„Wykonywaliśmy tylko zalecenia WHO” – tak będzie zapewne brzmieć wyjaśnienie premiera albo ministra zdrowia gdy ogłoszą Polakom powszechny przymus szczepień lub kwarantannę dla „podejrzanych o zakażenie” takim czy innym wirusem.
– Co się musi zdarzyć, żebyśmy mogli oficjalnie ogłosić koniec pandemii? – spytał ostatnio ministra Adama Niedzielskiego dziennikarz jednej z prywatnych stacji telewizyjnych.
– Przede wszystkim polski minister zdrowia w sensie ani ja, ani tutaj lokalnie nie jesteśmy od ogłaszania końca pandemii. To jest decyzja, którą pewnie będziemy podejmowali na forum międzynarodowym, na forum WHO– odparł szef resortu zdrowia.
Dobrze znamy ten mechanizm z praktyki sprawowania władzy przez kolejne rządy, niezależnie od politycznych barw. Wprowadzają one niewygodne dla społeczeństwa czy też wręcz szkodliwe rozwiązania, po czym tłumaczą je decyzjami międzynarodowymi czy koniecznością dostosowania się do unijnych standardów. Ma to być sposób na uniknięcie politycznej odpowiedzialności, bo przecież, w myśl tej logiki, Unia Europejska czy „międzynarodowi eksperci” mają niekwestionowane prawo dyktowania Polsce wszystkiego, co tylko się im żywnie spodoba.
Zatem Bruksela zamyka polskie kopalnie, zmusza nasze państwo do odejścia od CO2, nie pozwala zreformować sądów, wstrzymuje pieniądze z tzw. funduszu odbudowy. W nieopublikowanym ostatecznie w pełnej wersji wywiadzie dla Ewy Stankiewicz z września 2021 roku były minister Piotr Naimski próbował zrzucić odpowiedzialność za program kasowania polskiego górnictwa na poprzedników z PO i Unię Europejską. Węgla, którego jeszcze w kampanii wyborczej miało wystarczyć nam na „200 lat”, pozbyć się mamy teraz w ciągu dwóch dekad. Ależ ten czas przyspieszył…
Jak zatem najlepiej uniknąć społecznego gniewu po wprowadzeniu narzucanych przez globalistów, a dewastujących dla społeczeństwa i gospodarki rozwiązań sanitarnych? „To nie my, wykonywaliśmy tylko zalecenia WHO” – tak będzie zapewne brzmieć wyjaśnienie premiera albo ministra zdrowia, gdy ogłoszą Polakom powszechny przymus szczepień lub kwarantannę dla „podejrzanych o zakażenie” takim czy innym wirusem.
Do tego właśnie zmierza prowadzona dotychczas przez rząd polityka bezkrytycznego akceptowania dążeń ONZ i WHO do centralizacji rozwiązań sanitarnych. Organizacje te, sponsorowane przez światowe mocarstwa oraz prywatnych beneficjentów kolejnych epidemii, chcą przejąć nadzór nad strategią zdrowotną państw. Jeśli swe zamierzenia wprowadzą w czyn, będą dyktować szczegółowe rozwiązania w rodzaju kolejnych lockdownów, masowych testów i eksperymentalnych zastrzyków.
Po wakacyjnej przerwie wracają już do swojej, znanej nam już dobrze aktywności, covidowi celebryci oraz eksperci do wynajęcia. Masowe media próbują nas znowu wciągać stopniowo w pandemiczny amok, nie zauważając, że w ciągu ostatnich z górą dwóch lat wtłaczania Polakom niesprawdzających się przepowiedni i notorycznego straszenia zdążyliśmy się już na nie w dużym stopniu uodpornić. Wymownie świadczy o tym ton większości komentarzy pod informacjami o rosnącej liczbie zakażeń czy kolejnych „niezwykle groźnych” odmianach wirusa.
To jednak czy Polacy znów dadzą się nastraszyć i nabrać na „dęte” statystyki zachorowań oraz zgonów może nie być już tak istotne. Jeśli globalni sanitaryści doprowadzą – przy bierności mieszkańców poszczególnych krajów – do uchwalenia tak zwanego traktatu pandemicznego, będzie znacznie trudniej przeciwstawiać się absurdalnym nieraz rozporządzeniom. Wystarczy wpisanie tej czy innej odmiany covid do rejestru chorób zakaźnych by postawić nas w bardzo trudnym położeniu, z perspektywą przymusowych szczepień włącznie – takie bowiem m.in. rozwiązania przewiduje ustawa z 2008 roku. Prowadzona jest cały czas z ogromnym natężeniem operacja dezinformacyjna. W dużej mierze skutecznie odwraca ona społeczną uwagę od prowadzonych w zaciszu przygotowań do znacznego skrócenia poszczególnym narodom „sanitarnej smyczy”. Brak reakcji na totalitarne zakusy globalistów doprowadzić może do sytuacji, z której trudno będzie znaleźć dobre wyjście.
Podczas niedawnego pobytu w Polsce wybitny niemiecki lekarz dr Wolfgang Wodarg – człowiek, który od podszewki poznał mechanizmy rządzące polityką sanitarną – przekonywał, że do skutecznego oporu wobec pseudomedycznego totalitaryzmu wystarczy, że świadoma zagrożenia będzie połowa populacji. Przeciwnik jest tego świadom, bo zapowiada w kolejnych kampaniach pandemicznych wzmożoną cenzurę pod pretekstem „walki z dezinformacją”. Do osiągnięcia stanu nakreślonego nam przez autora książki „Fałszywe pandemie. Argumenty przeciwko rządom strachu” wciąż nam daleko, jednak wiemy nie od dziś, że kropla drąży skałę.
Tauron podnosi ceny energii elektrycznej. Firmy i sklepy od września w strefie I w taryfie C11 zapłacą 2,18 zł za kWh. To wzrost opłaty za prąd o ponad 50 proc., w lipcu stawka w wymienionej taryfie wynosiła 1,41 zł za kWh – podaje portal DlaHandlu.pl.
Właściciele firm i sklepów otrzymali pisma od Tauronu. Dokument zawiera informacje o zmianie dotychczasowej zmiennej stawki energii elektrycznej w strefie I w taryfie C11.
Od września cena wyniesie 2,18 zł za kWh, czyli o 0,77 zł więcej za kWh niż w lipcu. Cena prądu we wskazanej taryfie i strefie wynosiła jeszcze kilka miesięcy temu 0,37 zł. Tauron w tym roku już siedmiokrotnie aktualizował stawki opłat z 0,37 zł gr na 0,49 zł, następnie na 0,69 zł, potem na 0,93 zł, w czerwcu stawka skoczyła do 1,16 zł, w lipcu do 1,41 zł, a od września do 2,18 zł.
Z informacji przedstawionej przez serwis DlaHandlu.pl wynika, że nowe stawki Tauronu uwzględniają tarczę antyinflacyjną i obowiązują do 31 października 2022 r.
Jednocześnie firma podaje, że w przypadku nieprzedłużenia tarczy cena prądu dla firm i sklepów w strefie I w taryfie C11 wzrośnie do 3 zł za kWh.
Ceny energii elektrycznej mogą wzrosnąć także dla gospodarstw domowych.
Staram się ze wszystkim sił i coś mi nie wychodzi, ale to strasznie nie wychodzi. Ponieważ jestem niezwykle skromnym Piotrkiem, zdającym sobie sprawę z własnych słabości, to wychodzę z założenia, że to pan premier Morawiecki i partia rządząca są mądrzy, natomiast obywatele, w tym jeden Piotrek, zdecydowanie odstają od tego poziomu.
W związku z powyższym proszę o wsparcie i wyjaśnienie, w jaki sposób połączyć następujące informacje. Od wielu miesięcy jesteśmy przez premiera Mateusza Morawieckiego i cały pion propagandowy zapewniani, że Polska zgromadziła gazu ponad własne potrzeby. Już na początku było bardzo optymistycznie, bo wypełniliśmy magazyny w dziewięćdziesięciu procentach, ale o ostatnim mieliśmy przekroczyć sto procent. Pojęcia nie mam, jak się to robi, jedynie z czasów dzieciństwa pamiętam takie określenie, jak 110% normy, ale tę kwestię pozostawiam na boku, nie będziemy łapać kilku srok za jeden ogon.
Chciałbym się skupić na innej zagadce i korelacji, mianowicie takiej, że przy magazynach wypełnionych po brzegi polskie zakłady produkujące nawozy ogłosiły ograniczenie produkcji do minimum. Takie komunikaty najpierw wydał Anwil, potem Zakłady Azotowe Kędzierzyn. Powód? Żaden z zakładów należących do Grupy Azoty nie ukrywał o co chodzi i wskazał wyłącznie na jeden powód, którym jest wzrost cen gazu o 41%.
I dokładnie w tym momencie pojawiają się moje ograniczenia w zakresie wiedzy, logiki i rozumowania, jakie przyjął nasz wybitny rząd i najjaśniejsza gwiazda tego rządu w osobie Mateusza Morawieckiego. Wydawało mi się, że jeśli czegoś jest pod dostatkiem, to nie ma z tym większych problemów ani w zakresie dostaw, ani w zakresie ceny. Ba! Moja wiedza, być może nieukształtowana i pełna luk, podpowiada mi, że nadmiar zapasów raczej powinien obniżać cenę, niż ją podnosić. Zawsze występują koszty magazynowania, poza tym biznes polega na tym, aby towar schodził z półek, a nie na nich zalegał. Gdy dzieje się tak, że jakiś towar się nie sprzedaje, to sprzedawca zaczyna wywieszać plakaty z promocyjnymi cenami albo do 10 produktów dodaje jeden gratis.
Przyznaję, że nie znam się na rynku nawozów sztucznych, jednak obiło mi się o uszy, że ta gałąź gospodarki jest największym konsumentem gazu. Dlaczego to takie ważne? Znów trzeba przywołać podstawowe mechanizmy rynkowe i jedną z głównych zasad, która głosi: „duży może więcej”. Tak potężny odbiorca gazu jak Grupa Azoty powinien z łatwością nabyć gaz po atrakcyjnej cenie, zwłaszcza w sytuacji, gdy niezbyt roztropny sprzedawca obwieszcza całemu światu, że gazu ma więcej niż potrzebuje. Tymczasem Grupa Azoty twierdzi, że musi kupować niezbędne do produkcji paliwo po cenie wyższej o 41% niż kupowała wcześniej. Pojawia się zatem pytanie, co w tej układance się nie zgadza, kto tutaj robi jakieś problemy na siłę i nie zna podstaw ekonomii. Z pewnością ten zarzut najbardziej dotyczy mnie, ale byłbym wdzięczny gdyby ktoś zdecydowanie bardziej inteligentny ode mnie, najlepiej z rządu, omówił ten „fenomen”. Dla pełnej jasności, o co konkretnie mi chodzi, jeszcze raz podkreślę, że nie rozumiem dlaczego państwowy dostawca gazu, dysponując gigantycznymi zapasami gazu, poprzez windowanie ceny doprowadza na skraj bankructwa spółkę, w której ma 33% udziałów?
Rozumiałbym wszystko, gdyby takie rzeczy robił Donald Tusk i „totalna opozycja”, ale „obóz dobrej zmiany”? Prawdopodobnie jest tutaj ukryta jakaś bardzo głęboka myśl, pewnie chodzi o patriotyzm albo wstawanie z kolan, co oczywiście jest niezbędne do produkcji nawozów sztucznych, ale będę wdzięczny za oficjalne wyjaśnienie i stanowisko.
Ośmielam się o to prosić przede wszystkim dlatego, że pamiętam o węglu, którego miało być pod dostatkiem i w dodatku w bardzo atrakcyjniej cenie. No i pan premier Mateusz Morawiecki dotrzymał słowa, każdy Polak może sobie wejść do Internetu i popatrzeć, a nawet dodać do wirtualnego koszyka. Jestem prawie pewny, że z gazem jest podobnie, niczego nie brakuje i tylko źli ludzie strzępią języki na usługach wiadomych sił, niemniej oczekuję na oficjalny komunikat.
======================
MD:
Pytanie postawione w tytule zadał MatkaKurka chyba nie pomyślawszy, dla fasonu. Przecież magazyny w Polsce mają pojemność wystarczającą na jakieś 20% zapotrzebowania zimowego [grzanie]. A różnica między propagandą swego sukcesu przez Vateuszka a rzeczywistością jest ogromna.
Niedawno Organizacja Narodów Zjednoczonych, a konkretnie – UNESCO – kolaborując z Twitterem, Komisją Europejską i Światowym Kongresem Żydów wypowiedziała wojnę „teoriom spiskowym”, według których wydarzenia „są tajemnie manipulowane za kulisami przez potężne siły z negatywnymi intencjami”.
Zanim przejdziemy do rozebrania sobie z uwagą deklaracji ONZ i jej kolaborantów, przyjrzyjmy się tej stronie wojującej. Na początek – ONZ. Wbrew swojej nazwie, jest to międzynarodówka biurokratycznych gangów, okupujących poszczególne narody, może z wyjątkiem niektórych, ale te ewentualne wyjątki tylko potwierdzają ogólną regułę. Dodajmy, że Organizacja Narodów Zjednoczonych narodziła się podczas II wojny światowej, jako rodzaj światowego, kolektywnego policjanta, tworzonego przez tzw. stałych członków Rady Bezpieczeństwa, którzy mieli się namawiać, kogo brać pod obcasy, a kogo nie. Teoretycznie wszystko grało, ale pech chciał, że w łonie tego kolektywu pojawiły się niesnaski, które wkrótce przekształciły się w otwartą wrogość, więc uzyskanie w tych warunkach wymaganej przy podjęciu decyzji jednomyślności, było i jest bardzo trudne.
Mimo to niekiedy do takiej jednomyślności dochodziło, ale w niektórych przypadkach zainteresowane państwo olewało decyzje kolektywu ciepłym moczem. Tak było w przypadku kilku rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ – bo o niej mowa – dotyczących konfliktu między Izraelem i krajami arabskimi na Bliskim Wschodzie. Izrael puszczał te rezolucje mimo uszu wiedząc, że Stany Zjednoczone, jeśli nawet za tymi rezolucjami w Radzie Bezpieczeństwa głosowały, to będą udawać, że nic się nie stało, bo prezydenta USA, który odważyłby się wystąpić przeciwko Izraelowi, Światowy Kongres Żydów rozsmarowałby na podłodze w Gabinecie Owalnym Białego Domu.
Pomijając jednak tę incydentalną kwestię, to czy przypadkiem Rada Bezpieczeństwa ONZ nie została pomyślana jako „potężna siła”, która, nawet niekoniecznie „za kulisami”, tylko przy otwartej kurtynie będzie trzymała w ryzach narody, które z jakichś względów podpadną piątce trzymającej władzę? Tak to zostało pomyślane, a że nie chciało działać zgodnie z intencjami, to sprawa osobna. Chodzi bowiem o to, że komu, jak komu, ale Organizacji Narodów Zjednoczonych nie bardzo wypada wojować z „teoriami spiskowymi”, skoro ona sama została pomyślana jako rodzaj spisku.
Podobnie Komisja Europejska, będąca rodzajem listka figowego, który ma przysłonić figę w postaci IV Rzeszy, kierowanej zza parawanu w postaci Unii Europejskiej przez Niemcy. Jeśli Unia Europejska nie jest spiskiem przeciwko europejskim narodom, to ja jestem chińskim mandarynem. Przecież w „Manifeście z Ventotene”, który spiżowymi literami jest upamiętniony, razem ze swoim autorem, włoskim komuszkiem Spinellim na gmachu w Brukseli, jest zapisana intencja „likwidacji” historycznych narodów europejskich, jako warunku pokojowej Europy!
Prostolinijny Adolf Hitler rozumiał to dosłownie, ale okazało się, że taka ostentacja była błędem, więc obecnie, nie bez pomocy Światowego Kongresu Żydów, realizowana jest metoda pokojowego rozkładu historycznych europejskich narodów, by eksploatować je do spółki z biurokratyczną międzynarodówką, a kiedy padną – zrobić mydło. Czy to są „negatywne intencje”? To ważne pytanie, bo deklaracja ONZ, którą powinniśmy sobie rozebrać z uwagą wspomina o „potężnych siłach” z „negatywnymi intencjami”. Wystarczy tedy przekonać, to znaczy – przekupić skorumpowanych intelektualistów, publicystów i tak zwane „gwiazdy”, czyli panienki, co to uchodzą za sawantki z powodu wyjątkowo kształtnego biustu lub pośladków – by wszyscy uznali, że te „intencje” wcale nie są „negatywne”, tylko przeciwnie – szalenie pozytywne – i już wszystko będzie w jak najlepszym porządku, bo z zacytowanego oświadczenia ONZ wynika jak na dłoni, że sekretne porozumienia, którym nie towarzyszą żadne „negatywne intencje” nie są przedmiotem potępianych teorii spiskowych.
Najzabawniejsze są jednak zbawienne pouczenia, które wykombinowali sobie filuci, co to wydrążyli sobie nisze ekologiczne w UNESCO. Jest to agenda ONZ, której nazwę już dawno rozszyfrowano, jako skrót Zjednoczonych Narodów Eating, Sleeping Catering, czyli Żarcia, Spania i Bankietowania (zwanego również Imprezowaniem) Organizacja. Co prawda w samym ONZ zdarzają się nieporozumienia z filutami z UNESCO, o czym świadczy np. incydent z udziałem strażnika. Legitymując filuta z UNESCO strażnik, chcąc okazać się na poziomie, oświadczył: „wiem, wiem; to mały ale bardzo dzielny naród!”
Cóż więc ten ”mały, ale bardzo dzielny naród” wykombinował przeciwko teoriom spiskowym? Otóż „dzielny naród” przezornie odradza swoim mikrocefalom wdawanie się w dyskurs z głosicielem teorii spiskowej, tylko namawia ich do podejmowania „odpowiednich działań”. Te „odpowiednie działania” polegają na „sygnalizowaniu”, które w dawnych, koszmarnych czasach nazywane było donosicielstwem, takich podejrzanych przypadków do „witryny”, co to „sprawdza fakty”. Tam pierwszorzędni fachowcy już się takim głosicielem teorii spiskowej zajmą po swojemu i nawet się nie spostrzeże, kiedy „za oknem dojrzy kontury tanku, potem na schodach usłyszy kroki”. Ale żeby już całkiem swoich mikrocefali nie duraczyć, filuci z UNESCO wspaniałomyślnie dopuszczają istnienie „prawdziwych” spisków.
No dobrze, ale jak odróżnić spisek „prawdziwy” od „fałszywego”, czyli „wyimaginowanego”? Okazuje się, że to proste, jak budowa cepa. Otóż różnica między spiskiem prawdziwym i fałszywym polega na tym, kto go zdemaskował. Jeżeli taki jeden z drugim spisek zdemaskowali licencjonowani „demaskatorzy”, albo „media”, to jest on absolutnie prawdziwy i nie tylko wypada weń wierzyć, ale nawet się powinno, pod rygorem utraty przyzwoitości. Jestem pewien, że filutom z UNESCO to kryterium podsunęli weterani ze Światowego Kongresu Żydów, co to samego jeszcze znali Stalina. Chodzi o to, że za Stalina w ZSRR działała kierowana przez Izraela Gubelmana organizacja „Bezbożnik”, która wydawała żydowski odpowiednik hitlerowskiego „Der Sturmera” pod takim właśnie tytułem. Wśród działaczy „Bezbożnika” byli „demaskatorzy cudów i zabobonów”, więc inspirację widać jak na dłoni. I tak, na przykład straszliwy spisek przeciwko spółce „Agora”, kiedy to Rywin przyszedł do Michnika z korupcyjną propozycją „lub czasopisma”, został zdemaskowany nie przez byle kogo, ale przez samego nastajaszczego demaskatora, pana red. Michnika, toteż był to spisek prawdziwy.
Kiedy jednak pan red. Michnik był wzywany do odpowiedzi na pytanie, czego „komisja” z jego udziałem szukała w archiwach MSW, czy to znalazła i jaki zrobiła z tego użytek, to głuche milczenie musiało wystarczyć za odpowiedź – toteż i UNESCO na podstawie tych doświadczeń przestrzega, by nie wdawać się z głosicielami teorii spiskowych w żadne dyskursy, a to, że pan red. Michnik biega za autorytet moralny, to jest pełny spontan, odlot i wyraz jego rozlicznych zalet, z których jest zrobiony.
W Polsce najniższa emerytura wynosi 10 groszy, przy czym koszt wypłaty takiego świadczenia to 100-150 zł – poinformowała w środę w Studiu PAP prezes ZUS prof. Gertruda Uścińska. Dodała, że wypłacanie tzw. groszowych emerytur jest sprzeczne z ideą, czym jest świadczenie emerytalne.
Szefowa ZUS w rozmowie z PAP.pl była pytana o to, ile w Polsce wynosi najniższa emerytura, o potrzebne w tej kwestii zmiany i o stan systemu emerytalnego w perspektywie wyzwań demograficznych. Poinformowała także, ilu w Polsce żyje stulatków.
Zdaniem prof. Uścińskiej wypłacanie tzw. groszowych emerytur jest sprzeczne z ideą świadczenia emerytalnego.
– Moje stanowisko się nie zmieniło. Badam od wielu lat systemy emerytalne nie tylko na poziomie krajowym, ale też europejskim, międzynarodowym i zasada, że jedna składka otwiera prawo do emerytury, a taką zasadę mamy od stycznia 1999 r., jest nieprzystosowana i nie realizuje idei, czym jest świadczenie emerytalne – powiedziała prezes ZUS.
Poinformowała, że najniższa emerytura wypłacana przez ZUS wynosi 10 groszy. – Koszt obsługi (wypłaty takiego świadczenia) może wynosić od 100 do 150 zł – wskazała prof. Uścińska.
– Dlatego postulujemy, że powinien być co najmniej minimalny okres zatrudnienia. W większości państw to jest 10-15 lat, może być 5 lat, które w ogóle otwiera prawo do emerytury przy wieku emerytalnym. Może być jakiś kapitał, który daje tę emeryturę na jakimś poziomie. Najprostszym rozwiązaniem jest wprowadzenie zasady, by te groszowe emerytury nie były wypłacane co miesiąc, tylko na przykład raz na rok, bo i tak zachowane jest prawo do opieki zdrowotnej czy do innych świadczeń – powiedziała szefowa Zakładu.
Ponadto zwróciła uwagę, że w Polsce systematycznie przybywa osób pobierających emerytury z systemu powszechnego. Obecnie – jak podała – jest ich ponad 6 mln.
Prezes ZUS zaznaczyła, że obecny system emerytalny jest dobrze uporządkowany z punktu widzenia wyzwań demograficznych.
– Dalsze trwanie życia będzie się przedłużało, jeśli będziemy dbać o warunki życia i zdrowia. Z tego punktu widzenia nasz system emerytalny, który funkcjonuje od stycznia 1999 r., jest oparty na zdefiniowanej składce i on jest bezpieczniejszy dla jego utrzymania w perspektywie kilkudziesięciu lat, ponieważ on oparty jest na jasnej formule: twoja emerytura jest wprost proporcjonalna do tego, jak długo pracowałeś i kiedy przechodzisz na emeryturę – powiedziała prof. Uścińska.
Dodała, że system emerytalny wymaga polityki, która jest oparta na dobrych warunkach zatrudnienia. – To jest ogromne zadanie dla polityki rynku pracy, dlatego że zmieniają się warunki w globalnym świecie. Trzeba stosować instrumenty, które będą powodowały, że poziom aktywności zawodowej będzie wyższy. Dotyczy to kobiet, osób z niepełnosprawnościami – wskazała szefowa Zakładu.
Podkreśliła, że system emerytalny jest powiązany z polityką gospodarczą państwa, a w sposób szczególny z rynkiem pracy. Pytana, czy ten system wytrzyma, odparła, że „jest on bardziej odporny niż stary system”.
Prezes ZUS była także pytana o to, ilu mamy w Polsce stulatków. – Stulatków jest w Polsce 2200. Tym seniorom przysługuje świadczenie honorowe w granicach 4500 zł – przypomniała prof. Uścińska.
Powojenne odszkodowania Polski wobec Zachodu – dr Ryszard Ślązak
Prezentujemy pierwszą część analizy dr Ryszarda Ślązaka, wraz z bardzo ważnym dokumentem. Notka opublikowana za zgodą autora.
https://www.bibula.com/?p=53554
Po zakończeniu w Europie II wojny światowej, po kapitulacji zbrodniczej III Rzeszy niemieckiej, w maju 1945 roku, Polska miała już właściwie dwa rządy. Rząd konstytucyjny II Rzeczypospolitej przebywający na emigracji, który już pozostał na niej. Ten rząd w czasie wojny zaciągał w imieniu Państwa Polskiego zobowiązania i miał też należności dla Polski. W kraju sowieci instalowali nowe podległe im wasalne władze, później zwane ludowymi. Te nowe krajowe władze natychmiast przystąpiły programowo do zmiany istniejącej struktury organizacyjnej Państwa i jego struktur własnościowych i wynikających z nazewnictwa reformatorskiego represji ekonomicznych. Najdotkliwszą represję nałożono na powstańczą Warszawę, tak zwanym dekretem Bieruta oraz na rodaków o podwójnym, polsko-włoskim obywatelstwie zabierając ich majątki w tak zwany zarząd przymusowy, prawnie istnieje do dziś, na podstawie odrębnego dekretu z 15 listopada 1946 roku o zajęciu w zarząd przymusowy mienia państw i ich obywateli, pozostających z Państwem Polskim w stanie wojny w latach 1939-1945.
Wcześniej, bo już 3 stycznia 1946 roku, zszokowany nową władzą Naród został zaskoczony ustawą nacjonalizacyjną o przejęciu na własność Państwa podstawowych gałęzi gospodarki narodowej, pozbawiającą Polaków w kraju i za zagranicy majątków produkcyjnych. Ustawa ta dla państw zachodnich była zupełnym doktrynalnym zaskoczeniem jej zastosowania i to w tym okresie i tym, że w Polsce. Zaskakującym emigrację i państwa europejskie przejawem tej nacjonalizacji i upaństwawiania w Polsce był fakt, skierowania przede wszystkim tego procesu przez władze ludowe na przejmowanie nieruchomości ziemskich i miejskich nad innymi składnikami mienia oraz wysoki stopień ingerencji samomianującej się władzy komunistycznej w struktury własnościowe, dla pełnego przejęcia mienia prywatnego. W odwecie za tę nacjonalizację i inne formy przejmowania indywidualnej i instytucjonalnej prywatnej własności przez nowe władze ludowe, zachodnioeuropejskie kraje, polscy sojusznicy z czasów wojny, zaczęli zgłaszać wszelkie swoje roszczenia majątkowo-rzeczowe i finansowe wobec tych władz, wobec Państwa Polskiego.
Pierwszym krajem, który zgłosił swoje roszczenia majątkowo-finansowe, później zwane odszkodowawczymi, była Francja, a drugim Wielka Brytania. Już w czerwcu 1946 roku rząd Bieruta potwierdza wobec Francji, że spłaci własność i współwłasność francuską w Polsce. Natomiast w sierpniu 1946 roku rząd ludowy potwierdza oficjalnie Francji, że spłaci zobowiązania zaciągnięte przez poprzednie rządy polskie wobec rządu francuskiego, jak też zobowiązania wobec francuskich instytucji i osób prywatnych zamieszkałych we Francji na czas podpisania umowy. Uzgodniono już wówczas, 1 sierpnia 1946 roku, sposób a za mienie osób prywatnych ocalałe po wojnie w Polsce, a sposób rozwiązania ewentualnego odszkodowania za mienie Polaków osiadłych po wojnie we Francji odłożono do odrębnego, późniejszego rozwiązania.
Wielka Brytania oficjalnie swoje roszczenia odszkodowawcze zgłosiła już w końcu 1946 roku. W trakcie roku 1947 trwały polsko-angielskie rozmowy odszkodowawcze i 31 października 1947 roku został podpisany w Warszawie tzw. protokół w sprawie odszkodowawczej za brytyjskie interesy dotknięte polskim ustawą nacjonalizacyjną, z dnia 3 stycznia 1946 roku o przejęciu na własność Państwa podstawowych gałęzi gospodarki narodowej. Określono w nim termin obywateli brytyjskich, przez których rozumie się wszystkich obywateli brytyjskich i osoby pozostające pod ochroną brytyjską, jako przynależne do Zjednoczonego Królestwa lub do jakiejkolwiek kolonii obszaru zamorskiego lub innych obszarów znajdujących się pod protektoratem lub mandatem Zjednoczonego Królestwa. Użyto też dodatkowego terminu „brytyjskie osoby zainteresowane”, przez który to termin należy rozumieć wszystkie osoby fizyczne, które posiadały obywatelstwo brytyjskie w dniu 3 stycznia 1946 roku. Protokół ten, także uzgodnienia z polsko-brytyjskej konferencji do spraw Niepolitycznych, stał się częścią składową układu zawartego pomiędzy rządem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej a rządem Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Północnej Irlandii w dniu 14 stycznia 1949 roku, a dotyczącego ułatwienia spraw finansowych. Układ miał szersze i ponad odszkodowawcze znaczenie, bo regulował jednocześnie odszkodowania majątkowe i inne kwestie finansowe z umów polsko-brytyjskich z okresu międzywojennego. Regulował kwestie finansowe w całości, choć zawierał wymienione kwoty odszkodowań majątkowych przyjęte przez Polskę do zapłaty. Drugi układ już o charakterze niemal wyłącznie odszkodowawczym został zawarty w Warszawie 11 listopada 1953 roku. W tym układzie odszkodowawczym ujęto łączną wartość odszkodowania w kwocie 5.465.000 funtów szterlingów, płatnej ratalnie, i użyto terminu obywatel brytyjski oraz brytyjska własność. Brytyjska własność oznaczała wszelkie mienie, prawa i interesy dotknięte przez różne polskie zarządzenia nacjonalizacyjne i wywłaszczeniowe które w dacie ustawy, dekretu lub dacie zastosowania do danego rodzaju mienia stanowiły własność w całości lub w części i to zarówno prawnie jak i w terminie faktycznego użytkowania, w takim rozumieniu w jakim posiadali je obywatele brytyjscy. Za datę powstania roszczenia przyjęto datę ,w której zarządzenie zostało zastosowane do własności brytyjskiej. Rząd brytyjski zawierał układ we własnym imieniu i w imieniu obywateli brytyjskich. Dla udowadniania roszczeń w odniesieniu do każdej pozycji roszczeniowej ,Rząd Brytyjski przedkładał stronie polskiej wymagane dokumenty, które według wymogów prawnych w obu krajach były bardzo zbliżone proceduralnie, a jeśli dokumenty dotyczące jakiegoś roszczenia nie były możliwe do okazania a Rząd brytyjski nie mógł ich przedłożyć stronie polskiej, uzyskiwał od swojego obywatela któremu miało być przyznane roszczenie wniosek o zrzeczenie się na zawsze tego roszczenia od strony polskiej. W roszczeniu brytyjskim jako najważniejsze pojedyncze pozycje występowały dwa towarzystwa, Lazard Brothers and Company Limited iPrudential Company Limited którym Polska wypłaciła odszkodowanie w łącznej kwocie 531.400 funtów szterlingów. Układ odszkodowawczy, po spłacie odszkodowania wygasł ostatecznie w roku 1967.
Stanowisko roszczeniowe Wielkiej Brytanii wobec Polski Ludowej wynikało w części z faktu, że na terytorium tego państwa zarówno w czasie wojny jak i po jej zakończeniu znalazło się najwięcej liczebnie polskiej inteligencji, która w Polsce posiadała jakąś własność majątkową. Rząd Wielkiej Brytanii zgłaszając swoje roszczenia, znał procesy nacjonalizacyjne i wywłaszczeniowe nowej władzy w Polsce i chciał uchronić własność polskiej emigracji przed zniszczeniem, czy całkowitym rozparcelowaniem, a w Polsce w tym okresie trwała emocja polityczna niszczenia burżuazyjnej przeszłości, w tym majątkowej. Faktycznie te zgłoszone roszczenia hamowały różnorodne zapędy władz, przed przyzwalaniem na różnego rodzaju samowole dewastacyjne czy rozbiórkowe, a nawet rabunkowe. Zgłaszane roszczenia zmuszały władze krajowe do zagwarantowania stanu istnienia tych substancji majątkowych.
W ślad za Francją i Wielką Brytanią poszły inne, prawie wszystkie istniejące wówczas państwa zachodnioeuropejskie, a później i Kanada i Stany Zjednoczone. Wszystkie te państwa wymuszały po roku 1947 inwentaryzację pozycji majątkowych ocalałych w Polsce po wojnie, majątku ich obywateli i ich instytucji (podmiotów gospodarczych) pozostającego w Polsce. Zgłaszanie tych roszczeń przez rządy innych państw zachodnich w krótkim powojennym okresie było o tyle zasadne, że we wszystkich tych krajach trwał proces szacowania strat powojennych, przywracania pełności procesów gospodarczych, demobilizacja i przestawianie gospodarek z okresu wojennego na cywilno-pokojowy i wolnorynkowy. Normalność procesu życiowego i gospodarczego sprawiała, że każdy czy to obywatel czy podmiot gospodarczy liczył straty i inwentaryzował to, co zostało i użyteczne. W Polsce było odwrotnie. Nacjonalizacyjne i poza nacjonalistyczne upaństwowienie dotychczasowej własności prywatnej oraz opór polityczny przed powrotem emigracji wojennej do kraju, a nawet duże liczebnie ucieczki z kraju, wywoływały nieufność i niepewność posiadania tego, co z wojny ocalało, a ocaleć niewiele ocalało, bo stopień zniszczenia infrastrukturalnego i rzeczowego w Polsce był ponad 85%. Z drugiej strony, nowe władze spieszyły się z nacjonalizacją i upaństwawianiem wiedząc, że mogą to zrobić tylko i natychmiast zaraz po wojnie, kiedy emigracja nie ma jeszcze możliwości powrotu i kiedy życie polityczne w Polsce po kataklizmie wojennym nie jest zorganizowane, kiedy trwa proces przemieszczania obywateli na odzyskane od Rzeszy prastare, ziemie polskie. Ta złożoność sytuacji ułatwiała władzom wprowadzenie procesów wywłaszczeniowych i jednocześnie spełnienie roszczeń zagranicznych warunkujących nawiązanie współpracy handlowej a nawet uznania dyplomatycznego.
Pod jednym względem jeszcze do roku 1951, do czasu tzw. reformy pieniężnej w Polsce, to znaczy do czasu wymiany złotego przedwojennego na nową złotówkę socjalistyczną, była wspólność systemu walutowego Polski z Europą Zachodnią, głównie z systemem anglosaskim. Wspólność tego systemu była bardzo użyteczna, przy powojennej wycenie stopnia i stanu zniszczenia i wyrabowania Polski oraz przy wycenie resztek ocalałego majątku, dóbr rzeczowych oraz zobowiązań i należności przedwojennych, wojennych i zaraz powojennych. A to pozwalało na utrzymanie przedwojennego poziomu wartości i cen przy szacowaniu wartości ocalałego majątku przyjętego później do poziomu kwotowego odszkodowań wojennych.
Nowa krajowa władza ludowa szybko wykorzystała instrument odszkodowawczy w polityce zagranicznej. Przyjmowała propozycje roszczeń odszkodowawczych i uzależniała ja od dyplomatycznego jej uznania. Tak np. zrezygnowano z odrębnego traktatu pokojowego i odszkodowań wojennych od Włoch w zamian za uznanie dyplomatyczne polskiego rządu krajowego i podpisanie z Włochami umowy na dostawę polskiego węgla. Większą wartość miało dla komunistycznego rządu polskiego uznanie dyplomatyczne przez rząd Republiki Włoskiej, niż odszkodowania wojenne od Włoch, czy zwrot polskiego mienia, które w różny sposób znalazło się po wojnie na terenie Włoch, np. 1 468 polskich wagonów kolejowych, o które kłóciliśmy się do lat 70-tych. Nowa władza opanowująca kraj, po straszliwym zniszczeniu i wyrabowaniu przez sąsiadów, przyjęła na siebie i na Naród ciężkie różnorodne zobowiązania ekonomiczne odmawiając jednocześnie przyjęcia zagranicznej i międzynarodowej pomocy gospodarczej, np. w ramach Planu Marshalla dla Europy, aby świat zewnętrzny nie miał wglądu w to, co pod pozorem reform i doktryny równości społecznej wprowadzała w Polsce i aby nikt nie miał wglądu w jej stosunki gospodarcze ze Związkiem Sowieckim. Narodowi za zupę dano hasło odbudowy stolicy i zagospodarowania Ziem Zachodnich, ale bez prawa do własności czegokolwiek. W tych okolicznościach spłata zobowiązań wobec zagranicy, Zachodu czy Wschodu, stała się przymusem państwowym.
W całym powojennym okresie, począwszy od roku 1947 do roku 1975 ,Polska zawarła z 12 państwami umowy/układy odszkodowawcze za mienie i interesy cudzoziemskie, ocalałe i pozostałe po II wojnie światowej w Polsce, a przejęte przez władze państwowe, powojennej Polski. I tak:
Z Republiką Francuską Polska podpisała najpierw protokół uzgodnień w przedmiocie odszkodowań z 1 sierpnia 1946 roku a następnie układ z dnia 19 marca 1948 roku dotyczący udzielenia przez Polskę odszkodowań dla interesów francuskich dotkniętych ustawą nacjonalistyczną z dnia 3 stycznia 1946 roku oraz protokół uzupełniający z dnia 7 września 1951 roku ,a następnie uzupełnienie do tego układu z dnia 30 listopada 1963 roku, którymi Polska zobowiązała się wypłacić Francji odszkodowanie w łącznej kwocie 65 mln dolarów USA. Odszkodowanie obejmowało upaństwowienie francuskich towarzystw działających w Polsce do 1 września 1939 roku i według stanu ocalałego na dzień ustawy nacjonalizacyjnej z dnia 3 stycznia 1946 roku, np. towarzystwa włókiennicze /3/ , węglowe/3/, oraz towarzystwa polskie z większościowym udziałem kapitału francuskiego /39 /oraz z mniejszościowym udziałem kapitału francuskiego /7/, oraz za mienie osób prywatnych obywatelstwa francuskiego. Układ obejmował także zobowiązania za mienie prywatnych osób polskich zamieszkałych we Francji, których Francja zaliczyła do interesów francuskich. Władze francuskie przedłożyły imienną listę tzw. francuskich osób prywatnych, których przejęte przez Państwo polskie mienie było wspólnie przez grupę polsko-francuskich ekspertów weryfikowane, inwentaryzowane i wyceniane. Osoby te, ani żadni inni ich późniejsi spadkobiercy, szczególnie odkryci po roku 1990 nie są uprawnieni prawnie do ponownego zgłaszania swych roszczeń do tego samego mienia objętego już w przeszłości umową odszkodowawcza, nawet okrężną drogą z zatajeniem układu polsko-francuskiego a którego wcześniej, osoby których teraz są spadkobiercami otrzymały za pośrednictwem rządu francuskiego od Polski takie odszkodowanie. Wspomnieć należy, że Francja swoje roszczenia wyceniała w zasadzie wg cen i wartości francuskich, gdyż motywowano poziom odszkodowań do francuskich możliwości zamiennego nabycia mienia we Francji. Z analityki warunków negocjacyjnych i materiałów gospodarczych wynika, że ówczesny poziom wartościowo-cenowy w Polsce i we Francji w znacznym stopniu w krótkim okresie powojennym, był zbliżony. Skutek wojny i powojenna bieda w zasadzie analogicznie oddziaływały na poziomy wartościowo-cenowe tego okresu, w którym w życiu obywateli dominowało szczęście z ocalenia i przeżycia i wiara w trwałość warunków pokojowego rozwoju.
Z Królestwem Szwecji rząd Polski najpierw podpisał dnia 28 lutego 1947 roku protokół w sprawie interesów osób i firm szwedzkich w Polsce, a następnie protokół i układ z dnia 29 października 1964 roku w sprawie interesów szwedzkich w Polsce, następnie uzupełniony 16 stycznia 1966 roku, zobowiązując się do wypłaty odszkodowania w łącznej kwocie 116 mln koron szwedzkich w 17-letnim okresie. Zobowiązanie to zostało w pełni spłacone, a układ wygasł w roku 1967.
Z Danią Polska podpisała w dniu 13 grudnia 1948 roku protokół w sprawie interesów i mienia duńskiego w Polsce, następnie drugi protokół w dniu 26 lutego 1953 roku oraz układ odszkodowawczy w sprawie interesów i mienia duńskiego w Polsce z marca 1953 roku. Zgodnie z postanowieniem tego układu Polska wypłaciła państwu duńskiemu w okresie piętnastoletnim kwotę 5,7oo.ooo koron duńskich. Za interesy duńskie uznano mienie, prawa i inne interesy należące bezpośrednio lub pośrednio do osób fizycznych narodowości duńskiej, do osób prawnych lub spółek handlowych, mających swą siedzibę w powojennych granicach Polski Polska uznała także swoje zobowiązania z tytułu rent i wszelkich długów przedwojennych zaciągniętych przez Państwo Polskie i przedsiębiorstwa państwowe wobec osób duńskich. Zarazem rząd polski potwierdził także wszelkie obowiązujące gwarancje dane przez Państwo Polskie za polskie gminy publiczne.Za okres do uznania obywatelstwa jako kryterium prawne do odszkodowania narodowość duńską lub charakter duński osób prawnych i spółek handlowych które powinny istnieć w momencie wprowadzania polskich ustaw nacjonalizacyjnych i innych zarządzeń które dotknęły interesów duńskich, jak i z momentu wejścia w życie pierwszego protokołu uzgodnień Wprowadzono też termin osób duńskich w potrzebie który w zasadzie nie dotyczył Duńczyków tylko inne grupy narodowościowe w tym także Polaków. Tymczasowo do czasu ostatecznego uzgodnienia terminarza spłaty odszkodowania, mienie będące w posiadaniu obywateli duńskich w Polsce, zostało przez tych właścicieli przekazane w zarządzanie mandatariuszowi w Polsce. Duńscy właściciele mienia przejętego przez Państwo Polskie byli proszeni przez stronę polską do sporządzenia i przekazania protokołu zdawczo-odbiorczego dla przejmowanego przez państwo mienia, jako zgłoszenia nabytych praw, i uprawnień do odszkodowania, z podaniem kwoty wartości, datę powstania i sposób nabycia mienia lub praw. Chodziło o to aby nie uwzględniać przypadków nabycia mienia od Niemców w czasie wojny lub zaraz po wojnie Po spłacie umowa odszkodowawcza ostatecznie wygasła po roku 1968.
Z Konfederacja Szwajcarską i Księstwem Lichtenstein Polska podpisała w Warszawie w dniu 25 czerwca 1949 roku układ o odszkodowaniu za interesy szwajcarskie w Polsce, a następnie jego uzupełnienie sporządzone w Warszawie w dniu 26 czerwca 1964 roku, którymi zobowiązała się do wypłaty Szwajcarii odszkodowania w łącznej kwocie 53.500.ooo franków szwajcarskich płatnych w 13 ratach. Umowa ta została wykonana w pełni i w umownym terminie. Państwo Polskie miało też należności od strony szwajcarskiej w paru . tytułach, np. z tytułu tak zwanych martwych kont bankowych obywateli Polski z okresu międzywojennego lub wojennego, zaginionych którzy do roku 1949 nie podjęli środków. z tych rachunków rząd szwajcarski przekazał Polsce wykaz będących obywatelami polskimi właścicieli kont bankowych i polis ubezpieczeniowych wraz ze zgromadzonymi na nich środkami finansowymi .Decyzją polskiego rządu już lat 90-tych wszystkie środki otrzymane przez Polskę w dotychczasowym powojennym okresie od Szwajcarii w związku z likwidacją tych martwych kont w tym kraju po roku 1945, w łącznej kwocie 480.301,65 franków szwajcarskich zostały zwrócone prawowitym ich właścicielom lub ich prawnym spadkobiercom. Do wypłaty tych środków na rzecz uprawnionych spadkobierców. W Polsce właściwym było Ministerstwo Finansów, które wypłacało spadkobiercom te środki i należy się liczyć z faktem ich całkowitej wypłaty. Dane odnośnie tych wypłat zostały w Polsce po roku 1997 opublikowane.
Układem tym spłacono Szwajcarii odszkodowanie za mleczarnie, serowarnie i ich urządzenia techniczne, za przedsiębiorstwa o charakterze handlowym, przemysłowym i rzemieślniczym, a także za gospodarstwa rolne Odszkodowanie wypłacono za mienie należące do osób szwajcarskich ,które w dniu podpisania układu było w bezpośrednim lub pośrednim władaniu państwa polskiego. Państwa strony dysponowały wykazem imiennym mienia prywatnego objętego odszkodowaniem. Do osób szwajcarskich na datę podpisania układu ,należały osoby, które jako miejsce zamieszkania wybrały Szwajcarię i Szwajcarzy. Tak więc do osób szwajcarskich zaliczono osoby o podwójnym obywatelstwie, polsko – szwajcarskim czy szwajcarsko – polskim W póżniejszym okresie kiedy polskie władze nie mogły wyłączyć z puli roszczeń zgłaszanych przez różne kraje obywateli polskich posiadających obywatelstwo tego kraju, kraju tego już zamieszkania ,władze polskie postanowiły nie uznawać podwójnego już obywatelstwa. Niemniej tan fakt w umowach odszkodowawczych musiały przyjąć do wiadomości, choć obecnie ci obywatele polscy, którzy zostali ujęci w roszczeniach rządu kraju ich powojennego zamieszkania, zatajają ten fakt i jakby z zaniku pamięci powojennej wszczynają roszczenia o ówczesne mienie, już raz zapłacone przez Polskę, tylko, że ich rządowi kraju ich powojennego zamieszkania.
Przyjmując za punkt wyjścia przeliczeniowego, opartym na ówczesnym międzynarodowym systemie walutowym, a system ten był przecież oparty na parytecie złota, i trwał aż do kwietna 1971 roku, można stwierdzić, że Polska w całości i ze wszystkiego cudzoziemskiego mienia rozliczyła się z dwunastoma państwami Zachodu, którym w najtrudniejszym okresie w swojej historii gospodarczej wypłaciła żądane przez nie odszkodowanie. Z tego przynajmniej względu w póżniejszym już okresie mieliśmy uporządkowane stosunki finansowe z Zachodem. Uporządkowane powojenne stosunki finansowe były bardzo przydatne w epoce Gierka, kiedy to Polska zaczęła realizować program modernizacji gospodarki i kiedy poprzez kredyty zagraniczne zaczęła zadłużać się finansowo na Zachodzie. Dla gospodarki polskiej, dla stanu finansów państwa i stopy życiowej społeczeństwa polskiego tamtych lat, było to ogromne obciążenie .Jego ciężar został przymusem politycznym władz przerzucony na całe zubożałe społeczeństwo ,obciążone licznością obowiązkowych świadczeń nie tylko świata pracy, a głównie rolnictwa indywidualnego zwalczanego terminem karnym kułaka ,czy karnym wydobywaniem węgla przez specjalnie organizowane jednostki karno-obozowe z wcielanymi tam dziećmi opozycji niepodległościowej, a kierowanego na eksport, na spłatę zagranicznych, narzuconych nam zobowiązań odszkodowawczych .Należy nadto pamiętać, że w tamtym okresie kiedy powojenne rządy podpisywały umowy odszkodowawcze/ indemnizacyjne w Polsce za posiadanie obcych walut ,groziła nie tylko karna ich konfiskata, ale nawet wyrok śmierci jak w Związku Sowieckim, w którym kara śmierci groziła za posiadanie futra, a nawet czapki sobolowe. Polska, ówczesna krajowa opinia publiczna, raczej się przychylała do stanowiska władz aby mienie cudzoziemskie zostało znacjonalizowane i przeszło na własność ogółu, na własność społeczną. Naród pamiętał pomoc jakiej kraje Zachodu udzieliły Polsce we Wrześniu 1939 roku W Polsce władze podpisując zagraniczne odszkodowania zatajały je przed krajową opinią publiczną ,a ich spłata tam gdzie następowała węglem jak np. do Francji, propagandowo wychwalano eksport polskiego węgla do tego kraju z chwała dla górniczego stanu. O tym, że węgiel jedzie na spłatę zobowiązań po nacjonalizacyjnych społeczeństwo, aż do lat 90-tych nie było informowane.
Z Królestwem Holandii, Polska podpisała odpowiednio dwa protokoły uzgodnień, a następnie układ z dnia 20 grudnia 1963 roku o odszkodowaniu za niektóre interesy holenderskie w Polsce i z godnie z jego postanowieniami wypłaciła Holandii kwotę 9.050.000 florenów holenderskich. Spłaty następowały w ratach. Po wykonaniu spłat układ ostatecznie wygasł w latach siedemdziesiątych.
Z Grecją rząd Polski podpisał układ o odszkodowaniu za interesy greckie w Polsce, w Warszawie w dniu 22 listopada 1963 roku, którym zobowiązał się do wypłaty gotówkowo odszkodowania w kwocie 230.000 dolarów amerykańskich. Po spłacie odszkodowania układ wygasł.
Z Królestwem Norwegii rząd Polski podpisał w Oslo, w dniu 23 grudnia 1955 roku układ o wzajemnej redukcji zobowiązań/roszczeń jakie oba Państwa miały wzajemnie w stosunku do siebie. Kwota roszczenia odszkodowawczego Norwegii była określona na 90 mln koron norweskich. Po redukcji wzajemnych zobowiązań strony potwierdziły wygaśnięcie układu.
Ponadto rząd Polski podpisał taki układ z Austrią wypłacając jej odszkodowanie w kwocie 71.5 miliona szylingów austriackich płatnych w 12 ratach. Podpisano także taki układ z Belgią i Luksemburgiem którym wypłacono 600 mln franków belgijskich oraz z Kanadą której wypłacono odszkodowanie w kwocie 1,225 tys dolarów kanadyjskich płatnych w 7 ratach. Tak więc w bardzo krótkim okresie po zakończeniu wojny o odszkodowania w pierwszej kolejności wystąpiły państwa europejskie sojusznicy Polski z czasów wojny, a potem dopiero kraje Ameryki Północnej.
Odszkodowania majątkowe wobec USA
Izba Reprezentantów Kongresu USA już w lipcu 2008 roku zaczęła przygotowywać rezolucję wzywającą władze polskie do zwrotu lub do wypłaty rekompensaty właścicielom mienia prywatnego – jak użyto terminu „zagrabionego przez III Rzeszę i rządy komunistyczne”. We wrześniu 2008 roku projekt ten został przyjęty i Kongres Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej przyjął taką rezolucję Nr 371 z dnia/ …………………. , której treść zasadniczo nie odbiega od projektu. Projekt tej rezolucji był omawiany w prasie polskiej, a sama rezolucja w małym stopniu, również w Parlamencie Polskim projekt był omawiany, i był przedmiotem oświadczeń i interpretacji poselskich, głównie Polskiego Stronnictwa Ludowego.
Rezolucja ta nie wspomina, że problem powojennych odszkodowań majątkowych za pozostałe i ocalałe po straszliwej niemieckiej, wojennej okupacji Polski, mienie amerykańskie zostało przez ówczesne polskie władze krajowe, uznawane przez Stany Zjednoczone, zostało mocą układu odszkodowawczego zawartego przez rząd Polski z rządem Stanów Zjednoczonych już w roku 1960. spłacone w całości.
Rezolucja ingeruje w wewnętrzne sprawy polskie, gdyż ujmuje się przede wszystkim jakby za mniejszością żydowską Polski międzywojennej, której mienie rzekomo zostało zrabowane przez polskie rządy. Należałoby to mienie wymienić i omówić publicznie. Stany Zjednoczone już od roku 1960 dysponują wykazem takiego mienia tej mniejszości przekazanego im przez ich powojennych, a przedwojennych polskich, obywateli oraz przez powojenne rządy polskie. Takim zestawem mienia dysponowały organizacje mniejszości narodowej w Polsce, a nam ten wykaz był dobrze znany i w Polsce on jest, powinien być upubliczniony, aby było wiadomym, za które mienie już raz Polska (obywatele polscy) zapłaciła i jakie pozycje tego upaństwowionego przez władze komunistyczne mienia majątkowego zostały póżniej, nie tylko po roku 1990 zwrócone, a potem natychmiast sprzedane.
Rezolucja wzywa kraje Europy Środkowej i Wschodniej wyzwolone po 1989 roku spod sowieckiego zwierzchnictwa i dyktatury komunistycznej, do zwrotu lub rekompensaty za mienie prywatne i społeczno-wyznaniowe, niestosownie skonfiskowane podczas epoki nazistowskiej i komunistycznej, a nawet ponagla poszczególne kraje tego regionu do zapewnienia, że ustawodawstwo zwrotu lub rekompensowania zajętego mienia nie jest należycie wdrażane. W rezolucji używa się nawet terminu „złupionego”, stawiając jakby znak równości pomiędzy hitlerowskim reżimem okupacyjnym a powojennymi dyktaturami komunistycznymi w tych krajach. Nie wspomina natomiast nic w rezolucji i nie wymienia się spadkobierców reżimu nazistowskiego, a więc Niemiec, jako zobowiązanego płatnika do wypłaty rekompensaty za zrabowane czy zniszczone przez ten ludobójczy reżim niemieckiej III Rzeszy, odszkodowań tym, o których resztkowe ocalałe z wojny mienie, w większości odbudowane po wojnie przez narody tych krajów, Kongres w rezolucji się dopomina. Jakoś nigdy Stany Zjednoczone i Kongres nie upomniały się o odszkodowania dla ofiar wojennych od tego reżimu, który wywołał tak straszliwą w skutkach dla ludzkości wojnę. Wzywa, niemal natychmiast, Polskę do uchwalenia ustawodawstwa takiego, aby posiadacze przedwojennego mienia prywatnego przejętego i upaństwowionego przez komunistyczny rząd polski po II wojnie światowej, byli w stanie otrzymać zwrot tego mienia lub, tam gdzie to nie możliwe wypłacono rekompensatę, nadmieniając, że wielu z tych byłych właścicieli mienia jest już dobrze po 80-tce, a nawet starszych. Wzywa też Sekretarza Stanu USA do dalszego zaangażowania się w otwarty dialog z Rządem Polski i aby w Polsce wszechstronnie i rzetelnie zwrócono lub zrekompensowano za byłe mienie prywatne. O czyje mienie więc chodzi. Powojenni obywatele Stanów Zjednoczonych, a byli przedwojenni obywatele polscy już taką rekompensatę otrzymali i to za pośrednictwem Rządu USA. Wykazem tych byłych obywateli Polski, którzy za mienie otrzymali odszkodowania Rząd USA dysponował, a był on załącznikiem do polsko-amerykańskiego układu odszkodowawczego, który to układ jest w zbiorze Biblioteki Kongresu USA, a tym samym i ten jej integralny załącznik ,choć w zestawie internetowym układ jest, ale bez załącznika. Tym zawartym układem odszkodowawczym Stany Zjednoczone wzięły na siebie odpowiedzialność wypłaty otrzymanego od Polski odszkodowania swoim obywatelom zgłoszonym na amerykańskiej liście roszczeń prywatnych od Polski ustalonej po inwentaryzacyjnie i w Polsce przed rokiem 196o.Zawarcie układu z Polska oznaczało że Rząd USA zgodził się na wynegocjowaną kwotę, która miała stanowić żródło finansowania roszczeń ich obywateli. Tym samym układ przeniósł odpowiedzialność za wypłatę tego odszkodowania osobom indywidualnym ze strony polskiej na amerykańską.
Skoro rezolucja nie dotyczy mienia lub interesów obywateli USA znaczy to, że Kongres ingeruje w wewnętrzne sprawy polskie. Polska ma prawo rozwiązywać swoje wewnętrzne problemy bez dyktatu zewnętrznego, tym bardziej, że sprawa tak zwanych zobowiązań za armię gen. Hallera z czasów I wojny światowej i tworzenia jej na terenie USA potem Kanady nie była przez Rząd Stanów Zjednoczonych rozwiązana niemal do lat 1990-tych, a więc przez ponad 70 lat. Amerykanie znają zapewne stanowisko Rządu USA w kwestii powojennego zwrotu polskiego mienia, państwowego i prywatnego, zrabowanego przez ludobójczy nazistowski reżim w Polsce w czasie II wojny światowej, jego losy i powojenne przywłaszczenie, czy też przez inny obcy nam reżim, a co jakoś zostało zapomniane. Rezolucja nie mająca mocy prawnej, powinna być w publicystyce naukowej przedmiotem analitycznych i ekonomiczno-prawnych rozważań.
W dniu 16 lipca 1960 roku rząd Polski podpisał z rządem USA układ dotyczący roszczeń majątkowych obywateli i instytucji USA od Polski za pozostawiony i ocalały w Polsce majątek obywateli i instytucji amerykańskich. Zgodnie z art.1 tegoż traktatu/umowy Rząd Polski zobowiązał się zapłacić, z Rząd USA przyjąć, 40 mln ówczesnych dolarów amerykańskich za całkowite uregulowanie i zaspokojenie wszystkich roszczeń obywateli USA, zarówno osób fizycznych jak i prawnych, z tytułu nacjonalizacji i innego rodzaju przejęcia przez Polskę mienia oraz praw i interesów związanych lub odnoszących się do mienia, które nastąpiło w Polsce przed dniem podpisania i wejścia tego układu w życie. Spłata tego zobowiązania przez Polskę następowała do Sekretarza Stanu USA w rocznych ratach i została w całości spłacona i rozliczona dnia 10 stycznia 1981 roku.
Do roszczeń objętych tą umową zaliczono wówczas nacjonalizację i innego rodzaju przejęcia przez Polskę mienia oraz praw i interesów związanych lub odnoszących się do mienia, przejęcia własności albo utraty używania lub użytkowania mienia na podstawie polskich ustaw, dekretów lub innych zarządzeń ograniczających lub uszczuplających prawa i interesy przedsiębiorstw, które zostały znacjonalizowane lub przejęte przez Polskę i długów, które obciążały mienie znacjonalizowane, czy przejęte przez Polskę.
Za datę przejęcia przez Polskę tego mienia przyjęto datę polskich ustaw, dekretów lub innych decyzji. Wszystkie mienie przejęte przez Polskę, a ocalałe z wojny było oceniane, przez specjalistów obu stron. Dla tego celu powołano dwustronne grupy eksperckie i do tej grupy ekspertów, USA delegowały swoich przedstawicieli do swojej Ambasady w Warszawie. Eksperci ci weryfikowali poszczególne pozycje zgłaszane przez ich właścicieli oraz przez przedstawicieli władz polskich, które pozycje i czyjego mienia zostały znacjonalizowane po stanie inwentaryzacyjnym.
Zasady umów odszkodowawczych polegały na tym, że były zawierane z tymi państwami ,których przedwojenne resztkowe po wojnie mienie zostało upaństwowione, utrata jego własności lub użytkowania przez pierwotnych cudzoziemskich właścicieli, a przeszło w użytkowanie Państwa Polskiego .Istotą tych umów była i jest zasada, że przy spełnieniu przez stronę polską warunków zapłaty uzgodnionej kwoty odszkodowawczej ,umowy te dla strony polskiej miały skutek zwalniający stronę polską w przedmiocie zaspokojenia roszczeń podmiotów /osób fizycznych i prawnych/ uprawnionych i obcych, skutek zwalniający został osiągnięty bez względu na fakt czy osoby uprawnione wystąpiły z właściwym roszczeniem czy też nie. Państwa strony zawierające układ były świadome faktu, że wypłata odszkodowań w pełnej przedwojennej wartości i przez wyniszczone i wyrabowane wojną Państwo Polskie była z ekonomicznego punktu widzenia nie możliwa do spełnienia. Dążono do ustalenia możliwie najrealniejszego poziomu wartości, i możliwości spłaty komunizowanej gospodarki. Rządy państw roszczeniowych godziły się na wynegocjowane kwoty uznając w stopniu porównywalnym, że uzyskane poziomem kwotowym odszkodowanie pozwala jego byłym posiadaczom na właściwe zagospodarowanie już nowym mieniem w kraju otrzymującym odszkodowanie. Ze strony niektórych państw było to rozważne stanowisko. Zarzuty czy ewentualne póżniejsze roszczenia ,co do rzekomego nie wypłacenia odszkodowania indywidualnym osobom pojawiające się już po zawarciu tych układów, nie mogły i nie mogą być kierowane do Polski, czy w Polsce, ponieważ to rządy tych państw ,otrzymując odszkodowanie w całości spłaty interesów swojego państwa, przejęły na siebie rozdział tych kwot i to bez prawa jakiegokolwiek udziału strony polskiej. Polska strona nie miała w żadnym okresie prawa ani wpływu na decyzje wydawane przez rząd, który otrzymał odszkodowanie w przedmiocie wypłaty odszkodowania w kraju, który je otrzymał czy też ewentualnej odmowy wypłaty odszkodowania komuś za kogo ten rząd pobrał od Polski to odszkodowanie. Rozdziałem kwot w kraju otrzymującym odszkodowanie zajmowały się specjalne organa powołane w tych państwach do realizacji zadań i programów wynikających z tych zawartych z Polską układów. Zaznaczyć należy, że współczesna wartość wypłaconych odszkodowań wynosi około dwóch miliardów dolarów amerykańskich…
Warunkiem wspólnym niemal wszystkich umów odszkodowawczych stawianym przez rządy państw roszczeniowych było posiadanie obywatelstwa tego kraju. Niektóre z tych państw do terminu własnego obywatelstwa zaliczały także obywatelstwo podwójne np. polsko-amerykańskie oraz fakt stałego osadnictwa w tym kraju. Z tego też względu pewna część byłych obywateli polskich, która po ocaleniu znalazła się w danym państwie roszczeniowym nabyła poprzez rząd tego kraju prawo do odszkodowania za utracone /upaństwowione/ swoje mienie i swoje interesy w Polsce. Skoro nabyła odszkodowanie ponad 50 lat temu, nie może liczyć, ani ich spadkobiercy ,że teraz wolna i demokratyczna Polska zwróci im to mienie w zmienionej wielonakładowo inwestycyjnie naturze lub, że ponownie wypłaci im rekompensatę pieniężną i to według ich obecnej wartości wolnorynkowej. Sytuacja gospodarcza lat 50-tych czy 60-tych ubiegłego wieku w niczym nie równa się obecnej, to dwie odmienne ekonomicznie epoki. Nie należy też liczyć, że w Polsce jest życzeniowy bałagan, ze nie posiadamy dowodów inwentaryzacyjnych mienia przypisanego do każdej umowy odszkodowawczej. Wszelka tego rodzaju dokumentacja została zarchiwizowana, można i należy się nią obowiązkowo posługiwać przy wszelkiego rodzaju zgłaszanych roszczeniach majątkowych. Polskie Sądy powinny dysponować wszystkimi tymi umowami odszkodowawczymi wraz z przypisanymi do nich wykazami majątkowymi i w każdym przypadku żądać udowodnienia obywatelstwa z czasokresu umowy odszkodowawczej oraz przedkładania państwowego potwierdzenia, że za dane mienie /nieruchomość/ zostało lub nie zostało w żadnym przypadku wypłacone odszkodowanie. Należy też od własnych, polskich urzędów żądać dowodów i potwierdzeń czy za daną nieruchomość zostało wypłacone odszkodowanie, komu i kiedy, tzn. umową z danym państwem lub w inny sposób, bo takie indywidualne przypadki wypłaty odszkodowań osobom fizycznym w okresie powojennym były. Tymi wszystkimi dowodami wypłaty odszkodowania dysponowało powojenne Ministerstwo Skarbu, Ministerstwo Finansów, Bank Handlowy w Warszawie S.A., Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Prezydent m.st.Warszawy a także kilka innych instytucji państwowych funkcjonujących nadal.
Koniec Części I
Załącznik:
UKŁAD MIĘDZY RZĄDEMPOLSKIEJ RZECZYPOSPOLITEJ LUDOWEJI RZĄDEM STANÓW ZJEDNOCZONYCH AMERYKIDOTYCZĄCY ROSZCZEŃ OBYWATELI STANÓW ZJEDNOCZONYCH
Rząd Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i Rząd Stanów Zjednoczonych Ameryki, pragnąc dokonać uregulowania roszczeń obywateli Stanów Zjednoczonych do Polski oraz pragnąc dokonać postępu w stosunkach gospodarczych między obu krajami, uzgodniły, co następuje:
ARTYKUŁ I
A. Rząd Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, zwany dalej Rządem Polskim, zgadza się zapłacić a Rząd Stanów Zjednoczonych przyjąć sumę$ 40.000.000.-wwalucie Stanów Zjednoczonych na całkowite uregulowanie i zaspokojenie wszystkich roszczeń obywateli Stanów Zjednoczonych, zarówno os6b fizycznych jak prawnych, do Rządu Polskiego z tytułu nacjonalizacji i innego rodzaju przejęcia przez Polskę mienia oraz praw i interesów związanych lub odnoszących się do mienia, które miało miejsce w dniu lub przed dniem wejścia w życie niniejszego Układu.
B. Zapłata przez Rząd Polski sumy $ 40.000.000będzie dokonana do rąk Sekretarza Stanu Stanów Zjednoczonych w dwudziestu rocznych ratach po $ 2.000.000 w walucie Stanów Zjednoczonych, przy czym każda rata powinna być uiszczonawdziesiątym dniu stycznia, poczynając od dnia dziesiątego stycznia1961roku.
ARTYKUŁ II
Roszczeniami, o których mowa w artykuleiktóre są uregulowane i zaspokojone niniejszym układem, są roszczenia obywateli Stanów Zjednoczonych z tytułu:
a) nacjonalizacji i innego rodzaju przejęcia przezPolskęmienia oraz prawi interesów związanych lub odnoszących się do mienia;
b) przejęcia własności albo utraty używania lub użytkowania mienia na podstawie polskichustaw,dekretów lub innych zarządzeń, ograniczających lub uszczuplających prawa i interesy związane lub odnoszące się do mienia, przy czym rozumie się, że dla celów niniejszego ustępudatą przejęcia własności a1bo utraty używania lub użytkowania jest data, wktórej tego rodzaju polskie prawa, dekrety lub inne zarządzenia zostały po raz pierwszy zastosowanedo mienia; oraz
c) długów przedsiębiorstw, które zostały znacjonalizowane lub przejęte przez Polskę i długów, które obciążyły mienie znacjonalizowane, przejęte na własność lub inaczej przejęte przez Polskę.
ARTYKUŁ III
Suma zapłacona Rządowi Stanów Zjednoczonych w myśl artykułu I niniejszego układu zostanie rozdzielona w sposób i zgodnie z metodą podziału, zastosowanymi wedle uznania Rządu Stanów Zjednoczonych.
ARTYKUŁ IV
Po wejściu w życie niniejszego układu Rząd Stanów Zjednoczonych nie będzie przedstawiał Rządowi Polskiemu ani nie będzie popierał roszczeń obywateli Stanów Zjednoczonych do Rządu Polskiego, o których mowa w artykule I niniejszego układu. W przypadku gdyby takie roszczenia zostały bezpośrednio przedłożone przez obywateli Stanów Zjednoczonych Rządowi Polskiemu. Rząd Polski przekaże je Rządowi Stanów Zjednoczonych.
ARTYKUŁ V
A. Dla ułatwienia Rządowi Stanów Zjednoczonych rozdziału pomiędzy wnoszących roszczenia sumy mającej być zapłatą przez Rząd Polski, Rząd Polski dostarczy na życzenie Rządu Stanów Zjednoczonych takich informacji lub dowodów zawierających szczegóły dotyczące własności i wartości mienia oraz praw i interesów związanych lub odnoszących się do mienia, jakie mogą być potrzebne lub odpowiadające temu celowi, a w przypadku gdyby takie informacje lub dowody zostały uznane za niewystarczające, zezwoli na zbadanie przez przedstawicieli Rządu Stanów Zjednoczonych, w zakresie dopuszczalnym przez przepisy polskie, mienia do którego zgłoszono roszczenie, jako do mienia znacjonalizowanego lub przejętego przez Polskę.
B. W celu zabezpieczenia Rządu Polskiego przed możliwym dochodzeniem praw za pośrednictwem krajów trzecich, lub w inny sposób, roszczeń uregulowanych niniejszym układem, Rząd Stanów Zjednoczonych dostarczy Rządowi Polskiemu kopii takich formalnych oświadczeń odnośnie roszczeń, jakie zostaną przedstawione przez wnoszących roszczenia oraz kopii decyzji dotyczących ważności i wysokości roszczeń.
C. Odnośnie każdego roszczenia, które zostało przez Rząd Stanów Zjednoczonych uznane za ważne, Rząd Stanów Zjednoczonych dostarczy Rządowi Polskiemu oryginalne dokumenty odnoszące się do mienia znacjonalizowanego lub przejętego przez Polskę, z których wynika roszczenie, włączając akcje osób prawnych, stanowiące własność wnoszącego roszczenie, o ile całość mienia takiej osoby prawnej zostało znacjonalizowana lub przejęta przez Polskę. W przypadku gdy roszczenie nie jest oparte na takich dokumentach, Rząd Stanów Zjednoczonych dostarczy Rządowi Polskiemu zwolnienie z zobowiązania podpisane przez wnoszącego roszczenie.
D. Obydwa Rządy będą sobie wzajemnie dostarczać informacji lub udzielać pomocy w zakresie podanym w paragrafach A, B i C niniejszego artykułu, wedle procedury mającej być uzgodnioną pomiędzy obu Rządami.
ARTYKUŁ VI
W ciągu 30 dni po wejściu w życie niniejszego układu Rząd Stanów Zjednoczonych odwoła swoje zarządzenia blokujące wszelkie polskie mienie w Stanach Zjednoczonych.
ARTYKUŁ VII
Załącznik do niniejszego układu stanowi integralną część tego układu.
ARTYKUŁ VIII
Niniejszy układ wchodzi w życie z dniem jego podpisania. Na dowód czego podpisani, zaopatrzeni we właściwe pełnomocnictwa przez swoje Rządy, złożyli podpisy na niniejszym układzie. Sporządzono w Waszyngtonie dnia 16 lipca 1960 r. w dwóch egzemplarzach, każdy w językach polskim i angielskim, przy czym oba teksty są jednakowo autentyczne.
ZA RZĄD POLSKIEJ RZECZYPOSPOLITEJ LUDOWEJ
ZA RZĄD STANÓW ZJEDNOCZONYCH AMERYKI
ZAŁĄCZNIK (do załącznika, czyli powyższego dokumentu)
Dla ce1ów rozdziału przez Rząd Stanów Zjednoczonych sumy mającej być zapłaconą przez Rząd Polski, „roszczeniami obywateli Stanów Zjednoczonych” są prawa i interesy związaneiodnoszące siędomienia znacjonalizowanego, przejętego na własność lub inaczej przejętego przez Polskę, które od daty nacjonalizacji, przejęcia na własność lub innego przejęcia, do dnia wejścia w życie niniejszego układu, były nieprzerwanie, z zastrzeżeniem postanowieńwparagrafachBi C niniejszego załącznika:
a) bezpośrednio własnością osób fizycznych będących obywatelami Stanów Zjednoczonych;
b) bezpośrednio własnością os6b prawnych utworzonych na podstawie prawa Stanów Zjednoczonych, jednego z wchodzących w skład stanów lub ich innej jednostki politycznej, których pięćdziesiąt procent lub więcej kapitału akcyjnego lub udziałów majątkowych było własnością obywateli Stanów Zjednoczonych;
c) bezpośrednio własnością osób prawnych utworzonych na podstawie prawa Stanów Zjednoczonych, jednego z wchodzącychwskład stanówlub ich innej jednostki po1itycznej, których pięćdziesiąt procent lub więcej kapitału akcyjnego lub udziałów majątkowych było własnością osób fizycznych będących obywatelami Stanów Zjednoczonych, bezpośrednio lub pośrednio poprzez udziaływjednej lub kilku osobach prawnych jakiejkolwiek narodowości.;
d) pośrednio własnością osób fizycznych będących obywatelami Stanów Zjednoczonych lub osób prawnych utworzonych na podstawie prawa Stanów Zjednoczonych, jednego z wchodzących w skład stanów lub ich innej jednostki politycznej,poprzez udziały w osobach prawnych utworzonych na podstawie prawa Stanów Zjednoczonych, jednego z wchodzących w skład stanów lub ich innej jednostki politycznej, które nie zostały objęte wyżejkategorią/b/lub/c/;
e) pośrednio własnościąosób objętych wyżej kategorią /a/, /b/lub /c/, poprzez własność kapitału akcyjnego lub bezpośrednich udziałówmajątkowych w osobach prawnych utworzonych na podstawie prawa polskiego, których. jakakolwiek część mienia została przejęta przez Polskę, lubwosobach prawnych utworzonych na podstawie prawa niemieckiego, których przeważająca część mienia została przejętaprzez Polskę;
f) pośrednio własnością osób objętych wyżej kategorią /d/ poprzez własność osób prawnych, o których mowa w końcu zdania dotyczącego tej kategorii, kapitału akcyjnego lub bezpośrednich udziałów majątkowych w osobach prawnych utworzonych na podstawie prawa polskiego, których jakakolwiek część mienia została przejęta przez Polskę, lub w osobach prawnych utworzonych na podstawie prawa niemieckiego, których przeważająca część mienia została przejęta przez Polskę, a które zaprzestały swej działalności; lub
g) pośrednio własnością osób objętych wyżej kategorią/a/, /b/, /c/lub/d/,mających interesy, które łącznie stanowią znaczną sumę, przez każdą ilość osób prawnych zorganizowanych na podstawie prawa jakiegokolwiek kraju, kt6rych znacznaczęść mieniazostała przejęta przez Polskę, z wyjątkiem jednak interesów, które podlegają odszkodowaniu na mocy jakiegokolwiek innego układu międzynarodowego, w których stroną jest Polska.
B. Osobyprawne utworzone na podstawie prawaStanów Zjednoczonych, jednegoz wchodzących w skład stanów lub innej jednostki politycznej, które zostały zreorganizowane w drodze postępowania sądowego, po tym, jak ich mienie lub prawa i interesy związane lub odnoszące się do mienia zostały znacjonalizowane lub przejęte przez Polskę, będą uczestniczyły w sumie mającej być zapłaconą przez Rząd Polski tylko w takiej mierze, w jakiej kapitał akcyjny lub udziały majątkowe w takich osobach prawnych były w czasie nacjonalizacji lub innego przejęcia własnością osób fizycznych będących obywatelami Stanów Zjednoczonych, bezpośrednio lub pośrednio poprzez udziały w jednej lub kilku osobach prawnych, utworzonych na podstawie prawa Stanów Zjednoczonych, jednego z wchodzących w skład stanów lub ich innej jednostki politycznej.
C. Roszczenia oparte w całości lub części na własności nabytej po dacie zastosowania dyskryminujących niemieckich zarządzeń, pozbawiających lub ograniczających prawa właścicieli takiej własności, będą partycypować w sumie mającej być zapłaconą przez Rząd Polski tylko w takiej części tych roszczeń, które nie są oparte na własności nabytej w tych warunkach.
PROTOKÓL
Przedstawiciele Ministerstwa Finansów Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej
oraz Rządu Stanów Zjednoczonych, mając na uwadze realizację postanowień
Artykułu 5-go Układu pomiędzy Rządami Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej
oraz Stanów Zjednoczonych, dotyczącego Roszczeń obywateli Stanów Zjednoczonych, zawartego w Waszyngtonie w dniu 16 lipca 1960 r., spotkali się w Warszawie i uzgodnili, co następuje:
W celu wykonania postanowień Artykułu 5-go Układu dotyczącego Roszczeń Rząd Stanów Zjednoczonych wyznaczy specjalnego reprezentanta oraz jego zastępcę, którzy będą wchodzić w skład Ambasady Stanów Zjednoczonych, jako urzędnicy dyplomatyczni, odpowiedzialni przed Ambasadorem Stanów Zjednoczonych.
Reprezentant Stanów Zjednoczonych pełnić będzie rolę łącznika pomiędzy „Foreign Claims Settlement Commission” Stanów Zjednoczonych a Ministerstwem Finansów Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, zwanym dalej Reprezentantem Polskim, które będzie dostarczać informacji przewidzianych w Artykule 5-ym Układu dotyczącego Roszczeń. Reprezentant Stanów Zjednoczonych, pełniąc swoje czynności przy pomocy odpowiedniego zespołu współpracowników, będących również członkami zespołu pracowników Ambasady, wyznaczonymi do tego celu będzie kierować zapytania na piśmie do Polskiego Ministerstwa Finansów i/lub do jego wyznaczonych przedstawicieli – oraz pozostawać będzie z nim w łączności w celu uzyskania informacji niezbędnych do sprawdzenia bądź oddalenia roszczeń, objętych wyżej wymienionym Układem.
1. Reprezentant Stanów Zjednoczonych pełnić będzie swe czynności tak długo, jak długo wymagać tego będzie wykonanie postanowień Artykułu5-go, lecz jeżeli Kongres -Stanów Zjednoczonych zakreśliłby termin dla zakończenia prac związanych z zaspokojeniem roszczeń, Ministerstwo Finansów zgadza się w miarę możliwości współdziałać z „Foreign Claims Settlement Commission” dla ułatwienia tej Komisji wywiązania się z jej obowiązków.
2. Ministerstwo Finansów wyraża zgodę i gotowość do udzielania wymaganych informacji, opartych na istniejących dokumentach oraz innych dostępnych danych – w czasie nie dłuższym niż 6 miesięcy od otrzymania prośby o taką informację. Każda taka prośba winna szczegółowo wskazywać, jakich informacji potrzebuje „Foreign Claims Settlement Commission” dla ustalenia tytułu prawnego, stanu i wartości mienia, na którym opiera się roszczenie.
3. Dla ułatwienia „Foreign Claims Settlement Commission” określenia wartości małych miejskich i wiejskich posiadłości, Reprezentant Polski dostarczy Reprezentantowi Stanów Zjednoczonych informacji o przedwojennych cenach gruntów ornychileśnych różnych klas, położonych w różnych rejonach kraju, o cenach placów miejskich oraz o cenach typowych budynków mieszkalnych miejskich i wiejskich, jak również o wartości typowych małych przedsiębiorstw przemysłowych i handlowych, zakładów rzemieślniczych i t.d., opartych na szacunkach ubezpieczeniowych oraz na innych dostępnych danych. Jeżeli tak sporządzony szacunek wartości określonego mienia z rodzaju wyżej wymienionych, okazałby się, wskutek szczególnych warunków,niewystarczającym dla celów „Foreign Claims Settlement Commission” , to Reprezentant Polski dostarczy wszystkich dostępnych danych o przedwojennej wartości takiego określonego mienia.
4. Na prośbę Reprezentanta Stanów Zjednoczonych Reprezentant Polski dostarczać będzie szacunki wartości mienia znacjonalizowanego, tak jak zostały one sporządzone przez władze polskie w dniu przejęcia tego mienia. Reprezentant Polski dostarczać będzie przez swych przedstawicieli w miarę możliwości, informacji co do rozmiarów i stopnia szkód, poniesionych przez dane mienie w wyniku wojny oraz okupacji przez nieprzyjaciela.
5. Uzgodniono, że inspekcje i badania na miejscu przeprowadzane będą wówczas gdy „Foreign Claims Settlement Commission” uzna informacje dostarczone stosownie do paragrafu 3 i 4 – za niewystarczające do ustalenia faktów, niezbędnych dla oceny wchodzącego w grę roszczenia.W takich przypadkach stosować się będzie następujący sposób postępowania:
a) Reprezentant Stanów Zjednoczonych przedkładać będzie Reprezentantowi Polskiemu prośbę na piśmie o przeprowadzenie badania na miejscu, wskazując okoliczności, które takie badanie będzie miało ustalić.
b) Nie później niż w ciągu jednego miesiąca od otrzymania takiej prośby, Reprezentant Polski uzgodni z Reprezentantem Stanów Zjednoczonych zakres i czas takiego badania lub dostarczy takich dodatkowych materiałów, informacji i danych dotyczących tej sprawy, które mogą – według oceny „Foreign Claims Settlement Commission” – uczynić takie badanie zbędnym
c) Reprezentant Polski będzie towarzyszyć Reprezentantowi Stanów Zjednoczonych przy dokonywaniu inspekcji i badań na miejscu. Reprezentant Polski powiadamiać będzie Reprezentanta Stanów Zjednoczonych o tym, że określone wymagane badania nie mogą być przeprowadzone z uwagi na zakazy przepisów polskich.
6. Reprezentant Stanów Zjednoczonych przekazywać będzie Reprezentantowi Polskiemu kopię każdego roszczenia zgłoszonego w terminie, określonym przez „Foreign Claims Settlement Commission” zgodnie z przepisami Stanów Zjednoczonych, jak również kopię każdej ostatecznej decyzji „Foreign Claims Settlement Commission” w odniesieniu do zgłoszonych we właściwym terminie roszczeń, wniesionych na zasadzie Polsko-Amerykańskiego Układu dotyczącego Roszczeń.
7. Reprezentant Stanów Zjednoczonych przekazywać również będzie Reprezentantowi Polskiemu następujące dokumenty:
a) papiery wartościowe emitowane przez osoby prawne a stanowiące własność takich osób, które uzyskują zaspokojenie roszczeń opartych na nacjonalizacji lub innego rodzaju przejęciu przez Polskę całej własności takich osób prawnych,
b) podpisane przez osoby wnoszące roszczenia uwierzytelnione zrzeczenia się na rzecz Państwa Polskiego ich praw z tytułu udziałów w spółkach z ograniczoną odpowiedzialnością lub podobnych, jeżeli udziały te nie są oparte na akcjach7jak również praw opartych na przejęciu własności lub utracie używania i korzystania z mienia położonego w Polsce – jeżeli osoby takie uzyskają zaspokojenie roszczeń swoich opartych na tego rodzaju prawach,
c) uwierzytelnione zrzeczenia się podpisane przez osoby, które uzyskają zaspokojenie roszczeń opartych na długach przedsiębiorstw znacjonalizowanych lub przejętych przez Polskę oraz roszczeń opartych na długach, które stanowiły obciążenie mienia znacjonalizowanego lub w inny sposób przejętego przez Polskę.
8. Foreign Claims Settlement Commission zgadza się pokrywać koszty poniesione przez Ministerstwo Finansów przy sporządzaniu uwierzytelnionych lub foto statycznych kopii dokumentów urzędowych lub akt oraz koszty specjalnych usług polskich inżynierów, architektów i innych techników w przypadkach, gdy usług takich zażąda Reprezentant Stanów Zjednoczonych.
Podpisano w Warszawie, dnia 29 listopada 1960 roku, w dwóch egzemplarzach, każdy w językach polskim i angielskim, przy czym oba teksty są jednakowo autentyczne.
“Bezpieczeństwo kalendarza szczepień dla dzieci ustalanego przez CDC [w Polsce też] nie zostało nigdy potwierdzone w badaniach klinicznych. Szczepienia są podawane milionom dzieci każdego roku, aczkolwiek organy służby zdrowia nie posiadają naukowych danych z badań nad synergistyczną toksycznością wszystkich kombinacji szczepień, które otrzymują niemowlęta. Krajowe kampanie szczepień muszą być poparte dowodami naukowymi. Żadne dziecko nie powinno podlegać polityce zdrowotnej, która nie opiera się na rzetelnych zasadach naukowych oraz, gdy w rzeczywistości wykazano, że jest potencjalnie niebezpieczna.” – Journal of American Physicians and Surgeons, Volume 21, Number 2, 2016; Combining Childhood Vaccines at One Visit Is Not Safe https://www. researchgate. net/publication/304896973_Combining_Childhood_Vaccines_at_One_Visit_Is_Not_Safe
Szybkie porównanie zdrowia szczepionych vs. nieszczepionych dzieci może wzbudzić u Ciebie zainteresowanie tematem szczepień. Użyjemy wskaźnika występowania autyzmu jako miary.
Szczepieni
Nieszczepieni
Ogólna populacja dzieci w Stanach Zjednoczonych
W 2009 roku u jednego na 100 dzieci diagnozowano autyzm. (Źródło) [obecnie dochodzi do 1 na 50]
Amisze z hrabstwa Lancaster w stanie Pensylwania
U 1 na 4.875 zdiagnozowano autyzm. [Uwaga: z czwórki dzieci, które mają autyzm z ogólnej liczby 19.500 jedno było narażone na wysoki poziom rtęci z elektrowni. Pozostała trójka w tym jedno dziecko przyjęte spoza społeczności Amiszów było szczepione (dziewczynka).] (Źródło)
Homefirst Health Services w północnej części stanu Illinois
0 na 35.000. [Uwaga: Tę grupę 35.000 dzieci nie tylko wyróżnia brak występowania autyzmu – 90% z nich nie było w ogóle szczepionych. Występowanie astmy jest tak niskie, że ubezpieczeniowy gigant Blue Cross Blue Shield zasygnalizował „problem”. BKNB faktycznie skontaktował się z Homefirst pytając o to, jak to jest możliwe! Ich pacjenci są tak zdrowi, że prawodawcy zaproponowali ustawę nakazującą przeprowadzenia badania, które ma ustalić dlaczego ci nieszczepieni pacjenci są o wiele zdrowsi niż ich szczepione odpowiedniki.] (Źródło)
Ankieta „Szczepieni vs nieszczepieni” w stanie Oregon i Kalifornia
Zaszczepieni chłopcy mają o 155% większe ryzyko wystąpienia zaburzeń neurologicznych, takich jak ADHD lub autyzm niż nieszczepieni [badano ponad 9.000 chłopców w Kalifornii i Oregonie] (Źródło)
Badania nad autyzmem: Brak związku ze szczepionkami
W czternastu “badaniach” ustalono, że nie można potwierdzić związku pomiędzy szczepieniem i autyzmem. Spójrz na to, kto przeprowadził te badania (jedną próbkę dowodów, że szczepionki powodują autyzm znajdziesz tutaj 1, 2). A swoją drogą, czy wiesz, że skuteczność szczepionek (że działają) nigdy nie została udowodniona? Powodem dla którego nie przeprowadza się badań z podwójnie ślepą próbą z obojętnym placebo, podczas których sprawdzono by czy szczepionki działają jest to, że z etycznego punktu widzenia nie można w czasie badania pozostawić kogoś bez ochrony. Argument ten nie ma większego sensu. Mamy duże populacje odmawiających wszystkich szczepionek i oni byliby chętni, aby wykorzystać ich jako grupę kontrolną.
Inne badanie, które nigdy nie zostało przeprowadzone, mimo ciągłej namowy tych, którzy kwestionują skuteczność i bezpieczeństwo szczepionek to pełnowartościowe badanie nad zdrowiem zaszczepionych w porównaniu do nieszczepionych … wyniki byłyby katastrofalne dla celów farmaceutycznych i instytucji zdrowia publicznego. Proszę nie zakładaj, że twój lekarz wie i rozumie co robią szczepionki. Sam stań się ekspertem.
W świecie medycyny istnieje taki koncept jak medycyna oparta na dowodach W tym koncepcie badanie empiryczne, które spełnia kryterium najwyższych standardów to badanie metodą podwójnie ślepej próby, z grupą kontrolną otrzymującą placebo, obojętną substancją jak na przykład sól fizjologiczna.
A czy szczepienia mogą się pochwalić takim standardem jakości? Jeśli chodzi o bezpieczeństwo rozumiane jako brak negatywnych efektów? Niestety, ale nie ma ani jednego takiego badania (chyba, że istnieje a jeszcze nie wiem o tym).
“W 1950 roku (przed rozpoczęciem masowych szczepień), USA miały trzecią najniższą śmiertelność niemowląt na świecie. Do 1986 roku USA spadły na 17 miejsce. W 1995 roku USA spadły na 23 miejsce, a teraz USA spadły do zatrważającej 24 pozycji, jeśli chodzi zdrowie swoich dzieci. Ale za to USA obecnie zajmuje pierwsze miejsce w podporządkowaniu się szczepieniom wobec rządowych nakazów.” – Patti White RN 17 maj 1999 – Subcommittee on Criminal Justice, Drug Policy, and Human Resources of the Committee on Government Reform odnośnie Hepatitis B Vaccine Hearings School Nurse Perspective
Przyjmowanie szczepionki DTP wiązało się z 5-krotnie wyższą umieralnością niż w przypadku nieszczepienia. Żadne z prospektywnych badań nie wykazało korzystnego wpływu szczepionki DTP na przeżywalność. “Wśród dzieci w wieku od 3 do 5 miesięcy, które otrzymały szczepionkę DTP (± OPV) stosunek wskaźników ryzyka (HR) umieralności w porównaniu do dzieci jeszcze nieszczepionych DTP wyniósł 5,00 (przedział ufności 95% 1,53–16,3). Różnice czynników tła nie wyjaśniają tego rezultatu. Negatywny wpływ był szczególnie silny u dzieci, które otrzymały tylko szczepionkę DTP, bez szczepionki OPV, (HR = 10,0 (2,61–38,6)). Po wprowadzeniu tych szczepionek wzrosła ogólna umieralność niemowląt po 3 miesiącu życia (HR = 2,12 (1,07–4,19)).” – The introduction of diphtheria-tetanus-pertussis vaccine and child mortality in rural Guinea-Bissau: an observational study. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/15082643
Wykształcenie antyszczepionkowców
1.Matki, które nie szczepią swoich dzieci, są dobrze wykształcone, cenią wiedzę naukową i dobrze orientują się w temacie szczepionek.Niski poziom wykształcenia matek i niski status socjoekonomiczny mają związek z wysoką wyszczepialnością, która jest też wysoka w czarnoskórych rodzinach o pochodzeniu latynoskim i nielatynoskim, o dochodach zbliżonych do progu ubóstwa. Matki z wyższym wykształceniem i wysokimi dochodami najrzadziej szczepiły swoje dzieci w pełni. Matki bez średniego wykształcenia i należące do ubogich mniejszości najczęściej szczepiły swoje dzieci w pełni. – Źródło: Kim S.S., Frimpong J.A. i in., Effects of maternal and provider characteristics on up-to-date immunization status of children aged 19 to 35 months (Wpływ charakterystyki matki i żywiciela na aktualną wyszczepialność wśród dzieci w wieku 19–35 miesięcy). Am J Public Health, luty 2007; 97(2): 259-66. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17194865
2. Nieszczepione dzieci pochodzą z rodzin, w których matki są dobrze wykształcone i nie pozwalają lekarzom wpływać na swoje decyzje. Większość nieszczepionych dzieci należy do rasy białej, ma zamężne matki z wyższym wykształceniem, wychowuje się w rodzinach o rocznym dochodzie przekraczającym 75 tysięcy dolarów, a ich rodzice wyrażali obawy dotyczące bezpieczeństwa szczepionek i podkreślali, że lekarze mają niewielki wpływ na ich decyzje związane ze szczepieniem ich dzieci. Prawdopodobieństwo przekonania rodziców, którzy postanowili nie szczepić swoich dzieci, do zmiany tej decyzji jest nikłe. – Źródło: Smith P.J., Chu S.Y., Barker L.E., Children who have received no vaccines: who are they and where do they live? (Dzieci, które nie otrzymały żadnych szczepionek: kim są i gdzie mieszkają?). Pediatrics 2004; 114: 187-95. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/15231927 [Z książki Neila Z.Millera “Szczepienia – przegląd ważnych badań.”]
3. “Z danych GIS wynika, że najwięcej przeciwników szczepień żyje w zachodniej, z reguły bogatszej części Polski: na Śląsku, w Wielkopolsce i na Mazowszu. Karnie szczepią za to swoje dzieci mieszkańcy Podkarpacia i Podlasia, gdzie wpływy ruchów antyszczepionkowych są bliskie zeru.” – Wykształceni i bogaci dzieci nie szczepią, 10.06.2015 https://www.newsweek.pl/polska/wyksztalceni-i-bogaci-dzieci-nie-szczepia/cdx9v4y
Porównanie języka w komentarzach pro- i anty-szczepionkowych we wpisach o wysokim zainteresowaniu na Facebooku
W listopadzie 2016 roku w czasopiśmie Vaccine opublikowano badanie „Porównanie języka w komentarzach pro- i anty-szczepionkowych we wpisach o wysokim zainteresowaniu na Facebooku.”Volume 34, Issue 47, 11 November 2016, Pages 5808-5814 https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0264410X16308428
To jest ciekawe badanie, pomimo zawartego w nim łatwego do obalenia twierdzenia, że „stanowisko przeciwne szczepieniom nie ma podstaw naukowych”, to wyraźnie stwierdza się, że „obawy dotyczące szczepień są omawiane raczej w sposób bardziej analityczny niż emocjonalny.” Czy autorzy naprawdę próbują zasugerować, że podejście emocjonalne, a nie podejście analityczne, jest przejawem dobrej nauki?
Autorzy stwierdzają również, że „komentarze faworyzujące szczepienia świadczą o większym niepokoju niż te przeciwko szczepieniom.” Dzieje się tak dlatego, że ci, którzy popierają [na ślepo] szczepienia, nie zbadali kwestii szczepień na własną rękę, aby mieć pewność co do podjętego wyboru. Na poziomie podświadomości wiedzą o tym, stąd niepokój.
Szczepienia nie są „ważne w kontrolowaniu rozprzestrzeniania się chorób.” Świadczą o tym zachorowania na choroby przeciw którym się szczepi w pełni zaszczepionych populacjach oraz propozycje dodawania kolejnych dawek przypominających. „coraz większa liczba ludzi jest nieufna wobec szczepionek i decyduje się nie (w pełni) zaszczepić siebie i swoje dzieci”. Ludzie ci widzieli negatywne skutki szczepień na własne oczy lub zbadali temat na własną rękę i zdali sobie sprawę z tego, że to w kwestii szczepień jest reklamowane jako „nauka”, wcale nią nie jest.
Zabawnym a raczej kpiną jest to, że próba przedyskutowania dostępnej wiedzy naukowej jest przedstawiane jako „antyszczepionkowa dezinformacja”, gdy w rzeczywistości kwestionowanie i dyskutowanie jest przejawem PRAWDZIWEJ nauki. Jeśli wierzysz, że przeciwny punkt widzenia to bliżej ci do doktrynera niż naukowca. Marian Mazur twórca Jakościowej teorii informacji pisał, że ‘Naukowcy chcą, żeby ich poglądy pasowały do rzeczywistości. Doktrynerzy chcą, żeby rzeczywistość pasowała do ich poglądów. Stwierdziwszy niezgodność między poglądami a dowodami naukowiec odrzuca poglądy. Stwierdziwszy niezgodność między poglądami a dowodami doktryner odrzuca dowody.’
Te dwa zdania we wnioskach nadają całej szczepionkowej debacie perspektywy… antyszczepionkowe „komentarze wykazują dowody na bardziej analityczne myślenie i jest w nich więcej odniesień do zdrowia i ciała. Natomiast komentarze proszczepionkowców przejawiały porównywalnie większy lęk, ze szczególnym naciskiem na procesy rodzinne i społeczne.” Komentarze zwolenników szczepień są oparte na strachu i akceptacji/posłuszeństwie – innymi słowy to, co mi powiedziano, zapewni mojej rodzinie bezpieczeństwo, a społeczeństwo będzie o mnie mniej myślało, jeśli nie będę się wychylał, podczas gdy osoby zainteresowane zdrowiem swoim i swoich dzieci oraz sceptyczne wobec szczepień przeanalizowało dostępną wiedzę naukową o szczepieniach i doszły do wniosku, że nie trzyma się kupy, a nawet jest kompletnie pozbawiona sensu.
NIESZCZEPIENI kontra SZCZEPIENI – Children’s Medical Safety Research Institute
In 1932, Aldus Huxley wrote the famed literature Brave New World, describing humanities ignorant enslavement to an establishment primarily focused on exploiting labour. In the novel, the world is governed by 10 world controllers, who have successfully replaced the family unit with ‘state hatcheries’ and condemned everyone to hard labour relieved by sex and drugs.
A little over a decade later, Eric Arthur Blair, better known as George Orwell, wrote 1984, a novel similarly warning that humanity would eventually fall under the arms of an establishment controlling all aspects of information, media and production.
Huxley, who was once a teacher to Orwell at the elitist Eton College, wrote to Orwell praising his work, but criticising that his piece was the more accurate prediction:
”Within the next generation, I believe that the world’s rulers will discover that infant conditioning and narco-hypnosis are more efficient, as instruments of government, than clubs and prisons, and that the lust for power can be just as completely satisfied by suggesting people into loving their servitude as by flogging and kicking them into obedience.”
…“I feel that the nightmare of Nineteen Eighty-Four is destined to modulate into the nightmare of a world having more resemblance to that which I imagined in Brave New World.”
However great, familiarity has already been achieved with Huxleys Brave New World and Orwell’s Nineteen-Eighty-Four, and it is time to put them to rest. A thew decades later, a greater prophecy arose, one of great detail and minuscule representation.
”Off The Record” Remarks
Prophets and conspiracy groups have long believed in the prophecy of a one-world government. They claim progression in the past century has revealed and silenced those who claim to expose it. Although, plans for the end game seem to have slowly unveiled, with public documents such as the UN’s Agenda 21 and the World Economic Forum’s ‘Great Reset’ matching such profecies. Other revelations, however, have come out from whistleblowers aiming to warn the public.
Perhaps one most accurate whistleblower would be that of Dr Richard L. Day.
In 1988, Lawrence Dunagen, a paediatrician from Mt. Lebanon took to the tapes to explain a meeting he attended on the 20th of March 1969 lead by Dr Richard Day, a professor of paediatrics at Pittsburgh university, and a future director at Planned Parenthood.
In the tapes, which were recorded by Randy Engel, Lawrence claimed that Dr Richard Day made “off the record” remarks of a plan for humanity.
According to Dr Dunagen, before the meeting could begin, Day asked all members to switch off all tape recorders and put away any notes. Lawrence said: ”Something in his remarks suggested that there could be negative repercussions against him if it became widely known what was about to say to our group”.
The three tapes, which consisted of one hour-long segments, have since been groundbreaking prophecies, describing topics including population control, the internet, computers, promotion of homosexuality, legalisation of abortion, microchipping, cashless society, pornography, sex, individual security, education, religion, and much more.
Dunegan began with: ”The speaker was not looking from the outside in, thinking that he saw conspiracy, rather, he was on the inside, admitting that, indeed, there was an organized power, force, group of men, who wielded enough influence to determine major events involving countries around the world. And he predicted, or rather expounded on, changes that were planned for the remainder of this century.”
So far, many of Lawrence’s claims have come true, bringing serious consideration to whether there truly is some global conspiracy.
Today, the 3-hours worth of tape recordings – named the New Order of Barbarians, can be listened to here.
Below are some of the key subjects Day mentioned:
State Surveillance Through Technology
Claim by Dr Day according to Dr Dunagen: “You’ll be watching television and somebody will be watching you at the same time at a central monitoring station.” Television sets would have a device to enable this. The TV set would not have to be on in order for this to be operative. Also, the television set can be used to monitor what you are watching . People can tell what you’re watching on TV and how you’re reacting to what you’re watching.
And you would not know that you were being watched while you were watching your television. How would we get people to accept these things into their homes? Well, people would buy them when they buy their own television. They won’t know that they’re on there at first.
This was described by being what we now know as Cable TV to replace the antenna TV. When you buy a TV set this monitor would just be part of the set and most people would not have enough knowledge to know it was there in the beginning. And then the cable would be the means of carrying the surveillance message to the monitor.
By the time people found out that this monitoring was going on, they would also be very dependent upon television for a number of things. Just the way people are dependent upon the telephone today. One thing the television would be used for would be purchases.
You wouldn’t have to leave your home to purchase. You just turn on your TV and there would be a way of interacting with your television channel to the store that you wanted to purchase. And you could flip the switch from place to place to choose a refrigerator or clothing.
This would be both convenient, but it would also make you dependent on your television so the built-in monitor would be something you could not do without. There was some discussion of audio monitors , too, just in case the authorities wanted to hear what was going on in rooms other than where the television monitor was , and in regard to this the statement was made, “Any wire that went into your house, for example your telephone wire, could be used this way.”
The next subject mentioned by Dr Richard Day was the advancement of televisions to include monitoring devices, such as the possibility of a camera and a microphone.
Given this point was spoken in 1969, and the first laptop wasn’t invented until 1981, and including a camera until 1996, I think it would be possible to say that perhaps the closest thing to a laptop or mobile phone at the time was a television. The latest iPhone models as of today include up to 4 cameras, 3 microphones, a 3d facial recognition camera and infrared sensors.
It is arguable whether these technologies could be used as a means of monitoring individuals. However, with advancing technologies such as Amazon’s Alexa and Apple’s Siri making their way into the average home, the opportunity for tapping into certain devices could very easily be taken advantage of by both hackers and potential governments.
However, Day’s prediction did come true. Today, most newer smart TVs are made with a built-in microphone and camera. The ostensible reason behind this is for voice commands (such as switching the channel), video calls, facial recognition logins, and camera games. According to Samsung’s smart TV policy, which can be read here:
”Please be aware that if your spoken words include personal or other sensitive information, that information will be among the data captured and transmitted to a third party through your use of Voice Recognition.”
Samsung later added… ”You may disable Voice Recognition data collection at any time by visiting the “settings” menu. However, this may prevent you from using all of the Voice Recognition features.” – Pay the price of privacy, or lose some main features.
Day also mentions, and this can’t be stressed enough nowadays, that people would become ”very dependent” on television, and I would add modern devices as a whole. According to an internet trends study by Bond Capital, the average smartphone user checks their phone 150 times per day. Understandably then, a 2018 study by Harvard also concluded around 73% of people encounter anxiety issues due to their smartphones.
Although companies like Apple (who sold their first-ever mac for $666) love to claim that they respect privacy, we can at least resort to the fact that most apps, like Google and Facebook, are continuously gathering data to help with data hoarding and marketing campaigns. Not that this is any revealing news, as revealed by Netflix’s Social Dilemma: ”if you’re not paying for the product, you are the product.”
Day goes further to say that televisions (the closest thing at the time to a modern computer or laptop) ”would be used for purchases”. Since the start of the internet in the ’60s and ’80s, companies such as Apple and Amazon have taken to e-commerce, later releasing subsidiary AI technologies such as Alexa and Siri who have sprung to the markets.
For most of these ‘assistants’ to work, a continuously active microphone is implanted to know when to hear ”hey Siri” or ”Alexa”. In response to privacy concerns with authorities, a spokesman said, “Amazon does not disclose customer information in response to government demands unless we’re required to do so to comply with a legally valid and binding order.”
And in regards to Siri… the AI ‘assistant’ was seed-funded by DARPA – the same government agency responsible for long-range missiles and death rays. Darpa, The Defense Advanced Research Projects Agency, who work closely with the DoD and the Military, were also responsible for the basic concept of the internet and claim to ”make pivotal investments in breakthrough technologies for national security”.
New Diseases Will Crop Up
Claim: “He [Richard Day] said there would be new diseases to appear which had not ever been seen before. Would be very difficult to diagnose and be untreatable — at least for a long time. No elaboration was made on this, but I remember, not long after hearing this presentation, when I had a puzzling diagnosis to make, I would be wondering, “Is this … was what he was talking about? Is this a case of what he was talking about?”
”Some years later, as AIDS ultimately developed, I think AIDS was at least one example of what he was talking about. I now think that AIDS probably was a manufactured disease.”
Today, with Covid-19 apparently on ‘the rise’, this claim once again seems true. Moreover, the pandemic has served as a huge justification for economic and political changes. As also mentioned by Dr Dunegan, AIDS has served as an example of a hard to treat disease, claiming the lives of tens of millions.
”Music Will Get Worse”
Claim: “As regards music, he made a rather straightforward statement like, ” Music will get worse .”
In 1969, Rock music was getting more and more unpleasant. It was interesting just his words the way he expressed it. It would “get worse”… acknowledging that it was already bad. Lyrics would become more openly sexual.
No new sugary romantic music would be publicized like that which had been written before that time. All of the old music would be brought back on certain radio stations and records for older people to hear. And all the folks would have sort of their own radio stations to hear.
Younger people, as it got worse and worse, he seemed to indicate that one group would not hear the other group’s music. Older folks would just refuse to hear the junk that was offered to young people, and the young people would accept the junk because it identified them as their generation and helped them feel distinct from the older generation.
I remember at the time thinking that would not last very long because even young kids wouldn’t like the junk when they got a chance to hear the older music that was prettier they would gravitate toward it. Unfortunately, I was wrong about that, when the kids get through their teens and into their 20’s some of them improve their taste in music, but unfortunately, he was right.
They get used to this junk and that’s all they want. A lot of them can’t stand really pretty music. He went on to say that the music would carry a message to the young and nobody would even know the message was there.” [Subliminals messaging]
Since the ’70s and ’80s, music has changed dramatically. What was once a steady development in music – Jazz, Pop, Alternative Rock etc., seems to have taken a U-turn with rising forms of violent music like grime, rap and sexualised pop.
For three weeks last year, the number one record on the UK charts was WAP – By Cardi B. The song, whose acronym stood for ‘Wet Ass P*ssy’, started with:
”Yeah, you fucking with some wet-ass p*ssy Bring a bucket and a mop for this wet-ass p*ssy Give me everything you got for this wet-ass p*ssy.”
Children have also taken the music and similar pieces to TikTok, with the WAP dance becoming a major trend. The trend involved dancing to WAP while humping the floor. Seriously. Unfortunately, if you’re under 18 – you already knew that.
As younger generations today continue listening to more demoralizing music, older generations continue to listen to artists like the Beatles and the Eagles. As Richard Day explained, opposing generations would be listening to completely different stations.
Seeing, reading and hearing things like this (every day now) really does bring Aldous Huxley’s Brave New World, which included sex play for children, to terrifying proximity.
Entertainment Will Become More Graphic
Claim: ”Movies would gradually be made more explicit as regards sex and language. After all, sex and rough language are real and why pretend that they are not?
There would be pornographic movies in the theatres, on television. And VCR’s were not around at that time, but he had indicated that these cassettes would be available, and video cassette players would be available for use in the home and pornographic movies would be available for use on these VCRs as well as in the neighborhood theater and on your television. He said something like, “You’ll see people in the movies doing everything you can think of.”
”He went on to say that… and all of this is intended to bring sex out in the open. That was another comment, that was made several times – the term “sex out in the open”.”
”Violence would be made more graphic . This was intended to desensitize people to violence . There might need to be a time when people would witness real violence and be a part of it . Later on it will become clear where this is headed. So there would be more realistic violence in entertainment which would make it easier for people to adjust. People’s attitudes towards death would change and they would not be so fearful of it but more accepting of it, and not be so aghast at the sight of dead people or injured people.
We don’t need to have a genteel population paralyzed by what they might see. People would just learn to say, “well, I don’t want that to happen to me”.”
Although there was no iPhone or Ipad in 1988, it wouldn’t be wrong to say that is clearly where it was going. In 2019, PornHub announced that they had received over 42 billion visits, averaging over 115 million visitors per day.
The company wrote: ‘that’s the equivalent of the populations of Canada, Australia, Poland and the Netherlands all visiting in one day!’
Gaming has also become increasingly graphic, with games such as GTA V – a game featuring drugs, terrorism and strippers, becoming a favourite among teenagers. Even seemingly innocent games like Fortnite, have created the image of guns for children at very early ages.
Suppressing Cancer Cures
Claim: “We can cure almost every cancer right now. Information is on file in the Rockefeller Institute, if it’s ever decided that it should be released. But consider – if people stop dying of cancer, how rapidly we would become overpopulated. You may as well die of cancer as something else.”
”Efforts at cancer treatment would be geared more toward comfort than toward cure. There was some statement ultimately the cancer cures which were being hidden in the Rockefeller Institute would come to light because independent researchers might bring them out, despite these efforts to suppress them. But at least for the time being, letting people die of cancer was a good thing to do because it would slow down the problem of overpopulation.”
Admittedly, I am no doctor and have little authority on these claims. However, one thing that has puzzled me is the money to progress ratio for cancer.
In 2019/20, Cancer Research UK alone claimed to have raised over £656m, equating billions of pounds each decade in cancer research. Simultaneously, treatment has certainly progressed, but, as for a cure, little progress seems to have been made. Day later mentions that cancer cures would be geared towards comfort treatment, rather than cure which arguably still sounds true.
Studies by Evaluate ltd, a pharmacological analytics firm, found that Cancer drugs were among some of the highest profiting drugs on the market, with projections of $236.6 billion by 2024. This would increase the worldwide market share to nearly 20 per cent of prescription and over-the-counter drugs.
Day also made the claim that that the existing cancer cures were hidden in the Rockefeller Institute, now known as Rockefeller University which was founded by Oil Tycoon John D. Rockefeller.
Rockefeller is also known as one of the founding members of the General Education Board, which since 1902, has had major influence over American medical curriculum, investing over $324m or $12bn inflation-adjusted dollars to American schools and universities.
Whether any coverup could be found is unrealistic, and for now, can only remain in theory.
Homosexuality Will Be Promoted
Claim: “Homosexuality also was to be encouraged. ”People will be given permission to be homosexual.” That’s the way it was stated. They won’t have to hide it. And elderly people will be encouraged to continue to have active sex lives into the very old ages, just as long as they can. Everyone will be given permission to have sex, to enjoy however they want. Anything goes.
This is the way it was put. And, I remember thinking, how arrogant for this individual, or whoever he represents, to feel that they can give or withhold permission for people to do things!.”
…”With the power of propaganda you dare not be against homosexuals, otherwise, you get labeled homophobe.”
This statement has come true, and in ways, benefits both the people and the establishment. Unfortunately, in this context, Day talked about the need for a decrease in the population and greater divisions in society. Since homosexual couples don’t tend to have children (unless adopted), it would be better to have more of them.
Day’s use of the word “promoted” is spot on. As woke culture continues to assign people into collective groups of gay, straight, non-binary etc., more divisive societal labels have begun to split people apart. Each year, the LGBT+ community is assigned June as ‘pride month’, hosting marches to celebrate their sexuality. The effects of this mass self-identity campaign have created more identity division than ever. ”I am LGBTQQIAAP2SAA”. Such statements really do show the counterproductivity of ‘creating equality’.
Attitudes towards homosexuality have also become more liberal, with the 2019 British Social Attitudes survey claiming: ”two-thirds now say that sex between two adults of the same sex is “not wrong at all”, an increase of almost 50 percentage points since the question was first asked in 1983”.
Perhaps Day’s use of the word ‘propaganda’ is a harsh way to describe promoting homosexuality, and I would add that there isn’t anything necessarily wrong with homosexual relationships, but Dunegan’s depiction of being labelled ‘homophobe’ if you challenge the narrative fits perfectly with today’s liberal establishment.
Clothing Will Become More Seductive
Claim: “Clothing styles would be made more stimulating and provocative. Recall back in 1969 was the time of the mini skirt when those mini-skirts were very, very high and revealing. He said, “It is not just the amount of skin that is exposed that makes clothing sexually seductive, but other, more subtle things are often suggestive,”
… “Things like movement, and the cut of clothing, and the kind of fabric, the positioning of accessories on the clothing. “If a woman has an attractive body, why should she not show it?” was one of the statements. There was no detail on what was meant by “provocative clothing,” but since that time, if you watched the change in clothing styles, blue jeans are cut in a way that they’re more tight-fitting in the crotch. They form wrinkles. Wrinkles are essentially arrows. Lines, which direct one’s vision to certain anatomic areas.”
Achieved loud and clear. I imagine any person born just 50 years ago would be rather surprised by the evolution of provocative fashion, whether good or bad. In the tapes, Lawrence Dunagen describes how at the time – 1988, 20 years after the meeting, this had already been achieved through ”tight-fitting” clothes.
Certainly, 40 years later, clothes have moved from ”tight-fitting” wear to crop tops and ripped jeans. These looks are similarly propelled into the media, take a look at any modern-day pop icon and you will find some wildly seductive looks. You could perhaps search up Cardi B’s, 2021 Grammys performance, but dont scream.
The Family Unit Will Be Dismantled
Claim: “Families would be limited in size. We already alluded to not being allowed more than two children. Divorce would be made easier and more prevalent. Most people who marry will marry more than once. More people will not marry. Unmarried people would stay in hotels and even live together. That would be very common – nobody would even ask questions about it. It would be widely accepted as no different from married people being together.
More women will work outside the home. More men will be transferred to other cities, and in their jobs, more men would travel. Therefore, it would be harder for families to stay together. This would tend to make the marriage relationship less stable and, therefore, tend to make people less willing to have babies. And, the extended families would be smaller, and more remote.”
According to the Office of National Statistics, in 1969 – the time of the meeting, in the UK there was a total of 51,310 divorces. In 1990 ONS figures recorded a total of 153,386. In 2019, those figures dropped to 108,000. Marriages have also declined, ranging from around 396,000 in 1996 to 232,000 in 2017.
Statistics aside, it is pretty clear that attitudes to marriage have changed. Day saying people will “marry more than once” is becoming seemingly true.
ID Will Be Widely Required
Claim: People would need permission to travel and they would need a good reason to travel. If you didn’t have a good reason for your travel you would not be allowed to travel, and everyone would need ID.
This would at first be an ID card you would carry on your person and you must show when you are asked for it. It was already planned that later on some sort of device would be developed to be implanted under the skin that would be coded specifically to identify the individual. This would eliminate the possibility of false ID and also eliminate the possibility of people saying, “Well, I lost my ID.”
The difficulty about these skin-implanted ID was stated to be getting material that would stay in or under the skin without causing foreign body reaction whereby the body would reject it or cause infection, and that this would have to be material on which information could be recorded and retrieved by some sort of scanner while it was not rejected by the body. Silicon was mentioned.
Arguably, this one seems to be lurking closer and closer. Already, reasonable amounts of ID are required to enter places like hospitals, schools and some businesses. However, with each new terror crisis, like 911, more and more need for Orwellian styles of identification have been implemented to be in place.
In the transcript above, Dunegan mentions the need for skin-implanted ID’s, something far from the public arena in 1988 and ridiculously far from the original meeting he experienced in 1969.
Currently, in Sweden, under a company called BioHax, thousands have implanted microchips under the skin of their wrists. The chips are used to replace keys, cash and ID in an attempt to make life easier.
A question that arises, however, is: is the convenience of opening a door 5 seconds earlier.. (wow!), worth the risk that the technology could be used to create a two-tier culture.
Already, we’ve seen big tech, the mainstream media and other major corporations ban, kick and limit users from doing certain activities for not conforming with establishment narratives like political correctness. When your data becomes cross-referenced, you can imagine how governments and corporations may begin to abuse their powers. As ID progresses, we may see more and more attempts to single out people who question the establishment.
Food Production Will Be Tightly Controlled
Claim: “Food supplies would come under tight control. If population growth didn’t slow down, food shortages could be created in a hurry and people would realize the dangers of overpopulation.
Ultimately, whether the population slows down or not the food supply is to be brought under centralized control so that people would have enough to be well-nourished but they would not have enough to support any fugitive from the new system. In other words, if you had a friend or relative who didn’t sign on.
And growing ones own food would be outlawed. this would be done under some sort of pretext. In the beginning, I mentioned there were two purposes for everything – one the ostensible purpose and one the real purpose – and the ostensible purpose here would be that growing your own vegetables was unsafe, it would spread disease or something like that. So the acceptable idea was to protect the consumer but the real idea was to limit the food supply and growing your food would be illigal.”
Day’s explanation of centralised food control springs to mind nowadays with the uprising promotion of ‘clean meats’, the ostensible label for lab-grown, synthetic meats.
In an interview with Technology Review, Bill Gates, who has been a major shareholder in synthetic meat companies including Beyond Meats, Carbon Engineering and Impossible Foods, claimed:
”I do think all rich countries should move to 100% synthetic beef. You can get used to the taste difference, and the claim is they’re going to make it taste even better over time. Eventually, that green premium is modest enough that you can sort of change the [behavior of] people or use regulation to totally shift the demand.”
Although synthetic meats are claimed to fight climate change because animals (particularly cows) release methane, the underlying issue is that synthetic meat is not by any means a small business venture. Farmer Jones from around the corner is not going to have a synthetic meat lab in his barn.
As we push towards synthetic meats, pastoral agriculture could well be hijacked by billion-dollar conglomerates.
Meat isn’t the only industry at risk of centralised control. Already food as a whole has become very centralised, with most major food products being owned by just a small handful of corporations.
Imagine you walk into a shop looking for chocolate, and you’re given the wide choice between Snickers, Mars, Twix, M&M’s, Maltesers, Galaxy, Dove, Bounty or Milky Way. The reality is: it doesn’t always matter. All of the above-mentioned chocolates are owned by the same company; Mars Inc. Mars is also responsible for your Whiskas and Pedigree pet food, your Orbit and Spearmint gum, Dolmio sauce, Skittles, Uncle Bens, Starbursts, HubbaWubba and a long list of other consumer products.
Currently, it is estimated that 10 companies: Nestle, PepsiCo, General Mills, Kelloggs, AssociatedBritishFoods, Mondelez, Mars Inc, Danone, Unilever and Coca-Cola, control a vast majority of consumer products.
Terrorism Will Increase
Claim: “Terrorism would be used widely in Europe and in other parts of the world. Terrorism at that time was thought would not be necessary in the United States. It could become necessary in the United States if the United States did not move rapidly enough into accepting the system. But at least in the foreseeable future it was not planned. And very benignly on their part.”
“Maybe terrorism would not be required here, but the implication being that it would be indeed used if it was necessary. Along with this came a bit of a scolding that Americans had had it too good anyway and just a little bit of terrorism would help convince Americans that the world is indeed a dangerous place … or can be if we don’t relinquish control to the proper authorities.”
In 1988, the same year Dunegan released these tapes, terrorist group Al Queda was founded by Osama Bin Laden during the Soviet-Afgan war. Later in 1994, the Taliban of Afganistan was found, and shortly after in 1999, the Islamic State of Iraq came to life. Since then, countless other terror groups have come to life such as Boko Haram of Nigeria and Al-Shabaab of Somalia.
Day’s vision of increasing terrorism in Europe and the West has also become reality with major attacks such as 911, Manchester Arena, the Westminster attacks, the Berlin attacks, and the Paris attacks creating mass panic globally.
Money Will Become Cashless
Claim: “It would be a single banking system . [It] may have the appearance of being more than one but ultimately and basically it would be one single banking system, so that when you got paid your pay would be entered for you into your account balance and then when you purchased anything at the point of purchase it would be deducted from your account balance and you would actually carry nothing with you.
Also computer records can be kept on whatever it was you purchased so that if you were purchasing too much of any particular item and some official wanted to know what you were doing with your money they could go back and review your purchases and determine what you were buying. There was a statement that any purchase of significant size like an automobile, bicycle, a refrigerator, a radio or television or whatever might have some sort of identification on it so it could be traced, so that very quickly anything which was either given away or stolen – whatever – authorities would be able to establish who purchased it and when. Computers would allow this to happen.
And also if you began to show a pattern of saving too much, you might have your pay cut. We would say, “Well, you’re saving instead of spending. You really don’t need all that money.” That basically the idea being to prevent people from accumulating any wealth which might have long range disruptive influence on the system.
”Electronic payments initially would all be based on different kinds of credit cards… these were already in use in 1969 to some extent. Not as much as now. But people would have credit cards with the electronic strip on it and once they got used to that then it would be pointed out the advantage of having all of that combined into a single credit card, serving a single monetary system and then they won’t have to carry around all that plastic…
So the next step would be the single card and then the next step would be to replace the single card with a skin implant. The single card could be lost or stole, give rise to problems; could be exchanged with somebody else to confuse identify. The skin implant on the other hand would be not loseable or counterfeitable or transferrable to another person so you and your accounts would be identified without any possibility of error. And the skin implants would have to be put some place that would be convenient to the skin; for example, your right hand or your forehead.”
I went to get a haircut recently, and when offered a £20 note, the barber said, ”sorry, we don’t accept cash anymore”. A pitiful disgrace. Throughout the pandemic (surprise, surprise), the push towards a cashless society has progressed swiftly with the announced claim that cashless will help bring ends to the pandemic.
According to LINK, the UK’s largest ATM network, during 2020, 75% of people were using less cash and a further 54% were completely avoiding it.
Currently, Sweden is leading the game to a fully cashless society. In 2012, Sweden’s biggest 6 banks collaborated to create Swish, a digital payments app that could be used for purchases, and money transactions.
‘As cash usage declines, almost all consumer payments in shops are now made by card. This market is completely dominated by Visa and Mastercard and much of the infrastructure is located outside Sweden’s borders. Unlike Norway and Denmark, Sweden has no card network of its own.’ – Riksbank (central bank of Sweden)
With the rising concerns that another ‘pandemic’ is on its way, enforcing a cashless society into legislature could very well be justifiable. So long as governments have the right excuse, cashless could become ‘the new normal.’
Dunegan also mentions a microchip in the right hand or the forehead. Under the BioHax company in Sweden, thousands of Swedes are already accustomed to a microchip under their wrists. In terms of ”in your forehead”, you could thank Elon Musk, the world’s second-richest man.
In 2016, Musk founded Neuralink, a company whose aim is to connect a small microchip ”Neuralink” to the neurons in the brain. The ostensible purpose behind the technology is to help people with neurological disorders and, once advanced, to be used to help ordinary people carry out daily activities. In recent years, Musk has continued to fund the project, and has claimed that mouth-to-mouth language could be obsolete by the next decade, and the internet will be accessible through the brain.
Euthanasia & Demise Pill
Claim: “Everybody has a right to live only so long. The old are no longer useful. They become a burden. You should be ready to accept death. Most people are. An arbitrary age limit could be established. After all, you have a right to only so many steak dinners, so many orgasms, and so many good pleasures in life. And after you have had enough of them and you’re no longer productive, working, and contributing, then you should be ready to step aside for the next generation.
Some things that would help people realize that they had lived long enough, he mentioned several of these… I don’t remember them all… here are a few: Use of very pale printing ink on forms that people… are necessary… to fill out, so that older people wouldn’t be able to read the pale ink as easily and would need to go to younger people for help. Automobile traffic patterns – there would be more high-speed traffic lanes … traffic patterns that would… that older people with their slower reflexes would have trouble dealing with and thus, lose some of their independence.”
Horrifically, part of the plan Day was warning about, for population control was the introduction of euthanasia and the demise pill. Obviously, the latter is rather far off for now and has not yet happened. Attitudes to euthanasia, however, have changed.
Gradually, euthanasia and assisted suicide is becoming legalised with legalisation already in Canada, New Zealand, Belgium, Luxemburg, Netherlands, Switzerland, Spain as well as 11 US states; Califonia, Washington, Colorado, District of Columbia, Hawaii, New Jersey, Maine, Montana, New Mexico, Oregon and Vermont. Other countries, like India and Columbia, have also legalised euthanasia under the condition that the patient is severely in pain.
As of yet, there is certainly no ”arbitrary age limit” and no ”demise pill”, but it is clear that public opinions on the right to die have changed. Ideas of ”overpopulation” have also spiked.
Religion Will Have To Go
Claim: “This is an avowed atheist speaking. And he said, “Religion is not necessarily bad. A lot of people seem to need religion, with its mysteries and rituals – so they will have religion. But the major religions of today have to be changed because they are not compatible with the changes to come.
The old religions will have to go. Especially Christianity. Once the Roman Catholic Church is brought down, the rest of Christianity will follow easily. Then a new religion can be accepted for use all over the world. It will incorporate something from all of the old ones to make it more easy for people to accept it, and feel at home in it. Most people won’t be too concerned with religion. They will realize that they don’t need it.”
According to a 2019 report by British Social Attitudes, 52% of the British public do not regard themselves as belonging to any religious views, compared to just 10% who didn’t in 1988. It also claimed over two-thirds of the public do not attend religious services. The same survey calculated that just 1% of Britons aged between 18-24 were affiliated with the Church Of England.
As for changing religious texts, as of I’m aware, religious texts are not yet being changed, and there is no sign of a new religion. Evidently yet, it is clear that religion is on the decline and is currently portrayed as a dimwit belief. Perhaps, you could suggest that religion hasn’t so much vanished but been replaced by a new religion: mainstream science. What was once listening to the church has become listening to the scientific institutions.
Children Will Be Pushed Immensely With Education
Claim: ‟As regards education, he indicated that kids would spend more time in schools, but in many schools, they wouldn’t learn anything. They’ll learn some things, but not as much as formerly.
Overall, schooling would be prolonged. This meant prolonged through the school year. I’m not sure what he said about a long school day, I do remember he said that school was planned to go all summer, that the summer school vacation would become a thing of the past. Not only for schools, but for other reasons. People would begin to think of vacation times year round, not just in the summer.
For most people, it would take longer to complete their education.To get what originally had been in a bachelor’s program would now require advanced degrees and more schooling. So that a lot of school time would be just wasted time. Students would have to decide at a younger age what they would want to study and get onto their track early, if they would qualify. It would be harder to change to another field of study once you get started.
Now the pressures of the accelerated academic program, the accelerated demands, where kids would feel they had to be part of something – one or another athletic club or some school activity – these pressures he recognized would cause some students to bum out.
He said, “the smartest ones will learn how to cope with pressures and to survive. There will be some help available to students in handling stress, but the unfit won’t be able to make it. They will then move on to other things.”
In this connection, and later on in the connection with drug abuse and alcohol abuse, he indicated that psychiatric services to help would be increased dramatically. In all the pushing for achievement, it was recognized that many people would need help, and the people worth keeping around would be able to accept and benefit from that help, and still be super-achievers.”
Statistics aside, I think it is loud and clear that ‘education’ has increasingly become harder while children continuously feel pressured to learn ‘key subjects’ like English and Maths. It is no surprise mental health for children has been at a rapid decline. According to a 2014 Public Health England report conducted by HBSC, 11% of boys and 32% of girls aged 11-15 in the UK have self-harmed.
On top of education, as a result of technology and the media, newer struggles like social media, body consciousness and material needs are on the increase. Pressuring children to learn subjects with no real-world use and then forcing them to revise, else they are ‘failures’ is disgustingly egregious. I think you could argue lower school’s have a certain importance, with subjects like basic maths and English.
Unfortunately, from high school onwards, the curriculum switches to revising poems, 20th-century texts, complex maths (which can be done with a calculator), parts of a cell, coastal erosion and other subjects with no real use to anybody beyond school. Even if you argue that these subjects are important, most children will forget 95% of the information.
Britain’s modern education system is also based on competition, meaning exam grades are purposely spread out across the nation. Good grades are bad grades if everyone else does good, today’s system relies on beating other students, even if they did well too. Electrons in an atom, trigonometry, read your poem anthology, revise, revise! revise! Forget google and calculators exist. The ‘Education’ has clearly become outdated.
People Will Become Used To Change
Claim: “People will have to get used to the idea of change, so used to change, that they’ll be expecting change.
Nothing will be permanent. This often came out in the context of a society of… where people seemed to have no roots or moorings, but would be passively willing to accept change simply because it was all they had ever known
This was sort of in contrast to generations of people up until this time where certain things you expected to be, and remain in place as reference points for your life. So change was to be brought about, change was to be anticipated and expected, and accepted, no questions asked.
Another comment that was made… from time to time during the presentation was, “People are too trusting. People don’t ask the right questions.” Sometimes, being too trusting was equated with being too dumb. But sometimes when… when he would say that and say, “People don’t ask the right questions,” it was almost with a sense of regret, as if he were uneasy with what he was part of, and wished that people would challenge it and maybe not be so trusting”
This statement hardly needs explanation anymore. We are going to lockdown for two weeks, stay 6 feet away from everyone, wear a mask. Do not visit your family members, do not visit your friends. Close your business, go cashless, work from home. Take your child out of school. We are going to lockdown for 2 months… 6 months… a year. We are going to censor opposing opinions over social media. Wear 2 masks, now wear 3. Take a vaccine, take 2 vaccines, get your vaccine passport… now you need a booster shot.
A present theme today is that so long as the establishment can provide an ostensible reason, a justification behind authoritarianism, people tend to follow, and often unquestionably.
Ideologies like political corectness, which at once would have been regarded as loudacrous, now have a strong currency in western society. Worse yet, each new idea is equipped with a label if you beg to differ. For example, if you question the Covid-19 vaccine – one of the first ever mRNA vaccines, you are labelled an ‘Anti-vaxxer” or ”conspiracy theorist”. Equally, if one questions political correctness they are labelled as ”racist”, ”homophobe” or even a ”white supremacist”.
When media conglomerates work hand in hand to spread a certain agenda, it is clear that millions will follow.
Contraception Will Be Widely Promoted And Available
Claim: “And the first consideration then here was contraception. Contraception would be very strongly encouraged, and it would be connected so closely in people’s minds with sex, that they would automatically think contraception when they were thinking or preparing for sex. And contraception would be made universally available. Nobody wanting contraception would be… find that they were unavailable.
Contraceptives would be displayed much more prominently in drug stores, right up with the cigarettes and chewing gum. Out in the open, rather than hidden under the counter where people would have to ask for them and maybe be embarrassed. This kind of openness was a way of suggesting that contraception’s… that contraceptives are just as much a part of life as any other items sold in the store. And, contraceptives would be advertised. And, contraceptives would be dispensed in the schools in association with sex education!”
What was once a behind-the-counter speciality, as Day said contraception has now become easily accessible. Unfortunately in this context, Day was regarding the need for contraception as a means of population control, however, current western laws have made it especially easy for people to access contraceptives.
In 1974, it became legal for ‘the pill’ to be prescribed to single women in the UK, and since then, more formulas have been developed giving a wider choice of treatments and contraceptives for avoiding pregnancies. It has also become know as a common form of birth control, helping millions of woman protect themselves from unwanted pregnancies, however, has continued to create controversy with religious and pro-life groups, as well as rising concerns over its safety.
Currently, under UK law, a doctor can prescribe contraceptives and contraceptive treatment to children under 16, and without even informing their parents, because ‘the duty of confidentiality owed to a person under 16 is as great as that owed to any other person’.
Since Day’s speech in 1969, the availability of contraceptive treatment has gone from a highly controlled behind-the-counter product, to a widely available product to have sex without the risk of getting pregnant.
Attitudes to sex have also changed through media representation, birth control movements, and social standards from sex being a pleasurable activity rather than for the means of reproduction. Sexualised media is one thing, but now youth’s as young as children can have sex without the need for the parents to know.
Abortion Will Be Legalised and Accepted
Claim: “No surprise then, that the next item was abortion. And this, now back in 1969, four years before Roe vs. Wade. He said, “Abortion will no longer be a crime. Abortion will be accepted as normal” and would be paid for by taxes for people who could not pay for then own abortions.
Contraceptives would be made available by tax money so that nobody would have to do without contraceptives. If school sex programs would lead to more pregnancies in children that was really seen as no problem.
Parents who think they are opposed to abortion on moral or religious grounds will change their minds when it is their own child who is pregnant. So this will help overcome opposition to abortion. Before long, only a few die-hards will still refuse to see abortion as acceptable, and they won’t matter anymore.”
In 1967, abortion became legal in the UK, and a further 4 years after the release of the tapes, abortion was legalised in the US. According to a 30-year survey performed by British Social Attitudes, in 1983, over half (55%) of the British public believed that a woman shouldn’t have the right to an abortion if she doesn’t want a baby. In the same recent survey, this had changed to two thirds.
Although abortion certainly could have its benefits, once again, unfortunately, Day was claiming this ‘organised’ establishment needed abortion as a means of decreasing the rate of population growth. According to the World Health Organisation (WHO), between 2015-2019, an average of 73.3 million abortions took place worldwide, equating to around 203,000 abortions per day. The WHO also claimed that there were 39 abortions for every 1000 women and that 3 out of 10 pregnancies worldwide ended in abortion, and 6 out of 10 unintended pregnancies would end in abortion.
Despite the fact we do not live in a full Orwellian, totalitarian dystopia, and you could still argue that Day’s revelations in 1969, revealed by Lawrence Dunegan in 1988, were mistruths, I can’t deny that many of the things covered by Day came true, and many seem to lurk around the corner. If you had said in the 60s or 8os that many children of today would be coming home from a day at school, greeting their divorced parents, then going upstairs to listen to perverted rap and porn through their screens, you would have been called mad.
The tapes, which can be listened to here, or read as a transcript here, consisted of 3 hours of audio, and only a split of what was said is mentioned in this article. To sum up, below is a greater list of what was described. Many have not happened, some on their way, and many already accomplished.
New untreatable diseases will crop up.
Homosexuality will be accepted (although not necessarily bad).
Clothing will become increasingly seductive.
The family unit will be separated.
More woman will work outside the home.
Marriages will decrease, and divorces will become common.
Entertainment will become extremely perverted and more graphical.
Music will become demoralised (separator between generations).
Music will change so much that age groups will listen to different stations, ”older folks would refuse to listen” to newer ”junk”.
ID will become more and more required [e.g. Vaccine ID].
Food production will become more and more centralized.
Eventually, growing your own food would be outlawed under the excuse that it spreads disease.
Terrorism will increase, specifically in Europe.
Money will be completely cashless [see pandemic].
Earned money will be transferred electronically, and all payments will have an electronic trace.
Credit cards will eventually be replaced with a skin implant.
Euthanasia will be accepted and eventually expected, ”an arbitrary age limit could be established.”
Religion will be reduced and removed.
Restructuring the education system as a tool of indoctrination, children would spend more time in school, but pupils ”wouldn’t learn anything”.
School psychiatric services would be ”increased dramatically”.
Education will eventually be life-long.
Change will become a constantly expected thing.
Gun ownership will be a privilege and will become restricted.
Conservatism will be eliminated.
The purpose of sex would change from reproduction to activity.
Sex will be done without reproduction, and reproduction will be done without sex.
Contraception and sex education will become widely available and from a young age.
Abortion will be legalised and accepted.
Technology will become widely advanced, so much so that it becomes severely addictive and dangerous.
Technology will be integrated with cameras and microphones and could be used as a means of surveillance.
People would become ”dependent” on their screens.
Alcohol and drug abuse would increase.
Private doctors will gradually disappear.
The image of a doctor would gradually shift to that of a technician.
Cancer research would be suppressed and would be geared towards comfort rather than cure.
People would be less dependant on their own kitchen; convenience foods will become more available.
Public eating places would rapidly increase.
Food will become more hazardous, but most people will ignore nutritional advice.
People would have to eat and exercise right, to live as long as before.
Access to information will gradually become more controlled.
Some books will disappear.
House prices will become so high that private housing will eventually become a thing of the past.
Young people will become renters, and gradually more and more people will be pushed into small apartments.
Microchips will be implanted under the skin and forehead and eventually be used to replace cash.
Globalism will increase.
People would become used to the idea of losing sovereignty.
We will become citizens of the world rather than our own nation.
The United Nations would gain more control.
A mass surveillance state will be put in place.
Some of Day’s predictions, or rather, in his position as a director of Planned Parenthood, knowledge of what was coming could be seen as inevitable and thus could be compared to an axe.
An axe can be used to cut down a tree or to kill someone. Examples like the promotion of homosexuality probably would have happened anyway and aren’t necessarily bad, but rather just being used for the wrong purpose. Throughout the ‘pandemic’ we have seen mass societal changes in the name of ‘protecting citizens’, and time will only tell how much closer we get to Orwells 1984.
Środowiska amerykańskich Żydów nie mają podstaw prawnych, by domagać się od Polski odszkodowań czy zwrotu utraconych majątków
Czy Polska będzie musiała płacić odszkodowanie za mienie utracone w czasie II wojny światowej i po niej przez Żydów – obywateli polskich? Organizacje żydowskie w USA i pozostająca pod ich wpływem amerykańska administracja regularnie tego się domagają. Te apele i rezolucje długo można by wyliczać, ostatnio dołączył do ich autorów sekretarz stanu USA Mike Pompeo, który w Warszawie, w czasie konferencji bliskowschodniej, pouczył Polskę, że powinna „poczynić w restytucji mienia postępy”.
Mamy więc regularny nacisk. Nie ma zresztą czemu się dziwić – różne wyliczenia wskazują, że wartość mienia pożydowskiego w Polsce to 60-90 mld dol. Jeżeli udałoby się wyrwać z tej sumy nawet niewielki procent, i tak byłyby to potężne sumy. Jest więc o co walczyć.
Słowo ministra
A co na to Polska? Od kilku lat odpowiada podobnie. „Sprawa jest zamknięta. USA otrzymały rekompensatę już w latach 60., tak jak inne państwa” – to słowa szefa MSZ Jacka Czaputowicza. Minister nawiązuje w ten sposób do polsko-amerykańskiej umowy indemnizacyjnej zawartej w roku 1960, na mocy której rząd Stanów Zjednoczonych bierze na siebie sprawę odszkodowań za mienie utracone w Polsce przez obywateli USA.
Wcześniej tę umowę w rozmowach z Amerykanami przypominał Radosław Sikorski. Pisze o tym zresztą w książce „Polska może być lepsza. Kulisy polskiej dyplomacji”. Oto ten fragment: „Już podczas swej pierwszej podróży do Polski jako sekretarz stanu Hillary Clinton dała znać poprzez swego ambasadora, że będzie chciała poruszyć potrzebę uchwalenia ustawy restytucyjnej. Sprawa jest skomplikowana, bo z jednej strony Polska rzeczywiście – w odróżnieniu od większości państw regionu – nie uchwaliła takiej ustawy w odniesieniu do mienia prywatnego. A raczej uchwaliła, za rządów AWS, ale prezydent Aleksander Kwaśniewski ją zawetował. Z drugiej strony, własność prywatna nie była ani żydowska, ani aryjska, bo polskie księgi wieczyste i sądy nie stosują takich kategorii. Natomiast prawdziwa własność żydowska – czyli mienie przedwojennych żydowskich gmin wyznaniowych – została szczodrze zwrócona na zasadach podobnych co kościołom chrześcijańskim. (…)
Uważałem też, że akurat USA są ostatnim krajem, który powinien się w tej sprawie wypowiadać. Kazałem odgrzebać z archiwum MSZ oryginał umowy indemnizacyjnej, na której podstawie Stany Zjednoczone już w latach 60. otrzymały spore jak na ówczesne możliwości Polski kwoty – kilkadziesiąt milionów dolarów. Przejrzałem tekst i w duchu podziękowałem gomułkowskim dyplomatom. Umowa stwierdzała, że odtąd wszelkie roszczenia majątkowe obywateli USA wobec Polski powinny być kierowane do rządu Stanów Zjednoczonych, a ten uznaje sprawę za zamkniętą i zobowiązuje się do tego, że już nigdy nie poruszy sprawy w stosunkach dwustronnych. Aby stronie amerykańskiej uświadomić kategoryczność naszego stanowiska, powiedziałem w wywiadzie radiowym w poranek przylotu Clinton, że »jeśli Stany Zjednoczone chciały coś zrobić dla polskich Żydów, to właściwym momentem był okres 1943-1944, gdy większość z nich jeszcze żyła i gdy Polska, głosem Jana Karskiego, o to błagała«”.
Eureka! Podziękujmy gomułkowskim dyplomatom! Okazuje się więc, że układ podpisany między Polską a USA 16 lipca 1960 r. w Waszyngtonie, a potem uzupełniony w listopadzie 1960 r. w Warszawie protokołem dotyczącym punktu 5., reguluje te wszystkie sprawy.
Ale to dopiero początek opowieści. Dowiadujemy się bowiem, że umowa była tajna, władze Polski Ludowej nie chciały, żeby lud pracujący o niej wiedział. Dlaczego? O tym za chwilę.
Skoro była tajna, jak dowiedział się o niej Radosław Sikorski? A wcześniej szefowa MSZ w rządzie PiS, Anna Fotyga? To z kolei zasługa jednego z wiceministrów z czasów rządu koalicji SLD-PSL, który ją odnalazł, a potem uporczywie, także korzystając z PRZEGLĄDU, przypominał o niej decydentom. Gdyby nie jego upór, nie można wykluczyć, że do dziś byśmy o niej nie wiedzieli, a Warszawa negocjowałaby wysokość odszkodowania za pożydowskie mienie.
Adwokat z USA
Urzędnikiem, który nagłośnił sprawę umowy Polska-USA, był dr Jan Bogutyn, w latach 1994-1997 wiceminister finansów. W ministerstwie podlegało mu m.in. Biuro Skarbu Państwa (później przekształcone w Departament Skarbu Państwa). Pewnego dnia przyszedł do niego dyrektor tego biura Janusz Ostaszewski (dziś profesor SGH, członek Rady Nadzorczej PKO BP) ze zdenerwowaną urzędniczką. Z ważną sprawą. – Panie ministrze, mamy problem – tak zaczęli. I mówią, że przychodzi do nich adwokat z Nowego Jorku w sprawie kamienicy w Krakowie, jako pełnomocnik spadkobierców, przychodzi i krzyczy – opowiada Bogutyn. – To były jeszcze czasy, kiedy do ministerstwa można było wejść z ulicy, tylko legitymując się przy wejściu, toteż urzędnik nawet nie za bardzo mógł przed takim adwokatem się bronić. Przyszli więc z pytaniem, co robić. I przynieśli plik materiałów, m.in. tę umowę z roku 1960. Zostawili mi to, a ja zacząłem zapoznawać się z materiałami. No i gdy przeczytałem tę umowę, wiedziałem już, co Ostaszewskiemu powiedzieć – że jak adwokat przyjdzie jeszcze raz, trzeba mu wskazać adres w Waszyngtonie. Był on zresztą podany w umowie. I tak się stało. Gdy adwokat przyszedł – pokazano mu umowę. I już więcej się nie pojawił.
Ale ta sprawa i tak miała ciąg dalszy. Bogutyn zainteresował się umowami indemnizacyjnymi, bo było ich więcej. Poprosił zatem, by mu je przekazano.
– To były czasy – mówi – kiedy nie było w ministerstwie komputerów, kiedy tzw. pamięć ministerstwa, pamięć departamentów, tkwiła w głowach urzędników. Oni wiedzieli, jakie są dokumenty dotyczące danej sprawy i gdzie się znajdują. Ale był to również czas gwałtownej wymiany urzędników, odsuwania starych, peerelowskich, i zastępowania ich nowymi. Czasami dochodziło więc do przerwania ciągłości pamięci. Bo już nie było urzędników, którzy przepracowali wiele lat, i ci nowi nie mieli od kogo nie tylko się uczyć, ale i dowiadywać, jak departament działa. Ostaszewski należał do nowego pokolenia, ale miał zmysł do odkopywania zapomnianych dokumentów i spraw. I to on dotarł do umowy Polska-USA, a potem mi ją dostarczył.
Można zatem powiedzieć, że w tej sprawie nastąpił korzystny zbieg okoliczności. Dobrze się stało, że egzemplarze umów znajdowały się w Ministerstwie Finansów. To było logiczne – umowy dotyczyły wypłaty przez Polskę odszkodowań. W ratach. Ta z USA zakładała spłatę 20 rat po 2 mln dol. Ostatnią ratę Polska spłaciła więc w roku 1981. Dobrze też, że był dyrektor departamentu, który nie lekceważył dokumentów sprzed lat i szybko docenił ich wartość. No i był wiceminister, który chciał się wgłębić w sprawę.
Jan Bogutyn: – Przeczytałem wszystkie umowy indemnizacyjne, które w tamtym czasie Polska zawierała. Jeszcze w latach 40. podpisano umowy z Belgią, Francją, Szwajcarią, Szwecją, Danią i Wielką Brytanią. Polska wtedy była w ruinie, w tych pierwszych umowach zobowiązywaliśmy się do spłat, ale w węglu. To była nasza jedyna waluta. Umowy przewidywały powołanie komisji mieszanych, które pomogłyby oszacować wartość mienia. Czytałem m.in. sprawozdanie z przyjazdu do Polski komisji brytyjskiej w 1949 r. I na co zwróciłem uwagę – już wtedy były dziwne sytuacje. Ktoś zgłaszał utracone w Polsce mienie, a na miejscu okazywało się, że takiego adresu w ogóle nie ma i nie było, nie ma takiej działki itd. Jeżeli więc próby różnych nadużyć były wtedy, to co dopiero może się dziać teraz?
Gomułka i 40 mln dolarów
Wszyscy, którzy czytają umowę z roku 1960, zwracają uwagę na jedno – jest sporządzona bardzo profesjonalnie, precyzyjnie chroni polskie interesy. Nie dziwi to prof. Andrzeja Werblana, biografa Władysława Gomułki. Przypomina on, że Gomułka przywiązywał wielką wagę do tego, by w administracji czy w szkołach wyższych pracowali ludzie wykształceni, najlepsi fachowcy. I ostro walczył z partyjnym układaniem kadr naukowych, czego próbowali niektórzy towarzysze. „Innych profesorów nie mamy”, mawiał. W Ministerstwie Ziem Odzyskanych, którym kierował i które było jego oczkiem w głowie, kierownicze stanowiska zajmowali przedwojenni urzędnicy, działacze związanego z endecją Polskiego Związku Zachodniego, żołnierze Armii Krajowej.
Warta uwagi jest tu kariera Leopolda Glucka, w czasie wojny pracującego w Delegaturze Rządu na Kraj. W Ministerstwie Ziem Odzyskanych Gluck najpierw był dyrektorem departamentu, potem podsekretarzem stanu. Po powrocie Gomułki do władzy został mianowany zastępcą prezesa Narodowego Banku Polskiego, gdzie pracował do emerytury. Był także jednym z założycieli konwersatorium Doświadczenie i Przyszłość.
Podobnie było z MSZ i umową indemnizacyjną. Widnieje na niej podpis Stanisława Rączkowskiego, z kolei nadzór nad negocjacjami sprawował wiceminister Józef Winiewicz. Stanisław Rączkowski to jeden z najwybitniejszych polskich ekonomistów, profesor, autor podręczników akademickich, a w czasie wojny komendant chorągwi krakowskiej Szarych Szeregów. Józef Winiewicz natomiast to ekonomista, przedwojenny redaktor naczelny związanego z endecją „Dziennika Poznańskiego”. Po wojnie rozpoczął pracę w MSZ, w latach 1947-1956 był ambasadorem w USA, potem wiceministrem spraw zagranicznych.
Umowę ze Stanami Zjednoczonymi negocjowali więc ludzie nieprzypadkowi i wykształceni. I na pewno nie z klucza partyjnego. Tacy – jeśli wierzyć dzisiejszej propagandzie – powinni być raczej w peerelowskim więzieniu niż w rządzie. A jednak administracja PRL zachowała ciągłość z poprzednią, przedwojenną, na ile to było możliwe.
Józef Winiewicz we wspomnieniach „Co pamiętam z długiej drogi życia” o umowie indemnizacyjnej wypowiada się półgębkiem. W zasadzie dowiadujemy się o niej więcej, gdy opisuje wizytę wiceprezydenta Nixona w Warszawie i jego rozmowy z Gomułką w sierpniu 1959 r. Dla Gomułki priorytetem było uznanie naszej granicy zachodniej (w tym czasie państwa Zachodu, z USA na czele, jej nie uznawały). Dopiero po sprawie granicy, kwestii egzystencjalnej dla ówczesnej Polski (Gomułka mówił Nixonowi, że każda próba jej zmiany oznacza wojnę), poruszono temat współpracy gospodarczej. Gomułka domagał się przywrócenia Polsce klauzuli najwyższego uprzywilejowania. „Stworzenie innych, lepszych warunków rozwoju handlu narysował jako problem drugi – pisze Winiewicz, który był obecny przy rozmowach. – Chodziło przecież nie tylko o zakupy konsumpcyjne, lecz również inwestycyjne. Za jedną z przeszkód w dojściu do tworzenia korzystniejszych warunków wymiany handlowej uznał zbyt wygórowane żądania amerykańskie co do odszkodowań za znacjonalizowane w Polsce mienie amerykańskie. Nie omieszkał przypomnieć, że byliśmy gotowi to załatwić jeszcze w 1947 r.; strona amerykańska się na to nie zgadzała. I potem podniosła swoje żądania”.
Zapiski Winiewicza współgrają z tym, co powiedział prof. Werblan, gdy zapytałem go o umowy indemnizacyjne. Otóż w tamtym okresie przygotowywano je z inną, niż dziś się wydaje, intencją. Chodziło przede wszystkim o zamknięcie sprawy nacjonalizacji majątków obywateli USA w Polsce. Nacjonalizacji firm, przedsiębiorstw itd. I dlatego władze Polski Ludowej uznały, że te umowy powinny być utajnione. Nie chciały się przyznać, że nacjonalizacja, wywłaszczenie obcych „fabrykantów”, „kamieniczników” itd., nastąpiła za odszkodowaniem. A to, że w dalszej kolejności umowa objęła mienie pożydowskie, osób, które wyemigrowały do USA i przyjęły tamtejsze obywatelstwo, było już tylko logiczną konsekwencją precyzyjnie sformułowanych zapisów.
Jak pokazują wspomnienia Winiewicza, polskie władze zabiegały o zawarcie tych umów. Ich brak utrudniał bowiem wymianę handlową i współpracę gospodarczą. Dlatego Warszawie tak bardzo zależało, żeby sprawy wyprostować, zlikwidować bariery we współpracy gospodarczej. Przy tym Gomułka twardo negocjował i podkreślał, że jeżeli odszkodowanie będzie przekraczać polskie możliwości spłaty, nie podpisze takiej umowy. „My podchodzimy do spraw zaciągania zobowiązań, indemnizacji i kredytów z punktu widzenia możliwości płatniczych – mówił. – Jeżeli nie będziemy mieli możliwości spłat przez rozszerzenie handlu (…), byłoby nam trudno wykonywać nasze zobowiązania. Takiej polityki nie prowadzimy”.
Ostatecznie kilkanaście miesięcy po wizycie Nixona w Warszawie umowa została podpisana. Polska zobowiązała się zapłacić za przejęte mienie obywateli amerykańskich 40 mln dol. w 20 ratach.
Czy było to dużo? Na pierwszy rzut oka wydaje się, że śmiesznie mało. Ale wysokość tej sumy określały okoliczności. Inna w tamtym czasie była wartość dolara, ale przede wszystkim inna wartość nieruchomości – zrujnowanych, często gruzowisk, w biednym, odciętym od światowej gospodarki kraju. I to kraju o gospodarce socjalistycznej.
Poza tym miejmy świadomość, że umowa z USA nie była jedyna. Polska w latach 1948-1971 podpisała umowy z 14 państwami: 12 krajami Europy Zachodniej (Danią, Francją, Szwajcarią, Liechtensteinem, Szwecją, Wielką Brytanią, Norwegią, Belgią, Luksemburgiem, Grecją, Austrią, Holandią) oraz Kanadą i USA. Osoby fizyczne i prawne z tych właśnie państw posiadały największe udziały w mieniu zagranicznym skonfiskowanym od 1944 r. przez PRL. Nie ma na tej liście państw uznanych za sojuszników III Rzeszy – Włoch, Hiszpanii i Finlandii, państw sojuszniczych Układu Warszawskiego i innych, mniejszych.
W sumie wartość odszkodowań przekazanych przez Polskę 14 państwom wyniosła w przeliczeniu ponad 250 mln dol. Żeby określić ich dzisiejszą wartość, trzeba pomnożyć tę kwotę przez pięć.
Umowę z USA warto zresztą widzieć w szerszym kontekście. Stany Zjednoczone, po dojściu Gomułki do władzy w październiku 1956 r., poczyniły gesty stawiające Polskę w wyjątkowej sytuacji. Podpisano np. umowę o przekazywaniu Polsce nadwyżek zbożowych. Była niezwykle dla naszego kraju korzystna. Płaciliśmy za zboże… w złotówkach, po kursie najkorzystniejszym z możliwych. Co więcej, złotówki te były lokowane na koncie w Polsce i wykorzystywane do finansowania badań z dziedziny medycyny oraz współpracy naukowej polsko-amerykańskiej. Innym elementem był program stypendialny dla młodych polskich naukowców, który zaproponowały amerykańskie fundacje i z którego szeroko korzystaliśmy.
Gesty te wyróżniały Polskę na tle innych państw socjalistycznych. A Gomułka tej polityki nie hamował, tzw. polska specyfika zupełnie mu nie przeszkadzała. Z kolei dla Stanów Zjednoczonych możliwość różnicowania państw Układu Warszawskiego była cenna, otwierała pole do gry politycznej.
Niemcy zapłaciły
A środowiska żydowskie? Po pierwsze, w tamtym czasie nie były jeszcze tak silne jak dziś. A jeżeli ktoś domagał się odszkodowania za majątek pozostawiony w Polsce? W takiej sytuacji umowa indemnizacyjna była dla obywateli amerykańskich bardzo wygodna. Mogli ubiegać się o odszkodowanie od rządu amerykańskiego, co było znacznie mniej kłopotliwe (i tańsze) niż podróż nad Wisłę i kierowanie sprawy do polskiego sądu. Dodajmy, że umowa przewidywała też wspólną komisję, która szacowałaby wartość utraconego majątku.
Tak więc z punktu widzenia polityki zarówno wewnętrznej, jak i globalnej, wobec państw bloku wschodniego, umowa indemnizacyjna była dla Stanów Zjednoczonych korzystna. W tym kontekście, a także w kontekście innych umów z Polską, suma 40 mln dol. odszkodowania była dla Ameryki sprawą trzeciorzędną. Zdecydowanie większe pieniądze Stany Zjednoczone angażowały bowiem w umowę zbożową i program stypendialny.
Po drugie, w tamtym czasie środowiska żydowskie chyba inaczej pojmowały sprawę powojennych odszkodowań. Adresatem ich żądań były Niemcy. Na mocy traktatu z 1952 r. między Izraelem a NRF państwo niemieckie przekazało ok. 3,5 mld marek jako zadośćuczynienie za Holokaust. Ponadto udzielało Izraelowi corocznej pomocy gospodarczej i finansowej. Łączną wartość wszystkich świadczeń z Niemiec na rzecz Izraela i jego obywateli oszacowano na prawie 60 mld marek.
Z prawnego punktu widzenia umowa ta zaspokaja roszczenia Żydów, którzy utracili majątki w Polsce podczas II wojny światowej. Odszkodowanie za skutki Holokaustu zostało wypłacone przez państwo niemieckie. To logiczne, bo przecież Niemcy napadły na Polskę, odebrały Żydom majątki, zorganizowały i przeprowadziły Zagładę.
Dodajmy, że te 60 mld marek najwyraźniej zostało uznane za wystarczającą zapłatę, bo dziś środowiska żydowskie nie zgłaszają żadnych roszczeń wobec Niemiec.
Dlaczego więc próbują zgłaszać, i to znacznie większe, pod adresem Polski? Odpowiedź wydaje się jedna – bo mogą. Bo polski rząd nie potrafi odpowiedzieć na to w sposób jednoznaczny, przekonujący i udokumentowany. A kolejnymi zapowiedziami wprowadzenia ustawy reprywatyzacyjnej ożywia nadzieje różnych amatorów spadków i odszkodowań.
To Donald Tusk, jeszcze jako premier rządu RP, jeździł do USA i do Izraela i tam, w rozmowach z przedstawicielami środowisk żydowskich, obiecywał, że ustawa reprywatyzacyjna zostanie uchwalona. Nawet przy tym się nie zająknął, że praktycznie wszystkie te roszczenia są regulowane przez ustawy indemnizacyjne. Wolał być fajnym Donaldem. Projekt ustawy reprywatyzacyjnej ma też rząd PiS. Choć na razie nie odważył się skierować jej do Sejmu.
Ale to wszystko daje nadzieję organizacjom żydowskim. Bo jeżeli ktoś otwiera drzwi, to dlaczego nie włożyć w nie nogi? Naciski trwają więc od lat. – Poprzednie rządy przymykały oko na sprawę własności ukradzionej przez nazistów i komunistów. To musi się zmienić – mówił w czerwcu 2008 r. Ronald S. Lauder, prezes Światowego Kongresu Żydów i honorowy prezes Światowej Organizacji ds. Restytucji Mienia Żydowskiego. – Odbieranie prawa do zwrotu zagrabionego majątku lub do odpowiedniej rekompensaty jest pogwałceniem podstawowych zasad demokratycznych. A w przypadku ofiar Holokaustu jest podwójnym upokorzeniem. Ludzie, którzy cudem przeżyli wojnę, aby się dowiedzieć, że wszystko, co posiadali, zostało im odebrane – m.in. przez państwo polskie – nie mogą dłużej czekać.
Zdaniem środowisk żydowskich projekt ustawy reprywatyzacyjnej powinien być konsultowany z zagranicznymi organizacjami dawnych właścicieli. A wnioski o zwrot mienia lub odszkodowanie można byłoby składać w języku angielskim, nie tracąc czasu w wielu urzędach, w sposób możliwie uproszczony, bez konieczności przedkładania zbędnych dokumentów.
A co z mieniem, którego spadkobierców nie można ustalić? Nie szkodzi, Polska powinna je zwrócić (w naturze lub gotówce) fundacjom żydowskim, upamiętniającym ofiary Holokaustu. Innymi słowy, mienie obywateli RP, utracone w zawierusze wojennej, powinno zostać przekazane fundacjom amerykańskim. Bo one upamiętniają.
Takie są efekty niewiedzy, zaniechania i miękkiego kręgosłupa.
To był rok 1960 Ponad 20 lat temu wiceminister Jan Bogutyn (na zdjęciu) odnajdywał umowy indemnizacyjne w archiwach Ministerstwa Finansów. Zapomniane, nieznane. Dziś ich skany możemy mieć na ekranie komputera, w domu, w ciągu paru sekund. Umowy są bowiem w elektronicznej bazie danych MSZ.
Ale i tak warto przypomnieć najważniejsze zapisy umowy z roku 1960.
Art. I mówi wyraźnie, że kwota 40 mln dol. przeznaczona jest „na całkowite uregulowanie i zaspokojenie wszystkich roszczeń obywateli Stanów Zjednoczonych, zarówno osób fizycznych, jak prawnych, do Rządu Polskiego z tytułu nacjonalizacji i innego rodzaju przejęcia przez Polskę mienia oraz praw i interesów (…), które miało miejsce w dniu lub przed dniem wejścia w życie niniejszego Układu”.
Art. III stwierdza: „Suma zapłacona Rządowi Stanów Zjednoczonych (…) zostanie rozdzielona w sposób i zgodnie z metodą podziału, zastosowanymi wedle uznania Rządu Stanów Zjednoczonych”.
Art. IV odsyła wszelkie żądania odszkodowawcze obywateli amerykańskich do rządu USA, stwierdzając: „Rząd Stanów Zjednoczonych nie będzie przedstawiał Rządowi Polskiemu ani nie będzie popierał roszczeń obywateli Stanów Zjednoczonych do Rządu Polskiego (…). W przypadku gdyby takie roszczenia zostały bezpośrednio przedłożone przez obywateli Stanów Zjednoczonych Rządowi Polskiemu, Rząd Polski przekaże je Rządowi Stanów Zjednoczonych”.
Polscy negocjatorzy przewidzieli też sytuację, gdy ktoś zrzeka się obywatelstwa amerykańskiego i przyjmuje np. obywatelstwo Izraela (ten kraj nie ma umowy odszkodowawczej z Polską), by tą drogą domagać się zwrotu mienia. Art. V mówi: „W celu zabezpieczenia Rządu Polskiego przed możliwym dochodzeniem za pośrednictwem krajów trzecich, lub w inny sposób, roszczeń uregulowanych niniejszym układem, Rząd Stanów Zjednoczonych dostarczy Rządowi Polskiemu kopii takich formalnych oświadczeń odnośnie roszczeń, jakie zostaną przedstawione przez wnoszących roszczenia oraz kopii decyzji dotyczących ważności i wysokości roszczeń”. • Zapisy są więc bardzo precyzyjne, nie pozostawiają pola do interpretacji. Tak zresztą widzi to amerykański rząd – do tej pory nie popierał żadnych roszczeń swoich obywateli wobec Polski i brał ich realizację na siebie. A rezolucje Izby Reprezentantów? Mają znaczenie polityczne, jako forma nacisku, ale nie są wiążące.
Dlatego środowiska amerykańskich Żydów, obywateli USA, po części składające się z potomków tych, którzy utracili w Polsce majątki, nie mają podstaw prawnych, by domagać się od Polski ich zwrotu czy odszkodowań.
Dotyczy to zarówno osób fizycznych, jak i osób prawnych. Jeśli nie otrzymały odszkodowania od Niemiec, pozostaje im zgłosić się do Departamentu Stanu. To jedyna dla nich droga prawna.
The Government of Poland, agrees to pay, and the Government of the
United States agrees to accept, the sum of $40,000,000.00 United States cur
rency in full settlement and discharge of all claims of nationals of the United
States, whether natural or juridical persons, against the Government of Poland
on account of the nationalization and other taking by Poland of property and of
rights and interests in and with respect to property, which occurred on or before
the entry into force of this Agreement.
=================================
Odnaleziona zaginiona, sensacyjna umowa Nr 5518 z 1960r. Dotyczy ustawy Senatu USA S.447.
Po wielomiesięcznych poszukiwaniach został odnaleziony zagubiony dokument stanowiący umowę między USA a Polską z 16 lipca 1960 roku, zarejestrowana w USA 6 stycznia 1961 roku. Ten fakt stawia w innym świetle ustawę S447 Senatu USA. O tym się nie mówi, a powinno. To sensacyjny dokument, który powinien poznać każdy Polak. Jest sensacyjny gdyż oficjalnie przedstawiciele rządu RP prawdopodobnie o niej zapomnieli lub został zagubiony.
Link do umowy w języku angielskim (druk urzędowy):
Żyjemy w szalonych czasach, na świecie dzieją się niebywałe rzeczy. W związku z tym na moim kanale pojawiały się już różne szokujące treści. Lecz niniejsze nagranie to zdecydowanie jeden z najbardziej fascynujących, ale i najbardziej przerażających materiałów, jakie przyszło mi tłumaczyć. Momentami miałam wrażenie, że tłumaczę nie prawdziwą rozmowę, lecz ścieżkę dialogową do jakiegoś filmu science-fiction.
Jest to zapis rozmowy Todda Callendera z członkami niemieckiej Pozaparlamentarnej Komisji Śledczej ds. Koronawirusa, która odbyła się w dn. 25 marca 2022 r. w ramach 97-ego posiedzenia Komisji. W toku rozmowy Todd omawia rolę, jaką odgrywają szpitale, „szczepionki” na Covid i system 5G w trwającym globalnym ludobójstwie.
Opowiada też o toczącym się federalnym postępowaniu sądowym w ramach pozwu zbiorowego przeciwko amerykańskiemu Departamentowi Obrony, Ministerstwu Zdrowia i FDA, który Todd złożył w sierpniu ubiegłego roku w imieniu członków amerykańskich służb zbrojnych w związku z przymusem „szczepień” na Covid. Wywiad z Toddem trwa ok. 67 minut, a po nim zamieściłam kilka krótkich materiałów filmowych dotyczących zagadnień omawianych przez Todda w nagraniu. Miejcie na uwadze, że te filmiki dotyczą tylko technologii, które są jawne i oficjalnie dostępne, a przecież wiemy, że wiele wynalazków, zanim trafi na rynek cywilny, pierwotnie opracowywanych jest dla wojska i najpierw przez długi czas bada się je i testuje pod kątem ich zastosowań militarnych. Tak więc nie łudźmy się: to, co przedstawia się ludziom jako „najnowocześniejsze zdobycze technologii”, to w rzeczywistości stare, od dawna istniejące rozwiązania, znane wojsku i służbom wywiadowczym od wielu dekad. Możemy sobie tylko wyobrażać, jakimi technologiami oni rzeczywiście dysponują…
Todd Callender jest amerykańskim prawnikiem specjalizującym się w dziedzinie prawa międzynarodowego, ubezpieczeń, podatków międzynarodowych, transakcji transgranicznych oraz zdrowia i niepełnosprawności. Od ponad 20 lat pracuje w branży ubezpieczeń zdrowotnych i na życie. Analizuje globalne trendy w obszarze biomedycyny dotyczące ryzyka zachorowalności i śmiertelności w międzynarodowym kontekście prawnym. Pełni funkcję członka zarządu wielu międzynarodowych firm, m.in. jest dyrektorem generalnym dużej grupy ubezpieczeniowej.
Odkąd w 2021 r. po raz pierwszy natknęłam się na postać Todda Callendera, z zapartym tchem śledzę jego działalność i oglądam wszystkie wywiady z nim jakie tylko uda mi się znaleźć. Jestem pod głębokim wrażeniem jego wiedzy, doświadczenia i determinacji, z jaką broni prawa i wolności medycznej i z jaką dąży do pokonania zbrodniarzy odpowiedzialnych za operację „Covid-19” i trwające ludobójstwo.
Korzystając z okazji, że tym razem udało mi się stworzyć na tyle krótki opis pod filmem, że zostało jeszcze trochę znaków do wykorzystania, pragnę bardzo serdecznie podziękować wszystkim widzom mojego kanału za oglądanie i rozpowszechnianie tych filmów i za wszelkie wyrazy wsparcia, jakie od Was otrzymuję! Jestem bardzo szczęśliwa, że te treści trafiają do tak wielu osób. To nadaje sens całej mojej pracy i pozwala mi zachować nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone… Jeśli ktoś ma ochotę skontaktować się ze mną bezpośrednio, mój adres email to GeorginaOrwellPL@protonmail.com Pozdrawiam wszystkich serdecznie!
=========================================
Dodatkowe linki dla osób pragnących zgłębić tematy poruszane w nagraniu (wszystkie materiały w języku polskim):
Zarząd zakładów w Kędzierzynie podjął decyzję o ograniczeniu w środę do minimum, czyli do 43 proc. pracy instalacji produkcyjnych nawozów
, fot. Grupa Azoty
Należące do Grupy Azoty Zakłady Azotowe Kędzierzyn ograniczyły od środy produkcję nawozów azotowych z powodu wysokich cen gazu. Sytuacja na rynku gazu, determinująca rentowność produkcji jest całkowicie niezależna od Grupy Azoty – podkreśliła spółka.
Zarząd zakładów w Kędzierzynie podjął decyzję o ograniczeniu w środę do minimum, czyli do 43 proc. pracy instalacji produkcyjnych nawozów.
Decyzja wynika z nadzwyczajnego i bezprecedensowego wzrostu cen gazu ziemnego – zaznaczyła spółka.
Obecna sytuacja na rynku gazu ziemnego, determinująca rentowność prowadzonej produkcji, jest wyjątkowa, całkowicie niezależna od Grupy Azoty i nie była możliwa do przewidzenia – podkreśliła też w komunikacie Grupa. Przypomniała, że rynkowe notowania gazu w okresie ostatniego półrocza wzrosły z poziomu 72 euro za MWh w dniu 22 lutego do poziomu 280 euro za MWh 23 sierpnia 2022 r.
W ciągu ostatnich dni, z powodu wysokich cen gazu produkcję ograniczyły inne fabryki chemiczne, należące do Grupy Azoty.
Zakłady Azotowe Puławy ograniczyły produkcję amoniaku do około 10 proc. możliwości; wstrzymana została produkcja w Segmencie Tworzywa oraz w Segmencie Agro, za wyjątkiem produkcji siarczanu amonu z Instalacji Odsiarczania Spalin i płynów katalitycznych, zawierających amoniak i mocznik.
Na początku sierpnia, z powodu wysokich cen gazu Zakłady Azotowe Puławy całkowicie wstrzymały do odwołania produkcję melaminy.
Z kolei zakłady w Tarnowie wstrzymały prace instalacji do produkcji nawozów azotowych, kaprolaktamu oraz poliamidu 6.
W trakcie ogłoszonego postoju instalacji produkcyjnych realizowane będą procesy inwestycyjne oraz remontowe, w tym planowany wcześniej, główny remont instalacji Poliamidów – poinformowała też Grupa Azoty.
W środę ceny gazu w holenderskim hubie TTF utrzymywały się na poziomie 273-283 euro za Mwh. W piątek Gazprom ogłosił, że gazociąg Nord Stream 1 w dniach 31 sierpnia-2 września zostanie zamknięty z powodu prac serwisowych przy ostatniej działającej turbinie w tłoczni Portowa. Po ponownym uruchomieniu przesył ma powrócić do poziomu 33 mln m sześc. dziennie, czyli ok. jednej piątej maksymalnej zdolności.
Jesteśmy świadkami szokującego wydarzenia. Watykan zaczął bić 20€ monety promujące szczepienia dzieci! Jedna strona monety przedstawia herb Franciszka. Z drugiej strony są dwie osoby i chłopiec gotowy do zastrzyku, wszyscy w maskach na ustach. W tle wisi krzyż, który wskazuje, że jest to chrześcijański ośrodek szczepień. To powiązanie Watykanu z polityką szczepień jest szokujące.
Pseudopapież Franciszek jest fanatycznym zwolennikiem szczepień przeciwko covid. Jako pierwszy europejski przedstawiciel państwa wprowadził zwalnianie nieszczepionych pracowników Watykanu.
Karykatura, wyryta na monecie – mężczyzna, kobieta i chłopiec – nawiązuje bezpośrednio do Świętej Rodziny. Tak więc pseudopapież skupił teraz swoją propagandę szczepień na rodzinach z celem, aby skłonić wszystkich do szczepienia swoich dzieci! Czy Maria i Józef zaszczepiliby Jezusa eksperymentalnym i toksycznym preparatem? Nigdy! Czy zaryzykowaliby, w ten sposób że zabiją Jezusa? Takiego ryzyka by NIGDY nie podjęli!
Przygotowanie przymusowych szczepień dzieci – to działalność przestępcza, zainicjowana przez firmę Pfizer w styczniu 2021 roku.
Dane z brytyjskiego Urzędu Statystyk Narodowych z 2021 r. pokazują, że dzieci w wieku od 10 do 14 lat, które otrzymały dwie dawki szczepionek przeciw Covid-19, miały między styczniem a październikiem 2021 r. w ryzyko śmierci 51 razy większe niż dzieci, które nie zostały zaszczepione. A tę przerażającą rzeczywistość pseudopapież Franciszek notorycznie bojkotuje.
We Francji, bez publicznego ogłoszenia przez rząd, przygotowują eksperymentalne szczepienie dzieci na początek roku szkolnego 2022-2023, jak wynika z dokumentu najbardziej autorytatywnej francuskiej służby zdrowia – La Haute Autorité de Santé.
Dr. Sucharit Bhakdi, mikrobiolog, ostrzega, że transgenetyczne zastrzyki mają zastąpić konwencjonalne szczepionki! Francja i inne kraje zaplanowały włączyć te niebezpieczne preparaty do obowiązkowych szczepień dzieci już od 3 roku życia! To będzie ale większa katastrofa niż starożytna powódź! Będzie tu całe pokolenie genetycznie modyfikowanych organizmów, a pytanie brzmi, czy w ogóle będą mieli potomstwo, a jeśli tak, to jakie. A to wszystko dzieje się w intencjach odstępczego Watykanu.
Watykan swoją przestępczą strategię promuje, odwołując się do manipulacyjnych argumentów BIG PHARMA (Wielkiej Farmacji). Watykan dziś stał się siedzibą demonów „głębokiego kościoła” i tajnych porozumień z wielkimi mocarzami świata.
że do Watykanu przeniknęły przeciwne siły, jest dla katolików oczywiste. Ale fakt, że Watykan już otwarcie akceptuje i promuje obecną satanistyczną ideologię zła, wstrząsa światem. Watykan nadużył najwyższego autorytetu kościelnego przeciwko dzieciom. Katolicy teraz będą samobójczo prowadzić swoje dzieci do ośrodków szczepień, a na ostrzeżenia będą głupio skandować: „Nie obrażajcie nam Świętego Ojca!”
W książce „Nowy porządek barbarzyńców” dr. Richard Day mówi: „Kiedy Kościół rzymskokatolicki upadnie, reszta chrześcijaństwa z łatwością podąży za nim… Niektórzy pomyślą, że Kościół przeciwstawi się całemu temu złu, ale w rzeczywistości Kościół nam pomoże”.
Wielu biskupów, księży i świeckich nie podziela z pseudopapieżem tego samego zdania na temat transgenetycznych zastrzyków. Nie ma wątpliwości, że zbrodnicze szczepienia dzieci jeszcze bardziej podzielą krwawiący Kościół.
Przytoczyliśmy tutaj fakty z informacyjnych artykułów. Bizantyjski Katolicki Patriarchat może do nich jedynie dodać z proroka Izajasza Boże słowo: „Zwodzicielami (Mojego) się stali przywódcy narodu, a ci, którym przewodzą, zgubili się!” (Iz 9:16).
80 lat temu w Dreźnie Niemcy wykonali wyrok śmierci na Czesławie Jóźwiaku, Edwardzie Kaźmierskim, Franciszku Kęsym, Edwardzie Kliniku i Jarogniewie Wojciechowskim. Pięciu młodych wychowanków salezjańskiego oratorium w Poznaniu zginęło za udział w konspiracyjnej organizacji. W 1999 r. Jan Paweł II ogłosił ich błogosławionymi.
Wieczorem 24 sierpnia 1942 r. na dziedzińcu Landgericht (sądu krajowego) przy Münchner Platz 3 w Dreźnie kat Alfred Roselieb uruchomił gilotynę. Pod jej ostrzem zginęli młodzi błogosławieni. Pięciu wychowanków salezjańskiego oratorium w Poznaniu wcześniej zostało skazanych na karę śmierci „z powodu przygotowań do zdrady stanu” wobec III Rzeszy.
Czesława Jóźwiaka, Edwarda Kaźmierskiego, Franciszka Kęsego, Edwarda Klinika oraz Jarogniewa Wojciechowska połączyło oratorium przy ul. Wronieckiej 9 w Poznaniu. „Właściwie to mam dwa domy – jeden na Łąkowej, drugi przy Wronieckiej 9. Nawet trudno powiedzieć, w którym spędzam więcej czasu” – pisał w prowadzonym przez siebie pamiętniku Kaźmierski.
Szacuje się, że na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych w ośrodku przy ul. Wronieckiej wolny czas po zajęciach szkolnych spędzało łącznie ok. 300 osób w wieku od 10 do 18 lat.
We wrześniu 1939 r. Czesław uczestniczył w walkach obronnych jako żołnierz ochotnik batalionu Przysposobienia Wojskowego. Jego pozostali czterej koledzy również zgłosili się do tej formacji, lecz nie zdążyli już uczestniczyć w walkach. Po powrocie do Poznania zastali tam już niemieckich okupantów.
8 października 1939 r. Wielkopolska została włączona do Rzeszy pod nazwą tzw. Kraju Warty. Polska ludność została pozbawiona wszelkich praw, ograbiona z majątku, a jej część (inteligencję, działaczy niepodległościowych) poddano eksterminacji. Niektórych mieszkańców regionu wysiedlono na terytorium Generalnego Gubernatorstwa. Pozostałych poddano germanizacji i policyjnemu terrorowi. Na czele „Kraju Warty” stanął gauleiter NSDAP, Arthur Greiser.
Jeszcze w 1939 r. na terenie Wielkopolski powstały pierwsze konspiracyjne organizacje. Jedną z nich była Narodowa Organizacja Bojowa (NOB), kierowana przez Antoniego Wolniewicza, który powierzył tworzenie struktur konspiracyjnego harcerstwa Lechowi Masłowskiemu. Ten skontaktował się z Czesławem Jóźwiakiem, który zasilił szeregi podziemnej struktury i wprowadził do niej swoich czterech towarzyszy.
W ramach konspiracyjnej działalności piątka salezjańskich wychowanków podjęła rozpoznanie wywiadowcze niemieckich jednostek stacjonujących na terenie Poznania, m.in. oddziałów Luftwaffe w dawnym gimnazjum Bergera. Kolportowali pismo konspiracyjne „Polska Narodowa”. Podkomendni Jóźwiaka, pseudonim „Piotr”, zbierali informacje o Polakach, którzy starali się o wnioski o wpis na niemiecką listę narodowościową, by stać się volksdeutschami.
21 września 1940 r. gestapowcy aresztowali Edwarda Klinika. Dwa dni później do cel Staatspolizeileitstelle Posen w dawnym Domu Żołnierza, podczas okupacji siedzibie gestapo w Poznaniu, trafili Jóźwiak, Wojciechowski, Kaźmierski i Kęsy.
„Pierwsze śledztwo – jeden z najstraszniejszych dni w moim życiu, którego nigdy nie zapomnę” – pisał Klinik w liście z 23 września do rodziny. Wyjątkowo brutalnym torturom poddano także przywódcę grupy.
Z cel w Forcie VII piątka trafiła do więzienia we Wronkach. 23 kwietnia 1941 r. osadzono ich w Berlinie-Neukölln, a później w więzieniu na zamku Osterstein koło Zwickau (Saksonia).
Według ustaleń IPN 31 lipca 1942 r. Landgericht Posen (sąd krajowy w Poznaniu) podczas sesji wyjazdowej w Zwickau skazał poznańską piątkę na karę śmierci za „przygotowania do zdrady stanu” wobec III Rzeszy. „Oskarżeni zagrozili bezpieczeństwu Wielkiej Rzeszy Niemieckiej podczas stanu wojny. Zgodnie z zasadą prawną stosowaną przez sąd zasłużyli na karę, jakiej, biorąc pod uwagę aktualną fazę walki o istnienie narodu niemieckiego, wymaga bezpieczeństwo Rzeszy” – pisano w uzasadnieniu wyroku.
18 sierpnia przewieziono ich do więzienia przy drezdeńskim Landgericht (sądzie krajowym) i osadzono w pojedynczych celach śmierci.
„Bóg dobry bierze mnie do siebie […] Idę do nieba, do zobaczenia” – oświadczał Franciszek Kęsy w ostatnim liście do rodziny.
Zachowały się także listy pozostałych skazanych. Mimo tragicznego położenia i zbliżającej się śmierci zaskakuje spokojny, pełen wiary ton, w jakim pisali.
„Do ostatniej chwili z moją silną wiarą w sercu idę spokojnie do wieczności, gdyż nie wiadomo, co by mnie tutaj na ziemi czekało. Was proszę, moi kochani, o modlitwę za moją grzeszną duszę, proszę Was o przebaczenie mych grzechów młodości. Ściskam Was i całuję z całego serca i z całej duszy. Wasz zawsze kochający Syn i brat Edzio” – pisał Klinik do swoich najbliższych.
24 sierpnia 1942 r. ok. godz. 20.30 Jóźwiak, Kaźmierski, Kęsy, Klinik oraz Wojciechowski zostali straceni. Świadkiem ich śmierci był kapelan więzienny ks. Franz Bänsch. Tuż przed śmiercią skazańcy zaintonowali pieśń religijną. Jeszcze tego samego dnia Bänsch zapisał: „Dziś przeszli do wieczności ludzie święci”. Ciała zamordowanych pogrzebano poza murami cmentarza w Dresden-Plauen.
13 czerwca 1999 r. papież Jan Paweł II ogłosił ich błogosławionymi wśród 108 męczenników II wojny światowej.
Rządy w USA czy w UE przyjmują ustawy przewidujące ogromne dotacje na walkę z tak zwanymi zmianami klimatycznymi, sugerując, że Ziemia ociepla się w zawrotnym tempie. Część naukowców alarmuje, że grozi nam katastrofa klimatyczna, o ile natychmiast nie wyhamujemy produkcji przemysłowej, nie ograniczymy przemieszczania się, spożycia mięsa, w ogóle konsumpcji wszystkiego, a nawet dzietności. Tymczasem grupa innych uczonych wskazuje, że nie grozi nam żadna katastrofa klimatyczna i wzywa do odpolitycznienia nauki o klimacie. Ponad tysiąc uczonych podpisało Światową Deklarację, że nie ma stanu zagrożenia klimatycznego.
World Climate Declaration: There Is No Climate Emergency – to inicjatywa Climate Intelligence, fundacji założonej w 2019 roku przez holenderskiego emerytowanego profesora geofizyki Guusa Berkhouta i holenderskiego dziennikarza naukowego Marcela Croka.
W deklaracji – pod którą stale składane są podpisy kolejnych uczonych – opublikowanej 27 czerwca 2022 r. – można przeczytać, że nie ma stanu zagrożenia klimatycznego, a nauka o klimacie powinna być mniej polityczna i bardziej naukowa.
Skrytykowano alarmistyczne modele klimatyczne Międzyrządowego Zespołu do spraw Zmian Klimatu (IPCC) – ciała doradczego ONZ – obwinianie za zmiany klimatyczne człowieka i politykę dekarbonizacji.
„Nauka o klimacie powinna być mniej polityczna, a polityka klimatyczna bardziej naukowa. Naukowcy powinni otwarcie odnosić się do niepewności i przesady w ich prognozach globalnego ocieplenia, podczas gdy politycy powinni beznamiętnie policzyć rzeczywiste koszty, a także wyimaginowane korzyści z podjętych przez nich środków politycznych” – zasugerowano.
„Archiwum geologiczne ujawnia, że klimat Ziemi zmienia się tak długo, jak istnieje planeta, z naturalnymi fazami zimnymi i ciepłymi. Mała epoka lodowcowa zakończyła się dopiero w 1850 roku. Nic więc dziwnego, że przeżywamy teraz okres ocieplenia. Ocieplenie jest znacznie wolniejsze niż przewidywano. Świat ocieplił się znacznie mniej niż przewidywano na podstawie modelu antropogenicznego ocieplenia IPCC. Przepaść między światem rzeczywistym a modelowym światem mówi nam, że daleko nam do zrozumienia zmian klimatycznych. Polityka klimatyczna opiera się na nieodpowiednich modelach. Modele klimatyczne mają wiele niedociągnięć i są mało prawdopodobne, ponieważ są to narzędzia polityki. Nie tylko wyolbrzymiają działanie gazów cieplarnianych, ale…ignorują również fakt, że wzbogacanie atmosfery w dwutlenek węgla jest korzystne. CO2 to pokarm roślinny, podstawa wszelkiego życia na Ziemi. CO2 nie jest zanieczyszczeniem. Jest niezbędne dla całego życia na Ziemi. Większa ilość CO2 jest korzystna dla przyrody, zazielenienia naszej planety. Dodatkowe CO2 w powietrzu sprzyja wzrostowi globalnej biomasy roślinnej. Opłaca się również rolnictwu, zwiększając plony upraw na całym świecie.
Globalne ocieplenie nie zwiększyło klęsk żywiołowych. Nie ma żadnych statystycznych dowodów na to, że globalne ocieplenie nasila huragany, powodzie, susze itp., klęski żywiołowe lub powoduje ich częstsze występowanie.
Istnieje jednak wiele dowodów na to, że środki ograniczające emisję CO2 są równie szkodliwe, co kosztowne. Polityka klimatyczna musi respektować realia naukowe i gospodarcze. Nie ma zagrożenia klimatycznego. Dlatego nie ma powodu do paniki i alarmu. Zdecydowanie sprzeciwiamy się szkodliwej i nierealistycznej polityce zerowej emisji dwutlenku węgla netto – propozycji na rok 2050”.
W deklaracji ubolewano, że „nauka o klimacie zdegenerowała się w dyskusję opartą na przekonaniach, a nie na solidnej samokrytycznej nauce”.
Pod deklaracją podpisało się do tej pory ponad tysiąc uczonych, a jednym z jej autorów jest fizyk atmosfery prof. Richard Lindzen, który nazwał obecną narrację klimatyczną „absurdalną”. Lindzen, profesor meteorologii w Massachusetts Institute of Technology (MIT), znany z prac o dynamice atmosfery i falach atmosferycznych, członek Narodowej Akademii Nauk, pracował w Międzynarodowym Zespole ds. Zmian Klimatu (IPCC) na początku lat 2000. Ostro krytykował kolegów z IPCC za alarmistyczne raporty. Sprzeciwia się obwinianiu ludzi za „zmiany klimatyczne”, wskazując, że mają oni znikomy wpływ.
W zeszłym roku Steven Koonin, podsekretarz ds. nauki w administracji Obamy, opublikował książkę zatytułowaną „Unsettled”, w której wskazywał, że „nauka jest niewystarczająca, aby sporządzać użyteczne prognozy dotyczące zmian klimatu w nadchodzących dekadach, a tym bardziej tego, jakie powinny być nasze działania”.
Pod deklaracją podpisali się m. in.: prof. Ivar Giaever, prof. Guss Berkhout, dr Cornelsi Le Pair, prof. Reynald du Berger, prof. Jens Morton Hansen, prof. Jan-Erik Solhelm, prof. Richard Lindzen, prof. Ingemar Nordin, prof. Ian Plimer i wielu innych.
W kwietniu 2022 r. prof. William Happer z Princeton University i prof. Richard Lindzen w jednej z komisji rządowych (US Securities and Exchange Commission) odnieśli się do propozycji wprowadzenia nowego wymogu dla przedsiębiorców, zasady dotyczącej ujawnianie informacji na temat tak zwanego ryzyka klimatycznego dla inwestorów.
Podkreślili, że jako fizycy, którzy całą swoją karierę zawodową poświecili badaniu klimatu, mogą stwierdzić, że „nie ma ryzyka klimatycznego powodowanego przez paliwa kopalne i dwutlenek węgla. A zatem brak podstaw naukowych proponowanej reguły. Przyjęcie zaś takiej reguły będzie miało katastrofalne konsekwencje dla ludzi na całym świecie”. Zasugerowali, że wszelkie próby manipulacji stężeniem dwutlenku węgla grożą powszechnym głodem i wymieraniem.
Młody mieszkaniec miasta Achacachi w prowincji Omasuyos w zachodniej Boliwii – Victor Hugo Mica Alvarez przeżył zdarzenie, które mogło skończyć się dlań tragicznie. Jak sam powiedział miejscowym mediom, jeden towarzysz (camarada) poczęstował go piwem, po czym Victor stracił przytomność – relacjonuje Katolicka Agencja Informacyjna..
„Zakopali mnie żywcem. Nie wiem, jak to się stało. Pamiętam tylko, że towarzysz zaprosił mnie na piwo, po czym straciłem wątek, byłem pijany” – wspominał. Opowiadał, że gdy się ocknął, okazało się, że znajduje się w zamkniętej trumnie, złożony jako „sullu”, czyli ofiara bogini ziemi Pachamamie. Wokół siebie widział ziemię i piasek – był na budowie. Kiedy udało mu się zbić wieko, natychmiast zgłosił się na policję. Policjanci odmówili jednak przyjęcia zgłoszenia. Usłyszał, żeby przyszedł, gdy wytrzeźwieje.
Wspomniane ofiary – „sullu” to najczęściej zarodki wycięte z ciężarnych lam, ale także liście koki i ciastka, składane Pachamamie, czyli bogini Ziemi, w Boliwii. Indianie z grup etnicznych Quechua i Aymar czczą ją 1 sierpnia. Dotyczy to zresztą nie tylko Boliwii, ale również ludów tubylczych w Argentynie, Chile, Ekwadorze, Kolumbii i Peru. Na północy Chile święto to nazywa się Qulqi Uru. Obyczaj ten uważany jest zwykle za „odpłatę Matce Ziemi” w podzięce za jej owoce lub jako prośbę o coś.
„Góralski zwyczaj tych ludów składania ofiar Pachamamie nie ma dawnych korzeni, ale jest jak najbardziej współczesny, popierany przez władze boliwijskie, a nawet czasami tolerowany przez niektórych dostojników kościelnych pod przykrywką inkulturacji ewangelicznej” – powiedział, komentując całe zdarzenie dla latynoskiej agencji katolickiej ACI Prensa, argentyński kapłan ks. Javier Olivera Ravasi.
O Pachamamie świat dowiedział się w czasie Synodu Biskupów dla Amazonii w październiku 2019 w Watykanie, zwłaszcza po ustawieniu jej drewnianych figurek w Ogrodach Watykańskich i w bazylice św. Piotra. Posążki te przedstawiały ciężarną kobietę, co miało symbolizować płodność ziemi. Znalazły się one także na trasie Drogi Krzyżowej, którą odprawiono wtedy w rzymskim kościele Matki Bożej na via Transpontina. Po wykradzeniu ich z bazyliki i wrzuceniu do Tybru przez kilku młodych ludzi sprawa stała się głośna, wywołując wielkie niezadowolenie obecnych w Rzymie delegacji ludów tubylczych z Amazonii. Papież Franciszek przeprosił wówczas tych, „którzy poczuli się urażeni tym czynem” – pisze Katolicka Agencja Informacyjna
1 sierpnia ub.r., w święto Bogini Ziemi, na stronie argentyńskiej diecezji Venado Tuerto znalazła się „modlitwa” do niej, stylizowana na Pozdrowieniu Anielskim (Zdrowaś Mario).
Uzasadniając taki krok autorzy wpisu wyjaśnili, że Pachamama „jest symbolem płodności, ziemi i świętości życia, jest mitem mającym ładunek duchowy, który można wykorzystać”. Podkreślono również, że „niektóre święta religijne zawierają w sobie znaczenie święte i są miejscem nowego spotkania się i braterstwa, są nowymi drogami dla Kościoła i osiągnięcia ekologii całościowej”.
Tłumaczenia te nie przekonały jednak wielu diecezjan, wręcz przeciwnie – tekst modlitwy uznali oni za szyderstwo z modlitwy maryjnej i już 3 sierpnia diecezjalna Caritas, bo to ona zamieściła kontrowersyjny materiał, przeprosiła wszystkich, którzy poczuli się tym zgorszeni a samą modlitwę usunięto.
Należąca do PKN Orlen włocławska spółka Anwil podjęła decyzję o tymczasowym wstrzymaniu produkcji nawozów azotowych. Powodem są rekordowe ceny gazu, głównego surowca do produkcji tego typu nawozów.
W związku z bezprecedensowym i rekordowym wzrostem cen gazu ziemnego w Europie, spółka Anwil podjęła decyzję o tymczasowym wstrzymaniu produkcji nawozów azotowych – przekazał Orlen we wtorkowym komunikacie.
Jak podkreślono, Anwil na bieżąco monitoruje sytuację na rynku surowców i jak tylko warunki makroekonomiczne na rynku gazu ulegną stabilizacji, produkcja zostanie wznowiona. W czasie postoju linii produkcyjnych Anwil będzie realizował prace remontowe i inwestycyjne – zaznaczył Orlen.
W nocy z poniedziałku na wtorek Grupa Azoty poinformowała, że „w związku z nadzwyczajnym i bezprecedensowym wzrostem cen gazu ziemnego” zarząd podjął decyzję o czasowym zatrzymaniu pracy część instalacji i ograniczeniu produkcji.
Należące do Grupy Azoty Zakłady Azotowe Puławy ograniczyły produkcję amoniaku do około 10 proc. możliwości; wstrzymana została produkcja w Segmencie Tworzywa oraz w Segmencie Agro – nawozów azotowych, kaprolaktamu oraz poliamidu 6, za wyjątkiem produkcji siarczanu amonu z Instalacji Odsiarczania Spalin, oraz roztworów katalitycznych z mocznikiem i amoniakiem.
Jak podkreśliła Grupa Azoty, obecna sytuacja na rynku gazu ziemnego, determinująca rentowność prowadzonej produkcji, jest wyjątkowa, całkowicie niezależna od spółki i nie była możliwa do przewidzenia.
[Była, była, kolego!! A nie należało dawać ciągle dupy tym złym i głupim ludzikom z UE. Mirosław Dakowski]
Na początku sierpnia z powodu wysokich cen gazu Zakłady Azotowe Puławy całkowicie wstrzymały do odwołania produkcję melaminy.
W poniedziałek ceny gazu w holenderskim hubie TTF sięgnęły 270-280 euro za MWh, po wzroście o ok. 15 proc. w ciągu jednego dnia. W trakcie minionego tygodnia ceny gazu na europejskim rynku wzrosły o ok. 25 proc. We wtorek do południa poziom cen w TTF znacząco się nie zmienił.
W piątek rosyjski Gazprom ogłosił, że gazociąg Nord Stream 1 od 31 sierpnia do 2 września zostanie zamknięty z powodu prac serwisowych przy ostatniej działającej turbinie w tłoczni Portowa. Po ponownym uruchomieniu przesył ma powrócić do poziomu 33 mln m sześc. dziennie, czyli ok. jednej piątej maksymalnej zdolności.
Kolejne rządy najpierw gigantycznymi kosztami przestawiły polską energetykę na zasilanie gazem ziemnym, obecnie nie ustając w staraniach, by gazu w Polsce zabrakło.
Trzymając się tej samej logiki, III RP karnie realizuje założenia polityki energetycznej Unii Europejskiej, czym uniemożliwia sobie powrót do technologii węglowych, ale jednocześnie nie czyni nic, by zgodnie z zaleceniami Brukseli postarać się o własną infrastrukturę energii ze źródeł odnawialnych (RE), czyli obecnie przede wszystkim wielkich ferm wiatrowych umieszczonych na szelfie morskim. Ponure żarty z oparcia polskiej energetyki na chruście stają się więc rzeczywistością. Rząd zaś jest na najlepszej drodze, by za jednym zamachem gazu do kraju nie sprowadzić, za to kolejny kawałek polskiego potencjału oddać w obce ręce.
Mieliśmy czas się przygotować
Jak wiadomo, jedyną dużą siłą opozycyjną w Polsce – jest Najwyższa Izba Kontroli. I to jej właśnie zawdzięczamy kolejną miażdżącą informację pokontrolną, tym razem dotyczącą właśnie odnawialnej bezmyślności kolejnych rządów III RP.
Unijna strategia ograniczenia emisji gazów cieplarnianych jest znana co najmniej od European Union Climate and Energy Package 2008, A Roadmap 2011, Porozumienia Paryskiego z 2015 r. i Clean Energy for All Europeans Package 2016, a jej implementacja do regulacji unijnych odbyła się bez żadnych polskich protestów. Rządy PiS na żadnym etapie nie sprzeciwiały się ani nie starały się zablokować rozwiązań znanych obecnie jak pakiet Fit for 55, zobowiązujący kraje członkowie do redukcji emisji o 55 proc. do 2030 r. Cel ten nie jest żadną miarą do osiągnięcia bez zwiększenia udziału RE w krajowym mixie energetycznym, o czym władze znakomicie wiedziały, na co się godziły i z czym swoim zwyczajem nie uczyniły absolutnie nic, oprócz paru papierowych deklaracji.
Tymczasem niezależnie od tego co wiemy o niskiej energetycznej wydajności RE i od oczywistej absurdalności opierania na nich polityki energetycznej w kraju leżącym na węglu i położonym na naturalnym kierunku transferu gazu ziemnego – dopóki jesteśmy w strukturach zachodnich (nie tylko zresztą unijnych, bo tą samą drogą idzie też np. UK), dopóty nie mamy innego wyjścia niż zwiększać liczbę wiatraków na skalę przemysłową i solarów na lokalną i indywidualną. Koniec, kropka. Albo odcinamy się od Zachodu, albo gramy, świecimy, grzejemy i jeździmy tak jak on. Oto fakty.
Zgadzali się, chociaż nie cieszyli?
Oczywiście, na użytek wewnętrznej polityki w Polsce PiS, a zwłaszcza Solidarna Polska udawały i udają, że są w jakimś sporze z Brukselą. Zamiast zróżnicowanego mixu energetycznego mieliśmy więc pomieszanie konfrontacji z celami KE z propagandą niby-to-etatystyczną i pro-socjalną, w wyniku czego zrezygnowano zarówno z kontynuowania reform rynku energii, jak i ich cofnięcia. Oficjalnie i praktycznie Polska nie odrzuciła paradygmatu neoliberalnego, choć w szczególności polityka obecnego rządu może sprawiać takie wrażenie. W efekcie nie rozwiązano dotąd problemu przestarzałych bloków energetycznych i sieci przesyłowych, z których 47 proc. ma ponad 40 lat. Brak nowych inwestycji każe przewidywać zmierzenie się z problemem brakującej pojemności energetycznej. W przypadku Polski nie sprawdziły się także (bo nie mogły) obietnice i zapewnienia związane z liberalizacją handlu transgranicznego energią. Zamiast pojawienia się rezerw i obniżki kosztów – Polska boryka się z kołowymi przepływami energii między Niemcami a Austrią blokując zarówno udostępnianie zdolności przesyłowych eksportowych, jak i import z Niemiec, w efekcie podwyższając ryzyko blackoutu.
Biurokrata wie lepiej!
W zakresie RE przyjęte rozwiązania prawne, szczególnie odnośnie biomasy oznaczały oparcie tych technologii na importowanych surowcach, a co za tym idzie dalszy drenaż finansowy kraju. Polska zdecydowała się na ograniczenia rozwoju dynamiki lądowej energetyki wiatrowej wprowadzając w 2016 r. restrykcyjne przepisy, przez co zaczęła spadać dynamika inwestycji. Po chwilowym boomie w listopadzie 2021 r. Sejm przyjął równie niekorzystne rozwiązania odnośnie domowych instalacji paneli słonecznych.
Nie wynika to jednak bynajmniej z negatywnego nastawienia rządu wobec samych RE, ale raczej wobec energetyki rozproszonej, czyli możliwie zlokalizowanej, a więc i względnie chociaż mniej zależnej od państwowego bałaganu, korupcji i zamordyzmu. W ramach nowej „Polityki Energetycznej Polski do 2040” przyjętej w lutym 2021 r. założono, że wielkoskalowe inwestycje w sektorze RE mają realizować spółki państwowe, w tym oczywiście ORLEN. Nasza energetyka odnawialna miała być oparta o skomercjalizowane przedsiębiorstwa państwowe, dysponujące ponad 60 proc. zainstalowanych mocy i generujące ponad 2/3 energii elektrycznej. Pomysł sam w sobie nie byłby taki zły (choć powinien być uzupełniony większym udziałem energetyki rozproszonej, bezpieczniejszej w czasach ogólnego kryzysu). Diabeł jednak, jak zwykle w III RP, tkwi w szczegółach, a zwłaszcza w realizacji ogólnikowych deklaracji.
Pierwsza duża instalacja offshore, Morska Farma Wiatrowa Baltic Power, miała ruszyć wg planu w 2024/25 roku. I zdaniem NIK na pewno nie ruszy, bo sama jej budowa zacznie się, być może, w 2026/27 r. Co też się może nie udać, bo jak dotąd nie udało się nawet wskazać lokalizacji głównego terminala inwestycyjnego, czyli technicznego zaplecza takiej instalacji morskiej. To znaczy wskazano, w Gdyni. Potem w Gdańsku. I Szczecinie-Świnoujściu. Chociaż może w duńskim Rønne? Albo niemieckim Sassnitz-Mukran? Wszystkie zakładane inwestycje grzęzną po polsku: w uzgodnieniach, opiniach i zezwoleniach. Każdym wnioskiem każdorazowo zajmuje aż 11 organów administracji, a prowadzone 23 postępowania wymagają co najmniej 40 uzgodnień między instytucjami od samorządów, przez różnej maści nadzory i ABW. A wszystko to po to, by na polskim wietrze i prądzie i tak położyli łapy obcy.
Złoty interes z Norwegami. Dla Norwegów
Bo gadanie o wielkim powrocie państwowej energetyki – to tylko bajki dla patriotycznych i socjalnych wyborców. W rzeczywistości tworzy się wielkie strojki, by część z nich tym łatwiej sprywatyzować, a do części od razu wpuścić zagranicznych udziałowców. Już dziś „partnerem” ORLEN-u jest kanadyjskie NP BALTIC WIND B.V. / NORTHLAND POWER INC., PGE Polska Grupa Energetyczna S. A. tylnymi drzwiami wpuszcza duńskie ØRSTED WIND POWER A/S, 50 proc. w projekcie firmowanym przez POLENERGIĘ S.A. ma norweskie WIND POWER AS, a większość Norwegom zapewni w ramach MFW Bałtyk II i Bałtyk III także kontrolowanie przez OSLO EQUINOR POLSKA sp. z o.o. Zupełnie samodzielnie występują natomiast RWE RENEWABLES INTERNATIONAL PARTICIPATIONS B.V. z Holandii oraz razem EDP RENEWABLES S.A. (Portugalia) i ENGIE S.A. (Francja). I to by było na tyle jeśli chodzi o polską energetykę w polskich rękach.
Oczywiście też jednak jest w tym wszystkim drugie dno, nie tylko zresztą Bałtyku, ale i… Morza Północnego. W zestawieniu najciekawsza jest bowiem obecność firm norweskich i duńskich. Nie jest tajemnicą w branży, że powodzenie ich przedsięwzięć, skrajne ich ułatwienie przez władze polskie, przy jednoczesnym utrudnianiu życia konkurentom – jest warunkiem w ogóle prowadzenia jakichkolwiek rozmów o wypełnieniu Baltic Pipe.
Jak wiemy, początkowo będzie nim płynąć jedynie 2-3 mld m. sześc. gazu ziemnego ze złóż dzierżawionych przez PGNiG na Szelfie Noreweskim. A od 2024 r. być może także 1,28 mld m. sześć. rocznie z duńskiego złoża Ørsted. Tak, to ta sama nazwa. Te same norweskie i duńskie kapitały zainteresowane przejęciem polskiego rynku offshore. I nie tylko offshore, bo także energetyką wodorową, stanowiącą absolutny rdzeń unijnej strategii odchodzenia od rosyjskiego gazu. I wszystko to oddamy Norwegom, byle nam pozwoli przesyłać gaz, który sami wydobywamy dzierżawiąc od nich odpłatnie pola gazowe i Duńczykom, którym za gaz i tak zapłacimy horrendalne stawki. Dzięki temu pozbędziemy się RE i zapłacimy za gaz, za który już raz zapłaciliśmy i którego część własnym kosztem wydobywamy. Słowem – standardowy złoty interes à la la III RP.
Na początek ustalmy jedną rzecz. Jakie u licha „kobiety i dzieci uwolnione z rosyjskiej niewoli”?
Jeńcy i niewola – definicje prawne
Przecież to jest bijąca w oczy bzdura i jawne wyłudzanie polskich pieniędzy, trudno już nawet zliczyć która. Status jeńca wojennego jest regulowany artykułem 4 i 5 Konwencji Genewskiej z 12. sierpnia 1949 r. Zgodnie z nimi do niewoli bierze się: „1) członków sił zbrojnych Strony w konflikcie, jak również członków milicji i oddziałów ochotniczych, stanowiących część tych sił zbrojnych; 2) członków innych milicji i innych oddziałów ochotniczych, włączając w to członków zorganizowanych ruchów oporu, należących do jednej ze Stron w konflikcie i działających poza granicami lub nawet w granicach własnego terytorium, pod warunkiem, że te milicje lub oddziały ochotnicze, włączając w to zorganizowane ruchy oporu, odpowiadają następującym warunkom: a) mają na czele osobę odpowiedzialną za swych podwładnych; b) noszą stały i dający się z daleka rozpoznać znak rozpoznawczy; c) jawnie noszą broń; d) przestrzegają w swych działaniach praw i zwyczajów wojny; 3) członków regularnych sił zbrojnych, którzy podają się za podlegających rządowi lub władzy nie uznanym przez Mocarstwo zatrzymujące; 4) osoby towarzyszące siłom zbrojnym, ale nie należące do nich bezpośrednio, jak na przykład cywilni członkowie załóg samolotów wojskowych, korespondenci wojenni, dostawcy, członkowie oddziałów pracy lub służb, powołanych do opiekowania się wojskowymi, pod warunkiem, że otrzymali oni upoważnienie od sił zbrojnych, którym towarzyszą, przy czym te ostatnie obowiązane są wydać im w tym celu kartę tożsamości według załączonego wzoru; 5) członków załóg statków handlowych, włączając w to kapitanów, pilotów i uczniów, oraz członkowie załóg samolotów cywilnych Stron w konflikcie, o ile nie przysługuje im prawo do korzystniejszego traktowania na mocy innych postanowień prawa międzynarodowego; 6) ludność terytorium nie okupowanego, która przy zbliżaniu się nieprzyjaciela chwyta spontanicznie za broń, aby stawić opór inwazji, a nie miała czasu zorganizować się w regularne siły zbrojne, jeżeli jawnie nosi broń i przestrzega praw i zwyczajów wojennych”. Słowem, raz jeszcze – jakie kobiety i dzieci?
Wbrew temu, co opowiada się w mediach III RP – na Ukrainę nie najechała Złota Orda. Wojna jest brutalna, niszcząca, stanowi straszliwą traumę dla ludności cywilnej. Ale nikt nie bierze w niej jasyru. Siły Zbrojne Rosji ani milicje republik ludowych nie porywają cywilów – bo niby po co? Tam są przesuwane granice, niszczy się bezwzględnie wojsko przeciwnika, ale przecież nawet kijowska propaganda, przy całym swym prymitywizmie nie twierdzi, że jest to wojna o d…!
Kto bogatej Polsce zabroni?
No więc skąd niby miałyby się wziąć beneficjentki funduszu imienia błogosławionego ministra Dworczyka? Ruscy je porwali, niczym Rzymianie Sabinki, a potem oddali po odkochaniu?
Przecież to bzdura aż bijąca w oczy nawet sentymentalnych i tkliwych na niewieścią niedolę Polaków. Z budżetu III Rzeczypospolitej już wyasygnowano 8 milionów złotych, a zbliżoną hojność mają okazać kolejne spółki Skarbu Państwa, fundusze, agencje i wszystko to, co też jest naszymi pieniędzmi, tylko już całkiem wyprowadzonymi poza społeczną kontrolę i świadomość.
Dzięki tej NASZEJ, nas wszystkich hojności – jakieś kobiety na Ukrainie czy też ukraińskie imigrantki w Polsce dostaną po 10.200 zł jednorazowo i dalszą pomoc finansową o nieokreślonej jeszcze bliżej wysokości. Przewidziany jest również zasiłek „na dzieci”, bo to zawsze lepiej brzmi. By dostać zasiłek rodzinny, niegdyś zupełnie podstawowy i oczywisty – dochód na członka polskiej rodziny nie może obecnie przekroczyć 674 zł miesięcznie.
Dzięki nieprzekroczeniu progu, rozprasowanego obecnie przez inflację – dostaje się 95 zł miesięcznie na dziecko do 5. roku życia, 124 zł na te w wieku 5-18 lat i 135 zł między 18 a 24 rokiem życia. Kryterium dochodowe dla sławnego 500+ – to obecnie 800 zł na osobę. Dziecko ukraińskie, będące obywatelem Ukrainy i z obojga ukraińskich rodziców, którzy zginęli podczas wojny – dostanie od państwa polskiego 643 zł BEZ WZGLĘDU na dochód.
Skąd taka nierówność? Bo tak błogosławiony Dworczyk postanowił o twoich pieniądzach, ty onuco!
Niestety, są sieroty wojenne na Ukrainie. Im szybciej ta wojna się skończy – tym będzie ich mniej i to byłby właściwy kierunek pomocy ukraińskim dzieciom. Ale jest też bieda w Polsce. Głęboka, rozszerzająca się, pozbawiająca wszelkiej nadziei. I będzie coraz bardziej odczuwalna, bo błogosławiony minister Dworczyk rozdaje polskie pieniądze Ukrainkom twierdzącym, że rosyjski najazd wywołał w nich traumę paraliżują na całe dwa dni wszelką aktywność na Tinderze!