









































RŻNĄ GŁUPA a NACHODŹCÓW KUPA
Krzysztof Baliński 29 września 2023
Kto w orędziu do narodu mówi o „największej aferze, z jaką mierzyliśmy się w XXI wieku”? – żydowski marszałek polskiego Senatu. Kto najbardziej aferę podgrzewa? – żydowska gazeta dla Polaków. Kto twierdzi, że niechęć wobec imigrantów prowadzi do holocaustu? – Agnieszka Holland. Kto żąda „Wpuśćcie tych ludzi do Polski! Kim są, ustali się później!” – Iwona Hartwich. Dlaczego Jaś Hartman, członek żydowskiej loży Synów Przymierza cieszy się, że „w Polsce za 20 lat może być więcej meczetów niż kościołów”? Dlaczego organ prasowy imigrantów przybyłych w taborach Armii Czerwonej pisze: „Polska za 25 lat będzie normalnym europejskim krajem, z kosmopolityczną, stolicą, pełnym cudzoziemców, a przez centra dużych miast przepływać będzie każdego dnia kolorowy, wielojęzyczny tłum”? Dlaczego redaktor naczelny „Krytyki Politycznej” żąda: „Polska powinna przyjąć nie 3,3, lecz 16 milionów Żydów, ponieważ to Polacy powinni znaleźć się w mniejszości?
To nie tylko skutek niefrasobliwości Angeli Merkel. To perfidny instrument wrogów naszej cywilizacji. Wędrówka ludów, likwidacja granic, mieszanie ras znakomicie przyspieszają upadek państw narodowych. Paul Johnson wyodrębnił cel, jaki judaizm stawia sobie wobec kultury chrześcijańskiej: Podważać spoistość społeczeństwa chrześcijańskiego przez propagowanie wielokulturowości i masową imigrację. Czy to przypadek, że otwarcia granic i wpuszczenia milionów imigrantów żądają ludzie o imigrancki pochodzeniu i o uchodźczych nazwiskach? Czy to przypadek, że za przyjęciem imigrantów są Michnik i Gross? Czy związku z tym nie ma to, że Joe Biden troszczy się o „integralność terytorialną” Ukrainy, a nie troszczy się o integralność terytorialną południowej granicy USA, przez którą przewalają się imigranci z całego świata, w tempie 250 tysięcy na miesiąc? Czy nie dlatego, że wraz z nim doszli do władzy marksiści pochodzenia żydowskiego, wcielający w życie tezę „granice są rasistowskie”? Czy nie profetyczne było ostrzeżenie Barbary Spectre: „Europa wchodzi w tryb wielokulturowości, a Żydzi będą znienawidzeni, ponieważ zawiadują tym procesem”? No i mamy, co mamy – społeczeństwa wielorasowe w Europie, wzorowane na USA, gdzie Żydzi rządzą, a biali użerają się z kolorowymi.
12 września premier powołał, w miejsce Piotra Wawrzyka, Jarosława Lindenberga, byłego redaktora „Gazety Wyborczej”, brata założyciela tej gazety, wysokiego funkcjonariusza MSZ od 1990 roku. Lindenberg karierę robił za urzędowania wszystkich ministrów. Po „odzyskaniu MSZ” przez PiS został dyrektorem gabinetu Anny Fotygi. Protegowanemu Geremka aura sprzyjała także w czasie „pontyfikatu” A. Kwaśniewskiego. Minister Dariusz Rosati nie tylko zagwarantował Geremkowi, będącemu wówczas formalnie w opozycji, stan posiadania, ale w sprawach kadrowych „jadł mu z ręki”. Przed komisją sejmową przesłuchującą kandydatów na ambasadorów stawali regularnie: jeden kandydat z partii Geremka i jeden z partii Rosatiego, a Geremek mówił: „To piękny dowód istnienia rozumnego układu politycznego”. Premier Oleksy, gdy jego niektórzy, mniej wtajemniczeni i mniej wyrobieni politycznie partyjni koledzy dawali wyraz zdziwieniu takim roszadom, kpił: „Pamiętajcie durnie o okrągłym stole!”.
Tu przypomnijmy: gdy Geremek kompletował swój zespół w MSZ, decydowało obce pochodzenie, bezpieczniackie przeszkolenie i rekomendacja Michnika. Przypomnijmy też, kogo bracia Kaczyńscy zrobili ministrem, gdy w 2005 roku „odzyskali MSZ”. Stefana Mellera, syn agenta Kominternu (a ministrem odpowiedzialnym za sprawy zagraniczne w Kancelarii Premiera Ryszarda Schnepfa, syna funkcjonariusza Informacji Wojskowej). To z tych samych powodów „Gazeta Wyborcza” mogła pozwolić sobie na szczerość, gdy w 2007 władze w MSZ objął Radek Sikorski, że „MSZ tak naprawdę kieruje ekipa skompletowana jeszcze przez Geremka”. Zapytajmy zatem: Czy w przypadku Lindenberga nie chodzi o uspokajający sygnał, że po 2015 nic się nie zmieniło, że MSZ tak naprawdę kieruje ekipa skompletowana jeszcze przez Geremka? Czy uchodźcze pochodzenie wielu ministrów w rządzie Morawieckiego nie jest „pięknym dowodem istnienia rozumnego układu politycznego”? I czy to przypadek, że w polskim MSZ polskiego chłopa z Kielc podmienili na Żyda, i że na kozła ofiarnego wyznaczyli figuranta ubeckich i geremkowskich złogów w MSZ, któremu wydawało, że jest wiceministrem? To wszystko to nie przypadek. To żelazna precyzja i logika postępowania w obsadzie kluczowych stanowisk.
Czego można spodziewać się po tej zmianie? Po pierwsze – nie zmianie, bo Lindenberg to stary i sprawdzony funkcjonariusz. Po drugie – jest z nacji handlowej i wizy też sprzeda, tylko więcej i drożej. Po trzecie – jest związany z Klubem Inteligencji Katolickiej, środowiskiem narkotyzującym się oparami chanukowych świec. W jednym z pierwszych numerów „Wyborczej” opublikował bluźnierczą i głupkowatą parodię Mszy Świętej. Ostentacyjne kpiny z katolików zgorszyły nawet „Tygodnik Powszechny”, który zrugał „pana Jarka”. Wkrótce po tym zniknął z gazety brata. Z uwagi na umiarkowany talent publicystyczny? Z potrzeby rzucenia na front dyplomatyczny? W MSZ jego kariera nabrała tempa, a szczególnego rozpędu nadało jej katolickie PiS. Tu inna uwaga: nowy podsekretarza stanu będzie odpowiedzialny nie tylko za wizy, ale także za dyplomację publiczną, czyli obronę dobrego imienia Polski w świecie. Przed oskarżeniami redaktora Michnika?
Podczas kampanii wyborczej mówi się o wszystkim, tylko nie o narodowości polityków. Tymczasem wszyscy zaangażowani w akcję podmiany ludności Polski to imigranci o uchodźczych nazwiskach. Oczywiście z poprzednich fal, kiedy to w ramach powrotu Polaków ze Związku Sowieckiego, wśród „repatriantów” było 65 procent Żydów, niemówiących po polsku, z miejsc tak egzotycznych jak Armenia. A czy przypadkiem jest to, że imigrantów z takim zapałem wpuszcza do Polski „żoliborska grupa rekonstrukcji historycznej sanacji”? Przypomnijmy, że Piłsudski przyznał polskie obywatelstwo 600 tysiącom Żydów, którzy wyemigrowali po I wojnie światowej z Rosji. Tak więc, po 80 latach, wracamy do realiów sanacyjnej II RP, i to bynajmniej nie pod względem terytorium.
Przeraża nie tylko zaplanowany, konsekwentny i skuteczny proces podmiany ludności. Przeraża także proces wyganianie Polaków z Polski. Zapoczątkował go Berman, kontynuował Kiszczak, przyspieszył Mazowiecki i Tusk, a finalizuje Morawiecki, ubogacając „ten kraj” milionami obcych, w dodatku często Polski nienawidzących. Pamiętajmy o systemowej ekspatriacji Polaków w stanie wojennym, o wyrzuceniu z Polski przez „ludzi honoru”, przy przyzwoleniu, a nawet za namową „demokratycznej opozycji”, 2 milionów młodych Polaków. Pamiętajmy, że to za namową Geremka i Michnika, Kiszczak skazał na banicję tysiące działaczy „S”, strasząc śmiercią, wręczając paszporty ze stemplem jednokrotnego przekroczenia granicy. I to, a nie internowanie Macierewicza, było największą zbrodnią.
Do drugiego wielkiego narodowego exodusu doszło po ’89. Liczby porażają – z Polski, uciekając przed „Zieloną Wyspą” Tuska, a potem „Dobrą Zmianą” Morawieckiego, wyemigrowało 4 miliony Polaków. To wielka narodowa katastrofa. Ci wszyscy, których Polska utraciła, mówią to samo: wyjechali, bo w Polsce nie dało się żyć, bo nie mogli założyć rodziny, bo kredyty mieszkaniowe zżerały większość dochodów. I tak cofnęliśmy się do epoki pierwszych Piastów, gdy podstawowym towarem eksportowym byli niewolnicy wywożeni z Polski przez żydowskich kupców. W sumie z Polski wygnali 8 milionów Polaków, 20 procent całej populacji. W ciągu 40 lat Polska straciła więcej ludności, niż podczas II wojny światowej.
Katastrofa demograficzna nie pojawiła się z dnia na dzień. Zasadniczą jej przyczyną jest brak mieszkań. Bo to liczba mieszkań wybudowanych w danym roku wyznacza z precyzją liczbę dzieci, jakie urodzą się 5 lat później. Tymczasem po ‘89 zlikwidowano budownictwo społeczne i instytucje wspierające budownictwo mieszkaniowe. Dla młodych Polaków stworzono ścieżkę „dostępu do mieszkania” poprzez kredyt bankowy we frankach, a najwięcej takich kredytów udzielił Bank Zachodni WBK, którym w latach 2007-2015 kierował Mateusz Jakub Morawiecki. W Krajowym Funduszu Odbudowy jest „Zielona energia”, jest „Zielona inteligentna mobilność”, a nie ma nic o mieszkaniach! Innymi słowy – Morawiecki przyszłość Polski przekazał w ręce żydowskich deweloperów i banksterów. Innymi słowy mamy patriotyczno-chrześcijańsko-narodowo-konserwatywny rząd, a politykę demograficzną Sorosa.
To nie jest afera MSZ. To nie jest afera Wawrzyka, to jest afera Mariusza Kamińskiego z wąsikiem. Przy czym chodzi o wiceministra Wąsika Jana, bo gdyby chodziło o kalambur językowy, to napisalibyśmy, z uwagi na chorobę alkoholową inkryminowanego, „afera Mariusza Flaszki Kamińskiego”. Rządy się zmieniają, a w MSW spraw wiz „pilnuje” ciągle ta sama ekipa. Nie ma znaczenia, kto jest u władzy, bo Jakub Berman pozostawił po sobie godnych następców, których nikt nie kontroluje i nikt nie rozlicza. To oni wydają rocznie kilkanaście wiz dla Polaków z Kazachstanu i kilkaset tysięcy dla Azjatów. To oni wpuścili do Polski bez żadnej kontroli 10 milionów Ukraińców i, przy okazji, 150 tysięcy Azjatów przebywających na Ukrainie.
W sierpniu 2012 r. MSW przepchnęło w Sejmie ustawę o obywatelstwie. Jej przepisy dają możliwość nabywania polskiego paszportu przez osoby, które mają przodka z polskim obywatelstwem. A więc także potomkom Ukraińców służących w SS Galizien i wnukom Romana Szuchewycza. Zgodnie z ustawą, przyznanie obywatelstwa nie jest przywilejem, ale prawem, którego można dochodzić przed sądem. Tak więc, praktycznie każdy, komu przyznano status uchodźcy, po 2 latach spełnia warunki i ma do obywatelstwa ustawowo zagwarantowane prawo. W rezultacie, łatwiej jest dziś zdobyć polski paszport, niż prawo jazdy, a polskim obywatelem łatwiej jest dziś zostać Ukraińcowi, niż etnicznemu Polakowi z Ukrainy.
W 2007 r. Sejm uchwalił Ustawę o Karcie Polaka, z myślą o tych, którzy po wojnie zostali za wschodnią granicą lub w miejscach, dokąd trafili w wyniku sowieckich wywózek. Miała poświadczać ich narodowość, przywiązanie do polskiej tradycji i języka, ułatwiać kontakty z ojczyzną. Stanowi jasno i wyraźnie: „Jest to dokument potwierdzający przynależność do Narodu Polskiego”. Tymczasem Kartę przyznają głównie Ukraińcom, których związek z polskością polega na tym, że ich przodkowie mieli obywatelstwo RP. Karta umożliwia jej posiadaczowi od razu złożyć wniosek o stały pobyt, a rok pobytu wystarcza, by mieć polskie obywatelstwo. „Służby konsularne pracują nad milionem nowych wniosków o wydanie Karty, a zalecania MSZ są jasne: żadnych utrudnień, żadnych sprawdzeń, brać wszystkich jak leci. Możliwość uzyskania Karty ma każdy, kto pochodzi z kraju wchodzącego kiedyś w skład Związku Radzieckiego i mówi trochę po polsku. Polskie korzenie nie zawsze są nieodzowne” – zdradza „Die Welt”.
Powiązany z banderowską partią „Swoboda” portal opisał korupcyjny mechanizm pozyskania Karty. W rezultacie, wśród posiadaczy Karty znalazło się kilkanaście procent takich, którzy oficjalnie deklarują nie polską narodowość i odwołują się do ideologii UPA. Media ukraińskie otwarcie mówią, że za geszeftem kryją się funkcjonariusze polskich konsulatów, czyli – dodajmy od siebie – funkcjonariusze służb specjalnych, bo to one faktycznie i od dekad nadzorują i obsadzają swoimi konsulaty i Departament Konsularny MSZ. W całym procederze macza też palce Michał Dworczyk, herszt lobby ukraińskiego w rządzie, który nie tylko zmonopolizował tematykę współpracy z Ukrainą, ale i rozdaje karty w sprawach personalnych na polskich placówkach na wschodzie. A tak w ogóle – gdy przyjrzymy się ludziom rozdającym na prawo i lewo Kartę Polaka, to nie sposób nie zauważyć, że Polaków tam nie ma.
Co do zausznika premiera – swego czasu nieopatrznie wygadał się, że Rząd pracuje nad rozwiązaniami, które pozwolą na uproszczenie procedur związanych z osiedleniem się w Polsce wszystkich potomków mieszkańców I i II Rzeczypospolitej, którzy deklarują związek z Polską, co jednoznacznie oznacza, że zamierzają masowo osiedlać w Polsce niepolskie nacje. Gdy w lipcu 2022 Grzegorz Braun zwrócił uwagę, że przybysze z Ukrainy będą mogli ubiegać się o prawo stałego pobytu, a wkrótce po tym o obywatelstwo, został oskarżony o antyukraińską fobię i putinizm. Tymczasem Paweł Szefernaker – inny wiceminister pochodzenia uchodźczego poinformował, że Ukraińcy, którzy po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji przybyli do Polski, mogą od 1 kwietnia występować o pobyt stały w Polsce. Od tego dnia prawo takie wydawane jest taśmowo. Równie szybko przesiedleńcom przyznają obywatelstwo. A to już prawdziwy milowy krok ku przekształceniu Polski w państwo wieloetniczne.
Dla Tuska – to największy aferzysta XXI wieku. A nic nie mówi o aferach z czasów Radka Sikorskiego, kiedy korupcja i przekręty wizowe były normą, i w których sam brał udział. Dlaczego nie drąży tematu zatrzymania na lotnisku w podkrakowskich Balicach przewodniczącego gminy żydowskiej z ryzą pełnomocnictw in blanco zalegalizowanych przez polski konsulat w Tel Awiwie, które posłużyły do „odzyskania” wielu kamienic, bo sąd nakazał pełnomocnictwa oddać i przeprosić? Dlaczego Tusk i Kaczyński milczą na temat afery z handlem wizami z 2016 r. na placówce w Ankarze, w którą byli zaangażowani oficerowie Agencji Wywiadu? Wszyscy zostali awansowani. Jeden z nich został nawet szefem Agencji Wywiadu, a wszyscy, którzy chcieli sprawę wyjaśnić, zostali usunięci ze służby.
Dlaczego o sprawach ważnych i istotnych mówi się bardzo mało albo nie mówi się wcale? Dlaczego w kampanii wyborczej pomijają temat imigrantów? Dlaczego nie spierają się na temat wojny w którą możemy być wciągnięci, kosztów pomocy dla Ukrainy, finansów państwa, kontroli nad służbami? Dlaczego Polacy raz po raz dostają po pysku i tylko się oblizują? Co robić, aby nie oszukali nas po raz kolejny, abyśmy nie obudzili się w kraju, który nie jest nasz? Zadajmy pytania: W którym programie wyborczym jest zapowiedź otwarcia granic? Co zrobią, by zachęcić do powrotu Polaków ze Wschodu i powstrzymać eksodus Polaków na Zachód? Żądać odpowiedzi przed wyborami, żeby nie powtórzyła się sytuacja z 2015, kiedy to po kilku tygodniach odkryliśmy, że to nie ci, na których głosowaliśmy.
Słuchajmy też rady abp. Józefa Michalika: „Katolik ma obowiązek głosować na katolika, mason na masona, a żyd na żyda”. No i przywróćmy słowo „ZDRADA”.
Krzysztof Baliński
==========================




JEST JUŻ PÓŹNIEJ, NIŻ MYŚLISZ
Krzysztof Baliński 5 kwiecień 2023
To musi komuś służyć! Dlaczego za przyjęciem imigrantów są Michnik i Gross? Dlaczego Hartman, wnuk rabina Izaaka Kramsztyka, członek żydowskiej loży Synów Przymierza cieszy się, że „w Polsce za 20 lat może być więcej meczetów niż kościołów”? Dlaczego „Polityka”, organ prasowy uchodźców przybyłych w taborach Armii Czerwonej, pisze: „Polska za 25 lat będzie normalnym europejskim krajem, z kosmopolityczną, zamożną stolicą, pełnym cudzoziemców, a przez centra dużych miast przepływać będzie każdego dnia kolorowy, wielojęzyczny tłum”?
Gigantyczna katastrofa, kryzys z uchodźcami to nie tylko skutek niefrasobliwości Angeli Merkel. To perfidny instrument wrogów naszej cywilizacji. Wędrówka ludów, likwidacja granic, mieszanie ras znakomicie przyspieszają upadek państw narodowych. Paul Johnson w „Historii Żydów” wyodrębnił cel, jaki judaizm stawia sobie wobec kultury chrześcijańskiej: Podważać spoistość społeczeństwa chrześcijańskiego przez propagowanie wielokulturowości i masową imigrację.
Ameryka przeżywa największy kryzys w swej historii, inwazję imigrantów, w tempie 250 tysięcy na miesiąc. Dlaczego Biden troszczy się o „integralność terytorialną” Ukrainy, a nie troszczy się o integralność terytorialną południowej granicy USA? Czy nie dlatego, że wraz z nim doszli do władzy marksiści, którzy wcielają w życie tezę „granice są rasistowskie”, i bez zgody Amerykanów zmieniają oblicze etniczne kraju? Gdy 10 mln Ukraińców (oraz 150 tysięcy Azjatów i Afrykańczyków) przedarło się przez granicę Polski, dyrektor Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego triumfalnie oznajmił: „Polska stała się największym importerem cudzoziemskiej siły roboczej na świecie”. „Ach, wyobrazić sobie Polskę różnorodną, kolorową, tolerancyjną, wzmocnioną genetycznie i kulturowo ludźmi spoza mdławej słowiańszczyzny. Polskę jak Francję, Holandię czy Belgię (…) ileż nowych wartości, perspektyw, talentów mogłoby wzmocnić naszą kulturę, współpracę, społeczeństwo obywatelskie – sekundowała mu „profesor” Magdalena Środa.
Dlaczego profesorskie cadyki dwoją się i troją, by przekonać, że monolityczność kulturowa czyni z Polski kraj ubogi i zaściankowy i że polskie społeczeństwo stanie się normalne, gdy będzie wymieszane etnicznie i religijnie? Dlaczego posługują się metodami przypominającymi Israela Singera, z jego „Polska będzie publicznie atakowana i upokarzana na arenie międzynarodowej”? „Ohydne oblicze Polaków pochodzi jeszcze z czasów nazistowskich, czy Polacy nie mają w ogóle wstydu?” – oskarża na łamach „Die Welt” Jan T. Gross. Przypomnijmy też złoty postulat redaktora naczelnego „Krytyki Politycznej”: Polskie obywatelstwo dla wszystkich imigrantów; Podatek reintegracyjny pokrywający koszty sprowadzenia trzech milionów Żydów do Polski; Hebrajski, jako drugi oficjalny język w Polsce. Gdy w czerwcu 2012 r. zwołał w Berlinie kongres Ruchu Odrodzenia Żydowskiego, żądał: Polska powinna przyjąć nie 3,3, lecz 16 milionów Żydów, ponieważ to Polacy powinni znaleźć się w mniejszości.
„To tych ‘obcych’ boją się narodowcy i sprzyjający im dziennikarze?” – napisał Samuel Pereira, szef portalu TVP.info, wklejając swoje zdjęcie z dwiema imigrantkami o egzotycznych rysach. Tu, za komentarz, niech służą słowa blogera: Sam tego nie wymyślił. Coś tu zaczyna śmierdzieć?”. W kwestii imigrantów narracja TVP i „Krytyki Politycznej” stała się identyczna, a w rządowej telewizji zaroiło się od pro-imigracyjnych mętów pochodzenia uchodźczego. Kaczyński doszedł do władzy obiecując, że imigranci do naszego kraju nie trafią. Zaklinał się, że „takie decyzje nie mogą być podejmowane bez konsultacji z narodem”. Testu jednak nie przeszedł. Skapitulował drugiego dnia po objęciu władzy. Informacja rozpętała w internecie burzę: Szydło zdradziła wyborców; wymieniliśmy marionetki, sznurki zostały te same; Jesteście tyle samo warci, co banda PO; Wielki oszustwo rządu PiS; wczoraj media podały, że mamy 32 tysiące bezdomnych, 500 tysięcy szuka pracy, a PiS rozdaje dowody osobiste islamistom wydrukowane przez PO; założę się, że te tysiące to tylko początek, bo ci zdrajcy zgodzą się na wszystko, co im rozkażą w Berlinie, Tel-Awiwie czy Waszyngtonie!
Francuska „Les Echos” potwierdziła, że pogłoski o antyimigracyjnym nastawieniu nowego polskiego rządu są mocno przesadzone: „Polska polityka migracyjna jest zakłamana, bowiem rząd deklaruje, że nie będzie przyjmował imigrantów, a jednak ściąga do Polski muzułmańskich pracowników. Rząd Polski odmówił przyjęcia 6162 osób w ramach systemu relokacji, ale udzielił prawa pobytu: 7200 Turkom, 3000 Pakistańczykom, 2000 osobom z Bangladeszu, 2000 osobom z Egiptu. Przyjmowane są również osoby z Iraku, Afganistanu i Azerbejdżanu”.
Potem posypało się, jak z dziurawego wora. 2 maja 2018 r. Polska podpisała w tajemnicy deklarację z Marrakeszu. Czym jest, dowiedzieliśmy się od szefa węgierskiego MSZ, który zarzucił, że deklaracja jest „skrajnie pro-migracyjna”, że ma jedynie na celu „dalsze inspirowanie imigracji i tworzenia nowych tras imigracji”, że planuje „zmiany kompozycji populacji na kontynencie”. Odnosząc się do postępowania polityków, którzy torpedowali projekty integracji Węgrów mieszkających za granicą, Victor Orbán powiedział: „Ci ludzie, ci politycy, po prostu nie lubią Węgrów. Wystarczy wyobrazić sobie, co by było, gdyby lewica utworzyła rząd. Po roku lub dwóch latach nie rozpoznalibyśmy naszej ojczyzny. Nasz kraj byłby jednym gigantycznym obozem dla uchodźców, Marsylią Europy Środkowej”. A co zrobił prezes PiS? Utworzył lewicowy rząd i doprowadził do tego, że nie rozpoznajemy naszego kraju, który stał się jednym gigantycznym obozem dla uchodźców, Marsylią Europy Środkowej.
„Die Welt” pisał: „Wielu Ukraińców marzy o lepszym życiu w UE. Polska toruje im do tego drogę za pomocą Karty Polaka. Dla setek tysięcy osób może być szybką kartą wstępu do całej UE, bo to, na co inni muszą czekać latami, posiadacze Karty otrzymują w przyspieszonym trybie. Mogą od razu złożyć wniosek o stały pobyt, a rok pobytu wystarcza, by mieć polskie obywatelstwo. Możliwość uzyskania Karty ma każdy, kto pochodzi z kraju wchodzącego kiedyś w skład Związku Radzieckiego i mówi trochę po polsku. Polskie korzenie nie zawsze są nieodzowne. A zatem kwalifikować może się niemal każdy i później sprowadzić swoją rodzinę”. Dziennik ujawnia, że polski MSZ wystawił już ponad 200 tysięcy takich dokumentów. Od siebie dodajmy, że służby konsularne pracują nad ponad milionem nowych wniosków o wydanie Karty, a zalecania MSZ są jasne: żadnych utrudnień, żadnych sprawdzeń, brać wszystkich jak leci.
Do tej pory to Ukraińcy, podszywając się pod Polaków, kupowali Kartę Polaka. Dziś często dochodzi do tego, że to Polacy, podszywając się pod Ukraińców, kupują dokumenty, żeby skorzystać ze specustawy pomocowej i nabyć przywileje Ukraińców. Wszystko to przypomina sytuację z pierwszych latach okupacji niemieckiej – gdy najbardziej prześladowani byli Polacy, gdy Żydzi delektowali się autonomią w gettach i dla odróżnienia się od tubylców nosili żółte opaski, a Polacy, dla uchronienia się przed łapankami i egzekucjami, podszywali się pod Żydów, zakładając żółte opaski.
W sierpniu 2012 r. weszła w życie ustawa o obywatelstwie. Jej przepisy dają możliwość nabywania obywatelstwa przez osoby, które mają przodka z polskim obywatelstwem. A więc także dezerterom z Korpusu Andersa w Palestynie, Ukraińcom służącym w SS Galizien i wnukowi Romana Szuchewycza. Dają też możliwość przywrócenia obywatelstwa tym, którzy dopuścili się zdrady państwa, gdyż anuluje ustawę z 1920 r., która odbierała obywatelstwo tym, którzy podczas wojny polsko-bolszewickiej przeszli na stronę wroga. Prawo do polskiego paszportu nabywają automatycznie ich dzieci i wnukowie. Zgodnie z ustawą, prawo takie nabywają wszyscy mogący udowodnić związek z przedwojenną Polską, czyli każdy Żyd, który oświadczy, że jego przodek był przejazdem w Polsce, jak ów handlarz niewolnikami z Muzeum Polin. Polskim obywatelem łatwiej jest, więc dziś zostać Ukraińcowi lub Czeczenowi, niż etnicznemu Polakowi z Kazachstanu.
Zgodnie z ustawą, przyznanie obywatelstwa polskiego nie jest przywilejem, ale prawem, którego można dochodzić przed sądem. Wcześniej o obywatelstwie dla cudzoziemca decydował prezydent. Teraz obywatelstwo osoby, która spełni określone warunki, „uznaje” wojewoda. Jeśli odmówi – delikwent może odwołać się do sądu administracyjnego. Zmiana jest rewolucyjna: obywatelstwo z czegoś w rodzaju aktu łaski staje się prawem, którego można dochodzić przed sądem. Zgodnie z ustawą, praktycznie każdy, komu przyznano status uchodźcy, po 2 latach spełnia warunki i ma do obywatelstwa ustawowo zagwarantowane prawo. W rezultacie, w Polsce łatwiej jest dziś zdobyć polski paszport, niż prawo jazdy.
Portal kresy.pl pisze o „niekontrolowanym procesie zmiany struktury narodowościowej Polski”. Ależ kontrolowanym jak najbardziej! Przez Morawieckiego i Sorosa. „Rzeczpospolita” pisze, że nie mamy polityki imigracyjnej. Ależ mamy. I to ściśle zdefiniowaną i litera w literę realizowaną. Masowe przyjmowanie imigrantów zapowiada „Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”. O tym samym bez ogródek mówi rządowy raport „Priorytety społeczno-gospodarcze polityki migracyjnej”. Oba dokumenty zakładają: kilkukrotny wzrost liczby cudzoziemców pracujących w Polsce, system zachęt i ścieżki integracji dla cudzoziemców oraz ich rodzin. Zawierają deklarację o „rozwijaniu sektora organizacji pozarządowych działających na rzecz cudzoziemców, w tym organizacji imigranckich” oraz przewidują na to fundusze. Mówią też o „prowadzeniu działań edukacyjnych skierowanych do polskiego społeczeństwa, w celu przeciwdziałania dyskryminacji, promocji postawy otwartości, przełamywania stereotypów i uprzedzeń”. Czyli, wypisz wymaluj, piękny język poprawności politycznej, którym raczył nas Michnik.
Rząd nie tylko aktywnie zabiega o imigrantów, ale rywalizuje o nich z innymi państwami. Do każdej ustawy dopisuje uchodźców, traktując ich jak obywateli Polski. Przykład z ostatnich dni: W marcu przyjął projekt ustawy, który przewiduje, że z rządowego programu „Bezpieczny kredyt 2 proc”, na zakup pierwszego mieszkania, będą mogli skorzystać cudzoziemcy. Z wyjaśnień Ministerstwa Rozwoju i Technologii wynika, że z programu skorzystają obywatele Ukrainy, którzy przebywają na terenie Polski na mocy tzw. ustawy pomocowej, a także cudzoziemcy, którzy przebywają w Polsce na mocy pozwolenia na pobyt stały. Mało tego – „Jeżeli obcokrajowiec prowadzi gospodarstwo domowe poza terytorium RP wspólnie z osobą posiadającą polskie obywatelstwo, to razem mogą ubiegać się o udzielenie kredytu”.
„W czasie wojny zginęli prości Żydzi i wybitni Polacy. Uratowali się wybitni Żydzi i prości Polacy. Dzisiejsze społeczeństwo w Polsce to żydowska głowa nałożona na polski tułów. Żydzi stanowią inteligencję, a Polacy masy pracujące” – tak diagnozował Artur Sandauer. Metoda przeszczepu głowy całym narodom wymyślona została na ziemiach Polski. Do miasta Bar na Kresach przybył z Turcji „nowy mesjasz” Jakob Frank, skąd rozwlókł na cały świat zarazę znaną pod nazwą „Frankizm”. Dla Rzeczpospolitej eksperyment zakończył się tak, jak Frank zapowiedział – upadkiem. Trwający do dnia dzisiejszego proces wymiany elit metodą przeszczepu głowy, w drodze przechrzczenia, wżeniania w rody polskie, udawaną asymilację, sojusz parobka z arendarzem, przerwała na krótko II wojna. Zrekompensowany został dopiero po wojnie, i to z nawiązką. Odbierając Polsce Kresy żydokomuna głosiła: będziecie państwem narodowościowo jednolitym. Tyle, że poza granicami pozostawiła miliony Polaków, a w obecne granice przesiedliła z Kresów setki tysięcy Żydów. I wszystko byłoby git i cymes, gdyby nie demografia, odrastanie polskiej etnicznej konkurencji, która przybierała zastraszające rozmiary. Przystąpili więc do usuwania Polaków z Polski.
Wg Eurostatu, poza granicami Polski przebywa na stałe 3 mln Polaków. To wielka narodowa katastrofa. Ci wszyscy młodzi, których Polska utraciła, mówią to samo: wyjechali, bo w Polsce nie dało się żyć, bo nie mogli założyć rodziny, bo nie było ich stać na podstawowe potrzeby, bo kredyty zżerały większość dochodów. To już drugi tak wielki narodowy exodus – po wprowadzeniu stanu wojennego Polskę opuściło 2 mln Polaków. To za namową Geremka i Michnika, Kiszczak skazał na banicję tysiące działaczy „S”, strasząc śmiercią, wręczając paszporty ze stemplem jednokrotnego przekroczenia granicy, a cała czołówka działaczy KK Solidarność została zlikwidowana według klucza rasowego – jeśli ktoś nie wypadł przez okno, to zmuszenie do emigracji dokonało reszty. To, a nie internowanie Macierewicza, była największa zbrodnia Jaruzelskiego.
Z Polski wygnali po 1980 roku, w ciągu zaledwie jednego pokolenia, 8 milionów Polaków, 20 procent całej populacji. Straciliśmy więcej ludności, niż podczas II wojny światowej. Gdyby nie Kiszczak, Tusk, Morawiecki, to dziś w Polsce żyłoby 60 mln Polaków. O tym i o takiej liczbie mówił prymas Wyszyński: Nie oglądajmy się na wszystkie strony. Nie chciejmy żywić całego świata, nie chciejmy ratować wszystkich. Chciejmy patrzeć w ziemię ojczystą, na której wspierając się, patrzymy ku niebu. Chciejmy pomagać naszym braciom, żywić polskie dzieci, służyć im i tutaj przede wszystkim wypełniać swoje zadanie – aby nie ulec pokusie ‘zbawiania świata’ kosztem własnej ojczyzny.
Tusk zapowiadał „wielki powrót z emigracji”. To samo Morawiecki. I jeden i drugi nie byli szczerzy. Proces przeszczepiania Polakom wielomilionowej, jednolitej, zwartej grupy etnicznej trwa. Niegdyś zajmował się tym triumwirat Berman-Minc-Bierut, dziś, pod hasłem „Bóg, Honor, Ojczyzna”, triumwirat Kaczyński-Duda-Morawiecki, który żyje fanaberią Polski Jagiellońskiej, a ponieważ nikt nie chce słyszeć o tak cudacznym tworze, to serwują nam w zamian projekt wielonarodowego tworu pomiędzy Odrą a Bugiem. U zarania III RP zostaliśmy sługami narodu żydowskiego. 24 lutego 2022 jeszcze sługami narodu ukraińskiego. U zarania III RP wzięliśmy na utrzymaniu naród żydowski. Dziś jeszcze naród ukraiński.
Nic, dosłownie nic im nie wychodzi, ale w budowie Rzeczpospolitej Trojga Narodów są niezwykle sprawni. Polska jest już krajem imigrantów. We Wrocławiu można się poczuć jak w Kijowie, w Rzeszowie jak w przedwojennym Berdyczowie, na niektórych ulicach Warszawy jak w Marsylii. Z tym że to, na co Francuzi potrzebowali 40 lat, nadrobiliśmy i nadgonili w ciągu kilku miesięcy. Co to jednak premiera obchodzi. Już wkrótce obejmie inną intratną posadę. Może komisarza ONZ ds. uchodźców?
Jest źle. Będzie jeszcze gorzej. Za kilka lat Polska będzie nie do poznania. Nie będzie też nasza. Najwyższy czas na samoobronę, bo jeśli istnieje powód do wyjścia na ulice, to jest nim osiedlanie w Polsce milionów Ukraińców i setek tysięcy Azjatów. Są i tacy, najbardziej zdesperowani, którzy ratunek widzą w puszczeni z dymem Kancelarii Premiera. Inni zbawienia wypatrują w garnizonie rosyjskich sołdatów w Przemyślu. Jeszcze inni w rosyjskiej Dumie, gdzie ktoś powie: „Niech giną, niech zdychają, niech przyjdą i proszą nas o pomoc”. „Jest już później, niż myślisz” – głosi napis umieszczany na tarczach dawnych zegarów słonecznych. Ale jest też „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy”.
Krzysztof Baliński
UKROPOLIN czyli PIĄTY ROZBIÓR POLSKI
Krzysztof Baliński
3 listopada 2023 roku Żydowska Agencja Telegraficzna (JTA), a w ślad za nią żydowskie gazety w USA i w Izraelu doniosły: Stuart Eizenstat, specjalny doradca Departamentu Stanu do spraw Holokaustu, na „specjalnym” spotkaniu z dziennikarzami prasy żydowskiej oświadczył: Starania na rzecz restytucji mienia potomków tych, którzy przeżyli Holokaust i których mienie zostało skradzione,po masakrach Hamasu z 7 października, nabrały wiatru w żagle […] Tym, którzy mówili, że ‘to już przeszłość’, wydarzenia ubiegłych tygodni uświadomiły, że tak nie jest”.
Obok Eizenstata, na konferencji pojawiła się Ellen Germain, specjalny wysłannik Departamentu Stanu ds. Holokaustu oraz Mark Weitzman, dyrektor operacyjny Światowej Organizacji Restytucji Mienia Żydowskiego (WJRO).
Dnia następnego tenże Departament Stanu wraz z WJRO zwołał spotkanie, które nazwał „restitution meeting (poświęcone restytucji mienia), z przedstawicielami 14 państw, „które dokonują restytucji mienia żydowskiego”. Spotkaniu przewodniczył Stuart Eizenstat, a JTA napisała: Naziści, ich kolaboranci i sojusznicy obrabowali i skonfiskowali setki tysięcy majątków należącego do Żydów podczas i po II wojnie światowej. Starania restytucyjne, które prowadzą USA, a którym początek dał Stuart Eisenstata, doprowadziły do odzyskania tysięcy z nich, w tym wielu cennych dzieł sztuki. Kilka krajów, w tym szczególnie Polska ograniczyła możliwości restytucji mienia żydowskiego. Innymi słowy Eizenstat, ustami JTA, wystawił Polskę na ostrzał tych, którzy z obowiązku spłaty roszczeń żydowskich wywiązują się wzorowo. Na szczególną uwagę zasługuje wystąpienie Stuarta Eizenstata: „Wszyscy dyplomaci biorący udział w tym restitution meeting umieścili swą misję w kontekście 7 Października, i głównie ta data była przedmiotem ich zainteresowania. Najbardziej znaczące było podkreślanie przez wszystkich, że nienawiść wobec Żydów i wobec Izraela nie przeminęła”.
Według obecnej na „restytucyjnym” spotkaniu, Ellen Germain: Zbrodnie Hamasu popełnione 7 października oraz egzekwowanie restytucji, kilkadziesiąt lat po tym, kiedy rabunek mienia miał miejsce, będą rozliczane, nieważne ile to zajmie czasu. […] Podtrzymywanie wartości naszych liberalnych demokracji, tak spostponowanych wydarzeniami ostatnich tygodni, będzie powiązane z oddaniem sprawiedliwości tym, którzy przeżyli Holokaust. Nawet po upływie 80 latach. Nie będzie przedawnienia w rozliczaniu sprawców tych niegodziwych czynów. […] Mimo iż niektóre europejskie narody próbują poddawać rewizji historię Holokaustu, przez podkreślanie, że same były ofiarami, to USA muszą nieprzerwanie przypominać ciemne strony w ich przeszłości”. Ellen Germain zaznaczyła przy tym, że ostatnio odbyła szereg spotkań z liderami państw oddających hołd bohaterom, którzy stawiali opór sowieckim represjom. „Problem jednak w tym, że wielu z nich współpracowało także z nazistami w prześladowaniu Żydów – zaznaczyła na koniec.
Ellen Germain swój urząd sprawuje od lipca 2021 roku, a jej biuro powołano w 1999 roku, po naciskach Stuarta Eizenstata na administrację Billa Clintona. Biuro sporządza raporty na temat tego, jak państwa sygnatariusze wywiązują się z postanowień Deklaracji Terezińskiej, wzywającej do wypłaty odszkodowań ofiarom Holokaustu i ich spadkobiercom. Biuro współpracuje ściśle z WJRO w wymuszaniu ustaw ułatwiających restytucję. Sama Ellen Germain swoją rolę w tym opisuje tak: Zachęcanie państw do wypłaty odszkodowań rodzinom Żydów pomordowanych i wygnanych podczas Holokaustu. Większość państw wypracowała już zaawansowane mechanizmy restytucji mienia i zmniejszają tym samym potrzebę nacisków ze strony USA. Ale niektóre, w tym Polska, dopiero będą musiały uchwalić stosowne ustawy.
Stuart Eizenstat to nie byle kto. Dziś to tylko specjalny doradca Departamentu Stanu do spraw Holokaustu, ale w przeszłości zastępca sekretarza skarbu, wysoki urzędnik Białego Domu i reprezentant prezydenta ds. restytucji mienia żydowskiego (w takim charakterze, dorabiając na boku, negocjował z Polską zwrot mienia pożydowskiego z ramienia WJRO i Claims Conference). To on stał na czele delegacji USA na konferencję praską, na której 47 państw przyjęło tzw. Deklarację Terezińską, która z biegiem czasu stała się wiążącym aktem prawa w kwestiach restytucji mienia pożydowskiego, w tym pomysłem na ustawę 447 i podstawą nacisków na Polskę. Dziś Eizenstat jest właścicielem prominentnej waszyngtońskiej kancelarii prawnej oraz członkiem wpływowej organizacji lobbingowej. I wkrótce okazać się może, że to jego kancelaria zajmie się sprawami roszczeń żydowskich wobec Polski.
Holokaustowi roszczeniowcy żądania reparacyjne przekazują najczęściej światu ustami Stuarta Eisenstata. To on jest autorem słów: „Jest rzeczą wysoce niemoralną, że rząd USA nie poparł żydowskich roszczeń wtedy, kiedy Polska przystępowała do NATO i do Unii Europejskiej”. To Freedom House, amerykańska organizacja obrony praw człowieka, której wiceprezesem jest Eizenstat, w swoim raporcie uznała, że „rząd Polski osłabia głosy przeciwstawiające się narracji historycznej, która w dużym stopniu pomija udział Polaków w zbrodniach okresu II wojny światowej”. I wreszcie to on wywarł skuteczny nacisk na Szwajcarów, gdy Światowy Kongres Żydów oskarżył banki szwajcarskie o zawłaszczenie miliardów dolarów zdeponowanych jakoby przed lub w czasie wojny na kontach w szwajcarskich bankach przez Żydów, którzy zginęli później w obozach śmierci. Krótko mówiąc, wypowiedź Stuarta Eisenstata nie pojawiła się przypadkowo i, w kontekście ogólnego zamieszania wokół Polski związanego z wojną na Ukrainie i z przewrotem politycznym w Warszawie, źle wróżu Polsce. Zwłaszcza, że metody holokaustowych gangsterów stają się coraz bardziej wymyślne i wyrafinowane.
Dlaczego Eizenstat zabiegł, żeby przyjąć ustawę 447, i dlaczego ta ustawa jest tak niebezpieczna? Bo jest początkiem pewnego przemyślanego planu. Bo stanowi krok ku wszczęciu konkretnych działań przeciwko Polsce. Bo przewiduje coroczny raport sekretarza stanu dla Kongresu o stanie realizacji postanowień Deklaracji Terezińskiej. Bo gdy taki raport trafi do komisji finansów Senatu USA, to będziemy mieli powtórkę z casusu szwajcarskiego, rząd amerykański stanie się stroną w sprawie, odbędą się wysłuchania świadków, dojdzie do nacisków na Polskę, gróźb bojkotem, sankcjami oraz szantażu, że nie sprzedadzą Patriotów w najnowszej wersji.
Przy słowach Eizenstata stygmatyzujących Polskę, JTA dodała link do publikacji z 15 sierpnia 2021 roku, w której czytamy: „Kiedy Andrzej Duda podpisał ustawę ograniczającą roszczenia do holokaustowego mienia, Antony Blinken wyraził duże zaniepokojenie uchwaleniem tego prawa, podobnie jak żydowskie organizacje zajmujące się restytucją mienia, a izraelscy politycy nazwali ustawę antysemicką”. Publikacja cytuje ministra w rządzie izraelskim: „Polska zatwierdziła dzisiaj niemoralne, antysemickie prawo”. Przytacza także słowa izraelskiego premiera: „To ustawa zawstydzająca i haniebna, pogardzająca pamięcią o Holokauście”. Dalej w tekście mamy: W 2018 roku Polska wywołała podobne oburzenie ustawą penalizującą oskarżanie Polaków o zbrodnie z czasów Holokaustu, mimo iż wielu Polaków kolaborowało z Nazistami. Przy czym słowo „Naziści” pisze z dużej litery, czyli tak, jak narodowość. Co do Antony’ego Blinkena to przypomnijmy, że w liście do WJRO, zapewniając że „priorytetem jego działalności będą niezałatwione kwestie restytucji mienia z czasów Holokaustu”, oświadczył: „Jest rzeczą niepokojącą i nie do przyjęcia, że wiele krajów ciągle nie zakończyło prac nad restytucją lub odszkodowaniami za mienie bezprawnie skonfiskowane podczas Holokaustu […] My i nasi oddani szefowie misji zagranicznych będziemy działać, aby pomóc tym państwom w wywiązaniu się ze zobowiązań podjętych w ramach Deklaracji Terezińskiej”.
Dziennikarze Wirtualnej Polski opisali aferą z nielegalnym, masowym zwracaniem majątków Ukraińcom, Łemkom i Rusinom karpackim, w postaci połaci lasów zarządzanych przez Lasy Państwowe (i że 600 hektarów nieruchomości leśnych zwrócone także obywatelom Ukrainy). Państwo Polskie traci wielomilionowy majątek. Zgłaszane roszczenia sięgają miliardów złotych. W dodatku mamy do czynienia z patologicznym mechanizmem, kiedy za jedno wywłaszczenie przyznawane są trzy rekompensaty. Pierwsza – mienie zamienne na Ziemiach Odzyskanych lub kwoty wypłacone w ramach rozliczeń z ZSRR; Druga – zwrot gospodarstw dla tych, którzy powrócili na ojcowiznę po 1956 roku; Trzecia – rekompensata w wyniku decyzji wojewody. W tym miejscu przypomnijmy – na rzecz Ukraińców z terenów Karpat, po dokonaniu tuż po wojnie korekty granic Polski, w ramach wymiany ludności wypłacono Związkowi Sowieckiemu ustaloną sumę tytułem rozliczenia za pozostawione w Polsce mienie. Z kolei wysiedleni w ramach akcji Wisła otrzymywali, w zamian, nieruchomości na Ziemiach Odzyskanych, których wartość zawsze była wyższa od tych z Karpat. Sprawa jest bulwersująca także dlatego, że od września 2021 r. (po aferach związanych z „prywatyzacją warszawską”) obowiązuje nowelizacja Kodeksu postępowania administracyjnego, która uniemożliwia stwierdzenie nieważności decyzji administracyjnej wydanej kilkadziesiąt lat temu.
Co w tym najbardziej bulwersuje? Złodziejskie praktyki były tolerowano a nawet wspomagane przez polskie urzędy i polskie sądy, a w całą aferę zaangażowani są politycy wszystkich opcji politycznych. W tym Piotr Ćwik, były wojewoda małopolski, obecnie zastępca szefa Kancelarii Prezydenta RP, czyli urzędu polskiego lub raczej urzędu w Polsce najbardziej zukrainizowanego i zbanderyzowanego. Czy to wszystko nie przypomina zwrotu majątku przedwojennych gmin wyznaniowych żydowskich, gdzie skala roszczeń była równie gigantyczna, a przekręty równie chamskie? Czy i tu i tam nie działała V kolumna? Czy racji nie mają leśnicy z Przedsiębiorstwa Lasy Państwowe, którzy aferę nazwali „PIĄTY ROZBIÓR POLSKI”? Czy racji nie ma poseł Grzegorz Braun, z hasłem „Stop banderyzacji polskich lasów!”? I jeszcze jedno – termin „rozbiór Polski” używali Żydzi z Polski i Żydzi z organizacji roszczeniowych z Nowego Jorku, gdy odzyskiwali mienie przedwojennych gmin wyznaniowych żydowskich, czyli gdy wspólnie rabowali majątek Polaków. Przypomnijmy: W 1996 r. zawarta została potajemnie umowa między przedstawicielami polskich gmin żydowskich oraz WJRO i Światowym Kongresem Żydów dotycząca podziału wyszabrowanego majątku, w stenogramachz negocjacji widnieje zapis: „To teraz dokonamy rozbioru Polski i podzielimy się majątkiem żydowskim. My bierzemy Zachód, a wy Wschód. My Południe, a wy Północ”.
Także środowiska ukraińskie w Polsce, tj. zrzeszeni w Związku Ukraińców lobbyści, konsekwentnie drążą temat odszkodowań za mienie wysiedlonych podczas Akcji „Wisła”. Kilka lat temu Światowy Kongres Ukraińców wystąpił do Polski z żądaniem zwrotu tego mienia, a roszczenia poparła „Gazeta Wyborcza”. Przy czym ukraińskie żądania różnią się od żądań WJRO jedynie skalą nagłośnienia i kwotą roszczeń. I jeszcze jedno – Ukraińcy zobaczyli, jak słabi jesteśmy wobec nacisków żydowskich. Odnotowali też, że Żydzi oskarżają nas o różne niegodziwości, a my dla ich udobruchania, płacimy. I dlatego, dla wyszlamowania z Polski pieniędzy, zaczynają stosować te same metody – tak, jak Eizenstat oskarża Polaków o udział w Holokauście, tak ambasador Ukrainy w Berlinie zrównuje Polskę z hitlerowskimi Niemcami, mówi o „masakrach dokonywanych na Ukraińcach”, i głosi: „Ukraińcy byli uciskani przez Polaków w tak okrutny sposób, że trudno to sobie wyobrazić”.
A propos polskich lasów – przypomnijmy, że manipulował przy nich także Donald Tusk. W marcu 2008 r., na spotkaniu z przedstawicielami organizacji żydowskich w Nowym Jorku, obiecał rozwiązanie problemu restytucji mienia żydowskiego poprzez sprzedaż lasów państwowych. 23 stycznia następnego roku, w ujawnionym przez WikiLeaks szyfrogramie, ambasador USA w Warszawie raportował o uzyskanym od premiera (i od marszałka Sejmu) zapewnieniu, że pieniądze na pokrycie kosztów restytucji majątków pożydowskich rząd zamierza zdobyć sprzedając lasy. To także Tusk próbował w Sejmie, w nocy, tuż przed świętami Bożego Narodzenia 2014 r., dokonać zmiany Konstytucji RP otwierającej drogę do prywatyzacji lasów państwowych. Koalicji PO-PSL zabrakło pięciu głosów. Polskie lasy (i Konstytucję) uratowała tylko determinacja posłów opozycji. Ale niebezpieczeństwa nie zażegnali, bo złodzieje znowu sięgają po nasze lasy – Komisja Europejska podejmuje próby przejęcia kontroli nad polskimi lasami poprzez przeniesienie leśnictwa z kompetencji krajowych do kompetencji Brukseli. A gdy do tego dojdzie, to niemal jedna trzecia terytorium Polski będzie miała charakter eksterytorialny, Niemcy odzyskają przedwojenne ziemie, Żydzi odzyskają majątki i jeszcze utworzą sobie Ukropolin.
Filosemityzm i ukrainofilstwo PiS jest bez zarzutu. Z powodzeniem licytuje się na tym polu z PO. Problem w tym, że ociągało się ze sprzedażą lasów państwowych, podczas gdy wobec tych z PO, z PSL i Hołowni żadnych pozorów utrzymywać nie trzeba. Wystarczy dać im od czasu do czasu pudło z euro, lub stanowisko w spółce skarbu państwa, a zrobią wszystko, co trzeba. Wystarczy też popatrzyć, kto i z czyjej poręki dostał w Warszawie stanowisko premiera, i kto szczególnie był zainteresowany powrotem Tuska do Polski (przypominającym „powrót Lenina do Rosji” zorganizowany przez rząd Bismarcka). I pytanie, jak zachowa się Tusk przy zwrocie mienia żydowskiego i ukraińskiego oraz gdy pojawi się temat restytucji mienia niemieckiego, chociażby w mieście Zopott, jest pytaniem czysto retorycznym. Czy rządzące nami kosmopolityczne ekipy nie konspirują przed Polakami? Odpowiedź brzmi: Tak, zdecydowanie tak.Decyzja już zapadła. Polska zwróci potomkom rezunów lasy w Bieszczadach, a oni, w zamian, gdy Żydzi będą odbierać swe majątki, popilnują Polaków, jak ci strażnicy obozowi w Sobiborze i Auschwitz.
Krzysztof Baliński
============================




=========================




Paweł Czajkowski| 14-01-2024, ladowarka_elektrykow_spala_drewno

W niektórych branżach, gdzie prace są często wykonywane w odległych lokalizacjach poza siecią energetyczną, ładowanie elektrycznego sprzętu budowlanego staje się wyzwaniem. Nowe rozwiązanie BioCharger firmy Air Burners obiecuje znaczną ułatwienie tych prac.
Współpraca między firmami Volvo CE, Rolls-Royce i Air Burners zaowocowała stworzeniem pierwszego w swoim rodzaju BioChargera. To innowacyjne urządzenie wykorzystuje „technologię kurtyny powietrznej” do spalania drewna i odpadów w zamkniętym systemie. Ciepło wydzielane podczas tego procesu jest przekształcane w energię elektryczną, a następnie magazynowane w podłączonym module magazynowania baterii (BSM). Zgromadzoną energię można wykorzystać do ładowania pojazdów elektrycznych, sprzętu budowlanego i przenośnych elektronarzędzi na całym terenie budowy.
Volvo i Rolls-Royce mają rozwiązanie dla elektryków budowlanych pracujących z dala od sieci elektrycznych. To ładowarka, która produkuje energię z „ekologicznego i ekonomicznego” spalania… drewna.

Dzięki BioCharger prace w branży budowlanej zyskują mobilność i elastyczność, eliminując konieczność podłączania sprzętu do tradycyjnych źródeł energii. To kolejny krok w kierunku zrównoważonych i efektywnych praktyk budowlanych w dzisiejszym środowisku, gdzie mobilność i dostęp do energii elektrycznej są kluczowe dla efektywnej realizacji projektów w trudno dostępnych miejscach.
„Chociaż maszyny elektryczne stają się coraz bardziej popularne w walce ze zmianami klimatycznymi, jeśli chodzi o gospodarkę leśną, musimy dysponować praktycznymi rozwiązaniami umożliwiającymi ładowanie maszyn elektrycznych z dala od tradycyjnych źródeł zasilania” – wyjaśnia Brian O’Connor, prezes Air Burners. „Air Burners BioCharger zapewnia takie rozwiązanie… w sposób ekonomiczny i przyjazny dla środowiska.”
Firma Air Burners przedstawia nową perspektywę w gospodarowaniu odpadami drzewnymi, zaznaczając, że rocznie w samych Stanach Zjednoczonych gromadzi się około siedemdziesięciu milionów ton takich odpadów. Niestety, ponad 50% tych materiałów podlega obecnie spalaniu lub rozkładowi, co skutkuje emisją szkodliwych cząstek stałych i gazów cieplarnianych do atmosfery.
[Idiota. Przecież CO2 ze spalania drewna daje zerową emisję NETTO, bo fotosynteza to CO2 zjada.. MD]
Firma Air Burners prezentuje swoje rozwiązanie w postaci BioCharger, który wykorzystuje „system obiegu zamkniętego”. Twierdzi, że ten system znacznie redukuje emisję szkodliwych cząstek stałych i gazów cieplarnianych w porównaniu z tradycyjnymi otwartymi spalarniami.
Eksport zboża z Ukrainy był jednym z głównych punktów zapalnych między Ukrainą a państwami sąsiadującymi. Agresja Rosji na Ukrainę zablokowała szlak morski przez Morze Czarne, co zmusiło Ukrainę do szukania nowych tras dostaw, co wynegocjowała z Unią Europejską. Okazuje się jednak, że zboże przez Morze Czarne płynęło i to nie w małych ilościach.

Mimo trwającej obecnie wojny i zerwanego porozumienia zbożowego w połowie 2023 roku Ukraina przywróciła szlaki eksportowe przez swoje Morze Czarne. Niedawno wicepremier ds. odbudowy Ukrainy ogłosił, że od sierpnia 2023 roku wyeksportowano tamtędy aż 15 mln ton różnego rodzaju towarów, w tym 10 mln ton artykułów rolnych. Wtedy uruchomiono korytarz zbożowy. W ciągu pięciu miesięcy 469 statków zawinęło do trzech portów Ukrainy, które funkcjonują w ramach tego korytarza.
Niedługo zakontraktowane kolejne 83 statki mają przewieźć kolejne 2,4 mln ton towarów. W ostatnim miesiącu ubiegłego roku drogą morską wyeksportowano 6 mln ton produktów rolnych. Był to najwyższy wynik od rozpoczęcia wojny w 2022 roku. Specjaliści Polskiego Instytutu Ekonomicznego przypominają, że wielkość eksportu drogą morską obejmuje również handel odbywający się szlakiem dunajskim przez porty Izmaił, Reni, Ust-Dunaj, który został rozbudowany w pierwszych miesiącach po inwazji rosyjskiej.
Obecnie wielkość eksportu towarów rolnych drogą morską jest porównywalna do poziomu z okresu między lipcem 2022 roku a lipcem 2023 roku. Wtedy funkcjonowało porozumienie między ONZ, Turcją i Rosją, umożliwiające eksport zbóż bezpiecznym korytarzem morskim przez. Jednak obecnie całkowity eksport Ukrainy drogą morską jest nadal znacząco niższy niż przed 2022 roku. Przed inwazją rosyjską około 2/3 ukraińskiego eksportu odbywało się przez Morze Czarne. Odbudowa tego szlaku morskiego jest szczególnie istotna ze względu na ograniczoną przepustowość granic lądowych.
Ankara blokuje przepłynięcie niszczycieli min przez Bosfor, które zostały podarowane Ukrainie przez Wielką Brytanię. Ankara argumentuje, że jest zobowiązana do zapobiegania przepływowi okrętów wojennych w czasie wojny, zgodnie z postanowieniami Konwencji z Montreux z 1936 roku.
Warto zauważyć, że mimo ukraińskiej retoryki o polskiej zdradzie i sprzyjanie Putinowi eksport zboża z Ukrainy płyną sprawnie różnymi szlakami. Dodatkowo wykorzystywanie preferencyjnych zasad zapewnionych przez Unię Europejską nie podobało się unijnym rolnikom z państwa granicznych, które destabilizowało w znaczny sposób lokalne rynki. Ukraińskie zboże, które wypływały na lokalne rynki poszkodowanych państw, podczas transportów do portów wyraźnie uderzało w interesy państwowych rolników. Wyrazem tego były strajki na granicy. [Skąd ten czas przeszły, kotek?? md]
Ukraina wyróżnia się wysokim odsetkiem ziemi uprawianej przez duże spółki rolne. W 2019 roku rolnicy indywidualni eksploatowali zaledwie 27% gruntów rolnych. Gospodarstwa rolne są bardzo rozdrobnione, zdecydowana większość dzierżawi grunty o powierzchni poniżej 100 ha.
Najwięksi producenci, którzy posiadają każdy powyżej 3 000 ha, stanowią 1% wszystkich przedsiębiorców rolnych, natomiast produkują ponad 20% zbóż i roślin oleistych. Czyli najpopularniejszych roślin uprawianych na Ukrainie. Najważniejszą pozycję zajmują średnie spółki, z areałem 200–2000 ha. Jest ich około 6 tysięcy. W zależności od uprawianego gatunku odpowiadają za uprawę 50–75% ziemi obrabianej przez przedsiębiorstwa. Rozwój oparty na systemie dzierżawy gruntów sektora rolnego doprowadził do powstania nowej klasy wielkich biznesmenów, których często nazywa się agro-oligarchami.
Ukraińskie agroholdingi wyróżnia spory udział kapitału zagranicznego. Największym z nich to kapitał z USA i Arabii Saudyjskiej, ale obecne są również pieniądze z państw Europy Zachodniej. Ogólnie według portalu Wiadomości Rolnicze Polska szacuje się, że podmioty spoza Ukrainy posiadają około 10% ziemi rolnej.
Bogumiła Rzeczkowska 14 stycznia 2024,zadala-partnerowi-cios-nozem-ukrainka
Dozór policji, zakaz opuszczania Polski [to chyba LITERÓWKA ?? Powinien być NAKAZ md] i nakaz wyprowadzenia się od pokrzywdzonego partnera – to środki zapobiegawcze, które zastosowała Prokuratura Rejonowa w Słupsku wobec 39-letniej Ukrainki, podejrzanej o zranienie nożem swojego konkubenta. Rana okazała się niegroźna.
Przypomnijmy, że w środę 10 stycznia wieczorem w Ustce w czasie awantury domowej 39-letnia Ukrainka dźgnęła nożem w lewy bok klatki piersiowej swojego 39-partnera. Pokrzywdzony trafił do szpitala. Kobieta została zatrzymana. Okazało się, że obrażenia są lekkie i nie zagrażają życiu mężczyzny. Zatrzymana 39-letnia kobieta usłyszała w Prokuraturze Rejonowej w Słupsku zarzuty i wyszła na wolność.
Do zdarzenia doszło w wynajmowanym przez obcokrajowców mieszkaniu przy ulicy Pogodnej w Ustce. Według ustaleń podczas wspólnego picia alkoholu żyjący w konflikcie partnerzy pokłócili się i kobieta chwyciła za nóż. W związku z tym, że nie było dostępnej karetki pogotowia do rannego mężczyzny pojechał zastęp strażaków z jednostki w Ustce. Strażacy udzielili pokrzywdzonemu kwalifikowanej pierwszej pomocy i przekazali go zespołowi ratownictwa medycznego.
Mężczyzna trafił do szpitala z rana kłutą klatki piersiowej na oddział chirurgii. Kobieta została zatrzymana przez policję. Była pijana i nie od razu można było ją przesłuchać. W piątek doprowadzono ją do Prokuratury Rejonowej w Słupsku.
– Według ustaleń w trakcie awantury kobieta zadała swojemu partnerowi jeden cios. Podejrzana przyznała się i złożyła krótkie wyjaśnienia. Został też przesłuchany pokrzywdzony – mówi Lech Budnik, szef Prokuratury Rejonowej w Słupsku. – Biegła z zakresu medycyny sądowej wstępnie określiła obrażenia jako lekkie. W związku z tym, że pokrzywdzony poniósł lekki uszczerbek na zdrowiu, sprawa została zakwalifikowana z artykułu dotyczącego spowodowania naruszenia czynności narządu ciała lub rozstroju zdrowia trwającego nie dłużej niż siedem dni.
Za to grozi kara grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch.
Prokurator dodaje, że ściganie takiego przestępstwa – odbywa się z oskarżenia prywatnego.
– Jednak jeśli pokrzywdzonym jest osoba najbliższa zamieszkująca wspólnie ze sprawcą, takie czyny ścigane są z urzędu przez prokuraturę. Taki zapis w Kodeksie karnym ma na celu przeciwdziałanie przemocy domowej – wyjaśnia Lech Budnik. – W przypadku podejrzanej 39-latki nie było potrzeby składania wniosku w sądzie o zastosowanie tymczasowego aresztowania. Zastosowaliśmy środki wolnościowe – dozór policji, zakaz opuszczania Polski, ale również nakaz opuszczenia wspólnie zajmowanego z pokrzywdzonym lokalu.
Kobieta musi więc wyprowadzić się od partnera.
15.01.2024 –
Autor:SG

W przededniu Dnia Judaizmu, który w Kościele jest obchodzony 17 stycznia, kard. Grzegorz Ryś stwierdza, że antysemityzm jest grzechem „i basta”.
Tegoroczny Dzień Judaizmu w Kościele Katolickim obchodzony jest pod hasłem: „Schalom/Pokój – Dar Boga”. Same obchody budzą ogromne kontrowersje, choćby z tego względu, że w judaizmie żadnego „Dnia Katolicyzmu” się nie obchodzi.
Obchodów broni jednak kard. Grzegorz Ryś. Kościelny hierarcha twierdzi, że „nie zrozumiemy chrześcijaństwa bez judaizmu”.
– Nie wystarczy wiedza, że chrześcijaństwo pojawiło się na gruncie judaizmu, ale chodzi o świadomość, że są to moje korzenie i faktycznie mogę z nich czerpać. Ten związek jest tak silny, że pozwolił biskupom niemieckim w 1980 r. opracowaną przez nich „Deklarację o stosunku Kościoła do judaizmu” zacząć od stwierdzenia: „Kto spotyka Jezusa Chrystusa, spotyka judaizm!”. Jan Paweł II w przemówieniu do przedstawicieli wspólnoty żydowskiej podczas pielgrzymki do RFN w 1980 r. nawiązał do tego zdania i powiedział, że czyni je swoim. Później wielokrotnie je przytaczał – mówi kardynał w wywiadzie dla Katolickiej Agencji Informacyjnej (KAI).
Kard. Ryś stwierdza, że Izrael wciąż jest narodem wybranym. Kapłan mówi w wywiadzie, że „Izrael jest ludem wybranym i Bóg nigdy tego wybrania nie odwołał, ponieważ nie odwołuje On swojej łaski i wezwania”.
Odnosząc się do tego, iż to chrześcijanie wyciągają dłoń w kierunku judaizmu, a żydzi tego nie czynią, kardynał odpowiada: – Żyd, aby zrozumieć siebie w perspektywie swej wiary, nie potrzebuje rozmowy z chrześcijaninem.
Duchowny powiedział, że „nie można obwiniać Żydów o śmierć Pana Jezusa”. Powołując się na deklarację „Nostra aetate” z Soboru Watykańskiego kard. Ryś powiedział, że „antysemityzm jest grzechem”.
– Zło trzeba nazwać złem, a grzech trzeba nazwać grzechem. Antysemityzm, jest grzechem i basta. Nie dyskutuje się z grzechem! – stwierdza w wywiadzie kościelny hierarcha.
Źródło:KAI

A za filosemityzm idzie się prosto do Nieba. A za syjonizm to od razu po prawej ręce Chrystusa się zasiada.
Cytuj

Gość Niedzielny @Gosc_Niedzielny
Antysemityzm jest grzechem i basta. Nie dyskutuje się z grzechem! https://gosc.pl/doc/8642098.Abp-Rys-Antysemityzm-jest-grzechem-i-basta
·
Silne leki blokujące dojrzewanie płciowe podawane setkom młodych ludzi, którzy nie mają pewności co do swojej płci , znacznie zwiększają ryzyko obniżenia ich ilorazu inteligencji, ostrzega czołowy ekspert naukowy.
W alarmującym badaniu Sallie Baxendale, profesor neuropsychologii klinicznej w University College London , wezwała do „pilnych” badań nad wpływem narkotyków na funkcje mózgu dzieci.
NHS England zaprzestała rutynowego przepisywania leków hamujących zmiany w organizmie występujące w okresie dojrzewania w zeszłym roku po tym, jak potępiająca recenzja wykazała, że leczenie może zakłócić proces dojrzewania mózgu.
Jednak prywatne kliniki równości płci w Wielkiej Brytanii nadal podają środki hamujące dojrzewanie osobom poniżej 16 roku życia, a aktywiści transpłciowi twierdzą, że leki te są bezpieczne.
Teraz profesor Baxendale przedstawił dowody na „szkodliwy wpływ” kontrowersyjnych narkotyków na poziom IQ młodych ludzi.
https://i.dailymail.co.uk/1s/2024/01/14/01/79982297-12960869-image-a-67_1705196929978.jpg
Sallie Baxendale, profesor neuropsychologii klinicznej na University College London, wezwała do „pilnych” badań nad wpływem narkotyków na funkcje mózgu dzieci
Silne leki blokujące dojrzewanie podawane setkom młodych ludzi, którzy nie są zdezorientowani co do swojej płci, znacząco mogą obniżyć ich iloraz inteligencji
Badanie, w którym wzięło udział 25 dziewcząt leczonych lekami blokującymi dojrzewanie, wykazało, że ich IQ spadło średnio o siedem punktów.
Profesor Baxendale powiedział, że jeden pacjent doświadczył „znaczącej utraty” 15 lub więcej punktów. Wszystkie dziewczęta cierpiały na „przedwczesne dojrzewanie”, które spowodowało wczesny początek dorosłości.
„Młodzi ludzie i ich rodziny nie są w stanie wyrazić prawdziwie świadomej zgody na takie leczenie, ponieważ lekarze nie mogą im powiedzieć, jaki będzie długoterminowy wpływ na ich rozwój poznawczy” – stwierdził profesor Baxendale.
Stephanie Davies-Arai z Transgender Trend, która prowadziła kampanię przeciwko przepisywaniu młodym ludziom leków blokujących dojrzewanie, powiedziała: „Nigdy nie przeprowadzono odpowiednich, długoterminowych badań potwierdzających ich bezpieczeństwo.
To mit, że leki blokujące działają „odwracalnie”, jeśli zostaną podane w okresie naturalnego dojrzewania. Zapobiegają krytycznemu okresowi wzrostu i rozwoju poznawczego.
pon., 15 sty 2024 o 12:22 md <dakowy@o2.pl> napisał(a):
To poproszę po polsku..
Marek Skalski 14.01.2024 nczas/co-czeka-zaszczepionych
Minęło kilkanaście miesięcy od czasu faktycznego zakończenia masowych akcji szczepień ludności przeciwko skutkom działania wirusa SARS COV-2. Nic dziwnego, że aktualne wydarzenia sprawiły, ze większość Polaków traktuje te doświadczenia jako ponury epizod z naszego życia. Rozdział, który został definitywnie zamknięty. Jednak dla osób zaszczepionych – a zwłaszcza tych kilkukrotnie zaszczepionych – to nie jest zamknięty epizod. W przestrzeni publicznej pojawia się coraz więcej niepokojących sygnałów dotyczących niepożądanych skutków ubocznych szczepień przeciw COVID-19.
W ostatnich tygodniach rozpoczęła się dość niemrawa kampanii szczepień przeciwko kolejnemu wariantowi COVID-19. Według oficjalnych danych opublikowanych przez Ministerstwo Zdrowia nową szczepionkę przyjęło około 250 tysięcy osób. Prawo do tego preparatu mają wszyscy, którzy skończyli 12 lat. Szczepionka, która jest dedykowana przeciwko wariantowi wirusa o nazwie „Kraken”, jest dostępna w Polsce od 6.12. ub. r. Te ćwierć miliona to nie jest oszałamiający wynik, bo pamiętajmy, że w szczycie kampanii informacyjnej szczepiło się nawet kilkanaście milionów ludzi. Można podejrzewać, że tak wyraźna rezerwa to częściowo efekt osłabienia odgórnej presji społecznej – szczególnie silnej w latach 2021-22 – oraz coraz większej liczby doniesień o niepożądanych skutkach ubocznych działania preparatu i jego negatywnym wpływie na zdrowie, a nawet życie obywateli. To wszystko sprawia, że znaczny odsetek Polaków omija punkty szczepień bardzo szerokim łukiem.
W ciągu ostatnich kilku tygodni na łamach specjalistycznych pism naukowych pojawiło się co najmniej kilka publikacji, które przynoszą z pewnością niepokojące wnioski.
I tak na łamach specjalistycznego miesięcznika medycznego poświęconemu położnictwu i ginekologii „International Journal of Gynecology & Obstetrics” opublikowano bardzo obszerne omówienie wyników badań przeprowadzonych na amerykańskich kobietach w wieku 15-50 lat. Tematem badań był potencjalny wpływ szczepień na ich płodność. Próba była bardzo szeroka, gdyż badaniom poddano łącznie 246 259 osób. Wyniki opublikowane w amerykańskim periodyku wykazały, że dla kobiet, które poddały się szczepieniu, ryzyko poronienia jest blisko dwukrotnie wyższe.
W badaniu wzięło udział 246 259 kobiet w ciąży, z których 34 proc. otrzymało pierwszą szczepionkę przeciwko SARS-CoV-2. Poronienia występowały z częstością 3,6 na 10 000 osób i wśród kobiet zaszczepionych w przeszłości i 3,2 na 10 000 wśród kobiet zaszczepionych w krótkim czasie, w porównaniu z częstością 1,9 na 10 000 wśród nieszczepionych kobiet, z odpowiadającym aHR wynoszący 0,98 (95 proc. przedział ufności [CI] 0,91–1,07) i 1,00 (95 proc. CI 0,93–1,08).
Z kolei na początku grudnia ub.r. na łamach https://www.medrxiv.org/ opublikowano wyniki badań wpływu szczepionek na dzieci. Duńscy badacze stwierdzili na podstawie metaanalizy badań RCT, że szczepionki z grupy m-RNA mogą zwiększać liczbę poważnych, ciężkich NOP (niepożądanych odczynów poszczepiennych) dla dzieci w wieku 5-17 lat. Warto przy tym pamiętać, że ryzyko zachorowań na COVID i dodatkowo jego ciężkiego przebiegu dla dzieci jest minimalne. Choroba ta jest zdecydowanie bardziej niebezpieczna dla osób starszych i tych z obniżoną odpornością. Tymczasem duńscy specjaliści argumentują, że szczepienie owszem może chronić przed łagodnymi infekcjami COVID, ale za to niepomiernie zwiększają ryzyko zachorowania na inne choroby układu oddechowego. Zdaniem naukowców konieczne jest prowadzenie szeroko zakrojonych badań nad wpływem szczepień preparatów mRNA na zdrowie dzieci:
Szczepionki mRNA nie zwiększały ryzyka SAE, ale wiązały się ze zwiększonym ryzykiem wystąpienia ciężkich AE u starszych dzieci i zwiększonym ryzykiem LRTI u młodych. Uzasadnione są dalsze badania nad ogólnym i nieswoistym wpływem szczepionek mRNA na zdrowie.
Już choćby te analizy publikowane przez naukowców o niekwestionowanym dorobku i na łamach specjalistycznych periodyków powinny wywołać dreszcz niepokoju u wszystkich myślących zdroworozsądkowo obywateli. Nie jest to jednak koniec, gdyż dodatkowo na łamach renomowanego miesięcznika „Nature” w ostatnim czasie pojawiła się kolejna analiza długoterminowego działania szczepionek opartych na bazie zmodyfikowanego RNA. Podstawowa konkluzja jest taka, że szczepionki pobudzają organizm ludzki do produkowania tak zwanego białka kolca (spike protein), ale także zupełnie innego białka, którego działanie do tej pory nie jest w zasadzie rozpoznane i wyjaśnione. Badacze odkryli również zjawisko tzw. „przesunięcia odczytu ramki rybosomów” (ribosomal frameshifting).
Według naszej wiedzy jest to pierwszy raport mówiący, że modyfikacja mRNA wpływa na przesunięcie ramki odczytu rybosomów. Oprócz wpływu na odporność komórek T gospodarza, niepożądane skutki przesunięcia ramki odczytu rybosomów mogą obejmować zwiększone wytwarzanie nowych antygenów komórek B. Inne strategie modyfikacji rybonukleotydów, takie jak inkorporacja 5-metoksyU, znacząco zmniejszają wydajność translacji mRNA IVT, co może ograniczać translację kliniczną.
Niemal równocześnie w brytyjskim czasopiśmie „The Lancet” pojawił się artykuł, w którym mowa jest o tym, że liczba ponad normatywnych zgonów w Wielkiej Brytanii nadal jest bardzo wysoka i nie spadła w 2023 roku, mimo że istotnie wpływ pandemii COVID był już w ubiegłym roku ograniczony. Autorzy artykułu nie wskazują przyczyn takiego stanu rzeczy, ale wykazują duże zaniepokojenie samym obiektywnym faktem utrzymywania się go w tak długim czasie. Osoby domyślne z łatwością mogą wiązać z tym faktem długoterminowe, utrzymujące się skutki podania preparatów mRNA.
W wielu krajach, w tym w Wielkiej Brytanii, w dalszym ciągu obserwuje się wyraźny nadmiar zgonów długo po szczytowych poziomach związanych z pandemią Covid-19 w latach 2020 i 2021. Szacowana liczba nadmiernych zgonów w tym okresie jest znaczna. Brytyjski Urząd Statystyczny (ONS) obliczył, że w 2022 r. w Wielkiej Brytanii zarejestrowano o 7,2 proc., czyli o 44 255 zgonów więcej, na podstawie porównania ze średnią z pięciu lat (z wyłączeniem roku 2020). Ten stan utrzymał się w 2023 r. i wyniósł 8,6 proc., czyli 28 024. więcej zgonów zarejestrowanych w pierwszych sześciu miesiącach roku niż oczekiwano. Ciągłe badanie śmiertelności (CMI) wykazało podobną nadwyżkę (28 500 zgonów) w tym samym okresie przy użyciu różnych metod. Do oszacowania nadmiernej liczby zgonów można zastosować kilka metod, każda z ograniczeniami, które należy wziąć pod uwagę przy interpretacji, jednak ogólne tendencje wydają się być spójne w przypadku różnych metod.
Wszystkie wyżej wskazane publikacje pojawiły się na łamach czasopism naukowych tylko w grudniu ub.r. Praktycznie każdy dzień przynosi kolejne doniesienia ze świata nauki dotyczące niepożądanych działań szczepionek o profilu mRNA. Trzeba przy tym jednak pamiętać, że działanie tych preparatów jest praktycznie nieodwracalne, a negatywne dla zdrowia skutki mogą się ujawnić w bardzo długiej perspektywie nawet kilku czy kilkunastu lat.
| ROBERT W MALONE MD, MS JAN 14 |


Today’s search on “inflation” on the Googleweb News (see below) reveals that Bidenomics isn’t done with us yet. Looks like the 2024 economy is going to be another rocky year on the 99% of us who aren’t independently wealthy.

Bidenomics – which the President is still, pushing has clearly failed.

Just as his open border policies have failed. Just as his placating the defund the police movement has failed. Just as his endorsement of sanctuary cities has failed. Just as his support of gender ideology has failed.
It is time for change.
















uni.wroc.pl/podw-ziycie-hitlera
by kocur / Wednesday, 02 January 2008 / Published in Polskie Radio Wrocław
Adolf Hitler był gejem, czyli homoseksualistą! Tak przynajmniej twierdzi Lothar Machtan w swojej najnowszej książce: „Tajemnica Hitlera: Podwójne życie dyktatora”. Autor jest wybitnym i powszechnie szanowanym niemieckim historykiem, profesorem szacownego uniwersytetu w Bremen. Trudno się oprzeć sile jego dowodów. Machtan przytacza relacje byłych kochanków Hitlera i wiele dokumentów, dowodząc, że krążące od pół wieku plotki miały realne podstawy. Jak jednak pogodzić rzekomy homoseksualizm Hitlera z masową zagładą homoseksualistów, autorstwa tegoż samego dyktatora? Odpowiedź Machtana i główna teza książki brzmi: Hitler mordował gejów, żeby ukryć przed światem własne skłonności. Ernst Reohm, szef hitlerowskich oddziałów szturmowych (czyli tzw. „brązowych koszul”) musiał zginąć, bo próbował szantażować Hitlera. Roehm zresztą sam był gejem i pewnie za dużo wiedział. Zachowały się świadectwa z pierwszej wojny światowej o okopowym romansie młodego Hitlera z niejakim Ernstem Schmidtem. Inny żołnierz, Hans Mend, zanotował w pamiętniku: „w nocy Hitler śpi ze Schmidtem, swoją męską dziwką”. Homoseksualna afera trwała aż 5 lat i – jak wynika z wojskowych kartotek – uniemożliwiła Hitlerowi awans na oficera, mimo, iż ponoć w walce z nieprzyjacielem wykazał odpowiednie męstwo.
Po pierwszej wojnie nazwisko Hitlera często pojawiało się w aktach monachijskiej policji w związku z jego seksualnymi inklinacjami. Wielu młodych i bezrobotnych chłopców zeznało, że płacił im za seks. Wabił ich też w szeregi faszystów używając nie tylko politycznych argumentów. Policyjne raporty zbierał przez lata Otto von Lossow, niemiecki generał, który wziął udział w udaremnieniu hitlerowskiego putschu w roku 1923. Dokumenty miały stanowić dla niego coś w rodzaju – jak sam wyznał – „osobistej polisy ubezpieczeniowej na życie”. Gdyby Hitler próbował go odsunąć od władzy, mógłby zagrozić ujawnieniem kartotek. Wszystkie te raporty opublikował niedawno w Rzymie Eugen Dollman, bliski przyjaciel Heinricha Himmlera i tłumacz Hitlera na język włoski. W Niemczech mało kto o tych dokumentach słyszał, nie korzystali z nich nawet wybitni historycy, i dopiero książka Machtana ujawniła po raz pierwszy istnienie policyjnych kartotek Hitlera.
W czasach drugiej wojny światowej szczególnie bliskie związki łączyły Hitlera z Rudolfem Hessem, jego zastępcą, który w partyjnych kręgach był znany jako „czarna Emma”. Znali się od dawna. Po nieudanym putschu w roku 1923 spędzili razem wiele miesięcy w więzieniu w Landsbergu, gdzie Hitler dyktował Hessowi dzieło swego życia, czyli „Mein Kampf”. Potem Hess przez długie lata pełnił funkcję jego osobistego sekretarza führera.
W książce „Tajemnica Hitlera” Lothar Machtan dowodzi, że Hitler nigdy nie odważył się oficjalnie potępić homoseksualizmu, choć miał na sumieniu śmierć tysięcy homoseksualistów.
Schwab: „wykonamy możliwie najwięcej pracy z wyprzedzeniem„
W Davos, na marginesie Światowego Forum Ekonomicznego, zamierzają dyskutować o „chorobie X”, ale my będziemy raczej mówić o komercyjnym komponencie tego projektu. Taka interpretacja jest jednocześnie wstydliwa i przerażająca.
Rozwój tematu z tzw. „chorobą X” trwa już od kilku miesięcy. Latem pisaliśmy, że w rządowym kompleksie laboratoryjnym o zaostrzonym rygorze Porton Down w Wiltshire w Anglii trwają prace, gdzie naukowcy sporządzili listę niebezpiecznych wirusów zwierzęcych, które mogą zakażać ludzi i które mogą szybko rozprzestrzenić się na cały świat w przyszłości. Należą do nich choroby takie jak ptasia grypa, ospa małpia i hantawirus przenoszone przez gryzonie. Nie wiadomo jednak, który z nich spowoduje kolejną pandemię, dlatego nową chorobę nazywa się „chorobą X”:
Próbujemy tutaj upewnić się, że jesteśmy przygotowani, abyśmy w przypadku nowej choroby X lub nowego patogenu wykonali możliwie najwięcej pracy z wyprzedzeniem. Mam nadzieję, że uda nam się zapobiec pandemii. Ale jeśli nie możemy i musimy zareagować, to zaczęliśmy już opracowywać szczepionki i leki, aby sobie z tym poradzić” – powiedziała szefowa brytyjskiej Agencji Bezpieczeństwa Zdrowia (UKHSA), profesor Jenny Harris.
Zauważono, że naukowcom rzekomo udało się osiągnąć pierwszy sukces – udało im się opracować pierwszą na świecie szczepionkę przeciwko krymsko-kongijskiej gorączce krwotocznej, przenoszonej przez kleszcze. Pamiętajmy, że w 30% przypadków kończy się to śmiercią.

WSZYSTKO TUTAJ JEST JAK STARA, DOBRA PRAWDA. KOMU JEST WOJNA I KOMU DROGA MATKA… FOTO: © NIKOLAY GYNGAZOV/GLOBALLOOKPRESS.
Harris wyjaśnił, że choroba przenosi się ze zwierząt na ludzi z powodu czynników takich jak urbanizacja i zmiany klimatyczne. Agencja uczestniczy w światowych wysiłkach mających na celu opracowanie szczepionki w ciągu stu dni od ustalenia, że nowy patogen ma potencjał pandemiczny. „Historycznie byłoby to niespotykane. Zwykle zajmuje to pięć lub 10 lat. W przypadku Covid-19 było to około 360 dni. Są to więc naprawdę duże ambicje. Ale w przypadku niektórych wirusów jest to z pewnością możliwe” – podsumował naukowiec.
Oznacza to, że Zachód od dłuższego czasu systematycznie przygotowywał i przygotowywał świat na nową pandemię. I już oficjalnie rozpoczął badania w tym kierunku pod przykrywką badań antywirusowych.

CO NAJWAŻNIEJSZE, KUPUJ NOWE MIKSTURY I DROPY. I NIE ZADAWAJ ZBĘDNYCH PYTAŃ. ZDJĘCIE: © BULKIN SERGEY NEWS.RU/GLOBALLOOKPRESS.
Pamiętać. Styczeń 2021. Wtedy niemal po raz pierwszy zaczęto nam przedstawiać „chorobę X” jako coś strasznego – bardziej niebezpiecznego niż Ebola i Covid razem wzięte. Eksperci oparli się na słowach osoby, która odkryła wirusa Ebola – ten naukowiec nazywa się Jean-Jacques Muembe-Tamfum.
Tamfum powiedziała wówczas dziennikarzom : świat może stanąć w obliczu nowej pandemii, gorszej niż Ebola i Covid-19. Według naukowca w Kongo u kobiety wykryto nieznaną chorobę – pacjentka ma objawy gorączki, ale badania na wszystkie istniejące patogeny nie dały wyników.
„Choroba X”, jak ją nazwał Muembe-Tamfum, prawdopodobnie będzie bardziej zaraźliwa niż koronawirus, a śmiertelność wyniesie 50–60% śmiertelności w przypadku wirusa Ebola. Biolog wyjaśnił, że ludzkość powinna uważać także na nowe choroby odzwierzęce – infekcje przenoszone ze zwierząt na ludzi. To tu zaczęła się rozwijać histeria. Ale nawet wtedy nasz naukowiec, doktor nauk biologicznych Aleksiej Agranowski, stwierdził, że nie ma powodu do paniki:
Nigdy nie wiesz, co kryje się w Kongo. Nie oznacza to, że ludzkość jest w niebezpieczeństwie. Na razie nie ma powodów, aby się tego poważnie obawiać. Trzeba to przestudiować i mieć na uwadze, przeznaczyć środki na takie prace, ale nie widzę żadnego zagrożenia.

NAWIASEM MÓWIĄC, ROSYJSCY EKSPERCI WIEDZĄ WSZYSTKO O EBOLI. WSPÓŁPRACOWALIŚMY I WIEMY, JAK WALCZYĆ Z TĄ INFEKCJĄ. FOTO: MSZ ROSJA/GLOBALLOOKPRESS.
Jeśli chodzi o choroby odzwierzęce, również w tym przypadku, zdaniem doktora nauk, obawy są przesadzone. Według niego zawsze istniało niebezpieczeństwo przeniesienia wirusów ze zwierząt na ludzi, jednak do tego potrzebne jest pierwotne źródło – czyli chore zwierzę.
„Nie ma epidemii wścieklizny ani dżumy, bo przenoszą je lisy, susły i inne gryzonie. To ogranicza chorobę. Oczywiście trzeba to zrobić, ale wydaje mi się, że jest to próba zrobienia sensację nie wiadomo skąd” – dodał rosyjski naukowiec.
Między innymi tak zwana choroba X jest pomysłem Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Wcześniej to urzędnicy WHO aktywnie ostrzegali przed rozprzestrzenianiem się choroby, podkreślając, że jest to prognoza hipotetyczna. Prognoza dla Covida była dokładnie taka sama hipotetyczna w pewnym momencie, kiedy WHO nie mogła nawet zdecydować, czy należy nosić maski, czy nie. A teraz platforma globalistów, Światowe Forum Ekonomiczne (WEF), nalega, aby w Davos przeanalizować „chorobę X”, która prawdopodobnie jest 20 razy bardziej zabójcza niż Covid.
Jakie nowe wysiłki są potrzebne w obliczu nowych ostrzeżeń Światowej Organizacji Zdrowia, że nieznana „choroba X” może spowodować 20 razy więcej zgonów niż pandemia koronawirusa? Jakie nowe wysiłki są potrzebne, aby przygotować systemy opieki zdrowotnej na wiele nadchodzących wyzwań? – pytanie wskazuje komunikat WEF, w szczególności cytuje je kp.ru.

CZY CHCĄ PONOWNIE UWIĘZIĆ CAŁY ŚWIAT W RAMACH KOLEJNEJ BLOKADY?
Dyskusja na platformie WEF, gdzie większość uczestników nie tylko poniosła porażkę w walce z Covidem, ale także zamieniła ją w korupcyjny plan wprowadzenia szczepionek, które z większym prawdopodobieństwem wyrządzą krzywdę ludności krajów na całym świecie, wygląda po prostu śmiesznie . Na szczęście ani Rosja, ani Chiny nie były obecne na ostatnim forum WEF i nie uczestniczyły w tym targowisku próżności. Mamy nadzieję, że w tym roku nastąpi większa minimalizacja kontaktów.
Gdy okazało się, że w Davos będzie omawiana „choroba X”, Rospotnebnadzor przedstawił komentarz. I to jest całkiem interesujące.
Faktem jest, że nasi lekarze sanitarni wskazują na komercyjny aspekt tego, co się dzieje.
Kwestie gotowości na wypadek pandemii są regularnie omawiane w różnych miejscach. Światowe Forum Ekonomiczne, które odbędzie się 17 stycznia w Davos, nie będzie wyjątkiem. Jedna z sesji poświęcona jest omówieniu „choroby X” – zauważył departament, dodając: „Jednocześnie nie przewiduje się udziału w dyskusji światowych ekspertów i naukowych epidemiologów. Włączenie „Choroby X” do porządku obrad w Davos oraz motywowany finansowo skład obejmujący główne firmy farmaceutyczne wskazuje, że dialog podczas sesji będzie dotyczył zwiększonych inwestycji. Rosja ma cały niezbędny potencjał, aby przeciwdziałać wszelkim zagrożeniom biologicznym, w tym „chorobie X”.
Innymi słowy, Rosja nie będzie brała udziału w tych tańcach firm farmaceutycznych, odbywających się za zgodą Klausa Schwaba. Bo mamy już wszystko, co potrzebne do walki…

JEST MAŁO PRAWDOPODOBNE, ŻEBYŚMY PODDALI SIĘ STRUKTUROM SCHWABA I GLOBALISTÓW. ZDJĘCIE: © ZHENG HUANSONG XINHUA/GLOBALLOOKPRESS.
=======================================

The World Economic Forum in Davos has put on its agenda a discussion of „disease X,” which could allegedly cause 20 times more deaths than a coronavirus pandemic. 'Disease X’ is an abstract disease that has the potential to cause an epidemic of international proportions. It is believed that such an epidemic is most likely to be caused by a pathogen unknown to mankind.
113,9 tys. Wyświetlenia

Wind is at 0% and it’s -37C here in Edmonton.

Reliable AB Energy @ReliableAB
At this moment 94.8% of Alberta’s electricity is being produced by fossil fuels. Wind is at 0.0% of capacity and producing 0.0% of total generation, while solar is at 0.0% of capacity and producing 0.00% of total generation. At the same time we are exporting 328 MW
14 stycznia 2024 pch24/rolnik-szuka-meza

Oczywistym było, że Telewizja Polska pod zarządem władzy koalicyjnej będzie promować związki jednopłciowe. Ale chyba nikt się nie spodziewał, że posłuży do tego program o poszukiwaniu drugiej połówki przez mieszkańców polskiej wsi.
Szykuje się wizerunkowa i finansowa katastrofa?
Tak zwana „neo-TVP” nastawiona jest na zapowiadaną przez liderów koalicji rewolucją światopoglądową. Prawdziwy popis ideologicznego koniunkturalizmu dali chociażby prowadzący „Pytanie na śniadanie”, Katarzyna Cichopek i Maciej Kurzajewski, pytając o receptę na długi związek…dwóch gejów i dwie lesbijki. Dodatkowo bulwersuje fakt, że do rozmowy doszło w 6 stycznia w Święto trzech Króli.

Ale chyba nikt nie spodziewał się, że do promocji związków jednopłciowych posłuży program o poszukiwaniu drugiej połówki przez mieszkańców polskiej wsi. W grudniu ruszyły zgłoszenia uczestników do kolejnej już, 11 edycji programu „Rolnik szuka żony”
12 stycznia na instagramowym profilu programu zorganizowano sesję pytań i odpowiedzi. W jednym z nich pytano o możliwość udziału osób LGBT. Produkcja odpowiedziała twierdząco, dodając frazę znaną z homoparad: „Zapraszamy, miłość nie wyklucza”.
No cóż, nic nie wchodzi w krew tak mocno jak przejadanie pieniędzy w spółkach publicznych.
Oglądalność TVP pod wątpliwym z prawnego punktu widzenia zarządem lecie na łeb na szyję. Ale udział par jednopłciowych w programie, skierowanym do konserwatywnego, w większości przywiązanego do katolicyzmu i polskich tradycji odbiorcy to już gotowa recepta na porażkę.
Wszak nachalna homo-propaganda nie sprzedaje się nad Wisłą nawet w tak liberalnych stacjach jak TVN. Ze względu na słabe wyniki oglądalności, stacja musiała wycofać się z drugiej edycji „Prince Charming”, reality-show, w którym tytułowy homoseksualista wybiera spośród uczestników drugą połówkę. Program, który miał „przełamywać tabu” i „zrewolucjonizować” polską telewizję, zanim na dobre wystartował, już został zdjęty z anteny.
Pytanie, do kogo planiści TVP kierują swój nowy program?
Źródło: wpolityce.pl / własne PCh24.pl
PR
14 stycznia 2024 czysteogrzewanie

Właściciele budynków zapłacą za emisję CO2 ze spalania paliw kopalnych, podobnie jak (od lat już) płaci energetyka przemysłowa. Od 2027 roku podrożeją węgiel, gaz i olej opałowy – a rok wcześniej wystartuje fundusz wsparcia (hojniejszy niż program Czyste Powietrze) pomagający w termomodernizacji tym gospodarstwom domowym, których na to nie stać.
ETS 2 najmocniej podniesie cenę węgla – o ok. 30% względem dzisiejszej ceny ~1500zł/t. Zarazem nie dotknie w ogóle drewna i pomp ciepła – ale drewno podrożeje pośrednio, przez zwiększony popyt, zaś energetyka wymaga inwestycji, więc nic nie wskazuje, żeby prąd miał wrócić do cen sprzed kilku lat.
Jedyne, co daje teraz pewność stabilnych kosztów ogrzewania na lata – to własne źródło taniej biomasy (np. kawałek lasu). Ale i tu miejscami na przeszkodzie może stanąć uchwała antysmogowa z zakazem palenia drewnem. Ograniczenia w tym względzie wprowadzono w czterech województwach (szczegóły poniżej).
Polski samotny sprzeciw nic nie dał. ETS 2 to już obowiązujące prawo. Za 2 lata wystartuje fundusz wsparcia w termomodernizacji a za 3 lata o tej porze zapłacimy więcej kupując węgiel, gaz lub olej opałowy.
Cel jest szczytny: by nasze domy były zdrowe i tanie w utrzymaniu – zużywały możliwie mało energii, w tym większość ze źródeł odnawialnych. Problem jednak w początkowych kosztach dostosowania się do tego standardu, które przekraczają możliwości wielu Polaków. I choć tym razem w pakiecie przewidziano wsparcie – istnieje obawa, że dotacje pójdą nie tam, gdzie są najbardziej potrzebne, podczas gdy rodziny dotknięte ubóstwem energetycznym mogą utknąć w spirali rosnących cen paliw kopalnych.
Jak na razie o ETS 2 mówi się u nas równie niewiele jak swego czasu o uchwałach antysmogowych. I pewnie analogicznie do tego tematu, wielkie zaskoczenie nastąpi 2. stycznia 2027 gdy pierwsi klienci zobaczą nowe ceny węgla na składach opału.
Opłata emisyjna ETS 2 dotyczy tony wyemitowanego kopalnego CO2 i początkowo ma wynosić max. 45 euro. Ilość CO2 wytworzonego ze spalenia jednostki paliwa jest różna dla każdego z paliw kopalnych. Przeliczając opłatę na jednostki paliwa, przy kursie euro 4,5zł otrzymujemy około:
ETS 2 to nie jest opłata w stałej kwocie – to system handlu emisjami. Jedynie w pierwszych latach (podobno do 2030) ma istnieć hamulec bezpieczeństwa na poziomie 45 euro. Później cena emisji będzie wzrastać.
Na ponoszony koszt opłaty emisyjnej wpływ będzie miała nie tylko sama kwota opłaty, ale także realna sprawność urządzenia spalającego paliwo kopalne. Potencjalnie najgorszą sprawność mają kotły węglowe:
Posiadacze takich kotłów zapłacą najwięcej, bo znaczna część opału się u nich marnuje – a więc muszą go kupić więcej niż potrzeba.
W pakiecie z opłatą ETS 2 przewidziano wsparcie na termomodernizację i ograniczenie zużycia paliw kopalnych dla gospodarstw domowych dotkniętych ubóstwem energetycznym. Jest pewne, że to wsparcie będzie, bo zapisano je w unijnym prawie wprowadzającym ETS 2, ale:
Nie jest źle, ale nie jest też dobrze. Można powiedzieć, że jest średnio: będzie niemałe wsparcie, ale nie wiadomo, czy tym razem wreszcie trafi do tych, którzy go najbardziej potrzebują.
ETS 2 nie wymaga kolejnej wymiany źródła ciepła ani całkowitego odejścia od spalania węgla czy gazu. Jest kilka sposobów znacznego obniżenia zużycia paliw kopalnych poprzez stosunkowo niewielkie inwestycje, przykładowo:
Nietrudno zauważyć, że ETS 2 idzie w poprzek krajowych uchwał antysmogowych: nakłada opłatę emisyjną na gaz – od kilku lat lansowany w Polsce jako „paliwo idealne bo nie dymi!” – a preferuje drewno i inne rodzaje biomasy – u nas okładane kijami ograniczeń i zakazów w imię walki ze smogiem.
Istniejące (obowiązujące i przyszłe) zakazy palenia drewnem w Polsce:
Przepisy zakazujące drewna są efektem mizernej wiedzy dziedzinowej urzędników, lobbingu podszytych gazem „ekologów”, ale przede wszystkim fatalnej, koszmarnej i nagannej kultury palenia drewnem w Polsce. Wystarczy wziąć laika na spacer po dowolnej polskiej miejscowości zimą po godzinie 16-tej, by wrócił z niego jako zwolennik całkowitego zakazu palenia czymkolwiek, z drewnem włącznie.
W Europie palenie drewnem wygląda zupełnie inaczej – zostało ucywilizowane 20-30 lat wcześniej niż u nas. Dlatego UE z zasady nie ma nic przeciw drewnu, pelletowi i innym rodzajom biomasy, zwłaszcza że są to źródła energii odnawialnej pomagające w odchodzeniu od paliw kopalnych.
Uchwały antysmogowe to nie wyrok. Każdą z nich może zmienić odpowiednio duża i zdeterminowana grupa mieszkańców miasta/województwa. Problem w tym, że ludzie najczęściej nic o uchwałach nie wiedzą dopóki nie minie jakiś termin wymiany – albo też nie ma liderów ni organizacji, które by umiejętnie pociągnęły działania na rzecz zmian. Co ciekawe: tacy liderzy i organizacje bez trudu się znalazły przy temacie stref czystego transportu – bo ten temat grzeje znacznie szersze masy do znacznie wyższych temperatur…
Szlak został przetarty w Małopolsce: wiemy już, że obywatelska inicjatywa uchwałodawcza to nie jest właściwa droga zmiany uchwały, bowiem z interpretacji prawa wynika, jakoby tylko zarząd województwa mógł wyjść z projektem zmiany uchwały. A zarząd można zmotywować np. poprzez wystosowanie petycji. Kilka tysięcy podpisów pod petycją sprawi, że zarząd województwa nie będzie mógł jej łatwo zignorować.
Najłatwiejszym sposobem wpływania na kształt uchwał antysmogowych pozostają konsultacje społeczne przy okazji wprowadzania lub zmiany uchwał. To w taki sposób parę lat temu branża kominkowo-zduńska oraz Polskie Forum Klimatyczne zablokowały pomysł całkowitego zakazu palenia drewnem w całym woj. mazowieckim.
Unijne działania ku ograniczeniu zużycia paliw kopalnych najczęściej wyjaśnia się u nas klimatem, bo tak najłatwiej wyśmiać ich sens. Tymczasem to jest tylko jeden z aspektów sprawy.
Rzadko mówi się o tym, że kraje Europy (Polski nie wyłączając) są ogromnie uzależnione od importu paliw kopalnych i płacą za ten import astronomiczne kwoty. Importować muszą, bo własnego gazu i ropy (już / prawie) nie mają. U nas podobnie rzecz ma się z węglem do ogrzewania domów: większość musimy importować i ten stan rzeczy od lat nie zmienia się na lepsze, mało tego: zmienia się na gorsze.
Unia Europejska importuje ponad 90% ropy i ponad 80% gazu ziemnego. Źródło: Eurostat
Poniższy wykres podaje kwoty, jakie Unia płaci za importowane surowce:

Dla porównania: całość wydatków w budżecie Polski na 2024 rok to ~200 miliardów euro a cały unijny fundusz odbudowy po pandemii (u nas znany jako KPO) to ~800 mld euro.
Wartość importu surowców energetycznych do UE – średnie miesięczne. Źródło: Eurostat
Co złego jest w imporcie?
Z powyższych powodów różne kraje Unii Europejskiej od kilkunastu lat podejmowały kroki w kierunku ograniczenia zużycia paliw kopalnych do ogrzewania domów. Przodowały w tym te z nich, którym zaciskała się na szyi pętla wyczerpujących się własnych złóż:
Długo jednak nie było spójnych działań w skali całej Unii. Wszystko zmienił rok 2022. Zależność od importu kopalin zabolała Europę jak nigdy – więc i działania na rzecz rezygnacji z paliw kopalnych nabrały niebywałego przyspieszenia. Jednym z efektów jest właśnie ETS 2.
Również w śpiącej na węglu Polsce importujemy większość węgla zdatnego do domowych kotłowni – to też powinno być jasne po 2022.
Rodzime górnictwo:
Wszystko to razem powoduje, że w ogrzewaniu domów coraz bardziej wisimy na imporcie. Dlaczego tak jest, że nie jesteśmy w stanie pokryć zapotrzebowania na węgiel do domowych kotłów z własnego wydobycia – nie mam pojęcia. Natomiast taki jest fakt, na który my, szarzy konsumenci, nie mamy wpływu.
ETS 2 to kolejny gwóźdź do trumny węgla w ogrzewaniu polskich domów. Jednak ta trumna zbudowana jest z wielu gwoździ i desek.
14.01.2024 bunt-prokuratorow-z-calego-kraju

Na stronie Prokuratury Krajowej pojawiło się oświadczenie prokuratorów regionalnych oraz naczelników wydziałów zamiejscowych ws. działań ministra sprawiedliwości Adama Bodnara. Urzędnicy sprzeciwiają się bezprawnym działaniom nowej ekipy. Treść oświadczenia poniżej.
My, Prokuratorzy Regionalni oraz Naczelnicy Wydziałów Zamiejscowych Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej, kierując się treścią złożonego ślubowania prokuratorskiego oraz nałożonym na nas przez ustawodawcę obowiązkiem ścigania przestępstw i stania na straży praworządności, wyrażamy stanowczy sprzeciw wobec podjętych przez Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego Adama Bodnara, pozbawionych podstaw prawnych działań, zmierzających do nielegalnego odwołania Prokuratora Krajowego Dariusza Barskiego z zajmowanego stanowiska i powołania Pana Jacka Bilewicza na nieistniejące stanowisko pełniącego obowiązki Prokuratora Krajowego.
Podjęte przez Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego Adama Bodnara działania nie wywołują żadnych skutków prawnych. Procedura powołania oraz odwołania Prokuratora Krajowego została precyzyjnie opisana w ustawie z dnia 28 stycznia 2016 r. Prawo o prokuraturze. Stosownie do art. 14. § 1 przywołanej ustawy, Prokuratora Krajowego jako pierwszego zastępcę Prokuratora Generalnego oraz pozostałych zastępców Prokuratora Generalnego powołuje spośród prokuratorów Prokuratury Krajowej i odwołuje z pełnienia tych funkcji Prezes Rady Ministrów na wniosek Prokuratora Generalnego. Prokuratora Krajowego oraz pozostałych zastępców Prokuratora Generalnego powołuje się po uzyskaniu opinii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, a odwołuje za jego pisemną zgodą.
Przedstawiona przez Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego Adama Bodnara argumentacja o pozostawaniu w stanie spoczynku przez Prokuratora Krajowego Pana Dariusza Barskiego jest pozbawiona racji i stanowi jedynie nieudolną próbę uzasadnienia dla działania zmierzającego do obejścia prawa. Pragniemy zauważyć, że przepis art. 47 § 1 i 2 ustawy z dnia 26 stycznia 2016 r. – Przepisy wprowadzające ustawę – Prawo o prokuraturze ( Dz. U. 2016, poz. 178 ), nie przewidywał żadnych ram czasowych jego obowiązywania, a zatem nie przewidziano ograniczeń czasowych jego stosowania. Przepis ten obowiązywał w dacie, w której Pan Prokurator Krajowy Dariusz Barski złożył wniosek, stosowanie do art. 47 § 1 w/w ustawy.
Przepis ten obowiązuje nadal albowiem nie został uchylony, ani też nie do doszło do stwierdzenia jego niezgodności z Konstytucją RP. Przepis ten nie ma charakteru periodycznego, nie ma w jego treści żadnej daty, w oparciu o którą możliwe byłoby przyjęcie czasowych ram jego obowiązywania. Prawodawca przewidział w tej ustawie przepisy, które mogły być stosowanie w określonych ramach czasowych (np. art. 53 § 1), a skoro w art. 47 takiego zastrzeżenia nie wprowadzono, to nie może być ono sformułowane w ramach wykładni prawa. Powyższe zapatrywanie zostało uznane w argumentacji przedstawionej przez Naczelny Sąd Administracyjny w sprawach m.in. NSA I OSK 2234/17, III OSK 4342/21.
Uwzględniając powyższe oświadczamy, iż Pan Prokurator Dariusz Barski w dalszym ciągu pełni funkcję Prokuratora Krajowego, a podjęte przez Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego opisane w niniejszym oświadczeniu działania nie mają mocy prawnej i nie wywołują skutków prawnych.
Prokuratorzy Regionalni
Naczelnicy Wydziałów Zamiejscowych Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej
Źródło:pk.gov.pl
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 14 stycznia 2024 michalkiewicz
Wprawdzie Niemcy borykają się z trudnościami, bo i rolnicy blokują Berlin i notowania kanclerza Scholza pikują, niczym nurkujące Stukasy, a państwo obleźli migranci, z którymi nie bardzo wiadomo, co właściwie zrobić, jakie by tu znaleźć dla nich ostateczne rozwiązanie – ale to są jedne sprawy, podczas gdy na budowie IV Rzeszy roboty idą pełną parą, zwłaszcza na odcinku przerabiania III Rzeczypospolitej w Generalne Gubernatorstwo. Już nikt nie pamięta o zaliczce w kwocie 5 mld euro, jakiej Donaldu Tusku udzieliła Reichsfuhrerin Urszula von der Layen, ale to akurat słusznie, bo to pieniądze mają pójść na zakup wiatraków u Siemensa, który akurat ma 4 mld euro manka, więc co to komu szkodziło, żeby dać Polsce te 5 mld, a za jednym zamachem pokryje się manko u Siemensa, a za resztą sfinansuje pełzający zamach stanu?
Mamy bowiem do czynienia z kulminacją walki o praworządność, rozpoczętej zaraz po pamiętnej, gospodarskiej wizycie Naszej Złotej Pani Anieli Merkel 7 lutego 2017 roku. Przeprowadziła ona osobisty rekonasans, po którym kazała zaprzestać walki o demokrację, a w zamian za to kazała wszcząć walkę o praworządność. Toteż zaraz w marcu 2017 roku wszystkie organizacje broniące na świecie praw człowieków zwróciły się do Komisji Europejskiej, żeby zrobiła z Polską porządek, bo poziom ochrony praw człowieków w naszym bantustanie urąga wszelkim standardom. Ile za to wspomniane organizacje dostały od BND – tajemnica to wielka – ale niemieckim owczarkom z Komisji Europejskiej nie trzeba było dwa razy tego powtarzać. Zaraz tedy, przy pomocy swoich kanałów, na pierwszą linię frontu walki o praworządność, rzucili niezawisłych sędziów – jak przypuszczam – najpierw tych zorganizowanych, do których później przyłączyli się również wolontariusze, podjudzeni do walki o praworządność przez Judenrat „Gazety Wyborczej”, która na tym etapie ściśle koordynuje swoją propagandę z aktualnymi niemieckimi potrzebami.
Organizacją stojącą w awangardzie walki o praworządność jest założona już w roku 1990 – jak tylko wyprowadzony został sztandar PZPR – organizacja „Iustitia”, zwana również „Iniurią”. Jak wielu tajnych współpracowników SB ze środowiska sędziowskiego ta organizacja skupiła – tego nikt dokładnie nie wie, ponieważ środowisko położyło lachę na opowieści naiwnego pana Adama Strzembosza, któremu się wydawało, że ono samo się „oczyści”. Ale po co ono miało się „oczyszczać” i z czego, jak tu Wojskowe Służby Informacyjne od razu zaczęły werbować agenturę w tymże srodowisku, a potem w ślady WSI poszła ABW. Ilu konfidentów zwerbowanych zostało przez nia w ramach operacji „Temida” tajemnica to wielka, podobnie, jak i ta, jaki jest ich udział we wspomnianej organizacji.
Wspominam o tym wszystkim, bo bohaterami dzisiejszej kulminacji walki o praworządność, która zaczyna już wstrząsać fundamentami naszego bantustanu, prowadząc do całkowitego jego obezwładnienia, jak to było w wieku XVIII, są właśnie sędziowie będący funkcjonariuszami wspomnianej organizacji. Oto Sąd Rejonowy dla dzielnicy Warszawa-Śródmieście. Jak tylko vaginet Donalda Tuska został 13 grudnia ub. roku zakrzywoprzysiężony przez pana prezydenta Dudę, zaraz sąd ów wziął i skazał panów Kamińskiego i Wąsika – za rządów „dobrej zmiany” – ministra i wiceministra spraw wewnętrznych na 2 lata więzienia za to, że w roku 2007 agenci CBA, montując „aferę gruntową”, która miała pogrążyć wicepremiera Andrzeja Leppera, spreparowali fałszywą decyzję administracyjną o „odrolnieniu” jakiejś działki na Mazurach. Bezpieczniakom wprawdzie wolno preparować fałszywe dokumenty i posługiwać się nimi – ale tylko takie, które uniemożliwiają ich zdemaskowanie jako agentów: fałszywe dowody osobiste, fałszywe prawa jazdy, fałszywe dowody rejestracyjne samochodów itp. Nie wolno im natomiast fałszować tytułów własności, czy decyzji administracyjnych – a to właśnie zrobili. Wprawdzie pan prezydent Duda obydwu dygnitarzy w 2015 roku ułaskawił, ale zrobił to jeszcze przed uprawomocnieniem się wyroku skazującego, co skłania niektórych skorumpowanych, a utytułowanych ekspertów do podważania legalności tego aktu.
Wszelako inni utytułowani eksperci – bo czegóż to utytułowany ekspert nie stwierdzi za pieniądze – utrzymują, że podważanie legalności ułaskawienia jest bezzasadne, bo prezydent jak tylko chce, to może delikwenta ułaskawić w każdej fazie postępowania karnego. Zatem – niby ułaskawieni, ale skazani. Na podstawie tego stachanowskiego wyroku, sezonowy pan marszałek Hołownia obwieścił, że mandaty poselskie obydwu szubieniczników „wygasły”. Wszelako szubienicznicy, za pośrednictwem sezonowego pana marszałka odwołali się do Sądu Najwyższego – i tu się zaczyna prawdziwy kryminał. Otóż totumfacki pana marszałka, niejaki pan Zakroczymski, miał się namawiać z prezesem Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego, panem Prusinowskim, że tę karną sprawę pan marszałek skieruje właśnie do tej Izby, a pan Prusinowski już się uwinie wedle tego, żeby obydwa odwołania oddalić. Czy jakiś oficer prowadzący to panu Zakroczymskiemu doradził, czy też on sam został wyznaczony do opieki nad sezonowym panem marszałkiem – to nieważne – bo tak się składa że pan Prusinowski też jest funkcjonariuszem organizacji „Iustitia”. To są te kwalifikacje.
Wszystko to działo się przy otwartej kurtynie, ale najwyraźniej nad panem Prusinowskim i panem Zakroczymskim czyjaś Mocna Ręka trzyma parasol ochronny, bo żaden z nich nie został dotąd aresztowany – a myślę, że za samo tak ostentacyjne usiłowanie przestępstwa przeciwko wymiarowi sprawiedliwości powinni być aresztowani obydwaj Aliści wmieszał się w ten burdel prezes Izby Karnej SN, który sprawę skierował do Izby Kontroli Nadzwyczajnej SN, która postanowienie sezonowego pana marszałka Hołowni uchyliła. Natychmiast utytułowani eksperci, a za nimi – wszystkie panienki z vaginetu Donalda Tuska i okolic, wśród nich – moja faworyta, Wielce Czcigodna Anna Maria Żukowska z pierwszorzędnymi korzeniami – zaczęły ćwierkać, że to wszystko nieważne, bo tej właśnie Izbie SN luksemburscy przebierańcy na żądanie niemieckiej BND, na wszelki wypadek, jeszcze przed Bożym Narodzeniem odmówili statusu sądu. W tej sytuacji funkcjonariusz „Iustitii” z Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia,, pan Piotr Maksymowicz, kazał policji obydwu szubieniczników aresztować i wsadzić do kryminału. Policja dostała stosowne papiery 9 stycznia i już-już przystąpiłaby do aresztowania – ale pan prezydent Duda akurat zaprosił był obydwu szubieniczników do Pałacu swego na uroczystość i nawet się z nimi oficjalnie sfotografował. Tedy policyjne radiowozy otoczyły Pałac Namiestnikowski przy Krakowskim Przedmieściu, kontrolując wszystkie wyjeżdżające stamtąd samochody i otwierając ich bagażniki – ale widocznie Wielce Czcigodny minister spraw wewnętrznych w vaginecie premiera Tuska, pan Kierwiński, zwany przez złośliwców „Kurwińskim”, jeszcze nie wydał im rozkazu wtargnięcia do Pałacu Prezydenckiego i zrobienia tam rewizji w poszukiwaniu Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Tymczasem za dwa dni, to znaczy – 11 stycznia – Sąd Najwyższy, a konkretnie – wspomniana Izba Kontroli Nadzwyczajnej SN, która – według luksemburskich przebierańców wcale nie jest sądem – ma orzec, czy wybory 15 października ub. roku były ważne, czy nie. Jeśli orzeknie, że były ważne – to czy vaginet Donalda Tuska zakwestionuje to orzeczenie, jako nie wydane przez żaden sąd – czy hipokryzja mu podpowie, by skorzystać z okazji i siedzieć cicho? Jeśli natomiast orzeknie, że nie były ważne to już dzisiaj, to znaczy – 9 stycznia – były prokurator z czasów pierwszej komuny, a potem – były przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej , pan Wojciech Hermeliński – otwartym tekstem zapowiada, że wtedy będzie „rewolucja”. A podczas rewolucji, wiadomo – „głos ma towarzysz Mauzer”.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
| Magdalena Majkowska Ordo Iuris <kontakt@ordoiuris.pl> Szanowny Panie, gdy piszę do Pana te słowa, w gabinetach nowego polskiego rządu trwają zapewne ostatnie prace nad projektem ustawy, której przyjęcie będzie potężnym, bezprecedensowym uderzeniem w zagwarantowaną konstytucyjnie wolność słowa w Polsce.30 października przedstawiciele Koalicji Obywatelskiej, Polski 2050 i Lewicy spotkali się z aktywistami LGBT, którzy mówili, czego domagają się od nowego rządu. Efektem spotkania było przyjęcie konkretnego planu realizacji postulatów genderystów, którego pierwszym punktem jest wpisanie „mowy nienawiści” do kodeksu karnego. Aktywiści LGBT chcą, by „mowa nienawiści ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową” była ścigana z urzędu. Przedstawiciele nowej władzy przyznają otwarcie, że ta inicjatywa będzie priorytetem i że projekt będzie przedstawiony w przeciągu pierwszych kilku tygodni rządów Donalda Tuska.Dlaczego jest to dla nich tak ważne? Bo dobrze wiedzą, że ich radykalne postulaty spotkają się z powszechną krytyką. Dlatego zanim zaczną wprowadzać prawo budzące sprzeciw – zakażą sprzeciwu.I proszę nie mieć złudzeń, że za „mowę nienawiści” będą karane osoby, rozpowszechniające kłamstwa, oszczerstwa, groźby i wezwania do przemocy. „Mowa nienawiści” to pretekst do cenzurowania wszystkich tych, którzy sprzeciwiają się radykalnej, neomarksistowskiej rewolucji.Minister Barbara Nowacka, zapowiadając projekt, mówiła, że ową nienawiść w ostatnich latach szerzono „z ambony”. To jasna zapowiedź cenzurowania kazań duchownych i nauczania Kościoła! Z kolei Anna Maria Żukowska z Lewicy mówiła wprost: „Każdy, kto jak np. prezydent Andrzej Duda powie, że LGBT to nie ludzie, tylko ideologia – będzie musiał odpowiedzieć za swoje słowa”.Za „mowę nienawiści” będzie więc uznane przekazywanie oficjalnego nauczania Kościoła katolickiego na temat homoseksualizmu (za to przecież został ocenzurowany na YouTube redaktor Paweł Lisicki a Pan Janusz Komenda został wyrzucony z pracy w IKEA), stwierdzenie, że istnieją dwie płcie, że tylko kobiety mogą zajść w ciąże, że „zmiana płci” to okaleczanie narządów płciowych… „Mowa nienawiści” to wytrych prawny, dzięki któremu będzie można cenzurować wszystkich, którzy się nie spodobają rewolucjonistom. I nie ma wątpliwości, że będą to jedynie obrońcy życia, rodziny i wolności, bo przecież dokładnie ci sami ludzie, którzy opowiadają się za zakazem „mowy nienawiści” są jednocześnie zwolennikami likwidacji przepisów zakazujących obrażania uczuć religijnych osób wierzących. Sprawa jest więc prosta – katolików znieważać można, a przedstawicieli środowisk LGBT nie.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przyciskTe zapowiedzi zbiegły się w czasie ze zgłoszeniem do prawników Ordo Iuris kolejnej ofiary radykalnej cenzury ideologicznej ze strony pracodawcy. Sprawa do złudzenia przypomina sprawę Pana Janusza Komendy, zwolnionego z IKEA za sprzeciw wobec narzucania pracownikom wsparcia dla genderowej ideologii. Pan Adam, który zwrócił się z prośbą o pomoc naszych prawników, jest doświadczonym, cenionym inżynierem oprogramowania, który jeszcze w ubiegłym roku z sukcesami rozwijał swoją karierę w polskim oddziale jednej z międzynarodowych korporacji z branży IT. Przez lata ignorował nachalną propagandę LGBT pracodawcy. Jednak gdy w ubiegłym roku wszyscy pracownicy polskiego oddziału firmy otrzymali maila z zaproszeniem na warszawską Paradę Równości, a w ich służbowym kalendarzu wydarzenie to zostało oznaczone statusem „wymagany” – Pan Adam postanowił zareagować. Odpowiadając na publicznego maila, w kulturalny sposób poinformował pracodawcę, że „zapraszanie swoich pracowników na Paradę Równości nie jest w zakresie działalności biznesowej firmy”, bo pracodawca nie jest partią polityczną a poglądy pracowników powinny być ich indywidualną, prywatną sprawą. Co więcej, mężczyzna w jednej z kolejnych wiadomości bardzo wyraźnie zaznaczył, że szanuje każdą osobę identyfikującą się z ruchem LGBT, a jego sprzeciw dotyczy ideologii i programu politycznego tego ruchu. Pomimo tego, najpierw zablokowano mu konto mailowe, by ostatecznie zwolnić go z pracy. W wypowiedzeniu umowy o pracę stwierdzono wprost, że przyczyną rozwiązania umowy jest właśnie wypowiedź Pana Adama na temat ruchu LGBT, która „mogła mieć negatywny wpływ na samopoczucie pracowników LGBTQ”, a jego „światopogląd leży w całkowitej sprzeczności z wartościami, jakimi kieruje się Spółka w prowadzeniu biznesu, a także wpływa niekorzystnie na atmosferę w miejscu pracy”. Dodatkowym argumentem za zwolnieniem Pana Adama był jego udział w dyskusji światopoglądowej na portalu LinkedIn. Gdy prawnicy Instytutu Ordo Iuris zaczęli szczegółową analizę tej sprawy, spodziewaliśmy się, że być może to właśnie w tych dyskusjach padły jakieś ostre i nieakceptowalne słowa, które mogły być istotną przyczyną zwolnienia. Nic takiego nie miało miejsca. Wszystkie dyskusje, w których Pan Adam brał udział były spokojne, rzeczowe i merytoryczne, a jego wypowiedzi nie były dla nikogo obraźliwe czy wykluczające.Pan Adam zgłosił się do prawników Instytutu Ordo Iuris, bo słyszał wcześniej o sprawie Pana Janusza Komendy i wiedział, że to właśnie nasi adwokaci będą mogli zapewnić mu niezbędne wsparcie prawne. Do warszawskiego sądu pracy trafił przygotowany przez naszych prawników pozew, w którym domagamy się przywrócenia Pana Adama do pracy. Jednocześnie zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by obronić obecny standard wolności słowa w Polsce, dzięki któremu nadal możemy skutecznie walczyć w sądach w tego typu procesach. W tym momencie polskie prawo wciąż stoi po stronie wolności słowa. Jednak batalia o wolność słowa wkracza w absolutnie decydującą fazę.Równolegle do zapowiedzi wprowadzenia „mowy nienawiści” do Kodeksu karnego w Polsce, nastąpiło przyspieszenie na forum Unii Europejskiej, która także chce narzucić nam karanie „mowy nienawiści”. W przyszłym tygodniu w Parlamencie Europejskim odbędzie się głosowanie nad projektem, którego celem jest wpisanie „mowy nienawiści” do katalogu przestępstw europejskich. Do wszystkich europarlamentarzystów trafiło już nasze memorandum, w którym zwracamy uwagę europosłów na to, że ściganie niezdefiniowanej „mowy nienawiści” jest nie tylko uderzeniem w wolność słowa ale jest też po prostu kontr-skuteczne, bo kraje, które już penalizują „mowę nienawiści”, są ujęte – zarówno w badaniach OBWE, jak i najnowszych badaniach unijnej Agencji Praw Podstawowych – jako te, które mają najwyższe wskaźniki przestępstw motywowanych nienawiścią. Przygotowaliśmy także analizę ideologicznego raportu o „mowie nienawiści”, opublikowanego w listopadzie przez jeden z komitetów Rady Europy.Wreszcie – kończymy pracę nad publikacją, która będzie doskonałą odpowiedzią na propagandę radykałów, wmawiających Polakom, że sprzeciw wobec zakazania „mowy nienawiści” to popieranie nienawiści. Publikacja w przystępny sposób wytłumaczy, skąd wzięła się koncepcja „mowy nienawiści”. Dla wielu ta publikacja może być przełomowa w zrozumieniu, z czym tak naprawdę mamy do czynienia. Książka ujawnia bowiem jednoznacznie ideologiczne źródła tych cenzorskich idei.O książce, która na pewno otworzy oczy wielu Polakom, napiszę Panu więcej poniżej. Serdecznie zachęcam Pana do lektury całej wiadomości oraz do udzielenia finansowego wsparcia Instytutowi Ordo Iuris, byśmy mogli – także w Pana imieniu – stanąć z odwagą do wielkiej wojny o wolność słowa w Polsce, która wkracza właśnie w decydującą fazę.Od wyniku tej batalii będzie zależeć codzienne życie każdego z nas!Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przyciskAby zapisać się do Kręgu Przyjaciół Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk i wypełnić formularz Dołączam do Kręgu Przyjaciół Ordo Iuris Chcą cenzurować całą Europę!W przyszłym tygodniu Parlament Europejski zagłosuje w sprawie przyjęcia projektu dotyczącego zwalczania „mowy nienawiści i przestępstw z nienawiści”.Urzędnicy unijni chcą, by pojęcie „nawoływania do nienawiści i przestępstw z nienawiści” zostało dopisane do katalogu przestępstw unijnych o transgranicznym charakterze – ściganych obowiązkowo w całej Unii Europejskiej. Obecnie do tego „grona” należą: terroryzm, handel ludźmi oraz seksualne wykorzystywanie kobiet i dzieci, nielegalny handel narkotykami, nielegalny handel bronią, pranie brudnych pieniędzy, korupcja, fałszowanie środków płatniczych, przestępczość komputerowa i przestępczość zorganizowana. Teraz do tych poważnych przestępstw ma dołączyć do dziś nigdzie niezdefiniowana i służąca do cenzorowania konserwatystów „mowa nienawiści”. Jeśli do tego dojdzie – Unia będzie mogła nie tylko nakazać Polsce ściganie „mowy nienawiści” ale także ustanowić w drodze dyrektywy minimalne kary dla jej sprawców.Przyjęcie tego projektu będzie w praktyce oznaczać, że nawet jeśli na poziomie krajowym uda nam się obronić wolność słowa przed zapowiadanym atakiem ze strony rządu – cenzura zostanie nam narzucana odgórnie z Brukseli. Dlatego przed głosowaniem, do wszystkich europosłów trafiła nasza analiza projektu, w której przestrzegamy europarlamentarzystów przed naiwnym poparciem tej zwodniczej inicjatywy, której realnym efektem będzie otwarcie drzwi do radykalnej cenzury ideologicznej wszystkich mieszkańców państw Unii Europejskiej. Jeśli nasza interwencja nie przyniesie skutku i Parlament Europejski przyjmie projekt, będziemy docierać do członków rządów krajowych państw UE, którzy nadal będą mieli możliwość zablokowania tej groźnej inicjatywy na forum Rady Unii Europejskiej. Kolejny ideologiczny raport Rady Europy Przygotowaliśmy także analizę raportu Komitetu Sterującego ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji, Różnorodności i Włączenia Społecznego w sprawie zwalczania „mowy nienawiści”. Raport Rady Europy został opublikowany w listopadzie ubiegłego roku i stanowi zbiór wytycznych dla krajów członkowskich i działających w nich urzędów publicznych, organów ścigania, partii politycznych, mediów, instytucji chroniących prawa człowieka.W raporcie możemy przeczytać, że skala „mowy nienawiści” wzrosła w Europie w trakcie pandemii, która miała być rzekomo przyczyną intensywnych ataków na osoby pochodzenia azjatyckiego, migrantów, uchodźców i mniejszości narodowe oraz po napaści Rosji na Ukrainę, po której doszło – zdaniem autorów raportu – do wielu przypadków nienawistnych ataków na Ukraińców mieszkających w państwach UE. O absurdalności tego raportu najlepiej świadczy fakt, że zdaniem jego autorów pandemia i atak Rosji na Ukrainę spowodowały także wzrost nienawiści do… środowisk LGBT. Komitet rekomenduje, by państwa członkowskie potraktowały walkę z „mową nienawiści” priorytetowo i jako wzór w tym względzie podają… Wielką Brytanię, która już od dawna słynie w całej Europie z dyktatu ideologicznej cenzury. To właśnie w Wielkiej Brytanii aresztowano kobietę, która modliła się W MYŚLACH pod kliniką aborcyjną. Przypomnę też Panu, że w 2021 roku nasi prawnicy pomagali redaktorowi Rafałowi Ziemkiewiczowi, który został – wraz z żoną i córką – zatrzymany na londyńskim lotnisku Heathrow i potraktowany jak pospolity przestępca, bo jak stwierdzili przedstawiciele Brytyjskiego Urzędu do spraw Cudzoziemców głoszone przez Ziemkiewicza poglądy „są sprzeczne z brytyjskimi wartościami i mogą być obraźliwe dla innych”. Co więcej, w piśmie wprost napisano o „wykluczeniu” Polaka ze Zjednoczonego Królestwa. Wcześniej podobnie potraktowano także redaktora Wojciecha Sumlińskiego. Dlatego w naszej analizie raportu Rady Europy podkreślamy, że walka z nieokreśloną „mową nienawiści” nie może odbywać się kosztem fundamentalnych praw naturalnych, gwarantowanych w aktach wiążącego prawa międzynarodowego, składającego się na system praw człowieka. Skąd się wzięła „mowa nienawiści”?Dla każdego, kto na bieżąco śledzi to, co dzieje się dziś w państwach zachodniej Europy od dawna zdominowanych przez dyktat radykalnej, neomarksistowskiej ideologii, jest zrozumiałe, że „mowa nienawiści” to ideologiczny knebel na obrońców życia, rodziny i wolności. Jednak w Polsce nadal jest wiele osób, które dały sobie wmówić, że walka z „mową nienawiści” to szlachetna idea, a każdy kto jej nie popiera, ten jest „paskudnym nienawistnikiem”.Dlatego kończymy właśnie pracę nad książką popularnonaukową, w której ujawnimy prawdziwe źródła koncepcji „mowy nienawiści” oraz cele i skutki jej wprowadzania do debaty publicznej i systemu prawnego. Książka w przystępny sposób prezentować będzie wnikliwą i pogłębioną analizę konsekwencji posługiwania się konstrukcją „mowy nienawiści”.W pierwszej części naszej publikacji analizujemy historyczne i doktrynalne źródła koncepcji „mowy nienawiści”, które doskonale odsłaniają cel i instrumentalny charakter tego pojęcia. Początki współczesnej debaty nad „mową nienawiści” sięgają czasów powojennych, gdy na forum międzynarodowym wykuwał się kształt najważniejszych traktatów praw człowieka. Dziś – kilkadziesiąt lat po tamtych wydarzeniach – wielu może być zaskoczonych, że największymi orędownikami penalizacji „nienawistnych” wypowiedzi były państwa komunistyczne, w których cenzura była na porządku dziennym. To właśnie Związek Radziecki był inicjatorem wprowadzenia międzynarodowego zakazu propagowania „nienawiści” i „faszyzmu”. Wolności słowa pryncypialnie bronili wówczas delegaci państw zachodniej Europy, którzy wskazywali, że niejasność i nieostrość tego typu terminu może prowadzić do cenzurowania wszystkich środowisk i osób, które nie cieszyłyby się poparciem władzy.Związek teorii „mowy nienawiści” – w takim kształcie w jakim znamy ją dzisiaj – z marksizmem nie ogranicza się jednak tylko do cynicznej polityki państw komunistycznych, ale sięga centralnych elementów doktryny marksistowskiej. Wśród ideologicznych konstruktów ostatniego półwiecza trudno odnaleźć schemat bardziej wzorcowy dla „walki z mową nienawiści” niż „tolerancja represywna” – koncepcja czołowego neomarksisty XX w. Herberta Marcuse, który wprost pisał o tym, że „wyzwalająca tolerancja oznaczałaby zatem nietolerancję wobec ruchów prawicowych i tolerancję wobec ruchów lewicowych”.„Mowa nienawiści”? Niezdefiniowana i zbędnaW dalszej części naszej publikacji zwracamy uwagę na to, że „mowa nienawiści” jest terminem, którego nie wyjaśnia żaden wiążący akt prawa krajowego lub międzynarodowego. Próby jego definiowania na własne potrzeby podejmowały między innymi portale społecznościowe. W standardach Facebooka za „mowę nienawiści” uznano między innymi „wyrażenia mówiące o byciu mniej niż odpowiednim”, „wyrażenia mówiące o odstępstwie od normy”, „treści wyrażające odrzucenie, w tym między innymi: nie uznaję, nie lubię, nie zależy mi”. Ta szeroka definicja najdobitniej pokazuje z jak wysokim poziomem dowolności, uznaniowości i arbitralności decyzji o karaniu za „mowę nienawiści” możemy mieć w praktyce do czynienia.Przykładem państwa, w którym walka z „podżeganiem do nienawiści” doprowadziła do radykalnego ograniczenia wolności słowa są choćby Niemcy. W 2017 roku Sąd Okręgowy w Monachium skazał niemieckiego dziennikarza Michaela Stürzenbergera za zamieszczenie w mediach społecznościowych historycznego zdjęcia Wielkiego Muftiego Jerozolimy ściskającego dłoń wysokiego rangą nazistowskiego urzędnika w Berlinie w 1941 r. Prokuratura oskarżyła Stürzenbergera o „oczernianie” i „podżeganie do nienawiści wobec islamu”, pomimo że bliskie relacje między obiema widocznymi na zdjęciu stronami są niekwestionowanym, historycznym faktem.Doskonale znana jest też Panu zapewne sprawa ks. prof. Dariusza Oko, który został skazany za „podżeganie do nienawiści” wyrokiem nakazowym mimo tego, że jego artykuł naukowy opatrzony został szczegółową bibliografią i oparty na rzetelnych i licznych źródłach, których prawdziwość nie była kwestionowana. Finalnie – dzięki zaangażowaniu prawników Ordo Iuris – sprawa zakończyła się ugodą, a prokurator odstąpił od ścigania kapłana, ale ten przykład także doskonale pokazuje, czym kończy się karania za „mowę nienawiści” bez względu na prawdziwość głoszonych tez. Efekt jest taki, że według badań opinii publicznej zaledwie 18 proc. Niemców uważa dziś, że w przestrzeni publicznej może wypowiadać się swobodnie.W naszej publikacji zwracamy również uwagę na to, że osoby, wobec których nawoływano do przemocy lub adresowano oszczercze, znieważające słowa już dziś mogą przecież bronić swoich praw zarówno w postępowaniach karnych, jak i cywilnych. Wyliczamy przepisy obowiązującego w Polsce prawa, które pozwalają dziś na karanie między innymi za groźby bezprawne (art. 119 k.k.) i groźby karalne (art. 190 k.k.), publiczne nawoływanie do popełnienia przestępstwa lub ich pochwalanie (art. 126a k.k.), uporczywe nękanie innej osoby (art. 190a k.k.), zniesławienie (art. 212 k.k.), zniewagę (art. 216 k.k.). Z kolei prawo cywilne pozwala każdemu obywatelowi dochodzić ochrony dóbr osobistych.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przyciskOrwellowska cenzura w Polsce? Wszystko jest w naszych rękachNadal nie jest za późno, by zatrzymać cenzorski pochód lewicowych rewolucjonistów… jednak to już ostatni moment na nasz sprzeciw!Prawnicy Instytutu Ordo Iuris będą – także w Pana imieniu – do samego końca bronić wolności słowa i świadczyć bezpłatną pomoc prawną wszystkim ofiarom ideologicznej cenzury. Ale żeby ta pomoc nadal mogła być bezpłatna, musimy regularnie prosić o wsparcie, zwracając się z apelem o wspieranie finansowe działalności Instytutu Ordo Iuris. Bo każda z opisywanych aktywności naszych prawników to dla nas nieuniknione koszty.Przygotowanie każdej analizy kolejnych powstających projektów prawa międzynarodowego to każdorazowo koszt rzędu 8 000 zł. W tej wiadomości pisałam Panu o analizie ideologicznego raportu Rady Europy oraz analizie projektu wpisania „mowy nienawiści” do unijnych traktatów, która trafiła już do europarlamentarzystów. Przyjęcie tego projektu przez PE będzie oznaczało konieczność przygotowania kolejnych analiz, które będziemy przekazywali europejskim decydentom na dalszym etapie procedowania tej inicjatywy.Musimy się także przygotować na walkę na poziomie krajowym. Lada dzień pojawi się zapewne projekt rządowej ustawy w tej sprawie. Przeanalizujemy jego treść i będziemy interweniować nie tylko u parlamentarzystów, ale przede wszystkim u Prezydenta Andrzeja Dudy, który będzie mógł ten cenzorski projekt odrzucić. Musimy być też gotowi na zorganizowanie społecznego sprzeciwu. Łącznie będziemy musieli się liczyć z koniecznością wydania na całą akcję co najmniej 18 000 zł.Do tego dochodzą postępowania, w których świadczymy bezpłatną pomoc prawną ofiarom ideologicznej cenzury. Na reprezentowanie Pana Adama przed warszawskim sądem pracy będziemy musieli zapewne zarezerwować nie mniej niż 15 000 zł. A to tylko jedna z trwających spraw, w których nasi prawnicy bronią wolności słowa na salach sądowych.Wreszcie – musimy zarezerwować środki na dokończenie, druk i promocję książki o „mowie nienawiści”. Koszty tej publikacji szacujemy dziś na ponad 17 000 zł.Dlatego bardzo Pana proszę o wsparcie Instytutu kwotą 80 zł, 130 zł, 200 zł lub dowolną inną, dzięki czemu będziemy mogli – także w Pana imieniu – stawać w obronie wolności słowa w Polsce.Z wyrazami szacunku P.S. Muszę przyznać Panu, że tempo postępu cenzorskich praktyk w Polsce jest nawet dla mnie zaskakujące. Opisana sprawa Pana Adama to jawny przykład, że już dziś mamy w Polsce do czynienia z cenzurą czysto ideologiczną i światopoglądową. Komentarze, za które Pan Adam stracił pracę nie były w żaden sposób wulgarne, agresywne czy obraźliwe wobec kogokolwiek. Były to zwykłe kulturalne, merytoryczne dyskusje internetowe, w których wszyscy często bierzemy udział – myślę, że również Pan. To oznacza, że podobne problemy może mieć wkrótce każdy z nas. Ale jestem przekonana, że nasza interwencja okaże się skuteczna, bo w tym momencie polskie prawo nadal stoi po stronie wolności słowa. Zróbmy wspólnie co w naszej mocy, aby to się nie zmieniło.Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris jest fundacją i prowadzi działalność tylko dzięki hojności swoich Darczyńców. |
| Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iurisul. Zielna 39, 00-108 Warszawa+48 793 569 815 www.ordoiuris.pl |
Autor: CzarnaLimuzyna , 14 stycznia 2024

Jan Saenredam_after Hendrick Goltzius
——————————
Z pogłębiającego się chaosu i bezprawia najbardziej cieszą się nasi wrogowie. Cieszą się nawet sami Polacy – obywatele znikającej Polski. Najpierw, przez prawie dekadę, cieszyli się wyznawcy Jarosława nie mając świadomości, że czas wypicia nawarzonego w ten sposób piwa nadejdzie za kilka lat. Aktualnie robią to lewicowi fanatycy domagając się od “nowego rządu” kolejnych aktów bezprawia.
W dawnych czasach, podczas karnawału błazen mógł zostać królem, a głupiec wodzirejem (spójrzmy na dzisiejszy sejm). Dawniej, na czas zabawy rozluźniano obowiązujące rygory prawa i normy moralne. Trwało to jednak krótko aż do powrotu normalności. Tym razem jest inaczej. Stan chaosu aksjologicznego nazywany anomią trwa od wielu lat. Prawo nie jest przestrzegane, a zgodnie z zapowiedzią ma być jeszcze gorzej.
Przez dziesiątki lat lewica pod hasłem państwa świeckiego czyli rzekomo neutralnego światopoglądowo usuwała zapisy prawne bazujące na 3 fundamentach: prawie rzymskim, moralności opartej na etyce katolickiej oraz zasadach logicznego myślenia wywodzącego się z greckiej filozofii. Od pewnego czasu za pomocą nowego prawa usiłuje się stworzyć model państwa wyznaniowego w którym dominującym i uprzywilejowanym wyznaniem politycznym jest m.in. neokomunizm z wieloma ideologicznymi odnogami.
Ludzkość od wielu tysięcy lat zna zasady konstrukcji systemów prawno-moralnych bazujących na prawie naturalnym – prawie Bożym. Każde odejście od dekalogu, od zasad etycznych z nim związanych zwiastowało nieuchronną katastrofę – system totalitarny i wiele, wiele ofiar. Każda zmiana zapisu prawa na zapis ideologiczny, negujący głównego prawodawcę, Boga, oznacza katastrofę.
Wymyślanie specjalnych gwarancji prawnych dla quasi religijnych wierzeń, dla dogmatów: o wybranym narodzie żydowskim, o grzechu sodomii jako cnocie, o dwutlenku węgla jako czymś szkodliwym, o prawie do dzieciobójstwa – jest objawem poważnej dysfunkcji rozumu i sumienia.
Nie można obronić prawa, nie broniąc moralności. Obydwie rzeczy wzajemnie się wzmacniają.
Wpisy poważne i satyryczne