W procesie lidera Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna warszawski sąd wysłuchiwał w czwartek wyjaśnień oskarżonego dotyczących przerwania skandalicznego wykładu promującego kłamstwa na temat rzekomego udziału Polaków w zbrodniach hitlerowskich, jaki odbył się w Niemieckim Instytucie Historycznym. Odpowiadał też na pytania odnoszące się m.in. do zgaszenia świec chanukowych w Sejmie.
Czwartkowa rozprawa przed sądem rejonowym dla Warszawy-Pragi Południe rozpoczęła się o godz. 9 i trwała 7,5 godziny. Była to już trzecia rozprawa w tym procesie, a jednocześnie także trzecia, w trakcie której Grzegorz Braun składał wyjaśnienia. Po zakończeniu swobodnej wypowiedzi, Braun udzielił odpowiedzi na pytania oskarżenia oraz zaczął odpowiadać na pytania swoich obrońców.
Europoseł Braun składał wyjaśnienia dotyczące zarzutów odnoszących się do zdarzeń z maja 2023 r. w Niemieckim Instytucie Historycznym. Polityk zablokował wówczas wykład niejakiego Jana Grabowskiego o Holokauście, a w toku tej interwencji uszkodził mikrofon, uderzając nim o pulpit. Następnie podszedł do głośnika, przewracając go i krzycząc: „Dość tego!”.
Przed sądem w czwartek Braun mówił, że na organizowane w Instytucie wydarzenie przybył na publiczne zaproszenie, a działania, które wtedy podjął, „były absolutnie niezbędne, by powstrzymać obrażanie państwa i narodu polskiego, majestatu Rzeczypospolitej i dobrego imienia polskich patriotów poległych, cierpiących na różne sposoby za ojczyznę”.
Europoseł powiedział także, że „dezaktywował” mikrofon oraz sprzęt nagłaśniający, żeby mieć pewność, że „seans pogardy i nienawiści wobec Polski i Polaków” nie będzie kontynuowany. Ocenił również, że „zadziałał tak, jak było to możliwe w danych okolicznościach”, a także ma „poczucie dobrze spełnionego obowiązku”.
Najgłośniejszy z zarzutów, którego dotyczy proces, odnosi się do zgaszenia gaśnicą świec chanukowych w Sejmie w grudniu 2023 r. i skierowania jej strumienia na niejaką Magdalenę Gudzińską-Adamczyk. Prokuratura zarzuca europosłowi, że gasząc gaśnicą zapalone świece w świeczniku Chanuki, „obraził uczucia religijne wyznawców judaizmu”. Z kolei kierując strumień gaśnicy w stronę Gudzińskiej-Adamczyk, która miała podjąć „interwencję na rzecz ochrony porządku publicznego”, naruszył jej nietykalność cielesną oraz „spowodował u niej lekki uszczerbek na zdrowiu”.
Na czwartkowe popołudnie zaplanowane było przesłuchanie Gudzińskiej-Adamczyk. Do sądu wpłynął jednak wniosek o usprawiedliwienie jej nieobecności, który został przyjęty przez sędziego Marcina Brzostkę. Przy czym na początku czwartkowej rozprawy sędzia Brzostko poinformował, że jej pełnomocnik złożył wniosek o to, aby składanie przez nią zeznań odbywało się z wyłączeniem jawności oraz bez obecności oskarżonego[sic!! md] . O swojej decyzji sędzia poinformuje na kolejnej rozprawie.
W wyjaśnieniach Braun stwierdził, że został „napadnięty” przez kobietę, w czasie, gdy jako poseł przebywał w miejscu swojej pracy. Dodał, że zapisane w akcie oskarżenia słowa, które miał wypowiedzieć wtedy do Gudzińskiej-Adamczyk, wcale nie padły. Stwierdził również, że oba jego twierdzenia potwierdzają wykonane tego dnia nagrania.
Europoseł powiedział również, że nie przyznaje się do zarzutu „znieważenia przedmiotu czci religijnej”, ponieważ w jego ocenie świecznik chanukowy był „przedmiotem służącym manifestacji politycznej na gruncie reminiscencji historycznych”.
Podczas poprzedniej rozprawy europoseł złożył już wyjaśnienia odnoszące się do zarzutów dotyczących zajść w budynku Narodowego Instytutu Kardiologii w 2022 r., gdy w czasie tzw. pandemii koronawirusa wszedł z grupą osób na spotkanie dyrekcji placówki, aby zarejestrować ówczesnego dyrektora, a byłego ministra zdrowia, współodpowiedzialnego za politykę terroru pandemicznego, Łukasza Szumowskiego, który – jak twierdził Braun – był pijany i podjął ucieczkę przed politykiem.
Odniósł się wtedy również do zarzutu związanego z wyrzuceniem do kosza choinki bożonarodzeniowej w Sądzie Okręgowym w Krakowie w 2023 r.
Następne rozprawy zaplanowano na: 13 i 19 marca, 13 kwietnia, 22 i 28 maja oraz 19 i 26 czerwca. Podczas posiedzenia europoseł Braun będzie kontynuował odpowiadanie na pytania obrony oraz sędziego. Możliwe także, że wówczas zeznania złoży Gudzińska-Adamczyk.
Łącznie akt oskarżenia wobec Brauna w tej sprawie zawiera siedem zarzutów, a niektóre z nich są zagrożone karą do pięciu lat pozbawienia wolności.
Na różnych etapach są inne sprawy wobec Grzegorza Brauna. Ostatnio szef MS – prokurator generalny Waldemar Żurek informował o kolejnym wniosku do europarlamentu o uchylenie immunitetu Brauna. W tym przypadku – jak mówił – chodzi o zaprzeczanie zbrodniom nazistowskim.
Na początku marca 2026 roku drony wystrzelone przez Iran trafiły w serca cyfrowej infrastruktury Bliskiego Wschodu. Cel? Centra danych Amazon Web Services w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Bahrajnie.
To pierwszy udokumentowany przypadek w historii, gdy duża firma technologiczna poniosła fizyczne straty w wyniku działań wojennych. Skutki odczuły miliony użytkowników — od klientów banków po firmy kurierskie.
Żeby zrozumieć, co się stało, trzeba cofnąć się o kilka dni. 28 lutego 2026 roku Stany Zjednoczone i Izrael przeprowadziły skoordynowane uderzenia na Iran w ramach operacji „Epic Fury” i „Roaring Lion”. Celem było zniszczenie irańskiego programu nuklearnego i balistycznego oraz obalenie przywództwa Islamskiej Republiki. W wyniku ataków zginął Najwyższy Przywódca Ali Chamenei, a wraz z nim kilku kluczowych dowódców wojskowych i urzędnicy państwowi. Iran nie zamierzał pozostać bez odpowiedzi.
W ciągu kolejnych dni irańskie rakiety i drony uderzyły w kilka państw Zatoki Perskiej — ZEA, Bahrajn, Arabię Saudyjską, Kuwejt i Katar. Teheran oskarżył te kraje o wspieranie operacji amerykańsko-izraelskiej. Wśród celów znalazły się jednak nie tylko obiekty wojskowe czy infrastruktura energetyczna. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) wprost oświadczył, że centra danych Amazona zostały uderzone celowo, ponieważ infrastruktura chmurowa tej firmy miała rzekomo wspierać operacje wojskowe Stanów Zjednoczonych.
1 marca drony trafiły w centrum danych AWS w Dubaju. Doszło do bezpośrednich trafień serwerów, wybuchły pożary, wyłączyło się zasilanie. Dzień lub dwa później uderzone zostały kolejne 2 obiekty w ZEA, a w Bahrajnie dron eksplodował w pobliżu centrum danych, powodując uszkodzenia strukturalne i zalanie pomieszczeń przez automatyczne systemy gaśnicze. AWS potwierdził, że łącznie 3 obiekty w regionie poniosły poważne straty. Spółka przyznała, że to bezprecedensowe zdarzenie — żadna duża firma technologiczna nie doznała wcześniej fizycznych zniszczeń infrastruktury w wyniku działań wojennych.
Skutki były odczuwalne niemal natychmiast. W ZEA i Bahrajnie przestały działać aplikacje mobilne Abu Dhabi Commercial Bank i Emirates NBD — klienci nie mogli sprawdzić salda, wykonać przelewu ani dodzwonić się na infolinię. Firmy płatnicze Alaan i Hubpay zgłosiły całkowite przestoje — logowanie i transakcje stały się niemożliwe. Platforma Careem, popularna w regionie aplikacja do zamawiania przejazdów i dostaw, miała poważne problemy z łącznością. Zakłócenia dotknęły też oprogramowanie dla przedsiębiorstw firmy Snowflake. AWS zalecił klientom natychmiastowe tworzenie kopii zapasowych i przenoszenie obciążeń do innych regionów, ostrzegając jednocześnie, że pełne przywrócenie działania potrwa znacznie dłużej niż w przypadku typowych awarii — bo tym razem mamy do czynienia z fizycznymi zniszczeniami, a nie błędem oprogramowania.
Warto wiedzieć, jak zbudowana jest infrastruktura AWS, żeby zrozumieć, dlaczego mimo wszystko nie doszło do całkowitego paraliżu. Każdy region chmurowy Amazona składa się z co najmniej 3 stref dostępności — oddzielnych, fizycznie rozproszonych centrów danych, połączonych sieciami o bardzo niskich opóźnieniach. Teoria mówi, że utrata jednego centrum nie powinna mieć większego znaczenia dla działania całości. Praktyka okazała się trudniejsza — ataki uszkodziły 2 z 3 obiektów tworzących region ZEA, co przekroczyło zaprojektowany próg odporności.
Bliski Wschód stał się w ostatnich latach jednym z najważniejszych globalnych węzłów technologicznych. Microsoft zapowiedział inwestycje w ZEA sięgające 15 miliardów dolarów do 2029 roku. Amazon, Google i inne firmy budują tam kolejne obiekty, przyciągane rosnącym popytem na usługi chmurowe i sztuczną inteligencję. Ta koncentracja infrastruktury w jednym, niestabilnym geopolitycznie regionie okazała się teraz poważnym problemem.
Profesor Vili Lehdonvirta, zajmujący się ekonomią cyfrową, ocenił, że choć jest to pierwszy przypadek fizycznego zniszczenia chmury obliczeniowej w czasie wojny, nie jest to sytuacja zaskakująca. Skala inwestycji technologicznych na Bliskim Wschodzie sprawiła, że centra danych stały się naturalnym celem dla każdego, kto chce zadać ból gospodarczo i symbolicznie jednocześnie.
Eksperci z Center for Strategic and International Studies zwracają uwagę, że w erze, w której moc obliczeniowa stała się strategicznym zasobem, wrogowie coraz częściej będą celować nie w rafinerie czy mosty, ale właśnie w centra danych, kable światłowodowe i sieci energetyczne zasilające serwery.
Ataki zbiegły się z zamknięciem przez Iran Cieśniny Ormuz — jednego z kluczowych szlaków transportu ropy naftowej. Połączenie tych dwóch działań wywołało gwałtowny wzrost cen surowców i spadki na giełdach w Stanach Zjednoczonych, Europie i Azji. Rynki finansowe zareagowały nerwowo na perspektywę przedłużającego się konfliktu.
Odbudowa uszkodzonych centrów danych może potrwać tygodnie. Niestabilna sytuacja w regionie utrudnia sprowadzenie ekip technicznych i sprzętu. Amazon nie ujawnił szczegółowych kosztów zniszczeń ani harmonogramu napraw.
To, co wydarzyło się na początku marca 2026 roku, zmienia sposób myślenia o bezpieczeństwie infrastruktury technologicznej. Przez lata zakładano, że centra danych są bezpieczne, bo są nudne — duże, anonimowe budynki bez oznaczeń, poza zainteresowaniem mediów i wojska.
Okazuje się, że w świecie, gdzie chmura obliczeniowa zasila banki, szpitale, systemy płatności i aplikacje rządowe, te budynki są równie strategiczne jak elektrownie czy porty. A drony nie pytają o przeznaczenie budynku, zanim w niego uderzą.
Na dzisiejszej rozprawie Grzegorz Braun dowiedział się, że Sąd ma zamiar utajnić zeznania świadka oskarżenia…
Bezczelna, bezczelna lub i niezrównoważona moja fałszywa oskarżycielka, tak czy inaczej obarczona jakimś poważnym deficytem albo intelektualnym albo moralnym – pełna zdolność do rozpoznania rzeczywistości, ale uporczywa skłonność do kłamstwa. (…) usiłuje nadać sobie w tym postępowaniu jakiś nadzwyczajny status, który nikomu nie przysługuje.
Czy ja mam wyrzucić czy wnioskować o wyrzucenie z sali pełnomocników moich fałszywych oskarżycieli? Żadną miarą. Niech tam grają w węża w telefonie, niech przysypiają, ale są.
Fragment wypowiedzi Grzegorza Brauna opublikowany na X
(…) usunięcia mnie z sali rozpraw na czas, kiedy będzie ona powtarzała swoje kłamstwa przeciwko mnie. Jest to istotne dla rozpoznania przez wysoki sąd charakteru i skali bezczelności żydowskiej, której jestem celem i ofiarą. To jest bezczelność.
To znaczy, że każdemu Żydowi wolno, powołując się na swoje fantasmagorie i omamy, oskarżyć każdego goja o dowolne bezeceństwo, po czym rezerwować sobie luksus powtarzania kłamstw nie do oczu oskarżonemu, ale w zaciszu sali, z której i państwo publiczno i zostalibyście usunięci.
Ja przypominam, że jest wielowiekową, wielotysiącletnią tradycją i zasadą i prawem Talmudu imperatyw kłamania w sądzie przeciwko gojowi. To jest imperatyw religijny w tradycji talmudycznej nierozdzielnie związany z imperatywem prawnym.
***
Ciąg dalszy wypowiedzi – Prawda versus Talmud
Mamy bowiem do czynienia z antycywilizacją, która nie rozróżnia władzy duchownej i władzy świeckiej. Jest to antycywilizacja stojąca na antypodach naszej cywilizacji łacińskiej. Przymiotem i imperatywem naszej cywilizacji jest jawność, jawność badania, dochodzenia prawdy, czy w trybie badań naukowych, czy w trybie badań kryminologicznych.
Nasza cywilizacja tym się wyróżnia, że nie ma u nas prawdy ezoterycznej… że prawda nie tylko jest ostatecznie niedyskusyjna, jest tam gdzie jest, a nie jest sytuacyjna, jak w antycywilizacji Talmudu, gdzie prawdą jest to, co dobre dla naszych w danym momencie, bo może się to zmienić.
W naszej cywilizacji prawda nie tylko w duchu i zgodnie z literą Arystotelesa i św. Tomasza z Akwinu, prawda jest poznawana, jest do ustalenia. Ale nie dosyć na tym, prawda domaga się głoszenia, czy to na agorze publicznej, akademickiej, uniwersyteckiej, czy właśnie przed sądami.
I teraz od tego ogółu przechodząc do szczegółu, nasz system prawny, choć dalece dla mnie osobiście niezadowalający, niedoskonały, ale stoi przecież na gruncie jawności postępowania wysokiego sądu. Wysoki Sąd będzie przecież w swoim czasie ogłaszał wyrok w imieniu Rzeczypospolitej. I wszystkich obywateli, państwa tu obecność nie jest znakiem jakiejś próżnej ciekawości.
To w imieniu także tych tu zgromadzonych obywateli Rzeczpospolitej Polskiej będzie oferowany wyrok. I to jest dla wysokiego sądu oczywiście oczywiste.
I otóż bezczelna, bezczelna lub i niezrównoważona moja fałszywa oskarżycielka, tak czy inaczej obarczona jakimś poważnym deficytem. Albo intelektualnym, trudność z rozpoznaniem rzeczywistości, albo moralnym – pełna zdolność do rozpoznania rzeczywistości, ale uporczywa skłonność do kłamstwa. Otóż usiłuję nadać sobie w tym postępowaniu jakiś nadzwyczajny status, który nikomu nie przysługuje.
Nikomu nie przysługuje. Czy ja mam wyrzucić czy wnioskować o wyrzucenie z sali pełnomocników moich fałszywych oskarżycieli? Żadną miarą. Niech tam grają w węża w telefonie, niech przysypiają, ale są, ale są. Niech nawet powtarzają insynuacje o Belgii pod moim adresem.
Kłamstwa, po prostu kłamstwa, kłamstwa, kłamstwa, niech powtarzają.To jest właśnie uciążliwy dla mnie osobiście, być może nieprzyjemny, ale format naszej cywilizacji. I o to się tutaj upominam, Wysoki Sądzie, żeby Wysoki Sąd nie implementował, nie inkorporował nieludzkich, rasistowskich zasad talmudyzmu, holokaustyzmu, to w wersji dla naiwnych świeckich, do tego postępowania.
Wnoszę o włączenie do materiału dowodowego niniejszej książki
Stanisław Michalkiewicz w rozmowie z „Najwyższym Czasem!” przeanalizował sytuację geopolityczną na Bliskim Wschodzie. Krytycznie ocenia politykę prowadzoną przez Benjamina Netanjahu, który dąży do realizacji idei Wielkiego Izraela kosztem stabilności nie tylko regionu, ale być może także całego świata.
Michalkiewicz przedstawia teorię, zgodnie z którą głównym inicjatorem konfliktu i ataku na Iran jest Izrael, a do zaangażowania w tę operację Stanów Zjednoczonych mogły posłużyć materiały kompromitujące prezydenta Donalda Trumpa. Publicysta wskazuje, że premier Izraela, Benjamin Netanjahu, wykorzystał w tym celu haki zdobyte przez siatkę Jeffreya Epsteina, którego uważa za pracownika izraelskich służb.
Argumentuje, że zbieranie tajnych dokumentów od wpływowych osób przez Epsteina stanowi niezbity dowód na jego działalność szpiegowską na rzecz Tel Awiwu. Wprawdzie Trump nie pełnił wówczas funkcji publicznych i nie miał dostępu do sekretów wagi państwowej, jednak izraelski wywiad mógł zebrać kompromitujące nagrania o charakterze obyczajowym.
– Trump, którego nazwisko się przewija w aktach Epsteina, nie był żadnym funkcjonariuszem publicznym, w związku z tym od niego żadnych tajnych dokumentów Epstein nie mógł się domagać, natomiast bzykał panienki. To są znakomite materiały. Prawdopodobnie dużo nagrań się zachowało z tego bzykania – sugeruje Michalkiewicz.
– Netanjahu mógł podkręcić Trumpa: ’Wiecie, rozumiecie, wy tu uderzcie na ten Iran złowrogi, bo w przeciwnym razie będziecie mieli piekło w domu’. Myślę że pierwsza dama by nie była obojętna – dodał.[Gorzej, niż w domu: Mógłby utracić swój urząd. md]
Michalkiewicz twierdzi, że prawdziwym celem ataku jest usunięcie ostatniej przeszkody na drodze do stworzenia „Wielkiego Izraela”. Zgodnie z tą ideą terytorium owe miałoby sięgać od rzeki egipskiej aż po Eufrat. Publicysta zauważa, że w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat Izraelowi, przy decydującym współudziale zbrojnym USA, udało się już obezwładnić wszystkie inne państwa ościenne, w tym Liban, Syrię oraz Irak.
– Złowrogi Iran pozostał jedynym liczącym się krajem, który krzyżuje te plany, dlatego premier Netanjahu postanowił przyspieszyć działania uderzeniowe, oficjalnie zasłaniając się powtarzanym od 50 lat argumentem o zagrożeniu ze strony irańskiego programu jądrowego – uważa Michalkiewicz.
Stanisław Michalkiewicz „Magna Polonia” 5 marca 2026michalkiewicz
Postępowanie naszych Umiłowanych Przywódców nie tylko zaczyna coraz głębiej wkraczać w rejony psychiatryczne, ale coraz częściej wywołuje niezamierzony efekt komiczny. Na przykład 26 lutego Książę-Małżonek Sikorski Radosław wygłosił w Sejmie pogadankę, pretensjonalnie zatytułowaną: „expose”, a poświęconą „polityce zagranicznej” naszego bantustanu.
Już samo to wydarzenia dostarcza niezamierzonego efektu komicznego z tej przyczyny, że wszyscy wiedzą, iż uprawianie jakiejkolwiek polityki, a zwłaszcza – polityki zagranicznej – nasi Umiłowani Przywódcy mają od naszych większych i mniejszych sojuszników surowo zakazane. Na przykład obywatel Tusk Donald żadnej „polityki zagranicznej” nie uprawia, tylko wykonuje zadania zlecone mu jak nie przez Reichsfuhrerin Urszulę Wodęleje, to, przez niemieckiego kanclerza Fryderyka Merza, a w ostateczności – od jakiegoś funkcjonariusza BND, pracującego na kierunku polskim. Tym bardziej żadnej polityki zagranicznej prowadzić nie może Książę-Małżonek – a w tej sytuacji trudno się dziwić, że posłowie PiS opuścili salę. wie I nie zawiedli się, bo Książę-Małżonek w pewnym momencie zaczął przechwalać się medalami, jakie podczas zimowych Igrzysk Olimpijskich zdobyli zawodnicy występujący w barwach członkowskich bantustanów Unii Europejskiej. W tym miejscu nawet ministrowie z Kancelarii Prezydenta, którzy – podobnie jak i on sam – dotychczas usiłowali hamować narastające rozbawienie, nie wytrzymali i parsknęli zdrowym śmiechem.
Podobną sytuację opisuje Karol Olgierd Borchardt, jak to podczas upalnej pogody szef kuchni transatlantyka zadecydował się podać pasażerom chłodnik litewski. Panie siedzące przy kapitańskim stole ubrały się do obiadu bardzo lekko. Na biodrach miały plażowe fantazje, a biusty przesłoniły jakimiś improwizacjami. I stało się, że kiedy jedna z nich sięgnęła po sól, czy coś takiego, biała pierś uwolniła się z materiału i plusnęła prosto w talerz z chłodnikiem. Nieostrożna pani chwyciła serwetkę i opuściła jadalnię, a pasażerowie, którzy już-już mieli dać upust wesołości, na widok kapitana Mamerta Stankiewicza natychmiast przybrali solenne miny, a tylko sprawiali wrażenie, jakby się dusili. Tymczasem kapitan jadł spokojnie, starając się nie skończyć dania przed innymi biesiadnikami. Wreszcie obiad dobiegł końca, a pasażerowie mogli opuścić jadalnię i dać wyraz swej radości. Padali sobie w objęcia, zaśmiewali się do łez tym skwapliwiej, im dłużej musieli swoje rozbawienie hamować.
Podobnie zareagowali ministrowie z Kancelarii Prezydenta na olimpijskie przechwałki Księcia-Małżonka.
Bo Książę-Małżonek zachowuje się tak, jakby naprawdę myślał, że jest ministrem spraw zagranicznych uprawiającym jakąś politykę. Tymczasem ani wymyślanie Putinowi nie jest żadną polityką, ani pisanie na Twitterze nie jest żadną polityką, ani wreszcie nie jest żadną polityką wysługiwanie się ukraińskim oligarchom. Tymczasem Książę-Małżonek swoją służalczość posuwa do tego stopnia, że z miedzianym czołem powtarza propagandowe wynalazki ukraińskiego Sztabu Generalnego, że Ukraina „broni Europy”, a nawet świata przed rosyjskim imperializmem. Z punktu widzenia ukraińskiego ten wynalazek jest oczywiście całkowicie racjonalny – bo służy jako pozór uzasadnienia ukraińskiej postawy roszczeniowej wobec Europy – ale żeby taki duży chłopczyk, jak Książę-Małżonek wierzył w takie rzeczy i nie wstydził się głośno ich powtarzać – tego już chyba za wiele.
Podobnie z gadaniem o „sprawiedliwym pokoju” na Ukrainie. Co to konkretnie ma znaczyć? Ponieważ prezydent Zełeński nie chce – a chyba instynkt samozachowawczy podpowiada mu – że nie może zgodzić się na ustępstwa terytorialne bez ryzyka, że ukraińskie rezuny uriezają mu głowę, to zrozumiałe, a w tej sytuacji „sprawiedliwy pokój” może oznaczać tylko jedno – że Ukraina liczy na jakąś terytorialną rekompensatę. Tak najwyraźniej myśli wiceminister nauki w vaginecie obywatela Tuska Donalda Andrzej Szeptycki, stojąc na nieubłaganym gruncie „historycznych fracji”. Chodzi o to, że państwo ukraińskie jest wynalazkiem niemieckim. Niemcy w roku 1917 wykroili z części okupowanego przez siebie obszaru teren Ukraińskiej Republiki Ludowej, a Cesarstwo Austro-Węgierskie przekazało temu państwu część obszaru zagarniętego podczas rozbiorów Polski: Galicję Wschodnią, a także obszar dzisiejszego województwa podkarpackiego oraz małopolskiego – mniej więcej do Gorlic a także część województwa lubelskiego – aż do Podlasia.
Ciekawe, co w takim razie ma na myśli Książę-Małżonek, kiedy powtarza slogany o „sprawiedliwym pokoju” dla Ukrainy? Czy służalczość swoją wobec tego państwa gotów jest posunąć tak daleko, by w imieniu naszego bantustanu nie tylko podpisać zgodę na taką cesję terytorium, ale również – by przekonywać nas do tego tak samo arogancko, jak obecnie próbuje przekonywać do programu SAFE? Myślę, że Niemcom taka rekompensata dla Ukrainy kosztem Polski nic by nie przeszkadzała, a w tej sytuacji nie tylko obywatel Tusk Donald, ale i Książę-Małżonek mógłby za tym gardłować bez ryzyka, że narazi się swoim mocodawcom i zleceniodawcom.
Ciekawe, czy pan prezydent Karol Nawrocki mówiąc, że Książę-Małżonek w swoim expose był nie dość „asertywny” wobec Komisji Europejskiej. Jeszcze tego brakowało! Podejrzewam, że na samą myśl o takiej „asertywności” Książę-Małżonek prędzej splamiłby mundur bo obawia się, że razem z obywatelem Tuskiem zostałby zdmuchnięty, jak gromnica.
Tymczasem prezydent Donald Trump, najwyraźniej uskrzydlony wygłoszonym onegdaj orędziem o stanie państwa, odgraża się, że zakończy wojnę na Ukrainie do czerwca, a najpóźniej – do 4 lipca. Pewnie tak nie będzie – ale optymistycznie załóżmy, że amerykański prezydent jakimści sposobem tego dokona. Ponieważ obecnie kością niezgody są terytoria, to czy najprościej nie mógłby przekonać prezydenta Zełeńskiego do skorzystania z terytorialnej rekompensaty. I wilk byłby syty i owca cała – no a Polska ma przecież z Ukrainą umowę z 2 grudnia 2016 roku, więc czy choćby na tej podstawie nie mogłaby nieodpłatnie odstąpić Ukrainie opisaną wyżej część terytorium? Przy okazji można by załatwić dokończenie procesu zjednoczenia Niemiec według granicy z 1937 roku – bo o takiej właśnie wspomina art. 116 niemieckiej konstytucji, no a z reszty terytorium Żydowie mogliby realizować swoje roszczenia majątkowe, zgodnie z amerykańską ustawą nr 447. Ciekawe, jak taką propozycję potraktowałby Książę-Małżonek – no bo nie mam wątpliwości, że obywatel Tusk Donald tylko by temu przyklasnął? Szkoda, że o takiej możliwości nie wspomniał w swoim exposé – by byłby jeszcze weselej.
Do tych, którzy sympatyzują z Trumpem i USA i poważnie uważają, że sytuacja w Iranie dotyczy ludzi lub praw człowieka, mam kilka pytań. Dokładnie trzynaście pytań i jestem bardzo ciekawa odpowiedzi.
Punkt widzenia Andrei Drescher.
Dlaczego Arabia Saudyjska nie jest bombardowana? Między innymi, homoseksualiści są tam kamienowani. A o prawach kobiet nawet nie wspomnę.
Dlaczego islamista Al-Dżolani, poszukiwany za 10 milionów dolarów, jest teraz, pod innym nazwiskiem, najlepszym przyjacielem Zachodu, szanowanym prezydentem Syrii i może bezkarnie mordować Alawitów, Druzów i innych?
Gdzie i kiedy prawa człowieka odgrywały jakąkolwiek rolę dla USA? Czy istnieje jakiś inny powód ich wojen poza prawami do „górnictwa” – czyli zasobami naturalnymi lub innymi korzyściami?
Od kiedy mordowanie dzieci prowadzi do poprawy sytuacji mieszkańców kraju – w Iraku, według Madeleine Albreight, USA uznały śmierć 500 000 dzieci za „wartą zachodu”?
Od kiedy i gdzie wprowadzenie demokracji w formie zmiany reżimu doprowadziło do powstania czegokolwiek innego niż „państwa upadłe”?
Od kiedy prawa kobiet odegrały jakąkolwiek rolę dla USA – poza uzasadnieniem wojen agresywnych, które naruszają prawo międzynarodowe?
Jak bardzo poprawiła się sytuacja kobiet w Afganistanie podczas okupacji USA? Cóż – z pewnością bardziej skorzystały na masowym wzroście upraw narkotyków, które ograniczono po przejęciu władzy przez talibów.
Od kiedy „naruszenia praw człowieka” są atakiem na USA?
Ile wojen rozpoczął Iran od czasu swojego powstania jako Republika Islamska? Mam na myśli ROZPOCZĘTE, a nie prowadzone, ponieważ musiał się bronić?
Od kiedy to zapobiega się rozwojowi broni jądrowej, zabijając najważniejszego przywódcę religijnego, który publicznie i surowo tego zakazał w fatwie z 2003 roku?
Kto założył lub przynajmniej „przejął” i finansował islamistyczne organizacje terrorystyczne, takie jak „Państwo Islamskie”, „ISIS”, „Al-Kaida” i wszystkie inne?
W którym kraju Bliskiego Wschodu mieszka największa społeczność żydowska, będąca jednocześnie częścią rządu?
Od kiedy Izrael twierdzi, że Iran jest już tuż od użycia broni jądrowej: 1984 – 1995 – 2006 – 2012 – 2015 – 2018 – 2025 lub 2026?
Jak wspomniano na początku: jestem ciekawa odpowiedzi.
Nie żebym w jakikolwiek sposób podziwiała reżim mułłów lub chciała bronić tamtejszej sytuacji. Zrozumiałe jest, że irańscy wygnańcy nie są zachwyceni tym rządem i nie są z niego zadowoleni. Dlatego żyją na wygnaniu. Nie odczuwają jednak bezpośrednio skutków bombardowań – w przeciwieństwie do ponad 150 dzieci w szkole dla dziewcząt, których wolność – eee, przepraszam – przyniosły im dobre amerykańskie lub izraelskie bomby.
Fakt, że wielu z nich pragnie powrotu szacha, który został ustanowiony przez USA w zamachu stanu w 1953 roku i który rządził krwawym reżimem przeciwko własnemu narodowi z pomocą wyszkolonej przez Mosad organizacji SAVAK – świadczy w najlepszym razie o braku wiedzy historycznej.
Wiedza historyczna mogła być zdobyta.
Interesujące informacje na temat sytuacji w Iranie, a także historii kraju, można znaleźć w filmie „Geo-Strategia #1: Iran’s Strategy Matrix” Jiang Xueqina na kanale „Predictive History” z 24 kwietnia 2024 roku.
Jiang Xueqin, według ChatGPT, jest chińskim pedagogiem, reformatorem edukacji i autorem, znanym przede wszystkim z krytyki tradycyjnego chińskiego systemu egzaminacyjnego. Jego ówczesne przewidywania dotyczące wyborów prezydenckich w USA, potencjalnej wojny z Iranem – i jej możliwego wyniku – dowodzą, że „historia predyktywna” – analiza danych historycznych w celu przewidywania przyszłych wydarzeń lub trendów – może być rzeczywiście użyteczna.
Nic dziwnego, że „krytyczne wobec systemu” prawicowe media głównego nurtu, takie jak Achgut, Nius, Apollo News, Junge Freiheit i inne, które wiernie trzymały się racji stanu państwa – słowa klucz: „Izrael może wszystko, a USA prawie wszystko” – głośno świętują śmierć Chameneiego.
Pobieżna lektura większości tych doniesień ujawnia brak wiedzy historycznej.
To, jak dalece niektórzy pozostają „wierni” faktom, przypomina oświadczenia Tagesschau i innych mediów na temat koronawirusa… Młody twórca kanału YouTube „Die zweite Agitation und Agitor live” (Wtórna Agitacja i Agitator na żywo) przedstawił doskonałą analizę wypowiedzi jednego z tych „krytyków systemu” w swoim filmie „Jak bezczelnie Julian Reichelt kłamie! Najgłupsza propaganda wojenna przeciwko Iranowi ujawniona”.
Jak zawsze, dr Michael Lüder w swoim filmie „Angriff aufs Iran: Armageddon im Orient?” (Atak na Iran: Armageddon na Wschodzie?) przedstawia rzetelną i odważną ocenę tej wojny, która narusza prawo międzynarodowe – choć treść prezentuje w sposób znacznie bardziej emocjonalny, niż się do tego przyzwyczaiłem.
Biorąc pod uwagę potencjalne konsekwencje tych ataków na ludzi i ludzkość, jest to więcej niż zrozumiałe.
Ten tekst również powstał w napadzie gniewu z mojej strony, w reakcji na wypowiedzi niektórych tak zwanych krytyków systemu.
Głosy rozsądku
Na Facebooku znalazłem następujące oświadczenie Komunistycznej Partii Austrii (KPÖ):
Nasza solidarność jest z narodem irańskim – nie z mułłami ani zbrodniarzami wojennymi w Waszyngtonie i Tel Awiwie.
Günther Hopfgartner, Przewodniczący KPÖ
Potępiamy wszelkie interwencje wojskowe USA i Izraela w Iranie. Takie ataki nie służą interesom narodu irańskiego, lecz są wyrazem imperialistycznej polityki mocarstwowej, która prowadzi wojnę i destabilizuje kraj pod pretekstem negocjacji w sprawie bezpieczeństwa i programu nuklearnego.
Represje ze strony reżimu mułłów w Iranie nie mogą być instrumentalizowane w celu legitymizacji polityki zagranicznej lub celów imperialistycznych. KPÖ już wcześniej podkreślała kluczową rolę narodu irańskiego. Protesty w Iranie wynikają z ubóstwa ekonomicznego, nierówności społecznych i ucisku politycznego ze strony rządzącego reżimu. Nie są one wynikiem zewnętrznej manipulacji.
Nasza solidarność jest z narodem irańskim, z demokratycznymi, postępowymi ruchami w Iranie – nie z autorytarnymi władcami ani z zewnętrznymi interwencjami wojskowymi.
Rozwiązanie głębokiego kryzysu społecznego, gospodarczego i politycznego w Iranie może pochodzić jedynie z wnętrza kraju i oddolnych inicjatyw. Każda interwencja zagraniczna – czy to ze strony Stanów Zjednoczonych, Izraela, czy innych mocarstw – niszczy życie i źródła utrzymania, zaostrza kryzysy i podsyca napięcia nacjonalistyczne.
Kategorycznie odrzucamy nową wojnę na Bliskim Wschodzie.
Strategie wojskowe, czy to pod płaszczykiem nierozprzestrzeniania broni jądrowej, walki z terroryzmem, czy „transformacji reżimów autorytarnych”, prowadzą w praktyce do katastrofalnych skutków humanitarnych i politycznych – a nie do pokoju, demokracji czy postępu społecznego.
Z przyjemnością się tym dzielę, mimo że Komunistyczna Partia Austrii (KPÖ) w moich oczach zawiodła podczas pandemii.
Ale, uczciwie mówiąc, istnieją również takie głosy rozsądku w patriotyczno-konserwatywnym obozie krytyków systemu. Oto kilka przykładów.
Stefan Magnet z AUF1 napisał publicznie: „Sprzeciw wobec wojny jest nie do negocjacji. Nie oznacza to »ale tylko kilka pocisków« ani »ale mogę pokonać złych facetów«”. Krytyczne słowa szybko usłyszał i odczytał również Jürgen Elsässer z Compact i Info-Direkt. Każdy, kto mnie zna, dobrze wie, że mam niewiele wspólnego z tymi trzema mediami w kwestiach politycznych.
Tucker Carlson opublikował doniesienia o aresztowaniu agentów Mossadu w Katarze i Arabii Saudyjskiej za rzekome planowanie podłożenia bomb w tych krajach. Oliver Janich zwraca uwagę na powiązania Rothschildów z Iranem.
Nagłówek w Der Status brzmi: „Destabilizacja zagraża również Europie – konflikt z Iranem: grozi pożoga – AfD i FPÖ domagają się deeskalacji” – po tym, jak poszczególni posłowie AfD, tacy jak Robert Teske (AfD Turyngia) i Torben Braga (AfD Turyngia), szybko zajęli jasne stanowisko przeciwko łamaniu prawa międzynarodowego, ale spotkali się z ostrą reakcją ze strony niektórych swoich zwolenników.
Dziś przeczytałem w „Stern”: „Lider AfD Chrupalla krytykuje ataki na Iran – i nazywa Trumpa „prezydentem wojennym”. Lider AfD Tino Chrupalla skrytykował ataki USA i Izraela na Iran. „Nie celebruję ataków rakietowych, niezależnie od tego, w który kraj są wymierzone i kto je przeprowadza. Nie można tego celebrować, ponieważ zawsze giną cywile, a to można tylko potępić” – powiedział Chrupalla w programie RTL/NTV „Frühstart” (Wczesny start).
Lider AfD Chrupalla krytykuje ataki na Iran – i nazywa Trumpa „prezydentem wojennym”. Roger Köppel z „Die Weltwoche” zajmuje jasne stanowisko w swoim nagłówku: Mongolski atak na Zachód: Bibi Netanjahu i Trump bombardują mułłów i po raz kolejny łamią prawo międzynarodowe. Celem jest przejęcie władzy na Bliskim Wschodzie i zapewnienie Waszyngtonowi pieniędzy i ropy. Jego „Weltwoche” Dzisiejszy „Daily” był jasnym oświadczeniem popierającym prawo międzynarodowe.
Dziękuję wszystkim głosom rozsądku, zarówno tym wymienionym z imienia, jak i tym anonimowym.
A teraz?
Nikt nie wie, co wydarzy się dalej w Iranie. Ale jedno jest – moim zdaniem – niezaprzeczalne: jeśli pozwolimy, aby zasada „dobrzy ludzie mogą zrzucać bomby” stała się akceptowaną zasadą w „porządku międzynarodowym opartym na zasadach”, którym NATO i Stany Zjednoczone często uzasadniają swoją politykę zagraniczną i działania militarne, to Nowy Porządek Świata definitywnie zwycięży.
Czy chcemy do tego dopuścić?
+++
Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.
Niniejszy artykuł został opublikowany po raz pierwszy 3 marca 2026 roku na stronie tkp.at.
Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja i Niemcy czują się zaszczycone, że mogą nazywać siebie „Zachodem”, ale bardziej realistyczne jest nazywanie ich państwem żydowskim w procesie, czyli „ Epsteinią” . Właśnie dowiedzieliśmy się, że prezydent Trump podjął decyzję o wypowiedzeniu wojny Iranowi już kilka tygodni temu, a pozory dyplomacji prowadzonej przez dwóch żydowskich handlarzy nieruchomościami (Witkoffa i Kushnera) w jego imieniu były niczym więcej niż nic nieznaczącym chwytem , mającym na celu zajęcie Iranu do chwili Wybrańca. Jaki więc był cel dyplomatycznej pauzy Trumpa przed rozpoczęciem działań wojennych? Jest ku temu powód; dość haniebny, ale prawdziwy. Trump i jego przełożony, Bibi Netanjahu, kierowali się magią kabały. Zgodzili się przeprowadzić ten historyczny atak w szczególnie pomyślnym dniu w kalendarzu żydowskim, zwanym Szabatem Pamięci , w ostatnią sobotę przed świętem Purim. Fakty są oczywiste: międzynarodowe żydostwo zarządziło atak, a armia amerykańska rzuciła się jak posłuszne psy na żydowski gwizdek.
Wikipedia opisuje Szabat Pamięci następująco:
Szabat Pamięci, czyli Szabat Zachor (hebr. שבת זכור), to szabat bezpośrednio poprzedzający Purim. Przytaczany jest fragment z Księgi Powtórzonego Prawa 25:17-19 (na końcu Paraszy Ki Teitzei), opisujący atak Amalekitów na Żydów. W Talmudzie istnieje tradycja (rozumiana jako implikowana w samej Megillah), że Haman, antagonista w historii Purim, pochodził od Amalekitów. Odczytywany fragment zawiera przykazanie o upamiętnieniu ataku Amalekitów, dlatego podczas tego publicznego czytania zarówno mężczyźni, jak i kobiety starają się wysłuchać czytania.
Wszyscy Żydzi są nie tylko zobowiązani pamiętać tę szczególną datę upamiętniającą tę starożytną opowieść, ale są również zobowiązani do zemsty; tj. popełnienia ludobójstwa na każdym, kogo Sanhedryn nazwał Amalekitem w naszym pokoleniu. Żyd jest zobowiązany i nakazany zabić wszystkich mężczyzn, kobiety, dzieci Amalekitów, wliczając psy i koty. Małe zwierzęta, kocięta i szczenięta są często zabijane dwa tygodnie wcześniej podczas święta Tubiszwat – zwierzęta domowe są wrzucane do płonących ognisk zgodnie z sefardyjskim zwyczajem. Zwyczaje Purim (i poprzedzającego go szabatu) są notorycznie okropne, szczegółowo opisane przez Elliota Horowitza w jego Reckless Rites: Purim and the Legacy of Jewish Violence .
Marcin Luter zauważył, że Żydzi postrzegali wszystkich chrześcijańskich władców (których Żydzi uważali za swoich ciemiężców) jako współczesnych Hamanów, a zatem było to religijnym obowiązkiem, aby ich podważyć i dążyć do ich upadku. [Zauważył również, że Żydzi postrzegali Chrystusa jako podobną postać Króla/Ciążę, być może dlatego, że w Septuagincie Haman zostaje ukrzyżowany. Należy pamiętać, że Septuaginta jest greckim tłumaczeniem niesfałszowanego oryginalnego tekstu Biblii, podczas gdy współczesna Biblia hebrajska była wielokrotnie aktualizowana na przestrzeni lat przez żydowskich uczonych.]
Międzynarodowi Żydzi Netanjahu (w tym ci z izraelskiej koalicji rządowej) od dawna wypełniają swoje obowiązki zawodowe i religijne zgodnie z kabalistyczną magią. Dla nich połączenie pierwszego ciosu w Szabat Pamięci i obchodów Purim kilka dni później jest zbyt kuszące, by je pominąć. Głupcy prawdopodobnie uwierzą, że są prowadzeni z góry i w ten sposób spotka ich koniec.
Purim upamiętnia moment zamordowania 75 000 Persów przez Żydów; i nie jest przypadkiem, że to pierwszy raz, kiedy Żydzi są wyraźnie wspomniani w Biblii. To swego rodzaju historia o „ujawnieniu się” Żydów. Żydowskie opowieści zawsze przedstawiają Żydów jako niewinne ofiary i ta historia nie jest wyjątkiem. Prawdziwi Żydzi z okresu Drugiej Świątyni znali prawdę i wyryli stolicę Persji, Suzę, w „Pięknej Bramie” Świątyni, wyjaśniając, że Żydzi powinni na zawsze pamiętać o swoim czasie spędzonym w Persji. Ale Netanjahu zapomniał o tej radzie swoich legendarnych przodków.
Pierwsze bomby wojny irańskiej zrzucił Mike Huckabee, ulubiony „ambasador USA” Tel Awiwu, w wywiadzie dla Tuckera Carlsona tuż przed rozpoczęciem działań wojennych. Huckabee powiedział Tuckerowi, że Izrael ma prawo przejąć tyle Bliskiego Wschodu, ile USA będą w stanie obronić, i że nie będzie miał nic przeciwko temu.
Potem wszyscy po prostu siedzieli i czekali na magiczną datę w kalendarzu kabalistycznym. Żydzi postanowili, że w żydowski Szabat Pamięci – USA i Izrael odważnie zaatakują z zaskoczenia pokojowy, uśpiony Iran; kraj, który wciąż stara się dostosować do decyzji śledczych ONZ, wciąż prowadzi rozmowy pokojowe z dwoma Żydami, tragicznie nieświadomy historycznego znaczenia tej konkretnej daty dla Żydów. Siły atakujące śmiało zamordowały ajatollaha Alego Chameneiego, muzułmański odpowiednik katolickiego papieża. Izrael postrzega każdego nieżydowskiego przywódcę jako Hamana, a zatem jako uzasadniony cel: nasz Ron Unz wyjaśnił to w tym eseju . Żydzi lubią mordować przywódców, co wyszło z mody w czasie wojny trzydziestoletniej.
Anglia, Francja i Niemcy wykonywały rozkazy z Tel Awiwu. Oznacza to, że Żydom udało się przejąć władzę w tych krajach. Niemcy zostały zmuszone do zaakceptowania żydowskich rządów wraz z okupacją USA w 1945 roku. Teraz Niemcom nie wolno nosić palestyńskiej kefiji ani domagać się wolnej Palestyny. Francja była względnie wolna w 1960 roku, kiedy de Gaulle miał możliwość odrzucenia NATO. Z biegiem lat Żydzi zacieśnili swoją kontrolę nad mediami. Francuskie kino umarło, francuscy politycy klękali przed lordem Rothschildem, a w roku Pańskim 2026 wszystkie francuskie partie uległy całkowitej judaizacji. Marine Le Pen, ulubienica tego, co uchodzi za francuski nacjonalizm, zaaprobowała atak na Iran w Purim i promowała swojego wybranego żydowskiego następcę. Anglia zawsze była ojczyzną chrześcijańskiego syjonizmu , a Starmer jest bardzo odpowiednim szabas-gojem, reprezentującym brytyjskiego „rząd szabasowy”.
Dlaczego Żydzi są gotowi poświęcić tak wielki kapitał polityczny w zamian za wątpliwy sukces w postaci zniszczenia Iranu? Rozumiemy, dlaczego Trump tak chętnie zdradzi MAGA – ponieważ jego przeznaczeniem nie jest rozumowanie; jako dobry szabasista, musi wykonywać rozkazy z Tel Awiwu. Ale dlaczego zazwyczaj ostrożni Żydzi mieliby to zrobić? Chodziło o lśniącą chwałę meczetu Al-Aksa, który musi zostać zniszczony , aby wznieść Trzecią Świątynię, ostateczne pragnienie Żydów. A Iran jest jedynym krajem na świecie, który by na to nie pozwolił. Wszystkie inne państwa muzułmańskie były zastraszone i wykonywają rozkazy USA.
Od momentu podstępnego ataku na Iran, meczet El-Aksa został zamknięty przez armię izraelską, a palestyńscy muzułmanie nie mogą już do niego wchodzić. W trakcie postu ramadanowego jest to szczególnie bolesne dla wierzących. Historia meczetu El-Aksa i żydowskich działań zmierzających do jego zniszczenia jest długa.
„Wielu Żydów i ich chrześcijańsko-syjonistycznych sojuszników wierzy, że cenne piękno Haram a-Sharif, meczety jerozolimskie z VII wieku powinny zostać zniszczone, a na ich ruinach powinna zostać wzniesiona żydowska świątynia. Dlaczego tak się dzieje? Ludzie przedstawiają różne wyjaśnienia, historyczne i eschatologiczne. Nie chodzi o jakąś sprawiedliwość historyczną ani o modlitwę, ponieważ tradycyjny judaizm zabraniał jakiejkolwiek interakcji z Górą Pańską. Niektórzy mistycy wierzą, że ten akt uczyni żydowską dominację nad światem całkowitą i nieodwracalną. To przekonanie nie jest wyłączną domeną dziwaków i dziwaków, ani nawet syjonistów, lecz powszechnym przekonaniem.
Główne media Zachodu zazwyczaj przedstawiają konflikt w kategoriach muzułmanów kontra Żydzi. Ale konflikt, widziany przez tych Żydów, to konflikt Żydów kontra pogan. W ich mniemaniu Wzgórze Świątynne to magiczny Pierścień Władzy, który powinni przyjąć, gdy nadejdzie właściwy czas. Jako Pierścień we „Władcy Pierścieni” Tolkiena (brytyjski profesor był bardzo uczonym człowiekiem), powinien on przynieść Mesjasza. Dla żydowskich mistyków ten Mesjasz nie jest chrześcijańskim Mesjaszem. W ich księgach Mesjasz nie jest łagodnym Jezusem z przesłaniem dla całej ludzkości. Ich Mesjasz na zawsze zniewoli narody ziemi i uczyni Naród Wybrany panami wszechświata. Ich Mesjasz, Pan Zniewalający Ludy Ziemi, jest Antychrystem z proroctw.
Arabowie spoza Ziemi Świętej zostali ujarzmieni i nie przejmują się tym zbytnio. Muzułmanie na całym świecie są bezlitośnie atakowani przez globalne firmy medialne kierowane przez Żydów. Palestyńczycy są mordowani za swoją miłość do meczetu Al-Aksa (wojnę w Strefie Gazy Palestyńczycy nazywają „potopem Al-Aksa”). Jedyny prawdziwy opór stawił Iran, na czele z perskimi teologami, którzy doskonale rozumieli kontrowersje związane ze Wzgórzem Świątynnym. Oczywiście Iran musiał zostać zbombardowany w święto Purim.
Oczywiście takiemu aktowi świętowania powinien towarzyszyć kabalistyczny rytualny rytuał krwawej ofiary z młodych dziewcząt, jak opisano w Aktach Epsteina. Ta żydowska praktyka religijna została natychmiastowo osiągnięta, gdy zamordowano ponad sto uczennic i celowo zaatakowano 14-miesięczną wnuczkę zmarłego ajatollaha.
Taki jest los Persji, ginącej pod jarzmem Lwa Judy (izraelski kryptonim Operacji Ryczący Lew ). Ale jak poradzą sobie chrześcijanie, wkraczając na arenę z tak głodnym lwem? Lepiej nie współpracować z takimi bestiami, bo tańcząc z diabłem, zasługujemy na wszystko, co los nam zgotuje. Czy powinniśmy przejrzeć kabalistyczny kalendarz, aby znaleźć magiczną datę, kiedy żydowskie jarzmo zostanie założone na nasze szyje? Widzimy, jak islam może być otwarcie znieważany przez naszych żydowskich władców. Czy naprawdę myślimy, że chrześcijaństwo jest wolne od takiego traktowania? Już teraz otwarcie określają Biblię jako „dokument antysemicki”. Wszyscy wiemy, że konflikt między islamem a chrześcijaństwem jest reżyserowany przez Żydów. Wraz z napływem dobrych, konserwatywnych muzułmanów do krajów zachodnich, szybko uczymy się, że punkty harmonii między wierzącymi islamistami a wierzącymi chrześcijanami znacznie przeważają nad tym, co Mike Huckabee nazywa „naszym judeochrześcijańskim dziedzictwem”.
Żydom kończy się czas. Nigdy nie istniało królestwo żydowskie, które przetrwałoby dłużej niż 80 lat, a rok 2028 zbliża się wielkimi krokami. Od lokalnego stowarzyszenia rodziców i nauczycieli po organizacje międzynarodowe, chrześcijanie i muzułmanie poznają się nawzajem, omijając swoich żydowskich opiekunów.
Wojna Purimowa przeciwko Iranowi
jest wyraźnym znakiem żydowskiej desperacji. Stracili już moralną wyższość, gdy zaczęli podpalać getta w Gazie. Ta najnowsza wojna żydowska to przysłowiowy krok za daleko, a kiedy Izrael upadnie, można się założyć, że spróbuje pociągnąć za sobą wszystkich innych. Pierwszym krokiem do zakończenia wojny z Iranem jest rozwiązanie ludobójstwa w Gazie. Gdy Izrael zostanie rozbrojony, cała światowa beczka prochu runie.
Wyobraźcie to sobie! Chrześcijanie i muzułmanie współpracują w imię Chrystusa, aby oczyścić szkolne biblioteki z kabalistycznych podręczników o seksie! Ukraina deportuje wszystkich żydowskich awanturników i znów stanie się spichlerzem Europy! Jerozolima stanie się protektoratem ONZ, zapewniając wszystkim religiom miejsce przy stole Ziemi Świętej! Trump może wrócić do roli zwolennika MAGA, armia USA może zostać bezpiecznie zredukowana, a fundusze zainwestowane w amerykański przemysł! Kongres może wrócić do reprezentowania narodu amerykańskiego! Zachodnie firmy będą prosperować dzięki taniej ropie naftowej dostarczanej przez naszych nowych muzułmańskich przyjaciół z Bliskiego Wschodu!
Ile innych pozytywnych scenariuszy można sobie wyobrazić, gdybyśmy tylko pozbyli się tych zgubnych Epsteinów? Ameryka dźwiga na plecach wiedźmę, a jej imię to Izrael.
Iran grozi atakami na Europę w przypadku zaangażowania się w konflikt.
Uważny:
Rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Iranu stwierdził, że Teheran uzna wszelkie „działania obronne” krajów europejskich w ramach potencjalnej operacji USA i Izraela za akt wojny.
Według doniesień medialnych, irańskie pociski są w stanie uderzyć w cele w Bułgarii i Rumunii, gdzie znajdują się amerykańskie bazy. Gdyby Iran zniszczył bazę w Rumunii, przyniosłoby to bezpośrednie korzyści Rosji, ponieważ rumuńska baza jest miejscem, w którym znajduje się logistyka NATO, która uzbraja Ukrainę.
Jeśli zadeklarowany zasięg pocisku Khorramshahr osiągnie 3000 km, znaczna część Europy – w tym Polska, Niemcy i Włochy – mogą znaleźć się w jego potencjalnej strefie uderzenia.
Prawdziwe kłopoty szykują się w IZRAELU: „Niepokoje cywilne” ataki na policję i wojsko!
Według doniesień pochodzących z Izraela – szczególnie z Tel Awiwu i Hajfy – sytuacja wskazuje na zorganizowane nieposłuszeństwo obywatelskie i załamanie dyscypliny wojskowej.
Z ponad 200 budynkami zredukowanymi do gruzu, a system obrony żelaznej kopuły postrzegany jako całkowicie nieudany, naturalne jest, że społeczeństwo traci zaufanie do Państwa. W oparciu o obecną sytuację, wewnętrzne niepokoje wydają się mieć kilka kluczowych aspektów:
1. Starcia w wojsku i policji
Zapach buntu: doniesienia izraelskich mediów i mediów społecznościowych sugerują, że kilku rezerwistów odmówiło zgłoszenia się do służby. Ich stanowisko jest takie, że jeśli przywództwo (Netanjahu i prezydent) jest nieobecne, dlaczego mieliby ryzykować życie?
Przemoc policyjna: doszło do starć między cywilami a policją na ulicach Tel Awiwu. Ludzie protestują przeciwko brakowi udogodnień w bunkrach i rządowej „ciszy.”
2. Kryzys Przesiedleń Wewnętrznych
Z północy do centrum: z powodu ataków Hezbollahu setki tysięcy Izraelczyków przeniosło się już z obszarów północnych. Po zniszczeniu 200 budynków w Tel Awiwie, nawet wcześniej uważane za „bezpieczne” regiony Centralne są świadkami fali wewnętrznych przesiedleń, przytłaczających lokalne systemy administracyjne.
3. „Wojna psychologiczna” w bunkrach
„Kryzys psychologiczny” wspomniany w oświadczeniu nr 8 Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej podobno staje się widoczny w terenie. Podziemne bunkry w Izraelu są przepełnione, z doniesieniami o poważnych niedoborach żywności i lekarstw. Napięcia rosną, ludzie atakują się nawzajem, a wojsko stoi przed poważnymi wyzwaniami w kontrolowaniu sytuacji.
4. Próżnia polityczna i powstanie „milicji”
Pod nieobecność Netanjahu – opuścił Izrael i udał się do Niemiec, gdy rozpoczął się ostatni konflikt, grupy ekstremistyczne w Izraelu podobno zaczęły się zbroić. Grupy te podejmują decyzje niezależnie od rządu, potencjalnie popychając kraj do wewnętrznej wojny domowej.
Podsumowanie:
Izrael walczy obecnie na dwóch frontach – zewnętrznie przeciwko Iranowi i jego sojusznikom oraz wewnętrznie przeciwko upadającej strukturze krajowej. Wycofanie się lub zdystansowanie Francji i innych sojuszników podobno zadało ostateczny cios Izraelskiemu zaufaniu publicznemu.
FOTO: Trump zszokowany odkryciem, że Hegseth jest idiotą
Larry C. Johnson
Donald Trump i jego zespół ds. bezpieczeństwa narodowego nadal forsują narrację, że Stany Zjednoczone dominują nad Iranem i że to tylko kwestia czasu, zanim Iran padnie pod naporem potęgi amerykańskiej armii. Iran najwyraźniej nie otrzymał tej wiadomości i realizuje własną strategię. Wchodzimy właśnie w czwarty dzień tej nie sprowokowanej napaści Izraela i USA, a Iran nie wykazuje żadnych oznak słabnięcia.
Iran dokonał serii bardzo skutecznych uderzeń odwetowych. Siły amerykańskie zostały wyparte z baz w Iraku, Kuwejcie, Bahrajnie, Arabii Saudyjskiej, Katarze i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Ataki dronami i rakietami zmusiły wojska USA i NATO do ucieczki.
W związku z eskalacją wojny rozpoczętej przez Stany Zjednoczone i Izrael (po wspólnych atakach USA i Izraela na Iran, w tym zabójstwie najwyższego przywódcy ajatollaha Alego Chameneiego 28 lutego 2026 r.), irańska Islamska Gwardia Rewolucyjna (IRGC) przeprowadziła odwetowe ataki rakietami balistycznymi i dronami na amerykańskie systemy radarowe w Katarze i Bahrajnie.
W bazie lotniczej Al Udeid w Katarze Iran zniszczył radar AN/FPS-132 (znany również jako FPS-132 lub AN/FPS-132 Block 5 Upgraded Early Warning Radar/UEWR). Jest to radar wczesnego ostrzegania dalekiego zasięgu obsługiwany przez Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych, przeznaczony do wykrywania i śledzenia pocisków balistycznych. Zapewnia on nadzór nad rozległym obszarem, a jego zasięg wykrywania pocisków wynosi według doniesień do 5000 km (około 3100 mil). Został on wykorzystany podczas 12-dniowej wojny w czerwcu 2025 r. do wykrywania i śledzenia irańskich pocisków zmierzających w kierunku Izraela.
Iran zniszczył również dużą kopułę radaru powietrznego w Bahrajnie, znajdującą się w bazie Naval Support Activity Bahrain / US Navy Fifth Fleet HQ. Tego rodzaju radar służy do szeroko zakrojonego nadzoru powietrznego i powierzchniowego oraz do przekazywania obrazu sytuacji powietrznej do systemów Patriot/THAAD i operacji floty. Zniszczenie tej jednostki znacznie ogranicza zdolność rozmieszczonych systemów obrony powietrznej do wykrywania i śledzenia zbliżających się zagrożeń. Zniszczenie tych dwóch systemów radarowych poprawi zdolność Iranu do rażenia celów w Izraelu.
Wydaje się, że Iran zestrzelił również trzy samoloty bojowe F-15. Centralne Dowództwo USA twierdzi, że samoloty zostały zestrzelone przez własne siły, ale to bzdura. Oficjalny raport amerykańskiego wojska przyznaje, że irańskie samoloty zaatakowały je w momencie, gdy rzekomo od dawna utrzymywano „przewagę w powietrzu”. Samoloty te były wyposażone w system IFF (Identification Friend or Foe), czyli system radiowy oparty na zaszyfrowanych „pytaniach i odpowiedziach”, który pozwala radarom i innym samolotom rozpoznać je jako przyjazne. Przed lotem, personel naziemny lub załoga samolotu wprowadzają klucze szyfrujące (dla trybów bezpiecznych, takich jak tryb 4/5) do systemu IFF za pomocą urządzenia do wypełniania i ustawiają wymagane kody misji. Podczas lotu, gdy myśliwiec pojawia się na czyimś radarze, radar lub pokładowy interrogator wysyła zakodowane wyzwanie.
Transponder samolotu:
• Rozpoznaje tryb i kod przesłuchania.
• Wykorzystuje załadowany algorytm szyfrujący do wygenerowania prawidłowej zaszyfrowanej odpowiedzi, jeśli wyzwanie jest poprawne.
• Przesyła odpowiedź na częstotliwości odpowiedzi, która zawiera identyfikator, a w niektórych trybach również wysokość lub inne dane.
Innymi słowy, CENTCOM chce, abyśmy uwierzyli, że system IFF w trzech samolotach zawiódł lub że załogi obsługujące baterie rakiet Patriot nie rozpoznały sygnałów IFF. Gdyby chodziło tylko o jeden samolot, byłbym skłonny uwierzyć w wyjaśnienia CENTCOM-u… Ale trzy? Przykro mi, ale to bzdura.
Iran nie tracił czasu po sobotnim porannym ataku, w którym zginął ajatollah Chomeini oraz wysocy rangą przywódcy irańskich sił zbrojnych i służb bezpieczeństwa, i natychmiast zamknął ruch morski przez Cieśninę Ormuz. Podczas gdy rakiety amerykańskie i izraelskie nadal bombardują Iran, IRGC i irańska marynarka wojenna wydają się być w stanie uniemożliwić opuszczenie Zatoki Perskiej wszystkim statkom przewożącym ropę lub płynny gaz ziemny. Jeśli blokada ta będzie utrzymywana, Iran wyrządzi poważne szkody krajom zależnym od eksportu ropy z Zatoki Perskiej i zyska przewagę w negocjacjach mających na celu zakończenie konfliktu.
Czego Iran może zażądać od Zachodu w zamian za zniesienie blokady? – Myślę, że zniesienie zachodnich sankcji będzie najważniejszym punktem na liście żądań. Iran może również zażądać wycofania sił izraelskich ze Strefy Gazy oraz zapewnienia Palestyńczykom swobodnego i nieograniczonego dostępu do Egiptu w celu uzyskania pomocy medycznej oraz nieprzerwanych dostaw żywności i wody.
Dopóki Iran będzie blokował dostęp do Zatoki Perskiej, będzie kontynuował wystrzeliwanie rakiet w kierunku Izraela i pozostałych baz/instalacji amerykańskich, które nadal wspierają operacje bojowe. Uważam, że Iran dysponuje wystarczającymi zapasami rakiet balistycznych i manewrujących, a także tysiącami dronów, które pozwolą mu przez co najmniej dwa miesiące prowadzić intensywny ostrzał celów w Izraelu i pozostałych bazach amerykańskich.
Stworzy to poważny, nierozwiązywalny problem dla Izraela i Stanów Zjednoczonych – obydwa kraje prawdopodobnie wyczerpią swoje zapasy pocisków przeciwlotniczych Iron Dome, Patriot i THAAD w ciągu trzech tygodni, jeśli Iran będzie w stanie wystrzelić 100 pocisków/dronów dziennie. Uważam, że Iran jest przygotowany do wojny na wyniszczenie… Stany Zjednoczone i Izrael nie są! – Jeśli wojna ta potrwa dłużej niż cztery tygodnie, koszt utrzymania dwóch grup uderzeniowych lotniskowców, siedmiu eskadr F-35A i 108 tankowców KC-135 wyniesie prawie dwa miliardy dolarów, nie licząc kosztów pocisków manewrujących Tomahawk wystrzelonych w kierunku Iranu…
Koszt jednego pocisku wynosi 2,5 miliona dolarów. Wygląda na to, że w ciągu pierwszych trzech dni wojny wystrzeliliśmy 200 pocisków Tomahawk, co oznacza, że Stany Zjednoczone wydały około pół miliarda dolarów.
Donald Trump złamał obietnicę złożoną Amerykanom, angażując Stany Zjednoczone w kolejną kosztowną i niepotrzebną wojnę. A jeśli chodzi o kalkulację kosztów, jaką wartość przypisujemy żołnierzom, którzy zginęli (i zginą) lub zostali ciężko ranni w akcji?
– Spójrzcie na zdjęcie Donalda Trumpa krzyczącego na Pete’a Hegsetha, zamieszczone na początku tego artykułu…
Czy wygląda on na człowieka, który wierzy, że wojna przebiega zgodnie z jego planem? – Nie sądzę.
Dwa dni temu w radiu RMF doszło do rozmowy pomiędzy redaktorem Tomaszem Terlikowskim a dyrektorem „Muzeum Polin”, Dariuszem Stolą. W trakcie pogawędki pojawiły się słowa użyte w niepełnym lub nieprawdziwym znaczeniu, ale najgorszym jest fakt ich połączenia z fałszywym desygnatem.
Pojęcia i sformułowania o niepełnym lub fałszywym znaczeniu (użyte w rozmowie)
Żydzi polscy
Żydzi
Antysemityzm
Prawicowy antysemityzm jest silniejszy od lewicowego
Prawicowy (antysemityzm) jest zakorzeniony w setkach lat nauczania kościołów chrześcijańskich
Antysemityzm Grzegorza Brauna. To jest antysemityzm tradycyjny, umiejętnie wykorzystujący nowoczesność. Na przykład takie środki komunikacji, których generał Moczar jeszcze nie dysponował, ani Roman Dmowski.
Wielu ludzi staje się antysemitami, dlatego że poparło Grzegorza Brauna, z innego powodu być może.
„Żydzi polscy” – sformułowanie użyte na samym początku rozmowy w nazwie „Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN”. Określenie polscy oznacza Żydów mieszkających na terenach Rzeczpospolitej, ale to nie jedyny aspekt związany z tą nazwą. Z literatury historycznej m.in. z książki dr Ewy Kurek „Poza granicą Solidarności” opartej na żydowskich i polskich źródłach wynika, że w Polsce byli nie tylko polscy, ale również antypolscy Żydzi, żyjąc w izolacji od polskiego społeczeństwa i nie identyfikując się z Polską jako ojczyzną – kolaborując z zaborcą, a potem z sowieckim okupantem.
Kolejnym aspektem jest pogląd, usilnie wmawiany Polakom, że współcześni Żydzi, nie mający żadnych związków z Polską mają jakieś nadzwyczajne prawo do osiedlania się w Polsce. Nie mają. O prawie do osiedlenia się w Polsce powinien każdorazowo decydować Gospodarz czyli Polacy, a nie sprzedajne polityczne opcje realizujące obce racje stanu, czyniąc z Polski kolonię.
„Żydzi”. Żydzi? Żydzi aszkenazyjscy? Potomkowie Żydów z Palestyny wśród których są dzisiejsi Palestyńczycy czy może potomkowie Chazarskich plemion nieżydowskich – dominujących w Izraelu? A może żydzi religijni o antysyjonistycznych poglądach, twierdzący, że Izrael jest satanistycznym tworem?
„Antysemityzm”. Antysemityzm czyli co? Niechęć i krytyka żydowskiego rasizmu? A może antysemityzm pojmowany jako nienawiść do semitów – mieszkańców Palestyny? Piszę tak, bo inne – oderwane od realiów definicje, prócz antysemityzmu niemieckiego z czasów II Wojny Światowej, są wyraźnie rozdęte aż do granic absurdu.
Prawicowy (antysemityzm) jest zakorzeniony w setkach lat nauczania kościołów chrześcijańskich
Myślę, że powyższa brednia powinna zmobilizować katolicki Episkopat, a także, być może, katolickich polityków, do zdecydowanej reprymendy.
Ogólnie, panowie Stola i Terlikowski spijali sobie z dzióbków podobne „mądrości” wśród których nieoczekiwanie znalazła się prawdziwa wzmianka o żydowskich faszystach – we współczesnym Izraelu oraz w faszystowskich Włoszech.
Rusofrenia – niedawno odkryta jednostka chorobowa. Jest to zaburzenie umysłowe objawiające się tym, że chory jednocześnie uważa, że Rosja wkrótce upadnie oraz że podbije całą Europę.
Rusofreniczne wystąpienie w Sejmie RP ministra i wicepremiera Sikorskiego w dniu 26 lutego dowodzi, że nie potrzeba działań rosyjskich pranksterów Leksusa i Wowana, aby dowiedzieć się co dzieje się w głowie polskiego taliba.
Na występującą z odczytanych kartek ambiwalencję, charakterystyczną dla rusofrenii, zwrócił uwagę poseł Krzysztof Bosak. Świadczy o tym uchwycona w kadrze reakcjaRadosława Sikorskiego w trakcie wystąpienia posła Bosaka.
Urojenia Sikorskiego
Szerzej z charakterystyczną dla siebie swadą na temat przeciwstawności w sejmowym wystąpieniu Sikorskiego wypowiada się Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy” w audycjiSzantaż Sikorskiego: albo UE, albo Putin. Bałamutne argumenty ministra. Redaktor Lisicki trafnie zwraca uwagę na urojeniową treść wystąpienia Sikorskiego dotyczącą pozytywnego znaczenia dla Polski i Polaków wojny za naszą wschodnią granicą. Sugeruje też ministrowi lekcję z podstaw polskiej geografii. Przypomina, że nad polską granicą z Rosją i Białorusią stacjonują już od dawna wojska obu tych państw. Mówi też o tym, iż dla ministra Sikorskiego każdy, kto uważa, że wojna na Ukrainie to nie nasza wojna, jest użytecznym idiotą itd.
Przypomnę, że ponad kilkanaście milionów Ukraińców „głosujących nogami” wyjechało z Ukrainy, pokazując w ten sposób, że to nie ich – Ukraińców – wojna. Warto przypomnieć Polakom, jak zachowali się polscy patrioci we wrześniu 1939 roku. Wielu Polaków zamieszkałych poza Polską przyjechało do kraju bronić Ojczyzny, natomiast przedstawiciele najwyższej rangi ówczesnej administracji państwowej obrali kierunek Zaleszczyk. Łącznie z ministrem Józefem Beckiem, specjalistą od honoru.
Owacje dla Panczenki i Rysia
Dla mnie elementem szczególnie komicznym było ostentacyjnie witane przez Sikorskiego z polskiej trybuny sejmowej Natalii Panczenko oraz podziękowanie skierowane do niej i arcybiskupa Grzegorza Rysia[od pewnego czasu pełni funkcję „kardynała” md], polskiego duchownego rzymskokatolickiego, za zbiórkę pieniędzy dla Ukrainy. Minister i wicepremier występujący jako oficjalny przedstawiciel polskiego rządu powinien wiedzieć, że Ukraińcy nieufnie odnoszą się do wszelkiego rodzaju inicjatyw płynących od wysokich rangą przedstawicieli Kościoła katolickiego, ponieważ kojarzą te inicjatywy z chęcią ich reewangelizacji w duchu katolickim, co miało miejsce w przeszłości, w okresie międzywojennym XX wieku.
Nawrocki z Sikorskim
Wisienką na „torcie” panującej obecnie nad Wisłą rusofrenii jest ocena wystąpienia ministra Sikorskiego przez prezydenta RP Karola Nawrockiego: „Było to dla mnie ciekawe i ważne wystąpienie. To dobra informacja dla Polski, że w kwestiach strategicznych polityka prezydenta i MSZ jest po jednej stronie. Odnosi się to do zagrożenia ze strony Rosji. To największe egzystencjalne zagrożenie dla Polski. To wybrzmiało ze słów ministra Radosława Sikorskiego. Bardzo się cieszę, że pan minister skorzystał ze słów, które powtarzam regularnie na arenie międzynarodowej, że Rosja jest do pokonania” – powiedział prezydent Nawrocki w Sejmie podczas konferencji prasowej.
Powtórka gorzkiej lekcji
Przypominam, że w 1939 roku, przed wybuchem wojny, polska propaganda wmawiała Polakom, że „nakryjemy czapkami niemieckie wojska”. Odnosiło się to do posiadanej wówczas zdolności mobilizacyjnej. Wyszło tak, że lud walczył i umierał za Polskę, a panowie uciekali z Polski przez Zaleszczyki. Przypominam, że obecnie z Rosją na terenie Ukrainy wojuje kilkadziesiąt państw pod egidą USA i jakoś nie mogą pokonać Rosji! W rusofrenicznych gorących głowach rodzą się chore ambicje jej pokonania. Trzeba być bardzo „odważnym”, aby tak myśleć i mówić w stosunku do państwa będącego potęgą nuklearną, jaką jest niezaprzeczalnie Rosja. W 1939 roku sanacyjna Polska wyjmowała już kasztany z ognia na życzenie Anglosasów z wiadomym skutkiem.
Do czego nam jest potrzebna powtórka tej gorzkiej lekcji historii obecnie?
Czy Stany Zjednoczone i Izrael mogą wygrać wojnę z Iranem? John Mearsheimer, profesor z Uniwersytetu w Chicago, uważa, że nie.
Problemem są skrajnie nierealistyczne cele, który postawiły sobie władze obu napastniczych krajów.
Znany politolog i teoretyk realizmu ofensywnego, prof. John Mearsheimer, stwierdził, że cele, jakie postawiło sobie państwo amerykańskie, są po prostu nie do zrealizowania. – Nie ma sposobu na to, byśmy wygrali tę wojnę w jakiś znaczący sposób. Jedyne, co muszą zrobić Irańczycy, to przetrwać. Wówczas wygrają – i sądzę, że to im się uda. Moim zdaniem wpakowaliśmy się w poważne kłopoty – powiedział w rozmowie z Judge’m Napolitano na youtube.
Ekspert podkreślił, że prezydent Donald Trump nie jest w stanie przedstawić Amerykanom żadnej spójnej strategii wojny w Iranie. Bardzo szybko wskazuje zupełnie odmienne cele całej operacji.
– Szczerze mówiąc uważam, że to jest jednak bez znaczenia. Pytanie o cel zakłada, że to my kierujemy tym pociągiem. […] Prawda jest taka, że to Izraelczycy siedzą na miejscu maszynisty i kierpwcy. Tucker Carlson spotkał się z prezydentem Trumpem, a ten powiedział mu, że nie miał innego wyjścia, jak tylko iść na wojnę. […] Tuckerowi powiedziano, że to Izraelczycy kierują pociągiem, a Trump po prostu wykonuje rozkazy. Dlatego pytanie o nasze cele nie ma znaczenia. Ważne jest pytanie o cele Izraelczyków, a te są zupełnie jasne – stwierdził.
Zdaniem Mearsheimera Żydzi próbowali wciągnąć USA w wojnę z Iranem już dwukrotnie w 2024 roku, ale administracja Bidena na to nie pozwoliła. Amerykanie bronili Izraela, kiedy dochodziło do irańskich ataków, ale nie chwycili przynęty rzucanej przez Netanjahu, by wdać się w regularny konflikt. Administracja Trumpa działa inaczej. Jak przypomniał Mearsheimer, już w 2025 roku USA zaatakowały Iran, wychodząc poza wcześniejszą strategię ograniczania się do obrony Izraela.
Profesor podkreślił, że atak na Iran jest nie do uzasadnienia na gruncie prawa międzynarodowego, ale dla Trumpa nie ma to znaczenia.
– Prezydent Trump nie przejmuje się ani prawem międzynarodowym, ani prawem krajowym w Stanach Zjednoczonych. Jest unilateralistą. Robi po prostu to, co chce. Uważa, że prawo to coś, co można zignorować, jeżeli jest to akurat wygodne– wskazał.
Żydzi jasno zakomunikowali, że ich celem jest zmiana władzy w Iranie. Taki jest też zatem cel, który realizują Amerykanie. – Mówi się o wyeliminowaniu pocisków balistycznych Iranu, o tym, żeby zniszczyć irańskie możliwości wzbogacania uranu, a ostatecznie żeby zlikwidować zdolność Iranu do wspierania Hamasu, Hezbollahu i Huti. Nie da się jednak osiągnąć tych rzeczy bez wcześniejszej zmiany rządu. Musi powstać nowy rząd, który zdecyduje, że nie będzie tworzyć pocisków balistycznych, wspierać Huti i Hamasu i tak dalej, nie będzie już pracować nad bronią nuklearną – powiedział.
Według Mearsheimera na tym właśnie polega problem: bo w jego ocenie zmiana władzy w Iranie jest po prostu kompletnie nierealistyczna.
Mearsheimer wskazał, że zmiana władzy wymagałaby osadzenia w Iranie kogoś, kto byłby w stanie rządzić krajem zgodnie z interesami Izraela – ale nikogo takiego nie ma. Jedyną propozycją jest przekazanie władzy w ręce szacha, ale to skrajnie trudny scenariusz, jako że szach nie ma poparcia w kraju. Byłby znienawidzony.
Profesor uważa też, że USA zaangażowały się w wojnę z Iranem pod wpływem nacisków Izraela oraz syjonistycznego lobby. – Trump jest pod ogromną presją ze strony lobby. Jeżeli spojrzymy na jego zespół negocjacyjny, to zobaczymy tam jego zięcia Jareda Kushnera oraz Steva Witkoffa jako dwóch głównych negocjatorów – to właśnie oni reprezentują USA w rozmowach z Iranem. To arcy-syjoniści. Obaj są głęboko oddani Izraelowi, to prawnicy Izraela. To pokazuje, że to nie tylko Izrael wywiera presję na Stany Zjednoczone, […], to Izrael plus lobby.
Gdyby nie to niesamowicie wpływowe lobby w USA, które wywiera nacisk na prezydenta Trumpa i jego poprzedników, mielibyśmy zarówno dziś jak i w przeszłości fundamentalnie odmienne podejście do Izraela. Traktowalibyśmy go jak normalny kraj, ale tak nie robimy – podkreślił.
W czwartek 5 marca o godzinie 11:30 i 12:15 odbędą się dwie rozprawy apelacyjne w Naczelnym Sądzie Lekarskim w Warszawie na ul. Jana Sobieskiego 110 przeciwko Katarzynie Ratkowskiej.
Jutro (czwartek, 5 marca) rozprawy odwoławcze dr Ratkowskiej w Naczelnym Sądzie Lekarskim. Warszawa, ul. Jana Sobieskiego 110 lok. 1AU (klatka I, domofon 110). Obecność licznej publiczności wysoce wskazana.
Lekarskie sądy „kapturowe” nadal prowadzą zmasowany atak na medyków, którzy w czasie pandemii Covid-19 odważyli się krytykować patologiczne mechanizmy podejmowania decyzji, które nie miały nic wspólnego z medycyną opartą na dowodach naukowych i przeczyły podstawowej zasadzie etycznej lekarzy primum non nocere.
Głośnym przykładem takiego „polskiego polowania na czarownice” była sprawa dr Zbigniewa Martyki. Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej w Krakowie wniósł o ukaranie dr n. med. Zbigniewa Martyki obwiniając go o to, że: „publicznie propagował postawy antyzdrowotne poprzez publikację własnych poglądów i wypowiedzi niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną”. 19 grudnia 2022 r odbyła się tajna rozprawa, podczas której zapadł wyrok pozbawiający Dr Martykę prawa do wykonywania zawodu przez jeden rok. Dr Martyka opublikował w całości uzasadnienie wyroku – lektura tego dokumentu przeraża, ale też pomaga zrozumieć „logikę” śmietanki eksperckiej lekarzy i naukowców, dla których wprowadzenia zakazu chodzenia do lasów i parków oraz nakazu noszenia masek na powietrzu w czasie pandemii to rzetelna, uzasadniona, „aktualnie obowiązująca nauka”, choć nie oparta na dowodach. Sąd ubolewał, iż wypowiedzi Dr Martyki „były i nadal są szeroko komentowane i cytowane zachęcając do postaw antyzdrowotnych pomimo ewidentnej sprzeczności z podstawową, aktualną wiedzą medyczną”. Co prawda trudno powiedzieć, o jaką wiedzę sądowi chodzi – dr Martyka złożył wnioski dowodowe w postaci 700 badań naukowych (w tym tych najwyższej jakości, czyli randomizowanych oraz metaanalizy), które potwierdzają prawdziwość każdego z jego słów. Jednak skład orzekający nie ustosunkował się do tego ani jednym zdaniem, nie przywołał ani jednego materiału dowodowego, wyłączył nawet z rozprawy opinię przygotowaną przez „biegłego” Grzesiowskiego, aktualnego szefa GIS.
Innym głośnym przykładem był „proces” dr Sienkiewicz prowadzony przez tych samych wyznawców “nałóki” bawiących się w sędziów. Jednym z większych skandali tej kapturowej rozprawy było fakt, że ani biegli ani skład orzekający NSL nie odnieśli się nawet jednym zdaniem do przedstawionych przez dr Sienkiewicz 567 stron publikacji naukowych, które wcześniej NSL nakazał w trybie ekspresowym przetłumaczyć przez tłumacza przysięgłego za kwotę 40 000 zł. W tym samym czasie NSL przyjmował publikacje naukowe w języku angielskim od wyznaczonych przez siebie biegłych.
Teraz przyszedł czas na Katarzynę Ratkowską, lekarkę, która miała odwagę ostrzegać pacjentów o istnieniu niebezpieczeństwa poważnych powikłań po tzw. szczepionkach przeciw COVID-19, które wtedy wchodziły do użytku oraz leczyć pacjentów amantadyną, lekiem przeciwwirusowym, stosowany od 30 lat w leczeniu m.in. grypy, który ma również właściwości cenne dla układu nerwowego i jest stosowana w leczeniu choroby Parkinsona. Pani Ratkowska jest lekarzem psychiatrą i stosowała amantadynę w ramach swojej specjalizacji, w tzw. polekowych zespołach parkinsonowskich, miała więc doświadczenie w jej stosowaniu.
Sąd lekarski chce pozbawić doktor Katarzynę Ratkowską prawa do wykonywania zawodu lekarza na dwa lata. Podobnie jak w przypadku dr Sienkiewicz, sąd odmówił przyjęcia jako materiał dowodowy badań publikowanych w czasopismach naukowych nakazując Pani Ratkowskiej dokonanie tłumaczenia przysięgłego tych dokumentów. Nie ma to żadnego procesowego uzasadnienia poza chęcią dokuczenia lekarce. W procedurze sądowej należy odróżnić dokumenty w znaczeniu ścisłym (np. zaświadczenia lekarskie, akty stanu cywilnego, decyzje administracyjne) od materiałów dowodowych o charakterze naukowym (artykuł w „The Lancet”, „Nature”). Publikacja naukowa nie jest dokumentem urzędowym w rozumieniu art. 244 KPC czy odpowiednich przepisów KPK, wymagającym uwierzytelnienia przez tłumacz. Jest to źródło wiedzy specjalistycznej. W przypadku lekarzy – którymi są członkowie izby – język angielski jest standardem w nauce i medycynie (EBM – Evidence Based Medicine). Skład orzekający (lekarze!) posiada kompetencje do zrozumienia tekstu specjalistycznego w stopniu wyższym niż tłumacz przysięgły (filolog), który nie posiada wykształcenia medycznego i może błędnie przetłumaczyć specjalistyczne terminy medyczne.
Zgodnie z zasadą prawdy obiektywnej (art. 2 § 2 KPK w zw. z art. 112 ustawy), sąd ma obowiązek dążyć do ustalenia stanu faktycznego zgodnego z rzeczywistością. Odrzucenie kluczowego dowodu z badania naukowego tylko z powodu braku pieczęci tłumacza przysięgłego (przy jednoczesnym przedłożeniu tłumaczenia zwykłego lub posiadanej znajomości języka przez skład orzekający) może zostać uznane za naruszenie prawa do obrony oraz obowiązku wszechstronnego wyjaśnienia sprawy. Sąd, jeśli zależałoby mu na dojściu do prawdy, może na podstawie art. 193 § 1 KPK powołać biegłego lekarza danej specjalizacji, który w ramach swojej opinii dokona merytorycznej analizy zagranicznego piśmiennictwa.
Ale nie o prawdę w tym procesie chodzi. I nie chodzi tu o naukę, lecz o dyscyplinowanie i o uciszanie niepokornych lekarzy, którzy burzyli „konsensus naukowy”. Jak ujawnił w tweecie dr Basiukiewicz, kolejny z listy niepokornych lekarzy, który był oskarżony o postępowanie niezgodnie z etyką lekarską (rozumiane jako głoszenie niepoprawnych politycznie poglądów na temat pandemii koronawirusa), przewodniczący Naczelnego Sądu Lekarskiego Jacek Miarka wysłał 18 marca 2022 roku „instrukcję” do wszystkich sądów lekarskich jawnie sugerującą stosowanie jednolitej linii orzecznictwa dla spraw dotyczących wypowiedzi lekarzy „antyszczepionkowców”. W piśmie przewodniczący NIL zaleca zapoznanie się z opinią sporządzoną na potrzeby Naczelnego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej oraz Naczelnego Sadu Lekarskiego przez „zespól znakomitych prawników, a dotyczącą granic prawa lekarzy i lekarzy dentystów do korzystania z wolności słowa.
Opinia ta została sporządzoną po to, żeby można było ją wykorzystywać w postępowaniach przeciwko lekarzom „wygłaszającym publicznie wielce szkodliwe dla środowiska lekarskiego i społeczeństwa, nieoparte na żadnych faktach poglądy antyszczepionkowe.” Jej celem jest opracowanie jednolitej linii orzeczniczej dla wszystkich sądów lekarskich. Portal patrzymy.pl napisał: „Wyraźnie zaznaczoną intencją w piśmie Przewodniczącego NSL, jest uciszenie każdego lekarza, który według tej opinii przekracza granice wolności słowa. Nie ma to nic wspólnego z niezawisłością i niezależnością sędziowską, nie ma to nic wspólnego z jednolitą linią orzeczniczą, to jest po prostu presja na składy orzekające i to rozesłana „hurtowo” do wszystkich sądów. Co więcej przy takiej „instrukcji” w zasadzie nie ma potrzeby dochodzić do prawdy materialnej i ustalenia stanu faktycznego, wszystko da się załatwić opinią „wybitnych prawników” i tym wszystkim jest oczywiście wyrok skazujący dla ‘lekarzy antyszczepionkowców’.”
Ostatecznie dr Basiukiewicz został uniewinniony w całości przez Sąd Lekarski przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie z „zarzutów prezentowania w ostatnich 2 latach poglądów niezgodnych z zasadami Etyki Lekarza”.
Jak będzie w przypadku Pani Ratkowskiej? Trudno powiedzieć – jej „niepokorność” była dubeltowa, bo nie tylko nie bała się mówić prawdę, ale brała udział w interwencji poselskiej Grzegorza Brauna w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego PZH, która pokazała, że urzędnicy, z pełniącym obowiązki dyrektora na czele, wykazali się szokującym brakiem wiedzy. Po tej wizycie powstał dokument, zatytułowany “Interwencja w NIZP-PZH” (z maja 2023 r.) przygotowany przez zespół polskich lekarzy i badaczy, skierowany do Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny. Dokument (naukabezcenzury.pl/interwencja-w-NIZP-PZH), który jest aneksem do wspomnianej interwencji poselskiej Grzegorza Brauna z września 2022 r., argumentuje, że szczepionki (określane jako eksperymentalne preparaty genetyczne) są niebezpieczne, powodują masowe zgony i ciężkie powikłania zdrowotne, i powinny być natychmiast wycofane. Opiera się na danych z oficjalnych źródeł, takich jak raporty Pfizer, FDA, EMA, VAERS, EudraVigilance, EuroMomo, ONS (UK) oraz badania niezależne.
Autorzy oskarżają instytucje zdrowotne o ignorowanie dowodów na szkodliwość szczepionek, mimo ich warunkowego dopuszczenia w UE i USA. Twierdzą, że preparaty te spowodowały setki tysięcy zgonów na świecie (potencjalnie zaniżone 100-krotnie z powodu niepełnego raportowania), wzrost ogólnej śmiertelności w krajach o wysokim wyszczepieniu (np. 5162% wzrost w Australii w 2022 r. vs. 2020) oraz że ponad 90% zgonów z COVID-19 dotyczy osób zaszczepionych. Podkreślają istnienie bezpieczniejszych alternatyw, takich jak iwermektyna, amantadyna, hydroksychlorochina i witamina D. Dokument wymienia liczne powikłania, w tym udary, zawały serca, zatorowość płucną, zapalenia autoimmunologiczne serca i mózgu, choroby neurologiczne, nowotwory, uszkodzenia układu odpornościowego, niepłodność, poronienia i martwe urodzenia. Dokument cytuje badania producenta szczepionek, w tym raport firmy Pfizer z lutego 2021 r. (ujawniony na mocy nakazu sądowego), dotyczący zgłoszeń o zdarzeniach niepożądanych po dopuszczeniu do obrotu, z którego wynika, że w ciągu kilku tygodni od podania szczepionki, Pfizer musiał zwiększyć zatrudnienie o 600 pełnoetatowych pracowników, aby sprostać rosnącej liczbie zgłaszanych zdarzeń niepożądanych. W ciągu 2 miesięcy firma oddała do dystrybucji nieco ponad 126 mln dawek, co skutkowało ponad 42 tysiącami zgłoszeń o zdarzeniach niepożądanych – w tym 1223 zgonami – to są dane za okres od grudnia 2020 do 28 lutego 2021! Skuteczne i bezpieczne.
Jak te represje ze strony lekarzy wobec innych lekarzy pogodzić z Kodeksem Etyki Lekarskiej? Lekarz przyrzeka w nim uroczyście „służyć życiu i zdrowiu ludzkiemu, według najlepszej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać chorobom, a chorym nieść pomoc bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro i okazując im należny szacunek, nie nadużywać ich zaufania i dochować tajemnicy lekarskiej nawet po śmierci chorego, strzec godności stanu lekarskiego i niczym jej nie splamić, a do kolegów lekarzy odnosić się z należną im życzliwością, nie podważając zaufania do nich, jednak postępując bezstronnie i mając na względzie dobro chorych, stale poszerzać swą wiedzę lekarską i podawać do wiadomości świata lekarskiego wszystko to, co uda mi się wynaleźć i udoskonalić.
Dzień dobry Panie Mirosławie. Piszę do Pana, ponieważ szpital w Lubaniu zatrudnił do pracy Gizelę Jagielską. Zarząd Szpitala motywuje tę decyzję chęcią ochrony zdrowia i życia pacjentów. A co z życiem dzieci poddawanych aborcji…?
Decyzja szpitala w Lubaniu od razu wywołała reakcję w mediach i opór społeczny. W związku z tym, spółka zarządzająca szpitalem wydała specjalne oświadczenie. Jak napisała prezes Anna Płotnicka-Mieloch:
„Szpital nie może być miejscem presji ani polem sporów. Jest miejscem leczenia i ratowania życia.”
Skoro szpital ma być miejscem „leczenia i ratowania życia”, to po co zatrudniono w nim Gizelę Jagielską, która specjalizuje się w aborcjach? Jeżeli szpital nie chce „sporów”, to po co przyjął do pracy najbardziej znaną w kraju aborcjonistkę, która w Oleśnicy dokonywała czynów, które wstrząsnęły całą Polską?
Absurdalna logika zarządu szpitala w Lubaniu idzie jednak dalej. W swoim oświadczeniu zarząd szpitala sugeruje, że to odbywające się pod wejściem akcje informacyjne i modlitwy różańcowe:
„budzą poważne obawy co do bezpieczeństwa pacjentów i personelu” szpitala.
Proszę zobaczyć – aborcja nie budzi obaw o bezpieczeństwo, niebezpieczna jest prawda o aborcji i modlitwa. To stała, wyrachowana taktyka aborcyjnych propagandystów – odwrócenie pojęć. Zło nazywa się dobrem, a dobro złem.
Dyrekcja szpitala w Lubaniu myśli, że w ten sposób uciszy protesty i ukryje to, co dzieje się za murami. Zwolennicy aborcji najbardziej boją się jednego – ujawnienia prawdy o tym, co robią. Aborcja może trwać tylko w ukryciu, zasłonięta sloganami o „opiece medycznej”, „prawach kobiet” czy „zdrowiu reprodukcyjnym”.
W odpowiedzi na sprowadzenie do Lubania aborterki Gizeli Jagielskiej, nasza Fundacja uruchamia działania informacyjne i modlitewne. Nasze akcje pod szpitalem w Oleśnicy trwały ponad 9 lat w czasie, gdy Jagielska wraz ze swoim mężem zarządzali tamtejszym oddziałem ginekologicznym. Stałe, regularne i konsekwentne działania doprowadziły do zwolnienia Jagielskiej z Oleśnicy, a cała Polska dowiedziała się prawdy o dokonujących się tam aborcjach. Podobnie może stać się teraz w Lubaniu.
Żeby tak się stało, nasi wolontariusze potrzebują Pana zaangażowania.
Szpitale wycofują się z aborcji oraz zwalniają aborterów, gdy prawda o ich działaniach dociera do opinii społecznej. Oświadczenie zarządu lubańskiej placówki to dowód na to, że mówienie prawdy już teraz jest dla nich problemem. Oświadczenie Płotnickiej-Mieloch to nic innego, jak reakcja na zdemaskowanie działań aborcyjnego układu.
Dlatego przechodzimy do regularnych działań stacjonarnych.
Aby ta presja była trwała i skuteczna, musimy dysponować zapleczem logistycznym. Nasi wolontariusze są gotowi do działania, ale potrzebują konkretnych narzędzi. Pana wsparcie pozwoli im w najbliższym czasie zabezpieczyć najważniejsze kwestie:
– druk ulotek i broszur informacyjnych (np. 50-100 zł), – nowe, wielkoformatowe bannery informacyjne (ok. 200 zł), – sprzęt nagłaśniający taki jak megafony i tuby (ok. 300 zł), – koszty logistyki, transport wolontariuszy i paliwo (kilkaset zł).
Jest jeszcze jedna, kluczowa kwestia: ochrona prawna naszych działaczy. Aborcyjny układ z Lubania, wzorem Oleśnicy i innych miast, będzie próbował nas uciszyć – rozwiązywać nasze legalne zgromadzenia oraz pozywać wolontariuszy do sądów.
Nasi działacze są gotowi brać na siebie te prześladowania, ale nie możemy zostawić ich bez ochrony. Dlatego Pana wsparcie zostanie przeznaczona również na zabezpieczenie obsługi prawnej, by żaden wolontariusz nie został sam w obliczu represji.
My dostarczamy ludzi gotowych stać pod szpitalem i znosić ataki. Pan może dostarczyć im sprzęt, paliwo i prawników. W ten sposób wspólnie uniemożliwiamy lubańskiemu szpitalowi abortowanie dzieci: WPŁACAM Konto Fundacji do darowizn:79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Z wyrazami szacunku, Mariusz Dzierżawski Fundacja Pro – Prawo do życia KRS: 0000233080 NIP: 1231051050 REGON: 010083573 ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
W sobotnie popołudnie Iran wystrzelił w kierunku Zatoki Perskiej ponad 130 rakiet i ponad 200 dronów. Celami były lotniska, dzielnice biznesowe i turystyczne ikony takich miast jak Dubaj, Abu Dhabi, Doha i Manama. Świat patrzył na płonący Burj al-Arab i dym unoszący się nad Palm Jumeirah – dwoma symbolami, które przez dekady służyły jako wizytówki emirackiego luksusu i stabilności. Ta stabilność rozpadła się w ciągu kilku godzin.
Irańskie uderzenia były odpowiedzią na wcześniejsze ataki lotnicze USA i Izraela na terytorium Iranu. Teheran zapowiedział, że uderzy w amerykańskie bazy wojskowe w regionie, jednak rakiety i drony trafiły również w obszary cywilne i komercyjne. Lotnisko w Dubaju – jedno z najbardziej ruchliwych na świecie – zostało uszkodzone i zamknięte dla ruchu pasażerskiego. Podobna sytuacja nastąpiła w Katarze, gdzie irańskie siły wystrzeliły 65 rakiet i 12 dronów. Większość z nich została przechwycona, ale 8 osób odniosło obrażenia, w tym jedna w stanie krytycznym. W sumie, według danych nowojorskiego dziennika, w całym regionie zginęły co najmniej 4 osoby, a ponad 100 zostało rannych.
Dla tysięcy turystów i expatów przebywających w Zatoce w momencie ataku pytanie o bezpieczeństwo błyskawicznie zamieniło się w pytanie o to, jak stąd w ogóle wyjechać. Odpowiedź okazała się bolesna finansowo. [Ekspata (od ang. expatriate) to osoba mieszkająca i pracująca czasowo lub na stałe poza krajem swojego pochodzenia. md]
Lotniska w Dubaju, Abu Dhabi i Dosze zostały zamknięte lub poważnie ograniczyły operacje. Przestrzeń powietrzna nad Zatoką stała się strefą wysokiego ryzyka. W tej sytuacji jedyną realną opcją wydostania się z regionu dla osób dysponujących odpowiednimi środkami była droga lądowa – kilkugodzinna podróż SUV-em przez pustynię do Arabii Saudyjskiej, a konkretnie do Rijadu. Stamtąd prywatnym odrzutowcem można było dolecieć do Europy. Koszt takiego czarteru wynosił nawet 350 tysięcy dolarów.
Dla porównania: za taką kwotę jeszcze kilka tygodni temu można było kupić przyzwoite mieszkanie w Dubaju. Miasto od lat promowało się jako bezpieczna przystań dla kapitału – miejsce, gdzie zamożni Rosjanie, Europejczycy, Azjaci i Amerykanie mogą parkować swoje pieniądze, otwierać firmy i żyć w komforcie z dala od politycznych zawirowań. Sobotni atak brutalnie zweryfikował tę narrację.
Rijad stał się improwizowanym centrum ewakuacyjnym. Firmy ochroniarskie działające w regionie uruchomiły procedury kryzysowe dla swoich klientów korporacyjnych – przede wszystkim kadry zarządzającej globalnych funduszy inwestycyjnych, banków i korporacji, które od lat budowały swoje regionalne siedziby właśnie w Dubaju i Abu Dhabi. Samochody terenowe były rezerwowane masowo, ceny wynajmu kierowców z ochroną poszybowały w górę. Czartery lotnicze wyprzedały się błyskawicznie.
Część turystów, którzy nie dysponowali takimi środkami ani kontaktami, pozostała w hotelach, czekając na rozwój sytuacji. Ambasady kilku państw wydały komunikaty wzywające swoich obywateli do pozostania w miejscach zakwaterowania i śledzenia oficjalnych komunikatów. Ewakuacje komercyjne nie były możliwe przy zamkniętych lotniskach.
Dubaj przez lata budował swoją markę na kilku filarach: zerowych podatkach, nowoczesnej infrastrukturze, tolerancji wobec zagranicznego kapitału i właśnie bezpieczeństwie. To ostatnie było może najważniejszym argumentem sprzedażowym. Emiraty pozycjonowały się jako oaza spokoju w burzliwym geopolitycznie regionie – neutralne, pragmatyczne, skupione na biznesie. Przez długi czas ta narracja była wiarygodna. Konflikty w Jemenie, Syrii czy Iraku wydawały się odległe. Ryzyko geopolityczne było czymś, o czym pisało się w raportach ryzyka, ale rzadko przekładało się na realne doświadczenie mieszkańców i gości emiratu.
To się zmieniło. Płonący Burj al-Arab to obraz, który trudno będzie wymazać z globalnej świadomości inwestorów i zamożnych rezydentów. Pytanie o to, czy Dubaj zdoła odbudować swoją reputację bezpiecznej przystani, jest teraz jednym z kluczowych pytań dla całego rynku nieruchomości i finansów w regionie.
Na razie jednak liczy się logistyka. Ci, którzy mają [na zbyciu.. md] 350 tysięcy dolarów i odpowiednie kontakty, już są w drodze do Europy. Pozostali czekają.
Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Wikimedia, Sebastian Terfloth, CC BY-SA 3.0
==========================================
„Ja też mam swoje potrzeby!”
—————————————–
W ostatnich tygodniach opinią publiczną w Niemczech wstrząsnęła seria ataków na pracowników transportu publicznego. Jej finałem była tragedia, która zmusiła media i władze do rozmowy na temat malejącego bezpieczeństwa w pociągach i autobusach. Ludzie za Odrą boją się powoli podróży zbiorkomem, a pracownicy transportu zastanawiają się, czy warto ryzykować życie w metrze i busie.
W tle jest oczywiście masowa migracja.
Żyjemy w ciekawych czasach! Zachodni influencerzy na TikToku zachwycają się Polską! Codziennie do sieci trafiają tysiące nagrań demonstrujących, jak czysta i bezpieczna jest nasza ojczyzna, a zadowoleni turyści powtarzają z lekkim zdumieniem, że warto do nas przyjechać. Z ich perspektywy Polska stała się tym, czym dawniej były Niemcy: jesteśmy high trust society. Przynajmniej na TikToku.
Wysokie zaufanie, niskie zaufanie
Niemcy przeżywają natomiast ciężkie czasy – ich metropolie stały się niebezpieczne dla obywateli. Jednym z najniebezpieczniejszych miejsc jest niestety Berlin. Według oficjalnych danych berlińskiej policji w 2024 roku w stolicy Niemiec zarejestrowano dokładnie 539 049 przestępstw. To obejmuje wszystko – od kradzieży i aktów wandalizmu po ciężkie przestępstwa z użyciem przemocy, takie jak pobicia, napaści seksualne czy ataki nożem. Dla porównania, polska policja podała, że w tym samym okresie w całym kraju stwierdzono 439 796 przestępstw, co oznacza ich spadek o ponad 34 tysiące w porównaniu z rokiem poprzednim. Inne źródła precyzują dane dla Polski na 440 269 postępowań przygotowawczych, co wciąż pozostaje poniżej berlińskiego rekordu.
Różnica jest porażająca, zwłaszcza gdy spojrzymy na wskaźniki per capita. W Berlinie przypada około 145 przestępstw na tysiąc mieszkańców – to dwanaście razy więcej (!) niż w Polsce, gdzie wskaźnik wynosi zaledwie 11,5.
Nie w każdym miejscu jednak jest tak samo groźnie – za Odrą śmierć i przemoc czekają teraz częściej nie tylko w Berlinie, ale też w… pociągach.
Pociąg donikąd
Śmiertelny atak na 36-letniego konduktora Serkana Çalara w pociągu w Renanii-Palatynacie wywołał ogólnokrajową debatę na temat przemocy, migrantów i reakcji władz w obliczu podobnych sytuacji. Do zabójstwa doszło 2 lutego 2026 r. w pociągu interregio na trasie między Landstuhl a Kaiserslautern. Çalar, doświadczony pracownik Deutsche Bahn, przeprowadzał rutynową kontrolę biletów. Według relacji świadków i wstępnego śledztwa prokuratury, 26-letni sprawca – obywatel Grecji przebywający w Niemczech – nie posiadał ważnego biletu. Gdy konduktor poprosił o okazanie dokumentu, Grek zareagował agresją.
Atak był brutalny: napastnik zadał ofierze wielokrotne ciosy pięścią w głowę, powodując ciężkie obrażenia, w tym krwotok mózgu. Çalar został przetransportowany do szpitala w Kaiserslautern, gdzie mimo wysiłków lekarzy zmarł dwa dni później. Sprawca został aresztowany na miejscu. Atak miał miejsce w wagonie bez kamer monitoringu – coś, co też pokazuje znaczne braki w DB. Świadkowie próbowali natomiast interweniować, ale sprawca był zbyt groźny.
Ten incydent nie był jedyną tego typu napaścią w lutym. Zaledwie kilka dni później w pociągu na trasie Stuttgart–Crailsheim 21-letni Pakistańczyk zaatakował konduktorkę butelką i opluł ją podczas kontroli biletów. Kobieta – na szczęście – uniknęła poważniejszych obrażeń.
Atak na Çalara natychmiast trafił na czołówki gazet i do programów telewizyjnych, stając się katalizatorem narodowej dyskusji. Media głównego nurtu, takie jak „Der Spiegel”, zaczęły podkreślać rosnące poczucie braku bezpieczeństwa w miastach i transporcie publicznym, cytując lidera CDU Friedricha Merza, który mówił niedawno o „nowej jakości agresji” w społeczeństwie. Presja medialna była na tyle silna, że niemiecka minister sprawiedliwości Stefanie Hubig (SPD) zapowiedziała dyskusję o surowszych karach, a podczas konferencji prasowej 4 lutego rząd podkreślił konieczność lepszej ochrony pracowników transportu.
Deutsche Bahn zorganizowała swoją własną konferencję 13 lutego, decydując o wprowadzeniu osobistych kamer dla personelu, zwiększeniu ochrony i dodatkowym patrolach w pociągach. Warto to sobie dokładnie uzmysłowić: pracownicy zbiorkomu mają teraz w Niemczech nosić zamontowane na uniformach kamery, by zwiększyć swoje własne bezpieczeństwo. Tzw. bodycams to, rzecz jasna, popularny element wyposażenia policji, która nosi je, ponieważ konfrontuje się stale z przestępcami. Czy można więc teraz przyznać, że codzienność w Niemczech stała się tak niebezpieczna jak praca funkcjonariuszy?
Winny… Trump?!
Związki zawodowe wykorzystały tragedię w negocjacjach – słusznie lub nie – domagając się nie tylko podwyżek, ale też realnych środków bezpieczeństwa. Bundespolizei podała natomiast, że w 2025 r. odnotowano ponad 5600 aktów przemocy w pociągach i na dworcach, w tym 980 z użyciem noża. Mainstreamowe media zaczęły więc prześcigać się w negowaniu oczywistego problemu, skupiając się kilku fałszywych informacjach, które pojawiły się online po morderczej napaści. Na początku, mówiąc dokładniej, wielu komentujących sprawę w sieci była przekonana, iż napastnik był z Syrii. To nie było jednak prawdą, a dziennikarze głównego nurtu skupili się na korygowaniu fake newsa.
Najbardziej absurdalnej reakcji na tragedię dostarczył jeden z finansowanych publicznie programów (na WDR; telewizja landowa Nadrenii): winę za tragedię zwalono na… Trumpa. Oraz „kulturę macho” i prawicę. To bowiem rosnąca (rzekomo) w siłę światowa prawica ma motywować ludzi do przemocy i ataków na innych w miejscach publicznych. Próba odwrócenia uwagi od rzeczywistości była tak śmieszna, jak i żałosna!
Porażające statystyki
Statystyki z Niemiec malują ponury obraz rzeczywistości – i ten ma raczej niewiele wspólnego z Trumpem i prawicą. Według Deutsche Bahn i Bundespolizei w 2025 r. odnotowano ponad 3000 fizycznych ataków na pracowników kolei – średnio 8–9 dziennie. Takie „wyniki” oznaczają wzrost agresji o 37 proc. w ciągu dekady. W szerszym kontekście Niemcy naliczyli 5600 aktów przemocy w transporcie publicznym, w tym 2200 przestępstw seksualnych i 980 z nożem. Największe problemy mają wielkie miasta: w Hamburgu, na przykład, kolej zgłosiła 119 ataków na kierowców autobusów w 2025 r., co oznaczało wzrost z 96 napaści rok wcześniej.
Szczególnie alarmujący jest aspekt migracji. Raporty BKA, niemieckiej policji federalnej, wskazują na znacznie wyższy udział osób z tłem migracyjnym w przestępstwach z użyciem przemocy, zwłaszcza w miejscach publicznych, jak dworce. Wzrost o 20–30 proc. ataków na urzędników publicznych w latach 2024–2025 (dane tejże policji) łączy się z falą migracji po 2015 r., choć władze unikają takich wniosków, co potęguje frustrację.
Konsekwencją jest też powszechny strach. 32 proc. personelu niemieckich boi się każdego dnia w pracy.
Niebezpiecznie robi się też w Niemczech w innych miejscach publicznych: w parkach i na ulicach. W 2024 roku sama kategoria „przemocy ulicznej” sięgnęła ponad miliona przypadków, o 5,5 proc. więcej niż rok wcześniej i prawie 10 proc. w porównaniu z przedpandemicznym 2019. Ciężkie pobicia w takich miejscach, jak place czy zielone oazy skoczyły o blisko 13 proc., do około 75 tysięcy. Molestowania i inne ataki seksualne wzrosły o ponad 10 proc. w 2023 i kolejne 8 w 2025, a nożownicy szaleją z rekordowymi 29 tysiącami incydentów, co daje ponad 10 proc. więcej niż rok wcześniej. Raporty federalnej policji złudzeń: migranci stoją za nieproporcjonalnie dużą częścią tego brutalnego chaosu. W zeszłym roku podejrzani byli oni o pięć razy więcej aktów przemocy, sześć razy więcej pchnięć nożem i osiem razy więcej napaści seksualnych w miejscach publicznych.
Każdy ma swoje potrzeby
Niektórzy napastnicy są też zwyczajnie bezczelni nawet w obliczu kamer czy przyłapani na gorącym uczynku. Dobrze widać to na przykładzie nagrania z 2025, które dopiero niedawno trafiło do sieci i było szeroko komentowane w niemieckim Internecie w minionych tygodniach. Na nagraniu widać zajście z Eschenheimer Anlage (park) we Frankfurcie, podczas którego 22-letni imigrant o ciemnej karnacji molestował kilka kobiet, domagając się intymnych kontaktów i śledząc je. Zdarzenie nagrane przez jedną z poszkodowanych stało się wiralem na YouTube, również dlatego że napastnik próbował przedstawić siebie samego jako ofiarę.
„Ja tylko chciałem miłości i czułości. Ja walczę o swoje przetrwanie” – słyszymy więc w nagraniu. Imigrant uznał bowiem, że ma prawo do przechodzących obok kobiet i że te muszą dać mu się molestować. Ostatecznie nikt z nas nie może żyć bez miłości! „Ja też mam swoje potrzeby!” – argumentuje więc napastnik filmowany we frankfurckim parku.