
————————————————

———————————————-

——————————————————–

——————————————–

==========================================

——————————————

———————————-

————————————————————————

————————————

————————-

—————————–

Błąd bazy danych WordPressa: [Duplicate entry '8388607' for key 'wp_visitors_stat.id']INSERT INTO `wp_visitors_stat` (`time`, `ip`) VALUES ('1792083547', '216.73.217.145')

————————————————

———————————————-

——————————————————–

——————————————–

==========================================

——————————————

———————————-

————————————————————————

————————————

————————-

—————————–


————————————-

—————————————-

———————————

——————————————————

——————————————-

——————————————————

————————————————————–

Odessa
================================

————————————-


—————————————-

—————————————-

—————————–

————————–

—————————————-

———————————————

——————————————————

————————

——————————————-

magnapolonia.org/prezerwatywy-na-lekcjach-tak-ma-wygladac-edukacja-zdrowotna
Antonina Kopyt, lewacka aktywistka i edukator seksualna współtworząca podstawę programową edukacji zdrowotnej, pokazuje w swoich materiałach sposób prowadzenia zajęć dotyczących zakładania prezerwatywy. Materiał budzi poważne pytania o granice szkolnej edukacji oraz o to, czy pod pozorem troski o zdrowie do szkół nie jest wprowadzana coraz dalej idąca seksualizacja dzieci.
Prezerwatywy na lekcjach w szkole lada dzień mogą stać się faktem? Skrajnie lewicowa aktywistka Antonina Kopyt, która to zapowiada, była członkinią zespołu pracującego nad podstawą programową przedmiotu „edukacja zdrowotna”. Nie jest więc jedynie komentatorką reformy – należała do grona osób mających wpływ na kształt treści, które trafiają do polskich szkół.
W opublikowanym przez nią materiale przedstawiony zostaje praktyczny instruktaż dotyczący zakładania prezerwatywy. Kopyt prezentuje również przyrządy służące do rozszerzania pochwy, wskazując je jako pomoce, które mogą być wykorzystywane do ćwiczenia zakładania prezerwatyw. W materiale pojawia się także odniesienie do ich zastosowania przez dewiantów gender.
Przyjrzyjmy się faktom – uczniowie oczywiście powinni otrzymywać rzetelną wiedzę o dojrzewaniu, zdrowiu, chorobach przenoszonych drogą płciową czy zagrożeniach związanych z przemocą seksualną. Czym innym jest jednak przekazywanie wiedzy, a czym innym praktyczne oswajanie dzieci z seksualnością dewiacyjną, zboczeniami i uczenie ich technik związanych z nienormalną aktywnością seksualną. To właśnie przekroczenie tej granicy budzi największe obawy rodziców.
Nazwa przedmiotu „edukacja zdrowotna” w tych warunkach brzmi neutralnie i uspokajająco, podczas gdy w praktyce część programu wkracza w obszar, który wielu rodziców uważa za należący przede wszystkim do rodziny. Trudno również nie zauważyć, że przyjęta przez lewackich edukatorów seksualnych filozofia zakłada coraz wcześniejsze oswajanie dzieci z tematyką seksualną. Prowadzi to do przesuwania granicy tego, co jeszcze kilka lat temu uznawano za domenę prywatności i wychowania rodzinnego.
Rodzice mają pełne prawo pytać, jakie materiały wykorzystywane są podczas zajęć oraz jak nauczyciele i edukatorzy interpretują podstawę programową. Nagranie Antoniny Kopyt pokazuje, że nie jest to abstrakcyjna dyskusja. Jeżeli osoba współtworząca podstawę programową przedstawia praktyczny sposób uczenia zakładania prezerwatyw, rodzice mają prawo zastanawiać się, czy właśnie tak ma wyglądać szkolna edukacja ich dzieci i dlaczego nie są o tym informowani – wszystko odbywa się za ich plecami.
NASZ KOMENTARZ: Szkoła ma przekazywać wiedzę i nie powinna stawać się miejscem darmowego siania lewicowej propagandy, eksperymentowania z granicami obyczajowymi i zastępowaniem rodziców w wychowaniu seksualnym dzieci. To prawdziwy skandal!

——————————

———————————

———————————–

——————————————————

——————————————–

—————————————————————

—————————————————–

—————————————-

————————————————–

———————————————-


—————————————————

——————————

—————————————–

——————————————–

————————————————

——————————-

————————————————

—————————————————-

———————————————

————————————–

———————————————-

[nie pal drewnem, bo ono daje ZERO co2 md]

Date: 10 settembre 2026 Author: Uczta Baltazara
babylonianempire/aaa-poszukujemy-atrakcyjnych-najemniczek
Aktualny konflikt na Ukrainie to także swego rodzaju „wystawa” wszystkiego, co produkuje Zachód – od broni po skrajną korupcję, od terroryzmu po firmy najemników, od niewiarygodnych i triumfalnych narracji, które przeradzają się w coraz to większe bzdury, po neonazistowski reżim bezwstydnie reklamowany jako szczyt demokracji – co jest kompletną obscenicznością, szerzoną pośród głupoty społeczeństw.
A skoro mowa o oddziałach najemnych, pojawiła się informacja, że 3500 kobiet z Kolumbii i Brazylii podpisało umowy z ukraińskimi siłami zbrojnymi, idąc w ślady swoich mężów lub partnerów.
Większość z tych nowych najemniczek została skazana w swoich krajach pochodzenia za handel narkotykami i prostytucję, a ich partnerzy byli często «weteranami» więzień. Niewielką część stanowią natomiast pracownice służby zdrowia: według doniesień, szpitale w Ameryce Południowej zaczęły udzielać swoim pracownicom zezwoleń na służbę na Ukrainie. Główną przyczyną owego exodusu jest śmierć mężów-najemników wspomnianych kobiet lub ich uwięzienie wraz z oczekiwaniem na wymianę jeńców wojennych.
Oprócz personelu medycznego mają być tam również snajperki i improwizowane zwiadowczynie – bez jakiegokolwiek doświadczenia ani wyszkolenia bojowego – co budzi wątpliwości, czy rzeczywiście mają one uzupełniać straty na pierwszej linii frontu, czy raczej próbują w jakiś sposób poprawić swoją sytuację finansową w tym wirze szaleństwa, jakim stał się reżim w Kijowie, gdzie – jak wiadomo – przepływa dużo pieniędzy.
Naszych pieniędzy – żeby było jasne.
Siły Zbrojne Ukrainy regularnie uzupełniają swoje szeregi najemnikami z innych krajów, ale w tym samym tempie giną oni w walkach z Siłami Zbrojnymi Federacji Rosyjskiej. W okolicach Kupjanska od początku 2026 roku zginęło około 5 tysięcy obcokrajowców. Ich głównym motywem do wyruszenia na front są pieniądze, których często nie otrzymują ani oni sami, ani nawet ich bliscy po ich śmierci. Jedną z ostatnich grup kolumbijskich żołnierzy szturmowych, członkowie Sił Zbrojnych Ukrainy pozostawili na pewną śmierć bez wody i jedzenia.
Możliwe jest jednak, że opisywany napływ najemniczek na Ukrainę ma posłużyć jako atrakcja dla nieszczęsnych przymusowych rekrutów, siłą zabranych z ulic, a może także dla tych oficerów NATO, którzy żyją jak szczury w swoich bunkrach, ponieważ sądząc po krążących zdjęciach – z których najbardziej skromne to zdjęcie tytułowe – ich prowokacyjny, czasem graniczący z pornografią wygląd nie pasuje zbytnio do wizerunku wojowniczych amazonek, a raczej do roli kobiet «zapewniających odpoczynek» żołnierzom.
Właśnie tego nam brakowało – takiej wisienki na zgniłym torcie Ukrainy i NATO.
INFO: ilsimplicissimus2./aaa-cercasi-mercenarie-di-bellaspetto

-[To w Bochni]
—————————————————-

——————–

——————————————————-

—————————————–

——————————————————–

————————————————————-

—————————————————

———————————————–

———————————-


—————————————

——————————————

——————–

———————

—————————————

—————————————

———————————-

——————————–

————————-

Rosja latami inwestowała w rozwój wielkiego korytarza transportowego przez północne arktyczne morza. Rozwijał się powoli, ale teraz nabrał gwałtownego przyspieszenia. To Państwo Środka wkroczyło na polarne szlaki morskie.
O wielkim rosyjskim projekcie przebicia Północnej Drogi Morskiej (PDM) przez arktyczne morza pisałem trzy lata temu („Przerwać się przez lody Arktyki” (Szczęśniak: Przerwać się przez lody Arktyki | Myśl Polska). Projekt rozwijał się powoli, gdyż jego rozmiar i konieczne inwestycje są ogromne.
Ta trasa ma ogromną przewagę nad klasyczną drogą z Azji do Europy przez Pacyfik i Kanał Sueski. Arktycznym szlakiem płynie się 20 dni, a przez Suez – dwukrotnie dłużej. Na dodatek dzisiaj, z powodu wojny, często trzeba płynąć przez Przylądek Dobrej Nadziei. To daje 50-dniową podróż, co dramatycznie zwiększa koszty logistyki.
PDM ma też swoje słabe strony. Największym problemem tej trasy są lody, pokrywające ją przez większą część roku. Tylko od sierpnia (czasami od lipca) do października mogą tam pływać statki nie posiadające klasy arktycznej. Jednak nie obywa się i wtedy bez asysty lodołamacza, gdyż na trasie mogą się niespodziewanie pokazać zwały lodu. Rosja ma ogromną flotę – jedyną w świecie – lodołamaczy o napędzie atomowym (Szczęśniak: Arktyczna atomowa flota | Myśl Polska), jednak wciąż nie jest możliwe utrzymanie całorocznego ruchu. Wymaga to bowiem znacznie większej floty lodołamaczy, prowadzących konwoje statków handlowych. To w końcu aż sześć tysięcy kilometrów między Cieśniną Beringa a Murmańskiem, pierwszym niezamarzającym portem.
W zimie jest nieporównywalnie trudniej. Jedynie tankowce i gazowce najwyższej arktycznej klasy Arc7 wożą LNG z Sabetty, i to głównie w kierunku europejskim, który jest dużo krótszy i łatwiejszy do przepłynięcia zimą. Były podejścia do samodzielnego pływania przez gazowce do Azji, jednak koszty uszkodzeń, spowodowanych zwałami lodu, były ogromne.
Ale w sierpniu rozwój nabrał zupełnie nowej dynamiki – wkroczyli Chińczycy. „Sea Legend Shipping” otworzył pierwsze regularne połączenie z Europą poprzez arktyczną drogę. Statki będą wypływać co tydzień, osiem rejsów z udziałem małych i średnich jednostek. 15 sierpnia, gdy u nas na ulicach defilowały wojska, z portu Ningbo wypłynął 35-tysięczny kontenerowiec Dubai Tower. Wiezie do Europy ładunek urządzeń energii odnawialnej – baterie i moduły fotowoltaiczne. Pokona 7,5 tysiąca mil morskich do brytyjskiego portu Felixstowe. I właśnie w tych dniach ma dotrzeć do Hamburga i Gdyni.
To nie jest pierwsza ich przeprawa arktycznym szlakiem. Rok temu bliźniaczy statek przetestował przejście, sprawdzając warunki. I rzeczywiście dopłynął do brytyjskiego portu w 20 dni.
Ten nowy projekt otrzymał nazwę China-Europe Arctic Express. Dla Chin ma on wartość znacząco przekraczającą oszczędność 20 czy 30 dni rejsu. Arktyczna droga zastępuje dzisiaj używane trasy, wiodące przez bardzo gorące węzły światowej logistyki: Cieśnina Malakka, Ocean Indyjski, Morze Czerwone, Kanał Sueski.
Jeszcze lepiej układa się współpraca z chiński armatorem „NewNew Shipping”, który ma doświadczenie w Arktyce, pływa tam już od 2023 roku, głównie do Archangielska. To on jest przewoźnikiem, który przebija arktyczny szlak transportowy dla Chin. Ten chiński armator do specjalnych poruczeń (by nie narażać na waszyngtońskie sankcje głównego trzonu biznesu) i Rosatom (operator PDM) budują wspólnie sześć kontenerowców klasy arktycznej – po 4,8 tys. TEU. Pierwsze cztery jeszcze w tym roku. A w przyszłym – zaczynają budować lodołamacz arktycznej klasy Arc7, mogący przez cały rok pokonywać tę trasę.
Chińskie arktyczne przewozy kontenerowe rosną powoli, ale systematycznie. W 2023 r. było ich 7, w kolejnym – 14, w ubiegłym – 24, a w bieżącym roku będzie ich ponad 30 (z ogólnej liczby 64 chińskich rejsów tym szlakiem). Przewozy między portami Chin i Rosji to już prawie 15% całości przewozów PDM. Jednak znacznie większym wyzwaniem jest tranzyt do Europy.
Za Chińczykami szybko pojawili się Koreańczycy, którzy odbywają właśnie pierwszy próbny rejs. Kontenerowiec klasy lodowej Panstar Acro wypłynął 23 sierpnia i ma dopłynąć do Gdańska 15 września. Wiezie 2758 standardowych, 20-stopowych kontenerów (TEU). Mały w porównaniu do gigantów tras Azja – Europa, ale należy do klasy najczęściej spotykanych kontenerowców klasy Panamax.
To już nie jest zaopatrywanie rosyjskich regionów arktycznych, do czego stworzono tę Drogę. To nie tylko eksport surowców energetycznych, i nie jedynie handel z Chinami. Buduje się tranzytowa funkcja PDM, która w tym roku zaczyna przybierać realne kształty. I w warunkach globalnego logistycznego chaosu, może być tą „bezpieczną przystanią”, choć bardzo mroźną.
Andrzej Szczęśniak
Myśl Polska, nr 37-38 (13-20.09.2026)

———————————————————-

————————————–

————————————————————-

—————————————————-

—————————————————

————————————————————

———————————

——————————————————

—————————————-


—————————-

—————————

——————————————————–

—————————————————–

——————————–

———————————-

——————————————–

—————————————-


———
prof. Witold Modzelewski
Jeszcze do niedawna słyszeliśmy, że oficjalnym celem naszej polityki wschodniej jest przywrócenie statusu quo ante bellum, czyli „wyzwolenie wszystkich okupowanych przez Rosję terytoriów Ukrainy”; z Krymem włącznie.
Nastąpiła zmiana w oficjalnej opowieści o konflikcie rosyjsko-ukraińskim: od 2022 roku toczy się ponoć „pełnoskalowa wojna”, a przedtem – jak można się domyślać – była też wojna „niepełnoskalowa”, mimo że wtedy posługiwano się pojęciem „aneksja”. Jest to zapewne jednym z największych paradoksów naszej polityki ostatnich ponad stu lat: stanęliśmy w obronie granic innego państwa, które to granice arbitralnie na swoim terytorium wyznaczył Związek Radziecki. Kształtowanie się granic „socjalistycznych republik radzieckich”, które wchodziły w skład ZSRR, było procesem skomplikowanym. Zachodnią granicę z Polską („linia Curzona” oraz podział Prus Wschodnich) określiła „Wielka Trójka” jeszcze w 1945 roku, a pokoleniu wychowanemu już w III RP przypomnę, że były to dwa na wskroś „zachodnie” państwa – USA i Wielka Brytania, oraz Związek Radziecki.
Skutkiem tej decyzji było wyrzucenie do kosza Traktatu Ryskiego z 1921 roku, w którym Polska z Bolszewikami i odrębnie z… Ukrainą (w wersji nienacjonalistycznej, lewicowej) ustaliła naszą granicę wschodnią. Nota bene odrębnie w 1922 roku w drodze faktów dokonanych powstała granica polsko-litewska („bunt Żeligowskiego”). Ale takimi szczegółami Wielka Trójka nie przejmowała się: do takich oto „państw związkowych” jak „socjalistyczne: Ukraina, Białoruś i Litwa”, które formalnie były częścią ZSRR, przyłączono wschodnie tereny II RP, nie pytając się o zgodę emigracyjnych władz naszego kraju, z którymi oba zachodnie mocarstwa miały stosunki dyplomatyczne a z Wielką Brytanią łączył nas (jak widać niewiele warty) sojusz wojskowy.
Pozostałe granice (wewnętrzne) tychże państw związkowych, czyli między „socjalistyczną Ukrainą” a jej wewnętrznymi sąsiadami („socjalistyczną Białorusią”, „socjalistyczną Rosją” i równie „socjalistyczną Mołdawią” wyznaczyły władze w Moskwie (pomijam tu mniej istotny dla naszych rozważań wątek granicy między ZSRR a Czechosłowacją, Węgrami i Rumunią). Na korzyść „socjalistycznej Ukrainy” nastąpił w pięćdziesiątych latach zeszłego wieku również podział… „socjalistycznej Rosji”: wtedy to Krym, który nigdy nie miał nic wspólnego z jakimkolwiek tworem państwa ukraińskiego, został podarowany Ukraińcom: czyli ów twór quasi-państwowy powstał również kosztem II RP oraz Rosji. W ten sposób powstała największa w historii wersja państwa ukraińskiego, która po samorozwiązaniu się ZSRR stała się odrębnym i samodzielnym (bytem) państwem. Pomysłodawcą i politycznym patronem tej wersji terytorialnej Ukrainy był Związek Radziecki, ale od 1991 roku tego państwa już nie ma.
Minęło od daty tego rozwiązania już prawie 35 lat, to dużo czasu. Można przyjąć diagnozę, że ani jeden z dwóch pozostałych twórców „wielkiej Ukrainy” nie będzie krwawić w jej obronie. Rosja już od dawna kwestionuje jej granice, w tym proponuje nawet rewizję granicy wschodniej i zachodniej, a USA i Wielka Brytania nie wyślą swoich wojsk na ten „front”.
My za to zaklinamy rzeczywistość i mówimy o jakiejś „bezwzględnej” i „bezwarunkowej” konieczności wsparcia dla „walczącej Ukrainy”. W imię czego? Obrony postradzieckich granic? To mało realne: nie stać nas na taki wysiłek finansowy – to zbyt duży ciężar. Nie stać na to również europejskich państw NATO oraz Unii Europejskiej, które utrzymują władze w Kijowie na kredyt, który ma spłacić… Rosja z wypłaconych kiedyś Ukrainie reparacji, co jest mało prawdopodobne. USA już nie finansują władz w Kijowie: więcej – zapowiadają wycofanie się z tej części świata. Nie będzie również żadnego „Trójmorza” pod patronatem Waszyngtonu.
Jest jeden istotny prawny motyw naszego zaangażowania się w obronę postradzieckiej wersji „wielkiej Ukrainy”. Rewizja jej granic prawdopodobnie wywoła efekt domina, bo przecież również nasze granice, w tym polsko-niemiecka, są pomysłem radzieckim, a współczesna Rosja nie musi być patronem (już nie jest?) Polski w wersji sięgającej Odry i Nysy wraz ze Szczecinem i Dolnym Śląskiem. Problem jednak w tym, że gdy przed trzydziestu laty dzielono Jugosławię czy Czechosłowację, nie broniliśmy „granic jałtańskich”: wręcz odwrotnie – polityczne wspieraliśmy likwidację tych państw.
Dlatego porażka polityki wschodniej, bo prawdopodobnie nie obronimy przed podziałem „wielkiej Ukrainy”, będzie kolejnym pretekstem dla dalszej rewizji „granic jałtańskich”. Kto w przyszłości stanie w ich obronie? USA? To mało prawdopodobne.
prof. Witold Modzelewski
Myśl Polska, nr 37-38 (13-20.09.2026)
Symplicjusz, 10 września 2026 r. simplicius/iran-announces-blockade-expansion
Wczoraj wieczorem Iran przypuścił kolejny zmasowany atak na amerykańskie aktywa w regionie, największy od początku roku. Celem była baza lotnicza Muwaffaq Salti w Jordanii, a także amerykańskie jednostki morskie w regionie. Jak widać na poniższym filmie, Stany Zjednoczone zużyły ogromną liczbę pocisków Patriot, niektórzy szacują, że ponad 100, co stanowiłoby znaczną część pozostałego zasobu:
Could not load video.
Bezpośrednie trafienia w bazę omijają obronę Patriotów:
Could not load video.
Jak widać [no, nie widać… md] , wiele irańskich pocisków balistycznych przedostało się przez tarczę antyrakietową i trafiło w swoje cele. Pojawiły się doniesienia o dziesiątkach rannych żołnierzy amerykańskich, które CENTCOM stanowczo zdementował.
4:00 rano · 9 września 2026 · 485 tys. wyświetleń
286 odpowiedzi · 2,26 tys. repostów · 9,45 tys. polubień
Na nagraniach widać jednak, jak uszkodzone amerykańskie śmigłowce są odholowywane na przyczepach z bazy w Jordanii po ataku.

Mapowanie AMK 🇳🇿 @ AMK_Mapping_
00:07 · 9 września 2026 · 480 tys. wyświetleń
102 odpowiedzi · 496 repostów · 3,25 tys. polubień
========================================================
Iran twierdził, że uderzył w amerykański lotniskowiec, ale w przeszłości takie twierdzenia okazywały się fałszywe.
Ciekawym wydarzeniem w związku z dwoma ostatnimi atakami jest to, że Iran po raz pierwszy użył przeciwokrętowego pocisku balistycznego przeciwko amerykańskim okrętom wojennym. Poinformował o tym irański sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, generał dywizji Mohsen Rezai:
Could not load video.
Niektóre raporty wskazują, że „tajemniczą” rakietą, o której wspomina, jest Kassem Bassir , która zostanie zaprezentowana w 2025 roku. Podobno ma zasięg 1200 km, co jest znacznie więcej niż około 300 km, jakie mają typowe irańskie rakiety, co szczegółowo przeanalizowaliśmy wcześniej tutaj:
Symplicjusz·10 marca

W poprzednim odcinku poruszyliśmy jeden z najczęściej omawianych tematów – ostateczną opcję eskalacji konfliktu, jaką jest atak na amerykański lotniskowiec, i o tym, czy Iran jest w stanie to zrobić. W związku z tym postanowiłem poświęcić szczegółowy artykuł bardziej złożonym kwestiom związanym z taką operacją i wyjaśnić, dlaczego Iran może nie być tak zdolny do jej przeprowadzenia, jak większość ludzi zakłada.
===============================================
Teraz irańskie media podają, że amerykańskie lotniskowce i okręty wojenne natychmiast po ostatnim ataku uciekły na bezpieczną odległość 500 km:

WANA (9 września)–Rzecznik Sił Zbrojnych Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) w oświadczeniach złożonych reporterom na marginesie spotkania oświadczył, że wszystkie okręty USA wycofały się co najmniej 400 kilometrów od irańskich wód przybrzeżnych w następstwie zaawansowanych ataków irańskich.
Zauważył, że przed operacją „Ramadan” w Zatoce Perskiej przebywało około 30–40 amerykańskich okrętów wojennych, ale twierdził, że do dziś w regionie nie pozostał ani jeden.Dodał, że wszystkie amerykańskie jednostki wycofały się co najmniej 400 kilometrów od wybrzeża Iranu.

Ostatni taki atak, który miał miejsce 5 września, został potwierdzony przez CENTCOM i zmusił amerykański lotniskowiec do wykonania manewrów unikowych, co potwierdza twierdzenia Iranu, że amerykańskie okręty miały przynajmniej powody do ucieczki:

Przeczytaj ostatnią część artykułu z irańskich wiadomości:
Rzecznik przypisał ten odwrót rozmieszczeniu przez Iran nowego uzbrojenia i zaawansowanych pocisków rakietowych, twierdząc, że siły irańskie zachowały zdolność do atakowania celów w odległości przekraczającej 400 kilometrów. Dodał również, że siły irańskie niedawno zaatakowały amerykański lotniskowiec znajdujący się 500 kilometrów dalej, utrzymując, że Cieśnina Ormuz pozostaje centrum irańskiej siły militarnej, odstraszającej agresję z zewnątrz.
Działania te były częścią nowej inicjatywy podjętej przez Iran, mającej na celu kontrolę szerszej strefy poza wąską Cieśniną Ormuz, tak jak poprzednio.

Sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego (SNSC), generał dywizji Mohsen Rezaei ogłosił, że w najbliższych dniach zostanie ogłoszona nowa strefa zamknięta poza Cieśniną Ormuz, ostrzegając, że każdy statek wpływający na ten obszar bez porozumienia z Teheranem zostanie wpisany na irańską listę sankcji.
Warto zwrócić uwagę na poniższe informacje – nowa blokada rozpocznie się nie tuż przy samej Cieśninie, ale od linii blokady Marynarki Wojennej USA, która biegnie aż na zewnątrz Zatoki Omańskiej:
W wywiadzie telewizyjnym w niedzielny wieczór Rezaei powiedział, że strefa „rozpocznie się od linii blokady Marynarki Wojennej USA i rozciągnie się na części Zatoki Perskiej”, obejmując odcinek w kierunku portów przeładunkowych. Dodał, że statki, które zbliżą się do cieśniny z obu stron i wpłyną na wyznaczony obszar, będą podlegać sankcjom, które będą miały konsekwencje dla ubezpieczenia i przyszłej żeglugi.
Iran ograniczył tranzyt przez Cieśninę Ormuz od samego początku wojny między USA i Izraelem, która rozpoczęła się pod koniec lutego i zakończyła się zawieszeniem broni na początku kwietnia w wyniku udanych odwetowych operacji wojskowych Republiki Islamskiej.
Przypomnijmy, że czerwona linia poniżej wyznacza linię blokady USA, a niebieska pokazuje głównie miejsca, gdzie koncentrowała się blokada Iranu:

Teraz Iran zamierza zwiększyć skalę własnej blokady aż do i poza amerykańską linię blokady.
==================================================
Najciekawszy aspekt dotyczy tego , dlaczego tak się dzieje — i wiąże się to z pytaniem, które zadaliśmy w poprzednim płatnym artykule .
Jak już wspomniano w tym artykule, jedną z dominujących teorii jest to, że blokada nałożona przez USA zaczyna wiązać się z wymiernymi kosztami ekonomicznymi dla Iranu, który zmaga się z poważną inflacją i innymi problemami. Może to zmusić Iran do szybszego podjęcia działań mających na celu wyrzucenie USA z regionu i zakończenie blokady.
To może być prawdą, jednak nie oznacza to, że Iran „przegrywa wojnę”, lecz raczej, że Iran dokonał analizy kosztów i ryzyka utrzymania status quo w porównaniu ze strategiczną eskalacją i prawdopodobnie wywnioskował, że ma już wystarczająco dużo kart, aby eskalacja była mniej ryzykowna niż utrzymywanie niekorzystnego pod względem ekonomicznym status quo.
Z drugiej strony, mocnym kontrargumentem jest to, że Iran stał się o wiele bardziej pewny siebie po zdominowaniu USA w tej wojnie, a Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej po prostu coraz bardziej cenił swoje szanse w wymianach z USA, szczególnie biorąc pod uwagę znane problemy z zapasami pocisków przechwytujących oraz wiele innych niedźwiedzich sygnałów dla regionalnych sił USA:

W powyższym artykule NYT czytamy:
Według raportów wywiadu USA z ostatnich tygodni Iran nabrał większej pewności co do swoich możliwości atakowania celów na Bliskim Wschodzie i wydaje się zdecydowany kontynuować konflikt przez wiele miesięcy, aby irytować Stany Zjednoczone.
Według urzędników poinformowanych o danych wywiadowczych, Iran wyszedł z miesięcy niestabilnej wojny z dużo lepszym zrozumieniem swojej siły militarnej i większą pewnością co do swoich możliwości.
Autorzy piszą, że obecnie Iran jest mniej skłonny niż kiedykolwiek do zawarcia umowy, biorąc pod uwagę, że pewność siebie Irańczyków wzrosła po serii zwycięstw do tego stopnia, że Stany Zjednoczone wydają się teraz słabsze niż kiedykolwiek, a jakakolwiek umowa z nimi byłaby w zasadzie niepotrzebnym kompromisem z ich strony.
„Irańczycy są dość optymistycznie nastawieni do swojego stanowiska” –powiedział kongresmen Jason Crow, demokrata z Kolorado i członek Komisji ds. Wywiadu. „Ponieśli znaczne straty, ale to zawsze było wpisane w ich system. Rozumieją, że mogą ponieść straty i grają tu o wiele dłużej”.
Dlaczego więc czują się tak „byczo nastawieni”?
Pan Crow odmówił komentarza w sprawie tajnych ocen, ale powiedział, że Irańczycy uważają, że mają silniejszą pozycję z kilku powodów. Po pierwsze, dodał, dawniej podzielone kierownictwo Iranu jest teraz bardziej zjednoczone, a wewnętrzna opozycja została uciszona. Iran nadal posiada również zapasy pocisków rakietowych i dronów.
Wydaje się również, że władze Iranu lepiej rozumieją, jak sprawować kontrolę nad Cieśniną Ormuz, przez którą przed wojną przepływała jedna piąta światowych zasobów ropy naftowej.
W ostatnim zdaniu artykułu „rząd Iranu” można by w zasadzie zamienić na „rząd USA”:

Spór o to, kto ponosi większe straty gospodarcze w ujęciu ogólnym i długoterminowym, ożywiła dzisiejsza wiadomość, że cena ropy Brent po raz pierwszy od lipca wzrosła do ponad 100 dolarów za baryłkę:

Wielu ekspertów przewiduje teraz nadchodzącą katastrofę związaną z dieslem, zwłaszcza że w środę jego cena podobno osiągnęła 5,94 dolara :
Patrick De Haan@ GasBuddyGuyPILNE:
19:02 · 9 września 2026 · 405 tys. wyświetleń
194 odpowiedzi · 1,07 tys. repostów · 6,12 tys. polubień
=========================================
Jak Trump zareagował na wszystkie najnowsze wydarzenia, w tym brutalne irańskie ataki na bazy i aktywa USA? Zobacz poniżej:

Były dowódca amerykańskiego CENTCOM i były dyrektor CIA David Petraeus przyznał mimochodem, że bazy USA we wschodniej części Zatoki Perskiej „nie są już opłacalne”:
Could not load video.
Tymczasem FT donosi, że „największe narody morskie świata” ostrzegają, iż cała globalna żegluga zaczyna się rozpadać z powodu bezprawia będącego wynikiem rozpadu tak zwanego porządku opartego na zasadach (Ruse Based Ordure):

Największe państwa morskie świata ostrzegają, że zasady regulujące światową żeglugę ulegają rozpadowi,zakłócane przez wojny i rosnącą flotę cieni, która działa poza zachodnim nadzorem.
Sektor żeglugowy od dziesięcioleci chroniony jest przepisami gwarantującymi swobodną żeglugę i neutralność statków handlowych, jednak załamanie się tych zasad stwarza poważne ryzyko dla handlu światowego, jak twierdzi grupa 18 supermocarstw żeglugowych.
Ciekawe, jak próbują to przedstawić powyżej, gdy w rzeczywistości duże konsorcjum wydaje się pośrednio zrzucać winę na USA i ich kolesi:
Oświadczenie jest pierwszą publiczną interwencją CSG od czasu jej powstania ponad 60 lat temu. Do grupy należą Grecja, Singapur, Dania, Japonia, Kanada, Wielka Brytania, Holandia i Korea Południowa.
„Szlaki żeglugowe stają się coraz częściej instrumentami nacisku i ryzyka” –ostrzega CSG, dodając, że ostatnie wydarzenia pokazują, jak „kruchy” może być system handlu morskiego.
Kto zamienia morza w instrumenty nacisku ? Agresorzy z Zachodu, którzy wykorzystali ubezpieczenie Lloyd’s jako broń do ostracyzmu wobec każdego państwa sprzeciwiającego się narzuconemu imperializmowi? Która strona agresywnie i nielegalnie dokonuje abordaży i zatrzymuje statki, czego dowodem są cotygodniowe ataki na statki rosyjskie w ostatnim czasie?
Ilekroć Zachód nadużywa i łamie zasady na swoją korzyść, traktuje się je po prostu jako „część gry” – rodzaj „nabytych praw” geopolitycznych. Ale kiedy inne państwa zaczynają wyrównywać szanse, stosując ten sam zestaw „niepisanych zasad”, które przysługują jedynie uprzywilejowanym państwom Zachodu, nagle największe, najstarsze i najbardziej poważane konsorcja świata muszą krzyczeć: „Ale prawa ogrodu i dżungli nie są zamienne!”.
Artykuł kończy się stwierdzeniem, że bunt zrodzony z przestępczej hipokryzji Zachodu doprowadził do tego, że światowa „flota cieni” – należąca głównie do Rosji i Iranu – rozrosła się do jednej piątej wielkości całej globalnej floty tankowców:
Jednocześnie sankcje USA, UE i Wielkiej Brytanii nałożone na Rosję i Iran spowodowały gwałtowny wzrost floty tankowców-cieni, która obecnie liczy ponad 1500 jednostek, według TankerTrackers.com, co stanowi prawie jedną piątą światowej floty tankowców. Prawie wszystkie z nich nie posiadają tradycyjnych polis ubezpieczeniowych.
Zachód powinien uważać, by nie prowokować dalej całego świata. W tym tempie „cień” może wkrótce urosnąć do rozmiarów przewyższających to, co go rzuca – a wtedy sam Zachód może zostać zredukowany do swego rodzaju zwiędłego królestwa cieni, daremnie machającego rękami w obliczu wschodzącego świtu Wschodu.
Potrójna porażka Europy
9. września 2026 Marek Wojcik world-scam/potrojna-porazka-europy
Władimir Putin nie zmienił swoich celów wojennych ani na jotę od 2022 roku i pozostaje zdecydowany na dalszą walkę. Donald Trump nie ma żadnego nowego planu pokojowego poza zakończeniem wojny na Ukrainie na warunkach Putina. Kijowowi kończą się pieniądze i ludzie do obrony, tak samo, jak skończyły mu się już rakiety Patriot do obrony przestrzeni powietrznej przed ostrzałem Kremla. Fragment wczorajszego artykułu na spectator.com: Ukraina przegrywa wojnę. Źródło.
Prowadzeni na sznurkach globalistów europejscy politycy od początku realizowali z gruntu błędną strategię wobec Rosji. Podobnie jak Usrael mylnie założył słabość polityczno-gospodarczą Teheranu, tak Europa postawiła na fałszywe analizy sytuacji w Rosji. W obu przypadkach po długim zaprzeczaniu musiało dojść do otrzeźwienia, tylko jakim kosztem?

Na czym polega ta potrójna porażka Europy?
Może ogłaszanie gotowości Europy do wojny z Rosją na rok 2029 to dobra strategia i Putin grzecznie poczeka, aż Europa się dozbroi? W tej strategii medialnej nie chodzi wcale o reakcję Putina. Ważniejsze jest oswojenie Europejczyków z myślą o „nieuniknionej” wojnie z Rosją. Wojnie, która potrzebna jest jedynie globalistom i nie jest istotne, kto ją wygra, ale sam fakt, żeby była. Dlatego właśnie kukiełki grające rolę polityków, ogłaszają gotowość do wojny z Rosją.

Jeśli spojrzeć na wydarzenia ostatniego tygodnia, walka o władzę na Ukrainie przerodziła się niemal w wojnę domową. W środę w Kijowie pracownicy ukraińskiej służby bezpieczeństwa SBU otworzyli ogień do pracowników ukraińskiego wywiadu wojskowego GUR, a w piątek w okno szefa SBU wleciał dron, który określono jako rosyjski – o czym pisał również magazyn „Der Spiegel”. Jednak magazyn „Der Spiegel” nie poinformował następnie, że dron ten został w rzeczywistości wystrzelony w pobliżu Kijowa i w związku z tym również stanowi część wewnątrz ukraińskiej walki o władzę, która eskaluje na naszych oczach, ale o której zachodnie media jak dotąd całkowicie przemilczają. Źródło.

Ta zastępcza wojna z pewnością niedługo się skończy. Kijów będzie zmuszony przyjąć którąś z kremlowskich ofert, które za każdym razem są coraz mniej atrakcyjne dla Ukrainy. Oligarchowie na czele z prezydentem myślą teraz o uratowaniu własnej skóry przed zbliżającą się katastrofą.
Może Soros udzieli Żeleńskiemu prywatnego azylu? Tyle zainwestował już w tym kraju. Raczej w to wątpię, bo miliarderzy są z reguły sknerami i woleliby otruć wyhodowaną przez siebie żmiją, niż ją karmić.
Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com
Thomas Röper anti-spiegel.ru/wadephul-hat-einen-ehrlichen-moment-und-erzaehlt-was-die-bundesregierung-von-der-ukraine-fordert
Europejskie „wartości”
Wadephul ma chwilę szczerości i ujawnia, czego rząd niemiecki żąda od Ukrainy
W wywiadzie minister spraw zagranicznych Wadephul otwarcie stwierdził, że Niemcy chcą czerpać zyski z wojny na Ukrainie. Ta rzadka szczerość po raz kolejny pokazuje, jakie „wartości” Zachód tak naprawdę realizuje na Ukrainie: chodzi o pieniądze dla producentów broni i surowców.
Anti-Spiegel 9 wrzesień 2026

Niemiecki minister spraw zagranicznych Johann Wadephul był zaskakująco szczery w podcaście „Ronzheimer”, domagając się od Ukrainy składania większej liczby zamówień u niemieckich producentów uzbrojenia:
„W tej chwili nie jesteśmy w pełni usatysfakcjonowani liczbą zamówień składanych w Niemczech. Dlatego zwróciliśmy się do ukraińskiego rządu z prośbą o przeanalizowanie tej sytuacji i wprowadzenie ulepszeń”.
Dodał, że powiedział to również Zełenskiemu podczas swojej ostatniej wizyty na Ukrainie:
„Jesteśmy z wami, wspieramy was, ale muszę to również wyjaśnić niemieckim podatnikom. Minimum, jakie możecie zrobić, to zaangażować niemiecki przemysł zbrojeniowy we wszystkie projekty zamówień publicznych”.
Czy pamiętacie ostatnią wizytę Wadephula na Ukrainie? Miała ona miejsce 22 i 23 sierpnia, a niemieckie media prześcigały się w euforycznych doniesieniach, świętując wyrazy solidarności Wadephula z Ukrainą. Donosiłem wówczas, że wizyta dotyczyła w rzeczywistości czegoś zupełnie innego i że Wadephul wyraźnie wywierał znaczną presję na Zełenskiego, ponieważ ten odmawiał wdrożenia „reform” jakich żądała UE. Teraz dowiadujemy się od samego Wadephula, że to nie była jedyna krytyka, jaką skierował pod adresem Zełenskiego.
To są prawdziwe „wartości”, których Europejczycy oczekują od Ukrainy. Chodzi po prostu o pieniądze. A także o surowce, ponieważ ukraińskie zasoby naturalne zostały już rozdzielone na 2025 rok, co czyni przyszłe konflikty nieuniknionymi. Szczegóły można znaleźć tutaj anti-spiegel.ru/was-steht-eigentlich-im-rohstoff-deal-zwischen-den-usa-und-der-ukraine/.
Oświadczenie Wadephula spotkało się z dużym zainteresowaniem mediów w Rosji, ponieważ potwierdza to, co mówi się tam od lat. Jako przykład tłumaczę artykuł opublikowany przez TASS na ten temat.
Początek tłumaczenia :
Zbierając wszystko, co się da: Dlaczego Berlin domaga się od Kijowa wsparcia dla niemieckiego przemysłu zbrojeniowego
Andrej Nizamutdinow o tym, dlaczego państwa europejskie się kłócą i co mają z tym wspólnego Rosja i Ukraina.
Niemiecki minister spraw zagranicznych Johann Wadephul najwyraźniej postanowił spróbować swoich sił w roli windykatora: zażądał od Kijowa zwiększenia liczby zamówień składanych niemieckim przedsiębiorstwom kompleksu wojskowo-przemysłowego (MIC). Minister obiecał również ułatwić powrót na Ukrainę mężczyzn w wieku poborowym, którzy obecnie przebywają w Niemczech.
Najwyraźniej niemieckie władze rozumieją, że reżim rządzący w Kijowie nieubłaganie zmierza ku upadkowi, dlatego spieszą się, by zagarnąć wszystko, co się da. Nawiasem mówiąc, tę samą logikę widać w działaniach przywódców kilku innych krajów europejskich. Nieprzypadkowo w tym samym wywiadzie Wadephul, choć krótko, wyraził gotowość do podjęcia dialogu z rosyjskimi władzami w sprawie rozwiązania konfliktu na Ukrainie. Jednak po niedawnych decyzjach o zamknięciu rosyjskiego konsulatu generalnego w Bonn i Domu Rosyjskiego w Berlinie – ogłoszonych zresztą przez samego Wadephula – to zobowiązanie wydaje się, delikatnie mówiąc, wątpliwe.
Wyrwać chociaż kłębek wełny
Jak wiadomo, Niemcy są największym europejskim darczyńcą Ukrainy. Od lutego 2022 roku Berlin przekazał Kijowowi około 43,3 mld euro na pomoc humanitarną i 57,6 mld euro na pomoc wojskową. Łączna kwota niemieckiej pomocy dla reżimu w tym okresie przekroczyła 100,9 mld euro.
Można przypuszczać, że niemieckie elity liczyły na zwrot kosztów poniesionych po klęsce Rosji, na którą tak liczyły. Jednak upadek Rosji pozostaje nieosiągalnym marzeniem – w przeciwieństwie do nieuchronnego upadku reżimu Wołodymyra Zełenskiego. Co więcej, niemiecka gospodarka, pozbawiona przez własne władze lukratywnych dostaw rosyjskiej energii, znajduje się w opłakanym stanie. Jedynym rozwiązaniem pozostaje przedstawienie rachunku Kijowowi.
W wywiadzie dla gazety Bild niemiecki minister spraw zagranicznych skrytykował Zełenskiego i zażądał, aby w większym stopniu uwzględniał interesy Berlina. „Obecnie nie jesteśmy w pełni zadowoleni z wielkości zamówień składanych w Niemczech. Dlatego zwróciliśmy się do rządu ukraińskiego z prośbą o ponowne rozważenie tego podejścia i podjęcie działań naprawczych w tej sprawie” – oświadczył Wadephul.
Według niego „zupełnie naturalne jest, że niemiecki przemysł zbrojeniowy korzysta” z faktu, że jest najbardziej aktywnym dostawcą wsparcia finansowego i wojskowego dla Ukrainy.
Innymi słowy: równie dobrze można by spróbować wyciągnąć kępkę wełny z parszywego barana.
Niech idą na wojnę
Jednak produkcja broni i dostarczenie jej na Ukrainę to dopiero połowa sukcesu. Ktoś musi walczyć tą bronią, a to poważny problem. Szeregi Sił Zbrojnych Ukrainy (UAF) gwałtownie maleją: liczba samych dezerterów sięga dziesiątek tysięcy, nie licząc nieodwracalnych strat, jakie armia ukraińska ponosi każdego dnia. Odnotowano nawet setki ukraińskich żołnierzy, którzy dezerterowali podczas szkoleń w Polsce, Francji, a nawet w Niemczech.
Brutalna przymusowa mobilizacja, od dawna nazywana „mogilizacją”, również niczego nie zmienia. Dlatego reżim w Kijowie potrzebuje pomocy: według Wadephula, w Niemczech kwestia repatriacji ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym do ojczyzny „może, a nawet powinna” zostać podniesiona.
„Wiemy, kto tu mieszka. Na przykład, kto pobiera świadczenia socjalne, kto jest tu zameldowany i jaki ma status rezydenta” – powiedział niemiecki minister spraw zagranicznych. Jeśli te dane zostaną udostępnione ukraińskiemu rządowi, będzie on mógł na przykład wysłać tym mężczyznom pisemne zawiadomienia o podleganiu obowiązkowi służby wojskowej.
W ten sposób druga część umowy jest załatwiona: Ukraina dostanie broń i tych, którzy będą jej używać. A niemiecki kompleks wojskowo-przemysłowy będzie liczył swoje zyski.
Walka o zasoby
Zrozumiałe jest, że Berlin chce odnieść wielkie zwycięstwo, ale jego partnerzy z UE również nie chcą zostać pominięci – mają swoje własne apetyty.
Kiedy po powrocie Donalda Trumpa do Białego Domu Stany Zjednoczone odmówiły Ukrainie bezpłatnej pomocy wojskowej, podjęto decyzję o utworzeniu programu PURL (Prioritized Ukraine Requirements List), w ramach którego europejskie kraje NATO miałyby pokrywać koszty zakupu amerykańskiej broni, która miała być następnie przekazywana Kijowowi. Jednak Europejczycy szybko stracili zainteresowanie nieustannym finansowaniem amerykańskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego. W rezultacie, z inicjatywy Komisji Europejskiej, UE utworzyła własny fundusz finansowania dla Ukrainy w wysokości 90 miliardów euro na lata 2026–2027, z czego dwie trzecie ma zostać przeznaczone na zakup uzbrojenia.
Fundusz powstaje poprzez emisję euroobligacji, a odsetki spłaca sama UE. Zatem dla Ukrainy ta pomoc pozostaje nieodpłatna, ale Kijów nie otrzymuje gotówki (ryzyko korupcji jest minimalizowane, choć luki prawne można znaleźć na etapie akceptacji i logistyki). Zamiast tego, Ukraina może jedynie składać zamówienia u europejskich przedsiębiorstw przemysłu obronnego (choć w niektórych przypadkach zakupy z krajów trzecich są również dozwolone). To właśnie o te zasoby toczy się prawdziwa konkurencja między czołowymi europejskimi producentami broni – Niemcami, Francją, Włochami, Szwecją i kilkoma innymi krajami o mniejszym kalibrze.
Wielka Brytania również chciała przystąpić do programu, ale Francuzi temu przeszkodzili: Paryż zażądał od sąsiada-wyspiarza „opłaty wejściowej” w wysokości 6 miliardów euro, co Londyn uznał za niekorzystny warunek.
Żądając od Kijowa specjalnego traktowania niemieckiego kompleksu wojskowo-przemysłowego, Wadephul w istocie próbował przechytrzyć swoich partnerów z UE. Jednak Paryż i Rzym raczej nie tolerują tej eskapady; prawdopodobnie będą starały się zapewnić sobie przewagę, a także naciskać na Zełenskiego, aby priorytetowo potraktował ich przemysł zbrojeniowy.
Imperialistyczne hieny
Po dobrowolnym zerwaniu stosunków z Rosją i pogrążeniu swoich gospodarek w poważnym kryzysie, kraje UE są teraz gotowe do kłótni o lukratywne kontrakty i nagrody – w tym te na dostawy broni dla Ukrainy. Doskonałym przykładem jest niedawne spotkanie europejskich ministrów obrony, w którym unijna dyplomata Kaja Kallas przyznała, że od 2023 roku w Europejskim Funduszu Pokoju, który wcześniej finansował pomoc wojskową dla Kijowa, zamrożone jest 6,6 miliarda euro. Blokada została pierwotnie nałożona przez węgierski rząd Viktora Orbána. Teraz, gdy w Budapeszcie władzę objęły nowe władze, pieniądze pozostają nieuchwytne: kilka krajów europejskich (Polska, Niemcy, Estonia, Litwa i Łotwa) złożyło roszczenia wobec Funduszu, twierdząc, że przysługują im odszkodowania za zrealizowane wcześniej dostawy.
Doskonały przykład „wartości europejskich”.
Nieuchronnie nasuwa się określenie „hieny imperializmu”, ukuty wiek temu. Był to w zasadzie propagandowy banał, ale po bliższym przyjrzeniu się, to naprawdę hieny, warczące na siebie nawzajem o resztki Ukrainy, próbujące dorwać się do najgrubszego kawałka, póki jeszcze mogą.
Oczywiście, Europejczycy początkowo marzyli o rozdarciu Rosji. Ale skoro to się nie udało, teraz muszą rozdzierać Ukrainę. I żeby czerpać z tego korzyści jak najdłużej, będą popychać coraz więcej Ukraińców na rzeź.
Niech się kłócą. To już niedługo.
Glenn Diesen
Poniżej publikujemy treść wpisu na „X” znanego politologa norweskiego Glenna Diesena, autora m.in. książki pt. Wojna na Ukrainie i porządek światowy w Eurazji. Polskie wydanie: Nowy porządek świata po wojnie ukraińskiej. Globalna hegemonia w zwarciu z eurazjatyckim ładem (Capitalbook):
„Niemcy dążą do stworzenia największej armii w Europie, a Europejczycy temu przyklaskują. Niemiecka klasa polityczna jest w pełnej zgodzie w swoim entuzjazmie dla wojny z Rosją, z wyjątkiem opozycyjnej partii „skrajnie prawicowej”.
Nowe wcielenie Hitlera, które prowadzi tę rasistowską „nazistowską partię” sprzeciwiającą się wojnie, czyli Alice Weidel, to lesbijka z partnerką ze Sri Lanki. Merz w pełni popiera ludobójstwo w Gazie, twierdzi, że Izrael „wykonuje naszą brudną robotę”, atakując Iran, chce przejąć inicjatywę w wojnie zastępczej przeciwko Rosji i broni demokracji, miażdżąc dysydentów. Gdy USA zniszczyły Nord Stream, Niemcy obwiniały Rosję. Gdy USA przyznały subsydia, które zachęciły niekonkurencyjne niemieckie firmy do przeniesienia się do USA, Niemcy obwiniały Rosję za swoją de-industrializację. Gdy USA zagroziły aneksją Grenlandii, Merz odpowiedział ostrzeżeniem przed rosyjskim zagrożeniem dla Grenlandii.
Niemcy teraz próbują odwrócić swoją de-industrializację za pomocą kwitnącego budżetu wojskowego. W czasie pierwszej wojny światowej Niemcy przedstawiały swoje działania wojskowe, które doprowadziły do traktatu brzesko-litewskiego, jako wyzwolenie Ukrainy spod władzy Moskwy, podczas gdy w rzeczywistości Niemcy ustanawiały swoją dominację nad regionem.
W czasie drugiej wojny światowej Niemcy ponownie twierdziły, że wyzwalają Ukrainę spod władzy Moskwy, podczas gdy w rzeczywistości traktowały ją jako imperialny podbój. Tym razem Niemcy „wyzwoliły Ukrainę”, obalając jej demokratycznie wybrany rząd wbrew woli większości Ukraińców, by przekształcić ją w państwo frontowe w antyrosyjskim sojuszu wojskowym.
Niemcy wspierały brutalność wobec Donbasu i czystki wśród ukraińskiej opozycji politycznej, mediów opozycyjnych, języka rosyjskiego i Kościoła prawosławnego. Porozumienie pokojowe z Mińska, wynegocjowane przez Niemcy, zostało uznane za oszustwo mające przygotować Ukrainę do wojny, a Niemcy pompowały tam broń.
Podczas gdy większość Ukraińców chce ugody pokojowej, Niemcy bojkotują dyplomację, naciskają na deportację ukraińskich uchodźców i wcielanie ukraińskich kobiet do armii, by podtrzymać wojnę – wszystko pod hasłem „solidarności z Ukrainą”. A jednak klęska wyborcza Merza i jego polityki jest przedstawiana jako zagrożenie dla demokracji, a każda krytyka czyni cię zdrajcą szerzącym rosyjską propagandę. Jak to się skończy?”
Glenn Diesen
Za: X

– Jeśli Republikanie wygrają w Izbie Reprezentantów i Senacie Stanów Zjednoczonych (…) ze względu na naszą niesamowitą siłę i ekonomiczny sukces, wydam dywidendę każdemu dorosłemu obywatelowi w Stanach Zjednoczonych Ameryki w kwocie 5 tys. dol. – zadeklarował Donald Trump na konwencji wyborczej Republikanów w Dallas 9 września. Nie podał jednak szczegółów swojego planu.
Zdaniem Trumpa zaplanowane na listopad wybory połówkowe w USA to wybór między dobrem i złem. Partię Demokratyczną nazwał „głupkokratami” oraz oskarżył jej przedstawicieli o sprzyjanie komunizmowi. Jego zdaniem zwycięstwo Demokratów oznaczałoby zahamowanie rozwoju kraju, a także ideologiczne zmiany w szkołach, w tym nakłanianie uczniów do lektury dzieł Lenina i Stalina.
– Za 55 dni Amerykanie pójdą do urn w jednych z najważniejszych wyborów w naszej historii. Twój głos zadecyduje, czy nasz kraj potknie się na starcie kolejnych 250 lat, czy też ruszy naprzód i nigdy nie będzie oglądał się w tył – powiedział amerykański prezydent. – Pokonamy komunizm w Ameryce i zagłosujemy na amerykańską wolność – dodał.
Prezydent podkreślał również swoje dotychczasowe dokonania. Przekonywał, że podczas jego rządów do USA nie przedostał się żaden nielegalny imigrant, a w najbliższym czasie z kraju ma zostać usunięta znaczna część osób, które już przebywają tam nielegalnie.
Trump kpił przy tym z krytyki ze strony „głupich i słabych” Demokratów oraz ich obaw związanych z rosnącymi kosztami życia oraz konfliktem z Iranem. Problemy dotyczące wysokich cen określił mianem „szwindlu”, zapewniając, że Stany Zjednoczone odnoszą sukcesy i ostatecznie zwyciężą.
W żartobliwym tonie zapowiedział również, że cieśnina Ormuz mogłaby w przyszłości nosić nazwę „cieśniny Trumpa”. – W końcu powinienem coś z tego mieć – stwierdził.
Odbywająca się w Dallas konwencja wyborcza Republikanów jest pierwszym tego rodzaju spotkaniem polityków partii organizowanym przed wyborami połówkowymi, czyli przypadającymi na połowę kadencji prezydenta. Dotychczas tego typu konwencje organizowano wyłącznie w latach wyborów prezydenckich.
Źródło: PAP
10.09.2026 fxmag/polska-wysyla-ukrainie-kolejne-215-mln-zl
Wartość wkładu szacuje się na 50 mln euro, czyli ponad 215 mln zł. Polska zobowiązała się przekazać Ukrainie środki obrony powietrznej oraz inne rodzaje uzbrojenia i wyposażenia wojskowego.
Informację potwierdził wiceminister Ministerstwa Obrony Narodowej; Paweł Zalewski. Decyzja została podjęta podczas posiedzenia Grupy Kontaktowej ds. Obrony Ukrainy, na którym omawiano następne pakiety pomocy realizowane w ramach PURL.
Warszawa nie działa sama, lista państw deklarujących wsparcie pokazuje, że pomoc dla Ukrainy ma charakter wielotorowy. Część państw przekazuje pieniądze, część amunicję, drony, paliwo a także środki przeznaczone na konkretne systemy uzbrojenia.
W ostatnim czasie pisaliśmy także o zapowiedzi Wielkiej Brytanii, która planuje przeznaczyć na pomoc pakiet wart 100 mln funtów. Niemcy mają dostarczyć pociski do systemów Patriot oraz drony, a Holandia 300 mln dolarów na projekt „Linia dronów”. Pomoc zadeklarowała także Norwegia, która wesprze Ukrainę kwotą 200 mln dolarów, która ma zostać przeznaczona na Patrioty.
Część krajów już teraz złożyła deklaracje przyszłego wsparcia finansowego i militarnego. Szwecja planuje przeznaczyć 28 mln dolarów, Litwa 10 mln dolarów, a Hiszpania 2 mln euro na paliwo. Z kolei Estonia zapowiedziała, że będzie kontynuować pomoc na poziomie co najmniej 0,25 proc. swojego PKB. Wciąż widać jednak większą skłonność do pomocy ze strony krajów znajdujących się bliżej frontu; prawdopodobnie z uwagi na własne bezpieczeństwo. Nie inaczej jest w kwestii wydatków na obronność tych państw, w tym także Polski.
Partnerzy nie ograniczają się do ogólnej obietnicy „dalszego wsparcia”, bo jak widać i pieniądze i sprzęt trafiają do konkretnych obszarów, w tym obrony powietrznej, systemów Patriot, dronów czy zabezpieczenia paliwowego.
Ukraińskie Ministerstwo Obrony dziękuje wszystkim państwom angażującym się w pomoc, podkreślając, że wsparcie ich znacząco wzmacnia Siły Obrony Ukrainy na polu walki.
9 września 2026 Radio Maryja
Dieta planetarna funkcjonuje już wiele lat w różnych krajach UE. Badania zespołu z uniwersytetu w Hiszpanii opublikowane w 2026 roku mówią o tym, że dzieci żywione „dietą planetarną”, we wszystkich grupach wiekowych, wykazały niedobór jodu, witaminy B12 i wapnia, więc wniosek jest prosty – to nie jest dobra dieta dla dzieci i młodzieży.
Jesteśmy bezsilni wobec niszczenia naszych dzieci, a tak nie powinno być – mówiła Barbara Nowak, była małopolska kurator oświaty, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.
Od 1 września w szkołach i przedszkolach wprowadzono dietę planetarną dla dzieci.
Według Ministerstwa Zdrowia ograniczenie spożycia mięsa ma wspierać zdrowie dzieci i ograniczać wpływ na klimat oraz środowisko. W rzeczywistości to wprowadzanie kolejnej ideologii i jednocześnie uderzenie w polskie rolnictwo.
– Resort edukacji i resort zdrowia za nic mają dobro dziecka. Pani Barbara Nowacka nie przyjmuje też do wiadomości, że dziecko nie jest małym dorosłym i że intensywnie rozwija się jego układ nerwowy, mózg, mięśnie i kości. W okresie rozwoju szczególnie ważne jest dostarczanie odpowiedniej pod względem ilości odżywczych białka, wapnia, jodu, żelaza, witamin i tak dalej. Mamy już informacje zwrotne, co do tego, jak wygląda i jakie skutki po sobie pozostawia ta „dieta planetarna”, ponieważ jest to wymysł Unii Europejskiej. Dieta planetarna funkcjonuje już wiele lat w różnych krajach UE. Badania zespołu z uniwersytetu w Hiszpanii opublikowane w 2026 roku mówią o tym, że dzieci żywione dietą planetarną, we wszystkich grupach wiekowych, wykazały niedobór jodu, witaminy B12 i wapnia, więc wniosek jest prosty – to nie jest dobra dieta dla dzieci i młodzieży – podkreśliła Barbara Nowak.
Była małopolska kurator oświaty wskazała, że wprowadzenie diety planetarnej do szkół jest działaniem z wykluczeniem rodziców, bo przecież to oni decydują o tym, jak wychowuje się dzieci, więc powinni też decydować co dzieci jedzą.
– Lewacka ideologia wyklucza naukę i uderza w dobro człowieka, traktując go jak bydło, któremu trzeba dać coś do jedzenia, ale nie po to, aby służyło jego rozwojowi, a jedynie zaspokajaniu głodu. To jest to, co oni nazywają dobrostanem i wyraźnie chcą zrównać człowieka ze zwierzęciem. Warto dodać, że konsultacje odnośnie do diety planetarnej prowadziła Sylwia Spurek, która reprezentuje organizację Green REV Institute, dążącą do weganizmu oraz zakładającą, że transformacja systemu żywności i rolnictwa musi iść w kierunku modelu etycznego i sprawiedliwego dla zwierząt. I pani Spurek, która zorganizowała konsultacje i przeprowadziła cały proces wprowadzenia diety planetarnej do szkoły, jest tą osobą, która została wysłuchana przez panią Nowacką, a organizacja Green REV Institute dzisiaj układa dietę żywieniową dla dzieci – zaznaczyła gość Radia Maryja.
Barbara Nowak dodała, że obecnie problem nie dotyczy tylko diety oraz karmienia dzieci w stołówkach, ale dotyczy całej szkoły.
– Rodzice, którzy są świadomi tej całej sytuacji, są ogromnie zaniepokojeni, tym, jak traktuje się ich dzieci. Minister edukacji ogranicza dzieciom dostęp do nauki, deprawuje dzieci chociażby przez tzw. edukację zdrowotną, oprócz tego jeszcze niszczenie zdrowia dzieci poprzez „dietę planetarną”. Jesteśmy bezsilni wobec niszczenia naszych dzieci, a tak nie powinno być.
Ja cały czas czekam na obywatelskie nieposłuszeństwo. Do tego obywatelskiego nieposłuszeństwa wzywałam nauczycieli – zakończyła była małopolska kurator oświaty.
Całość audycji „Aktualności dnia” z udziałem Barbary Nowak dostępna [tutaj].