Nie ma miłości na tym świecie. Ale są łatwo dostępne substancje twarde i miękkie. Ekstazyjne i tajemnicujące. Jest nawet gaz rozweselający, który może uszkadzać mózg. W pełni rozwinięty kapitalizm, prowadzony przez wybitnie uzdolnioną ludność kolorową. Reportaż autorstwa lewicowego BBC — BBC, które już porzuciło złudzenia.
„”
Z pozoru to zwykłe osiedlowe mini-markety oferujące gazowane napoje, słodycze i artykuły pierwszej potrzeby. W rzeczywistości – prężnie działające punkty dystrybucji narkotyków kontrolowane przez zorganizowane grupy przestępcze. Najnowsze dziennikarskie śledztwo brytyjskiego nadawcy z użyciem ukrytej kamery obnaża brutalną prawdę o upadku tamtejszych ulic handlowych (High Streets), gdzie kokaina, marihuana i leki na receptę są sprzedawane równie łatwo jak puszka coli.
Dziennikarze BBC przeprowadzili prowokację w czterech sąsiadujących ze sobą miasteczkach w regionie West Midlands. To, co odkryli, przypomina sceny z gangsterskich filmów, a jedno z anonimowych źródeł w organach ścigania opisało sytuację na tamtejszych ulicach krótko: „bezprawie”. Legitymujący się uczciwi przedsiębiorcy skarżą się na zastraszanie przez gangi i bycie świadkami przemocy z użyciem noży i broni palnej.
Problem nie jest jednak lokalny.
Według National Crime Agency (NCA) oraz brytyjskiej inspekcji handlowej (CTSI), zorganizowane grupy przestępcze w całym kraju przejmują witryny sklepowe, by zyskać przyczółek do handlu nielegalnymi substancjami. Od Bideford w hrabstwie Devon, przez Great Yarmouth w Norfolk, aż po Belfast w Irlandii Północnej – powiązano już ponad 70 sklepów z handlem m.in. heroiną i metamfetaminą.
„Mam zioło, koks, wszystko. Cokolwiek zechcesz”
W Cradley Heath, po doniesieniach sygnalisty o tym, że gangi narkotykowe wymknęły się spod kontroli na 300-metrowym odcinku głównej ulicy, dziennikarze pod przykrywką odwiedzili sklep o nazwie Cradley Market. Wystarczyło zaledwie kilka sekund, by mężczyzna za ladą sprzedał badaczowi 3,5 grama marihuany za 30 funtów. Transakcja odbyła się na zapleczu, tuż za półkami z pieluchami i napojami.
Gdy dziennikarz zapytał o kokainę, sprzedawca (przedstawiający się jako Akwa) wykonał jeden telefon. Kilka godzin później gram kokainy został dostarczony do sklepu i sprzedany za 95 funtów. Na tym jednak nie koniec – sprzedawca pokazał na telefonie zdjęcia dostępnych leków na receptę, w tym pregabaliny (leku stosowanego w leczeniu stanów lękowych i padaczki, którego nadużywanie prowadzi w UK do gwałtownego wzrostu zgonów), zachęcając do robienia zdjęć i polecania towaru znajomym.
Sklepy pod okiem „czujek” i gaz rozweselający dla dzieci
Sytuacja wygląda równie dramatycznie w sąsiednim Dudley. Kuldeep Maan, szef lokalnej inspekcji handlowej, przyznaje, że skala problemu jest najgorsza od 20 lat. W ciągu zaledwie 12 miesięcy zamknięto tam 39 sklepów za sprzedaż nielegalnych papierosów, ale podczas nalotów rutynowo znajdowano w nich marihuanę, kokainę, podrobione leki i podtlenek azotu (gaz rozweselający).
Zorganizowane grupy nie działają w próżni. Przed sklepami stoją tzw. „czujki” (spotters), wypatrujące ewentualnych nalotów policji. Ekipa BBC była nawet śledzona i fotografowana przez pracowników sklepów na Dudley High Street.
Dziennikarze obnażyli również przerażający proceder sprzedaży gazu rozweselającego, który jest niezwykle popularny wśród brytyjskiej młodzieży, a jego rekreacyjne wdychanie jest nielegalne i może powodować uszkodzenia mózgu. W centrum Dudley, w sklepie Dawood Grocery, dziennikarz poprosił o butle z gazem. Otrzymał reklamówkę z balonami (służącymi do wdychania) i polecenie, by poczekać na rogu ulicy. Kilka minut później zakapturzony mężczyzna bez słowa wymienił kanister z gazem na 25 funtów w gotówce. Okoliczni przedsiębiorcy potwierdzają, że regularnie widzą osoby wdychające gaz kupiony w tym właśnie miejscu.
W innym mieście, Brierley Hill, obsługa sklepu skierowała kupujących bezpośrednio do mieszkania na piętrze, gdzie z powodzeniem zakupiono marihuanę. Ekipa BBC musiała jednak w pewnym momencie wycofać się ze względów bezpieczeństwa, gdy w mieszkaniu pojawiły się dwa duże psy w typie pitbulla bez obroży i smyczy.
Co na to władze?
Kiedy sprawa wyszła na jaw (część nagranych sprzedawców po fakcie wszystkiemu zaprzeczyła), politycy zaczęli bić na alarm. Liam Byrne, poseł Partii Pracy i przewodniczący Komisji Biznesu i Handlu, wezwał rząd do pilnego działania. „Nie odbudujemy naszych High Streets, dopóki nie wytniemy tego raka, jakim jest zorganizowana przestępczość” – stwierdził stanowczo.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych (Home Office) oraz lokalna policja w West Midlands zapowiedziały podjęcie „najsurowszych możliwych działań”. Pytanie jednak, czy walka z przestępczością, która zdążyła już wrosnąć w tkankę miejską i ukryć się za witrynami sklepów spożywczych, nie została podjęta o kilka lat za późno. Brytyjskie ulice handlowe, niegdyś wizytówka tętniących życiem miast, dziś w wielu miejscach stają się strefami zdominowanymi przez gangi, w których kupno twardych narkotyków jest równie proste, co poranne wyjście po bułki i mleko.
W Rosji naukowcy pracują nad ucharakteryzowaniem i zdefiniowaniem masowego przekazu, jaki sączy się z Wysp Brytyjskich na temat Federacji Rosyjskiej. Warto zajrzeć do środka i poczytać co próbują powiedzieć Rosjanie o londyńskiej strategii, bo dotyczy to także nas w Polsce
Dwóch rosyjskich naukowców ze sfery wojskowej opublikowało swoisty akademicki „akt oskarżenia” wobec brytyjskiego establishmentu, wprowadzając doń koncepcję „terroryzmu kulturowego”, „historycznej antyrosyjskości” i „dekolonizacji kulturowej”, jednocześnie zarzucając Brytyjczykom bezpośredni udział w ukraińskich atakach terrorystycznych i operacjach sabotażowych na terytorium Rosji.
Dziedzictwo kolonialne i „terroryzm kulturowy”
Autorzy wprowadzają koncepcję „terroryzmu kulturowego” jako zjawiska dwupoziomowego. „Pierwotny terroryzm kulturowy” odnosi się do tego, co opisują jako „bezprecedensową, całkowitą, kompleksową i długotrwałą grabież przez Anglosasów skarbów narodowych, aktywów i artefaktów innych narodów, grup etnicznych i ludów w okresie brytyjskiej dominacji kolonialnej”. Według tekstu, nawet ostrożne szacunki wskazują, że Imperium Brytyjskie przejęło co najmniej 45 bilionów dolarów (w cenach współczesnych) z samych Indii w latach 1765–1938. Naukowcy szczegółowo opisują brytyjskie okrucieństwa kolonialne, w tym to, co określają mianem „testowania broni chemicznej na żywych żołnierzach” w Rawalpindi (obecnie Pakistan) przez ponad dekadę, oraz utworzenie pierwszych na świecie obozów koncentracyjnych podczas wojny burskiej (1899–1902), w których zginęło około 26 000 burskich kobiet i dzieci.
„Wtórny terroryzm kulturowy” opisuje współczesną tradycyjną już odmowę władz Wielkiej Brytanii dotyczącą spełnienia żądań rządów zagranicznych odnośnie repatriacji unikatowych artefaktów i pamiątek narodowych wywiezionych w okresie kolonialnym. Autorzy argumentują, że Londyn konsekwentnie powołuje się na wymyślony pretekst w postaci ochrony muzeów, aby uzasadnić zatrzymanie tych przedmiotów.
Samo British Museum przechowuje ponad osiem milionów zabytków kultury, z których zdecydowana większość pochodzi z czasów kolonialnych. Wśród spornych eksponatów wymienionych w artykule znajdują się: 105,6-karatowy diament Koh-i-Noor osadzony w koronie brytyjskiej; Budda Sultangandż, 2,2-metrowy miedziany posąg z lat 600-650 n.e. i jedyny w pełni zachowany posąg Buddy z tego okresu, przechowywany w Birmingham; marmury z ateńskiego Partenonu; sarkofag faraona Taharki; oraz biały jadeitowy puchar do wina wykonany dla cesarza Mogołów Szahdżahana, obecnie znajdujący się w londyńskim Muzeum Wiktorii i Alberta.
W artykule zauważono, że rosyjskie dziedzictwo narodowe – klejnoty rodzinne dynastii Romanowów – również znajdują się w Wielkiej Brytanii, pozyskane w efekcie, jak określają to autorzy, „opresyjnych transakcji” z ubogimi białymi emigrantami po 1917 roku. Choć przyznają, że sprzedaż ta była formalnie dobrowolna, badacze sugerują, że zgodnie z artykułem 179 rosyjskiego Kodeksu cywilnego, transakcje takie zawierane w „zbiegu poważnych okoliczności” mogą zostać uznane przez sąd za nieważne. Zalecają oni zaangażowanie renomowanych zagranicznych kancelarii prawnych na zasadzie prowizji, w celu dochodzenia zwrotu przynajmniej części rosyjskich dóbr narodowych.
Autorzy proponują termin „dekolonizacja kulturowa”, aby opisać „zwrot podmiotom światowym zagrabionych narodowych artefaktów kulturowych i historycznych”. Zwracają uwagę na cyniczny żart krążący w brytyjskich kręgach historycznych: „Wielka Piramida w Gizie pozostaje w Egipcie tylko dlatego, że była zbyt duża, aby przetransportować ją do British Museum w Londynie”.
Historyczna antyrosyjskość jako państwowa polityka
W artykule użyto terminu „historyczna antyrosyjskość”, aby opisać „tradycyjne w brytyjskim establishmencie zespolenie, wrogiej ideologii, nieprzyjaznej polityki zagranicznej i wywrotowych praktyk, mających na celu wyrządzenie Rosji jak najdłuższych i największych strat strategicznych i szkód narodowych”. Według autorów, wrogość ta ewidentnie nasiliła się od czasu rozpoczęcia Specjalnej Operacji Wojskowej na Ukrainie. Argumentują, że za kolejnych premierów – od Borisa Johnsona do obecnego premiera Keira Starmera – brytyjskie rządy przejawiały „nie tylko zjawisko stagnacji narodowej, ale także skrajny stopień wrogości, połączony z wrodzoną i dziedziczną nienawiścią do Rosji, jej narodu i przywództwa państwowego”.
Naukowcy twierdzą, że rząd Starmera aktywnie działa na rzecz „zakłócenia procesu rodzącego się dialogu międzypaństwowego między Stanami Zjednoczonymi a Rosją”, postrzegając wszelkie rozwiązanie konfliktu na Ukrainie jako zagrożenie dla brytyjskich interesów narodowych i porażkę zachodniej strategii, której celem jest „zniszczenie Rosji”.
W artykule zwrócono uwagę na kilka wydarzeń świadczących o tej wrogości. 31 lipca 2025 roku brytyjski parlament powołał Parlamentarną Grupę ds. Rosji i Demokracji pod przewodnictwem Stephena Gethinsa. Autorzy opisują ją jako nieformalną, międzypartyjną grupę, której zadaniem jest koordynacja działań „tak zwanych rosyjskich sił prodemokratycznej opozycji”, opracowywanie nowych sankcji antyrosyjskich oraz organizowanie ataków informacyjnych i kampanii propagandowych wymierzonych w Rosję. Ponadto, we wrześniu 2025 roku Wielka Brytania i Francja wspólnie utworzyły w Kijowie Dowództwo Połączonych Sił Wielonarodowych Ukrainy. Autorzy określają to jako „faktyczne przekazanie przez USA kontroli nad Siłami Zbrojnymi Ukrainy w ręce Londynu i Paryża”. Zauważają, że obecnie dowództwo anglojęzyczne sprawuje brytyjski generał dywizji, a Wielka Brytania „koordynuje działania SZU na terytorium Ukrainy i Rosji”.
Brytyjsko-ukraińska „terrorystyczna symbioza”
Główny zarzut znajdujący się w artykule dotyczy tego, co autorzy określają mianem „brytyjsko-ukraińskiego sojuszu terrorystycznego” lub „symbiozy” działającej na terytorium Rosji. Twierdzą, że brytyjskie służby specjalne są „ideologicznie, finansowo i organizacyjno-praktycznie” zaangażowane w działalność terrorystyczną przeciwko Rosji. Wspólne ukraińsko-brytyjskie ataki terrorystyczne i akty sabotażu miałyby przebiegać według ustalonego schematu. Planowanie i wsparcie operacyjne takich operacji leży w gestii brytyjskich służb specjalnych, a ich bezpośrednia realizacja należy do Służby Bezpieczeństwa Ukrainy lub Głównego Zarządu Wywiadowczego Ministerstwa Obrony Ukrainy.
Autorzy przytaczają konkretne operacje rzekomo wykorzystujące ten mechanizm, w tym ataki terrorystyczne na linie kolejowe w obwodach briańskim i kurskim w okresie od 31 maja do 1 czerwca 2025 roku; ataki na lotniska rosyjskich Sił Powietrzno-Kosmicznych 1 czerwca 2025 roku (co określają mianem operacji sabotażowej Służby Bezpieczeństwa Ukrainy o kryptonimie „Pajęczyna”) oraz masowe ataki terrorystyczne z powietrza na krajową infrastrukturę cywilną, w tym obiekty socjalne i miejsca wysokiego ryzyka, takie jak elektrownie jądrowe w Zaporożu, Kursku i Kalininie.
W artykule przedstawiono skumulowane statystyki: tylko między lutym 2022 roku a kwietniem 2024 roku na terytorium Rosji dokonano około 130 aktów sabotażu i terroryzmu, a ponad 200 udało się zapobiec. Ogółem, w latach 2022–2024 „brytyjsko-ukraiński sojusz terrorystyczny” rzekomo przeprowadził ponad 1600 ataków terrorystycznych na infrastrukturę cywilną, energetyczną i transportową w 25 regionach, trzech republikach i Kraju Krasnodarskim. W wyniku tych ataków zginąć miało ponad 3000 rosyjskich cywilów – w tym prawie 150 dzieci – a rannych zostało nawet 11 000 osób. Ponad 31 000 obiektów infrastruktury cywilnej zostało zniszczonych lub częściowo uszkodzonych, w tym około 240 placówek edukacyjnych, 40 placówek medycznych i prawie 20 kościołów.
Autorzy odnoszą się w szczególności do ataku terrorystycznego z 22 marca 2024 roku na Crocus City Hall w Krasnogorsku, w którym zginęły 144 osoby, a 551 zostało rannych. Przyznając, że ambasada brytyjska w Moskwie potępiła atak, wskazują na to, co uważają za poszlaki wskazujące na brytyjskie zaangażowanie: pilną kampanię PR zorganizowaną wspólnie ze Stanami Zjednoczonymi i UE w mediach zachodnich jeszcze przed uzyskaniem wstępnych wyników śledztwa, kategorycznie negujących rolę Ukrainy. Zauważają podobieństwa między tą reakcją mediów a algorytmem wykorzystanym później do propagandowego wsparcia operacji sabotażowej „Spiderweb”. W artykule wspomniano również o zamachach na wysokich rangą rosyjskich wojskowych: generała porucznika Igora Kiryłowa (dowódcę Wojsk Obrony Radiacyjnej, Chemicznej i Biologicznej) i jego adiutanta majora Polikarpowa w grudniu 2024 roku oraz generałów poruczników Sarwarowa i Moskalika (dowódcy Zarządu Operacyjnego i zastępcy szefa Głównego Zarządu Operacyjnego Sztabu Generalnego) w kwietniu 2025 roku. Autorzy stwierdzają, że „nie wykluczają możliwości, że najprawdopodobniej za wiedzą brytyjskich przełożonych” ukraińskie służby specjalne zaplanowały i przeprowadziły te zabójstwa. Dodatkowo, wśród odnotowanych incydentów, należy wymienić próbę ataku powietrznego w nocy 29 grudnia 2025 roku z udziałem 91 bezzałogowych statków powietrznych na rezydencję prezydenta Federacji Rosyjskiej w obwodzie nowogrodzkim; oraz noworoczny atak na hotel i kawiarnię w kurorcie Chorły w obwodzie chersońskim, w którym zginęło około 80 osób.
Zamachy udaremnione
W artykule szczegółowo opisano liczne domniemane brytyjsko-ukraińskie operacje, które rosyjskie organy miały wykryć i im zapobiec. Należą do nich:
– plany przeprowadzenia serii ataków terrorystycznych na rosyjskie placówki dyplomatyczne w Europie, w szczególności w Niemczech, na Słowacji, Węgrzech oraz w krajach bałtyckich i skandynawskich, mające na celu zniweczenie perspektyw negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi;
– prowokacje na wodach Morza Bałtyckiego z wykorzystaniem torped i min morskich produkcji radzieckiej, będących w posiadaniu Ukrainy. Przedstawiono trzy scenariusze: przeprowadzenie ataku torpedowego na okręt marynarki wojennej USA w celu oskarżenia Rosji; „przypadkowe odkrycie” rosyjskich min na międzynarodowych szlakach morskich; oraz zatopienie obcego okrętu przy użyciu rosyjskich min morskich, aby skłonić NATO do zamknięcia dostępu do Morza Bałtyckiego;
– pościg, przejęcie i eskortowanie rosyjskiej floty cieni do portów NATO, w tym plany zorganizowania aktów sabotażu morskiego poprzez podpalenie płynących tankowców lub spowodowanie katastrof w porcie, przy czym szkody środowiskowe miały uzasadniać surowe sankcje wtórne;
– inscenizacja wtargnięć do polskiej i rumuńskiej przestrzeni powietrznej przez drony podszywające się pod rosyjskie bezzałogowe statki powietrzne Gerań, w tym naprawa i modernizacja zestrzelonych rosyjskich dronów w celu ich ponownego użycia przeciwko węzłom transportowym NATO;
– inscenizacja infiltracji terytorium Polski przez fikcyjną rosyjsko-białoruską grupę sabotażową, wykorzystującą bojowników z Legionu Wolność Rosji i białoruskiego pułku im. Kastusa Kalinowskiego, przebranych za rosyjskich i białoruskich żołnierzy;
– sabotaż gazociągu TurkStream, ataki na obiekty Konsorcjum Gazociągów Kaspijskich oraz planowany akt sabotażu w Elektrowni Jądrowej w Zaporożu, wymierzony w strefę aktywną jejreaktorów jądrowych;
– zamach w listopadzie 2025 roku, mający na celu zamordowanie „jednego z najwyższych rangą urzędników federalnych” podczas wizyty na Cmentarzu Trojekurowskim w Moskwie.
Autorzy zauważają, że tylko w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2025 roku Londyn bezpłatnie dostarczył Kijowowi ponad 85 000 dronów i zainwestował ponad 600 milionów funtów w ich produkcję na potrzeby Sił Zbrojnych Ukrainy.
Co na to prawo międzynarodowe?
W artykule argumentuje się, że brytyjsko-ukraińska „symbioza terrorystyczna” narusza liczne międzynarodowe instrumenty prawne, w tym Konwencję Genewską o ochronie osób cywilnych (artykuł 33), Protokół Dodatkowy do Konwencji Genewskich (Protokół I, artykuł 51), Międzynarodową Konwencję o zwalczaniu terrorystycznych ataków bombowych (artykuł 7) oraz Międzynarodową Konwencję o zwalczaniu finansowania terroryzmu (artykuł 2).
Autorzy twierdzą, że udział Wielkiej Brytanii w działalności wywrotowej i terrorystycznej na terytorium Rosji może być zasadnie zakwalifikowany jako międzynarodowy terroryzm popełniony przez Londyn poprzez sponsorowanie i organizację zabójstw obywateli rosyjskich w celu zakłócenia realizacji celów Specjalnej Operacji Wojskowej i osłabienia suwerenności państwowej Rosji.
Artykuł kończy się obszernymi rekomendacjami politycznymi.
Autorzy argumentują, że „odwoływanie się do rozsądku, pragmatyzmu i rozwagi” w stosunkach z Londynem jest „irracjonalne, krótkowzroczne i bezcelowe”, ponieważ „elity wyspiarskie uznają jedynie prawo twardej siły”. Wzywają do wywierania „silnej, zdecydowanej i bezkompromisowej” presji na Wielką Brytanię „we wszystkich kierunkach i punktach nacisku w skali kraju”.
Kluczowe rekomendacje obejmują:
– porzucenie przewidywalności na polu bitwy i przyjęcie „proaktywnej i ofensywnej strategii militarno-politycznej”, która zmusi przeciwnika do przestrzegania rosyjskich zasad;
– uznanie, że wielokrotne porzucanie deklarowanych „czerwonych linii” stworzyło w NATO „złudzenie, że Rosji brakuje zarówno woli, jak i zdolności do walki o swoją suwerenność”;
– wyprowadzenie „Anglosasów ze strefy tradycyjnego międzynarodowego i narodowego komfortu” poprzez podkreślanie wewnętrznych problemów Wielkiej Brytanii – migracji, napięć społecznych i wewnętrznych sprzeczności politycznych – w celu ograniczenia możliwości Londynu do działań antyrosyjskich;
– stworzenie „skutecznej bariery ideologicznej” w Rosji, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się „zachodniego egocentrycznego, duchowo jałowego i europocentrycznego światopoglądu” oraz oczyszczenie instytucji państwowych z osób o prozachodnich sympatiach;
– prowadzenie sporów sądowych za pośrednictwem zagranicznych kancelarii prawnych w celu odzyskania klejnotów rodziny Romanowów i zainicjowanie „zakrojonej na szeroką skalę międzynarodowej kampanii mającej na celu wywarcie skonsolidowanej presji na Londyn w zakresie polityki zagranicznej” w celu repatriacji wszystkich skradzionych artefaktów kulturowych.
– rozważenie odejścia od moratorium na wykonywanie kary śmierci dla zagranicznych terrorystów i ich wspólników na terytorium Rosji, co wymagałoby odpowiednich zmian w Konstytucji Federacji Rosyjskiej, zgodnie ze stanowiskiem tamtejszego Sądu Konstytucyjnego z 2022 roku.
Kontrowersyjne wypowiedzi miliardera i współwłaściciela Manchesteru United, Sira Jima Ratcliffe’a, wywołały prawdziwą burzę w brytyjskim społeczeństwie. Podczas wywiadu dla Sky News, przeprowadzonego 11 lutego 2026 roku przez redaktora ekonomicznego Eda Conwaya, biznesmen stwierdził wprost, że „Wielka Brytania została skolonizowana przez imigrantów”,czym wywołał falę krytyki ze strony polityków i komentatorów.
Ratcliffe, który oprócz bycia współwłaścicielem słynnego klubu piłkarskiego jest również założycielem i prezesem giganta chemicznego INEOS Group, przedstawił w rozmowie swoje kontrowersyjne poglądy na temat obecnej sytuacji społeczno-ekonomicznej Zjednoczonego Królestwa. Jego zdaniem kraj zmaga się z poważnymi problemami gospodarczymi i społecznymi, które w dużej mierze wynikają z wysokiego poziomu imigracji oraz uzależnienia wielu obywateli od pomocy socjalnej.
„Wielka Brytania została skolonizowana. To kosztuje zbyt wiele pieniędzy. Wielka Brytania została skolonizowana przez imigrantów, nieprawdaż?” – powiedział miliarder w wywiadzie. Jego wypowiedź natychmiast odbiła się szerokim echem w mediach i wywołała ostrą reakcję ze strony wielu środowisk.
Ratcliffe powiązał również poziom imigracji z liczbą osób pobierających zasiłki państwowe. „Nie można mieć gospodarki z 9 milionami ludzi na zasiłkach i ogromnymi falami imigrantów napływających do kraju” – stwierdził. Biznesmen przytoczył również dane demograficzne, twierdząc, że populacja Wielkiej Brytanii wzrosła o 12 milionów osób od 2020 roku – z 58 do 70 milionów mieszkańców.
W trakcie wywiadu Ratcliffe nie oszczędził również obecnego premiera Wielkiej Brytanii, Sira Keira Starmera, którego określił jako „być może zbyt miłego”, by podejmować „trudne” i „niepopularne” działania niezbędne do naprawy sytuacji w kraju. Co więcej, miliarder ujawnił, że niedawno spotkał się z liderem partii Reform UK, Nigelem Faragem, którego opisał jako „inteligentnego człowieka” o „dobrych intencjach”.
Wypowiedzi Ratcliffe’a spotkały się z natychmiastową krytyką ze strony rządu. Premier Starmer określił komentarze biznesmena jako „obraźliwe i błędne”, podkreślając, że imigranci od zawsze wnosili istotny wkład w rozwój brytyjskiego społeczeństwa i gospodarki. Wielu polityków różnych opcji politycznych również potępiło słowa współwłaściciela Manchesteru United, uznając je za szkodliwe i podsycające napięcia społeczne.
Eksperci ds. migracji zwracają uwagę, że dane przytoczone przez Ratcliffe’a są co najmniej dyskusyjne. Oficjalne statystyki nie potwierdzają tak dramatycznego wzrostu populacji w ciągu zaledwie sześciu lat, a powiązanie problemów gospodarczych wyłącznie z imigracją jest znacznym uproszczeniem złożonych procesów ekonomicznych i społecznych.
Nie jest to pierwszy raz, gdy wypowiedzi prominentnych osób ze świata biznesu na temat imigracji wywołują kontrowersje w Wielkiej Brytanii. Temat ten pozostaje jednym z najbardziej polaryzujących w brytyjskiej debacie publicznej, szczególnie po Brexicie, który w dużej mierze był motywowany obawami części społeczeństwa przed niekontrolowaną imigracją.
Ratcliffe, którego majątek szacowany jest na ponad 15 miliardów funtów, jest znany ze swoich konserwatywnych poglądów. W przeszłości był gorącym zwolennikiem Brexitu i wielokrotnie krytykował politykę imigracyjną kolejnych rządów. W 2022 roku stał się współwłaścicielem Manchesteru United, jednego z najbardziej rozpoznawalnych klubów piłkarskich na świecie, co znacznie zwiększyło jego rozpoznawalność i wpływy w brytyjskim społeczeństwie.
Organizacje broniące praw imigrantów określiły wypowiedzi Ratcliffe’a jako niebezpieczne i nieodpowiedzialne. Wskazują, że takie retoryka może prowadzić do wzrostu nastrojów ksenofobicznych i aktów dyskryminacji wobec mniejszości etnicznych w Wielkiej Brytanii.
Na razie ani Manchester United, ani INEOS Group nie wydały oficjalnych oświadczeń odnoszących się do kontrowersyjnych wypowiedzi swojego właściciela. Nie wiadomo również, czy Ratcliffe zamierza przeprosić za swoje słowa lub je sprostować w obliczu narastającej krytyki.
Niezależnie od dalszego rozwoju sytuacji, wypowiedzi Sira Jima Ratcliffe’a z pewnością na długo pozostaną w pamięci brytyjskiej opinii publicznej i mogą mieć wpływ na przyszłe debaty dotyczące imigracji oraz polityki społecznej w Zjednoczonym Królestwie.
Wewnętrzne raporty brytyjskiego Ministerstwa Środowiska, Żywności i Spraw Wsi donoszą, że brytyjska wieś zagrożona jest staniem się obszarem „nieistotnym” w coraz bardziej multikulturowym społeczeństwie. Tradycyjne brytyjskie puby, serwujące alkohol i wieprzowinę, a także powszechnie hodowane na wsi psy to m. in. te elementy, które sprawiły, że muzułmanie czują się na wsi „niemile widziani”.
Dlatego też departament zarządzany obecnie przez Partię Pracy zabrał się za opracowanie planów, mających rozwiązać ten problem. Recepta jest prosta: uczynić wieś „mniej białą” i odzwierciedlającą „wielokulturową rzeczywistość”.
Zakusy, by zabrać się za brytyjskie obszary wiejskie, nie są niczym nowym. Już w 2019 roku Ministerstwo Środowiska, Żywności i Spraw Wsi zamówiło obszerny przegląd, dotyczący wykorzystania obszarów krajobrazowych i wiejskich w Wielkiej Brytanii.
Wiele społeczności we współczesnej Wielkiej Brytanii czuje, że obszary krajobrazowe nie mają dla nich żadnego znaczenia. Zarówno czarnoskórzy, Azjaci, mniejszości etniczne, jak i biali postrzegają tereny wiejskie jako środowisko w dużej mierze „białe”. Jeśli dzisiaj jest to prawdą, to podział ten będzie się tylko pogłębiał wraz ze zmianami społecznymi. Nasza wieś skończy jako nierelewantny odnośnie kraju, który obecnie istnieje
– głosił dokument autorstwa Juliana Glovera pt. „Landscape Review”.
To niejedyna zamówiona przez departament spraw wsi ekspertyza. Raportów było więcej. W 2022 roku przeprowadzono także badanie „Poprawa etnicznego zróżnicowania odwiedzających angielskie obszary chronione”, kosztujące ok. 125 tys. euro, którego wyniki kazały urzędnikom ponownie pochylić się nad wiejską Anglią, zdominowaną przez „białą klasę średnią” i pozbawioną wystarczającej liczby przedstawicieli mniejszości etnicznych, którzy unikali wsi jako „przestrzeni wykluczających, rasistowskich i niebezpiecznych”. O jakie przejawy rasizmu i wykluczenia chodzi?
Jedna osoba opowiedziała, jak spotykała się z dociekliwymi spojrzeniami i komentarzami, gdy była na wsi: „Patrzcie, Azjata w lesie”. Zespół doświadczył tego osobiście, odwiedzając rodziny czarnoskóre i należące do mniejszości etnicznych, i musiał przerywać filmowanie, aby zminimalizować spojrzenia przechodniów
Raport z 2022 roku doprecyzował, że „nierówności w zakresie świadczeń dawały poczucie, że potrzeby mniejszości etnicznych nie były brane pod uwagę, co utrudniało uczestnictwo” w spędzaniu czasu na wsi przez przedstawicieli mniejszości etnicznych i wyznaniowych.
Przykładami był brak (…) odpowiednich kulturowo świadczeń, takich jak opcje dietetyczne i miejsca do modlitwy
– stwierdzał raport.
Teraz urzędnicy zarządzający obszarami wiejskimi – czyli rady lokalne oraz administratorzy Obszarów Krajobrazu Narodowego – mają za zadanie opracować strategie mające na celu realizację celów ogólnokrajowej kampanii na rzecz różnorodności.
Wszyscy płacimy za krajobrazy narodowe z naszych podatków, a mimo to czasami podczas naszych wizyt mieliśmy wrażenie, że parki narodowe to ekskluzywny klub, w którym większość stanowią biali i klasa średnia
– stwierdzili badacze, wykonujący pracę dla Ministerstwa Środowiska, Żywności i Spraw Wsi w jednym z wewnętrznych dokumentów.
Psy na łańcuch, pub bez alkoholu, kiełbasy i bekonu?
Do działań zobowiązali się włodarze m.in. Chilterns, Cotswold czy Malvern Hills. Zespół z Chilterns zaproponował działania, mające przyciągnąć na wieś więcej muzułmanów, szczególnie z pobliskiego Luton. Zabiegi te mają obejmować zatrudnienie bardziej zróżnicowanego personelu, wydawanie materiałów marketingowych, uwzględniających w swojej warstwie wizualnej ludzi widocznie reprezentujących mniejszości etniczne i napisane w „językach społeczności”.
W ramach zamówionych badań odnotowano również, że psy mieszkające na wsi powinny podlegać ściślejszej kontroli, gdyż niektóre z mniejszości boją się ich. Chodzi tu głównie o muzułmanów, dla których są to zwierzęta uznawane za nieczyste – podobnie jak świnie. Wspominany wcześniej raport z 2022 roku wprost mówił o konflikcie wartości wyznawanych przez rdzenną ludność i przybyszów.
Obszary objęte ochroną krajobrazową były ściśle związane z „tradycyjnymi” pubami, które mają ograniczony wybór jedzenia i są skierowane do osób utożsamiających się z kulturą picia alkoholu. W związku z tym muzułmanie z grupy pakistańsko-bangladeskiej stwierdzili, że przyczyniało się to do poczucia bycia niemile widzianym
Zespół z Malvern Hills posunął się do jeszcze dalej idących i osobliwie brzmiących stwierdzeń.
Wiele mniejszości nie ma żadnego kontaktu z naturą w Wielkiej Brytanii, ponieważ ich rodzice i dziadkowie nie czuli się na tyle bezpiecznie, by ich zabrać, lub mieli inne zmartwienia związane z przetrwaniem(…). Podczas gdy większość białych użytkowników języka angielskiego ceni sobie samotność i kontemplacyjne aktywności, jakie zapewnia wieś, osoby należące do mniejszości etnicznych preferują raczej towarzystwo (rodzinę, przyjaciół, szkołę)
– zdiagnozowali sytuację urzędnicy z Malvern Hills.
Ich receptą na uczynienie swojego obszaru „mniej białym” jest dotarcie do osób lub społeczności o chronionych cechach, takich jak osoby, dla których angielski nie jest pierwszym językiem”.
Tradycja przeszkodą dla różnorodności
Ministerstwo koordynujące ten ogólnonarodowy plan „odbielenia” brytyjskiej wsi zapewnia, że nie ma on nic wspólnego z ideologią, zaś główną motywacją dla jego wprowadzenia jest upowszechnienie dostępu do zasobów krajobrazowych dla wszystkich mieszkańców Anglii. Krytycy upierają się jednak, że podjęte przez ministerstwo działania noszą znamiona inżynierii społecznej, która stopniowo zmieni postrzeganie wiejskiej Anglii i wpisanych w nią tradycyjnych elementów: wiejskich pubów i odwiecznych krajobrazów, w coś, co będzie trzeba poświęcić w imię różnorodności.
Niedziela, weekend. Dzień wolny od pracy. Wielu Polaków więc włącza sobie internet i buszuje, czytając, co tam nowego się na świecie wydarzyło. Jedni skręcają na prawo, jakieś Niezalezne.pl czy inne Republiki (wiem, że PiS nie ma wiele wspólnego z prawicą), inni skręcają w lewo. Jakieś „Wyborcze”, „Newsweeki” i inne OKO.pressy. A jeszcze inni celują w środek, jakieś typowe portale z newsami o wszystkim: „Onet”, „Interia” czy też „Wirtualna Polska”. I tak trafiają na „Interię”.
A na „Interii”, w to niedzielne południe, taka oto strona główna:
Niby nic nadzwyczajnego. Ale jednak coś nadzwyczajnego. Artykuł pod tytułem „Brytyjczycy siedzą w kieszeni u Chińczyków. Ujawniono porażające dane”.
Jak to, Brytyjczycy zostali kupieni przez Chińczyków? Brytyjscy politycy i arystokraci zadłużają się w chińskim bankach, a nie u Rothschildów? Brytyjscy politycy z czołówki władzy mają chińskie Esterki u boku? No nie może być. Chińczycy opanowali Wielką Brytanię! Zupełnie jak Niemcy w 1940 (no prawie, Polacy przeszkodzili)! Trza iść im na ratunek! Szable w dłoń, lance w dłoń, chińskich komunistów goń goń goń!
Jeżeli myślicie państwo, że żartuję, oświadczam, że sprawa jest naprawdę poważna. Wedle polskich polityków Wielka Brytania, kraj, który notorycznie robił nam samobójcze powstania i pakował nas w wojny na dwa fronty, jest naszym przyjacielem tudzież sojusznikiem. A jeżeli ktoś okupuje sojusznika, to przecież trzeba mu przyjść z odsieczą. A jeżeli nie, to co najmniej trzeba nienawidzić Chińczyków. Bo przecież kupili naszego sojusznika. A jak kupili to i go niszczą. Bo przecież spójrzcie państwo, moi drodzy rodacy, na Wielką Brytanię. Zobaczcie ile Keir Starmer, brytyjski premier z chińską żoną Cing Ciong Jew, nasprowadzał imigrantów, aby Pekin mógł opanować i zniszczyć Brytanię. Zobaczcie, jak dużo tego multikulturalizmu kontrolujący Londyn Chińczycy tam narobili.
Po tym ironicznym wstępie przejdźmy do konkretów.
Według tegoż artykułu „Interii” Chińczycy w drugim z najważniejszych centrów finansowych świata (stolica Wielkiej Brytanii nim jest) posiadają aktywa o wartości, uwaga, 190 mld funtów. Zrozumcie proszę tę kwotę – 190 mld funtów. Arabia Saudyjska, która nijak nie kontroluje ani nie rządzi Stanami Zjednoczonymi, posiada tam aktywa o wartości około 800 mld dolarów. Tak, Stany Zjednoczone mają większą gospodarkę. Nikt jednak nie mówi, że USA siedzą w kieszeni u Saudyjczyków. Administracja Bidena pokazała zresztą, że Saudyjczycy nie będą panoszyć się, jak im się to żywnie podoba. Republikanie, fakt, są dużo bardziej satrapii ze stolicą w Rijadzie przychylni.
Nie znajdziecie więc państwo artykułu o tym, że Amerykanie siedzą w kieszeni u Saudów. Bo nie siedzą. Tak jak Brytyjczycy nie siedzą w kieszeni u Chińczyków. Oba te kraje anglosaskie siedzą wszak w kieszeni kogoś innego. Żydów.
Nie będę pisał tutaj historii przejmowania kontroli nad USA przez żydostwo. Działo się to szczególnie intensywnie w latach 1950. i 1960. W 1956 roku amerykańska marynarka wojenna chciała strzelać do Izraelczyków, aby powstrzymać ich agresję na Egipt. W 1967 roku to Izraelczycy strzelali do Amerykanów, do USS Liberty, a Amerykanie ten akt terroru zatuszowali. I pozwolili Syjonistom na broń atomową.
Zajmę się wszak Wielką Brytanią. To, że obecny prezydent USA, „obrońca chrześcijaństwa”, jest dumny z tego, że jego córka przeszła na judaizm i ożeniła się z mężczyzną, którego ojciec kręcił ze swoim szwagrem i podstawioną prostytutką filmy pornograficzne, aby mieć na niego element nacisku, za co poszedł do więzienia, wszyscy zapewne wiemy. Skupmy się na Wielkiej Brytanii, istocie tego artykułu.
„Declassified UK” to brytyjska witryna, którą można mniej więcej porównać do mojej działalności. Pisze o tym, o czym inni nie piszą. Nie, żebym się jakoś tam do nich porównywał w sensie zasięgów oraz intensywności pracy, ale podobieństwo z pewnością jakieś jest i to niemałe.
W roku ubiegłym, przy okazji zmiany władzy w Wielkiej Brytanii, strona ta bardzo mocno zainteresowała się tym, w czyjej kieszeni siedzą brytyjscy politycy. Nie doszli rzecz jasna do wniosków, że siedzą w kieszeni Chińczyków. Bądźmy poważni. „Declassified UK” to poważna witryna, a nie jakieś dzieci z piaskownicy.
Po prześledzeniu funduszy jakie otrzymali brytyjscy politycy, którzy do 2024 roku zasiadali w tamtejszym parlamencie, wyszło, że 180 z 650 z nich przyjęło wsparcie finansowe od chińs…. yyy… przepraszam, już się pogubiłem. Przyjęło fundusze od żydostwa oczywiście. I ich lobby. Nie będziemy wymieniać nazwisk wszystkich, szkoda na to czasu. Wspomnijmy jedynie, że chodzi o kwotę łączną ponad 1 miliona funtów. 130 z tych polityków to członkowie Partii Konserwatywnej, 41 pochodzi z Partii Pracy, trzej to Liberalni Demokraci. Pozostałe 6 to reprezentanci mniej istotnych sił.
W czyjej więc kieszeni siedzą brytyjscy politycy? Cóż, przecież my w Polsce, my świadomi Polacy, dobrze wiemy kto rządzi krajami anglosaskimi. I że nie są to ani Chińczycy, ani Rosjanie ani też Marsjanie.
Teraz zajmijmy się żoną obecnego brytyjskiego premiera Keira Starmera oraz jego rządami. Skoro Chińczycy kontrolują poprzez swoje aktywa Wielką Brytanię, to i powinni także najważniejszym politykom dostawiać chińskie Esterki. Czy więc żona brytyjskiego premiera rzeczywiście ma chińskie imię i nazwisko i pochodzi z pradawnego chińskiego rodu znad Rzeki Żółtej? No, niezupełnie.
Skoro wiemy, że jedna trzecia posłów Partii Konserwatywnej Wielkiej Brytanii siedzi w kieszeni u Żydów, 80% posłów z tej partii należy do grupy parlamentarnej Konserwatywni Przyjaciele Izraela, a żydowskie lobby opłaciło 187 podróży posłów tzw. brytyjskiej prawicy do Izraela, w tym w trakcie ludobójstwa w Strefie Gazy, przyjrzyjmy się jak to wygląda na lewicy. Bo przecież może wyglądać inaczej, nieprawdaż?
Istotnie wygląda nieco inaczej. „Tylko” 41 z 205 posłów z Partii Pracy siedziało w 2024 roku w kieszeni u Żydów. Za to gabinet premiera Keira Starmera to już prawdziwy Izrael.
Keir Starmer, mąż żydówki Wiktorii Aleksander (a nie żadnej Chinki, Rosjanki czy Marsjanki), obstawił swój gabinet ludźmi, którzy bardzo lubią żydowskie fundusze. Jak podaje Declassified UK ponad połowa jego gabinetu, przyjmowała pieniądze od lobby. Proizraelskie lobby sfinansowało 13 z 25 członków gabinetu lewicowego premiera Starmera. I tak, fundusze od lobby przyjęła jego zastępczyni, jego kanclerz, jego minister spraw zagranicznych oraz szef MSW. Sekretarz ds. handlu w gabinecie Starmera, nadzorujący eksport broni do Izraela, także otrzymał fundusze od żydowskiego lobby.
Łącznie członkowie rządu Starmera otrzymali od lobby proizraelskiego ponad 300 000 funtów.
Podsumujmy więc: lobby proizraelskie sfinansowało 1/3 parlamentarzystów Partii Konserwatywnej, niemal 1/4 posłów Partii Pracy, ponad połowę gabinetu premiera Starmera a jego żona jest żydówką. On zresztą sam ma pochodzenie żydowskie, a jego dzieci wychowywane są w żydowskiej tradycji.
Którzy Brytyjczycy, „Interio”, siedzą więc w kieszeni u tych Chińczyków?
Tak wygląda byłe brytyjskie terytorium kontrolowane przez Chińczyków. To Hongkong oczywiście. Zdjęcie pochodzi z roku 2014.
A tak wygląda brytyjskie terytorium niekontrolowane przez Chiny. To Londyn. Zdjęcie z 2017 roku.
Widzimy różnicę?
A jak ktoś jej nie rozumie, to wyjaśniam. Około 60% wieżowców w Hongkongu powstało po 1997 roku, po tym, jak terytorium to zostało przekazane przez Brytyjczyków Chinom. Po 2000 roku tempo rozwoju miasta jeszcze bardziej przyspieszyło. Po 2010 roku jeszcze bardziej. Zarówno Hong Kong jak i Londyn to ważne międzynarodowe centra finansowe. W Hongkongu w 2024 roku PKB na osobę według parytetu siły nabywczej (najbardziej wiarygodny wskaźnik porównania rzeczywistego standardu życia w różnych państwach), wyniosło 82 tys. dolarów. W Londynie ten sam wskaźnik w 2024 roku wyniósł 61 tys. dolarów. W Wielkiej Brytanii 60 tys. dolarów.
Autorstwo i zrzuty ekranów: Terminator 2019 Zdjęcia: Dronepicr (CC BY 3.0), Estial (CC BY-SA 4.0) Źródło: WolneMedia.net
Sąd Rejonowy w Chelmsford, we wschodniej Anglii, uznał Murzyna przebywającego w hotelu w Epping za winnego wszystkich pięciu zarzucanych mu czynów, w tym napaści seksualnej na 14-letnią dziewczynkę. Zdarzenie to wywołało falę protestów w całej Wielkiej Brytanii.
Brytyjski rząd kontynuuje niebezpieczną w swoich skutkach hucpę, umieszczając za pieniądze podatników potencjalnych bandytów przybywających nielegalnie do tego kraju w hotelach o dobrym standardzie.
Jeden z nich został skazany za gwałt na 14-latce. Podczas ogłaszania wyroku sędzia stwierdził, że nastolatka była konsekwentna w swoich zeznaniach, a kobieta, która zgłosiła napaść i wezwała na miejsce policję była wiarygodnym świadkiem.
Do molestowania dziewczynki doszło 7 i 8 lipca w Epping, gdzie mężczyzna, obywatel Etiopii, mieszkał w hotelu dla azylantów. 41-latek w swoim kraju był nauczycielem sportu. Podczas procesu zaprzeczył wszystkim postawionym mu zarzutom.
Sędzia odroczył ogłoszenie wyroku do 23 września. Stwierdził, że najbardziej prawdopodobnym wyrokiem będzie „natychmiastowe pozbawienie wolności”, dodając: „pytanie tylko na jak długo”.
Zdarzenie w Epping wywołało w połowie lipca falę demonstracji pod hotelami dla azylantów w całej Wielkiej Brytanii. Brytyjczycy upomnieli się o poszanowania prawa i wykonywanie przez władze ich podstawowej powinności, jaką jest zapewnienie bezpieczeństwa w kraju.
Zwolennikom wyniszczania państwa i tkanki społecznej przez imigrantów nie wystarczyła kolejna zbrodnia seksualna popełniona przez Murzyna z Afryki. Lewicowe organizacje wyszły na ulice z „kontrmanifestacjami”. Podczas niektórych demonstracji dochodziło do starć z policją oraz zatrzymań uczestników.
Według danych brytyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych (Home Office) w drugim kwartale 2025 r. działało 210 hoteli dla osób uznanych za „azylantów” na terenie całego kraju, w których przebywało ponad 32 tysiące osób. Rządowym celem jest podobno zamknięcie hoteli dla migrantów do 2029 roku.
Obecnie warto przyglądać się Wielkiej Brytanii, którą wstrząsa największy skandal związany z molestowaniem małoletnich w jej historii: Przez dziesięciolecia rozległa sieć głównie pakistańskich muzułmanów odurzała, gwałciła, wykorzystywała seksualnie lub sprzedawała setki, jeśli nie tysiące, nieletnich dziewcząt w co najmniej 50 angielskich gminach.
W większości przypadków jednak nigdy nie doszło do żadnych dochodzeń policyjnych ani wyroków skazujących, ponieważ część systemu politycznego i sądowego ukrywała okrutne machinacje gangów porywaczy. Obecny premier, Keir Starmer (Partia Pracy) również musi być świadomy tych przypadków, ponieważ Starmer był szefem brytyjskiej prokuratury w latach 2008-2013. Nota bene, jego poprzednik, Hindus Rishi Sunak, szybciutko zniknął z pola widzenia, czując najwidoczniej pismo nosem.
Zarzuca się również, że wielu policjantów, pracowników socjalnych i pracowników władz publicznych nie traktowało ofiar poważnie, celowo ukrywało pochodzenie sprawców, między innymi w celu uniknięcia oskarżenia o rasizm, a nawet brało łapówki.
W ubiegłym tygodniu rada miejska jednego z dotkniętych przestępczością miasteczek po raz kolejny wezwała do przeprowadzenia ogólnokrajowego śledztwa w celu powiązania ze sobą różnych miejsc zbrodni. Jednak Jess Phillips, sekretarz stanu odpowiedzialna za ochronę i przemoc wobec kobiet i dziewcząt oraz partyjna koleżanka Starmera, odrzuciła to, wywołując ogromny skandal.
Elon Musk nagle zainterweniował na swojej platformie X: potępił trwające tuszowanie skandalu związanego z molestowaniem i wezwał do dymisji premiera Starmera i nowych wyborów! W tym celu Musk rozpowszechnił film dokumentalny aktywisty Tommy’ego Robinsona, który od lat donosi o sieciach nadużyć i był już kilkakrotnie więziony w tym kontekście, w tym za naruszenie nakazów kneblujących usta, i wezwał do jego uwolnienia.
Po tym, jak media zwróciły uwagę na tę kwestię dzięki Elonowi Muskowi, Partia Konserwatywna również zmieniła taktykę i przyłączyła się do wezwania do przeprowadzenia dochodzenia państwowego, chociaż odrzuciła takie dochodzenie, gdy sama była w rządzie. Jednak większość parlamentu odrzuciła dochodzenie we wczorajszym głosowaniu.
Teraz jednak piłka toczy się dalej: Rząd chce teraz zorganizować okrągły stół z ofiarami nadużyć, a jeśli ofiary zażądają śledztwa państwowego, rząd jest również na to otwarty. Ogromna presja opinii publicznej wyraźnie przynosi efekty, nie tylko dlatego, że notowania Starmera w sondażach od miesięcy gwałtownie spadają.
W Wielkiej Brytanii wysiłki dziennikarzy śledczych i informatorów, którzy przez lata próbowali obudzić opinię publiczną na temat ogólnokrajowego zasięgu gangów porywaczy, mogą się teraz opłacić. Miejmy nadzieję, że ofiary w końcu doczekają się odrobiny sprawiedliwości, a okrutne działania zostaną zakończone!
W zaszczepionej populacji Anglii w ciągu 23 miesięcy zginęło prawie milion osób; w populacji nieszczepionej w tym samym okresie zmarło mniej niż 61 tys. osób
Szokujące dane opublikowane przez rząd Wielkiej Brytanii pokazują, że w ciągu ostatnich dwóch lat zaszczepiona populacja w Anglii doświadczyła szokującej liczby zgonów w porównaniu z populacją nieszczepionych, mimo że około 30 procent populacji nie otrzymało nawet ani jednej dawki szczepionki na koronawirus z Wuhan (COVID).
Według brytyjskiej Agencji Bezpieczeństwa Zdrowia (UKHSA) do lipca 2022 r. 18,9 mln osób odmówiło przyjęcia pierwszej dawki zastrzyku na Covid-19, 21,5 mln osób odmówiło przyjęcia drugiej dawki zastrzyku na Covid, a 2,6 mln osób, które otrzymało pierwszą dawkę, ale odmówiło przyjęcia drugiej, a 30,4 mln osób odmówiło przyjęcia trzeciej dawki zastrzyku na Covid, podobnie jak 8,9 mln osób, które otrzymały drugą dawkę, ale odmówiły podania trzeciej.
Według danych UKHSA do szczepień kwalifikowało się wówczas 63,4 mln osób. Od lipca 2022 r. 30 % populacji Anglii pozostało całkowicie nieszczepionych; 34 % nie było dwukrotnie zaszczepionych; a 50 % nie było potrójnie zaszczepionych.
Jednak zaszczepiona populacja jako całość była odpowiedzialna za 95 procent wszystkich zgonów z powodu Covid w okresie od stycznia do maja 2023 r., podczas gdy populacja niezaszczepiona stanowiła zaledwie pięć procent.
Jednak naprawdę przerażający jest fakt, że te zgony nie dotyczą populacji zaszczepionej jedną lub dwiema dawkami. Zdecydowana większość to osoby zaszczepione czterokrotnie, przy czym populacja ta odpowiada za 80 procent wszystkich zgonów z powodu Covid i 83 procent wszystkich zgonów z powodu Covid-19 wśród zaszczepionych .
Twarde fakty
Poniższe dane opublikowane przez Urząd Statystyczny Krajowych (ONS) w zbiorze danych „Zgony na podstawie statusu szczepień” można znaleźć na stronie internetowej ONS:
W okresie od lipca do września 2021 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w sierpniu wśród osób w wieku od 70 do 79 lat i wyniosła 676 zgonów. Natomiast we wrześniu 2021 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 13 294 zgonów.
W okresie od października do grudnia 2021 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w grudniu wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła 776 zgonów. Dla kontrastu, w grudniu 2021 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 16 171 zgonów.
W okresie od stycznia do marca 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w styczniu wśród osób w wieku od 70 do 79 lat i wyniosła 776 zgonów. Dla porównania, w styczniu 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 15 948 zgonów.
W okresie od kwietnia do czerwca 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w kwietniu wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła 500 zgonów. Jednocześnie w kwietniu 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 14 902 zgonów.
W okresie od lipca do września 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w lipcu wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła 493 zgony. Dla porównania, w lipcu 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 14 286 zgonów.
W okresie od października do grudnia 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w grudniu wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła 604 zgony. Dla kontrastu, w grudniu 2022 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 19 914 zgonów.
W okresie od stycznia do marca 2023 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób w styczniu 2023 r. miała miejsce wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła 551 zgonów. Największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła w styczniu 2023 r. wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokującą liczbę 18 297 zgonów.
W okresie od kwietnia do maja 2023 r. największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn wśród niezaszczepionych osób miała miejsce w maju wśród osób w wieku od 70 do 79 lat i wyniosła 405 zgonów. Jednocześnie największa liczba zgonów ze wszystkich przyczyn związanych ze szczepieniami wystąpiła w kwietniu wśród osób w wieku od 80 do 89 lat i wyniosła szokujące 13 713 zgonów.
================================
Niezwykle niepokojące w tych oficjalnych danych jest to, że od lipca 2021 r. liczba zaszczepionych znacznie przewyższa liczbę niezaszczepionych pod względem zgonów w każdej grupie wiekowej, mimo że 30 procent populacji nie otrzymało zastrzyku na Covid-19.
Do tego stopnia, że w okresie od lipca 2021 r. do maja 2023 r . wśród zaszczepionych zginęło 965 609 osób, w porównaniu do zaledwie 60 903 zgonów wśród niezaszczepionych.Oznacza to, że w tym okresie w Anglii zginęło ogółem 1 026 512 osób, a osoby zaszczepione stanowiły 94% z nich podczas gdy osoby niezaszczepione stanowiły zaledwie sześć procent.
Sugeruje to, że zastrzyki z Covid-19 są śmiertelne i dowodzi, że zabijają ludzi.
Imigranci w brytyjskim hrabstwie Kent po przepłynięciu przez Kanał La Manche. / Fot. PAP/EPA
W roku 2036 populacja Wielkiej Brytanii osiągnie 73,7 mln, co oznaczać będzie wzrost o 6,6 mln – czyli o 9,9 proc. – w stosunku do stanu z 2021 r., przy czym aż 6,1 mln z tego przyrostu będzie efektem imigracji – tak prognozie urząd statystyczny ONS.
ONS przewiduje, że populacja Wielkiej Brytanii, która w połowie 2021 r. szacowana była na 67 milionów, przekroczy poziom 70 mln w połowie 2026 r., czyli szybciej niż prognozowano rok temu, a jak zaznaczono, przyspieszenie tej daty jest głównie efektem imigracji.
Zgodnie z obecną prognozą, w ciągu 15 lat między połową 2021 r. a połową 2036 r. urodzi się 10,8 mln osób, a umrze 10,3 mln, a ponadto 13,7 mln osób przeprowadzi się do Wielkiej Brytanii w celu długoterminowego pobytu, zaś 7,6 mln z niej wyjedzie.
To oznacza, że z przewidywanego wzrostu populacji o 6,6 mln, tylko 8,2 proc. będzie efektem naturalnego wzrostu liczby ludności, a 91,8 proc. – efektem imigracji.
ONS prognozuje również, że w omawianym okresie liczba mieszkańców kraju powyżej 85. roku życia zwiększy się o milion – z 1,6 mln do 2,6 mln – a ich odsetek w całej populacji – z 2,5 proc. do 3,5 proc.
Przewidywany wzrost populacji w okresie między połową 2021 a połową 2036 r. jest wyższy w liczbach bezwzględnych niż miał miejsce w ciągu poprzednich 15 lat (od połowy 2006 do połowy 2021 r.), gdy ludność zwiększyła się o 6,1 mln.
W roku 2022 do Wielkiej Brytanii przyjechało z zamiarem długoterminowego pobytu o 745 tys. osób więcej niż z niej wyjechało, co było najwyższym dodatnim saldem migracji od zakończenia II wojny światowej.
Poprzedni raz premier brytyjski (Lord North) przegrał głosowanie co do użycia wojska… w 1782 r.
================================
Paweł Kawarski6-09-2013 [z mego Archiwum – dla nas ciągle aktualne. MD]
Trudne o lepsze przykłady różnic funkcjonowania parlamentu systemu proporcjonalnego i większościowego niż reakcje władz partii koalicyjnych na wyniki dwóch głosowań, które ostatnio przeprowadzono, odpowiednio, w Sejmie i w Izbie Gmin.
Podczas lipcowych i sierpniowych głosowań nad forsowaną przez rząd nowelizacją ustawy o finansach publicznych, która ostatecznie zawiesiła na rok działanie 50-procentowego progu ostrożnościowego, trzej posłowie partii koalicyjnej (PO) Jarosław Gowin, John Godson i Jacek Żalek dwukrotnie złamali dyscyplinę klubową wstrzymując się od głosu (podczas głosowania nad wnioskiem SP i SLD o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu, a następnie podczas głosowania nad uchwaleniem nowelizacji).
Postawa posłów dysydentów spotkała się z gwałtowną reakcją władz i członków PO, którzy wzywali do ich ukarania. Zacytuję jedną wypowiedź rzecznika dyscypliny klubowej PO Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej Moja propozycja to zawieszenie (trzech posłów) na trzy miesiące. Nie był to ich pierwszy wybryk, tylko dość konsekwentne postępowanie według własnego widzimisię.
Sprawa znalazła finał w ostatnich dniach sierpnia. 27 sierpnia John Godson sam wystąpił z klubu parlamentarnego PO i z partii, natomiast 30 sierpnia klub PO ukarał Jarosława Gowina karą finansową w wysokości tysiąca złotych, a Jacek Żalek został zawieszony na trzy miesiące w prawach członka klubu. Kary te podsumował premier Donald Tusk: Decyzje klubu są absolutnie uzasadnione. W geście solidarności z posłem Żalkiem, J. Gowin zawiesił swoje członkostwo w klubie na trzy miesiące. [ten serial ma następstwa, ale nuuudne…MD]
==========================
Zestawmy te reakcje z postępowaniem władz partii konserwatywnej po przegranym głosowaniu nad wnioskiem o zatwierdzenie użycia wojska w Syrii, w sprawie mającej o wiele istotniejsze znaczenie. Premier zarządził powrót z urlopów, a proponowanej uchwale władze obu partii nadały najwyższy priorytet, tzw. three line whip.
29 sierpnia wieczorem wniosek koalicji został odrzucony większością głosów 285/272, dzięki głosowaniu przeciw wnioskowi, m.in., członków partii koalicji: 30 konserwatystów i 9 liberalnych demokratów (rebelianci). Z kolei dalszych 31 torysów i 14 demokratów z różnych powodów w ogóle nie wzięło udziału w głosowaniu, co oczywiście pomogło przeciwnikom interwencji zbrojnej. Wszyscy obecni posłowie Partii Pracy w liczbie 220 głosowali przeciw.
Prasa brytyjska podaje imienne wykazy rebeliantów wraz z nazwami ich okręgów wyborczych, dzięki czemu wyborcy łatwo mogą sprawdzić jak głosowali reprezentanci poszczególnych okręgów bez potrzeby przeszukiwania stron parlamentu w poszukiwaniu list głosowań.
Pomijając aktualny aspekt geopolityczny, wydarzenie to odnotowano w Wielkiej Brytanii jako historyczne – poprzedni raz premier brytyjski (Lord North) przegrał głosowanie co do użycia wojska w 1782 r., gdy parlament nie zgodził się na dalsze finansowanie wojny ze Stanami Zjednoczonymi, które ogłosiły niepodległość.
Porażce Davida Camerona nadaje się podobne znaczenie jak upadkowi rządku Chamberlaina w 1940 r. Posłowie opozycyjnej Partii Pracy tuż po głosowaniu wzywali Camerona do ustąpienia. Komentatorzy określili porażkę premiera jako poniżenie, wydarzenie bez precedensu w obecnych czasach i nadzwyczajny atak na autorytet premiera. Zresztą w ostatnim czasie to nie pierwszy raz gdy premier musi respektować partyjnych rebeliantów – pamiętać należy silną antyunijną torysowską frakcję, która zmusza premiera do dystansowania się od silnej integracji z UE, aż do złożenia obietnicy referendum w sprawie dalszego członkostwa.
Ale jak zachował się Cameron? Czy wzywał do ukarania rebeliantów?
W warunkach ordynacji większościowej, oczywiście jest to pytanie retoryczne. Wzywano do ukarania głównego whip’a, którym jest Sir George Young, poprzez pozbawienie go tej funkcji, za bałagan, w efekcie którego nawet dziesięciu ministrów rządu nie wzięło udziału w głosowaniu. Niektórzy posłowie koalicji nazywali rebeliantów zdrajcami, lecz ci nie wyrażali skruchy z powodu nieokazania lojalności partii.
Zachowanie posłów partii systemu proporcjonalnego jest spowodowane szczególnym instrumentem jaki jest do dyspozycji władz takiej partii – przywilejem układania list wyborczych. Z jednej strony utrzymanie dyscypliny partyjnej jest łatwe, a z drugiej – usłużni władzom posłowie nie zawahają się ukarać kolegów za działanie wbrew linii partyjnej.
Premier brytyjski nie dysponuje podobnym niemalże magicznym narzędziem, dzięki temu zasadniczo posłowie do Izby Gmin muszą się liczyć ze zdaniem swoich wyborców, a w tej sprawie – wyborcy brytyjscy są przeciwni kolejnej wojnie.
Postawa posłów może być powodowana do pewnego stopnia faktem czy poseł został wybrany dużą czy małą większością głosów. Trzech posłów, którzy przyczynili się do odrzucenia propozycji koalicji, pochodzi z okręgów o minimalnej różnicy głosów w stosunku do drugiego w kolejności – posłowie Labour z okręgów Oldham East & Saddleworth (różnica 103) oraz Hampstead & Kilburn (różnica 42) głosowali przeciw, poseł LD z okręgu Solihull (różnica 175) nie głosował. Posłowie Tory, którzy głosowali przeciw pochodzą z relatywnie bezpiecznych okręgów (różnice wynoszą kilka tysięcy głosów). Z kolei posłowie Tory głosujący za widocznie nie obawiali się utraty mandatów w kolejnych wyborach, nawet gdy wyborcy generalnie są przeciw agresji na Syrię.
Zestawienie powyższych dwóch wydarzeń doskonale ilustruje, że parlamentaryzm Polski i Wielkiej Brytanii dzieli przepaść, jeśli chodzi o wpływ władz partii czy wyborców na zachowanie posłów, niestety na korzyść tego drugiego, mając świadomość, że nawet w UK nie zawsze przedmiotowe zależności funkcjonują bez zarzutu.
Wielka Brytania przekazała do tej pory Ukrainie sprzęt wojskowy o wartości ponad 2,3 mld funtów, zaś brytyjskie ministerstwo obrony na uzupełnienie uszczuplonych zapasów otrzymało 560 mln funtów.
W przypadku wojny brytyjskie siły zbrojne „wytrzymałyby około pięciu dni” – ostrzegł Tobias Ellwood, przewodniczący komisji obrony w Izbie Gmin.
————————-
Ellwood, poseł rządzącej Partii Konserwatywnej, powiedział dziennikowi „Financial Times”, że wysoka inflacja i koszty wymiany sprzętu wysłanego na Ukrainę malują „naprawdę ponury obraz” i pozostawiły zapasy wojskowe istotnie uszczuplone. Wskazał, że wojskom lądowym brakuje pocisków ziemia-powietrze i pocisków przeciwczołgowych, które znajdują się wśród broni przekazywanej Ukrainie.
Jak zwraca uwagę „FT”, kondycja brytyjskich sił zbrojnych stała się ostatnio istotną kwestią polityczną, szczególnie w kontekście tego, że w marcu minister finansów Jeremy Hunt ma przedstawić budżet. W związku z tym z jednej strony nasila się lobbing, by zwiększyć wydatki na obronność, a z drugiej ministerstwo finansów szuka we wszystkich resortach oszczędności.
Hunt pod koniec zeszłego roku mówił, że zarówno on, jak i premier Rishi Sunak uznają potrzebę zwiększenia wydatków na obronność, ale wyjaśnił, że przed podjęciem jakichkolwiek decyzji musi poczekać na zakończenie rewizji przeglądu obronnego, który powstał przed rosyjską napaścią na Ukrainę. Sunak nie zadeklarował, że podtrzyma zobowiązanie swojej poprzedniczki Liz Truss, która obiecała wzrost wydatków na obronę do 2030 r. do poziomu 3 proc. PKB.
„Jestem bardzo zaniepokojony tym, że wiadomości wychodzące z ministerstwa finansów wskazują, iż musimy przygotować się na dalsze cięcia w ujęciu realnym, ponieważ inflacja rośnie” – powiedział Ellwood.
Wielka Brytania przekazała do tej pory Ukrainie sprzęt wojskowy o wartości ponad 2,3 mld funtów, zaś brytyjskie ministerstwo obrony na uzupełnienie uszczuplonych zapasów otrzymało 560 mln funtów.
Coroners in England are demanding changes in a series of reports highlighting how the struggling healthcare system’s responses to the pressures of the covid-19 pandemic contributed to patients’ deaths.
Coroners are obliged to write a report recommending action in any cases where they believe that this is necessary to prevent future deaths. Reports now emerging suggest that factors in deaths during the pandemic include the move by GPs to telephone consultations, the requirement for vulnerable patients to attend hospital appointments alone, and the lack of safeguards for patients in care homes.
The replacement of in-person appointments by telephone consultations reduced GPs’ ability to pinpoint patients’ needs, the coroners said, and the absence of family members from consultations with vulnerable patients meant that clinicians were often unable to get a full picture of their needs.
The Yorkshire and Humber region saw an increased incidence of children with severe nutritional anaemia in 2020, resulting in two deaths. Maya Zab, who died aged 11 months, was one of the two. Language barriers had caused missed opportunities for primary carers to see Maya, but this was compounded by the pandemic, said Ian Pears, coroner. The “stay at home” message resulted in fewer one-to-one consultations and meant that healthcare professionals were unable to spot signs of her condition, while the limitation of social contact meant that other professionals and friends were unable to report concerns.
Maurice Leech, who was frail and elderly, had an accidental fall at his nursing home, but there was a delay in recognising that he had a fractured femur. He was reviewed by telephone by his GP but not examined because of covid restrictions. Alison Mutch, senior coroner for Greater Manchester South, said the evidence indicated that a physical examination would probably have resulted in his being referred back to hospital sooner.
“Very vulnerable and a poor historian,” she said, Leech was sent alone to hospital when, if support had been available, a more accurate picture of his needs would have helped staff to treat him and potentially identify that he should not be discharged back to the care home.
Care homes
A policy of reserving vaccines for hospital staff rather than for patients may have contributed to the death of Clive Rivers, who was being treated for a skin condition with immunomodulatory therapy. The consultant dermatologist treating him wanted him to be vaccinated, but it was not policy at that time to vaccinate patients, and Rivers contracted covid-19 in hospital while awaiting discharge. He deteriorated and died at home.
The patients who caught covid-19 in care homes included Anthony Slack, who had asbestos related pulmonary fibrosis and other health issues. The care home managers were unsure whether the virus was brought in by staff or by residents admitted from the community without testing. There was no risk assessment when admitting new residents, and staff were not clear about requirements for personal protective equipment (PPE) as a result of regular changes to guidance, said Mutch, who was also the coroner in Slack’s case and several others.
Another issue highlighted was the shortage of staff to monitor frail and vulnerable patients who had to be isolated in their rooms at care homes when suspected of having covid-19. Ruth Jones, who was prone to falls, fell while unobserved in self-isolation and had to be admitted to hospital. Her covid-19 test was negative, but she deteriorated and died of bronchopneumonia exacerbated by a fracture.