Chiński ślad i ukraiński trop. Republikanie na tropie interesów Bidenów.

Chiński ślad i ukraiński trop. Republikanie na tropie interesów Bidenów.

Ukraińskie interesy Bidenów: oligarchowie, paliwa i laboratoria biologiczne.

Konrad Rękas https://myslpolska.info/2022/12/03/rekas-chinski-slad-i-ukrainski-trop-republikanie-na-tropie-interesow-bidenow/

Sukces GOP [Grand Old Party – rep. ; md] w wyborach do Kongresu był mniejszy od oczekiwań, w dodatku wewnątrz-republikańska selekcja kandydatów pozwoliła w obrębie obu izb zachować przewagę mixu neokonserwatystów i globalistów. W dalszym ciągu więc główną rozbieżnością w obrębie amerykańskiego bipolu pozostaje z kim wojować najpierw: z Rosją, czy z Chinami, nie zaś – czy nie lepiej byłoby zająć się problemami krajowymi, zamiast kontynuować ekspansję.

Ten brak istotnych z punktu widzenia reszty świata (i zwykłych Amerykanów) różnic między Demokratami i Republikanami tym bardziej zatem skłania do demonstracji różnic tyleż medialnych, co niewiele zmieniających w ramach amerykańskiej oligarchii. Czym by bowiem była kadencja kolejnego amerykańskiego prezydenta bez śledztw, prokuratorów specjalnych, komisji i impeachmentów? A jednak nawet takie pozorowane wojny mogą okazać się pomocne w prognozowaniu kolejnych kierunków realnych starć globalnych.

Joe Biden – prezydent przejściowy?

Oczywiście w tle ogłoszonego właśnie przez kongresmena Jamesa Comera (Rop.) raportu A President Compromised: The Biden Family Investigation jest nie tyle chęć wyjaśnienia faktycznie kontrowersyjnych interesów rodziny Bidenów, ale też kolejna rywalizacja o fotel prezydenta USA. Walka ta również wydaje się o tyle pozorowana, że jest co najmniej wątpliwe, by Joe Biden faktycznie ubiegał się o reelekcję. Aż 2/3 ankietowanych przez Edison Research amerykańskich wyborców opowiedziało się przeciw startowi obecnego lokatora Białego Domu, przy czym – co ważne z punktu widzenia kampanii 2024 roku – tego zdania jest co najmniej 40% elektoratu Demokratów.

Potwierdzałoby to jedynie zastrzeżenia czynione już w 2020 roku przez zwolenników Donalda Trumpa, atakujących Bidena jako figuranta, mającego jedynie zrobić miejsce dla obecnej wiceprezydent, Kamali Harris lub innego kandydata globalnej agendy neoliberalnej. Paradoksalnie więc, obecny atak Republikanów może jedynie przybliżyć realizację takiego scenariusza, rezygnację Bidena i rozpoczęcie jawnego wyścigu o nominację demokratyczną. Oprócz Harris wśród jego potencjalnych uczestników wymienia się m.in. Gavina Newsoma, bardzo pro-klimatycznego (a wcześniej COVIDowego) gubernatora Kalifornii, Gretchen Whitmer, gubernatorkę Michigan, starszą senatorkę z Minnesoty Amy Klobuchar oraz sekretarza transportu Pete’a Buttigiego z Indiany (uważanego także za atrakcyjnego kandydata na wiceprezydenta u boku Harris).

Jak się powszechnie uważa, rywalizacja w obrębie GOP rozstrzygnie się pomiędzy ex-prezydentem Trumpem (który w ten sposób powtórzyłby wyczyn Grovera Clevelanda, skądinąd Demokraty, urzędującego w Białym Domu dwukrotnie, ale z czteroletnią przerwą), a gubernatorem Florydy, Ronem DeSantis, czyli ex-trumpistą nie uciekającym przed fryzjerem. Byłoby to więc w jakimś sensie powtórzenia scenariusza z roku 2016, gdy drogę do zdobycia nominacji republikańskiej utorowało Trumpowi wyeliminowanie Jeba Busha, uważnego początkowo za faworyta i również silnego latynoskimi głosami Sunshine State.

Kto jest chińską onucą?

To co łączy obu obecnych pretendentów, to zapewne zgoda z głównymi założeniami Raportu Comera, mającymi ustawić przyszłą kampanię wokół kwestii „zagrożenia chińskiego”, czyli ulubionego tematu ekspansjonistów republikańskich. Jak podkreśla firmujący dokument kongresmen, „wyszczególnia on dowody ujawniające, w jaki sposób prezydent Biden osobiście uczestniczył w transakcjach biznesowych swojej rodziny i czerpał z nich korzyści; wykorzystywał swoje publiczne stanowiska i pozwalał na ich wykorzystanie przez innych do wspierania rodzinnych interesów finansowych, przez co jest potencjalnie podatny na wpływy, szantaż lub wymuszenia ze strony podmiotów zagranicznych, w tym Komunistycznej Partii Chin (KPCh)” [podkr. KR]. Interesy rodziny Bidenów są zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego! – wtórował Comerowi inny Republikanin, deputowany Jim Jordan z Ohio. „W trakcie śledztwa Komitet Republikanów zbadał szereg korupcyjnych interesów Huntera Bidena w Chinach, wliczając w to działalność funduszu inwestycyjnego, stanowiącego współwłasność Bank of China i Huntera Bidena; jego strategiczne związki z jedną z największych chińskich firm paliwowych, a także jego bliską zażyłość z osobami zbliżonymi do Komunistycznej Partii Chin” – czytamy w raporcie.

Ukraińskie interesy Bidenów: oligarchowie, paliwa i laboratoria biologiczne

Polowanie na „chińską agenturę” odpowiada rzecz jasna obecnemu zapotrzebowaniu finansowego zaplecza Partii Republikańskiej, zainteresowanego wyraźnie wygaszeniem awantury ukraińskiej, szybką normalizacją stosunków z Rosją i skierowaniem całego wysiłku dyplomacji, gospodarki, a jeśli potrzeba nawet amerykańskiej siły zbrojnej przeciw Chinom. W tym kontekście zatem należy zauważyć, że, atakując „schemat biznesowy Bidenów” jako oparty na politycznych koneksjach seniora rodu, a także wskazując na znane kontrowersje związane z międzynarodowymi interesami prezydentowicza, Huntera Bidena – Republikanie odnoszą się również do jego aktywności na Ukrainie, której detale ujawnił przed dwoma laty „The New York Post” (NYP).

Jak pamiętamy, w 2016 roku jeszcze jako wiceprezydent u boku Baracka Obamy, Biden-senior szantażował prezydenta Petra Poroszenkę wstrzymaniem miliardowej amerykańskiej transzy kredytowej, domagając się w zamian za jej kontynuowanie dymisji prokuratora generalnego, Wiktora Szokina, prowadzącego śledztwo przeciw firmom opłacającym się Bidenowi-juniorowi, w tym Burisma Holdings Ltd oligarchy Mykoły Złoczewskiego. Wpłacał on na rzecz niemającej żadnego doświadczenia w branży paliwowej firmy Bidenów, Rosemont Seneca Partners, nawet do $166.000 miesięcznie. Mimo twardych dowodów cała afera została szybko zakwalifikowana jako „teoria spiskowa”, nikt też nie poniósł w związku z nią żadnych konsekwencji. No, może poza zdymisjonowanym ku aplauzowi USA i UE prokuratorem Szokinem… Podobnie zresztą pod dywan zamieciono zarzuty przekazywania za pośrednictwem Bidena juniora (zapewne nie bez odpowiedniej marży…) środków na finansowanie amerykańskich laboratoriów broni biologicznej zlokalizowanych na Ukrainie.

Technikę rzeczonego zamiatania potwierdził nie kto inny, jak sam Mark Zuckerberg, przyznając w zeznaniach składanych przed Komisją Senacką 28 października 2020 roku, że algorytmy Facebooka celowo blokowały rozprzestrzenianie i popularyzację artykułów NYP na temat interesów Huntera Bidena i jego ojca.

„Sprzedają Amerykę Chińczykom”, czyli nowe Yellow Peril

Inne przypomniane zarzuty dotyczą z kolei brata prezydenta, Jamesa Bidena, zajmującego się pozyskiwaniem inwestorów dla prowadzonej przez firmę, w której był partnerem, Americore Health, LLC, akcji skupowania podupadających szpitali na terenach wiejskich. Wspólników James miał kusić zarówno wpływami brata, jak wielomilionowym zabezpieczeniem całego przedsięwzięcia, pochodzącym z bliżej niesprecyzowanych źródeł z Bliskiego Wschodu, Chin oraz… Rosji.  Rzecz jasna wszystko również skończyło się skandalem, tajemniczy wspólnicy z Kataru i Arabii Saudyjskiej nie zostali ujawnieni, za to James Biden został pozwany przez Americore o $600.000 wyłudzonej pożyczki, co ostatecznie zakończyło się we wrześniu 2022 roku ugodowym zwrotem przez przedstawiciela klanu Bidenów $350.000.

To jednak nadal tylko drobne wobec zarzutów grubszego kalibru, z zakresu bezpieczeństwa energetycznego USA. Republikanie oskarżają bowiem Bidenów ni mniej, ni więcej, tylko o „przygotowanie planu wyprzedaży amerykańskich źródeł energii w ręce Chińczyków”, za co prezydencko-biznesowa dynastia miała otrzymać co najmniej $5.000.000 od chińskiej korporacji CEFC China Energy (obecnie już zbankrutowanej), uważanej w Stanach za bezpośrednie narzędzie KPCh. A to już w obecnym klimacie medialno-propagandowym USA niemal zarzut zdrady głównej i zemsta Republikanów za rzekomy „rosyjski ślad” w zwycięstwie wyborczym Donalda Trumpa w 2016 roku.

Byle tylko III wojna światowa nie zaczęła się w Polsce…

Pozorowana na wielu płaszczyznach konkurencja republikańsko-demokratyczna może zatem wywoływać zupełnie realne skutki, sprowadzające się wprawdzie tylko do potencjalnej i zapewne przejściowej zmiany priorytetów, zupełnie jednak wystarczającej, by zagrożenie wojną światową płynnie przeniosło się ze wschodniej Europy do południowo-wschodniej Azji. Fakt, że jednocześnie jako współwinnych domniemanej korupcji na amerykańskich szczytach władzy wskazuje się ukraińskich oligarchów i chińskich komunistów dobrze oddaje nastroje blisko połowy amerykańskiego elektoratu, ten zaś nawet w realiach plutokratycznego systemu USA wciąż jest używany do uzasadniania wymiany grup zarządzających.

Być może zatem czy i gdzie wybuchnie III wojna światowa dowiemy się jeszcze przez rozstrzygnięciem amerykańskich wyborów prezydenckich 2024 roku.

INTRYGI, FANTOMY, ILUZJE I MRZONKI. WIESZCZBA KRWAWEJ GŁOWY (16).

Andrzej Juliusz Sarwa

WIESZCZBA KRWAWEJ GŁOWY (16)

INTRYGI, FANTOMY, ILUZJE I MRZONKI

Preceptor

Jur Białecki, wychowanek państwa Czerenowskich, piętnaście lat liczący, chociaż wysoki, barczysty, w talii wąski niczym osa, prosty jak świeca, bardzo przystojny i wyglądający na co najmniej osiemnaście lat, jednak dzieciuchem był jeszcze.

Bystry i pracowity jak on, a na dodatek żądny wiedzy, którą chłonął niczym gąbka wodę, to dla rodziców, każdych, wymarzony skarb! Miejscowy pleban co tam sam wiedział, to mu już przekazał. Aby zaś go posłać gdzieś dalej, na przykład do szkoły kolegiackiej w Kaliszu mowy nie było. Czemu?

Ano państwo Czerenowscy mocno posunęli się w latach i coraz słabiej radzili sobie z prowadzeniem gospodarstwa. Ba! Właściwie dwóch gospodarstw, minęło bowiem już kilkanaście lat, a Ludka Białecka nie dała znaku życia. Od znajomków i krewniaków z Sandomierskiego powzięli wiadomość, że zaraz po wyjeździe od nich udała się do Paryża, a potem wszelki słuch po niej zaginął. Podobnie zresztą, jak i po jej bracie, którego wybrała się szukać.

Posiadali zatem dwa zacne majątki oddalone od siebie o wielki szmat drogi, a ich doglądanie było wyzwaniem nie lada! Tedy Jurek musiał tkwić przy opiekunach, których traktował jak rodziców i pomagać, jak dalece umiał i jak bardzo mu sił starczało.

Choć im, znaczy się pani Anastazji i panu Krzysztofowi, serce się krajało, to zaczęli przemyśliwać, czy by nie sprzedać swoich dóbr w Kaliskiem i nie zakupić innych, w Sandomierskiem, w bliskości dóbr Białeckich. Wtenczas może i lżej by im było jakoś gospodarzeniu podołać.

Na Jura nie mogli liczyć, bo chociaż jak potrafił, tak pomagał, to przecie zbyt młody był jeszcze i wolał nos trzymać w książkach, których kilka było we dworze, głównie po łacinie, chociaż i jakaś polska, bodaj pana Kochanowskiego, by się znalazła, albo uganiać się konno z Kasią, swoją mleczną siostrą, po okolicy.

I to ostatnie też niezbyt widziało się przybranym rodzicom chłopaka. Póki byli dziećmi, to niczego nagannego w takiej zażyłości nie można się było dopatrzyć. Teraz jednakoż, z boku na młodych zerkając, chociaż nadal żyli jak brat z siostrą, ten czy ów mógłby mieć coś niemiłego do powiedzenia, albo i coś brzydkiego podejrzewać.

Trudno było starym znaleźć jakieś dobre wyjście. Aż któregoś wieczora pan Krzysztof, racząc się przed snem kusztyczkiem wybornej starzonej śliwowicy, co by mu się lepiej spało, wpadł na pewien pomysł.

– A zawołaj no tu aśćka – rzekł do żony – tego naszego urwisa.

– I po cóż to?

– A chciałbym go nieco wybadać.

Gdy chłopak stawił się przed wujostwem, pan Krzysztof ozwał się w te słowa:

– Posłuchajże mnie, Jureczku. My się starzejemy, tobie lat przybywa. Myślisz ty aby o przyszłości? My niedługo pomrzemy, sam się zostaniesz, dobrze by było, jakbyś już coś tam na przyszłość zaplanował.

Chłopak na te słowa nic nie odpowiedział. Stał ze spuszczoną głową i oczami wbitymi w podłogę.

– No? – ponaglił go wuj.

– Ale wy przecie nie pomrzecie… rychło… – w oczach mu się łzy zaszkliły.

– Oj, synu, synu! Czas nieubłaganie przesuwa godziny, dnie, mijają tygodnie… spójrz – głowy nam posiwiały, ręce się trzęsą…

Zamilkli. I długo trwało to milczenie. Wreszcie ciotka Anastazja zabrała głos:

– Widzimy, że cię do nauki ciągnie… to może byś, synku, księdzem został?

– O, co to, to nie! Do nauki mnie ciągnie, to jest prawda. Światam ciekaw, to też prawda, ale i okrutnie mi się jedna dziewczyna podoba. Oj! Jak okrutnie! To takiego byście księdza ze mnie chcieli wyhodować, który by miłośnicę trzymał?

Nie wiedzieli państwo Czerenowscy, co odrzec na takie dictum, gdy od kłopotu wybawiło ich pojawienie się służącej, która przybyła z wiadomością, że jakiś mąż uczony – z wyglądu przynajmniej – zdrożony bardzo, o posłuchanie prosi.

– Niech wejdzie – powiedział pan Krzysztof i kiwnął głową na znak zgody.

– Tak jest, Wasza Miłość. Już proszę.

Ledwie minęła chwila, a do komnaty, w której przebywali dziedzic i dziedziczka, służka wprowadziła jakoweś dziwaczne indywiduum.

Był to mężczyzna dość już stary, bliżej siedemdziesiątki niż sześćdziesiątki, sądząc z wyglądu, chociaż tak naprawdę ledwie sześćdziesiątkę przekroczył. Szpetny był bardzo i łysy, chociaż twarz przyozdobił sobie szczurzymi wąsikami i capią bródką, które kiedyś zapewne były rude, ale teraz posiwiały, i tylko gdzieniegdzie spośród siwizny wystawało po parę żółtych, ale ongi pewnie ognistej barwy włosów.

Z głowy ściągnął mocno wytarty i zniszczony biret doktorski i miął go nerwowo w rękach, a przyodziany był w równie mocno, co biret zniszczoną togę, ściągniętą w talii rzemiennym paskiem, do którego przytroczona była chuda, pusta sakiewka, oraz kałamarz z inkaustem i parę piór gęsich pierwszorzędnej jakości, niezaostrzonych jeszcze. Musiał chyba gdzieś zacną gęś dopaść i pióra jej powyrywać, a ptaka samego, być może kędyś pod lasem, nad ogniskiem upiec, bo na takiego, co by się po karczmach suto żywił – nie wyglądał.

Twarz miał inteligentną, ale smutną, i nieco może odrobinę bezczelną. Wszystko to razem mogło wskazywać na owo – że całe jego życie to był jeden wielki zawód. Stał oto przed Czerenowskimi człek nieszczęśliwy, który w młodości miał pewnikiem głowę pełną marzeń, któremu roiły się sława i bogactwo, ale z tych rojeń nic nie wynikło, a teraz czułby się bogaczem, gdyby co dnia mógł się najeść do syta. Choćby i suchego chleba…

– Słucham was, czcigodny doktorze. Skąd Pan Bóg prowadzi?

– Z Paryża. Z samego Paryża…

Na te słowa w oczach państwa Czerenowskich dało się dostrzec błysk zainteresowania.

Dziedzic zaprosił przybyłego, by usiadł z nimi przy stole.

– My, co prawda już wieczerzaliśmy, ale może wyście, doktorze, głodni i zdrożeni?

– A i owszem. Nie pogardzę zaproszeniem – odpowiedział przybysz. – Wpierw jednak przedstawić mi się wypada. Kto mnie gości, to wiem, ale kogo państwo gościcie, to tego jeszcze nie wiecie. Jestem Cadaver Illuminatus de Sandomiria, magister artium et philosophiae doctor.

Dziedzic wybałuszył oczy ze zdumienia.

– Że jak?… Że jak się nazywacie?… Cokolwiek… dziwacznie… delikatnie powiedziawszy.

– Wiem, dziwaczne to moje imię, ale takie mi dawnymi czasy nadano i nie chcę na stare lata zmieniać go na inne.

– No, skoro wam, doktorze, to imię nie wadzi, zwijcie się, jak tam już chcecie, chociaż poczciwy człek je posłyszawszy, może się nie tylko zdumieć, ale i wystraszyć… czartowskie ono… jakieś takie…

Służka wniosła misę z wodą i ręcznik lniany, co by przybysz po podróży, przed wieczerzą, mógł ręce obmyć, ale on prócz rąk i twarz sobie odświeżył, a potem dokładnie się wytarł, zostawiając na bieluchnej, świeżej tkaninie czarne plamy po zmytym i obtartym brudzie. Widać od dawna podróżował bez możliwości zadbania o higienę.

Widząc to, pani smutnym wzrokiem na niego spojrzała, pomyślawszy sobie, iż nawet największa uczoność przed nędzą nie chroni. I żal się jej zrobiło przybysza.

Tymczasem służka przyniosła mu resztki z kolacji – kawał pieczeni wieprzowej, pajdę chleba, dwa jaja na twardo i półlitrowy cynowy kufel musującego, wybornego podpiwku.

Widać było, jak się doktor Cadaver hamował, iżby wprost nie rzucić się na jadło. Ale ręce mu drżały, kiedy odłamywał kęsy z pajdy chleba i nakładał sobie solidne porcje pieczeni.

Przez wiele długich chwil panowało milczenie, Illuminatus tylko mało co przeżuwając, połykał całe kęsy tego, co tam miał na talerzu.

Po dobrym kwadransie przestał wreszcie ruszać gębą, którą otarł wierzchem dłoni i poluzował rzemienny pasek, którym był ściągnięty w talii. Potem zaś raz jeszcze obmył – w świeżej, ciepłej wodzie – ręce i twarz, z niekłamaną wdzięcznością podziękował za posiłek i zachwalając jego wyborność, ucałował panią domu, panią Anastazję, w rękę.

Wtedy dopiero dziedzic odchrząknął, dając do zrozumienia, że za tak miłe przyjęcie, oczekuje coś w zamian, jakiejś konwersacji, jakichś opowieści, wieści jakowychś z szerokiego świata.

– Taaak, to powiadacie doktorze, iż z samego Paryża przybywacie?

– Ano tak, z Paryża.

– A króla jegomości, niecnotę, co to od nas uciekł, porzucając tak zacne królestwo, a później nader obrzydliwy skon miał, podczas czynności, o której nie przystoi mówić przy stole, to czyście go, chociaż z raz, z daleka bodaj widzieli?

– Ba! Waszmość panie, nie z daleka, a z bliska, twarzą w twarz, jako i waszmość pana widzę, a nawet znałem go, króla Henryka, osobiście i nie raz i nie dwa jego dłoń miałem zaszczyt ucałować.

– A to niby jak? – zdziwił się pan Czerenowski.

– Bom był na jego dworze, zaufanym. I króla i królowej-matki. W Luwrze mieszkałem…

– Zatem, co to się stało, żeście teraz, nieomal jak dziad proszalny, na piechotę zapewne, aż tu przywędrowali, dwór królewski porzucając?

– O, właśnie… jak dziad proszalny… dobrze waszmość to ująłeś… Henryk IV… to on… Nawarczyk, Burbon przeklęty, łże-katolik, a po prawdzie wciąż hugenot… To on większość starego dworu rozgonił. Ja, jako człek uczony, o pieniądze nie dbałem, jeść mi dali, na grzbiet co bądź mi starczyło zarzucić, dach nad głową darmowy miałem, a co grosz jakiś wpadł, tom na księgi wydawał. Gdy się przyszło z Luwru wynosić, tak z minuty na minutę, to co żem miał zrobić? Ksiąg na plecy nie włożę, ledwie uratowałem odrobinę gotowizny i głowę.

– Patrzcie no wy! Przecie księgi mogliście spieniężyć albo dać komuś zaufanemu na przechowanie.

– Ledwie mi pół godziny dali na to, bym się z Luwru wyniósł, tom tak zgłupiał, żem zamiast sakiewki, wtenczas jeszcze dość pękatej, pierzynę łapałem i z nią chciałem uchodzić. Łatwo mówić, jak cię, panie, gwardziści królewscy kopniakami do wyjścia nie ponaglają. Ot i tak, zostałem, z czym byłem. Nieomal nagi i bosy. Pomyślałem sobie, że na starość przy nowej władzy, spokojne życie mi nie jest pisane, a żem się i za ojczyzną stęsknił, pomyślałem, że w swoje strony wrócę, w Sandomierskie i może tam mnie jacyś dobrzy ludzie przygarną, dach nad głową zapewnią, brzuch napełnią, a ja się będę mógł odwdzięczyć, najlepiej jak tylko będę umieć.

– Czyli jak? – zainteresował się pan Krzysztof Czerenowski, herbu Czewoja.

– A będę ich synów uczył. Wiedzę mam ogromną. Nabywałem jej nasamprzód w szkole kolegiackiej sandomierskiej, a potem na uniwersytetach w Pradze i Salamance. Mam nadzieję, że ktoś mnie wynajmie i tak jakoś swoich dni dożyję. Mnie tam wiele nie trzeba. Marzeń już nie mam, plany się nie ziściły… zresztą co ja mogę planować, kiedy kostucha zza ramienia w ślepia mi już zerka?…

Zamilkł na chwilę. Państwo też milczeli, bo im się smutno zrobiło, słysząc takie słowa. W końcu Cadaver zapytał:

– Nakarmiliście mnie godnie, a czy pozwolicie mi jeszcze, wielmożni dobrodzieje, spędzić noc pod waszym dachem? Rano ruszę w dalszą drogę. Ku Sandomierzowi…

Pan Krzysztof z początku nic na to nie odrzekł, spojrzał tylko wymownie na małżonkę, na panią Anastazję i w lot się zrozumieli. On pytająco uniósł brwi w górę, ona w odpowiedzi przymknęła powieki, ledwo dostrzegalnie skinąwszy głową. Pan Krzysztof wtenczas dopiero odchrząknął i zwracając się do doktora, zapytał:

– A co byście, panie, powiedzieli na taką oto propozycję? Syna mamy, Jura, piętnasty rok skończył, uczyłby się, wiedzę chłonie niczym gąbka, a my mamy trudność, co by go do jakich szkół posłać. Więc może, zamiast wędrować dalej, u nas byście, doktorze, zostali? Jako preceptor Jerzego? Źle wam tu nie będzie. Dostaniecie pełne utrzymanie i od czasu do czasu grosz jakiś, na drobne wydatki. Do kościoła blisko. Więc co?

Illuminatus usłyszawszy te słowa, aż zmienił się na twarzy. Liczył, i owszem, że kiedyś, gdzieś, w końcu może go ktoś wynajmie, ale oto stało się! Stało się! Już, teraz się to stało!

Z wielkim trudem, bo oczy zaszły mu łzami, a skurcz bolesny zdławił gardło, ledwie zdobył się na „dziękuję” i kilkakrotne skinienie głową.

– Jurek, Jurek, a przyjdź tutaj, do nas!

Gdy młodzian przekroczył próg jadalnej, pan Krzysztof, wskazawszy dłonią uczonego męża, powiedział do wychowańca:

– Poznaj, synu, swojego preceptora.

* * *

Cadaver Illuminatus okazał się nie tylko prawdziwą kopalnią wiadomości z dalekich stron, ale co najbardziej ucieszyło państwa Czerenowskich, osobiście znał Białeckich – tak młodego pana Jakuba, jak i jego siostrę Ludkę, którzy przed piętnastu laty zaginęli.

Do tej pory można było żywić złudzenia, iż rodzeństwo kiedyś tam wróci do Polski, to po tym, co im powiedział Illuminatus, wiadomo już było, że nie. Wedle jego wiedzy, Jakub, uniewinniony przez króla od zrzutu zabójstwa na tle rabunkowym, zamiarował powrócić w Sandomierskie, ale zginął tragicznie w Luwrze, wypadając po pijanemu z okna u wierzchołka wysokiej wieży. Cóż, Cadaver przecie całej prawdy nie mógł im wyjawić. Ludka natomiast śmierć poniosła pod kopytami rozpędzonych koni, które stratowały ją na jednej z ulic Paryża, bo nie zdążyła uskoczyć w bok. Tak więc Jerzy Białecki był ostatnim z rodu i dziedzicem wszelkich dóbr i całego majątku ruchomego i nieruchomego.

– A czy przysięgniesz, doktorze, iż to, co nam tu opowiedziałeś, to szczera prawda?

– Oczywiście. Oba trupy rodzeństwa Białeckich widziałem na własne oczy… Zresztą, jaki bym miał interes w tym, aby kłamać?

– Dobrze zatem. Na niedzielny obiad poprosimy plebana i powtórzysz przy nim, coś nam tu powiedział. Niechaj on stosowny akt sporządzi, a ty go potwierdzisz – oraz dwaj świadkowie – swoim podpisem. Zgadzasz się, doktorze?

– A i owszem, owszem. Jakom już wcześniej oświadczył.

– Trzeba będzie jeszcze jakoś naszego Jureczka o wszystkim uwiadomić… że rodzeństwa już nie ma… że sam na świecie, niebożę…

– To go uwiadommy. Nie ma powodu, iżby rzecz odkładać.

Jerzy, wysłuchawszy owej wieści, przyjął ją nad wyraz spokojnie. Bo i czemu miałby w jakiś szczególny sposób owo przeżywać. Tak Jakub, jak i Ludka, były to dla niego obce osoby, nigdy w życiu na oczy ich nie widział, a i mało co o nich słyszał. W życiu chłopaka pod tym względem nic się nie zmieniło. Poza jednym – oto okazał się był, ostatnim spadkobiercą i dziedzicem rodu Białeckich…

Książkę w wersji papierowej można kupić tu:

Wydawnictwo Armoryka

wydawnictwo.armoryka@armoryka.pl

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierza

e-book tu:

https://virtualo.pl/ebook/wieszczba-krwawej-glowy-i235158/

audiobook tu:

https://virtualo.pl/audiobook/wieszczba-krwawej-glowy-i246215/

Zagadka „znikającego” papieża. To Leon II (682-683). Ks. Bugnini w akcji…

Zagadka „znikającego” papieża. To Leon II (682-683). Ks. Bugnini w akcji…

Dr Carol Byrne

https://www.traditioninaction.org/HotTopics/f173_Dialogue_89.htmKiedy kalendarz na rok 1960 został opublikowany przez papieża Jana XXIII, z niewyjaśnionych przyczyn zabrakło w nim jednego z jego świętych poprzedników: Leona II (682-683), którego święto przypadało na dzień 3 lipca. Jaki pretekst mógłby usprawiedliwić usunięcie papieża o nieskazitelnej ortodoksji, którego Liber Pontificalis (Księga Papieska) opisuje jako „człowieka o wielkiej elokwencji, kompetentnego w Piśmie Świętym, biegłego w języku greckim i łacińskim, odznaczającego się śpiewem i psalmodią”? (1)

Tajemnica jest tym większa, gdy weźmiemy pod uwagę, że ten wybitny papież został  usunięty z Kalendarza Ogólnego przez jednego ze swoich następców,  bez żadnego uzasadnienia.

W żaden sposób nie można było w tym przypadku zastosować fabrykowanych przez ks. Bugniniego kryteriów  świąt do postaci Św. Leona II. Tym razem nie było mowy o dublowaniu: Było to jedyna uroczystość Św. Leona II w kalendarzu. Nie można też było go odrzucić z powodu „niehistoryczności”: Panowanie papieża Leona było dobrze udokumentowane, a jego pisma zachowane.Każda próba zniesienia święta z powodu „braku uniwersalnego znaczenia” (kolejny pretekst Bugniniego do użycia topora wojennego) byłaby skazana na niepowodzenie: Zatwierdzenie przez papieża Leona, decyzji VI Soboru Ekumenicznego (680-681) dotyczyło kwestii doktrynalnych, które pozostały wiążące dla wszystkich przyszłych papieży.Sytuacja wymagała oczywiście wykorzystania całej pomysłowości Bugniniego i zastosowania techniki, w której był szczególnie uzdolniony – zręczności ręki, która zwodzi oko.

Zabawa w „liturgiczne” krzesła

Plan zakładał, że 3 świętych – Leon II, Ireneusz i Tomasz Apostoł – będą rywalizować o 2 daty w kalendarzu: 28 czerwca i 3 lipca, przy czym tylko jeden święty mógł zajmować któryś z tych dni.Przed rokiem 1960, 28 czerwca był uroczystością Św. Ireneusza (2), a 3 lipca Świętego Leona II. (3) Ale w reformie z 1960 r. Św. Ireneusz został przeniesiony na 3 lipca pod pretekstem, że 28 czerwca (Wigilia św. Piotra i Pawła) powinien pozostać wolny, więc Św. Leon został całkowicie wyparty.Jednak w 1969, bez wyraźnej przyczyny, Ireneuszowi przywrócono 28 czerwca, co pokazuje, że nie było potrzeby, aby to święto w ogóle przenosić, natomiast Leonowi (który był już wtedy taktownie zapomniany przez większość ludzi) nie przywrócono 3 lipca. Zamiast tego, przydzielono ten dzień Tomaszowi Apostołowi, który został przeniesiony ze swojej tradycyjnej daty, 21 grudnia.

W efekcie okazało się, że Leon II został na stałe pozbawiony swojego miejsca w kalendarzu, co było stratą dla Kościoła, w dużej mierze w tamtych czasach niezauważoną. Kto teraz obchodzi święto Św. Leona II, albo nawet wie, że największym osiągnięciem jego pontyfikatu było potwierdzenie pośmiertnej ekskomuniki papieża Honoriusza I za współudział w herezji? (4) Pozostaje pytanie, dlaczego Św. Leon musiał zostać usunięty z Kalendarza?

Kiedy przychodzi nam zbadać tło reform z 1960 r., widzimy, że Św. Leon II był już przegrany w grze o „liturgiczne” krzesła, jeszcze zanim zaczęła grać muzyka.

W obronie papieża Leona II

Ale najpierw kilka słów o Leonie II. Wykluczając Honoriusza z Kościoła przy poparciu Soboru Ekumenicznego, papież Leon II wypełniał po prostu najwyższy obowiązek Urzędu Piotrowego czyli utrzymanie nadprzyrodzonej jedności Wiary w całym Kościele dla dobra dusz. Ponieważ zbawienie dusz jest przyczyną powstania i istnienia Kościoła, żaden papież, który nie podejmuje skutecznych kroków przeciwko tym, którzy szerzą błędy doktrynalne, nie może być uznany za wypełniającego obowiązki swojego urzędu. (5)

Taki był zarzut wobec papieża Honoriusza – zaniedbanie obowiązków. Został on obłożony anatemą przez Szósty Sobór Ekumeniczny i przez papieża Leona II, nie za to, że sam nauczał herezji, ale za bierne przyzwolenie i niewykorzystanie swojej władzy do jej stłumienia. Mówiąc słowami papieża Leona II, „nie uświęcił  Kościoła apostolskiego nauczaniem Tradycji apostolskiej, ale bluźnierczą zdradą pozwolił na splamienie jego czystości.” (6)Werdykt ten potwierdził teolog i Doktor Kościoła, Św. Alfons Liguori. (7)

Różnica między Leonem II a Janem XXIII

Różnica polega z jednej strony na solidnej, tradycyjnej odmowie Leona II tolerowania tych, którzy szerzyli herezję lub pozwalali jej zakorzenić się w Kościele, a z drugiej strony na radykalnie zmienionej teologii rządów papieskich Jana XXIII (miękkie podejście  do błędu). Jan XXIII w przemówieniu otwierającym Sobór oświadczył, że Kościół „woli dziś korzystać z lekarstwa miłosierdzia, niż z oręża surowości” i postępować „wykazując słuszność swego nauczania, a nie wydając potępienia.”

Romano Amerio, znany komentator o SW II, zauważył, że to stanowisko dotyczące błędu doktrynalnego było „zdecydowaną nowością i jest otwarcie głoszone jako nowe podejście  Kościoła.” (8)To podejście było odejściem od autentycznej nauki i praktyki katolickiej. Nowość polegała na przedstawieniu potępienia błędu – i ukarania jego sprawców – jako sprzecznego z miłosierdziem. Ponieważ jednak misją Kościoła jest walka ze złem i ratowanie dusz przez nawrócenie ich do Prawdy, potępienie błędu przez papieża Leona II było samo w sobie uczynkiem miłosierdzia – w istocie jednym z siedmiu Uczynków  Miłosierdzia względem duszy.

Romano Amerio, powtarzając odwieczne nauczanie Kościoła, zaznaczył: „Do utrzymania prawdy potrzebne są dwie rzeczy. Po pierwsze: usunąć błąd ze sfery doktrynalnej, co dokonuje się przez obalenie błędnych argumentów i wykazanie, że nie są one przekonujące. Po drugie: usunąć osobę tkwiącą w błędzie, czyli pozbawić ją urzędu, co dokonuje się aktem władzy kościelnej.” (9)Ta rozbieżność między dwoma papieżami pokazuje, do jakiego stopnia „nowa teologia” SW II jest nie do pogodzenia z tradycyjną obroną doktryny katolickiej, której przykładem był papież Leon II.

Papieże SW II miękko traktują herezje

Papież Paweł VI ubolewał nad masową i otwartą niezgodą Hierarchii na nauczanie Magisterium. Mimo tego, odstępcy wśród biskupów, księży, teologów i profesorów seminariów zostali pozostawieni na swoich miejscach, by dalej publicznie krytykować i podważać nauczanie Kościoła, i prowadzić niezliczone dusze na manowce.

Amerio wyjaśnił, jak papież Paweł VI radził sobie z tymi, którzy odrzucali Magisterium: „Paweł VI wolał wygłaszać przemówienia i ostrzeżenia, które przypominały ludziom o ich obowiązkach bez potępiania ich, uświadamiały im coś bez nakładania na nich obowiązku, dawały wskazówki bez nalegania na ich przestrzeganie.” (10

)Większości katolików umyka dziś, że niechęć papieża do stosowania kar wobec dysydentów jest częściowym powodem, dla którego trwali oni w swoich błędach.Wszystkie dowody wskazują na to, że nowa polityka unikania dyscyplinowania i usuwania dysydenckich duchownych, przyniosła następujące skutki:

– Dała winowajcom jednoznaczny sygnał, że pozostaną bezkarni; – Doprowadziło to do ignorowania autorytetu przez tych, którzy są zobowiązani do posłuszeństwa wobec niego;

– Doprowadziło to do kompromitacji władzy;

– Zapoczątkowało to panowanie liberalizmu w teologii dogmatycznej i moralnej;

– W sprawach dogmatycznych i moralnych zapanowała anarchia.Przed SW II, popieranie herezji przez papieża było uważane za wykroczenie podlegające ekskomunice. (11)

Ale od tego czasu, w niezliczonych przypadkach, papieże nagradzali postępowców, a ignorowali lub nawet potępiali obrońców Wiary katolickiej.

Usunięcie Leona II

Kwestią leżącą u podstaw wyrzucenia papieża Leona z Kalendarza jest zmieniona koncepcja papiestwa. Ten papież z VII wieku nie tylko upominał, ale podejmował zdecydowane działania przeciwko źródłom herezji i jej rozprzestrzenianiu, nie oszczędzając jednego ze swoich poprzedników. Był więc „znakiem sprzeciwu”, bezpośrednim afrontem wobec papieży SW II, którzy pozwolili mrowiu herezji wtargnąć do Kościoła i zamieszkać w nim – a wszystko to w imię ekumenizmu, wolności religijnej i kolegialności.

Wraz ze zniknięciem ze sceny liturgicznej Św. Leona II, mało kto dostrzega dziś związek między widoczną wokół nas zapaścią dogmatyczną i moralną a nieudolnością współczesnych papieży w skutecznym radzeniu sobie z kryzysem.W tej nowej sytuacji trzeba dokonać wyboru. Czy jesteśmy za wiarą katolicką, czy przeciwko niej? Czy jesteśmy za przeciwstawieniem się Honoriuszowi (i jego współczesnym odpowiednikom), czy za pozwoleniem im na utrwalanie błędu i herezji? Czy jesteśmy za obroną Kościoła, czy za ugodą z tymi, którzy chcą go zniszczyć? Nie ma tu żadnej możliwej drogi pośredniej. To właśnie tutaj wisi miecz Św. Michała Archanioła.

c.d.n.

===========================================================

Dr Carol Byrne tłum. Sławomir Soja

1. „Vir eloquentissimus, in divinis Scripturis sufficienter instructus, greca latinaque lingua eruditus, cantelena ac psalmodia praecipuus”. Zob. Louis Duchesne (red.), Le Liber Pontificalis, Paris, 1886-1892, t. 1, s. 3592. 

=================================

2. Tak było dopiero od 1921 roku, kiedy papież Benedykt XV rozszerzył jego święto (wcześniej obchodzone w Lyonie) na Kalendarz Ogólny. Według Martyrologium Rzymskiego,  28 czerwca był tradycyjnie uroczystością Św. Leona II w Rzymie.

3. Jak na ironię, 3 lipca (1982) był dniem śmierci arcybiskupa Bugniniego. W obecnym stanie Kościoła nie jest wykluczone, że pewnego dnia zostanie on „kanonizowany” i że ta data stanie się świętem „świętego Annibale”.

4. Była to herezja monoteletycka, która powstała wśród patriarchów Konstantynopola w VII wieku. Uznawali oni ortodoksyjną naukę o dwóch naturach Chrystusa (boskiej i ludzkiej), ale ich doktryna, że miał On tylko jedną wolę, wspólną dla obu natur, została potępiona jako heretycka przez VI Sobór Ekumeniczny w 681 roku.

5. O tym, jak poważnie Kościół traktował  Urząd Piotrowy, mogą świadczyć słowa poprzednika papieża Leona, papieża Św. Agatona (678-681), który zwrócił się do VI Soboru Ekumenicznego w ten sposób:”Biada mi, jeśli zaniedbam głoszenie prawdy mojego Pana, którą oni [papieże rzymscy] głosili ze szczerością. Biada mi, jeśli prawdę tę zakryję milczeniem… Co powiem na  przyszłym Sądzie samego Chrystusa, jeśli się tutaj zawstydzę (czego niech Bóg broni!) głoszenia  Prawdy Jego słów? Jaki pożytek będę miał dla siebie, jaki dla dusz mi powierzonych, gdy On zażąda ścisłego rozliczenia się z otrzymanego urzędu?”

6. Napisał też do biskupów hiszpańskich, obwiniając Honoriusza o to, że nie ugasił, jak przystało na jego apostolski autorytet papieża, płomieni heretyckiej doktryny na początku, ale podsycał je przez swoje zaniedbania.Warto zauważyć, że jeden z poprzedników Leona II, papież Marcin I (649-655), zginął śmiercią męczeńską z rąk cesarza bizantyjskiego Konstansa II za to, że bronił Kościoła przed herezją monoteletycką, której zwalczania odmówił papież Honoriusz.

7. Św. Alfons stwierdził: „Honoriusz ma wszelkie prawo być oczyszczony z herezji monoteletyckiej, ale mimo to został słusznie potępiony przez Sobór, jako sprzyjający heretykom i za swoje zaniedbania w tłumieniu błędu”. Zob. The History of Heresies, and their Refutation, or the Triumph of the Church, 2 vols., Dublin: James Duffy, 1847, t. 1, s. 199.

8. Romano Amerio, Iota Unum: A Study of Changes in the Catholic Church in the 20th Century, Angelus Press, 1999, s. 80.

9. Tamże, s. 14510. Tamże, s. 14611. Św. Alfons Liguori zgodził się, że papież Honoriusz „został bardzo słusznie potępiony [przez Leona II], gdyż zarówno zwolennicy herezji, jak i jej autorzy są w równym stopniu winni.” (The History of Heresies, and their Refutation, or the Triumph of the Church, s. 194)

W „Zamoyu” genderują uczniów, a wstydzą się pokazywania swojej twarzy. „Dziennikarka” TOK FM, „nauczycielka”. Podać nazwiska?

W „Zamoyu” genderują uczniów, a wstydzą się pokazywania swojej twarzy.

Genderowanie powinno zostać uznane za zbrodnię.

Wszyscy rodzimy się kobietami lub mężczyznami i jest to obiektywna prawda o człowieku. 

Krzysztof Kasprzak,  – Fundacja Życie i Rodzina kontakt@zycierodzina.pl

https://www.zycierodzina.pl/pomoc/2022.1203m.html

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Mam dla Pana najświeższe wiadomości wprost spod liceum, które genderuje uczniów.

W miniony piątek Fundacja ponownie stanęła tam z pikietą edukacyjno- informacyjną. Po reakcjach na ostatnią akcję widzimy naglącą potrzebę pokazywania prawdy o LGBT dzieciakom ze szkoły, która na co dzień wspiera tę nieludzką ideologię. Młodzież uczęszczająca do „Zamoya” jest pod ogromną presją zwolenników LGBT i jeśli my nie będziemy pokazywać im prawdy, być może znikąd się jej nie dowiedzą. Dlatego nasza obecność tam jest tak ważna. I… dlatego pedagodzy z „Zamoya” tak agresywnie na tę obecność reagują! Oni chcą w spokoju robić swoje, chcą, żeby nikt nie pokazał dzieciom prawdy!

Przesyłam Panu relację video z tego, co działo się w piątkowy poranek.

Proszę zwrócić uwagę na to, że:

  • Zwolennicy homoideologii, którzy na co dzień genderują uczniów, nagle zaczęli się wstydzić pokazywania swojej twarzy.
  • Jedna z nauczycielek wyprowadziła wprost w środek pikiety uczniów, przesuwała ich i rozstawiała pod ścianą szkoły, aby tam machali sześciokolorowymi chorągiewkami. Natomiast sama kategorycznie zabroniła, by ją pokazywać!
  • Kolejna nauczycielka rzuciła się na przewodniczącego zgromadzenia usiłując wyrwać mu kamerę. Była agresywna i posuwała się do rękoczynów! Czy tak zachowuje się nauczyciel? Wychowawca młodzieży? Wzór do naśladowania???
  • Obecna pod szkołą dziennikarka TOK FM Anna Gmiterek-Zabłocka udawała, że zbiera wywiad, ale nie dawała dojść do słowa uczestnikom pikiety – choć jej zadaniem jako dziennikarza powinno być uczciwe relacjonowanie, co się dzieje i co chcą powiedzieć zebrane pod szkołą osoby. Zachowywała się bardziej jak aktywista niż przedstawiciel mediów. W czasie akcji krzyczała i żądała, aby jej nie pokazywać.
  • Swojej twarzy nagle zawstydziła się także Inga Sobólska, Rzeczniczka ds. Równości Młodzieżowej Rady Miasta Lublin, która – jak sama przyznała – była pod „Zamoyem” w ramach pełnienia swoich obowiązków związanych z wykonywaną funkcją.
#StopLGBT

Zastanawiam się, jak to jest, że zwolennicy gender tak chętnie opowiadają w lewicowych mediach, że popierają genderowanie dzieci, ale gdy przychodzimy pokazać prawdę o tym, co promują, nagle tracą rezon…?

Drogi Panie!

Genderowanie powinno zostać uznane za zbrodnię. Buduje ono w młodym człowieku przekonanie, że jego subiektywne odczucie o innej płci jest faktem. Tymczasem wszyscy rodzimy się kobietami lub mężczyznami i jest to obiektywna prawda o człowieku. Zaburzanie poczucia normalnej płci to wstęp do tranzycji – trwałego odebrania zdrowia młodemu człowiekowi.

Prawdą jest, że dzieci po tranzycjach często żałują nieodwracalnych zmian w organizmie. Wystarczy spojrzeć na sprawę największej w Wielkiej Brytani kliniki zmiany płci – Tavistock. Boryka się ona z pozwem od ponad 1000 rodzin po zabiegach tranzycji. Niedawno opisywaliśmy też historię chłopaka, który nie może normalnie korzystać z toalety, a także dziewczyny, która do końca życia będzie miała bolesne stosunki płciowe – bo uwierzyli, że tranzycja da im szczęście.

Nie zostawimy młodych z „Zamoya” bez pomocy. Damy im możliwość poznać prawdę. Jeśli chcą być LGBT, niech najpierw wiedzą, do czego prowadzi bezkrytyczne przyjmowanie tej ideologii. Niezmiennie widzimy, że zdjęcia homoseksualistów, którzy wykorzystali seksualnie dzieci, budzą agresję zwolenników gender. Nie przestaniemy jednak upominać się o ofiary i będziemy przestrzegać przed niebezpieczeństwem czającym się w homoświatku.

Serdecznie Pana pozdrawiam!

Zastanawiam się, jak to jest, że zwolennicy gender tak chętnie opowiadają w lewicowych mediach, że popierają genderowanie dzieci, ale gdy przychodzimy pokazać prawdę o tym, co promują, nagle tracą rezon…?

Drogi Panie!

Genderowanie powinno zostać uznane za zbrodnię. Buduje ono w młodym człowieku przekonanie, że jego subiektywne odczucie o innej płci jest faktem. Tymczasem wszyscy rodzimy się kobietami lub mężczyznami i jest to obiektywna prawda o człowieku. Zaburzanie poczucia normalnej płci to wstęp do tranzycji – trwałego odebrania zdrowia młodemu człowiekowi.

Prawdą jest, że dzieci po tranzycjach często żałują nieodwracalnych zmian w organizmie. Wystarczy spojrzeć na sprawę największej w Wielkiej Brytanii kliniki zmiany płci – Tavistock. Boryka się ona z pozwem od ponad 1000 rodzin po zabiegach tranzycji. Niedawno opisywaliśmy też historię chłopaka, który nie może normalnie korzystać z toalety, a także dziewczyny, która do końca życia będzie miała bolesne stosunki płciowe – bo uwierzyli, że tranzycja da im szczęście.

Nie zostawimy młodych z „Zamoya” bez pomocy. Damy im możliwość poznać prawdę. Jeśli chcą być LGBT, niech najpierw wiedzą, do czego prowadzi bezkrytyczne przyjmowanie tej ideologii. Niezmiennie widzimy, że zdjęcia homoseksualistów, którzy wykorzystali seksualnie dzieci, budzą agresję zwolenników gender. Nie przestaniemy jednak upominać się o ofiary i będziemy przestrzegać przed niebezpieczeństwem czającym się w homo-światku.

Krzysztof Kasprzak,  – Fundacja Życie i Rodzina

Czy stan a-cywilizacyjny, Latrocinium Magnum ogarnął już całą planetę? Perspektywy. Istotny DODATEK; o ICh długowieczności. Nawrócenie Rosji?

Czy stan a-cywilizacyjny, Latrocinium Magnum ogarnął już całą planetę? Perspektywy.

Mirosław Dakowski 29 listopada 2022

[łajdactwo, rozbój]

Feliks Koneczny był w dziedzinie nauk humanistycznych największym umysłem, odkrywcą XX wieku. Ponieważ był człowiekiem i naukowcem odważnym i podawał, publikował również wnioski ze swoich prac, które uznano za groźne lub niewygodne dla rządzących [wtedy sanacji], był jako uczony tępiony, prześladowany. Był profesorem na Uniwersytecie Wileńskim Stefana Batorego, ale na skutek tych nieżyczliwości organów związanych z władzą powstającej sanacji miał tam tylko sześciu studentów. Gdyby tych studentów na jego wykładach i seminariach o Nauce o cywilizacjach było stu – z całą pewnością znaleźliby się wśród nich zdolni kontynuatorzy jego odkryć, jego badań.

A potrzeby takich badań były i są ogromne.

Uniwersytet Jagielloński już po wojnie nie przyjął go, profesora mającego ciągle nowe osiągnięcia naukowe do pracy, do kształcenie nowego pokolenia światłych historyków. Pozostanie to hańbą dla Uniwersytetu Jagiellońskiego na zawsze. Profesor Koneczny pracował więc dalej samotnie, w domu, pisząc wiele artykułów z nowymi analizami i jednocześnie utrzymując dwóch wnuków po pomordowanych przez Niemców synach. Dzięki Bogu i odważnym ludziom osiągnięcia Profesora Konecznego zachowały się, zostały opublikowane w całości w postaci wielu książek, najpierw w Anglii [wielki i odważny Jędrzej Giertych], potem też w Polsce. Rządzące socjalistyczne lewactwo ciągle utrudnia popularyzację, kontynuację i rozpowszechnianie jego dzieł.

Czyż nie jest dowodem jego wielkości, wagi jego osiągnięć, że był tępiony i twórczość jego blokowana tak za sanacji, jak za okupacji Niemców hitlerowców, potem za stalinowskich komunistów, a obecnie magdalenkowych popisowców? Osobiście żenuje mnie, że do wrogów odkryć Profesora muszę zaliczyć „żoliborską grupę rekonstrukcji sanacji”, jak tę klikę barwnie i słusznie nazywa Grzegorz Braun.

Byłby potrzebny jego wkład w analizy obecnej sytuacji, ponieważ nowe zjawiska, jak mieszanie cywilizacji, powstanie i agresja globalizmu czy jego odmiany- zielonego komunizmu w miejsce czerwonego komunizmu, to są zjawiska nowe. Te dwa ostatnie próbowałem badać, analizowałem przed paru laty. Odsyłam do artykułu: Czy cywilizacja globalistów jest naturalnym rozwojem, czy sztucznym piekielnym planem. Wykazywałem stosując metody prof. Konecznego, że te nurty, to znaczy globalizm i jego odmiana europejska rozbudowywana w Unii Europejskiej, to nie jest synteza, „cywilizacja światowa”, lecz jest to antycywilizacja wroga i agresywna wobec cywilizacji Łacińskiej. Może powstać jedynie chaotyczna mieszanka cywilizacyj, właśnie Latrocinium Magnum.

Nie ma żadnych możliwości by powstała cywilizacja synkretyczna, planetarna, obejmująca jakoby najlepsze, charakterystyczne cechy wszystkich dostępnych, aktywnych cywilizacji. To jest mrzonka, jak to jednoznacznie udowodnił Feliks Koneczny.

Białe plamy

Brak jest natomiast badań czy analiz tylu ciekawych cywilizacji, dawnych czy starych oraz nowopowstających.

Dla przykładu:

W ostatnich dziesięcioleciach ogromne rewolucyjne zmiany pod względem cywilizacyjnym nastąpiły w Ameryce Łacińskiej. Przyczyniły się do tego również choroba ducha w Kościele katolickim, czy może herezja „teologii wyzwolenia”. Rozwinęły się więc tam lawinowo różne wierzenia typu voodoo i inne formy pogaństwa. Widzieliśmy je z niesmakiem również niezbyt dawno, gdy promował i wprowadzał takie wierzenia do neo-kościoła katolickiego pełniący obecnie obowiązki papieża Franciszek, między innymi w postaci kultu Paczamamy czy rytuałów i zaklęć, czy realizacji innych wierzeń pogańskich, którym poddawał się niedawno, w lipcu 2022, w Kanadzie.

Bardzo ciekawa jest sytuacja w Ameryce [w sensie USA]. Feliks Koneczny nie miał już szans przyjmowania i uczenia następców, ani nie mógł sam badać, analizować i opisać jakie cywilizacje za jego czasów w Ameryce Północnej wystąpiły i ścierały się. Wydaje się, że na ten temat nic nie pisał również dlatego, że tam był ciągle jeszcze tak zwany „melting pot” czyli dziwna mieszanka różnych cywilizacji, ale jakaś nowa cywilizacja zaczynała się krystalizować. Od tego czasu jednak sytuacja się tam bardzo pogorszyła, bo ogromną aktywność wykazuje tam właśnie „cywilizacja” NWO, anty-Boża, antykatolicka, to znaczy również anty łacińska, która jak się wydaje, stamtąd usiłuje opanować cały świat. A jad materializmu, komunizm, znalazł tu podatną, post- protestancką i masońską glebę. Chyba przyczyną tego kataklizmu jest nie wypełnienie próśb Matki Bożej sprzed stu lat o poświęcenie Jej Rosji.

Dla mnie fascynująca jest sytuacja w Japonii. Mianowicie wydaje się, że jeszcze do lat 30-tych XX wieku Japonia miała swoją skrystalizowaną cywilizację, ogromnie różną od cywilizacyj białego człowieka. Niestety nikt nie zbadał jej dokładnie. Natomiast to, co stało się po agresji Japonii w latach 30 i 40 zeszłego wieku, to już jest jakby wyjście ze starej cywilizacji japoński w kierunku próby stworzenia swoistej cywilizacji synkretycznej, ale azjatyckiej. W latach wojny, t.j. wielkiej agresji japońskiej pod koniec lat 30 i na początku lat 40 zastosowano tam taktykę używania jakiś sloganów opartych chyba na doświadczeniach Niemiec hitlerowskich. Na przykład agresję na tereny, kraje, królestwa Azji południowo-wschodniej i Oceanii nazwano budową „strefy współdobrobytu”. Minister ”dobrobytu publicznego” był uwielbiany przez miliony głodujących nędzarzy.

Po ostatecznej klęsce militarnej, to znaczy dopiero po barbarzyńskich nalotach dywanowych B-29 na Tokio i inne miasta, po dwóch potwornych i zbrodniczych wybuchach bomb jądrowych nad miastami [!!] Hiroszima i Nagasaki, jak się wydaje również stara cywilizacja japońska została tym kataklizmem skruszona. Zauważmy, że ogromne zbrodnie obu stron nie zostały potępione ani ukarane, na wzór Norymbergi. Tam zresztą też – o Zbrodni Katyńskiej zwycięskie władze aliantów nie mówiły.

Bardzo byłoby ciekawe sprawdzenie na czym polegają cywilizacje Eskimosów, jakie wykazują odmienności od innych cywilizacji. Czy tych ich cywilizacji jest więcej czy też jest to jedna, z ewentualnymi odmianami, różnymi kulturami, np. na Grenlandii czy w Kanadzie. I czy jeszcze przetrwała?

Nie wiemy, co się dzieje teraz w krajach Afryki czy w Indiach. One chyba są odporniejsze na ataki NWO- satanizmu?

Analizy co się wszędzie na świecie dzieje obecnie, na początku Trzeciego Tysiąclecia są bardzo potrzebne, wskazane. Oczywiście mówię o analizach w myśl metody podanej przez Konecznego.

Dobra Nowina a planowana cywilizacja ogólno-planetarna NWO.

Można chyba powiedzieć że w ostatnim półwieczu spełniły się warunki podane w Ewangeliach, mianowicie już na całym świecie głoszona jest Dobra Nowina, Ewangelia. Wszystkie ludy mogą z niej korzystać ze względu na rozwinięcie się techniki radia, telewizji i potem internetu. Ale chyba skutkiem zagłuszenia tej Nowiny przez nowinę złego: NWO, wpływy i moc przekonywania Ewangelii na świecie zostały bardzo zahamowane.

W Europie panoszy się odmiana właśnie globalizmu komunizm typu sowieckiego mówiąc obrazowo – przemalowany został z czerwonego na zielony. Już Rzymianin nazywał sytuację, gdy szaleniec dorwał się do władzy „Delirium maximum” Taką sytuację mamy teraz w UE. Doświadczmy, jak totalnie potężne narzędzia techniczne: radio, telewizja, internet zostały zrabowane ludzkości na usługi „pana tego świata”.

Natomiast Feliks Koneczny jednoznacznie udowodnił, że nie może powstać cywilizacja synkretyczna, światowa. Jesteśmy teraz świadkami, widzimy z przerażeniem, jak powstaje Latrocinum Magnum, ogólno-planetarny stan a-cywilizacyjny, a właściwie anty-cywilizacyjny. Koneczny nazywa to również : Kołobłęd.

Jednoznacznie można stwierdzić, że jest to zbrodniczy atak przeciwko ludziom, narodom, pod wodzą Złego, szatana. Kruszeniu, zgorszeniu [w sensie: pogorszeniu] ulegają wszystkie cywilizacje, które w sposób naturalny powstawały na Ziemi, a niektóre z nich przetrwały już stulecia, a nawet tysiąclecia [chińska, żydowska].

Czy są jeszcze enklawy?

Bardzo jest ciekawe i ważne zbadanie czy są jeszcze enklawy poszczególnych dotychczasowych cywilizacji. Może trzymają się w niektórych państwach Afryki, chociaż i tam agresja globalizmu czyli antycywilizacji jest ogromna.

Co się dzieje obecnie z cywilizacją żydowską?

Rozważmy sprawę Rosji i „jakiegoś czasu pokoju” z objawień w Fatimie.

Przez dziesięciolecia, od ujawnienia treści objawień Maryi w Fatimie, istniała nadzieja, że po poświęceniu Rosji Najświętszemu Sercu Najświętszej Marii Panny, […ale powinno to być dokonane przez papieża i wszystkich biskupów – chyba też prawosławnych] Rosja się nawróci. Tak powiedziała Matka Boża – i dodała bezwarunkowo [sic!!], że nastanie wtedy jakiś czas pokoju. Oczywiście w obecnych czasach mieszanki pojęć i lubowania się w pojęciach wieloznacznych, należy uściślić, że chodzi o nawrócenie się na katolicyzm, niekoniecznie rzymski, ale po prostu katolicki.

Przed pół wiekiem pracowałem przeszło trzy lata w Związku Radzieckim, zwanym przez niektórych z jego poddanych „związuniem”. Poznałem wtedy blisko tak przeciwników politycznych komunistów czy sowietów, zwanych dysydentami, jak i chrześcijan, prawosławnych, intelektualistów, którzy chcieli uzdrowić Cerkiew. Wtedy nastroje wśród wierzących chrześcijan w Rosji były radykalnie inne, niż potem. Byli bardzo aktywni. Szukali ratunku w Kościele katolickim, rozważali gorąco objawienia w Fatimie i ich perspektywy dla Rosji.

Uważam, że gdyby papież w tamtym czasie, wbrew naciskom politycznym, odważnie a poprawnie poświęcił Rosję Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny, to – wtedy – Rosja mogłaby się łatwiej nawrócić, niż obecnie.

Jaka szkoda, że kilku ostatnich papieży było ludźmi małej wiary, małego ducha, może małych sił.

Powtarzam, że wtedy nawrócenie Rosji byłoby na pewno łatwiejsze w sensie ludzkim, niż obecnie.

Obecnie istnieją na ten temat, o ile wiem, dwie opinie teologów. Jedni z nich argumentują, że to było przyrzeczenie ważne do 1960 roku, kiedy również cała Trzecia Tajemnica fatimska miała być ujawniona. Czyli – że na nawrócenie Rosji już za późno. Postępowcy z kościoła po-soborowego argumentują, zwykle krzykliwie, że to poświęcenie zostało już przecież dokonane, i to wielokrotnie. Jednak nawet papież Jan Paweł II temu przeczył. Późniejsze próby były jeszcze bardziej żałosne.

Jest jednak także pogląd, że zdanie ”i wtedy Rosja się nawróci” jest zdaniem oznajmującym, nie mającym żadnego ”jeśli”. Obecny stan Rosji, a jest to ewidentnie stan a-cywilizacyjny czyli Latrocinium Magnum, nie wskazuje żeby możliwe było – w sensie ludzkim nawrócenie Rosji. Musimy przecież wziąć pod uwagę, że obecnie Rosja to nie jest państwo Rosjan, lecz imperium, tłamszące wiele narodów, plemion i narodowości. Jest ono dziwacznie powiązane z innymi ośrodkami władzy światowej [dla przekładu: GRU i „francuzi”]. Rdzenni Rosjanie , w większości w oparach alkoholu, narkotyków i rozpusty, a część w beznadziei i bierności, są w stanie a-cywilizacyjnym. Czy z niego się wyrwą? Jak?

Trochę na marginesie: Bolesne jest pytanie, czemu Bóg Stwórca, do którego przecież codziennie modlimy się: „nie wódź nas na pokuszenie”, dopuszcza tak straszny, mocny i masowy atak Złego, jakiego doświadczamy w ostatnich dziesięcioleciach. Przecież wizja piekła, jaką zobaczyły dzieciaczki w Fatimie mówi nam, jak ogromne rzesze ludzi idą do piekła. Tymczasem procent tych, którzy przecież sami skazali się na piekło, przez to ostatnie stulecie [od Fatimy] wzrósł znacznie.

Są wśród nich na pewno tacy, których zgwałcono gdy mieli 3 czy 8 lat i potem „to” polubili. Znałem takiego – Leszek – który całe życie walczył z tym nałogiem. Kilka razy w rozpaczy i niemocy próbował samobójstwa. Wreszcie za którymś razem udało się. Inny, któremu ślubna żona przez dziesięciolecia zatruwała życie, wreszcie nie wytrzymał i wyskoczył na bruk z trzeciego piętra swojej kamienicy. Czy oni wszyscy i im podobni smażą się w piekielnym kotle?

Otóż nie musi tak być. Bóg nie jest wieczny w sensie fizycznym, to jest od minus nieskończoności do plus nieskończoności czasu.  On jest, jak i Jego Niebo, poza czasem, poza tym wymiarem fizycznym, który sam stworzył. Najpewniej było to 13.7 miliardów lat temu. Ale Niebo, Jego Niebo, zawiera również w ymiary fizyczne, przestrzenne: W Niebie są – z ciałem – Jezus Chrystus, Jego Matka, zapewne Eliasz, Henoch i może paru innych. Niebo zawiera więc w sobie „nasze” wymiary. A co z Czasem? – pytam jako fizyk.

Możemy więc i musimy modlić się do Niego również o tych, który zginęli na przykład 110 lat temu. Może nasze modlitwy, jeśli będą stałe i gorące, spowodują, że w tym ostatnim locie samobójcy pojawi mu się anioł [czas aniołów przecież też jest zupełnie inny niż nasz…], który go porządnie ochrzani i spowoduje skruchę. Czyli zbawienie, czyściec. [Zauważmy moją gimnastykę z czasem].

Czy Koneczny już bezużyteczny?

Wobec widocznej fizycznej przewagi sił NWO musimy się zastanowić [tak, musimy!! – to nie jest zwrot retoryczny !] czy wspaniałe, jasne narzędzie analiz Konecznego może nam być jeszcze przydatne. Cywilizacje żyją, umierają. Takich już wymarłych było chyba 22. Ale jego [ Jego!!] narzędzie analityczne jest trwałym dorobkiem nauki.

Powinniśmy je stosować zawsze, nawet w tak katastrofalnej sytuacji, jak obecna. Optymista dodaje: Czy przyszła nie będzie jeszcze gorsza?…

Przyszłości nie znamy, ale to my ją tworzymy. Może Celem tych strasznych doświadczeń jest to, by każdy z nas, indywidualnie, miał szansę, by zdecydował się na zostanie wojownikiem Prawdy?

W kategoriach ludzkich sytuacja już jest nie do uzdrowienia. Ale przecież cuda bywają, a w naszych czasach, wyglądających na Ostateczne, muszą się przecież zdarzyć. Dla przykładu rozważmy przyszły wybór papieża, odważnego katolika, przez zgromadzenie kardynałów wyznaczonych po Soborze Watykańskim II a szczególnie rolę wielu z nich, wyznaczonych przez lewackiego Franciszka.

Byłoby cudem gdyby takie konklawe wybrało papieża katolika… ale powtórzę: Przecież w czasach ostatecznych cuda, jak przypuszczamy czy wiemy, się zdarzają. Może powiem inaczej: modlimy się by cuda się zdarzyły. Innej drogi ratunku dla świata nie widzę.

Panie Boże, miej miłosierdzie dla nas i całego świata.

===================================

O długowieczności NWO i jej córki Unii Europejskiej.

Jest to cywilizacja planowana od dawna, na pewno już od Comeniusa, a przez wszystkie te wieki jako antycywilizacja do Łacińskiej. Poza tym jej twórcy [w lożach] mają ambicje zbudowania cywilizacji planetarnej, totalnej.

To są dwa powody, dla których nie może ona zakończyć się sukcesem, a musi – jakąś klęską. Okropną. Jaka będzie to klęska i jakie jej ofiary, to sądzę, że moi obecni [2022] czytelnicy zobaczą, doświadczą.

Bo takie twory mają życie uciążliwe, ale krótkie. Przypomnę, że nawet budynek „parlamentu Unii Europejskiej” zaprojektowano – BLUŹNIERCZO – przed trzema dziesięcioleciami według obrazu Wieży Babel Pietera Breughela [starszego].

=============================================

Poniżej wg.: http://www.paranormalne.pl/topic/28910-parlament-unii-europejskiej/

Plakat odtworzył dokładnie tą samą wieżę jak ta na obrazie Pietera Brueghela, pokazując również zepsutą część fundamentu. Ludziki – „budowniczowie” przedstawieni już jako automaty. „Post-humanizm” Harariego?

I tak też zbudowano:

Po drugie, hasło: „Europa: Wiele Języków Jeden Głos” odnosi się do Boga, który zdezorientował i rozproszył wysiłki ludzi wieloma językami. Parlament ma skutecznie odwrócić karę Bożą aby nauczyć swych poddanych lekcji o bałwochwalstwie i arogancji.

Po trzecie, przyjrzycie się bliżej gwiazdom na szczycie. Wyglądają dziwnie? Są to odwrócone do góry nogami pentagramy.


Ten plakat ukazuje ezoteryczną mentalność budowniczych Parlamentu Unii Europejskiej.

Uprowadzenie Europy


Ten posąg, stojący przed budynkiem Winston Churchill to nawiązanie do mitologii i przedstawia jedną z najstarszych reprezentacji Europy. Jest oparty na historii, w której Zeus zmienił się w białego byka aby uwieść księżniczkę Europę, która zbierała kwiaty. Kiedy podeszła do byka i wsiadła na jego plecy, byk wykorzystał okazję aby uciec z nią i ostatecznie ją zgwałcić

Twitter i Facebook ustawiły wybory prezydenckie w USA. Czy skończy się to impeachmentem Joe Bidena?

Wielki skandal w USA! Twitter i Facebook ustawiły wybory prezydenckie. Czy skończy się to impeachmentem Joe Bidena?

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/wielki-skandal-w-usa-twitter-i-facebook-ustawily-wybory-prezydenckie-czy-skonczy-sie

Zakup Twittera przez Elona Muska przeraził lewicę na całym świecie. teraz po kilku tygodniach nowych rządów w Twitterze wiadomo już dlaczego. Musk opublikował dokumenty Twittera, które jednoznacznie dowodzą, że tak zwany BigTech czyli kalifornijskie lewackie kartele internetowe takie jak Google, Apple, Facebook i do niedawna Twitter – współpracowały w ustawieniu wyniku wyborów prezydenckich w USA w 2020 roku. Wszystko, co myśleliśmy, że się działo, rzeczywiście się zdarzyło. 

Zacznijmy od tego o co chodzi z laptopem syna prezydenta Joe Bidena. Kontrowersje związane z laptopem Huntera Bidena dotyczą komputera, który należał do Huntera Bidena , syna ówczesnego kandydata na prezydenta USA i byłego wiceprezydenta Joe Bidena . Właściciel warsztatu komputerowego w Wilmington, Delaware , John Paul Mac Isaac, powiedział, że laptop został przywieziony do jego sklepu w kwietniu 2019 roku przez osobę, która podała się za Huntera Bidena. Ta osoba nigdy nie wróciła po komputer. Trzy tygodnie przed wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych w 2020 r ., New York Post opublikował historię przedstawiającą e-maile z laptopa, które według gazety wskazywały na możliwą korupcję Joe Bidena.

 Wyszło na jaw, że Trump uzależniał pomoc finansową dla Ukrainy od tego czy prezydent Wołodymir Zełenski sprawi, że tamtejsza prokuratura nie przyjrzy się interesom Huntera Bidena, syna obecnego prezydenta USA, właśnie w tym kraju. Od razu próbowano te rewelacje zdyskredytować próbując nazywać te informacje rosyjską lub chińską prowokacją. Doprowadziło to do wściekłości amerykańskich komunistów internetowych z tak zwanego BigTech w tym Twittera, Google czt Facebooka, które zaczęły się uwijać jak w ukropie, żeby w trwającej kampaii wyborczej zrobić co w ich mocy, aby te rewelacje nie dostały się do opinii publicznej, a ktokolwiek odważał się o tym wspominać spotykał się z brutalną cenzurą.

Skończyło się to ustawieniem wyborów prezydenckich tak, żeby wygrali je Demokraci i Joe Biden. To co było tylko „teorią spiskową” stało się prawdą po tym gdy Elon Musk opublikował tak zwane TwiiterFiles przemianowane już tez przez niektórych jako Twittergate. Nowy nabywca Twittera ujawnił, że poprzednie kierownictwo praktycznie pracowało dla kampanii wyborczej Joe Bidena, aktywnie uczestnicząc w ukrywanie skandalu z laptopem jego syna i mailami sugerującymi, że uczynił z Ukrainy swoje żerowisko. 

 Pliki na Twitterze ujawniają wprost, że za cenzurą historii laptopa Huntera Bidena stoi zwolniona niedawno hinduska cenzorka Twittera Vijaya Gadde. Dowody wskazują, że jest to sprawczyni przestępstwa i powinna przebywać w więzieniu, do czego być moze wkrótce dojdzie

Twittergate jest już oficjalnie większą aferą niż słynna Watergate! Elon Musks dowodzi, że Big Tech zmówił się ze sztabem wyborczym Bidena, aby cenzurować informacje dotyczące wyborów w 2020 roku. To jest bezpośrednia ingerencja w wybory. Elon Musk nie tylko kupił Twittera, kupił miejsce zbrodni!

 Pracownicy Twittera w zasadzie pracowali dla kampanii Bidena. Okazuje się, że amerykańscy lewacy, nazywający się „demokratami” nie popierają demokracji, a media głównego nurtu nie popierają wolności słowa. To, co Elon Musk zrobił to ujawnienie skoordynowanego spisku mającego na celu oszukanie Amerykanów w celu uzyskania korzyści politycznych i ideologicznych. Ujawnił również, jak podatne jest społeczeństwo na pozostawanie w ignorancji w wyniku skorumpowanego systemu medialnego. Ta zmowa między firmą technologiczną a Partią Demokratów to ogromny skandal i gdyby tak było w przypadku Republikanów, CNN i MSNBC zamiast milczeć wciąż by to głosiły. Ale ci komuniści z odcinku medialnego już dawno przestali zajmować się dziennikarstwem za to wciąż zajmują się propagowaniem kłamstw i manipulacji.

Z dzisiejszej perspektywy zupełnie inaczej wyglądają też wydarzenia z 6 stycznia 2020 roku. Prawie na pewno szturm a Kongres był operacją fałszywej flagi FBI, mającą na celu powstrzymanie narodu amerykańskiego przed zadawaniem pytań na temat skradzionych wyborów w 2020 roku. I trzeba przyznać, że dzięki BigTech i ich agresywnej postawy, udało się tego przestępstwa dokonać.

Teraz wiemy ponad wszelką wątpliwość, że wybory w 2020 roku zostały sfałszowane tak jak mówił Donald Trump i jak podejrzewał, to właśnie „obrońcy demokracji” – czyli Demokraci z Bidenem – je sfałszowali.

 Prowadzi to do konkluzji, że Joe Biden jest nieprawowitym prezydentem, a zatem może go teraz czekać usunięcie z urzędu, tak zwany „impeachment”! 

Uzupełnienia i wyjaśnienia do generała-księdza-masona-teozofa Tokarzewskiego – i o sukcesji apostolskiej.

Uzupełnienia i wyjaśnienia do generała-księdza-masona-teozofa Tokarzewskiego i o sukcesji apostolskiej.

Andrzej Sarwa

[tytuł – MD, z trzech maili AS]

Do ustępu:

Jej współpracownikiem w różnych wywrotowych dziełach był generał Michał Tokarzewski-Karaszewicz. Został m.in. on „kapłanem” utworzonego przez Dynowską „Liberalnego Kościoła Katolickiego”, który miał na celu forsowanie masońskiego założenia rozmywania religii na bazie „wolności religijnej” i działań „ekumenicznych”.”
Nie trzeba daleko szukać ani studiować dzieł naukowych, wystarczy sięgnąć do tej jakże wyśmiewanej Wikipedii, żeby się dowiedzieć, że to nie Dynowska tworzyła Liberalny Kościół Katolicki, ani tym bardziej z gen. Tokarzewskim, lecz powstał on w innym miejscu, innym czasie i kto inny go tworzył.
Założycielem, twórcą i pierwszym zwierzchnikiem Liberalnego Kościoła Katolickiego był James Ingall Wedgwood (24 marca 1883 – 13 marca 1951). Pierwotnie anglikanin, który za przystąpienie do Towarzystwa Teozoficznego założonego przez Bławacką i Olcotta, a po śmierci Bławackiej do odłamu, którym kierowała Annie Besant i płk Henry Olcott, został z Kościoła anglikańskiego usunięty.
Wtedy Wedgwood po nawiązaniu kontaktu z arcybiskupem Arnoldem Harrisem Mathew, który posiadał ważną i niekwestionowana sakrę biskupią otrzymaną od hierarchów Kościoła Starobiskupiego Kleru w Holandii (potem Starokatolickiego) został – po dość długim badaniu – do Kościoła Starokatolickiego przyjęty, w roku 1913 ponownie ochrzczony i ponownie bierzmowany [sub-conditione], a następnie otrzymał niższe święcenia aż do subdiakonatu. Potem został wyświęcony na diakona, a wreszcie zaś w dniu 22 lipca 1913 r. w Londynie na kapłana.
Ostatecznie jednak rozstał się z biskupem Mathew, gdy ten zażądał od swoich księży, aby wyrzekli się teozofii. Wtedy oczy Wedgwood zwróciły się w stronę biskupa Fredericka Samuela Willoughby, którego za skandale homoseksualne Mathew ekskomunikował. Willoughby konsekrował Wedgwood na biskupa, a ten utworzył wtedy Liberalny Kościół Katolicki.

Konsekracja Wedgwood przez Willoughby’ego, Kinga i Gauntletta, 13 lutego 1916 r.:


„Wiernym” tegoż Kościoła był gen. Michał Tokarzewski-Karaszewicz, w tym też Kościele został duchownym, a święceń kapłańskich w dniu 14 listopada 1926 udzielił mu w Warszawie biskup James Ingall Wedgwood. Prócz niego biskup ów wyświęcił wtedy jeszcze dwóch mężczyzn – Tadeusza Bibro i Władysława Bocheńskiego. [por. https://docplayer.pl/67790595-Materialy-wladyslaw-bochenski-wolnomularstwa.html ]. ZAKON WSZECHŚWIATOWEGO ZJEDNOCZONEGO Wolnomularstwa „LE DROIT HUMAIN” .

W Warszawie funkcjonowały dwa oratoria, w których odprawiano msze i inne nabożeństwa.

==========================

(Gen. Tokarzewski) W maju 1964 roku wyjechał do Maroko na leczenie. Zmarł 22 maja 1964 roku w Casablance. Pogrzeb generała odbył się na cmentarzu Brompton w Londynie, bez ceremonii pogrzebowej, a nawet bez oficjalnego udziału duchowieństwa. Okazało się bowiem, że generał był masonem i to najwyższego  33. stopnia wtajemniczenia. Jeszcze w 1921 roku wstąpił do wileńskiej loży masońskiej im. Tomasza Zana. Skłoniły go do tego socjalistyczne poglądy i pragnienie dokonania zmian społecznych przez ukształtowanie postaw obywatelskich. Był jednym ze współzałożycieli Polskiego Towarzystwa Teozoficznego, którym zarządzał w Polsce i na uchodźstwie. W 1926 r. został wyświęcony na księdza, kapłana Kościoła liberalno-katolickiego, przez holenderskiego biskupa Jamesa Ingalla Wedwooda i do końca życia odprawiał msze święte oraz inne nabożeństwa w obrządku liberalnym. (podkr. moje). Był jednym z najaktywniejszych polskich wolnomularzy. Należał do Wielkiej Loży Narodowej Polski i Zakonu Le Droit Humain. Był współzałożycielem i członkiem lóż: „Tomasz Zan”, „Orzeł Biały”, „Święty Graal” i „Św. Michał Archanioł”.

We wrześniu 1992 roku urnę z jego prochami przewieziono na Cmentarz Powązkowski w Warszawie, gdzie spoczęły przy pomniku Gloria Victis. (za SŁOWNIK  BIOGRAFICZNY Żołnierzy 2 Korpusu Polskiego [w:] „Znaki Pamięci”, [w:] http://indeks2kp.pl/biogramy-zolnierzy/entry/691/ dostęp 3 grudnia 2022 r.)

=========================

MD:

Facet, który prowadził 9 czerwca 2019 mszę na Paradzie Równości w Warszawie w asyście mężczyzny z durszlakiem na głowie, co jest znakiem Kościoła Latającego Potwora Spaghetti, to „aktywista LGBT” Szymon Niemiec, jak piszą oficjalnie: <były prezes Międzynarodowego Stowarzyszenia Gejów i Lesbijek oraz biskup „Zjednoczonego Ekumenicznego Kościoła Katolickiego w Polsce”.

Otóż on uzyskał sakrę biskupią naprawdę, w jakiejś sekcie, ale mającej sukcesję apostolską poprawną!! Nie należy więc przy nim pisać „ biskup” [ w cudzysłowie]. Księdzem czy biskupem jest się na wieczność, [nie tylko„do śmierci” – jak małżonkowie]. Apostata ma dalej ważne święcenia!!

Sataniści do swych bluźnierczych mszy też potrzebują kapłana poprawnie wyświęconego, by swe bluźnierstwa popełniać nad Prawdziwym Ciałem Chrystusa. Szatan przecież wie [nie tylko wierzy!!}, że Hostia to Ciało Chrystusa.

====

Tak na Twitterze wyciszano aferę syna Bidena, narkomana i dziwkarza. Musk UJAWNIA maile. [O szmalu i Ukrainie -ciiiisza??]

Tak próbowano na Twitterze wyciszyć aferę syna Bidena, narkomana i dziwkarza. Musk UJAWNIA maile. [O szmalu -ciiiisza??]

https://nczas.com/2022/12/03/tak-probowano-wyciszyc-afere-wokol-syna-bidena-musk-ujawnia-maile/

Elon Musk ujawnił maile, w których pracownicy platformy Twitter rozmawiali o tym, jak wyciszyć aferę Huntera Bidena – syna Joego Bidena.

Hunter Biden w hotelu Chateau Marmont, gdzie imprezował z rosyjską prostytutka. . Zdjęcie pochodzi z jego laptopa

[Dziwkę zasłonięto. Nie chcą jej psuć klienteli. md]

W ostatnich tygodniach kampanii prezydenckiej wyciekły zdjęcia i informacje, z których mogło wynikać, że syn ówczesnego kandydata na prezydenta z ramienia Demokratów, a dzisiejszego POTUS-a, [President of the United States] Hunter Biden, jest narkomanem, który regularnie spotyka się z prostytutkami. Syn Joego Bidena miał się także znajdywać w poważnych kłopotach natury finansowej.

Teraz dziennikarz Matt Taibbi zrobił to, co od dłuższego czasu zapowiadał Elon Musk, czyli ujawnił wiadomości mailowe, z których wynika, że pracownicy Twittera chcieli wyciszyć tę aferę.

Z udostępnionych wiadomości wynika, że m.in. zastanawiano się, czy informacje o Bidenie Juniorze nie wyciekły przez rosyjski atak hakerski. Część pracowników chciała ograniczyć dostęp do artykułów, w których informowano o sprawie. Niektórzy jednak zdroworozsądkowo nie chcieli godzić się na ten rodzaj cenzury.

Ostatecznie decyzję o ograniczeniu dostępu do informacji miała podjąć Vijaya Gadde, wówczas szefowa działu prawnego. Jej przełożony, dyrektor generalny, Jack Dorsey, miał źle ocenić ten ruch. Gadde została zwolniona z Twittera zaraz po tym, jak nowym właścicielem tej platformy mediów społecznościowych został Elon Musk.

Tymczasem Musk zapowiada, że już niedługo na Twitterze zostanie opublikowana kolejna porcja maili dotyczących tej oburzającej sprawy.

Sztylet Jakuba Clement. Przekleństwo, jakie rzucił umierający na stosie ostatni wielki mistrz templariuszy. WIESZCZBA KRWAWEJ GŁOWY (15).

Andrzej Juliusz Sarwa

WIESZCZBA KRWAWEJ GŁOWY (15)

Sztylet Jakuba Clement. Przekleństwo, jakie rzucił umierający na stosie ostatni wielki mistrz templariuszy.

Kto pamiętał jeszcze, mimo upływu wieków, przekleństwo, jakie na swoich prześladowców rzucił umierający na stosie ostatni wielki mistrz templariuszy, spodziewał się, że już wkrótce nastąpi jego ostateczne wypełnienie.

Gdy bowiem de Molaya1 ogarniały płomienie, ten, zapewniając świadków egzekucji o swojej niewinności, zwrócił się do oprawców tymi słowy:

– Papieżu Klemensie i królu Filipie! Pozywam was na sąd Boży i zanim rok przeminie, spotkamy się na nim, a tam odpowiecie przed żyjącym i prawdziwym Bogiem, który jest w niebie, za swe zbrodnie!

Umierający miał ponoć jeszcze przekląć i cały ród Filipa, jego samego, synów i wnuki, a pozostałych krewnych sukcesorów aż do trzynastegoz tych, którzy będą zasiadać na tronie Francji…

A owym trzynastym był nie kto inny, tylko spadkobierca w tak potwornych okolicznościach zmarłego Karola IX, Henryk III, tytułujący się królem Francji i – bezprawnie – Polski…

Ponieważ Henryk III nie spłodził dziedzica tronu, a jego – wedle prawa salickiego – następca, najmłodszy z braci, Franciszek d’Anjou odszedł z tego padołu w 1584 roku, również nie zostawiwszy sukcesora, stało się jasne, że klątwa templariusza wypełni się na Henryku…

Nie wiedziano tylko, w jaki sposób.

Czy dane będzie mu przejść do wieczności po długim życiu, w dostojnej i spokojnej starości, czy może na polu walki, może w pojedynku, a może w wypadku na łowach, czy też raczej mniej szlachetny zgon go czekał?

* * *

Dzień 2 sierpnia 1589 roku zapowiadał się na piękny, dlatego król Henryk Walezy, chcąc nieco odpocząć, zamiast zajmować się wojną, tym razem zażywał wywczasu w Saint-Cloud, na odległych przedmieściach Paryża, gdzie mieścił się sztab jego armii i armii Henryka z Nawarry i skąd on i jego dowódcy dowodzili dobywaniem stolicy.

Na te parę godzin oddechu wystroił się wedle swego najnowszego, a zarazem najdziwaczniejszego, gustu, z którym już całkiem przestał się kryć, czy udawać, że to niby tak sobie tylko od czasu do czasu żartuje i się z nudów bawi.

Otóż przyodziany był w kobiecą suknię, z dużym dekoltem i z odsłoniętymi ramionami. Kolczyki z perłami dyndały mu w uszach, a smród odchodów, bo król akurat defekował, siedząc na krześle z dziurą, pod którą stał okazały urynał, mieszał się z ciężką słodką wonią drogich perfum i egzotycznych olejków. Ta mieszanina zapachów dawała odór nie do zniesienia. Wszakże gwardziści dzielnie mu asystowali. Zresztą, nie mieli innego wyjścia.

Monarcha stękał głośno, z całej mocy napinając powłoki brzuszne, i wypychając odbyt, by ulżyć już sobie do końca, kiedy mu przeszkodzono w sfinalizowaniu tej przyjemnej czynności, bo i owego dnia, a nawet w takiej mało stosownej chwili, nie zostawiono go w spokoju.

Oto bowiem zaanonsowano posła, który ponoć w sprawie nagłej, niecierpiącej zwłoki, na spienionym koniu przybył wprost spod murów stolicy, którą Henryk utracił, a teraz oblegając, chciał odzyskać.

– Widać, nie będzie mi dane odetchnąć, ni przez jeden dzień, ani nawet w spokoju opróżnić kiszek – westchnął król, a potem zapytał:

– A któż to taki?

– Jakiś młody mnich, dominikanin, Jacques Clément2, Sire.

– Nie przebieraniec?

– Nie, swobodny, umie się po mniszemu zachować, nic podejrzanego.

– Zatem dajcie go tu, może istotnie przynosi jakieś ważne wieści. Zresztą nazwisko mi nieobce, musiał tu już bywać.

– Tak, Sire, bywał – potwierdził jeden z gwardzistów.

– Skoro tak, to bez wątpienia człek pewny – rzekł król i głośno wypuścił wiatry. – Musiałem wczoraj zjeść coś wzdymającego – mruknął jakby na usprawiedliwienie.

Wprowadzono więc zakonnika przed oblicze władcy, siedzącego na krześle z dziurą, pod którym stało naczynie na ekskrementy, a ów, nie przerywając sobie przyjemności, nadal fajdał, równocześnie w głos, przypominający darcie starej bawełnianej poszwy, wypuszczając cuchnące gazy.

Nie mając innego wyjścia, chociaż z obrzydzeniem, to przecie mnich zmuszony był przed Henrykiem przyklęknąć, aby podać mu listy, które trzymał w lewej ręce. Starał się przy tym nie oddychać, iżby nie wąchać smrodów monarszych dobywających się z monarszego odbytu i ozdobnego porcelanowego wiadra. W momencie, gdy król po owe listy sięgał, dominikanin szepnął:

– Najjaśniejszy Panie, mam jeszcze wiadomość poufną, którą mogę wyjawić wyłącznie w cztery oczy.

Na skinienie króla gwardziści dyskretnie usunęli się do sąsiedniego pomieszczenia, a Henryk spytał:

– I cóż to za poufna wiadomość, ojczulku?

– A taka oto – odparł mnich z jakimś dziwnym błyskiem w oku i pochyliwszy się jeszcze bardziej w stronę władcy, mocno i jednym ruchem, wpierw wytrząsnąwszy sztylet z lewego rękawa habitu, prawą dłonią ująwszy go za rękojeść, z całych sił wbił mu go w podbrzusze. Celował w wątrobę, ale nóż ześlizgnął się po sztywnym jedwabiu sukni i utkwił nieco powyżej krocza, rozdzierając brzuch, pęcherz i jelita.

Król z okrzykiem bólu spadł z sedesu, krzycząc:

– Zamordował mnie! Zamordował! Ubijcież go zaraz! – Henryk powalony bólem, osunąwszy się z dziurawego krzesła, skulony legł na posadzce.

W tej samej chwili dopadło mnicha kilku dworzan, zwabionych do komnaty owym krzykiem i dobywszy szpad i sztyletów, rozsiekali go na miejscu.

Króla zaś ostrożnie przeniesiono do jego sypialnej komnaty i wezwano medyków. Ci, w swojej bezradności wobec srogiej rany zadanej w tak czułe miejsce, nie umiejąc wymyślić niczego lepszego, zaaplikowali Henrykowi lewatywę…

Po nocy straszliwych cierpień ostatni, trzynasty król z dynastii Walezjuszy zmarł… Nim jednak skonał, jako swego następcę wskazał Henryka z Nawarry3, Burbona, potwierdzając jego sukcesję i prawo do korony.

I tak oto tron Francji ostał się pusty, a klątwa ostatniego wielkiego mistrza templariuszy Jacquesa de Molaya wypełniła się na zgasłym bezdzietnie Henryku III.

Droga do władzy nad Francją stanęła otworem dla Nawarczyka. To prawda, był protestantem, hugenotem, ale chyba jego wiara nie była zbyt głęboka, a przywiązanie do nauk Kalwina dość liche, bo wypowiedziawszy słynne słowa:

Paris vaut bien une messe – Paryż wart jest mszy, 27 lutego 1594 jako katolik pozwolił się namaścić i nałożyć na skronie, w katedrze w Chartres, a nie w katedrze w Reims, która znajdowała się w rękach jego przeciwników, koronę królów Francji…

Tak oto minęła pewna epoka…

Książkę w wersji papierowej można kupić tu:

Wydawnictwo Armoryka

wydawnictwo.armoryka@armoryka.pl

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierza

e-book tu:

https://virtualo.pl/ebook/wieszczba-krwawej-glowy-i235158/

audiobook tu:

https://virtualo.pl/audiobook/wieszczba-krwawej-glowy-i246215/

1Jacques de Molay (1243-1314) – ostatni wielki mistrz zakonu templariuszy, oskarżony o herezję, magię i sodomię, aresztowany w piątek, 13 października 1307, spalony na stosie 18 marca 1314. Przed śmiercią przeklął swoich oprawców – króla i papieża.

2Jacques Clément OP (1567-1589) – francuski duchowny katolicki, dominikanin, morderca króla Henryka III Walezego.

3 Henryk z Nawarry (1503-1555) król Francji Henryk IV, pierwszy władca z dynastii Burbonów.

Hołodomor upamiętnić, Rzeź Wołyńską zapomnieć

Katarzyna Treter-Sierpińska

2 grudzień, 2022 https://wprawo.pl/katarzyna-ts-holodomor-upamietnic-rzez-wolynska-zapomniec/

https://wprawo.pl/wp-content/uploads/2022/12/ukrainska-flaga-na-miejscu-gospodarza-przy-wejsciu-do-Sejmu-RP-672x430.png

ukraińska flaga na miejscu gospodarza przy wejściu do Sejmu RP/ fot. Twitter

W czwartek (1.12.2022) Sejm RP przyjął uchwałę w sprawie 90. rocznicy Wielkiego Głodu na Ukrainie. Jeden jedyny poseł głosował przeciw. Był to Grzegorz Braun. Czy to dobra decyzja? Tak, to bardzo dobra decyzja. W ukrainofilskim amoku, który ogarnął dużą część Polaków, ktoś musi bić na alarm, chociaż zostanie za to opluty, a nawet stratowany przez ogłupiałe stado pędzące ku przepaści. Tak jak poseł Braun był jedynym, który w czasie pandemicznego obłędu nigdy nie założył na twarz bezużytecznej maseczki, tak samo jest jedynym, który ma odwagę przeciwstawić się bezwarunkowemu popieraniu Ukrainy kosztem polskiego bezpieczeństwa, polskiej gospodarki i polskiej godności.

Zobaczmy najpierw, co znalazło się w uchwale, przeciw której głosował Braun. Oto jej treść w wersji zarekomendowanej przez sejmową Komisję Spraw Zagranicznych.

Jak widzicie, o Wielkim Głodzie jest w tej uchwale niewiele, ale to, co napisano, wpisuje się w politykę historyczną Ukrainy, która przedstawia Wielki Głód jako akcję skierowaną wyłącznie przeciw Ukraińcom. Tymczasem Wielki Głód był zbrodnią skierowaną przeciw chłopom w ramach przymusowej kolektywizacji przeprowadzonej w całym Związku Sowieckim. Faktem jest, że Ukraina została szczególnie dotknięta tym komunistycznym bestialstwem, które kosztowało życie ok. 4 milionów ukraińskich chłopów. Ale to nie kryterium etniczne leżało u podstaw tej zbrodni. To była kara za opór wobec komunistycznej wizji rolnictwa, której realizacja pochłonęła ok. 14,5 miliona ludzi w całym ZSRS. O tym w tej uchwale nie ma ani słowa. Jest natomiast bardzo wiele o obecnej wojnie na Ukrainie, która została zestawiona z Hołodomorem. I to jest ogromne nadużycie, bo bez względu na to, jak barbarzyńsko postępuje obecnie Federacja Rosyjska, ta sytuacja jest nie do porównania. Dziś Ukraińcy nie umierają milionami z głodu. Zestawianie ofiar Wielkiego Głodu z ofiarami obecnej wojny jest zwyczajnym nadużyciem i pomniejsza rozmiar tej komunistycznej zbrodni.

Zostawmy teraz na boku dywagacje historyczne i przejdźmy do polityki.

Uchwała Sejmu RP niewątpliwie jest aktem politycznym wyrażającym bezwarunkowe poparcie dla Ukrainy. W związku z tym warto przypomnieć, jaka była reakcja Rady Najwyższej Ukrainy, gdy w 2016 roku Sejm RP przyjął uchwałę w sprawie oddania hołdu ofiarom ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach II RP w latach 1943–1945 i zdecydował, że 11 lipca (rocznica Krwawej Niedzieli) będzie Narodowym Dniem Pamięci Ofiar ukraińskiego ludobójstwa na Polakach.

W rezolucji ukraińskiego parlamentu stwierdzono, że ustanowiony przez Sejm RP Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP jest „przejawem upolitycznienia tragicznych stronic ukraińsko-polskiej historii”. Rada Najwyższa podkreśliła, że debata na ten temat toczyła się w Polsce w warunkach „histerii antyukraińskiej”. Ukraińscy deputowani napisali, że uchwała Sejmu została przyjęta w czasie, gdy na wschodzie ich kraju trwa wojna z Federacją Rosyjską. Oświadczyli także, że decyzja Sejmu podważa dyplomatyczny dorobek dwóch krajów na rzecz porozumienia, wzajemnego przebaczenia i upamiętnienia niewinnych ofiar konfliktu, wśród których są Ukraińcy i Polacy.

Czy po lutowym ataku rosyjskim na Ukrainę coś zmieniło się w ukraińskim podejściu do Rzezi Wołyńskiej? Czy Ukraina, którą Polska wspiera w tym konflikcie, przyznała, że Ukraińcy dokonali ludobójstwa na Polakach? Czy Ukraina zrezygnowała z gloryfikacji banderowskich zbrodniarzy?

Nie! Stało się coś przeciwnego. Ukraina wykorzystuje obecną wojnę do umocnienia kultu Bandery i UPA. Mało tego! Doradca prezydenta Zełenskiego ogłosił niedawno, że „Polska zgodziła się zapomnieć Rzeź Wołyńską”. Nie było polskiego dementi w tej sprawie. Nie było noty protestacyjnej po mianowaniu banderowca Melnyka wiceszefem ukraińskiego MSZ. A prezydent Duda jak lew bronił prezydenta Zełenskiego negującego polskie oświadczenie w sprawie rakiety, która zabiła dwóch Polaków w Przewodowie.

Postępowanie polskich władz doprowadziło do tego, że Ukraińcy robią z nami, co chcą. A przecież to im powinno zależeć na tym, żeby utrzymać polskie poparcie. Tymczasem nasze władze zachowują się tak, jakby to nam było potrzebne poparcie Ukrainy. Wszystko zostało postawione na głowie. Hołodomor upamiętnić, Rzeź Wołyńską zapomnieć. Czy na tym mamy zbudować dobre relacje polsko-ukraińskie? Bez żartów. Efekt będzie wprost przeciwny. W myśl zasady „daj palec, wezmą rękę”, Ukraińcy będą coraz bardziej roszczeniowi. Już teraz pojawiają się po ich stronie głosy, że Polacy to tchórze, bo nie chcą walczyć z Rosjanami. Polscy ukrainofile myślą, że po wojnie Ukraińcy będą nam wdzięczni za pomoc. Nie będą.

Ukraińcy będą mieli pretensje, że Polacy nie umarli za Kijów. To jest oczywisty mechanizm emocjonalny, który już znamy z żydowskich oskarżeń. Polacy są przedstawiani jako współsprawcy Holokaustu, bo nie umarli za Żydów. I tak samo będzie z Ukraińcami.

Obowiązkiem polskich władz jest stawianie Polski na pierwszym miejscu. Tymczasem mamy sytuację, w której polskie władze stawiają na pierwszym miejscu Ukrainę, a propaganda wmawia Polakom, że jest to w interesie Polski. Nie jest. W interesie Polski jest postawienie Ukrainie warunków, które ta musi spełnić, aby otrzymywać pomoc od Polski.

I o tym przypomina sprzeciw posła Brauna wobec sejmowej uchwały o Wielkim Głodzie na Ukrainie. Na litość boską, szanujmy się!

Dwa wektory hipokryzji

Stanisław Michalkiewicz 3 grudnia 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5293

Citius, fortius altius! – głosi wymyślone przez Piotra Coubertin hasło ruchu olimpijskiego, co się wykłada, że szybciej, mocniej, wyżej! Ta dewiza – jak przypuszczam – obowiązuje w sporcie w ogóle, bo w przeciwnym razie, czyż pierwszorzędni fachowcy z dziedziny fizjologii i medycyny nie kombinowaliby tak intensywnie nad metodami, pozwalającymi przekraczać granice wydolności organizmu ludzkiego? Poczciwy Coubertin sądził, że to będzie szlachetna rywalizacja, chociaż nawet w starożytnej Grecji, w której nawet czas liczono według igrzysk olimpijskich, musiały zdarzać się przekręty, skoro w ówczesnym regulaminie czytamy, że nie wolno podstawiać innym zawodnikom nogi. Ale wtedy nawet próby dyskretnej pomocy bogini Fortunie – bo zwycięzca w – dajmy na to – biegu – uchodził za faworyta tej bogini, na dowód czego otrzymywał wieniec oliwny z oliwki rosnącej w świętym gaju – nie dorównywały obecnym tym bardziej, że sport stał się jedną z głównych gałęzi przemysłu rozrywkowego, więc przy tak ogromnych pieniądzach o żadnej szlachetnej rywalizacji mowy już być nie może. Wiele, a może nawet wszystko zależy od odpowiedniego żywienia i tresury zawodnika, którego potem menażerowie wystawiają na arenę, ku uciesze gawiedzi, która zresztą równolegle rozwija własne obyczaje i w ogóle – tak zwane subkultury, które znakomicie przyczyniają się do nieustannego zwiększania obrotów tej gałęzi przemysłu rozrywkowego.

Zdarzają się jednak sytuacje zaskakujące, o których wspominał w swoich felietonach Janusz Głowacki. Akurat zdarzyło się, że w Monachium palestyńscy – wtedy, przynajmniej w tak zwanym „naszym obozie”, mówiło się „bojownicy”, bo w obozie jakimś takim nie naszym, używano już nowoczesnego przezwiska: „terroryści”, które to słowo („to takie słowa są”? – dziwili się ostentacyjnie gitowcy z poprawczaka na spotkaniu z pisarzem próbującym się im podlizać przy pomocy tzw. „grypsery” – co pięknie opisał Marek Nowakowski) zaczyna wypierać z wokabularza politycznego dotychczasowe przezwisko: „faszyści” – więc palestyńscy – niech im będzie – terroryści, wzięli izraelskich sportowców w charakterze zakładników. Od tamtej pory również sport znalazł się w służbie bezpieczeństwa, co doprowadziło do kłopotliwych sytuacji opisanych przez Janusza Głowackiego. Zawodnikom – w tym akurat przypadku – sprinterom, dla bezpieczeństwa, na torze towarzyszyli antyterroryści. I oto zdarzyło się, że antyterrorysta w pełnym oporządzeniu i z długą bronią przybiegł na metę przed zwycięzcą biegu. Zapanowała kłopotliwa sytuacja tym bardziej, że związek zawodowy antyterrorystów kategorycznie zażądał, by tego funkcjonariusza nie tylko uznać za zwycięzcę, ale w dodatku wypłacić mu wynagrodzenie przeznaczone dla złotego medalisty – przeciwko czemu gwałtownie zaprotestował związek zawodowy sprinterów argumentując, że ten antyterrorysta nie należał do związku sprinterskiego, więc żaden medal mu się nie należy, a wynagrodzenie – tym bardziej. Mniejsza o to, jak się to skończyło, bo ważne jest co innego: że wbrew oczywistym i powszechnie znanym faktom, wszyscy próbują podtrzymać w opinii publicznej przekonanie, jakoby związki sportowe były rodzajem kontemplacyjnych zakonów, gdzie „w skupieniu cnotliwem” sportowcy poddają się tresurze.

Ostatnio ofiarą tej hipokryzji padł prezes Polskiego Związku Tenisowego, który został oskarżony o – jakże by inaczej! – „molestowanie” zawodniczek. Składał im mianowicie rozmaite propozycje, albo prawił komplementy, które po latach i po gruntownym namyśle, przestały im się podobać. Ciekawe, że nie słyszałem, by żadna z jego ofiar zrezygnowała z tresury we wspomnianym związku, chociaż o ile mi wiadomo, nie ma jeszcze ustawy, która by nakładała na obywateli obowiązek przynależności do jakiegoś związku sportowego. Ale nie ma też ustawy, która nakładałaby na obywateli obowiązek zawierania małżeństw, a mimo to mnóstwo ludzi to robi, narażając się na straszliwe konsekwencje przewidziane w ustawie o przeciwdziałaniu przemocy domowej. Owszem, można się od nich wymigać, przeprowadzając w porę rozwód, którego przyczyną może być na przykład „okrucieństwo moralne”. Taki właśnie przypadek opisał Melchior Wańkowicz, przysłuchując się rozprawie rozwodowej w Reno, w stanie Nevada. Żona oskarżała męża właśnie o „okrucieństwo moralne”, ale dociekliwy sędzia domagał się konkretów – na czym ono polegało. – Ziewał w mojej obecności – po namyśle odpowiedziała żona. – Oooo, to rzeczywiście coś niebywałego – skomentował oburzony sędzia – ale może jeszcze coś pani sobie przypomni? – Naśmiewał się z wuja Jimmy’ego – odparła kobieta po jeszcze dłuższym namyśle. – Z wuja Jimmy’ego! Coś podobnego! – zawołał oburzony sędzia. Stuknął młotkiem i już było – jak to mówią – „po harapie”.

O ile jednak wokół związków sportowych panuje zmowa hipokryzji, o tyle w teatrach – odwrotnie. Tam obowiązuje pełny spontan i odlot, zwłaszcza w sytuacji, kiedy sztuka jest nudna jak flaki z olejem i żeby zwabić publiczność i wyłudzić od niej forsę za bilety, dyrekcja musi „dodawać dramatyzmu”, wzbogacając akcję o tzw. „momenty”, to znaczy – rozbierając aktorów na scenie do naga, nawet, gdyby grali w sztuce „O krasnoludkach i sierotce Marysi” – albo nakłaniając ich do symulowania na scenie ostrego seksu. Jedną z przyczyn jest nasilająca się konkurencja ze strony telewizji, w których pojawia się coraz więcej programów kuplerskich, czy wręcz sutenerskich, więc nic dziwnego, że teatry starają się, jak tam potrafiła, dotrzymać kroku. O ile jednak w związkach sportowych hipokryzję purytańską uzasadnia się ideą olimpijską, o tyle w przybytkach Melpomeny – odwrotnie. Pozorem moralnego, a nawet artystycznego uzasadnienia wprowadzania „momentów”, jest ideologia feministyczna, której bojowym sztandarem jest „vagina”. W imię swobodnej manifestacji sekrecji vaginalnych można wszystko, bo jakiekolwiek ograniczenie miałoby cechy wykluczenia, stygmatyzacji, albo innych, modnych obecnie myślozbrodni.

Ale i tu „nowe” walczy ze „starym”, podobnie, jak to było za Stalina w sprawie kołchozów. Ofiarą tej walki padła pani dyrektor Monika Strzępka, którą na zbitą głowę wywalił z rządowego teatru pan wojewoda Radziwiłł. Gdyby pani Strzępka kierowała teatrem prywatnym, wojewoda nie miałby nic do gadania w sprawie obsady dyrekcji. Ale właśnie o prywatyzacji teatrów nikt nie chce słyszeć, bo jużci – kto by nie wolał, żeby do płacenia za chałtury zmuszać Bogu ducha winnych podatników, którzy na ogół i tak tam nie chodzą, bo zwyczajnie wolą pójść na wódkę?

Co mają wspólnego Józef Piłsudski i Karol Wojtyła? Zachwyt teozofką i synkretystką Wandą Dynowską. W służbie powszechnego braterstwa…

https://gloria.tv/post/dhmzmVwvh6jd6yK2syLPDpLY4

Co mają wspólnego Józef Piłsudski i Karol Wojtyła? A choćby to że pierwszy, jako czołowy polityk okresu międzywojnia, a drugi jako Biskup Krakowski spotkali się z „Boginią Umą” znaną też jako „Świetlista Dusza” czyli teozofką i synkretystką Wandą Dynowską.

Urodzona w roku 1888 Dynowska pochodziła z zamożnej rodziny mieszkającej na terenie dawnych Polskich Inflant, wówczas w carskiej Rosji. Jak pisze K. Tokarski w szkicu o życiorysie Dynowskiej (por.): „Panna Dynowska wiele czytała, m.in. Biblię, Bhagawadgitę i Koran, polską poezję romantyczną i dzieła polskich filozofów XIX w.” Skąd takie zainteresowania? „Matka zorganizowała dla córki prywatne nauczanie w ich domostwie, zapraszając do siebie nauczycieli. Jednym z nich był Tadeusz Miciński, związany z Warszawskim Towarzystwem Teozoficznym, który wówczas zainteresował Wandę teozofią i mistycyzmem.” (por.) Młoda Dynowska studiowała na uniwersytetach w Krakowie i Lozannie. Weszła w rosyjskie kręgi teozoficzne i zainteresowała „duchowością” dalekiego Wschodu. Teozofia rozpropagowana przez Helenę Bławatską pod koniec XIX wieku była prekursorem New Age – modernistyczną synkretyczną mieszanką, w której łączyły panteizm, reinkarnacja, karma i powszechne braterstwo, mieszanką będącą zatem wodą na młyn masonerii i chętnie w masońskich kręgach podejmowaną. Dynowska po kontaktach z teozofami w Rosji odwiedziła m.in. Francję i Włochy, gdzie zgłosiła akces do tamtejszego Towarzystwa Teozoficznego. Jak pisze Janusz Cisek w artykule Marszałek i teozofowie (Rzeczpospolita 1997, nr 284), gdy Polska w roku 1918 odzyskała niepodległość Dynowska postanowiła utworzyć miejscowe towarzystwo teozoficzne i przyjechała do Warszawy z pełnomocnictwami prezes Towarzystwa Teozoficznego Anny Besant.
Pierwsze spotkanie teozofów odbyło się w Nowy Rok 1920 a od następnego roku Dynowska redagowała czasopismo „Przegląd Teozoficzny”, zostając też w roku 1923 sekretarzem generalnym Polskiego Towarzystwa Teozoficznego. W jednym z pierwszych numerów „Przeglądu” ukazał się manifest polskich teozofów, który głosił (por.):

„Trzy są zasadnicze cele Towarzystwa;

1) Utworzenie zawiązku wszechludzkiego Braterstwa bez różnicy rasy,

narodowości, płci, wyznania i t. d.

2) Prowadzenie studjów porównawczych nad religjami, filozofją i nauką.

3) Badanie nieznanych praw natury i ukrytych sił człowieka.

Towarzystwo nie posiada żadnych dogmatów (…), można nie przyjmować żadnej z teorji teozoficznych, oprócz idei wszechludzkiego Braterstwa, i zostać członkiem Towarzystwa – więcej

— być teozofem z Ducha. (…) Towarzystwo składa się z ludzi różnych ras, narodowości, wyznań;

z ludzi, którzy uczą się, studjują, badają głębokie prawa natury, rządzącej ewolucją jednostek, społeczeństw światów; i prawdy duchowe, ukryte w religijnych systemach. (…) Najszerszą tolerancję i szacunek dla wszystkich szczerych przekonań ludzkich uważają teozofowie za swój obowiązek, starają się je stosować zawsze, do wszystkich bez wyjątku. Nie potępiają ciemnoty, ignorancji i ciasnoty w poglądach, lecz starają się wnieść wszędzie światło wiedzy prawdziwej, rozpraszające mroki przesądów i fanatyzmu, bezstronność i rozumiejącą życzliwość. Pragną wszystkiemi siłami służyć ludziom, wnosząc we wszystkie dziedziny myśli i życia pierwiastek istotnego Braterstwa, pogody i wiary w moc ducha ludzkiego. Każdą religję, filozofję, naukę uważają za przejawienie Boskiej, nieskończonej, niewyczerpanej Mądrości. Tej Mądrości sługą jest całe Towarzystwo Teozoficzne.

Aby się stać teozofem, nikt się nie potrzebuje oddalać od religji, którą wyznaje. Gdy sięgnie w samą głąb swojej wiary, gdy szerzej zrozumie mistyczne piękno jej nauki i wniknie w’żywe znaczenie jej duchowych prawd, chcąc czynem własnego życia dać im świadectwo – stanie się teozofem. Można więc być teozofem, a zarazem dobrym Chrześcijaninem, Buddystą lub Machometaninem. Ale też można być dobrym teozofem, nie należąc do żadnego z wyznań. Teozofja przywraca światu zapomnianą Wiedzę Ducha, wedle której naszą indywidualnością najgłębszą jest Duch, zaś umysł i ciało są tylko jego narzędziami. Odkrywając ezoteryczne znaczenie Ksiąg Świętych (wszystkich religji), godzi je z nauką, a tem samem usprawiedliwia przed krytycyzmem intellektu, z równą siłą, jak czyniła to zawsze intuicja. Wskazuje cel najgłębszych dążeń i tęsknot ludzkiego serca, potwierdza i wzmacnia wiarę w moc ducha ludzkiego, dążącego nieustannie naprzód ku szczytom ewolucji — ku „nadczłowieczeństwu”.


Jak widać podpisałby się pod tym manifestem nawet dziś niejaki Juval Harari.



W cytowanym wyżej numerze Dynowska przedstawiła relację z „wszechświatowego” kongresu teozofów w Paryżu. Jak wskazywała: „Religje, nie dając odpowiedzi zadawalniaiącej na główne uporczywie dręczące pytania, nie rzucają światła, które by chaos dzisiejszy rozjaśnić mogło. Teozofowie, przyjmując wielkie Prawa Reinkarnacji i Przyczynowości, ewolucji ducha zarówno jak materji, posiadają klucz do szerokiego filozoficznego zrozumienia wielkich linji ludzkiej historji i tragicznych jej powikłań i węzłów.”

Plakat reklamujący jeden z odczytów Dynowskiej

Dynowska pisała okultystyczne i synkretyczne teksty np. antychrześcijańską (godzącą w Bóstwo Chrystusa) książkę Czy tylko raz żyjemy na ziemi : rzecz o reinkarnacji. Podjęła współpracę z angielską teozofką Arnold przysłaną do Polski przez Besant celem założenia szkoły ezoterycznej. Brała również udział w reaktywacji masonerii w Polsce. Jak wskazuje K. Tokarski: „Dynowska wraz z Tadeuszem Bibro i Michałem Tokarzewskim-Karaszewiczem tworzą, w oparciu o federację angielską, w 1925 pierwszy trójkąt “Le Droit Humain” i do czasu powstania samodzielnej polskiej federacji Wanda, nosząca w organizacji nazwisko Doboszówna, była przedstawicielem Masonerii Mieszanej w Radzie Najwyższej w Paryżu. (…)Wanda Dynowska uczestniczy we wszystkich europejskich kongresach Towarzystwa Teozoficznego i w zjazdach Zakonu Gwiazdy na Wschodzie. Przebywa w Austrii, Bułgarii, Czechosłowacji, Francji, Jugosławii, Rumunii, na Węgrzech i w Wielkiej Brytanii. (…)Podobnie jak wielu polskich teozofów należała do Zakonu Gwiazdy na Wschodzie, który u nas nosił nazwę Zakonu Jutrzenki (przewodniczyła mu Helena Bołoz-Antoniewiczowa). Zakon miał za zadanie przygotować ludzkość na pojawienie się na Ziemi kolejnej inkarnacji Wielkiego Nauczyciela Świata, co miało się dokonać w osobie Jiddu Krishnamurtiego. W 1927 r. Rada Zakonu ogłosiła, że inkarnacja już się dokonała i w związku z tym zmieniono nazwę na Zakon Gwiazdy (u nas od początku 1929 r. na Zakon Gwiazdy w Polsce) i przyjęto nowy program działania. W sierpniu 1927 r. przyjechała do Warszawy Sekretarz Generalny Wszechświatowego Towarzystwa Teozoficznego, Annie Besant. Odbyła szereg grupowych i indywidualnych spotkań z polskimi teozofami” (por.)

Jej współpracownikiem w różnych wywrotowych dziełach był generał Michał Tokarzewski-Karaszewicz. Został m.in. on „kapłanem” utworzonego przez Dynowską „Liberalnego Kościoła Katolickiego”, który miał na celu forsowanie masońskiego założenia rozmywania religii na bazie „wolności religijnej” i działań „ekumenicznych”. Powstało również teozoficzne wydawnictwo „Adyar” oraz społeczno-polityczne ramię – organizacja Służebnicy Polscy.

Swoimi działaniami w służbie postępu Dynowska zainteresowała też Józefa Piłsudskiego przebywającego w roku 1924 w Sulejówku. Jak wskazuje autor biografii Karaszewicza-Tokarzewskiego D. Bargiełowski (Po trzykroć pierwszy. Michał Tokarzewski-Karaszewicz, generał broni, wolnomularz, kapłan Kościoła liberalnokatolickiego) Dynowska zwróciła się do Piłsudskiego w kwestii utworzenia Zakonu Wolnomularstwa Zjednoczonego, „pytając o zdanie, radę, niemal pozwolenie.

Bargiełowski cytuje też wspomnienia Aleksandry Piłsudskiej dotyczące Dynowskiej: „[Karaszewicz-Tokarzewski] zainteresował Piłsudskiego organizacją kobiecą, prowadzoną przez panią Dynowską, organizacją teozofów, której dobór personalny odpowiada wszelkim wymogom konspiracji. Uważa, że jeżeli zajdzie potrzeba, Piłsudski może się nią posłużyć bez obawy, gdyż pani Dynowska ręczy za solidarność członkiń”. Faktycznie, gdy nastąpił zamach majowy teozofowie i służebnicy pomagali siłom Piłsudskiego (por. np.). Piłsudski odwdzięczał zaufanie Dynowskiej – Bargiełowski cytuje jej list wspomnieniowy, wskazujący że w latach 1925/26 Piłsudski odwiedzał jej wspólnotę i nawet nocował tam kilka razy. J. Cisek cytuje z kolei list Dynowskiej z roku 1958 do Władysława Poboga-Malinowskiego, w którym pisze ona że: „Komendant interesował się okultyzmem, przekazywaniem myśli na odległość, przeczuciami, itd. Do Towarzystwa Teozoficznego miał stosunek b. pozytywny głównie jako dla siły pracującej dla odrodzenia moralnego (…) Nieraz prosił mnie o opowiadanie o jego pracach. W 1925 Piłsudski zetknął się z prezesem światowego Towarzystwa Teozoficznego dr Arundal(e)”.

Odnośnie tej wizyty Arundala oddajmy znów głos K. Tokarskiemu: „Pod koniec pierwszego pięciolecia działalności PTT, kiedy Dynowska utworzyła wspólnotę podobną do paryskiej, w której przez jakiś czas mieszkała na zaproszenie Pasqualine Mallet, postanowiła zaprosić do Polski dra George’a Arundale z żoną Rukmini Devi. Dwukrotne ich odwiedziny były wydarzeniem wielkiej miary, w ich wyniku kilku polskich teozofów, a wśród nich bohaterkę niniejszego szkicu, przyjęto do Zakonu Służebników.”

Sierpień 1927. Pożegnanie Anny Bessant – szefowej „Wszechświatowej” Teozofii na lotnisku w Warszawie. W I rzędzie : M. Karaszewicz-Tokarzewski (w mundurze), A. Bessant, W. Dynowska (obie z kwiatami)

Śmierć Marszałka wywarła wielkie wrażenie na Dynowskiej. „Jesienią 1935 r. pożegnała się z Polską, odwiedzając w Krakowie Wawel i Kopiec Piłsudskiego” (por.) Wyjechała do Indii, do aszramu jednego z miejscowych guru, poznając hinduizm i jogę. Dalej prowadziła działalności „filantropijną” – także na rzecz tych Polaków, którzy podczas II wojny światowej dotarła do Indii. Po wojnie działała na rzecz niepodległości Indii i Tybetu. Formalnie wystąpiła z Towarzystwa Teozoficznego, ale przy pisaniu swoich dzieł m.in. Antologii indyjskiej korzystała z gościnności biblioteki Towarzystwa Teozoficznego w Adyarze, zaś wśród wydanych przez nią dzieł znalazły się pisma wspomnianych Arundala i Anny Besant.

W sierpniu 1960 przyjął ją na audiencji w Krakowie Biskup Karol Wojtyła, któremu podarowała Antologię indyjską. Potem Dynowska wyjechała znów do Indii, gdzie zamieszkała w Dharamsali, siedzibie Dalaj Lamy na wychodźstwie. Uważano ją nawet za „przybraną matkę dalajlamy”. Dalej pisała. „W 1962 r. ukazuje się Nauka Buddy Paula Carusa. Książka ta była podstawą do nauczania religii w opowiadaniach, kiedy młodzi Tybetańczycy przebywający w Madrasie (porą zimową) w każdy wolny dzień przychodzili do adyarskiego mieszkania – jak ją nazywali – Babci Moli. W 1965 r. ukazuje się Buddyzm mahajana, a w 1967 uroczy tomik Wianuszek drogocenny o Dharmie Buddy wśród Ptaków – Ludowa Pieśń Tybetańska.” (por.)

To co potem następuje doskonale obrazuje posoborowy zamęt.

W październiku 1969 w piśmie Kurii Metropolitalnej kard. Wojtyły – „Tygodniku Powszechnym” ukazał się wywiad ks. Adama Bonieckiego z Wandą Dynowską pt. „Gandhi, aszramy i Tybetańczycy”. Po udzieleniu wywiadu Dynowska nie wyjeżdża jednak z Krakowa, lecz czeka aż wróci do niego Karol Wojtyła już jako Kardynał. Podczas audiencji Wojtyła obiecał Dynowskiej, jak pisze Boniecki, odprawić Msze w intencji zamordowanych Tybetańczyków (buddystów i animistów). Dynowska miała z kolei zapowiedzieć że „Kardynał Wojtyła będzie pierwszym słowiańskim papieżem”.

W roku 1970 Dynowska zapadła na zdrowiu i zamieszkała w katolickim klasztorze w Mysore. Odwiedzali ją jednak z pociechą duchową lamowie. Jak pisze K. Tokarski spotykała się też z ks. Marianem Batogowskim (por.): „Dzięki katolickiemu arcybiskupowi Mysore nawiązał z nią kontakt ks. Marian Batogowski. Długie były rodaków rozmowy, czytali wiersze Konopnickiej, dyskutowali, ksiądz przyniósł jej okruchy polskiego chleba (…)20 marca 1971 r. przyjęła Sakramenty św., odprawiła wspólnie z ks. Batogowskim medytację i krótko przed północą umarła. Zgodnie z jej ostatnią wolą i za zgodą arcybiskupa Mysore tej samej nocy jej zwłoki Tybetańczycy zabrali do Bylakuppe , gdzie następnego dnia lamowie, przy współudziale tamtejszej społeczności, dokonali obrzędów pogrzebowych. Pamięć Wandy Dynowskiej uczczono bardzo znaczącym gestem, budując w pobliżu Bylakuppe stuppę Tenzin Chodon”.

Jak należy dodać przyjęcie Komunii Świętej nie sprzeciwia się w żaden sposób podejściu synkretycznemu a ciało Dynowskiej „katolicki” klasztor wydał, zgodnie z jej ostatnią wolą, by pochowano ją według pogańskich obrzędów buddyjskich zaś zwłoki spalono. Jak podaje anglojęzyczna „Encyklopedia Teozoficzna” epitafium dla niej głosi:

„Tu spoczywa Dusza Uniwersalna – polska teozofka – urodzona jako katoliczka, przyjęła hinduizm i zajęła się służbą na rzecz praktycznego altruizmu buddyjskiego”

W Polsce ks. Boniecki posunął się nawet do tego że w „Tygodniku Powszechnym” z 9 maja 1971 (nr 19) zamieścił tekst o zmarłej pod bluźnierczym tytułem „Wanda Umadewi-Dynowska” (dewi oznacza boginię)



Teozofowie nadwiślańscy: gen. Michał Karaszewicz-Tokarzewski, Wanda Dynowska i Helena Bołoz-Antoniewiczowa

podobne tematy:

Teatr posoborowy
Król-Duch i jego poddani
„Niezapomniany Loluś Wojtyła” i „kult Słowa”
“Doktor” posoborowy : Jan Paweł II do hinduskich pogan (I)
“Doktor” posoborowy : Jan Paweł II do hinduskich pogan (II)
“Doktor” posoborowy : Jan Paweł II do hinduskich pogan (III)
Jan Paweł II i Przyjście Pana Buddy
Jan Paweł II do animistów nad Jeziorem Togo i hinduistów w Kenii
Posoborowe rozumienie świętości: Koran to “Księga Święta”
Przeciw bałwochwalcom

Bugnini „zwycięski”: Przeciw Objawieniom Archanioła Michała w Gargano – i w Kościele. Modlitwa do św. Michała (która jest także proroctwem).

Bugnini „zwycięski”: Przeciw Objawieniom Archanioła Michała w Gargano – i w Kościele. Modlitwa do św. Michała (która jest także proroctwem).

https://www.traditioninaction.org/HotTopics/f172_Dialogue_88.htm

Przykładem arbitralnego i opresyjnego charakteru tego, co  Bugnini nazwał „uproszczeniem” kalendarza, jest zniesienie w 1960 r. święta o dużym znaczeniu w życiu Kościoła czyli Objawienia Św. Michała (8 maja).

Przez wieki, aż do roku 1960, w Kalendarzu Ogólnym istniały dwie uroczystości Św. Michała: 8 maja i 29 września. Zostały one jednak rozpoznane przez Komisję Liturgiczną jako niepotrzebne „dublowanie”, i Objawienie Św. Michała zostało wyrzucone z Kalendarza wraz z innymi „niechcianymi” świętami.

Podobnie jak inne święta likwidowane w tym samym roku, wiązało się ono z upamiętnieniem cudownych wydarzeń. Według Brewiarza Rzymskiego, święto to zostało ustanowione w podzięce Panu Bogu za zwycięstwo militarne odniesione pod Monte Gargano we Włoszech 8 maja 663 r. za wstawiennictwem Św. Michała. Bitwa ta została opisana przez benedyktyńskiego historyka z VIII wieku, Pawła Diakona, w ten sposób:

„Gdy  Grecy przyszli splądrować sanktuarium Świętego Archanioła [Michała] znajdujące się na górze Garganus (Gargano), Grimuald [król Lombardów], przybywając na nich ze swoim wojskiem, pokonał ich bez trudu”. (1)

Znamienne w tym zdarzeniu jest to, że Archanioł obiecał chronić sanktuarium – obecnie najstarsze na Zachodzie sanktuarium poświęcone Św. Michałowi, kiedy objawił się tam w 492 roku.

Brewiarz sprzed 1960 roku podaje pełną relację o tych wydarzeniach. (2) Dowiadujemy się z niego, że Św. Michał ukazał się pod koniec V wieku biskupowi pobliskiego miasta Siponto z przesłaniem dotyczącym groty na Monte Gargano: (3) mianowicie, że grota ta powinna stać się sanktuarium poświęconym Św. Michałowi, który weźmie ją pod swoją opiekę.

Ponieważ takie cudowne wydarzenia po prostu nie mają znaczenia w postępowych kręgach Kościoła Katolickiego, Bugnini odrzucił je jako „niehistoryczne”, sugerując, że nie są wiarygodne. Zamiast tego, „eksperci” liturgiczni postanowili uwierzyć w coś, co sami wymyślili: mianowicie, że Objawienie Św. Michała, podobnie jak wiele innych „drugich świąt” pojedynczego świętego, zagraca rok liturgiczny i nie powinno już zajmować miejsca w Kalendarzu Ogólnym.

Nie można zlekceważyć zasadniczej przyczyny usunięcia tego święta. Od roku 1960, Kościół zaczął bagatelizować nadprzyrodzony charakter liturgii, aby uczynić ją bardziej akceptowalną dla protestantów, którzy odrzucają cuda i objawienia.

Marcin Luter rozpuścił absurdalną plotkę, jakoby podczas objawienia, Św. Michał zrzucił część swoich piór, które stały się przedmiotem poszukiwań  katolickich łowców relikwii jako „obiekty kolekcjonerskie”. (4)

Opowieść o piórach pobudziła protestancką fantazję do tego stopnia, że do dziś wywołuje wesołość. Wspomnijcie o objawieniu Św. Michała, a prawdopodobnie zapytają was, czy macie jego pióro. Jest to nawet używane przez liturgistów katolickich (5) i księży, którzy w swoich homiliach kpią z tradycyjnych wierzeń.

Wystarczy krótkie spojrzenie na historię tego święta i jego traktowanie przez Kościół aż do 1960 roku, aby przekonać się, jak szokujące są te preteksty w swojej duchowej tępocie.

Jak ważne było święto Objawienia  Św. Michała?

Znaczenie tego święta wynika z jego miejsca w Historii. (6)

Po pierwsze, upamiętnia ono pierwsze z kilku znanych w zachodnim chrześcijaństwie objawień Św. Michała Archanioła (7) i odegrało decydującą rolę w rozwoju kultu Św. Michała w rycie rzymskim.

Po drugie, sanktuarium w Gargano było w średniowieczu ważnym ośrodkiem pielgrzymkowym o międzynarodowym statusie i, wraz z Jerozolimą, było uważane za jedno z najświętszych miejsc w chrześcijaństwie. Było ono niekiedy wykorzystywane jako punkt etapowy dla pielgrzymów zmierzających drogą morską do Jerozolimy. Odwiedzali ją papieże, cesarze (w tym Karol Wielki), królowie i królowe, biskupi i opaci, święci, duchowni i  świeccy wierni szukający ochrony Św. Michała przed mocami szatana i jego sług.

Po trzecie, papież Św. Pius V uznał to starożytne święto za tak ważne dla życia duchowego wiernych, że w 1568 roku umieścił je w Kalendarzu Kościoła powszechnego. Nie była to żadna innowacja: Pius V po prostu przekazał potomnym obchodzone od wieków święto i nadał mu nazwę; Apparitione S. Michaelis, pod którym było ono później znane.

Wiemy, że Pius V był szczególnie oddany Św. Michałowi, ponieważ przyjął imię Michele, gdy jako nowicjusz wstępował do zakonu dominikanów. Naśladując swojego niebiańskiego patrona, papież również okazał się obrońcą Kościoła Chrystusowego na ziemi.

Po czwarte, o powszechnym charakterze nabożeństwa do Św. Michała świadczą  święta, kalendarze i martyrologia, Msze i modlitwy, patronaty, (8) pielgrzymki, cechy i bractwa jemu poświęcone,  które wszystkie były w jakiś sposób związane z objawieniem z V wieku.

Zanik nabożeństwa do Św. Michała rozpoczął się w 1960 r.

Gdy rozważymy znaczenie Św. Michała w kulcie publicznym przed 1960 r.,  zobaczymy, kiedy robak zaczął wchodzić do jabłka: Stało się to wraz z reformami papieża Jana XXIII.

Przed rokiem 1960, Św. Michał był przywoływany siedem razy w Mszy Św.(10) cichej i śpiewanej, ale dwa razy mniej w obu przypadkach po 1960 r., co było konsekwencją usunięcia Confiteor przed Komunią.

W dniu jego święta, 8 maja, wspomina się go 9 razy, w tym dwa odniesienia  w Propriach Mszy Świętej: jedno pośrednio w wersecie Offertorium, (11) drugie imiennie w Postkomunii. (12) Tak więc, chociaż odniesienia te pozostały we wrześniowym święcie Św. Michała w Mszale z 1962 r., dodatkowa okazja dla całego Kościoła do oddania liturgicznej czci Św. Michałowi została usunięta z kalendarza, gdy zniesiono święto majowe.

Modlitwa – egzorcyzm do Św. Michała, obowiązkowa po każdej cichej Mszy Św. jako część Modlitw Leonowych (13) – była  zagrożona usunięciem już w roku 1960. Jej wyeliminowanie znajdowało się w programie każdej międzynarodowej konferencji liturgicznej w latach 50-tych.

Nie dziwi więc fakt, że w 1962 r. istniały już przepisy pozwalające w szerokim zakresie na pomijanie Modlitw Leonowych po Mszy Św. ,a przykładami mogą być:

– Gdy Msza Święta jest poprzedzona jakąś funkcją np. posypanie głów popiołem;

– Gdy w niedziele lub święta Msza Św. odprawiana jest w formie „dialogowanej”;

– Gdy po Mszy Św. następuje Adoracja lub Nowenna

Następnie, w 1964 roku, modlitwy Leona XIII zostały całkowicie zniesione przez Instrukcję Inter Oecumenici opracowaną przez Consilium Bugniniego.

Ostateczne” pożegnanie ze Św. Michałem

Pięć lat później, kiedy Consilium opracowało Mszę Novus Ordo, Św. Michał został zupełnie usunięty z tekstu. Jedynie w dniu jego święta 29 września, jego imię jest wymieniane jako opcja w lekcjonarzu, ale nawet to ustępstwo jest wycofywane, jeśli jego święto przypada w niedzielę. Ponadto, Książę Zastępów Niebieskich, najwyższy w hierarchii anielskiej, dzieli teraz swój tytuł w dniu swojego święta, z innymi Archaniołami.

Kto by pomyślał w 1960 roku, że Archanioł, który bronił Izraelitów w Starym Testamencie i jest szczególnym obrońcą Kościoła, sam będzie potrzebował obrony przed próbami obniżenia jego rangi i ignorowaniem przez Kościół?

Kto by pomyślał, że tym, który zainauguruje kampanię przeciwko Św. Michałowi będzie papież, choć zgodnie z Tradycją, Św Michał jest Aniołem Stróżem każdego z suwerennych papieży (15)?

Papież Jan XXIII stwierdził kiedyś, że „musimy mieć żywe i głębokie nabożeństwo do naszego własnego Anioła Stróża… i nigdy o nim nie zapominać” (16), ale wygląda na to, że jego entuzjazm dla Św. Michała uleciał przez słynne okno, które  otworzył, gdy na horyzoncie pojawił się „ekumenizm”.

Ekumenizm kontratakuje

Uroczystość Objawienia Św. Michała było szczególnie delikatną kwestią, ponieważ stała na skrzyżowaniu objawień prywatnych i publicznej liturgii. Sam pomysł interwencji anielskiej, tego aby Św. Michał pojawiał się osobiście, udzielał instrukcji poszczególnym osobom lub interweniował w ludzkie sprawy, była odrzucana przez protestantów i postępowych katolików jako mitologia.

Reforma ta była częścią stopniowej sekularyzacji Wiary. Święty Michał przez wieki był utrzymywany w świadomości wiernych poprzez liturgię, ale od 1960 roku wiara w rzeczywistość nadprzyrodzoną zaczęła znikać ze świadomości katolików.

Niewielu katolików ma dziś świadomość potrzeby modlitwy się do Św. Michała, aby „bronił nas w walce”. To tak, jakby ten silny, męski symbol Kościoła Walczącego stał się zbędny, zamieniwszy swój miecz na białą flagę i przyjąwszy „dialog” jako listek figowy i symbol poddania się siłom zła.

c.d.n.

Dr Carol Byrne

tłum. Sławomir Soja

1. Paweł Diakon, Historia Langobardorum (Historia Lombardów), w tłumaczeniu W. D. Foulke, New York, Longman, Green & Co., 1906, rozdział XLVI, s. 200. Paweł Diakon, sam z pochodzenia Lombardczyk, był w VIII wieku skrybą i historykiem na dworze Karola Wielkiego.

2. Byk, należący do pewnego człowieka, mieszkającego na górze, zbłądził ze stada i został znaleziony zakleszczony u wejścia do jaskini. Jeden z jego tropicielił wypuścił strzałę, chcąc pobudzić zwierzę. Strzała jednak odbiła się i uderzyła tego, który ją posłał.
Ta okoliczność wzbudziła tak wielki strach w okolicznej ludności, że nikt nie odważył się zbliżyć do jaskini. Mieszkańcy Siponto skonsultowali się więc z biskupem, który odpowiedział, że aby poznać wolę Boga, muszą spędzić trzy dni na poście i modlitwie.
Po upływie tych trzech dni Archanioł Michał ukazał się biskupowi i poinformował go, że miejsce to znajduje się pod jego ochroną i że to, co się wydarzyło, jest oznaką jego woli, że należy tam czcić Boga, ku czci jego samego i aniołów. Biskup udał się więc do groty wraz ze swoim orszakiem. Okazało się, że ma ona kształt kościoła i zaczęli używać jej do odprawiania nabożeństw. Później dokonało się tam wiele cudów.

3. Co ciekawe, wykopaliska archeologiczne przeprowadzone w tej jaskini odkryły ruiny chrześcijańskiego miejsca kultu z końca V wieku, pod późniejszym sanktuarium zbudowanym w VII wieku przez królów lombardzkich. (Zob. Nicholas Everett, „The Liber de Apparitione S. Michaelis in Monte Gargano and the Hagiography of Dispossession”, Analecta Bollandiana, vol. 120, Issue 2, 2002, s. 372).

4. Marcin Luter, Dzieła, t. 54, s. 247

5. Np. wpływowy filipiński liturgista, Anscar Chupungco O.S.B., stwierdził: „Czczenie ciał lub relikwii świętych jest smutnym rozdziałem w historii liturgii… Kiedy byłem studentem w Europie, jedną z moich rozrywek było poszukiwanie niektórych z najbardziej zabawnych rodzajów relikwii: pióra Św. Michała Archanioła…” w swojej książce What, Then, is Liturgy? Musings and Memoir, Quezon City: Claretian Publications, 2010, s. 48.

6. Najwcześniejszym zachowanym zapisem tego wydarzenia jest Liber de apparitione Sancti Michaelis in Monte Gargano (Księga objawienia Św. Michała na Monte Gargano), napisana najprawdopodobniej w VII wieku, która zawiera odniesienie do zaginionej relacji z VI wieku.

7. Tradycja kultu Świętego Michała wywodzi się z I wieku z Azji Mniejszej w pobliżu miasta Kolosy (obecnie na terenie  Turcji). W IV wieku Konstantyn wybudował na jego cześć wspaniały kościół, Michaelion, w pobliżu Konstantynopola.

8. Św. Michał jest m.in. patronem sił zbrojnych i policji.

9. Dwa razy w każdym z 3 Confiteor i raz w Modlitwach Leonowych po Mszy Św.

10. Jak wyżej w Confiteor i raz przy błogosławieniu kadzidła na Offertorium, gdzie kapłan modli się, aby „za przyczyną  Świętego Michała Archanioła, stojącego po prawej stronie ołtarza kadzenia, i wszystkich wybranych swoich, niech to kadzidło raczy Pan pobłogo+sławić i jako miłą woń przyjąć”

11. Apokalipsa 8: 3-4.p

12. „Wsparci wstawiennictwem Św. Archanioła Twego Michała, kornie błagamy Cię, Panie, abyśmy pojęli umysłem to, cośmy spożyli ustami”

13. Modlitwy te zostały po raz pierwszy promulgowane przez papieża Leona XIII w 1884 r. (z dodaniem Św. Michała w 1886 r.) do stosowania po cichej Mszy Św., ale nie są, ściśle rzecz biorąc, częścią Mszału Rzymskiego.

14. J. B. O’Connell, The Celebration of Mass, Milwaukee: Bruce Publishing Company, 1963, s. 210-11. O’Connell powołuje się na różne dekrety Świętej Kongregacji Obrzędów: SCR 3705, 3855, 3936, 3682, 3505.

15. Na frontispisie Mszału z 1570 r. przedstawiony jest Św. Pius V klęczący w szatach pontyfikalnych przed Archaniołem Michałem. Zob. Natalia Nowakowska, „From Strassburg to Trent: Bishops, Printing and Liturgical Reform in the Fifteenth Century”, Past & Present, vol. 213, Issue 1, November 2011, s. 27.

16. Papież Jan XXIII, Medytacja o Aniele Stróżu, Discorsi, Messaggi, Colloqui del Santo Padre Giovanni XXIII, Libreria Editrice Vaticana, t. II: 28 października 1959- 28 października 1960, s. 762.

17. Nie sposób wyolbrzymić głębię kryzysu moralnego w Kościele po 50 latach „łagodnego” podchodzenia do zła, czyli „medycyny miłosierdzia” papieża Jana. Niektórzy biskupi, zaalarmowani stanem rzeczy, ale niepomni na swój udział w kryzysie, polecili Modlitwę do Św. Michała po mszy Novus Ordo, a papież Franciszek przeprowadził 5 lipca 2013 r. w Ogrodach Watykańskich chaotyczną ceremonię, w której poświęcił Państwo Watykańskie patronatowi Św. Michała.
Niemniej jednak, kryzys nadal wymyka się spod kontroli pod przewodnictwem papieża, który, według autorytatywnych głosów w Kościele, aktywnie podsyca ogień, który nadal produkuje dym szatana, o którym  wspominał Paweł VI.

================================

Głęboko wstrząśnięty tym co usłyszał, papież Leon XIII ułożył następującą Modlitwę do św. Michała (która jest także proroctwem) i nakazał odmawianie jej po wszystkich cichych Mszach jako ochronę dla Kościoła przed piekielnymi atakami.

Modlitwa pochodzi ze “Zbioru” [The Roccolta], 1930, Benziger Bros., s. 314-315. “Zbiór” jest kolekcją oficjalnych i błagalnych modlitw posiadających imprimatur Kościoła.

Modlitwa

O chwalebny św. Michale Archaniele, Książę wojska niebieskiego, bądź naszą obroną w straszliwej wojnie, którą toczymy z księstwami i mocami, z władcami tego świata ciemności, duchami zła. Przyjdź z pomocą człowiekowi, którego Bóg uczynił nieśmiertelnym, stworzył na swój obraz i podobieństwo, i wykupił za wielką cenę od tyranii szatana.

Tocz dzisiaj tę bitwę Pana, razem z aniołami świętymi, jak już walczyłeś z wodzem pysznych aniołów, Lucyferem i jego odszczepieńczym wojskiem, którzy byli bezsilni by oprzeć się Tobie, a nie było już dla nich miejsca w niebie.

Ten okrutny, starodawny wąż, którego nazywa się diabłem lub szatanem, który zwodzi cały świat, został rzucony w otchłań ze swoimi aniołami. Oto ten prastary wróg i morderca ludzi nabrał odwagi. Przekształcając się w anioła światłości, wędruje z całym tłumem złych duchów, atakuje ziemię w celu wymazania imienia Boga i Jego Chrystusa, by schwytać, zabić i rzucić na wieczną zgubę dusze przeznaczone do korony wiecznej chwały. Ten niegodziwy smok wylewa jak najbardziej nieczystą powódź, jad swojej złośliwości na ludzi o zdeprawowanym umyśle i skorumpowanym sercu, ducha kłamstwa, bezbożności, bluźnierstwa, i zgubny oddech nieczystości i wszelkiego występku i bezprawia.

Ci najsprytniejsi wrogowie są przepełnieni i upici goryczą wobec Kościoła, małżonki niepokalanego Baranka, i położyli swoje bezbożne ręce na tym co ma najświętsze.

W samym Świętym Miejscu, gdzie ustanowiono Stolicę św. Piotra i Tron Prawdy jako światło świata, wyniosą na tron swoją ohydną bezbożność, z niecnym planem, że kiedy uderzą w Pasterza, rozpierzchną się owce.

Pokaż się, niezwyciężony Książę, udziel pomocy przeciwko atakom zagubionych duchów na lud Boży, i daj mu zwycięstwo.

Lud czci
Cię jako swojego opiekuna i Patrona; Tobą chlubi się Kościół Święty jako obroną przed złośliwą mocą piekła; Tobie Bóg powierzył dusze ludzi, które mają być doprowadzone do niebiańskiej szczęśliwości. Oh, módlcie się do Boga pokoju, żeby położył szatana pod naszymi stopami, jak dotąd podbitych, by już nie mógł trzymać ludzi w niewoli i szkodzić Kościołowi. Ofiarujmy nasze modlitwy przed oczyma Najwyższego, żebyśmy mogli szybko zjednać sobie miłosierdzie Pana; i pokonując smoka, starodawnego węża, który jest diabłem i szatanem, byś Ty znowu zniewolił go w otchłani, żeby już nie mógł zwodzić narodów.

Amen.

MAPA GOMBERGA – SPISKOWA PRAKTYKA DZIEJÓW! 26 minut…

Mapa Gomberga – Wikipedia, wolna encyklopedia

MAPA GOMBERGA – SPISKOWA PRAKTYKA DZIEJÓW!

https://banbye.com/watch/v_6IUnh2Ut_jUG

26 minut

PROSTO Z MOSTU

Mapa Gomberga – Mapa podziału świata z 1941r. !! cz.2 | Mistyka Życia

Napis na niej: Zarys powojennej mapy Nowego Świata.

2.12.2022 o 09:00

Linki do tematów omawianych w nagraniu: https://www.loc.gov/resource/g3200.ct001256/

https://frommilitarybases.com/us-military-bases/ https://pl.wikipedia.org/wiki/Konferencja_teherańska

https://pl.wikipedia.org/wiki/Konferencja_kairska https://pl.wikipedia.org/wiki/Konferencja_jałtańska

https://pl.wikipedia.org/wiki/Konferencja_poczdamska https://nptv.tv/lib/k0fssq/Akcja-referendalna-l9r80mw4.jpg

Polecam książki https://www.oficyna-aurora.pl/katalog/ksiazki i podcast https://anchor.fm/slawomir-kozak

Jeśli Cię stać, to postaw Autorowi kawę https://buycoffee.to/s.m.kozak

===============================

mail: mapa została wydana już w 1942 roku w Filadelfii.
Co więcej w  lewym górnym rogu mapy odbito pieczęć z napisem „COMPLETED 
OCTOBER 1941″.
Oznacza to, że mapa została stworzona jeszcze przed przystąpieniem USA 
do wojny, co nastąpiło w grudniu 1941.

RODZINA ADAM(S)ÓW

RODZINA ADAM(S)ÓW

Sławomir M. Kozak 2022-12-02 https://www.oficyna-aurora.pl/aktualnosci/rodzina-adamsow,p516543632

Wielokrotnie już ostrzegałem przed obecną kadrą zarządzającą instytucjami, nad którymi tak zwany nadzór sprawują zastępy laików, promowanych z kolei przez obsadzonych na stanowiskach biernych, miernych, ale wiernych, adeptów szkół liderów, wylęgarni szwabskich i sorosowskich uczelni gotowania na gazie. Jedyne, co ich łączy i po czym rozpoznać ich można bez ryzyka pomyłki, to ignorancja sięgająca poziomu doskonałości (zgodnie zresztą z uwielbianym przez nich mottem – sky is the limit), najdroższe garnitury, sprawiające wrażenie o numer za małych i przekonanie o swojej wyjątkowości. Ich zadufanie jest przy tym odwrotnie proporcjonalne do wiedzy, która wydawałaby się być wymogiem niezbędnym na zajmowanych przez nich stanowiskach, ale obecnie jej brak uchodzi za powód do dumy, podobnie jak leżący na nocnym stoliku sypialni tomik najnowszych wypocin któregoś z ich guru, obiecujących im nieśmiertelność. Oczywiście, nikt tych bzdur nie czyta i nie próbuje zrozumieć, ponieważ jak pisze prof. Adam Wielomski, sami autorzy tego typu „dzieł” na to nie liczą, bo „oczekują kamer, fleszy, zachwytów, nie debaty. To celebryci ideologii globalizmu, a nie merytorycznie przygotowani do dyskusji profesjonaliści”

[1]. To, że tego nie czytają, to akurat zrozumiałe, ale obawiam się, że oni nie czytają niczego, poza poleceniami wyjmowanymi w wyznaczonych dniach, z zalakowanych kopert. Podejmują wówczas decyzje, jedynie słuszne, by dany ukaz bezzwłocznie wdrożyć w życie. I może lepiej, że na tym poprzestają, bo efekty w każdym przypadku są opłakane. Bardzo często – dosłownie.

Tacy właśnie geniusze, z Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego USA, polecili niedawno, by wszystkich agentów ochrony linii lotniczych, tak zwanych powietrznych szeryfów (Federal Air Marshal Service), skierować na przejścia graniczne, aby kontrolowali przekraczających je,  tamtejszych nachodźców. Pilnują szpitali, wykonują proste prace związane z transportem cudzoziemców, opieką społeczną, kierowani są nawet do zajęć czysto porządkowych.

Poza tym, że urzędnicy przyznali tym samym, iż potencjalne zagrożenie terrorystyczne w lotnictwie jest od dawna znikome, jest to kolejny przykład degradowania przez system obowiązujących dotychczas zasad opartych na rozsądku i logice. Powielany zresztą ślepo przez urzędników wszystkich państw tej współczesnej międzynarodówki komunistycznej. 

Mimo, że porwania samolotów już się nie zdarzają, okazuje się, że w locie mogą się przytrafić zdarzenia nieoczekiwane, co zresztą także sygnalizowałem, jako coś, z czym będziemy się zderzali w efekcie psychicznej opresji, której ludzie podlegali w ostatnim czasie, ale być może również eksperymentów stosowanych wobec nich w tym okresie.

25 listopada tego roku, pijany pasażer lecący na pokładzie samolotu linii JetBlue, z Nowego Jorku do Salt Lake City, wyciągnął nieoczekiwanie brzytwę i przyłożył ją do gardła siedzącej obok kobiety. Zmusił ją do wstania i trzymając nadal ostrze przy jej szyi zaczął krzyczeć, że „wszystko będzie dobrze, nikomu nic się nie stanie”. Kobiecie udało się wyrwać napastnikowi, który próbował ją jeszcze złapać, a wtedy do akcji wkroczył przypadkowy pasażer, który obezwładnił szaleńca. Po lądowaniu, agresora przejęli policjanci, ale w świetle tego, co napisałem wcześniej, dwa pytania nasuwają się w sposób naturalny. Jak udało się wnieść na pokład samolotu brzytwę i co by było, gdyby w tym samolocie zabrakło owego samarytanina, którym to mianem od razu okrzyknięto bohaterskiego pasażera?

Czy ten akt przemocy otworzy komuś oczy? Wątpię, bo to, co dzieje się dookoła, jest celowym postawieniem wszystkiego na głowie, przyzwyczajaniem społeczeństw do bezprawia i pogodzenia się z tym, że sprzeciw nie ma szans powodzenia. Oprawcy liczą na psychiczne wyczerpanie traktowanych w ten sposób ludzi, a skuteczność tej metody testowali przez ponad trzy lata wmawiając światu, że to dla bezpieczeństwa obywateli pozamykali ich w domach i stręczyli środki powodujące kalectwo, a w wielu przypadkach śmierć. O tym, że bezpieczeństwo ludzi, którym powinni służyć, znalazło się na ostatnim miejscu ich priorytetów, świadczą przykłady objawiające się na całym globie, każdego dnia. Pisałem i mówiłem wielokrotnie o tym choćby, że pomysł, aby w transporcie lotniczym redukować liczbę pilotów do jednego, jest zbrodniczy, bo zagraża ludzkiemu życiu. A, mimo to, brak w tej sprawie jakiejkolwiek debaty, a nad kolejnymi przypadkami potwierdzającymi zasadność tych obaw, przechodzi się do porządku dziennego. Oczywiście, nie ma to być może większego znaczenia przy założeniu, że obecny Komintern będzie dążył do likwidacji transportu lotniczego w ogóle, 

o czym także wspominałem w jednym z artykułów. Niemniej, do tego czasu zdarzyć się może wiele. 

15 sierpnia ubiegłego roku, Boeing 737-800, rejs ET343, etiopskich linii lotniczych, lecący z Chartumu w Sudanie do Addis Abeby w Etiopii znajdował się na poziomie lotu 370 (37 000 stóp), gdy obaj piloci zasnęli. Maszyna lecąc na autopilocie, kontynuowała lot do pasa na lotnisku docelowym, utrzymując wysokość. Kontrola ruchu lotniczego próbowała wielokrotnie skontaktować się z załogą, ale bez powodzenia. Po przelocie nad pasem, autopilot odłączył się i dopiero sygnał dźwiękowy odłączenia obudził załogę, która po 25 minutach posadziła samolot na ziemi.

23 sierpnia, pilot samolotu linii Jet2, rejs LS1239, lecącego z Birmingham w Anglii do miejscowości Antalya w Turcji, lądował awaryjnie w Grecji, kiedy jego kolega stracił przytomność na wysokości 30 000 stóp. 

We wrześniu, dowódca samolotu Boeing zmarł nagle podczas lotu z Nowokuźniecka do Petersburga w Rosji. Drugi pilot wykonał awaryjne lądowanie na lotnisku w Omsku, ale kapitan zmarł, zanim udzielono mu pomocy. „Zespół karetki reanimacyjnej przybył na lotnisko dziesięć minut przed lądowaniem samolotu. Zespół stwierdził śmierć pilota przed udzieleniem pomocy medycznej” – podało Ministerstwo Zdrowia Obwodu Omskiego.

19 listopada tego roku, kapitan zemdlał za sterami samolotu Embraer E175, linii  Envoy Air, rejs 3556, który leciał z lotniska Chicago do Columbus w Ohio. Lot odbywał się dla linii American Eagle, która – podobnie jak Envoy Air – jest częścią American Airlines. Wkrótce po starcie kapitan zdążył tylko zgłosić się do kontroli ruchu lotniczego i po chwili łączność przejął już drugi pilot, mówiąc „musimy zawrócić, kapitan jest niezdolny do pracy”. Tak się akurat złożyło, że był to szkoleniowy lot nowego w tej linii kapitana, a nadzór nad jego pracą pełnił siedzący obok instruktor, również w randze kapitana, którego doświadczenie, a nie wiara w Matkę Ziemię, pozwoliło zawrócić i bezpiecznie na tej ziemi wylądować, ratując 57 pasażerów i maszynę. Pilot, odwieziony do szpitala, zmarł nie odzyskawszy przytomności. Instruktor wykonał swoją pracę po mistrzowsku, choć kiedy odsłuchiwałem nagranie z jego konwersacji z kontrolerami, których działania były zresztą równie perfekcyjne, odniosłem dwa wrażenia. Przede wszystkim dumę z tego, że miałem szczęście doświadczyć w swoim życiu pracy w lotnictwie, ale i żal, że ten świat odchodzi już w przeszłość. Czułem też bezsilność, czytelną także przez chwilę w głosie owego pilota, który robił wszystko, by jak najszybciej dotrzeć do gate’u, z umierającym obok kolegą.

Tego typu przypadków jest wokół nas coraz więcej, choć zaprzedane media i tak zwani politycy nie załamują nad nimi rąk.

Jeden z kontrolerów pracujących w Madrycie, poinformował, że w maju 2022 roku, w Hiszpanii miało miejsce 28 lądowań awaryjnych związanych z utratą przytomności, w porównaniu z zaledwie jednym lub dwoma w latach poprzednich.

Uwielbiana przez system noblistka Wisława Szymborska, pisała w czasach nie tak dawno minionych wiersze, o których wszyscy woleli taktownie już zapomnieć. Niemniej jednak, nie da się ich wykreślić z jej dorobku tylko dlatego, że czasy nastały inne. W jednym z nich pisała o Włodzimierzu Leninie, że to „nowego człowieczeństwa Adam”. Obawiam się, że te wszechobecne wokół patyczaki w rurkach, zbudowały nowego człowieczeństwa całą rodzinę Adam(s)ów.

Sławomir M. Kozak

[1] „Wielomski: Dlaczego napisałem książkę o Hararim?”, Redakcja Konserwatyzm.pl, 20.11.2022.

  Sławomir M. Kozak www.oficyna-aurora.pl

Klecą nową formację, by wszystko zostało po staremu. Rola tratwy, piorunochronu i wymówki.

Klecą nową formację, by wszystko zostało po staremu.

Powstanie nowa formacja, po to by wszystko zostało po staremu.

Rola tratwy, piorunochronu i wymówki.

Łukasz Marcin Jastrzębski https://myslpolska.info/2022/12/01/powstanie-nowa-formacja-po-to-by-wszystko-zostalo-po-staremu/

Wiele lat temu ważna postać styropianu Wiesław Walendziak w przypływie szczerości powiedział „Polityka, którą widzą wyborcy, jest jak chiński teatr cieni. W niewielkim stopniu odnosi się do tego, co się dzieje naprawdę w gospodarce i wielkich procesach społecznych. Najważniejsze rozstrzygnięcia zapadają poza Sejmem, a nawet rządem. Sejm jest miejscem głośnych i gorszących sporów – ale tylko teatrem”.

Prawda jest bardziej brutalna. Te decyzje zapadają nie tylko poza Sejmem, ale również poza Polską, a nawet Europą. Przedstawienie musi jednak trwać, więc Przeciwnik – jako reżyser i producent – obstawia scenę polityczną swoimi formacjami. Przyczyna tego jest prosta – zawsze coś się może wymknąć spod kontroli.

Jako kibic lubię rozkminiać co aktualnie rozgrywają. I jak ustawiają aktorów tego teatru. Od dłuższego czasu jestem przekonany że – PiS się kończy po prawej stronie. Nie tak zupełnie – bo pozostanie w parlamencie, ale już niekoniecznie jako siła samodzielnie rządząca. Wystąpiła więc potrzebna drugiej formacji po „prawej” stronie. Taki PiS jeszcze bardziej PiS-owski. W tej formacji może się znaleźć Bąkiewicz, Ziobro, Jaki, Warchoł czy nawet Macierewicz. Mogą do niej oddelegować Andruszkiewicza albo Chruszcza. Nie jest przypadkiem pojawienie się na Marszu Niepodległości pewnych polityków obozu rządzącego.

Twór ten będzie głośno suwerenistyczny, antyunijny i teatralnie patriotyczny. Bedzie walczył z aborcją i mocno atakował szaleństwa w sferze obyczajowości. Będzie zapewne domagał się jeszcze większej lustracji i dekomunizacji. Wspierał cenzurę i większy zamordyzm. Historycznie promował będzie wyklęcizm, insurekcyjność i radykalny antykomunizm. W swojej niechęci do Rosji, Białorusi czy Niemiec przebije nawet szaleńców PiS-owskich. Będzie oczywiście proukraiński.


Będzie to jednak formacja bezpieczna geopolitycznie. W pełni będzie popierać a właściwie realizować atlantycki czyli amerykański kurs styropianowej prawicy. Będzie ważnym elementem stronnictwa wojny. Stronnictwo to będzie jednym z gwarantów zwiększenia wojsk amerykańskich na naszym terytorium. Umocnienia znaczącej własności korporacyjnej.
Po co im taka formacja? To ma oczywiście głęboki sens i to w kilku warstwach : tratwy, piorunochronu i wymówki.
Tratwa. W formacji wiekowego i schorowanego Kaczyńskiego nie ma pewności co się z nią stanie gdy go zabraknie. Część osób chce mieć alternatywę polityczną. Chce zapewnić sobie kierunek i miejsce ucieczki w czasie pokaczyńskim. Dzisiaj tylko żoliborski Machiavelli trzyma część z tych osób w PiS-ie. Gdyby go zabrakło jego otoczenie pozbyłoby się obciachowców i konkurencji przy najbliższej okazji.
Piorunochron. W czasach niespokojnych burz politycznych i gwałtownych protestów przydaje się formacja, w którą będzie można łatwo i bezkarnie walić. Już widzę komentarze w różnorakich TVN-ach – „Oczywiście PiS jest formacją niebezpieczną, ale zobaczcie na alternatywę na prawej stronie. To już taliban”.
Wymówka. Socjal będzie cięty i jest pożerany przez inflację. To się nie zmieni i nie ma co do tego wątpliwości. Kaczyści potrzebują usprawiedliwienia dla swojego twardego elektoratu. Putin i Tusk to za mało. Nawet wyznawcy dostrzegają, że to z jednej strony bujda a z drugiej przeszłość. Zdrada w własnym obozie jest znakomitą narracją. „Byłoby dobrze ale widzicie co się dzieje. Musimy być jeszcze bardziej zdyscyplinowani i jednomyślni”.

Dodatkowo taka formacja topi Konfederację i w pewnych aspektach niewygodnych dla atlantystów polityków jak Brauna, Smuniewskiego[?? a któż to? MD] , Kamińskiego (Krystiana) czy sędziwego Korwina-Mikke.

Dla nas jest to niewielka różnica. Zamiast jednaj wrogiej Polsce i nam formacji będą dwie. W tym jedna niebezpieczniejsza – bo bardziej obłudna i radykalniejsza. Niebezpieczna również z powodu, że będzie stronnictwem „świeżym” więc dającym złudne nadzieje uczciwym ale mało wyrobionym politycznie rodakom. Nie jest to dobra perspektywa. Ale w III RP, trzeba było już przywyknąć.

„Bezkarność+”przepchnięta – kolanem, czy szantażem? Przez sejm…

Bezkarność+przepchnięta kolanem, czy szantażem? Przez sejm...

Nie wszczyna się postępowania, a wszczęte umarza”. Sejm uchwalił tzw. ustawę abolicyjną znaną również jako Bezkarność Plus

https://pch24.pl/nie-wszczyna-sie-postepowania-a-wszczete-umarza-sejm-uchwalil-tzw-ustawe-abolicyjna-znana-rowniez-jako-bezkarnosc-plus/

(fot. PAP/Radek Pietruszka)

Sejm uchwalił w czwartek ustawę o zaniechaniu ścigania za przekazanie przez niektóre samorządy danych wyborców w związku z korespondencyjnymi wyborami prezydenckimi zarządzonymi na 10 maja 2020 r. Wcześniej Sejm nie zgodził się na odrzucenie projektu w całości.

Za uchwaleniem ustawy głosowało 223 posłów: posłowie PiS, a także 2 posłów koła Kukiz’15 oraz Agnieszka Ścigaj z Polskich Spraw. Przeciw było 218 posłów z Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, Koalicji Polskiej-PSL, Konfederacji, Polski 2050, Porozumienia oraz PPS, a także posłowie niezrzeszeni. Wstrzymał się poseł Andrzej Sośnierz z koła Polskie Sprawy; 18 posłów nie głosowało.

Wcześniej Sejm nie zgodził się na wniosek o odrzucenie projektu; za odrzuceniem głosowało 219 posłów, przeciw – 225.

Pierwsze czytanie projektu o zaniechaniu ścigania za przekazanie przez niektóre samorządy danych wyborców w związku z korespondencyjnymi wyborami prezydenckimi zarządzonymi na 10 maja 2020 r. odbyło się w Sejmie w środę. Posłowie nie przyjęli wniosku KO o odrzucenie projektu. Został on skierowany do komisji sprawiedliwości i praw człowieka. W czwartek podczas drugiego czytania projektu klub KO ponownie złożył wniosek o odrzucenie.

Uchwalona w czwartek ustawa przewiduje niewszczynanie postępowań i umorzenie niezakończonych prawomocnym wyrokiem postępowań karnych o przekroczenie uprawnień przez wójtów, burmistrzów i prezydentów miast za przekazanie poczcie spisu wyborców podczas wyborów prezydenckich w trakcie lockdownu w 2020 r. Ustawa zakłada, że nie wszczyna się postępowania, a wszczęte umarza „o czyn popełniony w czasie obowiązywania stanu epidemii” polegający na przekazaniu operatorowi pocztowemu spisu wyborców w związku z zarządzonymi wyborami na urząd prezydenta.

Kolejny artykuł mówi, że orzeczone prawomocnie środki karne, środki kompensacyjne oraz środki związane z poddaniem sprawcy próbie, niewykonane w całości lub w części, nie podlegają wykonaniu. Nie podlegają również wykonaniu orzeczone prawomocnie nieuiszczone w całości lub w części koszty postępowania.

„Skazania za te czyny ulegają zatarciu z mocy prawa, a wpis o skazaniu i warunkowym umorzeniu postępowania o te czyny usuwa się z Krajowego Rejestru Karnego”, głosi ustawa. Koszty i opłaty związane z wykonaniem ustawy ponosi Skarb Państwa.

Na wstępie ustawy podkreślono, że „podstawowym obowiązkiem organów władzy publicznej w państwie demokratycznym jest zachowanie ciągłości działalności państwa, a konstytucja zobowiązuje organy władzy publicznej do przeprowadzenia wyborów w konstytucyjnie zakreślonym terminie.” Zwrócono też uwagę, że organy władzy ustawodawczej, wykonawczej oraz organy jednostek samorządu terytorialnego znalazły się w 2020 r. w nieznanej wcześniej sytuacji zagrożenia życia i zdrowia obywateli, przy czym ich konstytucyjnym obowiązkiem jest troska o życie i zdrowie obywateli.

Wobec samorządowców, którzy przekazali wtedy spisy wyborców Poczcie Polskiej, składano zawiadomienia do prokuratury, w których wskazywano na możliwe przekroczenie uprawnień przez organy wykonawcze gmin. W marcu br. Sieć Obywatelska Watchdog Polska poinformowała, że zapadł pierwszy wyrok w jednej z rozpoczętych w ten sposób spraw – Sąd Rejonowy w Wągrowcu uznał, że wójt gminy Wapno przekroczył uprawnienia i działał bez podstawy prawnej, przekazując dane wyborców.

Teraz ustawa trafi do dalszych prac w Senacie. (PAP)