4 gicze cielęce ( średnia brytfanka ) przerąbane, oczyścić, opalić, umyć i krótko obsmażyć w garze na gorącej oliwie, wyjąć. W garze, na oliwie z masłem 2 cebule, 2 pietruszki, 2 marchewki, 1 duży seler naciowy wraz z bulwą drobno posiekane ostro podsmażyć, dodać dużą puszkę pomidorów pokrojonych i małą puszkę ostrego koncentratu pomidorowego; z ziół preferuję tymianek i oregano ( ale : jak kto lubi, może n. p. papryki dodać ), 10-15 min. ostro podsmażyć. Do brytfanki włożyć gicze, posolić i popieprzyć, dodać sos z jarzynami, w piekarniku na 200-220oC niech pyrkoczą 1,5-2,0 godz, po poł. czasu dolać rosołu. Na pół godz. przed wydaniem można zalać beszamelem ( patrz : moje sosy ), wtedy zapiekać bez pokrywy. Na stół podaje się po obraniu z kości, wraz z sosem. Danie delikatne, można upikantnić, nie nadaje się do odgrzewania; na zimno średnie ( nawet z wódą ).  
GOLONKA A LA WKS
1 kg ( min. ! ) na mężczyznę, 1,5 kg. na mężczyznę i kobietę ( jak chuda ! ), umyj, opal ( gdy potrzeba ), nakłuj lub natnij skórę głęboko w wielu miejscach, natrzyj grubą solą i grubym, tłuczonym pieprzem, mocno wcierając przyprawy w mięso. Niech tak stoi dobę/dwie/trzy w kuchni ( w lecie w lodówce ) przykryte mokrą szmatą. Zrobić bejcę : 1/4 l. octu, winnego, czerwonego lub białego ( wolę czerwony ), 1/2-3/4 l. przegotowanej wody, pieprz ziołowy, czosnek granulowany, można dodać zioła, owinąć mokrą szmatą lnianą, do miski i niech tak stoi na balkonie ( jedynie w upały niech dzień spędzi w lodówce ), obracana codziennie przez 3-5-7 dni. Wyjąć, osuszyć, ułożyć w indyczarze na ruszcie z pasemek podgardla, słoniny i boczku wędzonego surowego, posmarować z wierzchu oliwą lub sklarowanym masłem i piec w 220-230oC 1/2 godz., następnie podlać moim rosołem, po następnej 1/2 godz. znowu podlać rosołem, po następnej 1/2 g. obrócić, ostatnie 1/2 godz. sprawdzić, że już miękka, postawić na sztorc i do otworu wlać, powoli, butelkę mocnego piwa ( 7-8% ), trochę także na skórkę, wyłączyć ogień, przykryć, odczekać 20-40 min. aż płyn się wchłonie i na talerz/e. Na 1 g. przed wyjęciem można włożyć do indyczary kilka przekrojonych cebul lub szarej renety ( bez gniazd i skóry ) a nawet kartofli, znakomita zakąska. Są rozliczne, b. dobre, przepisy na obrabianie/wzbogacanie golonek, z kapustą lub bez etc. ale mnie ta najbardziej odpowiada.  
INDYCZE UDŹCE PIECZONE 3-4 udźce do dużej indyczary. Oczyścić, opłukać, włożyć do zalewy ( patrz gęś); po kilku dniach odlać, odcisnąć, na ruszcie z podgardla, skórą do góry, posmarowawszy ją masłem sklarowanym, piec pod przykryciem w 210-220oC 1-1,5 godz. Co 15 min. podlewać moim rosołem i, naprzemiennie, smarować masłem. Nie obracamy. Na 1 godz. przed zakończeniem pieczenia można włożyć cebulę lub kartofle z solanki, na 1/2 godz. połówki lub ćwiartki szarej renety ( obranej i wypestkowanej ) – znakomity dodatek; po tym odsłonić i zrumienić. Dobre, już roczne bachorki je jadają !  
KAPUSTA, tzw. „MĄDRA”             Ulubiona potrawa noworoczna mojego Teścia, śp. Stanisława Staniszewskiego, praktykowana w wielu leśniczówkach. 1 kg. kiszonej kapusty, ¼ kg. grochu niełuskanego, namoczonego poprzednio na noc. Gotować ½ godz., dodać resztki, pokrojone, wędlin i mięs ze stołu świątecznego ( ok. ½ kg. ), gotować, mieszając, jeszcze 1/2-1,0 godz. aż kapusta i groch będą się maśliły  
KLUSKI KŁADZIONE > PAPRYKARZ   KOTLETY MIELONE Tak trywialna potrawa też ma swoje sekrety ( ją też można schrzanić ! ), stąd też niniejszym ją podaję. ( duża porcja – ok. 20 kotletów ). 1,5-2,0 kg. mielonej łopatki lub/i „od szynki”, jak mieszanka jest zbyt chuda dodać podgardla – mięso ma być tłuste ( ! ), żadnych wołowych dodatków !, 2-3 duże główki posiekanego czosnku, 3-4 spore cebule, drobno posiekane i zeszklone na szmalcu ( ale odcedzić z tłuszczu ! ), sól, pieprz, pieprz ziołowy, gałka muszkatołowa min. 3 łyżeczki ( ilość przypraw do uznania ), 4-5 jajek, wszystko wrobić, dodać 2-3 kajzerki, uprzednio obsuszone i namoczone w mleku ( odciśnięte w ścierce i rozdrobnione ), 1-1,5 szkl. tartego ostrego ( może być pleśniak ) lub tylko miękkiego i pachnącego żółtego sera. Jak wytwór jest za rzadki, można dosypać bułki tartej. Dobrze zmieszać, uformować, spłaszczyć, panierować w bułce tartej i na szmalec, smażyć dość długo na średnim ogniu. Piekarnik rozgrzać do 150-170OC i układać „na sztorc” kolejne porcje kotletów w brytfance, trzymać pod przykryciem, na wierzchu posmarować masłem. Tak mogą trwać wiele godzin. Na zimno i do kanapek oraz wódy też dobre.  
KURCZAK Z NADZIENIEM Duży, tłusty kurczak od kobiety z targu ( nie z fermy ! ), oczyścić, opalić, wyrwać resztki lotek, wyszorować skórę ostrym zmywakiem, wyjąć podróbki, umyć z obu stron, osuszyć, natrzeć solą i pieprzem z obu stron ( może być także gałka muszkatołowa i/lub pieprz ziołowy ), zostawić w chłodzie na min. 1,0-1,5 godz. Nie odcinać kupra. Napchać farszem, zaszyć krzyżowo starannie jedwabną lub bawełnianą nicią ( bez sztucznych dodatków ! ) – kuper w tej operacji jest bardzo pomocny ! Posmarować sklarowanym masłem i wstawić w kurczarze na ruszcie z podzielonego podgardla, zawsze piersią do góry, pod przykryciem, do nagrzanego na 220oC piekarnika. Piec 1,2-1,4 godz. Co 10-15 min. polewać rosołem i, naprzemiennie, smarować masłem. Gdy, przy kolejnym otwarciu piekarnika, widać silne napęcznienie ptaka – przekłuć w kilku miejscach tułów głęboko widelcem. Na 20 min. przed wydaniem można odkryć pokrywę aby skórka się przyrumieniła. Nadzienie : 15 dkg. wątróbki kurzej, 1,0-1,5 suchej kajzerki ( namoczonej, poprzedniego dnia, w mleku i odciśniętej ), zemleć, 1-2 łyżeczki gałki muszkatołowej, sól, pieprz  ( pieprz ziołowy, czosnek granulowany ? – wypróbować ), ew. zmielony kminek ( daje ostrość nadzieniu ), 2 żółtka, gruby pęczek posiekanej natki, kopiasta łyżka sklarowanego masła, wymieszać, jak za rzadkie dodać bułki tartej, na końcu delikatnie wrobić oba ubite białka. Uwaga ! ta porcja może się nie zmieścić w ptaka. Nie ma zmartwienia – wziąć małą jednorazową foremkę aluminiową ( w sklepie 0,80 zł. ), wysmarować masłem, oprószyć bułką, włożyć resztę nadzienia i na pół godz. przed końcem pieczenia ptaka, wstawić do piekarnika – pycha. Moja Rodzina tak lubi to nadzienie, że niekiedy samo je robię ( bez ptaka ! ); jemy je na gorąco a kolejnego dnia można na zimno consumare lub podsmażyć w plastrach na maśle. Kurczaka, po sprawieniu, można trzymać dobę/dwie/trzy w zalewie – 3 łyżki czerwonego octu winnego, 1/2 szklanki oliwy, 1/2 szkl. białego, wytrawnego wina ( inni dodają także otartą skórkę z pomarańczy, posiekaną natkę, zmiażdżony czosnek i kminek, pieprz ziołowy – quot libet ), wody do zakrycia w garze bejcowanego ptaka. Będzie bardziej kruchy i aromatyczny.   MŁODA KAPUSTA Ulubiona, wiosenna potrawa Mojej Żony, Anny ze Staniszewskich. Główka ( 1-2 kg. ) młodej, poszatkowanej, sparzonej kapusty, odcedzić. Do gara, podlać trochę moim rosołem, 3-4 wołowe kostki Knorra/Winiar, 2 łyżeczki potłuczonego w moździeżu kminku, ok. 1/2 kg. mocno wędzonej, pokrojonej kiełbasy ( można dodać 1/4 kg. boczku wędzonego, surowego ), niech się dusi ok. 40 min. Potem 10-20 dkg. stopionego, pokrojonego w drobną kostkę podgardla, dużo posiekanego koperku ( ja daję dwa grube pęczki ! ) i jeszcze 30-50 min. ( do miękkości ). Pycha, można dodać na talerz, prócz mięsa, po dwa kartofelki.  
NALEŚNIKI Z MIĘSNYM Z LUB JAKIMKOLWIEK INNYM NADZIENIEM Przepis mojej Mamy, ś. p. Alicji z Polubców ( bardzo średniej, by tak rzec łagodnie, kucharki ale Jej Matka, Władysława z Araszkiewiczów Polubcowa, była znakomitą kucharką – może to po Niej ? ), 1/4 wody, 1/4 mleka zmiksować, 3 jajka zmiksować, 1 łyżeczka soli zmiksować, po trochu wrabiać szklankę mąki, łyżkę sklarowanego masła j. w., po trochu drugą szklankę mąki ( lub więcej ) na wyczucie – trzeba uzyskać konsystencję gęstej śmietanki. Wtedy naleśniki będą cienkie, pachnące i delikatne. Grubsze tworzy mieszanka o konsystencji gęstszej śmietany. Wychodzi ok. 20 naleśników. W biednych czasach podsmażaliśmy je na maśle z Matką „gołe”. Najlepszy farsz na tę ilość naleśników : 40 dkg. cięlęciny ( może być najgorsza ) + 40-50 dkg. wieprzowiny ( od szynki, łopatka, gulaszowe ); gotować w moim rosole lub wywarze z włoszczyzną 1,5-2,0 godz.; odcedzić, zmielić, dodać 2 średnie cebule ( posiekane i zeszklone ), dodać 2 łyżki masła, 1 łyżkę kwaśnej śmietany, przyprawy do uznania. Konsystencja farszu ma być jak gęstego budyniu. Smażyć na wolnym ogniu po opanierowaniu w jajku i bułce lub bez.
  PAPRYKARZ Na 8 porcji : 1,0-1,2 kg. serdelowej ( najlepsza ale prawie nie występuje, nie wiedzieć czemu, w przyrodzie !? ), grubych serdelków lub parówkowej ( gorzej ) pokrojonych w talarki. 1-2 l. mojego rosołu, duża puszka ostrego koncentratu pomidorowego, 4 cebule, z tego 2 poszatkowane zeszklić i odcedzić z tłuszczu, 2 surowe, poszatkowane, naturalnie, dodać do wywaru, 2-4 ząbki posiekanego czosnku ( granulowany – min. 2 łyżeczki ). Dużo, do smaku ( min. 2 łyżeczki ) pieprzu ziołowego, także prawdziwego, 2 łyżeczki słodkiej i 1/2 łyż. ostrej papryki ( może być pieprz cayenne ), zioła do smaku. Dla odrębnej smakowo uczty można dodać kminek zmiażdżony lub gałkę muszkatołową ( zamiennie ! ). Sos można zagęścić mąką lub zasmażką, gotować krótko. Jeść z kluskami kładzionymi. Żonina i moja rekonstrukcja przepysznych klusek kładzionych Mojej śp. Matki, Alicji z Polubców ( fatalna z Niej była kucharka – wszystko robiła „na oko”, żadnych przepisów nie miała ! ), zasługa mojej Żony, że coś z Niej wydo-była ; 1 jajo, 1 szkl. mąki, 1 płaska łyżeczka soli, 1 duża, sklarowana łyżka masła, woda „na oko” ( jak to u Mamy Alicji ! ) – konsystencja ciasta ma być gęściejsza niż na naleśniki. Bez proszku !. Wrzucać na osolony wrzątek potłuszczony oliwą lub masłem, łyżką stołową, 5 min. pod przykryciem i potem, bez pokrywy jeszcze 3 min. To jest porcja bardzo skąpa na trzy osoby – zawsze można podwoić. Pyszne, można także podawać je także i do innych mięs.
PASZTET Jeden z wielu przepisów, nie roszczę sobie pretensji do posiadania jedynego, unikalnego, tajemnie posiadanego wzoru ! Nam ten odpowiada i smakuje; 30 dkg. wątróbek kurzych, po usunięciu błonek wraz 1-1,5 kajzerek namoczonych w mleku odcisnąć, zmielić; dodać 0,3 kg. wołowiny, 0,3 kg. tłustej łopatki, 0,3 kg. boczku wędzonego, nie parzonego, 1-2 spore cebule poszatkowane z przyprawami ( gałka musowo ! ) gotowane uprzednio min. 50 min.-1,20 godz. Po ostudzeniu dodać jeszcze 2-3 jaja, sól, przyprawy, zmieszać; na paskach słoniny lub podgardla piec w foliowych aluminiowych foremkach 60 min. przy temp. 190-210oC. Jeżeli ktoś ma dojście do szaraków od uczciwych myśliwych (nie wolno brać mrożonych ze sklepów !), można je dodać (bez futra i kości, naturalnie !), po podduszeniu i zmieleniu, smak pasztetu będzie inny. To jest przepis z wczesnych l. 60-tych XX w. od p. Najmrodzkiej z majątku Niwki (między Krośniewicami a Kłodawą).  
PIECZEŃ/DUSZENINA Podstawowe danie mięsne normalnego ( peerlowskiego ) domu. Bierzesz jedną łupę 1,2-1,6 kg, „od szynki”, łopatki lub schabu karkowego. Jeżeli masz więcej biesiadników kup dwie porcje ( a nie jedną większą ! ), mogą być pieczone/duszone w jednym garze. Ubić z lekka. Natrzeć solą, pieprzem, czosnkiem granulowanym ( lub siekanym ) i pieprzem ziołowym, nakłuć w kilku miejscach. Owinąć mokrą lnianą ścierką i włożyć do zalewy – 1/4 octu winnego białego + 3/4 przegotowanej wody i przyprawy ( pieprz ziołowy, papryki, czosnek, zioła do uznania ), niektórzy dodają białe wino; obracać codziennie. Trzy-cztery dni ma tak stać. Pieczeń – szklane, tzw. „żaroodporne”, naczynia są do niczego, jedynie stosować metalowe, emaliowane kurczary lub indyczary. Piekarnik rozgrzać do 220-240oC, włożyć pieczeń na paski podgardla, na wierzch dać je także, po 15-20 min. podlać rosołem, po następnych 15-20 min. dodać kilka ćwiartek ( obranych ze skórki i gniazd ) szarej  renety ( sos wychodzi kwaskowaty, Moja Rodzina to lubi ), po następnych 15-20 min. posmarować sklarowanym masłem. Po godz. lub nieco więcej, podawać. Przed podaniem można otworzyć brytfankę, zwierze się wówczas obrumieni ale uleci wiele aromatu i wyparuje sos – quot libes. Duszenina – na ostrym tłuszczu obsmażyć i, jednocześnie, dość długo, odparować z zalewy, mięso. Położyć na paskach podgardla, w garze o śr. 25 cm., dodać do duszenia 3-4 dość duże cebule, czosnek ( ja daję całą główkę siekaną, naturalnie ) i, jak tylko zacznie pyrkotać i puści sos dodać  papryk ( 2 łyżeczki słodkiej i 0,5 łyżeczki ostrej, do uznania ), 0,5-1,0 łyżeczek ziół, do uznania, 40-45 min. na jednym boku i ten sam czas na drugim. Pod koniec operacji można dodać 2-4 łyżeczki koncentratu pomidorowego ( i śmietany ! ), jak jest mało sosu, podlać moim rosołem. Kroić poprzecznie. Smakowało bardzo, nawet osobom blisko spokrewnionym z rodami panującymi w Europie. Naturalnie, można zmieniać tę receptę i wzbogacać – inne dodawać przyprawy, ale ( przy moim przepisie ) wieprz jest kruchy i smakowity. Może być także bejca jarzynowa ( zetrzeć na tarce komplet jarzyn, dodać przyprawy, wiele utłuczonych ziaren, mniej octu, trochę oliwy; też macerować kilka dni ) ale mój dom tego nie lubi, zbyt mdłe i słodkawe.  
PIZZA A LA WKS ( POLSKA ) Pizze włoskie budziły i nadal budzą, jako obiekt konsumpcji, moją odrazę. Przyjaciółka, powróciwszy z Nowego Jorku, zdradziła mi przepis na przepyszne ciasto drożdżowe/podkład pizzy, otrzymany sekretnie od „Mamma di Cosa Nostra”, który mogłem zmodyfikować i rozwinąć wraz z nadzieniem, dla tubylców. 10 dkg. drożdży bardzo starannie rozetrzeć ze szklanką mąki, dodać kolejną szklankę mąki i wrabiać rękami : 2 całe jaja ( bez skorupek ! baranie ), kopiastą ( lub dwie ) łyżki sklarowanego masła, 2 łyżki kwaśnej śmietany, 2 łyżki oliwy, 4 kopiaste łyżki cukru ( w porywach do 6-ciu, ja wolę 6 ). Wyrabiać aż będzie ciasto odchodziło od ręki ( dosypując mąki ) – ma być jak lekkie drożdżowe. Odstawić w ciepłe miejsce, przykrywszy ściereczką, na 1,2-1,5 godz., aż ciasto urośnie. Winno wzrosnąć dwukrotnie i wtedy rozwałkować na obszar dużej i wysokiej na min. 5 cm., dł. 35 a szer. 25 cm., brytfanny wraz z kołnierzem, nałożyć farsz z dodatkami i piec 40-50-60 min. w 190-210oC, po 3/4 czasu zredukować ogień na 170-180oC.
FARSZ, DODATKI, SOS I POKRYWA : poprzedniego dnia 1,2-1,4 dkg. tłustej wieprzowiny : schab karkowy, łopatka, ( „od szynki”, chudsze wtedy koniecznie z podgardlem ), podsmażyć, udusić, podlawszy moim rosołem, na miękko z 4 dużymi cebulami, 2-4 główkami czosnku, gałka muszkatołowa i ziele angielskie ( przyprawy do uznania, sól, pieprz, sugeruję zioła i stanowczo obie papryki ). Pokroić jak na drobny gulasz, dusić do względnej miękkości. Poprzedniego dnia także należy namoczyć sporą porcję grzybów ( 0,5 kg. prawdziwków i podgrzybków ), gotować długo w oddzielnym garze, odcedzić, odcisnąć, pokroić, wywaru nie wyrzucać. 0,5-0,75 kg. pieczarek podsmażyć ostro na patelni, odparować, odcedzić z tłuszczu, zmieszać grzyby z pieczarkami, doprawić na ostro ( m. in. czosnkiem i paprykami ). Na ciasto wyłożyć mocno odcedzone z tłuszczu, podgrzane, mięso, mocno uklepać, dołożyć posiekane grzyby z pieczarkami ( też podgrzane i odcedzone ), mocno uklepać. Wcześniej stworzyć sos :2 duże lub 1 duża i 1 mniejsza puszki ostrego pomidorowego koncentratu, wlać do odrębnego gara + 1 szklanka wody, 2-3 łyżki oliwy + 1 łyżka masła + 2 łyżeczki maggi, także sosu sojowego; papryka, pieprz i sól, ziarenka smaku ( ? ) – ma być słodko-ostro-kwaśny, cukru; niech trochę pyrkocze z 1 łyżką mąki ( dodaję także trochę startego sera ) – cały czas mieszać ! jak dobrze zgęstnieje zalać farsz. Utrzeć 25-35 dkg. sera żółtego, ostrego, np. królewskiego; doprawić rokpolem, zmieszanym ze zwykłym, ( najlepszy jest prawdziwy parmezan ), dodać zioła ( do wyboru ! ) posypać nim wierzch potrawy. Skorupę serową zrobić nieregularną aby sos miał jak parować, gdy skorupa serowa zrobi się nieprzepuszczająca, nakłuwać. Wydawać na gorąco, jest tego 6-8 obfitych porcji, na zimno i odgrzewane następnego dnia średnio smakują.  
ZRAZY WOŁOWE ( O ILE MOGŁYBY BYĆ JAKIEKOLWIEK INNE ! ) Bierzesz gar, niski ( taki jak do duszeniny ) o śr. 25 cm.; 1,5 kg. zrazówki wołowej ( nie daj się kupić na tzw. „kulę” wołową ! ), kroisz poprzecznie na cienkie ( 0,4-0,5 mm. grubości ) plastry o rozmiarze pudełka papierosów; lekko je zbijasz drewnianą pałką, osól, opieprz, wytarzaj w mące, obsmaż na ostrym szmalcu, odłóż. Poprzedniego dnia weź dwie garście suszonych grzybów, namocz, gotuj 1,5-2,0 godz., odcedź mocno, pokrój w paski, 0,8 kg. kartofli pokrój w cienkie talarki ( trzymaj je w mocno osolonej, ciepłej, zalewie ), 0,6 kg. cebuli pokrój w średnie plastry. Wziąć kuchcika ( nieodzowny ! ) aby trzymał gar skośnie i układać w nim na sztorc warstwy kartofli, mięsa i cebuli; kolejne warstwy aż do wypełnienia gara; każdą warstwę mięsa posypać obficie mielonym kminkiem; każdą warstwę cebuli/kartofli posypać solą i kminkiem ziarnistym ( nigdy nie jest go za dużo ! ). Na wierzch wyłożyć pokrojone grzyby wraz z cieczą z nich, podprawioną moim rosołem, starannie uklepać; niech, pyrkocze na średnim ogniu 50-60 min.. Robię zalewę – 0,33 kg. śmietanki, 0,4 kg. śmietany + do uznania mojego roztworu rosołowego, 1 łyżka mąki ( można dodać trochę tartego sera ). Zalać i jeszcze 25-40 min. niech pyrkocze. Można pokropić z góry Maggi. Wydać i jeść ze smakiem. Ja niczego nie dodaję, są zboczeńcy co dodają koncentrat pomidorowy, czosnek, jakieś zioła etc. Odmawiam.  
SOSY   BESZAMEL Porcja na zwykłą brytfankę ( wieprz, ryba, ptak ) : 3 kopiaste łyżki masła + 2 kop. łyżki mąki, przetrzeć, podgrzać ( zasmażyć jeżeli chcesz mieć sos brunatny. ) 0,35 śmietanki, 1 szkl. mleka, 10-15 dkg. pokrojonego/startego rokpolu, tyleż zwykłego żółtego, startego; sól, oba pieprze, czosnek, zioła – do uznania, gdy zacznie pyrkotać 5-7 min., odstawić, wystudzić, zaciągnąć 3-4 żółtkami. Wydać na stół na konkretne mięso. Gdy do zapiekanki, to po zaciągnięciu żółtkami natychmiast zalać rybę/mięso i zapiekać tyle czasu ile jest w przepisie. Uwaga ! winien być o konsystencji gęstego budyniu. Do indyczary sporządzić podwójną porcję.   POROWY 3 pory, 1/2 cebula, 2 szkl. mojego rosołu lub wywaru bulionowego, 3 łyżki sklarowanego masła, 4 łyżki mąki, 1 żółtko + przyprawy do smaku. Pory i cebulę posiekać, obsmażyć na ostro, zalać wywarem i gotować 15-20 min. stale mieszając; zagęścić mąką, przetrzeć przez sitko lub nie i doprawić 1 żółtkiem rozkłóconym z 1 łyżką zimnej wody, podgotować. Do ciepłych i zimnych mięs znakomity !   SEROWY ( tzw. SKROMNY BESZAMEL ) 1/2 szkl. startego sera, 2 szkl. mleka, 3 łyżki masła, 4 łyżki mąki, 2 łyżki śmietany, 2 żółtka. Masło i mąkę przerobić w zasmażkę, rozprowadzić mlekiem, zagotować ( min. 10 min. ); dodać ser i żółtka ze śmietaną. Może być także do mięs, jaj i sałatek.  
PIĄTEK – POSTNA RYBA Dziś można kupić, bez wysiłku płaty, filety lub porcje w panierce rozmaitych gatunków ryb i je smażyć. Proponuję potrawę z najtańszych filetów/płatów ( bez panierki ! ) : 1 szklanka mąki, 1 jajo, trochę wody ( na wyczucie, nie do zdiagnozowania ! ), 1-2 łyżeczki curry, można także dodać trochę papryki, odrobina soli, pieprzu, ew. czosnku roztrzepać ( ma być rzadsze niż na naleśniki ! ). Maczać w tym kawałki ryby, smażyć na oliwie z masłem i natychmiast wydawać lub zapiec w moim skromnym beszamelu ( p. j. w. ).  
PIĄTEK – DORSZ PIECZONY/DUSZONY 60 dkg. dorsza podzielić na 4 porcje, włożyć do solanki na min. 0,5 godz., obsuszyć. 1 duża cebula, 1-2 marchwie, 1-2 pietruszki zetrzeć na drobne talarki, dusić na maśle/oliwie do zeszklenia, dodać 1,5 szklanki białego wina ( My wolimy półsłodkie ale może być wytrawne ), zagotować i sos wysadzić. Do brytfanki posmarowanej oliwą lub masłem włożyć dorsza, zalać sosem i piec 15-20 min w temp. 200OC; w tzw. „międzyczasie” sporządzić drugi sos : 0,2-0,3 l. śmietany rozrobić z 2 łyżkami mąki, 2-3 żółtkami i startym serem. Zalać rybę i jeszcze piec w 230oC 10-15-20 min. Tańszy kulinarnie wariant tej samej potrawy – DUSZENINA. 2 duże cebule/marchwie/pietruszki j. w. zeszklić w sporym garze z 2 ząbkami czosnku na maśle z oliwą, dodać 4 pomidory pokrojone, bez skórek, mogą być z puszki, przyprawy/zioła do uznania, dusić, mieszając min. 20 min. 60 dkg. dorsza ( porcjowanego ) po solance włożyć i jeszcze 15-20 min. dusić pod przykryciem. Da się zjeść choć przypomina się warszawskie hasło z pierwszej, bardzo srogiej, zimy okupacji ( 1939/1940 ) – „jedzcie dorsze, g… gorsze”.  
PIĄTEK – SOLA W ZALEWIE Sporcjowane płaty soli posolić i lekko oprószyć mąką, b. krótko obsmażyć na maśle. Odłożyć. W rondlu podsmażyć 2 z. czosnku + 5 szalotek ( posiekanych ) + 5 małych pomidorów ( lub z puszki ) + woda lub mój rosół + wino, białe, wytrawne lub półsłodkie ( szklanka ), odparować; włożyć do tego rybę, zalać moim beszamelem; piec 15-20 min. w 220OC; zbyt delikatne, dużo roboty.  
PIĄTEK – SZCZUPAK/SANDACZ ZAPIEKANY W BESZAMELU Gdy dostaniesz/kupisz szczupaka lub sandacza najpierw sprawdź jego świeżość ( instrukcja, jak sprawdzić, w każdej książce kucharskiej ). Nieświeża ryba jest wielką trucizną ! Najlepiej brać żywe, samemu zabijać lub zamrożone przyjmować ale tylko od przyjaciół – mrożone ze sklepów, by tak łagodnie rzec, są do d… Sprawiamy potwora, oskrobujemy z łusek, płuczemy w ostrej wodzie i albo, po obsuszeniu, nacieramy wewnątrz i zewnątrz szorstką solą, wkładając na dobę/dwie do lodówki albo trzymamy w ciepłej solance 2-4 godz. ( mówimy o standardowym zwierzu 2,0-2,5 kg. ! ). Wyjmujemy, jeszcze raz ostro płuczemy, suszymy, dzielimy na dzwonka 3-4-5 cm., układamy na kształt ryby, zawsze grzbietem do góry, w podłużnej brytfance ( kiedyś były takie specjalnie do ryb wyrabiane, z dziurkowanym podkładem ! ) napychając wnętrze farszem. Łeb i ogon odcinamy. FARSZ – 2 spore starte cebule, 2 pietruszki, 2 marchewki, 1 seler, 1 kalarepka ( głęboko obrana ze zdrewniałej okrywy ), utrzeć, zeszklić na maśle lub poddusić, przyprawy do smaku, powinny być ostre – czysta ryba jest zdechła w smaku ! ; nadziać, zaszyć lub zawinąć w muślinową gazę. Niech się piecze na wolnym ogniu, początkowo 200oC , po 1,5 godz. zredukować ogień do 180oC. SOS – zalać tę konstrukcję moim beszamelem, zaostrzonym ( może być z dodatkiem tartego sera ), piec jeszcze 0,5-1,0 godz. Wydawać natychmiast, nie nadaje się do odgrzewania ani do spożywania na zimno.  
ŚLEDŹ PO OCHALSKU 2 jednokilowe op. „śledzi a la Matjas” Lisnera, odcedzić ( w rzeczywistości jest to 2 x 800 g. masy ), podzielić na kawałki 2-3 cm. 10 dużych główek czosnku, posiekanych zmieszać z 8-10 łyżkami majeranku i oliwą do konsystencji rzadkiej pasty, rozgnieść. Każdy łachmytek śledzia smarować tą pastą, umieszczać w słoiku lub misce ( na dno najpierw wlać trochę oliwy ), zalewać oliwą i następne warstwy, j. w. Wychodzą 3 litrowe słoiki. W lodówce mogą stać kilka miesięcy, są coraz lepsze, jedynie się maślą. To przepis-pamiątka po pierwszej, ś. p. Żonie Andrzeja Ochalskiego, Marii. Nam niesłychanie zasmakowały. Gdy chcesz mieć łagodniejsze, namocz na noc w mleku.  
ŚLEDŹ PO SIERADZKU Z dziesiątków, o ile nie setek przepisów „na śledzie”, mój Dom polubił i wypraktykował ten : 2 op. „śledzi a la Matjas” Lisnera ( j. w. 2 x 800 g. masy bez zalewy ), pokawałkować, każdy łachmytek posmarować z obu stron ostrą, gładką musztardą ( np. Kozaka ), posypać obficie drobno posiekaną cebulą i zalać oliwą i następne warstwy j. w. W temperaturze pokojowej niech się „przegryza” 3-4 dni, potem do lodówki. W niej może stać i kilka miesięcy, z czasem jest coraz lepszy, jedynie się maśli. Nie hołdowaliśmy w moim Domu, rozlicznym przepisom na śledzie w zalewie śmietanowej, z dodatkiem jabłek etc., jakkolwiek wcale nie są paskudne. Podaję tylko moje przepisy !  
BORÓWKI SMAŻONE 1 kg. borówek ( strasznie ciężko jest je zbierać, moja Żona to wie najlepiej ! najtaniej wychodzi kupić na targu ! ). Przebrać, w aluminiowym garze z dod. 1 szkl. wody gotować ok. 1/2 godz. Odstawić do następnego dnia. Drugie smażenie : ok. 1/2 godz., mieszając stale oby nie przywarły. Odstawić. Na trzeci dzień dod. 1 szkl. cukru, smażyć ok. 1 godz., stale mieszając i zbierając szumowiny; gorące wkładać do wyparzonych słoików; pasteryzować ok. 20 min. Do trzeciego smażenia można dod., pokrojone w ósemki/szesnastki, obrane, twarde gruszki ( n. p. bergamotki ). Pyszne do wszystkiego ( i same w sobie ). To była, ciężka, letnia/wakacyjna praca mojej Żony uprawiana w Jej ukochanych lasach świętokrzyskich nieopodal wsi Aleksandrów koło Szydłowca, składana ongi, corocznie, w hołdzie swojej Teściowej, która, tę „konfiturę” uwielbiała.  
CZOSNEK KONSERWOWY ( od Pani Zofii Berezowskiej ) 1 szkl. octu „zwykłego”, nie musi być „winny ( kilkukrotnie droższy ! i wcale niewiele lepszy ), 4 szkl. wody, 1 szkl. cukru, zmieszać, podgrzać, rozpuścić. Oddzielnie obrane ząbki czosnku, ziele ang., liść bobkowy, pieprz ziarnisty lekko potłuczony, jałowiec w ostrej solance sparzyć ( ew. kilka min. pogotować ), odcedzić, zalać gorącą  zalewą ( j. w. ) i pasteryzować. Standartowy słoik „podżemowy” 0,33 l. mieści trzy/cztery główki dużego czosnku. 50 główek dużego czosnku obrać ( to ciężka praca cocui domestici = kuchty domowej ! ) = 12 słoików + 3 szkl. octu + 2 szkl. cukru + 8 szkl. wody . Trzymać w szafie, stoi tyle, ile chcesz. Znakomita zagrycha !  
ĆWIKŁA DOMESTICA URBANA 1 kg. dużych okrągłych buraków ( najlepsza odmiana „czerwona kula 2” ) ugotować, obrać, ostudzić, zetrzeć na średniej tarce, dodać 2 kop. łyżeczki soli, pieprzu ( w tym ziołowego ) do uznania, 6 łyżeczek kopiastych cukru, może być posiekany czosnek i/lub zioła do smaku, kwasku cytrynowego w płynie na wyczucie oraz 0,33 l. słoik ostrego chrzanu. Nie pasteryzować ! Do mięs i wędlin wieki może w lodówce stać.  
GRUSZKI W ZALEWIE OCTOWEJ 5 kg. klapsów twardych, obrać, wybrać gniazda nasienne, podzielić na ćwiartki, ogonki zostawić, wrzucać do miski z letnią wodą mocno zaprawioną kwaskiem cytrynowym ( co by nie sczerniały ). Wrzucamy do wrzącego syropu – 2 l. octu zwykłego, 2,0-2,5 l. wody, 2,5 kg. cukru ( wodę i cukier wypraktykować do swojego smaku ), wiele goździków i połamany oraz miałki cynamon, do uznania ale do każdego słoika ma trafić kilka goździków i kilka kawałków cynamonu ! ) gotować do „zeszklenia”, max. 10-15 min. Do słoików ( wychodzi ich 6 litrowych ), zakręcić, pasteryzować w garze, na lnianej ścierce. Im dłużej stoją, tym bardziej zalewa gęstnieje a gruszki stają się bardziej esencjonalne. Z czasem syrop gęstnieje, łagodnieje i jest do wypicia. Znakomity dodatek do wszelkich mięs, wędlin i wódy. Kilka lat może stać w spiżarni. Syrop, dla ludzi cierpiących na tę przypadłość, znakomity na katza.  
JABŁKA DUSZONE Przepis mojej śp. Matki, bardzo je lubiła. 4,0 kg. papierówki, antonówki, złotej lub szarej renety ( ta najlepsza ! ), obrać, wybrać gniazda i tzw. „obicia”, pokroić na ćwiartki/ósemki; w małej ilości wody dusić, bez przykrycia aż się rozciapią. Dodać 6,0 kg. cukru ( spróbować : nasz, konfekcjonowany, cukier ma rozmaitą zawartość cukru w cukrze ! ), jeszcze trochę poddusić, odparować ( stale mieszając ! ). Do słoików na gorąco, pasteryzować. Świetne do wszelkich mięs, na zimno i ciepło, do szarlotki i samo w sobie.  
KOMPOT WIGILIJNY W sierpniu/wrześniu ususzyć w znakomitej, nowoczesnej, kilkukondy-gnacyjnej, elektrycznej suszarce ( także wspaniale suszy grzyby ! ) w ósemkach/szesnastkach, ze skórką : 2 kg. jabłek ( antonówka, szara reneta – ta lepsza, bez gniazd ), 2 kg. gruszek ( klapsy twarde w połówkach też bez gniazd ), 2 kg. śliwek ( uczciwe węgierki, mogą być częściowo z pestkami ale naciąć ). Trzymać, w przewiewie, w płóciennych woreczkach, niekiedy nimi poruszając. Gar 10-12 l. Zalać i namoczyć na noc w miękkiej wodzie, gotować do miękkości ok. 2 godz., dod. połamany cynamon i goździki ( obficie ); po odcedzeniu dod. 2-3 szkl. cukru ( do uznania Domu ), krótko zagotować. Starcza tylko na Wigilię i Pierwszy Dzień Świąt dla 6 osób – wszystko wypijają !, gdy zbyt esencjonalny dla gardła zawsze można go rozchrzcić wodą.
  SAŁATKA Z BURAKÓW I PAPRYKI ( Oli Biniszewskiej ) Uwaga ! robić gdy papryka jest najtańsza ( sierpień/wrzesień ). 4 kg buraków zagotować do miękkości ( odm. „czerwona kula 2” ), obrać i poszatkować na grubej tarce. 1 szkl. octu 10%, 1 szkl. wody, 1 szkl. oliwy, 1 szkl. cukru – zagotować. 2,5 kg. zielonej, pokrojonej w paski papryki zagotować w tej zalewie 5 min., dodać 1 kg. drobno pokrojonej cebuli, 6 łyżeczek soli, pieprz mielony do smaku ( i inne przyprawy do smaku, np. cukier ), kolejne 5 min. gotować. Wymieszać z burakami i do małych słoików. Pasteryzować 15-20 min. Oryginalny smak.  
ŚLIWKI W ZALEWIE OCTOWEJ 6 kg. śliwek, tylko prawdziwa węgierka, oczyścić i odpestkować, nie myć, upchnąć ściśle w 12-tu 1 l. słoikach i zalać wrzącą zalewą – 2 l. octu 10% + 2 l. wody, 4 kg. cukru, goździki ( „na oko” ) ale aby do każdego słoika weszło ich po kilka. Przykryć lekko nakrętkami. Po dobie robi się z nich 9-10 słoików; syrop zlać do gara, zagotować zalać w słoikach wrzącym, po kolejnej dobie powtórzyć operację dodając do gotowania potłuczony i mielony cynamon w odpowiednich, obfitych ilościach. Na 4-ty dzień zalać gorącym, nie wrzącym syropem, nie pasteryzować, zakręcić i do spiżarki. Wychodzi od 6 do 9 słoików. Wiele lat można trzymać w szafie. Znakomite jako dodatek do wszelkich mięs, wędlin i ptaków; z latami syrop ciemnieje, staje się łagodniejszy i bardziej esencjonalny – dla mężczyzn, cierpiących na poranne męki, znakomity na katza.  
PALUSZKI MOJEJ MATKI Nawet starzy górale ( i Kiowehowie także ! ) domniemywali skąd w Tej, tak antykucharskiej kobiecie, wziął się ten genialny ( a prosty ) przepis ( zapewne po rodzinie; Jej Mama, Władysława z Araszkiewiczów Polubcowa była znakomitą kucharką lub z innych podlaskich zaścianków ! ) ! Moja Żona – jest to ogromna, heroiczna wręcz Jej zasługa, wiele lat od Teściowej wyciągała ten przepis. Woziłem jego efekty, za młodu i później, na przyjęcia rodzinne, studenckie i przyjacielskie ( zżerali ! ), na moje wykopaliska ( zżerali ! ), do Anglii ( zżerali bezwstydnie, bez względu na płeć i sferę ! ), na wszelkie objazdy naukowe moje i mojej Żony ( zżerali, j. w. ) a także rozliczne wyjazdy wakacyjne nasze i naszych Dzieci ( zżerali, j. w., tu ważne hasło : zamek w Niedzicy – zżerali i zawsze mieli pretensję, że za mało przywoziłem ! ). Prymusem w tej dyscyplinie był Tadeusz Stefan Jaroszewski, prywatnie prof. historii sztuki, zżerał wszystko, barokowe peany wygłaszając. 3 szkl. mąki, 1,3 szkl. cukru pudru, 1 kostka masła, 4 żółtka, 3 łyżki śmietany; wyrobić, zagnieść, na 24 godz. wstawić w pergaminie do lodówki; walcować w paluszki, pokroić na 3-4 cm. kawałki i piec na blasze w 220-230oC przez 30-40 min., jak chcesz mieć lekko przypalone, to trochę dłużej !  
PIERNIK Jest to przepis mojej śp. Matki, Alicji, praktykowany już, za mojej pamięci, w l. 50-tych XX w,. po Jej rodzinie ( Araszkiewiczach ? Gliwińskich ? Korsakach ? Kulickich ? Kwiatkowskich ? Polubcach/Polubiczach ? Zaborowskich ? – ogólnie z podlaskich zaścianków; sama by tego nie wymyśliła – była słabą kucharką ). Od kilkunastu lat udoskonala go, z wielkim mozołem, jako że Jej Teściowa nie była łatwa w dziedzinie udostępniania swojej wiedzy kulinarnej, moja Żona, Anna ze Staniszewskich, Sieradzka. 10 dkg. fig suszonych, 10 dkg. moreli susz., 10 dkg. migdałów całych, sparzonych, obranych ( nie ze sklepu tzw. „wiórki” ! ), 10 dkg. daktyli, 10 dkg. skórki pomarańczowej kandyzowanej ( najlepiej własnego wyrobu ), 15 dkg. rodzynków; mogą być jeszcze śliwki suszone ( waga j. w. ) i orzechy potłuczone ( laskowe lub włoskie, lepsze włoskie ! ). Rodzynki sparzyć, resztę bakalii drobno posiekać i lekko oprószyć mąką, wymieszać wszystkie w sporej misce. 2 szklanki cukru, słoik ( 0,33 l. ) miodu gryczanego lub wrzosowego rozgrzać na małym ogniu, dodać 15 dkg. sklarowanego masła oraz mocne, ciemne piwo 0,33 l. ( najlepiej porter warszawski; kupić dwie butelki – drugą wypić podczas pracy ! ), ostudzić, dodać stopniowo 10 żółtek ( białka do lodówki ! ) wcierając je do masy miodowo-piwnej. 3 opakowania przyprawy do piernika, 2-3 łyżeczki kardamonu/kardemonii, 1/2-1,0 łyżeczki gałki muszkatołowej, 2 łyżeczki mielonego cynamonu, 2 łyżeczki sody – razem wymieszać i dodać do 5 szklanek mąki pszennej, przesianej. Wszystko starannie wymieszać, wlać płyn miodowo-żółtkowo-piwny, na końcu dodać bakalie i ubitą pianę z białek. Trzy podłużne blachy wysmarować szmalcem, oprószyć bułką tartą – masę wkładać do połowy wysokości. Piec w temp. 190-210OC ok. 45 min. ( sprawdzić patyczkiem czy nie jest wilgotne ! ). Nasz piecyk przypala od góry ( pewnie nie on jeden w PRL-u ) stąd też pod koniec pieczenia przysłonić wierzch folią aluminiową. Taki piernik, aromatyczny na świeżo, kilka tygodni nawet przechowy-wany w folii, utrzymuje swoje walory.  
SERNIK MÓJ ( WYPRAKTYKOWANY OD L. 60-TYCH XX W. ) 1 kg. sera ( tzw. „trzykrotka” lub zwykły, tłusty przekręcić przez maszynkę ), 1-2 serniksy ( lub inny proszek do serników ), 2 łyżki proszku do pieczenia, 2 łyżki mąki kartoflanej, 10-12 żółtek + 1,5-2,0 szklanki cukru pudru ( utrzeć na kogel-mogel ), 2 ugotowane kartofle przetrzeć, starannie ukręcić, dodać sklarowaną kostkę masła ( lub nieco więcej ! ), 2-3 cukry waniliowe, aromat ( jak kto lubi ), 10 dkg. rodzynków, mały słoik kandyzowanej posiekanej skórki pomarańczowej i na końcu białka z 8 jajek delikatnie wmieszać. Wylać, najlepiej, na dużą, okrągłą tortownicę ( wysmarowaną szmalcem i oprószoną bułką tartą ) i piec 60-70 min. w temp. 180-200OC. By mało opadał ( a będzie opadał, bo jest „ciężki” ), po terminie, stopniowo redukować grzanie i uchylić piekarnik. Wartościowy, kaloryczny i smaczny. Można dodać polewę. 1/2 szklanki uczciwej śmietany, 1 szkl. cukru, 1 tabl. gorzkiej czekolady, podgrzać, zawrzeć, zagotować aż zacznie gęstnieć ( naturalnie trzeba cały czas mieszać ! ), wtedy dodać łyżkę masła, 1-2 łyżkę brandy lub koniaku, lekko ostudzić i pokryć podstygnięty sernik. Kilka tygodni zachowuje swoje walory; można część zamrozić.  
TORT Jubileuszowy Dzieci. Na każde święta i uroczystości rodzinne nasze Dzieci domagały się od Matki tego tortu. 1/2 kg. biszkoptów ( tzw. „kocich języczków” ) kupionych w Warszawie u „Wróbla” przy pl. Politechniki lub u „Elsnera” na Bielanach ( żadnych erzatzów z supermarketów ! ). Biszkopty namoczyć krótko w mocnej esencji herbacianej ( dla dorosłych można dodać 2 łyżki spirytusu, dzieciom też ! ); odciskając, ułożyć z nich szczelnie warstwę na dnie okrągłej tortownicy, posmarowanej masłem i obsypaną bułką; przekładać kremem sporządzonym z kostki miękkiego masła i 1 op. budyniu waniliowego ( po ugotowaniu na mleku i ostudzeniu ). Porcję kremu podzielić na 2 cz. Do jednej dod. 2 łyżki soku cytrynowego; do drugiej 2 łyżki kakao. Naprzemiennie kłaść na biszkoptach cytrynową i kakaową masę – na wierzchu powinien być krem, a na nim ułożyć owoce.( truskawki, maliny etc. ). Przygotować dowolną galaretkę owocową,, zalać stygnącą, udekorować, ugarnirować ubitą śmietaną lub resztką kremu, potrzymać w lodówce min. 1/2 doby i wydać. Bachórstwo uwielbiało i nadal, zestarzawszy się, uwielbia !  
WIŚNIE KONFITURA 1,5 l. wody zagotować z 5 kg. cukru, na wrzący płyn wsypać 5 kg. wydrelowanych ( świetne są obecne plastikowe, ręczne drylowarki ! ) wiśni tzw. „szklanek” ( kupować kiedy są najsłodsze i najtańsze – czerwiec/lipiec ), gotować 1/2 godz. na niewielkim ogniu, mieszając i zbierając szumowiny. Odstawić. Następnego dnia gotować na wolnym ogniu, cały czas mieszając, aż zgęstnieją/zeszklą się ( ok. 3 godz. ). Wychodzi 12-15 słoików 0,33 l. Pasteryzować. Lata całe mogą stać.  
AJERKONIAK Zmieniły się, od l. 60-tych, rozmiary żółtek ( ! ). Tedy obecnie należy brać 12 do 15 żółtek ( dawniej wystarczało 10 ), starannie obrać żółtka z „glutów” + 15-17 stołowych kopiastych, łyżek cukru pudru. Mieszać mikserem aż nie będzie grudek, 0,25 – 0,30 l. mleka ( podgrzanego do temp. pokojowej ) wlewać wolno do rozrabianego roztworu, mieszać aż się mleko wkręci. Następnie 0,25 spirytusu, także powoli wlewać, cały czas kręcąc. Gdy biała piana zniknie, można przerwać kręcenie. Wyjdzie tego ok. 1,25 l. produktu. Tak zrobiony ajerkoniak jest bardzo mocny a trzymany w lodówce gęstnieje. Nie dodaję aromatów ani kawy, kakao czy czekolady. Panowie mogą mieszać z koniakiem, a wszyscy dodawać n. p. do lodów.  
KRUPNIK tzw. wigilijny             Przepis mojego śp. Teścia ( p. wyżej – kapusta „mądra” ). Sporządzić w przeddzień Wigilii. 5 żółtek rozetrzeć z 1,5-2,0 szklankami cukru, dolać 2 łyżki kakao, ewentualnie 1 łyżeczkę sproszkowanego cynamonu, 1 szkl. letniego mleka, mieszając, powoli wlewać ćwiartkę spirytusu, mieszać aż się zgryzie. Odstawić, pić silnie podgrzany po powrocie z Pasterki z odległego, od leśniczówki, kościoła ( dzieciom też dawano ! ).
[1]           „Ziemianin na wygnaniu czyli kuchnia w bloku” – miłosierne tłumaczenie z łaciny dla współczesnych „młodych i wykształconych”.
PIZZA A LA WKS ( POLSKA ) Pizze włoskie budziły i nadal budzą, jako obiekt konsumpcji, moją odrazę. Przyjaciółka, powróciwszy z Nowego Jorku, zdradziła mi przepis na przepyszne ciasto drożdżowe/podkład pizzy, otrzymany sekretnie od „Mamma di Cosa Nostra”, który mogłem zmodyfikować i rozwinąć wraz z nadzieniem, dla tubylców. 10 dkg. drożdży bardzo starannie rozetrzeć ze szklanką mąki, dodać kolejną szklankę mąki i wrabiać rękami : 2 całe jaja ( bez skorupek ! baranie ), kopiastą ( lub dwie ) łyżki sklarowanego masła, 2 łyżki kwaśnej śmietany, 2 łyżki oliwy, 4 kopiaste łyżki cukru ( w porywach do 6-ciu, ja wolę 6 ). Wyrabiać aż będzie ciasto odchodziło od ręki ( dosypując mąki ) – ma być jak lekkie drożdżowe. Odstawić w ciepłe miejsce, przykrywszy ściereczką, na 1,2-1,5 godz., aż ciasto urośnie. Winno wzrosnąć dwukrotnie i wtedy rozwałkować na obszar dużej i wysokiej na min. 5 cm., dł. 35 a szer. 25 cm., brytfanny wraz z kołnierzem, nałożyć farsz z dodatkami i piec 40-50-60 min. w 190-210oC, po 3/4 czasu zredukować ogień na 170-180oC.
FARSZ, DODATKI, SOS I POKRYWA : poprzedniego dnia 1,2-1,4 dkg. tłustej wieprzowiny : schab karkowy, łopatka, ( „od szynki”, chudsze wtedy koniecznie z podgardlem ), podsmażyć, udusić, podlawszy moim rosołem, na miękko z 4 dużymi cebulami, 2-4 główkami czosnku, gałka muszkatołowa i ziele angielskie ( przyprawy do uznania, sól, pieprz, sugeruję zioła i stanowczo obie papryki ). Pokroić jak na drobny gulasz, dusić do względnej miękkości. Poprzedniego dnia także należy namoczyć sporą porcję grzybów ( 0,5 kg. prawdziwków i podgrzybków ), gotować długo w oddzielnym garze, odcedzić, odcisnąć, pokroić, wywaru nie wyrzucać. 0,5-0,75 kg. pieczarek podsmażyć ostro na patelni, odparować, odcedzić z tłuszczu, zmieszać grzyby z pieczarkami, doprawić na ostro ( m. in. czosnkiem i paprykami ). Na ciasto wyłożyć mocno odcedzone z tłuszczu, podgrzane, mięso, mocno uklepać, dołożyć posiekane grzyby z pieczarkami ( też podgrzane i odcedzone ), mocno uklepać. Wcześniej stworzyć sos :2 duże lub 1 duża i 1 mniejsza puszki ostrego pomidorowego koncentratu, wlać do odrębnego gara + 1 szklanka wody, 2-3 łyżki oliwy + 1 łyżka masła + 2 łyżeczki maggi, także sosu sojowego; papryka, pieprz i sól, ziarenka smaku ( ? ) – ma być słodko-ostro-kwaśny, cukru; niech trochę pyrkocze z 1 łyżką mąki ( dodaję także trochę startego sera ) – cały czas mieszać ! jak dobrze zgęstnieje zalać farsz. Utrzeć 25-35 dkg. sera żółtego, ostrego, np. królewskiego; doprawić rokpolem, zmieszanym ze zwykłym, ( najlepszy jest prawdziwy parmezan ), dodać zioła ( do wyboru ! ) posypać nim wierzch potrawy. Skorupę serową zrobić nieregularną aby sos miał jak parować, gdy skorupa serowa zrobi się nieprzepuszczająca, nakłuwać. Wydawać na gorąco, jest tego 6-8 obfitych porcji, na zimno i odgrzewane następnego dnia średnio smakują.  
ZRAZY WOŁOWE ( O ILE MOGŁYBY BYĆ JAKIEKOLWIEK INNE ! ) Bierzesz gar, niski ( taki jak do duszeniny ) o śr. 25 cm.; 1,5 kg. zrazówki wołowej ( nie daj się kupić na tzw. „kulę” wołową ! ), kroisz poprzecznie na cienkie ( 0,4-0,5 mm. grubości ) plastry o rozmiarze pudełka papierosów; lekko je zbijasz drewnianą pałką, osól, opieprz, wytarzaj w mące, obsmaż na ostrym szmalcu, odłóż. Poprzedniego dnia weź dwie garście suszonych grzybów, namocz, gotuj 1,5-2,0 godz., odcedź mocno, pokrój w paski, 0,8 kg. kartofli pokrój w cienkie talarki ( trzymaj je w mocno osolonej, ciepłej, zalewie ), 0,6 kg. cebuli pokrój w średnie plastry. Wziąć kuchcika ( nieodzowny ! ) aby trzymał gar skośnie i układać w nim na sztorc warstwy kartofli, mięsa i cebuli; kolejne warstwy aż do wypełnienia gara; każdą warstwę mięsa posypać obficie mielonym kminkiem; każdą warstwę cebuli/kartofli posypać solą i kminkiem ziarnistym ( nigdy nie jest go za dużo ! ). Na wierzch wyłożyć pokrojone grzyby wraz z cieczą z nich, podprawioną moim rosołem, starannie uklepać; niech, pyrkocze na średnim ogniu 50-60 min.. Robię zalewę – 0,33 kg. śmietanki, 0,4 kg. śmietany + do uznania mojego roztworu rosołowego, 1 łyżka mąki ( można dodać trochę tartego sera ). Zalać i jeszcze 25-40 min. niech pyrkocze. Można pokropić z góry Maggi. Wydać i jeść ze smakiem. Ja niczego nie dodaję, są zboczeńcy co dodają koncentrat pomidorowy, czosnek, jakieś zioła etc. Odmawiam.  
SOSY   BESZAMEL Porcja na zwykłą brytfankę ( wieprz, ryba, ptak ) : 3 kopiaste łyżki masła + 2 kop. łyżki mąki, przetrzeć, podgrzać ( zasmażyć jeżeli chcesz mieć sos brunatny. ) 0,35 śmietanki, 1 szkl. mleka, 10-15 dkg. pokrojonego/startego rokpolu, tyleż zwykłego żółtego, startego; sól, oba pieprze, czosnek, zioła – do uznania, gdy zacznie pyrkotać 5-7 min., odstawić, wystudzić, zaciągnąć 3-4 żółtkami. Wydać na stół na konkretne mięso. Gdy do zapiekanki, to po zaciągnięciu żółtkami natychmiast zalać rybę/mięso i zapiekać tyle czasu ile jest w przepisie. Uwaga ! winien być o konsystencji gęstego budyniu. Do indyczary sporządzić podwójną porcję.  
POROWY 3 pory, 1/2 cebula, 2 szkl. mojego rosołu lub wywaru bulionowego, 3 łyżki sklarowanego masła, 4 łyżki mąki, 1 żółtko + przyprawy do smaku. Pory i cebulę posiekać, obsmażyć na ostro, zalać wywarem i gotować 15-20 min. stale mieszając; zagęścić mąką, przetrzeć przez sitko lub nie i doprawić 1 żółtkiem rozkłóconym z 1 łyżką zimnej wody, podgotować. Do ciepłych i zimnych mięs znakomity !  
SEROWY ( tzw. SKROMNY BESZAMEL ) 1/2 szkl. startego sera, 2 szkl. mleka, 3 łyżki masła, 4 łyżki mąki, 2 łyżki śmietany, 2 żółtka. Masło i mąkę przerobić w zasmażkę, rozprowadzić mlekiem, zagotować ( min. 10 min. ); dodać ser i żółtka ze śmietaną. Może być także do mięs, jaj i sałatek.  
PIĄTEK – POSTNA RYBA Dziś można kupić, bez wysiłku płaty, filety lub porcje w panierce rozmaitych gatunków ryb i je smażyć. Proponuję potrawę z najtańszych filetów/płatów ( bez panierki ! ) : 1 szklanka mąki, 1 jajo, trochę wody ( na wyczucie, nie do zdiagnozowania ! ), 1-2 łyżeczki curry, można także dodać trochę papryki, odrobina soli, pieprzu, ew. czosnku roztrzepać ( ma być rzadsze niż na naleśniki ! ). Maczać w tym kawałki ryby, smażyć na oliwie z masłem i natychmiast wydawać lub zapiec w moim skromnym beszamelu ( p. j. w. ).  
PIĄTEK – DORSZ PIECZONY/DUSZONY 60 dkg. dorsza podzielić na 4 porcje, włożyć do solanki na min. 0,5 godz., obsuszyć. 1 duża cebula, 1-2 marchwie, 1-2 pietruszki zetrzeć na drobne talarki, dusić na maśle/oliwie do zeszklenia, dodać 1,5 szklanki białego wina ( My wolimy półsłodkie ale może być wytrawne ), zagotować i sos wysadzić. Do brytfanki posmarowanej oliwą lub masłem włożyć dorsza, zalać sosem i piec 15-20 min w temp. 200OC; w tzw. „międzyczasie” sporządzić drugi sos : 0,2-0,3 l. śmietany rozrobić z 2 łyżkami mąki, 2-3 żółtkami i startym serem. Zalać rybę i jeszcze piec w 230oC 10-15-20 min. Tańszy kulinarnie wariant tej samej potrawy – DUSZENINA. 2 duże cebule/marchwie/pietruszki j. w. zeszklić w sporym garze z 2 ząbkami czosnku na maśle z oliwą, dodać 4 pomidory pokrojone, bez skórek, mogą być z puszki, przyprawy/zioła do uznania, dusić, mieszając min. 20 min. 60 dkg. dorsza ( porcjowanego ) po solance włożyć i jeszcze 15-20 min. dusić pod przykryciem. Da się zjeść choć przypomina się warszawskie hasło z pierwszej, bardzo srogiej, zimy okupacji ( 1939/1940 ) – „jedzcie dorsze, g… gorsze”.  
PIĄTEK – SOLA W ZALEWIE Sporcjowane płaty soli posolić i lekko oprószyć mąką, b. krótko obsmażyć na maśle. Odłożyć. W rondlu podsmażyć 2 z. czosnku + 5 szalotek ( posiekanych ) + 5 małych pomidorów ( lub z puszki ) + woda lub mój rosół + wino, białe, wytrawne lub półsłodkie ( szklanka ), odparować; włożyć do tego rybę, zalać moim beszamelem; piec 15-20 min. w 220OC; zbyt delikatne, dużo roboty.  
PIĄTEK – SZCZUPAK/SANDACZ ZAPIEKANY W BESZAMELU Gdy dostaniesz/kupisz szczupaka lub sandacza najpierw sprawdź jego świeżość ( instrukcja, jak sprawdzić, w każdej książce kucharskiej ). Nieświeża ryba jest wielką trucizną ! Najlepiej brać żywe, samemu zabijać lub zamrożone przyjmować ale tylko od przyjaciół – mrożone ze sklepów, by tak łagodnie rzec, są do d… Sprawiamy potwora, oskrobujemy z łusek, płuczemy w ostrej wodzie i albo, po obsuszeniu, nacieramy wewnątrz i zewnątrz szorstką solą, wkładając na dobę/dwie do lodówki albo trzymamy w ciepłej solance 2-4 godz. ( mówimy o standardowym zwierzu 2,0-2,5 kg. ! ). Wyjmujemy, jeszcze raz ostro płuczemy, suszymy, dzielimy na dzwonka 3-4-5 cm., układamy na kształt ryby, zawsze grzbietem do góry, w podłużnej brytfance ( kiedyś były takie specjalnie do ryb wyrabiane, z dziurkowanym podkładem ! ) napychając wnętrze farszem. Łeb i ogon odcinamy.
FARSZ – 2 spore starte cebule, 2 pietruszki, 2 marchewki, 1 seler, 1 kalarepka ( głęboko obrana ze zdrewniałej okrywy ), utrzeć, zeszklić na maśle lub poddusić, przyprawy do smaku, powinny być ostre – czysta ryba jest zdechła w smaku ! ; nadziać, zaszyć lub zawinąć w muślinową gazę. Niech się piecze na wolnym ogniu, początkowo 200oC , po 1,5 godz. zredukować ogień do 180oC. SOS – zalać tę konstrukcję moim beszamelem, zaostrzonym ( może być z dodatkiem tartego sera ), piec jeszcze 0,5-1,0 godz. Wydawać natychmiast, nie nadaje się do odgrzewania ani do spożywania na zimno.  
ŚLEDŹ PO OCHALSKU 2 jednokilowe op. „śledzi a la Matjas” Lisnera, odcedzić ( w rzeczywistości jest to 2 x 800 g. masy ), podzielić na kawałki 2-3 cm. 10 dużych główek czosnku, posiekanych zmieszać z 8-10 łyżkami majeranku i oliwą do konsystencji rzadkiej pasty, rozgnieść. Każdy łachmytek śledzia smarować tą pastą, umieszczać w słoiku lub misce ( na dno najpierw wlać trochę oliwy ), zalewać oliwą i następne warstwy, j. w. Wychodzą 3 litrowe słoiki. W lodówce mogą stać kilka miesięcy, są coraz lepsze, jedynie się maślą. To przepis-pamiątka po pierwszej, ś. p. Żonie Andrzeja Ochalskiego, Marii. Nam niesłychanie zasmakowały. Gdy chcesz mieć łagodniejsze, namocz na noc w mleku.   ŚLEDŹ PO SIERADZKU Z dziesiątków, o ile nie setek przepisów „na śledzie”, mój Dom polubił i wypraktykował ten : 2 op. „śledzi a la Matjas” Lisnera ( j. w. 2 x 800 g. masy bez zalewy ), pokawałkować, każdy łachmytek posmarować z obu stron ostrą, gładką musztardą ( np. Kozaka ), posypać obficie drobno posiekaną cebulą i zalać oliwą i następne warstwy j. w. W temperaturze pokojowej niech się „przegryza” 3-4 dni, potem do lodówki. W niej może stać i kilka miesięcy, z czasem jest coraz lepszy, jedynie się maśli. Nie hołdowaliśmy w moim Domu, rozlicznym przepisom na śledzie w zalewie śmietanowej, z dodatkiem jabłek etc., jakkolwiek wcale nie są paskudne. Podaję tylko moje przepisy !  
BORÓWKI SMAŻONE 1 kg. borówek ( strasznie ciężko jest je zbierać, moja Żona to wie najlepiej ! najtaniej wychodzi kupić na targu ! ). Przebrać, w aluminiowym garze z dod. 1 szkl. wody gotować ok. 1/2 godz. Odstawić do następnego dnia. Drugie smażenie : ok. 1/2 godz., mieszając stale oby nie przywarły. Odstawić. Na trzeci dzień dod. 1 szkl. cukru, smażyć ok. 1 godz., stale mieszając i zbierając szumowiny; gorące wkładać do wyparzonych słoików; pasteryzować ok. 20 min. Do trzeciego smażenia można dod., pokrojone w ósemki/szesnastki, obrane, twarde gruszki ( n. p. bergamotki ). Pyszne do wszystkiego ( i same w sobie ). To była, ciężka, letnia/wakacyjna praca mojej Żony uprawiana w Jej ukochanych lasach świętokrzyskich nieopodal wsi Aleksandrów koło Szydłowca, składana ongi, corocznie, w hołdzie swojej Teściowej, która, tę „konfiturę” uwielbiała.  
CZOSNEK KONSERWOWY ( od Pani Zofii Berezowskiej ) 1 szkl. octu „zwykłego”, nie musi być „winny ( kilkukrotnie droższy ! i wcale niewiele lepszy ), 4 szkl. wody, 1 szkl. cukru, zmieszać, podgrzać, rozpuścić. Oddzielnie obrane ząbki czosnku, ziele ang., liść bobkowy, pieprz ziarnisty lekko potłuczony, jałowiec w ostrej solance sparzyć ( ew. kilka min. pogotować ), odcedzić, zalać gorącą  zalewą ( j. w. ) i pasteryzować. Standartowy słoik „podżemowy” 0,33 l. mieści trzy/cztery główki dużego czosnku. 50 główek dużego czosnku obrać ( to ciężka praca cocui domestici = kuchty domowej ! ) = 12 słoików + 3 szkl. octu + 2 szkl. cukru + 8 szkl. wody . Trzymać w szafie, stoi tyle, ile chcesz. Znakomita zagrycha !  
ĆWIKŁA DOMESTICA URBANA 1 kg. dużych okrągłych buraków ( najlepsza odmiana „czerwona kula 2” ) ugotować, obrać, ostudzić, zetrzeć na średniej tarce, dodać 2 kop. łyżeczki soli, pieprzu ( w tym ziołowego ) do uznania, 6 łyżeczek kopiastych cukru, może być posiekany czosnek i/lub zioła do smaku, kwasku cytrynowego w płynie na wyczucie oraz 0,33 l. słoik ostrego chrzanu. Nie pasteryzować ! Do mięs i wędlin wieki może w lodówce stać.  
GRUSZKI W ZALEWIE OCTOWEJ 5 kg. klapsów twardych, obrać, wybrać gniazda nasienne, podzielić na ćwiartki, ogonki zostawić, wrzucać do miski z letnią wodą mocno zaprawioną kwaskiem cytrynowym ( co by nie sczerniały ). Wrzucamy do wrzącego syropu – 2 l. octu zwykłego, 2,0-2,5 l. wody, 2,5 kg. cukru ( wodę i cukier wypraktykować do swojego smaku ), wiele goździków i połamany oraz miałki cynamon, do uznania ale do każdego słoika ma trafić kilka goździków i kilka kawałków cynamonu ! ) gotować do „zeszklenia”, max. 10-15 min. Do słoików ( wychodzi ich 6 litrowych ), zakręcić, pasteryzować w garze, na lnianej ścierce. Im dłużej stoją, tym bardziej zalewa gęstnieje a gruszki stają się bardziej esencjonalne. Z czasem syrop gęstnieje, łagodnieje i jest do wypicia. Znakomity dodatek do wszelkich mięs, wędlin i wódy. Kilka lat może stać w spiżarni. Syrop, dla ludzi cierpiących na tę przypadłość, znakomity na katza.  
JABŁKA DUSZONE Przepis mojej śp. Matki, bardzo je lubiła. 4,0 kg. papierówki, antonówki, złotej lub szarej renety ( ta najlepsza ! ), obrać, wybrać gniazda i tzw. „obicia”, pokroić na ćwiartki/ósemki; w małej ilości wody dusić, bez przykrycia aż się rozciapią. Dodać 6,0 kg. cukru ( spróbować : nasz, konfekcjonowany, cukier ma rozmaitą zawartość cukru w cukrze ! ), jeszcze trochę poddusić, odparować ( stale mieszając ! ). Do słoików na gorąco, pasteryzować. Świetne do wszelkich mięs, na zimno i ciepło, do szarlotki i samo w sobie.  
KOMPOT WIGILIJNY W sierpniu/wrześniu ususzyć w znakomitej, nowoczesnej, kilkukondy-gnacyjnej, elektrycznej suszarce ( także wspaniale suszy grzyby ! ) w ósemkach/szesnastkach, ze skórką : 2 kg. jabłek ( antonówka, szara reneta – ta lepsza, bez gniazd ), 2 kg. gruszek ( klapsy twarde w połówkach też bez gniazd ), 2 kg. śliwek ( uczciwe węgierki, mogą być częściowo z pestkami ale naciąć ). Trzymać, w przewiewie, w płóciennych woreczkach, niekiedy nimi poruszając. Gar 10-12 l. Zalać i namoczyć na noc w miękkiej wodzie, gotować do miękkości ok. 2 godz., dod. połamany cynamon i goździki ( obficie ); po odcedzeniu dod. 2-3 szkl. cukru ( do uznania Domu ), krótko zagotować. Starcza tylko na Wigilię i Pierwszy Dzień Świąt dla 6 osób – wszystko wypijają !, gdy zbyt esencjonalny dla gardła zawsze można go rozchrzcić wodą.  
SAŁATKA Z BURAKÓW I PAPRYKI ( Oli Biniszewskiej ) Uwaga ! robić gdy papryka jest najtańsza ( sierpień/wrzesień ). 4 kg buraków zagotować do miękkości ( odm. „czerwona kula 2” ), obrać i poszatkować na grubej tarce. 1 szkl. octu 10%, 1 szkl. wody, 1 szkl. oliwy, 1 szkl. cukru – zagotować. 2,5 kg. zielonej, pokrojonej w paski papryki zagotować w tej zalewie 5 min., dodać 1 kg. drobno pokrojonej cebuli, 6 łyżeczek soli, pieprz mielony do smaku ( i inne przyprawy do smaku, np. cukier ), kolejne 5 min. gotować. Wymieszać z burakami i do małych słoików. Pasteryzować 15-20 min. Oryginalny smak.  
ŚLIWKI W ZALEWIE OCTOWEJ 6 kg. śliwek, tylko prawdziwa węgierka, oczyścić i odpestkować, nie myć, upchnąć ściśle w 12-tu 1 l. słoikach i zalać wrzącą zalewą – 2 l. octu 10% + 2 l. wody, 4 kg. cukru, goździki ( „na oko” ) ale aby do każdego słoika weszło ich po kilka. Przykryć lekko nakrętkami. Po dobie robi się z nich 9-10 słoików; syrop zlać do gara, zagotować zalać w słoikach wrzącym, po kolejnej dobie powtórzyć operację dodając do gotowania potłuczony i mielony cynamon w odpowiednich, obfitych ilościach. Na 4-ty dzień zalać gorącym, nie wrzącym syropem, nie pasteryzować, zakręcić i do spiżarki. Wychodzi od 6 do 9 słoików. Wiele lat można trzymać w szafie. Znakomite jako dodatek do wszelkich mięs, wędlin i ptaków; z latami syrop ciemnieje, staje się łagodniejszy i bardziej esencjonalny – dla mężczyzn, cierpiących na poranne męki, znakomity na katza.  
PALUSZKI MOJEJ MATKI Nawet starzy górale ( i Kiowehowie także ! ) domniemywali skąd w Tej, tak antykucharskiej kobiecie, wziął się ten genialny ( a prosty ) przepis ( zapewne po rodzinie; Jej Mama, Władysława z Araszkiewiczów Polubcowa była znakomitą kucharką lub z innych podlaskich zaścianków ! ) ! Moja Żona – jest to ogromna, heroiczna wręcz Jej zasługa, wiele lat od Teściowej wyciągała ten przepis. Woziłem jego efekty, za młodu i później, na przyjęcia rodzinne, studenckie i przyjacielskie ( zżerali ! ), na moje wykopaliska ( zżerali ! ), do Anglii ( zżerali bezwstydnie, bez względu na płeć i sferę ! ), na wszelkie objazdy naukowe moje i mojej Żony ( zżerali, j. w. ) a także rozliczne wyjazdy wakacyjne nasze i naszych Dzieci ( zżerali, j. w., tu ważne hasło : zamek w Niedzicy – zżerali i zawsze mieli pretensję, że za mało przywoziłem ! ). Prymusem w tej dyscyplinie był Tadeusz Stefan Jaroszewski, prywatnie prof. historii sztuki, zżerał wszystko, barokowe peany wygłaszając. 3 szkl. mąki, 1,3 szkl. cukru pudru, 1 kostka masła, 4 żółtka, 3 łyżki śmietany; wyrobić, zagnieść, na 24 godz. wstawić w pergaminie do lodówki; walcować w paluszki, pokroić na 3-4 cm. kawałki i piec na blasze w 220-230oC przez 30-40 min., jak chcesz mieć lekko przypalone, to trochę dłużej !  
PIERNIK Jest to przepis mojej śp. Matki, Alicji, praktykowany już, za mojej pamięci, w l. 50-tych XX w,. po Jej rodzinie ( Araszkiewiczach ? Gliwińskich ? Korsakach ? Kulickich ? Kwiatkowskich ? Polubcach/Polubiczach ? Zaborowskich ? – ogólnie z podlaskich zaścianków; sama by tego nie wymyśliła – była słabą kucharką ). Od kilkunastu lat udoskonala go, z wielkim mozołem, jako że Jej Teściowa nie była łatwa w dziedzinie udostępniania swojej wiedzy kulinarnej, moja Żona, Anna ze Staniszewskich, Sieradzka. 10 dkg. fig suszonych, 10 dkg. moreli susz., 10 dkg. migdałów całych, sparzonych, obranych ( nie ze sklepu tzw. „wiórki” ! ), 10 dkg. daktyli, 10 dkg. skórki pomarańczowej kandyzowanej ( najlepiej własnego wyrobu ), 15 dkg. rodzynków; mogą być jeszcze śliwki suszone ( waga j. w. ) i orzechy potłuczone ( laskowe lub włoskie, lepsze włoskie ! ). Rodzynki sparzyć, resztę bakalii drobno posiekać i lekko oprószyć mąką, wymieszać wszystkie w sporej misce. 2 szklanki cukru, słoik ( 0,33 l. ) miodu gryczanego lub wrzosowego rozgrzać na małym ogniu, dodać 15 dkg. sklarowanego masła oraz mocne, ciemne piwo 0,33 l. ( najlepiej porter warszawski; kupić dwie butelki – drugą wypić podczas pracy ! ), ostudzić, dodać stopniowo 10 żółtek ( białka do lodówki ! ) wcierając je do masy miodowo-piwnej. 3 opakowania przyprawy do piernika, 2-3 łyżeczki kardamonu/kardemonii, 1/2-1,0 łyżeczki gałki muszkatołowej, 2 łyżeczki mielonego cynamonu, 2 łyżeczki sody – razem wymieszać i dodać do 5 szklanek mąki pszennej, przesianej. Wszystko starannie wymieszać, wlać płyn miodowo-żółtkowo-piwny, na końcu dodać bakalie i ubitą pianę z białek. Trzy podłużne blachy wysmarować szmalcem, oprószyć bułką tartą – masę wkładać do połowy wysokości. Piec w temp. 190-210OC ok. 45 min. ( sprawdzić patyczkiem czy nie jest wilgotne ! ). Nasz piecyk przypala od góry ( pewnie nie on jeden w PRL-u ) stąd też pod koniec pieczenia przysłonić wierzch folią aluminiową. Taki piernik, aromatyczny na świeżo, kilka tygodni nawet przechowy-wany w folii, utrzymuje swoje walory.  
SERNIK MÓJ ( WYPRAKTYKOWANY OD L. 60-TYCH XX W. ) 1 kg. sera ( tzw. „trzykrotka” lub zwykły, tłusty przekręcić przez maszynkę ), 1-2 serniksy ( lub inny proszek do serników ), 2 łyżki proszku do pieczenia, 2 łyżki mąki kartoflanej, 10-12 żółtek + 1,5-2,0 szklanki cukru pudru ( utrzeć na kogel-mogel ), 2 ugotowane kartofle przetrzeć, starannie ukręcić, dodać sklarowaną kostkę masła ( lub nieco więcej ! ), 2-3 cukry waniliowe, aromat ( jak kto lubi ), 10 dkg. rodzynków, mały słoik kandyzowanej posiekanej skórki pomarańczowej i na końcu białka z 8 jajek delikatnie wmieszać. Wylać, najlepiej, na dużą, okrągłą tortownicę ( wysmarowaną szmalcem i oprószoną bułką tartą ) i piec 60-70 min. w temp. 180-200OC. By mało opadał ( a będzie opadał, bo jest „ciężki” ), po terminie, stopniowo redukować grzanie i uchylić piekarnik. Wartościowy, kaloryczny i smaczny. Można dodać polewę. 1/2 szklanki uczciwej śmietany, 1 szkl. cukru, 1 tabl. gorzkiej czekolady, podgrzać, zawrzeć, zagotować aż zacznie gęstnieć ( naturalnie trzeba cały czas mieszać ! ), wtedy dodać łyżkę masła, 1-2 łyżkę brandy lub koniaku, lekko ostudzić i pokryć podstygnięty sernik. Kilka tygodni zachowuje swoje walory; można część zamrozić.  
TORT Jubileuszowy Dzieci. Na każde święta i uroczystości rodzinne nasze Dzieci domagały się od Matki tego tortu. 1/2 kg. biszkoptów ( tzw. „kocich języczków” ) kupionych w Warszawie u „Wróbla” przy pl. Politechniki lub u „Elsnera” na Bielanach ( żadnych erzatzów z supermarketów ! ). Biszkopty namoczyć krótko w mocnej esencji herbacianej ( dla dorosłych można dodać 2 łyżki spirytusu, dzieciom też ! ); odciskając, ułożyć z nich szczelnie warstwę na dnie okrągłej tortownicy, posmarowanej masłem i obsypaną bułką; przekładać kremem sporządzonym z kostki miękkiego masła i 1 op. budyniu waniliowego ( po ugotowaniu na mleku i ostudzeniu ). Porcję kremu podzielić na 2 cz. Do jednej dod. 2 łyżki soku cytrynowego; do drugiej 2 łyżki kakao. Naprzemiennie kłaść na biszkoptach cytrynową i kakaową masę – na wierzchu powinien być krem, a na nim ułożyć owoce.( truskawki, maliny etc. ). Przygotować dowolną galaretkę owocową,, zalać stygnącą, udekorować, ugarnirować ubitą śmietaną lub resztką kremu, potrzymać w lodówce min. 1/2 doby i wydać. Bachórstwo uwielbiało i nadal, zestarzawszy się, uwielbia !  
WIŚNIE KONFITURA 1,5 l. wody zagotować z 5 kg. cukru, na wrzący płyn wsypać 5 kg. wydrelowanych ( świetne są obecne plastikowe, ręczne drylowarki ! ) wiśni tzw. „szklanek” ( kupować kiedy są najsłodsze i najtańsze – czerwiec/lipiec ), gotować 1/2 godz. na niewielkim ogniu, mieszając i zbierając szumowiny. Odstawić. Następnego dnia gotować na wolnym ogniu, cały czas mieszając, aż zgęstnieją/zeszklą się ( ok. 3 godz. ). Wychodzi 12-15 słoików 0,33 l. Pasteryzować. Lata całe mogą stać.   AJERKONIAK Zmieniły się, od l. 60-tych, rozmiary żółtek ( ! ). Tedy obecnie należy brać 12 do 15 żółtek ( dawniej wystarczało 10 ), starannie obrać żółtka z „glutów” + 15-17 stołowych kopiastych, łyżek cukru pudru. Mieszać mikserem aż nie będzie grudek, 0,25 – 0,30 l. mleka ( podgrzanego do temp. pokojowej ) wlewać wolno do rozrabianego roztworu, mieszać aż się mleko wkręci. Następnie 0,25 spirytusu, także powoli wlewać, cały czas kręcąc. Gdy biała piana zniknie, można przerwać kręcenie. Wyjdzie tego ok. 1,25 l. produktu. Tak zrobiony ajerkoniak jest bardzo mocny a trzymany w lodówce gęstnieje. Nie dodaję aromatów ani kawy, kakao czy czekolady. Panowie mogą mieszać z koniakiem, a wszyscy dodawać n. p. do lodów.  
KRUPNIK tzw. wigilijny             Przepis mojego śp. Teścia ( p. wyżej – kapusta „mądra” ). Sporządzić w przeddzień Wigilii. 5 żółtek rozetrzeć z 1,5-2,0 szklankami cukru, dolać 2 łyżki kakao, ewentualnie 1 łyżeczkę sproszkowanego cynamonu, 1 szkl. letniego mleka, mieszając, powoli wlewać ćwiartkę spirytusu, mieszać aż się zgryzie. Odstawić, pić silnie podgrzany po powrocie z Pasterki z odległego, od leśniczówki, kościoła ( dzieciom też dawano ! ).
[1]           „Ziemianin na wygnaniu czyli kuchnia w bloku” – miłosierne tłumaczenie z łaciny dla współczesnych „młodych i wykształconych”.

Czas na ślimaki – à la Vendée (Wandea)

MD https://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1959&Itemid=53

            Czy wiedzą Państwo, skąd w kuchni Francuzów wzięły się tak wspaniałe dziesiątki dań, przepisów opartych na escargots (winniczki), czy grenouilles (żaby)?

            Otóż stało się to „dzięki” wielkiej rewolucji anty-francuskiej, a szczególnie decyzji wyrzynania ludzi i wypalania plonów przez „piekielne kolumny” rewolucjonistów w pokonanej Wandei w 1794 roku.

            To terror i głód skłonił niedobitki chłopów i szlachty w Wandei do rzucenia się w chaszcze i na bagna. I przeżyli dzięki żabkom i ślimaczkom. [winniczki hodowali już, jako specjał, Rzymianie. Ale nie znalazłem ich przepisu… md]  

            Maj – czerwiec jest okresem, w którym udka żabie oraz winniczki osiągają szczyty soczystości i smaku. Opiszę więc, jak przyprawiam winniczki à la Wandea (spolszczam już nazwę). Może się przyda.

            Zbieramy większe winniczki – młode niech se jeszcze pożyją i się rozmnożą. Zbieramy w podmokłych chaszczach, najlepiej po deszczu, lubią sobie wtedy pochodzić. Przy dobrej, wilgotnej pogodzie zbieram wiadro (na 8-10 osób) w godzinę – półtorej.

            Liczymy od jednego do dwóch tuzinów ślimaków na osobę.[ Nie więcej!! Mimo, że smakowite, trzeba je jeszcze strawić]

            Trzymamy przez 4-7 dni w wiadrach czy skrzynkach, np. plastikowych, z nałożoną na wierzch ażurową skrzyneczką na owoce (są silne, zwykłe pokrywki zrzucają – i wybierają wolność.)

            Wielbiciele zwierzątek mogą im wsypać paczuszkę otrąb lub mąki, by zbyt nie głodowały. A chodzi o to, by wykupały wszystko, co przedtem w terenie zjadły.

[Poniżej często używam słowa starannie. Brać to dosłownie, inaczej można danie zepsuć.]

            Potem starannie umyte umieszczamy w garze czy wiadrze i posypujemy solą (łyżka na tuzin) i polewamy octem 10% (ćwiartka na 3 tuziny). Giną. Przez 10-12 godzin wydziela się śluz. Znów starannie myjemy. [ „starannie „to znaczy w tym wypadku siedem razy, nie dwa razy, Leniu!]. Przez pół godziny gotujemy w posolonej wodzie. Wyjmujemy ślimaki ze skorupek, płuczemy i gotujemy 2 godz. w „court boullion”.

           „Court boullion”: Do wody (2 l. na 6-8 tuzinów) dodajemy marchew, cebulę, korzeń pietruszki (pokrojone), tymianek, liście laurowe, paczuszkę przyprawy do ryb, sól, pieprz. Dolewamy w trakcie gotowania białe wino (butelkę, wytrawne, kuchenne).

            Po tych 2-ch godz. niech ostygną w tym płynie. Równolegle starannie umyć i oczyścić skorupki, wytrząsnąć z nich wodę, suszyć kładąc otworem w dół na płótnie.

               Nadzienie. Na tuzin ślimaków : 60 g. masła, ostrą cebulkę (najlepiej eszalotkę), czosnek (dużo!), liście pietruszki, sól, pieprz (sporo, ale do smaku). Posiekać, wymieszać z masłem (na kilo mięsa ślimaków brałem 300 g masła).

            Wkładamy do suchych i czystych muszli: Powyższe masło, ślimaka, zamykamy znów masłem. Jeśli biesiadnicy początkujący, „obrzydliwi”, to można mięsko ślimacze pokroić – dla „normalnych” wkładamy w całości, lub uzupełniamy kawałkami.

            Umieszczamy na blasze lub w naczyniu do zapiekania w rozgrzanym piecu (termostat 6-7) grzać ok. 8 minut.

            Jak wiadomo z dyrektywy UE , ślimak to „ryba lądowa” (por. https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=1684&Itemid=47 ), więc lubi pływać. Podawać z dobrze schłodzonym winem białym, wytrawnym, takim „do ryb”.

            Pozostałe po uczcie masełko zjadać z chlebem – wspaniałe!

Przygotowuje się dość krótko, tylko pisze się długo.

            Może dzięki temu przeżyjemy tak integrację z UE, jak i nagłą „przyjaźń z Miszką”.

Vive le ROY !

WIDMO GŁODU a Ślimaki u Lukullusa, w kuchni staro-polskiej i w UE

Ślimaki u Lukullusa, w kuchni staro-polskiej i w UE

[Tylko przypominam, młodzi na pewno zresztą nie czytali… A teraz- – maj – najlepsza pora na winniczki! https://web.archive.org/web/20201204201942/https://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2682&Itemid=53

========================

 – A pri czjom zdieś Ewropiejskij Sojuz? – Eto elemientarno, Watson! Gołod budiet objazatiel’no, togda budiem żrat’ ulitki! Dołzno wied’ byt’ wkusno!

            Po moim przypomnieniu  „Czas na ślimaki – à la Vendée (Wandea)” https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=1959&Itemid=53

sporo osób z oburzeniem protestowało, że

1) przecież już rzymianie uwielbiali i hodowali ślimaki,

2) a polska szlachta też znała je i zajadała się.

TAK, to prawda!

            Ale przesłane mi przepisy rzymskie (głównie Apicjusza) nie opisują sposobu usuwania śluzu, ani nie proponują obfitego dodawania czosnku, który (z pietruszką) jest podstawą dobrego smaku winniczków. A rzymianie przecież dużo czosnku jedli (por. kąśliwe uwagi Petroniusza w „Quo vadis”).

Poniżej podaję przepisy ze sławnej książki z 1682 roku :

 ===

COMPENDIUM FERCULORUM

albo

ZEBRANIE POTRAW

PRZEZ URODZONEGO STANISŁAWA CZERNIECKIEGO JEGO KRÓLEWSKIEJ MOŚCI SEKRETARZA A JAŚNIE WIELMOŻNEGO JEGO MOŚCI PANA ALEKSANDRA MICHAŁA HRABIE NA WIŚNICZU

I JAROSŁAWIU LUBOMIRSKIEGO, WOJEWODY KRAKOWSKIEGO, SANDOMIRSKIEGO, ZATORSKIEGO, NIEPOŁOMSKIEGO, LUBACZEWSKIEGO, RYCKIEGO ETC. ETC. STAROSTY KUCHMISTRZA

AD USUM PUBLICUM NAPISANE

=======

Wydali i opracowali Jarosław Dumanowski i Magdalena Spychaj

Z przedmową Stanisława Lubomirskiego

==========

5. Ślimaki

Masz rozumieć o ślimakach, że tak całkiem, jako i siekane, mogą być w jeden sposób gotowane. Ślimaki wstaw, odwarz, wybierz z skorupek, skorupki same ochędoż wodą i solą, przewarz potym odebrane ślimaki w garnuszku, pietruszki drobno i cebule przydawszy włóż w ślimaki lubo siekane, lubo całkiem. Przewarz, przylej kapłoniego rosołu, masła płokanego, pieprzu, kwiatu. Przywarz, a nałożywszy w skorupki, daj.

6. Inaczej ślimaki

Ślimaki odwarzone siekane albo całkiem włóż w rynkę, daj pietruszki drobno krajanej, cebule pieczonej, rosołu, masła płokanego albo oliwy. Warz to społem, daj octu, wina, pieprzu, cynamonu, rożenków drobnych, cukru, limonią siekaną. Przywarz, a nałożywszy [w] skorupki daj.

             Trzeci przepis urodzonego Stanisława Czernieckiego, JKM sekretarza etc., opuszczam, smakosz znajdzie w podanej Księdze.

            Z tejże Księgi jest SEKRET DRUGI KUCHMISTRZOWSKI, opisany w „Panu Tadeuszu” (Mickiewicz podał błędnie źródło przepisu), cytuje poniżej:

Pan Tadeusz, księga XII

Tu Wojski skończył opis i laską znak daje,

I wnet zaczęli wchodzić parami lokaje

Roznoszący potrawy: barszcz królewskim zwany

I rosół staropolski sztucznie gotowany,

Do którego pan Wojski z dziwnymi sekrety

Wrzucił kilka perełek i sztukę monety

(Taki rosół krew czyści i pokrzepia zdrowie).

Dalej inne potrawy, a któż je wypowie!

[…]

Owe ryby! łososie suche, dunajeckie,

Wyżyny, kawijary weneckie, tureckie,

Szczuki główne i szczuki podgłówne, łokietne,

Flądry i karpie ćwiki, i karpie szlachetne!

W końcu sekret kucharski: ryba nie krojona,

U głowy przysmażona, we środku pieczona,

A mająca potrawkę z sosem u ogona.

=================

SEKRET DRUGI KUCHMISTRZOWSKI

Szczuka jedna całkiem nierozdzielna, nierozkrajana, smażona głowa, warzony śrzodek do rosołu albo kaszanatu, pieczony ogon, którą tak zrobisz:

Weźmij szczukę, jaką wielką chcesz, ogol trochę od głowy, w śrzodku zostaw łuszczkę. Od ogona też trochę ogol, spraw, natknij na rożen mięśny ten śrzodek z łuszczką, obwiń chustą, a obwiąż sznurkami, zmaczawszy tę chustę w occie winnym osolonym. Potrząśnij też solą głowę i ogon, a przyłóż do wolnego ognia, piecz a obracaj. Miej ocet winny, solony w rynce przy ogniu, któryby wrzał, a polewaj nim często tę chustę, którąś obwinął szczukę. Głowę też wcześnie pozynguj oliwą albo olejem, albo masłem, a potrząśnij trochę mąką pszenną i drugi raz, i trzeci raz to czyń, to się smażyć będzie, a ogon na ostatku, gdy się rumienić pocznie, pozynguj także czym chcesz, ale mąką nie potrząsaj, a gdy rozumiesz, że już gorąco, zdejmi z rożna, chustę odwiń, będziesz miał szczukę smażoną, warzoną i pieczoną.

============

– A pri czjom zdieś Ewropiejskij Sojuz? – Eto elemientarno, Watson! Gołod budiet objazatiel’no, togda budiem żrat’ ulitki! Dołzno wied’ byt’ wkusno!

Dżuma zmodyfikowana – Praca dla Ojczyzny nigdy się nie kończy!

Sukces projektu „Ognisko” ukazał nam prace nad dżumą w zupełnie nowym świetle. W ciągu następnych kilku miesięcy dzięki transformacji genetycznej na­ukowcy w Oboleńsku zdołali wzbogacić Yersinia pestis o gen toksyny mielinowej.

[z książki: Biohazard , Ken Alibek, wyd. Prószyński , str. 132 i nn.

Przypominam wyjątek z książki sprzed dekady. Ten Ken Alibek [-ow] pracował potem dla Amerykanów,w Fort Detrick, a w 2022. był inspektorem- „doradcą” w bio-laboratoriach na Ukrainie. Tu – jeszcze w Sowietach…MD]

[—-]

Aby przystąpić do pracy nad pewnym szczepem dżumy, musiał otrzymać pisemne upoważnienie od samego Jurija Andropowa, ówcze­snego szefa KGB. Praca została uwieńczona sukcesem. Wówczas otrzymał roz­kaz, żeby jej wyniki zaprezentować na Kremlu. W towarzystwie strażnika pod bronią Domaradzki udał się na Kreml z ampułką zawierającą kultury zmutowa­nej dżumy, wnosząc ją przez wrota pradawnej fortecy niczym drogocenny skarb. Uroczyście zaprezentował fiolkę wojskowym i partyjnym aparatczykom. Trudno dociec, czego właściwie się spodziewali.

Takie absurdy doprowadzały go do rozpaczy, jednak do największej potycz­ki doszło w 1982 roku, kiedy Kalinin mianował nowego dowódcę wojskowego Oboleńska.

Nikołaj Nikołajewicz Urakow, autokratyczny generał ż XV Zarządu, w prze­szłości sprawował obowiązki zastępcy dyrektora obiektu kirowskiego. Znany był z wydawania rozkazów hermetycznym, wojskowym żargonem i nie miał cier­pliwości dla cywili, zwłaszcza tych, których uważał za bumelantów.

Urakow sam był znakomitym naukowcem. Otrzymał nagrodę państwową za opracowanie broni opartej na gorączce Q i odkąd go pamiętam, zawsze nostal­gicznie opowiadał „o swojej broni”. „Szkoda, że nie możemy wrócić do gorącz­ki Q – mawiał. – Kiedyś była to prawdziwa broń, teraz nikt nie. traktuje jej już poważnie” .

[—-]

Tymczasem rywalizacja przeniosła się z Oboleńska do kwatery głównej Bio­preparatu. Któregoś dnia byłem na Samokatnej podczas kłótni naukowca z ge­nerałem w gabinecie Kalinina. Ich krzyki słychać było na całym piętrze. Podsłu­chiwałem pod drzwiami Kalinina; wyglądało na to, że za chwilę dojdzie do rękoczynów. Domaradzki oskarżał Urakowa o stosowanie „taktyki sierżanta”; generał odpowiedział w podobnym duchu. Doprowadzony do rozpaczy Kalinin zaczął prosić Domaradzkiego o pohamowanie emocji.

– Czy takie zachowanie godne jest naukowca? Było to pytanie, które równie dobrze można by skierować do nas wszystkich.

         W końcu okazało się, że Kalinin przedkładał interes armii nad prerogatywy nauki. Domaradzkiego nie było już w Oboleńsku, kiedy w 1987 roku przenie­siono mnie do kwatery głównej. Został zdegradowany do stanowiska szefa la­boratorium w jednym z moskiewskich instytutów.         .

Ze wspomnień Domaradzkiego wynika głębokie przekonanie, że armia utrzymuje kontrolę nad badaniami biologicznymi do dzisiaj. Ich autor stwierdza, że zarówno Kalinin, jak i Urakow pozostali na kierowniczych stanowiskach naj­ważniejszych instytutów naukowych, i skarży się jednocześnie, że jego nadzieje na kontynuowanie eksperymentów z plazmidami rozwiały się z powodu braku funduszy.

Podsumowując swoją zawodową karierę, Domaradzki oświadcza, że pro­gram genetyczny, nad którym pracował, „nie uzasadniał ani nadziei z nim zwią­zanych, ani ogromnych zainwestowanych środków”. „W zasadzie nie wyprodu­kowaliśmy nic istotnego” – konkluduje.

Niestety, Domaradzki się mylił. To, co on rozpoczął, Urakow dokończył. Zdołał wyhodować szczepy dżumy odporne na znacznie szersze spektrum leków, które w zasadzie mogły się oprzeć wszystkim znanym nam antybioty­kom. Niespodziewany obrót spraw nastąpił także w związku z projektem „Ognisko„.

Kiedy młody naukowiec wszedł na mównicę, siedziałem na sali już od kilku godzin. Byłem zbyt zmęczony, aby uważnie słuchać; on tymczasem relacjonował ostatnie próby włączenia genów kodujących toksyczne białka do komórek róż­nych szczepów bakteryjnych.

Zacząłem słuchać uważniej, kiedy oświadczył, że znaleziono odpowiednią bakterię – gospodarza dla toksyny mielinowej. Chodziło o Yersinia pseudotuber­culosis, blisko spokrewnioną z Yersinia pestis. Wyniki badań laboratoryjnych by­ły obiecujące, podobnie jak potajemnie przeprowadzane eksperymenty na zwie­rzętach.

Wewnątrz laboratorium o szklanych ścianach do specjalnych desek przywią­zano pół tuzina królików. Wszystkie musiały oddychać przez urządzenie przy­pominające maskę tlenową. Był to jeden ze standardowych sposobów spraw­dzania skuteczności aerozoli na małych zwierzętach.

Ukryty za szybą technik naciskał guzik, dostarczając każdemu zwierzęciu nie­wielką dawkę patogenu zmienionego genetycznie. Po zakończeniu eksperymentu zwierzęta wracały do klatek i poddawano je obserwacji. U wszystkich królików wy­stąpiła wysoka gorączka i objawy zakażenia pseudotuberculosis. W jednej grupie do­świadczalnej króliki wykazywały także symptomy innej choroby. Początkowo szar­pały się, potem leżały bezwładnie. Ich tylne kończyny zostały sparaliżowane ­świadczyło to o działaniu toksyny mielinowej.

         Próby przebiegły pomyślnie. Patogen poddany transformacji genetycznej wy­wołał dwie choroby, z których jednej nie można było zdiagnozować.

         Na sali zapadła cisza. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z implikacji tego od­krycia.

Powstał nowy rodzaj broni. Po raz pierwszy mogliśmy produkować broń, po­sługując się związkami chemicznymi wytwarzanymi przez nasz organizm. Mogły one zniszczyć układ nerwowy, wpływać na nastroje, wywoływać zmiany psychi­ki, a nawet zabijać. Pracą naszego serca sterują peptydy. Jeśli jest ich zbyt dużo, prowadzi to do palpitacji serca, a w rzadkich przypadkach do śmierci.

Możliwość wpływania na nastroje była szczególnie interesująca dla KGB ­w połączeniu z faktem, że przyczyn nie mogliby wykryć patolodzy. Wyglądałoby na to, że ofiara zmarła śmiercią naturalną. Jakiż wywiad nie zainteresowałby się bronią, która zabija, nie pozostawiając żadnych śladów?

Tylko niewielki krok dzielił od włączenia genu mieliny toksycznej do komó­rek Yersinii pseudotuberculosis i wprowadzenia tego samego genu do Yersinii pe­stis, czyli dżumy. Tym sposobem mielibyśmy nową odmianę jednej z naj starszej znanych ludzkości broni biologicznych.

Yersinia pestis, zazwyczaj przenoszona przez pchły i gryzonie, była odpowie­dzialna za największe pandemie w historii ludzkości. Nieustępliwe rozprze­strzenianie się dżumy na kolejne miasta i kraje od wieków wzbudzało przeraże­nie, któremu dorównywała jedynie obawa przed ospą i grypą. Epidemia dżumy, zwana czarną śmiercią, zgładziła jedną czwartą mieszkańców czternastowiecz­nej Europy. W szczytowej fazie epidemii dżumy w 1665 roku w Londynie tygo­dniowo umierało siedem tysięcy ludzi. Ostatnia poważna pandemia wybuchła w Chinach w 1894 roku i trwała ponad dziesięć lat, swym zasięgiem ogarniając Hongkong oraz porty na całym świecie. Spustoszyła Bombaj, San Francisco oraz inne amerykańskie miasta położone nad brzegiem Pacyfiku. Ofiarą padło ponad dwadzieścia sześć milionów ludzi. Dwanaście milionów zmarło.

Dżuma, najokrutniejsza i najbardziej zaraźliwa choroba znana człowiekowi, należy do trzech schorzeń, wobec których obowiązuje kwarantanna i szczegółowe międzynarodowe przepisy. Każdy przypadek należy zgłosić Światowej Organiza­cji Zdrowia. Jedno ukąszenie zarażonej pchły może pozostawić we krwi lub w układzie limfatycznym człowieka nawet dwadzieścia cztery tysiące zarazków dżumy. Po okresie inkubacji, trwającym od jednego do ośmiu dni, ofiary zaczyna­ją odczuwać dreszcze, pojawia się także gorączka, ponieważ organizm usiłuje zwalczyć chorobę. Próby te przeważnie kończą się niepowodzeniem. Jeśli od ra­zu nie podejmie się terapii – postawiwszy trafną diagnozę – bakterie dżumy wy­niszczą organizm, chory zacznie majaczyć, dochodzi do uszkodzenia narządów wewnętrznych i śmierci.

W ciągu sześciu do ośmiu godzin po wystąpieniu pierwszych objawów pod powierzchnią skóry zaczynają powstawać bolesne, ciemniejące gruzełki, w mia­rę jak atakowane są kolejne obszary tkanki.. W pachwinie i pod pachami nastę­puje obrzęk węzłów chłonnych, wywołujący tak silne bóle karku, że nawet pa­cjenci w śpiączce wiją się w agonii.

Najcięższa jest płucna odmiana dżumy. Do zarażenia wystarczy jedno kaszl­nięcie lub kichnięcie chorego. Bakterie przedostają się do układu oddechowe­go i wywołują zapalenie płuc, a gromadzący się w nich płyn coraz bardziej utrudnia oddychanie. Okres inkubacji jest krótki – trwa nie dłużej niż kilka dni. Objawy pojawiają się niespodziewanie i często trudno je odróżnić od sympto­mów innych chorób zakaźnych. Niewłaściwa lub spóźniona diagnoza może do­prowadzić do śmierci.

         Kiedy układ odpornościowy usiłuje zwalczyć bakterie, wydzielają one silną toksynę, która wywołuje zapaść. Agonii zawsze towarzyszy ogromne cierpienie.

Ofiary płucnej odmiany dżumy choroba atakuje w ciągu osiemnastu godzin od pojawienia się toksyny; przed śmiercią przeważnie występują konwulsje, chory majaczy i popada w śpiączkę.

W XX wieku poprawa warunków sanitarnych w miastach oraz postęp medy­cyny sprawiły, że wybuchy epidemii dżumy stały się rzadkie – co roku notuje sięmniej niż dwa tysiące przypadków. Jednak choroba nadal występuje na terenach wiejskich w Stanach Zjednoczonych – w Teksasie, Kalifornii i w górach Sierra Nevada, gdzie jej nosicielami są psy stepowe i pręgowce amerykańskie. Ostatnio informowano o pojawieniu się dżumy wśród ludności Indii, Afryki, południowej Azji i południowo-wschodniej Europy. Choroba ta dotknęła także amerykań­skich żołnierzy w Wietnamie.

Od 1948 roku najskuteczniejszym lekiem przeciwko dżumie jest streptomy­cyna, antybiotyk podawany doustnie lub dożylnie. Z powodzeniem stosowano także tetracyklinę, gentamycynę i doksycyklinę. Pierwszą szczepionkę  przeciw­ko dżumie opracował rosyjski lekarz Waldemar M.W Haffkine w 1897 roku podczas pandemii wirusa Hongkong. Od tamtej pory powstało wiele szczepio­nek, są one jednak skuteczne tylko w przypadku dymienicy morowej i wymaga­ją co pół roku zastrzyków podtrzymujących odporność. Ich skuteczność jest róż­na, a w miarę powtarzania szczepień wzrasta ryzyko skutków ubocznych.

Według starych kronik po raz pierwszy posłużono się dżumą jako bronią w XIV wieku, kiedy Tatarzy zdobyli Kaffę na Półwyspie Krymskim, katapultu­jąc do miasta zwłoki ofiar zarazy. W czasie drugiej wojny światowej Japończycy zainteresowali się wykorzystaniem dżumy jako broni biologicznej, ponieważ skutki ataku mogły być wzięte za naturalny wybuch epidemii. Istniały jednak pewne trudności: kiedy usiłowali zrzucać z samolotów bomby zawierające za­razki, eksplozja zabijała bakterie. Ostatecznie opracowano wydajniejszy spo­sób: nad celem zrzucano miliardy zarażonych dżumą pcheł.

Amerykanie także pracowali nad bronią opartą na dżumie, ale zniechęcił ich szybki spadek wirulencji. Bakterie przestawały być groźne już po trzydziestu mi­nutach, co sprawiało, że aerozole stawały się bezużyteczne. Ostatecznie Ame­rykanie, w przeciwieństwie do nas, zarzucili ten projekt. Zarazki dżumy można hodować w szerokim spektrum temperatur i pożywek. W końcu udało nam się wyhodować szczep zdolny do przetrwania w postaci aerozolu i jednocześnie za­chowujący zdolność zabijania. Pilnowaliśmy, aby zapasy w Kirowie nigdy nie spadały poniżej dwudziestu ton bakterii dżumy.

Sukces projektu „Ognisko” ukazał nam prace nad dżumą w zupełnie nowym świetle. W ciągu następnych kilku miesięcy dzięki transformacji genetycznej na­ukowcy w Oboleńsku zdołali wzbogacić Yersinia pestis o gen toksyny mielinowej.

„Toksynowo -dżumowa” broń nie zdążyła powstać przed upadkiem Związku Ra­dzieckiego, jednak udany eksperyment otworzył przed badaczami nowe możli­wości łączenia właściwości bakterii i toksyn. Wkrótce naukowcy podjęli próby dokonania transformacji genetycznej bakterii, wykorzystując botulinum (toksynę jadu kiełbasianego), najbardziej śmiercionośną truciznę występującą naturalnie.

W innych okolicznościach odkrycie rosyjskich uczonych, świadczące o tym, że peptydy regulatorowe można powielać w warunkach laboratoryjnych, zosta­łoby szeroko nagłośnione i postrzegane jako przyczynek do poszerzenia wiedzy z zakresu chorób neurologicznych. Tymczasem zostało ono zaklasyfikowane ja­ko „ściśle tajne” i ukryte przed światem.

         Ostatnim mówcą był Urakow. Podchodząc do mikrofonu, żeby wygłosić pod­sumowanie, z trudem ukrywał dumę.

         – Jak zwykle także i tym razem osiągnęliśmy więcej, niż zamierzaliśmy – po­wiedział.

         Nie można było temu zaprzeczyć. Oboleńsk rozrósł się już wówczas tak bar­dzo, że pracownicy, aby przedostać się z jednego oddziału do drugiego, musie­li korzystać z autobusów. W konferencji uczestniczyło około czterech tysięcy naukowców i techników. Roczny budżet obiektu wynosił równowartość niemal dziesięciu milionów dolarów. Fundusze te wykorzystywano na zakup drogiej za­granicznej aparatury – mikroskopów elektronowych, chromatografów, wirówek wysokiej jakości, sprzętu do analizy laserowej.

Raport na temat toksyny mielinowej był tego dnia ostatnim z szeregu donie­sień o sukcesach. Innemu zespołowi udało się wyhodować szczep wąglika od­porny na działanie pięciu antybiotyków. Jeszcze inni naukowcy uzyskali odmia­nę nosacizny, niewrażliwą na leki.

Pomimo to Urakow najwyraźniej nie był jeszcze w pełni usatysfakcjonowany.

         – Uważnie przyglądamy się, jakie lekarstwa produkowane są w Stanach

Zjednoczonych, w Wielkiej Brytanii i Niemczech – powiedział. – Pamiętajmy, że praca dla ojczyzny nigdy się nie kończy.

Rosja nie dopuści do tego aby tak duży kraj jak Ukraina stał się członkiem potencjalnie wrogiego paktu jakim jest NATO.

Prof. W. J. Korab-Karpowicz: Głos Realizmu. Jak rozwiązać konflikt? Prof. John Mearsheimer o Ukrainie

Maj 11, 2022 https://wprawo.pl/prof-w-j-korab-karpowicz-glos-realizmu-jak-rozwiazac-konflikt-prof-john-mearsheimer-o-ukrainie/

Profesor Mearsheimer: „Obecna wojna dotyczy wysiłków Zachodu, aby uczynić z Ukrainy zachodnią twierdzę na rosyjskich granicach. Stanowi to egzystencjalne zagrożenie dla Rosji i wywołało jej reakcję. Konsekwencje mogą być katastrofalne”.

Po 1989 roku myślenie o stosunkach międzynarodowych zdominowały teorie neoliberalne odwołujące się do roli instytucji, więzi gospodarczych i współpracy w utrzymaniu pokoju na świecie. Zaznaczył się też wpływ teorii krytycznych i postmodernistycznych. Profesor John Joseph Mearsheimer pozostał wierny realizmowi politycznemu. Jest twórcą tzw. realizmu ofensywnego – teorii opisującej interakcje między mocarstwami, kierującymi się przede wszystkim racjonalną chęcią osiągnięcia regionalnej hegemonii w anarchicznym systemie międzynarodowym. Jego książka „Tragizm polityki mocarstw” uważana jest, obok „Końca historii” Francisa Fukuyamy i „Zderzenia cywilizacji” Samuela P. Huntingtona, za jedną z najważniejszych prac o polityce międzynarodowej napisanych po zakończeniu zimnej wojny.

Realizm polityczny podkreśla znaczenie siły w polityce zagranicznej. Jak pisał klasyczny realista Hans Morgenthau, celem polityki zagranicznej państwa jest albo utrzymać swą siłę wobec innych państw, albo ją zwiększyć kosztem istniejącego rozkładu sił, albo ją zademonstrować w celu umocnienia swego wizerunku. Prowadzi to do polityki status quo, imperialistycznej lub prestiżu. Polityka status quo to polityka zachowawcza, która ma na celu własne bezpieczeństwo i utrzymanie aktualnego rozkładu sił, przez ewentualne jego skorygowanie; polityka imperialistyczna to polityka zaborcza, która ma na celu ekspansję i zmianę aktualnego rozkładu sił. Problem leży w tym, że w polityce zagranicznej mamy subiektywne percepcje i możemy zrobić błąd w odróżnieniu polityki status quo od polityki imperialistycznej, a to może być tragiczne w skutkach. Przykładem może być Układ Monachijski z 1938 roku kiedy roszczenia terytorialne Niemiec wobec Czechosłowacji zinterpretowane zostały jako polityka status quo. A jak zinterpretować obecną politykę Rosji?

Profesor Mearsheimer utrzymuje, że obecną wojnę między Rosją a Ukrainą należy odczytać jako skutek niewłaściwego odczytania dążenia Rosji do utrzymania aktualnego rozkładu sił w regionie. Mająca w perspektywie dalsze rozszerzenie się NATO o Ukrainę, co zmieniało by równowagę sił zdecydowanie na jej niekorzyść, Rosja, będąca mocarstwem regionalnym, zdecydowała się na zajęcie Krymu w 2014, a w 2022 na wojnę z Ukrainą. Realiści polityczni koncentrują się na siłach państw i opierają pokój na możliwości ustanowienia równowagi sił. Każde jej naruszenie, o ile nie może być skorygowane np. przez sojusze, potencjalnie grozi wojną. Dużo mniej uwagi poświęcają analizie wewnętrznej polityki państw, która jednak w przypadku Ukrainy ma znaczenie, aby w pełni zrozumieć obecny konflikt. Jego przyczyną jest też uchwalenie ustawy językowej narzucającej prawie trzydziestoprocentowej mniejszości rosyjskojęzycznej na Ukrainie język ukraiński jako urzędowy, odrzucenie wyniku referendum w Doniecku i Ługańsku uznającego autonomię tych republik w ramach Ukrainy, wojna w Donbasie oraz brak wdrożenia porozumień Mińsk I i Mińsk II.

Ponieważ w wizji realistów ofensywnych, takich jak Mearsheimer, w wielkich mocarstwach zaznacza się tendencja do zwiększenia swojej siły i wyścigu zbrojeń, pokój jest kruchy i dla jego zachowania należy dużo powściągliwości w działaniach i profesjonalnej dyplomacji. Tragedia dzisiejszej polityki polega na tym, że w świecie masowych mediów i reklam, emocje tłumu biorą górę nad rozsądkiem dyplomatów, a to wyraża się w wypowiedziach polityków, którzy zamiast ze sobą rozmawiać i wyjaśnić różnice stanowisk obrzucają się epitetami i doprowadzą do eskalacji wrogości. Wrogość rodzi wrogość, przemoc prowadzi do coraz większej przemocy. Sprawy, które powinny być rozstrzygnięte przy stole obrad, rozstrzygają się więc dziś na Ukrainie na polu bitwy i przynoszą ogromne ludzkie cierpienie. Paradoksalnie więc, pomimo tak wielkiego rozwoju technologii, nie posunęliśmy się dalej w sztuce zrozumienia innej strony i rzeczowej rozmowy. Raczej, im dłużej trwa konflikt między Rosją i Ukrainą, tym bardziej zaznaczają się wzajemne oskarżenia o przestępstwa wojenne i wzajemna retoryka wrogości, która pogłębia nienawiść i odczłowiecza drugą stronę oraz czyni zrozumienie między stronami i ich porozumienie wręcz niemożliwe.

Wojna musi się jednak skończyć, a Rosja, z uwagi na postrzegane przez siebie egzystencjalne zagrożenie jakim byłoby dla niej członkostwo Ukrainy w NATO i swój mocarstwowy wizerunek, nie może jej przegrać. Ukraina zaś, bez względu jak bardzo byłaby wspomagana przez sprzęt natowski, ma za małą siłę i nie będzie w stanie jej wygrać. Im więcej broni dostarczanej, tym więcej ofiar po obu stronach. Przedłużający się konflikt może więc jedynie doprowadzić do katastrofalnych zniszczeń i ogromnych strat ludzkich. Dlatego profesor Mearsheimer jest zagorzałym przeciwnikiem kontynuacji obecnej wojny Rosja–Ukraina oraz nawołuje do natychmiastowego zaprzestania tego konfliktu, który uważa za bardzo groźny dla pokoju światowego. Twierdzi, że największą ofiarą w tej wojnie będzie sama Ukraina, która w wyniku walk zostanie całkowicie zniszczona, a jeśli konflikt rozprzestrzeni się dalej, niewyobrażalne wręcz konsekwencje poniesiemy my wszyscy.

W analizie realisty politycznego wojna na Ukrainie nie wypływa z czynników nieracjonalnych, ale ma podłoże strategiczne. Tak jak Stany Zjednoczone nie mogły sobie pozwolić na to by w 1962 roku Kuba przyłączyła się do Układu Warszawskiego, a na jej terytorium umieszczone zostały rakiety mogące uderzyć w Waszyngton, tak dzisiaj na członkostwo Ukrainy w NATO nie może sobie pozwolić Rosja. Postrzega to jako zagrożenie dla swojej egzystencji jako niezależnego państwa. Strach, a w szczególności strach przed wzrostem obcej potęgi, to pierwotne ludzkie uczucie, które może doprowadzić do wojny. Doprowadził w starożytności, że Sparta uderzyła w Ateny i przez prawie trzydzieści lat toczyła się wojna peloponeska; dzisiaj do wojny skłonił Rosję, a strach przed nią spowodował z kolei reakcję Polski i innych państw. Profesor Mearsheimer zauważa jednak, że głównym źródłem strachu nie powinna być dla Zachodu upadająca już potęga, jaką jest Rosja, ale wzrastająca potęga jaką są Chiny. Wepchnięcie Rosji w konflikt przez rozszerzanie NATO i jej osłabienie na skutek wojny, pozbawia Stany Zjednoczone potencjalnego sojusznika, kiedy może dojść do konfliktu z Chinami. A czy taki konflikt jest realny? W opinii realistów politycznych nie wyzwolimy się od wojen. Chociaż przyznają, że są one często brudne i okrutne, toczyć się będą zawsze. Nie można ich zatrzymać literą prawa, a jedynie je ograniczyć za pomocą zastosowania reguł wojennych oraz szybciej je zakończyć dzięki chęci porozumienia i użyciu profesjonalnej dyplomacji. Tego realizmu powinni się nauczyć dzisiejsi liberalnie nastawieni politycy.

Zdaniem profesora Mearsheimera, Rosja nie dopuści do tego aby tak duży kraj jak Ukraina stał się członkiem potencjalnie wrogiego paktu jakim jest NATO. Oczekuje neutralizacji Ukrainy. Wynika to z chęci utrzymania aktualnego rozkładu sił, a więc jest to polityka status quo, a nie imperialistyczna. Nie należy się zatem spodziewać dalszej ekspansji Rosji i groźby dla Polski, czy krajów bałtyckich. Na to zresztą nie pozwala jej potencjał. Rosja nie dopuści też do tego, żeby prześladowana była rosyjska mniejszość językowa na Ukrainie. Na tych więc zasadach możne dojść do zawieszenia broni, negocjacji i do pokoju. W przypadku braku porozumienia, Ukrainie grozi rozdarcie, na część wschodnią, zajętą przez Rosję oraz część zachodnią będącą pod wpływami Zachodu. Istnieje jeszcze jeden scenariusz, że Rosja zostanie przyparta do muru i nie zrealizuje swoich planów, i że do wojny włączą się kraje członkowskie NATO. Ta sytuacja wydaje się jednak najbardziej niebezpieczna. Profesor Mearsheimer przestrzega i wtóruje mu Sir John Sawer, były szef brytyjskiego wywiadu M16: dajmy Rosji pole manewru, nie zapędzajmy jej w kozi róg. W końcu jest to potężne mocarstwo atomowe, a ranny niedźwiedź, który nie ma już wyjścia, decyduje się na wszystko.

Realizm polityczny wystrzega się moralizatorstwa. Zamiast prawić morały, jego teoretycy mówią raczej o wspólnych interesach państw lub o ich konflikcie oraz o ich sile i rozkładzie sił. To nie znaczy, że we współczesnym realizmie nie ma etyki. Tu nie chodzi jednak o to, aby w imię naszych zasad moralnych toczyć z kimś wojnę z uwagi na to, że w naszym mniemaniu je złamał, dopuszczając się, na przykład, naruszenia integracji terytorialnej innego państwa; a raczej, aby rozpoznać interesy obu stron i znaleźć punkt wspólny, tak aby najszybciej doprowadzić do zakończenia konfliktu, gdyż największą wartością jest życie ludzkie i ocalenie ludzi od cierpienia. Patrząc z tej etycznej perspektywy, szkoda tych żyć na Ukrainie, bez względu na to czy to życia ukraińskie czy rosyjskie, i dlatego trzeba jak najszybciej zakończyć wojnę, szczególnie, że w przypadku jej dalszej eskalacji jest ona śmiertelnie niebezpieczna dla nas wszystkich.

Do artykułu wykorzystałem materiał z książki profesora Mearsheimera „Tragizm polityki mocarstw” oraz jego liczne wypowiedzi publiczne utrwalone na filmach dostępnych na YouTube, min. „Why is Ukraine the West’s Fault?”, „Ukraine-Russia 2022 Analysis” i „On Who Gains The Most From The Ukraine-Russia War”.

Przeczytaj także:

https://wprawo.pl/katarzyna-ts-rzniecie-glupa-czyli-polska-zakladnikiem-rosyjsko-ukrainskiej-prowokacji/embed/#?secret=b7DNAUoioR

Wokół Studni Mądrości

Stanisław Michalkiewicz tygodnik „Najwyższy Czas!”  •  12 maja 2022

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5177

W pewnym francuskim wesołym miasteczku pomysłowy przedsiębiorca urządził „Studnię Mądrości”. Za odpowiednią opłatą każdy, kto pragnął zaczerpnąć mądrości, mógł tam sobie zajrzeć. Jak wiadomo, ludzi spragnionych mądrości jest bardzo wielu, być może nawet wszyscy, zwłaszcza w sytuacji, gdy poznanie mądrości kosztowało tylko kilka sous. Toteż do „Studni” ustawiały się kilometrowe kolejki spragnionych mądrości. Zaglądali i z tajemniczymi minami odchodzili. Nie wiadomo, jak długo by to przedsięwzięcie działało, gdyby jakiś chlapa, który też tam zajrzał, nie opowiedział, co zobaczył. A zobaczył napis treści następującej: Pozwól i innym być głupim.

Jak wiadomo, „socjały nudne i ponure” ustanowiły sobie święto w rocznicę demonstracji, jaka 1 maja w roku 1886 miała miejsce w Chicago z udziałem socjalistów i anarchistów, w następstwie której doszło do zabójstw i demonstrantów i policjantów, a potem – do procesów wyznaczonych demonstrantów przed niezawisłymi sądami, które, rozumiejąc powinność swojej służby, poskazywały ich na śmierć. Rocznica tego wydarzenia stała się świętem na rzecz 8-godzinnego dnia pracy całego ruchu socjalistycznego, a więc zarówno tego narodowo-socjalistycznego, jak i bolszewickiego.

Bo trzeba nam wiedzieć, że 1 maja na terenie Polski zaczął być oficjalnie obchodzony jako dzień świąteczny dopiero od 1940 roku, kiedy to Niemcy ustanowili go na terenie swojej okupacji, a Sowieci – na swojej.

Warto tedy pamiętać, że święto 1 maja zostało ustanowione przez obydwu naszych okupantów. Z dzieciństwa pamiętam, jak ludzie spędzeni na pochód, w ramach którego defilowali przed lokalnymi kacykami, musieli m.in. śpiewać, że „dziś nikt nas do pracy nie zmusi, bo dzień ten przez lud jest obrany…” – i tak dalej. Do pracy akurat nikt tego dnia nikogo nie zmuszał – ale niech no by ktoś odmówił udziału w pochodzie, to zaraz zainteresowałby się nim Urząd Bezpieczeństwa ze wszystkimi tego konsekwencjami.

W rezultacie obchodzenie 1 maja stało się za komuny czymś w rodzaju nowej, świeckiej tradycji, co postanowił wykorzystać Kościół i decyzją papieża Piusa XII, w 1955 roku wprowadził tego dnia wspomnienie św. Józefa Robotnika”. Wprawdzie z oporami, ale zaczęło się to przyjmować i na przykład Antoni Słonimski napisał kiedyś, że jego pobożna służebnica domowa postanowiła w ramach „czynu 1-majowego”, udekorować kwiatami figurę Matki Boskiej, co Słonimskiemu stworzyło sposobność do konstatacji, że ludzie prości mają skłonność do łączenia dawnych kultów z nowymi. Od siebie dodam, że ludzie krzywi też.

Przykładu dostarcza inicjatywa Wielce Czcigodnego posła Macieja Gduli, pochodzącego z porządnej, resortowej rodziny. Na wieść o pomyśle, by dzień 1 maja poświęcić Narodowemu Czytaniu Pisma Świętego, zawrzał gniewem i zaproponował, by dzień 1 maja obwołać Dniem Narodowego Czytania „Kapitału”, autorstwa Karola Marksa.

Nawiasem mówiąc, ciekawe jakie fragmentu Pisma Świętego miałyby być 1 maja czytane, bo jak wiadomo, zarówno w Starym, jak i Nowym Testamencie, jest mnóstwo niezwykle interesujących fragmentów. Na przykład biblijna „Księga Estery”, to znakomita powieść sensacyjna, znacznie lepsza od tej, którą tak szczyci się jej autor, pan Jakub Żulczyk, co to wprawdzie ma talent, ale mały. Z kolei w Nowym Testamencie są fragmenty stanowiące pendant do „Kapitału” Karola Marksa, tyle, że z zupełnie odwrotnej pozycji.

Na przykład przypowieść o talentach, czy o robotnikach w winnicy zdecydowanie góruje nad „Kapitałem” po pierwsze dlatego, że i jedna i druga są krótsze od rozwlekłych, marksowskich elukubracji, a po drugie – że wypływające z nich wnioski są akurat sprzeczne z marksistowskimi mądrościami. Znakomitej wskazówki metodologicznej dostarcza zresztą ewangeliczna instrukcja, że „po owocach je poznacie”.

Otóż wszędzie tam, gdzie marksistowskie mądrości zostały wprowadzone w życie, przyniosły one masowe mordy, rabunek i nędzę, a milionom ludzi dostarczyły niewypowiedzianej udręki. Jak zauważył Aldous Huxley, marksizm jest próbą zmuszenia cywilizowanych Europejczyków, by postępowali jak Dajakowie, lub Eskimosi. Jest to oczywiście skazane na niepowodzenie, ale zanim to się okaże, „ileż radości dostarczy inicjatorom znęcanie się nad heretykami!” W tej sytuacji warto postawić pytanie, dlaczego mimo tak fatalnych doświadczeń, marksistowskie mądrości nadal znajdują wyznawców, choćby w osobie Wielce Czcigodnego posła Gduli?

Pewnej wskazówki dostarcza spostrzeżenie, że „głupiec zawsze znajdzie głupca, który go uwielbia” – ale to by chyba nie wyjaśniało sprawy do końca. Innej wskazówki dostarcza bowiem uwaga oficera brytyjskiego wywiadu, przytoczona przez Mieczysława Jałowieckiego w jego wspomnieniach „Na skraju imperium”. Otóż ten wykształcony Anglik twierdził, że komunizm jest sposobem zapanowania mniejszości nad większością i stąd jego popularność wśród Żydów, którzy – jeśli nawet nie są jakimiś religijnymi gorliwcami – to jednak też uważają, że Stwórca Wszechświata akurat ich wyznaczył, by panowali nad światem. Stąd taka skłonność tych środowisk do wpływania na edukację, media, przemysł rozrywkowy i lansowania „klasyków marksizmu”. Chodzi o to, że jeśli ktoś już przez nich przebrnie, to głupieje w sposób nieodwracalny, jak to wariaci, którzy przecież nie zdają sobie sprawy, że są wariatami. „Kto w szpony dostał się hipostaz – przestrzega poeta – rzeczywistości już nie sprosta”. Toteż celem marksistowskiego duraczenia jest doprowadzenie miliardów ludzi do trwałej utraty kontaktu z rzeczywistością, by stali się „człowiekami sowieckimi”, którzy wyrzekli się wolnej woli.

Ciekawe, czy Marks zdawał sobie sprawę z osobliwego („idiotropos”) charakteru swoich produkcji intelektualnych. Może tak – bo jak zapewniają znawcy przedmiotu – nigdy nie widział na oczy żywego robotnika, a wiedzę o ich życiu zwyczajnie czerpał z gazet. Ale może nie, bo zdaje się, że był bardzo zarozumiały – o czym świadczy jego opinia, że dotychczas filozofia objaśniała świat, podczas gdy on wykombinował sobie, jakby go tu zmienić. Toteż nic dziwnego, że marksizm od dziesięcioleci przyciąga rozmaitych półgłówków, którzy go „studiują”, rozdzielając włos na czworo, wskutek czego wydaje im się, że posiedli znajomość mechanizmów rozwoju dziejowego.

To jest znacznie gorsze od inicjatywy francuskiego przedsiębiorcy rozrywkowego i jego „Studni Mądrości”, bo ten przynajmniej leczył swoich klientów z głupoty, podczas gdy mam wrażenie, że inicjatywa Wielce Czcigodnego posła Macieja Gduli ma charakter odwrotny – żeby wszystkich innych też oduraczyć.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

The emptiness of the Twitter World. Much Ado about Elon Musk and Twitter

By John Horvat II https://www.returntoorder.org/2022/05/much-ado-about-elon-musk-and-twitter/?PKG=RTOE1571

The Internet is all aflutter about the future of Twitter. Tesla CEO Elon Musk has bought the social media platform for $44 billion. Many liberals fear the twitter-sphere may soon become a conservative medium. It will be the new Fox news, where ideas may circulate freely without being canceled.

Twitter is a platform on which members can post mini-messages of 280 characters (a tweet) on their personal pages. These postings also appear as tweets on the pages of followers. Thus, those with thousands of followers (which so many try to do) will have a vast number of tweets appearing on their pages that far exceeds their capacity to absorb them.

However, the goal is not to read all tweets but to monitor a personal page for interesting tweets, pictures and memes. The Twitter experience is like constantly reading headlines to get a general idea of what is happening inside each person’s Twitter world.

Twitter has definitely impacted the world. Public figures use it to announce monumental things, programs, candidacies and decisions. The Trump presidency revolved around his tweets. However, Twitter has also joined the cancel culture, and its algorithms send conservatives to Twitter jail.

Is It a Victory?

By buying Twitter, Mr. Musk puts all options on the table as he promises a “politically neutral” digital town square. He will open up the “black box” of artificial intelligence tools and algorithms that many claim discriminate against them.

Many rejoice over Mr. Musk’s acquisition of Twitter as a victory for free speech and public discourse. On the left, liberals frame the debate as opening the door to undefined “hate speech” and “misinformation.”

However, in addition to the message, the debate should also be about the medium. It should address the platform’s harmful effects. This perspective is missing much to the detriment of the nation.

The Medium Delivers the Wrong Message

Twitter is not just any social media site oriented toward the frenetic intemperance of postmodern lifestyles. Its problem is being a superficial medium for the functions it has assumed. Complex issues should not be discussed through 280-character impulses. Announcements should be surrounded with decorum so that people might give them the importance they deserve.

The Twitter platform is everything that is not needed in today’s frenzied culture. Its 280-character mini-messages cannot delve deeply into the matters of the day. America needs serious commentary, not shallow remarks. Things should be pondered over time, not glossed over in seconds. People need to slow down and not rush through the day’s news.

Everything about Twitter invites people to irreflection, superficiality, rashness and selfishness. The platform capitalizes on the moment’s sensation and ever greater desires for more stimuli, likes and retweets.

A Portal for Inappropriate Content

Another problem with Twitter is its content. Many see the new management of Twitter as a victory for the conservatives who suffered censorship on the platform. Mr. Musk promises to open up Twitter to all who wish to tweet.

Indeed, the new Twitter may serve to spread the conservative message better. However, it is also a portal for most inappropriate content, obscene images and vulgar memes that corrupt their viewers and drag down the culture. The nature of the medium allows such things to appear on the screen instantly as posts and reposts circulate freely.

Thus, any celebration of Twitter’s new management must also recognize that bad content circulates on Twitter in addition to good. Such content harms young and old alike as they navigate cyberspace’s dangerous shallows.

Mr. Musk’s emphasis on “free speech absolutism” does nothing to address the immoral content that drowns so many people. Many others are addicted to the dopamine rush caused when users receive likes and retweets from others. The freeing of Twitter may have some limited benefits to the conservative cause. However, it also means an even broader uncensored license for all who will use it for immoral or stimulating messages and images.

Much Ado About Nothing

However, the most important reason why the new Twitter is much ado about nothing is the emptiness of the Twitter world. The shallow messages of social media cannot compare with social relationships in a community. Its pithy messages can never be a forum for real discussion. The dopamine rush of its likes is no substitute for happiness.

Twitter is so characteristic of these hollow times. The tweet is but a flitting shadow in the lives of countless individuals who waste their time in irreflection. The platform feeds those stimulus-driven lifestyles that prove to be exhausting and meaningless.

Free or censored, Twitter offers little to this world in crisis and suffering. The world needs the much deeper platforms found in the family, community and Church to help lost and wandering souls find their ways in the postmodern wasteland. These are the things that no tweet can replace.

Połowa uchodźców/nachodźców chce zostać w Polsce z rodzinami

http://autonom.pl/polowa-uchodzcow-chce-zostac-w-polsce-z-rodzinami/ 2022-05-11

Grupa Progres przeprowadziła kompleksowe badania nastrojów wśród ukraińskich uchodźców, przybyłych do naszego kraju po wybuchu wojny na Ukrainie. Z przeprowadzonego sondażu wynika, że dokładnie połowa z nich zamierza nie tylko osiedlić się w Polsce, ale dodatkowo uczynić to wraz ze swoją rodziną.

Do 9 maja bieżącego roku do Polski przybyć miało już blisko 3,26 mln osób. Jednocześnie od 24 lutego, według danych Straży Granicznej, na Ukrainę miało powrócić około 1,123 mln osób.

W systemie PESEL zarejestrowano z kolei ponad 1,1 mln ukraińskich obywateli, mających dzięki temu dostęp do rynku pracy i szeregu programów socjalnych.

W związku z masowym napływem Ukraińców badania ich nastrojów przeprowadziła Grupa Progres, znana powszechnie jako agencja zatrudnienia zajmująca się ich ściąganiem do naszego kraju.

Z jej sondażu wynika, że 77 proc. Ukraińców poszukujących pracy przybyło do Polski ze swoimi rodzinami (2-3 osobami lub nawet większą liczbą), natomiast pozostałe 23 proc. przyjechało samemu.

Dokładnie 50 proc. ukraińskich uchodźców uczestniczących w badaniu zadeklarowało chęć pozostania w naszym kraju na dłużej, albo nawet na stałe. Po uspokojeniu się sytuacji powrócić na Ukrainę zamierza 42 proc. respondentów.

Jednocześnie przybysze zza wschodniej granicy nie są skłonni do zmiany miejsca zamieszkania, gdy mieliby dzięki temu otrzymać pracę. Taką możliwość w badaniu Grupy Progres dopuściło zaledwie 5 proc. Ukraińców, nawet jeśli w zamian otrzymaliby dodatkowo mieszkanie.

Na podstawie: praca.interia.pl.

Ces yeux peuvent-ils mentir? Le dragon nucléaire prêt pour le grand bond en avant.

Ces yeux peuvent-ils mentir? Le dragon nucléaire prêt pour le grand bond en avant.
Fragment artykułu -przeglądu energetyki światowej. Skupiłem się na Chinach. Czytać z dużą uwagą, stąd ten tytuł. MD]
https://reseauinternational.net/crepuscule-atomique-occidental-vs-revolution-nucleaire-chinoise-quelques-digressions/

Si l’EPR finlandais a démarré à la fin de l’année 2021 pour une production à pleine puissance prévue pour la mi-2022 « après seize ans de chantier et douze ans de retard sur la date de mise en service prévue initialement », la situation reste critique, sinon pour le moins incertaine, pour son homologue français. Le début de l’année 2022 a en effet vu EDF reporter une nouvelle fois la mise en service de l’’EPR de Flamanville « de fin 2022 au second trimestre 2023 ». Selon la Cour des comptes qui qualifie le projet d’ « échec opérationnel », le coût total du chantier s’élèvera « à plus de 19 milliards d’euros ». La mise en service du réacteur de 3ème génération qu’est l’EPR de Flamanville était initialement prévue pour 2012 pour un budget prévisionnel de 3 milliards d’euros…

Le secteur nucléaire chinois, qui a pour sa part ravi le 2nd rang mondial à la France en produisant plus de 366 TWh en 2020 (contre 171 TWh en 2015 et 70 TWh en 2009), se porte à l’inverse comme un charme. En 2021, la Chine a produit 410 TWh d’électricité d’origine nucléaire pour une puissance installée en service de 54 GW. Si cette puissance installée est encore éloignée de celle des USA (93 réacteurs totalisant 95 GW dont la moyenne d’âge est de 42 ans), elle ne le restera pas encore très longtemps, la Chine visant une capacité installée (en service et en construction) de 100 GW à l’horizon 2025 et de 200 GW à l’horizon 2035 (soit une production annuelle de l’ordre de 1 500 TWh). A la fin de l’année 2021, la Chine comptait 16 réacteurs en construction (dont 12 réacteurs de 3ème génération Hualong-1, d’une puissance de 1,1 GW dotés d’une durée de vie nominale de 60 ans). Le 1er janvier 2022, la Chine comptait deux réacteurs Hualong-1 en service (Fuqing-5 et Fuqing-6), sans oublier Kanupp-2 et Kanupp-3 (entrés en service aux printemps 2021 et 2022 au Pakistan). Hualong-1, dont le taux d’équipements indigènes dépasse déjà 90 %, devrait surtout rapidement céder la place à une version optimisée (Hualong-2) d’ici 2024, qui verra le coût de construction passer de 17 000 à 13 000 yuans par kW installé (soit à peine plus de 2 milliards de $ US par unité) et la durée de construction ramenée de 5 à 4 ans.

Outre le réacteur Hualong-1, la Chine est également en train de construire ses deux premiers réacteurs CAP1400 sur le site de Shidao Bay (un autre modèle de REP de conception indigène de 3ème génération d’une puissance de 1,5 GW). Lancée en juillet 2019, la construction de ces réacteurs possédant plus de 90 % de composants indigènes doit s’achever en 2025.

La mise en œuvre à grande échelle de réacteurs chinois de 3ème génération est cependant loin d’être la seule réalisation majeure du secteur nucléaire chinois.

Le début de l’année 2022 a ainsi vu la connexion au réseau du premier des deux réacteurs nucléaires de démonstration de 4ème génération de la centrale de Shidaowan. Quand le deuxième réacteur sera mis en service cette année, les deux réacteurs à haute température (HTRC), d’une puissance thermique de 250 MW chacun produiront un total de 210 MW d’électricité (soit un rendement de 42 % et une production annuelle de 1,4 TWh suffisante pour 2 millions d’habitants). La construction de ce nouveau type de réacteur nucléaire refroidi à l’hélium (en place de l’eau pressurisée) est une première mondiale qui amène les experts occidentaux à reconnaître que « la Chine prend de l’avance dans la course aux nouveaux réacteurs nucléaires ».

Quelques mois auparavant, la Chine avait achevé la construction d’un autre réacteur expérimental de 4ème génération à sels fondus et au thorium, situé en plein désert de Gobi. Cette technologie brièvement explorée par les USA dans les années 1960, possède de multiples avantages, que ce soit en termes de sécurité, de déchets et d’approvisionnement en combustible, sans oublier son affranchissement de la dépendance traditionnelle à l’eau.

« Sur le papier, le mariage réacteur à sels fondus et thorium semble donc avoir tout bon. Si on n’y a pas eu recours plus tôt, « c’est essentiellement parce que l’uranium 235 était le candidat naturel pour les réacteurs nucléaires et que le marché n’a pas cherché beaucoup plus loin » ».

La commercialisation de ce nouveau type de réacteur nucléaire qui « ne présenterait que des avantages » et ne « produirait quasiment pas de déchets radioactifs » est prévue à l’horizon 2030.

Il faut en effet savoir que les réacteurs nucléaires (de 2ème et 3ème générations) basés sur l’uranium 235, le seul isotope d’uranium qui soit naturellement fissile, sont dépendants d’un combustible particulièrement rare qui ne représente que 0,7 % de l’uranium disponible (constitué à 99,3 % d’uranium 238 non-fissile). Le thorium 232, aussi commun que le plomb, résoudrait encore plus radicalement la problématique de la disponibilité à grande échelle très limitée du combustible nucléaire…

Enfin, il est également essentiel de souligner que deux réacteurs nucléaires de 4ème génération CFR-600 (réacteurs à neutrons rapides refroidis au sodium, également appelés surgénérateurs) sont aujourd’hui en construction sur le site de Xiapu (depuis décembre 2017 et décembre 2020), avec des mises en service respectives prévues pour 2023 et 2026. Ce type de réacteur peut être alimenté par de l’uranium 238 et grâce au traitement du combustible usé des centrales nucléaires traditionnelles.

En d’autres termes, la filière nucléaire chinoise est aujourd’hui en train de tester les principaux types de réacteurs nucléaires de 4ème génération, qui ont tous vu leur développement être abandonné par l’Occident, et ce comme le préalable évident à leur développement à grande échelle… Les inquiétudes croissantes de l’Occident en ce qui concerne les futures centrales nucléaires chinoises, notamment celles utilisant l’uranium 238, qui promettent à la Chine une transition vers une énergie abondante, relativement propre et bon marché, sont évidemment maquillées par leurs préoccupations sécuritaires, ces réacteurs de 4ème génération permettant notamment de produire du plutonium 239 à usage militaire…

Même les médias atlantistes les plus obstinément enragés, bien qu’ils se limitent à n’évoquer lapidairement que la partie visible de l’iceberg et ne puissent se départir de préjugés « sur la capacité du pays à sécuriser ses centrales » ainsi que sa communication « tchernobylesque », sont aujourd’hui forcés de reconnaître les réalisations et les ambitions mondiales sans précédent de la filière nucléaire chinoise et sa compétitivité internationale inégalée avec un coût du MWh estimé à 36 euros, contre 83 euros en Occident :

« Le pays compte ainsi bâtir plus de 150 nouveaux réacteurs dans les quinze prochaines années – plus que le reste du monde les trente-cinq précédentes. Le plan devrait coûter au pays la bagatelle de 380 milliards d’euros, avec l’objectif annoncé de produire 200 gigawatts d’ici 2035 ».

Alors que l’Occident hésite entre l’abandon (Japon, Allemagne) et la prolongation (USA, France) de ses parcs nucléaires vieillissants, se débattant entre aujourd’hui surcoûts, malfaçons, pertes de compétences et explosion du coût des énergies fossiles après des décennies de sous-investissement chronique dans son un secteur énergétique, sous-investissement motivé par l’avènement de « l’économie de bazar » occidentale post-industrielle, la Chine se dote aujourd’hui d’un mix énergétique de tout premier ordre (constitué de centrales thermiques, hydroélectriques, nucléaires, éoliennes et solaires) capable de lui assurer un avantage comparatif clef et par conséquent une compétitivité à long terme. Les analystes occidentaux les plus honnêtes et lucides soulignent surtout que la Chine a réalisé « une montée en puissance « tous azimuts » du nucléaire » :

« Ce pays ne se contente plus de construire et d’exploiter des réacteurs conçus à l’étranger. En s’inspirant des technologies françaises et américaines, il a acquis une maturité industrielle qui lui permet dorénavant de concevoir et construire des réacteurs dans des délais qu’aucun pays ne parvient plus à atteindre (5 ans à 6 ans). Leur coût annoncé, autour de 5 milliards d’euros, est largement inférieur à celui des autres réacteurs de troisième génération dans le monde. Les réacteurs chinois de troisième génération tels que le Hualong-1 et le CAP1400 équiperont majoritairement les nouvelles centrales nucléaires en Chine, et peut-être ailleurs dans le monde ».

Dans un article intitulé « Le dragon nucléaire chinois prêt pour le grand bond en avant », ces mêmes analystes soulignent que « cet essor industriel est inégalé dans l’histoire du nucléaire mondial » et conduira inévitablement à rapidement faire de la Chine « la référence en matière de centrales nucléaires car l’énorme volume de ce programme conduira à une optimisation industrielle et à la baisse des coûts de construction qui favoriseront encore davantage son déploiement », notamment à l’international.

En outre, la Chine vise à augmenter le rendement énergétique global des réacteurs nucléaires (voisin de 35 % sur les générateurs de type REP) en récupérant les calories (habituellement dissipées sous forme de vapeur d’eau au niveau des tours de refroidissement) en vue de la production d’eau chaude destinée au chauffage urbain. Un réacteur nucléaire générant 1 GW d’électricité possède une puissance thermique brute voisine de 3 GW, c’est-à-dire que seul un tiers de l’énergie thermique produite par les réactions de fission est convertie en électricité. Le 9 novembre 2021, La Chine a ainsi inauguré le premier chauffage nucléaire urbain du Monde couvrant la totalité de la zone urbaine de la ville de Haiyang (200 000 habitants sur 4,5 millions de m2 habitables). D’autres villes chinoises (comme Qingdao) en bénéficieront également, avec la promesse d’une bien meilleure rentabilité à long terme que la combustion d’énergies fossiles… Enfin, le tableau ne serait pas complet si nous n’évoquions pas la perspective à plus long terme (de l’ordre de trois décennies au moins), de la maîtrise de la fusion nucléaire, et donc la création d’un soleil artificiel. La Chine là encore à l’avant-garde de la recherche mondiale, avec pas moins de 6 réacteurs à fusion expérimentaux en fonctionnement… A n’en pas douter, le XXIème siècle promet d’être « le siècle chinois », n’en déplaise au camp atlantiste…

[—-]

Ces « complotistes » qui nous redonnent espoir

par Eric Montana.

Ce sont toutes ces personnes magnifiques, lumineuses, attachées à la vérité et à la justice qui bâtiront le nouveau monde. Ce sont ceux-là qui nous redonnent espoir dans l’humanité.

Lorsque nous avons créé TV-ADP, j’avais indiqué qu’il était essentiel de redonner la parole à ceux qui ont d’abord été traités comme des héros, et qui ont ensuite été mis à pied par ce gouvernement criminel, parce qu’ils refusaient de s’injecter un produit dont tout le monde ignorait la composition.

Après une gestion calamiteuse de la « pandémie » dans laquelle on interdisait aux médecins de soigner sous de fallacieux prétextes, après avoir vu des personnels soignants habillés de sacs poubelles pour traiter des malades, après avoir appris que notre pays manquait de masques à cause de l’incurie et de l’irresponsabilité des autorités politiques et sanitaires, après avoir subi les mesures liberticides les plus absurdes et dangereuses qu’on pouvait nous imposer, après avoir constaté le niveau innommable de la corruption dans le secteur de la santé, après avoir du supporter les élucubrations des médecins de plateaux dont la vraie place est en prison, après avoir relevé l’impunité judiciaire accordée aux labos pharmaceutiques par les gouvernements occidentaux, il a été décidé que l’ensemble des personnels hospitaliers devait accepter de se faire injecter le « vaccin » miracle ou alors perdre leur travail, leurs revenus et se retrouver au chomâge sans la moindre indemnité.

Le Docteur Eric Loridan tout comme le Dr Edouard Broussalian sont parmi ceux là. Et avec eux des dizaines de milliers d’autres…

Le Doc Loridan est le symbole même de l’honnêteté, de l’intégrité. Chirurgien émérite à l’hôpital de Boulogne sur Mer depuis près de 20 ans, il était apprécié et aimé par ses patients, respecté par la direction et ses confrères. Il faisait une carrière brillante, vivait confortablement de sa passion. Père de 6 enfants, il est un père admirable et un époux exemplaire. Un croyant, un homme de foi avec de hautes valeurs morales. Un exemple pour beaucoup.

Cet homme a été sommé de choisir. Accepter l’injection ou alors tout perdre. Participer en silence à une campagne de vaccination mystérieuse et garder son emploi, poursuivre sa carrière tranquillement en faisant ce qui heurtait sa conscience et sa raison, obéir sans broncher aux mesures sanitaires absurdes, se rendre complice de ce que l’avocat Reiner Fuellmich qualifie de « crime contre l’humanité », ou bien être exclu du système de santé avec interdiction d’exercer son métier.

Il a choisi. Il a refusé de se rendre complice de cette conspiration criminelle ou d’y participer, quelle qu’en soit la manière.

Quand un homme est capable d’un tel courage, quand un homme est capable de renoncer à sa carrière, à ses avantages, à ses privilèges, à sa position sociale parce qu’il a compris toute l’horreur de ce qu’on exigeait de lui, on ne peut que dire merci.

Merci au Docteur Loridan, au Dr Broussalian, au Dr Laurent Montesino, au Dr Olivier Soulier, au Dr Amine Umlil, au Dr Anne Marie Yim, au Dr Louis Fouché, au Pr Christian Perronne, au Prix Nobel Luc Montagnier, au Dr David Bouillon, au Dr Gregory Pamart, au Dr Pascal Sacré, à Alexandra Haurion-Caude, à Astrid Stuckelberger et à tous ceux que j’oublie.

Ils sont – à la différence des médecins de plateaux qu’on ne peut pas considérer autrement que comme des charlatans malhonnêtes sans conscience et sans morale,-  les médecins de la vie, les médecins de la vérité, les médecins de l’honneur et de la dignité.

Eux n’ont pas de conflits d’intérêts avec l’industrie pharmaceutique. Eux n’ont pas fait allégeance à des Loges funestes. Eux n’ont pas d’autre ambition que d’être utiles à leurs patients, aux êtres humains, aux malades. Eux sont incapables de trahir le Serment d’Hippocrate car ils aiment l’humanité quand d’autres rêvent de l’empoisonner, la réduire, la génocider…

Et puis, merci à Chloé Frammery, professeur de mathématiques et lanceuse d’alerte. Une intelligence vive, un esprit aiguisé, quelqu’un à qui on ne peut pas faire avaler n’importe quelle fable étiquetée OMS ou Bill Gates car elle décortique tout, analyse, scrute, compare, vérifie, recoupe. Elle est meilleure journaliste que les ignorants encartés qui se contentent de répéter tels des perroquets, la propagande indigeste et mensongère des agences de presse occidentales, véritables usines à désinformer, à manipuler, à maquiller la vérité.

Et avec elle, je veux saluer Silvano Trotta qui depuis le début de cette fausse pandémie fait un travail de réinformation phénoménal. Admirable Silvano Trotta que les chasseurs de complotistes et les mediamensonges tentent de décrédibiliser, salir, calomnier mais qui reste imperturbable et continue à privilégier la vérité.

Et puis je veux aussi rendre un hommage particulier à Reiner Fuellmich, à Diane Trotta, à Carlo Brusa, à Ellen Bessis, à Virginie de Araujo-Recchia et à tous les avocats qui luttent pour faire respecter nos droits contre une justice qui a perdu la boussole et punit les réfractaires, plutôt que de poursuivre la clique criminelle qui veut nous imposer le Grand Reset, la pauvreté, la famine, la guerre, le transhumanisme et le génocide programmé.

Ce sont toutes ces personnes magnifiques, lumineuses, attachées à la vérité et à la justice qui bâtiront le nouveau monde. Ce sont ceux-là qui nous redonnent espoir dans l’humanité.
Quant à ceux qui ont renoncé à leur humanité par amour des biens matériels et des honneurs, leur sort est scellé. Il n’y a pas de place pour eux dans le monde qui vient car les Saintes Ecritures dans Apocalypse 14 à 16 les ont déjà avertis : Heureux ceux qui lavent leurs robes, afin d’avoir droit à l’arbre de vie, et d’entrer par les portes dans la ville ! Dehors les chiens, les empoisonneurs, les impudiques, les meurtriers, les idolâtres, et quiconque aime et pratique le mensonge ! https://vk.com/video_ext.php?oid=430568862&id=456240275&hash=990f32a881286cae&hd=2

https://vk.com/video430568862_456240275

source : Mediazone

Legendarne dialogi – Wyimki smoleńskie.

Jerzy Gawryołek

Przypominam odrobinę archiwalnych wypowiedzi blogerów, ludzi smoleńskich – jak ich niedawno nazwano, a którzy poświęcili tysiące godzin na badanie Zbrodni smoleńskiej. Przypomnienie ich to hołd dla ich pracy mało znanej większości Polaków. Oficjalnie badania te, osób o różnych specjalnościach odrzucono gdyż nie pasowały do oficjalnej narracji „dwóch machających skrzydeł ptaszyska kłamstwa smoleńskiego” (prof. Dakowski) czyli komisji Obu Stron. Wyrywkowo wybrane komentarze dotyczą przykładowo stron @FREE YOUR MIND „Układ Warszawski – rekonstrukcja”/2016r. i INTHECLOUDS, ale tych stron jest o wiele więcej np. ALbatros z Lotu Ptaka, PIKO, i inni., które pokazują jaki „klimat” panował wówczas i jak wiele wydarzeń około smoleńskich zostało dziś zapomnianych lub zamiecionych pod dywan.

Free Your Mind

https://www.salon24.pl/u/freeyourmind/732575,sensacja-wyladowali

A.M.: Samolot nie uderza w brzozę, nie odwraca się do góry, do góry kołami. Odwrotnie. Samolot uderza podwoziem, wypuszczonym podwoziem uderza o ziemię – wtedy następuje jego zapalenie się i odwrócenie.

Innymi słowy, miałoby dojść do awaryjnego lądowania, a dopiero potem do katastrofy. Czemu ten sensacyjny scenariusz musiał tyle lat spoczywać na półce w Warszawie, w jakimś telewizyjnym depozycie – Macierewicz jeden wie.

Czemu też stenogramów związanych z „taśmami Tuska-Putina” nie opublikowano (np. na łamach tak znakomicie ws. „smoleńskich” poinformowanej Gazety Polskiej) wraz z ogłaszaniem tej sensacji z „wylądowaniem” (na antenie TVP Info) – też nie wiadomo[4].

@MMARIOLA A.M. bardzo wybiórczo i dowolnie podchodzi do róznych informacji i środków dowodowych…

Z jednej strony „film Wisniewskiego” jest dla niego autentykiem i źródłem wiedzy jak choćby w temacie czarnych skrzynek ale już nie w temacie spostrzeżeń Wiśniewskiego co do jego wrażeń z miejsca „katastrofy”, które zakładając, ze to jego film, powinny być kompatybilne z jego opowiadaniem koło bramy.

Ptaszki śpiewaja…, totalna cisza…zadnego wybuchu…żadnych ciał… nie było porozrzucanego bagażu, brak foteli, taka mała katastrofa… jakby mały samolot itp.itd.

xl4.pl

@FREE YOUR MIND Moim zdaniem przez ostatnie miesiące szukano na gwałt takiego materiału, który spowodować mógłby u opinii publicznej wrażenie, że w dążeniu do prawdy o Smoleńsku dokonany został jakiś postęp. Najprawdopodobniej uznano jednak, że np. „nowe nagrania” CVR „przekazane przez Łotwę, Szwecję czy inną Danię” mogłyby spowodować zbyt duży „postęp” w dochodzeniu do prawdy i stąd opóźnienie w prezentacji dotychczasowych efektów pracy Zespołu. Ale w końcu przecież udało się znaleźć taki materiał który to odsłaniając niczego nie odsłania, prawda? Znaleźć takie coś naprawdę nie jest łatwo, wśród licznych „depozytów” PRiTV. A gdyby tak przez przypadek ktoś przypomniał poranne wiadomości Polskiego Radia Program 1, z godziny 8:00 lub 9:00 rano z 10 kwietnia 2010? Mogłoby przecież wówczas dojść do poważnego politycznego trzęsienia ziemi. Co najmniej dwójka w skali Rywina.

Free Your Mind

@XL4.PLtu oczywiście masz rację – posiedzenie odfajkowane, można odtrąbić sukces. Jak zaś wspominałem wyżej, najbardziej interesujące było wystąpienie E. Kochanowskiej (można się z nim zapoznać tu). Zastanowiło mnie w nim to, że była mowa o jakichś „niedawnych” pochówkach (czy „dochówkach”):

„(…) Do Polski przylatywały zalutowane trumny, bez dokumentacji medycznej, bez zaświadczenia lekarskiego stwierdzającego zgon, co wielu rodzinom utrudniało pochówek. Już w Moskwie wiele osób zaczęło mieć wątpliwości, które z czasem tylko się pogłębiały. Trumny były za lekkie albo tak ciężkie, że kilku mężczyzn nie mogło ich podnieść. A kilka dni po oficjalnych pogrzebach zaczęły się pojawiać dalsze szczątki i rozpoczęły się tak zwane dochówki. Niektóre rodziny miały ich po kilka i trwały one jeszcze do niedawna.”

Jak tu rozumieć określenie „do niedawna”? Czy to tylko przejęzyczenie, obrazowe określenie, czy mimo upływu lat jakieś szczątki są przewożone do Polski? I dalej:

„W maju 2010 r. 13 rodzin pochowało małe trumienki ze szczątkami swoich bliskich na Powązkach. Były tam też szczątki dwóch osób tak sprasowanych, że nie można było ich rozdzielić. W lipcu na Powązkach ofiarom postawiono pomnik, a pod tym pomnikiem urnę z prochami dwustu kilogramów niezidentyfikowanych szczątków. Decyzja została podjęta bez informowania rodzin przez ówczesnego ministra cyfryzacji Michała Boniego. (…)”

Aż się więc prosi o to, by powstała nadzwyczajna komisja parlamentarna, by np. przesłuchać Boniego i inne osoby decydujące o tego typu sprawach.

Kisiel

@XL4.PL” A gdyby tak przez przypadek ktoś przypomniał poranne wiadomości Polskiego Radia Program 1, z godziny 8:00 lub 9:00 rano z 10 kwietnia 2010? Mogłoby przecież wówczas dojść do poważnego politycznego trzęsienia ziemi.”

/…/

Free Your Mind

Co do „katyńskiego nastroju modlitewnego”, warto przytoczyć tę wymianę uwag (z posiedzenia z udziałem J. Sasina, głównego akustyka prezydenckiego, który też dość szybko z lotniska udał się na nabożeństwo):

„(Poseł NN.): (…) powiem szczerze, gdybym był sam borowcem, to by mnie w tym momencie mniej interesowała msza, a bardziej tutaj działalność wokół tego wraku i poszukiwanie tych szczątków – co robili ci pana towarzyszący borowcy, czy oni też pojechali z panem na mszę, czy zostali tam i, i, i szukali tych szczątków?

JS: Yyy…

AM: Proszę bardzo panie ministrze, ale ja mam taką prośbę do państwa wszystkich – formułujmy pytania, no, maksymalnie szanując yyy… wszystkie osoby i wszystkich, wszystkich ludzi, wszystkich z nas, funkcjonariuszy, urzędników, którzy brali w tym udział, bo to naprawdę niezwykle dramatyczne były okoliczności. Proszę bardzo.

JS: Wg mojej wiedzy funkcjonariusze BOR-u zostali tam na miejscu. Ja udałem się yyy… na mszę tylko z ambasadorem yyy… Bahrem i jeszcze jednym pracownikiem kancelarii. Wszyscy pozostali zostali na miejscu katastrofy…”

Strona INTHECLOUDS

Jest 10.04.2010. Czas około ósmej rano. Mój znajomy będąc jeszcze w pracy otrzymuje telefon odo żony. – Słuchaj, na TV TRWAM pokazują, że w Smoleńsku doszło do tragedii. To straszne, ale była katastrofa nie wiadomo czy ktoś przeżył.

To połączenie później w tajemniczy sposób zniknęło z jego telefonu.

Około ósmej rano… Po wielu miesiącach w internecie pojawiają się zrzuty ekranowe z „czwórki” z logo włoskich wiadomości i godziną: 7:52,

sporo detali które widać na zdjęciach, na filmach, które jednoznacznie wskazują: TU154 w polskich barwach lądowało 7ego kwietnia 2 razy.

Planowo 7. kwietnia miały lecieć 2 casy, 1 jak-40 i 1 tu-154.

Casy miały lądować w Smoleńsku kolejno (czas warszawski) 7:20 i 9:05

Jak-40 – 10:15

TU-154 – 11:00

http://clouds.web-album.org/photo/364929,program-10-04-2010-i-program-lotu-7-04-2010

Jak-40 musiał więc lądować wcześniej – może w ostatnim momencie przesunięto czas wylotu (dokument jest z 1.04)

Później lądował TU-154 z Lilientalem, Klimowiczem i Zubą – ok. 11:00.

Ok. 11:50 wylądował drugi TU-154 z Allenem Paulem na pokładzie.

„cokolwiek to bedzie postawię bilet, aby sikorski lecial oddzielnym samolotem“ (Donald Tusk)

http://niepoprawni.pl/blog/509/w-drodze-z-afganistanu-b-komorowski-ladowal-w-armenii

Bronisław Komorowski pójdzie na polowanie na wilki. Zastrzelimy Jarosława Kaczyńskiego, wypatroszymy i skórę wystawimy na sprzedaż… “ (Palikot)

http://smolensk-2010.pl/2010-06-05-gruppenfuhrer-kat.html#comment-3871

http://wolnemedia.net/gospodarka/umowa-gazowa-symbolika-wasali/# w tle tej katastrofy jest GAZ

„…“Co się stało? Odpowiedź na to pytanie łatwo da ten, kto przeczyta The Wall Street Journal z 8 kwietnia 2010 roku – to znaczy z następnego dnia po wizycie Putina i Tuska w Katyniu. Cały gazowy przemysł Polski i specjalny przedstawiciel USA ds. energetyki zebrali się na konferencję na temat gazu łupkowego sponsorowanej przez Chevron, ExxonMobil i Halliburton. Gazowi giganci z USA rozpoczną badawcze odwierty gazu łupkowego w Polsce w ciągu najbliższych kilku tygodni. W razie ich sukcesu energetyka Polski, jej problemy ekologiczne, finansowe a nawet polityka zagraniczna mogą się całkowicie zmienić. taka właśnie jest odpowiedź na to pytanie. Całość nowej imperialnej polityki Rosji budowana była na fakcie, że ma światowy Gazprom i rurę tego światowego gazociągu wsadzi Polakom to samo miejsce, co i Ukraińcom. A wiosną 2010 r. na Kremlu nagle zrozumiano, że gaz łupkowy powoduje zerwanie ze światowym gazociągiem i że, jeżeli nie podejmie się środków, to być może to Polska będzie eksportować gaz do Europy.

Niektóre cytaty z wypowiedzi Premiera Donalda Tuska, Palikota, Niesiołowskiego i Nałęcza:

Powiem brutalnie: nie potrzebuję pana prezydenta, na tym polega problem.

(Premier Donald Tusk o śp. Lechu Kaczyńskim, 14 X 2008)

Bronisław Komorowski pójdzie na polowanie na wilki. Zastrzelimy Jarosława Kaczyńskiego, wypatroszymy i skórę wystawimy na sprzedaż… “ (Palikot)

Gdyby tym samolotem nie leciał Lech Kaczyński, nie było by tej katastrofy. (Niesiołowski)

Dla tego spotkania premiera Tuska z Putinem warto było ponieść każdą cenę. (T. Nałęcz)

…przyjdą wybory prezydenckie albo prezydent będzie gdzieś leciał.. i to się wszystko zmieni“ – fragment wypowiedzi w RMF FM B. Komorowskiego

Powyższy zestaw tylko szczątkowo przypomina olbrzymią pracę blogerów z S24. Ukoronowaniem zespołowej pracy jest książka „Czerwona strona księżyca” i „Maskirowka smoleńska”.

Natomiast Książki „Kłamstwu na odlew. Nie było katastrofy smoleńskiej” nie ma w księgarniach i wydawnictwach. Żadne z tych „patriotycznych” nie zdecydowało się na jej wydanie. Mimo to, jest wciąż rozprowadzana.

Podana niżej forma zamawiania jest jedynym sposobem by tę książkę otrzymać.

Dziękując dotychczasowym darczyńcom zapraszam do zamawiania:

książka, + plakat A3 dwustronny, + wysyłka – razem 60zł.
proszę przekazać wpłatę na konto PLN

SKOK Stefczyka 79 7065 0002 0650 0352 2003 0001

dopisz : darowizna na druk książki
właściciel rachunku: Jerzy Gawryołek

(z racji, że niekiedy adres na potwierdzeniu wpłaty jest inny niż adres odebrania książki) –
potwierdź na mail: xubs2010@gmail.com podając adres doręczenia.

Otrzymane pieniądze pokrywają koszt druku z wysyłką i wspierają druk nastepnych egzemplarzy.

Prof. M. Dakowski rekomenduje tekst @Yurko o Smoleńsku

https://www.salon24.pl/u/zygmuntbialas/567919,prof-m-dakowski-rekomenduje-tekst-yurko-o-smolensku

Gdyby było inaczej…

Yurko 14/02/2014/strona nieaktywna http://arkanoego.net/index.php/2014/02/14/gdyby-bylo-inaczej/

https://www.youtube.com/watch?v=B8tqiL7-Vzw

. Pozostają nam dwie rzeczy:

– Ofiary w trumnach

– Znaczna ilość zdjęć i filmów. To na ich podstawie ktoś kiedyś zauważy iż części leżące na polance samosiejek nie są z polskich Tu154M. (ś.p. @3ZET Paweł Konrad SIRK PL)