„Znany oszust, wyłudzacz pieniędzy na nieistniejące projekty i hochsztapler”, Krzysztof Pyrć po raz kolejny zaatakował polskich lekarzy i naukowców.

„Znany oszust, wyłudzacz pieniędzy na nieistniejące projekty i hochsztapler”, Krzysztof Pyrć po raz kolejny zaatakował polskich lekarzy i naukowców.

Nagły atak karmy: zbesztany stręczyciel Big Pharmy na Twitterze

Redakcjaekspedyt

, „Znany oszust, wyłudzacz pieniędzy na nieistniejące projekty i hochsztapler”, Krzysztof Pyrć po raz kolejny zaatakował polskich lekarzy i naukowców.

Spotkała go za to reprymenda od Normana Jana Pieniążka, Wynalazcę i współwłaściciela patentu wykrywania ludzkiego adenowirusa, członka wielu prestiżowych organizacji naukowych, wieloletniego wykładowcę i badacza.

Znany oszust, wyłudzacz pieniędzy na nieistniejące projekty i hochsztapler

Krzysztof Pyrć, który wsławił się, miedzy innymi, takimi oświadczeniami:Już prawie mam super test na wykrywanie wirusa SARS-CoV-2 przy pomocy biosensorów (wiosna 2020)

  1. Polacy są tak głupi, że gdyby nauczyli się nosić maseczki, zmarłoby o 50 tysięcy mniej. Tu Pyrć nie zaznaczył, że ponad 100 lat badań nad rozprzestrzenianiem się wirusa grypy udowodniło, że maseczki tak chronią nas przed wirusami, jak płot z siatki przed komarami.
  2. Zaszczepcie się na COVID-19, bo to uchroni was przed zgonem na tą chorobę. Zapomniał, że na podstawie wiadomości o pseudoszczepionkach opartych na mRNA wiadomo było, że te pseudoszczepionki prędzej zabiją zaszczepionego niż mu pomogą
  3. A co do żerowania na strachu ludzi zarabiając na tym od producentów niepotrzebnych testów i szkodliwych pseudoszczepionek, to nie ma większego speca w Polsce.

itd, itp

ma czelność oskarżać innych o hochsztaplerstwo.

Zanim stanie przed Trybunałem Stanu z oskarżenia o ludobójstwo, powinien chyba poprosić o azyl w Iranie czy w Korei Północnej.

* * *

Stawiając kropkę nad “i” Pieniążek dopisał:

To nie ja zamordowałem ponad 250 tysięcy Polaków a Pyrć, którego podpis widnieje na dyrektywie innych morderców dekretujących, że ludzi z rozpoznanie po nic nie znaczącym testem na COVID nie wolno leczyć antybiotykami. I tak Pyrć i jego banda kasowali pieniądze za każdego zabitego.

________________________________________

Nie ma dnia, aby do wiadomości opinii publicznej nie przedostawały się, niestety po czasie, fakty związane z manipulacjami w sprawie wywołanej sztucznie psyhopandemii.

“Brytyjski “The Sunday Telegraph” ujawnił skandaliczne wiadomości, jakie w grudniu 2020 r. ówczesny brytyjski minister zdrowia Matt Hancock wymieniał ze swoimi doradcami ws. pandemii COVID-19″.

W wiadomościach wysłanych 13 grudnia 2020 r. Hancock wyrażał zaniepokojenie tym, że władze Londynu mogą się sprzeciwiać nowemu lockdownowi. “Zamiast dawać zbyt wiele sygnałów wcześniej, możemy rzucić na boisko nowy wariant” — napisał jeden z doradców, na co Hancock odpowiedział: “Wystraszymy nowym wariantem, że wszystkim spodnie pospadają”. “Tak, to właśnie spowoduje odpowiednią zmianę zachowania”

Wyciekła korespondencja ministra zdrowia ws. koronawirusa. Celowo nastraszył społeczeństwo?…

Jak wyrzucono Boga w angielskim “goodbye”.

Jak wyrzucono Boga w angielskim “goodbye”.

Dostałem mail’em:

6 marca 2023 detektywprawdy

Niedawno natrafiłem na historię słowa “goodbye”.

Na dzień dzisiejszy jeśli mielibyśmy rozczłonkować to słowo, to wyglądałoby ono tak oto:

 Good – tłumaczone jako dobry – i Bye – tłumaczone jako do widzenia

 Gdybyśmy chcieli to połączyć wyszłoby mniej więcej tak: ” do dobrego zobaczenia ponownie” lub bardziej dosłownie tłumacząc “dobrego do widzenia”.

 Jednakże w staroangielskim owo pożegnanie brzmiało  zupełnie inaczej:

 GOD BE WITH YOU

 Co można przetłumaczyć na 

Niech Bóg będzie z tobą.

Jest różnica?

“Do dobrego zobaczenia ponownie” a “Niech Bóg będzie z tobą.”?

 Kolosalna.

Anglia została przejęta przez Chazarów i w pewnym momencie usunięto Boga z pożegnania i podejrzewam, że uczyniono tak z wieloma wyrażeniami.

 Niedawno nasza Siostra z diskorda witając się z kimś uznała, że powinna powiedzieć do kogoś “dzień dobry bo Bóg jest dobry”. Powiedziała tak.

W tym samym dniu podchodząc do swego auta zobaczyła karteczkę za wycieraczką “Bóg Cię kocha”. Nie wiadomo skąd i jak się tam znalazła.

Wszyscy współpracują z Bogiem ku dobremu.

Dzisiaj sławi się różnych celebrytów, ale mało kto sławi Boga, który chce nas uratować od zła.

Ci ludzie nic nie zrobili dobrego dla żadnego człowieka, a dla chwały swojej i dla pieniędzy. Nikt pod ich wpływem nie zmienił swego JA na lepsze, nie została dokonana zmiana umysłu i pragnienie czynienia dobra.

Sławmy więc Boga bo jest DOBRY.

Chwała Jezusowi Chrystusowi.

=========================

MD: Komuchy w latach 50-tych zeszłego wieku uczyły w szkołach dzieci, by nie pisały: „Roku Pańskiego”, czy AD [Anno Domini], lecz „naszej ery”. – A czyja to ta era, panie psorze?? – pytaliśmy członka [partii, oczywiście].

Teraz, po paru dziesięcioleciach, już prawie NIKT nie pisze AD…

Zaszufladkowano do kategorii Kultura

Et, wielkie słowa. Na kłamstwie wszystko można zbudować. I tylko na kłamstwie. CMENTARZ ŚWIĘTEGO MEDARDA (8)

Et, wielkie słowa. Na kłamstwie wszystko można zbudować. I tylko na kłamstwie…

CZĘŚĆ DRUGA CYKLU POWIEŚCIOWEGO

Andrzej Juliusz Sarwa

CMENTARZ ŚWIĘTEGO MEDARDA (8)

Wenecki karnawał

Sanie sunęły gładko, czas mijał jakby szybciej, podróżnym zdawało się, że to nie dni przepływają, a godziny, owładnął nimi bowiem jakiś stan dziwny, który zdawał się być ni to snem, ni to majakiem na jawie, ni to miłym odrętwieniem, czymś, co przypominało zawieszenie pomiędzy tym, co prawdziwe, a tym, co nierealne. Dopiero gdy minęli rogatki Wiednia, jakby się przecknęli i wrócili do rzeczywistości…

Gdy już wynajęli kwaterę, markiz poinformował Mikołaja i jego opiekuna, że daje im teraz wolną rękę i że mogą zwiedzić Wiedeń, bo warto, bo jest tu co zobaczyć, ale niech nie zapominają nadal ćwiczyć się w hiszpańskim, on sam wszelako jest zmuszony opuścić ich na dwa dni, aby załatwić pewne sprawy, które ma tutaj do załatwienia. Niechaj się jednakowoż nie obawiają, bez jego – jak zauważył krępującej ich nieco – obecności lżej się poczują, a i będą się mogli zabawić, bo wszak jest przecie karnawał.

Istotnie, ten krótki czas dwóm Polakom mijał bystro, a i przyjemnie też, bo grosza mieli sporo i z żadnymi wydatkami liczyć się nie musieli. Pan Bartusz, szczególnie gdy sobie zaraz pierwszego wieczora podchmielił, bawił się jakby miał lat naście, a nie dziesiąt, jednakże miary przyzwoitości nie przekroczył.

Trzeciego dnia i to zaraz jak się tylko rozwidniło, markiz zarządził wyjazd.

– Dokądże teraz? – zapytał Mikołaj.

– Do Wenecji – odrzekł tajemniczy arystokrata.

Hiszpan strzelił z bata i wypoczęte, odkarmione na postoju konie ruszyły żwawo…

* * *

Mikołaj był oszołomiony. To, co ujrzał na ulicach i kanałach tak cudnego, a zarazem osobliwego miasta, jakim była dlań nieznana dotąd Wenecja, przechodziło jego najśmielsze oczekiwania. Tłumy bawiły się w najlepsze, a zabawa była pyszna. Widać było i to, że bez wątpienia obficie podlana jest winem, a i ma po części orgiastyczny charakter. Kobiece maseczki polowały na męskie, męskie zaś na kobiece… i zapewne nie po to, by gdzieś w zacisznym zaułku, na uboczu, w gęstym mroku otulającej świat, porozmawiać wyłącznie o najnowszej modzie

Wszędzie aż oczy ćmiły piękne stroje, bogate w ornamenty i ozdoby, stroje w większości o przeważających barwach – białej i czarnej, zdobne srebrzystymi bądź bardzo jasnymi aplikacjami. Bawiący się mieli zaś białe nieruchome maski na twarzach, zwane baùta1, na głowach zaś różne nakrycia – kobiety najczęściej zdobne piórami, mężczyźni skromniejsze, na ogół tricorno2. Powietrze zaś przepełnione było tumanami białego pyłu, który powstawał z ciskanego w górę garściami konfetti czerpanego z większych czy mniejszych worków porozstawianych obficie na ulicach i placach, konfetti mającego postać drobnych kuleczek granulowanej kredy bądź gipsu3. Oczywiście brudziło to kostiumy, lecz w szaleństwie i uniesieniu, w ferworze zabawy nikomu owo nie przeszkadzało.

Mikołaj zatrzymał się i chłonął oczami to niesamowite widowisko, w którym nader chętnie sam zostałby aktorem, ale jego mentor pociągnął go za rękaw i przeciąwszy Piazza San Marco4, skierował się w stronę Canal Grande5, gdzie zgrabnie wskoczył do czekającej już tam niewielkiej łodzi, gestem zapraszając Mikołaja, by poszedł w jego ślady. Łódka sunęła bezszelestnie po gładkiej toni, trzymając się nabrzeża, aby Mikołaj mógł się delektować widokiem okazałych budowli, które rozświetlonymi oknami, zda się, przypatrywały się temu przybyszowi z dalekiej północnej krainy, nieomal maczających stopy w wodzie, jakby chcąc ku niemu jeszcze bardziej się zbliżyć i zajrzeć mu prosto w oczy…

Wreszcie jednak dobili do podestu przy Palazzo Grimani di San Luca6.

Mikołaj – mimo mroku, dzięki blaskowi licznych pochodni, które budziły tajemnicze cienie śród kolumn, w ornamentach i zdobieniach, patrzył z zapartym tchem na tę wspaniałą rezydencję.

Montferrat zgrabnie wyskoczył na podest i wspiąwszy się po kilku nieco zniszczonych czasem i wilgocią drewnianych schodkach, zagłębił się w korytarz wiodący ku drzwiom głównego wejścia. Młodzieniec podążał krok w krok za nim. Po obu stronach widział mrok rozświetlony drżącymi nieco w lekkim przeciągu płomieniami i rząd kolumn o korynckich kapitelach. W głowie kręciło mu się od licznych wrażeń, a serce łomotało niespokojnie na myśl o tym, co go tam czeka… za drzwiami owego italskiego pałacu, ale także innego zgoła świata niż ten, który dane mu było poznawać do tej pory.

Montferrat odwrócił się do chłopaka i szeptem go poinstruował:

– Niechaj cię nie zdziwi nic, co zobaczysz, ani co usłyszysz… a w szczególności to, co będzie odnosić się do mnie.

– Tak, rozumiem.

* * *

Gdy przekroczyli te, dla Mikołaja zaczarowane drzwi, Montferrat zbliżył się do mężczyzny przyodzianego w bogatą liberię i szepnął mu coś do ucha, ten zaś, głośno i wyraźnie zaanonsował wchodzących:

Panowie marchese di Balletti, conte di Montferrat z towarzyszem, cavaliere Nicola de Bialecki!

A potem… potem damy i panowie, na wpół dzieci i zgrzybiali staruszkowie, wywoskowane mozaikowe podłogi, w których odbijały się migocące płomyki setek i setek świec. Cudowna renesansowa architektura i takież same zdobienia, meble, obicia, obrazy, rzeźby, polerowane brązy i marmury Ciężkie duszące perfumy, twarze w maskach i twarze bez masek… Muzyka… przepiękna muzyka… Rozpoznał prześliczne adagio mistrza Tomaso Albinonioniego, które – ilekroć jego uszu doleciały owe dźwięki – tylekroć smutek wgryzał mu się w duszę, a przed oczami stawało wszelkie zło i wszelka bieda, jakiej doświadczył w życiu i na koniec nieodmiennie oczy zachodziły mu łzami…

Panie kawalerze7! – cóż to wam?

Jakaś, z sylwetki sądząc, młodziutka bardzo maseczka zapytała po francusku i dotknęła jego ręki.

Demoiselle8Proszę wybaczyć… jaka piękna muzyka…

– Tak piękna, że aż łzy wyciska?

Dziewczyna dyskretnie uchyliła maskę, a Mikołaj na widok jej urody aż zadrżał.

Monsieur! Czyżbym pana przestraszyła?

– Och… nie… wręcz przeciwnie… poraziła mnie pani uroda… jej bezgraniczne piękno…

Dziewczyna zaśmiała się cichutko.

– Widać, żeś pan niebywały na salonach. Panie… panie

– Mikołaj Białecki.

I cóż to znaczy?

– Nicola Bialecki… tak bardziej po waszemu.

– Ach tak! Zatem jesteś pan cudzoziemcem, monsieur?

– Polakiem.

Dziewczyna skrzywiła się lekko.

– I czemuż to się pani krzywi?

– Jakby rzec… wy Polacy nie cieszycie się najlepszą reputacją w świecie.

– I czemuż to? Cośmy komu zawinili?

Prawdę rzekłszy, to nie wiem… Powtarzam com gdzieś tam, kiedyś zasłyszała. Nawet nie pamiętam gdzie i od kogo…

– Pani pozwoli, że się oddalę.

– Nie jest pan ciekaw monsieur, mojego imienia?

– Ba! Najpierw mnie pani obrażasz, potem zmieniasz front, łasisz się… Nie jest to miłe… ani uprzejme… ani mądre… ani… przyzwoite… Właśnie, tego ostatniego najbardziej pani brakuje, demoiselle – przyzwoitości.

Dziewczyna wyraźnie się zmieszała.

Wybacz… Nicola… nie miałam takiego zamiaru… Czy mi pan wybaczy? Proszę?

Uniosła dłoń, jakby ją chciała wesprzeć na jego ramieniu, ale zmitygowała się i się cofnęła, zdawszy sobie sprawę z niestosowności takiego zachowania.

I cóż mam z panią począć?…

Wybaczyć…

Zdajesz się, pani, być nazbyt swobodna.

– Zatem się mnie lękasz? A może mną pogardzasz?

Mikołaj nie opowiedział i zapadło dość długie ciężkie, bardzo wymowne milczenie, milczenie potwierdzające wszystko to, o co go panna zapytała. W końcu nieznajoma powiedziała:

– Podejdźmyż może bliżej i popatrzmy, kto tak cudnie śpiewa… Wybacz monsieur tę moją nachalność, to zachowanie niestosowne, alem dopiero wyszła z klasztoru i wolność, swoboda i odrobina wybornego wina, uderzyły mi do głowy. Nie tylko nie znam świata, ale też i nikogo tutaj, prócz mojej starej i głuchawej ciotki, która wprowadziwszy mnie do tego salonu, zamiast przedstawić – pozostawiła samej sobie.

Mikołaj, słysząc to, nieco się udobruchał.

– To podobnie jak mnie… I ja również niedawno opuściłem jezuicką uczelnię, Academia Gostomiana, a mój mentor przywiódłszy tu, postawił w takiej samej sytuacji, jak ciotka ciebie, panno…

– Pauline.

I to wszystko?

– Być może?… być może na razie… będzie, jak Los zechce… – uśmiechnęła się na poły smutno, na poły tajemniczo. – Ale chodźmy, caro amico, posłuchać tych wspaniałych barkaroli9, które tutaj niezbyt wyraźnie brzmią!

Istotnie orkiestra zamilkła, a zamiast niej śpiewał duet – złożony z jego mentora, który teraz przybrał nazwisko Balletti – a może miał do niego prawo, kto to wie? – i jakiejś uroczej, wyglądającej najwyżej na szesnaście lat panny, pięknej niczym ciepłe majowe przedpołudnie rozwonione kwitnącymi sadami i dzikimi różami obsypanymi delikatnym kraśnym kwieciem.

Zebrani słuchali zachwyceni, a kiedy śpiewacy zakończyli występ, posypały się rzęsiste oklaski i okrzyki:

Bravo! Bravo! Bravissimo!

Markiz Balletti głęboko pochylił się nad drobną, kształtną rączką o wysmukłych palcach, którą współśpiewaczka doń wyciągnęła, lecz jej nie dotknął wargami, tylko zawisł nad nią blisko, bardzo blisko, tuż...

A później odsunął się nieco na bok i wskazując otwartą dłonią na dziewczynę, sam zawołał:

Bravo! Bravo! Bravissimo!

Wywołało to jeszcze większe owacje, a zaraz potem wielkie zainteresowanie owym, nikomu nieznanym, arystokratą. Ten ostatni zaś skinąwszy głową, przyzwał do siebie Mikołaja, więc kiedy podchodzono przedstawić się, przywitać i pogratulować znakomitego śpiewaczego występu, markiz – korzystając z okazji – jednocześnie dokonywał prezentacji swojego młodziutkiego podopiecznego.

Nie trzeba było wiele czasu, aby obydwaj stali się modni.

Kim jest to dziewczę, z którym tak miło gawędziłeś, Mikołaju? – zapytał markiz po polsku.

– Nie wiem, panie. Poza tym, że ma na imię Pauline.

To istotnie niewiele, ale zdaje mi się, że dzięki niej miałbyś możność wejść do towarzystwa.

– Pan markiz ją zna?

– Cóż… nawet jakbym ci powiedział, że znam… cóż… i znam i nie znam…

– Nie rozumiem.

– Jeszcze nie rozumiesz. Przyjdzie jednak czas, że więcej pojmiesz, niż teraz byłbyś sobie w stanie wyobrazić. Ale dajmy temu pokój. Lepiej chodźmy jej poszukać, tego twojego ptaszęcia.

– Ośmielę się zaprotestować – bynajmniej nie mojego!

– Ach tak! Na razie! – markiz roześmiał się perliście. – O popatrz! Tam jest. O tam stoi w towarzystwie starej damy. Idźmyż tedy.

Podeszli. Balletti skłonił się staruszce, skłonił i dziewczęciu.

Kobiety odwzajemniły ukłon. Nim jednak markiz otwarł usta, starsza z dam przyłożywszy lorgnette10 do oczu, bacznie wpatrywała się w twarz Ballettiego.

– Ja pana skądś znam, panie

– …markiz Balletti. Być może, łaskawa pani, być może.

– Nie mogę sobie jednakowoż przypomnieć gdzie i kiedy spotkaliśmy się…

– …spotkaliśmy się w Paryżu, niedługo po narodzinach Ludwika XIV, w roku 1638, późną jesienią, w Luwrze, gdzie byłaś przedstawiana u dworu.

– Panie markizie! Owszem byłam tam i byłam przedstawiona na dworze. Przypominam sobie również mężczyznę, uderzająco podobnego do ciebie… wszakże… to nie mogłeś być ty! Tamten wyglądał na czterdzieści – czterdzieści pięć lat i ty wyglądasz na tyle. Zatem mógł to być twój ojciec.

– Nie, pani markizo… to byłem ja…

Markizo? Jeszcze nie poznałeś mojego nazwiska!

Balletti tajemniczo, a zarazem łagodnie się uśmiechnął.

– Nie… to nie mogłeś być ty… musiałbyś mieć dziś co najmniej sto lat! A ty wciąż wyglądasz na te lat czterdzieści.

– Zapewniam panią, że mówię prawdę.

– Słowa…

– Mogą być i dowody.

– Jakie?

Markiz pochylił się do ucha damy i wypowiedział kilka zdań. Ta ostatnia zbladła i osunęła się na stojący w pobliżu fotel na wpół omdlała.

– Kim ty jesteś? Kim jesteś? Bo chyba nie człowiekiem? Demonem?

– Pani wybaczy, markizo – Balletti ukłonił się i pociągnąwszy za sobą Mikołaja, nieśpiesznie udał się w kierunku wyjścia z pałacu.

Mijając Pauline, markiz na krótką chwilę zatrzymał przy niej, wsunął coś zdumionemu dziewczęciu w dłoń i szepnął:

– Błagam, przekaż to posłańcowi…

– Cóż to takiego?

– Niewinny liścik…

– A pan sam nie może, panie markizie?

Czas, czas mnie popędza…

– A posłaniec?

– Rozpoznasz go bez trudu, albowiem nie ma tutaj drugiej takiej maski.

Młodzieniec obejrzał się jeszcze raz i drugi, zerkając na Pauline. Ni stąd, ni zowąd poczuł bowiem w sercu żar i gorącość w głowie, gdy na nią spoglądał.

* * *

Niewielka, lecz zgrabna łódka markiza wolno i bezszelestnie sunęła po mrocznych wodach Canal Grande. I Mikołaj i Balletti milczeli zamyśleni. Jeszcze kilka uderzeń wioseł i czółenko dotknęło dziobem podestu przed wejściem do wynajętego przez markiza domu.

Chłopak i jego mentor zwinnie wskoczyli na platformę zbitą z solidnych desek i skierowali ku licho oświetlonemu wejściu. I oto naraz, nie wiedzieć skąd, skądś z najgłębszych ciemności, wychynęła męska postać, w budzącym grozę kostiumie, przywodzącym na myśl Śmierć Czarną znaną tu jako Morte Nera, a dalej na północ, za Alpami, Plague11. Mężczyzna ów, z postury sądząc mężczyzna, przyodziany był w długi do kostek płaszcz czarny, z szerokimi rękawami. Twarz zakrywała mu maska przypominająca ptasią głowę z okrągłymi, wyłupiastymi oczami i długim zakrzywionym białym dziobem. Na głowie natomiast szczelnie opiętej czarną materią miał, również czarny, okrągły płaski kapelusz z niewielkim niepodwiniętym rondem.

Mężczyzna ów, który pojawił się nie wiadomo skąd, mijając Mikołaja, który przystanął, aby go przepuścić, zatoczył się na młodzieńca, tak jakby był pijany i dyskretnie wcisnął mu do ręki kawałek papieru.

– Precz, opoju! – markiz zamierzył się na intruza trzcinową laską, którą niekiedy nosił nie z potrzeby a od parady, hołdując aktualnej modzie.

Mężczyzna zwinnie uniknął ciosu i rozpłynął się w czerni nocy. Mikołaj zaś, sam nie wiedząc dlaczego, odruchowo schował podany mu zwitek papieru do kieszeni, całe zajście zachowując w dyskrecji przed Ballettim.

* * *

Markiz, siedząc vis-à-vis Mikołaja, przyglądał mu się przez chwilę, a potem zapytał:

– Czy gdybyśmy się rozstali, byłoby to dla ciebie wielką tragedią?

– Panie markizie… cóż mogę rzec… Prawie was nie znam… Ergo, tragedią by to nie było… Wybaczcie wszakże, jeśli tymi słowami sprawiłem wam przykrość. Nauczony jestem jednak zawsze mówić prawdę… co w dzisiejszych czasach raczej jest wadą, a nie zaletą…

Prawdomówność w każdych czasach jest wadą. Kłamstwo jest przydatne. Ba! Nieodzowne! W tym jednak przypadku twoja szczerość ma dla mnie większą wagę niż najsłodsze łgarstwo.

– Zamierzacie mnie, panie, opuścić? Czy może raczej przepędzić?

– Tak, Mikołaju, opuścić… czy na zawsze?… któż to wie… na pewno jednak na dłuższy czas, który spożytkujesz wedle swego uznania… i… zastanowisz się, czy zechcesz mi służyć, gdy kiedyś po ciebie przybędęa co ongiś tak gorąco deklarowałeś w Sandomierzu w tę pamiętną smutną noc…

Balletti zamilkł. Milczał też Białecki. W końcu jednak ten pierwszy przerwał ciszę.

– Czy masz jakiś pomysł? Czy wiesz, gdzie chciałbyś się udać? Co byś chciał zobaczyć? Funduszy ci nie brakuje, na najdziksze nawet przedsięwzięcia. Nikt cię z niczego nie będzie rozliczał. Świat stoi przed tobą otworem.

– Świat? Panie markizie! Przed lichym szlachetką? Nie jestem wszak karmazynem, a z nędzy tyś mnie wyciągnąć raczył, monsieur. Jaki świat? Jaki więc świat? Pieniądze wiele znaczą, ale nie wszystkie drzwi otwierają…

– Może, ale ty masz królewską fortunę! A takim lichym szlachetką, bynajmniej być nie musisz.

– I cóż to znaczy?

Na przykład mógłbym dowieść, że jesteś skoligacony – odległe by to były co prawda koligacje – niemniej jednak… na przykład… na przykład… z panem starostą sądeckim Jerzym Aleksandrem Lubomirskim12. A książęca to krew… I jak mniemam niedługo wojewoda sandomierski, a więc trzeci dostojnik w Rzeczypospolitej...

– Ja?

– Ty?

– A pan Lubomirski wie o tym?

Skądże, nawet ja jeszcze minutę temu o tym nie wiedziałem – zaśmiał się markiz. – Lecz zawsze przecie może się dowiedzieć!

I jakże?

– A czyż to wielki wyczyn sprokurować odpowiednie dokumenty?

– To oszustwo, za które gardłem każą!

– Wszak ty byś o niczym nie wiedział. Przynajmniej oficjalnie. To już by moje było zadanie! – Balletti parsknął śmiechem, bo świetnie się bawił.

Mikołaj wpatrywał się jednak na poły zdumiony, na poły przerażony i mocno zdezorientowany w twarz markiza.

– Ale przecie on, Lubomirski, jest jawnym przeciwnikiem króla! A to mi co najwyżej może zaszkodzić! Zresztą, co dobrego można zbudować na kłamstwie?

Et, wielkie słowa. Na kłamstwie wszystko można zbudować. I tylko na kłamstwie. Cały ten świat jest na kłamstwie umocowany i na nim stoi. Lepiej powiedz którego króla masz na myśli?

– No, polskiego, Augusta…

– A cóż cię onże August obchodzi? Lubomirski ongiś popierał Contiego, więc we Francji ma poważanie. Albo jeszcze lepiej! Uczynię cię hrabią! Dziś nastały takie czasy, że każdy musi być hrabią.

– Jakże to? Kolejne oszustwo pan markiz planuje?

– Ależ skąd. No, może po części. Wiedz jednak, iż twoje hrabiostwo, chociaż odrobinę naciągane, dałoby się jednak udowodnić.

– Nie pojmuję.

– Chyba, chłopcze wiesz, iż twój naddziad poślubił hrabiankę d’Urgel y d’Osona?

– Cóż z tego?

– To naginając nieco prawo, uczciwość i przyzwoitość możesz przybrać nazwisko i tytuł. Jak pięknie by to brzmiało: Nicolás Bialecki conde d’Urgel y d’Osona. Czyż nie? A takim nazwiskiem uzbrojony, śmiało już możesz wyruszyć do Francji!

Krew po babce, po matce, to się tylko u Żydów dziedziczy, panie markizie. Jakże to więc? Oszustwo jawne!

– Ba! Ale jakże we Francji przydatne! Jezuicki wychowanek, a po jezuicku zgoła nie myśli! Zresztą, żeby być w sumieniu spokojnym, możesz go używać jako pseudonimu… albo… albo… niekoniecznie, bo chociaż przodek twój cały pirenejski majątek – ziemię, kozy i barany sprzedał był, to samą górę i zamek na niej pozostawił. A jedynym jego dziedzicem ty jesteś i na dodatek, kiepsko, bo kiepsko, ale po hiszpańsku już mówisz – markiz znów się roześmiał.

– A czym ja, panie markizie, wspomniał choć słówkiem, że się do Francji wybieram?

– Ba! Każdy by chciał zobaczyć Paryż, Wersal…

– Niby tak…

– A Białeccy już tam przecie bywali…

– Co im na zdrowie nie powychodziło.

I cóż z tego?

– Zatem nie zaprzeczacie temu, panie markizie?

– Czemuż tu zaprzeczać? I po co? Inne to były czasy, inne okoliczności… No? Przyznaj się, Paryż budzi w tobie pokusę?

– Pan pozwoli, panie markizie, ale nie odpowiem na to pytanie.

Nie musisz odpowiadać już, natychmiast. Jeszcze jeden dzień przed nami. Jutro 4 marca, martedì grasso tłusty wtorek13, jak to Italczycy go nazywają, ostatni dzień karnawału.

– A potem?

– A potem każdy z nas pójdzie w swoją stronę. Dałem ci wykształcenie, ogładę, bogactwo, podpowiedziałem tytuł. Co z tym zrobisz? To już twoja sprawa…

– Ja wszakże wciąż nie pojmuję, dlaczego pan, panie markizie, wszystko to dla mnie uczynił…

Balletti zapatrzył się w głuche okno, za którym mrok zdawał być tak gęsty, jak dobrze ubite masło, dające się kroić nożem.

– Przyjdzie dzień, kiedy sam wszystko pojmiesz… No dobrze, a teraz czas na spoczynek!

Balletti podniósł się i pośpiesznie opuścił salon. Mikołaj podążył za nim. Po kilku chwilach każdy z nich wszedł do swojej sypialni…

* * *

Mikołaj mógł wreszcie sięgnąć do kieszeni, w której ukrył papier podany mu przez nieznajomego w budzącym grozę kostiumie przywodzącym na myśl Śmierć Czarną

Wydobył ćwiartkę papieru złożoną jeszcze na pół. Rozpostarł ją, rozprostował i zobaczył jedno tylko zdanie napisane starannym kobiecym pismem:

W Paryżu, w domu przy Rue du Cloître-Notre-Dame No 8.P.

Mikołaj przeczytał te słowa z niemałym zdumieniem. Wyglądało na to, że owo P. stanowiące podpis, może się odnosić do Pauline, bo do kogóż by innego? Skądże jednak wiedziała, dokąd posłać doręczyciela liściku? Bez wątpienia byli śledzeni. Co i nie było zbyt trudne, płynęli bowiem tuż przy brzegu, na dodatek nieśpiesznie, więc zwinny mężczyzna bez trudu mógł im towarzyszyć, idąc szparko wzdłuż kanału.

Co to jednak miało znaczyć? Nie wiedział.

Proponowała mu schadzkę? Gdzie? W swoim domu? W Paryżu? I czyniła to teraz, tutaj, w Wenecji, nie mając pojęcia, bo przecie o tym nie rozmawiali, że młody Polak do tegoż Paryża pojedzie? On sam tego nie wiedział! Nawet mu coś takiego jeszcze wtedy przez myśl nie przeszło!

Dziwne to wszystko było, bardzo dziwne.

Mikołaj postanowił sobie, że następnego dnia, przy śniadaniu wtajemniczy markiza w całą sprawę i zasięgnie jego rady. Uspokoiwszy się nieco tą decyzją, ułożył się w pościeli i nie minęło minut kilka, a Morfeusz14 wziął go w swoje objęcia. Młodość bowiem ma to do siebie, że bez względu na okoliczności sen miewa krzepki…

=-=================-===============-=

Książkę w wersji papierowej można, klikając w poniższy link, kupić tu:

https://ksiegarnia-armoryka.pl/Cmentarz_Swietego_Medarda_Andrzej_Juliusz_Sarwa.html

1Baùta – najpospolitszy i najbardziej klasyczny z karnawałowych kostiumów weneckich, noszony zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn, po to, aby całkowicie uniemożliwić rozpoznanie, kto się pod nim kryje. Jest on używany do dziś. Składa się z bardzo obszernego czarnego lub innej barwy, ale ciemnego płaszcza zwanego tabarro, białej maski określanej mianem larva i trójgraniastego kapelusza – tricorno. Larva była najwygodniejszą z masek, ponieważ jej kształt i konstrukcja pozwalała nie tylko swobodnie rozmawiać, ale nawet jeść i pić bez jej zdejmowania.

2Kapelusz trójgraniasty, kapelusz trójskrzydły.

3Konfetti ze ścinków papieru to dużo późniejszy wynalazek.

4Plac św. Marka.

5Canal Grande – cieśnina w Wenecji, która przecina miasto na dwie części. Główna wodna arteria komunikacyjna.

6XVI-wieczny renesansowy pałać wenecki położony pomiędzy Palazzo Corner Valmarana i Rio di San Luca na brzegu Canal Grande.

7Kawaler – w znaczeniu szlachcic.

8Panna – w znaczeniu niezamężna szlachcianka.

9Tradycyjna pieśń śpiewana przez weneckich gondolierów lub utwór ją naśladujący.

10Inaczej lorgnon – rodzaj okularów na rączce.

11Dżuma.

12Jerzy Aleksander Lubomirski (1666-1735), wojewoda sandomierski w latach 1729-1735.

13W Polsce znany jako „Ostatki”.

14Grecki bożek snu.

Szczęście w inflacji

Galeria Widgeta facebook

Drożyzna nie odpuszcza. Drastyczne podwyżki objęły nowe grupy produktów. Aż o 59 proc. podrożały w rok ręczniki papierowe. Za papier toaletowy oraz margarynę do pieczenia płacimy obecnie odpowiednio 47 proc. i 45 proc. więcej. Kolejne na liście są banany, jaja, proszek do prania i mydło w kostce – wynika ze styczniowego badania „Indeks cen w sklepach detalicznych”- źródło: emoney.pl

Marzenia prez. Dudy o obronie. Czy możemy kupić strzelbę i spać spokojnie?

Marzenia przez. Dudy o obronie. Czy możemy kupić strzelbę i spać spokojnie?

2/03/2023 kupic-strzelbe-i-spac-spokojnie

„Jeżeli mieszkasz w budynku, w którym mieszka jednocześnie notoryczny złodziej i włamywacz, to masz dwa wyjścia. Albo nie mieć nic i żyć w nieustannej nędzy. Albo wprawić mocne zamki, kupić strzelbę i spać spokojnie. My kupujemy mocne zamki i strzelbę, licząc, że nikomu nie będzie opłacało się nas zaatakować” – powiedział prezydent Andrzej Duda, używając takiego porównania do opisania aktualnej polityki odstraszania Rosji i planowanych zakupów sprzętu dla Wojska Polskiego.

================

Przykład ze strzelbą i złodziejem jest trafny i czytelny. To po prostu zwykłe, zdroworozsądkowe podejście. Wydaje się, że użycie takiego porównania przyszło prezydentowi Dudzie naturalnie. Tyle tylko, że żaden Polak nie może sobie tak po prostu kupić strzelby do obrony swojego domu przed napastnikiem.

Żeby posiadać strzelbę lub jakąkolwiek inną, współczesną broń palną, Polak musi udawać sportowca lub kolekcjonera, zdawać egzaminy, przechodzić badania i uzyskiwać pozwolenia. Wymyślony w Ministerstwie Dziwnych Kroków proceder trwa co najmniej kilka miesięcy, co skutecznie uniemożliwia wejście w posiadanie broni wtedy, kiedy jest to potrzebne.

W praktyce, jeżeli notoryczny złodziej i włamywacz właśnie wprowadzi się do naszego bloku, to musimy czekać np. pół roku na wyrobienie pozwolenia na broń licząc na to, że akurat nasze mieszkanie nie zostanie w tym czasie obrobione. Na szczęście zamek w drzwiach wolno nam jeszcze wymienić bez zezwolenia, rejestracji i regulacji ze strony urzędników.

Mamy obecnie drugą kadencję prezydencką Andrzeja Dudy i drugą kadencję rządów „dobrej zmiany”. Przez ten czas nic nie zostało zrobione, aby ułatwić Polakom dostęp do broni. Co więcej, w chwili największego od 30 lat kryzysu związanego z sytuacją na granicy z Białorusią, zakazano Polakom mieszkającym w przygranicznych powiatach przemieszczania się z bronią, co de facto oznaczało również zakaz jej nabywania. Również po wybuchu wojny na Ukrainie nie zrobiono niczego, co mogłoby pomóc zwykłym Polakom wchodzić w posiadanie broni.

W 2019 roku w ramach rządowej akcji społecznej powstał spot video przedstawiający rzekomo właściwy sposób zachowania się w przypadku ataku terrorystycznego. Na nagraniu można było zobaczyć jak nieuzbrojony mężczyzna z gołymi rękami rzuca się na terrorystę wyposażonego w broń samoczynną. Z kolei w 2022 roku Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przygotowało poradnik dla cywilnych Polaków na czas kryzysu i wojny pod tytułem: „Bądź gotowy!”. Publikacja ani słowem nie wspomina o tym, że warto być wyposażonym w broń palną lub chociażby jakikolwiek inny przedmiot służący do obrony. Zamiast tego, w rozdziale zatytułowanym „w czasie strzelaniny”, sugeruje… użycie pięści.

W 2023 roku nic się w praktyce w tej sprawie nie zmieniło. Słowa wypowiadane przez polityków w przestrzeni publicznej to najczęściej czysty pijar, za którym nie idą żadne rzeczywiste działania. Zamiast poprawy warunków dostępu do broni, obserwujemy raczej odwrotne tendencje.

Tymczasem broń palna mogłaby być w Polsce powszechnie dostępna, gdyby tylko była ku temu wola polityczna. Zgodnie z regulacjami UE, broń taka jak strzelby „dwururki” i strzelby „pump action” mogłaby być w Polsce dostępna bez pozwolenia, tylko na rejestrację. Polskie prawo jest obecnie w tej sprawie o wiele bardziej restrykcyjne, niż pozwala na to socjalistyczna i biurokratyczna Unia Europejska.

Co więcej, jak już wielokrotnie informowaliśmy, unijna dyrektywa w ogóle nie musi być wprowadzona w Polsce, a Polacy mogliby mieć szerszy dostęp do broni na podstawie krajowych przepisów, gdyby tylko politycy mieli zaufanie do własnego narodu. Warto w tym momencie spojrzeć na przykład Turcji, gdzie ułatwiony jest dostęp do strzelb oraz produkcji i użycia tego typu uzbrojenia.

Jak już ostatnio pisaliśmy, przez ostatni rok trwały liczne prace nad zmianą ustawy o broni i amunicji, w której brali udział przedstawiciele Fundacji Ad Arma. Mieliśmy zgodę kilkudziesięciu posłów PiS na projekt, w którym uwolniono prawo do posiadania broni do ochrony osobistej, likwidując ostatnią uznaniowość. Projekt, w którym bez pozwoleń, tylko na rejestrację, można było posiadać każdą broń jednostrzałową (w tym również strzelby boki [myśliwska broń śrutowa md] czy horyzontalne dwururki) oraz każdą historyczną broń zaprojektowaną przed rokiem 1900, a więc np. rewolwery produkowane do dziś przez S&W (Model 10), Mausery, Mosiny, Lebele i inne rodzaje broni powtarzalnej. W ten sposób osiągnęlibyśmy zwiększenie bezpieczeństwa społeczeństwa w razie zamieszek, większych niepokojów społecznych lub wojny.

boki.

=========================================

Tymczasem zamiast tego wprowadzono projekt „Funkcjonariusz+”, w ramach którego łatwiejszy dostęp do broni otrzymali wyłącznie mundurowi, funkcjonariusze służb oraz sędziowie i prokuratorzy. Dla zwykłych Polaków ma być szerszy dostęp do zapowiadanych przez rząd wirtualnych strzelnic, na których będziemy mogli szkolić się z obsługi atrap broni. Zdaniem jednego z ministrów, to doskonałe rozwiązane, które „daje niesamowite wrażenie realności”.

Niestety, „wrażeniem realności” oraz atrapami broni dostępnymi na wirtualnych strzelnicach nie obronimy naszych domów w przypadku napaści, włamania, zamieszek, anarchii czy rozmaitych niepokojów społecznych, które wystąpią w przypadku wojny lub innego kryzysu. Dlatego konieczne jest pilne przywrócenie w Polsce powszechnego dostępu do broni, aby Polacy mogli z wyprzedzeniem przygotować się na czas zagrożenia.

Kuria Kielce: Cytadela na OPOCE KŁAMSTWA „przestrzega przed lefebrystami”.

Kuria Kielce: OPOKA KŁAMSTWA „przestrzega przed lefebrystami”.

[na podst.: opoka ]

<<Msze przez nich sprawowane są „niegodziwe”, sakramenty – „nieważne” >> przestrzega w specjalnym komunikacie kuria w Kielcach. To reakcja na pojawienia się w przestrzeni medialnej na terenie Kielc, zaproszeń do udziału w wydarzeniach organizowanych przez kapłanów Bractwa Św. Piusa X, tzw. lefebrystów.

Kuria przestrzega przed popełnieniem przestępstwa schizmy, co grozi ekskomuniką.

Komunikat podpisał bp Andrzej Kaleta. „Przypominamy Czcigodnym Księżom oraz wiernym Diecezji Kieleckiej, że kapłani będący członkami Bractwa Św. Piusa X (tzw. lefebryści) nie należą do Kościoła Katolickiego. Msza Święta sprawowana przez tych kapłanów jest niegodziwa. Spowiedź i rozgrzeszenie jest nieważne, a przyjęcie Komunii Świętej jest niegodziwe i świętokradcze” – napisano w komunikacie.

Kuria przestrzega tym samym popełnieniem przestępstwa schizmy. „Ponadto informujemy, że udział w jakiejkolwiek formie kultu może wiązać się z popełnieniem przestępstwa schizmy i w konsekwencji zaciągnięcia kary ekskomuniki latae sententiae, czyli zaciąganej mocą samego fakt uczestnictwa i przyjmowania sakramentów we wspólnotach nie mającym łączności z Kościołem Katolickim (por. Kan. 1364 KPK)” – czytamy w kurialnym [kuriozalnym … md] komunikacie.

============================

[wszystko, co te łobuzy pisza o Bractwie św Piusa X – jest
jawnym kłamstwem. Mirosław Dakowski]

=======================================

BIBUŁA:

KOMENTARZ BIBUŁY: My ze swojej strony dodamy jeszcze, że nie tylko „wszystko, co te łobuzy pisza o Bractwie św Piusa X jest jawnym kłamstwem” – bo jest! – ale na dodatek te łobuzy z kieleckiej Kurii są diabłami przebranymi w ornat parodiującymi Mszę świętą. Stąd ich złość wymiotowana na tych co przechowują Tradycję i przekazują największy dar w postaci nieskażonej Mszy świętej Wszech czasów!

Przypomnijmy zatem: Msze święte i sakramenty sprawowane przeez kapłanów Bractwa św. Piusa X są w pełni ważne i godziwe. Natomiast msze zaliczane przez duchownych sekty kościoła posoborowego są niegodne, a może nawet – na co wskazują liczni teologowie – całkowicie nieważne. I to jest właśnie największa tragedia Kościoła i wiernych żyjących w czasach posoborowych!

Masońskie mordy chrześcijańskich monarchów na pocz. XX wieku.Fatima.

Masońskie mordy chrześcijańskich monarchów na pocz. XX wieku.Fatima.

Portugalia i Salazar „dyktator z łapanki”. – Królobójcy; seria morderstw królów, ale tylko katolickich i prawosławnego cara.

Pink panther [z mego Archiwum. MD] 12 maja 2017

Jutro 13 maja 2017 minie 100 lat od ukazania się Matki Boskiej trojgu portugalskim pastuszkom owiec gdzieś na wzgórzach koło wioski Fatima, czyli od największego wydarzenia w świecie katolickim (i nie tylko) w XX w., a tymczasem w serwisach in­formacyjnych telewizji, radia i w Internecie – zero info.  

Okazuje się, że „ze spraw katolickich” najważniejsza jest kwestia „korytarza humanitarnego”, co to jest na gwałt, sorry, pilnie  potrzebny „przez Polskę”. „Korytarze przez Polskę” kojarzą mi się jak najgorzej, no ale.  Podróże lotnicze też nie są tanie a szpitale w Kuwejcie czy Arabii Saudyjskiej podobno są wręcz luksusowe i znakomicie bliżej. Powtórzę: no ale.

Oczywiście Kościół Katolicki w Polsce i na świecie uroczyście obchodzi setną rocznicę objawień w najróżniejszej formie i religijny aspekt tych objawień jest katolikom polskim powszechnie znany, choćby z uwagi na osobiste zaangażowanie św. Jana Pawła II  w beatyfikację Hiacynty i Franciszka Marto, dwojga Małych Świadków.

Natomiast wymiar ludzki czyli historyczny tych wydarzeń w Polsce jest słabo popularyzowany. Dziesięć lat temu, w 90 rocz­nicę objawień w dwóch numerach miesięcznika katolickiego „Miłujcie się”  zamieszczono obszerny artykuł Pana Grze­gorza Kucharczyka pt.: ”Portugalia -masoneria -Fatima. W 90-lecie objawień Matki Bożej w Fatimie” a potem już w zasadzie nic.

O historii Portugalii z przełomu XIX i XX w. nie wiem praktycznie nic, więc rewelacje zawarte w artykule dr Kuchar­czyka zaostrzyły mi apetyt i w  celu „zarysowania szerokiego tła historycznego objawień w Fatimie” robię sobie dla uczczenia setnej rocznicy „jednoosobową konferencję para-naukową” na temat wydarzeń politycznych w Portugalii, które poprze­dziły „wy­darzenia Fatimskie” i które po nich – nastąpiły. Której jestem prelegentem i słuchaczem w jednej osobie. Jeśli ktoś chce się dołączyć, to serdecznie zapraszam.

Zapewne wiele osób zadaje sobie pytanie, dlaczego Matka Boska wybrała Portugalię i troje maluchów w wieku lat 10, 8 i 7 na przekazanie całemu światu strasznych ostrzeżeń i zdecydowanych nakazów dla katolików w imieniu Jej Syna. I właśnie wtedy. Tego się zapewne tu nie dowiemy, ale wątek aresztowania nieletnich wiejskich dzieci w dniu 13 sierpnia 1917 r. przez miejscowego wójta i uwiezienia ich w niedalekim miasteczku Ouerem daje jakieś pojęcie o „scenerii historycznej”.  Na pod­stawie jakich paragrafów nieletnie dzieci aresztuje jakiś wójt, a nie np. policja.

Co tam się w tej Portugalii działo???

Działo się naprawdę wiele i aż dziw, że te informacje są skrzętnie pomijane w nauczaniu historii Portugalii nawet bez na­wiązywania do religijnych objawień katolickim dzieciom w 1917 r.

Okazuje się, że w 1908 r. Portugalia przeżyła największy wstrząs polityczny od 1000 lat.  W dniu 1 lutego 1908 r. dwóch za­machowców: Alfredo Luisa da Costa (dziennikarza, publicysty, członka masońskiej Lizbońskiej Loży Górskiej) i Manuel Bu­íça (byłego sierżanta kawalerii i nauczyciela)  członków 20-osobowej grupy nielegalnej organizacji tzw. karbona­riuszy i– do­konało zbrodni: zastrzeliło na ulicy Lizbony króla Portugalii Karola I i jego  starszego syna i następcę tronu księ­cia Luisa Filipa de Braganza oraz raniło młodszego syna Manuela. Zamach ten był poprzedzony spiskiem i próbą zamachu w dniu 28 stycznia 1908 r. (tzw. zamachowcy zostali aresztowani w słynnej windzie do Biblioteki Miejskiej w Lizbonie) , po­pieranego po cichu przez bardzo agresywną w tym czasie Partię Republikańską – główną partię opozycyjną oraz jej bojówki tzw. Formadas Brancas (Białe Mrówki).

Celem zamachu była cała rodzina królewska i premier, jadący w odkrytym lando do pałacu, w tym król, jego żona Amelia (z domu księżniczka Orleańska, córka Hrabiego Paryża) oraz dwaj jedyni synowie.  Król został zastrzelony z Win­chestera z 8 metrów przez Manuela Buíça a Alfredo Costa wskoczył na stopień landa i oddał strzały z rewolweru do króla (już martwego), jego starszego syna (zginął na miejscu) i syna młodszego. Tego prawdopodobnie uratowała matka, która rzuciła się z jakimś bukietem na zamachowca, czym go wytrąciła „z rytmu”.  Zamachowcy zostali zabici na miejscu przez policjan­tów, kiedy już ci ochłonęli  z szoku. Oficer ochrony królewskiej dobił Alfredo Costa.

W ten sposób zakończyła się prawie 1000-letnia Monarchia Portugalska, albowiem co prawda młodszy syn Manuel ur. 1889 r. został wyświęcony na króla Manuela II ale nie był on zupełnie przygotowany do sprawowania władzy w obliczu totalnej i agresywnej opozycji.

Portugalia była w zupełnym szoku, ale warto w tym miejscu zauważyć, że ten gwałtowny zamach na CAŁĄ rodzinę królew­ską katolickiej monarchii –  był jednym z serii zamachów przeciwko katolickim monarchiom europejskim na prze­łomie XIX i XX w. 


Jeśli pominie się nagłą śmierć następcy tronu Austro-Węgier arcyksięcia Rudolfa, która jakoby miała być samobój­stwem, to i tak można powiedzieć, że „w temacie królobójstwa” działo się w okresie 20 lat całkiem sporo.

Na początek w dniu 9 września 1898 r. zostaje zamordowana w Genewie cesarzowa Elżbieta z domu bawarskiego Wi­telsbachów – żona cesarza Franciszka Józefa Habsburga – przez „włoskiego anarchistę” Luigi Lucheni. Dostał dożywocie ale za­czął pisać pamiętniki w więzieniu, więc zaraz dostał depresji „i się powiesił”.

W dniu 29 lipca 1900 r. został zastrzelony przez „anarchistę amerykańsko-włoskiego” Gaetano Bresci Król Włoch Umberto I  syn Wiktora Emanuela II „ojca ojczyzny” –pierwszego króla Zjednoczonych Włoch.

Król Umberto był mocno zaprzyjaź­niony z Austro-Węgrami i Cesarstwem Niemieckim oraz planował jakieś „podboje Afryki” a nawet rozpoczął podbój Etiopii.
Król Umberto I był wujem zamordowanego Króla Portugalii i Algarve Karola I poprzez jego matkę – Marię Pię de Sa­voia, córkę Króla Włoch Wiktora Emanuela II. Maria Pia de Savoia była córką chrzestną Papieża Piusa IX.

Po zamordowaniu Króla Portugalii minęło zaledwie 6 lat i dochodzi w dniu 28 czerwca 1914 r.w Sarajewie  do zamor­dowania następcy tronu Austro- Węgier Arcyksięcia Franciszka  Ferdynanda Habsburga i jego Małżonki Zofii. Tu też działał „sa­motny terrorysta nacjonalista” Gavrilo Princip [Żyd md] oraz jego dwaj koledzy, którzy z uwagi na młody wiek nie zostali skazani na śmierć. Princip zmarł w więzieniu z powodu gruźlicy kości 18 kwietnia 1918 r.

Jako epilog może zostać uznany zamach na Kanclerza Austrii żarliwego katolika Eneglnberta Dollfussa, dokonany przez au­striackich wielbicieli pana Hitlera – w dniu 25 lipca 1934 r. Nie tolerował biedak komunistów i nazistów i zdelegalizował „wszystkich” a co gorsza wdrażał politykę wg encyklik papieskich.

A teraz „drugie płuco chrześcijaństwa”: pod naciskiem „demokracji rosyjskiej” car Mikołaj II Romanow abdykuje 15 marca 1917 r. w imieniu swoim i syna na rzecz brata Michała Romanowa ale to było „za mało” i niewątpliwie „zainspirowani” osią­gnięciami swoich zachodnich kolegów „rosyjscy rewolucjoniści” zamordowali w nocy 16/17 lipca 1918 r. ex-cara, jego żonę , cztery córki , syna lat 12 oraz w ramach likwidacji świadków: służbę domową. Brat carski arcyksiążę Michał został zamor­dowany wcześniej bo 13 czerwca w nieznanym miejscu w okolicy Permu przez Czeka.
Król Jugosławii  Aleksander I Karadziordziewić został zamordowany w zamachu w Marsylii w dniu 9 października  1934 r.  przez „terrorystę z Wewnętrznej Rewolucyjnej Organizacji Macedońskiej” Włada Czernozemskiego, który miał być Bułga­rem a miał czeskie papiery i strzelał z mauzera ukrytego w bukiecie kwiatów wskoczywszy na stopień limuzyny.

Przy okazji wymiany ognia  z policją francuską zginął francuski minister spraw zagranicznych Louis Barthou.

Tak więc w 1918 r. było pozamiatane w Europie po monarchiach katolickich i prawosławnych a w 1934  r. po wszystkich katolickich i prawosławnych głowach państw w Europie. Została Belgia, ale ona się pojawiła dopiero po Kongre­sie Wiedeń­skim i nie prowadziła samodzielnej polityki.

Sorry, została jeden katolik na czele państwa europejskiego, był nim premier Portugalii w latach 1928-1968 (a przelotnie w 1951 r. nawet prezydent) pan Antonio Oliveira Salazar, zwany przez niechętnych „dyktatorem”. Na niego oczywiście też był przeprowadzony zamach. Niejaki Emidio Santana „anarchosyndykalista” i założyciel związku metalowców podłożył bombę 4 lipca 1937 r. w okolicy samochodu premiera,  kiedy Antonio Salazar uczestniczył w Mszy św. w prywatnej kaplicy swoje­go przyjaciela w Lizbonie. Bomba wybuchła w metalowej kasecie kiedy premier Portugalii był ok. 3 metrów od niej, ale nie wyrządziła mu żadnych szkód, ranny został jego kierowca.  Santana dostał 16 lat więzienia a Salazar pancerny samochód.  

Tak więc mamy „komplet” jeśli chodzi o zamachy na szefów katolickich i prawosławnych państw.

Tymczasem nie można się doszukać żadnych info o próbach zamachów w tym okresie na monarchów protestanckich. Jakoś rewolucjoniści, anarcho­syndykaliści, terroryści i karbonariusze nie uznawali monarchów i premierów prote­stanckich za swoich wrogów.

Przypadek taki.

No ale wróćmy do roku 1908 r. i upadku Monarchii Portugalskiej.

Młody Manuel II , który oglądał śmierć swojego ojca i brata (ten zmarł w 20 minut po ojcu) miał w chwili wstąpienia na tron lat 19 i nie był przygotowany do pełnienia obowiązków królewskich w tak niesprzyjających warunkach. 

W ciągu 24 miesięcy jego władzy królewskiej zmieniło się w Portugalii aż 7 rządów a Partia Republikańska , stojąca za zama­chem ostrzyła sobie zęby na władzę. Wybory parlamentarne odbyły się 28 sierpnia 1910 r. i strona rządowa otrzymała 58%, opozycja umiarkowana 33% a Partia Republikańska tylko 9%.

Więc zostawał tylko zamach stanu i doszło do niego  w dniach 3-5 października 1910 r. w ten sposób, że koszary woj­skowe i pałac królewski zostały zaatakowane przez bojówki Carbonaria,  anarchistów, zrewoltowaną część wojska oraz tzw. element uliczny.  A dodatkowo pałac został zbombardowa­ny. Zaatakowane zostały też niektóre więzienia , podpalone zostały urzędy w niektórych miastach oraz kościoły.  

W ogólnym zamieszaniu, kiedy wszystko można było uratować zdecydowanym działaniem, Manuel II przeniósł się do pa­łacu matki i babki a w tym czasie organizatorzy rewolty ogłosili powstanie republiki a doradcy króla uznali, że powi­nien on opuścić kraj, co też uczynił z całą rodziną.
Ogłoszono powstanie tzw. I Republiki, której Rząd Tymczasowy został natychmiast ogłoszony.  Co ciekawe, już miesiąc po tym, Rewolucja 5 Października i Rząd Tymczasowy zostały zaakceptowane przez m.in. rząd brytyjski, francuski, włoski.

Kierunek rewolucji był zdecydowanie antyklerykalny [ściślej i szerzej – antykatolicki md]. W pierwszych dniach rewo­lucji zostało kompletnie zdemolowanych 20 kościołów, ok. 100 obrabowano, pobito ok. 100 księży a do grudnia 1910 r. za­mordowano 15.
Rząd Tymczasowy w tym względzie miał się na kim oprzeć: był to pan Alfonso Costa,minister sprawiedliwości, który niemal natychmiast za zgodą rządu wprowadził następujące postanowienia:

1)     Wszystkie zakony (31) z Towarzystwem Jezusowym na czele – wydalono z granic Portugalii- łącznie 164 domy,

2)     zamknięto domy modlitwy, szkoły i ośrodki dobroczynne , które zostały skonfiskowane na rzecz państwa,

3)     Majątek kościelny został w całości znacjonalizowany, świątynie i kaplice mogły być „bezpłatnie wypożyczane do odpra­wiania nabożeństw”,

4)     Księżom zabroniono noszenia szat duchownych poza kościołowi, zabroniono wiernym urządzania procesji,

5)     Edukacja szkolna została całkowicie „upaństwowiona” czyli zlikwidowane zostały wszystkie szkoły katolickie (czyli prawie cała edukacja portugalska na poziomie podstawowym i średnim.

6)     Zaatakowane zostały i zniszczone redakcje czasopism katolickich,

7)     Wszystkie symbole katolickie w miejscach publicznych zostały usunięte.

8)     Listy pasterskie Episkopaty Portugalii – zostały objęte ZAKAZEM ODCZYTANIA; wielu księży nie zastoso­wało się do tego zakazu, w efekcie usunięty został z urzędu biskup Porto, jak „winny podburzania do nielojalności”.

9)     Banicją nowe władze objęły w dalszej kolejności: patriarchę Lizbony, arcybiskupa Guardy, biskupów Algarve, Bragi, Por­to, Alegre, Lamego, Branagca, administratora Coimbry. Do roku 1912 żaden z biskupów nie miał prawa urzędo­wania w swo­jej diecezji a co najmniej czterech zostało wypędzonych z kraju. Zerwano też stosunki dyplomatyczne ze Stolicą Apostolską

10)  Dni świąt kościelnych zostały skasowane i stały się dniami pracy, zostawiono wolne od pracy – niedziele,

11)  Wprowadzono rozwody, małżeństwa cywilne.

Niezależnie od wdrażanego błyskawicznie nowego prawa, ujawniły się bojówki antyklerykalne tzw. „białe mrówki”, o których pisze pan dr Kucharczyk w roku 2007 [ jest tu: Fatima: „Białe mrówki” w akcji, masoneria wojuje. I RZĄDZI. I obok II.cz.], które za wiedzą rządu urządziły w 1914 r. ataki na ob­chody Świąt Wielkanocnych w kościołach. Aktywiści tej organizacji napadali nie tylko na księży ale i na cywilnych wiernych, w efekcie w latach 1915-1917 łączna liczba zamor­dowanych księży i wiernych świeckich dwukrotnie przewyższyła liczbę żołnierzy portugalskiego korpusu ekspedy­cyjnego, który walczył na frontach I WW od roku 1916.  Żołnierzy zginęło 1935.

Osobną historią była sprawa prześladowań Małych Pastuszków przez władze reprezentowane na poziomie gminnym przez wójta Fatimy Arturo Santosa,  aktywnego członka loży masońskiej w miejscowości Leira i organizatora loży masoń­skiej w niedalekim Ourem, z zawodu rzeźnika zresztą.

Aresztował troje małych Dzieci bez wiedzy rodziców, przesłuchiwał Je i zastraszał. Inni aktywiści nie byli gorsi. Po cu­dzie słońca 13 października 1917 r. dostali takiego amoku, że specjalna bojówka masońska przyjechała aż prowincji San­tarem aby ściąć drzewo, w którego konarach objawiła się Dzieciom Matka Boska.

Owszem, ścięli, ale sąsiednie. Za to ukradli ołtarzyk pro­wizoryczny sporządzony przez pielgrzymów na miejscu obja­wień i urządzili coś na kształt „parady równości” .

W innych dziedzinach I Republika Portugalska miała mniej sukcesów. Bo jakkolwiek niektóre rządy uznały stosunkowo szybko rządy republikańskie, to próby uzyskania pożyczki stabilizującej upadającą gospodarkę i finanse państwa – poprzez Ligę Narodów po I WW od Banku Baringsa – spełzły na niczym. Państwo się rozpadało pod każdym względem.

W okresie trwania I Republiki czyli w latach 1910 – 1926  Portugalczycy oglądali: 9 prezydentów, 25 powstań, 3 dykta­tury, 325 zamachów bombowych plus zamordowanie dyktatora wojskowego Sidonio Pais w 1918 r. Kraj był w takim stanie, że kiedy I WW się zakończyła, Republika Portugalska jako jedyny kraj nie miała sił i środków aby przywieźć do kraju swój kor­pus ekspedycyjny z Francji.

W tych okolicznościach przyrody wyższa kadra oficerska jakkolwiek masoni, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i za­prowadzić jaki taki porządek.

Generał Oscar Carmona republikanin i mason, w 1923 r. minister wojny w 1926 r. przyłączył się do wojskowego za­machu stanu i 28 maja 1926 r. a od 29 listopada 1926 r. został ustanowiony 51 Prezydentem Portugalii i sprawował tę funkcję do 1951 r.

Roztropny ten generał zaczął się rozglądać za mocnym księgowym-finansistą, który zdoła ogarnąć totalny bałagan w finansach państwa. Jego wzrok padł na błyskotliwego młodego asystenta pewnego profesora na Uniwersy­tecie Coimbra, który w swoim czasie stał się słynny z powodu osiągnięcia 19 punktów na możliwe 20 na egzaminach pań­stwowych, co mia­ło być wynikiem absolutnie niespotykanym, wręcz historycznym.

Młodym naukowcem okazał się doktor w zakresie nauk ekonomicznych specjalizacja finanse plus absolwent prawa a wcze­śniej długoletni „student” niższego seminarium duchownego – Antonio de Oliveira Salazar, prywatnie znany jako zagorzały katolik i działacz studenckiej organizacji katolickiej PO roku 1910. Bowiem problem młodego Antonio Salazara polegał na tym, że on naprawdę chciał zostać księdzem, ale skończył seminarium duchowne w roku 1908, kiedy  zamordowano Króla Karola I i jego Następcę i rozpoczęła się demolka republikańska.

Jego protektor, bogaty ziemianin, który zatrudniał jego ojca w charakterze rządcy, wręcz zniechęcił do stanu kapłańskie­go, sugerując, że z jego zdolnościami jest państwu potrzeby w in­nych dziedzinach. I opłacił mu studia ekonomiczne i prawne na ekskluzywnym i drogim uniwersytecie Coimbra, gdzie poznał wielu ciekawych ludzi, np. przyszłego arcybiskupa Lizbony.

No więc kiedy zdeterminowane wojsko szukało bystrego technokraty, generał Carmona wynalazł przebrzydłego młode­go ka­tolika o urodzie amanta kina niemego i zaproponował mu posadę ministra finansów. Antonio Salazar nie był łasy na ła­twą ka­rierę, był już wybrany do parlamentu, ale podobno po 4 dniach słuchania debat stwierdził, że nie będzie marnował swojego czasu i wrócił na uczelnię. 

Ofertę Carmony przyjął, ale obłożył ją taką ilością warunków dotyczących specjalnych uprawnień dla ministra finansów w zakresie –zarządzania wydatkami w innych resortach z posadą prezydenta  włącznie, że był ministrem finansów zaledwie dni 16: od 3 czerwca do 17 czerwca 1926 r.

Ale kiedy deficyt państwa rósł w oczach a wspomniany Bank Baringsa odmówił pożyczki na ratowanie państwa w 1927r. – Antonio Salazar został zaszczycony wizytą kilku panów generałów, z którymi odbył męską rozmowę , w wyniku której w dniu 28 kwietnia 1928 r. został ministrem finansów.

Na swoich warunkach. Nie warunkach płacowych ale otrzymał wolną rękę w zakresie stawiania veto wydatkom we wszyst­kich resortach.
No i ten młody technokrata, jawny katolik w ciągu jednego roku dokonał paru cudów w dosłownym tego słowa zna­czeniu: w ciągu zaledwie jednego roku ustabilizował budżet  tzn. osiągnął NADWYŻKĘ BUDŻETOWĄ, czego w Portugalii najstarsi ludzie nie pamiętali a był to , jak mówią historycy : pierwszy z wielu budżetów z nadwyżką. Ustabilizował walutę.

W 1929 r. doszło do pierwszego ciekawego kryzysu: minister sprawiedliwości w rządzie pan Mario de Figueiredo, wy­myślił sobie, że wprowadzi przepis ułatwiający uwaga, uwaga, PUBLICZNE PROCESJE. Premier powiedział swoje sta­nowcze NIE.

Na to Salazar poradził koledze, aby podał się do dymisji a sam go poprze. Akurat wtedy leżał sobie ze złama­ną nogą w  szpitalu. Nie minęło 2 dni, kiedy do szpitala pofatygował się pan prezydent Carmona i po miłej rozmowie: proce­sje mogły wyjść na ulice a premier rządu podał się do dymisji. Finanse były najważniejsze dla wojska.

Antonio Salazar był ministrem finansów Portugalii do roku 1944. Od 1936 r. do 1939 był ministrem marynar­ki, jednocześnie w latach 1932-1944 był ministrem wojny a tak na początek, kiedy wojskowi zobaczyli, jakie cuda chłopak robi z finansami „i ze wszystkim” – w 1932 r. dali mu posadę premiera i na tej posadzie pozostał do roku 1968.

Swoje działania jako premier zaczął od tego, że opracował projekt nowej konstytucji Portugalii wg swojej koncepcji opierają­cej się w dużej mierze na dwóch encyklikach papieskich: Rerum Novarum (Leon XIII) i Quadrogesimo Anno (Pius XI). Jak rasowy dyktator ogłosił tekst projektu konstytucji do publicznej wiadomości i dał wszystkim Portugalczykom cały rok na przysyłanie swoich uwag i poprawek – PRZED ZAPOWIEDZIANYM REFERENDUM w sprawie autorskie­go projektu.

No i referendum zostało przeprowadzone 19 marca 1933 r. a Konstytucja przeszła ilością 99,5% głosów.  Jak to mó­wią, peł­na dyktatura.

Przeciwnicy Antonio Salazara wygłaszają wiele komunałów na temat jego rządów, zaczynając od nazywania go dyktato­rem i faszystą.

Tymczasem był to po prostu wybitny administrator państwowy, uczciwy człowiek i patriota portugalski.  Nie kombinow­ał a władza nie była jego narkotykiem.

Kiedy marynarze komuniści podnieśli bunt na kilku okrętach bo chcieli porwać je „na pomoc walczącej Hiszpanii” – kazał je ostrzelać skutecznie a następnego DNIA zarządził aby wszyscy urzędnicy państwowi złożyli PRZYSIĘGĘ ANTYKOMUNI­STYCZNĄ.

W czasie II WW przyjął w Portugalii około jednego miliona uchodźców , w tym Żydów, z których wielu marzyło o emigracji do USA. Ale pozostali w biednej Portugalii bo bogate USA miało akurat małe kwoty wizowe dla Żydów.
Kiedy odszedł z urzędu w roku 1968 z powodu choroby okazało się, że za cały majątek zebrany „w służbie państwo­wej” miał dwa rozpadające się domki wiejskie oraz oszczędności w wysokości ok. 3000 USD.

Prymas Tysiąclecia Kardynał Stefan Wyszyński stawiał Antonio Oliveirę Salazara za wzór – naszym bohaterom i auto­rytetom moralnym  w 1981 r. Żeby naśladowali.

Oto, kto kontroluje ziemię rolną w kraju znanym jako spichlerz Europy.

Oto, kto kontroluje ziemię rolną w kraju znanym jako spichlerz Europy.

Łączna ilość ziemi kontrolowanej przez oligarchów, skorumpowane osoby i duże agrobiznesy wynosi ponad dziewięć milionów hektarów – to ponad 28% gruntów ornych Ukrainy.


globalresearch

Rok po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, nowy raport Instytutu Oakland, „War and Theft: The Takeover of Ukraine’s Agricultural Land”, obnaża interesy finansowe i dynamikę w grze prowadzącą do dalszej koncentracji ziemi i finansów.

„Pomimo bycia w centrum cyklu wiadomości i polityki międzynarodowej, niewiele uwagi poświęcono sednu konfliktu – kto kontroluje ziemię rolną w kraju znanym jako spichlerz Europy. Odpowiedź na to pytanie ma zasadnicze znaczenie dla zrozumienia głównych stawek w wojnie” – powiedział Frédéric Mousseau, dyrektor ds. polityki w Oakland Institute i współautor raportu.

Łączna ilość ziemi kontrolowanej przez oligarchów, skorumpowane osoby i duże agrobiznesy wynosi ponad dziewięć milionów hektarów – to ponad 28% gruntów ornych Ukrainy. Najwięksi posiadacze ziemi to mieszanka ukraińskich oligarchów i zagranicznych interesów – głównie europejskich i północnoamerykańskich, a także suwerennego funduszu Arabii Saudyjskiej. Znaczące amerykańskie fundusze emerytalne, fundacje i uniwersytety inwestują poprzez NCH Capital, amerykański fundusz private equity.

Kilka agrobiznesów, wciąż w dużej mierze kontrolowanych przez oligarchów, otworzyło się na zachodnie banki i fundusze inwestycyjne – w tym tak znane jak Kopernik, BNP czy Vanguard – które obecnie kontrolują część ich udziałów. Większość dużych posiadaczy ziemskich jest w znacznym stopniu zadłużona w zachodnich funduszach i instytucjach, zwłaszcza w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR) i Banku Światowym.

Zachodnie finansowanie dla Ukrainy w ostatnich latach było związane z drastycznym programem dostosowania strukturalnego, który wymagał oszczędności i środków prywatyzacyjnych, w tym stworzenia rynku ziemi dla sprzedaży gruntów rolnych. Prezydent Zelenskyy wprowadził reformę gruntową do ustawy w 2020 r. wbrew woli zdecydowanej większości społeczeństwa, które obawiało się, że nasili ona korupcję i wzmocni kontrolę potężnych interesów w sektorze rolnym. Ustalenia raportu zgadzają się z tymi obawami.

Podczas gdy wielcy posiadacze ziemscy zapewniają sobie ogromne finansowanie ze strony zachodnich instytucji finansowych, ukraińscy rolnicy – niezbędni dla zapewnienia krajowych dostaw żywności – nie otrzymują praktycznie żadnego wsparcia. Przy istniejącym rynku ziemi, w warunkach dużego stresu gospodarczego i wojny, ta różnica w traktowaniu doprowadzi do większej konsolidacji gruntów przez duże agrobiznesy.

Raport bije również na alarm, że paraliżujące zadłużenie Ukrainy jest wykorzystywane jako dźwignia przez instytucje finansowe do napędzania powojennej odbudowy w kierunku dalszej prywatyzacji i reform liberalizacyjnych w kilku sektorach, w tym w rolnictwie.

„To jest sytuacja przegrana dla Ukraińców. Podczas gdy oni umierają w obronie swojej ziemi, instytucje finansowe podstępnie wspierają konsolidację ziemi uprawnej przez oligarchów i zachodnie interesy finansowe. W czasie, gdy kraj zmaga się z okropnościami wojny, rząd i instytucje zachodnie muszą wysłuchać wezwań ukraińskiego społeczeństwa obywatelskiego, naukowców i rolników do zawieszenia prawa gruntowego i wszystkich transakcji ziemskich. Konieczność nadania priorytetu modelowi rolnictwa, który nie jest już zdominowany przez oligarchię i korupcję, gdzie ziemia i zasoby są kontrolowane przez wszystkich Ukraińców i przynoszą im korzyści, jest drogą do odbudowy po wojnie” – podsumował Mousseau.

Franciszkowi się spieszy: Lejdi „de” Rothschild i „kapitalizm inkluzywny”

Franciszkowi się spieszy: Lady de Rothschild i „kapitalizm inkluzywny”

/papiez-lady–kapitalizm-inkluzywny

Partnerstwo finansistów i największych inwestorów z Watykanem i połączenie imperatywów moralnych oraz rynkowych ma pomóc we wdrażaniu Agendy 2030, a nade wszystko założeń Porozumienia Paryskiego. Około 20 Strażników Kapitalizmu Inkluzywnego, którzy co roku będą spotykać się z przedstawicielami Stolicy Apostolskiej, ma zadbać o jak najszybszy postęp w osiąganiu celów Agendy 2030. „Strażnicy” to kadra kierownicza światowych korporacji. Wśród nich Lady Lynn Forester de Rothschild, założycielka i partner zarządzający Inclusive Capital Partners. (…) Wraz z kapitalizmem inkluzywnym promuje się technologie Czwartej Rewolucji Przemysłowej, które mają przyczynić się do poprawy jakości życia ludzi, w tym przedłużenia ich życia. Tymczasem główną ideologią stojącą za tymi technologiami jest bezbożny i antyludzki transhumanizm. Można by rzec, nawet satanistyczny.

Tekst jest fragmentem raportu red. Agnieszki Stelmach
„Zrównoważony rozwój. Zaklęcie globalistów, instrument totalnego zniewolenia”
Kliknij TUTAJ i pobierz raport

Papież Franciszek nie tylko wspiera inicjatywy eko-socjalistów, ale także przedstawicieli nurtu kapitalizmu interesariuszy, postulujących stworzenie tzw. kapitalizmu inkluzywnego.

W wyniku negocjacji przedstawicieli tzw. kapitalizmu inkluzywnego z Watykanem powołano Radę i Strażników Kapitalizmu Inkluzywnego (Włączającego), których celem jest promocja partnerstwa publiczno-prywatnego, dekarbonizacji świata i realizacji celów zrównoważonego rozwoju.

Agencja Bloomberga informowała, że za inicjatywą powołania nowego gremium z udziałem kilkudziesięciu liderów światowego biznesu stał sam papież Franciszek, domagający się reformy kapitalizmu. Ojciec Święty ma nadzieję, że liderzy biznesu będą promować „integralny rozwój człowieka”. Konsultacje z grupą mającą swoją siedzibę w USA papież miał rozpocząć w 2019 roku. Dnia 8 grudnia 2020 r. Franciszek ogłosił rozpoczęcie partnerstwa między Radą a Stolicą Apostolską. Grupa inwestorów i liderów największych korporacji światowych, zwanych „strażnikami”, zobowiązała się do „zreformowania kapitalizmu (…) dla dobra ludzkości” i zapewnienia, by sprzyjał „sprawiedliwości, integracji i zrównoważonemu rozwojowi”.

11 listopada 2019 r. papież spotkał się w watykańskim Pałacu Apostolskim z członkami Rady Kapitalizmu Inkluzywnego, promującej zrównoważony rozwój, partnerstwo publiczno-prywatne i zadłużanie państw w celu realizacji projektów związanych z tzw. zieloną gospodarką. Rada jest grupą doradczą dla VIP-ów z 500 czołowych korporacji międzynarodowych. Po raz pierwszy jej członkowie spotkali się z papieżem Franciszkiem w 2016 r. w ramach Fortune-Time Global Forum (meeting kapitalistów zatroskanych utratą zaufania do systemu finansowego). Ich wspólnym celem – grupa poza liderami korporacji obejmuje naukowców, teologów, etyków itp. – było „opracowanie nowej umowy społecznej” dla globalnej gospodarki. Zasadniczym oficjalnym przesłaniem była chęć eliminacji ubóstwa i umożliwienie wszystkim ludziom czerpania korzyści z rozwoju.

W promocję „kapitalizmu inkluzywnego” zaangażowana jest Lady Lynn Forester de Rothschild, założycielka i dyrektor generalna Coalition for Inclusive Capitalism, która przewodzi obecnym działaniom związanym z promocją na świecie „kapitalizmu inkluzywnego”. Dyrektor firmy inwestycyjnej E.L. Rothschild LLC inwestuje w media, luksusowe towary konsumpcyjne i nieruchomości na całym świecie. Obecnie jest członkiem zarządu The Estee Lauder Companies. Była też członkiem zarządu The Economist Newspaper Limited, Peterson Institute for International Economics, McCain Institute for International Leadership oraz ERANDA Rothschild Foundation. Często występuje jako główny mówca motywacyjny na różnych imprezach publicznych (CNBC, Bloomberg), ONZ, Banku Światowego, Konferencji w Montrealu, OECD, British Academy, St. Antony’s College, Oxford, Tsinghua and Peking University oraz Royal Society of the United Services. Jest członkiem Council of Foreign Relations, założonego przez klan Rockefellerów i wydającego wpływowy magazyn Foreign Affairs.

Papież Franciszek przypomniał w 2019 r., że trzy lata wcześniej, gdy spotkał się z uczestnikami Global Fortune-Time Global Forum 2016, „zwrócił uwagę na potrzebę bardziej integracyjnych i sprawiedliwych modeli ekonomicznych, które pozwoliłyby każdej osobie na udział w zasobach tego świata i by miały one możliwość wykorzystania swojego potencjału”. Forum 2016 – jak tłumaczył – „umożliwiło wymianę pomysłów i informacji mających na celu stworzenie bardziej humanitarnej gospodarki i przyczynienie się do eliminacji ubóstwa na poziomie globalnym”. Powstanie Rady jest jednym z wyników Forum 2016. – Podjęliście wyzwanie urzeczywistnienia wizji Forum, szukając sposobów, aby kapitalizm stał się bardziej integralnym instrumentem integralnego dobrobytu ludzi. Pociąga to za sobą przezwyciężenie ekonomii wykluczenia i zmniejszenie luki dzielącej większość ludzi od dobrobytu, z którego korzysta niewielu – podkreślił Franciszek.

Papież mówił wówczas o rosnącym poziomie ubóstwa, który raczej świadczy o powszechności nierówności niż harmonijnej integracji osób i narodów. Dlatego „system gospodarczy, który jest sprawiedliwy, godny zaufania i zdolny do stawienia czoła najgłębszym wyzwaniom, przed którymi stoi ludzkość i nasza planeta, jest pilnie potrzebny” – zaznaczył. Zachęcił członków Rady, by „wytrwali na drodze hojnej solidarności i pracowali nad powrotem w ekonomii i finansach etycznego podejścia, faworyzującego ludzi”. Dodał, że zważywszy na skutki ostatniego kryzysu finansowego z 2008 r., „zdrowy system gospodarczy nie może opierać się na krótkoterminowych zyskach kosztem długoterminowego produktywnego, zrównoważonego i społecznie odpowiedzialnego rozwoju i inwestycji”.

„To prawda” – mówił papież – że „biznes to szlachetne powołanie, nakierowane na tworzenie bogactwa i ulepszanie naszego świata. Może być owocnym źródłem dobrobytu dla obszarów, na których działa, zwłaszcza jeśli postrzega tworzenie miejsc pracy jako istotną część swojej służby dla wspólnego dobra. Jednak, jak przypomina nam mój poprzednik, święty Paweł VI, autentyczny rozwój nie może ograniczać się jedynie do wzrostu gospodarczego, ale musi sprzyjać rozwojowi każdej osoby i całej osoby. Oznacza to coś więcej niż równoważenie budżetów, ulepszanie infrastruktury lub oferowanie szerszej gamy dóbr konsumpcyjnych. Raczej wymaga odnowienia, oczyszczenia i wzmocnienia solidnych modeli ekonomicznych opartych na naszym osobistym nawróceniu i hojności wobec potrzebujących. System ekonomiczny oderwany od problemów etycznych nie przyczynia się do bardziej sprawiedliwego porządku społecznego, lecz prowadzi do kultury wyrzucania, konsumpcji i marnotrawstwa”.

Franciszek apelował więc o uznanie moralnego wymiaru życia gospodarczego, by „działać z braterską miłością, pragnąc, szukając i chroniąc dobro innych oraz ich integralny rozwój”. Franciszek podziękował Radzie za dostrzeżenie współczesnych wyzwań i podjęcie działań w celu zbudowania lepszego świata. W jego opinii „kapitalizm inkluzywny” „nie pozostawia nikogo w tyle”, „nie odrzuca żadnego z naszych braci czy sióstr”, „jest szlachetnym dążeniem, godnym najlepszych starań”.

Kapitalizm inkluzywny w zasadzie opiera się na dwóch przesłankach: (1) ubóstwo jest poważnym problemem systemowym krajów przechodzących transformacje ustrojowe w kierunku gospodarek kapitalistycznych oraz (2) firmy i organizacje pozarządowe mogą sprzedawać towary i usługi osobom o niskich dochodach, ograniczając ubóstwo, poprawiając sposób żywienia ludzi, opiekę zdrowotną, edukację, zatrudnienie i stan środowiska. Koncepcja ta nawiązuje do filozofii Thomasa Hobbesa (1588 – 1679), Adama Smitha (1723 – 1790), Karola Marksa (1818 – 1883), ale nade wszystko do idei Karla Polanyi (1886 – 1964). To „nowa twarz” neoliberalizmu.

Pojęcie to po raz pierwszy pojawiło się w publikacji Urban Land Institute z 1943 r. Obecnie spopularyzowało je dwóch badaczy: CK Prahalad i Allen Hammond, którzy opublikowali prace na temat „kapitalizmu sprzyjającego włączeniu społecznemu”, głosząc potrzebę nowego i kreatywnego podejścia, by przekształcić ubóstwo w szansę dla wszystkich zainteresowanych oraz zapewnić „lepszą jakość życia”. Hammond na przykład wskazuje, że dla osiągnięcia „kapitalizmu inkluzywnego” kluczowa jest prywatyzacja usług publicznych. Prahalad i Hammond wspólnie opublikowali artykuł w 2002 r. w Harvard Business Review, rozwijając swoje pomysły na wykorzystanie rynkowych rozwiązań w celu zmniejszenia ubóstwa poprzez hipotetyczne studium przypadku rozwoju w Indiach. Uważają oni, że w świecie panują trzy błędne wyobrażenia o biednych ludziach. Po pierwsze, że biedni mają niewielką siłę nabywczą, podczas gdy w rzeczywistości „gospodarstwa domowe o niskich dochodach posiadają większość siły nabywczej w wielu krajach rozwijających się”. Po drugie, że ludzie o niskich dochodach nie lubią zmian, gdy tymczasem w rzeczywistości często nie mają możliwości wyboru spośród różnych produktów i usług. I po trzecie, że niewiele można zarobić, sprzedając produkty i usługi biednym. „Ubogie rodziny na świecie, których roczny dochód gospodarstw domowych wynosi mniej niż 6 000 dolarów – istnieją w ogromnej ilości. W 18 największych krajach wschodzących i w okresie transformacji znajduje się 680 milionów takich gospodarstw domowych, których całkowity roczny dochód wynosi 1,7 bln dolarów – mniej więcej tyle, ile roczny produkt krajowy brutto Niemiec”.

„Kapitalizm inkluzywny” Hammonda i Prahalada – według krytyków – oddziela władzę polityczną od wzmocnienia ekonomicznego. Nie zajmuje się poprawą kondycji politycznej biednych ludzi, nie popiera zmian makroekonomicznych poprzez politykę rządu, która sprzyja rodzinom, rodzimej przedsiębiorczości. Zdaniem niektórych, przyczynia się do ubóstwa, ogranicza się do niewystarczającego zachęcania prywatnych przedsiębiorców do tworzenia większej liczby miejsc pracy dla osób o niskich dochodach itp. W 2007 r. Hammond i zespół naukowców z Międzyamerykańskiego Banku Rozwoju, Międzynarodowej Korporacji Finansowej Grupy Banku Światowego oraz World Resource Institute opublikowali raport dotyczący ubóstwa. Autorzy nie ujawnili, że dodatkowe fundusze na jego przygotowanie zapewniły wielkie korporacje: Intel, Microsoft, Royal Dutch Shell i Visa International. Hammond i Prahalad opowiadają się za upowszechnieniem technologii informacyjnych i komunikacyjnych (ICT), takich jak telefony komórkowe, komputery i Internet – jako potężne narzędzia ograniczania ubóstwa. Co prawda często nie poprawią one statusu materialnego najuboższych, ale ulepszą ich „jakość życia”, a firmom IT pozwolą zarobić.

Magazyn „Forbes”, który popularyzuje tego typu kapitalizm, przypomina, że nigdy wcześniej nie było tyle, co obecnie kapitału, który nie generuje zysków, bo nie jest odpowiednio zainwestowany. Od czasu światowego kryzysu finansowego w 2008 r. system „stworzył niezwykłe, ale ekskluzywne bogactwo (…) cynizm i niechęć”. Spowodował kryzys zaufania do instytucji finansowych. Trzeba to zmienić i dlatego „kapitalizm inkluzywny nie musi wiązać się z wielkim poświęceniem – inwestycje, które są przydatne zarówno pod względem gospodarczym, jak i społecznym, mogą i powinny zapewniać zdrowy zwrot”. „Historia źle nas oceni, jeśli nie skorzystamy z okazji, by uratować kapitalizm przed samym sobą, zwłaszcza dlatego, że kapitalizm jest pod presją, szczególnie populizmu” – czytamy na łamach Forbesa w artykule autorstwa Nigela Wilsona pt. Inclusive capitalism: oxymorone or the perfect balance. Publicysta porównuje obecną sytuację do tła historycznego opisanego przez Engelsa w 1844 r. Jego zdaniem, właśnie wchodzimy w Czwartą Rewolucję Przemysłową.

„Kapitalizm inkluzywny” ma zapewniać zwrot z inwestycji wszystkim. Kluczowe są szybkie decyzje polityków, którzy przeznaczą pieniądze podatników na nowe projekty infrastrukturalne i technologie np. smart cities, czyli sprywatyzowane inteligentne miasta, służące inwigilacji obywateli. Forbes zwraca uwagę, że „kapitalizm inkluzywny” nie jest filantropią ani działalnością non-profit i „może współistnieć tam, gdzie bogactwo jest tworzone dla wszystkich zaangażowanych”. To kapitalizm, który inwestuje w OZE, IoT, 5G, dekarbonizację gospodarki itd.

„Kapitalizm inkluzywny” funkcjonuje – zauważa Nigel Wilson – jako „sposób na sfinansowanie wzrostu gospodarczego w miastach rządzonych przez ludzi wszystkich barw politycznych, nawet tych sceptycznie nastawionych do tego, co oferuje system kapitalistyczny. Doświadczyliśmy tego w Manchesterze, Leeds, Newcastle, Cardiff i innych miastach Wielkiej Brytanii. To samo dotyczy Austin, Denver i Seattle”. „Rewitalizacja miast, niedrogie mieszkania, czysta energia i finansowanie małych firm to świetne przykłady tego, gdzie działa kapitalizm sprzyjający włączeniu społecznemu” – puentuje. Dodajmy, że „kapitalizm inkluzywny” to nowa odsłona neoliberalizmu, który wymaga coraz większego zadłużania państw (partnerstwa publiczno-prywatne, zachęt finansowych państwa na koszt wszystkich podatników w celu nabywania samochodów elektrycznych, instalacji solarnych itp.) i de facto pogarszania jakości życia mieszkańców oraz zasad funkcjonowania małego biznesu w miastach (np. strefy ograniczonego transportu i stale rosnące ceny energii oraz nowe podatki i ograniczenia, pożyczki i kredyty jedynie na inwestycje w dekarbonizację itp.).

Liderzy, którzy zgromadzili ponad 10,5 biliona dolarów w zarządzanych aktywach, mają corocznie spotykać się z papieżem Franciszkiem i kardynałem Peterem Turksonem, by podsumowywać wysiłki poczynione na rzecz rozwoju kapitalizmu inkluzywnego – „sprzyjającego włączeniu społecznemu”. Wśród promotorów tzw. kapitalizmu inkluzywnego są byli prezesi banków centralnych, w tym Jacob A. Frenkel, przewodniczący Rady Dyrektorów i były prezes Banku Centralnego Izraela, Jean-Claude Trichet, były prezes Banque de France, a następnie Europejskiego Banku Centralnego oraz Maria Ramos, współprzewodnicząca grupy roboczej Sekretarza Generalnego ONZ ds. cyfrowego finansowania celów zrównoważonego rozwoju i była dyrektor generalny Absa Group. Można w tym gronie odnaleźć także Angela Gurria, sekretarza generalnego OECD, Carmine Di Sibio, dyrektora generalnego giganta audytorskiego EY, Olivera Bäte’a, prezesa niemieckiej grupy ubezpieczeniowej Allianz, Ayay Banga, dyrektora generalnego Mastercard.

Partnerstwo finansistów i największych inwestorów z Watykanem i połączenie imperatywów moralnych oraz rynkowych ma pomóc we wdrażaniu Agendy 2030, a nade wszystko założeń Porozumienia Paryskiego. Około 20 Strażników Kapitalizmu Inkluzywnego, którzy co roku będą spotykać się z przedstawicielami Stolicy Apostolskiej, ma zadbać o jak najszybszy postęp w osiąganiu celów Agendy 2030. „Strażnicy” to kadra kierownicza światowych korporacji.

Strażnikami są m.in.: Lady Lynn Forester de Rothschild, założycielka i partner zarządzający Inclusive Capital Partners, Kenneth Frazier, prezes zarządu i dyrektor generalny Merck, Alex Gorsky, prezes zarządu i dyrektor generalny Johnson&Johnson, Alfred Kelly, prezes i dyrektor generalny Visa, William Lauder, prezes wykonawczy Estée Lauder, Bernard Looney, prezes BP, Brian Moynihan, prezes zarządu i dyrektor generalny Bank of America, Ronald P. O’Hanley, prezes i dyrektor generalny State Street Corporation, Rajiv Shah, prezes Fundacji Rockefellera.
Wraz z kapitalizmem inkluzywnym promuje się technologie Czwartej Rewolucji Przemysłowej, które mają przyczynić się do poprawy jakości życia ludzi, w tym przedłużenia ich życia. Tymczasem główną ideologią stojącą za tymi technologiami jest bezbożny i antyludzki transhumanizm. Można by rzec, nawet satanistyczny.

Tekst jest fragmentem raportu red. Agnieszki Stelmach
„Zrównoważony rozwój. Zaklęcie globalistów, instrument totalnego zniewolenia”
Kliknij TUTAJ i pobierz raport

Wulgaryzacja języka – przejaw choroby ducha narodu

Wulgaryzacja języka – przejaw choroby ducha narodu

Adam Białous pch24.pl/wulgaryzacja-jezyka

Środowiska celebryckie – aktorzy, muzycy, dziennikarze, politycy, a nawet profesorowie uniwersytetów zamiast dawać przykład kultury języka, coraz częściej raczą nas językiem rynsztoku. Ten podły wzorzec przejmują niestety młode pokolenia Polaków. Wystarczy posłuchać jak wulgarnym językiem mówią uczniowie szkoły podstawowej. Niestety, nierzadko u osób na średnim i wyższym stopniu edukacji, jest z tym jeszcze gorzej. A trzeba wiedzieć, że z definicji wulgaryzm jest wyrazem negatywnego stosunku do rzeczywistości, brakiem panowania nad emocjami, a czasem niegodziwą prowokacją. W gruncie rzeczy jest wyrazem agresji.

Totalnym nośnikiem wszelkich wzorców, dobrych i złych, jest w naszych czasach internet. Niestety również wulgarny język, jest tam w wielu miejscach promowany. Oczywiście najszybciej ten zły wzorzec językowy przejmują dzieci i nastolatkowie, którzy najwięcej czasu spędzają właśnie w wirtualnej rzeczywistości, chcąc w ten sposób poznać świat. Wystarczy wejść na jakieś internetowe fora, na których dzieci „dialogują” i wówczas chce się tylko zamknąć oczy i zatkać uszy. Podobne fale pomyj językowych obleją nas, kiedy wmieszamy się w tłumek uczniowski, rozprawiający zawzięcie na korytarzach szkolnych czy na placu przed szkołą.

Przecież dzieci nie nauczono wulgaryzmów na lekcjach języka polskiego. W niektórych domach, mogły wprawdzie nasłuchać się bluzgów rzucanych przez nieodpowiedzialnych rodziców. Ale skala problemu wulgaryzowania się języka, jest zbyt duża, by do tej swoistej infekcji mogło dojść jedynie przez to jedno źródło. Największe „gejzery”, wyrzucające wulgaryzmy, znajdują się gdzie indziej. Między innymi są nimi liczne filmy, seriale, które współcześni nastolatkowie pochłaniają jak gąbka wodę. Przeważnie mamy tu do czynienia z produkcjami amerykańskimi lub pochodzącymi z krajów zachodnioeuropejskich. Filmy te są ogólnie dostępne na popularnych serwisach VOD (m.in. Netflix, HBO, Disney).

Niestety współczesnych polskich produkcji filmowych, ślepo naśladujących zachodnie, lepiej nie dawać młodzieży za wzór językowy. Jest w nich bowiem tyle złośliwych nowotworów językowych co skwarek w dobrej kaszy. Dla przykładu, gdybyśmy spędzili w kryminale, wśród osadzonych tyle czasu, ile na przykład trwa jeden z filmów Patryka Vegi, to na pewno usłyszymy tam mniej wulgaryzmów, niż w tej krajowej produkcji filmowej. To samo można powiedzieć o, lansowanych w największych telewizjach, kabaretach. Członkowie tych grup czy stand – upowcy w swoich występach zawężają środki, za pomocą których próbują rozśmieszyć ludzi, do epatowania chamstwem i wulgaryzmami.    

Podobnie jest w teatrze, który nie licząc chwalebnych wyjątków, stał się tubą propagandową ideologii środowisk lewicowo-liberalnych. Teatr staje się językowym, i nie tylko językowym, ściekiem. Mówiła o tym niedawno na antenie Radia Maryja Temida Stankiewicz-Podhorecka  „Publiczność skazywana jest na to, aby oglądać wulgarne przedstawienia propagujące bluźnierstwa, profanację, dewiacje homoseksualne, zoofilię, uderzanie w Kościół katolicki oraz w wartości patriotyczne” – zauważa krytyk teatralny.

Nawet tak szlachetny rodzaj sztuki jakim jest muzyka, która przecież powinna łagodzić obyczaje, również została zainfekowana ohydnym językiem tekstów pisanych do piosenek. Przykładem na to jest, wywodzący się z USA, rap (wciąż chętnie słuchany przez młodzież) który w ogromnej większości utworów bazuje na bardzo wulgarnych tekstach. Ma to oczywiście swoje złe owoce. Dowodzą tego badania socjologiczne. Naukowcy z Uniwersytetu w Pittsburghu w USA przebadali grupę 711 nastolatków w wieku 13–18 lat pod kątem ich życia seksualnego i preferowanego rodzaju muzyki. Okazało się, że osoby, które regularnie słuchały piosenek o wulgarnych, agresywnych i przesiąkniętych treściami seksualnymi tekstach, były dwukrotnie bardziej skłonne do rozpoczęcia życia seksualnego w młodocianym wieku. To później prowadziło ich zazwyczaj do podjęcia fatalnej decyzji o dokonaniu aborcji, czyli zdecydowaniu się na morderstwo własnych, poczętych dzieci.       

Skoro ludzie kultury, sztuki, polityki na swoich scenach „rugają się” na prawo i na lewo, to co dopiero tak zwani zwykli ludzie wygadują w przepastnej i prawie nie cenzurowanej językowo przestrzeni internetu? Tu może demokratycznie wybluzgać się każdy, kto czuje taką potrzebę.  Stąd m.in. internetowy hejt i jego ofiary, nierzadko śmiertelne. Do wyrzucania ustami szlamu, zachęca sieciowa anonimowość. Pod wulgarnymi komentarzami znajdziemy najwyżej pseudonim.

Często te same osoby, które ujadają, „rzucają mięsem” i gryzą w internecie, uzewnętrzniają swoje wewnętrzne bagno, ochoczo dołączają do pierwszej lepszej ulicznej manifestacji. Tak było podczas „czarnych marszy” czy ataków motłochu na kościoły. A jeśli ktoś chce poznać wszystkie wulgaryzmy zanieczyszczające nasz ojczysty język, to niech się wybierze na marsz równości. Od biorących udział w tym zlocie mężczyzn, kobiet i tych, którzy ciągle jeszcze zastanawiają się, która z tych płci jest ich, nasłucha się, aż mu uszy zwiędną. Tam nawet głuchym miłośnicy „kwiecistej mowy” nie odpuszczą, gdyż to co krzyczą, wypisują dodatkowo na transparentach.     

Dziś bezpieczni od ohydy językowej nie jesteśmy już nawet w miejscach publicznych np. na przystanku autobusowym, idąc chodnikiem, czy robiąc zakupy w sklepie. Chociaż w tych miejscach, przed usłyszeniem przekleństw i wulgaryzmów, powinno nas chronić prawo. Artykuł 141 Kodeksu Wykroczeń mówi jasno „Kto w miejscu publicznym umieszcza nieprzyzwoite ogłoszenie, napis lub rysunek albo używa słów nieprzyzwoitych, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1500 złotych albo karze nagany”. Przekonał się o tym m.in. znany nam wszystkim (niestety) Jerzy Owsiak, który za użycie wulgaryzmów podczas swoich komentarzy głoszonych na scenie Przystanku Woodstock, został ukarany przez Policję grzywną.

Charakterystyczną rzeczą jest to, że język jakim posługuje się nasze społeczeństwo, nie tylko w debacie publicznej, ale i podczas rozmów prywatnych, staje się tym bardziej wulgarny, im bardziej odchodzi ono od wiary i kultury chrześcijańskiej.

Tym bardziej bolesne jest, kiedy wulgaryzacja języka polskiego sięga nie tylko środowisk jawnie odcinających się od naszych chrześcijańskich korzeni, ale czasem nawet osób, które działają w środowiskach związanych z Kościołem. To jakieś bezmyślne uleganie złej modzie językowej, nie ma nic wspólnego z kulturą chrześcijańską, a nawet więcej – z Ewangelią.  Osoba, która używa wulgaryzmów, tylko po to by pokazać innym, jakim to niby jest nowoczesnym katolikiem, zupełnie nie jawi się jako ktoś nowoczesny, ale raczej prymitywny.

Kiedy dotykamy tu sprawy jakości naszej wiary w kontekście naszego języka, to zauważmy choć jedną rzecz pozytywną. Otóż polskie wulgaryzmy nigdy nie dotyczą sfery religijnej. Polak choć niestety potrafi plugawić swój język, to jednak rynsztokowe słowa, krajowej produkcji, w swojej warstwie znaczeniowej, nigdy nie są skierowane przeciw sacrum.        

Jeszcze nie tak dawno osoby z marginesu społecznego można było rozpoznać po wulgaryzmach i tatuażach. One same tak się „przedstawiały”. Obecnie kto jest kim, nie jest tak oczywiste, gdyż mody dawniej kreowane jedynie w środowiskach przestępczych czy patologicznych, dziś są narzucane, przez różne lewicowe tuby propagandowe całym społeczeństwom. Często bierze niestety górę instynkt stadny, a nie chrześcijański personalizm, który karze człowiekowi płynąć pod prąd. Bo przecież „tylko śnięte ryby płyną z prądem”.    

Czy pamiętamy jeszcze, co nam powiedział jeden z pierwszych twórców literatury polskiej – Mikołaj Rej? „A niechaj narodowie wżdy postronni znają. Iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają”. Dziś można by powiedzieć, że niewątpliwie mają, ale czy go znają? Jak wynika z oceny Rady Języka Polskiego „Obniżyła się ranga języka polskiego jako przedmiotu nauczania. Uczniowie szkół ponadpodstawowych uznają lekcje języków obcych czy informatykę za bardziej przydatne w praktyce”.

Może to jest powodem wulgaryzacji języka – nieznajomość jego piękna. Żeby taki uczeń, jeden z drugim, miał odwagę sięgnąć, choćby po fragmenty, dzieł mistrzów ojczystego słowa, to może dostrzegł by to piękno. Może by się nawet w polskiej mowie zakochał i nie bezcześcił jej już więcej wulgaryzmami. Wiosna, która właśnie nadchodzi, to pora roku, w której najłatwiej się zakochać. Życzę więc wszystkim zakochania się w polskiej mowie.

Po orgazmie zwycięstwa

Po orgazmie zwycięstwa

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)  5 marca 2023 michalkiewicz

Dobiegło końca szczytowanie elit naszego bantustanu po jego nawiedzeniu przez Pana Naszego Józia Bidena, który po swoim wniebowstąpieniu na pokładzie Air Force One pozostawił nam przykazania, podobnie jak kiedyś towarzysz Lenin. Odchodząc od nas nakazał nam towarzysz Lenin utrzymywać więź partii z masami, Przysięgamy ci towarzyszu Leninie, że wypełnimy wiernie i to twoje przykazanie” – mówił podczas pogrzebu Józef Stalin.

Józio Biden żadnego utrzymywania więzi partii z masami nam nie przykazał, a tylko zostawił nam jedno przykazanie – że mianowicie Ukraina „musi wygrać”. Skoro „musi”, to nie ma rady; trzeba będzie pomagać Ukrainie za darmo i to co najmniej przez najbliższe dwa lata – co najmniej do listopada 2024 roku, kiedy to wyjaśni się, czy Józio Biden wygra wybory prezydenckie, czy przeciwnie – przegra. Poza przykazaniem, że Ukraina „musi wygrać”, Pan Nasz miłosierny zostawił nam dodatkowe przykazanie, byśmy Ukrainie „pomagali”.

Na takie dictum pan premier Morawiecki natychmiast przekazał Ukrainie wszystkie cztery czołgi marki „Leopard”, a zimny ruski czekista Putin ponownie okazał się wyrozumiały i ani tego transportu, podobnie jak wcześniej wszystkich innych, taktownie nie ostrzelał. Widać i on dlaczegoś jest zainteresowany, żeby wojna trwała możliwie jak najdłużej, chociaż z góry wie, że musi ją przegrać. Skoro bowiem Ukraina „musi wygrać”, no to Rosja „musi przegrać” – to chyba jasne.

W historii wojen rzadko kiedy panowała taka jasność co do ostatecznego wyniku, toteż i nasi mężykowie stanu, którzy już powoli dochodzą do siebie po religijnych ekstazach towarzyszących obecności Pana Naszego na naszej prastarej ziemi, wracają do swoich ulubionych rozrywek, to znaczy – do wzajemnego się podsrywania. Kurt Vonnegut w „Rzeźni numer 5” napisał, że tak zwane „przeczesywanie terenu” jest podobne do „gry miłosnej po orgazmie zwycięstwa”.

Taki właśnie charakter ma wystąpienie faworyta Wielce Czcigodnego posła Biedronia, czyli Wielce Czcigodnego Krzysztofa Śmiszka. Schłostał on Jarosława Kaczyńskiego za to, że po wiekopomnym przemówieniu Józia Bidena w Arkadach Kubickiego miał powiedzieć, że Józio „nic nie powiedział”. Pan Śmiszek nie posiada się ze zdumienia nad zuchwałością Jarosława Kaczyńskiego, który ośmielił się nie zachwycić tym przemówieniem, chociaż przecież było zatwierdzone, że ono nas wszystkich zachwyca. Jestem przekonany, że gorliwość pana Śmiszka zostanie zauważona gdzie trzeba i – kto wie – może zostanie nawet wynagrodzony dopuszczeniem do konfidencji w postaci bliskiego spotkania III stopnia?

Ale to chyba już nie robi na masach takiego wrażenia jak kiedyś, bo najwyraźniej wszyscy utrwalili sobie płynący z antagonistycznych stacji telewizyjnych przekaz, że i jedni i drudzy są łajdakami, a różnice łajdactwa nie są wcale aż tak duże, żeby je rozpamiętywać i roztrząsać. W tej sytuacji Judenrat „Gazety Wyborczej”, zgodnie z innym leninowskim przykazaniem o „organizatorskiej funkcji prasy”, rozkręca kampanię demaskowania – tym razem kardynała Adama Sapiehy – że mianowicie „molestował” i w ogóle – „nadużywał”. Rewelacje te Judenrat – jak zwykle – czerpie z ubeckiej krynicy mądrości, a konkretnie – z donosów księdza-patrioty Anatola Boczka, w które nawet ubowcy uznali za niewiarygodne. Początkowo Judenrat przezornie nie ujawniał tej krynicy mądrości, ale badający dokumentację Instytutu Pamięci Narodowej dr Marek Lasota z Krakowa i ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, natychmiast to źródło zidentyfikowali i ujawnili. Dr Lasota zwrócił ponadto uwagę, że chociaż ksiądz Boczek był konfidentem UB i zasypywał urząd donosami, to bezpieka nie zrobiła z nich żadnego użytku, przynajmniej w stosunku do Księcia-Metropolity, najwyraźniej mając świadomość, że nie ma w nich ani słowa prawdy.

Gdyby chociaż jakieś ziarenko prawdy w tych donosach było, to UB z pewnością zrobiłoby wtedy z nich użytek, tym bardziej, że akurat w tym okresie trwały przygotowania do słynnego procesu kurii krakowskiej. Z kolei ks. Isakowicz-Zaleski zwrócił uwagę, że ksiądz Boczek w ten sposób mścił się na kardynale, ponieważ ten nakazał mu zerwać z ruchem „księży-patriotów”, który był przygotowaniem do zastąpienia polskiego Kościoła „Żywą Cerkwią” – nad czym również obecnie intensywnie pracuje Sanhedryn. Jednak – jak przypomina ks. Isakowicz-Zaleski – UB w końcu zerwał współpracę z ks. Boczkiem, uznając go „za alkoholika i osobę kompletnie niewiarygodną”. Ale holenderski autor Ekke Overbeek, wyznaczony przez kogoś do obsrania polskiego Kościoła, ma chyba mgliste pojęcie o realiach okresu stalinowskiego w Polsce. To już Judenrat „Gazetey Wyborczej” ma w tych sprawach lepsze rozeznanie – a jednak skwapliwie z podsuniętych rewelacji skorzystał.

Ale Judenrat to jedna sprawa. Wiadomo, że realizuje zadania wyznaczane na każdorazowym etapie przez Sanhedryn, więc jego zaangażowanie w sprawę obsrywania kardynała Sapiehy nikogo w Polsce nie dziwi, ani nie zaskakuje. Najwyraźniej jednak Judenrat postanowił na użytek tej sprawy zmobilizować swoje najgłębsze rezerwy. Wiarygodność rewelacji księdza Boczka została podważona – ale to nic, bo na dźwięk znajomej trąbki odezwał się zawodowy katolik, autorytet moralny, pan red. Tomasz Terlikowski, że są „jeszcze inne źródła” i że w związku z tym trzeba rozpocząć rozgrzebywanie ten sprawy przez „kościelną komisję historyczną”. Pan red. Timasz Terlikowski już raz był w podobnej komisji, która zajmowała się ekscesami w zakonie dominikanów, więc być może zasiadanie w takich gremiach sobie upodobał. Jest to w końcu jakaś odmiana w stosunku do codziennego chałturzenia a to w „Republice”, a to w RMF-FM, a to tu, a to tam – bo pod tym względem pan red Terlikowski przypomina wojska łączności ze słynnego przemówienia Józefa Piłsudskiego i posła Battaglię ze słynnego kupletu autorstwa Tadeusza Boya-Żeleńskiego: „Żadnych politycznych nie ma on przesądów; każda partia dobra, byle dojść do rządów”, z tym, że pan red. Terlikowski do „rządów” się nie garnie, natomiast według krążących na mieście fałszywych pogłosek, do tak zwanych „konfitur”, to ma prawdziwą zapamiętałość. Skoro tedy Judenrat mobilizuje, to niewątpliwie dojdzie do powołania takiej komisji, być może nawet z panem red. Terlikowskim na czele, która ustali, co tam będzie trzeba, zarówno z punktu widzenia oczekiwań Judenratu, jak i potrzeb rozwijającego się u nas przemysłu molestowania, który musi przecież bez przerwy dokładać pod kocioł. Kardynał Sapieha to zarówno dla jednych, jak i dla drugich prawdziwy dar Niebios, więc byłbym doprawdy zawiedziony, gdyby pan red. Terlikoweski, jako zawodowy katolik i autorytet moralny, nie skorzystał z takiej znakomitej okazji. To zresztą może być również przydatne dla nurtu postępowego w Kościele, który aż przestępuje z nogi na nogę, nie mogąc się doczekać, kiedy pod „swój namiot” będzie mógł oficjalnie zaprosić sodomczyków i gomorytki – bo wydaje się, że to będzie jedyny konkret z tej całej „synodalności”.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Wanda Półtawska uroczyście do Niedzielskiego &Co: „Patrzę na was i nie posiadam się ze zdumienia, że macie te szmaty, bo kto wierzy, że one nas chronią przed wirusami? Medycyna nas okłamuje”.

Wanda Półtawska przy Niedzielskim &Co: „Patrzę na was i nie posiadam się ze zdumienia, że macie te szmaty, bo kto wierzy, że one nas chronią przed wirusami? Medycyna nas okłamuje”.

wanda-poltawska-na-otwarciu-oddzialu-noworodkow

101-letnia Wanda Półtawska wprawiła w konsternację gości obecnych na uroczystym otwarciu oddziału noworodków w szpitalu na Siemiradzkiego. „Medycyna nas okłamuje” – powiedziała w obecności Ministra Zdrowia i dyrektora szpitala. Dyrektor szpitala przepraszał później za tę wypowiedź.

W piątek z udziałem ministra zdrowia Adama Niedzielskiego i Wandy Półtawskiej odbyła się uroczystość nadania jej imienia oddziałowi noworodków.

Protestują przeciwko temu lewicowi aktywiści, którzy uważają, że wybór Półtawskiej na patronkę oddziału to „skandal”.  „To zaciekła antyaborcjonistka, homo i transfobka, przeciwniczka antykoncepcji i in vitro — to nie jest dobry wybór!” – argumentują.

—————————

101-letnia Półtawska osobiście wzięła udział w uroczystości i wprawiała gości w konsternację wypowiadając się na temat noszenia maseczek.

Patrzę na was i nie posiadam się ze zdumienia, że macie te szmaty, bo kto wierzy, że one nas chronią przed wirusami? Medycyna nas okłamuje” – stwierdziła.

GALERIA: Wanda Półtawska: „kto wierzy, że te szmaty chronią nas przed wirusami?” ZDJĘĆ: 8 [w oryginale MD]

==================

Na chwilę zdjął, łobuz zakłamany:

Chwilę później dyrektor szpitala Antoni Marcinek przeprosił za tę wypowiedź patronki oddziału dla noworodków. „Pani Półtawska ze względu na swój wiek żyje w innej epoce, w innej rzeczywistości” – stwierdził.

[Pani Półtawska żyje w PRAWDZIE, GŁUPCZE. Mirosław Dakowski]

Według Półtawskiej, wieloletniej przyjaciółki Jana Pawła II,  „rozwody, antykoncepcja i aborcja to patologie”. Jej zdaniem „istnieją badania i dowody na to, że w małżeństwach, które stosują antykoncepcję, kłótnia i nerwice bywają częste”.  Znana jest także jej radykalna postawa wobec procedury zapłodnienia pozaustrojowego.

Nowy oddział noworodkowy, w szpitalu na Siemiradzkiego jako trzeci w Krakowie otrzymał 3. poziom referencyjności. To daje możliwość opieki nad wcześniakami urodzonymi przed 31. tygodniem ciąży, a także noworodkami z wadami lub chorobami genetycznymi płodu.

Mutacja brytyjska COVID-19 została zmyślona. Minister zdrowia: „Wystraszymy nowym wariantem, że wszystkim spodnie pospadają”. Kochanka zaspokojona.

Mutacja brytyjska COVID-19 została zmyślona. Minister zdrowia: „Wystraszymy nowym wariantem, że wszystkim spodnie pospadają”. 

Kochanka Hancocka: Jej obowiązki obejmują 15-20 dni pracy w rocznie, za co dostaje 15 tys. funtów.

5.03.2023, tvp.info:mutacja-covid-19-zostala-zmyslona

W grudniu 2020 roku ówczesny brytyjski minister zdrowia Matt Hancock dyskutował z doradcami, kiedy ujawnić pojawienie się nowego wariantu koronawirusa, by najskuteczniej wystraszyć nim ludzi i zmusić ich do przestrzegania lockdownu – ujawnił „The Sunday Telegraph”.

Gazeta opublikowała w niedzielę kolejną część z ponad 100 tys. wiadomości wymienionych na Whatsappie między Hancockiem a innymi ministrami i urzędnikami na początku pandemii COVID-19. Źródłem przecieku do gazety jest dziennikarka Isabel Oakeshott, która pomagała Hancockowi pisać niewydane jeszcze wspomnienia z okresu pandemii.

W wiadomościach z 13 grudnia 2020 roku Hancock wyrażał zaniepokojenie tym, że władze Londynu mogą się sprzeciwiać nowemu lockdownowi. 

Grudzień 2020: Wielka Brytania ogłasza nowy wariant COVID-19

„Zamiast dawać zbyt wiele sygnałów wcześniej, możemy rzucić na boisko nowy wariant” – napisał jeden z doradców, na co Hancock odpowiedział: „Wystraszymy nowym wariantem, że wszystkim spodnie pospadają”. 

„Tak, to właśnie spowoduje odpowiednią zmianę zachowania” – zauważa doradca, po czym minister pyta: „To kiedy wykorzystujemy nowy wariant?”.

W innej ujawnionej wymianie wiadomości, która pochodzi z 10 stycznia 2021 roku, Hancock i minister-szef kancelarii premiera Simon Case dyskutowali o tym, jak spowodować większe przestrzeganie restrykcji. 

Minister zdrowia Wlk. Brytanii: Czynnik strachu jest kluczowy

Rozważali m.in. zaostrzenie wymogów dotyczących noszenia maseczek, ale Hancock wyraził zdanie, że małe zmiany nie są właściwą drogą. „Myślę, że to jest słuszne. Małe rzeczy wyglądają śmiesznie. Podniesienie przekazu – czynnik strachu/winy jest kluczowy” – napisał Case.

Matt Hancock był ministrem zdrowia od lipca 2018 r. do czerwca 2021 r. Zrezygnował ze stanowiska po tym gdy został przez media przyłapany na złamaniu restrykcji covidowych, które sam wprowadził. W listopadzie zeszłego roku został zawieszony przez Partię Konserwatywną w prawach członka jej klubu poselskiego w związku z udziałem w telewizyjnym reality show.

==============================================

To ten: Matt Hancock. Obyczajowy skandal w Wielkiej Brytanii z restrykcjami w tle. Dymisja ministra zdrowia

The Sun” opublikował zdjęcia 42-letniego Hancocka obejmującego się i całującego się w budynku ministerstwa z Giną Coladangelo, lobbystką, którą w zeszłym roku zatrudnił.

Hancock zatrudnił ją we wrześniu zeszłego roku, a jej obowiązki obejmują 15-20 dni pracy w rocznie, za co dostaje 15 tys. funtów. [No, bądźmy obiektywni: Dochodzą obowiązki łóżkowe. MD]

Tu propaganda tego „wirusa strachu” w Polsce w styczniu 2021:

========================

Koronawirus wariant brytyjski

https://www.medicover.pl/koronawirus/wariant-brytyjski/

Wariant brytyjski koronawirusa.

Na całym świecie krąży obecnie wiele wariantów koronawirusa SARS-CoV-2, który powoduje COVID-19. We wrześniu 2020 roku, w Wielkiej Brytanii (w Kent, w południowo-wschodniej Anglii), zidentyfikowano wariant SARS-CoV-2 o nazwie B.1.1.7 (lub VUI 202012/01, nazywany też B117), z dużą liczbą mutacji. Ten wariant rozprzestrzenia się łatwiej i szybciej niż inne odmiany koronawirusa.

W styczniu 2021 roku eksperci z Wielkiej Brytanii poinformowali, że może on zwiększać ryzyko zgonu, w porównaniu z pierwotnym szczepem koronawirusa, ale potrzeba więcej badań, aby to potwierdzić. Od tego czasu tzw. wariant brytyjski został wykryty w wielu innych krajach.

Czy wariant brytyjski jest groźniejszy niż „oryginalny” koronawirus SARS-CoV-2?

Uważa się, że wariant B.1.1.7 łatwiej i szybciej się rozprzestrzenia niż szczep SARS-CoV-2, zakażenie wiąże się z wyższym ryzykiem hospitalizacji i śmierci ‒ chociaż jest to nadal badane.

Globcio atakuje Kanadę. Toronto wywozi śnieg z ulic. Spadło nawet 30 cm.

Globcio atakuje Kanadę. Toronto wywozi śnieg z ulic. Spadło nawet 30 cm.

Największe miasto Kanady odkopuje się po zadymce, która w nocy z piątku na sobotę przyniosła w Toronto i sąsiednich miastach opady do 30 cm śniegu i burzę z piorunami. Odwołano dziesiątki lotów.

Władze Toronto ogłosiły, że obecną sytuację traktują jako szczególne warunki, co znaczy, że miasto będzie wywozić śnieg z ulic. W styczniu 2022 roku miasto wywoziło śnieg, gdy w ciągu 16 godzin spadło ponad pół metra białego puchu.

Linie lotnicze zaapelowały do pasażerów, by sprawdzali status swojego lotu, szczególnie w przypadku lotnisk w Toronto, Ottawie i Montrealu. Największe kanadyjskie lotnisko, Pearson International w Toronto, poinformowało w sobotę, że z 459 planowanych wylotów prawie 34 proc. zostało odwołanych, a z planowanych 484 przylotów odwołano 38 proc.

70 лет назад умер Иосиф Виссарионович Сталин. Nie bój się.Jest i po polsku… Prokofiew

70 лет назад умер Иосиф Виссарионович Сталин

70-let-nazad-umer-iosif-vissarionovich-stalin


70 лет назад, 5 марта 1953 года, умер Иосиф Виссарионович Сталин – фактический создатель СССР, принявший страну крестьянской и оставившей промышленно развитой с ядерной бомбой и уже приступившей к реализации космической программы.

Сталин умер 5 марта 1953 года вечером после продолжительной болезни, о которой советский народ ничего не знал. Согласно официальному заключению, смерть наступила в результате кровоизлияния в мозг. 1 марта Иосифа Виссарионовича, лежащего на полу в малой столовой Ближней дачи, обнаружил сотрудник охраны Лозгачёв. Утром 2 марта на Ближнюю дачу приехали врачи и диагностировали паралич правой стороны тела. 4 марта в СССР было объявлено о болезни вождя, опубликованы и передавались по радио бюллетени о состоянии его здоровья. 5 марта вечером Сталин скончался, о его смерти было объявлено утром 6-го.

————-

[dalej w tym tekście- go czczą !! nie chce mi się tego powielać.. md]

==================

голос_разуma :

Неоднозначное у меня отношение к Сталину. Лучшей эпитафией считаю слова о нем (нелюбимого мной) Черчилля ” принял Россию с сохой, а оставил с атомной бомбой” .

===============

MD:

U nas w Olsztynie, my, uczniowie, śmialiśmy się, że właśnie wychodzi II część monumentalnej pracy Heleny Bobińskiej – „Komu Soso zrobił kuku”.

——————————

Tegoż dnia zmarł wielki kompozytor Sergiusz Prokofiew (1891-1953) , ale wobec wrzasku o śmierci „wielkiego wodza wszystkich robotników, marynarzy, kolejarzy” .. itd. – o śmierci Prokofiewa była cisza. MD

=========================

mail:

Zgon Stalina skupił na sobie uwagę całej propagandy, w związku z czym śmierć kompozytora była nieomalże niezauważona, a państwowe uroczystości żałobne uniemożliwiały przeprowadzenie pogrzebu Prokofjewa.

Zbieg tych dwóch wydarzeń stał się tematem anegdoty, związanej z osobą dyrygenta Grzegorza Fitelberga, dyrektora Wielkiej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia – dzień po śmierci Stalina i Prokofjewa Fitelberg po przyjściu na próbę orkiestry miał wygłosić mowę ku pamięci wielkiego kompozytora i poprosił o minutę ciszy.

Następnie zwrócił się do koncertmistrza Władysława Wochniaka: Władziu, czy to prawda, że umarł Stalin?.

Pierwszorzędni fachowcy z amerykańskiej bezpieki a archiwa neo-PRL.

Pierwszorzędni fachowcy z amerykańskiej bezpieki musieli gdzieś w archiwach odgrzebać eksperyment z Kukuńkiem

Stanisław Michalkiewicz pierwszorzedni-fachowcy-z-amerykanskiej-bezpieki

W 1989 roku wywiad wojskowy, któremu amerykańsko-sowiecki duet: Daniel Fried z Departamentu Stanu i Władimir Kriuczkow z KGB, postawił zadanie przeprowadzenia na naszym nieszczęśliwym kraju sławnej transformacji ustrojowej, znalazł się w kłopotliwej sytuacji.

Wprawdzie od roku 1986, w ramach przygotowań do sławnej transformacji, obok uwłaszczenia nomenklatury, która w ten sposób uzyskała ekonomiczne podstawy do zajęcia w nowych warunkach ustrojowych odpowiedniej pozycji społecznej, przeprowadzona została też selekcja kadrowa w stukturach opozycyjnych, której celem było wyłonienie takiej „reprezentacji społeczeństwa”, do której wywiad wojskowy miałby zaufanie – ale konieczność przeprowadzenia wyborów, niechby i „kontraktowych”, niosła za sobą ryzyko puszczenia się na lotne piaski masowych nastrojów, a to mogło w jednej chwili obrócić w niwecz wieloletnie przygotowania.

Obawy – jak się potem okazało – nie były bezpodstawne, a dowodem były losy tzw. „listy krajowej”. Wywiad wojskowy umieścił tam kandydatury swoich najważniejszych faworytów, a tymczasem społeczeństwo, najwyraźniej myśląc, że z tymi wyborami to wszystko naprawdę, bez ceregieli ich skreślało.

W rezultacie generał Kiszczak zagroził, że skoro tak, to on te całe wybory rozgoni, na co wyznaczony na przedstawiciela „strony społecznej”, znany z „postawy służebnej” pan Tadeusz Mazowiecki powiedział, że „umów należy dotrzymywać”. [pacta sunt servanda.. powiedzieli.. md]

W związku z tym, za zgodą „strony społecznej”, Rada Państwa w trakcie wyborów zmieniła ordynację i w ten sposób kryzys zakończył się wesołym oberkiem. Przypominam o tym Donaldu Tusku i innym szermierzom porządku konstytucyjnego, że wtedy nie widzieli w tym nic osobliwego. Żeby tedy zmniejszyć margines niepewności, a głosującym „suwerenom” podsunąć pod nos ściągawkę, na kogo mają głosować, wywiad wojskowy wpadł na pomysł, by kandydaci rekomendowani przez „stronę społeczną” fotografowali się z Kukuńkiem, czyli Lechem Wałęsą, dzięki czemu ta fotografia stała się przepustką, jeśli nawet nie do historii, to w każdym razie – do konfitur władzy.

Przypominam o tym m.in. ze względu na zbliżające się w przyszłym roku wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Wiele wskazuje na to, że z ramienia Partii Demokratycznej będzie w nich kandydował ponownie Józio Biden, który niedawno, jako Pan Nasz, dokonał zniebastąpienia na naszą prastarą ziemię, w związku z czym i nasza prastara ziemia i nasz mniej wartościowy naród tubylczy, dostąpili niebywałej łaski. Będziemy się nią delektować i rozpamiętywać to wydarzenie aż do następnego razu, chociaż były prezydent Bronisław Komorowski, najwyraźniej pozazdrościwszy panu prezydentowi Andrzejowi Dudzie konfidencji i względów u Pana Naszego dał do zrozumienia, jakoby zniebastąpienie Pana Naszego na naszą prastarą ziemię było tylko kamuflażem, mającym osłonić prawdziwy cel tego nawiedzenia.

Prawdziwym celem bowiem było bliskie spotkanie III stopnia z ukraińskim prezydentem Włodzimierzem Zełeńskim. W tym celu strona amerykańska, w imieniu Pana Naszego, porozumiała się z zimnym ruskim czekistą, zbrodniarzem wojennym Putinem, żeby w okresie obecności Pana Naszego na Ukrainie powstrzymał się od wszelkich ataków, na co tamten wyraził zgodę.

Dzięki temu Nasz Pan mógł w tajemnicy wsiąść w Schnellzug z Przemyśla do Kijowa, gdzie objawił się światu w towarzystwie prezydenta Zełeńskiego, z którym odbył po Kijowie spacer, w trakcie którego prezydent Zełeński kazał włączyć syreny alarmowe – że to niby Putin próbuje tchórzliwego ataku – ale Pan Nasz ani drgnął i nadal spacerował, jakby nigdy nic. Dało to zachwyconemu panu Pawłowi Kowalowi okazję do spostrzeżenia, że Pan Nasz pokazał „cojones”.

Ciekawe, czy pan Kowal widział te klejnoty na własne oczy, czy też tylko oczami podnieconej wyobraźni – ale najwyraźniej SBU w tym zamieszaniu zapomniała mu powiedzieć, że było całkowicie bezpiecznie i że celem przedstawienia, odegranego w Kijowie z udziałem Pana Naszego, było doczepienie sobie kolejnego liścia do wieńca sławy, w postaci epizodu heroicznego. Wśród liści w wieńcu sławy Pana Naszego nie było dotąd bowiem żadnego epizodu heroicznego. Przeciwnie – Ukraina kojarzyła się raczej z dokazywaniem w tym kraju Syna Pana Naszego Huntera – z czego wyszły nawet jakieś śmierdzące dmuchy, które u nas w niezależnych mediach, komentował były prezydent Aleksander Kwaśniewski, razem z nim tam dokazujący.

W tej sytuacji wypada nam zwrócić uwagę na dwie sprawy. Po pierwsze, że – jak już wspomniałem – w USA w przyszłym roku odbędą się wybory prezydenckie, z których, według wszelkiego prawdopodobieństwa, z ramienia Partii Demokratycznej, będzie kandydował Pan Nasz, czyli Józio Biden. W przeciwnym razie Partia Demokratyczna już teraz rozpoczęłaby lansowanie nowego jasnego idola, w którym nie tylko Amerykanie, ale również nasz mniej wartościowy naród tubylczy, powinien się zakochać i uwielbić go jako Pana Naszego.

Tymczasem tempus fugit a czas ucieka, zaś nikogo takiego na razie nie ma, więc chyba o laur przywódcy „wolnego” a właściwie nie tylko „wolnego”, ale w ogóle – całego świata, będzie ubiegał się Pan Nasz. Może to komuś wydać się dziwne, ale skoro demokracja została uznana za dobro najwyższe, to nic dziwnego, że demokratyzacja obejmuje coraz to nowe obszary, w tym również – kult Pana Naszego. Po drugie – że – jak zauważa poeta – „na tym świecie pełnym złości nigdy nie dość jest przezorności” – w związku z czym trzeba suwerenom podsunąć pod nos jakąś wyraźną wskazówkę, w kim mają się zakochać i komu okazać uwielbienie.

Najwyraźniej pierwszorzędni fachowcy z amerykańskiej bezpieki musieli gdzieś w archiwach odgrzebać eksperyment z Kukuńkiem. Jak pamiętamy, był on lansowany nie tylko jako jasny idol w Kongresie USA, ale nawet załatwiono mu Pokojową Nagrodę Nobla. Toteż wywiad wojskowy generała Kiszczaka sprawił, że fotografia z jego udziałem stała się w naszym nieszczęśliwym kraju dla wybrańców losu przepustką do historii. Skoro tedy na Ukrainie trafił się prezydent Zełeński, którego dodatkowym atutem są pierwszorzędne korzenie, to nie było co się długo namyślać, tylko zacząć go lansować nie tylko w amerykańskim Kongresie, ale i w kongresach u poszczególnych wasali.

Jak pamiętamy, w Waszyngtonie owację w Kongresie już miał, tak, jak kiedyś Kukuniek, więc teraz kolej na Pokojową Nagrodę Nobla. Wprawdzie niektóre koła forsują kandydaturę panny Grety Thunberg, która właśnie staje się damą i pisarką, ale ona może jeszcze poczekać tym bardziej, że fotografia z nią niekoniecznie by Pana Naszego dodatkowo nobilitowała, a poza tym – czy mogłaby ona załatwić Panu Naszemu przedwyborczy epizod heroiczny?

Tak będzie wyglądał świat bez gotówki? Scenariusz GROZY.

Tak będzie wyglądał świat bez gotówki? Trader 21 kreśli scenariusz GROZY.

[VIDEO – w oryginale. MD] swiat-bez-gotowki

Znany inwestor oraz bloger Trader21 czyli Cezary Głuch był gościem programu „Market Life” na youtubowym kanale „NamZalezy.pl”. Tam odniósł się między innymi do głośnych ostatnio pomysłów likwidacji gotówki.

Redaktor prowadzący rozmowę zapytał co Trader 21 sądzi o pomyśle likwidacji gotówki oraz o to, czy taki pomysł ma szansę na realizację, gdyż „Polacy, co widać jednoznacznie we wszelkich badaniach opinii publicznej, są zdecydowanie przeciwko temu”. – Tak jakby to było nie do zaakceptowania – powiedział dziennikarz.

„Powolne gotowanie żaby”

Trader 21 powiedział, że jeżeli zapytać Polaków o to, czy zgodzą się na likwidację gotówki, to niemal wszyscy stwierdzą, że „nie, w żadnym wypadku”. – Rządzący o tym wiedzą. Rządzący oraz ludzie, którzy za nimi stoją, bo w większości przypadków „rządzący” to są skutecznie kontrolowane marionetki.

Właśnie dlatego „nie eliminujesz gotówki z dnia na dzień. Robisz to stopniowo”. – Najpierw ograniczasz limity transakcji gotówkowych, później przedsiębiorcom narzucasz kolejne ograniczenia, czyli jak przyjmiesz płatność w gotówce, to nie będziesz mógł tej faktury w koszty sobie wrzucić – wskazał.

Zdaniem inwestora rządzący sprawiają, że „to dzięki chorym przepisom przedsiębiorcy wymagają, aby dana transakcja była opłacona przelewem”. – Później się wprowadza kolejne jakby ograniczenia. Banki wprowadzają większe opłaty za przyjęcie gotówki – powiedział i wskazał, że „banki ogromnymi beneficjentami wyeliminowania gotówki z obiegu”.

Robisz to krok po kroku – podkreślił. – Później na przykład narzucasz na portale a’la Allegro, Amazon, e-Bay, żeby te przeprowadzały bardzo szczegółowe rejestry transakcji, bo rządzący chcą wiedzieć kto sprzedaje, ale też kto kupuje, żeby móc sprawdzić czy dana osoba przypadkiem nie wydała więcej niż oficjalnie zarobiła.

Jest to nic innego, jak takie powolne gotowanie żaby. Niemalże wszyscy politycy tego głównego nurtu są za wyeliminowaniem gotówki i pełną inwigilacją – zaznaczył.

W momencie kiedy są u władzy, bądź mają sporą szansę, że się u tej władzy znajdą to będą mieli więcej narzędzi kontroli społeczeństwa – zauważył Trader 21. – Jeżeli nie masz gotówki to byle urzędas wie o nas wszystko.

„Masz naprawdę problem”

Zdaniem blogera „politycy mogą wykorzystywać tego typu narzędzia przeciwko całym populacjom”. Podał przykład protestów w Kanadzie w czasie pandemicznego zamordyzm, kiedy to zablokowano konta wspierających „Konwój Wolności”.

Wyobraź sobie, że nie masz w ogóle gotówki i nagle zablokowali ci konto. Masz małe dziecko, nie jesteś w stanie kupić żywności, opłacić rachunków, opłacić podatków i co się dzieje? Nagle komornik ci może zlicytuje mieszkanie albo zrobi coś jeszcze. Masz naprawdę problem – powiedział.

„Gotówka to jest wolność”

Jedynym krajem, który tak naprawdę, otwarcie broni gotówki i wręcz zwiększa ilość banknotów w obiegu to jest Szwajcaria, natomiast wszystkie pozostałe kraje są za zmniejszeniem ilości gotówki w obiegu i przede wszystkim politycy będą cisnęli na wprowadzenie CBDC (cyfrowy pieniądze emitowany przez bank centralny) – podkreślił Trader 21.

Zaznaczył, iż „gotówka to jest wolność”. – Bez gotówki nawet nie zdajemy sobie sprawy jak duże problemy możemy mieć, jeżeli przepisy staną się jeszcze bardziej opresyjne, a myślę, że gdybyśmy 15 lat temu prowadzili taką rozmowę to nie uwierzylibyśmy, że ten poziom opresji czy inwigilacji tak bardzo się pogorszy – wskazał.

„Wyobraź sobie taki scenariusz…”

Wyobraź sobie taki scenariusz: nie ma gotówki i nagle wszystkie Twoje pieniądze musisz trzymać na koncie. I to będzie jedno konto w banku centralnym, nie będziesz miał żadnej ucieczki. W tym momencie politycy zastanawiają się w jaki sposób sfinansować te większe wydatki na zbrojenia – powiedział.

Bloger podkreślił, iż „wojną przestraszysz każdego”. – Przeglądasz ile na kontach mają Twoi wyborcy, bo wiesz bardzo dokładnie kto na Ciebie głosował, to jest bardzo proste do określenia, i widzisz, że 90 procent Twoich wyborców ma na koncie powiedzmy mniej niż 5 tysięcy złotych. Nie ruszasz ich absolutnie – wskazał.

Później patrzysz dalej. 98 procent ma mniej niż 20 tysięcy złotych oszczędności. Więc co robisz? Opodatkowujesz tych, którzy mają więcej niż 20 tysięcy i Twój przekaz jest następujący: „jeżeli nie zbierzemy szybko pieniędzy to za 2-3 tygodnie Rosja nas zaatakuje, rozjedzie, będziemy mieli tutaj powtórkę ze Stalingradu”. Obraz medialny się odpowiedni do tego dostosuje – dodał.

Każdemu kto ma między 20 a 50 tysięcy zabierzemy 20 % – jednorazowy podatek. Każdemu kto ma więcej niż 100 tysięcy zabierzemy 40 %). „Macie więcej niż reszta? Najprawdopodobniej ukradliście, musicie się zrzucić”. I co zrobisz? – podsumował.

Kto zakładał Izrael. Czytając „od tyłu” historię powstawania Izraela. Ustawa 447…

Balfour, Kompania Lewantu, afera w Damaszku czyli kto zakładał Izrael.

Czytając „od tyłu” historię powstawania Izraela. A ustawa 447…

Styl prowadzenia polityki brytyjskiej, która opiera się na lojalności kupieckiej swoich elit – wobec wspólnego interesu.

pink panther w kwietniu 2017 [z Archiwum md]

Jak zwykle pozostajemy nad Wisłą poza głównym nurtem dziejów, więc prasa wysokonakładowa nie zawraca sobie głowy informowaniem nas  o tym, że prezydent Palestyny pan Mahmud Abbas zamierza pozwać Wielką Brytanię o  odszkodowania na rzecz Palestyńczyków – za dokument rządu Jego Królewskiej Mości z 2 listopada 1917 r. pod nazwą  Deklaracja Balfoura.  W październiku 2016 r. na forum ONZ pan Abbas zażądał też formalnych przeprosin od Wielkiej Brytanii za wszystkie skutki, jakie Deklaracja Balfoura zrodziła dla Palestyńczyków.  

Tymczasem Izrael i Wielka Brytania przygotowują się do  obchodów zbliżającej się setnej rocznicy wysłania przez szefa Foreign Office Arthura Jamesa Balfoura w dniu 2 listopada 1917 r. słynnego listu  do barona Waltera Rothschilda, na jego adres domowy  w Londynie ul. Piccadilly 148 , aby ten przekazał go organizacjom syjonistycznym w Wielkiej Brytanii i Irlandii a konkretnie do The Zionist Organization of Great Britain and Ireland.  
Treść listu jest nad wyraz lakoniczna: : „…Drogi Lordzie Rothschild, jest mi przyjemnie przekazać  Panu w imieniu Rządu Jego Królewskiej Mości, następującą deklarację sympatii wobec aspiracji Organizacji Syjonistycznych, które zostały zaaprobowane przez Gabinet. Rząd Jego Królewskiej Mości jest za utworzeniem w Palestynie narodowego domu dla Ludu  Żydowskiego i użyje wszelkich starań dla osiągnięcia tego celu. Jest w oczywisty sposób jasne, że nic nie może zostać uczynione nic, co mogłoby przynieść szkodę społecznym i religijnym prawom żyjącym w Palestynie nie-żydowskim społecznościom oraz prawom i statusowi, jakim cieszą się Żydzi w jakimkolwiek innym kraju. Byłbym wdzięczny za przekazanie tej deklaracji do wiadomości Organizacji Syjonistycznej…”.

Baron Walter Rothschild ur. 1868 r. był bankierem, politykiem brytyjskim, właścicielem prywatnego muzeum zoologicznego, w którym zebrał 2.250.000 motyli, 200.000 ptasich jaj,  300.000 ptasich skór  oraz tysiące innych okazów fauny. Ponadto zasłynął w Londynie zaprzęgiem złożonym z czterech zebr, którym udał się z  wizytą do Buckingham Palace.  Ale do historii obu państw przeszedł jako adresat Deklaracji Balfoura i patron sprawy syjonistycznej oraz przyjaciel pierwszego prezydenta Izraela Chaima Weizmana.

Baron Walter nie był zaskoczony treścią Deklaracji, albowiem sam był autorem pierwszego jej draftu, z lipca 1917 r., który przekazał Balfourowi a ten sporządził „wersję II poprawioną” w sierpniu 1917 r. i „puścił w obieg” do konsultacji. A konkretnie do ręki dostał tę wersję Alfred Milner , członek gabinetu wojennego Lloyda George’a w roku 1916  i dokonał swoich poprawek w sierpniu 1917 r. a następnie siadł z Leopoldem Amery, brytyjskim politykiem i dziennikarzem aby zrobić jeszcze lepszą wersję w dniu 4 października 1917 r.

Ostateczna wersja wróciła do barona Waltera, aby mógł się podzielić szczęściem z organizacjami syjonistycznymi a konkretnie ze swoim przyjacielem i protegowanym, bardzo wybitnym naukowcem w dziedzinie chemii  profesorem Chaimem Weizmanem. 
Jakoś tak się stało, że cała sława spłynęła na Balfoura, bowiem wcześniejsze drafty zniknęły z biurek Foreign Office i odnalazły się dopiero w roku 1961. Bardzo na te braki w dokumentacji narzekał rząd konserwatystów w 1922 r. kiedy wokół Deklaracji Balfoura rozpętała się już naprawdę poważna awantura.

Zaś Chaim Weizman, profesor Uniwersytetu w Manchesterze, chemik posiadający 100 patentów , od roku 1904 r. był obywatelem Wielkiej Brytanii i aktywnym działaczem światowego ruchu syjonistycznego oraz liderem tego ruchu w Imperium Brytyjskim. Urodził się w roku 1874 w miejscowości Motol koło Pińska jako trzecie z piętnaściorga dzieci w rodzinie handlarza drewna i od 11 roku życia pobierał nauki w „stołecznym Pińsku” aby w roku 1948 zostać pierwszym Prezydentem Izraela. Z Motola pochodził też David  Bartov urodzony jako Dawid Gutenski w roku 1924, który po zsyłce na Syberię i powojennych wędrówkach po świecie wylądował w 1949 r. w Izraelu i został szefem sekretariatu Prezydenta Izraela Chaima Weizmana swojego krajana.  

Wróćmy jednak do Deklaracji Balfoura. Kiedy baron Walter cieszył się z profesorem Chaimem z tak dobrze rokującego dokumentu, do Jerozolimy nieubłaganie zbliżały się w ramach tzw. Kampanii Palestyńskiej wojska brytyjskie, które od roku 1915 prowadziły ze zmiennym szczęściem wojnę z Imperium Osmańskim o kontrolę nad Kanałem Sueskim  oraz tzw. Middle East najpierw na terenie samego Egiptu a następnie na terenie Półwyspu Synajskiego a od października 1917 r. w ramach „Operacji Palestyńskiej” – na terenie południowej Palestyny i w Gazie. W grze były również linia kolejowa Damaszek –Mekka oraz dolina Jordanu i Aleppo.

Imperium prowadziło swoją wojnę z użyciem paru dywizji indyjskich, w tym dywizji Bikanerów na wielbłądach, wojsk australijskich, nowozelandzkich i egipskich. W bezpośrednich walkach o Jerozolimę nie uczestniczył tzw. Legion Żydowski, który został utworzony w 1914 r. przez Żabotyńskiego i brał udział w bardzo nieudanej dla Winstona Churchilla Bitwie o Galipoli, gdzie wykrwawiły się wojska australijskie i nowozelandzkie. Natomiast 18 lipca 1917 r. „francuski Rothschild” czyli baron Edmond James de Rothschild zaproponował Sekretarzowi Balfourowi utworzenie żydowskich oddziałów do walki z Imperium Osmańskim, na co rząd brytyjski wyraził 23 lipca zgodę.  Jednakże ten nowy Legion Żydowski został sformowany na początku roku 1918 i walczył głównie w Dolinie Jordanu i w zwycięskiej bitwie pod Megido.
A w grudniu 1917 r. generał Allenby przespacerował się przez Bramę Jaffy serdecznie witany przez Żydów, zarówno sefardyjskich (ze „starego”osadnictwa) jak i osadników żydowskich pochodzących z Europy Wschodniej a przybyłych w ramach polityki osadnictwa prowadzonej przez takie struktury jak np. Hovevei Sion (Chowewej Syjon), grupa różnych, głównie religijnych organizacji żydowskich, działających  na terenach  Imperium Rosyjskiego. Za rok założenia przyjmuje się 1884 a konkretnie konferencję w Katowicach od 1884 r. a wśród liderów duchowych i sponsorów ruchu wymienia się m.in. słynnego rabina Samuela Mohilevera (1824-1898) ur. k.Kobrynia, m.in. rabina Białegostoku, którego uważa się za „pioniera religijnego syjonizmu”, Leona Pinskera z Tomaszowa Lubelskiego (1821-1891) „pioniera syjonizmu nie-religijnego” i szefa oddziału Hovevei Sion w Odessie (Komitet Odessa).  Przez pewien czas działaczem tej organizacji był słynny Ludwik Zamenhof, którego Samuel Mohilever ustanowił szefem oddziału organizacji w Warszawie. 

Można powiedzieć, że sprawa osadnictwa żydowskiego na terytorium Imperium Osmańskiego w XIX i XX w. miała swoje organizacje i struktury -na Wschodzie a sponsorów i lobbystów sprawy – na Zachodzie, głównie wśród zasymilowanych Żydów brytyjskich.  Jedną z „platform lobbystycznych” była organizacja charytatywna anglo-żydowska o nazwie The Order of Ancient Maccabeans, której przewodniczył potomek słynnej bankierskiej rodziny Goldsmidów , pułkownik armii brytyjskiej Albert Goldsmid, który serdecznie przyjął Teodora Herzla z dalekiego Wiednia w sprawie powołania do życia państwa Izrael.

Idea osadnictwa żydowskiego w Palestynie pojawiła się w środowiskach zasymilowanych Żydów na Zachodzie Europy i w USA już w latach czterdziestych XIX w. a to za sprawą wydarzenia mało w Polsce opisywanego, jakie miało miejsce  w roku 1840 w Damaszku, ważnym mieście handlowym Imperium Osmańskiego, a które znane jest we Francji jako „L’Affaire de Damas” a w krajach anglosaskich jako „Damascus Affaire”.
Damaszek był w roku 1840  miastem międzynarodowym, pełnym kupców, dyplomatów, szpiegów oraz wojska, bowiem akurat w okolicy toczyła się tzw. druga wojna Egipsko-Osmańska. Poddany Imperium Osmańskiego rodem z Albanii Muhammed Ali, który wcześniej zaawansował na Paszę  Egiptu z ramienia sułtana, za pomoc wojskową dla władz centralnych w Konstantynopolu w spacyfikowaniu Greków walczących o niepodległość – zażyczył sobie dołączenia do Egiptu – sporego kawałka Syrii. I zajął terytorium aż do miasta Adana , niedaleko od portu Mersin, dawniej Tarsu, gdzie urodził się Święty Paweł.

W 1839 r. wojska Imperium Osmańskiego zaatakowały siły egipskie w Syrii ale  w bitwie pod Nezib armia Imperium Osmańskiego pod wodzą niemieckiego marszałka von Moltke Starszego – całkowicie zawiodła i Imperium „znalazło się nad przepaścią”. Połączona dyplomacja Imperium Brytyjskiego, Francji, Rosji i Imperium Habsburgów – niemal przymusiła zwycięskiego  Ali Paszę do zawarcia traktatu pokojowego z pokonanym Imperium.

I w takich nerwowych okolicznościach przyrody  w  historycznym mieście Damaszku w dniu 5 lutego 1840 r. zniknął powszechnie słynny i ogólnie poważany zakonnik i lekarz ojciec Tomasso de Calangiano ur. 1777 na Sardynii, narodowości francuskiej – z zakonu Kapucynów Mniejszych. Wraz z nim zniknął bez śladu jego służący Ibrahim Amarah, wyznania prawosławnego. Ojciec Tomasso od dekad leczył wszystkie stany i wyznania w Damaszku i był powszechnie lubiany i goszczony.  W związku z tym konsul francuski w Damaszku Ulisses hrabia Ratti-Menton wszczął poszukiwania i zawiadomił stosowne władze. Wedle świadków Ojca Tomasso i jego służącego ostatni raz widziano w dzielnicy żydowskiej. Kiedy minęły dwie doby od zaginięcia zakonnika atmosfera na ulicach zrobiła się gorąca i  miejscowa ludność , w znakomitej większości muzułmańska,  zaczęła się zachowywać nerwowo. Na początek zdemolowała na przedmieściach synagogę.

Plotka głosiła, że pobożny zakonnik i jego sługa zostali porwani, aby wykorzystać ich krew do celów rytualnych żydowskich. Podobno francuski konsul uwierzył w tę wersję a egipski gubernator Syrii życzliwy  Francji – wydał najpierw zgodę na aresztowanie żydowskiego  fryzjera Salomon Negrin. Ten zeznał, że mord na zakonniku został dokonany w domu Davida Harari przez 7 Żydów a służący miał być zamordowany w domu Meira  Farhi „w obecności ważnych Żydów”. Na  podstawie tych  zeznań wydał zgodę na zaaresztowanie 8 prominentnych Żydów, w tym: Josepha Lañado, Mosesa Abulafii, Rabina Damaszku  Jacoba Antebi, członka rodziny Farhi oraz Isaaka Levi Picciotto „członka rodziny konsulów” i poddanego austriackiego.  W trakcie śledztwa połączonego z torturami (Moses Abulafia aby uniknąć tortur przeszedł na islam), podejrzani się przyznawali do zarzutów a jeden zmarł w trakcie śledztwa. Gubernator skierował do wicekróla Egiptu prośbę o zgodę na wykonanie kary śmierci dla wszystkich podejrzanych.

Konsul Ratti –Menton złożył stosowny raport premierowi Francji panu Adolfowi Thiers , albowiem Francja oficjalnie opiekowała się katolikami na obszarze Imperium Osmańskiego a prasa europejska rozgrzała się do czerwoności i podzieliła na dwa obozy: obrońców zaginionych i obrońców podejrzanych.

I wtedy, jak mówi historia i docent wiki , ruszyły „protesty i negocjacje”. Zaczęło się od tego, że konsul austriacki w Damaszku Eliahu Picciotto  udał się niezwłocznie z interwencją do gubernatora  Ibrahima Paszy. Do Muhammada Ali udała się do Egiptu delegacja prominentnych  Żydów z Europy w tym: sir Moses Montefiore bankier z Wielkiej Brytanii, konsul Wielkiej Brytanii w Syrii Charles Henry Churchill oraz Isaac Adolphe Cremieux z Francji, konsul austriacki Giovanni Gasparo Merlato,  Solomon Munk z  Prus oraz „misjonarz z Danii”  John Nicolayson  protestant reprezentujący organizację pod nazwą: London  Society for Promoting Christianity among Jews”.

Wynegocjowali  oni  wypuszczenie z więzienia  wszystkich aresztowanych Żydów (którzy przeżyli), które nastąpiło 28 sierpnia 1840 r. bez oświadczeń o niewinności.  Sir Moses Montefiore i jego delegacja  udali się do Konstantynopola, gdzie wynegocjowali  u sułtana Abdulmecida I wydanie edyktu zabraniającego oskarżania Żydów o mordy rytualne na terenie Imperium Osmańskiego.

Sprawa  miała takie konsekwencje, że już 14 czerwca 1841 r. pan Charles Henry Churchill konsul brytyjski w Syrii i podwładny Lorda Palmerstona ( a także jakoby daleki potomek dzieci z nieprawego łoża z rodzin Churchill i Walpole) napisał do Sir Mosesa Montefiore list z pomysłem powołania na terenie Palestyny państwa Izrael.
Drugi list datowany na 15 sierpnia 1842 r. jest formalną propozycją  następującej treści: „… Moją propozycją jest aby Żydzi Anglii wspólnie ze swoimi braćmi z Kontynentu Europejskiego skierowali aplikację do Rządu Brytyjskiego poprzez Earla of Anerdeen aby akredytować i wysłać odpowiednią I uczciwą osobę aby rezydowała ona w Syrii w jedynym tylko celu: aby wyrażać cele oraz zajmowali się interesami Żydów zamieszkującymi w tym kraju. Obowiązki i zakres czynności takiej osoby byłyby przedmiotem uzgodnień pomiędzy Sekretarzem Stanu a Komitetem Żydowskim…”.

Sir Moses Montefiore, ur. 1777 w Livorno z w żydowskiej rodzinie bankierów wyemigrował do Londynu aby tam ożenić się z panną Judith Cohen, której siostra wyszła za mąż za pana Nathana Meyera Rothschilda barona austriackiego, założyciela brytyjskiej gałęzi Rothschildów. Sir Montefiore wielokrotnie jeździł do Jerozolimy a w 1854 r. sfinansował budowę pierwszego żydowskiego osiedla poza murami Jerozolimy.  Stał się symbolem starań o stworzenie państwa Izrael w środowiskach żydowskich zanim powstał współczesny ruch syjonistyczny.

Jak widać, w przygotowaniach do powstania państwa Izrael równie aktywną rolę co liderzy społeczności żydowskiej brało rolę Imperium Brytyjskie.  Jest to o tyle ciekawe, iż poczynając od roku 1580, kiedy to Wielka Brytania zawarła z Imperium Osmańskim (mimo protestów Francji) traktat dający kupcom brytyjskim takie same przywileje jakie posiadali tam już kupcy francuscy.

Ciekawą dla nas rzeczą może być fakt, iż pan William Harborne , który w imieniu królowej Elżbiety I jechał do Konstantynopola na czele delegacji angielskiej w roku 1578 –wybrał się tam przez Polskę. Dzięki owocnym negocjacjom zakończonym traktatem został ambasadorem Królowej w Imperium Osmańskim a jego głównym tam zajęciem było odciąganie sułtana od wspierania katolickiej Hiszpanii w wojnie z protestancką Wielką Brytanią.  
Pan Harborne był na swoim stanowisku ambasadora opłacany przez Levant Company (Kompanię Lewantu), brytyjskie przedsiębiorstwo handlowe mające monopol do handlu między Wielką Brytanią a Imperium Osmańskim. To „partnerstwo państwowo-prywatne” polegało na tym, że Kompania opłacała biuro ambasadora włącznie z podarkami dla Sułtana, konsulów, urzędników a nawet pastorów. Siedzibą Kompanii było Aleppo a inne siedziby zostały rozłożone w portach Morza Śródziemnego, dokąd zawijało kilkadziesiąt a na początku XIX w. ponad 115 statków.  Kompania miała swoje władze w Londynie, gdzie urzędował sąd, ustalane były taryfy , wybierani byli konsule Smyrny i Konstantynopola.

Kompania Lewantu rozwijała się bardzo dynamicznie za czasów Króla Jamesa I Stuarta, który miał uprawiać „retorykę anty-turecką” ale odmówił wsparcia finansowego dla Polski w wojnie z Turcją. Oficjalnie handel dotyczył towarów „cywilnych” ale napomyka się o sprzedaży uzbrojenia na wojny z Rosją. Kompania operowała na terenie Imperium Osmańskiego do roku 1825 czyli około 235 lat.  W czasie kiedy Imperium Osmańskie prowadziło wojny z Rzeczpospolitą i legalnie utrzymywało instytucję „chrześcijańskiego niewolnika” – a tak naprawdę „katolickiego” lub „prawosławnego” Niewolnika, którymi handlowali kupcy na targach Smyrny, Konstantynopola, Damaszku i Aleppo, Brytyjczycy cieszyli się uprzywilejowanymi stosunkami handlowymi i politycznymi.

Wracając do Deklaracji Balfoura , która jest przedstawiana jako efekt konsekwentnej polityki liderów żydowskich z rodziną Rothschildów na czele.

Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, iż Artur Balfour , minister Spraw Zagranicznych jest żywym przykładem tego, jaką ciągłość ma polityka Imperium Brytyjskiego i jak służba państwowa a co za tym idzie, polityka państwowa – przechodzi z ojca na syna wśród oligarchii stworzonej za czasów Elżbiety I i Henryka VIII – jak nie przymierzając w Kompanii Levantu. Arthur Balfour ur. 1848 r był ze strony matki w prostej linii potomkiem rodziny Cecilów a konkretnie Roberta Cecila 1 hrabiego Salisbury, który był Sekretarzem Stanu w latach 1596-1613 czyli za Elżbiety I i za Jamesa I.  Ojcem chrzestnym małego Arthura był Książę Wellington a wujkiem był Robert Gascoyne- Cecil III, markiz Salisbury, trzykrotny Premier za czasów królowej Wiktorii i Edwarda VII.    To raczej oznacza bardzo długą tradycję rodzinną, zamknięty krąg polityczny i  długofalową strategię i bardzo dokładnie opracowaną taktykę.

Tak się bowiem jakoś złożyło, że kiedy wygaszana była działalność Levant Company, równolegle w niedalekiej Grecji – Grecy poczuli nieodparte pragnienie wyrwania się z osmańskiej niewoli i dostali nie tylko moralną pomoc od swoich angielskich przyjaciół, z Lordem Byronem na czele. A kiedy Imperium Osmańskie osłabło dostatecznie na początku XX w., to okazało się, że jednocześnie Żydzi zapragnęli się osiedlać w Palestynie (może nie wszyscy, raczej ci z Imperium Rosyjskiego, Rothschildowie raczej po śmierci) a trzeci syn pewnego szejka niejaki Fajsal na czele zastępów Arabów przystąpił do oblężenia Mekki trzymanej przez Turków i ją zdobył. Te sprawy opisywał nie całkiem prawdziwie jeden szpieg brytyjski w dziele „Siedem filarów mądrości”.

 A „zarządzanie Bliskim Wschodem” w tym Palestyną Wielka Brytania miała osiągnąć dopiero po zakończeniu I WW. Tak więc trzeba z szacunkiem spojrzeć na styl prowadzenia polityki brytyjskiej, która opiera się na lojalności kupieckiej swoich elit – wobec wspólnego interesu.

Dla nas sprawa Deklaracji Balfoura jest bardzo ważna z powodu ciekawej reakcji pana premiera Netanyahu na oświadczenie prezydenta Abbasa w sprawie pozwania Wielkiej Brytanii za Deklarację Balfoura o odszkodowania dla Palestyńczyków.  Miał on powiedzieć co następuje: „… To prawie 100 lat temu… Mowa tkwiąca w przeszłości. Równie dobrze Palestyńczycy mogliby pozwać zbiorowo Abrahama za zakup ziemi w Hebronie…

Warto o tych słowach pomyśleć w kontekście sumy 65 mld USD [przez te parę lat urosły żądania do 300 mld dol. md] żądanej od Rzeczpospolitej jako odszkodowania, za „szkody poniesione przez obywateli polskich narodowości żydowskiej w czasie okupacji niemieckiej” (a nie wiemy, co ze stratami z okupacji sowieckiej) w czasie II WW. Która to wojna może nie wydarzyła się 100 lat temu ale rozpoczęła się lat temu 77.   Też dawno temu.
Wszystkie te sprawy są bardzo ciekawe ale mnie interesuje jedno: dlaczego sprawa dotycząca tysięcy Żydów Polskich nie jest przedmiotem upamiętnienia np. w Muzeum Żydów Polskich w Warszawie. Deklaracja Balfoura ostatecznie to dla nich miała największe znaczenie. Jakkolwiek zbyt późno.

============================

mail:

To przecież
Arthur James Balfour w dniu 2 listopada 1917 r. prosi barona Waltera 
Rothschilda o aprobatę dla swojej deklaracji.

——————————

https://en.wikipedia.org/wiki/Balfour_Declaration

https://pl.wikipedia.org/wiki/Chowewej_Syjon

http://www.jewishvirtuallibrary.org/jewish-colonial-trust

https://fr.wikipedia.org/wiki/Affaire_de_Damas

https://www.thejc.com/news/uk-news/balfour-declaration-100th-anniversary-celebration-plans-revealed-1.54489

https://en.wikipedia.org/wiki/Hovevei_Zion

https://en.wikipedia.org/wiki/Samuel_Mohilever

https://en.wikipedia.org/wiki/Oriental_Crisis_of_1840

https://en.wikipedia.org/wiki/Damascus_affair

http://www.jewishvirtuallibrary.org/the-damascus-blood-libel

https://en.wikipedia.org/wiki/Charles_Henry_Churchill

http://www.independent.co.uk/news/world/middle-east/benjamin-netanyahu-balfour-declaration-centenary-uk-israel-relations-speaks-volumes-theresa-may-a7567501.html