Milczenie świata to współudział w zbrodni – cisza głośniejsza niż bomby

Bliski Wschód|Wywiad

Milczenie świata to współudział w zbrodni – cisza głośniejsza niż bomby

Przez Agnieszka Piwar 2026-09-09 piwar/milczenie-swiata-to-wspoludzial-w-zbrodni-cisza-glosniejsza-niz-bomby

Jestem ocalałą z ludobójstwa i na własne oczy widziałam koszmar, który spadł na Gazę. Widziałam domy zamienione w pył, rodziny pogrzebane pod gruzami i całe społeczeństwo rozrywane na strzępy (…)

– powiedziała Wejdan Abu Shammala, dziennikarka z Gazy, która w wyniku agresji Izraela straciła ponad dwustu członków rodziny.

Publikacja pochodzi z książki „Holokaust Palestyńczyków”, zawierającej wywiady z przedstawicieli narodu palestyńskiego, w tym świadkami ludobójstwa.

Agnieszka Piwar: Co robiłaś przed wybuchem wojny w Gazie?

Wejdan Abu Shammala: – Przed wybuchem wojny byłam studentką ostatniego roku studiów licencjackich na kierunku literatura angielska z dodatkową specjalizacją w tłumaczeniu na Uniwersytecie Al-Azhar w Gazie. Ale poza studiami byłam również freelancerką w kilku dziedzinach – zajmowałam się pisaniem treści, tłumaczeniem i pracą lektorską. Mam ponad trzyletnie doświadczenie zawodowe, współpracowałam z lokalnymi i międzynarodowymi organizacjami, w tym z agencją Sparkle Media i inicjatywą We Are Not Numbers.

Oprócz pracy freelancera byłam także trenerką pisania treści i pracy lektorskiej, szkoląc dziesiątki młodych ludzi w ramach inicjatyw wspieranych przez różne instytucje. Aktywnie uczestniczyłam w działaniach na rzecz wzmocnienia pozycji młodzieży i szkoleniach medialnych. Moje życie miało cel – nieustannie poszukiwałam możliwości rozwoju, uczestniczyłam w kursach z zakresu dziennikarstwa, prowadzenia programów telewizyjnych, przedsiębiorczości i wielu innych.

Dużo również udzielałam się jako wolontariuszka w organizacjach pozarządowych, takich jak AMIDEAST, Hult Prize czy Fundacja Młodzież Bez Granic. Koordynowałam wydarzenia, zarządzałam klubami studenckimi i tworzyłam treści cyfro we na potrzeby kampanii edukacyjnych i rzeczniczych. Moim celem nie było jedynie budowanie kariery, ale przede wszystkim służba na rzecz społeczności i bycie głosem pozytywnych zmian w Gazie.

Przed wojną żyłam jak młoda kobieta zdeterminowana, by się rozwijać, dawać innym i budować sensowną przyszłość – dla siebie i dla swojego narodu.

W jakich okolicznościach zostałaś ranna i jak udało ci się przetrwać ludobójstwo?

– W styczniu 2024 roku mieszkałam z rodziną w środkowej części Gazy. Do tego czasu naloty stały się nieustanne, a odgłosy izraelskich czołgów z każdym wieczorem były coraz głośniejsze. Podjęliśmy bolesną, ale w jakiś sposób dającą poczucie bliskości decyzję – spaliśmy wszyscy razem w salonie. Mówiliśmy sobie: „Jeśli mamy zginąć, to przynajmniej razem”.

Około 5:30 rano obudziłam się, by się pomodlić. Po modlitwie wróciłam na swoje miejsce przy oknie. Siedzieliśmy tam jako rodzina, rozmawiając cicho o naszym planie: gdy tylko wzejdzie słońce, spakujemy się i uciekniemy. Ostrzał był nieustanny. Niebo było pełne dronów, myśliwców i czarne go dymu.

Nagle pocisk uderzył w dom w pobliżu naszego. Eksplozja rozbiła okno obok mnie. Odłamki szkła spadły na moją głowę, raniąc mnie w skórę głowy. Zostałam ranna. Ale nie było czasu, by to przetworzyć – nie było czasu na strach, nie było czasu na ból. W tym momencie wszystko się zmieniło. Wiedzieliśmy, że musimy natychmiast uciekać.

Z krwią spływającą po twarzy, w pośpiechu pakowałam, co tylko dało się zabrać. Czołgi były już niebezpiecznie blisko. Do łączyliśmy do tysięcy wysiedlonych Palestyńczyków, idących przez ogień, nie wiedząc, dokąd zmierzamy – wiedząc tylko, że musimy przeżyć.

W jakich okolicznościach opuściłaś Gazę? Jak udało ci się dotrzeć do Europy i w jakim kraju obecnie mieszkasz?

– Opuściłam Gazę w niezwykle bolesnych i trudnych okolicznościach. Po sześciu miesiącach nieustannej wojny, bombardowań i zniszczeń udało mi się wydostać z tego miejsca, ale cała moja rodzina do dziś pozostaje uwięziona w Gazie – wciąż słyszą dźwięki nalotów, czołgów i dronów. Zostawienie ich było najbardziej rozdzierającą decyzją w moim życiu, ale to właśnie ich naleganie dało mi siłę. Chcieli, żeby przynajmniej jedno z nas ocalało i mogło zanieść nasz głos światu.

Jestem ocalałą z ludobójstwa i na własne oczy widziałam koszmar, który spadł na Gazę. Widziałam domy zamienione w pył, rodziny pogrzebane pod gruzami i całe społeczeństwo rozrywane na strzępy. W kwietniu 2024 roku opuściłam Gazę przez przejście graniczne w Rafah do Egiptu. Stamtąd udało mi się dotrzeć do Francji, gdzie obecnie mieszkam.

Celem mojego przyjazdu do Francji była próba wznowienia ostatniego roku studiów licencjackich, które zostały przerwane, gdy na początku wojny zamknięto wszystkie szkoły i uniwersytety w Gazie. To nie była tylko podróż w fizycznym znaczeniu tego słowa – to była rana emocjonalna, którą noszę każdego dnia. Nie chciałam wyjeżdżać. Nie planowałam wyjazdu. Jednak to zrobiłam, niosąc na barkach ciężar mojego narodu i nadzieję, że będę mogła opowiedzieć naszą historię.

Nawet teraz żyję z traumą, z poczuciem winy ocalałej i z lękiem. Ale żyję też z poczuciem celu. Jestem tutaj, by być świadkiem.

Co robisz teraz, mieszkając w bezpiecznej Europie?

– Mieszkając dziś w Europie, prowadzę dwa równoległe życia: to widzialne, w którym próbuję się odbudować, oraz to niewidzialne, w którym wciąż noszę Gazę w sercu i umyśle.

Staram się wznowić moją przerwaną ścieżkę akademicką. Po tym jak wojna zmusiła uniwersytety w Gazie do zamknięcia, przyjechałam do Francji z nadzieją ukończenia ostatniego roku studiów licencjackich. Jednak emocjonalnie wojna dla mnie się nie skończyła. Wciąż żyję w jej cieniu – z traumą, lękiem i nieustannym niepokojem o moją rodzinę, która wciąż przebywa w Gazie i jest pod ostrzałem.

Współpracuję z organizacjami medialnymi i platformami rzeczniczymi, aby wzmacniać głos Palestyńczyków. Pisałam i  publikowałam artykuły w renomowanych międzynarodowych mediach, takich jak „We Are Not Numbers” i „Washington Report”, w których dokumentuję codzienne zmagania i niezwykłą odporność Palestyńczyków żyjących pod okupacją.

Chcę, aby Polacy zrozumieli skalę okrucieństwa izraelskie go okupanta, dlatego muszę zapytać cię o śmierć twoich bliskich. Ilu członków twojej rodziny zostało rannych lub zabitych w Gazie? W jakich okolicznościach to się stało?

– Straciłam ponad 200 członków mojej dalszej rodziny w Gazie. Tak – ponad 200 ludzkich istnień zostało odebranych w ciągu zaledwie kilku tygodni. Całe rodziny przestały istnieć w wyniku jednego nalotu. Ginęli we śnie, inni podczas ucieczki. Ich je dyną „zbrodnią” było to, że byli Palestyńczykami i żyli w Gazie.

Jednym z najbardziej rozdzierających serce faktów jest to, że wielu z nich nigdy nie doczekało się godnego pogrzebu. Nie którzy wciąż znajdują się pod gruzami. To nie były numery – to byli nauczyciele, uczniowie, właściciele sklepów, matki i dzieci.

Ból nie wynika tylko z samego zabijania, lecz również z tego, że świat pozostał obojętny. A wszyscy ci, którzy przeżyli w Gazie, nadal żyją, nękani bombardowaniami. Cierpią z powodu ran fizycznych i głębokich blizn emocjonalnych, które być może nigdy się nie zagoją. Noszę tę stratę każdego dnia. Mówię w ich imieniu, ponieważ oni już nie mogą. Pamiętam o nich, aby świat o nich nie zapomniał.

Jak wygląda codzienne życie ludzi w Gazie dzisiaj? Co jedzą? Gdzie się ukrywają?

– Codzienne życie w Gazie to koszmar, który nigdy się nie koń czy. To nie jest życie – to walka o przetrwanie, godzina po godzinie. Ludzie budzą się, nie wiedząc, czy oni albo ich dzieci dożyją następnego dnia. Każdą chwilę przysłania dźwięk dronów, bombardowań i krzyków rannych.

Nie ma czystej wody. Jedzenie jest prawie niemożliwe do zdobycia. Ludzie jedzą paszę dla zwierząt, trawę lub – jeśli mają szczęście – kawałki czerstwego chleba. Niedożywienie jest powszechne, zwłaszcza wśród dzieci. Mleko, lekarstwa i mleko modyfikowane dla niemowląt to luksusy, do których większość rodzin nie ma już dostępu.

Codzienne życie w Gazie nie jest żadnym życiem – to po wolna śmierć. Ludzie umierają z głodu, zimna, od ran, które ni gdy nie zostają opatrzone. Nie ma jedzenia, czystej wody ani lekarstw. Izrael całkowicie zamknął przejścia graniczne, blokując dopływ pomocy humanitarnej. Nic nie wolno wwozić – nawet mąki czy mleka dla niemowląt. Oblężenie jest całkowite.

Rodzice gotują zioła i przyprawy w wodzie, żeby ich dzieci miały choćby iluzję tego, że coś zjadły. Głód jest realny i zabija – zwłaszcza dzieci i osoby starsze.

Nie ma schronienia. Domy zostały zrównane z ziemią. Obozy dla uchodźców zamieniły się w masowe groby. Ludzie ukrywają się w zbombardowanych budynkach, w namiotach zrobionych z plastikowych folii, albo śpią pod gołym niebem. Nocami zimne wiatry przeszywają te prowizoryczne schronienia, a bez koców i opału rodziny marzną.

Nawet szpitale – a raczej to, co z nich zostało – nie funkcjonują. Operacje przeprowadza się bez znieczulenia. Ranni leżą na podłogach, czekając na pomoc, która nigdy nie nadchodzi.

Oto dzisiejsza Gaza: miejsce, gdzie śmierć przychodzi z nie ba, przez głód, przez zakażenia, przez obojętność. A świat pa trzy. Okrucieństwo nie polega jedynie na bombach – to także celowe głodzenie, blokada i odmowa prawa do życia w godności.

Nie ma już żadnych bezpiecznych miejsc. Szkoły, szpitale, meczety, kościoły, schrony ONZ – wszystkie zostały zbombardowane. Ludzie ukrywają się w zawalonych budynkach, na miotach zrobionych z plastiku i koców, albo – jeśli mogą – pod ziemią. Wielu mieszka na ulicy, wystawionych na działanie żywiołów, mając za jedyną ochronę modlitwę.

Gaza stała się nie do poznania. To cmentarzysko, obóz wy pędzonych dusz.

Jaka jest sytuacja dziennikarzy w Gazie? Ilu z nich zginęło podczas relacjonowania wojny?

– Dziennikarze w Gazie pracują w jednych z najbardziej nie bezpiecznych warunków, jakie można sobie wyobrazić. Od początku konfliktu w październiku 2023 roku region ten stał się najgroźniejszym miejscem na świecie dla pracowników mediów.

Od października 2023 roku zginęło ponad 200 dziennikarzy – większość z nich to Palestyńczycy – a wielu innych zostało ciężko rannych podczas relacjonowania wojny. To najwyższa liczba dziennikarzy zabitych w jakimkolwiek konflikcie we współczesnej historii.

Dziennikarze byli celem ataków, a według doniesień niektórzy zginęli w wyniku uderzeń dronów, mimo że byli wyraźnie oznaczeni jako przedstawiciele prasy. Armia izraelska została oskarżona o próby tuszowania tych incydentów oraz o przerzucanie winy na samych dziennikarzy, co budzi poważne obawy o wolność prasy i odpowiedzialność za popełnione zbrodnie.

Sytuację dodatkowo pogarsza fakt, że zagraniczni dzienni karze nie mają dostępu do Gazy – Izrael zakazał wjazdu mediom z zewnątrz. Cały ciężar informowania świata spoczywa więc na lokalnych reporterach, którzy sami są ofiarami wojny – doświadczają wysiedlenia, tracą członków rodzin i domy.

Pomimo tych ogromnych trudności, dziennikarze w Gazie nadal relacjonują wydarzenia z odwagą i poświęceniem.

Jedną z ofiar był palestyński dziennikarz Iman Jid, który pracował dla „Al-Quds Today”. Został zabity 25 grudnia 2024 roku, gdy czekał przed szpitalem w obozie dla uchodźców na narodziny swojego pierwszego dziecka. Jego żona, będąc w trakcie porodu, nie wiedziała o jego śmierci. Czy wiadomo, co obecnie dzieje się z żoną i dzieckiem tego dziennikarza?

– Niestety, nie mam żadnych konkretnych informacji na temat obecnej sytuacji jego żony i dziecka. Jak w przypadku wielu rodzin w Gazie, zwłaszcza tych, które straciły bliskich, niezwykle trudno jest śledzić losy poszczególnych osób lub utrzymywać kontakt z powodu zniszczeń, masowych przesiedleń i braku łączności.

To, co wiem, to fakt, że ich historia nie jest wyjątkiem – jest bolesnym przykładem cierpienia, które tak wiele rodzin prze żywa w milczeniu. Mam nadzieję, że jego żona i dziecko są bezpieczni, i że pewnego dnia dowiedzą się, jak odważny i oddany był w mówieniu prawdy – nawet w obliczu śmierci.

Wśród ofiar nalotów znalazło się również wielu profesorów, nauczycieli, naukowców i lekarzy. Czy możesz podać kil ka nazwisk?

– W wojnie przeciwko Gazie izraelski okupant atakował nie tylko domy i ludność cywilną, ale także celowo uderzał w lekarzy, profesorów uniwersyteckich i naukowców – jednych z najjaśniejszych umysłów i najbardziej wartościowych członków palestyńskiego społeczeństwa. Ci ludzie nie byli tylko nauczyciela mi – byli budowniczymi przyszłości Gazy. Kształcili studentów, prowadzili ważne badania i działali na rzecz swoich społeczności, mimo ogromnych ograniczeń i wieloletniego oblężenia.

Wśród tych, których tragicznie straciliśmy, był dr Rifaat Al-Arar – szanowany profesor literatury angielskiej i dziennikarstwa, który osobiście szkolił mnie w zakresie sztuki dziennikarskiej i inspirował swoją pasją. Jego wpływ na moją pracę – i na setki studentów takich jak ja – był ogromny. Jego zamordowanie to nie tylko osobista strata, ale również cios dla całej edukacji w Gazie.

Ci ludzie byli w salach wykładowych, bibliotekach i laboratoriach. Ich celowe zabijanie to atak na wiedzę, postęp i nadzieję dla przyszłych pokoleń Palestyńczyków.

Co oznacza ich śmierć dla przyszłości Gazy?

– Śmierć intelektualistów, lekarzy, profesorów i naukowców z Gazy to rana, która będzie się goić przez pokolenia. Ci ludzie byli nie tylko ekspertami w swoich dziedzinach – stanowili filary naszego społeczeństwa, nosili w sobie wizję, wiedzę i umiejętności niezbędne do odbudowy zniszczonej ziemi.

Ich strata to nie tylko utrata wiedzy – to również utrata mentorów, liderów i nadziei. Kiedy ginie profesor, setki studentów tracą swojego przewodnika. Gdy umiera lekarz, społeczność traci swojego uzdrowiciela. Gdy milknie pisarz, cały naród traci część swojego głosu.

Dla przyszłości Gazy to katastrofa. Oznacza to, że opłakujemy nie tylko teraźniejszość, ale że odbiera się nam również przyszłość. Odbudować szpitale i szkoły jest trudno, ale jeszcze trudniej odbudować umysły i ducha tych, którzy nimi kierowali.

Wojna w Gazie szczególnie brutalnie dotknęła dzieci. Wiele z nich zostało zabitych, inne zostały ciężko ranne lub trwale okaleczone. Tysiące straciły rodziców, domy i jakiekolwiek poczucie bezpieczeństwa. Każde dziecko w Gazie nosi w sobie głęboką traumę, której żadne dziecko na świecie nie powinno doświadczyć. Choć to pytanie może wydawać się banalne w obliczu takiego cierpienia, właśnie dlatego je zadaję – czy możesz podzielić się przykładem, o czym marzą palestyńskie dzieci dorastające pośród ruin i gruzów?

– Palestyńskie dzieci w Gazie już nie marzą o zabawkach, wakacjach czy urodzinach. One marzą o jedzeniu, cieple i bezpieczeństwie. Marzą o ciszy – choćby jednej nocy bez bomb. Marzą o chipsach, czystej wodzie i o tym, by móc zasnąć bez strachu.

Trzy dni przed rozpoczęciem krótkiego zawieszenia broni w końcu udało mi się porozmawiać z rodziną po tygodniach całkowitej ciszy. Internet był odcięty tak długo, że nie wiedziałam, czy oni w ogóle żyją. Gdy zadzwoniłam, to co usłyszałam, złamało mi serce. Mój ojciec powiedział, że nie jedli mięsa od czterech miesięcy, a w sklepach nie było już żadnego jedzenia. Mówił, że nawet wyjście z domu, by czegoś poszukać, groziło śmiercią, bo bomby spadały wszędzie.

Kiedy rozmawiałam z moim małym bratem, powiedział tylko: „Kiedy wrócisz do Gazy, chcę tylko chipsy”. Tylko chipsy. Nie zabawkę, nie iPada – po prostu małą paczkę chipsów. Tyle wojna zrobiła z marzeniami dziecka.

W sercu noszę takie wspomnienie z moją 5-letnią siostrą Farah i 3-letnim bratem Aboud. Pewnej nocy, podczas silnych nalotów w pobliżu naszego domu, oboje obudzili się z krzykiem. Mama przytuliła Abouda, ja mocno objęłam Farah. Szeptałam: „Nie martw się, nic ci się nie stanie. Jesteśmy tutaj”. Ale w głębi duszy wiedziałam, że nie mogę jej tego obiecać.

I wtedy Farah zapytała mnie o coś, co mnie złamało: „Wejdan, czy izraelskie wojsko bombarduje księżyc i gwiazdy tak jak nas?”. Chciałam płakać. Chciałam krzyczeć. Ale trzymałam się i odpowiedziałam: „Nie, kochanie. Księżyc i gwiazdy są bezpieczne. Ty też będziesz bezpieczna”.

Odwracałyśmy ich uwagę telefonem, próbując zagłuszyć dźwięki bomb. Taka jest rzeczywistość dzieci w Gazie. One nie marzą o Disneylandzie – one marzą o kromce chleba. Nie boją się potworów spod łóżka – boją się rakiet nad głową.

Jakie uczucia towarzyszą Ci, gdy widzisz obojętność lub brak reakcji świata na cierpienie Gazy?

– To jeden z najbardziej bolesnych aspektów całego tego do świadczenia – patrzeć, jak świat milczy, podczas gdy Gaza płonie. Czuję złamane serce. Wściekłość. Zdradę. Są momenty, kiedy pytam siebie: ile jeszcze dzieci musi umrzeć? Ile rodzin musi przestać istnieć, zanim świat powie: „Dość”?

Ta obojętność boli niemal tak samo jak bomby. Widzieć, jak ludzie przewijają nasze cierpienie, jak kolejny nagłówek w mediach, słyszeć, jak rządy usprawiedliwiają ludobójstwo pustymi słowami o „samoobronie” – to sprawia, że czuję się niewidzialna, odczłowieczona, wymazana.

Co chciałbyś powiedzieć ludziom, którzy żyją w pokoju i nie potrafią sobie wyobrazić, przez co przechodzą osoby w strefach wojny? Jakie konkretne działania – nawet najmniejsze – mogą podjąć, aby pomóc, okazać wsparcie i przyczynić się do zakończenia tego cierpienia?

– Jeśli żyjesz w pokoju, nie pozwól, by ten pokój stał się klatką, która odcina cię od cudzej krzywdy.

Być może nigdy naprawdę nie zrozumiesz, co znaczy żyć pod bombami, spać z rodziną w jednym pokoju, żeby w razie śmierci odejść razem, a nie samotnie. Być może nigdy nie poczujesz strachu towarzyszącego poszukiwaniu chleba, wiedząc, że w każdej chwili może zabić cię dron. I modlę się, byś nigdy tego nie doświadczył.

Co możesz zrobić? Możesz wybrać, by przejmować się głośno. Podnieś głos, gdy nasz jest uciszany. Bojkotuj firmy, które finansują naszych oprawców. Protestuj. Pisz. Wspieraj finansowo. Mów. Nie akceptuj tłumaczenia, że „to zbyt skomplikowane, by się opowiedzieć po którejś stronie”. Prawda nie jest skomplikowana.

Bombardowane są dzieci. Rodziny głodują. Cały naród jest wymazywany – a twoje milczenie nie jest neutralne.

Gdyby twoje własne dziecko poprosiło cię o chipsy po czterech miesiącach głodu, albo twoja siostra zapytała, czy księżyc i gwiazdy też są bombardowane tak jak my – czy wciąż byś milczał?

Nie potrzebujemy twojego współczucia. Potrzebujemy twojej odwagi. Potrzebujemy, byś poczuł się niekomfortowo. Potrzebujemy, byś kochał sprawiedliwość bardziej niż wygodę.

Bo nawet najmniejszy gest – podzielenie się prawdą, zajęcie stanowiska w rozmowie, odmowa normalizowania ludobójstwa – może wstrząsnąć światem.

Kiedy spotkałam Cię osobiście i zamieniłyśmy kilka słów w Brukseli, zauważyłam, że jesteś niezwykle wrażliwą i delikatną kobietą, a jednocześnie niesamowicie silną. Skąd czerpiesz siłę, by radzić sobie z bólem po stracie bliskich i przyjaciół? Skąd bierzesz odwagę, by z taką determinacją walczyć o prawdę?

– Dziękuję za Twoje ciepłe słowa. Prawda jest taka, że nie czuję się silna. Czuję się złamana każdego dnia. Noszę w sobie rany, których nikt nie widzi. W moim wnętrzu są blizny, które nigdy się nie goją, sceny, których nigdy nie zapomnę, i dusza, która próbuję się nie rozsypać. Noszę w pamięci obrazy wypalone bólem – chwile przerażenia, straty i bezsilności, które nawiedzają mnie w ciszy.

Moja siła nie pochodzi z braku strachu – ona rodzi się z bólu. Z żałoby. Z tego, że byłam świadkiem tylu strat, że milczenie stało się nie do zniesienia.

Niosę ciężar historii, które muszą zostać opowiedziane, imion, które nie mogą zostać zapomniane, i głosów, które ucichły zbyt wcześnie.

Siłę znajduję w odpowiedzialności, którą czuję – by mówić w imieniu tych, którzy już nie mogą. Za każdym razem, gdy piszę, ocalam pamięć. Za każdym razem, gdy mówię, stawiam opór wymazaniu.

Odwaga, którą widzisz, jest zbudowana z popiołów i determinacji. A siłę czerpię z samej Gazy – z ziemi, z ludzi, z historii zakopanych pod gruzami. Jestem im winna mój głos.

===============================================

Rozmowa została przeprowadzona na przełomie kwietnia i maja 2025 roku.

fot. zrzut ekranu YouTube / European Palestinian Network

wsparcie mojego dziennikarstwa

Józef Krzeptowski – Ujek (kurier)

Józef Krzeptowski (kurier)

wikipedia/Jozef/Krzeptowski_(kurier)

Józef Krzeptowski (ur. 9 kwietnia 1904 w Krzeptówkach koło Zakopanego, zm. 13 kwietnia 1971) – polski przewodnik górski, ratownik GOPR, kurier tatrzański. Zyskał miano „króla kurierów tatrzańskich„. Przyjaciele i rodzina nazywali go Ujkiem.

Życiorys

Kurierzy tatrzańscy – od prawej: Józef Krzeptowski, Władysław Roj-Gąsienica, Jan Bobowski, Jan Kula, Józef Uznański, Stanisław Kula.

W 1923 został przewodnikiem, a w 1931 przewodnikiem II klasy Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego (PTT). Był ratownikiem Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego (GOPR).

W latach 1934–1938 utrzymywał nielegalne kontakty z byłym premierem RP Wincentym Witosem, któremu pomógł przedostać się do Czechosłowacji, kiedy groziło mu uwięzienie przez sanacyjne władze[1]. Przeprowadzał przez Tatry działaczy Stronnictwa Ludowego. Pełnił tę misję do wiosny 1939 roku[2].

W lipcu 1939 wstąpił do konspiracyjnej grupy sabotażowo-dywersyjnej, zorganizowanej przez Sztab Główny Wojska Polskiego na terenie Podhala. Po napaści Niemiec na Polskę, od listopada 1939 był kurierem i przeprowadzał przez Tatry na Węgry z Polaków kierujących się do Armii Polskiej na Zachodzie. W 1941 odmówił przeprowadzenia przez tatry marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego, uznając go za winnego porażki w pierwszych miesiącach wojny[3]. Utrzymywał kontakt kurierski na trasie Zakopane–Budapeszt–Zakopane. W marcu 1944 po wkroczeniu wojsk niemieckich na Węgry wrócił na Podhale i ukrywał się do zakończenia wojny.

W 1945 roku został aresztowany przez NKWD i trafił na trzy lata do sowieckiego łagru w górach Ałtaj. Dzięki interwencji kardynała Augusta Hlonda został wypuszczony z łagru[4]. Po zwolnieniu powrócił do zawodu przewodnika PTTK oraz nadal był ratownikiem GOPR, a od 1948 został przewodnikiem I klasy. W 1958 roku rozpoczął pracę jako instruktor narciarski. Zmarł 13 kwietnia 1971. Pochowany na Pęksowym Brzysku[5].

Odznaczenia

Za udział w walce z hitlerowskim okupantem dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych. W 1966 roku otrzymał Srebrny Krzyż Zasługi oraz Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski[4]. 16 maja 1978 w Londynie pośmiertnie przyznano mu Krzyż Armii Krajowej.

Przypisy

  1. D. Jaroń, Skoczkowie: przerwany lot, Wydanie pierwsze, Warszawa: Marginesy, 2020, s. 230, ISBN 978-83-66335-92-9.
  2. Józef Krzeptowski – kurier z Podhala
  3. Bartłomiej Kuraś, Paweł Smoleński, Krzyżyk niespodziany: czas Goralenvolk, Wydanie I, Wołowiec: Wydawnictwo „Czarne”, 2017, s. 83, ISBN 978-83-8049-458-9.
  4. Bartłomiej Kuraś, Paweł Smoleński, Krzyżyk niespodziany: czas Goralenvolk, Wołowiec: Wydawnictwo Czarne, 2017, s. 85, ISBN 978-83-8049-458-9.
  5. Król kurierów tatrzańskich – Józef Krzeptowski „Ujek” [online], wolnadroga.pl.

Bibliografia

  • Alfons Filar: Opowieści tatrzańskich kurierów. Warszawa: Książka i Wiedza, 1977.
  • Bartłomiej Kuraś, Paweł Smoleński, Krzyżyk niespodziany: czas Goralenvolk, Wołowiec, Wydawnictwo Czarne, 2017.

85 lat temu Niemcy rozstrzelali Helenę Marusarzównę – kurierkę tatrzańską i siedmiokrotną mistrzynię Polski w narciarstwie

85 lat temu Niemcy rozstrzelali Helenę Marusarzównę – kurierkę tatrzańską i siedmiokrotną mistrzynię Polski w narciarstwie

12 września 2026 pch24/85-lat-temu-niemcy-rozstrzelali-helene-marusarzowne-kurierke-tatrzanska-i-mistrzynie-polski-w-narciarstwie

Helena Marusarzówna.png
Helena Marusarzówna, fot. IKC 1938,

85 lat temu Niemcy zamordowali Helenę Marusarzównę, która miała zaledwie 23 lata. Była jedną z najlepszych polskich narciarek swojej epoki, siedmiokrotną mistrzynią Polski, a w czasie II wojny światowej działała jako kurierka tatrzańska i żołnierz Związku Walki Zbrojnej. Jej historię przypomniał Instytut Pamięci Narodowej.

Helena Marusarzówna urodziła się 17 stycznia 1918 r. w Zakopanem. Pochodziła z niezamożnej rodziny góralskiej. Ze sportem związana była od najmłodszych lat. Jako dziecko brała udział w zawodach narciarskich organizowanych dla młodych zawodników przez Kornela Makuszyńskiego. Z czasem rozpoczęła treningi w sekcji narciarskiej Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w Zakopanem.

Szybko zaczęła odnosić sukcesy. W swojej karierze aż siedem razy zdobyła mistrzostwo Polski w narciarstwie alpejskim. W 1939 r. miała wystąpić w mistrzostwach świata w narciarstwie klasycznym, ale kontuzja pokrzyżowała jej plany. Niedługo później wybuchła wojna, która na zawsze zmieniła jej życie.

Helena wraz ze starszym bratem Stanisławem włączyła się w działalność konspiracyjną. Została kurierką tatrzańską i żołnierzem Związku Walki Zbrojnej. Wielokrotnie przemierzała niebezpieczną trasę między Zakopanem a Budapesztem. Przenosiła m.in. meldunki, dokumenty i pieniądze. Nie wiadomo dokładnie, ile razy pokonała tę trasę w ramach działalności kurierskiej.

25 marca 1940 r. została zatrzymana przez słowacką żandarmerię, która przekazała ją gestapo. Marusarzówna była przetrzymywana w kilku miejscach, m.in. w Muszynie, Nowym Sączu, zakopiańskiej siedzibie gestapo w willi „Palace”, Tarnowie oraz w więzieniu na Montelupich w Krakowie. W czasie brutalnych przesłuchań była torturowana. Mimo tego nie zdradziła informacji o działalności konspiracyjnej ani nie wydała swoich współpracowników.

12 września 1941 r. rano Helena została wyprowadzona z tarnowskiego więzienia razem z pięcioma innymi kobietami. Wszystkie przewieziono ciężarówką do Pogórskiej Woli. W znajdującym się tam lesie Niemcy wykonywali wyroki śmierci.

Egzekucję kobiet z ukrycia obserwowała Emilia Zając, która mieszkała w pobliżu. Według jej późniejszej relacji skazane przed śmiercią śpiewały pieśń do Matki Boskiej. Chwilę później padły dwie salwy z karabinu maszynowego. Wieczorem matka Emilii Zając udała się w miejsce egzekucji i oznaczyła mogiłę.

Szczątki zamordowanych kobiet zostały odnalezione podczas ekshumacji w 1958 r. W pracach uczestniczył Stanisław Marusarz, brat Heleny. 27 listopada tego samego roku jej szczątki spoczęły na Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem.

Helena Marusarzówna została pośmiertnie uhonorowana najwyższymi odznaczeniami za męstwo i zasługi. Otrzymała m.in. Krzyż Walecznych, Order Virtuti Militari oraz Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski.

Kim byli Kurierzy Tatrzańscy?

Jak oceniają historycy, w czasie II wojny światowej przez Tatry przemieszczało się co najmniej 37 kurierów, w tym 5 kobiet. Drużyną kierował Wacław Felczak, który sam wielokrotnie udawał się z Zakopanego do Budapesztu i z powrotem.

Przewożone tajne dokumenty ukrywane były w przedmiotach codziennego użytku i zaszywane w ubraniach. Szlakiem tatrzańskim przeprowadzono również na Węgry aż kilkanaście tysięcy osób, w tym żołnierzy walczących później m.in. w bitwie o Anglię.

Jednym z najwybitniejszych kurierów był Józef Krzeptowski z Zakopanego, zwany „królem kurierów tatrzańskich”. Choć Niemcy wyznaczyli za niego wysoką nagrodę, to jednak nigdy nie udało się im go schwytać w czasie ponad 50 jego podróży do Budapesztu i z powrotem. Dopiero po wojnie aresztowało go NKWD i został wywieziony na Syberię, jednak po latach wrócił do Polski.

Inne znane postaci to Stanisław Marusarz, Wincenty Galica, Andrzej Frączysty oraz Helena Marusarzówna. Niestety wielu z nich za działalność konspiracyjną zapłaciło życiem.

Dożyliśmy ciekawych czasów

Dożyliśmy ciekawych czasów

Autor: CzarnaLimuzyna, 12 września 2026

Dożyliśmy ciekawych czasów. Jedni określają ten stan mianem dystopii, a inni początkiem czasów Antychrysta, czasów w których ofiara coraz częściej, jeżeli przeżyje, jest mianowana na sprawcę.

Algorytm bezmiaru orwellowskiej sprawiedliwości przewleka latami tysiące sądowych spraw, ale jeżeli ktoś mówi prawdę w ważnych sprawach, ten może liczyć na błyskawiczne tempo swojej sprawy pod fałszywym oskarżeniem.

Jedną z przyczyn jest stan świadomości większości Polaków przejawiający się w bierności, ale też w okazywanej nienawiści osobom prześladowanym. Jak zauważyłem większość społeczeństwa nie stara się nawet weryfikować podawanych „faktów”, nie odróżniając ich od opinii narratora połączonej dodatkowo z manipulacją.

Absurd do jakiego doszło można opisać za pomocą następującego przykładu. Wyobraźmy sobie studio telewizyjne w którym pada teoretycznie mało kontrowersyjna teza: dwa plus dwa równa się cztery. Większość obecnych nie neguje stwierdzenia (oprócz feministek).

Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy narrator mówi dłuższą wersję: dwa plus dwa równa się cztery – powiedział Grzegorz Braun. Wtedy się zaczyna. Padają oskarżenia, począwszy od łagodnych, o atak na “liczących inaczej”, a skończywszy na zarzutach o antysemityzm i szczucie na Ukraińców.

Niejeden czytelnik reagując na mój przejaskrawiony nieco opis, powie: To absurd, to się nie dzieje! Oczywiście, że jest to absurd, który dzieje się każdego dnia w różnych, dystopijnych wariantach.

Niedawno przypomniałem banalną prawdę – Kto skutecznie manipuluje, fałszując znaczenie słów, ten ma władzę, panując nad myślą, mową i uczynkami tłumu. Rzecz dotyczy głupców popierających totalitaryzm.

Chcąc odczuć skalę problemu niech każdy spróbuje porozmawiać ze swoim znajomym głupcem. Dodam, że sam nie raz poniosłem klęskę na tym polu, ale próbować warto, zaczynając od siebie, a potem od innych.

11 września ćwierć wieku później

11 września ćwierć wieku później

Paul Craig Roberts

Wstrząs z 11 września 2001 roku był tak głęboki, że pomimo początkowego sceptycyzmu, minęło cztery lub pięć lat, zanim niezależni badacze, zarówno zawodowi, jak i naukowi, przedstawili dowody na poważne wady oficjalnej wersji wydarzeń. Z biegiem lat, w miarę jak problemy z oficjalną wersją wydarzeń narastały i narastały, informowałem o tych odkryciach. W liczne rocznice wydarzeń przypominałem czytelnikom, że istnieje więcej dowodów przeciwko oficjalnej wersji wydarzeń niż na jej poparcie. Nie będę dziś powtarzał wszystkich tych informacji, ponieważ zapełniłoby to całą książkę. Zamiast tego zaproponuję Państwu inny sposób myślenia o wydarzeniu, które w pewnym sensie miało charakter definiujący.

============================

W Polsce analizował tę zbrodnię w wielu książkach Sławomir M. Kozak. Pierwszą jest „”Operacja Dwie Wieże”, dostępne są też następne na ten temat. Mirosław Dakowski

===============================================

Zanim zaczniemy, weźmy pod uwagę, że już w 2006 roku – na długo przed pojawieniem się dowodów na to, że oficjalna wersja wydarzeń jest kłamstwem – sondaż Zogby’ego wykazał, że 42% Amerykanów uważało, że rząd zataił kluczowe dowody i odmówił ich zbadania. Jak mogliby uwierzyć inaczej, skoro główny śledczy ds. pożarnictwa w Nowym Jorku protestował przeciwko nielegalnemu usuwaniu i przemycaniu dowodów kryminalistycznych z wież World Trade Center i gruzów budynku nr 7 z kraju przed ich zbadaniem?

ak mogliby uwierzyć inaczej, skoro neokonserwatywna administracja Cheneya/Busha/syjonistów przez rok odmawiała nawet zwołania komisji – nie śledztwa, lecz politycznie wybranej – w celu potwierdzenia oficjalnej wersji wydarzeń, zwłaszcza po tym, jak współprzewodniczący komisji i jej główny radca prawny później napisali książki, w których ogłosili, że komisja jest skazana na porażkę, że informacje przed nią zatajono i że komisja rozważała wszczęcie postępowania karnego?

Oczywiście, przeklęte amerykańskie media przedstawiały wszelkie wątpliwości jako teorie spiskowe. Każdy, kto sceptycznie odnosił się do oficjalnej wersji wydarzeń, był „teoretykiem spiskowym” – co potwierdzi dziś test sztucznej inteligencji wykorzystujący oficjalną wersję wydarzeń jako bazę danych.

Jeśli dobrze pamiętam – a nie będę wracał i ponownie czytał swoich felietonów z tych wszystkich lat ani przeszukiwał moich archiwów w celu znalezienia dokumentów, ponieważ moja pamięć działa doskonale – pierwszy profesjonalny atak na oficjalną wersję wydarzeń z 11 września wyszedł od profesora fizyki z Uniwersytetu Brighama Younga.

Jako profesor fizyki rozumiał coś o siłach. Wiedział, że Wieże Bliźniacze zostały zbudowane zgodnie z przepisami budowlanymi, aby wytrzymać uderzenie samolotu pasażerskiego. Wiedział, że uderzenie samolotu pasażerskiego w masywną konstrukcję ze stali i betonu zniszczy samolot, a nie budynek – tak jak samolot, który rzekomo uderzył w Pentagon, budynek niezaprojektowany do wytrzymania uderzenia samolotu, rozpadł się bez śladu, podczas gdy sam budynek został ledwie uszkodzony. Oficjalna wersja nie wyjaśniła, dlaczego samolot pasażerski, który rzekomo uderzył w Pentagon, rozsypał się w pył, podczas gdy uderzenia samolotów pasażerskich w Wieże Bliźniacze spowodowały, że potężne budynki rozsypały się w pył.

Profesor fizyki nazywał się Steven E. Jones. Pozyskał pył z wież World Trade Center, gdzie występował w dużych ilościach. Jako naukowiec wiedział, że pył zawierał dowody rzeczowe. Zbadał i przetestował pył, znajdując niezbite dowody na to, że zawierał on zarówno przereagowany, jak i nieprzereagowany nanotermit, substancję stosowaną w kontrolowanych rozbiórkach.

We wrześniu 2006 roku administracja BYU, pod presją rządu federalnego, udzieliła profesorowi Jonesowi, profesorowi etatowemu, płatnego urlopu w celu zbadania jego kontrowersyjnych publicznych wypowiedzi. Pomyślcie o tym przez chwilę. Czy słyszeliście kiedyś o profesorze z uprawnieniami zawodowymi, który zostałby odsunięty od pracy i objęty śledztwem za opublikowanie wyników? Moim zdaniem, bazując na moich doświadczeniach w Waszyngtonie i na uniwersytecie, administracja BYU otrzymała od administracji George’a W. Busha polecenie uciszenia profesora Jonesa – w przeciwnym razie finansowanie federalne zostanie cofnięte. Profesor Jones zdał sobie sprawę, o ile dobrze pamiętam, że jego kariera dobiegła końca i otrzymał 850 000 dolarów na rezygnację. Zwolnienie Jonesa było ostrzeżeniem przed losem, jaki czeka każdego fizyka, który odstąpi od oficjalnej narracji.

Zadajcie sobie pytanie: Dlaczego profesor fizyki miałby zrujnować swoją karierę, fałszując raport – raport, którego nieścisłości do dziś nie udowodniono? Dlaczego błąd – jeśli rzeczywiście nim był – miałby uzasadniać zawieszenie, które prowadzi do wszczęcia śledztwa? Oczywiste jest, że skorumpowany reżim syjonistyczny pod rządami George’a W. Busha chciał uciszyć osobę mówiącą prawdę.

W 2009 roku Jones, wspólnie z naukowcem Nielsem Harritem z Uniwersytetu w Kopenhadze i innymi naukowcami, ponownie wykazał obecność nanotermitu („Active Thermic Material Discovered in Dust from the 9/11 World Trade Center Catastrophe”, Open Chemical Physics Journal , kwiecień 2009).

Amerykańska nauka jest w dużym stopniu uzależniona od finansowania federalnego, a ta kwestia była zbyt drażliwa dla naukowców, którzy na nim polegają. Moim zdaniem, żaden fizyk na świecie nie jest na tyle głupi, by uwierzyć w oficjalną wersję wydarzeń z 11 września. Wiedzą jednak, że kwestionowanie tej wersji oznacza koniec ich kariery – tak jak w przypadku profesora Jonesa. Biorąc pod uwagę kredyty hipoteczne, kredyty samochodowe i edukację dzieci, nie będą zatem narażać swojej kariery ani swoich rodzin, wspierając badania sprzeczne z oficjalną wersją. Nikczemna Wikipedia nadal klasyfikuje wszystkie ustalenia faktyczne naukowców jako „teorie spiskowe”.

W 2006 roku, pięć lat po wydarzeniach, architekt Richard Gage dostrzegł poważne braki w oficjalnej wersji wydarzeń. Założył organizację „Architekci i Inżynierowie dla Prawdy o 11 Września”. Na jaw wyszły niezliczone informacje, które dowiodły, że sfabrykowanie oficjalnej wersji wydarzeń z 11 września było niemożliwe.

Wyjaśnienie dotyczące Budynku 7, wynalezione przez NIST, zostało obalone przez nauczyciela fizyki w liceum, który udowodnił, że budynek zawalił się z przyspieszeniem swobodnego spadku [g=9.81m/s2 md] , co można osiągnąć jedynie poprzez kontrolowane wyburzenie. Wynalazek NIST został następnie ponownie obalony przez inżynierów konstrukcyjnych i sądowych z Uniwersytetu Alaski – najwyraźniej jedynego uniwersytetu w Ameryce, który zgodził się zaryzykować utratę federalnego finansowania dla prawdy.

Waszyngton i jego skorumpowane media nazwały fakty „teorią spiskową”, ale nie zdołały zdyskredytować niezależnych doniesień. Gdyby to była teoria spiskowa, establishment poparłby dochodzenie, ponieważ udowodniłoby to jej istnienie. Zamiast tego reżim starał się zapobiec dochodzeniu i je zdyskredytować. Fakty były zgodne z oficjalną narracją. Wszystko inne było teorią spiskową. Amerykańskie media, posłuszne reżimowi, uwierzyły w tę fikcję.

Inżynierowie budownictwa lądowego i konstrukcji budowlanych stoją przed tym samym problemem co profesorowie fizyki. Jeśli otwarcie powiedzą, co myślą, ryzykują utratę klientów. Waszyngton i jego skorumpowane media z powodzeniem przedstawiają prawdziwe oświadczenia jako przejaw antyamerykanizmu. Każdy, kto odbiega od oficjalnej narracji, zostaje nie tylko nazwany teoretykiem spiskowym w foliowej czapeczce, ale także antyamerykańskim sympatykiem „muzułmańskich terrorystów” i w konsekwencji traci swoich pracodawców.

Każdy, kto nadal wierzy w oficjalną wersję wydarzeń z 11 września, został poddany praniu mózgu. Głupota znacznej części społeczeństwa amerykańskiego jest wykorzystywana do tłumienia prawdy. Waszyngton zdał sobie sprawę, że narracja, która wzbudza strach w intelektualnie wrażliwej części społeczeństwa amerykańskiego, jest sukcesem.

Źródło: 11 września po ćwierćwieczu

Siły Ansar Allah rozpoczynają błyskawiczną kampanię mającą na celu zmianę rachunku różniczkowego i całkowego regionu

Siły Ansar Allah rozpoczynają błyskawiczną kampanię mającą na celu zmianę rachunku różniczkowego i całkowego regionu

Symplicjusz 12 września 2026 r. simplicius/ansar-allah-forces-launch-lightning

Wczoraj jemeńskie siły Ansar Allah dokonały szokującego przejęcia dużego obszaru, który wcześniej znajdował się w posiadaniu wspieranych przez Arabię ​​Saudyjską sił narodowych. Następca tronu, książę MBS, błagał nawet Trumpa o interwencję i uderzenie w „rebeliantów”, jak donosi Axios , czego Trump rzekomo odmówił.

Jak poinformowali dwaj amerykańscy urzędnicy, saudyjski następca tronu Mohammed bin Salman (MBS), dzwonił w czwartek dwukrotnie do prezydenta Trumpa, wzywając go do rozpoczęcia ataków na Hutich, w związku z tym, że wspierana przez Iran grupa zbliża się do ważnego punktu przewężenia na Morzu Czerwonym.

Trump odmówił, a urzędnicy amerykańscy podkreślili, że administracja na razie nie planuje bezpośredniej interwencji przeciwko Huti.

Ta ostatnia ofensywa wywołała burzę na Bliskim Wschodzie, szczególnie w związku z bezprecedensowym atakiem na saudyjski rurociąg naftowy Wschód-Zachód, który uznano za kluczowy atut USA i ich sojuszników w przełamaniu irańskiej blokady Ormuzu.

Iran Observer@ IranObserver0IranObserver0⚡️PILNE:

USA potwierdziły uszkodzenie saudyjskiego rurociągu naftowego Wschód-Zachód. Stacje pompowe zostały trafione pociskami pochodzącymi z Iraku lub Jemenu. W rezultacie nie można przetransportować 7 milionów baryłek ropy dziennie. Rurociągi nie są realną opcją ominięcia…

19:48 · 11 września 2026 · 30,9 tys. wyświetleń Views


Źródło

Jak podają źródła, opublikowane zdjęcia pokazują stację pompową tego rurociągu, która została uszkodzona:

Ayden@ squatsonssquatsons

Z sieci zniknęły nowe zdjęcia przedstawiające zniszczenia spowodowane atakiem rakietowym Huti na dwie stacje pompujące wzdłuż saudyjskiego rurociągu naftowego Wschód-Zachód – stacje Al-Dhekraa i Al-Misbaah.

19:06 · 11 września 2026 · 684 tys. wyświetleń Views


Zdjęcia satelitarne pokazujące uderzenie rurociągu.

Dla porządku dodam, że wszyscy zakładali, że to Huti zaatakowali rurociąg, ale CNN donosi , że za tym mogła stać iracka grupa oporu, a Al Jazeera donosi, że Arabia Saudyjska również to potwierdziła .

Agencja Reuters pisze, że iracki dowódca został zdymisjonowany po tym, jak „potwierdzono”, że drony pochodziły z Iraku:

https://www.reuters.com/world/middle-east/iraqi-military-commander-dismissed-after-drone-attacks-against-saudi-arabia-2026-09-11/

KAIR, 12 września (Reuters) –Iracki dowódca wojskowy został odwołany w sobotę rano po tym, jak śledztwo potwierdziło, że ostatnie ataki dronów na Arabię ​​Saudyjską pochodziły z Iraku,wynika z oświadczenia biura premiera Iraku.

Zgodnie z oświadczeniem dowódca dowodził operacjami w prowincji Majsan w południowym Iraku.

Z drugiej strony, bagatelizowanie ostatnich sukcesów Huti może być uzasadnione, ponieważ, jak zauważyli dziś inni, większość kanałów MSM z jakiegoś powodu zamiatała strajk na rurociąg pod dywan.

Doniesienia twierdzą teraz , że cały rurociąg został zamknięty „środkiem ostrożności”, choć nie sprecyzowano, na jak długo.

Sieć Faytuks@ FaytuksNetworkFaytuksNetwork

PILNE: Arabia Saudyjska ogłosiła, że ​​w ramach środków ostrożności zamknęła rurociąg Wschód-Zachód, powołując się na liczne ataki w czwartek. Ataki te spowodowały wiele obrażeń.


The Wall Street Journal@ WSJWSJPilne:

Arabia Saudyjska zamknęła kluczowy rurociąg, który umożliwiał eksportowi ropy naftowej ominięcie Cieśniny Ormuz, twierdząc, że był on wielokrotnie atakowanyon.wsj.com

Arabia Saudyjska zamyka rurociąg, który był kluczowym ominięciem cieśniny Ormuz

============================================

Przypomnijmy, że przez wiele miesięcy jednym z najczęściej omawianych tematów było to, czy Iran będzie w stanie zaatakować saudyjski rurociąg i skutecznie uniemożliwić Królestwu przekierowanie swojej ropy, a tym samym sprawić, że Ormuz stanie się „zbędny”, jak przechwalał się Trump.

To, co najwyraźniej obserwujemy , to skoordynowana kampania Iranu, mająca na celu ostateczne przejęcie kontroli nad USA i ich sojusznikami. Nie może być zbiegiem okoliczności, że kilka dni po tym, jak Iran przeprowadził największy od miesięcy atak na amerykańskie aktywa i ogłosił szerokie rozszerzenie własnej blokady Ormuz, nagle jego Huti, jego sojusznicy, wkroczyli do akcji, by zadać druzgocący cios osi amerykańskiej.

Według doniesień Huti opanowali już cały newralgiczny obszar cieśniny Bab al-Mandab na Morzu Czerwonym, zapewniając Iranowi i jego sojusznikom całkowitą kontrolę nad ogromną częścią globalnego transportu morskiego:

Źródło

Jak dotąd przedstawiciele Ansar Allah stwierdzili, że jedynie statki z Arabii Saudyjskiej będą mogły przepłynąć przez Bab al-Mandab:

Główny negocjator i rzecznik Mohammed Abdusalam (Abdulsalam) oświadczył:„Nie ma mowy o zamknięciu Bab al-Mandab, jak niektórzy sugerują… [pozycja] ogranicza się do blokady morskiej, która dotyczy wyłącznie strony saudyjskiej”.

Główny cios nadszedł wraz z przejęciem kluczowego portu Morza Czerwonego Mocha, górującego nad cieśniną, tuż w momencie, gdy cena ropy wzrosła do 105 dolarów za baryłkę, a cena oleju napędowego w USA po raz pierwszy w historii osiągnęła szczyt na poziomie 6 dolarów za galon.

https://www.ft.com/content/cd652b20-1fa3-4a51-bea7-4d7e33b1eaa2

Wspierani przez Iran rebelianci Huti opanowali jemeński port Mocha nad Morzem Czerwonym, posuwając się na południe w kierunku Cieśniny Bab al-Mandab, ważnego szlaku wodnego dla międzynarodowego handlu morskiego.

Zdobycie Mochy stanowi poważny cios dla Arabii Saudyjskiej, zmuszając Jemen do wycofania się, a także stanowi wsparcie dla Iranu, który stara się utrzymać presję na światowe ceny energii.

Widać wyraźnie, że irańska oś zaciska pętlę na całym regionie, na co nikt nie ma odpowiedzi. Dzieje się tak, ponieważ siły irańskie stosują asymetryczną taktykę wojny hybrydowej, która doskonale uzupełnia słabości i możliwości ich wrogów. Nie ma nic łatwiejszego do trafienia niż ogromne, ociężałe statki w wąskim korytarzu wodnym dla kraju, którego niezmierzoną specjalnością są tanie drony, pociski i inne technologie inwigilacyjne, a który dysponuje mnóstwem jednorazowych sił zastępczych i partyzanckich krążących po całym regionie.

Stany Zjednoczone i ich sojusznicy, tacy jak Arabia Saudyjska, od dziesięcioleci inwestują wszystkie swoje pieniądze i nadzieje w systemy o superwysokiej technologii i prestiżu, które są poza ich zasięgiem w starciu z nowymi, tanimi metodami prowadzenia wojny, które rozwinęły się w naszej neo-industrialnej erze rewolucji, hiper-globalistycznego offshoringu produkcji, zaopatrzenia w części i procesory itd. Zachodnie korporacje zdemokratyzowały towary i produkcję przemysłową, aby doić i wyłudzać zyski od krajów trzeciego świata, co umożliwiło całemu „rozwijającemu się” globalnemu Południu dostęp do powszechnie dostępnej technologii, którą można masowo produkować w warsztatach za niewielkie pieniądze i wykorzystywać do przeciwdziałania wszelkim ociężałym systemom „prestiżowym” używanym przez zachodnie firmy z sektora MIC do powiększania swoich portfeli akcji.

Dowiedz się, jakie są najnowsze doniesienia, że ​​Huti rzekomo użyli Claude AI firmy Anthropic do zaprogramowania własnej, zaawansowanej technologii rakietowej:

Raport o kolizji@ clashreportclashreportHuti wykorzystali kod Claude’a do opracowania oprogramowania do naprowadzania rakiet:

Anthropic Anthropic podaje, że operatorzy w północnym Jemenie uruchamiali równolegle wystąpienia kodu Claude’a w celu zaprojektowania oprogramowania do naprowadzania, symulacji trajektorii i analizy nieudanego testu rakietowego. clashreport.com

Huti wykorzystali kod Claude’a do opracowania oprogramowania do naprowadzania pocisków: Antropiczny · Raport o starciach

· 11 września 2026 ·

———————————–

Zachód chciał globalnej fabryki wyzysku, a zamiast tego dostał zbrojną rewolucję proletariacką i antyimperialistyczną intifadę w jednym.

W wywiadzie udzielonym Ryanowi Morganowi z Epoch Times sekretarz marynarki wojennej USA Hung Cao przyznał się szokująco:

Sekretarz Marynarki Wojennej USA Hung Cao w wywiadzie:

„Irańczycy rozwalili Bahrajn. Marynarka Wojenna USA nie ma gdzie cumować. Powołaliśmy grupę zadaniową, która rozważa opuszczenie bazy [NSA Bahrajn]”.

Dobrze…

W poprzednim artykule informowaliśmy o ostatnich atakach Iranu na amerykańską bazę w Jordanii z 9 września, teraz główne media potwierdziły, że w atakach faktycznie uszkodzono wiele amerykańskich samolotów:

https://www.cbsnews.com/news/multiple-us-military-aircraft-damaged-iran-strikes-military-base-jordan/

Z powyższego materiału CBS:

Jak podają źródła, jeden samolot szturmowy A-10 Thunderbolt znany jako Warthog został trafiony i stracił skrzydło.

Według osób znających szczegóły zniszczeń, które rozmawiały z CBS News pod warunkiem zachowania anonimowości, ponieważ nie były upoważnione do wypowiadania się publicznie,około ośmiu samolotów F-15 odniosło niewielkie uszkodzenia i zostało ponownie przywróconych do służby.

Aż osiem F-15 zostało trafionych, choć twierdzą, że zostały już naprawione, co jest wysoce nieprawdopodobne i podejrzane. Wiemy na pewno, że uszkodzonych zostało więcej maszyn, niż przyznają, ponieważ wyciekły już zdjęcia uszkodzonych śmigłowców wywożonych ciężarówkami .

Trump nadal podwaja swój błąd o utraconych kosztach, twierdząc, że ambicje nuklearne Iranu stanowią poważne zagrożenie dla świata. Żartuje, że gdyby Iran miał broń jądrową, musiałby uklęknąć i schlebiać ajatollahowi jak pochlebca:Nie można załadować wideo.

Czy istnieje ważniejszy powód, dla którego Iran – czy jakikolwiek inny kraj – miałby nabyć broń jądrową, niż ten film powyżej? Trump równie dobrze mógłby puścić reklamę promującą rozprzestrzenianie broni jądrowej.

Teraz jest jasne, że Iran i jego siły zbrojne zyskują decydującą przewagę i strategiczną inicjatywę w regionie. Już w chwili pisania tego tekstu Iran przypuścił nowy atak na statki próbujące przepłynąć przez omańskie wody terytorialne, korzystając z „złotego” szlaku przemytniczego Trumpa. Możemy jedynie założyć, że całkowite zamknięcie Bab al-Mandab jest odkładane na ostateczny, eskalujący cios łaski, gdyby zaszła taka potrzeba. Nie warto grać na chybił trafił, a Iran na razie nie ma potrzeby, by użyć swojej ostatecznej karty Armagedonu. Samo posiadanie swoich pełnomocników na stanowiskach kontroli ognia, gotowych do natychmiastowego przeprowadzenia blokady, samo w sobie stanowi wystarczająco silny sygnał odstraszający.

Trump zasygnalizował teraz, że jego zdaniem wojna zakończy się „po wyborach uzupełniających”. Co więcej, wydaje się to sugerować, że Trump może próbować utrzymać wojnę na niskim poziomie, nie wywołując żadnych poważnych konfliktów do zakończenia wyborów uzupełniających, aby skandaliczny charakter tej katastrofy nie zrujnował szans Republikanów na utrzymanie władzy.

Po wyborach uzupełniających Trump prawdopodobnie uważa, że ​​może wznowić bardziej „twardą grę” z Iranem, zwłaszcza że Stany Zjednoczone uzupełnią część swoich zapasów, zapewnią załogom lotniskowców niezbędny odpoczynek i regenerację, a być może – w optymistycznym umyśle Trumpa – odzyskają niezbędny kapitał polityczny dzięki zwycięstwu w wyborach uzupełniających, które mogłoby wzmocnić mandat Trumpa i dać mu wiatr w żagle do bardziej zdecydowanych działań.

Dlatego obecnie dominująca narracja kręci się wokół obaw, że wojna potrwa do końca jego kadencji, a nawet dłużej. (Ale hej, przynajmniej nie tak długo, jak II wojna światowa czy wojna w Wietnamie!… przynajmniej jeszcze nie).

Najnowsze doniesienia wskazują, że Ansar Allah otoczyli kluczowe miasto Marib i grożą jego zdobyciem, podczas gdy siły wspierane przez Arabię ​​Saudyjską zaczynają się pospiesznie wycofywać :

Iran Observer@ IranObserver0IranObserver0⚡️NAJNOWSZE WIADOMOŚCI:

Ansarullah (Houthi) z Jemenu rozpoczęli ofensywę w bogatym w ropę naftową okręgu Marib Trwają zacięte walki

Jeśli Marib wpadnie w ręce Huti, będą oni mieli w swoich rękach kluczowe centrum energetyczne Jemenu

22:12 · 11 września 2026 · 54,2 tys. wyświetleń Views


49 odpowiedzi Replies· 617 repostów Reposts· 3,16 tys. polubień Likes

Duże konwoje sił wspieranych przez Arabię ​​Saudyjską w Jemenie przygotowują się do ewakuacji z miasta Marib w kierunku Hadramawt. –Źródło

Wygląda na to, że Iran jest o krok bliżej regionalnego mata szacha-mata, gdyż pionki Persa zbliżają się do ostatniego rzędu awansu na oczach drżącego króla przeciwnika, osaczonego w jego pocisku H1.

Czy pokonany wróg przełknie dumę i zaproponuje remis, by ratować twarz, czy też będzie kontynuował poszukiwania haniebnego celu, jakim jest odkrycie partnera?

Znając predyspozycje Króla Pomarańczowego, bardziej prawdopodobny wynik przedstawia się zgodnie ze słynnym przysłowiem gołębia:

Brzmi znajomo, prawda?

Korowód ślepców zmierza ku katastrofie

Korowód ślepców zmierza ku katastrofie

Krzysztof Warecki

Już od kilku lat jesteśmy świadkami niezwykle niepokojących wydarzeń w Europie i na Bliskim Wschodzie, które w ostatnim czasie nabrały zastraszającego tempa.

W Europie szczególnie niepokojąca jest szybko postępująca ogromna eskalacja wojny zastępczej, jaką na terytorium Ukrainy NATO prowadzi z Rosją. Także na Bliskim Wschodzie obserwujemy gwałtowny wzrost napięcia, skutkujący rozszerzającą się wojną amerykańsko-irańską, która zasysa coraz więcej krajów.

Jako Polacy, którzy zajmujemy obszar w centrum Europy, powinniśmy odbierać eskalację NATOwsko-rosyjską jako prawdziwy koszmar. Gdy słuchamy wypowiedzi czołowych zachodnich polityków, okazuje się, że wszyscy kochają wojnę, zaś pokój interesuje tylko nielicznych. Nawet dyplomaci – i to jest przerażające – zamiast intensywnie pracować nad powstrzymaniem tego szaleństwa śmierci za naszą wschodnią granicą, wydają się jedynie dolewać oliwy do ognia. Akademickim przykładem tego typu postawy na europejskim podwórku jest szefowa dyplomacji UE Kaja Kallas, u nas zaś równie żałosna osobliwość w osobie ministra spraw zagranicznych RP, Radosława Sikorskiego.

Nie lepiej jest za Oceanem. W 2025 roku, kiedy polityczny i medialny mainstream na całym Zachodzie trwożliwie krzyczał, że Donald Trump dogaduje się z Władimirem Putinem, sprawy miały się zupełnie inaczej. W rzeczywistości Trump, ściśle współdziałając z CIA i korporacją Palantir, przygotowywał potężną eskalację konfliktu z Federacją Rosyjską w postaci trwającej od kilku miesięcy wojny dronowej. W tle wizyt Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera (Flip i Flap militarnej komiwojażerki USA) w Moskwie, Waszyngton planował zakrojone na szeroką skalę ataki na cele i krytyczną infrastrukturę położoną w głębi Rosji. Mrocznym preludium do trwającej obecnie wojny dronowej był przeprowadzony w nocy z 28 na 29 grudnia 2025 roku ukraiński atak na rezydencję prezydenta Federacji Rosyjskiej w Wałdaju. Innymi słowy, pomimo deklaracji, że wojnę można zakończyć jednym telefonem, a nawet po ubiegłorocznym szczycie w Anchorage, w rzeczywistości Donald Trump ani na chwilę nie odstąpił od swojej strategii podporządkowania Rosji i jej zasobów zachodnim plutokratom. W tym właśnie tkwi istota problemu.

Wojno trwaj!

W kontekście tych wszystkich pozornych sprzeczności w działaniach administracji Trumpa, niebagatelną rolę odgrywa wspomniana spółka Palantir, która doskonale wpisuje się w logikę bieżących wydarzeń i naszych czasów w ogóle. Jako zarządca należącego do Pentagonu systemu Maven znajduje się ona w samym sercu amerykańskiej machiny wojennej i ze względu na lukratywne kontrakty z Pentagonem użyje wszelkich wpływów i pieniędzy, aby wojny nigdy się nie skończyły. I nie ma tutaj znaczenia czy będzie to wojna z Rosją, Iranem, czy też niekończąca się wojna z terroryzmem, która obecnie przyjmuje postać wojny z zaganianymi do globalnego obozu koncentracyjnego narodami świata.

Bez wątpienia interesy globalistycznej finansjery i sektora zbrojeniowo-technologicznego idealnie połączyły się w osobie Donalda Trumpa, który jest w bliskich relacjach z założycielem i przewodniczącym rady nadzorczej Palantir, Peterem Thielem. Z kolei jeśli przyjrzeć się dyrektorowi wykonawczemu Palantir, Alexowi Karpowi, to jest on wyjątkowo obleśnym podżegaczem wojennym, który „wierzy”, że broni całej zachodniej cywilizacji i że zabijanie mas ludzi za pomocą sztucznej inteligencji ma wymiar zbawczy oraz jest konieczne. To indywiduum o mentalności banderowca jest z kolei bliskim przyjacielem byłego ministra obrony Ukrainy, Michaiła Fiodorowa, za sprawą którego firma Palantir jest wszechobecna na Ukrainie, odgrywając pierwszoplanową rolę w dronowej wojnie z Rosją. Karp przyznał, że to Palantir wybiera większość celów, które atakuje Ukraina w głębi Rosji. Należy podkreślić, że wszystkich ich łączy ekstremalny brak zasad moralnych, przejawiający się w niepohamowanej chciwości i żądzy władzy.

Wygodna tajność, czyli kluczowa rola CIA

Sposób, w jaki prowadzi się obecnie wojnę, z perspektywy amerykańskich i europejskich polityków nie ma znaczenia, bo są oni bezpieczni i dalecy od bitewnego zgiełku. Dla nich realia wojny są abstrakcją, czymś w rodzaju gry wideo. Dlatego Trump, mówiąc o bombardowaniu Iranu, mówi tak, jakby brał udział co najwyżej w kowbojskim mordobiciu na Dzikim Zachodzie. Wydaje się on w ogóle nie dostrzegać barbarzyństwa wojny, która w krótkiej perspektywie jest opłacalna dla takich polityków, jak on, i stojących za nim koterii biznesowych.

To wszystko oczywiście odbywa się na koszt amerykańskiego i europejskiego podatnika, ponieważ swoją szaleńczą polityką zarówno prezydent USA, jak też i jego europejscy wasale kumulują potężne długi, które pomnożą bogactwo nielicznych, a pogłębią biedę milionów. Nie oszukujmy się, tych długów nie będą spłacać właściciele Palantira, Lokheed Martina czy Chevrona, lecz zwykli ludzie. Pod pretekstem prowadzenia „słusznych” wojen z „agresywną” Rosją czy „terrorystycznym” Iranem, z wiszącym nad światem złowieszczym cieniem Chin, dokonuje się na Zachodzie na ogromną skalę transfer publicznych pieniędzy na prywatne konta.

Aby nie tłumaczyć się przed społeczeństwem, amerykańskie elity polityczno-biznesowe już kilka dekad temu postawiły w samym centrum amerykańskiej polityki zagranicznej CIA. Z punktu widzenia okupujących Stany Zjednoczone grup interesu tak jest ze wszech miar wygodnie, bo jeśli coś jest tajne, to można się tego wyprzeć. Jeśli coś jest tajne, to wystarczy powiedzieć, że jest to kwestia bezpieczeństwa narodowego i nie ma potrzeby wyjaśniać czegokolwiek opinii publicznej. Sekretność jest więc jednym z najistotniejszych czynników w amerykańskiej polityce zagranicznej.

Z punktu widzenia zwykłego człowieka jest to katastrofa, która może doprowadzić do wojny nuklearnej i końca naszej cywilizacji, ale dla Trumpa i środowiska, które reprezentuje, nie ma w tym żadnego ryzyka, bo nikt z nich za to nie odpowiada. Wszystko dzieje się w dużej mierze w tajemnicy i na kredyt, a z perspektywy USA może to trwać bardzo długo, ponieważ istnieją konkretne grupy nacisku, które mają interes w tym, aby to się nie skończyło. A lobby numer jeden to oczywiście szeroko rozumiany kompleks militarno-przemysłowy, czy też raczej przemysłowo-technologiczny.

Najbardziej aktywnymi lobbystami na rzecz wojny są obecnie Dolina Krzemowa, na czele z Palantir, Space X oraz inne korporacje technologiczne, bo dzięki temu testują swoje wysokotechnologiczne systemy uzbrojenia w realiach bojowych. Warunkuje to tak szybki postęp, że zmiana całych generacji technologicznych następuje w ciągu tygodni, a najwyżej miesięcy. Alex Karp nie kryje zachwytu, że tak szybko udoskonalane są technologie służące do zabijania Palestyńczyków w Strefie Gazy, do celowego niszczenia cywilnej infrastruktury w Iranie, czy do uderzeń w głębi Rosji. Tymczasem amerykańskie społeczeństwo nie ma nad tym realnej kontroli i podobnie jest w państwach Europy Zachodniej. Cały ten szwindel ukrywa się za szyldem CIA, co pozwala elitom tak łatwo kontynuować tę lukratywną zabawę jako realną wojnę.

Rzucić Rosję na kolana

Jednak nie da się zachować tak ogromnego i nikczemnie zdobytego bogactwa oraz zapewnić dalszego jego pomnażania bez zdobycia absolutnej władzy, najlepiej na poziomie globalnym. Wspaniała perspektywa ku temu otworzyła się po rozpadzie Związku Radzieckiego, w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia 1991 roku. Wówczas to talmudyczno – anglosaskie elity zleciły CIA, aby obrała sobie za cel ostateczne rzucenie Rosji na kolana. Zainicjowaną wówczas aktywność ujął w spójną doktrynę Zbigniew Brzeziński w wydanej w 1997 roku książce Wielka Szachownica. Szczególnie znamienny i wiele mówiący jest jej podtytuł: Prymat Ameryki i jego imperatywy geostrategiczne, który oddaje sens całej ówczesnej amerykańskiej polityki zagranicznej. W swojej istocie sprowadzała się ona do trwałego podporządkowania Rosji Stanom Zjednoczonym. Po Rosji następne miały być Chiny. Od tamtego czasu nic się w tej kwestii się nie zmieniło.

Jednym ze sposobów osiągnięcia tego celu jest to, co Brzeziński nazwał państwami geopolitycznego zwrotu. Są to te państwa, które same w sobie nie mają dla Amerykanów żadnego znaczenia poza jednym – można je wykorzystać jako swoje narzędzia przeciwko wielkim mocarstwom. Na szczycie listy takich państw Brzeziński postawił Ukrainę, bo – jak trafnie zauważył – z chwilą, gdy Amerykanie „zdobędą” Ukrainę, Rosja przestanie być mocarstwem.

Chociaż idea ta została sformułowana dekady temu, to jest ona konsekwentnie realizowana, pomimo że w trakcie tego procesu giną i milionami odnoszą obrażenia konkretni, kompletnie nie związani z tą ideą ludzie. Na naszych oczach Ukraina rozpada się jako państwo, ale dla spragnionych dominacji nad światem rządzących Stanami Zjednoczonymi grup interesów nie ma to żadnego znaczenia. Dlatego sprowokowana przez nich wojna na Ukrainie będzie kontynuowana bez zbędnych wyrzutów sumienia tak długo, jak uznają to za konieczne.

Drugim państwem geopolitycznego zwrotu na liście Brzezińskiego był Iran, identyfikowany przez niego jako kluczowy ze względu na położenie i zasoby kraj dla regionu Zatoki Perskiej i Morza Kaspijskiego. Kto kontroluje Iran, ten kontroluje wszystko, a więc ma dominację nad światem i jego zasobami. Wszystko to sięga więc bardzo głęboko (nie tylko w przeszłość) i zasadniczo ma niewiele wspólnego z Trumpem, choć w sposób idealny uosabia on chciwość, korupcję i przemoc talmudyczno-anglosaskich plądrowników. Jest on tylko marionetką w ich ręku, podobnie jak jego poprzednicy na urzędzie prezydenta Stanów Zjednoczonych, począwszy od Billa Clintona.

Obejmując urząd prezydenta w 1993 roku, Clinton wyznaczył kurs, zgodnie z którym celem amerykańskich elit była globalna dominacja USA nad światem. Wprawdzie sam pomysł pojawił się w napisanej w 1992 roku (kilka tygodni po upadku ZSRR) przez Paula Wolfowitza strategii Pentagonu jeszcze za prezydentury George’a Busha starszego (tzw. Doktryna Wolfowitza), ale to właśnie Clinton skierował Amerykę na tę ścieżkę. Z tego względu można powiedzieć, że prezydentury Clintona, Busha młodszego, Baracka Obamy, Trumpa w pierwszej kadencji, Joe Bidena i Trumpa w drugiej kadencji mają ten sam wspólny mianownik – niekończącą się wojnę. Doktryna Wolfowitza polegająca zasadniczo na eliminowaniu konkurentów USA w Eurazji jest aktualna i uporczywie realizowana po dzień dzisiejszy.

Wszyscy chcieli pokoju, USA wybrały wojnę

Co szczególnie interesujące, w czasach, kiedy powstała doktryna Wolfowitza wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały, że trwały pokój, taki na wiele pokoleń, jest na wyciągnięcie ręki. Rok 1992 to był właśnie ten moment, kiedy wszyscy w Europie chcieli pokoju, ale przede wszystkim to Rosjanie pragnęli pokoju i normalnego życia, czyli takiego jak na Zachodzie. Dlatego ówczesna Rosja szeroko otworzyła się na Zachód, praktycznie podporządkowując mu swoją gospodarkę.

Wszystko to jednak zostało odrzucone przez ówczesne elity polityczne Stanów Zjednoczonych, które nie chciały pokoju, lecz pełnej dominacji nad światem. Nie tylko nie chcieli, żeby Rosja stanęła na nogi, ale wręcz przeciwnie, aby – jak marzył Brzeziński – rozpadła się na trzy słabe państwa: Rosję Europejską, Rosję Syberyjską i Rosję Dalekowschodnią. Echa tego słyszeliśmy później z ust Anny Fotygi, minister spraw zagranicznych RP za pierwszych rządów PiS. Wszystko to miało oczywiście na celu zachowanie amerykańskiej dominacji.

Militarnym gwarantem tej dominacji stało się NATO, które – jak to trafnie w akcie szczerości zauważył sekretarz generalny Mark Rutte – „służy do projekcji amerykańskiej siły”. Nie chodzi więc o bezpieczeństwo, lecz o projekcję siły w ramach realizacji idei amerykańskiej dominacji nad światem, która na przestrzeni 35 lat ani o jotę się nie zmieniła. Ameryka dąży do dominacji, a to oznacza, że bycie bezpiecznym i życie w dobrobycie to za mało.

Niestety, wszystko wskazuje na to, że Pakt Północnoatlantycki był narzędziem w rękach Amerykanów do osiągnięcia dominacji od początku swego istnienia. To, co stało się w pierwszych tygodniach po upadku Związku Radzieckiego (Doktryna Wolfowitza) pokazuje, że w zimnowojennych zmaganiach wcale nie chodziło o dobro milionów ludzi zniewolonych przez „imperium zła”, lecz tylko i wyłącznie o zdobycie przez USA dominacji nad światem. Gdyby było inaczej, NATO zostałoby rozwiązane dzień po rozwiązaniu Układu Warszawskiego. Kto tu więc był tak naprawdę przez cały powojenny okres „imperium zła”?

Założenie, że Stanom Zjednoczonym uda się tego dokonać było najsłabszym punktem koncepcji Brzezińskiego. Jego główna teza była taka, że Ameryka utrzyma pozycję światowego lidera, ponieważ nikt nie może się z nią równać i nigdy się nie zrówna w sferze gospodarczej, technologicznej i militarnej. Jednak po upływie 30 lat okazało się to nieprawdą, i to nie tylko ze względu na rozwój Chin. Stany Zjednoczone całkowicie się pomyliły także w odniesieniu do Iranu, postrzegając ten kraj jako relikt średniowiecznego państwa, które rozpadnie się, gdy tylko uderzy w nie amerykańska potęga technologiczno-militarna. Tymczasem Iran to zaawansowane technologicznie państwo, które od dziesięcioleci i z powodzeniem przygotowywało się do obrony przed spodziewaną agresją USA.

Fiducjarna potęga Ameryki

Bankructwo idei Brzezińskiego nie powstrzymuje jednak amerykańskiej machiny wojennej w działaniach na rzecz realizacji strategii dominacji. Do 28 lutego 2026 roku opierała się ona z niezłym skutkiem nie tyle na wielkim potencjale wojskowym USA, lecz na tworzeniu wrażenia wyższości technologicznej i niezwyciężoności. Wszyscy mieli wierzyć, że Stany Zjednoczone są niekwestionowaną potęgą, z którą nikt nie może się równać. Operacja „Absolute Resolve” (porwanie prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro w nocy z 2 na 3 stycznia 2026 roku) wydawała się nawet wzmacniać to wrażenie, jednak przegrana wojna z Iranem wszystko zmieniła.

Ale czy to coś zmieniło w postępowaniu amerykańskiej administracji? Oczywiście nie, bo Amerykanie, tak długo, jak długo będą usiłowali realizować strategię dominacji, nie przyznają się do porażki. Ameryka musi nieustannie deklarować (obecnie ustami Donalda Trumpa), że wygrywa. Oczywiście tak nie jest, bo po rozlewie krwi i zniszczeniach spowodowanych przez USA i Izrael, okazuje się, że Iran wygrywa, niwecząc cały dotychczasowy wysiłek USA i czyniąc coraz mniej poważnymi przyszłe roszczenia Ameryki do dominacji nad światem.

Dla zwolenników globalnego prymatu Ameryki to prawdziwa katastrofa, chociaż wciąż udają, że sprawy mają się zupełnie inaczej. I będą to robić tak długo, jak długo będą mogli bezkarnie generować monstrualne deficyty budżetowe, nie ponosząc z tego tytułu żadnej odpowiedzialności ani przed skorumpowanym Kongresem, ani tym bardziej przed opinią publiczną. Nawet jeśli Demokraci zdobędą kilka dodatkowych miejsc w Kongresie w listopadowych wyborach, to i tak niczego to nie zmieni, bo jak pokazało ostatnie 35 lat wcale nie chodzi tutaj o różnice partyjne.

Wszystko… czyli nic

Brzeziński nie bez słuszności uważał, że geopolityka to przede wszystkim kwestia terytorium. Dlatego szczególne znaczenie przypisywał on Eurazji, jako obszarowi, gdzie koncentruje się większość światowego terytorium, ludności i zasobów. Dlatego patrząc z punktu widzenia Waszyngtonu istnieją trzy linie frontu: z Rosją na zachodzie Eurazji, z Chinami na wschodzie i z Iranem na południowym zachodzie. Z perspektywy Waszyngtonu są to trzy główne państwa, które należy pokonać i właśnie z tymi trzema państwami Stany Zjednoczone są obecnie w konflikcie.

Ale aby osiągnąć ten cel, Ameryka wyznaczyła konkretną rolę państwom przyfrontowym, takim jak na przykład Ukraina i Polska na zachodzie, które bez wyrzutów sumienia można poświęcić na ołtarzu wojny o dominację USA nad światem. Jednakowoż, widząc jak Ukraina wykrwawia się na śmierć, widzimy coraz więcej symptomów wpychania bezpośrednio do wojny całej Europy. Stany Zjednoczone stawiają wszystko na jedną kartę, ponieważ jeśli nie pokonają Rosji, Iranu i Chin, to w efekcie pchną te kraje do jeszcze bliższego sojuszu.

Wygląda więc na to, że dotarliśmy do bardzo niebezpiecznego momentu, kiedy to skonfliktowane kraje są skłonne iść na ogromne ryzyko. Gołym okiem widać, że znaczący komponent dyplomacji Trumpa skupia się na przerzuceniu ciężaru wojny na barki Europy. Jeśli przyjrzymy się jak bardzo zaostrzyło się stanowisko Europy w odniesieniu do Rosji od czasu dojścia do władzy Trumpa, to trzeba przyznać, że bardzo dobrze mu idzie. Jednak nawet sekretarz stanu Marco Rubio ma duże wątpliwości, czy Europa udźwignie brzemię wojny.

Sytuacja jest o tyle niebezpieczna, że Amerykanie w ogóle nie dostrzegli fundamentalnego błędu w koncepcji Brzezińskiego, która zakładała, że przewaga technologiczna USA jest tak wielka i niezawodna, że Rosja nigdy nie będzie w stanie na tym polu przeciwdziałać. Oczywiście, to wszystko okazało się nieprawdą. Jakże ironicznie obecnie brzmi wypowiedziana w 1997 roku teza Brzezińskiego, że żadna amerykańska strategia nie będzie tak głupia, aby pchnąć Rosję, Chiny i Iran ku sobie. Tymczasem Ameryka dokładnie to zrobiła, i nie była to tylko taktyczna reakcja tych trzech krajów na agresywność Ameryki, lecz stało się to projektem o wymiarze strategicznym.

Kurs na pokój i współpracę

Szeroko rozumiana współpraca eurazjatycka powinna być tym kierunkiem, do którego powinny zmierzać wszystkie liczące się geopolityczne podmioty istniejące na tym obszarze. Bez wątpienia stworzyłyby one bardzo udane połączenia polityczno-gospodarcze. Chiny i Rosja mają naturalną komplementarność gospodarczą, a w obliczu agresywnych działań Zachodu także i polityczną. Ich sojusz to nie jest doraźna taktyka, lecz głębokie, obustronnie korzystne więzi gospodarcze. To samo dotyczy Iranu i Chin. Dlatego sojusz między tymi trzema krajami wydaje się całkiem logiczny, a wręcz naturalny.

Jeśli chodzi o gospodarkę, to samo co o Chinach i Rosji można powiedzieć o Europie i Rosji. Europa jest uboga w zasoby naturalne, a jednocześnie bardzo gęsto zaludniona, tymczasem Rosja ma niską gęstość zaludnienia, ale jest bogata w zasoby naturalne, co stwarza doskonałą podstawę do wzajemnej gospodarczej komplementarności.

Na podstawie tej komplementarności znajdująca się na odległym zachodnim krańcu Eurazji Europa mogłaby rozkwitać, ale sama się odcina od swoich naturalnych partnerów handlowych, jakimi są Rosja i Chiny. Ostentacyjnie deklarowanym motywem tego szaleńczego działania jest obrona wysokich standardów moralnych w relacjach międzynarodowych. Motywem rzeczywistym jest chęć działania na rzecz zachowania amerykańskiej dominacji nad światem, która ma jakoby uchronić Europę przed nieistniejącym zagrożeniem ze strony Federacji Rosyjskiej.

Niestety Europa nie rozumie, że Stany Zjednoczone i rządzące Starym Kontynentem globalistyczne elity wcale nie są jej przyjacielem. Naiwnie wierząc, że amerykańska dominacja zapewni jej bezpieczeństwo, Europa nie była w stanie wznieść się ponad wasalne relacje ze Stanami Zjednoczonymi i dała się zapędzić w przysłowiowy kozi róg. Gdyby europejscy politycy czytali Brzezińskiego, to dostrzegliby, że już 30 lat temu europejscy sojusznicy USA byli postrzegani przez Waszyngton jako wasale, a obecnie jest to jeszcze bardziej oczywiste.

Najlepszą chyba nadzieją na wyjście z tego szaleństwa pychy i chciwości jest rosnąca świadomość ludzi w USA i Europie, którzy są tym wszystkim bardzo zmęczeni i widzą, że to, co wyprawiają ich elity rządzące nie leży w ich interesie. Mieszkańcy regionu euratlantyckiego dostrzegają szybko postępującą dezintegrację ich państw. I nie chodzi tutaj tylko o katastrofę demograficzną czy też szybko postępujące zubożenie społeczeństw, ale nawet dezintegrację coraz gorzej działającej infrastruktury. Na to wszystko nakłada się potężna demoralizacja demolująca duchowe fundamenty tych państw. Europa jest o krok od cywilizacyjnej implozji.

Tymczasem w obliczu nadchodzącej katastrofy, zachodnich liderów stać jedynie na deklaracje, że ich celem jest wojna z Rosją. Można być raczej pewnym, że nikogo z nich nie otrzeźwiłoby nawet to, gdyby rzeczywiście zaczęła się gorąca wojna. Przeciwnie – z pewnością dostrzegliby nowe perspektywy szybkiego wzbogacenia się. A tymczasem zwykli mieszkańcy, którzy nie chcą wojny, zachowują się jak ślepcy błądzący w absolutnej ciemności. Mając przetrącony przez pozbawionych zasad moralnych liberałów system wartości, nic nie mogą zrobić, bo nie bardzo wiedzą co mają robić.

Wybić się na niepodległość, i to szybko

Cała ta koszmarna sytuacja, którą obecnie przeżywamy, została zbudowana na idei amerykańskiego prymatu i na zmuszeniu europejskich wasalnych państw do zaakceptowania tej logiki, aby Stany Zjednoczone mogły dominować w Eurazji. Spoiwem, które jednoczy Europę dla tej nierealnej idei jest wdrukowane w umysły Europejczyków kłamstwo, że Federacja Rosyjska stanowi dla Europy śmiertelne zagrożenie. Zaślepienie tym kłamstwem nie pozwala dostrzec Europejczykom, że idea amerykańskiej dominacji nad światem jest nierealnym projektem, który szybko zbliża nasz kontynent do nuklearnej wojny.

Jako Polacy nie jesteśmy tutaj żadnym wyjątkiem i nie jest to optymistyczna obserwacja. Wchodząc do świata euroatlantyckiego blisko cztery dekady temu, ponosimy teraz wszystkie wynikające z tego negatywne konsekwencje. Aby się uratować, pierwsze co musimy zrobić to wybić się szybko na niepodległość, i to dosłownie. Tylko wtedy przejrzymy na oczy i będziemy mogli zerwać z prowadzącym nas ku przepaści konfesyjnym paradygmatem, że Rosja jest naszym wrogiem. Musimy w ogóle przestać myśleć w tych kategoriach, a jednocześnie zacząć myśleć w kategoriach interesu narodowego.

Jeśli tego nie zrobimy, to na jeszcze większą skalę staniemy się płatnikami rachunków zaciągniętych przez Stany Zjednoczone na poczet ich wojen. A płacenie rachunków (nie tylko finansowych, ale i politycznych) jest nieuniknione i raczej nie będzie to przyjemne.

Musimy więc wysiąść z tego pociągu samobójców jak najszybciej, bo jak pokazała wojna na Ukrainie, Amerykanie nie zamierzają płacić za swoje krwawe awantury – ich interesują wyłącznie profity. Ostatecznie, jak trafnie zdefiniował Stany Zjednoczone w 1925 roku prezydent Calvin Coolidge, business of the America is business.

Krzysztof Warecki

Czy w Polsce gromimy Ukraińców?

Czy w Polsce gromimy Ukraińców?

08/09/2026 Konrad Rękas a/nie/mowilem.pl

No przecież wiadomo, że nie. Jako Polacy mamy zwyczajnie dość ukraińskiej niewdzięczności.

Oczywiście nikt z milionów Polaków, którzy po lutym 2022 r. rzucili się do spontanicznej pomocy na rzecz przybyszów nie robił tego dla nagród czy podziękowań, jednak poziom ukraińskiej arogancji zaskoczył chyba najbardziej nawet życzliwych wobec wlewającej przez Bug masy.

Ukraińscy nachodźcy w Europie, w tym w Polsce, popełniają śmiertelny błąd zawierzania i naśladowania kijowskiej propagandzie, ciągle grzejącej absurdalne motywy „Ukraińcom się należy!”, „To Europa powinna być wdzięczna Ukrainie, a nie odwrotnie!” oraz zwłaszcza „Ukraina walczy za was!”. Te idiotyczne hasła słychać nawet, gdy kolejna bezczelna imigrantka domaga się, by przypadkowy Polak zapłacił w sklepie za jej zakupy! 

Junta Zełeńskiego nie tylko zatem wysyła Ukraińców na niepotrzebną śmierć, ale też odbiera całej reszcie tego narodu zdolność logicznego myślenia i rozumienia własnej sytuacji międzynarodowej, w tym także położenia imigrantów. To ukraińska bezczelność prowokuje spontaniczne akty sprzeciwu, którym jednak daleko jest do jakiejś zorganizowanej akcji. Żadna siła polityczna w Polsce nie nawołuje do pogromów, to wymysły głównonurtowych mediów.

Nawet remigracja, postulat w istocie umiarkowany, oparty o rosnące koszty pobytu… gości i oczywiste możliwości ich bezpiecznego rozlokowania na większości terenów ukraińskich nieobjętych działaniami wojennymi – pozostaje jednak postulatem opozycji, przede wszystkim Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna.

Nakręcanie spirali „źli Polacy biją ukraińskie dzieci” to nie tylko alibi dla dalszego finansowania Kijowa przez władze w Warszawie. To także element coraz wyraźniejszej na Ukrainie propagandy rewanżystowskiej, ukierunkowanej na znalezienie kolejnego wroga po przegranej wojnie z Rosją. W Kijowie wciąż wierzą, że Specoperacja nie osiągnie wszystkich swoich celów, a zatem, że kontrola nad znaczącą ukraińskiego terytorium pozostanie w rękach oligarchów i nazistów chronionych przez Anglosasów.

Taki nazistowski nowotwór z terytorium tzw. Hałyczyny, czy też Ukrainy Zachodniej, czyli w istocie części dawnych polskich Kresów Wschodnich – w oczywisty sposób parłby do konfrontacji z sąsiadami, pod pretekstem „obrony ukraińskiej mniejszości i imigrantów” na terytorium Polski, Węgier, Rumunii, Naddniestrza i Białorusi. W ten właśnie scenariusz wpisuje się propaganda, z którą mamy obecnie do czynienia w III RP, do znudzenia czyniąca z ukraińskich chuliganów i wyłudzaczy zasiłków niewinne ofiary polskiego nacjonalizmu.

To strategia do złudzenia przypominające lamenty Goebbelsa przez napaścią na Polskę we wrześniu 1939 r., jak i współczesne wypieranie przez banderowców odpowiedzialności za ludobójstwo dokonane ze szczególnym okrucieństwem na Polakach z Wołynia, Małopolski Wschodnie, Lubelszczyzny i Podkarpacia w okresie II wojny światowej i bezpośrednio po niej. Gdy przyjdą po nas z siekierami w rękach – i z bronią otrzymaną m.in. z Warszawy – też będą płakać, że są tacy biedni i to nie żadna rzeź, tylko od taki sobie „konflikt etniczny”, oczywiście wcale przez nich samych nie zawiniony.

Niestety i na nieszczęście przede wszystkim dla siebie samych – Ukraińcy nigdy nie dojrzeją i nie staną się poważnym narodem, jeśli nie odrzucą tych wszystkich fałszów historycznych i politycznych, nie przestaną się uważać za starożytny pępek świata, na który powinny spływać darmo wszystkie luksusy, słowem – jeśli nie dorosną. Bo na razie Ukraina i Ukraińcy są postrzegani i przez pryzmat swego p.o. prezydenta, klauna, narkomana i aroganckiego żebraka, i jako zbiór rozwydrzonych wyrostków rozrabiających w autobusach i drogich klubach, co jest przecież z wyraźną krzywdą dla tych, którzy chcą po prostu uczciwie żyć i pracować w pokoju.

Najlepiej we własnym, bezpiecznym kraju, wolnym od złodziej, nazistów i zachodnich nadzorców – czego przecież szczerze i na drogę Ukraińcom życzymy.

Konrad Rękas

Irańska huśtawka trwa. [A na niej – błazen Donald].

Irańska huśtawka trwa

11 września 2026 Jakub Majewski pch24/jakub-majewski-iranska-hustawka-trwa

forum-1133244371.jpg
Fot. Evan Vucci / Reuters / Forum

Nie godzi się, doprawdy, nazywać wojny huśtawką. Na huśtawce, co do zasady, ludzie nie giną, bomby nie wybuchają, domy się nie walą, statki nie toną. Co innego na wojnie. Ale, nie trywializując sytuacji, jak inaczej odnosić się do dziwacznego przebiegu wydarzeń w konfrontacji Stanów Zjednoczonych z Iranem? Jak scharakteryzować wojnę która trwa od ponad pół roku, ale przez większość tego czasu nie ma działań wojennych? Jak opisać rozejm, którego nie przestrzegano, ale którego zakończenie nie oznaczało też powrotu do wojny?

Doprawdy więc, mamy w Iranie do czynienia z czymś zupełnie dziwacznym.

Wojną Schrödingera, której rzekomo nie ma, a która jest, i rozejmem Schrödingera, który rzekomo był, a którego realnie nie było, i negocjacjami Schrödingera, które… były, albo i nie były, albo czasem były a czasem nie były, albo miały formę niezobowiązującej wymiany zdań przez pośredników.

Mamy też cieśninę Schrödingera, przez którą przepływają tankowce ale nie przepływają, albo nie przepływają ale przepływają… tak, trudno to nazwać inaczej niż tylko jakąś szaloną huśtawką. Zwłaszcza, jeśli spojrzymy na wykresy cen ropy, które wprawdzie powoli podnoszą swój minimalny pułap, ale jednak ciągle skaczą i spadają – i wydawałoby się, że ich ruchy zależą bardziej od deklaracji Donalda Trumpa na mediach społecznościowych niż od realiów.

Jest to, swoją drogą, zupełnym szaleństwem, które nie ma prawa zaistnieć miejsca na „racjonalnym” wolnym rynku, a które widzimy gołym okiem – jeśli po tym wszystkim, ktoś mi jeszcze będzie próbował mówić o rzekomej racjonalności „ukrytej ręki” wolnego rynku, zaśmieję się w twarz. Ale przecież sedno sprawy to temat zupełnie nie do śmiechu. Wciąż mówimy o wojnie, która trwa, i mimo odległości, wywiera na nas wpływ choćby tylko poprzez ceny paliwa. Co dalej?

Niepewność tylko narasta

Gdy ostatni raz pisałem o Iranie – jak się okazuje, było to już prawie trzy miesiące temu – właśnie udało się wprowadzić w życie wstępne porozumienie, dwumiesięczny rozejm który w domyśle miał pozwolić na negocjacje prawdziwego zakończenia konfliktu. Już wtedy pisałem, że rozejm ten będzie zagrożony, że ogromne siły w Stanach i w Izraelu będą dążyć do zerwania go, lub sprowokowania Iranu do wznowienia wojny, ponieważ dla Izraela i jego amerykańskich stronników, porozumienie, które de facto było znaczącym irańskim zwycięstwem, było po prostu niemożliwe do zaakceptowania.

Dokładnie tak się stało. Nie minęło kilka tygodni, a wojna została wznowiona. Ale, jak już wspomnieliśmy, była to wojna Schrödingera. Sporadyczne wymiany ciosów, bombardowań, a pomiędzy rundami, wiadomości o tym że w tle trwają negocjacje, ale może nie trwają – albo przeciwnie, że teraz to już lada chwila zacznie się prawdziwa burza, ale może jednak się nie zacznie. Że Trump gra na zwłokę, gromadząc siły na ostateczne uderzenie, ale że w gruncie rzeczy, nie ma już sił, i desperacko szuka wyjścia z całej sytuacji.

Każdy z tych scenariuszy, każda z tych wiadomości, mimo całej ich pozornej sprzeczności, była prawdziwa.

Potem zaś przyszedł największy „cios” Ameryki – sławetny D-Day, nazwany na cześć niegdysiejszego lądowania w Normandii, ale tym razem, zgoła bezobjawowy. Chodzi o blokadę gospodarczą Iranu, wprowadzoną przez Amerykę – bezobjawową o tyle, że wszelkie sankcje jakie można było nałożyć na Iran dawno już Stany nałożyły, statki handlowe Iranu też już od miesięcy blokowały, a jeśli chodzi o wtórne sankcje, mające dotknąć państwa trzecie za karę za handel z Iranem… cóż, poza paroma drobnymi wyjątkami dotyczącymi nawet nie państw, co pojedynczych banków, Stany nie odważyły się na nic podobnego.

Nie da się zdusić Iranu bez uderzenia w Chiny, Indie i Rosję, a na to Stany nie są gotowe. Więc blokada też jest blokadą Schrödingera, istnieje i nie istnieje. I znowu sprzeczne wieści – jedni mówią że teraz to już tylko kwestia czasu nim Iran się zawali jako państwo, inni mówią że cała ta blokada nie wpłynęła ani trochę na stanowisko irańskiego rządu, i że nie mają cienia zamiaru ustępować Trumpowi.

Nie żeby to miało znaczenie, bo od dawna już Trump nawet nie przedstawia żądań wobec Iranu. Więc z jednej strony, Stany blokują Iran i czekają na jego upadek, a z drugiej, Iran blokuje ropę z Zatoki Perskiej, i czeka aż inflacja zada Trumpowi bolesny cios w wyborach uzupełniających. Ale jednocześnie, Stany nie czekają na upadek Iranu, bo zamierzają uderzyć ponownie ze zdwojoną siłą gdy tylko miną – w listopadzie – wspomniane wybory uzupełniające, zaś z kolei Iran też nie czeka pasywnie, i zamierza uderzyć na Stany jeszcze przed wyborami, aby zadając Trumpowi i rządowi Republikanów bolesny medialnie cios, zapewnić mu definitywną przegraną w wyborach, i w ten sposób uniemożliwić dalsze działania w późniejszym terminie.

Sprzeczność goni sprzeczność. I znowu: każdy z tych scenariusz, każda z tych wiadomości, albo jest prawdziwa, albo przynajmniej może być.

Zmierzając do katastrofy

Proszę się więc nie dziwić, że tak rzadko ostatnio piszę o tych sprawach. To po prostu nie miało sensu, można było tylko prowadzić bieżący komentarz, kto kogo i gdzie uderzył – a ja schlebiam sobie przynajmniej, że jestem analitykiem, a nie komentatorem sportowym. Niemniej, trzeba spróbować z tego chaosu wydobywać jakieś prognozy. Trzeba spróbować określić kto realnie tutaj wygrywa – jeśli ktokolwiek – i kto przegrywa – jeśli nie wszyscy. I określić co może wydarzyć się dalej.

Na dobry początek, zauważmy że, cóż – wojna wojną, ale dla reszty świata, nie wybuchy i śmierć, a odcięcie ropy jest tutaj największym problemem. Znowu – oj, powtarzam się dzisiaj, powtarzam – problemem Schrödingera. Bo ropy już miało zabraknąć z dziesięć razy, więc można powiedzieć że ropy nie ma – a jednak jest. Nie powinno to nas jednak dziwić. Świat faktycznie stoi na krawędzi katastrofy, faktycznie rezerwy ropy kurczą się, i faktycznie w niektórych częściach świata już teraz paliwo jest racjonowane, a w Europie – cóż, trzeba się modlić o łagodną zimę.

Ale przecież, cokolwiek by nie myśleć o umiejętnościach przywódczych i zdolnościach myślenia Donalda Trumpa – mam wrażenie że przestałem być osamotniony na prawej stronie w swojej ambiwalencji względem tego prezydenta – to jednak ma do swojej dyspozycji całą machinę administracji i Pentagonu. Nic dziwnego że prognozy katastrofy udaje się ciągle odwlekać – cała ta machina robi co może aby to osiągnąć. Faktycznie więc, pomimo działań Iranu, Amerykanie zdołali przywrócić, z wielkim wysiłkiem, ograniczony przepływ tankowców przez cieśninę Ormuz – pod osłoną nocy, w konwojach, z silną eskortą – co pozwoliło trochę odwlec katastrofę.

A jednak znowu ceny ropy przekroczyły $100 za baryłkę, i choć nadal daleko nam do pesymistycznych prognoz z marca i kwietnia, gdy mówiono że lada chwila grozi nam $200 za baryłkę, to jednak kierunek zmian jest nieubłagany. Próżno też mówić, że niedobór jest tylko ograniczony. To trochę jak z jedzeniem – jeśli każdego dnia zabraknie mi kilkuset kalorii, to przez czas jakiś, będę to spokojnie znosił, ale skutki będą się kumulować.

W tym zaś przypadku, kumulują się niedobory wywołane przez wojnę w Iranie, przez wojnę na Ukrainie, oraz ich dalsze skutki, takie jak rosnące ceny transportu napędzające rosnące ceny jedzenia i nawozów, napędzające ceny żywności i jej niedobory, co z kolei może – nie wiemy kiedy, nie wiemy gdzie – doprowadzić do wybuchu kolejnych kryzysów, które mogą napędzać dalsze negatywne skutki. Dosyć wspomnieć że właśnie w ten weekend widzieliśmy bardzo poważną zmianę polityczną w Niemczech, która jest niczym innym jak tylko bardzo opóźnionym skutkiem wywołanej ponad dekadę wcześniej wojny domowej w Syrii.

Gdzieś na horyzoncie w dalszym ciągu majaczy katastrofa spowodowana kryzysem paliwowym. Ten kryzys wciąż się udaje odłożyć w czasie. Oby jak najdłużej się udawało, ale – no właśnie, jak długo da się to robić? Zwłaszcza że przecież nic nie wskazuje na możliwość rychłego i polubownego zakończenia wojny między Ameryką a Iranem. Przeciwnie.

Nowy wybuch –w październiku, czy w listopadzie?

Co właściwie sprawia, że odkąd zakończyła się główna faza działań wojennych, widzieliśmy na przestrzeni miesięcy zaostrzenie stanowisk po obu stronach? Na tyle na ile jesteśmy w stanie wniknąć w umysły przywódców, wydaje się że obydwie strony uważają nadal że mogą osiągnąć swoje cele, wygrywając wojnę. Oczywiście, Iran nie liczy na realne zwycięstwo militarne – ale z ich perspektywy, zwycięstwem będzie wymuszenie zapaści politycznego projektu Trumpa, i nauczenie Amerykanów raz na zawsze, że nie mogą bezkarnie atakować ich kraju. Aby to zrobić, Irańczycy uważają – tak się wydaje – że potrzebują uderzyć mocno jeszcze przed listopadowymi wyborami, tym bardziej że mają powody aby sądzić że jeśli oni nie uderzą pierwsi, wówczas Ameryka uderzy w dogodnym dla siebie momencie.

Z drugiej strony, Trump wciąż liczy chyba na szansę obalenia władzy w Iranie, i wcale nie musi to być oparte tylko na chciejstwie i fałszywych przesłankach suflowanych przez Izrael. Mimo wszystko, rząd w Iranie pozostaje niepopularny, i mimo wszystko blokada wyniszcza gospodarkę Iranu, co może doprowadzić do kolejnego wybuchu. Ktoś powie że to mrzonki, bo przecież jeszcze nikt nigdy nie zmusił kraju do kapitulacji ani nie wywołał rewolucji blokadą czy bombardowaniami – ale przecież to nie do końca tak. Niszczenie infrastruktury, handlu, prowadzi koniec końców do destabilizacji, osłabia wolę walki, i pobudza opozycję.

Czyż trochę tak nie było właśnie w Syrii? Taki scenariusz wydaje się absolutnie niemożliwy w Iranie. Ja również uważam go za skrajnie mało prawdopodobny – ale przecież nie znamy realnej sytuacji w Iranie, nie wiemy czy gdzieś w tle nie są kontynuowane jakieś próby uzbrojenia tej czy innej szajki jako ruchu oporu. Tu nie musi przecież chodzić o skuteczne doprowadzenie do zmiany władzy – zarówno Izrael jak i Ameryka zadowoliłyby się po prostu chaosem, niezdolnością centralnego rządu do natychmiastowego zduszenia rebelii, sytuacją którą można od zewnątrz podsycać. Niezależnie zaś od tego, czy to jest prawdopodobne czy nie, liczy się coś innego – wydaje się przynajmniej, że Donald Trump autentycznie uważa taki scenariusz za możliwy, a jego determinacja żeby nie przegrać, może go motywować do kolejnego uderzenia. Choć więc twierdzenia Trumpa, że zwycięstwo w Iranie przyjdzie natychmiast po wyborach można traktować jako czczą przechwałkę, to warto jednocześnie te słowa potraktować jako deklarację woli.

O ile więc nie nastąpi coś zupełnie nieoczekiwanego – wydaje się nieuniknione że na przestrzeni następnych dwóch miesięcy, działania wojenne będą coraz częściej powracać, eskalować, a prawdziwy wybuch nastąpi albo wkrótce – jeśli inicjatorem będzie Iran – albo zaraz po wyborach, jeszcze chyba w listopadzie, jeśli Iran pozostawi inicjatywę Ameryce.

Z tymi kalkulacjami obu stron jest jednak poważny problem, który – jeśli dobrze czytam sytuację – jak najgorzej wróży dla przyszłości tego konfliktu. Po stronie Iranu, błędem byłoby sądzić że doprowadzenie do porażki Republikanów i Trumpa w nadchodzących wyborach zakończy wojnę. Przeciwnie: pokonany Trump może chcieć tym mocniej i tym szybciej uderzyć na Iran, aby zdążyć nim nowy kongres zostanie zwołany, aby udowodnić że wcale nie przegrał, i aby zwyczajnie się zemścić.

Po stronie Ameryki z kolei, błędem byłoby sądzić, że potężna runda nowych nalotów, a może nawet lądowania piechoty morskiej, zdołają złamać irański opór tak szybko, że irańskie kontruderzenia nie pogrążą Zatoki Perskiej w chaosie, ani nie zadadzą Ameryce dalszych bolesnych strat.

Tyle razy tutaj wspominałem Schrödingera – ale kończę… Pyrrusem.

Jakub Majewski

dtrum132.jpg

Wszystkie banderowskie pomniki w Polsce do LIKWIDACJI! – prof. W. Osadczy

Wszystkie banderowskie pomniki w Polsce do LIKWIDACJI! – prof. W. Osadczy

Autor: AlterCabrio , 11 września 2026

Chciałbym na kanwie tych wydarzeń, które miały miejsce w ostatnim czasie z państwem podzielić się takimi swoimi wrażeniami, zdumieniem, a też myślami związanymi z kondycją, no trudno mówić o państwie polskim, bo obecna struktura polityczna, która ogarnia tereny Rzeczypospolitej, nie da się podciągnąć pod pojęcie państwa polskiego, ale jest to ustrój polityczny, w którym funkcjonujemy, więc jak daleko znaleźliśmy się w stanie upodlenia, w stanie bym powiedział ubezwłasnowolnienia, i używam zresztą takiego określenia, okupacja. Okupacja nie tylko w sensie metaforycznym, ale i bezpośrednim. Czyli, że ktoś obcy rządzi, ktoś obcy narzuca tutaj swoje standardy, sposoby życia, swoje symbole, swoją ideologię. Natomiast Polacy w państwie polskim w zasadzie to nie mają za wiele do powiedzenia. Jak zwykle na takie straszne wypaczenia związane z życiem politycznym wskazuje nam poprzez dość ekscentryczne postępowanie, dość ekscentryczne przyciąganie uwagi Polaków, europoseł Grzegorz Braun…

◊

Wszystkie banderowskie pomniki w Polsce do LIKWIDACJI! – prof. Włodzimierz Osadczy

◊

Warto porównać:

Grzegorz Braun et consortes zniszczyli elewację obelisku UPA
Symbole nazistowskie, sowieckie i banderowskie nigdy nie cieszyły się wśród Polaków szacunkiem. Polacy traktowali je z obrzydzeniem i nienawiścią ze względu na ścisły związek z ludobójczą ideologią, która pochłonęła miliony […]

◊

Więcej: prof. Włodzimierz Osadczy

Terror, szantaż i redystrybucja „biznesu”: Jakimi metodami posługuje się Kijów, aby rządzić Ukrainą?

Terror, szantaż i redystrybucja „biznesu”: Jakimi metodami posługuje się Kijów, aby rządzić Ukrainą?

Władimir Kostyriew wyjaśnia, dlaczego w Kijowie wysadzany jest budynek SBU i dlaczego Budanow atakuje jedyną twierdzę Zełenskiego.

Władimir Kostyriew , zastępca szefa redakcji TASS ds. krajów sąsiednich

8 września, tass-ru/opinions

© Roman Kanaszczuk/TASS

Sytuacja na Ukrainie i osobiście Wołodymyra Zełenskiego gwałtownie pogarsza się na wszystkich frontach.

Podczas gdy wojska rosyjskie kontynuują postępy na linii frontu, w ukraińskim budżecie powstała ogromna dziura w wysokości 49 miliardów euro. Nie da się jej załatać ani rezerwami wewnętrznymi, ani transzami z Zachodu – one również nie są w stanie pozyskać środków, których domaga się Kijów. Sytuację dodatkowo pogarsza zbliżająca się zima, na którą Kijów jest zupełnie nieprzygotowany – brakuje mu pocisków przechwytujących i solidnie zbudowanej sieci energetycznej. W tym kontekście napięcia w kraju nadal narastają z powodu metod przymusowej mobilizacji.   

Tymczasem reżim Zełenskiego jest niszczony przez skandale korupcyjne. Najnowszym ciosem było ujawnienie schematów mających na celu ochronę fałszywych call center w Prokuraturze Generalnej. Agencja była jednym z ostatnich filarów władzy i, według niektórych doniesień, przygotowywała się do ataku na kontrolowane przez Zachód agencje antykorupcyjne. Teraz, po wymuszonej rezygnacji prokuratora generalnego Rusłana Krawczenki, pozycja szefa kijowskiego reżimu uległa znacznemu osłabieniu. 

Pozorny impas został dodatkowo potwierdzony niedawną wizytą w Kijowie amerykańskich negocjatorów Stevena Witkoffa i Jareda Kushnera. Po dwóch rundach rozmów odbyli oni zamknięte, indywidualne spotkanie z Zełenskim. Jego treść, moim zdaniem, dobitnie ilustrują oświadczenia na samej Ukrainie – Rada Najwyższa otwarcie przyznała, że ​​Witkoff i Kushner przedstawili warunki pokojowe znacznie gorsze niż te proponowane wcześniej. Zełenski otrzymał w efekcie ultimatum: albo sam się zgodzisz na pokój, albo zrobią to za ciebie inni.

W obecnej rzeczywistości można zaobserwować dwie główne konsekwencje:

  • Radykalizacja – w imię własnego przetrwania Bankowa [władza Ukrainy md] jest coraz bardziej skłonna uciekać się do metod terrorystycznych – zarówno za granicą, jak i w kraju.
  • Wewnętrzne podziały — sam reżim w Kijowie rozpada się na odrębne frakcje, które coraz bardziej przypominają klasyczne gangi.

Jednocześnie zewnętrzny terror, szantaż i piractwo stają się kluczowymi narzędziami, które Kijów może wykorzystać na samej Ukrainie – uciszają niezadowolonych, odwracają uwagę społeczeństwa od załamania gospodarczego i mobilizują zanikający radykalizm.

Terroryzm państwowy

Terror wobec ludności cywilnej Rosji osiągnął niespotykane dotąd rozmiary.

Według Rodiona Miroshnika, ambasadora-at-large rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, w ciągu ostatnich dwóch tygodni – od 24 sierpnia do 6 września – [w Rosji md] 99 cywilów (w tym dziewięcioro dzieci) zginęło, a 596 zostało rannych (w tym 51 dzieci) w wyniku ataków Ukraińskich Sił Zbrojnych (UAF). Kijów celowo atakuje obszary mieszkalne w głębi kraju. Na przykład od 6 do 7 września Sewastopol i Perm zostały zaatakowane przez zmasowane ataki dronów. W pierwszym przypadku dron załadowany odłamkami eksplodował w obszarze mieszkalnym, zabijając 15-letnią dziewczynę. Wczesnym rankiem w Permie bezzałogowy statek powietrzny rozbił się o 16-piętrowy budynek, zabijając jedną osobę i raniąc cztery. Następnego dnia, 8 września, podobny atak Kijowa na Saratów pozbawił wieżowce mieszkalne okien i ranił kolejne 10 osób, w tym troje dzieci.

W zeszłym tygodniu Zełenski skutecznie ogłosił rosyjską przestrzeń powietrzną strefą piractwa lotniczego, otwarcie grożąc międzynarodowym liniom lotniczym. Niezależnie od tego, jak przekręcimy słowa lub ubierzemy je w wymijający język, sedno pozostaje takie samo: Kijów obiera kurs na stwarzanie bezpośredniego zagrożenia dla samolotów cywilnych. Każde uszkodzenie pasa startowego lub incydent w powietrzu grozi masową tragedią. Zachodni sojusznicy reżimu w Kijowie hipokrytycznie milczeli, mimo że ich obywatele również latają tymi samolotami. Ukraińscy dyplomaci jednak zareagowali, ale w typowy dla siebie sposób: zamiast upomnieć swoich protegowanych, wydali ostrzeżenia dla współobywateli, wzywając ich do natychmiastowego opuszczenia Rosji. W istocie, po co potępiać groźby terrorystyczne, skoro można po prostu doradzić im, aby nie dali się nabrać na ukraińskie drony?

Dla Kijowa ten krok jest świadomą kontynuacją obranego kursu. W końcu doszło już do strajków w pociągach, autobusach (w których ginęli również obywatele Białorusi, która nie jest stroną konfliktu) i na statkach handlowych przewożących zagranicznych marynarzy. Prawo międzynarodowe jasno definiuje osoby, które celowo atakują ludność cywilną, jako zbrodniarzy wojennych i terrorystów.

Na szczególną uwagę zasługuje sytuacja na Morzu Czarnym i Kaspijskim. Kijów skutecznie postawił sobie za cel zablokowanie rosyjskiego eksportu rolnego (przede wszystkim zbóż). Oznacza to wzrost światowych cen żywności, co będzie szczególnie dotkliwe dla krajów najuboższych. Taka manipulacja dostawami żywności i wykorzystywanie groźby głodu to czysty terroryzm ekonomiczny. Według Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO), światowe ceny pszenicy w sierpniu były już o 15% wyższe niż w roku ubiegłym.

Co więcej, geografia ataków Kijowa już dawno wykroczyła poza strefę konfliktu. Powtarzające się ataki na tankowce w pobliżu terminali Konsorcjum Rurociągów Kaspijskich (CPC) w pobliżu Noworosyjska (ostatnie ataki odnotowano w lipcu) miały miejsce pomimo ostrzeżeń USA. Pod koniec lipca ukraińskie drony  zaatakowały irański statek handlowy bezpośrednio na Morzu Kaspijskim, zabijając jednego marynarza. Latem 2026 roku tureckie statki cywilne (masowiec Mv Reyhan Sarı przewożący węgiel oraz promy Nadhezna i Lider Bordo Mavi przewożące owoce) były kolejno atakowane przez ukraińskie drony na Morzu Czarnym . W wyniku ataków zginął również jeden turecki marynarz, a kilku innych zostało rannych.

Reżim w Kijowie nie tylko bierze na zakładników własną ludność. Próbuje szantażować ludzi tysiące kilometrów od frontu, sztucznie zawyżając ceny podstawowych towarów. Działania militarne, które Kijów prowadzi bez żadnych zahamowań, to nic innego jak zbrodnia międzynarodowa i jawny terroryzm państwowy.

Walka o władzę i pieniądze

W tym samym czasie machina karna na Ukrainie działa nie mniej cynicznie niż grupy sabotażowe na jej zewnętrznych granicach.

Brutalność, tajne więzienia i tortury SBU zostały udokumentowane w licznych raportach organizacji międzynarodowych i obrońców praw człowieka od 2014 roku. Jak zauważył były premier Ukrainy Mykoła Azarow w wywiadzie dla TASS, na terytorium kontrolowanym przez Kijów przebywa od 15 000 do 20 000 więźniów politycznych. Regularnie dochodzi również do zabójstw politycznych. Eliminowani są nawet byli zwolennicy, którzy stworzyli i wzmocnili reżim. Za Zełenskiego zamordowani zostali deputowani Rady Najwyższej Anton Polakow i Ołeksij Kowaliow, członek delegacji negocjującej z Rosją, Denis Kirejew, nacjonalistka Iryna Farion, a także Andrij Portnow, prawnik i były doradca byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza (2010–2014), oraz Andrij Parubij, były przewodniczący Rady. W wielu przypadkach zleceniodawcy zabójstw nigdy nie zostali odnalezieni, a śledztwa po prostu utknęły w martwym punkcie.

Wiele głośnych spraw bezpośrednio wiąże się z ukraińskimi służbami wywiadowczymi, które przekształcają się w syndykaty zabójców. Na przykład niedawne aresztowania Władysława Reuta, funkcjonariusza Głównego Zarządu Wywiadowczego (GUR), i Witalija Żykowicza, byłego funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU). Pod Kijowem zabili oni Anastazję Bieriezowską, kobietę, która wcześniej podłożyła bombę pod drzwi domu dniepropietrowskiego biznesmena Wadima Jermołajewa w Monako. Według śledczych, same siły bezpieczeństwa mogły być zaangażowane w organizację nieudanego zamachu terrorystycznego.  

Ukraińskim „przestępcom” zależy nie tylko na władzy, ale i na pieniądzach. Od początku 2026 roku toczy się zacięta walka o kontrolę nad największą w Europie siecią fałszywych call center w Dniepropietrowsku, której miesięczne obroty sięgają miliarda dolarów. Według ukraińskich mediów, za tą wojną o wpływy stoją SBU (tradycyjnie kontrolująca ten sektor szarej strefy) i GUR (działający jako agresywny „nowiczok”).

Wszyscy zaangażowani w te procedery padają ofiarą wojny przestępczej w kraju. Na przykład, w lutym 2026 roku ukraiński biznesmen Igor Komarow, syn dniepropietrowskiego bossa przestępczego Siergieja Komarowa, został porwany i brutalnie zamordowany na Bali. W lipcu aresztowano deputowanego Rady Najwyższej Mykołę Tyszczenko, który ochraniał kilka call center. Wspomniany wcześniej zamach na oligarchę Jermołajewa w Monako również wpisuje się w tę logikę – jego struktury były ściśle powiązane z działalnością dniepropietrowskich siatek. 

Wątki prowadzą na sam szczyt. Zatrzymani w zeszłym tygodniu Serhij Krapiwa, zastępca naczelnika Departamentu Współpracy Międzynarodowej Prokuratury Generalnej Ukrainy, i Jelyzawieta Iwachnienko, pracownica prokuratury, są oskarżeni o współudział w tym procederze. 

Konflikt pomiędzy SBU i GUR nie ogranicza się do walki o call center.

Są one oceniane tą samą miarą

Spór między Kiryłem Budanowem, byłym szefem Głównego Zarządu Wywiadowczego, a obecnie szefem Biura Prezydenta (uznanym w Rosji za terrorystę i ekstremistę), a pełniącym obowiązki szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) Ołeksandrem Pokladem, trwa od 2022 r., czyli roku zamordowania Kiriejewa, który według Budanowa był oficerem wywiadu.

Ten impas osiągnął punkt kulminacyjny z dwóch powodów. Jak zauważa gazeta „Strana”, Zełenski awansuje Poklada na stanowisko stałego szefa SBU, a Budanow zamierza temu zapobiec (zakłócając głosowanie w Radzie). Zełenski stara się również osłabić pozycję Budanowa, uważanego za swojego rywala politycznego, oraz wpływy całego wywiadu (pod kierownictwem Budanowa w latach 2020–2026, GUR znacznie się wzmocnił, m.in. kosztem kilku funkcji SBU). 

Konflikt przerodził się już w otwartą fazę: na początku zeszłego tygodnia doszło do strzelaniny między oficerami obu służb wywiadowczych w związku z aresztowaniem dowódcy jednej z ich jednostek wywiadowczych. Kilka dni później doszło do eksplozji w siedzibie SBU w Kijowie, niedaleko biura Pokładu.

Po rezygnacji prokuratora generalnego, SBU, kierowana przez Poklada, pozostaje praktycznie jedyną siłą Zełenskiego. Jeśli GUR i Budanow rzeczywiście przypuścili na nią aktywny atak, źle to wróży Bankowej. Przywódcy obu służb wywiadowczych są nieskazitelni: Budanow wielokrotnie przyznawał się do udziału w zamachach terrorystycznych w Rosji, a Poklad, według byłego oficera SBU Wasilija Prozorowa, jest znany jako „zabójca sztabowy” Zełenskiego, nazywany „Saszą Dusicielem”. W każdym razie, ta wewnętrzna walka oznacza tylko jedno: dalsze zaostrzenie brutalnej i krwawej walki o przetrwanie w kijowskiej elicie.

Sytuacja w Siłach Zbrojnych Ukrainy nie jest lepsza. Przymusowa mobilizacja i tortury w biurach rekrutacyjnych stały się rutyną. Prezydent USA Donald Trump już publicznie zareagował na przerażające nagrania pobicia poborowych na ulicach, obiecując upublicznienie niektórych nagrań w celu międzynarodowego rozgłosu.

Bezprawie rozlało się na linię frontu – w pułku szturmowym „Skała” (nadzorowanym przez byłego dowódcę Sił Zbrojnych Ukrainy Ołeksandra Syrskiego) ujawniono przypadki regularnych morderstw i tortur zmobilizowanych żołnierzy. Pod koniec czerwca bojownicy ze 155. Brygady Sił Zbrojnych Ukrainy porwali i rozstrzelali dwóch mieszkańców wsi Kalinowka pod Kijowem w związku z kłótnią domową z żoną dowódcy brygady. Terroryzm religijny również wpisuje się w ten schemat – wojskowi są najwyraźniej zamieszani w zabójstwo mnicha z Ławry Swiatogorskiej i zranienie dwóch innych 23 sierpnia.

Oczywiste jest, że reżim w Kijowie jest tak samo niebezpieczny dla mieszkańców Ukrainy, jak i dla ludzi spoza jej granic.

Spokojnie – to tylko AfD

Spokojnie – to tylko AfD

Łukasz Jastrzębski

AfD idzie po władzę w Niemczech. Nie mam co do tego większych wątpliwości. Wcale nie dlatego, że jest taka dobra. Powodem jest to, że partie starego establishmentu całkowicie się skompromitowały realizując politykę odklejeńców z Brukseli.

CDU i SPD są po prostu całkowicie niewiarygodne i powszechnie uważane za formacje prowojenne. Dzisiejsze AfD jest w wielkim skrócie dla mnie przedwczorajszym CDU.  Alternatywa dla Niemiec (AfD), w nowym sondażu notuje 45 proc. poparcia, jest najsilniejszą partią we wschodnich landach Niemiec. Jak się nic nie zmieni to tam będzie rządzić samodzielnie lub wraz z lewicowymi suwerenistami z Sojuszu Sahry Wagenknecht. Polityka Niemiec zostanie skorygowana, ale żadnych radykalnych i rychłych zmian kulturowych tam nie będzie. Takie procesy odbywają się długofalowo.

Przyjmuję wyborcze wyniki AfD jako fakt. Nie wolno ulegać emocjom i szantażowi mediów, trzeba analizować. Alternatywa dla Niemiec jest normalną europejską partią polityczną. Nie składa się z aniołów świetlistych ani stronników Lucyfera. Jest typową partią suwerenistyczną z niewielkimi elementami niemieckiego nacjonalizmu. Istnieje w niej oczywiście nurt rewizjonistyczno -nostalgiczny, ale jest on stosunkowo slaby. Demonizują go media lewackie i liberalne. Pisanie o AfD jako o kontynuacji NSDAP jest zupełnie niepoważne. To równie absurdalne twierdzenie jak te, że PiS jest nacjonalistyczny i prorosyjski. Uwierzyć mogą w to, tylko utrzymankowie starego Georga Sorosa i odmóżdżone wyznawczynie KOD-u.

Pisanie o AfD jako formacji antysemickiej jest jeszcze bardziej głupie. Ze względu na ilość muzułmanów w Europie AfD jest raczej proizraelska. Taki jest obecnie trend. Jest również trumpistowska, co wyklucza antyizraelizm. To nie jest wyjątek na naszym kontynencie. Takie są centro-narodowe formacje w całej Europie na czele z Francją, Anglią, Holandią i Austrią. Warto odnotować, że izraelska partia Likud, kierowana przez Benjamina Netanjahu, została w 2025 przyjęta jako członek obserwator do europejskiego sojuszu prawicowych partii politycznych „Patrioci dla Europy”. Tym samym stała się sojusznikiem Krzysztofa Bosaka i jego Ruchu Narodowego. [!!! md]

Zachowajmy umiar i spokój. Nie należy szukać niemieckich wojaków w pikielhaubach wokół osiedlowego Lidla. Na dzisiaj Alternatywa dla Niemiec nie jest zagrożeniem dla Polski. W jej programie nie ma zapisanych żadnych antypolskich elementów. Wypowiedzi jakiś polityków tej formacji nie odzwierciedlają programu AfD. Dokładnie tak jak wypowiedzi Przemysława Czernka nie sprawią, że PiS stanie się realnie antyukraiński.

Formacja ta może nawet odegrać pozytywną rolę dla nas Polaków. Dlatego, że rządy AfD mogą spowodować dalszy rozkład pomysłu europejskiego superpaństwa, zaś rządy tej formacji mogą być elementem normalizacji stosunków z Federacją Rosyjską czy Białorusią. O najważniejszym aspekcie dla Polski napisze na końcu tekstu.

Rok temu w Cedyni podczas III Zjazdu Klubów Myśli Polskiej rozmawiałem z wpływowym w AfD asystentem posła Götza Frömminga Adamem Gołkonttem. Dodam, że jest on przewodniczącym sekcji współpracy polsko-niemieckiej w tej formacji. Wyartykułował kwestie, które nas mogą łączyć z AfD. Nie sposób odmówić było mu w wielu sprawach całkowitej racji. Nie do końca mnie przekonał, ale uważam, że warto a nawet należy rozmawiać.

Premier Donald Tusk stwierdził, że „w Polsce tylko idioci albo zdrajcy mogą się cieszyć z triumfu AfD w Niemczech”. Spodziewając się uderzenia po raz kolejny ze strony PiS-istów dziadkiem z Wehrmachtu wypowiedział te głupawe zdanie. Kiedyś w bezrozumnym amoku sugerował, ze prezydent USA Donald Trump został wręcz zwerbowany przez rosyjskie. Potem Donald Trump został prezydentem USA. Dużo nas Polaków to kosztowało. Za serię idiotycznych wypowiedzi o Alicji Weidel i Alternatywie dla Niemiec też zapłacimy. Tusk ze swoimi tezami zostanie, tak jakby mógł zostać Himilsbach z angielskim – gdyby był mniej zapobiegliwy.

Ze strony niemieckiej – a właściwie „niemieckiej” – widzę dzisiaj inne zagrożenia, niż nacjonalizm, nazizm i szowinizm. Zagrożeniem jest wielobarwna i wielonurtowa ideologia płynąca z „niemieckich” fundacji, które wspierają wszelakie ruchy rozkładowe i antytradycjonalistyczne w naszym kraju – od ekologizmu, przez feminizm i obłędnie pojmowaną równość po jawną rusofobię. Ale te fundacje najczęściej jak wykazała Monika Karbowska mają korzenie w USA. Bo anglosaski i szerzej korporacyjny globalizm nie przewiduje w Europie żadnych państw narodowych – ani Polski, ani Niemiec.

Nie oznacza to oczywiście tego, że kwestia niemiecka powinna być odpuszczona przez nasze środowisko. Jesteśmy endekami – uczniami Romana Dmowskiego – i doskonale rozumiemy sprawę niemiecką. Berlin w dalszym ciągu jest w nieporównywalnie w lepszym położeniu ekonomicznym, niż Warszawa. Powinniśmy obserwować, analizować i wyciągać wnioski. Ale nie wolno ulegać oszołomskiemu i mocno szkodliwemu szantażowi, który został wymyślony przez speców od kreacji polityki działającej na korzyść Anglosasów. Nie jest przypadkiem, że najpierw PiS, a potem KO straszą nas Rosją i Niemcami milcząc o wrogu realnym.

Najgorszym rozwiązaniem jest silne związanie Berlina i Kijowa. Znienawidzona na dzisiaj przez władze na Ukrainie Alternatywa dla Niemiec może zapobiec temu niebezpiecznemu dla Polski scenariuszowi.

Łukasz Jastrzębski

Czy Bibi wymanewruje Trumpa, by użył broni jądrowej

Wygląda na to, że Anglin miał jednak rację.

Autorstwa Mike’a Whitneya uncutnews-ches-sieht-so-aus-als-haette-anglin-doch-recht-gehabt

========================

Trump ma tylko dwie możliwości: albo się wycofa i pogodzi z porażką, albo użyje broni jądrowej. Trzeciej opcji nie ma

======================

Donald Trump nie chce zabijać milionów irańskich cywilów. Ale Trump jest przyparty do muru, a czasu jest coraz mniej. Strategiczne rezerwy ropy naftowej niebezpiecznie się kurczą, długoterminowe stopy procentowe powoli rosną, a globalny szok naftowy jest nieunikniony. Co zrobi Trump?

Praktycznie rzecz biorąc, wojna jest przegrana. To, co miało być ukierunkowaną operacją zmiany reżimu, po której nastąpiły masowe demonstracje publiczne, przerodziło się w boleśnie długi okres adaptacji, w którym przywódca „jedynego supermocarstwa świata” przyzwyczaja się do nowej rzeczywistości, w której Ameryka zakończyła swoją hegemonię w wojnie, której nie musiała toczyć – z wrogiem, który nie chciał nam zrobić krzywdy.

Kwestią nigdy nie poruszaną w mediach jest prosty fakt, że amerykańskie bazy wojskowe rozsiane po Zatoce Perskiej i Bliskim Wschodzie stanowią fundament amerykańskiej hegemonii . W miarę jak coraz więcej tych baz jest niszczonych przez precyzyjne hipersoniczne pociski balistyczne Iranu, regionalna dominacja USA słabnie, pozostawiając próżnię władzy, którą wypełnił Teheran. To jest nowy porządek w regionie i dopóki Trump nie znajdzie sposobu na cofnięcie czasu, nie ma już powodu, by udawać, że Stany Zjednoczone pozostają gwarantem bezpieczeństwa regionalnego.

A jeśli Stany Zjednoczone nie są już w stanie chronić wielu krajów produkujących ropę przed zagrożeniami, to nie ma już powodu, by sprzedawać ropę w dolarach ani reinwestować tych wpływów w amerykańskie obligacje skarbowe. Krótko mówiąc, głupota Trumpa w Iranie doprowadziła do najbardziej niszczycielskiej zmiany geopolitycznej ostatniego stulecia, stanowiąc największą strategiczną porażkę w 250-letniej historii Ameryki . Nic innego nawet się do niej nie zbliża.

Teraz, gdy rozumiemy kontekst, powinniśmy zrozumieć, dlaczego groźby Trumpa dotyczące użycia broni jądrowej przeciwko Iranowi nie powinny być odrzucane jako puste przechwałki. Mówiąc wprost, Trumpowi kończy się czas i musi szybko zdecydować, jak postępować. Ale – jak wszyscy wiemy – wyczerpał już swój arsenał broni konwencjonalnej, nie będąc w stanie przekonać Iranu do spełnienia jego żądań ani do żadnych ustępstw. Co więc może zrobić?

Tak, co on może zrobić? To pytanie powinno podnosić ciśnienie każdemu rozsądnemu Amerykaninowi po tej farsie, bo realistycznie rzecz biorąc, Trump ma tylko dwie możliwości: albo się wycofa i pogodzi z porażką, albo użyje broni jądrowej. Trzeciej opcji nie ma.

Dlatego Amerykanie powinni się tak martwić, bo nasz prezydent, ten „ryzykant”, jest zdolny (z czystej desperacji) do podjęcia pochopnej decyzji, która zmieni bieg historii. Trump nie opuści urzędu w niesławie. Znacznie bardziej prawdopodobne jest, że zrobi coś ryzykownego i nieskończenie bardziej niebezpiecznego . Spójrzcie na ten fragment autora Andrew Anglina, który przejrzał, co działo się w kwietniu:

Od dziesięcioleci badania dowodzą, że to, czego jesteśmy świadkami w tej wojnie, jest dokładnie tym, co by się wydarzyło: odwetowe ataki rakietowe zdolne do zniszczenia baz amerykańskich w regionie i sparaliżowania państw Zatoki Perskiej na zachodnim wybrzeżu na dziesięciolecia poprzez zniszczenie portów, pól naftowych i zakładów odsalania; skuteczne ataki na Izrael; oraz zamknięcie Cieśniny Ormuz. Co więcej, każdy, kto choć trochę znał sytuację, wiedział, że doprowadzi to do globalnego kryzysu gospodarczego, połączonego z niedoborami ropy naftowej, gazu, nawozów i helu.

To absolutnie niemożliwe, żeby Izraelczycy uwierzyli w: „Zabijcie ajatollaha, a demokracja wypuści gałęzie i wypełznie z Zatoki Perskiej”.… Bibi jest zdolny do wielu rzeczy, ale nie jest głupi. Mossad dysponuje wszystkimi elektronicznymi danymi wywiadowczymi i najlepszymi źródłami informacji wywiadowczych wśród agencji wywiadowczych na świecie. Nie dadzą się nabrać na takie bzdury, z których śmiałby się każdy student politologii pierwszego roku.

Rozważmy obecną sytuację: Iran zrobił to, co najwyraźniej zamierzał i wygrywa wojnę. Żadne intensywne bombardowania nie powstrzymają go przed wystrzeleniem pocisków w kierunku państw Zatoki Perskiej, baz USA, Izraela i każdego nieautoryzowanego statku próbującego przepłynąć przez cieśninę. Nawet całkowite zniszczenie miast, jak miało to miejsce w Strefie Gazy, nie położy kresu możliwościom Iranu.

W podcastach omówiono następujące możliwości: albo Trump się podda i skapituluje, spełniając większość lub wszystkie żądania Iranu – w tym wycofanie wojsk amerykańskich z regionu, zakończenie izraelskiej agresji i pozwolenie Teheranowi na pobieranie opłaty za przepływ przez cieśninę – albo będzie kontynuował bombardowania, aż skończą mu się bomby, a światowa gospodarka się załamie, a Iran pozostanie u władzy na czas nieokreślony.

Jeśli przyjmiemy tę perspektywę, musimy zadać sobie pytanie, dlaczego Bibi tak zaciekle forsował tę wojnę. Każdy z dwóch wymienionych możliwych scenariuszy stawia Izrael w znacznie gorszej sytuacji niż przed bombardowaniami.

Jaki więc był plan Bibi?

Jedyną możliwą odpowiedzią na to pytanie jest to, że Bibi zamierzał stworzyć warunki do ataku nuklearnego na Iran. Zwróćcie uwagę, że nie chodziło o zrzucenie jednej bomby atomowej na Teheran, bo to i tak niczego by nie rozwiązało, ale o zrzucenie 15 do 20 bomb atomowych i próbę całkowitego unicestwienia cywilizacji.

Wojna z Iranem: nuklearny słoń w pokoju wojennym Trumpa, The Unz Review

Anglin przedstawia bardzo przekonujący argument. Według wszelkich obiektywnych kryteriów Izrael jest dziś w gorszej sytuacji niż przed wojną. Iran ma silną pozycję na najważniejszym szlaku wodnym świata, a siła Stanów Zjednoczonych została znacznie osłabiona przez zniszczenia jego baz wojskowych. Dlaczego więc Bibi jest tak pewny, że sytuacja się poprawi i Izrael zwycięży ? I dlaczego nikt w izraelskich mediach nie skrytykował obecnej sytuacji, w której Iran de facto stał się regionalnym supermocarstwem? Czy nie są zdolni do obiektywnej analizy, czy też wiedzą coś, czego my nie wiemy?

Wiedzą za to, że ktoś tak prominentny w „aktach Epsteina” jak Trump nie odejdzie nagle od scenariusza i nie zrobi czegoś patriotycznego, na przykład wycofa wojsk amerykańskich i położy kres temu koszmarowi.

Nie. Trump zrobi to, co mu każą i zaaranżuje katastrofę, którą przewiduje Anglin. Do tego właśnie zmierzamy. Dlaczego inaczej Izraelczycy mieliby być tak pewni zwycięstwa, skoro wszystkie znaki wskazują na coś przeciwnego?

Oto ponownie Anglin:

Najprostszym sposobem na „uzasadniony” atak nuklearny byłoby zainscenizowane przez Izrael wydarzenie na terytorium USA, na wzór zamachów z 11 września. To prawdopodobnie skłoniłoby Trumpa do naciśnięcia przycisku.

Jeśli jednak to się nie powiedzie, wydaje się prawdopodobne, jeśli nie wysoce prawdopodobne, że Izrael ostatecznie po prostu dokona zbrodni na własnym terytorium, stwierdzi, że „nasze istnienie jest zagrożone” i użyje broni jądrowej.

Następnie Netanjahu podałby się do dymisji i zostałby ułaskawiony przez izraelski sąd.

Oczywiście, nie wiem, czy to się rzeczywiście wydarzy… Jest mnóstwo nieprzewidzianych zdarzeń, które mogą temu zapobiec. Jednak obecnie wydaje się bardzo prawdopodobne, że wojna z Iranem zakończy się atakiem nuklearnym na ten kraj na dużą skalę.

Wojna z Iranem: nuklearny słoń w pokoju wojennym Trumpa, The Unz Review

Oczywiście mam nadzieję, że Anglin się myli, ponieważ uważam, że atak nuklearny byłby niewyobrażalnie tragiczny dla Iranu i całego świata. Niestety, bardzo trudno mi obalić argument Anglina – w końcu Trump przeciągał ten konflikt miesiącami, mimo że doskonale wiedział, że amerykańskie ataki rakietowe są nieskuteczne, a mimo to kontynuował tę samą nieudaną politykę. Dlaczego?

Ponieważ jedynymi realnymi opcjami są ucieczka lub użycie broni jądrowej. Wartość tych ataków odwetowych polega na stworzeniu wrażenia, że ​​Stany Zjednoczone czynią postępy w realizacji swoich celów strategicznych, podczas gdy w rzeczywistości jest odwrotnie. Ataki te nie przynoszą żadnych korzyści. Iran w żadnym momencie nie rozluźnił uścisku na cieśninie ani nie wykazał nawet najmniejszych oznak osłabienia. Irańskie władze są odważniejsze i bardziej zdeterminowane niż kiedykolwiek. Nieustępliwie bronią swojego kraju. Oto Anglin po raz ostatni:

Niesprawiedliwe byłoby twierdzenie, że twórcy podcastów nie poruszają kwestii potencjalnej wojny nuklearnej. Wspomina się o niej. Jednak fakt, że tomusiał być plan Bibiego, nie został poruszony. Nie widziałem, żeby ktoś tak mówił. A jednak nie ma innego logicznego sposobu, aby podążać za tym tokiem rozumowania.

Słyszałem, jak niektórzy komentatorzy poruszali kwestię, że Bibi nie mógł wierzyć w teorię „powstania ludowego”, a ich odpowiedzi były takie, że mógł chcieć osłabić Iran – co jest z pewnością niemożliwe, bo przecież doskonale wiedział, że dojdzie do takiej właśnie sytuacji – albo że obawiał się o swoje postępowania prawne, co jest również śmieszne, bo mógłby je opóźniać, wszczynając wojny w Strefie Gazy, Libanie i na Zachodnim Brzegu.

To po prostu fakt, że jedyne, o czym Bibi mógł myśleć, to możliwość wywołania serii zdarzeń, które albo doprowadzą Trumpa do ataku nuklearnego na Iran, albo do tego, że Izrael będzie „usprawiedliwiony” do użycia własnej broni jądrowej. Wolałby to pierwsze, ale zadowoliłby się również drugim.

Wojna z Iranem: nuklearny słoń w pokoju wojennym Trumpa, The Unz Review

Myślę, że ma rację. Taki był zawsze plan. Bibi nie chce zmiany reżimu, rewolucji populistycznej ani kontroli USA nad ogromnymi zasobami Iranu. Nie. Chce, żeby Iran stał się drugą Gazą. O to właśnie chodzi. Chce, żeby Iran został starty z mapy, unicestwiony, zredukowany do tlącej się sterty gruzów. Izrael nie kieruje się „celami strategicznymi”. To absurd. Izrael nie ma żadnej strategii. Izrael skacze od jednej konfrontacji do drugiej, siejąc tyle śmierci i zniszczeń, ile to możliwe, nawet nie myśląc o stanie ostatecznym, w którym pokój i bezpieczeństwo mogłyby rozkwitnąć. ​​Bibi wierzy w permanentną wojnę; permanentne państwo, w którym Amalek czai się za każdym rogiem, a Izrael musi nieustannie inicjować działania wojenne w imię „samoobrony”. Tak właśnie działa Izrael.

Bibi nie chce funkcjonującego Iranu. Chce kolejnego Nagasaki, kolejnej Hiroszimy; zniszczenia, jak okiem sięgnąć . To ostrzeżenie Netanjahu dla wszystkich, którzy ośmieliliby się sprzeciwić państwu Izrael. Teraz musi tylko stworzyć odpowiednie warunki (pod fałszywą flagą), aby atak nuklearny wydawał się uzasadniony. Nie powinno to być zbyt trudne dla „doświadczonego” człowieka, takiego jak Bibi.

O tak, i musi zmusić Trumpa do wykonania tego zadania. Nie ma o czym dyskutować.

Źródło: Wygląda na to, że Anglin jednak miał rację

Ćwierć wieku terroru kłamstw

Ćwierć wieku terroru kłamstw

11. września 2026 Marek Wojcik world-scam/cwierc-wieku-terroru-klamstw

Terroryzm nie został wymyślony na potrzeby zamachów na Manhattanie przed 25 laty. Od upadku ZSRR minęła dekada – wystarczająco długi okres, aby Pentagon mógł się przestawić na nowego wroga i stał się nim właśnie terroryzm. Ogłoszono wojnę terroryzmowi, która w praktyce objawiała się cichym wspieraniem terrorystów bezwzględnie potrzebnych głębokiemu państwu, żeby utrzymać społeczeństwo w strachu i przekonać świat, że jedynym ratunkiem przed nowymi atakami Al-Kaidy jest amerykańska armia i jej wojny.

Amerykański flirt z terrorem miał początki w latach 1979–1989, kiedy CIA prowadziła program o nazwie Operacja Cyclone. Było to w okresie, kiedy ZSRR napadł na Afganistan i USA wspomagała Mudżahedinów, Talibów i także pośrednio Al-Kaidę.

Wojna z „osią zła” usprawiedliwia przecież wszelkie metody.

Do czego Deep State potrzebował wojny z terrorem i dlaczego bez skrupułów poświęcił w tym celu życie ponad 3 tysięcy Amerykanów? Na to pytanie jest jedna odpowiedź: władza! Głębokie państwo ma władzę, jednak nie chce jej stracić tylko dlatego, że przeciwnik – ZSRR – poddał walkowerem zimną wojnę.

Jest jeszcze wiele osób przekonanych o „terrorystycznym” zamachu na World Trade Center w Nowym Yorku dokładnie 25 lat temu. Także bajka o bohaterskich pasażerach lotu 93, którzy poświęcili własne życie i powstając na pokładzie przeciwko porywaczom, doprowadzili do katastrofy lotniczej w Pensylwanii ciągle ma wielu zwolenników. Co świat tam zobaczył? Dziurę w ziemi o głębokości około 6 metrów bez jakichkolwiek śladów samolotu, paliwa lotniczego, czy ofiar katastrofy.

Wywiad z burmistrzem Shanksville – miejscowości w pobliżu miejsca „katastrofy”.
Samolot? Po wypadku nie znaleziono niczego, co by przypominało jego szczątki.
Źródło.

Na kolejnym filmie pokazane zostało porównanie śladów po dwóch katastrofach lotniczych. Tej z Pensylwanii i innej, samolotu pasażerskiego Boeing 737 w Etiopii z 10 marca 2019 roku.

Źródło.

Uważam, że po 25 latach nie potrzeba więcej dowodów na największą akcję terrorystyczną, za którą stała banda hochsztaplerów z USA wystraszona groźbą utraty władzy. Jeśli komuś brakuje dowodów, zapraszam do przeczytania mojego artykułu sprzed pięciu lat: 20 lat Ground Zero.

Bez jakichkolwiek dowodów obciążono odpowiedzialnością za zamach Al-Kaidę z jej szefem Osamą bin Ladenem. Dzisiaj ta wersja nie pasuje aktualnej polityce Waszyngtonu. Cóż więc dziwnego, że z okazji 25-lecia zamachu prezydent Trump postanowił uczcić ją, skreślając wielu współpracujących z Al-Kaidą – dzisiaj już „mężów stanu” – z listy poszukiwanych terrorystów. Ot tak, prezydenckim dekretem dawny wróg staje się przyjacielem.

W opublikowanym w piątek na presstv.ir Artykule: Trump znosi sankcje nałożone na znane osobistości Al-Kaidy, podczas gdy Ameryka przygotowuje się do 25. rocznicy zamachów z 11 września (źródło), czytamy:

Trump usunął z amerykańskiej listy terrorystów czołowe postacie Al-Kaidy, takie jak Abdullah Muhaysini, saudyjski duchowny, który rekrutował dzieci i nastoletnich zamachowców, aby siać spustoszenie w Syrii w ciągu ostatniej dekady. Muhaysini, który brał udział w sfilmowanej masakrze 56 jeńców wojennych w bazie lotniczej Abu-Dhuhur w 2015 r., został usunięty z listy na wniosek samozwańczego prezydenta Syrii Abu Mohammeda al-Julaniego, współzałożyciela Daesh i założyciela Dżabat an-Nusra, syryjskiej odnogi Al-Kaidy.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

9/11 i Epstein w tle

9/11 i Epstein w tle

11.09.2026 Sławomir M. Kozak aurora/9-11-i-epstein-w-tle

Mija ćwierć wieku od tak zwanego „ataku na Amerykę”, a świat nadal nie uzyskał odpowiedzi na pytanie o jego szczegóły, a przede wszystkim rzeczywistych sprawców. Przez wszystkie te lata powstały tysiące „teorii spiskowych” próbujących wyjaśnić te kwestie i najmocniej trzyma się ta powołana do życia przez amerykański rząd, w myśl której cztery samoloty pasażerskie, którymi tego zamachu dokonano porwało 19 arabskich porywaczy z nożykami do cięcia kartonu i nienawiścią do Stanów Zjednoczonych w sercach.

Nie będę już dziś przywoływał po raz kolejny wszelkich argumentów zbijających tę idiotyczną narrację. Moi starsi czytelnicy zdążyli się z nimi zapoznać dokładnie, bo przecież napisałem na ten temat kilka książek i setki artykułów. Tych młodszych, którzy przyszli na świat już po tych wydarzeniach, a dziś wchodzą w dorosłość, zachęcam po prostu do sięgnięcia po nie. Można je łatwo znaleźć, choćby na mojej stronie internetowej (www.oficyna-aurora.pl).

Podpowiadam tylko, że o tym tragicznym, nie tylko dla Ameryki, ale całego świata dniu, wspominałem przez 18 lat również w książkach nie dotyczących bezpośrednio zdarzenia nazywanego dziś powszechnie mianem „9/11”. Odwoływałem się do niego w licznych pozycjach nie mających tego określenia w tytule, poświęconych innym przypadkom czy ludziom występującym w historii przełomu XX i XXI wieku.

Najlepszym przykładem takiej książki jest „TerraMar. Utopia elit”, w której przybliżyłem kluczową dla tej sprawy postać, a której nikt z nią oficjalnie nie łączy. To Robert Maxwell. Magnat prasowy, agent wielu wywiadów i niemal oficjalny łącznik między służbami świata zachodniego i wschodniego w okresie zimnej wojny. To on był głównym sprzedawcą opisywanego przeze mnie w kilku książkach niesławnego oprogramowania PROMIS, które nie tylko dało szansę wejść we wszystkie systemy komputerowe agencji amerykańskich 11 września 2001 roku, w tym te zarządzające bezpieczeństwem na lotniskach i wspierające kontrolę ruchu lotniczego, ale też pozwoliło kilku służbom wywiadowczym na pełną infiltrację państwa polskiego jeszcze w latach poprzedzających tzw. transformację ustrojową.

Czyli w dużej mierze jego ówczesna działalność odbija się, nam Polakom, czkawką do dzisiaj. Z całą pewnością można też przyjąć, że to on położył podwaliny pod obecne wydarzenia bombardujące cały świat każdego dnia. Dosłownie, w kontekście toczących się aktualnie dwóch największych wojen, ale też w kwestii realizowanych nieprzerwanie założeń Agendy 2030, które kontynuują wszystkie jego dzieci.

Pisałem w przywołanej książce, że Christine Maxwell jest żoną Rogera Maliny, fizyka po słynnym MIT. Ukończył on również wydział astronomii na Uniwersytecie Kalifornijskim. Pracował dla NASA, zajmował się badaniem ciemnej materii i ciemnej energii. Brzmi fascynująco, choć odrobinę ponuro. (…) Początkowo, Christine była redaktorką, zajmującą się literaturą naukową, w wydawnictwie Pergamon Press, należącym do jej ojca. To właśnie Pergamon i inne firmy Roberta Maxwella zajmujące się oprogramowaniem i informacją już na początku lat 70., opracowywały komputerowe narzędzia informacyjne. Zostały później przejęte nie tylko przez wielkie firmy globalistyczne, ale także przez FBI i agencje wywiadowcze. Otworzyły ogromne możliwości dla izraelskich programów szpiegowskich. Christine została później współzałożycielką firmy Chiliad, zajmującej się oprogramowaniem do inteligentnej eksploracji danych na żądanie, z wykorzystaniem technologii wyszukiwania w języku naturalnym. Oprogramowanie tej firmy było podstawą technologii pozyskiwania informacji i tworzenia bazy danych antyterrorystycznych dla FBI. To ta baza „pomogła” powiązać arabskich zamachowców z wydarzeniami 11 września 2001 roku!

O ile Christine zdecydowanie odwoływała się do swej brytyjskości i ogólnie, świata anglosaskiego, o tyle jej siostra Isabel Maxwell pozostaje fanatyczną syjonistką, która swe życie poświęciła budowaniu przedsiębiorstw pracujących dla państwa Izrael. Już w latach 90. Isabel i jej mąż David Hayden, z pomocą Christine i także jej męża, stworzyli jedną z pierwszych wyszukiwarek internetowych, Magellan. Została natychmiast wykorzystana przez AT&T, Time Warner, IBM, Netcom i Microsoft. Swą pierwszą spółkę, McKinley Group, założoną w roku 1992, sprzedali w roku 1996, za 4,5 miliona dolarów konkurencyjnej firmie, Excite. W latach 1997-2001 Isabel była prezesem Commtouch Inc., izraelsko-amerykańskiej firmy zajmującej się przesyłaniem wiadomości e-mail i bezpieczeństwem internetowym. Commtouch został później zintegrowany z pocztą Google, czyli Gmail. Pośród jej udziałowców roiło się od ludzi związanych z głośną aferą Jonathana Pollarda. Firma weszła na giełdę NASDAQ w roku 1999, a w 2014 zmieniła nazwę na CYREN. Wielce prawdopodobne jest, że to właśnie Christine i Isabel, przy wsparciu Mosadu, pomogły Sergey’owi Brin i Larry’emu Page stworzyć, i wprowadzić na rynek wyszukiwarkę Google.

Trzeba wyjątkowego uporu, by nie dostrzec, że dzięki takim właśnie osobom, wywiadowi izraelskiemu nie tylko udało się wejść tylnymi drzwiami na teren Doliny Krzemowej, ale też pozyskać z czasem jej najważniejszych graczy, jak choćby Bill Gates, czy Paul Allen. W roku 2001, Isabel zadeklarowała, że „będzie pracować tylko nad sprawami ważnymi dla Izraela”, a żeby to podkreślić, przyjęła równocześnie stanowisko prezesa Centrum Peresa na rzecz Pokoju. (…)

Nie sposób pominąć w tym miejscu postaci jej syna, Alexa Djerassi, który od razu po ukończeniu szkoły został zatrudniony w roku 2008, przez Hillary Clinton do pracy na rzecz jej ówczesnej kampanii prezydenckiej. Fakt, że kampania okazała się porażką nie wpłynął na jego karierę, wręcz przeciwnie, otrzymał pracę w Departamencie Stanu, początkowo jako „specjalny asystent”, ale szybko awansował na szefa sztabu w Biurze Asystenta Sekretarza Stanu, w Wydziale Spraw Bliskowschodnich. W tej roli był doradcą strategicznym i nadzorował stosunki USA z Izraelem, Arabią Saudyjską i Iranem.

Jej bracia, Ian i Kevin, uruchomili nie tak dawno działalność pod nazwą „Zwalczanie terroryzmu i ekstremizmu dżihadystycznego” (COJiT)! W zakładce „o nas” piszą, że „CoJiT jest zarejestrowaną spółką non-profit z ograniczoną odpowiedzialnością (Co. No. 11730673), której głównym celem jest prowadzenie edukacji na rzecz społeczeństwa w Wielkiej Brytanii i poza nią, w dziedzinie zwalczania terroryzmu dżihadu, i ekstremizmu w ogóle, jego przyczyn, cech, i konsekwencji oraz reakcji na niego”. Oczywiście, ponad dwie dekady po 9/11, zajmowanie się dżihadystami zakrawa na kpinę, stąd poczesne miejsce wśród dziś najistotniejszych, światowych „izmów”, zajmuje zapewne nacjonalizm. Wśród osób związanych z COJiT znaleźć można ludzi współpracujących na co dzień z rządem Wielkiej Brytanii, a szczególnie z instytucjami kojarzonymi z Ministerstwem Obrony, uczelniami wojskowymi i przemysłem zbrojeniowym.

Najsłynniejszą z rodzeństwa stała się oczywiście ukochana córeczka Roberta – Ghislaine, którą media całego świata starają się usilnie przedstawiać, jako wspólniczkę słynnego Jeffreya Epsteina, podczas gdy w rzeczywistości w tym duecie to ona grała pierwsze skrzypce. To Robert Maxwell wybrał tego pedofila na przyszłego partnera swej córki już w latach 80. ub. wieku, a w ich wieloletniej działalności stręczenie nieletnich możnym tego świata nie było wcale największą zbrodnią.

Są to sprawy tak intrygujące i ważne dla nas wszystkich, że trudno pojąć, iż ludzi w ogóle to nie zajmuje. Być może rozwinę kiedyś ten wątek, choć coraz mniejszą znajduję przyjemność w pisaniu dla garstki zainteresowanych. Jak wspominałem w książce kończąc jeden z rozdziałów, przez ponad pół wieku rodzina Maxwellów miała bardzo duży wpływ na rozwój nie tylko branży oprogramowania komputerowego, ale też Internetu i mediów społecznościowych. A także, jak wiele na to wskazuje, globalnej sieci szpiegowskiej. Jest to aspekt w ogóle pomijany przez media, co zrozumiałe, ponieważ łatwiej Epsteina sprowadzić do roli psychopatycznego pedofila, działającego bądź to dla zaspokojenia własnych, bądź cudzych, perwersyjnych żądz, aniżeli doszukiwać się rzeczywistych motywów, którymi się kierował i prawdziwych beneficjentów tych działań.

Kilka miesięcy temu administracja Trumpa poinformowała pompatycznie o upublicznieniu tzw. akt Epsteina. W rzeczywistości jednak te dane zawierały ponad 6 mln stron, z czego 3,5 mln pozostaje nadal tajnych. Co najciekawsze, to fakt, że te pozostające z gryfem tajności zawierają zbiór wiadomości i korespondencji z bardzo szczególnego okresu. To przedział kilku miesięcy przed i paru miesięcy po dacie, którą dziś przyszło nam wspominać. Czy zatem 9/11 nie pozostaje nadal jedną z najbardziej intrygujących zagadek historii współczesnej?

Sławomir M. Kozak

Zapraszam do zaglądania na portal Reduta.tv

Idea „Wielkiego Izraela”. Świat już płaci haracz.

Stanisław Michalkiewicz: Świat już płaci haracz

magnapolonia/michalkiewicz-swiat-juz-placi-haracz

   Jak pamiętamy, władze izraelskie, a wraz z nimi wszyscy żydofile, w 2023 roku lamentowali, że rakietowy atak Hamasu na Izrael przeprowadzony 7  października był całkowicie „zaskakujący” i dlatego pociągnął za sobą tyle ofiar, a także – tylu zakładników. Od samego początku wydawało mi się to bardzo wątpliwe i to z kilku powodów.

Po pierwsze – wywiad izraelski, czyli Mosad, uchodzi za jeden z najlepszych, a może nawet najlepszy na świecie. Jest to między innymi skutkiem tego, że Żydowie żyją w diasporze, w związku z tym Mosad w każdym kraju, a jeśli nie w „każdym” to w takim, gdzie ta diaspora żydowska się znajduje, może mieć swoją agenturę.

Po drugie – że co jak co, ale Strefa Gazy, z której Hamas wyprowadził swój „zaskakujący” atak, z całą pewnością jest naszpikowana izraelskimi agentami, niczym wielkanocna baba rodzynkami. Jeśli zatem – po trzecie – do  przeprowadzenia tego „zaskakującego” ataku użyte były tysiące rakiet domowej roboty, to jest rzeczą niemożliwą, żeby argusowemu oku Mosadu umknęła taka masowa produkcja.

W takiej sytuacji – po czwarte – jeśli Izrael stworzył wrażenie, jakby mu umknęła, to możliwe to było tylko dlatego, że ktoś nałożył Mosadowi czarne okulary, a uszy zalepił woskiem, niczym Odyseusz swoim marynarzom, kiedy chciał posłuchać śpiewu Syren. Jedynym człowiekiem, który coś takiego mógł zrobić, by Beniamin Netanjahu, nad którym wtedy wisiała groźba wtrącenia do turmy – czego domagali się liczni demonstranci.

Kierując się tedy –  po piąte – starożytną, pełną mądrości rzymską sentencją: „is fecit, cui prodest” – co się wykłada, że ten zrobił, kto skorzystał, nieubłagany palec wskazuje nie tylko na premiera Benjamina Netanjahu, który dzięki temu nie tylko uniknął turmy, ale wkrótce stanął na czele „rządu jedności narodowej” bezcennego Izraela i nawet prezydent Józio Biden, który wcześniej kręcił nad nim nosem, po „zaskakującym”  ataku Hamasu nie tylko przestał nosem kręcić, ale pogalopował do Izraela, by swojej umiłowanej duszeńce okazać „pełną solidarność”. Czegóż chcieć więcej?

W takiej sytuacji – po szóste – wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że tak naprawdę to nie żaden Hamas, tylko bezcenny Izrael, za pośrednictwem swojej agentury w Strefie Gazy doprowadził do tego uderzenia po to, by je następnie wykorzystać jako pretekst do aneksji tego terytorium.

   No i właśnie w dniach ostatnich dziennika „Haaretz” doniósł, że premier Beniamin Netanjahu „wiedział” z góry o tym „zaskakującym” ataku Hamasu. Czy tylko „wiedział”, czy dlatego „wiedział” – bo go przygotował i zainicjował? Oczywiście sam zainteresowany temu zaprzecza, chociaż nie bardzo energicznie, a poza tym na taką możliwość wskazuje szczere niewątpliwie wyznanie Beniamina Netanjahu, że „czuje się związany” ideą „wielkiego Izraela”.

Idea ta ma stary rodowód, z głębokiej starożytności,  kiedy to jeszcze bogowie, a nawet sam Stwórca Wszechświata, układali się z różnymi ciekawymi ludźmi i zawierali z nimi przymierza. Opis takiego bliskiego spotkania III stopnia został zapisany w zbiorze żydowskich sag, zwanym Biblią. Czytam tam m.in. jak to Stwórca Wszechświata upodobał sobie w pewnym mezopotamskim koczowniku i ułożył się z nim, że jeśli ów koczownik będzie Go słuchał i wychwalał, to On, w nagrodę, uczyni go „ojcem wielkiego narodu”, któremu odda w arendę obszar „od wielkiej rzeki egipskiej do rzeki wielkiej, rzeki Eufrat”.

Na tej podstawie Żydowie uważają się za faworytów Stwórcy Wszechświata i w ogóle – prawdziwych ludzi wśród istot człekopodobnych, wyciągają stąd wniosek, że ta wyjątkowa pozycja we Wszechświecie powinna kiedyś przełożyć się na panowanie, jeśli już nie nad Wszechświatem, to przynajmniej – nad Ziemią. Wstępem do tego – przynajmniej według premiera Beniamina Netanjahu – miałaby być realizacja idei „Wielkiego Izraela” – zgodnie z obietnicą nakreśloną przez Stwórcę Wszechświata. Trzeba przyznać, ż  e idea ta jest już całkiem zaawansowana.

Dzięki wykorzystaniu siły amerykańskich twardzieli, którzy przed Żydami skaczą z gałęzi na gałąź, kraje leżące na tym obszarze został już w znacznym stopniu politycznie obezwładnione, więc następnym etapem powinna być aneksja. Jest atoli szkopuł w postaci złowrogiego Iranu, który realizowanie idei Wielkiego Izraela uważa za zagrożenie nie tylko dla siebie, ale i dla całego regionu. Toteż Beniamin Netanjahu nie byłby sobą, gdyby nie wpadł na pomysł wykorzystania w tym celu największego amerykańskiego twardziela w  osobie prezydenta Donalda Trumpa.

Jak pamiętamy, wkręcił amerykańskiego prezydenta, chyba nawet „bez jego wiedzy i zgody” w tę wojnę, z której następnie zręcznie się wycofał, pozostawiając jej kontynuowanie Stanom Zjednoczonym. Prezydent Trump chyba już się zorientował, w jaką kabałę został wpakowany, ale sęk w tym, że nie bardzo wie, jak się z niej wymiksować.

Ogranicza się więc do ogłaszania triumfalnych komunikatów, że złowrogi Iran już jest passe – ale cóż z tego, kiedy onże Iran nie tylko się odgrywa, obrzucając amerykańskie bazy w rejonie Bliskiego Wschodu swoimi ponaddźwiękowymi dzidami, ale w dodatku się odgraża, że zrobi coś jeszcze gorszego.

   Wprawdzie Stany Zjednoczone mogłyby zniszczyć złowrogi Iran na tej samej zasadzie, co Feliks Dzierżyński, który każdego mógł aresztować – ale nie wiedzą, co na takie dictum powiedziałaby reszta świata. Wprawdzie w obronie demokracji można użyć nawet broni atomowej, ale w tym cały jest ambaras, że tą bronią dysponują nie tylko demokraci, ale również – wrogowie demokracji. Jak wrogowie demokracji i pokoju zareagowaliby na unicestwienie złowrogiego Iranu – tego nikt, łącznie z prezydentem Trumpem nie wie, więc rozsądek w tej sytuacji nakazuje zachowanie umiaru w niszczeniu.

W rezultacie złowrogi Iran wykorzystuje swój atut w postaci blokady cieśniny Ormuz, w następstwie czego cena baryłki ropy naftowej znowu przekroczyła 100 dolarów a z pewnością nie jest to ostatnie słowo.

   W ten oto sposób, za sprawą sprytnego i co tu ukrywać – obrotnego premiera rządu jedności narodowej bezcennego Izraela Beniamina Netanjahu, cały świat został zmuszony do płacenia haraczu z tytułu „związania się” izraelskiego premiera z ideą „Wielkiego Izraela”. 

Czyż to nie początek żydowskiej władzy nad światem? A co będzie później? Strach pomyśleć.

A niech tego prawnika trafi szlag !! Nie żyje emerytka skazana za „groźby” pod adresem Owsiaka

Nie żyje emerytka skazana za groźby pod adresem Owsiaka

Świeca, zdjęcie ilustracyjne
Świeca, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Unsplash / David Tomaseti

Giń człowieku ! Dość okradania, dość twojego dorabiania się!

===================================

Nie żyje pani Izabela Majewska, emerytka z Torunia, która w styczniu tego roku została skazana za „kierowanie gróźb pod adresem Jerzego Owsiaka”. Kobieta miała 67 lat.

O śmierci seniorki poinformował dziennikarz Telewizji Republika, który relacjonował proces.

„Nie żyje Izabela Majewska, dzielna emerytka z Torunia, która przeciwstawiła się złu i stanęła w obronie godności Polaków. Skazana za słowa, które były wyrazem sprzeciwu wobec pogardy dla Rodaków i dzielenia Narodu Polskiego. Niech odpoczywa w pokoju wiecznym Amen!” – przekazał Janusz Życzkowski.

Skazana za grożenie Owsiakowi

Pod koniec stycznia tego roku toruński Sąd Okręgowy skazał panią Izabelę na sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na rok. Dodatkowo kobieta miała zapłacić na rzecz Jerzego Owsiaka tysiąc złotych oraz ma zakaz komunikowania się oraz zbliżania do poszkodowanego.

Sprawa dotyczy wydarzeń z ubiegłego roku. Wtedy to emerytka z Torunia na jednym z portali społecznościowych napisała „giń człowieku” i „dość okradania, dość twojego dorabiania się”.

Krytyka była skierowana do szefa WOŚP Jerzego Owsiaka i nastąpiła po kolejnym finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Bardzo szybko po publikacji wpisów doszło do zatrzymania 67-latki. Służby przyszły do niej o 6 rano. Zatrzymania dokonano dwa dni po wpisach, ponieważ pierwszego dnia funkcjonariusze nie zastali pani Izabeli w mieszkaniu.

Na kobietę nałożono środki zapobiegawcze, m.in. obowiązek meldowania się na komendzie.

– Ta cała sprawa, od samego początku do samego końca, to jakiś żart – przekonywał dr hab. Szymon Tarapata, karnista z UJ.

Adwokat dodaje, że byłoby to wszystko nawet śmieszne, gdyby nie fakt, że to ośmieszanie polskiego państwa. – W tej sprawie, przede wszystkim, nie ma ani groźby bezprawnej, ani nawoływania do popełnienia zbrodni.

Równie dobrze można by postawić zarzuty komuś, kto po przeczytaniu tego tekstu napisałby w komentarzu „a niech tego prawnika trafi szlag„. Groźba karalna musi dotyczyć zapowiedzi popełnienia przestępstwa na szkodę innej osoby – dodał.

“Przebudzenie” Kaczyńskiego? Czy przeprosi? Co będzie po wyborach 2027?

“Przebudzenie” Kaczyńskiego? Czy przeprosi? Co będzie po wyborach 2027? – Bartosz Kopczyński

Autor: AlterCabrio, 11 września 2026

Ale Polacy wciąż na nich patrzą. Są zahipnotyzowani. To nie jest tylko zasługa mediów. To jest to, że Polacy się zajęli swoją osobistą konsumpcją. Za komuny brakowało wszystkiego. Mała stabilizacja. Mówiliśmy o tym niedawno. I teraz machnęli sobie ręką. Wiemy, że jesteście złodziejami. Mówią o politykach. Wiemy, że jesteście zdrajcami. Wiemy, że robicie machloje. Wiemy, że wasza polityka to jest bagno. Nie lubimy was. Ale machamy na to ręką, bo zajmujemy się swoimi sprawami. Jest nam dobrze. Mamy co jeść, gdzie mieszkać. Mamy to, czego nie mieliśmy za komuny. Byliśmy głodni tego, teraz to mamy. A więc co nas obchodzą te sprawy publiczne? To wasza sprawa. A my tutaj swoje życie urządzamy po swojemu.

◊

Myślę, że to szybko ci ludzie musieliby skorzystać z tych plecaków ucieczkowych i wynosić się stąd, bo z jednej strony mieliby wściekły tłum ludzi, którym zaburzyli konsumpcję osobistą, a z drugiej strony mieliby swoich własnych podwładnych. I teraz jaki jest, jaki jest knyf [chwyt lub podstęp md] ? Jaki tutaj jest patent w tym wszystkim? O czym ci politycy III RP nie myślą? Myślę, że oni o tym nie myślą, to trzeba im to podpowiedzieć. Co ich może czekać.

Oni od czasu pandemii biorą udział w potwornych szwindlach globalnych. Wcześniej robili szwindle w Polsce. Potworne. Ale potem już weszli na wyższy poziom. Zostali wciągnięci do tego jako narzędzia. Więc te wszystkie sprawy związane ze szczepieniami, plandemia, a potem wojna ukraińska, ukrainizacja Polski, tak zwane wsparcie dla Ukrainy, to są tak grube szwindle, że my to sobie nawet nie wyobrażamy, co tam jest. I teraz ci, którzy ich to wciągnęli, oni dali im działę.

Czyli ci tutaj politykierzy III RP biorą udział w tych szwindlach, ale ktoś ma na to kwity. I teraz, ale oni też mają dowody na to. Oni, ponieważ oni są wspólnikami, to oni też mają dowody na to. I gdyby jakimś sposobem ta ich władza upadła, a gdyby wprowadzili stan wyjątkowy, to ich władza prędzej czy później by upadła z tego powodu, że zaburzyliby konsumpcję Polaków i Polacy by ich po prostu roznieśli. Część przynajmniej. I oni by gdzieś tam próbowali uciekać, a część pewnie udałoby się tutaj zatrzymać, żeby posadzić na ławach oskarżonych i zaczęliby sypać swoich wspólników tam z zagranicy. I oni to wiedzą ci wspólnicy. Ja myślę, że gdyby przyszło co do czego, to byłoby tak jak Chruszczow robił z przywódcami demoludów(…)

================================

Koszt wojny na Ukrainie uderzył w Polskę. GUS ujawnia gigantyczne straty

Gigantyczny koszt wojny na Ukrainie uderzył w Polskę. GUS ujawnia gigantyczne straty w PKB

admin3 pt., 11/09/2026 mianynaziemi/gigantyczny-koszt-wojny-na-ukrainie-uderzyl-w-polske-gus-ujawnia-gigantyczne-straty-w-pkb

Źródło: AI Generated

Główny Urząd Statystyczny oszacował, że w latach 2022–2025 Polska utraciła 490,1 mld zł wartości produktu krajowego brutto w związku z rosyjską agresją na Ukrainę. Kwota ta odpowiada mniej więcej 3,5 proc. łącznego PKB kraju w tym okresie i stanowi równowartość około 113,5 mld euro. Szacunek zaprezentował 9 września 2026 r. prezes GUS Marek Cierpiał-Wolan podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu.

Dla porównania: w ustawie budżetowej na 2026 r. dochody państwa zaplanowano na 647,2 mld zł. Straty skumulowane przez cztery lata wojny są więc niemal tak duże, jak całoroczne wpływy do budżetu centralnego.

Największa część obciążenia spadła na gospodarstwa domowe – 292,1 mld zł. Sektor przedsiębiorstw stracił 126 mld zł, a sektor rządowo-samorządowy 72 mld zł.

GUS wyliczył także, że oszczędności gospodarstw domowych skurczyły się o 70 mld zł na skutek wyższej inflacji. Prezes urzędu wyjaśnił, że wysoka inflacja wywołała gwałtowny wzrost płac nominalnych, ale tempo wzrostu płac realnych wyraźnie wyhamowało. W 2022 r. wynagrodzenia realne spadły o 2 proc. Urząd przyjął ostrożne założenie, że jedna trzecia inflacji powyżej celu inflacyjnego wynikała z eskalacji wojny. Na tej podstawie oszacowano utratę siły nabywczej oszczędności.

Osobną kategorią są koszty, które państwo poniosło bezpośrednio. Dodatkowe wydatki na obronę narodową w latach 2022–2025 wyniosły 154,2 mld zł. Gdyby pozostały na poziomie zapisanym w pierwotnym projekcie ustawy o obronie Ojczyzny, byłyby właśnie o tę kwotę niższe. Cierpiał-Wolan podkreślił, że te pieniądze można było przeznaczyć na inne cele, potencjalnie bardziej efektywne z punktu widzenia wzrostu gospodarczego. Środki te finansowano w dużej mierze deficytem.

Z Funduszu Pomocy wydano dodatkowo 46,7 mld zł. W kalkulacjach uwzględniono skalę pomocy dla Ukrainy i obywateli Ukrainy przebywających w Polsce, sytuację na rynku pracy oraz zmiany gospodarcze i demograficzne.

Wstrząs gospodarczy wywołany wojną obniżył wartość dodaną brutto o 426,5 mld zł. Szczególnie mocno ucierpiało budownictwo – w tej sekcji wytworzono o 120,9 mld zł mniej wartości dodanej. Statystycy wiążą to m.in. z odpływem siły roboczej oraz skokiem cen materiałów: stali, cementu, szkła, asfaltu, kruszyw, metali nieżelaznych i tworzyw sztucznych. Wojna podniosła też koszty energii i surowców, a odcięcie od dostaw z Rosji dodatkowo zwiększyło presję cenową.

Nie wszystkie dziedziny gospodarki odnotowały spadek. Wzrosły wydatki w administracji, obronie narodowej, edukacji i ochronie zdrowia.

GUS zaznacza, że jest to szacunek, a nie roszczenie o natychmiastową wypłatę odszkodowania. Metodologię konsultowano z ekspertami, w tym z przedstawicielami ONZ. Jesienią urząd zapowiada pogłębione analizy regionalne i dziedzinowe oraz kolejne seminaria.

Celem opracowania jest – jak tłumaczono w Karpaczu – pokazanie, że koszty wojny ponoszą nie tylko państwo zaatakowane, ale także sąsiedzi i pozostali uczestnicy życia międzynarodowego. Ma to znaczenie perswazyjne w okresie powojennym i stanowi argument, że naruszenie prawa międzynarodowego da się wycenić także poza granicami Ukrainy.

Szacunek nie obejmuje wszystkich możliwych pozycji pozabudżetowych ani pełnego obrazu skutków społecznych. Skupia się na utraconej wartości PKB, sile nabywczej, wydatkach publicznych i wybranych efektach sektorowych. Jest to jednak pierwsze tak syntetyczne zestawienie przygotowane przez oficjalny urząd statystyczny.

Liczba 490 mld zł pokazuje skalę szoku, jaki pełnoskalowa inwazja wywołała w polskiej gospodarce: poprzez inflację, droższe surowce, wyższe wydatki obronne, pomoc humanitarną i zaburzenia w produkcji. Jednocześnie przypomina, że decyzje podejmowane po lutym 2022 r. – od polityki energetycznej po budżet obronny – miały konkretny, mierzalny rachunek, który spadł przede wszystkim na gospodarstwa domowe.

Źródła:

https://www.rp.pl/dane-gospodarcze/art45123441-ogromny-ra…

https://www.money.pl/gospodarka/gigantyczne-straty-polski…

https://wgospodarce.pl/informacje/158113-wojna-na-ukraini…

https://www.rmf24.pl/fakty/ekonomia/news-ile-kosztuje-nas…

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Rachunek-za-wojne-za-nas…

Przewał na mech w Krakowie jak „prawie 300 drzew”

„Mechofiltr” za prawie 300 tys. zł w Krakowie. Ekspert od ochrony środowiska: „Daje zarobić” [VIDEO]

11.09.2026 nczas/mechofiltr-za-prawie-300-tys-zl-w-krakowie-ekspert-od-ochrony-srodowiska-daje-zarobic

w sumie wiadomo mechofiltr greenwashing krakow
NCZAS.INFO | Tiktoker „W Sumie Wiadomo”, prof. Mariusz Czop i „Mechofiltr” za prawie 300 tys. zł / fot. TT / w.sumie.wiadomo (kolaż)

Dr hab. inż. Mariusz Czop, profesor AGH, specjalista z zakresu hydrogeologii, gospodarki wodnej i ochrony środowiska i wód oraz inżynierii środowiska na tiktokowym kanale „W Sumie Wiadomo” komentował niby-ekologiczną instalację w Krakowie, która rzekomo miała wchłaniać zanieczyszczenia. Instalacja kosztowała podatników prawie 300 tys. zł.

============================================

– Panie profesorze, co to za skrzyneczka? – zapytał tiktoker „W Sumie Wiadomo”.

– To jest średniej wielkości las – odparł ironicznie prof. Czop, na co wyraźną konsternacją zareagował tiktoker.

Jak podkreślił profesor, w „najbardziej zadłużonym mieście w Polsce” przy ul. Wielickiej, gdzie „z budżetu obywatelskiego postawiono taką instalację, która się nazywa 'mechofiltr’”.

– Czyli taka witrynka wypełniona mchem, który – w opinii autorów – „jak magnes przyciąga zanieczyszczenia i oczyszcza powietrze” – uwaga – tak, jak „prawie 300 drzew”, czyli tej właśnie średniej wielkości las

Tiktoker dopytał specjalistę z zakresu hydrogeologii, gospodarki wodnej i ochrony środowiska i wód oraz inżynierii środowiska, czy to rzeczywiście działa w taki sposób? Ekspert wyraził zdecydowaną wątpliwość.

– To jest całkowicie suche, nie ma żadnych badań potwierdzających, że to w ogóle oczyszcza, jakie ilości to oczyszcza. No i wydaje się, że urzędnicy rozstrzygający zasadność tych projektów z budżetu obywatelskiego nie powinni polegać na ulotkach reklamowych, tylko rzeczywiście to weryfikować, dlatego, że tego typu rozwiązania nie mają nic wspólnego z rzetelną ochroną środowiska

– Są zwykłym greenwashingiem i jakimś „czystym PR-em”

Najlepsze jest to, ile kosztowała „skrzynka filtrująca powietrze”, która „nic nie daje”. Otóż wartość projektu wyniosła 272,1 tys. zł.

– Mówi pan, panie profesorze, że to nic nie daje. Daje – zarobić – podsumował ironicznie tiktoker „W Sumie Wiadomo”.

https://www.tiktok.com/embed/v2/7683541744197192992?lang=pl&referrer=https%3A%2F%2Fnczas.info%2F2026%2F09%2F11%2Fmechofiltr-za-prawie-300-tys-zl-w-krakowie-ekspert-od-ochrony-srodowiska-daje-zarobic-video%2F

Nagranie z TikToka wrzucono na X, gdzie obejrzano je już setki tys. razy. Post z filmem udostępnił m.in. redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer.

„Wałek na mech. Czego to ludzie nie wymyślą” – skwitował Sommer.