„Czy wie Pani, że najstarsze dziecko zabite poprzez aborcję w szpitalu w Oleśnicy miało 26 tygodni?”. List otwarty Mariusza Dzierżawskiego [PEŁNA TREŚĆ]
„Czy wie Pani o tym i akceptuje Pani to, że w szpitalu w Oleśnicy wykonuje się aborcje bardzo brutalną metodą D&E, która polega na rozerwaniu dziecka na kawałki w łonie matki metalowymi kleszczami i zmiażdżeniu jego główki? Przeprowadza się je w zaawansowanej ciąży”, czytamy w liście otwartym Mariusza Dzierżawskiego z Fundacji Pro Prawo do Życia skierowanym do Agnieszki Cholewińskiej, dyrektor Powiatowego Zespołu Szpitali w Oleśnicy.
Poniżej publikujemy pełną treść pisma.
List otwarty do Pani Agnieszki Cholewińskiej, dyrektor Powiatowego Zespołu Szpitali w Oleśnicy
Szanowna Pani!
W związku z kolejnymi szokującymi informacjami dot. aborcji w Powiatowym Zespole Szpitali w Oleśnicy, chciałbym zadać Pani kilka pytań.
Czy wie Pani o tym i akceptuje Pani to, że w szpitalu w Oleśnicy wykonuje się aborcje bardzo brutalną metodą D&E, która polega na rozerwaniu dziecka na kawałki w łonie matki metalowymi kleszczami i zmiażdżeniu jego główki? Przeprowadza się je w zaawansowanej ciąży. Wykonywanie aborcji w ten sposób potwierdziła we wpisie na Facebooku wicedyrektor szpitala Gizela Jagielska. https://www.facebook.com/babkibabkom/posts/pfbid02LTKPU1LtJBFYjfrz8D6wBJtTLyzaiHpCHwq5LJR9kzV6DHiJjBVswpZE1c9UyLPSl
Jak wygląda ta metoda aborcji można się przekonać z filmu byłego abortera Anthony’ego Levatino.
Czy akceptuje Pani to, że w Oleśnicy wykonuje się obecnie aborcje poprzez wstrzyknięcie dzieciom z zespołem Downa chlorku potasu w serce, ponieważ inaczej mogłyby urodzić się żywe? Mówiła o tym w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” wicedyrektor szpitala.
Czy wie Pani o tym, że najstarsze dziecko zabite poprzez aborcję w szpitalu w Oleśnicy miało 26 tygodni? Skutecznie ratować da się już młodsze wcześniaki. Również szpital w Oleśnicy chwalił się niedawno zdobyciem III stopnia referencyjności oddziału neonatologicznego, czyli może zajmować się bardzo młodymi wcześniakami. Dlaczego dzieci starsze od nich są zabijane przez aborcje?
Czy wie Pani o tym, że Powiatowy Zespół Szpitali w Oleśnicy stał się głównym ośrodkiem aborcyjnym w Polsce? W 2022 roku wykonano w placówce około połowę wszystkich szpitalnych aborcji w Polsce. Czy uważa Pani to za powód do dumy?
Dlaczego w latach 2008 -2012 kiedy była Pani dyrektorem szpitala, w placówce nie wykonywano aborcji, a obecnie jest ich najwięcej w Polsce? Co jest powodem tej zmiany?
Czy zdaje sobie Pani sprawę z tego, że wszystkie aborcje w szpitalu, które wykonane zostały z przesłanki zagrożenia zdrowia i życia matki, zostały przeprowadzone na dzieciach podejrzanych o choroby i wady genetyczne? Czy nie przeszkadza Pani to, że w Oleśnicy zabija się przed narodzeniem m.in. dzieci z podejrzeniem zespołu Downa?
Czy wie Pani o tym, że wszystkie aborcje wykonane z przesłanki zagrożenia zdrowia i życia matki zostały wykonane z powodu tzw. „zaburzeń adaptacyjnych”?. Czy wie Pani o tym, że jest to bardzo pojemny termin, który w praktyce oznacza aborcję na życzenie? Czy nie przeszkadza Pani, że z tego powodu są wykonywane aborcje w Oleśnicy?
Czy uważa Pani, że jeżeli wyżej wymienione praktyki, opisane przez nas, są legalne, to usprawiedliwia ich stosowanie? Czy uważa je Pani za coś właściwego?
Jako dyrektor szpitala jest Pani moralnie odpowiedzialna za to co dzieje się w PZS w Oleśnicy. Czy zamierza Pani dalej akceptować taki stan rzeczy w placówce, czy podejmie Pani kroki, aby zaprzestano zabijania nienarodzonych dzieci w szpitalu?
American citizen and writer Gonzalo Lira died in a Ukrainian jail sometime in 2024. The Zelensky regime jailed him for nothing more than using his free speech and videotaping what he was seeing in Ukraine. The Biden administration did nothing to get him out or publicize his plight.
The state-controlled media (MSM) has run a few minor stories about his death, which were actually hit pieces. They label him as “pro-Russian” (actually, he was anti-war), a not serious person – if if that was a good enough reason for his death.
He used to be a writer for Business Insider – but they have removed almost all of his articles.
Basically, his life and information on his death are being re-written by the state sponsored media to portray him as a villain and/or “they” are removed rapidly from the internet. Imagine that…
In December, I was in London to testify in the U.K. Parliament. While there, Brian Rose of London Real interviewed me. Here is a clip of that interview, which is titled: Deep State Propaganda & Our Fight For Freedom. The full interview can be found on the London Real website.
„Your time is up.”
The Heritage Foundation President Kevin Roberts’ message to the self-appointed global elites at Davos
Limit pozostałości pestycydu chloropiryfosu został przekroczony sześciokrotnie. Tak informuje komunikat Czeskiej Inspekcji Rolno-Spożywczej (SZPI), która „zajęła” importowaną z Ukrainy mąkę. Próbkę pobrano w listopadzie ubiegłego roku. Inspektorat na swojej stronie internetowej podaje, że była to ilość 24 tys. kg.
Rolnicy z krajów Grupy Wyszehradzkiej od dawna ostrzegają przed ukraińskimi produktami.
Udział przekroczony sześciokrotnie. Inspekcja w Czechach skonfiskowała mąkę z Ukrainy
Import zboża i jego produktów z Ukrainy do Czech jest częstą kością niezgody między naszymi rolnikami a rządem lub jego urzędnikami.
„Nie ma powodu, aby Republika Czeska miała zakazywać importu tych produktów, tak jak zrobiła to Polska, Słowacja i inne kraje” – oświadczył wiosną ubiegłego roku dla czeskiej telewizji ówczesny minister rolnictwa Zdeněk Nekula (KDU-ČSL), odnosząc się do testów przeprowadzonych „nie stwierdziła żadnych wad” importowanego zboża i produktów z nim związanych.
„Import ukraińskiego zboża do UE w dalszym ciągu ma bardzo negatywny wpływ na czeskich rolników i może znacząco wpłynąć na mniejszych rolników” – serwer Zemědělec.cz skomentował sytuację jesienią.
Prawdopodobnie na tej samej zasadzie, w trosce o los lokalnych plantatorów zbóż, część krajów UE po złagodzeniu ogólnounijnego ograniczenia wprowadziła zakaz importu ukraińskiego zboża. Ale wśród nich nie było Czech.
Jednak import zbóż i produktów zbożowych oraz jego wpływ na sprzedaż lokalnych rolników to nie jedyny problem. Z punktu widzenia konsumentów zdecydowanie ważniejsza wydaje się jakość importowanego asortymentu.
Często jest to kwestionowane, głównie poprzez wskazanie wysokich wartości substancji zabronionych, które zawierają ukraińskie towary.
Sytuacji zapewne nie złagodzą nawet najnowsze ustalenia Państwowej Inspekcji Rolno-Spożywczej (SZPI), które opublikowała na swoim serwerze PotravinyNaPranýři.cz, a które dotyczyły importowanej ukraińskiej mąki.
Często jest to kwestionowane, głównie poprzez wskazanie wysokich wartości substancji zabronionych, które zawierają ukraińskie towary.
Sytuacji zapewne nie złagodzą nawet najnowsze ustalenia Państwowej Inspekcji Rolno-Spożywczej (SZPI), które opublikowała na swoim serwerze PotravinyNaPranýři.cz, a które dotyczyły importowanej ukraińskiej mąki.
„Zwykła mąka pszenna jasna”
Tak brzmi pełny opis badanej próbki, która została pobrana jesienią 2023 roku od ukraińskiego importera zboża ALTIN JM GROUP i opublikowana w tym tygodniu.
A znalezisko? Alarmujące!
„Maksymalny limit pozostałości pestycydu chloropiryfosu w żywności został przekroczony prawie sześciokrotnie”.
A jaki to rodzaj substancji?
Jest to insektycyd fosforoorganiczny, który jest toksyczny i pozostaje w glebie, wodzie, drewnie itp. przez tygodnie.
Jego wpływ na człowieka z pewnością nie jest bez znaczenia, dlatego w przeszłości był zakazany. Zaburza pracę hormonów w organizmie człowieka, powoduje zaburzenia snu, zaburzenia pamięci, dezorientację, bóle głowy, a nawet zaburzenia mowy.
W przypadku ostrego zatrucia blokuje działanie kluczowego enzymu niezbędnego do prawidłowego funkcjonowania acetylocholiny – jednego z tzw. neuroprzekaźników w naszym układzie nerwowym.
Właśnie dlatego podobne substancje chemiczne z grupy fosforanów organicznych zostały przekształcone w broń chemiczną, na przykład substancje paraliżujące nerwy, znane jako sarin, soman, tabun lub VX.
Naukowcy odkryli, że u dzieci narażenie na chloropiryfos podczas rozwoju w łonie matki może być powiązane z ich intelektem, pamięcią i innymi zdolnościami psychologicznymi. W grupie dzieci bardziej narażonych na działanie chloropiryfosu badanie wykazało widoczne zmiany na powierzchni mózgu z nieprawidłowym powiększeniem niektórych obszarów i zmniejszeniem innych.
Dodajmy, że już w grudniu ubiegłego roku, jak podaje portal Izba Rolnicza, na spotkaniu organizacji zrzeszających rolników z Czech, Węgier, Polski i Słowacji uzgodniono, że konieczne jest rozwiązanie problemu importu produktów rolnych z Ukrainy, które pomimo pierwotnego zamierzenia Komisji Europejskiej, aby ułatwić Ukrainie eksport do tradycyjnych odbiorców, trafiają na rynek europejski.
Dlatego też wezwali swoje rządy krajowe do wspólnego działania i obrony interesów rolników i producentów żywności w Brukseli. Komunikat podpisali przedstawiciele Słowackiej Izby Rolniczo-Spożywczej, Polskiej Rady Krajowej Izb Rolniczych i węgierskiej Nemzeti Agrárgazdasági Kamara.
Kolejni pedofile LGBT zatrzymani. Mówienie o tym to „mowa nienawiści”
Mariusz Dzierżawski <pomagam@stopaborcji.pl> W środę zostałem prawomocnie skazany na rok ograniczenia wolności i 15 000 zł kary za prezentowanie w przestrzeni publicznej wyników badań naukowych wskazujących na związek między homoseksualizmem a pedofilią. Wkrótce dowiem się jakie przymusowe prace społeczne będę musiał wykonywać przez najbliższy rok.
Czytam jednocześnie doniesienia prasowe z ostatnich kilku dni: 1) policja aresztowała dyrektora organizacji LGBT za próbę gwałtu na dziecku i dystrybucję dziecięcej pornografii, 2) przewodniczący struktur LGBT zatrzymany za wykorzystanie seksualne dziecka, 3) nauczyciel LGBT trafił do więzienia za gwałt na uczniu. W internecie wyświetlił mi się również kolejny film z zakresu „edukacji seksualnej”, na którym dwóch homoseksualistów przepytuje 6-letniego chłopca czy lubi być dotykany. Tego typu materiały trafiają do sieci bez przerwy. Patrząc na to nie mam wątpliwości, że wyrok na mnie został wydany po to, aby wystraszyć wszystkich, którzy ośmielą się ostrzegać przed deprawatorami seksualnymi. Mówienie o krzywdzie dzieci ma być zakazane pod pretekstem, że jest to „mowa nienawiści”. Cała ta sytuacja przypomina mi czasy ideologicznej opresji z czasów komuny. Tylko ideologia się zmieniła z czerwonej na tęczową. Kilka dni temu policja w Kalifornii w USA aresztowała 17 mężczyzn pod zarzutem pedofilii. Wśród nich znalazł się Gerard Slayton – dyrektor „tęczowej” organizacji LGBT, który został schwytany w trakcie umawiania się z dzieckiem na seks.
Niemal w tym samym czasie aresztowano szefa kanadyjskich struktur LGBT z Kolumbii Brytyjskiej Seana Gravellsa. Był on prezesem organizacji działającej na rzecz „dumy gejowskiej”, która organizowała m.in. takie wydarzenia jak „wieczór dumy gejowskiej” dla nastolatków. Gravells usłyszał zarzuty molestowania seksualnego dziecka oraz posiadania i dystrybucji dziecięcej pornografii.
Równolegle, na Hawajach nauczyciel i aktywista LGBT Alden Bunag został skazany na 17 lat więzienia za wielokrotnie zgwałcenie 13-letniego ucznia oraz nagrywaniu tych gwałtów na video i udostępnianie ich w środowisku pedofilskim. Na jego komputerze znaleziono jeszcze tysiące (!) innych zdjęć i nagrań pedofilskich.
Pedofil Alden Bunag propagował tzw. „zmianę płci” oraz ideologię gender wśród uczniów. Był również aktywny w mediach społecznościowych, gdzie umieszczał komentarze pełne nienawiści, wyzwisk i gróźb wobec ludzi, którzy nie podzielali jego ideologii. Był również gorącym zwolennikiem i propagatorem „edukacji seksualnej” dzieci. Argumentował, zgodnie z propagandą stosowaną przez aktywistów LGBT na całym świecie, że „edukacja seksualna” ma rzekomo chronić dzieci przed pedofilami. Jak sam mówił:
„Brak możliwości omówienia z dziećmi edukacji seksualnej uniemożliwia im zdobycie wiedzy pozwalającej im zorientować się, kiedy są ofiarami przemocy.”
Alden Bunag pisał również, że jeśli dzieci zostaną pozbawione „edukacji seksualnej”, to:
„pedofile mogą je wyczuć i dzieci nie zrozumieją, co się dzieje, ani nie będą w stanie zwerbalizować tego rodzicom ani innym osobom”.
Panie MirosĹ‚awie, powyższe słowa w obronie „edukacji seksualnej” napisał pedofil, który gwałcił dziecko i produkował dziecięcą pornografie. Właśnie o to chodzi w „edukacji seksualnej” – jest to przygotowanie dzieci do tego, aby zostały ofiarami pedofilów.
Według Standardów Edukacji Seksualnej WHO, już od najmłodszych lat życia dzieci mają być uczone masturbacji, „zabaw w lekarza”, dotykania miejsc intymnych oraz wyrażania zgody na seks. Jeśli już kilkuletnie dzieci zostaną z tym oswojone, to gdy będzie je chciał wykorzystać pedofil, w ogóle nie zorientują się, że są ofiarami przemocy seksualnej. „Edukacja seksualna” polega na zniszczeniu naturalnej u dziecka bariery wstydu, która chroni przed pedofilami.
W Holandii opublikowano niedawno instruktażowy film z zakresu „edukacji seksualnej”. Na nagraniu widać, jak dwóch homoseksualistów jest w studio razem z 6-letnim chłopcem, którego pytają, czy lubi być dotykany, na co chłopczyk kiwa głową. W dalszej części nagrania kobieta pyta 4-letniego chłopca jak często bawi się swoim siusiakiem i jak się wtedy czuje. W tym samym materiale „edukatorka seksualna” rozmawia z 9-letnią dziewczynką tłumacząc dziecku na czym polega masturbacja.
Gdy dzieci zostaną z tym wszystkim oswojone, staną się łatwym łupem i ofiarami pedofilów. Wiedzą o tym aktywiści LGBT i za wszelką cenę usiłują zablokować publiczne mówienie o możliwych powiązaniach między homoseksualizmem a pedofilią. Twierdzą, że podawanie do wiadomości publicznej tego typu informacji ich „zniesławia” i uniemożliwia im działalność „edukacyjną”.
Mój proces przed sądem w Gdańsku nie był procesem o rzekome „zniesławienie”, jak twierdzą aktywiści LGBT. Był w rzeczywistości procesem o wolność prowadzenia debaty publicznej w Polsce. Celem aktywistów LGBT jest wyeliminowanie możliwości udziału w debacie publicznej ludziom, którzy głoszą fakty sprzeczne z ich ideologicznymi tezami. Ten proces i inne, które wytaczają nam zwolennicy deprawacji, ma służyć zakneblowaniu mówienia prawdy.
Doskonale było to widać już w trakcie procesu, gdyż zostałem w jego trakcie pozbawiony możliwości obrony.
Sądy dwóch instancji zignorowały nasze materiały dowodowe w postaci danych z prestiżowych pism naukowych i zamieszczonych w nich statystyk wskazujących na znacznie wyższą częstość występowania pedofilii wśród homoseksualnych mężczyzn. Odrzucając przedstawione dowody sąd nie podał żadnych argumentów, które by to uzasadniały. Statystyk pokazujących to samo zjawisko jest znacznie więcej, ale sąd również je zignorował. Wydaje się, że jedynym wyjaśnieniem tego przemilczenia jest fakt, że statystyki te sprzeczne są z ideologicznymi tezami oskarżycieli, które sąd przyjął za prawdę naukową, choć żadnego uzasadnienia przedstawić nie potrafił. Sąd odrzucił prawie wszystkie pytania, które mój obrońca próbował zadać świadkom, odmówił również powołania kluczowego dla mnie świadka – byłego aktywisty LGBT, który teraz działa w obronie dzieci i ujawnia liczne przypadki przemocy seksualnej wobec dzieci w środowisku LGBT.
Może Pan sam zobaczyć jak wyglądał ten proces. Jego fragmenty, takie jak moja mowa końcowa i odczytanie wyroku przez sędziego, nagraliśmy na video: Kalkulacja moich oskarżycieli była prosta: jeśli Mariusz Dzierżawski zostanie skazany, to nikt nie ośmieli się mówić publicznie o strasznych skutkach propagowania zboczeń, bo zostanie postawiony przed sądem, który wyda wyrok poprawny ideologicznie. Udało im się doprowadzić do skazania mnie. Ale nie udało im się nas zastraszyć, gdyż nasza Fundacja dalej będzie działać i ratować dzieci przed pedofilami. Będziemy głośno ostrzegać przed ludźmi i środowiskami, które zagrażają dzieciom.
Proszę Pana o regularne wspieranie naszych działań. Proszę Pana również o pomoc w nagłośnieniu całej sprawy, dzięki czemu więcej osób będzie mogło otworzyć oczy i uświadomić sobie zagrożenie, jakie czeka na wszystkie polskie dzieci, jeśli jako społeczeństwo będziemy bierni. Krótką informację zwięźle opisującą temat skazania mnie z przyczyn ideologicznych opublikowaliśmy na naszej stronie – link do artykułu można wysłać do przyjaciół. Przygotowaliśmy także specjalny materiał w języku angielskim. Może Pan udostępnić go swoim zagranicznym znajomym (w szczególności dziennikarzom, blogerom itp.), aby pomóc nam nagłośnić ten temat w innych krajach.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Chłopcy z „ Okienka” posługiwali się zamiast nazwisk ksywkami jednak najczęściej pochodziły one właśnie od nazwiska. I tak Klonowski nazywany był na co dzień Klon, prezes Wojciech Gadziński nazywany był oczywiście Gad, a bardzo przystojny Drogowicz nosił ksywkę Droga. Droga był wyjątkowo skuteczny w negocjacjach finansowych, potrafiłby Eskimosowi sprzedać lód, a mieszkańcowi Sahary piasek. W Niemczech założył jakąś sektę, w której jak żartowano był biskupem. Naiwne Niemiaszki a raczej znudzone dobrobytem Niemeczki przyciągane blaskiem niebieskich ocząt Drogi za zaszczyt poczytywały sobie możliwość bezpłatnej pracy na należącej do sekty farmie, a zyski konsumował jej guru. Droga nie był również zbyt drobiazgowy w rozliczeniach z kolegami, ale przy ich poziomie zarobków nie musieli być małostkowi.
Jak już pisałam uważali, że taki stan rzeczy, to znaczy ich monopol na rynku robót wysokościowych, będzie trwał wiecznie. Droga dorobił się wielkich długów wobec licznych banków, za które nikt go jakoś nie ścigał. Żadnemu bankowi nie przyszło na przykład do głowy sprzedanie jego mieszkania.
Gdyby inteligencja chłopców przekraczała poziom żyjątka zwanego pantofelkiem zauważyliby, że ktoś ich chroni, a nawet w nich inwestuje.
Dobrym przykładem takiego inwestowania była kasa, którą wyciągał Chyży Rój od pewnego biznesmena. Biznesmen ten, o opinii szlachetnego mecenasa, rozrzucał pieniądze na prawo i lewo. Sponsorował wydawnictwa bezdebitowe, koncerty i wybranych według własnego klucza ludzi. Dotacje biznesmena postawiły Chyżego i jego rodzinę na nogi. Przesiadł się z zardzewiałego roweru na dobrej klasy samochód i nie musiał już w deszczu wisieć na linie. W „ Okienku” zajął się promocją, wydawnictwami i innymi raczej zbędnymi czynnościami.
Ten sam biznesmen ofiarowywał kiedyś sporą sumę na pewne bezdebitowe warszawskie pisemko ale jego wydawcy, w porę ostrzeżeni, zrezygnowali ze sponsoringu. Jeden z nich odwiedził jednak po cichu biznesmena i wziął ofiarowaną sumę do własnej kieszeni. Co gorsza wydał całą kasę w Zakopanym na wódkę i panienki. „ Idź złoto do złota” skomentował ten fakt jego kolega. „Jakie pieniądze takie ich przeznaczenie”.
Chyży Rój nie był potęgą intelektu ale nawet debil rozumiałby, że będzie musiał kiedyś za te pieniądze rzekomemu biznesmenowi czy jego mocodawcom się odwdzięczyć. Zupełnie mu to nie przeszkadzało. W „ Okienku” posługiwano się na co dzień przewrotną definicją cnoty – „Cnota to permanentny brak okazji” twierdzili chłopcy i wbrew pozorom nie były to wcale żarty.
C D N
Zbieżność nazwisk i sytuacji jest przypadkowa. W kolejnych odcinkach mojej opowieści poznają państwo losy innych osób pracujących w spółdzielni „Okienko”
Jedni marudzili: Dlaczego teraz? Drudzy: Dlaczego tak słabo i dlaczego tak późno? Inni, że użył proszkowej zamiast pianowej i gaśnicę uruchomił za wcześnie. Jeszcze inni, żeby przestał o tym mówić, bo przysłania inne ważniejsze tematy takie, jak wiatraki. A jeden to nawet napisał, że „po Braunowym wyczynie do Warszawy zjechali samiuteńcy szefowie CIA i Mosadu, i wszystko wskazuje na to, że spotkali się z paroma ważnymi tubylcami i wydali im jakieś dyspozycje”. Wszystkich pobiła gazeta redaktora „Spaślaka” (bo spasionego na rządowych reklamach), która posunęła się do oskarżenia, że gasił na polecenie Ruskich (i nic to, że w innej gazecie było zdjęcie, gdy Putina zapalał).
A sprawa ma się tak: Dziś nie ma ważniejszego tematu, niż judaizacja Polski i polskiego Kościoła.
A ci, którzy są innego zdania, odciągają uwagę nie od wiatraków, ale od własnego zaprzaństwa a nawet zdrady. A co do momentu uruchomienia gaśnicy, to miał wyczucie czasu i zrobił to w samą porę. No i w sam raz, bo w pierwszym dniu urzędowania nowego rządu, czyli finalnego etapu likwidacji Polski, bo przebudził naród, który śpi (a jeśli się na chwilę budzi, to tylko po to, żeby zagłosować na swych ciemiężców), bo zobaczył, że istotny sens i przesłanie chanuki to celebrowanie tryumfu talmudystów nad resztą świata. No i zobaczył, że jego apel #StopUkrainizacjiPolski nie działa, że rzuca go na wiatr, że jest głosem wołającego na puszczy.
A może podsumował wyniku wyborów i wyszło mu, że Chabad przejmuje władzę w Polsce? Że jeszcze nigdy nie było ich tylu u władzy. Że jednych podopiecznych Chabadu podmienili inni, że Dworczuka podmienili na Bodnara, Rau na Sikorskiego, a Kuchcińskiego na Kowala. Że wcześniej prześladował go Kamiński z Wąsikiem, a teraz Bodnar z Siemoniakiem. Że dotąd nękała go marszałek Witek (i szczekająca za jej plecami wicemarszałek Gosiewska) a dziś robi to marszałek Hołownia i wicemarszałek Czarzasty. No i zobaczył, że znowumamy prezydenta i premiera z jednego obozu politycznego, z jednej partii, z Unii Wolności, oraz że arbitrem w rozstrzygnięciach wyborczych i kłótniach o władzę, pieniądze i media, a także w sporach między samymi Polakami, są rabini z sekty Chabad. Wszędzie – Chabad. Gdzie nie spojrzysz – Chabad. Czego się nie dotkniesz – Chabad.
A może wyczytał, że Chrystusa zaciekle nienawidzą, że za największych wrogów uważają katolików i że Bóg stworzył świat wyłącznie dla nich, a wszyscy inni to śmiecie, których przeznaczeniem jest służenie Żydom? Może dotarły do niego słowa założyciela sekty „Słowiańskie bydło wypędzimy daleko na północ”, i że przywódca sekty, czczony i uznawany za żydowskiego mesjasza, w swych religijnych traktatach głosił: „Istnieje konflikt dwóch cywilizacji, żydowskiej, wybranej przez Boga, i cywilizacji gojów. Cywilizacja gojów powinna zniknąć z powierzchni ziemi. A pomógł mu szef żydowskiej gminy w Charkowie, który o Chabad powiedział: To nie jest byle jaka sekta, to są ludzie, którzy trzymają pod kontrolą szefów rządów czołowych krajów świata i spotykają się z nimi.
Może dotarło do niego, że do władzy powróciły partie, które w poprzednich rządach nigdy nie odstąpiły od narzuconego Polsce kursu, że to będzie rząd Sług Ukrainy,że w pro-kijowskim amoku będą równie zdeterminowani, ale bardziej skuteczni, że nie mają żadnych recept na odparcie zagrożeń dla Polski, w tym jej przemiany w państwo dwunarodowe, że będą się spierać na tematy zastępcze, że główny wysiłek skupią na trwaniu od wyborów do wyborów i szabrowaniu kolejnych kawałków publicznego mienia.
To wszystko nie wzięło się znikąd, nie pojawiło się nagle, niczym deus ex machina. To ma swoje historyczne tło. To – użyjmy modnego dziś słowa – kamienie milowe na drodze chabadyzacji Polski.
Pierwszym był powrót dowładzy żydokomuny, czyli przekazanie władzy Żydom nastręczonym Jaruzelskiemu przez Davida Rockefellera. Potem było manipulowanie transformacją ustrojową w Polsce. Bo, kto zakładał lub kto przejmował wszystkie partie powstałe w Polsce po 1989? Porozumienie Centrum, partia braci Kaczyńskich działała jak sekta, a przez swych członków nazywana była „zakonem” (co bloger odszyfrował: Jaki to zakon? Jezu-Icki!). KLD założony został przez „wojskówkę”, ale jego liderzy, oprócz oficerów prowadzących, mieli także rabinów prowadzących. Koszerni byli Bielecki i Lewandowski (a Tusk, chociaż tylko figurant, tylko obcoplemieńcem). A kto nadzorował ZChN i kto je rozwalił od środka? Z jednej strony judeochrześcijanin Marek Jurek, a z drugiej latający z chanuką Stefan Niesiołowski. A skąd się wzięła wolta Giertycha z LPR, i czy przypadkiem jest, że dziś jest pełnomocnikiem prawnym Chabad? A gdy już uchowała się jakaś partia czystopolska (licencja ks. Prof. Czesława Bartnika), to była wdeptywana w ziemię, a jej przywódcę mordowano rytualnie. I czy racji nie mają ci, którzy uważają, że Polsce nie można pomóc zakładając partię, bo w jej kierownictwie natychmiast pojawia się dwóch albo trzech Żydów?
Takim kamieniem milowym była grabież majątku Polaków. A kto za nią stał? Kto jest autorem słów: „Jest koszerny interes do zrobienia”, które padły podczas wizyty Rywina u Michnika, i stały się nie tylko mottem procesu grabieży, ale także mottem polsko-żydowskiej Love Story w biznesie i handlu? „Tęsknię za tobą, Żydzie!” – tak wołała przed laty Warszawa z murów swoich kamienic. Ta niby artystyczna prowokacja pod wszystkimi względami ziściła się – Polska stała się mekką izraelskiego biznesu, tysiące Izraelczyków upatrzyło sobie nasz kraj, jako pierwszą ojczyznę i, w rezultacie, nie było żadnej afery i przekrętu, gdzie w cieniu nie kryłby się żydowski geszefciarz.
A kto judaizował polski Kościół? Jeśli nie ta żydowska sekta szczególnie nienawidząca katolików? Kto ustanowił Dzień Judaizmu w Kościele? Biskupi o pseudonimach operacyjnych „Żydziński” i „Pierdolonek”, czyli, jak po zakrystiach mówiono: „agenci żydowscy w Episkopacie”). Kto dokonał mordu rytualnego na arcybiskupie Stanisławie Wielgusie? Kto dopuścił do tego, żeby Polaków ewangelizował, uczył katechizmu, a nawet wygłaszał do nich kazania, takie indywiduum, jak Hołownia? Dlaczego oświadczenie kardynała niczym nie różni się od „Aj, waj” rabina Chabadu. Kto przy beatyfikacji rodziny Ulmów rozpętał akcję wpajania Polakom przekonanie, że prawdziwym bohaterstwem jest poświęcenie swojej rodziny, w tym nawet nienarodzonego dziecka, w imię ratowania Żydów? A kto pozwolił na reaktywację loży B’nai B’rith i powołał Muzeum Polin? Kto jest autorem kłamstwa jedwabińskiego, gdy na polecenie rabinów wstrzymał ekshumację?
Kamieniem milowym były świece chanukowe, które, jako pierwszy, zapalił Aleksander Kwaśniewski, a jako stały zwyczaj wprowadził Lech Kaczyński.. Ten ostatni wziął udział w zapaleniu świec w warszawskiej synagodze, oświadczając przy okazji, że był to „ostatni akcent obchodów 90 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości”. Zwyczaj kultywuje obecna Duda, który ubogacił ceremonię, oświadczając w 15. rocznicę pierwszej Chanuki: „To jest Polin, to jest miejsce dla nas wszystkich”, i dorzucając: „Po tym tysiącu lat trudno powiedzieć, ile każdy z nas ma w sobie krwi żydowskiej, bo ona po prostu jest, płynie w żyłach”. Czy tradycja świętowania Chanuki była wyrazem religijnego pluralizmu, czy raczej objawem poddaństwa? Czy nie była drogowskazem zmian, jakie zajdą w polskim Kościele i w Polsce?
Jeszcze inny kamień milowy (chociaż pomniejszy) to sesja Knesetu na Wawelu. Przy czym w tym przypadku – tak, jak z Chanuką w Sejmie – chodziło o zademonstrowanie, kto w Polsce rządzi. Za rządów PiS na polskiej scenie politycznej pojawili się nowi gracze – Jojne Daniels, od którego na kilometr czuć nie tylko Mosadem ale i Chabad, nałożył jarmułki na głowy lub raczej na łby połowy ministrów. Wystarczy wspomnieć zwierzenia ich rabina: „Morawieckiego, ówczesnego ministra finansów do mojego domu przyprowadził mój przyjaciel Jonny Daniels”. Z knajpianych taśm wiemy, że o tym, kto zostanie premierem polskiego rządu decydował Lejb Fogelman. I od tego czasu możemy mówić, że agenta o pseudonimach „Student” i „Jakub”, przejął od Stasi rabin prowadzący z Chabadu, nadał mu pseudonim „Krzywousty”, i kazał posyłać dzieci do prowadzonej przez Chabad żydowskiej szkoły w Warszawie.
W roku 2012 na rynku podziału łupów „Przedsiębiorstwa Holocaust” pojawiają się nowi gracze, którzy nie chcą bezsilnie przyglądać się, jak inne sekty sprzątają im łup spod nosa. Przy władzy w Warszawie jest sługa narodu niemieckiego, potrzebny jest więc nowe rozdanie i podmienienie go na sługę narodu żydowskiego. W tym celu rabini z Chabad Lubawicz obmyślają sprytny plan – dobijają targu z Jarosławem Kaczyński i inicjują, poprzez zmontowaną przez Mosad aferę znaną jako „afera taśmowa”, koszerny coup d’état. Za pomoc w dorwaniu się do władzy stawiają żądania, i dostają wiele. Mateusz Jakub Morawiecki i Adam Glapiński zaciągają u żydowskich lichwiarzy ogromne kredyty. W zamian oddają w pacht Lasy Państwowe, złoża naturalne, węzły energetyczne i ujęcia wody (a Polsce zostawiają długi). Część zaciągniętych kredytów przejmują podopieczni Chabadu na Ukrainie. Jako dodatkowe zabezpieczenie, uchwalają w Kongresie ustawę 447 i instalują w Warszawie żydowski bank JP Morgan, który transfery nadzoruje i prowadzi buchalterkę. À propos i jako komentarz do innego akapitu: Glapiński to kolejno wiceprzewodniczący PC, współzałożyciel warszawskiego oddziału KLD i członek ZChN.
Wiedział, jak szybko wprowadzany jest w życie projekt Judeopolonii(w jego zaktualizowanej i rozwiniętej wersji – Ukropolin i Niebiańska Jerozolima nad Morzem Czarnym). Wiedział, że to Polacy będą owemu drugiemu Izraelowi, pod pretekstem powojennej odbudowy, wypłacać haracz, co oznacza, że Polska będzie drugą Palestyną, a Polacy podzielą los Palestyńczyków. Wiedział, że zobowiązał się do tego w Kijowie Radek Sikorski-Applebaum. No i wiedział, że Ukraina to zamysł z gruntu germański, a Ukropolin niewiele różni się od niemieckiego projektu Mitteleuropy, i że stojący na czele polskiego rządu agent niemiecki, projekt zrealizuje w podskokach.
Po Okrągłym Stole staliśmy się Rzeczpospolitą Obojga Narodów (polskiego i żydowskiego) i sługami narodu żydowskiego. Po wybuchu wojny staliśmy się Rzeczpospolitą Trojga Narodów (polskiego, żydowskiego i ukraińskiego) i jeszcze sługami narodu ukraińskiego. Ale na tym nie koniec – taki twór ma się składać z żydowskiej elity, z kilkunastu milionów niemających nic do powiedzenia Polaków i z kilku milionów przybyszów z Dzikich Pól, którzy łupionych Polaków będą pilnować. A co do „sług narodu ukraińskiego” to wprowadźmy drobną korektę – chodzi o sługi ukraińskich oligarchów. Bo tak, jak ekipa Okrągłego Stołu skończyła w ramionach Starszych Braci z Izrael, tak Dobra Zmiana skończyła w ramionach żydowskich oligarchów z Ukrainy.
W ich całej miłości do Ukrainy nie chodzi o pułk Azow, nie chodzi też o Rosję, ale o Zełenskiego i oligarchów sowieckiego pochodzenia, żydokomunę powiązaną z oligarchami w Rosji i spowinowaconą z sektą Chabad, których trzeba wspomagać (a nie molestować w sprawie pomników Bandery), z których najbardziej wpływowym jest promotor urzędującego prezydenta – Ihor Kołomojski. Bo gdyby Putin zwyciężył, to zrobiłby z nimi to samo co z Chodorkowskim i Abramowiczem, czyli pozbawił majątków, a nawet życia..
Chcąc za wszelką cenę przypodobać się oligarchom oraz zabłysnąć przy okazji, jako „mocarstwo humanitarne” i prymus w udzielaniu pomocy, kompletnie lekceważyli koszty i konsekwencje dla podstawowych polskich interesów. Nie zwracali uwagi, że to kraj, gdzie kilkudziesięciu złodziei splądrowało 80 procent narodowego majątku, gdzie prezydentem jest podopieczny najpaskudniejszego oligarchy, że otwarcie na oścież granic Polski dla rabusiów jest, jak zaproszenie lisa do kurnika. Tak samo jest z ich podejściem do członkostwa Ukrainy w UE, bo chodzi o członkostwo oligarchów ukraińskich. Z tym samym mamy do czynienia, gdy każą nam wierzyć, że Polakom szczególnie szkodzi sprzedawanie polskich jabłek w Rosji, za to znakomicie ich zdrowie poprawia „techniczne” zboże od ukraińskich oligarchów. Przy czym analizy takie zawdzięczamy Ośrodkowi Studiów Wschodnich (założonemu przez Bartłomieja Sienkiewicza), który analizuje całodobowo sytuację na Wschodzie tak, abyśmy mogli zrozumieć różnice między dobrymi oligarchami na Ukrainie i złymi oligarchami w Rosji.
Ale to nie wszystko – do Polski przenoszą się podopieczni Chabadu (którzy już wcześniej dokonywali akrobacji finansowych w Amber Gold i GetBack) i zabierają się za grabież Polski. I w ten oto mało skomplikowany sposób ukraińscy oligarchowie stają się polskimi oligarchami, a ich nadzorcy z Chabad nadzorcami naszych polityków. Ale to nie wszystko, bo najbogatszy z ukraińskich oligarchów, przejmując biznes po polskim oligarsze wschodniego pochodzenia, kupił kamienicę w Warszawie, tuż pod oknami gabinetu Tuska i Sikorskiego. Czy aby nie po to, żeby pokazać, kto w Polsce rządzi? Po zagnieżdżeniu się na Ukrainie. Po przeniknięciu w struktury państwowe Ukrainy. Po całkowitym przejęciu Ukrainy, oczy Chabadu kierują się w stronę Polski, gdzie próbują wykroić dla siebie nowe żydowskie latyfundium (którego nazwę podpowiedział Duda) – UkroPolin. Bo nie jest tak, jak się niektórym wydaje, że w chanukowych ceremoniach chodzi o obrzędy religijne. Tu chodzi o przejęcie Polski we wszystkich aspektach.
Gdy pojawiła się teoria, że operację Hamasu zaprojektował Kreml, pojawiła się też teoria, że wojnę zainspirowali Żydzi z Chabad. Nieopatrznie wygadał się z tym izraelski minister ds. diaspory: „Ekstremistyczne, skrajnie prawicowe ruchy, przywołując żydowskie pochodzenie Zełenskiego, wykorzystują konflikt rosyjsko-ukraiński dla szerzenia antysemickiej propagandy o żydowskiej odpowiedzialności za wojnę”. Ale do wojny (dodajmy: dziwnej) nie doszło tylko z inspiracji Chabadu. Stoją za nią także nowojorscy neokonserwatyści, a ci – ma się rozumieć zupełnie przypadkiem – to żydki z Galicji, czyli z… Ukropolin.
Jak to jest, że na jeden gwizdek do zapalenia świeczek stawiają się prezydent, marszałkowie Sejmu i Senatu, ministrowie, redaktorzy naczelni gazet i chmara posłów ze wszystkich poróżnionych partii? Jak to jest, że w tej kwestii zapanowała jednomyślność nieznana od czasu Okrągłego Stołu i że w miejsce PRL-owskiego Frontu Jedności Narodu wytworzył się swoisty Front Chanukowy, złożony ze środowisk dotychczas walczących ze sobą na śmierć i życie? Jak to jest, że kard. Grzegorz Ryś oznajmia z miasta Łódź, że jest mu wstyd i przeprasza całą społeczność Żydów w Polsce? Skąd jedność ponad podziałami antychrześcijańskiej sekty żydowskiej, Episkopatu, biblistów z KUL, zwierzchnika Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, prawosławnych i grekokatolickich popów? Dlaczego przyłącza się do niej poseł, który mówił o „opiłowaniu katolików”?
Dlaczego w takt muzyki klezmerskiej kiwa się w Sejmie Teofil Bartoszewski? Czy dlatego, że inspiruje się (tak, jak ojciec) polską jakoby mądrością ludową,: „Bierz, kiedy dają, tańcz, kiedy grają, uciekaj, kiedy gonią, klękaj, kiedy dzwonią”? Jak to jest, że rudy, wredny i mściwy (jak nazwali go dzisiejsi sojusznicy z żydokomuny), słynący z wilczych ślepiów premier, spoglądając łagodnie w oczy dziennikarzom, mógł powiedzieć: „Wobec tak manifestacyjnego zła, reakcja wszystkich bez wyjątku była identyczna, nie widziałem żadnej różnicy między lewą stroną, prawą stroną i centrum, bo wszyscy zareagowali w taki sam sposób”? Kto pociąga za wszystkie sznurki? Kim jest tajemnicza niewidzialna ręka, a raczej macka, która tym steruje? I czy tą ośmiornicą jest ośmioramienny świecznik?
Krzysztof Baliński
[wielka Trójca: Shmuley Boteach, Szalom Ber Stambler, Lejb Fogelman ]
Bezpośrednia sprzedaż mocno spadła, ale wyraźnie wzrósł eksport do Azji Centralnej i na Kaukaz.
Kraje Unii Europejskiej po rosyjskiej agresji na Ukrainę z jednej strony nakładają na Moskwę kolejne sankcje, ograniczając możliwości eksportu towarów na tamtejszy rynek, a z drugiej – firmy z państw UE te sankcje obchodzą, sprzedając swoje wyroby do państw sąsiadujących z Rosją, skąd prawdopodobnie trafiają one na zakazany rynek. Do takiego wniosku prowadzi analiza danych na temat obrotów handlowych z takimi państwami, jak Azerbejdżan, Kazachstan czy Kirgistan.
Kilka dni temu o sprawie przypomniał Robin Brooks, główny ekonomista Instytutu Finansów Międzynarodowych, globalnego stowarzyszenia branżowego z siedzibą w Waszyngtonie. Na tapetę wziął nasz kraj. „Polski eksport do Kirgistanu zwiększył się o 1900 proc. od czasu inwazji Rosji na Ukrainę. Nie ma możliwości, żeby te towary były przeznaczone do krajowego użytku w Kirgistanie. Oczywiście trafiają do Rosji, gdzie pomagają utrzymać w ruchu wojenną gospodarkę Putina. UE przymyka na to oko…” – napisał w serwisie X.
Pewnego zimowego dnia w lokalu firmy „ Okienko” pojawiła się kontrola z Izby Skarbowej. Od początku działalności spółdzielni przyjęto wrzucać wszelkie faktury i dokumenty do ogromnego pudła po telewizorze albo nawet po jakimś sporym meblu i nikt do niego nie zaglądał. Dziewczyny prowadzące księgowość, które nie były wcale księgowymi tylko żonami albo narzeczonymi, koleżankami czy partnerkami chłopców pracujących na linie jakoś sobie z tymi rachunkami radziły.
Konfiguracje miłosne i przyjacielskie zmieniały się w tym środowisku częściej chyba niż zwykle więc żona jednego mogła tak naprawdę być przyjaciółką czy narzeczoną drugiego, ale to nie ma nic do rzeczy.
Przy kontrolerce wyszły na jaw zdumiewające fakty. Okazało się, że według faktur ta sama osoba tego samego dnia remontowała kolejkę na Kasprowy Wierch i pracowała na dachu jakiegoś kościoła. Sugerowało to poważne uchybienie jakim jest kreatywna księgowość, ale niczym nie zmieszani chłopcy głośno debatowali przy kontrolerce, którą z kilku hipotetycznych lokalizacji wolą. Gdy kontrolerka zaczęła trochę grymasić zgromadzili się w łazience i losowali ułamaną zapałką który z nich ma- jak to mówili – zrobić jej dobrze. Wszelkie tajne polityczne narady zwane przez nich knuciem odbywały się zawsze w łazience. O święta naiwności!
Ostatecznie stanęło na kolacji, tańcach, kwiatach i czekoladkach. Pechowiec, który wylosował ułamaną zapałkę skarżył się potem, że zatruł się w eleganckiej knajpie łososiem a poza tym czuł się po dansingu jak po maratonie. Dama była starszawa, kształtów rubensowskich i zdecydowanie niewytańczona – balowali wiec do samego rana. Czy zjedli razem śniadanie nie chciał powiedzieć. Chłopcy jak zwykle optymistycznie zakładali, że pozytywny wynik kontroli skarbowej zawdzięczają swemu urokowi i umiejętnościom tanecznym pechowego kolegi. Nie dopuszczali logicznego przecież podejrzenia, że ktoś trzyma nad nimi ochronny parasol, że nad nimi jest jakaś krysza.
CDN
Zbieżność nazwisk i sytuacji jest przypadkowa. W kolejnych odcinkach mojej opowieści poznają państwo losy innych osób pracujących w spółdzielni „Okienko”
Półmetek Forum w Davos ze szczyptą ezoteryki i szamanizmu. Do globalnych elit dociera, że tracą sterowność: większość ludzi odrzuca ich agendę klimatyczną i genderową. Dla obywateli otacza to dokręcanie śruby cenzury („walka z dezinformacją”) i rozbudowę cyfrowego faszyzmu.
[google: putana = kurwa, po włosku, puta – po hiszpańsku]
„przywódzczyni Putany, należąca do amazońskiego plemienia Yawanawa, zamieszkującego brazylijski północno- zachodni stan Acre, odprawiła szamanistyczny rytuał”,
– Możemy złożyć nasze ręce, zjednoczyć nasze serca, zjednoczyć nasze myśli w tym samym kierunku, dla uzdrowienia planety i uzdrowienia duchowego – mówiła do zgromadzonych tuż przed wykonaniem dziwacznego obrzędu szamanka. [por.: Davos: Drogie uczestniczki ! – Like dating. But HOTTER. memy…]
Porażające! Tak ma wyglądać szkoła: mniej fizyki, chemii, historii i j. polskiego. Nowacka: Uczniowie są zmęczeni tzw. wiedzą bezużyteczną
Już z samych tylko zapowiedzi ekipy Donalda Tuska można było wywnioskować, że zmiany w polskich szkołach będą drastyczne. „Ministra” Barbara Nowacka potwierdziła to swoimi pierwszymi decyzjami – zmianami w kuratoriach oświaty.
Teraz ujawnia kolejne plany: „Zmniejszymy na początek zakres materiału z przedmiotów, które przez nauczycieli, ekspertów i uczniów są wskazywane jako najbardziej problematyczne. To m.in. fizyka, chemia, geografia, biologia, ale też historia czy język polski”.
Lekcje religii najbardziej palącym problemem?
Już na początku rozmowy Z „Newsweekiem” Nowacka została zapytana o zdejmowanie krzyży ze szkolnych ścian. Minister odparła, że sama jest zwolenniczką „wyraźnego rozdzielenia państwa i jego instytucji od religii” dlatego w jej gabinecie nie ma krzyża i zadba o to, by „przestrzeń oficjalna MEN była neutralna religijnie”. Zadeklarowała jednak, że nie będzie „tych poglądów narzucać z urzędu”.
To, czy krzyż został w niej wyeksponowany, pozostaje kwestią lokalnej wrażliwości. Odgórna decyzja o zdejmowaniu krzyży mogłaby być odebrana jako cios w tę wrażliwość i tożsamość, nie będę więc tego ani zakazywać, ani nakazywać. Chcę postawić na większy wpływ społecznościom szkolnym– stwierdziła minister edukacji. Jednocześnie dodała, że będzie „pilnowała” przestrzegania zapisów konkordatu „dla bardziej transparentnego rozdziału Kościoła od państwa”.
Nowacka odniosła się też do sprawy lekcji religii w szkołach stwierdzając, że „naprawdę wystarczy jedna godzina religii, a nie, jak teraz – dwie godziny w tygodniu”. Przekonywała, że ograniczenie godzin lekcji religii w szkołach pomoże w odciążeniu uczniów i wszystko będzie „lepiej funkcjonowało”, jeśli religia zostanie umieszczona na pierwszej lub ostatniej lekcji.
Mniej chemii, biologii i j. polskiego
Następnie Nowacka stwierdziła, że „sprawa niezwykle ważna” to „ulżenie uczniom w szkolnych obowiązkach”, na co – jak przekonywała – wszyscy zwracają jej uwagę. W jej ocenie „polska szkoła stała się niestety miejscem, do którego nikt już chyba nie idzie z przyjemnością”. Nowacka wyliczała, że nauczyciele mają mieć lepsze warunki pracy i zarobki, a dyrektorzy „muszą dostać autonomię, spokój i pewność, że już żaden kurator partyjniak nie będzie ich karał za poglądy”. Za to uczniowie mają mieć przekonanie, że „to, czego uczą się w szkole, jest naprawdę ważne, że odpowiada wyzwaniom i realiom naszych czasów”, bo szkoła „musi w końcu nadążyć za pędzącym światem. A żeby tak się stało – kontynuowała Nowacka – „trzeba dokonać selekcji materiału”, ponieważ uczniowie „są zmęczeni tzw. wiedzą bezużyteczną”.
Które więc przedmioty mają być „odchudzone”? Nowacka powołała się na zdanie nauczycieli, ekspertów i uczniów, a nowe podstawy programowe mają być przygotowane do września.
Zmniejszymy na początek zakres materiału z przedmiotów, które przez nauczycieli, ekspertów i uczniów są wskazywane jako najbardziej problematyczne. To m.in. fizyka, chemia, geografia, biologia, ale też historia czy język polski – powiedziała szefowa MEN dodając, że w planach jest wdrożenie nowych podstaw od nowego roku szkolnego.
Co z listą lektur?
Ofiarą nowego kierownictwa MEN padnie też lista lektur szkolnych. Chociaż Nowacka powiedziała, że o tym, które lektury zostawić, a które nie, będą decydować eksperci”, dodała, że ona sama jest przekonana o tym, że listę tę „należy uwspółcześnić”.
Szkoła, niestety, od czytania systemowo odstręcza. Skoro lektur jest zbyt wiele, żeby uczniowie zdołali je przeczytać, musimy zmniejszyć ich liczbę i zastanowić się uważniej nad doborem – oświadczyła.
Ograniczanie prac domowych
Nowacka powiedziała, że „rozmowa o przeczytanych książkach może być naprawdę rewelacyjnym czasem i dla uczniów, i dla nauczycieli”, a żeby było to możliwe, trzeba „ograniczyć prace domowe”. Dodała, że prace nad rozporządzeniem już trwają.
Prace domowe obciążają uczniów, a jeszcze częściej ich rodziców, którzy w młodszych klasach i tak muszą je wykonać. (…) Co ma zrobić dziecko, którego rodzice nie mają na to czasu albo po prostu nie mają takich umiejętności, żeby z nim jakieś zadanie wykonać? (…) Oczywiście trzeba pamiętać, co jest pracą domową. Czytanie lektury, przygotowywanie się do sprawdzianu czy utrwalanie wiedzy ze szkoły to przecież nie jest praca domowa – powiedziała szefowa MEN.
Cel? „Odczarnkowienie” szkoły
Z dalszej lektury wywiadu możemy dowiedzieć się także, że celem Nowackiej jest „odczarnkowienie” szkoły, w czym – jej zdaniem – ma pomóc zrezygnowanie z przedmiotu historia i teraźniejszość, bo to „nie pomogło w rozumieniu historii współczesnej”.
Wychowanie obywatelskie w szkole musi mieć walor praktyczny i partycypacyjny, tak żeby młody człowiek wchodzący w dorosłość bardzo dobrze zdawał sobie sprawę z tego, jakie ma prawa i możliwości. (…) Na szczęście, wobec nacisków i propagandy rządu PiS, wiele organizacji obywatelskich i wielu nauczycieli przygotowało scenariusze lekcji, wręcz całe programy, które być może będziemy mogli wykorzystać – mówiła Nowacka.
Nie mogło też zabraknąć pytania o edukację seksualną. Nowacka powiedziała, że „w szkole powinny być treści, które dotyczą fizjologii człowieka i jego seksualności, ale również tego, jak radzić sobie w sytuacjach kryzysowych, np. z hejtem, jak żyć higienicznie w cyberświecie, jak się zdrowo odżywiać”. Oceniła, że „wychowanie do życia w rodzinie było fatalnie realizowane przy wykorzystaniu fatalnego podręcznika”.
Kwestie dotyczące nauczycieli
Nowacka mówiła też o odbudowie prestiżu zawodu nauczyciela. Mają w tym pomóc podwyżki wynagrodzeń oraz „uszczuplenie podstawy programowej”, i kuratoria „uwolnione od partyjniactwa”. W tej kwestii kolejny raz uderzyła w byłą małopolską kurator oświaty Barbarę Nowak, którą Nowacka uznała za przykład „dyskredytowania nauczycieli i ścigania samodzielnie myślących dyrektorów szkół”.
Na koniec Nowacka stwierdziła, że zależy jej na tym, by „polska publiczna szkoła utrzymała wysoki poziom nauczania”, a „w interesie państwa polskiego jest dobrze funkcjonujące szkolnictwo publiczne”.
Bezwolna masa – takie mają być kolejne pokolenia młodych Polaków po ukończeniu szkoły w wydaniu Barbary Nowackiej?
Czy pani minister nie zdaje sobie sprawy, że chociażby kwestia nauczania fizyki, chemio, biologii ma wpływ na rozwój technologiczny? Nie wspominając już o zawodach medycznych.
„Opracowany program zawiera gotowe scenariusze zajęć, z których będą mogli korzystać wszyscy nauczyciele. Zależy nam, by uczniowie pracowali metodą projektów, gdyż takie zdobywanie wiedzy przynosi dobre efekty, a odpowiednie treści zostały wplecione w podstawę programową, co pozwoli na realizację programu w ramach godzin lekcyjnych, bez dodatkowego obciążania uczniów” – podkreśla Grażyna Burek.
Podsumowując- nie dość, że na fizyce, chemii czy geografii uczniowie będą się uczyć mniej, to dodatkowo zostanie im zaserwowana globalistyczna propaganda. Zamiast prawa Ohma czy praw Kirhoffa dzieciaki dowiedzą się, że dobrze mieć koło szkoły wiatrak i że trzeba sortować śmieci.
Mariusz Dzierżawski. / foto: screen YouTube: NCZAS INFO
Na kanale NCZAS INFO ukazała się rozmowa z szefem Fundacji Pro – Prawo do Życia Mariuszem Dzierżawskim. Ujawnił on kulisy procesu, w którym został skazany za organizację kampanii społecznej.
Przypomnijmy, że 17 stycznia Dzierżawski usłyszał wyrok sądu II instancji. Pro-lifer został skazany na rok ograniczenia wolności oraz zapłatę 15 tys. zł kary za organizację kampanii społecznej dot. związków między homoseksualizmem i pedofilią.
W kampanii przedstawiono informacje m.in. o wynikach badań naukowych dotyczących powiązań między homoseksualizmem a pedofilią. Sądy dwóch instancji uznały, że głoszenie takich treści publicznie stanowi zniesławienie tęczowych aktywistów.
Przeciwko Dzierżawskiemu wystąpiło Stowarzyszenie Tolerado z Gdańska. Zarzucało Fundacji zniesławienie. Jednym z zawartych w oskarżeniu zarzutów było to, że Pro – Prawo do Życia podaje do wiadomości publicznej wyniki badań naukowych, które sugerują, że pedofilia jest zjawiskiem częstszym w środowisku homoseksualnym.
– Sąd postanowił dać mi szansę na resocjalizację, dać mi szansę na to, żebym przejrzał na oczy, żebym nie czytał niepotrzebnych opracowań naukowych, żebym nie czytał niepotrzebnych książek – ironizował Dzierżawski.
Jak dodał, „uzasadnienie było mętne”, więc „nie do końca wie, za co jest skazany”. – Generalnie linia jest taka, że ja zniesławiłem ludzi, o których istnieniu nawet nie miałem zielonego pojęcia – stwierdził.
– W czasie procesu były oskarżenia, że ja mówiłem to w niewłaściwym czasie i w niewłaściwym miejscu, a mianowicie mówiłem to kilka miesięcy po śmierci prezydenta Adamowicza i w dodatku wtedy trwała kampania wyborcza na urząd prezydenta Gdańska i startował w tej kampanii straszny Grzegorz Braun i ja w tym samym czasie głosiłem takie straszne hasła – dodał.
Zaznaczył też, że „w dodatku Grzegorz Braun kilka razy się pojawił przy okazji naszych pikiet”.
– Jak słuchałem tych oskarżycieli, zwłaszcza ich pełnomocniczki, to właściwie czułem się, jakbym ja był odpowiedzialny za śmierć prezydenta Adamowicza i za wszystkie zbrodnie, które w ogóle kiedykolwiek zostały popełnione na kochających inaczej – dodał.
„Głównym zmartwieniem na najbliższe dwa lata nie są konflikty ani klimat, lecz dezinformacja” – oznajmiła von der Leyen(…) „Chociaż rządy dysponują wieloma środkami nacisku pozwalającymi stawić czoła wielkim wyzwaniom naszych czasów, ale to przedsiębiorstwa [sic] dysponują innowacjami, technologią i talentami, aby dostarczać rozwiązania, których potrzebujemy, aby walczyć z zagrożeniami, takimi jak zmiany klimatu czy dezinformacja na skalę przemysłową”
Wideo: Przewodnicząca UE wzywa do globalistycznej kontroli nad wszystkimi informacjami
Mówi elicie Davos, że ich najwyższym priorytetem powinna być „dezinformacja na skalę przemysłową”
We wtorek przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zwróciła się do elit na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos, wzywając do nadrzędnej globalistycznej kontroli nad przepływem wszystkich informacji w epoce cyfrowej.
„Głównym zmartwieniem na najbliższe dwa lata nie są konflikty ani klimat, lecz dezinformacja” – oznajmiła von der Leyen, dodając: „Granica między byciem «online» a «offline» staje się coraz cieńsza, a jest to jeszcze ważniejsze w erze generatywnej sztucznej inteligencji”.
Zwracając się do elity per „Ekscelencje” i we wstępie osobiście zwracając się per „drogi” do Klausa Schwaba, von der Leyen wezwała ponadto do opracowania „nowych globalnych ram dotyczących zagrożeń związanych ze sztuczną inteligencją” i obietnicy „przyspieszenia globalnej współpracy”, aby zapobiegać rozpowszechnianiu „dezinformacji” (informacji, o których nie chcą, abyś wiedział).
https://twitter.com/i/status/1747596243331686719
Kontynuowała: „Wiele rozwiązań leży nie tylko we współpracy krajów, ale, co najważniejsze, we współpracy przedsiębiorstw i rządów, przedsiębiorstw i demokracji”, dodając, że „Chociaż rządy dysponują wieloma środkami nacisku pozwalającymi stawić czoła wielkim wyzwaniom naszych czasów, ale to przedsiębiorstwa [sic] dysponują innowacjami, technologią i talentami, aby dostarczać rozwiązania, których potrzebujemy, aby walczyć z zagrożeniami, takimi jak zmiany klimatu czy dezinformacja na skalę przemysłową”.
https://twitter.com/i/status/1747588318529729002
Ponadto von der Leyen stwierdziła, że rok 2024 to „największy rok wyborczy w historii” i wyraziła obawę, że „wolność wiąże się z ryzykiem”.
„Zawsze znajdą się tacy, którzy będą próbowali wykorzystać naszą otwartość, zarówno od wewnątrz, jak i od zewnątrz. Zawsze będą próby wytrącenia nas z właściwej ścieżki. Na przykład dezinformacją” – dodała.
Zachwalała także unijną ustawę o usługach cyfrowych [EU Digital Services Act], która pod pozorem zapobiegania „mowie nienawiści” ustanawia kontrolę nad wszystkimi informacjami na platformach mediów społecznościowych.
„W naszej ustawie o usługach cyfrowych zdefiniowaliśmy odpowiedzialność dużych platform internetowych za treści, które promują i propagują” – przechwalała się von der Leyen.
Na koniec wnioskowała, że „nie ma wątpliwości, że stoimy przed największym w epoce powojennej ryzykiem dla porządku światowego. Jednak moim zdaniem nie ma także wątpliwości, że możemy iść naprzód z optymizmem i determinacją”.
Nie ma wątpliwości, że celem numer jeden tych niewybranych technokratów jest Elon Musk i X [TT], biorąc pod uwagę, że mają już w kieszeni wszystkie inne główne platformy.
Podczas zeszłorocznej konferencji WEF Věra Jourová, posiadająca niesamowicie orwellowski tytuł wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej ds. Wartości i Przejrzystości, skomentowała, że „absolutyzm wolności słowa” Muska nie współgra z nowymi przepisami UE dotyczącymi Internetu.
„Nasz przekaz był jasny: mamy zasady, których należy przestrzegać, w przeciwnym razie zostaną nałożone sankcje” – oświadczyła Jourová, dodając: „Czas Dzikiego Zachodu się skończył” i miała jeszcze czelność oznajmić, że my także <jesteśmy obrońcami> wolności słowa.
W tym roku w Davos Jourová spotykała się między innymi z szefami Meta i YouTube, aby upewnić się, że „przestrzegają zasad”:
Good talks with @Meta and @YouTube on fighting disinformation and interference in elections and supporting independent media.
The EU has a comprehensive rulebook to protect fundamental rights online and big tech should play by the rules#WEF2024pic.twitter.com/eWj0B4AsPC
1. Walka z prawicą rządzącą i z prawicą w stanie spoczynku jest nierozdzielna (…)
Program klasy robotniczej nie posługuje się mglistymi symbolami, lecz realiami społecznymi: w swej krytyce i radykalizmie swych postulatów program ten dystansuje wszelkie frazesy nacjonalistyczne i klerykalne (…) i odpowiada interesom mas. Ma więc wszelkie szansę zwycięstwa w walce o poparcie mas.
[List otwarty do partii Kuronia i Modzelewskiego, 1964 r.]
2. Hej, sekciarze, nie bijta się,
Są robotne polskie masy,
Pożywita się
[na melodię: Hej górale, nie bijta się!]
3. (…) szlachta polska, CZEGO WAM WŁAŚNIE TRZEBA, jest dobra i głupia. Jej królowie nie byli nigdy od niej mędrsi (…).
[ Jakub Frank – Odezwa do Żydów polskich w 1755 r. ]
1. Hava Nagila Chanukowa
Wraz ze “sprawą Brauna i Bosaka” rozpoczął się festiwal pokajań, ofiar przebłagalnych.
Znane pełzanie polskie. Ustawa o IPN pisana w siedzibie Mosadu. Coroczne kajania się marcowe. Samobiczowania holokaustowe (dofinansowywane przez Ministerstwa Kultury) oraz lincze niemiecko-żydowskie na Polakach w rodzaju tych, który przerwał w Warszawie Grzegorz Braun. No i rasistowska kabała talmudyczna nowego Mesjasza Schneersona celebrowana w najważniejszym budynku RP.
Dzisiaj, 17 stycznia zaczyna się w polskim Kościele Dzień Judaizmu. Piąta kolumna w obrębie chrześcijaństwa wepchnięta na Vaticanum II (deklaracja “Nostra Aetate”) przez posłańca braci fartuszkowych (Jules Isaac) oraz przez łóżko męsko-męskie (Gregory Baum).
A skoro dzisiaj jest 17.01. i ostatnio w modzie jest doszukiwanie się różnych analogii liczbowych w datach porównywanych wydarzeń historycznych (może wpływ… kabały chanukowej) to w związku z tym proponuję analogię do dzisiejszej daty: 17 września 1939 r.
17 stycznia 2024 parlamentarne usankcjonowanie uzyskała inwazja neobolszewizmu na polskie “elity” a orzeł z polskiego godła (zgodnie z dawnym koszernym dowcipem) przetransformował się dzisiaj w zwykłą białą gęś. Głupią i strachliwą. I wraz z dzisiejszym Dniem Judaizmu mieliśmy dzisiaj – może nieprzypadkowo – w sejmie HH (Hołd Hebrajski). Chanuka – pod tą nazwą skrywa się rzekomo Święto Świateł. Święto Świateł to inwazyjny kryptonim dla szowinizmu. Te światła to po to, by trybalizm hebrajski lepiej widział jak nieomylnie uciąć głowę cywilizacji. To święto triumfu hebrajskiej plemienności nad hellenistycznym zalążkiem chrześcijaństwa. A sami celebranci, Chabad Lubawicz to groźna sekta ugruntowana na talmudycznej nienawiści do chrześcijaństwa, na magii i kabale oraz na ideologii rasy panów. Ten sam “duch” przenikał socjalistę i przyjaciela Marksa – Mosesa Hessa, gdy pisał o tym, że „naród żydowski jest swym własnym mesjaszem”. Mesjaszem zbiorowym.
Takie coś wpuściliśmy do sejmu ze swymi rasistowskimi (vide święta księga sekty “Tanya”) gusłami.
Widziały gały, co brały…
Wkrótce kajanie się marcowe. Z główną rolą, jak co roku, zapewne Andrzeja Dudy Zbawcy (ech, ci Zbawcy, mnogo ich w Polsze…).
Z ujawnionych ciekawostek: od Mentzena mogliśmy się dowiedzieć czegoś o Szymku (pseudo Idol Gimbazy). Otóż Szymek próbował zmusić Bosaka do uczestnictwa w świętowaniu chanuki mówiąc, że mu to pomoże w utrzymaniu stanowiska marszałka! To jest niesłychane!
Grzegorz Braun będzie sądzony tak zadecydowało ciało z ul. Wiejskiej (tzw. wiejska zbieranina). Zamiast sądzenia tego, który wydał zezwolenie na wejście na teren sejmu grupy podejrzanych typów ze swoimi mrocznymi gusłami i bezczeszczenie go. Wczorajszy dzień to ważny “kamień milowy” w dziejach polskiego pełzania i zdrady.
2. Polskie Hagady
Musimy przygotować się na “idy marcowe”. Zapowiada się, że tegoroczne będą wyjątkowe. Może jakieś symulacje bomb z białym fosforem nad Warszawą? Może monumentalna projekcja Wielkiej Chanukii na niebie kilku polskich sztetli, ups, miast?
Jeśli chodzi o marzec 68 to serwuje się nam jakiś sklecony przez Przyjaciół (tych z Rzeczpospolitej Przyjaciół Andrzeja Zbawcy Dudy) – Mit Marca 1968. Nie ma tu niczego z rzetelności historycznej. Nie na darmo też i nie bez związku z marcem`68 nie ma żadnego historycznego opracowania całościowego dziejów „Solidarności”. Nikt tu nie chce prawdy, nie szuka jej. Podczas ostatniego ataku Izraela na Polskę (ustawa o IPN) mieliśmy okazję przekonać się, że właśnie tak uprawiają „historię” nasi Przyjaciele. Dokumentów z którymi poleciała Komisja Wildsteina – nikt w Izraelu nie chciał przeglądać. A po kiego diabła im dokumenty? Żeby popsuć humor i zniszczyć już ugruntowaną legendę? O hagadach zaprzeczających ludobójstwu Palestyńczyków trzeba też tu koniecznie wspomnieć.
Taki to pre-racjonalny, azjatycki sposób rozumienia własnych dziejów w “kulturach” – jak to zwie W. M. Kozłowski – dżyngoizmu (od Dżyngis-chana). I Bóg z nim, z takim sposobem. Cała tragedia zaczyna się gdy my, dzieci chrześcijańskiej cywilizacji opartej na Grekach, którzy wydali pierwszego historiografa – Herodota – gdy my zaczynamy – na wzór żydowski – tworzyć mity, bajki, legendy, hagady zamiast odważnie dążyć ku prawdzie. I tak jest z historią Marca 1968. I pozostałych grudniów, październików, czerwców i sierpniów. Zwłaszcza sierpniów…
Bijatykę dwóch gangów trwającą od stycznia do maja 1968 r. przedstawia się nam jako rzekomą walkę z komunizmem, jako walkę z cenzurą. Prezydent Duda prawie 10-krotnie w marcowej celebracji powtarzał słowa; „błagam o wybaczenie”. I błagał Szewacha Weissa. Przepraszał Stefana Michnika za polską emeryturę. Błagał rabina o wybaczenie za… Moczara. W naszym imieniu…
Z kolei Zandberg (z lewicy, która winna mieć po drugiej wojnie swoją Norymbergę, a nie miała, zgadnij, koteczku, dlaczego nie miała?) z sejmowej mównicy – oddając sens, nie literę – krzyczy, że… odprawianie kabalistycznych obrzędów w sejmie zaprzecza polskim tradycjom! Gdzie my jesteśmy?
To wygląda jak… Lupanare di Pompei.
Monthy Python. Sezon rekonstrukcyjny.
3. Hava Nagila marcowa
Aby skończyć z żenującymi hołdami nie wiadomo kogo, nie wiadomo na czyje zamówienie, nie wiadomo przed kim i nie wiadomo za co – zajrzyjmy za kulisy i zobaczmy jak wygladają procesy umysłowe tyczące się marcowania`68 w umyśle zdrowym.
Stefan Kisielewski tak pisze o marcu 68 w „Dziennikach”:
“Dwadzieścia lat temu powiedziałem Ważykowi, że to, co robią Żydzi, zemści się na nich srodze. Wprowadzili do Polski komunizm w okresie stalinowskim, kiedy mało kto chciał się tego podjąć z gojów (poza gorliwcem Gomułką). Społeczeństwo było wtedy jednolicie antykomunistyczne, więc nienawidzono ich. Teraz społeczeństwo jest nowe, niewiele z tamtego pamięta, opór się rozchwiał i rozładował, ale nienawiść została, co obecnie wyzyskał Moczar dla swoich celów personalnych, oskarżając ich o „błędy i wypaczenia” (w których zresztą sam brał udział). Bo Żydzi nie rozumieją jednej rzeczy: gdy są małą grupą, jak po wojnie, to zachowują się wobec siebie solidarnie, negując jednocześnie, jakoby była to solidarność narodowa, i odrzekając się od jakiejkolwiek odpowiedzialności zbiorowej. Tymczasem skoro się działa solidarnie (oczywiście nie wszyscy, ale ci co robili politykę), to można się spodziewać, że ktoś to kiedyś wyzyska. No i rzeczywiście: sprawa Izraela dała pretekst do potraktowania wszystkich (prawie – Starewicz się trzyma) Żydów jednolicie, jako naród — skutek wiadomy. Tragiczny jest tylko los Żydów-Polaków, artystów, pisarzy, którzy biorą w łeb za winy tamtych — tamci zaś sami sobie piwo warzyli. Sytuacja powikłana — ale któż ją dziś rozwikła? Zaś kultura polska traci, obraz Polski widziany z Zachodu staje się ohydny, ale kogóż z walczących o władzę to obchodzi? A Gomułką nic z tego wszystkiego nie rozumie, klepie swoje (a raczej nie swoje, podsunięte) pacierze o rewizjonizmie i tyle. Jak się zbudzi, będzie za późno („i obudził się z ręką w nocniku…”).”
“[…] od paru miesięcy odbywa się ostateczna rozgrywka między dwiema grupami ubeków: grupą żydówską, która z łaski Rosji szarogęsiła się tutaj w latach Stalina, oraz grupą „partyzancką”. Po wojnie grupa przybyłych z Rosji Żydów-komunistów (Żydzi zawsze kochali komunizm) otrzymała pełnię władzy w UB, sądownictwie, wojsku, dlatego że komunistów nie-Żydów prawie tu nie było, a jeśli byli, to Rosja się ich bała. Ci Żydzi robili terror, jak im Stalin kazał (zresztą prawdziwi partyzanci też, tyle że byli raczej podwładnymi niż rozkazodawcami), dopiero w roku 1956 wycofali się z tego, a żeby się ratować, zwalili winę na tamtych (Zambrowski robiący Październik), oskarżając ich w dodatku o antysemityzm. Tymczasem dorosło młode pokolenie komunistycznych.byczków i partyzanci rzucili ich na tamtych, szermując przy tym doskonale pasującym argumentem „syjonizmu”. Marzec to była prowokacja, aby Żydów dorżnąć — dwie grupy się walą, a między nimi plącze się nic nie rozumiejący Wiesio, który dał się nabrać, a teraz, gdy się nieco zorientował, jest trochę już późno, bo go robią na szaro, a żona Żydówka też mu nie pomaga. Od 1956 on sam własnymi rękami wykańczał swych sojuszników („Po prostu”, Goździk, Tejkowski, Bieńkowski, „Znak”, Ochab itp.), aż teraz został sam ze swoim nosatym Zenkiem.Już zaczął coś kapować, na zjeździe się utrzyma, bo Ruscy są za nim, robi jakieś kontrakcje, ale jest przypóźno. Trzeba było myśleć wcześniej, a on dał się nabierać, wygłaszając mowy o syjonistach albo jadąc w marcu na nas. Jak Pan Bóg chce kogoś zniszczyć…”
Stefan Kisielewski, „Dzienniki”
A co my tak naprawdę – mógłby się ktoś zapytać – będziemy świętować w marcu? To znaczy co świętują kolejne kiszczakowe – bo przecież nie nasze – rządy w każdym marcu uparcie produkując narrację oderwaną od faktów?
Narracja świętowania marcowego była podlewana w ostatnich latach intensywnym sosem emocjonalnym w dwóch zestawach.
1. zestaw w sosie dumy (Premier)
2. zestaw w sosie przebłagalnym (Prezydent)
Ad 1. Z czego mamy być dumni? Z czynów której grupy ubeków? Oczywiście, pytanie jest retoryczne: możliwa jest tylko jedna odpowiedź. My, Polacy, teraz mamy być dumni z jednej grupy ubeków (w terminologii Kisielewskiego: “żydowskiej grupy ubeków”) i z tego, jak sprytnie wciągnęła ona polskich studentów w obronę swojej pozycji (parytetu we władzy)? Potwierdzam, sprytnie to zrobiła grupa żydowska, ale nie ma to związku żadnego z byciem dumnym z tego.
Ad 2. O wybaczenie za co Prezydent dzisiejszej Polski błagał w jedną z rocznic, nieledwie na kolanach? Za to, że “odchylenie nacjonalistyczno-prawicowe” odegrało się (super delikatnie w porównaniu do ceny tego, za co się odgrywało) za orgie polskiej krwi przelewanej przez żydowską grupę ubeków, sędziów, prokuratorów, za krwawe orgie zgotowane Polakom 20 lat wcześniej? Kisielewski ostrzegał ich. Nie posłuchali. A później lament? Za co tu błagać o wybaczenie? Za odpornośc na naukę jednej z grup? Biorąc pod uwagę, że wtedy wyjechali też Stefan Michnik i Helena Wolińska “zostawiając wszystkie swoje posiadłości” – jest tak, jakby Prezydent ich także przepraszał za to, że nigdy nie zostali osądzeni…
A poza tym, jak pisze historyk M.Klecel: “Co do przymusowych wyjazdów w 1968 roku, to nie były one takie przymusowe. Kto bardzo nie chciał wyjechać, nie wyjeżdżał. Sędzia Stefan Michnik wyjechał, ale jego brat Adam Michnik pozostał. Wyjechała prokurator Helena Wolińska, podobnie jak sędzia Michnik, przeczuwając, być może, kłopoty z powodu wyroków śmierci, jakie wydawała na polskich patriotów w latach 40. Ale nie wyjechał już komendant obozów pracy w Świętochłowicach i Jaworznie Salomon Morel, lecz pozostał w kraju aż do początku lat 90., kiedy to zdecydował się na wyjazd do Izraela, gdy zainteresowano się bliżej jego biografią, co nie przeszkodziło w tym, że pobierał do końca życia wysoką polską emeryturę. Podobnie jak Adam Michnik, nie musieli wyjeżdżać Kuroń i Modzelewski, Blumsztajn i Szlajfer oraz wiele innych osób, które zakładały później „Gazetę Wyborczą”.
4. Wciąganie
W marcu 1968 tysiące polskich studentów zostało sprytnie wciągniętych w obronę “żydowskiej grupy”. W identyczny sposób wciągnięto robotników na “strajki” w 1988 … by wynieśli ku władzy “Bolesława” Wałęsę (obstawionego przez fartuszkowych braci Kaczyńskich, którzy później usamodzielnili się i zatańczyli swoją, lokalną, warszawską Hava Nagila) i grupę tych samych ludzi, którzy w 1968 nie chcieli nigdzie wyjeżdżać (Michnika, Blumsztajna, Lityńskiego, Wujca, Smolara etc. etc.). Polacy dobrze noszą na rękach (jak w przedwojennym dowcipie…). Wraz z powstaniem Porozumienia Cetrum i PIS wciągnięto nas w trzecią odsłonę pieśni Hava Nagila. Mówiąc Gombrowiczem: Koniec i bomba, a kto tego nie widzi ten trąba!
Gdzie tu w tym wszystkim, w tych machlojkach i socjotechnicznym uzywaniu tłumów do własnych interesów, gdzie tu miejsce na dumę i przeprosiny? No, chyba że duma z tego, iż zostało się nabitym w butelkę a przeprosiny za to, że noga z tej butelki wystawała… No i przede wszystkim gdzie tu miejsce na nadzieję? Na własne państwo?
5. Orgie sponsorowanych tautologii
Za kogo rządzący nas mają? Przecież oni nie mogą nie wiedzieć, nie uświadamiać sobie, że oddają Polskę w pacht niewiadomym, mrocznym, bezwzględnym siłom, że tworzą czołobitne hagady zamiast odbudowywać godność Polski, Polskę pewną siebie, mającą niezbywalne poczucie własnej wartości. Jak niedouczeni, banalni, powierzchowni i recytujący podrzucone im hasła byli Prezydent i były Premier – to aż trudno uwierzyć. Przykładów absurdalnego, napuszonego pustosłowia Prezydenta sprzed 5 lat nie będę teraz przytaczał). A z osiągnięć MM z tego samego okresu przytoczę jedynie 3 niezwykłe zdania. Gdy Premier mówił, że w 1968 miało miejsce także inne niezwykle ważne wydarzenie: zerwanie stosunków dyplomatycznych z Izraelem, to uzupełnił tę informację z bogactwa swego umysłu i z głębi swych uczuć. Powiedział tak: A przecież Izrael był ważnym krajem dla polskiej kultury [i tu nastąpi udowodnienie postawionej tezy], bo w Izraelu wielu ludzi mówiło po polsku i były księgarnie polskie [sic!].
I po tym „wystrzale” następuje atak jądrowy na naszą niewiedzę – Premier postanawia uświadomić nas do końca i wypowiada wiekopomne słowa: „Izrael jest bardzo ważnym krajem dla pielęgnowania więzi polsko-izraelskich” [sic!]. Wmyślmy się w głębię tych słów! Ona powala. Czy premier jest buddystą? Toż to prawie koan! To brzmi przecież jak: „Wiatr jest bardzo ważny dla podmuchów wiatru”. A może wszystkie wystąpienia MM to były li tylko ohydne, bezczelne tautologie, tylko my tego nie dostrzegaliśmy?
A może Premierowi chodziło o nas, może troszczył się o nas, o wydolność naszego intelektu. Żebyśmy czasem nie pomyśleli, że bardzo ważnym krajem dla pielęgnowania więzi polsko-izraelskich jest np. Islandia. Jak dobrze, że przez 8 lat mieliśmy takiego Premiera! Jak dobrze, że odkrył go Wszechmocny Prezes! Chwała wszystkim zwycięstwom Prezesa! Teraz już do końca życia zapamiętamy, że b.ważnym krajem dla pielęgnowania więzi polsko-izraelskich jest Izrael. Zwłaszcza w morzu krwi palestyńskich dzieci zabijanych wg Prezesa palcem bożym czuwającym nad Izraelem.
6. Miłość nie wybiera
Dlaczego, gdy jeśli Prezydent i Premier zabierali głos wobec rabinów lub na temat Izraela – to mogliśmy mieć pewność, że palną jakieś niestworzone rzeczy. Ja myślę, że to kwestia miłości. Miłości ich życia. Gdy język mówi z przepełnionego nieziemskim uczuciem serca – to nie dba o fakty i sens… Pisał o tym Stendhal i Ortega. Osoba taka ledwo powstrzymuje się od tego, by rzucić się do kolan temu, co kocha. Taki klimat gorących uczuć. Co zrobić. Tylko trochę niesmacznie to obserwować i słuchać. Nie da się zrekonstruować tych pałających przywódców narodu? Przywódcy nie są od pałania. Chyba że pełną poświęceń i ofiarną miłością do ojczyzny…
W sumie to chyba nie ma się czego spodziewać po polityce historycznej i zagranicznej tych rządów, które wyłonił i wyłoni obecny sejm. Dlaczego? Dlatego, że w sercu sejmu (a także np. IPN) usadowiła się – niestety – Rzeczpospolita Przyjaciół. Świadczy o tym aktualnie obrany kurs narracji chanukowej.
Rzeczpospolita przyjaciół, rzeczpospolita chanukowa ma wiele niewidzialnych rąk. Co tylko PIS zachciał (zakładając, że naprawdę zachciał) jakąś gruntowną reformę zrobić lub doprowadzić do końca, to niewidzialne rączki pokazały: „A figa!. Tego nie ruszycie, bo tu nasi, bo to nasi. Nasi synowie i nasze wnuki”. I tak to z tymi reformami jest. Co pozostaje? Rzucić się do kolan pewnych panów w czerni, jak Prezydent. Chociaż rozrywki trochę dla ludu. Taki Bollywood Rzeczpospolitej Przyjaciół. Przy świetle i w dymie szabasowych świec.
7. Forpoczta Chabad Lubawicz, czyli “odwrócony system budowania grup społecznych”
Czym jest to wszystko, co składa się na obraz prawych i sprawiedliwych, obywatelskich, ludowych, trzeciodrogowych, zandbergowych? Czego forpocztą jest Chabad Lubawicz i czym jest kopiowanie tej sekty kryptogangsterskich metod przez “nasze partie”? By to pojąć może przyjść nam z pomocą fragment wspomnień W.Myśleckiego o Mateuszu Morawieckim. Myślecki pyta się dziennikarza Kultury Liberalnej: Nie wiem, czy pan wie, na czym polegają sukcesy społeczności żydowskiej? Oni mają odwrócony system budowania grup społecznych. – Nie rozumiem… – odpowiada dziennikarz.
Naprzód wszyscy pracują, żeby jeden poszedł do góry, a potem on wciąga innych. To jest taki system jak taternicy. Wchodzi pierwszy, my go z dołu asekurujemy, on nad sobą wbija haki. A jak już dojdzie do góry to dużo łatwiejsza i efektywniejsza jest asekuracja odgórna. On asekuruje każdego następnego.[…] I druga rzecz: jeśli Mateusz Morawiecki czy ktoś z naszego grona prowadzi jakąś sprawę, to ja wykonam – nawet jak mi się nie podoba – to, co on uważa za konieczne do zrobienia.
Myślecki odwołuje się do kodu kulturowego żydowskiego. Nazywa go „odwróconym systemem budowania grup społecznych”. Ładnie to brzmi. Bliższa prawdy byłaby jednak wg mnie nazwa: „orientalna despotia etnocentryczna”… Myślecki nie przypadkowo mówi o żydowskiej metodzie, o metodzie stosowanej przez Żydów wewnątrz społeczności nieżydowskich by się wspiąć na szczyt struktury. Wspiąć się – że tak powiem – bez otwartego przetargu, bez konkursu kompetencji a opierając się li tylko na hakach wbijanych przez będących wyżej „ziomali” (nie przeoczmy też podwójnego znaczenia słowa “hak”). Czyżby ten Myśleckiego klucz etniczny pasował też do NBP, KNF, BFG, IPN, CBA, rad nadzorczych spółek z udziałem Skarbu Państwa etc.?
Prof. Wincenty Lutośławski w swym mało znanym tekście “Solidarność w Izraelu” ujmował to tak:”O ile Żyd ma wpływ decydujący w jakiejkolwiek instytucji, to popiera Żydów na stanowiska w tej instytucji, nie bacząc na ich uzdolnienie w porównaniu z kandydatami gojami, przez co pożyteczność i powaga instytucji bywa obniżoną”. “Gdy się zastanawiamy nad stosunkiem Żydów do społeczeństw obcych, wśród których oni swą odrębność zachowują, uderza nas ich solidarność, polegająca na tym, że każdy Żyd chętniej Żydowi zapewnia zyski z jakiegokolwiek interesu, niż obcemu (…) ta solidarność jest łączeniem [się] we wspólnej pracy i przy wspólnych materialnych korzyściach ludzi o wspólnym pochodzeniu.”
To samo piszą o dzisiejszych obywatelach Polski mających korzenie żydowskie i skrywających często ten fakt Susan A. Glenn, Naomi B. Sokoloff w książce Boundaries of Jewish Identity , University of Washington Press, Washington 2010, gdzie podkreślają, że Polacy żydowskiego pochodzenia zatrudniają i szukają zatrudnienia najczęściej u osób o żydowskich korzeniach.
8. 17 stycznia 2024 r. w Chanukowym Sejmie ukonstytuowała się Chanukowa Rzeczpospolita Przyjaciół
Aby nie było, że tylko negatywy, że wciąż o banksterze o korzeniach żydowskich, o misjonarzu Prezydencie, pochwalę za jedną rzecz Prezydenta. Jest to coś, za co – mniemam ; ) – Prezydent przejdzie do historii. Mianowicie w 2018 r. – co przeszło zupełnie niezauważone – wprowadził i wylansował oraz zamierza zastąpić nową nazwą – nazwę naszego państwa.
W krasomówczej pasji i emocjonalnym nadpobudzeniu Rzeczpospolita Polska zaczyna zamieniać się w jego oracjach w Rzeczpospolitą Przyjaciół. Od pięciu lat. Prezydent nawet zaryzykował otarcie się o Trybunał Stanu zmieniając samowolnie i bezprawnie historyczną nazwę naszej ojczyzny w projekcie ustawy sejmowej o wprowadzeniu święta państwowego “Dnia Polaków ratujących Żydów”.
Jest to do sprawdzenia, w druku sejmowym widnieje Rzeczpospolita Przyjaciół a… znika Rzeczpospolita Polska. To jest Trybunał Stanu, ale póki co możemy korzystać z tego określenia dla opisu porządków panujących w Polsce. Jest ono b.użyteczne dla ukazania kto rządzi w większości instytucji Rzeczpospolitej Polskiej. Już nie trzeba używać chropowatych zwrotów: “resortowe dzieci”, “oligarchia pochodzenia żydowskiego” etc., zamiast tego można mówić ‘Rzeczpospolita Przyjaciół. Bardzo użyteczny ten knot semantyczny sklecony przez gorliwego Prezydenta. Rządzi nie Rzeczpospolita Polska a Chanukowa Rzeczpospolita Przyjaciół. Tajna, widna i dwupłciowa. Za zgodą poprzednich sejmów i obecnego. Szalom.
PS
Musimy stanąć murem za Braunem, bo następnym razem przyjdą po nas…
zaczyna się w polskim Kościele Dzień Judaizmu. Piąta kolumna w obrębie chrześcijaństwa wepchnięta na Vaticanum II (deklaracja “Nostra Aetate”) przez posłańca braci fartuszkowych (Jules Isaac) oraz przez łóżko męsko-męskie (Gregory Baum).Nostra aetate dokument zredagowany pośrednio i bezpośrednio przez środowiska żydowskie to “kamień milowy” na drodze zatraty, który namieszał katolikom w głowach. My, chrześcijanie niezależnie od wiary lub niewiary innych narodów mamy traktować ich przedstawicieli jako naszych bliźnich, a zadaniem kapłanów jest nauczanie wszystkich narodów, bez wyjątków. Dzień bez Chrystusa w Kościele katolickim z tegoroczną specjalną zachętą modernisty Rysia jest dalszym ciągiem tej hucpy- nie chodzi o judaizm starotestamentowy, lecz o antychrześcijański judaizm rabiniczny. Ile razy można to pisać?
Mariusz Dzierżawski. / Foto: screen YouTube/Telewizja Republika
Szef Fundacji Pro – Prawo do Życia, Mariusz Dzierżawski, usłyszał prawomocny wyrok roku ograniczenia wolności oraz zapłatę 15 tys. zł kary za organizację kampanii społecznej dot. związków między homoseksualizmem i pedofilią.
Wyrok gdańskiego sądu zapadł 17 stycznia. Dzierżawski został skazany za zorganizowanie kampanii społecznej, w ramach której Fundacja Pro – Prawo do Życia przekazywała informacje m.in. o wynikach badań naukowych dotyczących powiązań między homoseksualizmem a pedofilią. Sądy dwóch instancji uznały, że głoszenie takich treści publicznie stanowi zniesławienie tęczowych aktywistów.
Przeciwko Dzierżawskiemu wystąpiło Stowarzyszenie Tolerado z Gdańska. Zarzucało Fundacji zniesławienie. Jednym z zawartych w oskarżeniu zarzutów było to, że Pro – Prawo do Życia podaje do wiadomości publicznej wyniki badań naukowych, które sugerują, że pedofilia jest zjawiskiem częstszym w środowisku homoseksualnym.
Do zarzutów wysuwanych przez aktywistów LGBT oraz wyroku sądu I instancji przychylił się sąd II instancji. Orzekł, że takie stwierdzenia zniesławiają i pomawiają osoby o „orientacji homoseksualnej”. Stwierdził też, że to naraża je na poniżenie w oczach opinii publicznej, co zaś może utrudniać im… m.in. „działalność edukacyjną” wśród dzieci!
Skazany został Mariusz Dzierżawski, jako odpowiedzialny za działania Fundacji. Wyrok jest prawomocny.
W ocenie szefa Fundacji wyrok ten „przypomina najgorsze czasy totalitarne” i stanowi „nic innego jak zaprzeczanie faktom, które są niewygodne dla aktywistów i ideologów LGBT”.
– Istnieje szereg badań naukowych wskazujących na nieproporcjonalnie duży odsetek pedofilów wśród homoseksualistów. Lider aktywistów LGBT ze Szczecina trafił jakiś czas temu do więzienia za pedofilię. Same środowiska LGBT wielokrotnie otwarcie wyrażały swój pozytywny stosunek do seksu z dziećmi. Część aktywistów LGBT działała na rzecz legalizacji pedofilii. Organizatorzy największej w Polsce warszawskiej „parady równości” LGBT publicznie chwalili się tym, że uczestnikiem i promotorem „parady” był w przeszłości niemiecki polityk, który domagał się legalizacji pedofilii. Były rzecznik tej „parady równości” mówił sam o sobie, że jest pedofilem i że nie zgadza się na zakaz mówienia o tzw. „pozytywnej pedofilii” – wskazał.
– Aktywiści LGBT z Poznania wydali broszurę, w której opisują orgie seksualne z udziałem młodych chłopców. Do mediów społecznościowych bez przerwy trafiają nowe nagrania obrazujące, jak aktywiści LGBT obnażają się przed dziećmi i wykonują przed najmłodszymi tańce erotyczne. Media donoszą o kolejnych zatrzymaniach aktywistów LGBT, którzy stali na czele dużych grup pedofilskich, które wykorzystywały dzieci seksualnie i produkowały dziecięcą pornografię. Słyszeliśmy wstrząsające doniesienia o wyrokach wobec homoseksualnych pedofilów, którzy kupowali dzieci od matek-surogatek tylko po to, aby je gwałcić. To wszystko fakty, które można łatwo i szybko zweryfikować – dodał.
– Tego typu przykłady można długo mnożyć, jednak tęczowi rewolucjoniści oraz sprzyjające im sądy nie tylko udają, że takie sytuacje nie mają miejsca, ale również grożą każdemu, kto przypomni o tym w przestrzeni publicznej – skwitował.
W ocenie Dzierżawskiego „ograniczanie wolności i surowe kary finansowe” maja na celu „uniemożliwić dotarcie do Polaków z informacjami opartymi o fakty, badania naukowe i dane statystyczne”. – Nie zamierzamy się ugiąć przed tymi prześladowaniami – oświadczył.
Dzierżawski zapowiedział już kolejne ogólnopolskie kampanie społeczne w ramach akcji „Stop pedofilii”.
Jedną z bardziej oryginalnych postaci spółdzielni „Okienko” był Darek Klonowski. Całkowicie zapoznany poeta, gitarzysta, żeglarz, miłośnik Gorców. Darek jak większość członków i pracowników spółdzielni „Okienko” był przekonany, że ich niezwykle wysokie zarobki to klasyczne działanie rynku pracy. Ich umiejętności są tak unikalne, że państwowe firmy muszą ich zatrudniać do robót wysokościowych, nie mają po prostu wyboru. Oczywiście chłopcy odpalali co nieco nadzorowi technicznemu oraz dyrektorowi, nikt nie widział w tym nic złego. W tych czasach tak zwana mentalność porozbiorowa podobna do mentalności wschodniej czyniła bakczysz czyli zwykłą łapówkę codziennym elementem życia, w tym życia gospodarczego.
Darek Klonowski dochodził do rozumu i prawdy bardzo wolno. Po przewrocie 89 roku, gdy otworzył się naprawdę wolny rynek prac wysokościowych i stawki alpinistów przemysłowych drastycznie spadły ze zdumieniem stwierdził, że za dobrych komunistycznych czasów zarabiał miesięcznie przynajmniej tyle co jego siostra, nauczycielka przez dwa lata ciężkiej pracy.
Co chłopcy zrobili z tymi wielkimi pieniędzmi jest ich słodką tajemnicą. Tylko jeden z nich nie pijący i nie zażywający utworzył za zgromadzone środki wielką firmę. Chłopcy uważali oczywiście, że łatwość otrzymywania zleceń jest, poza unikalnymi kwalifikacjami, pochodną ich młodzieńczego uroku. Niejednej sekretarce na widok wkraczających do firmy rozbawionych chłopaków z ich ławeczkami, linami i małpami ( przyrząd zaciskowy do wspinani się po linie) miękły nogi i drżało serduszko. Chłopcy nie przyjmowali do wiadomości, że ani sympatia urzędniczek, ani łapówki dawane nadzorowi technicznemu nie mogą zapewnić monopolu w pozyskiwaniu zleceń i musi istnieć jakaś głębsza tego przyczyna.
Spółdzielnia „Okienko” skupiała po prostu całą młodą opozycję swego terenu i nie trzeba było nawet nasyłać na nich ubeków żeby wiedzieć jakie działania planują. Wystarczyło bywać na licznych biesiadach w lokalnych knajpach, które konsumowały większość zarobionych tak łatwo pieniędzy. Nadzór techniczny traktował ich prace priorytetowo, nie dyskutowano na temat stawek i nie grymaszono przy odbiorze prac. Jednym ze standardowych zajęć chłopców z „ Okienka” było malowanie, naprawianie i ewentualne rozbieranie fabrycznych kominów. Darek Klonowski zasłynął kiedyś brawurowym dowcipem. Zamiast nałożyć na rozpadający się komin przewidzianą przez inżyniera metalową obejmę namalował tę obejmę na wysokości stu metrów. Malunek był tak sugestywny, że odbiór techniczny przeszedł bez problemów. Naczelny inżynier fabryki, człowiek słusznej tuszy nie miał najmniejszego zamiaru wchodzić na komin.
Czy komin się zawalił? O tym historia milczy.
CDN Zbieżność nazwisk i sytuacji jest przypadkowa. W kolejnych odcinkach mojej opowieści poznają państwo losy innych osób pracujących w spółdzielni „Okienko”
Jeżeli urzędnik jest katolikiem, to mniej więcej wiadomo jakim kieruje się światopoglądem. Jeśli jest masonem, to ma obediencję nie wobec religii, tylko wobec organizacji, jej mniej lub bardziej wyartykułowanych ideałów, wobec swojego mistrza czy przełożonego z danej loży – mówi w rozmowie z PCh24.pl dr Wojciech Golonka (Instytut Dziedzictwa Europejskiego Andegavenum).
Kiedy masoni zaczęli orientować się na ideologię LGBT i wspierać, promować wszelkiej maści „tęczowe” ruchy? A może to sami masoni wymyślili ideologię LGBT?
LGBT nie wymyślili masoni. LGBT to skutek grzechu pierworodnego. Natomiast robienie z tego ideologii, roszczeń prawnych, miny pod dotychczasowy porządek społeczny, to druga połowa XX wieku i nasze czasy, w formie gradacji.
Nie jestem w stanie wskazać, kiedy masoneria podchwyciła „tęczową” ideologię i w mojej ocenie byłoby to zresztą trudne do zbadania. Musielibyśmy mieć bowiem dostęp do archiwów, do których nie ma dostępu. Ale mamy jednak wypowiedzi masonów i wywiady z nimi. Otóż mistrz Wielkiego Orientu Francji mówi wprost i chwali się tym, że zasługą masonerii jest wprowadzenie wszystkich tzw. praw LGBT, począwszy od tzw. związków partnerskich przez małżeństwa homoseksualne i adopcję dzieci dla tych par, po in vitro dla par lesbijskich (a w niedalekiej przyszłości pewnie i gejowskich) – to dlaczego mu nie wierzyć? Jeśli sami masoni chwalą się i mówi otwartym tekstem, że najpierw pracują nad tego typu przepisami w swoich lożach, a później lądują one w parlamencie i nikt temu nie zaprzecza, to widocznie coś jest na rzeczy w tych przechwałkach.
Abstrahując od tego co i kiedy powstało widzimy, że jest pewna organizacja chwaląca się, że to jej „zasługa”. Musimy więc przyjąć do wiadomości, że te osoby za tym stoją i nie przechwalają się na próżno.
Przyjmujemy do wiadomości i co dalej?
Kolejny krok to obnażenie takiego stanu rzeczy, że pewna niedemokratyczna siła mebluje nam cywilizację, a raczej buduje nam anty-cywilizację.
Papieże ongiś przez dziesięciolecia nawoływali do tego, aby państwa doczesne zakazywały masonerii. Stąd m.in. nienawiść masonerii do Stolicy Apostolskiej i próby zlikwidowania samego papiestwa poprzez wyprowadzanie ciosów w kolejnych następców świętego Piotra.
Przypomnijmy sobie tę wielką manifestację, która wstrząsnęła Maksymilianem Kolbe w 1917 roku, czyli roku objawień fatimskich. Co widział w tamtym czasie w Rzymie Maksymilian Kolbe? W Rzymie, przypomnijmy, nie podlegającym władzy papieskiej. Młody Maksymilian Kolbe widzi procesję masońską, w której niesione są sztandary przedstawiające Lucyfera miażdżącego św. Michała Archanioła oraz hasła, iż papież będzie poddany masonerii, że będzie jej służącym. Oni to mieli wypisane wprost na swoich sztandarach podczas bluźnierczych manifestacji i się z tym nie kryli.
To wstrząsnęło Maksymilianem Kolbe i dlatego powołał on Rycerstwo Niepokalanej, które miała nie tylko zwalczać wpływy masonerii na świecie, ale także, przede wszystkim, walczyć o to, żeby masonów nawracać na katolicyzm. To dobry kierunek i odpowiedź na pytanie: co dalej? W rzeczy samej, Maksymilian Kolbe dał nam przykład jak walczyć z masonerią.
Pierwsza rzecz, jaką zatem możemy zrobić, to obnażać prawdziwe oblicze masonerii. W momencie, kiedy mówi się, że to instytucja filantropijna, która działa na rzecz dobra ludzkości, to można ją zestawić praktycznie ze wszystkim – organizacją charytatywną, stołówką dla bezdomnych, pomocą dzieci z biednych rodzin etc. W momencie jednak, kiedy owa filantropia polega na tym, żeby zerwać z człowieka „łańcuchy porządku naturalnego i objawionego”, a następnie zarzucić na niego „łańcuchy porządku lucyferycznego” to nie jest to już żadna filantropia, tylko anty-cywilizacja i musimy jej stawiać opór. To właśnie robili papieże potępiając masonerię: ujawniali, głośno mówili, zrywali maskę, pokazywali światu, jaki jest prawdziwy cel masonerii. Świadomość o niej, to w sumie ogromny krok do tego, żeby kontrować jej działalność.
Pierwsza rzecz, i od tego każdy z nas musi zacząć, to stwierdzenie pewnych obiektywnych faktów: zachodzą wpływy masonerii na współczesne ustawodawstwo w kwestiach obyczajowych, potwierdzone przez samych masonów, obalające nasz porządek cywilizacyjny. We Francji, przynajmniej, masoni już mogą się otwarcie chwalić, że to oni stoją za rewolucją obyczajową. W Polsce jeszcze tego nie powiedzą wprost.
Dlaczego?
Bo by to przeszkadzało działalności masonów. Dopóki masoni muszą działać pod przykrywką ogólnej filantropii, to będą mówili o pomocy biednym i cierpiącym, o demokracji, o dostosowaniu społeczeństwa do współczesności i postępu etc. W Polsce masoni, tudzież ludzie po prostu przesiąknięci ich duchem, jeszcze nie mogą tak otwarcie chwalić się przygotowywaniem ustaw i wdrażaniem rewolucyjnych zmian anty-cywilizacyjnych.
Zresztą, tak jak wspomniałem, nie wszystko musi sprowadzać się formalnie do członków masonerii, choć w dużej mierze sprowadza się do jej ideałów, kiedy partnerzy umysłowi wolnomularstwa są „nośnikami transmisyjnymi” dla pewnych działań organizacji, w ramach „wolontariatu”. Sama działalność masonerii nie znaczy oczywiście, że nie ma innych „lóż”, które mogą działać, to jest innych tajnych stowarzyszeń. Bo gdy mówimy o masonerii, mówimy tak naprawdę o tajnych stowarzyszeniach mających pewne, konkretne cele. Nie mówimy tylko o samej, ścisłej masonerii. To może być na przykład jakiś klub globalistów, gdzie też ludzie mają swoje tajne cele. Ale prawdą jest, że niezależnie od tego czy przynależą do masonerii, czy nie, są oni przesiąknięci masońską ideologią i działają na swój, czyli dość masoński obraz i podobieństwo.
Zauważmy jedną rzecz: we Francji na przykład zmieniają się partie polityczne – raz rządzi prawica, raz lewica, raz socjaliści, raz liberałowie – ale nie zmienia się jedno, mianowicie: masoneria cały czas pozostaje przy władzy. Niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z prezydentem Hollandem, czy z prezydentem Sarkozym, to w tych ekipach praktycznie wszystko jest naszpikowane masonami. Oni mogą się nie zgadzać, co do szczegółów, na przykład: są masoni wierzący, czy też uznający istnienie Boga, ale są i ateiści. Są masoni uważający, że nie należy zbyt wojować z Kościołem, albo utrzymywać modus vivendi, ale są i tacy, którzy twierdzą, że walka z Kościołem to najważniejszy cel ich życia. Są tacy, którzy chcą „postępu” za wszelką cenę oraz tacy, którzy preferują bardzo długi, powolny marsz rewolucji. Tak działa na przykład francuska prawica – ona nie robi większych zmian społecznych. Są oczywiście wyjątki jak legalizacja związków partnerskich za prezydenta Jacquesa Chiraca. Kiedy zaś zmian obyczajowych dokonują socjaliści, po których do władzy wraca prawica, to owa prawica zostawia to co jest i nawet nie próbuje tego odkręcić. Lewica więc działa w trybie przyspieszonym, a prawica w jakimś stopniu utrzymuje status quo, ale nigdy nie narusza tego, co wprowadziła lewica.
Ponadto we Francji istnieje loża parlamentarna łącząca masonów z różnych partii politycznych dzięki czemu mogą się oni dogadywać w różnych sprawach i tworzyć konsensus ponadpartyjny.
Masoneria lubi wielki biznes, czy wielki biznes lubi masonerię?
Rewolucja zawsze potrzebuje wielkich pieniędzy. Za rewolucją zawsze stoją jakieś siły finansowe, które mają pewien interes, chociażby dlatego, że na rewolucjach można zarabiać. Współpraca między masonami, a wielkim biznesem byłaby zatem jak najbardziej zrozumiała. Ale to nie znaczy, że mamy dowody, że w takiej a takiej sytuacji mason promuje konkretnie innego masona, choć jest to wpisane w ich „braterstwo”. Jeden dziennikarz śledczy we Francji zwrócił uwagę, że jeśli chodzi np. o przestępstwa pedofilii, to w przypadku ludzi Kościoła nastąpiła przejrzystość. Natomiast w przypadku masonerii tej przejrzystości nie ma, bo w momencie, kiedy mason oskarżony o pedofilię jest przesłuchiwany przez policjanta-masona, a wyrok ma wydać sędzia-mason, to istnieje prawdopodobieństwo tuszowania, wyciszania sprawy. O tym piszą niezależni dziennikarze. W związku z tym ta sama machina wsparcia może działać w biznesie.
Nie znaczy to oczywiście, że każdy bogaty człowiek na świecie, że każdy kapitał jest zbijany na zasadzie kolesiostwa, a tym bardziej, że ktoś oddał pokłon Lucyferowi. Lucyfer jak wiemy z Pisma Świętego, podczas kuszenia Pana Jezusa na pustyni powiedział: „Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon” (Mt 4, 9). Obietnica brzemienna w skutki, choć nie twierdzę, że każdy bogacz oddał pokłon Lucyferowi. Wiemy natomiast, że rewolucja wymaga finansowania.
Ale myślę, że związki masonerii z wielkim kapitałem są, tu znowu, mniej istotne, niż sedno sprawy: jej element masońskiego braterstwa, skutkującego de facto państwem w państwie, „deep state”.
Jeżeli urzędnik jest katolikiem, to mniej więcej wiadomo jakim kieruje się światopoglądem. Jeśli jest masonem, to ma obediencję nie wobec religii, tylko wobec organizacji, jej mniej lub bardziej wyartykułowanych ideałów, wobec swojego mistrza czy przełożonego z danej loży.
Śledzenie kapitału, śledzenie przepływu pieniędzy między wielkim biznesem a masonerią na pewno byłoby ciekawe, ale cały czas pojawia się tutaj problem źródeł i jednoznacznych dowodów. A w momencie kiedy przesadzamy z ciekawostkami, to robimy to, na czym być może zależy masonerii – popadamy w sensacyjność i odchodzimy od meritum. Zatem jeśli ktoś chce poznać konkrety na temat masonów, to powinien przeczytać papieskie encykliki na ten temat oraz te wyznania masonów, które zostały upublicznione przez Kościół katolicki, albo z polecenia Kościoła katolickiego, jak uczyniono to za pontyfikatu Piusa IX. I to jest najważniejsza kwestia. Nie zgubimy się wówczas w sensacyjnych szczegółach, tylko skupimy się na tym jak Kościół postrzega masonerię i dlaczego tak bezwzględnie ją potępił, do dziś dnia, mimo prób relatywizacji tego potępienia.
Kiedy mówimy o masonerii, lepiej jest stronić od pewnych sensacji, które nie są łatwe do zweryfikowania i potwierdzenia, jak na przykład ta, że ktoś składa pokłon Lucyferowi. O wiele łatwiej powiedzieć, że masoneria to projekt lucyferyczny, bo jego orientacja w oderwaniu od obiektywnego porządku Bożego jest z natury rzeczy lucyferyczna – mówi w rozmowie z PCh24.pl dr Wojciech Golonka (Instytut Dziedzictwa Europejskiego Andegavenum).
Szanowny Panie doktorze, gdyby miał Pan wskazać największe, najbardziej jaskrawe, najistotniejsze różnice między masonami z XVIII wieku, a współczesnymi masonami, to co by to było?
Masoneria w XVIII wieku działała jako organizacja budząca zainteresowanie sporej części ówczesnych elit. Uważano wręcz, iż wypada należeć do masonerii, organizacji o szyldzie „filantropijnym”. Ten szyld jest obecny również i dzisiaj, choć dziś bardziej widziałbym w przynależności do masonerii trampolinę do kariery, podczas gdy w wieku XVIII był to w dużej mierze snobizm, wabiący także „światowych” katolików.
Obecnie, po wszystkich potępieniach masonerii przez papieży, przynależność praktykującego katolika do masonerii jest o wiele mniej oczywista i to pomimo faktu, że niejednokrotnie niektórzy hierarchowie w ostatniej dekadzie rozmywali niekompatybilność bycia katolikiem i masonem.
Warto jednak zaznaczyć, że gdy chodzi o ogólny, gruntowny ideał, to nic się nie zmieniło na przestrzeni ponad 200 lat. Masoneria chce zbudować świat całkowicie antropocentryczny, oparty wyłącznie o wolę człowieka niepodporządkowanego pryncypialnie de facto czemukolwiek.
Owszem, mason XVIII-wieczny być może nie był w stanie wyciągnąć wszystkich konkluzji ze swojej działalności; być może nie potrafiłby on sobie wyobrazić współczesnego świata ze wszystkimi przemianami obyczajowymi i społecznościowymi; być może przeraziłby się widząc pewne konsekwencje swoich ówczesnych działań, ale raz jeszcze podkreślam – ogólna zasada jest taka sama, czyli budowa świata opartego nie o wyraźny porządek natury ani tym bardziej o objawione Prawo Boże, tylko budowa świata, którego porządek społeczny jest skupiony wyłącznie na woli człowieka.
Być może XVIII-wieczni masoni uznawali pewien obiektywizm prawa naturalnego, ale mimo wszystko przeważał u nich antropocentryzm. Summa summarum niezależnie od tego, czy masoneria to artykułuje wprost czy nie, jej wizja państwa i świata koliduje wprost z porządkiem chrześcijańskim. Jeżeli cywilizacja chrześcijańska zakładała, iż porządek polityczny uwzględnia konsekwencje objawienia, Dekalogu itd., to siłą rzeczy przebudowanie społeczeństwa na model antropocentryczny oznacza odejście, tudzież likwidację dorobku cywilizacji chrześcijańskiej, który może pozostać co najwyżej w wymiarze spuścizny czysto kulturowej, mniej lub bardziej tolerowanej (dziś znacznie mniej niż bardziej), ale z pewnością nie jako zasadniczy element tożsamościowy.
Dlaczego najważniejsze dla masonerii jest obalenie Kościoła i porządku zbudowanego przez cywilizację chrześcijańską? Przecież do masonerii należało i należy wielu wpływowych katolików, wielu kapłanów, a nawet biskupów, którzy mówili o tym wprost, którzy się tym wręcz chwalili i szczycili.
Problem jest następujący: papieże potępili masonerię, ponieważ było to tajne zgromadzenie, a więc nie można poznać wprost jego celów. To po pierwsze. Po drugie: rzeczywistym celem masonerii na tyle, na ile można było to wywnioskować było i jest obalenie porządku chrześcijańskiego i Kościoła w sferze doczesnej.
Już sam fakt, że masoneria jest tajnym zgromadzeniem, które ma swoje rytuały jest z perspektywy nauki Kościoła nie do przyjęcia, ale i także z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa, albowiem tajne stowarzyszenia to państwo w państwie, słynny, ale jakże realny „deep state”. Masoni do tego charakteru skrytości podchodzą bardzo poważnie. Dla przypomnienia: jakiś czas temu podczas jednego z masońskich rytuałów inicjacji w Nowym Jorku został zamordowany człowiek. Dlaczego tak się stało? Bo, jakkolwiek to nie zabrzmi, nie przeszedł on rytuału dochowywania tajemnicy. W ramach takiego rytuału strzelano do osoby przechodzącej masońską inicjację. To miała być symulacja strzału, tyle że okazała się, że broń była nabita a koniec końców ten człowiek został zastrzelony. Czy było to przypadkowe, czy celowe tego nie wiem, ale w świat poszedł jasny sygnał: mason ma dochować tajemnicy pod groźbą śmierci. Nie dochowa tajemnicy to zostanie zlikwidowany przez samą masonerię – to jest symbolika tego rytuału.
Wróćmy jeszcze na moment do tajności masonerii. Jeśli kieruje się ona taką zasadą to jednocześnie trzeba wysunąć wniosek, że niektórzy członkowie są lepiej wtajemniczeni, a niektórzy gorzej i w związku z tym nie zdają sobie sprawy z tego, jakie mogą być najwyższe cele działania takiej organizacji. Mniej wtajemniczeni, mówiąc brutalnie, często służą za pożytecznych idiotów. Ale bycie pożytecznym idiotą nie zwalnia z pewnych skutków prawnych. Powiedział Pan, że do masonerii przynależą katolicy, kapłani, a nawet biskupi. Otóż nie! Nie przynależą, bo z miejsca zaciągają na siebie ekskomunikę, czyli zostają odcięci od społeczności wiernych Kościoła. Co najwyżej może im się wydawać, że są katolikami, ale formalnie nimi nie są.
Wracając do elementu walki masonerii z Kościołem: jest wystarczająco dużo źródeł, publikacji masońskich, w których jest mowa wprost o przebudowaniu świata i odejściu od cywilizacji chrześcijańskiej i nie można mieć żadnych wątpliwości, jaki jest ostateczny cel masonerii. Ten cel ma typowo lucyferyczny aspekt i nie jest to żadna złośliwość, teoria spiskowa czy nadużycie z mojej strony. To Lucyfer był pierwszym umysłem, który postanowił budować jakiś doczesny porządek w oderwaniu od Boga, a w oparciu wyłącznie o samego siebie, i w takim porządku znaleźć swą doskonałość. Budowanie porządku doczesnego świata w totalnej abstrakcji, totalnym zaprzeczeniu Boga jest projektem lucyferycznym i dlatego jest to projekt nie do pogodzenia z religią katolicką. A pamiętajmy, że „anioł niosący światło”, to jest Lucyfer, to typowo masoński symbol.
Jak to jest z tymi stopniami wtajemniczenia w masonerii? Jedni twierdzą, że jest ich trzydzieści kilka, inni że siedem, a jeszcze inni, że sto pięćdziesiąt. Jedni twierdzą, że na ostatnim stopniu wtajemniczenia trzeba oddać pokłon Lucyferowi, inni że trzeba przejść na islam. Kto wymyśla takie teorie i czemu mają one służyć? A może to sami masoni rozpuszczają po świecie totalną dezinformację, żeby nikt nie wiedział, jaka jest prawda i żeby sprowadzić dyskusję o masonerii do kwestii pobocznych, a nie meritum?
Jest wielki problem z wiarygodnością w tej kwestii, ale nie tylko w tej. We Francji żyje ksiądz Michel Vion, który ma obecnie niecałe 80 lat. W przeszłości był on pastorem protestanckim jak i masonem. Tego typu ludzie czasem nawracają się i wstępują do Kościoła katolickiego. Ks. Vion opuścił Wielką Lożę we Francji, w której otrzymał 31. stopień wtajemniczenia, a następnie przedstawił światu swoje świadectwo o masońskich procedurach, inicjacjach, kolejnych stopniach wtajemniczenia. Są więc ludzie – byli masoni, którzy nawracają się na wiarę w Chrystusa i mówią nam, jak wygląda masoneria od wewnątrz.
Ale moim zdaniem, kiedy mówimy o masonerii, lepiej jest stronić od pewnych sensacji, które nie są łatwe do zweryfikowania i potwierdzenia, jak na przykład ta, że ktoś składa pokłon Lucyferowi. O wiele łatwiej powiedzieć, że masoneria to projekt lucyferyczny, bo jego orientacja w oderwaniu od obiektywnego porządku Bożego jest z natury rzeczy lucyferyczna. To nie wymaga dowodu, bo to fakt, natomiast to, czy ktoś oddaje pokłon Lucyferowi… Ja nie mam możliwości zweryfikowania takiego twierdzenia i chyba nikt poza samymi masonami nie może tego potwierdzić bądź temu zaprzeczyć. Moim zdaniem to jest jednak nieistotne dla naszych rozważań, ponieważ w ten sposób skupia się uwagę na wątkach sensacyjnych odwracając uwagę od meritum: istnieje potężna organizacja mająca ponadnarodowe powiązania, która jest w stanie wpływać na ustawodawstwo konkretnych państw, co z kolei powoduje erozję naszej cywilizacji, w kierunku, o którym wspomniałem.
W momencie, kiedy skupiamy się na tym, czy na 31., czy na 33. stopniu wtajemniczenia przechodzi się na islam odchodzimy od tego, co jest najistotniejsze. Wewnętrzne procedury masonów są po pierwsze trudne do udowodnienia, a po drugie, powtarzam raz jeszcze – ma to odwracać naszą uwagę. Papiestwo nie dlatego potępiło masonerię, że ktoś oddaje cześć szatanowi, tylko dlatego, że ten projekt ma konkretne cele i prowadzi do konkretnych skutków, a w praktyce jak i w założeniach ten projekt zwalcza Kościół katolicki i wpływ Kościoła na społeczeństwo.
Wiele się mówi o rozdziale państwa i Kościoła. Bardzo często ci, którzy rzucają takie hasło popierają jednak cudzołożny związek państwa z masonerią. Można powiedzieć, że masoneria jest w pewnym sensie kontr-Kościołem niezależnie od tego, czy jej członkowie zdają sobie z tego sprawę, czy nie. Masoneria to „świecki kościół”, który rości sobie prawo do budowy nowego społeczeństwa bez Stwórcy; to o wiele istotniejsze w tej kwestii, niż ewentualne ciekawostki dotyczące stopni przynależności do masonerii.
Dlaczego francuskie loże masońskie cieszą się tak dużym zainteresowaniem u polskich wolnomularzy? Przecież nie starczyłoby nam czasu, gdybyśmy zaczęli wymieniać Polaków, którzy zaliczyli „inicjację” właśnie u francuskich masonów…
W XVIII wieku polskie elity były całkowicie zwrócone na Paryż. Nasza młodzież w rodzinach arystokratycznych mówiła do siebie po francusku; było w tym wyrachowanie jak i snobizm.
XVIII-wieczne powiązania Warszawy z Paryżem skutkowały powiązaniami z lożami francuskimi. Następnie mamy okres napoleoński, kiedy Bonaparte roznosi na bagnetach po całej Europie swój Kodeks Cywilny, a w Polsce był postrzegany jako główny sojusznik w walce o niepodległość. To, że zostaliśmy cynicznie zinstrumentalizowani w jego rozgrywce nie miało wówczas dla naszych elit znaczenia, ponieważ Polska była maksymalnie zwrócona na Francję. Sama Rewolucja francuska była postrzegana jako okazja do osłabienia naszych zaborców, więc można powiedzieć, że wpływy masonerii w Polsce były jak najbardziej właśnie znad Sekwany. To nie znaczy, że później, w ramach na przykład zaboru pruskiego nie powstawały inne loże mające orientację na Berlin, bo i takie powstawały, ale pierwotnie to wpływy francuskie były zdaje się najsilniejsze.
Zresztą i podobnie było w XX wieku, kiedy za czasów komuny emigracja intelektualistów obierała za swój cel Francję, i tam mogły zachodzić kolejne powiązania z masonerią.
Oczywiście, są różne gałęzie masonerii, które są nawet mniej lub bardziej masońskie. Niektórzy ludzie podchodzą bowiem do masonerii jak do jakiegoś elitarnego klubu, gdzie można się spotkać, zapalić cygaro, napić koniaku i porozmawiać o „sprawach ważnych”. Choć tacy ludzie albo udają, że nie wiedzą do jakiej organizacji należą, albo im to nie przeszkadza.
Przy czym, gdyby zapytał mnie Pan, czym różni się np. Polska Masoneria Narodowa od francuskiego Wielkiego Orientu, to powiedziałbym, że nie wiem i nie będę tego sprawdzał, ponieważ to nie jest sedno sprawy, choć z pewnością można na tym zarabiać pieniądze pisząc bardziej lub mniej wiarygodne książki.
Ba! Różne ośrodki mogą być częściowo ze sobą skłócone rywalizując o pewne wpływy, co w jakimś stopniu pomniejsza ich skuteczność, aczkolwiek co do pewnego rodzaju meritum niezależnie od kwestii spornych loże ze sobą współpracują – jak pojawiają się nowe ustawy społeczne uderzające w chrześcijański porządek, to widać, że wprowadza je jeden kraj po drugim. Moim zdaniem tutaj nie ma przypadku, jeśli chodzi o zbieżność chronologiczną. To wskazuje nam, że nie tyle obywatele danych krajów myślą tak samo, tylko że pewne ośrodki decyzyjne realizują tę samą agendę. Masońską. Nie ma w tym żadnego spisku: sama masoneria mówi, że jest to właśnie ich agenda.
Dziękuję za rozmowęTomasz D. Kolanek
Drugą część rozmowy opublikujemy 17 stycznia 2024r.
What is the state of the world in this opening of 2024? Pope Francis outlined a broad picture in his Jan. 8 address to ambassadors to the Holy See, gathered for the traditional New Year’s audience.
There is a first point that deserves to be emphasized. Pope Francis does not habitually quote Pius XII. This time, he did so twice in the same speech, referring back to Pius XII’s famous Radio Message to the Peoples of the Whole World of December 24, 1944, in which the Pope proposed the foundations of a new international order, developing important concepts, such as the difference between the “people” and the “mass,” which constitutes the degeneration of democracy. This speech of Pius XII deserves to be reread in the run-up to the European elections in June 2024.
But the salient point of Pope Francis’ speech was when he said that alongside the reality, which he has repeatedly denounced, of a “world war in pieces,” he sees the danger of a “true global conflict” approaching. The reference is to the threat of nuclear carnage, which has never been closer than in recent years.
“I see no reason why we should not use nuclear weapons,” said Russian political scientist Aleksander Dugin recently. In an article published in The Spectator on Jan. 6, two days before Pope Francis’ speech, Edward Stawiarski, who met personally with Dugin, writes that he considers the invasion of Ukraine a “Holy War” against the “Satanism” of the West: “It is a major event, perhaps the biggest in history.” According to Dugin, “We are in a situation where either Ukraine will in the future cease to exist and will become part of south and western Russia, or there will be no Russia. Not Russia as it is now. The trouble is there is also a third possibility, where there will be nobody. Neither Russia nor Ukraine nor humanity nor the West.’ The nuclear option, in other words.”
Stawiarski writes, “Dugin explicitly warns that it is folly to ridicule Russia’s reasons for going to war. ‘Eschatology is present in our minds and influences our decisions,’ he says. ‘You can laugh at it, but you should remember that you laugh at people with nuclear weapons. I see no reason why we should not use them or why Putin will hesitate to use them if Russia starts to fail.”
It is difficult to say to what extent Dugin is the “voice” of Vladimir Putin. However, in some circles of the so-called “identity” right, he is regarded as a “master of thought.” In these circles, hatred of the West parallels enthusiasm for Putin’s Russia, seen as the only bastion of traditional values in a corrupt world. Dugin hints that a nuclear war would have neither winners nor losers, but he sees an opportunity for humanity in the global conflict. To the “Great Reset” of the West, he opposes a Russian nuclear “Great Reset” that, through a “reset” of the situation, would allow the forces of the Gnostic tradition to rise, Phoenix-like, from chaos.If Dugin’s vision is “eschatological,” what is missing in Pope Francis’ discourse is precisely that “theology of history” that constitutes the only possible key to interpreting the events of our times. Pope Francis has repeatedly criticized “Pelagianism,” the heresy whereby man trusts only in his own strength, emancipating himself from the help of grace. But the supernatural power of grace does not appear in Pope Francis’ Jan. 8 address, not even when he condemns surrogacy, wishing, like Italian Prime Minister Giorgia Meloni, that it would become a universal crime, or when he attacks the “ideological colonization” of gender, in a perspective that can be shared even on the basis of natural law alone. A natural law, which has moreover been heavily offended by a document signed by Francis himself, such as the Declaration Fiducia Supplicans published on December 18, 2023 by the Dicastery of the Doctrine of the Faith.
But where the Pontiff’s lack of supernatural perspective most surfaces is when he singles out hunger, exploitation and the climate crisis as the main roots of the looming planetary war, without ever mentioning sin, that is, the transgression of divine and natural law, which Popes Benedict XV and Pius XII defined as the main cause of World War I and World War II.
Pope Francis, on March 25, 2022, consecrated Russia and Ukraine to the Immaculate Heart of Mary, but he seems to be unaware that at Fatima itself, in 1917, Our Lady said that wars were a consequence of the sins of men and that only the conversion of humanity would prevent them. A single sin is in itself more serious than a nuclear war because the spiritual death of a soul is a worse misfortune than any physical death. The Pope and bishops have a duty to remind a world immersed in hedonism of these elementary truths of the Catholic Faith.
The consequences of sin are not only individual but social because society has its foundation in the objective order of moral values. In this sense, as Pius XII explained in his first encyclical, Summi Pontificatus, of Oct. 20, 1939, estrangement from Jesus Christ and disavowal of natural law are at the origins of wars and the disintegration of society. International conflicts have their only solution in the Divine Redeemer of Humanity.
Pius XII, in the speech quoted by Pope Francis recalled this in words that Pope Francis did not quote: “Our gaze is spontaneously carried from the bright Child of the crib to the world around us, and the sorrowful sigh of the Evangelist John rises to our lips: ‘Lux in tenebris lucet et tenebrae eam non comprehenderunt’ (Io. I, 5): The light shines in the darkness and the darkness did not comprehend it. (…) The cradle of the Savior of the world, of the Restorer of human dignity in all its fullness, is the point marked by the covenant between all men of good will. There the poor world, torn by discord, divided by selfishness, poisoned by hatreds, will be granted light, love restored and will be given to set out, in cordial harmony, toward the common goal, to find at last the healing of its wounds in the peace of Christ.”