„Akt oskarżenia” przeciwko niemieckim i europejskim podżegaczom wojennym

„Akt oskarżenia” przeciwko niemieckim i europejskim podżegaczom wojennym

Autorstwa Uwe Froschauera Data publikacji 3 czerwca 2026 r. wassersaege/anklageschrift-gegen-deutsche-und-europaeische-kriegstreiber

Zanim zacznę ten artykuł, chcę wyrazić moją głęboką pogardę dla wszystkich podżegaczy wojennych na tym świecie. Prawdziwym agresorem niekoniecznie jest ten, kto pierwszy stawia krok ku wojnie, lecz ten, kto ten krok wymusza. Niemniej jednak, nawet ten pierwszy krok jest niewybaczalny.

Ostatecznie ta wojna nie zakończy się triumfem, lecz negocjacjami. Zakończy się tak, jak wojny prawie zawsze kończą się: nie moralnym szowinizmem, nie telewizyjnymi hasłami, nie medalami dla podżegaczy wojennych i „przedłużaczy cierpień” takich jak Anton Hofreiter, Marie-Agnes Strack-Zimmermann czy Annalena Baerbock, ale politycznym rozwiązaniem przy stole negocjacyjnym. Tragedia polega na tym, że taki stół negocjacyjny istniał już w Stambule pod koniec marca/na początku kwietnia 2022 roku – zaledwie pięć tygodni po wybuchu wojny.

Pięć tygodni po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji przedstawiono projekty, które przynajmniej dawały szansę na zakończenie tego wymierania: neutralność Ukrainy, gwarancje bezpieczeństwa, ramy polityczne. Ale ta szansa nie została wykorzystana. Została politycznie stłumiona – przez te mroczne siły na Zachodzie, które nie chciały pokoju, lecz wojny na wyniszczenie.

Boris Johnson pojawił się w Kijowie jako posłaniec tej linii: Putina nie należy negocjować, lecz naciskać. Za brytyjskim podżegaczem wojennym stała ówczesna administracja USA pod przewodnictwem Joe Bidena, wspierana przez europejskich polityków, którzy od tamtej pory każdą dalszą eskalację przedstawiali jako wyraz solidarności z Ukrainą. Annalena Baerbock mówiła o prowadzeniu „wojny z Rosją”. Ursula von der Leyen obiecała zwycięstwo Ukrainy. Keir Starmer w istocie ogłosił front ukraiński swoją własną europejską linią frontu.

Kiedy pod koniec marca 2022 roku w Stambule toczyły się negocjacje w sprawie ewentualnego zakończenia wojny, Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Ochrony Konstytucji i Zwalczania Terroryzmu (OHCHR) udokumentowało już 3257 ofiar cywilnych na Ukrainie – w tym 1276 zabitych i 1981 rannych. Wiarygodne dane dotyczące liczby zabitych i rannych żołnierzy po obu stronach nie były wówczas jeszcze dostępne. Jednak szacunki sięgały już dziesiątek tysięcy.
Dziś, cztery lata później, szacunki strat wojskowych – zabitych, rannych lub zaginionych – wahają się od 1,7 do prawie 2 milionów żołnierzy rosyjskich i ukraińskich łącznie. Samo CSIS szacuje straty na około 1,2 miliona Rosjan i 500 000 do 600 000 Ukraińców. Ilu z tych ofiar można było uniknąć? To pytanie jest skierowane nie tyle do Moskwy, co do tych aktorów politycznych, którzy zdecydowali się na dalszą eskalację, dostawy broni i przedłużającą się wojnę na wyniszczenie. Wstydźcie się, podżegacze wojenni! Niech cierpienie każdej matki, która straciła dziecko w tej bezsensownej wojnie, pozbawi was snu! Ale do tego potrzebne jest coś w rodzaju sumienia. Myślę, że bohaterowie tej wojny śpią całkiem dobrze.

Skutkiem tej polityki przedłużania wojny są kostnice, okopy i zniszczone miasta. Setki tysięcy żołnierzy zginęło, zostało rannych lub zaginęło. Dziesiątki tysięcy cywilów zginęło lub zostało rannych. A jednak ci, którzy przedłużają wojnę, dostarczając coraz więcej broni, są czczeni jako przyjaciele Ukrainy.

Oto wypaczenie naszych czasów: ci, którzy blokują pokój, nazywają siebie przyjaciółmi. Ci, którzy oczerniają negocjacje, nazywają siebie obrońcami wolności i demokracji. Ci, którzy pozwalają innym ginąć w beznadziejnej wojnie na wyniszczenie, otrzymują medale.

Ten akt oskarżenia skierowany jest przeciwko politycznym podżegaczom wojennym w Europie i USA, przeciwko tym, którzy ogłaszają Rosję jedynym sprawcą, ale ukrywają swój współudział w przedłużającej się konaniu. Rosja rozpoczęła tę wojnę. Ale Zachód zrobił wszystko, aby zapobiec jej wcześniejszemu zakończeniu. W tym tkwi jego historyczna wina.

Kto czerpie zyski z wojny?

„Wojna jest najlepszym kupcem. Zamienia żelazo w złoto”. Fryderyk Schiller

Wojna na Ukrainie to nie tylko katastrofa humanitarna. To także gigantyczny program stymulacji gospodarczej – dla producentów broni.

Weźmy na przykład firmę Rheinmetall.

Pod koniec 2021 roku, zaledwie kilka miesięcy przed rosyjską inwazją, akcje były notowane w okolicach 85–95 euro. Po wybuchu wojny natychmiast wzrosły powyżej 100 euro. W marcu 2022 roku po raz pierwszy przekroczyły granicę 200 euro. W latach 2025/2026 akcje tymczasowo oscylowały w okolicach 1600 euro, osiągając poziom prawie 2000 euro. Nawet po spadkach, kurs utrzymywał się znacznie powyżej 1200 euro.

Oznacza to, że cena akcji wycenianej na 90 euro wzrosła chwilowo do prawie 2000 euro. Wzrost, który byłby wyjątkowy nawet w sektorze technologicznym. Wojna zabija ludzi – i jednocześnie generuje rekordy giełdowe.

Znajoma chwaliła się, że miała nosa do interesów, inwestując w akcje Rheinmetall w odpowiednim momencie. Zewnętrznie spokojna, ale w głębi duszy głęboko zaniepokojona, odpowiedziałam fragmentem Biblii. Jezus zadał następujące fundamentalne pytanie, zapisane w kilku Ewangeliach, w tym w Ewangelii Mateusza 16,26:

„Cóż bowiem za pożytek z tego, że ktoś cały świat zyska, a na duszy swojej szkodę poniesie?”.

Jezus ostrzega przed poświęcaniem wewnętrznego i wiecznego dobrobytu dla czysto zewnętrznego, materialnego lub światowego sukcesu. Można dążyć do wszystkiego, co świat ma do zaoferowania w zakresie motywacji zewnętrznej (bogactwo, władza, prestiż, dobra materialne), ale jeśli w tym procesie „straci się” własną duszę, sumienie lub relację z Bogiem – czymkolwiek sobie Boga wyobrażamy – ostatecznie nic się nie zyskuje. Jeśli wierzy się również w etykę odwetu, taką jak karma, to zakup akcji Rheinmetall był zdecydowanie złą inwestycją. Nie powinno zatem dziwić, że w następnym życiu odrodzimy się jako ślimak.

Każdy, kto twierdzi, że wojny nie przynoszą korzyści ekonomicznych, ignoruje rzeczywistość przemysłu zbrojeniowego. Firmy zbrojeniowe w Europie i USA odnotowały rekordowe zamówienia. Rheinmetall ogłosił zamówienia warte miliardy dolarów, rozbudowę mocy produkcyjnych i nowe zakłady produkcyjne.

Moim zdaniem, to rozstrzyga kwestię, kto ma materialny interes w przedłużaniu wojen tak długo, jak to możliwe. Ten interes – chciwość – ma imię: diabelski Mammon. Każdy, kto kupuje akcje broni, jest, moim zdaniem, częścią zła, nawet jeśli na zewnątrz może sprawiać wrażenie „porządnego” obywatela.

Ponad 60 lat temu pewien człowiek wydał ostrzeżenie, które wydaje się dziś bardziej aktualne niż kiedykolwiek. Nie był to byle jaki działacz na rzecz pokoju. Nie lewicowy intelektualista. Ale pięciogwiazdkowy generał, były Naczelny Dowódca Sił Sojuszniczych NATO i prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki: Dwight D. Eisenhower. Krótko przed opuszczeniem urzędu wydał on dobitne ostrzeżenie:

„W instytucjach rządowych musimy chronić się przed uzyskaniem nieuprawnionego wpływu – celowego lub nieumyślnego – ze strony kompleksu militarno-przemysłowego”.

I dalej:

„Istnieje ryzyko katastrofalnego wzrostu błędnej władzy i będzie ono trwać”.

Już w 1961 roku amerykański prezydent dostrzegł niebezpieczeństwo, że przemysł zbrojeniowy, wojsko i polityka mogą stworzyć strukturę władzy, która będzie realizować własne interesy – interesy, które z pewnością nie będą zgodne z pokojem, dyplomacją ani dobrobytem społeczeństwa.

Czy Eisenhower miał rację? Bez wątpienia!

Kiedy wojny wzbogacają całe gałęzie przemysłu, kiedy akcje firm zbrojeniowych gwałtownie rosną, podczas gdy ludzie giną w okopach, kiedy Rheinmetall notuje wzrosty cen akcji w ciągu kilku lat, o jakich normalne firmy mogą tylko pomarzyć, kiedy politycy wciąż reklamują nowe dostawy broni jako politykę pokojową – „zawarcie pokoju bronią”, kogo myślicie, że oszukujecie – kiedy całe gospodarki mają być ponownie „gotowe do wojny”, kiedy młodzi ludzie mają być ponownie poświęcani, pytanie jest uzasadnione: Kto korzysta na przedłużającym się konflikcie? Ukraiński czy rosyjski żołnierz w okopach? Matka, która straciła syna? Emeryt, któremu obcięto świadczenia socjalne? Robotnik? A może te firmy, których portfele zamówień zapełniają się z każdą kolejną eskalacją?

Eisenhower nie ostrzegał przed Rosją. Nie ostrzegał przed Chinami. Ostrzegał przed strukturą władzy w swoim obozie. Ostrzegał przed systemem, w którym wojna staje się nie tylko narzędziem geopolitycznym, ale także ekonomicznym modelem biznesowym. To jedna z najbardziej szokujących prawd naszych czasów: trudno zakończyć konflikty, gdy kilka potężnych instytucji i osób ma w nich interes. Moim zdaniem podżegacze wojenni to elementy wysoce przestępcze.

Każdy, kto podważa sens wojny na Ukrainie, nie jest ekstremistą ani nawet wrogiem publicznym. Ktoś taki po prostu zadaje sobie to samo pytanie, które ponad sześć dekad temu zadał amerykański prezydent.

Może powinniśmy byli go posłuchać. Pacyfistyczni politycy, tacy jak Sahra Wagenknecht, a nawet ja, tak zrobili, ale wojowniczy politycy, tacy jak Anton Hofreiter, Roderich Kiesewetter, Friedrich Merz – BlackRock przesyła pozdrowienia – Annalena Baerbock, Marie-Agnes Strack-Zimmermann – Rheinmetall przesyła pozdrowienia – Keir Starmer, Emmanuel Macron, Ursula von der Leyen i im podobni, nadal podążają ścieżką podżegania do wojny i są w ogromnym stopniu współwinni cierpieniu ludzi dotkniętych tą tragedią.

„Nigdy więcej wojny” – czy „gotowi do wojny”?

Przez dziesięciolecia Niemcy definiowały się poprzez historyczny imperatyw:

Nigdy więcej wojny!

Dziś ta sama republika mówi o gotowości bojowej i przezbrojeniu, uważa produkcję broni za rynek wzrostu, chce zbudować najsilniejszą konwencjonalną armię w Europie, chce zwiększyć wydatki na obronę, które pochłoną prawie połowę budżetu federalnego kosztem państwa opiekuńczego, i dyskutuje o ponownym wprowadzeniu obowiązkowego poboru.

29 października 2023 roku Boris Pistorius oświadczył w  programie Berlin Direkt , że Niemcy muszą być „gotowe do wojny”. Później zintensyfikował to stanowisko, stwierdzając, że Niemcy muszą być „gotowe do wojny do 2029 roku”. Jak ten człowiek doszedł do roku 2029? Boska, czy raczej diaboliczna inspiracja? Federalne Ministerstwo Obrony używa tego sformułowania od tamtej pory, podobnie jak Bundestag. Dlaczego? Ponieważ społeczeństwo ma się przyzwyczaić do nieodpowiedzialnej retoryki wojennej, a gotowość wojenna ma stać się nową normą. Chociaż nasi parlamentarzyści z ugruntowanego kartelu partyjnego mogą nie być szczególnie zdolni do niczego poza zdobywaniem mandatów i zwiększaniem własnych diet, są mistrzami manipulacji – takiej jak ciągłe powtarzanie, sianie strachu i kreowanie wizerunku wroga.
Termin „gotowość wojenna” stał się politycznie definiujący. Jednak dla mnie przywołuje on skojarzenia historyczne, ponieważ podobna retoryka wojenna istniała przed I i II wojną światową.

Słowo „gotowy do wojny” to polityczny przełom. Nie oznacza ono „zdolny do pokoju”, „zdolny do dyplomacji”, ani nawet po prostu „zdolny do obrony”. Oznacza:  gotowy do wojny . Zdolny do wojny. Gotowy do wojny. Społecznie, ekonomicznie, militarnie i mentalnie nastawiony na wojnę. Wstydź się, panie „Pistoliusie”, i wszyscy twoi wojowniczy towarzysze!

Pistorius sprzedaje tę retorykę jako środek odstraszający. Ale przygotowanie społeczeństwa do wojny nie zwiększa jego bezpieczeństwa. Zwiększa jego gotowość do wojny. Niemcy nie staną się bezpieczniejsze, powracając do fantazji o militarnej potędze – budowy najsilniejszej armii konwencjonalnej w Europie i podobnych wojowniczych, samobójczych myśli. Staną się bardziej podatne na ataki.

Niemcy i ich naród powinni się odrzucić na takie określenia. Dwie wojny światowe, miliony ofiar, zniszczone miasta, spalona ziemia – a teraz Niemcy, o zgrozo, mają znów być „gotowe do wojny” – mimo że zadały ludzkości niezmierzone cierpienie, zwłaszcza w czasie II wojny światowej, i powinny były wyciągnąć z niej jedną kluczową lekcję: Nigdy więcej wojny! Trzeba się zastanowić, czy część tego społeczeństwa w ogóle czegoś się nauczyła ze swojej historii. Obawiam się, że nie, patrząc na radykałów takich jak Kiesewetter, Strack-Zimmermann czy Pistorius.

Szczególnie niepokojące jest to, że Boris Pistorius – człowiek, który chce, aby Niemcy były „gotowe do wojny” – od lat należy do najpopularniejszych polityków w Niemczech. W barometrze politycznym stacji ZDF był on niekiedy jedynym czołowym politykiem z pozytywnym ratingiem, podczas gdy inni członkowie rządu radzili sobie znacznie gorzej. RTL/Forsa i INSA również regularnie plasowały go na pierwszym miejscu w swoich sondażach popularności.

Ta popularność ministra obrony spotkała się z krytyką przede wszystkim w mediach alternatywnych. W artykule  „Manova” publicysta Tom J. Wellbrock  ostro zaatakował Pistoriusa jako postać polityczną, kwestionując jego wysokie notowania pomimo coraz bardziej agresywnej retoryki na temat zbrojeń. Artykuł zasadniczo stawia pytanie, jak polityk, który sprawia, że ​​określenia takie jak „gotowy do wojny” są społecznie akceptowalne, może być jednocześnie postrzegany jako promyk nadziei.

W mojej książce „Niebezpieczne zera”, w której opisałem dziesięć wysoce wątpliwych postaci w niemieckim społeczeństwie, Boris Pistorius, wraz z podżegaczami wojennymi Annaleną Baerbock, Antonem Hofreiterem, Marie-Agnes Strack-Zimmermann, Friedrichem Merzem i Ursulą von der Leyen, był obowiązkowym punktem odniesienia. Przedstawiam w niej tego podżegacza wojennego jako pozornie pragmatycznego, przystępnego i rozsądnego, a jednak stopniowo przywraca on polityczną normalność do militaryzacji. Moja główna krytyka jest następująca: największym zagrożeniem nie jest głośny twardogłowy, ale popularny polityk o umiarkowanej retoryce, który sprzedaje zbrojenia jako racjonalność. Wilk w owczej skórze nie wydaje się niebezpieczny, ponieważ ryczy jak psychopata – jak na przykład Donald Trump. Jest niebezpieczny, ponieważ mówi spokojnie, brzmi jak mąż stanu i w ten sposób przyzwyczaja całe społeczeństwo do idei, że wojna znów stała się normalną opcją działań politycznych. Nawet inteligentni ludzie z mojego najbliższego otoczenia dają się nabrać na ukrytego podżegacza wojennego Pistoriusa, który ze swoim sielankowym spokojem i umiarkowanym językiem sprzedaje militaryzację jako rozsądek.

Pistorius nie zwiększa bezpieczeństwa Niemiec. Przesuwa intelektualne granice tego, co można ponownie powiedzieć, wymyślić i zrobić. Czyniąc to, poważnie zagraża Niemcom. Ci, którzy ciągle mówią o gotowości bojowej, nie budują pokoju. Budują psychologiczną infrastrukturę dla kolejnej wojny. Politycy tacy jak Boris Pistorius przekształcają skrupulatnie skonstruowaną politykę pokojową w militarną normalność. Kanclerz taki jak Friedrich Merz, który dąży do konfrontacji zamiast dialogu z Rosją, jest w moich oczach aniołem śmierci. Podżegacze wojenni tacy jak Roderich Kiesewetter, który kilka lat temu chciał wywołać wojnę w Rosji, znów są słyszani. Ograniczeni umysłowo i wojowniczy politycy – niebezpieczna mieszanka – jak Annalena Baerbock, która prowadzi wojnę z Rosją i włącza nas w swoją retorykę, reprezentowali Niemcy na arenie międzynarodowej. Słowa „Nigdy więcej wojny” coraz bardziej zanikają i są stopniowo wymazywane ze zbiorowej pamięci niemieckiego społeczeństwa.

Transformacja w kierunku gospodarki wojennej

Powstają nowe sojusze między przemysłem cywilnym a wojskiem. To, co kiedyś uważano za wyjątek, stopniowo staje się nową normą: przemysł motoryzacyjny, kolejowy, dostawcy, planowanie infrastruktury – wszystko jest coraz częściej postrzegane z perspektywy użyteczności wojskowej.

Szczególnie uderzającym przykładem jest Volkswagen. W 2025 roku Rheinmetall rozważał potencjalną współpracę z VW w swoim zakładzie w Osnabrück. Według Deutschlandfunk, VW potwierdził, że podczas wizyty delegacji Rheinmetall otwarcie dyskutowano o „potencjalnych możliwościach współpracy w zakresie pojazdów wojskowych”. Prezes VW, Oliver Blume, wyraził wcześniej gotowość do większego zaangażowania w projekty wojskowe. Chociaż Reuters później donosił, że Rheinmetall nie prowadzi już konkretnych negocjacji dotyczących Osnabrück, kluczowe jest to, że drzwi zostały otwarte. Rozważana jest cywilna fabryka samochodów jako potencjalny element produkcji zbrojeniowej. Jeśli ten element zostanie zrealizowany, wiem, których marek samochodów już nie kupię.

W Görlitz francusko-niemiecki koncern zbrojeniowy KNDS stopniowo przejmuje dawną fabrykę Alstomu, w której przez dekady budowano piętrowe pociągi i tramwaje. W przyszłości zakład będzie produkował komponenty do czołgu podstawowego Leopard 2, bojowego wozu piechoty Puma oraz moduły do ​​wariantów kołowego transportera opancerzonego Boxer. Przebudowa będzie przebiegać etapami; zakończenie przekazania zakładu planowane jest na 2027 rok. Ogłoszono już daty rozpoczęcia produkcji i pierwszego transferu personelu do KNDS.

Fabryka, która kiedyś przewoziła ludzi, staje się teraz fabryką dostarczającą komponenty do sprzętu wojskowego. To właśnie nazywamy dziś zmianą strukturalną. Symbolizuje to, jak podżegacze wojenni w Niemczech powoli przekształcają społeczeństwo z cywilnego w militarystyczne.

Continental i Rheinmetall również pokazują, w jakim kierunku zmierzają zmiany. W 2024 roku Continental podpisał list intencyjny z Rheinmetall, aby zaoferować pracownikom – z sektorów dotkniętych zmianami strukturalnymi – możliwości przejścia do przemysłu obronnego. Agencja Reuters jednoznacznie określiła to jako konsekwencję potrzeb kadrowych sektora obronnego w połączeniu z redukcją zatrudnienia w przemyśle motoryzacyjnym. ZF Friedrichshafen, tradycyjny dostawca motoryzacyjny, określa się jako partner przemysłu obronnego i dostarcza komponenty do pojazdów opancerzonych.

To sedno nowej gospodarki wojennej: tam, gdzie przemysł cywilny słabnie, uzbrojenie nagle okazuje się ratunkiem. Miejsca pracy nie są już zapewnione przez pokojowe technologie przyszłości, ale przez czołgi, amunicję, pojazdy wojskowe i logistykę wojenną.

W swoim artykule „Upadek zbrojeń: Dlaczego Niemcy i UE inwestują w wojnę”, opublikowanym w internetowym magazynie Overton, autor Michael Hollister argumentuje   , że słabość gospodarcza, deindustrializacja i stagnacja wzrostu gospodarczego mogą zwiększać pokusę wykorzystywania zbrojeń jako nowego motoru napędowego inwestycji i wzrostu. Mówiąc wprost, oznacza to, że tam, gdzie dynamika przemysłowa słabnie – a spadek ten w Niemczech jest w dużej mierze spowodowany przez niekompetentnych lub wykształconych przez elity polityków – gospodarka wojenna nie jest już postrzegana jako wyjątek, lecz jako rozwiązanie ekonomiczne.

W moim artykule „Cięcia socjalne dla gospodarki wojennej to wypowiedzenie wojny własnemu narodowi” na  wassersaege.com  napisałem w zasadzie: Podczas gdy politycy dyskutują o ogromnych cięciach w państwie opiekuńczym, miliardy są mobilizowane na zbrojenia, produkcję broni i infrastrukturę wojskową bez większej debaty. Priorytety niemieckich marionetek politycznych zmieniają się – odchodzą od zabezpieczenia społecznego w stronę siły militarnej.

Ale nie tylko fabryki przechodzą na gospodarkę wojenną. Drogi, mosty, linie kolejowe i porty są coraz częściej planowane i rozbudowywane z uwzględnieniem potrzeb wojskowych. UE i Niemcy pracują nad projektem „Mobilność Wojskowa”: celem jest umożliwienie szybszego przemieszczania się wojsk i ciężkiego sprzętu w Europie. Analiza DGAP wymaga regularnych raportów dotyczących dróg, mostów, tuneli, linii kolejowych i dróg wodnych – w tym klasyfikacji ładunków wojskowych. Sam rząd niemiecki przyznaje, że Bundeswehra (niemieckie siły zbrojne) korzysta z cywilnej infrastruktury transportowej, zwłaszcza dróg, w celu przemieszczania się poza teren obiektów wojskowych. Czy nie widzieliśmy tego już 85–90 lat temu?

Mosty nie są remontowane tylko po to, by dojeżdżający mogli szybciej dotrzeć do pracy. Linie kolejowe nie są modernizowane tylko po to, by rodziny mogły punktualnie wyjechać na wakacje. Drogi nie są rozbudowywane tylko po to, by usprawnić codzienne życie. Pytanie dla podżegaczy wojennych brzmi: Czy ten most wytrzyma najazd czołgów? Czy ten pociąg przewiezie sprzęt wojskowy? Czy w kryzysie ta infrastruktura będzie w stanie przetransportować żołnierzy i broń na wschód?

To nie jest nieszkodliwa modernizacja. To postępująca militaryzacja życia cywilnego.
Jeszcze niedawno bardziej odpowiedzialni politycy zadawali sobie pytanie: Jak poprawić życie obywateli? Dziś pytanie brzmi: Jak przygotować kraj do wojny?

Czy to nie przewrotne? Społeczeństwo, które pozwala szkołom popadać w ruinę, przeciąża opiekunów, odrzuca emerytów i pozostawia rodziny same sobie z rosnącymi kosztami, nagle odkrywa swoją determinację, gdy potrzebne są czołgi. Nie ma pieniędzy na zniszczone klasy. Nagle znajdują się strategiczne uzasadnienia i wystarczające środki finansowe na remont mostów, które mogłyby przewieźć ciężki sprzęt wojskowy w nagłych wypadkach.

Gospodarka wojenna nie pojawia się z dnia na dzień. Pojawia się po cichu. Najpierw jako „punkt zwrotny”, potem jako „fundusze specjalne”, potem jako „gotowość wojenna”, potem jako bezpieczeństwo zatrudnienia, a na końcu jako program infrastrukturalny. I w pewnym momencie człowiek uświadamia sobie: cały kraj nie jest już nastawiony na pokój, lecz raczej na kolejną wojnę. A wielu obywateli Niemiec siedzi jak zahipnotyzowane króliki przed wężem. Niemcy stały się demokracją widza.

Nie tylko Rheinmetall czerpie zyski. Duch zbrojeń przenika do gospodarki cywilnej. Do fabryk samochodów. Do kolei. Do łańcuchów dostaw. Do programów budowy dróg. Do statyki mostów. Do dyskursu politycznego. Do umysłów ludzi.

A ci, którzy to krytykują, nie są marzycielami, szarlatanami ani zwolennikami teorii spiskowych. Po prostu widzą wcześniej niż inni, dokąd ten rozwój prowadzi.

Jak będzie finansowana nowa gospodarka wojenna? Kosztem państwa opiekuńczego.

Dozbrojenie kosztuje. Gospodarka wojenna kosztuje. „Gotowość wojenna” kosztuje. Kluczowe pytanie brzmi zatem nie  czy  zostanie opłacona, ale  kto  za nią zapłaci.

Odpowiedź brzmi:

Nie bogaci, nie wielcy spekulanci, nie te korporacje, których zyski rosną z każdym kontraktem zbrojeniowym. To powinni płacić pracownicy, emeryci, rodziny i osoby wykluczone społecznie.

Podczas gdy nagle mobilizuje się pieniądze o niemal niewyobrażalnych kwotach na zbrojenia, broń, amunicję, infrastrukturę wojskową i wielomiliardowe fundusze specjalne, gdzie indziej apeluje się: oszczędzaj na opiece, oszczędzaj na edukacji, oszczędzaj na emeryturach, oszczędzaj na usługach socjalnych.

Jednocześnie dyskutuje się o dłuższym okresie aktywności zawodowej. Oczekuje się, że ludzie będą pracować dłużej, później przechodzić na emeryturę i przygotowywać się na niższe świadczenia socjalne – przynajmniej na razie, w jednej z najsilniejszych gospodarek świata.

Są pieniądze na czołgi, ale najwyraźniej mniej na ludzi. Społeczeństwo, które przeznacza miliardy na zbrojenia, jednocześnie dyskutując o cięciach w usługach socjalnych, zmienia swoje priorytety – odchodzi od równości społecznej, a skupia się na sile militarnej. Broń palna zamiast masła.

Oczywiście nikt otwarcie nie powie: „Tniemy programy socjalne, żeby było więcej pieniędzy na zbrojenia”. Politycznie brzmi to tak: dyscyplina fiskalna, zapewnienie konkurencyjności gospodarczej, odpowiedzialność, punkt zwrotny, gotowość militarna. Efekt jest jednak ten sam. Kompletna farsa!

Jednym z najniebezpieczniejszych zjawisk naszych czasów jest nie tylko sam wyścig zbrojeń, ale także fakt, że społeczeństwo zaczyna finansować broń szybciej niż ubezpieczenia społeczne – i nawet tego nie kwestionuje. To nie jest „punkt zwrotny”, to zmiana wartości w manipulowanym społeczeństwie – odchodzenie od niezależnego myślenia w stronę kontroli zewnętrznej. Poplecznicy elitarnych polityków – media głównego nurtu – wspierają to kontrolowane i systematyczne ogłupianie społeczeństwa wszelkimi możliwymi środkami. W żaden sposób nie wypełniają już swojego mandatu obiektywnego i neutralnego dziennikarstwa.

Obecna tendencja jest nie tylko niepokojąca, ale i niezwykle niebezpieczna.

Młodzi ludzie powinni zapłacić cenę

Uzbrojenie wymaga nie tylko pieniędzy. Uzbrojenie wymaga również ludzi.

Niemieckie siły zbrojne od lat borykają się z problemami kadrowymi. Coraz głośniej apeluje się o znaczne zwiększenie liczebności wojsk. Dyskutowane są cele do 260 000 żołnierzy, a także rezerwiści i rozważane są nowe modele służby wojskowej. Minister obrony Boris Pistorius wielokrotnie poruszał kwestię wprowadzenia jakiejś formy obowiązkowej służby wojskowej. Niemieckie siły zbrojne przyznają, że w dłuższej perspektywie zapotrzebowanie na siłę roboczą będzie znacznie wyższe.

Kluczowe pytanie brzmi:

Kto właściwie ma dźwigać tę nową „gotowość wojenną”?

Odpowiedź jest prosta:

Nie ci politycy, którzy dziś wzywają do zbrojeń, ani prawdopodobnie ich dzieci, siostrzenice, siostrzeńcy i tym podobni. Nie ci komentatorzy, którzy z wygodnych foteli entuzjastycznie witają dostawy broni. Nie ci decydenci, którzy mówią o odpowiedzialności geopolitycznej.

Młodzi ludzie płacą cenę. Ludzie, którzy chcą założyć rodziny. Ludzie, którzy chcą studiować, pracować, podróżować lub zakładać firmy. Ludzie z przyszłością. Po raz kolejny młodzi ludzie są przygotowywani na konflikty, za które odpowiadają starsi decydenci. Szuka się mięsa armatniego – kozłów ofiarnych.

Poniższy cytat podsumowuje to idealnie:

Wojna ma miejsce wtedy, gdy młodzi ludzie, którzy się nie znają i nie nienawidzą, zabijają się nawzajem – ponieważ starsi ludzie, którzy się znają i nienawidzą, tego właśnie chcą.

Pochodzenie cytatu jest niejasne. Jego znaczenie jest jednak pewne.

Ofiarami wojen zawsze byli nieproporcjonalnie młodzi ludzie. W wojnie na Ukrainie straty militarne po obu stronach szacuje się obecnie na ponad milion zabitych, rannych lub zaginionych. Za każdą liczbą kryła się kiedyś osoba z planami, nadziejami i bliskimi. To nie ojcowie powinni chować swoich synów, ale synowie chować swoich ojców.

Każdy, kto dziś używa terminu „gotowy do wojny”, powinien jasno zdefiniować, co on oznacza: nie chodzi tu tylko o więcej czołgów, więcej broni czy wyższe wydatki na wojsko; chodzi przede wszystkim o więcej młodych ludzi, którzy w kryzysie będą walczyć i potencjalnie stracą życie lub powrócą ranni. I po co, a raczej dla kogo? Aby pomóc elitom władzy i majątku osiągnąć ich nieludzkie cele. Młodzi mężczyźni i kobiety, proszę, nie wierzcie w te bzdury, że w kryzysie walczycie za naród i ojczyznę, za bezpieczeństwo Niemiec. Walczycie za kilku starych, nieodpowiedzialnych mężczyzn, którzy z pewnością nie wyślą swoich dzieci na wojnę.
Mój apel do młodego pokolenia: Zastanówcie się dobrze, czy chcecie podjąć ten krok i wstąpić do Bundeswehry (niemieckich sił zbrojnych). Jeśli nie chcecie, nawet z poborem, istnieją sposoby na uniknięcie tego przymusu stworzonego przez samolubnych podżegaczy wojennych.

Biorąc pod uwagę swoją mroczną historię, którą zawdzięczają podżegaczom wojennym z przeszłości, Niemcy powinny zachować szczególną ostrożność. Zamiast tego, język, w którym zbrojenia są utożsamiane z odpowiedzialnością, a przygotowania do wojny uważane za racjonalne, ponownie staje się społecznie akceptowalny, wymagając od żołnierzy zbudowania najsilniejszej armii w Europie. Ci sami pozbawieni skrupułów podżegacze wojenni znów działają! Wstydźcie się, podżegacze wojenni! Wiem, że się powtarzam, ale nie potrafię wystarczająco często wyrażać swojej odrazy do tych ludzi.

Młodzi ludzie potrzebują przyszłości, edukacji, rodzin, innowacji, niedrogich mieszkań i perspektyw, a nie mobilizacji wojskowej w swoich umysłach. Prawdziwa odpowiedzialność wobec młodego pokolenia nie polega na przygotowywaniu ich do wojny, ale na zapewnieniu im obiecującej przyszłości i zrobieniu wszystkiego, co możliwe, aby nigdy nie musieli się do niej przygotowywać. Proszę porozmawiać z Władimirem Putinem, panie Merz. A może brakuje panu odwagi?

Wielkim osiągnięciem polityki byłoby nie przygotowanie młodych ludzi do wojny, ale ich przed nią ochrona. Wydaje się to niemożliwe z obecnym wojowniczym „materiałem politycznym” mianowanym na stanowiska przez elity władzy i majątku. Nie jest to zresztą zamierzone, ponieważ ci wykształceni przez elity politycy od dawna jawnie zwrócili się przeciwko własnym obywatelom, co stało się aż nazbyt oczywiste podczas pandemii COVID-19.

Rosja jako zagrożenie – rzeczywistość, narracja czy konsekwencja własnej polityki?

Od pewnego czasu w Niemczech pojawia się wielokrotnie zaskakująco konkretna liczba:

2029.

Niemcy muszą osiągnąć „gotowość wojenną” najpóźniej do 2029 roku. Rosja byłaby wtedy zdolna militarnie zagrozić państwom NATO. Rosja jest już dziś w stanie to zrobić. Czy propagatorzy tego nonsensu zakładają, że Putin „poczeka” z umiarem, aż Europa będzie gotowa do walki z Rosją? To ostrzeżenie powtórzył minister obrony Boris Pistorius i przedstawiciele wojska.

Dlaczego akurat 2029?

Czy ten rok opiera się na wiarygodnych informacjach wywiadowczych? Na wojskowych grach wojennych? Na obliczeniach prawdopodobieństwa? A może jest to przede wszystkim scenariusz polityczny, mający na celu uczynienie zbrojeń bardziej akceptowalnymi społecznie? Jedno powinno być jasne: rok 2029 nie jest faktem. Rok 2029 to założenie poczynione – moim zdaniem – przez niekompetentnych, wojowniczych i ostatecznie głupich ludzi.

Jednak założenie szybko przeradza się w uczucie. Uczucie przeradza się w strach. A strach prowadzi do decyzji politycznych, które w normalnych okolicznościach i przy mniejszym strachu społeczeństwa napotkałyby znacznie większy opór.

Więcej broni, więcej długu na zbrojenia, więcej żołnierzy, większa „gotowość wojenna” – to wszystko jest uzasadnione tym absurdalnym założeniem. W tym kontekście należy zadać pytanie: dlaczego Rosja miałaby w ogóle atakować Europę lub Niemcy?

Rosja posiada najdłuższe granice lądowe na świecie – ponad 60 000 kilometrów – ogromne rezerwy surowców i własne, poważne wyzwania w zakresie bezpieczeństwa. Jaki strategiczny interes miałaby Rosja w militarnej okupacji Niemiec? Z powodu starzejącej się infrastruktury? Z powodu wysokich kosztów energii? Z powodu braku surowców? A może Rosja chce przejąć nasze ogromne aktywa specjalne, czyli długi? Nie ośmieszajcie się, panie Pisorius i jemu podobni! W moich oczach właśnie tym jesteście: absurdalnymi postaciami, kontrolowanymi przez światowe elity finansowe, które doprowadzą Niemcy do ruiny, jeśli ich nie powstrzymamy.

Inwazja Rosji na Ukrainę jest niewybaczalna. Niemniej jednak nasuwa się pytanie: jak w ogóle doszło do dzisiejszej konfrontacji na polu bezpieczeństwa?

Tu właśnie wchodzi w grę ekspansja NATO na wschód. W 1990 roku ówczesny sekretarz stanu USA James Baker powiedział coś w tym stylu:

„Ani jednego cala na wschód”.
„Ani jednego centymetra na wschód”.

Choć nie było to wiążące zobowiązanie wobec przyszłego rozszerzenia NATO, jak często argumentują podżegacze wojenni, nie ma żadnego pisemnego traktatu, żadnego prawnie wiążącego porozumienia. Ale czy słowa wysoko postawionego polityka są bezwartościowe? Z drugiej strony, kiedy patrzę na obietnice złożone przez Friedricha Merza przed wyborem na kanclerza…

Z drugiej strony, moim zdaniem, rosyjski punkt widzenia słusznie podkreśla, że ​​chociaż nie zawarto żadnej pisemnej umowy, to i tak złożono obietnicę polityczną, która doprowadziła do złamania zaufania.

Nie jest aż tak ważne, kto ma historyczną rację. Jeśli Rosja jest przez dekady okrążana przez ekspansję NATO na wschód – niezależnie od tego, czy Zachód podziela ten pogląd – reakcja Rosji jest zrozumiała. Z rosyjskiej perspektywy potencjalne przystąpienie Ukrainy do NATO przekroczyło czerwoną linię – potencjalny konflikt, który Joe Biden przewidział już w 1997 roku w związku z ekspansją NATO na wschód. Zrozumiałe jest, że Stany Zjednoczone również nie byłyby zadowolone, gdyby Meksyk lub Kanada rozmieściły na nie rakiety w bezpośrednim sąsiedztwie swoich granic.

Wojna na Ukrainie nie rozpoczęła się w lutym 2022 roku, lecz jest wynikiem lat celowo zaplanowanej eskalacji. Rozpoczęła się najpóźniej wraz z Euromajdanem w 2014 roku, o czym wiedział również Jens Stoltenberg, były sekretarz generalny NATO.

Wniosek

Być może największą tragedią Europy nie jest atak Rosji na Ukrainę. Moim zdaniem, większą tragedią jest to, że ci sami politycy, którzy codziennie mówią o pokoju, sprzedają każdą nową dostawę broni na Ukrainę jako akt moralny. Prawdziwym wypaczeniem jest fakt, że dziś zbrojenia uważa się za politykę pokojową, a przedłużanie wojny za wyraz solidarności z Ukrainą.
Dla mnie pytanie nie brzmi już, kto rozpoczął tę wojnę ani kto sprowokował ten krok, ale raczej: kto mógł ją zakończyć wcześniej – i nie chciał?

Z najgłębszą pogardą dla wszystkich podżegaczy wojennych
, Uwe Froschauer

Oczko

Szanowni Państwo!

Oto dwudziesty trzeci w tym roku SOBOTNIK.

Z pozdrowieniami

Małgorzata Todd www.mtodd.pl

Oczko     23/2026(777)

     Czy puszczam do Państwa „oczko”? Pewnie tak, bo trzy razy siedem, to dwadzieścia jeden, czyli oczko właśnie, inaczej: wygrana. Hazard jest mi obcy, więc nie będę dalej ciągnęła tego wątku. Ale może czas na czwarty tomik felietonów zakończony tym właśnie numerem 777? Co wydrukowane, tego nie da się skasować jednym kliknięciem.
     O czym tu by pisać, nie popadając w skrajny pesymizm? Trudno bowiem nie zauważyć, że Unia Europejska konsekwentnie i ciężko pracuje nad tym, żeby lekarze niszczyli zdrowie, prawnicy prawo, uniwersytety wiedzę, prasa informację, a banki ekonomię.
     Jedynie „Prawdziwy Europejczyk polskiego pochodzenia” nie musi się martwić, bo ma zaprzyjaźnionego lekarza, sędziego, rektora i redaktora, a dotacje należą mu się z przynależności i racji samego istnienia.
     Na marginesie, warto wspomnieć, że z informacją bywa różnie, bo to zależy od tego, z jakiego źródła i kto te „wiadomości” czerpie. Mimo to, należy odnotować niewątpliwy sukces obecnej władzy, jeśli chodzi o wmówienie pewnego przekonania. Większość Polaków zdaje się wierzyć, że Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina istniał zawsze.

Nawet udało się na to nabrać Sztuczną Inteligencję. Robi ona filmy o przedwojennej Warszawie z PKiN w tle. Sztuczna inteligencja tworzy więc sztuczną historię, podobnie jak niektórzy historycy, a bardziej politycy.

Rozrywka‒ Lubisz kryminały? – spytała Małgorzata.
‒ Jako rozrywkę, tak. Pod warunkiem jednak, że nie ogranicza się do samych scen rozrywania ludzi na strzępy. – stwierdził DUCH CZASU.
‒ Wolisz takie polegające na rozwiązywaniu zagadki, jak w serialu Columbo?
‒ Właśnie.
‒ Obawiam się, że nie wszyscy odczytują właściwie na czym polega urok porucznika.
‒ Twoim zdaniem na czym, bo chyba nie na stroju.
‒ Mylisz się. Ten prochowiec ma duże znaczenie.
‒ A zauważyłaś, że bywa nadużywany, zwłaszcza w scenach na plaży?
‒ Zauważyłam.
‒ Bo albo roznegliżowanym dziewczynom powinno być zimno, albo porucznik powinien się pocić.
‒ Podejrzewam, że tym prochowcem zafascynowali się twórcy innego serialu. Porucznika zastąpili koszmarną babą, a prochowiec radziecką uszatką.
‒ Skąd to wiesz?
‒ Serial jest emitowany na sąsiednim kanale telewizyjnym, ale nie mogę się zmusić do oglądania go dłużej niż trzy sekundy.
– To i tak jesteś wytrzymała.

Skandal w Wielkiej Brytanii pogłębia się – Skucie umierającego białego chłopaka było w porządku

Skandal w Wielkiej Brytanii pogłębia się – Kontrola działań policjantów wskazuje, że skucie umierającego białego chłopaka było w porządku

5/06/2026 zmianynaziemi/skandal-w-wielkiej-brytanii-poglebia-sie-kontrola-dzialan-policjantow

Źródło: AI Generated

W czerwcu 2026 roku Wielka Brytania otrzymała kolejny dowód na to, jak głęboko ideologia tożsamościowa przeżarła instytucje państwa. Independent Office for Police Conduct (IOPC) – rzekomo niezależny watchdog nadzorujący policję – po kilku miesiącach śledztwa stwierdził, że funkcjonariusze Hampshire, którzy skuli kajdankami umierającego 18-latka Henry’ego Nowaka, nie zrobili nic złego. Na obecnym etapie nie znaleziono dowodów na misconduct. Oficerowie są traktowani wyłącznie jako świadkowie, a nie podejrzani. To nie jest zwykły biurokratyczny unik. To jawny skandal, który obnaża totalitaryzm tożsamościowy rządzący dzisiejszą Wielką Brytanią.

Przypomnijmy fakty. 3 grudnia 2025 roku w Southampton Henry Nowak został dźgnięty pięć razy nożem przez Vickruma Digwę. Leżał na chodniku, krwawił, powtarzał co najmniej dziewięć razy: Zostałem dźgnięty, Nie mogę oddychać. Morderca skłamał policji, że to Nowak go zaatakował rasistowsko i szarpał za turban. Funkcjonariusze uwierzyli kłamcy. Zamiast udzielić pierwszej pomocy – skuili umierającego chłopaka, ciągnęli go po ziemi, ignorowali jego błagania. Jeden z nich powiedział: Nie sądzę, żebyś był ranny, kolego. Henry stracił przytomność skuty kajdankami. Nagrania z kamer nasobnych są tak wstrząsające, że nawet Keir Starmer przyznał, iż wywołały u niego mdłości.

A IOPC? Po miesiącach analizowania materiału dowodowego, w tym pełnych nagrań, dochodzi do wniosku: wszystko w porządku. Żadnego misconduct. Żadnej odpowiedzialności. Tylko kontynuujemy śledztwo i prosimy o zaprzestanie spekulacji. To nie jest błąd oceny. To systematyczna ochrona mechanizmu, w którym obawa przed oskarżeniem o rasizm paraliżuje podstawowe ludzkie reakcje. Policja wolała chronić potencjalną narrację o ofierze rasizmu niż ratować białego Brytyjczyka leżącego we własnej krwi.

Ten werdykt jest kulminacją wieloletniego indoktrynowania. Szkolenia DEI, Race Action Plans, wytyczne National Police Chiefs’ Council – wszystko to wpaja funkcjonariuszom, że białe przywileje i systemowy rasizm to największe zagrożenia. W efekcie zwykły zdrowy rozsądek ustępuje miejsca ideologicznej checklistcie. Ofiara staje się podejrzanym, bo pasuje do narracji o agresywnym białym mężczyźnie. Kłamca-morderca zyskuje automatyczną ochronę, bo reprezentuje chronioną mniejszość. To nie jest antyrasizm. To rasizm antybiały w czystej, instytucjonalnej formie – system, w którym życie białego obywatela jest de facto mniej warte.

IOPC nie działa w próżni. To element szerszego totalitaryzmu tożsamościowego, który opanował Wielką Brytanię. Państwo, które karze za niepoprawne tweety, monitoruje mowę nienawiści i cenzuruje debatę o masowej imigracji oraz przestępczości nożowej, jednocześnie broni swoich funkcjonariuszy, gdy ci ignorują umierającego nastolatka. Two-tier policing przestało być teorią – stało się oficjalną praktyką. Kiedy białego chłopaka dźga nożem osoba z mniejszości etnicznej, a policja skupia się na fałszywym oskarżeniu o rasizm, państwo jasno pokazuje hierarchię: pewne narracje są święte, pewne życia drugorzędne.

Skandal IOPC uderza w fundamenty zaufania do państwa. Rodzina Nowaka, która z godnością prosi o unikanie nienawiści, zasługuje na prawdę, a nie na biurokratyczne mydlenie oczu. Tymczasem watchdog, zamiast bezkompromisowo zbadać, jak szkolenia antyrasistowskie wpłynęły na decyzję o kajdankach, de facto rozgrzesza system. Brak dowodów na misconduct po nagraniach, na których umierający powtarza I can’t breathe, brzmi jak kpina. To ten sam mechanizm, który przez lata chronił grooming gangs w Rotherham – obawa przed rasizmem ważniejsza niż bezpieczeństwo zwykłych Brytyjczyków.

Ten przypadek pokazuje kryzys legitymacji brytyjskiego państwa. Totalitaryzm nie musi mieć obozów ani tajnej policji. Wystarczy armia biurokratów, trenerów DEI i niezależnych watchdogów, którzy pilnują, by ideologia nigdy nie poniosła porażki. Kiedy policjant widzi krew, ale widzi przede wszystkim incydent rasistowski, który może zniszczyć mu karierę – to znak, że państwo stało się narzędziem inżynierii społecznej, a nie służby obywatelskiej.

Werdykt IOPC nie zamyka sprawy – on ją pogłębia. Pokazuje, że system jest gotów poświęcić prawdę i sprawiedliwość, byle chronić narrację o uprzywilejowanych białych i ofiarach systemowego rasizmu. Henry Nowak nie zmarł tylko od noża Digwy. Zmarł w państwie, które uznało jego życie i jego cierpienie za mniej istotne niż ideologiczny dogmat.

Czas na rozliczenie nie tylko pojedynczych oficerów, ale całego mechanizmu: szkoleń, wytycznych, kultury strachu przed rasizmem. Inaczej takie tragedie będą się powtarzać – nie z powodu braku kompetencji, lecz z powodu celowej, totalitarnej ślepoty na rzeczywistość. Brytyjczycy zasługują na państwo, w którym każdy obywatel, niezależnie od koloru skóry, jest traktowany równo. Na razie mają system, który udowadnia coś przeciwnego i broni go za wszelką cenę.

Źródła:

https://zero.pl/news/protesty-i-zamieszki-w-anglii-po-zab…

https://deon.pl/swiat/wiadomosci-ze-swiata/policja-zakula…

https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-obrzucili-policjant…

https://wnet.fm/2026/06/01/polak-zamordowany-nozem-przez-…

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/w-wielkiej-brytanii-si…

Jak zabijają na Zaspie?


Fundacja Pro-Prawo do Życia

Dzień dobry Panie Mirosławie. 
Szpital na Zaspie w Gdańsku poinformował, nie stosuje już zastrzyków z chlorku potasu w serca dzieci w trakcie aborcji.

Najprawdopodobniej przestraszyli się akcji organizowanych pod szpitalem oraz spraw skierowanych przeciwko nim do prokuratury.

Okazało się jednak, że zabijają dalej, tylko innymi metodami.

Szpital pochwalił się, że co prawda zrezygnowali z chlorku potasu, ale za to do mordowania dzieci stosują teraz inne, „najwyższe standardy opieki medycznej”.

Jaka to „opieka medyczna” kiedy zabija się pacjenta…?

Czy zabijane poprzez aborcje dziecko ma być szczęśliwe z powodu tego, że jest mordowane z zachowaniem „najwyższych standardów”…?

Nasza wolontariuszka Ania nagrała krótką rolkę video na temat sytuacji na Zaspie oraz „logiki” jaką kieruje się personel tej placówki. Proszę kliknąć i obejrzeć: [jest w oryginale, nie umiem skopiować, tak nowoczesne.. md]

Oświadczenie szpitala na Zaspie jest absurdalne, ale pokazuje, że wywieranie presji ma sens. Po 9 latach organizacji akcji pod szpitalem w Oleśnicy nie przedłużono w nim umowy z Gizelą Jagielską, która jako pierwsza zaczęła publicznie chwalić się zabijaniem dzieci chlorkiem potasu.

Aborcja może zostać powstrzymana, a kolejne dzieci uratowane, ale wymaga to konsekwencji, determinacji i wielu kolejnych działań.

Dlatego proszę też Pana o wsparcie i umożliwienie nam organizacji kolejnych akcji pod szpitalem na Zaspie oraz w innych miastach na terenie całej Polski.
WPŁACAM
Konto Fundacji do darowizn:79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Z wyrazami szacunku,
Kinga Małecka-Prybyło Podpis e-maila: Kinga Małecka-PrybyłoFundacja Pro – Prawo do życia KRS: 0000233080
NIP: 1231051050
REGON: 010083573
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

Jesteśmy Organizacją Pożytku Publicznego OPP.

Nowe przygody Murzynka Bambo

Nowe przygody Murzynka Bambo

Autor: CzarnaLimuzyna , 5 czerwca 2026

Murzynek Bambo w Polsce dziś mieszka

czarną ma skórę i też „koleżka”

Polaka w głowę od tyłu bije

albo próbuje złapać za szyję

w ramach kultury i bez agresji

z wielkiej przyjaźni i w wyobraźni –

tak piszą media z syndromem znanym

niezbyt przejrzystej, zamglonej jaźni

=======================================================

Jestem Polakiem – więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka.

Bo im szersza strona mego ducha żyje życiem zbiorowym narodu, tym jest mi ono droższe, tym większą ma ono dla mnie cenę i tym silniejszą czuję potrzebę dbania o jego całość i rozwój.

– Roman Dmowski, „Myśli nowoczesnego Polaka”

=========================================================

Mógłbym poprzestać na cytacie z Dmowskiego, bo kto go nie rozumie, nic nie zrozumie. Ludzie, którzy przedstawiają niższy typ człowieka, upodlając się do poziomu przeciwników cywilizacji zawsze będą przeciwko Polsce, popierając barbarzyńców kosztem własnego narodu – własnego tylko teoretycznie, bo identyfikują się przecież nie z Polską tylko z jakąś inną fikcyjną wspólnotą. Za czasów pierwszego Eurokołchozu była to wspólnota krajów komunistycznych, a dziś krajów unijnych – w jednym i w drugim przypadku narodów zdominowanych i zniewolonych, niszczonych na poziomie kultury i tożsamości.

Opis wydarzenia: “Sprawca powinien opuścić nasz kraj”…

Do zdarzenia doszło w nocy z soboty na niedzielę w jednym z lokali przy Krakowskim Przedmieściu w Lublinie. Według relacji świadków 41-letni obywatel Zimbabwe najpierw odepchnął stojącego przy barze 40-letniego mieszkańca Lublina. Po krótkiej wymianie zdań wydawało się, że sytuacja została zażegnana.

Po chwili napastnik wrócił jednak do mężczyzny i niespodziewanie uderzył go szklanką z piwem w okolice głowy. Świadkowie podkreślali, że atak nastąpił nagle i od tyłu. Poszkodowany trafił do szpitala z rozległą raną wymagającą szycia. Według informacji przekazywanych przez media stwierdzono u niego również obrażenia kręgosłupa. Sprawcę ujęli pracownicy ochrony lokalu i przekazali policji. Ponieważ był pod wpływem alkoholu, trafił najpierw do izby wytrzeźwień.

Bosak: Być może nawet usiłowanie zabójstwa

W przedmiotowej sprawie według dostępnych opisów mamy do czynienia co najmniej z pobiciem przy użyciu niebezpiecznego narzędzia, a być może nawet z usiłowaniem zabójstwa” – napisał. Jego zdaniem osoba atakująca człowieka ostrym przedmiotem w okolice głowy, karku i szyi powinna przewidywać możliwość spowodowania śmierci ofiary. /link/

Maccabi Tel Awiw. Właściciel Pogoni Szczecin odmówił Żydom. Nie gryzł się w język.

„Gdybym żył w czasach nazistowskich Niemiec…”. Właściciel Pogoni Szczecin odmówił Żydom. Nie gryzł się w język

5.06.2026 nczas/gdybym-zyl-w-czasach-nazistowskich-niemiec-wlasciciel-pogoni-szczecin-odmowil-zydom-nie-gryzl-sie-w-jezyk

Alex Haditaghi, właściciel Pogoni Szczecin.
NCZAS.INFO | Alex Haditaghi, właściciel Pogoni Szczecin. / Fot. PAP

Gdybym żył w czasach nazistowskich Niemiec, jednego z najczarniejszych rozdziałów historii, nie nawiązałbym współpracy biznesowej z żadnym klubem sportowym reprezentującym nazistowskie Niemcy. (…) Dziś muszę zastosować tę samą miarę moralną – odpisał izraelskiemu klubowi właściciel Pogoni Szczecin Alex Haditaghi.

Izraelski klub Maccabi Tel Awiw złożył oferty za dwóch piłkarzy Pogoni Szczecin. Chodzi o Dimitriosa Keramitsisa i Leo Borgesa.

Właściciel Pogoni, choć mógłby zarobić spore pieniądze, nie chce w ogóle wchodzić w negocjacje z klubem żydowskim. Haditaghi, mający korzenie irańskie, jako powód odmowy wprost podaje cierpienie cywilów w regionie oraz „gwałtowne, ludobójcze i nieludzkie działania państwa izraelskiego”.

Haditaghi ujawnił treść odpowiedzi, jakiej udzielił izraelskiemu klubowi. Cytujemy ją poniżej w całości:

Dziękuję za zainteresowanie współpracą biznesową z Pogonią Szczecin oraz za zainteresowanie naszymi zawodnikami, Léo Borgesem i Dimitriosem Keramitsisem.

Zawsze wierzyłem, że sport powinien jednoczyć ludzi. Piłka nożna powinna być większa niż polityka, większa niż granice i większa niż podziały. Powinna reprezentować nadzieję, szacunek, jedność i człowieczeństwo.

Jednakże są momenty w historii, kiedy milczenie staje się współudziałem, a kiedy pieniądze, interesy biznesowe i okazje muszą ustąpić miejsca sumieniu.

Biorąc pod uwagę trwające cierpienie niewinnych cywilów w Gazie, Libanie, Iranie i w całym regionie, oraz biorąc pod uwagę gwałtowne, ludobójcze i nieludzkie działania państwa izraelskiego, nie uważam, aby było moralnie słuszne, by nasz klub kontynuował jakiekolwiek transakcje biznesowe z klubem reprezentującym Izrael w obecnej chwili.

Moja odpowiedzialność jako Przewodniczącego i Właściciela nie ogranicza się jedynie do ochrony interesów finansowych naszego klubu. Polega również na ochronie wartości, zasad i człowieczeństwa, za które nasz klub musi się opowiadać.

Gdybym żył w czasach nazistowskich Niemiec, jednego z najczarniejszych rozdziałów historii, nie nawiązałbym współpracy biznesowej z żadnym klubem sportowym reprezentującym nazistowskie Niemcy – reżim odpowiedzialny za masowe morderstwa i zbrodnie popełnione na milionach niewinnych ludzi.

Dziś muszę zastosować tę samą miarę moralną.

Są momenty, kiedy etyka musi być silniejsza niż zysk i pieniądze. Są momenty, kiedy człowieczeństwo musi być ważniejsze niż interesy biznesowe i pieniądze. To jeden z takich momentów.

Z tego powodu, z szacunkiem, nie będziemy kontynuować negocjacji w obecnej chwili.

Mam nadzieję, że pewnego dnia piłka nożna i sport znów będą wyłącznie o piłce nożnej. Ale dopóki niewinni ludzie nie będą chronieni, dopóki człowieczeństwo nie będzie szanowane, a świat nie przestanie akceptować nieakceptowalnego, musimy stanąć po stronie sumienia.

Pakistan ma nadzieję na zorganizowanie szczytu z Trumpem i Pezeshkianem. BOMBA w tle.

Pakistan ma nadzieję

na zorganizowanie szczytu

z Trumpem i Pezeshkianem

5 czerwca 2026 r.przez Larry C. Johnson sonar21/pakistan-hopeful-it-will-host-summit-with-trump-and-pezeshkian

Od czasu, gdy Pepe i ja otrzymaliśmy doniesienia o groźbie Iranu, że przeprowadzi demonstracyjną detonację głowicy nuklearnej, jeśli Stany Zjednoczone nie zaprzestaną ataków na Iran, nastąpiła dramatyczna i zauważalna zmiana w retoryce Donalda Trumpa i jego wpisach w mediach społecznościowych na temat Iranu. Przypadek? Nie sądzę.

Iran nadal jest skłonny do negocjacji pokojowego zakończenia wojny ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem, ale nalega, aby Stany Zjednoczone zakończyły blokadę, zaprzestały ataków na irańskie okręty i wstrzymały izraelskie ataki w Libanie.

Według najnowszych informacji, które otrzymaliśmy od pakistańskiego źródła, pakistańscy urzędnicy wyrażają optymizm, że uda im się wynegocjować porozumienie między USA a Iranem, którego kulminacją będzie spotkanie Donalda Trumpa z prezydentem Iranu Masudem Pezeshkianem w Islamabadzie w Pakistanie w ciągu najbliższych 40 dni. Oto surowe informacje wywiadowcze:

Bliskie otoczenie Trumpa – w tym sam Trump – i irańskie władze osiągnęły porozumienie w sprawie zakończenia wojny w Zatoce Perskiej. Pośredniczył w tym Pakistan, z pełnym poparciem Chin i bezpośrednim osobistym poparciem Putina. Oświadczenie spodziewane jest w ciągu kilku dni. Działania wojenne zakończą się natychmiast.

Trump udaje się do Islamabadu. Podpisuje porozumienie z Islamabadu z prezydentem Iranu na terytorium Pakistanu.

Proszę pamiętać, że relacjonuję to, co mówi pakistańskie źródło… Nie twierdzę, że się zgadzam. Mimo to jestem przekonany, że źródło szczerze wierzy, że Pakistanowi uda się wynegocjować porozumienie z USA i Iranem. Jestem mniej optymistyczny. Szczegóły porozumienia ujawniają kilka poważnych potencjalnych przeszkód. Największą przeszkodą jest to, że Stany Zjednoczone mają skłonić Izrael do zaprzestania ataków na Liban i wycofania sił. Po drugie, Iran musi przekonać Hezbollah do zakończenia operacji wojskowych. Mam poważne wątpliwości, czy którakolwiek ze stron osiągnie te cele.

Zgodnie z proponowanym porozumieniem Stany Zjednoczone zniosą blokadę i zaprzestaną ataków na irańskie cele morskie wokół Cieśniny Ormuz i w Zatoce Perskiej. Iran nadal będzie pobierał opłaty od statków chcących przepłynąć przez Cieśninę Ormuz, ale wstrzyma się z otrzymaniem zamrożonych funduszy do czasu osiągnięcia porozumienia nuklearnego, które Trump będzie mógł przedstawić światu jako dowód, że Iran nie posiada broni jądrowej i nie będzie dążył do jej rozmieszczenia.

Kwestionuję sensowność podpisywania przez Iran porozumienia z USA, ponieważ nie jest ono prawnie wiążące. Byłoby to gorsze niż podpisanie JCPOA, które Trump nagle zerwał, zostawiając Iran w potrzebie. Optymalnym rozwiązaniem byłby wiążący traktat, który wymagałby ratyfikacji przez Senat USA. Nie sądzę, żeby to się stało.

Niezależnie od tego, czy USA i Iran podpiszą porozumienie w ciągu najbliższych czterdziestu dni, szkody gospodarcze wyrządzone światowej gospodarce nie zostaną szybko naprawione. W najlepszym przypadku pakistańskie źródło ma rację – Trump i Pezeshkian podpiszą porozumienie – a proces gojenia się ran może rozpocząć się, być może już 1 lipca. W najgorszym przypadku wojna z Iranem będzie trwała przez całe lato, a może nawet dłużej, a pogarszająca się globalna sytuacja gospodarcza zwiększy presję na USA, by zawarły porozumienie z Teheranem.

Dzisiaj był kolejny dzień z potężnym podcastem… Osiem różnych filmów. Pierwszy z nich to 12-minutowy materiał Counter Current, który analizuje pakistańskie informacje o zamiarze Iranu sięgnięcia po broń jądrową, jeśli USA nie zaprzestaną ataków:

IRAN MA BOMBĘ ATOMOWĄ? Ekskluzywne informacje wywiadowcze

Nate z kanadyjskiego kanału Prepper znów mnie gościł… Jego czytelnicy mnie nienawidzą:

⚡ WYCIEK INFORMACJI: Iran wkrótce zdetonuje broń nuklearną?! z Larrym Johnsonem

Danny Haiphong gościł pułkownika Wilkersona i mnie na dyskusji o Iranie i Ukrainie:

Irański pocisk UDERZA w amerykański niszczyciel, Trump SPARALIŻOWANY | Larry Johnson i płk Lawrence Wilkerson

Pepe i ja zrobiliśmy kolejny briefing Power Shift z Zulfiqarem Alim:

BYLI PRACOWNICY CIA I Pepe WYCIEKLI: Porozumienie w sprawie Islamabadu - możliwe odejście Trumpa od wojny!!

Jeśli jest czwartek po południu o 15:00, rozmawiam z bratem Garlandem Nixonem:

LARRY C JOHNSON - CZY IRAN MA BRONIĘ NUKLEARNA? - IRAN ODPOWIADA REGIONALNYMI ATAKAMI RAKIETOWYMI I DRONAMI

Miałem świetną rozmowę z Piotrem Kurzinem na temat Iranu, Izraela i Stanów Zjednoczonych:

IZRAEL ESKALUJE ATAKI NARUSZAJĄCE ROZEJM | z CIA Larry Johnson

Wiem, że niektórzy uważają Mario Nawfala za irytującego, ale ja naprawdę lubię tego chłopaka. Jest pracowity, zadaje dobre pytania i nie boi się rozważać różnych perspektyw… a do tego śmieje się z moich żartów:

TRUMPS

Na koniec, ale nie mniej ważne, Sulaiman Ahmed i ja omawiamy kwestię, czy Iran posiada bombę:

POTWIERDZONE: TRUMP I RUBIO ŚWIADOMI, ŻE IRAN POSIADA BOMBĘ ATOMOWĄ Z BYŁYM CZŁONKIEM CIA, LARRYM JOHNSONEM

Putin o gospodarce Rosji, wojnie na Ukrainie i rakiecie Oresznik

Prezydent Rosji Władimir Putin odpowiada na pytania szefów międzynarodowych agencji informacyjnych w Petersburgu, 4 czerwca 2026 r. © Sputnik / Alexander Kazakov

Putin o gospodarce Rosji, wojnie na Ukrainie i rakiecie Oresznik: najważniejsze wypowiedzi z Petersburga

Podczas Międzynarodowego Forum Ekonomicznego w Sankt Petersburgu prezydent Rosji Władimir Putin odpowiadał na pytania czołowych międzynarodowych agencji informacyjnych. W ponad dwugodzinnej sesji pytań i odpowiedzi uczestniczyli przedstawiciele chińskich, białoruskich, niemieckich, francuskich, hiszpańskich i irańskich mediów państwowych, a także dziennikarze agencji Reuters i Associated Press.

Dyskusja obejmowała kwestie takie jak sytuacja gospodarcza Rosji, wojna na Ukrainie, perspektywy negocjacji pokojowych i rozmieszczenia nowych systemów uzbrojenia.

Putin odrzuca prognozy o załamaniu się rosyjskiej gospodarki

Zapytany, czy Rosja będzie w stanie udźwignąć długoterminowe obciążenia ekonomiczne wojny na Ukrainie i sankcji Zachodu, Putin powołał się na słynny cytat Marka Twaina: „Doniesienia o mojej śmierci są mocno przesadzone”.

Przypomniał, że zachodni politycy i media na początku wojny sankcji zapowiadały, że rosyjska gospodarka zostanie „rozerwana na strzępy”. W rzeczywistości jednak rosyjska gospodarka rozwijała się ponad trzy razy szybciej niż gospodarka Unii Europejskiej w ciągu ostatnich trzech lat.

Chociaż Rosja musiała podjąć zdecydowane kroki w walce z inflacją, w tym znaczne podwyżki stóp procentowych, decyzje te były konieczne i obecnie przynoszą rezultaty. Jednocześnie produkcja przemysłowa i realne dochody nadal rosły.

Putin oświadczył, że Rosja wyprzedziła już wszystkie kraje europejskie pod względem parytetu siły nabywczej.

Armia rosyjska posuwa się wzdłuż całego frontu

Odnosząc się do wojny na Ukrainie, Putin oświadczył, że rosyjskie siły zbrojne będą posuwać się naprzód na całej linii frontu.

Według jego relacji, Ukraina zmaga się z dramatycznym niedoborem kadrowym. Ukraińska armia traci około 40 000 żołnierzy miesięcznie. Dodatkowo, według rosyjskich danych, miesięcznie dochodzi do około 20 000 dezercji.

Dlatego też władze Ukrainy coraz częściej siłą zatrzymują ludzi na ulicy i powołują ich do służby wojskowej.

Putin podkreślił również, że Ukraina nie posiada kompleksowego systemu obrony powietrznej, a jedynie jego poszczególne komponenty. Co więcej, Kijów nie dysponuje taką liczbą ani jakością pocisków manewrujących i broni hipersonicznej, jaką posiada Rosja.

Putin ujawnia szczegóły dotyczące rozmieszczenia rakiety Oresznik

Ze szczególną uwagą śledzono wypowiedzi Putina dotyczące nowego rosyjskiego systemu rakietowego średniego zasięgu „Oreshnik”.

Według prezydenta Rosja nigdy jeszcze nie wykorzystała tej broni w pełnym zakresie w rzeczywistych warunkach bojowych.

Chociaż doszło już do kilku ataków z użyciem rakiety Oresznik, m.in. na firmę zbrojeniową w Dnieprze pod koniec 2024 r., na fabrykę samolotów we Lwowie i na cel w pobliżu Kijowa w maju tego roku, to jednak operacje te miały częściowo charakter testowy.

Putin mówił o „wielkiej tajemnicy wojskowej”, którą właśnie ujawnił. Podczas ostatniego ataku Rosja celowo wybrała cel, w którym efekt pocisku mógł być szczególnie dobrze widoczny.

Po uderzeniu na ten obszar wysłano rosyjskie drony w celu przeanalizowania skutków, rozproszenia i siły rażenia tej broni.

Odkrycia te mają istotne znaczenie dla podejmowania przyszłych decyzji dotyczących pełnego wdrożenia systemu.

Putin nie wykluczył jednoznacznie możliwości wykorzystania Oresznika przeciwko innym celom w przyszłości – w tym celom na obszarach miejskich.

Moskwa nadal uważa się za gotową do negocjacji pokojowych.

Według Putina Rosja nadal jest gotowa szukać pokojowego rozwiązania konfliktu.

Podstawą musi być jednak porozumienie, które – jego zdaniem – osiągnięto już wcześniej w rozmowach z prezydentem USA Donaldem Trumpem.

Obecnie głównym problemem nie jest Moskwa, lecz przekonanie władz Ukrainy do przyjęcia odpowiednich warunków.

Putin powtórzył, że rosyjska kontrola nad Donbasem i innymi regionami, które według Rosji zagłosowały za przyłączeniem do Rosji, jest zgodna z porozumieniem pokojowym.

Jednocześnie wyraził wątpliwości, czy ukraińskie władze faktycznie są zainteresowane zakończeniem walk.

Z rosyjskiego punktu widzenia samo zawieszenie broni nie wchodzi w grę, gdyż mogłoby ono jedynie posłużyć do przezbrojenia i restrukturyzacji ukraińskich sił zbrojnych.

Wątpliwości co do legalności Zełenskiego

Zapytany, czy Władimir Zełenski jest prawowitym partnerem negocjacyjnym w sprawie podpisania traktatu pokojowego, Putin unikał udzielenia bezpośredniej odpowiedzi.

Powiedział, że jest to pytanie dla prawników.

Jednocześnie zaznaczył, że Rosja może podpisywać umowy jedynie z osobami, których prawowitość nie budzi żadnych wątpliwości.

Putin zauważył, że regularna kadencja Zełenskiego dobiegła już końca w maju 2024 r. i że od tego czasu nie odbyły się żadne nowe wybory prezydenckie.

Putin domaga się zmiany kursu dla Europy

Odnosząc się do Unii Europejskiej Putin stwierdził, że Bruksela mogłaby zasadniczo odegrać pozytywną rolę w pokojowym rozwiązaniu.

Warunkiem jest jednak, aby Europa zaprzestała dostaw broni i przekonała władze Ukrainy do pójścia na niezbędne kompromisy.

Jak dotąd jednak większość rządów europejskich nie była gotowa stawić czoła Rosji na równych zasadach.

Putin podsumował, że jeśli Europa chce współpracować z Rosją, musi porzucić swoje „podejście kolonialne” i traktować Moskwę jako równorzędnego partnera.

Źródło: „Tajemnica wojskowa” o Oreszniku i „śmierci” rosyjskiej gospodarki: najważniejsze wnioski z sesji pytań i odpowiedzi z Putinem

Pepe Escobar o rzekomej bombie atomowej Iranu

Pepe Escobar o rzekomej bombie atomowej Iranu

W najnowszym odcinku programu „Judging Freedom” brazylijski dziennikarz i analityk geopolityczny Pepe Escobar rozmawiał z prowadzącym, sędzią Andrew Napolitano, o kontrowersyjnym twierdzeniu, które może fundamentalnie zmienić równowagę strategiczną na Bliskim Wschodzie: Iran może już posiadać zdolną do rozmieszczenia bombę atomową. Rozmowa koncentruje się na domniemanych informacjach wywiadowczych, korespondencji dyplomatycznej między Teheranem a Islamabadem oraz na pytaniu, czy Republika Islamska jest bliska porzucenia swojej trwającej od dziesięcioleci polityki niejednoznaczności nuklearnej.

Roszczenie o potencjale wybuchowym

Escobar wyjaśnia, że ​​współpracuje z byłym analitykiem CIA Larrym Johnsonem nad nowym projektem analitycznym o nazwie „Power Shift”. W ramach tej pracy natknęli się na informacje, które, jak twierdzą, wielokrotnie weryfikowali. Escobar wielokrotnie podkreśla, że ​​początkowo był skrajnie sceptyczny i wielokrotnie sprawdzał swoje źródła. Dopiero po wielokrotnym potwierdzeniu informacji upublicznił je.

Sednem sprawy jest rozmowa telefoniczna z 28 maja między prezydentem Iranu Masudem Peseschkianem a premierem Pakistanu Szehbazem Szarifem. Według Escobara, Pakistan pełni obecnie rolę najważniejszego mediatora między Waszyngtonem a Teheranem. W związku z tym rozmowa miała zawierać bezpośrednią wiadomość do Białego Domu.

Trzyetapowe ultimatum Iranu

Według źródeł Escobara, Peseschkian wysłał szefowi pakistańskiego rządu trzyetapowe ultimatum, które miało zostać natychmiast przekazane do Waszyngtonu.

Pierwszy punkt był jasny: dopóki trwają obecne konflikty i starcia zbrojne, nie będzie nowych negocjacji nuklearnych. Teheran żąda najpierw zakończenia wojen i eskalacji militarnych. Dopiero wtedy będzie można dyskutować o dalszych krokach.

Druga kwestia dotyczy przyszłej struktury potencjalnych negocjacji. Według Escobara, Iran odrzuca jakąkolwiek renegocjację lub osłabienie porozumienia nuklearnego JCPOA. Teheran nie chce powrotu do poprzednich modeli porozumień, ale domaga się najpierw fundamentalnych zmian w ramach politycznych.

Trzeci punkt to prawdziwa sensacja. Jeśli presja ze strony USA będzie się nadal nasilać, Iran może zdetonować ładunek nuklearny na swoim terytorium – nie w ramach wojny, ale jako demonstrację swoich możliwości i siły odstraszającej.

Czy Iran już posiada bombę atomową?

Kluczowe pytanie wywiadu brzmi: Czy ta wiadomość oznacza, że ​​Iran już posiada bombę atomową?

Escobar wyjaśnił, że jego źródła nie podały szczegółów dotyczących pochodzenia, konstrukcji ani liczby potencjalnych ładunków wybuchowych. Jednak oświadczenie prezydenta Iranu sugerowało, że takie możliwości istniały.

Escobar wyciągnął z tego logiczny wniosek: gdyby prezydent Iranu groził demonstracją nuklearną podczas rozmowy dyplomatycznej, oświadczenie to musiałoby zostać uprzednio autoryzowane przez najwyższe władze polityczne i religijne kraju. Jego zdaniem, takie przesłanie mogło zostać przekazane jedynie za zgodą Najwyższego Przywódcy lub jego najbliższego otoczenia.

Skąd mogła pochodzić bomba?

Gdy Napolitano zapytał, w jaki sposób Iran mógł wejść w posiadanie takiej broni, Escobar odniósł się do kilku możliwych scenariuszy.

Jedną z możliwości jest to, że irańscy naukowcy sami opracowali tę technologię. Podkreśla, że ​​Iran dysponuje wysoko wykwalifikowanymi fizykami i inżynierami i jest zasadniczo zdolny do samodzielnego wdrożenia takiego programu.

Ponadto wymienia trzech możliwych zewnętrznych zwolenników:

  • Rosja
  • Pakistan
  • Korea Północna

Szczególnie interesujące wydały mu się powiązania z Koreą Północną. Podczas licznych podróży do Teheranu regularnie obserwował wysoko postawione delegacje północnokoreańskie. Choć nigdy nie zabierały głosu publicznie, ich obecność była uderzająco częsta. Escobar uważał, że może to wskazywać na długotrwałą współpracę techniczną.

Pakistan również odgrywa ważną rolę. Escobar zapowiada, że ​​on i Larry Johnson zamierzają w późniejszej publikacji rozwinąć temat domniemanych, trwających od dziesięcioleci powiązań między pakistańskim a irańskim programem nuklearnym.

Koniec niejasności nuklearnych?

Jeśli informacja okaże się prawdziwa, będzie to miało daleko idące konsekwencje dla międzynarodowego systemu nierozprzestrzeniania.

Przez dziesięciolecia Iran działał w szarej strefie: kraj ten twierdzi, że nie dąży do uzyskania broni jądrowej, a mimo to posiada rozbudowaną infrastrukturę nuklearną i potencjał techniczny. Publiczna demonstracja bomby atomowej natychmiast położyłaby kres tej niejasności.

Escobar interpretuje zatem rzekomą wiadomość Teheranu jako ostrzeżenie: jeśli USA lub Izrael przekroczą pewne czerwone linie, Iran może otwarcie zademonstrować swoje możliwości i w ten sposób stworzyć nieodwracalne fakty.

Ile bomb może posiadać Iran?

Kolejne pytanie dotyczy możliwej liczby głowic jądrowych.

Escobar przyznaje, że nie ma wiarygodnych informacji na ten temat. Jednocześnie argumentuje, że państwo raczej nie zmarnowałoby swojej jedynej bomby na demonstrację. Gdyby Iran rzeczywiście był przygotowany na taki pokaz siły, mogłoby to oznaczać, że posiada więcej niż jeden ładunek wybuchowy.

Escobar jednak nie przedstawia żadnych dowodów. Wielokrotnie podkreśla, że ​​wiele wniosków opiera się obecnie wyłącznie na poszlakach i zeznaniach jego źródeł.

Przeszkoda religijna

Szczególnie interesująca jest analiza Escobara dotycząca wymiaru religijnego.

Przez lata władze Iranu powoływały się na fatwy wydane przez byłych Najwyższych Przywódców, stwierdzające, że broń jądrowa jest niezgodna z zasadami islamu, ponieważ może zabijać cywilów bez żadnej różnicy.

Escobar zwraca jednak uwagę, że w Iranie toczy się obecnie otwarta dyskusja na temat ponownej oceny tej doktryny. Jego zdaniem, biorąc pod uwagę rosnące zagrożenia militarne, wyłonił się szeroki konsensus co do konieczności ponownego rozważenia przez Iran swojej strategii nuklearnej.

Gdyby przywódcy rzeczywiście byli gotowi podjąć ten krok, byłaby to jedna z najważniejszych decyzji strategicznych od czasów rewolucji islamskiej.

Trump, Netanjahu i Liban

Druga część rozmowy skupia się na napięciach między Donaldem Trumpem a premierem Izraela Benjaminem Netanjahu.

Napolitano odnosi się do doniesień, że Trump rzekomo użył w rozmowie telefonicznej niezwykle ostrego języka wobec Netanjahu. Chociaż Escobar uważa część publicznego spektaklu za teatr polityczny, zaznacza, że ​​sam Trump później potwierdził istnienie tej rozmowy.

Escobar jest szczególnie zaniepokojony sytuacją w południowym Libanie. Uważa, że ​​jest tam świadkiem rozwoju sytuacji, którą nazywa „Gazą 2.0”. Podczas poprzednich podróży widział już zniszczone wioski przygraniczne, a ten schemat się teraz powtarza. Całe wioski są niszczone, a ludność cywilna ogromnie cierpi w wyniku działań wojennych.

Historia o globalnych konsekwencjach

Nie potwierdzono, czy Iran rzeczywiście posiada zdolną do rozmieszczenia bombę atomową. Sam Escobar przyznaje, że jak dotąd nie ma oficjalnego potwierdzenia ani niezależnych dowodów.

Niemniej jednak wywiad jasno pokazuje, jak napięta stała się sytuacja strategiczna. Jeśli choć część przedstawionych informacji okaże się prawdziwa, świat może stanąć w obliczu fundamentalnej zmiany układu sił na Bliskim Wschodzie – z konsekwencjami dla Stanów Zjednoczonych, Izraela, Rosji, Chin i całego międzynarodowego systemu bezpieczeństwa.

Główne przesłanie Escobara brzmi zatem następująco: Prawdziwe pytanie może już nie dotyczyć tego, czy Iran dysponuje odpowiednim potencjałem technicznym, ale tego, czy przywódcy polityczni zdecydują się otwarcie zademonstrować ten potencjał w przyszłości.

Będziesz Kowalem naszego szczęścia. MEM-y V.

———————————-

Dać im!! Bo czym będą wywozić dolary z Ukrainy??

—————————————————

——————————————————

—————————————–

—————————

—————————————

——————————–

————————————

Ukraińcy lubią duże sumy. MEM-y IV.

————————-

————————————–

—————————

———————————————–

————————————————-

———————————

ściślej: Policjanci z Pragi-Południe zatrzymali 57-letniego obywatela Ukrainy w sprawie wyłowienia dużego suma z jeziorka Balaton na Gocławiu.

—————————-

Socjolożki i politolożki badają. MEM-y II.

————————————————–

———————————————

—————————————-

——————————————-

—————————————————-

—— —————————–

——————————————

——————————————————

———————————————–

——————————————–

Nędza Jandy. Dzieci zapłacą. MEM-y I.

————————————

———————–

—————————————————-

———————————————————–

—————————————

———————————–

——————————————————

——————————————-

—————————-

Jaką rolę odegrały Niemcy w przekształceniu Ukrainy w państwo antypolskie?

Jaką rolę odegrały Niemcy w przekształceniu Ukrainy w państwo antypolskie?

Andrzej Korybko 3 czerwca 2026 r. korybko-substack

Zarówno antyrosyjskie, jak i antypolskie przejawy nacjonalizmu ukraińskiego służą interesom Niemiec.

Trwający tydzień skandal, który wybuchł po tym, jak Zełenski gloryfikował sprawców ludobójstwa wołyńskiego , co skłoniło jego polskiego odpowiednika Karola Nawrockiego do ogłoszenia planów cofnięcia mu Orderu Orła Białego nadanego mu przez poprzednika, nadał Polakom napięte więzi międzyludzkie. Bezprecedensowe ataki ukraińskich trolli na Polaków na portalu X, które wielu uważa za skoordynowane z niesławnymi farmami trolli w tym kraju, pokazały Polakom, jak wielu Ukraińców ich zaciekle nienawidzi.

Publiczne świętowanie ludobójców przez Zełenskiego ośmieliło jego naród do pójścia w jego ślady, nie pozostawiając tym samym wątpliwości żadnemu obiektywnemu obserwatorowi, że Ukraina jest teraz nie tylko państwem antypolskim (co nie było jej pisane ), ale także faszystowskim. Polacy są, co zrozumiałe, zbulwersowani tą transformacją, która trwa od czasów „EuroMajdanu”, ale wielu z nich zaprzeczało jej istnieniu aż do zeszłego tygodnia. Niemcy są jednak znacznie bardziej powściągliwi. Jest to szczególnie widoczne, ponieważ Zełenski gloryfikuje kolaborantów Hitlera.

Podczas gdy wielu Polaków było trzymanych w niewiedzy przez elity co do wspomnianej transformacji Ukrainy, a sympatycy Ukrainy w swoim społeczeństwie oczerniali każdego, kto o tym mówił, nazywając go „„Ruską onucą”, (w istocie „rosyjskim pożytecznym idiotą”), w przypadku Niemców było inaczej. Ich media zwracały znacznie większą uwagę na gloryfikację faszyzmu na Ukrainie po „Majdanie”, w tym kolaborantów Hitlera, ale ich elity nadal ignorowały to ze względu na strategiczną wygodę w stosunku do Rosji.

Podobnie jak „elity” polskie, „elit”y” niemieckie kalkulowały, że ten trend społeczno-polityczny można wykorzystać przeciwko Rosji, przekształcając Ukrainę w to, co Kreml obecnie uważa za „antyrosję”, której celem jest wykorzystanie jej jako narzędzia do osłabiania Rosji i rozszerzania NATO. Niezależnie od tego, co myślimy o zaletach i moralności tej polityki, właśnie tym ona jest i rzeczywiście odniosła pewien sukces, jeśli chodzi o status Ukrainy jako cienia NATO .

Niemcy nie dostrzegały żadnych negatywnych skutków tej makiawelicznej polityki, ponieważ to Germanie, tacy jak Austriacy, a następnie sami Niemcy (imperialne, weimarskie i nazistowskie Niemcy), wykorzystali ukraiński nacjonalizm jako broń, gdy Rosjanie i Polacy przestali to robić po rozbiorach Polski. Z rosyjskiej perspektywy, międzywojenna Polska krótko próbowała wykorzystać ukraiński nacjonalizm przeciwko bolszewikom, ale nie udało się to, gdy niewielu Ukraińców przyłączyło się do wspólnych działań Józefa Piłsudskiego i Symona Petlury.

Tak czy inaczej, sednem sprawy jest to, że współczesny nacjonalizm ukraiński został ukształtowany w znacznie większym stopniu przez wpływy germańskie, a konkretnie niemieckie, niż cokolwiek innego, stąd też współczesne Niemcy po raz kolejny wykorzystały tę ideologię jako broń, tym razem przeciwko Federacji Rosyjskiej. Polska przyłączyła się do tego, naiwnie wierząc, że ukraiński nacjonalizm przedłoży swoje tendencje antyrosyjskie nad antypolskie, pomagając w ten sposób Zachodowi jako całości zadać strategiczną klęskę Rosji.

Pomiędzy sukcesem „EuroMajdanu” w 2014 roku a wybuchem zakrojonych na szeroką skalę działań wojennych między Rosją a Ukrainą w 2022 roku, a z pewnością tuż po tym ostatnim, Polska mogła uzależnić udzielenie wszechstronnej pomocy Ukrainie od korzystnego dla siebie rozwiązania sporu o ludobójstwo wołyńskie. Warunki te mogły przewidywalnie obejmować zezwolenie na ekshumację i pochówek wszystkich ofiar, formalne uznanie tej zbrodni wojennej oraz kryminalizację gloryfikacji jej sprawców.

Nikt poważnie nie oczekiwał, że Niemcy będą wiązać swoją deklarowaną pomoc po 2022 roku z warunkami politycznymi, które zapobiegłyby transformacji Ukrainy w państwo faszystowskie, ponieważ taki scenariusz nie zaszkodziłby Niemcom, jak to tłumaczono, a jedynie wzmocniłby ich interesy wobec Rosji. Polska zawsze miała zasadniczo inny stosunek do ukraińskiego nacjonalizmu, a wojna polsko-bolszewicka była jedynym wyjątkiem ze względów taktyczno-strategicznych, ze względu na historię ludobójstwa Polaków przez Ukraińców.

Jeszcze przed ludobójstwem wołyńskim z czasów II wojny światowej, Ukraińcy dokonali ludobójstwa na Polakach (i Żydach) podczas powstania Chmielnickiego w połowie XVII wieku , a następnie na „ Koliszczyźnie ” wiek później, ale Polska naiwnie wierzyła, że ​​ukraiński nacjonalizm „wyrósł” ze swoich antypolskich korzeni. To był poważny błąd w kalkulacji i pokazuje, dlaczego Polska nie powiązała pomocy wojskowej z Wołyniem, w tym, co najważniejsze, ciężkiego uzbrojenia, którą przekazała Ukrainie od 2022 roku.

Cynicznie rzecz biorąc, jednym z powodów, dla których Niemcy zwlekały z wysłaniem równoważnej pomocy Ukrainie, mogło być to, że Polska najpierw wyczerpała swoje zapasy, wiedząc, że polski kompleks militarno-przemysłowy jest daleko w tyle za niemieckim i jest zależny od importu z USA i Korei. W związku z tym, gdy Polsce zabrakło dostaw, Niemcy zintensyfikowały swoje działania, co przyniosło dramatyczny efekt, równolegle z kampanią informacyjną, która głosiła, że ​​Niemcy intensyfikują działania, podczas gdy Polska się wycofuje.

Zamierzonym efektem było dalsze zaostrzenie antypolskich tendencji ukraińskiego nacjonalizmu, aby manipulować postrzeganiem Polski i w ten sposób przejąć lukratywne kontrakty od Warszawy. Ostatnio przybrało to formę zawartej w zeszłym miesiącu umowy o koprodukcji obronnej „deep-strike” .

Mówiąc wprost, zarówno antyrosyjskie, jak i antypolskie przejawy ukraińskiego nacjonalizmu służą interesom Niemiec, dlatego nie będzie on ganić Zełenskiego za gloryfikowanie sprawców ludobójstwa wołyńskiego.

Nieuchronna transformacja Ukrainy w państwo antypolskie po tym, jak Polska odmówiła powiązania pomocy wojskowej z Wołyniem w 2022 roku, mogła być tym, czego Niemcy oczekiwały, planowały, a nawet kierowały nią przez cały ten czas. Polska może teraz nie tylko stracić lukratywne kontrakty, ale także Niemcy zwiększają możliwości i tak już największej i najbardziej zaprawionej w bojach armii Europy, stojącej za Rosją, co może ośmielić Ukrainę do zastraszania Polski po zakończeniu konfliktu.

Główny doradca Zełenskiego, Michaił Podolyak, już latem 2023 roku zadeklarował : „Po zakończeniu [konfliktu], oczywiście, będziemy utrzymywać (z Polską) konkurencyjne stosunki, oczywiście, będziemy konkurować o różne rynki, konsumentów itd. I oczywiście, będziemy wyraźnie zajmować proukraińskie stanowiska, chronić te interesy, zaciekle ich bronić”. W najgorszym przypadku Ukraina poprze separatystyczną rebelię terrorystyczną w południowo-wschodniej Polsce, dowodzoną przez jej traumatyzowanych weteranów.

Pomijając spekulacje na temat tego, jak to się przejawia, polska opinia publiczna nie powinna mieć wątpliwości, że powojenna rywalizacja ich kraju z tym, co obecnie jest jawnie antypolskim państwem ukraińskim, będzie „zacięta” i może zbiec się z podobnie zaciętą rywalizacją z Niemcami. Choć mało prawdopodobne, nie można wykluczyć, że Rosja nawiąże powojenne zbliżenie z Niemcami , co z kolei mogłoby doprowadzić do względnej (słowo klucz) poprawy stosunków rosyjsko-ukraińskich.

W tym, co prawda, mało prawdopodobnym scenariuszu, którego jednak nie da się łatwo wykluczyć z patriotycznego punktu widzenia Polski, Niemcy, Ukraina i Rosja (oczywiście wliczając w to ich sojuszniczkę, Białoruś) mogłyby skoordynować kampanię nacisków na Polskę, której konsekwencje mogłyby być katastrofalne. Bardziej realistycznie rzecz biorąc, taka kampania ograniczałaby się do Niemiec i Ukrainy, ale to i tak byłoby wystarczająco złe dla Polski. Dlatego najlepiej byłoby, aby Polska rozpoczęła już teraz planowanie awaryjne.

Antypolska polityka historyczna Ukrainy

Antypolska polityka historyczna Ukrainy

Łukasz Jastrzębski myslpolska/antypolska-polityka-historyczna-ukrainy

Polityka historyczna władz ukraińskich staje się z miesiąca na miesiąc coraz bardziej nieprzychylna Polsce. Ogromne zdziwienie wywołała w naszym kraju seria nieprzyjaznych gestów ze strony władz Ukrainy w ostatnim czasie. Najboleśniejszym ciosem było jednak nadanie jednej z jednostek ukraińskich Sił Zbrojnych przez Wołodymyra Zełenskiego imienia „Bohaterów UPA”.

Na Narodowym Cmentarzu Wojskowym w Kijowie z pełnymi honorami pochowano ponownie jednego z przywódców Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Andrija Melnyka. OUN była stronnictwem polityczno-wojskowym o jawnie zbrodniczym i skrajnie antypolskim obliczu. W pogrzebie przywódcy OUN wziął udział Wołodymyr Zełenski, były prezydent Wiktor Juszczenko, szef kancelarii przywódcy Ukrainy Kyryło Budanow i inni znaczący ukraińscy politycy. Msza pogrzebowa odbyła się w katedrze Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego w Kijowie – Patriarchalnego Soboru Zmartwychwstania Pańskiego.

Obecny przywódca Ukrainy powiedział: „Andrij Melnyk powrócił do innej Ukrainy – nie tej, którą był zmuszony opuścić, lecz tej, o której marzył on i tysiące innych znaczących ukraińskich postaci. Powrócił do Ukrainy wolnej, silnej, dumnej, do Ukrainy, która wie, czego chce, do Ukrainy, która trzyma się razem bez wewnętrznego rozbratu i właśnie dzięki swojej jedności utrzymuje silne pozycje”. Melnyk, jak powszechnie wiadomo, był przewodniczącym Prowodu Ukraińskich Nacjonalistów (prowidnykiem OUN). Znawca kwestii ukraińskiej prof. Edward Prus pisał, że był nie tylko antypolsko nastawionym szowinistą, ale również agentem niemieckiego wywiadu i kontrwywiadu wojskowego (Abwehry) o pseudonimie Konsul.

Dzień później wiceprzewodnicząca Kancelarii Zełenskiego Iryna Wereszczuk poinformowała dziennikarzy, że Kijów przygotowuje się do ponownego pochówku antypolskiego ukraińskiego terrorysty Jewhena Konowalca. W polityce historycznej Ukrainy przedstawia się go jako szlachetnego bohatera, w rzeczywistości był fanatycznym antypolskim nacjonałem. W latach 1920–1929 Konowalec był działaczem a później przywódcą Ukraińskiej Organizacji Wojskowej (UWO), której celem było organizowanie dywersji i sabotażu na polskich Kresach, a następnie poprzez działania terrorystyczne doprowadzenie do masowej walki zbrojnej Ukraińców z Polakami i Rosjanami. Miało to na celu powołanie czystej etnicznie Ukrainy na terenie Galicji Wschodniej i Wołynia. Konowalec, jak całe UWO, utrzymywał bliskie kontakty z reprezentantami Rzeszy Niemieckiej, przez którą był finansowany. Utrzymywał stały kontakt z kolejnymi szefami niemieckiego wywiadu wojskowego. Od 1929 roku do śmierci czyli do 1939 roku pełnił funkcję przewodniczącego zarządu złowrogiej Polsce Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Został zlikwidowany przez NKWD.

Ciekawostką jest to, że już w 2011 decyzjami Lwowskiej Rady Obwodowej i Tarnopolskiej Rady Obwodowej rok ten został ogłoszony w obwodach lwowskim i tarnopolskim rokiem Jewhena Konowalca. Dodatkowo w tym samym roku Tarnopolska Rada Obwodowa uczciła w ten sam sposób zbrodniarza wojennego Dmytra Klaczkiwskiego „Kłyma Sawura”. Człowiek ten był pułkownikiem UPA, dowódcą grupy Ukraińskiej Armii Powstańczej – Północ i członkiem Prowidu OUN. Był współodpowiedzialny za masowe i okrutne mordy na ludności polskiej na Wołyniu.

Kolejnego dnia przywódca Ukrainy Wołodymyr Zełenski nadał Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy miano „Bohaterów UPA”. Chociaż prawdziwość informacji budziła na początku wątpliwości, rozwiał ją oficjalny komunikat strony ukraińskiej. Decyzja została ogłoszona w dekrecie opublikowanym na stronie ukraińskiego przywódcy. W dokumencie Zełenskiego czytamy: „W celu przywrócenia historycznych tradycji armii narodowej, biorąc pod uwagę wzorowe wykonanie powierzonych zadań w czasie obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy, postanawiam: Nadanie Oddzielnemu Centrum Operacji Specjalnych «Północ» Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy honorowego tytułu «imienia Bohaterów UPA» i nadanie mu odtąd nazwy – Oddzielne Centrum Operacji Specjalnych «Północ» im. Bohaterów UPA Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy”.

Pochodzący z polskich kresów sędziwy Antoni Jośko powiedział: „Na początku maja we Lwowie odbył się „Marsz Wyszywanek”, czyli uroczystości upamiętniające 83. rocznicę utworzenia 14. Dywizji Grenadierów SS „Galizien”. Podczas przemarszu pojawił się transparent z napisem „Banderowców nie da się zatrzymać”. Kilka tygodni później odbyła się w Kijowie nazistowska demonstracja, na której młodzi ludzie wznosili hasła Sława Ukrajini i Sieg Heil.

Przypomniały mi się lata dzieciństwa. Jestem przerażony. Nie tyle tym co dzieje się na Ukrainie, bo dobrze znam mentalność mieszkańców tego kraju – przerażony jestem brakiem zdecydowanej reakcji polskich władz. W moim kraju jedynie był działacz znienawidzonego przeze mnie PZPR-u Leszek Miller ma odwagę nazywać nazistów nazistami. Reszta zamyka oczy i zapomina o pomordowanych noworodkach, dzieciach, kobietach, starcach. Zapomina o polskich kapłanach, rolnikach, urzędnikach, żołnierzach. Wstyd mieć takie władze. Codziennie Pana Boga przepraszam za głosowanie na Dudę i Nawrockiego”.

Rzeczywiście, były premier Polski Leszek Miller w zdecydowany sposób zareagował na politykę historyczną Ukrainy rządzonej przez Wołodymyra Zełenskiego. Dawny lider Sojuszu Lewicy Demokratycznej napisał: „Zełenski nadał jednostce wojskowej imię „Bohaterów UPA”. To jest otwarte plucie w twarz każdemu Polakowi, którego dziadkowie, babcie, wujowie i ciotki zostali wyrżnięci siekierami, widłami i piłami na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. To jest kopniak w twarz dla pamięci o tysiącach zamordowanych dzieci, kobiet i starców – rzezi, którą UPA przeprowadziła z premedytacją, z takim bestialstwem, że nawet Niemcom robiło się niedobrze. Wyobraźcie sobie, że ktoś w Niemczech nazwałby jednostkę wojskową imieniem „Bohaterów Einsatzgruppen”. Świat by eksplodował. A tu? Cisza. To nie jest uhonorowanie walczących o niepodległość. To jest uhonorowanie rzeźników, którzy mordowali bezbronnych ludzi tylko dlatego, że mówili po polsku i chodzili do kościoła. I Zełenski, zamiast odcinać się od tego bandyckiego dziedzictwa, świadomie wali nim w twarz Polsce. Czuję obrzydzenie i palący wstyd za tych wszystkich, którzy to będą bagatelizować i mówić „nie czas na protest”. Bo jest czas. Zawsze jest czas, żeby nie pozwolić, by mordercy zostali bohaterami.

Działania państwa ukraińskiego w tej kwestii jednak nie powinny nikogo dziwić. Ukraina w tej sprawie jest konsekwentna. Kijów nie chciał i nie chce się zgodzić na powszechne i niezależne ekshumacje wymordowanych przez Ukraińców Polaków. I nie tylko Polaków.

Na całej Ukrainie stoją liczne pomniki Stepana Bandery i mniej liczne, ale obecne Romana Szuchewycza. Tablice i obeliski upamiętniają Andrija Melnyka i Dmytro Doncowa. Spowszechniały ulice, place i skwery sławiące imiona przywódców i dowódców organizacji szowinistycznych, programowo antypolskich oraz kolaborujących z niemieckimi formacjami politycznymi i wojskowymi. Odbudowywane jest muzeum naczelnego dowódcy Ukraińskiej Powstańczej Armii w tak drogim dla każdego Polaka Lwowie. Obserwujemy marsze upamiętniające Organizację Nacjonalistów Ukraińskich i 14. Dywizję Grenadierów SS „Galizien”. Tworzony jest ukraiński panteon bohaterów narodowych z tych, których nazwiska często były tym co ostatnie usłyszeli w przeszłości Polacy na byłych naszych Kresach.

Banderyzmu jawnie bronią między innymi były i obecny szef ukraińskiego IPN-u Wołodymyr Wiatrowycz i Ołeksandr Ałfiorow. Stronnikiem banderyzmu jest lwowski arcybiskup ukraińskiego „kościoła greckokatolickiego” Ihor Woźniak. W przedszkolach i szkołach urządza się apele ku czci UPA. Na całej zachodniej Ukrainie, w tym na grobach poległych na froncie ukraińskich żołnierzy, łopoczą czerwono-czarne flagi. Niepojęta wręcz kwestią jest fakt, że wnuk żołnierza Armii Czerwonej urodzony w żydowskiej rodzinie Wołodymyr Zełenski czci jawnie antysemicką formację jaką była bez wątpienia Ukraińska Powstańcza Armia. Banderyzm to nie tylko historia, ponieważ stał się na Ukrainie częścią państwowej polityki historycznej. I jest to dla naszego narodu bardzo niebezpieczne. Bo szowinizm bardzo często prowadzi do chęci rewizji historii i zmiany układu granic. Polską racją stanu jest stanowisko antybanderowskie, które zresztą jest również w interesie tej części Ukraińców, którym obcy jest zbrukany krwią integralny nacjonalizm (moim zdaniem szowinizm) ukraiński.

Pomimo tego, że Ukraina deklaruje chęć przynależności do świata euroatlantyckiego i ciągle prosi o wsparcie ze strony Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych w wojnie toczonej z Federacją Rosyjską, to nie potrafi wyrzec się szowinistycznej tradycji UPA, OUN czy 14. Dywizji Grenadierów SS „Galizien”. Nie ma na Ukrainie powszechnego potępienia eksponowania symboliki kojarzonej jednoznacznie z masowymi mordami polskiej ludności w latach 1939-1947 na naszych dawnych Kresach Wschodnich. Nie ma niestety również z polskiej strony stanowczego stanowiska w tej sprawie.

Łukasz Jastrzębski

Całun Turyński – relikwia na trzecie tysiąclecie. [uzupełniony o film]

Całun Turyński – relikwia na trzecie tysiąclecie.

[Też z mego Archiwum. Korzystajcie, póki jest. md]

Oryginał czy falsyfikat?

Gertruda Wally piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul

Nie jest kwestią przypadku to, że odszyfrowanie Całunu przez naukę przypada na epokę, w której antychrześcijańska postawa propaguje religijny panteon, religijny synkretyzm. Nasza osobista postawa wobec Całunu nie może być zimnym, niezobowiązującym spojrzeniem, jak gdyby to był jakiś nieistotny obiekt naukowych badań. Całun wprowadza nas w tajemnicę Boga, który oczekuje od nas konkretnej odpowiedzi na Jego zstąpienie między nas.

1. Pytania, do których skłania nas obraz utrwalony na Całunie

W czasach, gdy narody i kultury coraz bardziej zbliżają się do siebie, a nawet wydają się regularnie zderzać ze sobą, również w obszarze religii wciąż pojawiają się pytania, które od wieków powodowały zamieszanie, a „przeciętny chrześcijanin”, pozbawiony odpowiedniego przygotowania, często nie potrafi znaleźć na nie odpowiedzi:

1) czy to prawda, że Jezus umarł na krzyżu? A może przeżył ukrzyżowanie?; 2) czy Zmartwychwstanie faktycznie miało miejsce? A może wiara w Zmartwychwstanie nie opiera się na historycznym wydarzeniu, ale jest wynikiem wyobraźni apostołów?; 3) czy istnieją namacalne oznaki Bożego synostwa Chrystusa? A może Jezus był tylko pobożnym Żydem, czy wręcz żydowskim buntownikiem, który poniósł klęskę?

2. Othonia i sudarium

W poszukiwaniu odpowiedzi na te pytania pomocne mogą się okazać dwa przedmioty, wzmiankowane już przez św. Jana Ewangelistę w jego opisie pustego grobu (J 20, 3–8). We fragmencie tym jest mowa o płótnach (gr. othonia) i chuście (gr. sudarium). Już od dawna othonia, czyli płótna, łączy się z Całunem Turyńskim. Zaś z sudarium najnowsze badania identyfikują tzw. Sagrado Rostro (hiszp.) albo Santo Sudario (wł.), czyli z Chustą z Oviedo. Oba materiały zostały poddane dokładnym badaniom naukowym. Tworzą one nie dające się od siebie oddzielić, wzajemnie się uzupełniające relikwie, ukazujące naocznie i w niespodziewany sposób wydarzenia, które miały miejsce od Wielkiego Piątku do poranka Zmartwychwstania.

3. Opis Całunu

Całun, na którym zachował się obustronny obraz ciała poddanego torturom i ukrzyżowanego mężczyzny, już swoimi wymiarami – 4,42 na 1,13 metra – wskazuje na starożytną Palestynę jako miejsce swego powstania. Wymiary te odpowiadają bowiem starożytnym łokciom syryjskim (miara długości równa ok. 50 cm, zatem wymiary Całunu to 2 na 8 łokci syryjskich). Rozmieszczone w charakterystyczny sposób na powierzchni Całunu plamy po wodzie w kształcie rombów wskazują na to, że płótno nasączone było mieszaniną aloesu i mirry. Plamy te pochodzą przypuszczalnie z I wieku, kiedy to Całun, złożony w harmonijkę (prawdopodobnie na 52 części), przechowywany był w glinianym dzbanie, do którego widocznie dostała się woda.

4. Tkanina

Technika tkacka, za pomocą której wykonany został Całun, znana była już w starożytności. Jest to wzór jodełkowy z wiązaniem diagonalnym 3:1 (tzn. jeden wątek tkacki przechodzi nad trzema nitkami osnowy, a następnie pod jedną nitką osnowy; w kolejnym rzędzie całość zostaje przesunięta i powtórzona). Chodzi tu o bardzo kosztowną metodę tkacką, wytworzoną na obszarze syro-palestyńskim. Tak drogocennych tkanin normalnie nie używano do pochówku. Były one przeznaczone do celów liturgicznych oraz na szaty kapłańskie. Dzięki różnym, niezależnym próbom, Giulio Fanti zdołał udowodnić, że tkanina Całunu musi pochodzić z I wieku po Chr. Zastosował przy tym dwie metody. Po pierwsze, dwie alternatywne, chemiczne próby datowania Całunu, oparte na spektroskopii promieniowania elektromagnetycznego (Furierowska Spektroskopia Podczerwona, szczególna odmiana spektroskopii podczerwonej i spektroskopia Ramana. Metoda ta analizuje wzajemne oddziaływanie promieniowania elektromagnetycznego i materii, posługując się absorpcją promieniowania elektromagnetycznego, która powoduje zmianę energii rotacyjnej i drganiowej molekuł). Badania tymi dwiema metodami dały (z 95 proc. pewnością) następujące wyniki: a) pomiar Furiera/ATR (attenuated total reflection) – ok. 300 r. przed Chr. (przy marginesie błędu 400 lat); b) pomiar Ramana – ok. 200 r. przed Chr. (przy marginesie błędu 500 lat); c) połączenie wyników obu metod daje wynik zbieżny z okresem I wieku. Po drugie, wieloparametrowa, mechaniczna metoda datowania (przy zastosowaniu aparatu pomiarowego, skonstruowanego przez Fantiego specjalnie do tego celu). Uzyskany z 95 proc. pewnością wynik wskazuje na rok 372 po Chr., przy marginesie błędu 400 lat. Po zsumowaniu wyników poszczególnych metod uzyskujemy datę bliską latom 30–33 po Chr. Do tego dochodzą jeszcze niezależne od prób Fantiego badania Ray’a Rogersa, który na krótko przed swą śmiercią (2005) wykazał, że Całun Turyński nie zawiera waniliny, toteż może liczyć 2–3 tysiące lat. Także krosna, na których sporządzono lniane płótno Całunu, wskazują na jego orientalne pochodzenie, a dokładniej na starożytny Izrael. Między nitkami tkaniny odnaleziono bowiem ślady Gossypium herbaceum, odmiany bawełny, którą już w czasach przedchrześcijańskich uprawiano w Syrii i Palestynie. Bezpośrednio przed sporządzeniem tkaniny Całunu musiano więc na tych samych krosnach tkać bawełnę. W średniowieczu na Zachodzie bawełna nie była ani uprawiana, ani używana do sporządzania tkanin (poza Sycylią i mauretańską Hiszpanią). Ścisłe oddzielanie przędzy roślinnej od wełny zwierzęcej jest typowe dla obszaru żydowskiego, gdzie obowiązywał zakaz łączenia wełny zwierzęcej z lnem (shatnez): „Nie wdziejesz sukni utkanej naraz z wełny i lnu” (Pwt 22, 11).

5. Pas materiału doszyty już w czasach apostolskich?

Przy lewym brzegu Całunu widać pas materiału o splocie identycznym z tkaniną Całunu, przyszyty do niego szwem ślepym, charakterystycznym dla I wieku. Takie same szwy odnaleziono również na tkaninach z Masady. Powód, dla którego ten pas został doszyty do Całunu, prawdopodobnie już w czasach apostolskich, nie został dotąd wyjaśniony. Być może służył jako tałes (żydowska chusta modlitewna – przyp. red.) albo miał wycentrować obraz na Całunie.

6. Ślady nadpalenia

Po obu stronach obrazu ciała znajdują się charakterystyczne, ciemniejsze pasy, przerywane większymi dziurami o trójkątnym kształcie. Są to ślady pożaru z roku 1532, kiedy Całun przechowywany był w Chambéry we Francji. W 1534 roku wypalone dziury zostały ze czcią, na klęcząco, załatane przez klaryski lnianym płótnem. Łaty te zostały usunięte z Całunu w sierpniu 2002 roku. Podczas tych prac restauratorskich odpruto także stare, holenderskie lniane płótno, którym klaryski podszyły Całun dla wzmocnienia go. Także na wysokości lędźwi postaci z Całunu widać po obu stronach mniejsze, wypalone dziury, układające się w kształt litery „L”, zwane pokerholes. Zostały one już pod koniec XII wieku odwzorowane w „Kodeksie Prayego” (Budapeszt).

7. Autentyczna ofiara ukrzyżowania

Zdaniem wiodących etnologów, utrwalony na Całunie obraz przedstawia mężczyznę w wieku ok. od 30 do 45 lat. Mamy tu do czynienia z dokładnym pod względem anatomii odwzorowaniem ofiary ukrzyżowania, wykazującym zauważalne paralele do najbardziej znanej ofiary ukrzyżowania – Jezusa Chrystusa. Co najmniej od roku 1989 (rok po opublikowaniu wyników radiodatowania Całunu, które wywołały spore zamieszanie i zaniepokojenie) wiemy, że obraz ciała na Całunie nie mógł zostać wytworzony w sposób sztuczny, ale jest podobizną autentycznej ofiary ukrzyżowania. Pozostaje tylko wyjaśnić, kim był ten człowiek.

8. Ślady rzymskiego biczowania

Ciało jest z obu stron pokryte krwawymi ranami o kształcie małych hantli. Są to ślady rzymskiej kary biczowania, wymierzanej przy użyciu cieszącego się złą sławą narzędzia tortur o nazwie flagrum taxillatum – bicza z węzłami. Składał się on z rękojeści, do której przymocowane były dwa lub trzy skórzane rzemienie, zaopatrzone na końcach w podwójne metalowe kulki, tworzące kształt hantli; czasem używano także kostek ze stawu skokowego owiec (taxilli, czyli kostki). Z kierunku wymierzania uderzeń na plecach i na przedniej stronie ciała można wnioskować, że ofiara była biczowana na gołe ciało przez dwu siepaczy różnego wzrostu. Podczas wymierzania kary biczowany był przywiązany do słupa wysokości ok. 63 cm. Według tradycji, ta diorytowa kolumna znajduje się do dziś w kościele św. Praksedy w Rzymie. W przypadku żydowskiej kary biczowania liczba ciosów była ograniczona do czterdziestu bez jednego. U Rzymian jednak liczba uderzeń nie była ograniczona, z zastrzeżeniem, że biczowany miał przeżyć tortury. Mimo to w przypadku żołnierzy czy dezerterów stosowano biczowanie także jako karę śmierci. Jeśli biczowanie miało być karą wstępną przed ukrzyżowaniem, liczba ciosów nie mogła wynosić więcej niż 21. Biczowanie ofiary z Całunu nie odbywało się w czasie drogi na miejsce ukrzyżowania, kiedy skazany dźwigał na swych ramionach belkę krzyża. Świadczy o tym fakt, że pod rozległymi skaleczeniami, spowodowanymi przez belkę krzyża, znajdują się liczne rany po biczowaniu. Można stwierdzić ok. 124 uderzenia, które pozostawiły na ciele ok. 372 rany po biczowaniu (213 na plecach i 139 na przedniej stronie ciała mężczyzny z Całunu). Niektórzy specjaliści w zakresie medycyny sądowej są zdania, że spowodowana przez te bestialskie tortury ogromna utrata krwi, a co za tym idzie załamanie się układu krążenia, przyczyniły się znacząco do tego, że agonia Jezusa na krzyżu trwała tylko kilka godzin. W 2008 roku stwierdzono na Całunie ślady uderzeń rózgami (virgae) i rzemieniami z wołowej skóry (bucaedae), za pomocą których znęcano się nad ofiarą jeszcze przed biczowaniem. Wykryto również sińce i krwiaki na obszarze pokrytym ranami z biczowania, choć mechanizm ich przeniesienia na płótno Całunu pozostaje całkowicie niewyjaśniony.

9. Oblicze „pełne krwi i ran”

Przyglądając się twarzy mężczyzny z Całunu można stwierdzić, że był to pobożny Żyd z pierwszego wieku. Świadczy o tym pociągły kształt twarzy z wysoko umieszczonymi kośćmi policzkowymi, długim i wąskim nosem (zarówno na Całunie, jak i na Chuście z Oviedo ma on 8 cm), bliską proporcją rozstawu oczu do długości nosa (1:1,28), a przede wszystkim układ włosów, typowy dla pobożnego Żyda z I wieku. Na obrazie twarzy widać, że cztery payot (krańce) głowy nie były golone: broda, wąsy, pukle włosów po obu stronach twarzy i długie włosy spięte na karku. Zagadką pozostaje, w jaki sposób włosy mogły w pozycji leżącej opadać po obu stronach w taki sposób, w jaki są widoczne na Całunie. A może jest to wskazówka, dotycząca tożsamości człowieka z Całunu? Również fakt, że ani na twarzy, ani na reszcie ciała nie ma oznak rozkładu, stanowi dla badaczy niemałą zagadkę. Przy obficie krwawiących ranach proces rozkładu powinien zacząć się bardzo szybko. Na obrazie ciała powinny być widoczne ślady wydzielin towarzyszących rozkładowi, a w okolicy ust – kręgi po ulatniającym się amoniaku. Jednak nic z tego nie znajdujemy na Całunie. Co zatem stało się z ciałem, zanim uległo rozkładowi?

10. Ułożenie ciała typowe dla kapłana

O tym, że człowiek ten był nie tylko pobożnym Żydem, ale prawdopodobnie miał status kapłana, świadczą – zdaniem uczonych – skrzyżowane nad ciałem ręce, podobnie jak pełne szacunku ułożenie obnażonego ciała w ogóle przemawia za żydowskim pochodzeniem ofiary. Sama twarz jest całkowicie pokryta krwią i ranami. Komputerowy obraz twarzy pozwala dokładnie prześledzić poszczególne etapy męki. Na obu łukach brwiowych rozpoznać można ślady po uderzeniach. Być może były to uderzenia w twarz, a może rany te spowodowane zostały przez ciężkie upadki ofiary, niosącej na ramionach patibulum, czyli belkę poprzeczną krzyża, która kilkukrotnie, wskutek osłabienia, runęła całym ciężarem ciała na ziemię, nie pozwalając osłonić twarzy rękoma. Ponadto stwierdzić można naderwanie prawej powieki wraz z poważnym zranieniem prawego oka, któremu towarzyszy spory obrzęk i wypływ łez. Widoczny jest także obrzęk nosa, z nieco przekrzywionym czubkiem, być może złamanie kości nosowej w miejscu, gdzie łączy się ona z chrząstką, oraz linia sięgająca od prawej kości policzkowej, przez nos, do powieki lewego oka (być może ślad po uderzeniu kijem). Wreszcie dziurki obok nosa, być może pozostawione przez ołowiane kulki rzymskiego bicza, nierówne obrzęki obu policzków, a także obrzęk po lewej stronie podbródka, wraz z plamą wskazującą na wyszarpanie kawałka brody.

11. Kara za bluźnierstwo

Wyrwanie brody było jedną z kar za bluźnierstwo. Człowiek ten został więc skazany jako bluźnierca. W zasadzie za bluźnierstwo przewidziana była kara śmierci przez ukamienowanie, jednak pod namiestnictwem Poncjusza Piłata Żydzi nie mieli prawa wykonywania kary śmierci (ius gladii), dlatego przestępstwo religijne zostało przeinaczone i przedstawione jako przestępstwo o charakterze politycznym. Człowiek ten został więc skazany przez Rzymian jako przestępca polityczny – król żydowski. Także ta okoliczność pozostawiła ślady na jego twarzy. Znamienne jest, że wszystkie ślady krwi na twarzy spływają pionowo z góry, od włosów, w dół. Szczegół ten poświadcza, że ofiara przyjmowała krwawe tortury w pozycji stojącej. Liczne ślady krwi, płynącej z nosa i ust, pokrywają się ze śladami krwi, zachowanymi na sudarium, czyli Chuście z Oviedo (o wymiarach 85,5 na 52,6 cm). W lutym 2015 roku naukowcy z Hiszpańskiego Ośrodka Badań nad Całunem potwierdzili, że wyniki badań przeprowadzonych na Uniwersytecie w Murcii za pomocą mikroskopu petrograficznego, wykazały zgodność Całunu Turyńskiego z Chustą z Oviedo.

Jak wspomniano na początku, tkanina ta została znaleziona w grobie i jest od IX wieku przechowywana w Oviedo w Asturii (północna Hiszpania) jako jedna z najbardziej drogocennych relikwii chrześcijaństwa. Jeszcze w 614 roku jest wzmiankowana w Jerozolimie. Następnie, wskutek zajęcia Jerozolimy przez Persów, Chusta rozpoczyna długą wędrówkę, aż wreszcie – według świadectwa źródeł historycznych – najpóźniej w VIII wieku trafia do Hiszpanii. Na podstawie znajdujących się na sudarium plam, można dokładnie odtworzyć przebieg wydarzeń, jakie miały miejsce między śmiercią a złożeniem do grobu, 14 dnia miesiąca Nisan roku 30.

12. Ukoronowany cierniem „król żydowski”

Widoczne na Całunie charakterystyczne ślady krwi, układające się w kształt litery „epsilon” (albo odwróconej cyfry 3), spowodowane zostały uszkodzeniem żyły twarzowej, podczas gdy ślady krwi, przypominające kształtem cyfrę 1, zawierają krew tętniczą. Cała tylna część głowy pokryta jest licznymi śladami krwi, wskazującymi na rany kłute. Pochodzą one prawdopodobnie z gałązek dwukolczaka śródziemnomorskiego (Paliurus Spina Christi), głożyny ciernia Chrystusa (Zizyphus Spina Christi), bądź Gundelia Tournefortii, której pyłki znajdują się także na Chuście z Oviedo, a także Ramnus lycioides, o cierniach sięgających do 3,5 cm długości. Wszystkie te krwawe rany na czole i z tyłu głowy pozwalają na postawienie wniosku, że ofiara była rytualnie wyszydzana. Jako król żydowski człowiek ten został ukoronowany koroną z cierni, według orientalnego zwyczaju przypominającą kształtem czepek, i wydany na pośmiewisko żołdactwa. Być może obręcz z sitowia, czczona do dziś w Paryżu w katedrze Notre Dame jako korona cierniowa[1], pochodzi z wieńca splecionego z sitowia, mającego za zadanie przytrzymywać ów cierniowy czepek na głowie ofiary. Ta domniemana korona cierniowa została wraz z innymi relikwiami przywieziona do Paryża w roku 1239 przez świętego króla Ludwika IX, i była tam aż do rewolucji francuskiej przechowywana w specjalnie do tego celu wzniesionej na wzór bizantyjski Sainte Chapelle.

13. INRI

W 1997 roku francuscy inżynierowie doszukali się na obliczu z Całunu fragmentów napisu, pozwalających na wyciągnięcie wniosków dotyczących tożsamości tego człowieka i sposobu, w jaki pozbawiono go życia. Ponieważ fragmenty te zgadzają się z napisem na tabliczce Krzyża Świętego przechowywanej w Rzymie w kościele Świętego Krzyża Jerozolimskiego, pozwala to na przypuszczenie, że widoczna na Całunie osoba pochodziła z Izraela i żyła w I wieku. Z drugiej jednak strony, te fragmenty napisu, mające przedstawiać coś w rodzaju zezwolenia na pochówek, są odrzucane przez niektórych naukowców jako złudzenie optyczne.

14. Droga na Golgotę

Nieopodal Paryża, w Argenteuil, przechowuje się szatę znaną jako „Tunika z Argenteuil”, którą wedle tradycji Jezus miał mieć na sobie, kiedy dźwigał krzyż na Golgotę. Szata ta jest utkana w całości, dokładnie tak, jak tunika arcykapłana (tunica inconsutile). Plamy krwi na Tunice z Argenteuil zostały porównane z widocznymi na Całunie ranami na ramionach i plecach. Okazało się, że są one zbieżne i potwierdzają, że ofiara dźwigała samo patibulum (belkę poprzeczną) krzyża. Ślady ziemi w obszarze lewego kolana, prawej pięty, na ramionach i policzkach, a także na czubku nosa, również pozwalają na przypuszczenie, że ofiara, idąc boso na Golgotę, wielokrotnie upadała. Wspomniane ślady ziemi zawierają aragonit, stront i żelazo, których obecność stwierdzono w ziemi na Golgocie.

15. Ukrzyżowanie

Obraz na Całunie pod względem anatomicznym ukazuje realistycznie i w jednoznaczny sposób ofiarę ukrzyżowania. Świadczą o tym rany na nadgarstkach, niewidoczne kciuki, cofnięte do wnętrza dłoni wskutek naruszenia nerwu pośrodkowego (nervus medianus), a także widoczne na przedramionach ślady krwi, biegnące pod zmiennymi kątami (różnica przypuszczalnie wynosi tylko 10 stopni). Pozornie nazbyt długie ramiona wskazują na poważne uszkodzenie splotów ramiennych (plexus brachialis) i samych barków, spowodowane być może wstrząsem wywołanym przy upadku przez ciężką belkę poprzeczną krzyża. Stawy barkowe zdają się być wyłamane, ścięgna zerwane. W każdym razie Całun pokazuje, że po złożeniu do grobu dłonie, mimo stężenia pośmiertnego ramion, pozostały skrzyżowane nad ciałem, choć nie były związane (!). W normalnym przypadku ramiona musiałyby opaść po obu stronach tułowia. Niektórzy badacze uważają ponadto, że Jezus, wisząc na krzyżu, mógł się podciągać tylko na lewym ramieniu, ponieważ prawy bark zdaje się być zbyt mocno naruszony.

Wskazują na to również wyciągnięte palce prawej dłoni i zaciśnięte palce lewej. Każde podciągnięcie się, każde poruszenie, musiało – poza trudnością we wzięciu oddechu – wywoływać ogromne cierpienie. Aby męki skazanego nie doprowadziły do zbyt szybkiej śmierci, także jego stopy przybito gwoździami, jak to widać z obficie krwawiącej rany na podeszwie prawej stopy. Obie stopy, lewa ponad prawą, zostały najwyraźniej przybite jednym gwoździem ciesielskim (po jednym autentycznym gwoździu z Krzyża Świętego, przechowuje się do dziś w kościele Świętego Krzyża Jerozolimskiego w Rzymie i w kościele Santa Maria della Scala w Sienie). Niektórzy eksperci w zakresie medycyny sądowej (zwłaszcza z Hiszpańskiego Ośrodka Badań nad Całunem) uważają jednak, że w podeszwie prawej stopy doszukać się można dwóch ran po gwoździach, ponieważ przybicie za pomocą jednego tylko gwoździa doprowadziłoby, ze względu na ciężar wiszącego ciała, do wyrwania tkanek w stopach.

16. Przebicie serca

W przypadku egzekucji żydowskich, śmierć skazanego musiała zostać stwierdzona przed zachodem słońca. Dlatego ofiarom łamano nogi, aby przyspieszyć zgon. Całun pokazuje jednak w sposób jednoznaczny, że na tej ofierze ukrzyżowania nie wykonano crurifragium (złamania goleni), lecz śmierć została potwierdzona przez transverberatio (przebicie serca). Całun pozwala także stwierdzić, że nie był to akt miłosierdzia nad konającym, a jedynie dowód na to, że skazany już nie żył, jak czytamy w Ewangelii wg św. Jana (J 19, 33–37). Dźgnięcie, wykonane rzymską lancea, przeszło między piątym a szóstym żebrem. Rozchodzące się na boki brzegi rany oraz wypływ zebranej wcześniej, gęstniejącej już krwi i surowicy wskazują, że moment śmierci poprzedził przebicie serca: w przeciwnym bowiem razie brzegi rany zbiegłyby się po wyjęciu ostrza. Rana w boku, widoczna na Całunie, oraz nie dająca się wyjaśnić czynnościami oddechowymi, zawierająca krew mieszanina płynów przesiękowych z płuc, stwierdzona w obszarze ust i nosa na Chuście z Oviedo, dają jednoznaczną odpowiedź na pytanie, czy Jezus rzeczywiście umarł na krzyżu i był martwy w chwili złożenia do grobu, obalając tym samym wszystkie argumenty teorii „pozornej śmierci”.

17. W jaki sposób umiera ukrzyżowany?

Na ogół śmierć ukrzyżowanego następowała wskutek całkowitego wyczerpania, połączonego z trudnością złapania oddechu, po trwającej kilka dni bolesnej agonii. O tym jednak, że śmierć Jezusa nastąpiła stosunkowo szybko, świadczą – zdaniem niektórych badaczy – zarówno majestatyczny, pełen powagi wyraz twarzy, jak i obfite wytryśnięcie krwi z rany w boku, przy czym krew i osocze wypłynęły oddzielone (Ewangelia wg św. Jana 19, 36 mówi o krwi i wodzie). Według lekarza Luigi Malantrucco, chodzi tu o krew, która zebrała się w osierdziu na skutek pęknięcia serca. Musiało ono nastąpić jako konsekwencja wcześniejszego o wiele godzin zawału serca, który mogło wywołać u Jezusa skrajne fizyczno–psychiczne obciążenie organizmu w Ogrójcu. Gwałtowne rozciągnięcie osierdzia powoduje uczucie silnego bólu pod mostkiem, zwykle wymuszającego głośny krzyk, bezpośrednio po którym następuje śmierć (dokładnie ta sama sytuacja opisana jest u św. Mateusza – Mt 27, 50 i św. Marka – Mk 15, 37). Ten szybki zgon, następujący przy pełnej świadomości i skrajnym fizycznym wycieńczeniu, pociąga za sobą natychmiastowy proces stężenia pośmiertnego, którego oznaki widoczne są na Całunie. Jezus skonał o godzinie trzeciej po południu – tej samej, o której zarzynano baranki na święto Paschy. Krew, która spływała podczas ich uboju, była przeznaczona do obrzędu oczyszczenia. Także Jezus, i to od samego początku, był określany mianem prawdziwego Baranka paschalnego. Jednak Jego oczyszczająca krew, która przy pęknięciu serca zebrała się w osierdziu, wylała się na zewnątrz dopiero po otwarciu boku włócznią. W swym trzytomowym dziele teologicznym Jezus z Nazaretu Ojciec Święty Benedykt XVI zauważa, że w języku aramejskim wyraz talia może oznaczać zarówno „baranka”, jak i „sługę”. Jezus więc jest zarówno Barankiem Bożym, jak i Sługą Pańskim.

18. Krew, która „nie ujrzała skażenia”

Ślady krwi pozostawione na Całunie Turyńskim, Chuście z Oviedo i Tunice z Argenteuil zostały poddane wnikliwym analizom chemicznym i badaniom z zakresu medycyny sądowej. We wszystkich trzech przypadkach mamy do czynienia w sposób jednoznaczny z krwią ludzką, należącą do mężczyzny i mającą stosunkowo rzadką w Europie grupę AB. Do tej samej grupy należy krew Hostii z Lanciano, która w VIII wieku w cudowny sposób zamieniła się w żywą tkankę mięśnia sercowego.

Krew Całunu jest jasnoczerwonej barwy i stosownie do tego zawiera wysokie stężenie bilirubiny (czyli żółtawego środka barwiącego, syntezowanego w wątrobie, diagnozowanego u pacjentów z wewnętrznymi krwotokami). W 2008 roku Carlo Goldoni, doktor medycyny, patolog kliniczny, odkrył jednak, że stara krew barwi się na jasnoczerwono pod wpływem intensywnego promieniowania UV. Nawet po śmierci krew wykazuje szczególną właściwość. Stanowi w pewnym sensie „wizytówkę” ofiary widocznej na Całunie. Podobnie jak twarz i całe ciało, również jej krew „nie ujrzała skażenia” (Ps 16, 10 nn). W trakcie dokładnych analiz biegli medycyny sądowej mogli stwierdzić w krwi tego zmarłego początek procesu fibrynolizy. Proces ten jednak został zatrzymany po ok. 36 godzinach przez jakieś niezwykłe i nie dające się powtórzyć wydarzenie, tak że ślady krwi są na Całunie doskonale widoczne. Jest to krew, która najpierw skrzepła, a następnie na powrót odzyskała swą konsystencję i nasączyła nitki tkaniny tak, że miejscami jest widoczna na odwrotnej stronie (przy czym otaczające skrzepy krwi kręgi surowicy fluoryzują lekko pod wpływem promieniowania UV). Badacze zupełnie nie są w stanie wyjaśnić, w jaki sposób kontakt ciała z tkaniną mógł zostać przerwany tak, że jednocześnie ślady krwi pozostały nienaruszone, a tkanina Całunu nie została uszkodzona.

19. Obraz pełen tajemnic

Charakterystyczne jest, że krew przesączyła materiał Całunu do głębi, podczas gdy obraz ciała nigdy nie wniknął w głąb tkaniny. Obraz ten zresztą znajduje się jedynie na tej stronie Całunu, która stykała się z ciałem. Na stronie odwrotnej jest niewidoczny, z wyjątkiem kilku miejsc w obszarze twarzy i dłoni, gdzie stwierdzić można zjawisko obustronnego zabarwienia powierzchniowego (tzn. zabarwienie, widoczne na wewnętrznej i zewnętrznej stronie Całunu, nie wniknęło do wnętrza tkaniny). Zabarwienie dotyczy tylko zewnętrznych ścian komórkowych, tzn. całego obszaru epidermy (primary cell wall) poszczególnych włókien (2–5 z ok. 70–200 w jednej nitce tkaniny). Natomiast wnętrze włókien, a także wolna przestrzeń pomiędzy nimi, nie wykazują zabarwienia. Głębokość zabarwienia epidermy wynosi 0,2 mikrona (dwie dziesięciotysięczne milimetra). Obraz ciała na Całunie okazuje się zatem dziełem niezwykle delikatnym. Gołym okiem, bez mikroskopu, człowiek nie jest w stanie uzyskać tak płytkiego, ręcznego wybarwienia. Hipoteza sfabrykowania Całunu przez średniowiecznego fałszerza zostaje więc sprowadzona do absurdu. Zauważmy bowiem, że aż po dzień dzisiejszy wszystkie próby podrobienia Całunu nie powiodły się, zwłaszcza ze względu na te mikroskopijne detale.

Ponieważ pod odciśniętymi śladami krwi nie ma obrazu ciała, zatem tkanina musiała zetknąć się z krwią przed jego powstaniem. Ślady krwi, znajdujące się poza obrazem ciała, np. na lewym łokciu (w fotograficznym negatywie jest to prawy łokieć) dowodzą, że Całun spoczywał na trójwymiarowym, prawdziwym ciele, a ślady krwi powstały przez rzeczywisty kontakt z ranami. Mimo to tylna strona obrazu ciała wygląda tak, jak gdyby ciężar spoczywającego ciała wcale na nią nie oddziaływał.

Dla nauki w jej obecnym stanie rozwoju pozostaje rzeczą całkowicie niewyjaśnioną, w jaki sposób na Całunie, który owijał ciało, mógł się znaleźć obraz, przedstawiający ciało bez zniekształcenia proporcji, jakby we frontalnym odbiciu lustrzanym albo w fotograficznym portrecie.

20. „Stosownie do żydowskiego sposobu grzebania”

Znajdujące się na Całunie ślady krwi potwierdzają słowa św. Jana Ewangelisty (J 19, 40), że Jezus został pogrzebany „stosownie do żydowskiego zwyczaju grzebania”. Całun pokazuje bowiem, że nie miał miejsca obrzęd taharah, czyli obmycie ciała po śmierci. Czynność ta była zakazana, gdy zmarły: a) zmarł śmiercią gwałtowną, której towarzyszyło rozlanie krwi. Tej krwi nie wolno było obmywać, ponieważ w żydowskim rozumieniu stanowi ona siedlisko duszy, życia i świętości; b) został skazany z powodu przestępstwa religijnego; c) został wydalony ze społeczności żydowskiej; d) zginął z rąk pogan. Wszystkie te kryteria, zabraniające taharah, zgadzają się z sytuacją Jezusa. Ciało zostało złożone w grobowcu, w którym jeszcze nikt nie był pochowany, tak aby nikt nie stał się nieczysty z powodu nieobmytych zwłok. Użycie kosztownej lnianej tkaniny wskazuje na żydowski pochówek sprzed roku 70. W zwykłym przypadku nie przysługiwało to jednak skazanym przestępcom. Ciała skazańców, na których wykonano karę śmierci, rozkładały się na osobnym miejscu. Po upływie roku, gdy pozostały z nich już tylko kości, karę uznano za zakończoną – wówczas można było zebrać kości do ossuarium i przekazać rodzinie. Liturgiczne „czyste płótno” (Mt 27, 59) przypomina czysto lnianą szatę, zakładaną przez arcykapłana na święto Jom Kippur. Nadzwyczaj duża ilość aloesu i mirry wskazuje natomiast na pochówek królewski. Jezus został więc pochowany jak król i najwyższy kapłan (por. Ps 110). Fakt, że pobożne niewiasty chciały w Wielkanocny poranek namaścić ciało i tym samym zakończyć obrzędy pogrzebowe, należy rozumieć w ten sposób, że miały zamiar – zgodnie ze zwyczajem żydowskim – wylewać na owinięte Całunem ciało wonne olejki. Zwykle też grobowców nie zamykano, ani nie pieczętowano, ale pozostawiano przynajmniej na pewien czas otwarte, tak aby można było rozlewać wonności nad niszą grobową. W przypadku Jezusa, zapieczętowanie grobowca było środkiem ostrożności, przedsięwziętym przez Piłata po to, aby apostołowie nie mogli wykraść ciała.

21. Droga Całunu przez historię – odkrycie pyłków i śladów roślin

Nie znamy dokładnie wszystkich etapów jaką Całun przebył na przestrzeni wieków z Jerozolimy przez Edessę w Turcji, Konstantynopol, Ateny, być może Akkę, Cypr, Ray–sur–Saône pod Besançon i Lirey, gdzie przypuszczalnie w 1355 roku został po raz pierwszy w Europie wystawiony na widok publiczny przez rodzinę Geoffroy’a z Charny. Wskazówką są dla nas odkryte na Całunie pyłki roślin, występujących wzdłuż tej drogi. Znaleziono na nim jednak nie tylko pyłki, lecz także odciski roślin. Jednym z pierwszych badaczy, który odkrył na Całunie zarys złocienia wieńcowego, był Oswald Scheuermann, który już w latach 80. opublikował sensacyjne wyjaśnienie powstania obrazu na Całunie. Izraelscy naukowcy, jak Avinoam Danin i Uri Baruch, znaleźli odciski roślin, które razem występują tylko w okolicach Jerozolimy: parolistu (zygophyllum), parolistu krzaczastego (zygophyllum dumosum), czystka kreteńskiego (cistus creticus) i Gundelia tournefortii. Stwierdzono pyłki 28 gatunków roślin, kwitnących tylko w marcu i kwietniu. Zatem również pyłki i odciski roślin na Całunie świadczą o jego orientalnym pochodzeniu (mimo tych odkryć, faktyczne istnienie odcisków roślin jest kwestionowane przez część naukowców).

22. Monety odciśnięte na powiekach zmarłego; data ukrzyżowania

Na początku lat 80. Francis Filas odkrył na prawej powiece człowieka z Całunu odcisk dilepton lituus – monety z czasów Poncjusza Piłata. Została ona wybita z charakterystycznym błędem, który cechuje monety będące w obiegu w Jerozolimie w latach 29 i 30. Dopiero w roku 1996 profesorowie Baima Bollone i Nello Ballossino dopatrzyli się odpowiednika na lewym oku, a dokładniej odciśniętego na lewym łuku brwiowym lepton simpulum – monety również pochodzącej z czasów namiestnictwa Poncjusza Piłata, która także była w obiegu w latach 29–30. Potwierdzałoby to obliczenia badaczy, które ustaliły datę ukrzyżowania na 7 kwietnia 30 roku, a datę Zmartwychwstania na wczesny ranek 9 kwietnia (jednak istnienie odcisków monet również jest kwestionowane przez część uczonych).

23. „Oblicze Jego zajaśniało jak słońce” (Mt 17, 2)

W jaki sposób mogło jednak dojść do odciśnięcia się monet na tkaninie w tak krótkim czasie? Normalnie jest to możliwe tylko pod wpływem intensywnej eksplozji energii, silnego wyładowania elektromagnetycznego. Wskazuje na to również trójwymiarowość obrazu ciała na Całunie. Pewnym naukowcom udało się na podstawie zróżnicowania jasności obrazu ustalić odległość między ciałem a tkaniną i na podstawie tych danych odtworzyć rzeźbę ciała. Wysoka rozdzielczość optyczna, dokładne oddanie rysów twarzy oraz odporność obrazu na działanie wilgoci i wysokiej temperatury, także wskazują na to, że powstał on przez krótkie, intensywne, bliżej nie wyjaśnione promieniowanie. Ponadto na obrazie ciała widoczne są także te miejsca, w których ciało nie stykało się z tkaniną (np. kostki czy wewnętrzna strona kolan). Obraz wygląda więc jak ortogonalna (pionowa) projekcja leżącego ciała ku górze i ku dołowi jednocześnie, która musiała zostać wywołana przez nieznane źródło energii, znajdujące się w samym ciele. Niektórzy badacze wskazują na jednorazowe, nie dające się powtórzyć wydarzenie, które zatrzymało również proces fibrinolizy: wilgotne jeszcze płótno Całunu musiało zostać poddane działaniu zupełnie niewyjaśnionego, pochodzącego z samego ciała wyładowania energii. Oswald Scheuermann uważa, że musiał to być rodzaj wyładowania koronowego (corona discharge), występującego w warunkach naturalnych tylko przy uderzeniach pioruna, ponieważ na brzegach odcisków monet stwierdzono ślady wyładowań iskrowych. Za wyładowaniem koronowym przemawia również zjawisko obustronnego, powierzchniowego zabarwienia tkaniny, wyraźnie widoczne na płótnie Całunu. Chodzi tu o wydarzenie, które spowodowało jednocześnie zniknięcie ciała i powstanie jego obrazu na tkaninie. Prawosławny teolog Olivier Clément mówi wręcz o podobnym do błyskawicy „spaleniu Baranka Paschalnego” (por. Wj 12, 10). Giulio Fanti jest zdania, że do wytworzenia takiego obrazu, jaki widzimy na Całunie, potrzebne było olbrzymie wyładowanie elektromagnetyczne o napięciu 300 tys. voltów, trwające 0,3 milisekundy. To mniej więcej tyle, co 50 piorunów jednocześnie, do tego w zamkniętym grobowcu!

24. Ukośne suppedaneum na prawosławnych krzyżach

Pionowy rozbłysk ciała w górę i w dół powoduje wrażenie, że lewa noga jest krótsza, ponieważ jest skrzyżowana nad prawą. To perspektywiczne skrócenie zostało zinterpretowane przez artystów bizantyjskich jako wada ciała, tak że w kręgach prawosławnych sądzono, że Jezus musiał utykać. Stąd ukośne suppedaneum, czyli podpórka pod nogi, na prawosławnych krzyżach i na ikonach, a także przedstawienia Dzieciątka Jezus z przekrzywioną lub zdeformowaną stópką.

25. „Fotografia” nie ręką ludzką wykonana

Od czasu gdy fotograf-amator Secondo Pia dokonał „przypadkiem” odkrycia, że obraz na Całunie, uważany przez niemal 2000 lat za wierną, „nie ręką ludzką uczynioną” podobiznę Chrystusa, w rzeczywistości jest też czymś w rodzaju negatywu, i dopiero metodą fotograficzną można uzyskać pozytyw, wśród naukowców panuje spór dotyczący powstania tego zagadkowego obrazu. Ta trwająca do dziś i prowadzona często w bardzo polemiczny sposób kontrowersja była być może jedną z przyczyn, dla których przedstawiciele Kościoła woleli pozwolić na coraz mocniejsze wyrażanie sceptycyzmu i wątpliwości, niż zająć jasne i pozytywne stanowisko w sprawie autentyczności Całunu.

26. Wykradzenie ciała czy jego tajemnicze zniknięcie?

Można stwierdzić w sposób jednoznaczny i obiektywny, że ciało nie zostało rękoma wydobyte z całunu przez odwinięcie albo oderwanie. Musiało w tajemniczy sposób „zniknąć” z Całunu. Niektórzy badacze mówią o „dematerializacji” ciała, bądź też, że ciało stało się „mechanicznie transparentne”. Stanowi to wyraźną wskazówkę co do tożsamości mężczyzny z Całunu. Wbrew wszelkim niedowiarkom dowodzi to bowiem, że mógł to być tylko Jezus z Nazaretu, o którym – jako jedynym w całej historii ludzkości – przekazano takie informacje. Zbieżność widocznych na Całunie kolejnych etapów męki z relacją Ewangelii nie dowodzi jeszcze, że człowiek z Całunu to Jezus z Nazaretu. Świadectwa te mogłyby również pasować do jakiegoś innego, anonimowego ukrzyżowanego. Tylko tajemnicze zniknięcie ciała z Całunu przed uleganiem procesowi rozkładu, bez naruszenia tkanki płótna i śladów krwi, wskazuje w jednoznaczny sposób na Tego, o którym – jako jedynym ze wszystkich ludzi wszystkich czasów – takie zdarzenie przekazano.

27. Identyfikacja ciała

Już w 1993 roku pracujący dla CIELT (Międzynarodowy Ośrodek Badań nad Całunem Turyńskim) naukowiec Arnaud-Aaron Upinsky jako pierwszy odkrył, kim koniecznie musi być człowiek z Całunu. Zastosował przy tym te same procedury badawcze, które stosuje się w kryminalistyce do zidentyfikowania nieznanych ciał. Wynik dokonanej przez niego identyfikacji potwierdzony został przez podwójny system ekspertów. Rezultat badań Upinsky’ego daje pewność większą niż dowolny wynik wszystkich rachunków prawdopodobieństwa, które osiągając stopień prawdopodobieństwa równy 1:200 miliardów, gwarantują już quasi–pewność. Ponadto G. Fanti udowodnił swoimi obliczeniami, że wszystkie przedstawienia Chrystusa w sztuce, przynajmniej od VII wieku, musiały być wzorowane na Całunie Turyńskim. Prawdopodobieństwo wynosi tu 1:7 miliardów (0,0000000000000007!). Oznacza to, że wszystkie znane nam przedstawienia Chrystusa przynajmniej od VII wieku bazują na jednolitym wzorcu, mianowicie na Całunie Turyńskim, „podobiźnie nie ręką ludzką uczynionej” – a nie odwrotnie, tzn. Całun nie został sfabrykowany w średniowieczu w oparciu o wzorce bizantyjskie. Ta hipoteza, podtrzymywana przez niektórych przeciwników autentyczności Całunu, jest zupełnie absurdalna. Poza tym, gdyby grób Chrystusa nie był pusty, jak to utrzymują dziś niektórzy teolodzy, i Jego ciało zostało zawinięte w Całun, to nie mielibyśmy dziś żadnego Całunu, gdyż uległby on rozkładowi wraz z ciałem i najpóźniej po upływie roku zostałby spalony. W ten sposób także teoria „wykradzionego ciała”, która już od czasów apostolskich aż do dziś wywoływała zamieszanie i skłaniała do odrzucenia chrześcijaństwa, została sprowadzona do absurdu. Coraz więcej uczonych, takich jak O. Scheuermann, Arnaud–Aaron Supinsky, G. Fanti, Emanuela Marinelli, Alessandro Malantrucco, Yves Saillant, Gilbert Lavoie i wiele innych, widzi w tym nie dającym się powtórzyć wydarzeniu z poranka Wielkanocnego wyraźne odniesienie do Zmartwychwstania, które akurat obecnie jest przez niektórych teologów poddawane w wątpliwość. Lekarz amerykański G. Lavoie osobiście podjął rozmaite próby osiągnięcia metodą fotograficzną efektu zbliżonego do widocznego Całunie. Doszedł jednak do wniosku, że obraz na Całunie musi być zdjęciem powstałym w chwili Zmartwychwstania i wykracza poza nasze pojęcie o czasie i przestrzeni. Frontalny obraz, podobny do lustrzanego odbicia, pozwala na wniosek, że w momencie jego powstania płótno musiało leżeć płasko, choć było owinięte wokół ciała. Jest to zagadka, która pozostaje niewyjaśniona przez naukę. Poza tym układ włosów jest typowy dla człowieka w postawie stojącej: w postawie leżącej musiałyby bowiem opadać inaczej.

28. Cielesne Zmartwychwstanie

Dla umysłowości żydowskiej powstanie z martwych w sensie innym niż cielesny byłoby zupełnie nie do pomyślenia i apostołom szybko dowiedziono by oszustwa. Dlatego, aby podkreślić cielesny aspekt Zmartwychwstania, relacje ewangeliczne opowiadające o wydarzeniach, które nastąpiły po Zmartwychwstaniu, kładą szczególny nacisk na wspólne posiłki apostołów ze Zmartwychwstałym (Łk 24, 41–13; J 21, 9–10 nn). Gdyby Zmartwychwstanie nie było rzeczywistym wydarzeniem historycznym, chrześcijaństwo prędko by upadło i zostało zapomniane, a może w ogóle nie byłoby chrześcijaństwa. Nasza wiara opiera się jednak na jedynym w swoim rodzaju wydarzeniu historycznym, potwierdzonym przez namacalne dowody. Płótna pokazują bowiem, że to, co o męce i Zmartwychwstaniu Chrystusa mówią Ewangelie, faktycznie miało miejsce. Stanowią one potwierdzenie niezmiennych prawd Pisma św. i Tradycji apostolskiej. Wskazują wyraźnie na historyczną wiarygodność Ewangelii i są dla nas cenną pomocą w dyskusji z ludźmi stojącymi z dala od wiary i myślącymi inaczej.

29. Jezus Chrystus: Baranek Boży – Syn Boży

Badania nad Całunem rzucają także nowe światło na kwestię Bożego synostwa Jezusa. Całun jednoznacznie pokazuje, że tajemnicze wyładowanie energii, które doprowadziło do powstania obrazu, musiało wyjść z samego ciała. W przeciwnym razie nie mielibyśmy do czynienia z obrazem obustronnym, w którym przednia i tylna strona ciała wykazują ten sam stopień jasności. Wniosek ten potwierdziły wyniki różnych badań, prowadzonych przez Giovannę de Liso po trzęsieniu ziemi w Torre Pellice, w Piemoncie. Poddawała ona rozmaite, zawinięte w lniane płótno przedmioty (martwy wąż, metalowy klucz, plastikowa miska, liść) krótkiemu i intensywnemu promieniowaniu radonowemu. Płótno zostało wcześniej nasączone mieszaniną aloesu i mirry, a następnie, wraz z przedmiotami, umieszczone w radioaktywnej, zawierającej gnejs i żelazo szczelinie skalnej na czas od 3 do 48 godzin. Efekt jest podobny do obrazu na Całunie, z tym że w przypadku źródła energii pochodzącego z zewnątrz nie udało się uzyskać obustronnego obrazu o jednakowej jasności. Tylko jedna połowa płótna była wewnątrz zabarwiona na brązowo, podczas gdy na drugiej widoczne były białe kontury, przypominające negatyw. Przedmioty owinięte płótnem, rzecz jasna, nie zniknęły. Wewnętrzna strona górnej części tkaniny wykazuje trójwymiarowy efekt. Obustronne, powierzchowne zabarwienie (na wewnętrznej i zewnętrznej stronie materiału) można stwierdzić tylko miejscami. Brak jednak bocznego widoku przedmiotów. Jest to cecha charakterystyczna dla wyładowania koronowego. Łamliwość zabarwionych nitek tkaniny jest ta sama, co nitek niezabarwionych, podczas gdy na Całunie nitki zabarwione są znacznie bardziej kruche od pozostałych. Jednak żaden śmiertelny człowiek nie może wskrzesić sam siebie, bo nikt prócz Boga nie jest Panem życia i śmierci. Nawet jeśli człowiek w swej pysze posuwa się do tego, że „bawiąc się” życiem, zuchwale chce być jak Bóg (a jest to pradawna pokusa człowieka, o której mowa w Rdz 3, 5), to jednak nie jesteśmy w stanie dać sami sobie życia: ani przed narodzeniem, ani po śmierci. To życie możemy sobie jedynie odebrać. Ukryte w Całunie informacje świadczą więc o prawdziwie boskiej naturze Ukrzyżowanego – Syna Bożego, który dla nas stał się człowiekiem; Pana, któremu „dana jest wszelka władza na niebie i na ziemi” (Mt 28,18). Wierzącemu, zdumionemu obserwatorowi Całun pokazuje także prawdziwie boską pokorę „Baranka Bożego”, „Sługi Pańskiego”, „Dobrego Pasterza, który życie swoje oddaje za owce swoje” (J 10, 11–15). On jest „Wiernym i Prawdziwym”, o którym mówi Apokalipsa (19, 11), który nas nie opuszcza i zawsze jest gotowy odnowić swe przymierze z nami, jak o tym przypominają słowa introitu na święto Najświętszego Serca Jezusowego: „Zamysły Jego Serca z pokolenia na pokolenie, aby wyrwać ich dusze od śmierci i żywić ich w czasie głodu”.

30. Wcielenie – kluczowe świadectwo Całunu

Wydaje się, że nie jest zgoła kwestią przypadku, że odszyfrowanie Całunu przez naukę przypada na epokę, w której subtelnie antychrześcijańska postawa propaguje religijny panteon, religijny synkretyzm. Jeśli wszystkim religiom przyzna się równy status (a zwłaszcza religiom monoteistycznym, jak to postulował Lessing w swoim dramacie Nathan der Weise), co wtedy stanie się z Prawdą? Co z wyjątkowością Chrystusa? Co z niepowtarzalnością zbawczej Ofiary? Dlatego nasza osobista postawa wobec Całunu nie może być zimnym, niezobowiązującym spojrzeniem, jak gdyby to był jakikolwiek, interesujący tylko z naukowego punktu widzenia obiekt badań. Całun wprowadza nas w tajemnicę Boga, który oczekuje od nas konkretnej odpowiedzi na Jego zstąpienie między nas: „Hańba złamała moje serce i sił mi zabrakło, na współczującego czekałem, ale go nie było, i na pocieszających, lecz ich nie znalazłem” (Ps 69, 21–22). Właśnie wiara we wszechmoc Bożą, w cuda, a zwłaszcza w cud Zmartwychwstania, jest tym, co poddaje się dziś w wątpliwość na wielu uniwersytetach. Zmartwychwstanie jest sprowadzane do prostej opowieści o „duchowym doświadczeniu”. Jeśli jednak nie wolno już wierzyć w cud Zmartwychwstania, to jak wierzyć w cud Przeistoczenia i realnej obecności Chrystusa w Najświętszym Sakramencie? Jak już wspomniano, nasza wiara stoi bądź upada w związku z wiarą w rzeczywiste, cielesne Zmartwychwstanie (por. 1 Kor 15, 17). Wbrew opinii niektórych teologów, Całun z pewnością porusza kwestię Wcielenia Boga. Przez wieki wielu ludzi sądziło, że Bóg (o ile w ogóle istnieje) nie może wkroczyć w bieg historii i przyjąć ludzkiej natury. Co najmniej od czasów humanizmu to właśnie ludzki duch stanowi absolutny punkt odniesienia, a ludzki rozum – miarę wszechrzeczy. Tymczasem wspomniane wcześniej, nieznane wyładowanie energii, które spowodowało powstanie obrazu na Całunie, jest – zdaniem Sebastiano Rodante – wyraźną wskazówką, że ten człowiek nie był zwykłym śmiertelnikiem: „Zjawiska paranormalne, np. u guru, występują tylko za ich życia. Jednak zmarły nigdy jeszcze nie wytwarzał promieniowania”.

31. Znak Jonasza

W jaki sposób Jezus potwierdza, że rzeczywiście jest Synem Bożym, za którego się podaje? Właśnie przez cud znaku Jonasza (Mt 12, 38 nn). Jest to cud Jego Zmartwychwstania, udokumentowany przez Całun. W Ewangelii wg św. Jana (J 5, 21) czytamy: „Albowiem jak Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia, tak również i Syn ożywia tych, których chce”; i dalej (5, 26): „Podobnie jak Ojciec ma życie w sobie, tak również dał Synowi: mieć życie w sobie samym”; i wreszcie to kluczowe miejsce (10, 17–18): „Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je [potem] znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca”. Można tu przytoczyć także (J 2,19–21): „«Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo» […]On zaś mówił o świątyni swego ciała. Gdy więc Zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus”. Już na początku XX wieku niektórzy uczeni (jak Yves Delage i Paul Vignon) zwrócili uwagę na fakt, że postawa odrzucająca autentyczność Całunu odnosi się raczej do widocznej na nim osoby, niż do samego płótna. Gdyby chodziło nie o Jezusa, ale o jakąś inną postać z epoki starożytnej, bez zastrzeżeń uznano by autentyczność Całunu. Mierzy się więc dwiema różnymi miarami i odrzuca autentyczność Całunu, ponieważ w rzeczywistości odrzuca się samego Chrystusa, który sam o sobie powiedział, że „po to przyszedł na świat, aby dać świadectwo Prawdzie” (J 18, 37) i że Sam jest Prawdą (J 14, 6). Jednak ta Prawda, ucieleśniona w Osobie spowitej krwawym płaszczem, ujawnia „jakby mieczem” (Ap 19, 9) wszelką dwuznaczność i wszelkie zamroczenie, które od wieków usiłuje ogarnąć nasze myśli i czyny. Niektórzy uczeni są zdania, że jeśli Całun Turyński jest rzeczywiście Całunem Chrystusa, to trzeba by przemyśleć i napisać na nowo całe wieki nauki o Biblii. Świadectwo Całunu obala bowiem teorie niektórych egzegetów, począwszy od Reimarusa, przez Renana, Straussa, Loisy’ego („Ojca modernizmu”), Bultmanna, Ranke-Heinemann, aż do Künga, Dirnbecka i innych.

32. Etos świata przeciw zbawczej Ofierze

Czyż nie jest zdradą, dokonaną na jedyności i Boskości Chrystusa, że pod płaszczykiem pacyfistycznego, powszechnego etosu światowego, pomija się, relatywizuje i odmawia Chrystusowi i Jego zbawczej Ofierze jedynego i wyłącznego charakteru? Dąży się do stworzenia wspólnego, powszechnego etosu światowego, opartego na najmniejszym wspólnym mianowniku, z pominięciem wagi dogmatów i restrykcyjnej, bardzo wymagającej moralności. Usiłuje się ukształtować etykę dostosowaną do wymogów współczesności, obchodzącą się bez nadprzyrodzonych, transcendentnych wartości. Współczesne antychrześcijaństwo definiuje się zatem jako starannie przygotowany ruch, który głosi, że Jezus nie jest „jedynym Zbawicielem”, ani Jednorodzonym Synem Bożym. Już w 1928 roku na Konwencie Wielkiej Loży Francji padły słowa: „Naszymi zwinnymi rękami uprzędźmy całun, który pewnego dnia spowije zwłoki wszystkich religii”. Właśnie na ten czas klęski i duchowego głodu Boża Opatrzność zachowała dla nas Całun Turyński, który pośród wszechobecnej antychrześcijańskiej postawy ma nas umocnić w wierze, być znakiem nadziei na zwycięstwo Zbawiciela i bezcenną pomocą w rozpaleniu na nowo miłości do Zbawiciela w nas samych i w naszych bliźnich. W wielu papieskich dokumentach czytamy wyraźnie, że z przyjściem Jezusa Chrystusa, Zbawiciela, Bóg ustanowił Kościół dla zbawienia wszystkich ludzi (por. Dz 17, 30–31). Ta prawda wiary wyklucza ową mentalność indyferentyzmu, która przepojona jest religijnym relatywizmem, prowadzącym do wniosku, że wszystkie religie mają tę samą, jednakową wartość. Dlatego Kościół musi nieustannie głosić, że Chrystus jest „Drogą, Prawdą i Życiem” (J 14, 6), że w Chrystusie ludzie znajdują pełnię życia religijnego, i że Bóg w Nim wszystko pojednał ze Sobą. Prawda, którą jest Chrystus, jawi się z konieczności jako autorytet powszechny. Nawet jeśli w innych religiach znajdują się pewne „nasiona” Logosu, to jednak pełne, uniwersalne i ostateczne Objawienie Boże zawiera się tylko w wierze chrześcijańskiej. Kościół ma więc konstytucyjny obowiązek niesienia Ewangelii wszystkim narodom.

33. Kult Świętego Oblicza. Fascynacja, jaką wzbudza widok Najświętszego Oblicza Chrystusa, ma swą najgłębszą przyczynę w słowach samego Jezusa:

„Kto mnie zobaczył, zobaczył i Ojca” (J 14, 9). Odkryć Oblicze Chrystusa to odkryć Oblicze Ojca i w nim się zagubić. Od końca XIX stulecia, epoki pozytywizmu i liberalnego nurtu „badania życia Jezusa” (David Friedrich Strauß, Ernest Renan), od Piusa IX do Franciszka wszyscy papieże nie tylko byli przekonani o prawdziwości Całunu, ale także wielokrotnie zachęcali wiernych zwłaszcza do oddawania czci Najświętszemu Obliczu w duchu zadośćuczynienia za zniewagi okazywane Najświętszemu Sakramentowi.

17 kwietnia 1958 roku Ojciec Święty Pius XII ustanowił wtorek przed Środą Popielcową świętem Najświętszego Oblicza, z poprzedzającą je nowenną. Kult Najświętszego Oblicza istniał zawsze, ale szczególnie w XIX i XX wieku oddane Bogu dusze mogły się przekonać, że cześć dla Najświętszego Oblicza jest jednym z najsilniejszych środków wynagradzających za bluźnierstwa i rozmaite zniewagi wobec Najświętszego Sakramentu, oraz doskonałą pomocą w osiągnięciu głębokiej relacji ze Zbawicielem. Tymi obdarzonymi licznymi łaskami duszami, rozpowszechniającymi w XIX wieku szczególne nabożeństwo do Najświętszego Oblicza, jako przedłużenie nabożeństwa do Najświętszego Serca Jezusowego, byli: Marie de St. Pierre de Tours, ks. Auguste– Marie Cohen, ks. Julian Eymard (założyciel Kongregacji Czci Najświętszego Sakramentu), Léon Dupont, a zwłaszcza św. Teresa z Lisieux (która zresztą nosiła imię Thérèse de l’Enfant Jésus et de la Sainte Face – Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza). Dla św. Tereski cześć dla Najświętszego Oblicza była „kluczem do skarbca Pana Boga”. Jedno spojrzenie na Najświętsze Oblicze dawało jej siłę, by mężnie rezygnować z własnej woli. Ułożyła ona także hymn ku czci Najświętszego Oblicza. Spośród żyjących w XX stuleciu wymienić można s. Marię Pię Mastena (zm. 1951) oraz Marię Pierina z Mediolanu (zm. 1945). Siostra Maria Pia Mastena była założycielką Instytutu Sióstr od Najświętszego Oblicza. Jest to dzieło, którego celem jest zadośćuczynienie, a jego członkinie w każdy czwartek wieczorem w sposób szczególny rozpamiętują mękę i konanie Chrystusa.

34. Zadośćuczynienie za zniewagi Najświętszego Sakramentu

W jednym ze swoich widzeń Maria Pierina z Mediolanu otrzymała od samego Chrystusa zadanie zadośćuczynienia za bluźnierstwa i za upadek dusz Bogu poświęconych. Kult Najświętszego Oblicza miał przy tym uzupełniać kult Najświętszego Serca Jezusowego i ożywić go na nowo. Mając 12 lat, M. Pierina usłyszała w czasie adoracji krzyża w Wielki Piątek wewnętrzny głos, który kazał jej ucałować Oblicze Zbawiciela, aby przez to zadośćuczynić za zdradziecki pocałunek Judasza. Zatapianie się w pełnym cierpienia Obliczu Jezusa było jej drogą, wiodącą do jeszcze głębszego wniknięcia w Serce Zbawiciela. Kontemplacja Najświętszego Oblicza była bodźcem, który pobudzał ją do zadośćuczynienia za zniewagi, jakie Jezus musiał znosić w swoim Najświętszym Obliczu, i jakie do dziś znosi w Najświętszym Sakramencie. W poświęcony Najświętszemu Sercu piątek Wielkiego Postu roku 1936, podczas nocnego czuwania Maria usłyszała wyraźne życzenie Zbawiciela: „Chcę, aby moje Oblicze, wyrażające najgłębsze cierpienie i miłość mego Serca, było bardziej czczone. Ten, kto rozważa moje Oblicze, przynosi mi pocieszenie”, i nieco później: „Dusze, które rozważają moje Oblicze, uczestniczą w moim cierpieniu i zostaną pobudzone do miłości i do zadośćuczynienia. To właśnie jest prawdziwe nabożeństwo do mego Najświętszego Serca”. A w maju 1938 roku: „Rozważaj moje Oblicze, a wnikniesz w ogrom cierpień mego Serca”. 21 listopada 1938 roku, podczas nocnego czuwania:

„Oddałem swe Serce jako widzialny znak mojej wielkiej miłości do ludzi. Oddaję też swe Oblicze, jako widzialny znak mojego bólu, spowodowanego grzechami ludzi”. Wreszcie 10 lipca 1941 roku: „Czy chcesz uczestniczyć w moim konaniu w Getsemani, jako zadośćuczynienie za grzechy tych, których najbardziej ukochałem, i za odrzucenie, jakiego doświadczam ze strony tak wielu dusz poświęconych Bogu?”.

35. Święte Oblicze a ewangelizacja

Dzięki kontemplacji Najświętszego Oblicza także i my możemy uczcić samo centrum osoby Jezusa – Jego Boskie, miłujące Serce. W rozważaniu Najświętszego Oblicza Chrystus wychodzi nam naprzeciw, aby napełnić nas swą miłością i Duchem Świętym. Miłość ta przynagla nas do złożenia świadectwa, do apostolatu, do pójścia za Jezusem. Wyposażeni z jednej strony w umiłowanie Najświętszego Oblicza, z drugiej zaś w poznanie, jakie dają badania nad Całunem, możemy i powinniśmy odważyć się na trudną, często pozornie nie dającą nadziei na powodzenie ewangelizację, której wielokrotnie domagali się papieże XX stulecia. Nawiązując do ewangelicznej przypowieści o talentach (Mt 25, 14 nn), możemy powiedzieć, że powierzony został nam skarb, który teraz mamy jako zadanie pomnożyć.

============================

Jeremiah Johnston: Shroud of Turin, Dead Sea Scrolls, & Attempts to Hide Historical Proof of Jesus

Cyfrowy dowód osobisty

Cyfrowy dowód osobisty

Marek Wojcik 04.06 2026 r. world-scam/cyfrowy-dowod-osobisty

Kto kontroluje przepływy pieniędzy, ma największą z możliwych władzę. Jedyną z możliwych dzisiaj drśg do uzyskania takiej kontroli jest cyfryzacja. Niezbędne do cyfrowej kontroli wszelkich transakcji, jest bezbłędna identyfikacja osób, które te transakcje wykonują. W Europie wprowadzono już w wielu krajach systemy cyfrowego dowodu tożsamości.

  • Albania: e-Albania – służy do załatwiania spraw urzędowych, odbierania dokumentów cyfrowych oraz dostępu do usług publicznych i medycznych;
  • Austria: ID Austria – cyfrowy dowód tożsamości zintegrowany z rządowym portalem oesterreich.gv.at;
  • Białoruś: Е-Паслуга – stworzona przez Narodowe Centrum Usług Elektronicznych (NCES) i pełni funkcję „państwa w smartfonie”;
  • Belgia: Itsme – powszechnie używana, prywatna aplikacja autoryzowana przez państwo, będąca standardem do identyfikacji cyfrowej w kraju;
  • Chorwacja: mGrađani – pozwala na załatwianie spraw urzędowych, odbieranie korespondencji czy dostęp do dokumentów bezpośrednio w smartfonie;
  • Czechy: eDoklady – czeska aplikacja rządowa umożliwiająca wylegitymowanie się cyfrowym dowodem osobistym;
  • Dania: MitID – cyfrowy dowód i klucz tożsamości używany zarówno w usługach administracji publicznej, jak i w bankowości czy u prywatnych dostawców;
  • Estonia: mRiik – oficjalna rządowa aplikacja mobilna, która pozwala na przechowywanie dokumentów tożsamości w telefonie oraz korzystanie z usług cyfrowego państwa;
  • Finlandia: Suomi.fi – zapewnia ona dostęp do fińskiej cyfrowej tożsamości oraz usług administracyjnych;
  • Francja: France Identité – oficjalna rządowa aplikacja służąca do potwierdzania tożsamości i przechowywania cyfrowego dowodu osobistego;
  • Grecja: Gov.gr Wallet – działa w ramach rządowego portalu gov.gr i służy do przechowywania cyfrowych dokumentów, takich jak dowód osobisty czy prawo jazdy;
  • Hiszpania: MiDNI – system pozwalający na przechowywanie cyfrowego dowodu osobistego i zarządzanie tożsamością w smartfonie;
  • Holandia: DigiD – rządowa aplikacja do logowania i załatwiania spraw urzędowych online:
  • Litwa: LT ID – służy do podpisywania dokumentów i potwierdzania tożsamości w przestrzeni elektronicznej;
  • Łotwa: eParaksts mobile – służy do potwierdzania tożsamości, logowania do e-usług oraz cyfrowego podpisywania dokumentów;
  • Macedonia Północna: m.Uslugi – rządowa „superaplikacja”, która pozwala przechowywać najważniejsze dokumenty cyfrowe (w tym dowód osobisty i prawo jazdy) bezpośrednio w smartfonie;
  • Niemcy: AusweisAppBund – oficjalna niemiecka aplikacja do obsługi cyfrowej tożsamości powiązana z funkcją eID dowodu osobistego;
  • Norwegia: BankID – pozwala na wygenerowanie oficjalnego dokumentu i kodu QR;
  • Polska: mObywatel – oficjalna rządowa aplikacja mobilna i serwis internetowy, które pełnią funkcję cyfrowego portfela na dokumenty oraz centrum usług publicznych;
  • Rumunia: ROeID – cyfrowy portfel tożsamości, umożliwiający bezpieczne logowanie się do cyfrowych usług publicznych, potwierdzanie swojej tożsamości, a także cyfrowe podpisywanie dokumentów;
  • Serbia: ConsentID – obsługa bezpiecznego potwierdzania tożsamości działa w ramach serbskiego systemu e-administracji;
  • Słowacja: Slovensko v mobile – służy do załatwiania spraw urzędowych, szybkiej autoryzacji oraz bezpiecznego logowania się do centralnego portalu administracji publicznej slovensko.sk za pomocą tzw. mobileID;
  • Słowenia: eOsebna – zarządza cyfrową tożsamością i przechowywuje wirtualnyo dowód osobisty;
  • Szwajcaria: swiyu – cyfrowy portfel służący do bezpiecznego przechowywania urzędowych dokumentów, w tym oficjalnej państwowej tożsamości elektronicznej e-ID;
  • Szwecja: BankID – standard cyfrowego dowodu tożsamości obsługiwany przez konsorcjum banków;
  • Ukraina: Diia – umożliwia przechowywanie cyfrowych dokumentów tożsamości, załatwianie spraw urzędowych oraz dostęp do usług cyfrowych;
  • Węgry: DÁP – rządowy program i aplikacja, która pełni funkcję cyfrowego portfela na dokumenty oraz bramki do e-administracji;
  • Włochy: l’app dei servizi pubblic – oficjalna rządowa aplikacja rozwijana przez spółkę PagoPA, która stanowi cyfrowy punkt kontaktowy pomiędzy obywatelem a administracją publiczną.

Lista jest niepełna. Ze względu na przejrzystość pominąłem na niej mniejsze państewka jak Andora, Liechtenstein, Luksemburg czy Watykan.

Te aplikacje komórkowe do identyfikacji są bardzo wygodną alternatywą do jeżdżenia po urzędach i okazywania dowodu tożsamości. Można to zrobić w większości przypadków przy pomocy telefonu komórkowego.

Wykorzystanie elektronicznego dowodu tożsamości (eID) w UE jest zróżnicowane – 52% obywateli korzysta z niego w celu uzyskania dostępu do usług, przy czym odsetek ten waha się od ponad 90% w Danii, Finlandii, Holandii, Szwecji i Estonii do 15% lub mniej w Niemczech, na Słowacji, w Bułgarii i Rumunii. Raport Eurostatu oparty na danych z marca 2026 r.

Tak wygląda aktualna sytuacja w upadającej gospodarczo i politycznie Europie. Kiedy porównamy sytuację Europy z upadającym po drugiej stronie Atlantyku imperium, wyłania się podobny obraz. Jak z postępem cyfryzacji radzi sobie Donald Trump dowiemy się z artykułu opublikowanego 23 maja 2026 r. na thewinepress.substack.com: Cyfrowy dowód osobisty. Źródło.

Prezydent Donald Trump podpisał w tym tygodniu dwa rozporządzenia wykonawcze, które rzadko spotykały się z zainteresowaniem, ale mimo to są kluczowe dla ambicji obecnej administracji, by „zmodernizować” amerykański system finansowy. Rozporządzenia te mają na celu dodanie kolejnych protokołów biometrycznych do systemu bankowego w celu potwierdzenia tożsamości, a jednocześnie ułatwienie Rezerwie Federalnej współpracy z firmami fintechowymi w celu bezpośredniego rozliczania i rozrachunku płatności w systemie Rezerwy Federalnej, znanym również jako „konto główne o niskim ryzyku”.

2026: Rok cyfrowego identyfikatora. Final Countdown (Ostateczne odliczanie):

STYCZEŃ 2026 Rozpoczęcie wdrażania na skalę krajową. Aplikacje portfela UE zyskują na popularności.
LUTY 2026 Banki rozpoczynają obowiązkowe łączenie kont z identyfikatorem cyfrowym.
MARZEC 2026 Duże platformy (Amazon, Facebook itp.) muszą oferować identyfikator cyfrowy jako opcję logowania.
KWIECIEŃ 2026 Wdrożenie cyfrowego prawa jazdy. Dokumenty fizyczne tracą na znaczeniu.
MAJ 2026 Cyfrowa infrastruktura euro zostanie wdrożona w portfelach (przygotowania do uruchomienia).
CZERWIEC 2026 Sprawy urzędowe będą coraz częściej załatwiane wyłącznie cyfrowo. Bez identyfikatora nie będzie już można składać wniosków online.
LIPIEC 2026 Uznanie transgraniczne: identyfikator staje się standardowym dokumentem podróży w UE.
SIERPIEŃ 2026 Dostosowanie warunków ogólnych dostawców usług komórkowych i energetycznych do identyfikacji cyfrowej.
WRZESIEŃ 2026 Uruchomienie interfejsów do „płatności programowalnych” dla przedsiębiorstw.
PAŹDZIERNIK 2026 Zakończenie obowiązkowego wdrożenia we wszystkich państwach członkowskich UE.
LISTOPAD 2026 Ostateczne testy centralnego rejestru majątkowego UE (porównanie danych).
GRUDZIEŃ 2026 Termin: Cyfrowy identyfikator jest de facto obowiązkowy, aby uzyskać dostęp do cyfrowego życia.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Kult nazistów na Ukrainie prowadzi do sporu z Polską, a Berlin udaje głupca

Thomas Röperanti-spiegel.ru/naziverehrung-in-der-ukraine-fuehrt-zu-streit-mit-polen-aber-die-bundesregierung-will-davon-nichts-gehoert-haben

Berlin udaje głupca

Kult nazistów na Ukrainie prowadzi do sporu z Polską, ale rząd niemiecki twierdzi, że nic o tym nie wie

Otwarte oddawanie czci nazistowskim zbrodniarzom wojennym na Ukrainie doprowadziło do sporu między Kijowem a Warszawą. Zapytani o to rzecznicy niemieckiego rządu udawali głupców i twierdzili, że nic o tym nie wiedzą.

Anti-Spiegel 4 czerwiec 2026

Fakt, że dzisiejszą Ukrainą rządzi reżim mający swoje korzenie w niemieckim narodowym socjalizmie, nie jest rosyjską propagandą. Powszechnie wiadomo, że nazistowski kolaborant Bandera jest szanowany i czczony na Ukrainie jako bohater narodowy. Jednak kult bohaterów obejmuje znacznie więcej zbrodniarzy wojennych, którzy walczyli u boku nazistów i dokonywali masakr ludności cywilnej i Żydów.

Jednym z tych zbrodniarzy wojennych był Andriej Melnik, imiennik i duchowy ojciec byłego ambasadora Ukrainy w Niemczech Andrieja Melnika, który podczas II wojny światowej był przywódcą Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Na przykład Melnik powiedział w przemówieniu skierowanym do Adolfa Hitlera:

„My, dawni bojownicy o wolność z lat 1918–1921, prosimy Was, abyście uczynili nam i naszej młodzieży zaszczyt wzięcia udziału w krucjacie przeciwko barbarzyństwu bolszewickiemu. Razem z legionami Europy chcielibyśmy stanąć ramię w ramię z naszym wyzwolicielem – niemieckim Wehrmachtem – i móc w tym celu utworzyć ukraińską formację zbrojną”.

Kult nazistowski na Ukrainie

Otrzymał pozwolenie, a naziści zwerbowali Ukraińców do Dywizji SS Galicja, gdzie Melnik i jego ludzie brali udział w masakrach ludności cywilnej, działając z tak brutalnym okrucieństwem, że nawet SS było tym zniesmaczone. Po wojnie znalazł schronienie na Zachodzie, mieszkał w Luksemburgu i zmarł w Kolonii w 1964 roku.

W maju szczątki Andrieja Melnika zostały ekshumowane w Luksemburgu i przewiezione na Ukrainę w celu ponownego pochówku w pobliżu Kijowa, gdzie pochowano je podczas ceremonii państwowej z udziałem ukraińskiego przywódcy Zełenskiego.

Co więcej, pod koniec maja Zełenski nadał jednostce armii ukraińskiej tytuł „Bohaterowie UPA”. Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) była odpowiedzialna za masakrę dziesiątek tysięcy Polaków na Wołyniu i inne masakry w niektórych częściach Galicji Wschodniej i dlatego jest uważana w Polsce za organizację przestępczą.

W odpowiedzi na te wydarzenia prezydent Polski Karol Nawrocki zaproponował pozbawienie Zełenskiego Orderu Orła Białego, najwyższego odznaczenia państwowego, a wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak powiedział we wtorkowym wywiadzie, że Zełenski nie jest już mile widzianym gościem w Polsce. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski wyraził rozczarowanie uwielbieniem, jakim Zełenski darzy zwolenników Bandery.

Berlin udaje ignorancję.

Od 2014 roku niemieccy politycy za wszelką cenę ignorują jawną cześć dla nazistów i rażącą politykę nazistowską ukraińskich władz. Kiedy są o to pytani – co zdarza się dość rzadko, ponieważ niemieckie media nie zadają krytycznych pytań – ich odpowiedź jest zawsze ta sama: nigdy o tym nie słyszeli.

To samo powtórzyło się, gdy rzecznik niemieckiego MSZ został zapytany o ponowny pochówek szczątków Melnika na konferencji prasowej rządu. Odpowiedź brzmiała:

„Nie mam o tym pojęcia, przepraszam”.

Teraz pojawia się pytanie, czy to prawda, co oznaczałoby, że niemieckie MSZ nie wypełnia swoich obowiązków, skoro nic nie wie o sporze między Polską a Ukrainą, który wybuchł z powodu ponownego pochówku Melnika. Bardziej prawdopodobne jest, że rzecznik niemieckiego MSZ po raz kolejny okłamał dziennikarzy. Ponieważ jednak przyjmują to bez sprzeciwu, nie poniosą za to żadnych konsekwencji.

Cześć dla nazistów na Ukrainie

Oto (bynajmniej nie wyczerpujący) wybór innych kolaborantów nazistowskich, czczonych jako bohaterowie narodowi we współczesnej Ukrainie.

Wasilij Lewkowycz był zbrodniarzem wojennym w Ukraińskiej Policji Pomocniczej w Dubnie oraz organizatorem i uczestnikiem masowego mordu 5000 Żydów w Dubnie i Równem.

Ułas Samczuk był redaktorem naczelnym nazistowskiej i antysemickiej gazety „Wołyń” w Równem i uczestnikiem zagłady 25 000 Żydów w tym mieście. Jego prace zostały jednak oficjalnie włączone do ukraińskiego programu nauczania. W „Wołyniu” Samczuk opublikował pochwały dla Adolfa Hitlera i niemieckiego faszyzmu, takie jak ta:

„To niezwyciężona siła duchowa i moralna, która ukształtowała i zahartowała ten naród na przestrzeni wieków. To liczne pokolenia nieśmiertelnych nosicieli twórczego ducha tego narodu, który dziś, w swojej doskonałości, stoi na czele wydarzeń historycznych pod przewodnictwem swego potężnego wodza”.

Wasilij Sydor był zbrodniarzem wojennym w Batalionie Słowik i 201. Batalionie Policji Pomocniczej. Uczestniczył w masowych mordach w Estonii i akcjach represyjnych przeciwko ludności cywilnej na Białorusi.

Kirył Osmak był jednym z przywódców Ukraińskiej Rady Narodowej, która powstała w Kijowie w latach 1941–1943 przy wsparciu nazistowskich rubli niemieckich i pod przewodnictwem Andrija Melnika.

Władimir Kubiowicz był jednym z inicjatorów powstania Dywizji SS „Galicja”.

Wasilij Hałasa był działaczem Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i jednym z organizatorów masowych mordów Estończyków i Żydów.

Jak powiedziałem, to tylko kilka przykładów; lista mogłaby być dłuższa. Ale niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych z pewnością nigdy o tym nie słyszało.

Ataki na Sankt Petersburg zostały przeprowadzone z wykorzystaniem przestrzeni powietrznej NATO

Thomas Röper anti-spiegel.ru/die-angriffe-auf-st-petersburg-erfolgten-ueber-nato-luftraum

Udział w wojnie

Ataki na Sankt Petersburg zostały przeprowadzone z wykorzystaniem przestrzeni powietrznej NATO

Ataki ukraińskich dronów na instalacje naftowe w rosyjskim Sankt Petersburgu w środę wieczorem zostały przeprowadzone z wykorzystaniem przestrzeni powietrznej państw bałtyckich UE i NATO, jak wynika z doniesień z państw bałtyckich.

Anti-Spiegel 4 czerwiec 2026

Fakt, że Ukraina wykorzystuje przestrzeń powietrzną Polski [?? żadnych dowodów. md] , państw bałtyckich i Finlandii do ataków dronów na rosyjski region Petersburga, nie jest już tajemnicą; Zachód otwarcie przyznaje się do tego faktu i jest częstym tematem na stronie internetowej Anti-Spiegel.

Ukraińskie ataki dronów w środę wieczorem, które po raz pierwszy uderzyły również w cele w samym Petersburgu, nie były wyjątkiem, o czym świadczą doniesienia z państw bałtyckich z tamtej nocy.

Po ogłoszeniu alarmu dronów w regionie Alūksne, łotewskie siły zbrojne postawiły w stan gotowości myśliwce NATO stacjonujące w krajach bałtyckich, jak donosi państwowy nadawca LSM, powołując się na łotewskie siły zbrojne. Według LSM, alarm trwał od 4:59 do 6:25 czasu lokalnego. Ostrzeżenie przed dronami zostało wydane w Petersburgu o godzinie 4:11 rano i odwołane o 6:51 rano.

Według estońskiego nadawcy publicznego ERR, estońskie siły zbrojne wydały ostrzeżenia o zagrożeniach powietrznych dla mieszkańców okręgów Ida-Viru, Lääne-Viru, Tartu, Jõgeva, Viljandi, Valga, Võru i Põlva tej samej nocy. Ostrzeżenie dla wschodnich i południowych okręgów kraju, położonych wzdłuż trasy do Petersburga, nie wpłynęło na operacje na lotnisku w Tallinie; loty odbywały się zgodnie z planem.

Doniesienia z państw bałtyckich w środę wieczorem potwierdzają zatem, że ukraińskie drony wykorzystały przestrzeń powietrzną państw bałtyckich do ataków na Petersburg, które trwały kilka godzin. Nie odnotowano żadnych prób przechwycenia ani prób utrudnienia działania ukraińskich dronów, co z kolei oznacza, że ​​państwa bałtyckie świadomie zezwoliły na te ataki. To czyni je ponownie bezpośrednimi stronami konfliktu z Rosją.

Rankiem po ataku samolot estońskich sił powietrznych patrolował Zatokę Fińską, niedaleko Sankt Petersburga, w przestrzeni powietrznej kontrolowanej przez Tallińską Kontrolę Ruchu Lotniczego – poinformowało agencję informacyjną TASS unijne źródło w kontroli ruchu lotniczego.

Według tego źródła samolot wystartował „z bazy wojskowej Ämari w pobliżu wybrzeża, a następnie rozpoczął patrolowanie obszaru kontrolowanego przez Tallińską Kontrolę Ruchu Lotniczego nad Zatoką Fińską, w tym wód międzynarodowych”. Samolot PZL-Mielec M-28 Skytruck, zaprojektowany między innymi do celów obserwacyjnych, leciał na wschód na wysokości około 1500 metrów.

Można to interpretować jedynie jako próbę estońskich sił zbrojnych zebrania informacji o rzeczywistych szkodach wyrządzonych przez ukraińskie ataki.