O niesamowitym wyznaniu demonów

O niesamowitym wyznaniu demonów

Andrzej Sarwa

Pewnego razu w Kolonii, w kościele św. Piotra, spotkały się dwie opętane przez demony kobiety, mając nadzieję, iż zostaną w świętym miejscu uwolnione od cierpień.
Podczas egzorcyzmów, gdy demony jęły przemawiać ustami opętanych, tak jednemu, jak i drugiemu zadano pytanie, czy nie chciałyby powrotu do chwały wiekuistej w niebie.
Obydwa duchy zgodnie oświadczyły, że tak. A oto słowa jednego z nich:
- Gdyby był słup żelazny, od ziemi aż po samo niebo sięgający, cały pokryty rozżarzonymi kolcami, zadziorami i hakami bardzo ostrymi, a mnie pozwolono, pokutując cierpieć, ciało ludzkie przyoblekłszy, mógłbym bez ustanku, aż po sam Dzień Sądu Ostatecznego wspinać się po słupie owym w górę i ześlizgiwać w dół, byle móc odzyskać tę chwałę, której byłem uczestnikiem, to wszystko dobro, które utraciłem. (Caesarius libro 5. capite 10., wg.: ZWIERCIADŁO PRZYKŁADÓW: Wiecei nizli od pięćdziesiąt Pisarzów, pobożnością, nauką, y starowiecznością przezacnych: także z rozmaitych Historiy z Traktatów Kościelnych wyięte, przez iednego nie mianowanego, ktory żył około Roku Pańskiego 1480. Potym przez X. Jana Maiora Societatis Iesu, dowodem samych Autorow obiasnione: tudzież więcey nizli stem y sześćdziesiąt Przykładów rozszerzone. Potym z X. Antoniego Dauroulciusa Societatis Iesu, który wiele znamienitą Księgę Flores Exemplorum abo Cathechismum Historialem, wydał szeroko rozwiedzione. Y naostatek Przez X. Symona Wysockiego Societatis Iesu kapłana, na Polskie znowu przełożone y sporządzone. Każdy nowy Tytuł y Przykład z gwiazdką iest naznaczony y do swych Tytułów y materyi, porządkiem abecadła Polskiego na mieyscu swym położony. Z dozwoleniem Starszych. Cum Gratia et Priuilegio S.R.M. w KRAKOWIE, w Drukarni Macieia Andrzeiowczyka, Roku Pańskiego 1624.). 

Cudowny wizerunek Matki Bożej uwalnia opętaną

Tomasz Morus (1480 - 1535) powiada, że za jego czasów wiele się w Anglii stało cudów, przy obrazach świętych, szczególnie Matki Bożej. Na dowód tego takie oto przytacza opowiadanie:
Pewna dwunastoletnia dziewczynka, córka szlachetnego człowieka, sir Ryszarda Wentunorthy, została opętana przez demona, który wszedł w jej ciało.
Dostawała szału, w którym potwornie bluźniła Panu Bogu, używając przy tym sprośnych słów. Brzydziła się wszelkimi poświęconymi przedmiotami. A co zadziwiające, rzecz niepoświęconą od poświęconej nieomylnie odróżniała. Wydaje się, że są to dowody wskazujące na rzeczywiste opętanie (posesję). 
Miewała jednak - co normalne - przebłyski świadomości, kiedy to w pełni odzyskiwała jasność umysłu. Wówczas prosiła, by ją ratowano, a nawet sama postanowiła poszukać ratunku.
Udała się tedy do pewnego miasteczka, w którym znajdował się cudowny wizerunek Matki Najświętszej. W czasie drogi różne dziwne rzeczy się z nią działy. Chociaż dziecko jeszcze, miewała uczone dysputy, które w podziwienie wprawiały doktorów i profesorów. Ale poza tym zachowywała się normalnie.
Dopiero gdy przybyła na miejsce i doprowadzono ją przed cudowny obraz, demon jął targać jej ciałem. Dostała drgawek i konwulsji, jej twarz wykrzywiła się potwornie, zmieniły rysy, usta rozciągnęły, a oczy nieomal nie wyskoczyły z orbit, tak iż nikt bez lęku nie mógł na nią patrzeć.
Wkrótce ów atak minął, a demon uwolniwszy ciało dziewczynki odszedł, pozostawiając ją w spokoju.
Stało się to w obecności licznych świadków, którym nie ma powodu nie dać wiary. (Tamże, s. 751 – 752.).

Św. Wincenty Ferrariusz i opętana

Św. Wincenty Ferrariusz (ok. 1350-1419), dominikanin, był nie tylko pobożny i uczony, ale i wielce urodziwy. Z tego powodu, podczas jego pobytu w Walencji, przytrafiła mu się taka oto przygoda:
Pewna piękna kobieta zapałała do świętego taką żądzą cielesną, że postanowiła go uwieść za wszelką cenę. Udała tedy chorą i posłała po Wincentego, aby ów ją wyspowiadał.
Kiedy święty przybył, oświadczyła mu, że go kocha, pożąda i pragnie. Odrzuciwszy prześcieradło, którym była okryta, ukazała mu się naga, namawiając i kusząc do grzechu. Wincenty jednak nie uległ pokusie, ale zgromiwszy ową kobietę, czym prędzej wyszedł z jej domu.
Wtedy zaś w jej ciało wstąpił szatan. Począł nią rzucać i targać, wydawać niesamowite głosy. Na próżno modlono się i egzorcyzmowano opętaną. Zły duch przez jej usta oświadczył:
- Nigdy mnie z tego ciała nie będziecie mogli wygnać, aż przybędzie tu ów człowiek, który w pośrodku ognia będąc, żadnej szkody nie poniósł.
Nie wiedziano o czym zły duch mówi i różne powstawały domysły. W końcu ktoś wpadł na pomysł, aby ową kwestie rozstrzygnął słynący z uczciwości św. Wincenty Ferrariusz.
Ów zaś - mimo, że się początkowo wzbraniał - przybył w końcu do domu owej opętanej, gdzie zaczął się modlić w jej intencji. Na to demon, który obsiedlił piękne ciało, jął wydawać przerażające głosy, aż w końcu oświadczył:
- Oto przybył człowiek, który w pośrodku ognia będąc, żadnej szkody nie poniósł. Niestety... teraz muszę odejść.
To wyrzekłszy, kilka razy jeszcze szarpnął ciałem opętanej, potwornie je wyprężył, a potem z krzykiem z niego wyszedł, zostawiając ją poły umarłą. (Ex vita S. Vincentij Ordinis Praedicatorum libro 1. cap. 12 apud Surium, wg.: Tamże, s. 798 – 800.).

Pokora zwycięża złego ducha

Opowiada opat Daniel, iż w czasach ojców pustyni, pierwszych pustelników, pewna dziewczyna, córka znamienitego ojca, mieszkająca w Babilonie, została opętana przez złego ducha.
Na nic się zdały modlitwy, posty, egzorcyzmy. Demon uparcie tkwił w jej ciele, nie dając się stamtąd wyrzucić. 
Nie trzeba nikogo przekonywać, że biedny ojciec, widząc tak wielkie udręczenie dziecka, które kochał nad życie, nieomal od zmysłów odchodził.
Uchwycił się tedy rady pewnego kapłana, z domem ich zaprzyjaźnionego, który rzekł:
- Szczególny to przypadek i nad wyraz ciężki. Jedyna wasza nadzieja, w którymś z pustelników. Skoro nadejdzie dzień targowy, jeden z nich przybędzie do miasta by sprzedać koszyki, które plotą na puszczy, by zarobić na swe utrzymanie. Ty je kup od niego i rozkaż by po zapłatę zgłosił się do twego domu. A gdy już się tam znajdzie, staraj się go przekonać, iżby się modlił o uwolnienie twojej córki od ducha ciemności.
I tak się stało.
Skoro pustelnik stanął w bramie domu owego pana, opętana, miotając bluźnierstwa, cała w drgawkach, wyjąc i rycząc, wybiegła mu naprzeciw, a stanąwszy przed starcem pustelnikiem, z całej siły uderzyła go w twarz.
On zaś na to, pomny słów Zbawiciela, że ''gdy cię ktoś uderzy w jeden policzek, nadstaw mu i drugi'', właśnie dokładnie tak uczynił.
Wtedy zły duch strasznym głosem zawołał:
- Och! przeklęta pokora, przez którą zostałem pokonany! Teraz muszę odejść i wstrząsnąwszy jeszcze kilka razy ciałem dziewczyny, rzucił ją na ziemię, gdzie leżała jakiś czas zemdlona, a skoro się ocknęła, była już wolna i zdrowa. (Ex lib: Doct: Patrum lib: de Humilitate, num: 5., wg.: Tamże, s. 875.).

***
Pewnego razu przyprowadzili ludzie, do starca, świątobliwego pustelnika do Tebaidy, człowieka opętanego. A demon go zamieszkujący nie poddawał się żadnym egzorcyzmom.
Starzec ów jął się modlić i prosić Boga o uwolnienie nieszczęśnika. Na to demon przez jego usta rzekł:
- Wyjdę z niego, jeśli mi poprawnie odpowiesz na takie oto pytanie: Kim są kozły, mające stanąć na Sądzie Bożym po lewicy, a kim baranki, których miejsce jest po prawicy Majestatu?
Pustelnik na to bez namysłu odparł:
- Kozły, to tacy jak ja. Zaś baranki sam Pan Bóg zna tylko.
Szatan usłyszawszy owo, zawołał głosem wielkim:
- Oto dla twojej pokory wychodzę!
I w tejże chwili wyszedł. (Ibidem num.: 27, wg.: Tamże, s. 876.).

Pysznego mnicha Szatan w ogień wrzucił

Pewnego razu św.św. Pachomiusz i Palemon rozpalili ogień, aby się rozgrzać. Na ów widok mnich pewien zawołał:
- Kto z was w ów ogień wejdzie i tam, bezpiecznie, pacierz odmówi? - a pytał o to powodowany pychą, mając się za świętego.
- Zaprzestań bracie tego szaleństwa! - strofowali go święci.
On jednak upierał się przy swoim, w końcu zaś stanął wpośród ognia, na rozżarzonych węglach i... rzeczywiście ogień mu nie szkodził! 
Stojąc tam, naśmiewał się z Pachomiusza i Palemona, drwiąc:
- I gdzież wiara wasza?!
Skoro nadeszła noc, udał się do swojej celi, gdzie ujrzał piękną kobietę, która z płaczem prosiła go, by jej udzielił schronienia, bo jest - rzekomo - prześladowana przez wrogów. Ulitował się nad nią nich i zezwolił by spędziła noc w raz z nim w tej samej celi.
Skoro ułożył się do snu, przed oczyma stanął mu obraz owej kobiety, która spoczywała w pobliżu i zapłonął grzeszną do niej namiętnością. Czym prędzej zatem podniósł się z pryczy, aby żądzę zaspokoić i wówczas - natychmiast - w ciało jego wstąpił demon - bo kobieta owa była demonem w ludzkiej postaci - i targając nim, rzucał nim o ziemię.
Później zaś, przymuszony przez złego ducha, uciekł ów mnich z klasztoru i pognał precz - przed siebie, gdzie oczy poniosą, długo błądząc po pustkowiu. Gdy na koniec przyszedł do pewnego miasta, tam się w wielki piec rzucił i żywcem zgorzał. (Thomas Vantip. libro 2. cap: 39. par: 9, wg.: Tamże, s. 691.).
========================

UDRĘCZENI PRZEZ DEMONY

opowieści o szatańskim zniewoleniu

z różnych autorów zebrał, ale i własnym piórem opisał i do druku podał

Andrzej Sarwa

* * *

Książka niniejsza jest dostępna w wersjach papierowej:

wydawnictwo.armoryka@armoryka.pl

Wydawnictwo Armoryka Marta Elżbieta Sarwa

w postaci e-booka:

https://virtualo.pl/ebook/udreczeni-przez-demony-opowiesci-o-szatanskim-zniewoleniu-i5686/

i audiobooka:

https://virtualo.pl/audiobook/udreczeni-przez-demony-opowiesci-o-szatanskim-zniewoleniu-i795/
	

Po wybuchu w Przewodowie. Wiceszef MON: Pocisk powinien ulec samozniszczeniu

Po wybuchu w Przewodowie. Wiceszef MON: Pocisk powinien ulec samozniszczeniu

https://nczas.com/2022/11/18/po-wybuchu-w-przewodowie-wiceszef-mon-pocisk-powinien-ulec-samozniszczeniu/

Mówimy o jednorazowym uderzeniu ukraińskiej rakiety obrony przeciwrakietowej – taki pocisk nie osiągając celu powinien ulec samozniszczeniu; tu najprawdopodobniej coś nie zadziałało; sprawę muszą wyjaśnić śledczy – powiedział w rozmowie z „Gazetą Polską Codziennie” wiceszef MON Wojciech Skurkiewicz.

W piątkowym wydaniu „GPC” opublikowano rozmowę z wiceszefem MON, w której zapytano go, czy wiadomo już, co dokładnie zdarzyło się w Przewodowie.

Jedno, co można z całą pewnością stwierdzić to to, że była to rakieta produkcji rosyjskiej, czy jeszcze wcześniej – radzieckiej – powiedział Skurkiewicz.

Jak dodał, ze strony MON do wsparcia śledczych skierowani zostali eksperci z WAT oraz Wojskowego Instytutu Techniki i Uzbrojenia. – To są najlepsi fachowcy, którymi dysponuje minister obrony narodowej. W pełni angażujemy się w to, aby sprawa została dogłębnie wyjaśniona – powiedział wiceszef MON w rozmowie z „GPC”. Dodał, że wykluczyć nie można, iż w śledztwie weźmie udział również strona ukraińska.

Proszę pamiętać, że mówimy o jednorazowym, jednopunktowym uderzeniu rakiety obrony przeciwrakietowej systemu ukraińskiego. Taki pocisk, nie osiągając celu – rakiety manewrującej – powinien ulec samozniszczeniu. Tutaj najprawdopodobniej coś nie zadziałało. Jak dokładnie do tego doszło, muszą wyjaśnić śledczy – zaznaczył Skurkiewicz.

ŚWIAT SIĘ BUDZI



ŚWIAT SIĘ BUDZI

W roku 1939 ówcześni „ludzie roku” i ich sponsorzy zagrali do jednej bramki.

Czy obecnie mamy jakiekolwiek gwarancje, że ci dzisiejsi grają naprawdę do przeciwnych?

  Sławomir M. Kozak 2022-11-18 https://www.oficyna-aurora.pl/aktualnosci/swiat-sie-budzi,p2123762422

Opiniotwórczy (czyli – wiadomo bez audytu – czyj) magazyn Time, w 1938, człowiekiem roku wybrał niejakiego Adolfa Hitlera, zaś rok później kolejnego zbrodniarza – Józefa Stalina. Zresztą ten ostatni otrzymał to wyróżnienie ponownie w roku 1942. W tym samym przecież roku, w którym odkryto masowe groby w Katyniu. A pierwsze informacje o tej zbrodni Anglicy mieli już w roku 1940, dzięki raportowi rotmistrza Koźlińskiego, który widział wrzucanie ciał do dołów śmierci. Z raportem tym zapoznał się osobiście Churchill. 

Warto w tym miejscu przypomnieć, że człowiekiem roku 2007, według wspominanego Time, został Władimir Putin, a 2008 – Barack Obama. Ten ostatni – na zachętę, bo przecież nie za jakieś wcześniejsze dokonania! Dopiero pod koniec roku 2008 „wygrał” wybory prezydenckie, a przysięgę złożył na początku roku 2009. Kreatorzy polityki wiedzą jednak lepiej i wcześniej, komu, jaka nagroda się należy. I oczywiście, za które – przeszłe, czy przyszłe – dokonania. I pewnie dlatego człowiekiem roku 2015 redakcja 

Time uznała Angelę Merkel!

W roku 1939 ówcześni „ludzie roku” i ich sponsorzy zagrali do jednej bramki.

Czy obecnie mamy jakiekolwiek gwarancje, że ci dzisiejsi, od roku 2010 grają naprawdę do przeciwnych?

Dziś świat się budzi, a dzięki takiemu medium, jak Internet, wyłapuje ich wszelkie kłamstwa, złodziejstwo i zaprzaństwo, o wiele prędzej, aniżeli jeszcze było to przed wiekiem. Wówczas ich pochód ku pierwszej, a później drugiej wojnie światowej, nie był dostrzegany wszędzie z równą mocą i szybkością. O tym, że szef sztabu Hitlera zarządzał po wojnie sztabem USA, o zatrudnieniu przy amerykańskim programie kosmicznym bandyty von Brauna, konstruującego wcześniej rakiety V1 i V2, których zagadkę z narażeniem życia tropiła polska Armia Podziemna, o maltretowaniu, w amerykańskich przecież, tajnych ośrodkach przez ich niemieckich pomagierów, obywateli tej właśnie bogobojnej do niedawna Ameryki pod pozorem badań nad ludzkim mózgiem (chociażby Ultra Mind Control) i o wielu innych mrocznych stronach działalności polityków i służb specjalnych, dowiadujemy się po półwieczu. Wyjątkowy zbrodniarz, który przeprowadzał eksperymenty na, między innymi,  polskich więźniach Gross-Rosen i Dachau, pułkownik Hubertus Strughold, dyrektor Instytutu Badawczego Medycyny Lotniczej, jak kilkadziesiąt tysięcy mu podobnych, też nie trafił na stryczek. Pod pozorem „badań” nad wpływem na ludzki organizm różnic ciśnienia, zmian temperatur i przyspieszeń, mordował w sposób okrutny Bogu ducha winnych ludzi.

Mało tego, po wojnie został przez Amerykanów wyniesiony na piedestał, nazwany ojcem medycyny lotniczej, a wybitnym naukowcom przyznaje się dziś odznaczenia sygnowane nazwiskiem tej kanalii. (…)

Nadal żyjemy mamieni iluzją pisaną dla nas przez ostatnich kilkadziesiąt lat o wielkiej, demokratycznej, niczym nie skrępowanej przyjaźni Ameryki, czy poczuciu krzywd u obywateli państwa Izrael, którego pierwszy rząd w większości stanowili (nie ścigani) dezerterzy z armii generała Andersa. Później budowę państwa osadzonego w Palestynie zasilały dostawy czeskiej zbrojeniówki i rzesze „uciekinierów” przed fingowanymi w wielu krajach „pogromami”, bo przecież ktoś za ten piach pustyni musiał ginąć. Ale nasz generał był, można by rzec, prekursorem zaczynu pod ten twór. (…) 

Równocześnie powiela się mrzonki o przyjaźni ukraińskiej i nienawiści rosyjskiej. Dopóki nie dopracujemy się elit rzeczywistych, znających historię Polski i świata, żadnej własnej, bezpiecznej polityki historycznej nie wypracujemy. 

Ale wierzę gorąco, że ten proces właśnie się rozpoczyna. Że oto nadeszła pora dowiadywania się prawdy o naszej przeszłości. Bo chcemy coraz łapczywiej poznawać nasze szanse na przyszłość. Na rozwiązanie wielu innych zagadek czekać będziemy kolejne pół wieku, choć samo ich utajnianie mówi chyba o nich niedużo mniej, niż ich ewentualne odtajnienie. Gros tajemnic tego, dzisiejszego świata poznajemy, dzięki sieci i milionom jej użytkowników z szybkością, która nie ma sobie równych w historii. A to napawa optymizmem. Zalecałbym jednak optymizm umiarkowany, bo dostęp do najważniejszych tajemnic będzie okupiony wieloma trudami i wstrząsami. Jednak jest w tym wszystkim iskierka nadziei. Na to, że wygra Człowiek, jako istota żyjąca zgodnie z Dekalogiem, że ku tej wygranej poprowadzi go Bóg, a Jego odwieczny przeciwnik skończy tam, gdzie jego miejsce.

Sławomir M. Kozak

Fragment książki „Operacja Terror”, której kolportaż na platformie Amazon został zablokowany
  Sławomir M. Kozak
www.oficyna-aurora.pl

Podwyżki cen r/r: Tłuszcze 49%, mąki 37%, mięso 32%, nabiał 30 %.

Podwyżki r/r: Tłuszcze 49%, mąki 37%, mięso 32%, nabiał 30 %.

Można mówić już o prawdziwej katastrofie

https://nczas.com/2022/11/18/to-jest-dramat-nadciagaja-kolejne-podwyzki-mozna-mowic-juz-o-prawdziwej-katastrofie/

Producenci i handlowcy będą w większym stopniu przerzucać rosnące koszty na klientów, którzy powinni się szykować na kolejne podwyżki cen w sklepach spożywczych – pisze piątkowa „Rzeczpospolita”, przedstawiając dane, wedle których 60 proc. Polaków zamierza oszczędzać na jedzeniu.

„Wicepremier Henryk Kowalczyk zapowiedział, że Polska skorzysta z możliwości danej przez Komisję Europejską i przedłuży zerową stawkę VAT na żywność, mającą pierwotnie obowiązywać do końca roku. Ceny jednak pójdą w górę, bo producenci żywności coraz mocniej sygnalizują, że wraz z handlem ponoszą największe skutki drastycznego wzrostu kosztów działalności” – czytamy w „Rzeczpospolitej”.

Gazeta podaje, powołując się na badania UCE Research i Wyższych Szkół Bankowych, że w październiku ceny w sklepach były o 26,1 proc. wyższe niż przed rokiem.

„Z kolei najnowsze dane NielsenIQ pokazują, że w ciągu roku do końca września przeciętny koszyk zakupów spożywczych urósł – pod względem ilości produktów – tylko o 1,1 proc., mimo migracji z Ukrainy i zakupów do paczek pomocowych. Pod względem wartości rynek urósł w tym okresie o 13 proc., co pokazuje wpływ wyższych cen na obroty” – informuje „Rz”.

Ceny rosną, ale mimo to konsumenci wciąż nie odczuwają rzeczywistego wzrostu kosztów po stronie producentów, w branży mięsnej to 30 proc. W przyszłym roku lepiej nie będzie, ceny jeszcze mocniej pójdą w górę. Głównie z tego powodu, że nośniki energii są drogie i będą jeszcze droższe – mówi, cytowany przez „Rz”, ekspert Adam Zdanowski.

Dziennik dodaje, że wiele firm bierze wzrost kosztów na siebie, „ale nie można tego utrzymywać w nieskończoność”.

Jak czytamy, podobne problemy występują w innych branżach – produkcji mrożonek czy nabiału. „W branży piekarniczej można mówić już o prawdziwej katastrofie. Koszt energii poszybował, podobnie jak ceny mąki i cukru” – pisze gazeta.

„Rzeczpospolita” przedstawiła zebrane dane z badań UCE Research, WSB, GfK i Nielsen IQ, z których wynika, że największy wzrost cen w sklepach dotknął tłuszcze – 48,8 proc. rdr.

Na kolejnych miejscach znalazły się: artykuły sypkie – 37,3 proc. rdr., mięso – 31,6 proc. rdr., nabiał – 30 proc. rdr., chemia gospodarcza – 24,2 proc. rdr., używki – 23,6 proc. rdr., owoce i warzywa – 22,5 proc. rdr., pieczywo – 21,7 proc. rdr., napoje – 14,8 proc. rdr. oraz dodatki – 14,1 proc. rdr.

Ponadto gazeta zaprezentowała dane, z których wynika, że 60 proc. Polaków planuje oszczędzać na jedzeniu. 40 proc. zamierza postawić na tańsze produkty, a 38 proc. – na promocje. 23. proc. badanych zadeklarowało, że częściej będzie wybierać tańsze marki własne.

Według dziennika sklepy walczą dzisiaj na promocje – już ponad 30 proc. sprzedaży odbywa się w ramach różnego typu ofert – ale takiej sytuacji nie da się utrzymywać w nieskończoność. Tym bardziej, że cierpliwość producentów się kończy.

Nikt nie chce podpisywać długoterminowych umów ani gwarantować cen. Każda kolejna dostawa jest po prostu droższa – powiedział „Rzeczpospolitej” przedstawiciel firmy produkującej słodycze.

Pożoga krwi – króla Francji Karola IX. WIESZCZBA KRWAWEJ GŁOWY (6)

Andrzej Juliusz Sarwa

WIESZCZBA KRWAWEJ GŁOWY (6)

Pożoga krwi – króla Francji Karola IX.

Karola IX przez całe jego niezbyt długie życie w zasadzie fascynowało tylko jedno – krew. Przemoc, gwałt, dominacja, a jakże, ale gdy widział krew, jakby przestawał być człowiekiem i budziła się w nim bestia. Czasami się zdawało, że sens jego życia to zadawanie śmierci i napawanie się widokiem posoki wypływającej z drgających jeszcze ciał zwierząt, a czasem i ludzi. Gdy się patrzyło na tego wysokiego, chudego, lekko przygarbionego i zda się nieporadnego mężczyznę, trudno by było odgadnąć, jaki mrok skrywa w duszy…

Większość swojego gwałtownego i ekstrawaganckiego życia spędził – na epatowaniu się mordami i na wyuzdanej do granic możliwości rozpuście.

Któregoś dnia zarżnął swojego ukochanego psa – pożądanie bowiem widoku krwi, jej zapachu, jej smaku przeważyło miłość do najwierniejszego i bodaj jedynego, jakiegokolwiek miał, odkąd pojawił się na świecie, przyjaciela…

Aż nadszedł moment, w którym krwią się przesycił… a stało się to wówczas, kiedy na jego rozkaz wybito kwiat hugenockiego rycerstwa, gdy nie odpuszczono nawet mentorowi i przyjacielowi Karola IX, admirałowi Coligny, którego król nazywał ojcem…

Oszczerstwo? Król nie mógłby się dopuścić aż takiej ohydy? Być może, ale przecie znane są słowa biskupa Simona Vigor1, który powiedział – usprawiedliwiając owo krwawe rozpasanie nocy św. Bartłomieja, która się zaczęła od zamachu na życie Coligny’ego, że jeśli król nakazał admirała zabić, grzechem byłoby go nie zabijać…

Lecz może biskup kłamał? Na króla przecież można było całą winą zrzucić, bo przecież i tak nie mógł temu oficjalnie zaprzeczyć. A czyż król na wieść o śmierci admirała nie doznał jakby pomieszania zmysłów z rozpaczy?

Ta niebywała orgia krwi wpędziła Karola w obłęd. Obłęd? Może raczej w coś jeszcze gorszego… Jego zachowanie, do tej pory okrutne, a chwilami straszne, stało się jeszcze okrutniejsze i jeszcze straszniejsze. Po kilku godzinach niebywałego podniecenia i nasycenia się zbrodnią król popadł w ciężką depresję, zaczęły się zżerające mu duszę wyrzuty sumienia, aż w końcu, nie mogąc ich znieść, dostał gorączki.

Później zaś jęły nawiedzać go nieustanne krwawe widziadła i wizje, jakieś potworne fantazmaty, zjawy i złudy, ni w dzień, ni w nocy niedające mu chwili wytchnienia. Nękały go halucynacje, w których pomordowani protestanci pokazywali mu – zmieniając się jak w kalejdoskopie – swoje ohydne twarze o barwie szkarłatu. W tych wizjach nawiedzał go także admirał Coligny, który głęboko zaglądał mu w oczy, ale nic nie mówił…

Król nie umiał sobie poradzić z omamami, więc uciekał przed nimi w coraz bardziej chaotyczne i gwałtowne poczynania, w codzienne już nieomal polowania, na których dokonywał niesłychanie okrutnych rzezi wszelkich zwierząt, jakich tylko udało mu się dopaść, nawet i domowych – krów, świń, owiec. Krew chciał zagasić krwią, grozę – grozą, szaleństwo – szaleństwem.

Lecz lęk go nie opuszczał ani na chwilę. Zatem po powrocie z polowań, oddawał się ohydnej, okrutnej, sadystycznej rozpuście, traktując kolejne kobiety tak, jakby miłosne leża, chciał im poprzemieniać w trumny… Ale i to nie przynosiło ukojenia, co najwyżej nieco tylko rozładowywało nieustanne napięcie i odrobinę przyciszało strach, wszechogarniający i wszechobecny.

Król zamieszkał w wiekowej fortecy Vincennes, gdzie zaczął przynajmniej nieco lepiej sypiać. Nie trwało to jednak długo. Znów dopadła go bezsenność i znów przed jego oczami przesuwały się całe procesje zmasakrowanych trupów o ohydnych, pokrytych krwią twarzach…

Wszędzie widział krew, wyczuwał krew, a w ustach czuł posmak krwi… W końcu sam zaczął pluć krwią i pocić się krwią… Wyglądało na to, że niebo wydało wyrok na tego zboczeńca i zbrodniarza…

Choć miał najlepszą opiekę lekarską, jaką w tamtych czasach osobie o takim statusie można było zapewnić, chociaż czuwał przy nim – prócz medyków – najznamienitszy i okryty europejską sławą chirurg Ambroise Paré, żaden z nich nie mógł przynieść cierpiącemu ulgi, nie mówiąc już o wyleczeniu.

Na dodatek król nikogo nie słuchał. W grudniu jeszcze – gdy tylko jakimś cudem pojawiało się u niego trochę siły – wstawał z łoża i gnał na polowania.

Dopiero styczeń 1574 roku unieruchomił go ostatecznie. Gorączka nie ustępowała, oddech słabł, cera najpierw zżółkła, a potem zszarzała, aż w końcu twarz mu mocno poczerwieniała, policzki się zapadły, usta zaklęsły i tylko oczy stały się wręcz ogromne i wyraziste, pełne bólu pomieszanego z obłędem i strachem…

Karol IX miał coraz większą gorączkę i dręczyło go nieustające pragnienie. Całe jego ciało drżało. Błagał lekarzy, iżby mu ulżyli, ale oni bezradnie rozkładali ręce. To było już poza ich możliwościami i kompetencjami, poradzili monarsze, iżby prosił Boga o ulgę w cierpieniu.

Król umierał, bardzo obficie pocąc się krwią, potem chwyciły go tak wyniszczające wymioty, że zdawało się, iż wyrwą z niego wnętrzności… I na przemian wymiotował i opadał wyczerpany w pościel przesyconą posoką do tego stopnia, iż można by ją było wyżąć… i wciąż miał krwawe wizje pomordowanych hugenotów… wciąż… i wciąż…

27 maja zaczęła się agonia. Król umierał z pragnienia, którego żadną miarą nie mógł zaspokoić, w drżeniu i w wielkiej gorączce. Po kościołach odprawiano msze w intencji monarchy, ale lud Paryża czekał już na pogrzeb2

Książkę w wersji papierowej można kupić tu:

Wydawnictwo Armoryka

wydawnictwo.armoryka@armoryka.pl

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierza

e-book tu:

https://virtualo.pl/ebook/wieszczba-krwawej-glowy-i235158/

audiobook tu:

https://virtualo.pl/audiobook/wieszczba-krwawej-glowy-i246215/

1Simon Vigor (1515-1575) – arcybiskup Narbonne.

2 Opis oparty na przekazach historycznych.

Uwalnianie opętanych przez św. Proboszcza z Ars

Uwalnianie opętanych przez św. Proboszcza z Ars

Andrzej Sarwa

Sam nieustannie nękany przez demona, którego nazwał imieniem Grappin, św. Jan Maria Vianney posiadał daną mu od Boga szczególną moc nad złymi duchami, które bez trudu wypędzał z ciał ludzi opętanych przez diabła, przynosząc im ulgę w cierpieniach i wybawienie od potwornych katuszy tak fizycznych, jak i psychicznych. Skuteczność jego egzorcyzmów byłą tak wielka, a sława jego świętości tak ugruntowana, iż biskup dał mu specjalne pozwolenie, by odprawiał obrzęd egzorcyzmów zawsze, ilekroć to sam uzna za konieczne, bez każdorazowego starania się o zezwolenie na to u swojego pasterza diecezji. I Jan Maria rzeczywiście dość często i chętnie korzystał z owego przywileju. 
A oto garść przykładów zaczerpniętych z doskonałego dzieła ks. Trochu:
''Kowal wiejski, Jan Picard, był świadkiem dziwnych scen. Razu jednego, pewien człowiek przyprowadził do Ars swą nieszczęśliwą żoną, która wpadła w furię, wydając dzikie okrzyki. Zobaczywszy chorą, ks. Proboszcz oświadczył, że należy zaprowadzić ją do miejscowego biskupa.
- Dobrze, dobrze! - krzyknęła kobieta, odzyskując nagle mowę, a dźwięk jej głosu dreszczem przejmował obecnych - stworzenie pójdzie z powrotem!... Ach! gdybym miała władzę Jezusa Chrystusa, wszystkich was pogrążyłabym w piekle!...
- To ty znasz Jezusa Chrystusa? - zapytał ksiądz Vianney. Dobrze więc. Zanieście ją przed stopnie wielkiego ołtarza.
Mimo oporu, czterech silnych ludzi tam ją zaniosło. 
Wówczas podszedł ks. Vianney, i na głowie opętanej położył swój relikwiarz. Na razie kobieta stężała w bezruchu, jakby umarła. Po chwili jednak podniosła się o własnych siłach i szybkim krokiem zupełnie spokojna; przeżegnała się wodą święconą i uklęknęła jak wszyscy. Dawne ataki już się nie powtórzyły. (...)
Pewna biedna staruszka z okolic Clermont Ferrand, którą uważano za opętaną, obudziła szczególniejszą litość w Piotrze Oriol, jednym z ''przybocznych gwardzistów'' naszego świętego. Opowiada on, iż nieszczęsna ta kobieta, przez cały dzień śpiewała i pląsała dziko na rynku przed kościołem. Gdy dano jej napić się kilka kropel wody święconej, dostała ataku furii i poczęła kąsać mury kościelne, raniąc sobie usta aż do krwi. Syn jej nie wiedział co począć. Jeden z obecnych kapłanów zaprowadził ją pomiędzy plebanię a kościół, na drogę którą przechodzić miał ks. Vianney. Skoro tylko święty Proboszcz udzielił nieszczęśliwej błogosławieństwa, zaraz uspokoiła się całkowicie. Syn jej później opowiadał, że choć cierpiała ataki już od lat czterdziestu, nigdy jeszcze nie wpadła w tak wielki szał, jak w Ars. Odtąd strasznie dręczące staruszkę ataki, już się więcej nie powtórzyły.
Wieczorem dnia 27 grudnia 1857 roku, wikariusz kościoła świętego Piotra w Avinionie, wraz z matką przełożoną Franciszkanek z Orange, przywieźli do Ars młodą nauczycielkę, zdradzającą wszelkie objawy szatańskiego opętania. Arcybiskup Awinioński sam badał tę sprawę i poradził, by zawieziono nieszczęsną do księdza Vianne'a. Nazajutrz z rana wprowadzono ją do zakrystii w chwili, gdy Mąż Boży miał właśnie ubierać się do Mszy św. Opętana próbowała wydostać się za drzwi.
- Za dużo tu ludzi! - wołała.
- Za dużo ludzi? - odparł święty. W takim razie wszyscy wyjdą.
Na dany przez niego znak, obecni usunęli się i pozostał tylko on sam z nieszczęsną ofiarą szatana.
Zrazu w kościele słychać było z zakrystii niewyraźny szmer: ale wkrótce zaczęły dobiegać słowa. Ksiądz wikariusz z Avinionu, stojąc pod drzwiami, podchwycił taką rozmowę:
- Chcesz więc koniecznie wyjść? - pytał Proboszcz z Ars.
- Tak! - odpowiedziała dziewczyna.
- A dlaczego?
- Gdyż jestem w towarzystwie człowieka, którego nie lubię.
- Więc mnie nie lubisz? - pytał dalej ksiądz Vianney.
Przeraźliwie rzucone: - ''Nie!''... - było odpowiedzią złego ducha, dręczącego nieszczęśliwą dziewczynę.
Gdy drzwi otwarto, już moc świętego odniosła zwycięstwo: skupiona, w skromnej postawie, płacząc z radości i wdzięczności, młoda nauczycielka ukazała się w progu. Po chwili wyraz lęku odbił się na jej twarzy. Zwróciwszy się do księdza Vianney'a, rzekła:
- Obawiam się, by ''on'' nie powrócił.
- Nie, moje dziecko, nie wróci; a przynajmniej nie rychło - odparł święty.
I rzeczywiście ''on'' już nie powrócił, i młoda dziewczyna mogła znowuż przystąpić do dawnych zajęć jako wychowawczyni w mieście Orange.
25 lipca 1859 r. (...) około godziny ósmej wieczorem, przyprowadzono do niego z wielkim trudem kobietę, która uchodziła za opętaną. Towarzyszący jej mąż, wszedł z nią na podwórze plebani, zaś p. Oriol, wraz z wielką liczbą osób przybyłych, czekali przy bramie. W chwili, gdy ksiądz Vianney dokonywał egzorcyzmu, usłyszano na podwórzu trzask, jakby gwałtowne łamanie gałęzi. Wśród obecnych powstał popłoch. Wkrótce przekonali się, że nigdzie żadna gałąź nie spadła; krzaki bzu były nietknięte.
Inna nieszczęśliwa, podejrzana o opętanie kobieta, skoro tylko usłyszała wymówione imię Świętego, stawiała tak silny opór, że nie zdołano jej sprowadzić do Ars. Zaproszono więc świętego do domu, w którym mieszkała. Nie zastawszy jej w mieszkaniu, w dalszym pokoju oczekiwał jej powrotu. Chociaż kobieta nie wiedziała o jego obecności, gdy zbliżała się do domu, chwyciły ją gwałtowne konwulsje.
- On jest niedaleko, ten klecha!... - krzyczała.
I tym razem święty spełnił swe zbawcze posłannictwo.
Dnia 23 stycznia 1840 r., po południu, miał Proboszcz z Ars fantastyczne zdarzenie przy konfesjonale.
Jakaś kobieta, przybyła z okolicy le Puy en Velay, która zrazu niczym szczególnym się nie wyróżniała, zbliżyła się do Trybunału Pokuty. Stało wtedy przy kaplicy św. Jana Chrzciciela, czekając swej kolei, około dziesięciu osób, a w ich liczbie były: Maria Boyat oraz Genowefa Filliat. Obie one dosłyszały, jak ksiądz Vianney, zachęcał przybyłą, by zaczęła oskarżać się z grzechów. Nagle odezwał się jakiś dziwny, silny a odrażający głos:
- Popełniłem jeden tylko grzech i tym pięknym owocem dzielę się z każdym, kto tego zechce... Podnieś rękę, rozgrzesz mię!... O ty ją nieraz dla mnie podnosisz, gdyż ja często jestem przy twoim konfesjonale...
- Tu quis es? (Ktoś ty?) - zapytał święty.
- Magister Caput (Mistrz Głowa) - odparł szatan, i dalej krzyczał po francusku:
- Ach, czarna ropucho! Jakież ty mi zadajesz męki!... Powtarzasz ciągle, iż chcesz opuścić swoje stanowisko... Czemu tego nie czynisz?... Inne czarne ropuchy, mniejsze mi, niż ty, zadają męki''.
- Napiszę do biskupa, aby ci kazał wyjść.
- Tak? - A ja sprawię, że ci ręka drżeć będzie, iż nie zdołasz napisać... Nie wywiniesz mi się, czekaj!... Silniejszych od ciebie zdobyłem... Jeszcze nie umarłeś... Gdyby nie Ta... (tu wstrętnie grubiańskim wyrazem nazwał Najświętszą Pannę) tam, w górze, już byśmy cię mieli, ale Ona cię ochrania, razem z tym wielkim smokiem (świętym Michałem) co stoi przy drzwiach twego kościoła... Powiedz, dlaczego tak wcześnie wstajesz. Jesteś nieposłuszny fioletowej sukni!... (swemu biskupowi). Czemu tak proste kazania mówisz?... To sprawia, że uchodzisz jeszcze za nieuka. Czemu nie głosisz kazań w wielkim stylu, jak to bywa w miastach?...
Kilka minut trwały te szatańskie wymysły, skierowane kolejno, to do biskupa Devie z Belley, to do biskupa de Bonald z Le Puy, (...) potem do różnych kapłanów, wreszcie znów do samego Proboszcza w Ars. I zły duch, który w zachowaniu się każdego z nich miał coś do zaznaczenia, mimo woli musiał wyznać nieposzlakowaną cnotę świętego sługi Bożego.


***
Proboszcz z Ars, którego wzrok przenikał świat tajemnic, okazywał się niezmiernie srogim dla wyznawców okultyzmu i spirytyzmu.
Co sprawia, że stoliki wirują i wróżą? - zapytano kiedyś nieszczęsnej opętanej, która na rynku w Ars znieważała przechodniów. 
- To ja czynię... odrzekła kobieta, dręczona przez złego ducha. - Wszystko to jest moją sprawą.

Proboszcz z Ars był zdania, że piekielny zwodziciel tego dnia powiedział prawdę. (Ks. dr Franciszek Trochu: PROBOSZCZ Z ARS..., s. 231 – 235.).
=============================

UDRĘCZENI PRZEZ DEMONY

opowieści o szatańskim zniewoleniu

z różnych autorów zebrał, ale i własnym piórem opisał i do druku podał

Andrzej Sarwa

* * *

Książka niniejsza jest dostępna w wersjach papierowej:

wydawnictwo.armoryka@armoryka.pl

Wydawnictwo Armoryka Marta Elżbieta Sarwa

w postaci e-booka:

https://virtualo.pl/ebook/udreczeni-przez-demony-opowiesci-o-szatanskim-zniewoleniu-i5686/

i audiobooka:

https://virtualo.pl/audiobook/udreczeni-przez-demony-opowiesci-o-szatanskim-zniewoleniu-i795/
	

Więcej uroczystości – mniej niepodległości

Więcej uroczystości – mniej niepodległości

Stanisław Michalkiewicz  http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5284 17 listopada 2022

11 listopada przypada święto odzyskania przez Polskę niepodległości. Ustanowione zostało akurat tego dnia, by w ten również sposób umocnić kult Józefa Piłsudskiego, na którym sanacja fundowała sobie moralną legitymację władzy, podobnie jak PZPR na granicy na Odrze i Nysie. Tak naprawdę bowiem 11 listopada w Polsce nie wydarzyło się nic ważnego, jeśli chodzi o niepodległość państwa.

Niepodległość Polski została proklamowana 7 października 1918 roku przez Radę Regencyjną, która za podstawę tej proklamacji przyjęła 13 punkt listy amerykańskich celów wojennych, mówiący o niepodległej Polsce z dostępem do morza i gospodarką regulowaną traktatami. Józef Piłsudski, przyjmując z rąk Rady Regencyjnej władzę nad wojskiem. Musiał chyba uznawać jej władzę, podobnie, gdy kilka dni później przejmował z rąk tejże Rady, która następnie się rozwiązała, pełnię władzy nad państwem, jako jego Naczelnik. Skoro przekazała mu władzę nad państwem, to znaczy, że państwo, czyli różne jego agendy, albo były już zorganizowane, albo znajdowały się w trakcie organizacji. Można tedy powiedzieć, że 10 listopada Józef Piłsudski przyjechał na gotowe. Ale mniejsza o to, chociaż szkoda, że wśród tylu uroczystości żadna chyba nie była poświęcona Radzie Regencyjnej, której uczestnicy, podobnie jak ich zasługi, są niemal zapomniane.

Więc uroczystości jest bez liku, bo każdy na rok przed wyborami, chce pokazać jakim to jest szermierzem niepodległości. Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński z tej okazji odgrzał nawet miesięcznicę smoleńską, chociaż przezornie wolał przemawiać pod pomnikiem Józefa Piłsudskiego, a nie pod pomnikiem prezydenta Lecha Kaczyńskiego, chociaż jego kult, a nawet zdolności profetyczne, wprawdzie jeszcze nie dorównują rozmachowi kultu Józefa Piłsudskiego, ale parzcież jesteśmy dopiero na początku drogi. W swoim przemówieniu Naczelnik Państwa dał do zrozumienia, że niepodległość Polski znajduje się dzisiaj w delikatnym momencie.

To akurat prawda, ale jeśli już tak szczerze o tej niepodległości rozmawiamy, to warto przypomnieć, że do tej delikatności Jarosław Kaczyński przyłożył rękę i to nie raz. Zresztą nie on jeden, bo również Donald Tusk, również Aleksander Kwaśniewski, którego uważam za prawdziwe nieszczęście dla Polski, podobnie jak Leszek Miller, a nawet niektórzy przedstawiciele przewielebnego duchowieństwa, figurujący w kartotekach Służby Bezpieczeństwa. W referendum akcesyjnym w czerwcu 2003 roku wszyscy oni, ponad podziałami, zgodnie stręczyli Polsce Anschluss, podobnie jak wcześniej – „plan Balcerowicza”, wobec którego – podobnie jak wobec Anschlussu – „nie było alternatywy”. Tymczasem w roku 2003 mijało 10 lat od wejścia w życie traktatu z Maastricht, który w sposób zasadniczy zmieniał formułę funkcjonowania Wspólnot Europejskich – bo Unia, jaklo odrębny podmiot prawa międzynarodowego, powstała dopiero 1 grudnia 2009 roku, po ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Traktat z Maastricht odchodził od formuły konfederacji, czyli związku państw, czyli „Europy Ojczyzn”, ku formule federacji, czyli państwa związkowego, a więc Rzeszy, której państwa członkowskie będą częściami składowymi. A czy część składowa jakiegokolwiek państwa jest niepodległa? To wykluczone, ponieważ podlega władzom tego państwa, właśnie jako jego część składowa. Przypuszczenie, że Jarosław Kaczyński, Donald Tusk, Leszek Miller, czy Aleksander Kwaśniewski w roku 2003 mogli o tym nie wiedzieć, byłoby niegrzeczne. A skoro wiedzieli, to dlaczego stręczyli?

Dlatego, że po II wojnie światowej Europa, wskutek dwóch wielkich wojen w XX wieku, które można potraktować również jako europejskie wojny domowe, utraciła znaczenie polityczne. Ilustracją tej degradacji był porządek jałtański, którego gwarantem z jednej strony były Stany Zjednoczone, a z drugiej – Związek Sowiecki, z którym prezydent Roosevelt zamierzał dzielić władzę nad światem, po tym, jak przyłożył rękę do likwidowania Imperium Brytyjskiego, by USA zajęły jego miejsce.

Francja i odtworzona w roku 1949 RFN uznały, że w tych warunkach walka o hegemonię w Europie nie ma najmniejszego sensu i że lepiej wkroczyć na drogę pokojowego „jednoczenia Europy” to znaczy – rozpocząć przekupywanie biurokratycznych gangów, okupujących poszczególne kraje europejskie i w ten sposób, po długim marszu, odzyskać pozycję równorzędną, albo przynajmniej zbliżoną do USA. Ta metoda okazała się strzałem w dziesiątkę, bo biurokratyczne gangi aż przebierały nogami, by ktoś zaczął je przekupywać i dzięki temu 1 maja 2004 roku Anschluss objął państwa Europy Środkowej, oczywiście po uprzednim zlikwidowaniu Jugosławii w ramach wysadzania w powietrze Heksagonalne, które mogłoby stanowić przeszkodę z budowie europejskiego imperium.

Potem nastąpiły dalsze kroki na drodze „pogłębiania integracji”, przede wszystkim w postaci traktatu lizbońskiego, który amputował Polsce, podobnie jak innym państwom członkowskim – z wyjątkiem Republiki Federalnej Niemiec – ogromny kawał suwerenności, poddając je władzy instytucji Unii Europejskiej. Warto przypomnieć, że za ustawą z 1 kwietnia 2008 roku, upoważniającą prezydenta Kaczyńskiego do ratyfikowania tego traktatu, głosował – z pewnymi wyjątkami – zarówno obóz płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm z Jarosławem Kaczyńskim, jak i obóz zdrady i zaprzaństwa z Donaldem Tuskiem. Jarosław Kaczyński, zapytany o to na niedawnym spotkaniu w Nysie, powiedział, że gdyby tego traktatu nie ratyfikował obóz patriotyczny, to ratyfikowałby go obóz zdrady i zaprzaństwa. Słowem – jeśli Polskę pozbawiają niepodległości zdrajcy, to oczywiście fatalnie, bo oni robią to byle jak, podczas gdy obóz patriotyczny robi wprawdzie to samo – ale po Bożemu.

Tymczasem traktat lizboński, a szczególnie ustanowiona w nim zasada lojalnej współpracy, stworzyła możliwość systematycznego wypłukiwania suwerenności z państw członkowskich, bo zgodnie z nią, każde nich musi powstrzymać się przed każdym działaniem, które mogłoby zagrozić urzeczywistnieniu celów Unii Europejskiej. Wystarczy tedy, by Komisja Europejska, czy TSUE napisały, że celem Unii Europejskiej jest „praworządność”, czyli m.in. napuszczanie jednych niezawisłych sędziów na drugich, albo zapewnienie dobrostanu sodomczykom, a już na podstawie tego pozoru legalności można stosować wobec niepokornych bantustanów szantaż finansowy, który miedzy innymi Polskę ma skłonić do subordynacji. Jakby tego było mało, to całkiem niedawno Jarosław Kaczyński osobiście przyłożył rękę do dalszego „pogłębiania integracji”, przy pomocy Lewicy przeforsowując w Sejmie ratyfikację ustawy o zasobach własnych Unii Europejskiej, wyposażającej Komisję Europejską w prawo zaciągania zobowiązań finansowych w imieniu całej Unii i nakładania „unijnych” podatków.

Przypominam to wszystko, bo Jarosław Kaczyński w swoim przemówieniu namawiał Polaków, by w tej sytuacji skupili się wokół rządu, którego on jest akuszerem.

No dobrze – ale co właściwie rząd „dobrej zmiany” zamierza z tym fantem zrobić? Tego już nam Naczelnik Państwa nie powiedział, bo widocznie sam nie wie, czy po zapędzeniu się w kozi róg jest jeszcze jakaś droga odwrotu.

Upadłość FTX. Sam Bankman-Fried prowadził pralnię dolarów, które z USA wędrowały na Ukrainę a potem do Demokratów

UpadłośćFTX. Sam Bankman-Fried prowadził pralnię dolarów, które z USA wędrowały na Ukrainę a potem do Demokratów

[Jednak rzecz jest warta „krótkiej serii”, jak z ckm.. Dlatego daję ten trzeci artykuł. MD]

https://strefainwestorow.pl/artykuly/bitcoin/20221115/teorie-spiskowe-wokol-upadlosci-ftx-czy-sam-bankman-fried-prowadzil

Czy pieniądze amerykańskich podatników darowane Ukrainie wracały poprzez FTX na konta Demokratów i Joe Bidena?

Upadek FTX jest dla wielu bardzo bolesny. Tak naprawdę, jeszcze nie wiadomo, jak skończy się ta historia. Jednak wiadomo na pewno, że mnożą się teorie spiskowe dotyczące bankructwa tej jednej z trzech największych krypto-giełd.

Czy zwolennik Demokratów Sam Bankman-Fried…

Ne da się ukryć, że wiele faktów i osób daje się połączyć ze sobą w mniej lub bardziej wyraźny i sensowny sposób. Otóż Sam Bankman Fried nie ukrywał wcale faktu, że sympatyzuje z Partią Demokratyczną i że jest jej donatorem. Ale to nie koniec – jego matka Barbara Fried, znany naukowiec, jest współzałożycielką fundacji Mind the Gap, która przekazywała środki na kampanię Joe Bidena i Demokratów.

Partnerka Bankmana-Frieda, Caroline Ellison – czyli szefowa zależnej od FTX spółki Alameda Research – jest córką Glenna Ellisona, ważnej persony z MIT. Ten zna się z Garym Genslerem, obecnym szefem amerykańskiego nadzoru finansowego SEC, który w dość bezbolesny sposób udzielił pozwolenia na funkcjonowanie FTX.

Sieć połączeń FTX z Partią Demokratyczną i SEC

Zobacz także: Kim są Sam Bankman-Fried CEO FTX oraz Caroline Ellison CEO Alameda Research – sprawcy największego skandalu w historii kryptowalut

…używał FTX jako pralni?

Ale to jeszcze nie koniec. Na portalach lubujących się w teoriach spiskowych można znaleźć teksty zapewniające, iż autorzy mają dostęp do wiarygodnych źródeł, które zapewniają, że miliardy dolarów podarowane Ukrainie przez rząd federalny USA i jego agendy wróciły do Partii Demokratycznej i Joe Bidena właśnie dzięki FTX.

Zwolennicy tej teorii wskazują, że swego czasu pojawiła się informacja, iż ukraiński rząd zebrał 42 mln USD pod postacią różnych kryptowalut. Tydzień później pojawiła się informacja o wejściu FTX na Ukrainę i nawiązaniu kooperacji z ukraińskim ministerstwem finansów.

Obraz

Twitter pełen jest zdjęć Bankmana-Frieda z politykami. Na przykład z Maxine Waters, wpływową członkinią Partii Demokratycznej, która obecnie lobbuje mocno na rzecz uregulowania rynku cryptos.

Obraz

No i jest jeszcze motyw współpracy FTX z World Economic Forum – czyli organizacją organizującą co roku szczyt w Davos, której lider Klaus Schwab jest zwolennikiem „wielkiego resetu”. Gabriel Bankman-Fried, brat założyciela FTX, pracował dla WEF… Co ciekawe, WEF usunęło z sieci wszystkie strony i podstrony, na których widniało powiązanie z FTX…

Obraz

===============================================

mail:

FTX: Gigant kryptowalutowy – partner WEF – upadłość… Dochodzenie, czy miały miejsce “działania przestępcze”. Sprawiedliwość społeczna oraz programy klimatyczne.

FTX: Gigant kryptowalutowy – partner WEF – upadłość… Dochodzenie, czy miały miejsce “działania przestępcze”. Sprawiedliwość społeczna oraz programy klimatyczne.

Date: 15 novembre 2022Author: Uczta Baltazara https://babylonianempire.wordpress.com/2022/11/15/ftx-gigant-kryptowalutowy-partner-wef-oglosil-upadlosc/

Mający siedzibę na Bahamach, gigant giełd kryptowalutowych FTX ogłosił upadłość – przechodząc od wyceny wynoszącej 32 miliardy dolarów do bankructwa w ciągu dwóch tygodni, po tym jak oszukańczo zainwestował depozyty pięciu milionów inwestorów. Prezes firmy, Sam Bankman Fried (znany również jako SBF) (osobnik z tzw. korzeniami) zrezygnował z pełnienia tej funkcji po tym, jak firma złożyła wniosek o upadłość na podstawie amerykańskiego Chapter 11, który pozwala firmom na restrukturyzację zadłużenia po złożeniu wniosku o upadłość. W tym samym czasie Bahamas Securities Commission zamroziła aktywa firmy, podczas gdy rywal FTX – firmaBinance,ostrzegła, że upadek kryptowalutowego giganta może spowodować efekt domina, wywołujący kryzys w świecie walut cyfrowych podobny do kryzysu finansowego z roku 2008.

https://en.wikipedia.org/wiki/Sam_Bankman-Fried https://en.wikipedia.org/wiki/FTX_(company) https://en.wikipedia.org/wiki/Binance

Na liście inwestorów, którzy uwierzyli w FTX, znajdują się nie tylko entuzjaści kryptowalut, ale także serce światowego kapitalizmu, w tym Blackrock – największa i najpotężniejsza firma inwestycyjna na świecie z siedzibą w Nowym Jorku, która m.in. ma udziały w największych włoskich firmach i bankach, w tym Unicredit, Intesa San Paolo, Telecom Italia, Atlantia i Generali, i która zarabia 14 miliardów dolarów rocznie. Wszystko to nabiera jeszcze większego znaczenia, gdy weźmiemy pod uwagę, że Bankman-Fried wyrobił sobie również pozycję w Waszyngtonie i na Wall Street, także za sprawą znaczących darowizn na rzecz Partii Demokratycznej – jedynie na wybory śródterminowe przeznaczył 40 milionów dolarów https://www.forbes.com/sites/mattdurot/2022/11/08/ahead-of-his-crypto-firms-cash-crunch-billionaire-sam-bankman-fried-spent-tens-of-millions-on-politics/?sh=397acb9fdb79 – oraz że firma widnieje na liście partnerów Światowego Forum Ekonomicznego.

Sam Bankman Fried sfinansował też niedawno kampanię na rzecz zakupu broni dla Ukrainy. Obecnie przebywa na Bahamach wraz ze współzałożycielem FTX – Garym Wangiem oraz dyrektorem technicznym Nishadem Singhem, a wszyscy trzej znajdują się pod nadzorem lokalnych władz, które prowadzą dochodzenie, czy miały miejsce “działania przestępcze”.

Według CoinTelegraph, trzech byłych dyrektorów FTX szuka podobno sposobu na «przeniesienie się» do Dubaju, ale plan ucieczki jest obecnie mało realny ze względu na ścisły nadzór władz. https://cointelegraph.com/news/sam-bankman-fried-is-under-supervision-in-bahamas-looking-to-flee-to-dubai

Bankructwo firmy FTX jest skutkiem pożyczenia ponad połowy środków zebranych od klientów, spółce zależnej Alameda Research, która wykorzystała je do finansowania ryzykownych zakładów. https://en.wikipedia.org/wiki/Alameda_Research

Uściślając, z łącznej kwoty 16 miliardów zebranych, firma Sama Bankmana Frieda pożyczyła 10 miliardów Alamedzie – tworząc grunt pod implozję giełdy kryptowalutowej. Wszystko wyszło na jaw na początku listopada, kiedy Coinbase https://en.wikipedia.org/wiki/Coinbase – jedna z najbardziej wiarygodnych platform internetowych wymiany kryptowalut – opublikowała raport wskazujący, że Alameda Research napompowała swój bilans miliardami dolarów w niepłynnych cyfrowych tokenach wyemitowanych przez FTX. (Tokeny możemy zdefiniować jako informacje cyfrowe stanowiące pewną formę prawa: prawo własności aktywów, dostęp do usługi, odbiór płatności i tak dalej.) https://www.coinbase.com/it/institutional/research-insights/research/weekly-market-commentary/fallout-from-ftx-november-11-2022

Ujawnienie, które skłoniło Binance – największą na świecie platformę handlu kryptowalutami i rywala FTX, do pozbycia się tokenów, wywołując lawinę żądań klientów firmy, chcących odzyskać swoje środki. Po przeprowadzeniu dochodzenia okazało się, że płynne aktywa przedsiębiorstwa – tj. te aktywa finansowe, które gwarantują ich natychmiastową wymienialność na gotówkę poprzez wydanie polecenia płatności – stanowiły jedynie 10 % wszystkich aktywów, a pozostałą część stanowiły inwestycje w zakresie kapitału podwyższonego ryzyka pozbawione płynności (venture capital).

Początkowo, konkurencyjna chińska firma Binance zaproponowała uratowanie amerykańskiej spółki przed upadkiem, ale gdy zobaczyła bilanse pokazujące dziurę na poziomie ośmiu miliardów dolarów, szybko wycofała propozycję przejęcia. Sam Banked Fried – po publicznych przeprosinach – zrezygnował z funkcji CEO, pozostawiając stanowisko Johnowi J. Rayowi III, specjaliście od postępowań upadłościowych. Firma FTX, będąca w bliskich relacjach z globalnymi elitami finansowymi, takimi jak WEF, podążała za dyktatem kapitalizmu interesariuszy, zgodnie z którym korporacje nie są zainteresowane wyłącznie zyskiem, ale także szerszym zadaniem działania dla “dobra” całego społeczeństwa, wytyczając i wskazując drogę naprzód wyznaczoną przez międzynarodową plutokrację.

Również dlatego 30-letni prezes FTX działał w zgodzie z głównymi wyrazicielami owego nowego podejścia ekonomicznego, szukając ich życzliwości, poprzez zaangażowanie w takie przedsięwzięcia globalnego kapitalizmu, jak sprawiedliwość społeczna oraz programy klimatyczne, które wpisują się w parametry ESG (Environmental, social, and corporate governance) – czyli modelu ewaluacji ekonomiczno-finansowej wspieranego przez wielkie światowe instytucje i wiele funduszy inwestycyjnych, w tymBlackrock. Jednakże, po bankructwie firmy, WEF  zdjęło stronę poświęconą współpracy z byłym już gigantem kryptowalutowym. https://www.weforum.org/organizations/ftx

Według Changpeng Zhao – CEO Binance, na przestrzeni najbliższych tygodni możliwe jest bankructwo innych firm, co może wciągnąć bilionowy rynek aktywów cyfrowych w kryzys podobny do tego, którego doświadczył sektor finansowy w roku 2008. Zhao ostrzegł, że rzeczywisty wpływ bankructwa firmy musi dopiero zostać zmierzony.  ‘Wraz z upadkiem FTX zobaczymy efekty kaskadowe’ – stwierdził. Pod koniec swojego wystąpienia na konferencji w Indonezji, Zhao wyraził jednak pewność siebie: według niego, prędzej czy później sektor kryptowalut “odbuduje się” i zrobi to “samodzielnie”.

Na podstawie: https://www.lindipendente.online/2022/11/14/ftx-il-colosso-delle-criptovalute-partner-del-wef-ha-dichiarato-fallimento/

Upadek giełdy kryptowalut FTX. Jak „demokraci” spokojnie prali dolary na Ukrainie

Upadek giełdy kryptowalut FTX. Jak „demokraci” spokojnie prali dolary na Ukrainie.

Media: Umarło kryptomarzenie

https://www.tvp.info/64570606/media-spektakularny-koniec-gieldy-kryptowalut-ftx-jak-upadek-lehman-brothers-umarlo-krypto-marzenie

17.11.2022

Bankructwo trzeciej największej giełdy kryptowalut, FTX, wywołało w tej branży „efekt Lehman Brothers”, banku inwestycyjnego, którego upadek w 2008 r. zapoczątkował krach światowego systemu finansowego – uważają eksperci cytowani przez serwis CNN Business. Umarło kryptomarzenie – pisze portal Axios.

„Świat kryptowalut widział już wcześniej duże straty finansowe i zobaczy je ponownie, jest to bowiem środowisko, w którym roi się od piramid finansowych i oszustów, (…) ale FTX ma znacznie większe znaczenie dla ekosystemu kryptowalut, niż sugerowałby sam rozmiar firmy” – podkreśla Axios.

Gdy krążyły plotki, że założony przez ikonę branży Sama Bankman-Frieda FTX nie jest w stanie zaspokoić swoich wierzycieli, masowa wyprzedaż aktywów przez użytkowników platformy przyspieszyła zarówno upadek firmy, jak i dodatkowy krach cen niektórych z największych na świecie kryptowalut.

Sam Bitcoin stracił 25 proc. swojej wartości w ciągu kilku dni i w poniedziałek jego cena wynosiła 16,5 tys. dolarów według portalu CoinDesk. Rok temu wynosiła 60 tys. dolarów, a analitycy cytowani przez CNN uważają, że może ona spaść poniżej 10 tys. dolarów.

Ether, druga najcenniejsza kryptowaluta na świecie, nie radzi sobie lepiej. Według danych CoinDesk w poniedziałek notowano ją na poziomie około 1230 dolarów, po spadku o ponad 20 proc. w ciągu ostatniego tygodnia.

Solana jest w trakcie „całkowitego upadku[itp., itd… —- md]

========================

https://www.thegatewaypundit.com/2022/11/breaking-exclusive-tens-billions-transferred-ukraine-using-ftx-crypto-currency-laundered-back-democrats-us/

Tens of Billions of US Dollars Were Transferred to Ukraine and then Using FTX Crypto Currency the Funds Were Laundered Back to Democrats in US

By Joe Hoft November 12, 2022

Did you ever wonder where all those billions of dollars were going in Ukraine?  Did you ever wonder why anyone was trusting the elites in US politics like the Bidens with billions in funds going to Ukraine? 

Today it turns out that these were excellent questions.  

We have information that the tens of billions of dollars going to Ukraine were actually laundered back to the US to corrupt Democrats and elites using FTX cryptocurrency.  Now the money is gone and FTX is bankrupt. 

As reported earlier, the FTX crypto company gave at least $40 million to Democrat candidates and causes in the midterms.

Sam Bankman-Fried is Biden’s second biggest donor.

FTX also happens to be related to Ukraine. 

The far-left Washington Post reported on March 3 that Ukraine was dealing in crypto.

The Ukrainian government has gathered more than $42 million in cryptocurrency donations since Saturday, plus digital artwork including a limited edition worth roughly $200,000, according to blockchain analytics firm Elliptic. The challenge is how the country cashes in on these assets to fund its war needs.

Amid the Russian invasion of Ukraine, the CEO of FTX, Sam Bankman Fried has come forward to help a crypto donation project. He humbly announced that FTX will be supporting the Ukrainian Ministry of Finance and other communities in collecting crypto donations for the country. The Ukrainian government has received over $60 million in crypto donations from all over the world.

FTX’s CEO, Sam Bankman Fried highlighted that the war in Ukraine has been dragging on. The country is in full need of humanitarian help […bla, bla…]

Nikt [z postępaków] nie obwinia Ukrainy, a oni otwarcie kłamią. To jest bardziej niszczycielskie niż pocisk.

Nikt nie obwinia Ukrainy, a oni otwarcie kłamią. To jest bardziej niszczycielskie niż pocisk.

[Nawet] Biden stanowczo odpowiada na insynuacje Zełenskiego

https://nczas.com/2022/11/17/biden-stanowczo-odpowiada-na-insynuacje-zelenskiego/

„Nie o tym świadczą dowody” – powiedział prezydent USA Joe Biden, zapytany po powrocie ze szczytu G20 w Indonezji o słowa prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, że „eksplozji w Polsce nie spowodowała ukraińska rakieta”. Wypowiedź amerykańskiego przywódcy cytuje w czwartek agencja Reutera.

Zełenski powiedział w środę, powołując się na dane uzyskane od ukraińskich dowódców wojskowych, że „nie ma wątpliwości, że to była nie nasza rakieta, albo nie nasze uderzenie rakietowe”. Dodał, że Ukraina powinna otrzymać dostęp do miejsca wybuchu.

Jego wypowiedź dotyczyła wtorkowej eksplozji na terenie województwa lubelskiego, w której zginęły dwie osoby. Jak poinformował we wtorek prezydent Andrzej Duda, „absolutnie nic nie wskazuje, że zdarzenie w Przewodowie był to intencjonalny atak na Polskę” i najprawdopodobniej był to nieszczęśliwy wypadek.

„Nie mamy żadnych dowodów, że rakieta została wystrzelona przez Rosję, jest wysokie prawdopodobieństwo, że była to rakieta ukraińskiej obrony” – powiedział prezydent.

Ukraina domaga się niezwłocznego dostępu do miejsca wybuchu rakiety w Polsce dla ukraińskich specjalistów – oświadczył sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony (RBNiO) Ukrainy Ołeksij Daniłow.

„To się robi śmieszne. Ukraińcy niszczą [nasze] zaufanie do nich. Nikt nie obwinia Ukrainy, a oni otwarcie kłamią. To jest bardziej niszczycielskie niż pocisk” – miał powiedzieć ukraińskiemu korespondentowi FT jeden z dyplomatów kraju NATO.

ŹRÓDŁO

===============================

Zełenski idzie w zaparte: Nie mam wątpliwości, że to nie nasz pocisk

17 listopada !!https://nczas.com/2022/11/17/zelenski-idzie-w-zaparte-nie-mam-watpliwosci-ze-to-nie-nasz-pocisk/

============================

prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zamieścił na Twitterze następujący wpis: RF zabija wszędzie tam, gdzie może dotrzeć. Dzisiaj dotarła do Polski. Ten atak na bezpieczeństwo zbiorowe w regionie euroatlantyckim jest eskalacją. Zginęli ludzie. Moje kondolencje dla polskich braci i sióstr! Ukraina zawsze z wami. Należy powstrzymać terror RF.  Solidarność to nasza siła!

Poseł Sławomir Nitras zdecydowanie równiejszy wobec prawa od „gnojów” i „bandy psycholi”, których zaatakował.

Poseł Sławomir Nitras zdecydowanie równiejszy wobec prawa od „gnojów” i „bandy psycholi”., których zaatakował.

Od:Kinga Małecka-Prybyło <pomagam@stopaborcji.pl>

www.stopaborcji.pl
Szanowny Panie,   sąd umorzył właśnie postępowanie wobec posła Sławomira Nitrasa, który w 2018 roku zaatakował nas w trakcie ulicznej akcji informacyjnej na temat aborcji, ubliżając naszym wolontariuszom i uderzając jednego z naszych działaczy. W opinii sądu, szkodliwość społeczna takiego czynu jest znikoma, w związku z czym Nitras nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności.   Niemal w tym samym czasie zapadło 5 kolejnych wyroków skazujących na naszego wolontariusza Adama, który został skazany za ostrzeganie przed skutkami aborcji i deprawacji dzieci w przestrzeni publicznej. Przeciwko Adamowi toczy się obecnie aż 40 procesów sądowych jednocześnie!
Media informują właśnie o tym, że sąd uniewinnił posła Sławomira Nitrasa, który w 2018 roku zaatakował nas w trakcie ulicznej akcji informacyjnej na temat aborcji. Nitras podszedł do naszych działaczy na ulicy i zaczął im ubliżać, nazywając ich „gnojami” i „bandą psycholi”. Zaczął także uderzać jednego z naszych wolontariuszy. Sprawa toczyła się 4 lata i aby w ogóle pociągnąć posła do odpowiedzialności trzeba było uchylenia jego immunitetu przez Sejm Teraz sąd stwierdził, że poseł Nitras faktycznie dopuścił się publicznego znieważenia naszego wolontariusza oraz naruszenia jego nietykalności. Jednocześnie ten sam sąd uznał, że stopień szkodliwości społecznej tego czynu jest znikomy, w związku z czym umorzył sprawę i puścił Nitrasa wolno….   Tymczasem 40 procesów sądowych jednocześnie ma nasz wolontariusz Adam, który koordynuje działania naszej Fundacji na Śląsku. Jest prześladowany za głoszenie prawdy o aborcji i ostrzeganie przed działalnością tzw. „edukatorów seksualnych”. Proszę zobaczyć co spotkało go w ostatnim czasie:   – 17 października 2022: wyrok 1 170 zł grzywny, kosztów i opłat,
– 18 października 2022: wyrok 2 610 zł grzywny, kosztów i opłat,
– 19 października 2022: wyrok 2 320 zł grzywny, kosztów i opłat,
– 26 października 2022: wyrok 1 000 zł grzywny, kosztów i opłat,
– 7 listopada 2022: wyrok 380 zł grzywny, kosztów i opłat.   W sumie tylko przez ostatni miesiąc Adam usłyszał 5 wyroków na łączną kwotę ponad 7 400 zł grzywny i kosztów sądowych. Kilkadziesiąt kolejnych procesów ma Jan, jeden z kierowców naszych furgonetek. Kilkanaście spraw toczy się przeciwko Mariuszowi Dzierżawskiemu, założycielowi naszej Fundacji. W sumie przeciwko nam toczy się obecnie ok. 150 procesów sądowych.   Funkcjonariusze policji, którzy kierują kolejne akty oskarżenia przeciwko naszym wolontariuszom, a także sędziowie, którzy skazują naszych działaczy, całkowicie ignorują postanowienia Sądu Najwyższego. Zarzuty, wysuwane przeciwko nam, dotyczą najczęściej rzekomego „wywołania zgorszenia w miejscu publicznym” poprzez zorganizowane ulicznej akcji informacyjnej, wywieszenie wielkoformatowego billboardu lub przejazd furgonetką  oklejoną dużymi plakatami. Najwyższy organ wymiaru sprawiedliwości w Polsce już 4 razy wypowiedział się w sprawie działań naszej Fundacji, za każdym razem potwierdzając, że to co robimy jest w pełni zgodne z prawem i nie stanowi żadnego „zgorszenia”. Mundurowi i sędziowie nie przyjmują tego jednak do wiadomości.  Orzeczenia Sądu Najwyższego na temat naszej Fundacji są lekceważone, a do sądów bez przerwy trafiają kolejne akty oskarżenia dotyczące wywoływania przez nas rzekomego „zgorszenia”. Kolejne wyroki na naszych wolontariuszy zapadają z dokładnie tych samych paragrafów, z których uniewinnił ich Sąd Najwyższy!  Powyższe przykłady to nie wszystko. Z różnego rodzaju lekceważeniem prawa spotykamy się niemal na każdym kroku.  W ostatnim czasie wyroki sądu dwóch instancji zignorował prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Podlegający mu funkcjonariusze straży miejskiej usiłowali utrudnić nam organizację legalnego zgromadzenia publicznego, w trakcie którego informowaliśmy mieszkańców stolicy o powiązaniach Trzaskowskiego ze środowiskiem aktywistów LGBT i „edukatorów seksualnych”, w którym doszło do brutalnego gwałtu z użyciem przemocy. Pomimo faktu, że dwukrotnie wygraliśmy z Trzaskowskim w sądzie, który potwierdził nasze prawo do organizacji akcji, umundurowanie funkcjonariusze ustawili metalowe zapory na ulicy i blokowali wjazd naszej furgonetki na miejsce zgromadzenia. Zwolennicy aborcji i deprawacji seksualnej dzieci czują się w dzisiejszej Polsce bezkarni. Nic dziwnego, że na ulicach bez przerwy dochodzi do kolejnych napadów na naszych wolontariuszy, dynamicznie rozwija się handel nielegalnymi pigułkami poronnymi, a deprawacja dzieci i młodzieży nabiera tempa. Gdy nasi wolontariusze wzywani są na kolejne przesłuchania i rozprawy, liderzy zorganizowanych grup przestępczych pośredniczący w handlu tabletkami aborcyjnymi publicznie chwalą się pomocnictwem w zamordowaniu kolejnych tysięcy polskich dzieci. Nielegalne pigułki reklamują nie tylko w mediach i na otwartych spotkaniach, ale także np. w Sejmie, gdzie jakiś czas temu jedna z czołowych aktywistek aborcyjnych zareklamowała numer kontaktowy do zamawiania tabletek z głównej mównicy. Praktyczna bezkarność dla aborcjonistów i deprawatorów skutkuje też tym, że wzmagają się podżegania do nienawiści wobec naszych wolontariuszy. Na rozmaitych stronach, kanałach i grupach dyskusyjnych pojawia się coraz więcej komentarzy zachęcających do napadów na naszych działaczy, palenia naszych furgonetek i organizacji zamachów na nasze biuro.
Nie zamierzamy ugiąć się przed tymi prześladowaniami. W najbliższym czasie zamierzamy zorganizować kolejne akcje informacyjne, aby dotrzeć do Polaków z prawdą o aborcji i deprawacji dzieci. Planujemy przeprowadzenie działań m.in. w: Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku, Szczecinie, Koszalinie, Toruniu, Lublinie, Elblągu, Radomiu, Słupsku, Łomży i Łodzi. Chcemy też budować nasze struktury w miejscowościach, w których do tej pory nie byliśmy obecni. Potrzebujemy na ten cel ok. 14 000 zł. Zasięg naszych akcji będzie zależał od zaangażowania naszych wolontariuszy i wsparcia Darczyńców.
Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby umożliwić organizację kolejnych, niezależnych akcji informacyjnych, w ramach których dotrzemy do Polaków z prawdą o aborcji i ostrzeżemy nasze społeczeństwo przed deprawatorami seksualnymi czyhającymi na dzieci.  

Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Naruszanie nietykalności, wyzwiska, obelgi, utrudnianie przeprowadzenia legalnego zgromadzenia – to zdaniem sądu nieszkodliwe wybryki, za które nie powinno się karać. Tymczasem pokazywanie prawdy o aborcji – to wedle wielu sądów poważne wykroczenie, za które sypią się grzywny na wiele tysięcy złotych. Pomimo tych prześladowań, kar finansowych, trudności i ograniczeń, nie zamierzamy się poddać i zaprzestać naszych akcji. Musimy głosić prawdę, gdyż tylko w ten sposób kształtujemy świadomość i sumienia Polaków, przez co ratujemy dzieci przed aborcją i deprawacją. Gdy jesteśmy atakowani ze wszystkich stron, szczególnie ważna jest pomoc naszych Darczyńców, dlatego raz jeszcze proszę Pana o wsparcie.
Serdecznie Pana pozdrawiam,
PS: Do powodzenia naszych akcji w sposób szczególny przyczyniają się Patroni naszej Fundacji, czyli osoby regularnie wspierające nas finansowo. Więcej o naszym programie patronackim w linku.
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl

Nie ma amnestii dla covidowych zbrodniarzy!

Nie ma amnestii dla covidowych zbrodniarzy!

https://pch24.pl/nie-ma-amnestii-dla-covidowych-zbrodniarzy-opinia/

(il. A. Bednarski)

Słyszał ktoś o covidzie? Ostatnio jakby przestał być modny. Zamieciono go pod dywan. Oczywiście nie bez powodu. Bo ci, którzy używali wirusa do represjonowania ludzi, gnębienia rodzin, zamykania biznesów i szerzenia nieszczęść poprzez paraliż opieki zdrowotnej, chcą w ten sposób uniknąć odpowiedzialności…

Co kraj, to obyczaj. Na przykład u nas chiński wirus nagle, gdy wybuchła wojna na Ukrainie, przepadł jak przysłowiowy kamień w wodę. Minister Niedzielski wprawdzie co jakiś czas opowiada jeszcze o swoich falach i o szczepieniach, ale w zasadzie nikt go już nie słucha. Nikt już nie straszy. Ale nikt też poważnie nie mówi o konsekwencjach dla tych, co straszyli.

Covid przestał być potrzebny. Po prostu zrobił swoje. Wystarczyły dwa lata, by zachwiać porządkiem świata, jaki znaliśmy; by przetestować, że ludzie dostosują się do każdej głupoty lansowanej przez władzę, a opór – tak jak w Kanadzie – zostanie zduszony bez przelewu krwi.

W kontekście aktualnych wyborów w Stanach Zjednoczonych, widać jak na dłoni jeszcze jeden „sukces” tego chwilowego bożka o imieniu Covid. Bez niego nikomu by nawet do głowy nie przyszło, by na masową skalę wprowadzać głosowania kopertowe, z czego korzysta się teraz nagminnie, by majstrować przy wynikach wyborów, a czego nauczono się w wyścigu prezydenckim z 2020 roku.

W imię Covida zachwiano systemem politycznym (anulowano demokrację) jedynego mocarstwa, które – gdyby przez dłuższy czas miało silnych konserwatywnych przywódców – mogłoby powstrzymywać kolejne fale Rewolucji w skali globalnej. W sposób mistrzowski (bo nie do udowodnienia) ukradziono wybory 2020 i właśnie trwa rozkradanie kolejnych. Bez większości w obu izbach Republikanie nie zdołają wprowadzić zapowiadanej przez siebie (i dokonanej w części konserwatywnych stanów) reformy systemu wyborczego. Bez reformy – w 2024 roku znów czekają nas „cuda nad urnami”.

I proszę sobie wyobrazić, że w takiej atmosferze (jeszcze przed wyborami) nagle ukazuje się na łamach liberalnego „The Atlantic” artykuł wyrażający podskórny niepokój amerykańskich covidystów. Tekst nosi tytuł… Ogłośmy pandemiczną amnestię (Let’s Declare a Pandemic Amnesty). Autorka, Emily Oster, przytacza historyjkę, jak to jechała z rodziną na rowerach, zakładając maski, gdy tylko widzieli innych rowerzystów, a jej 4-letni syn nagle wrzasnął na inną dziewczynkę: DYSTANS SPOŁECZNY!

Te środki ostrożności były całkowicie błędne – konstatuje autorka. Podobnie jak długi lockdown szkół. Ale jak na liberalny mainstream przystało, stawia ona diagnozę, ale myli się co do leczenia. Dalej, zamiast uderzyć się w pierś, że ignorując ustalenia naukowe szerzyła (jako medium) propagandę strachu, to zaczyna się tłumaczyć w najgłupszy sposób: przecież nie wiedzieliśmy. Dezinformacja była i pozostaje ogromnym problemem. Ale większość błędów popełniali ludzie, którzy gorliwie pracowali dla dobra społeczeństwa – czytamy.

Tu autorka miesza ze sobą dwie rzeczy. Z jednej strony ludzi, którzy faktycznie wiedzy nie mieli i dlatego mogli tak czy inaczej reagować (na początku tzw. pandemii, bo potem każdy, kto chciał – wiedział), a z drugiej tych, którzy doskonale wiedzieli, co się dzieje i co robią: oszustów (lekarze), propagandystów (dziennikarze) i tyranów (politycy). Dla tych drugich amnestii być nie może.

Ale to pokazuje, jaki jest inny powód, dla którego amerykańskie wybory są tak obecnie tak skrzętnie fałszowane w kluczowych stanach. Przecież politycy republikańscy jasno zapowiadali, że „wsiądą na tyłek” najwyższemu kapłanowi Covida w USA – dr. Fauciemu i jego świcie. Dlatego jeszcze przed wyborami musiały paść te słowa: Musimy odłożyć te walki na bok i ogłosić amnestię pandemiczną. Tak apelowała Emily Oster z „The Atlantic” i słowa te podziałały zapewne, jak miód na serce każdego pandemicznego zamordysty. A w Ameryce było ich niemało, począwszy od Joe Bidena i jego administracji, poprzez wszechwładne koncerny medialne, aż do nieodpowiedzialnych gubernatorów, którzy w imię „agendy” niszczyli oddane ich pieczy społeczności.

Różnica jest tylko taka, że tam się przynajmniej o tym mówi. U nas zamiata się pod dywan. Tam mówią o tym politycy (i nie są to politycy niszowi z kilkuprocentowym poparciem), bo tam naród ma jeszcze swoją reprezentację. I właśnie to lewica w USA chce obecnie zniszczyć. Ta lewica jest gorsza niż najgorszy Jankes, gdyż z całego serca nienawidzi wszystkiego, co amerykańskie i dąży do tego, by Amerykanie (jeden naród pod Bogiem) zostali we własnym kraju zmarginalizowani albo ośmieszeni, tak jak uczyniono z Polakami w Polsce, gdzie kolejne rządy nawet nie próbują się tłumaczyć, dlaczego zdradzają interes narodowy dla realizacji woli unijnych i globalistycznych elit. Tam przynajmniej toczy się dialog, a sami liberałowie dostrzegli potrzebę „amnestii”, by ratować swoje „cztery litery”. U nas polskojęzyczne elity do niedawna jeszcze ośmielały się odgrzewać „pandemiczną” retorykę, a o słowach publicznej, wybrzmiewającej krytyki, zdaje się, że możemy pomarzyć.

W każdym razie zaraz po ukazaniu się tego kuriozalnego artykułu ludzkie serca zawrzały, a z gardeł dobywał się jeden głos: NIE MA AMNESTII!W internecie mnożyły się listy „osiągnięć” zamordystów covidowych, którzy obecnie chcieliby grubej kreski. Odzywali się kongresmeni, lokalni politycy, znani dziennikarze i działacze oraz popularni w sieci w sieci komentatorzy. Jednemu zgodnemu „nie” towarzyszył wysyp osobistych historii, w których ludzie dzielili się zdjęciami swoich bliskich, których pozabijały obostrzenia „pandemiczne”. Zamknęli twój kościół. Zamknęli twoje szkoły. Zabrali ci pracę. Kazali ci nosić maskę, która nie działa. Zmusili cię do odwołania rodzinnych uroczystości i pogrzebów. A teraz chcą, żebyś po prostu o tym zapomniał. NIE – komentował Jim Jordan, reprezentant Ohio w Kongresie, który obecnie zyskał reelekcję, dewastując demokratyczną oponentkę z przewagą prawie 40 procent i mając szansę na zastąpienie Nancy Pelosi na stanowisku spikera Izby Reprezentantów.

Na Twitterze ktoś napisał: Prześladowcy zawsze szukają „miłosierdzia”, gdy tracą władzę. Pamiętajcie, że jest to emocjonalna manipulacja, a w wielu przypadkach nadużycia były fizyczne z powodu przymusowych zastrzyków. To są źli ludzie. Nie ma pojednania bez zadośćuczynienia wszystkim tym, których skrzywdzili.

To nie jest czas na przebaczenie, to jest czas na sprawiedliwość. Wycofujący się rakiem, którzy mówią o przebaczeniu, zapominają o dwóch poprzedzających je krokach: prawdziwej pokucie i odpowiedzialności – dodała z europejskiej perspektywy konserwatywna dziennikarka Eva Vlaardingerbroek z Holandii.

Jeszcze kto inny – tym razem z Australii – zamieścił nagranie, na którym widać, jak policjant dusi wątłą młodą dziewczynę, a ta, gdy udaje jej się coś powiedzieć, pyta „za co”, po czym dziwi się, że za… „brak maseczki”. [w oryg. MD

Nie, drodzy pandemiści, to nie były pojedyczne wybryki, nad którymi możemy przejść do porządku dziennego, ponieważ „na końcu wszyscy i tak jesteśmy jedną rodziną”. To była zorganizowana działalność przestępcza na poziomie ponadnarodowym i państwowym – propagowana przez media – której skutkiem były miliony złamanych ludzkich losów (tych, których wyrzucono z pracy za niepoddanie się eksperymentowi „wyszczepiania” choćby w Austrii; rodzin, które odcięto od utrzymania, zamykając biznes, gdziekolwiek pod słońcem), a także liczne ofiary śmiertelne (w Polsce GUS doliczył się 200 tysięcy osób, które zginęły „nadmiarowo”, a w krajach, w których istnieje jeszcze jakieś w miarę cywilizowane raportowanie publiczne, jak USA czy Wielka Brytania, oficjalnie zgłoszono dziesiątki tysięcy zgonów po tzw. „szczepionkach”). To można wybaczyć po chrześcijańsku, ale trzeba również ukarać osoby odpowiedzialne. Natomiast zapomnieć – jak chcieliby covidowi zamordyści – nie wolno.

Filip Obara

Kraków przyznał nagrodę ukraińskiej pisarce gloryfikującej Szuchewycza i wspierającej banderowską interpretację Rzezi Wołyńskiej

listopad 15, 2022 https://wprawo.pl/krakow-przyznal-nagrode-ukrainskiej-pisarce-gloryfikujacej-szuchewycza-i-wspierajacej-banderowska-interpretacje-rzezi-wolynskiej/

W sobotę (12.11.2022) Rada Miasta Krakowa poinformowała, że tegoroczna nagroda im. Stanisława Vincenza, przyznawana przez władze Krakowa za wybitne osiągnięcia w popularyzacji kultury Europy Środkowo-Wschodniej, trafi do ukraińskiej pisarki, poetki i eseistki Oksany Zabużko. Uroczyste wręczenie nagrody odbędzie się 22 listopada podczas sesji otwierającej tegoroczny kongres Open Eyes Economy Summit. – To wyraz uznania dla ogromnej pracy na rzecz uświadamiania światu specyfiki historycznej, kulturowej i egzystencjalnej Ukrainy, a także dorobku literackiego przybliżającego wrażliwość naszego makroregionu – czytamy w uzasadnieniu.

Nagroda im. Stanisława Vincenza to wyróżnienie, którego tradycja sięga 2005 roku. Fundatorami wyróżnienia byli: w latach 2005–2007 Instytut Studiów Wschodnich, w latach 2008–2010 Prezydent Miasta Krakowa, a od 2011 roku nagroda przyznawana jest przez Radę Miasta Krakowa. Kandydatów do nagrody zgłaszają członkowie Kapituły Nagrody. Skład Kapituły ustala Przewodniczący Rady Miasta Krakowa.

W tym roku laureata wybierali: Rafał Komarewicz – Przewodniczący Rady Miasta Krakowa, Robert Piaskowski – Pełnomocnik Prezydenta Miasta Krakowa ds. Kultury, Katarzyna Olesiak – Dyrektor Wydziału Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Jacek Purchla – Prezes Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa, Csaba Kiss – politolog węgierski, działacz kulturalny, Krzysztof Czyżewski – Prezes Fundacji „Pogranicze”, Jerzy Hausner – Przewodniczący Rady Programowej Open Eyes Economy Summit, oraz laureaci poprzednich edycji nagrody: Jarosław Hrycak i Wojciech Ornat.

Nagrodzona w tym roku pisarka Oksana Zabużko to urodzona w 1960 roku doktor filozofii, która wykładała filologię ukraińską na uniwersytetach w USA. Jej książka „Badania terenowe nad ukraińskim seksem”, wydana w 1996 roku, została przetłumaczona na kilkanaście języków i przyniosła pisarce światowy rozgłos i popularność. Książki i artykuły Zabużko zostały przetłumaczone na wiele języków – w tym: polski, angielski, francuski, niemiecki, czeski, węgierski, chorwacki, bułgarski, rosyjski i perski. W Polsce ukazały się powieści „Badania terenowe nad ukraińskim seksem” (2003) i „Muzeum porzuconych sekretów” (2012), zbiór opowiadań „Siostro, siostro” (2007), wywiad rzeka „Ukraiński palimpsest. Oksana Zabużko w rozmowie z Izą Chruślińską” (2013) oraz „Planeta Piołun” (2022).

W związku z uhonorowaniem Zabużko przez władze Krakowa wicedyrektor Centrum Dialogu im. Juliusza Mieroszewskiego, Łukasz Adamski, przypomniał, że pisarka „jest admiratorką „geniuszu” Romana Szuchewycza i zwolenniczką radykalnej banderowskiej interpelacji Rzezi Wołyńskiej, za co ją wielokrotnie krytykował prof. Grzegorz Motyka”.

O banderowskich fascynacjach Zabużko napisał też prezes Ruchu Narodowego Lublin, Piotr Zduńczyk. Przypomniał, że pisarka krytykowała film „Wołyń”, a polska dumę narodową uważa za karykaturę rosyjskiego imperializmu. – Ludzie rozsiewający kłamstwo wołyńskie i kultywujące zbrodniarzy odpowiedzialnych za ludobójstwo powinni mieć zakaz wjazdu do naszego kraju – napisał Zduńczyk.

Czy są granice polskiej tolerancji dla ukraińskiej gloryfikacji banderyzmu? Jeśli nagrodę od władz polskiego miasta otrzymuje Ukrainka, która jest admiratorką dowódcy UPA odpowiedzialnego za bestialskie wymordowanie Polaków, to znaczy, że takich granic nie ma. Czy w ramach solidarności z Ukrainą walcząca z Rosją mamy zapomnieć o Wołyniu i zgodzić się na gloryfikację zbrodniarzy? To jest oburzające i niemoralne. To jest chore!

Źródło informacji i cytatów: krakow.pl, Twitter

Z Bożej łaski Król Polski… Henryk Walezy. WIESZCZBA KRWAWEJ GŁOWY (5).

Andrzej Juliusz Sarwa

WIESZCZBA KRWAWEJ GŁOWY (5)

Z Bożej łaski Król Polski…

Po prawie dwa miesiące trwającej podróży, z końcem stycznia 1574 roku, stanął wreszcie francuski książę Henryk u granic Sarmacji, aby przyjąwszy w Krakowie na swoje skronie monarszą koronę stać się z Bożej łaski Królem Polski, Wielkim Księciem Litewskim, Księciem Ziem: Krakowskiej, Sandomierskiej, Sieradzkiej, Łęczyckiej i Kujawskiej, Dziedzicznym Władcą Rusi, Prus, Mazowsza, Żmudzi, Chełmna, Elbląga, Pomorza, Inflant, Kijowa, Wołynia, Podlasia oraz Księciem Andegawenii, Burbonii, Owernii, Hrabią La Marche, Forez, Quercy, Rouergue, Montfort.

Nowy władca przybył do Krakowa już po zakończeniu obrzędów pogrzebowych swego poprzednika – Zygmunta Augusta, choć owe uroczystości były nadzwyczaj rozciągnięte w czasie i gdyby tylko chciał, chociaż cokolwiek się pospieszyć, to byłby jeszcze zdążył wziąć w nich udział. Chociaż może byłoby to niezgodne z polskim obyczajem i tradycją? Tak czy inaczej, Henryk zwlekał, oddając się podczas podróży rozrywkom, często mocno nieprzyzwoitym, a nawet wręcz plugawym.

Pełen nie tylko dostojeństwa, lecz także niebywałego wprost przepychu i okazałości kondukt pogrzebowy zmarłego monarchy wyruszył z Tykocina w dniu 10 września 1573 roku, a do katedry na Wawelu dotarł dopiero 11 lutego roku następnego.

Przed trumną króla szli najpierwsi dostojnicy państwa, w odwróconej precedencji, niosąc insygnia jego władzy: przodem miecz, który dzierżył miecznik koronny pan Andrzej Zborowski; potem jabłko, które piastował pan Piotr Zborowski, wojewoda sandomierski; za nim berło trzymane przez pana Jana Firleja wojewodę krakowskiego, następnie zaś dostojnie kroczył pan kasztelan krakowski, Sebastian Mielecki, trzymając koronę; a tuż przed samą trumną księżniczka Anna Jagiellonka w asyście kilkudziesięciu żałobników.

Po egzekwiach, gdy ostatniego Jagiellona opuszczono do grobu, zamknęła się pewna epoka. Co miała przynieść ta, której początek dawał francuski książę?

* * *

Gdy Henryk Walezy zjawił się wreszcie w stolicy, panowie, którzy się tutaj wcześniej na pogrzeb z całej Korony, Litwy i Rusi zjechali, z ciekawością i podnieceniem wielkim czekali, iżby ujrzeć nowego władcę i godnie go przywitać. Zrzucili zatem szaty żałobne i pysznie się przyodziali w wykwintne ubiory, suto ozdobione złotem, srebrem oraz cennymi kamieniami. Starając się jeden przez drugiego, by wyglądać jak najlepiej, jak najdostojniej, jak najbogaciej i jak najokazalej.

Biskupi odziani byli w purpurę, fiolety i złoto, senatorowie świeccy zaś suknie mieli na ogół karmazynowe, niekiedy karminowe, na ludziach rycerskich lśniły ponadto świeżo wyszmelcowane zbroje, zaś insza szlachta i pomniejsi dostojnicy, prześcigając się w przepychu, poubierali się w szaty, na które użyto też i przeróżnych materii – płócien flamandzkich, sukien frygijskich i attalijskich, kitajek, brokatów, altembasów, złotogłowi, jedwabi, atłasów, aksamitów – wzorzystych i gładkich, błyszczących i matowych, ciężkich i lejących i inszych, które by można jeszcze długo wymieniać.

Urodziwe rumaki pełnej krwi polskiej i arabskiej, takoż przystrojone były równie przepięknie, jak jeźdźcy, którzy ich dosiadali. A ponad nimi, niczym gęsty bór sosnowy, wznosiły się proste, długie drzewca zwieńczone różnobarwnymi proporcami.

Nie mniej wspaniale prezentowały się i oddziały szlachty tatarskiej i kozaków – ludzi wojennych, którzy stawili się na uroczystości z oddalonych wschodnich stepów.

Tłumy mieszczan krakowskich, a i z dalszych miast także, z osad i wsi lud przybyły również czynili wysiłki, by się jak najgodniej odziać. Najbogatsi mieszczanie zaś starali się naśladować ubiorem senatorów, tak że cudzoziemiec, nieznający miejscowych obyczajów, na pierwszy rzut oka miałby problem, aby ich rozróżnić. Na uroczystość szykowały się także senat krakowskiej wszechnicy, kapituły kościelne, bractwa i cechy.

Zamek wawelski równie godnie przyozdobiono, nie bacząc na koszta. Na ścianach zewnętrznych gmachów, na murach, na basztach porozwieszano chorągwie z godłami Polski, Litwy i herbem Walezjusza, proporce, płaty bogatych materii najróżniejszych barw i wzorów, drogę zaś, którą miał przybyć galijski książę, wytyczono szpalerami z jedwabi haftowanych złotem i srebrem.

17 lutego Henryk stanął w Balicach, gdzie wytchnął nieco i przenocował, następnego dnia zaś ruszył ku Krakowowi. Po obu stronach trasy jego przejazdu było mrowie ludzi, często stojących, mimo lutego mrozu, przez wiele godzin w jednym miejscu, byle tylko móc nowego pana dojrzeć. Niektórzy powłazili na drzewa, insi na dachy domostw, albo wspięli się na ośnieżone zbocza przydrożnych pagórków, ryzykując, że poślizgnąwszy się, nogi połamią.

Orszak otwierał zacny oddział husarii, za nimi francuska drużyna, która przybyła do Polski wraz z królem Henrykiem. Potem – wedle pierwszeństwa szli dostojnicy duchowni. I tak na czele dwustu towarzyszy husarskich jechał w powozie, przed którym niesiono krzyż, ksiądz arcybiskup gnieźnieński, mając za współtowarzyszy panów biskupów płockiego i poznańskiego.

Za nimi podążał, także w otoczeniu pocztów zbrojnych, ksiądz arcybiskup lwowski razem z kamienieckim. Dalej – biskup krakowski z dwustu zbrojnymi, przyodzianymi na modłę włoską w stroje aksamitne, zdobne srebrnymi sznurami, wyszywane złotem, a podbijane kunami. Na ostatku ciągnęli panowie biskupi kujawski i chełmski.

Kolejną grupę stanowili polscy dostojnicy świeccy. Prowadził ją, jako pierwszy dostojnik w królestwie, w otoczeniu dworu, pan kasztelan krakowski, za nim jechał pan wojewoda krakowski, trzecim z kolei był pan wojewoda sandomierski, potem poznański, a za nimi pomniejsi wielmoże, wojewodowie i kasztelanowie koronni.

Grupę następną stanowili panowie litewscy, którym przewodził wojewoda wileński Mikołaj Radziwiłł Rudy. Byli też panowie z Inflant i Żmudzi. Wojewodowie zaś pomorski i malborski wyróżniali się śród reszty wielmożów tym, iż odziani byli wedle niemieckiej mody, co się bynajmniej ni ludowi, ni kozakom nie podobało.

Pochód nie posuwał się nazbyt szparko, zdarzały się bowiem dość częste postoje, a podczas nich przemowy, czołobitności a powitania. Oracje przedstawicieli mieszkańców Łobzowa, Bronowic, Kazimierza, Kleparza, Krakowa, a i różnych też stanów…

A gdy już Henryk, kierując się od miasta Kleparza, przez Bramę Floriańską o pierwszej w nocy wstąpił w obręb stołecznych murów Krakowa, puszkarze zaczęli taką kanonadę na jego cześć, że aż ziemia drżała. Król-elekt wyglądał pysznie! Przyodziany był w atłasową szubę czarnej barwy podbitą rysiami, a jechał na białym koniu w asystencji Gaskończyków i Szwajcarów, którzy wystrojeni byli w złoto-zielone mundury. Rajcy zaś krakowscy nad głową księcia Henryka nieśli rozłożony wspaniały baldachim ze złotogłowiu szyty i kamieniami zdobiony, które w blasku pochodni się skrzyły.

A wszędzie tłumy, tłumy, tłumy, a choć noc była zimowa i głucha, to od świateł w oknach, od pochodni, od beczek z płonącą smołą i okowitą, widniej było niźli w długi dzień czerwcowy…

* * *

18 lutego rozpoczęły się uroczystości koronacyjne. Elekt w symbolicznym pogrzebie symbolicznie pochował swego poprzednika, by zająć jego miejsce, potem spowiadał się, pościł, rozdawał jałmużnę, aż do najważniejszego dnia, dnia samej koronacji.

Nadeszła niedziela 21 lutego 1574 roku, najdonioślejszy dzień w dotychczasowym życiu Henryka, kiedy to do jego komnaty sypialnej przybył prymas, jako Interrex1, by budząc księcia, powołać go do objęcia najwyższego urzędu w państwie. Gdy królewicz podniósł się z pościeli, przyodziano go w szaty jakby kapłańskie – specjalne pończochy, buty, humerał, albę, tunicellę, dalmatykę, ornat, kapę, zwaną cappa magna i mitrę, czyli czapkę książęcą czerwoną, na której krzyż był wyszyty nicią złotą i drogimi kamieniami…

Potem zaś, w katedrze wawelskiej, do której przybył w asyście biskupów krakowskiego i kujawskiego, zaczęto przygotowywać go do właściwego obrzędu koronacji, który przypominał nieco konsekrację biskupią.

Kiedy panowie złożyli insygnia królewskie na wielkim ołtarzu, elekt zasiadł na przeznaczonym dlań sedilium i wysłuchał kazania, potem zaś ukląkł i położywszy dłoń na Ewangelii, poprzysiągł być władcą sprawiedliwym, obrońcą wiary i Królestwa.

Gdy obecni w katedrze okrzykami wyrazili swoją akceptację, że są mu radzi, tym samym zgadzając się, iżby był ich królem, biskupi pomazali króla świętymi olejami, wylewając mu je najsampierw na głowę, potem namaszczając mu ręce aż po łokcie a na ostatku ramiona i plecy. Wreszcie zaś przekazali Henrykowi insygnia jego władzy monarszej, wręczając miecz, nakładając na głowę koronę, podając mu sceptrum, czyli berło i na końcu globus cruciger, czyli jabłko zwieńczone krzyżem, albowiem król nie rządził w swoim imieniu, lecz z Bożej łaski, w imię Pana Jezusa, o czym miał nigdy nie zapominać.

Po skończonej mszy koronacyjnej Henryk zasiadł na majestacie, czyli na monarszym tronie, zaś w kościele rozległ się gromki śpiew ambrozjańskiego hymnu radości i wdzięczności dla Pana Boga:

Te Deum laudamus te Dominum confitemur.

Te aeternum Patrem omnis terra veneratur.

Ciebie Boga chwalimy i Ciebie Boga sławimy.

Tobie Przedwiecznemu Ojcu, wszytka ziemia cześć oddaje.

I toczyły się uroczystości koronacyjne, aż do samego ich końca, przepisanym tradycją i prawem obrzędem… A potem zabawy i turnieje, ciągnące się przez kolejne dnie, wciągały Henryka w swój wir, tak iż nie myślał o codzienności, szarej powszedniości, o tym, że trzeba będzie podjąć trud władania największym w Europie krajem, gdzie poddani wyznają nie tylko wiarę rzymską, ale i grecką, a i protestanckich nowinkarzy – kalwinów, arian i braci czeskich nie brakuje, bliżej zaś niemieckich granic lutry siedzą, na wschodzie zaś uszlachcone muślimy2, nie wspominając o żydach po całym kraju rozsianych, swoimi rządzących się prawami, że to już nie będzie czas beztroski…

Na razie jednak Henryk o tym nie myślał… Jego dzień radosny a płochy wciąż jeszcze trwał…

* * *

Księżniczka Anna Jagiellonka w swojej komnatce klęczała przed krucyfiksem, pracowicie przebierając paciorki różańca. Modliła się w intencji młodego króla, którego polscy i litewscy panowie przeznaczyli jej na męża. Biła się z myślami, co też jej czynić wypada. Wszak mogłaby być mu matką, a teoretycznie, przy niejednokrotnie bardzo wczesnych zamążpójściach monarszych córek tamtej epoki, może nawet i babką, wszak była starsza od Henryka aż o 28 lat!… On liczył sobie lat 23, a ona 51… Zdawała sobie też sprawę i z tego, iż charakter miała trudny, a urodę – delikatnie mówiąc – mocno wątpliwą. Przed innymi mogła udawać, że jest inaczej, lecz nie przed samą sobą…

Prosiła tedy Pana Jezusa i Jego Najświętszą Matkę o jakieś rozwiązanie tej niełatwej kwestii, bo sama z siebie ani nie była władna niczego uczynić, ani nawet nie wiedziała jak. Oczywiście zdawała sobie sprawę, że w imię wyższych celów i dla miłości Ojczyzny nie będzie mogła nie zgodzić się na to małżeństwo… Mój Boże, małżeństwo!

Rozległo się kołatanie do drzwi.

Dwórka Anny uchyliła je najpierw ostrożnie, a potem rozwarła na całą szerokość, składając głęboki ukłon przed osobą, która stała za progiem i jednocześnie oznajmiając:

– Król! Król Henryk…

– Niech wstąpi, radam go widzieć – powiedziała Anna, dźwigając się z klęczek.

Henryk wszedł, rozejrzał się po komnacie, unikając jednak wzroku Jagiellonki.

– Jakże zdrowie? – spytał.

– Bogu dziękować, dopisuje, Najjaśniejszy Panie.

– To i dobrze… i nam dopisuje…

– To i za to Bogu niech będą dzięki – odparła księżniczka.

– Nie bywasz, pani, na dworze?

– Mam żałobę po bracie…

– No tak… Lecz przecie le roi est mort, vive le roi!

– Rzeczywiście. My wyrażamy to innymi nieco słowy: Augustus mortuus est, habemus novum Augustum… Lecz żałoba w sercu pozostaje… Przecie to dla mnie nie król, a brat, ta sama krew…

– Taaak… A powiadają, że za życia wilkiem na siebie zerkaliście?…

– Jak to w rodzinie…

– Tym bardziej radzi byśmy byli widywać cię, pani, śród ludzi. Zamykanie się w samotni duszy nie uleczy… A teraz pozwól, pani, że cię pożegnamy.

Henryk pospiesznie wyszedł, a towarzyszący mu dworzanie za nim. Anna spojrzała na Ukrzyżowanego i łzy zaszkliły się jej w kącikach oczu…

* * *

Krakowski zamek powoli zaczynał przypominać zamtuz3. Król nie zaprzątał sobie zbytnio głowy sprawami państwa, wolał ucztować, raczyć się winem i zażywać uciech z ladacznicami i… cherubinkami. Nie wystarczały mu już te, które przywiózł ze sobą z Francji, zapragnął jeszcze i tutejszego mięsa, toteż sprowadzano mu co najprzystojniejsze miejscowe kobiety lekkich obyczajów. Co poniektórzy twierdzili, że i miejscowym młodym, ładnym chłopcom także nie przepuszczał, chociaż starał się to utrzymywać w tajemnicy. Bo król ów to kolczyk w uchu, pachnidła, dłonie miękkie w nadgarstkach, co bardziej niewieście by pasowało, a nie monarsze, mężowi wojennemu.

Henryk nie mógł się odnaleźć w Polsce. Ciężko mu było już nawet nie przyjąć, ale nawet i zrozumieć miejscową tradycję i obyczaj. Choćby owe dość częste i regularne kąpiele nobilów… którzy jak nie mieli dostępu do wanny, to choćby i w beczce, ale jednak regularnie się kąpali, zamiast wylewać na siebie flakony pachnideł, mających przytłumić niemiły odór niemytych ciał. Albo sekretne komnaty, zwane wychodkami, bo tam to, a nie na stopniach klatek schodowych czy do kominków, a jak bardzo przycisnęło to i do szuflad mebli w komnatach, dawało się ulgę pęcherzowi, czy opróżniało kiszkę stolcową.

Albo zachowanie przy stole, gdzie na ten przykład widelca używało się nie tylko do jedzenia spaghetti jak w cywilizowanym świecie, ale i mięsa, a i innych potraw też! Cóż za barbarzyństwo, wszak po to były łyżki, noże i palce! No i ta rozrzutność, to niesłychane bogactwo, te dumne miasta, ale nędzne wsie. Nie! Wszystko owo było zbyt trudne dla Henryka, który nie wyobrażał sobie, że w tym barbarzyńskim kraju, śród tak nieucywilizowanych ludzi przyjdzie mu żyć aż do końca dni… A myśl ta była dlań nie tylko nieznośna, lecz i przerażająca. Zatem znów zaczadzał głowę winem i rozpustą, by myśl tę zagłuszyć…

I tak płynął dzień za dniem… w tęsknocie za słodką Francją…

Książkę w wersji papierowej można kupić tu:

Wydawnictwo Armoryka

wydawnictwo.armoryka@armoryka.pl

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierza

e-book tu:

https://virtualo.pl/ebook/wieszczba-krwawej-glowy-i235158/

audiobook tu:

https://virtualo.pl/audiobook/wieszczba-krwawej-glowy-i246215/

1„Międzykról” – gdzie indziej zwany regentem. W Polsce zwyczajowo urząd ten piastowali prymasi.

2Muzułmanie.

3Zamtuz – dom publiczny.

Internet obiegają nagrania, ukazujące ludzi, którzy nagle upadają na ziemię i dostają drgawek. Czemu meRdia są na to ślepe?

Internet obiegają nagrania, ukazujące ludzi, którzy nagle upadają na ziemię i dostają drgawek. Czemu meRdia są na to ślepe?

Zygmunt Bronislaw Polatynskihttps://gloria.tv/post/k9cJTScEsgey1xcWpfKyr7RuP

Długo zastanawiałem się, czy podjąć ten temat. Jednakże skala zjawiska, o którym dziś napiszę, jest tak duża i występuje praktycznie na całym globie, że nie mogłem tego tematu nie podjąć. Tak więc, jest coś, co teraz się dzieje na świecie. Coś bardzo dziwnego, wręcz przerażającego. To zjawisko zostało uchwycone przez kamery w różnych miejscach globu.

Początkowo myślałem, że jest to odosobniony przypadek, jednakże z czasem natrafiałem na kolejne dowody, świadczące o tym, że jest to zjawisko coraz bardziej powszechne. Dowody na to, że to samo dzieje się z różnymi osobami, w różnych miejscach w różnym czasie. I w takiej sytuacji nie można, nie zadać pytania: „co się dzieje”? Mówię o nagraniach, ukazujących ludzi, którzy dosłownie wpadają w jakieś napady, upadają na ziemię, dostają drgawek, a nawet kręcą się dookoła siebie wymachując nogami i rękami.

Jest wiele hipotez próbujących wyjaśnić to zjawisko, o którym w mediach „głównego nurtu” jest cisza, panuje pełna zmowa milczenia. Ciekawe dlaczego? Niemniej jednak nie ulega wątpliwości, że poziom zdrowia u człowieka maleje, odporność jest systematycznie niszczona (jak chociażby za pomocą tych tak zwanych „szczepień” na COVID-19), ludzki organizm jest systematycznie podtruwany, czy to po przez produkty spożywcze, czy promieniowanie (na przykład 5G).Efektem tego jest to, że wielu ludzi (w tym ogromna część osób młodych i zdrowych) traci życie, ot tak nagle. Popularne w ostatnim czasie stało się powiedzenie: „nagła śmierć”. Zaiste jest i to, że owa „nagła śmierć”, weszła do masowego obiegu zaraz po przeprowadzeniu kilku fal tych tak zwanych „szczepień” na COVID-19. Ale zapewne to przypadek, koegzystencja czasowa, taki sobie „mało ważny” szczególik. Prawda?

NIKT, podkreślam to: NIKT, tak naprawdę nie wie, co „oni” wstrzyknęli ludziom, którzy zdecydowali się poddać tak zwanemu „szczepieniu” na COVID-19. Każdy kto stwierdza, że zna pełen skład tak zwanego „szczepienia” na COVID-19, po prostu KŁAMIE. Każdy kto stwierdza, że to tak zwane „szczepienie” na COVID-19 jest w pełni przebadane i bezpieczne, także KŁAMIE.

Zatem, jedna z hipotez próbujących wyjaśniających zjawisko drgawek i konwulsji, które „nawiedzają” ludzi z całego globu, stwierdza, że to kolejny „efekt uboczny”, tych tak zwanych „szczepień” na COVID-19.

Jest też hipoteza „aktywności paranormalnej”. Mam tutaj na myśli jakieś„opętanie”. Część z przypadków, o których tutaj dziś piszę, może mieć i zapewne ma podłoże „duchowe”. Spójrzcie na kadry, [niestety – w artykule brak tych odnośników. MD] na których osoba spogląda przez ramię, jak gdyby „coś” za nią stało, następnie następuje „atak”, a później paraliż całego ciała: Ci ludzie spadają na ziemię z otwartymi szeroko oczami, otwartymi szeroko ustami, dostają drgawek, pełzają, wpadają w różnego rodzaju konwulsje i wreszcie Następuje sam paraliż.

W każdym z przypadków przebieg jest praktycznie identyczny, zatem można wnioskować iż mamy tutaj do czynienia z jednym i tym samym napadem, to znaczy na tym samym tle i z tego samego powodu. Nietypowe ruchy, wskazują jednoznacznie, że coś jest „nie tak” z mózgiem danej osoby. Zaznaczam, że wielu niezależnych ekspertów ostrzegało i alarmowało, iż te tak zwane „szczepionki” na COVID-19, mogą destrukcyjnie wpływać na działanie ludzkiego mózgu, ludzkiego układu nerwowego. I wiecie co… To smutne, to bardzo smutne, że media „głównego nurtu” zajmują się praniem mózgów i nastawianiem jednych przeciwko drugim, zamiast podjąć tak ważne tematy. Tematy od których zależy życie tysięcy a może i nawet milionów ludzi.

Jedno jest pewne, otóż „coś” się zaczyna dziać, a media „głównego nurtu” nabrały wody w usta i zapanowała pełna zmowa milczenia. Natomiast my, osoby przebudzone, jesteśmy świadkami pewnego rodzaju „upadku i załamania”, jakie zaczyna dosięgać coraz większą liczbę ludzi a to dopiero początek. Dlatego bądźcie czujni, ostrożni, nie dajcie się zabić, nie dajcie się zastraszyć.

Prawdziwe zło nie jest spektakularne. Kwity śmierci. Z podpisami.

Kwity śmierci. Z podpisami. Prawdziwe zło nie jest spektakularne.

Jerzy Karwelis 14 listopada, dzień 987.

Wpis nr 976

Wersja audio wpisu

Zastanawiające jest to poszukiwanie jakiejś specjalnej wielkości, grozy, gdy spotykamy się ze złem. To powszechne przekonanie. Że takiemu Hitlerowi to jucha leciała z paszczy, miał ze dwa metry, zaś Stalin to śmierdział siarką i świecił w ciemności. Że wielkie zło to wielka rzecz, trzęsie się ziemia w posadach. A ja pamiętam jeden fragment z książki już nie pomnę z kogo, jak jakiś nieszczęśnik w czasach czystki lat trzydziestych dostał u Sowietów dożywocie, gdy siedział na więziennym kiblu, bo wpadła do niego trojka, która dawała w 30 minut wyrok dożywotniej katorgi. On się żalił, że kiedyś za cara jak taki jak on jechał choćby na 10 lat Sybiru to ogłaszano to na placu pełnym ludzi, werble tarabaniły, lud wypatrywał skazańca. A tu kibel i wyrok na kartce wielkości kwitu na mydło.

Prawdziwe zło nie jest spektakularne. Nie staje w świetle kamer na scenie. Takie pokazy to jarmarczna buda dla naiwnych. Wielkie zło nie jest wielkie, jest trywialne jak twarz urzędnika z zarękawkami. Dlatego jest przemożne. Nie ma tu żadnych fajerwerków, spektakularnych stosów trupów, jęczących ofiar. Jest ciche i skrupulatne jak nakręcona maszynka.

Takie właśnie, jak na dzisiejszym  przykładzie. Decyzjami administracyjnymi na szczeblu poniżająco niskim, bez hałasu wprowadzano takie rozporządzenia, ba – nawet nie nakazy, tylko rekomendacje, czyli zalecenia (jakby się ktoś nie miał tego i tak posłuchać), że za nimi szły tysiące ofiar. Nie na stosach, ale w cichości, po domach, albo na kowidowych umieralniach. Nawet doszliśmy do tego, że procedury zostały wdrożone na podstawie „stanowiska”. Bo hekatomby ofiar nie przynoszą ustawy czy dekrety, tylko codzienna pragmatyka urzędniczego prawa.  

Aby zobaczyć ten mechanizm trzeba najpierw z urządzenia zła zdjąć obudowę strachu. To ona ukrywała przed wszystkimi mechanizm, czyniła z niego czarną skrzynkę śmierci: na wejściu spanikowany tłum postrachanych, na wyjściu ofiary. W środku – skomplikowana aparatura, głównie jednak symulująca jakieś pozorne procesy. Tak naprawdę: parę sprężynek skorumpowanej nauki, pragnienia władzy i wpływów, „kasa-misiu-kasa” i – co najważniejsze – podłączenie do decyzyjności.

Wyłączono wszelkie ostrożnościowe hamulce ustrojowe, które kiedyś wyglądały na pięknoduchostwo, a okazały się kluczowe w chwili próby. Kluczowe, gdy ich zabrakło. I jak się ten szlam odsieje to można trafić na malutkie trybiki, które tak naprawdę poruszały tym mechanizmem tak, że na wyjściu pojawiły się trupy. I nie było żadnych werbli, żadnych wielkich przemówień, nawet spektakularnych ofiar. Wszystko odbyło się po cichu, po domach. 

Teraz mam przed sobą taki trybik. Dało się go wyciągnąć i opisać dzięki takim właśnie grzebaluchom. Łatwo napiętnować widowiskowe zło, bo je właśnie widać. Nawet to i dla prawdziwego zła lepiej, bo ludzie skupiają się na fajerwerkach zła w wydaniu jarmarcznym. Nie widzą więc zła prawdziwego, powszedniego, przyzwyczajając się do niego. Nie widzą nawet potwora, bo nie widzą jego ofiar. Ale cisi poszukiwacze istoty rzeczy, ci z diabełkiem wątpliwości na ramieniu, nie ustają i i tak wynajdą prawdziwy sens ukryty pod powierzchnią medialnych zjawisk.

A więc do rzeczy. Leży przede mną instrukcja dotycząca procedur „leczenia” przez teleporady. Znajduje się tam passus o tym, że dzwoniących odsyła się na test, jak jest pozytywny to paracetamol i witamina C (broń Boże nie D3), jeżeli antybiotyk to dopiero po 14 dniach (pkt.11). Ja sobie zapamiętałem tę frazę, gdy dzwoniłem z kowidem do mojego lekarza pierwszego kont(r)aktu. Powtarzała się wtedy mantra: na wirusa antybiotyków nie zapisuje się. Ja, że kto wie przez słuchawkę czy nie mam zapalenia płuc, a wtedy antybiotyk jak najszybciej, a dostawałem mantrę: „na wirusa, nie zapisuje się”.

A gdybym miał, nie osłuchany z powodu bojkotu pacjentów ze strony służby zdrowia, zapalenie płuc to wszedłbym w lejek, w który weszły tysiące, a wyszli nieliczni. Niezdiagnozowane zapalenie płuc, przenoszone, stan ostry, telefon po kosmitów, wyjazd do szpitala na umieralnie respiratorowe, które – jak wiadomo – tak się nadają do „leczenia” zapalenia płuc, jak termofor do respirowania. I tak bym sczezł.

Z powodu jednego fragmentu jednej instrukcji.

Do tego nauki mówią, że większość infekcji wirusowych przechodzi w infekcje bakteryjne, a te – jak chyba wie nauka – leczy się antybiotykami. I takie cudo, o szerokim spektrum działania można było przecież zapisać przez telefon. No, ale po 14 dniach, to było dosłownie umarłemu kadzidło. No, bo co by się stało, jak by taki niedosłuchany przez telefon nie miał zapalenia płuc i dostałby antybiotyk? Zabiłoby go to? No nie, bo (jeszcze, ale jesteśmy w procesie z przechodzeniem wszystkiego na mRNA) antybiotyki nie zabijają. No, to by sobie wziął „na darmo”, ale by przeżył. Z kolei taki chory z nieodkrytym przez telefon zapaleniem płuc to by przeżył, gdyby na wszelki telefoniczny przypadek zapisałoby mu się antybiotyk. To jak wygląda mój, amatorski, acz oparty na logice, wywód z badania relacji korzyści do ryzyka? Jak on się ma do „wirusa nie leczy się antybiotykami”, acz po 14 dniach to i owszem.

To jest tak jak by ktoś przyjechał do warsztatu samochodowego z zepsutym samochodem. Tak naprawdę szwankował poważnie silnik i wymagałby wymiany np. wału. Ale jednocześnie mechanik upierałby się, by zmierzyć przed otwarciem klapy ciśnienie w oponach i jeśli wypadałoby za niskie (a miał ci on na to kompletnie niemiarodajny miernik) to nie naprawiałby silnika, tylko dął w oponkę. Czy samochód byłby naprawiony? No nie? Czy wyjechałby z warsztatu?… Tak, ale tylko na złom.  

Wtedy, przez telefon z lekarzem ledwo tylko zobaczyłem ten trybik i go nawet przegapiłem. Przeleciał mi przed oczyma. Ale dziś widzę go w całej rozciągłości. Ma rozmiary kilku akapitów i tyle. Żadnych fajerwerków, tak jakbyś siedział na kiblu i usłyszał od beztwarzych ludzi w kitlach, że właśnie rzucają monetą twojego życia. I jesteś w tej celi sam, tak jak w kwarantannowym mieszkaniu. I maszyna rusza w koło, kotłują się losy twoje i innych, wypadasz albo jednym otworem, i idziesz dalej, albo innym – łapiesz zapalenie płuc zjeżdżasz niżej i tam na kowidowych korytarzach rozdwaja się twoja droga: do  piachu, albo twój system immunologiczny się obroni.

A więc zło prawdziwe ucieka w anonimowość sprawców. Tak działa system. Ale tu, jak się dalej poskrobie i złuszczy farbę z trybiku, to widać pieczęć jego autorów. Szkoda byłoby pominąć tę listę, trzeba łapać zło do razu, kiedy ma jeszcze imię.

Konsultant krajowy w dziedzinie medycyny rodzinnej – dr hab. Agnieszka Mastalerz-Migas
Konsultant krajowy w dziedzinie chorób zakaźnych – prof. dr hab. Andrzej Horban
Konsultant krajowy w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii – prof. dr hab. Radosław Owczuk
Członkowie Rady Medycznej:

Wyżej wymienieni oraz:
Prof. dr hab. Piotr Czauderna
Prof. dr hab. Robert Flisiak
Prof. dr hab. Tomasz Laskus
Prof. dr hab. Bartosz Łoza
Prof. dr hab. Magdalena Marczyńska
Dr hab. Iwona Paradowska-Stankiewicz
Prof. dr hab. Miłosz Parczewski
Prof. dr hab. Małgorzata Pawłowska
Prof. dr hab. Anna Piekarska
Prof. dr hab. Krzysztof Pyrć
Prof. dr hab. Krzysztof Simon
Dr n. med. Konstanty Szułdrzyński
Prof. dr hab. Krzysztof Tomasiewicz
Prof. dr hab. Jacek Wysocki
Dr n. med. Artur Zaczyński

Oto lista autorów wspomnianej instrukcji. Ku pamięci tych, którzy odeszli, a żyjącym ku przestrodze. By na drodze swojego życia nie widzieli tylko podsuwanego im zła spektakularnego, ale to prawdziwe, które ma twarz lekarza z sąsiedztwa, urzędniczki zza biurka, wygadanego eksperta z telewizji, zaś pisane jest nie wielkimi odezwami, nie jest wykrzykiwane w spektakularnych przemówieniach. Ma rozmiary świstka na mydło, zaś pisane jest językiem rozporządzeń o wydzieleniu pasa drogowego.

Jesteśmy więc świadkami narodzin potwora jeszcze większego niż ten herbertowski, którego istnienie poznawało się po ofiarach. Dziś trzeba dobre wyostrzyć słuch i wzrok, by znaleźć te ofiary, wyłowić je rozsypane pojedynczo, choć układające się w stosy, kiedy ten przeklęty diabełek rozumnego wyciągania bezkompromisowych wniosków znowu zacznie się domagać swego. Braku zgody na zło.

Policja: „Na podstawie uzyskanych informacji istnieje duże prawdopodobieństwo, że Jacek Międlar będzie stwarzał w sposób oczywisty bezpośrednie zagrożenie dla życia lub zdrowia ludzkiego”

Michalkiewicz o zatrzymaniu Międlara: „Na tej samej zasadzie Niemcy deportowali ludzi do obozów koncentracyjnych”.

https://nczas.com/2022/11/15/michalkiewicz-o-zatrzymaniu-miedlara-na-tej-samej-zasadzie-niemcy-deportowali-ludzi-do-obozow-koncentracyjnych-video/

W rozmowie Tomasza Sommera i Stanisława Michalkiewicza poruszony został m.in. temat zatrzymania Jacka Międlara. W ocenie Michalkiewicza zastosowano „faszystowskie prawo”.

Sommer ujawnił fragment pisma, które otrzymał od prawnika Jacka Międlara. Dotyczy ono wydarzeń z 11 listopada.

„Przyczyna zatrzymania osoby: Na podstawie uzyskanych informacji istnieje duże prawdopodobieństwo, że Jacek Międlar będzie stwarzał w sposób oczywisty bezpośrednie zagrożenie dla życia lub zdrowia ludzkiego, a także dla mienia, nawołując w trakcie Marszu Niepodległości 2022 pod hasłem: »Polak w Polsce gospodarzem« w dniu 11.11.2022 we Wrocławiu do nienawiści na tle różnic narodowościowych, mających na celu wzbudzenie niechęci i braku akceptacji wobec obywateli Ukrainy, co ma chociażby potwierdzenie w publicznym nawoływaniu w sieci Internet na portalu Facebook na profilu o nazwie Jacek Międlar oraz wprawo.pl, a także w prowadzonym postępowaniu przygotowawczym” – napisano w dokumencie.

Michalkiewicz stwierdził, że gdzieś czytał, że „Ośrodek monitorowania rasizmu i ksenofobii wydał policji rozkaz, żeby pana Międlara zakuła w kajdany”. – Z tego wyciągam wniosek, że państwo nasze jest parcelowane nie tylko między zwyczajne gangi, ale również między gangi takie, które żyją ze sporządzania donosów. To jest bardzo niepokojące – dodał.

Sommer podkreślił natomiast, że „niepokojące jest to, że człowieka się zatrzymuje, przewidując jego przestępstwo, do którego nie doszło”.

– To jest faszystowskie prawo pochodzące chyba z tego okresu, kiedy pobożny poseł Gowin był ministrem sprawiedliwości. I to on jest twórcą obozu koncentracyjnego w Gostyninie i prawdopodobnie on jest pomysłodawcą tego prawa, bo dokładnie na tej samej zasadzie, że „wzbudzają zagrożenie”, Niemcy deportowali ludzi do obozów koncentracyjnych Michalkiewicz.

– Do niedawna byłoby to niezgodne z Kodeksem postępowania karnego, bo zatrzymanie itd., kucie w kajdany to są czynności, które się podejmuje w ramach wszczętego już postępowania. A postępowanie karne wszczyna się w momencie, kiedy istnieje uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa. A tutaj nawet ci gliniarze nie mówią, że podejrzewali, że Jacek Międlar jakieś przestępstwo popełnił, tylko „przypuszczali, że nie jest wykluczone, że jak go nie zatrzymają, to on popełni” – wskazał.

– Niestety w IV Rzeszy, tak samo jak w III, muszą obowiązywać faszystowskie prawa i niestety naczelnik państwa to firmuje – skwitował Michalkiewicz.

Agenci zrównoważonego rozwoju [ONZ, Agenda 2030] chcę wymusić szybszą depopulację. Depopulacyjne tornado nadejdzie?

Agenci zrównoważonego rozwoju [ONZ, Agenda 2030] chcę wymusić szybszą depopulację. Twierdzą, że następuje za wolno. Depopulacyjne tornado nadejdzie?

Agnieszka Stelmach https://pch24.pl/depopulacyjne-tornado-nadejdzie-agenci-zrownowazonego-rozwoju-twierdza-ze-za-wolno/

Wzrost liczby ludności utrudnia osiągnięcie celów zrównoważonego rozwoju. Trzeba w jeszcze większym stopniu regulować[znaczy: zmniejszać md]płodność.

===============================

Organizacja Narodów Zjednoczonych opublikowała nowe prognozy dotyczące globalnych, regionalnych i krajowych zmian populacji do 2100 roku. Opracowanie sugeruje, że jeszcze w tym stuleciu liczba ludności świata po osiągnięciu szczytu zacznie spadać. ONZ podaje także, że w ciągu ostatnich 70 lat o ponad połowę zmniejszył się współczynnik dzietności. Jednak zdaniem ekspertów od wdrażania Agendy 2030 na rzecz zrównoważonego rozwoju, proces ten postępuje i tak zbyt wolno i należy go przyspieszyć.

World Population Prospects 2022 przygotowany został przez Wydział Ludności Narodów Zjednoczonych (UNPD) na 11 lipca, czyli Światowy Dzień Ludności. Od ostatniego raportu w sprawie demografii upłynęły 3 lata. Najnowszy dokument wskazuje, że do lat 80. obecnego wieku pojawi się na świecie kolejne 2,4 miliarda ludzi. Do 2030 roku ma być nas 8,5 miliarda, a w 2050 r. – 9,7 mld, by ostatecznie, u końca naszego stulecia osiągnąć poziom 10,4 miliarda. Wedle prognoz, po osiągnięciu tego szczytu, liczba ludności na świecie zacznie spadać.

Współczynniki dzietności mają nadal spadać w miejscach o największej liczbie urodzeń i nieznacznie rosnąć w krajach o niskiej dzietności.

Scenariusz dotyczący niskiej płodności zakłada, że ​​co druga kobieta na świecie będzie miała o jedno dziecko mniej niż przewidywano w wariancie średnim. Z kolei scenariusz wysokiej płodności zakłada, że ​​co druga kobieta będzie miała jeszcze jedno dziecko. Scenariusz stałej płodności przewiduje utrzymanie się wskaźnika na obecnym poziomie.

Globalny wskaźnik wynosi obecnie około 2,3 dziecka na kobietę, ale ma spaść do połowy wieku do poziomu 2,1 dzięki tak zwanym: edukacji, opiece zdrowotnej i równouprawnieniu płci.

Na utrzymujący się wzrost populacji ma mieć wpływ wydłużenie życia coraz większej liczby ludności. Chociaż średnia długość życia spadała w okresie COVID-19 z 72,8 lat w 2019 r. do 71 lat w 2021 r. Oczekuje się jednak, że średnia długość życia ponownie wydłuży się i osiągnie 77 lat w 2050 r.

Największy przyrost ludności odnotuje Afryka Subsaharyjska (ponad połowę przewidywanego globalnego wzrostu populacji do 2050 r.). Region ten będzie najbardziej zaludnionym na świecie pod koniec lat 60. obecnego stulecia. W dalszej kolejności są: Azja Wschodnia i Południowo-Wschodnia oraz Azja Środkowa i Południowa. Ponad połowa globalnego wzrostu liczby ludności do 2050 r. przypadnie na kilka państw: Demokratyczną Republikę Konga, Egipt, Etiopię, Indie, Nigerię, Pakistan, Filipiny i Tanzanię. Indie mają wyprzedzić Chiny pod względem liczby ludności już w przyszłym roku.

Zdaniem analityków ONZ, populacja kilku regionów zacznie spadać przed 2100 r., a 61 krajów odnotuje ubytek liczby ludności o co najmniej 1 procent do 2050 r. W niektórych krajach, takich jak: Bułgaria, Łotwa, Litwa, Serbia i Ukraina spadek liczby ludności będzie jeszcze bardziej drastyczny wskutek emigracji.

Populacja liczonych łącznie Ameryki Północnej i Europy skurczy się z 1,13 miliarda w 2038 r. do 1 miliarda w 2100 r. ONZ przekonuje, że nie oznacza to załamania, ponieważ region Europy i Ameryki Północnej nadal ma jeden z najwyższych odsetków osób w wieku 25–64 lata, co jest najbardziej korzystne dla gospodarki.

Na całym świecie w 2018 roku po raz pierwszy liczba osób w wieku 65 lat i starszych przewyższała liczbę dzieci poniżej piątego roku życia, ale oznacza to, że wciąż jest znacznie więcej młodych osób na utrzymaniu niż starszych. Świat będzie się starzeć, a odsetek osób w wieku 65 lat lub starszych wzrośnie z 10 procent dzisiaj do 16 proc. w 2050 r. Chociaż istnieje większa niepewność, przewiduje się, że ostatecznie osoby w tym wieku będą stanowić jedną czwartą populacji świata do 2100 r.

Wzrost liczby ludności utrudnia osiągnięcie celów zrównoważonego rozwoju. Trzeba w jeszcze większym stopniu regulować płodność

ONZ ostrzega, że szybki wzrost liczby ludności na świecie – mimo spadku płodności o połowę – utrudnia osiągnięcie celów zrównoważonego rozwoju i należy coś zrobić z problemem wczesnego rodzenia dzieci przez nastolatki, na które ma przypadać 10 procent wszystkich dzieci na świecie.

46 najszybciej zaludniających się krajów należy do grupy najbardziej zubożałych i „najbardziej narażonych na zmiany klimatu”. Jednocześnie rzekomo znacznie przyczyniają się one do negatywnego wpływu ludzi na środowisko. Dlatego ONZ postuluje konieczność regulacji płodności, by zmniejszyć presję ekologiczną i umożliwić rozwój gospodarczy.

Chociaż w raporcie przyznano, że tempo wzrostu światowej populacji zwalnia i w 2020 r. po raz pierwszy od 1950 r. spadło poniżej 1 proc. rocznie, to jednak dwie trzecie przewidywanego wzrostu światowej populacji do 2050 r. będzie napędzane przez dynamikę z przeszłości.

Dlatego też rządy chcące ograniczyć dzietność nie miałyby większego wpływu na tempo wzrostu od teraz do połowy stulecia. Niemniej jednak, zasugerowano że gdyby skumulowany efekt niższej płodności utrzymał się przez kilka dziesięcioleci, może być bardziej znaczącym ograniczeniem globalnego wzrostu populacji w drugiej połowie wieku.

ONZ stwierdza, że „szybki wzrost populacji jest zarówno przyczyną, jak i konsekwencją powolnego postępu w rozwoju. Utrzymująca się wysoka dzietność i szybki wzrost populacji stanowią wyzwania dla osiągnięcia zrównoważonego rozwoju. Na przykład konieczność kształcenia coraz większej liczby dzieci i młodzieży ogranicza środki na rzecz poprawy jakości edukacji. Jednocześnie w miarę osiągania Celów Zrównoważonego Rozwoju (SDGs), szczególnie tych związanych ze zdrowiem, edukacją i gender, prawdopodobnie nastąpi przyspieszenie transformacji w kierunku niższej dzietności w krajach z utrzymującymi się wysokimi wskaźnikami dzietności”.

W wielu państwach w ostatnich dziesięcioleciach płodność znacznie spadła. Obecnie dwie trzecie światowej populacji mieszka na obszarach, w których wskaźnik dzietności jest niższy niż 2,1 urodzeń na kobietę, czyli utrzymuje się na poziomie wymaganym dla „zerowego wzrostu” na dłuższą metę dla populacji o niskiej śmiertelności.

Uporządkowana migracja remedium na ubytek liczby mieszkańców w niektórych państwach

Populacje 61 krajów mają skurczyć się o 1 procent lub więcej w latach 2022–2050 ze względu na utrzymujący się niski poziom płodności, a w niektórych przypadkach podwyższony wskaźnik migracji.

Międzynarodowa migracja oczywiście ma istotny wpływ na trendy demograficzne w niektórych krajach. W ciągu najbliższych kilku dekad migracja będzie jedynym motorem wzrostu liczby ludności w krajach o wysokich dochodach.

ONZ wskazuje, że „wszystkie państwa, niezależnie od tego, czy doświadczają napływów netto, czy odpływów migrantów, powinny podjąć kroki ułatwiające uporządkowaną, bezpieczną, regularną i odpowiedzialną migrację, zgodnie z celem SDG [zrównoważonego rozwoju – przyp. red.] 10.7”.

Raport wskazuje ponadto, że „pandemia COVID-19 wpłynęła na wszystkie trzy elementy zmiany populacji”, to jest globalną średnią długość życia, która spadła do 71 lat w 2021 r., w porównaniu z 72,8 w 2019 r., na obniżoną płodność oraz migracje.

W styczniu 2022 r. Narodowe Biuro Statystyczne Chin podało, że piąty rok z rzędu wskaźnik urodzeń w tym kraju spadł. W 2021 r. urodziło się 10,6 mln dzieci, w porównaniu z 12 mln rok wcześniej. I stało się tak, mimo uchylania przez rząd uciążliwej „polityki jednego dziecka”. Pekin zezwolił od 2021 r. na posiadanie do trojga dzieci.

Jednak wiele Chinek twierdzi, że ​​nie stać je na posiadanie więcej niż jednego dziecka. Populacja Chin może wkrótce zacząć się kurczyć, podobnie jak populacja Japonii.

W Ameryce Łacińskiej i na Karaibach, w Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej, Europie i Ameryce Północnej, Australii i Nowej Zelandii wskaźnik dzietności (TFR) utrzymuje się poniżej poziomu zastępowalności pokoleń (około 2,1 dziecka na kobietę) w 2020 r. Z kolei populacja Afryki Subsaharyjskiej wzrośnie sześciokrotnie w tym stuleciu (wskaźnik TFR wynosi 4,72, w porównaniu z 5,88 dwie dekady temu).

W Nigerii dzieci i młodzież stanowią połowę populacji, podczas gdy na przykład w małych miasteczkach Korei Południowej szkoły podstawowe są zamykane z powodu braku uczniów. Do 2050 roku Etiopia i Demokratyczna Republika Konga (DRK) znajdą się w pierwszej dziesiątce najludniejszych krajów świata, dołączając do Brazylii i Indii. I to te kraje mają najszybciej rozwijać się pod względem ekonomicznym. Sytuacja demograficzna i rozwojowa niektórych państw może jednak ulec zmianie wskutek toczonych wojen.

Aby złagodzić ekonomiczne skutki starzenia się populacji w Europie, czy innych regionach ekonomiści wskazują cztery opcje: podniesienie wieku emerytalnego, obniżenie świadczeń, zmuszenie większej liczby osób do pracy lub zwiększenie imigracji młodych ludzi, by utrzymywali nierentowne systemy emerytalne.

W przypadku Europy „uporządkowana migracja” ma odegrać kluczową rolę. Bez migracji populacja Europy miałaby skurczyć się z około 521 milionów do około 482 milionów do połowy wieku.

Mniej ludzi i mniej zamożnych konsumentów, „by nie wywierać presji na środowisko”.

Sposobem zaś na ograniczenie „presji ludności na zasoby naturalne” jest utrzymanie na dłuższą metę jak najmniejszej liczby zamożnych konsumentów.

Warto zauważyć, że propagatorzy zrównoważonego rozwoju, jak np. prof. Jeffrey Sachs wielokrotnie przy okazji swoich wykładów na temat celów Agendy 2030 wskazywali na rzekomy wielki problem wzrostu liczby ludności w krajach Afryki Subsaharyjskiej. Jednak ludność ta jest bardzo uboga, a jej konsumpcja znikoma w porównaniu chociażby z przeciętnym mieszkańcem Zachodu.

Według raportu Center for Global Development w Waszyngtonie, do końca pierwszego tygodnia stycznia 2022 r. przeciętny mieszkaniec Stanów Zjednoczonych miał przekroczyć roczną emisję dwutlenku węgla równoważną obywatelom w 22 krajach o niskich dochodach. Ale to przede wszystkim od tych ubogich mieszkańców wymaga się stosowania środków kontroli urodzeń.

Od czasu pojawienia się książki „Bomba populacyjna” w 1968 r. autorstwa Paula i Anne Ehrlich antynatalistyczne podejście osób odpowiedzialnych za globalne strategie rozwoju nie zmieniło się. I chociaż mają oni powód do zadowolenia – wszak w ciągu ostatnich 70 lat współczynniki dzietności spadły na całym świecie łącznie o połowę – wciąż przekonują, że jeśli jeszcze bardziej nie ograniczy się płodności, to grozi nam katastrofa.

Dlatego postulują dalsze „wzmacnianie pozycji kobiet” i „zwiększanie kosztów wychowywania dzieci” oraz zapewnienie wszystkim osobom: kobietom i mężczyznom „nowoczesnej antykoncepcji”, która obejmuje aborcję i sterylizację.

Tom Bollyky, dyrektor Globalnego Programu Zdrowia przypomina, że płodność, wielkość populacji w wieku produkcyjnym mają istotne konsekwencje na poziomie krajowym i globalnym. Wpływają na „czynniki napędzające zmiany klimatyczne, wywołują presję na środowisko, produkcję żywności, wszystko, od wielkości siły roboczej, potęgi militarnej, przez wzrost gospodarczy, po rentowność systemów opieki zdrowotnej i opieki społecznej”.

I przez ostatnie 70 lat rozumienie tego, jak demografia będzie kształtować przyszłość, było w dużej mierze napędzane przez prognozy ONZ dotyczące populacji. Niektóre z nich Bollyky zakwestionował jednak, sugerując, że współczynniki dzietności będą znacznie niższe niż prognozy ONZ i spadną znacznie szybciej w Afryce Subsaharyjskiej. To z kolei będzie miało poważne konsekwencje społeczne i ekonomiczne dla całego świata.

Demografia, istotny czynnik geopolityki

Z kolei prof. Chris Murray, dyrektor Institute for Health Metrics and Evaluation na Uniwersytecie w Waszyngtonie twierdzi, że wykształcenie kobiet i dostęp do usług w zakresie „zdrowia reprodukcyjnego” (aborcja, sterylizacja, antykoncepcja) wyjaśniają większość wszystkich wzorców płodności. Kombinacja tych dwóch składników de facto ma daleko idące konsekwencje w postaci szybszego starzenia się społeczeństwa, konieczności zapewnienia opieki nad osobami starszymi i mniejszej podstawy opodatkowania. W tej sytuacji nie jest możliwe podtrzymanie wzrostu gospodarczego. Nowe pokolenie ekonomistów ze Stanforda pisze o tym; że „młodsi ludzie są często motorem innowacji”, bo kupują dobra konsumpcyjne trwałego użytku, pożyczają pieniądze i zwiększają wydatki konsumenckie, a starsi w większości stanowią problem.

Profesor dodaje, że populacja ma kolosalne znaczenie jako czynnik geopolityczny. Przykładowo, biorąc pod uwagę transformację taką jak w Chinach, gdzie populacja osób w wieku produkcyjnym spadnie o 50 procent lub więcej w tym stuleciu, wzrost gospodarczy musi wyhamować, co z kolei odbije się na zmianie w rankingu największych gospodarek świata. – Chiny osiągnęły lub są blisko osiągnięcia szczytu pod względem potęgi geopolitycznej i te siły demograficzne mogą naprawdę prowadzić do spadku. A kraj taki jak Nigeria może bardzo poprawić swoją pozycję geopolityczną w ciągu tego stulecia – wskazuje.

Zdaniem profesora, tak naprawdę od zmian demograficznych, zwłaszcza od spadku liczby ludności w poszczególnych krajach, zależy to, jak będzie wyglądał świat i z jakimi wyzwaniami będzie się mierzył.

Wielki problem będą mieć: Rosja, państwa w Azji Środkowej, Europie Wschodniej, dla których kwestie demograficzne są kwestiami bezpieczeństwa. Chcąc uchronić się przed negatywnymi skutkami geopolitycznymi, niektóre kraje np. Japonia czy Singapur stawiają na zachęty dla kobiet, by chciały rodzić więcej dzieci. Inne wybierają migrację np. Australia, Nowa Zelandia, Kanada, USA.

Jeszcze inne kraje wywierają ogromną presję na kobiety, by rodziły więcej dzieci, ograniczając ich dostęp do „niektórych usług w zakresie zdrowia reprodukcyjnego”. W ocenie prof. Murraya, ta ostatnia opcja jest wielce niebezpieczna, bo stanowi zagrożenie dla „praw reprodukcyjnych” kobiet.

Zmiany demograficzne jednym z pięciu megatrendów kształtujących przyszłość

Dr Natalia Kanem z UNFPA zaznaczyła niedawno, że „Sekretarz Generalny ONZ, Antonio Guterres zidentyfikował zmiany demograficzne wraz ze zmianami klimatycznymi i innymi rzeczami, jako jeden z pięciu megatrendów, które będą kształtować wspólną przyszłość”.

Podkreśliła, że celem ONZ jest oczywiście „promowanie pokoju i zrównoważonego rozwoju, zwłaszcza poprzez usługi reprodukcyjne i seksualne”. Organizacja Narodów Zjednoczonych jest wręcz zdeterminowana, aby nie zmieniać strategii dotyczącej ograniczenia liczby ludności na świecie, chociaż niskie współczynniki dzietności zapoczątkowały łańcuch wydarzeń gospodarczych. Mniejsza liczba młodych ludzi prowadzi do mniejszej siły roboczej, co odbija się na wpływach z podatków, emerytur i składek na opiekę zdrowotną. Gospodarka z niedoborem siły roboczej doświadcza wyższych kosztów pracy, jest mniej wydajna. W rezultacie w danym kraju spada standard życia.

W 2016 r. czyli rok po przyjęciu Agendy 2030, Guy J. Abel, Bilal Barakat, Samir KC oraz Wolfgang Lutz w artykule naukowym: Meeting the Sustainable Development Goals leads to lower world population growth pisali, że „osiągnięcie celów zrównoważonego rozwoju prowadzi do niższego wzrostu liczby ludności na świecie”.

„Przyszłość wzrostu liczby ludności na świecie ma znaczenie dla przyszłego dobrobytu ludzi i interakcji ze środowiskiem naturalnym. Pokazujemy, w jakim stopniu wzrost liczby ludności na świecie można ograniczyć poprzez pełne wdrożenie celów zrównoważonego rozwoju (SDG), których cele zdrowotne i edukacyjne mają bezpośrednie i pośrednie konsekwencje dla przyszłych trendów umieralności i płodności” – czytamy.

Autorzy szczegółowo odnieśli się oni do konkretnych celów i zadań zapisanych w programie Agendy 2030, których wdrażanie jest monitorowane za pośrednictwem specjalnych wskaźników.

Prognozowali, że „w oparciu o wielowymiarowy model dynamiki populacji” dzięki wdrożeniu konkretnych celów uda się osiągnąć wielkość populacji między 8,2 a 8,7 miliarda w 2100 roku.

„Niektóre z tych celów, jeśli zostaną faktycznie zrealizowane, w szczególności w dziedzinie zdrowia reprodukcyjnego i edukacji kobiet, będą miały silny bezpośredni i pośredni wpływ na przyszłe trendy populacji, głównie w kierunku jej niższego wzrostu” – zaznaczyli.

Agenda 2030 na rzecz zrównoważonego rozwoju, zatwierdzona przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w obecności większości głów państw we wrześniu 2015 r., obejmuje 17 celów i 169 zadań szczegółowych. „W przeciwieństwie do poprzednich Milenijnych Celów Rozwoju (MCR), które zostały ustalone w 2000 r. wraz z docelowym rokiem 2015, SDG odnoszą się nie tylko do krajów rozwijających się, ale zamiast tego do wszystkich krajów na świecie i obejmują wymiar środowiskowy oprócz wymiaru społecznego oraz gospodarczego (…) Trendy demograficzne nie są wyraźnie wymienione w SDGs, ale kilka z celów SDGs jest bezpośrednio lub pośrednio związanych z przyszłymi trendami demograficznymi. Cele SDG dotyczące śmiertelności dzieci, śmiertelności matek, przyczyn zgonów i zdrowia reprodukcyjnego można przełożyć mniej lub bardziej bezpośrednio na przyszłą śmiertelność i ścieżki płodności” – wskazano.

Autorzy opracowania zaznaczyli, że „główną ideą jest to, że wdrożenie SDGs pomoże przyspieszyć proces transformacji demograficznej, który w innym wypadku przebiegałby wolniej”. Po 2030 r. rozwój populacji miałby przebiegać w bardziej uporządkowany sposób.

Prezentując dane najnowszego raportu ONZ dotyczącego prognoz ludnościowych Sekretarz Generalny ONZ Antonio Guterres apelował dość enigmatycznie, by zastanowić się w kontekście „naszej wspólnej odpowiedzialności za planetę” (…), „gdzie wciąż nie wywiązujemy się z naszych zobowiązań”.

Sekretarz nawiązał do kwestii koncentracji w przyszłych dziesięcioleciach ponad połowy światowej populacji w ośmiu krajach: Demokratycznej Republice Konga, Egipcie, Etiopii, Indiach, Nigerii, Pakistanie, Filipinach i Tanzanii.

ONZ długo nie zmieni sposobu postrzegania globalnej populacji. Zrobią to jednak niektóre państwa, borykające się z problemem szybko starzejących się społeczeństw i zabiegające o utrzymanie globalnej pozycji. W najbliższych dziesięcioleciach czynnik demograficzny odegra bardzo ważną rolę w gospodarce światowej i w kwestii bezpieczeństwa.

Agnieszka Stelmach