Planeta płonie! Wszystko zielone staje się czerwone. Har-Magedon!

wawel, 10 czerwca 2024 ekspedyt/planeta-plonie-wszystko-zielone-staje-sie-czerwone

Planeta płonie ;).

Jutro w Polsce przeważnie kilkanaście stopni. Na Wyspach Brytyjskich dzisiaj 14 stopni. A na dokładkę lud w wyborach stopniowo odsuwa Zielonych na śmietnik historii (bez recyklingu).

Czarnoskórzy (binarni niebiali gwałtownicy) pasażerowie flotylli łodzi finansowanych przez setki fundacji Sorosa zmuszeni są opalać się na Adama. Gorący żar się z nieba leje, do ciężkich pięt się asfalt lepi i nawet lodziarz nie ma siły cię zaczepić.

Płoną akcje wartości dwóch miliardów, która zainwestował Soros 20 lat temu na rzecz technologii i modeli biznesowych związanych ze zmianami klimatu. U babci Rothschildowej pod łóżkiem termometr jednak wciąż pokazuje, że mamy najgorętszy czerwiec od czasu Wielkiego Wybuchu. Babcia czuje się jak w piekle. Jej odczucia powielają medialne córy Koryntu.

Płoną udziały firm walczących z energetyką węglową, miliony wyłożone dorodusznie i filantropijnie przez kompanię filantropijną o nazwie Arcadia Fund w Radzie Konsultacyjnej której zasiada sam Lord Jacob Rothschild. Topi się stal wieżowców Europejskiej Fundacji Klimatyczej. Istny Har-Magedon (miejsce zapowiadanej w Apokalipsie św. Jana ostatecznej bitwy między siłami dobra i zła).

Edward Goldsmith (z konkurencyjnego wobec Rothschildów, frankfurckiego rodu bankierów) zgodnie ze swoją teorią, że marksizm trzeba zastąpić teorią powrotu do stanu dzikości pierwotnych plemion  – zalega na dachu swojego pałacu w stroju z liścia palmowego niepokojąco przyjmując zabarwienie murzynka Bambo.

Fizyk-teoretyk Hans Joachim “John” Schellnhuber, który stworzył (wyssał z palca) “podstawy „naukowe” dla dogmatu klimatycznego doznał pomieszania zmysłów (nie wiadomo czy z głodu, chłodu, czy gorąca) i siedząc na tronie przyszłego, zaprojektowanego przez siebie Trybunału Planetarnego wykrzykuje w kierunku ściany: “Płoniemy! Hades! Hades! Ratuj się, kto może! Marszałkowie do mnie!”. Morawiecki nie odbiera komórki…

Lud nie chce kupować samochodów walczących z klimatem. Fabryki produkujące “proklimatyczne auta niegasnące” zwalniają pracowników i likwidują wydziały. Zgroza! Faszyzm! Onucyzm!

Klaus Schwab z tego wszystkiego przebiera się w kobiece ciuszki (jak kiedyś senator i reżyser moralistyczny dekalogowy Piesiewicz).

Elity proklimatyczne i progenderowe (oraz militarystyczne) zużywają coraz większe ilości białego proszku. Nosy furczą. Od wciąganych ścieżek ku świetlistej przyszłości.

Wszystko co zielone zmienia się w czerwone. Gorąco wszędzie! Co to będzie, co to będzie?

image

Płonąca planeta na okładce książki “Samospalenie” papieża klimatycznego, Schellnhubera (książki, której nikt nie chce kupować oprócz sąsiadów Grety Thunberg).

Chanukowa Rzeczpospolita Przyjaciół, czyli trzy odsłony pieśni Hava Nagila

Chanukowa Rzeczpospolita Przyjaciół, czyli 3 odsłony pieśni Hava Nagila

Autor: wawel , 18 stycznia 2024

image

TRZY ODSŁONY TEJ SAMEJ PIEŚNI

MOTTO

1. Walka z prawicą rządzącą i z prawicą w stanie spoczynku jest nierozdzielna (…)

Program klasy robotniczej nie posługuje się mglistymi symbolami, lecz realiami społecznymi: w swej krytyce i radykalizmie swych postulatów program ten dystansuje wszelkie frazesy nacjonalistyczne i klerykalne (…) i odpowiada interesom mas. Ma więc wszelkie szansę zwycięstwa w walce o poparcie mas.

[List otwarty do partii Kuronia i Modzelewskiego, 1964 r.]

2. Hej, sekciarze, nie bijta się,

Są robotne polskie masy,

Pożywita się

[na melodię: Hej górale, nie bijta się!]

3. (…) szlachta polska, CZEGO WAM WŁAŚNIE TRZEBA, jest dobra i głupia. Jej królowie nie byli nigdy od niej mędrsi (…).

[ Jakub Frank – Odezwa do Żydów polskich w 1755 r. ]

1. Hava Nagila Chanukowa

Wraz ze “sprawą Brauna i Bosaka” rozpoczął się festiwal pokajań, ofiar przebłagalnych.

Znane pełzanie polskie. Ustawa o IPN pisana w siedzibie Mosadu. Coroczne kajania się marcowe. Samobiczowania holokaustowe (dofinansowywane przez Ministerstwa Kultury) oraz lincze niemiecko-żydowskie na Polakach w rodzaju tych, który przerwał w Warszawie Grzegorz Braun. No i rasistowska kabała talmudyczna nowego Mesjasza Schneersona celebrowana w najważniejszym budynku RP.

Dzisiaj, 17 stycznia zaczyna się w polskim Kościele Dzień Judaizmu. Piąta kolumna w obrębie chrześcijaństwa wepchnięta na Vaticanum II (deklaracja “Nostra Aetate”) przez posłańca braci fartuszkowych (Jules Isaac) oraz przez łóżko męsko-męskie (Gregory Baum).

A skoro dzisiaj jest 17.01. i ostatnio w modzie jest doszukiwanie się różnych analogii liczbowych w datach porównywanych wydarzeń historycznych (może wpływ… kabały chanukowej) to w związku z tym proponuję analogię do dzisiejszej daty: 17 września 1939 r.

17 stycznia 2024 parlamentarne usankcjonowanie uzyskała inwazja neobolszewizmu na polskie “elity” a orzeł z polskiego godła (zgodnie z dawnym koszernym dowcipem) przetransformował się dzisiaj w zwykłą białą gęś. Głupią i strachliwą. I wraz z dzisiejszym Dniem Judaizmu mieliśmy dzisiaj – może nieprzypadkowo – w sejmie HH (Hołd Hebrajski). Chanuka – pod tą nazwą skrywa się rzekomo Święto Świateł. Święto Świateł to inwazyjny kryptonim dla szowinizmu. Te światła to po to, by trybalizm hebrajski lepiej widział jak nieomylnie uciąć głowę cywilizacji. To święto triumfu hebrajskiej plemienności nad hellenistycznym zalążkiem chrześcijaństwa. A sami celebranci, Chabad Lubawicz to groźna sekta ugruntowana na talmudycznej nienawiści do chrześcijaństwa, na magii i kabale oraz na ideologii rasy panów. Ten sam “duch” przenikał socjalistę i przyjaciela Marksa – Mosesa Hessa, gdy pisał o tym, że „naród żydowski jest swym własnym mesjaszem”. Mesjaszem zbiorowym.

Takie coś wpuściliśmy do sejmu ze swymi rasistowskimi (vide święta księga sekty “Tanya”) gusłami.

Widziały gały, co brały…

Wkrótce kajanie się marcowe. Z główną rolą, jak co roku, zapewne Andrzeja Dudy Zbawcy (ech, ci Zbawcy, mnogo ich w Polsze…).

Z ujawnionych ciekawostek: od Mentzena mogliśmy się dowiedzieć czegoś o Szymku (pseudo Idol Gimbazy). Otóż Szymek próbował zmusić Bosaka do uczestnictwa w świętowaniu chanuki mówiąc, że mu to pomoże w utrzymaniu stanowiska marszałka! To jest niesłychane!

Grzegorz Braun będzie sądzony tak zadecydowało ciało z ul. Wiejskiej (tzw. wiejska zbieranina). Zamiast sądzenia tego, który wydał zezwolenie na wejście na teren sejmu grupy podejrzanych typów ze swoimi mrocznymi gusłami i bezczeszczenie go. Wczorajszy dzień to ważny “kamień milowy” w dziejach polskiego pełzania i zdrady.

2. Polskie Hagady

Musimy przygotować się na “idy marcowe”. Zapowiada się, że tegoroczne będą wyjątkowe. Może jakieś symulacje bomb z białym fosforem nad Warszawą? Może monumentalna projekcja Wielkiej Chanukii na niebie kilku polskich sztetli, ups, miast?

Jeśli chodzi o marzec 68 to serwuje się nam jakiś sklecony przez Przyjaciół (tych z Rzeczpospolitej Przyjaciół Andrzeja Zbawcy Dudy)  – Mit Marca 1968. Nie ma tu niczego z rzetelności historycznej. Nie na darmo też i nie bez związku z marcem`68 nie ma żadnego historycznego opracowania całościowego dziejów „Solidarności”. Nikt tu nie chce prawdy, nie szuka jej. Podczas ostatniego ataku Izraela na Polskę (ustawa o IPN) mieliśmy okazję przekonać się, że właśnie tak uprawiają „historię” nasi Przyjaciele. Dokumentów z którymi poleciała Komisja Wildsteina – nikt w Izraelu nie chciał przeglądać. A po kiego diabła im dokumenty? Żeby popsuć humor i zniszczyć już ugruntowaną legendę? O hagadach zaprzeczających ludobójstwu Palestyńczyków trzeba też tu koniecznie wspomnieć.

Taki to pre-racjonalny, azjatycki sposób rozumienia własnych dziejów w “kulturach” – jak to zwie W. M. Kozłowski – dżyngoizmu (od Dżyngis-chana). I Bóg z nim, z takim sposobem. Cała tragedia zaczyna się gdy my, dzieci chrześcijańskiej cywilizacji opartej na Grekach, którzy wydali pierwszego historiografa – Herodota – gdy my zaczynamy – na wzór żydowski –  tworzyć mity, bajki, legendy, hagady zamiast odważnie dążyć ku prawdzie. I tak jest z historią Marca 1968. I pozostałych grudniów, październików, czerwców i sierpniów.  Zwłaszcza sierpniów…

image

Bijatykę dwóch gangów trwającą od stycznia do maja 1968 r. przedstawia się nam jako rzekomą walkę z komunizmem, jako walkę z cenzurą. Prezydent Duda prawie 10-krotnie w marcowej celebracji powtarzał słowa; „błagam o wybaczenie”. I błagał Szewacha Weissa. Przepraszał Stefana Michnika za polską emeryturę. Błagał rabina o wybaczenie za… Moczara. W naszym imieniu…

Z kolei Zandberg (z lewicy, która winna mieć po drugiej wojnie swoją Norymbergę, a nie miała, zgadnij, koteczku, dlaczego nie miała?) z sejmowej mównicy – oddając sens, nie literę –  krzyczy, że… odprawianie kabalistycznych obrzędów w sejmie zaprzecza polskim tradycjom! Gdzie my jesteśmy?

To wygląda jak… Lupanare di Pompei.

Monthy Python. Sezon rekonstrukcyjny.

3. Hava Nagila marcowa

Aby skończyć z żenującymi hołdami nie wiadomo kogo, nie wiadomo na czyje zamówienie, nie wiadomo przed kim i nie wiadomo za co – zajrzyjmy za kulisy i zobaczmy jak wygladają procesy umysłowe tyczące się marcowania`68 w umyśle zdrowym. 

image

Stefan Kisielewski tak pisze o marcu 68 w „Dziennikach”: 

“Dwadzieścia lat temu powiedziałem Ważykowi, że to, co robią Żydzi, zemści się na nich srodze. Wprowadzili do Polski komunizm w okresie stalinowskim, kiedy mało kto chciał się tego podjąć z gojów (poza gorliwcem Gomułką). Społeczeństwo było wtedy jednolicie antykomunistyczne, więc nienawidzono ich. Teraz społeczeństwo jest nowe, niewiele z tamtego pamięta, opór się rozchwiał i rozładował, ale nienawiść została, co obecnie wyzyskał Moczar dla swoich celów personalnych, oskarżając ich o „błędy i wypaczenia” (w których zresztą sam brał udział). Bo Żydzi nie rozumieją jednej rzeczy: gdy są małą grupą, jak po wojnie, to zachowują się wobec siebie solidarnie, negując jednocześnie, jakoby była to solidarność narodowa, i odrzekając się od jakiejkolwiek odpowiedzialności zbiorowej. Tymczasem skoro się działa solidarnie (oczywiście nie wszyscy, ale ci co robili politykę), to można się spodziewać, że ktoś to kiedyś wyzyska. No i rzeczywiście: sprawa Izraela dała pretekst do potraktowania wszystkich (prawie – Starewicz się trzyma) Żydów jednolicie, jako naród — skutek wiadomy. Tragiczny jest tylko los Żydów-Polaków, artystów, pisarzy, którzy biorą w łeb za winy tamtych — tamci zaś sami sobie piwo warzyli. Sytuacja powikłana — ale któż ją dziś rozwikła? Zaś kultura polska traci, obraz Polski widziany z Zachodu staje się ohydny, ale kogóż z walczących o władzę to obchodzi? A Gomułką nic z tego wszystkiego nie rozumie, klepie swoje (a raczej nie swoje, podsunięte) pacierze o rewizjonizmie i tyle. Jak się zbudzi, będzie za późno („i obudził się z ręką w nocniku…”).” 

“[…]  od paru miesięcy odbywa się ostateczna rozgrywka między dwiema grupami ubeków: grupą żydówską, która z łaski Rosji szarogęsiła się tutaj w latach Stalina, oraz grupą „partyzancką”. Po wojnie grupa przybyłych z Rosji Żydów-komunistów (Żydzi zawsze kochali komunizm) otrzymała pełnię władzy w UB, sądownictwie, wojsku, dlatego że komunistów nie-Żydów prawie tu nie było, a jeśli byli, to Rosja się ich bała. Ci Żydzi robili terror, jak im Stalin kazał (zresztą prawdziwi partyzanci też, tyle że byli raczej podwładnymi niż rozkazodawcami), dopiero w roku 1956 wycofali się z tego, a żeby się ratować, zwalili winę na tamtych (Zambrowski robiący Październik), oskarżając ich w dodatku o antysemityzm. Tymczasem dorosło młode pokolenie komunistycznych.byczków i partyzanci rzucili ich na tamtych, szermując przy tym doskonale pasującym argumentem „syjonizmu”. Marzec to była prowokacja, aby Żydów dorżnąć — dwie grupy się walą, a między nimi plącze się nic nie rozumiejący Wiesio, który dał się nabrać, a teraz, gdy się nieco zorientował, jest trochę już późno, bo go robią na szaro, a żona Żydówka też mu nie pomaga. Od 1956 on sam własnymi rękami wykańczał swych sojuszników („Po prostu”, Goździk, Tejkowski, Bieńkowski, „Znak”, Ochab itp.), aż teraz został sam ze swoim nosatym Zenkiem.Już zaczął coś kapować, na zjeździe się utrzyma, bo Ruscy są za nim, robi jakieś kontrakcje, ale jest przypóźno. Trzeba było myśleć wcześniej, a on dał się nabierać, wygłaszając mowy o syjonistach albo jadąc w marcu na nas. Jak Pan Bóg chce kogoś zniszczyć…”

Stefan Kisielewski, „Dzienniki” 

A co my tak naprawdę – mógłby się ktoś zapytać –  będziemy świętować w marcu? To znaczy co świętują kolejne kiszczakowe – bo przecież nie nasze – rządy w każdym marcu uparcie produkując narrację oderwaną od faktów?

Narracja świętowania marcowego była podlewana w ostatnich latach intensywnym sosem emocjonalnym w dwóch zestawach.

1. zestaw w sosie dumy (Premier)

2. zestaw w sosie przebłagalnym (Prezydent)

Ad 1. Z czego mamy być dumni? Z czynów której grupy ubeków? Oczywiście, pytanie jest retoryczne: możliwa jest tylko jedna odpowiedź. My, Polacy, teraz mamy być dumni z jednej grupy ubeków (w terminologii Kisielewskiego: “żydowskiej grupy ubeków”) i z tego, jak sprytnie wciągnęła ona polskich studentów w obronę swojej pozycji (parytetu we władzy)? Potwierdzam, sprytnie to zrobiła grupa żydowska, ale nie ma to związku żadnego z byciem dumnym z tego.

Ad 2. O wybaczenie za co Prezydent dzisiejszej Polski błagał w jedną z rocznic, nieledwie na kolanach? Za to, że “odchylenie nacjonalistyczno-prawicowe” odegrało się (super delikatnie w porównaniu do ceny tego, za co się odgrywało) za orgie polskiej krwi przelewanej przez żydowską grupę ubeków, sędziów, prokuratorów, za krwawe orgie zgotowane Polakom 20 lat wcześniej? Kisielewski ostrzegał ich. Nie posłuchali. A później lament?  Za co tu błagać o wybaczenie? Za odpornośc na naukę jednej z grup? Biorąc pod uwagę, że wtedy wyjechali też Stefan Michnik i Helena Wolińska “zostawiając wszystkie swoje posiadłości” – jest tak, jakby Prezydent ich także przepraszał za to, że nigdy nie zostali osądzeni… 

A poza tym, jak pisze historyk M.Klecel: “Co do przymusowych wyjazdów w 1968 roku, to nie były one takie przymusowe. Kto bardzo nie chciał wyjechać, nie wyjeżdżał. Sędzia Stefan Michnik wyjechał, ale jego brat Adam Michnik pozostał. Wyjechała prokurator Helena Wolińska, podobnie jak sędzia Michnik, przeczuwając, być może, kłopoty z powodu wyroków śmierci, jakie wydawała na polskich patriotów w latach 40. Ale nie wyjechał już komendant obozów pracy w Świętochłowicach i Jaworznie Salomon Morel, lecz pozostał w kraju aż do początku lat 90., kiedy to zdecydował się na wyjazd do Izraela, gdy zainteresowano się bliżej jego biografią, co nie przeszkodziło w tym, że pobierał do końca życia wysoką polską emeryturę. Podobnie jak Adam Michnik, nie musieli wyjeżdżać Kuroń i Modzelewski, Blumsztajn i Szlajfer oraz wiele innych osób, które zakładały później „Gazetę Wyborczą”. 

4. Wciąganie

W marcu 1968 tysiące polskich studentów zostało sprytnie wciągniętych w obronę “żydowskiej grupy”. W identyczny sposób wciągnięto robotników na “strajki” w 1988 … by wynieśli ku władzy  “Bolesława” Wałęsę (obstawionego przez fartuszkowych braci Kaczyńskich, którzy później usamodzielnili się i zatańczyli swoją, lokalną, warszawską Hava Nagila)  i grupę tych samych ludzi, którzy w 1968 nie chcieli nigdzie wyjeżdżać (Michnika, Blumsztajna, Lityńskiego, Wujca, Smolara etc. etc.). Polacy dobrze noszą na rękach (jak w przedwojennym dowcipie…).  Wraz z powstaniem Porozumienia Cetrum i PIS wciągnięto nas w trzecią odsłonę pieśni Hava Nagila. Mówiąc Gombrowiczem: Koniec i bomba, a kto tego nie widzi ten trąba! 

Gdzie tu w tym wszystkim, w tych machlojkach i socjotechnicznym uzywaniu tłumów do własnych interesów, gdzie tu miejsce na dumę i przeprosiny? No, chyba że duma z tego, iż zostało się nabitym w butelkę a przeprosiny za to, że noga z tej butelki wystawała… No i przede wszystkim gdzie tu miejsce na nadzieję? Na własne państwo?

5. Orgie sponsorowanych tautologii

  Za kogo rządzący nas mają? Przecież oni nie mogą nie wiedzieć, nie uświadamiać sobie, że oddają Polskę w pacht niewiadomym, mrocznym, bezwzględnym siłom, że tworzą czołobitne hagady zamiast odbudowywać godność Polski, Polskę pewną siebie, mającą niezbywalne poczucie własnej wartości. Jak niedouczeni, banalni, powierzchowni i recytujący podrzucone im hasła byli Prezydent i były Premier – to aż trudno uwierzyć. Przykładów absurdalnego, napuszonego pustosłowia Prezydenta sprzed 5 lat nie będę teraz przytaczał). A z osiągnięć MM z tego samego okresu przytoczę jedynie 3 niezwykłe zdania. Gdy Premier mówił, że w 1968 miało miejsce także inne niezwykle ważne wydarzenie: zerwanie stosunków dyplomatycznych z Izraelem, to uzupełnił tę informację z bogactwa swego umysłu i z głębi swych uczuć. Powiedział tak: A przecież Izrael był ważnym krajem dla polskiej kultury [i tu nastąpi udowodnienie postawionej tezy], bo w Izraelu wielu ludzi mówiło po polsku i były księgarnie polskie [sic!].

I po tym „wystrzale” następuje atak jądrowy na naszą niewiedzę – Premier postanawia uświadomić nas do końca i wypowiada wiekopomne słowa: „Izrael jest bardzo ważnym krajem dla pielęgnowania więzi polsko-izraelskich” [sic!]. Wmyślmy się w głębię tych słów! Ona powala. Czy premier jest buddystą? Toż to prawie koan! To brzmi przecież jak: „Wiatr jest bardzo ważny dla podmuchów wiatru”. A może wszystkie wystąpienia MM to były li tylko ohydne, bezczelne tautologie, tylko my tego nie dostrzegaliśmy?

A może Premierowi chodziło o nas, może troszczył się o nas, o wydolność naszego intelektu. Żebyśmy czasem nie pomyśleli, że bardzo ważnym krajem dla pielęgnowania więzi polsko-izraelskich jest np. Islandia. Jak dobrze, że przez 8 lat mieliśmy takiego Premiera! Jak dobrze, że odkrył go Wszechmocny Prezes! Chwała wszystkim zwycięstwom Prezesa! Teraz już do końca życia zapamiętamy, że b.ważnym krajem dla pielęgnowania więzi polsko-izraelskich jest Izrael. Zwłaszcza w morzu krwi palestyńskich dzieci zabijanych wg Prezesa palcem bożym czuwającym nad Izraelem.

 6. Miłość nie wybiera

Dlaczego, gdy jeśli Prezydent i Premier zabierali głos wobec rabinów lub na temat Izraela – to mogliśmy mieć pewność, że palną jakieś niestworzone rzeczy. Ja myślę, że to kwestia miłości. Miłości ich życia. Gdy język mówi z przepełnionego nieziemskim uczuciem serca – to nie dba o fakty i sens… Pisał o tym Stendhal i Ortega. Osoba taka ledwo powstrzymuje się od tego, by rzucić się do kolan temu, co kocha. Taki klimat gorących uczuć. Co zrobić. Tylko trochę niesmacznie to obserwować i słuchać.  Nie da się zrekonstruować tych pałających przywódców narodu? Przywódcy nie są od pałania. Chyba że pełną poświęceń i ofiarną miłością do ojczyzny…

W sumie to chyba nie ma się czego spodziewać po polityce historycznej i zagranicznej tych rządów, które wyłonił i wyłoni obecny sejm. Dlaczego? Dlatego, że w sercu sejmu (a także np. IPN) usadowiła się – niestety – Rzeczpospolita Przyjaciół. Świadczy o tym  aktualnie obrany kurs narracji chanukowej.

Rzeczpospolita przyjaciół, rzeczpospolita chanukowa ma wiele niewidzialnych rąk. Co tylko PIS zachciał (zakładając, że naprawdę zachciał) jakąś gruntowną reformę zrobić lub doprowadzić do końca, to niewidzialne rączki pokazały: „A figa!. Tego nie ruszycie, bo tu nasi, bo to nasi. Nasi synowie i nasze wnuki”. I tak to z tymi reformami jest. Co pozostaje? Rzucić się do kolan pewnych panów w czerni, jak Prezydent. Chociaż rozrywki trochę dla ludu. Taki Bollywood Rzeczpospolitej Przyjaciół.  Przy świetle i w dymie szabasowych świec.

7. Forpoczta Chabad Lubawicz, czyli “odwrócony system budowania grup społecznych”

Czym jest to wszystko, co składa się na obraz prawych i sprawiedliwych, obywatelskich, ludowych, trzeciodrogowych, zandbergowych? Czego forpocztą jest Chabad Lubawicz i czym jest kopiowanie tej sekty kryptogangsterskich metod przez “nasze partie”?  By to pojąć może przyjść nam z pomocą fragment wspomnień W.Myśleckiego o Mateuszu Morawieckim. Myślecki pyta się dziennikarza Kultury Liberalnej: Nie wiem, czy pan wie, na czym polegają sukcesy społeczności żydowskiej? Oni mają odwrócony system budowania grup społecznych. – Nie rozumiem… – odpowiada dziennikarz.

Naprzód wszyscy pracują, żeby jeden poszedł do góry, a potem on wciąga innych. To jest taki system jak taternicy. Wchodzi pierwszy, my go z dołu asekurujemy, on nad sobą wbija haki. A jak już dojdzie do góry to dużo łatwiejsza i efektywniejsza jest asekuracja odgórna. On asekuruje każdego następnego.[…] I druga rzecz: jeśli Mateusz Morawiecki czy ktoś z naszego grona prowadzi jakąś sprawę, to ja wykonam – nawet jak mi się nie podoba – to, co on uważa za konieczne do zrobienia.

Myślecki odwołuje się do kodu kulturowego żydowskiego. Nazywa go „odwróconym systemem budowania grup społecznych”. Ładnie to brzmi. Bliższa prawdy byłaby jednak wg mnie nazwa: „orientalna despotia etnocentryczna”… Myślecki nie przypadkowo mówi o żydowskiej metodzie, o metodzie stosowanej przez Żydów wewnątrz społeczności nieżydowskich by się wspiąć na szczyt struktury. Wspiąć się – że tak powiem – bez otwartego przetargu, bez konkursu kompetencji a opierając się li tylko na hakach wbijanych przez będących wyżej „ziomali” (nie przeoczmy też podwójnego znaczenia słowa “hak”). Czyżby ten Myśleckiego klucz etniczny pasował też do NBP, KNF, BFG, IPN, CBA, rad nadzorczych spółek z udziałem Skarbu Państwa etc.?

Prof. Wincenty Lutośławski w swym mało znanym tekście “Solidarność w Izraelu” ujmował to tak:”O ile Żyd ma wpływ decydujący w jakiejkolwiek instytucji, to popiera Żydów na stanowiska w tej instytucji, nie bacząc na ich uzdolnienie w porównaniu z kandydatami gojami, przez co pożyteczność i powaga instytucji bywa obniżoną”. “Gdy się zastanawiamy nad stosunkiem Żydów do społeczeństw obcych, wśród których oni swą odrębność zachowują, uderza nas ich solidarność, polegająca na tym, że każdy Żyd chętniej Żydowi zapewnia zyski z jakiegokolwiek interesu, niż obcemu (…) ta solidarność jest łączeniem [się] we wspólnej pracy i przy wspólnych materialnych korzyściach ludzi o wspólnym pochodzeniu.”

To samo piszą o dzisiejszych obywatelach Polski mających korzenie żydowskie i skrywających często ten fakt Susan A. Glenn, Naomi B. Sokoloff w książce Boundaries of Jewish Identity , University of Washington Press, Washington 2010, gdzie podkreślają, że Polacy żydowskiego pochodzenia zatrudniają i szukają zatrudnienia najczęściej u osób o żydowskich korzeniach.

8. 17 stycznia 2024 r. w Chanukowym Sejmie ukonstytuowała się Chanukowa Rzeczpospolita Przyjaciół

Aby nie było, że tylko negatywy, że wciąż o banksterze o  korzeniach żydowskich, o misjonarzu Prezydencie, pochwalę za jedną rzecz Prezydenta. Jest to coś, za co – mniemam ; ) – Prezydent przejdzie do historii. Mianowicie w 2018 r. – co przeszło zupełnie niezauważone – wprowadził i wylansował oraz zamierza zastąpić nową nazwą – nazwę naszego państwa.

W krasomówczej pasji i emocjonalnym nadpobudzeniu Rzeczpospolita Polska zaczyna zamieniać się w jego oracjach w Rzeczpospolitą Przyjaciół. Od pięciu lat. Prezydent nawet zaryzykował otarcie się o Trybunał Stanu zmieniając samowolnie i bezprawnie historyczną nazwę naszej ojczyzny w projekcie ustawy sejmowej o wprowadzeniu święta państwowego “Dnia Polaków ratujących Żydów”.

Jest to do sprawdzenia, w druku sejmowym widnieje Rzeczpospolita Przyjaciół a… znika Rzeczpospolita Polska. To jest Trybunał Stanu, ale póki co możemy korzystać z tego określenia dla opisu porządków panujących w Polsce. Jest ono b.użyteczne dla ukazania kto rządzi w większości instytucji Rzeczpospolitej Polskiej. Już nie trzeba używać chropowatych zwrotów: “resortowe dzieci”, “oligarchia pochodzenia żydowskiego” etc., zamiast tego można mówić ‘Rzeczpospolita Przyjaciół. Bardzo użyteczny ten knot semantyczny sklecony przez gorliwego Prezydenta. Rządzi nie Rzeczpospolita Polska a Chanukowa Rzeczpospolita Przyjaciół. Tajna, widna i dwupłciowa. Za zgodą poprzednich sejmów i obecnego. Szalom.

PS

Musimy stanąć murem za Braunem, bo następnym razem przyjdą po nas…

image
image

Tagi:Braun, Chabad Lubawicz, Chanuka, sejm

O autorze: wawel

komentarz

  1. CzarnaLimuzyna 18 stycznia 2024 godz. 08:52…
  2. zaczyna się w polskim Kościele Dzień Judaizmu. Piąta kolumna w obrębie chrześcijaństwa wepchnięta na Vaticanum II (deklaracja “Nostra Aetate”) przez posłańca braci fartuszkowych (Jules Isaac) oraz przez łóżko męsko-męskie (Gregory Baum).Nostra aetate dokument zredagowany pośrednio i bezpośrednio przez środowiska żydowskie to “kamień milowy” na drodze zatraty, który namieszał katolikom w głowach. My, chrześcijanie niezależnie od wiary lub niewiary innych narodów mamy traktować ich przedstawicieli jako naszych bliźnich, a zadaniem kapłanów jest nauczanie wszystkich narodów, bez wyjątków. Dzień bez Chrystusa w Kościele katolickim z tegoroczną specjalną zachętą modernisty Rysia jest dalszym ciągiem tej hucpy- nie chodzi o judaizm starotestamentowy, lecz o antychrześcijański judaizm rabiniczny. Ile razy można to pisać?

Kodeks prawicy. Konserwatywny realizm.

Wawel ekspedyt

WSTĘP

image

Wobec inwazji lewicowej mentalności (czyli przeciętności i bezmyślności sterowanych z tylnych siedzeń przez oligarchów okrzykiem “pust wsiegda budiet postęp“) konieczne jest odświeżanie znaczenia pojęcia PRAWICA (czyli prawicowej postawy, mentalności, myśli państwowotwórczej). Dawniej preferowano na rzecz opisu rzeczonej, prawicowej postawy termin “konserwatyzm”. Jednak niewidzialna ręka kreatorów tego, co ma myśleć społeczeństwo (vide: Bernays) wymusiła termin “prawica” kojarząc w tępych odbiorcach mediów konserwatyzm z zacofaniem. Tymczasem źródłowo konserwatyzm = mądrość. Poniższy tekst wraca do pierwotnych sensów podziałów na scenie politycznej.

KODEKS PRAWICY

   „Sprawiedliwośc jest czymś zupełnie innym niż równość i oznacza według słów Ulpiana „Suum cuique” (Każdemu co jego).”

1. Realizm kontra relatywizm. Konserwatyzm – bo takiego będę używać pojęcia w dalszej części artykułu zamiast niejasnego terminu “prawica” – utrzymuje, że istnieje  obiektywny porządek rzeczywistości, niezależny od naszych subiektywnych interpretacji. Jak pisze Jeffrey Burton Russell (1986) w swej analizie współczesnych koncepcji zła, zanik religijnej wersji realizmu przyczynił się do powstania pustki w tym stuleciu:

„Próżnia ta została do pewnego stopnia wypełniona przez marksizm (który sam jest odmianą religii) i liberalny progresywizm, wyznające wiarę, że ludzkość ma przed sobą postęp.(…) faustowska ufność w zdolność ludzkości do rozwiązywania swych problemów wraz z niczym nie uzasadnioną wiarą w dobroć ludzkiej natury, sprowadziła intuicje dobra i zła do wymiaru zjawisk psychologicznych, nie zakorzenionych w żadnej transcendentnej rzeczywistości i wytłumaczalnych w kategoriach fizycznych, mechanistycznych. Rezultatem jest mętny, lecz wszechogarniający relatywizm moralny. Żadne wartości nie są transcendentne; wszystkie są całkowicie względne i zależą od preferencji jednostek lub społeczeństw. Prawda również jest kwestią preferencji”.

Konserwatywny realizm, w przeciwieństwie do relatywizmu, stanowi współczesne ucieleśnienie tradycyjnej teorii prawa naturalnego. Jeżeli nie wierzy się w prawo naturalne, to nie może być zgody co do dobra i zła (albo prawdy i fałszu, rzeczywistości i fikcji). Prawo naturalne jest zespołem pewników (moralnych absolutów), bez których nie potrafilibyśmy uzgodnić między sobą, co jest dobre, a co jest złe. W polityce, prawo naturalne jest „luźnym zestawem reguł działania, narzuconych przez autorytet wyższy od państwa” (R.Kirk). Jeżeli, jak sądził Hobbes (i jak sądzi wielu liberałów), tego rodzaju autorytet nie istnieje, to państwo musi być omnipotentne.

„(…)Demokracja może się stać równie ciemiężycielska jak tyrania, jeżeli zaneguje prawo naturalne. (…) „lud może być równie niebezpieczny jak dyktator, kiedy popadnie w bałwochwalstwo, zapomina­jąc, że obowiązuje go prawo nie ustanowione przez człowieka.” “. H. Agar, A Declaration of Faith (1952)

2. Kapitalizm kontra kolektywizm. Wolność jest ścisle związana z własnością prywatną. Wolności politycznej muszą towarzyszyć indywidualne decyzje ekonomiczne oraz indywidualna własność. Własność prywatna jest jednym z nielicznych rzeczywistych naturalnych uprawnień. Ludzie mają fundamentalne prawo do zatrzymywania korzyści ze swej inteligencji, pracy i roztropności. Wolny rynek jest w równym stopniu imponującym motorem kreatywności co jarmarkiem prostactwa i tandety, ale mimo wszystko, pozostaje rynek najlepszym gwarantem wolności, gdyż ruchliwy pieniądz powoduje rozproszenie władzy. A zatem władza kapitalizmu, tak samo jak federalizmu [prawdziwego, nie “europejskiego”], powściąga władzę państwa. Im więcej człowiek bierze na siebie, tym jego życie jest pełniejsze.

3. Dobro wspólne kontra etatyzm i nepotyzm. Istnienie państwa i władzy jest po części skutkiem ludzkich słabości i niedoskonałości. Jego zadaniem jest obrona ludzi przed zbyt potężnym społeczeństwem, przed złymi jednostkami lub przed wrogiem zewnętrznym. Państwo jest kośćcem narodu. Prawomocność państwa spoczywa w pierwszym rzędzie na autorytecie ale także, wskutek niedoskonałej natury człowieka na sile. W sferze działania państwa winno być tak wiele wolności, jak to jest możliwe i tak wiele siły, ile jest konieczne. Wszystkie wolne narody są „autorytarne” w swojej polityce, a także w zyciu społecznym i rodzinnym. Państwo ma charakter „aneksjonistyczny”. Grozi mu ciągle niebezpieczeństwo chorobliwego rozrostu jego organów i uzurpowania sobie funkcji, które z natury rzeczy należą do jednostki, rodziny lub społeczeństwa. Cokolwiek może uczynić jednostka, winna to czynić; następnym krokiem jest zwrócenie się do rodziny, dalszym do wspólnoty lokalnej, a dopiero na samym końcu do państwa. Dlatego idealne państwo winno być państwem federalnym, złożonym z jednostek politycznych o szerokiej autonomii (states, Laender, regions, provinces, ziemie). Oczywiście nie ma tu żadnych analogii do pseudofederalnego projektu Unii Europejskiej. Regiony podobnie jak osoby mają swoją niepowtarzalną wartość, są wytworem organicznego wzrostu i maja o wiele bardziej wyraziste oblicze niż wielkie państwo. Rządzący powinni z powagą i rzetelnie przysłuchiwać się temu, czego pragną rządzeni. Przed biurokracją i technokracją jednak nie ma ucieczki. W epoce w której nauka i technika są tak silnie obecne, nieodzowna jest wysoko wykwalifikowana administracja, która cieszy się poważaniem obywateli i ma dochody zmniejszające do minimum pokusę korupcji.

 Dzieci są wychowywane przede wszystkim przez rodzinę. Jest rzeczą wielce szkodliwą przyjmowanie przez szkołę zadań i obowiązków, które spoczywają na rodzinie. W szkołach powinny panować: dyscyplina, pilność, pracowitość, cierpliwośc i wytrwałość. Państwo i społeczeństwo muszą unikać każdej polityki, która zagraża integralności i niezależności rodziny.

Mężczyzna i kobieta są duchowo równowartościowi, lecz mają różne powołania, zadania i role. Tradycyjna rola kobiety w naszej cywilizacji to: miłość, sympatia, dawanie życia, wychowanie dzieci. Są to rzeczy niesłychanie ważne, wprost bezcenne. Nikt nie potrafi zastąpić kobiety w tej roli. Nie oznacza to, że kobietom należy ustawowo zabraniać swobodnego wyboru zawodu, kariery i roli innej niż ta, dana jej przez naturę.

4. Sceptycyzm kontra progresywizm. Konserwatyzm różni się od liberalizmu w jednej absolutnie fundamentalnej sprawie:  w poglądzie na naturę ludzką. Mówiąc prościej: konserwatyści uważają, że człowieka trzeba hamować, liberałowie, że trzeba go wyzwolić. Konserwatyści muszą walczyć o utrzymanie tradycyjnych hamulców, którymi są rodzina, społeczność i religia, podczas gdy liberałowie często widzą w tych instytucjach „opresje”, które należy usunąć. Problem w tym, że kiedy znikną te „opresje”, rządzić będzie tylko tyrania. Wolność nie jest więc stanem natury, lecz owocem ewolucji politycznej. Wymaga prawa oraz możliwości do sprzeciwiania się panującej władzy czy opinii.

5. Ewolucjonizm kontra konstruktywizm. Konserwatyzm utrzymuje, że ewolucyjnie wykształcony porządek, ewolucyjnie wykształcone wskazania tradycji, czyli mądrość odziedziczoną, należy stawiać wyżej od porządku skonstruowanego. Konserwatyzm wykazuje nieufność do sofistów, obliczaczy i ekonomistów, którzy chcieliby zrekonstruować społeczeństwo na podstawie abstrakcyjnych projektów.

6. Teizm kontra sekularyzm. Konserwatywne pojęcie wiary pokrywa się ze zwykłym znaczeniem określenia „wiara religijna” i oznacza akceptację transcendentnych źródeł jednostkowego życia i społeczeństwa. Człowiek jest czymś więcej niż „tylko człowiekiem”. Jego egzystencja nie kończy się wraz ze śmiercią ciała. Życie człowieka jest w niezrozerwalny sposób związane z Bogiem, zwykle przez spajającą moc religii. Rozum, intuicja i łaska są drogami do niewidzialnego, ale niewątpliwie istotnego, wszechwiedzącego i wszechmocnego Boga.

    Wiara religijna jest ważna z dwóch powodów: 1) religia jest prawdziwa, a jej prawdziwość nadaje znaczenie po prostu wszystkiemu (również sensu nicości nie można naprawdę poznać bez odniesienia do Boga); 2) religia daje (niektórzy uznają to za paradoks) jedyną pewną ochronę przed absolutyzmem – lewicowym czy prawicowym.

Rozdzielenie Kościoła i państwa w żadnej mierze nie oznacza, ze nie powinny one ze sobą współpracować. Taka współpraca istnieje w wielu krajach od pokoleń i była z pożytkiem dla obu stron.

Religia jest jedną z charakterystycznych cech człowieka odróżniających go od zwierząt. Etyka opiera się na pojęciach religijnych, dlatego pełne rozpoznanie „prawa naturalnego” jest możliwe tylko w swietle religii. Nie zaprzecza temu fakt, że istnieją ludzie niewierzący, którzy przestrzegają zasad moralnych lepiej niż niejeden wierzący. Ale dzieje się tak dlatego, że nieświadomie podążają oni za wskazaniami moralnymi zawartymi w religii. Statystycznie rzecz biorąc wyraźnie widać, że wzrost przestępczości i rozpad rodziny są wynikiem osłabienia wiary. Rozmaite wyznania powinny ze soba współpracować akceptując to, co je łączy: wspólny duchowy i estetyczny fundament, na którym powinno opierać się państwo i społeczeństwo.

7. Elity autentyczne kontra uzurpatorskie koterie. Talent, rzeczywiste osiągnięcia, ofiarność, moralna dyscyplina, charakter muszą być szanowane i nagradzane. Zawiść, grupowa arogancja, mściwość, nienawiść, brak miłości bliźniego są nowotworem zżerającym społeczny organizm. Społeczeństwo bez elit, przywództwa i bez wzorów, które można naśladować, jest społeczeństwem chorym. Kiedy ich nie ma, lub są złe, narody popadają w dekadencję i upadają. Formowanie się elit przebiega w długim procesie krystalizacji i selekcji.

8. Patriotyzm kontra kosmopolityzm i wynaradawianie. Patriotyzm nie ma nic wspólnego z nacjonalizmem (w jego wersjach anglosaskiej, germańskiej, rosyjskiej i żydowskiej) i rasizmem (pojęcie “nacjonalizm” trzeba jednak próbować zrehabilitować opierając się na dokonaniach polskiej myśli narodowej). Patriota przyjmuje „ponadnaturalny”, refleksyjny i etyczny a nie etniczny, punkt widzenia. Jest wierny i lojalny wobec kraju, w którym się urodził, kraju jego przodków lub też kraju, który wybrał jako swoją ojczyznę. Patriota dumny jest z różnorodności kultur, języków, instytucji, stanów, klas, warstw, tradycji i poglądów. Narodowość, obywatelstwo są istotnymi czynnikami i nie powinny być ignorowane. Narodowość wyodrębniana w pierwszym rzędzie, ale nie wyłącznie przez język posiada również swój wymiar kulturalny. Ale w pojęciu narodowości mieści się nie tylko język, ale również obyczaje, sposoby, zachowania, tradycje kulturalne. Narodowość zawiera w sobie wartości racjonalne i duchowe. Jest integralną częścią osobowości człowieka i z reguły może zostać zmieniona jedynie w dzieciństwie. Sztuczne „wynaradawianie” jest złem i sprzeczne jest z tradycją naszej cywilizacji.

Skutkiem niwelatorskiej działaności rządu ogólnoeuropejskiego byłaby cywilizacyjna martwota.

[Narodowość należy odróżnić od obywatelstwa, które jest stanem polityczno-prawnym i dlatego może zostać zmienione właściwie w każdej chwili. Jednakże również obywatelstwo wymaga lojalności i nie należy zmieniać go jak rękawiczek (stąd w niektórych krajach nowi obywatele składają przysięgę na wiernośc państwu, którego obywatelstwo otrzymują)].

Tradycje neutralne i „nieracjonalne” są też ważne i potrzebne, gdyż dają ludziom poczucie ładu i bezpieczeństwa. Tradycje należą do regulatorów społecznych. Zmiany są niekiedy konieczne, a więc także rewizje pewnych tradycji. Trzeba jednak przeciwstawić się zmianom dla samych zmian, gdyż wprowadzają do zycia chaos i niepewność. Nagłe zmiany mogą być dokonywane jedynie w sprawach mało istotnych, tam jednak gdzie chodzi o sprawy fundamentalne, tam obrona tradycji równoznacznej z trwałością warta jest poświęceń i ofiar.

9. Prawdziwa tolerancja kontra bezideowość i nihilizm. „Prawdziwą tolerancję mogą okazywać jedynie osoby posiadające ugruntowane przekonania. Dla takich ludzi tolerancja polega na tym, że potrafią „ścierpieć” (łac.tolerare) przekonania innych ludzi i uznaja ich prawo do wyznawania tych poglądów. Kto nie ma stałych i mocnych przekonań, kto grzeczne wątpienie, agnostycyzm, sceptycyzm lub nihilizm podnosi do rangi zasady, ten może być jedynie obojętnym, a nie tolerancyjnym.

10. Wyjątkowość kontra równość. Każdy jest niezbędny, każdy jest niezastąpiony. Choćby był nie wiadomo jak mały i cichy. Skutkiem tej wyjątkowości i niepowtarzalności jest różnorodność i nierówność. Jesteśmy różni pod każdym względem – fizycznym, moralnym i intelektualnym. Różnymi czynią nas nasze talenty, zdolności i wysiłki, nasza płeć i nasz wiek, nasza mądrość i nasze doświadczenie. U wszystkich ludzi występują te same cechy, ale nie w jednakowym stopniu. Konserwatyzm cechuje przychylny stosunek do różnorodności i tajem­nicy ludzkiego istnienia, w przeciwieństwie do ciasnej jednorod­ności, egalitaryzmu i utylitarnych celów większości radykalnych systemów.

Poniżające człowieka dążenie do równości i nienawiść do tego co odmienne charakteryzuje wszystkie formy lewicowości. Ponieważ jednak natura tworzy różnice, lewica może osiągnąć swe cele jedynie przy użyciu przemocy, poprzez urawniłowkę, przymusową asymilację, emigrację lub ludobójstwo. Wszystkie odmiany lewicy, które swą kulminację osiągnęły w rewolucjach: francuskiej, bolszewickiej i narodowo-socjalistycznej, poszły tą drogą.

[opracowano na podstawie:

Deklaracja Portlandzka (red.Erik von Kuehnelt-Leddihn)

Brad Miner – Zwięzła encyklopedia konserwatyzmu

Erik von Kuehnelt-Leddihn – Demokracja – opium dla ludu?]

Polityka i mały picciotto, czyli pogłębiający się chaos

Polityka i mały picciotto, czyli pogłębiający się chaos

Autor: wawel , 6 stycznia 2024 ekspedyt/polityka-i-maly-picciotto

MOTTO 

“Rzeczpospolita to postaw czerwonego sukna, za które ciągną Szwedzi, Chmielnicki, Hiperborejczykowie, Tatarzy, elektor i kto żyw naokoło. A my z księciem wojewodą wileńskim powiedzieliśmy sobie, że z tego sukna musi się i nam tyle zostać w ręku, aby na płaszcz wystarczyło; dlatego nie tylko nie przeszkadzamy ciągnąć, ale i sami ciągniemy. “ [Henryk Sienkiewicz]

1.

Odkreślmy te wybory grubą kreską. Człowiek wybiera a Pan Bóg kule nosi. My chcemy być bliżej ludzi! Co nie znaczy, że nie jesteśmy ludźmi, albo że byliśmy daleko. Wszystko powinno być bliżej ludzi. Ludzie bliżej ludzi. Ludzie bliżej urn. Urna przy każdym domu. Kidawa-Błońska w każdej głowie. Tusk w każdym sercu. Prezes we wszystkich marzeniach. Piramida w każdej gminie. Piramidy bliżej piramid.

 Co wy z tymi wyborami? Wybory, wybory, serwery, bajery. Wybór to symbol. Rytuał. Czy nas wybierzecie, czy nie – od nas się nie uwolnicie. My jesteśmy waszym przeznaczeniem. Przeznaczeniem idioty jest cwaniak. Nie zmienią tego nawet amerykańskie czy ruskie serwery.

Gorszy od idioty jest idiota do kwadratu. Idiota zwykły po prostu wierzy cwaniakom. Idiota do kwadratu rozpoznaje cwaniaka nieomylnie i właśnie dlatego go popiera i pozwala mu rządzić, gdyż wierzy, że cwaniaka oszwabi i sam się pożywi tym, co skapnie ze stołu cwaniaka większego.

Tu już nikt nikomu nie wierzy – a jednak wszystko trwa. Jak to możliwe? Czasem to jedna rzecz, to inna – sypie się. Wtedy przynosimy łopaty i podsypujemy. Do urn.

Do urn ludu! Do urn!

Państwo to system. Analogiczny z komputerowym programem.

 Państwo musi być też dobrze napisane. Do państwa jest klucz, jest hasło. Klucz można wygenerować metodą losową („wybierzmy przyszłość”, „budujmy mosty”, „bądźmy bliżej ludzi”, “dobra zmiana”). Polskie państwo jako całość jest…skrakowane *). Zaczęło się od Kraka a skończyło na skrakowaniu… Rządzą nami hakerzy ideowi… Program skrakowany przynosi zdecydowanie pomniejszone dochody jego twórcom a państwo skrakowane przynosi swoim obywatelom drastycznie pomniejszone korzyści, możliwości i prawa.

Onegdaj ktoś się włamał. Przyszła ekipa remontowa, wstawiła zamek z pięknymi, nowymi kluczami, po czym rozdała kopie kluczy rodzinom, znajomym, cwaniakom i typom spod ciemnej gwiazdy oraz heroldom ościennych możnowładców.

 Z mieszkania zaczęły znikać meble, kwiaty, kosztowności… oraz co bardziej rezolutni lokatorzy, ale za to poczęły się mnożyć ścianki działowe. Blok wymalowano w słoneczka, kwiatki i nagie nimfy (jedne z brodą, inne bez) a także  ocieplono, by wygłuszyć spodziewane lamenty mieszkańców. Każdy mógł się poczuć jak u Goga i Magoga za piecem.

 Ale jedno nie dawało spokoju: p u s t k a . Pustka fizyczna i pustka psychiczna. Powstawały różne hipotezy na temat przyczyn zauważonego ogołacania mieszkania. Pokoje i salony świeciły pustymi ścianami. Z zewnątrz wyglądało to, jakby wśród lokatorów był jeden – dotąd nierozpoznany – narkoman, który spieniężał co wartościowsze artefakty. Narkoman albo zastraszony przez pasera publiczną demaskacją niegdysiejszy przestępca.

Władza też może być narkotykiem.

 Rządzić mogą i przestępcy. Ba, tam gdzie faktycznie rządzący nie chcą być ujawnieni – wysuwają właśnie przestępców albo narkomanów władzy do sprawowania funkcji reprezentacyjnej. (Moc wysuwania jest też mocą chowania, jest to tzw. prawo dwusuwu siłowików.)

 Głosujemy na malunki na ścianie…

 Dlatego wszędzie czujemy się jakbyśmy bili głową o mur…

 Oddajemy swój głos na prokurentów spółek tajnych, widnych i  dwu-płciowych. Oddajemy swój głos i dlatego… jesteśmy niemi. Bez głosu.

Administracja bloku – zwana Rządem – miała w oczach wypisane: Promocja i Przedłużony Termin Ważności. I szorowali swoje zzieleniałe tusze kurczaków wymuszonych idei i pustych koncepcji – szarym pumeksem retoryki obficie lejąc wodę i nastrzykując botoksem PR-u  by punktualnie wyłożyć je w gablotach wyborów jako towar pierwszej świeżości.

 A lud się kłębił przy urnach, przy rumach z Jamajki, bormaszynach z Landu, LED-ach z USA, winach z Mołdawii i czekoladach z Allegro:

 Mai a hee
 Mai a hoo
Mai a ha
Mai a ha ha

 numa, numa, numa jej

 numa jej, numa jej

Leciały lata i latka.

Przeleciało 8 latek plastusia a potem 8 latek prezesia spojonych pontifexem mateuszkiem jakobem.

Coraz częściej w ostatnich tygodniach robi karierę słowo “chaos” jako “diagnoza” polskiej rzeczywistości. W ostatnich dniach odmieniają je przez wszystkie przypadki obie strony, lecz z zerową refleksją. W znakomitym dziele Bułhakowa “Psie serce” ważną rolę gra rosyjski odpowiednik terminu “chaos”, czyli разруха (rozprzężenie · ruina · upadek). 

Ilustracja. Prof. Preobrażeński (fotografia z b.dobrej ekranizacji “Psiego serca”) i jedna z jego diagnoz bolszewizmu pasująca też do naszego neobolszewizmu.

W  tymże “Psim sercu” jest niezwykle nośny metaforycznie wątek o tym, jak bolszewicy wprowadzają się do domu profesora Preobrażeńskiego nie respektując tradycyjnego rozkładu pomieszczeń i ich przeznaczenia. W kuchni załatwiają potrzeby, w salonie gotują. Doskonały to opis dzisiejszej RP: kuchnia, czyli TV i media, miejsca, gdzie powinien być przyrządzany zdrowy i pożywny pokarm, czyli obiektywna relacja z życia politycznego plus troska o świadomość społeczną kierowana dobrem wspólnym – ta potencjalna kuchnia staje się partyjną kloaką. Salon, czyli parlament, miejsce, gdzie przychodzi się z projektami sensownych, długofalowych projektów urządzania państwa podług woli narodu, zamiast salonu staje się kuchnią, gdzie każdy pichci swoją ledwo jadalną „zupę nic”, by na koniec wylać ją na głowę adwersarzowi. Profesor Preobrażeński był w szoku obserwując obyczaje bolszewików, my – przywykliśmy już. Wypowiadamy słowo “chaos” i godzimy się na status quo. Ledwo się powstrzymujemy, by za podszeptem chytrego telewizyjnego kaznodziei Hołowni nie kupić popcornu i nie zamienić się w kibica jednego z gangów  szarpiących się o postaw płótna Rzeczpospolitej.

2.

Jakie są więc perspektywy w tym lokalu, w tym bloku, na tym osiedlu?

 Kiedyś, kiedy nie było żadnych perspektyw – wychodziło kolorowe czasopismo „Perspektywy”. Teraz, w kraju, w którym nie ma żadnych…faktów, połowa populacji ogląda Fakty, w których jest sama fikcja.

 Faktów nie ma, bo fakty tworzy Ktoś. Gdy rządzi osobowościowy Nikt, jedynymi faktami są budowy dróg. Dróg  niezbędnych do wywożenia „materiałów kolonialnych” (die Kolonialwaren) i wwożenia paciorków dwurdzeniowych. Ale nawet budowy dróg są rozkradane… Bo dziełem idioty jest i zawsze będzie – pogłębiający się chaos. A gdy idiota do tego wszystkiego jest jeszcze pazerny, to – to Boże ulituj się nad jego poddanymi…

 [Nikt nie ma nic wspólnego oczywiście ani z Odysem (ego sum nemo), ani z Kapitanem Nemo.]

A kapitał? Cóż, jakby to powiedzieć… Kapitał płynie światłowodami

 Do kochasia, który odszedł w siną dal.

 W siną dal, w siną dal.

 To dla kochasia, który odszedł w siną dal.

Co więc z tymi perspektywami?

 Idiota zwykły może – w sprzyjających okolicznościach i pod warunkiem podjęcia pewnego wysiłku – stać się kimś, kto „kuma bazę” („Bazę ludzi umarłych”).

 Idiota do potęgi, czyli cwaniak mniejszy, nie stoczy się do poziomu idioty zwykłego. Kimś uczciwym natomiast statystyki odmawiają mu zostać. Będzie próbował więc dosięgnąć poziomu cwaniaka właściwego (cwaniaka większego, polityka). Czy idiota do potęgi może wrócić do rozumu? Kroniki notują takowe przypadki, aczkolwiek rzadko…

 Cwaniak właściwy (ten, który musi ciągle – żeby nie zapomnieć –  powtarzać sam sobie: „być bliżej ludzi”, „być bliżej ludzi”, „być bliżej ludzi”) może przedłużać w nieskończoność odgrywanie swojej roli lub podejmować próby różnych odmian ewakuacji. Jako jednostki pasożytujące na nieujawnionych mocodawcach, cwaniacy właściwi mają bardziej niepewny los, niż pasożytujący na nich cwaniacy mniejsi (tzw. łańcuch pokarmowy). Los niepewny, ale co użyją i inkorporują w rodzinny majątek, to…ich.

 Mocodawcy skryci są we mgle domysłów, anonimowych kont i w lesie słupów…

Spinelli ma twarz milczącego Kaczyńskiego, kupującego działki i obligacje Morawieckiego oraz chętnego do “zjednoczeniowego” tanga Tuska [chętny on ci jest bardzo, choć zgodnie z regułami tanga z Brukselą (Criminal tango) udaje chłodną obojętność].

 A poczciwi i uczciwi, spytałby kto. Uczciwi i zarazem naiwni (czyli tzw. poczciwi) zawsze sobie wszystko jakoś tam wytłumaczą i zawsze znajdą jakieś usprawiedliwienie dla tych którzy z nich zrywają ostatni płaszcz.

 Uczciwych i do tego rozumnych – na to wszystko szlag trafia…

 Na szczęście jednak nie mają zbyt wiele czasu, by spożywać owoce swego dyskomfortu i rozsmakowywać się w nich, bo dzień i noc powstają plany nowych piramid, których spoiwem może być tylko ich codzienny pot.

 I nadzieja.

nie ma, nie ma jej

 nie ma, nie ma, nie ma jej

 ANEKS

 Tradycyjna terminologia

  1. capo di tutti capi – “szef wszystkich szefów”
  2. capo di capi re – godność przysługująca seniorom lub emerytowanym członkom, równorzędna ze statusem członka-emeryta, “król szef wszystkich szefów”
  3. capo crimine – “szef przestępców”, określany również tytułem don – głowa rodziny przestępczej
  4. capo bastone – “młot”, nazywany również “podszefem” – druga osoba w łańcuchu po capo crimine
  5. consigliere – doradca
  6. caporegime – dowódca mający pod sobą regiment, tj. drużynę, składającą się z około dziesięciu sgarriste
  7. sgarrista lub soldati – żołnierz, członek mafii zajmujący się wykonywaniem zleceń
  8. picciotto – mały człowiek, niska rangą osoba wspierająca działania, niżej od żołnierza
  9. giovane d’onore – członek “stowarzyszony”, honorowy, pomocnik

PRZYPISY

*) Crack (z ang. pęknięcieszczelina) – sposób na przełamanie technicznych zabezpieczeń głównie oprogramowania i gier komputerowych.

Tagi:“Głos”, crack, cwaniak, idiota, malunki, narkomani, Nikt, picciotto, piramidy, pontifex, pustka, struktury

O autorze: wawel

Niespodziewany atak Grzegorza Brauna na Wielokulturowe Religijne Centrum Sejmowe.

Niespodziewany atak G. Brauna na Wielokulturowe Religijne Centrum Sejmowe.

wawel , 13 grudnia 2023 ekspedyt/niespodziewany-atak

image

Modlitwy, wizerunki świętych, muzyka, śpiew i taniec – takie są przejawy ludzkiej religijności. Pomagają one jednoczyć się wyznawcom każdej religii z jej bogami, duchami, demonami i herosami. Świat religii jest tak wieloraki jak flora i fauna. Powinniśmy się otworzyć na tę różnorodność.

Najbardziej odpowiednim miejscem dla tego barwnego świata wyższych istot co ma być w każdym państwie? Oczywistym jest, że musi to być najważniejszy budynek w państwie, czyli siedziba parlamentu.

Nie ma powodu, by jakieś wyznania wykluczać. Wszyscy jesteśmy dziećmi tego samego nieba. Wpuszczajmy kilka razy do roku w odrzwia naszego serca, naszego sejmu reprezentantów islamu, hinduizmu, buddyzmu, sikhizmu, rastafarizmu, babizmu i bahaizmu. Każdy dzień pracy sejmu mógłby nieść przesłanie jednego kultu.

Świetnie z tymi głównymi wyznaniami koreluje skład etniczny imigrantów sprowadzanych przez premiera Morawieckiego. Już znamy ich z naszych ulic. Huber, glovo, pakistańscy taksówkarze i wiele innych zawodów pokazuje nam smutne oblicza swoich pracowników. Skąd ten smutek? Bo nie mogą nam, rodzimym mieszkańcom pokazać w sejmie swego bogactwa duchowego. Lecz bardziej realne źródło tego smutku może pochodzić z tego, że tak totalitarnie zostali zdominowani w RP przez jeden nurt schneersonowskiego mistycyzmu ekskluzywistyczno-genetycznego. Wielki portret rabina Menachema Mendela  Schneersona, wielkiego kabalisty, autora niezapomnianych akapitów o wybranych genach żydowskich i diabelskich, demonicznych genach gojów przeznaczonych na zatratę, przytłoczył w naszym sejmie tęczę i paletę pozostałych kultów planety. To nasze niedopatrzenie.

Szczególnie fascynujące są współczesne rekonstrukcje dawnych wierzeń. Neopogaństwo rozsnuwa przed nami całą paletę atrakcyjnych kultów. Rodzimowierstwo słowiańskie, rodzimowierstwo germańskie, paleopogaństwo (Voodoo, Santeria, Candomblé), Native American Church, ruch Erzyans z Mordwy, ukraińska Runwira, litewska Romuva, łotewska Dievturi, estońska Taara, Odinist Fellowship, Ásatrú Free Assembly, Church of All Worlds, kulty UFO, religie żartu (np. dyskordianizm), feministyczny nurt dianiczny, neoszamanizm, wicca, druidyzm, Ancient Druid Order, Church of the Eternal Source, Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku, Ordo Templi Orientis, White Order of Thule.

Bogactwo otwiera się przed nami nieprzebrane – totemizm, czarownictwo, znachorstwo, kulty i obrzędy erotyczne, kult wczesnoplemienny, kult łowiecki, hollywoodzki kult falliczny, kult rodowych opiekunów, rodzinno-rodowy kult przodków, szamanizm, magia seksualna Crowleya, indonezyjska nekrofagia, neokanibalizm hollywoodzki, nagualizm, agni yoga, kult wodzów, peyotyzm.

Wyobraźmy sobie przepiękne, pełne mocy natury totemy rozlokowane na każdej sejmowej kondygnacji. W przerwach pomiędzy obradami sejmu byłby czas na budujące jedność ponad podziałami tańce wokół totemów!

image

Znachorstwo w połączeniu z okultyzmem zaowocować by mogło gabinetami pierwszej pomocy magiczno-planetarnej dla posłów.

Niektóre z plemion średniowiecznych stosowały z powodzeniem leczenie mózgami zwierząt. Mózg zająca, gdy przeciera się nim dziąsła pomaga wyrzynać się ząbkom u dziecka. Można by tę terapię połączyć z konceptem marszałka Hołowni o sejmowym przedszkolu i żłobku. Mózg kota lub kotki, jeśli pociera się nim zewnętrzną stronę gardła, leczy już w ciągu dwóch dni stany zapalne. Miejscem ekstrakcji mózgów z zabitych zajęcy i kotów mógłby być gabinet marszałka sejmu. Korpusy zajęcze kierowane byłyby na cotygodniowe wieczorki grillowo-integracyjne dla posłów. Grill zajęczy można połączyć z kursem piromancji (wróżenia z ognia, żaru i iskier).

Zaprośmy ich wszystkich do stołu. Z ich świętymi, prorokami, guru, cudotwórcami, kapłanami, kaznodziejami, arhatami, muezinami, rytualnymi kucharzami, imamami, ludźmi demonicznymi, czarownikami i profetessami. To wszystko jest skarbnicą rodzaju ludzkiego. Jego lokalnym bogactwem. Światem małych ojczyzn duchowych. Niech będzie to nasz wkład w rozwój horyzontów poznawczo-folklorystycznych Unii Europejskiej. Może nawet doprowadzi to do utworzenia Paneuropejskiej Komisji Kultów “Panteon”, która mogłaby nosić imię wybitnego archeoturga magii seksualnej, Daniela Cohn-Bendita.

Początek już został zrobiony. Wielki portret rabina Schneersona, wnoszony corocznie od kilkunastu lat przez Szalom Dow Ber Stamblera, przewodniczącego Chabad-Lubawicz.

image

Portret Menachema Mendela Schneersona, twórcy religii rasy nasycił przez te lata sejm światłem ekskluzywistycznej Chanuki, atmosferą kabały i rozbrzmiewającymi  poprzez piętra sejmu dźwiękami upojnej muzyki klezmerskiej. Jednak nie zatrzymujmy się w połowie drogi. Religijna muzyka hinduska czeka na naszych posłów, islamskie, hipnotyczne nuty derwiszów, stepowe zawodzenia muezinów, magiczno-słodkie mantry krisznowców, zimny, mrożący metalowy rock nordyckich neopogańskich kultów, tajemnicze dźwięki wyznawców Gurdżijewa, funeralne, wzbudzające ciarki śpiewy współczesnych kanibali i indonezyjskich nekrofagów.

Nasz sejm ożyje, odżyje, rozświetli się duchem. Rozkwitnie zapachami pieczonej dziczyzny, aromatami męskiego potu transowych tancerzy, śpiewami stepów, nawoływaniami pasterzy kóz i merynosów, mantrami wibrującymi pod czaszką, kołowrotem pieśni Hawa nagila (hebr. הבה נגילה – Radujmy się), zaklęciami północy, wdzięcznym pląsem w stylach Bharatanatjam, Kathakali, Kućipudi i Mohiniyattam.

Nie rozumie tego poseł Braun. Nie rozumie tego, że nastaje nowa epoka. Stresujące spory i głosowania parlamentarne to pieśń przeszłości. Od tego jest Bruksela. Nie po to przychodzimy na świat, by wiecznie w ławkach siedzieć i udawać, że się czegoś uczymy. Nasi przedstawiciele niech rozwijają się, poznają tradycje świata. Wschodu, zachodu, południa i północy. Tańce religijne, kuchnię rytualną orientu, emocjonalną muzykę zbliżającą nas do istot wyższych i ich mocy.

Dzisiaj w sejmie grano i śpiewano po hebrajsku. Niestety, tak efektowne wizualnie tańce hebrajskie jeszcze nie miały miejsca. Tańce religijne świata, sakramentalna i rytualna kuchnia wszelkich wierzeń – to wszystko jeszcze przed nami.

A po modlitwach do portretów taumaturgów i kabalistów, po tańcach, pieśniach i pieczonej dziczyźnie z biegiem czasu może i przyjdzie kolej na zwieńczenie, koronę – jak to nazywa marszałek-kaznodzieja Hołownia – uroczystości religijnych, czyli na elitarną taurobolię. Taurobolia, czyli bykobójstwo połączone z krwawym chrztem (“chrzest krwi”), to cel naszej otwartości i tolerancji. Elitarny, arystokratyczny ryt, “czerwony chrzest”.

Drewniany podest pokryty deskami z wieloma szczelinami i dziurami. Pod pokrywą z desek oczekuje uczestnik krwawego chrztu. Na pokrywie z desek odbywa się zarzynanie byka, tak żeby się przelało jak najwięcej krwi. W tej krwi kąpie się osoba inicjowana, która skrywa się pod deskami w samej tylko koszuli. Kiedy obrzęd się kończy inicjowany wychodzi cały wymazany krwią, wyglądający jak – wg słów T. Zielińskiego –  straszliwa, szkaradna krwią zbroczona mara. Nawet jeden z cesarzy rzymskich, Heliogabal zaznał, dostąpił tego zaszczytu. Żona natomiast Marka Aureliusza, Faustyna Młodsza, przed poczęciem Kommodusa wykąpała się we krwi zarżniętego gladiatora, co było odważną, godną uwagi modyfikacją tradycyjnego rytu. Widzimy więc, jak niezwykłe perspektywy rozwojowe kryje w sobie idea sejmu jako Multikulturowego Centrum Religijnego. Poseł Braun próbował powstrzymać ten rozwój.

image

tagi:Chanuka, kabała, kulty, parlament, Schneerson

O autorze: wawel

1 komentarz

pokutujący łotr 13 grudnia 2023 godz. 09:59

Polinem rządzi talmudyczno-kabalistyczna sekta Chabad Lubawicz czekająca na odbudowę świątyni i powrót Wielkiego Izraela (Erec Israel) sięgającego od Egiptu po Turcję i dalej do Morza Kaspijskiego. Jej przewodniczącym do swej śmierci w 1994 r. był Menachem Schneerson czczony jako Lubawiczer Rebbe.
Sekta bankowo-rotszyldowska nie jest za tym, bo są areligijni, lucyferyczni i wcale nie uśmiecha im się powrót na pustynię Negev. Wolą w garniturach od Armaniego, poukrywani pod nazwiskami starych rodów siedzieć w New Yorku, Zurychu, Rio w zarządach banków, spółek i fundacji. Do pewnego stopnia nawet są z tamtymi w konflikcie, ale właśnie tylko “do pewnego stopnia”.

Palestyńska ściana płaczu, czyli ofiary niewybrane najeźdźców wybranych

Palestyńska ściana płaczu, czyli ofiary niewybrane najeźdźców wybranych

Kategoria: Archiwum, Polecane, Polityka, Pudło, Świat, Ważne

Autor: wawel , 6 listopada 2023 ekspedyt-ofiary-niewybrane-najezdzcow-wybranych

WSTĘP

Słowa tworzą światy. Słowa wstrzykiwane są nam przez media. Za pomocą słów “związujemy”, krępujemy ludzkie mózgi. Nie każdy potem może się z tych więzów wyrwać. Ludzie mają dużą inercję wewnętrzną, lenistwo i potrzebę kultu pewnego świętego, co nazywa się Św. Spokój.

Getta były tylko u Niemców. Strefy Gazy media globalno-waszyngtońskie nie nazywają “gettem”. Bombardowanie szkół, szpitali i konwojów Czerwonego Krzyża nazywa się “robieniem wszystkiego, by ograniczać straty wśród mieszkańców cywilnych”. Gaza zostanie starta z powierzchni ziemi – ogłosili notable Izraela 4 tygodnie temu. Gaza – to tak niewinnie brzmi, ogólnie, geograficznie. “Zetrzeć strefę Gazy” – to brzmi jak jakieś racjonalne, zwykłe działanie homo sapiens. W nazwie tej nie słychać krzyku i płaczu 4 tys. dzieci i 3 tys. kobiet umierających w stertach gruzu. Mordercy zza biurka o których pisała Hannah Arendt zawsze mają czyste ręce, flagi (świeżo wymyślone), które ich totemicznie chronią i papierowe dowody na to, że kiedyś byli na tych ziemiach a więc one się im należą.

Kto jest więc terrorystą skoro państwa a nawet organizacje mogą nazywać tym mianem każdą osobę walczącą po stronie napadniętych? Jest li terroryzm WYBRANY i terroryzm potępiony? Sakralny i pogański? Nacjonalizm przeklęty i nacjonalizm wybrany, wyjątkowy, szczególny, usprawiedliwiony z wszystkiego, nietykalny? Jestże masowe zabijanie i mordowanie święte? Palec boży masakruje niewinnych i najsłabszych? Gdzie my jesteśmy? Wewnętrz jakiegoś matriksowego horroru?? Palec boży ociekający krwią tysięcy dzieci? To jeszcze Bóg, czy już Baal, Moloch, którym w ofierze, jak przed lat tysiącami, składane są tysiące dzieci?

image

Ilustracja. (Trójkąt semiotyczny: rzecz-znak-znaczenie). Władza z komunistycznego nadania nazwą “wróg ludu”, “antykomunista”, “wichrzyciel”, “element antyspołeczny” określała bojowników o niepodległe państwo polskie

Trzy terrorystyczne organizacje żydowskie (Hagana, Irgun oraz Lechi) przygotowujące krwawo (oraz nie mniej ważnym terrorem psychicznym, a po roku 1948 terrorem “prawnym”) teren pod przyszłe państwo Izrael – nie będą organizacjami terrorystycznymi, gdy ich tak nie nazwiemy a określimy mianem: organizacje niepodległościowe, organizacje narodowowyzwoleńcze. W ramach czarnego humoru możemy powiedzieć, że świat jeszcze nie jest kompletnie zdegenerowany, bo Hagan, Irgun oraz Lehi nie są jeszcze nazywane w podręcznikach historii organizacjami filantropijnymi…

Jakie to może być proste! Najazd terrorystyczny na ziemie palestyńskie nazywamy:  wojna domowa w Mandacie Palestyny,  konflikt izraelsko-arabski, konflikt bliskowschodni etc. – inwencja może być tu nieograniczona. W kabale słowo stwarza rzeczywistość.

Obawiamy się nazywania rzeczy po imieniu, czyli mówienia takich np. oczywistości:

  • armia izraelska powstała z organizacji terrorystycznej Hagana,
  • przywódca terrorystów dokonujących czystek etnicznych (David Ben Gurion) został pierwszym premierem Izraela,
  • operacja czystek etnicznych przygotowywana była przez ruch syjonistyczny przez kilka lat (rozpoczęła się w 1948 r.),
  • terroryści z Hagana szkoleni byli i uzbrajani przez Brytyjczyków.

Logistyka czystek etnicznych, a więc w mowie jasnej, nie nowomowie orwellowskiej – logika ludobójstwa została logistycznie zaplanowana i opracowana w latach 40. XX w. “Powstały aż cztery plany operacyjne określające jej założenia i techniczne szczegóły. Pierwsze trzy dość ogólnikowo określały, że Palestyńczycy muszą bezwzględnie odejść z terenów, które żydowski ruch narodowy przeznaczył dla przyszłego państwa izraelskiego. Ostatni, czwarty – plan „D”, czyli „Dalet” (czwarta litera hebrajskiego alfabetu), ostatecznie wcielony w życie – precyzyjnie wyznaczał metody i cele: Operacje można przeprowadzać następującymi sposobami: albo poprzez niszczenie wsi (podkładanie ognia, wysadzanie w powietrze, a później zaminowanie gruzów), zwłaszcza tych skupisk ludności, które trudno kontrolować stale, albo w formie akcji poszukiwawczo-kontrolnych wedle następującego schematu: okrążenie wsi, przeszukanie. W razie napotkania oporu oddziały zbrojne muszą zostać unieszkodliwione, a ludność wydalona poza granice państwa 1).” 

Jak widać w Palestynie nic nowego… Realizowany jest żydowski (syjonistyczny) plan z lat 40. (Minister obecnego rządu izraelskiego nie wstydzi się wobec świata nazwać Palestyńczyków “ludzkimi zwierzętami”…)

Czasem jednak zakłamanie i manipulacje językowe przekraczają wyobrażalne granice. Tak było i jest, gdy masakra w Dajr Jasin w 1948 r. 2) nazywana jest… bitwą o Dajr Jasin). Bitwą z kim? Z kobietami i dziećmi? Identyczne kabalistyczne fałszerstwo jasnych pojęć widzimy i dziś, gdy dywanowe naloty na obozy uchodźców zaludnione w 70% przez kobiety i dzieci dowódcy “armii” izraelskiej nazywają “sukcesami w bitwie”!! Tu już brak jest słów do skomentowania tego…

image

Ilustracja. Polskie państwo podziemne i AK nazwani przez Niemców BANDYTAMI i terrorystami. Sens i znaczenie nie mają niczego wspólnego z rzeczą. Uzyskuje się to za pomocą bezczelnego, dezinformacyjnego zakłamania nazwy nadanej rzeczy.

1.

Swego czasu papieski przyjaciel, rabin z Argentyny, Abraham Skórka powiedział był, iż kiedyś, w prywatnej rozmowie usłyszał od papieża, że „Każde zabójstwo Żyda stanowiło policzek wymierzony Bogu”. Muszę powiedzieć, że wtedy aż podskoczyłem na krześle i spojrzałem na ekran dokładnie, czy to aby nie jakaś dziwna dywersyjna stacja nadaje takie prowokacje. Okazuje się, iż rzeczone zdanie papieża ów argentyński rabin zwykł był często powtarzać i jest ono znane. Papież zaś nigdy go nie zdementował. W tym momencie zacząłem rozumieć stwierdzenia niektórych komentatorów, iż Franciszek, to najbardziej filosemicki papież w dziejach. Niech sobie będzie, choć to raczej szkoda dla chrześcijaństwa, gdyż chrześcijaństwo i judaizm więcej łączy niż dzieli, lecz co z pamięcią ofiar? Czyżbyśmy mieli do czynienia z wprowadzeniem do obiegu intelektualnego nowego pojęcia „Nadofiara” (Überopfer) analogicznie skonstruowanego jak termin „Nadczłowiek” (Übermensch)? I konsekwentnie: czy trzeba będzie utworzyć słowo: „Podofiara”? A może też “śmierć” i “nadśmierć”? Na taki wariant modernizacji języka naprowadza nas “słynna” wypowiedź Barbary Engelkinig: “śmierć (…) dla Polaków to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna – śmierć jak śmierć, a dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z najwyższym”.

Czyż ofiary rasizmu mamy klasyfikować „rasowo”? Klasyfikować, czcić ich pamięć i wartościować wagę każdej śmierci poszczególnej ofiary w zależności od jej… pochodzenia? Gasić pożar benzyną?? Budować muzea upamiętniające ofiary rasistów dla… każdej rasy osobno? Wynosić męczeństwo swojej “rasy” ponad wszystkie inne męczeństwa? Jeśli tak, to rację miał Szekspir i trzeba stwierdzić, że „Życie jest snem wariata śnionym nieprzytomnie”.

Religia holokaustu jest agresywną ideologią mającą za zadanie osłabianie i zniszczenie chrześcijaństwa. Prawie każdy element “religii holokaustu” jest parodią elementu chrześcijaństwa i jego doktryny. Ukrzyżowanie Chrystusa ma być zastąpione holokaustowym “ukrzyżowaniem” Żydów, zmartwychwstanie Chrystusa jest zastępowane zmartwychwstaniem światowego żydowstwa w “przemienionym ciele” państwa Izrael. Miejsce Bazyliki św. Piotra zajmuje Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie. Wszystkie muzea holokaustu i historii Żydów zmieniają się w świątynie “religii” holokaustu. Religia holokaustu ma swojego św. Jana (Herzl), swoich założycieli (Buber, Wiesel), “proroków” (Gross, Grabowski, Engelking), “świętych” (A.Frank, E.Wiesel, a w zasadzie… każdy Żyd na świecie), sanhedryny, gminy wiernych i sądy ostateczne (Światowa Organizacja Restytucji Mienia Żydowskiego, WJC, AJC, ADL, BB etc.). Ma też swoje święta. Do nich A.Duda dokooptował “polskie” święto, czyli antychrześcijańskie święto ideologii holokaustu na ziemiach polskich.

Powodzenie religii Holocaustu w Stanach Zjednoczonych wiąże się z dużymi wpływami diaspory żydowskiej w tym kraju, uległości amerykańskich środowisk liberalnych, widzących w holocaustyzmie duże możliwości realizacji własnych celów stworzenia Nowego Porządku Światowego. Jeden z amerykańskich działaczy loży Bnai Brith, Ian J. Kagedan stwierdził: Pamięć o Holocauście jest czymś zasadniczym dla budowy Nowego Porządku Światowego (Toronto Star, 26 XI 1991). Według T. Gabisia religia Holocaustu jest w Stanach Zjednoczonych elementem demoliberalnego mesjanizmu, wyrazem świeckiej potrzeby zbawienia świata czyli osiągnięcia the end of history równoznacznego z globalną ideologiczno-kulturalno-gospodarczo-polityczną hegemonią USA.

Polska ma z góry wyznaczone miejsce w tej  religio-idelogii wybraności jednego narodu. Polska to Golgota, Miejsce Czaszki, żydowskie piekło na ziemi a Polacy to urzędnicy i obsługa tego piekła w wiecznie odtwarzanym micie – obsługa, która po zmartwychwstaniu Izraela ma się po kres wieków kajać, przepraszać i… rekompensować, by rozmaite organizacje współczesnych faryzeuszy mogły spełniać funkcję “boskich ministrów” wybaczających lub nie. Jeśli nie wybaczających to skazujących na wieczne potępianie Polski i Polaków na scenie międzynarodowej. Odpowiednikiem wiecznego potępienia jest wieczne spłacanie restytucji, bo mówiąc żartobliwie, z roku na rok rodzą się nowi “ocalali z holokaustu”.

Niestety, w Polsce agresywnie antychrześcijańska i szowinistyczna religia holokaustu jest intensywnie implementowana od 2015 r. Tworzy ona sprzyjające układy, możliwości i lobbies, które przenoszą się także (a może… głównie) na gospodarkę.

2.

Spójrzmy więc – pobudzeni pamięcią Abrahama Skórki – jak „klasyfikowali” i hierarchizowali swoje ofiary sami oprawcy. Czy w ich chorych mózgach istniała też tylko jedna ofiara, a ofiary ze strony innych nacji to tylko wypadki przy pracy?

Znaną jest rzeczą duży wpływ na poglądy Hitlera ze strony burmistrza Wiednia Karla Luegera i ruchu wszechniemieckiego Georga von Schoenera oraz Joerga Lanz-Liebenfelsa (wydawcy periodyku „Ostara”) i jego współpracownika Adolfa Harpfa. „Harpf ostrzegał przed ofensywą narodów słowiańskich, przed panslawizmem. Przestrzegał przed przywódcami słowiańskimi wykształconymi w niemieckiej szkole. Pisał, iż Słowianie są „niżsi rasowo”, że Germanie, aby nie zginąć w słowiańskiej powodzi, muszą być militarnie pierwszym narodem świata.”Hindenburg jako prezydent Rzeszy często wypowiadał się, iż państwo polskie musi w odpowiednim momencie zniknąć z mapy Europy. Hans von Seeckt w 1922r. nie bawiąc się w ceregiele ujmował krótko sedno „problemu wschodniego” (odpowiednik zwrotu „kwestia żydowska”, die Judenfrage”): „Z Polską docieramy do sedna problemu wschodniego. Istnienie Polski jest nie do wytrzymania, nie do pogodzenia z podstawowymi warunkami Niemiec do życia. Polska musi zniknąć i zniknie(…)”.

Oczywiście – podobnie jak Żydzi – musieli Polacy dostać zestaw przypisywanych im złych cech mentalności narodowej. Wg Rosenberga Polacy to: konspiratorzy, dwulicowi, skłonni do pozornego dopasowania się do zaborców i okupantów, łatwo przejmujący ich język, wykorzystujący wszystko dla jednego celu: zdobycia niepodległości. (Tak na marginesie można zauważyć, iż – summa summarum – nie jest to charakterystyka mogąca być powodem do wstydu…). Wróg jawi się wspólny: w drugim tomie Mein Kampf Hitler pisze o wojnie przeciwko słowiańsko-żydowskiemu kolosowi. Stopniowo następuje zmiana kluczowych terminów: od „Grund und Boden” (rola i ziemia) poprzez „Recht auf Erde” (prawo do ziemi) aż do syntetycznych „Lebensraum” (przestrzeń życiowa) i „Ostraum” (przestrzeń wschodnia), „Ostpolitik” i „Osteinsatz” (akcja wschodnia). Głównym i podskórnym zarazem motywem i celem owej eksterminacji przeszkadzających narodów jawi się zwierzęce czysto parcie do zdobycia przestrzeni życiowej na wschodzie oraz niemiecka misja kulturowa.

Na „tematy” stricte rasowe Hitler wypowiadał mnóstwo sprzecznych debilizmów. Pojęcia „rasa” używał chcąc stworzyć pozory naukowości swego imperializmu (przykład rozumowań „rasowych” Hitlera: „wystarczy tylko raz Czechowi nie obciąć wąsów, aby po ich wyrastaniu w dół rozpoznać, iż w tym przypadku chodzi o potomka szczepów mongoloidalnych”). Wrogiem Wielkich Niemiec są prostu wszystkie grupy narodowościowe chcące mieć własną państwowość (w „terminologii” Hitlera: nacjonaliści). Czechów podsumował tak: „Każdy Czech jest urodzonym nacjonalistą”. Rasizm germański jest tylko pseudonaukową przykrywką dla najzwyklejszego w świecie ekspansjonizmu, państwowego bandytyzmu i imperializmu sankcjonującego wszelkie bestialskie metody. Utożsamianie „rasizmu” niemieckiego z nienawiścią do Żydów nie trzyma się faktów. Wbrew temu, co wmawiają historycy „mainstreamu”próbując przyznać tylko jednej nacji – żydowskiej – „przywilej” bycia obiektem „ostatecznego rozwiązania” w Mein Kampf jest identyczny plan dla Polaków: „Państwo volkistowskie nie powinno pod żadnym warunkiem anektować Polaków (…) Wręcz przeciwnie, musi ono zdecydować się, aby albo odrzucić te rasowo obce elementy, albo musi je w ogóle od razu usunąć i w ten sposób zwolnioną ziemię i rolę przekazać Volksgenossen.” Pogardliwe stereotypy antypolskie powtarzane przez propagandę niemiecką pochodzą jeszcze z XVIII w. z literatury niemieckiej. Propaganda goebbelsowska czyniła wszystko – by tak jak słowo „Żyd” miało wywoływać jednoznaczne skojarzenia – tak samo „dla przeciętnego Niemca – jak pisze Tomasz Szarota („Stereotyp Polski i Polaków w oczach Niemców podczas II wojny światowej”, Wrocław 1978) słowo „Polak” kojarzyć się miało jednoznacznie z gwałtem, mordem i rabunkiem, jako reakcję zaś miało wywoływać uczucie gniewu i nienawiści”.

Przypisywanie tylko jednej nacji roli ofiary, buchalteryjne prześciganie się w liczbie ofiar (milion tym odejmiemy, milion tym dodamy) – jest po prostu niesmaczne i uwłaczające pamięci zamordowanych przedstawicieli wszystkich narodów, które stały na drodze obłędnej manii wielkości. Czym się różni śmierć Białorusinów, Rosjan, Czechów, Romów i Polaków w obozach hitlerowskich od śmierci Żydów? Ilością? A kim my jesteśmy by po sklepikarsku ważyć ludzkie losy? Skoro tylko „zabicie Żyda to policzek wymierzony Bogu”, to czym były śmierci przedstawicieli innych narodów w oczach Boga? Czymś zrozumiałym, zasłużonym? Pytam, bo gubię się w kabale handlu ofiarami… Pytam, bo zadziwiają mnie cuda nad urnami z prochami. Od wojny mija 70 lat, tymczasem jednym liczba ofiar maleje, innym wzrasta. Jakby jedni zmartwychwstawali a drudzy wciąż ginęli jeszcze, zabijani 70 lat po wojnie przez cienie SS-manów. Trudno znaleźć dane na temat dokładniejszej ilości ofiar holocaustu Słowian. Cuda uwłaczające pamięci każdej, najbardziej nieznaczącej ofiary niemieckiego nihilizmu i manii wielkości. Ofiary nie ważne jakiego pochodzenia, bo czyż mamy za przykładem Niemców znowu przyjmować… kryterium rasowe, tym razem w celu eksponowania ilości ofiar własnej „rasy”?

3.

Względem Polski – po krótkich, jak zwykle pragmatycznych, piłsudczykowskich sentymentach – sprecyzował Hitler swoje cele 22 sierpnia 1939: “Zniszczenie Polski na pierwszym planie. Celem jest usunięcie żywych sił, a nie osiągnięcie określonej linii”. Rok później Bormann doprecyzował cel pierwszego, najpilniejszego stadium rozwiązania „kwestii polskiej”: „wszyscy przedstawiciele polskiej inteligencji muszą zostać zabici. To brzmi twardo, ale jest tym razem prawem życia”. Reszta narodu miała być usuwana sukcesywnie, by „zwolnić ziemię i rolę”. Część miano czasowo pozostawić, by – wg słów Franka – pod absolutnym kierownictwem niemieckim stanowiła pracującą niższą warstwę. W 1942 adiutant Hitlera notuje korektę ostatecznego rozwiązania kwestii słowiańskiej (die Slavenfrage): „Pochłoniemy i usuniemy śmieszne sto milionów Słowian”. „Hitler miał tu na myśli głównie Rosjan, Polaków i Ukraińców. Hitler uczynił z wyniszczenia Polaków dogmat. Sekundowali mu w tym Himmler, Bormann, Rosenberg i wielu innych” (J.W.Borejsza, Antyslawizm Adolfa Hitlera, Warszawa 1988). Prasa miała przedstawiać Polaków, „aż każdy Niemiec każdego Polaka (…) w podświadomości traktować będzie jak robactwo” (Cz.Madajczyk, Polityka III Rzeszy w okupowanej Polsce, Warszawa 1970). Siła stereotypów zawężających rasizm Trzeciej Rzeszy Hitlera tylko do antysemityzmu jest wielka (J.W.Borejsza). Borejsza nazywa to siłą stereotypów, ja bym to nazwał… świadomą polityką historyczną uprawianą przez wpływowe, narodowe lobby.

W 1941 r. Hitler bełkotał przeciwko „rasie słowiańskiej”: „Słowianie to urodzona masa niewolników, która kroczy za panem; pyta się tylko, kto jest panem”. W przeciwieństwie do „rasy nordycko-germańskiej” „narody słowiańskie nie są stworzone do własnego życia. Wiedzą one o tym i my nie powinniśmy im wmawiać, że to potrafią.” Jest to najzwyklejsza i najohydniejsza (zrodzona w ariozoficznej, kryptoreligijnej sekcie Himmlera) narodowa mania wielkości (połączona z jednostkową) próbująca się uwznioślić słownictwem mającym walor powagi i obiektywizmu. Oczywiście, jak każda owładnięta manią psychika – umysł Hitlera dokonuje projekcji, widać to najlepiej w tym, co mówi o nacjonalizmie i imperializmie Polaków, Włochów i Serbów: państwa tych narodowości są „po tysiąckroć bardziej imperialistyczne niż Rzesza niemiecka”… Wyższym stadium projekcji jest stwierdzenie w 1939 o Polakach, że „rozpętali drugą wojnę światową”.

Marzenia oprycha, hipnotycznego mafioza opętanego poczuciem ogólnoświatowej misji i „ideą” czystości rasowej, który – jak pisze J.W.Borejsza – „poza strategią fizycznego wyniszczenia Rosjan, Ukraińców, Białorusinów, Żydów i in. narodowości ZSRR ze względów „rasowych” (cudzysłów mój – Wawel) i ideologicznych nie był w stanie podjąć na zajętych terenach żadnej innej polityki (…) prymitywizm wywodów rasowych Hitlera jest niesłychany”. Utrzymywanie, że przyczyną ludobójstw Hitlera jest rasizm, to odwracanie porządku rzeczy. Rasizm jako pseudonaukowa teoria był ideologicznym zwieńczeniem i efektem patologii elit i narodu. Rasizm był przykrywką dla nienawiści, żądzy władzy, żądzy niszczenia, nihilizmu, pato-archii, totalitaryzmu, patologicznie rozrośniętego nacjonalizmu i imperializmu zrodzonego z narodowego resentymentu. Z postępem lat – jak pisze celnie J.W.Borejsza – fuehrerem coraz bardziej rządziła nienawiść do ludzi – jednostek i narodów – bez względu na ich pochodzenie i narodowość. „Jest to pole badań o wiele bardziej dla psychologa niż historyka”. Rasizm zaś miał stanowić częściowo tworzone na bieżąco pseudonaukowe uzasadnienie post factum odbywającej się w Niemczech – jak to trafnie nazwał Hermann Rauschning – „rewolucji nihilizmu”. Cała historiografia III Rzeszy, antropologia, rasizm, naukowa religia kosmicznego lodu, prastarożytność aryjskiej rasy – to wszystko są mity. Nie twórzmy nowych mitów na miejsce starych, bo skutki intoksykacji zatrutymi mitami lubią przynosić nieoczekiwane skutki. Nadludzie, nadofiary, nad, nad, über, über, über…

Zachodni religioznawcy i socjologowie wprowadzają tu – by zrozumieć dziwne, irracjonalne przerysowania w żydowskiej historiografii – takie terminy jak: ideologia prześladowania („ideology of persecution”), ideologia męczeństwa („ideology of martyrdom”), mit prześladowania („Verfolgungsmythos”), ideologia pamięci i męczeństwa („ideology of remembrance and martyrdom”) będąca częścią strategii budowania grupowej wspólnoty („part of a strategy to build group solidarity”. Jednym z pojawiających się w literaturze naukowej terminów określających istotę owych agresywnych, skłaniających się ku mitologizacji tendencji historiograficznych nie dbających o prawdę historyczną i posuwających się nawet do oszczerstw wobec chrześcijaństwa i innych narodów – jest określenie „religia zastępcza” („Ersatzreligion“). Najczęściej w tej paranoicznej “historiografii”, w tej “religii męczeństwa” obsadzany jest w roli współpracownika Hitlera… naród polski.

Ideą Hitlera jest „wyższość niemieckiej krwi” definiowana zmiennie i lokalizowana pseudoantropologicznie w zależności od potrzeb. Pierwotnym był idol rasy wybranej, nadczłowiek (Ubermensch). Jego wynikiem było „pojęcie” podczłowiek (Untermensch) mętnie zarysowane i mieszczące w sobie – jak pisze J.Marczewski – Żyda, Rosjanina i ogólnie każdego Słowianina. Wgląd w psychologiczne podłoże tego typu osobników z kręgu niemieckich “elit” (psychopatia, socjopatia, mania wielkości i zawiść) daje znakomita i wyczerpująca biografia Himmlera autorstwa Petera Longericha („Himmler. Buchalter śmierci”).

Pseudowywody fuehrera, chorego mafioza miały jeden wspólny mianownik: wyższość Niemców (ergo: niższość wszystkich innych) i tylko jeden cel: p r a g m a t y z m, czyli opróżnianie drogi ekspansji owych najlepszych, najwyższych i najmądrzejszych.

Ekspansji w rytm werbli słownych wybijanych przez fabrykowaną historię, przez fabrykowane mity historyczne sycące urojone poczucie wielkości.

Śmierć każdego człowieka ma w sobie coś świętego. Można powiedzieć, iż jest świątynią dla pozostałych przy życiu. Nie czyńcie ze świątyni jaskini zbójców i handlarzy. Wśród narodów ziemi nie ma narodu wybranego.

Przypisy 

1) I. Pappé, Czystki etniczne w Palestynie,  tłum. Anna Sak, Książka i Prasa, Warszawa, 2017 (za: Czystki etniczne u progu powstania Izraela)

2) https://pl.wikipedia.org/wiki/Masakra_w_Dajr_Jasin

Literatura

Rohrbacher, Angelika (2013), Die Dramatisierung des Kontaktes. Dissertation, Universität Wien.