Wybuch w dzielnicy Haesselby w Sztokholmie. / foto: screen X (kolaż)
Na przedmieściach Sztokholmu w poniedziałek nad ranem doszło do dwóch eksplozji, w dzielnicy willowej w Haesselby oraz Fullersta. Według mediów detonacje mają związek z trwającą w Sztokholmie i Uppsali wojną gangów.
– W wyniku eksplozji dom w Haesselby został całkowicie zniszczony, pozostały po nim jedynie gruzy. Ogień zajął dachy sąsiednich budynków – przekazał Daniel Wikdahl ze sztokholmskiej policji.
W mniejszym stopniu ucierpiał budynek mieszkalny w Fullersta w gminie Huddinge, gdzie według komunikatu policji „drzwi wejściowe, dach oraz okna zostały uszkodzone”.
Na razie nie ma informacji o poszkodowanych.
Według telewizji SVT detonacje mają związek z trwającą od kilku miesięcy w Sztokholmie oraz Uppsali wojną gangów narkotykowych. W tym roku w Szwecji doszło już do 134 wybuchów. W ubiegłym tygodniu pod Uppsalą w wyniku eksplozji domu jednorodzinnego zginęła przypadkowa osoba.
W Szwecji we wrześniu w wyniku strzelanin oraz wybuchów zginęło łącznie 12 osób. Porachunki mają związek z konfliktem wokół gangu narkotykowego Foxtrot, którego bossem jest poszukiwany listem gończym Rawa Majid, pseudonim Lis Kurdyjski. Mężczyzna zbiegł do Turcji, skąd wydaje dyspozycje. Majid jest skonfliktowany z Mikaelem Tenezosem „Grekiem”, ale ma też wrogów we własnym gangu.
Policja jest w posiadaniu listy 150 osób mieszkających w Sztokholmie lub okolicach, na których mogą zostać wykonane wyroki. Jak przyznali mundurowi, nie są w stanie wszystkim zapewnić całodobowej ochrony.
W czwartek premier Szwecji Ulf Kristersson zapowiedział wsparcie policji przez wojsko. W niedzielę weszły w życie przepisy umożliwiające policji stosowanie podsłuchów prewencyjnych.
„Odeszli” z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Przez rok.
[Może ktoś związany z UJ wyjaśni, jaki w tym szeregu ułamek – to dotąd czynni pracownicy ? Czy wiadomo, kto się zaszczepił na „pandemię”? Czy to znacznie odbiega od „normalnych” statystyk [tj. tych sprzed „plandemii”? ? Jest tam przecież Wydział Matematyki i Informatyki , dajcie to jako np. pracę magisterską, jeśli samemu nie chce się d… ruszyć. MD]
W większości staruszkowie, niektórzy mają zasługi w wypędzaniu mnie z uniwersytetu, ale ich przetrwałem. jw
=========================
Prof. Andrzej Sr., lat 75 zmarł po 3 szczepieniu, mój kolega z roku akademickiego
dr
===========================================
mail:
jak na razie jest to najlepszy [najszybszy] wynik w Polsce….
40 minut od zaszczepienia..
śp. prof Marian Pardela – kardiochirurg ( klinika kardiochirurgii w Zabrzu)
żadna gazeta nie odważyła się o tym napisać, tylko lokalny Głos Zabrza..
————————————————
Gazeta „Głos Zabrza i Rudy Śląskiej” informuje o śmierci prof. Mariana Pardeli.
Pardela był emerytowanym zabrzańskim lekarzem. [2021 – wte3dy jeszcze było wolno tak pytać md]]
„Jak ustalił GŁOS, stan profesora gwałtownie załamał sie zaledwie 40 minut po podaniu mu szczepionki na koronawirusa” – czytamy na pierwszej stronie gazety.
Mimo szybkiej reakcji mężczyzna zmarł
„Znany i ceniony chirurg trafił z rozległym zawałem do Śląskiego Centrum Chorób Serca. Niestety zmarł, a Sanepid zakwalifikował tę tragedie jako poszczepienne omdlenie” – [TAKI !!]
Zabiła go szczepionka? – pyta w tytule dziennik.
„Niestety, liczba takich informacji zaczyna niepokoić. Nie mówię jedynie o informacjach z Polski” – napisał w mediach społecznościowych dziennikarz Łukasz Warzecha.
(Domenico Fetti, Public domain, via Wikimedia Commons)
„W chwili śmierci twoja dusza zobaczy tego Anioła, tak dobrego, który towarzyszył ci przez życie i był tak hojny w matczynej opiece (…) Myśl o spotkaniu z nim jest dobra i święta. Właśnie ona powinna zachęcać nas do wyjścia z ciemnego więzienia, w którym jesteśmy zamknięci”. [1] – pisał ojciec Pio w liście do Raffaeliny Cerase.
Świat jest pełen duchów. Ich istnienie jest prawdą wiary. Są one realną rzeczywistością, której twórcą jest Bóg – Pan Wszechświata, rzeczy widzialnych i niewidzialnych. Człowiek stworzony na podobieństwo Chrystusa, który jest DUCHEM na krótki czas ziemskiego życia został zamknięty w ciele. Inne, czyste byty duchowe – to Anioły – stworzone po to, by oddawały Bogu chwałę. Biorą zatem czynny udział w życiu Trójjedynego Boga, nieosiągalny dla człowieka podczas ziemskiego życia.
„Strumień ognia się rozlewał i wypływał od Niego. Tysiąc tysięcy służyło Mu, a dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy stało przed Nim. Sąd zasiadł i otwarto księgi”. (Dn 7,10)
Anioły – w przeciwieństwie do człowieka – jako byty doskonałe – nigdy nie rozstają się ze sobą i nie gubią swojej istoty (oczywiście, poza wyjątkową decyzją upadłych aniołów). Są duchami oświeconymi światłem samego Boga, absolutnie wolnymi, znającymi prawdę bez jej poszukiwań, bez wątpliwości w rozeznaniu i ocenianiu. Ich domem jest serce Boga.
Z jednej strony – Aniołowie jako osoby mające rozum, wolną wolę i emocje wydają się być podobnymi do człowieka. Również świadomość swojego <ja>, które w wolności pracuje nad swoim rozwojem, upodabnia jednych do drugich. Z drugiej zaś, jako istoty wolne od materii, jakże są od nas różnymi… Czysty duch anioła rozwija się w swoim życiu niczego nie zmieniając, gdyż swoją istotę otrzymał od Boga w ostatecznej formie. Porusza się więc ruchem ekstatycznym i auto – transcendentym, zgodnie ze swoim przeznaczeniem. Z łatwością doznaje oświecenia i jako absolutnie wolny – panuje nad sobą. Człowiek zaś, utrudzony swoją wolnością nie obejmuje całego swojego bytu. Dlatego życie człowieka jest drogą, podczas której dusza ludzka dochodzi do posiadania swojej istoty, gdzie w przeciwieństwie do aniołów impuls do rozwoju i działania musi otrzymywać z zewnątrz.[2] Dzieje się tak dlatego, bo jak mówi Św. Edyta Stein: „Jesteśmy aniołami bez skrzydeł, w poszukiwaniu duszy zdolnej do poderwania nas do lotu”.[3]
Dlatego właśnie, w każdym najdrobniejszym momencie naszego życia znajdujemy się w ogniu najważniejszej walki – walki o samych siebie na wieczność. Nasz rozum i wolna wola jest jedyną realną władzą poznawczą, która została dana nam z góry po to, by łatwiej rozeznawać duchy, a co za tym idzie, mieć pewność, co do wyboru dobra i odrzuceniu zła. W tej walce wspomagają nas anioły. One – jako, że zostały stworzone przed człowiekiem decyzję opowiedzenia się za dobrem musiały podjąć jeden raz, my zaś – musimy podejmować ją codziennie.
Non serviam – nie będę służył – powiedział Lucyfer – anioł światłości. Quis ut Deus – Któż jak Bóg! – odpowiedział Michał. „I nastąpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł, i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan.”(Ap 12,7-9) Starcie ekspresji pychy i buty z pokornym przyznaniem się stworzenia do swojej nicości jest przyczyną upadku i wygnania Lucyfera do piekła, gdzie sprawuje rządy jako Szatan. Na przeciwstawnym biegunie anielskiej pokory władzę dzierży Michał. Niegdyś najmniejszy i ostatni, dziś największy i pierwszy. Jego zdecydowane Quis ut Deus jest najdoskonalszą adoracją Boga, która dała mu awans na archanioła – wodza wszystkich aniołów.
To właśnie ów potężny wojownik w Starym Testamencie daje się poznać jako szczególny opiekun Izraela, wykonawca planów Bożych w odniesieniu do ziemi i ludzi, mający klucze do nieba, anioł miłosierdzia, sądu i kar Bożych. W Nowym Testamencie książę aniołów jest obrońcą Kościoła w odwiecznej walce dobra ze złem, które wyrzucone z nieba, przenosi się na ziemię. Toczy się w człowieku i o człowieka. Toczy się o Kościół. Dlatego walczymy codziennie.
Książę aniołów wraz ze wszystkimi dziewięcioma zastępami anielskimi wypełnia rozkazy Maryi – Królowej wszystkich Aniołów, której święto obchodzimy każdego roku 2-giego sierpnia. Droga dojścia do Boga zawsze wiedzie przez Królową Aniołów, gdyż to tylko nasza kochana Mama, ma bezpośredni dostęp do Boga przez swojego Syna Jezusa. Aniołowie zaś, mający służebną rolę wobec swojej Królowej, składają nasze modlitwy w Jej Niepokalanym Sercu. Tak jest dziś i tak było dawniej, na co wskazują Ewangelie. Tak było w trakcie zwiastowania (Łk 1 26-38), w momencie kiedy aniołowie ogłaszali pasterzom tajemnicę narodzin Boga (Łk 2,10), tak działo się gdy we śnie anioł informował Józefa, że ma uciekać z małym Jezusem do Egiptu, czy też zawiadamiał go o śmierci Heroda (Mt 2, 13-18). Królowa nieba stoi ponad wszelkimi bytami duchowymi. I choć nawet święci nie są w stanie przewyższać aniołów swoją doskonałością, to Matka Boża z racji swego niepokalanego poczęcia i Bożego macierzyństwa jest najbardziej podobna i najcudowniej złączona z Jezusem. Jej pokora, posłuszeństwo i wierność spowodowały, że Maryja z ciałem i duszą została wzięta do nieba przez aniołów, zasługując sobie na tytuł Królowej nieba, a co za tym idzie aniołów i świętych.[4]
Warto nadmienić, że zwrotu Matka Boża Anielska i Porcjunkula (łac. portiuncula- mała cząsteczka, kawałeczek, skrawek gruntu) używa się zamiennie w odniesieniu do maleńkiej kapliczki, która znajduje się wewnątrz świątyni położonej ok. 2 km. na południe od Asyżu. To właśnie św. Franciszek wybudowaną w VI wieku kapliczkę odnowił i w niej zamieszkał. Podania głoszą, że często słyszano nad kapliczką głosy anielskie, stąd wzięła się nazwa Matka Boska Anielska. Ze świętem 2 sierpnia wiąże się też możliwość uzyskania odpustu zupełnego, o który prosił św. Franciszek Maryję, kiedy to ukazała mu się w otoczeniu aniołów.
W Jezusie Chrystusie zostały stworzone wszystkie byty widzialne i niewidzialne. Cała pełnia bóstwa. Choćby przez pryzmat ułomności ludzkiego języka, zatrzymajmy się i oczyma duszy spójrzmy przez chwilę na aniołów, którzy służą swojej Królowej. Najwyższe zastępy anielskie, stojące najbliżej Boga to Chóry Kontemplacji:Serafini, Cherubini i Trony. Ich adoracji Boga, czystości oraz świętości nie jest w stanie objąć żaden ludzki umysł.
Serafini – promienieją gorejącą miłością ponad innych aniołów. W wizji proroka Izajasza od śpiewu serafinów futryny drzwi świątyni zatrzęsły się, a ona sama wypełniła się dymem. „(…) ujrzałem Pana siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie, a tren Jego szaty wypełniał świątynię. Serafiny stały ponad Nim; każdy z nich miał po sześć skrzydeł; dwoma zakrywał swą twarz, dwoma okrywał swoje nogi, a dwoma latał. I wołał jeden do drugiego: Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały”. (Iz 6,1-3) Święty Michał Archanioł będący Serafinem jest dowodem na to, że żadne zło nie może przebić się przez ich zbroję, gdyż miłość ich – w Bogu i przez Boga – chroni wszechświat przenikając wszelkie stworzenie.
Cherubini – posiadają pełnię wiedzy dotyczącej Boga i boskich spraw. Wstawiają się za tymi, którzy pragną większej mądrości serca i umysłu. Stoją na straży gwiazd stałych i prowadzą niebiańskie kroniki. Przewodzi im Archanioł Raziel. Zdarzają się Cherubini z dwoma jak i z czterema skrzydłami. Czasem przedstawiane są z ludzką twarzą i zwierzęcym ciałem.
Trony zaś można prosić o wstawiennictwo w sprawie pokoju dla duszy. Są aniołami pokory i posłuszeństwa, znane jako rydwany na których zasiada Bóg. Aniołowie ci zawsze pozostają spokojni i niewzruszeni, wcielając w życie Boże prawo sprawiedliwości. Pan nadał im prawo sądzenia.
Drugą grupą zastępów anielskich, przekazujących boskie światło aniołom z niższego zastępu są Chóry Porządku: Panowania, Moce i Potęgi.
Panowania – są to aniołowie przywódcy. Trzymają pieczę nad wszystkimi zastępami, (z wyjątkiem Serafinów). W szczególności te anioły można prosić o wstawiennictwo w sprawach poznania woli Bożej względem nas.
Moce – stoją dokładnie w środku wszystkich chórów hierarchii anielskiej. Im, tak jak Maryi Bóg powierzył rozdawanie łask i to właśnie dzięki nim najczęściej dzieją się cuda. Są wojownikami, którzy walczą z mocami ciemności, utrzymując Boży porządek świata. Ich przewodnikiem jest Archanioł Rafael.
Potęgi – to obrońcy wiary, czuwają nad narodami i ich przywódcami. Aniołom tym, podległe są wszystkie demony. Przyciągają ludzi do Boga. Warto ich prosić o uwolnienie od wszelkich dręczeń, opętań czy zniewoleń.
I wreszcie trzecią grupą zastępów anielskich, która jest najbliżej człowieka, a co za tym idzie, najbliżej ziemi są: Księstwa, Archaniołowie i Aniołowie.
Księstwa/Zwierzchności – to aniołowie ruchu. Panują nad całą naturą: porami roku, gwiazdami, księżycem, słońcem. Działają z Bożą mocą aby czynić cuda na ziemi. Obdarzeni ogromną mądrością, demaskują intrygi i diabelskie plany.
Archaniołowie – wysłuchują ludzkich modlitw. Są bezpośrednimi zwierzchnikami naszych stróżów, świętymi posłańcami Boga, niosąc ludzkości ważne przesłania. Są opiekunami ludzi i wszystkich rzeczy materialnych. Aniołami Stróżami przywódców światowych. Choć jest Serafinem, przewodzi im Św. Michał Archanioł. (z gr. archangelos – pierwszy wśród aniołów, wódz aniołów) Prócz Archanioła Michała, Biblia wspomina o Rafale, którego imię tłumaczy się jako: Bóg uzdrawia. To on jest tym, który uzdrowił Tobiasza i uwolnił Sarę od demonów, a także o Gabrielu, którego imię znaczy: Bóg jest moją siłą, który ukazując się Zachariaszowi i Maryi, przekazał największe przesłanie wszechczasów dotyczące wcielenia Syna Bożego.
I w końcu ci, najbliżej nas – nasi Aniołowie Stróżowie, których Bóg przeznaczył dla każdego człowieka w momencie jego poczęcia, wysyłając go po to, by ten przetarł mu szlaki: [5]„Oto Ja posyłam anioła przed tobą, aby cię strzegł w czasie twojej drogi i doprowadził cię do miejsca, które ci wyznaczyłem. Szanuj go i bądź uważny na jego słowa. Nie sprzeciwiaj się mu w niczym”. (Wj22,20-21) Choć mają dostęp do wszystkich innych chórów w każdym czasie, są najbliżej ludzkich spraw i świata materialnego. Przewodzi im Archanioł Gabriel.
Sens ich istnienia wyraża się w byciu posłanym. (z hebr. malachposłaniec) Są więc wysłannikami i sługami Boga i ludzi. Cieszą się, kiedy są posyłani, bo wówczas wypełniają swoją misję. Ich duchowa natura posłańca sprawia, że nie tylko Bóg może posyłać aniołów. My – ludzie – również mamy tą możliwość, zwłaszcza jeżeli nasz fizyczny, ziemski kanał komunikacji kuleje możemy posłać naszego Anioła Stróża do Boga, czy innego człowieka. Anioł jest zatem konkretnym ogniwem spajającym Boga z ludźmi, ludzi z Bogiem i ze sobą nawzajem. Osobą, z którą mogę nawiązać relację miłości.
Jest zawsze obok. Chroni przed niebezpieczeństwami oraz czynnie walczy o zbawienie duszy. W każdym ludzkim zawirowaniu, zawsze wierny, za życia – daje dobre natchnienia, a po śmierci – wyprowadza duszę z czyśćca do nieba. Kiedy będziemy przechodzić na drugą stronę zobaczymy wyraźnie jakie misje pełnił nasz wierny towarzysz. Zobaczymy momenty naszego życia, kiedy usuwał wszystko, co mogło zaszkodzić zdrowiu i życiu, uświadamiał duszy istnienie szatańskich pułapek, oświecał, pouczał i zachęcał do godnego życia.
Nawet wówczas, gdy mimo tak czułej opieki człowiek odwróci się od Boga, Anioł Stróż nie odwróci się od człowieka, ale będzie błagał Boga o jego nawrócenie. Jedną z wielkich łask jaką niebiański towarzysz może wyświadczyć człowiekowi jest pouczenie o zbliżającej się śmierci.[6] Czyż nie jest on zatem przedłużeniem ramion samego Boga wyciągniętych w stronę człowieka? Ramion oddalonych zaledwie o jeden akt wiary, o drgnięcie serca wypełnionego modlitwą…? To właśnie modlitwa jest drogą kontaktu z aniołami. Oni zawsze mobilizują, prowadzą do spowiedzi, do Eucharystii, do Boga.
Karty Pisma Świętego[7] oraz karty niejednego ludzkiego życia wypełnione są historiami niebiańskich odwiedzin, interwencji, porywów czy natchnień.
Zdarza się, że Pan Bóg zlecając ludziom jakąś szczególną misję, wysyła im do pomocy swoje anioły. Wówczas materializują się przybierając ludzką, bądź zwierzęcą postać. Przykładem jest choćby anioł Św. Katarzyny Laboure, który zapowiadając objawienie Maryi, ubrany na biało przybył do niej pod postacią ok. 5-cio letniego chłopca. Z kolei Św. Dorota, męczennica, tuż przed egzekucją, zobaczyła anioła jako młodego mężczyznę. Św. Dominik Savio, idąc do kościoła ujrzał swojego anioła w towarzystwie Maryi, którzy szli razem z nim. Towarzystwa Serafina doświadczyła również św. Faustyna, jadąc pociągiem z Warszawy do Krakowa. Anioł Jana Bosco przybierał postać psa, który go bronił przed złymi ludźmi, św. Agnieszce aniołowie często przynosili Komunię, gdy nie było kapłana, który mógłby jej udzielić. Św. Joanna d’Arc widywała aniołów, którzy sami nie będąc widzialnymi – znajdowali się w kościele, pomiędzy wiernymi. Św. Gemma, kiedy ukazał się jej anioł, chciała sprawdzić z kim ma do czynienia. Wpadła więc na pomysł by na niego napluć, chcąc rozpoznać go po reakcji. Ten ani drgnął, a u stóp anioła, w miejscu gdzie splunęła Gemma – pojawiła się biała róża, na której złotymi literami było napisane: „Od miłości przyjmuje się wszystko”. [8]
Pochylmy się nieco szerzej nad dwoma współczesnymi nam, będącej w duchowej łączności postaciami.
W wizji Natuzzy Evolo anioły osób konsekrowanych stoją po prawej stronie, zaś osób świeckich – po lewej.[9] Bóg zawsze lubił przemawiać przez zwykłych, prostych ludzi, którym objawiał tajemnice nieba na ziemi. Jedną z takich kobiet była właśnie analfabetka – Natuzza Evolo współczesna mistyczka z Kalabrii, która prócz daru bilokacji, stygmatów, czy widzenia zmarłych, w sposób nadnaturalny kontaktowała się nie tylko ze swoim Aniołem Stróżem[10], ale także z aniołami osób, które się do niej zwracały. Niebiańskie duchy często przychodziły do Natuzzy jako urocze dzieci w wieku około 10-ciu lat unoszące się nad ziemią. Rozmawiała z nimi, słyszała ich głosy. Dzięki temu miała niebywałe zdolności udzielania rad i odpowiedzi tym, którzy ją o to prosili. To oni przekazywali jej informacje dotyczące ludzi. Pomagali w udzielaniu lekarskich porad i stawianiu diagnoz, by mogła pomóc i pocieszyć cierpiące osoby. Autor biografii Nattuzy, inż. prof. Valerio Marinelli pisze:
„Wiele razy, osobiście obserwując Natuzzę, zauważyłem, że gdy zadaje się jej pytanie, odczekuje chwilę ze wzrokiem utkwionym nie na osobie, z którą rozmawia, lecz obok. Stwierdziłem również, że jest w stanie natychmiast dawaćodpowiedzi na trudne i skomplikowane pytania ludzi, których nie zna. Aby tak szybko oceniać problemy i znajdować rozwiązanie, należałoby być obdarzonym wybitną inteligencją, mieć wielką wiedzę i zdolność syntezy – cechy, których Natuzza nie ma. Dlatego można to uznać za dowód, że mistyczka rzeczywiście jest obdarzona zdolnościami prowadzenia dialogu z aniołami”.[11]
Ciekawa jest historia włoskiego jezuity, studenta medycyny, który postanowił zdemaskować Natuzzę udając się do niej w cywilnym stroju z prośbą o zaopiniowanie jego osobistych planów, dotyczących tego, że zamierza się ożenić. Ona zaś całując go w rękę odpowiedziała, że jest kapłanem Boga. Gdy idąc w zaparte – negował – dodała: „Powtarzam wam, że jesteście kapłanem, kapłanem Chrystusa; wiem to, ponieważ gdy tu weszliście widziałam, że anioł podał wam prawą rękę, podczas gdy wszystkim innym anioł podaje lewą”. [12] Choć nie umiała czytać ani pisać – dzięki aniołom porozumiewała się z obcokrajowcami. Kiedy dostała list od karmelitanek z Francji, to anioły przetłumaczyły go w doskonały sposób. Dawała odpowiedzi ludziom w językach w których się do niej zwracali, a po skończonej rozmowie twierdziła, że powtarzała jedynie słowa anioła, nie rozumiejąc nic z tego co mówiła.
Życie mistyczki oscylowało pomiędzy niebem, a ziemią. Ale nie tylko jej życie, ale również i wielu z tych, którzy je współtworzyli. Ciekawe świadectwo przytacza prof. Domenico Lombardi, były ordynator Oddziału Medycyny Ogólnej Szpitala Cristo Re w Rzymie, który 8 grudnia 1992r. w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, wracał wraz z kuzynem z nagrania programu telewizyjnego, w czasie którego dawał świadectwo dotyczące stygmatów Nattuzy. Auto jego jadące z predkością 130km/h wpadło w poślizg, uderzyło w metalowy słup i kilkakrotnie przekoziołkowało. Wspominając to zdarzenie pisze: „Pomyślałem, że to koniec, i wezwałem Anioła Stróża Natuzzy. Samochód natychmiast się zatrzymał, poziomo, z tylnymi kołami na pasie autostrady, a przednimi przy barierce. Bez szwanku wysiedliśmy ze zniszczonego auta. Później dowiedziałem się od Nattuzy, że była to łaska od Matki Bożej”. [13]
Czy można znaleźć lepszy przykład jak Michał Archanioł będący hetmanem Królowej Aniołów, a jednocześnie Aniołem Stróżem Nattuzy, błyskawicznie wypełnia zlecenia tej, która jest pełna łaski?
Nattuza mówiła: „(…) jestem w duchowej wspólnocie z Ojcem Pio” [14], Prosta świecka mama rodziny i kapłan. Nattuza i Ojciec Pio. Różni powołaniowo na ziemi, a duchowo niemalże współistotni sobie. Pio żył w obecności aniołów, podobnie jak Nattuza i my, jednak nie był ślepy na ich obecność. Ze swoim aniołem żył w realnej bliskiej przyjaźni, niemalże w symbiozie.
„Po Bogu i Matce Bożej – Anioł Stróż jest dla mnie najbliższym przyjacielem na ziemi”. Przebywanie w jego towarzystwie, było dla Pio największym szczęściem. Byli nierozłączni, jak bracia bliźniacy. Anioł Stróż był przyjacielem kapucyna w latach młodzieńczych, powiernikiem w wieku dojrzałym, wsparciem w starości: [15]„Biedny anioł – jest zbyt dobry. Czy kiedykolwiek uda mu się nauczyć mnie wdzięczności? Podobnie jak w życiu Nattuzy, Anioł Stróż pełnił wobec ojca Pio funkcję tłumacza. 7 września 1912 roku ojciec Agostino da San Mann in Lamis, spowiednik ojca Pio, postanowił wystawić świętość młodego zakonnika na próbę, pisząc do niego list po grecku i francusku – tak rozpoczęła się korespondencja w nieznanych kapucynowi językach. Ojciec Pio z pomocą Anioła Stróża bez problemu zdołał przetłumaczyć cały list.
Dowodem na to jest dopisek proboszcza Pietrelciny, księdza Salvatore Pannullo, który zaświadczył: „Ja, niżej podpisany, pod świętą przysięgą zaświadczam, że ojciec Pio, otrzymawszy ten oto list, dosłownie przełożył mi jego zawartość. Zapytany przeze mnie, jak mógł go odczytać i przełożyć, nie znając nawet greckiego alfabetu, odpowiedział: „Ach, wiecie, anioł stróż wyjaśnił mi wszystko”.[16]
Realna wiara w czułą opiekę Anioła Stróża przejawiała się także w tym, że Pio nie zamykał drzwi wejściowych do domu. Kiedy jego spowiednik – wracając z Neapolu, przybył do Piertelciny o trzeciej nad ranem, gdzie ze względów zdrowotnych przebywał Pio, zastając otwarte drzwi wejściowe, spytał: „Śpisz w nocy przy otwartych drzwiach wejściowych?”, „Czego mam się bać? – odpowiedział Pio. Są tu przecież aniołowie strzegący domów. Zawsze śpię przy otwartych drzwiach i niczego się nie obawiam”. [17] Życie Francesca Forgione przepełnione było anielską misją. Często swoim wiernym powtarzał: „Jeśli będziesz czegoś potrzebował, wyślij do mnie swojego anioła stróża”.[18] Ludzie posłusznie wysyłali, a on o każdej porze dnia i nocy wysłuchiwał tych wszystkich anielskich istot przynoszących mu wiadomości z całego świata.
Czasem zdarzało się, że anioł był niepunktualny, co wprowadzało do ich relacji pewne napięcia: „Jakże wykańczają mnie te demony. W sobotę tak się na mnie zawzięły, że nie wiedziałem już, co robić. Zwróciłem się do mojego anioła. Długo kazał na siebie czekać, a gdy w końcu się pojawił, latał wokół mnie i swym anielskim głosem śpiewał hymny ku Bożej chwale. Nakrzyczałem na niego za to, że kazał na siebie czekać tak długo, gdy potrzebowałem jego pomocy. Aby go ukarać, chciałem nie patrzeć mu w twarz, oddalić się, uciec od niego, ale on biedaczek podążył za mną, niemal płacząc; gdy podniosłem wzrok, zobaczyłem, że było mu przykro. <Jestem zawsze przy tobie – powiedział – wciąż krążę wokół ciebie. Moja miłość nie zgaśnie nawet, gdy skończy się twoje życie>”[19]
Podobnie jak Natuzza, miał również ogromną miłość do Św. Michała Archanioła, który był patronem prowincji zakonnej do której należał Ojciec Pio. Wyrazem tego było odprawianie dwu – tygodniowego postu przed liturgicznym wspomnieniem Św. Michała, które przypada 29 września. To właśnie 20 września 1918 roku, w dniu rozpoczęcia nowenny kapucyn otrzymał stygmaty, a wielu jest przekonanych, że sam Michał Archanioł był przekazicielem tego daru.
Św. Ojciec Pio, Natuzza, czy wspomniani Święci należący do historii Kościoła to zwyczajni – niezwyczajni ludzie. Działający na rzecz wielu innych, twardo stąpający po ziemi, a jednocześnie wyraźnie wykraczający poza fizyczne granice ziemskiego świata. To ludzie, którzy sprowadzili niebo na ziemię. Dzięki miłości do Królowej Aniołów i jej Syna, namacalnie doświadczali ich obecności i opieki. Anioły nie są jednak duchami zarezerwowanymi tylko dla wybrańców. To oni chcą być wybranymi przez nas, dlatego całe ludzkie życie dają natchnienia i wiernie czekają, aż nasze serce usłyszy ich szept.
Danuta Knap – Nowotarska
[1] Joanna Świątkiewicz, Porady Ojca Pio, jak dobrze się modlić, wyd. Serafin, s. 78.
[2] Zob. M. Stanzione, M. Castelli, Aniołowie w wizjach wielkich mistyczek, wyd. AA, s.174-177.
Łamańce językowe Małgorzaty Strzałkowskiej, czyli ćwiczenia na dobrą dykcję
Prawidłowa wymowa, dobra dykcja to umiejętności często bagatelizowane. Mówienie staranne, wyraźne i płynne jest prawdziwą sztuką. Chyba nikt z nas nie lubi sytuacji, gdy musi rozszyfrowywać słowa wypowiadane przez rozmówcę. Warto, by każdy z nas czasami zmierzył się z łamańcami językowymi – ćwiczeniem na dobrą dykcję. W tym celu posłuży nam głośna lektura wierszyków logopedycznych Małgorzaty Strzałkowskiej.
CHRZĄSZCZ Trzynastego w Szczebrzeszynie chrząszcz się zaczął tarzać w trzcinie. Wszczęli wrzask szczebrzeszynianie: – Cóż ma znaczyć to tarzanie?! Wezwać trzeba by lekarza, zamiast brzmieć, ten chrząszcz się tarza! Wszak Szczebrzeszyn z tego słynie, że w nim zawsze chrząszcz BRZMI w trzcinie! A chrząszcz odrzekł niezmieszany: – Przyszedł wreszcie czas na zmiany! Drzewiej chrząszcze w trzcinie brzmiały, teraz będą się tarzały.
TRZNADLE W krzakach rzekł do trznadla trznadel: – Możesz mi pożyczyć szpadel? Muszę nim przetrzebić chaszcze, bo w nich straszą straszne paszcze. Odrzekł na to drugi trznadel: – Niepotrzebny, trznadlu, szpadel! Gdy wytrzeszczysz oczy w chaszczach, z krzykiem pierzchnie każda paszcza!
SZCZENIAK W gąszczu szczawiu we Wrzeszczu klaszczą kleszcze na deszczu, szczeka szczeniak w Szczuczynie, szepcze szczygieł w szczelinie, piszczy pszczoła pod Pszczyną, świszcze świerszcz pod leszczyną, a trzy pliszki i liszka taszczą płaszcze w Szypliszkach. JAMNIK W grząskich trzcinach i szuwarach kroczy jamnik w szarawarach, szarpie kłącza oczeretu i przytracza do beretu, ważkom pęki skrzypu wręcza, traszkom suchych trzcin naręcza, a gdy zmierzchać się zaczyna, z jaszczurkami sprzeczkę wszczyna, po czym znika w oczerecie w szarawarach i berecie…
STRZYŻYK Czubaty strzyżyk w czystej czapeczce z Tczowa do Tczewa toczył kuleczkę. W Tczewie tłum tczewian wytęża oczy – Strzyżyk dotoczy czy nie dotoczy? Tymczasem strzyżyk tuż-tuż przed Tczewem troszeczkę zboczył w krzaczkach za drzewem i krótszą dróżką krocząc nad rzeczką, wrócił do Tczowa razem z kuleczką.
GRZECZNA DAMA Grzecznej damie, tuż nad uchem, brzuchomówca brzęczał brzuchem – brzdęk, brzdęk! brzdąkał na gitarze, niczym dżezmen grał na tarze, bzyczał jak na wiolonczeli i brzmiał niczym trzódka trzmieli, skrzypiał wdzięcznie jak skrzypeczki i podzwaniał jak dzwoneczki. Grzeczna dama oburzona, rzekła strasznie obrażona: – Uhu-huhu! Uhu-huhu! Ależ panu burczy w brzuchu!
MUSZKA Mała muszka spod Łopuszki chciała mieć różowe nóżki, różdżką nóżki czarowała, lecz wciąż nóżki czarne miała. – Po cóż czary, moja muszko? Ruszże móżdżkiem, a nie różdżką! Wyrzuć wreszcie różdżkę wróżki i unurzaj w różu nóżki!
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 1 października 2023 michalkiewicz
Wygląda na to, że podjęcie przez prezydenta Zełeńskiego rękawicy w wojnie handlowej z Polską, złożenie skargi na nasz nieszczęśliwy kraj do Światowej Organizacji Handlu, wystąpienie z pomysłem, by Niemcy zostały – w miejsce Rosji – stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ i oskarżenie polskiego rządu o statystowanie Putinowi, zakończyło okres dobrego fartu. Dotychczas bowiem prezydent Zełeński robił za natchnienie świata i najukochańszą duszeńkę krajów miłujących pokój, ale teraz to już passe i niedawny ulubieniec publiczności zalicza wpadkę za wpadką. Oczywiście nie ze względu na Polskę, której polityka wobec Ukrainy właśnie spektakularnie zbankrutowała. Ukraina położyła na Polskę tak zwaną lachę już wcześniej, bo skoro i Ukraińcy wiedzieli, i my wiedzieliśmy, że bez względu na to, co władze w Kijowie zrobią, Polska będzie im nadskakiwała, to nic dziwnego, że nawet nie udawali, że wobec nas politykują. Toteż pan prezydent Duda, który jeszcze niedawno prezydentowi Zełeńskiemu oddałby się z zamkniętymi oczami, teraz powiada, że jest „rozczarowany”. Ano, sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało – ale nie to przecież jest przyczyną końca dobrego fartu prezydenta Zełeńskiego. Przyczyną są przyszłoroczne wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych, a do tego dochodzi możliwość, że podobne wybory odbędą się i na Ukrainie.
Podobnie jak w przypadku wyborów prezydenckich w USA w 1968 roku, które zdominowała wojna, w jakiej Stany Zjednoczone ugrzęzły w Wietnamie – jak pamiętamy, wygrał je Ryszard Nixon, obiecując, że tę wojnę zakończy – co rzeczywiście zrobił – przyszłoroczne wybory w Ameryce może zdominować wojna na Ukrainie, w której – wszystko na to wskazuje – nie tylko Rosja, ale i USA mogą też ugrzęznąć. Toteż już teraz wszyscy faworyci Partii Republikańskiej na te wybory odgrażają się, że położą kres tej awanturze, a w ogóle – w czym celuje zwłaszcza Donald Trump – że gdyby oni rządzili, to nigdy by do tej awantury nie doszło. To oczywiście nie jest takie pewne, bo awantura zaczęła się pod koniec 2013 roku, kiedy to prezydent Obama wyłożył 5 mld dolarów na urządzenie na Ukrainie „majdanu” ze strzelaniną i innymi eventami – ale prezydent Obama reprezentował Partię Demokratyczną, podobnie jak obecnie Józio Biden, więc rzeczywiście, ciągłość jest. W tej sytuacji również prezydent Biden może podjąć próbę kokietowania wyborców obietnicą zakończenia ukraińskiej awantury, w związku z czym jego administracja właśnie czyni stosowne do tego przygotowania.
Zaczęło się od niezapowiedzianej wizyty sekretarza stanu USA w Kijowie, zaraz po triumfalnej deklaracji ukraińskiego rządu, że Ukraina uzyskała rekordowy poziom rezerw walutowych. Co tam pan Antoni Blinken podczas tej niezapowiedzianej wizyty wywąchał – tajemnica to wielka – ale coś tam chyba wywąchać musiał, bo zaraz prezydent Zełeński, który wcześniej wywalił wszystkich szefów tamtejszych wojskowych komend uzupełnień i ministra obrony Reznikowa, kontynuował kurację przeczyszczającą w tamtejszej niezwyciężonej armii, dymisjonując wszystkich wiceministrów obrony. Ale to chyba dopiero początek prawdziwej kuracji nie tylko armii, ale całego państwa, bo właśnie Stany Zjednoczone postawiły Ukrainie coś w rodzaju ultimatum, że jeśli w ciągu najbliższych 18 miesięcy nie zreformuje nie tylko armii, ale i bezpieki, policji, prokuratury i niezawisłych sądów, to Ameryka przestanie wysyłać pomoc, no a bez tej pomocy zapowiadane ostateczne zwycięstwo Ukrainy oddali się w mglistość. Jakby tego było mało, do Kijowa ma pojechać specjalna amerykańska komisja, żeby sprawdzić, co tak naprawdę się stało z dotychczasową amerykańską pomocą, którą USA szacują na prawie 140 mld dolarów. Słowem – przygotowania administracji Bidena do zakończenia ukraińskiej awantury wkraczają w fazę realizacji, co oczywiście nie pozostanie bez wpływu na osobistą sytuację polityczną prezydenta Włodzimierza Zełeńskiego.
Po pierwsze, ofiary kuracji przeczyszczającej, z pewnością przedzierzgną się ze zwolenników Włodzimierza Zełeńskiego, w jego nieprzejednanych wrogów – a ponieważ każdy z nich – jak to na Ukrainie, która jest rodzajem „oligarchii oligarchów” – powiązany jest z jakimś oligarchą, to znaczy, że przynajmniej część z nich obróci się przeciwko prezydentowi Zełeńskiemu. Tymczasem jego konkurentami w przyszłorocznych wyborach prawdopodobnie będą dwie osobistości: Witalij Kliczko, którego prezydent Zełeński niedawno publicznie upokorzył oraz były prezydent Piotr Poroszenko – ten sam, który w roku 2014 i 2015 podpisał w imieniu Ukrainy porozumienia mińskie. Jeśli tedy Amerykanie wykorzystają pretekst braku skutecznych reform i podejrzenia korupcji do wstrzymania Ukrainie pomocy wojskowej, to będzie to już nie koniec dobrego fartu, ale w ogóle – koniec kariery politycznej prezydenta Zełeńskiego.
Jestem bowiem pewien, że każdy z jego przeciwników, a przede wszystkim – Piotr Poroszenko, którego wynalazca Włodzimierza Zełeńskiego, Igor Kołomojski ośmieszył – postawi pytanie, dlaczego prezydent Zełeński odrzucił, podpisane również przez Rosję, w asyście Francji i Niemiec, porozumienia mińskie, które przewidywały jedynie autonomię w obwodach donieckim i ługańskim – ale w granicach Ukrainy. Odrzucenie tych porozumień dało Rosji pretekst do wojny, w następstwie której Ukraina – nie licząc Krymu – utraciła cztery obwody: ługański, doniecki, zaporoski i chersoński, które zostały włączone do terytorium Federacji Rosyjskiej, no i co najmniej pół miliona żołnierzy, nie licząc tych, którzy utracili ręce lub nogi i nie wspominając już o sporych zniszczeniach przynajmniej na części terytorium. Kto wie, czy w tej sytuacji prezydent Zełeński nie będzie usiał pójść w ślady Wiktora Janukowycza, który uratował życie uciekając do Rosji – oczywiście z tą różnicą, że nie do Rosji, tylko do Ameryki, albo – w ostateczności – do Izraela?
Wszystko może się zdarzyć tym bardziej, że ostatnio zdarzył się wypadek świadczący, że prezydenta Zełeńskiego opuszcza dotychczasowe szczęście. Otóż podczas wizyty w Kanadzie, chciał odbyć rodzaj triumfu w tamtejszym parlamencie, a kulminacyjnym momentem tego wydarzenia miała być owacja dla 98-letniego ukraińskiego bohatera narodowego. Owacja się odbyła – ale wkrótce jakaś Schwein odkryła, że ten starowina był ochotnikiem w SS-Galizien. Stefan Bandera może być sobie bohaterem narodowym Ukrainy – ale kto podsunął prezydentowi Zełeńskiemu tego weterana, żeby akurat jemu kanadyjski parlament urządzał owację? Czy przypadkiem nie banderowcy ze Światowego Związku Ukraińców w Toronto? W rezultacie prezydent Zełeński naraził na śmieszność nie tylko swego gospodarza premiera Trudeau, ale i cały kanadyjski parlament. Myślę, że po tym incydencie nie tylko władze Kanady będą podchodziły do prezydenta Zełeńskiego i zarazem – w ogóle do Ukrainy – z trochę większą ostrożnością, która z pewnością przełoży się na zmniejszenie dotychczasowej hojności.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Ponad 13 mln szczepionek o wartości 900 mln zł w Polsce zutylizowano, a 27,6 mln o wartości 1,4 mld zł oddano innym państwom — podał ostatnio NIK. Ale instytucja kontrolna zwraca uwagę na jeszcze inny aspekt zarządzania szczepionkami przez powołane do tego instytucje. Prawie 118 tys. dawek wadliwych szczepionek wykorzystano do zaszczepienia, choć były sygnały z Europy, że są one wadliwe i zagrażają zdrowiu.
NIK zarzuca GIF błędy, których skutkiem było podanie prawie 118 tys. pacjentów wadliwych preparatów. | Foto: Screen z Youtube, Shutterstock, Fotokon / NIK
118 tys. dawek wadliwych szczepionek wykorzystano do zaszczepienia, choć były sygnały, że mogą być niebezpieczne
Zareagowano dopiero po roku, gdy z Belgii przyszło mocniejsze ostrzeżenie w sprawie tej serii. Niestety cała seria była już w polskich pacjentach
Główny Inspektorat Farmaceutyczny tłumaczy, że ostrzeżenie pierwsze nie było wystarczająco mocne, dopiero dokument rok później dawał silne informacje
Pacjentom podano 58 mln dawek, czyli 44 proc. dostarczonych do Polski szczepionek. Do odbioru pozostało jeszcze ponad 69 mln dawek, czyli jeszcze ponad jedna trzecia zamówienia przed nami.
Wadliwe szczepionki już w pacjentach
NIK wskazuje, że Główny Inspektorat Farmaceutyczny nie wiedział gdzie są konkretne serie szczepionki, bo przyjęto taką interpretację Prawa Farmaceutycznego, że dystrybucja szczepionek na COVID-19 nie jest obrotem w rozumieniu prawa i nie podlegała w związku z tym serializacji, nie wprowadzano przez to danych do systemu monitorowania z hurtowni i nie podlegało przepisom o weryfikacji o autentyczności leków. Poprzedni prezes GIF wskazywać miał nawet, że mogą wystąpić nieprawidłowości, bo takie procedury nie wynikały z ustawy, ale z rozporządzenia ministra. GIF przeprowadził tylko dwie inspekcje w hurtowniach i podczas tej kontroli stwierdzono nieprawidłowości krytyczne. Mimo tego nie skontrolowano innych hurtowni.
Do GIF wpłynęło osiem zgłoszeń o wadach, z czego dwa klasy pierwszej i drugiej, czyli o zagrożeniu życia i zdrowia. Europejska Agencja Leków (EMA) informowała w kwietniu 2021 r. o wadzie klasy drugiej, która mogła spowodować chorobę lub niewłaściwe działanie. GIF przekazał tę informację dopiero po roku, ale okazało się, że cała seria, czyli 117 tys. 600 dawek została już podana pacjentom. Chodzi o jedno dawkowe szczepionki przygotowane przez belgijski Janssen (część amerykańskiego koncernu Johnson&Johnson) i izraelski BIDMC — zrelacjonował na konferencji prasowej w NIK dyrektor Departamentu Porządku i Bezpieczeństwa Wewnętrznego w NIK Michał Jędrzejczyk.
Reporting back from the UN – Together we are stalling the Pandemic Treaty!
The tide is turning, and it’s thanks to you!Having just returned from New York, I am eager to share with you firsthand the news emerging from last week’s High-Level Meeting on Pandemic Prevention, Preparedness, Response at the United Nations, and the current state of the dreaded WHO Pandemic Treaty.I would like to start by thanking you in saying: Your voice is echoing loudly – it is making a resounding impact, causing doubts and disarray among decision-makers, who have really started to feel the pressure.Your support, persistence, and generosity played a pivotal role in ensuring that our message, backed by more than 300,000 of your signatures, echoed through the corridors of the UN Headquarters.Watch the video of the CitizenGO team’s actions, outside the United Nations Headquarters in New YorkAs you know, the UN had called for a first-ever emergency head-of-state summit on pandemic preparedness at the United Nations General Assembly, with the aim of expediting negotiations and injecting a sense of urgency into the proposed Pandemic Treaty.Last week leaders approved a political declaration that spells out their commitment to the upcoming negotiation process and the milestones to set the accord in motion.However, the fear of not securing a global agreement on time is setting in deeper and deeper for the WHO and the many globalist advocates of the Pandemic Treaty.The anticipation was initially to move forward with a final draft by October. Yet, skepticism looms as states grapple with the vastly divisive elements of the treaty – there are now serious doubts about meeting the 24 May 2024 deadline for adoption.Despite the urgency and the concerted efforts from various nations, the meeting hit some big roadblocks. Controversies and complexities about the Treaty are making progress slow, and we don’t even have a final draft to start negotiations.This is all good news!They know that millions of common citizens and defenders of freedom like you and I, are rising up strong against this totalitarian power grab that threatens our basic freedoms and health choices.I have always believed strongly in the power of our collective action at CitizenGO, and once again, our joint efforts are making a striking impact.Now, more than ever, talking to people, and seeing what is taking place inside the decision rooms, I am witnessing firsthand the mighty force of our collective voice and what we are achieving!Our dedicated CitizenGO team (Manuel, Niccoló, Anna, Ignacio, and myself) took to the streets of Manhattan, where vans circled the UN Headquarters with a clear message opposing the UN’s power grab.As heads of state and delegates walked in and out of the General Assembly, our message was made visible, for the leaders of every nation to see!Check out these and all the other pictures here.Our team at the UN Headquarters worked non-stop to reach delegates and let everyone hear our voices against the Pandemic Treaty. They also put up tons of posters around nearby streets, making it impossible for delegates and passersby to miss our message.And that’s not all. We delivered impactful flyers containing crucial information on the Pandemic Treaty directly into the hands of delegates and Permanent Missions to the UN. We did everything possible to point out to them the drastic dangers that this accord poses, and why it is an outright attack on individual liberties and national sovereignty.Despite the deliberate attempts by the ideologically driven United Nations and local law enforcement to silence your voice, we prevailed.Their endeavors to censor us, diverting and blocking our vans, were squarely aimed at keeping our messages away from the most powerful politicians in the world.In defiance of their attempts to sideline us, the CitizenGO team delivered your message, clear and resounding, to the very heart of UN decision-making. The evident fear within the United Nations is a testament to the power of our collective voice and unyielding resolve.What Next?As doubts persist as to whether the WHO member states will be able to agree on a pandemic treaty with any significant impact, and as the deadline totters, we must not let our guard down.I am encouraged by the fact that despite the globalists’ agenda and their wicked endeavors, they are tormented right now by unease and mistrust. I believe the treaty is at its most vulnerable, and we are the ones who can stop it. I have seen the hesitations and the disagreements among the delegates. We must capitalize on this moment of weakness. The World Health Organization is now confronted with a colossal task ahead … but so are we, and we cannot do this without your support.It is crucial that we keep the pressure on and do everything possible to exploit the Treaty’s weaknesses and work to make them fall off track, once the negotiations commence in Geneva next month.WHO’s Director-General Dr. Tedros Adhanom Ghebreyesus stressed the need to “break the cycle of panic and neglect” and hopes for “productive negotiations in the upcoming months”.Well, let’s do everything possible to stall them!While we have successfully disrupted the timeline and brought crucial issues to the forefront, it’s vital to acknowledge that the path ahead remains an uncertain one, and the big players will do everything possible to get this through, in whatever way possible. They will turn to desperate measures if they need to. We must remain vigilant and be prepared for anything.There is now even a mounting call for an independent body, potentially under the UN Secretary-General’s office, to monitor and implement the pandemic accord! They are not giving up, and neither can we!As the negotiations continue, our efforts must match them stride for stride.Your support has been the backbone of this endeavor, and it will continue to be the pillar that propels us forward.Please stay engaged, stay hopeful, and most importantly, stay with us. Our collective action can shape a safer and freer future for us all.Thank you for your support in this vital campaign. Your role in this fight is invaluable.Sebastian Lukomski and the entire team at CitizenGOPS: The battle isn’t won yet. Our freedoms are on line, and this is not the time to step back. Your support strengthens our resolve to ensure our shared voice bounces off the walls in the rooms where global decisions are made. Let us stand firm and resolute against these trials we face. Your constant support really matters! Thanks for standing firmly with us. But we need your help to keep fighting against the Pandemic Treaty. Please consider making a donation to help us continue our important work. Every penny counts, and we greatly appreciate your generosity. Your contribution will directly enable us to keep fighting for our cause. Stand with us, and let’s make a difference together! If this is work you are proud of and you have the means, please consider making a regular contribution to our movement. 5 Euros a month means we can always keep up the fight. References:UN High Level Meeting Approves ‘Historic’ but Non-Binding Declaration on Pandemic Preparedness and Responsehttps://healthpolicy-watch.news/world-leaders-agree-to-historic-but-non-binding-declaration-on-pandemic-preparedness-and-response/UN Draft Pandemic Declaration Offers ‘Little Hope’ for Strengthening Global Preparednesshttps://healthpolicy-watch.news/un-draft-pandemic-declaration-offers-little-hope-for-global-preparedness/UN General Assembly 2023: Political declaration on pandemics approved, critics call it 'rhetoric’https://www.downtoearth.org.in/news/health/un-general-assembly-2023-political-declaration-on-pandemics-approved-critics-call-it-rhetoric–91880
CitizenGO is a community of active citizens that works to ensure that human life, the family and our freedoms are respected worldwide. CitizenGO members live in every nation of the world. Our team is spread across 16 countries on 5 continents and operates in 12 languages. Learn about CitizenGO here or follow us on Facebook or Twitter.
🧵 THREAD: What was initially an observation is now measurable: young people are dying at unprecedented rates.@DowdEdward, a former BlackRock portfolio manager and data analyst, has highlighted a concerning surge in cardiovascular deaths in the UK—and the numbers are alarming. pic.twitter.com/xlfFUgjCLr
, a former BlackRock portfolio manager and data analyst, has highlighted a concerning surge in cardiovascular deaths in the UK—and the numbers are alarming.
Węgry znalazły rozwiązanie kryzysu migracyjnego: brak zakończonej procedury azylowej, brak wjazdu do UE. Taki jest system węgierski i działa. Teraz Bruksela chce to zniszczyć. Nie dopuścimy do tego. Pod moimi rządami na Węgrzech nie będzie gett dla migrantów!
Otwarta wojna na węgierskiej granicy: migranci ostrzeliwują się z broni automatycznej – już 168 rannych
Przemoc osób napływających do Europy i ubiegających się o azyl staje się coraz bardziej brutalna. Jak ogłosił dziś [26.09 -tłum.] w parlamencie w Budapeszcie premier Węgier Viktor Orbán, migranci w ubiegłych nocach strzelali z broni automatycznej do węgierskich funkcjonariuszy straży granicznej. Według doniesień już 168 funkcjonariuszy straży granicznej odniosło poważne obrażenia na południowej granicy kraju, powiedział Orbán, zauważając, że tym aktem nielegalni imigranci „przekroczyli Rubikon”.
W czerwcu Exxpress doniósł o podobnych incydentach na granicy serbskiej: dochodziło także do strzelanin ze strażnikami granicznymi, a migranci mieli na sobie sprzęt bojowy.https://rumble.com/embed/v2u70lb/?pub=4
Węgry planują chronić swoje granice wspólnie z obywatelami
Węgierska polityka migracyjna pozostaje skuteczna pomimo przemocy na granicach: tylko w tym roku zdołano zapobiec prawie 130 000 nielegalnych przekroczeń granicy. Ponadto rząd węgierski planuje w przyszłości rozmieszczenie straży obywatelskich w celu zwalczania nielegalnej migracji.
«Najnowsze wieści z węgierskiej granicy: rośnie presja nielegalnej migracji w związku z nieudaną polityką Brukseli. Tylko w tym roku Węgry zablokowały ponad 125 000 prób nielegalnego przekroczenia granicy. Będziemy chronić nasze granice, ale potrzebujemy zmian w Brukseli …»
Orbán: Osoby ubiegające się o azyl na Lampedusie to „armia inwazyjna”
Jest mało prawdopodobne, aby i tak już katastrofalna sytuacja poprawiła się w najbliższej przyszłości, ponieważ dziesiątki tysięcy migrantów, głównie młodych mężczyzn, nadal kieruje się do Europy. Sam Orbán określił nielegalnych migrantów przybywających masowo na włoską wyspę Lampedusa jako „armię inwazyjną”.https://rumble.com/embed/v3igjgs/?pub=4
UE chce zamienić Węgry w „kraj imigrancki”
Polityk Fideszu stwierdził, że „pakt migracyjny z Brukseli” nie powiódł się: oświadczył, że UE nadużyła swojej władzy i próbowała siłą przekształcić Węgry w „kraj imigrancki”. Oświadczenie to zamieścił na X (dawniej Twitterze) w lipcu.
«Węgry znalazły rozwiązanie kryzysu migracyjnego: brak zakończonej procedury azylowej, brak wjazdu do UE. Taki jest system węgierski i działa. Teraz Bruksela chce to zniszczyć. Nie dopuścimy do tego. Pod moimi rządami na Węgrzech nie będzie gett dla migrantów!»
1 października na terenie Sanktuarium Najświętszego Sakramentu w Sokółce uroczyście obchodzona będzie 15. rocznica Cudu Eucharystycznego, jaki w październiku roku 2008 miał miejsce w sokólskim kościele pw. św. Antoniego Padewskiego. Od tego czasu do dziś trwają tam cudowne uzdrowienia fizyczne i duchowe. W ostatnich tygodniach, po modlitwie rodziny przed Cząstką Ciała Pańskiego, doszło do kolejnego, niewyjaśnionego z punktu widzenia medycyny, uzdrowienia mężczyzny, któremu lekarze nie dawali szans przeżycia.
Uroczystości 1 października rozpoczną się o godzinie 11.00 Mszą św. odprawiona pod przewodnictwem ks. abp. Józefa Guzdka, Metropolity Białostockiego. Od 13.00 do 18.00 do publicznej adoracji wystawiona będzie Cząstka Ciała Pańskiego. Natomiast o 14.00 wierni modlić się będą na Różańcu, zaś o 15.00 – Koronką do Bożego Miłosierdzia. Na zakończenie modlitw o 17.30 Nieszpory Eucharystyczne. Uroczystości transmitować będzie TV Trwam.
Cud Eucharystyczny
12 października roku 2008 w niedzielę podczas udzielania Komunii Świętej w czasie Eucharystii odprawianej w kościele św. Antoniego Padewskiego w Sokółce, jeden z księży upuścił konsekrowany Komunikant. Działając według kościelnych procedur, umieszczono Go w naczyniu liturgicznym zwanym vasculum, wypełnionym wodą. Komunikant miał w niej zupełnie się rozpuścić. Jednak, wbrew prawom fizyki, tak się nie stało. Po tygodniu siostra zakonna (Eucharystka) zajrzała do vasculum i zobaczył, iż woda w nim jest barwy czerwonej i zachowała się centralna część Komunikantu, który wyglądał jakby czerwona plamka, czy maleńki skrzep krwi.
Arcypasterz skierował do Sokółki swoich wysłanników, którzy po obejrzeniu niezwykłego zjawiska, stwierdzili że zachowany fragment Komunikantu należy poddać badaniom naukowym. Przeprowadziło je dwoje niezależnych specjalistów z dziedziny patomorfologii – lekarze profesorowie białostockiego Uniwersytetu Medycznego. Choć naukowcy pracowali oddzielnie, obaj doszli do tego samego wniosku, a mianowicie że badana przez nich substancja jest cząstką mięśnia ludzkiego serca, będącego w agonii.
Dlatego ksiądz arcybiskup Edward Ozorowski powołał specjalną komisję, która wiele miesięcy badała sprawę dotyczącą tego niezwykłego zjawiska. Komisja nie wykryła żadnej mistyfikacji, potwierdzając tym nadprzyrodzony charakter wydarzenia. W komunikacie Kurii z 14 października 2009 r. stwierdzono: „Wydarzenie z Sokółki nie sprzeciwia się wierze Kościoła, a raczej ją potwierdza. Kościół wyznaje, że po słowach konsekracji, mocą Ducha Świętego, chleb przemienia się w Ciało Chrystusa, a wino w Jego Krew. Stanowi ono również wezwanie, aby szafarze Eucharystii z wiarą i uwagą rozdzielali Ciało Pańskie, a wierni, by ze czcią Je przyjmowali”. Akta sprawy zostały przekazane do Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie.
Ruch pielgrzymkowy
Każdego roku do Sokółki ściągają tłumy pielgrzymów. Pierwsi, zaczęli przybywać tu już pod koniec roku 2009, niedługo po podaniu do publicznej wiadomości, w formie komunikatu białostockiej Kurii, informacji nt. niezwykłego zdarzenia eucharystycznego w Sokółce. Od tamtej pory rozpoczął się duży ruch pielgrzymkowy. W roku 2011 sokólską kolegiatę odwiedziło 190 pielgrzymek autokarowych. Od roku 2014 utrzymuje się liczba – około 1000 pielgrzymek autokarowych każdego roku. Wierni do sokólskiego kościoła św. Antoniego przyjeżdżają też indywidualnie. Pielgrzymi przybywają z różnych stron Polski, a nawet świata, z krajów tak odległych jak m.in. Chiny, Indonezja, Argentyna, Australia czy Wyspy Samoa. Liczba łask eucharystycznych (uzdrowienia fizyczne i duchowe), które wierni modlący się w obliczy sokólskiej Hostii otrzymują, ciągle wzrasta.
Sanktuarium
W Uroczystość Zwiastowania Pańskiego 25 marca 2017 roku w kościele św. Antoniego Padewskiego w Sokółce, w którym miało miejsce niezwykłe wydarzenie eucharystyczne, został odczytany dekret ks. abp Edwarda Ozorowskiego, ówczesnego Metropolity Białostockiego, którym ustanowił on tę świątynię – Sanktuarium Eucharystycznym. Sanktuarium to kościół lub inne miejsce sakralne – ośrodek kultu, do którego ludzie pielgrzymują z powodu szczególnej pobożności. Charyzmatyczny charakter sanktuarium związany jest z przeżywaniem przez wiernych szczególnej obecności Boga w tym miejscu, spotkania z Nim doświadczenia Jego pomocy.
Cudowne uzdrowienia
A znaki Bożej pomocy są tu bardzo wyraźne. Do dziś nie maleje liczba łask eucharystycznych, które wierni modlący się w obliczu sokólskiej Hostii, otrzymują. Odnotowane do tej pory niezwykłe uzdrowienia fizyczne czy wybawienia od śmierci w wypadkach, wprawiają w zdumienie. – W ostatnim czasie rodzina bardzo intensywnie modliła się w Sanktuarium, o cudowny ratunek dla bliskiej osoby, która była na oddziale intensywnej terapii, a lekarze nie dawali mu szans przeżycia. Mężczyzna ten, w niewyjaśniony dla medycyny sposób, przeżył i wyzdrowiał – powiedział nam ks. Stanisław Gniedziejko, wicekustosz Sanktuarium Eucharystycznego w Sokółce. W sokólskiej kolegiacie św. Antoniego oprócz udokumentowanych medycznie uzdrowień fizycznych, w specjalnej księdze wierni modlący się przed Hostią wpisują również bardzo liczne podziękowania świadczące o wewnętrznej przemianie i nawróceniach.
Obrońcy granicy w sokólskim sanktuarium
Co ciekawe Sanktuarium Eucharystyczne, kolegiata pw. św. Antoniego Padewskiego, znajduje się tuż przy drodze krajowej nr 19 wiodącej prosto do granicy z Białorusią. Z Sokółki do przejścia granicznego w Kuźnicy jest zaledwie 15 kilometrów. Obrońcy granicy (funkcjonariusze Straży Granicznej, żołnierze i terytorialsi) będąc w Sokółce, odwiedzają sanktuarium. O obecności obrońców granicy w kościele, modlących się przed Cząstką Ciała Pańskiego w niezwykły sposób przemienionej, mówi kustosz sanktuarium. – Funkcjonariusze policji, wojskowi i przedstawiciele innych służb, którzy bronią granicy z Białorusią przychodzą do sanktuarium, modlą się w skupieniu, uczestniczą w Mszach świętych. Widać, że to, w tym trudnym czasie, daje im duchowy pokój i siłę – powiedział nam ksiądz Jarosław Ciucha, proboszcz parafii św. Antoniego Padewskiego w Sokółce oraz kustosz Sanktuarium
Środowisko medyczne broni życia dzieci nienarodzonych i sprzeciwia się uznawaniu tzw. „przesłanki psychiatrycznej” do aborcji. Nie zgadza się na tajne obrady zespołu ds. „zakończenia ciąży” w Ministerstwie Zdrowia, żąda wglądu w dokumenty robocze i ubolewa, że w obradach nie uczestniczą obrońcy życia.
Katolickie Stowarzyszenie Lekarzy Polskich wydało oświadczenie, w którym zawarło krytyczne uwagi pod adresem zespołu ds. aborcji, którym kieruje prof. Krzysztof Czajkowski, krajowy konsultant ds. położnictwa i ginekologii.
Stanowisko zostało poparte także przez Katolickie Stowarzyszenie Pielęgniarek i Położnych Polskich oraz Stowarzyszenie Farmaceutów Katolickich Polski.
Przesyłam Panu wybrane fragmenty z opublikowanego tekstu (pogrubienia moje):
Informacja o działaniu takiego zespołu jest tym bardziej niepokojąca, że zespół ten obraduje niejawnie, a wśród jego członków nie ma przedstawicieli lekarzy opowiadających się po stronie obrony ludzkiego życia, przez co naruszono zasady rozsądku, demokracji, etyki i prawa. W omawianej sytuacji nie zachodzą żadne przesłanki prawne, które uzasadniałyby utajnienie prac zespołu w myśl ustawy o ochronie informacji niejawnych, co więcej, wydaje się, że projekt podobnych wytycznych powinien być szeroko konsultowany, szczególnie wśród lekarzy. Domagamy się zatem wglądu w przebieg prac zespołu.
Tworzenie “nowej interpretacji” obowiązującego prawa w celu rozszerzenia listy przesłanek, których obecność może uzasadniać zabójstwo prenatalne dziecka ze względu na zdrowie psychiczne matki jest manipulacją i jest niezgodne z konstytucją i obowiązującą ustawą.
Może to (aborcja z przyczyn psychiatrycznych – przyp. KG) tylko pogorszyć stan psychiczny kobiety, która już miała zdiagnozowane zaburzenia o tle psychicznym w ciąży. Ten stan jest niezwykle trudny w leczeniu. Stąd w przypadku zaburzeń psychicznych matki rozpatrywanie ich jako przesłanki do aborcji nie może być dopuszczone. (…) Doświadczenie psychiatryczne uczy, że osoby będące w złym i niewyrównanym stanie psychicznym nie powinny podejmować jakichkolwiek życiowo ważnych decyzji. Nikt (czy to chory, czy zdrowy) nie ma prawa pozbawiać życia drugiej osoby na żadnym etapie jej rozwoju.
Ciąża jest zjawiskiem fizjologicznym, a nie patologicznym, żeby dziecko usuwać jako jakiś “nowotwór”.
Uważamy, że definiowanie przesłanki do zabójstwa dziecka w łonie matki ze względu na stan jej zdrowia psychicznego jest mgliste i jednostronne a zarazem wieloznaczne dlatego, że zaciera granice zdrowia z naturalnym kryzysem psychicznym wynikającym z rozpoznania ciąży. Taki kryzys zwykle ma swój naturalny przebieg, emocje się zmniejszają, zmienia się percepcja rzeczywistości.
Zaświadczenia od psychiatrów wystawione na podstawie „zagrożenia zdrowia psychicznego” kobietom przeżywającym takie emocje z powodu przejściowego kryzysu związanego z ciążą mogą unicestwić niesprawiedliwie wiele istnień ludzkich. W Hiszpanii na podstawie takich zaświadczeń według litery nieludzkiego prawa uśmierca się bezpodstawnie ok. 100 000 dzieci w ciągu roku. Również historycznie taki model był stosowany w Wielkiej Brytanii w latach 60-tych i 70-tych jako furtka do wykonywania aborcji na życzenie. To nie jest “terminacja ciąży” ale raczej masowa eksterminacja ludzi. Trudno oprzeć się wrażeniu, że chodzi o ułatwienie i uproszczenie tych procedur i de facto wprowadzenie aborcji na życzenie na każdym etapie ciąży.
Nie ustajemy w działaniach, aby dotrzeć do przewodniczącego zespołu – prof. Krzysztofa Czajkowskiego. Powziąwszy informację, że będzie on prelegentem na sympozjum „Ginekologia Przyszłości”, udaliśmy się tam z pikietą, aby przemówić profesorowi do serca i skłonić go, by przestał brać udział w politycznym spisku przeciw życiu.
Staliśmy pod eleganckim hotelem w centrum Warszawy i wołaliśmy, aby przestał przed nami uciekać i powiedział, które dzieci będą skazane na śmierć. Na sympozjum wchodziło wielu uczestników związanych z ginekologią i położnictwem, byli tam także przedstawiciele sponsorów – firm z branży farmaceutycznej. Mieli drogie limuzyny, markowe garnitury i dobre humory… dopóki nie zobaczyli zdjęć z aborcji… Jeden z pracowników Big Pharmy wyzwał nas od przestępców. Nie wiemy dlaczego??? Czy obrona dzieci ma być przestępstwem?
Inna pani – lekarz ginekolog – przyznała, że nie rozumie, czemu pikietujemy, przecież nie zabijają zdrowych dzieci. Po chwili przyznała, że zabijają te, które (jej zdaniem) nie mają szans na udane życie…
Byłam smutna i przerażona słuchając, jak można tak okrutnie segregować dzieci na lepsze i gorsze. Po tej pikiecie tym bardziej rozumiem, że nie możemy przestać działać, bo bezbronne maluszki nie mogą same nic zrobić. A w Ministerstwie Zdrowia wciąż działa zespół śmierci.
Czy jego szef prof. Krzysztof Czajkowski usłyszy wreszcie głos prolife?
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY: IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/
W dobie politycznej poprawności powiedzenie, że uchodźcy z Ukrainy mogą stanowić zagrożenie dla państw, które ich przygarnęły, jest natychmiast stygmatyzowane jako „mowa nienawiści i szerzenie rosyjskiej propagandy”.
A co jeśli o takim zagrożeniu mówi prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski? I mówi to wprost, bez owijania w bawełnę. I mówi w wywiadzie dla „The Economist”, czyli brytyjskiego pisma o zasięgu globalnym, skierowanego do kręgów biznesowych i politycznych. Czy polska prasa nagłośniła tę wypowiedź? Jakoś nie zauważyłam. Warto zatem nadrobić to przeoczenie.
Jeżeli partnerzy nie pomagają nam, oznacza to, że pomagają Rosji wygrać. Zachodni wyborcy nie wybaczą swoim liderom, jeśli ci stracą Ukrainę. Kolejne kłopoty mogą pojawić się ze strony milionów ukraińskich uchodźców obecnie mieszkających w zachodniej Europie. Generalnie zachowywali się dotychczas dobrze, ale jeżeli ci, którzy ich goszczą, przyprą ich do muru, rezultat nie będzie dobry.
To, co powiedział Zełenski jest oczywistym szantażem skierowanym bezpośrednio do państw Europy Zachodniej. Ale nie bądźmy naiwni. Polski też ten szantaż dotyczy, bo jeśli Zełenski pozwala sobie na takie wycieczki pod adresem Zachodu, to oczywistym jest, że w przypadku Polski nie będzie inaczej. To, co de facto powiedział prezydent Ukrainy, można sparafrazować w ten sposób: Mam w waszych państwach ukraińską armię uchodźczą i nie zawaham się jej użyć.
Oczywistym jest, że taka wypowiedź musi wywołać nastroje antyukraińskie w społeczeństwach, do których została skierowana. Ci, którzy litowali się nad losem Ukraińców uciekających przed rosyjskimi bombami, nagle dowiadują się z ust ukraińskiego prezydenta, że uciekinierzy, których do siebie przyjęli, mogą stać się zagrożeniem, jeśli nie zostaną spełnione postulaty władz ukraińskich. Oczywistym jest, że po takiej groźbie, ludzie zaczną patrzeć podejrzliwie na ukraińskich uchodźców i zadawać sobie pytanie, co złego mogą oni zrobić. I w zależności od dotychczasowych doświadczeń w relacjach z Ukraińcami, odpowiedzi mogą być różne: od mniej do bardziej przerażających.
Nie muszę chyba wyjaśniać, że w Polsce, która doświadczyła już ukraińskiego bestialstwa, skojarzenia będą raczej jednoznaczne, czyli Rzeź Wołyńska. To są oczywiste mechanizmy psychologiczne. Ukraińcy pokazali nam już do czego są zdolni, a jeśli ktoś jeszcze o tym nie wie, niech przeczyta książkę Jacka Międlara pt. „Sąsiedzi. Ostatni świadkowie ukraińskiego ludobójstwa na Polakach”.
Jeszcze niedawno polski mainstream snuł wizję unii polsko-ukraińskiej, a prezydent Andrzej Duda wręczał prezydentowi Zełenskiemu Order Orła Białego. Dziś mamy polsko-ukraińską wojnę o zboże i sugestie Zełenskiego, jakoby Polska stawała po stronie Rosji. Jednocześnie Zełenski szantażuje Zachód ukraińskimi uchodźcami, którzy Bóg wie co zrobią, jeśli Ukraina nie dostanie tego, czego żąda. To pokazuje, że prezydent Ukrainy w ogóle nie liczy się z losem tych Ukraińców, którzy uciekli przed wojną. On ich z pełną premedytacją wykorzystuje jako straszak w negocjacjach z sojusznikami. A jeśli efektem tego będzie rosnąca niechęć do ukraińskich uchodźców, to tym lepiej. Dlaczego?
Wojna Ukrainy z Rosja jest wojną na wyczerpanie. I chociaż Ukraina otrzymuje od swoich sojuszników pieniądze i sprzęt wojskowy, to nie dostaje zasobu, bez którego takiej wojny wygrać się nie da, czyli ludzi. Rosja ma wielokrotnie większe zdolności mobilizacyjne niż Ukraina. Prosty rachunek pokazuje, że prędzej to Ukraina nie będzie miała kim walczyć.
Dlatego jeśli wojna ma trwać, to z punktu widzenia ukraińskich władz lepiej, żeby ukraińscy uchodźcy wrócili do kraju i poszli na front niż siedzieli za granicą i śpiewali „Czerwoną kalinę”. Jeśli zatem nastroje antyukraińskie wymuszą na nich powrót, to takie nastroje są jak najbardziej pożądane. A jak je wzniecić? Można np. ogłosić, że ukraińscy uchodźcy są piątą kolumną. I to zrobił Zełenski podczas wywiadu dla „The Economist”.
Poddaję to pod rozwagę wszystkim egzaltowanym ukrainofilom, którzy budują zamki na piasku, a przeciwników takiej utopijnej strategii nazywają „ruskimi onucami”. Polityka to nie są sentymenty, a polityka w wydaniu ukraińskim jest tego najlepszym przykładem. Jeśli Zełenski posuwa się do szantażu wobec sojuszników i do tego szantażu wykorzystuje miliony ukraińskich uchodźców, to miejcie świadomość, że taki człowiek nie cofnie się przed niczym.
Zełenski stara się wciągnąć Polskę, jako kraj NATO, do bezpośredniej wojny z Rosją. A czułe serduszka polskich ukrainofilów są mu w tych próbach wielkim sprzymierzeńcem. Dlatego polscy ukrainofile są zagrożeniem dla Polski. Bo zagrożeniem są ich próby wmówienia Polakom, że jesteśmy na tyle silni, zwarci i gotowi, aby pokonać Rosję. Nie jesteśmy! I to jest fakt, a nie ruska propaganda. Nie dajcie sobie wmówić, że warto, aby Polacy umierali za Kijów! Nie wolno do tego dopuścić!
Prezydent Syrii Assad udał się do Pekinu na spotkanie z Xi POJECHAŁ I WRÓCIŁ CHIŃSKIM SAMOLOTEM ESKORTOWANYM PRZEZ CHIŃSKIE MYŚLIWCE Chiny nie chciały, aby CIA lub Izrael zainscenizowały “wypadek”.
Assad il presidente della Siria è andato a Pechino da Xi E’ ANDATO E TORNATO SU UN AEREO CINESE SCORTATO DA CACCIA CINESI La Cina nonn voleva che la CIA o Israele inscenassero un „incidente”
Kathleen Tyson @Kathleen_Tyson_ 29 wrz
·
4 relays of fighter jets protected the Assad family flight home. West Asia doesn’t want another of its leaders casually and unaccountably assassinated like so many before. This is a signal that the next assassination will trigger a collective regional response. twitter.com/oopsguess/stat…
1 984 Wyświetlenia
Wczoraj syryjski prezydent i jego rodzina powrócili bezpiecznie na pokładzie specjalnego samolotu B6131 linii Air China. Następnie małżeństwo Assadów odwiedziło prowincję Tartus, gdzie miejscowa ludność pogratulowała im udanej wizyty w Chinach.
Według doniesień zagranicznych mediów, myśliwce z czterech krajów przeprowadziły misję eskortową za pośrednictwem sztafety powietrznej.
Najpierw samolot specjalny Air China B6131 wkroczył w przestrzeń powietrzną Pakistanu, a pakistańskie myśliwce J-10 natychmiast wystartowały i eskortowały go do południowego miasta portowego Karaczi. Po opuszczeniu pakistańskiej przestrzeni powietrznej, specjalny samolot Assada wleciał nad Morze Arabskie. Iran wysłał myśliwce, które wystartowały i towarzyszyły lotowi w kierunku Zatoki Perskiej. Jako trzeci uczestnik, myśliwce Arabii Saudyjskiej eskortowały specjalny samolot Assada do granicy z Jordanią. Po wejściu w syryjską przestrzeń powietrzną, rosyjskie myśliwce eskortowały samolot specjalny do momentu bezpiecznego lądowania na lotnisku w Damaszku.
Skandal! Uczony – a śmiał habilitację zrobić ! A do pisania sprawozdań, propozali! Pilnować procedur! Za habilitację – wyrzucić do kontenera. SGGW… Magnificencjo, to dzieje się w Katedrze Edukacji i Kultury…
W tej sprawie dowód na to, że nie jest wielbłądem ma przedstawić nie ta osoba, która to powinna zrobić For. HBStefan TruszczyńskiPan Andrzej Korczak, doktor habilitowany, adiunkt z 14-letnim stażem w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, wykładowca, autor wielu prac naukowych wydawanych w Polsce i za granicą, za kilka dni, 5 października 2023 r. będzie miał do wyboru – albo potulnie opuścić od dziewięciu lat zakwaterowanie w uczelnianym hotelu o nazwie „Eden”, albo wyprowadza go w asyście komornika i policji jak pospolitego przestępcę, może i w kajdankach, gdzieś pod most albo i do kontenera.
Powinny to sfilmować kamery niezależnych mediów choćby dlatego, że sprawa werdyktu sądowego czy pan Korczak jest czy już nie jest pracownikiem SGGW zakończona jeszcze nie została. Sąd Pracy (sygn. akt VIIP 5820) nie wysłuchał świadków zgłoszonych przez naukowca. Po prostu precz! Na bruk, bo tak chcą przełożeni pana Andrzeja Korczaka. A powód? Przeglądam historię „choroby”. To egzemplifikacja gangreny, nepotyzmu z korupcją, mafijnej solidarności środowiska, które nie rangą dokonań naukowych a źle pojmowaną solidarnością zmowy wyrzuca człowieka poza nawias pracy i życia. Jeszcze niedawno jednego ze swoich.
Bo ten śmiał nie podporządkować się, z a k a z o w i robienia i zrobienia habilitacji. Adiunkt nie posłuchał i zrobił to w Polskiej Akademii Nauk. Wbrew „woli” swojej przełożonej zajmującej się sprawami etyki a konkretnie mobbingu.
Zanim 5 października kamery zostaną ustawione pod Edenem chciałbym jeszcze zapytać władz całej tej przecież ważnej, historycznej w końcu uczelni polskiej, czy naprawdę nic nie wiedzą o skandalu, który się szykuje.
Magnificencjo, to wszystko dzieje się w Katedrze Edukacji i Kultury, z której osoby odpowiedzialne kandydują właśnie do krajowych gremiów decyzyjnych o edukacji naukowej.
Przez decyzyjne ośrodki nauki polskiej przechodzą raz po raz tsunami. Tacy jej niszczyciele jak np. panowie Giertych i Gowin, po krótkiej burzy odpływają w siną dal. A polska nauka odnotowywana jest w światowych rankingach na ostatnich miejscach. Nie może odbić się od dna. Wysyp beznadziejnie słabych z założenia tzw. wyższych uczelni został wprawdzie trochę ograniczony do ok. 300 w skali kraju. Te przystanki dla wędrujących rzesz wielo-etatowych wykładowców, pseudo-profesorów to był przerost ambicji regionalnych. Cierpiały także futrzaki. Ratunkiem dla gronostajów była decyzja, że nie muszą być stroje rektorów i wielkiej rzeszy prorektorów ozdabiane futrem żywotnych, łaskawie zgodzono się, że te kapoty mogą być sztuczne.
Nie ma natomiast kary dla plagiatorów i miernot, a tych jest zatrzęsienie. Polecam pracę pogromcy plagiatorów pana dr Marka Wrońskiego.
Jest żądanie: więcej pieniędzy na naukę! Jaką naukę? Gdzie wyniki? To wszystko dzieje się tak od lat. Przykład z SGGW: kara za pracę. Pomiatanie, mobbing przez określających się jako humaniści. Bez żenady, bez wstydu. Zakorzenione jest prawo do przeciętności i wzajemnego popierania w środowisku. o wszystko nie budzi już odrazy. Skąd to przyszło? Jak temu zaradzić?
Opolska delegatura NIK skierowała do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez byłego wojewodę. Doniesienie dotyczy prac przy tworzeniu szpitala covidowego w Opolu i funkcjonowania izolatorium.
Opolska delegatura Najwyższej Izby Kontroli opublikowała wyniki kontroli działań wojewody opolskiego przy budowie szpitala tymczasowego dla chorych na COVID i organizacji izolatoriów. Jak informuje NIK, w wyniku kontroli skierowano do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na wyrządzeniu Skarbowi Państwa szkody majątkowej o wielkich rozmiarach.
Zdaniem kontrolerów, przy adaptacji Centrum Wystawienniczo-Kongresowego w Opolu na szpital tymczasowy wydano niegospodarnie 2,7 mln złotych. Wątpliwości NIK wzbudził także wydatek 530 tysięcy złotych za izolatorium w jednym z hoteli, do którego nie skierowano ani jednego pacjenta.
„Wojewoda nie zapewnił rzetelnej weryfikacji oferty cenowej dotyczącej adaptacji budynku Centrum Wystawienniczo-Kongresowego w Opolu do potrzeb Szpitala Tymczasowego. Biegły powołany przez NIK oszacował, że poniesiono na ten cel wydatki o prawie 2 mln 700 tys. zł wyższe od wartości rynkowej zrealizowanych robót. (…) Nie zapewniono rzetelnego nadzoru nad zakupami aparatury medycznej, przez co szpital tymczasowy wyposażono w urządzenie do automatycznego cięcia i pakowania blistrów leków o wartości prawie 870 tys. zł, które nie było niezbędne do jego funkcjonowania” – napisano w dokumencie pokontrolnym NIK.
Zdaniem kontrolerów NIK, wynagrodzenie za wykonanie robót budowlanych określono na podstawie ceny podanej przez wykonawcę bez zapewnienia rzetelnego przeprowadzenia negocjacji bądź prób pozyskania ofert od innych potencjalnych wykonawców.
Jak zauważyli kontrolerzy NIK: „Prowadząc negocjacje z wykonawcą wojewoda nie posiadał wiedzy o wartości rynkowej zamierzonych robót adaptacyjnych. Za ich wykonanie przyjęto ryczałtowy charakter rozliczenia bez uprzedniego sporządzenia kosztorysu inwestorskiego czy ofertowego. (…) Wojewoda, jak i członkowie zespołu uczestniczący w negocjacjach z ramienia zamawiającego, nie posiadali wiedzy ani doświadczenia co do sposobu rozliczeń z wykonawcami robót budowlanych, w kwestii wartości robót, cen rynkowych, cen materiałów budowlanych, marży, aktualnej wartości robót, itp., i zgodnie przyznali, że z tego względu nie weryfikowali merytorycznie przyjętego sposobu rozliczeń ustalonego w protokole negocjacji”.
Niezależnie od wyceny inwestycji przez biegłego, NIK szczegółowym badaniem objęła 10 pozycji protokołu wydania środków o łącznej wartości określonej przez wykonawcę na 3,03 mln zł netto. Ustalono, że wynagrodzenie podwykonawców za dostawę i montaż odpowiadających tym pozycjom urządzeń, instalacji lub wyposażenia wyniosła 1,79 mln zł netto, co oznacza, że wykonawca podwyższył wartość tych pozycji o 1,24 mln zł netto, czyli o 69,27 procent. Jak ustaliła NIK wykonawca – w rozliczeniu z zamawiającym – podwyższył ceny od 28,9 proc. aż do 329,4 proc. Zamontowane nad łóżkami promienniki ciepła podwykonawca nabył od producenta za 52,7 tys. zł netto i sprzedał wykonawcy za 260 tys. zł netto, natomiast wykonawca w rozliczeniu wykazał wartość tych urządzeń w kwocie 425,2 tys. zł.
NIK zgłosił także zastrzeżenia do funkcjonowania izolatoriów. O ile kontrolerzy przyznali rację wojewodzie o konieczności utrzymania pewnej nadwyżki miejsc w stosunku do ilości pacjentów, to już jej skala – w opinii kontrolerów – nie miała uzasadnienia. W okresie od kwietnia 2020 r. do marca 2022 r. wykorzystano jedynie 6,7 proc. miejsc udostępnionych w izolatoriach.
„Rażącym tego skutkiem było zapłacenie 530 tys. zł przedsiębiorcy za utrzymywanie w gotowości izolatorium w hotelu DeSilva w Opolu, pomimo że nigdy nie przyjęto do niego ani jednego pacjenta. W tym samym okresie wykorzystanie miejsc w izolatorium w hotelu Mercure – należącym zresztą do tego samego przedsiębiorcy – nie przekroczyło nigdy 20 proc.” – przeczytać można w dokumencie NIK.
Zdaniem Izby wojewoda wydał około 4 miliony złotych z naruszeniem zasad należytego zarządzania finansami. Jak wyliczają autorzy raportu, w całym okresie objętym kontrolą na działania związane z przeciwdziałaniem COVID-19 wydano 416 mln złotych. Koszt utworzenia i funkcjonowania szpitala tymczasowego wyniósł 46,7 mln złotych. Szpital od 27 grudnia 2020 r. do 31 marca 2022 r. przyjął 2 338 pacjentów, z których zmarło 758.
W trakcie całego okresu funkcjonowania izolatoriów na terenie województwa opolskiego z opieki w nich skorzystało 559 pacjentów. Łączny koszt wyniósł 2,3 miliona złotych, w tym 0,6 miliona zł za opiekę nad pacjentami i 1,7 miliona zł za utrzymywanie miejsc w gotowości.
W wypowiedzi dla portalu opolska360.pl były wojewoda powiedział, że wypowie się na temat zarzutów po przeczytaniu raportu NIK.
Niedawno któryś z widzów oglądających moje nagrania na YouTube skarcił mnie za porównanie Edwarda Gierka z Mateuszem Morawieckim, którego domagał się inny z widzów. W ogóle wielu czytelników i widzów mnie karci, często nawet w formie dość dosadnej, ale ja – w odróżnieniu od „pani reżyserowej” Agnieszki Holland i Judenratu „Gazety Wyborczej”, którzy krytyczne opinie o jej ostatnim filmie „Zielona granica” uznają za „hejt”, co w slangu, który powoli zaczyna wypierać język polski, chyba oznacza sławną „mowę nienawiści” – o to karcenie się nie obrażam.
Nie tylko dlatego, że każdy, kto publicznie się wypowiada, musi mieć skórę grubą jak hipopotam, ale przede wszystkim dlatego, że celem publicystyki, podobnie jak wszelkiej innej twórczości; literackiej czy filmowej, jest wzbudzanie w odbiorcach reakcji w postaci emocji. Jeśli więc ktoś po obejrzeniu mego nagrania czy przeczytaniu felietonu, a nawet i bez tego, zadaje sobie tyle trudu, by mi nawymyślać, to znaczy, że to, co ja mówię czy piszę, go obchodzi, że wzbudza w nim emocje, mniejsza o to, że akurat negatywne.
Zatem cel został osiągnięty, a w takim razie nie ma powodu, by się obrażać czy też – jak to robi Judenrat w przypadku „pani reżyserowej” – demonstrować święte oburzenie. Nawiasem mówiąc, zwolennicy poprawności językowej przypominają, że „pani reżyserowa” oznacza żonę reżysera, którą pani Agnieszka Holland przecież nie jest. To prawda, ale ja używam tego określenia świadomie, właśnie w nadziei, że aluzja zostanie przez odbiorców zrozumiana, podobnie jak rozumiane jest inne tzw. żydłaczenie w rozmowach dwóch semickich czekistów: Pipermana i Biberglanca.
Wróćmy jednak do porównania Edwarda Gierka z Mateuszem Morawieckim. Krytycy chłoszczą mnie za to porównanie jako rodzaj świętokradztwa. Edward Gierek – przypominają – wybudował Dworzec Centralny i inne rzeczy, nie mówiąc już o mieszkaniach, a Mateusz Morawiecki co?
Nawet gdyby to była prawda, to zwracam uwagę, że aby przekonać się, że Edward Gierek jest lepszy od Mateusza Morawieckiego, to musimy te dwie osobistości porównać. Inaczej – skąd byśmy wiedzieli, który jest lepszy? To właśnie robią również moi krytycy, którzy za to porównywanie mnie chłoszczą, chociaż prawdopodobnie „bez swojej wiedzy i zgody” – jak konfidenci tłumaczyli swoją tajną współpracę z SB.
Wiele podobieństw
Tymczasem wydaje mi się, że podobieństw między Edwardem Gierkiem a Mateuszem Morawieckim, a tak naprawdę – Naczelnikiem Państwa Jarosławem Kaczyńskim, jest znacznie więcej, niż sądzimy. Nie mówię już o pochwalnej recenzji, jaką przed kilkoma laty Jarosław Kaczyński wystawił Edwardowi Gierkowi, że był on „polskim patriotą” i tak dalej… – chociaż warto przypomnieć, że w latach 70. Jarosław Kaczyński był już dużym chłopczykiem, a w każdym razie na tyle dużym, żeby zdawać sobie sprawę z konsekwencji wprowadzenia do konstytucji PRL kierowniczej roli PZPR czy sojuszu ze Związkiem Radzieckim. Skoro jednak ani jedno, ani drugie nie przeszkadza mu w scharakteryzowaniu ówczesnego Pierwszego Sekretarza jako „polskiego patrioty”, to dzięki temu lepiej rozumiemy, dlaczego Jarosław Kaczyński – podobnie zresztą jak Donald Tusk czy Judenrat „Gazety Wyborczej” – w 2003 roku stręczył Polakom Anschluss do Unii Europejskiej, chociaż od 1993 roku, kiedy to wszedł w życie traktat z Maastricht, było wiadomo, iż Unia jest pseudonimem IV Rzeszy – europejskiego państwa federalnego z Niemcami jako kierownikiem politycznym. Lepiej rozumiemy, dlaczego w 2008 roku – znowu ręka w rękę z Donaldem Tuskiem i jego Volksdeutsche Partei – forsował ustawę upoważniającą prezydenta Lecha Kaczyńskiego do ratyfikacji traktatu lizbońskiego, który amputował Polsce ogromny – do dzisiaj właściwie nie wiemy dokładnie jak duży – kawał suwerenności.
Lepiej rozumiemy, dlaczego całkiem niedawno forsował – przy pomocy klubu parlamentarnego Lewicy – ratyfikację przez Sejm ustawy o zasobach własnych Unii Europejskiej, która wyposażała Komisję Europejską w dwa nowe uprawnienia: do zaciągania zobowiązań finansowych w imieniu całej Unii – z czego, nawiasem mówiąc, Komisja skwapliwie skorzystała, pożyczając 750 mld euro na tzw. Fundusz Odbudowy, z którego Polska nic nie dostała, ale musi spłacać przypadającą na nią część tego długu – oraz do nakładania „unijnych” podatków.
Lepiej też rozumiemy, dlaczego przed kilkoma miesiącami, na wiecu w Bogatyni, z miedzianym czołem deklarował, że w Unii jesteśmy i być chcemy – ale „suwerenni”. Edward Gierek też z miedzianym czołem godził deklamacje o suwerenności z wpisaniem do konstytucji sojuszu z ZSRR, chociaż na podstawie tego zapisu Sojuz zyskiwał prawo do egzekwowania na Polsce „przyjaźni”, co nadawało pozory legalności ewentualnej sowieckiej interwencji wojskowej w razie jakiegoś polskiego nieposłuszeństwa.
Ale na tym przecież nie koniec podobieństw, bo manifestują się one przede wszystkim w sposobie rządzenia państwem.
Zarówno Edward Gierek, jak i Jarosław Kaczyński wpadli na pomysł, aby stworzyć obywatelom iluzję dobrobytu za pożyczone pieniądze. W przypadku Edwarda Gierka – co wynika z książki ówczesnego nadwornego ekonomisty Pierwszego Sekretarza prof. Pawła Bożyka – była to swoista kombinacja: najpierw pożyczy się na Zachodzie forsę, za którą zbuduje się fabryki oraz “Pewex i wieżowce”, a potem ze sprzedaży produkcji tych fabryk spłaci się długi i będzie gites-tenteges. Rzeczywiście, w latach 70. w stosunkach między Sowietami i Ameryką zapanowało „odprężenie”, w ramach którego Zachód chętnie „obozowi socjalistycznemu” pożyczał. Przyczyny tej hojności wyjaśnił na początku lat 90. Henry Kissinger w rozmowie z Księciem-Małżonkiem, który wtedy był jeszcze całkowicie normalny – o ile w takich sprawach można cokolwiek wyrokować. Książę-Małżonek zapytał swego rozmówcę o przyczyny tej hojności; czy wynikała ona tylko z dobrego serca, czy też towarzyszyła temu jakaś kalkulacja. Kissinger bez wahania odpowiedział, że oczywiście kalkulacja.
Chodziło o to, by kraje socjalistyczne uzależnić od zachodniej kroplówki finansowej, jak narkoman uzależnia się od narkotyku, a kiedy już nie będą mogły bez tej kroplówki normalnie funkcjonować – zacząć im stawiać warunki polityczne. Objawiło się to już w 1975 roku, kiedy to 1 sierpnia z Helsinkach podpisany został Akt Końcowy KBWE. W zamian za zakaz zmian europejskich granic siłą – co było uznaniem sowieckich zdobyczy powojennych w Europie i swoistym przypieczętowaniem Jałty – Sowieci zgodzili się na tzw. trzeci koszyk, to znaczy – na przestrzeganie pewnych standardów wobec swoich własnych obywateli. Zaraz wtedy w ZSRR pojawili się „dysydenci” w rodzaju Andreja Sacharowa, generała Grigorienki, Włodzimierza Bukowskiego czy Andrieja Amalrika, który napisał proroczą broszurę pod tytułem „Czy Związek Radziecki przetrwa do 1984 roku?” – a po tzw. wydarzeniach czerwcowych w 1976 roku również w Polsce, w postaci Komitetu Obrony Robotników oraz Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, w którym nawet miałem zaszczyt brać udział.
„Cenne dewizy”
Ci „dysydenci” i „opozycja demokratyczna” zapoczątkowały erozję systemu sowieckiego i przyczyniły się do jego upadku – ale prawdziwą przyczyną była forsa. Dzisiaj czytamy, jak to ukraińskie i rosyjskie zboże zalewa Europę, a wtedy było odwrotnie. ZSRR musiał kupować zboże na kredyt w Ameryce, podobnie zresztą jak Polska kukurydzę – co stanowi i dzisiaj znakomitą wizytówkę komunistycznej gospodarki. Stało się to – nawiasem mówiąc – przyczyną załamania „koncepcji” Edwarda Gierka. Zachód też nie był w ciemię bity i oferował za tańsze pieniądze licencje trochę już starsze. Cykl inwestycyjny w Polsce wynosił przeciętnie 5 lat, więc zanim taką jedną z drugą fabrykę zbudowano i zaczęła dawać produkcję, to zmieniło się oblicze świata, w którym dominowały na rynku produkty nowe, w związku z czym produkcja polskich fabryk nie bardzo chciała sprzedawać się na Zachodzie. Tymczasem na spłatę kredytów potrzebne były „cenne dewizy”, które trzeba było pozyskiwać po staremu – ze sprzedaży węgla i innych surowców oraz żywności. Wtedy to, mimo wprowadzenia w kopalniach tzw. nieprierywki, czyli systemu czterobrygadowego, wydobycie wzrastało, ale węgla na rynku polskim było coraz mniej, podobnie jak mięsa, cukru i innych produktów, które wreszcie rząd zaczął reglamentować, wprowadzając tzw. kartki – jak w pierwszych latach powojennych.
W telewizji Polska, w ramach propagandy sukcesu, była prezentowała jako 10 potęga gospodarcza świata – ale żeby kupić cokolwiek, trzeba było godzinami wystawać w coraz dłuższych kolejkach, a i to niekiedy bez skutku. Na domiar złego rząd na spłatę wymaganych kredytów musiał zaciągać nowe, ale na wysoki procent: 20 i więcej, i to w sytuacji, gdy oficjalny wzrost gospodarczy wynosił 4 procent. Ponieważ za komuny nie było cywilizowanych sposobów zmiany ekipy przy władzy, tylko trzeba było wywoływać awanturę, o co w ówczesnych warunkach nie było trudno – to w lipcu i sierpniu 1980 roku wybuchły masowej protesty. Tym razem partia do robotników nie strzelała, nie było nawet „ścieżek zdrowia” ani obozów internowania; to się zaczęło dopiero później, po 13 grudnia 1981 roku – tylko rząd zaczął negocjować z własnymi obywatelami. „Trzeci koszyk” z Aktu Końcowego KBWE zadziałał – ale przecież gdyby nie długi, to by nie zadziałał.
Przypominam o tym wszystkim, bo obecnie mamy sytuację bardzo podobną, chociaż nie tak dramatyczną ze względu na znacznie większy udział własności prywatnej w gospodarce i brak skrępowania komunistycznym doktrynerstwem. Ale mechanizm w ogólnych zarysach jest podobny; utrzymywać się przy władzy dzięki stworzeniu obywatelom iluzji dobrobytu za pożyczone pieniądze. Według Eurostatu dług publiczny Polski przekroczył już 1500 miliardów złotych, a tak naprawdę dobija do 2 bilionów w sytuacji, gdy Produkt Krajowy Brutto w 2022 roku wyniósł trochę ponad 3 biliony złotych. W tej sytuacji łatwiej zrozumieć przyczynę, dla której rząd „dobrej zmiany” i Naczelnik Państwa tak kurczowo trzymają się Unii Europejskiej, znosząc wszystkie upokorzenia, jakich brukselska biurokracja Polsce przecież nie szczędzi. Odpowiedzi dostarcza krysys, jaki w 2010 roku wybuchł w Grecji. W 1981 roku, kiedy Grecja wstępowała do UE, jej dług publiczny wynosił 25 proc. PKB, a po 15 latach – już ponad 100 proc. PKB. Rozbudowywany był przez cały czas sektor publiczny, w którym zarobki osiągały poziom niespotykany w sektorze prywatnym. Podobnie jest u nas; w XVIII wieku mówiono, że każde państwo ma armię. Wyjątkiem są Prusy, gdzie armia ma państwo. Polska nie osiągnęła jeszcze tego poziomu, ale jeśli obecny trend stopniowego przejmowania sektora prywatnego przez publiczny zostanie utrzymany, to będzie można złośliwie powiedzieć, że państwo polskie to tylko taki dodatek do PKN Orlen. A przecież polityka rozrzutności w Polsce jest bardzo podobna do pompowania pieniędzy w wynagrodzenia w sektorze publicznym w Grecji. Ostatnio np. rząd wpadł na pomysł kiełbasy wyborczej w postaci poprawy wyżywienia w szpitalach, co Volksdeutsche Partei z irytacją nazwała programem “Ostatnia Wieczerza Plus”.
Więc kiedy kryzys osiągnął swoje apogeum, to znaczy – kiedy rząd Grecji nie był już w stanie wykupić swoich obligacji ani nawet obsługiwać własnego długu publicznego, Unia Europejska, czyli Niemcy, postanowiły Grecję „ratować”. Przyczyna była taka, że zgodnie z zapisami traktatu lizbońskiego z Unii Europejskiej nie można nikogo wyrzucić. Podobnie z unii walutowej – bo to wymaga opuszczenia UE, a to może zrobić państwo członkowskie z własnej inicjatywy. Ale nie chodziło o Grecję, tylko o banki niemieckie i francuskie, które w swoich avoirach miały właśnie greckie obligacje. Gdyby wtedy pozwolono Grecji na bankructwo, to pociągnęłoby to za sobą katastrofę banków niemieckich i francuskich, bo cały świat by zobaczył, że mają one aktywa śmieciowe. W tej sytuacji Unia Europejska skłoniła wszystkie kraje członkowskie, by „ratowały Grecję”, to znaczy – złożyły sie na pożyczkę dla greckiego rządu, który dzięki temu mógłby uwolnić niemieckie i francuskie banki od aktywów śmieciowych – ale w zamian rząd grecki w 2015 roku musiał zgodzić się na przeprowadzenie nakazanych przez UE reform, czyli podporządkować się niemieckiemu kierownictwu politycznemu. A przecież ciąży nad nami jeszcze amerykańska ustawa nr 447 – ale to już całkiem inna historia.
Dlatego właśnie Unia Europejska otwarcie angażuje się w polskie wybory, popierając Volksdeutsche Partei i Donalda Tuska, który zgodzi się na wszystkie „reformy” bezinwestycyjnie, bez konieczności „ratowania Polski”. Ciekawe, jak daleko UE się na tej drodze posunie – bo pierwszy „gierkizm” zakończył się wprowadzeniem w Polsce stanu wojennego. Psychologiczna mobilizacja temu sprzyja.
Miałam ostatnio okazję rozmawiać z mieszkającą w Paryżu koleżanką, która jest autorką wielu książek i wykładowcą filozofii, więc powinna chyba starać się myśleć logicznie. Kiedy wyraziłam swoją uzasadnioną dobrą opinię o stanie Białorusi pod rządami Łukaszenki zaczęła wykrzykiwać, że Łukaszenko jest zbirem i sługusem Putina i z tego samego faktu wynika, że na Białorusi jest i będzie skrajna nędza.
Dodajmy, że nigdy nie była na Białorusi, a swoje zdanie opiera jak sądzę na stanowisku francuskich sowietologów. Przyjmijmy, że Łukaszenko jest faktycznie wcielonym diabłem. Faktem jest również, że Łukaszenko organizuje graniczne burdy mające na celu destabilizację sytuacji w naszym kraju. Nieistotne czy robi to pod dyktando Putina czy rewanżuje się w ten sposób za udział naszych aktywistów w organizowanych przeciwko jego władzy puczach. W takim razie nie mamy innego wyjścia niż obrona przed nasyłanymi przez Łukaszenkę nielegalnymi imigrantami przywożonymi na granicę przez białoruskie służby i czynnie atakującymi polskich pograniczników. Łukaszenko – zgadzam się- jest obecnie sługusem Putina, a ci uchodźcy są sługusami Łukaszenki odgrywającymi wyznaczone przez niego role. W tej sprawie stanowisko znajomej jest jednak całkowicie inne i zupełnie nielogiczne.
Wpisuje się w narrację Holland i całego środowiska. Środowiska wrogów Polski uważających się niesłusznie za polską elitę. Nie da się tych ludzi inaczej określić. Nielegalni imigranci zdaniem Holland i jej akolitów to biedni ludzie, którzy szukają swego miejsca na ziemi, a brutalne polskie służby im to uniemożliwiają.
Gdzie tu sens gdzie tu logika- jak powiedział mały Jasio, który zepsuł powietrze w klasie i został za to wyrzucony za drzwi. Tuwim powiedziałby natomiast, że
ci ludzie: patrząc – widzą wszystko o d d z i e l n i e:
Że dom… że Stasiek… że koń… że drzewo…
Jak ciasto biorą gazety w palce
I żują, żują na papkę pulchną,
Aż, papierowym wzdęte zakalcem,
Wypchane głowy grubo im puchną.
To fragment wiersza Tuwima zatytułowanego „Mieszkańcy”. powszechnie znanego pod tytułem „ Straszni mieszczanie”. Tuwim w Drugiej Rzeczpospolitej miał wyraźnie kompleks obywatela drugiej kategorii, bo ziejąca z tego wiersza nienawiść do klas wyższych uosabianych dla niego przez mieszczaństwo wyraźnie przekracza postulaty i wymagania socrealizmu sformułowane przez Melanię Kierczyńską, a właściwie Melanię Cukier. Szkoda tonera i klawiatury na pisanie o tej ponurej postaci.
Tuwim w podobnej sytuacji napisał: „szkoda papieru i atramentu tudzież peiperu i putramentu” nawiązując do równie ponurych postaci literatury polskiej tego okresu jakimi byli socrealistyczni pisarze Peiper i Putrament. Tuwim niewątpliwie był mistrzem słowa a to co przypisywał mieszczanom można odnosić raczej do głupców.
Kamieniem obrazy dla Holland, Jandy, Tokarczuk, licznych innych aktorów, pisarzy, a ogólnie rzecz biorąc ludzi sztuki i nauki jest fakt, że do głosu doszły w Polsce środowiska o innych niż oni poglądach, o innym zapleczu kulturowym, wdeptane kiedyś w ziemię przez komunę. Ja nazywam tych wszystkich, obrażonych na rządy dobrej zmiany, stalinowską grupą interesu. Ich rodziny albo oni sami instalowali w Polsce komunizm i dzięki temu stali się elitą w sensie dostępu do wszelkich dóbr. Były to zrabowane prawdziwym właścicielom mieszkania, cudze pałace, elitarne uczelnie i stypendia zagraniczne. Udało im się przejść suchą stopą przez czerwone morze komunizmu. W czasie gdy akowcy gnili w więzieniach stalinowska grupa interesu brylowała w cudzych pałacach. Udało im się również wepchnąć do opozycji a właściwie na czoło opozycji i w imieniu społeczeństwa dogadali się ze swoimi przy Okrągłym Stole. Wydawało im się, że taki stan będzie trwał wiecznie, że stali się jak brytyjska rodzina królewska niejako arystokracją rodową. Czy rządzą dobrze czy źle czy prowadzą się dobrze czy skandalicznie ich pozycja jest nienaruszalna. Gdy władza i przywileje zaczęły wymykać się z rąk przedstawicielom naszej arystokracji z sowieckim tankiem w herbie, ogarnęła ich wściekłość i nienawiść.
Jak ktoś słusznie powiedział obecna walka o władzę toczy się – symbolicznie rzecz biorąc- pomiędzy trzecim pokoleniem AK oraz trzecim pokoleniem UB. Ten podział się spetryfikował dlatego wydaje się, że w Polsce żyją dwa nienawidzące się plemiona. Jak Tutsi i Hutu. Ta walka pozornie polityczna tak naprawdę toczy się o pozycję i przywileje. Niestety toczy się również o wartości. Lewica zawsze walczyła o władzę i przywileje zasłaniając się wartościami. Kiedyś był to egalitaryzm czyli powszechna równość. To wartość utopijna, traktowana przez komunistów tylko jako pretekst. Niestety dawali się na ich hasła nabierać liczni naiwniacy, lecz oczywiście w partii było więcej zwykłych oportunistów. Obecnie proletariatem zastępczym dla lewactwa są mniejszości seksualne, a programem walka z mitycznym globalnym ociepleniem i związana z nią transformacja energetyczna, aborcja i eutanazja. Ogólnie rzecz biorąc- likwidacja wartości cywilizacji łacińskiej. Komuniści mordowali wcielając siłą w życie swoje ideały. Ich ofiary- to jak sami mówili -były jak te wióry, które lecą przy rąbaniu drzewa. Obiecywali po osiągnięciu swego celu, czyli stanu powszechnej równości, powszechną szczęśliwość i złoty wiek ludzkości. Obecna lewacka ideologia jest o wiele bardziej niebezpieczna. Występując w obronie planety czy bardziej konkretnie klimatu, cywilizacja ta uznała za głównego wroga człowieka. Realizacja utopijnych celów nowego lewactwa związana jest nieuchronnie z depopulacją. Jest to cywilizacja śmierci. Oczywiście ginąć mają zwykli ludzie traktowani jak motłoch. Ma zamiar tworzyć się dla nich getta czyli miasta piętnastominutowe. Zamierza się odebrać im prawo do przemieszczania się Elita władzy będzie chroniona specjalnymi przywilejami.
A Agnieszka Holland swoim filmem przekroczyła wszelkie granice. Granice przyzwoitości i lojalności. A przede wszystkim granice absurdu.
Zełenski zasugerował, że jeśli Zachód ograniczy pomoc, może spodziewać się buntu ukraińskich tzw. uchodźców. -Ukraińcy za granicą „zachowali się dobrze” i są „bardzo wdzięczni” osobom, które ich udzieliły. Jeśli Zachód ograniczy pomoc dla Ukrainy, doprowadzi to nie tylko do kontynuacji wojny, ale także stworzy „ryzyko dla Zachodu na jego własnym podwórku.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiedział to w wywiadzie dla „The Economist”.Według niego Ukraińcy za granicą „zachowali się dobrze” i są „bardzo wdzięczni” osobom, które ich udzieliły. „Ta hojność” ma nie zostać zapomniana przez ukraińskich obywateli. Nie da się jednak przewidzieć, jak miliony ukraińskich uchodźców w krajach europejskich zareagują na fakt, że ich kraj zostanie pozostawiony bez wsparcia.
Przypomnijmy: tzw. uchodźcy coraz śmielej poczynają sobie w państwach takich jak Polska. Rośnie wśród nich alkoholizm i przestępczość, w tym jazda samochodami po spożyciu, napady i pobicia.
NASZ KOMENTARZ [Magna] : To oczywiste, że Ukraińcy, którzy uciekli przed wojną na Zachód, nie będą zadowoleni z faktu, że tenże Zachód ograniczył, lub całkowicie ściął swoją pomoc dla Kijowa. Radzimy jednak, by w pierwszej kolejności rozliczyli samych siebie. Dlaczego są w krajach ościennych, zamiast bronić Ojczyzny? Na co liczą? Polacy i inni Europejczycy mają walczyć za nich?