Generał KGB Traktor [to imię] Gałkin alias Jego Świątobliwość Metropolita Ilja o Fatimie.

Generał KGB Traktor [to imię] Gałkin alias Jego Świątobliwość Metropolita Ilja o Fatimie.

Vladimir Volkoff, „Gość Papieża”.Wyd. Dębogóra 2005

[rok 1978, początek września. Pierwsze dni pontyfikatu Papieża Jana Pawła I. md]

=========================

[Raport dla Jego Świątobliwości Ilji od podwładnego, kapłana, kapitana KGB]:

Prace budowlane bazyliki w Fatimie rozpoczęto w roku 1928. 13 października 1930 roku Kościół katolicki ustami biskupa Leirii uznał objawienia Matki Bożej. 13 października 1942 papież Pius XII ukoronował „Najświętszą Marię Pannę z Fatimy” królową Portugalii i świata.  Oddawanie czci Najświętszej Marii Pannie z Fatimy było odtąd oficjalne i spowodowało liczne pielgrzymki, dochodzące czasami do liczby dwóch milionów osób rocznie.

Są to inne pielgrzymki niż te do Lourdes, mniej ważny bowiem jest w nich aspekt „uzdrawiania chorych”, stąd  młode małżeństwa udają się często do Fatimy, aby tam prosić o błogosławieństwo dla swojego szczęścia.  W odróżnieniu od Lourdes przesłanie z Fatimy nie zawiera żadnych udziwnień teologicznych. Matka Boża prosi przede wszystkim o modlitwy – głównie w formie różańca, bardzo rozpowszechnionego u rzymskich katolików – a osobiste poświęcenia mają na celu zbawienie  grzeszników.

Arcybiskup podrapał się w czubek nosa.

  ,,Udziwnienia teologiczne?” Wiem, co ten Jurij chce przez to powiedzieć. Nie było mowy o Niepokalanym Poczęciu. Tak, ta Matka Boża zachowuje się w sposób doskonale prawosławny.  Różaniec? Oni mają różaniec, my modlitwę Jezusową. Technika  zaś jest ta sama”.  Anioł z wizji początkowych miał podobno nauczyć dzieci modlitwy, która szła w tym samym kierunku. „Proszę o łaskę dla tych, którzy  nie wierzą, którzy nie wielbią, którzy nie mają nadziei i nie kochają”. . .  ,,Cóż, komunia świętych. U nich to dogmat z odwracalnością  zasług, u nas to wiara. Czyli podobnie”. 

I podał im komunię pod dwiema postaciami…  „A to. .. to naprawdę zaskakujące. Dlaczego pod dwiema postaciami? Wiem, że robią to czasami od drugiego Soboru Watykańskiego i że robili to zawsze w rytach wschodnich, ale żeby wtedy, w środku Portugalii, schodził anioł z nieba, aby ustanowić nie dyskryminującą nikogo komunię… Tylko księża przyjmowali wtedy komunię pod dwiema postaciami. Może anioł też był prawosławny?”.

Przesłania fatimskie mają trzy części, tak zwane „tajemnice”, gdyż ich wyjawienie nie było równoczesne. 

Pierwsza tajemnica. Chodzi o wizję piekła, podobną do „oceanu ognia„. Pastuszkowie podobno widzieli „zanurzone w tym ogniu demony i dusze, jakby głownie, przejrzyste i czarne, albo brązowe o ludzkich kształtach. Płynęły w ogniu, podtrzymywane przez płomienie, które unosiły się same wraz z chmurami dymu, opadając na wszystkie strony, podobne do iskier w czasie wielkich pożarów, jakby nieważkie. Krzyczały i jęczały z boleści i beznadziei, które to krzyki przerażały, powodowały drżenie i strach… Demony miały straszne, odpychające postacie nieznanych zwierząt i były jak rozpalone czarne węgle.

Temat nie był dobry do śmiechu, ale arcybiskup uśmiechnął się mimo wszystko.  „Nie wiem, co myśleć o tej wizji, ale rozpoznaję tu rękę mojego Jurija, nie oszczędził mi ani jednej iskry, ani jednego jęku. Na pewno zainspiruje go to do niedzielnego kazania”. 

Druga tajemnica. Poza proroctwami na temat końca pierwszej wojny światowej i początku drugiej (o ile nie nastąpi zbiorowa skrucha). .. 

Proroctwa zrealizowane”. 

…Najświętsza Maria Panna z Fatimy chce poświęcenia Rosji jej przeczystemu sercu (kult rzymskokatolicki pochodzący z XVII wieku i wprowadzony przez świętego Jana Eudesa).

Jeżeli moje prośby zostaną wysłuchane – powiedziała Matka Boża 13 lipca l9l7 roku –  Rosja się nawróci i nastanie pokój. Jeżeli nie, rozniesie swoje błędy na cały świat”.

Ilja wstał podekscytowany.  ,,Rosja?”.  Poczuł gryzące wyrzuty sumienia.  ,,Zapomniałem, że Najświętsza Maria Panna zajmowała się Rosją -jak mogłem !”.  Odwrócił się w stronę małej przedziurawionej ikony przedstawiającej Marię. To była naiwna litografia bez żadnej wartości artystycznej. Odbarwione tło było żółtawe, Maria miała koronę bardzo zdobioną, żółtą, a pod koroną czerwony welon opadał na suknię  tego samego koloru. Twarz miała miłą z maleńkimi usteczkami i poważnym spojrzeniem. Na lewym ręku trzymała Dziecię, które w rękach dzierżyło papirus. Prawą ręką nieśmiało wskazywała swojego syna. Kolano dziecka, a w konsekwencji i pierś Marii, do której przyciskała Dziecię, przedziurawione było jakimś gwoździem wbitym w ikonę jakieś pięćdziesiąt lat wcześniej. i  „Biedni ludzie! – pomyślał llja po raz kolejny – Nadal  krzyżują Naszego Pana”. 

Potem wrócił do tekstu. Najświętsza Maria Panna zajęła się Rosją i to zajęła się nią w najtragiczniejszym momencie jej historii. Czymże były jarzmo tatarskie i okres niepokojów w porównaniu z rewolucją? Zajęła się Rosją w momencie, kiedy kraj miał się pogrążyć w piekle szatańskich prześladowań ze wszystkimi pokusami, jakie tego typu prześladowania ze sobą niosą.

„Rzeczywiście, to piekło, które widzieli pastuszkowie, czy to  nie nasze przyszłe męczeństwo? Ale dlaczego dowiedzieli się o tym mali Portugalczycy, dzieci, które z pewnością nigdy nawet nie słyszały o Rosji? A jeżeli naprawdę była to Matka Boża, dlaczego przemówiła do Portugalczyków? Czy nie lepiej było do Rosjan? Tak, pewnie wiara trochę u nas osłabła. Może staliśmy się zbyt światowi, rytualistyczni, racjonalni, może nazbyt zatopieni byliśmy w wirach rewolucji, by usłyszeć takie przesłanie, podczas gdy trójka pastuszków, analfabetów….  Ale jednak to  dziwne. l9l7 rok, brzeg Atlantyku, trójka pastuszków, a Matka Boska mówi im o Rosji! I mówi im, że Rosja ‹‹rozniesie swoje grzechy po świecie››.

Zastanówmy się”.  Chodził dookoła celi.  Załóżmy, że pastuszków zbytnio oczarował rzymski Kościół katolicki, albo nawet załóżmy, że to katolicy mają rację, a my, prawosławni, po prostu się mylimy. Czy w jednym albo drugim przypadku istnieje jakiekolwiek prawdopodobieństwo, że Maria,  wspominając rosyjskie „błędy”, miała na myśli schizmę? Schizmę, w którą weszliśmy, idąc za Grekami, schizmę, którą nie przejmowała się przez tysiąc lat, i w „rozprzestrzenianiu” po świecie nie braliśmy żadnego udziału.

I nagle miałaby powiedzieć: ‹‹Trzeba, żeby Rosja poddała się papieżowi, bo jeśli nie,  to. . .?››. Wiem, że tak właśnie wierzy ten angielski student, które-  go Wiera teraz oprawia, ale to absurd. Jedyne błędy, które Rosja rzeczywiście próbowała „roznieść na cały świat”, to błędy polityczne, których powodem był ateizm, a w który wpadła dlatego,  że zafascynowała się zachodnimi myślicielami: Rousseau, Babeufem, Heglem, Marksem. . . I prawdą jest, że wystarczyłoby, by wróciła do chrześcijaństwa, aby pokój, choćby czasowo, został zaprowadzony. I to trójka pastuszków z Portugalii dostaje misję, by o tym powiadomić świat?”.

Należy dodać, że ta prośba jest potwierdzona inną wizją, wizją z 1929 roku, w trakcie której Matka Boska objawiła się Łucji, najstarszej z trójki pastuszków, która została karmelitanką w Tuy w Hiszpanii, i miała jej powiedzieć: „Nadszedł moment, w którym Bóg prosi Ojca Świętego, aby w połączeniu z wszystkimi biskupami świata poświęcił  Rosję mojemu niepokalanemu sercu, obiecując ją uratować”.  

Poświęcenia tego nigdy nie dokonano. 13 października 1942 roku, w 25 rocznicę ostatniego objawienia, papież poprosił tylko, by Najświętsza Maria Panna obdarowała pokojem ,,ludy podzielone przez błędy i niezgodę” i aby sprowadziła je „do jedynej owczarni Chrystusa, do jedynego i prawdziwego pasterza”. Nie wymienił Rosji.

7 lipca 1952 roku  papież poszedł o krok dalej. Napisał „do ludów Rosji” list apostolski, w którym mówi: ,,Poświęcamy, w szczególny sposób, wszystkie narody Rosji niepokalanemu sercu Dziewicy Maryi”.

Wyraźnie jednak mowa jest o narodach Rosji, a nie o samej Rosji i że „wszyscy biskupi świata” wcale nie biorą w tym udziału i że to zdarzenie nie jest nawet uroczyste.  Do dzisiaj to formalne poświęcenie, o które prosiła (według słów siostry Łucji) Matka Boska papieża, nadal nie miało miejsca.

Jego Wielebność usiadł i jeszcze raz odczytał ten ustęp.  Że poświęcenie nie miało jeszcze miejsca, dziwne nie było. Od pewnego czasu Watykan targował się ze Związkiem Radzieckim. Sam Ilja uczestniczył w tajnych negocjacjach, które zaprowadziły prawosławnych obserwatorów na Sobór Watykański II, w zamian za zaniechanie ponownego potępienia komunizmu.

Pomiędzy Dziewicą Maryja, która mogła poczekać, a Ostpolítik, która była sprawą aktualną, Stolica Apostolska, wraz z jej zobowiązaniami na  świecie, zdecydowała się zająć tym, co pilniejsze. Prawdę powiedziawszy, generał-arcybiskup nie był człowiekiem na odpowiednim miejscu, by oburzać się, że niebo ma układy z ziemią.

Wyrażenie „narody Rosji” mogło być wybiegiem. Chcieli poświęcić narody, ale nie świętą Rosję z jej własnym przeznaczeniem. Może też chodziło o oddzielenie tych „poświęconych” narodów od Rosji, która poświęcona nie była, i aby sprowadzić je powoli „do jedynej owczarni Chrystusa, do jedynego i prawdziwego pasterza”, co byłoby trudniejsze, niż gdyby Rosja biorąca swoją istotę z prawosławia znajdowała się już pod ochronnym płaszczem Serca Maryi.

Ilji wydawało się jednak, że najważniejsza formuła, najwięcej mówiąca, która łatwo mogła ujść niezauważona, była taka: „W połączeniu z wszystkimi biskupami świata. .. Ojciec Święty  w połączeniu z wszystkimi biskupami świata.., W połączeniu.  Wszyscy biskupi świata. Wszyscy biskupi..”      

Ilja spuścił oczy na wielobarwną ikonę, oznakę władzy, wiszącą na jego szerokiej piersi.  Znów zabrał się do czytania.

Trzecia tajemnica. Trzecia tajemnica nie została jeszcze wyjawiona.  Była zapisana na kartce papieru z zeszytu szkolnego, na której Łucja zapisała tekst 9 stycznia 1944 roku swoim regularnym pismem, pełnym prawdopodobnie błędów ortograficznych. Kartka ta znajduje się w kopercie, którą w rękach miał Wielebny da Silva, biskup Leirii, który to później włożył ją w drugą, zalakowaną kopertę. Po jego śmierci kopertę tę przekazano kardynałowi Lizbony. Jego Wielebność Venancio, zastępca da Silvy, miał okazję zobaczyć przez prześwit, że wiadomość zapisana była na kartce o marginesach trzy czwarte centymetra.  Siostra Łucja prosiła, aby sekret został wyjawiony światu albo po jej śmierci albo w roku 1960 (data podana bez wyjaśnienia przez Matkę Bożą, kiedy przemawiała do Łucji).

Watykan zabrał kopertę w roku  1957. Papież Pius XII, nie otwierając jej, prawdopodobnie schował ją w sejfie. Papież Jan XXIII dowiedział się o niej, dołączył do niej notę, która została włożona do jednej z dwóch kopert i zdecydował się, by minął rok 1960 bez wyjawiania sekretu.

Takie podał powody: l. Siostra  Łucja żyje nadal. 2. Watykan zna już zawartość pisma. 3. Mimo że Kościół uznaje objawienia fatimskie, nie chce brać odpowiedzialności za  prawdziwość słów, które, jak mówią pastuszkowie, miała wypowiedzieć Matka Boska.

W tych okolicznościach jest prawdopodobne, że trzecia tajemnica fatimska pozostanie sekretem na zawsze.

Z tego, co wiadomo, siostra Łucja żyje nadal. Obecny papież Paweł VI złożył jej nawet wizytę.  Ilja powoli złożył kartki.  Wynikało z nich coś, o czym miał ochotę napisać.  Jako że w celi nie miał nic do pisania (nie dowierzał temu, co  mnisi nazywają „myślami”, a co ich oddala od Boga) poszedł do  swojego biura. Całkowity kontrast. Bogate meble z brzozy karelskiej. Brokatowe zasłony i firany. Ikony na złotych blachach, a nad nimi czerwone lampki.  Usiadł przy biurku i zaczął pisać:

1. Święta dziewica z Fatimy:

– Nie mówi o niepokalanym poczęciu. 

– Daje komunię pod dwiema postaciami.

– Uznaje komunie świętych.

– Niepokoi się o Rosję w momencie najstraszniejszym w historii  tego kraju. 

– Chce uczestnictwa wszystkich biskupów w poświęceniu Rosji jej Sercu – a ani Kościół prawosławny, ani katolicki nigdy nie podawały w wątpliwość swoich święceń biskupich. 

2. Papiestwo:

Nie wykonuje woli Świętej Dziewicy wyrażonej w drugiej tajemnicy

– Odmawia wyjawienia trzeciej.

3. Dlaczego?

Wrócił do swojej celi, ukląkł, długo się modlił, w końcu wstał i powiedział głośno

– Muszę pojechać do Fatimy.       

Jak „błędy Rosji” rosną lawinowo w UE: „Prawa Natury” i Europejska Karta Praw Podstawowych Natury. Zamach na Boga, zamach na człowieka.

Agnieszka Stelmach https://pch24.pl/prawa-natury-i-europejska-karta-praw-podstawowych-natury-zamach-na-boga-zamach-na-czlowieka/

Parlament Europejski i Komisja Europejska prowadzą badania nad możliwością uznania w europejskim systemie prawnym „praw Natury”, przy czym „Natura” celowo jest pisana z dużej litery i rozumiana szeroko jako „Pachamama”, „Matka Ziemia”, „Gaja”. Nowe regulacje mają oznaczać coś więcej niż obronę „praw Natury”. Chodzi o bardziej fundamentalną zmianę: postawienie natury i jej potrzeb przed ludzkimi potrzebami, które mogłyby być zaspokajane jedynie w takim zakresie, na jakie pozwalają „granice planetarne”. Rewolucyjne uznanie „praw Natury” przyniesie degradację praw należnych człowiekowi.

Zgodnie z koncepcją „praw Natury”, każdy ekosystem, rzeka czy drzewo będą mogły – jako podmioty prawa – „występować” przed sądem, „domagając się” naprawy szkód. Chociaż brzmi to absurdalnie, by drzewo „występowało” przed sądem, prawnicy mają na to rozwiązania, które wciąż dopracowują. Ulepszają system regulacji w miarę jak pojawiają się kolejne wyroki w ramach „orzecznictwa ziemskiego”. Obiekty środowiska w niektórych państwach są z powodzeniem reprezentowane przez opiekunów prawnych, np. organizacje ekologiczne.

„Ekobójstwo” – nowa zbrodnia

Dwa lata temu niemiecki kanał ARD wyemitował film pt. Ökozid („Ekobójstwo”), odmalowujący ponurą wizję pozwania niemieckiego państwa przez 31 krajów globalnego Południa do Międzynarodowego Trybunału Karnego za zbrodnię „ekobójstwa”. Skarżący domagali się odszkodowania z powodu nieodpowiedniej reakcji władz w Berlinie na „zmiany klimatyczne”. Twierdzili, że naruszono „prawa Natury do integralności”. W rezultacie nastąpiło ocieplenie klimatu i pojawiło się więcej gwałtownych zjawisk pogodowych w innych państwach, doprowadzając do licznych szkód, w tym śmierci ludzi oraz zwierząt.

Chociaż w obecnej chwili wszczęcie tego typu procedury nie jest możliwe, jednak wszystko wskazuje na to, że rządzący w wielu krajach ekosocjaliści zmierzają do urzeczywistnienia takiego scenariusza.

Niemcy, Włosi, Francuzi, Finowie, Portugalczycy i Szwedzi chcą wprowadzić do konstytucji stosowne zmiany. We Włoszech odbyła się już debata w parlamencie. W Portugalii petycja o uznanie „praw Natury” w ustawie zasadniczej jak na razie nie zyskała dużego poparcia. Podobnie, wysiłki ekologistów i propozycje Partii Zielonych w Szwecji, na razie nie zakończyły się powodzeniem. Jednak podejmowane działania mają zwiększać świadomość na temat „praw Natury” wśród Europejczyków i doprowadzić do rewolucji.

Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny, organ doradczy i opiniodawczy UE pod koniec 2019 roku przygotował studium na temat Europejskiej Karty Praw Podstawowych Natury pt.: Towards an EU Charter of Fundamental Rights of Nature. Dokument zawierający ramy prawne dla wdrożenia tego typu praw w UE opracowali uczeni z uniwersytetów Salento, Siena i think tanku Nature Rights. Brytyjski NGO przygotował projekt dyrektywy w celu uznania „praw Natury” w UE.

Zmiana paradygmatu z antropocenu na ekocen. Przejście do gospodarki postwzrostowej

Rewolucja, jaka dokonuje się na świecie, w szczególności w Ameryce Południowej, ale i powoli także w USA, Kanadzie, Europie, niektórych krajach afrykańskich i azjatyckich, ma doprowadzić do zmiany paradygmatu z antropocenu na ekocen i do bardziej elastycznego stanowienia prawa, by umożliwić przejście do gospodarki postwzrostowej. Ma pomóc w rozprawieniu się z kolonializmem, patriarchatem, „seksizmem”, z wszelkimi nierównościami – w szczególności z prawem własności – i doprowadzić do urzeczywistnienia komunaryzmu, systemu w rodzaju socjalizmu samorządnego, jaki promował na początku lat 80. ubiegłego wieku francuski prezydent François Mitterrand. Tyle, że obecnie w jeszcze bardziej radykalnej formie.

Nadanie „Naturze” osobowości prawnej i przyznanie opiekunów do obrony jej praw w sądzie. zmienia ramy zarządzania ekologicznego. „Prawa Natury” obejmują prawo do rozkwitu, regeneracji/odtworzenia, prawo do naturalnych procesów, do funkcjonowania ekosystemu bez ingerencji z zewnątrz itp.

Pomysł nadania praw naturze zrodził się na początku lat 70. minionego wieku w Stanach Zjednoczonych. W orzeczeniu Sądu Najwyższego z 1972 roku w sprawie Sierra Club przeciwko Morton – chodziło o zablokowanie pozwolenia dla Disney Enterprises na budowę kompleksu obiektów rekreacyjno-noclegowych w Mineral King Valley na terenach kalifornijskiego pasma górskiego Sierra Nevada. Jeden z sędziów, William O. Douglas wydał opinię odrębną. Powołał się na artykuł zatytułowany Should Trees Have Standing? – Towards Legal. Rights for Natural Objects, autorstwa prof. Christophera Stone’a, wykładowcy University of California School of Law. Profesor argumentował, że obszary naturalne i obiekty środowiska powinny mieć prawo do obrony swojej integralności ekologicznej.

W latach 80. podjęto działania na rzecz rozszerzenia podmiotowości prawa, skupiając się w pierwszej kolejności na tzw. prawach zwierząt. Jednak dopiero konstytucja Ekwadoru z 2008 roku jako pierwsza na świecie – uznała, że „Natura, czyli Pachamama, gdzie życie się odtwarza i występuje, ma prawo do integralnego poszanowania swojej egzystencji oraz utrzymania i regeneracji swoich cykli życiowych, struktury, funkcji i procesów ewolucyjnych”.

Konstytucja, co prawda zobowiązuje władze do zapobiegania lub ograniczania działań prowadzących do wyginięcia gatunków, niszczenia ekosystemów i trwałej zmiany cykli naturalnych, ale jednocześnie zawiera przepisy, które „prawa Natury” osłabiają, dopuszczając eksploatację zasobów naturalnych, o ile podyktowana jest koniecznością zapewnienia rozwoju kraju. Stąd ekolodzy zabiegają, by „lepiej edukować” sędziów i by w drodze orzecznictwa wymusić uznanie bardziej rygorystycznej definicji „praw Natury”.

W 2010 r. Boliwia uchwaliła kompleksową ustawę o prawach Natury, a także zorganizowała międzynarodowy szczyt z udziałem organizacji pozarządowych (NGO) z całego świata. Powstał Globalny Sojusz na rzecz Praw Natury, który skupia polityków, ekspertów rządowych, prawników, uczonych i aktywistów z różnych krajów zabiegających o zmiany na poziomie lokalnym i międzynarodowym. W Nowej Zelandii udało im się – dzięki połączeniu zachodnich koncepcji prawnych i tradycji maoryskich – przyznać w 2012 r. osobowość prawną rzece Whanganui, której opiekunami prawnymi są wspólnie przedstawiciele Maorysów i rządu.

W Rumunii od 2014 r. parlament debatuje nad możliwością przyznania osobowości prawnej delfinom. W 2019 r. we Francji grupa prawników opracowała deklarację o prawach zwierząt i wydała „Kartę praw życia”. W lutym 2022 r. odbyło się referendum w sprawie praw naczelnych żyjących w szwajcarskim mieście Bazylea. Chociaż propozycję odrzucono, prawnicy i aktywiści podkreślają, że chodzi o ogólny wzrost świadomości dotyczącej możliwości przyznawania osobowości prawnej obiektom przyrody ożywionej i nieożywionej.

Zdaniem ekologów, bardzo im pomógł papież Franciszek, prezentując encyklikę środowiskową Laudato Si’, odróżniając prawa środowiska od prawa do środowiska, odnoszącego się do ludzi.

Inicjatywy uznania „praw Natury”                 

Od 2016 r. w Europie przybyło inicjatyw na rzecz uznania „praw Natury”. O ile rok po ukazaniu się encykliki papieża były trzy tego typu propozycje, to już w 2019 roku pojawiło się ich co najmniej trzynaście.

Z inicjatywami występują zarówno politycy, partie polityczne głównie „Zieloni” jak i organizacje pozarządowe, w tym kolektywy artystyczne, takie jak holenderska Ambasada Morza Północnego, a także grupy religijne. W Szwecji przedstawiciele Kościoła katolickiego wykorzystują dokument końcowy Synodu Amazońskiego z 2019 r. i inicjatywę Światowej Rady Kościołów dla uzasadnienia konieczności uznania „praw Natury”. Szwedzki parlament poparł Deklarację o Prawach Matki Ziemi z Boliwii.

We Francji zabiega się o to, by osobowość prawną zyskała m.in. rzeka Loara, w Holandii – Moza, w Szwajcarii – Rodan i w Wielkiej Brytanii rzeki Froome oraz Dart. W Szwecji osobowość prawną miałoby zyskać jezioro Vättern, w Hiszpanii Mar Menor Laguna, a w Wielkiej Brytanii Rodden Meadow. W Belgii wszczęto pozwy w obronie m.in. 82 drzew.

Dotychczas uznano „prawa Natury” w niektórych konstytucjach, ustawach czy orzeczeniach sądowych – między innymi w Ekwadorze, Boliwii, Nowej Zelandii, Kolumbii, Argentynie, Indiach, Ugandzie, Pakistanie, Bangladeszu, Kanadzie i USA.

Nawet Porozumienie Paryskie w sprawie klimatu z 2015 roku akcentuje kwestię „zapewnienia integralności wszystkich ekosystemów (…) uznawanych przez niektóre kultury za Matkę Ziemię”.

Uznanie obiektów przyrody np. lasów, gór, rzek, mokradeł, drzew, lodowców za podmioty prawa ma poważne konsekwencje. Dokonuje się rewolucja, w wyniku której człowiek jest spychany do poziomu obiektów przyrody i ma mniej praw niż Ziemia.

To, co można zaobserwować już w wielu państwach na świecie, jest urzeczywistnieniem przejścia od paradygmatu antropocentryzmu prawnego do ekocentrycznego, niemożliwego do pogodzenia z nauką Kościoła katolickiego.

Coraz częściej w różnych deklaracjach i umowach przemyca się zapisy, mające torować drogę do orzecznictwa na rzecz uznania „praw natury” pod pretekstem konieczności walki ze zmianami klimatu i ochrony bioróżnorodności. Na forum międzynarodowym zainicjowano proces wprowadzania do katalogu przestępstw przeciwko ludzkości tak zwane ekobójstwo.

Nowe regulacje lansuje się w celu drastycznego ograniczenia produkcji przemysłowej i konsumpcji, a także uniemożliwienia niektórym krajom dynamicznego rozwoju, zabraniając eksploatacji zasobów naturalnych ze względu na domniemane znaczenie danego ekosystemu dla klimatu.

Obrońcy „praw Natury” twierdzą nawet, że wydobywanie surowców jest moralnym złem, które należy powstrzymać. Chętnie odwołują się do tzw. grzechu ekologicznego koncepcji, o której wspomina papież Franciszek w swojej encyklice środowiskowej.

„Prawa Natury” wywodzi się z teorii praw interesu. Argumentuje się, że już samo istnienie, siedlisko i pełnienie ról ekologicznych jest wystarczające do przyznania elementom nieożywionym praw. Inne argumenty wywodzone są z duchowości plemiennej, z kosmologii ludów tubylczych, z szeroko pojmowanych zwyczajów odnoszących się do tzw. dobrego życia (filozofia sumak kawsay – opozycja do „modernizacji, rozwoju i wzrostu gospodarczego”; buen vivir – obejmuje walkę z kolonializmem, seksizmem, rasizmem, antropocentryzmem, z cywilizacją, kulturą; „kosmologiczne granice wzrostu”).

Laudato si’ potępiając „tyrański antropocentryzm” i wzywając do stworzenia nowych ram prawnych dla ochrony ekosystemów, de facto wsparła prawa ekocentryczne, co chętnie wykorzystują zwolennicy redukcjonistycznej koncepcji „praw Natury”.

Trwa szukanie najlepszej definicji „Matki Ziemi” jako żywego organizmu – nawiązanie do wizji Gaji Jamesa Lovelocka. Wspomina się o prawie własności, np. gatunków do ich siedlisk, prawie do istnienia i rozwoju lub prawie do regeneracji i adaptacji różnych obiektów przyrody.

Przekonuje się, że trwała zmiana wzorców życia i konsumpcji, zgodnie z zamierzeniami Agendy 2030 na rzecz zrównoważonego rozwoju, nie nastąpi dopóki „prawa Natury” nie zostaną uznane za ważniejsze niż wszystkie prawa człowieka.

Światowa Konferencja Ludowa na temat Zmian Klimatu i Praw Matki Ziemi z 2010 r., która odbyła się w Boliwii zaowocowała przyjęciem Powszechnej Deklaracji Praw Matki Ziemi. Dokument miał pomóc w kształtowaniu prawa międzynarodowego całkowicie poza międzynarodowym systemem sprawiedliwości lub rządami jakiegokolwiek państwa. Ogromną rolę mają do odegrania sędziowie, którzy np. w Nepalu kilka lat temu zakazali eksploatacji kamieniołomu marmuru. Z kolei 51 procent terytorium Bhutanu zostało „zabezpieczone przed rozwojem”, czyli wykorzystaniem przez człowieka. Konstytucja tego państwa wymaga również, aby 60 procent lasów w kraju było chronionych dożywotnio. Królestwo chce zastąpienia PKB – podobnie jak propagatorzy ideologii zrównoważonego rozwoju – nowym wskaźnikiem mierzącym poziom szczęścia narodowego brutto. Bhutan jest chwalony przez działaczy na rzecz walki ze zmianami klimatu za scentralizowane zarządzanie zasobami naturalnymi oraz zaangażowanie w wypełnianie międzynarodowych zobowiązań.

Odrzucona we wrześniu 2022 r. konstytucja Chile – niezwykle rewolucyjna – także wprowadzała „prawa Natury” obok aborcji na życzenie i eutanazji.

Prawnicy związani z tzw. orzecznictwem ziemskim wskazują, że celowo mówi się o zmianie paradygmatu, a nie wprowadzeniu nowego, ponieważ prawa do przyrody są od wieków częścią prawa zwyczajowego wielu rdzennych populacji na całym świecie. Nie przyniosło to jednak należytej ochrony środowiska z powodu tworzenia prawa w oparciu o paradygmat antropocentryczny. Dlatego Porozumienie Paryskie i podjęte ostatnio wysiłki globalne mają doprowadzić do „zmiany paradygmatu” na skoncentrowany na Ziemi, w którym ludzie są częścią układu planetarnego i których prawa będą się liczyć o tyle, o ile nie zaszkodzą „Naturze”. Ma to pomóc w szybszej transformacji świata.

Europejska „Karta Praw Podstawowych Natury”. Rewolucja w prawie

W analizie jednego z komitetów Komisji Europejskiej wskazuje się na potrzebę stworzenia Karty Praw Podstawowych Natury ze względu na bezprecedensowy „kryzys środowiskowy i klimatyczny”. Zostało nam „mało czasu” i aby „przetrwać” trzeba ustanowić nowy rodzaj praw, które pozwolą lepiej chronić środowisko.

„Jesteśmy Naturą częścią współzależnej sieci życia. Kiedy Natura kwitnie, my kwitniemy. Kiedy Natura umiera, umieramy”. „Nigdy wcześniej nie było jasne, że jeśli mamy przetrwać i mieć przyszłe pokolenia, które będą się rozwijać, to potrzebujemy nowej drogi naprzód – nie opartej na separacji i chciwości – ale na cyklu regeneracyjnym opartym na wzajemnym szacunku i zrozumieniu naszej więzi, i współzależności z całym życiem” – czytamy w dokumencie przygotowanym dla KE. Proponuje się w nim zupełną zmianę perspektywy tworzenia przepisów.

„Prawo kieruje sposobem działania naszych systemów jeśli zakodujemy nowy paradygmat w prawie, zaczniemy obracać koło w drugą stronę, programując nasze systemy społeczne na regenerację. Cykl regeneracyjny jest podstawą nawrócenia ekologicznego, które będzie wymagało nowego paradygmatu i nowych zestawów zachowania, dostosowujących działalność człowieka do systemów ekologicznych, rządzących i podtrzymujących wszelkie życie, przynosząc bardziej pożądane rezultaty dla społeczeństwa i reszty Natury” czytamy.

Autorzy dodali, że chociaż UE zobowiązała się do wdrożenia Europejskiego Zielonego Ładu, to „poczyniliśmy dotychczas niewielkie postępy w tym kierunku” i żeby przyspieszyć wdrażanie „ogromnej zmiany systemowej”, trzeba już teraz „przekształcić system”, wprowadzić Kartę Praw Podstawowych Natury w UE. Od tego zależy sukces „Zielonego Ładu”.

Kluczem ma być „integracja kwestii środowiskowych we wszystkich obszarach polityki oraz integracja praw przyrody we wszystkich sektorach społecznych”, „uznanie Praw Natury na wszystkich poziomach i odejście od czysto antropocentrycznego światopoglądu na rzecz bardziej ekocentrycznego”.

Proponuje się rewolucję prawną polegającą na: „1) wprowadzeniu materialnych praw Natury; 2) wskazaniu nowych zasad i sposobów interpretacji oraz stosowania ustaw; 3) wprowadzeniu obowiązku uwzględniania praw Natury w polityce wszystkich krajów UE, a nie tylko w orzeczeniach sądów”.

„Pięć zasad/filarów” tych praw to: „1) zasada nieregresji; 2) zasada odporności; 3) reguła in dubio pro natura et clima; 4) zasada zrównoważonych metod demokratycznych; 5) zasada pięciu odpowiedzialności wobec Natury, z odwróceniem ciężaru dowodu”.

Ma to przynieść: „1) Stałą poprawę ochrony przyrody w UE i państwach członkowskich; 2) Zapobiegać praktykom krajowym polegającym na obchodzeniu prawa UE, np. „krojenie salami”; 3) Wyznaczać kierunek interpretacji w sądach krajowych zgodnie z prawem UE; 4) Promować harmonizację ustawodawstw państw członkowskich; 5) Zapobiegać konfliktom interpretacyjnym między sędziami państw członkowskich a sędziami UE oraz między prawami Natury i innymi uznanymi przepisami; 6) Promować dialog z Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w kwestiach środowiskowych, zgodnie z art. 6 TUE; 7) Wzmacniać i konsolidować prawo w sprawie środowiska już chronione na poziomie krajowym i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka”.

Karta miałaby być „instrumentem przewodnim ekologicznej interpretacji istniejących przepisów”. Dodano, że całe systemy prawne w państwach zostałyby dostosowane do nowych ram ekologicznych poprzez np. precedensy prawne i praktyki administracyjne. Przyjęcie „Karty Praw Podstawowych Natury” pozwoliłoby na „ekologiczne przekształcenie prawa”, powodując zarówno polityczne, jak i społeczne skutki. Pozwoliłoby wreszcie budować nową „cywilizację ekologiczną opartą na wzajemnym szacunku i uznaniu współzależności oraz nieodłącznej wartości całego życia”.

Trzeba przyznać, że propozycja KE odnosi się do dekonstrukcji prawa naturalnego i usankcjonowania redukcjonistycznego prawa natury, które przedstawiane są jako „uniwersalne prawa, rządzące całym życiem”. Sugeruje się, że jeśli się je wdroży, zapanuje „pokój, harmonia i dobrobyt dla całego życia”.

Co to są prawa Natury? Autorzy wyjaśniają, że to coś więcej niż prawa przyrody. „Formuła Praw Natury nie podkreśla samej ochrony praw przyrodniczych podmiotów różniących się od ludzi, takich jak zwierzęta i rośliny”, ponieważ w tej kwestii istnieją już liczne regulacje np. „Powszechna Deklaracja Praw Zwierząt” UNESCO, prawodawstwo dotyczące dobrostanu zwierząt czy unijne prawo dotyczące zdrowia roślin. „Formuła Praw Natury oznacza radykalną transformację obowiązującego prawa poprzez nowy paradygmat relacji między ludźmi a resztą Natury, a więc między prawami człowieka i prawami Natury. Zmianę tę dobrze wyrażają następujące sformułowania: orzecznictwo ziemskie oraz mandat ekologiczny. Pierwsze dotyczy ram teoretycznych zmiany relacji między Prawem a Naturą; drugie określa nowe regulacje prawne, które sprzyjają zmianom w oparciu o wiedzę naukową na temat systemu Ziemi (Earth System Science) i praw Natury”.

Tak więc „Prawa Natury to szereg zasad i reguł, które dostosowują prawo do struktur, procesów, funkcji i usług systemów naturalnych. Innymi słowy, jest to prawny zbiór rozwiązań opartych na Naturze”. Konstytucja Ekwadoru z 2008 r. była punktem zwrotnym w konstrukcji tego zestawu prawnego: w rzeczywistości była to pierwsza na świecie konstytucja regulująca mandat ekologiczny. Od tego momentu debata na temat praw Natury i „rozwiązań opartych na Naturze” zyskała na znaczeniu, wpłynęła na treść celów Agendy 2030.

W dokumencie pojawiają się określenia dot. „kapitału ekosystemu” i „usług ekosystemowych”, np. zapylanie kwiatów przez pszczoły, które chce się opodatkować. Autorzy zaznaczyli, że chociaż na razie nie koncentrują się na usługach ekosystemowych, to istotne jest uznanie prawne kapitału naturalnego za „niezastąpiony” i ograniczenie dostępu do zasobów Ziemi.

Proponuje się regulacje, które pomogą podważyć suwerenność państw nad zasobami naturalnymi m.in. przez nowy pakt międzynarodowy i prawo do dóbr wspólnych czy nowe porozumienie o zrównoważonym rozwoju oraz Prawach Natury. Proponuje się także, by tę rewolucję wprowadzać poprzez precedensowe wyroki dotyczące praw człowieka.

W raporcie sporo mówi się o „ekologicznym nawróceniu” i wyjaśnia, w jaki sposób uznanie „Praw Natury” „pomoże zmienić paradygmat, odwracając strukturę prawa, które traktuje Naturę jako przedmiot odrębny od nas – co jest źródłem problemu – poprzez uznanie Natury za podmiot posiadający prawa, podmiot prawa równy ludziom i korporacjom. To przełomowy krok, który sprawi, że Natura znajdzie się w naszym systemie zarządzania jako główny interesariusz i ułatwi transformację całego systemu”. Nowe ramy prawne, swoista „umowa między Ziemią a ludzkością” na poziomie praktycznym ma się przełożyć na „pozytywne zmiany w naszym systemie prawnym”. Zmiany te obejmują: „1) Przezwyciężenie obecnego fragmentarycznego podejścia poprzez zapewnienie nadrzędnego kontekstu dla naszego istnienia jako części Ziemi traktowanej jako jeden zbiór; 2) Uznanie, że gospodarka to podsystem społeczeństwa ludzkiego, które z kolei jest podsystemem Ziemi. Aby to osiągnąć, musimy przeformułować samo pojęcie praw, ustanawiając hierarchię praw zgodnie z naturalną hierarchią systemów; 3) Umożliwienie ludziom aktywnego odrzucania działań rządowych, które pozwalają na niechciany i szkodliwy rozwój, umożliwiając dochodzenie praw tych ekosystemów, które w przeciwnym razie zostałyby zniszczone; 4) Zmianę systemu gospodarczego poprzez samoistne wzmocnienie Natury. Prawa własności nie byłyby już absolutne; byłyby kwalifikowane na podstawie praw ekosystemów i gatunków w nich żyjących; 5) Ustanowienie ludzkiego obowiązku troski o Naturę, w tym obowiązku naprawienia szkód; 6) Stworzenie odpowiedniego narzędzia prawnego do przeciwdziałania nierównowadze sił (np. ludność tubylcza, kobiety, dzieci) poprzez prawne uznanie Praw Natury. Obecnie występuje brak równowagi między korporacjami, instytucjami finansowymi i wszystkimi innymi. Uznanie Praw Natury w systemie prawnym UE może stanowić skuteczną przeciwwagę dla polityk, które mają tendencję do koncentracji władzy korporacyjnej, jak w umowach handlowych zawieranych w ostatnich latach, takich jak CETA (Kompleksowa Umowa Gospodarczo-Handlowa), a także jak w przypadku komercjalizacji Natury; 7) Wzmocnienie koordynacji między Prawami Natury a ochroną praw człowieka oraz stworzenie stabilnej podstawy prawa człowieka do życia, ponieważ bez ochrony przyrody i integralności ekosystemów ludzie nie mogą istnieć i rozwijać się; 8) Korzyści z podejścia ekologicznego”.

Uznanie Praw Natury wymaga holistycznego i ekologicznego podejścia do prawa, które opiera się na kluczowych zasadach orzecznictwa ziemskiego: „1) Całość: Ziemia jest żywą istotą, pojedynczą społecznością połączoną siecią współzależnych relacji, co implikuje ograniczenie korzystania z prawa własności. Dobrobyt każdego członka Ziemi zależy od dobrobytu Ziemi jako całości; 2) Praworządność: Ziemia jest częścią złożonego systemu, który jest uporządkowany i działa zgodnie z własnymi prawami – rządzącymi całym życiem – łącznie z istotami ludzkimi. Musimy zrozumieć prawa Natury i przestrzegać ich dla naszego własnego dobra i dla dobra całości; 3) Obowiązek dbałości, zapobiegania i ochrony: prawodawstwo dotyczące Ziemi jest żywym prawem; drogą życia, wymagającą odpowiedzialności moralnej. Mamy obowiązek dbać o wszystkich obecnych i przyszłych członków Ziemi, aby przyczyniać się do jej integralności i dobrego samopoczucia. Jeśli tworzymy nierównowagę, powodujemy nieporządek w dynamicznej równowadze Ziemi, którą mamy obowiązek przywrócić; 4) Prawa Natury: Ziemia i cała Społeczność Ziemi mają trzy nieodłączne prawa: prawo do istnienia, prawo do zamieszkiwania i prawo do pełnienia swojej roli w ciągle odnawiających się procesach życiowych; 5) Wzajemne wzmacnianie: Relacje w ekosystemie Ziemi są wzajemne; cykl dawania i odbierania. Naszą rolą jest uczestnictwo i przyczynianie się do zdrowia oraz odporności ekosystemu Ziemi. To, co nie wzbogaca całości, ostatecznie nie sprzyja też nam; 6) Odporność: Wszystkie zdrowe systemy życia mają zdolność do wzrostu, ewolucji i adaptacji do zmian oraz zakłóceń, bez utraty wewnętrznej spójności. Przestrzegając przepisów, które utrzymują zdrowe życie i witalność wzmacniamy odporność ekosystemu Ziemi, jak również naszą własną. Aby uczyć się od Natury i zrozumieć jej zasady musimy stać się eko-piśmienni i zaangażować się w inne sposoby poznania: odczuwania i intuicji. Praktykowanie takiego podejścia do prawa wymaga od nas podejmowania decyzji, które stawiają na pierwszym miejscu długofalowe kwestie ekologicznych interesów całości i przyszłych pokoleń nad krótkoterminowe zyski”.

Karta Praw Podstawowych Natury nie tylko podważy prawo do własności, ale także szereg praw człowieka, w tym prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Wynikałoby to z innej hierarchii prawa, jaką się proponuje: najwyższe byłoby prawo Natury, potem prawa ludzi, stanowiących podsystem systemu Ziemi, a następnie prawa ekonomiczne. Natura z przedmiotu prawa stałaby się podmiotem prawa.

Autorzy opracowania wskazali, że w celu pomyślnego wdrożenia nowego paradygmatu ważne jest zapewnienie nadrzędności prawa UE nad konstytucjami państw członkowskich i ustanowienie jednolitych ram interpretacyjnych, aby poradzić sobie z wszystkimi wyzwaniami nękającymi UE. Tego nie uda się wprowadzić bez zmiany sposobu myślenia i bez nowej etyki.

Bruksela musi zmienić naszą świadomość, bo „prawo jest wehikułem, który koduje ludzką świadomość (…), ustanawiając zasady regulujące sposób prowadzenia naszego życia”. Komisja Europejska chce pozbyć się „paradygmatu mechanistycznego” zakodowanego w prawie poprzez konstrukcję Natury będącej „przedmiotem” prawa odrębnego od człowieka na paradygmat, zgodnie z którym Natura będzie podmiotem prawa jak ludzie i korporacje. Bruksela chce podważyć prawo własności, ponieważ „obwinia” je za przyczynę niezrównoważenia w dzisiejszym świecie (przekształcenie obfitych dóbr wspólnych w dobra na własność, a potem w kapitał i jego kumulacja oraz implikacje w postaci nierówności; dążenie do posiadania własności wpłynęło na eksploatację Natury, przez co grozi nam „katastrofa ekologiczna”, „klimatyczna”, „wymieranie” itp.). Przez „odłączenie od Natury” mamy wiele niepokojów społecznych na dużą skalę. By przerwać ten „cykl” prowadzący do unicestwienia proponuje się rewolucję prawną, która ma umożliwić „cykl regeneracyjny” w społeczeństwie i „prowadzić do pozytywnego wyjścia”. Bez radykalnych zmian sposobu myślenia, paradygmatów myśli, nie będzie trwałej przemiany. Dlatego Natura ma być „reprezentowana w systemie prawa UE jako pełnoprawny interesariusz, mający osobowość prawną i prawa na poziomie konstytucyjnym wraz z ramami wykonawczymi określonymi w kluczowych aktach prawnych. Będzie to działać jako potężna przeciwwaga dla praw korporacyjnych i praw własności. Ma także pomóc w przywróceniu części kapitału generowanego w społeczeństwie do domeny dóbr wspólnych dostępnych dla Natury i ludzi jako części Natury, bez konieczności uprzedniego niszczenia Natury”.

Opracowanie pt. „W kierunku Karty Praw Podstawowych Natury UE” wskazuje konkretne scenariusze realizacji rewolucji prawnej w UE. Wraz z nią równolegle ma odbywać się rewolucja w nauce, kładąc nacisk na naukę o systemie Ziemi stosunkowo młodą dziedzinę, integrującą wiedzę z różnych obszarów nauk przyrodniczych i społecznych – której muszą być podporządkowane inne dyscypliny.

Karta Praw Podstawowych Natury wprowadziłaby konstytucyjny obowiązek ochrony przyrody, ekosystemów itp. Oznaczałaby zmianę paradygmatu z obecnego neoklasycznego modelu ekonomicznego i przejście do modelu holistycznego, zgodnie z którym Natura jest podmiotem praw chronionym i szanowanym ze względu na swoją wewnętrzną (nieekonomiczną) wartość jako synonim źródła życia. Karta miałaby taki sam status prawny jak Karta Praw Podstawowych UE a w konsekwencji również jak traktaty UE i wszystkie akty unijne musiałyby być z nią zgodne. Instytucje unijne miałyby obowiązek działać „odpowiednio”. „Ponadto Karta Praw Podstawowych” Natury stanowiłaby źródło prawa dla Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, co miałoby rozwiązać aktualny problem prawny występowania przed sądami UE i zapewnienia odpowiedniego dostępu do wymiaru sprawiedliwości oraz kontroli sądowej w zakresie ochrony środowiska, umożliwiając wdrażanie trzeciego filaru konwencji z Aarhus. Zmieniłaby hierarchię praw, zatem skuteczniejszej egzekucji podlegałoby wdrażanie wszystkich celów oraz zadań zrównoważonego rozwoju zapisanych w Agendzie 2030. Bardziej efektywnie egzekwowano by także zobowiązania wynikające z przekraczania „granic planetarnych”.

Warto pamiętać, że byłaby to także prawnie usankcjonowana rewolucja w dziedzinie moralności.

ONZ: inicjatywa „Harmony with Nature”

W celu uregulowania Praw Natury na poziomie międzynarodowym ONZ już w 2009 r. zainicjowała projekt Harmony with Nature. Jego zasadniczym celem jest przekonanie do opinio juris, czyli do uznania, że istnieje zwyczaj międzynarodowy odnośnie respektowania „Matki Ziemi”, przedstawianej jako żywy organizm i w związku z tym mającej prawa przynależne osobom (tzw. miękkie prawo międzynarodowe).

W 2009 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ ogłosiło 22 kwietnia Międzynarodowym Dniem Matki Ziemi. Był to wyraz uznania, że „Ziemia i jej ekosystemy są naszym wspólnym domem”, zaś państwa członkowskie „wyraziły przekonanie, iż konieczne jest promowanie harmonii z naturą w celu osiągnięcia sprawiedliwej równowagi między ekonomicznymi, społecznymi i środowiskowymi potrzebami obecnego i przyszłych pokoleń”.

ONZ podaje, że „wymyślenie nowego świata będzie wymagało nowego związku z Ziemią i z własną egzystencją ludzkości”.

Globalna etyka i New Age. Odrodzenie gnozy

W dokumencie z 2003 roku pt. „Jezus Chrystus dawcą wody żywej. Chrześcijańska refleksja na temat New Age”, autorstwa Papieskiej Rady Kultury oraz Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego, Kościół trafnie zauważył, że odradza się gnoza. Bardzo dobre opracowanie z wyprzedzeniem rozprawiło się ze zmianą paradygmatu w prawie, ekologizmem, holizmem, nową duchowością, „sakralizacją psychologii” i „psychologizacją religii”, z hipotezą Gaji, resakralizacją Ziemi czy globalnym zarządem. Wyraźnie wskazano tu na inspiracje okultystyczne, kabałę, gnostycyzm wczesnochrześcijański, sufizm, buddyzm Zen, jogę i wiele innych.

„Ludzie mogą być wprowadzeni w misterium kosmosu, Boga i ja za pomocą duchowej drogi ku przemianie. Ostatecznym jej celem jest gnosis, najwyższa forma wiedzy, odpowiednik zbawienia. Wiąże się ona z poszukiwaniem najstarszej i najwznioślejszej tradycji w filozofii (mylnie zwanej philosophia perennis) i religii (pierwotnej teologii), tajemnej (ezoterycznej) doktryny, będącej kluczem do wszystkich ezoterycznych tradycji, które są dostępne dla każdego (…) Alchemia, magia, astrologia i inne elementy tradycyjnego ezoteryzmu zostały dogłębnie zintegrowane z aspektami współczesnej kultury, zasilając poszukiwanie praw przyczynowości, ewolucjonizm, psychologię i religioznawstwo porównawcze. Osiągnął on swoją najczystszą formę w ideach Rosjanki, Heleny Blavatsky, będącej medium, która z Henry Olcottem założyła w Nowym Jorku w 1875 Towarzystwo Teozoficzne. Towarzystwo to miało za zadanie połączenie elementów tradycji Wschodu i Zachodu w ewolucyjny typ spirytualizmu. Miało ono trzy główne cele: 1. Stworzenie zaczątku Uniwersalnego Braterstwa Ludzkości bez względu na rasę, wyznanie, kastę lub kolor skóry. 2. Zachęcanie do religioznawstwa porównawczego, filozofii i nauki. 3. Zbadanie niewyjaśnionych praw Natury i mocy ukrytych w człowieku – czytamy w dokumencie.

„Silny nacisk radykalnych ekologów kładziony na biocentryzm zaprzecza antropologicznej wizji zawartej w Piśmie Świętym, według której ludzie znajdują się w centrum świata, ponieważ są uważani za jakościowo lepszych od innych form naturalnych (…). Ten sam ezoteryczny model kulturowy można odnaleźć w ideologicznej teorii, tkwiącej u podstaw polityki kontroli urodzeń i eksperymentów inżynierii genetycznej, które wydają się spełniać ludzkie marzenie o stwarzaniu siebie na nowo. W jaki sposób ludzie chcą to osiągnąć? Poprzez odcyfrowywanie kodu genetycznego, zmieniając naturalne zasady seksualności oraz przeciwstawiając się granicom śmierci” – ostrzegały papieskie rady.

„Najbardziej zgubne konsekwencje każdej filozofii egoizmu, która zostaje przyjęta przez instytucje lub przez znaczną liczbę osób, zostały nazwane przez kardynała Josepha Ratzingera zestawem strategii pozwalających na zmniejszenie liczby osób, które będą jadły przy stole ludzkości. Jest to podstawowa miara, za pomocą której można oceniać wpływ każdej filozofii czy teorii – wskazali autorzy „Chrześcijańskiej refleksji na temat New Age”.

„Nowa Era, która nadchodzi, będzie zamieszkana przez idealne, androgyniczne istoty, które będą całkowicie podporządkowane kosmicznym prawom natury. W tym scenariuszu chrześcijaństwo musi zostać wyeliminowane i ustąpić miejsca globalnej religii, i porządkowi nowego świata” – trafnie ocenił intencje zielonych ideologów dokument watykański z 2003 roku.

=================================

mail, RW:

Czego jak czego, ale o takich błędach ani Rosja carska, ani stalinowska 
nigdy nawet nie  myślała.

Pamiętam wiersz Broniewskiego:

Czy nowa wojna,
czy wał Turgajski stłuc jak łupinę orzecha?
Rewolucjo, nowe twórz bajki,
wstecz niech popłynie rzeka.

Znaczenie Fatimy; S.L. Jaki i Św. Pius X

Krystian Zawistowski

1 Teza Jakiego-Duhema

Jakiś czas temu rozpowszechniałem tu krótką książkę „Cud Słońca według Metody Naukowej” [Cs]. Jej myśl przewodnia była taka, że skoro główną metodą nauki jest testowanie hipotez przez istotne predykcje, to znaczy, że cud słońca z Fatimy z 1917 jest mocnym dowodem na nadprzyrodzone pochodzenie objawień fatimskich. Wolnomyśliciele różnej maści, tłumacząc to jako masowe halucynacje i omamy, postępują w sposób pseudonaukowy.

Pominąłem tam jednak wtedy bardzo istotny wątek. Mianowicie, jeśli się nie mylimy, jako katolicy wierzący w Fatimę, to nic w tej historii nie powinno być przypadkowe, także odniesienie do nauki i empiryzmu. Powinien być za tym Boży plan, dlaczego ten jeden z największych cudów w historii wydarzył się akurat tam, akurat wtedy, akurat w takich okolicznościach.

Dziś mam nadzieję zaproponować odpowiedź, do czego będzie mi potrzebny jeden z najważniejszych katolickich uczonych XX wieku, o. Stanley L. Jaki OSB i dzieło zwane tezą Jakiego-Duhema. Według tej tezy nauki przyrodnicze zaczęły się w późnym średniowieczu, dzięki katolickiej teologii. Z Objawienia odczytano, że racjonalny Stwórca, Bóg, stworzył wysoce uporządkowany świat, wydzielając przyrodę ożywioną i nieożywioną. Ta ostatnia zaś rządzi się ustalonymi prawami, które można porównać do mechanizmu, albo formuły matematycznej. Stąd też wzięło się, jak mówi Whitehead „niewymazywalne przekonanie, że każde zajście może być idealnie skorelowane z bezpośrednimi przyczynami, by stworzyć ogólną regułę”, co jest niezbędną podstawą rozumowania naukowego. Nowa nauka prędko wydała owoce, uczeni tacy jak bp Oresme, Buridan, bp Robert z Lincoln, Roger Bacon, Św. Albert Wielki wytworzyli istotne postępy w dynamice, optyce, kosmologii i metodologii nauk ([SL2], s. 220-242).

Jaki (w „Science and Creation” i „The Relevance of Physics”), pokazuje, że wszystkie cywilizacje pogańskie rozumowały o świecie zupełnie inaczej i sposób ten dusił wszelkie naukowe starania w zarodku. Typowa tendencja pogańska to uosobienie i ubóstwienie sił przyrody, zgodnie z jakąś politeistyczną mitologią, co dalej na ogół prowadzi do emanacyjnego panteizmu. W fizyce narzuca to z kolei organiczny, werbalny i odrzucający doświadczenie opis świata. By to zilustrować rozważmy przykład: obecnie słyszy się, że Grecy odkryli kulistość Ziemi w oparciu o np obserwację faz Księżyca przez Arystotelesa. Naprawdę jednak było nieco inaczej, wierzyli oni w kulistość Ziemi w oparciu o aprioryczny dogmat i to przy okazji pozwoliło im przyjmować empiryczne dowody, jeśli jakieś się trafiły i były zgodne z ich przekonaniami. Jeśli zaś fakty przeczyły teorii to „tym gorzej dla faktów” (jak powie godny następca tychże pogańskich mędrców Hegel) – nawet najmądrzejsi z nich wierzyli w różne rażąco błędne wyniki. Arystoteles uważał, że strzała z łuku jest ciągle popychana przez powietrze uderzane cięciwą, podczas gdy w rzeczywistości opór powietrza spowalnia strzałę. Uważał też, że woda ochładza się szybciej, jeśli ją podgrzejemy, podczas gdy jest odwrotnie. Ziemia miewała wzdęcia i dreszcze, a planety (dawniej gwiazdy wędrujące) były poruszane przez rodzaj boskich intelektów. Dla poganina to „boskie” niebiosa były uporządkowane i przewidywalne, otaczający świat był dużo bardziej chaotyczny. Stąd dalej prosta droga do wróżbiarstwa z gwiazd, cieszącego się w antyku wielką estymą i teorii wiecznych cykli, że cała historia świata i ludzkości powtarza się co kilkadziesiąt tysięcy lat, gdy tylko gwiazdy powracają do tej samej pozycji.

Przypomnijmy tu logikę nauki Lakatosa i Poppera [CM], gdzie hipoteza jest potwierdzona, lub nie jeśli są na jej poparcie sprawdzone, istotne predykcje. A program badawczy jest naukowy, jeśli gromadzi dowody z doświadczenia w dużych ilościach i tworzy nowe możliwości testowania. Albo jest nienaukowy, jeśli zmienia hipotezy nie dając sprawdzonych predykcji, albo zbywając werbalnie fakty których nie może przewidzieć.

Mając to na uwadze ponownie rozważmy całe współczesne badanie naukowe w fizyce, chemii, czy naukach stosowanych opiera się, na tym „niewymazywalnym przekonaniu” o przyczynowej logicznej strukturze praw natury, i z pewnością mamy to przekonanie ze średniowiecznej teologii o Stwórcy. Należy więc stwierdzić, że istnienie Boga zostało dowiedzione w sposób naukowy, jako najważniejszy program badawczy w historii ludzkości. Oczywiście jest to pośrednia obserwacja, ale tak normalnie się robi w naukach takich jak fizyka, czy chemia.

Z drugiej zaś strony starożytny panteizm to kopalnia pseudonauki, obdarzonej możliwościami obrony przed doświadczalną weryfikacją. Wszak panteiści wcale nie wymarli po rewolucji naukowej, mimo, że podstawowe przesłanki ich obrazu świata, zostały obalone. Jaki wskazuje na renesansowych neoplatoników, Goethego, Hegla, Schellinga, Engelsa, czy Nietzschego. Do tych pierwszych zalicza się słynny dzisiejszy „męczennik nauki”, hermetyczny okultysta Giordano Bruno. Interesującym przypadkiem jest też sprawa Galileusza, o której pisał w szczegółach postmodernistyczny filozof Paul Feyerabend [PM]. Zbadanie oryginalnych źródeł każe sądzić, że to Kościół stosował się w tej sprawie do wskazań naukowej logiki, podczas gdy Galileusz rozpowszechniał niepotwierdzoną i półobaloną hipotezę jako fundamentalną prawdę. Mnie tu zdumiewa, że potrydencki kościół był zaskakująco nowoczesny, jeśli chodzi o metodę empiryczną. Nie sposób tam mówić już o „arystoteleikach”.

Pojawiały się też inne opisy naukowego świata i nieuchronnie kończyły jako nienaukowe i niemożliwe do pogodzenia z rzeczywistością. Można tu zaliczyć pozytywizm, logiczny pozytywizm, filozofię mechaniczną.

2 Św. Pius X i motu proprio z 1910

Niezmiennie Duch Święty przemawia ustami Kościoła w sprawach wiary, przez co dokumenty Magisterium są dobrym miejscem by szukać odpowiedzi. Ja jej nie szukałem zbyt skrupulatnie, zostawiam to tym, którzy znają się na tym lepiej, chciałbym jednak polecić pewien szczególny przypadek. Papież, Św. Pius X, ogłosił w 1910 motu proprio Sacrorum Antistitum, 7 lat (!) przed Fatimą i niecałe 4 lata przed wybuchem Wielkiej Wojny. Jest to dokument szczególny, ze względu na formę, zwłaszcza zaś fragment, przysięgę, do składania której Pius X zmusił wszelkie osoby dzierżące intelektualny autorytet w Kościele, dołączoną do uroczystego wyznania wiary. Niektórzy teologowie utrzymywali, że motu proprio to powinno być przyjęte jako nauczanie nieomylne, np u nas bp Sokołowski w publikacji z 1916 [Pm].

Pozwolę sobie zacytować trzy ustępy, z których pierwszy tyczy się poznania Boga rozumem, drugi cudów i nadprzyrodzonego pochodzenia chrześcijaństwa, a trzeci założenia Kościoła Katolickiego przez Chrystusa i ustanowienia przez Niego papiestwa.

Najpierw wyznaję, że Boga, początek i koniec wszechrzeczy, można poznać w sposób pewny, a zatem i dowieść Jego istnienia, naturalnym światłem rozumu w oparciu o świat stworzony, to jest z widzialnych dzieł stworzenia, jako przyczynę przez skutki.

Po drugie: zewnętrzne dowody Objawienia, to jest fakty Boże, przede wszystkim zaś cuda i proroctwa, przyjmuję i uznaję za całkiem pewne oznaki Boskiego pochodzenia religii chrześcijańskiej i uważam je za najzupełniej odpowiednie dla umysłowości wszystkich czasów i ludzi, nie wyłączając ludzi współczesnych.

Po trzecie: mocno też wierzę że Kościół, stróż i nauczyciel słowa objawionego, został wprost i bezpośrednio założony przez samego prawdziwego i historycznego Chrystusa, kiedy pośród nas przebywał, i że tenże Kościół zbudowany jest na Piotrze, głowie hierarchii apostolskiej, i na jego następcach po wszystkie czasy.

2.1 Poznanie Boga ze świata stworzonego.

Pierwsza część, „Boga można poznać w sposób pewny”, „w oparciu o świat stworzony, z widzialnych dzieł stworzenia”, jest niezmiernie istotna. Mamy poznać Boga rozumem nie w oparciu o argument ontologiczny, czy argument metafizyczny (np Ente de Essentia Św. Tomasza), czy na drodze pozaracjonalnego poznania („basic belief”, uczucie religijne itd), ale „światłem rozumu”, jako przyczynę przez skutki, ze świata stworzonego.

Jeden tego rodzaju dowód to argument z projektu.

Świat biologiczny i naturalny pełen jest wyglądającej na zaplanowaną złożoności, skomplikowanych „maszyn” i ciągów przyczynowo skutkowych które nie mogły powstać przez przypadek. Wyczerpujące wyjaśnienie per analogiam, można znaleźć w starej „Apologetyce” ks. Bartynowskiego (w 1.3-1.4 [Ap], link w bibliografii).

Ja skupię się na wypisaniu szczegółów, co do tego, co wiadomo na ten temat współcześnie i zarazem jest przedmiotem zainteresowania uczonych.

– Niemożliwe jest by życie, w postaci pierwszych żyjących komórek powstało przez przypadek (problem abiogenezy).

– Wszechświat ma parametry fizyczne precyzyjnie dostrojone, do tego, by mogło istnieć życie.

– Nie istnieje naturalne wyjaśnienie biologicznej złożoności, a szczególnie ludzkiego rozumnego umysłu.

Drugi problem nazywa się precyzyjnym dostrojeniem i jest powszechnie znany w fizyce. Pierwszy problem można znaleźć w „Logic of Chance” (s. 386) E. Koonina [LC], znanego amerykańskiego biologa i genetyka (ateisty z resztą) a trzeci w artykule tegoż autora „Physical foundations of Biological Complexity” [PF]. W podobnym ujęciu problem abiogenezy podnosił o wiele wcześniej wybitny astrofizyk Fred Hoyle.

Notabene, bardziej wyrafinowani ateiści muszą w tych sprawach wierzyć w jakieś odpowiedzi. Wszystko to, co wskazuje na działanie Stwórcy jest zarazem praktycznie niemożliwe bez niego. Ściśle chodzi tu o rozbiegające wykładniczo nieprawdopodobieństwo. Jak to powiedział Hoyle, prędzej trąba powietrzna na złomowisku poskłada działający samolot, niż życie miałoby się zacząć przypadkiem. Jedno proponowane rozwiązania tego problemu (sam Hoyle był jednym ze współautorów) to założenie nieskończonego wszechświata, w czasie, lub przestrzeni. Wtedy dowolnie wielkie niemożliwości mogłyby się zadziać, na jednej z nieskończenie wielu planet. Niemniej, od kiedy wymyślona przez ks. Lemaitre teoria Wielkiego Wybuchu zebrała więcej dowodów, doktryna ta nie jest zbyt wiele warta, bo wedle naszej obecnej wiedzy wszechświat nieskończony nie jest. Co więcej, nie jest ona sobie w stanie poradzić z problemem fine tuningu, bo wieczny wszechświat ma tylko jeden zestaw parametrów.

Obecnie więc popularniejszy jest inny sposób, wynikły z hipotez zwanych teoriami superstrun. Przez 40 lat wśród tych hipotez niestrudzenie szukano jednej teorii wszystkich oddziaływać fundamentalnych, tzw. teorii wszystkiego, ale z punktu widzenia fizyki nie wskórano nic wartego uwagi. Dla argumentu z projektu teorie superstrun mają znaczenie ze zgoła innego powodu – badacze tychże teorii utrzymują, że musi istnieć wielka liczba różnych wszechświatów, co nazywa się Multiwersum (ang. Multiverse), a my, żyjemy w jednym, o dość przypadkowych własnościach.

Doktryna ta jest mocno atakowana za nienaukowość do kwadratu, bo Multiwersum wyjaśnia, dlaczego teoria strun nie ma żadnych predykcji, a z drugiej strony Multiwersum też nie da się przetestować, bo innych wszechświatów nie widać. Niemniej, pomimo tych problemów, doktryna ta jest przytaczana przez Koonina, Stengera („God: Failed Hypothesis”), czy Dawkinsa („God Delusion”) jako odpowiedź na argumenty z projektu. Chodzi tu o to, że jeśli istnieje wielka liczba wszechświatów, to dowolne niemożliwości mogły się zadziać w niektórych z nich. Równocześnie ludzie od teorii strun utrzymują, że może być ona uznana bez dowodów z doświadczenia. Oto dwa przykłady argumentów za tym (podał je R. Dawid, [Rd]):

– Nie ma innych alternatywnych teorii wszystkiego, mimo wytężonych poszukiwań.

– Podobne teorie fizyki cząstek elementarnych były skuteczne w przeszłości.

2.2 Teza Jakiego-Duhema jako argument teleologiczny.

Dodajmy teraz do tego nasza nową cegiełkę, jaką jest argument z projektu wynikający z tezy Jakiego-Duhema.

W oparciu o średniowieczny obraz Boga Stwórcy stworzono obraz świata zawierający matematyczne, przyczynowe, ustalone prawa natury. Obraz ten okazał się potwierdzony istotną predykcją i wielką liczbą wyników doświadczalnych, jako że znaleziono dużo takich praw i przetestowano je z wielką dokładnością, co doprowadziło do powstania nauki. Oto więc wiemy z doświadczenia, że Bóg katolicki istnieje.

Jest on trochę związany z argumentem z nieskończonego regresu Św. Tomasza. Anthony Flew [AF] odniósł go do praw natury, wskazując, że jeśli znajdziemy jakiś naturalny powód istnienia praw natury, to ten powód też będzie potrzebował wyjaśnienia. Oto nasz argument:

Wymieńmy parę obserwacji, które sprawiają, że przedstawiony argument jest bardzo istotny, i tworzy spójną całość z innymi argumentami z projektu.

Po pierwsze: nawet gdyby istniało inne wyjaśnienie tej sprawy, to dużo słabszy dowód nie może przeważyć dużo silniejszego. Ponieważ nasz dowód jest ustalony przez predykcję leżącą u podstaw większości znanych faktów naukowych, to druga strona musi dostarczyć równie dobrych, wielokrotnie powtórzonych istotnych predykcji. A to jest prawie na pewno niemożliwe.

Po drugie: ponieważ dowodem na istnienie Stwórcy jest przewidziana i potwierdzona postać praw natury, przyjęcie Multiwersum nic nie zmienia, Multiwersum nie jest żadnym rozwiązaniem tej kwestii dla ateistów. Podobnie z innymi tego rodzaju zabiegami jak wieczny wszechświat, czy nieskończony wszechświat – te dotyczą tylko niemożliwych zajść zlokalizowanych w czasie i przestrzeni, nie struktury wszechświata.

Po trzecie: Odpowiedź ateistów na inne argumenty teleologiczne opiera się na Multiwersum, i dalej na możliwości uzasadnienia istnienia Multiwersum. To z kolei Dawid opiera (m.i.) na fakcie, że nie ma innych alternatywnych kandydatów na teorię wszystkiego i na sukcesach podobnych teorii. Przyjmuje on tu następujące (ukryte) założenia. Że w ogóle powinna być jakaś teoria wszystkiego. Że istnieje rodzaj jednorodności praw natury. Że matematyczno-przyczynowy opis świata, co do zasady działa. Tak oto przyjął on wnioski z mojego argumentu, nie potrafiąc ich zapewne w żaden inny sposób udowodnić

W efekcie ateista by mieć odpowiedzi na tradycyjne argumenty z projektu, musi się odwołać do Multiwersum, albo czegoś podobnego. Jednocześnie próby uzasadnienia Multiwersum muszą przyznać rację argumentowi z tezy Jakiego-Duhema, więc tak uzupełniony argument z projektu jest nie do obalenia. Podobnie też można odpowiedzieć Kooninowi w [PF], który złożonośc biologiczną usiłuje tłumaczyć przez dość odległe analogie do zasady holograficznej i tuneli czasoprzestrzennych (inne hipotezy z fizyki matematycznej).

Na marginesie warto dodać, że Koonin poczynił tu dobrą obserwację, wskazując, że istotna złożoność biologiczna to tak naprawdę złożoność algorytmiczna (Kołmogorowa). Definicją jest tu najmniejsza długość programu komputerowego potrzebna, by wykonać daną czynność. Za przykład czegoś złożonego można założyć program robota, który musi przy użyciu zestawu narzędzi złożyć samochód.

Z drugiej strony zdolność tworzenia systemów złożonych w sensie Kołmogorowa bywa dziś uznawana za definicję inteligencji w środowiskach sztucznej inteligencji [JH]. Pytanie czy złożoność biologiczna jest przedmiotem inteligentnego projektu może wkrótce za tautologię ( oczywiście warto nad tą kwestią dokładniej pochylić przed wypowiedzeniem osądu.) Uważam więc, że można dowieść istnienia Boga w sposób pewny, rozumem, ze świata stworzonego.

„Gdy widzisz zegar słoneczny, albo klepsydrę wodną, widzisz, że wskazuje czas przez projekt, a nie przez przypadek. Jak więc możesz wyobrażać sobie, że we Wszechświecie nie ma celu i inteligencji, gdy zawiera on wszystko, wliczając w to te przyrządy i ich twórców?”

(Cyceron, De Natura Deorum)

2.3 Cuda i historia

Kolejne dwa punkty Papieża dotyczą cudów i historycznych początków Kościoła. Połączyłem je w jedno, bo skupię się głównie na cudach. Przysięga ta nazywa się przysięgą antymodernistyczną, od doktryny którą to tenże Pius X nazwał „sumą wszystkich herezji”. Nie będę jej tu przytaczał w całości, skupię się na modernistach jako „historykach” i skąd się moim zdaniem wzięli.

Musimy się cofnąć o 400 lat do momentu, gdy miało miejsce założenie protestantyzmu. Wszyscy reformatorowie natrafili na szereg problemów z zakresu teologii fundamentalnej swojej nowej wiary. Katolicy, jak Św. Franciszek Salezy [Lc], czy Sługa Boży Piotr Skarga wytykali im brak potwierdzenia wiary cudami, niemoralność, niezgodę w kwestii teologii, odwoływanie się do „niewidzialnego Kościoła” itd:

Skarga pisał w Żywocie Św. Ludgera:

„Niechże czytają, jaka wiara i od jakich ludzi od 600 lat do saskiej ziemi przyniesiona jest, a tą, którą niedawno (…) Luter przyniósł, a nie tylko jej cudami nie potwierdził, ale ją sprośnym żywotem pomazał, niech się słusznie brzydzą, bo nie jest to wiara Chrystusowa,”

Salezy w swojej polemice napisał [Lc]:

„Nikt nie powinien przypisywać sobie nadzwyczajnej misji, bez potwierdzenia jej cudami, bo, Boże uchowaj, gdzie byśmy byli, gdyby ten pretekst (…) był przyjęty bez dowodu? (…) Ariusz, Marcjon, Montanus, Messaliusz – czy nie mogliby być przyjęci do godności reformatorów (…).”

Reformatorowie nie wymyślili zadowalającej odpowiedzi. Kalwin w prefacji do swoich „Statutów Religii Chrześcijańskiej” pisze:

„Postępują nieuczciwie wymagając od nas cudów. Bo nie tworzymy nowej Ewangelii, tylko przechowujemy tą samą Ewangelię, której prawda jest potwierdzona cudami Jezusa Chrystusa i jego uczniów. Ale oni (katolicy) w porównaniu z nami mają dziwną moc, po dziś dzień nawet potwierdzają swoją wiarę ciągłymi cudami.”

Następcy przyjęli tą doktrynę bez większego komentarza, utrzymując, że cuda działy się za czasów Jezusa, ale nie później. Słaby punkt jej jest taki, że skoro coś nadzwyczajnego działo się dawno, a teraz się już nie dzieje, to łatwo sobie wyobrazić, że to jakiś fałsz czy błąd. Protestantyzm nie mógł zaadaptować katolickich cudów jako własne dowody, bo jednocześnie te dowody wskazują, że to katolicyzm jest prawdziwy. Musiał więc te dowody usunąć z widoku.

Myśl ta trafiła na podatny grunt po tragedii wojny 30-letniej. Jednym z najbardziej wyrafinowanych jej współautorów był Szkot, David Hume, jeden z najważniejszych przedstawicieli tak zwanego oświecenia. Napisał on argument przeciwko wierze w cuda. Według tego argumentu ([Cs] 5.8), możemy porównać ze sobą stopień wiary w świadectwo, do nieprawdopodobieństwa faktów, o których ono świadczy. Cud więc, z definicji wielki wyjątek w naturze, może być przyjęty tylko w oparciu o wyjątkowo dobre świadectwo. Wymienia on dalej kryteria takiego świadectwa, konkludując, że wiara w cuda wymaga iście cudownej głupoty: twierdzi, że ludzie z natury gonią za sensacją, że nigdy nie było dobrze potwierdzonego świadectwa wielu osób o cudzie, że w cuda obfitują głównie barbarzyńskie narody, albo też ciemni przodkowie narodów cywilizowanych itd.

W dość oczywisty sposób pisze on do protestantów, pokazując im współczesne cuda katolików w które oni nie wierzą, by podważyć starożytne cuda Apostołów. O tym, co z tego wynika dla katolików pisałem w szczegółach w ([Cs] 5.8) – to znaczy nic nie wynika. Jest duża różnica między wieloma cudami w każdym wieku, wliczając w to czasy obecne, a cudami tysiące lat temu (co więcej, Cud z Fatimy jak wskazałem, jest w stanie dobrze spełnić wszystkie jego kryteria).

Argument Hume’a tymczasem stał się logiczną podstawą studiów Pisma Św. (czy też innych pism chrześcijańskich) odrzucających a priori wszelki nadprzyrodzony ich charakter i lekką ręką podważających historie o cudach i zjawiskach nadnaturalnych jako fałszywe. Luki w narracji mogą być następnie zastępowane własnymi wymysłami. To właśnie jest jedną z najwazniejszych ideologicznych podstaw modernizmu.

Zauważmy tu jedną rzecz – Św. Pius X wymienia w takiej, a innej, kolejności po pierwsze argument na istnienie Boga z projektu, po drugie argument na nadprzyrodzone pochodzenie wiary z cudów, po trzecie historię Kościoła i papiestwa. Sądzę, że nie przez przypadek. Pierwszy punkt wzmacnia drugi bo bez obalenia go nie sposób założyć, że Boże interwencje są tak wyjątkowo nieprawdopodobne, by je odrzucać przeciwko dobrze potwierdzonemu świadectwu. A mając dwa pierwsze punkty ustalone, wiemy też z pewnością, że Zmartwychwstanie jest prawdziwe i założenie Kościoła przez Chrystusa jest prawdą. W świetle dwóch pierwszych punktów świadectwa Ewangelii nie świadczą o czymś nadzwyczajnym, tylko o tym, czego powinniśmy się spodziewać. Mamy z resztą na to i inne dowody, jak całun turyński. Moderniści jednak pominęli dwa pierwsze punkty, by zabrać się wyłącznie za historię, i to na ogół w sposób pełny pychy i zuchwalstwa, bo czcze spekulacje o tym, że 2500 lat temu było tak a tak, są przedstawiane szerszej publice jako „naukowe”.

Co się tyczy Fatimy, sądzę, że Cud Słońca wskazuje w osobliwy sposób właśnie na metodę naukową i przez to na powyższe rozumowanie. Właśnie logikę empiryczną musi poszarpać druga strona by utrzymywać po fakcie i przeciwko istotnej predykcji, że dziesiątki tysięcy osób naraz uległo sugestii. Moderniści nie mogą tu udawać, że argument Hume’a podważa ten cud, scjentyści, że nauka podważa religię, a protestanci, że cudów nie ma we współczesności. Ponadto, moim zdaniem, celem tej wskazówki jest wszystko to, co przedstawiliśmy wyżej. Prawdziwa nauka z jednej strony opiera się na uzasadnieniu przez istotne predykcje, a z drugiej jej początkiem jest katolicka teologia. Jedno i drugie wskazuje na Boga i tą drogą, wytyczoną w zarysie przez Piusa X, możemy dojść do poznania Go.

Drugą ważną sprawą w Fatimie są dwie wojny światowe, drugą miało zapowiedzieć „nieznane światło”, wielka burza magnetyczna z 25 stycznia 1938. Chcę zwrócić uwagę, że dla wojny również Teza Jakiego-Duhema ma wielkie znaczenie, bo tych samych myślicieli, których można zaliczyć do zwolenników dawno obalonego organicznego obrazu świata, można też znaleźć pośród inspiratorów Hitlera i bolszewików. Zalicza się tu Hegel, Engels, Nietzsche, zwykłe pogaństwo i okultyzm, od którego Hitler miał cały krąg specjalistów ([Rs] s. 244) i oparł o nie nową nazistowską religię, a także darwinizm w zastosowaniu do społeczeństwa ([Sny], s. 1-9). Być może warto by kiedyś porozmawiać o odpowiedzialności promotorów tego wszystkiego, gdy okazało się, że ideologie „podobnie jak komety mają ogony”.

Ciąg dalszy nastąpi.

K. Zawistowski

[SL1] Stanley L. Jaki „Relevance of Physics”, 1992, Scottish Academic Press

[SL2] Stanley L. Jaki „Science and Creation”, 1986, Scottish Academic Press

[LC] Eugene Koonin, „Logic of Chance”, 2012, FT Press.

[Ap] S. Bartynowski „Apologetyka Podręczna” (1.4 i 1.3), wg. wydania z 1948.

[Pm] Cz. Sokołowski, „Przysięga Antymodernistyczna. Studyum krytyczne” (s. 25), Warszawa 1916.

[PF] https://www.pnas.org/doi/full/10.1073/pnas.1807890115

[Rd] „The Significance of Non-Empirical Confirmation in Fundamental Physics” Richard Dawid, Why Trust a Theory? Epistemology of ModernPhysics. Cambridge University Press. pp. 99-119 (2019)

[Rus] Bertrand Russel, „Problems of Philosophy”, 1912, London,

[JH] „A Formal Definition of Intelligence Based on an Intensional Variant of Algorithmic Complexity” JOSE HERNANDEZ-ORALLO

[Lc] Francis de Sales, „Catholic Controversy”, s. 19, 1909, London

[PM] Paul Feyerabend, „Przeciw Metodzie”, Aletheia

[CM] „Criticism and the Methodology of Scientific Research Programmes”, Imre Lakatos, Proceedings of the Aristotelian Society

[AF] Roy Varghese, Anthony Flew, „There is a God” , 2007

[Cs] K. Zawistowski „Cud Słońca według metody naukowej.” https://stuff.kzaw.pl/entry2.pdf

[Rs] Roy Schoemann, „Zbawienie Pochodzi od Żydów”, 2003, Warszawa, wyd. ss. Loretanek

[Sny] T. Snyder „Black Earth”, NYC 2015

Jeszcze raz: Co się stało z prawdziwą s. Łucją? Co z ukrytą częścią Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej? Czemu??? 50 minut.

Jeszcze raz: Co się stało z prawdziwą s. Łucją? Co z ukrytą częścią Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej? Czemu podmieniono Kościół?

50 minut

Pielgrzymka do Fatimy 2022. Cywilni policjanci pilnujący, żeby Komunia Św. była udzielana tylko na rękę

Ewa Kiczko

W pierwszej połowie lipca wzięłam udział w pielgrzymce do Portugalii, głównym celem była Fatima i przypadająca 13 lipca 105 rocznica objawień fatimskich.

Warto przypomnieć obietnicę NMB dotyczącą Portugalii, gdyż ona, a właściwie uwarunkowania wypełnienia jej pokazują jak możemy dostać wiele lub zniszczyć wszystko.

Obietnica dotycząca Portugalii : W Portugalii na zawsze zachowany zostanie dogmat Wiary.

Ta obietnica Matki Bożej nie oznacza, że Portugalczycy z góry są chronieni przed wszelkim złem, że mogą robić, co im się podoba i że wszystko będzie się pomyślnie układać…

Święta Łucja pozostawiła nam ważne stwierdzenie, owoc osobistych przemyśleń:

Jeśli Portugalia nie zatwierdzi aborcji, będzie uratowana; jeśli jednak ją zatwierdzi, będzie musiała wiele wycierpieć. Za grzech jednostki płaci osoba odpowiedzialna za jego popełnienie, lecz za grzech Narodu płaci cały Lud. Przecież rządzący, którzy ustanawiają niecne prawa, robią to w imię Narodu, który ich wybrał ( ja: może w 1917 roku sprawa wyborów była prostsza i uczciwsza, gdyż ludzie nie byli oszołomieni (zahipnotyzowani) telewizyjną i internetową propagandą i mieli wybór, dzisiejsze wybory np. w Polsce to wybór między dżumą i cholerą).

Dzisiaj na Portugalii ciążą trzy społeczne grzechy, które domagają się zadośćuczynienia i nawrócenia: rozwód, aborcja i cywilne śluby osób tej samej płci. To wielki kryzys moralny jest przyczyną wszystkich innych kryzysów. W ciele toczonym przez gangrenę, niezależnie od wielości zastosowanych kuracji, dopóki źródło zła nie zostanie usunięte, nie pojawi się polepszenie stanu zdrowia i śmierć będzie jego kresem. Tak samo dzieje się w tkance społecznej – dopóki amoralność będzie grasować niczym śmiercionośna plaga, dopóty cały naród będzie jęczeć i cierpieć katusze.

Jednak obietnica się wypełni, gdyż zawsze pozostanie reszta uboga i pokorna, która będzie niczym zaczyn w cieście. Dobro zawsze zwycięża zło i wyłącznie do Boga należy zwycięstwo”.

 Ostatnie słowa Hiacynty wypowiedziane w czasie choroby w Lizbonie (1920 r.):

„Biedna Matka Boża! Ach, jak mi smutno z powodu Matki Bożej, tak bardzo się martwię!

Jeśli ludzie wiedzieliby, czym jest wieczność, zrobiliby wszystko, żeby zmienić swoje życie!

Lekarze nie mają światła, aby wyleczyć chorych, ponieważ nie mają miłości Bożej.

Jeśli rząd dałby spokój Kościołowi i zostawiłby wolność religii, byłby błogosławiony przez Boga”.

==============

Ostatni raz byłam w Fatimie w 2017 roku na stulecie Objawień Fatimskich.

Tłumy ludzi, wielogodzinne Msze Św., przejazd papieża, komunia święta udzielana nawet przez siostry zakonne i choć to wszystko było może i mało podniosłe to tłum był rozmodlony, a uchybienia (komunia święta rozdawana nawet przez kobiety) łatwo można było wytłumaczyć. [Czym ??? Księży tam zawsze pełno. MD]

Rok 2022 po „operacji Covid 19

 Wielu Portugalczyków mimo upałów i chwilowego „odwołania pandemii” nosi maseczki, w samolotach są obowiązkowe.

W portugalskich kościołach, które jeszcze nie są muzeami (płatny wstęp, bez uwzględnienia tych którzy chcą się tylko pomodlić) nie ma wody święconej.

W Porto nie ma już kościołów są tylko muzea.

A w Fatimie wokół księży odprawiających Mszę Św. krążą cywilni policjanci pilnujący, żeby Komunia Św. była udzielana tylko na rękę (klękanie do Komunii naturalnie wyparowało).

Polski ksiądz odprawiający Mszę, po podaniu Komunii do ust kilku osobom został odepchnięty (lekko) przez policjanta z ZAKAZEM udzielania sakramentu!!! Pozostali dawali Komunię na rękę pod bacznym okiem nadzorcy.

Nie było ani papieża, ani nikogo z ważniejszych hierarchów na obchodach 105 rocznicy objawień fatimskich.

Międzynarodowy różaniec i pochód światła za figurką Matki Boskiej Fatimskiej ze śpiewem i refrenem „Ave Maryja” zachował jeszcze swoją podniosłość i łączył ludzi, nawet odczuwało się coś w rodzaju międzynarodowej wspólnoty choćby przez przekazywanie światła tym, którzy go nie mieli. Można powiedzieć, że ta wspólnota nieco łagodziła brzydotę wyposażenia kaplic, kościoła i ustawionego krzyża, ale pogwałcenie zasad odprawiania Mszy Świętej był dla mnie szokiem, a ranek odkrywał to co wieczorne światła zakrywały.

Minęło 5 lat a degradacja kościelnych obrzędów dokonała się w niewiarygodnym tempie. Profanacja sacrum we wszystkich wymiarach.”

Szczęść Boże

Ewa Kiczko

Cud Słońca [w Fatimie] – według metody naukowej.

Cud Słońca według metody naukowej.

Krystian Zawistowski

  • ©Krystian Zawistowski (2022)
  • Email: krystian.zawistowski@zoho.com

https://stuff.kzaw.pl/entry2.pdf
https://stuff.kzaw.pl/entry2.html

(Zalecam format PDF, o ile to możliwe, ze względu na zgodność z wersją papierową).

cena 18.50 zł + wysyłka od 6.5 zł (list polecony ekonomiczny pocztą, ewentualnie inna dostawa po uzgodnieniu).

Zamówienia: krystian.zawistowski@zoho.com .

=========================================

Spis treści

1 Wstęp 2

2 Wydarzenia z Fatimy 4

2.1 Od maja do października 1917 4

2.2 Cud z 13 października 1917 5

2.3 Wyjaśnienia przez halucynacje wzrokowe 6

2.4 Wyjaśnienia przez efekty meteorologiczne. 8

3 Nieprawdopodobna predykcja 9

3.1 Metodologia predykcji. 9

3.2 Predykcja Cudu w Fatimie 11

3.2.1 Wyjątkowość przepowiedni 11

3.2.2 Znaczenie słowa „cud”. 12

3.2.3 Potwierdzenie objawień przez cud 12

3.2.4 Powtarzalność – regularne objawienia i cuda. 14

3.2.5 Proces nienaukowy ze strony sceptyków 15

4 Inne uwagi i dygresje 15

4.1 Różne pojęcia metafizyki i ataki na nią 16

4.1.1 Pozytywizm 16

4.1.2 Atak Carnapa na metafizykę 17

4.1.3 Problem metafizyki irracjonalistycznej 18

4.2 Cuda, a przewaga teologii katolickiej nad innymi religiami i systemami metafizyki 19

4.3 Dygresja – falsyfikacjonizm 21

4.3.1 Falsyfikacjonizm według Poppera 21

4.3.2 Lakatos i Falsyfikacjonizm wyrafinowany 22

4.4 Błędne ataki falsyfikacjonistyczne 24

5 Sceptycy 26

5.1 Sceptycy krótko po Cudzie Słońca. 26

5.2 Nickell, Radford i inni 28

5.3 McClure, Schwebel, Rahner 31

5.4 Czy dało się sfotografować cud 32

5.5 Ci którzy nie widzieli cudu 33

5.6 Podsumowanie 34

5.7 Argument Hume’a, Richard Dawkins 35

5.8 O metodzie naukowej niektórych ateistów 38

5.8.1 Dennett, znowu Dawkins i ewolucja 38

5.8.2 Sam Harris i moralność naukowa 41

5.9 „Zgniećcie Bezecną!” 42

6 Załącznik. 44

7 Bibliografia 47

1 Wstęp

Cud “srebrnego słońca”, czy zwyczajowo Cud Słońca z Fatimy – to jedno z najważniejszych cudownych zjawisk jakie widziano we współczesności, a może nawet kiedykolwiek. Widzący objawienie przewidzieli czas i miejsce cudu – 13 października 1917 roku, w południe, na pewnym polu koło Fatimy w Portugalii. Tłum liczący dziesiątki tysięcy zobaczył świetlisty srebrny dysk, wykonujący rotacyjne ruchy i szereg innych nadzwyczajnych efektów.

Cud według świadectwa wizjonerów z Fatimy miał być dowodem na prawdziwość ich objawień, mówiących o potrzebie pokuty i nawrócenia, złym stanie moralnym ludzkości, istnieniu piekła, grzechach nieczystości, nabożeństwie do Matki Bożej itd.

Tezy tej pracy są następujące:

  1. Z wyprzedzeniem i publicznie przewidziano cud 13 października 1917 w południe, na polu obok Fatimy. W ustalonym czasie i miejscu tysiące ludzi widziały ruchome “srebrne słońce” i inne cudowne zjawiska (zob. 2).
  1. Sprawdzona przepowiednia jest twardym empirycznym dowodem nadprzyrodzonego pochodzenia. Przedstawione wyjaśnienia naturalne są nienaukowe i wadliwe (zob. 3.2).
  2. Ten i inne cuda katolickie dowodzą empirycznie, że wiara katolicka jest nadprzyrodzonego pochodzenia i stoi nieporównywalnie wyżej niż inne religie, ideologie, świeckie systemy metafizyczne itd (zob. 4.2).

Jest dla mnie ważne, by mówić w sensie relatywnym, pozostający w odniesieniu do jakiegoś wzorca. I tak nieprawdopodobne predykcje w nauce są czymś, co zapewnia obiektywny poziom uzasadnienia hipotez – na tyle na ile w ogóle coś takiego istnieje w filozofii nauki.

Jeśli mamy ten cud, publicznie przewidziany i widziany przez tysiące świadków – możemy rozsądnie wierzyć w jego prawdziwość, tak jak możemy wierzyć w dobrze uzasadnione fakty naukowe. Ponadto, mając ten i wiele innych cudów w religii katolickiej od wieków można dowieść, że ta religia jest lepiej uzasadniona niż inne religie.

Po przeczytaniu wielu różnych opinii, myślę że istnieje w tej sprawie duży pojęciowy bałagan. Po obydwu stronach zdarza się, że ktoś powie, że jest to zjawisko naturalne lub nie z takich czy innych powodów i jedne powody nie są w oczywisty sposób lepsze od drugich: “Nie ma zdjęcia srebrnego słońca”, “nie ma wyjaśnienia naturalnego”, “obserwatoria nic nie zarejestrowały”, “dlaczego cały świat tego nie widział” itd. Niektóre z tych stwierdzeń mogą występować zarówno na poparcie hipotezy naturalnej jak i nadprzyrodzonej: Frederico Oom kilka dni po wydarzeniu mówił, że między innymi dlatego, że obserwatoria na świecie nie zarejestrowały żadnych anomalii, to jest to fenomen kompletnie obcy nauce, którą praktykuje. Dla Dawkinsa podobna obserwacja wyraźnie sugeruje, że zjawisko było naturalne. Niektóre powody mogą być nawet prawdziwe, lub nie w zależności od przyjętego znaczenia – czy wyjaśnienie naturalne zakłada znane nauce fenomena, czy dopuszcza wymyślanie nowych? Czy świadkowie stojący w różnych miejscach o różnej elewacji mają widzieć to samo?

Istnieją więc różne niespójne ze sobą stwierdzenia postaci “Ponieważ X, to zjawisko było cudem”, albo “ponieważ X to zjawisko nie było cudem”, podane bez odpowiedzi na pytanie “dlaczego X ma w tej sprawie rozstrzygające znaczenie”. Lekarstwem na ten bałagan jest właśnie ocena w sposób relatywny, w odniesieniu do względnie uniwersalnych standardów poznawczych. Ponieważ mamy do czynienia z trafioną nieprawdopodobną predykcją, uważam że zjawisko było cudem. Taka ocena wynika z podstawowych przesłanek metody naukowej.

Pobocznym kontekstem tej pracy jest sprawa empiryzmu, pozytywizmu i krytyki religii np Davida Hume’a. Po pierwsze ta krytyka opiera się o przesłanki, których nie udało się uzasadnić. Po drugie, zwolennikom takiej filozofii można odpowiedzieć argumentami opartymi na nowoczesnym empiryzmie – zawartymi w tej właśnie pracy. Stary argument przeciwko cudom Hume’a może być wykorzystany jako standard, by uznać świadectwo o cudzie (Cud Słońca spełnia te warunki, a religia katolicka jest w stanie się przed nim dobrze obronić ) (zob. 5.7). Pozytywistyczny atak Carnapa przeciw metafizyce zaś może być wykorzystany, by pokazać, że katolicka metafizyka wyżej stoi od innych szkół (zob. 4.1)1.

W rozdziale 5 odpowiemy jeszcze różnym innym sceptykom piszącym na temat Fatimy, pokazując, że nie jest zgodna ta argumentacja z faktami i metodą naukową. W 5.7, 5.8 i 5.9 przyjrzymy się trochę dzisiejszej literaturze wolnomyślicielskiej i damy ogólną odpowiedź na nią.

2 Wydarzenia z Fatimy

2.1 Od maja do października 1917

Opiszę tu krótko przebieg wydarzeń, na podstawie ówczesnych artykułów prasowych i różnych książek: “God and the Sun in Fatima” Stanleya Jakiego [slj], “Fatima: the Full Story” Johna De Marchi [DM2] “Fatima in the Light of History” Idalino Costa Brochado [CB]. Część wniosków pochodzi też z artykułu Dalleura [Dl] i dyskusji Amorina u Jakiego która omawia i uzupełnia jego wnioski od strony 288 do 300.

Trzej młodzi pastuszkowie mieli wizję Matki Bożej każdego 13 dnia miesiąca począwszy od maja, w południe, na polu koło Fatimy ([slj], s.16). Podczas kolejnych objawień towarzyszył im coraz większy tłum ludzi, w czerwcu około 70, w lipcu około 2000. O ile postronni nie mieli wizji, to widzieli różne niecodzienne zjawiska. 13 czerwca i 13 lipca widziano w momencie objawiona błysk i grzmot, nagłą bryzę i małą chmurkę pojawiającą się nad dębem ostrolistnym w miejscu gdzie wizjonerzy widzieli Matkę Bożą. 13 lipca widziano po raz pierwszy świetlistą kulę szybującą w powietrzu. Łucja, jeden z wizjonerów ogłosiła 13 lipca (powtórzyła 19 sierpnia i 13 września), że 13 października w tym samym miejscu i czasie, co objawienia będzie cud ([slj], s. 15). Wydarzenia z 13 lipca, a zwłaszcza duży tłum gapiów, przykuły uwagę rządu Portugalii, który prześladując zaciekle Kościół i chcąc wymazać religię ze wszystkich dziedzin życia oburzył się bardzo na te religijne zbiegowisko. Prorządowe gazety, m.i. “O Seculo” i “O Mundo” napisały parę pogardliwych artykułów, a lokalny burmistrz Arturo Santos, zwolennik tegoż rządu przed kolejnymi objawieniami 13 sierpnia uwięził dzieci i usiłował je zmusić do przyznania, że całą sprawę zmyśliły. Tłum zebrał się na miejscu bez dzieci i zobaczył podobne efekty jak wcześniej, a także parę nowych ([slj], s. 18) (widziano różnokolorowe światło oświetlające cały krajobraz, a liście drzew wydawały się być kwiatami). Po tym przedstawieniu tłum poszedł do Santosa, dając mu do zrozumienia że ma wypuścić pastuszków, co ten zrobił dwa dni później. Późniejsze artykuły z “O Mundo” o tytułach “Szarlatani!” i “Oszukańcze Cuda” (18 i 19 sierpnia) głosiły, że jakieś dzieci przyciągały tłumy podstępnie wytwarzając “cuda”. 13 września zebrały się dziesiątki tysięcy ludzi, widziano m.i. świetlistą kulę szybującą ze wschodu na zachód, podobnie jak 13 lipca. Świadectwo o tym u De Marchiego pochodzi od ([DM2], 111) pewnego księdza, monsignora Quaresmy, który nadmienia, że nie wszyscy widzieli to widowisko. Jaki (s. 20) twierdzi, że kampania prasowa “wolnomyślicieli” zakończyła się wyraźnym fiaskiem, więc we wrześniu przestali oni pisać na ten temat. Dopiero rankiem 13 października “O Seculo” opublikowało ironiczny artykuł Avelino de Almeidy o tytule “W Pełni Nadprzyrodzone! Objawienia z Fatimy” ([slj], s 21 – pisze on m.i. że cuda dzieją się około południa), a sam Almeida udał się tego dnia na miejsce objawień z fotografem Judą Ruah. Potem napisał on dwa artykuły, [bla] których fragmenty cytuję w załączniku 1.

2.2 Cud z 13 października 1917

13 października na polu Cova da Ira zebrał się wielki tłum od 40 do 70 tysięcy ludzi. Od rana padał gęsty deszcz i były grube chmury, (Almeida pisze np o ludziach wyglądających jakby wyszli z wanny [bla], podobnie jak “A Beira Baxa” w załączniku – “deszcz lał się strumieniami”).

Sam cud opiszę na podstawie kilku świadectw, które fragmenty dałem w załączniku. Pochodzą one z gazet wydanych w 1917 roku, oprócz parę lat późniejszej broszury “Os Episodios Maravilhosos de Fatima” ([DCF], s. 565) w wypadku Jose Almeidy Garretta i listu Goncalo Xaviera Almeidy Garretta (obydwa napisane w grudniu 1917) – który był jednym z pierwszych naukowców zajmujących się tą sprawą. Świadectwa te spisano bezpośrednio po wydarzeniu (a nie np wiele lat po) i łatwo stwierdzić ich autentyczność, bo gazety rozprowadzono w dużej liczbie kopii. Ten zarys wydarzeń jest zgodny jak sądzę z resztą materiału (parę wyjątkowych przypadków wybrałem do omówienia w ostatnim rozdziale).

Około słonecznego południa (część świadectw używa strefy czasowej przesuniętej o 45 minut według Amorina, [slj] s. 290) przestało padać. Trzej widzący zaczęli widzieć objawienie Matki Bożej, które nie było widoczne dla innych osób (choć Almeida wspomina o niektórych, co widzieli “twarz Świętej Panny”).

Wiemy, że Łucja krzyknęła “O, tu jest, spójrzcie na słońce” ([DM2], s. 135), ale nie była słyszana przez większość tłumu – świadkowie o tym raczej nie wspominają. Jose Almeida Garrett “spojrzał w kierunku, który przyciągał wszystkie spojrzenia”, a “Correio de Beira” wskazuje, że spojrzenia instynktownie skierowały się tam, gdzie się rozpogodziło.

Równocześnie w przerwie między chmurami, które się rozstąpiły, ukazało się “srebrne słońce”, “srebrny dysk” itd. Okrągły obiekt uznany za Słońce przez świadków, jednak taki na który można było skupić wzrok bez dyskomfortu. Określano go jako “dysk” w kolorze macierzy perłowej, srebra, jak księżyc w pełni, zaćmienie Słońca itd. Jose Almeida Garrett, który (wg Stanleya Jakiego) wcześniej oglądał całkowite zaćmienie Słońca na żywo wskazuje na większą jasność niż przy zaćmieniu i dużo większe odczuwalne ciepło – podkreśla też błyszczącą fakturę i wyraźny brzeg dysku.

Wiele jest świadectw które wymieniają jedynie część efektów, ale nie ma tu sprzeczności – ktoś będąc ograniczony wielkością artykułu prasowego, albo własną pamięcią, czy zdolnością opisania pewnych zjawisk – mógł napisać mniej. Dłuższe materiały w [slj], [CB], [DM2] poruszają różne inne kwestie niż samo srebrne słońce.

Zjawisko trwało 8 do 10 minut i miało kilka etapów. Kilka razy srebrne słońce drżało i wirowało, otoczone jakby czerwonym płomieniem, rzucając iskry jak fajerwerk i mieniąc się różnymi kolorami. Czasami srebrne słońce “jakby” urwało się z nieba i opadało w kierunku ziemi, dając wyraźnie odczuć ciepło (por J.M. Almeida Garrett). Kiedy indziej oświetlało ono okolicę na różne kolory zmieniające się sukcesywnie – jednak nie każdy podaje takie same. Najczęściej wspomina się żółty i fioletowy, niektórzy wspominają inne. Zbiorcza analiza Diogo Amorina (cytowane u [slj], s. 295) – wskazuje, że były trzy podobne fazy – w każdej był zarówno “taniec”, spadanie “słońca” w stronę ziemi, a kolor światła w kolejnych fazach był czerwony, żółty i “niebieskawy” (nie ma jednak co do tego zgodności).

Niebo było zachmurzone z niewielkimi przejaśnieniami. Po 10 minutach niebo przejaśniło się i ukazało się “prawdziwe” Słońce w zenicie, świecąc tak jak zwykle, tak że nie dało się na nim skupić wzroku (G. X. Almeida Garrett).

Niewielka liczba osób widziała zjawisko poza tłumem, w odległości do 40 km, część twierdzi przy tym, że nie pamiętała o tym, że ma być jakiś cud czy objawienie. Na ten temat w szczegółach pisze Dalleur [Dl] – “srebrne słońce” z daleka widziano zawieszone nad Fatimą, nie zaś od strony południowej.

Jest to ważna obserwacja – bo zarówno świadkowie jak i interpretatorzy zakładali łatwo, że efekt miał coś wspólnego ze Słońcem, z dodatkiem jakichś naturalnych lub nie efektów atmosferycznych. Tymczasem srebrne słońce wydaje się być zjawiskiem podobnej natury jak to z 13 września i wcześniejszych objawień – “szybujący świetlisty glob”. Wskazuje na to nie tylko analiza Dalleura, ale wiele innych szczegółów w zeznaniach. Jose Maria pisze, że część chmur zdawała się przechodzić za “słońcem”, a część przed “słońcem”. Wielu świadków potwierdza efekt “urwania się z nieboskłonu” i pęd w kierunku Ziemi. Czytamy też, że “słońce” “strzelało iskry” tak jak to robią ” fajerwerki”, to znaczy – prawdopodobnie, że świecący obiekt wyrzucał z siebie świecące fragmenty jakiejś materii (w wypadku Słońca byłoby to niewytłumaczalne).

2.3 Wyjaśnienia przez halucynacje wzrokowe

Halucynacje spowodowane patrzeniem na słońce są przykładem wyjaśnienia, które tłumaczy czynnik przyczynowy – ale ma inne braki, jak się okazuje. Często cytowany w kontekście Fatimy artykuł prof. Auguste Meessen’a [ms] z 2005 roku opisuje 12 domniemanych cudów słońca, w tym także i cud w Fatimie.

Jego zdaniem łączy te wszystkie cuda słońca następujący obrót wypadków:

  • Szary dysk wydaje się być umieszczony między słońcem, a obserwatorem, ale świetlisty brzeg jest nadal widoczny.
  • Piękne kolory ukazują się po paru minutach na całej powierzchni dysku.
  • Słońce “tańczy”, rotując wokół środka z jednorodną prędkością (1 obrót/s).
  • Nagle słońce wydaje się jakby urywać z nieboskłonu i zbliżać do tłumu, czasem wykonując też ruchy w płaszczyźnie poziomej.
  • Po około 10 czy 15 minutach – słońce powraca do swojej normalnej jasności.

Pisze on następnie, że patrząc wprost na słońce udało mu się dostrzec szary dysk ze świetlistym brzegiem, co jest wynikiem głównie retinopatii i wybielenia fotoreceptorów, spowodowanych wpatrywaniem się w oślepiające światło słońca. Pozornego ruchu słońca prof. Meessen nie widział. Jego zdaniem dlatego, że nie patrzył na słońce wystarczająco długo, albo, że jego mózg wiedział już zbyt dużo – ale dowodów na to brak. Nie widział też, aby słońce urwało się z nieboskłonu, ani całego szeregu bardziej subtelnych zjawisk.

Nawet z takim częściowym wyjaśnieniem problemy zaczynają się już wcześniej. Przyjmuje się bez uzasadnienia, że cud z Fatimy to to samo co kilkanaście innych rzekomo podobnych cudów, bez analizy dowodów. Po pierwsze, gdyby tak akurat było, to Meessen powinien to uzasadnić. Po drugie, zdecydowanie nie wygląda aby tak było. Podstawowa przesłanka Meessen’a jest taka że ludzie patrzyli na oślepiające światło, mogąc uzyskać ww halucynacje – zakłada on konkretnie patrzenie na słońce. W Fatimie jednak można było patrzeć na “srebrne słońce” bez dyskomfortu – świeciło ono, nie oślepiając. Łatwo to odróżnić od tego co proponuje nam Meessen – zerkając kątem oka na Słońce zobaczylibyśmy jasną plamę światła – i dopiero wymuszone wpatrzenie się w nią mogłoby wyprodukować efekt który on proponuje (i ewentualnie uszkodzenie wzroku).

Nie tak sprawy miały się w Fatimie. Niżej dwa fragmenty z załącznika.

Jose Maria Almeida Garrett:

Zwróciłem się w kierunku magnesu który przyciągał wszystkie spojrzenia i zobaczyłem je jako dysk z jasno widoczną krawędzią, świetlisty i błyszczący – ale taki który nie ranił oczu. Nie zgadzam się z porównaniem które słyszałem w Fatimie – że to matowy srebrny dysk. Był to raczej czystszy, bogatszy, jaśniejszy kolor – coś jak połysk perły. Nie przypominał księżyca w pogodną noc – bo patrzenie nań sprawiało wrażenie, że to żyjący organizm. Nie był sferyczny jak księżyc i nie miał podobnej barwy, odcienia czy zacienienia. Wyglądał jak oszklone koło z macierzy perłowej. Nie mógł być pomylony ze słońcem widzianym przez mgłę (nie było wtedy mgły, z resztą), bo obraz nie był zamglony, ciemny i rozproszony. W Fatimie to (dysk – K.Z.) dawało światło i ciepło i widać je było wyraźnie – z łatwo widoczną krawędzią.”

” (…) Nadzwyczajne było to, że można było skupić wzrok na tym kotle światła i ciepła bez oślepienia źrenic ani bólu oczu.”

” Bojąc się, że mam wybielenie źrenic – nieprawdopodobne wytłumaczenie bo wtedy nie widziałbym nic na purpurowo, odwróciłem się, zamknąłem i zakryłem oczy. Gdy je znowu otworzyłem – krajobraz nadal był purpurowy.”

Avelino Almeida:

Widzimy jak ogromny tłum odwraca głowy w kierunku słońca które wygląda zza chmur w pełnym zenicie. Słońce przypomina matowy srebrny talerz i można na nie patrzeć bez najmniejszego wysiłku – nie pali i nie oślepia.”

Co ciekawe, Almeida Garrett (Załącznik) też próbował eksperymentu z patrzeniem na słońce, ale szło mu raczej o żółte światło które widział. Innych typowych dla Meessen’a obserwacji nie zapisał2.

Parę dni później spojrzałem wprost na słońce, przez kilka chwil. Odwracając wzrok widziałem nierówne, żółte plamki. Nie widziałem wszystkiego w tym samym kolorze, jakby ktoś ulotnił żółty topaz w powietrzu, ale kropki czy plamki, które podążały za ruchem oka.”

Nawet gdyby istniała możliwość, aby anomalia nie raziła wzroku i zarazem powodowała zwidy podobne do patrzenia na słońce, to sprzeczności jest więcej. Zjawisko zaczęło się natychmiast i równocześnie, przerwało się po 10 minutach. Niektórzy widzieli je niezależnie, w odległości wielu kilometrów od Fatimy, nie od strony Słońca.

2.4 Wyjaśnienia przez efekty meteorologiczne.

Tego dnia Słońce pośrodku Układu Słonecznego nie wykazało żadnych interesujących anomalii. Gdyby było inaczej widziano by to na całej Ziemi, a nie tylko w okolicy Fatimy. Wiemy jednak, że promienie światła mogą ulegać odbiciu i załamaniu przechodząc przez materię. Znamy wiele takich efektów w atmosferze: tęcza, rozpraszanie Rayleigha, halo, korona, chmury. Część badaczy szukało więc wyjaśnienia tego zjawiska właśnie w zaburzeniach meteorologicznych.

W wypadku fatimskiego cudu miałoby to działać tak, że światło słońca przeszło przez jakiś niewidzialny ośrodek oddziałujący na światło – na przykład powietrze o zmiennej gęstości, czy temperaturze – i to właśnie wyprodukowało opisane “blade słońce”. To znaczy, świadkowie widzieli słońce przez ten ośrodek – przez co obraz pozorny był w innym miejscu, miał inny kolor. Zaburzenia ośrodka wyprodukowały ruch obrazu pozornego, kolory czy nawet efekt opadania w kierunku ziemi.

Wśród zjawisk meteorologicznych należy najpierw rozważyć zjawiska zbadane i występujące regularnie. Przykłady potencjalnie podobnych to: parhelion, korona, halo, chmury pyłu czy lodu. Do tego, co zaobserwowano one jednak nie pasują. Parhelion może pojawić się jedynie w ściśle ustalonych pozycjach względem tarczy słonecznej. Zjawiska halo i pokrewne powstają wskutek odbicia i załamania światła na wielu kryształkach lodu unoszących się w powietrzu. Geometria obrazu jest ustalona geometrią kryształków i ich położeniem – i nie opisano ruchomych zjawisk tego rodzaju podobnych do “srebrnego słońca”. Stwierdzenie, że w Fatimie to mógł być parhelion można znaleźć u Joe Nickella [JN] (więcej na ten temat w 5.2).

Stanley Jaki [slj] i Diogo Pacheco Amorin ([slj] s. 290-300) wskazują na możliwość meteorologicznego wyjaśnienia – ale przy założeniu, że mowa o zjawisku niezmiernie rzadkim, którego do tej pory nauka nie była w stanie zbadać. Amorin pisze zarówno o rozproszeniu na kryształkach lodu, jak i o soczewce powietrznej (odpowiedzialnej za efekt opadania Słońca w kierunku ziemi), która powstała we wznoszącej masie gorącego powietrza znad Atlantyku – zaznaczając, że bardzo trudno dopasować wyjaśnienie i bardzo mało prawdopodobne by coś takiego wystąpiło w naturze. Jaki dodaje parę szczegółów o których nie wspomniał Amorin np to, że świadkowie widzieli zjawisko w odległości kilkunastu km od pola – co wyjaśnienie naturalne utrudnia. Podsumowuje swoją hipotezę soczewki powietrznej następująco (s. 348):

Nic z tego nie powinno być brane za dowód, że istnieje bezpośrednie wytłumaczenie ‘cudu’ słońca. Na początek, właśnie to że fakt nie może być wyjaśniony – stawia nas w obecności cudu. Nawet jeśli nazwa ‘cud słońca’ będzie znaczyła tylko, że przewidziano czas i miejsce wydarzenia (…) to powinno się pamiętać o trzech rzeczach: Po pierwsze: ta ewentualność jest czysto hipotetyczna. Po drugie, nic takiego nie zaobserwowano przed 13 października 1917. (…) Po trzecie: powyższe rozważania, nie są wyjaśnieniem cudu słońca w ścisłym sensie. Są one hipotezą i niczym więcej.”

Inne, podobne, wyjaśnienie zaproponował A. Wirowski [wir]. Zjawiska halo powstają na ogół dla kryształków w losowym położeniu, lub układających się względem osi symetrii dzięki ruchom powietrza lub sile grawitacji. By kryształki mogły wyprodukować ruchomy i spójny obraz jakiegoś obiektu musiałby istnieć mechanizm poruszający nimi w synchronizowany sposób. Wirowski stawia hipotezę, że naładowana elektrycznie chmura kryształków lodu mogłaby tak oscylować, według pewnego modelu teoretycznego. Te ostatnie wyjaśnienia są z tego co mi wiadomo, najbardziej spójnymi wyjaśnieniami Cudu Słońca jakie można znaleźć (to czy są one jeszcze wyjaśnieniami naturalnymi, czy nie jest dyskusyjne, np Jaki twierdzi inaczej, wskazując na cudowność przepowiedni).

Tak postawionym wyjaśnieniom można wytknąć sprzeczności tak jak robi to Dalleur [Dl] – wskazując na azymut “srebrnego słońca” dla odległych świadków, czy inne efekty które wymieniłem na wstępie opisując wydarzenia z 13 października – które wskazują na fizyczny obiekt, nie pozorny obraz Słońca.

Gdyby jednak ktoś chciał mimo to obstawać przy tych nieprawdopodobnych wyjaśnieniach meteorologicznych, albo nawet wymyślić inne nieprawdopodobne wyjaśnienie – jest to kompatybilne z moimi dalszymi argumentami, takie wyjaśnienie pozostaje nadal poza granicą znanych zjawisk naturalnych.

3 Nieprawdopodobna predykcja

3.1 Metodologia predykcji.

Bardzo istotną częścią powyższej historii jest to, że cud publicznie przewidziano, podając dokładnie czas i miejsce. Jest to mocny dowód, wedle powszechnie uznawanych sposobów rozumowania, każdy może to łatwo stwierdzić. Rozdział ten jest poświęcony uzasadnieniu, że jest to kluczowy dowód według standardów naukowych. Osoby zainteresowane tylko bardziej humanistyczną częścią tej pracy (np. suchymi faktami bez ich interpretacji) mogą tu przejść do rozdziału piątego.

Teorie fizyki czy chemii działają w sposób pewny i efektywny, bo trafnie przewidują rzeczy których nie moglibyśmy wcześniej wiedzieć w inny sposób. Wiarę w naukę można łatwo uzasadnić odnosząc się do wartości predykcyjnej. Obecne teorie fizyki zapewne będą nadal rozwijane i zmieniane, nie są więc całkowicie pewną prawdą – ale po ich imponujących predykcjach możemy ocenić, że są blisko. Bertrand Russell powiedział (cytowane w [ASo]):

Nauka nigdy nie jest zupełnie prawdziwa (”quite right“), ale rzadko jest zupełnie w błędzie i z reguły ma większą szansę mieć rację, niż teorie nienaukowe. Jest więc racjonalnym przyjąć ją, hipotetycznie.”

Głównym autorem opartej na predykcjach filozofii nauki był Karl Popper, W jego filozofii dobrą naukę wyróżnia stawianie i testowanie śmiałych predykcji (takich, które są nieprawdopodobne jeśli dana hipoteza jest nieprawdziwa) i rygorystycznie poprawianie hipotez w oparciu o negatywne dowody. Nosi ta filozofia nazwę ‘falsyfikacjonizm’3.

Jeśli jesteśmy w stanie dostać trafne predykcje otrzymujemy dowody hipotezy (jednak nie pewność, że jest prawdziwa) – tym lepsze, im bardziej nieprawdopodobne predykcje. Proces badawczy jest procesem testowania hipotezy i rozwoju. Jeśli zmieniamy hipotezę pod wpływem błędnego wyniku, to ta zmiana musi nam dostarczyć nowych trafionych predykcji – wtedy proces jest naukowy.

Jeśli hipoteza “wyjaśnia” jakieś zjawiska nic istotnego przy tym nie przewidując, to znaczy, że jest nienaukowa. Popper [PPop] wskazywał marksizm i psychoanalizę jako przykłady takich teorii. Marksizm, powiada Popper, był naukowy na początku, gdy stawiał jakieś konkretne predykcje, ale stał się pseudo-naukowym dogmatem, gdy po obaleniu tychże predykcji zaczęto dodawać hipotezy pomocnicze, by uzgodnić go ze znanymi faktami a posteriori. Imre Lakatos krytykował podobnie darwinizm4. Dziś z gruntu falsyfikacjonizmu Peter Woit krytykuję [pw] teorię superstrun, a za niezbyt dobrze udowodnione uważa się modele klimatyczne [CC]. W praktyce nie zawsze to, co robią naukowcy spełnia założenia tej metody – mogą istnieć inne przyjęte praktyki, jednak bez równie dobrego racjonalnego uzasadnienia, wtedy też dana teoria jest gorzej potwierdzone.

Z punktu widzenia argumentów apologetycznych, jeśli chcemy mówić o czymś, że jest naukowe mówiąc o stopniu wartości, czy prawdziwości (tak się używa na ogół słowa ’naukowe’) musi to być sprowadzone do racjonalnych przesłanek – metody. A ten, kto chce twierdzić, że nauka ma racjonalną metodę, musi prawdopodobnie przyjąć falsyfikacjonizm. Popper ([Lak2] s. 158) wspominał, że możemy albo wybrać falsyfikacjonizm, albo przyznać, że nauka jest nieracjonalna. Problem widziano przed Popperem – Russell w 1912 (ponad 20 lat przed falsyfikacjonizmem, [Rus], p. 107) podaje paradoks, że indukcja nie jest racjonalnie uzasadniona, ale bez zasady indukcji podstawowe zasady nauki nie są dowiedzione i nie muszą obowiązywać w przyszłości5.

Jeśli podważymy metodę, nie ma sensu pytać o naukowość. Można sprowadzić ją do opinii jakiejś społeczności “naukowej”, która nie musi mieć wcale niczego wspólnego z prawdą. Równie dobrze może istnieć inne gremium, które w tej samej sprawie twierdzi co innego. Argumenty w rodzaju “nauka jest sprzeczna z religią” mają wartość jedynie wtedy, gdy mówimy o empirycznie potwierdzonej nauce. Na przykład jeśli Dawkins i Dennett (zob. 5.8) chcą taki argument postawić, to będzie on tak mocny, jak umocowanie neodarwinizmu w metodzie naukowej6.

Metodą nauki postanowił się posłużyć w powyższym celu fizyk cząstek i propagator ateizmu Victor Stenger. Uznaje on nieprawdopodobne predykcje implicite za kluczowe kryterium naukowości i jednocześnie kryterium nieprawdziwości religii (“Bóg: Błędna Hipoteza” w rozdziale 6). Argumentuje on, że jeśli Bóg chrześcijan komunikuje się z ludzkością, to powinien dostarczyć jakichś dowodów istnienia – ryzykownych, potwierdzonych predykcji – a że tak się nie stało to prawdopodobnie znaczy, że Go nie ma. W obliczu tych zarzutów Stengera można by pewnie odpowiedzieć na parę sposobów:

  1. Niefalsyfikowalność jest też dobrym argumentem przeciwko teorii superstrun, makroekonomii, neodarwinizmowi i modelom klimatycznym.
  2. Konkurencją dla religii nie jest falsyfikowalna nauka jak fizyka czy chemia, a różne religie dla siebie nawzajem wraz z innymi nie mniej niefalsyfikowalnymi dziedzinami, które chcą ustalać wartości moralne, albo orzekać o tematach takich jak dusza, świadomość, czy życie po śmierci.

Ja jednak nie będę tego szerzej poruszał. Raczej zamierzam stwierdzić, że takie predykcje istnieją.

3.2 Predykcja Cudu w Fatimie

Twierdzę, że Wizjonerzy przewidzieli cud w ustalonym czasie i miejscu. Cud istotnie wystąpił. Wobec nieprawdopodobnej predykcji, która okazała się prawdziwa i braku adekwatnego wyjaśnienia naturalnego (ponad takie które jest hipotetyczne i nieprawdopodobne) należy uznać, że zjawisko było nadprzyrodzone.

3.2.1 Wyjątkowość przepowiedni

  1. Przepowiednia była wyjątkowa, inna niż spotykane w historii fałszywe proroctwa.

Co mogło skłonić tłumy ludzi, które przyszły oglądać “cud”, 13 października 1917 roku? Zapewne cuda które były tam 13 września, 13 sierpnia i wcześniej, o czym poinformowała szeroko prasa w rodzaju “O Mundo” (zarzucając oszustwo). Wielu ludzi widziało uzdrowienia, szybujący “świetlisty glob”, deszcz znikających kwiatów, czy gwiazdy w południe, a tłum rósł coraz bardziej z każdym miesiącem. Fakt, że cuda powtarzały się 13 każdego miesiąca przemawiał za przepowiednią o kolejnym cudzie w następnym miesiącu. To, czy ktoś wierzył w te cuda, czy nie, ma mniejsze znaczenie. Ci co nie wierzyli, jak ci z “O Mundo” czy “O Seculo” dobrze wiedzieli, że to co się dzieje, nie może być porównane do byle kaczki dziennikarskiej, choćby po wymykających się spod kontroli konsekwencjach. Czym innym jest więc obiecać cud, a czym innym pokazać cud i obiecać kolejny (i tak parę razy). Nawet jeśli nieprawdopodobne przypadki się zdarzają, to dużo rzadziej kilka razy z rzędu.

Tutaj więc zarzut, że to jedynie jedno z wielu znanych w historii proroctw się sprawdziło za którymś razem – wymagałby pokazania, że naprawdę było wiele porównywalnych, a nie sprawdzonych przepowiedni – a to moim zdaniem nie jest możliwe.

3.2.2 Znaczenie słowa „cud”.

  1. Słowo “cud” odnosi się do tego co widziano.

Cud to złamanie dobrze ustalonej regularności w naturze (np Hume w [Hum] Ch. X), naruszenie porządku natury itd. Cud również to nadzwyczajna interwencja Boga czy innego bytu niewidzialnego – takie znaczenie jest jednak problematyczne, bo bytu niewidzialnego nie widać, a czynnika przyczynowości tym bardziej. Osoba wierząca w takie byty może uznać coś za cud, a osoba niewierząca niekoniecznie. Jest koniecznym założyć pierwszą definicję, by móc sformułować stwierdzenie o rzeczywistości. Dla przykładu rozważmy stwierdzenie “cudów nie ma”. Przy pierwszym znaczeniu znaczy to “nie występują złamania regularności w naturze” – przy drugim znaczeniu znaczy to “nie występują boskie interwencje”. To pierwsze jest stwierdzeniem o rzeczywistości czy stanie faktów, to drugie stwierdzeniem metafizycznym. Sceptyk w nurcie pozytywizmu nie może zrozumieć tego jako drugie, bo to będzie jego zdaniem bezsensowne. Czy zakładamy w naszej komunikacji, że ktoś wypowiedział się w sposób bezsensowny, mając do wyboru sensowne rozumienie jego wypowiedzi? Spodziewałbym się, że jest to bardzo rzadkie i widziane jako błąd. Falsyfikacjonista (inny sceptyk z resztą) zaś nie jest zainteresowany tym, że stwierdzenie ma zawartość obserwowalną i nieobserwowalną (obserwacje naukowe mają nagminnie stopnie swobody) – tu demarkatorem jest, czy jest ono “nieprawdopodobne” – na przykład stwierdzenie może być na tyle niejasne, że zarazem nie jest nieprawdopodobnie – w tej sprawie patrz punkt wyżej. Sceptyk powinien więc rozumieć cud jako złamanie regularności w naturze (lub równoważnie). Po przykład można sięgnąć do ironicznego artykułu Avelino de Almeidy z porannego wydania “O Seculo” z ranka 13 października ([slj], s. 21) np fragment, że “nie wiadomo mu o żadnych uzdrowionych ślepcach i paralitykach” wskazuje przykłady tego, co uznaje się za cuda. Złamanie regularności w naturze 13 października nastąpiło – obrót wypadków był jak najbardziej nieprawdopodobny i wyjątkowy.

Na marginesie: po dziś dzień istnieją też inne inspiracje sceptycyzmu. Ślady takich poglądów można znaleźć w pisemkach “wolnomyślicieli” w sprawie Fatimy np pamflet z 1923 u [DM2] s. 247 i [DCF] s. 287, argumentuje, że “nic nie może przekroczyć praw Natury”, co pozwala odrzucać cuda a priori, niezależnie od obserwacji. Już w 1917 był taki pogląd mocno niespójny7.

3.2.3 Potwierdzenie objawień przez cud

  1. Treść objawień jest potwierdzona cudem i sprawa jest z naukowego punktu widzenia bardzo prosta.

W metodzie naukowej pracujemy nad hipotezą wyrażoną przez opis językowy, logiczny i matematyczny – ta hipoteza jest używana, by uzyskać predykcję, na ogół przez dodanie treści teoretycznej. Objawienie różni się od hipotezy – jest ono przekazem słownym i zmysłowym – hipoteza naukowa zaś jest abstrakcyjnym opisem rzeczywistości, który trzeba jakoś połączyć ze zmysłową obserwacją. Po drugie, hipoteza może być naukowa lub nie dopiero jako proces (zob. 4.3.2). Na ogół będą jakieś nietrafione predykcje i zmiany hipotezy pod ich wpływem, prawie każda hipoteza na początku jest obalona lub niefalsyfikowalna i dopasowywana do znanych obserwacji w procesie „odkrycia”. Dopiero testując warianty hipotezy, widzimy falsyfikowalność, lub jej brak, (ewentualnie widzimy niefalsyfikowalność natychmiast, jeśli nie ma predykcji).

Pod tym względem objawienie jest czymś bardzo prostym: “jakiś byt przekazał jakąś wiadomość słowną czy wizję” – nie wygląda ono tak jak hipoteza, bo nie ma złożoności związanej z opisem rzeczywistości naturalnej. W wypadku Fatimy częścią wiadomości była nawet predykcja o cudzie – więc pozostaje tylko sprawdzić predykcję, co można było zrobić, przy pomocy zmysłów. Jeśli jest ona prawdziwa, to objawienie musiał wytworzyć byt o możliwościach przekraczających znacznie możliwości naturalne i ludzkie. Oczywistość i prostota nie jest wadą.

Przetestowanie hipotezy naukowej jest często trudniejsze i obarczone większą niepewnością. Współczesne eksperymenty z fizyki cząstek zawierają aparaturę badawczą obsługiwaną przez tysiące osób. Może się ona składać z akceleratorów cząstek, zestawu czujników obsługiwanych przez elektronikę i farmy obliczeniowej do analizy danych. To wszystko pozwala odsiać niewielką część przypadków zawierające interesujące zjawiska i wykonać analizę. Wszystko to opiera się na różnych założeniach – detektory wykorzystują do pomiarów pewne procesy fizyczne, a analiza zakłada, że ustalona część produktów pochodzi z innych, wcześniej zbadanych procesów. Zakładamy, że aparatura i programy działają (po podjęciu rozsądnego wysiłku, by je przetestować). Jak widzimy, uzyskanie wyniku jest bardzo skomplikowane i opiera się na założeniach. W ogólności fizyka od dawna jest na tyle skomplikowana, że bardzo rzadko da się przetestować jakąkolwiek hipotezę w całkowitej izolacji, a przez to trudno coś w praktyce obalić przez doświadczenie – nazywamy to problemem Duhema-Quine. W jednym z tych cząstkowych eksperymentów zwanym OPERA zaobserwowano nadświetlne neutrina8 – i fizycy, zamiast wziąć wynik za dobrą monetę, zaczęli szukać problemu z aparaturą.

Po drugie, hipotezy naukowe istnieją wyłącznie jako mniej lub bardziej ’obalone’9 – przewidują i opisują jedne zjawiska i wielkości, a z innymi są sprzeczne. Przed mechaniką kwantową istniały dwa opisy światła: jako strumień cząstek, lub jako fala – za jednym i drugim były mocne empiryczne argumenty i nikt nie potrafił jednego z drugim połączyć. Zapomnianą w XIXw. teorię cząstkową Newtona wskrzesił Planck, by rozwiązać jeszcze inny paradoks teorii falowej, znany jako katastrofa w nadfiolecie. Dopiero szereg odkryć w latach 20. (hipoteza de Broglie, zasada nieoznaczoności) i sformułowanie mechaniki kwantowej pokazało istnienie nieobserwowalnych stanów które w makroskali mogą wytwarzać efekty falowe lub cząsteczkowe. Kilkaset lat wcześniej niezrozumienie natury światła zaważyło na tym, że uczeni nie byli w stanie dać wiary heliocentryzmowi Kopernika i Galileusza10. Teleskopowe obserwacje Galileusza były niezgodne z tym, co każdy dostrzeże gołym okiem, a on sam nie mógł tego wyjaśnić. Nie dało się wtedy wyjaśnić np okresowych zmian wielkości obrazu Wenus, niespójnych zarówno z teorią Kopernika, jak i Ptolemeusza – nie było wiadomo czym „Wenus” jest, choć dało się dokładnie przewidzieć, gdzie Wenus będzie za tydzień. Gdyby więc ktoś zgłaszał obiekcję, że przewidziano czas i miejsce cudu w Fatimie, ale nie podano dokładnego opisu, czym cud jest, albo że nie da się go rozpoznać bez odwołania się do szeregu istniejących praw naukowych – łatwo można tu dać odpowiedź. Teorie naukowe też ani nie przewidują wszystkich zjawisk, ani wszystkiego nie tłumaczą. Co więcej, rozpatrywane w ścisłej osobności (bez szeregu innych teorii) w ogóle mało co przewidują.

Operując na bezpośrednim doświadczeniu zmysłowym wielu ludzi jednocześnie – mamy do czynienia z bardzo prostą i dobrze uzasadnioną sytuacją. Ujęciem tych zagadnień jest definicja zdania obserwacyjnego z falsyfikacjonizmu typu “Popper1” u [Lak2]. Predykcja z Fatimy jest stwierdzeniem o wystąpieniu czegoś (s.2.), ograniczona w czasie i przestrzeni – ustalone miejsce, ustalony czas (z dokładnością do 1km, 1h możemy powiedzieć z dużym zapasem). Istnieje konieczny aparat empiryczny (bezpośrednia obserwacja zmysłowa wielu osób) i logiczny (predykcja wyrażona bezpośrednio w treści objawienia).

3.2.4 Powtarzalność – regularne objawienia i cuda.

  1. Cud z 13 października zarówno jako element regularności, jak też sam w sobie jest mocnym dowodem.

Wspomnieliśmy, że nauka ma pewną trudność zajmowania się pojedynczymi anomaliami – hipotezy naukowcy tworzą w oparciu o obserwacje widziane wcześniej, drogą spekulacji, prób i błędów. By hipotezę przetestować, najlepiej by efekt wystąpił ponownie. Oczywiście poza tym naukowcy formułują hipotezy o pojedynczych, dawnych (prehistorycznych) wydarzeniach (parę przykładów: endosymbioza, powstanie Wszechświata, powstanie Ziemi, abiogeneza) i badają je pośrednio.

Zobaczymy, że dowód z fatimskiego cudu jest lepszy niż te przypadki. Po pierwsze, mamy prostą hipotezę (tj nie musimy jej tworzyć od zera), która jest w stanie natychmiast coś bardzo dokładnie przewidzieć – to właśnie wydarzyło się w Fatimie i nie dzieje się zarazem w nauce. Cud z 13 października jest więc z naukowego punktu widzenia dowodem nawet gdyby rozpatrzeć go zupełnie osobno. Polegać na tym nie musimy, bo oto wspominaliśmy w 1., że objawienia Fatimskie i związane z nimi cuda działy się od kilku miesięcy z dużą regularnością. To samo miejsce, ten sam czas11 co miesiąc. Z łatwością można, słysząc o kilku objawieniach, wymyślić hipotezę, że za miesiąc też będą cuda i następnie ją przetestować na własne oczy – we wrześniu i wreszcie w październiku, zgodnie z daną otwarcie obietnicą. To co wizjonerzy mówili obiecując cud 13 października, było ściśle powiązane z tym, co każdy mógł rozstrzygnąć rozum. Cudów w Fatimie było oczywiście więcej, np te Hiacynty przed śmiercią [DM2] ( s. 200).

Częstym błędnym kontrargumentem, jest nadużycie następującego rozumowania: cud łamie pewną regularność w naturze, więc jest bardzo nieprawdopodobny. Trzeba więc bardzo mocnego dowodu, by ustalić cud, tak by wykluczyć fałsz, czy błąd12. To owszem, jeśli cud jest istotnie jedną anomalią przeciwko regularności. Ale czy może być złamanie regularności, jeśli jest ich wiele? Nawet jeśli nawet założymy małe prawdopodobieństwo, że cud jest prawdziwy, to i tak kilka z tych cudów jest pewnie prawdziwe. Jakie jest prawdopodobieństwo wybrać z talii króla pik? Ledwie 2%, 1 do 52. Jeśli jednak powtórzysz eksperyment 200 razy, prawie na pewno znajdziesz jakiegoś króla pik. Oto i dlaczego cuda fatimskie i inne katolickie są odporne na takie osądy – bo jest ich wiele13.

3.2.5 Proces nienaukowy ze strony sceptyków

  1. Istniejące wyjaśnienia sceptyków są przykładami nienaukowych, zdegenerowanych zmian hipotezy

Prostemu i pewnemu procesowi ze strony wierzących jest przeciwstawiony zgoła inny proces ze strony przeciwnej. Sceptycy – skonfrontowani z niewygodnymi dla siebie faktami, stosują zmiany zdegenerowane według falsyfikacjonizmu Lakatosa (4.3.2) – dodają złożoność i zmieniają hipotezę, nie dbając o empiryczne jej uzasadnienie. Hipoteza wierzących jest więc dużo lepiej uzasadniona z naukowego punktu widzenia.

Prześledźmy tenże proces myślowy strony przeciwnej na tle historii objawień. Pogląd, że cała sprawa objawień Fatimskich jest oszustwem pojawił się już latem 1917, od razu gdy sprawą zajęły się media. Wynikało z niego nieuchronnie, że prostaczkowie zostali w jakiś sposób wyprowadzeni w pole i dowiedzenie tego jest kwestią jedynie większej wnikliwości. Wspominaliśmy, że nic podobnego jednak się nie udało, ani burmistrzowi Santosowi, ani postępowym dziennikarzom. Obietnica cudu 13 października była dla nich pewnie kolejną okazją, by „zdemaskować” jakąś manipulację czy błąd – jednak obietnica się sprawdziła w nader dosadny sposób i to na oczach tysięcy ludzi. Państwo ci zaczęli wówczas wymyślać ’masowe sugestie’ itd14. Późniejsi sceptycy (rozwiniemy to w 5) dołożyli do tego halucynacje, słońca podwójne i inne efekty. Albo nawet nie dbając o to, by choć pobieżnie uzgodnić te teorie ze źródłami, albo komplikując je w duży sposób, bo system teoretyczny może wyjaśnić prawie cokolwiek, jeśli tylko się go dostatecznie skomplikuje. Nie widać jednak tu predykcji ani możliwości by odkryć jakąś wiedzę – na przykład zaproponować proces naturalny zjawiska i następnie pokazać, że inne kawałki układanki do niego pasują. Nie, piętrzy się zbiegi okoliczności, albo zakłada rzadkie i nieprawdopodobne zjawiska niewiele różne od samych cudów. Tyczy się to nawet lepszych tego rodzaju prób, które opisaliśmy w 2.3 i 2.4.

4 Inne uwagi i dygresje

Rozdział ten zawiera dygresje i treści nieco bardziej technicznie skomplikowane – nie są one niezbędne by uargumentować prawdziwość fatimskiego cudu. Najbardziej istotnym argumentem jest 4.2, będący argumentem za religią katolicką w oparciu o cuda i falsyfikacjonizm. Podrozdział 4.1 jest dość odległą dygresją. Odpiera popularne pozytywistyczne ataki i używa ich by wskazać koncepcyjną wyższość metafizyki katolickiej. Dalsze dwa podrozdziały dyskutują szerzej falsyfikacjonizm.

Czytelnik niekoniecznie tym zainteresowany może zostawić to sobie na później i przejść do kolejnego rozdziału 5, albo też przeczytać jedną z części oddzielnie.

4.1 Różne pojęcia metafizyki i ataki na nią

4.1.1 Pozytywizm

Na boku można się jeszcze zastanowić czy takie argument może świadczyć o pojęciach religijnych takich jak: Bóg, dusza, niebo, piekło itd. Często ataki na poglądy metafizyczne sprowadzają i sprowadzały się na ogół do pomysłów by uznać za dopuszczalną wiedzę o rzeczywistości tylko to co obserwowalne w sposób zmysłowy i wiedzę logiczną – co nazwiemy zbiorczo pozytywizmem. Pierwszy wpadł na pomysł David Hume ([Hum], Ch. 12) w XVIII wieku:

Jeśli weźmiemy do ręki jakąś księgę z teologii, czy metafizyki, na przykład, zapytajmy: Czy zawiera on jakieś rozumowanie abstrakcyjne o liczbach i wielkościach? Nie. Czy zawiera jakieś rozumowanie doświadczalne o faktach i istnieniu? Nie. Wrzućmy więc ją w ogień, nie może bowiem zawierać nic prócz iluzji i sofisterii.

Już na przełomie XIX i XX wieku nie dało się pogodzić tych poglądów z typowymi poglądami na temat nauki. Podczas sporu o teorię atomową fizyk-filozof Mach (pozytywista) obstawał, że nie można stwierdzić istnienia atomów bez bezpośredniego zaobserwowania, podczas gdy poparta obserwacjami teoria Boltzmanna wskazywała, że istnieją. Poglądy Macha nie zestarzały się dobrze. Rozwiązaniem zagadki dualizmu cząstkowo-falowego był abstrakcyjny obiekt, który dało się obserwować jedynie pośrednio (stan kwantowy.) W XX wieku już mamy prawdziwy wysyp teorii, które postulują różne abstrakcyjne obiekty obserwowane jedynie pośrednio i opisane skomplikowaną matematyką – np cząstki elementarne, horyzonty zdarzeń itd. Inny protoplasta pozytywizmu Comte utrzymywał, że nigdy się nie dowiemy, z czego zrobione są gwiazdy, ale jednak się dowiedzieliśmy.15

Dochodzi do tego brak spójnego systemu powiązania stwierdzeń o faktach ze stanami rzeczywistości, który by odpowiednio uwzględniał teorie naukowe. Jedną taką współczesną pozytywistyczną teorię znaczenia stworzył podobno Wittgenstein, albo raczej Koło Wiedeńskie na jego podstawie16 i wynika z niej, że na przykład ([Pop] p.4 s.40) teorie naukowe też są bezsensowne – nie jest więc przydatna jako kryterium sensowności17.

Jeszcze innym problemem jest problem indukcji, uzasadnienia twierdzeń uniwersalnych na podstawie obserwacji poszczególnych przypadków – indukcja nie ma ani dobrego racjonalnego uzasadnienia, ani też dowodów, by naprawdę miała większe znaczenie dla dociekań naukowych (Popper o tym pisze na początku [POP]).

Te problemy grzebią równie skutecznie nie tylko logiczny pozytywizm XXw., ale cały szereg jego poprzedników, którzy zostawili je do późniejszego rozwiązania. Tyczy się to zwłaszcza Hume’a i jego ataków na religię z punktu widzenia jego empiryzmu (na jego argument o cudach odpowiemy osobno w 5.7).

4.1.2 Atak Carnapa na metafizykę

Mimo ogólnej porażki logicznego pozytywizmu, warto tu przypomnieć kogo w pierwszej kolejności chcieli oni ugryźć i dlaczego. Rudolf Carnap w 1932 opublikował artykuł [Carn] pt. „Eliminacja metafizyki przez logiczną analizę języka”.

Celem ataku jest w pierwszej kolejności Heidegger18, a także Hegel, Fichte i inni z niemieckiej, czy kontynentalnej szkoły świeckiej metafizyki (a w dalszej kolejności inni filozofowie). Heidegger zdaniem Carnapa, wygaduje bezsensowne zlepki słów. Używa słowa „Nic” albo tak jak się to normalnie robi (kwantyfikator, słowo odnoszące się do braku czy też zera elementów – „nic tu nie ma”), albo jako rzeczownika („a co z tym niczym?”) – co z kolei jest bez znaczenia. Podważa też standardowe pojęcie logiki- można się częściowo zgodzić z Carnapem przynajmniej w tym, że odcyfrowanie o co temu Heideggerowi chodzi jest bardzo trudne.

Dopisana w 1957 notatka mówi, że termin „metafizyka” odnosi się do „rzekomej wiedzy o esencji rzeczy, która przekracza świat empirycznie ugruntowanej indukcyjnej nauki. Metafizyka w tym sensie zawiera systemy takie jak te Fichtego, Schellinga, Hegla, Bergsona, Heideggera. Ale nie zalicza się do niej wysiłków by zsyntezować i uogólnić wyniki różnych nauk.”19

Dalej zabiera się on za wskazanie innych rzekomych nadużyć języka, na przykład czasownika „być”, o którym on twierdzi, że standardowo jest częścią jakiegoś predykatu20, a metafizycy go nadużywają mówiąc: „Ja jestem”, „Istnienie”, „Bycie” itd.

Nie wiem, czy ten atak jest skuteczny. Można sobie wyobrazić jakiś problem metafizyki: czy obiekty w świecie istnieją, tak jak je widzimy, czy raczej wszystko to symulacja (tzw „demon Kartezjusza”). Nie da się tego zbadać żadnym doświadczeniem, ale to nie znaczy, że używamy języka w sposób bezsensowny. Inna sprawa co z metafizycznej dyskusji wychodzi21.

Dalej pokażemy, że krytyka podobna do tej Carnapa może być użyta przeciw metafizyce irracjonalistycznej, nie zaś racjonalistycznej, co znowu może być wykorzystane przez katolicyzm.

4.1.3 Problem metafizyki irracjonalistycznej

Czy atak Carnapa może się tyczyć metafizyki katolickiej, której od koncepcji bytu i istnienia oderwać nie sposób? Trudno porównać Św. Tomasza do Heideggera. Bogusław Wolniewicz22 zaprezentował kiedyś diagram klasyfikacji filozofii. Ma dwie osie, z których jedną jest użycie logiki, a drugą naturalizm lub transcendentalizm. Naturalizm traktuje człowieka, jako część przyrody, transcendentalizm głosi, że człowiek wykracza poza przyrodę. Tomizm jest filozofią transcendentalną racjonalistyczną (i najważniejszym reprezentantem tego nurtu) – Heideggeryzm transcendentalną irracjonalistyczną. Jeden opiera się na wnioskowaniu logicznym, drugi zaś nie. Jest to dość kluczowa sprawa, na którą powołuje się Carnap atakując Heideggera – Heidegger otwarcie podważa logikę. Chcąc odszyfrować, co Heidegger myśli nie mamy do tego narzędzi. Chcąc zrozumieć, co myśli Tomasz, mamy logikę. Chcąc zrozumieć jakieś pojęcie możemy postawić hipotezę, co ono znaczy i sprawdzić, czy ta hipoteza jest zgodna z użyciem pojęcia. Załóżmy, że dane dzieło opisuje jakąś logiczną strukturę wnioskowania (teorię) – jeśli tak, to będziemy ją w stanie znaleźć przy pomocy logiki23.

„Irracjonalistyczny” zatem oznacza też, że nie ma teorii. Wolniewicz daje przykład późnego Wittgensteina „Dociekań Filozoficznych” jako programowego irracjonalisty – on mówi jawnie, że nie ma teorii i nie będzie, to co ma do zaprezentowania w „Dociekaniach” to zbiór uwag, pewna krytyka. Heidegger odrzuca logikę – więc nie ma teorii, ale w sposób zakamuflowany, ma wszak być jakieś wyższe poznanie „istnienia”. Atak podobny do tego u Carnapa może być skuteczny przeciw pewnego rodzaju zakamuflowanej metafizyce irracjonalistycznej. Mówi ona zagadkami, co do których nie można znaleźć rozwiązania. Na stwierdzenie, że ono musi jakieś być, można odpowiedzieć: dobrze, ale jak poznać to rozwiązanie? Nie ma podstawowych narzędzi. Metafizyka tomistyczna stoi wyżej od tychże szkół dzięki swojej „tendencji ku jasności”24.

W tym podziale transcendentalizm i naturalizm nie mają automatycznie lepszych, czy gorszych pretensji do rzeczywistości. Wskazuje nam ta klasyfikacja błąd, czy też wykręt logicznych pozytywistów – naturalizm nie wynika z żadnego kryterium logicznego, czy obserwacji. Usiłowano takie kryterium stworzyć, ale nie jest to rozwiązany problem, wbrew Carnapowemu stwierdzeniu, że „rozwój współczesnej logiki pozwolił dać nową i ostrzejszą odpowiedź na pytanie o poprawność i uzasadnienie metafizyki”. „Naturalizm jako sensowność”, czy jako „naukowość” w ideach Koła Wiedeńskiego demaskuje skutecznie Karl Popper: [POP] (s. 29).

Pozytywiści interpretują zazwyczaj problem demarkacji w sposób naturalistyczny, ujmują go tak, jakby należał do nauk przyrodniczych, (…) wierzą, że muszą dążyć do wykrycia pewnej różnicy (…) między naukami empirycznymi z jednej, a metafizyką z drugiej. Nieodmiennie starają się dowieść, że metafizyka jest jedynie czczą, nonsensowną gadaniną. (…) Gdybyśmy chcieli żeby wyraz „nonsensowny” (…) na mocy definicji oznaczał tyle co „nienależący do nauki empirycznej”, wówczas charakterystyka metafizyki jako nonsensu (…) byłaby trywialna, metafizykę bowiem zwykle definiuje się jako nieempiryczną.

Weźmiemy dalej ten pozytywistyczny pomysł, że to co naukowe to dobre, czy też sensowne i użyjemy do demarkacji tego systemu Poppera – to z kolei będzie miało bardzo zaskakujące konsekwencje. To, co tradycyjnie uznaje się za metafizykę, nie musi być wcale nieempiryczne (Mamy przecież to, co jest głównym tematem tej książki.)

4.2 Cuda, a przewaga teologii katolickiej nad innymi religiami i systemami metafizyki

Przyjmijmy więc metodę falsyfikacjonizmu jako kryterium podziału nauki i metafizyki. Cóż się wtedy stanie? Część rzeczy uważanych za nauki wyleci za burtę, albo chociaż będzie miała mniejsze pretensje do rzeczywistości, niż nauki „pierwszego chóru”. Neodarwinowska synteza, nauka o globalnym ociepleniu, psychiatria, neoklasyczna ekonomia, czy teoria superstrun w jej obecnym stanie to takie właśnie przykłady wątpliwych dziedzin.

Czy istnienie Boga w katolicyzmie jest sprawdzalną i potwierdzoną hipotezą? Myślę, że istotnie można to pokazać. Narzuca się najpierw problem (zob. 4.3.1), wspomniany przez Poppera, że stwierdzenia o istnieniu są co do zasady niefalsyfikowalne. Jednak wiemy, że (Popper podaje przykład pierwiastka hafnu): a) nauka polega na takich twierdzeniach o istnieniu b) istnienie czegoś można sfalsyfikować jeśli z własności tego czegoś wynikają konkretne efekty c) istnienie czegoś może wynikać z hipotezy, która jest falsyfikowalna.

„Istnieje Bóg” więc jest zdaniem niefalsyfikowalnym. „Istnieje Bóg, niewidzialny Byt o ogromnej (jak na ludzkie zdolności postrzegania) mocy – który komunikuje się z ludzkością przy pomocy objawień i cudów – zjawisk przekraczających ludzkie i naturalne możliwości i jest ich wiele w każdym wieku” to hipoteza. Hipoteza ta jest równoważna do postawionej przez Augustyna [Ag] w starożytności – on mówi, że cuda „nie przestały się dziać” i na potwierdzenie opisuje te mu współczesne – gdyby nagle 100 lat później cuda jednak przestały się dziać, to byłaby obalona.

Ta hipoteza jest bardzo dobrze przetestowana i opisuje pewien niezmienny element rzeczywistości. Cuda dzieją się wielokrotnie jak się działy w każdym pokoleniu. Wśród nich zaś są takie, jak ten z Fatimy, gdzie predykcja i inne wymienione okoliczności dają nam dużą pewność, że są istotnie cudami.

Gdyby cudów nie widziano przez dłuższy czas, to trzeba by wymyślić zmianę hipotezy i ta zmiana powinna być możliwa do przetestowania. Jeśli Augustyn może wyliczyć kilkanaście współczesnych cudów i twierdzi, że mógłby ich podać wiele więcej, a myśmy nie byli w stanie zrobić tego samego w XXI wieku, to by oznaczało, że coś się zmieniło. Ale nic takiego nie zachodzi – oto w samej Polsce 2008 mieliśmy cud eucharystyczny w Sokółce, a w 2013 Legnicy. Z uzdrowień Kościół liczy dziś tylko te najbardziej pewne i potwierdzone, wedle reguł ustalonych przez Benedykta XIV, lub podobnych.

W innych religiach można trafić na takie degeneratywne ’zmiany hipotezy’ – wobec cudów które miały być dawno temu, a nie ma ich dziś. Roy Schoemann, profesor Harwardu i konwertyta na katolicyzm zapytał kiedyś rabina: dlaczego żydowski Bóg nie przemawia od 2400 lat. Odpowiedź brzmiała bo Bóg nie znalazł nikogo, kto byłby tego wart – to jest właśnie przykład zmiany niemożliwej do przetestowania. Podobnie i Kalwin, nie mając cudów na poparcie swojej doktryny, musiał wymyślić, że cuda przestały się pojawiać w chrześcijaństwie po czasach apostolskich.

W takiej empirycznej definicji Boga nie ma nic o wieczności, wszechmocy i tak dalej – te rzeczy są z resztą możliwe do pojęcia jedynie częściowo. Musimy tu wprowadzić rozróżnienie między tym, co ustalić możemy naukowo (istnieje Bóg), a tym co Bóg objawił jako religię. Dociekanie naukowe, jako konieczną przesłankę potrzebuje tego, by wierzyć innym uczonym. Religia potrzebuje zaś uwierzyć świadectwu Boga, tj objawieniu, jest więc czymś innym. Stwierdzenia tego drugiego rodzaju nazywać można artykułami wiary – odkrycie ich przez interpretację objawienia jest przedmiotem teologii. Nie są one dokładnie tym samym, czym nauka25, ale różnica nie jest wcale wielka. Z racjonalnego punktu widzenia katolickie prawdy wiary stoją znacznie wyżej, niż dowolna ideologia czy hipoteza, która by chciała rozstrzygać o tych samych sprawach, nie odniósłszy adekwatnie się do istnienia Boga i wyżej wymienionych dowodów. Jeśli np Stenger żąda (rozsądnie) dowodu przez istotne predykcje i jedna religia może je podać, a inne nie – to znaczy przynajmniej tyle, że obiektywnie przetestowano nadprzyrodzone pochodzenie tejże religii. Jest więc Bóg i założył tą jedną religię. Niechże więc teraz, kto chciałby założyć inaczej, okaże taki sam albo lepszy dowód – by jedne dowody przeciwstawić drugim.

Nie mogą ich pokazać materialiści, neodarwiniści26, reformatorzy moralności pokroju Kinseya i Freuda27 albo i zwolennicy i założyciele różnych innych religii, niż katolicyzm. Nikt z nich (ani ich następców) tego zrobić nie może, o ile mi wiadomo.

To „kryterium Stengera” może poczynić ogromne spustoszenie zarówno w sporach religijnych, jak i szerszej dyskusji światopoglądowej. Gdyby je przyjąć, to nie tylko inne religie całkowicie tracą znaczenie, ale katolicyzm miałby potężny argument w każdym niemal sporze moralnym czy społecznym. Dodać do tego wystarczy kalkulacje ryzyka podobne jak np w sprawie globalnego ocieplenia28, a okaże się, że ignorowanie Fatimy i katolicyzmu to najbardziej tragiczna nierozsądność w dziejach ludzkości.

4.3 Dygresja – falsyfikacjonizm

Niżej przedstawimy w większych nieco szczegółach rozwój metody falsyfikacjonizmu, testowania i rozwoju teorii naukowych przez predykcje – co pozwoli przyjrzeć się pewnym bardziej zaawansowanym problemom.

4.3.1 Falsyfikacjonizm według Poppera

Wymienimy najpierw parę ważniejszych punktów z „Logiki Odkrycia Naukowego” Poppera [POP].

Zaczyna on od dyskusji problemu logiki indukcji (p. 1) tj uzasadnienia praw ogólnych z dużej liczby obserwacji – odpowiadając, że istniejące problemy z tą logiką są nierozwiązane, a zapewne niemożliwe do przezwyciężenia.

Następnie (p. 2) wprowadza on rozróżnienie procesu „rodzenia się nowego pomysłu” i procesu „jego logicznej analizy”. Tylko to drugie, argumentuje, jest istotne. Logika wiedzy sprowadza się do systematycznego sprawdzianu, jakiemu koncepcja powinna być poddana, by „poważnie ją wziąć pod uwagę”. To znaczy, powinno się jakoś ocenić, czy są dowody, a to czy inspiracją teorii była filozofia, sen, czy baśń o krasnoludkach jest prawie bez znaczenia.

Następnie opisuje on sposób dedukcyjnego sprawdzenia hipotez (p. 3). Mając hipotezę, należy wywieść jakieś nieprawdopodobne nieznane wyniki tejże hipotezy, to znaczy predykcje, których inaczej byśmy się nie spodziewali. Potem należy sprawdzić te wyniki przez doświadczenie, czy obserwację. Jeśli są one błędne to hipoteza powinna być obalona, jeśli prawdziwe to otrzymujemy dowód na potwierdzenie hipotezy.

Dalej (p. 4 – p. 8) porusza problem demarkacji, to jest oddzielenia zdań naukowych od nienaukowych, naukowych od metafizycznych, obiektywnych od subiektywnych itd. Pozytywiści usiłowali wówczas pozbyć się metafizyki, jako systemu bezsensownych pseudozdań, co zdaniem Poppera, sprowadza się niezmiennie do prób użycia do tego celu logiki indukcyjnej i wreszcie problemu indukcji. Zamiast tego, Popper proponuje podział na hipotezy przetestowane empirycznie i obiektywnie lub nie, według jego metody testowania hipotez. Zauważa też, że przyjmowanie przez pozytywistów kryterium sensowności zdań – jako redukowalnych do zdań atomowych, opisów czy obrazów świata, grzebie dodatkowo logikę indukcyjną, bo zdania uniwersalne tak zredukowane być nie mogą.

Szerzej dyskutuje on sprawę teorii naukowych, czyli (oględnie mówiąc) systemów zdań uniwersalnych, praw które obowiązują zawsze i wszędzie (oczywiście, nauka w praktyce nie ogranicza się do takich stwierdzeń, chce też rozstrzygać o jednostkowych wydarzeniach). W paragrafie 20. wspomina on pokrótce o tym, że można wprowadzać hipotezy pomocnicze, co należy traktować jako próbę skonstruowania nowego systemu i należy zadbać o to, by stopień falsyfikowalności teorii ciągle rósł (wykluczał i przewidywał więcej niż przedtem) i rósł nasz stan wiedzy o świecie. Jest to, jak zobaczymy, konieczne dla możliwości stworzenia zgodnej z naukową praktyką wersji falsyfikacjonizmu29.

Ważną obserwacją jest, że każde stwierdzenie egzystencjalne jest przeciwne jakiemuś stwierdzeniu uniwersalnemu: „istnieje jakiś biały kruk”, „nie ma białych kruków”. Popper stwierdza, że w jego systemie zdania egzystencjalne są niefalsyfikowalne tzn nieempiryczne – i jest to zasadniczy problem, bo na takich zdaniach nauka zdaje się polegać. „Nie możemy przeszukać całego świata” by sprawdzić, czy biały kruk istnieje, czy nie. Stwierdza on, że „potrzeba czegoś więcej”, by zdanie egzystencjalne mogło być przetestowane. Podaje przykład: naukowcy nieskutecznie szukali pierwiastka o liczbie atomowej 72 (hafn), dopóki Bohr nie przewidział paru własności tego pierwiastka. To znaczy, trzeba czegoś jeszcze, teorii, by zawęzić nasze pole poszukiwań. Robi on też rozróżnienie między „zajściami” i „zdarzeniami” (p. 23) rozróżniając pojedyncze zdarzenia od klas zdarzeń. Wskazuje, że pojedyncze zdarzenia są bez znaczenia dla nauki, nie wyjaśnia jednak z jakiego powodu.

Popper wprowadza dalej stopnie sprawdzalności (Rozdział VI, p. 31), przy użyciu pojęcia prawdopodobieństwa logicznego (bez związku z pojęciem szansy czy losowości). Chodzi o porównanie, jak wiele możliwych obrotów wydarzeń zabrania dane stwierdzenie. Tautologie (oczywistości, jak „2+2=4”) możemy przypisać logiczne prawdopodobieństwo 1 bo są zawsze prawdziwe (niezależnie od faktów ze świata), sprzeczności zaś (2+2=5) logiczne prawdopodobieństwo 0 – bo są zawsze fałszywe.

Wszystkie zdania empiryczne są gdzieś pomiędzy 1 a 0, i na ogół można porównać zdania relatywnie, ze sobą, jako mniej, lub bardziej prawdopodobne. „Gdzieś jutro będzie deszcz” jest bardziej prawdopodobnym zdaniem, niż ’Gdzieś w Berlinie będzie jutro deszcz’. A ’W Berlinie w dzielnicy Kopenick od 10 do 12 jutro będzie deszcz’ jest jeszcze mniej prawdopodobne. Falsyfikowalne, wysoce specyficzne zdania są jednocześnie mało prawdopodobne30. W rozdziale VII Popper zabiera się za problem prostoty, wskazując, że używający go (w jego czasach) nagminnie badacze epistemologii ani nie mówią w sposób spójny czym ona jest, ani tym bardziej, dlaczego ona miałaby być czymś pożądanym w hipotezie naukowej. Wskazuje następnie, że wprowadzona przez niego falsyfikowalność jest w stanie dobrze temu zaradzić, jeśli prostotę utożsamimy właśnie z nią. Geometria Euklidesowa, powiada Popper, jest prostsza od krzywoliniowej, bo łatwiej sfalsyfikować hipotezę, że opisuje ona np promienie światła. Możemy obmierzyć kąty trójkąta jaki tworzą trzy promienie świetlne (np przy użyciu luster i laserów) i spodziewać się, że suma powinna wynieść dokładnie 180 stopni. Jeśli to samo będziemy chcieli zrobić dla geometrii krzywoliniowej potrzeba będzie więcej pomiarów.

4.3.2 Lakatos i Falsyfikacjonizm wyrafinowany

Wokół teorii Poppera przez pierwsze dekady narosło trochę kontrowersji i niejasności. Część wynika z jego własnych poglądów i niemożliwości ich uzgodnienia z rzeczywistością – rewolucyjne pomysły rzadko rodzą się idealne. Część z ataków, które wykrzywiały jego poglądy.

Jednym z ważniejszych krytyków Poppera był Thomas Kuhn, historyk nauki i proponent naukowego relatywizmu. Wątpił on, że falsyfikacje teorii w ogóle istnieją w nauce – owszem istnieją anomalie, ale ich znaczenie jest inne. Myślę, że zadowalającą syntezę tematu, wraz z dopracowaną wersją falsyfikacjonizmu przedstawił w 1968 Imre Lakatos, na którego artykule z 1968 roku chciałbym się oprzeć. Wyjaśnijmy teraz trzy poglądy, które Lakatos nazywa w swoim znanym artykule Popper0, Popper1, Popper2 [Lak2] – gdzie prawdziwe poglądy Poppera leżą gdzieś pomiędzy Popperem1 a Popperem2. Popper0 zakłada, że nauka może z całkowitą pewnością odrzucić teorię na podstawie nieprawdopodobnych predykcji i obserwacji wyników tychże predykcji. Popperysta-0 uważa więc, że fizyka Newtona jest obalona jako fałszywa przez apsydalną precesję Merkurego (obserwacja podana na poparcie Ogólnej Teorii Względności Einsteina). Autor zaznacza, że Popper0 nie ma nic wspólnego z prawdziwym Karlem Popperem i jest błędną wulgaryzacją poglądów Poppera. Filozofia Poppera-1 opiera się na śmiałych i twardo odrzucanych hipotezach. Do tego potrzebuje “zdań obserwacyjnych” – to jest [Lak2] (s.153) “czasoprzestrzennie jednostkowych stwierdzeń o istnieniu czegoś” np ‘Jutro między 22:00 a 23:00 na danych współrzędnych +/- 1% zobaczymy kometę’. Co więcej musi istnieć doświadczalna metoda, by stwierdzić prawdę lub fałsz zdania i musi istnieć silny logiczny argument konsystencji lub nie wyniku obserwacji z hipotezą. Jeśli taka śmiała predykcja może być obalona (ponad rozsądną wątpliwość), to teoria musi być odrzucona. Jest poważny problem z Popperem-1 (wskazanie go Lakatos przypisuje Kuhnowi). Otóż Popper1 nadal głosi wyidealizowany model rzadko możliwy do zastosowania praktyce. Kuhn argumentował m.i. że kilka błędów nie może obalić obowiązującej w społeczności podstawowej teorii (dopiero duża kumulacja problemów, tj kryzys zmusza naukowców do szukania alternatyw). Inny problem jest taki, że wszystkie teorie od swojego początku są obalone wedle tej definicji (s. 163) – więc obalenia nie mogą “odgrywać dramatycznej roli w nauce”. Wymieńmy parę przykładów: katastrofa w nadfiolecie dla falowej teorii światła, problem eteru dla równań Maxwella, problem promieniowania elektronu w atomie, rozmiar obserwowalnych obrazów gwiazd (będących w istocie obrazem dyfrakcyjnym) dla teorii Kopernika i Ptolemeusza, obecny problem ciemnej materii. Wszystkie te wyniki falsyfikowały wiodące w danym momencie teorie, ale porzucenie tychże teorii z tego powodu byłoby skrajnie niepraktyczne.

Można wskazać inny problem – mamy wiodącą teorię taką jak Model Standardowy. Jesteśmy co do niej przekonani, że działa bardzo dobrze i wyczerpaliśmy jak na razie empiryczne możliwości testowania jej. Jak możemy tą teorię sfalsyfikować? Czy możemy podać eksperyment który może sfalsyfikować Model Standardowy? Nie może być to nic przetestowanego do tej pory (co do tych jesteśmy przekonani, że działają dobrze), a możliwości dalszego testowania się na razie wyczerpały. Wydawałoby się więc, że falsyfikowalność jest tym niższa, im lepiej przetestowana jest teoria – co jest bez sensu. Można by więc przyjąć, że teoria po przetestowaniu przez predykcje jest uznawana za falsyfikowalną, pomimo braku możliwości dalszego testowania.

Popper2 koncentruje się na rozwoju teorii, która jest testowana, lub zmieniana. Zmiany mogą być progresywne i degeneratywne. Teorii nie da się na ogół sfalsyfikować jednym wynikiem, ani jej całkowicie odrzucić – ale ważne jest co uczeni robią z problematycznym wynikiem. Jeśli zmiana w teorii generuje nowe predykcje, które mogą być testowane, albo jeśli np wyjaśniamy błąd eksperymentu będąc w stanie eksperyment naprawić i zademonstrować jego działanie – to jest to zmiana progresywna. Przy zmianach progresywnych przewidujemy i testujemy nowe informacje. Jeśli zmiana niczego nie przewiduje ale ‘tłumaczy’ przeszłe zjawiska, albo dostosowuje się do jednych błędnych predykcji, by dodać do tego inne też błędne, to jest zmiana degeneratywna. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć nowych informacji, reinterpretujemy znane fakty – jako rzekomo efekt czegoś. Taka teoria jest nienaukowa, czy też bezużyteczna, bo nic nie przewiduje.

Obalenie i zastąpienie jednej kluczowej dla danej dziedziny teorii przez drugą trafia się rzadko, trwa dłuższy czas i zachodzi dopiero wtedy, gdy jest dostępna lepsza teoria. Jak zaznacza Lakatos (s. 163): “Nie może być obalenia (teorii) bez zaakceptowania lepszej teorii”.

4.4 Błędne ataki falsyfikacjonistyczne

Dodajmy małą dygresję do Poppera0, Poppera1 i Poppera2 z [Lak2]. Można spotkać dziś popularne, ale błędne zarzuty przeciwko religii, które wykorzystam do zarysowania lepiej pewnych kwestii.

Oto przykłady: “wiara w Boga jest niefalsyfikowalna, w innych słowach nie może być przetestowana, żeby zobaczyć, czy jest fałszywa.” [RSim], transsubstancjacja31 nie jest falsyfikowalna, bo nie można wykryć aby Hostia się zmieniła po przeistoczeniu (film na youtube [ff]).

Poglądy te mieszają zwulgaryzowany falsyfikacjonizm z obalonym pomysłem redukcji wiedzy do obserwacji zmysłowych. Popper0 jest w stanie oddzielić teorię naukową i obserwowalne predykcję tejże teorii. Na przykład nie widzimy Bozonu Higgsa32, ale mamy taką strukturę wnioskowania (opisaną językiem naturalnym i matematyką), której jest on częścią i jeśli założymy, że ona jest prawdziwa, to powinno być widać pewne obserwacje. Nie możemy sobie wziąć Bozonu Higgsa jako oddzielnego obiektu, której istnienie da się wykryć empirycznie bez odwołania się do treści teoretycznej.

Transsubstancjacja wynika z chrześcijańskiego Objawienia: jeśli jest ono prawdziwe, to transsubstancjacja też jest prawdziwa. Jeśli ktoś by chciał badać chrześcijaństwo przy użyciu falsyfikacjonizmu “Popper0”, to dopiero może się zastanowić czy ma ono jakieś predykcje i czy one się sprawdziły, a wyrywanie pojedynczych stwierdzeń bez zbadania, jak są logicznie uzasadniane, to błędny zarzut typu „strach na wróble”33.

Ta książka dyskutuje właśnie przykład nieprawdopodobnej predykcji cudu z objawienia prywatnego (w kontekście kilku innych regularnie powtarzających się, przewidzianych objawień). Są też inne cuda i inne dziedziny zjawiska nie będące stricte cudami. Na przykład, współpraca z łaską wedle podręczników katolickiej teologii mistycznej to proces z określonymi skutkami dla stanu ludzkiego ducha, które mogą być osiągnięte, jeśli człowiek ten proces przepracuje. Jest to predykcja którą można powtarzalnie zweryfikować i powiedzieć, czy działa, czy nie. Część takich efektów nie może być wyjaśniona w sposób naturalny – zwróćmy uwagę na przykład wielu Świętych i Męczenników, ich cuda, nadprzyrodzone cnoty, nadzwyczajną śmierć, nierozkładalne ciała po śmierci itd.

Drugi pseudoproblem polega na tym, że mówiąc o twardej falsyfikacji bez uwzględnienia założeń Poppera-1 i praktyki metody naukowej dostajemy argument tak dobry jak falsyfikacjonizm “Popper0” – czyli coś zarazem nierealnego do zastosowania i nieuzasadnionego logicznie. Jest to zawarte w wymaganiu by dało się sprawdzić, czy coś jest fałszywe. Popartą dowodami teorię niełatwo „spróbować obalić” – to jest prawie niemożliwe i bardzo rzadko występuje w rzeczywistości. Gorsza hipoteza czy teoria może być zastąpiona przez lepszą (według Poppera2) – co z definicji oznacza odtworzenie tych samych wyników plus dodanie lepszych – musi nastąpić zmiana hipotezy, a wpierw musi nastąpić powód tej zmiany.

Nie sposób zaatakować tak Kościoła, który niezmiennie przyznaje rozumowo (nie w sensie artykułów wiary) to samo: że jest Bóg i religia objawiona i daje coraz to nowe tego dowody w cudach i znakach. Dopiero proces zmian hipotezy może być nienaukowy – ale gdzież te zmiany34?

Po drugie: obalanie teorii nie dzieje się w próżni (Popper2), jedna teoria zastępuje drugą jeśli jedne dowody przeważą nad drugimi. Tu zaś fałszywie chce się „obalić” religię objawioną i niby zostawić próżnię, ale zarazem wślizgnąć do tej próżni jakąś swoją ideologię bez równego dowodu. Muszą oni uciec przed postawieniem jednej hipotezy przeciwko drugiej, bo ani równych dowodów katolickim dać nie mogą, ani katolickich dowodów podważyć uczciwie nie potrafią (por. 3.2.5).

Efektem jest „koncert życzeń”, w którym zawsze standard można w razie potrzeby podnieść, zażądać więcej, niż okazano itd – zaś sam krytyk będzie wierzył w to co chce, bez możliwości równorzędnej krytyki35.

Na marginesie zupełnie można by się zastanowić, co by się stało, gdyby nic nadzwyczajnego nie wydarzyło się 13 października. Pewnie większość ludzi nie porzuciłaby z tego powodu swojej wiary, natomiast ferwor by znacznie osłabł i byłby to niewątpliwie argument przeciwników religii katolickiej, bo tłum dorosłych okazałby się zwiedziony przez trójkę małych wizjonerów. Religia o nazwie Towarzystwo Strażnica („Świadkowie” itd) słynie z nietrafionych predykcji końca świata – po takiej predykcji notowano wyraźny odpływ wyznawców, a władze kultu musiały pod naporem krytyki zwalać winę na “nadgorliwych głosicieli”. Gdyby ktoś pytał, czy można sprawdzić “czy religia chrześcijańska jest fałszywa”, można odpowiedzieć, że była taka okazja w Fatimie 13 października 1917 i wyszło, że nie jest fałszywa.

5 Sceptycy

Ten rozdział poświęcony jest polemice z opiniami różnych sceptyków, to znaczy niewierzących w nadprzyrodzone pochodzenie zjawiska z 13 października – czy to dopatrując się jego naturalnego wyjaśnienia czy też, rzadziej, stwierdzając, że nie sposób ustalić, co tam się stało. Nieliczne z nich, napisane od razu po wydarzeniu, zawierają różne cenne informacje do których warto się odnieść – mówię tu o F. Oomie i D. Pinto Coehlo. Warto przyjrzeć się też prasie antyklerykalnej, która o wydarzeniach z 13 października napisała niewiele, bardziej próbowała zdyskredytować ten cud i religijne rozruchy (2 miesiące później postępowy rząd został obalony w puczu Paisa).

Reszta pochodzi z lat 70., 80. lub późniejszego okresu. Większość tych prac, jak zobaczymy, nietrudno obalić, często nawet nie sięgając do lepszych źródeł. Chciałbym zaznaczyć, że takich samopodważających się prac sceptyków nie należy traktować jako dowodu na cudowność zjawiska, ani zwolnienie ze zdrowego krytycyzmu względem wiary w jakiekolwiek cuda i objawienia. Natomiast stało się tak, że takie rzeczy są szeroko rozpowszechnione i, że z tego, co mi wiadomo wielu ludzi bierze je za dobrą monetę. Ważne jest więc, by wyprostować te sprawy i dać katolikom lepsze podstawy do dyskusji z osobami, które takie rzeczy rozpowszechniają.

5.1 Sceptycy krótko po Cudzie Słońca.

Trudno powiedzieć, czy nasz pierwszy bohater jest sceptykiem, ale jest to niewątpliwie bardzo wartościowe świadectwo. Frederico Oom, dyrektor obserwatorium i profesor nauk przyrodniczych był zacytowany w “O Seculo” z 18 października w rozmowie z dziennikarzem. Stwierdził, że zjawisko “było kompletnie obce dziedzinie nauk którą on praktykuje”, a zapytany przez dziennikarza, czy mógł być to efekt psychologiczny dodał, że być może. Jako “wybitnego astronoma” zapytano go konkretnie co myśli ([slj] s. 42) o “zjawisku kosmicznym w Fatimie, o którym świadczą tysiące osób” – mówi “gdyby to było zjawisko kosmiczne to obserwatoria meteorologiczne i astronomiczne by je dostrzegły. I o to właśnie chodzi – one zawsze rejestrują każde zaburzenie w światowym systemie nieważnie jak małe. Więc widzicie sami…”. Dziennikarz następnie przerwał i zapytał: “Czy był to efekt psychologiczny?”, na co Oom odrzekł “Czemu nie? Może był to dziwny efekt psychologicznej sugestii. Tak czy inaczej, był on kompletnie obcy dziedzinie nauki którą uprawiam”.

Oom, specjalista od fizyki atmosfery i astronomii, stwierdza, że było to obce jego dziedzinie nauki – to znaczy nie był to efekt meteorologiczny, ani astronomiczny. Wiemy, że nie łatwiej jest też z “sugestią”, która sugeruje dziennikarz.

Domingos Pinto Coelho prawnik i aktywista monarchistyczny i katolicki pisze tak na łamach “A Ordem”([slj], s.55, [CB], s.157) w parę dni po wydarzeniu:

Deszcz zelżał, a do 13:45 przestał padać kompletnie. Słońce, do tej pory ukryte ukazało się pośród chmur, które poruszały się dość szybko. Przez zmienną gęstość okrywały Słońce przezroczystym całunem. Razem z tłumem, spojrzeliśmy z uwagą na Słońce przez chmury i widzieliśmy je w nowej postaci, nowej dla nas, podkreślamy. Raz otoczone czerwonawymi płomieniami, raz z pierścieniem żółci lub jasnego fioletu, raz wydawało się ożywione bardzo szybkim ruchem obrotowym, raz nawet pozornie urywając się z nieba, zbliżając się do Ziemi i dając mocne ciepło. Nie zaprzeczamy, te zjawiska, których wcześniej nie widzieliśmy wywarły na nas wielkie wrażenie.”

Dalej zaś:

Czy to co widzieliśmy ze Słońcem było nadzwyczajną rzeczą? Czy mogła być ona wyprodukowana w analogicznych okolicznościach? Właśnie analogiczne okoliczności spotkały nas wczoraj (niedziela, 14 października). Widzieliśmy takie same ruchy obrotowe, taką samą sukcesję kolorów. Nawiasem mówiąc nie polecamy czytelnikom powtarzać eksperymentu (patrzenia na słońce? K.Z. ), lekarz powiedział nam, że to niebezpieczne wystawiać źrenice na działanie silnego światła, takiego jak słoneczne. Mogą one skurczyć się tak mocno, że nigdy więcej się nie rozszerzą.”

Dalej zakłada on, że cud nie jest prawdziwy, ale nie komentuje na temat naturalnego wyjaśnienia. To co on widział 14 października wydaje się ważne. Napisał jednak niewiele i nie dał się dalej “pociągnąć za język” swoim adwersarzom na łamach “A Ordem”. Nie wiadomo np czy widział słońce urywające się z nieba i zbliżające do ziemi.

Sam rotacyjny ruch i kolory, które widział są bardzo rzadkim zjawiskiem w naturze, wiemy to od Amorina i innych naukowców. Jednak, jakimś sposobem widział je już następnego dnia. Czy mógł widzieć “drugi” Cud Słońca, bez trójki wizjonerów i tłumu? Warto wymienić tu parę szczegółów.

  1. Napisał, żeby nie powtarzać “tego” eksperymentu, bo lekarz powiedział mu, że “patrzenie na silne światło słoneczne” jest bardzo niebezpieczne – więc za drugim razem musiał on patrzeć na Słońce – i to na silne światło.
  2. Nie napisał on tego, co “O Seculo”, obydwaj Almeida Garretowie, “O Dia” i wiele innych źródeł uznaje za najważniejszy szczegół: na “słońce” można było patrzeć bez żadnego dyskomfortu bo wyglądało ono jak Księżyc, czy srebrny talerz.
  3. Pisze on coś niespodziewanego – “słońce” z 13 października nie oświetlało wszystkiego na kolorowo jak u innych, ale miało “pierścień”. Jest to niespotykane – ale pojawia się w innym miejscu – to jest u Meessen’a ([ms], s. 5), który opisuje, co widział, gdy sam wpatrywał się w słońce, chcąc zbadać hipotezę.

Pinto Coelho mógł więc wpatrywać się w słońce za drugim razem, zobaczyć to, co widział Meessen i nieświadomie dopasować do tego swoją wizję fenomenu z 13 października. Tłumaczy to dobrze jego lakoniczny opis tego drugiego zjawiska – jak pokazaliśmy Meessen, patrząc na Słońce, nie widział większości tego, co widziano w Fatimie. Meessen i Pinto Coelho zgodnie pokazują, że patrzenie na słońce w połączeniu z tym, by chcieć widzieć “cud słońca”, może wyprodukować jakieś umiarkowanie podobne efekty.

Sceptycyzm był rozpowszechniony w prasie przychylnej tamtejszej antyklerykalnej władzy, ale raczej wzbraniała się ona by twardo zaprzeczyć temu, co widziano 13 października. “A Republica” z 20 października (organ partii Ewolucjonistów) ([CB], s. 163) pisze “W pełni cudownie. Kolejny cud. Nasza Pani zamierza się objawić w Lizbonie” – chodziło tu, o to, żeby zdyskredytować widzących z Fatimy porównując ich do kogoś innego kto twierdzi, że ma objawienia. 28 października z kolei pisze artykuł pod tytułem “W pełni cudownie. Mamy piśmienne medium i uzdrowiciela od Jezusa. Misja Galilejczyka jest kontynuowana na ziemi”. Chyba ten nagłówek wystarczy za komentarz.

Podobne inne tego rodzaju media ([CB], s.163) – “A Lucta” z 18 października naśmiewała się trochę z tłumów śpiewających religijne hymny. “O Mundo”, dziennik najbardziej zainteresowany objawieniami już w sierpniu (to jest rzekomą naiwnością gapiów i rozruchami na tle religijnym) dołączyło się dopiero 20 października (wcześniej miało bunt pracowników). W krótkim artykule nazwało całą sprawę oszustwem uknutym przez jakichś hochsztaplerów, by zwieść prostaczków. Dostało się też byłemu już kompanowi de Almeidzie z “O Seculo”, zwanym tam “byłym seminarzystą”. O cudzie “słońca” nic nie napisało. “O Portugal” należący do stronnictwa premiera Costy napisało krótko, że widziano srebrne tańczące słońce, dodając trochę poetyckiego języka i ironii ([CB], s. 153), sugerując czytelnikom, że nie sądzi aby warto było przejmować się takimi rzeczami na poważnie.

5.2 Nickell, Radford i inni

Joe Nickell w książce “Looking for a Miracle” [Jn], rozdział ‘ “Miracle” at Fatima’ usiłuje stwierdzić sprzeczność w zeznaniach świadków cudu. Pisze, (s. 2236) że jedni świadkowie widzieli jak słońce kręciło się jak fajerwerk, inni, że “tańczyło” (co jest równoważnym określeniem), a jeszcze inni, że słońce spadało na tłum (ze świadectw wiemy, że te zjawiska następowały na przemian na przestrzeni 8-10 minut). Do tego twierdzi, że niektórzy widzieli kulę światła szybującą ze wschodu na zachód i deszcz białych kwiatków które znikały. A to ciekawe. Skąd wziął to ostatnie? Przypisy zdradzają, że przepisał z książki “Miracles” Scotta Rogo, [SR] s. 227 gdzie jest świadectwo monsignore’a Johna Quaremana (przekręcone, w [DM2] nazywa się on “Quaresma”). Jest jednak jeden szkopuł – to świadectwo jest z cudu z 13 września, a nie 13 października, co z resztą Rogo napisał. Nickell wymieszał zaś zeznania z 13 października, z tymi z 13 września i głosi, że zeznania są sprzeczne.

Cytuje on w tym ustępie jeszcze dwóch ludzi oprócz Scotta Rogo i to też jest ciekawe. Jeden, Gerard Larne nie odnosi się do oryginalnych materiałów nt Cudu Słońca, pisze tylko, że szło o “srebrne tańczące słońce” itd i podsumowuje, że skoro obserwatoria słoneczne na ziemi nie widziały żadnych anomalii na słońcu, to musiała to być masowa halucynacja. Szybko zmienia temat na zapiski Łucji która uważała, że zorze polarne z 1938 roku zwiastują karę Bożą, co jest widać znakiem ciemnoty, bo przecież zorza polarna to fenomen naturalny. Szkoda, że nie napisał, że ta zorza z 1938 to była widziana w basenie Morza Śródziemnego, a normalnie zorze widać tylko na dalekiej północy. O tym jaki to ma związek z cudem z 13 października, albo o tym, że chodziło tu nie o zorzę, a o drugą wojnę światową też wspomnieć nie raczy36. Drugi, Arvey na s. 70-71 również cytuje świadectwa ze Scotta Rogo – okazuje się, że to on jest autorem błędu zmieszania świadectw z września i października tj pisze o szybującej, świetlistej kuli. Poprawnie za to wskazuje, że deszcz białych kwiatków był we wrześniu – tą część więc Nickell wyprodukował samodzielnie.

Chcąc wytłumaczyć zjawisko Nickell cytuje parę słów z fragmentu świadectwa Jose Maria Almeidy Garret u Rogo [SR], s.230-231 (Rogo myli go z jego ojcem Goncalo Xavierem, profesorem, za Williamem Walshem) i Ignatiusa Pereiry i sugeruje, że skoro tłum ludzi patrzył na słońce wprost, to pewnie miały miejsce halucynacje wynikające z uszkodzenia wzroku w połączeniu z masową sugestią. Tylko, że: w sąsiednim zdaniu Jose Maria pisze, że widział “blade słońce” które nie oślepiało, a Rogo pisze, że Ignatius Pereira nie był w tłumie wokół Cova da Ira, a 9 mil od Fatimy, w szkole i widział zjawisko niezależnie od wizjonerów, tłumu i ich predykcji. O tym dlaczego nie uważam, żeby ten cud był skutkiem patrzenia na oślepiające światło albo sugestii pisałem wcześniej – to inna sprawa. Oddzielnie jednak trzeba wskazać, co Joe Nickell robi ze swoimi hipotezami mając dowody przeciwko nim przed swoim nosem.

Dodaje do swojego wytłumaczenia on jeszcze parhelion to jest słońce podwójne – statyczne zjawisko świetlne wynikające z rozproszenia światła na kryształkach lodu w powietrzu. O tym, że tańczące “blade słońce” wygląda inaczej niż parhelion się nie rozpisuje, natomiast dodaje, że w latach 80 w Los Angeles pojawił się parhelion no i niektórzy Katolicy myśleli, że to cud, wiec w Fatimie zapewne było tak samo. Pisze on tak (s. 2236) (tłumaczenie moje).

Kościół (…) zadeklarował, że te wydarzenia są wiarygodnym cudem. Sceptycy odpowiedzieli, że ludzie gdzie indziej na świecie patrzyli na to samo słońce i nie widzieli obrotów, a obserwatoria astronomiczne nie zaobserwowały odchyleń od normy. Więc lokalne zjawiska takie jak masowa histeria i słońce podwójne (parhelion) są bardziej rozsądnym wyjaśnieniem. Ta ostatnia możliwość zyskuje wiarygodność wobec stwierdzeń, że srebrny dysk miał zły azymut i elewację by być słońcem. Podobny fenomen wydarzył się w 1988 roku na katolickiej mszy na świeżym powietrzu w Los Angeles.”

Każde z tych zdań to błąd, albo sugerowanie czegoś co nim jest.

  1. Kościół uznał cud – sceptycy odpowiedzieli, że to nie cud bo blade słońce to nie gwiazda układu słonecznego. Ukryte założenie, że cud wymaga by słońce się poruszyło względem Ziemi, albo, że wierzący tak zakładają (wcale nie).
  2. Lokalne zjawiska TAKIE JAK “masowa histeria czy parhelion” – to znaczy lokalne zjawiska są lepszym wytłumaczeniem, parhelion jest lokalnym zjawiskiem – ale to nie znaczy, że parhelion jest lepszym wytłumaczeniem (wobec sprzeczności).
  3. Parhelion nie jest srebrnym dyskiem i jeśli ma inny azymut niż słońce to musi mieć jednocześnie zbliżoną elewację (parhelion poboczny). (Azymut też jest błędny, parheliony widać w okolicach kręgu halo o ustalonej odległości kątowej względem słońca, tymczasem “blade słońce” z oddali widziano pod różnymi azymutami, ale zawsze od strony Fatimy [Dl]).
  4. “Podobny fenomen wydarzył się w Los Angeles” – “podobny” bo ktoś uznał go za cud, nie podobny fenomen jak parhelion.

Jeszcze innym przedmiotem zainteresowania Joe Nickella jest ustalenie że Łucja dos Santos (jedna z trójki wizjonerów) nie jest wiarygodna, mówiąc delikatnie. Trudno zrozumieć, o co mu chodzi, pewnie ma być to jakiś argument, że Cud Słońca nie jest cudem. Cóż, wieści o tym, że 13 października ma się stać cud rozniosły się po całej Portugalii z wyprzedzeniem – to jest niepodważalne. Jedni pewnie je powtarzali w świątobliwym nastroju, a inni uważając za żart i bzdury, czy nawet argument przeciwko religii. A 13 października tłum ludzi widział w ustalonym miejscu i czasie tańczące “słońce”. To, że Łucja miała lepsza czy gorszą opinię w swojej wiosce, nie zmienia w tej sprawie nic.

Drugi sceptyk Benjamin Radtford, jest wyraźnie związany z Nickellem, bo głównie jego cytuje w swoich artykułach na temat Fatimy. Jeden z nich mówi o świadectwach, że ubrania świadków wyschły w cudowny sposób podczas cudu [BR]. Radtford usiłuje się z tym rozprawić następująco: skoro było widać Cud Słońca, to chmury nie mogły być gęste, z resztą w Portugalii o tej porze roku niewiele pada, a na zdjęciach ludzie mają złożone parasole Oznacza to, że pewnie nie padało mocno i ubrania nie były aż tak bardzo mokre, więc nie było żadnego cudu. To, że ludzie twierdzą inaczej jest jego zdaniem efektem sugestii.

Cóż, de Almeida, reporter z “O Seculo” [bla] pisze w swoich dwóch artykułach, że gęsty deszcz padał od 10 rano aż do objawienia, ludzie wyglądają jakby się dopiero co wykąpali, mają na sobie przyklejone mokre ubrania, a drogi zamieniły się w głębokie błoto. Radtford czytać niczego nie musi, oprócz Nickella z którego akurat słusznie wyczytał, że padał deszcz, a resztę historyjki ułożył sobie sam (o tym czy na zdjęciach widać ślady tego schnięcia ubrań pisze Dalleur [Dl], analizując cienie podczerwieni).

W drugim artykule [BR2], oprócz hipotezy z parhelionem wziętej od Nickella, Radford pisze tak: “Tak naprawdę, Fatima jest tylko jednym z setek objawień uważanych za objawienia Maryi Panny przez wieki”. Ciekawe, co to zdaniem tegoż Radforda są te objawienia, bo Kościół Katolicki aż tyle z pewnością nie naliczył. Są to mianowicie jego zdaniem: kupka wosku i sęk w płocie, a do tego Pan Jezus w Tortilli i bułka Matka Teresa z Kalkuty. To znaczy, rzeczona bułka przypomina twarz starej osoby w habicie i to tenże Radford porównuje do Cudu Słońca.

To co wielu ludzi wie o Cudzie Słońca pochodzi właśnie od Nickella i Radforda, których na przykład angielska Wikipedia, (popularne medium edytowane przez anonimowe osoby) cytuje jako szacownych badaczy. Wtórują temu różne inne strony i podcasty. Jeden z nich, polski podcast o nazwie “Stacja Ateizm” (Bogumił van den Broeck i Konrad Chrzan), cytuje Radforda i Nickella w [ST] (19:45), ale już z jeszcze innymi nowymi rewelacjami, których nie udało mi się nigdzie znaleźć. Radford i Nickell mianowicie ich zdaniem zajęli się “tropieniem oryginalnych raportów na temat tego co wydarzyło się w Fatimie” (no właśnie nie) i znaleźli “masę totalnie skonfliktowanych ze sobą zeznań” (nie masę a parę urywków, a konflikty wyprodukował Nickell z kimś drugim mieszając różne raporty). Dzieci widziały zaś rzekomo jak “Matka Boska miała skarpetki, była obwieszona biżuterią i miała całkowicie czarne oczy”.

Widać tu dobrze ogólny mechanizm. Na podstawie książki Rogo [SR], która cytuje kilka świadectw wziętych z [WW] powstało parę innych, okropnie stronniczych i coraz bardziej przekręcających to, co tam było napisane. Zmieszano świadectwa z cudu z września i cudu z października, dodano do tego różne dziwne hipotezy, masowe sugestie itd, nie dbając o to by je skonfrontować z oryginalnymi źródłami. Kolejni zaś cytowali się wzajemnie tworząc fikcję wiarygodności. Wreszcie do widzów choćby tego podcastu docierają bajki o tym, jak to Nickell z Radfordem tropili oryginalne źródła, podczas gdy w rzeczywistości ani ich na oczy nie widzieli, ani nie chcieli widzieć, ani nawet nie opracowali dobrze tych małych urywków które znaleźli u Rogo. Do tego ta dziwna historia z czarnymi oczami, biżuterią i skarpetkami – nie wiem skąd B. van der Broeck ją wziął, ale ja jej nie znalazłem ani u Nickella, ani u Radforda, ani w innych źródłach o Fatimie.

Błąd redukcjonizmu jak to ujmuje Dalleur ([Dl], s. 1), nie pojawił się od razu. Po objawieniach portugalski Kościół ogłosił swoje, Portugalię opanował prokatolicki rząd Salazara, a w innych środowiskach za granicą sprawa była nieznana. Po wojnie w USA wydano tłumaczenie książki Costa Brochado i książki De Marchiego i Walscha – a większość “sceptycznych” prac które cytuję wydano dużo później. Te prace stawiają coraz dziwniejsze hipotezy, które łatwo mogą być odrzucone po zbadaniu źródeł – trudno byłoby je stawiać krótko po wydarzeniu, gdy wiele osób jeszcze wiedziało, co tam się stało. W latach 90 w USA, gdy pisał np Joe Nickell sytuacja jest inna – jedni o tym w ogóle nie słyszeli, dla drugich to mit, a inni uwierzą w pierwsze z brzegu wytłumaczenie, o ile zgadza się z ich ideologicznymi przekonaniami. Nie ma przecież na pierwszy rzut oka powodów, by nie wierzyć jakiemuś Bogumiłowi, że naprawdę jakiś Nickell zbierał oryginalne dowody i natrafił na “masę sprzeczności”.

5.3 McClure, Schwebel, Rahner

Inna popularna książka to „Evidence for Visions of Virgin Mary” Kevina McClure [Mcc]. O cudzie z Fatimy pisze on w oparciu o kilka świadectw wziętych z De Marchiego (w tym “O Seculo”, “O Dia” i Jose Almeidy Garrett). Na s. 78 pisze, że nie da się zaprzeczyć, że coś całkowicie niezwykłego miało miejsce, natomiast inne czynniki powstrzymują go przed przyjęciem prostego wniosku, że to był cud. Te czynniki to: – Mimo obecności fotografów nie ma autentycznego zdjęcia fenomenu. – Tylko część tłumu (“być może mniej niż połowa”) widziała cud, jego zdaniem. – “Świadectwa nie są spójne, co rodzi wątpliwości co do obiektywności wydarzenia”

Niestety drugi i trzeci zarzut nie został poparty źródłami. Sam szukałem świadectw ludzi, którzy nic nie widzieli i znalazłem jedno bardziej wiarygodne – list markizy Isabel de Melo (np w [slj] s. 272) i parę krótszych wzmianek, z których część jest pewnie odniesieniami do tej samej osoby. Wiadomo, że Isabel de Melo była głęboko religijną osobą, 13 października stała niedaleko wizjonerów. Zanotowała, że ludzie w jej bezpośrednim sąsiedztwie widzieli cud i byli przerażeni. Ona zaś “mogła skupić wzrok na słońcu”, ale nie widziała poza tym nic nadzwyczajnego. Nie znalazłem śladów tego, by “połowa tłumu” nie widziała cudu. [MST] (od s. 372) wspomina też o Isabel de Melo. Angielska Wikipedia (przed 4 października 2021) wskazuje na Jakiego s. 170 i 232 – co jest błędem, s. 170 jest na temat innego wydarzenia z lat 20, a s. 232 opisuje przypadek pewnej Angielki, która widziała cud.

Nie ma niestety konkretów co do niespójności świadectw. McClure załącza kilka z nich bez większego komentarza, więc nie da się stwierdzić o co mu chodzi. Jeśli o te świadectwa chodzi, to artykuł z “O Dia” ([Mcc] s.80) opisuje niebieskie światło, podczas gdy np Almeida Garret wskazuje w analogicznym miejscu kolor fioletowy – to może wskazywać, że autorzy widzieli co innego w tym samym czasie. McClure może stawiać tu więc zarzut, że zjawisko nie było “obiektywne”, gdyż różni ludzie widzieli co innego. Różni ludzie oglądając srebrne słońce z różnych miejsc mogli widzieć trochę co innego – na przykład jedni mogli widzieć ametystowy a inni niebieski kolor . Amorin (u Jakiego [slj], s 294) twierdzi, że to możliwe przy meteorologicznym wyjaśnieniu, dla porównania cytuje artykuł meteorologiczny w którym “Słońce wydawało zielone ze środkowego pokładu statku, ale nie z niższego, lub wyższego”.

McClure ostatecznie nie daje prostej odpowiedzi na pytanie “cud, czy nie”. Przyznaje on, że fenomen jest unikalny i nie może być łatwo porównany z żadnym historycznym wydarzeniem. Wskazuje też na częściowe podobieństwo do wydarzeń typu UFO. Polecam uwadze czytelnika ten fakt, że dodanie do wniosków McClure’a moich rozważań o istotności nieprawdopodobnej predykcji przechyla szalę na stronę cudu, i że McClure zgadza się z moimi podstawowymi przesłankami.

McClure podobnie jak Rogo bywa wyrywany z kontekstu przez innych sceptyków. Np Lisa Schwebel ([Sch] s. 39) pisze tak

„Badając sprawę bliżej jest wiele problemów z cudem słońca. Nie tylko nie wszyscy widzieli fenomen ale są poważne nieścisłości co do tego co widzieli świadkowie. Rahner notuje że niektórzy widzieli jasnożółty wir a inni „cienki srebrny dysk”, jeszcze inni „coś jak macierz perłowa”. Co ciekawe, mimo obecności wielu reporterów i fotografów, McClure odkrył że „nie ma ani jednego zdjęcia które jest jakkolwiek autentyczne, a to które się na ogół pokazuje to tak naprawdę zaćmienie słońca gdzie indziej przed 1917”. Nie zapisano żadnej nietypowej anomalii meteorologicznej tego dnia. W odniesieniu do Cudu Słońca McClure pisze „Nigdy nie widziałem takiego zbioru wykluczających się zeznań przez 10 lat mojej pracy.”

Ten ostatni cytat pojawia się na stronie 71, u McClure – ale dotyczy objawień fatimskich, a nie samego Cudu Słońca. Pisze on o wymieszaniu materiału ze wspomnieniami Siostry Łucji i tym, że to jedyne dowody objawień. “Fotografów” z kolei Schwebel przerobiła na “wielu fotografów”.

Karl Rahner to teolog katolicki z nurtu Nouvelle Theologie. Cytat jest ciekawy – odnośnika nie ma, jest komentarz, że wszystkie cytaty z Rahnera są z “Vision and Prophecies” [Rah]. Jak wspominałem, “srebrny” dysk i “macierz perłowa” znaczy to samo w tym kontekście, a zjawisko miało różne etapy. Nie znalazłem tego cytatu w [Rah], choć trudno powiedzieć czy na pewno go tam nie ma – jest tam parę innych negatywnych wzmianek o Fatimie, więc mogłoby to być spójne. O cudzie słońca znalazłem to: (s. 82) “Te cuda (cuda potwierdzające wizje – K.Z.) nie mogą jednak sprawiać problemów, jak cud słońca, który nie był widziany przez wszystkich obecnych(…)” po czym następuje znany cytat Isabel de Melo. Rahner więc rozumie to tak, że jedna osoba która nic nie widziała wystarczy by opisać swoim czytelnikom cud słońca, a fakt jej obecności sprawia, że nie ma co się dalej przejmować cudem z którym są “problemy”, i w związku z tym także objawieniami fatimskimi.

5.4 Czy dało się sfotografować cud

Kevin McClure, Lisa Schwebel i inni ludzie cytujący McClure’a zarzucają, że Cudu Słońca z Fatimy nie dało się sfotografować, i, że jest to podejrzane. Moim zdaniem jest to spodziewane, jeśli uwzględnimy problemy ówczesnej fotografii. Zakładanie, że gdyby fenomen był obiektywny, to istniałaby jego fotografia uważam za nieuzasadnione.

Dalleur [Dl] podaje, że wszystkie dostępne fotografie z Fatimy z 13 Października 1917 to tak zwane “suche płyty” – jest to proces technologiczny używany do fotografii około 1880-1920 roku. Jak to zwykle w analogowej fotografii płytkę trzymano zasłoniętą od jakiegokolwiek światła, po to by na krótką chwilę naświetlić ją w aparacie fotograficznym. Potem w ciemni utrwalano obraz przez zanurzenie w chemikaliach – i dopiero wtedy było widać, czy zdjęcie wyszło czy nie. Jakość zdjęcia zależało więc mocno od umiejętności fotografa. Obraz utrwalano na płytach szklanych pokrytych emulsją związków srebra. W zależności od koncentracji emulsji płyta miała określoną czułość na światło (tzn mniej światła trzeba było by zaciemnić negatyw i wyprodukować obraz) i fotograf, mając na uwadze warunki oświetleniowe musiał obliczyć czas naświetlania i ustawienie przysłony. C. Lord [cl] omawia różne typy metod tego liczenia stosowanych w pierwszej połowie XX wieku. Jego zdaniem najpopularniejsze wtedy były różnego rodzaju tabele i kartonowe suwaki – zaś istniejące urządzenia pozwalały mierzyć jedynie oświetlenie otoczenia czy też światło rozproszone (aktynometry, mierniki ekstynkcyjne). Punktowy pomiar natężenia światła był możliwy dopiero w latach 30. Fotografowanie ruchomego, jasnego obiektu o nieznanej jasności byłoby więc nie lada wyczynem. Co więcej takie zdjęcie nie pokazywałoby detali otoczenia pozwalających na identyfikację tego, skąd ono pochodzi.

Jedyne zdjęcia z 13 października z Fatimy, o których wiem (te które analizuje Dalleur) zostały wykonane przez Judę Ruah, towarzysza Avelino Almeidy z “O Seculo”. Był on inżynierem z rodziny świeckich Żydów, a 13 października zastępował innego słynnego fotoreportera. Zdjęcia, które zrobił pokazują wyraźnie tłum wpatrzony w jakiś punkt na niebie (co samo w sobie jest jakimś dowodem), zaś niebo nad nimi jest na nich białą plamą bez szczegółów. Gdyby zamierzał sfotografować dynamicznie zmieniające się “blade słońce” jego szanse powodzenia byłyby niewielkie. Dalleur [Dl] (s. 21) wymienia inne możliwe problemy techniczne – ciężkie i wrażliwe na uszkodzenie urządzenia, konieczność posiadania dodatkowych przyrządów do fotografii astronomicznej, wilgoć i deszcz.

5.5 Ci którzy nie widzieli cudu

Jak pisałem, oprócz świadectwa Isabel Brandao de Melo nie ma innych podpisanych źródeł od osób które by nie widziały zjawiska. Może istnieć więcej tego rodzaju doniesień z drugiej ręki. Jaki pisze [slj] (s. 356) o tuzinie około, ale nie podaje więcej detali. Michael de la Sante Trinite [MST] od s. 372 pisze o paru niejasnych plotkach, które uważa za odnoszące się do Isabel de Melo albo też różnych przeinaczeń. W internecie można znaleźć inne tego rodzaju pogłoski, ale bez oryginalnego źródła.

Niektórzy piszą, że połowa niczego nie widziała (czyli ponad 20 tys osób), ale nie potrafią tego niczym sposób udokumentować: zaliczają się do nich McClure, Nickell i Radtford. Cytowanie się nawzajem daje pozory wiarygodności.

Mamy więc oprócz tego jednego świadectwa do kilkunastu innych osób które mogły niczego nie widzieć (ale nie wiadomo, czy istniały naprawdę). W [MST] (s. 377) wspomniano parę osób które rozmawiały ze świadkami i nie spotkały nikogo, kto nie widziałby cudu: De Marchiego, Hafferta i Richarda. Cytuje się też kanonika Lourenco który był świadkiem i jest przekonany, że wszyscy widzieli cud. Podobne wzmianki można znaleźć w świadectwie Avelino de Almeidy w Ilustracao Portugesa – więc to, co przytrafiło się de Melo było rzadkie. [MST] (s. 375) sugeruje, że de Melo mogła dostać jakiegoś szoku, sama przyznaje, że była “bardzo wstrząśnięta”, a jej doświadczenie jest mocno surrealistyczne (widziała zupełnie co innego, niż ludzie wokół niej). Myślę, że to dobra obserwacja.

Odkryłem, że psychologia zna takie przypadki (flashbulb memories37), gdzie osoba, po szokującym wydarzeniu jest pewna, że pamięta, co się stało, podczas gdy naprawdę stało się coś zupełnie innego. Na przykład pani R. T. miała tak, gdy usłyszała o eksplozji Challengera [RT] – jej świadectwo z dnia po eksplozji, jest sprzeczne z tym co napisała dwa i pół roku później (wbrew jej przekonaniu o pewności). Artykuł wspomina też intrygujące odkrycia E. Prince, która badała tego rodzaju świadectwa (np z katastrofy Challengera, lub zamachu na WTC). Stwierdziła, że w emocjonalnych wspomnieniach najważniejsze fakty są zapamiętane bardziej trafnie, drugorzędne detale zaś mniej i to wbrew pozornej pewności, że je pamiętamy.

Ile osób około widziało cud? Zgromadzonych było 40 do 70 tysięcy osób – ale spisanych świadectw jest oczywiście mniej. Może rozumowano, że nie ma potrzeby by było ich więcej, co można łatwo wykazać. Każdy negatywny punkt widzenia mógł być wypowiedziany – zwłaszcza gdyby ktoś nie widział ruchomego srebrnego słońca na miejscu zdarzenia – mógł się udać do “O Mundo” i “O Portugal” i napisać im znacznie lepszy artykuł niż oni sami – ale to się nie stało. Nikt nie podważał faktów, najwyżej interpretację faktów. To, co napisano w pierwszych miesiącach po wydarzeniu wyglądało więc na wystarczające.

Ci wszyscy badacze, którzy przepytywali świadków na miejscu zdarzenia lub później i stwierdzili, że “wszyscy widzieli cud” mogli się dowiedzieć o próbie rzędu 1000 osób, lub więcej. Jeśli jest to reprezentatywna próba, to cud widziało co najmniej 99% świadków. Czy może być niereprezentatywna w sposób istotny dla naszego osądu? Możemy sobie wyobrazić, że przepytywano na ogół świadków stojących w jakichś miejscach na polu, ale nie w innych. Czy takie osoby mogły nie widzieć cudu? Nie ma po tym śladów. Należy więc uznać, że prawie wszyscy widzieli cud słońca.

5.6 Podsumowanie

Wyliczyłem w tym rozdziale trochę obiekcji czy teorii sceptyków wraz ze swoimi odpowiedziami (można tu zaliczyć też Dawkinsa z kolejnego podrozdziału). Pogrzebanie ich z punktu widzenia pierwszej części pracy jest proste. Stawia się tu przeciwko potwierdzonej istotnej predykcji cudu różnego rodzaju wybrakowane wyjaśnienia, nie przejmując się niespójnościami z resztą materiału.

Jako dygresję38 spróbujemy też ocenić tą sprawę wychodząc z innych przesłanek. I tak świecka filozofia pod wpływem głównie Hume’a i Kanta utrzymuje, że raczej nie możemy poznać faktów o rzeczywistości z pewnością – możemy je jedynie poznać ponad rozsądną wątpliwość. Np biorąc jakiś fakt na przykład z matematyki 2+2=4 – nie możemy sobie wyobrazić, że jest inaczej (2+2=5?) – bo trafiamy na logiczną sprzeczność wynikającą ze znaczenia elementów zdania. Biorąc fakt o rzeczywistości: na przykład “Jan wczoraj jadł owsiankę” – możemy sobie wyobrazić, że wcale tak nie było – na przykład to nie była owsianka, a podobny w smaku substytut owsianki, albo na przykład pamięć, lub zmysły smaku i zapachu u Jana były w błędzie. Czy jest to wszystko niemożliwe? Raczej nie jest. Jak bardzo jest to prawdopodobne? Nie wiemy – matematyczne prawdopodobieństwo to szansa wystąpienia jakiegoś zdarzenia w granicy wielu równoważnych prób losowych. Możemy takie prawdopodobieństwo obliczyć tylko w sposób zbliżony i niedoskonały.

Prawie każdemu faktowi o rzeczywistości można zarzucić, że nie udowodniono go w sposób pewny i naprawdę mogło być inaczej, z nieznanym prawdopodobieństwem, tak jak ktoś sobie to akurat wyobraża. Filozof który chciałby tak twierdzić natrafia jednak na problem – nie może stosować tego zarzutu konsekwentnie, bo na przykład jedząc obiad musi jakoś trafić widelcem w kotleta i potem jeszcze do ust – inaczej umarłby z głodu (pożyczyłem to porównanie od Feynmana). Dopuszcza się więc udowodnione ponad rozsądną wątpliwość osądy o faktach, na podstawie doświadczenia i używamy ich, by kierować naszymi działaniami (na przykład w sądzie, w nauce, w codziennym życiu). Nie dopuszczamy obiekcji opartych na wyobraźni przeciwko faktom, bez uzasadnienia w oparciu o fakty. (Są sporadyczne wyjątki – ale atakowanie wybranych faktów ‘ad hoc’ do nich nie należy). Widzimy, że jest to konwencja powstała przez idealizację relacji idei (że znamy takie relacje z całkowitą pewnością) i przyjęcie, że to, co można pomyśleć jest możliwe, porównanie typowych osądów o świecie do tychże relacji, stwierdzenie, że w takim razie nie istnieją pewne osądy o świecie. To z kolei prowadzi do stwierdzenia, że konwencja ta jest mało przydatna dla naszych osądów o świecie, bo według niej nie wiemy prawie niczego. Zrozumienie jej pozwala nam jednak łatwo zdemaskować pewien gatunek wykrętów.

Reprezentują go Nickell i Radtford i tym podobni wyobrażając sobie, że w Fatimie wydarzyło coś zgoła innego, niż wiemy. Podobnie i Schwebel gdy twierdzi, że są “poważne wątpliwości”, bo nie ma np zdjęcia – znaczy to tak naprawdę, że Schwebel wyobraża sobie, jak to było z robieniem zdjęć w 1917 roku, zamiast poszukać informacji, jak było naprawdę.

Czymś trochę innym jest sprawa de Melo. Biorąc pod uwagę, że takich osób było bardzo niewiele (a prędzej jedna), mogę ją wyjaśnić w oparciu o znany efekt psychologiczny, flashbulb memories. Oczywiście to tylko wyjaśnienie, ale to nie szkodzi bo nie ma istotnie różnego alternatywnego wyjaśnienia. Ktoś mógłby ukuć argument psychologiczny w przeciwną stronę i mówić że to świadectwo Melo jest prawdziwe, a inni są w kuriozalnym błędzie, tak zwana “masowa sugestia” czy raczej masowa sugestia na odległość. Tylko, że musiałby to poprzeć faktami, że bywa tak, że tłum ponad tysiąca osób i, dodatkowo, takich w znacznej odległości od siebie może jednocześnie widzieć coś, czego nie ma. Bez tego “masowa sugestia” to tylko wytwór wyobraźni, (motywowanej ideologicznymi przekonaniami) postawiony przeciwko bardzo dobrze ustalonej prawidłowości, że nasze zmysły działają na ogół trafnie. Można też zrobić jak Rahner, uczepić się jednego szczegółu i sprawiać wrażenie, że ten szczegół miałby być rozstrzygający, a wszystko inne się nie liczy. “Sugestia” i “problemy” Rahnera to też przykłady nieprecyzyjnego użycia języka.

Wszystkie te obiekcje uważam więc za nieuzasadnione wobec faktu ustalonego ponad rozsądną wątpliwość – i raczej za efekt wyobraźni i wybiórczego traktowania materiałów źródłowych (przy okazji – dobrym rozwiązaniem problemu głodnego filozofa jest falsyfikacjonizm, może on metodą prób i błędów odkryć działającą teorię spożywania kotleta).

5.7 Argument Hume’a, Richard Dawkins

Na ostatku zostawię książkę “Bóg Urojony”, sprzedany w milionach egzemplarzy bestseller biologa Richarda Dawkinsa, jednego z popularniejszych trubadurów ateizmu na świecie. Na stronie 116 [RD], pisze on tak:

Pozornie, masowe wizje, tak jak doniesienia o 70 000 pielgrzymów w Fatimie w Portugalii w 1917 roku widziało „słońce które urwało się z nieba i opadało na ziemię” są trudniejsze do podważenia. Nie jest łatwo wyjaśnić jak tyle ludzi mogło mieć tą samą halucynację. Jeszcze trudniej jednak zaakceptować, że to się naprawdę wydarzyło bez zauważenia przez resztę świata – i to nie tylko zauważenia ale odczucia katastrofalnego zniszczenia układu słonecznego, wliczając w to siły bezwładności wyrzucające wszystkich w kosmos. Test na cud Davida Hume’a przychodzi na myśl „Żadne świadectwo nie wystarczy by uznać cud, chyba że jego fałsz byłby bardziej cudowny niż same świadectwo.”

Może się wydawać nieprawdopodobne, że 70 tysięcy osób mogło być jednocześnie zwiedzonych, albo ustalić masowe kłamstwo. Albo, że historia myli się twierdząc, że 70 tysięcy osób widziały tańczące słońce. Albo że jednocześnie widzieli miraż (kazano im patrzeć na słońce, co pewnie nie pomogło dla ich wzroku). Ale każde z tych pozornych nieprawdopodobieństw nie jest tak nieprawdopodobne, niż alternatywa: że Ziemia trzęsła się na swojej orbicie a Układ Słoneczny został zniszczony, czego nikt poza Fatimą nie widział.”

O ile nie uważam tego za specjalnie wartościową literaturę, to ta książka jest mi dość bliska. Można powiedzieć, że przebudziłem się, czytając. Po pierwsze nie wiedziałem wtedy wiele o cudach. O Fatimie wiedziałem niewiele, a o Cudzie Słońca chyba nic. Miałem przed sobą dowód na to, że niektórzy materialiści i darwiniści chętnie uwierzyliby w cokolwiek, jesliby tylko zgadzało się to z ich poglądami, wbrew “metodzie naukowej” którą podobno stosują. Jeśli obserwacja tysięcy osób nie wystarczy by coś ustalić, to czego możemy być pewni? Chyba nie ewolucji, jak pisze fizyk Thorsten Renk [tr] – liczba paleontologów którzy się zajmują wykopaliskami jest pewnie mniejsza – wszystko może być tak samo wielką mistyfikacją i kłamstwem (“zamiast wykopywać skamieliny z ziemi, składają je gdzie indziej”) (Dawkins pewnie by się nie zgodził, mawia, że jeśli ktoś w XXI wieku twierdzi, że nie wierzy w teorię ewolucji to kłamie albo jest niespełna rozumu). Jak w ogóle może istnieć nauka wobec tego, myślałem?

Ciekawe też jest, jakie argumenty Dawkins przedstawia. Argument Hume’a rozumie jako a priori („cudów nie ma z definicji”) to nie jest dobre ujęcie tego argumentu (por. np z [Plat]). Taki argument jest słaby, czy nawet trywialny – jest on równoważny błędom potwierdzenia, gdzie ktoś odrzuca jakieś dowody, bo nie odpowiadają jego przekonaniom. Jak wspomniałem, cokolwiek można w ten sposób podważyć, także ewolucję. Czasami takie rozumienie przyjmują protestanccy apologeci (np William Lane Craig [LC]) gdy usiłują obronić (przed Humem) historyczność Zmartwychwstania Chrystusa.

Argument Hume’a przeciwko świadectwu o cudach – wyłożony w całym tekście “Enquiry Concernign Human Understanding”, “Chapter X: Of Miracles, Part I & Part II” []Hum[] składa się z dwóch części. Pisze on, że cud jest przekroczeniem praw natury, to jest dobrze ustalonej regularności w naturze – na podstawie poznania zmysłowego. Zauważa następnie, że możemy porównać ze sobą stopień wiary w świadectwo do stopnia tego jak nieprawdopodobne są fakty o których ono świadczy. Według Hume’a w świadectwa wierzymy dlatego – że są na ogół wiarygodne na podstawie naszego doświadczenia. Gdy więc świadectwo przeczy jakimś regularnościom które znamy z doświadczenia – możemy się spodziewać, że to raczej świadectwo jest nieprawdziwe. Na tej podstawie:

(Teza 1.) Żadne świadectwo o cudzie nie jest wiarygodne, no chyba że jego fałsz byłby bardziej cudowny niż sam cud.

To znaczy wiarygodne świadectwo o czymś nadzwyczajnym powinno być nadzwyczajnej jakości – tak by nie dało się łatwo zarzucić błędu czy fałszu. Zręczniejsza interpretacja A. Hajeka ([Plat]) brzmi tak – świadectwo jest wiarygodne jeśli to o czym świadczy jest bardziej prawdopodobne niż jego fałsz.
Nie odrzucamy cudów a priori jak Dawkins – Hume to podkreśla w pierwszych zdaniach części II. Wtedy dopiero stwierdza:

(Teza 2. ) Nigdy nie było żadnego wiarygodnego świadectwa o cudzie.

Na jego poparcie wskazuje 4 argumenty.

  1. Nie ma w historii cudu poświadczonego przez a) wystarczającą liczbę ludzi b) posiadających zdrowy rozsądek, dobre wychowanie i wykształcenie, c) praworządnych i o nieposzlakowanej reputacji. b) Nie ma ludzi świadczących się o faktach dokonanych w sposób jawny i w znanej części świata, by wykluczyć fałsz.
  2. Ludzka natura skłania się ku marzeniom o fantastycznych stworach i przygodach, a w połączeniu z duchem religijnym przekreśla zdrowy rozsądek. Człowiek religijny może konfabulować poddając się własnym marzeniom, czy też wiedzony pychą i zuchwalstwem, albo chęcią przysłużenia się świętej sprawie.
  3. W opowiadania o nadprzyrodzonych zjawiskach obfitują ludy “ciemne i barbarzyńskie” – a jeśli poddaje im się naród cywilizowany to na ogół dlatego, że przejął je od “ciemnych” przodków z powagą należną tradycji. Oszustwa i zabobon, pada u nich na podatny grunt, co jest potwierdzone zdaniem Hume’a przez obserwacje, że nic takiego nie dzieje się w czasach mu współczesnych.
  4. O cudach donoszą różne religie które nie mogą być jednocześnie prawdziwe.

O ile samym jego definicjom cudu i praw natury można trochę zarzucić, to nie będę tego rozwijał – w myśl przywileju wątpliwości zastąpiłem jedynie stwierdzenie “prawo natury”, “dobrze potwierdzoną regularnością”, tak jak to robi badacz Hume’a Alexander George (zob. streszczenie [EC]). Zarówno punkt 3. jak i przesłanki Tezy 1. odróżniają religię, która miała jeden cud, lub krótki okres cudów dawno temu, od religii, która miała cuda od dawna, w każdym wieku, aż po współczesność. By stawiać “regularność” przeciwko złamaniu tej “regularności” trzeba mieć do czynienia z wyjątkiem, sam Hume pisze, że “niewzruszone doświadczenie” ją ustaliło. Dla takiej religii doświadczenie już nie jest “niewzruszone”, więc może się ona takim zarzutom oprzeć. Nauka raczej ignoruje pojedyńcze anomalie39, ale zarazem zna przypadki dobrze opisanych rzadkich, niekontrolowanych zdarzeń – np supernowe, meteoryty, fale grawitacyjne – absurdem jest twierdzić, że przeczą one jakiemuś niewzruszonemu doświadczeniu. Tym sposobem religia katolicka kładąc na szali kilkaset co lepszych cudów może nieźle skorzystać na pomysłach Hume’a, gdyż sama się im może łatwo oprzeć, a konkurencja nie.

Wracając do cudu z Fatimy, która wydarzył się długo po śmierci Hume’a, jest to dobry przykład czegoś co dobrze odpowiada na wszystkie zarzuty z Tezy II.

Ad. 1, 2. Istnieje wiele spisanych świadectw – część z nich pochodzi od profesorów, arystokracji, a także niewierzących. Cud przewidziano publicznie, podając jego czas i miejsce, każdy mógł przyjść i sprawdzić sam, co dziesiątki tysięcy osób zrobiło. Niewierzący bez uprzedzeń natury religijnej dali świadectwo o “srebrnym słońcu”.

Ad 3. Cud wydarzył się we współczesności w Europie Zachodniej – nie w dawniejszych wiekach.

Ad 4. Różne religie donoszą o cudach, ale nie wszystkie dostarczają takich samych dowodów, nie wszystkie cuda są w stanie spełnić powyższe zarzuty. Religia która to może zrobić nie może być tu zrównana z tymi które nie mogą.

Jest to więc istotnie bardzo “cudowne” świadectwo. Możemy je uznać za prawdziwe ponad rozsądną wątpliwość.

Drugi zarzut Dawkinsa to przykład fałszywej alternatywy: albo kłamstwo/przywidzenia/błąd albo “układ słoneczny zniszczony/ziemia zatrzęsła się na orbicie”. Notabene, wierzący nie twierdzą ani jednego, ani drugiego.

5.8 O metodzie naukowej niektórych ateistów

Przy okazji Dawkinsa, zróbmy skromną dygresję. Pomoże nam to lepiej nakreślić rozpowszechnione nieporozumienia wokół metody naukowej, byc może odpowiedzialne za to, że rzadko rozumuje się w debacie publicznej z podstawowych przesłanek tejże metody. Dawkins jest przykładem nowego rodzaju “naukowych” ateistów z początku XXI wieku. Wśród innych można wymienić Daniela Dennetta (jest to naukowiec lub filozof materialista zajmujący się umysłem), nieżyjącego już dziennikarza Christophera Hitchensa i Sama Harrisa (zajmuje się badaniem świadomości, buddyjskimi praktykami duchowymi i środkami psychoaktywnymi). Ci czterej pewnego razu nazwali się “Czterema Jeźdzcami Apokalipsy” i nawet wydali wspólnie książkę.

Wszystkich ich dotyczy jeden problem, o którym pisałem szerzej w rozdziale o predykcjach. Nie będę rozsądzać między falsyfikacjonizmem, resztką logicznego pozytywizmu, a relatywizmem (na przykład), ale jaką filozofię byśmy nie wybrali, z tych względnie spójnych jak na dzisiejsze czasy, to pozycja tychże panów i tak będzie absurdem. Myślę, że mają liczne nienaukowe poglądy, jednak uważają je za naukowe, jednocześnie atakując religię jako nienaukową i rzadko mówiąc, co precyzyjnie mają na myśli. Dennettowi np [AG] zarzuca pseudonaukową retorykę i brak argumentów w jego popularnej książce na temat świadomości (“mimo wnikliwych i wartościowych detali, materialistyczny opis świadomości Dennetta jest poparty głównie retorycznym kuglarstwem”). Innym przykładem są niefalsyfikowalne ewolucyjne i socjobiologiczne poglądy Dawkinsa ([DD] s. 110, [tr]).

5.8.1 Dennett, znowu Dawkins i ewolucja

Skupmy się na chwilę na samej ewolucji. To co Renk Dawkinsowi wytyka jako błędne i obalone40, tzw silny adaptacjonizm, było przedmiotem ostrej krytyki w samej biologii ewolucyjnej już w latach 70. Można ten pogląd streścić tak: zakłada się bez dowodu, że wszystkie cechy organizmów powstały wskutek pędzonego doborem naturalnym przystosowania do środowiska41, następnie mając jakąć cechę układa się historyjkę jak ta cecha wyewoluowała, a następnie jest to przedstawiane jako dowód ewolucji42. Pogląd ten jest nienaukowy, zarówno z punktu widzenia falsyfikacjonizmu jak i indukcji logicznych pozytywistów. Wszelkie możliwe negatywne przypadki (tj gdzie to nie działa), można zamieść pod dywan dodając złożoności do hipotezy, a hipotezy alternatywne nie są stosownie zbadane. Gould i Lewontin [Gd] w głośnym artykule z 1979 przyrównują to do dr. Panglossa43, który wszelkie nieszczęścia tłumaczył pokrętnymi historyjkami44. Krytyka Goulda i Lewontina45 miała niemały wpływ na biologów, ale niektórzy, w tym także Dawkins z Dennettem, postanowili się do niej nie stosować (np. [RD] s. 167). Jeden i drugi argumentuje nadal na rzecz jakiejś tajemniczej potężności „adaptacjonistycznego myślenia” w oderwaniu od osądu, czy te wyjaśnienia są prawdziwe, albo uzasadnione z racjonalnego punktu widzenia. Dennett poświęcił temu podrozdział 9.1 w [DDn]:

Rozumowanie adaptacjonistyczne nie jest opcjonalne, jest sercem i duszą ewolucyjnej biologii. Choć może być uzupełniane i poprawiane, to myśleć o usunięciu jej z centralnej pozycji w biologii, to wyobrazić sobie nie tylko upadek darwinizmu, ale rozpad całej współczesnej biochemii i wszystkich nauk o życiu i medycyny.

Być może ma on rację, że porzucenie adaptacjonizmu to koniec darwinizmu. Wspominałem, że nowa synteza ewolucyjna tj nowa teoria ewolucji ani nie przypomina tego, co się powszechnie rozumie przez ewolucję46, ani nie da się łatwo wykorzystać do snucia materialistycznych hipotez. Przeciw wszystkiemu innemu muszę stanowczo zaprotestować. Nauki empiryczne mają określone racjonalne metody i nie sposób nagle udawać, że porzucenie jednej obalonej hipotezy ma na nie jakiś istotny wpływ. To, że medycyna, biochemia, czy genetyka upadnie bez darwinizmu to szalona spekulacja. Każda z tych dziedzin ma jakiś swój zestaw udowodnionych empirycznie (przez predykcje i doświadczenia) teorii, dla których prawdziwość darwinizmu nie ma żadnego znaczenia.47. Widzimy, że zamiast empirycznej, racjonalnej metody nauki usiłuje się nam tu przemycić zupełnie inną. darwinizm jest ’naukowy’ sam przez się i całkowicie niezbędny dla nauk o życiu, a jak coś się sprzeciwia darwinizmowi to sprzeciwia się samej ’nauce’. Dawkins ([RD])idzie nawet dalej. Wiara w potężność darwinizmu rozwiązuje wszelkie problemy, zarówno z samym darwinizmem i na zewnątrz jego (emfazy poniżej moje).

(s. 140). „Odkrycie, przez Darwina, działającego procesu, który robi bardzo nieintuicyjną rzecz, jest tym co sprawia, że jego wkład do ludzkiej myśli jest tak rewolucyjny i tak naładowany mocą by podnieść świadomość.

(s. 141-142) „Zaskakujące jak potrzebne jest takie podniesienie świadomości. Fred Hoyle był świetnym fizykiem i kosmologiem ale (tu Dawkins wymienia jego poglądy o biologi jako fałszywe, bez dalszego dowodu) sugerują, że potrzebował podniesienia świadomości przez dobrą ekspozycję na teorię doboru naturalnego. Na poziomie intelektualnym myślę że on rozumiał dobór naturalny. Ale potrzebujesz przesiąknąć doborem naturalnym, zanurzyć się w nim, popływać w nim by naprawdę dostrzec jego potęgę. „

(s. 188 ) „Najbardziej pomysłowym i potężnym dźwigiem odkrytym do tej pory jest Darwinowska ewolucja przez dobór naturalny. (…) Nie mamy równoważnego dźwigu dla fizyki. Jakiś rodzaj teorii Multiverse mógłby co do zasady zrobić taką samą wyjaśniającą robotę jak Darwinizm robi dla biologii. Ten rodzaj wyjaśnienia jest powierzchownie mniej satysfakcjonujący niż biologiczna wersja Darwinizmu, ponieważ ma większe zapotrzebowanie na szczęście. Ale zasada antropiczna pozwala nam postulować znacznie więcej szczęścia, niż ilość z jaką nasza ograniczona ludzka intuicja jest komfortowa. Nie powinniśmy tracić nadziei, że lepszy dźwig wyrośnie w fizyce, coś tak potężnego jak Darwinizm w biologii. „

Wybrano te fragmenty z Dawkinsowego argumentu, że Bóg „prawie na pewno” nie istnieje. Parę komentarzy słowem wyjaśnienia. „Dźwig” (o którym pisze i Dennett) to koncepcja powyższej filozofii, zgodnie z którą naukodarwinista powinien wyjaśniać świat tak, żeby go coraz bardziej rugować z niego kreacjonizm i Stwórcę. Cokolwiek, co mogłoby przywodzić na myśl Stwórcę jest zabronione i nazywa się „powietrznym hakiem” (ang. skyhook). Teoria jest na tyle potężna na ile może dostarczyć takich wyjaśnień. I tak na przykład argument fine tuning (biorący się z kosmologii argument na istnienie Boga) usiłuje się tu wyjaśnić przez teorię wielu wszechświatów (Multiverse) – inną nienaukową (zob. [pw]) hipotezę. ’Zasada antropiczna’ u Dawkinsa znaczy tyle, że różne nadzwyczajne nieprawdopodobieństwa mogły się zadziać biorąc pod uwagę, że jesteśmy na jednej z wielu planet zdolnych do zamieszkania. Na przykład jeśli (pisze Dawkins) prawdopodobieństwo powstania życia jest jak jeden do miliarda, to mogło się to zadziać na jednej z miliardów planet. Problem w tym, że też nie – to są znacznie, znacznie mniejsze szanse48.

Z racjonalnymi metodami nauki nic to wspólnego nie ma. Pojęcia takie jak „poziom świadomości” czy „nadzieja” są całkowicie poza ich zasięgiem – nie da się ich opisać obiektywnymi wielkościami, ani sprowadzić do racjonalnych przesłanek, ani nawet podać uniwersalnych definicji. Multiverse to najwyżej nietestowalna spekulacja, silny adaptacjonizm też (w praktyce). Argument z ’zasadą atropiczną’ się nie zgadza matematycznie. Wszystko to można opisać słowem ’metafizyka’. Można ją dalej sklasyfikować jako pseudonaukę: bo udaje ona naukę, nie mając ku temu podstaw i dalej jako irracjonalny naturalizm (przez porzucenie świadomego operowania przesłankami na rzecz nieświadomych władz umysłu).

Rachunek ’złożoności’ Dennetta i Dawkinsa z dźwigami i hakami ma, moim zdaniem, ten problem, że oni muszą jakoś odnieść złożoność hipotezy (np danego procesu adaptacyjnego) do złożoności tego, co ona usiłuje opisać (jakaś cecha organizmu). Do tego trzeba by ścisłej definicji złożoności, a nie widziałem, by jakąś podali. Naprawić się chyba tego nie da. Jeden wybór definicji, jakim jest złożoność Kołmogorowa (długość najkrótszego programu komputerowego, który mógłby wyprodukować jakieś obserwacje) jest dla nich dość bezużyteczny. Po pierwsze, nie mówi ta złożoność nic na temat bytów nieredukowalnych do algorytmów, jak człowiek albo Bóg, więc musi zrezygnować z ich badania a priori. Po drugie wtedy problem ewolucji byłby postaci „Czy da się wytwarzać złożoność algorytmiczną przy pomocy losowej optymalizacji”, co wygląda na trudną przeszkodę do pokonania. Alternatywnej definicji dostarczył Popper ([POP], r. VII), wskazując, że małą złożoność można zdefiniować przez dużą falsyfikowalność – tutaj notabene też oni nie poszaleją, bo trzeba by mieć moc predykcyjną i wyrzucać hipotezy, które nie działają. Widzimy tu przykład problemu z filozofią irracjonalistyczną o którym wspominaliśmy w 4.1.3. Co to jest „złożoność”? Nie wiadomo, choć czujemy, że to oczywiste. Ciekawe, czym jest „nauka” – powyżej wymknęło mu się, że teoria Multiverse to „wersja darwinizmu” (czyżby wznoszenie się ku darwinizmowi kosmicznemu49?) i jest to jedynie „powierzchownie” mniej satysfakcjonujące bo „ma większe zapotrzebowanie na szczęście”. Zgadzam się z tym, że neodarwiniści mają duże zapotrzebowanie na szczęście, dużo większe, niż im się wydaje.

5.8.2 Sam Harris i moralność naukowa

Sam Harris odkrył zaś, że “nauka” może ustalić wartości moralne W eseju “Clarifying the Lanscape” [SHa] tłumaczy, co on rozumie przez metodę naukową. Esej ten jest karkołomną próbą zrównania różnych niezbyt precyzyjnych metodologicznie dziedzin nauki (z jego własną “nauką” na czele) z fizyką.

Bronię zasadniczo jedności wiedzy, że granice między dyscyplinami są jedynie konwencjami”

Czasami jedność wiedzy jest bardzo łatwa to zobaczenia: czy jest naprawdę granica między prawdami fizyki i tymi biologii – nie.”

Łatwo stwierdzić, że fizyka (dobrze przetestowane teorie uczone w szkole i na studiach) jest czymś sympatycznym, bo pozwala nam przewidzieć z ogromną dokładnością to, czego w inny sposób byśmy wiedzieć nie mogli – inaczej rzecz się ma z biologią, i zupełnie inaczej z parapsychologią. Harris musi to zamaskować, gadając o jakichś losowych rzeczach bez znaczenia dla istoty problemu np:

Jestem zdziwiony, że niektórzy myślą o nauce w sensie tytułów naukowych, budżetów i architektury, a nie logicznych i empirycznych intuicji które pozwalają formułować uzasadnione sądy o świecie”

“Niektórzy” myślą o nauce w sensie jej metody, głównie zbioru przesłanek rozumowania naukowego. A intuicja to właśnie przekonania pojawiające się bezpośrednio, bez świadomego operowania przesłankami przy pomocy rozumu. Czyżby Harris miał takie pozarozumowe poznanie tego, co jest naukowe lub nie? Na to wygląda. Patrz, to jest “łatwe do zobaczenia”, że nie ma “granicy” między “prawdami” fizyki i biologii, po prostu on tak myśli i tak musi być.

Zauważmy, że “nauka” tu nie tylko definiuje wartości. Nauka Harrisa nawet ma wartości, oto więc epistemologia i aksjologia stały się jednym. Co to są te “wartości” nie wiadomo, ale Harris twierdzi, że jeśli światowej sławy genetyk Collins mówi, że Bóg obdarzył człowieka duszą nieśmiertelną, wolną wolą i moralnością, on te wartości “podważa każdym słowem”.

Część pozycji Harrisa i Dawkinsa byłaby do obronienia na gruncie twardego relatywizmu, zwłaszcza maksymy “wszystko się nada” Paula Feyerabenda. Problem w tym, że u Harrisa wcale nie “wszystko się nada” – na przykład różni religianci podważają wartości nauki. To jest gwóźdź programu – fizyk Stenger może usiłować wyrzucić za burtę religię – biorąc za metodę falsyfikacjonizm, ale wyfrunie za nią również i Harris i mu podobni. Harris takiego luksusu nie ma – zaś efekty tego konundrum widać wyżej.

5.9 „Zgniećcie Bezecną!”

Trudno się oprzeć wrażeniu, czytając kilku powyższych autorów z 5.8, że wybrałem akurat takich, którzy pasują do mojej hipotezy i sam popełniam błąd indukcyjny, który co rusz komuś zarzucam. Po pierwsze jednak, nie ja tu samodzielnie wybierałem. Richard Dawkins to profesor Oksfordu (obecnie profesor emeryt), członek Royal Society i laureat wielu nagród: naukowych, popularyzatorskich i „wolnomyślicielskich”50. Pochwalają jego prace nawet laureaci nagrody Nobla. Gdyby ci wszyscy ludzie mogli wynieść do tychże honorów kogoś znaczniejszego, bardziej sposobnego chorążego postępu, niewątpliwie by to zrobili. Nie robią tego. Jest wielu ateistycznych uczonych i filozofów których ja osobiście cenię wyżej niż Dawkinsa, tylko że oni piszą rzeczy, które dostarczają mi argumentów, jak widzieliśmy – nikogo takiego ze strategicznego punktu widzenia nie opłaca się promować. Podobnie twarzą ateizmu wynikającego z biologii ewolucyjnej nie może zostać Koonin, bo nagle wszyscy by przeczytali, że z życiem na ziemi to wcale nie jest taka prosta sprawa, jak dotychczas Dawkins twierdzi. Inni z wielkich mędrców tego świata zaś często nie są zainteresowani w ogóle sprawą religii (Feynman), przyznają się do ateizmu a priori (Lewontin), albo w inny sposób niespecjalnie pomagają51. Inteligencja i niewiara nie tworzy dobrego koryfeusza tej niewiary – potrzebna jest jeszcze specyficzna bezwzględność, w myśl wolteriańskiego credo „Écrasez l’infâme!” – „Zgniećcie bezecną”52.

Podobny obraz rozciąga się i w przeszłość – wspomnieliśmy w tej pracy trochę takich co uchodzą za mądrych, jeśli chodzi o filozofię. Na przykład Hume – którego argumenty katolicka religia obrócić na swoją korzyść. A co zaś z dziełami „filozofii popularnej”, literatury i dziennikarstwa? Weźmy na przykład „Słownik Filozoficzny” Voltaire (np „Wiara”, „Religia”, „Cnota”), czy „Wielkiego Inkwizytora” Dostojewskiego. Czy tam są jakieś rozumowania oparte na faktach, czy logice? Nie zauważyłem, najwyżej takie które można z łatwością obalić. Zostaje jedynie paszkwil. Ani jeden ani drugi nie osądził dobrze rozumem własnych poglądów. Taki oto atak im wystarczy, by osądzić najdonioślejszą tajemnicę istnienia – a przez to i siebie. Wielu innych atakuje od strony „historycznej”, w czym najwięcej udziału mają moderniści wyrośli z protestantyzmu53. Dowodzi się „historycznie”, że Ewangelia i doktryna Kościoła została w jakiś sposób sfałszowana. Zwłaszcza mówi się, że nie ma dowodów na dawne cuda Chrystusa, przemilczając przy tym większe nawet cuda współczesne jak Fatima. Inni oskarżają Kościół o odpowiedzialność za różne podłości, oszukując przy tym, albo rozdmuchując znacznie jakieś rzadkie sprawy. Ks. Ruotolo54 porównał całą tą grupę ludzi do tłumu krzyczącego „Na krzyż z nim” w Wielki Piątek. Z kim tak naprawdę? Z rozumem na krzyż – bo wszak Chrystus to Logos55 – Mądrość Przedwieczna. Cóż może człowiek potrzebniejszego sobie uczynić, niż rozstrzygnąć rozumem sprawy swojego istnienia, przyszłości i przeznaczenia? Albo cóż gorszego może sobie zrobić, niż wysilić ten rozum, by siebie zwieść i okłamać. Oto więc na krzyż, z rozumem i prawdą. Wiele wysiłku włożyli oni wszyscy by „Zgnieść bezecną”, ale nie szukali pilnie odpowiedzi, dlaczego to robią. Czy gdy się otrząśnie fałsz zostaje jakaś odpowiedź?

6 Załącznik.

Poniższe świadectwa są w źródłach w języku angielskim i zostały przeze mnie przetłumaczone na język polski, chyba by sprecyzowano inaczej. Pochodzą z książek Stanleya Jakiego [slj], Johna de Marchi [DM2], Idalino Costa Brochado [CB] i innych źródeł.

Świadectwo Jose Maria Almeidy Garret: ([DM2] s. 139, [CB] s. 175, [slj]), (oryginał po portugalsku w [DCF] s. 149 i w “Os Episodios…”, [DCF] s. 577)

Musiało być to około drugiej czasu urzędowego i około południa słonecznego. Słońce przebiło się przez gęste chmury i świeciło jasno i intensywnie. Zwróciłem się w kierunku magnesu który przyciągał wszystkie spojrzenia i zobaczyłem je jako dysk z jasno widoczną krawędzią, świetlisty i błyszczący – ale taki który nie ranił oczu. Nie zgadzam się z porównaniem które słyszałem w Fatimie – że to matowy srebrny dysk. Był to raczej czystszy, bogatszy, jaśniejszy kolor – coś jak połysk perły. Nie przypominał księżyca w pogodną noc – bo patrzenie nań sprawiało wrażenie, że to żyjący organizm. Nie był sferyczny jak księżyc i nie miał podobnej barwy, odcienia czy zacienienia. Wyglądał jak oszklone koło z macierzy perłowej. Nie mógł być pomylony ze słońcem widzianym przez mgłę (nie było wtedy mgły, z resztą), bo obraz nie był zamglony, ciemny i rozproszony. W Fatimie to (dysk – K.Z.) dawało światło i ciepło i widać je było wyraźnie – z łatwo widoczną krawędzią.”

Niebo było usiane lekkimi chmurami. Chmury przechodziły ze wschodu na zachód i nie przesłaniały światła słońca – dając wrażenie przechodzenia za nim – choć czasem białe cętki przybierały różową i niebieską barwę przechodząc przed słońcem. Nadzwyczajne było to, że można było skupić wzrok na tym piecu światła i ciepła bez bólu ani oślepienia źrenic. Fenomen, z wyjątkiem dwóch przerw gdy słońce wydawało się wypuścić promienie błyszczącego gorąca, które zmusiły nas by odwrócić wzrok, musiał trwać około 10 minut.”

Słońce nie było nieruchome i nie było to iskrzenie ciała niebieskiego – kręciło się wokół siebie. Nagle usłyszałem wrzawę, okrzyk przerażenia całego tłumu. Słońce wirując dziko jakby uwolniło się z firmamentu i ruszyło w stronę ziemi groźnie, jakby chcąc ją zmiażdżyć swoją wielką, ognistą masą. Okropne uczucie to było”

Podczas fenomenu, który właśnie opisałem były zmiany kolorów powietrza. Patrząc na słońce zauważyłem, jak wszystko ciemnieje. Patrzyłem na najbliższe obiekty, a potem aż po horyzont. Widziałem wszystko w kolorze ametystu. Obiekty wokół mnie, niebo i atmosfera, były w tym samym kolorze. Dąb nieopodal rzucał cień w tym kolorze na ziemię.

Obawiając się, że cierpię na uszkodzenie źrenic, nieprawdopodobne wyjaśnienie, bo wtedy nie widziałbym na purpurowo – odwróciłem się i zamknąłem oczy, zakrywając je rękami, by odciąć dostęp światła. Nadal będąc odwrócony, otworzyłem oczy i zobaczyłem tak samo purpurowy krajobraz.

Wrażenia nie przypominały zaćmienia i patrząc na słońce dostrzegłem, że atmosfera się oczyściła. Niedługo później usłyszałem wieśniaka nieopodal wołającego z zaskoczeniem: “Proszę spojrzeć, ta pani jest cała żółta”. I tak naprawdę wszystko, blisko i daleko, zmieniło się przybierając kolor żółtego adamaszku. Ludzie wyglądali jakby mieli żółtaczkę, (…) moja własna ręka była tego koloru.

Artykuły Avelino de Almeidy z “O Seculo” i “Ilustracao Portugesa” [bla], [DM2] s. 137

O Seculo” – 16 października 1917

Widzimy jak ogromny tłum odwraca głowy w kierunku słońca które wygląda zza chmur w pełnym zenicie. Słońce przypomina matowy srebrny talerz i można na nie patrzeć bez najmniejszego wysiłku – nie pali i nie oślepia. Można by powiedzieć, że trwa jakieś zaćmienie. Ale nagle wielka wrzawa się podnosi i najbliżsi widzowie krzyczą “Cud, cud”. Przed zdumionymi oczyma tych ludzi, których postawa przenosi nas do czasów biblijnych, którzy bladzi ze strachu patrzyli w niebo z odkrytymi głowami, słońce dygotało i wykonywało niewidziane nigdy wcześniej gwałtowne ruchy. “Tańczyło” wedle typowych określeń chłopów”

Ludzie wtedy zaczęli się dopytywać kto, co widział. Wielka większość widziała drżenie i taniec Słońca, inni potwierdzili, że widzieli twarz Świętej Panny, jeszcze inni przysięgali, że słońce wirowało jak fajerwerk i że zbliżyło się do Ziemi jakby chciało spalić ją swoimi promieniami. Niektórzy widzieli sukcesywne zmiany kolorów.”

Ilustracao Portugesa” – 29 października 1917

Widziałem, że deszcz przestał padać o przewidzianej porze. Gęsta masa chmur rozstąpiła się i słońce – dysk z matowego srebra pokazało się w zenicie i rozpoczęło swój konwulsyjny taniec, który wielka liczba osób porównała z tańcem serpentynowym, tak piękne i wspaniałe były kolory kolejno zdobiące tarczę słoneczną.”

Nie wystarczy to by zaspokoić twoje życzenie, ale moje oczy i uszy z pewnością nie widziały ani nie słyszały różnych rzeczy, a niewielu było takich których nie wzruszyła wielkość tego spektaklu, wyjątkowego i nade wszystko wartego badań i przemyśleń.”

prof. Goncalo Almeida Garret – 3 grudnia 1917 ([slj], [Dl], s.11, oryginał portugalski [DCF] s. 146)

” 1. Zjawisko trwało 8 do 10 minut 2. Słońce straciło oślepiającą jasność, przybierając niby ksieżycowy połysk, tak, że łatwo było je oglądać. 3. Trzy razy słońce wydawało się wirować na obrzeżach, strzelając iskry, jak znane fajerwerki. 4. Ten ruch, pojawiający się i przerywany trzy razy, był szybki. 5. Słońce stało się fioletowe a następnie żółte, rozpościerając ten kolor na ziemię, (potem – K.Z.) odzyskało swój blask i jasność, sprawiając, że nie można było na nie już patrzeć. 6. To wszystko stało się krótko po południu, w okolicach zenitu (co jest bardzo ważne). Nie uważam tego zjawiska za astronomiczne, ale atmosferyczne na tle słońca, z efektami blasku księżyca i rotacyjnego ruchu. Takie efekty są jednak nieprawdopodobne w zenicie, gdy wpływy meteorologiczne są słabe. „

Maria de Martel Patricio”, ” O Dia” z 19 października 2017 ([DM2] s.136, także [CB] i u innych)

Słońce wyglądało jakby okryte całunem, tak że można było na nie patrzeć. Odcień nieba, macierz perłowa, zmienił się w coś w rodzaju jaśniejącej srebrnej płachty, która rozerwała się, gdy chmury się rozstąpiły, a srebrne Słońce, spowite szarą jasnością welonu wydawało się kręcić i wirować, otoczone kręgiem cofniętych chmur. Wzbił się wtedy krzyk z każdego gardła, padliśmy na rozmokniętą ziemię, my tysiące i tysiące stworzeń Bożych, które wiara wzniosła ku niebu. Światło stało się niebieskawe w wybornym odcieniu, jakby z witraży wielkiej katedry rozlewając się na wielką gotycką nawę. (…) Niebieski powoli znikł i światło wyglądało jakby z żółtego witraża. Żółte plamy były na twarzach, białych chustkach i ciemnych, szarych spódnicach świadków. Pojawiły się wszędzie w dębowym zagajniku na skałach, na ziemi. Wszyscy płakali, modlili się ze zdjętymi czapkami, przejęci wspaniałym cudem na który liczono. Sekundy i minuty wydawały się godzinami, tak malownicze to było. Chmury płynęły z góry, w mglistym szarym świetle które okryło słońce. (…)”

A Beira Baixa”, z 20 października ([slj], 73)

Tysiące osób potwierdziło, że widziało to zjawisko. Deszcz lał się strumieniami. Przestał o przewidzianym czasie objawienia, jakby posłuszny głosowi”widzących” którzy powiedzieli, że nie będzie trzeba już trzymać parasoli otwartych.”

Słońce się pojawia, świeci dziwnym światłem, widziane jak gdyby było księżycem w pełni. Jego światło przechodzi stopniowe przemiany, raz czasem jakby dysk słoneczny był otoczony pierścieniem ognia, czasem jak srebrna metalowa miska. Wydaje się kręcić wokół swojej osi szybko i sprawia wrażenie urwania się z orbity i rzucenia się na Ziemię, produkując gwałtowne ciepło. Nikt w dobrej wierze niczemu z tego nie zaprzecza. Słyszeliśmy to od tych co to widzieli i listy przesłane z Fatimy to potwierdzają. Czy było to zjawisko naturalne, które powtórzyłoby się w identycznych warunkach atmosferycznych? Zjawisko elektryczne,jak niektórzy próbują twierdzić? Nie wiemy, ani nie myślimy, że do nas należy się wypowiedzieć na tak delikatny temat”

Diario de Noticias” ([CB], s. 153) z 15 października 1917:

Masowa sugestia natychmiast złapała te tysiące wierzących i ciekawskich. Wielka liczba osób otworzyła parasole – a dzieci nakazały je zamknąć; wówczas wedle świadectwa tysięcy osób – wydarzyła się dziwna rzecz. Słońce – wyglądające na dysk matowego srebra – poruszało się w okręgu – jakby napędzane elektrycznością – wedle świadectwa wybitnych ludzi którzy oglądali to wydarzenie”. I tysiące poddanych sugestii (kto wie czy nie zwiodło ich światło słońca, które pierwszy raz widzieli tego dnia) padło na ziemię, płacząc i trzymając się za ręce.”

Maria de Lemos Queiros, list do redakcji “Correio da Beira”, 11 listopada 1917 ([DCF], s.127 po portugalsku i [slj] s.107)

Minuty później (po tym jak Łucja powiedziała, że widzi objawienie, K.Z.), po przyjściu pastuszków, dokładnie w przewidzianym czasie (o godzinie pierwszej) przestało padać, a niebo do tej pory ciemne, rozpogodziło się trochę naprzeciwko obiecanego miejsca objawień, co instynktownie skierowało wszystkie spojrzenia w tamtym kierunku. Naprawdę była to chwytająca za serce scena, widziana przez 40 do 50 tysięcy ludzi. (…) Nie widzieliśmy Naszej Pani i nie uważamy się za tego godnych. Ale widzieliśmy potwierdzenie, nadprzyrodzone zjawisko słoneczne! (…) Jak mówiłam, o pierwszej, w miejscu gdzie chmury się rozstąpiły, ze zdumieniem ujrzeliśmy srebrny glob, kręcący się trochę i przykrywany tu i ówdzie przez chmury. To się powtórzyło 3 razy w odstępie 3-4 minut. (…) Po tym preludium, król nieba (Słońce – K. Z.), jakby przesłonięty przez chmury, ale nie całkowicie, ukazał się nagle w pełnym splendorze, bardzo różny od swojego zwykłego wyglądu, okryty czerwoną chmurą albo płomieniem. Po paru chwilach glob nerwowo drżał, jakby poruszany elektrycznością. Wydawał się rosnąć, próbując jakby przyspieszać i spadać na ziemię, wywołując moment strachu i radości.”

Joao Maria Lucio Serra, list opublikowany w “A Ordem”, 21 listopada, ([slj])

oglądali słońce na tle błękitnego nieba, bez uszkodzenia źrenic intensywnym blaskiem ani żadnych problemów ze wzrokiem, podczas gdy ono pojawiało się w różnych kolorach, kręcąc się szybko, a czasami wydawało się urywać z nieba i zbliżać do Ziemi.”

7 Bibliografia

[slj] Stanley, Jaki – God and Sun in Fatima, 1999, RealViewBooks

[CB] Idalino Costa Brochado, “Fatima in The Light of History”, 1955, Bruce

[pw] Why String theory is still not even wrong, wywiad z P. Woitem, J. Horgan, 2017 https://blogs.scientificamerican.com/cross-check/why-string-theory-is-still-not-even-wrong/

[DCF] Documentação Crítica de Fátima Seleção de documentos 1917-1930 https://www.fatima.pt/en/documentacao/f001-documentacao-critica-de-fatima-selecao-de-documentos-1917-1930

[JH] John Haffert, “Meet the witnesses of Miracle of The Sun” 1961

[DM2] John de Marchi “Fatima: The Full Story”, 1986

[WW] William Walsch “Our Lady of Fatima”, 1954

[bla] “O Seculo” i “Ilustracao Portugesa” o Fatimie, w przekładzie na angielski, John Nahrgang https://www.bluearmy.com/wp-content/uploads/2016/11/Episode-8_Newspaper-reports-from-Fatima-1917.pdf

[KP] Karl Popper, Stanford Encyclopaedia of Philosophy https://plato.stanford.edu/entries/popper/

[CC] Can we trust climate models?, J. C. Hargreaves and J. D. Annan, WIREs Clim Change 2014, 5:435–440. doi: 10.1002/wcc.288

[SM] Ellis, G., Silk, J. Scientific method: Defend the integrity of physics. Nature 516, 321–323 (2014). https://doi.org/10.1038/516321a

[Lad] J. Ladyman, ‘Understanding Philosophy of Science’, 2002, Routledge

[Mcc] „Evidence for Visions of Virgin Mary” Kevin McClure

[cl] PHOTOGRAPHIC EXPOSURE CALCULATION – A HISTORY, Chris Lord, dostęp 8.06.2022, https://www.brayebrookobservatory.org/BrayObsWebSite/HOMEPAGE/PHOTO_EXP_CALC_HIST.html

[Jn] “Looking for a Miracle”, Joe Nickell, wersja Kindle

[SR] “Miracles”, Scott Rogo, s. 227-232 ISBN 9780809255962

[GL] “Supernatural, Occult and the Bible”, Gerard Larne, 196

[AR] “Miracles, Opposing Points”, Arvey, s. 70-71

[Dl] “Fatima pictures and testimonials: in-depth analysis”, Philippe Dalleur, Scientia et Fides, Vol. 9 No. 1 (2021), https://apcz.umk.pl/SetF/article/view/SetF.2021.001

[BR] “Fatima Miracle Claims All Wet” Benjamin Radtford https://skepticalinquirer.org/2019/05/fatima-miracle-claims-all-wet/

[BR2] “The Lady of Fatima and Miracle of The Sun”, B. Radtford, 2013 https://www.livescience.com/29290-fatima-miracle.html [POP] “Logika Odkrycia Naukowego”, Karl R. Popper, Aletheia, 2002

[ST] Stacja Ateizm, “Cuda – Bóg”, dostęp 8.06.2022, https://youtu.be/PCMvkx-NYiw?t=1166

[Sch] Lisa Schwebel, “Apparitions, Healings, and Weeping Madonnas: Christianity and the Paranormal”, 2004

[Rah] Visions and prophecies, Karl Rahner, 1963

[MST] “The whole truth about Fatima : Volume 1 Science and the Facts” Michel de la Sainte Trinité, 1989, Buffalo NY

[MST2] “The whole truth about Fatima : Volume 2” Michel de la Sainte Trinité, 1990

[ms] Auguste Meessen, Apparitions and Miracles of the Sun, International Forum in Porto “Science, Religion and Conscience” October 23-25, 2003

[Plat] T. McGrew, Stanford Encylopaedia of Philosophy, “Miracles”, 2019, https://plato.stanford.edu/entries/miracles/#ImpHumMir

[PPop] S. Thornton, Stanford Encylopaedia of Philosophy, “Karl Popper”, 2021 https://plato.stanford.edu/entries/popper/

[LC] “The Problem of Miracles: A Historical and Philosophical Perspective”, William Lane Craig, dostęp 09.06.2022 https://www.reasonablefaith.org/writings/scholarly-writings/historical-jesus/the-problem-of-miracles-a-historical-and-philosophical-perspective

[SHa] Sam Harris, “Clarifying the Landscape”, 2014 https://www.samharris.org/blog/clarifying-the-landscape

[ff] “Falsyfikacja”, dostęp 8.06.2022, https://www.youtube.com/watch?v=kdErI6QKKDo

[DD] “Dawkins Delusion”, Harry Calahan, 2007, ISBN 9781847530950

[AG] ‘Dennett’s Rhetorical Strategies in “Consciousness Explained” ’, Anthony A. Derksen, Journal for General Philosophy of Science / Zeitschrift für allgemeine Wissenschaftstheorie Vol. 36, No. 1 (2005),

[Lak2] “Criticism and the Methodology of Scientific Research Programmes”, Imre Lakatos, Proceedings of the Aristotelian Society, New Series, Vol. 69 (1968 – 1969),

[RSim] “An Atheist in the Choir Loft”, Robert Simpson, s. 68

[RT] “You Have No Idea What Happened”, Maria Konnikova, dostęp 8.06.2022, https://www.newyorker.com/science/maria-konnikova/idea-happened-memory-recollection

[EC] “The Everlasting Check”, John Danaher, dostęp 8.06.2022, https://philosophicaldisquisitions.blogspot.com/2017/07/the-everlasting-check-understanding.html

[Lak3] 34–35, The Methodology of Scientific Research Programmes, 1978, Imre Lakatos, za artykułem “Imre Lakatos” na en.wikipedia.org.

[ASo] “Beyond the Hoax – Science as a practice”, A. Sokal, s. 178

[tr] “The miracle of the sun – a case study”, “Science and God”, Thorsten Renk, dostęp 8.06.2022, https://webhome.phy.duke.edu/~trenk/various/science_and_god.html

[Ag] Św Augustyn, „Miasto Boże”, 22:18 – O cudach.

[Rus] Bertrand Russel, s. 107. “Problems of Philosophy”, 1912.

[EML] „Elimination of Methaphysical Thought through Logical Analysis of Language”, Rudolf Carnap, translated by Arthur Pap, in „Logical Positivism”, edited by A. J. Ayer 1959, Free Press, NY

[RD] Richard Dawkins, „God Delusion”, Wyd. angielskie Kindle.

[DDn] Daniel Dennett, „Darwin’s Dangerous Idea”,

[Bon] Bonevac, D. John Calvin’s Multiplicity Thesis. Religions 2021, 12, 399. https://doi.org/10.3390/rel12060399

[Hum] David Hume, „Enquiry Concerning Human Understanding” https://courses.lumenlearning.com/modernphilosophy/chapter/david-humes-1711-1776-enquiry-concerning-human-understanding/

[Gd] S.J. Gould, R. Lewontin „Spandrels of St. Marco and the Panglossian paradigm”.

[Gd2] „Punctuated Equilibria: The Tempo and Mode of Evolution Reconsidered”, S. J. Gould, N. Eldredge, Paleobiology, Vol. 3, No. 2 (Spring, 1977),

[DNob] The Illusions of the Modern Synthesis, Denis Noble, Biosemiotics volume 14, pages 5–24 (2021) https://link.springer.com/article/10.1007/s12304-021-09405-3

[Yen] „Seeing is Believing: Constructing the Higgs Boson” Ch. Yen.

[KMro] „Przeszłość to Dziś I klasa cz. 2”, K. Mrowcewicz, STENTOR, 2005, Warszawa

[Fey] Paul Feyerabend, „Przeciw Metodzie”, Aletheia

[Carn] R. Carnap „Elimination of Metaphysics through Logical Analysis of Language”, Erkenntnis:60-81 (1932)

[Cob] W. Cobbett, „Historya Reformy Protestanckiej w Angliji i Irlandyji”, 1874, nakładem L. Rzepeckiego

[Den] H. Denifle, „Luter i Luteranizm: z oryginalnych źródeł”, 1917, Torch press (wyd. angielskie)

[Sny] T. Snyder „Black Earth”, s. 1-9. NYC 2015

[Aue] „The Authority of Obscurity: Fludd, Hamann, Heidegger, Kripke” D. Auerbach.

[Wol] „Dociekania Filozoficzne” L. Wittgenstein, PWN, przedmowa tłumacza B. Wolniewicza.

[Wol2] „Filozofia i Wartości t. 2”, „O sytuacji w filozofii współczesnej”, B. Wolniewicz, 2018, WUW

1 Podrozdział 4.1 i część punktów podrozdziału 3.2 są nieco bardziej techniczne i poświęcone uzasadnieniu tez i odrzuceniu obiekcji. Można zostawić je na później przy czytaniu.

2 ten fragment pochodzi z książki Jakiego, nie ma go w [DM2]

3 Falsyfikacjonizm wyrafinowany (zob. 4.3).

4 Lakatos stwierdził, że “nikt do tej pory nie znalazł żadnego kryterium demarkacji (tj podziału nauki i nienauki), wedle którego Darwin może być określony jako naukowy”.

5 Indukcja jest to rozumowanie, które z obserwacji jakiejś zależności wyprowadza ogólną zasadę. Np. „Widzę same białe łabędzie (obserwacje), więc wszystkie łabędzie są białe (zasada).” Do połowy XXw. widziano w indukcji głównego kandydata na metodę naukową, mimo braku racjonalnych podstaw (tzw problem indukcji). .

6 Neodarwinowska synteza, jest to jedna z teorii ewolucji opracowana do lat 60 – słowo ’synteza’ odnosi się do połączenia darwinizmu i genetyki Mendla – jednego z postulatów tejże teorii. Tzn niewielkie zmiany organizmów miałyby się akumulować do coraz większych zmian i wreszcie wytworzenia się gatunków. Podważono to jednak (np przez zapis kopalny [Gd2]), podobnie też część innych jej postulatów [DNob], ([Kn] s. 399). Biologowie proponują obecnie znacznie zmienioną teorię ewolucji. Ateistyczni aktywiści obstają czasem przy starszej wersji, może dlatego, że nowa spycha coraz większą część historii życia do rzadkich, prehistorycznych wydarzeń. Trudno wtedy podważać dowody cudów tu i teraz, zarazem utrzymując, że wie się, co zaszło milion lat temu.

7 Wobec masy wyników sprzecznych z dobrze ustalonymi teoriami naukowymi.

8 poruszające się szybciej niż światło, co jest niezgodne m.i. ze szczególną teorią względności

9 obserwacje Kuhna i Lakatosa zob. 4.3.2,

10 Zob. [Fey], indeks analityczny.

11 Wyjątek był w sierpniu, nie było objawienia 13 sierpnia bo Santos zamknął wizjonerów celem śledztwa. Zgromadzony tłum widział jednak cudowne zjawiska w ustalonym czasie i miejscu również bez wizjonerów.

12 Równoważne części I argumentu Hume’a (zob. 5.7).

13 Sceptyk dalej może założyć a priori, że cud jest jeszcze większą niemożliwością i że żadne świadectwo z doświadczenia nie wystarczy – ale jak on może to wiedzieć, skoro prawa naukowe zna z doświadczenia i jednocześnie chce to samo doświadczenie podważać.

14 O cudownych zjawiskach z Lourdes np pisał o. Kolbe w 1926: „Puszczano w ruch sugestię, hipotezę itd., ale i te środki nie wytrzymały krytyki, boć i jak że rozłupanej kości nakazać, aby się zaraz zrosła, albo dokonać, by miliardy mikrobów wedle życzenia (…) strawione płuca z powrotem wypluły…”- Rycerz Niepokalanej 5 (1926) 27. Jest to szeroko stosowana strategia. Św. Maksymilian Maria Kolbe, męczennik – zabity w 1941

15 Twórcą teorii gwiezdnej nukleosyntezy był wybitny astrofizyk Fred Hoyle, więcej o nim w 5.8.

16 Nie jest jasne, czy ona w ogóle była pozytywistyczna u Wittgensteina. Znawca Wittgensteina Wolniewicz wspomina zarówno o fundamentalnym niezrozumieniu Traktatu przez Carnapa i innych pozytywistów, jak i krótkim okresie quasi-pozytywistycznym u Wittgensteina pod koniec lat 20.

17 Wittgenstein w opublikowanych pośmiertnie „Dociekaniach Filozoficznych” postawił między innymi tezę, że nie może istnieć teoria odwzorowania zdań języka w stany rzeczywistości.

18 Martin Heidegger, zm. 1976, wpływowy filozof niemiecki

19 Widać w tej uwadze, że kocioł przygania garnkowi. Najpierw mówi o „empirycznie ugruntowanej indukcyjnej nauce” zakładając nadal że coś takiego w ogóle istnieje, a potem poprawia definicję ad hoc, pod to co mu pasuje.

20 „Jestem głodny”, „Jestem strażakiem”, „Jestem w domu” – po angielsku ma to więcej sensu, np w Continuous Tense

21 Często wychodzi niewiele. Hegel pisał zawiłe prace, z których część nie niesie znaczenia bardziej niż poezja, np Naturphilosophie. (zob. [AAM]). Heidegger polega na teologicznej i mistycznej retoryce, stwierdzeniach przypisujących mu sekretne bezpośrednie poznanie tajemnic „Istnienia” [Aue]. Więcej o tym za chwilę.

22 W przedmowie do polskiego wydania „Dociekań Filozoficznych” [Wol].

23 A przykład zdemaskowania „pozornie teoretycznego” tekstu współczesnej filozofii postmodernistycznej można znaleźć w [Wol2].

24 Od Tertuliana pochodzi metafora o „Dwóch Księgach”, Księdze Objawienia i księdze natury. Później powtarzali ją często protestanci. Warto zaproponować inną dwoistość: racjonalistyczne badanie natury – to znaczy nauki ścisłe i racjonalistyczne badanie Objawienia to znaczy tomizm. Ta analogia okazuje się trafna wobec naleciałości filozofii hermeneutycznej w innych wyznaniach chrześcijańskich np ([Bon] r. 6).

25 Przykład: słynny XIII-wieczny spór Św. Tomasza, Św. Bonawentury i Awerroistów o początek wszechświata dotyczył także tego, czy ten początek jest prawdą wiary, czy też może być dowiedziony rozumem.

26 zob. 5.8

27 O pseudonaukowości Freuda pisał Popper [PPop], mimo to jest to dziś jeden z najwięcej cytowanych autorów w psychologii (h-index 283). Kinsey zaś rozmyślnie fałszował wyniki na poparcie swoich „teorii”.

28 Sami klimatologowie przyznają, że na obowiązującą teorię o istotnej roli dwutlenku węgla nie udało się dostać dowodu w postaci istotnych predykcji [CC]. Niemniej, mając jako-takie potwierdzenie i wobec grożącego ryzyka wydaje się setki miliardów dolarów na kontrolę tego zjawiska. Polecałbym podobną zapobiegliwość też w innych sprawach.

29 fakt, że ten fragment jest dość krótki i niejasny (nierozróżnienie hipotezy od serii zmieniających się hipotez) spowodował, jak sądzę, kontrowersje

30 Obserwacja ta zdaniem Poppera (p. 72) grzebie indukcjonistyczne teorie by stworzyć jakieś ’prawdopodobieństwo’ hipotezy – bardziej ’prawdopodobne’ hipotezy są zarazem bardziej niefalsyfikowalne.

31 katolicki dogmat o realnej obecności Chrystusa w Eucharystii.

32 Jedyne co widzimy to produkty rozpadu, żyje ta cząstka bardzo krótko. Nie reaguje ona z fotonami, więc dla światła widzialnego jest przezroczysta. Wizualizacje, które pokazują fizycy są na ogół schematami trajektorii produktów rozpadu zob. [Yen]

33 Ciekawostka: o transsubstancjacji podobnie pisze Hume we wstępie do Ch. X [Hum], obracając protestancki argument o tym przeciwko samym protestantom

34 Można by tu podnieść znaną historię, że zmianą był heliocentryzm, natomiast ja się z tym nie zgadzam. Zob. „Przeciw Metodzie”a [Fey] (s. 234-238) Kościół nie wyciągnął ptolemeizmu z Biblii i Tradycji, a interpretował Objawienie w oparciu o obowiązującą teorię naukową, w którą na przełomie XVI i XVII wieku wierzyli prawie wszyscy eksperci (np Brahe i Magini). Nie jest to zmiana Objawienia.

35 My krytykować jednak będziemy, z ciekawymi skutkami np w 5.8.

36 Objawienia przewidziały dokładnie wojnę, choć proroctwa nie opublikowano drukiem przed jej wybuchem. Wiemy jednak, że Łucja w 1939 usiłowała interweniować w tej sprawie, wiedząc, że za chwilę będzie wojna zob [MST2], r. 2.10.

37 dosłownie: „wspomnienia-żarówki błyskowe”

38 Podrozdział 5.6 jest dygresją i można go pominąć.

39 robi to na ogół, ale nie zawsze, zob. 3.2.4

40 [tr], „Musings on evolution”

41 R. Lewontin [tr]: „podejście do studiów ewolucyjnych, które zakłada, bez dalszego dowodu, że wszystkie cechy morfologiczne, fizjologiczne i behawioralne organizmu są adaptacyjnymi, optymalnymi rozwiązaniami”

42 Przykład z [Gd]: „Harner (1977) proponuje, że ofiary z ludzi u Azteków, były adaptacją ewolucyjną spowodowaną ciągłymi brakami mięsa”. „Wilson (1978) używa tego jako głównej ilustracji adaptacyjnej, genetycznej predyspozycji do mięsożerności u ludzi.”

43 Bohater „Kandyda”, noweli-pamfletu Voltaire’a

44 Pangloss wierzy w leibnitzowską zasadę, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów i jest w stanie zbyć wszelkie dowody przeciw temu przy pomocy skomplikowanych historyjek. Śmierć kompana Pangloss tłumaczy tak, że zatoka koło Lizbony istnieje właśnie po to, by mógł się on w niej utopić. Syfilis, którym się zaraził, tłumaczy jako konieczny skutek wyprawy Kolumba, dzięki której sprowadzono kakao i koszenilę.

45 S. J. Gould i R. Lewontin, profesorowie biologii na Harvard University, obydwaj ateiści i marksiści.

46 Listę darwinistycznych poglądów, które uległy znacznej rewizji można znaleźć u Koonina [Kn] (s.399). Autor ten jest wpływowym ekspertem biologii obliczeniowej i ewolucyjnej.

47 Raczej zachodzi zależność odwrotna: neodarwininiści bardzo chcieli uczepić się dużo bardziej wyrafinowanej metodologicznie genetyki, stąd „synteza”.

48 Fred Hoyle (którego Dawkins wspomina) obliczył nieprawdopodobieństwo na poziomie a Eugene Koonin . Żeby zapisać tą drugą liczbę w postaci ogólnej trzeba napisać ponad 1000 zer. Hoyle mawiał, że powstanie życia jest tak nieprawdopodobne jak to, że tornado na złomowisku poskłada działający samolot. Miliard (), albo kwintylion () to o wiele mniejsza liczba.

49 Dziwne, że Dennett i Dawkins zdają się nie lubić Teilharda de Chardin, który przypisuje jakiejś wersji ewolucji podobnie cudowne własności. Był to jezuita, który pisał o ewolucji całego Wszechświata i ludzkości w stronę tzw punktu Omega, który to jest jakimś wyższym kolektywnym stanem świadomości, a zarazem technologiczną osobliwością – punktem ogromnego postępu technologicznego i naukowego. Związane z tym roszczenia teologiczne ściągnęły na niego gromy z Rzymu.

50 Choć ostatnio zabrano mu jedną taką nagrodę pod zarzutem poniżania transgenderystów.

51 Wybitny fizyk S. Weinberg w 1999 wspominał jednego z murzyńskich niewolników, którego los znacznie się pogorszył, od kiedy właściciel przekonał się do jednej z sekt protestanckich popierających niewolnictwo. Konkluduje on, że religia to ’obraza ludzkiej godności’ i trzeba religii by ’dobrzy ludzie robili złe rzeczy’. Albo ktoś to weźmie na poważnie, bo przecież noblista musi być mądry. Albo zapali mu się lampka ostrzegawcza, bo nawet noblista żadnego lepszego argumentu nie wymyślił. Nie wie też, że np jezuici w XVII-XVIIIw. położyli wielkie zasługi w poprawie bytu Indian w Ameryce Płd.

52 oryginalnie „Wyznanie chrześcijańskie jest religią haniebną, podłą hydrą, która musi być zniszczona” (Voltaire, cytat w B. Wildstein, „Bunt i afirmacja”, 2020), albo „zburzyć to, co dwunastu łajdaków i błaznów zbudowało” (list Voltaire’a do d’Alemberta z 24 czerwca 1760 r.) Ciekawe, że się Voltaire’a i jego poglądy reklamuje bardzo w polskich podręcznikach szkolnych np. [KMro] s. 192. np: „Według Woltera nie istnieją żadne cuda, nie ma też świata nadprzyrodzonego, wszystko to jest bowiem sprzeczne z rozumem”

53 Który to historii wszak innej mieć nie może delikatnie mówiąc niechlubna. Jak to zakładanie protestantyzmu wyglądało zob. W. Cobbetta [Cob] o reformie w Anglii, i Deniflego [Den] o Lutrze. W tej pierwszej książce oberwało się znacznie i Davidowi Hume, który wszak wypłynął w Anglii na salony jako historyk. Okazuje się, że nieuczciwy i ogromnie zawzięty na katolicyzm.

54 Ks. Dolindo Ruotolo, Sługa Boży, mistyk, zm. 1970.

55 „światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka”, zob. „Pierwsza Apologia” Św. Justyna, p. 22

We Dried the Tears of Our Lady. [Dużo pięknych zdjęć]

Jun 25, 2022 / Written by: America Needs Fatima https://americaneedsfatima.org/news/we-dried-the-tears-of-our-lady

On June 25, feast of the Immaculate Heart of Mary, approximately 80 participants of the TFP Louisiana Call to Chivalry camp poured into the French Quarter in New Orleans, Louisiana. They commemorated the fifty-year anniversary of the miraculous weeping of the International Pilgrim Virgin of Our Lady of Fatima.

In remembrance of the request of Our Lady’s Fatima request to console Her Immaculate Heart, make reparation and pray for the conversion of sinners, the boys of the camp publicly processed through the French Quarter praying the rosary and singing hymns.

Procession

“It is so sad to see how Our Lady’s message has been so ignored,” affirmed participant Joshua Dudzik. Pius Vanderputten was impressed at the reaction of the public. “So many people joined in praying the rosary as we passed by. There was curiosity and sympathy on many faces.”

The procession circled the Saint Louis Cathedral. A woman dressed in black came out the back and caught the end of the procession and asked, “Who are you guys?” After a brief explanation she smiled and nodded. “The archbishop wants to know who you are.” When asked if she had heard of Fatima she said, “Of course I know about Our Lady of Fatima. I have Portuguese ancestry and my grandmother was present at the miracle of the sun.”

The boys of the camp also traveled to some of the churches the Pilgrim Virgin visited on Her 1972 tour in New Orleans. One was Holy Rosary and another was Saint Stephen.

Church Interior

The day finished with a rally in front of Planned Parenthood. The boys were enthusiastic after the reversal of Roe v Wade. The rosary, bagpipes and drums, signs and banners were impossible to miss. People honked or waved their support or screamed and gesticulated their vulgar opposition. One angry man threw eggs at the TFP prayer warriors. Thankfully, “He was a very bad aim,” said TFP Louisiana director Thomas Drake. “I shouted to our cameraman to get his license plate as the man sped off as quickly as he could.”

Planned Parenthood

An angry abortionist began to vociferate her wrath to any who would listen. “I thought I would never have to worry about my right to choose ever being taken away from me!” she shouted.

A mother brought her two daughters to Planned Parenthood. It was closed. She began to angrily yell at the participants. “How dare you be against my right to choose. None of you have a uterus. You don’t have a say.” In the discussion that followed, it appeared as though both daughters were not on the side of their mother.

Since when is that a valid argument? But then again, we never expected to hear logical debates, facts and the application of faith from those who advocate killing children in the womb!

“I have taught my children to think for themselves,” shouted the mother. Suddenly the elder daughter affirmed in a loud voice, “I am prolife. I disagree with my mom. I’m not ok with abortion.” They then began to argue amongst themselves. The discussion ended with the elder daughter calling her father, “dad, come pick me up now. I am PROLIFE!”

Seeing just one repercussion like this makes the entire effort everyone made, worth it! It is an additional consolation to know that so many of our dear friends made huge sacrifices so everyone could make this trip and console Our Lady. One person mentioned that “If I could see that we dried just one tear from Our Lady, my life would be complete!”

Thank You!

Thank you to all those who donated to make this pilgrimage possible! And thank you to everyone who submitted intentions to Our Lady of Tears; you and your intentions were remembered in our prayers along the way!

Group of Pilgrims and the bus they traveled on
Collage 2
Group close up
Group

New Orleans 1972 – 2022 | Fifty Years of Tears and Warning!


Note: The Pilgrim Virgin Statue of Our Lady of Fatima is under the custodianship of the World Apostolate of Fatima.

O jakich „Błędach Rosji” mówiła Maryja w Fatimie

Stanisław Krajski. Masoneria polska 2022 [w kleszczach], str. 80 inn.

Rozdział V Doktryna i plany masonerii rosyjskiej

Po zapoznaniu się z informacjami zaprezentowanymi w poprzednim rozdziale musimy dojść do wniosku, że Aleksandr Dugin wiedział co mówił, gdy opisywał prawosławie. Jego charakterystyka prawosławia trafia w samo sedno. Przypomnijmy najważniejsze jej elementy: „Prawosławie, które nie jest religią, lecz tradycją, jest o wiele bliższe temu, co nazywamy pogaństwem. Ono obejmuje i włącza w siebie pogaństwo. Nauka ojców kapadockich czy palamitów nie wchodzi w totalny konflikt z normami pogańskimi, a jedynie transformuje przedchrześcijańskie archetypy W prawosławnych kontekstach”.

=======================

1. Prawosławie, masoneria, komunizm i Fatima

Zobaczmy, że doktryna prawosławia i doktryna masonerii zazębiają się i myśliciele prawosławni i masoni często mówią jednym głosem. Stąd masoneria rytu francuskiego, gdy dotarła do Rosji błyskawicznie zaczęła przyjmować rys specyficznie rosyjski czerpiąc całymi garściami z prawosławia.

Nastąpił też odwrotny proces – rosyjska myśl prawosławna korzystała z dorobku masonerii. W to wszystko wpasował się komunizm, który daleko nie odbiegał w wielu porządkach, ale tylko tych związanych z „tym światem”, i od prawosławia i od masonerii.

Objawienia w Fatimie miały miejsce w Portugalii, państwie opanowanym całkowicie przez masonów, państwie, które realizowało program masonerii rytu francuskiego, w tym również ten jego element, który odnosił się do Kościoła katolickiego i katolicyzmu jako takiego. W 1908 r. „nieznani sprawcy” zamordowali króla portugalskiego i jednego z jego synów. Drugi z jego synów objął rządy. W 1910 r. masoni skupieni w wojsku dokonali przewrotu. Król opuścił kraj i powstała republika, w której rządzie byli sami masoni. Udział masonów W tej rewolucji był tak jawny, że nawet w „Wikipedii” możemy przeczytać, że była ona „wywołana i kierowana przez Portugalska Partię Republikańską i masonerię”.

Można dodać, że większość liderów tej partii to również byli masoni. Jeden z nich, który stanął na czele rządu, Afonso Augusto da Costa miał przydomek „Zabójca Zakonników”. To on, jako głowa państwa, triumfalnie oświadczył po uchwaleniu nowych praw: „Dzięki temu prawu za dwa pokolenia Portugalia zdoła całkowicie wyeliminować katolicyzm”.

Jak czytamy w Wikipedii: „Natomiast z całą mocą zaatakowano Kościół tylko w pierwszych dniach republiki zdemolowano 20 świątyń, a obrabowano dalszych 100, podobnie przed końcem roku około 100 księży pobito, a zamordowano 15. Choć ogłoszono wolność wszystkich wyznań, nowe władze uderzyły w Kościół katolicki. Wszystkie zakony wydalono z granic Portugalii. Zamknięto też domy modlitwy, szkoły i ośrodki dobroczynne, przejmując je na rzecz państwa. Zakazano nauki religii w szkołach, znacjonalizowano cały majątek kościelny, w tym świątynie i kaplice, , które potem wypożyczano kapłanom do odprawiania nabożeństw. Księżom zabroniono noszenia szat duchownych poza kościołami i organizowania procesji. Episkopat protestował w liście pasterskim przeciw zniesieniu świąt i wszystkim powyższym zakazom. Rząd zakazał jednak odczytywania go. Wielu księży nie posłuchało, w efekcie czego usunięto z urzędu biskupa Porto, uznanego winnym podburzania do nielojalności. Oskarżano biskupów o podburzanie księży do strajku. W dalszej kolejności banicją z ich okręgów diecezjalnych ukarano patriarchę Lizbony, arcybiskupa Guardy i administratora diecezji Porto, a w rok później dołączyli do nich biskupi Algarve, Bragi, Porto Alegre, Lamego i Bragancy, arcybiskup Evory i administrator Coimbry. Biskup Beja zmuszony był opuścić kraj. W rezultacie tych posunięć W 1912 roku żaden portugalski biskup nie urzędował w swej diecezji. Ostatecznie zerwano stosunki dyplomatyczne ze Stolicą Apostolską. Portugalski, masoński Wielki Mistrz Magalhaes Lima powiedział na zjeździe masońskim w Rzymie w 1911 r.: „Przez 10 miesięcy naszych rządów uczyniliśmy to czego inni nie mogli dokonać przez wiele lat: wypędziliśmy jezuitów, zlikwidowaliśmy zgromadzenia religijne, Wprowadziliśmy prawo rozwodów i oddzieliliśmy państwo od Kościoła”.

Z książki pt. „Reportaż z Fatimy” dowiadujemy się, że zaczęto realizować szeroko zakrojony plan indoktrynacji i ateizacji dzieci. I tak np. już uczniowie szkół podstawowych byli zmuszani przez nauczycieli do chodzenia po ulicach z transparentami, na których był napis: „Ani Boga, ani religii”.

Dlaczego Matka Boża nie mówiła w Fatimie o błędach Portugalii, lecz o błędach Rosji, co najczęściej kojarzono wyłącznie z komunizmem?

Ktoś powie, ze gdyby w Portugalii Matka Boża zaczęła mówić o zagrożeniu masońskim to objawienie i bezpośrednia reakcja na nie setek tysięcy ludzi szybko by się skończyły, bo masoneria w Portugalii doprowadziłaby przemocą i zbrodnią do jego uciszenia.

Nie o to jednak, wyraźnie, chodziło.

Matka Boża wskazywała na to co najważniejsze, kluczowe, co legło u podstaw wszelkich zbrodniczych, szatańskich ideologii, planów, działań, rewolucji i przewrotów. Wskazała na efekty przyjmowania i realizacji w różnych wariantach doktryny Plotyna. To z niej, jako z dojrzałej teologicznie i ideologicznie doktryny orfickiej, wyłoniło się wszelkie zło tego świata.

Przypomnijmy, że orfizm była to tajna religia Greków, pogaństwo u szczytu swojego rozwoju, w świetle którego wybrani ludzie uznawali siebie (jak to podszeptywał Szatan) za „prawdziwych ” bogów i planowali świat, w którym o wszystkim decydowałyby zasady określone przez Szatana, świat rządzony przez niego za pośrednictwem, jak nazwał ich Kościół katolicki, „pomocników Szatana na Ziemi”. Z doktryny Plotyna, przypomnijmy, najpierw wyrosła żydowska kabała, a z niej doktryna różokrzyżowców (alchemia) i doktryna masonerii.

Odpowiednio i „profesjonalni” zaadaptowana doktryna Platona przybrała postać doktryny Hegla, a z niej z kolei wyrosła doktryna komunistyczna. Doktryna Plotyna była też fundamentem dla doktryny liberalnej, a jeszcze wyraźniej dla doktryny libertariańskiej. Doktryna Plotyna wyznaczyła cywilizację bizantyjską, kierunki jej rozwoju i jej cele (o tym więcej w następnym rozdziale).

Wszystkie te zatrute owoce doktryny Plotyna objawiły się w prawosławiu i kulturze rosyjskiej, w rosyjskiej, specyficznie rosyjskiej, masonerii rytu francuskiego i w rosyjskim komunizmie.

To były właśnie te błędy Rosji.

Warto w tym miejscu przytoczyć ten oto fragment Drugiej Tajemnicy Fatimskiej: „Kiedy ujrzycie noc oświetloną przez nieznane światło, Wiedzcie, że to jest wielki znak, który wam Bóg daje, że ukarze świat za jego zbrodnie przez wojnę, głód i prześladowania Kościoła i Ojca Świętego. Żeby temu zapobiec, przyjdę, by żądać poświęcenia Rosji memu Niepokalanemu Sercu i ofiarowania Komunii św. w pierwsze soboty na zadośćuczynienie. Jeżeli ludzie me życzenia spełnią, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, Rosja rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła. Dobrzy będą męczeni, Ojciec Święty będzie bardzo cierpieć, wiele narodów zostanie zniszczonych, na koniec zatriumfuje moje Niepokalane Serce”.

]Interesują nas tu przede wszystkim te słowa: „Rosja rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła. To rozszerzenie przez Rosję błędnej nauki po świecie opisałem krótko w rozdziale III tej książki (bardziej szczegółowo ująłem ten problem w innych swoich książkach o masonerii, przede wszystkim w książce pt. „Masoneria polska 2014”).

Pokazałem tam jak komunistyczna rosyjska machina została użyta do realizacji masońskich celów, jak po całej Europie i po USA szaleli wprost agenci sowieccy wszelkiej maści, w tym agenci wpływu, promując, bardzo skutecznie, lewicowe ideologie (zbudowane na zrębach masońskiej doktryny) i demoralizację (przejmując część środków masowego przekazu lub zyskując w nich znaczne wpływy), jak presja rosyjskiej propagandy spowodowała, że Zachód w coraz większym stopniu wdrażał różne socjalistyczne pomysły (bezpłatne szkolnictwo, bezpłatną opiekę zdrowotną i wszechstronną opiekę socjalną oraz tzw. prawa pracownicze), co powodowało w coraz większym stopniu rozleniwienie i utratę samodzielności przez ludzi Zachodu i zwiększającą się ich zależność od państwa.

Zaważmy tak przy okazji, że wykreowana na liberalnego guru Ayn Rand, której książki stały się obowiązkowa lekturą elit USA (ale iw znacznej mierze Europy), i która ponadto (oczywiście nie wprost) głosiła apoteozę masonów i tworzonego przez nich ustroju zdominowanego przez wielkie koncerny oraz prezentowała masoński plan Wielkiego Krachu, była rosyjską Żydówką (nazywała się naprawdę Alissa Rosenbaum), której rosyjski komuniści łaskawie pozwolili w 1926 roku wyemigrować do USA (poinformowała ich, że zamierza odwiedzić rodzinę w Nowym Jorku). ]ej losy i oddziaływanie opisałem szczegółowo w książce pt. „Masoneria polska 2014”.

Jan Paweł I i Fatima. „Korona Chrystusa i dni Chrystusa”

https://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1109&Itemid=46

26-go sierpnia 1978 r. kardynał Luciani został papieżem i przyjął imię Jana Pawła I. Wiadomo, że Monsigniore Luciani, patriarcha Wenecji, widział się z siostrą Łucją z Fatimy. W książce „El diario secreto de Juan Pablo I” (wyd. Planeta,1990) autor, Ricardo de la Cieva y de Hoces, relacjonuje następujące fakty:

            W swym tajnym dzienniku papież napisał dn. 21 września 1978 r. , osiem dni przed swym męczeństwem: „11 lipca 1977, don Diego Lorenzi towarzyszył mi w koncelebracji w kościele karmelitów w Coimbra. Siostra ?ucja, która przebywała w tym klasztorze, chciała się ze mną zobaczyć. Zgodziłem się z pewnymi oporami. Takie sprawy wywołują u mnie pewne zaniepokojenie.

Łucja była zakonnicą, żywą i komunikatywną. Wciągnęła mnie w rozmowę na dwie długie godziny, gdy uprzednio przewidziałem parę minut, by ja pobłogosławić i sobie odejść. Te godziny minęły mi jak jedna chwila. Nie mówiła ani o Objawieniach, ani o sławnej Tajemnicy (trzeciej – md), ale o trosce, która dręczy jej duszę, spowodowanej obniżeniem wartości kapłanów oraz wiary wiernych. Potem znieruchomiała na moment w skupieniu; tak przeszło kilka chwil w milczeniu.

            Przedtem mówiła do mnie z oczami spuszczonymi, gdy teraz przez parę sekund zwróciła na mnie wzrok: „Co do Was, Monsigniore, powiedziała słowami, które ewidentnie nie były jej – korona Chrystusa i dni Chrystusa.”

Zamilkła, i ja milczałem bardzo wzruszony. Od tego czasu nie przestaję myśleć o tym każdej nocy. „Korona Chrystusa” – coś mówi w mym wnętrzu – jest być może tym, co nazywam „opresją”; „dni Chrystusa” – czy to będą me dni, tygodnie, czy lata… nie wiem. Dziś jest 25-ty dzień mego pontyfikatu. Nie wiem!”

Tygodnik „Genta Veneta” z 23 lipca 1977 oraz Biuletyn CRC (Contre Revolution Catholique au XXI siecle), nr 325, wrzesień 1996, w którym opublikowano artykuł o spotkaniu kardynała Luciani z siostrą Łucją, nic nie wspomina o poufności tej sprawy. W każdym razie, jeśli wierzyć Ricardo de la Cieva y de Hoces, w tym spotkaniu Siostra ?ucja przewidziała dla kardynała Luciani „koronę Chrystusa”, to jest koronę męczeńską, a „dni Chrystusa” to były te 33 dni jego krótkiego pontyfikatu.

Korona Chrystusa i dni Chrystusa – to zdanie nie przestało nawiedzać myśli Monsigniore Luciani, szczególnie po 26 sierpnia 1978 r., gdy został wybrany Papieżem. Zwierzył się wtedy przyjacielowi teologowi don Germano Pattaro: „To, co powiedziała mi siostra Łucja w lipcu 1977 r. , ciąży mi na sercu. Ta myśl była zbyt uciążliwa, zbyt sprzeczna z całą mą istotą. To było nie do wiary, a jednak przewidywanie siostry Łucji się sprawdziło. Jestem papieżem. Jeśli będę żył, powrócę do Fatimy, by poświęcić świat, a szczególnie ludy Rosji,  Świętej Dziewicy według wskazań , które Ona dała siostrze Łucji”.

            Jego bardzo krótki pontyfikat trzydziestu trzech dni nie pozwolił mu na ujawnienie światu autentycznego ostatniego przesłania Matki Bożej Fatimskiej, ale pewne zwierzenia ludzi dobrze umiejscowionych pozwalają nam myśleć, że miał ten zamiar. Czy chciał on ponadto wygonić prałatów – masonów z Watykanu? Wszystko odnowić w Chrystusie? Nie wiemy tego na pewno, lecz jak się wydaje, dla uniknięcia tego został zamordowany przez otrucie.

Tłumaczenie z miesięcznika „Lumière, Amour et Verité”, numero speciale 2007 (90o Anniversaire des Apparitions).

Dwie części Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej

https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=7783&Itemid=46

The Devil’s Final Battle
o. Paul Kramer i Stowarzyszenie Misjonarzy (2002)
http://www.devilsfinalbattle.com/content2.htm
Tłumaczenie Ola Gordon

ROZDZIAŁ 4 – TRZECIA TAJEMNICA

Dokładnie tak jak przepowiedziała Panna Najświętsza, II wojna światowa wybuchła za panowania Piusa XI. Do roku 1943 Józef Stalin nabrał już wprawy w likwidowaniu katolików i eksporcie światowego komunizmu z sowieckiej Rosji. W czerwcu tego roku, s. Łucja, mając 36 lat, zachorowała na zapalenie opłucnej. To bardzo zaalarmowało b-ap da Silva z Leiria -Fatima i kanonika Galamba, jego bliskiego przyjaciela i doradcę. Obaj obawiali się, że s. Łucja mogłaby umrzeć nie spisując Trzeciej Tajemnicy.

Tak przerażająca, że nie była w stanie jej zapisać

We wrześniu 1943 roku bp da Silva zasugerował jej by zapisała Tajemnicę, lecz odmówiła, gdyż nie chciała wziąć odpowiedzialności za taką inicjatywę z własnej woli. S. Łucja była bardzo zaniepokojona tym, że bez formalnego nakazu od jej biskupa, nie miała jeszcze pozwolenia od naszego Pana, żeby ujawnić Trzecią Tajemnicę. Powiedziała, że zrobi to jeśli dostanie nakaz od bp da Silva.

W połowie października 1943 roku, w czasie jej wizyty w klasztorze w Tuy, Hiszpania (około 250 mil od Fatimy i blisko granicy z Portugalią), bp da Silva wydał formalny nakaz spisania Tajemnicy s. Łucji . Wtedy s. Łucja spróbowała wykonać nakaz biskupa, ale nie była w stanie tego zrobić przez kolejne dwa i pół miesiąca.

Matka Boża nakazuje s. Łucji ujawnienie Tajemnicy
W końcu 2 stycznia 1944 roku Matka Boża pokazała się Łucji ponownie, żeby ją wzmocnić i potwierdzić, że faktycznie wolą Boga jest, by ujawniła ostatnią część Tajemnicy. Dopiero wtedy s. Łucja była w stanie pokonać lęk i spisać Trzecią Tajemnicę Fatimską [1]. Ale mimo to, nie wcześniej niż 9 stycznia 1944 roku s. Łucja napisała następującą wiadomość do biskupa da Silva, informując go o tym, że Tajemnica w końcu została spisana:

Napisałam to o co mnie prosiłeś; Bóg chciał mnie trochę wypróbować, ale w końcu taka była faktycznie Jego wola: (tekst) jest w zaklejonej kopercie, a [zaklejona koperta] jest w dziennikach. . .” [2]

Pojedyncza kartka papieru

W ten sposób stało się natychmiast oczywiste, że Tajemnica składała się z dwóch dokumentów: jeden w zaklejonej kopercie, a drugi w dziennikach s. Łucji. (Z jakiego innego powodu miałaby przekazać dziennik, jak również zaklejoną kopertę?) Teraz skupimy się na tym, co było zaklejone w kopercie.

Łucja była nadal tak ogarnięta lękiem z powodu treści Tajemnicy, że chciała przekazać ją w zaklejonej kopercie (razem z dziennikiem) i tylko biskupowi, żeby ten dostarczył ją bp da Silva. 17 czerwca 1943 roku s. Łucja opuściła Tuy, przekroczyła rzekę Minho i przybyła do Asilo Fonseca, gdzie abp-owi Manuelowi Maria Ferreira da Silva (arybiskup Gurza) przekazała dziennik, w który włożyła kopertę zawierającą Tajemnicę.

Tego samego dnia abp da Silva dostarczył Tajemnicę bp-owi José Alves Correia da Silva (biskup Leiria) w jego wiejskim domu niedaleko Braga. Następnie biskup Leiria zabrał Tajemnicę do Pałacu Biskupiego w Leiria. Te szczegóły będą bardzo ważne ze względu na to, co przedstawiono w watykańskim komentarzu na temat Trzeciej Tajemnicy, ostatecznie opublikowanym 26 czerwca 2000 roku.

Od początku jednomyślnym świadectwem było, że Trzecia Tajemnica napisana jest w formie listu na jednej kartce papieru. Ojciec Joaquin Alonso (oficjalny archiwista dokumentów nt objawień fatimskich) mówi, że obydwoje, s. Łucja i kard. Ottaviani oświadczyli, że Tajemnica była spisana na pojedynczej kartce papieru.

Łucja mówi, że spisała ją na kartce papieru. Kard. Ottaviani, który ją przeczytał, mówi to samo: “Napisała to na kartce papieru. . .” [3]

Kard. Ottaviani, jako prefekt Kongregacji ds. Doktryny Kościoła i Wiary w roku 1967, powiedział, że przeczytał Trzecią Tajemnicę i że napisana była na pojedynczej kartce papieru. Zeznał to 11 lutego 1967 roku, na konferencji prasowej podczas spotkania Papieskiej Akademii Maryjnej w Rzymie.

Kard. Ottaviani stwierdził:

I wtedy co ona [Łucja] zrobiła by spełnić wolę Panny Najświętszej? Napisała na kartce papieru, po portugalsku, to o co poprosiła ją Święta Dziewica. . .” [4]

Kard. Ottaviani jest świadkiem tego faktu. Na tej samej konferencji prasowej oświadcza:

Ja, który miałem łaskę i dar przeczytania tekstu Tajemnicy – chociaż również uznaję zachowanie tajemnicy, ponieważ jestem zobowiązany do zachowania Tajemnicy. . .” [5]

Mamy także zeznanie bp Venciano, który wtedy był biskupem pomocniczym Leiria-Fatima, że w połowie marca 1957 roku dostał nakaz od bp da Silva przyniesienia kopii wszystkich pism s. Łucji – łącznie z oryginałem Trzeciej Tajemnicy – do nuncjusza apostolskiego w Lizbonie w celu przeniesienia ich do Rzymu. Przed przyniesieniem pism Łucji nuncjuszowi, bp Venencio spojrzał na kopertę zawierającą Trzecią Tajemnicę trzymając ją pod światło i zobaczył, że Tajemnica była “napisana na małej kartce papieru” [6]. Ojciec Michel najpierw określa charakter tego świadectwa:

Ale dzięki ujawnieniom biskupa Venencio, ówczesnego biskupa pomocniczego Leiria i blisko związanego z tymi wydarzeniami, teraz mamy wiele wiarygodnych faktów, których postaramy się nie zaniedbywać. Sam otrzymałem je z ust biskupa Venencio 13 lutego 1984 roku w Fatimie. Były biskup Fatimy powtórzył mi, niemal słowo w słowo, to co już powiedział wcześniej o. Caillon, który zdał bardzo szczegółową relację o tym na swoich konferencjach [7].

Poniżej świadectwo biskupa Venancio, według ojca Michela:

Bp Venancio zrelacjonował, że kiedy był sam, wziął wielką kopertę z Tajemnicą i próbował przez nią zobaczyć jej zawartość. W dużej kopercie biskupa zauważył mniejszą kopertę, tę od Łucji, i wewnątrz tej koperty ‘zwykłą kartkę papieru’ z marginesami po obu stronach szerokości 3 /4 centymetra. Zadał sobie trud zapamiętania wymiarów wszystkiego. A zatem finałowa treść Tajemnicy Fatimskiej napisana była na małej kartce papieru [8].

To świadectwo dalej mówi, że ta pojedyncza kartka papieru składała się z około 20-25 linijek tekstu. W tym punkcie świadectwa s. Łucji, kard. Ottaviani, bpa Venencio, o. Alonso, o. Michela i o. François, wszystkie się zgadzają:

. . . jesteśmy tylko tak pewni, że 20 lub 25 linijek trzeciej Tajemnicy. . . [9]

Ostateczna Tajemnica Fatimska, napisana na małej kartce papieru, zatem nie jest bardzo długa. Prawdopodobnie 20 do 25 linijek. . .[10]

Bp Venancio spojrzał na kopertę [zawierającą Trzecią Tajemnicę] trzymając ją pod światło. Wewnątrz zobaczył małą kartkę którą dokładnie zmierzył. A zatem wiemy, że Trzecia Tajemnica nie jest bardzo długa, prawdopodobnie 20 do 25 linijek. . .” [11]

Napisana w formie listu

Równie jasne jest to, że Trzecia Tajemnica była napisana w formie listu do bpa da Silva. Sama s. Łucja mówi, że Trzecia Tajemnica napisana była jako list. O tym mamy spisane świadectwo o. Jongena, który 3-4 lutego 1946 roku przesłuchiwał s. Łucję w następujący sposób:

‘Już ujawniłaś dwie części Tajemnicy. Kiedy będzie czas na trzecią część?” Już przekazałam trzecią część w liście do biskupa Leira’ odpowiedziała [12].

Następnie mamy stanowcze słowa kanonika Galamba:

Kiedy biskup odmówił otwarcia listu, Łucja wymogła na nim obietnicę, że zostanie on na pewno otwarty i przeczytany światu albo po jej śmierci, albo w roku 1960, zależnie od tego co nastąpi wcześniej [13].

Do ujawnienia światu w roku 1960

Dlaczego rok 1960? Kard. Ottaviani zapytał ją dlaczego nie można otworzyć go przed 1960. Powiedziała mu “ponieważ wtedy będzie wydawał się bardziej zrozumiały (mais claro)”.

S. Łucja wymogła na biskupie Leiria -Fatimy obietnicę, że Tajemnica zostanie odczytana światu po jej śmierci, ale nie wcześniej niż w roku 1960, “ponieważ tak życzy sobie Matka Boża” [14]. I od kanonika Barthasa:

Ponadto, to [Trzecia Tajemnica] wkrótce będzie znane, bo s. Łucja potwierdza, że wolą Matki Bożej jest, że można ją opublikować na początku 1960 roku”.

To świadectwo wprowadza trzeci istotny fakt dotyczący Tajemnicy: że ma być ujawniony w roku 1960. Faktycznie, w lutym 1960 roku patriarcha Lizbony deklaruje:

Bp da Silva włożył (kopertę zaklejoną przez Łucję) do innej koperty, na której napisał, że list ma być otwarty przez niego, bpa José Correia da Silva, jeśli będzie żył, a jeśli nie, przez kardynała patriarchę Lizbony w roku 1960 [15].

Ojciec Alonso mówi:

Inni biskupi również mówili – i z autorytetem – o roku 1960 jako dacie wskazanej dla otwarcia słynnego listu. A zatem, kiedy ówczesny tytularny biskup Taiva i biskup pomocniczy Lizbony zapytał Łucję kiedy miała być otworzona Tajemnica, zawsze otrzymywał taką sama odpowiedź: w roku 1960 [16].

I w roku 1959 biskup Venancio, nowy biskup Leiria oświadczył:

Uważam, że list nie zostanie otwarty przed 1960. S. Łucja poprosiła, że nie powinien być otwarty przed jej śmiercią, ani przed rokiem 1960. Teraz mamy 1959 i s. Łucja jest w dobrym zdrowiu [17].

W końcu mamy informację z Watykanu z 8 lutego 1960 (wydaną w komunikacie przez portugalską agencję informacyjną ANI), odnośnie decyzji ukrycia Tajemnicy – dokument do którego wrócimy w Rozdziale 6. Informacja Watykanu mówi:

. . . jest najbardziej prawdopodobne, że nigdy nie zostanie otwarty list, w którym s. Łucja spisała słowa przekazane przez Matkę Bożą jako tajemnicę trojgu pastuszkom z Cova da Iria [18].

Do tej pory wszystkie dowody pokazują, co następuje: tajemnica spisana w formie listu na pojedynczej kartce papieru, składająca się z 20-25 linijek rękopisu, z 3 /4 cm marginesami po obu stronach; tajemnica ma być ujawniona nie później niż w roku 1960, a w tym roku szczególnie, ponieważ wtedy “będzie dużo bardziej zrozumiała (mais claro)”.

To ten dokument biskup Venancio przekazał nuncjuszowi papieskiemu, który następnie przekazał go do Świętego Oficjum (teraz znanego jako Kongregacja ds. Doktryny Wiary) w 1957 roku:

Przybywając do Watykanu 16 kwietnia 1957 roku, Tajemnica zapewne została umieszczona przez papieża Piusa XII w jego biurku, w małym drewnianym pudełku, z napisem Secretum Sancti Officii (Tajemnica Świętego Oficjum) [19].

Warto zauważyć, że papież był szefem Świętego Oficjum, zanim Paweł VI zreorganizował Watykan w 1967 roku. Dlatego właściwe papież zatrzymał Trzecią Tajemnicę u siebie w pudełku z napisem “Tajemnica Świętego Oficjum”. Ponieważ papież był szefem Świętego Oficjum, pudełko to stanowiło część archiwum Świętego Oficjum. Zapamiętajmy te kluczowe fakty do późniejszego ich rozważenia.

Przepowiednia apostazji w Kościele

Co z treścią Tajemnicy? Wracamy teraz do wymownego wyrażenia “W Portugalii zawsze zostanie zachowany dogmat wiary itd.”, które, jak napisaliśmy w poprzednim rozdziale, pokazuje się na końcu integralnego tekstu pierwszych dwu części Wielkiej Tajemnicy w Czwartym Dzienniku Łucji.

W tym miejscu musimy rozważyć istotne świadectwo o. Josepha Schweigla, któremu papież Pius XII powierzył tajną misję przesłuchania s. Łucji w kwestii Trzeciej Tajemnicy. Zrobił to 2 września 1952 roku w Klasztorze Karmelickim w Coimbra. Po powrocie do Rzymu, o. Schweigl udał się do swojej rezydencji w Russicum i następnego dnia powiedział koledze:

Nie mogę nic ujawnić z tego co się dowiedziałem w Fatimie na temat Trzeciej Tajemnicy, ale mogę powiedzieć, że składa się z dwóch części: jedna dotyczy papieża; druga logicznie (choć nie mogę nic powiedzieć) musi być kontynuacją słów: “W Portugalii zawsze zostanie zachowany dogmat wiary itd.” [20]

W ten sposób mamy potwierdzenie wniosku, że jedna część Tajemnicy faktycznie jest kontynuacją wyrażenia, którego zakończenia Watykan jeszcze nie ujawnił: “W Portugalii zawsze zostanie zachowany dogmat wiary itd.”

To zakończenie potwierdza wielu innych świadków, łącznie z tym poniżej:

Ojciec Fuentes

26 grudnia 1957 roku o. Fuentes przeprowadził wywiad z s. Łucją. Opublikowano go z imprimatur arcybiskupa Sancheza z Veracruz, Meksyk. Wtedy s. Łucja powiedziała o. Fuentesowi między innymi:

Ojcze, Panna Najświętsza jest bardzo smutna, bo nikt nie zwrócił uwagi na Jej przekaz, ani nikt dobry, ani zły. Dobrzy nadal żyją na swój sposób, nie przywiązując żadnego znaczenia do Jej przekazu. Źli, nie dostrzegając spadającej na nich kary Boga, nadal prowadzą grzeszne życie, nawet nie myśląc o tym przekazie. Ale wierz mi, ojcze, Bóg ukarze świat i to w straszny sposób. Kara z nieba jest nieuchronna.

Ojcze, ile zostało czasu do roku 1960? Będzie to bardzo przykre dla każdego, ani jeden człowiek nie będzie się cieszył, jeśli wcześniej świat nie będzie się modlił i nie odprawi pokuty. Nie mogę ujawnić żadnych innych szczegółów, gdyż nadal jest to tajemnica. . .
To jest Trzecia część Orędzia Matki Bożej, która pozostanie tajemnicą do roku 1960.
Powiedz im, ojcze, że wiele razy, Matka Najświętsza mówiła moim kuzynom Franciszkowi i Hiacyncie, a także mnie, że wiele narodów zniknie z powierzchni ziemi. Powiedziała, że Rosja stanie się narzędziem kary wybranym przez niebo, żeby ukarać świat, jeśli wcześniej nie zdobędziemy nawrócenia dla tego nieszczęsnego narodu.

Ojcze, szatan ma ochotę zaangażować się w decydującą bitwę z Panną Najświętszą. I on wie co najbardziej ubliża Bogu, i co w krótkim czasie przysporzy mu największej liczby dusz. Dlatego szatan robi wszystko by zdobyć poświęcone Bogu dusze, bo w ten sposób odniesie sukces, poprzez opuszczenie dusz przez ich przywódców, żeby łatwiej było mu je zdobyć.

Tym co trapi Niepokalane Serce Maryi i Serce Jezusa to odchodzenie religijnych i konsekrowanych dusz. Szatan wie o tym, że religijni i księża, którzy odchodzą z pięknego powołania, wciągają wiele dusz do piekła. . . Szatan chce przejąć konsekrowane dusze. Próbuje korumpować je żeby uśpić dusze świeckich i przez to doprowadzić je do ostatecznej zatwardziałości [21].

Ojciec Alonso

Przed śmiercią w roku 1981, o. Joaquin Alonso, który przez 16 lat był oficjalnym archiwistą Fatimy, zeznał co następuje:

Dlatego jest całkowicie prawdopodobne, że tekst w sposób konkretny odnosi się do kryzysu wiary w Kościele i do zaniedbywania przez samych pasterzy [i] walk wewnętrznych we wnętrzu Kościoła i niebezpiecznego pastoralnego zaniedbywania przez wyższą hierarchię [22].

W okresie poprzedzającym wielki triumf Niepokalanego Serca Maryi, wydarzą się straszne rzeczy. To one stanowią treść trzeciej części Tajemnicy. Co to za rzeczy? Jeśli ‘w Portugalii dogmat wiary zawsze zostanie zachowany,’. . . to z tego można wywnioskować, że w innych częściach Kościoła dogmaty te mają być ukrywane albo nawet w ogóle zgubione [23].

Czy nieopublikowany tekst mówi o konkretnych sytuacjach? Bardzo możliwe, że mówi nie tylko o prawdziwym kryzysie wiary w Kościele w tym przejściowym okresie, ale tak jak na przykład tajemnica La Salette, jest więcej odniesień do wewnętrznych walk katolików, czy odchodzeniu księży i osób religijnych. Być może to odnosi się do słabości wyższej hierarchii Kościoła. W tym przypadku nic z tego nie jest dziwne w porównaniu z innymi przekazami jakie miała w tej sprawie s. Łucja [24].

Kardynał Ratzinger

11 listopada 1984 roku, kard. Ratzinger, szef Kongregacji Doktryny Wiary, udzielił wywiadu czasopismu Jesus, wydawanemu przez Siostry Paulinki [Pauline Sisters]. Wywiad zatytułowany jest “Here is Why the Faith is in Crisis” [Oto dlaczego ma miejsce kryzys wiary], i został opublikowany z wyraźnym pozwoleniem kardynała. Kardynał przyznaje w nim, że kryzys wiary wpływa na Kościół na całym świecie. W tym kontekście ujawnia, że przeczytał Trzecią Tajemnicę, i że Tajemnica mówi o “niebezpieczeństwie zagrażającym wierze i życiu chrześcijanina, a tym samym (życiu) świata”.

W ten sposób kardynał potwierdza tezę o. Fuentesa, że Tajemnica dotyczy powszechnej apostazji w Kościele. Kardynał mówi w tym samym wywiadzie, że Tajemnica również odnosi się do “znaczenia Novissimi [czasy ostateczne / ostatnie rzeczy]“, oraz że “Jeśli to nie jest publikowane, przynajmniej teraz, to w celu uniknięcia pomylenia proroctwa religijnego z sensacjonalizmem. . .” Dalej kardynał ujawnia, że “sprawy zawarte w ‘Trzeciej Tajemnicy’ zgadzają się z tym co ogłoszono w Piśmie Świętym i wielokrotnie mówiono w wielu objawieniach maryjnych, a przede wszystkim w Fatimie. . .” [25]

Biskup Amaral

Z kard. Ratzingerem zupełnie zgadza się bp Amaral – trzeci biskup z Fatimy. W przemówieniu wygłoszonym w Wiedniu, Austria, 10 września 1984 roku, powiedział co następuje:

Jej treść odnosi się tylko do naszej wiary. Utożsamianie [Trzeciej] Tajemnicy z katastroficznymi zapowiedziami czy holokaustem nuklearnym, to zniekształcanie znaczenia Orędzia. Utrata wiary na kontynencie jest gorsza niż unicestwienie narodu; i prawdą jest, że w Europie wiara ciągle zanika [26].

Kardynał Oddi

17 marca 1990 roku kard. Oddi przedstawił następujące świadectwo włoskiemu dziennkarzowi Lucio Brunelli z czasopisma Il Sabato:

To [Trzecia Tajemnica] nie ma nic wspólnego z Gorbaczowem. Panna Najświętsza ostrzegała nas przed apostazją w Kościele.

Kardynał Ciappi

Do tych świadków należy dodać świadectwo kard. Mario Luigi Ciappi, który był nikim innym jak osobistym teologiem papieża Jana Pawła II. W osobistej korespondencji z prof. Baumgartnerem z Salzburga, kard. Ciappi ujawnił:

W Trzeciej Tajemnicy jest przepowiedziane, między innymi, że wielka apostazja w Kościele rozpocznie się od samej góry [27].

Wszystkie te świadectwa są zgodne z powtarzanymi wypowiedziami samej s. Łucji – nie tylko do o. Fuentesa, co wykazaliśmy powyżej, ale do wielu innych wiarygodnych świadków.

Chociaż zobowiązana do zachowania tajemnicy w kwestii dokładnej treści Trzeciej Tajemnicy, jej wypowiedzi do wiarygodnych świadków są pełne odniesień do duchownych “ogłupianych fałszywą doktryną”; do “diabiolicznej dezorientacji” dotykającej “tak wielu osób zajmujących odpowiedzialne stanowiska” w Kościele; do “księży i dusz konsekrowanych”, które “są tak oszukiwane i sprowadzane na manowce”, ponieważ szatanowi udało się przemycić zło pod przykrywką dobra. . . prowadząc do błędu i oszukiwania dusz przez osoby mające dużą odpowiedzialność ze względu na zajmowane przez nie stanowiska. . . One są ślepcami prowadzącymi innych ślepców”  itd. [28]

Pius XII potwierdza przepowiednię apostazji w Tajemnicy

Ale być może najbardziej niezwykłe świadectwo ze wszystkich w tej kwestii, chociaż o pośrednim znaczeniu, należy do kard. Eugenio Pacelli, zanim został papieżem Piusem XII i kiedy nadal był watykańskim sekretarzem stanu w czasie panowania papieża Piusa XI.

Wypowiadając się nawet zanim s. Łucja spisała Trzecią Tajemnicę, przyszły Pius XII wypowiedział zdumiewające proroctwo o nadchodzącym przewrocie w Kościele:

Niepokoją mnie przekazy Matki Bożej do Łucji z Fatimy. Ta uporczywość Maryi [mówiącej] o niebezpieczeństwach zagrażających Kościołowi jest boskim ostrzeżeniem przed samobójstwem zmiany w jego wierze, liturgii, teologii i duszy. . . Wokół mnie słyszę innowatorów chcących rozebrać Świętą Kaplicę, zniszczyć uniwersalny płomień Kościoła, odrzucić jego ornamenty i uczynić go winnym za jego przeszłość historyczną.

Biograf Piusa XII, kard. Roche, napisał, że w tym momencie rozmowy, jak mówi książę Galeazzi, “spojrzenie papieża, widziane przez szkła jego okularów, stało się nadnaturalne, i z tego wysokiego i szczupłego ciała emanowała nieodparta siła mistyczna”. I wtedy Pius XII powiedział (w odpowiedzi na sprzeciw ze strony kardynała z kurii):

Nadejdzie dzień kiedy cywilizowany świat wyprze się swojego Boga, kiedy Kościół zwątpi tak jak zwątpił Piotr. Kościół będzie kuszony by uwierzył, że człowiek stał się Bogiem. W naszych kościołach, chrześcijanie na próżno będą szukać czerwonego światełka gdzie oczekuje na nich Bóg. Tak jak Maria Magdalena, płacząc przed pustym grobem, będą pytać “Dokąd Go zabrali?” [29] [I dokładnie tak się stało – przeważnie na próżno szukamy w bóżnicach, zwanych szyderczo kościołami, czerwonego światełka… choć jeszcze widać je tu i ówdzie, zepchnięte gdzieś na bok – admin]

Dosyć niezwykłe jest to, żeby przyszły papież nawiązywał tą pozornie nadprzyrodzoną intuicją nadchodzącego zniszczenia Kościoła szczególnie do “przekazów Matki Bożej dla s. Łucji” i “tej uporczywości Maryi w kwestii niebezpieczeństw zagrażających Kościołowi”. Przepowiednia byłaby całkowicie niepotrzebna gdyby opierała się na pierwszych dwu częściach Wielkiej Tajemnicy, które nie wspominają o takich rzeczach jak “samobójstwo zmiany wiary, liturgii, teologii i duszy Kościoła” czy “innowatorach chcących rozebrać Świętą Kaplicę, zniszczyć uniwersalny płomień Kościoła, odrzucić jego ornamenty i uczynić go winnym za jego przeszłość historyczną”. W pierwszych dwu częściach nie ma też żadnej wskazówki o tym, że “w naszych kościołach chrześcijanie na próżno będą szukać czerwonego światełka, gdzie oczekuje na nich Bóg”.

Skąd przyszły papież Pius XII mógłby wiedzieć te rzeczy? Jeśli nie z nadprzyrodzonej intuicji, to z bezpośredniej wiedzy, że pewna nieujawniona część “przekazów Najświętszej Panny dla s. Łucji z Fatimy” ujawniała te przyszłe wydarzenia w Kościele.

Mówiąc krótko, każde świadectwo odnoszące się do treści Trzeciej Tajemnicy, od roku 1944 do co najmniej 1984 (daty wywiadu Ratzingera), potwierdza to, że wskazuje ona na katastroficzną utratę wiary i dyscypliny w Kościele, reprezentując przełom dla sił zjednoczonych od dawna przeciwko niemu – “innowatorów”, których przyszły papież Pius XII słyszał “wokół siebie”, wołających o rozbiór Świętej Kaplicy i zmiany w katolickiej liturgii i teologii.

Papież Pius XII ujawnił, że w Orędziu Fatimskim Matka Boża ostrzegła Kościół przed “samobójstwem zmiany wiary, liturgii, teologii i duszy Kościoła”. Wyjaśniamy to w dalszej części książki.

Jak wykażemy później, ten przełom rozpoczął się w roku 1960, dokładnie w roku, kiedy (jak nalegała s. Łucja) powinna zostać ujawniona trzecia część Tajemnicy. Ale zanim powrócimy do tego proroczego roku, kiedy miała początek wielka zbrodnia o której mówimy, należy najpierw omówić motyw poprzedzający tę zbrodnię. Podejmiemy się to zrobić.

________________________________________
Przypisy

1. “Cała prawda o Fatimie – t.III: Trzecia Tajemnica” (ang. przekład, Immaculate Heart Publications, Buffalo, NJ, 1990) s. 47.
2. Ibid.
3. o. Joaquin Alonso, “La Verdad sobre el Secreto de Fatima” [Prawda o Tajemnicy Fatimskiej], (Centro Mariano, Madryt, Hiszpania, 1976) s. 60. Zob. także o. Michel, “Cała prawda o Fatimie – t. III, s. 651.
4. “Cała prawda o Fatimie” – t.III, s. 725.
5. Ibid., s. 727.
6. o. François de Marie des Anges, “Fatima: Tragedy and Triumph” [Fatima: tragedia i triumf], (Immaculate Heart Publications, Buffalo, Nowy Jork, USA, 1994) s. 45.
7. “Cała prawda o Fatimie” – t. III, s. 480.
8. Ibid ., s. 481.
9. Ibid., s. 626.
10. “Fatima: tragedia i triumf”, s. 45.
11. Brat Michael ze Świetej Trójcy, “The Secret of Fatima … Revealed” [Tajemnica fatimska. . . ujawniona], (Immaculate Heart Publications, Buffalo, Nowy Jork, USA.) s. 7.
12. “Revue Mediatrice et Reine”, październik 1946, s. 110-112. Zob. także “Cała prawda o Fatimie” –t. III, s. 470.
13. o. Alonso, “Prawda o Tajemnicy Fatimskiej”, s. 46-47. Zob. także “Cała prawda o Fatimei” – t. III, s. 470.
14. Barthas, “Fatima, merveille du XXe siècle” [Fatima, cud XX wieku], s. 83. Fatima-editions, 1952. Należy zauważyć, że kanonik Barthas opublikował te relację po zdobyciu przywileju spotkania znowu z s. Łucją, 15 października 1950 roku, w towarzystwie kard. Bryanta, OMMI, wikariusza apostolskiego Athabasca-Mackenzie. Zob. “Cała prawda o Fatimie” – t. III, s. 472.
15. Novidades, 24.02.1960, cyt. przez La Documentation Catholique, 19.06.1960, kol. 751. Zob. także “Cała prawda o Fatimie” – t. III, s. 475.
16. o. Alonso, “Prawda o Tajemnicy Fatimskiej”, s. 46. Zob. także “Cała prawda o Fatimie” – t. III, s. 475.
17. Ibid., s. 45. Zob. także “Cała prawda o Fatiimie” – t. III, s. 478
18. “Cała prawda o Fatimie” – t. III, s. 578-579.
19. “Fatima, tragedia i triumf”, s. 45.
20. “Cała prawda o Fatimie” – t. III, s. 710.
21. Angielski przekład wywiadu s. Łucji z o. Fuentesem z książki o. Michela “Cała prawda o Fatimie” – t.III, s. 503-508. O. Michel wyjaśnia, że tekst pochodzi z książki badacza Fatimy o. Joaquina Alonso “Prawda o Tajemnicy Fatimskiej” (s. 103-106). Ten wywiad o. Fuentesa z s. Łucją opublikowano z imprimatur abpa Sancheza z Veracruz, Meksyk.
22. “Cała prawda o Fatimie” – t. III, s. 704.
23. Ibid., s. 687.
24. Ibid., s. 705-706.
25. o. Michel ze Świętej Trójcy, “Cała prawda o Fatimie” – t. III, s. 822-823. Zob. także czasopismo Jesus, 11.11.1984, s. 79. Zob. także The Fatima Crusader, Nr 37, lato 1991, s. 7.
26. Fatima, tragedia i triumf, s. 243-244. Zob. także o. Michel ze Świętej Trójcy, Cała prawda o Fatimie – t. III, s. 676.
27. Zob. o. Gerard Mura, The Third Secret of Fatima: Has It Been Completely Revealed? [Trzecia Tajemnica Fatimska: czy ujawnono ją w całosci?], czasopismo Catholic, (Transalpine Redemptorists, Orkady, Szkocja, W Brytania), marzec 2002.
28. Te cytaty pochodzą z różnych listów s. Łucji napisanych na początku lat 1970 do dwojga swoich bratanków-księży, i innych znanych jej osób religijnych. Zob. Cała prawda o Fatimei – t. III, s. 754-758.
29. Roche, Pie XII Devant L’Histoire, . 52-53.

Motywy ukrywania Trzeciej Tajemnicy z Fatimy (I)

Ostatnia bitwa Szatana (7)

Orędzie Fatimskie, rozumiane w tradycyjnym katolickim sensie, nie da się pogodzić z podejmowanymi od II Soboru Watykańskiego decyzjami, które zmieniają całą orientację Kościoła.

[Dzielę ten wielki materiał na dwie części . Poniżej- pierwsza. MD]

https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=7810&Itemid=46

The Devil’s Final Battleo. Paul Kramer i Stowarzyszenie Misjonarzy (2002)
http://www.devilsfinalbattle.com/content2.htm
Tłumaczenie Ola Gordon

Ojciec Joaquin Alonso, posiadacz doktoratów z teologii i filozofii Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie, profesor teologii w Rzymie, Madrycie i Lizbonie, był oficjalnym archiwistą Fatimy przez 16 lat, wyznaczony przez biskupa Fatimy do przygotowania krytycznego i definitywnego studium na temat zdarzeń, jakie miały tam miejsce.
Jest on prawdopodobnie najwybitniejszym ekspertem ds Fatimy w naszych czasach.
A jednak to nie on, lecz o. Eduard Dhanis, współautor “Holenderskiego Katechizmu”, który zrobił karierę na podważaniu objawień, był jedynym “ekspertem” wymienionym przez kard. Ratzingera w dokumencie z 26 czerwca 2006 zatytułowanym “Przesłanie z Fatimy”. 

O. Alonso wielokrotnie rozmawiał z s. Łucją, ostatnim żyjącym z trojga dzieci fatimskich. Twierdzi on, iż według s. Łucji “Nawrócenie Rosji nie ograniczy się do odrzucenia sowieckiego marksistowskiego ateizmu i powrotu narodu rosyjskiego do chrześcijaństwa prawosławnego, lecz oznaczać będzie po prostu całkowitą konwersję Rosji na wiarę jedynego prawdziwego Kościoła Chrystusowego – Kościoła Katolickiego.”

ROZDZIAŁ  5  – POJAWIENIE SIĘ MOTYWU

Jak napisaliśmy we Wprowadzeniu, zbrodnia przeciwko Kościołowi i światu, którą zamierzamy wykazać w tej książce, obejmuje “systematyczne próby, od roku 1960, ukrywania, przekręcania i negowania autentyczności tego przekazu – Orędzia Fatimskiego – nawet jeśli jego alarmujące proroctwa spełniają się na naszych oczach”.

Ale dlaczego osoby na najwyższych stanowiskach władzy w Kościele popełniają taką zbrodnię? Jak zauważył Arystoteles, żeby zrozumieć działanie, należy przyjrzeć się motywowi. I to zrobimy w tym rozdziale.

Oczywiście wykazanie motywu jest zawsze trudną sprawą, bo nie można czytać w cudzych myślach, a tym bardziej osądzać stan duszy innego człowieka. W podjęciu decyzji, co do motywu, jak czyni każde jury w procesie cywilnym, można oprzeć swoją decyzję na zewnętrznych działaniach oskarżonego, w świetle występujących okoliczności. Kiedy jury uzna, że człowiek zamordował żonę z powodu na przykład chęci uzyskania pieniędzy z ubezpieczenia, opiera swój osąd na rozsądnych wnioskach wyciągniętych z kontekstu tego czynu. Rzadko zabójca  otwarcie przyzna się: “zabiłem ją dla ubezpieczenia”. Zamiast tego motyw można wywnioskować z takich rzeczy,  jak niedawny zakup przez męża dużej polisy ubezpieczeniowej dla żony. Nikt nie może oskarżyć jury o “pochopny osąd”, jeśli wnioskuje z okoliczności, że mąż w naszej hipotetycznej sprawie miał zamiar zabić żonę dla pieniędzy.

W przypadku Fatimy motywy można również wywnioskować z okoliczności; to nie jest ”pochopny osąd”, jeśli dochodzimy do pewnych konkluzji w oparciu o to, co sami oskarżeni powiedzieli i co uczynili. Co więcej, jak wykażemy, mamy do czynienia z ekwiwalentem przyznania się do motywów zbrodni [tłumienia przesłania z Fatimy] – oskarżeni nie kryli się z tym, co aprobują i jakie mają zamiary w tej sprawie.

Nowa i rujnująca orientacja Kościoła

Jak zarzuciliśmy we Wprowadzeniu, motyw w tej sprawie powstaje ze zdania sobie przez oskarżonych sprawy, iż Orędzie Fatimskie, rozumiane w tradycyjnym katolickim sensie, nie da się pogodzić z podejmowanymi przez nich od II Soboru Watykańskiego decyzjami, które zmieniają całą orientację Kościoła Katolickiego.

Oznacza to, że Orędzie stanowi przeszkodę  w ich wysiłkach czynienia dokładnie tego, co przewidział papież Pius XII w momencie ponad naturalnej jasności: przekształcenia Kościoła na instytucję zorientowaną w kierunku świata.

Szalejące obecnie wśród duchowieństwa katolickiego skandale są tylko jednym z symptomów zabójczych wysiłków “unowocześniania” Kościoła Katolickiego. Inaczej – można powiedzieć, że obecna sytuacja Kościoła Katolickiego jest wynikiem bezprecedensowego ataku na Kościół przez liberalizm.

Przypominamy ponownie te prorocze słowa kard. Pacelli (przyszłego papieża Piusa XII) wypowiedziane w świetle Orędzia Fatimskiego:

Niepokoją mnie przekazy Matki Bożej do Łucji z Fatimy. Ta uporczywość Maryi, z którą ostrzega nas przed niebezpieczeństwami zagrażającymi Kościołowi jest bożym ostrzeżeniem przed samobójstwem zmian w jego wierze, liturgii, teologii i duszy. . . Wokół mnie słyszę innowatorów chcących rozebrać Świętą Kaplicę, zniszczyć uniwersalny płomień Kościoła, odrzucić jego ornamenty i uczynić go winnym za jego przeszłość historyczną.

Nadejdzie dzień, kiedy cywilizowany świat wyprze się swojego Boga, kiedy Kościół zwątpi tak, jak zwątpił Piotr. Kościół będzie kuszony by uwierzyć, że człowiek stał się Bogiem. W naszych kościołach  chrześcijanie na próżno będą szukać czerwonego światełka gdzie oczekuje na nich Bóg. Tak jak Maria Magdalena, płacząc przed pustym grobem, będą pytać “Dokąd Go zabrali?”  

We Wprowadzeniu napisaliśmy także, że ta wielka zmiana orientacji w Kościele – w “jego liturgii, teologii, duszy”, jak ujął to przyszły papież Pius XII – była od dawna oczekiwanym celem zorganizowanych sił, od wieków spiskujących przeciwko Kościołowi; tych samych sił, które działały w Portugalii w roku 1917, lecz odepchniętych przez poświęcenie tego narodu Niepokalanemu Sercu Maryi w 1931 roku. Odparcie tych sił na całym świecie było powodem, iż z samego Nieba zesłano do Fatimy Matkę Bożą w raz z lekiem – zaleceniem poświęcenia Rosji. Siły te wkrótce stały się główną bronią szatana w długiej wojnie z Kościołem. Naprawdę, rezultat wojny Szatana z Kościołem zależy od bitwy o wypełnienie Orędzia Fatimskiego.

Nasze przedstawienie dowodów świadczących, jakie były motywy tłumienia Orędzia z Fatimy– a mianowicie chęć nadania Kościołowi nowej orientacji z wykluczeniem Orędzia – wymaga przedstawienia pewnego tła historycznego. Zainteresuje ono nie tylko katolików, ale także niekatolików, którzy chcą zrozumieć, co wydarzyło się w Kościele Katolickim od II Soboru Watykańskiego.

Cel zorganizowanej masonerii: neutralizacja i “instrumentalizacja” Kościoła Katolickiego

Jak widzieliśmy na przykładzie Portugalii w roku 1917, siły masonerii (i jej komunistycznych towarzyszy podróży) spiskowały, by uniemożliwić spełnienie Orędzia Fatimskiego w Portugalii. Orędzie nazywano oszustwem albo dziecinnym urojeniem; wizjonerów prześladowano, a nawet grożono im śmiercią. Taka była nienawiść owych sił wobec Kościoła Katolickiego i Matki Bożej.

Siły te nic się nie zmieniły w naszych czasach. Nie potrzeba wchodzić w bagna teorii spiskowych, by sprawdzić, że przed rokiem 1960 papieże wydali więcej potępień i ostrzeżeń o spiskach masońskich i komunistycznych przeciwko Kościołowi, niż na każdy inny temat w historii Kościoła.

W tym miejscu nie można nie rozważyć niesławnej Permanent Instruction of the Alta Vendita [Stała instrukcja Alta Vendita], masońskiego dokumentu zawierającego cały plan infiltracji i korupcji Kościoła Katolickiego w XX wieku [1].

Podczas gdy od II Soboru stały się modne kpiny z istnienia takiego spisku, to trzeba zauważyć, że tajne dokumenty Alta Vendita (włoskie tajne stowarzyszenie), łącznie ze “Stałą instrukcją”, wpadły w ręce papieża Grzegorza XVI. “Stałą instrukcję” na prośbę błogosławionego papieża Piusa IX opublikował kard. Cretineau-Joly w pracy The Roman Church and Revolution [Kościół Katolicki i rewolucja ] [2]. Listem aprobującym z 5 lutego 1861 (zaadresowanym do autora) papież Pius IX gwarantował autentyczność “Stałej instrukcji” i innych masońskich dokumentów, ale nie pozwolił nikomu ujawnić prawdziwych nazwisk członków Alta Vendita występujących w tym dokumencie.

Papież Leon XIII także poprosił o ich publikację. Obaj papieże niewątpliwie działali w celu zapobieżenia takiej tragedii. Ci wielcy papieże wiedzieli, że takie nieszczęście nie było niemożliwe. (Papież Pius XII także o tym wiedział, co możemy zobaczyć w jego proroczych wypowiedziach, kiedy był jeszcze watykańskim sekretarzem stanu.)

Pełny tekst Stałej instrukcji jest także w książce bpa George’a E Dillona Grand Orient Freemasonry Unmasked  [Zdemaskowanie masonerii wielkiego wschodu] [3]. Kiedy papieżowi Leonowi XIII sprezentowano egzemplarz książki Dillona, był tak zachwycony, że nakazał na własny koszt wykonanie i publikację jej włoskiej wersji [4].

Alta Venditabyła najwyższą lożą karbonariuszy, włoskiego tajnego stowarzyszenia o związkach z masonerią, która, razem z masonerią, została potępiona przez Kościół Katolicki [5]. Szanowany włoski historyk, o. E Cahill, SJ, który na pewno nie jest “maniakiem spiskowym”, twierdzi w swoim dziele Freemasonry and the Anti-Christian Movement [Masoneria i ruch antychrześcijański], że Alta Vendita “miała rzekomo być w tym czasie ośrodkiem rządzącym europejskiej masonerii” [6]. Karbonariusze byli najbardziej aktywni we Włoszech i we Francji.

W książce Athanasius and the Church of Our Time [Atanazy i współczesny Kościół] (1974), bp Rudolph Graber, kolejny obiektywny autorytet piszący po II Soborze, zacytował prominentnego masona, który oświadczył, że celem (masonerii) już nie jest zniszczenie Kościoła, lecz wykorzystanie go poprzez infiltrację [7].

Inaczej mówiąc, skoro masoneria nie może całkowicie wymazać Kościoła Chrystusowego, to planuje nie tylko wykorzenić wpływ katolicyzmu na społeczeństwo, ale wykorzystać strukturę Kościoła, jako narzędzie “odnowienia”, “postępu” i “oświecenia” – tzn. jako środka do realizacji własnych zasad i celów.

Omawiając masońską wizję społeczeństwa i świata, bp Graber wprowadza pojęcie synarchii:

Mamy tu do czynienia ze zsumowaną liczbą różnych tajnych sił we wszystkich ‘zakonach’ i szkołach, które połączyły się razem, by ustanowić niewidzialny rząd światowy. W sensie politycznym celem synarchii jest integracja wszystkich sił finansowych i społecznych, która ma wspierać i promować rząd światowy, oczywiście pod przywództwem socjalistycznym. Katolicyzm, jak wszystkie religie, w rezultacie zostałby wchłonięty w uniwersalny synkretyzm. Bardziej niż stłumiony, zostanie zintegrowany w procesie, który już jest ukierunkowywany zasadą wspólnoty między duchownymi (różnych religii)”.

Strategia rozwinięta w “Stałej instrukcji” do osiągnięcia tego celu jest zaskakująca w swojej zuchwałości i sprycie. Od początku dokument opowiada o procesie, którego realizacja będzie trwała dekady. Ci, którzy sporządzili ten dokument wiedzieli, że nie doczekają się jego realizacji. Rozpoczęli pracę, która będzie prowadzona przez kolejne pokolenia wtajemniczonych. “Stała instrukcja” mówi: W naszych szeregach żołnierz umiera, a bitwa toczy się dalej“.

Instrukcja” wzywała do upowszechniania liberalnych idei i aksjomatów w społeczeństwie w instytucjach Kościoła Katolickiego, żeby świeccy, seminarzyści, księża i biskupi, z biegiem czasu, stopniowo byli przesiąknięci postępowymi zasadami. Z czasem, ta nowa mentalność stanie się tak rozpowszechniona, że księża będą wyświęcani, biskupi konsekrowani i kardynałowie nominowani – ale tacy, których myślenie było zgodne z nowoczesną myślą zakorzenioną w “Principles of 1789” [Zasady z 1789] (czyli zasadami masońskimi, które zainspirowały rewolucję francuską) – a mianowicie pluralizm, równość wszystkich religii, oddzielenie Kościoła od państwa, nieokiełznana wolność wypowiedzi itp.

W końcu spośród tych szeregów zostanie wybrany papież, który wprowadzi Kościół na ścieżkę “oświecenia i odnowy”.

Należy tu podkreślić, że ich celem nie było umieszczenie masona na tronie Piotra. Ich celem było zdobycie wpływu na otoczenie i doprowadzenie do wyboru takiego papieża i powstanie takiej hierarchii, którzy przekonani będą do idei katolicyzmu liberalnego – lecz cały czas uważających się za wiernych katolików.

Wówczas zliberalizowani przywódcy katoliccy nie będą się już sprzeciwiać nowoczesnym ideom rewolucji (co było powszechną praktyką papieży od 1789 do 1958, jednogłośnie potępiających zasady liberalne), lecz będą  owe idea włączać, “chrzcić” je dla Kościoła. Rezultatem tego będzie katolicki kler i świeccy, maszerujący pod sztandarem “oświecenia’, ale cały czas myślący, że maszerują pod sztandarem kluczy apostolskich.

Nie ulega wątpliwości, że mając na myśli “Stałą instrukcję“, papież Leon XIII w Humanum Genus wzywał przywódców katolickich do “zdarcia maski z masonerii i pokazania wszystkim jaka jest naprawdę” [8]. Publikacja dokumentów Alta Vendita była sposobem “zdzierania maski”.

Żeby nie było żadnych oskarżeń, że źle scharakteryzowaliśmy “Stała instrukcję“, poniżej obszerny z niej cytat. To nie jest cała “Instrukcja“, ale fragment najbardziej istotny dla naszego dowodu. W dokumencie czytamy:

Papież, kimkolwiek by nie był, nigdy nie stanie się członkiem tajnych stowarzyszeń, bo to właśnie ich zadaniem jest zrobienie pierwszego kroku w kierunku Kościoła, aby zawładnąć nim i papieżem.

Zadanie, którego się podejmujemy, to praca nie na dzień, miesiąc czy rok; to może trwać kilka lat, może nawet całe stulecie; ale w naszych szeregach żołnierz umiera, a bitwa toczy się dalej.

Nie jest naszym zamiarem pozyskiwanie papieży dla naszej sprawy, uczynienie z nich wyznawców naszych zasad, czy propagatorów naszych idei. To byłoby absurdalnym marzeniem – i gdyby nawet stało się tak w jakimś stopniu, jeśli by np. kardynałowie lub prałaci, przykładowo, z własnej woli lub niespodziewanie, posiedli część naszych sekretów, nie może być to zachętą dla pragnienia wyniesienia ich na Stolicę Piotrową. Takie wyniesienie by nas zrujnowało. Sama ambicja doprowadziłaby ich do apostazji, a wymagania władzy zmusiłyby ich do poświęcenia nas. To, o co musimy zabiegać, czego powinniśmy szukać i czego oczekiwać, tak jak Żydzi oczekują Mesjasza, to papieża odpowiedniego do naszych potrzeb…

Będziemy mogli wtedy o wiele pewniej maszerować do ataku na Kościół, niż dzierżąc jedynie broszury naszych francuskich braci, czy nawet posiadając złoto Anglii. Chcecie wiedzieć dlaczego? Chodzi o to, że aby roztrzaskać skałę, na której Bóg zbudował swój Kościół, nie potrzebujemy ani octu Hanibala, ani prochu, ani nawet naszych wojsk. Wystarczy, aby tylko któryś z następców Piotra zamoczył w spisku choćby swój mały palec; a ten mały palec będzie dla naszej krucjaty tak dobry, jak wszyscy ci Urbanowie II i wszyscy ci święci Bernardowie chrześcijaństwa.

Nie mamy żadnych wątpliwości, że dojdziemy kiedyś do tego wzniosłego celu naszych wysiłków. Ale kiedy? Ale jak? Te niewiadome pozostają wciąż niewyjawione. Tym niemniej, tak jak nic nie powinno nas odwieść od nakreślonego planu, a wręcz przeciwnie, wszystko powinno dążyć do jego spełnienia, tak jak gdyby już jutro sukces miał ukoronować dzieło dopiero co naszkicowane – pragniemy, poprzez tę instrukcję, która pozostanie tajemnicą dla większości nowicjuszy, dać urzędnikom w służbie naszej najwyższej sektyVente pewne rady, które powinni wpajać wszystkim braciom, w formie instrukcji lub też memorandum…

I tak, aby zapewnić sobie papieża wymaganej miary, należy wpierw ukształtować dla niego, dla tego papieża, generację, wartą królestwa, o którym marzymy.  Zostawmy na boku starców i ludzi dojrzałych; idźmy do młodych  i, jeśli to możliwe, nawet do dzieci… Stworzycie sobie  niskim kosztem [dobrą] reputację jako dobrzy katolicy i prawdziwi patrioci.

Reputacja ta z kolei sprawi, że doktryny nasze dotrą zarówno do młodych kleryków, jak i głęboko do klasztorów. Po kilku latach, siłą rzeczy, ci młodzi księża przejmą wszystkie funkcje [w hierarchi]; będą rządzić, administrować, sądzić, zorganizują najwyższe zgromadzenie, zostaną powołani, aby wybrać papieża, który będzie rządzić. A papież ten, jak wielu mu współczesnych, będzie z konieczności mniej lub bardziej nasiąknięty włoskimi i humanitarnymi zasadami, które właśnie zamierzamy puścić w obieg. To jest maleńkie ziarenko gorczycy, które powierzamy ziemi; ale słońce sprawiedliwości rozwinie z niego najpotężniejszą władzę, aż pewnego dnia zobaczycie, jak wielkie żniwo to małe ziarenko da.

Na drodze, którą przygotowujemy naszym braciom, piętrzą się wielkie przeszkody do zdobycia, trudności nie jednego rodzaju, z którymi musimy się borykać. Ale oni je pokonają, dzięki swojemu doświadczeniu i wnikliwości; cel nasz jest bowiem tak wspaniały, że trzeba postawić wszystkie żagle na wiatr, aby go osiągnąć.

Jeśli chcecie zrewolucjonizować Włochy, szukajcie papieża, którego portret właśnie naszkicowaliśmy. Jeśli chcecie ustanowić rządy wybranych na tronie nierządnicy Babilonu, pozwólcie, aby księża maszerowali pod waszym sztandarem, zawsze wierząc, że maszerują pod sztandarem apostolskich kluczy. Jeśli pragniecie, aby zniknęły ostatnie ślady tyranów i ciemiężycieli, zastawcie swoje pułapki, jak Simon Barjone; zastawcie je raczej w zakrystiach, seminariach i zakonach, niż na dnie morza: a jeżeli nie będziecie się spieszyć, obiecuję wam połów bardziej cudowny, niż Jego. Rybak łowiący ryby stanie się rybakiem ludzi; zgromadzicie swych przyjaciół wokół Tronu Apostolskiego. Będziecie głosić rewolucję tiary i kapy, maszerującą z krzyżem i sztandarem, rewolucję, którą trzeba będzie tylko lekko wzniecić, aby wywołała pożar na wszystkich czterech krańcach świata [9].

[źródło http://www.piusx.org.pl/kryzys/oni-Jego-zdetronizowali/21]

Powstanie katolicyzmu liberalnego

Jak wykazaliśmy, celem masonerii nie było zniszczenie Kościoła, co masoni wiedzieli, że było niemożliwe, ale zneutralizowanie i zinstrumentalizowanie Kościoła – czyli z ludzkiego elementu Kościoła zrobienie narzędzia do realizacji masońskich celów, poprzez skłonienie członków Kościoła do przyjęcia idei liberalnych.

Zliberalizowana hierarchia chętnie będzie pracować nad ustanowieniem masońskiego ideału nowego porządku świata (novus ordo seclorum) – fałszywego wszech-religijnego “braterstwa”, w którym Kościół porzuci swoje twierdzenie bycia jedyną arką zbawienia i skończy sprzeciwiać się siłom światowym. Pierwszy etap tego procesu pokazano w XIX wieku, kiedy społeczeństwo stało się bardziej przesycone liberalnymi zasadami rewolucji francuskiej. Nawet w połowie lat 1800 ten program już wywoływał wielki uszczerbek dla wiary katolickiej i katolickiego państwa. Rzekomo “milsze i delikatniejsze” pojęcia pluralizmu, religijnego indyferentyzmu, demokracji, która uważa, że wszelka władza pochodzi od ludu, fałszywe pojęcia wolności, zgromadzeń międzywyznaniowych, oddzielenia Kościoła od państwa i inne nowości pochłaniały umysły po-oświeceniowej Europy, skażające zarówno mężów stanu jak i duchownych.

[Dzielę ten wielki materiał na dwie części . Powyżej- pierwsza. md]

Trzecia Tajemnica ujawniona w całości ?

Trzecia Tajemnica ujawniona w całości ? – O. Paul Kramer

The Devil’s Final Battle        Ostatnia bitwa Szatana


O. Paul Kramer i Stowarzyszenie Misjonarzy (2002)
http://www.devilsfinalbattle.com/content2.htm
Tłumaczenie Ola Gordon

ROZDZIAŁ  13

Trzecia Tajemnica ujawniona w całości

Kard. Oddi uważa, że Trzecia Tajemnica Fatimska “ostrzegała przed apostazją w Kościele”. Kard. Ciappi uważa, że w Trzeciej Tajemnicy “Jest przepowiednia, między innymi, że wielka apostazja w Kościele rozpocznie się od góry”. Inaczej mówiąc, apostazja będzie szerzona z Watykanu do innych części Kościoła.

Papież Jan Paweł II uważa, iż przekaz fatimski ostrzega przed osłabieniem wiary katolickiej od środka Kościoła, oraz nas byśmy mieli się na baczności przed odstępczymi “gwiazdami na niebie” (Ap 12:4) w naszych czasach. Jan Paweł II ostrzega nas także przed apostazją we współczesnym Kościele.

Bp Joao Venancio, drugi biskup Leiria-Fatima jest świadkiem tego, że tekst Trzeciej Tajemnicy mieści się na jednej kartce papieru z marginesami ¾ cm po obu stronach i około 25 linijkami tekstu. Jest to oczywiście nie to co ujawnili kard. Ratzinger i abp Bertone 26 czerwca 2000 roku, gdyż ich tekst liczył 62 linijki na 4 kartkach papieru bez marginesów.

 Jeśli, co wydaje się w tym przypadku – i jak twierdzą miliony odpowiedzialnych katolików – jest więcej w Trzeciej Tajemnicy niż niejasna wizja “biskupa w bieli”, bez żadnego wyjaśnienia Matki Bożej Fatimskiej jak należy ją interpretować, to gdzie mogła być brakująca część Tajemnicy? Już zaproponowaliśmy odpowiedź. W tym rozdziale przedstawimy ją bardziej szczegółowo.

 Każdy świadek się zgadza

Świadectwo każdego świadka, który wypowiadał się o tej sprawie wskazuje na tylko jeden wniosek: brakująca część Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej przepowiada katastrofalną utratę wiary i dyscypliny w ludzkich elementach Kościoła – czyli w skrócie, wielką apostazję. Przypomnijmy ich zeznania, przedstawione w Rozdz. 4:

 Papież Pius XII

Niepokoją mnie przekazy Najświętszej Dziewicy do Łucji z Fatimy. Ta uporczywość Maryi o niebezpieczeństwach zagrażających Kościołowi jest boskim ostrzeżeniem przeciwko samobójstwu zmiany wiary, jego liturgii, jego teologii i jego duszy. . .

 Ojciec Joseph Schweigl

Nie mogę ujawnić nic, co wiem o Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej, ale mogę powiedzieć, że składa się z dwóch części: jedna dotyczy papieża; druga logicznie, (chociaż nie mogę nic powiedzieć) musi być kontynuacją słów: ‘W Portugalii dogmat wiary zawsze zostanie zachowany’.

 Ojciec Fuentes

26 czerwca 1957 roku, z imprimatur i za zgodą biskupa Fatimy, o. Fuentes opublikował następujące rewelacje s. Łucji dotyczące Trzeciej Tajemnicy:

Ojcze, Matka Boża jest bardzo smutna, gdyż nikt nie zwrócił uwagi na Jej przekaz, ani dobry, ani zły. Dobrzy podążają swoją drogą, ale nie nadają żadnego znaczenia Jej przekazowi. Źli, nie widząc spadającej na nich kary Bożej, nadal prowadzą grzeszne życie, nie dbając nawet o ten przekaz. Ale wierz mi, ojcze, Bóg ześle karę na świat, i to straszną. Kara niebios jest nieunikniona.

Ojcze, ile czasu zostało do 1960 roku? Będzie bardzo przykre dla każdego, nikt nie będzie się cieszył, jeśli wcześniej świat nie będzie się modlił i pokutował. Nie mogę przekazać żadnych innych szczegółów, bo to jest jeszcze tajemnicą. . .

I to jest trzecia część Orędzia Matki Bożej, która pozostanie tajemnicą do 1960 roku.

Ojcze, powiedz im, że Matka Boża wiele razy mówiła moim kuzynom, Franciszkowi i Hiacyncie, jak również mnie, że wiele narodów zniknie z powierzchni ziemi. Powiedziała, że Rosja będzie narzędziem kary wybranej przez niebiosa żeby ukarać świat, jeśli wcześniej nie uzyskamy nawrócenia tego nieszczęsnego narodu.

Ojcze, szatan ma ochotę zaangażować się w decydującą bitwę z Najświętszą Dziewicą. A szatan wie, co najbardziej ubliża Bogu i co w krótkim czasie przysporzy mu największej liczby dusz. Dlatego szatan robi wszystko żeby opętać dusze poświęcone Bogu, bo w ten sposób uda mu się pozostawić dusze wiernych opuszczone przez ich przywódców, w ten sposób łatwiej będzie je przejąć.

To, co trapi Niepokalane Serce Maryi i Serce Jezusa jest upadek dusz religijnych i kapłańskich. Szatan wie, że religijni i księża, którzy odchodzą od pięknego powołania ciągną za sobą dusze do piekła. . . Szatan chce przejąć poświęcone dusze. Próbuje je przekupić żeby uśpić dusze świeckich, i tym sposobem doprowadzić je do ostatecznej zatwardziałości.

Ojciec Alonso

Przed śmiercią w roku 1981, o. Joaquin Alonso, który przez 16 lat był oficjalnym archiwistą Fatimy, oświadczył co następuje:

Dlatego jest całkowicie prawdopodobne, że tekst ściśle dotyczy kryzysu wiary w Kościele i zaniedbań samych księży [i] walk wewnętrznych w łonie Kościoła i duszpasterskich zaniedbań ze strony wysokiego szczebla hierarchów [1].

W okresie przed wielkim triumfem Niepokalanego Srca Maryi, mają wydarzyć się straszne rzeczy. One stanowią treść trzeciej części Tajemnicy. Jakie one są? Jeśli ‘w Portugalii dogmat wiary zawsze zostanie zachowany, . . .’ to z tego można wyraźnie wywnioskować, że w innych częściach Kościoła te dogmaty będą zaciemnione albo nawet całkowicie stracone [2].

Czy nieopublikowany tekst mówi o konkretnych sytuacjach? Bardzo możliwe, że mówi nie tylko o prawdziwym kryzysie wiary w Kościele podczas tego okresu przejściowego, ale tak jak tajemnica z La Salette, na przykład, jest w nim więcej konkretnych odniesień do walk wewnętrznych katolików, albo odchodzenia księży i osób religijnych. Być może to nawet dotyczy zaniechań wysokiej hierarchii Kościoła. W tej sprawie, nic z tego nie różni się od innych przekazów otrzymanych przez s. Łucję w tej kwestii [3].

 Kardynał Ratzinger

Zgodnie z orzeczeniem papieży, to niczego nie dodaje do tego, co z objawień musi wiedzieć chrześcijanin: radykalne wzywanie do nawrócenia, absolutna powaga historii, niebezpieczeństwa grożące wierze i życiu chrześcijanina, a zatem światu. A także znaczenie ostatnich czasów. . . Jeśli nie zostanie opublikowana – przynajmniej teraz – to dlatego, żeby uniknąć pomylenia proroctwa religijnego z sensacją. Ale rzeczy zawarte w tej Trzeciej Tajemnicy zgadzają się z tym co jest w Piśmie Świętym i są potwierdzone przez liczne objawienia maryjne, począwszy od samych objawień fatimskich w znanej ich treści [4]. (11.11.1984)

 Biskup Amaral

Jej treść dotyczy tylko naszej wiary. Utożsamianie Tajemnicy z katastroficznymi ogłoszeniami lub z holokaustem nuklearnym jest zniekształcaniem znaczenia przekazu. Utrata wiary na kontynencie jest gorsza niż unicestwienie narodu; i prawdą jest to, że wiara stale zanika w Europie [5].

Warto zauważyć, elementem ogólnej próby ukrycia i tłumienia prawdy o Fatimie, były naciski na bpa Amarala by wycofał się z uwag wkrótce po ich wypowiedzeniu. Ale wtedy, 10 lat później, a teraz na spokojnej emeryturze, biskup mimochodem potwierdził swoje świadectwo w publicznym wywiadzie w 1995 roku, dodając istotny element dowodu: “Zanim potwierdziłem w Wiedniu (w 1984 roku), że Trzecia Tajemnica dotyczyła jedynie naszej wiary i jej utraty, skonsultowałem s. Łucję i najpierw otrzymałem jej zgodę” [6]. A zatem s. Łucja sama pośrednio potwierdziła, jeszcze raz, że prawdziwa i całkowita Trzecia Tajemnica prognozuje apostazję w Kościele.

 Kardynał Oddi

Ona [Trzecia Tajemnica] nie ma nic wspólnego z Gorbaczowem. Matka Najświętsza ostrzegała nas przed apostazją w Kościele.

 Kardynał Ciappi

Do tych świadków musimy dodać świadectwa dwu kolejnych. Pierwszym jest kard. Mario Luigi Ciappi, który był osobistym teologiem papieża Jana Pawła II. W osobistej korespondencji z prof. Baumgartnerem z Salzburga, kard. Ciappi ujawnił że:

Trzecia Tajemnica przepowiada, między innymi, że wielka apostazja w Kościele rozpocznie się od samej góry [7].

 Ojciec Valinho

Jest też o. Jose dos Santos Valinho, siostrzeniec s. Łucji. W książce Renzo i Roberta Allegri Reportage su Fatima [Reportaż o Fatimie, Mediolan 2000],  opublikowanej  – dosyć opatrznościowo – tuż przed ujawnieniem wizji Trzeciej Tajemnicy i publikacją w TMF Ratzingera / Bertone, o. Valinho  wyraził pogląd, że Trzecia Tajemnica przepowiada apostazję w Kościele [8].

 W skrócie, każdy świadek w tej sprawie – nawet kard. Ratzinger w 1984 roku – zeznał to samo; treść Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej odnosi się do kryzysu wiary w Kościele Katolickim, apostazji, z ogromnymi konsekwencjami dla całego świata. Nawet jeden świadek nigdy nie zanegował tego, że o tym mówi Trzecia Tajemnica. Ani s. Łucja nigdy nie skorygowała żadnego z tych świadectw, mimo że w ciągu życia nie wahała się poprawiać tych, którzy błędnie interpretowali treść Orędzia Fatimskiego.

 Papież Jan Paweł II dwukrotnie ujawnia sedno Tajemnicy

 Jakby tego było mało, przy dwu okazjach, w homiliach w Fatimie, Jan Paweł II potwierdził istotną treść Trzeciej Tajemnicy. Jest oczywiste, że Jan Paweł II powiedział nam o istotnych elementach Trzeciej Tajemnicy w homilii w Fatimie 13 maja 1982 roku, jak również w homilii podczas beatyfikacji bł. Hiacynty Marto i bł. Franciszka Marto w Fatimie 13 maja 2000 roku.

 Przy pierwszej okazji papież zapytał w swojej homilii: “Czy Matka, która całą miłością, jaką budzi w Niej Duch Święty, i pragnie zbawienia każdego, może milczeć w obliczu podważania samej podstawy ich zbawienia?” I sam odpowiada:  “Nie, nie może milczeć”. Tutaj papież mówi nam, że Orędzie Fatimskie dotyczy ostrzeżenia Matki Bożej o tym, że podważane są same podstawy naszego zbawienia. Zauważmy uderzające podobieństwo tego świadectwa z tym papieża Piusa XII, który powiedział o samobójstwie zmiany wiary w liturgii, teologii i samej duszy Kościoła.

 Następnie, 13 maja 2000 roku, w homilii podczas beatyfikacji, papież ostrzegł wiernych następującymi słowami:

“I inny znak się ukazał na niebie: ujrzycie wielkiego smoka” (Ap 12:3). Te słowa z pierwszego czytania mszalnego przywodzą nam na myśl wielki bój, jaki toczy się między dobrem a złem, a jednocześnie uświadamiają, że spychając Boga na ubocze, człowiek nie może osiągnąć szczęścia, ale przeciwnie — zmierza do samozniszczenia. . .

Orędzie Fatimskie wzywa do nawrócenia, ostrzega ludzkość, aby nie stawała po stronie “smoka”, który “ogonem zmiata trzecią część gwiazd niebieskich i rzuca je na ziemię” (Ap 12:4).

Ostatecznym celem człowieka jest niebo, jego prawdziwy dom, gdzie Ojciec niebieski oczekuje wszystkich z miłosierną miłością. Bóg nie chce, aby ktokolwiek się zagubił; dlatego dwa tysiące lat temu posłał na ziemię swojego Syna, aby “szukał i zbawił to, co zginęło” (Łk 19:10). . .

Powodowana macierzyńską troską, Najświętsza Panna przybyła tutaj, do Fatimy, ażeby zażądać od ludzi, by “nie znieważali więcej Boga, naszego Pana, który dosyć już został znieważony”. Przemawia, bo jako Matka boleje, kiedy zagrożony jest los Jej dzieci. Dlatego wzywa pastuszków: “Módlcie się, wiele się módlcie i umartwiajcie się w intencji grzeszników; wiele dusz idzie do piekła, bo nikt nie modli się za nie ani nie umartwia”.

 Widzimy, że Jego Świątobliwość przywołał Rozdz. 12 wersety 3 – 4 Księgi Apokalipsy, i że te wersety powszechnie interpretuje się i oznacza, iż jedna trzecia katolickich duchownych zostaje zmieciona z ich wywyższonego stanu poprzez utratę wiary lub zepsucie moralne – i obecnie widzimy to wśród katolickich księży. Zauważmy precyzyjną zgodność homilii papieża z ostrzeżeniem s. Łucji przekazanym o. Fuentesowi, o tym jak “szatan wie, że osoby religijne i księża, którzy odchodzą od swojego pięknego powołania ciągną ze sobą liczne dusze do piekła”.

 Dlatego też wydaje się całkowicie jasne, że papież Jan Paweł II próbował powiedzieć nam, że Trzecia Tajemnica odnosi się do wielkiej apostazji przepowiedzianej w Piśmie Świętym. Dlaczego papież nie powiedział tych rzeczy bezpośrednio i wyraźnie, a raczej w sposób ukryty, językiem zrozumiałym tylko dla bardziej uczonych? Wydaje się prawdopodobne, że wysyłał sygnał do bardziej przebiegłych o tym, co uważał miało zostać ujawnione bardzo niedługo – a mianowicie cała Trzecia Tajemnica.

Jak się okazało, oczywiście, otrzymaliśmy tylko wizję “biskupa w bieli” i tzw. “komentarz” w TMF. Być może papież zauważył siłę oporu reprezentowaną przez kard. Sodano i jego kolaborantów, i miał nadzieję, że w swojej homilii przynajmniej będzie mógł ujawnić istotę Tajemnicy uważając, że wcześniej czy później cała prawda wyjdzie na jaw. Być może papież nie czuje, że może mówić swobodnie, dlatego iż pozwolił sobie na to, by otaczali go duchowni, religijni, biskupi i kardynałowie, którzy okazali się być niegodni zaufania, ale których, jak czuje, nie może zastąpić, którzy są nadal w watykańskich urzędach i którzy podważają wiarę, którzy są częścią jednej trzeciej poświęconych dusz wymiatanych z ich wysokich stanowisk przez szatana. Być może papież albo nie wie kim są, albo wie i nie uważa, iż może wypowiadać się publicznie i żyć dalej. (Przypominamy tutaj nagłą śmierć papieża Jana Pawła I.) niezależnie od powodu, papież nie mówi bardzo swobodnie – ale wystarczająco jasno, by można było doszukać się znaczenia jego słów. Jak Jezus powiedział swoim uczniom: “Kto ma uszy do słuchania niech słucha”.

 A zatem, nie tylko każdy świadek, od przyszłego papieża Piusa XII w latach 1930, przez siostrzeńca s. Łucji w roku 2000, jest zgodny w tej kwestii, ale i panujący papież dodaje własny głos do ich głosów: Trzecia Tajemnica przepowiada szeroko zakrojoną utratę wiary i łaski wśród katolickiego kleru na różnych szczeblach.

Dwie pierwsze części Tajemnicy Fatimskiej absolutnie nic nie mówią o apostazji w Kościele. Podobnie jak wizyjna część Trzeciej Tajemnicy, dotycząca “biskupa w bieli” nic nie mówi o apostazji. Skoro każdy świadek uważa, że Trzecia Tajemnica mówi o apostazji w Kościele, a te ujawnione do dzisiaj części Orędzia Fatimskiego, łącznie z wizją “biskupa w bieli”, o niej nic nie mówią, nieunikniony wniosek jest taki, że część Trzeciej Tajemnicy została ukryta. O czym faktycznie mówi ta część?

 Logicznym miejscem, od którego rozpoczniemy, jest to wiele mówiące zdanie, które aparat watykański w wielkich bólach chciał pomniejszyć i przysłonić, jakby był to jedynie przypis do Orędzia Fatimskiego: “W Portugalii dogmat wiary zawsze zostanie zachowany itd.” Zdanie to jest jedynym dowodem na nadchodzącą apostazję w opublikowanych częściach Orędzia (chcemy tu szybko dodać, że nawet bez tego zdania, byłoby jasne ze wszystkich zeznań, że Trzecia Tajemnica odnosi się do apostazji w Kościele). Tutaj, i tylko tutaj, ujawniona część integralnego Orędzia Fatimskiego dotyka kwestii dogmatów wiary, i jak zostaną one zachowane w Portugalii.

 Jaki byłby cel, żeby Matka Boża wspominała o zachowaniu dogmatu w Portugalii, jeśli nie po to by nas ostrzec, że dogmat nie będzie zachowany w innych miejscach Kościoła? I jak zasugerowaliśmy wcześniej, “inne miejsca” to niewątpliwie słowa użyte przez s. Łucję jako “itd.”

 Biorąc pod uwagę to, że wizja opublikowana 26 czerwca 2000 roku nie zawiera dalszych słów Matki Bożej, można tylko wywnioskować, że brakujące słowa Matki Bożej znajdują się w “zapisie dźwięku” Trzeciej Tajemnicy, w którym Matka Boża wyjaśnia tę wizję. Wizja, wydawałoby się, jest końcowym rezultatem tej katastrofalnej utraty wiary: papież i pozostali hierarchowie są ścigani i zabijani poza na wpół zrujnowanym miastem Rzym, być może (możemy jedynie spekulować, gdyż brakuje słów Matki Bożej) po holokauście nuklearnym.

 To rzeczywiście idealnie zgadza się z przyznaniem kard. Ratzingera w 1984 roku, że Trzecia Tajemnica odnosi się do “niebezpieczeństw wobec wiary i życia chrześcijan, a zatem i świata“. Mówiąc obrazowo, ciała otaczające papieża idącego niepewnie w kierunku wzgórza, gdzie zostaje zabity przez żołnierzy, przedstawiałyby ofiary apostazji, a na wpół zrujnowane miasto sytuację w Kościele w okresie tej apostazji.

 Największe zagrożenie ze wszystkich: utrata katolickiego dogmatu

 Kiedy matka Angelica oświadczyła w telewizji ogólnokrajowej 16 maja 2001 roku, iż uważa, że “nie poznaliśmy całości” [tzn. całej Trzeciej Tajemnicy], gdyż “według mnie jest straszna”, to na pewno miała rację. Ne ma nic straszniejszego niż niebezpieczeństwo szeroko zakrojonej utraty wiary w Kościele, zwłaszcza jeśli niebezpieczeństwo to wychodzi “z samej góry”, jak powiedział kard. Ciappi, osobisty teolog papieża, odnośnie Trzeciej Tajemnicy. Wynikiem tego niebezpieczeństwa, jeśli mu się nie zapobiegnie, będzie wieczne potępienie milionów dusz. A kto wie ile z nich już stracono z powodu nie przekazania zbawiennych ostrzeżeń i rady Trzeciej Tajemnicy?

 Ale wizja opublikowana 26 czerwca po prostu nie wyraża czegoś tak strasznego. Faktycznie wizja nie wyraża nic tak strasznego, co Watykan trzymałby zamknięty przez 40 lat. Faktycznie kard. Ratzinger chciałby byśmy wierzyli, że Trzecia Tajemnica, przedstawiona tylko przez wizję, nie zawiera “żadnych wielkich niespodzianek”. Jest tak, dlatego, że niespodzianki występują po nadal ukrywanym zakończeniu zdania “W Portugalii dogmat wiary zawsze zostanie zachowany itd.” – znowu, zdanie, które “komentarz” kard. Ratzingera usunął z integralnego tekstu słów Matki Bożej w Czwartym Dzienniku s. Łucji.

 Kiedy papież mówił o “podważanych podstawach naszego zbawienia” w homilii fatimskiej w 1982 roku, z pewnością miał na myśli podważanie wiary katolickiej. Wiemy to ze stałych nauk Kościoła Katolickiego. Na przykład Kredo Atanazyjskie mówi: “Każdy, kto chce być zbawiony musi przede wszystkim zachować wiarę katolicką. Musi zachować tę wiarę całą i nietkniętą; w przeciwnym wypadku na pewno zginie na zawsze”. Podstawą naszego zbawienia jest przynależność do Kościoła Katolickiego i trzymanie się naszej wiary katolickiej całej i nietkniętej. Utrata tej podstawy musi być tym, czego dotyczy Trzecia Tajemnica. Tak mówi każdy świadek, tak mówi papież Jan Paweł II, i tak mówi również zdanie “W Portugalii dogmat wiary zawsze zostanie zachowany itd.”

Jak ostrzegł nas Chrystus: “Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić?” Jeśli człowiek utraci duszę dla nowej orientacji Kościoła, nowego porządku świata, jednej religii światowej, albo obietnicy pokoju  dobrobytu na świecie, nie ma z tego korzyści, bo będzie się smażył w piekle przez całą wieczność. Tylko z tego powodu, Trzecia Tajemnica jest dla nas żywotnie ważna. Nie może być ważniejsza, gdyż dotyczy zbawienia naszych dusz. Dotyczy również zbawienia duszy papieża, kardynałów, biskupów, księży, faktycznie każdego żyjącego człowieka. A zatem, Trzecia Tajemnica dotyczy każdego mężczyzny, kobiety i dziecka na powierzchni ziemi, a zwłaszcza katolików.

 Przypominamy ponownie, że w 1984 roku kard. Ratzinger przyznał, iż jeśli Tajemnicy nie opublikowano “przynajmniej na razie”, to żeby “uniknąć pomylenia religijnego proroctwa z sensacją” – daleko od jego obecnego twierdzenia, że zgodnie z linią partyjną Sodano, punktem kulminacyjnym Trzeciej Tajemnicy był nieudany zamach w 1981 roku. Dalej, Trzecia Tajemnica jest proroctwem, którego realizacja rozpoczęła się w 1960 roku, o którym s. Łucja powiedziała, że był to rok, w którym proroctwo będzie “dużo jaśniejsze” (mais claro). Jak zauważa o. Michel, proroctwo które zaczyna się realizować, oczywiście staje się dużo  jaśniejsze. A zatem realizacja proroctwa rozpoczęła się co najmniej w roku 1960. Dlatego jest proroctwem mówiącym o naszych czasach. Jest ostrzeżeniem Matki Bożej z miłości, a także radą jak zareagować na wyraźne i obecne niebezpieczeństwo w Kościele.

 Przyjrzyjmy się teraz istocie Trzeciej Tajemnicy. Jak przyznał kard. Ratzinger 18 lat temu – znowu, zanim kard. Sodano wyjawił swoją linię partyjną o Fatimie – Trzecia Tajemnica dotyczy, przede wszystkim niebezpieczeństw wobec wiary. Św. Jan mówi, czym jest to co przezwycięża świat: mówi, że jest to nasza wiara. Dlatego żeby świat przezwyciężył Kościół, najpierw musi przezwyciężyć naszą wiarę katolicką.

 Więc istota Trzeciej Tajemnicy dotyczy próby świata pokonania naszej wiary katolickiej. Jak wykazaliśmy w poprzednich rozdziałach, od roku 1960 siły świata przeprowadzały znaczący atak na wiarę katolicką. Po prostu nie ma tu żadnych wątpliwości, jeśli weźmiemy pod uwagę przedstawione przez nas przytłaczające dowody.

 Co jeszcze istotniejsze, Tajemnica dotyczy dogmatu wiary. Matka Boża Fatimska powiedziała o dogmacie wiary zawsze zachowanej w Portugalii, nie tylko o “wierze”. Dlaczego Matka Boża skupiła się na katolickim dogmacie? Jest jasne, że zrobiła to gdyż Tajemnica jest proroctwem o tym, że dogmat katolicki, specyficznie, będzie na celowniku tych, którzy będą atakować Kościół od wewnątrz i od zewnątrz. Jak nasz Pan ostrzegł nas w Piśmie Świętym: “Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą znaki i cuda, żeby wprowadzić w błąd, jeśli to możliwe wybranych” (Mk 13:22). Jak pokazuje kryzys ariański, do tych fałszywych proroków mogą należeć nawet księża i biskupi. Możemy tu zacytować słynny opis kard. Newmana tego okresu w historii Kościoła: “Stosunkowo nielicznych, którzy pozostali wierni, dyskredytowano, a nawet zmuszano do uchodźstwa; reszta była albo oszustami albo oszukiwanymi“. W takich czasach kryzysu, katolicy muszą zachować dogmat wiary.

 Co to jest dogmat?

Dogmatem jest to, co zostało nieomylnie zdefiniowane przez Kościół. Dogmatem jest to, w co katolicy muszą wierzyć żeby być katolikami. Dogmatem wiary jest to, co wchodzi w skład poważnych, nieomylnych definicji Magisterium – a mianowicie to co sam papież, wypowiadając się w sposób który wyraźnie zobowiązuje Kościół Powszechny by wierzył w to co on mówi, albo synod ekumeniczny wszystkich biskupów katolickich pod przewodnictwem papieża, wydający takie obowiązujące oświadczenia, lub rzeczy nauczane przez Zwykłe i Powszechne Magisterium Kościoła.

 Co oznacza nieomylna definicja dogmatu? Wyraz nieomylny oznacza “niezawodny“. A zatem definicje wiary, uroczyście zdefiniowane przez Kościół, są niezawodne. Wiemy, czym jest wiara, czym są dogmaty wiary, za pomocą nieomylnych definicji. Jeśli wierzymy i mocno trzymamy się tych nieomylnych definicji, to nie damy się oszukiwać w kwestiach tak zdefiniowanych.

 Skąd wiemy, że kwestia została zdefiniowana nieomylnie, tak jak artykuł katolickiej wiary? Wiemy to ze sposobu, w jaki przedstawia się nauczanie.

 Cztery źródła nieomylnej nauki

 Istnieją cztery główne sposoby, jakimi nauka Kościoła przedstawiana jest nieomylnie:

Pierwszy, poprzez szerzenie credo przez papieży i synody ekumeniczne, dające podsumowanie tego, w co katolicy muszą wierzyć po to, by być katolikami.

Drugi, metoda uroczystych definicji zawierających takie wyrażenia jak “Deklarujemy, ogłaszamy i definiujemy”, albo podobnej formuły wskazującej na to, że papież lub papież razem z synodem ekumenicznym wyraźnie zamierza zobowiązać Kościół do wierzenia w naukę. Takim definicjom zwykle towarzyszą anathemas (potępienia) tych, którzy w jakiś sposób negują zdefiniowaną naukę.

Trzeci, definicje Zwykłego i Powszechnego Magisterium, oznaczające stałe nauki Kościoła w “zwykły” sposób, zawsze i wszędzie, nawet jeśli nauka nigdy nie jest zdefiniowana takimi słowami jak ”Deklarujemy, ogłaszamy i definiujemy. . .” (Jednym tego przykładem jest stała nauka Kościoła, na przestrzeni jego historii, że antykoncepcja i aborcja są głęboko niemoralne).

Czwarty, są ostateczne wyroki papieża, zwykle potępionych propozycji, są to propozycje w które wierzenie przez katolików jest zakazane. Kiedy papież, lub papież i synod razem, uroczyście potępiają daną propozycję, wiemy nieomylnie, że jest to sprzeczne z wiarą katolicką.

 Przykładem credo jest Wyznanie Wiary ogłoszone przez Sobór Trydencki. Poniżej prezentujemy je, wygodnie zorganizowane w formie punktów, w niezmienionym języku:

 1. Ja N. wierzę mocno i wyznaję każdą prawdę z osobna i razem wszystkie prawdy, jakie się zawierają w Składzie Wiary, którego używa święty Kościół Rzymski, to jest:

2. Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych.

3. Wierzę w Pana Jezusa Chrystusa, jedynego Syna Bożego, który zrodzon jest z Ojca przed wszystkimi wieki, Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego; zrodzony, nie zaś stworzony, współistotny Ojcu, i przez niego wszystko się stało.

4. Który dla nas ludzi i dla naszego zbawienia z nieba zstąpił i przyjął ciało za sprawą Ducha Świętego z Maryi Panny, i stał się człowiekiem.

5. Który ukrzyżowany został dla nas pod Ponckim Piłatem, umęczony i pogrzebany

6. I trzeciego dnia zmartwychwstał według Pisma, wstąpił na niebiosa,

7. Siedzi na prawicy Ojcowskiej, i powtórnie przyjdzie sądzić żywych i umarłych, a królowanie jego końca mieć nie będzie.

8. Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Dawcę łask, który od Ojca i Syna pochodzi, który z Ojcem i Synem jedną cześć i uwielbienie odbiera, który mówił przez proroków.

9. Wierzę w Jeden, Święty, Katolicki i Apostolski Kościół.

10. Wyznaję jeden Chrzest na odpuszczenie grzechów; oczekuję wskrzeszenia zmarłych i żywota w wieku przyszłym. Amen.

11. Ochotnie i ze czcią przyjmuję to, co Apostołowie i Kościół do wierzenia podają, oraz wszystkie tegoż Kościoła zwyczaje i ustawy.

12. Przyjmuję również Pismo święte w tym rozumieniu, jakiego się trzymał i trzyma Kościół święty, matka nasza, do którego należy sąd wydawać o prawdziwym znaczeniu i wykładzie Pisma świętego, i zawsze tylko według jednozgodnego rozumienia Ojców rozumieć je i wykładać będę.

13. Wyznaję również, że prawdziwie siedem jest istotnych Sakramentów Nowego Zakonu przez Jezusa Chrystusa Pana naszego ustanowionych, że są one potrzebne do zbawienia ludzkiego, choć nie każdy z nich człowiekowi każdemu.

14. Tymi zaś Sakramentami są: Chrzest, Bierzmowanie, Eucharystia, Pokuta, Ostatnie Namaszczenie, Kapłaństwo i Małżeństwo. Wyznaję, że one udzielają łaski, i że z nich Chrztu, Bierzmowania i Kapłaństwa bez świętokradztwa ponownie przyjmować się nie godzi.

15. Przyznaję też i uznaję zwyczajem uświęcone i zatwierdzone obrzędy Kościoła Katolickiego, używane przy uroczystym sprawowaniu wszystkich wyżej wymienionych Sakramentów.

16. Wszystko w ogóle i w szczególności, co o grzechu pierworodnym i o usprawiedliwieniu na świętym Soborze Trydenckim określono i wyjaśniono, bez zastrzeżeń przyjmuję.

17. Wyznaję także, iż we Mszy świętej ofiaruje się Bogu prawdziwą, istotną, błagalną Ofiarę za żywych i umarłych, i że w Najświętszym Sakramencie Eucharystii jest prawdziwie, rzeczywiście i istotnie Ciało i Krew razem z Duszą i Bóstwem Pana naszego Jezusa Chrystusa; i że się tam przemienia cała istota chleba w Ciało i cała istota wina w Krew, którą to przemianę Kościół Katolicki nazywa przeistoczeniem.

1)Wyznaję też, iż nawet pod jedną tylko postacią przyjmujemy prawdziwie całego Chrystusa i rzeczywisty Sakrament.

18. Wierzę niezachwianie, że jest Czyściec, i że duszom tam zatrzymanym pomagać może wstawiennictwo wiernych.

19. Wierzę również, iż Świętych w niebie czcić i wzywać należy, że oni modlitwy za nas Bogu zanoszą, że Relikwie ich należy szanować.

20. Uznaję, iż obrazy Chrystusa Pana, najświętszej Panny, Matki Bożej, i innych Świętych mieć i zachowywać trzeba, oraz oddawać im należną cześć i poszanowanie.

21. Uznaję też, że Chrystus Pan udzielił Kościołowi władzy nadawania Odpustów, i że korzystanie z nich jest bardzo zbawienne dla wiernych.

22. Uznaję Święty, Katolicki i Apostolski Kościół Rzymski za matkę i mistrzynię wszystkich Kościołów,

23. Biskupowi Rzymskiemu, następcy świętego Piotra, Księcia Apostołów, jako Namiestnikowi Jezusa Chrystusa, ślubuję i przyrzekam prawdziwe posłuszeństwo.

24. Wszystko również, co przez święte kanony i sobory powszechne, a zwłaszcza przez święty Sobór Trydencki i Sobór Watykański zostało podane, określone i wyjaśnione, a w szczególności o najwyższym zwierzchnictwie Biskupa Rzymskiego i o nieomylnym jego nauczycielstwie,

25. Bez zastrzeżeń przyjmuję i wyznaję; żadnych natomiast przeciwnych twierdzeń i kacerstw, przez Kościół nieuznanych, odrzuconych i potępionych, ja także nie uznaję, odrzucając je i potępiając.

Ja N. obiecuję, przyrzekam i zaręczam, że tę prawdziwą wiarę katolicką, poza którą nikt zbawionym być nie może, a którą ja teraz dobrowolnie wyznaję i prawdziwie w sercu swoim żywię, całkowicie i nieskażenie aż do ostatniego tchu życia, przy pomocy Bożej, stale chować i wyznawać będę; nadto wedle sił swoich starać się będę, aby moi podwładni i ci, o których piecza do mnie z obowiązku ma należeć, tę wiarę zachowywali, głosili i jej nauczali.

Tak niech mi pomoże Bóg i ta święta jego Ewangelia.

[źródło: http://www.ultramontes.pl/wyznanie_wiary.htm]

 Jeśli chodzi o uroczyste i nieomylne definicje dogmatów katolickich, niedawnym ich przykładem jest List Apostolski papieża Piusa IX, Ineffabilis Deus (1854), nieomylnie definiujący dogmat o Niepokalanym Poczęciu Maryi:

Oświadczamy, stanowimy i wyrokujemy, że od Boga jest objawiona, a przeto przez wszystkich wiernych mocno i stale ma być wiarą wyznawana nauka, według której Najświętsza Dziewica Maryja w pierwszej chwili swego Poczęcia za szczególniejszą łaską i przywilejem Boga Wszechmogącego, przez wzgląd na przyszłe zasługi Jezusa Chrystusa Zbawiciela rodzaju ludzkiego zachowana była wolną od wszelkiej zmazy pierworodnej winy.

Z tego powodu jeśliby ktoś inaczej, Boże uchowaj, miał sądzić, niż My o tym zawyrokowaliśmy, niechże pozna i na przyszłość o tym wie, że sam na siebie wydał wyrok potępienia, że stał się rozbitkiem w sprawach wiary i odpadł od jedności z Kościołem, a nadto przez sam ten fakt ściągnął na siebie kary prawem przewidziane, jeżeli błędną swoją myśl przekazuje innym w słowie, piśmie albo jakimś innym sposobem to uzewnętrznia.

[źródło: http://sanctus.pl/index.php?grupa=89&podgrupa=425&doc=376]

 W tym miejscu przypomnijmy, że w TMF kard. Ratzinger rażąco podważył ten dogmat – i Orędzie Fatimskie – ośmielając się stwierdzić, że “Zgodnie z Mateuszem 5:8, “niepokalane serce to serce które, z łaski Bożej, osiągnęło idealną wewnętrzną jedność i dlatego ‘ogląda Boga’”. Nie, nie, nie! Niepokalane Serce nie jest “jakimś” sercem, ale tym sercem – jedynym – Najświętszej Maryi Dziewicy, która jest jedyną istotą ludzką, poczętą bez grzechu pierworodnego, i która nigdy nie popełniła nawet najmniejszego grzechu w czasie Jej wspaniałego życia na tej ziemi.

I na koniec istnieje propozycja potępiona. Najlepszym jej przykładem jest “Program błędów” bł. papieża Piusa IX, w którym ten wielki papież wyliczył błędy liberalizmu w formie propozycji, które uroczyście, definitywnie i nieomylnie potępił, jako błędy przeciwko wierze [1], łącznie z propozycją nr 80 (wspomniana wcześniej): “Papież Rzymu może i powinien pogodzić się z postępem, liberalizmem i nowoczesną cywilizacją”.

Jak wykazaliśmy, tutaj także kard. Ratzinger chciał podważyć wcześniejszą naukę Kościoła, mówiąc, iż nauka II Soboru była “antyprogramem”, który był “próbą oficjalnego pogodzenia się z nową erą zapoczątkowaną w roku 1789″ i próbą korekty tego co ośmielił się nazwać “jednostronnością stanowiska przyjętego przez Kościół za panowania bł. Piusa IX i św. Piusa X, w reakcji na sytuację stworzoną przez nowy etap historii zapoczątkowany przez rewolucję francuską. . .” [11] Żeby swoje odrzucenie uroczystej, nieomylnej nauki bł. Piusa IX uczynić wyraźniejszą, kard. Ratzinger deklaruje, że na II Soborze “postawa krytycznego zastrzeżenia wobec sił, które pozostawiły ślad na nowoczesnym świecie ma być zastąpiona pogodzeniem się z ich ruchem” [12]. Ta opinia kard. Ratzingera kategorycznie zaprzecza naukom bł. papieża Piusa IX, że Kościołowi nie wolno “godzić się” na “postęp, liberalizm i nowoczesną cywilizację”.

Oburzające naruszenie dogmatu o Niepokalanym Poczęciu kard. Ratzingera i jego aroganckie odrzucenie “programu” jako “jednostronnego”, pokazuje samo sedno posoborowego kryzysu w Kościele: atak na nieomylne definicje Magisterium.

W większości atak ten był raczej pośredni. Nieomylna definicja zwykle nie jest negowana bezpośrednio, a raczej podważana poprzez krytykę lub “rewizję”. Innowatorzy w Kościele nie są tak głupi żeby tylko zadeklarować, że nieomylna nauka Kościoła jest błędna. I będąc rzekomo “oświeconymi”, ci innowatorzy mogą faktycznie uważać, że “pogłębiają” lub “rozwijają” naukę katolicką dla dobra Kościoła – znowu, nie osądzamy ich subiektywnych motywacji. Ale skutek tego co robią jest oczywisty: podważanie nieomylności zdefiniowanych nauk Magisterium.

Kolejnym przykładem tego podważania jest atak na dogmat, że poza Kościołem Katolickim nie ma zbawienia. Zacytowane powyżej całe Kredo Trydenckie twierdzi: “Będę stale zachowywał i wyznawał tę prawdziwą wiarę katolicką, poza którą nikt nie może zostać zbawiony. . .”  W Rozdz. 6 pokazaliśmy, jak wielokrotnie Magisterium uroczyście definiowało dogmat, że nie ma zbawienia poza Kościołem Katolickim. Ale teraz, ten dogmat jest negowany i podważany przez “ekumenizm”, który deklaruje, iż żaden protestancki heretyk, ani prawosławny schizmatyk, nie potrzebuje wracać do Kościoła Katolickiego, gdyż jest to “przestarzała eklezjologia” [13]. I w wielu miejscach obecnie, dogmat ten jest bezpośrednio negowany, a w innych nie negowany bezpośrednio, ale w praktyce upada w wyniku podstępnego, wielokrotnego, pośredniego ataku,  i w wyniku tego, już nie wierzy się weń i nie przestrzega w tych miejscach.

Niezaprzeczalne jest to, że od II Soboru, w Kościele uchwalono wiele nowych pojęć jako “rozwój” doktryny katolickiej, mimo że te nowinki co najmniej domyślnie (a czasami wyraźnie) przeczą i podważają nieomylne definicje. Idea, na przykład, że dokument soborowy Gaudium et Spes jest “antyprogramem”, który sprzeciwia się potępieniom przez bł. papieża Piusa IX [14] podważa całą integralność nieomylnego Magisterium. Takie mówienie jest atakiem na wiarygodność nauki urzędu Kościoła, i dlatego ostatecznie atakiem na sam katolicki dogmat.

Nie może być “nowego zrozumienia” katolickiego dogmatu

Tego posoborowego ataku  na dogmat przez podważanie i niejawną sprzeczność nie można usprawiedliwiać “rozwojem” czy “nowym spojrzeniem” na dogmat. Jak uroczyście nauczał I Sobór Watykański: “Duch Święty został, bowiem obiecany następcom św. Piotra nie dlatego, aby z pomocą Jego objawienia ogłaszali nową naukę, ale by z Jego pomocą święcie strzegli i wiernie wyjaśniali Objawienie przekazane przez apostołów, czyli depozyt wiary” [15]

[źródło: http://soborowa.strefa.pl/code-22/]

 Jak nauczał I Sobór, nie może być żadnego “nowego zrozumienia” tego, co Kościół już nieomylnie zdefiniował:

Dlatego należy nieprzerwanie zachowywać takie znaczenie świętych dogmatów, jakie już raz określiła święta Matka Kościół, a od tego znaczenia nigdy nie można odejść pod pozorem lub w imię lepszego zrozumienia [16].

[źródło: http://soborowa.strefa.pl/code-22/]

Tak więc sprawą wiary katolickiej jest to, że wierzymy, iż Pan Bóg nie ujawnił żadnej nowej doktryny od śmierci ostatniego apostoła, św. Jana, i że nie powstało żadne nowe zrozumienie doktryny w wyniku II Soboru Watykańskiego, ani w żaden inny sposób.

 W związku z tym, ta “nowa” doktryna czy “anty” doktryna, o której tak dużo słyszeliśmy od II Soboru, może być jedynie pseudodoktryną. Ta pseudodoktryna naucza w bardzo subtelny sposób. Kiedy pseudodoktryna przeciwstawia się doktrynom nieomylnie zdefiniowanym, to katolicy muszą się trzymać nieomylnych doktryn i odrzucać “nowe” doktryny.

 Doktryna wiary nie może zawieść, a nowinki mogą. Ludzie mogą zawieść; świeccy mogą zawieść; księża mogą zawieść; biskupi mogą zawieść; kardynałowie mogą zawieść; a nawet papież może zawieść w sprawach, które nie wymagają jego charyzmatu nieomylności, jak pokazała historia, kiedy więcej niż jeden papież nauczał lub wydawał się nauczać jakichś nowinek.

 Na przykład papież Honoriusz został pośmiertnie potępiony przez III Sobór Konstantynopolitański w 680 AD za pomoc i podżeganie do herezji [17], i to potępienie aprobował Leon II i powtórzyli późniejsi papieże. Jak pokazuje inny przykład, papież Jan XXII w XIV wieku (1333 AD) wygłaszał homilie (ale nie uroczyste definicje), w których podkreślał, że zmarli błogosławieni nie cieszą się wizją uszczęśliwiającą aż do Dnia Sądu Ostatecznego. Za to został skrytykowany i skorygowany przez teologów, i w końcu na łożu śmierci odwołał swoje heretyckie poglądy.

 W przypadku Jana XXII, mający wiedzę katolicy (tu teolodzy) wiedzieli, że był w błędzie nauczając o Szczególnym Sądzie. Wiedzieli, że było coś złego z nauczaniem Jana XXII, gdyż było sprzeczne z tym w co Kościół zawsze wierzył, nawet jeśli nie było żadnej nieomylnej definicji. Katolicy, którzy znali swoją wiarę w XIV wieku nie powiedzieli po prostu: “Och, papież wygłosił homilię, dlatego musimy zmienić to, w co wierzymy”. Patrząc na stałe nauczanie Kościoła, że zmarli błogosławieni cieszą się wizją uszczęśliwiającą tuż po czyśćcu, teolodzy wiedzieli, że Jan XXII był w błędzie i to mu powiedzieli.

 Jak się okazało, bezpośredniość wizji uszczęśliwiającej była uroczyście i nieomylnie zdefiniowana przez następcę Jana XXII w roku 1336. To postawiło sprawę poza wszelką dalszą dyskusją – co jest dokładnie powodem potrzeby nieomylnej definicji. To samo jest prawdą w kwestii każdej innej sprawy nieomylnie zdefiniowanej przez Kościół. Możemy i musimy polegać na tych nieomylnych definicjach z absolutną pewnością, odrzucając wszystkie opinie przeciwne – nawet gdyby przeciwne opinie pochodziły od kardynała czy nawet papieża.

 Są inne przykłady słabości papieży. Nawet pierwszy papież, św. Piotr, popełnił błąd, jak pokazuje Pismo Święte – nie dlatego, że coś powiedział, ale przykładem jaki dał. Św. Piotr odmówił siedzenia przy stole z pogańskimi konwertytami w Antiochii około 50 AD. Unikając tych konwertytów dał fałszywe wrażenie, że Pierwszy Synod w Jerozolimie był w błędzie nauczając, że ceremonialne prawo Mojżesza, łącznie z zakazem dla żydów spożywania z “nieczystymi” poganami, nie obowiązywał w Kościele Katolickim. Był to incydent, za który św. Paweł publicznie zganił św. Piotra (Ga 2:11).

 Kolejnym przykładem jest papież Liberiusz w 357 AD (około), który nie podpisał zaproponowanego mu przez arian credo, nie wspominającego o Synu współistotnym Ojcu. Zrobił to po dwu latach pobytu na wygnaniu i pod groźbą śmierci. I również zawiódł (pod presją przebywania na wygnaniu) błędnie potępiając i ekskomunikując św. Atanazego, który w tej sprawie bronił wiary. Papież Liberiusz, pierwszy papież nieogłoszony przez Kościół świętym, był w błędzie, gdyż Atanazy nauczał katolickiej doktryny – prawdziwej doktryny, nieomylnej doktryny – nauczanej nieomylnie przez Sobór Nicejski w 325 AD. To była ta nieomylna definicja, a nie wadliwe nauczanie papieża Liberiusza, którego należało przestrzegać w tamtym czasie.

 Z tych przykładów w historii Kościoła dowiadujemy się, że wszystko proponowane nam do uwierzenia musi być osądzone przez te definicje. A zatem, jeśli kardynał, biskup, osoba świecka, a nawet papież naucza jakichś nowinek sprzecznych z każdą definicją wiary, możemy wiedzieć, iż ta nauka jest błędna, i że musimy ją odrzucić dla zbawienia naszych nieśmiertelnych dusz. Tak, nawet papież może popełniać błędy, a tak jest, jeśli wyraża opinię sprzeczną z uroczystą i nieomylną definicją Kościoła Katolickiego. Nie oznacza to, że Kościół popełnia błędy, kiedy tak się dzieje, a że tylko papież popełnił błąd bez narzucania go na cały Kościół. I oczywiście, jeśli nawet papież może popełnić błąd w nauczaniu pewnych nowinek, to z pewnością kardynałowie, biskupi i księża mogą popełniać błędy w nauczaniu i opiniach.

 I dlatego, kiedy Matka Boża mówi o “dogmacie wiary”, wskazuje nam niebezpieczeństwo wobec wiary – i wobec “życia chrześcijanina i dlatego (życia) świata”, przypominając twierdzenie kard. Ratzingera – pojawi się ono, kiedy uroczyste definicje dogmatyczne o wierze katolickiej są sprzeczne lub podważane; bo to te definicje są fundamentem wiary katolickiej, i dlatego podstawą naszego zbawienia, zgodnie z homilią papieża w Fatimie w roku 1982.

 Na zarzut, że sami księża, albo sami świeccy, nie mogą się nie zgadzać z duchownymi wysokiego szczebla, jak kard. Ratzingerem, czy nawet (w przypadku nadzwyczajnej sprawy, przykłady, której pokazaliśmy powyżej) papieżem, należy odpowiedzieć: To dlatego Kościół ma nieomylne definicje. Porównując każde nauczanie z uroczystymi i nieomylnymi definicjami, można rozpoznać czy nauka jest prawdziwa czy fałszywa – nie przez stanowisko zajmowane przez człowieka wśród duchowieństwa. Jak nauczał św. Paweł: “Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty!” (Ga 1:8) Wierni mają uważać nawet apostoła za przeklętego, odciętego od Kościoła, zasługującego na ogień piekielny – jeśli przeciwstawia się nieomylnej nauce Kościoła. To, dlatego teolodzy mogli korygować błędne nauczanie z pulpitu papieża Jana XXII; i to dlatego katolicy dzisiaj mogą odróżnić dobre nauczanie od złego, nawet jeśli stoją na niższym szczeblu niż prałat popełniający błąd.

 Wybornym tego przykładem jest sprawa prawnika o imieniu Euzebiusz, który wykazał, że Nestoriusz, wysokiego szczebla arcybiskup w Konstantynopolu, najwyższy rangą dostojnik po papieżu, nie miał racji, kiedy negował to, że Maryja jest Matką Boga. Euzebiusz podniósł się w swojej ławie podczas Mszy w Boże Narodzenie, i skrytykował Nestoriusza za głoszenie herezji. Ale wszyscy “wysocy” księża i biskupi milczeli wobec herezji Nestoriusza. Dlatego świecka osoba miała rację, a pozostali byli w błędzie. W celu wysłuchania tej sprawy zwołano Sobór w Efezie, i uroczyście i nieomylnie określono, iż Maryja jest Matką Boga. A ponieważ Nestoriusz nie chciał się wycofać, został zwolniony i ogłoszony heretykiem. Nestoriusz został ekskomunikowany!

 Podsumowując, prawda to nie sprawa liczby czy szczebla; prawda to sprawa tego co Chrystus i Pan Bóg ujawnili w Piśmie Świętym i Tradycji, co zostało uroczyście zdefiniowane przez Kościół Katolicki, i czego Kościół Katolicki zawsze uczył – zawsze, a nie od roku 1965!

 Katastrofalne skutki majstrowania przy nieomylnych definicjach

 Podobnie historia daje nam znamienne przykłady tego co może się wydarzyć Kościołowi kiedy chociaż jeden dogmat jest przeciwstawiany na szeroką skalę. Ariańska herezja wywołała katastrofalną konfuzję nawet w Kościele w latach 336-381 AD. W 325 arianizm potępiono; ale w 335 AD powstał ponownie. Począwszy od roku 336 herezja wchłonęła około 90% biskupów zanim ją pokonano 50 lat później. W wywołanej konfuzji i stracie wiary, nawet wielki św. Atanazy został “ekskomunikowany” przez papieża w roku 357. W 381 arianizm został pokonany przez I Sobór Konstantynopolitański. Ale nadal kwitł przez jakiś czas w latach 360-380. Jego skutki były całkowicie niszczycielskie dla Kościoła.

 Kryzys ariański daje nam dobrą lekcję o prawdopodobnej treści brakującego tekstu Trzeciej Tajemnicy. Powodem tego, że wtedy arianom się udało, było to, że “z sukcesem” zaatakowali dogmat, który był uroczyście i nieomylnie zdefiniowany na Soborze Nicejskim w roku 325 – że Chrystus to Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego, zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu.  Ta uroczysta i nieomylna definicja jest zawarta w Kredo Soboru Nicejskiego, które odmawiamy podczas niedzielnej Mszy św.

 Arianie wywrócili definicję zmuszając wielu “wiernych” do spierania się o zastąpienie jej fałszywą definicją, która nie była nieomylna. W 336 roku grecki wyraz Homoousion zastąpili innym wyrazem Homoiousion. Pierwszy wyraz oznacza “współistotny” Ojcu. Bo żeby Bóg Syn był współistotny Ojcu, Syn musi nie tylko być Bogiem, ale tym samym Bogiem jak Ojciec, tak że istota Ojca jest istotą Syna, mimo, że osoba Ojca nie jest Osobą Syna. W ten sposób są trzy Osoby w jednym Bogu. Jest to tajemnica Trójcy. Ale nowy wyraz Homoiousion oznacza “podobną istotę” do Ojca. A zatem krytyczne wyrażenie w dogmacie – “współistotny Ojcu” – została zmieniona na “podobną istotę z Ojcem” lub “jak Ojciec”.

 Tym sposobem arianie doprowadzili do masowej konfuzji w Kościele, dodając jedną literę w wyrazie Homoousion, żeby stworzyć nowy wyraz o nowym znaczeniu: Homoousion. Zaatakowali uroczystą definicję, twierdząc, że ich nowa definicja będzie lepsza niż uroczysta definicja. Ale, oczywiście, nowa definicja nie mogła być lepsza od uroczystej, gdyż uroczysta, zapoczątkowana na Soborze Nicejskim, była nieomylna.

 Przez dodanie jednej litery w jednym wyrazie, arianie pozbyli się nieomylnej definicji. To otworzyło im i pół-arianom drogę do walki. Ludzie stawali się męczennikami, prześladowanymi, zmuszanymi do opuszczenia kraju z powodu tej jednej zmiany w jednym nieomylnym dogmacie. Sobór Egipski zmusił św. Atanazego do pięciokrotnej ucieczki z kraju (w wyniku czego co najmniej 17 ostatnich lat spędził na uchodźstwie). Ale to on miał rację, a heretyccy biskupi na tym synodzie jej nie mieli.

 Nieomylne definicje są ważniejsze od wiedzy i rangi w Kościele

 Skąd Atanazy wiedział, że ma rację? Bo trzymał się nieomylnej definicji, niezależnie od tego co mówili inni. Żadna wiedza na świecie, ani ranga urzędowa, nie może zastąpić prawdy jednego nieomylnego nauczania katolickiego. Nawet najzwyklejszy wierzący, trzymając się nieomylnej definicji, wie więcej niż najbardziej “wykształcony” teolog, który neguje lub podważa definicję. Taki jest cel nieomylnie zdefiniowanej nauki Kościoła – żeby uczynić nas niezależnymi od opinii ludzi, bez względu na ich wykształcenie i rangę.

 W 325 roku uroczysta definicja Soboru Nicejskiego była nieomylna, ale wielu ludzi wtedy nie zdawało sobie w pełni sprawy z tego, że nieomylne definicje wiary były nieomylne. To znaczy w tamtym czasie w historii Kościoła, Kościół nie wydał jeszcze uroczystej definicji uczącej, że definicje wiary są nieomylne. Ale w roku 1879, I Sobór Watykański uroczyście i nieomylnie zdefiniował nieomylność uroczystych definicji Kościoła. Teraz wiemy, w sposób nieomylny, że uroczyste definicje są nieomylne. Jeszcze raz: one nie mogą zawieść – nigdy.

 W naszych czasach atakuje się nieomylne definicje

 Dlatego w naszych czasach nie ma usprawiedliwienia dla przyjmowania herezji i rezygnacji z obrony uroczystych definicji. I to jest dokładnie tym, co ma miejsce współcześnie, tak jak w czasach Ariusza. Duchowni wyrokują w świetle II Soboru Watykańskiego zamiast osądzania II Soboru w świetle nieomylnych definicji. Zapomnieli o tym, że to nieomylne definicje, a nie II Sobór, stanowią niezmienny standard, którym mierzy się każdą doktrynę, tak jak 36-calowa linia jest niezmiennym wzorcem mierzenia ‘yard’a (3 stopy = 90 cm). nie można nagle zdecydować, że nowym standardem mierzenia ‘yard’a jest 35-calowa linia. I podobnie Kościół nie może nagle zdecydować, że II Sobór stanowi nowe kryterium wiary.

 I znowu dochodzimy, po bardziej szczegółowym badaniu, do sedna Trzeciej Tajemnicy. To dlatego rozpoczyna się ona odniesieniem Matki Bożej do dogmatu wiary. To, dlatego s. Łucja powiedziała, że Trzecia Tajemnica będzie “bardziej zrozumiała” po roku 1960. I w tym miejscu należy zauważyć, że już żyjemy w okresie nieszczęścia przepowiedzianego w Trzeciej Tajemnicy. Skąd to wiemy? Bo Dziewica powiedziała nam, że Tajemnica “będzie jaśniejsza” po roku 1960, oraz powiedziała także, że w końcu Jej Niepokalane Serce zatriumfuje. Skoro jeszcze nie ma triumfu Niepokalanego Serca, musimy żyć w okresie przejściowym od 1960 do tego końcowego triumfu – czyli okresie objętym proroctwem Trzeciej Tajemnicy.

 To co widzieliśmy od II Soboru, to znowu jest atakiem – bardzo subtelnym, pośrednim atakiem – na uroczyste definicje Kościoła. Mieliśmy tzw. pastoralny / duszpasterski sobór, który nie chciał mówić uroczystymi definicjami i – według niektórych – faktycznie sprzeciwiał się pewnym uroczystym definicjom. Ale sobór, jak widzieliśmy, życzył sobie być “pastoralnym”, żeby uniknąć uroczystych definicji, uniknąć potępienia błędu, jak w przemówieniu inauguracyjnym powiedział papież Jan XXIII.

 Cóż, co w tym złego? Złe jest to, że poprzez subtelny błąd odmowy dokonania uroczystych definicji, otworzyły się drzwi soborowe dla używania języka, który mógł podważyć istniejące uroczyste definicje – dokładnie taka sama sztuczka, jakiej użyli arianie w IV wieku żeby wywołać konfuzję w Kościele. I niemal udało im się pokonać cały Kościół.

 Ten sam proces toczy się od otwarcia II Soboru. Ale wierni mają lekarstwo na ten problem. II Sobór nie jest autorytatywny do tego stopnia, że nie wypowiedział swojego najwyższego Magisterium, swojej władzy do zdefiniowania doktryny, i swojej władzy do wyklęcia błędu. Ponieważ nie skorzystał ze swojego autorytetu, wszystko nauczane przez II Sobór, co nie było nauczane nieomylnie przed II Soborem, musi zostać zbadane w świetle nieomylnych definicji dogmatycznych i nauk Kościoła Katolickiego.

 Ale obecnie nie robi się tego. Teraz ludzie redefiniują “wiarę” w świetle II Soboru. Na pewno jest to proces, o którym mówi Matka Boża Fatimska, kiedy przechodząc prosto do sedna sprawy, mówi, że dogmat wiary zostanie zawsze zachowany w Portugalii – ale utracony w innych miejscach – mówiąc s. Łucji, że to ostrzeżenie musi zostać ujawnione w roku 1960, kiedy sobór już został ogłoszony.

 Ten wniosek potwierdził papież w homilii w Fatimie w latach 1982 i 2000.  W 1982 roku papież powiedział, że podważane są podstawy naszego zbawienia. I w roku 2000, w homilii podczas beatyfikacji bł. Hiacynty i bł. Franciszka, papież Jan Paweł II ostrzegł nas przed niebezpieczeństwami dla naszego zbawienia dzisiaj, mówiąc, że “Orędzie Fatimskie jest wezwaniem do nawrócenia, zaalarmowania ludzkości, by nie miała nic wspólnego ze ‘smokiem’, którego  ’ogon zmiótł trzecią część gwiazd nieba i rzucił je na ziemię’ (Ap 12:4). I znowu, gdzie znajdziemy to w ujawnionych częściach Orędzia Fatimskiego? Nigdzie. Dlatego to musi stanowić Trzecią Tajemnicę. Papież mówi, że Trzecia Tajemnica dotyczy niebezpieczeństw wobec wiary, i że ma w tym udział jedna trzecia katolickiego kleru.

 Atak pochodzi ze środka Kościoła

Teraz skupimy się na jeszcze innym szczególe istoty Trzeciej Tajemnicy. Papież wskazał również, że atak na wiarę katolicką pochodzi od środka. W 1982 roku powiedział: “Czy Matka, która całą miłością, jaką budzi w Niej Duch Święty, pragnie zbawienia każdego, może milczeć w obliczu kwestionowania samej podstawy ich zbawienia?” Wyraz kwestionowanie implikuje osłabianie podstawy naszego zbawienia od środka. Zewnętrzny wróg Kościoła atakuje z zewnątrz, infiltrator od środka. I w drugim przypadku atak jest niespodziewany, nie ma strażników, a napastnik jest postrzegany, jako “przyjaciel”.

 Tak więc Jan Paweł II mówi, że wiara katolicka jest podważana od środka (13.05.1982: “same podstawy zbawienia Jej dzieci są kwestionowane”) przez katolicki kler (13.05.2000: “jedna trzecia gwiazd nieba”).

 Tę sprawę zakończymy wykazując, że istnieje inne źródło, z którego można zaczerpnąć ten aspekt Trzeciej Tajemnicy. W 1963 roku niemiecki Neues Europa ujawnił to co ma rzekomo stanowić część Trzeciej Tajemnicy: że kardynał sprzeciwi się kardynałowi, biskup biskupowi. Wiemy, że kiedy zapytany czy należy opublikować artykuł  Neues Europa, kard Ottaviani, który również przeczytał Trzecią Tajemnicę – który miał bardzo oschłą osobowość i był obojętny na większość objawień –  wykrzyknął bardzo zdecydowanie: “Publikujcie 10.000 egzemplarzy! Publikujcie 20.000 egzemplarzy! Publikujcie 30.000 egzemplarzy!” [18]

 Mamy też świadectwo nieżyjącego już o. Malachi Martina, że przekaz z Garabandal zawiera Trzecią Tajemnicę lub jej części. O. Martin, który znał Trzecią Tajemnicę, bo ją przeczytał, i który przeczytał również przekaz z Garabandal, powiedział, że skoro Watykan postanowił nie ujawniać Trzeciej Tajemnicy w 1960 roku, Matka Boża objawiła się w Garabandal w roku 1961, by ujawnić Trzecią Tajemnicę. Co jest w przekazie z Garabandal? Przekaz ten mówi, między innymi: wielu kardynałów, biskupów i księży jest na drodze do piekła i ‘ciągną’ za sobą wiele dusz”. Zauważmy jeszcze raz pojęcie ciągnięcia dusz do piekła. To samo określenie występuje w wypowiedzi s. Łucji do o. Fuentesa, że “szatan wie, że osoby konsekrowane i księża, którzy odchodzą od pięknego powołania ciągną za sobą liczne dusze do piekła” [19], i w homilii papieża z 13 maja 2000 roku, który nawiązuje do sceny w Księdze Apokalipsy, w której ogon smoka zmiata z nieba jedną trzecią gwiazd (dusz konsekrowanych).

 Ponieważ objawienia w Garabandal nie są uznane formalnie, biskup sprawujący jurysdykcję nad Garabandal – czyli biskup Santander – powiedział, że w przekazie nie ma nic sprzecznego z wiarą katolicką.

 Atak obejmuje złe praktyki, a także złą doktrynę

 Tu należy zaznaczyć, że to czy członek kleru (czy świeckich) jest dobry lub zły, nie określa jedynie to czy słowem zachowuje czy nie zachowuje wiary. Oprócz porównywania nauk (tzn. słów) księdza, biskupa, kardynała lub papieża z nieomylną nauką Magisterium, trzeba przyjrzeć się czy człowiek zachowuje również pobożne praktyki Kościoła słowem (pisanym i mówionym), swoim działaniem i chrześcijańskim zachowaniem w życiu. Musimy wiedzieć czy człowiek (ksiądz, biskup, kardynał lub papież) angażuje się w heteropraxis – praktyki sprzeczne z wiarą – takie jak brak szacunku dla Najświętszego Sakramentu.

 Atak na wiarę można prowadzić działaniami dokonywanymi albo w sposób widoczny, albo subtelny. Nasze działania muszą być zgodne z naszymi słowami. Zachowujemy wiarę zachowując doktryny w naszych myślach, słowach i pisaniu, a także zachowując pobożne praktyki Kościoła wspierające nasze przywiązanie do wiary. Wprowadzając nowe praktyki w lokalnych parafiach (albo diecezji, czy lokalnej prowincji kościelnej, a nawet w Kościele Powszechnym, co jest możliwe, o czym pisali doktorzy Kościoła), które sprawiają wrażenie, że nie trzeba wierzyć w zdefiniowaną wiarę, poprzez heteropraxis skandalizuje się maluczkich, a nawet uczone dusze.

 Na przykład na podstawie uroczystych definicji Soboru Trydenckiego wiemy, że Pan Bóg gwarantuje, iż poświęcona Hostia faktycznie jest Jego Prawdziwą Obecnością – tzn. Ciałem i Krwią naszego Pana Jezusa Chrystusa, razem z Jego Duszą i Boskością. Protestanccy buntownicy chcieli zanegować ten artykuł wiary, i chcieli wpływać na innych by zrobili to samo. Dlatego wprowadzili praktykę Komunii św. na rękę (oryginalnie wprowadzili to, jako szeroką praktykę ariańscy heretycy w IV wieku, by zanegować, to, że Jezus jest Bogiem). Poprzez tę symboliczną akcję, ich negacja była jasna dla wszystkich.

 Heteropraxis stosują obecnie wrogowie Kościoła żeby wywołać skandal wśród katolików, by tracili wiarę w Prawdziwą Obecność. To, dlatego przyjmowanie Komunii na rękę było zakazane przez prawo powszechne Kościoła przez wiele stuleci, i jest zakazane prawem Kościoła do chwili obecnej. Ostatni indult (pozwolenie) działania wbrew literze prawa  pozwolony jest jedynie jeśli ta praktyka nie prowadzi do pomniejszenia wiary w Prawdziwą Obecność, i nie prowadzi do zmniejszenia szacunku do Prawdziwej Obecności. Ale to zawsze ma taki skutek, jak widać z codziennego doświadczenia z tą formą heteropraxis [2].

 Natomiast praktyki zachowujące ortodoksyjną doktrynę nazywane są orthopraxis (pobożne praktyki katolickie). Należą do nich: klękanie przed Najświętszym Sakramentem, rozdawanie / otrzymywanie Komunii św. na język, utrzymywanie tabernakulum z Najświętszym Sakramentem jako główny punkt uwagi (i czczenia) w centrum kościoła, poważne zachowanie kleru na terenie kościoła, okazywanie należnej czci Obecności Boga w Najświętszym Sakramencie. Te przykłady orthopraxis (pobożne działania zachowujące wiarę) świadczą o prawdzie dogmatu, że Najświętszy Sakrament jest Prawdziwą Obecnością Boga – Ciała, Krwi, Duszy i Boskości naszego Pana Jezusa Chrystusa pod postacią chleba – jak również odpowiedniego szacunku człowieka wobec Pana Boga.

 Przykłady heteropraxis przeciwko dogmatowi Prawdziwej Obecności obejmują Komunię św. do ręki. Ta forma heteropraxis wysyła błędny przekaz do wiernych, że Najświętszy Sakrament nie jest tak ważny, że To tylko chleb, i promuje herezję, że To nie jest Prawdziwa Obecność Boga – Ciała, Krwi, Duszy i Boskości naszego Pana Jezusa Chrystusa pod postacią chleba. Innym przykładem heteropraxis w tym zakresie jest permanentne usuwanie tabernaculum z Najświętszym Sakramentem z sanktuarium na boczne miejsce albo do pomieszczenia dla sprzątaczek, żeby głównym miejscem uwagi (i czci) w kościele stało się krzesło “celebranta” czy “prezydującego” “zgromadzeniu”. Daje się i otrzymuje subtelny przekaz, że człowiek siedzący na krześle jest ważniejszy od Najświętszego Sakramentu. A skoro “prezydujący” (lub przewodniczący “zgromadzenia”) reprezentuje ludzi, to wysyła się subtelny przekaz, że Pan Bóg jest mniej ważny niż ludzie.

 Te przykłady jeszcze raz przypominają słowa papieża Piusa XII cytowane wcześniej:

Załóżmy, drogi przyjacielu, że komunizm [jeden z „błędów Rosji” wymienionych w Orędziu Fatimskim]  był najbardziej niebezpiecznym z instrumentów dywersji wykorzystywanej przeciwko Kościołowi i tradycji Boskiego Objawienia. . . Jestem zaniepokojony tym, co wyznała Dziewica Maryja Łucji w Fatimie. Ta uporczywość Maryi o niebezpieczeństwach grożących Kościołowi jest boskim ostrzeżeniem przed samobójstwem zmian w wierze, w jego liturgii, jego teologii i duszy Kościoła. . . Nadejdzie dzień, kiedy cywilizowany świat zaneguje Boga, kiedy Kościół zwątpi tak jak zwątpił Piotr. Kościół będzie kuszony żeby uwierzył, że człowiek stał się Bogiem. . . W naszych kościołach, chrześcijanie na próżno będą szukać czerwonego światełka gdzie oczekuje na nich Bóg, tak jak Maria Magdalena płakała przed pustym grobem, i będą pytać “dokąd Go zabrali”? [21]

 Ze słów Piusa XII wydaje się, że te wyżej wymienione formy heteropraxis przeciwko Najświętszemu Sakramentowi były wyraźnie wymienione w Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej, bo podczas gdy Pius XII odnosi je do Orędzia Fatimskiego, to nie są one wymienione w żadnej części Orędzia, które opublikowano. To dlatego one muszą być wymienione w Trzeciej Tajemnicy – czyli w tej części, której jeszcze nie opublikowano. Papież Pius XII wyraźnie mówi, że to Matka Boża Fatimska ostrzega nas przed “samobójstwem zmiany wiary w jego liturgii, jego teologii jego duszy“. A zatem Trzecia Tajemnica ostrzega nas zarówno przed fałszywą doktryną i heteropraxis, jak i atakami na “dogmat wiary”.

Atak obejmuje zepsucie moralne kleru którego jesteśmy świadkami

Jak widzimy dzisiaj, z wybuchu ogromnego, na światową skalę skandalu występkami seksualnymi członków duchowieństwa, ma miejsce atak z trzeciego szeregu na Kościół w czasie wielkiego kryzysu: zepsucie moralne wielu konsekrowanych dusz. Ogon smoka zmiata dusze z nieba – od stanu konsekrowanych – nie tylko poprzez heterodoksję i heteropraxis, ale również poprzez niemoralność.

 Przypomnijmy wypowiedzi s. Łucji dla o. Fuentesa:

Szatan chce przejąć konsekrowane dusze. Próbuje je skorumpować żeby uśpić dusze świeckich, i w ten sposób doprowadzić je do ostatecznej zatwardziałości.

Tym, co dotyka Niepokalane Serce Maryi i Serce Jezusa jest odchodzenie religijnych i kapłańskich dusz. Szatan wie, że religijni i księża, którzy odchodzą od ich pięknego powołania ciągną za sobą liczne dusze do piekła.

 Obecnie widzimy szeroko zakrojone zepsucie wśród katolickiego kleru, które teraz pokazuje się w formie skandali seksualnych o niewyobrażalnym charakterze w diecezjach w Ameryce Północnej, Europie i Afryce. Ogon smoka ściągnął wielu członków duchowieństwa do najgorszych form niemoralności.

W wyniku tego, wiarygodność wielu księży, którzy nie szanują swoich ślubów i wiary, jest niszczona, razem z wiarygodnością Kościoła, jako instytucji. Nawet, jeśli jest dobra doktryna i dobra praktyka, korzyści z nich są często negowane, kiedy zepsucie moralne podważa wiarygodność Kościoła.

 Kto za to odpowiada?

 Teraz nasuwa się pytanie: ale kto jest utożsamiany w Trzeciej Tajemnicy jako odpowiedzialny za podważanie wiary poprzez heterodoksję, heteropraxis i zepsucie moralne i upadek konsekrowanych dusz? Przede wszystkim członkowie samego aparatu watykańskiego. Przywołajmy ponownie ujawnienie kard. Ciappi, oficjalnego teologa papieża Jana Pawła II, że “w Trzeciej Tajemnicy jest przepowiedziane, między innymi, że wielka apostazja w Kościele rozpocznie się od samej góry“. Dlatego odpowiedzialność spoczywa przede wszystkim na ludziach Watykanu. W tym widzimy spełnienie nie tylko Trzeciej Tajemnicy, ale także ostrzeżenia papieża Piusa X w encyklicePascendi z roku 1907, w której pisze: “zwolennicy błędów nie znajdują się już wśród otwartych jedynie nieprzyjaciół, ale. . .  kryją się w łonie i wnętrzu Kościoła i o tyle są niebezpieczniejsi, o ile trudniej ich rozpoznać”.  Tymi wrogami są osoby świeckie i księża “całkowicie przesiąknięci zapatrywaniami głoszonymi przez przeciwników Kościoła”, i którzy przedstawiają się “jako reformatorzy Kościoła” [22].

 Św. Pius X twierdzi:

“Kościół nie ma żadnych większych wrogów. Przemyśliwają bowiem o zgubie Kościoła nie z zewnątrz, ale w jego łonie i stąd tkwi niebezpieczeństwo w samych niemal żyłach i wnętrznościach Kościoła, a cios mu zadany tym groźniejszy, im dokładniej owi nieprzyjaciele Kościół znają, a cios mu zadany tym groźniejszy, im dokładniej owi nieprzyjaciele Kościół znają” [23].

“Oni przejmują profesury w seminariach i na uniwersytetach, i stopniowo robią z nich siedzibę zarazy” [24].

“Stąd musimy zedrzeć maskę tym ludziom i okazać ich całemu Kościołowi w ich prawdziwej postaci” [25].

 Ale wtedy zapytamy: “Skąd mamy wiedzieć, którzy z księży są częścią jednej trzeciej gwiazd, do których nawiązał papież Jan Paweł II; skąd mamy wiedzieć kim są ci zwolennicy błędów” Odpowiedź znowu znajduje się w tym co zostało nieomylnie zdefiniowane. Ci którzy zachowują wiarę, którzy mocno trzymają się doktryny Jezusa, są przyjaciółmi (Ap 12:17). Ci którzy tego nie robią są wrogami. Jak powiedział nasz Pan: “Poznacie ich po owocach” (Mt 7:16). Można powiedzieć, komu wierzyć przez to czy zachowują wiarę katolicką zdefiniowaną przez uroczyste definicje. Innym znakiem jest to czy żyją zgodnie z wiarą katolicką.

 Na zakończenie, kiedy papież Paweł VI lamentował w 1967 roku, że “dym szatana przedostał się do Kościoła” i w roku 1973, że “otwarcie się na świat stało się prawdziwą inwazją na Kościół przez światowy sposób myślenia”, tylko potwierdził treść Trzeciej Tajemnicy; tak było z papieżem Janem Pawłem II w jego bardziej zawoalowanych wypowiedziach w latach 1982 i 2000. Pierwsze dwie części Wielkiej Tajemnicy Fatimskiej ostrzegają o szerzących się na całym świecie błędach Rosji. Trzecia Tajemnica, jej pełna treść, na pewno jest ostrzeżeniem, że te błędy przedostaną się do samego Kościoła, a szczególnie zagnieżdżą się przez “otwarcie się na świat” na II Soborze. Infiltracja Kościoła Katolickiego przez elementy masońskie, komunistyczne, neomodernistyczne i homoseksualne, postrzegana jest poprzez rujnujące rezultaty ich działalności i utratę wiary wśród katolików w ławach kościołów.

 Tym, którzy szydzą z twierdzenia, że takie nieszczęście spadło na Kościół w naszych czasach, możemy powiedzieć tylko, że są ślepi, i zignorowali historię Kościoła, która pokazuje, że coś bardzo podobnego wydarzyło się wcześniej. Nawiązaliśmy tu do opinii kard. Newmana na temat stanu Kościoła w czasach herezji ariańskiej. Więcej cytatów tej opinii, znalezionych w jego książce On Consulting the Faithful in Matters of Doctrine [O konsultacjach z wiernymi w sprawach doktryny], wystarczy by udowodnić, że stan spraw w Kościele dzisiaj nie jest bez precedensu:

Gremium biskupów zawiodło w ich wyznaniu wiary. . . Oni wypowiadali się różnie, jeden przeciwko drugiemu; po Nicei nie było nic z mocnych, niezmiennych, stałych świadectw, przez prawie 60 lat. Były niewiarygodne synody, niewierni biskupi; była słabość, strach przed konsekwencjami, błądzenie, fikcja, halucynacje, ciągłe, beznadziejne, sięgające niemal każdego zakątka Kościoła Katolickiego. Stosunkowo nielicznych, którzy pozostali wiernymi dyskredytowano i zmuszano do uchodźstwa; pozostali byli albo oszustami albo oszukanymi [26].

 Sensem książki kard. Newmana było to, że to świeccy, trzymając się zdefiniowanego dogmatu wiary razem z kilku dobrymi biskupami takimi jak św. Atanazy, zachowywali wiarę żywą w czasach kryzysu ariańskiego. To samo ma miejsce obecnie.

 Ale jedną z wielkich różnic między kryzysem ariańskim i obecnym kryzysem w Kościele jest to, że Maryja Dziewica nie tylko dała nam ostrzeżenie wiele lat przed wystąpieniem obecnego kryzysu, ale także sposoby na uniknięcie go poprzez spełnienie Jej fatimskich próśb. Pozbawienie Kościoła ostrzeżenia zawartego w Trzeciej Tajemnicy, ukrywanie proroctwa apostazji, które implikuje osoby, które nałożyły rujnującą nową orientację na Kościół i pozwolenie na to, by był atakowany przez wrogów, a tym samym uniemożliwienie wiernym zrozumienie przyczyny tego wszystkiego i uzbrojenia się przeciwko nim, jest kolejnym kluczowym elementem omawianej tu wielkiej i strasznej zbrodni.

 Ale to ukrywanie nie powiodło się. Orędzia Fatimskiego nie zakopano; niewiara w całość rzekomego ujawnienia Trzeciej Tajemnicy jest szeroka i wzrasta. Ustaliwszy to, zidentyfikowani przez nas członkowie aparatu watykańskiego próbowali kolejny raz zakopać je 17 listopada 2001 roku, pogarszając w ten sposób swoją zbrodnię przeciwko Kościołowi i światu. Teraz zajmiemy się tą sytuacją.

 Przypisy

[1] o. Michel de la Sainte Trinité, Cała prawda o Fatimie – t. III, s. 704.

[2] Ibid., s. 687.

[3] Ibid., s. 705-706.

[4] Ibid, t. III, s. 822-823. Zob. czasopismo Jesus, 11.11.1984, s. 79. Zob. The Fatima Crusader, Nr 37, lato 1991, s. 7.

[5] Cała prawda o Fatimie – t. III, s. 676.

[6] Contre-Réforme Catholique , grudzień 1997.

[7] Zob. o. Gerard Mura, “The Third Secret of Fatima: Has It Been Completely Revealed?” [Trzecia Tajemnica Fatimska: czy ujawniono ją w całości?], czaspismo Catholic, (Transalpine Redemptorists, Orkney Isles, Szkocja, W Brytania) marzec 2002.

[8] Ibid.

[9] Wyrazy w nawiasach są teraz umieszczone w Trydenckim Wyznaniu Wiary z nakazu bł. papieża Piusa IX w dekrecie wyd. przez Swięte Oficjum, 20.01.1877. (Acta Sanctae Sedis, X [1877], 71 ff.)

[10] W akapicie 6 encykliki Quanta Cura, wydanej z Syllabus [Program] 8.12.1864, bł. papież Pius IX oświadczył uroczyście: “Dlatego wśród tak wielkiej przewrotności zdeprawowanych poglądów, dobrze pamiętając nasz apostolski urząd, i bardzo mocno zatroskani o naszą najświętszą religię, dla mocnej doktryny i zbawienia dusz, które jest nam powierzone przez Boga, i (zatroskani także) o dobro samej społeczności ludzkiej, uważamy, że mamy prawo zabrania naszego apostolskiego głosu. Dlatego, na mocy naszej apostolskiej władzy, potępiamy, zakazujemy i pietnujemy wszelkie osobliwe i złe opinie i doktryny solidarnie wymienione w niniejszym piśmie, i nakazujemy, by były one uważane przez wszystkie dzieci Kościoła Katolickiego jako potępione, zakazane i napiętnowane“. The Popes Against Modern Errors [Papieże przeciwko nowoczesnym błędom] (TAN Books and Publishers, Rockford, Illinois, 1999) s. 21.

[11] Kard. Joseph Ratzinger, Zasady teologii katolickiej, (Ignatius Press, San Francisco, 1987) s. 381-382.

[12] Ibid., s. 380.

[13] The Balamand Statement, Nr 30, 23.06.1993.

[14] Zob. przypis 10 tego rozdziału.

[15] Vatican Council I – 1870 AD, zob. Denzinger (Dz.) 1836.

[16] Vatican Council I, zob Dz. 1800.

[17] W wyniku swoich zaniedbań, papież Honoriusz był głównie odpowiedzialny za szerzenie się herezji Monothelite twierdząc, że jest tylko jedna wola w Chrystusie, boska wola – błąd który wyraźnie zaprzecza iż Chrystus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem – chociaż rozumiał to w sensie katolickim, a mianowici, że nie ma konfliktu między boską wolą i ludzką wolą Chrystusa. Ale jego formuła pozwoliła heretykom Monothelite twierdzić, że była jedynie wola w Chrystusie, i że papież z nimi się zgadzał.

[18] Osobiste świadectwo emerytowanego prałata Corrado Balducci dla o. Nicholaa Grunera, Christophera Ferrara i innych świadków. Fakt ten potwierdza także Marco Tosatti w książce Il Segreto Non Svelato [Nieujawniona Tajemnica], (Edizioni Piemme Spa, Casale Monferrato, Włochy, maj 2002), s. 86.

Marco Tosatti pisze: “O. Mastrocola, dyrektor biuletynu religijnego ‘Santa Rita’, poprosił kard. Ottaviani o pozwolenie na reprodukcję proroctw opublikowanych w ‘Neues Europa’. Odpowiedź była zachęcająca, ale w świetle ‘ujawnienia’ tajemnicy 26.06.2000, żenująca. ‘Zróbcie to, zróbcie to’ – odpowiedział kardynał kustosz Trzeciej Tajemncy – ‘opublikujcie w tylu egzemplarzach ile chcecie, bo Madonna chciała by opublikowano ją już w roku 1960′. I o tym tekście Radio Watykan mówiło w 1977 roku z okazji 10 rocznicy wizyty papieża Pawła VI do Fatimy. Tekst z ‘Neues Europa’ opublikowano w ogromnym nakładzie i ponownie nawet w niedzielnym wydaniu L’Osservatore Romano 15.10.1978”.

Oryginalny tekst w języku włoskim: “Padre Mastrocola, direttore di un foglio religioso, «Santa Rita», chiese al cardinale Ottaviani il permesso di riprendere l’anticipazione fatta da «Neues Europa». La risposta fu incoraggiante, ma alla luce dello «svelamento» del segreto del 26 giugno 2000, imbarazzante. «Fatelo, fatelo pure—rispose il porporato custode del terzo segreto—pubblicatene quante copie vi pare, perché la Madonna voleva che fosse reso noto già nel 1960». E di quel testo parlò anche la Radio Vaticana nel 1977, nel decennale del viaggio di Paolo VI a Fatima. Il testo di «Neues Europa» conobbe grande fortuna, e venne ripreso persino il 15 ottobre 1978 dall’ «Osservatore della Domenica»”.

[19] Zob. Francis Alban, Fatima Priest [Ksiądz fatimski] wyd. I (Good Counsel Publications, Pound Ridge, Nowy Jork, 1997) Appendix III, “A Prophetic Interview with Sister Lucy of Fatima” [Proroczy wywiad z s. Łucją z Fatimy], s. 312. Zob. Cała prawda o Fatimie – t. III, s. 503-510 razem z wyjaśnieniami o. Michela.

[20] Zob. Ksiądz fatimski, wyd. 1 i 2,  Appendix V, “Regarding Communion in the Hand” [O Komunii na rękę], zob. The Fatima Crusader, Nr 28, czerwiec-lipiec 1989, s. 33ff, 34ff, 36ff; The Fatima Crusader, Nr 29, wrzesień-listopad 1989, s. 16; i The Fatima Crusader, Nr 7, wiosna 1981, s. 11.

[21] Papież Pius XII, cyt.w książce Pius XII Devant L’Histoire, s. 52-53.

[22] Papież św. Pius X, Pascendi Dominici Gregis, akapit 2.

[23] Ibid., nr 3.

[24] Ibid., nr 61.

[25] Ibid., nr 3.

[26] John Henry Newman, On Consulting the Faithful in Matters of Doctrine, (Kansas City, Sheed and Ward, 1961) s. 77.

FATIMA, Rosja, świat: Na litość boską, wysłuchajmy świadka  

https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=7849&Itemid=46
Prawie po 40 latach od początku “wiosny” II Soboru, nadal nie dokonano poświęcenia Rosji – nie świata, nie “młodych szukających sensu życia”, nie “bezrobotnych” – ale Rosji.   The Devil’s Final Battle Ostatnia bitwa Szatana . Paul Kramer (2002)
http://www.devilsfinalbattle.com/content2.htm

http://gazetawarszawska.com/2012/12/01/ostatnia-bitwa-szatana-rozdzial-14/ Ostatnia bitwa Szatana. Pan Jezus powiedział: “Powiedz moim pasterzom, biorąc pod uwagę to, że idąc przykładem króla Francji w opóźnianiu wykonania mojego nakazu, tak jak on podzielą jego nieszczęście”. “Oni się skruszą i to zrobią, ale będzie za późno”. ROZDZIAŁ  14 Na litość boską, wysłuchajmy świadka   Niewiele rewelacji było tak nieprzekonujących jak watykańska wersja Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej. Ci którzy uważali, albo mieli nadzieję, że ujawnienie w czerwcu 2000 roku broszury CDF The Message of Fatima [Orędzie Fatimskie – TMF] zakończy sprawę, są prawdopodobnie zaskoczeni ostatnim zgiełkiem o Fatimie w prasie. Nie powinno to nikogo zaskoczyć. Przez ponad 40 lat wykorzystywano niemal każdą taktykę – milczenie, nękanie, złą teologia, dezinformacja – żeby zakopać prawdziwe Orędzie Fatimskie. Ale oliwa zawsze na wierzch wypływa. Ataki terrorystyczne 11 września 2001 roku wywołały reakcję łańcuchową w opowieściach o Fatimie. W prasie i w Internecie szumiało od informacji, że ataki były częścią Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej, której jeszcze w pełni nie ujawniono. Jak irytujące dla autorów TMF, którzy upierają się, iż cała tajemnica fatimska mieści się między okładkami ich broszury. Im się nie wierzy, po części dlatego, że nie są wiarygodni, ale także z powodu pewnej świadomości zbiorowej, powszechnego poczucia nadchodzącego fatum. W głębi duszy wiemy, że “cywilizacja miłości” to utopijny nonsens. Nigdy nie istniała. Prawdziwe Orędzie Fatimskie wyraźnie to potwierdza: piekło istnieje i idzie do niego wiele dusz, bo nie ma nikogo, kto by się za nie modlił i poświęcał. Niebiańskim remedium nie są szeroko publikowane modlitewne spotkania między-religijne, a poświęcenie i nawrócenie Rosji, nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi i Różaniec. Prawdziwe Orędzie Fatimskie nie jest prośbą o dalsze papieskie apologie. Jest nim błaganie do Jezusa “przebacz nam nasze grzechy”, “zachowaj nas od ognia piekielnego”. Nie przeżywamy nowego pojawienia się ludzkości. Znajdujemy się na Titanicu płynącym w ciemność, a świat wyczuwa nieuchronne fatum, nawet, kiedy nadal ściąga na siebie wyrok. Ale nawet wydarzenia z 11 września 2001 nie powstrzymały watykańskiego aparatu przed narzucaniem linii partyjnej Sodano, że Fatima “należy do przeszłości”. Wręcz przeciwnie, wysiłki narzucenia na Kościół interpretacji Sodano o Fatimie tylko się zwiększyły, jakby kard. Sodano, et al, uznali, że 11 września mógłby faktycznie potrząsnąć katolikami i dowiedzieli się – chwileczkę! – iż to nie jest koniec Fatimy, gdyż oczywiście nie widzimy nic takiego jak triumf Niepokalanego Serca i obiecanego okresu pokoju. Żeby na nowo utwierdzić linię partyjną, potrzebny był pewien rodzaj odważnego działania 12 września 2001 roku, zaraz po zawaleniu się Twin Towers, watykańskie Biuro Prasowe opublikowało biuletyn dnia: “Deklarację” Kongregacji ds. Księży dotyczącą nie ataków terrorystycznych, nie strasznych skandali wybuchających niemal codziennie w szeregach duchownych, nie licznych herezji i nieposłuszeństwa wśród księży w ciągu ostatnich 40 lat, ale o. Nicholasa Grunera, “fatimskiego księdza”. W deklaracji napisano, że wydaje się ją “z mandatu wyższej władzy” – watykański żargon dla sekretarza stanu, kard. Sodano, nie papieża (który jest władzą najwyższą). Deklaracja ostrzegała cały katolicki świat przed poważnym zagrożeniem dobra Kościoła; zagrożeniem tak ogromnym, że Kongregacja ds. Księży nie mogła nawet czekać aż opadnie kurz na nieistniejące już Bliźniacze Wieże. Zagrożenie stanowiła konferencja nt. pokoju na świecie i Fatimy w Rzymie, sponsorowana przez apostolat o. Grunera. Tak, priorytetem Watykanu w kilka godzin po najgorszym ataku terrorystycznym w historii świata było to, żeby nakazać każdemu ignorowanie konferencji nt. pokoju na świecie i Fatimy. Dlaczego? Bo, deklaracja mówiła, “konferencja” nie ma aprobaty legalnej władzy kościelnej”. Oczywiście, autor tej deklaracji dobrze wiedział, że według prawa kościelnego nie jest konieczna “aprobata” na organizowanie konferencji duchownych i świeckich. Kodeks Prawa Kanonicznego opublikowany przez papieża Jana Pawła II (Kanony 212, 215, 278, 299) uznaje naturalne prawo wiernych do spotkań i dyskusji o sprawach dotyczących obecnego Kościoła, bez żadnej “aprobaty”. Faktycznie, Watykan nie publikuje żadnych informacji o braku “aprobaty” dla niezliczonych konferencji prowadzonych przez orędowników ordynacji kobiet i licznych innych herezji, mimo że uczestnicy tych konferencji naruszają prawo naturalne i krzywdzą Kościół. Można także powiedzieć, że rzymska konferencja apostolatu nie dostała aprobaty od Amerykańskiego Stowarzyszenia Medycznego. I co z tego? Ale nie to było najgorsze. Deklaracja stwierdziła również, że o. Gruner został “zawieszony” przez biskupa Avellino. Zawieszony za co? Widocznie za nic, bo nie podano żadnych podstaw. Przyczyna tego kuriozalnego pominięcia była jasna dla każdego znającego kanoniczne procedury o. Grunera: “podstawy” były tak niezdarne, że publiczne ich ujawnienie wywołałoby śmiech. Jak już napisaliśmy, jedynym pretekstem w ogóle podanym o “zawieszeniu” było to, że o. Gruner musi powrócić do Avellino, Włochy (gdzie został wyświęcony w roku 1976), albo zostać zawieszonym. Dlaczego? Bo “nie udało mu się” znaleźć innego biskupa by go inkardynował. Ale “Deklaracja” nie wspomniała o tym, że trzech przyjaznych biskupów zaproponowało inkardynację o. Grunera z wyraźnym pozwoleniem na kontynuację jego apostolatu, i że te trzy inkardynacje zablokowano (albo uznano za “nieistniejące”) przez tych samych watykańskich biurokratów, którzy teraz ogłosili wynikające z tego “zawieszenie”. Oznacza to, że o. Gruner został “zawieszony” za to, że okazał “nieposłuszeństwo” wobec rozkazu samych oskarżycieli, którzy uniemożliwili mu to posłuszeństwo. (Nie wspominając o tym, że biskup Avellino do 12 września 2001 roku nie miał absolutnie żadnej władzy nad o. Grunerem – gdyż ten był już inkardynowany w innej diecezji.) Prawie po 40 latach od początku “wiosny” II Soboru, nadal nie dokonano poświęcenia Rosji – nie świata, nie “młodych szukających sensu życia”, nie “bezrobotnych” – ale Rosji. Światem trzęsą regionalne wojny, muzułmański terroryzm i holokaust aborcji, kiedy staje się wyraźniejsze z godziny na godzinę, że idziemy do apokalipsy. Islamscy fundamentaliści, których watykańscy dyplomaci teraz lubią nazywać “naszymi muzułmańskimi braćmi”, nienawidzą nas i chcą nas ujarzmić czy zabić, zgodnie z nakazami ich Koranu. Po 40 latach całkowicie bezużytecznego “dialogu ekumenicznego”, sekty protestanckie są nawet bardziej zniedołężniałe niż na początku, a prawosławni bardziej nieugięci w odmowie poddania się Wikariuszowi Rzymu. Kościół doznaje ciężkich ran poprzez herezje i skandale w diecezjach na całym świecie, gdzie stracił wszelką wiarygodność z powodu zepsucia jego członków. Nowa orientacja II Soboru jest całkowitą klęską; rujnującym fiaskiem. Ale pośród całej tej śmierci, chaosu, herezji, skandalu i apostazji, każde z nich teraz osiąga swoje apogeum, Watykan uznał za konieczne – właśnie teraz! – by zaalarmować świat o “niebezpieczeństwie” ze strony o. Nicholasa Grunera. Tak więc jeden dzień po 11 września 2001 roku, o. Gruner, który nie popełnił żadnego przestępstwa przeciwko wierze i moralności, który zachowywał swoje śluby przez 25 lat kapłaństwa, który nie molestował ani jednego ministranta czy kobiety, który nie ukradł żadnych pieniędzy i nie głosił żadnej herezji, został publicznie potępiony przed całym Kościołem w deklaracji, która nie przedstawiła żadnych podstaw tego potępienia, która przywołała “mandat” anonimowej “wyższej władzy”, która nawet nie miała odwagi się nazwać. W historii Kościoła nigdy nie wydarzyło się coś takiego wobec wiernego katolickiego księdza. Obsesja sekretarza stanu w zniszczeniu o. Grunera – symbolu oporu wobec linii partyjnej – osiągnęła poziom nieprzyzwoitości. Dlaczego? Mogła to być tylko głęboko zakorzeniona niechęć do Orędzia Fatimskiego i wszystkiego co ono znaczy dla nowej orientacji Kościoła, którą tak niezachwianie narzucają kard. Sodano (przyjaciel Gorbaczowa) i jego kolaboranci. Wydaje się, że Fatima niepokoi ich bardziej niż obecny stan Kościoła i świata. A jeszcze stan Kościoła i świata z pewnością mógłby zmienić się na lepszy, gdyby tylko prześladowcy o. Grunera po prostu zrobili to o co prosiła Matka Boża Fatimska: “Jeśli moje prośby zostaną spełnione, uratuje się wiele dusz i nastanie pokój”. Ale kard. Sodano na pewno się przeliczył. Wydanie tego bezpodstawnego potępienia “fatimskiego księdza” w kilka godzin po 11 września, wywołało taki fetor, że wiele osób, które byłyby skłonne uznać “deklarację” za dobrą monetę, zaczęli się zastanawiać, o jej groteskowo nieodpowiednim czasie. W podważanym i zhańbionym przez duchownych zdrajców w każdym kraju Kościele, dlaczego watykański aparat tak niepokoił się z powodu jednego księdza, któremu nie zarzucono nawet jednego złego czynu? Zrobienie z o. Grunera kozła ofiarnego nie było by bardziej skuteczne od innych anty-fatimskich matactw. Przeciwnie do tego, na co wydają się mieć nadzieję pewni watykańscy dostojnicy. Kontrowersji fatimskiej nie da się zredukować do statusu jednego księdza. W tygodniach po “deklaracji” o o. Grunerze, inni prominentni katolicy zaczęli wyrażać poważne wątpliwości o linii partyjnej kard. Sodano w sprawie Trzeciej Tajemnicy. Nie tylko matka Angelica uważała, że “nie dostaliśmy całości”. 26 października 2001 roku “wybuchła”, jak mówią reporterzy, historia o tym jak agencja informacyjna Inside the Vatican (wraz z innymi dziennikami włoskimi) opublikował artykuł: “The Secret of Fatima: More to Come?” [Tajemnica Fatimska: pokaże się więcej?]. W artykule napisano: “Właśnie otrzymaliśmy informację, że s. Łucja dos Santos, ostatnia żyjąca wizjonerka fatimska, kilka tygodni temu wysłała list do Jana Pawła II, rzekomo ostrzegający go o tym, że jego życie jest w niebezpieczeństwie. Jak podają źródła  watykańskie, list mówiący o tym, że wydarzenia o których mówi ‘Trzecia Tajemnica’ Fatimska, jeszcze nie miały miejsca, dostarczył Janowi Pawłowi emerytowany biskup Fatimy, Alberto Cosme do Amaral, jakiś czas po 11 września”. Zapytany o ten list, biskup Fatimy, Serafim Ferreira de Sousa, “nie zaprzeczył temu, iż s. Łucja wysłała do papieża list, ale powiedział [z jezuicką godnością), że 'nie ma żadnych listów wizjonerki wyrażających obawę o życie papieża'”. Artykuł Inside the Vatican dalej ujawnił, że „źródła zasugerowały także, że list s. Łucji zachęca papieża do ujawnienia Trzeciej Tajemnicy w całości”, i że jej list do papieża „ma zawierać to ostrzeżenie: 'Wkrótce nastąpi wielkie wrzenie i kara'”. Artykuł mówi o jeszcze innym tajnym spotkaniu z s. Łucją za murami klasztoru – tylko ono nie jest zgodne z linią Bertone / Ratzingera. Włoski ksiądz diecezjalny, o. Luigi Bianchi, „twierdzi, iż spotkał się z s. Łucją dos Santos w ubiegłym tygodniu w zamkniętym klasztorze karmelickim w Coimbra, Portugalia”. Powtarzając podejrzenia matki Angeliki, o. Bianchi „spekulował o możliwości, że Watykan nie ujawnił w całości tajemnicy, żeby uniknąć paniki i niepokoju wśród ludności; by jej nie wystraszyć”. Odnośnie śmiesznej „interpretacji” Tajemnicy przez Bertone / Ratzingera o zamachu na życie Jana Pawła II w roku 1981, o. Bianchi powiedział, że „orędzie nie mówi tylko o zamachu na papieża, ale o 'biskupie w bieli’, który przechodzi pośród ruin i ciał zamordowanych mężczyzn i kobiet. . . Oznacza to, iż papież będzie musiał wiele wycierpieć, że niektóre narody znikną, że wielu ludzi zginie, że musimy bronić Zachodu przed islamizacją. I to dzieje się obecnie”. Inside the Vatican był ostrożny by podkreślić, tak jak The Fatima Crusader, że s. Łucja „nie ma pozwolenia na rozmowy z nikim, kto nie uzyskał wcześniejszej zgody Watykanu. . .” W związku z tym, Inside the Vatican zabezpieczył się twierdząc, że „nie jest od razu jasne, czy Bianchi otrzymał tę zgodę, ominął tę konieczność, czy faktycznie nie spotkał s. Łucji jak utrzymuje”. Ale nikt, łącznie z samą s. Łucją, nigdy nie zanegował tego, że spotkanie z o. Bianchi miało miejsce. To, że chociaż niektóre źródła Inside the Vatican pochodzą z samej kurii, zasugerowała odpowiedź kard. Ratzingera na te wydarzenia. Zacytował go jakby miał powiedzieć, że „ostatnie plotki o liście są tylko kontynuacją 'starej polemiki wywoływanej przez pewne osoby o wątpliwej wiarygodności’, w celu 'destabilizacji równowagi wewnętrznej Kurii Rzymskiej i niepokojenia ludzi Boga'”. Ale zauważmy, że kard. Ratzinger faktycznie nie zaprzecza istnienia listu s. Łucji do papieża. Uwaga kard. Ratzingera wiele mówi. Jak mogą osoby o „wątpliwej wiarygodności” destabilizować „równowagę wewnętrzną Rzymskiej Kurii”? Jeśli ich wiarygodność jest wątpliwa, to Kurii Rzymskiej nie zdestabilizowałoby to, co one mówią. A właściwie, kim są te osoby o „wątpliwej wiarygodności”? Artykuł w  Inside the Vatican sugerował, że kard. Ratzinger mógł odnosić się do o. Grunera. Ale co z matką Angeliką? Co z o.Bianchi? Co z samym Inside the Vatican, którego naczelny, Robert Moynihan, jest tylko pod kuratelą watykańskiego aparatu, co sugeruje tytuł tego czasopisma? Co z milionami innych katolików, którzy żywią uzasadnione podejrzenia, że Bertone i Ratzinger nie są całkowicie szczerzy twierdząc, że proroctwa Orędzia Fatimskiego, łącznie z Trzecią Tajemnicą, „należą do przeszłości”, i że to ostrzeżenie o wielkiej karze Kościoła i świata już nas nie dotyczy? Faktycznie, który poważny katolik naprawdę w to wierzy, biorąc pod uwagę niebezpieczną sytuację w obecnym świecie? Pomimo zdecydowanych wysiłków nałożenia linii partyjnej Sodano (wysiłku, który teraz objął deklarację w sowieckim stylu, że o. Grunera należy uważać za „nikogo” w Kościele), katolicy na całym świecie nadal zastanawiają się co stało się ze słowami występującymi po istotnym zdaniu „W Portugalii dogmat wiary zawsze zostanie zachowany itd.” Dlaczego TMF uciekł od tego zdania usuwając je z Orędzia Fatimskiego i umieścił je w przypisie? Co stało się z brakującymi słowami Maryi Dziewicy? Gdzie jest obiecane nawrócenie Rosji? Dlaczego nie było okresu pokoju na świecie, jaki obiecała Matka Boża?  W obliczu tych nie chcących zniknąć pytań, aparat watykański podjął jeszcze jedną próbę zakrycia wzrastającej spekulacji o zatajaniu, zanim nie będzie za późno. Rzeczywiście oświadczenie kard. Ratzingera o destabilizacji w kurii wskazywałoby na to, że linia partyjna o Fatimie napotykała na opór wewnątrz samej kurii, być może z powodu wzrastającej destabilizacji na świecie, co nie zgadza się z opinią Ratzinger / Bertone / Sodano, że Fatima odnosi się do przeszłości. Tym razem podstępem miał być kolejny tajny wywiad z s. Łucją w klasztorze w Coimbra. Wywiad ten przeprowadził 17 listopada 2001 roku abp Bertone, ale z jakiegoś powodu jego rezultatu nie ujawniono przez ponad miesiąc. Dopiero 21 grudnia 2001 roku L’Osservatore Romano (włoskie wydanie) opublikował krótki komunikat abpa Bertone na temat wywiadu, zatytułowany “Meeting of His Excellency Mons. Tarcisio Bertone with Sister Maria Lucia of Jesus and the Immaculate Heart” [Spotkanie JE Tarcisio Bertone z s. Marią Łucją o Jezusie i Niepokalanym Sercu]. Angielski przekład opublikowano w angielskim wydaniu z 9 stycznia 2002 roku. Treścią komunikatu było to, jak mówi Bertone, że s. Łucja mówi, iż poświęcenie świata w roku 1984 wystarczyło za poświęcenie Rosji, i że “wszystko zostało opublikowane; nie ma więcej tajemnic”. Jak wykazaliśmy w Rozdz. 6, wcześniejsze oświadczenie zaprzecza wszystkiemu, co mówiła s. Łucja przez większość 70 lat. Ostatnie oświadczenie przedstawia się jako odpowiedź s. Łucji na pytanie o Trzeciej Tajemnicy – ale pytania tego, dosyć dziwnie, nie zadaje się. Kiedy gazeta lub czasopismo publikuje wywiad ze znaną osobą, czytelnik słusznie oczekuje serii całych pytań z całymi odpowiedziami, żeby mógł sam zobaczyć – w pełnym kontekście – co pytana osoba miała do powiedzenia własnymi słowami. Ale nie w tym przypadku. Chociaż informuje się nas, że Bertone i s. Łucja rozmawiali przez “ponad dwie godziny”, Bertone podał jedynie swoje podsumowanie tej rozmowy, okraszonej kilku słowami przypisywanymi samej s. Łucji. Nie dokonano żadnej transkrypcji, nagrania dźwiękowego czy filmowego z 2-godzinnej sesji. W rzeczywistości, mniej niż 10 procent tego co przypisuje się s. Łucji miało cokolwiek wspólnego z przekazanym celem wywiadu, a mianowicie, omówienie wątpliwości tkwiących w umysłach milionów katolików o poświęceniu Rosji i całego ujawnienia przez Watykan Trzeciej Tajemnicy. Może powinniśmy przyzwyczaić się do podejrzanych nieprawidłowości w sposobie w jaki aparat watykański traktuje s. Łucję, i ten poniewczasie ujawniony, eliptyczny “wywiad” nie był wyjątkiem. Komunikat Bertone pokazuje, że s. Łucja nadal traktowana jest jakby była członkiem federalnego Programu Ochrony Świadka. Tak, oczywiście, ona jest w zamkniętym klasztorze. Ale wywiad to wywiad, a 2-godzinna rozmowa to 2-godzinna rozmowa. Gdzie jest wywiad, i co stało się z 2-godzinną rozmową? Jak można pogodzić ten kuriozalny substytut prawdziwego wywiadu z twierdzeniem, że s. Łucja powiedziała wszystko to, co powinniśmy wiedzieć o Orędziu Fatimskim? Jeśli powiedziała wszystko to, co wie, to nie ma nic do ukrycia. Jeśli nie ma nic do ukrycia, to, dlaczego nie opublikować wszystkiego tego, o co ją pytano, i wszystkiego, co odpowiedziała w czasie tych 2 godzin? Faktycznie, dlaczego po prostu nie pozwolić s. Łucji samej przemówić do świata, i dać sobie spokój? Ale pomimo publikacji TMF, rzekomego ostatniego słowa o Fatimie, ujawniającego wszystko co jeszcze jest do poznania, s. Łucję nadal trzymano daleko od mikrofonów i neutralnych świadków. Była totalnie niewidoczna podczas procesu “ujawniania” Trzeciej Tajemnicy w maju-czerwcu 2000 roku, i taka pozostaje nadal, mimo że – jak mówi linia partyjna – Fatima “odnosi się do przeszłości”. Przed analizą szczegółów “wywiadu” w listopadzie 2001 roku – łącznie z całkowitą liczbą 44 słów przypisanych samej s. Łucji w czasie rzekomej 2-godzinnej rozmowy o kontrowersyjnych sprawach – należy zauważyć, że komunikat Bertone podważa jego własną wiarygodność natychmiast po następującym twierdzeniu: “Zamierzając przedyskutować problem trzeciej części tajemnicy fatimskiej, ona [s. Łucja] mówi, że słuchała uważnie i współpracowała w broszurze opublikowanej przez Kongregację Doktryny Wiary [tzn. The Message of Fatima – Orędzie Fatimskie (TMF)], i potwierdza wszystko o czym pisze“. To nie mogło być niczym innym jak tylko oszustwem. Przede wszystkim Bertone prosi wiernych by uwierzyli we wszystko to, co następuje: 1. S. Łucja “potwierdza” twierdzenie TMF, że objawienie zawarte w Trzeciej Tajemnicy obejmuje obrazy, które s. Łucja “mogła widzieć w książkach religijnych” i własnych “odczuciach wiary”. Inaczej mówiąc, s. Łucja “potwierdza”, że ona to wymyśliła [1]. 2.S. Łucja “potwierdza” pochwałę modernistycznego jezuity Edouarda Dhanisa przez kard. Ratzingera jako “wybitnego badacza” Fatimy, mimo że Dhanis odrzucił jako “nieświadomą fabrykację” każdy proroczy aspekt Orędzia Fatimskiego – od wizji piekła, do przepowiedni II wojny światowej, do poświęcenia i nawrócenia Rosji. (To przedyskutujemy szczegółowo dalej.) 3. S. Łucja “potwierdza”, w istocie, że może równie dobrze być szczerym i pobożnym fałszerzem, która tylko wyobrażała sobie to, że Maryja Dziewica wzywała do poświęcenia i nawrócenia Rosji, żeby TMF miała rację w ignorowaniu tych kluczowych elementów Orędzia Fatimskiego, traktując je jakby nie istniały. Trzeba być tu rozsądnym. Kiedy funkcjonariusz watykański, bez względu na jego stanowisko, wychodzi z zamkniętego klasztoru i oświadcza, że 94-letnia zakonnica “potwierdza wszystko” co on napisał w 44-stronicowym dokumencie, to rozsądne umysły oczekują na nieco więcej niż potwierdzenie. Tym bardziej, kiedy 44-stronicowy dokument uprzejmie sugeruje, że zakonnica wymyśliła nabożną bajkę, która utrzymywała Kościół w zawieszeniu, niepotrzebnie, przez ponad 80 lat. Tylko na tej podstawie należy wywnioskować, że najnowszy potajemny wywiad z s. Łucją jest kolejną próbą manipulowania i wykorzystania trzymanego na uwięzi świadka, któremu jeszcze nie pozwolono wystąpić i przemówić do wiernych własnymi nieocenzurowanymi słowami. Ostatnia żyjąca wizjonerka z Fatimy nadal poddawana jest zamkniętym wywiadom, podczas których otoczona jest przez nadzorców, którzy później donoszą w drobnych porcjach o jej “świadectwie” – odpowiedzi bez pytania, pytaniu bez odpowiedzi. A teraz wiernych prosi się by przełknęli bezczelne kłamstwo, że s. Łucja, bosko wybrana wizjonerka fatimska, zgadza się ze “wszystkim” w 40-stronicowym neomodernistycznym “komentarzu”, który, co dostrzegł nawet Los Angeles Times, “delikatnie obala kult Fatimy”. Skoro tylko z tych powodów jest jasne, że “wywiad” z 17 listopada 2001 roku jest wysoko podejrzany, to mamy obowiązek wykazania tego dla dobra historii. Zacznijmy od tego, że wywiad Bertone wyraźnie przeprowadzono po to, by wyciszyć narastające wśród wiernych wątpliwości o krzykliwej kampanii złożenia Orędzia Fatimskiego na śmietnik historii. Jak przyznaje komunikat Bertone: W ostatnich miesiącach, przede wszystkim po smutnym wydarzeniu ataku terrorystycznego 11 września ubiegłego roku, w zagranicznych i włoskich dziennikach pojawiły się artykuły odnoszące się do nowych rewelacji s. Łucji, informacje o listach ostrzegawczych do papieża, apokaliptyczne reinterpretacje Orędzia Fatimskiego. Ponadto podkreśla się podejrzenia, że Stolica Apostolska nie opublikowała integralnego tekstu trzeciej części ‘tajemnicy’, a niektóre ruchy ‘fatimskie’ powtarzały oskarżenia, że Ojciec Święty nie poświęcił jeszcze Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi. Z tego powodu. . . uznaliśmy za konieczne zorganizowanie spotkania z s. Łucją. Przypominamy tutaj, że Orędzie Fatimskie zawiera obie obietnice, jeśli życzenia Maryi Dziewicy zostaną spełnione, i ostrzeżenia o konsekwencjach ich niespełnienia: Obietnice: Jeśli Rosja zostanie poświęcona Niepokalanemu Sercu – 4. Niepokalane Serce zatriumfuje 5. Rosja się nawróci 6. Wiele dusz uratuje się od piekła (trójce wizjonerów pokazano je w przerażającej wizji) 7. I okres pokoju będzie dany ludzkości. Ostrzeżenia: Jeśli Rosja nie zostanie poświęcona Niepokalanemu Sercu – 8.Rosja będzie szerzyć swoje błędy na cały świat 9.Będą wybuchać wojny i prześladowania Kościoła 10. Dobrzy staną się męczennikami 11.Ojciec Święty będzie dużo cierpiał 12. Różne narody zostaną unicestwione.   Natomiast ewentualne spełnienie proroctw fatimskich jest nieuchronne – “W końcu moje Niepokalane Serce zatriumfuje. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, i okres pokoju będzie dany ludzkości” – pytaniem dla nas teraz jest, czy świat najpierw będzie musiał cierpieć przewidziane kary w całości, łącznie z unicestwieniem narodów, wydarzenie wyraźnie zasugerowane wpół zrujnowanym miastem, poza którym zabity jest papież w wizji Trzeciej Tajemnicy. Przypominamy ostrzeżenie s. Łucji do papieża (rok po zamachu na Placu św. Piotra) w rzekomym liście z 12.05.1982, opublikowanym w TMF: A skoro jeszcze nie widzieliśmy całkowitego spełnienia ostatecznej części tej przepowiedni, to podążamy w jego kierunku wielkimi krokami [2]. Jeśli nie odrzucimy drogi grzechu, nienawiści, zemsty, niesprawiedliwości, naruszania praw człowieka, niemoralności i przemocy itd. I nie mówmy, że to Bóg karze nas w ten sposób; wręcz przeciwnie, to ludzie sami przygotowują własną karę. Ale wywiadowi Bertone nie udało się rozwiązać ciągłego niepokoju opinii publicznej w Kościele dotyczącego ostrzeżeń fatimskich. Wręcz przeciwnie, swoje stanowisko, i faktycznie los świata, Bertone położył na linii partyjnej, którą wiernie zachowywał w swoim niedorzecznym twierdzeniu w TMF (jego własny komentarz), że “decyzja Jego Świątobliwości papieża Jana Pawła II upublicznienia trzeciej części ‘tajemnicy’ fatimskiej doprowadza do końca okres historii zaznaczony tragiczną pogonią człowieka za władzą i złem. . .” A zatem wywiad Bertone ma jeden cel: przekonać świat do tego, że pokój jest w zasięgu ręki, że saga o Fatimie się skończyła, i teraz można ją uważać za część historii. Zbadajmy okoliczności wywiadu w odniesieniu do norm wiarygodności, wymaganych nawet przez bezbożne trybunały cywilne, by zaakceptowały zeznania ważnego świadka. Nie sugerujemy, że s. Łucja powinna być poddana poniżającemu procesowi cywilnemu, a tylko to, że zwolennicy najnowszego “zeznania s. Łucji” powinni zachować te minimalne standardy w proszeniu nas, byśmy w nie uwierzyli. Podejrzana okoliczność 1:  Chociaż s. Łucja dostępna jest by zeznawała osobiście, strona kontrolująca dostęp do niej, a mianowicie kard. Joseph Ratzinger, nigdy jej nie pokazał. Komunikat Bertone ujawnia, że s. Łucja nie mogła nawet rozmawiać z abpem Bertone bez pozwolenia kard. Ratzingera. To potwierdza to, o czym od lat pisał The Fatima Crusader, i o czym napisał wcześniej wymieniony artykuł w Inside the Vatican: nikt nie może rozmawiać z s. Łucją bez pozwolenia kardynała. Jest to bardzo kuriozalne ograniczenie wolności świadka, który, jak się nam mówi, nie ma nic do dodania do tego, co już powiedział. Zgodnie z minimalnymi standardami wiarygodności w procesach cywilnych, świadek ma zeznawać osobiście, jeśli może, żeby strony procesu, których prawa mogą zostać naruszone przez zeznania, miały okazję zadawania świadkowi pytań. Jeśli jedna strona kontroluje świadka, ale nie udaje jej się go / jej pokazać, sędziowie cywilni pouczają jurorów, że mogą wywnioskować, iż zeznanie świadka byłoby niekorzystne dla tej strony. To tylko zdrowy rozsądek: strona zrobi wszystko by pokazać korzystnego świadka, ale prawdopodobnie nie pokaże niekorzystnego. S. Łucja jest dostępna by “zasiąść na ławie świadków” przed sądem historii w sprawie Fatimy. Nie jest przykuta do łóżka, nie jest kaleką czy w inny sposób niezdolna do stawienia się. Wręcz przeciwnie, komunikat Bertone twierdzi, że w dniu potajemnego wywiadu s. Łucja wyglądała w dobrej formie, “świadoma i energiczna”. Dlaczego tego świadomego i energicznego świadka, dostępnego dla zeznań, nigdy nie pokazała strona kontrolująca wszelki do niego dostęp? Dlaczego jej najnowsze “zeznanie” uzyskano za zamkniętymi drzwiami i przedstawiono z drugiej ręki w komunikacie abpa Bertone? Co by się stało w sprawie cywilnej, gdyby jedna ze stron przedstawiła częściowy raport z zeznania kluczowego świadka, kiedy sam świadek mógł zeznawać osobiście? Jurorzy mogliby słusznie wywnioskować, że coś było ukrywane. W przypadku Fatimy można i powinno się wnioskować, że s. Łucję trzymano “poza ławą” ponieważ jej żywe, niekontrolowane zeznanie zaprzeczałoby linii partyjnej Sodano. Jeśli na s. Łucję można było liczyć, że się dostosuje do linii partyjnej, to powinno się ją pokazać dawno temu by zeznawała osobiście, i długo, przed Kościołem i światem. Zamiast tego, to abp Bertone, a nie świadek, składa zeznania. Ale nawet, jeśli założymy, że s. Łucja była przykuta do łóżka, czy w inny sposób niedostępna dla zeznań, pozostałe okoliczności rzekomego wywiadu musiałyby wywołać podejrzenia w umyśle każdego rozsądnego człowieka. Idźmy dalej. Podejrzana okoliczność 2:  Wywiad tej 92-letniej zakonnicy przeprowadzony był potajemnie przez abpa Bertone, człowieka władzy o wyraźnym motywie manipulowania świadkiem. W kontekście prawa cywilnego, za bezprawny uważa się nacisk, kiedy ktoś z pozycji władzy lub dominacji nad bardzo starszą osobą wyciąga od niej oświadczenie, takie jak testament lub upoważnienie. W tym przypadku abp Bertone jest wyraźnie dominującą stroną o narzucającym władzę watykańskim tytule, podczas gdy s. Łucja jest nie tylko starszą osobą, ale ślubowała posłuszeństwo wobec próśb jej zwierzchników, przez których była otoczona w czasie 2-godzinnej sesji. Ponadto, abp Bertone wyraźnie zamierzał wykorzystać “wywiad” w celu obrony własnej wiarygodności przed narastającym sceptycyzmem opinii publicznej wobec linii partyjnej, że jest to koniec Fatimy. Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia na świecie, Bertone oczywiście cierpiał na ogromną utratę twarzy z powodu swojego całkowicie nie dającego się obronić oświadczenia w TMF, że decyzja opublikowania wizji Trzeciej Tajemnicy “prowadzi do końca okresu historii zaznaczonego tragiczną pogonią człowieka za władzą i złem. . .” Bertone, będąc tylko człowiekiem, miałby każdy motyw żeby zmusić s. Łucję do potwierdzenia jego śmiesznego twierdzenia o pokoju na świecie wywołanym wielkim “spełnieniem” Trzeciej Tajemnicy w 1981 roku, kiedy papież przeżył próbę zamachu. (Nawet komentator świeckiego radia, Paul Harvey, był otwarcie pogardliwy wobec “interpretacji” Trzeciej Tajemnicy Ratzingera /  Bertone.) W tych okolicznościach, przeprowadzający “wywiad”, a później donoszący o jego rezultacie Bertone, był jak oskarżyciel przesłuchujący kluczowego świadka, a potem zeznający za niego, a który przebywa poza salą sądową. Obiektywnie rzecz biorąc, Bertone był ostatnim człowiekiem, który nadawał się do przeprowadzenia tego wywiadu. Kościół i świat mają prawo bezpośredniego wysłuchania tego istotnego świadka, a nie otrzymywania raportu od stronniczego śledczego mającego w tym bezpośredni interes. Podejrzana okoliczność 3: Komunikat Bertone jest niezwykle krótki, zajmuje tylko jedną czwartą strony w L’Osservatore Romano. Ale komunikat ten twierdzi, że wywiad trwał “ponad 2 godziny”. O czym dyskutowali Bertone i s. Łucja przez ponad 2 godziny, wiedząc, że cały komunikat można przeczytać w mniej niż 2 minuty? Dla porównania, 1-godzinna wypowiedź wygłoszona z normalną szybkością zajęłaby około 14 stron maszynopisu; 2-godzinna około 28 stron, lub około 14.000 wyrazów. Ale komunikat Bertone dotyczący rzekomego 2-godzinnego wywiadu składa się jedynie z 463 wyrazów [3], rzekomo wychodzących z ust samej s. Łucji. Te 463 wyrazy można podzielić następująco: 13. 165 wyrazów: dosłowny cytat opinii kard. Ratzingera w TMF (26.06.2000 komentarz Ratzinger / Bertone), że wyrażenie “moje Niepokalane Serce zatriumfuje” (z którego, jak powiedzieliśmy, kardynał podejrzanie usuwa frazę “w końcu”) nie odnosi się do przyszłych wydarzeń, ale do fiat Maryi, zgody na bycie Matką Boga 2.000 lat temu.  Tu znowu prosi się nas byśmy uwierzyli, że s. Łucja teraz “potwierdza” to, że kiedy Matka Boża prorokowała cztery przyszłe wydarzenia – “W końcu moje Niepokalane Serce zatriumfuje. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, i światu będzie dany okres pokoju” – Ona nawiązywała do Zwiastowania w I wieku przed Chrystusem! Łucja Bertone widocznie również “potwierdza” usunięcie z proroctwa Matki Bożej przez kard. Ratzingera kluczowych słów “w końcu”. Zauważmy, że dosłowny cytat (165 wyrazów) z TMF zawiera umieszczony przez kard. Ratzingera w nawiasach werset św. Jana 16:33. Albo s. Łucja w wieku 94 lat rozwinęła w sobie pamięć fotograficzną, albo ktoś dodał do jej “odpowiedzi” cały cytat  – razem z umieszczonym w nawiasach wersetem z Pisma Świętego. (Albo, być może, TMF położono przed s. Łucją do głośnego przeczytania, zgodnie z “posłuszeństwem” wobec jej zwierzchników.) 14. 100 wyrazów: znaczenie serca widzianego przez s. Łucję w lewej dłoni Maryi Dziewicy podczas objawień fatimskich. Komunikat Bertone informuje, że jest to “nieopublikowany szczegół”, który s. Łucja dodała do Orędzia Fatimskiego. Jest to bardzo interesujące, ale co to ma wspólnego z tematem wywiadu, po który tak spiesznie Bertone podróżował do Portugalii? Zauważmy także, iż komunikat Bertone podaje ten nowy szczegół z wielką ekscytacją – aż pochyłym drukiem. Nagle s. Łucja znowu staje się wiarygodną wizjonerką, przeciwnie do opinii kard. Ratzingera, wrażliwe dziecko, które wymyśla z tego co przeczytała w religijnych książkach. Oczywiście ten szczegół miał odwrócić uwagę od głównej sprawy. 15. 69 wyrazów: s. Łucja zaprzecza informacjom prasowym, że “bardzo się martwi ostatnimi wydarzeniami” i że “już nie może spać i modli się w dzień i w nocy”. I znowu to nie jest na temat. W każdym wypadku Łucja abpa Bertone udziela raczej nonszalanckiej odpowiedzi: “Jak mogłam modlić się w ciągu dnia, skoro nie odpoczęłam w nocy?” Oczywiście nikt nie twierdził, że ona  w ogóle nie śpi. Kolejne odwracanie uwagi. Mówi się, że s. Łucja dodała: “Jak wiele rzeczy wkładają mi w usta! Do jak wielu rzeczy, jak się wydaje, zmuszają mnie bym zrobiła!” Tak, ale kim jest człowiek, który fałszywie wkłada słowa w usta s. Łucji i przypisuje jej rzeczy, których nigdy nie zrobiła? Bezstronni świadkowie, których cytowaliśmy wcześniej, którzy otwarcie rozmawiali z s. Łucją w chwilach, kiedy jej nie obserwowano, albo osoby z władz otaczające s. Łucję w czasie tajnego 2-godzinnego przesłuchania prowadzonego przez Bertone? Czytelnik może zauważyć, że Łucja Bertone nigdy nie zaprzecza temu, iż bardzo się martwi ostatnimi wydarzeniami. Kto przy zdrowych zmysłach nie robiłby tego? Najbardziej wymowne jest to, że nigdy nie zapytano jej o jej pilny list do papieża (zaznaczamy to jako ‘rażące pominięcie 1′ w wywiadzie), czy o spotkanie twarzą w twarz z o. Bianchi, kiedy to, jak mówi Bianchi, wyraziła wątpliwości wobec interpretacji Bertone / Ratzingera Trzeciej Tajemnicy (‘rażące pominięcie 2′). 16. 39 wyrazów: wpływ objawień fatimskich na życie s. Łucji. Co te reminiscencje mają wspólnego z podanym celem pilnego potajemnego wywiadu w klasztorze? S. Łucja szczegółowo opisała ten temat w swoich wielotomowych dziennikach. I po to watykański funkcjonariusz podróżował do Portugalii na 2-godzinne spotkanie? 17. 34 wyrazy: s. Łucja zaprzecza by otrzymała jakieś nowe objawienia. Bardzo dziwne, że chociaż Łucja Bertone zaprzecza dalszym objawieniom niebiańskim, to w tym samym komunikacie oświadcza – odwrotnie do wszystkich wcześniejszych zeznań – że poświęcenie świata w 1984 roku “nie zostało przyjęte przez niebiosa”. (Zob. jej rzekome słowa dotyczące tego na kolejnej stronie tego rozdziału pt. “21 words on the Consecration of Russia” – 21 wyrazów o poświęceniu Rosji) Skąd miałaby to wiedzieć, jeśli nie było żadnych nowych objawień? 18.  12 wyrazów: s. Łucja mówi, że społeczność karmelicka zanegowała to, że formularze petycji w sprawie poświęcenia Rosji apostolatu o. Grunera są w obiegu. I co z tego? Co z poświęceniem Rosji? Dokonano go czy nie? Do tej pory dokonaliśmy analizy 419 z 463 wyrazów przypisanych s. Łucji w rzekomo dosłownych cytatach w komunikacie. Pozostają tylko 44 wyrazy, którymi się zajmiemy z powodu pytań stawianych przez miliony katolików. Niezwykle ważne jest to, że szeroko głoszony komunikat Bertone zawiera jedynie 44 wyrazy “s. Łucji” dotyczące tych spraw – poświęcenia Rosji i ujawnienie Trzeciej Tajemnicy – które rzekomo zmusiły Bertone do odbycia podróży aż do klasztoru w Coimbra z pilnych powodów. Poniżej analizujemy owe 44 wyrazy: 19. 9 wyrazów odnoszących się do (jak nam się mówi) Trzeciej Tajemnicy: “Wszystko zostało opublikowane; nie ma już żadnych tajemnic“. Nie znamy pytania, na które otrzymano taką odpowiedź. Zamiast tego, komunikat Bertone oświadcza: “Dla każdego kto wyobraża sobie, że pewna część tajemnicy była ukrywana, odpowiedziała:. . .” – po tym następuje 9 cytowanych wyrazów. Odpowiedziała na co? Co dokładnie zapytano s. Łucję o ujawnieniu przez Watykan  Trzeciej Tajemnicy? Jaki był pełny kontekst pytania i odpowiedzi? I dlaczego nie postawiono s. Łucji jednego pytania zadawanego przez miliony ludzi na całym świecie: Gdzie są słowa Matki Bożej występujące po zdaniu “W Portugalii doktryna wiary zawsze zostanie zachowana itd.”? Jest to ‘rażące pominięcie 3′. Zauważmy również, że tutaj, w istocie sprawy, nie pokazuje się nam, żeby s. Łucji postawiono chociaż jedno dokładne pytanie, takie jak: 20. Jakie są słowa Matki Bożej tuż po “W Portugalii doktryna wiary zawsze zostanie zachowana itd.’? 21. Czy były jakieś słowa wypowiedziane przez Matkę Bożą wyjaśniające wizję “biskupa w bieli”, widzianej w Trzeciej Tajemnicy? 22. Czy Trzecia Tajemnica zawiera oddzielny tekst wyjaśniający wizję “biskupa w bieli”? 23. Co mówi s. Łucja o świadectwach licznych świadków (łącznie z biskupem Fatimy i kard. Ottaviani), że Trzecia Tajemnica spisana była na pojedyńczej kartce papieru, w przeciwieństwie do 4 stron, na których zapisana jest wizja “biskupa w bieli”? Wszystkie takie szczegóły są starannie usunięte. Nie podaje się nam nawet słów jednego postawionego pytania. Jest to ‘rażące pominięcie 4′. 24. 14 wyrazów w interpretacji Trzeciej Tajemnicy Bertone / Ratzingera: “To nie jest prawdą. Całkowicie potwierdzam interpretację [Trzeciej Tajemnicy] dokonanej w Roku Jubileuszowym”. Tutaj s. Łucja rzekomo zaprzecza raportom prasowym, że wyrażała wątpliwości przy o. Luigi Bianchi i o. Jose Santos Vallinho o interpretacji Trzeciej Tajemnicy w TMF. Ale Bertone nigdy nie zapytał s. Łucji o jej list do papieża, o czym mówił o. Bianchi, ani nie zaprzecza tego, że spotkała się z o. Bianchi twarzą w twarz w klasztorze w Coimbra, i że dyskutowali o interpretacji Trzeciej Tajemnicy Sodano. A zatem mamy wierzyć, że Łucja zgadza się z tym, że Trzecia Tajemnica została spełniona nieudanym zamachem na papieża Jana Pawła II 13 maja 1981 roku, mimo że jej list do papieża z 12 maja 1982 roku – rok później – nic nie mówi o zamachu, a raczej obala linię partyjną ostrzeżeniem, że “jeszcze nie widzieliśmy całkowitego spełnienia ostatniej części tego proroctwa”. I ponownie, w tym samym liście s. Łucja w ogóle nie wiąże próby zamachu z Trzecią Tajemnicą. 25. 21 wyrazów o poświęceniu Rosji:Już powiedziałam, że poświęcenia wymaganego przez Matkę Bożą dokonano w 1984 roku, i zostało ono zaakceptowane przez niebiosa”. Te słowa rzekomo wypowiedziała s. Łucja w odpowiedzi na pytanie: Co powiesz o ciągłych twierdzeniach o. Grunera, który zbiera podpisy po to, żeby papież w końcu poświęcił Rosję Niepokalanemu Sercu Maryi, czego jeszcze nie wykonano?” Przede wszystkim, to, że sekretarz CDF podróżuje do Coimbra żeby zdobyć komentarze o o. Grunerze do publikowania w całym Kościele, jest dramatycznym pokazem tego, że apostolat o. Grunera aparat watykański postrzega jako prime locus opozycji wobec linii partyjnej. Ponadto, co ma na myśli “s. Łucja” kuriozalnie potwierdzając, że poświęcenie świata zostało “akceptowane” przez niebiosa, jako poświęcenie Rosji? Czy poważne twierdzenie “s. Łucji”, że niebiosa “zaakceptowały” kompromis nałożony przez watykańskich dyplomatów? Od kiedy niebiosa akceptują ludzki substytut precyzyjnego aktu nakazanego przez Pana Boga? Dalej, skąd “s. Łucja” wiedziała to, co “zaakceptowały” niebiosa, jeśli, jak mówi Bertone, powiedziała również, że nie miała żadnych nowych objawień? Może być tak, że Pan Bóg “akceptuje” naszą odmowę wykonania Jego woli w takim sensie, że On pozwoli nam na swobodę okazywania Mu posłuszeństwa w tym życiu. Ale to nie oznacza, że to, co Bóg “zaakceptował” jest dla Niego przyjemne. Co więcej, mówiąc, iż poświęcenie świata w roku 1984 było “zaakceptowane”, czy s. Łucja nie mówi nic więcej, tylko to, iż było to “zaakceptowane” w takim sensie jak poświęcenie dokonane przez Piusa XII w roku 1942, które skróciło II wojnę światową, mimo że nie spełniało prośby Matki Bożej Fatimskiej? Czy s. Łucja próbowała odpowiedzieć na pytanie w sposób satysfakcjonujący pytającego, Bertone, a jeszcze sygnalizując, że skoro to, co było “zaakceptowane”, mogło przynieść jakieś korzyści światu, to nie byłby to okres pokoju obiecany przez Dziewicę Maryję w Fatimie, jeśli Jej dokładna prośba zostanie spełniona? To, że tego jeszcze nie widzieliśmy, pokazuje, że nawet gdyby niebiosa “zaakceptowały” ceremonię z 1984 roku, to nie uznałyby tej ceremonii za spełnienie specyficznej prośby Matki Bożej. Niezależnie od władzy Bertone i jego watykańskich kolaborantów, nie mogą oni po prostu oświadczyć istnienia czegoś, co nasze odczucia mówią nam, że to nie istnieje: nawrócenie Rosji i światowa epoka pokoju, które miały mieć miejsce po odpowiednim poświęceniu tego narodu Niepokalanemu Sercu Maryi. W każdym razie już obszernie wykazaliśmy, że s. Łucja zeznawała wielokrotnie, w szeroko publikowanych oświadczeniach, że uroczystości poświęcenia z lat 1982 i 1984 nie spełniały prośby Matki Bożej, gdyż w żadnej z nich nie wymieniono Rosji, ani nie uczestniczył w nich episkopat z całego świata. Ale zgodnie z wywiadem Bertone, świadek unieważniła swoje zeznanie, i teraz mówi, że poświęcenie w 1984 roku “zostało zaakceptowane przez niebiosa”. Można tylko zgadywać, co oznacza “zaakceptowane przez niebiosa”. Czy niebiosa postanowiły “zaakceptować” coś mniejszego niż to, o co prosiła Matka Boża Fatimska po negocjacjach między niebem a kard. Sodano? W każdym razie, zauważmy, iż s. Łucji nie zapytano o jej liczne wcześniejsze oświadczenia o przeciwnej treści, i nie zapytano jej o wyjaśnienie jej rzekomej zmiany oświadczenia. Jest to ‘rażące pominięcie 5′. Widocznie mamy sądzić, że nic, co kiedykolwiek powiedziała s. Łucja ma jakieś znaczenie, i że tylko, kiedy potajemnie rozmawia z Bertone mówi prawdę o tej sprawie. Dosyć istotne jest to, że Łucja Bertone nie mówi, kiedy, gdzie, ani komu “już powiedziała”, że poświęcenie w roku 1984, wcześniej uznane za nie do zaakceptowania, teraz jest do przyjęcia. Skąd taka niejasność, skoro Bertone miał wszelkie możliwości zakończenia tej sprawy przez wymuszenie specyficznego zeznania? Dlaczego nie poprosił jej, na przykład, o potwierdzenie któregoś z napisanych na komputerze listów, które w tajemniczy sposób zaczęły pojawiać się nad jej rzekomym podpisem w 1989 roku, listów potwierdzających, iż poświęcenie odbyło się w 1984 roku? I to jest najbardziej podejrzane: jak wykazaliśmy, TMF opiera się całkowicie na jednym z tych wątpliwych listów, z 8 listopada 1989 roku, jako dowód na to, że poświęcenie zostało dokonane. Wykazaliśmy także, że wiarygodność tego listu została obalona przez fałszywe twierdzenie, że papież Paweł VI poświęcił świat Niepokalanemu Sercu podczas jego krótkiej wizyty do Fatimy w roku 1967 – poświęcenie, które nigdy nie miało miejsca. Dlaczego Bertone nie postarał się by s. Łucja potwierdziła ten bardzo wątpliwy list, skoro był to jedyny dowód cytowany przez TMF? Najbardziej wymowne w tym jest to, że apostolat fatimski o. Grunera opublikował dowód na to, że list (którego adresat, Walter Noelker, nie jest nawet ujawniony w TMF) jest oczywistą podróbką. Ten dowód opublikował w Nr 64 The Fatima Crusader, którego 450.000 egzemplarzy krążyły z datą wywiadu Bertone  w listopadzie 2001 roku. Teraz Bertone na pewno wiedział, że The Fatima Crusader zdemaskował fałszywy list z 1989 roku, ale nie poprosił s. Łucji o potwierdzenie listu, a tym samym nie podważył wiarygodności apostolatu o. Grunera. To zaniechanie nie mogło być przeoczeniem, gdyż próba obalenia stanowiska o. Grunera i jego apostolatu była głównym powodem przeprowadzenia wywiadu z s. Łucją. Dlaczego Bertone miałby przepuścić złotą okazję wykorzystania s. Łucji, swojego “głównego świadka”, do obalenia zarzutu o. Grunera, że list ten był fałszywką? Oczywiście, bo Bertone musiał wiedzieć, że to fałszywka, i dlatego nie ośmieliłby się poprosić s. Łucji o potwierdzenie jego prawdziwości w czasie wywiadu. Musi to być ‘rażące pominięcie 6′. Więc to jest liczba całkowita – 44 wyrazy – które wypowiedziała s. Łucja podczas 2-godzinnego wywiadu o jednej z największych kontrowersji w historii Kościoła. Każe nam się przyjąć te 44 wyrazy przebywającego w zamknięciu świadka, jako koniec opowieści o Fatimie. Wyrazy te mają rozwiać wszystkie wątpliwości, pytania i obawy milionów wiernych, – mimo, że Rosji jawnie nie udało się nawrócić, a zbierające się siły przemocy i buntu wobec Pana Boga i Jego prawa rosną z dnia na dzień. Podejrzana okoliczność 4 : Niedostępne są nagrania dźwiękowe ani transkrypcji wywiadu. Dlaczego nie zrobiono transkrypcji, taśmy dźwiękowej czy filmowej, ani żadnego niezależnego zapisu wywiadu, żeby pokazać dokładne pytania Bertone i pełne odpowiedzi s. Łucji, kolejność pytań i odpowiedzi, ani żadnych komentarzy lub sugestii, jakie Bertone i inni mogli wypowiadać do s. Łucji w czasie “ponad 2 godzin” kiedy przebywali razem w jednym pomieszczeniu? Gdzie jest kompromis, jaki zawsze się widzi w publikowanych wywiadach? Dalej, dlaczego Bertone potrzebował ponad 2 godzin by wyciągnąć 44 słowa od s. Łucji na temat tej sprawy? Zakładając, że s. Łucji zabrało pełną minutę by wypowiedziała te 44 słowa, to co powiedziała, i dlaczego Bertone, o. Kondor i matka przełożona mówili w czasie pozostałych 119 minut spotkania? Czy s. Łucji przypomniano o obowiązku “posłuszeństwa”? Czy powiedziano, że cały Kościół zależał od tego czy udzieli odpowiedzi kończących tę dzielącą kontrowersję? Czy zasugerowano jej, że lojalność wobec “Ojca Świętego” wymagała by zaakceptowała linię partyjną, mimo że jej własny rzekomy list do papieża z 1982 roku jej zaprzecza? Czy powiedziano jej jak ważne było dla Kościoła by zapewniła każdego, iż Rosja została poświęcona, pomimo wszystkiego tego, co w ciągu życia mówiła przeciwnie? Czy sprawiono wrażenie, że mówienie czegoś innego byłoby sprzeciwem wobec samego papieża? Czy może s. Łucja udzieliła wiele odpowiedzi niesatysfakcjonujących pytającego, i wielokrotnie zadawano jej te same pytania, ale w inny sposób, dotąd aż dała “dobrą” odpowiedź? Jakiemu subtelnemu, albo niesubtelnemu nagabywaniu poddawano świadka podczas 2 godzin, otoczonemu narzucającymi się osobami władzy w zamkniętym pokoju? Z pewnością, gdyby Bertone nie miał nic do ukrycia, zrobiłby wszystko, żeby taki istotny wywiad w jedynym żyjącym świadkiem objawień fatimskich, wtedy w wieku 94 lat, został nagrany na taśmie audio czy video, albo, co najmniej był spisany dosłownie przez stenografa, by zachować świadectwo świadka na wypadek jej śmierci – która biorąc pod uwagę jej wiek, jest bardzo bliska. Ale założymy się, że nie ma żadnego zapisu, żadnej transkrypcji, żadnego niezależnego nagrania wywiadu Bertone. Bo wydaje się, iż panuje przerażający strach przed pozwoleniem temu świadkowi wypowiedzieć się swobodnie, własnymi słowami, w odpowiedzi na serie prostych i bezpośrednich pytań. Każde z 44 słów “s. Łucji” zamieszczonych w komunikacie Bertone jest starannie odmierzone, jak kroplomierzem. Niewątpliwie ryzyko stworzenia takiego nagrania było zbyt wielkie. Co by było gdyby s. Łucja konsekwentnie udzielała “złych” odpowiedzi? Co by było gdyby udzielane przez nią odpowiedzi musiały być ekstrahowane naprowadzającymi pytaniami, albo subtelną perswazją przez pytającego lub obecnych wtedy osób? Co można by zrobić z zapisem ujawniającym takie rzeczy? Jak można by ukrywać go przed opinią publiczną, albo ujawnić tylko częściowo? Jak można by go ukryć albo zniszczyć zaraz po jego stworzeniu? Chcielibyśmy nie mieć w tym racji. Być może istnieje taśma lub transkrypcja całej 2-godzinnej sesji. Ale jeśli istnieje, to będzie najbardziej wymowne jeśli Watykan nigdy ich nie pokaże. Podejrzana okoliczność 5: Włoski komunikat jest rzekomo podpisany przez Bertone i s. Łucję, ale pod wersją angielską nie ma jej “podpisu”. Przede wszystkim, dlaczego s. Łucja podpisuje oświadczenie Bertone w języku włoskim, o tym, co mu rzekomo powiedziała po portugalsku? Dlaczego s. Łucja nie sporządziła i nie podpisała własnego oświadczenia po portugalsku? Jeśli s. Łucja naprawdę rozmawiała z Bertone przez ponad 2 godziny, to, dlaczego nie przygotowała wiernej transkrypcji własnych słów po portugalsku, a następnie podpisała to, zamiast własnego komunikatu Bertone? Dalej, dlaczego pominięto “podpis” s. Łucji pod angielskim tłumaczeniem komunikatu? A w ogóle, to, na który dokument nalepiono jej “podpis” – na włoski komunikat, czy też oryginału tego samego dokumentu po portugalsku jeszcze nie spreparowano? Jaką wartość ma “podpis” s. Łucji na dokumencie napisanym w języku, którego nie znała, a który cytuje jej zeznanie, i tylko na włoskim tłumaczeniu (s. Łucja nie znała włoskiego), i bez podania zadawanych jej pytań w całości, czy pełnych udzielanych przez nią odpowiedzi? Nieunikniony wniosek jest taki: Bertone i aparat watykański nie zamierzają w ogóle pozwolić s. Łucji na pełną wypowiedź, własnymi słowami, o istotnych sprawach dotyczących Orędzia Fatimskiego. To znajduje potwierdzenie w następnej podejrzanej okoliczności. Podejrzana okoliczność 6: Właśnie opublikowana 303-stronicowa książka s. Łucji o Orędziu Fatimskim całkowicie unika tematów rzekomo omówionych w tajnym wywiadzie z Bertone. W październiku 2001 roku wydawnictwo Watykańskiej Biblioteki opublikowało książkę s. Łucji zatytułowaną The Appeals of the Message of Fatima [Apele Orędzia Fatimskiego]. Wprowadzenie do tej książki, które zostało zrecenzowane i zaaprobowane przez Kongregację Doktryny Wiary, twierdzi, że zamierza być “odpowiedzią i wyjaśnieniem wątpliwości i kierowanych do mnie pytań“. Wstęp autorstwa obecnego biskupa Leiria-Fatimy, podobnie uważa, że s. Łucja poprosiła Stolicę Apostolską o pozwolenie napisania książki o Fatimie w celu udzielenia “odpowiedzi na wiele pytań w sposób globalny, nie mogąc odpowiedzieć na nie każdej osobie indywidualnie”. Ale pomimo oświadczenia o celu tej książki, na 303 stronach nie ma żadnych dominujących “wątpliwości i pytań” o Orędziu Fatimskim. Nie ma w niej nic o błędach Rosji, triumfie Niepokalanego Serca Maryi, poświęceniu i nawróceniu Rosji, ani o okresie pokoju obiecanym przez Maryję Dziewicę, jako owocu tego poświęcenia, a o Trzeciej Tajemnicy nawet nie wspomina. Nie wspomina też o wizji piekła w dyskusji s. Łucji o życiu wiecznym i szukaniu przebaczenia Pana Boga. Krótko mówiąc, książka przedstawia dokładnie okrojone Orędzie Fatimskie, pozbawione wszystkich elementów proroczych i ostrzegawczych – co jest dokładnie zgodne z linią partyjną. Wersja Fatimy przedstawiona w tej książce nie wymagała potwierdzenia jej cudem słońca. Bardzo kuriozalne jest to: s. Łucji pozwolono napisać 303-stronicową książkę zajmującą się “wątpliwościami i pytaniami” dotyczącymi Orędzia Fatimskiego, a nic w niej nie ma o wątpliwościach i pytaniach milionów ludzi. Dopiero, kiedy potajemny wywiad prowadzi z nią egoistyczny człowiek władzy, “s. Łucji” pozwala się poruszać te wątpliwości i pytania. Ale nawet jej odpowiedzi są fragmentaryczne i nie pochodzą bezpośrednio od niej, w jej własnym języku. Zamiast tego, są przekazywane abpowi Bertone, który podaje nam 44 ważne wyrazy z całej 2-godzinnej rozmowy z tym więzionym świadkiem. Podsumujmy te podejrzane okoliczności dotyczące traktowania kluczowego świadka w sprawie Fatimy: 26. Nikt nie może rozmawiać ze świadkiem bez pozwolenia jednej strony w sprawie, która kontroluje wszelki dostęp do niej, mimo że mówi się, że nie ma już nic do powiedzenia. 27. Kiedy powstają wątpliwości o oficjalnych wersjach zeznania świadka, poddana zostaje potajemnemu wywiadowi w wieku 94 lat, przeprowadzonemu przez narzucającego się człowieka władzy, który później przedstawia jej fragmentaryczne odpowiedzi na jego pytania w komunikacie, na który nakleja się jej podpis, mimo że komunikat ten nie jest w jej własnym języku. 28. Jedna wersja komunikatu ma zawierać rzekomy podpis świadka poniżej podpisu osoby ją przesłuchującej, ale usunięty jest z komunikatu z innej jego wersji, na którym widać tylko podpis przesłuchującego. 29. Komunikat nie podaje pełnej treści zadawanych pytań i udzielanych przez świadka odpowiedzi w pełnym kontekście. 30. Spośród 463 słów przypisanych świadkowi w komunikacie, tylko 44 odnoszą się do spraw kontrowersyjnych – z 2-godzinnej rozmowy! 31.Nie ma żadnej transkrypcji czy innego niezależnego zapisu zeznań świadka. 32.Potajemnie wyduszone, fragmentaryczne zeznanie, jest sprzeczne z wielu wcześniejszymi zeznaniami tego świadka. 33.Ani świadek, ani nikt inny, nie podejmują prób wyjaśnienia jej wcześniejszych, sprzecznych oświadczeń. 34.Podczas wywiadu ze świadkiem, nie ma żadnej próby potwierdzenia przypisywanych jej “listów”, których prawdziwość jest wyraźnie wątpliwa, ani nie ma prób uwierzytelnienia tego “listu”, na którym sam przesłuchujący umieścił swoje potwierdzenie, jako dowód dokonania przez świadka rzekomej zmiany w zeznaniu [odnośnie poświęcenia Rosji] 35.Potajemne przesłuchanie świadka pomija wszelkie specyficzne pytania na temat powszechnie znanych rozbieżności w sprawie, o której świadek ma szczególną wiedzę – łącznie ze wspomnianymi tu sześcioma rażącymi pominięciami. 36.Kiedy świadek dostaje pozwolenie na opublikowanie całej książki w celu wyjaśnienia “wątpliwości i pytań” otrzymanych przez nią na temat Orędzia Fatimskiego, w książce nie ma nic o żadnych wątpliwościach i pytaniach, które faktycznie niepokoją miliony ludzi, a wątpliwościami i pytaniami zajmuje się tylko w potajemnym wywiadzie, do którego nie ma żadnej transkrypcji, ani żadnego innego niezależnego zapisu. Abp Bertone i kard. Ratzinger są osobami zajmującymi wysokie stanowiska w Kościele. Ale z zachowaniem wszelkiego szacunku do ich urzędu, nic nie może przezwyciężyć uzasadnionych podejrzeń, które te okoliczności i rażące pominięcia wywołują w zdrowych umysłach. Żaden sąd na świecie nie przyjąłby zeznania świadka obarczonego tak wielu oznakami niewiarygodności. Na pewno od Kościoła można się spodziewać, co najmniej otwartości i ujawnienia, wymaganych przez cywilnego sędziego. Wysłuchajmy świadka, na litość boską! Trzeba szczerze przedstawić wniosek oczywisty dla każdego neutralnego obserwatora tajemniczego traktowania s. Łucji od Jezusa i Niepokalanego Serca: istnieje każdy powód by uważać, że dokonano oszustwa; że manipuluje się kluczowym świadkiem, ostatnim żyjącym świadkiem. Ta oszukańcza manipulacja świadkiem jest kolejnym elementem omawianej zbrodni. Ale dlaczego? Oprócz przedstawionego już przez nas motywu, postępu za każdą cenę w nowej orientacji Kościoła, która koliduje z Orędziem Fatimskim, uważamy, że istnieje inny motyw, przynajmniej w przypadku kard. Ratzingera. Ten wniosek opieramy na tym, co omówiliśmy w Rozdz. 8: wyraźna aprobata przez kard. Ratzingera w TMF poglądów jezuity Edouarda Dhanisa – neomodernistycznego “obalacza” Fatimy. Poprzez jego poparcie Dhanisa jako “wybitnego badacza” Fatimy, kard. Ratzinger pokazał bardzo wyraźnie, że on, razem z Dhanisem, uważa, iż prorocze elementy Orędzia Fatimskiego dotyczące Rosji itd. znowu, co Dhanis zredukował do “Fatima II”, są tylko fabrykacjami prostej i mającej dobre zamiary, ale poważnie zagubionej osoby. Jak wykazaliśmy wcześniej, kard. Ratzinger poparł poglądy Dhanisa oświadczając w TMF (komentarz Ratzingera / Bertone), że Trzecia Tajemnica w dużym stopniu może być sfabrykowana: “Końcowa część ‘tajemnicy’ wykorzystuje obrazy, które Łucja mogła widzieć w religijnych książkach, i które są inspirowane przez wieloletnie wyczucie wiary”. Gdyby to była prawda o Trzeciej Tajemnicy, to byłoby również prawdą w odniesieniu do całego Orędzia Fatimskiego. Jaki inny wniosek zamierzałby sugerować kard. Ratzinger? Przypominamy również, że kard. Ratzinger sam zredukował kulminację Orędzia Fatimskiego – triumf Niepokalanego Serca – zaledwie do fiat Maryi Dziewicy sprzed 2.000 lat. W podobny sposób kardynał zdekonstruował proroctwo Maryi o tym, że “żeby uratować je [dusze z piekła], Pan Bóg chce ustanowienia na świecie nabożeństwa do mojego Niepokalanego Serca”. Według interpretacji kardynała (która na pewno raduje Dhanisa), nabożeństwo do Niepokalanego Serca oznacza nic innego niż otrzymanie – i tutaj znowu mamy bluźnierstwo – własnego ‘niepokalanego serca”. Cytat z IMF: “Jak mówi św. Mateusz 5:8, ‘niepokalane serce’ to takie, które, z Bożej łaski osiągnęło idealną jedność wewnętrzną, a zatem ‘ogląda Boga’. Być ‘oddanym’ Niepokalanemu Sercu Maryi oznacza, więc przyjęcie tej postawy serca, która czyni fiat – ‘bądź wola twoja’ – zdecydowanym centrum życia człowieka”. To kard. Ratzinger usuwa duże litery z “Niepokalanego Serca”, by zredukować je do ‘niepokalanego serca’, które może mieć każdy, tylko dostosowując się do woli Bożej. Tym zastosowaniem tego wyraźnie umyślnego redukcjonizmu, kardynał zakończył systematyczne usuwanie każdego elementu Orędzia Fatimskiego o wyraźnie katolickiej i proroczej treści. Tu dochodzimy do dodatkowego motywu w sprawie kardynała: biorąc pod uwagę jego ewidentną niewiarę w autentyczne proroctwa Orędzia Fatimskiego – niewiarę, jaką dzieli z Dhanisem, jedynym cytowanym przez kardynała “autorytetem” – wydaje się, iż kardynał nie uważa, że to, co robi jest w ogóle oszustwem. Może równie dobrze uważać, że tłumienie pełnego i nieskrępowanego zeznania s. Łucji faktycznie służy Kościołowi. Mamy tu na myśli to, że kard. Ratzinger naprawdę nie wierzy w prorocze elementy Orędzia Fatimskiego dotyczące potrzeby poświęcenia i nawrócenia Rosji i triumfu Niepokalanego Serca w naszych czasach, ani w katastrofalne konsekwencje dla Kościoła, jeśli nie spełni się tych elementów proroctwa. Dlatego kardynał mógł uważać za uzasadnione tłumienie tych elementów, jako niebezpiecznych fałszów “niepokojących” wiernych, niezależnie od tego jak bardzo s. Łucja uważa je za prawdziwe. Ze wszystkiego, co powiedział kardynał jest jasne, że prefekt Kongregacji Doktryny Wiary, jak Dhanis, mało albo w ogóle nie wierzy w świadectwo s. Łucji, że Maryja Dziewica poprosiła o poświęcenie i nawrócenie Rosji żeby wywołać triumf Niepokalanego Serca Maryi na świecie. Kardynał ewidentnie nie wierzy w to, ż cud słońca potwierdził to świadectwo poza wszelką wątpliwość. Jaki inny wniosek można wyciągnąć z widocznego uznania przez kardynała “teologa”, który usiłował obalić całe proroctwo fatimskie? I tu jest kolejny motyw tego wszystkiego: według kardynała, on chroni Kościół przed zbyt długo trwającymi zakłóceniami spowodowanymi “prywatnym objawieniem”, któremu on, w zgodzie z Dhanisem,  nie przypisuje wielkiego znaczenia. A zatem, rewizja czy tłumienie świadectwa s. Łucji o tych sprawach, według kardynała, nie jest niczym złym. Wręcz przeciwnie, kardynał może uważać to za swój obowiązek. Ale on winien jest Kościołowi i ludzkości, żeby być szczerym o swoich zamiarach. Wydaje się, że kardynał może podzielać opinie innych “oświeconych” watykańskich wtajemniczonych, którzy uważają, że “prości wierzący” są zbyt głupi by docenić to, co jest dla nich najlepsze. To może tłumaczyć, dlaczego kardynał nie zadaje sobie trudu ujawnienia swoich uprzedzeń “nieoświeconym”, a raczej oczekuje, że każdy zaufa jego “dobremu” osądowi. Podsumowując, niemożliwe wydaje się uniknięcie wniosku, że Orędzie Fatimskie znajduje się teraz pod nadzorem tych, którzy po prostu w nie wierzą, i którzy chcą skończyć z nim raz na zawsze, podczas gdy działają na rzecz nowej polityki ekumenizmu Watykanu, “dialogu międzywyznaniowego”, światowego braterstwa religii i “cywilizacji miłości”, pod przewodnictwem Organizacji Narodów Zjednoczonych. Ale kiedy świat coraz szybciej pogrąża się w przemocy i deprawacji moralnej, tak dowody na nie nawrócenie się Rosji stają się coraz bardziej widoczne dla Pana Boga. W tej sytuacji, wierzący katoliccy świeccy, a także księża i biskupi, muszą nadal stawiać proste pytania i działać i modlić się o dzień, kiedy osoby kontrolujące dźwignie władzy w Watykanie w końcu pozwolą papieżowi zrobić to, o co prosiła Matka Boża 73 lata temu. Niech Pan Bóg wyzwoli Kościół spod ich złego zarządzania nim, i to szybko! Żeby przyspieszyć ten dzień, my wierni mamy dane przez Boga prawo składania petycji do papieża o usunięcie od władzy oskarżonych i ich kolaborantów – remedium, którym się zajmiemy w ostatnim rozdziale. W dziennikach s. Łucja napisała, że w Rianjo, Hiszpania, w sierpniu 1931 roku, Nasz Pan, mówiąc o przedłużającej się niechęci Jego pasterzy do poświęcenia Rosji, powiedział jej: “Powiedz moim pasterzom, biorąc pod uwagę to, że idąc przykładem króla Francji w opóźnianiu wykonania mojego nakazu, tak jak on podzielą jego nieszczęście”. Pan Jezus powiedział również: “Oni się skruszą i to zrobią, ale będzie za późno”. Jak późno to będzie, ile więcej świat i Kościół będzie musiał cierpieć, zależy od tych, pod kuratelą, których znajduje się Orędzie Fatimskie, i którzy kontrolują wszelki dostęp do ostatniego żyjącego świadka niebiańskiego Orędzia. A do pewnego stopnia zależy to od każdego z nas, byśmy zrobili naszą część, ujawniali i sprzeciwiali się narzucanemu na świat oszustwu, narażaniu milionów dusz i zagrażaniu pokojowi i bezpieczeństwu całych narodów.  I to, dlatego napisaliśmy tę książkę. Przypisy [1] Wręcz przeciwnie, jak wykazuje o. Alonso, s. Łucja potwierdziła, iż “wszystko co wiąże się z objawieniami Matki Bożej nie było już postrzegane jako proste wspomnienie, ale jako obecność odciśnięta na jej duszy jakby przez ogień. Sama pokazuje, że te rzeczy są dalej odciśnięte na jej duszy w taki sposób, żeby nie mogła o nich zapomnieć. Dlatego te wspomnienia s. Łucji są jak ponowne odczytywanie napisów, które są tak na zawsze wygrawerowane w najgłębszych zakamarkach duszy ich autorki. Wydaje się raczej ‘widzieć’ niż ‘pamiętać’. Łatwość jej ‘pamiętania’ jest faktycznie tak wielka, że ona musi tylko ‘odczytać’ swoją duszę. O. Joaquin Alonso, “Introduction”, Fatima in Lucia’s Own Words Wstęp – Fatima słowami Łucji], s. 13. [2] Zob. przypis 48 Rozdz. 8. [3] Niekiedy odnosząc się do lub cytując komunikat Bertone, ten rozdział wykorzystuje angielski przekład z grudnia 2001 roku Watykańskiego Biura Informacji. Innym razem angielski przekład z 9.01.2002   L’Osservatore Romano. Bardzo rzadko wykorzystujemy własny przekład z włoskiego.   « poprzedni artykuł   następny artykuł » WSTECZ
 

Stan Rosji – a bajdy o jej „poświęceniu” i majstrowanie przy przekazie z NIEBA

Stan Rosji – a bajdy o jej „poświęceniu” i majstrowanie przy przekazie z NIEBA

https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=7906&Itemid=46

Wladimir Iljicz Lenin: “Kłamstwo jest święte i kłamstwo będzie naszą główną bronią”

http://gazetawarszawska.com/2012/11/14/ostatnia-bitwa-szatana-rozdzial-8

The Devil’s Final Battleo. Paul Kramer i Stowarzyszenie Misjonarzy (2002)
http://www.devilsfinalbattle.com/content2.htm Tłumaczenie Ola Gordon

Z książki: Ostatnia bitwa Szatana. O. Kramer, Rozdział 8. cz.II

[—]

Od czasu soboru, Kościół Katolicki prawie wszędzie zamilkł nie tylko wobec błędów komunizmu – które Kościół niemal całkowicie przestał potępiać, nawet w czerwonych Chinach, które wściekle prześladują Kościół – ale również wobec błędów świata. Przypominamy, że w przemówieniu inauguracyjnym na II Soborze, papież Jan swobodnie przyznał, że sobór (i większość Kościoła z nim) nie będzie już potępiał błędów, a Kościół otworzy się na świat w “pozytywnym” przedstawianiu swoich nauk “ludziom dobrej woli”.

Później, jak przyznał papież Paweł VI, nie było oczekiwanego nawrócenia “ludzi dobrej woli”, lecz, jak sam nazwał, “prawdziwy atak światowego sposobu myślenia na Kościół”. Inaczej mówiąc, do stopnia w jakim jest to możliwe w Kościele Katolickim (który nigdy nie może przegrać swojej misji), miał miejsce rodzaj ‘sergiuszowej adaptacji rzymskiego katolicyzmu’.

Teraz, zgodnie z tą Adaptacją Kościoła Katolickiego, do roku 2000, Orędzie Fatimskie zostało twardo podporządkowane wymogom nowej orientacji. Pewni członkowie watykańskiego aparatu już zdecydowali, że Rosji nie należy wymieniać w żadnej dokonywanej przez papieża uroczystości poświęcenia w odpowiedzi na prośby Maryi. W numerze Inside the Vatican [Wewnątrz Watykanu] z listopada 2000 roku, jeden z prominentnych kardynałów, zidentyfikowany jedynie jako “jeden z najbliższych doradców papieża”, jest cytowany w wypowiedzi że “Rosja obawia się, iż rosyjskie prawosławie może uważać za ‘obrazę’, gdyby Rzym miał specyficznie wymienić w takiej modlitwie Rosję, jakby Rosja szczególnie potrzebowała pomocy, kiedy cały świat, łącznie z pochrzescijańskim zachodem, przeżywa głębokie trudności. . .” Ten sam kardynał-doradca dodał: “Uważajmy bo staniemy się zbyt pozbawieni wyobraźni”.

Innymi słowy, “Rzym” – czyli kilku członków watykańskiego aparatu, którzy doradzają papieżowi – zdecydowali nie honorować specyficznej prośby Matki Bożej Fatimskiej z obawy przed obrazą rosyjskiego prawosławia. “Rzym” nie życzy sobie by sprawiać wrażenie, iż Rosja powinna nawrócić się na wiarę katolicką dzięki poświęceniu jej Niepokalanemu Sercu Maryi, bo to byłoby niezgodne z nowym “dialogiem ekumenicznym” rozpoczętym na II Soborze.

Poświęcenie i nawrócenie Rosji, o które prosiła Matka Boża, byłyby również sprzeczne z watykańskim porozumieniem dyplomatycznym (Deklaracja z Balamand z 1993 roku), że powrót prawosławia do Rzymu jest “eklezjologią przestarzałą” – twierdzenie, które, jak wykazaliśmy, kategorycznie zaprzecza nieomylności zdefiniowanego dogmatu katolickiego, iż heretycy i schizmatycy nie mogą być zbawieni poza Kościołem Katolickim.

W zgodzie z tym krzykliwym odejściem od katolickiej nauki, watykański administrator apostolski Rosji, abp Tadeusz Kondrusiewicz, w styczniu 1988 roku oświadczył publicznie, że “II Sobór zadeklarował, iż Kościół Prawosławny jest siostrzanym kościołem i ma takie same środki do zbawienia. Dlatego nie ma powodu stosowania polityki prozelityzmu” [3].

Biorąc pod uwagę de facto porzucenie stałej nauki Kościoła o tym, że heretycy, schizmatycy, żydzi i poganie muszą zostać włączeni do katolickiego stada, jeżeli chcą być zbawieni, poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi powodujące nawrócenie Rosji byłoby, oczywiście, wykluczone – przynajmniej, jeśli chodzi o tych, którzy promują nową orientację Kościoła.

Tak więc 13 maja 1982 i jeszcze raz 25 marca 1984 roku, papież poświęcił Niepokalanemu Sercu świat, ale nie wspomniał o Rosji. W żadnym z tych wydarzeń nie uczestniczyli biskupi świata. Dlatego nie spełniono żadnej z dwu próśb przekazanych s. Łucji w ciągu jej życia. Dobrze o tym wiedząc, sam papież opowiadał bajki podczas i po uroczystości w 1984 roku. W czasie tej ceremonii, przed zebranymi 250.000 wiernych na Placu św. Piotra, spontanicznie dodał do przygotowanego tekstu co następuje: “Oświeć szczególnie narody, na których poświęcenie i zawierzenie przez nas Ty sama czekasz [4]*

*więcej tutaj http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/311

Kilka godzin po ceremonii, jak napisał dziennik włoskich biskupów katolickich Avvenire, Ojciec Święty modlił się na Placu św. Piotra, przed oczami 10.000 świadków, prosząc Matkę Bożą o błogosławieństwo dla “tych narodów, na których poświęcenie i zawierzenie przez nas Ty sama czekasz” [5]. Rosji nie poświęcono Niepokalanemu Sercu i papież wie o tym. Widocznie przekonany przez swoich doradców, papież powiedział biskupowi Cordes, szefowi Papieskiej Rady ds. Świeckich, że pominął wymienienie Rosji, gdyż “to mogłoby zostać zinterpretowane przez sowieckich przywódców, jako prowokacja” [6].

Pojawienie się “linii partyjnej” w sprawie Fatimy

Ale wierzący nie chcieli po prostu zrezygnować z poświęcenia Rosji, bo oczywiste było, że w okresie lat 1984-2000, Rosja nie doświadczyła nawrócenia religijnego obiecanego przez Matkę Bożą jako owocu właściwego poświęcenia jej Niepokalanemu Sercu. Wprost przeciwnie, pomimo pewnych zmian politycznych, sytuacja duchowa, moralna i materialna Rosji tylko uległa pogorszeniu od “poświęcenia” w 1984 roku.

Zastanówmy się nad tymi dowodami, które pokazują jedynie zarys powagi sytuacji w Rosji w roku 2000 (i od tego czasu jest jeszcze gorzej, jak wykażemy):

1)  Około 16 lat “po poświęceniu”, Rosja ma najwyższy na świecie wskaźnik aborcji. O. Daniel Maurer, CJD, który spędził w Rosji ostatnich 8 lat, mówi, że statystycznie, przeciętna Rosjanka będzie miała 8 aborcji w wieku rozrodczym – chociaż o. Maurer uważa, że faktyczna liczba jest około 12 aborcji na kobietę. Rozmawiał z kobietami, które miały aż 25 aborcji. Głównym powodem tych strasznych liczb jest to, że w Rosji nie wprowadzono innych metod antykoncepcji (które i tak są amoralne), ani nie są pewne. To czyni aborcje “najtańszym sposobem ograniczenia liczebności rodziny”. Obecnie w Rosji aborcje są za darmo, ale nie porody [7].

2)  Wskaźnik urodzeń w Rosji maleje i jej populacja spada o 700.000 osób rocznie – bezprecedensowe wydarzenie w cywilizowanym świecie w czasie “pokoju” [8].

3)  Rosja ma najwyższy na świecie wskaźnik spożycia alkoholu [9].

4)  Satanizm, okultyzm i czarna magia wzrastają w Rosji, co publicznie potwierdza nawet rosyjski patriarcha prawosławny Aleksiej II [10].

5)  W Moskwie i w całym kraju szaleje homoseksualizm. W kwietniu 1983 roku, 9 lat po “poświęceniu” w 1984 roku, Borys Jelcyn pozwolił na dekryminalizację homoseksualizmu. Teraz jest “legalny” [11].

6)  Rosja jest światowym centrum dystrybucji pornografii dziecięcej. Associated Press pisała o powiązaniach moskiewskiego gangu pornografii dziecięcej z innym takim gangiem w Teksasie. AP napisała: “Rosyjskie prawo nie rozróżnia pornografii dziecięcej od pornografii dorosłych, a produkcję i dystrybucję ich traktuje jako drobne przestępstwo, powiedział Dimitri Czepczugow, szef departamentu zajmującego się przestępstwami wysokiej technologii w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Rosyjska policja często skarży się na chaos prawny, który z Rosji uczynił międzynarodowe centrum produkcji pornografii dziecięcej. ‘Niestety, Rosja stała się światowym śmietniskiem dziecięcej pornografii’, powiedział Czepczugow dziennikarzom w Moskwie” [12].

7)  Obecnie Rosjanie gorliwie oglądają “programy reality” w TV. W najpodlejszych z tych programów, kamery filmują życie intymne rosyjskich “par”, łącznie z ich aktami seksualnymi. Pomimo narzekań ze strony starych komunistycznych twardogłowych, rosyjscy telewidzowie “są nienasyceni” tą pornografią. Program “chwali się oglądalnością ponad 50% i tysiące Rosjan ustawiały się w temperaturze poniżej zera w kolejce przez ponad godzinę żeby zerknąć nań przez okno jakiegoś mieszkania. Miliony zalogowały się na witrynie, która często się zawiesza z powodu liczby jej odwiedzin” [13].

8)  Jeśli chodzi o sytuację Kościoła Katolickiego, w 1997 roku Rosja wprowadziła nowe prawo “wolności sumienia”, dające uprzywilejowany status rosyjskiemu prawosławiu, islamowi, judaizmowi i buddyzmowi, jako “tradycyjnym religiom” Rosji, podczas gdy wymaga ubiegania się u lokalnych biurokratów o pozwolenie parafii katolickich na ich istnienie. W wyniku tego:

9)  Znikome duchowieństwo katolickie w Rosji, liczące około 200 księży, składa się niemal w całości z zagranicznych kleryków, z których wielu ma tylko 3-miesięczne wizy, a biznesmeni otrzymują 6-miesięczne wizy [14].

10)  Jest tylko 10 urodzonych w Rosji księży w całym kraju – 5 na Syberii i 5 w Kazachstanie. 95% księży i zakonnic w Rosji to obcokrajowcy. Według szczerej opinii abpa Bukowskiego, Kościół Katolicki “jest mały . . . i zawsze będzie mały” [15].

11)  Katolicy stanowią mniej niż 1% populacji Rosji, a rosyjscy muzułmanie przewyższają liczbę katolików o ponad 10 do 1. Jak mówi raport Radia Wolna Europa, w Rosji katolicyzm postrzegany jest jako “rodzaj niewytłumaczalnej ekscentryczności – dlaczego Rosja ma być katolicka?” [16]

12)  Według Watykanu, w Rosji jest 500.000 katolików, i większość ich jest na Syberii, dokąd Stalin zsyłał ich dziadków [17].

Biorąc pod uwagę te dane, nie pozbyto się sprawy tego czy poświęcenie Rosji zostało dokonane w sposób wskazany przez Matkę Bożą Fatimską. Dlatego z perspektywy wykonawców nowej orientacji Kościoła – adaptacji Kościoła do świata – coś musiano zrobić w kwestii Fatimy. A zwłaszcza coś musiano zrobić z kanadyjskim księdzem o nazwisku o. Nicholas Gruner, którego apostolat fatimski stał się forum dla milionów katolików, pewnych, że poświęcenie Rosji zostało storpedowane przez plany pewnych osób w Watykanie. Po prostu Fatimę i “fatimskiego księdza” trzeba było na zawsze zakopać.

Proces ten rozpoczął się już w roku 1988, kiedy, jak mówi o. François: “Z Watykanu przyszedł nakaz skierowany do władz Fatimy, do s. Łucji, do różnych duchownych, łącznie z o. Messiasem Coelho, i francuskim księdzem (najwyraźniej o. Pierre Caillon), bardzo oddanych Matce Bożej, rozkazujący zaprzestania dręczenia Ojca Świętego sprawą poświęcenia Rosji”. Fatimczyk o. Caillon potwierdził wydanie tego nakazu: “Z Rzymu przyszedł rozkaz, zobowiązujący każdego do mówienia i myślenia: ‘Poświęcenie się odbyło. Papież zrobił wszystko co mógł, niebiosa wyraziły zgodę na ten gest’” [18]. To miało miejsce w latach 1988-1989, że wiele apostolatów fatimskich, które utrzymywały, że poświęcenie Rosji się nie odbyło, nagle odwróciły się i zadeklarowały, że poświęcenie z roku 1984 spełniło warunki niebios. Przykre to, że wkrótce potem nawet o. Caillon zmienił swoją opinię i zaczął mówić, że poświęcenie to spełniło prośbę Matki Bożej.

Również w tym samym czasie w obiegu znalazły się napisane na maszynie i powstałe przy pomocy komputera listy, rzekomo od s. Łucji. Typowo dla wyraźnie niewiarygodnych listów, był jeden z 8 listopada 1989 roku, zaadresowany do pana Noelkera, który zawiera oświadczenie “s. Łucji”, że papież Paweł VI poświęcił świat Niepokalanemu Sercu podczas krótkiej wizyty w Fatimie w roku 1967 – poświęcenie, które nigdy nie miało miejsca, co z pewnością s. Łucja wiedziała, gdyż była świadkiem całej tej wizyty [19].

W ten sposób pojawiła się “linia partyjna” o Orędziu Fatimskim. Co dokładnie mamy na myśli przez wyrażenie “linia partyjna”? Wladimir Iljicz Lenin kiedyś powiedział: “Kłamstwo jest święte i kłamstwo będzie naszą główną bronią”. Dlatego nie było zaskoczeniem, że Prawda, jako oficjalny organ sowieckiej partii komunistycznej, wypełniona była kłamstwami, mimo że rosyjski wyraz Prawda oznacza “prawdę”.

Kłamca nie przekona nikogo do swoich kłamstw, jeśli na piersiach ma wielki plakat z napisem “Kłamca!” Nawet głupiec nie uwierzy takiemu człowiekowi. Bo żeby kłamca przekonał ludzi, że jego kłamstwa są prawdą, trzeba by zdefiniować prawdę. I to oznacza leninowskie wyrażenie “kłamstwo jest święte. . .” Kłamstwo staje się “prawdą”, i wyznaje się je w sposób niewolniczy, jako prawdę. Jak mówi Pismo Święte, wypowiadając przekleństwo w księdze Izajasza: “Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem, którzy zamieniają ciemności na światło, a światło na ciemności” (Iz 5:20). Ciemność fałszu przybiera wygląd światła prawdy, i taki jest jeden z głównych błędów Rosji.

Ale ta sztuczka czynienia z kłamstwa “prawdy” nie pochodzi z Rosji, czy od komunistów; ale pochodzi od szatana, który jest ojcem kłamstw. Św. Paweł mówi o szatanie w przebraniu za anioła światła. Żeby być bardziej dokładnym, odnosi się do Ewangelii naszego Pana Jezusa Chrystusa: “Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty!” (Ga 1:8). To szatan, pokazujący się w przebraniu anioła światła, nadaje wygląd prawdzie, żeby oszukać poprzez kłamstwo. I stąd pochodzi błąd “kłamstwo jest święte” i “fałsz jest prawdą”.

O. Paul Kramer mówi o rozmowie z gen. Danielem Grahamem z armii USA. “Gen. Graham powiedział, że kiedy był w Rosji z sowieckim dygnitarzem, ten zapytał go: ‘Nie chcecie pokoju?’ Generał odpowiedział: ‘Nie! Bo wiemy czym dla was jest pokój. Nie chcę pokoju tego rodzaju’. Rozmawiając dalej, przejeżdżali obok ogromnego billboardu pokazującego żołnierzy z karabinami. Na billboardzie był napis: ‘Pobieda kommunizma eta mir’, co oznacza: „komunistyczne zwycięstwo jest pokojem”.

Według marksizmu, państwo komunistyczne prowadzi wojnę, żeby wywołać rewolucję, i wykorzystuje każdą możliwą metodę oszustwa – wojnę totalną – żeby zniewolić cały świat komunizmem. A kiedy toczy się wojna i komunizm zwycięży na całej planecie, to wtedy jest komunistyczna wersja “pokoju”. Ale czym naprawdę jest pokój? Najlepiej definiuje go św. Augustyn: “Pokój to uporządkowany ład” [Peace is the tranquillity of order]. Która definicja jest poprawna? To nie jest sprawa subiektywnej oceny. Św. Tomasz z Akwinu wyjaśnia: “ens et verum convertunter”, co jest scholastycznym sposobem powiedzenia, że prawdę można zamienić na rzeczywistość. To co jest obiektywnie realne, jest, z tego powodu, obiektywnie prawdziwe. Inaczej mówiąc, prawdą jest to co jest, podczas gdy kłamstwem jest to czego nie ma. To co nie jest nie może być prawdą. I dlatego, jeśli ktoś mówi, na przykład, że białe jest czarne, to twierdzenie, że białe jest czarne jest kłamstwem – bez względu na to jak dużą władzę ma ten, kto to mówi.

Ale według marksistowskiej doktryny, prawdą jest to, co promuje rewolucja komunistyczna. A co to jest co promuje komunistyczna rewolucja? Jest nim wszystko to co postanowiła linia partyjna. To co dyktuje partia staje się “prawdą”, nawet jeśli, w rzeczywistości, jest to kłamstwo. A zatem jeśli linią partyjną jest to, że czarne jest białe, to w to powinni wierzyć wszyscy członkowie partii, tylko dlatego, że linia partyjna zdecydowała, iż czarne jest białe.

Tak jak istnieje rodzaj “stalinizacji” Kościoła, w sensie adaptacji Kościoła do świata, tak samo musi istnieć rodzaj stalinowskiej linii partyjnej o Fatimie – wersja Fatimy dyktowana z góry, w którą muszą wierzyć wszyscy członkowie Kościoła posoborowej adaptacji. W istocie, linia partyjna o Fatimie sprowadza się do tego: “Poświęcenie Rosji” się skończyło, i każdy musi przestać o to pytać. Mamy “pokój” jak przepowiedziała Matka Boża Fatimska. Rosja przechodzi przepowiedziane przez Matkę Bożą “nawrócenie”. Dlatego – zgodnie z linią partyjną – nie ma nic do zrealizowania w sprawie Orędzia Fatimskiego, a Fatima należy teraz do przeszłości.

Jak zobaczymy, wszystkie określenia w cudzysłowie – “poświęcenie Rosji”, “pokój” i “nawrócenie” – zostały zredefiniowane żeby dostosować je do linii partyjnej o Fatimie. Jeśli chodzi o Fatimę, teraz nas się prosi żebyśmy uwierzyli w odpowiednik “czarne jest białe”, bo taka jest linia partyjna.

Dyktatura watykańskiego sekretarza stanu

Każda linia partyjna potrzebuje dyktatora, szefa partii, który ją nałoży. Skąd dokładnie w watykańskim aparacie wzięła się linia partyjna o Fatimie? Są przytłaczające dowody na to, że pochodzi ona od watykańskiego sekretarza stanu. W tym miejscu potrzebne jest krótkie przedstawienie tła.

Przede wszystkim, w normalnej sytuacji – co św. Augustyn nazwał “uporządkowanym ładem” lub pokojem – Kościół nie jest dyktaturą. Dyktatura jest barbarzyńską instytucją. Jak mówi Eurypides: “wśród barbarzyńców wszyscy są niewolnikami oprócz jednego”. Nasz Pan powiedział: “władcy narodów uciskają” poddanych (Mt 20:25). Powiedział apostołom: “nie tak będzie u was” (Mt 20:26). Ale uporządkowany ład – pokój Kościoła – został bardzo pogwałcony w okresie posoborowym. Co widzimy w Kościele obecnie, to że hierarchowie Rzymskiej Kurii (nie papież, ale kilku watykańskich ministrów) uciskają swoich poddanych jak wschodni despoci. Żeby być bardziej dokładnym, uciskają pewnych poddanych, którzy opierają się linii partyjnej, kiedy Kościół ogólnie przeżywa niemal upadek wiary i dyscypliny, które ci sami potentaci ignorują.

Jak mogło do tego dojść? Od czasu restrukturyzacji Kurii Rzymskiej w roku 1967, z nakazu papieża Pawła VI – którą opracował i zrealizował kard. Jean Villot – szefowie różnych kongregacji rzymskich mogli zachowywać się jak dyktatorzy. Przed II Soborem Kuria Rzymska była zorganizowana jak monarchia. Papież był prefektem świętego Oficjum, a kardynał nadzorujący codziennymi pracami Świętego Oficjum był jego zastępcą. Pozostałe kongregacje były niższego szczebla. I mając własną władzę i sądownictwo, znowu zgodne z tą zasadą pomocniczości [20], podlegały Świętemu Oficjum, a Święte Oficjum podlegało bezpośrednio papieżowi. Ten model organizacji był absolutnie zgodny z Bożą Konstytucją Kościoła. Papież, wikariusz Jezusa Chrystusa na ziemi, stał na czele łańcucha dowodzenia.

Ale po II Soborze kard. Villot zorganizował restrukturyzację Kurii Rzymskiej. Na długo zanim Gorbaczow ogłosił swój program pierestrojki w Związku Sowieckim, Kościół przeszedł własną pierestrojkę w Rzymskiej Kurii. Zmieniono nazwę Świętego Oficjum – ale, co jeszcze ważniejsze, Święte Oficjum straciło najwyższą pozycję w Kurii. Kuria została zrestrukturyzowana w taki sposób, że kardynał sekretarz stanu stał ponad wszystkimi kongregacjami, łącznie z byłym Świętym Oficjum. Przemianowane i zrestrukturyzowane, teraz nazywało się Kongregacją Doktryny Wiary (CDF), i papież nie był już jego prefektem. Ale ona (CDF) teraz jest nadzorowana przez kardynała prefekta (dzisiaj kard. Ratzinger) i to on podlega sekretarzowi stanu.

Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami pod zwierzchnictwem papieża i jego Świętego Oficjum, wiara i moralność były najważniejszymi elementami określającymi politykę Kurii. Ale po ustaleniach posoborowych, pod zwierzchnictwem kardynała sekretarza stanu i jego kongregacji, to linia partyjna – polityka sekretarza stanu – jest najwyższym elementem decydującym o polityce Kościoła. Nawet byłe Święte Oficjum, teraz CDF, podlega sekretarzowi stanu. W wyniku tej restrukturyzacji, Ojciec Święty, papież, zredukowany jest do marionetki, która aprobuje, bez zastanowienia, przedstawiane mu przez sekretarza stanu zarządzenia jako fait accompli. Warto powtórzyć: papież został zredukowany do marionetki służącej dyktaturze sekretarza stanu [21].

W masońskim rejestrze wymaganym przez prawo włoskie, można znaleźć nazwisko Jeana Villota – tego samego Villota, który nadzorował restrukturyzację Kurii. Po śmierci kard. Villota, w jego prywatnej bibliotece odkryto ręcznie napisaną wiadomość od wielkiego mistrza loży masońskiej, w której chwalił Villota za podtrzymywanie tradycji masońskich [22]. Pewien francuski ksiądz w Rzymie powiedział: “Był tradycyjny chociaż w jednej dziedzinie “.

Stosowanie fałszywego “posłuszeństwa” dla nałożenia linii partyjnej

W roku 1917, tym samym kiedy Matka Boża objawiła się w Fatimie, w Rzymie był św. Maksymilian Kolbe, gdzie widział masonów okazujących otwartą wrogość wobec Kościoła Katolickiego i noszących plakaty głoszące ich zamiar zinfiltrowania Watykanu, żeby szatan panował z Watykanu, a papież był jego niewolnikiem [2]. Chwalili się także, że zniszczą Kościół. Masoński zamiar zniszczenia Kościoła pasuje dokładnie do dobrze znanego masońskiego hasła “Zniszczymy Kościół metodą świętego obowiązku“. Jak wykazaliśmy we wcześniejszym rozdziale, bp Graber z Regensburga, Niemcy, gromadził inne takie świadectwa masońskich luminarzy, a sama Stała instrukcja Alta Vendita jasno mówiła: “niech kler maszeruje pod waszym sztandarem, zawsze myśląc, że maszeruje pod sztandarem kluczy apostolskich”. Czyli wymóg “posłuszeństwa” wykorzysta się w sposób dyktatorski po to, żeby podważyć prawdziwe posłuszeństwo i samą wiarę.

A reorganizacja Kurii w 1967 roku będzie instrumentalna w realizacji tego celu, poprzez poddanie całego Kościoła linii partyjnej sekretarza stanu – łącznie z linią partyjną o Fatime – pod pozorem fałszywego “posłuszeństwa” wobec władzy, która wyraźnie przekraczała granice ustanowione przez samego Boga. Jak wkrótce wykażemy, to kard. Sodano dosłownie podyktował “interpretację” wizjonerskiego aspektu Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej, opublikowanej bez własnych słów Matki Bożej by go wyjaśnić.

Orędzie Fatimskie na celowniku sekretarza stanu

Tu dochodzimy do dokładnej roli sekretarza stanu w nałożeniu linii partyjnej w odniesieniu do Fatimy. Jak pokazaliśmy, proces ten dotyczy ogólnie Orędzia Fatimskiego, a w szczególności być może jego  najważniejszego propagatora w Kościele: apostolatu fatimskiego o. Nicholasa Grunera.

Już w 1989 roku, ówczesny sekretarz stanu, kard. Casaroli (wielki “architekt” ostpolitik) poinformował biskupa o. Grunera, J E Gerardo Pierro z diecezji Avellino, Włochy, o tym co biskup nazywał “sygnałami ostrzegawczymi” o apostolacie fatimskim o. Grunera. O. Gruner był wyświęcony w Avellino w roku 1976 we franciszkańskiej społeczności, która nie była uformowana tak jak być powinna. Od 1978 roku mieszkał w Kanadzie za pozwoleniem biskupa, gdzie został przywódcą małego apostolatu fatimskiego, który od tego czasu rozrósł się tak bardzo, że stał się największym tego rodzaju na świecie. Ale po nałożeniu w 1988 roku przez anonimowy nakaz linii partyjnej w kwestii “poświęcenia” z 1984, było nieuniknione, że nastąpi kolizja apostolatu o. Grunera z sekretarzem stanu – tak jak nastąpiła kolizja tradycyjnej orientacji Kościoła z nową po II Soborze.

Podstawową techniką próby pozbycia się o. Grunera było wykreowanie fałszywego scenariusza kanonicznego, zgodnie z którym, po nakazaniu mu znalezienia jakiegoś innego biskupa by inkardynował go poza Avellino, inkardynacja o. Grunera w innym miejscu byłaby zablokowana przez bezprecedensowe działania zakulisowe, żeby o. Grunera zmuszono do “powrotu” do Avellino i porzucenia apostolatu. Po zablokowaniu inkardynacji o. Grunera przez trzech kolejnych życzliwych biskupów – przyjaciół Fatimy, watykański aparat (przez skomplikowany proces poza tematem tej książki [24]), w końcu opuścił poprzeczkę: o. Gruner musi albo “wracać” do Avellino, albo być “zawieszonym” za “nieposłuszeństwo”. W istocie nad o. Grunerem wisiała groźba “zawieszenia” za to, co jego oskarżyciele uniemożliwiali mu zrobić – a mianowicie, znaleźć innego biskupa, który by go inkardynował [25].

Kiedy różne apelacje kanoniczne o. Grunera w sprawie bezprecedensowych działań przeciwko niemu wędrowały przez watykańskie trybunały, jego apostolat fatimski przeżywał rozkwit. Do roku 2000, szczególnie dzięki jego czasopismu The Fatima Crusader, apostolat stał się najsilniejszym i najbardziej uporczywym głosem w Kościele za poświęceniem Rosji i ujawnieniem Trzeciej Tajemnicy.

Ponadto, sam papież skomplikował obraz Fatimy swoją decyzją dokonania beatyfikacji Hiacynty i Franciszka na uroczystości 13 maja 2000 roku w Fatimie. Ten zamiar beatyfikacji dwojga dzieci ogłoszono już w czerwcu 1999 roku, i to wywołało bitwę wewnątrz watykańskiego aparatu. Pokazuje to dziwny charakter potwierdzenia i odwoływania ceremonii beatyfikacji, co musi być najbardziej niezwykłe dla Watykanu. Najpierw sekretarz stanu, kard. Angelo Sodano, w październiku 1999 roku ogłosił, że ceremonia odbędzie się 9 kwietnia 2000 roku na Placu św. Piotra, razem z innymi czterema beatyfikacjami. Portugalska prasa cytuje patriarchę Lizbony, że Watykan poinformował go, iż było “dość niemożliwe” by papież przybył do Fatimy na beatyfikację dzieci, i że sprawa została “zamknięta”. Patriarcha powiedział dziennikarzom portugalskim, że był pewien, iż ta “niemożliwość” przybycia papieża do Fatimy była wynikiem decyzji tylko watykańskiego sekretarza stanu.

Ale papież miał inny pomysł. W listopadzie 1999 roku Jego Świątobliwość – widocznie pomijając kard. Sodano – poinformował bpa Serafina, biskupa Fatimy, bezpośrednio, że powinien ogłosić, iż papież faktycznie przybędzie do Fatimy 13 maja, w celu dokonania beatyfikacji. Bp Serafin nie podał tego do wiadomości aż do grudnia 1999 roku. Następnie, w marcu 2000 roku, biskupowi wymknęło się, że “papież zrobi coś szczególnego dla Fatimy”. To wywołało wściekłe spekulacje w prasie, że papież, nareszcie, zamierza ujawnić Trzecią Tajemnicę. Natychmiast kardynał patriarcha Lizbony zganił publicznie bpa Serafina, być może z nakazu kogoś bliskiego watykańskiemu sekretarzowi stanu, który nie życzył sobie by ktoś wiedział o tym, że papież rozważał ujawnienie Tajemnicy. Ale już wypuszczono przysłowiowego kota z worka [26].

A zatem 13 maja 2000 roku papież udał się do Fatimy żeby beatyfikować Hiacyntę i Franciszka. Pojawienie się papieża było rodzajem żywej manifestacji konfliktu między opisanymi przez nas dwiema wizjami Kościoła. Po dokonaniu beatyfikacji, przywołując Kościół wszechczasów, papież wygłosił homilię. W tej homilii, wiele rzeczy które Kościół wydawał się zapomnieć w ostatnich 40 latach, nagle zostało przypomniane:

[cytujemy]:

Na mocy Bożego zamysłuzstąpiła z nieba na ziemię, poszukując maluczkich wybranych przez Ojca, «Niewiasta obleczona w słońce» (Ap 12:1). Przemawia do nich matczynym głosem i sercem: wzywa ich, aby złożyli samych siebie w ofierze zadośćuczynienia, sama zaś obiecuje doprowadzić ich bezpiecznie do Boga.

Franciszek, jeden z trojga wybranych, opowiadał później: «Płonęliśmy w tej światłości, którą jest Bóg, ale nie spalaliśmy się. Jaki jest Bóg? Nie można tego powiedzieć. Tego naprawdę ludzie nigdy nie mogą powiedzieć». Bóg: światłość, która płonie, ale nie spala. Tego samego doświadczył Mojżesz, gdy ujrzał Boga w krzewie gorejącym. . .

“I inny znak się ukazał na niebie: (…) wielki smok” (Ap 12:3). Te słowa z pierwszego czytania mszalnego przywodzą nam na myśl wielki bój, jaki toczy się między dobrem a złem, a jednocześnie uświadamiają, że spychając Boga na ubocze, człowiek nie może osiągnąć szczęścia, ale przeciwnie – zmierza do samozniszczenia. . .

Orędzie Fatimy wzywa do nawrócenia, ostrzega ludzkość, aby nie stawała po stronie smoka, który “ogonem zmiata trzecią część gwiazd niebieskich i rzuca je na ziemię” (Ap 12:4).

Ostatecznym celem człowieka jest niebo, jego prawdziwy dom, gdzie Ojciec niebieski oczekuje wszystkich z miłosierną miłością. Bóg nie chce, aby ktokolwiek zaginął; dlatego dwa tysiące lat temu posłał na ziemię swojego Syna, aby «szukał i zbawił to, co zginęło» (Łk 19:10). . .

Powodowana macierzyńską troską, Najświętsza Panna przybyła tutaj, do Fatimy, ażeby zażądać od ludzi, by “nie znieważali więcej Boga, naszego Pana, który dosyć już został znieważony”. Przemawia, bo jako Matka boleje, kiedy zagrożony jest los Jej dzieci. Dlatego wzywa pastuszków: “Módlcie się, wiele się módlcie i umartwiajcie się w intencji grzeszników; wiele dusz idzie do piekła, bo nikt nie modli się za nie ani nie umartwia“.

[źródło: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/homilie/fatima_13052000.html]

Bezpośrednie powiązanie przez papieża Orędzia Fatimskiego z Księgą Apokalipsy, w jego porównaniu spotkania wizjonerów z Panem Bogiem do tego Mojżesza i gorejącego krzewu, stanowiło zdumiewające potwierdzenie objawień fatimskich jako Bożych przepowiedni na nasze czasy. I nagle Fatima znowu stanęła wprost przed oczami całego Kościoła.

Przede wszystkim było to zdumiewające odniesienie się papieża do Orędzia Fatimskiego jako momentu biblijnego, spełnienia rozdziału 12, wersetu 1 Apokalipsy, który mówi o “niewieście obleczonej w słońce”. Tutaj papież Jan Paweł II powtórzył słowa Pawła VI, który w liście apostolskim Signum magnum, wygłoszonym w Fatimie 13 maja 1967 roku, oświadczył:

W wielkim znaku, który na niebie ujrzał święty Jan Apostoł, w owej “Niewieście obleczonej w słońce”, święta liturgia Kościoła katolickiego nie bez słuszności widzi Najświętszą Maryję Pannę, z łaski Chrystusa Odkupiciela – Matkę wszystkich ludzi. . . Rozpoczynając Naszą Adhortację nawiązaniem do uroczystości religijnych obchodzonych w tych dniach ku chwale Dziewicy Matki Bożej w Fatima, w Portugalii, gdzie liczne rzesze Wiernych oddają Jej cześć za macierzyńskie i litościwe Serce – pragniemy ponownie przypomnieć wszystkim dzieciom Kościoła nierozerwalny związek, jaki zachodzi pomiędzy duchowym macierzyństwem Maryi. . .  a powinnościami odkupionych względem Niej, jako Matki Kościoła.

[źródło: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/pawel_vi/adhortacje/signum_magnum_13051967.html]

Jeszcze bardziej zdumiewające jest to, że Jan Paweł II w homilii wyraźnie powiązał Orędzie Fatimskie z Ap 12:4, która przepowiada, że “ogon smoka”  zmiecie trzecią część gwiazd niebieskich i rzuci je na ziemię.

Jak później zauważył o. Gruner: W języku biblijnym, ‘gwiazdami niebieskimi’ są ci, którzy są w niebie i oświetlają drogę innym idącym do nieba. Ten fragment został klasycznie zinterpretowany w komentarzach kościelnych, co oznacza, iż jedna trzecia duchowieństwa – tzn. kardynałów, biskupów i księży – wypada ze stanu konsekrowanego i faktycznie pracuje dla szatana”. Na przykład Haydock Commentary[Komentarz Haydocka] do BibliiDouay-Rheims zauważa, że obraz jednej trzeciej gwiazd niebieskich został zinterpretowany jako odnoszący się do “biskupów i dostojników, którzy upadają pod ciężarem prześladowań i stają się apostatami. . . Szatan jest zawsze gotowy, tak daleko jak pozwala mu Bóg, prowadzić wojnę z Kościołem i wiernymi sługami Boga”.

W związku z tym, o. Gruner, Gerry Matatics – katolicki badacz biblijny (i były pastor prezbiteriański) – i inni cytowali komentarz o Ap 12:3-4 o. Hermana B Kramera w książce The Book of Destiny [Księga przeznaczenia]. Ta praca została opublikowana z imprimatur, dosyć opatrznościowo, w 1956 roku, sześć lat przed rozpoczęciem II Soboru. Jeśli chodzi o symbol jednej trzeciej gwiazd niebieskich, o. Herman Kramer pisze: “Jest to jedna trzecia kleru“, i że “jedna trzecia” gwiazd niebieskich pójdzie za smokiem” – co oznacza jedną trzecią duchownych, którzy są “gwiazdami”, duszami konsekrowanymi w Kościele [27]. Czyli jedna trzecia katolickiego duchowieństwa będzie na usługach szatana, pracując nad zniszczeniem Kościoła od wewnątrz. Komentarz o. Hermana Kramera mówi, że czerwony smok – znak szatana, który może symbolizować komunizm, skoro czerwień jest emblematycznym kolorem komunizmu – prowadzi Kościół do wielkiego nieszczęścia poprzez osłabianie go od środka.

Komentarz mówi dalej, że dzięki temu odszczepieńczemu duchowieństwu, szatan prawdopodobnie narzuci Kościołowi “akceptację niechrześcijańskiej moralności”, fałszywych doktryn, kompromisu z błędami, czy posłuszeństwo wobec władców świeckich z naruszeniem sumienia“.

Ponadto uważa, że “To symboliczne znaczenie ogona smoka może pokazywać, że duchowni, którzy już są gotowi na apostazję, będą zajmować wpływowe stanowiska w Kościele, zdobywając wyróżnienia poprzez hipokryzję, oszustwa i pochlebstwa”. Wśród duchownych, którzy opowiedzą się za smokiem – czyli szatanem – znajdą się ci, “którzy zaniedbali głoszenie prawdy lub napominanie grzesznika dobrym przykładem, a raczej szukali popularności przez to że byli pobłażliwi i niewolnikami przestrzegania praw człowieka”, jak również ci “którzy boją się o własne interesy i nie protestują przeciwko złym praktykom w Kościele”, oraz biskupi “którzy brzydzą się księżmi ośmielającymi się mówić prawdę” [28].

O. Herman Kramer tak wypowiada się o sytuacji Kościoła Katolickiego w czasach przepowiedzianych w Ap 12:3-4:

Demokracja apostolska założona przez naszego Pana mogła być zastąpiona monarchią absolutną, w której episkopat rządzi ze wschodnim despotyzmem. Księża mogą zostać zredukowani do stanu służebności i lizusowskich pochlebstw. Rządzenie rozsądkiem, sprawiedliwością i miłością może zostać zastąpione absolutną wolą biskupa, którego każde działanie i słowo musi być akceptowane bez zastrzeżeń, bez uciekania się do faktów, prawdy czy sprawiedliwości. Sumienie mogło stracić swoje prawo do przewodzenia działaniami księży, i mogło być ignorowane lub potępiane. Dyplomacja, oportunizm i inne sztuczki mogą być zachowywane jako największe cnoty” [29].

Ale nic o tym nie wspomina się w tych częściach Orędzia Fatimskiego, które ujawniono do tej pory. Czy wtedy, poprzez zaskakujące odniesienie do Ap 12:3-4, papież ujawnił światu treść Trzeciej Tajemnicy? Czy teraz ujawni ją w całości?

Ale niestety, homilia się kończy. To nie papież będzie mówił o Trzeciej Tajemnicy. Tak szybko jak się zaczął, chwilowy powrót do wizji Kościoła wszechczasów się kończy, i podnosi się główny wyraziciel nowej wizji. Jest nim kard. Angelo Sodano, watykański sekretarz stanu – ten sam kardynał Sodano, który próbował, choć nieskutecznie, uniemożliwić papieżowi przybycie do Fatimy żeby beatyfikować Hiacyntę i Franciszka. Z jakiegoś dziwnego powodu to Sodano, a nie papież, ogłosi, że papież zdecydował się na ujawnienie Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej:

Z okazji uroczystego wydarzenia swego przybycia do Fatimy, Najwyższy Pasterz zobowiązał mnie do ogłoszenia wam pewnej zapowiedzi. Jak wiecie, celem jego wizyty do Fatimy była beatyfikacja dwojga małych pasterzy. Jednak pragnie on również nadać tej pielgrzymce sens odnowionego gestu wdzięczności wobec Matki Bożej za Jej opiekę, jaką go obdarzała przez lata jego pontyfikatu. Opieka ta wydaje się również dotyczyć tego, co nazywamy „trzecią częścią” tajemnicy fatimskiej.

I wtedy to co wydawało się dziwne, nagle stało się dosyć jasne. Zadaniem kard. Sodano będzie przygotowanie wiernych do przyjęcia poglądu, że Orędzie Fatimskie, łącznie z Trzecią Tajemnicą, teraz miało być uważane za sprawę przeszłości. Proces ten rozpocznie się “interpretacją” kardynała Trzeciej Tajemnicy:

Tekst ten stanowi prorocką wizję, porównywalną z tymi, zawartymi w Piśmie Świętym, które nie opisują w sposób fotograficzny szczegółów przyszłych wydarzeń, lecz które – bazując na tym samym podłożu – streszczają i wyrażają zwięźle wydarzenia, które się rozkładają w czasie, zaś ich następowanie po sobie i czas trwania nie są dokładnie określone. W rezultacie kluczem do lektury tekstu może być jedynie przyjęcie jego symbolicznego charakteru.

[źródło: http://www.voxdomini.com.pl/inne/sekret.htm#Przek%C5%82ad%20na%20j%C4%99zyk%20polski]

Zgodne z interpretacją “małych pastuszków”, co niedawno potwierdziła s. Łucja, “ubrany na biało biskup”, który modli się za wszystkich wiernych jest papieżem. Kiedy z wielkim trudem idzie w kierunku Krzyża pośród ciał tych, którzy zostali zamęczeni (biskupi, księża, religijni mężczyźni i kobiety i wiele świeckich osób), on także pada na ziemię, najwyraźniej martwy, pod gradem kul.

Jak wkrótce wierni się dowiedzą, to jest po prostu kłamstwo. “Ubrany na biało biskup” w wizji nie jest “najwyraźniej martwy”, ale zabity – jak wyraźnie mówi tekst wizji – w wojskowej egzekucji, wraz z wielu biskupami, księżmi i religijnymi, poza pół-zrujnowanym miastem.

Dlaczego więc do “interpretacji” wsadzono wyraz “najwyraźniej”? Kard. Sodano natychmiast się zdradza:

Po próbie zamachu 13 maja 1981 roku, Jego Świątobliwości wydawało się oczywiste, że to “matczyna dłoń kierowała torem pocisku”, umożliwiając “umierającemu papieżowi” zatrzymać się “na progu śmierci”. . .

Kolejne wydarzenia z roku 1989 doprowadziły, zarówno w Związku Sowieckim, jak i w krajach Europy wschodniej, do upadku komunistycznego reżimu promującego ateizm. .

Nawet jeśli wydarzenia do których odnosi się Tajemnica Fatimska teraz wydają się należeć do przeszłości, to wołanie Matki Bożej do nawrócenia i pokuty z początku XX wieku, obecnie jest nadal aktualne i pilne.

Po prostu Sodano torował drogę dla takiej “interpretacji” Orędzia Fatimskiego, która zagrzebie je na zawsze: punktem kulminacyjnym Orędzia była próba zamachu w 1981 roku i “upadek komunizmu” w 1989 roku – wydarzenia które “teraz wydają się należeć do przeszłości”. Żeby zapewnić taki rezultat, “komentarz” zostanie przygotowany przed ujawnieniem prawdziwego tekstu Trzeciej Tajemnicy:

Po to żeby wierni mogli lepiej przyjąć przekaz Matki Bożej Fatimskiej, papież polecił Kongregacji Doktryny Wiary ujawnienie opinii publicznej trzeciej części tajemnicy, po przygotowaniu odpowiedniego komentarza.

Ale z jakiego powodu ten komentarz nie był gotowy na uroczystość 13 maja? W końcu wiadomość o mającym nadejść ujawnieniu Trzeciej Tajemnicy była w obiegu przynajmniej od marca 2000 roku. To wtedy bp Serafim ogłosił, że papież powiedział mu podczas wizyty w Rzymie, że “zrobi coś specjalnego w Fatimie” [30] kiedy będzie tam na uroczystości beatyfikacji w maju 2000 roku.

Co ciekawe, papież nalegał na bpa Serafima by nic o tym nie mówił kiedy był w Rzymie, ale czekał do powrotu do Fatimy. A o sprawie tej papież myślał od ubiegłego listopada, więc dlaczego nie przygotowano żadnego “komentarza” w okresie od listopada 1999 do maja 2000 roku? Na pewno łatwo można go było wtedy przygotować.

Nasuwają się tu dwa wnioski. Albo papież nie powiedział kard. Sodano o swoim zamiarze ujawnienia Trzeciej Tajemnicy – wobec czego papież nie wierzy Sodano – albo papież powiedział Sodano, a ten zakładał, że w jakiś sposób będzie mógł zapobiec temu ujawnieniu 13 maja 2000 roku. To tłumaczyło by dlaczego Sodano nie zorganizował komentarza wcześniej: uważał, że nie będzie potrzebny, bo będzie mógł zapobiec ujawnieniu Trzeciej Tajemnicy. Ale papież naciskał, i teraz Tajemnicę trzeba było “załatwić” w taki sposób, żeby sprawę Fatimy pogrzebać.

Konferencja prasowa w celu przedstawienia linii partyjnej Sodano

W ten sposób dochodzimy do pamiętnej daty 26 czerwca 2000 roku. Tego dnia “ujawniona” zostaje Trzecia Tajemnica, na konferencji prasowej, razem z komentarzem przygotowanym przez kardynałów Ratzingera i  Tarcisio Bertone, sekretarza Kongregacji Doktryny Wiary (CDF), zatytułowanym The Message of Fatima [Orędzie Fatimskie – TMF]. W TMF będzie oficjalnie opublikowana linia partyjna – z bezpośredniego rozkazu kard. Angelo Sodano.

Przede wszystkim, wiernym powiedziano, że poniższy tekst wizji s. Łucji stanowi wszystko co odnosi się do Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej:

Po dwóch częściach, które już wyjaśniłam, po lewej od Matki Bożej i nieco powyżej, zobaczyliśmy anioła z płomienistym mieczem w lewej dłoni; ten błyszcząc, dawał płomienie, które jakby miały zapalić świat; ale one gasły w kontakcie ze splendorem emitowanym przez Matkę Bożą z Jej dłoni w jego kierunku: wskazując na ziemię prawą ręką, anioł krzyknął głośno: ‘Pokuta, pokuta, pokuta!’  I zobaczyliśmy w fantastycznym świetle, którym jest Bóg: ‘coś podobnego do tego jak ludzie wyglądają w zwierciadle, kiedy przechodzą przed nim’, biskupa odzianego w biel, ‘mieliśmy poczucie, że był to Ojciec Święty’. Inni biskupi, księża, zakonnicy i zakonnice wchodzący na stromą górę, na której szczycie znajdował się wielki Krzyż zbity z nieociosanych belek, jak gdyby z drzewa korkowego pokrytego korą; Ojciec Święty, zanim tam dotarł, przechodził przez wielkie miasto w połowie zrujnowane, drżący i chwiejnym krokiem, udręczony bólem i cierpieniem, szedł modląc się za dusze martwych, których napotykał na swojej drodze; doszedłszy na szczyt góry, klęcząc u stóp wielkiego Krzyża, został zabity przez grupę żołnierzy, którzy strzelali pociskami z broni palnej i strzałami z łuku, i w ten sam sposób ginęli jeden po drugim inni biskupi, księża, zakonnicy i zakonnice, oraz osoby świeckie, mężczyźni i kobiety z różnych klas i stanowisk. Pod obu ramionami Krzyża były dwa anioły, każdy trzymający w dłoni kryształową kropielnicę, do których zbierały krew męczenników i nią skraplały dusze idące do Boga.
Natychmiastową reakcję milionów katolików można podsumować w dwu słowach: To wszystko? Wyraźnie czegoś tu brakowało, gdyż nic w tekście nie odnosiło się do tego co powiedział sam kard. Ratzinger o Trzeciej Tajemnicy w roku 1984 – sprawa do której wrócimy wkrótce. Ani nie zawierał nic co mogło by tłumaczyć tajemnicze ukrywanie jej od 1960 roku.
Najważniejsze jest to, że ta niejasna wizja, spisana na czterech kartkach z zeszytu, nie zawierała słów Matki Bożej. W szczególności nie zawierała niczego co mogłoby dokończyć słynne wyrażenie wypowiedziane przez Matkę Bożą na zakończenie zapisanej części Orędzia Fatimskiego, dokładnie zapisanego przez s. Łucję w dziennikach: “W Portugalii dogmat wiary zawsze zostanie zachowany itd.” To wyrażenie s. Łucja, łącznie z “itd.”, dodała w czwartej części dzienników jako część integralnego tekstu Orędzia. To dodanie doprowadziło do tego, że każdy szanowany badacz Fatimy wywnioskował, iż sygnalizowało początek niezapisanej Trzeciej Tajemnicy, i że tajemnica ta odnosiła się do powszechnego kryzysu w Kościele poza Portugalią. W sposób wyraźny, Panna Najświętsza miała więcej do powiedzenia, co nie zostało spisane, bo s. Łucja otrzymała nakaz zachowania tego w tajemnicy – do, jak wykazaliśmy, roku 1960.

Ale jakimś dziwnym posunięciem, TMF [Orędzie Fatimskie] uniknęło wszelkiej dyskusji na temat tego maleńkiego wyrażonka “itd.”, poprzez cytowanie tekstu Orędzia z Trzeciego Dziennika s. Łucji, w którym wyrażenie to nie występuje. TMF usprawiedliwia to w następujący sposób: “Jako zapis pierwszych dwu części ‘tajemnicy’, który już opublikowano i dlatego jest znany, wybraliśmy tekst napisany przez s. Łucję w Trzecim Dzienniku z 31 sierpnia 1941 roku; pewne adnotacje dodano w Czwartym Dzienniku z 8 grudnia 1941 roku”. Adnotacje? Kluczowe wyrażenie dotyczące zachowania dogmatów w Portugalii nie było żadną “adnotacją”, a integralną częścią słów wypowiedzianych przez Matkę Boską, po czym powiedziała: Nie mów tego nikomu. Tak, możesz powiedzieć Franciszkowi”.

Po oszukańczym błędnym scharakteryzowaniu integralnej części Orędzia Fatimskiego jako “adnotacja”, TMF zakopuje ją w przypisach, o których nigdy się nie wspomina: “W ‘Czwartym Dzienniku’ s. Łucja dodaje: ‘W Portugalii dogmat wiary zawsze zostanie zachowany, itd. . .”

Dlaczego Sodano / Ratzinger / Bertone są tak podejrzliwi wobec kluczowej frazy, żeby tak wyraźnie przejść samych siebie by uniknąć jej używając wcześniejszego i mniej dokładnego zapisu tekstu Orędzia? Jeśli nie ma nic do ukrycia w tym wyrażeniu, to dlaczego po prostu nie skorzystać z Czwartego Dziennika i próbować wyjaśnić co ono oznacza? Dlaczego autorzy TMF w tak oczywisty sposób udają, że wyrażenie to jest tylko “adnotacją”, skoro dobrze wiedzą, że pojawia się ono w integralnym tekście jako część słów wypowiedzianych przez Matkę Bożą? Do tego podejrzanego zachowania powrócimy w kolejnym rozdziale.

Inną podstawą do podejrzeń było to, że wizji “ubranego w biel biskupa” nie było w ogóle w 1-stronicowym “liście. . . w którym s. Łucja napisała słowa, które Matka Boża powierzyła jako tajemnicę trojgu pastuszkom z Cova da Iria” – jak sam Watykan opisał w wymienionej wyżej informacji prasowej. Tekst o objawieniu rozciąga się na cztery strony czegoś, co wydaje się być papierem w linie z zeszytu.

Inną podejrzaną sprawą jest to, że fałsz kard. Sodano z 26 czerwca na temat 13 maja został ujawniony: papież zostaje zabity przez strzelających do niego żołnierzy, kiedy klęczy u stóp wielkiego drewnianego Krzyża na zewnątrz półzrujnowanego miasta. Papież nie jest “najwyraźniej zabity”, jak fałszywie stwierdził Sodano w maju: papież jest zabity. Ta wizja, cokolwiek to znaczy, wyraźnie nie ma nic wspólnego z próbą zamachu w 1981 roku. Wiernych już ogłupiono w maju, ale teraz proces ogłupiania ich trwał dalej.

Dziesiątkami niezgodności pokazanymi przez ten tekst  – skłaniającymi katolików na całym świecie żeby wątpili w to iż poznaliśmy Tajemnicę w całości – zajmiemy się w kolejnym rozdziale. A teraz przeanalizujemy “komentarz” Ratzingera / Bertone w TMF o Orędziu Fatimskim jako całości.

Kard. Sodano dyktuje “interpretację” Trzeciej Tajemnicy

Przede wszystkim, TMF stanowi wirtualne przyznanie się do tego, że “interpretacja” Orędzia Fatimskiego, której kardynałowie Ratzinger i Bertone będą “próbować” (by użyć słowa kard. Ratzingera), była podyktowana przez samego kard. Sodano. Nie mniej niż cztery razy TMF stwierdza, że jest to zgodne z “interpretacją” Sodano Trzeciej Tajemnicy – a mianowicie, że Fatima należy do przeszłości:

Przed próbą interpretacji, której główne linie występują w oświadczeniu  odczytanym przez kard. Sodano 13 maja tego roku. . .

Z tego powodu obrazowy język wizji jest symboliczny. W związku z tym kard. Sodano oświadczył. . .

Jak widać z przedstawionych tu dokumentów, interpretacja dokonana przez kard. Sodano, w jego oświadczeniu z 13 maja, została najpierw przedłożona s. Łucji. . .

Przede wszystkim, musimy potwierdzić z kard. Sodano, że wydarzenia do których odnosi się Trzecia Tajemnica Fatimska teraz wydają się częścią przeszłości.

A gdyby czytelnik nadal tego nie rozumiał, jeszcze raz przedstawiamy podstawowy cel TMF:

Jeśli chodzi o opisywane tu poszczególne wydarzenia, one należą do przeszłości.

Czy nie jest dziwne to, żeby interpretację istotnego przekazu dla świata Matki Bożej Fatimskiej zlecono nie papieżowi, nawet nie Kongregacji Doktryny Wiary (która tylko zmałpowała opinię kard. Sodano), a watykańskiemu sekretarzowi stanu? Jaką władzę ma kard. Sodano, by narzucał Kościołowi swoje poglądy? Oczywiście żadną. Ale kard. Sodano przypisał sobie tę władzę by zachować ogólną posoborową przewagę watykańskiego sekretarza stanu nad statusem de facto papieża w kwestii codziennego zarządzania sprawami Kościoła.

W tym miejscu stosowne jest pokazanie innego wiele mówiącego przykładu tej uzurpacji władzy przez sekretarza stanu. W artykule zatytułowanym “The Pope, the Mass and the Politics of the Vatican Bureaucrats” [Papież, Msza i polityka watykańskich biurokratów] (The Latin Mass, dodatek zimowy, styczeń 2002), włoski dziennikarz Alessandro Zangrando przypomina incydent, kiedy watykański sekretarz stanu zablokował publikację L’Osservatore Romano z pochwałą tradycyjnej Mszy łacińskiej przez papieża. Pochwałę tę wyraził papież przed zgromadzeniem Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów: “W Mszale Rzymskim św. Piusa V, tak jak w wielu liturgiach obrządku wschodniego, jest wiele pięknych modlitw, którymi księża wyrażają najgłębsze poczucie pokory i uwielbienia wobec Świętych Tajemnic, modlitw pokazujących Samą Substancję każdej Liturgii“.

Zangrando zauważył, że, podczas gdy przekazy papieskie do kongregacji watykańskich są rutynowo publikowane wkrótce po ich ujawnieniu, w tym przypadku tak nie było. Dopiero po opublikowaniu pochwały tradycyjnej Mszy przez papieża w świeckim dzienniku włoskim Il Giornale, watykański sekretarz stanu nagle (w ciągu 24 godzin) ujawnił tekst przekazu Ojca Świętego przez watykańskie Biuro Prasowe – ponad miesiąc po wydaniu go przez papieża.

Ale do dnia dzisiejszego, i odwrotnie do normalnej praktyki, przekaz papieża do kongregacji nie został opublikowany w L’Osservatore Romano, własnym dzienniku papieża. Zagrando zacytował wniosek szanowanego “vaticanist” (specjalista od spraw watykańskich) Andrea Tornielli: “Sam fakt, że 24 godziny po publikacji artykułu [w Il Giornale] watykański Sekretariat Stanu ogłosił tekst listu Ojca Świętego, pokazuje prawdziwą próbę “cenzorowania” słów papieża. . . Akcja się nie udała i przyniosła dużo większy odwrotny skutek”, czyli papieska pochwała tradycyjnej Mszy skończyła się zyskaniem szerszego rozgłosu w prasie świeckiej.

Tutaj widzimy jak inny kluczowy element nowej orientacji Kościoła – porzucenie jego tradycyjnej liturgii – został narzucony przez sekretarza stanu, który usiłował ocenzurować papieską pochwałę tradycyjnej Mszy. Kto wie ile innych wypowiedzi papieskich ocenzurował – odnosząc sukces – watykański Sekretariat Stanu? Ten incydent jest tylko typowy dla sposobu w jaki obecnie działa zarządzanie Kościołem, zwłaszcza biorąc pod uwagę pogarszający się stan zdrowia papieża.

Kard. Ratzinger wykonawcą linii partyjnej Sodano

Wracając do “komentarza” po poznaniu tych faktów, można zauważyć, że konferencja prasowa 26 czerwca 2000 roku miała jeden nadrzędny cel: wykonanie nakazu kard. Sodano odnośnie “odpowiedniej” interpretacji Orędzia Fatimskiego. W momencie kiedy dziennikarze opuścili to pomieszczenie, Orędzie Fatimskie – w całości – miało zostać zakopane. A kiedy już się je zakopie, Orędzie nie będzie już przeszkadzać kard. Sodano i jego kolaborantom w nieustannym dążeniu do nowej, pofatimskiej orientacji Kościoła, obejmującej (jak zobaczymy) ważny interes Kościoła w wychwalaniu, biesiadowaniu i kumaniu się w Watykanie z takimi osobami jak Michail Gorbaczow, zmuszaniu papieża do przeprosin czerwonego reżimu chińskiego, naciskaniu na rumuńskich katolików by oddali kościołowi prawosławnemu prawa lokalnego Kościoła Katolickiego do nieruchomości skradzionych przez Józefa Stalina, wspieraniu, a nawet wpłacaniu pieniędzy dla bezbożnego, nierozliczalnego Międzynarodowego Trybunału Karnego pod auspicjami ONZ, który może sądzić katolików z każdego kraju za nieokreślone “zbrodnie przeciwko ludzkości”, jak i inne takie “triumfy” watykańskiej dyplomacji.

Inaczej mówiąc, każdy ostatni opór w Kościele musi zostać podporządkowany nowemu sposobowi watykańskiego myślenia i przemawiania do świata, co nie jest zgodne z proroctwem Matki Bożej Fatimskiej o triumfie Jej Niepokalanego Serca, szerzeniem nabożeństwa do Jej Niepokalanego Serca i konsekwentnym nawróceniu Rosji w wyniku interwencji Niepokalanego Serca. Taki rodzaj rozmowy już nie działa, nawet jeśli pochodzi od Matki Bożej. A zatem dokładnym zadaniem powierzonym kardynałom Ratzingerowi i Bertone 26 czerwca było znalezienie sposobu odcięcia na zawsze wiernych od  wyraźnie katolickich aspektów Orędzia Fatimskiego, które zbyt jasno przypominają nam o “zwycięskim” Kościele “przedsoborowego ciemnego wieku”. Jak napisał Los Angeles Times w nagłówku z 27 czerwca 2000 roku: “Catholic Church Unveils Third Secret: The Vatican’s Top Theologian Gently Debunks a Nun’s Account of Her 1917 Vision That Fueled Decades of Speculation” [Kościół Katolicki ujawnia Trzecią Tajemnicę: wybitny teolog delikatnie obala zapis zakonnicy o jej objawieniu w 1917 roku, który powodował dekady spekulacji]. To było tak rażące, że nawet świecki dziennik nie mógł zrobić nic innego jak tylko to zauważyć.

Pokażmy dowód tej zbrodni przeciwko Matce Bożej Fatimskiej i świętym wizjonerom wybranym przez Boga do otrzymania Jej przekazu.

Najpierw była próba kard. Ratzingera w TMF pozbycia się triumfu Niepokalanego Serca:

Na koniec chciałbym wspomnieć kluczowe wyrażenie “tajemnicy”, które stało się słusznie słynne: “moje Niepokalane Serce zatriumfuje”. Co to znaczy? Serce otwarte na Boga, oczyszczone kontemplacją o Bogu, jest silniejsze od dział i wszelkiego rodzaju broni. Fiat Maryi, słowo z Jej serca, zmieniło historię świata, gdyż dało światu Zbawiciela – bo, dzięki Jej Tak, Bóg mógł stać się człowiekiem i pozostaje nim cały czas.

Uważny czytelnik natychmiast zauważy, że kard. Ratzinger wygodnie usunął pierwsze trzy słowa z proroctwa Maryi: W końcu [ang. in the end]. To wyraźnie umyślne ocenzurowanie Matki Bożej było konieczne do rewizjonistycznej “interpretacji” kard. Ratzingera, zgodnej z liniami podyktowanymi przez Sodano: a mianowicie, że Fatima należy do przeszłości.

A zatem, “W końcu moje Niepokalane Serce zatriumfuje” ma – po celowym usunięciu pierwszych trzech słów – być rozumiane w sposób następujący: “2.000 lat temu moje Niepokalane Serce zatriumfowało”. Proroctwo Matki Bożej o tym co wydarzy się w końcu jest rażąco fałszowane na tylko potwierdzenie tego co wydarzyło się 20 wieków temu na początku dziejów chrześcijaństwa. Cztery przyszłe wydarzenia – triumf Niepokalanego Serca, poświęcenie Rosji, nawrócenie Rosji i wynikający z tego okres pokoju na świecie – są przerabiane na jedno wydarzenie, które miało miejsce 2.000 lat temu!

To majstrowanie przy przekazie samego Boga, dostarczonym na ziemię przez Jego Najświętszą Matkę, powinno spowodować to, żeby każdy wierny powstał i domagał się sprawiedliwości w imieniu niebios. Ale zarżnięcie Orędzia Fatimskiego przez kard. Ratzingera na tym się nie kończy; jest jeszcze dużo gorzej. Odnośnie wołania Matki Bożej o ustanowienie nabożeństwa do Jej Niepokalanego Serca na całym świecie jak “Bóg sobie życzy”, kard. Ratzinger przedstawił takie szyderstwo:

Jak mówi św. Mateusz 5:8, ‘niepokalane serce’ jest sercem, które, z łaski Boga, doszło do idealnej wewnętrznej jedności i dlatego ‘widzi Boga’. A zatem ‘dewocja / nabożeństwo’ do Niepokalanego Serca Maryi oznacza przyjęcie tej postawy serca, która czyni fiat – bądź wola twoja – samym centrum całego życia człowieka.

Przede wszystkim, zauważmy cudzysłów umieszczony przez kard. Ratzingera przy dewocji i niepokalanym sercu, przez co nie używa dużej litery N – pewny znak tego, że te wyrazy mają nabrać nowego znaczenia.

Tym sposobem “Bóg życzy sobie ustanowić dewocję / nabożeństwo do mojego Niepokalanego Serca” teraz należy rozumieć jako “Bóg chce, by każdy spełniał Jego wolę”. Faktycznie każdy, którego serce jest otwarte na wolę Boga dostaje własne “niepokalane serce”. Tak więc dewocja / nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi oznacza otwarcie własnegoserca na Boga, nie szerzenie nabożeństwa do JejSerca, żeby uczynić świat (szczególnie Rosję) katolickim. Niepokalane z dużą literą N staje się niepokalane z małą literą n, a Jej Serce staje się sercem każdego, przynajmniej potencjalnie. Jak powiedziałby magik: “Proszę bardzo!”

Ale jest, oczywiście, tylko jeden wyraz żeby opisać degradację jedynego Niepokalanego Serca – poczętego bez grzechu pierworodnego i bez żadnego grzechu – do poziomu serca każdego człowieka, który odwraca się od tych grzechów i znajduje wewnętrzną jedność z Bogiem. Ten wyraz to bluźnierstwo. Więcej o tej szczególnej zniewadze w następnym rozdziale.

Nawrócenie Rosji było nieco trudniejsze do usunięcia. Niewiele można powiedzieć żeby ukryć bardzo wyraźne oświadczenie Matki Bożej, że “Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci“. Ale, jak wykazaliśmy, nawrócenie Rosji już nie jest do przyjęcia dla watykańskiego aparatu. Rozwiązaniem tego problemu było po prostu pominięcie wszelkiej dyskusji na ten temat w TMF, mimo, że słowa Matki Bożej cytuje się bez żadnego komentarza. Nawrócenie Rosji? Jakie nawrócenie?

Ukoronowaniem tej zniewagi było powołanie się kard. Ratzingera na jedyny “autorytet” o Fatimie w TMF: flamandzkiego teologa Edouarda Dhanisa SJ, którego kardynał uważa za “wybitnego badacza” Fatimy. Kard. Ratzinger oczywiście wie, że Dhanis, modernistyczny jezuita, zrobił prawdziwą karierę poddając w wątpliwość objawienia fatimskie. Dhanis zasugerował, że wszystko w Tajemnicy Fatimskiej oprócz nawoływania do modlitwy i pokuty skleciło się w umysłach trojga dzieci, z rzeczy które widziały lub słyszały w swoim życiu. W ten sposób Dhanis skategoryzował jako “Fatima II” wszystkie te rzeczy, które “wybitny badacz” jednostronnie odrzucił jako fabrykacje – nawet raz nie rozmawiając z s. Łucją, ani nie badając oficjalnych archiwów fatimskich.

Jak napisał Dhanis: “Biorąc wszystko pod uwagę, nie jest łatwo powiedzieć dokładnie, do jakiego stopnia wiarygodnymi można uznać zapisy s. Łucji. Nie kwestionując jej szczerości, czy zdrowego rozsądku jaki wykazuje w życiu codziennym, można uważać za ostrożne wykorzystywanie jej zapisów, ale z zastrzeżeniami. . . Zauważmy także, że dobry człowiek może być szczery i wykazywać się zdrowym rozsądkiem w codziennym życiu, ale mieć skłonności do nieświadomej fabrykacji w pewnych dziedzinach, albo w jakimś przypadku, tendencję do opowiadania starych wspomnień sprzed 20 lat z upiększeniami i znaczną modyfikacją” [31].

Dhanis, który odmówił badania oficjalnych archiwów fatimskich, poddaje w wątpliwość każdy aspekt Orędzia Fatimskiego, który nie zgadza się z jego neomodernistycznymi poglądami; modlitwę nauczaną przez anioła nazwał “niedokładną”; wizję piekła “przesadzonym średniowiecznym przedstawieniem”; proroctwo “nocy oświetlonej nieznanym światłem” ogłaszającej początek II wojny światowej “podstawą do podejrzeń”. A jeśli chodzi o poświęcenie Rosji, Dhanis stanowczo oświadczył, że: “Rosja nie mogła zostać poświęcona przez papieża, żeby ten akt nie wywołał atmosfery prowokacji, zarówno w odniesieniu do oddzielnej hierarchii, jak również Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. To uczyniłoby poświęcenie praktycznie nie do zrealizowania. . .” W ten sposób Dhanis oświadczył, że poświęcenie Rosji byłoby “moralnie niemożliwe z powodu reakcji jakie mogłoby normalnie sprowokować” [32].

Dekonstrukcja Orędzia Fatimskiego przez Dhanisa jest typowym przykładem tego jak moderniści podważają prawdy katolickie w oparciu o wymyślone przez siebie przesłanki. Skoro (wymyślona przesłanka) poświęcenie Rosji jest moralnie niemożliwe, to jak Matka Boża mogłaby o to prosić? Po takim ułożeniu talii kart przeciwko s. Łucji, Dhanis podaje “pewną” konkluzję: “Ale czy Matka Najświętsza mogłaby prosić o poświęcenie, które, dokonane zgodnie z rygorystycznymi warunkami, byłoby praktycznie nie do zrealizowania? . . . To pytanie rzeczywiście wydaje się wołać o negatywną odpowiedź. . . A zatem, nie wydaje się możliwe, żeby Matka Boża prosiła o poświęcenie Rosji. . .” Opierając się całkowicie na wymyślonej przez Dhanisa przesłance, świadectwo s. Łucji uznane jest za oszustwo.

I taka jest dokładnie linia przyjęta przez kard. Sodano i jego watykański aparat: Matka Boża nie mogłaby poprosić o coś co byłoby tak dyplomatycznie żenujące jak publiczne poświęcenie Rosji: i dlatego musimy na zawsze zniszczyć tę żenującą ideę. I to pod tą linią, linią partyjną, podpisał się kard. Ratzinger w swoim “komentarzu”, chwaląc Dhanisa jako “wybitnego badacza” Fatimy. Kard. Ratzinger, stosując się do linii partyjnej, sugeruje, iż Trzecia Tajemnica w szczególności składa się z “obrazów, które s. Łucja mogła widzieć w religijnych książkach, i które dostają natchnienie z wieloletniej intuicji wiary“. Inaczej mówiąc, kto naprawdę może powiedzieć, które części Trzeciej Tajemnicy są prawdziwe, a które tylko osobistymi wspomnieniami czy “intuicją”? A gdyby to było prawdą Trzeciej Tajemnicy, to byłoby także prawdą dla pozostałych części Orędzia Fatimskiego.

Potajemna próba podjęta przez kard. Ratzingera podważenia wiarygodności s. Łucji, a jednocześnie przyznawanie się do wielkiego szacunku wobec Orędzia Fatimskiego, będzie tematem następnego rozdziału. Tutaj wystarczy powiedzieć, że wyraźna zgoda kard. Ratzingera z Dhanisem, że wszystkie specyficznie prorocze elementy Orędzia są nierzetelne, służy temu by zdyskwalifikować go w podejmowaniu się wszelkiej “interpretacji” Trzeciej Tajemnicy, czy każdej innej części Orędzia Fatimskiego. Po prostu kard. Ratzinger nie wierzy w to, żeby Matka Boża wzywała do poświęcenia Rosji, nawrócenia Rosji na wiarę katolicką, triumfu Niepokalanego Serca, i ustanowienia specyficznie katolickiej dewocji / nabożeństwa do jedynego Niepokalanego Serca na całym świecie.

W takim przypadku kardynał ma obowiązek ujawnienia swoich poglądów i nie wypowiadać się na ten temat, a nie udawać, że ogłasza “interpretację”, która faktycznie jest próbą obalenia i zdyskredytowania tego, co podejmuje się “interpretować”.

I co zostało z Orędzia Fatimskiego, kiedy kardynałowie Ratzinger i Bertone uporali się już z nim 26 czerwca? W tym kard. Ratzinger, Bertone i o. Dhanis wszyscy się zgadzają: “Co pozostało było już widoczne kiedy rozpoczęliśmy nasze rozważania na temat tekstu ‘tajemnicy’: nawoływanie do modlitwy jako drogi do ‘zbawienia dusz’ (sic), i podobnie, wzywanie do pokuty i nawracania”. 26 czerwca 2000 roku Orędzie Fatimskie stało się Fatimą dla początkujących: rozwodnionym zaleceniem osobistej pobożności, bez żadnego specyficznego znaczenia dla przyszłości.

Czy po to Matka Boża przyszła na ziemię i pokazała cud słońca? Warto zauważyć, że przedstawiając nawet tę minimalistyczną wersję Orędzia, kard. Ratzinger nie mógł napisać o zbawieniu dusz bez umieszczania tych słów w jakimś delikatnym cudzysłowie, który wykorzystał w swoim komentarzu by zdystansować się od słów dewocja / nabożeństwo, triumph i niepokalane. Wydaje się, że nawet Fatima dla początkujących nie jest wystarczająco lekka w kontekście katolickim dla ekumenicznych gustów nowoczesnych duchownych.

Jeśli chodzi o prorocze ostrzeżenie Matki Bożej, że “różne narody zostaną unicestwione” jeśli nie dokona się poświęcenia Rosji, to mamy o tym najwyraźniej zapomnieć. Nie będzie żadnego unicestwiania narodów, “Fatima należy do przeszłości”. Tak mówi kard. Sodano. A kard. Ratzinger z tym się zgadza.

Linia partyjna o poświęceniu Rosji

Wspomnieliśmy już o roli abpa Bertone w TMF.  Jego wkład w tę farsę był dwojakiego rodzaju:

pierwszy – Bertone wydał “rozkaz” (nie obowiązujący, oczywiście, nikogo), że wierni muszą przestać prosić o poświęcenie Rosji: “Dlatego wszelkie dalsze dyskusje czy prośby [o poświęcenie] są bezpodstawne”.

“Na poparcie tego twierdzenia, Bertone powołał się dokładnie na jeden dowód: jawnie fałszywy “list z 8 listopada 1989 roku” od “s. Łucji” do pana Noelkera, o którym już wspomnieliśmy – ten sam list, w którym “s. Łucja” pisze o poświęceniu świata przez papieża Pawła VI w Fatimie, którego nie była świadkiem, gdyż nigdy nie miało miejsca. Wystarczająco wymownie, Bertoniemu nie udaje się zidentyfikować adresata tego listu. Ani nie pokazuje światu jego kopii do zbadania, żeby nikt nie zauważył fatalnego przejęzyczenia dotyczącego nieistniejącego “poświęcenia świata” przez Pawła VI. Jeszcze bardziej wymowne jest to, że w TMF nie ma żadnego bezpośredniego świadectwa samej s. Łucji na temat poświęcenia, mimo że sam Bertone rozmawiał z nią o Trzeciej Tajemnicy tylko 2 miesiące wcześniej, a zawsze była dostępna dla kard. Ratzingera i całego watykańskiego aparatu podczas uroczystości beatyfikacji w maju.

Nic dziwnego. Wersja TMF “poświęcenia Rosji” – która jest wersją kard. Sodano – stanowczo zaprzecza niezmiennemu wręcz przeciwnemu świadectwu s. Łucji. Posłużymy się tu kilkoma przykładami.

Ponad 55 lat temu, 15 lipca 1946 roku, wybitny autor-historyk, William Thomas Walsh, przeprowadził wywiad z s. Łucją, spisany w jego ważnej książce, Our Lady of Fatima [Matka Boska Fatimska], sprzedanej w ponad milionie egzemplarzy. W tym wywiadzie, zamieszczonym na końcu książki, p. Walsh zadawał jej trudne pytania na temat właściwej procedury kolegialnego poświęcenia:

W końcu doszliśmy do ważnego tematu tajemnicy z 2 lipca, o której publikowano tak wiele różnych sprzecznych ze sobą wersji. Łucja powiedziała wyraźnie, że Matka Boża nie prosiła o poświęcenie świata Jej Niepokalanemu Sercu. Czego żądała specyficznie to poświęcenia Rosji. Oczywiście nie skomentowała faktu, że papież Pius XII poświęcił świat, a nie Rosję, Niepokalanemu Sercu w 1942 roku. Ale więcej niż raz powiedziała, z umyślnym akcentem:

Czego Matka Boża chce, to żeby papież i wszyscy biskupi świata, w jednym specjalnym dniu, poświęcili Rosję Jej Niepokalanemu Sercu. Jeśli to zostanie dokonane, Ona nawróci Rosję i zapanuje pokój. Jeśli tego się nie dokona, błędy Rosji będą się szerzyć w każdym kraju na świecie‘ [33].

S. Łucja jest wyraźna i szczera. Kolegialnym poświęceniem proszonym przez niebiosa jest poświęcenie Rosji, a nie świata, co musi zostać dokonane przez papieża w jedności z biskupami świata tego samego dnia.

Jest też mało znane objawienie Matki Bożej dla s. Łucji na początku lat 1950, odnotowane w  Il Pellegrinaggio Della Meraviglie [Pielgrzymka cudów], opublikowanej pod auspicjami włoskiego episkopatu. Maryja Dziewica pokazała się s. Łucji w maju 1952 roku i powiedziała: “poinformuj Ojca Świętego, że cały czas czekam na poświęcenie Rosji mojemu Niepokalanemu Sercu. Bez poświęcenia, Rosja nie będzie mogła się nawrócić, ani nie będzie pokoju na świecie” [34].

Tak więc 10 lat po poświęceniu świata przez Piusa XII w roku 1942, mamy nowe objawienie Matki Bożej, przypominającej s. Łucji, że Rosja się nie nawróci, ani nie będzie pokoju, jeśli Rosja nie zostanie poświęcona z nazwy.

30 lat później, w 1982 roku, świadectwo s. Łucji pozostaje niezłomne. 12 maja 1982 roku, w przeddzień planowanego poświęcenia, watykański  L’Osservatore Romano opublikował wywiad o. Umberto Maria Pasquale, salezjańskiego księdza, z s. Łucją, w którym powiedziała, że Matka Boża nigdy nie prosiła o poświęcenie świata, lecz tylko o poświęcenie Rosji:

W pewnej chwili powiedziałem: “Siostro, chciałbym zadać ci pytanie. Jeśli nie będziesz mogła mi odpowiedzieć, to trudno. Ale jeśli odpowiesz, byłbym ci bardzo wdzięczny. . . Czy Matka Boża kiedykolwiek mówiła o poświęceniu świata Jej Niepokalanemu Sercu?”

Nie, ojcze Umberto! Nigdy! W Cova da Iria w 1917 roku Matka Boża obiecała: Przyjdę by poprosić o poświęcenie Rosji. . . W 1929 roku w Tuy, jak obiecała, Matka Boża powróciła by mi powiedzieć, że nadszedł czas żeby poprosić Ojca Świętego o poświęcenie tego kraju (Rosji)”.

To świadectwo potwierdziła s. Łucja w napisanym odręcznie liście do o. Umberto, który ksiądz także opublikował. (Zob. zdjęcie poniżej.) Przetłumaczony tekst tego listu:

Czcigodny o. Umberto, odpowiadając na twoje pytanie, wyjaśniam: Matka Boża Fatimska, w Jej prośbie, odniosła się tylko do poświęcenia Rosji. . . – Coimbra 13.04.1980 (podpisany) siostra Łucja.

I znowu 19 marca 1983 roku, na prośbę Ojca Świętego, s. Łucja spotkała nuncjusza papieskiego, arcybiskupa Portalupi, dra Lacerda, i ojca Messiasa Coelho. Podczas spotkania, s. Łucja potwierdziła, że poświęcenie dokonane przez papieża Jana Pawła w 1982 roku nie spełniło prośby Matki Bożej. S. Łucja powiedziała:

W akcie poświęcenia 13 maja 1982 roku Rosja nie pokazała się, jako przedmiot poświęcenia. I żaden biskup nie zorganizował w swojej diecezji publicznej i uroczystej ceremonii wynagrodzenia i poświęcenia Rosji. Jan Paweł II tylko odnowił poświęcenie świata dokonane przez Piusa XII 31 października 1942 roku. W wyniku tego poświęcenia możemy oczekiwać pewnych korzyści, ale nie nawrócenia Rosji [35].

Zakończyła: “Poświęcenie Rosji nie zostało dokonane w sposób żądany przez Matkę Bożą. Nie mogłam o tym powiedzieć, gdyż nie miałam na to pozwolenia Stolicy Apostolskiej” [36].

Rok później, 25 marca 1984 roku, papież Jan Paweł II dokonał aktu poświęcenia, w którym ponownie poświęcił “świat”, a nie Rosję. Jeśli chodzi o poświęcenie z 1982 roku, “żaden biskup nie zorganizował w swojej diecezji publicznej i uroczystej ceremonii wynagrodzenia i poświęcenia Rosji”. Na temat tej ceremonii o. François pisze: “W miesiącach po akcie poświęcenia 25 marca 1984 roku, który był jedynie odnowieniem aktu z roku 1982, główni badacze Fatimy zgodzili się, że poświęcenia Rosji jeszcze nie dokonano tak jak życzyły sobie niebiosa” [37].

Takie było przekonanie także o. Antonio Marii Martinsa [38] i o. Messiasa Coelho, który w przeddzień 25 marca 1984 roku, ogłosił w Mensagem de Fátima, której jest redaktorem-wydawcą: “Poświęcenie Rosji: nie zostanie jeszcze dokonane tym razem”. Dalej wyjaśnił: “Jest pewne, że więcej zawiera mniej. Najwyraźniej dlatego ‘poświęcenie świata’ być może sprawi wrażenie posiadania władzy by poświęcenie się odbyło, specyficznie Rosji. Ale problemu nie można rozwiązać w terminach logicznych, ani nawet w świetle teologii systematycznej” [39].

Ci teolodzy swoje twierdzenia opierali nie tylko na samym fakcie, że poświęcenie Rosji wymaga wypowiedzenia wyrazu “Rosja”, ale także na świadectwie samej s. Łucji.

W czwartek 22 marca 1984 roku, dwa dni przed aktem poświęcenia, zakon karmelitański w Coimbra świętował 77 urodziny s. Łucji. Tego dnia, zgodnie ze zwyczajem, przyjmowała starą przyjaciółkę, panią Eugenię Pestana. Po złożeniu życzeń karmelitańskiej przyjaciółce, p. Pestana zapytała: “I co, Lucy, w niedzielę poświęcenie?” S. Łucja, która już otrzymała i przeczytała tekst papieskiej formuły poświęcenia, uczyniła negatywny znak i oświadczyła: “To poświęcenie nie może mieć decydującego charakteru” [40].

“Decydującym charakterem”, który jest pieczęcią właściwego poświęcenia, jest cudowne nawrócenie Rosji. Chociaż nowa “ekumeniczna orientacja” Kościoła pogmatwała sprawę, nawrócenie Rosji oznacza nawrócenie na katolicyzm. To nie jest tylko sprawa zdrowego rozsądku, ale jest także w świadectwie o. Joaquina Alonso, prawdopodobnie największego eksperta Fatimy XX wieku. O. Alonso, który przeprowadził wiele wywiadów z s. Łucją, napisał w 1976 roku:

. . . powinniśmy potwierdzić, że Łucja zawsze uważała, iż ‘nawrócenie‘ Rosji nie będzie ograniczało się do powrotu narodu rosyjskiego do chrześcijańskich prawosławnych religii, odrzucenia marksistowskiego ateizmu sowietów, a raczej, odnosi się wyraźnie, jasno i prosto do całkowitego, integralnego nawrócenia Rosji na jeden prawdziwy Kościół Chrystusowy, Kościół Katolicki [41].

W wywiadzie z 1985 roku w Sol de Fatima, s. Łucję zapytano czy papież spełnił prośbę matki Bożej, kiedy poświęcił świat w 1984 roku. S. Łucja odpowiedziała: “Nie było w nim udziału wszystkich biskupów, i nie było słowa Rosja”. Następnie zapytano ją: “Czyli poświęcenia nie dokonano tak jak prosiła Matka Boża?” na co odpowiedziała: “Nie. Wielu biskupów nie przywiązało znaczenia do tego aktu” [42].

Nawet o. Rene Laurentin, towarzysz postępowców, przyznał w 1986 roku, że “s. Łucja jest nadal niezadowolona [43]. . . Łucja wydaje się uważać, że poświęcenie ‘nie zostało dokonane’ tak jak chciała tego Matka Boża” [44].

Później, 20 lipca 1987 roku, s. Łucja udzieliła szybkiego wywiadu poza klasztorem podczas głosowania. Powiedziała dziennikarzowi Enrique Romero, że poświęcenia Rosji nie dokonano w nakazany sposób [45].

Można cytować więcej potwierdzeń s. Łucji, że poświęcenie w roku 1984 nie spełniało warunków niebios [46], ale tu jest ważny punkt: kardynałowie Bertone i Ratzinger, zgodnie z linią partyjną Sodano, polegali całkowicie na jednym, wyraźnie fałszywym liście, żeby pokonać ponad 50 lat niezachwianego świadectwa s. Łucji o wymogach niebios w kwestii skutecznego poświęcenia Rosji. Sami nie odważyli się zapytać s. Łucji o tej sprawie – albo, gdyby to zrobili, nie udzieliłaby odpowiedzi zgodnych z linią partyjną [47].

Linia partyjna o Fatimie i pokoju na świecie

To prowadzi nas do drugiego wkładu kard. Bertone w tę farsę. Pokazał się on w postaci następującego oświadczenia:

Ta decyzja Jego Świątobliwości papieża Jana Pawła II by ujawnić opinii publicznej trzecią część “tajemnicy” fatimskiej kończy okres historii zaznaczonej tragiczną żądzą ludzkości do władzy i zła, ale przenikniętą miłosierną miłością Boga i czujną opieką Matki Jezusa i Kościoła.

Trudno jest znaleźć słowa by wyrazić obrazę tego absurdalnego twierdzenia. Tutaj linia partyjna Sodano poważnie proponuje, że cała era ludzkiej żądzy do władzy i zła została zakończona watykańskim “ujawnieniem” ukrywanej wizji “biskupa w bieli”. W tym przypadku, dlaczego Watykan czekał 40 lat żeby zaprowadzić na świecie pokój, kiedy wszystkim co miał zrobić, według kard. Bertone, było zainscenizowanie konferencji prasowej w 1960 roku w celu ujawnienia tej wizji?

Kard. Sodano wyraźnie uznał, że musi wiernym dać pewnego rodzaju podróbkę, żeby zastąpić triumf Niepokalanego Serca, który nigdy się nie zmaterializował po “poświęceniu Rosji” w 1984 roku. Konferencja prasowa z 26 czerwca 2006 roku była więc przedstawiana jako wielki punkt kulminacyjny Orędzia Fatimskiego!

Ale jakoś kardynałom Bertone i Ratzingerowi udało się zignorować oczywiste implikacje listu s. Łucji do papieża z 12 maja 1982 roku, który sami (w części) odtworzyli fotograficznie w TMF:

I jeśli jeszcze nie widzieliśmy całkowitego spełnienia końcowej części tego proroctwa, to idziemy ku niemu wielkimi krokami [48]. Jeśli nie odrzucimy drogi grzechu, nienawiści, zemsty, niesprawiedliwości, naruszania praw człowieka, amoralności i przemocy itp. I nie mówmy że to Bóg karze nas w ten sposób; wręcz przeciwnie, to ludzie sami przygotowują sobie karę.

Ten list z 1982 roku absolutnie nie odnosi się do próby zamachu w 1981 roku; znacznie mniej charakteryzuje tę próbę, jako jakiś rodzaj spełnienia Trzeciej Tajemnicy. Oczywiste jest, że rok po tej próbie s. Łucja nadal była zmartwiona globalną karą na skutek niewykonania przez Kościół nakazów Orędzia Fatimskiego. Ona na pewno nie napisała do papieża o triumfie Niepokalanego Serca, a raczej o unicestwieniu narodów.

Bardzo ciekawe jest również to, że ten sam list s. Łucji (który, jak mówią Ratzinger i Bartone, był zaadresowany do Jana Pawła II) zawiera wyrażenie: “Trzecia część tajemnicy, którą tak bardzo chcesz poznać (que tanto ansiais por conhecer)”. Dlaczego papież “tak bardzo chciałby poznać” trzecią część Tajemnicy, skoro już miał ten tekst w Watykanie, od roku 1957? Dlaczego Jego Świątobliwość miałby “tak bardzo chcieć poznać” to co już przeczytał w 1981 roku (jak twierdzą Bertone / Ratzinger), albo już w 1978, jak papieski rzecznik Joaquin Navarro-Valls powiedział portugalskiej prasie?

Jest bardzo podejrzane to, że wyrażenie “tak bardzo chciałbyś poznać” jest usunięte z każdego watykańskiego przekładu oryginalnego listu po portugalsku na różne wersje językowe komentarza kardynałów Ratzingera / Bertone. Nawet portugalska wersja TMF pomija wyrażenie “tak bardzo chciałbyś poznać” z portugalskiego maszynopisu oryginalnego listu. Jest oczywiste, że watykański aparat chciał uniknąć burzy pytań o tym jak papież mógł tak bardzo chcieć poznać coś, co już znał. Ale kiedy dziennikarze chcieli porównać swoje tłumaczenia z oryginalnym listem po portugalsku, konferencja się zakończyła i nie można było zadawać dalszych pytań.

Możliwe są tu dwa wnioski: albo list nie był naprawdę pisany do papieża, albo było coś więcej odnośnie Tajemnicy, czego papież naprawdę nie wiedział 12 maja 1982 roku, daty rzekomego listu od s. Łucji. Jak mówi słynny aforyzm sir Waltera Scotta:  “Och! jaką pleciemy piękną gęstą pajęczynę, kiedy zaczynamy ćwiczyć oszustwo” [49]. Pierwsze kłamstwo – że Fatima należy do przeszłości – prowadzi do splątanej pajęczyny kolejnych kłamstw, żeby ukryć to pierwsze.

Na celowniku o. Gruner

Trzeba było zrobić więcej w tej kampanii żeby zakopać Fatimę w przeszłości. Co z “fatimskim księdzem”, którego publikacje i audycje jego apostolatu bez przerwy i dosyć skutecznie wbijały do głów wiernych, że watykański aparat, goniąc za nową wizją Kościoła, odwrócił się od próśb Matki Bożej? Na zakończenie konferencji prasowej 26 czerwca, kard. Ratzinger zrobił wszystko co mógł by wymienić nazwisko o. Nicholasa Grunera, oświadczając, że o. Gruner musi być “posłuszny nowemu Magisterium” w kwestii poświęcenia Rosji, które (jak mówi linia partyjna) zostało załatwione. Ale Magisterium – autorytatywny urząd nauk Kościoła – nie uczyło nic tego rodzaju. Była jedynie Interpretacja Fatimy Sodano, i nieobowiązująca “próba” wyjaśnienia przez TMF całej specyficznej proroczej treści Orędzia Fatimskiego [50] (pozostawiając jedynie modlitwy i pokutę).

Kilka dni przed ową konferencją, nasilając prześladowania, watykańska Kongregacja ds. Księży wysłała o. Grunerowi list zawierający zdumiewającą groźbę, że zostanie ekskomunikowany z Kościoła Katolickiego. Po tym liście był komunikat do biskupów filipińskich (mocno popierających apostolat o. Grunera), informujący o tym, że o. Gruner zostanie ekskomunikowany jeśli (między innymi) nie “pojedna się z władzami Kościoła” – czyli, ma powrócić do Diecezji Avellino, zamknąć swój apostolat i ugiąć się przed linią partyjną o Fatimie. Ze swojej strony, biskup Avellino nigdy nie potrzebował usług o. Grunera, nigdy od roku 1978 nie wspierał go finansowo, i nigdy nie podjął żadnych kroków by ułatwić mu otrzymanie wizy imigracyjnej do “powrotu” do Avellino. Biskup Avellino był tylko pionkiem na szachownicy sekretarza stanu. (Tą parodią zajmiemy się w kolejnych rozdziałach.)

W swoich uwagach o o. Grunerze pod koniec konferencji prasowej 26 czerwca, kard. Ratzinger zauważył także, że o. Gruner niewątpliwie cierpiał na angoscia – włoskie określenie dla skrajnego lęku psychicznego. Kard. Ratzinger najwyraźniej wiedział o groźbie ekskomuniki, która faktycznie wywołałaby tę chorobę u każdego wiernego, kochającego Kościół księdza. Ale trudny los o. Grunera był tylko symbolem trudnego losu Kościoła jako całości w epoce posoborowej: ksiądz który popełnił przestępstwo przeciw wierze i moralności otrzymuje groźbę ekskomuniki od samego szefa Kongregacji ds. Księży, zaś drapieżnicy kościelni w rzymskich koloratkach molestują ministrantów albo głoszą herezję, a ich biskupi przenoszą ich z miejsca na miejsce, albo ukrywają ich działalność i chronią ich przed karą; a Kongregacja nie robi nic.

Jak można tłumaczyć tę oburzającą dysproporcję sprawiedliwości? Wydaje się, że jest tylko jedno rozsądne wytłumaczenie tego, oparte na tym, co do tej pory pokazaliśmy: w Kościele Katolickim posoborowej adaptacji, jedynym niewybaczalnym przestępstwem, tak jak w stalinowskiej Rosji, jest niepodporządkowanie się linii partyjnej. A o. Gruner nie podporządkował się linii partyjnej w sprawie Fatimy.

Wychodzi Matka Boża, wchodzi Gorbaczow

Powiedzieliśmy już o tym, że to szydzenie i ukrywanie Orędzia Fatimskiego – linia partyjna o Fatimie – miało zakopać je na zawsze, żeby kard. Sodano mógł zająć się pogonią za nową orientacją Kościoła. Poniżej szczególnie przekonujący tego przykład:

Po “delikatnym obaleniu” (jak napisał Los Angeles Times) Fatimy przez kardynałów Ratzingera i Bertone 26 czerwca, watykański aparat pod kierownictwem kard. Sodano, natychmiast zajął się poważną, według niego, sprawą Kościoła. Następnego dnia Michail Gorbaczow zasiadł, jako honorowy gość między kardynałami Sodano i Silvestrini na watykańskiej “konferencji prasowej”. Jaki był cel tej konferencji? Zorganizowano ją dla świętowania jednego z kluczowych elementów nowej orientacji Kościoła: ostpolitik, polityki “dialogu” i kompromisu z komunistycznymi reżimami (łącznie z czerwonymi Chinami) prześladującymi Kościół. Bezpośrednią okazją tej konferencji była pośmiertna publikacja dzienników kard. Cassaroli, wielkiego architekta ostpolitik i poprzednika Sodano narzucającego linię partyjną sekretarza stanu [51].

W prawdziwie stalinowski sposób, na tej “konferencji prasowej” nie pozwolono na pytania dziennikarzy – konferencja prasowa bez pytań ze strony prasy! Najwyraźniej Watykan chciał upewnić się, żeby nikt nie wyłamał się spod linii partyjnej żadnymi pytaniami na temat Fatimy, albo dlaczego Watykan honorował takich jak Michail Gorbaczow, człowieka, który przyznaje, że nadal jest leninowcem, i którego zwolnione z podatku fundacje promują aborcję i antykoncepcję żeby wyeliminować 4 miliardy ludzi z populacji świata [52]. Tu nawet nie wspomina się o publicznej obronie przez tego pokrytego krwią bohatera sowieckiej inwazji na Afganistan, kiedy jeszcze był szefem sowieckiej partii komunistycznej – ludobójczej kampanii, w której instalowano bomby udające zabawki, żeby afgańskim dzieciom odrywać ręce, nogi i głowy [53].

Czy mogła być bardziej dramatyczna manifestacja fundamentalnej opozycji między Kościołem wszechczasów i Kościołem adaptacji? 26 czerwca 2000 roku Matce Bożej Fatimskiej pokazano drzwi, Jej niebiański przekaz ocenzurowały i skorygowały osoby, które ośmieliły się skazać go na zapomnienie. Następnie, dzień później, Michail Gorbaczow wszedł do Watykanu żeby świętować nową orientację Kościoła, nałożoną przez nieżyjącego kard. Casaroli, i przez jego następcę, kard. Sodano.

Gorbaczow, lider kultury śmierci, był honorowany ponownie przez Watykan 4 listopada 2000 roku, kiedy przemawiał do papieża i innych dostojników na “Jubileuszu / Święta polityków” – na uroczystej kolacji dla około 5.000 światowych przywódców bezbożnych świeckich republik. Fotografowie zrobili zdjęcia papieża bardzo uważnie słuchającego przemówienia istotnego promotora holokaustu aborcyjnego [54]. Ta groteskowa mieszanka Jubileuszu – duchowa tradycja Kościoła mająca początki w zwyczajach Starego Testamentu – z przemówieniami polityków popierających aborcję o sprawach świeckich, jest bardzo typowa dla nowej orientacji, która ciągle chce łączyć Kościół ze światem poprzez wielką adaptację katolicyzmu do “nowoczesnej cywilizacji”.

Gorbaczow przyznaje, że nadal jest leninowcem, i nadal promuje aborcję, kontrolę populacji i leninowskie zasady na Forum o Sytuacji Świata. Gorbaczow został zaproszony przez kard. Sodano do zajęcia miejsca obok niego w Watykanie na konferencji prasowej 27 czerwca 2000 roku, której celem była promocja dzienników kard. Casaroli, podtrzymujących watykańską ostpolitik, która odmawia krytyki błędów komunizmu i państwowego ateizmu. Powyżej Gorbaczow, zaproszony do Watykanu w listopadzie 2000 roku żeby wygłosił przemówienie do papieża i innych dostojników watykańskich  polityków podczas “Jubileuszu / Święta Polityków”.


Przypisy

[1] “The Moscow Patriarchate and Sergianism” [Patriarchat moskiewski i sergianizm] Borys Talantow, z Russia’s Catacomb Saints [Święci z rosyjskich katakumb] (St. Herman z Alaska Press, Platina, Kalifornia, 1982) s. 463-486.

[2] “Patriarchat moskiewski i sergianizm: esej Borysa Talantowa” na www.orthodoxinfo.com/resistance/cat_tal.htm

[3] Wypowiedzi z 17.01.1998 konferencji Pomoc dla Kościoła w Rosji, www.catholic.net/rcc/Periodicals/Faith/1998-03-04/Russia.html The Catholic Dossier, marzec/kwiecień 1998, s. 4.

[4] L’Osservatore Romano, 26-27.03.1984, s. 1, 6.

[5] Avvenire, 27.03.1984, s. 11.

[6] O. Fabrice Delestre, “Fatima: Why Isn’t the Mother of God Being Obeyed as She Should Be?” [Fatima: dlaczego nie słucha się Matki Bożej tak jak się powinno?], Angelus, czerwiec 2000, t. 23, nr 6. Zob. także o. François de Marie des Anges, Fatima: Joie Intime Événement Mondial, (wyd. francuskie, Contre-Réforme Catholique, Francja, 1991) s. 363-364; o. François de Marie des Anges, Fatima: Tragedy and Triumph [Fatima: tragedia i triumf] s. 168-172.

[7] Uwagi o. Maurera w wywiadzie dla Catholic World Report, luty 2001. Streszczenie i komentarz o wywiadzie w “The Myth of a Converted Russia Exposed” [Ujawniony mit o nawróconej Rosji], dr Marian Horvat, Catholic Family News, marzec 2001.

[8] Zob. Mark Fellows, “This Present Darkness” [Panująca ciemność] cz. III, Catholic Family News, październik 2000.

[9] Odnośnie aloholu w Rosji, badacze wywnioskowali: “Wskaźnik spożycia alkoholu w Rosji, tradycyjnie wśród najwyższych na świecie, i wzrastający Regarding alcohol in Russia, researchers concluded: “Russia’s rate of alcohol consumption, traditionally among the highest in the world, znacząco w latach 1990, stanowi główny czynnik w kryzysie zdrowia kraju. . . alkoholizm osiągnął epidemiczne proporcje, zwłaszcza wśród mężczyzn. . . Badanie rosyjskie z 1995 roku wykazało, że regularne upijanie się występowało wśród 25-60%  robotników. . . W 1994 około 53.000 osób zmarło w wyniku zatrucia alkoholowego, wzrost o około 36.000 od 1991 roku”. W ciągu 10 lat od rzekomego nawrócenia Rosji, gwałtownie wzrosło także spożycie nielegalnych narkotyków: “W 1995 roku szacowane 2 miliony Rosjan używało narkotyki, ponad 20 razy więcej całkowitej liczby odnotowanej 10 lat wcześniej w całym Związku Sowieckim, z liczbą użytkowników rosnącą o 50% każdego roku w połowie lat 1990″. Mark Fellows, “Panująca ciemność”, cz. II, Catholic Family News, wrzesień 2000.

[10] “Satanism on the Rise in Russia” [Wzrost satanizmu w Rosji] John Vennari. Zob.  www.fatima.org/satanism. html

[11] “Russia Legalizes Homosexuality” [Rosja legalizuje homoseksualizm], United Press International, 28.05.1993: “W piątek rosyjscy działacze homoseksualni świętowali zwycięstwo praw gejów w posowieckiej Rosji anulowaniem Art. 121 sowieckiego kodeksu karnego, który zakazywał seks między mężczyznami za obopólną zgodą”. “To wspaniała wiadomość dla gejów i lesbijek w Rosji” powiedział Wladislaw Ortanow, naczelny moskiewskiego czasopisma gejowskiego Risk.

[12] “Activist Says Child Porn Prosecutions Will be Difficult in Indonesia, Russia” [Działacz: skazywanie za dziecięcą pornografię będzie trudne w Indonezji, Rosji], Christine Brummitt, Associated Press, 9.08. 2001

[13] “Big Brotherski goes too far for Staid Russians” [Big brotherski idzie za daleko dla statecznych Rosjan], Mark Franchetti, Sunday Times (London), 25.11.2001.

[14] “New Visa System Seen Choking Russia’s Catholic Parishes” [Nowy system wizowy dusi rosyjskie parafie katolickie], Russia Reform Monitor, nr 485, 28.07.1998. Także “Catholic Clergy in Siberia Face Growing Visa Difficulties” [Duchowieństwo katolickie na Syberii i zwiększające się trudności wizowe] , Catholic World News, 19.11.1997.

[15] Sarah Karush, “Foreign Priests Spark Controversy” [Zagraniczni księża wywołują kontrowersję], Associated Press, 12.02.2002.

[16] Radio Free Europe Report [Raport Radia Wolna Europa] 20.06.2001.

[17] Ibid. Zob. także Catholic News Service, 17.02.2002.

[18] Fatima: Tragedy and Triumph [Fatima: tragedia i triumf] s. 189-190.

[19] Analiza sfałszowanego listu do Noelkera, Mark Fellows, “This Present Darkness” [Panująca ciemność] cz. II, Catholic Family News, wrzesień 2000.

[20] Zasada wymagająca, żeby władzę realizowć na poziomie najniższym możliwym w celu uniknięcia tyranii przez nadmierną centralizację władzy. Na przykład budżet miasta powinien być określany przez ojców miasta, a nie przez rząd stanowy czy federalny.

[21 Według starej struktury, papież przewodniczył Rzymskiej Kurii. Według nowej, od 1967 roku, watykański sekretarz stanu przewodniczy tej kurii. Można sprawdzić w Annuario Pontificio przed I po 1967 by zobaczyć zmianę w strukturze Rzymskiej Kurii.

[22] Francuski ksiądz pokazał masoński dokument, m.in., amerykńskiemu księdzu o.  Paul Kramer.

[23] Paul Fisher, Their God is the Devil [Ich bogiem jest szatan] (American Research Foundation, Waszyngton, DC, 1990) s. 40.

[24] Zob. Francis Alban i Christopher A Ferrara, Fatima Priest [Fatimski ksiądz] wyd. IV (Good Counsel Publications, Pound Ridge, Nowy Jork, 2000), Rozdz. 12, 14, 17-22; App. I, App. II.

[25] Szczegóły długich i męczących “procedur” w uciszaniu o. Grunera: “Fatimski ksiądz” wyd. IV,  A Law for One Man [Prawo dla jednego](obie dostępne Fatima Center, 17000 State Route 30, Constable, Nowy Jork 12926) lub www.fatima.org.

[26] O ‘tak’ i ‘nie’ ceremonii beatyfikacji i sprawach wokół niej: dziennik  Correio da Manhã 14.10.1999, artykuł s. 12; tygodnik Jornal de Leiria 14.10.1999, ps 24; tygodnik  A Ordem 22.10.1999, s. 1; oficjalny tygodnik Patriarchatu Lizbony Voz da Verdade 31.10.1999, s. 6, artykuł “The Beatification of the Little Shepherds Definitely Will Be At Rome” [Beatyfikacja małych pastuszków na pewno w Rzymie]; Voz da Verdade  5.12.1999: “The Pope Will Return to Portugal; Fatima is the Place of the Beatification” [Papież wróci do Portugalii; Fatima miejscem beatyfikacji]; artykuł w Euronoticias 24.03.2000, s. 8, “Bishop of Leiria-Fatima” [Biskup Leira-Fatimy] konferencja prasowa 21 marca; tygodnik  Euronoticias 24.03. 2000, s. 8, “Crisis: The Bishop of Leiria-Fatima Creates A Mystery Around the Visit of the Pope Without Telling the Patriarch What It Concerns, Will the Pope Reveal the Third Secret?” [Kryzys: biskup Leiria-Fatima robi tajemnicę z papieskiej wizyty nie mówiąc patriarsze czego dotyczy, czy papież ujawni Trzecią Tajemnicę?]; Euronoticias 24 marca, artykuł s. 9 “Analysis: Persons Who Have Studied the Apparitions Say That the Third Secret Could Concern the Destruction of the Faith. A Crisis in the Interior of the Church Would be the Third Secret” [Analiza: osoby badające treść objawień mówią, że Trzecia Tajemnica może dotyczyć zniszczenia wiary. Kryzys wewnątrz Kościoła będzie Trzecią Tajemnicą].

[27] o. Herman Bernard Kramer, The Book of Destiny [Księga przeznaczenia] (wyd. I, 1955, ponowne TAN Books and Publishers, Inc., Rockford, Illinois, 1975) s. 279-284.

[28] Ibid.

[29] Ibid.

[30] Zob. artykuły: Euronoticias z 24.03.2000, s. 8, “Biskup Leiria-Fatima” konferencja prasowa 21.03. Euronoticias z 24.03.2000, s. 8, “Kryzys: Biskup. . .”; Euronoticias 24.03. s. 9 “Analiza: Osoby które. . .” [31] Tezy Dhanisa przeciwko Fatimie wyjaśnione w o. Michel, “Cała prawda o Fatimie” – t. I, cz. II, Rozdz. 1. Wszystkie cytaty pochodzą z tego źródła.

[32] Ibid.

[33] William Thomas Walsh, Our Lady of Fatima [Matka Boża Fatimska], (Image-Doubleday, Nowy Jork, Imprimatur 1947) s. 221.

[34] Il Pellegrinaggio Della Meraviglie, s. 440. Rzym, 1960. Ta sama praca, opublikowana pod auspicjami włoskiego episkopatu, potwierdza, że orędzie przekazano papieżowi Piusowi XII w czerwcu. Także kanonk Barthas wspomniał o tym objawieniu na Kongresie Mariologicznym w Lizbona-Fatima 1967; zob. De Primoridiis cultus marianae, Acta congressus mariologici-mariana in Lusitania anno 1967 celebrati, s. 517. Rzym, 1970. Zob. Fatima: Tragedia i triumf, s. 21, 37.

[35] Fatima: Tragedia i triumf, s. 165.

[36] Relacja w artykule o. Pierre Caillon z Centre Saint Jean 61500 Sees, (Orne) Francja. Artykuł opublikowany w miesięczniku Fidelite Catholique, B.P. 217-56402. Auray Cedex, Francja. Przekład ang. z The Fatima Crusader, nr 13-14, (październik-grudzień 1983) s. 3.

[37] Fatima: Tragedia i triumf, s. 172.

[38] Zob. Fatima e o Coraçao de Maria, s. 101-102.

[39] Fatima: Tragedia i triumf, s. 172-173.

[40] Ibid., s. 167-168.

[41] La Verdad sobre el Secreto de Fatima, Fatima sin mitos, o. Joaquin Alonso, (wyd. II, Ejercito Azul, Madryt, 1988) s. 78. Przekład ang. Josepha Caina. Oryginalny tekst hiszpański: “... podriamos decir que Lucia ha pensado siempre que la “conversión” de Rusia no se entiende solo de un retorno de los pueblos de Rusia a la religion cristiano-ortodoxa, rechazando el ateismo marxista y ateo de los soviets, sino que se refiere pura y llanmente a la conversion total e integral de un retorno a la unica y verdadera Iglesia, la catolica-romana.”

[42] Sol de Fatima, wrzesień 1985.

[43] Chrètiens-Magazine, marzec 1987, #8. Cyt. z Fatima: Tragedia i triumf, s. 189.

[44] o. Laurentin, “Multiplication des apparitions de la Vierge aujourd’hui, s. 45, Fayard, wrzesień 1988. Cyt. z Fatima: Tragedia i triumph, s. 189.

[45] To świadectwo s. Łucji opublikowane na początku sierpnia (1987) w Para Ti, Argentyna. Zob. World Enslavement or Peace … It’s Up to the Pope [Zniewolenie świata. . .to zależy od papieża] o. Nicholas Gruner (Immaculate Heart Publishing, 1989), s. 212-213.

[46] C.d. świadectwa Rozdz. VI  Fatima: Tragedia i triumf.

[47] 17.11.2001 wywiad abpa Bertone z s. Łucją w Rozdz. 14, “Let us Hear the Witness, For Heaven’s Sake” [Na litość boską, wysłuchajmy świadka].

[48] Watykański przekład “we are going towards it little by little with great strides” [stopniowo idziemy w tym kierunku] jest wyraźnie niepoprawny. Wyrazy “little by little” nie występują w oryginalnym rękopisie portugalskim opublikowanym na s. 9 TMF dokonanym przez sam Watykan. Dlatego pokazaliśmy nasze dokładne tłumaczenie.

[49] “Marmion: A Tale of Flodden Field” , Canto 6, stanza 17. Poemat Sir Waltera Scotta.

[50] Należy zauważyc, że sam kard. Ratzinger powiedział o watykańskiej interpretacji Trzeciej Tajemnicy: “Kościół nie chce dyktowac interpretacji”. Ten cytat pochodzi z “Final Secret of Vatican Published by Vatican” [Watykan publikuje ostatnią tejemnicę] Boston Herald, 27.06.2000; Vatican’s Secret is Out” [Ujawniona tajemnica Watykanu], The Express, 27.06.2000; “Vatican Unease as it Reveals the Full Third Secret of Fatima” [Niepokój Watykanu przy ujawnianiu pełnej Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej], Financial Times (Londyn), 27.06.2000; “Fatima ‘Snapshot of Martyr’s Past Century’” [Fatima 'Obraz męczennika ubiegłego wieku], The Irish Times, 27.06.2000.

[51] Wiadomości z 27.06.2000 o konferencji prasowej. “Gorbachev Helps Introduce Casaroli Memoirs” [Gorbaczow pomaga w prezentacji dzienników Caaroli], Catholic World News, 27.06.2000.

[52] Wrzesień 1995, Gorbaczow zorganizował “Forum o stanie świata” w San Francisco. Ponad 4.000 członków światowej “elity” zapłacili po $5,000 od osoby za uczestnictwo w 5-dniowej imprezie. Na ostatniej sesji tego forum, filozof / autor Sam Keen przedstawił podsumowanie i uwagi końcowe konferencji. Pokazuje on przeciwny życiu i antychrześcijańśki etos Forum. Uczestnikom konferencji Keen powiedział: “było bardzo mocne porozumienie, że instytucje religijne muszą przejąć główną odpowiedzialność za eksplozję populacji. Musimy dużo wyraźniej mówić o seksualności, o kontracepcji, o aborcji, o wartościach kontrolujących populację, poniewać kryzys ekologiczny, mówiąc w skrócie, jest kryzysem populacji. Zredukujemy populację o 90% i nie pozostanie wystarczająco dużo ludzi by uczynili wielką szkodę ekologiczną“. Zob. “World’s elite gather to talk depopulation” [Światowa elita gromadzi się na rozmowy o depopulacji] John Henry Western, The Interim, kwiecień 1996.

[53] Zob. wywiad z afgańskim urzędnikiem Abdulem Shams w Review of the News, lipiec 1985.

[54[ Zdjęcie opublikowane w  Catholic Family News, styczeń 2001, s. 13.

Ostatnie dwa środki zaradcze przeciwko złu. Słowa Łucji.

Ostatnie dwa środki zaradcze prze­ciwko złu

https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=7951&Itemid=46

Słowa Łucji wypowiedziane do ojca Fuentesa:

„Ona powiedziała do moich kuzynów i do mnie, że Bóg postanowił dać światu ostatnie dwa środki zaradcze prze­ciwko złu, to znaczy święty Różaniec i nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. Są to ostatnie dwa możliwe środki zaradcze, co oznacza, że nie będzie innych (…).

Kiedy Bóg zmuszony jest ukarać świat, przed uczynieniem tego stara się poprawić go wszystkimi możliwymi środka­mi. Teraz, kiedy widzi, że świat nie zważa na Jego apele,z pewną obawą” ofiaruje nam ostatnią możliwość ocale­nia przez interwencję Swojej Najświętszej Matki. Czyni to z „pewną obawą” ponieważ, jeżeli te ostatnie środki nie poskutkują, nie będziemy już mogli mieć nadziei na żaden rodzaj przebaczenia Nieba, ponieważ będziemy splamieni tym, co Ewangelia nazywa grzechem przeciwko Duchowi Świętemu (…).

Widzisz Ojcze, na końcu czasów, w któ­rych obecnie żyjemy, Najświętsza Panna chciała nadać nową skuteczność modlitwie Różańcem świętym. Ona tak bardzo wzmocniła jego skuteczność, że nie ma takiego problemu, choćby był bardzo trudny, natury materialnej, a przede wszystkim duchowej, w życiu prywatnym każ­dego z nas, w życiu naszych rodzin czy też w życiu lu­dów i narodów, który nie mógłby wstać rozwiązany przez modlitwę Różańcem świętym

(…).

A wreszcie nabożeń­stwo do Niepokalanego Serca Maryi, naszej Najświętszej Matki, polega na uznawaniu Jej za stolicę łaskawości, do­broci i przebaczenia oraz za bezpieczną bramę, przez którą wejdziemy do Raju.”

ORĘDZIE i CUD w Fatimie [O. Kramer]

Z : „Ostatnia bitwa Szatana” (3) https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=8058&Itemid=46

The Devil’s Final Battle  O. Paul Kramer i Stowarzyszenie Misjonarzy (2002)
http://www.devilsfinalbattle.com/content2.htm   Tłumaczenie Ola Gordon

ROZDZIAŁ  I – ORĘDZIE  I  CUD

Bóg nie trwoni cudów. W całej historii zbawienia – od Jozuego do Mojżesza, do dwunastu apostołów, do świętych Kościoła Katolickiego – Bóg dokonywał cudów w jednym nadrzędnym celu: by służyły jako boskie poświadczenie dla świadka, który powoływał się na cud w Jego Imię. Kiedy Bóg wybiera świadka, a następnie kojarzy autentyczny cud ze świadectwem tego świadka, to możemy wiedzieć na pewno, że świadek zasługuje na wiarę. Bóg nie dokonuje cudów by ręczyć za niewiarygodnych świadków, Bóg nie wybiera niewiarygodnych świadków.

[Na e zdjęciu: Pierwsza kaplica Matki Bożej Fatimskiej zbudowana dokładnie w miejscu pojawienia się Matki Bożej. 6 marca 1922 roku została wysadzona w powietrze przez antykatolickie siły w Portugalii. Zdjęcie pokazuje dziurę w dachu spowodowaną wybuchem. Dzięki opatrzności, oryginalnej figury Matki Bożej pokazanej na s. xxiv, nie było wtedy w kaplicy. MD]

The first chapel of Our Lady of Fatima built on the exact spot where Our Lady appeared. It was dynamited by anti-Catholic forces in Portugal on March 6, 1922. The photograph above shows the hole in the roof from the explosion. Providentially, the original statue of Our Lady of Fatima, pictured on page xxiv, was not in the chapel at the time.

Nie, Bóg nie trwoni cudów. A na pewno nie w przypadku cudu widzianego przez 70.000 ludzi, wierzących jak i niewierzących, jaki miał miejsce dokładnie w momencie przepowiedzianym trzy miesiące wcześniej przez trójkę świadków, w których świadectwo wątpiono: Lucy dos Santos (znana światu jako Łucja) i jej kuzynów, Franciszka i Hiacyntę Marto [1]

Jest 13 października 1917 roku. Na niepokaźnym polu znanym jako Cova da Iria w Fatimie zgromadziło się około 70.000 ludzi w oczekiwaniu na cud. Nigdy wcześniej w historii zbawienia wizjoner nie przepowiedział trzy miesiące wcześniej, że wydarzy się cud o dokładnie podanej godzinie i w dokładnie określonym miejscu.

Dlaczego tego dnia? Bo Łucji dos Santos i jej kuzynom Franciszkowi i Hiacyncie od maja tego roku, co miesiąc 13-go pokazywała się “Pani”. Pani pokazywała im się ponad dębem w Cova, i z każdym objawieniem powiększały się tłumy. Ale wzrastały także wątpliwości, co do prawdomówności wizjonerów, jak również szyderstwa i prześladowanie ich i ich rodzin, w czasie kiedy Portugalią rządził ateistyczny rząd masoński.

I wtedy, 13 lipca 1917 roku, Pani pokazała im coś, co ich przestraszyło i zmieniło na zawsze, czyniąc z nich świętych, którzy spędzili życie (w przypadku Franciszka i Hiacynty bardzo krótkie życie) na modlitwach i ofiarach za grzeszników. Jak wspomina Łucja, a co Kościół Katolicki uznał za prawdę, Pani pokazała im piekło:

Otworzyła dłonie jeszcze raz, jak robiła to w poprzednich dwu miesiącach. Promienie światła wydawały się penetrować ziemię, i zobaczyliśmy coś, co było jakby morzem ognia. W tym ogniu były demony i dusze [potępionych] w ludzkiej formie, jak przezroczyste palące się niedopałki, wszystkie czarne lub przyczernione jak brąz, pływające w tych płomieniach, teraz podniesione przez te wychodzące z nich samych, razem z wielkimi chmurami dymu, teraz spadały na każdą stronę jak iskry w ogromnym ogniu, bez masy ani równowagi, pośród wrzasków i jęków bólu i rozpaczy, co przeraziło nas i sprawiło, że trzęśliśmy się ze strachu. (Musiał to być ten widok, który spowodował, że zaczęłam krzyczeć, bo ludzie mówią, że mnie słyszeli). Demony można było odróżnić [od dusz potępionych] ich przerażającym i odstraszającym podobieństwem do strasznych i nieznanych zwierząt, czarne i przezroczyste jak palące się węgle [2]. Wizja ta trwała tylko chwilę. Jak możemy kiedykolwiek się odwdzięczyć naszej dobrej niebiańskiej Matce, która już wcześniej przygotowała nas, obiecując, w pierwszym objawieniu, że zabierze nas do nieba. W przeciwnym razie, myślę, że umarlibyśmy ze strachu i terroru [3].

Po pokazaniu dzieciom losu potępionych, co uważa się za pierwszą część Wielkiej Tajemnicy Fatimskiej, Pani przekazała im drugą część. Każdy, łącznie z członkami watykańskiego aparatu, którzy są sednem tej prezentacji, zgadza się, że druga część Tajemnicy, jak mówią dzienniki s. Łucji, jest następująca:

Widzieliście piekło, dokąd idą dusze nieszczęsnych potępionych. Żeby je ocalić, Bóg chce ustanowienia na świecie nabożeństwa do mojego Niepokalanego Serca. Jeśli dokona się tego co wam mówię, uratuje się wiele dusz i zapanuje pokój. Wojna się skończy; ale jeśli ludzie nie przestaną obrażać Boga, za panowania Piusa XI wybuchnie jeszcze gorsza wojna. Kiedy zobaczycie noc oświetloną nieznanym światłem, wiedzcie, że jest to wielki znak dany wam przez Boga, że zamierza ukarać świat za jego zbrodnie, wojnami, głodem i prześladowaniami Kościoła i Ojca Świętego.

Żeby temu zapobiec, przyjdę i poproszę o poświęcenie Rosji mojemu Niepokalanemu Sercu, i o komunię wynagradzającą w pierwszych sześć sobót. Jeśli spełni się moje prośby, Rosja się nawróci i zapanuje pokój; jeśli nie, ona będzie szerzyć swoje błędy na cały świat, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła. Dobrzy staną się męczennikami, Ojciec Święty będzie dużo cierpiał, różne narody zostaną unicestwione. W końcu moje Niepokalane Serce zwycięży. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, i ona się nawróci, i światu będzie dany okres pokoju. W Portugalii dogmaty wiary zawsze będą zachowane itd. Nie mówcie o tym nikomu. Franciszek, tak, możesz mu to powiedzieć [4].

Podstawowe elementy tego zdumiewającego Orędzia są następujące:

  • Wiele dusz idzie do piekła z powodu popełnionych przez nie grzechów.
  • Żeby je uratować, Bóg chce ustanowić na całym świecie unikalnie katolickie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi.
  • To zostanie dokonane przez poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi (w połączeniu z wynagradzającą komunią w pierwszą sobotę każdego miesiąca), w wyniku czego Rosja nawróci się na wiarę katolicką.
  • Jeśli to zostanie dokonane, uratuje się wiele dusz i nastanie pokój.
  • Jeśli to nie zostanie dokonane, Rosja będzie szerzyć swoje błędy na cały świat. Będą wojny, głód, prześladowanie Kościoła i męczeństwo dobrych. Ojciec Święty będzie dużo cierpiał. A jeśli nie spełni się próśb naszej Pani, zostaną unicestwione różne narody.
  • Niemniej jednak, “W końcu moje Niepokalane Serce zwycięży. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, i ludzkość będzie miała okres pokoju”.

Do tych rzeczy Matka Boża dodała pilną prośbę, żeby katolicy odmawiając Różaniec, po zakończeniu każdego dziesiątka, odmawiali następującą modlitwę: “O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba, i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia”. Posłuszny wobec prośby Matki Bożej, i jako potwierdzenie prawdziwości Jej objawień w Fatimie, Kościół włączył tę modlitwę do Różańca, i dzisiaj katolicy ją odmawiają.

Kościół przyjął także nabożeństwo pierwszych sobót komunii wynagradzającej, co Matka Boża wyjaśniła następująco:

Obiecuję pomóc w godzinie śmierci, wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia, tym którzy w pierwsze soboty pierwszych kolejnych miesięcy: dokonają spowiedzi i przyjmą Komunię świętą, odmówią pięć dziesiątków Różańca, i dotrzymają mi towarzystwa przez 15 minut medytując o 15 tajemnicach Różańca, w intencji wynagrodzenia mi”.

Zatrzymajmy się tutaj by zauważyć mimochodem (dalszej dyskusja później) ciekawy zwrot na końcu pierwszych dwu części Tajemnicy: “W Portugalii dogmaty wiary zawsze będą zachowane itd.”

Niekompletne wyrażenie kończące się “itd.” pokazuje się w czwartym dzienniku objawień s. Łucji. Jasno obejmuje niebiańską przepowiednię, zawierającą dalsze niezapisane słowa Matki Bożej, o stanie przestrzegania katolickich dogmatów w Kościele jako całości, w odróżnieniu od Portugalii w szczególności, gdzie dogmaty wiary zawsze będą zachowane.

Rozważana osobno, uwaga o przestrzeganiu dogmatów katolickich w Portugalii wydaje się nieuzasadniona i dość bezsensowna, bo wyrażenie to w ogóle nie wynika logicznie z dwóch pierwszych części Tajemnicy. Każdy szanowany badacz Fatimy wywnioskował z tego, że fraza przedstawia początek trzeciej części Tajemnicy – znanej jako Trzecia Tajemnica Fatimska. Jak zobaczymy dalej, Łucja był tak przerażona jej treścią, że nawet kiedy nakazano jej spisać Trzecią Tajemnicę Fatimską w październiku 1943 roku, nie była w stanie tego zrobić aż do kolejnego objawienia 2 stycznia 1944 roku, kiedy Matka Boża zapewniła ją, że powinna to zrobić.

Ale do dnia dzisiejszego Watykan nigdy nie ujawnił słów Matki Bożej, które wyraźnie następują po “W Portugalii dogmaty wiary zawsze będą zachowane itd.” To “itd..” pozostaje tajemnicą. To kontynuowane ukrywanie jest kluczowym elementem zbrodni, która jest przedmiotem tej książki.

Po otrzymaniu z samego nieba wiadomości o ogromnym znaczeniu dla Kościoła I ludzkości, Łucja wiedziała, że razem z kuzynami potrzebowała boskiego potwierdzenia, jeśli miano im uwierzyć. Podczas objawienia 13 lipca Łucja poprosiła Panią “powiedz nam, kim jesteś, i pokaż cud, żeby każdy uwierzył w to, że to Ty nam się pokazujesz”. I Pani odpowiedziała: “Przychodźcie tutaj, co miesiąc. W październiku powiem wam, kim jestem i czego chcę, i pokażę cud żeby wszyscy go zobaczyli i uwierzyli” [5]. Pani powtórzyła tę obietnicę w następnych objawieniach Łucji i pozostałym wizjonerom 19 sierpnia, i ponownie w Cova 13 września.

I dlatego ludzie zgromadzili się w ogromnym tłumie w Cova 13 października. I dokładnie o godzinie przepowiedzianej w lipcu – o 12:00 czasu słonecznego, i o 13:10 czasu w Portugalii – cud się zaczyna.

Łucja nagle nakazuje ludziom stojącym w tłumie zamknięcie parasoli w ulewnym deszczu, który zamienił pole w Cova w błoto. Następnie przechodzi w stan ekstazy, a Pani, pokazując się znowu, najpierw mówi Łucji kim jest i czego chce, tak jak obiecała: “Chcę by wybudowano tu kaplicę ku mojej czci. Jestem Matką Bożą Różańcową”. Pani jest Matką Bożą, Maryją Dziewicą, która od tej pory będzie również znana z tytułem Matka Boża Fatimska, jednym z wielu nadanych Najświętszej Dziewicy przez Kościół.

Kaplicę oczywiście zbudowano, potem odbudowano po wysadzeniu jej w powietrze w 6 marca 1922 roku przez umieszczenie w niej bomby przez przyjaciół Tinsmitha, pseudonim masońskiego burmistrza Ourem [6].

I wtedy rozpoczął się cud. Cytujemy tu świadectwo dziennikarza, którego nie można oskarżać o stronniczość w tej sprawie, i z dobrego powodu! Mówimy tu o Avelino de Almeida, naczelnym redaktorze Seculo, dużej “liberalnej” antyklerykalnej i masońskiej gazety w Lizbonie. Pisze:

Od strony drogi, gdzie stłoczone były razem powozy, i gdzie stały setki osób nie mających na tyle odwagi, by przejść przez błotnistą ziemię, zobaczyliśmy ogromny tłum odwracający się w kierunku słońca, które pokazało się w zenicie, beż żadnych chmur. Przypominało ono krążek srebra, i można było patrzeć na nie beż żadnego dyskomfortu. Nie parzyło oczu. Nie oślepiało. Mozna powiedzieć, że stworzyło zaćmienie. Wtedy usłyszeliśmy ogromny krzyk, i najbliższy nam tłum krzyczał: “Cud! Cud!. . . Cudo!. . . Cudo!” Na oświetlonych oczach ludzi, których postawa przeniosła nas do czasów biblijnych, i którzy osłupieni, z odkrytymi głowami, podziwiali błękit nieba, słońce zadrżało, poruszało się dziwnie i raptownie, poza wszelkimi kosmicznymi prawami, “słońce tańczyło”, zgodnie z typowym wyrażeniem wieśniaków. . . [7]

Mocno zaatakowany przez całą antyklerykalną prasę, Avelino de Alemeida ponowił swoje świadectwo, piętnaście dni później, w swojej recenzji w Ilustração Portuguesa. Tym razem dodał dziesiątki zdjęć ogromnego ekstatycznego tłumu, i powtarzał refren w swoim artykule: “Widziałem. . .widziałem. . . widziałem”. I zakończył szczęśliwy: “Cud, kiedy ludzie krzyczeli? Naturalne zjawisko, jak mówią eksperci? W tej chwili, to mnie nie dotyczy, tylko mówię o tym co widziałem. . . Reszta to sprawa nauki i Kościoła” [8]

Sobota, 13 października, rozpoczyna się dla pielgrzymów, jako spacer pokutny, ponieważ padało całą poprzednią noc. Teraz jest “niemal nagła zmiana pogody, z zakurzonymi drogami przekształconymi przez ulewny deszcz w grzęzawisko, powodując zastąpienie nagle, na jeden dzień, słodyczy jesieni na dokuczliwą srogość zimy, nie udało jej się ich nakłonić, by zrezygnowali lub rozpaczali” [9]

Porównując liczne świadectwa naocznych świadków, można oddzielić różne aspekty i wynik zdumiewającego zjawiska widzianego przez wszystkich. Na każde zjawisko można by ustawić 10 stron świadków, co samo stworzyłoby imponującą książkę.

Poniżej pierwszy cudowny fakt opisany przez dr Alameida Garretta:

Musiała być 13:30, kiedy dokładnie w miejscu gdzie były dzieci pokazał się słup dymu, cienkiego i niebieskawego, sięgający do może 2 m ponad ich głowy, i na tej wysokości się ulatniał. To zjawisko, idealnie widoczne gołym okiem, trwało przez kilka sekund. Nie zapisując jak długo to trwało, nie mogę powiedzieć czy było to dłużej czy krócej niż minuta. Dym rozproszył się nagle i po jakimś czasie powrócił drugi raz, potem trzeci. . .[10]

Podczas gdy “niskie i ciężkie niebo miało ciemny kolor, wypełnione wilgocią, [która] uwolniła ogromny i długotrwały deszcz”, to w czasie objawienia deszcz całkowicie ustał. Niebo nagle się rozjaśniło: “Słońce zwycięsko przebiło się przez ukrywające je do tej pory grube chmury, i intensywnie zaświeciło” (dr Almeida Garrett). Ta nagła zmiana pogody zaskoczyła wszystkich oglądających: “Był dzień ulewnego i ciągłego deszczu. Ale na kilka minut przed cudem przestał padać” (Alfredo da Silva Santos).

I to świadectwo lekarza, człowieka nauki, dotyczące niewytłumaczalnej srebrzystości słońca, pozwalającego na siebie patrzeć bez uszkodzenia oczu:

Nagle usłyszałem wrzawę tysięcy głosów, i zobaczyłem cały tłum zgromadzony na ogromnej przestrzeni u moich stóp. . . odwracający się w kierunku miejsca gdzie przed chwilą, cała ich koncentracja skupiona, i patrzą na słońce z drugiej strony. . . odwróciłem się również, w kierunku punktu gdzie patrzyli oni, i zobaczyłem słońce, jak bardzo wyraźną tarczę, o ostrych brzegach, która świeciła nie szkodząc oczom. . . Nie można było pomylić tego ze słońcem oglądanym przez mgłę (wtedy nie było żadnej mgły), bo nie było ani przysłonięte, ani przyćmione. W Fatimie zachowało swoją jasność i ciepło, i wydać je było wyraźnie na niebie, o ostrych brzegach, jak wielki karciany stół. Najbardziej zdumiewające było to, że można było patrzeć na słoneczną tarczę przez długi czas, przepięknie jasną i ciepłą, bezbolesną dla oczu, czy bez żadnego uszczerbku dla siatkówki oka” (dr Almeida Garrett) [11].

W tym samym tonie to świadectwo głównego redaktora “O Seculo”:

I wtedy zobaczyliśmy unikalny spektakl, nieprawdopodobny spektakl, niewiarygodny jeśli go nie widziałeś. Z ponad drogi. . . widzimy ogromny tłum obracający się do słońca, które pokazało się w zenicie, bez żadnych chmur. Wyglądało jak talerz pełen matowego srebra, i można było na nie patrzeć bez najmniejszego dyskomfortu. Nie piekło w oczy. Nie oślepiało. Można by powiedzieć, że wydarzyło się zaćmienie” (Artykuł z 15.19.1917).

I podobnie: “Ludzie mogli patrzeć na słońce jak patrzymy na księżyc” (Maria do Carmo) [12].

Można by mnożyć bez końca świadectwa o tym zjawisku słonecznym, widzianym nawet przez niewierzącego naczelnego antyklerykalnego dziennika. Zauważmy te:

Drżało i się trzęsło; wyglądało jak koło ognia” (Maria de Capelinha) [13].

Słońce było jak koło ognia, przybierało wszystkie kolory tęczy” (Maria do Carmo) [14].

Wyglądało jak obracająca się kula śniegu” (o. Lourenço) [15].

Podobna do perłowej tarcza trzepotała się. To nie było jak mruganie gwiazdy w swojej doskonałości. Obracała się z zawrotną prędkością” (dr Almeida Garrett) [16].

W pewnej chwili słońce się zatrzymało i znowu zaczęło tańczyć, obracać się; zatrzymało się znowu, i znowu zaczęło tańczyć” (Ti Marto) [17].

Słońce przybierało wszystkie kolory tęczy. Wszystko przybierało te same kolory: nasze twarze, ubrania, sama ziemia” (Maria do Carmo) [18].

Światło, którego kolory zmieniały się z jednej chwili na drugą, odbijało się na ludziach i rzeczach” (dr Pereira Gens) [19].

Co wydarzyło się potem stanowi najbardziej przerażający aspekt cudu, i o wielkich implikacjach dla naszych czasów, w których człowiek doprowadził do perfekcji niszczenie całego świata ogniem z nieba: słońce wydawało się odczepić od nieba i spadać w kierunku ziemi.

Nagle usłyszeliśmy krzyk, jak krzyk bólu całego tłumu. Faktycznie słońce zachowując szybki ruch obrotowy, wydawało się uwolnić od firmamentu i krwisto czerwone spadać w kierunku ziemi, grożąc zmiażdżeniem nas swoją ognistą masą. Były to przerażające sekundy” (dr Almeida Garrett) [20].

Zobaczyłem obracające się słońce i wydawało się zniżać. Wyglądało jak koło rowerowe” (John Carreira) [21].

Słońce zaczęło tańczyć, i w pewnej chwili, wydawało się odrywać od firmamentu i biec w naszym kierunku, jak koło ognia” (Alfredo da Silva Santos) [22]

Widziałem je schodzące jakby miało uderzyć w ziemię. Wydawało się jakby było oderwane od nieba i biegło w naszym kierunku. Utrzymywało się niedaleko nad naszymi głowami; ale ten atak trwał bardzo krótko.. . Wydawało się być bardzo blisko ludzi i obracało się w przeciwnym kierunku” (Maria do Carmo) [23].

Nagle słońce pokazało się z dobrze zaznaczonym obwodem. Zeszło jakby do wysokości chmur i zaczęło wirować trzpiotowato wokół siebie jak kula ognia. Z pewnymi przerwami, trwało to około 8 minut” (o. Pereira da Silva) [24].

Nagle wydawało się schodzić zygzakiem, zagrażając ziemi” (o. Lourenço) [25].

Widząc słońce spadające na nas. . .” (o. John Gomes) [26].

W końcu słońce się zatrzymało i każdy odetchnął z ulgą. . .” (Maria de Capelinha) [27].

Z tych tysięcy ust usłyszałem okrzyki radości i miłości do Najświętszej Dziewicy. I wtedy uwierzyłem. Miałem pewność, że nie padłem ofiarą sugestii. Widziałem takie słońce, jakiego nigdy nie zobaczę” (Mario Godinho, technik) [28].

Koleiny zdumiewający fakt: ci wszyscy ludzie, którzy byli przemoczeni niemal do nitki, potwierdzili z radością i zdumieniem, że ich ubranie wyschło. Fakt ten potwierdzony jest w procesie kanonizacyjnym Hiacynty i Franciszka, ostatecznie beatyfikowanych 13 maja 2000 roku.

W najmniej spodziewanym momencie nasze ubrania były całkowicie suche” (Maria do Carmo) [29].

Mój garnitur wysechł w jednym momencie” (John Carreira) [30].

Akademik Marques da Cruz zeznał, co następuje:

Ten ogromny tłum był przesiąknięty, bo deszcz lał od rana. Ale – choć to może się wydawać niewiarygodne – po wielkim cudzie każdy poczuł się komfortowo i ubrania były suche, przedmiot ogólnego podziwu. . . Prawdziwość tego faktu z największą szczerością potwierdzały dziesiątki osób o absolutnej wiarygodności, których dobrze znałem od dzieciństwa, i którzy nadal żyją (1937), a także przez osoby z różnych regionów kraju, które były świadkami” [31].

I w końcu, miały także miejsce cuda moralne nawrócenia wielu osób. W książce “Meet the Witness” [Spotkanie świadka] John Haffert pisze:

Kapitan pułku żołnierzy, tego dnia na górze – mając rozkaz uniemożliwienia gromadzenia się tłumu – nawrócił się natychmiast. Najwyraźniej były setki innych niewierzących, co pokazują ich świadectwa” [32].

Był tam inny niewierzący, który ten ranek spędzał na szydzeniu z “prostaków”, którzy udali się do Fatimy tylko po to by zobaczyć zwykłą dziewczynę. Teraz wyglądał na skamieniałego, ze wzrokiem wrytym w słońce. Zaczął się trząść od stóp do głów, i wznosząc do góry ręce, upadł na kolana w błoto, wołając Boga” (Father Lourenço) [33].

Mieszkam 18 mil [ok. 27 km] od Fatimy. W maju 1917 roku powiedziano nam o nadzwyczajnych objawieniach, ale wiadomość ta dotarła do nas pomieszana z ludzką fantazją.  Oczywiście nie wierzyłem w nie. Szczerze uważałem, że to tylko wymyślona przez kogoś fantazja. . . Na prośbę matki poszedłem jeszcze raz do Cova da Iria w sierpniu w czas objawień. Jeszcze raz wróciłem zniechęcony i zawiedziony. Ale tym razem wydarzyło się coś nadzwyczajnego. Matka, która od wielu lat miała duży guz w oku, została uzdrowiona. Zajmujący się nią lekarze powiedzieli, że nie są w stanie wyjaśnić tego uzdrowienia. Nadal nie wierzyłem w objawienia. W końcu, i znowu na prośbę matki, udałem się do Cova da Iria jeszcze raz 13 października. . . Pomimo tego co wydarzyło się matce, byłem rozczarowany i nie wierzyłem w objawienia. Więc siedziałem w aucie. Wtedy nagle zauważyłem, że wszyscy na raz patrzyli w niebo. Naturalna ciekawość przyciągnęła moją uwagę, wyszedłem z auta i również spojrzałem na niebo. . . Z ust tych tysięcy ludzi słyszałem słowa wiary i miłości do Najświętszej Dziewicy. I wtedy uwierzyłem” (Mario Godinho, technik) [34].

Udokumentowane są inne przypadki uzdrowień i nawróceń między innymi w książkach “Documentação Crítica de Fátima” [Krytyczna dokumentacja o Fatimie] i “Fatima from the Beginning” [Fatima od początku] [35].

Dla tych, którzy powiedzą, że cud był wytworem lokalnej “masowej histerii”, sam Bóg zaaranżował gotową odpowiedź: fenomen ten można było podziwiać poza Fatimą. Idealnie wiarygodni świadkowie, którzy byli bardzo daleko od Cova da Iria, opowiadali, że widzieli bezprecedensowy spektakl tańczącego słońca, dokładnie tak samo jak 70.000 pielgrzymów zgromadzonych wokół dębu gdzie pojawiła się Maryja Dziewica [36].

W małej wiosce Alburitel, położonej około 10 mil [15 km] od Fatimy, wszyscy mogli cieszyć się widokiem słonecznego cudu. Częstym cytowanym świadectwem jest to o. Inacio Lourenço, gdyż jest najbardziej szczegółowe. Ale co opowiada, że widział, potwierdzają dokładnie tak samo wszyscy pytani wieśniacy.

Świadków rzeczywiście było mnóstwo, ich świadectwa zgadzają się i jesteśmy zalani zostawionymi nam przez nich dokumentami [37].

Najpierw niezliczone relacje pokazały się natychmiast w portugalskiej prasie. Warto zauważyć, że pierwszymi publikującymi świadectwa byli dziennikarze antyklerykalni. Trzy artykuły Avelino de Almeida – tego o 13 października, tuż przed wydarzeniem; następny 15 października, opublikowany w Vila Nova de Ourem wieczorem 13-go; i trzeci 20 października – zasługują na szczególną uwagę. Pomimo szyderczego tonu i wolteriańskiej ironii inspirujących częściowo pierwszy artykuł, pomimo spodziewanych antyklerykalnych tonów, które nadal pojawiają się w artykule z 15-go, te teksty utalentowanego dziennikarza, uczciwego i sumiennego, są dokumentami historycznymi największego znaczenia [38]. Ale on nie był jedynym relacjonującym fakty, bo inni dziennikarze byli także obecni w Cova da Iria.

Potem były oficjalne dochodzenia. W listopadzie 1917 roku, na prośbę biskupa de Lima Vidal, który wtedy zarządzał diecezją Lizbony, ksiądz parafialny prowadził śledztwo i pytał kilku świadków z parafii. Niestety, zapisał jedynie cztery zeznania!

Śledztwa historyków na szczęście wynagrodziły zaniedbania oficjalnych śledczych. Relacja o. Formigao zdobyta od dr José Maria de Almeida Garretta, profesora na Wydziale Nauk w Coimbra, bardzo szczegółowa, jest najbardziej naukowym raportem jaki posiadamy [39]. Ponadto mamy raporty o. de Fonseca (których celem była weryfikacja punktów kwestionowanych przez o. Dhanisa [40], który odmówił zbadania dowodów), o. Marchi, kanonika Barthasa, o. Diasa Coelho i o. Richarda.

W 1977 roku, w celu upamiętnienia 60 rocznicy ostatniego objawienia, w Fatimie można było zgromadzić ponad 30 osób, które były obecne podczas cudu słońca i mogły opowiedzieć swoje wspomnienia. Dzięki tym licznym świadectwom, możliwa jest dokładna rekonstrukcja wydarzenia, pozwalająca na ponowne przeżycie, godzina po godzinie, minuta po minucie, tego przełomowego dnia, z pewnością najważniejszego w dziejach świata. Faktycznie dowody na cud słońca 13 października 1917 roku były tak przytłaczające, że w 1952 roku nawet Hollywood uznał ich prawdziwość, robiąc klasyczny film (z gwiazdą Gilbertem Rolandem) zatytułowany “The Miracle of Our Lady of Fatima” [Cud Matki Bożej Fatimskiej], który nadal sprzedaje się na taśmie video.

Dlaczego ten dzień był tak ważny? Bo był to dzień, w którym Orędzie Matki Bożej zostało potwierdzone poza wszelką wątpliwość; przekaz, który ponad 84 lata później jest powodem niebezpiecznej sytuacji Kościoła i świata w tej chwili w dziejach ludzkości, proponujący nam rozwiązanie.

Przypisy

1. Ten rozdział w większości pochodzi dosłownie z pracy o. François de Marie des Anges, “Fatima: Intimate Joy World Event” [Fatima: światowe wydarzenie intymnej radości], księga I, “The Astonishing Truth” [Zadziwiająca prawda], (wyd. angielskie, Immaculate Heart Publications, Buffalo, Nowy Jork, 1993) Rozdział III, s. 163-198.

2. Angielskie tłumaczenie tekstu s. Łucji, “Fourth Memoir” [Dziennik czwarty], “Fatima in Lucia’s Own Words” [Fatima słowami Łucji], (Postulation Centre, Fatima, Portugalia, 1976) s. 162. Zob. także o. Michel de la Sainte Trinité, “The Whole Truth About Fatima — Volume I: Science and the Facts” [Cała prawda o Fatimie – t. I: Nauka i fakty], (Immaculate Heart Publications, Buffalo, Nowy Jork, USA, 1989) s. 181-182.

3. Angielskie tłumaczenie tekstu s. Łucji, “Third Memoir” [Dziennik Trzeci], “Fatima słowami Łucji” s. 104. Zobacz także   ”Cała prawda o Fatimie – t. I, s. 182.

4. Angielskie tłumaczenie “Dziennik Czwarty”, “Fatima słowami Łucji” (Postulation Centre, Fatima, Portugalia, 1976) s. 162. Zobacz także s. Łucja “Memorias e Cartas da Irma Lucia” [Wspomnnienia i listy s. Łucji], (Porto, Portugalia, 1973, pod red.  o. Antonio Maria Martins) s. 340-341; w rękopisie s. Łucji nie ma wzmianki o zaćmieniu po “itd.” Zob. także o. Michel de la Sainte Trinité, “Cała prawda o Fatimie – t. I: Nauka i fakty”, s. 182.

5. o. Michel de la Sainte Trinité, “Cała prawda o Fatimie” – t. I, s. 180-181.

6. o. Michel de la Sainte Trinité, “The Whole Truth About Fatima — Volume II: The Secret and the Church” [Cała prawda o Fatimie – t. II: Tajemnica i Kościół], (wyd. angielskie, Immaculate Heart Publications, Buffalo, Nowy Jork, U.S.A., 1989) s. 357-358.

7. “O Seculo” 15.10.1917.

8. Artykuł z 29.10.1917. Zob. także o. François de Marie des Anges, “Fatima: The Astonishing Truth” [Fatima: zdumiewająca prawda], s. 164.

9. “Ilustração Portuguesa”, 29.10.1917.

10. o. François de Marie des Anges, “Fatima: zdumiewająca prawda”, s. 171-172.

11. Ibid., s. 172-173.

12. Ibid., s. 173.

13. o. Michel de la Sainte Trinité, “Cała prawda o Fatimie” –t. I, s. 337.

14. o. François de Marie des Anges, “Fatima: zdumiewająca prawda”, s. 178.

15. Ibid.

16. Ibid.

17. Ibid.

18. Ibid.

19. Ibid.

20. Ibid.

21. Ibid.

22. Ibid., s. 178-179.

23. Ibid., s. 179.

24. o. Michel de la Sainte Trinité, “Cała prawda o Fatimie” – t.I, s. 337.

25. Ibid., s. 339.

26. Ibid., s. 340.

27. Ibid.

28. o. François de Marie des Anges, “Fatima: zdumiewająca prawda”, s. 179.

29. Ibid.

30. Ibid.

31. o. Michel de la Sainte Trinité, “Cała prawda o Fatimie” – t. I, s. 340. Zob. także o. John de Marchi, IMC, “Fatima od początku” (Missoes Consolata, Fatima, Portugalia, 1981, wyd. III, pierwsza publikacja 1950), s. 141; i Joseph A Pelletier, AA, “The Sun Danced at Fatima” [W Fatimie tańczyło słońce], (Doubleday, Nowy Jork, 1983) s. 129-130.

32. John M. Haffert, “Meet the Witnesses” [Spotkania ze świadkami], (AMI International Press, Fatima, Portugalia, 1961) s. 62. Książka opublikowana z Imprimatur biskupa Leiria, Portugalia, przekazuje wiarygodne świadectwa licznych świadków cudu słońca.

33. Ibid., s. 65.

34. Ibid., s. 86-89.

35. “Documentaçáo Crítica de Fátima” [Dokumenty krytyczne o Fatimie], t. II, (Santuário de Fátima, 1999) udokumentowanie 17 przypadków na s. 277-372; I o. John de Marchi, IMC, “Fatima od początku”.

 36. o. John de Marchi, IMC, “Fatima od początku”, s. 136. Zob. także “Dokumenty krytyczne o Fatimie” t. I (Santuário de Fátima, 1992) s. 408. Zob. Także o. Michel de la Sainte Trinité, “Cała prawda o Fatimie” – t. I, s. 330-331.

37. Wśród wielu prac na ten temat zob. o. Michel de la Sainte Trinité, “Cała prawda o Fatimie – t. I: Nauka i fakty”; John M. Haffert, “Spatkania ze świadkami”; o. John de Marchi, IMC, “Fatima od początku”, s. 135-142.

38. Reprodukcja tych trzech artykułów w “Fatima” Nr 50 z 13.10.1967, s. 6-10; 14-15.

39. “Novos Documentos de Fatima” [Nowe dokumenty o Fatimie], wyd. Loyola, Sao Paulo, 1984, s. 60-63.

40. Modernistyczny ksiądz jezuicki, o. Dhanis, który raczej próbowałby “obalić” wizję piekła i prorocze elementy Orędzia, łacznie z ostatecznym nawróćeniem Rosji. O. Dhanis odmówił zaproszenia samej s. Łucji by przybył do Fatimy i zbadał fatimskie archiwa. O. Dhanis w końcu będzie cytowany przez członków watykańskiego aparatu w ich wysiłkach dokonania rewizji Orędzia Fatimskiego, zgodnie z “komentarzem” opublikowanym 26 czerwca 2000 roku.

CDN

Fatima i wielka kara

[Będę umieszczał artykuły sprzed 10 lat – z Archiwum mego – bo CZAS nadszedł .https://web.archive.org/web/20131024115722/https://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=7604&Itemid=46 MD]

Zawsze wierni nr 9/2008 (112)   http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/1221

Wierz mi jednak, Ojcze, Bóg ukarze świat, i to w straszliwy sposób. Kara z nieba jest już bliska – s. Łucja do ks. Fuentesa

 Jean Vennari

W minionym roku [2007 md] wspominaliśmy rocznice trzech ważnych wydarzeń, które dokonały się w XX wieku:

  • 100. rocznicę ogłoszenia niezwykle ważnych dokumentów wymierzonych w modernizm, czyli Syllabusa błędów modernistów, ogłoszonego 4 lipca 1907 r. – oraz antymodernistycznej encykliki Pascendi, ogłoszonej 8 września tego samego roku.
  • 90. rocznicę objawień Matki Bożej w Fatimie w roku 1917.
  • 50. rocznicę słynnego wywiadu udzielonego przez s. Łucję ks. Fuentesowi.

W trakcie niniejszego wykładu zajmować się będziemy wszystkimi wspomnianymi wydarzeniami, a rozpoczniemy od wywiadu, który ks. Fuentes przeprowadził z s. Łucją w klasztorze w Coimbrze 26 grudnia 1957 r. S. Łucja powiedziała wówczas:

Ojcze, Najświętsza Dziewica jest bardzo smutna, gdyż nikt nie przywiązuje żadnego znaczenia do Jej przesłania, ani dobrzy, ani źli. Dobrzy nadal kroczą swą drogą, nie przywiązując jednak do niego znaczenia. Źli, nie widząc kary Bożej, która właśnie na nich spada, nadal prowadzą życie w grzechu, nie przejmując się nim wcale. Wierz mi jednak Ojcze, Bóg ukarze świat i to w straszliwy sposób. Kara z nieba jest już bliska.

Zatrzymajmy się na chwilę nad ową „karą z nieba”, straszną karą, o której mówi s. Łucja. Kara, o której wspomina, wydaje się wykraczać poza to, o czym mówiła Matka Boża podczas objawienia w Fatimie 13 lipca 1917 r. Tego dnia Najświętsza Maryja Panna ostrzegła trójkę dzieci – Hiacyntę, Franciszka i Łucję – że jeśli ludzie nie przestaną obrażać Boga, ukarze On świat „poprzez wojnę, głód i prześladowanie Kościoła oraz Ojca Świętego”. Narzędziem, którym Bóg miał się posłużyć przy wymierzaniu tej kary, miała być Rosja.

Matka Boża powiedziała: „Aby temu zapobiec, przyjdę prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu”. Obiecała, że jeśli ów akt zostanie dokonany, Rosja nawróci się, a światu zostanie dany okres pokoju. Niepokalana ostrzegła również, że jeśli Jej prośba nie zostanie spełniona,

Rosja rozszerzy swe błędy na cały świat, wzbudzając wojny i prześladowania Kościoła. Dobrzy będą ponosić męczeństwo, Ojciec Święty będzie musiał wiele wycierpieć, a niektóre narody zostaną unicestwione.

Widzimy więc, że na karę, o której mówiła Matka Boża 13 lipca, miały się składać:

  • wojna;
  • głód;
  • prześladowanie Ojca Świętego;
  • unicestwienie całych narodów.

A propos unicestwienia całych narodów: podczas wywiadu udzielonego ks. Fuentesowi s. Łucja stwierdziła, że Matka Boża powiedziała jej, Hiacyncie i Franciszkowi „wielokrotnie (…) że wiele narodów zniknie z powierzchni ziemi”. Znamy tylko jedną wzmiankę o tym – z lipca 1917 r., a jednak s. Łucja twierdzi, że Matka Boża mówiła o unicestwieniu wielu narodów „wielokrotnie”!

Ale nie na tym aspekcie kary pragniemy się dziś skupić. (…)

W 1957 r., zaledwie kilka lat przed II Soborem Watykańskim i kryzysem wiary, jaki po nim nastąpił, przed wydarzeniami lat 60., których konsekwencje odczuwamy do dziś, s. Łucja powiedziała:

Ojcze, diabeł zamierza wypowiedzieć decydującą bitwę Najświętszej Dziewicy, ponieważ wie, co obraża Boga najbardziej – i w krótkim czasie zdobędzie wielką liczbę dusz. Diabeł stara się ze wszystkich sił zwyciężyć dusze poświęcone Bogu, ponieważ w ten sposób wierni zostaną opuszczeni przez swych pasterzy, przez co łatwiej będzie mu ich pochwycić.

W latach 50. niewiele wskazywało na rychły kryzys wśród duchowieństwa. Mało wskazywało na to, że będziemy pozbawieni dobrego, solidnego, katolickiego przywództwa, czego rezultatem mogłyby być chaos i apostazja wielkiej liczby katolików. Wydaje się jednak, że s. Łucja w tajemniczy sposób dokładnie przewidziała rozwój wypadków: diabeł zdobył dusze poświęcone Bogu, skutkiem było opuszczenie wiernych przez ich pasterzy, co z kolei uczyniło z nich łatwy łup dla diabła.

Kara

Czy jednak Bóg mógłby ukarać ludzkość w taki sposób? Czy pozwoliłby, aby „zwodniczy wpływ” zdobył dusze Mu poświęcone? – Odpowiedź brzmi: tak. Wiemy o tym z licznych źródeł.

Po pierwsze, mamy świadectwo św. Jana Eudesa, jednego z licznych propagatorów nabożeństwa do Najświętszego Serca Pana Jezusa oraz „godnego podziwu” – jak je określał – Serca Maryi. Św. Jan Eudes powiedział, że kiedy Bóg gniewa się na swój lud, zsyła mu – jako karę – złych kapłanów. Oto, co napisał w książce Kapłan, jego godność i obowiązki:

Najbardziej widoczną oznaką Bożego gniewu i zarazem najstraszliwszą karą, jaką może On wymierzyć światu, jest sytuacja, kiedy pozwala On, by jego lud wpadł w ręce ludzi, którzy są duchownymi bardziej z nazwy niż z uczynków, kapłanów okrutnych jak wilki drapieżne, ludzi, którym brak miłości i oddania powierzonej im owczarni (…). Gdy Bóg zezwala na takie rzeczy, jest to bardzo konkretna oznaka, że gniewa się On na swój lud (…). Dlatego właśnie woła On nieustannie do chrześcijan: „Powróćcie, o zbuntowane dzieci (…) a dam wam pasterzy wedle serca mojego» (Jer 3, 14–15). Tak więc nieprawości w życiu kapłanów są chłostą wymierzoną ludowi w konsekwencji jego grzechów.

Św. Jan Eudes ostrzega nas, że jako karę za grzechy ludzi Bóg ześle nam kapłanów, którzy nie są ukształtowani według Jego serca, mających ducha obcego Najświętszemu Sercu Zbawiciela i Niepokalanemu Sercu Maryi.

Innym przykładem tego, jak Bóg karze swój lud, jest zniszczenie kościołów i świętych miejsc. W pięknej broszurze poświęconej obrazowi Matki Bożej Nieustającej Pomocy redemptorysta o. Benedykt D’Orazio wyjaśnia:

Kiedy Bóg pragnie okazać swe niezadowolenie nieposłusznemu ludowi, zwykle odrzuca święte dary, jakie Mu on zanosi, a niekiedy nawet zezwala, by zabrano lub zniszczono ołtarze i święte obrazy.

O. D’Orazio pisał te słowa w kontekście odrzucenia przez prawosławnych ustanowionej przez Boga instytucji papiestwa. W rezultacie prawosławni utracili cudami słynący obraz Matki Bożej Zwycięskiej. Został on wywieziony ze Wschodu przez Wenecjan i umieszczony w bazylice Św. Marka w Wenecji.

Jak wyjaśnia o. D’Orazio, w podobny sposób:

  • Domek Loretański został cudownie przeniesiony do Loreto (w środkowych Włoszech – przyp. red. Zawsze wierni).
  • Kościół na Zachodzie wszedł w posiadanie obrazu Matki Bożej Dobrej Rady (czczony w kościele w Genazzano koło Rzymu – przyp. red. Zawsze wierni) oraz ikony Matki Bożej Nieustającej Pomocy (obecnie w kościele pw. Św. Alfonsa Liguoriego w Rzymie – przyp. red. Zawsze wierni).

Jak pisze o. D’Orazio, kara ta spadła na „ludzi, którzy byli zaślepieni i zatwardziałego serca przez stałe nadużywanie łask, jakimi Bóg obdarzał ich w obfitości”.

Na podstawie pism św. Jana Eudesa i o. Benedykta D’Orazio widzimy więc, że Bóg niekiedy karze swój lud, pozwalając nawet, by przedmioty i miejsca kultu uległy zniszczeniu. Bóg zezwala niekiedy, „by zabrano lub zniszczono ołtarze i święte obrazy” i karze swój lud, posyłając im złych pasterzy – kapłanów nie według Jego serca, ale mających w sobie ducha tego świata, czyli ducha Antychrysta.

Nie sądzę, by wykazanie, że znamiona tego rodzaju kary Bożej można odnaleźć w Kościele po Vaticanum II, wymagało wielu przykładów. Praktycznie w każdym kościele zniszczono ołtarz albo przynajmniej zastąpiono go protestanckim w stylu stołem. Praktycznie każdy kościół doświadczył, w takiej czy innej formie, tego, co możemy nazwać dewastacją jego wnętrza – w każdym widzimy dziś współczesne brzydkie sprzęty liturgiczne i obrazy, które nie ilustrują już prawd wiary.

Częstokroć kościoły zostały dosłownie ogołocone. Tak było w przypadku kościoła pw. Św. Leona, mojego kościoła parafialnego w północno-wschodniej Filadelfii, gdzie dorastałem. Miał on niegdyś przepiękne wnętrze, strzelisty wysoki ołtarz z wieloma małymi elementami, jak np. złożone dłonie skierowane ku niebu, dwa ołtarze boczne, piękne rzeźby, imponujące balaski, mozaikową posadzkę, piękny ośmiokątny pulpit z rzeźbionymi postaciami oraz głowami cherubinów.

Gdzieś w środku lat 60. mianowano proboszczem niejakiego ks. Quinna. (…) Pozostał tam przez około pięć lat – i całkowicie „odnowił”, czyli zdewastował wnętrze kościoła tak, że obecnie przypomina on surową, protestancką salę konferencyjną. Wspaniały pulpit zniknął, znikły wszystkie posągi za wyjątkiem dwóch, usunięto wysoki ołtarz i zastąpiono go stołem wyglądającym jak drewniana deska do prasowania.

Ten rodzaj kataklizmu dotykał jedną parafię po drugiej, a miało to miejsce niespełna 10 lat po tym, jak s. Łucja zapowiedziała: „Bóg ukarze świat, i to w straszliwy sposób. Kara z nieba jest już bliska”.

Jesteśmy też świadkami upadku dusz poświęconych Bogu. Nie mówię tu o tych, którzy po soborze porzucili kapłaństwo i powrócili do życia świeckiego w liczbie dotychczas niespotykanej. Mam na myśli tych, którzy pozostali i przyjęli nową, zmodernizowaną wersję „katolicyzmu”, rodzaj „niekatolickiego katolicyzmu”, „katolicyzmu liberalnego”, potępianego przez wszystkich papieży przed 1958 r. Duchowni ci przyjęli sami, a następnie narzucili wiernym bardzo liberalną koncepcję katolicyzmu, odnośnie do której Pius IX ostrzegał, że może „nas ona zniszczyć”, może doprowadzić „religię do ruiny” i „pozbawić nas możliwości wysługiwania sobie łask u Boga”.

Ten ogólnoświatowy proces niszczenia wiary, wywołany liberalnym katolicyzmem, rozpoczął się zaledwie kilka lat po tym, jak s. Łucja powiedziała: „Kara z nieba jest już bliska”. Jesteśmy świadkami wielkiej kary – dokonuje się ona na naszych oczach. Trwa już 40 lat i z czysto ludzkiego punktu widzenia nic nie wskazuje na jej rychły koniec.

„Działanie błędu”

Jednak to nie wszystko. Nie tylko nasze „ołtarze i święte obrazy zabrano lub zniszczono”. To, co utraciliśmy, jest daleko cenniejsze, ważniejsze i ma bardziej fundamentalne znaczenie. Chcę powiedzieć wam o tym, co uważam za samą naturę kary, jakiej jesteśmy obecnie świadkami. Z niej wynikają wszystkie materialne kary, przed którymi ostrzegała Matka Boża w Fatimie.

Tym, co utraciliśmy, co utraciła olbrzymia większość katolickiego duchowieństwa, jest przekonanie o niezmienności obiektywnej prawdy. Świadomość prawdziwej wartości świętych obrazów i szacunek wobec ołtarzy są bowiem wynikiem uznania niezmienności prawdy – niezmienności wiary katolickiej. Jestem przekonany, że właśnie owa utrata wiary w niezmienność obiektywnej prawdy jest „zwodniczym wpływem” naszych czasów i że ten zwodniczy wpływ jest karą zesłaną na świat przez Boga.

W jaki sposób Pismo św. ostrzega nas przed nadejściem Antychrysta, a w domyśle przed nadejściem ducha anty-Chrystusowego, pojawiającego się w każdym czasie? „Dlatego, że z miłością prawdy nie przyjęli, aby byli zbawieni. Dlatego podda ich Bóg działaniu błędu, aby uwierzyli kłamstwu” (2 Tes 2, 10). Jestem więc przekonany, że zwodniczym wpływem naszych czasów, „działaniem błędu”, jest utrata wiary w niezmienność obiektywnej prawdy.

W jaki sposób się to przejawia? W takich na przykład twierdzeniach:

  • Kościół zawsze nauczał, że jest jedynym prawdziwym Kościołem, poza którym nie ma zbawienia, obecnie jednak wierzymy, że można osiągnąć zbawienie w każdej religii.
  • Kościół zawsze nauczał, że Pismo św. nie zawiera błędów, obecnie jednak wierzymy, że Biblia zawiera błędy historyczne, naukowe i rzeczowe, pomimo że nadal traktujemy ją jako świętą księgę.
  • Papieże zawsze nauczali, że filozofia św. Tomasza z Akwinu jest wieczystą filozofią Kościoła i że jego metafizyka nie zawiera błędów oraz że metodę, doktrynę i zasady św. Tomasza należy traktować z pietyzmem i dawać im prymat przed innymi systemami, obecnie jednak uważamy, że tomizm jest „ograniczony i skostniały”, że musimy porzucić św. Tomasza na rzecz współczesnych systemów filozoficznych, aby uczynić katolicyzm bardziej „odpowiednim” dla współczesnego człowieka.
  • Kościół zawsze nauczał, że Msza św. jest nade wszystko ofiarą – bezkrwawym odnowieniem Kalwarii, z kapłanem działającym w osobie Chrystusa. Obecnie jednak uważamy, że Msza jest jedynie wspomnieniem Ostatniej Wieczerzy, świętym posiłkiem celebrowanym na pamiątkę Chrystusa; potrzebujemy więc Mszy opartej na protestanckim wzorcu kultu.

Temu wymogowi odpowiada nowa Msza, jak to wykazali w sposób przekonujący kardynałowie Ottaviani i Bacci w 1969 r. Abp Bugnini, architekt nowej Mszy, otwarcie wyjawiał zasady, na których budował swoją nową liturgię. Jak powiedział:

Musimy usunąć z naszych katolickich modlitw oraz z katolickiej liturgii wszystko, co mogłoby stanowić cień nawet przeszkody dla naszych braci odłączonych, czyli protestantów.

Tak więc, z uwagi na nową, ekumeniczną koncepcję liturgii, zmodyfikowano Mszę ze względu na tych, którzy nie wierzą w ofiarnicze kapłaństwo, którzy nie wierzą, że Chrystus jest obecny w Najświętszym Sakramencie.

Aggiornamento! Oto nowy imperatyw od czasu soboru: zmiany, zmiany, zmiany…

Owa niezdolność do uznania niezmienności obiektywnej prawdy znajduje wyraz w herezji modernizmu – przekonaniu, że jakaś część katolickich dogmatów może z czasem ulec zmianie, że religia musi zmieniać się z czasem, że to, czego Kościół nauczał 100 lat, temu musi zostać zapomniane, inaczej przedstawione czy też zaktualizowane.

Sloganem ostatniego soboru było aggiornamento – ‘uwspółcześnienie’.

Papieskie ostrzeżenia

Stwierdziwszy, że dzisiejsze duchowieństwo utraciło właściwe rozumienie prawdy, chciałbym wyjaśnić, że nie jest to mój własny wymysł. Przez minionych 100 lat wielcy papieże – zwłaszcza św. Pius X, Pius XI i Pius XII – przyznawali, że owa niechęć do uznania niezmienności obiektywnej prawdy stawała się stopniowo coraz poważniejszym problemem. Niepokojące symptomy występowały u znacznej części duchowieństwa i katolickich „intelektualistów”.

Co napisał o modernistach św. Pius X, kiedy potępiał modernizm we wspaniałej encyklice Pascendi? Napisał, że „wypaczają oni wieczną koncepcję prawdy”. W Syllabusie błędów modernistów, w którym potępił 65 ich głównych tez, święty papież napiętnował m.in. twierdzenie: „*Prawda nie jest bardziej niezmienna, niż sam człowiek, ponieważ ewoluuje ona razem z nim, w nim i przez niego”. Dlaczego św. Pius X musiał to potępić? Ponieważ w konsekwencji przyjęcia tego twierdzenia modernistyczni kapłani, biskupi i teologowie zaczęli negować fakt, że prawda jest niezmienna. Św. Pius X musiał więc ogłosić Syllabusa oraz napisać encyklikę o tym najbardziej fundamentalnym błędzie. Jednak nawet to nie wystarczyło. Trzy lata później św. Pius X zaprowadził obowiązek składania przysięgi antymodernistycznej, ponieważ był świadom, że moderniści nie porzucili swych błędów – stworzyli tajne przymierze i nadal wypaczali katolicką doktrynę.

Jednak niebezpieczeństwa nie udało się całkowicie zażegnać. Kwestionowanie niezmienności prawdy nie zakończyło się wraz ze śmiercią Piusa X. Nadal było wielu kapłanów, biskupów, zakonników i teologów, zarażonych tym „działaniem błędu”. Już 14 lat po wprowadzeniu przez św. Piusa X przysięgi antymodernistycznej jego następca Pius XI kazał Świętemu Oficjum potępić 12 fałszywych tez filozoficznych, zyskujących wpływ wśród kapłanów i teologów. Miało to miejsce 1 grudnia 1924 r.

Jedną z tych tez była nowa definicja prawdy, która – mówiąc w skrócie – negowała to, że prawda jest zgodnością intelektu z zewnętrzną rzeczywistością. Wedle tej nowej koncepcji prawda jest po prostu zgodnością naszego intelektu z życiem i jego stale zmieniającymi się okolicznościami, tak, że wszystko podlega ciągłym zmianom i postępowi. Prawda nieustannie „staje się”. Jak widać, papież nadal musiał korygować fałszywą, rozpowszechnioną wśród wielu kapłanów i teologów koncepcję, wedle której nie istnieje niezmienna, obiektywna prawda.

W latach 30. i 40. problem ten wciąż istniał i sytuacja stawała się coraz gorsza. Skutkiem katastrofy II wojny światowej było osłabienie czujności nawet dobrych biskupów wobec wzrostu wpływów modernistycznych. W tym czasie błąd, wedle którego prawda znajduje się w stanie nieustannej zmiany, zaczęto w coraz większym stopniu odnosić do religii. Jezuita ks. Henryk Boulliard, propagujący coś, co nazywał „nową teologią”, stwierdził nawet: „Teologia, która nie jest aktualna (tj. nie podlega nieustannej zmianie), będzie teologią fałszywą”.

W obliczu propagowania tej fałszywej koncepcji prawdy głos zabrał również Pius XII. W 1946 r. pisał: „Wiele się mówi (jednak bez niezbędnej jasności) o «nowej teologii», która musi się znajdować w stanie stałego przeobrażenia, tak jak wszystkie inne rzeczy tego świata, znajdujące się w ciągłym procesie zmiany i ruchu, nie osiągając nigdy swego kresu. Gdybyśmy mieli przyjąć taką opinię, co stałoby się z niezmiennymi dogmatami wiary katolickiej, co stałoby się z jednością i trwałością tej wiary?”.

Jest to oczywiście pytanie retoryczne: dla Piusa XII odpowiedź jest oczywista – jedność i trwałość wiary, niezmienność dogmatów zostałyby w systemie „nowej teologii” zniszczone (…)

Dlatego właśnie o. Garrigou-Lagrange OP, jeden z najwybitniejszych tomistów XX wieku, zwalczał „nową teologię”. W artykule z 1946 r., zatytułowanym: Dokąd prowadzi nas nowa teologia?, słusznie ostrzegał, że jej konsekwencją jest modernizm.

Głównymi propagatorami „nowej teologii” byli: o. Dominik Chenu, ks. Karol Rahner, o. Iwo Congar i ks. Henryk de Lubac. Wszyscy głosili koncepcje, które za pontyfikatu Piusa XII potępiło Św. Oficjum albo uznało je za podejrzane.

W wielkim skrócie: na krótko przed i w trakcie Vaticanum II – będącego soborem jedynie pastoralnym (…) – ci sami ludzie zostali zaproszeni przez Jana XXIII jako eksperci teologiczni, jako doradcy liberalnych biskupów (…). Ludzie ci nigdy nie wycofali się ze swoich heterodoksyjnych poglądów ani ich nie odwołali, i to właśnie oni sporządzili szkice dokumentów soborowych! Na soborze tryumf odniosła więc właśnie lansowana przez nich teologia – liberalna i modernistyczna.

O. Henrici, zwolennik „nowej teologii”, przechwalał się, że jej lyońska mutacja (Lyon był ojczyzną teologii de Lubaca) „stała się oficjalną teologią II Soboru Watykańskiego”.

Marceli Prelot, liberalny senator z regionu Dobbs we Francji, pisał: „Przez półtora wieku walczyliśmy, by nasze opinie zwyciężyły w Kościele – i nie odnieśliśmy sukcesu. W końcu nadszedł II Sobór Watykański i odnieśliśmy tryumf. Od tego czasu tezy i zasady liberalnego katolicyzmu zostały definitywnie i oficjalnie zaakceptowane przez Stolicę Apostolską”.

Pamiętajmy, przed czym ostrzegał Pius IX. Ten liberalny katolicyzm – jak mówił – zniszczyłby nas, doprowadziłby do ruiny religię, uniemożliwiłby nam wysługiwanie łask Bożych. Taka jest właśnie prawdziwa natura tego, do czego doprowadził II Sobór Watykański.

Wszystko to bierze się z owego błędu (…) polegającego na odmowie uznania niezmienności obiektywnej prawdy. Uważam, że jest to główna duchowa kara, jaką Bóg na nas zsyła i że właśnie to wypaczanie prawdy niszczy prawdziwą wiarę i ściągnie na nas kary materialne, przed którymi ostrzegała nas Matka Boża w Fatimie.

Nowa interpretacja

Podam krótki przykład tej fałszywej koncepcji prawdy, przytaczając pewne stwierdzenia poczynione niedawno przez kogoś, kto, wedle określenia s. Łucji, „zajmuje w Kościele odpowiedzialne stanowisko”.

12 maja 2007 r., podczas konferencji zorganizowanej w Moskwie z okazji 90. rocznicy objawień Matki Bożej w Fatimie, abp Tadeusz Kondrusiewicz, ówczesny katolicki metropolita Moskwy, publicznie stwierdził, że nawrócenie Rosji zapowiedziane przez Matkę Bożą nie oznacza nawrócenia rosyjskich prawosławnych na katolicyzm. Jak powiedział:

Twierdzenie, że to, co Najświętsza Dziewica mówiła o nawróceniu Rosji, odnosi się do jej nawrócenia na katolicyzm, jest absolutnie fałszywe. (…) Rosja jest krajem nade wszystko prawosławnym i to przede wszystkim Rosyjska Cerkiew Prawosławna jest odpowiedzialna za nawracanie ludzi na chrześcijaństwo.

Również 13 dni później – 25 maja 2007 r. – hierarcha powiedział:

Matka Boża Fatimska mówiła o nawróceniu Rosji do Boga, ale nie powiedziała, że musi być ona wyłącznie katolicka. Jako Kościół katolicki pomagamy naszym prawosławnym braciom i pracujemy wspólnie nad kontynuacją i rozwojem dialogu pomiędzy nami.

To samo powtórzył kard. Poupard w czerwcu ubiegłego roku. W ekumenicznej euforii wyrwało mu się nawet stwierdzenie (będące historycznym błędem), jakoby „Watykan nigdy nie chciał uczynić z Rosji narodu katolickiego”.

Jest to sprzeczne nie tylko z orędziem fatimskim, zapowiadającym nawrócenie Rosji, ale również z samą wiarą katolicką.

Sobór Florencki i Pius X

Jest oczywistym faktem, że członkowie wspólnoty wyznaniowej, którą nazywamy Rosyjską Cerkwią Prawosławną, są schizmatykami. Określenie to nie powinno być traktowane jako obelżywe; oddaje ono jedynie sytuację, w jakiej znajdują się członkowie tej grupy religijnej. W XI wieku odłączyła się ona od Kościoła katolickiego, a schizma ta nie została dotąd uleczona.

Sobór Florencki nauczał w sposób nieomylny, że schizmatycy pozostają poza Kościołem i nie mogą być zbawieni, jeśli się nie nawrócą do jedynego prawdziwego Kościoła Chrystusowego. Prawdę tę powtórzył najwybitniejszy papież XX wieku – św. Pius X. Pisał on jednoznacznie o konieczności powrotu schizmatyckich wyznawców prawosławia do Kościoła katolickiego. W mało znanej encyklice z 1910 r. Ex quo stwierdził, że wszelkie wysiłki podejmowane na rzecz zjednoczenia z prawosławnymi

będą daremne, jeśli najpierw i nade wszystko nie będą oni [prawosławni] wyznawać prawdziwej i całej katolickiej wiary, która została uświęcona i przekazana przez Pismo św., Tradycję Ojców, zgodę Kościoła, sobory powszechne i dekrety papieskie.

Na zakończenie Pius X wyraził pragnienie, by Bóg „przyśpieszył dzień, w którym narody Wschodu powrócą do katolickiej jedności i zjednoczone ze Stolicą Apostolską, po odrzuceniu swych błędów, dotrą do portu wiecznego zbawienia”.

Święty papież powtarza więc, że prawosławni:

  • wyznają heretyckie doktryny, które muszą porzucić;
  • z powodu schizmy nie pozostają w jedności z Kościołem Chrystusowym;
  • nie dotrą do portu zbawienia, o ile nie porzucą swych błędów i nie przyłączą się do jedynego prawdziwego Kościoła Chrystusowego przez podporządkowanie się prawowitej władzy apostolskiej Następców św. Piotra.

Wbrew ekumenicznej ideologii, wyznawanej obecnie przez większość przywódców Kościoła i obecnej w nauczaniu abpa Kondrusiewicza oraz kard. Pouparda, nawrócenie może mieć tylko jedno znaczenie: powrót schizmatyków, heretyków i dysydentów do prawdziwego Kościoła ustanowionego przez Jezusa Chrystusa – Kościoła katolickiego.

Termin ten został obecnie zawłaszczony przez modernistów i jest przez nich używany w nowym, niekatolickim sensie. Pogodzenie się z jego nowym znaczeniem oznaczałoby de facto kapitulację wobec modernizmu.

Należy stawiać opór modernizmowi

Jak wspomnieliśmy, modernizm polega zasadniczo na wierze w możliwość pewnych modyfikacji w obrębie odwiecznej nauki dogmatycznej Kościoła. Zgodnie z tym poglądem katolicka prawda dnia wczorajszego musi ulec transformacji i zostać zastąpiona (albo inaczej przedstawiona), aby utorować drogę dla nowych katolickich „prawd” jutra. Zasady religijne muszą się więc zmieniać ze względu na zmiany w otaczającym nas świecie. Sto lat temu św. Pius X potępił tę herezję w Syllabusie błędów modernistów (4 lipca 1907), w encyklice Pascendi (8 września 1907) oraz poprzez zaprowadzenie obowiązku składania przysięgi antymodernistycznej (1 września 1910).

Wypowiadając słowa przysięgi antymodernistycznej, składa się wobec Boga m.in. taką uroczystą obietnicę: „Szczerze przyjmuję naukę wiary, którą Apostołowie przekazali nam przez Ojców prawowiernych w tym samym sensie i w tym samym zawsze rozumieniu; przeto jako herezję całkowicie odrzucam zmyśloną teorię o ewolucji dogmatów, według której dogmaty zmieniają jedno znaczenie na drugie i do tego odmienne od rozumienia, uprzednio istniejącego w Kościele”.

Ktoś mógłby powiedzieć, że wiąże to jedynie tych, którzy składali przysięgę antymodernistyczną. W rzeczywistości jednak Pius X posłużył się w jej formułowaniu tekstem ogłoszonym przez I Sobór Watykański, nauczającym nieomylnie w konstytucji Dei Filius: „Niech zatem wzrasta (…) a wielorako rozwija się rozumienie, wiedza i mądrość tak poszczególnych ludzi, jak i wszystkich razem, tak pojedynczych osób, jak i całego Kościoła, wszystkich pokoleń i wieków, ale w swoim tylko rodzaju, tj. w tej samej nauce, w tym samym znaczeniu i w tej samej myśli”.

Wszyscy katolicy mają obowiązek wierzyć, że dogmaty się nie zmieniają, że musimy wierzyć w katolicką prawdę „w tej samej nauce, w tym samym znaczeniu i w tej samej myśli”, jaka zawsze była nauczana. Tragedia polega na tym, że znajdujemy się w wyjątkowym punkcie historii, gdy większość ludzi zajmujących odpowiedzialne stanowiska w Kościele stała się ofiarami błędu modernizmu – wiary w to, że pewne aspekty doktryny katolickiej mogą się z czasem zmieniać. (…)

Możemy teraz lepiej zrozumieć, dlaczego kard. Ciappi, teolog papieski służący pięciu kolejnym biskupom Rzymu, powiedział: „W trzeciej tajemnicy fatimskiej czytamy między innymi, że wielka apostazja w Kościele rozpocznie się od jego szczytów”. Możemy też lepiej zrozumieć słowa s. Łucji wypowiedziane do ks. Fuentesa w 1957 r., wedle których Bóg zamierza ukarać świat, a „diabeł czyni wszystko, by zwyciężyć dusze poświęcone Bogu, ponieważ w ten sposób może pozbawić dusze wiernych ich pasterzy, przez co łatwiej będzie mógł ich pochwycić”.

Proroctwo to spełnia się na naszych oczach: doświadczamy Bożej kary w postaci tych, którzy – zajmując odpowiedzialne stanowiska w Kościele – nie uznają już niezmienności obiektywnej prawdy i na różne sposoby nauczają nowej doktryny, sprzecznej z tym, co Kościół zawsze przekazywał. Zostaliśmy opuszczeni przez naszych pasterzy, ponieważ nie możemy już od nich oczekiwać, że będą stać na straży katolickiej wiary i dyscypliny. Nie możemy oczekiwać, że będą nas nauczali integralnej wiary katolickiej, „całej i nienaruszonej”, jak to nakazuje wyznanie wiary św. Atanazego. Wyraźnym na to dowodem jest choćby fakt, że tysiące katolickich rodziców muszą brać na siebie obowiązek nauczania swych dzieci w domach z powodu gorszącego programu nauczania w szkołach diecezjalnych.

Apostoł Paweł ostrzegał św. Tymoteusza: „Przyjdzie bowiem czas, gdy zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich pożądliwości zgromadzą sobie nauczycieli – mając uszy chciwe na pochlebstwa i od prawdy słuch z pewnością odwrócą, a obrócą się ku baśniom” (2 Tm 4, 3–4). Ponieważ oczywiste jest, że żyjemy w czasie powszechnego „odwrócenia się” od prawdy, naszym obowiązkiem jest czynić co w naszej mocy na rzecz powrotu do niej.

Musimy:

  • Przyjmować jako pewnik niezmienność katolickiej prawdy.
  • Akceptować to, że wiara katolicka się nie zmienia, i trzymać się katolickiej doktryny w takiej postaci, w jakiej zawsze jej nauczano, „w tym samym znaczeniu i w tym samym wyjaśnieniu”.
  • Modlić się za zarażonych współczesnymi błędami i publicznie się im sprzeciwiać.
  • Żyć orędziem fatimskim, odmawiać codziennie różaniec, praktykować nabożeństwo pięciu pierwszych sobót, ofiarować codzienne obowiązki Bogu jako akt zadośćuczynienia.

W walce tej, w której ostatecznym zwycięzcą będzie – jak wiemy – Najświętsza Maryja Panna, powinniśmy czerpać inspirację ze słów s. Łucji do ks. Fuentesa:

Dlatego właśnie jest konieczne, żebyśmy wszyscy zaczęli zmieniać się duchowo. Każdy z nas musi nie tylko ratować swoją własną duszę, ale również pomóc tym wszystkim, których Bóg postawi na naszej drodze.

Za „Catholic Family News” tłumaczył Tomasz Maszczyk.

POŚWIĘCENIE ROSJI? Biskup Ryszard Williamson.

Komentarz Eleison nr DCCLXVIII (768)

2 kwietnia 2022 Komentarze Eleison Jego Ekscelencji Księdza Biskupa Ryszarda Williamsona

https://fsspxr.wordpress.com/komentarze-eleison/

———————————

Ludzie nie rozumieją, jak bardzo obrażają Boga,
Nadchodząca kara wstrząśnie naszymi rozumami!

Odkąd na początku XX wieku Matka Boża kilkakrotnie objawiła się trojgu portugalskim dzieciom, w tym Siostrze Łucji, aby obiecać Kościołowi i światu okres pokoju, jeśli papież i biskupi katoliccy poświęcą Rosję Jej Niepokalanemu Sercu, katolicy z utęsknieniem wyczekują tego poświęcenia.

Kilku papieży próbowało tego dokonać, aby spełnić prośbę Matki Bożej: Pius XII w 1942 roku, gdy szalała II wojna światowa; Paweł VI pod koniec Soboru Watykańskiego II; Jan Paweł II aż trzy razy, w 1981, 1982 i 1984 roku, gdy podstawiony sobowtór Siostry Łucji oświadczył[-a], że poświęcenie zostało wreszcie ważnie dokonane. Jednak któż mógłby powiedzieć, że po 1984 roku nastąpił okres pokoju? Dlatego też otwarta wojna z Rosją na Ukrainie skłoniła Franciszka do dokonania kilka dni temu kolejnej próby poświęcenia Rosji. Czy tym razem poświęcenie było ważne?

Przynajmniej dwa ważne argumenty przemawiają za tym, że to, co uczynił Franciszek w dniu 25 marca 2022 roku, nie odpowiadało w większym stopniu prośbom Matki Bożej z Fatimy niż to, czego dokonał któryś z jego trzech poprzedników. Nie musimy przy tym twierdzić, że te sześć poświęceń było całkowicie bezwartościowych, bowiem jak uczy stare przysłowie „lepiej mieć pół bochenka, niż w ogóle nie mieć chleba”. Matka Boża znalazła sposób, aby nagrodzić, przynajmniej za dobrą wolę, papieży, którzy próbowali poświęcić Rosję.

Na przykład poświęcenie dokonane przez Piusa XII w 1942 roku wprawdzie nie doprowadziło do natychmiastowego zakończenia II wojny światowej, jednak dzięki bitwom pod El Alamein i Stalingradem nastąpił wojenny przełom i zwrot w kierunku „pokoju” zimnej wojny. To, czego świat teraz najbardziej potrzebuje, to papież, który ma prawdziwą wiarę i zaufanie do Matki Bożej, aby uczynić dokładnie to, o co Ona prosi, i pozostawić Jej rozwiązanie wszelkich problemów politycznych.

Tymczasem w swoich aktach poświęceń, wszyscy wystrzegają się wymienienia Rosji z nazwy, bo boją się politycznej nagonki.

Dlatego tekst Franciszka na Święto Zwiastowania Pańskiego był skierowany przede wszystkim do całej ludzkości, a dopiero w dalszej kolejności do Rosji i Ukrainy. Ale nie o to prosiła Matka Boża. Należy pamiętać, że to Rosja oddała się w ręce demonów komunizmu i to ona w latach czterdziestych XX wieku szerzyła jego błędy na całym świecie. Teraz, w 2022 roku, może wydawać się, że Rosja nie jest już krajem komunistycznym oraz że w odpowiedzi na komunizm nastąpiło tam odrodzenie religijne – wystarczyły 72 lata (1917-1989)! Jednak według wielu obserwatorów jest to pod wieloma względami cały czas kraj pogański, więc nadal wymaga szczególnego poświęcenia, zwłaszcza jeśli ma do odegrania szczególną rolę w zbliżającym się dziele odbudowy chrześcijańskiej cywilizacji, jak sądzą inni obserwatorzy.

Krótko mówiąc, kiedy Matka Boża prosiła o poświęcenie „Rosji”, wiedziała, co ma na myśli, i nie chodziło jej o poświęcenie „ludzkości”.

Drugim zasadniczym powodem, dla którego Franciszkowy akt poświęcenia był bezskuteczny, jest fakt, że pochodzi on od herszta skoncentrowanego na człowieku Neo-Kościoła, który niczym kukułka buszuje w gnieździe prawdziwego Kościoła, ukierunkowanego ku Bogu. Należy podkreślić, że prawdziwe poświęcenie winno być skupione na Panu Bogu, na tym, jak bardzo Go obraziliśmy, jak tego żałujemy i jak mocno postanawiamy wynagradzać Mu za to, że zgrzeszyliśmy. Spójrzcie na przykład takiej modlitwy, w której centrum jest Pan Bóg, w Piśmie Świętym, a mianowicie na wspaniałą modlitwę proroka Daniela (Dn 9, 3- 19).

Następnie zaś porównajcie te modlitwę z jakże lekkim tonem tekstu Franciszka, w którym kładzie się główny nacisk na cierpienia ludzi, tak jakby pokój był dobrem absolutnym, a wojna złem najwyższym. Takie spojrzenie na sytuację ludzkości jest dziś powszechne, „poprawne politycznie”, typowe dla współczesnego człowieka, ale zdecydowanie nieodpowiednie, ponieważ w swej istocie nie stawia Boga na pierwszym miejscu. Franciszkowi nie można wprawdzie zarzucić, że nie odwołał się do Matki Bożej, ale to jego odwołanie jest głęboko humanistyczne.

Niewątpliwie Matka Najświętsza jest dla wszystkich wyrozumiała, ale jak bardzo musi być rozczarowana. Ona doskonale wie, jakie nieszczęścia wiszą nad ludzkością i jak łatwo można byłoby ich uniknąć, gdyby na przestrzeni ostatnich 90 lat Jej prośba została właściwie spełniona. Od dziesięcioleci Jej obrazy i posągi płaczą łzami z wody i krwi.

Dlatego dalej będziemy się modlić o poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny.

Kyrie eleison.

Poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi wg aktu dokonanego przez abp. Marcelego Lefebvre’a w Fatimie 22 sierpnia 1987 r.

file:///tmp/mozilla_md0/poswiecenie-Rosji-Niepokalanemu-Sercu-Maryi.pdf

Padając na kolana przez Twym tronem łaski, o Królowo Różańca Świętego, pragniemy w miarę naszych możliwości spełnić prośby, które przekazałaś, kiedy objawiłaś się w Fatimie.

Odrażające grzechy świata, prześladowania wymierzone w Kościół Jezusa Chrystusa, apostazja narodów oraz dusz chrześcijańskich, a także zapominanie przez większość ludzi o Twym macierzyństwie łaski ranią Twoje Bolesne i Niepokalane Serce, ściśle zjednoczone z cierpieniami Najświętszego Serca Twojego boskiego Syna.

Chcąc dać nam możliwość zadośćuczynienia za tak liczne występki, prosiłaś o zaprowadzenie nabożeństwa wynagradzającego do Twojego Niepokalanego Serca. Pragnąc powstrzymać zapowiadane przez siebie kary Boże, stałaś się posłanniczką Najwyższego, prosząc, aby wikariusz Jezusa Chrystusa, wraz ze wszystkimi biskupami świata, poświęcił Rosję Twojemu Niepokalanemu Sercu. Niestety, orędzie Twoje nie zostało jak dotąd wysłuchane.

Dlatego też, w oczekiwaniu na szczęśliwy dzień, w którym Ojciec Święty spełni ostatecznie żądania Twojego boskiego Syna, nie przypisując sobie władzy, której nie posiadamy, przejęci troską o losy Kościoła powszechnego i zjednoczeni ze wszystkimi prawowiernymi biskupami, kapłanami i wiernymi, postanawiamy odpowiedzieć ze swej strony na żądanie Nieba, kierując pokorne błagania do Twojego Niepokalanego Serca.

Zechciej więc, o Matko Boża, przyjąć najpierw uroczysty akt zadośćuczynienia, ofiarowany przez nas Twojemu Niepokalanemu Sercu za wszystkie zniewagi, którymi ranią Je – oraz Najświętsze Serce Jezusowe – występki grzeszników i ludzi bezbożnych.

Po wtóre, na ile jest to w naszej mocy, oddajemy i poświęcamy Rosję Twojemu Niepokalanemu Sercu. Błagamy Cię, abyś w swym macierzyńskim miłosierdziu wzięła ten kraj pod Twoją przemożną opiekę, abyś uczyniła go Twoim lennem i królestwem, zmieniając ziemię prześladowań w ziemię wybraną i błogosławioną. Podporządkuj sobie ten kraj tak całkowicie, aby wyzwolony z urzędowej bezbożności stał się nowym królestwem naszego Pana Jezusa Chrystusa, nowym lennem poddanym Jego słodkiemu panowaniu. Spraw, aby porzuciwszy dawną schizmę, powrócił do jednej owczarni wiecznego Pasterza i – podporządkowując się wikariuszowi Twojego boskiego Syna – stał się gorliwym apostołem społecznego panowania Jezusa Chrystusa nad wszystkimi narodami ziemi.

Prosimy Cię też, o Matko Miłosierdzia, abyś poprzez ten najwspanialszy cud Twojego wszechpotężnego orędownictwa objawiła całemu światu prawdę o swej roli Pośredniczki Wszelkich Łask. Racz wreszcie, o Maryjo, Królowo Pokoju, uprosić ziemi pokój, którego świat dać nie może, pokój oręża i pokój dusz, pokój Chrystusowy w królestwie Chrystusowym, a królestwo Chrystusowe poprzez panowanie Twojego Niepokalanego Serca. Amen.

Bp Athanasius Schneider mówi o swoich nadziejach związanych z aktem poświęcenia Rosji i Ukrainy Niepokalanemu Sercu Maryi. A Franciszek kręci

Poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Matki Bożej nie zostało w przeszłości dokonane tak, jak życzyła sobie tego Maryja. Dlatego trzeba ten akt ponowić, mówi bp Athanasius Schneider. Nie można spodziewać się też żadnych natychmiastowych konsekwencji. Naszym zadaniem jest zrobić to, co powiedziała nam nasza Pani, a reszta leży w rękach Opatrzności Bożej.

Bp Athanasius Schneider mówił o planowanym przez papieża Franciszka poświęceniu Rosji i Ukrainy Niepokalanemu Sercu Maryi. Jak wskazał w rozmowie z Diane Montagną, która ukazała się na portalu OnePeterFive.com, istnieje ewidentna konieczność poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Matki Bożej, bo poprzedni papieże nie wykonali tego tak, jak oczekiwała Maryja.

Nie zostało to przeprowadzone w sposób, jakiego żądała Nasza Matka. W mojej ocenie, konsekracji należy dokonać bardziej dokładnie, a to oznacza bezpośrednie wymienienie Rosji, razem z innymi warunkami, które wyszczególniła Matka Boża – powiedział.

Hierarcha wskazał, że wymienienie Ukrainy razem z Rosją jest jak najbardziej zasadne.

Biorąc pod uwagę obecną bolesną wojnę na Ukrainie, jest całkowicie zrozumiałe, że papież Franciszek wymieni również Ukrainę. Trzeba też wziąć pod uwagę, że w lipcu 1917 roku, kiedy Matka Boża pierwszy raz mówiła o konsekracji Rosji, duża część terytorium obecnej Ukrainy należała do Imperium Rosyjskiego, które określało niektóre regiony tego terytorium mianem Małej Rosji oraz Rosji Południowej. Gdyby papież wymienił dziś jedynie Rosję, duża część tego terytorium (czyli większość obecnej Ukrainy), które Matka Boża miała przed oczami w lipcu 1917, zostałaby wykluczona z konsekracji – powiedział.

Biskup wskazał też, jakie są, jego zdaniem, fundamentalne elementy żądania Matki Bożej z Fatimy. Po pierwsze, jest to poświęcenie Niepokalanemu Sercu Maryi, a nie jedynie Matce Bożej czy Dziewicy Maryi. Po drugie, konieczne jest bezpośrednie wymienienie Rosji, przy czym można wymienić również inne narody bliskie Rosji lub też narody całego świata, bo kluczowe jest, aby była wśród nich wprost wspomniana Rosja. Po trzecie, konieczna jest jedność z biskupami; nie musi to oznaczać stuprocentowej jedności, ale jedność w sensie moralnym. Według biskupa nie ma przy tym znaczenia, w jaki sposób papież wezwie biskupów do tej jedności: czy uczyni to poprzez formalne zaproszenie czy też poprzez nakaz.

Hierarcha pytany o znaczenie praktyki pierwszych sobót miesiąca wskazał, że papież mógłby na przykład za pośrednictwem Penitencjarii Apostolskiej wydać dekret, który aprobowałby tę praktykę pobożności wśród wiernych.

Efekt aktu poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi, nawet jeżeli zostałby przeprowadzony w idealnej zgodności z oczekiwaniami Matki Bożej, nie powinien być rozumiany tak, jakby był sakramentem, którego skutek zależny jest od ważnej celebracji (ex opere operato). Akt poświęcenia, mówiąc językiem teologii, jest sakramentalium (sacramentale), a jego efekt zależy przede wszystkim od modlitwy błagalnej Kościoła (ex opere operantis ecclesiae). Teologia katolicka wskazuje, że sakramentalia nie rodzą łaski, ale przygotowują do niej. Akt poświęcenia nie ma automatycznego, natychmiastowego i spektakularnego albo sensacyjnego efektu. Bóg, w swojej suwerennej, mądrej i tajemniczej Opatrzności, zastrzega dla Siebie prawo do określenia czasu i sposobu realizacji efektów konsekracji. […] Naszym zadaniem jest zrobić to, co powiedziała Matka Boża: reszta jest w rękach Opatrzności – powiedział.

Hierarcha mówił też, jakie nadzieje wiąże z zaplanowanym przez papieża Franciszka aktem.

Trzeba mieć nadzieję, że poświęcenie Rosji przyspieszy jej nawrócenie, co w konieczny sposób wiąże się ze zjednoczeniem Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego ze Stolicą Apostolską i staniem się prawdziwe katolickim. Tylko wówczas dojdzie w oczach Bożych do prawdziwego nawrócenia, bo nawrócenie nie może być połowiczne – wskazał.

Musimy mieć również nadzieję, że poświęcenie Rosji przyspieszy triumf Niepokalanego Serca Maryi, co znajdzie swój wyraz w autentycznej odnowie życia Kościoła katolickiego, to znaczy w nowej chwale czystości wiary katolickiej, świętość liturgii, świętości życia chrześcijańskiego – dodał.

Wreszcie musimy mieć nadzieję, że poświęcenie Rosji przyspieszy epokę pokoju dla ludzkości. Przy tym prawdziwy i trwały pokój w społeczeństwie zostanie ustanowiony dopiero wówczas, gdy Chrystus będzie panował nad społeczeństwem ludzkim – powiedział, powołując się na nauczanie papieża Piusa XI.

Hierarcha wyraził też radość z tego, że do aktu poświęcenia przyłączy się były papież Benedykt XVI, który, jak powiedział biskup Schneider, jest jednym z najbardziej wybitnych członków światowego episkopatu naszych czasów.

Źródło: onepeterfive.com

—————————–

[Jak widzimy z już opublikowanego tekstu Franciszka Duchowni całego świata otrzymali papieskie zaproszenie do poświęcenia Rosji. Przedstawiamy jego pełny tekst

– znów będzie kręcił, kłamał i odwracał Prawdę na nice… Módlmy się o odważnego Papieża – katolika. Mirosław Dakowski]