Kto jest autorem polityki Donalda Tuska? Identyczne założenia wobec Polaków, co hitlerowskie instrukcje dotyczące traktowania podludzi na terenach okupowanych.

Fundacja Pro-Prawo do życia

„Wszystkie środki, które służą ograniczaniu rozrodczości, powinny być tolerowane albo popierane. Spędzanie płodu [aborcja] musi być na pozostałym obszarze Polski niekaralne. Środki służące do spędzania płodu i środki zapobiegawcze mogą być w każdej formie publicznie oferowane (…) Przeciwko instytucjom i osobom, które trudnią się zawodowo spędzaniem płodu, nie powinny być wszczynane policyjne dochodzenia” – powyższe słowa napisał w listopadzie 1939 dr Erhardt Wetzel – kierownik Centrali Doradczej Urzędu do Spraw Rasowo-Politycznych NSDAP.
Były to wytyczne dla hitlerowskich okupantów na temat polityki, jaką mają prowadzić wobec podbitych Polaków. 
Dzisiaj dokładnie te same wytyczne znajdują się w projektach ustaw, nad którymi właśnie rozpoczyna debatę Sejm RP – poparcie dla aborcji, upowszechnienie aborcji jako publicznej „usługi” we wszystkich szpitalach oraz wprowadzenie bezkarności i niekaralności dla wszystkich osób uwikłanych w proceder aborcji i namawiania Polek do mordowania własnych dzieci. 

Projekty ustaw opracowane przez rząd Donalda Tuska i lewicę zawierają identyczne założenia wobec Polaków, co hitlerowskie instrukcje dotyczące traktowania podludzi na terenach okupowanych.
Cel jest wciąż ten sam – eksterminacja narodu Polskiego.Kto jest autorem aborcyjnej polityki? [foto]Dzisiaj, w czwartek 11 kwietnia 2024 roku, Sejm RP rozpoczyna debatę nad szeregiem proaborcyjnych ustaw. Zakładają one, że aborcja polskich dzieci ma być masowa, powszechna i ogólnodostępna na żądanie, a lekarze i aktywiści, uwikłani w proceder aborcji i namawiania do niej kobiet, mają być bezkarni.
 Jest to dokładnie ta sama polityka, jaką III Rzesza wprowadziła wobec Polaków na okupowanych terytoriach. Hitlerowcy chcieli uczynić z Polaków, których traktowali jak „podludzi”, niewolników pracujących przymusowo dla Niemców. Wszystkich innych, zbędnych podludzi należało eksterminować. Hitlerowcy wiedzieli jednak, że otwarte wymordowanie milionów Polaków zrobi im „złą reklamę” na arenie międzynarodowej, sprowadzi na nich konsekwencje dyplomatyczne i wpłynie na pogorszenie reakcji z innymi krajami.
Jak pisał w swoich wytycznych nazista Erhardt Wetzel, odpowiedzialny za politykę wobec Polaków: 
Powinno być oczywiste, że polskiej kwestii nie można rozwiązać w ten sposób, że zlikwiduje się Polaków, podobnie jak Żydów. Tego rodzaju rozwiązanie kwestii polskiej obciążyłoby naród niemiecki na daleką przyszłość i odebrałoby nam wszędzie sympatię, zwłaszcza że inne sąsiednie narody musiałyby się liczyć z możliwością, iż w odpowiednim czasie potraktowane zostaną podobnie. Moim zdaniem, musi zostać znaleziony taki sposób rozwiązania kwestii polskiej, ażeby wyżej wskazane polityczne niebezpieczeństwa zostały sprowadzone do możliwie najmniejszych rozmiarów”. 

 Właśnie dlatego hitlerowcy postanowili zalegalizować i upowszechnić na okupowanych terenach Polski aborcję oraz wprowadzić bezkarność dla wszystkich osób uczestniczących w aborcji. Chodziło o to, aby eksterminacja narodu Polskiego dokonała się jego własnymi rękami – aby polskie matki i polskie rodziny same wymordowały swoje własne dzieci. W ten sposób Niemcy mieli być „czyści”. To jednak nie wszystko. Aborcja miała być tylko częścią tego planu. 
Aby zniszczyć Polaków należało również zdewastować ich sumienia poprzez propagandę.
Dr Erhardt Wetzel, kierownik Centrali Doradczej Urzędu do Spraw Rasowo-Politycznych NSDAP, opisał ten plan w swoich wytycznych tak:
 „Aby doprowadzić na wschodnich terenach do znośnego dla nas rozmnażania się ludności, jest nagląco konieczne zaniechanie na wschodzie tych wszystkich środków, które zastosowaliśmy w Rzeszy celem podwyższenia liczby urodzin. Na terenach tych musimy świadomie prowadzić negatywną politykę ludnościową. Poprzez środki propagandowe, a w szczególności przez prasę, radio, kino, ulotki, krótkie broszury, odczyty uświadamiające itp. należy stale wpajać w ludność myśl, jak szkodliwą rzeczą jest posiadanie wielu dzieci. Powinno się wskazywać koszty, jakie dzieci powodują, na to, co można by zdobyć dla siebie za te wydatki. Można wskazywać na wielkie niebezpieczeństwa dla zdrowia, które mogą grozić kobiecie przy porodzie itp. Obok tej propagandy powinna być prowadzona na wielką skalę propaganda środków zapobiegawczych [antykoncepcji]. Przemysł produkujący tego rodzaju środki musi zostać specjalnie stworzony. Nie może być karalne zachwalanie i rozpowszechnianie środków zapobiegawczych ani też spędzanie płodu. Należy też w pełni popierać powstawanie zakładów dla spędzania płodu. Można wykształcić np. akuszerki lub felczerki w robieniu sztucznych poronień. Im bardziej fachowo będą przeprowadzane poronienia, tym większego zaufania nabierze do nich ludność. Rozumie się samo przez się, że i lekarz musi być upoważniony do robienia tych zabiegów, przy czym nie może tu wchodzić w rachubę uchybienie zawodowej lekarskiej godności. Należy propagować również dobrowolną sterylizację”. 

 Proszę zobaczyć, jak bardzo aktualne są powyższe słowa nazisty, który szczegółowo zaplanował jak ma przebiegać zniszczenie narodu Polskiego. Najpierw należy zniszczyć sumienia Polaków i zdeprawować naród, aby w konsekwencji „podludzie” sami przestali się rozmnażać oraz aby sami zaczęli mordować własne dzieci. 
Czy przypadkiem ten plan nie realizuje się właśnie na naszych oczach? 
Przyjrzyjmy się szczegółowo powyższym wytycznym hitlerowców. W 2023 roku urodziło się w Polsce najmniej dzieci w historii pomiarów ludności. Wszyscy eksperci i komentatorzy głośno mówią o katastrofie demograficznej w Polsce
. Dlaczego? Polacy nie mają dzieci przede wszystkim z przyczyn kulturowych. Jak pisał cytowany powyżej nazista Wetzel: „Poprzez środki propagandowe, a w szczególności przez prasę, radio, kino, ulotki, krótkie broszury, odczyty uświadamiające itp. należy stale wpajać w ludność myśl, jak szkodliwą rzeczą jest posiadanie wielu dzieci. Powinno się wskazywać koszty, jakie dzieci powodują, na to, co można by zdobyć dla siebie za te wydatki.” Dokładnie to robią od wielu lat polskojęzyczne media głównego nurtu (których właścicielami są przeważnie niemieckie koncerny wydawnicze) – obrzydzają Polakom posiadanie dzieci, wmawiają, że dzieci to obciążenie, koszty i przeszkoda w „samorozwoju”, robieniu kariery i podróżowaniu po świecie. Efekty tego obserwujemy dzisiaj – w Polsce rodzi się najmniej dzieci w historii, a nasz naród wymiera. Jak pisał dalej autor hitlerowskich wytycznych polityki wobec Polaków: „Można wskazywać na wielkie niebezpieczeństwa dla zdrowia, które mogą grozić kobiecie przy porodzie.” Właśnie to robią w Polsce aktywiści aborcyjni. W swojej propagandzie, kierowanej w mediach przede wszystkim do nastolatek i młodych dziewcząt, kłamią oni, że aborcja jest bezpieczniejsza dla zdrowia niż urodzenie dziecka! Jest to oczywiste kłamstwo, jednak tysiące Polek nabierają się na te manipulacje. Co więcej, aborcjoniści bez przerwy powielają kłamstwa, jakoby aborcja była „bezpiecznym zabiegiem”, porównywalnym do wyrwania zęba.
Dalej w hitlerowskich wytycznych czytamy: 
„Obok tej propagandy powinna być prowadzona na wielką skalę propaganda środków zapobiegawczych. Przemysł produkujący tego rodzaju środki musi zostać specjalnie stworzony.” 
Tzw. „środki zapobiegawcze” to oczywiście antykoncepcja. Ostatnio informowaliśmy i ostrzegaliśmy o tym, że równolegle do sejmowej debaty na temat aborcji, rząd Donalda Tuska forsuje rozpowszechnienie w Polsce tzw. „pigułek po” bez recepty w aptekach. Te śmiertelne tabletki, które mają działanie wczesno-aborcyjne, mają być według planów Tuska dostępne bez ograniczeń dla nastoletnich dziewcząt. 
Ministerstwo Zdrowia pracuje właśnie nad tym, aby pigułki były łatwo i swobodnie dostępne w aptekach dla każdego. 
Warto również w tym momencie przypomnieć, że głównym producentem „pigułki po” dla Polek jest niemieckie środowisko biznesowo-farmaceutyczne, którego korzenie sięgają niemieckiego przedsiębiorstwa, które niegdyś było częścią koncernu produkującego w czasie II wojny światowej Cyklon B – truciznę używaną w komorach gazowych.
 Hitlerowskie wytyczne wobec Polaków napisane w czasach okupacji kończą się następującymi instrukcjami: 
„Należy też w pełni popierać powstawanie zakładów dla spędzania płodu. Można wykształcić np. akuszerki lub felczerki w robieniu sztucznych poronień. Im bardziej fachowo będą przeprowadzane poronienia, tym większego zaufania nabierze do nich ludność.” 
Projekty ustaw, nad którymi dzisiaj rozpoczyna debatę Sejm, zakładają m.in. prawną możliwość otwierania w Polsce tzw. „klinik aborcyjnych”, czyli ośrodków śmierci specjalizujących się wyłącznie w wykonywaniu aborcji. To nic innego, jak „zakłady do spędzania płodu”, których powstanie na okupowanych terenach Polski planowali naziści. Projekty ustaw Tuska i lewicy zakładają też bezkarność dla aktywistek aborcyjnych, które pomagają Polkom w aborcjach dokonywanych za pomocą pigułek poronnych. To dokładnie to samo co hitlerowskie kształcenie „akuszerek lub felczerek w robieniu sztucznych poronień”. Na naszych oczach forsowane jest w Polsce prawo, opracowane w trakcie okupacji przez hitlerowskie Niemcy, którego celem jest zagłada naszego narodu i naszego społeczeństwa. Sposób, w jaki ta zagłada ma się dokonać, czyli rękami samych Polaków omamionych przez propagandę, ma spowodować wzrost sympatii i poparcia dla rządu Tuska w Niemczech, Unii Europejskiej i na całym Zachodzie. Z powodów pijarowych, reklamowych i medialnych nie planuje się już budowania obozów koncentracyjnych dla Polaków. Zamiast nich będą „zakłady spędzania płodu”, którymi wedle planów Tuska mają stać się wszystkie szpitale w Polsce. Nie wolno nam się na to zgodzić! Musimy stanąć do walki! Musimy działać w obronie dzieci, polskich rodzin i przyszłości naszego narodu. Nasza Fundacja chce być na pierwszej linii frontu bitwy o życie. Intensyfikujemy działania w całej Polsce. Wczoraj blisko 100 osób zgromadziło się z naszej inicjatywy w centrum Elbląga, aby modlić się o powstrzymanie aborcji i informować mieszkańców miasta czym jest aborcja. Kolejne takie akcje będą wkrótce w całym kraju.
Walka musi trwać! 
Będziemy Pana informować o rezultatach tej walki i sejmowej debaty. Jednak abyśmy mogli ją toczyć, potrzebujemy Pana pomocy i zaangażowania. 
Proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby umożliwić naszej Fundacji dalszy opór wobec hitlerowskich planów eksterminacji narodu Polskiego, nad którymi rozpoczyna dzisiaj debatę Sejm: 
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

Z wyrazami szacunkuMariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Elbląg: publiczny różaniec w intencji powstrzymania aborcji

Elbląg: publiczny różaniec w intencji powstrzymania aborcji

W środę 10 kwietnia w centrum elbląskiej starówki odbyła się publiczna modlitwa różańcowa w intencji powstrzymania aborcji i nawrócenia wszystkich osób uwikłanych w proceder mordowania dzieci w łonach matek. Była to reakcja mieszkańców Elbląga na wydarzenia w Sejmie RP, gdzie w trakcie trwającego właśnie posiedzenia mają zostać poddane pod debatę projekty ustaw upowszechniających aborcję w Polsce. Publiczny różaniec zorganizowała Fundacja Pro-Prawo do Życia wspólnie ze Stowarzyszeniem Elbląscy Patrioci.

Za pomocą zgłoszonych do Sejmu ustaw aborcyjna koalicja chce znieść wszelkie procedury i formalności przy dokonywaniu aborcji. Aborcja polskich dzieci ma być powszechna i masowa. Co więcej, rząd zapowiedział również, że wszystkie szpitale w Polsce mają stać się ośrodkami aborcyjnymi, a każdy lekarz za odmowę aborcji ma z urzędu stanąć przed prokuratorem. Jeżeli aborcyjne lobby zrealizuje swoje plany, to wszystkie rodziny w Polsce będą zagrożone, gdyż aborcja ma stać się domyślną, standardową opcją sugerowaną w trakcie wizyty kobiety w ciąży u ginekologa. Wszystkie matki będą namawiane i zachęcane do aborcji. Aborcyjna koalicja chce również wprowadzić formalną bezkarność dla wszystkich osób zamieszanych w proceder aborcyjnego mordowania dzieci, w tym dla handlarzy środkami poronnymi, aktywistów, którzy nakłaniają do aborcji, a także tych, którzy aborcje wykonują.

Papież Jan Paweł II mówił, że „naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości” i wzywał Polaków do jednoznacznego opowiedzenia się za życiem. Dlatego Fundacja Pro-Prawo do Życia i Stowarzyszenie Elbląscy Patrioci zorganizowali w środę 10 kwietnia w centrum elbląskiej starówki publiczną modlitwę różańcową w intencji powstrzymania aborcji i przemiany serc aborcjonistów. Wraz z modlitwą odbyła się akcja informacyjna ukazująca prawdę o aborcji mieszkańcom Elbląga, a wszyscy uczestnicy różańca otrzymali od organizatorów wydane przez Fundację Pro-Prawo do Życia broszury „Jak rozmawiać o aborcji?”, które umożliwią argumentowanie za życiem wśród swoich znajomych.

Źródło: Fundacja Pro-Prawo do Życia, Stowarzyszenie Elbląscy Patrioci

fot. Jacek Gierwatowski, Elbląscy Patrioci

Katolickie Stowarzyszenie Lekarzy Polskich zdecydowanie przeciwne udostępnianiu pigułek Ella One dzieciom. „Nie, nigdy. Nie wolno zabijać dzieci!”

Katolickie Stowarzyszenie Lekarzy Polskich przeciwne udostępnianiu pigułek Ella One dzieciom Stowarzyszenie-lekarzy-polskich-przeciwne-udostepnianiu-pigulek-ella-one-dzieciom

(fot. Pixabay)

Katolickie Stowarzyszenie Lekarzy Polskich jest zdecydowanie przeciwne udostępnianiu hormonalnych pigułek Ella One, zwanych enigmatycznie tabletkami „dzień po” nastolatkom po 15. roku życia w ramach dodatkowych usług farmaceutycznych planowanych przez Ministerstwo Zdrowia jako „plan B”.

Jeśli owe środki zostaną przyjęte po owulacji i zapłodnieniu, ich mechanizm działania polega na uniemożliwieniu zagnieżdżenia się ludzkiego zarodka w macicy matki, co prowadzi do śmierci niewinnego człowieka w jego początkowej fazie rozwoju.


Prawda, że życie ludzkie zaczyna się w momencie poczęcia, od połączenia materiału genetycznego ojca i matki, nie jest mitem, czy dogmatem wiary, lecz faktem potwierdzonym naukowo, który jest nie do podważenia i nie podlega dyskusji.

Prawo do ochrony życia stanowi jedną z najważniejszych gwarancji konstytucyjnych (Art. 38), które w sposób naturalny warunkuje istnienie wszystkich dalszych wolności i praw. Ponieważ życie ludzkie jest najwyższą wartością konstytucyjną, państwo zostaje powołane w sposób bezpośredni do jego ochrony. Konstytucja wymaga od państwa nie tylko powstrzymania się od wprowadzania regulacji dopuszczających pozbawiania życia ludzkiego, ale również zobowiązuje do podejmowania określonych kroków w celu ochrony tego życia. Ponadto Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę praw dziecka. Każdy ma prawo żądać od organów władzy publicznej ochrony dziecka przed przemocą, okrucieństwem, wyzyskiem i demoralizacją (Art.72 Konstytucji).
W/w Art. 72 ustala zasadę pierwszeństwa roli rodziców w sprawowaniu opieki nad dzieckiem i pomocniczej roli władz w tym zakresie (ust. 2)

Demoralizacja nieletnich to proces odchodzenia dzieci lub młodzieży od obowiązujących zasad i wartości moralnych często przez wpajanie młodym złych i szkodliwych wzorców postępowania przez dorosłych. Ten proces jest poważnym problemem społecznym, który wymaga przede wszystkim prewencyjnego działania ze strony rodziców (lub opiekuna prawnego) oraz kompleksowego podejścia na wielu płaszczyznach całego społeczeństwa (głównie rządzących, wychowawców i nauczycieli).


Planowany przez Ministerstwo Zdrowia projekt rozporządzenia jest całkowicie niezgodny z Konstytucją RP, godzi w prawo do życia człowieka, zagraża ochronie dzieci i młodzieży przed demoralizacją, a wręcz ułatwia im drogę do niemoralnego zachowania.


W sytuacji pogłębiającego się niżu demograficznego w naszym kraju, starzeniu się społeczeństwa, braku zastępowalności pokoleń, szczególną troską należy otoczyć zdrowie i morale społeczeństwa a w szczególności dzieci i młodzieży.
Jeśli stanowione prawo stoi w pogardzie do prawa naturalnego, jeśli ustala się, że wolno zabijać nienarodzone dzieci, to znaczy, że mamy do czynienia z zakamuflowanym totalitaryzmem.
Słowa położnej Stanisławy Leszczyńskiej wypowiedziane w niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz: „Nie, nigdy. Nie wolno zabijać dzieci!” wybrzmiewają dziś bardzo mocno. Niedopuszczalne jest wprowadzanie regulacji dopuszczających pozbawiania życia ludzkiego. To krok cofający Polskę w rozwoju cywilizacyjnym. Lekarze są powołani do ratowania życia i nigdy nie zgodzą się na taki dyktat państwa!

Dr n.med. Elżbieta Kortyczko specjalista pediatra, specjalista neonatolog, Prezes Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich (www.kslp.pl)

Prof. dr hab. n. med. Bogdan Chazan, specjalista ginekologii i położnictwa, Wiceprezes Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich (www.kslp.pl)

Dr Andrzej Niemirski, lekarz chorób wewnętrznych, specjalista medycyny rodzinnej, Prezes Oddziału Ziemi Radomskiej Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich

Katolickie Stowarzyszenie Lekarzy Polskich

KAI

Aptekarz karany. Tak, jeśli wypisze dziecku receptę na „pigułkę po”, jak i wtedy, gdy jej odmówi

Farmaceuci w potrzasku. Absurdalne przepisy dot. pigułki „dzień po”

11.04.2024 farmaceuci-w-potrzasku

Tabletka
Zdjęcie ilustracyjne. / Foto: Pixabay

Projekt rozporządzenia o pigułce „dzień po” jest tak niejasno sformułowany, że farmaceutę będzie można pozwać zarówno za odmowe wydania leku, jak i za jego wydanie – informuje czwartkowy „Dziennik Gazeta Prawna”.

„Po tym, jak prezydent zawetował ustawę w sprawie pigułki «dzień po», rząd wybrał inną drogę, żeby kobiety zyskały do niej prawo” – pisze „DGP”.

Od 1 maja receptę na pigułkę ma wypisać farmaceuta.

„Problem w tym, że projekt rozporządzenia daje szerokie pole do interpretacji. Nie jest jasne, czy mamy do czynienia ze świadczeniem zdrowotnym, a co za tym idzie – czy na wypisanie recepty małoletniej pacjentce będzie musiał się zgodzić rodzic. Niepewność projektowanego prawa, zdaniem ekspertów, może narazić farmaceutów na pozwy albo ze strony rodziców, albo ze strony małoletniej pacjentki” – zauważa gazeta.

„Jeśli niepełnoletniej córce zostanie bez wiedzy rodzica wypisana recepta na tabletkę «dzień po», będzie mógł on pozwać farmaceutę. Naruszone zostaną bowiem prawa pacjenta – prawo rodzica do wyrażenia zgody na leczenie niepełnoletniego pacjenta” – powiedział gazecie adwokat, partner kancelarii Fairfield Karol Korszuń.

„Część ekspertów po lekturze projektu rozporządzenia dochodzi do skrajnie odmiennych wniosków – takich, że zgoda rodziców nie jest potrzebna” – informuje „DGP”.

Dług względem UE ma być wieczny, ale coraz większy

Dług UE będzie dożywotni? Unijny komisarz gospodarki stawia ostre żądania

Dług UE będzie dożywotni? Unijny komisarz gospodarki stawia ostre żądania 

https://pch24.pl/dlug-ue-bedzie-dozywotni-unijny-komisarz-gospodarki-stawia-ostre-zadania


Szef gospodarczy UE, komisarz Paolo Gentiloni, oficjalnie wezwał do przekształcenia Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (RRF) – mechanizmu, który miał być jednorazowym uwspólnotowieniem długu – w „stałe” zasoby UE. Gentiloni przekonuje, że „tymczasowy charakter” programu uniemożliwia uwolnienie pełnego potencjału, a UE potrzebuje dodatkowo ponad 650 mld euro rocznie na transformację eko-cyfrową.

Kraje UE są ogromnie zadłużone. Istnieje zapotrzebowanie na nowe kredyty z powodu realizacji antyspołecznego Zielonego Ładu (od 2028 r. zacznie się również spłacanie zaciągniętego przez Brukselę na 30 lat wspólnego długu w celu „ratowania” gospodarki zniszczonej z powodu lockdownów). Uwspólnotowienie długów ma pomóc w centralizacji władzy i stworzeniu Stanów Zjednoczonych Europy.

Na spotkaniu śródokresowym poświęconym wspólnemu mechanizmowi RRF, komisarz Gentiloni ostrzegł, że na transformację eko-cyfrową bloku potrzebne są dodatkowe fundusze w wysokości aż 650 miliardów euro rocznie. Oprócz tego Europa musi się zbroić z powodu wojny na Ukrainie. Dlatego fundusze z mechanizmu Odbudowy i Zwiększania Odporności są niewystarczające.

– Cztery lata temu nasze gospodarki znajdowały się w środku najgorszej recesji gospodarczej od dziesięcioleci. Państwa członkowskie starały się wspierać firmy i pracowników na wszelkie możliwe sposoby. Komisja zawiesiła już nasze reguły fiskalne i zasady pomocy państwa, aby dać rządom jak największą swobodę. Stawało się jednak jasne, że nie wszystkie państwa członkowskie dysponują taką samą siłą finansową, aby wesprzeć swoje gospodarki. A bez wspólnej odpowiedzi, rozbieżności między państwami członkowskimi pogłębią się, podważając istotę naszej Unii. Istniała wyraźna potrzeba podjęcia zdecydowanych działań, by uniknąć ryzyka Wielkiej Fragmentacji – zauważył Gentiloni, nawiązując do półmetka funkcjonowania RRF.

W maju 2020 r. KE zaproponowała plan NextGenerationEU, a dwa miesiące później – podczas jednego z najdłuższych posiedzeń Rady Europejskiej w historii – przywódcy państw osiągnęli porozumienie w sprawie zaciągnięcia wspólnego długu w ramach Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (RRF).

Zdaniem unijnego komisarza, porozumienie w sprawie NextGenerationEU „zmieniło zasady gry w przywracaniu zaufania”. Państwa zaczęły przygotowywać swoje „plany odbudowy i zwiększania odporności”, które miały być „czymś więcej niż zwykłym odbiciem”. Ich celem było skierowanie krajowych gospodarek na „ścieżkę silniejszego, bardziej zrównoważonego rozwoju gospodarczego, bardziej sprzyjającego włączeniu społecznemu”.

Z RRF wypłacono do tej pory 225 mld euro, które miały nie tylko wesprzeć gospodarki, ale także w bezprecedensowy sposób zwiększyć poziom inwestycji i reform. Środki jednak w zdecydowanej mierze mogły być kierowane na ekologizację i cyfryzację gospodarki.

Gentiloni uznał, że „RRF okazuje się być sukcesem”. Pomógł uspokoić rynki. Środki z uwspólnotowienia długu miały pomóc „w utrzymaniu silnego odbicia po pandemii”. Gospodarka europejska powróciła do poziomu produkcji sprzed „pandemii” znacznie wcześniej, niż oczekiwano. Po kryzysie w 2007-2008 r., pełne ożywienie produkcji zajęło siedem lat.

Pieniądze z RRF miały pomóc zwiększyć inwestycje publiczne. Do 2025 r. wskaźnik inwestycji publicznych w UE ma wzrosnąć do 3,5% PKB, w porównaniu z 3,0% w 2019 r.

– Po trzecie, RRF nadały nowy wymiar unijnym instrumentom finansowania. Uzależniając finansowanie inwestycji od wdrożenia reform, RRF zachęciło państwa członkowskie do stawienia czoła długotrwałym wyzwaniom. Widzimy to po wyraźnej poprawie postępu w zakresie zaleceń dla poszczególnych krajów we wszystkich państwach członkowskich – uznał komisarz.

Najważniejszą zaletą ma być jego zdaniem to, że „dzięki NextGenerationEU Komisja stała się głównym graczem na rynkach kapitałowych”. „Wolumen naszej emisji wzrósł z 0,4 miliarda euro w 2019 r. do 120 miliardów euro w 2021 r. i od tego czasu nasza roczna emisja utrzymuje się na poziomie powyżej 100 miliardów euro. To z kolei pomogło również wzmocnić międzynarodową rolę euro” – powiedział.

Niektóre państwa członkowskie bardzo szybko otrzymały środki ze wspólnego długu. Inne, jak Polska, są szantażowane i żąda się od nich spełnienia wszystkich „kamieni milowych”, w tym bezprawnego uznania agnostycznych zapisów Karty Praw Podstawowych, od obowiązywania której wyłączyliśmy się w 2009 r. Opóźnienia z wypłatami środków uwspólnotowienia długu, który od 2028 r. i tak musimy spłacać (obecnie spłacamy odsetki), pozostawia bardzo mało czasu na terminową realizację planów inwestycyjnych. Wszystkie kraje są zobowiązane zrealizować plany do 2026 r. To termin ostateczny – przypomniał komisarz ds. gospodarki.

Gentiloni przyznał, że co prawda, „po Covid-19 nastąpiło silne odbicie, jednak wzrost spowolnił”. – W zeszłym roku 11 państw członkowskich odnotowało ujemny wzrost, a przyspieszenia aktywności gospodarczej spodziewamy się dopiero w drugiej połowie tego roku – komentował, zrzucając winę za niepowodzenie pobudzenia wzrostu gospodarczego na wojnę na Ukrainie.

– Tak naprawdę dużą część ubiegłego roku poświęcono na dostosowanie planów do konsekwencji wojny i uzgodnienie rozdziałów REPowerEU, mających na celu przyspieszenie transformacji energetycznej. Podsumowując, RRF okazał się elastycznym instrumentem i pomógł nam poruszać się po tych bardzo wzburzonych wodach – mówił.

Wspomniał także o pewnych niepowodzeniach. Na przykład państwa członkowskie skarżą się na to, że wdrażanie programu stanowi obciążenie dla ich zdolności administracyjnych. 
Najważniejszy fragment przemówienia Gentilonego dotyczył jednak przekształcenia mechanizmu RRF w stałe narzędzie. Zatem KE ciągle mogłaby zaciągać – w imieniu pozostałych państw – nowe długu, aby sprostać niezwykle kosztownej, wymagającej i obciążającej dla obecnych oraz przyszłych pokoleń transformacji eko-cyfrowej.

Komisarz zaznaczył, że oprócz środków, którymi obecnie dysponują państwa i przeznaczają na inwestycje potrzebujemy wydatkować rocznie dodatkowo 650 miliardów euro na transformację ekologiczną i cyfrową.

– RRF pomoże wypełnić tę lukę inwestycyjną przynajmniej do jej wygaśnięcia w 2026 r. Ale oczywiście nasze potrzeby inwestycyjne nie kończą się w 2026 r. Na pierwszy plan wysunęły się nowe priorytety, takie jak obronność czy odbudowa Ukrainy – wskazał eurokrata, zadając pytanie, w jaki sposób będziemy finansować te „strategiczne inwestycje”?

Ciągłe zadłużanie ma uwolnić „ogromny potencjał” Europy. Gentiloni przyznał między wierszami, że zalety RRF właściwie wyczerpały się w pierwszych czterech latach jego obowiązywania. Teraz, druga połowa „pod wieloma względami będzie trudniejsza”. – Nie możemy jednak sobie pozwolić na poddawanie się zmęczeniu związanemu z odpornością. Musimy kontynuować wspólną pracę, aby wykorzystać tę wyjątkową szansę i odnieść sukces. I równolegle, aby rozpocząć refleksję nad tym, co nastąpi po RRF. Ponieważ rok 2026 jest tuż za progiem – puentował.

Włoski komisarz ds. gospodarki właściwie ponownie otworzył dyskusję, jaką toczono przed kilkoma laty, gdy George Soros zaproponował, aby UE stworzyła wspólny skarb i zaciągnęła dożywotnie długi. Mówił wówczas o obligacjach wieczystych. Państwa UE nigdy nie mogłyby wyzwolić się od wierzycieli i cały czas musiałyby spłacać odsetki od stale narastającego długu.

Zbliża się 20 lat, odkąd Polska przystąpiła do UE. Niewielu zdaje sobie sprawę, że po 2028 r. będziemy płatnikiem netto, czyli będziemy więcej wpłacać do wspólnego budżetu, niż z niego otrzymywać. UE już jest bardzo zadłużona. Od 2028 r. zacznie się spłacanie 30-letniego wspólnego długu. Odsetki płacimy już teraz i są wyższe niż pierwotnie zakładała KE. Do tego trzeba będzie poszukać środków w związku z ewentualnym rozszerzeniem UE o Ukrainę i Mołdawię oraz kraje Bałkanów Zachodnich, nie mówiąc o kolosalnych kosztach transformacji eko-cyfrowej.

Bruksela musi zwiększyć wpłaty państw członkowskich do wspólnego budżetu albo poszukać innych stałych wpływów (nowe podatki) lub wprowadzić na stałe mechanizm wspólnego zaciągania długu. Spowoduje to jeszcze większą centralizację władzy, szantaż i jeszcze trudniej państwom członkowskim będzie wyrwać się z „uścisku” UE.

Źródło: ec.europa.eu AS

Piotr 11 kwiecień 2024

Ta płatna, ideologiczna banda grabarzy Europy coraz bardziej i bezczelniej posuwa otumanionych Europejczyków do totalnej bankowej niewoli, a Chiny, Wall Street i City of London razem z globalistami od Szwaba się śmieją.

Eksplozja brutalnych przestępstw w Niemczech. Aż 41 % przestępców to obcokrajowcy. A wielu „niemieckich” podejrzanych to też obcokrajowcy

Rząd zapowiada zwiększenie deportacji w związku z eksplozją brutalnych przestępstw w Niemczech

41 procent wszystkich podejrzanych o przestępstwa to obcokrajowcy

Tymczasem wielu „niemieckich” podejrzanych to w rzeczywistości obcokrajowcy, którzy uzyskali obywatelstwo niemieckie, lub migranci w drugim lub trzecim pokoleniu.

=====================================

Przestępczość w Niemczech gwałtownie wzrosła do poziomu nienotowanego od blisko dziesięciu lat, przy ogromnym wzroście liczby migrantów popełniających przestępstwa, zwłaszcza przestępstwa z użyciem przemocy.

Opublikowane we wtorek statystyki niemieckiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych pokazują, że liczba podejrzanych z zagranicy wzrosła w 2023 r. do około 923 000, co oznacza ogromny wzrost o 18% w ciągu zaledwie jednego roku.

Dane pokazują ponadto, że 41 procent wszystkich podejrzanych o przestępstwa w Niemczech to obcokrajowcy, mimo że stanowią jedynie 15 procent całej populacji. [Aż !! Durnie!! md]

Ogółem nastąpił ogromny, bo o 14,5%, wzrost liczby osób podejrzanych o popełnienie brutalnych przestępstw niebędących Niemcami.

W raporcie zauważono, że w 2023 r. nastąpił wzrost przestępczości o 5,5% i wzrost przestępczości z użyciem przemocy o 8,6% , co stanowi obecnie najwyższy poziom od 15 lat.

TWIITER https://twitter.com/i/status/1778030499765633372

Nieustannie podkreślamy, że przestępczość, zwłaszcza brutalna, wymknęła się obecnie w Niemczech spod kontroli, a ataki z użyciem noża, brutalne napaści, gwałty i inne przerażające zdarzenia eksplodowały, odkąd Niemcy otworzyły swoje granice dla masowej migracji w 2015 roku. 

https://modernity.news/2024/04/05/syrian-migrant-randomly-stabs-4-year-old-girl-in-supermarket

Nowe dane skłoniły federalną minister spraw wewnętrznych Nancy Faeser do ogłoszenia, że „Zagraniczni przestępcy muszą znacznie szybciej opuścić Niemcy. Należy teraz wprowadzić w życie rygorystyczne zasady deportacji, które stworzyliśmy”. 

Twitter https://twitter.com/i/status/1777650462885347826

„Dla mnie ważne jest, aby praworządność podjęła zdecydowane działania przeciwko przemocy” – kontynuował Faeser, dodając: „Zastosowuje się tu zero tolerancji. Każdy, kto nie przestrzega zasad, musi odejść.”[do kraju, z którego do was, idiotów, wpełzł. md]

Faeser, członek centrolewicowej Partii Socjaldemokratycznej, dodał, że należy egzekwować „energiczne działania policji, szybkie procesy, sensowne wyroki i wymierne kary”, a „przestępcy muszą poczuć konsekwencje swoich działań – i to szybko”.

Faeser zalecił również poprawę integracji migrantów, stwierdzając, że „chodzi zarówno o zapobieganie, jak i represje”.

„Potroiliśmy liczbę uczestników kursów integracyjnych, aby od pierwszego dnia w Niemczech przekazywać, jakie zasady i wartości, według których żyjemy” – powiedział Faeser, dodając: „Mówiąc prościej, chodzi o szacunek, a nie o przemoc”. [bełkot.. MD]

Prawicowe partie opozycji stwierdziły, że dane wskazują na pilną potrzebę ograniczenia imigracji, i argumentowały, że taka polityka „integracyjna” jest kluczowym elementem  wyścigu rządu koalicyjnego do naturalizacji milionów obcokrajowców , maskując w ten sposób prawdę o tym, kto jest za wzrostem przestępczości.

Rzeczywiście statystyki nie dają nawet pełnego, szokującego obrazu tego, co się dzieje, ponieważ wielu „niemieckich” podejrzanych to w rzeczywistości obcokrajowcy, którzy uzyskali obywatelstwo niemieckie, lub migranci w drugim lub trzecim pokoleniu.

Armin Schuster, minister spraw wewnętrznych Saksonii i członek centroprawicowej chadecji, wezwał rząd Olafa Scholza do ograniczenia liczby uchodźców.

„Ta bardzo negatywna sytuacja pokazuje, jak obciążone są nasze usługi integracyjne pod względem zakwaterowania, języka i pracy… pilnie potrzebujemy ograniczenia migracji dla uchodźców” – stwierdził Schuster.

Alexander Throm, rzecznik chadeków do spraw wewnętrznych w Bundestagu, stwierdził, że dane są „niepokojące, ale nie zaskakujące”, ponieważ są konsekwencją „otwartej” polityki migracyjnej Scholza.

Richard Graupner z prawicowo-populistycznej AfD w Bawarii nalegał, aby „nie można już dłużej ukrywać tego, przed czym AfD ostrzegała od lat… nowe statystyki dotyczące przestępczości wywołały debatę na temat przestępczości cudzoziemców”.

Szef Niemieckiego Związku Policyjnego Rainer Wendt ostro skrytykował Faesera, twierdząc, że „Federalna Minister Spraw Wewnętrznych coraz bardziej przypomina «Nancy w Krainie Czarów», kiedy ze zdumieniem odkrywa, że Niemcy stały się bardziej brutalne”.

Następnie zauważył, że liczby zaskoczone są jedynie tymi, którzy „całkowicie stracili kontakt z ludnością”.

Jak podkreślaliśmy w lutym, Faeser wielokrotnie twierdził, że „prawica” stanowi największe zagrożenie dla porządku w Niemczech, a nawet  ogłosił plan  wybrania za cel kont bankowych osób przekazujących pieniądze grupom i celom uznawanym za „prawicowe”. ekstremistów”.

link: https://modernity.news/2024/02/18/government-floats-plan-to-freeze-bank-accounts-of-right-wing-extremists-in-germany/

AfD, która w sondażach uzyskała ponad 20-procentowe poparcie, zarzuca tej polityce, że ma na celu panowanie nad rosnącą popularnością partii.

Wybory regionalne w Niemczech zaplanowano na wrzesień, a aktualne sondaże wskazują, że AfD może zdobyć najwięcej głosów w kluczowych stanach i potencjalnie jedną trzecią ogółu głosów.

Partia  wzywała do masowych deportacji  migrantów-przestępców z Niemiec, a media twierdziły, że w tym celu odbyły się „tajne” spotkania konspiracyjne wśród jej członków.

Głód zaprogramowany: Oregon zaczyna zamykać małe farmy “aby chronić ludzi”

babylonianempire

Głód zaprogramowany: Oregon zaczyna zamykać małe farmy “aby chronić ludzi”

Data: 10 aprile 2024 Author: Uczta Baltazara

Drobni rolnicy są przedmiotem ataku w stanie Oregon, który zaczął masowo zamykać rodzinne gospodarstwa rolne w całym stanie pod pozorem oszczędzania wody i ochrony wód gruntowych.

Yanasa TV, projekt Yanasa Ama Ranch, udostępnił około 20-minutowy film – można go obejrzeć poniżej – wyjaśniający, co dzieje się w Beaver State, ponieważ biurokraci, małe rodzinne gospodarstwa błędnie nazywają skoncentrowanymi operacjami karmienia zwierząt – CAFO (https://en.wikipedia.org/wiki/Concentrated_animal_feeding_operation) po to, by móc zamknąć je “dla dobra środowiska”.

“Stan Oregon skutecznie zamknął małe farmy i markety ogrodnicze na dużą skalę i obecnie wysyła do farm pisma o zaprzestaniu działalności, a także wykorzystuje technologię satelitarną, aby znaleźć swoje ofiary i wysłać im te listy, które mówią, że nie możesz działać” – wyjaśnia ranczer w poniższym filmie.

Małe farmy to nie CAFO

Ranczer wyjaśnia, że istnieją dwa różne przepisy, których urzędnicy stanu Oregon używają do przeprowadzania tych zamknięć. Jedno z nich obejmuje szeroko niejasną definicję CAFO w stanie Oregon, która w części brzmi następująco:

“Stan Oregon definiuje CAFO jako skoncentrowane karmienie lub trzymanie zwierząt lub drobiu, w tym między innymi obszary karmienia koni, bydła, owiec lub trzody chlewnej, obszary przetrzymywania bydła mlecznego oraz zakłady produkcji drobiu i jaj, w których powierzchnia została przygotowana z betonu, materiału skalnego lub materiałów włóknistych w celu utrzymania zwierząt w deszczową pogodę”.

Opierając się na tej definicji, kilkuhektarowe gospodarstwo z pastwiskiem i, powiedzmy, dwiema krowami dojnymi i kilkoma kurczakami kwalifikuje się jako CAFO, jeśli ma jakikolwiek obszar na terenie posiadłości, w którym materiał skalny lub żwir są używane jako ścieżka prowadząca do małej obory lub kurnika.

“Sposób, w jaki zmienili definicję CAFO, będzie miał wpływ na prawie wszystkich” – ostrzega ranczer przed “zaktualizowaną” definicją CAFO w Oregonie, która ma również wpływ na jego nieruchomość. “Nasze zwierzęta niekoniecznie są trzymane w jednym miejscu (wędrują po pastwiskach)”.

W styczniu tego roku złożono pozew w imieniu małych rodzinnych gospodarstw rolnych w całym Oregonie, argumentując, że definicja CAFO jest zbyt szeroka i negatywnie wpływa na prawie każdego, kto produkuje jajka od przydomowych kurczaków, i to niezależnie od wielkości ich posesji.

Sprawa została niedawno opisana przez National Review, wyjaśniając, że rząd Oregonu “połączył siły” z sektorem mleczarskim działającym na dużą skalę, aby uciskać i tyranizować drobnych rolników w Oregonie. https://www.nationalreview.com/2024/03/oregons-government-and-dairy-industry-join-forces-against-small-farmers/

“To prawo jest egzekwowane w stanie Oregon”, ostrzega ranczer, opowiadając tę samą historię co National Review o farmie Godspeed Hollow w Newburg, Ore., która została przeklasyfikowana jako CAFO tylko dlatego, że ma żwirową ścieżkę od dojarki do stacji odbioru mleka oddalonej o zaledwie 100 stóp.

“[Oregon] zamknął już niektóre farmy. Do czasu rozpatrzenia sprawy w sądzie obowiązuje zakaz stosowania niektórych definicji prawa. Obecnie drobni producenci mleka… wiele z tego, czego wymagają, to po prostu zbyt wiele dla drobnych rolników”.

Wszystkie wody gruntowe w Oregonie, nawet na terenie prywatnym, uważane są za publiczne

Kolejną rzeczą, z którą rolnicy z Oregonu muszą się zmierzyć, są stanowe przepisy dotyczące wody. Jedyną wodą, którą rolnicy mogą legalnie zbierać w Oregonie, jest woda deszczowa. Wszystko inne, w tym woda z rzek i strumieni, a nawet wody gruntowe na terenie prywatnym, jest uważane za zasoby publiczne.

Ze względu na tę zasadę, rolnicy z Oregonu nie mogą nawet używać wody z własnych prywatnych studni do nawadniania upraw i pojenia zwierząt bez zezwolenia. W połączeniu z zasadą CAFO, ta dotycząca zużycia wody jest nadużywana w taki sposób, że utrudnia, a nawet uniemożliwia rolnikom prowadzenie gospodarstw.

“Zasada ta weszła w życie w 2021 r.” – wyjaśnia ranczer na temat tego, w jaki sposób urzędnicy z Oregonu uchwalili zasadę dotyczącą wody; stało się to w czasie, gdy wszyscy byli rozkojarzeni i traumatyzowani przez “pandemiczną” tyranię koronawirusa Wuhan (COVID-19).

“Powoli dotarło to do punktu, w którym ogrodnicy zajmujący pół akra ziemi otrzymują teraz nakazy zaprzestania działalności, mówiące: ‘nie możecie podlewać swoich ogrodów; wymyślcie inny sposób’”.

Oczywistym celem tego wszystkiego jest skoncentrowanie jeszcze większej władzy i kontroli nad rynkiem żywności w rękach tylko kilku zamożnych osób, jednocześnie pozbawiając drobnych rolników środków do życia i dochodów – nie wspominając o ich nadanym przez Boga prawie do uprawy, produkcji, konsumpcji i owszem, sprzedaży owoców swojej pracy na utrzymanie.

Ostrzegam, że jeśli coś takiego może wydarzyć się w Oregonie, to może wydarzyć się wszędzie. Tyrania zwykle zaczyna się w jednym obszarze jako przypadek testowy, a jeśli ogół społeczeństwa nie stawia oporu, rozprzestrzenia się jak wirus w innych miejscach.

Amerykanie, bez względu na stan, w którym mieszkają, mają konstytucyjne prawo do wolności żywności.

https://youtu.be/unOXcKigSuY

https://youtube.com/watch?v=unOXcKigSuY%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dit%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

INFO: https://kleanindustries.com/resources/market-analysis-research/engineered-famine-oregon-starts-shutting-down-small-farms-to-protect-the-people/

Inwazja mendiotów

„Kiedy ludzie się obudzą?” – NIGDY

Autor: AlterCabrio , 10 kwietnia 2024 Nieustannie podkreślamy, że przestępczość, zwłaszcza brutalna, wymknęła się obecnie w Niemczech spod kontroli, a ataki z użyciem noża, brutalne napaści, gwałty i inne przerażające zdarzenia eksplodowały, odkąd Niemcy otworzyły swoje granice dla masowej migracji w 2015 roku.

Z czasem media zaczęły wkraczać w życie społeczne niczym śmierć do zadżumionej wioski, niosąc po cichu spustoszenie, które przestało być przez społeczeństwo odczuwalne. Okres bezpośrednio przedwojenny przyniósł ze sobą dynamiczny rozwój technik propagandowych, które to pozbawione kręgosłupów moralnych władze zaczęły wykorzystywać jako narzędzie powszechnego ogłupiania społeczeństw. Wbrew pozorom nic poza skalą tego działania, a także udoskonaleniem jego technik do dnia dzisiejszego się nie zmieniło.

−∗−

Inwazja mediotów, czyli o niewolnikach propagandy

W demokracji liberalnej realną władzę posiadają media, a władza ta opiera się na zdolności kształtowania wśród mas z góry określonego obrazu rzeczywistości. Sytuacja to w gruncie rzeczy nowa, gdyż kiedy przyjrzymy się historii świata, kreowanie rzeczywistości na tak wielką skalę, jak na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat, zwłaszcza w erze powszechnego tzw. „usieciowienia”, nigdy nie było prostsze.

Jak do tego doszło, czyli krótki zarys historyczny

Jeszcze sto lat temu jedynym w zasadzie środkiem masowego przekazu pozostawała prasa. Dostęp do informacji był ograniczony, a możliwość weryfikowania ich prawdziwości była ograniczona w jeszcze większym stopniu. Taki stan rzeczy powodował, że społeczeństwa były poniekąd zmuszone kształtować swój obraz rzeczywistości w oparciu o doświadczenia własne, czyli doświadczenia rzeczywiste. Jednakże – co oczywiste – możliwości poznania jednostki mają swój limit, chociażby przez sam fakt indywidualnych ograniczeń kognitywno-intelektualnych, stąd też ogromną rolę w naturalnie funkcjonującym społeczeństwie odgrywał autorytet – zarówno na poziomie rodziny, lokalnej społeczności, wspólnoty religijnej, jak i państwa.

Wówczas to jeszcze narody Zachodu nie kwestionowały potrzeby posiadania autorytetów. Dla ludzi było oczywiste, że posiadają oni wspomniane ograniczenia poznawcze, oraz że sprawne funkcjonowanie społeczne nie jest możliwe bez akceptacji przewodniej roli elit. A te jako państwo ciągle posiadaliśmy i w odróżnieniu od pseudoelit III RP, były to elity bezwarunkowo stojące na gruncie interesu narodowego, reprezentujące zresztą znacznie wyższy poziom ogólnej kultury intelektualnej i osobistej.

Z czasem media zaczęły wkraczać w życie społeczne niczym śmierć do zadżumionej wioski, niosąc po cichu spustoszenie, które przestało być przez społeczeństwo odczuwalne. Okres bezpośrednio przedwojenny przyniósł ze sobą dynamiczny rozwój technik propagandowych, które to pozbawione kręgosłupów moralnych władze zaczęły wykorzystywać jako narzędzie powszechnego ogłupiania społeczeństw. Wbrew pozorom nic poza skalą tego działania, a także udoskonaleniem jego technik do dnia dzisiejszego się nie zmieniło.

Narodowi socjaliści w Niemczech oraz komuniści w Związku Radzieckim dysponowali jedynie prasą, radiem i raczkującym kinem. Dzisiejszy aparat propagandowy zielonego ekoterroryzmu i innych neomarskistowskich (a także liberalnych) ideologicznych odprysków zatruwających od środka naszą cywilizację obejmuje w zasadzie cały przemysł rozrywkowy, telewizję, Internet, radio oraz prasę, a ponadto posiada w rękach niedoceniany jeszcze w pełni klucz, poprzez który jest w stanie dotrzeć do każdego, o każdej porze dnia – smartfon. Propaganda jest w dzisiejszym świecie wszechobecna, a ludzkość przyzwyczaiła się już do stanu permanentnego „przebodźcowania” informacjami tak bardzo, że nie potrafi rozróżniać myśli własnych od myśli cudzych, co natychmiast przywołuje skojarzenia z rzeczywistością orwellowskiego „Roku 1984”.

Cała ta ewolucja medialna pokryła się z rozprzestrzenianiem w świecie Zachodu systemu demokracji liberalnej. Wytworzyła się w ten sposób między światem mediów a polityki perfekcyjna symbioza. Demoliberalizm zapewnił mediom parasol tzw. pluralizmu, będącego w gruncie rzeczy iluzją, w której żyją współczesne masy, przeświadczone o tym, że każda telewizja kreuje swój samodzielny i niezależny przekaz. Z drugiej strony to właśnie te rzekomo pluralistyczne media kształtują rzeczywiste poglądy oraz tendencje polityczne w określonym społeczeństwie, stosując dokładnie te same wyrafinowane techniki, które w przeszłości do perfekcji opanowali Bernays czy Goebbels. Psychika ludzka jest bowiem niezmienna i poprzez jej dogłębne poznanie można w sposób bardzo prosty osiągnąć wpływ na ludzkie zachowania. Oczywiście pod warunkiem, że podtrzyma się tych ludzi w stanie ignorancji – człowiek, który zna techniki manipulacyjne, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, kiedy jest manipulowany.

Mediota – studium przypadku

Opisane powyżej w bardzo dużym skrócie procesy doprowadziły do powstania typu człowieka, którego wTowarzystwie określamy mediotą (medialnym idiotą). Jednostka taka charakteryzuje się tym, że nie posiada podstawowych zdolności kognitywnych na poziomie indywidualnym i całą swoją percepcję rzeczywistości bezrefleksyjnie opiera na przekazie medialnym. Mediota to człowiek, który zatracił całkowicie zdolność myślenia zdroworozsądkowego – w większym stopniu wierzy on w to co widzi na ekranie, niż to, co widzi własnymi oczami w sytuacjach życia codziennego.

Demokracja liberalna stała się systemem produkującym mediotów na masową skalę. W warunkach polskich pierwszą próbę produkcji takiego Homo medioticus podjęła komuna, która popełniła jednakże jeden zasadniczy błąd – podporządkowała sobie cały aparat medialny. Spowodowało to wśród społeczeństwa naturalną tendencję do nieufności – wszyscy mieli bowiem świadomość tego, kto posiada media, kto nimi kieruje i kto jest odpowiedzialny za ich przekaz. Manipulowanie ludźmi, którzy posiadają świadomość, że przekaz znajduje się w rękach wroga, jest o wiele trudniejsze niż manipulowanie tymi, którzy niczym dotknięcie syndromem sztokholmskim są przeświadczeni o dobrych intencjach swojego oprawcy.

Stąd też demoliberalizm okazał się o wiele skuteczniejszym narzędziem do powszechnej umysłowej kastracji społeczeństwa. Wspomniany wcześniej tzw. pluralizm medialny wprowadził w dotychczas funkcjonujący system przekonań i odczuć na temat mediów nowy dysonans. Proszę zwrócić uwagę na to, że przeciętny „oglądacz” TVN, czytelnik Onetu, albo słuchacz RMF FM nie potrafi nawet powiedzieć, do kogo powyższe media należą i kto jest odpowiedzialny za kreowanie w nich określonej linii propagandowej. Medioci uważają, że media te nie stosują technik propagandowych ani manipulacyjnych, a za kreowanie przekazu są odpowiedzialni „niezależni” dziennikarze.

Mediotę charakteryzuje więc skrajna naiwność, mniej więcej na poziomie trzyletniego dziecka. Odrzuca on z góry tezę o manipulacyjnym z natury charakterze wszystkich mediów, a ponadto za sprawą własnych ograniczeń intelektualno-kognitywnych nie jest w stanie dostrzec, że większość tzw. dziennikarzy, pracujących na poziomie mediów mainstreamowych to niedouczone osły, które – kiedy trzeba – nawet najbardziej absurdalne stwierdzenia będą przedstawiać na ekranie z pełną powagi miną i w pogrzebowym tonie.

Postaci z ekranu to zresztą dla medioty największe i zazwyczaj jedyne autorytety, a ktoś, kto wystąpi „w telewizorze”, już przez sam ten fakt zyskuje status niemalże półboga. O tym jak łatwo wykreować autorytet w mediach, mogliśmy się przekonać już niejednokrotnie. Całkiem niedawno widzieliśmy chociażby robiących z siebie skończonych idiotów błaznów w kitlach, którzy wykazywali się fundamentalnymi brakami wiedzy medycznej czy nawet brakiem zdolności logicznego myślenia, co w normalnych warunkach powinno ich dyskwalifikować z jakiejkolwiek publicznej ekspozycji. Tymczasem wielu z nich nadal zaprasza się do mediów, gdzie w dalszym ciągu kompromitują się na oczach milionów zaślepionych mediotów. Nie będę w tym miejscu tego typu ograniczonych umysłowo person, z których robiono mędrców wymieniał, gdyż nie mam ochoty szarpać się z nimi po sądach za zniesławienie. Niemniej jednak prawda jest taka, że gdyby w telewizji wykreowano na taki autorytet nawet gadającego konia, to medioci w swojej masie wsłuchiwaliby się w każde jego słowo jak w wyrocznię.

Jest też naturalna konsekwencja metafizycznego obcowania z tego typu autorytetami. Słuchanie „mądrych głów” budzi w mediocie przeświadczenie o własnej nieomylności. Człowiek, który jest przekonany o własnej wszechwiedzy, nie jest w stanie dostrzec własnych ograniczeń, a co za tym idzie, wyklucza możliwość trwania w błędzie. Tworzy to pewnego rodzaju błędne koło, w którym niezdolność wykroczenia poza własne ograniczenia sprawia, że człowiek jest pozbawiony nie tylko realnej oceny otaczającej go rzeczywistości, lecz traci zdolność do obiektywnego samopoznania poprzez autorefleksję.

Przejdźmy jednak do tego co najważniejsze z naszego punktu widzenia, czyli wpływu mediotów na funkcjonowanie społeczeństwa i państwa. W demokracji to oni ostatecznie wrzucają kartki do urn zgodnie z instrukcją, jaką otrzymali w swoich ulubionych mediach. Tymczasem przeciętny mediota nie jest zdolny do zdefiniowania interesu państwowo-narodowego, co powinno człowieka automatycznie wykluczać z możliwości oddawania jakichkolwiek głosów, bo to tak, jak gdyby człowiekowi cierpiącemu na ślepotę barw kazać głosować na najładniejszy kolor. Nie rozumie on nawet, w jakich obszarach jego własny interes pokrywa się z interesem państwa, a także nie potrafi przewidzieć, jakie mogą być długofalowe konsekwencje jego wyboru. Mediota oddaje swój głos bezrefleksyjnie, często pod wpływem prymitywnych emocji, czyli dokładnie tak jak został uwarunkowany przez media, choć w swoich ograniczeniach jest przekonany, że decyzje podejmował sam na podstawie swoich własnych poglądów, czyli czegoś, co w rzeczywistości nie istnieje.

Rozprzestrzenianie się mediotyzmu przynosi opłakane skutki dla państwa, gdyż zmanipulowane przekazem medialnym społeczeństwo zatraca zdolność do obiektywnego odbioru i analizy rzeczywistości. Wiemy z kolei doskonale, że bez umiejętności trafnego diagnozowania, nie jesteśmy w stanie podejmować właściwych wyborów, tym bardziej w przypadku tak niezwykle skomplikowanej konstrukcji, jaką jest państwo oraz tak niezwykle kompleksowych realiów polityki międzynarodowej świata, w jakim przyszło nam żyć.

Wielu ludzi w pewnych środowiskach od lat nieustannie zadaje to samo pytanie: „Kiedy ludzie się obudzą?”. Odpowiedź jest wbrew pozorom banalnie prosta – NIGDY. Wyczekiwane przebudzenie nie nastąpi nawet gdyby świat zaczął się walić, gdyż tak jak wspomniałem, społeczeństwo mediotów nie wierzy w to, co widzi, lecz w to, co szepcze mu do ucha aparat propagandowy, w który ślepo wierzy. Jeżeli ludzie nie są w stanie dostrzec, że już teraz żyjemy w czasach trójgłowego, pełzającego kryzysu ekonomiczno-cywilizacyjno-militarnego, to nic nie jest w stanie sprawić, aby w końcu zaczęli go dostrzegać. Zresztą nawet jeżeli, by go jakimś cudem dostrzegli, nie będą w stanie zrozumieć jego realnych przyczyn.

Czas na przebudzenie dawno już minął, a bierne oczekiwanie na tego typu cuda, to jedynie zwalnianie się od odpowiedzialności za przyszły los naszego państwa i narodu. Tymczasem, choć konkluzja ta nie jest dla większości z nas prosta do przyjęcia, wobec braku narodowej elity odpowiedzialność za ten los ponosimy my wszyscy.

_____________

Inwazja mediotów, czyli o niewolnikach propagandy, Dominik Liszkowski, 10 kwietnia 2024

−∗−

Warto porównać:

Globalny wzorzec eurodebila
Gdy runął mur i odzyskaliśmy wolność, zaczęliśmy wybierać swoją drogę rozwoju. Dziś już wiadomo dokładnie, że droga ta nie była naszą, lecz została dokładnie wytyczona przez globalnych kabalistów, rządzących organizacjami […]

_____________

Piątka z psychologii czyli jak nas kontrolują
Świat to zagmatwane miejsce. Ludzie robią rzeczy, które nie mają żadnego sensu, myślą o rzeczach, które nie są poparte faktami, znoszą rzeczy, których nie muszą znosić, i zaciekle atakują tych, […]

_____________

Idiokracja – Wyuczona głupota
Wyuczona głupota wyjaśnia, jak i dlaczego wysoce inteligentni ludzie, stojąc przed wyborem, raz po raz wybierają głupią, jeśli nie najgłupszą opcję. […]

_____________

Wolność od strachu czyli koniec zabawy w rządowe gry umysłowe
Przez cały czas ci, którzy są u władzy – kupieni i opłacani przez lobbystów i korporacje – posuwają się naprzód ze swoimi kosztownymi programami. A „my, frajerzy”, obarczani jesteśmy rachunkami […]

_____________

A w mediach bez zmian…
Szokujące wypowiedzi sygnalistów [whistleblowers], ujawnione materiały wideo i tajne nagrania ukazują przestępstwa popełniane przez media. Project Veritas, Charlie Chester z CNN, Udo Ulfkotte, Julian Assange z WikiLeaks i nie tylko… […]

_____________

Tyrania – warunkowanie i kontrola behawioralna
Żadna „normalność” nie będzie już nigdy możliwa, dopóki zbiorowy indywidualny bunt przeciwko tej tyranii nie stanie się wspólnym rdzeniem naszego społeczeństwa. Jaka będzie nasza przyszłość bez tej aktywnej zmiany postaw […]

_____________

Propaganda czyli jak do nas mówią
Wkrótce perswazja zamieni się w przymus, a z przymusu w jawną siłę. Jest już jasne, że podróżowanie samolotem będzie wymagało paszportów szczepionkowych, a transport publiczny, koncerty, biblioteki, restauracje i być […]

_____________

Propaganda czyli dlaczego to działa
Twierdzenie, że te manipulacje na masową skalę nie przynoszą skutku, byłoby równie absurdalne, jak twierdzenie, że reklama — przemysł wart prawie bilion dolarów — też nie przynosi skutku. To po […]

_____________

Manipulacje psychologiczne nie są nowe, tylko bardziej niebezpieczne
Ponieważ przerażające reżimy totalitarne wykorzystywały to przeciwko swoim obywatelom, by wzniecić morderczą wściekłość, to samo może spotkać nas. Potrzeba ludzi, którzy rozumieją, że są manipulowani, którzy rozumieją, że są wykorzystywani, […]

_____________

Świadoma i inteligentna czyli krótki film o manipulacji
Spoglądając wstecz na początek tej ery komunikacji masowej można zauważyć, że wraz z ewolucją technologii radia, telewizji i filmu, zmieniło się też naukowe zrozumienie w jaki sposób te nowe media […]

−∗−

Tagi:demokracja, demoliberalizm, Dominik Liszkowski, Kiedy ludzie się obudzą?, manipulacja, media, mediota, propaganda, telewizja, w towarzystwie

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

Hodowanie debili z udziałem feministry Edukacji Barbary Nowackiej.

Nieobowiązkowe prace domowe w szkołach podstawowych. Konferencja prasowa z udziałem feministry Edukacji Barbary Nowackiej

3.04.2024 www.gov.pl/edukacja/konferencja-prasowa-w-sprawie

[feministra – to moje wyjaśnienie. MD]

Odejście od obowiązkowych prac domowych to więcej czasu dla uczniów i uczennic na przygotowanie się do lekcji, rozwijanie zainteresowań, aktywność fizyczną i odpoczynek. Od kwietnia obowiązują nowe przepisy dotyczące prac domowych w szkołach podstawowych.

Na tle białej ścianki z napisami Ministerstwo Edukacji Narodowej stoi trzy kobiety i mężczyzna. Przed nimi ustawione na statywach dwa mikrofony, przed jednym z nich stoi minister Nowacka i mówi.

W pierwszym dniu szkoły po Świętach Wielkanocnych w praktyce zaczęło obowiązywać rozporządzenie Ministra Edukacji dotyczące prac domowych w szkołach podstawowych. W klasach I-III prace domowe pisemne i praktyczno-techniczne nie są zadawane – z wyjątkiem ćwiczeń pisemnych usprawniających motorykę małą – a w klasach IV-VIII prace domowe są nieobowiązkowe i nieoceniane. Zamiast oceny, uczeń uzyskuje od nauczyciela informację zwrotną na temat poprawności i jakości wykonanej pracy.

Minister edukacji Barbara Nowacka wskazała konkretne korzyści wynikające z nowych przepisów.

Uczniowie i uczennice w końcu zyskują czas na przygotowywanie się do lekcji, czytanie książek, a także, co bardzo ważne, rozwijanie swoich zainteresowań, aktywność fizyczną i odpoczynek – powiedziała feministra Nowacka.

Jak podkreśliła, to szkoła jest miejscem, w którym dzieci się uczą, szkoła musi też wyrównywać szanse i uczyć uczciwości.

Nieobowiązkowe prace domowe to ważny krok w kierunku nowoczesnej szkoły, a także szkoły bez fikcji. Nie może być tak, że nauczyciel stawia ocenę za pracę, którą tak naprawdę wykonała sztuczna inteligencja. Postęp technologiczny jest bardzo szybki, a szkoła musi za nim nadążać – podkreśliła feministra edukacji.

Zastępca dyrektora Instytutu Badań Edukacyjnych Tomasz Gajderowicz wskazał, że podstawą przyjętych rozwiązań prawnych są m.in. badania naukowe.

Efekt edukacyjny prac domowych w przypadku szkoły podstawowej jest bardzo mały

Amerykański gigant Microsoft tak opuścił Rosję, że dalej w niej jest

Amerykański gigant tak opuścił Rosję, że dalej w niej jest rzepa

Microsoft nie planuje likwidacji swoich spółek w Rosji. Oficjalnie firma opuściła Rosję po agresji Putina na Ukrainę. W rzeczywistości wciąż tam jest i zarabia, wspomagając podatkami wojenny budżet Kremla.

10.04.2024 Z usług Microsoftu w Rosji korzysta w dalszym ciągu niecałe 30 proc. firm z sektora komercyjnego

Z usług Microsoftu w Rosji korzysta w dalszym ciągu niecałe 30 proc. firm z sektora komercyjnego

Foto: Bloomberg Iwona Trusewicz

Według agencji TASS, która powołuje się na sprawozdanie finansowe Microsoftu za 2023 rok, Amerykanie zamierzają zachować swój główny podmiot prawny w Rosji — Microsoft Rus, a także Microsoft Development Center Rus i Microsoft Payments Rus. Z raportów Microsoft Mobile Rus wynika, że nie ma decyzji, co do dalszych działań.

Gazeta Kommersant przypomina, że Microsoft ogłosił zawieszenie sprzedaży produktów i usług w Rosji w marcu 2022 roku — tuż po agresji Putina na Ukrainę. Potem centrala zablokowała te decyzję.

Dlaczego Microsoft wciąż działa w Rosji?

– Przez ostatnie dwa lata sytuacja wyglądała tak, że koncern (Microsoft — red.) oficjalnie opuścił Rosję, ale nadal świadczył usługi rosyjskim klientom korporacyjnym. To się teraz kończy. Krajowe rozwiązania znacznie rozwinęły się w tym okresie, zarówno w zakresie aplikacji biurowych, jak i systemów komunikacji wideo — opowiadał Denis Kuskow, dyrektor generalny agencji analitycznej TelecomDaily.

Prezydent Władimir Putin wezwał swój rząd do znalezienia funduszy na plan budowy statku kosmicznego o napędzie atomowym. To reakcja na tego typu projekty na Zachodzie.

W sierpniu 2023 roku Microsoft zaprzestała odnawiania subskrypcji Microsoft 365 dla rosyjskich klientów korporacyjnych. W marcu 2024 roku Softline poinformowało, że Microsoft, Amazon i Google zawieszą dostęp do produktów chmurowych dla rosyjskich firm i organizacji. Chodzi o usługach m.in. Microsoft Teams, Microsoft OneDrive itp.

Klienci amerykańskiego giganta IT 14 marca zaczęli otrzymywać pisma w tej sprawie. Microsoft tłumaczył swoją decyzję europejskimi sankcjami – 12. pakiet zakazał dostaw do Rosji oprogramowania do analityki biznesowej. Tym samym po 20 marca rosyjskie firmy nie mają dostępu do produktów i usług chmurowych Microsoftu, a także jakichkolwiek danych w nich przechowywanych.

Wyłączą czy nie wyłączą

To jednak bardzo spóźniona reakcja Amerykanów. Od lutego 2022 r większość rosyjskich klientów Microsoftu była już przygotowana na taki scenariusz. Większość danych i informacji, które były przechowywane w chmurze Microsoftu, została zabezpieczona kopią zapasową i wykorzystana. Powstały też rosyjskie odpowiedniki (kalki) usług Microsoftu.

Według Softline z usług Microsoftu w Rosji korzysta w dalszym ciągu niecałe 30 proc. firm z sektora komercyjnego. Według gazety RBK takich firm jest w Rosji „duża liczba”. I że jeszcze tydzień temu przedstawiciele Microsoftu zapewniali jednego z rosyjskich klientów, że niczego nie wyłączą.

Ależ ukraińska lisica: Niech rolnicy z Polski hodują warzywa, kwiaty i… marihuanę

Ukraiński „wujek dobra rada” wymądrza się i szydzi: niech rolnicy z Polski hodują warzywa, kwiaty i… marihuanę

pch24.pl/niech-rolnicy-z-polski-hoduja-warzywa-kwiaty-i-marihuane

(Alex Lissitsa. Fot. HANNAH MCKAY / Reuters / Forum)

„Interesującą” radę ma dla polskich rolników Alex Lissitsa, szef Ukraińskiego Klubu Agrobiznesu. Uważa on, że ponieważ nie są oni w stanie sprostać konkurencji ze wschodu, powinni skupić się – zamiast produkować zboże – na hodowli warzyw czy… konopi indyjskich.

Lissitsa zapomniał najwyraźniej, z jakich to powodów ukraińskie zboże importowane do naszego kraju przez setki dostawców, jest kilkakrotnie tańsze od polskiego. Jeden z istotnych czynników stanowi tu szereg rygorystycznych regulacji, które muszą spełniać nasi wytwórcy. Unia Europejska nakłada na branżę nie tylko obciążenia finansowe, lecz także administracyjne – również bardzo kosztowne.

Po ataku Rosji na Ukrainę, pod hasłami pomocy naszym sąsiadom w eksporcie zbóż – rzekomo np. do Afryki – otwarto polskie granice dla towarów wielokrotnie tańszych, a przy tym nieobarczonych surowymi wymogami Unii Europejskiej. W efekcie niebadane, niespełniające unijnych norm żyto, pszenica czy rzepak zalały tutejszy rynek.

W tym kontekście wypowiedź ukraińskiego lobbysty udzielona portalowi Politico, brzmi jak szyderstwo. 

– Protekcjonizm na dłuższą metę nie uratuje unijnego sektora rolnego – uważa prezes Lissitsa.

Polscy rolnicy są zbyt mali, aby być prawdziwymi graczami na globalnym rynku zbóż, gdzie muszą konkurować z krajami takimi jak Ukraina, Brazylia czy Rosja – stwierdził.

– Lepiej byłoby specjalizować się w produkcji kwiatów, owoców czy warzyw. Albo nawet marihuany – dodał.

Źródło: Farmer.pl/Politico RoM

Sprawa gen. Zagórskiego. Zabójstwo prawie doskonałe.

Sprawa generała Zagórskiego. Zabójstwo prawie doskonałe – Andrzej Ceglarski

capitalbook/Sprawa-generala-Zagorskiego

Cena: 39,90 zł

Podczas przenoszenia zbiorów belwederskich do Muzeum Narodowego otwarto tajne, starannie zabezpieczone sejfy Belwederu. Jakież było zdziwienie uczestników tej czynności, kiedy w najbardziej niedostępnym miejscu, czyli kasie ogniotrwałej muzeum belwederskiego, znaleziono pożółkłe już kartki dotyczące, wydawałoby się dawno zapomnianej sprawy zaginięcia generała Zagórskiego. Dlaczego te dokumenty znalazły się w najpilniej strzeżonym miejscu Belwederu? Książka odpowiada na to pytanie, odsłaniając przed czytelnikiem niewątpliwie największą tajemnicę II Rzeczpospolitej.

Główny bohater książki generał Włodzimierz Ostoja-Zagórski to postać niezwykła. Erudyta, poliglota, bohater licznych pojedynków, miłośnik i propagator rozwoju techniki wojskowej, ale zarazem człowiek wielkiej, niepohamowanej ambicji. Współdziałał z Józefem Piłsudskim w czasie gdy przyszły Marszałek współpracował z wywiadem austriackim, a byli też towarzyszami broni w Legionach. Po odzyskaniu niepodległości był traktowany jak jego oponent.
Jednak 6 sierpnia 1927 roku nie tylko sam generał zaginął, bardzo szybko zaginęła też pamięć o nim. Generał Zagórski został niemal zupełnie zapomniany, dzieła jego życia wykoślawione, wszelka wielkość umniejszona, a zasługi odebrane.

 =========================

Andrzej Ceglarski – Adwokat, wykładowca, a także ekspert prawny instytucji i organizacji pozarządowych. Pasjonat historii wojskowości okresu międzywojennego. Autor książek Sprawa generała Zagórskiego. Zabójstwo prawie doskonałe oraz Wrzesień 1939. Sprawcy polskiej klęski.

=============================

IMPERIUM SOROSA U WŁADZY. Baliński

IMPERIUM SOROSA U WŁADZY

Krzysztof Baliński

Proces cały koordynowałaFundacja Batorego – zdradził Adam Bodnar po zamachu na Trybunał Konstytucyjny.

Imperium Sorosa doszło do władzy w Polsce, a to najgorszy omen, jaki Węgier może sobie wyobrazić” – to Orban po zmianie rządów w Warszawie i po oficjalnym dołączeniu Polski do koalicji państw członkowskich UE, których celem jest zaduszenie Węgier pod pretekstem „przywrócenia praworządności”.

Cześć i chwała bohaterom” – krzyczeli – tak, jak podczas uroczystości honorujących Żołnierzy Wyklętych – aktywiści PiS po wyjściu z aresztu po kilkudniowej odsiadce Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Nakaz kochania Kamińskiego, branie go na sztandary PiS i uporczywe przy nim stanie jest dziwne z jednego powodu: To Kamiński w znacznej mierze przyczynił się do wyborczej porażki PiS i to dzięki takim jak on mamy Tuska przy władzy.

Ale po kolei:

Fundację Batorego kontroluje i finansuje żydowski spekulant George Soros. Czyli Bodnar nieopatrznie przyznał, że rząd Tuska jest sterowany z zagranicy. Przyznał też, skąd wyrastają mu nogi, bo jego kariera nabrała tempa, kiedy został absolwentem założonego i finansowanego przez Sorosa Central European University w Budapeszcie, gdzie prowadzono hodowlę lewackich autorytetów, do budowy nowego świata bez państw i narodów. Kolejnym etapem w jego karierze była wiceprezesura w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, organizacji też powiązanej finansowo z Sorosem.

A co do Kamińskiego – jego poselski mandat został wygaszony po skazaniu prawomocnym wyrokiem w związku z udziałem w tzw.aferze gruntowej z 2007 roku, kiedy to Kamiński, wówczas szef CBA, zamiast ścigać aferzystów, zabrał się za Andrzeja Leppera, podrzucając koalicjantowi w rządzie świnię z odrolnieniem biedniackiej działki na Mazurach, co doprowadziło do rozpadu koalicji (a także do śmierci Leppera z rąk „seryjnego samobójcy”) i stworzyło pretekst do oddania władzy Tuskowi.

Bezpośredni związek z tym ma to, że bracia Kaczyńscy bywali częstymi gośćmi w Fundacji Batorego. 14 lutego 2005 r. Jarosław gościł tam z wykładem O naprawie Rzeczypospolitej. Oto jego fragment:

„W 2002 r. radykałowie otrzymali w wyborach przeszło 30 procent. […] Jeżeli w Polsce dojdzie do sytuacji, w której połączą swoje siły, nie w jakiejś rewolucji, nie w wystąpieniach ulicznych, w wielkich strajkach, tylko przy urnie wyborczej, to będziemy mieli rządy Samoobrony […] Podkreślam raz jeszcze: istnieje niebezpieczeństwo zdobycia władzy w Polsce przez radykałów”. Co się zatem kryło za stworzeniem po wyborach, to jest po wykładzie, koalicji PiS-LPR-Samoobrona? Czy celem nie było zniszczenie „radykałów”?

I tak, PiS zagospodarował elektorat narodowo-katolicki, a PO lewicowo-liberalny, a cała rozgrywka dokonywała się w ramach jednego obozu ideologicznego, którego celem było – nie dopuścić za wszelką cenę do powstania realnego bytu politycznego, który mógłby stanowić alternatywę dla ludzi o poglądach katolicko-narodowych. Nie dziwiło zatem, że w czasie walki „na śmierć i życie” z opozycją, bracia Kaczyńscy skupiali swoje działania i gry służb na Samoobronie (i LPR). I wreszcie, dlaczego bracia Kaczyńscy oddali władzę mając 280 głosów w Sejmie, gdy wszystkie sondaże wskazywały, że w ewentualnych wyborach wygra PO? Czy nie mają zatem racji ci, którzy uważają, że przygotowania do oddania władzy zaczęły się w momencie wypowiedzenia cytowanych słów w Fundacji Batorego?

To był klasyczny przykład funkcjonowania nieformalnego układu PO-PiS, kiedy spór między „zaprzańcami” a „szczerymi patriotami” nie toczy się o interes narodowy, ale o to, kto lepiej będzie rządził Polakami w interesie kosmopolitycznego układu. Układu, który powstał po spisku w Magdalence, gdzie Kiszczak i jego konfidenci opijali pakt z żydokomuną, sprzedany Polakom w propagandowym cyrku przy okrągłym stole. Obecny system polityczny polegający na tym, że Fundacja Batorego (czyli finansujący ją żydowski grandziarz Soros) decyduje o tym, kto może być prezydentem a kto premierem, jest mutacją tamtego spisku, a polityczne spory i kłótnie toczą się tylko o to, kto ma „pierwszeństwo dziobania” i jakiekolwiek działania, które mogłyby zagrozić interesom spiskowców, były i są wszelkimi sposobami, bezpardonowo torpedowane. I świetnie to widać, kiedy oba pozornie wrogie ugrupowania, nie przestając atakować siebie nawzajem, pokazują, że nie mogą bez siebie żyć.

Świetnie to było też widać, kiedy wmawiając nam, że poza nimi nic nie istnieje, zgodnie okładały wspólnego dla nich wroga – tych, którzy sprzeciwiali się reżimowi sanitarnemu i tych, którzy zadawali niewygodne pytania o szczepionkach. I czy nie to jest powodem, że Tusk absorbuje opinię publiczną komisją śledczą ds. wyborów kopertowych, która niepotrzebnie wydała 76 mln, a nie bierze się za rozliczenie 140 miliardów wydanych na tarczę antycovidową, za wykończenie polskich biznesów przez pandemiczny lockdown, za tzw. Polski Ład, który przyniósł upadek setek tysięcy małych i średnich firm, za cios w polskie rolnictwo, najpierw przez „5 dla zwierząt”, a później przez niekontrolowany handel (i przemyt) zbożem z Ukrainy oraz za wygenerowanie gigantycznego długu publicznego?

W sprawach zasadniczych, w polityce względem Ukrainy polegającej na bezwarunkowym oddawaniu wszystkiego, w zielonym ładzie i w polityce energetycznej rząd Tuska trzyma twardo kurs rządu Morawieckiego. Innymi słowy – umowna władza i umowna opozycja maszerują osobno, a nawet pozorują waśnie między sobą, ale gdy dochodzi do forsowania spraw naprawdę poważnych, czyli takich, na których zależy Wielkiemu Bratu, stają się zwartą sitwą uderzającą razem we frajerów.

Układ świetnie widać na przykładzie prezydenta i premiera, niegdyś członków tej samej partii – Unii Wolności. Przypomnijmy: W 1993 roku  Geremek i Tusk powołali ugrupowanie, które z inicjatywy szefa Fundacji Batorego, Aleksandra Smolara przybrało nazwę Unia Wolności, a zastępcą przewodniczącego został Tusk. Przez 5 lat członkiem tej partii był Duda. Opuścił ją dopiero w chwili jej rozkładu, przyłączając się do PiS w momencie triumfu partii w 2005 r. A zatem, 10 maja 2015 r. w II turze wyborów prezydenckich spotkali się dwaj partyjni koledzy i nieważne, kto wówczas wygrał, bo na szczytach władzy wszystko zostało po staremu, a Duda pozostał do szpiku kości człowiekiem Unii Wolności, udowadniając prawdziwość tezy: Człowiek może wyjść z UW, ale UW nigdy z człowieka nie wyjdzie.

O planach zorganizowania przez Sorosa „polskiego Majdanu”, o grożącej Polsce kolorowej rewolucji szeptano od dawna. Przy czym, taka rewolucja nie zawsze ma na celu przewrót polityczny. Często chodzi o zwiększenie kontroli nad rządem już spolegliwym, wymuszenie na nim kolejnych ustępstw i przede wszystkim osłabienie jego narodowego komponentu. Polityków pozbawia się władzy nie tylko dlatego, że nie podobają się globalistom, ale także dlatego że nie są wystarczająco ulegli. Największy sukces Soros odniósł w Albanii. Obecny premier tego kraju i jego otoczenie w całości wywodzi się z fundacji Sorosa, a z politycznego punktu widzenia Albania jest komunistycznym protektoratem Sorosa. A to, że pierwszy kontakt międzynarodowy Bodnar nawiązał z odpowiednikami z Albanii, powiązanymi z albańskimi gangami przemytników ludzi i narkotyków, to już mało znaczący szczegół.

Krótko mówiąc, fundacje Sorosa są wszędzie tam, gdzie trzeba kogoś przy władzy umieścić lub od władzy odsunąć. A polityczne inwestycje Sorosa w Polsce (czyli tam, gdzie właśnie jednych od władzy odsunięto a drugich przy władzy umieszczono) dotyczą wyłącznie żydokomuny i mniejszości narodowych. Dowodem na to jest także to, że wybrany właśnie przez lud pracujący Warszawy na prezydenta miasta, to były stypendysta fundacji Sorosa. I jeszcze jedno – jedni i drudzy wiedzą, że losy dalszej ich kariery ważą się w kręgach Sorosa, a nie wśród wyborców w Polsce.

Co do kombinacji operacyjnej „Lepper” – 12 września, tuż przed zerwaniem koalicji, ni stąd ni zowąd ukazało się oświadczenie żydowskiej Ligi Antydefamacyjnej. Co w nim było? Ano, że Samoobrona (i LPR) jest antysemicką partią ziejącą nienawiścią do Żydów, że jej szef przejawia antysemickie fobie. W oświadczeniu znalazło się zalecenie: Usunąć z koalicji rządowej. Kilka dni później Jarosław Kaczyński zrywa koalicję, a jego brat ogłasza nowe wybory. Potem lansuje tezę, że rząd obalono, a powodem była walka z korupcją. Tymczasem prawda wyglądała inaczej: PiS posiadało stabilną większość w Sejmie; nikt Kaczyńskiego nie obalał; sam zrezygnował z władzy i sam przekazał ją Tuskowi.

Polityka kadrowa, ściganie antysemitów z natychmiastową egzekucją złapanego były i są identyczne w PiS i w PO. Identyczne jest też podejście do mniejszości, która w Polsce jest po jednej stronie barykady, tej która wspiera lewicowe patologie, gender, aborcję, demoralizację, walkę z kościołem, szkaluje wszystko co polskie, stoi po stronie pasożytujących na Polsce zagranicznych banków. I ucieczkę PiS i PO od wszystkich tematów związanych z aktywnością żydokomuny oraz brak woli oczyszczenia Polski z wpływów tego środowiska, można wytłumaczyć tylko taką okolicznością.

W Polsce nie dzieje się nic, co nie miałoby bezpośredniego lub pośredniego związku z Żydami. Weźmy „Pegasusa”, czyli system totalnej inwigilacji, kupiony przez Mariusza Kamińskiego w Izraelu (do którego trafiają wszystkie informacje zbierane przy inwigilacji). Po zeznaniu Jarosława przed sejmową komisję, media prawicowe rozpływały się w peanach, jak to „świadek” załatwił „członka” na cacy, że nie tylko intelektem, ale i dowcipem przewyższa wszystkich członków komisji razem wziętych. Tymczasem przesłuchanie wyglądała tak:

Zembaczyński: – Czy przeszło Jarosławowi Kaczyńskiemu przez myśl, że kupując program od Izraela udostępnia się dane temu krajowi? Że na końcu mogą po prostu stać Ruscy?

Kaczyński: – Panie członku, mogę panu powiedzieć tak: jakbyśmy kupili od kogoś innego, to nie moglibyśmy mieć takich podejrzeń? Czy pan jest antysemitą? Przykro jest mówić, ale jest pan antysemitą.

Zembaczyński: – Świadkowi się role pomyliły, to ja zadaje pytanie, a świadek odpowiada.

Kaczyński: – I ja odpowiadam, że pan jest antysemitą.

Czyli to „członek” załatwił „świadka” na cacy, przypominając, że za rządów PiS bezpieczeństwo państwa zostało oddane w łapy Mosadu (i to wtedy, gdy Netanjahu prowadził podejrzane gierki i machlojki z Putinem), wymuszając na „świadku” przyznanie się, że jego głównym kryterium oceny Polaków jest podejście do Żydów.

Tu przypomnijmy „zasługi” Kamińskiego w szczuciu na środowiska narodowe, w pacyfikowaniu „ekstremistów i antysemitów” i to, że to on wprowadził system rejestrowania „przestępstw z nienawiści”, czyli przekazał Siemoniakowi i Bodnarowi na złotej tacy narzędzia do rozprawienia się z oponentami. À propos – gdy Kamiński pozwalał stowarzyszeniu Otwarta Rzeczpospolita organizować „Warsztaty dla przełożonych w policji”, w celu „poznawania historii holokaustu, aby móc lepiej zwalczać przestępczość z nienawiści”, ówczesny rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar wespół z finansowaną przez Sorosa Helsińską Fundacją Praw Człowieka, szkolenia dla sędziów na temat, jak paraliżować polskie sądownictwo organizował w… Muzeum Polin, które wzniósł za grube miliony wyciągnięte z kieszeni polskiego podatnika Lech Kaczyński. Za komentarz do tego niech służy wpis znanego blogera: Jest pilne zapotrzebowanie na jakiś antysemicki transparent z protestu polskich rolników.

Nad protestami rolników unosi się duch śp. Andrzeja Leppera, który stał się dla tych wydarzeń istotnym punktem odniesienia, a nawet znakiem czasów. „Takich protestów nie było od czasów Leppera” – można przeczytać tu i ówdzie. Wyśmiewany i kreowany za życia na chama z obory nie tylko tryumfuje zza grobu nad swoim oprawcą Mariuszem Kamińskim, tryumfuje też jako ten, którego wysuwał nadzwyczaj trafne i profetyczne diagnozy o nadchodzącym kolonialnym usytuowaniu III RP w Unii Europejskiej.

Protesty obaliły wiele tabu. Pokazały koszty proukraińskiego amoku PiS i KO. Ujawniły antypolską V kolumnę na szczytach władzy, żarliwych obrońców mafijnych interesów ukraińskich oligarchów. Ukazały też smutne i groźne dla Polski prawdy. Rolnicy – 1,5 milionowa potęga, to ludzie, którym nie pozwolono stworzyć żadnej skutecznej organizacji politycznej. Najpierw pozwolili, aby niszczył ich Leszek Balcerowicz. Później przyglądali się bezsilnie dewastacji przedsiębiorstw skupu i przetwórstwa rolno-spożywczego. W kolejnych latach byli świadkiem niszczenia sieci handlu hurtowego i wprowadzania na ich gruzy zagranicznych marketów. Dali się skorumpować przez dopłaty unijne oraz zachęcić przez banki do zadłużania się, czemu sprzyjała kompradorska polityka wszystkich bez wyjątku rządów. Nie zbudowali też własnych elit ani partii politycznych (pomijając krótki epizod z Samoobroną), a PSL zdradziła, stając się partią antychłopską, której elity sympatyzują z globalistami. Przykład – pierwszym, który rzucił projekt powołania unii polsko-ukraińskiej był Kosiniak-Kamysz.

„Miastowym” też nie jest lżej. Bo w Konfederacji „Antysystem” posiada tylko jednego przedstawiciela, który przestrzega przed ukrainizacją, kontestuje obecność Polski w UE. Szli do październikowych wyborców z hasłem: „Wywrócimy im ten stolik”, ale niektórzy członkowie Konfederacja nie tylko stolika nie wywracają, ale wręcz się przy stoliku rozsiedli, raz po raz zachowując się wzorcowo czyli „systemowo”.

Niszczą rolnictwo. Niszczą oświatę. Zgodzili się na przyjmowanie nielegalnych imigrantów. Torpedują wszelkie konkurencyjne dla Niemiec inwestycje. Zrezygnowali z reparacji wojennych. Oddali zagranicy poważną część polskiej suwerenności. Przekształcają Polskę w coś na kształt atrapy państwa, kolonię bez własnej polityki zagranicznej. I robią to z wielką ostentacją. Dlaczego? Bo uznali, że to najlepszy moment, bo patroni PiS zdezerterowali, zdradzili i są pod całkowitą kontrolą Sorosa, bo ogłupieni i zastraszeni Polacy nie są zdolni do żadnego buntu.

Krzysztof Baliński

Parlament Europejski przyjął właśnie pakt migracyjny „dobrowolnej solidarności” !!! Kup pan cegłę!

Parlament Europejski przyjął właśnie pakt migracyjny

10.04.2024 nczas.info/barykadujcie-sie-parlament-europejski-przyjal-wlasnie-pakt-migracyjny

Imigranci we Francji. Zdjęcie ilustracyjne.
Imigranci we Francji. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: PAP/Abaca

Parlament Europejski w środowym głosowaniu zatwierdził pakt migracyjny. Rozporządzenie wprowadzające mechanizm tzw. „dobrowolnej solidarności” zaakceptowano głosami 301 deputowanych, 272 było przeciw, 46 wstrzymało się od głosu.

Łącznie w środę izba głosowała nad dziesięcioma tekstami legislacyjnymi wchodzącymi w skład paktu. Wszystkie zostały przyjęte. Głosowanie próbowali zakłócić obecni na sali obrad w Brukseli aktywiści sprzeciwiający się paktowi.

Reforma została zaproponowana przez KE w 2016 r., ale ze względu na postulowaną przymusową relokację była blokowana przez część krajów członkowskich. PE głosował nad nową wersją uzgodnioną wstępnie z Radą Unii w grudniu 2023 r., a zaprezentowaną przez KE w 2021 r. Zakłada ona dwa mechanizmy wspierania krajów będących pod presją migracyjną. Uruchomienie mechanizmu tzw. dobrowolnej solidarności – zapisane w rozporządzeniu ws. zarządzania migracją i azylem – będzie oznaczać rozlokowanie co roku co najmniej 30 tys. osób.

Kraje członkowskie będą mogły alternatywnie zapłacić 20 tys. euro za każdą nieprzyjętą osobę lub wziąć udział w operacjach na granicach zewnętrznych Unii.

Przymusowego przyjmowania osób nie zakłada także mechanizm tzw. wzmocnionej solidarności – uruchamiany w sytuacjach nagłych, w których liczba osób przekraczających granice Unii jest tak duża, że zagraża wydolności systemu. Także tu kraje mają zachować możliwość „wyboru ścieżki pomocy”. Rozporządzenie ws. reagowania na sytuacje kryzysowe zostało przyjęte głosami 322 posłów, 266 było przeciw, wstrzymało się – 31.

Pakt migracyjny będzie jeszcze musiała zaakceptować Rada Unii, w której reprezentowane są kraje członkowskie. Polski rząd zapowiedział głosowanie przeciwko, bo jak argumentuje MSWiA, prace nad przepisami zakończyły się tydzień po zaprzysiężeniu obecnego rządu, a rezultat tych prac, prowadzonych przez poprzednią ekipę, jest „dalece niewystarczający”.

(PAP)

=====================

Ukraina dziś płacze: Od początku „wolnej Ukrainy” zabito ok. 40 mln dzieci

Ukraina płacze dziś po swoich dzieciach nienarodzonych – nie idźmy tą drogą

pch24.pl/ukraina-placze-dzis-po-dzieciach-nienarodzonych

Projekty ustaw aborcyjnych Lewicy oraz Koalicji Obywatelskiej, które dopuszczają możliwość zabicia dziecka nienarodzonego do 12. tygodnia życia, są odbiciem rozwiązań prawnych stosowanych np. na Ukrainie i w innych byłych krajach ZSRR. Jednak coraz więcej obywateli Ukrainy dostrzega złe skutki  mordowania nienarodzonych, szczególnie w kontekście drastycznego spadku liczby mieszkańców tego kraju podczas wojny.

O zmianie patrzenia Ukraińców na zbrodniczy proceder aborcji, świadczą osoby, które znają obecną sytuację panującą w tym kraju. – Coraz więcej Ukraińców, widzi okropne skutki  wyniszczenia narodu wskutek aborcji. Od początku historii wolnej Ukrainy zabito około 40 mln dzieci nienarodzonych. Ukraińcy sami to policzyli i teraz mówią „Żeby te dzieci urodziły się, bylibyśmy tak silnym narodem, że bez trudu pokonaliśmy Rosję”. Mając tę świadomość obecnie wielu Ukraińców staje się obrońcami nienarodzonych – powiedział PCh24.pl ks. Andrzej Sańko, który na Ukrainie posługuje około 10 lat.

Aborcja na Ukrainie, która była wówczas częścią ZSRR, stała się legalna już przeszło sto lat temu. W roku 1920 zalegalizowały ją władze komunistyczne, a pod tą zbrodniczą ustawą podpisał się sam Włodzimierz Lenin. Aborcja była dozwolona do 12. tygodnia na życzenie kobiety i do 28. tygodnia ze względów społecznych, np. gdy w rodzinie było już troje i więcej dzieci. Poczęte dziecko można było zabić nawet w 7. miesiącu ciąży. Po wieloletnich staraniach organizacji pro life, w roku 2004 złagodzono nieco ustawę aborcyjną. Obecnie aborcja na Ukrainie jest dopuszczalna do 12. tygodnia ciąży na życzenie kobiety i do 22. tygodnia z tzw. względów medycznych.

Ukraina szybko się wyludnia. Głównym powodem jest wojna, która na wschodnich terenach Ukrainy trwa już od roku 2014, a od roku 2022 trwa wojna na pełną skalę. W krwawych bataliach i rosyjskich bombardowaniach, zginęło już około 500 tysięcy osób. Z kraju wyjechało wielu ludzi w różnym wieku. Szacuje się, że od początku pełnoskalowego konfliktu z Rosja z Ukrainy wyemigrowało około 6 mln osób. Kolejne około 300 tysięcy ukraińskich dzieci uprowadzili do swojego kraju Rosjanie.

To dla Ukrainy oznacza ogromny kryzys ludnościowy, wręcz katastrofę demograficzną! Jeszcze w 1992 roku kraj naszego wschodniego sąsiada liczył 51 mln mieszkańców, 10 lat później liczba ta spadła do 40 mln. Obecnie ukraiński rządowy Instytut Demograficzny prognozuje, że w wyniku wojny i masowej emigracji w 2030 roku na Ukrainie będzie żyło niespełna 35 mln ludzi. I jest to wariant bardzo optymistyczny.

Gwałtowny spadek liczby mieszkańców Ukrainy  mogłaby zmienić sytuacja, w której, w jednej ukraińskiej młodej rodzinie przychodziłoby na świat 2-3 dzieci. Na pewno pomogłoby w tym, prawo wprowadzające zakaz aborcji.  W 2021 roku statystycznie na 10 kobiet w wieku produkcyjnym liczba urodzeń wynosiła 11, natomiast w 2023 roku szacuje się, że na 10 kobiet liczba urodzeń będzie wynosiła już tylko 7.

Na szczęście Ukraińcy są coraz bardziej świadomi ogromnej wartości życia ludzkiego od poczęcia. – W ostatnich latach wzrasta powszechne przekonanie, że jeśli się mówi o dzieciach nienarodzonych, to chodzi o życie ludzkie i nie wolno go niszczyć – mówi Eugienia Samborska, przewodnicząca organizacji pro life Ogólnoukraińska Fundacja „О Godność Człowieka”. Dzięki działaczom tej, oraz jej podobnych, organizacji w ciągu ostatnich 10 lat liczba aborcji dokonywanych w Ukrainie zmniejszyła się prawie trzykrotnie.

A jak wygląda front walki o życie nienarodzonych u innych naszych wschodnich sąsiadów? Na Białorusi obowiązuje postsowiecka ustawa pozwalająca na zabicie dziecka na życzenie do 12. tygodnia życia. Czyli ustawy aborcyjne przygotowane przez Lewicę i KO przyjmują takie same mordercze rozwiązania jakie obowiązują, w potępianym przez nich, reżimowym państwie. Dzięki ciężkiej pracy organizacji pro life liczba zabijanych dzieci nienarodzonych na Białorusi z każdym rokiem spada. Według ostatnich dostępnych danych z tego kraju w roku 2018 na aborcję zdecydowało się 23,3 tys. Białorusinek, czyli pięciokrotnie mniej niż w roku 2000.

Natomiast w Rosji również obowiązuje jeszcze mordercze leninowskie prawo aborcyjne – do 12. tygodnia ciąży – na życzenie. Podejście Rosji do zabijania nienarodzonych obywateli zmienia się, głównie z powodu coraz gorszej demografii i ludzkich strat wojennych. W ciągu ostatnich dwóch lat władze maksymalnie utrudniły dostęp do tabletek wczesnoporonnych. W kilku rosyjskich regionach na prywatne kliniki aborcyjne nałożono kary za „podżeganie ciężarnych kobiet do aborcji”. W państwowych klinikach aborcyjnych wprowadzono tzw. „tydzień ciszy” czyli po zgłoszeniu się kobiety, która chce zabić swoje nienarodzone dziecko, musi ona przez tydzień zastanowić się nad tą decyzją. W tym czasie rozmawiają z nią m.in. psychologowie i obrońcy życia. Obecnie w Rosji około 30 procent ciąż kończy się zabiciem nienarodzonego dziecka.  

Lepiej niż w Rosji i na Białorusi sytuacja wygląda na Litwie gdzie 13 procent ciąż kończy się zabiciem dziecka. Jednak dziwić może, obowiązujące w tym kraju od początku roku 2023, prawo które zezwala na aborcję farmakologiczną do 9. tygodnia ciąży. Prawo to dziwi, gdyż Litwa ma katastrofalnie słabą demografię.

W Polsce hydrze aborcji znów odrasta głowa, a w niej ostre zęby, którymi chce pożerać dzieci nienarodzone. 11 kwietnia w Sejmie odbędzie się pierwsze czytanie projektów ustaw aborcyjnych, przygotowanych przez partie tworzące rządzącą koalicję. W akcie sprzeciwu obrońcy życia organizują tego dnia wiele protestów i manifestacji. Największą będzie – „Marsz w obronie dzieci”, który przejdzie ulicami Warszawy. Trwają również akcje, które mają na celu niedopuszczenie do tego, aby na Polsce zaciążyła okropna wina dzieciobójstwa. Jedną z tych akcji jest „Zadzwoń do posła – niech opowie się za życiem”. Polega ona na przeprowadzeniu rozmowy telefonicznej z posłem, ze swojego regionu, podczas której podejmie się próbę przekonania parlamentarzysty, aby nie poparł, podczas głosowania, żadnego śmiercionośnego projektu ustawy aborcyjnej.    

Polacy są bardziej świadomi niż Ukraińcy, jak wielką zbrodnią jest aborcja. W dużej mierze jest to zasługa nauczania Kościoła katolickiego, opartego na Ewangelii. O zbrodniczym charakterze aborcji bardzo jasno napisał papież Paweł VI w encyklice „Humanae vitea”. W Polsce zabijaniu nienarodzonych, z wielką gorliwością, sprzeciwiali się tak wielcy ludzie Kościoła jak np. św. Jan Paweł II.

Aktualnie w Polsce aborcja jest możliwa jedynie w dwóch przypadkach: gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety lub gdy powstała w wyniku gwałtu czy stosunku kazirodczego. Obecne projekty ustaw rządzących chcą rozszerzyć to pole śmierci, aby było ono tak ogromne jak u naszych wschodnich sąsiadów. Nie idźmy śladem narodów, które zabijając własne dzieci, odbierają sobie przyszłość.

Adam Białous

https://pch24.pl/sadne-dni-nad-nienarodzonymi-dzialaj-zadzwon-do-posla-niech-opowie-sie-za-zyciem/embed/#?secret=L7mUrMCRFs#?secret=JPIjJF9o5l

==============================

A to dzieci „wyprodukowane”, od surogatek, dla pedofolów i na części

Kardynał Fernández i Franciszek o piekle. Herezje.

Kardynał Fernández mówi o piekle. „Franciszek często pyta, czy nie może być puste”

Podczas konferencji prasowej, na której kardynał Victor Manuel Fernández prezentował deklarację o ludzkiej godności, padło pytanie dotyczące perspektywy wiecznego potępienia. Dziennikarka Diane Montagna chciała wiedzieć, w jaki sposób można pogodzić nieskończoną godność człowieka (tytułowa dignitas infinita) z zatraceniem w piekle.

Kardynał Fernández odpowiedział na to pytanie następująco:

Papież Franciszek wielokrotnie powiedział, że potwierdzenie możliwości potępienia w piekle wiąże się przede wszystkim z kultem (wł. culto oznacza również: poszanowanie) ludzkiej wolności. Ludzka istota może to wybrać, a Bóg chce respektować tę wolność, nawet jeżeli jest to wolność ograniczona, jeżeli jest to czasem wolność zaciemniona czy zepsuta. Bóg chce [tę wolność] zasadniczo uszanować. Jednak papież Franciszek zadaje też często pytanie: Czy wziąwszy pod uwagę wszystkie ograniczenia, jakie ma nasza wolność, piekło nie może być puste? To pytanie, które często zadaje papież Franciszek.

Obecny Pontifex o pustym piekle mówił rzeczywiście wielokrotnie; po raz ostatni na początku stycznia.

To nie dogmat wiary – to co powiem – to moje osobiste przekonanie, które mi się podoba: lubię myśleć, że piekło jest puste – stwierdził we włoskim programie telewizyjnym Che Tempo Che Fa

To pragnienie, mam nadzieję, że taka jest też rzeczywistość, ale to pragnienie – dodał. 

Katechizm w punkcie 1035 mówi: „Nauczanie Kościoła stwierdza istnienie piekła i jego wieczność. Dusze tych, którzy umierają w stanie grzechu śmiertelnego, bezpośrednio po śmierci idą do piekła, gdzie cierpią męki, ogień wieczny. Zasadnicza kara piekła polega na wiecznym oddzieleniu od Boga; wyłącznie w Bogu człowiek może mieć życie i szczęście, dla których został stworzony i których pragnie”.

W punkcie 1037 stwierdza z kolei: „Bóg nie przeznacza nikogo do piekła; dokonuje się to przez dobrowolne odwrócenie się od Boga (grzech śmiertelny) i trwanie w nim aż do końca życia. W liturgii eucharystycznej i w codziennych modlitwach swoich wiernych Kościół błaga o miłosierdzie Boga, który nie chce niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia (2 P 3, 9): Boże, przyjmij łaskawie tę ofiarę od nas, sług Twoich, i całego ludu Twego. Napełnij nasze życie swoim pokojem, zachowaj nas od wiecznego potępienia i dołącz do grona swoich wybranych”.

Źródła: x.com, Katechizm Kościoła Katolickiego, PCh24.pl Pach

Skoro piekło jest puste, to dlaczego mielibyśmy trudzić się nawracaniem?

6 lutego 2024 skoro-pieklo-jest-puste-to-dlaczego-mielibysmy-trudzic-sie-nawracaniem

Paweł Chmielewski: skoro piekło jest puste, to dlaczego mielibyśmy trudzić się nawracaniem?

(Oprac. GS/PCh24.pl)

Papież Franciszek żywi nadzieję pustego piekła – i wydaje się, że ta jego nadzieja ma bardzo poważne konsekwencje dla jego nauczania, w tym dla ogłaszanych dokumentów. Konsekwencje, niestety, głęboko niepokojące.

„To, co powiem, to nie dogmat wiary, ale moje osobiste przekonanie, które mi się podoba. Lubię myśleć, że piekło jest puste. To pragnienie. Mam nadzieję, że taka jest rzeczywistość, ale – to pragnienie” – powiedział Franciszek w programie na żywo we włoskiej telewizji, w którym uczestniczył na początku stycznia.

To nie pierwszy raz, gdy Franciszek głosi takie poglądy. W 2018 roku papież spotkał się z włoskim ateistycznym dziennikarzem Eugenio Scalfarim. Scalfari relacjonując rozmowę napisał, że według Franciszka piekło nie istnieje, bo dusze, które nie chcą pokutować, po prostu przestają istnieć. Wprawdzie nie był to dosłowny cytat, ale Franciszek nigdy go nie sprostował, a ze Scalfarim spotykał się również i później. Służby prasowe Watykanu również nie zdementowały tej relacji, stwierdzając tylko, że to „rekonstrukcja rozmowy”, a nie jej wierny zapis. Samo przesłanie nie zostało jednak zanegowane.

Papież najwyraźniej sądzi też, że zbawiony jest Judasz. W jego gabinecie widnieje zdjęcie kolumny z jednej z francuskich bazylik, gdzie miano przedstawić wizerunek Pana Jezusa dźwigającego na barkach Judasza. Nie wiadomo, czy kolumna naprawdę przedstawia tam Jezusa, ale uważa Franciszek. Kilka lat temu do zdjęcia papież dodał jeszcze obraz jaki namalował pewien artysta, obrazujący Pana Jezusa pochylającego się nad ciałem Judasza.

Dlaczego to wszystko teraz przypominam? 4 lutego przypadła piąta rocznica ogłoszenia Deklaracji z Abu Zabi, niesławnego dokumentu, jaki papież Franciszek podpisał razem z Wielkim Imamem Uniwersytetu Al-Azhar w Kairze. W dokumencie czytamy:

„Pluralizm i różnorodność religii, koloru skóry, płci, rasy i języka są wyrazem mądrej woli Bożej, z jaką Bóg stworzył istoty ludzkie”.

To zdanie jest samo w sobie heretyckie: zakłada, że Bóg chciał istnienia różnych religii tak samo, jak chciał istnienia na przykład dwóch płci. Wiemy z Pisma Świętego, że istnienie dwóch płci nie jest dopustem Bożym, ale wyrazem Jego autentycznej woli i czymś dobrym, bo człowiek został stworzony na Boży obraz i podobieństwo. Tak samo – zgodnie z zacytowanym zdaniem – Pan Bóg chciałby, aby oprócz chrześcijaństwa ludzie wyznawali również islam, judaizm talmudyczny czy buddyzm. To teza religijnego pluralizmu, a w pojęciach bardziej klasycznych – religijnego indyferentyzmu. Nie ma znaczenia, czy jest się wyznawcą Chrystusa czy muzułmaninem: to kwestie drugorzędne, bo pierwszorzędne jest ogólnie pojęte nakierowanie „na Boga” i bycie dobrym człowiekiem.

Wprawdzie w rozmowie z bp. Athanasiusem Schneiderem Franciszek tłumaczył, że w tekście Abu Zabi chodziło w przypadku pluralizmu religijnego o wolę dopuszczającą Boga (voluntas permissiva) – ale sam tekst bynajmniej tego nie mówi. Pomimo rozmowy z bp. Schneiderem na stronie Watykanu Dokument z Abu Zabi jest dostępny bez żadnej korekty czy nawet jakiejkolwiek adnotacji. Transmituje cały czas to samo: pluralizm religii.

Przyjęcie takiego błędnego konceptu wydaje się w pełni zrozumiałe jeżeli założyć, że Franciszek rzeczywiście wierzy w puste piekło. Skoro uważa, że nikt nie zostanie potępiony, to musi zakładać, że fakt bycia wiary albo niewiary w Chrystusa – jest drugorzędny, może w ogóle nieistotny. W piekle i tak nikogo nie ma: a skoro tak, to dlaczego mielibyśmy trudzić się nawracaniem? W rozmowie ze Scalfarim Franciszek miał mówić, że wybaczenie otrzymają ci, którzy „okażą skruchę” – i oni zostaną zbawieni, reszta „zniknie”. Wystarcza zatem bycie „dobrym” dla innych: a więc oddanie się dziełu budowy globalnego pokoju etc. Chrystianizm nie jest tutaj konieczny; dlatego można głosić, że Pan Bóg chce, aby istniały różne religie, a może raczej: tradycje religijne; każda dobra dla innej kultury. Przykładowo we wrześniu 2023 roku Franciszek mówił w Mongolii o chrześcijaństwie oraz o innych religiach jako o „tradycjach religijnych” mających potencjał „służbie społeczeństwu”.

Takie ujęcie – zarówno to z Abu Zabi, jak i to z Mongolii – wydaje się konsekwencją przyjęcia hipotezy pustego piekła. Franciszek we włoskiej telewizji mówił, że to jego „osobiste pragnienie”. Biorąc pod uwagę fakt, że mówimy o papieżu, który z oczywistych racji nieustannie naucza – nic dziwnego, że to „osobiste pragnienie” przenika do jego tekstów i staje się w ten sposób publiczne. A to stwarza poważne niebezpieczeństwo dla wiary katolickiej; ponieważ nawet jeżeli nadzieja na puste piekło jest zasadniczo dopuszczalna – to jest głęboko niepoważna, biorąc pod uwagę choćby wyraźne zapowiedzi Pana Jezusa mówiącego o karze wieczystego potępienia.  

Co więcej wydaje się, że Franciszkowe pragnienie powszechnego zbawienia ma też wpływ na jego nauczanie moralne. Chciałbym tu zwrócić uwagę na „przesłanie Ojca Świętego na Światowy Dzień Misji” z 2 lutego 2024 roku. Papież Franciszek wielokrotnie wyraził tam myśl o tym, że „wszyscy” będziemy w Królestwie Bożym; mówiąc o nawracaniu zachęcił też do tego, by nie zajmować się „nakładaniem nowych obowiązków” tym, którzy są ewangelizowani. Chodziłoby wyłącznie o radosne, pozytywne przedstawianie wiary. Problem w tym, że największy wzór ewangelizacji, czyli sam Zbawiciel, owszem, nakładał obowiązki, bo wzywał do odejścia od grzechu – a moralne życie jest przecież pewnym obowiązkiem czy zadaniem. Co więcej, mówił też o możliwości potępienia, podczas gdy Franciszek mówi tylko o możliwości zbawienia. To niebezpieczne zwłaszcza, gdy przypomnimy sobie niedawną deklarację doktrynalną Fiducia supplicans o błogosławieniu par homoseksualnych i tzw. par nieregularnych. Jest oczywiste, że deklaracja ta, w swoich skutkach praktycznych, umacnia błogosławionych w ich grzesznym sposobie życia. Wydaje się to nam wielkim skandalem. Jednak papież Franciszek musi patrzeć na to inaczej. Co z tego, że te osoby żyją w obiektywnym grzechu – skoro będąc homoseksualistami mogą być nadal „dobrymi ludźmi”, a do piekła i tak nie trafią – bo jest puste?

Jeżeli jednak nie jest puste – a Tradycja Kościoła wskazuje dość jasno, że wcale nie jest – to biedni ci, którzy potraktują jego „osobiste pragnienie” jako zielone światło na pozostanie w swoich błędach religijnych, intelektualnych i moralnych.

Paweł Chmielewski

Największa tajemnica II RP. Co zrobiono z generałem Zagórskim.

Największa tajemnica II RP. Co stało się z generałem Zagórskim?

8 sierpnia 2022, gen-wlodzimierz-ostoja-zagorski-tajemnica-znikniecia

====================================================

Włodzimierz Zagórski, Władysław Sikorski i Tadeusz Rozwadowski
Włodzimierz Zagórski, Władysław Sikorski i Tadeusz Rozwadowski Źródło: Wikimedia Commons

Jedna z największych zagadek kryminalnych II Rzeczpospolitej: zaginięcie generała Włodzimierza Ostoi-Zagórskiego. Ostatni raz widziano go 6 sierpnia 1927 roku. Dalszy ślad się urywa, a jego losy pozostają nieznane.

Włodzimierz Ostoja-Zagórski urodził się 22 lipca 1882 roku we Francji. Jego ojciec, Jan, był powstańcem styczniowym, który trafił na Syberię, skąd udało mu się zbiec do Francji. Matka była damą dworu w carskiej rodzinie Romanowów. Był wszechstronnie wykształcony, znał sześć języków. Służył w C.K. Armii, lecz w chwili tworzenia Legionów, przeszedł do polskiej oddziałów. Od początku jego relacje z Józefem Piłsudskim były bardzo chłodne.

Zamach majowy

W maju 1926 roku, kiedy Józef Piłsudski zdecydował się na przeprowadzenie zamachu stanu i zakończeniu rządów Wincentego Witosa, gen. Ostoja-Zagórski postanowił o pozostaniu po stronie rządu i prezydenta. Uważał, że przysięga, którą złożył nie pozwala mu na nic innego.

Walki obu stronnictw trwały dość krótko, lecz i tak przyniosły liczne ofiary: zginęło 379 osób, a ponad tysiąc zostało rannych. Dalszy rozlew krwi zatrzymał w zasadzie sam prezydent, Stanisław Wojciechowski, który po rozmowie z Piłsudskim zgodził się złożyć swój urząd. Władzę w państwie przejęło stronnictwo piłsudczyków.

Piłsudskiemu było bardzo trudno wybaczyć tym oficerom, którzy wówczas opowiedzieli się przeciwko niemu. Jeśli zwykłych żołnierzy nie spotkały raczej żadne konsekwencje z racji pozostania po stronie rządu, to na pobłażliwość nie mogli liczyć wyżsi rangą. Już 15 maja aresztowano czterech generałów: Tadeusza Rozwadowskiego, Juliusza Malczewskiego, Bolesława Jaźwińskiego oraz Włodzimierza Ostoję–Zagórskiego. Zostali oni oskarżeni o różne przestępstwa kryminalne. Gen. Zagórskiemu zarzucono nieprawidłowości w ramach afery związanej z firmą Francopol, zajmującą się dostawami sprzętu lotniczego dla armii, a także o denuncjowanie legionistów władzom austriackim w czasie I wojny światowej. Oskarżenia były zatem poważne.

Generałów internowano w Wilanowie, po czym przewieziono do Wilna, do aresztu śledczego nr III na Antokolu. Śledztwa przedłużały się. Było jasne, że sąd robi wszystko, aby jak najdłużej nie wydać wyroku na aresztowanych. Wszystkich przetrzymywano w ciężkich warunkach. Cele były nieogrzewane, panowało tam zimno, było brudno, a więźniowie dostawali bardzo kiepskie jedzenie. W takich warunkach generałowie, w tym Zagórski, spędzili ponad rok.

Do opinii publicznej przedostawały się pewne szczątkowe informacje na temat przetrzymywanych generałów. Choć propaganda piłsudczyków bardzo się starała, aby dotychczasową działalność (zwłaszcza) Zagórskiego i Rozwadowskiego przedstawiać w jak najgorszym świetle, to nie odnosiło to pożądanych efektów. Ludzie zaczęli domagać się wypuszczenia osadzonych, lecz Piłsudski zwlekał z tym dłuższy czas.

Generał Włodzimierz Ostoja-Zagórski
Generał Włodzimierz Ostoja-Zagórski / Źródło: Wikimedia Commons

Gen. Zagórski został zwolniony 6 sierpnia 1927 roku. Przewieziono go pociągiem z Wilna do Warszawy. W czasie podróży towarzyszył mu kpt Lucjan Miładowski. Choć formalnie wolny, gen. Zagórski otrzymał „opiekuna”, który musiał mieć wyraźny rozkaz eskortowania i obserwowania go.

Wieczorem tego samego dnia, pociąg dojechał na warszawski dworzec. Tam czekało na Zagórskiego pokaźne grono oficerów, co stanowiło trochę niecodzienny widok. Jeden z nich, mjr Wenda zaproponował mu podwiezienie, a Zagórski zgodził się. Trudno dzisiaj stwierdzić, czy miał inny wybór, czy propozycja Wendy była kwestią przypadku, czy wszystko zostało wcześniej zaplanowane.

Przed dworcem czekały dwa auta – w jednym jechał Wenda, Zagórski i Miładowski, a w drugim czterech niezidentyfikowanych mężczyzn. Jak w toczącym się później śledztwie zeznawał Wenda, gen. Zagórski, kiedy samochody już ruszyły, chciał wysiąść z auta, lecz on i Miładowski na to nie pozwolili, dopóki samochód nie dojechał do Krakowskiego Przedmieścia. Tam Zagórski opuścił pojazd.

To, co działo się dalej pozostaje raczej w sferze domysłów. Czy wtedy ktoś inny czekał na generała? Czy wciągnięto go do innego samochodu? Być może coś wspólnego z jego zaginięciem miał tajemniczy drugi samochód, który odjeżdżał spod dworca?

– Cały dramat rozegrał się najprawdopodobniej w lokalu „Strzelca” na ul. Dobrej (…). Po wejściu do środka Zagórski ujrzał zapewne mjra Wendę i pozostałych oficerów biorących udział w całej akcji. Piotr Kowalski w swojej książce „Generał brygady Włodzimierz Ostoja – Zagórski (1882 – 1926)” przypuszcza, że obecni byli tam również cywile – wcześniej związani z PPS, teraz będący ludźmi od „brudnej roboty”. Jak potoczyły się dalsze losy Zagórskiego? Możemy jedynie przypuszczać, że były toczone „negocjacje” w sprawie wydania pewnych materiałów obciążających Józefa Piłsudskiego, a będących w posiadaniu przyszłej ofiary. Skutek tych rozmów jest oczywisty – jeśli były one w istocie prowadzone, to Zagórski z pewnością odmówił jakiejkolwiek współpracy (…). Nie zgodził się na współpracę, a po wyjściu na wolność mógłby stać się żywym symbolem przemocy sanacyjnej władzy. Musiał zostać zlikwidowany – pisze Tomasz Stachurski na portalu histmag.org.

Historia zaginięcia generała i jego losy po 6 sierpnia 1927 roku wciąż pozostają nieznane. Tylko odnalezienie zupełnie nowych źródeł lub relacje potomków świadków tamtych wydarzeń, mogłyby rzucić nowe światło na owe tajemnicze zniknięcie.

Generał Tadeusz Rozwadowski. Jego śmierć do dziś stanowi zagadkę

Generał Tadeusz Rozwadowski. Jego śmierć do dziś stanowi zagadkę

Dodano: 18 października 2022,  general-tadeusz-rozwadowski-bitwa-warszawska-zamach-majowy-smierc

gen. Tadeusz Rozwadowski, 1920 rok
gen. Tadeusz Rozwadowski, 1920 rok Źródło: Wikimedia Commons

Generał Tadeusz Rozwadowski jeden z architektów zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej trafił do więzienia tuż po zamachu majowym. Zmarł w tajemniczych okolicznościach 18 października 1928 roku, niedługo po wypuszczeniu na wolność. Do dziś nie wiadomo, czy jego śmierć była tylko dziełem przypadku.

Tadeusz Jordan Rozwadowski herbu Trąby urodził się 19 albo 20 maja 1866 r. w Babinie w pow. kałuskim (Ukraina). Był Szefem Sztabu Generalnego i jednym z twórców Wojska Polskiego.

– W czasie bitwy warszawskiej 1920 r. Rozwadowski był autorem planu kontrnatarcia oraz koncepcji bitwy, której został głównym koordynatorem. Przegrupowanie wojsk polskich było zadaniem niebywale trudnym, ale zostało ono perfekcyjnie wykonane przez elitarne jednostki 1. i 3. Dywizji Piechoty Legionów. Po wiktorii warszawskiej i ostatecznym rozgromieniu bolszewików większość splendoru spadła na Piłsudskiego, czego Rozwadowski nigdy nie dementował, wykazując niezwykłą lojalność wobec Naczelnego Wodza – pisze Piotr Milczanowski w IPN.

12 maja 1926 roku, kiedy rozpoczął się zamach majowy kierowany przez Józefa Piłsudskiego i jego stronnictwo, generał Rozwadowski stanął po stronie sił rządowych i prezydenta. Objął także dowództwo wojsk w Warszawie. Sytuacja, w jakiej się znalazł była naprawdę trudna. Część wojska poparło Piłsudskiego, inna część jeszcze się wahała. Nie było pewności, to stoi po stronie rządu, na kogo można liczyć. Po trzech dniach walk, w których zginęło ponad 300 osób, prezydent Stanisław Wojciechowski podał się do dymisji – uchronił w ten sposób Polskę, być może, przed wojną domową na dużą skalę

Włodzimierz Zagórski, Władysław Sikorski i Tadeusz Rozwadowski
Włodzimierz Zagórski, Władysław Sikorski i Tadeusz Rozwadowski / Źródło: Wikimedia Commons

Stronnictwo Piłsudskiego tryumfowało. Wyżsi oficerowie, który wystąpili przeciwko Piłsudskiemu, stanowili dla niego duże zagrożenie i z tego względu postanowiono o ich zatrzymaniu. Aresztowani zostali generałowie Tadeusz Rozwadowski, Włodzimierz Zagórski, Bolesław Jaźwiński oraz Juliusz Malczewski, których oskarżono o (mocno naciągane) przestępstwa kryminalne.

Początkowo uwięzieni byli w Wojskowym Więzieniu Śledczym nr I w Warszawie, a następnie w Więzieniu nr III na Antokolu w Wilnie. Zwłaszcza w Wilnie panowały straszne warunki – budynek znajdował się w ruinie, cele były nieogrzewane i brudne. Generałowie znaleźli się w celach obok pospolitych przestępców, co było dla nich dodatkowo dużym ciosem.

Przeciwko Tadeuszowi Rozwadowskiemu prowadzono śledztwo dotyczące kwestii finansowych, do którego, w październiku 1926 roku doszedł zarzut o nieposzanowaniu władzy. Przez bardzo długi czas czekał na wyznaczenie daty procesu, który odraczano. Generał Rozwadowski nie miał sobie niż do zarzucenia i wierzył, że sąd oczyści go zarzutów. W sierpniu 1926 roku złożył do prezydenta Ignacego Mościckiego prośbę o przeniesienie go w stan spoczynku. Jego wniosek rozpatrzony został dopiero dziewięć miesięcy później, w kwietniu 1927 roku.

Jednocześnie, w czasie pobytu w więzieniu, generał Rozwadowski zaczął poupadać na zdrowiu. W październiku 1926 roku sąd uchylił wobec niego nakaz aresztu, ale prokuratura nie zgodziła się go wypuścić, twierdząc, że stoją za tym „interesy wojska pierwszorzędnej wagi”. Jednak naciski opinii publicznej nasilały się. W maju 1927 roku generał Rozwadowski wyszedł na wolność. Przewieziono go do Warszawy, gdzie odbył ostatnią rozmowę z Józefem Piłsudskim.

Później generał Rozwadowski powrócił do Lwowa, skąd niedługo był zmuszony wyjechać do Jastrzębiej Góry, gdyż stan jego zdrowia wciąż się pogarszał. Kilku lekarzy poszukiwało przyczyny choroby – bez skutku. Niekorzystnie na samopoczucie generała wpłynęła również wiadomość o zaginięciu generała Zagórskiego. Rozsiewano plotki, że zdezerterował i wypuszczono za nim list gończy. Rozwadowski nie wierzył w tę wersję, twierdząc, że Zagórski padł ofiarą mordu politycznego.

Pomimo choroby próbował nadal pracować. Pisał opracowania wojskowe, w tym ważny referat zatytułowany „Problemy dzisiejszej obrony Państwa”. Postulował w nim o konieczności utworzenia specjalnej formacji armii, zdolnej do błyskawicznej mobilizacji w przypadku nagłej wojny z Rosją lub Niemcami. Przewidywał, że konflikt z jednym lub dwoma sąsiadującymi z Polską krajami nastąpi w roku 1936.

gen. Tadeusz Rozwadowski, 1927 rok
gen. Tadeusz Rozwadowski, 1927 rok / Źródło: Wikimedia Commons

Jedocześnie choroba generała pogłębiała się. Jeden z lekarzy z Jastrzębiej Góry zasugerował, że przyczyną może być zatrucie końskim włosiem, lecz do tej pory nie ma na to dowodów. Być może choroba była wynikiem bardzo ciężkich, więziennych warunków w wileńskim areszcie.

Generał Tadeusz Rozwadowski zmarł 18 października 1928 roku. Został pochowany 22 października na Cmentarzu Obrońców Lwowa, zgodnie ze swoim życzeniem, wśród żołnierzy, z którymi kiedyś walczył. Trumnę z ciałem generała Rozwadowskiego nieśli usunięciu z armii przez Piłsudskiego generałowie: Stanisław Haller, Roman Żaba, Walery Maryański, Franciszek Meraviglia-Crivelli, Robert Lamezan-Salins i Filip Siarkiewicz. Pomimo, że władze liczyły, że w pogrzebie weźmie udział mało osób, generała Rozwadowskiego żegnały tłumy.

We Lwowie nabożeństwo żałobne w kościele bernardynów odprawił metropolita lwowski arcybiskup Bolesław Twardowski.

„Nad grobem poruszającą mowę wygłosił były legionista ks. Józef Panaś:

»Był to prawdziwie chrześcijański, wielki wódz, który umiał zwyciężać bez podniesienia się w pychę i bez pastwienia się nad pokonanym przeciwnikiem, a gdy poniósł klęskę, poniósł ją nie tylko bez upodlenia się, ale nawet bez chęci zemsty i nienawiści do chwilowego zwycięzcy«”. (ipn.gov.pl)

Obecnie miejsce pochówku generała nie jest znane. W 2013 roku podała Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa przekazała, że grób we Lwowie jest pusty. Prawdopodobnie do przeniesienia ciała generała doszło potajemnie w latach siedemdziesiątych, gdy Sowieci dewastowali Cmentarz Orląt Lwowskich.