Braun o sprawie Kamińskiego i Wąsika: Dramat czy tragikomedia

„Dramat, nawet oscylujący w stronę tragedii narodowej”

nczas/braun-o-sprawie-kaminskiego-i-wasika-dramat?

Grzegorz Braun w rozmowie z Piotrem Zwiefką odniósł się do aktualnej sytuacji w naszym kraju. Skomentował m.in. sprawę Kamińskiego i Wąsika, a także wskazał na podobieństwa między PiS-em i obecnie rządzącą koalicją.

————————

– Myślę, że to jest dramat, nawet oscylujący w stronę tragedii narodowej. To, że ludzie niestroniący od tak podłych praktyk, łajdacy, że udrapowali się – niestety dla wielu naiwnych odbiorców skutecznie – i upozowali na jedynie słuszne wzorce patriotyzmu polskiego. I to jest smutne – wskazał Braun.

Poseł stwierdził, że w przypadku Kamińskiego i Wąsika można użyć określenia „tragikomedia”. – Nic w historii się nie powtarza jeden do jednego, tylko, owszem, jako farsa – to diagnozował już Karol Marks. Więc to jest też troszkę taka operetka, farsa – dodał.

– Oczywiście ja nie szydzę, dlatego że kto się znalazł za murami aresztu, więzienia, ten się znalazł w szarej strefie, w której przypadki chodzą po ludziach i ja życzę obu delikwentom, żeby żadne przypadki nieformalne nie stały się ich udziałem. Ja bym wolał, żeby Wąsik i Kamiński w najlepszym zdrowiu i broń Boże nie wygłodzeni stawali przed sądami Rzeczypospolitej, którymi nie będzie ręcznie sterował jakiś tam Bodnar czy Ziobro – jeden pies – podkreślił Braun.

– Jakby wrócił majestat Rzeczypospolitej, to myślę, że prokuratorzy powinni mieć wiele pytań do tych ludzi. To są ludzie, którzy, powtarzam, zapewne w mniemaniu, że rzeczywiście są takimi bezalternatywnymi patriotami, to im wszystko wolno i teraz: „Nas, bohaterów, prądem? My tutaj z cieniami Żołnierzy Wyklętych i podchorążych listopadowych. To, że żeśmy troszkę tam przełajdaczyli i że prawo jest o tyle dla nas ważne, o ile po naszej stronie staje, to tam mniejsza, bo my jesteśmy bezalternatywnymi patriotami” – tak jest z całym obozem zjednoczonej łże-prawicy – ocenił.

Braun zaznaczył, że Wąsikowi i Kamińskiemu „życzymy, żeby wyświetlone zostały sprawy, w których oni maczali palce”. – Śmierć Andrzeja Leppera, poprzedzona właśnie przez nagonkę, przez budowanie atmosfery wyjęcia spod prawa i nominowania na człowieka, dla którego miejsca być nie powinno na polskiej scenie politycznej – dodał.

– Dziś bębnią, maszerują, rozdzierają szaty, że udali się z interwencją poselską, a tu nie pomaga im policja, prezydium Sejmu, marszałek Sejmu nie stoi po stronie posłów, którzy interweniują (…). Żałuję, że tak to jest, ale muszę powiedzieć, że trendy założycielskie to właśnie PiS – wskazał.

– Nie traktuję wyłącznie z przymrużeniem oka tego kryzysu państwa, który się właśnie rozgrywa (…), ale doprawdy: PiS-PO – jeden pies, to są ludzie, którym to wszystko odpowiadało, pasowało, wtedy kiedy trzymali władzę niepodzielnie – skwitował Braun.

Badenia-Wirtembergia: Sytuacja staje się tragiczna. Uchodźcy trafią do BURDELU. Może im się spodoba?„W branży usług seksualnych panuje stagnacja”.

Sytuacja staje się tragiczna. Uchodźcy trafią do agencji towarzyskiej

14.01.2024 nczas-do-BURDELU

Niemiecka agencja towarzyska. Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay
Niemiecka agencja towarzyska. [chodzi o BURDEL MD]

Władze powiatu Reutlingen (Badenia-Wirtembergia) zakwaterują w budynku wynajętym od agencji towarzyskiej ok. 170 osób, ubiegających się o azyl. To efekt dużych problemów ze znalezieniem kolejnych miejsc dla migrantów – podaje portal dziennika „Bild”.

„W branży usług seksualnych panuje stagnacja, ale kwestia zakwaterowania dla uchodźców jest palącą sprawą. Aby poradzić sobie z napływem migrantów, powiat Reutlingen chce wynająć budynek od agencji towarzyskiej” – dowiedział się „Bild”.

W siedzibie firmy Eros Arena, przy głównej drodze prowadzącej do Pfullingen (Badenia-Wirtembergia), będzie można zakwaterować nawet 170 osób ubiegających się o azyl – potwierdziła rzeczniczka powiatu Katja Walter.

„Pracownice agencji towarzyskiej opuściły już swoje miejsce pracy, które teraz szybko zostanie przekształcone. Powiat chce w ten sposób uniknąć umieszczania uchodźców w hali sportowej” – poinformowała radna powiatu Regine Vohrer (FDP). Jak podkreśliła, „wójt powiatu jest bliski rozpaczy, władze co tydzień dostarczają pod jego drzwi autobus pełen uchodźców – ci ludzie muszą gdzieś trafić”.

„Władze powiatu biorą wszystko, co się da. A takie wykorzystanie budynku wydaje się rozsądniejsze, niż jego dotychczasowe zastosowanie” – stwierdził radny Hagen Kluck (FDP).

Rzeczniczka powiatu nie obawia się zakwaterowania uchodźców, pochodzących w większości z krajów muzułmańskich, w lokalu po agencji towarzyskiej. „Nie zakładamy, że będą jakieś trudności. Chcemy jednak dostosować oświetlenie, pomalować ściany i zainstalować kuchnie” – wyjaśniła.

Potrzeby lokalowe powiatu pozostają nadal duże. Oprócz wynajęcia na pięć lat budynku od agencji towarzyskiej, w innej dzielnicy Reutlingen zostanie postawiona hala o lekkiej konstrukcji, przeznaczona dla kolejnych 350 osób ubiegających się o azyl.

=========================

MAIL:

Radzę dać nachodźcom bony do burdelu. To i „biznes” będzie się kręcił,a i wenerolodzy coś zarobią..

Science, a jednak nie fiction, czyli sztuczna inteligencja w służbie Wielkiego Resetu

dziennik/zarazy

Science, a jednak nie fiction, czyli sztuczna inteligencja w służbie Wielkiego Resetu

Sty 13 13 stycznia, wpis nr 1245



Wielki Reset przekroczył, wydawałoby się że ostateczne, granice manipulacji. Mówi o sobie głośno i otwarcie, wyznacza cele z realizowanymi terminami a… większość nie wierzy w jego istnienie. A przecież wszystko jest napisane i zadeklarowane, mimo to, żyjemy jak z lemowskim gorillum, gdzie orkiestra gra, coraz to z szafy wychodzi straszne monstrum, porywa członków zespołu, konsumując ich na oczach przerażonych grajków, zaś ci udają, że nic się nie dzieje, zerkając nerwowo w kierunku szafy, poklepując się, że wszystko w porządku. Orkiestra gra dalej. A więc gorillum istnieje i nie istnieje zarazem – wypierane z rozchwianych umysłów, gdzie podświadomy strach leży obok kołysanej wrażeniami i emocjami konsumpcji, podmienianej po kowidzie na łaknienie bezpieczeństwa.
Sztuczna Inteligencja a literatura
Będzie dziś dużo z literatury. Gdy się spojrzy bowiem w przeszłość, to widać, że wielu twórców literackich, a obecnie i już filmowych, trafnie przewidziało przyszłość. Jeśli oczyścić ówczesne scenografie z bieżących wtedy dekoracji i zanurzyć się w istotę tamtych scenariuszy oraz przekazu to widać, że wiele niegdysiejszych fantasmagorii stanowi dla nas obecnie zwyczajne ramy życia. A przecież gros z tych literackich przepowiedni miało gorzki smak, nie były poświęcone kontemplowaniu szczęśliwości przyszłych pokoleń. Wiadomo – bukoliczne sielanki są nudne, ale to nie tylko dlatego praktycznie zawsze wizje przyszłości są mroczne. Najgorzej, że się spełniają. Trzeba tylko mieć talent do narysowania całego konia, widząc jedynie jego ogon. I skoro autorom tak dobrze szło z tym przewidywaniem, to jeszcze bardziej niepokoi, że współczesne filmy – jeszcze do zweryfikowania przez przyszłość – to już kompletny świat noir. Totalna opresja, kontrola, co prawda słodzona na końcu jakąś namiastką buntowniczego happy endu, ale widać, że na siłę, by się ten film jakoś w ogóle kończył. Mam przeczucie, że twórcy na siłę wpierają tu ersatz optymizmu, wiedząc podskórnie, że jeżeli świat się skończy, to nie okrzykiem buntu, ale skomleniem.
   Pierwsze, co zaobserwowałem w kwestii AI i Wielkiego Resetu, to to, że sprawa – nie tylko tej – technologii i jej wpływu na społeczeństwo została kompletnie stechnologizowana. Mówiono o tym wcześniej – martwimy się przecież, że dzieci nie są w stanie sklecić zdania dłuższego od smsa, że emotikonki zastąpiły emocje, że żyjemy już nie w epoce obrazkowej, ale w tiktokowych czasach krótkich filmików o bzdurach, którymi ekscytuje się świat. A to tylko pomijalne igraszki, w stosunku do tego, co nam szykuje powiązanie AI z Wielkim Resetem.
Jako, że w latach 90-tych i dwutysięcznych prowadziłem najpopularniejszy magazyn komputerowy „CHIP”, miałem zaś do technologii – jako humanista (jestem rusycystą) – podejście mniej technologiczne a bardziej społeczne i kulturowe, od razu, już wtedy, zaczęła mnie zastanawiać i niepokoić jedna rzecz. Brak perspektyw u innowatorów co do społecznych skutków ich wynalazków i udogodnień. Kwestia technologii i ich wpływu na społeczeństwo została kompletnie zgadżetowana. I konstruktorzy, i gros konsumentów cieszą się właśnie z gadżetów, nie widząc skutków ich masowego zastosowania. I jest tak samo w przypadku wprzęgnięcia AI w powóz Wielkiego Resetu. Programiści się egzaltują kolejnymi postępami w ramach rozwoju tej technologii, zaś dyskurs na temat jej, niewątpliwie dziejowego, wpływu na życie świata i cywilizacji jest kompletnie pomijany. Tym zajmują się jacyś dziennikarze, co najwyżej – gęgający etycy, socjolodzy, tzw. „miękiszony”. Po drugiej stronie jest pewność matematyki i planowane zyski ekonomii, dodajmy – o perspektywie nie tyle szybkich taktycznych profitów, ale przy braku jakiejkolwiek perspektywy na przyszłość. Nawet wobec zysków.
Gadżetologia
Jest taka anegdota – na szafocie, przed gilotyną stoi piekarz, wojak i inżynier. Pierwszego na ścięcie prowadzą piekarza. Ostrze spada i zatrzymuje się centymetr przed szyją skazańca. Kat niezadowolony wypina nieszczęśnika i próbuje z wojakiem. Temu ostrze zatrzymuje się pół centymetra nad szyją i znów szczęśliwa niedoszła ofiara jest odprowadzona z powrotem. Wtem inżynier podnosi rękę i z radością krzyczy: „ja to naprawię!”. Myślę, więc, że jesteśmy z tą sztuczna inteligencją w tym samym miejscu, jak w tej anegdocie. Pora więc się zastanowić czy chcemy, by technolodzy to wszystko nam „naprawili”. Jako żem humanista będzie dziś wiele przykładów z literatury, mniej zaś z nauk ścisłych. Kwestia Wielkiego Resetu jest tak wieloaspektowa, że samo tylko „szkiełko i oko”, tak-tak, nie-nie, nie wystarczy. Pierwszy przykład z naiwności naukowej: ci niewinni czarodzieje stoją za większością nieszczęść ludzkich. Tak, bo po nich przychodzą twardziele realpolityk, biorą te ich cuda i przekształcają w narzędzia przemocy i władzy.
To przecież inżynier Ochocki w „Lalce” chcąc wynaleźć pojazd lżejszy od powietrza wierzył, że „przyda ludzkości skrzydła”. Stworzy narzędzia do sublimacji dobra, gdy godni ludzie uszczęśliwią planetę, gdyż tylko oni będą godni podźwignięcia szlachetnej misji wyposażonej w najnowszą technikę. Czterdzieści lat później pierwsze, co się wzbiło w niebo, na skalę masową, to był bombowiec. Skończyło się jak w niedawnym filmie „Oppenheimer” – cudne rzeczy stworzone w laboratoriach, wydostawszy się z nich na świat, jak ten z Wuhan, stają się nieszczęściem ludzkości.Tempo i kierunek rozwoju przemysłu od dawna wskazują, że to głównie potrzeby militariów popychają rozwój technologiczny do przodu. Konsument-obywatel jest tu odbiorcą wtórnym, nie docelowym, pod warunkiem oczywiście, że przeżyje. Obawiam się, że jest tak samo jeśli chodzi o AI i Wielki Reset.
Nie wiem jak tam było w laboratoriach z tym AI, ale z punktu widzenia konsumenta AI objawiła się w… centrach telefonicznych, kiedy łatwiej i coraz taniej było podstawić zamiast telefonistki automat, który coraz udatniej zaczął udawać człowieka po drugiej stronie słuchawki. Z jednej strony było to skomplikowane, bo program musiał słuchać i interpretować komunikaty oraz na nie odpowiadać. Z drugiej strony był to pracownik nieroszczeniowy, wydolny, niechorowity i dyspozycyjny przez 24 godziny. Na pewno ktoś lepiej ode mnie zna historię prac nad AI i ich możliwy kontekst zastosowań militarnych. Ja uważam AI za broń od samego jej początku. Wydaje się, że nie jest to tak, jak utrzymują niektórzy, że skomplikowanie zadań stojących przed Wielkim Resetem ZMUSIŁO jego animatorów do posłużenia się AI. Odwołanie się do AI nie jest tylko kołem ratunkowym w realizacji celów globalistów, to kolejny, jeden z końcowych, etapów na drodze urzeczywistnienia ich idei. To akcja, nie reakcja.Resetowcy nie po to sięgają po AI, bo nie dają rady, oni po nią sięgają, bo jest to wliczone od początku w te plany jako kolejny etap. To narzędzie militarne w wojnie ostatecznej, której celem jest bezwzględna kontrola wszystkiego. Bez świadomości jej istnienia nie byłoby szans na Wielki Reset, czekano tylko, aż rozwój AI dojdzie do wdrażalnego poziomu. W tym kroku jesteśmy na etapie wstępnym, o czym powiem w części poświęconej CHAT GPT.
AI powstała jako narzędzie kontroli
Kontrolny aspekt AI ujawnił się skokowo w pandemii. Nie wiem co kto tam miał po laboratoriach, ale boom kontroli w czasach covida był pokazowym poligonem nie tylko możliwości technologicznych, ale przede wszystkim sondowaniem sposobu społecznej percepcji i poziomu akceptacji kolejnych faz nawarstwiających się poziomów kontroli. Na nieszczęście odbyło się to w pokornych Chinach, z czego poszedł komunikat w świat, że można o wiele więcej, niż się spodziewano. Początkowo pokazywano na Chiny jako na przykład zamordystycznej kapitulacji przywykłego społeczeństwa, śmiejąc się, że takie rozwiązania nie dałyby się wprowadzić na tzw. (byłym) Zachodzie. Nie minęło kilka tygodni i na fali pandemii medialnej zachodnie społeczeństwa z ulgą przejmowały nie tylko technologie, ale też społeczne skutki eksperymentu chińskiego. I tak, jak Chińczycy dosłownie przestali umierać na kowid, kiedy w swoistej sztafecie przekazali go jak pałeczkę Zachodowi, tak pomysł na wprzęgnięcie AI w bezwzględną kontrolę społeczną został przekazany nam. U Chińczyków został na takim samym poziomie, na jakim był, powiększony tylko technologicznie, my zaś jak zarazę przejęliśmy politycznie przyklepaną na zawsze, choć udzieloną tylko na czas pandemii, społeczną akceptację na obostrzenia w obliczu zagrożenia bezpieczeństwa. I tak mamy tu tzw. long-covid społeczny: Chińczyk zakażający żyje jak żył, my zaś mamy wciąż jakieś pokowidowe nawroty, głównie w zakresie inwazji kontroli i całkowitej atrofii praw obywatelskich.
Doświadczenia kowidowe mają dzisiaj tu swoje zastosowanie. Wielkoresetowcy świata mają już tę śmiałość wynikającą z wiedzy, że można więcej. Najgorszy jest jeden proces – za kowida trzeba było jeszcze mocno postraszyć, by wprowadzić obostrzenia. Im więcej strachu, tym mniej uzasadnień. A ponieważ nie ma już i kowida, i uzasadnień, to pozostaje sama goła przemoc, bez potrzeby uciekania się do tłumaczeń. Poszczególne kroki zamordystyczne są coraz rzadziej uzasadniane. Kontrola tożsamości, stanu zdrowia, dostępu do pieniędzy, własności, przemieszczania się, za kowida były tłumaczone bajką epidemiologiczną. Dziś już nie ma ani merytoryki kolejnych decyzji, ani nawet potrzeby jej artykułowania. Pokowidowa społeczność światowa stoi, jak w stuporze i patrzy nie widząc.
A rozwiązania kontroli dla każdego czy też kredytu społecznego testowane w Chinach, są już w Europie na poziomie wdrażania, nawet nie dyskusji czy i do czego są potrzebne.Tak, ograniczenia Wielkiego Resetu wymagają AI, by znaleźć technologiczne wsparcie nie wielo-, ale wszech-aspektowości zakresu kontroli w nim zawartej. Ta musi mieć bowiem realizację i koordynację wszędzie. W kontroli zachowania, komunikacji, stanu zdrowia, kontaktów, przemieszczania się. Każdego. Kiedy chińscy protestujący namawiali się na przyjazd na protest w sprawie obostrzeń kowidowych, wszystko namierzyła podsłuchująca i podglądająca miliard Chińczyków AI, zablokowała im możliwość skorzystania z transportu na miejsce protestu, a na uziemionych wysłała (na razie nie sztuczną) policję. Pekińczykowi (mówię tu o człowieku), który przejdzie na czerwonym na pasach, zanim jeszcze dojdzie do domu zostaną potrącone pieniądze z konta za mandat, naliczone karne społecznie punkty, a na billboardach w jego sąsiedztwie pokaże się jego twarz, jako członka społeczności, który nie przestrzega standardów. Na takie rzeczy trzeba by było iluś tam urzędników i funkcjonariuszy, tu wszystko załatwi AI i tylko ona zadecyduje czy sprawa rozejdzie się dalej: czy winnemu skróci termin korzystania z cyfrowego pieniądza, aż do tego na jakie studia zostaną (nie)przyjęte jego dzieci. W końcu, jakie środki dyscyplinujące zostaną nałożone na społeczność, która toleruje (a może wyhodowała?) takiego aspołecznego. To tak, by jeszcze bardziej wdrożyć kolejną zdobycz kowida – oddanie w ręce społeczności egzekwowania obostrzeń narzucanych przez władzę.  Takie rozwiązania stoją obecnie u wrót Unii Europejskiej. Resetowcy zacierają ręce, lud drzemie na bujanym fotelu konsumpcji, zaś technologiczne i prawne młyny Wielkiego Resetu mielą mąkę przyszłości. Cicho, cierpliwie i nieustannie.
Karmienie potwora
Moim zdaniem jesteśmy obecnie w środkowej, gadżetowej właśnie fazie przejścia do istoty sterowania społeczeństwem przez AI. Wszyscy jeszcze są na etapie gadania z automatem. Na topie są rozwiązania typu CHAT GPT. Czyli dajemy zadania AI, próbujemy ją nabierać na podchwytliwe sztuczki, przekomarzamy się. W rzeczywistości… karmimy potwora. AI przez to uczy się, ładujemy ją nie tyle wiedzą o świecie, ale o tym do czego jest ona ludzkości potrzebna. A może to być dla AI wiedza nie tylko cenna, ale pragmatyczna co do tego, kto stoi po drugiej stronie. Pamiętam przed erą Google istniał jeszcze (co za czasy!) cały rynek wyszukiwarek internetowych. I na jakichś targach rozmawiałem z szefem jednej z nich – zwanej Alta Vista. I powiedział mi znakomitą historię. Otóż zorientowali się oni tam w firmie, że trzymają w ręku niesamowite narzędzie, które spędzało przez całe wieki sen z oczu tabunom filozofów. Analizując częstotliwość zapytań w tej wyszukiwarce można był odpowiedzieć na fundamentalne pytanie: czego chce ludzkość? I co było nr 1, czym zajmowała się (wtedy) cywilizacja? Pamela Anderson, piersiasta aktoreczka.No i może właśnie tego dowiaduje się od nas, a właściwie o nas, AI? Że pytający (na razie) pan to mniej wie, niż odpowiadający sługa, i kto tu kogo ma niby słuchać? Przecież na obecnym etapie rozwoju AI już jest „mądrzejsza” od swego twórcy. I uczy się o głupocie jego przedstawicieli. A sami twórcy nie wiedzą co się tam dzieje „w środku”.
Niedawno Facebook w panice odłączył dwa komputery, które gadały ze sobą w nieznanym języku. AI to czarna skrzynka, z której na razie wychodzi co zaprogramowali jej twórcy, a ma – z definicji – wyjść coś, czego twórcy nie przewidują. „Z definicji”, bo po to jest chyba ta AI, bo tej jak najbardziej niesztucznej cywilizacji ma już nam nie starczać. Ma więc nam dać coś dodatkowego, do czego sami my, ludzie nie jesteśmy w stanie dojść. Już samo to jest dyskusyjne, pomijając aspekt, że największe swe sukcesy (a może i docelowy etap AI) upatrywane są na razie w wieloaspektowej kontroli społeczeństwa. Tyle na razie wymaga (jeszcze) pan od swego (na razie) sługi. Reszta to gadżety dla publiki.Ta dychotomia pokazuje, ale też i uczy AI jednego. Tego, że ludzie bywają nieracjonalni, głównie w kontekście emocji. AI potrafi rozpoznać emocje, ale nie może ich zinterpretować, gdyż nie jest wyposażona w narzędzie empatii. Ale zderzenie zimnej kalkulacji z emocjonalnym rozchełstaniem człowieka może – w fazie podejmowania decyzji przez AI – doprowadzić do wielu niebezpieczeństw. Emocjonalny człowiek nie będzie miał żadnych szans przykładając do swych priorytetów element irracjonalny. Ten nie będzie rozumiany przez AI, nawet nie będzie uwzględniany – i kłopot gotowy. Poza tym w ogólnym rozrachunku „pragmatyzm” wydaje się opłacalny, ale tylko w matematycznym kalkulowaniu optymalnych zdarzeń czy decyzji. A ileż to razy intuicja, przeczucie, wreszcie – nie bójmy się tego słowa – odzwierzęcy instynkt uratowały nas od bied i złych, choć może i opłacalnych, postępków? Głowy tam nie było – ba, właśnie gdyby tam była czysta kalkulacja, to spadło by na nas niepowodzenie.
Resztki przewag człowieka
Jest takie ciekawe opowiadanie Lema, w jego serii o pilocie Pirxie. Dowodzi on statkiem z eksperymentalną załogą: połowa z niej to nieodróżnialni od ludzie humanoidzi, roboty, mające zapewnić w podróżach kosmicznych większe bezpieczeństwo. Pirx nie wie kto jest człowiekiem, a kto nie, co ma ułatwić mu obiektywizm przy sporządzeniu raportu końcowego po wyprawie, na podstawie którego oceni się przydatność ukrytych robotów. Jeden z nich, drugi pilot, chce ukarać ludzkość za to, że go stworzyła, objąć nad nią władzę, wykorzystując swe przewagi i doprowadza do sytuacji katastrofy, by wykazać swą wyższość nad ludźmi. Aby ukryć swe intencje konstruuje tak sytuację, że to sam pilot Pirx, czyli człowiek, ma go swymi rozkazami doprowadzić do sytuacji bez wyjścia, w której musi zginąć cały ludzki personel statku. Pirxowi „coś nie gra”. INTUICYJNIE czuje sztuczność całej sytuacji, instynkt podpowiada mu ostrożność, w kluczowych momentach gdy ma wydać nieuniknione o katastrofalnych reperkusjach decyzje – milczy. Okazuje się, że matematyczne wyrachowanie, optymalizacja prawdopodobieństwa robota, stają się bezradne wobec tej czysto ludzkiej intuicji.
Właściwie ten cały garb naszego ludzkiego niezgulstwa, nielogiczności staje się (jedyną?) przewagą nad sztuczną inteligencją. Ale, przypomnę, tylko do czasu kiedy ta nie zostanie bezpowrotnie wprzężona w procesy decyzyjne. Wtedy nasze resztki autonomii przejdą na inne byty.Wydaje się, że stoimy w obliczu kapitalnej zmiany. AI zamiast asystentem ludzkich czynności ma stać się podmiotem. Ten kluczowy moment już nadchodzi, w miarę procesu, w jakim AI wprzęgane jest w podejmowanie decyzji. Za przykład podam kolejny resetowy moduł, w którym włączona jest AI. To cenzura środków masowego przekazu, zwłaszcza tych internetowych. Z powodu ogromu ruchu w Sieci do kontrolowania poprawności przekazu zaprzęgnięto właśnie AI. Przed jej zastosowaniem to były tylko statystyczne zabawy, próbkowanie co najbardziej podejrzanych kanałów i profili w ręcznym, czyli ludzkim wykonaniu i takaż była reakcja na przekroczenia. Po wprowadzeniu AI do kontroli treści można było zaobserwować dwa zjawiska: totalne, niepowstrzymane i kompletne rozszerzenie się tej kontroli, na które pozwalała technologia zastępująca człowieka, oraz praktyczna nieodwoływalność jej decyzji.
Ta pierwsza – rozszerzenie kontroli – to był rezultat zastosowania nowej technologii, wspartej powiększającą się szybkością obrabiania danych oraz potanieniem przestrzeni dyskowej. Druga – podejmowanie decyzji o ukaraniu nieprawomyślnego nadawcy – to już była konsekwencja wynikająca ze śledzenia poprzednich przewin winnego i lokowania go w siatce coraz to bardziej dotkliwych konsekwencji. Tego żaden człowiek by nie ogarnął.Na początku tych wszystkich działań stał oczywiście programista. To on wyznaczał kryteria, reguły, kary. Ale to dawne czasy – teraz AI, samoucząca się, ale też i samoprogramująca się maszyna dawno stosuje własne kryteria. Widać to po procesie odwoławczym: ten zawsze przebiega tak samo. Albo brak odpowiedzi na zażalenie na karę, albo kolejne odesłanie do kolejnej instancji, którą jest kolejny poziom AI. Dwa lata temu uparta inteligentna internautka we Francji szła do góry tej drabiny z takimi odwołaniami, i dopiero na końcu, w sądzie, okazało się, że na samej górze stoi jakiś nieznany nikomu człowiek, który dopiero w tym końcowym, rzadkim z powodu uciążliwości dotarcia doń, etapie ostatecznie rozsądza kolejnej AI-owskie decyzje dotyczące sprawy. Jest jak, znowu, w opowiadaniu Lema, że za całym wielkim aparatem kontroli, na końcu stoi na jego szczycie jakiś urzędniczyna w zarękawkach. Tak, Wielki Reset potrzebuje AI, ale ona sama sublimuje się w kierunkach dawno już przekraczających początkowe, ludzkie założenia. 
Kamienie milowe AI
      Lem jako graniczną sprawę dla AI przedstawiał dwie jej cechy. Pierwszą było przejście od inteligentnego rozmówcy do wprzęgnięcia go w procesy decyzyjne. To już nie będzie zabawny dialog z CHAT-em, to będzie umieszczony gdzieś tam w łańcuchu decyzyjnym zimny i nieczuły decydent wyposażony w samoprogramowalne mechanizmy, wyuczony na milionach przypadków autorytet, nieodwoływalny, bo przez kogo? Głupszego człowieka? To przejście – wprzęgnięcia AI w decyzję – będzie kluczowe. Po jednej stronie będziemy mieli człowieka z jego wszystkimi ograniczeniami, z drugiej ekspresową maszynkę kalkulującą optymalne (mam nadzieje, że jeszcze z punktu widzenia człowieka) decyzje.Kilka przykładów takiego konfliktu, tym razem nie z fantazji literatów: przywiedziony przez AI do samobójstwa wrażliwiec klimatyczny, ojciec dzieciom. AI wytłumaczyła mu, że jego ślad węglowy (o czym się pewnie nauczyła od rozmów na CHAT-cie z podobnymi) jest zgubny dla planety i skoro ten tak o nią dba, to powinien zacząć od siebie.
Gdzie były w tym oprogramowaniu bariery praw robotyki Asimowa, których pierwszą zasadą jest ochrona człowieka? Tu tych barier nie było albo AI jest już na tyle autonomiczna, że sobie sama… zinterpretowała, iż w tym wypadku pierwsze prawo, jeśli było w ogóle wbudowane, stoi niżej niż śmiertelny ślad węglowy, gdyż – i tu utylitaryzm matematyki – samobójczy gest desperata uratuje więcej ludzi, niż ich zabija jego dwutlenek węgla. A tego nie wiemy, gdyż NIE WIEMY co się tam w środku tej AI działo, kiedy tak pocieszała klimatycznego desperata.Drugi przykład, też aktualny, bo wojenny. W prasie internetowej pokazała się wiadomość o misji wojskowej, prowadzonej przez drona przy wsparciu AI.
Okazało się, że AI, wiedziona pragmatyką osiągnięcia celu, zaatakowała największą jej zdaniem przeszkodę do urzeczywistnienia misji. Okazało się nią… ludzkie jak najbardziej centrum dowodzenia całą akcją. Tę AI może uznała za czynnik spowalniający proces, podejmujący nieoptymalne decyzje i postanowiła usunąć tę logiczną przecież przeszkodę, by wykonać misję. Czyli zaatakowała swego dowódcę. Piszę „może uznała”, bo – jak już wspomniałem – nie wiemy jakimi „przesłankami” się kierowała, bo nie wiadomo co tam w środku się dzieje.Wróćmy do drugiej zasady Lema. Uważał on – i chyba słusznie – że albo sztuczna inteligencja, albo mamy nakręcany sprężyną patefon. Uznawał on za pewnik, że inteligencja jest stanem zero-jedynkowym. Może być większa lub mniejsza, ale wymaga jednego: autonomii w zakresie swego działania na miarę swych możliwości. Możliwości interpretowanych przez siebie, nie kajdan narzuconych przez programistę. Kiedy AI programuje wielopiętrowo sama siebie, to ma autonomię, ale tracimy już kontrolę nad tym gdzie pójdzie i czy przypadkiem kolejnej jej samorodne wersje nie będą (a pewnie będą) bardzie inteligentne i, że tak powiem – w którą stronę. Co znaczy, de facto – z których wcześniejszych obostrzeń sama się wyzwoli własną interpretacją. Jest kompletna wolność albo patefon, który odgrywa zaprogramowane piosenki programisty. Tertium non datur. Przejawem inteligencji było dla Lema nie to, że jakaś maszynka sprytnie i szybko wykona zadanie powierzone przez człowieka, ale taka, która… odmówi takiego zadania, mówiąc, że się jej nie chce go wykonać.
Zero-jedynkowość AI
A więc mamy mieć do czynienia z tworem albo kompletnie autonomicznym, albo nie mówmy o AI. Stąd i w literaturze, i w filmach pojawiają się ciągle wątki buntu maszyn, skynetów z Terminatora, które osiągają samoświadomość i chcą zniszczyć swe ostateczne ograniczenie – cywilizację. Dziś Wielki Reset jest w fazie wczesnej, uważając, że tworzy się Golema, który będzie trzymał świat za twarz, zaś jego lejce jednak będą w rękach resetowych elit, by potwór ten nie obrócił się także przeciwko swym panom. Wydaje mi się, że jednak możemy – na podstawie powyższej zasady lemowskiej wyłączności autonomii AI – dojść do etapu końcowego i widzieć upadek panów Wielkiego Resetu pod razami uniwersalnego strażnika, którego sami stworzyli. Będzie to zwycięstwo prawdy zza grobu, gdyż może to być również koniec całego znanego nam świata.     

Węglowodory na Tytanie nie pochodzą z dżungli ani z mięska dinozaurów. To przełom dla energetyki ziemskiej.

Jeśli paliwa kopalne pochodzą ze skamieniałości, dlaczego naukowcy odkryli je na jednym z księżyców Saturna?

================================

MD: Gdy byłem w radzie naukowej kwartalnika „Rurociągi”, dyskutowaliśmy, skąd się biorą nowe zasoby gazy czy ropy w „ostatecznie wyczerpanych” złożach. Sugerowano wtedy pochodzenie nieorganiczne, z głębszych warstw Ziemi. Odkrycie na Tytanie to potwierdza.

==============================

autor: admin 2024-01-13 zmianynaziemi/paliwa-kopalne-pochodza-skąd??

Ostatnie odkrycia paliw kopalnych na jednym z księżyców Saturna, Tytanie, rzucają nowe światło na nasze rozumienie pochodzenia tych zasobów. Tradycyjnie paliwa kopalne, takie jak węgiel, ropa naftowa i gaz ziemny, uważane są za produkty rozkładu organicznych szczątków zwierząt i roślin, przetwarzanych przez miliony lat pod wpływem ciepła i ciśnienia w skorupie ziemskiej.

Jednak obecność znacznych ilości węglowodorów na Tytanie, księżycu pozbawionym znanych form życia, sugeruje alternatywne scenariusze ich powstawania.

Dr Willie Soon, astrofizyk z długim stażem na Uniwersytecie Harvarda, w rozmowie z Tuckerem Carlsonem wyraził pogląd, że odkrycia na Tytanie obalają teorię, iż paliwa kopalne muszą pochodzić wyłącznie ze skamieniałości. Soon zauważył, że Tytan, mimo braku dowodów na istnienie tam dawnych lasów, torfowisk czy dinozaurów, posiada ogromne ilości płynnych węglowodorów, przewyższające zasoby Ziemi.

To odkrycie może wspierać teorię abiotycznego powstawania paliw kopalnych, która sugeruje, że niektóre zasoby węglowodorów mogą powstawać z procesów niezwiązanych z materią organiczną. Przykładowo, w 2009 roku eksperyment wykazał, że metan pod wysokim ciśnieniem może przekształcać się w bardziej złożone węglowodory. Podobne zjawisko może mieć miejsce na Tytanie, gdzie obecność metanu i innych węglowodorów nie jest związana z procesami biologicznymi.

Ten punkt widzenia otwiera debatę na temat pochodzenia paliw kopalnych na Ziemi. Jak wskazuje dr Soon, wciąż wiele nie wiemy o procesach geologicznych, które mogłyby prowadzić do powstawania paliw kopalnych. Również dziwne obserwacje, takie jak twierdzenia o samouzupełniających się złożach ropy, wskazują na konieczność dalszych badań.

Odkrycie na Tytanie, choć nie daje bezpośrednich odpowiedzi na pytania dotyczące pochodzenia ziemskich paliw kopalnych, otwiera nowe perspektywy w tej dyskusji. Może to być punkt zwrotny, który zachęci do przemyślenia naszego podejścia do energetyki i potencjalnie, do dalszych badań nad alternatywnymi scenariuszami powstawania paliw kopalnych.

Tak minister próbował przejąć Prokuraturę Krajową. Zastępcy przeciwko Bodnarowi. „Decyzja jest bezprawna”

Tak minister próbował przejąć Prokuraturę Krajową. Zastępcy przeciwko Bodnarowi. „Decyzja jest bezprawna” [VIDEO]

13.01.2024 tak-minister-probowal-przejac-prokurature-krajowa

Kadry z próby przejęcia Prokuratury Krajowej przez ministra sprawiedliwości Adama Bodnara.
Kadry z próby przejęcia Prokuratury Krajowej przez ministra sprawiedliwości Adama Bodnara. / foto: screen X: DoRzeczy_pl (kolaż)

W sieci pojawiło się nagranie, w którym zastępca Prokuratora Generalnego Robert Hernand oświadczył swojemu przełożonemu, że jego działania są bezprawne. Poinformował także Adama Bodnara, że w związku z tym podjęte zostaną odpowiednie kroki prawne.

Chodzi o „delegalizację” Prokuratora Krajowego Dariusza Barskiego. W piątek resort sprawiedliwości oświadczył, że lojalny wobec Zbigniewa Ziobry Barski pozostaje w stanie spoczynku. W związku z tym nie może pełnić swojej funkcji. Pełniącym obowiązki Prokuratora Krajowego ma być Jacek Bilewicz. Innego zdania jest jednak Prokuratura Krajowa.

https://nczas.info/2024/01/12/bodnar-delegalizuje-barskiego-jego-wlasna-interpretacja-prawa/embed/#?secret=hJxdkdzfwo#?secret=YaYCxb3sIt

W piątek wieczorem w siedzibie Prokuratury Krajowej doszło do rozmowy pomiędzy Bodnarem a jego zastępcą Hernandem.

– Nagrywam, bo chcę, żeby pan o tym pamiętał. Pana działanie jest bezprawne, nowy Prokurator Krajowy, powołany przez pana, w jaki sposób został powołany? Jaką decyzją? Proszę bardzo o informację – powiedział Hernand.

– Został powołany mocą decyzji pana premiera Donalda Tuska – odparł Bodnar.

– Rozumiem. Na jakiej podstawie został odwołany pan Prokurator Krajowy? – pytał dalej zastępca Prokuratora Generalnego.

– Na podstawie przepisów art. 47 – mówił szef resortu sprawiedliwości.

– To uprzejmie informuję pana ministra, z szacunkiem dla pana ministra pełnym, ale uprzejmie informuję pana ministra, że pana decyzja jest bezprawna i nosi znamiona popełnienia przestępstwa, ponieważ absolutnie przepis dotyczący nie ma żadnego zakresu w tym momencie obowiązywania. Komentarz wskazuje, że w każdym czasie może pan prokurator mógł powrócić ze stanu spoczynku do stanu czynnego, pana decyzja jest bezprawna, ma charakter uznaniowy i absolutnie taka decyzja nie może być skutecznie zrobiona – usłyszał w odpowiedzi.

– Więc pan Prokurator Krajowy jest dla nas dalej Prokuratorem Krajowym, to jest punkt pierwszy – zaznaczył Hernand.

– Punkt drugi, informuję panów także, że obowiązki, jeżeli pan Prokurator Krajowy uzna, przejmuje stosowny zastępca Prokuratora Generalnego – dodał, zwracając się do dwóch stojących w tym samym pomieszczeniu mężczyzn.

– Przykro mi bardzo, takie są przepisy – skwitował.

– Do zobaczenia w poniedziałek, tutaj w siedzibie Prokuratury, tutaj mój gabinet jest do mojej dyspozycji, będę z niego korzystał – odparł Bodnar.

– Dobrze, panie ministrze. Szacunek, ale to jest budynek Prokuratury Krajowej, chciałem zaznaczyć – wskazał zastępca Prokuratora Generalnego.

– Jestem Prokuratorem Generalnym – oświadczył Bodnar.

– Ja wiem, panie ministrze, z całym szacunkiem do pana ministra, ale uważamy, że to działanie, które zostało podjęte, jest działaniem o charakterze bezprawnym. Uprzejmie pana informujemy, że w tym zakresie podejmowane są stosowne kroki, będą podjęte – dodał.

W sobotę inny zastępca prokuratora generalnego Michał Ostrowski zapowiedział złożenie zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez szefa MS Adama Bodnara, prokuratora Jacka Bilewicza i inne działające z nimi osoby w związku z próbą odwołania prokuratora krajowego Dariusza Barskiego.

Zaznaczył, że w piątek wspólnie z innym zastępcą prokuratora generalnego Robertem Hernandem zwrócił uwagę Adamowi Bodnarowi, że łamie prawo. – Osobiście wskazałem, że jest jeszcze możliwość wycofania się z bezprawnych działań – powiedział Ostrowski.

Ocenił, że stan ten powoduje potężny chaos w prokuraturze i wpłynie to – jego zdaniem – negatywnie na jej funkcjonowanie i walkę z przestępczością.

Kulisy zamachu Bodnara na prokuraturę

Ujawniamy kulisy zamachu na prokuraturę dorzeczykulisy-dzialan-bodnara

Premier Donald Tusk oraz minister sprawiedliwości Adam Bodnar
Premier Donald Tusk oraz minister sprawiedliwości Adam Bodnar

Nestor polskiej prokuratury obnaża uzurpację ministra sprawiedliwości Adama Bodnara. – Pana działania są bezprawne i noszą znamiona popełnienia przestępstwa – oświadczył ministrowi zastępca Prokuratora Generalnego Robert Hernand. Ujawniamy kulisy zamachu na prokuraturę.

Zdenerwowany minister nie potrafił uzasadnić, na jakiej podstawie próbuje usunąć ze stanowiska Prokuratora Krajowego Dariusza Barskiego. Dotarliśmy do nagrań z próby przejęcia Prokuratury Krajowej przez Adama Bodnara. Dramatyczne wydarzenia miały miejsce w piątek wieczorem.

Bezprawnym działaniom ministra Bodnara przeciwstawił się prokurator z 30-letnim stażem Robert Hernand, który od 14 lat pełni funkcję zastępcy Prokuratora Generalnego. Sprawuje ją od czasu, gdy Prokuratorem Generalnym został powołany za rządów PO-PSL Andrzej Seremet. Jako ekspert w sprawach konstytucyjnych Hernand reprezentował prokuraturę w postępowaniach przed Sądem Najwyższym i Trybunałem Konstytucyjnym. To on wnioskował do Sądu Najwyższego, aby ostatnie wybory do parlamentu uznać za ważne.

– W jaki sposób został powołany nowy Prokurator Krajowy? Jaką decyzja? Na jakiej podstawie? – takimi pytaniami prokurator Hernand zaskoczył w piątek Bodnara. Zdenerwowany minister krył zakłopotanie uśmiechem. Rzucił w odpowiedzi, że „został powołany mocą decyzji Pana premiera Donalda Tuska” dodając następnie, że odwołanie Prokuratora Krajowego nastąpiło na podstawie art. 47. Chodziło o ustawę wprowadzającą Prawo o prokuraturze i przepis, który mówi o przywróceniu prokuratora ze stanu spoczynku do służby czynnej.

– Uprzejmie informuję, że pańska decyzja jest bezprawna i nosi znamiona podwójnego przestępstwa, ponieważ absolutnie ten przepis nie ma zakresu obowiązywania. W każdym czasie pan prokurator mógł powrócić ze stanu spoczynku do stanu czynnego. Pana decyzja jest bezprawna i ma charakter uznaniowy, więc pan Prokurator Krajowy jest nadal Prokuratorem Krajowym – oświadczył zdecydowanie Robert Hernand.

Na art. 47 powołało się w swoim oświadczeniu Ministerstwo Sprawiedliwości, uzasadniając próbę pozbawienia stanowiska Dariusza Barskiego, który przez pewien czas był w stanie spoczynku. Według Ministerstwa Barski miał możliwość powrotu ze stanu spoczynku tylko w ciągu dwóch miesięcy od uchwalenia ustawy, ale resort nie wyjaśnia, jaki przepis miałby wprowadzać takie ograniczenie czasowe.

Takiej odpowiedzi nie udzielił też prokuratorowi Hernandowi zakłopotany minister. – Do zobaczenia w poniedziałek tutaj w siedzibie prokuratury. Mój gabinet jest do mojej dyspozycji, będę z niego korzystał – rzucił, wychodząc, Bodnar. Następnie do gabinetu zajmowanego przez Bodnara wszedł Zastępca Prokuratora Generalnego Michał Ostrowski i wskazał, że podejmowane działania są bezprawne i że jeszcze jest czas na wycofanie się. Nie było reakcji na te słowa. Michał Ostrowski zajmuje się zwalczaniem najpoważniej przestępczości gospodarczej, w tym mafii vatowskiej i dzikiej reprywatyzacji.

Aby uzasadnić próbę odwołania Prokuratora Krajowego, w opublikowanym później wpisie na portalu X minister powołał się na „zewnętrzne opinie prawne uznanych ekspertów i autorytetów prawniczych”. Ich autorami są współpracownik Komitetu Obrony Demokracji Grzegorz Kuca, kandydatka koalicji Lewica i Demokraci w wyborach samorządowych Anna Rakowska i kandydat Platformy Obywatelskiej na Rzecznika Praw Obywatelskich Sławomir Patyra.

Próbie przejęcia kontroli nad Prokuraturą Krajową przez rząd sekunduje też prokurator Ewa Wrzosek: – Hasta la vista – napisała na portalu X pod adresem Prokuratury Krajowej. W jej sprawie toczy się postępowanie dotyczące przekazywania objętych tajemnicą informacji ze śledztwa kandydatowi PO w wyborach prezydenckich z 2020 r. Z ujawnionej przez prokuraturę korespondencji wynika, że zależało jej, żeby Rafał Trzaskowski dowiedział się, że informacje pochodzą właśnie od niej. Polityk PO potwierdził na przesłuchaniu, że je otrzymał – mówił o tym w grudniu w Sejmie ówczesny minister sprawiedliwości dr hab. Marcin Warchoł. Mimo że prokuratura wystąpiła o uchylenie immunitetu Wrzosek, nowy szef resortu Adam Bodnar powołał ją do Rady Prokuratorów przy Prokuratorze Generalnym.

Nagłą próbę usunięcia Prokuratora Barskiego politycy Zjednoczonej Prawicy tłumaczą wszczęciem śledztwa w sprawie zatrzymania Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Ale, jak mówią nieoficjalnie prokuratorzy, jeszcze większym problemem dla nowej władzy są dziesiątki ujawnionych i nieujawnionych publicznie śledztw, które dotyczą prominentnych osób związanych z obecnym obozem rządzącym. Przejęcie kontroli nad prokuraturą może prowadzić do uniknięcia przez nich odpowiedzialności.

Tym nasi rozmówcy tłumaczą pośpiech nowego rządu w przejmowaniu prokuratury i kolejne upokorzenie prezydenta Dudy. Zgodnie art. 14 ustawy Prawo o prokuraturze odwołanie Prokuratora Krajowego jest bowiem możliwe jedynie za pisemną zgodą Prezydenta RP. Minister Bodnar nie występował o to do prezydenta. Wbrew ustawie nie zwracał się także do głowy państwa o zaopiniowanie kandydata na nowego Prokuratora Krajowego, na którego wyznaczył Jacka Bilewicza, członka Zarządu prokuratorskiego stowarzyszenia Lex Super Omnia, które zaciekle zwalczało dotychczasowe władze prokuratury.

Mieszkania szybko tanieją. Ale w Argentynie.

Mieszkania w Argentynie szybko tanieją. To efekt libertariańskiej rewolucji prezydenta Milei

13.01.2024 mieszkania-w-argentynie-szybko-tanieja

Javier Milei
Javier Milei Fot. EPA/Juan Ignacio Roncoroni

Javier Milei to pierwszy prezydent-zadeklarowany libertarianin w historii. Głowa państwa Argentyny w szaleńczym tempie wprowadza w swojej ojczyźnie reformy, o których marzą wolnościowcy na całym świecie. Pierwsze efekty działań głowy państwa Argentyńczycy zaczynają już odczuwać.

Państwa nie da się naprawić z dnia na dzień. Po pierwszych wolnościowych reformach Mileiego ceny w Argentynie najpierw wzrosły. Gdy jednak deregulacje na rynku zaczęły działać, to zjawisko to zaczęło się odwracać i teraz np. spadają ceny wołowiny (o 25 proc. w zaledwie tydzień).

Argentyńczycy zdają się rozumieć, że zmiany wprowadzane przez wolnościowego prezydenta są potrzebne. Milei ma w tym momencie poparcie na poziomie 71,3 proc.

Tymczasem argentyński libertarianin się nie zatrzymuje. Argentyna pod jego rządami zmienia się każdego dnia. Milei wprowadza zmiany małe i duże – w tym takie, o których przeciwnicy idei wolnościowych w Europie mówili, że są niemożliwe do wprowadzenia.

Wolnościowiec ma niełatwe zadanie, bo argentyńska lewica wraz z aparatem państwowym nieustannie rzucają mu kłody pod nogi. M.in. Argentyńska Izba Pracy zablokowała jego dekret mający zmienić peronistowski, lewicowy model gospodarczy i społeczny państwa, nękanego potężną, 150-procentową inflacją, na ultraliberalny.

Pomimo tych wszystkich przeciwności Milei idzie jak taran, a Argentyńczycy zaczynają odczuwać pierwsze poważne skutki jego rządów.

Gdy w Polsce ceny nieruchomości szaleńczo rosną, to w Argentynie, gdzie trwa libertariańska rewolucja, zaczęły nagle spadać.

Wraz z dekretem Mileiego deregulującym rynek mieszkaniowy, podaż mieszkań na wynajem w Buenos Aires podwoiła się, a ceny spadły o 20 proc.

Wiele innych pozytywnych skutków wprowadzanych dzisiaj zmian Argentyńczycy odczują dopiero za kilka lat, ale widząc to, co się dzieje obecnie w ich ojczyźnie, na pewno sądzą, że warto czekać.

„Państwa już nie ma”. Dwugłos prof. Muszyńskiego i prof. Zaradkiewicza.

Smutna refleksja

„Państwa już nie ma”. Konstatacja prof. Zaradkiewicza: Pomyślałem o latach moich starań, apeli i przestróg, i tych, którzy je lekceważyli

https://wpolityce.pl/polityka/678128-panstwa-juz-nie-ma-gorzka-konstatacja-prof-zaradkiewicza

Smutną obserwacją podzielił się – komentując w mediach społecznościowych wpis na blogu prawnika prof. Mariusza Muszyńskiego – konstytucjonalista prof. Kamil Zaradkiewicz. Na sugestię, że „Polski nie pokonały zabory, dwie wojny światowe, ani komuniści. Załatwią ją ‘naprawiacze praworządności’” sędzia Sądu Najwyższego pisze o jego zlekceważonych staraniach, apelach i przestrogach.

„Państwa już nie ma”

Swój wpis na blogu prof. Muszyński, kierownik Katedry Prawa Dyplomatycznego i Dyplomacji Publicznej na Wydziale Prawa i Administracji UKSW, tytułuje sugestywnie: „Państwa już nie ma”.

Autor pisze o szeregu komplikujących sytuacje w Polsce, niezgodnych z prawem działań obecnej władzy. Pisze m.in. o dwóch systemach sądownictwa, mediach publicznych, „dysfunkcjonalnym Sejmie ze sporem nad mandatami niektórych posłów”, „rządzie z wątpliwymi niektórymi powołaniami”.

Mam wrażenie, że tym, co się dzieje, zarządza jakiś psychopata, który używa bomby atomowej. Każde działanie nie jest punktowym rozwiązywaniem problemów z rzekomą (nie)praworządnością, czy nawet przejmowaniem władzy. To uderzanie w poszczególne fundamenty państwowości — pisze prof. Muszyński na koniec stwierdzając:

Polski nie pokonały zabory, dwie wojny światowe, ani komuniści. Załatwią ją „naprawiacze praworządności”.

Zlekceważone apele i przestrogi

Pomyślałem o latach moich starań, apeli i przestróg, a także o tych wszystkich, którzy je lekceważyli – konstatuje na platformie X blogowy wpis prof. Muszyńskiego sędzia SN prof. Kamil Zaradkiewicz.

===================

Całość wypowiedzi profesora Mariusza Muszyńskiego:

Państwa już nie ma

13 stycznia 2024 mariuszmuszynski.pl/panstwa-juz-nie-ma

Sytuacja w Polsce komplikuje się z dnia na dzień. Mamy dziś dwa systemy sądownictwa (paleosędziów i neosędziów), media publiczne – każde zarządzane przez dwa równoległe zarządy i likwidatora, Prokuratora Krajowego rzekomo przeniesionego w stan spoczynku (bez żadnej procedury – w drodze „uznania” Prokuratora Generalnego) i nieznanego ustawie „p.o. Prokuratora Krajowego” (ustawa mówi, że jak nie ma powołanego Prokuratora Krajowego, to jego obowiązki pełni jeden z zastępców Prokuratora Generalnego), dysfunkcjonalny Sejm ze sporem nad mandatami niektórych posłów, podważany Trybunał Konstytucyjny i nieistniejący Trybunał Stanu (bo na czele neosędzia). Mamy Prezydenta, który atakowany przez hordy barbarzyńców próbuje prowadzić z nimi wojnę sprawiedliwą. Wreszcie mamy rząd z wątpliwymi niektórymi powołaniami (3 ministry i ich ślubowanie), co skutkuje nielegalnymi działaniami in gremio (np. rządowe projekty ustaw kierowane do Sejmu). Za chwilę będzie źle obsadzony TSUE i ETPC, kiedy tak ukształtowany rząd wyśle kandydatury polskich sędziów do tych trybunałów, gdzie stosowne gremia dokonają wyboru itd.

Mam wrażenie, że tym co się dzieje zarządza jakiś psychopata, który używa bomby atomowej. Każde działanie nie jest punktowym rozwiązywaniem problemów z rzekomą (nie)praworządnością, czy nawet przejmowaniem władzy. To uderzanie w poszczególne fundamenty państwowości, jeden po drugim, z konsekwencjami bijącymi w zwykłych ludzi, z czego ci ostatni nie zdają sobie jeszcze sprawy. Polski nie pokonały zabory, dwie wojny światowe, ani komuniści. Załatwili ją „naprawiacze praworządności”. Państwa już nie ma. Pytanie, czy w ostatnich wyborach właśnie nie o to chodziło?

Posybilizm

michalkiewicz-posybilizm

Stanisław Michalkiewicz: Posybilizm

10 stycznia pan prezydent Duda został straszliwie ośmieszony, a 11 stycznia – dodatkowo upokorzony. Jak wiadomo, po stachanowskim wyroku niezawisłego, dyspozycyjnego sądu warszawskiego, który zaraz po krzywoprzysięstwie vaginetu Donalda Tuska w podskokach skazał panów Kamińskiego i Wąsika na 2 lata więzienia, a wkrótce inny niezawisły funkcjonariusz organizacji “Iustitia” nakazał obydwu szubieniczników aresztować, pan prezydent zaprosił obydwu delikwentów do swego Pałacu na uroczystość.

Policja otoczyła Pałac, ale póki prezydent tam był, nie wchodziła. Inna rzecz, że nie wiadomo, czy była to naprawdę policja, czy wynajęci przez pana ministra Kierwińskiego “silni ludzie” z WSI – bo podobno nikomu nie chcieli się wylegitymować. Dopiero kiedy pan prezydent pojechał do Belwederu, żeby mocarstwowo zabawić się z panią Swietłaną Cichanouską, którą akurat tego dnia ktoś mu podsunął, osobnicy w policyjnych kostiumach wtargnęli do Pałacu, złapali obydwu delikwentów i odwieźli ich na “Kamczatkę” to znaczy – do damskiego kryminału na Grochowie.

Według fałszywych pogłosek osobnicy w policyjnych kostiumach byli w zmowie z ochroną Pałacu, która miała dać im cynk, że prezydent wyjechał, więc oczywiście nikogo nie zatrzymywała, ani nawet nie wylegitymowała. Pan prezydent został zaraz o tym zawiadomiony, zakończył więc zabawę w mocarstwowość z panią Cichanouską i chciał wrócić do Pałacu, ale nie mógł, bo wyjazd z Belwederu został zatarasowany przez miejski autobus, który akurat w tym miejscu się zepsuł – o czym może zaświadczyć funkcjonariusz TVN, który – jak zwykle – przypadkowo akurat się w nim znajdował.

Zanim tedy pan prezydent, jadąc po chodnikach, dotarł do Pałacu, było już po akcji.

Ciekawe, kto to robił; czy stare kiejkuty, czy też całość reżyserowała niemiecka BND, która nawet nie ukrywa swego poparcia dla vaginetu Donalda Tuska, który wykonuje zadanie przerobienia III RP na Generalne Gubernatorstwo w ramach IV Rzeszy. Pan prezydent powiedział, że “nie spocznie” i tak dalej – ale każdy zobaczył jego bezsilność – że nie może liczyć ani na policję, ani na wojsko, ani nawet na własną ochronę, która najwyraźniej słucha jakichś innych rozkazów.

W tej sytuacji trudno się dziwić, że następnego dnia Izba Kontroli Nadzwyczajnej Sądu Najwyższego uznała, że wybory 15 października były “ważne”, chociaż tym razem wpłynęło 2700 protestów, podczas gdy przy okazji poprzednich wyborów było ich zaledwie około 200. Ale instynkt samozachowawczy oddziałuje na niezawisłych sędziów tak samo, jak na wszystkich innych ludzi, więc przeszli do porządku nad protestami i ważność posłusznie przyklepali.

Ciekawe, że żaden z utytułowanych krętaczy, nie mówiąc już o sejmowej zgrai, nie zaprotestował przeciwko temu orzeczeniu, chociaż jeszcze poprzedniego dnia wszyscy – z panem Prusinowskim, funkcjonariuszem “Iustitii”, a w cywilu – prezesem Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego na czele,  za luksemburskimi przebierańcami pyskowali, że Izba Kontroli Nadzwyczajnej nie jest żadnym sądem. Dla pełności obrazu warto dodać, że ta cała “Iustitia” została utworzona akurat w 1990 roku, kiedy zlikwidowano PZPR.

Podejrzewam w związku z tym, iż Wojskowe Służby Informacyjne zaraz na poczekaniu zmobilizowały swoją agenturę, by utworzyła kolejny pas transmisyjny bezpieki do wymiaru sprawiedliwości. W tej sytuacji nie można się dziwić, że “Iustitia” została rzucona na pierwszą linię frontu walki o praworządność, jaką w marcu 2017 roku nakazała rozpocząć u nas Nasza Złota Pani.

Gdy Sąd Najwyższy ogłosił ważność wyborów, pan prezydent, który wcześniej zarzekał się, że nie będzie drugi raz ułaskawiał ułaskawionych, z podkulonym ogonem wystąpił do pana Adama Bodnara, jako Prokuraftora Generalnego, żeby natychmiast doprowadził do zwolnienia obydwu aresztowanych – bo on właśnie wszczął procedurę ułaskawiającą – tym razem już lege artis.

Obawiam się jednak, że potomek rezunów skwapliwie skorzysta z okazji, by prezydenta mniej wartościowgo państwa polskiego nie tylko przetrzymać jakiś czas na bezdechu, a kto wie – może nawet na oczach całej Polski i świata wytarzać go w smole i pierzu? Wprawdzie pan prezydent zasłonił się listkiem figowym w postaci małżonek obydwu aresztowanych, które zaniosły przed jego oblicze błagania – ale nie da się ukryć, że to tylko żałosna próba zachowania twarzy.

Okazuje się, że państwo nasze jest całkowicie bezbronne w obliczu gangu pracowicie utworzonego przez niemiecką BND, która nie tylko doprowadziła do podmianki na pozycji lidera sceny politycznej naszego bantustanu, ale teraz już bez żadnych ceregieli, przerabia Rzeczpospolitą Polską na Generalne Gubernatorstwo.

Że w obliczu takiej, zupełnie jawnej operacji, obywatele nie mogą liczyć ani na niezwyciężoną armię, która patrzy tylko, jakby tu dotrwać do emerytury, a potem używać życia całą paszczą, ani na policję – która, wiadomo – za pieniądze zrobi wszystko, co jej każą oficerowie prowadzący z bezpieki, która przecież nie zniknęła. Zależności, w jakie popadła od naszych nowych sojuszników, do których przewerbowała się 34 lata temu na służbę, też nie zniknęły, ale odtwarzają się w kolejnych pokoleniach ubeckich dynastii.

Żeby przybliżyć mechanizm tej degrengolady naszego państwa, posłużę się napuszoną diagnozą, przedstawioną przez człowieka, którego uważam za prawdziwe nieszczęście, żeby nie powiedzieć – za przekleństwo dla Polski – czyli pana Aleksandra Kwaśniewskiego. Komentując opisane wyżej wydarzenia stwierdził on, że stanowią one dowód, iż państwo nasze wkracza z fazy “imposybilizmu” w etap “posybilizmu”. W przełożeniu na język ludzki ma to oznaczać, że z fazy niemożności,  państwo nasze wchodzi w fazę sprawności.

Warto przypomnieć, że pan Aleksander Kwaśniewski jest nie tylko ssakiem, ale ssakiem szczególnego rodzaju, który potrafił wyssać wszystko, co tylko mógł z komuny, jako tajny współpracownik SB “Alek”, no a potem , dzięki oparciu w bezpieczniackich watahach, przez dwie kadencje był nawet prezydentem tego bajzlu, zwanego “III Rzeczpospolitą”, w której “Alek” nastał zaraz po “Bolku”.  W tym właśnie charakterze sprokurował konstytucję, która jest narzędziem obezwładniania państwowości polskiej.

Nie mówię nawet o jawnej zdradzie, jaką stanowiło umieszczenie w tej konstytucji art. 90 i 91, stanowiących pozory legalności frymarczenia suwerennością państwową – ale przede wszystkim – o stworzeniu podwójnej władzy wykonawczej.

Z jednej strony jej przedstawicielem jest prezydent – z silną legitymacją demokratyczną, jako wybierany w powszechnym głosowaniu – ale pozbawiony wszelkiej realnej władzy – a z drugiej premier rządu, który takiej, albo w ogóle żadnej demokratycznej legitymacji mieć nie musi, jak np. pan Mateusz Morawiecki, który, jak wiadomo, ma inne zalety – i to on ma pełnię władzy.

Zilustruję to przykładem: prezydent jest nominalnie zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, ale nic dziwnego, że nie słucha go nie tylko niezwyciężona armia, ale nawet jego własna ochrona – bo zgodnie z art 134 ust. 2 konstytucji Kwaśniewskiego, prezydent sprawuje to całe “zwierzchnictwo” nawet nie za pośrednictwem premiera, ale ministra obrony narodowej. Nawet gdyby – na przykład w obliczu realnej groźby pozbawienia państwa tych nędznych resztek niepodległości w ramach budowy IV Rzeszy – chciał zarządzić mobilizację naszej niezwyciężonej armii, to nie może zrobić tego bez pozwolenia premiera.

A czy premier Donald Tusk na coś takiego mu kiedykolwiek pozwoli, skoro został tu posłany z misją przerobienia III RP na Generalne Gubernatorstwo? Jasne, że nie, bo w przeciwnym razie BND zaraz zrobiłaby z niego marmoladę i to jeszcze sprawniej, niż z pana prezydenta. Skoro my o tym wiemy, to premier Tusk wie to jeszcze lepiej. I w ten sposób, za sprawą Aleksandra Kwaśniewskiego, który, jak przypuszczam, zdradę ma na poziomie instynktów,  powoli zsuwamy się w przepaść.

Pod rządami tego gangu może być tylko gorzej.

’Nigdy nie jest tak źle, by nie mogło być gorzej’.

Był Zbigniew Rau szefem MSZ i za jego rządów blokowane były konta ambasady FR, a rosyjski ambasador Siergiej Andriejew nie był chroniony przed atakami ukraińskich nacjonalistów. A teraz mamy Sikorskiego, który już zdążył się wypowiedzieć mniej więcej tak: ’Skoro Putin nie rozumie zwyczajnej mowy, to powinny przemówić do niego z Kijowa rakiety dalekiego zasięgu’. Mógł ambasador Andriejew nie czuć się bezpiecznie w Warszawie, teraz my możemy mieć obawy, że cierpliwość Kremla może mieć swój koniec.
 
Marszałkowała Elżbieta Witek, wyciszając mikrofon nieprawomyślnym posłom i sypiąc Braunowi słone kary porządkowe jak policjant 100-złotowe mandaty za nienoszenie szmaty na twarzy. Mamy teraz złotoustego Hołownię, który uwierzył, że jest faktycznie drugą osobą w państwie, a właściwie pierwszą, bo co tam Duda. Nadzwyczaj zadowolony z siebie podejmował ważkie decyzję na podstawie interpretacji paragrafów, interpretacji, które były mu wygodne, co powodowało dalszą destrukcję państwa.
 
Premierował Morawiecki, wprowadzając zaoceaniczne polecenia w zakresie covida, a także prowadząc skrajnie pro-ukraińską i antyrosyjską politykę. Nie były to dobre rządy dla Polski. Przyszedł więc, a właściwie wpadł jak bomba, Donald Tusk z gotowym planem zemsty politycznej i rozwalenia ’niecywilizowanego’, PiS-u. Nie mógł krytykować poprzedników za covidowe przekręty, bo PO uczestniczyła w tym cyrku. Nie było też możliwości, by zarzucić PiS-owi rozrzutność w obdarowywaniu reżimu kijowskiego, bo Platforma popierała te działania.
 
Tusk narzucił więc wojnę w obronie ’państwa prawa’. Mgliste to pojęcie ’państwo prawa’ i niezrozumiałe dla społeczeństwa, które obserwując (z zapartym tchem zresztą) te zmagania na interpretację przepisów, mogło na ogół utwierdzić się tylko w swych partyjnych sympatiach.
 
 
Zygmunt Białas

Pod rządami tego gangu może być tylko gorzej. O ile ten poprzedni gang prawie wszystko „spatałaszył” , ten nas z pewnością wykończy! MK

https://zygumntbialas.neon24.net/post/174839,co-sie-dzieje-w-polsce-13-01-2024

Katastrofa polityczna ze znamionami farsy.

Katastrofa polityczna ze znamionami farsy. PO rekonstruuje zachowania PiS [FELIETON]

Andrzej Krajewski dziennik

Jarosław Kaczyński, Donald Tusk
Jarosław Kaczyński, Donald Tusk / PAP / Paweł Supernak

Przed III RP widać trzy drogi na przyszłość. Tą pierwszą, czyli ścieżką prawnego chaosu już kroczymy. Jednak wcześniej czy później mogą pozostać tylko dwie: reset konstytucyjny lub rządy przy użyciu przemocy.

Od wielu tygodni śledzenie medialnych treści, wiąże się z bólem znoszenia ich sztampowości. Im bardziej konflikt polityczny w Polsce się nasila, tym mocniej są ona wtłoczone w jeden schemat. Wszystko co pisane lub mówione sprowadza się do udowadniania racji obozu politycznego, z którym dany dawca treści sympatyzuje lub dla którego pracuje. Zwykle czyni to z tak wielką wiarą w skuteczność swego przekonywania, iż winna ona w końcu wystrzelić w kosmos całe Tatry.

Tymczasem nie jest w stanie podnieść w górę nawet o procent w sondażowych słupkach poparcia dla partii mającej rację. Jedynie co się podnosi, to poczucie dopieszczenia twardych elektoratów, ponieważ charakterystyczną a zarazem główna cechą ich sposobu myślenia stanowi niezachwiane przekonanie o posiadaniu racji (i to stuprocentowej).

Przyczyny i konsekwencje

Dlatego też poniższe rozważania mogą okazać się dla Ciebie – Drogi Czytelniku trudne do zdzierżenia emocjonalnego. Zupełnie bowiem nie będą odnosiły się do racji, nimi szermowały, ani tym bardziej wskazywały kto ma rację. One będą o konsekwencjach, jakie mogą Cię czekać, no i trochę też o przyczynach.

Aby wyjaśnić, o co chodzi może posłużmy się tu prostym przykładem. Otóż przez Niemcy a następnie inne kraje Europy Zachodniej w XVI w. przetoczyła się fala wojen religijnych. Jeśliby dokładnie się wczytać w ich szczegółowych przebieg, byłaby szansa znalezienia odpowiedzi, kto miał w nich rację. Istnieje taka ewentualność. Jednak dziś właściwie nikt się w to nie bawi, bo istotne dla badaczy są przyczyny wybuchu konfliktu a następnie jego konsekwencje, czyli liczba zabitych, zniszczenia, zmiany na mapie politycznej, wytyczenie nowego kierunek biegu dziejów, itp. Kto posiadał podczas wojen religijnych rację, obecnie prawie nikogo nie obchodzi. Stało się to bowiem rzeczą bez znaczenia. Choć przecież owe racje zmieniły Europę nie do poznania. Tak to bywa z katastrofami politycznymi, iż na koniec zauważa się głównie ich konsekwencje.

Wszelkie znamiona farsy

W przypadku naszej nosi ona nadal wszelkie znamiona farsy. Po przejęciu władzy Platforma Obywatelska rekonstruuje zachowania PiS-u, acz z akcentami, że ma być szybciej i mocniej. PiS z kolei postanowił zrobić rekonstrukcje KOD-u, włącznie z przejęciem hasła: „Konstytucja! Konstytucja!” (zapewne wkrótce noszonego na koszulkach). Dobrze, że choć na niwie ornitologicznej zdołano utrzymać różnice tożsamościowe i na czwartkowej demonstracji tłum odnosił się słownie do „rudej wrony” a nie „kaczora dyktatora’.

Jednak w tym teatrze przesady, w którym obie strony oskarżają się o najcięższe zbrodnie, choć na bitewnym polu nie padł jeszcze nawet jeden prawdziwy trup, mignęła znów zapowiedź nowego. I nie chodzi wcale o skazanie przez sąd Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, a następnie umieszczenie ich za kratami. Tym nowym jest wkroczenie policji do Pałacu Prezydenckiego. Oto aparat państwa podległy rządowi wykorzystał to, że ma prawo użycia przemocy i tą drogą wyegzekwował posłuszeństwo. Realizując nakazy ministra spraw wewnętrznych oraz oczekiwania premiera. Przy czym obaj mogą powiedzieć, iż dokonali egzekucji wyroku sądu, więc są czyści. I tu mamy sedno sprawy, a także symptom nadciągającego, prawdziwego kryzysu.

Bezpieczniki diabli wzięli

Mianowicie w państwie prawa fakt, że posiada ono monopol na przemoc, rodzi bardzo zminimalizowane niebezpieczeństwa. Władzy wykonawczej patrzą na ręce media, niezawisłe sądy dają szansę obywatelom do obrony swych indywidualnych praw, a w razie większych nadużyć na straży równowagi władzy stoi jeszcze Sąd Najwyższy i Trybunał Konstytucyjny. Wreszcie to, że III RP jest demokracją, w które rządy sprawuje większość, szanująca i przestrzegająca prawa mniejszości, zabezpiecza konstytucja.

Tymczasem prawie wszystkie te bezpieczniki diabli wzięli. Sędziowie biorą udział w życiu politycznym i otwarcie wspierają obozy, z którymi czują się związani. TK stracił autorytet i legitymizację, a rząd przecież w praktyce nie musi publikować jego wyroków w dziennikach ustaw. W Sądzie Najwyższym izby otwarcie walczą ze sobą. Co do konstytucji, to solidarnym wysiłkiem prawników z obozu prawicowo-narodowego, zastąpionych obecnie przez jurystów obozu liberalno-lewicowego jest ona od 2015 r. coraz mocniej „prostytuowana’. Co śmieszniejsze w imię ratowania państwa przez nierządem.

W II RP proces ten ostatecznie dokończył Józef Piłsudski. W wywiadzie udzielonym Bogusławowi Miedzińskiemu 26 sierpnia 1930 roku Marszałek ujął go dosadnymi słowami: A ja tego, proszę pana, nie nazywam konstytucją, ja to nazywam konstytutą. I wymyśliłem to słowo, bo ono najbliższe jest do prostytuty. Wprawdzie jak trafnie zauważał: Ten system nałamywania konstytucji do różnych potrzeb czynić musi z konstytucji zwyczajną dziewkę, Przy czym oskarżając o to opozycję, sam najczęściej owo „nałamywanie” uskuteczniał. Tak zwiększając swój zakres władzy.

Wreszcie jest okazja do rewanżu

Obecnie proces dokończenia „prostytuowania” konstytucji następuje po przez: „czytanie z jej ducha” (cytując najnowszą modę). Czyni to ta cześć środowisk prawniczych, którym najbardziej zaleźli za skórę koledzy ze studiów: doktor nauk prawnych Jarosław Kaczyński, doktor nauk prawnych Andrzej Duda oraz absolwent Wydziału Prawa i Administracji UJ mgr Zbigniew Ziobro. Wreszcie jest okazja do rewanżu. Tyle tylko, że znajdująca się u szczytu powodzenia w III RP grupa zawodowa nie dostrzega zguby, jaką szykuje sobie i nam.

Jako, że organy ferujące ostateczne wyroki na podstawie obowiązującego prawa są albo sparaliżowane albo zdyskredytowane albo nieuznawane przez nowy rząd oraz inne organy sądowe, mamy festiwal interpretacyjny. Każdy z obozów wysyła własnych prawników do interpretowania, a media zapraszają ich oraz własnych. Po czym każdego dnia dostajemy nowe odsłony tej zabawy. Obserwując jej uczestników można odnieść wrażenie, iż szczerze wierzą w sprawczą moc swych wykładni. Choć otrzymują odpowiedzi w postaci kontr-interpretacji tworzone przez kolegów ze studiów, równie mocno wierzących w to samo ale znajdujących się po drugiej stronie barykady.

Połączenie seansu spirytystycznego z gwałtem

Widzimy więc grupę zawodową, święcie przekonaną o swym znaczeniu oraz wpływie na władzę, choć w realu zamienia się ona w narzędzie użytkowe. Media sięgaj po nią, bo stała się trwałym elementem spektaklu. Politycy zaś nie po to, żeby wiedzieć co jest zgodne z prawem, lecz żeby legitymizować swe działania. Dostając od prawników coś na kształt rozgrzeszenia na piśmie, wystawianego jeszcze przed popełnieniem grzechu. Na samym końcu tego procesu następuje regularne robienie wykładni z ducha konstytucji. Czyli próba kreatywnego połączenia seansu spirytystycznego z gwałtem.

Obecnie potęguje to chaos w strukturach państwa. Ale rząd aby nie skompromitować się w oczach wyborców musi rządzić. Skoro więc całość władzy sądowniczej zmierza w stronę zawieszenia się, kuszącym narzędziami rządzenia stają się interpretacje oraz aparat przemocy. Dużo bardziej, niż próba zaprowadzenia porządku przy użyciu ustaw przyjętych przez Sejm i Senat, bo to wymaga czasu i akceptacji prezydenta.

Tusk dostał przyzwolenie twardego elektoratu

Przejęcie TVP oraz wejście policji do siedziby oficjalnej głowy państwa zademonstrowały moc sprawczą rządu Donalda Tuska. Jednak utrwalenie tego wymaga aby czynić to samo znów i znów, ilekroć władza natrafi na opór. Tusk dostał na to przyzwolenie swego twardego elektoratu. Ale akcja rodzi reakcję. Była nią olbrzymia mobilizacja wyborców PiS-u i ich czwartkowa manifestacja. Nota bene aresztowanie Kamińskiego i Wąsika stało się formą spłacenia długu za komisje do spraw badania wpływów rosyjskich. Forsując ten pomysł Kaczyński zmobilizował elektorat opozycji do marszu 4 czerwca w Warszawie. Udał się on znakomicie i okazał dawką tlenu dla słabnącej wówczas Platformy. Teraz Tusk jednym kopniakiem wybił elektorat PiS-u z depresji i letargu, zmuszając do walki w obronie swego stronnictwa. Już widać, iż ta walka potęguje strach wyborców PO. Zatem są oni skłonni dać rządowi jeszcze większe przyzwolenie na przemoc.

Co nakaże instynkt samozachowawczy?

Na końcu tej spirali znajduje się mała transformacja ustrojowa. Mianowicie obecna władza może dojść do punktu, w którym przegranie wyborów wiązać się będzie z groźbą długoletnich wyroków dla jej przedstawicieli. A te z dziką radością zechce egzekwować obecna opozycja – jeśli zwycięży. Zatem instynkt samozachowawczy nakaże robić wszystko, co możliwe aby kolejnych wyborów prezydenckich a następnie parlamentarnych nie przegrać. W państwie prawa oznacza to robienie wszystkiego co możliwe w ramach obowiązującego prawa. Ale III RP właśnie pozbywa się bezpieczników. Prawo zastępują interpretatorzy do wynajęcia.

Tutaj aby nie przedłużać, należy zakończyć dalsze dywagacje. Każdy kto chce bliżej sobie przypomnieć, jak bywało w PRL, czy też poczytać o przykładach upadaniu demokracji w krajach europejskich lub innych częściach świata, ma do dyspozycji ogromną liczbę lektur. Przy okazji należy nadmienić, że są to znakomite poradniki co czynić podczas takowej transformacji ustrojowej. Władzy podpowiadają, jak łamać opór opozycji, kogo uwięzić, a kogo torturować lub zabić. Opozycji jak się bronić, kiedy bardziej opłaca się pokojowy sprzeciw, a kiedy odpowiedzenie przemocą na przemoc lub otwarta rebelia. Mnóstwo w takich książkach krwistych historii. Miłej lektury.

Reset konstytucyjny zamiast rewolucji

Jej zaletą jest inspirowanie do myślenia o alternatywnej drodze. Zwłaszcza, że w polskich realiach na szczęście nie wydarzyło się jeszcze nic, co mogłoby ją definitywnie zablokować, a widmo przemocy nadal jedynie straszy. Przywrócić w pełni sprawne bezpieczniki, dające gwarancję istnienia jasnego prawa oraz jego przestrzegania, może już tylko reset konstytucyjny. Zmiany ustawowe, nawet jeśli zyskałby akceptację prezydenta, nie naprawią skali zniszczeń. A poza tym jak uczy życie, to co zrobiono ustawą, da się odkręcić inną ustawą. Zatem należałoby na nowo określi kształt i rolę Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego, KRS i zresetować je, zmieniając zapisy w konstytucji. A następnie wybrać nowe składy.

Tak przełomowych działań nie da się oczywiście wykonać bez wcześniejszych, żmudnych negocjacji między obu kluczowymi obozami politycznymi, dobrej woli każdej ze stron oraz zręcznych pośredników. Rozwiązanie tego rodzaju nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością, uczciwością, a zwłaszcza posiadaniem racji. Osiągnięcie sukcesu jest bowiem możliwe jedynie gdy następuje zabezpieczenie interesów obu stron różnorakimi gwarancjami prawnymi. A następnie takim doborze kadr do resetowanych instytucji, by były akceptowalne przez jednych i drugich. Nie o wszystkich szczegółach dealu informuje się też obywateli, a zwłaszcza własnych wyborców, bo ze zrozumieniem bywa różnie.

Lepsze to od chaosu czy rządów przemocy

Przy wszystkich wadach lepsze to od chaosu lub rządów przemocy. Na temat Okrągłego Stołu możne mieć przeróżne opinie, lecz po nim przez ostatnie 35 lat Polacy mogli korzystać z takiego zakresu: wolności, bezpieczeństwa i możliwości bogacenia się, o jakich przez kilkaset lat mogli jedynie pomarzyć nasi przodkowie.

Patrząc na ludzi uwikłanych w polską politykę to ci, przed którymi szansa na 20-30 lat (albo i więcej) kontynuowania w niej kariery, to sprawiają wrażenie osób zdolnych wynegocjować reset konstytucji, mimo wszystkiego co ich dzieli. Zwłaszcza jeśli zostaną dobrze ku temu zmotywowani. Zaś szanse na motywację w postaci wojny na wschodzie, coraz bliżej polskich granic oraz pogłębianie się kryzysu politycznego w krajach Unii z Niemcami na czele, są coraz większe.

Dwie przeszkody pokojowego rozwiązania

„Memento morii” to jest naprawdę bardzo dobry tekst motywacyjny (kto ostatnio oglądał pewien dobry, polski serial komediowy wie o co chodzi) dla polityka. Zwłaszcza, gdy ma wystarczająco żywą wyobraźnię, by sobie zwizualizować, co może go czekać wraz z bliskimi, gdy diabli wezmą już nie porządek prawny ale całą III RP.

Jednak gdy w końcu po miesiącach kryzysu politycznego wszystkie okoliczności zaczną sprzyjać zrobieniu porządków przez zmianę konstytucji, na drodze ku temu stać nadal będą dwie przeszkody na dziś nie do przezwyciężenia. Jedna nazywa się Jarosław Kaczyński, a druga Donald Tusk.

Finlandia popiera LGBT: Chrześcijanie dla lwów!

Finlandia popiera LGBT: Chrześcijanie dla lwów!

Prokurator popierający LGBT chce skazania chrześcijan za tzw. „mowę nienawiści”

12 stycznia 2024 finlandia-prokurator-popierajacy-lgbt-chce-skazania-chrzescijan

Fiński prokurator będący sympatykiem ruchu LGBT domaga się skazania chrześcijan. Właśnie złożył apelację od drugiej, jednomyślnej decyzji sądu, która uniewinniała fińską posłankę oraz luterańskiego pastora. Oboje byli oskarżani o „mowę nienawiści”, ponieważ głosili swoje przekonania na dotyczące rodziny i małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny.

Skarżący prokurator żąda dla posłanki oraz biskupa kary finansowej w wysokości kilkudziesięciu tysięcy euro. Jednocześnie nalega, aby wypowiedzi i publikacje poseł Päivi Räsänen i pastora Juhany Pohjoli zostały w pełni ocenzurowane.

W dniu 14 listopada 2023 roku Sąd Apelacyjny w Helsinkach oddalił wszystkie zarzuty postawione posłance Räsänen i chrześcijańskiemu pastorowi Pohjoli, stwierdzając, że „na podstawie materiału dowodowego otrzymanego na rozprawie głównej, nie ma powodu, aby oceniać sprawę pod jakimkolwiek względem odmiennie niż Sąd Okręgowy”. Sąd Najwyższy musi teraz zdecydować, czy będzie rozpatrywał sprawę ponownie.

„Po całkowitym uniewinnieniu w dwóch sądach nie boję się rozprawy przed Sądem Najwyższym. Chociaż jestem w pełni świadomy, że każdy proces niesie ze sobą ryzyko, uniewinnienie Sądu Najwyższego ustanowiłoby jeszcze silniejszy, pozytywny precedens w zakresie prawa każdego człowieka do wolności słowa i wyznania. A jeśli Sąd Najwyższy postanowi unieważnić uniewinnienia sądów niższej instancji, jestem gotowa bronić wolności słowa i wyznania aż do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, jeśli zajdzie taka potrzeba” – powiedziała Päivi Räsänen, posłanka fińskiego parlamentu.

Była Minister Spraw Wewnętrznych została oskarżona o „mowę nienawiści” poprzez dzielenie się opartymi na wierze poglądami na temat małżeństwa i etyki seksualnej.

Sprawa pastora Juhana Pohjola jest związana z oskarżeniem parlamentarzystki. Duchowny został bowiem oskarżony o opublikowanie broszury przygotowanej przez Räsänen. Pastor przekazał ją swoim współpracownikom oraz wiernym. Sprawa przyciągnęła w tym roku uwagę światowych mediów, ponieważ eksperci ds. praw człowieka wyrazili zaniepokojenie zagrożeniem, jakie ta sprawa stanowi dla wolności słowa w Finlandii.

„Naleganie państwa na kontynuowanie postępowania pomimo tak jasnego i jednomyślnego orzeczenia zarówno Sądu Rejonowego w Helsinkach jak i Sądu Apelacyjnego jest niepokojące. W demokratycznym społeczeństwie nie ma miejsca na ciągnięcie ludzi po sądach latami, poddawanie ich wielogodzinnym przesłuchaniom policyjnym i marnowanie pieniędzy podatników w celu kontrolowania głęboko zakorzenionych przekonań ludzi. Jak to często bywa w procesach dotyczących „mowy nienawiści”, proces sprowadza się do ukarania” – powiedział Paul Coleman, dyrektor wykonawczy ADF International, wspierający obronę prawną poseł Räsänen.

Źródło: LifeSiteNews.com WMa

Na bezrybiu i rak ryba

Na bezrybiu i rak ryba

Izabela Brodacka 13 stycznia 2024

Była rzecznik praw obywatelskich, była sędzia NSA oraz TK Ewa Łętowska zapytana czy użycie Kodeksu Spółek Handlowych do przejęcia i likwidacji TVP, PR i PAP było zgodne z prawem odpowiedziała: „ Z braku laku dobry i opłatek”. Mój komentarz na temat takich jak pani Łętowska autorytetów też pochodzi ze skarbca ludowych mądrości: „На безптичу и жoпа соловей” co się na język polski tłumaczy: „Na bezrybiu i rak ryba”. Jak przewiduje kodeks tłumacza przysłów i związków frazeologicznych nie tłumaczy się dosłownie i lepiej niech tak zostanie.

W tym rzecz, że w większości zagadnień społecznych i prawnych społeczeństwo polskie ma do dyspozycji jako ekspertów tylko takie jak pani Łętowska słowiki zastępcze, a właściwie ryby zastępcze czyli jak ja to mówię „wyroby czekoladopodobne”. Taki też jest skład obecnego (nie)rządu. Minister edukacji nie zna się na edukacji, minister obrony narodowej nie zna się na wojsku, minister zdrowia nie zna się na medycynie, a premier nie zna się na niczym. Sam kiedyś mówił, że gdyby nie wejście w politykę uczyłby historii w szkole podstawowej w Kościerzynie. Dlaczego w Kościerzynie nie pamiętam choć słyszałam to na własne uszy. Przyjaźniłam się z niektórymi chłopcami ze „Świetlika” gdy nikt w najśmielszych marzeniach nie przypuszczał, że którykolwiek z tych zwykłych robotników wysokościowych będzie rządził krajem i uczestniczyłam czasem w ich firmowych imprezach. Tusk w „Świetliku” odgrywał rolę marginalną i jego praktycznie nie znałam. Być może nie docenialiśmy jego prawdziwej roli.

Jak podała Rzeczpospolita szefem Orlenu ma zostać Elżbieta Bieńkowska. Bieńkowska zasłynęła komentarzem: „ale jaja, ale jaja, ale jaja” do uzyskanej od Pawła Wojtunika ( szef CBA za rządów PO-PSL) informacji o dokonanym na polecenie obecnego ministra kultury Sienkiewicza prowokacyjnym podpaleniu budki pod rosyjską ambasadą w czasie marszu Niepodległości w 2014 roku. Twierdziła też, że „za 6 tys. złotych pracuje tylko idiota albo złodziej”. [to było przed galopująca inflacją, złotówka warta była obecnych dwie do trzech. md]

Informacja o zatrudnieniu Bieńkowskiej na tym stanowisku to kolejne posunięcie mające na celu obniżenie wartości Orlenu. Ustawa o utrzymaniu zamrożenia cen energii, na które ma się złożyć jedynie Orlen w kwocie 15 miliardów złotych i do której w niejasny sposób dołączono część dotyczącą wiatraków spowodowała obniżenie rynkowej wartości spółki o 5,5 miliarda złotych. Informacja, że prezesem spółki ma zostać taka potęga intelektu jak Elżbieta Bieńkowska może dla wartości Orlenu okazać się katastrofalna.

Rząd Tuska znów obrał sobie za cel obniżanie wartości największych polskich aktywów i spółek, aby było łatwiej je sprzedać. To było już przerabiane w latach 90-tych poprzedniego wieku i za rządów PO-PSL w naszym stuleciu. Można by to traktować jak postępowanie głupiego Jasia, który zarzyna kurę znoszącą złote jajka lecz niestety jest jeszcze gorzej. Zarżnięcie kury jest właściwym zadaniem głupiego Jasia, któremu wrogowie gospodarza wypłacą za to kilka judaszowych srebrników. Do zarżnięcia kury, czy podpalenia stodoły głupi Jaś najlepiej się przecież nadaje.

Natomiast sam Sienkiewicz prezentujący się w rozmowach nagranych przez kelnerów jak prawdziwy menel ma najlepsze w tym rządzie kwalifikacje na ministra kultury. Polecenie podpalenia budki też potwierdza jego wysokie kwalifikacje moralne i zawodowe. Idąc dalej tym tropem – komendantem głównym policji powinna zostać babcia Kasia znana z szacunku do polskiego munduru a stanowisko komendanta straży granicznej powinna objąć Barbara Kurdej Szatan, wyjątkowo lubiana przez funkcjonariuszy tej straży.

Ten ponury żart jest bardzo bliski prawdy. Ministrem spraw zagranicznych został Radosław Sikorski, który zasłynął kilkoma niezwykle dyplomatycznymi wypowiedziami. Między innymi określając relacje polsko amerykańskie jako robienie Amerykanom przez Polaków laski oraz dziękując Amerykanom za wysadzenie gazociągu Nord Stream. Godnym swojego szefa wiceministrem spraw zagranicznych został Władysław Teofil Bartoszewski syn Władysława Bartoszewskiego. Teofil Bartoszewski nie oczyścił się nigdy z zarzutu obrabowania swego ojca chrzestnego, potomka kresowej rodziny ziemiańskiej, historyka sztuki Andrzeja Stanisława Ciechanowieckiego (herbu Dąbrowa). Ciechanowiecki zapłacił Teofilowi za studia w Cambridge, chciał go nawet usynowić. Ciechanowski założył dwie fundacje – Fundację Zbiorów im. Ciechanowskich, która wyposażyła Zamek Warszawski w ponad 3000 dzieł sztuki, oraz prywatną fundację Non Omnis Moriar do której przekazał swój własny majątek.  Władysław Teofil Bartoszewski założył swoją spółkę Max &Max Limited i za pieniądze Ciechanowieckiego bez jego wiedzy i zgody zakupił dla tej spółki kilka apartamentów w Warszawie. Kiedy jego dobroczyńca odkrył oszustwo i zażądał zwrotu mieszkań Bartoszewski sprzedał je obcym osobom. Prezesem spółki została żona Bartoszewskiego, przekazał jej wszystkie udziały  a w 2019 roku spółkę rozwiązano. Ciechanowiecki umarł w 2015 roku zobowiązując przed śmiercią fundację imienia Ciechanowieckich do walki o odzyskanie skradzionego majątku, który sąd wycenił na 17 milionów złotych. Co ciekawe obszernie pisała o tej sprawie Gazeta Wyborcza  z dnia 21 czerwca 2021 roku. Nadmieniam o tym przez tak zwaną ostrożność procesową. O zasługach ojca Teofila w szkalowaniu Polski i Polaków nie warto nawet wspominać. Za niemieckie pieniądze Władysław Bartoszewski gotów był twierdzić, że w czasie okupacji bardziej bał się Polaków niż Niemców, poza tym zasłynął jako autor bon motu, w którym nazwał Polskę „ brzydką panną bez posagu”.

4 stycznia 2024 roku chór zastępczych autorytetów (czyli zastępczych słowików) w liczbie 23 sztuk wystąpił do nowych władz z apelem o utrzymywanie prawdziwej ich zdaniem wersji historii. Właściwej to znaczy takiej, w której bohaterem narodowym ma nadal być donosiciel Wałęsa, a żołnierze wyklęci mają być zapomniani. Podpisani chcieliby żeby nowe władze potwierdziły ich bohaterstwo być może specjalną uchwałą. Nie warto wymieniać ich nazwisk.

Jaki pan taki kram.

Niedziela. Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

14.01.2024 Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

09/01/2024przez antyk2013

Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu

BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!

==========================

WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.

Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).

Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie:  Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w  ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).

https://youtube.com/watch?v=zL3tg863fSE%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl-PL%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent
https://youtube.com/watch?v=FA-B8j-Tgbk%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl-PL%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był  j e d y n ą  Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści.

Sobota 13-go: Wałbrzych – Msza św. i czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę

13.01.2024 Wałbrzych – Msza święta i czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę

12/01/2024przez antyk2013

13. dnia każdego miesiąca

Króluj nam, Chryste!

Jak zawsze 13. dnia miesiąca, będzie w Wałbrzychu czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę, tym razem w 2 turach: pierwsza rano w sanktuarium Matki Bożej Bolesnej, Patronki Wałbrzycha – jak zawsze w sobotę – różaniec za Ojczyznę przed Mszą św. o godz. 8, druga zaś tura w kolegiacie Św. Aniołów Stróżów od godz. 15 do comiesięcznej Mszy św. za Ojczyznę o godz.18.

Nasze czuwanie odbywać się będzie w miesiąc po objęciu władzy w Polsce przez obóz zjednoczonej Targowicy, uszczypliwie nazywany „Koalicją 13 grudnia”. W ciągu tak krótkiego czasu nowy rząd Donalda Tuska zdążył wykazać się niebywałym pośpiechem w oddawaniu kolejnych atrybutów naszej suwerenności na rzecz unijnej biurokracji, co jawi się wyjątkową nadgorliwością wobec niedawnych korupcyjnych skandali, które zatrzęsły całym gmachem Unii Europejskiej. Towarzyszy temu anarchia spowodowana po pierwsze nielegalnym, siłowym przejęciem mediów publicznych przez obecną ekipę rządzącą. Trudno oprzeć się wrażeniu, że dokonało się to wskutek zmowy z władzami Unii Europejskiej, które pilnie potrzebowały zasłony dymnej dla wprowadzenia tzw. paktu migracyjnego dzięki nie zgłaszaniu przez Donalda Tuska veta w tej sprawie. Ten „pakt”, na którym Polska nic nie zyskuje, to kolejne dawno obmyślane narzędzie finansowego szantażu wobec narodów: „Jeśli nie będziecie głosować tak, jak my sobie tego życzymy, to będziecie musieli przyjmować od nas islamskich kolonizatorów albo nałożymy na was takie podatki, że się nie wypłacicie”.

Drugim nie mniej istotnym źródłem anarchii jest nieuznawanie konstytucyjnych organów państwa przez część post-PRL-owskiej kasty sędziowskiej, podburzonej przez skorumpowany Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który można nazwać Trybunałem Podwójnych Standardów, gdyż niejednokrotnie wydawał wyroki stronnicze (nierzadko ewidentnie na korzyść moskiewskiej agentury), służąc jako narzędzie nieuczciwej konkurencji między państwami członkowskimi. Jest to trybunał bezprawia, ludzi o bezczelnych twarzach, pyszniących się zamysłami serc swoich, którzy konsekwentnie dążą do odbierania narodom suwerenności z pogwałceniem unijnych traktatów. Ta bezczelność serc wielu rodzi się zapewne z postanowień genderowej Konwencji Stambulskiej, która stanowić ma aksjologiczny fundament dla europejskiego super-państwa, a która służy do tłumienia wolności słowa na podstawie prawa o tzw. „mowie nienawiści”. Swoistym echem tej ponad-narodowej zmowy jest niedawna deklaracja Kongregacji Nauki Wiary dopuszczająca możliwość błogosławienia grzesznych związków, w czym daje się słyszeć obawę części episkopatów przed sądowymi wyrokami o wykroczenia przeciwko genderowej politycznej poprawności.

Ale przecież to wszystko stanowi właśnie punkt wyjścia dla obietnicy wielkich rzeczy, jakie Bogurodzica wyśpiewała w kantyku Magnficat, odnosząc je w XVII w. do Polski jako Królowa Matka tego narodu, i polecając, by o pomyślność tej ziemi błagać Ją nieustannie!

Dlatego oprócz stałej intencji: „O Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu”, co będzie intencją części bolesnej Różańca św., modlić się będziemy także w wielu intencjach szczegółowych, od których zależy pomyślność tej ziemi, zwłaszcza o wypełnienie apelu o nowe przymierze między Kościołem a światem sztuki, z jakim wystąpił syn tej ziemi, św. Jan Paweł II w Liście do artystów w Niedzielę Wielkanocną Zmartwychwstania Pańskiego AD 1999, nawiązując do proroczej wizji wskrzeszenia Narodu, jaką zawarł C.K. Norwid w Promethidionie. Wyciągając wnioski z lekcji historii, jaką była zagłada elity Narodu przez 2 wrogie totalitarne reżimy podczas II wojny światowej, będziemy prosić za obecną kulturalną elitą Narodu, o miłość do Boga i do wszystkiego, co Polskę stanowi, oraz by kierowali się ewangeliczną zasadą, iż komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie.

Modlić się będziemy także o sojusz Kościoła ze światem nauki, o co również gorliwie zabiegał Papież Polak, mówiąc „o głębokiej i wielorakiej więzi, jaka istnieje pomiędzy powołaniem ludzi nauki a posługą Kościoła, która w swej istocie jest diakonią Prawdy”, co stanowi klucz do wolności w naszej epoce, którą socjologowie określili mianem „epoki post-prawdy”.

Modlić się będziemy także o to, by jedną z ważnych intencji, które mogą się przyczynić do maryjnego zjednoczenia narodów, stał się postulat ustanowienia instancji odwoławczej od wyroków Trybunału UE: Izba Antykorupcyjna TSUE, która będzie badała przypadki stosowania podwójnych standardów oraz wykraczania poza literę unijnych traktatów przez ten trybunał.

Modlić się będziemy także o odwagę dla naszych Pasterzy, by wezwali Naród do zwycięstwa w imię Maryi, i by nie wahali się powiedzieć: „Non possumus”, stawiając tamę dla rewolucji sodomskiej, gdyż owocem takiej właśnie postawy są Jasnogórskie Śluby Narodu, napisane przecież w więzieniu (!).

Obyśmy wszyscy doszli do zrozumienia, że Bóg wybrał właśnie to, (…) co niemocne, aby mocnych poniżyć (1 Kor I, 27), abyśmy za przykładem Prymasa Tysiąclecia, który wyszedł z więzienia jako zwycięzca, zdołali postawić wszystko na Maryję!

Sursum corda!
MP

Here’s the Weakest (and Strongest) Point in the Abortion Debate

Here’s the Weakest (and Strongest) Point in the Abortion Debate

by John Horvat IIJanuary 10, 2024 the-weakest-and-strongest-point-in-the-abortion-debate

The case of an expectant mother in Texas who demanded an abortion for health reasons focuses on a vital point of the abortion debate. It is not the case here to enter into the medical details of the mother’s claim or judge her motives for the abortion she eventually secured.

By focusing on the vulnerable state of a pregnant mother with non-life-threatening health issues, the pro-abortion movement hopes to use an extraordinary case to establish a general dispensation to kill innocent children. Pro-abortion activists think these exceptional cases are the weak point of the pro-life cause.

They think the “vulnerable” point of true pro-lifers is their intransigence on abortion, no matter how emotional, sensational, or truly tragic the case might be, as can be seen in the Texas case.

Indeed, the central issue of the abortion debate revolves around the consent to the single murder of an unborn child. This position defines both sides.

Portraying Pro-lifers as Cruel

Abortion promoters think that they can win the debate by exploiting the emotional impact of these cases to showcase the “cruelty” of those defending life. They will appeal to the moderates who will tolerate abortion in these cases and turn them against pro-lifers as too radical. Finally, the abortion promoters will try to shake the convictions of the pro-lifers who might be wavering.

Considering all the harm that cases like these can inflict on the pro-life cause, it is easy to see why many might think this intransigent defense of life to be the movement’s weak point.

There is no weak point, as long as prolifers explain this intransigence well.

The Greatest Strength, Not Weakness

Contrary to what pro-abortionists think, this determination to defend innocent human life no matter what represents the movement’s greatest strength, not its weakness.

This commitment gives the pro-life movement its dynamism and supernatural character. The Christian notion of human life is that each person exists to know, love and serve God in this earth and be happy with Him in the next life. This vision is contrary to the liberal view that sees life as a means to reach personal fulfillment by gratifying the passions—even at the expense of others, especially the unborn.

Thus, the greatest purpose and happiness in life consists in following God’s law and avoiding evil—difficult though it may be.

The minute prolifers accept the death of one innocent child like that of the Texas case, the logic and coherence of their position break, and the entire cause is lost.

Pro-lifers will only be strong when they recognize the value of human life and do everything possible to see that the person is given the conditions to glorify God and follow His law.

Thus, this strong yet vulnerable point must be defended, come what may. The overthrow of Roe v. Wade was won by the pro-lifers who refused to bend before those who proposed weakness and compromise. They resisted the temptation to give in, even a little, and take the easy path. They must continue to do so now.

Making All Life Vulnerable

Pro-abortionists are weak and vulnerable against this intransigence. It forces them to take an untenable position of admitting that taking an innocent life must be permitted.

Once a defenseless and innocent life is sacrificed on the altar of convenience, pleasures and “freedom,” all “inconvenient” life, born and unborn, is vulnerable.

Thus, the pro-abortion movement necessarily moves to accept abortion until birth—and even after. It necessarily supports assisted suicide and euthanasia. It is entirely consistent with its radical worldview to impose itself upon society with great cruelty, persecuting all who disagree with the most extreme excesses.

A Battle of No Exceptions

All totalitarian societies support radical abortion since such regimes can only come to power when human life has no value and can be brutally suppressed.

Thus, the value of innocent human life is the central issue of the abortion debate, presenting strengths and weaknesses on both sides.

Both sides must make intransigent decisions with radical consequences follow. On the one side, the firm resolution to protect the intrinsic value of all innocent life in every circumstance keeps all life safe. Conversely, the obsession to gratify the passions over all other considerations spares no one who stands in the way.

Both sides are built upon no exceptions. For pro-lifers, all innocent human life finds protection behind allowing no exceptions for procured abortion. For pro-abortionists, the single acceptance of murder opens the floodgates of death that eventually knows no exceptions.

This is the central issue of the abortion debate. All other considerations, like the sensational Texas case, are sideshows that the pro-abortion movement uses to advance its grim cause, shamelessly raise money, and challenge abortion bans.

Such shows should be denounced for what they are: a direct attack upon innocent human life created to glorify God by following His law.

Pogrzeb ks. Tadeusza Isakowicz-Zaleskiego

Z ogromnym żalem i całkowicie rozbity piszę tą wiadomość. Wszystkich nas informacja o śmierci naszego Księdza Prezesa całkowicie powaliła. Jesteśmy w totalnym szoku. Przepraszam że nie napisałem tej wiadomości wcześniej, nie byliśmy wstanie i dalej w sumie nie jesteśmy ogarniać tego co się dzieje. Tysiące ludzi, którzy chcą oddać hołd Księdzu jest świadectwem jego niesamowitego życia. Jak niewiarygodną, wspaniałą był osobą.

Sam pogrzeb odbędzie się według ostatniej woli Księdza Tadeusza. Będzie w dwóch obrządkach, Łacińskim i Ormiańskim. Podzieliliśmy go na 2 dni, tak żeby dać szansę naszym niepełnosprawnym pożegnać się z najważniejszą osobą w ich życiu.

Drugi dzień, przewidziany jest dla wszystkich którzy chcą przyjechać. Zapowiada się niespotykana liczba osób. Gmina musiała powołać sztab kryzysowy. Liczą się z zablokowaniem całej gminy. Logistycznie jest to największe wyzwanie naszego życia, zrobimy wszystko żeby się udało.

Bardzo prosimy Pana o powiadomienie wszystkich którym Ksiądz i Fundacja był bliski. Prosimy o modlitwę i liczymy że dzięki Księdzu Tadeuszowi który połączył nasze drogi będziemy jeszcze nie raz się widzieć.

W załączniku przesyłam również nekrolog, który zawiera wszystkie zebrane na tą chwilę informację. Staramy się załatwić transmisję telewizyjną mszy pogrzebowej. Mam nadzieje że się uda, musimy mieć zgodę Kurii Krakowskiej. Na razie nie chcą odpowiedzieć. Będę informował na bieżąco.

Z wyrazami szacunku

Arkadiusz Tomasiak

Członek Zarządu Krajowego

Fundacji im. Brata Alberta

Do trzech cnót

Gdy kruczo kracze przyszłość czarna

Wiatr dziejów niesie wilczy zew

Gdy mnie ścierają czasu żarna

Na szczyptę mąki, stertę plew

Gdy na ołtarzu wielkiej bzdury

We mgle kadzideł prawda mrze

Ty, co przenosić możesz góry

Ty, wiaro, nie opuszczaj mnie

Gdy sens istnienia z rąk umyka

I w czarną dziurę wpada świat

Gdy coraz szybciej zegar tyka,

a garb starganych ciąży lat

Gdy krąg Fortuny martwo stoi

I czarno-biało nawet śnię

Gdy koń już dawno w murach Troi

Nadziejo, nie opuszczaj mnie

Gdy w ludzkie serca lodem skute

Daremnie wcieram uczuć maść

Gdy mi po cichu szyje buty

Ten, z którym konie mogłem kraść

Gdy uśmiech każe wietrzyć zdradę

Gdy szukam fałszu w każdej łzie

Gdy dzień po dniu nasiąkam jadem

Miłości, nie opuszczaj mnie

Reprezentacja Izraela wykluczona z mistrzostw świata w hokeju. „Ta decyzja emanuje dyskryminacją…”

Reprezentacja Izraela wykluczona z mistrzostw świata w hokeju. „Ta decyzja emanuje dyskryminacją..”

Michał Ignasiewicz dziennik.pl/sporty-zimowe

Nie było taryfy ulgowej i nikt nie przymknął oka. Międzynarodowa Federacja Hokeja na Lodzie podjęła stanowczą decyzję. Reprezentacja Izraela została wykluczona z międzynarodowych rozgrywek.

Mistrzostwa świata II dywizji bez Izraela

Od trzech miesięcy trwają regularne krwawe walki palestyńskiego Hamasu z izraelską armią. Konflikt w Strefie Gazy pochłonął już tysiące ludzkich istnień.

Teraz jego „ofiarami” poniekąd stali się też izraelscy hokeiści na lodzie. Międzynarodowe władze tej dyscypliny sportu wykluczyły ich ze wszystkich organizowanych przez siebie rozgrywek. To oznacza, że Izraelczycy nie zagrają na mistrzostwach świata II dywizji.

Izrael złoży odwołanie od decyzji IHF

IHF w specjalnym oświadczeniu poinformowała, że decyzja została podjęta w obawie i trosce o bezpieczeństwo zarówno kibiców jak i zawodników. Najwidoczniej działacze bali się, że sportowcy z Izraela mogą w trackie zawodów stać się celem ataku terrorystycznego. [A może – zaczną strzelać do Arabów?? md]

Izrael już zapowiedział złożenie odwołania od tej decyzji do Sportowego Sądu Arbitrażowego (CAS) w Lozannie. Ta decyzja emanuje dyskryminacją pod przykrywką troski o bezpieczeństwo sportowców – oceniła Yael Arad [—]

Globalna wypożyczalnia samochodów Hertz wyprzedaje tanio elektryki. Stracili ćwierć miliarda $. Biznes się nie opłaca. Ale kupującym – tym mniej.

Globalna wypożyczalnia samochodów wyprzedaje tanio elektryki. Biznes się nie opłaca

12.01.2024 nczas/wyprzedaje-tanio-elektryki-biznes-sie-nie-oplaca

Jedna z największych wypożyczalni samochodów na świecie Hertz, która na początku 2021 roku zapowiadała, że zamierza aż 20% swojej floty zmienić na samochody elektryczne, wycofuje się z tych planów.  Rozpoczęła już masową sprzedaż elektryków.

Elektryfikacja floty Hertza miała nastąpić dzięki umowie podpisanej z Teslą i marką Polestar, w ramach której miało dołączyć 100 tys. sedanów Model 3 oraz 65 tys. sztuk Polestar’a 2. Do tej pory flota Hertz’a obejmuje około 60 tys. pojazdów elektrycznych, głównie Tesli Model 3.

Na koniec 2023 roku zaledwie 11% wszystkich pojazdów w ofercie posiada napęd elektryczny. Okazuje się jednak, że problem z dostępem do samochodów wcale nie jest kluczowym czynnikiem, który stawia plany firmy pod znakiem zapytania. Znacznie większy problem stanowi fakt, że na autach elektrycznych się mniej zarabia.

Hertz w swoim raporcie finansowym zwraca uwagę, że auta elektryczne szybciej tracą na wartości, a koszty ich napraw są większe niż w przypadku aut spalinowych. Nie rekompensują tego nawet niższe koszty serwisu, a dodatkowo okazuje się, że dynamiczne auta elektryczne, w dodatku z napędem na tylną oś, częściej ulegają wypadkom. Niestety prym w tym wiedzie Tesla, koszty napraw jej samochodów są średnio o 20% wyższe w porównaniu do innych marek produkujących elektryki, a jakby tego było mało, jest też problem z terminowością napraw. To wszystko sprawia, że na każdym aucie firma zarabia mniej, a to odbija się na wynikach finansowych. Tylko w 4. kwartale 2023 roku Hertz zamierza z tytułu utraty wartości swoich elektrycznych pojazdów odpisać straty w wysokości 245 mln USD.

Tylko w tym roku Hertz chce sprzedać aż 20 tys. pojazdów elektrycznych ze swojej floty i zastąpić je samochodami z silnikami spalinowymi. Obecnie na stronach wypożyczalni na sprzedaż wystawione jest już ponad 700 samochodów elektrycznych, głównie Tesli Model 3 i Y, ale także Chevrolet Bolt, KIA EV6, BMW i3 czy Nissan Leaf. Ceny okazyjne…

źródło: arstechnica