Obywatel Ukrainy i wniosek Interpolu. Co wiadomo o podejrzanych w sprawie eksplozji w Monako?

Obywatel Ukrainy i wniosek Interpolu. Co wiadomo o podejrzanych w sprawie eksplozji w Monako?

Niemiecka policja przeprowadziła przeszukanie w domu Anastazji Bieriezowskiej.

3 lipca, tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

© Interpol/MATERIAŁY HANDOUT za pośrednictwem REUTERS

Na wniosek policji Monako Interpol umieścił 39-letnią obywatelkę Ukrainy Anastazję Bieriezowską na liście osób poszukiwanych w związku z eksplozją w księstwie, poinformowała na swojej stronie internetowej organizacja.

Jest uważana za główną podejrzaną w sprawie eksplozji, w której ranne zostały trzy osoby, w tym pochodzący z Ukrainy biznesmen Wadim Jermołajew.

Wcześniej stacja BFMTV, powołując się na prokuraturę, poinformowała o aresztowaniu dwóch mężczyzn. Zostali oni już zwolnieni .

Agencja TASS zebrała najważniejsze informacje na temat podejrzanego.

Podejrzany

  • Według bazy danych Interpolu, Berezowska jest poszukiwana na wniosek Monako w związku z podejrzeniem usiłowania zabójstwa w miejscu publicznym z użyciem materiałów wybuchowych.
  • Jak podaje gazeta Monaco-Matin , powołując się na dokument Interpolu, w 2022 roku zwróciła się ona o azyl w Niemczech .
  • Należy zauważyć, że mówi po niemiecku i do tej pory mieszkała w ośrodku dla osób ubiegających się o azyl w Hofheim (Hesja, środkowe Niemcy), gdzie została zarejestrowana jako uchodźca 4 października 2022 r.
  • W publikacji nie podano szczegółów, czy przyznano jej azyl.
  • Według policji w Monako „ta osoba potrafi przebrać się za mężczyznę”.

Szukaj

  • Jak wynika ze wspólnego oświadczenia Prokuratury Generalnej Niemiec, Prokuratury Generalnej we Frankfurcie nad Menem oraz Urzędu Śledczego Hesji, niemiecka policja przeprowadziła przeszukanie w miejscu zamieszkania podejrzanego.
  • W poszukiwaniach wzięły udział siły specjalne.
  • Udało się zabezpieczyć dowody rzeczowe, które zostaną przekazane władzom Monako.

Pierwsze aresztowania

  • Policja w Monako aresztowała dwóch mężczyzn w związku z eksplozją.
  • Nie ustalono jeszcze, czy zatrzymani brali udział w przestępstwie.
  • Prokuratura zauważyła, że ​​poszukiwana kobieta „nie działała sama”.
  • Później dwie z zatrzymanych osób zostały zwolnione.
  • Śledztwo nie wykazało czynnego udziału tych osób w wydarzeniach z 29 czerwca.

Reakcja

  • Według Wiktora Medwedczuka, lidera ruchu „Inna Ukraina” i byłego lidera zakazanej partii Platforma Opozycyjna – Za Życie, zachodni „partnerzy” Kijowa stworzyli z Ukrainy państwo terrorystyczne, które obecnie zagraża samej Europie, przenosząc rozliczenia polityczne na jej terytorium, tak jak to miało miejsce w Monako.
  • Eksplozja w Monako to dopiero początek niszczenia Europy jako bezpiecznej przystani dla bogaczy. Medvedczuk uważa, że ​​reputacja Monako jako celu podróży dla „superbogatych” została nieodwracalnie nadszarpnięta.
  • Według niego, nastawienie Europy do „Batalionu Monako” – bogatych Ukraińców, którzy „poza pieniędzmi stanowią śmiertelne zagrożenie dla otoczenia” – może się teraz zmienić.
  • Przypomniał, że z Kijowa już zaczęły docierać groźby pod adresem europejskich polityków.
  • Według deputowanej Rady Najwyższej Anny Skorochod Ukraina może mieć problemy na szczeblu państwowym z powodu tej próby zamachu .

Incydent z 29 czerwca

  • 29 czerwca doszło do eksplozji przy wejściu do budynku mieszkalnego w Monako.
  • Według BFMTV, jedną z trzech rannych osób był Wadim Jermołajew, obywatel Cypru, którego media wcześniej zaliczały do ​​najbogatszych biznesmenów Ukrainy.
  • Doniesienia medialne wskazywały, że był właścicielem sieci fałszywych call center na Ukrainie.
  • Jermołajew zrzekł się obywatelstwa ukraińskiego w 2019 roku.
  • W 2023 roku władze Kijowa nałożyły na niego sankcje.
  • Prokuratura w Monako wszczęła śledztwo w sprawie incydentu pod kątem „usiłowania zabójstwa”.
  • Jak podaje dziennik Le Figaro, powołując się na źródła, śledczy skłaniają się ku teorii, że za tą zbrodnią stoi Służba Bezpieczeństwa Ukrainy.

Mispercepcja w stosunkach polsko-ukraińskich

Mispercepcja w stosunkach polsko-ukraińskich

Błędne postrzeganie, nazywane mispercepcją, jest jednym z kluczowych, choć nie zawsze uświadamianych uwarunkowań, destabilizujących stosunki międzynarodowe.

Komplikacje w stosunkach polsko-ukraińskich pokazują, jak liczne zakłócenia poznawcze, spowodowane błędami percepcyjnymi, konfliktami pamięci i świadomie kreowanymi „politykami historycznymi” oraz asymetryczną strukturą relacji między państwami mogą zatrząść nie tylko komunikacją dyplomatyczną, ale i zachwiać podstawami wzajemnego zrozumienia.

W klasycznej monografii Roberta Jervisa, amerykańskiego badacza w zakresie psychologii stosunków międzynarodowych („Perception and Misperception in International Politics”, 1976, 2017), pokazano, jak decydenci państwa „filtrują” swoje postrzeganie innych przez własne doświadczenia historyczne, doznania, uprzedzenia i nastawienia oraz potrzeby polityczne. Na kształtowanie wzajemnych wizerunków, będących rezultatem percepcji, wpływa wiele czynników, w tym indoktrynacja, nauczanie historii i procesy wychowawcze oraz nabywane w  procesie socjalizacji opinie i sądy wartościujące, często o zabarwieniu negatywnym (np. stereotypy czy mity).

Niemałą rolę odgrywa megalomania narodowa i przecenianie swojego wpływu na innych, przekonanie o wyższości czy wyjątkowości. Ważne jest też „lustrzane odbicie” w oczach partnera, zwłaszcza gdy strony nie szczędzą wobec siebie obłudnych pochwał i komplementów.  Jervis podkreślał „zwrotną” rolę postrzegania, tj. konieczność uwzględniania w swojej aktywności poznawczej percepcji innych, „jak oni nas postrzegają”.

Przekonanie o wyjątkowości oraz niezdolność do samooceny, a zwłaszcza rozpoznania i przyznania się do błędów, utrudnia nie tylko diagnozę swojego położenia w kontekście innych uczestników, ale także uniemożliwia zbudowanie trwałej strategii, odpornej na doraźne zakłócenia. Brak krytycznej refleksji oraz nadmierna pewność siebie powodują, że polityczni decydenci są ciągle zaskakiwani niepożądanymi i niespodziewanymi zachowaniami innych, co wywołuje dyskomfort psychiczny i dysonans poznawczy.

Racjonalna spójność poznawcza powoduje, że decydenci dopasowują informacje do już istniejących przekonań i postrzegają je w sposób, którego się spodziewają. A zatem to, co ma być podstawą racjonalności, czyli zdolność przeciwstawiania się fałszywym przesłankom decyzji, zostaje stłamszone przez wcześniej ustanowiony dogmat. Jest to tzw. błąd konfirmacji. Decydenci tak dobierają informacje i nadają im takie znaczenia, aby potwierdzić własne przekonania. Nie są zdolni do ich  rewizji ani tym bardziej odrzucenia.

Miłe złego początki

Powyższe obserwacje śmiało można odnieść do współczesnych relacji polsko-ukraińskich. Wszystko zaczęło się od entuzjastycznego, acz fatalnego w skutkach przyjęcia przez rząd Hanny Suchockiej założenia o „strategicznym partnerstwie” Polski z Ukrainą.

W deklaracji prezydentów Polski i Ukrainy o partnerstwie strategicznym z 25 czerwca 1996 roku obdarzono kredytem zaufania państwo niedojrzałe pod względem ustrojowym i niestabilne w sensie uznania jego podmiotowości prawno-międzynarodowej. Jego długotrwałe spory z Rosją o schedę poradziecką były tego przykładem. Obecnie zapomina się także o tym, że Ukraina należała do najbardziej zsowietyzowanych republik radzieckich, stąd kultura polityczna nowego państwa, pozbawionego na dodatek własnej tożsamości narodowej, daleko odbiegała od standardów przyjmowanych przez Polskę.

Wiarę w możliwość zbudowania przez obywateli Ukrainy normalnego państwa oparto na traktacie o dobrym sąsiedztwie i współpracy z 18 maja 1992 roku, który obie strony wykorzystały raczej do zademonstrowania swojej suwerenności przed Moskwą, a nie źródło realnych zobowiązań. Świadczy o tym lekceważący stosunek do wielu kwestii, choćby w odniesieniu do ochrony polskiej mniejszości narodowej czy opieki nad polskimi cmentarzami na Ukrainie. Błędem okazała się także ideologizacja przez polskie rządy relacji z Kijowem, oparta na fałszywie i wybiórczo interpretowanej doktrynie Giedroycia-Mieroszewskiego, będącej mieszanką rusofobii i neoprometeizmu. Inaczej mówiąc, powrócono do dawno skompromitowanych założeń, które nie wróżyły polityce wschodniej nic dobrego.

Mimo mody i nobilitacji „studiów wschodnich”, nie wyciągnięto żadnych wniosków z historii, które powinny uwzględniać nie tylko odpowiedzi na pytania o tragiczne obciążenia w stosunkach wzajemnych, ale i dlaczego do nich doszło. Zrozumienie istoty zła ukraińskiego szowinizmu ograniczało się do wąskich kręgów badaczy i komentatorów. Nikt nie upominał się u włodarzy państwa ukraińskiego rozliczeń z haniebną przeszłością, co oznaczało w istocie sprzyjanie postępującym procesom banderyzacji. Ośrodki analityczne, zamiast  podsuwać decydentom dowody narastającego kultu zbrodniczych formacji, same ulegały aberracjom poznawczym i  fałszywej ideologizacji.

Dwa czynniki przesądziły o oddalaniu się wzajemnych percepcji i oczekiwań względem siebie. Po pierwsze, tuż za wschodnią granicą ukształtowało się w ciągu kilku dekad państwo oligarchiczne, autorytarne, oparte na kleptokracji i narastającej recydywie nacjonalistycznej. Generowana przez Zachód bezwarunkowa pomoc dla walczącej z Rosją Ukrainy, z dużym udziałem bezkrytycznego wsparcia ze strony Polski, spowodowała zaskakujący efekt.  Państwo oczekujące pomocy od innych stało się nagle bezczelnym graczem, pretendującym do narzucania się ze swoimi roszczeniami i pretensjami. Jego przywódcy z prezydentem na czele uznali, że  mimo braku atutów własnych, mogą dyktować zachowania innym, w tym „strategicznym partnerom”, takim jak Polska.

Po drugie, polscy politycy, angażując się emocjonalnie we wsparcie dla Ukrainy, zaczęli przeceniać stopień, w jakim ich gesty i zachowania są rozumiane przez stronę ukraińską. Okazało się, że niezwykła pomoc nie tylko nie jest należycie doceniana, ale traktowana  w kategoriach cynicznych i instrumentalnych, bez żadnych zobowiązań politycznych. Ukraina bowiem dokonuje wyborów, zgodnych przede wszystkim z własną logiką „preferowania i równoważenia” interesów i partnerów z Unii Europejskiej. Na tym tle widać pilną potrzebę uczenia się polskich decydentów twardej postawy transakcyjnej i – paradoksalnie – wzorowania się na sojuszniku amerykańskim.

Lepiej późno niż wcale?

Gdy zostały przekroczone w sferze symbolicznej „granice wytrzymałości”,  podjęto próbę rewizji załganej historii i  zakwestionowania fałszywej polityki Ukrainy. Decyzję „orderową” prezydenta Karola Nawrockiego należy zatem odczytywać nie jako niepotrzebny i nieprzemyślany incydent, lecz jako godną uwagi próbę odwrócenia negatywnych trendów w zachowaniu rządzących wobec reżimu kijowskiego. Potrzebny jest zdecydowany kontrapunkt wobec narastającego ukraińskiego lobbingu i wpływów w sferze informacyjnej. Nastaje czas weryfikacji wielu decyzji z przeszłości, dotyczących także ogromnej diaspory ukraińskiej w Polsce.

Przez ponad trzy dekady polscy politycy różnych orientacji błędnie odczytywali sygnały płynące z Kijowa. Przyjmowali za dobrą monetę wszelkie deklaracje, choć ze strony polityków ukraińskich nie było woli rzetelnego i uczciwego rozliczenia się z „grzechami” z przeszłości. Sprawę rzezi wołyńskiej skwapliwie przykrywano zbrodnią katyńską, doprowadzając ostatecznie do zażegnania sporu z Rosją, ale zapominając o konieczności podobnego rozwiązania z Ukrainą.

Strona ukraińska umiejętnie odwracała uwagę od spraw drażliwych, podsycając polskie pretensje i wrogość wobec Rosji. W rezultacie, przekonani o sile w ramach instytucjonalnego Zachodu (NATO i UE), polscy decydenci dołączyli gremialnie do jego krucjaty antyrosyjskiej, widząc w niej okazję do  historycznego odegrania się i „ukarania” Rosji.

Bez specjalnego zaproszenia ze strony Kijowa, polscy politycy zaangażowali się gorliwie w przyciąganie Ukrainy na stronę Zachodu. Przypisywanie sobie roli „adwokata” miało nobilitować Polskę, ale w rezultacie po stronie ukraińskiej rodziło poczucie pewnego zażenowania, a po stronie rosyjskiej poczucie „dylematu bezpieczeństwa”. Nie przewidziano, że afiliowanie Ukrainy, a zwłaszcza jej uzbrajanie przez Zachód zostanie odczytane przez Rosję jako zasadniczo wrogie i agresywne, co siłą rzeczy zmusi ją do zdecydowanej reakcji. Zignorowano podstawowe reguły odstraszania, stawiając na konfrontację, niemal na granicy konfliktu nuklearnego. Skutki tego okazały się fatalne, nie tylko dla samej Ukrainy, ale i dla wszystkich jej popleczników.

Na przykładzie takiej polityki widać, jak emocje stają się czynnikiem  napędowym nie tylko przekonań, ale także decyzji i działań. Ograniczenia poznawcze, uprzedzenia oraz – jak w przypadku prezydenta Ukrainy – dziwactwa osobowości, sprawiają, że decydentom  trudno jest poddać się autodiagnozie, czemu bynajmniej nie sprzyjają ani usłużni doradcy, ani żyjące z manipulacji politycznej media masowe.

Decyzja prezydenta Nawrockiego pokazuje, że wola jednego polityka może przełamać cały ciąg determinizmów, składających się na błędne postrzeganie. Wszystkie argumenty na rzecz przerwania nieracjonalnej, a nawet szkodliwej  polityki wobec Ukrainy nie miały takiej siły przebicia, jak to jedno spektakularne posunięcie. Ten przypadek decyzyjny zasługuje na pogłębione badania z zakresu psychologii politycznej, aby wykazać, że mimo dogmatyzacji dotychczasowej polityki, z istotnym udziałem czynnika zewnętrznego, można skutecznie przywracać zdolność rozumienia interesu narodowego i demonstrować odwagę artykułowania sprzeciwu wobec jego błędnego postrzegania.

Tama pękła

To, co się teraz dzieje w sferze publicznej, jest dopiero początkiem czekających nas przewartościowań. Najbardziej niepokojące jest to, że dzisiejsze pseudoelity, gremialnie zblatowane z banderyzmem, nie są w stanie  odrzucić błędnych wizerunków Ukrainy. Przestraszone  narastającym oporem opinii społecznej będą dążyć do połowicznych rozwiązań trudnych kwestii w relacjach z Ukrainą w postaci „zgniłych” kompromisów i bałamutnej narracji. Najgorszym zjawiskiem, jakie może nas czekać, jest pogrążenie się w niemocy, degrengoladzie i paraliżu procesów decyzyjnych oraz  skoncentrowaniu się na utarczkach między obozem prezydenckim a rządem, zamiast wspólnej inicjatywności i racjonalizacji decyzji. Widać wyraźnie, że jedynie wymiana decydentów u steru władzy państwowej może doprowadzić do jakiegoś przełomu i radykalnej rewizji polityki wschodniej. Podstawowym kryterium naboru do nowych sił politycznych powinna być lojalność wobec państwa polskiego oraz promocja osób gotowych i zdolnych do wzięcia odpowiedzialności za wyprowadzenie Polski z potężnego impasu.

Otwarcie nowej perspektywy dla stosunków Polski z Ukrainą wymaga od rządzących diagnozy błędów w postrzeganiu wzajemnym oraz odrzucenia ideologicznych dogmatów o „naszej wojnie” oraz wyolbrzymianej roli  reżimu ukraińskiego w „obronie Polski i Europy przed Rosją”. Potrzebny jest rzetelny bilans  poniesionych kosztów pomocy państwu ukraińskiemu i Ukraińcom w Polsce. Przyjmując jako narzędzie poznawcze tzw. teorię perspektywy, warto zastanowić się, czy nadziei na zyski materialne i polityczne nie przekreśli widmo rysujących się potężnych strat oraz ryzyko dalszego antagonizowania stosunków wzajemnych. Może warto  skorzystać w tej sprawie z doświadczeń amerykańskich i niezależnie od trafności ocen służb wywiadowczych USA, poddać  każde wyzwanie  „ocenie zagrożeń”.

Na razie rządzący wraz z opozycją znajdują się w stanie dezorientacji. Dyskusja skupia się wokół słuszności decyzji „orderowej” i jej konsekwencji, a nie wokół sposobów zerwania z dotychczasowym kursem serwilizmu wobec Kijowa. Sprawa nie jest jednak beznadziejna. Dzięki zdrowej części opozycji, także pozaparlamentarnej, Polskę stać na taką mobilizację, aby mogła samodzielnie kontrolować wszelkie posunięcia wobec sąsiedzkiego środowiska i decydować o swoim losie. Trzeba zerwać z wizerunkiem „państwa frajerskiego” w odbiorze ukraińskich polityków i nauczyć się asertywności. Wrogość wobec Rosji, a subordynacja wobec atlantydów nie mogą usprawiedliwiać ślepoty poznawczej w sprawach Ukrainy!

Co należy robić

Należy przywrócić  racjonalne i realistyczne myślenie w kategoriach regionalnej równowagi. Wojna pokazała, że w sytuacji pata sytuacyjnego, to Ukraina, a nie Rosja chce rozdawać karty i ustawiać sąsiednie państwa, zwłaszcza Polskę, w pozycji podporządkowania. Gotowość do zastąpienia baz amerykańskich wojskami ukraińskimi, zgłaszana przez prezydenta Zełenskiego, trąci nie tylko groteską. Pokazuje, jak megalomania i butne poczucie wyjątkowości, przy wzmożeniu nacjonalistycznym, psuje perspektywy poznawcze decydentów.

Nadchodzi czas, aby polscy politycy uwierzyli we własne możliwości oddziaływań dyplomatycznych. Kolejny raz dają nam przykład Węgry, które także z nowym premierem Péterem Magyarem potrafią przeciwstawiać się presjom i szantażom strony ukraińskiej. Potrzebne jest nowe i wnikliwe rozpoznanie motywów i intencji   władz  Ukrainy oraz racjonalizacja stanowiska wobec Rosji z uwzględnieniem wszystkich zmian, jakie zachodzą w środowisku geopolitycznym.

Zamiast moralizmu, trzeba zacząć kierować się realizmem politycznym. Zamiast altruizmu, wszelkie kalkulacje należy oprzeć na dobrze pojętym egoizmie, na prymacie szacunku dla własnych obywateli i interesów narodu. Wobec Ukrainy należy przyjąć regułę ograniczonego zaufania, a w stronę Rosji wysłać sygnał o gotowości do przywrócenia komunikacji dyplomatycznej. Należy skończyć z pasywnością i ciemięstwem, gdyż za dzisiejsze błędy naiwnych polityków będą płacić wysoką cenę kolejne pokolenia.

Od rządzących w Polsce należy oczekiwać zerwania z polityką, która doprowadziła do fatalnych błędów, odkrywanych obecnie w przestrzeni publicznej. Mniemanie o skuteczności osobistej poszczególnych polityków należy wreszcie skorelować i zweryfikować z powszechnym postrzeganiem w społeczeństwie. Warto pamiętać, że w ostatecznym rozrachunku prawda zawsze leży po stronie społecznych odczuć, a nie po stronie błądzących jak w mgle oficjeli i sprzedajnego komentariatu. Pokazały to wielokrotnie rozmaite wydarzenia historyczne, od najbardziej wzniosłych decyzji o zrywach powstańczych, po ocenę zachowań wyborczych „przypadkowego” społeczeństwa. Im dłużej będzie trwać uparte uzasadnianie przy pomocy masowych mediów ugruntowanej i zdogmatyzowanej pozycji rządzących, tym większe będą napięcia i straty wizerunkowe. Dysonans poznawczy ostatecznie może sprowokować konfrontację między rządzącymi a społeczeństwem. Widać wyraźnie, że w Polsce mamy do czynienia z narastającym kryzysem zaufania do władz. Mimo licznych dowodów na ewidentnie antypolską politykę Ukrainy, siły polityczne głównego nurtu uparcie odrzucają informacje, które podważają ich dotychczasowe przekonania. Takie „antyuczenie się”  przeważnie ma fatalne następstwa.

Interesy, tylko interesy

Kryzys dyplomatyczny w stosunkach polsko-ukraińskich powinien uświadomić obu stronom błędy prowadzonych dotąd „polityk historycznych”, traktowanych jako narzędzia legitymizacji wewnętrznej władz. Reprodukcja wrogich narracji moralnych prowadzi prostą drogą do skonfliktowania społeczeństw. Selektywne eksponowanie cierpienia własnej wspólnoty oraz relatywizowanie win innych tworzy fałszywą perspektywę „równoważenia pamięci”.  Zamiast podgrzewania napiętej atmosfery, należy przystąpić do wyciszania sporów symbolicznych. Może warto uruchomić wąskie forum dialogu na poziomie najwyższej dyplomacji, celem nazwania rzeczy po imieniu, zmniejszenia dystansu i uzgodnienia pryncypiów, których broni każda ze stron. Połączenie wysiłków środowisk prezydenta i rządu zdejmie w wokandy  spór o to, kto ma w nim większą rację.

Oddzielenie od siebie sfery merytorycznej współpracy z Ukrainą od spraw emocjonalnych, skoncentrowanie się na diagnozie interesów (ich zgodności, rozbieżności i sprzeczności), wreszcie na możliwych wariantach rozwiązań istniejących problemów, bez niepotrzebnej propagandy i tromtadracji, pozwoli wypracować aideologiczną metodologię układania się na zasadzie kompromisu i obopólnych korzyści. Nie ma innej drogi do uspokojenia rozhuśtanych emocji.

Obecnie wszystkie badania opinii publicznej po każdej ze stron pokazują wyraźną polaryzację i wzrost negatywnych wskaźników wzajemnych nastawień. W tym kontekście można ludziom zarzucać emocjonalne wzmożenie i uproszczenia poznawcze, ale nie da się zaprzeczyć, że to na rządzących po obu stronach spoczywa główna odpowiedzialność za przywrócenie pewnej równowagi nastrojów. Oby tylko nie kosztem relatywizacji własnych narracji, na przykład przychylania się do ambiwalentnej oceny UPA czy zgody na ukraińską wersję o współodpowiedzialności  za zbrodnie na Polakach.

Wydaje się, że w sensie operacyjnym Polska dysponuje wieloma dźwigniami wpływu i nacisku na władze w Kijowie, aby przywrócić właściwe proporcje w uznawaniu wzajemnych racji. Trzeba przede wszystkim wyprowadzić kijowski reżim z błędu, że Polska nie ma żadnego trwałego „długu moralnego”, aby ponosić długofalowe koszty ekonomiczne wojny, która jest wynikiem szalonych kalkulacji geopolitycznych Zachodu i „biznesowego” myślenia oligarchów ukraińskich. Potrzebna jest nowa legitymizacja współpracy i odbudowa zaufania, czego po polskiej stronie może obecnie  dokonać jedynie administracja prezydencka.

Prof. Stanisław Bieleń

Myśl Polska, nr 27-28 (5-12.07.2026)

Ja Nostradamus …

Ja Nostradamus …

Będę dzisiaj takim Nostradamusem czy innym Jackowskim i napiszę co się wydarzy w najbliższych dniach w stosunkach polsko-ukraińskich i co mniej więcej, będą pisać media głównego nurtu. Nie wymaga to naprawdę wielkiej ekwilibrystyki umysłowej. Jeśli ktoś wie jakie główne siły stoją za większością polityków i mediów, to analizowanie polskiej sceny politycznej jest dziecinnie proste.

Władze na Ukrainie były przekonane, że społeczeństwo jest równie proukraińskie jak „elity” administrujące Polską. Strona ukraińska była przekonana, że nie musi już skrywać zupełnie swojej polityki historycznej i może ją śmiało eksponować nie tylko w kraju, ale również poza jego granicami. Okazało się, ze ogół Polaków znużonych długotrwałą pomocą dla roszczeniowych uchodźców, radykalnie odrzucił bezczelną próbę jawnej rehabilitacji banderyzmu. To musiało być zaskoczeniem do przyzwyczajonych do całkowitej uległości Polski władz Ukrainy.

Nawet środowiska skrajnie proukrainskie i rusofobiczne z kręgów bliskich PiS-owi, nie były wstanie znieść jawnie antypolskich gestów jakimi był uroczysty pochowek zbrodniarza i kolaboranta III Rzeszy Andrija Melnyka czy odesłania kurierem Orderu Orła Białego. Realne ośrodki władzy zauważyły ten trend, który potwierdziły liczne w całym kraju inicjatywy mające na celu uczczenie rzeszy Polaków pomordowanych przez Ukraińców w latach 1939-1947. Uruchomiono procesy mające na celu ratowanie tezy o konieczności sojuszu polsko-ukraińskiego. Moim zdaniem koła ratunkowe w kierunku Ukrainy ze strony władz w Polsce zostały już rzucone.

Zapewne za kilka godzin usłyszymy pobąkiwania o możliwości ekshumacji Polaków pomordowanych przez Ukraińców. Będą one zapewne znów obwarowane jakimiś dziwacznymi warunkami, o czym media będą raczej milczeć. Zapewne w kilku miejscach nawet rozpoczną się prace ekshumacyjne. Zawodowi kresowiacy będą w mediach chwalić dobroduszność władz ukraińskich. Usłyszymy zapewne w okolicach 11 lipca jakąś deklarację o gotowości przeprosin. Myślę, że nawet usłyszmy coś co będzie w jakimś stopniu substytutem przeprosin. Władze ukraińskie złożą kwiaty pod jakimś krzyżem czy tablicą. Ambasador Ukrainy wystąpi z jakimś ckliwy przemówieniem. Odprawione zostaną wspólne polsko-ukraińskie msze. Konferencja Episkopatu Polski po raz kolejny podkreśli znaczenie dialogu i wybaczenia.

Będzie w mediach bardzo dużo o nieuchronnym braterstwie i sporo wspólnym ruskim wrogu. Usłyszymy, że emocje poszły za daleko z dwóch stron. I zapewne, że jeśli polska reakcja nie była inspirowana przez Moskwę, to budzi tam zapewne radość. Jeśli sytuacja nie będzie odpowiednio szybko się uspokajać, to obejrzymy wtedy coś w rodzaju orędzia do Polaków Wołodymyra Zełenskiego. Powie, ze dziękuje za pomoc i rozumie polskie stanowisko.

To niczego istotnego nie zmienia. Polacy nie potrzebują żadnych przeprosin ze strony państwa ukraińskiego. Ponieważ te przeprosiny nie będą szczere i nie będą wynikały z świadomego wyrzeczenia się zbrodniczej tradycji. Będzie to kolejny teatr mający na celu zmiękczenie serc Polaków i czasowe oddalenie jawnej gloryfikacji antypolskiego banderyzmu. Będzie to odbębniony rytuał, który umożliwi dalsze korzystanie z lotniska w Jasionce.

Nasze władze – gdyby były odrobinę suwerenne – już dawno powinny określić minimum oczekiwań względem Ukrainy:

1) penalizacja banderyzmu,
2) jednoznaczne potępienie organizacji banderowskich i neobanderowskich,
3) umożliwienie przeprowadzenia bezwarunkowej ekshumacji i zabrania szczątków Polaków do kraju,
3) budowę muzeum ofiar integralnego nacjonalizmu (szowinizmu) ukraińskiego i pomnika pomordowanych przez Ukraińców w latach 1939-1947 w Kijowie
4) natychmiastową i ostateczną rezygnację z kuriozalnych pomysłów mówiących o budowie czy odbudowie miejsc pamięci banderowców na terenie Polski
5) podpisanie umów gwarantujących systematyczną spłatę pomocy i pożyczek udzielanych w latach 2022-2026.

Naszym odniesieniem do wszelkich działań politycznych powinien być naród polski, a nie żaden obcy naród czy wymyślona ponadnarodowa koncepcja, jak jakieś Międzymorze/ULB. Odniesieniem musi być bezpieczeństwo, dostatek i pomyślność Polski. Pamiętając o przeszłości, obserwując teraźniejszość, trzeba przede wszystkim patrzeć na przyszłość naszego narodu i państwa. Rządzący powinni myśleć jak ułożyć korzystnie dla nas stosunki z sąsiadami po zakończeniu tej wojny. Jak odzyskać to można, a co zostało bezrozumnie oddane.

Wracając do Nostradamusa lub Jackowskiego, będzie zapewne tak jak było. Być może trochę mniej bezczelnie, mniej manifestacyjnie i bardziej ostrożnie. Ale kierunek pozostanie ten sam. Filozofia rządzenia również ta sama. Nie ma w Polsce moim zdaniem sił, które są wstanie przepchać Polskę na inne tory geopolityczne. To musiałoby sie stać na poziomie mocarstw.

Łukasz Jastrzębski

11-godzinny rosyjski atak na Kijów

11-godzinny rosyjski atak na Kijów

Stolica Ukrainy przeżyła ‚noc piekła’  podczas rosyjskiego ataku, w którym zginęło co najmniej 20 osób

Zaledwie kilka godzin po tym, jak Zełenski ostrzegł przed zbliżającą się rosyjską eskalacją konfliktu, nad stolicą Ukrainy przetoczyło się potężna gradobicie dronów i pocisków. W nocnym ataku rakietowym i dronów, który przytłoczył obronę powietrzną Kijowa, zginęło co najmniej 20 osób, a dziesiątki zostały ranne. Sama skala bombardowań sugeruje znaczną eskalację odwetowej strategii Moskwy, po tygodniach, a nawet miesiącach, masowych ataków ukraińskich dronów na terytorium Rosji, wymierzonych w szczególności w rafinerie ropy naftowej i infrastrukturę energetyczną.

Mer stolicy Witalij Kliczko potwierdził, że sześć pięter budynku mieszkalnego częściowo się zawaliło po bezpośrednim trafieniu rosyjskim pociskiem. „Kijów jest atakowany pociskami balistycznymi i dronami” – napisał Kliczko na Telegramie późnym wieczorem. Urzędnicy poinformowali również, że wśród rannych jest co najmniej dwoje dzieci, a w atakach uszkodzeniu uległo trzydzieści kilka miejsc w całym mieście. Kliczko dodał, że był to jak dotąd największy atak na stolicę.

BBC informuje: „Chociaż w poprzednich atakach zginęło więcej osób, w tym najnowszym użyto największej ilości broni przeciwko stolicy i uderzono w wiele miejsc na rozległym obszarze Kijowa. Kilka dzielnic zostało ewakuowanych, gdy ataki wstrząsnęły budynkami w całym mieście. Po ataku ukraińskie siły powietrzne wydały na Telegramie oświadczenie: „Składamy kondolencje wszystkim ofiarom i rodzinom, które straciły bliskich w tym przerażającym ataku terrorystycznym. Zemścimy się!”.

„Mieszkańcy donoszą, że ataki stają się coraz intensywniejsze, obejmując coraz większy obszar regionu stołecznego i trwając dłużej. Atak na Kijów trwał ponad 11 godzin i przebiegał w kilku falach, począwszy od ataku dronów na Stare Miasto w Kijowie, który wywołał pożar w hotelu w centrum miasta” – dodaje BBC. Zełenski przerwał swoją wizytę w Irlandii po rosyjskim ataku.

Zgłoszono szkody w 30 lokalizacjach w całym mieście, głównie w budynkach mieszkalnych i infrastrukturze cywilnej, powiedział Tymur Tkaczenko, szef miejskiej administracji wojskowej w Kijowie. Minister spraw wewnętrznych Ihor Kłymenko poinformował, że w całym mieście uszkodzonych zostało 20 budynków mieszkalnych. Służby ratunkowe poinformowały o wysłaniu prawie 500 funkcjonariuszy i 100 pojazdów specjalistycznych, w tym śmigłowca, do radzenia sobie ze skutkami ataku.

Minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha wezwał sojuszników Ukrainy do wzmocnienia obrony powietrznej kraju po tym, jak wydarzenia w Kijowie nazwał ‚nocą grozy’, wzywając partnerów do nieopóźniania decyzji w sprawie dostawy systemów obrony powietrznej i pocisków rakietowych. W poście na X Sybiha stwierdził, że liczba ofiar śmiertelnych ataku może nadal rosnąć, ponieważ ratownicy kontynuują działania.

Odnośnie liczby wystrzelonych pocisków, ukraińskie Siły Powietrzne oszacowały, że Rosja wystrzeliła podczas ataku 74 pociski i 496 dronów. To ogromna liczba, skoncentrowana wyłącznie na stolicy. Wojsko poinformowało, że jego jednostki obrony powietrznej zestrzeliły większość z nich, ale mimo to 25 pocisków balistycznych i 12 dronów trafiło w 33 cele.

https://youtube.com/watch?v=NABonmeg4UA%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Według ukraińskich sił powietrznych, Rosjanie użyli w ataku w nocy ze środy na czwartek 24 pociski balistyczne Iskander-M, 4 hipersoniczne pociski 3M22 Cyrkon, 34 pociski manewrujące Ch-101 odpalane z powietrza, 8 pocisków manewrujących Kalibr odpalanych z morza oraz 496 dronów dalekiego zasięgu Szahed/Geran. Głównym celem ataku była stolica Ukrainy, Kijów. Poza tym ataki były skierowane na inne miasta.

Sąsiadująca z Ukrainą Polska poinformowała, że atak był tak rozległy, że w czwartek na krótko poderwano myśliwce w ramach środków ostrożności, aby monitorować potencjalne naruszenia przestrzeni powietrznej przez nadlatujące pociski, drony lub myśliwce przechwytujące. Gdy tylko stało się jasne, że nie doszło do żadnych naruszeń, myśliwce powróciły do bazy.

uncutnews.ch/die-ukrainische-hauptstadt-erlebt-eine-hoellennacht-waehrend-eines-elfstuendigen-russischen-angriffs-bei-dem-mindestens-20-menschen-ums-leben-kommen

Napisał: Tyler Durden

Opracował: Zygmunt Białas

Po zabójstwie Chameneiego, świat poza-zachodni gromadzi się dziś w Teheranie – zachodnie NATO odwraca wzrok

Po zabójstwie Chameneiego, świat pozazachodni gromadzi się dziś w Teheranie – zachodnie NATO odwraca wzrok.

Autor: Khamenei.ir,

Po zabójstwie Chameneiego, świat poza-zachodni gromadzi się dziś w Teheranie – zachodnie NATO odwraca wzrok.

Podczas gdy wydarzenie to jest ledwie omawiane w stolicach zachodnich, głowy państw i rządów, a także wysoko postawione delegacje z wielu krajów, gromadzą się dziś w Teheranie, aby oddać hołd zamordowanemu Najwyższemu Przywódcy Iranu, ajatollahowi Aliemu Chameneiemu. W chwili publikacji artykułu przyjazdy wciąż trwają.

Rosja i Chiny, dwaj członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ posiadający prawo weta, również wysyłają oficjalnych specjalnych wysłanników. Rosję będzie reprezentował były prezydent Dmitrij Miedwiediew, a Chiny – specjalny wysłannik prezydenta Xi Jinpinga. Oczekuje się również przybycia wysokiej rangi delegacji Korei Północnej.

Szef irańskiej policji ogłosił mobilizację 265 000 żołnierzy w celu zabezpieczenia zbliżającego się pogrzebu ajatollaha Chameneiego.

Śmierć Chameneiego stanowi historyczny punkt zwrotny. Według irańskich relacji, zginął on w amerykańskim nalocie – wydarzeniu, które fundamentalnie zmieniło sytuację geopolityczną na Bliskim Wschodzie. Chociaż wiele krajów Globalnego Południa jest reprezentowanych przez oficjalne delegacje, reakcja państw członkowskich NATO była niewielka.

Wśród gości, którzy już przybyli, znajdują się prezydent Iraku, prezydenci Gruzji, Kirgistanu, Tadżykistanu, Kazachstanu i Uzbekistanu, a także wysocy rangą przedstawiciele Armenii i Namibii. Do Teheranu udał się również premier Pakistanu Szehbaz Szarif. Indie wysłały wysoko postawioną delegację na pokładzie samolotu sił powietrznych.

Z Jemenu przybyło kilka delegacji, w tym wysoko postawieni przedstawiciele ruchu Ansarallah (Huti). Obecne były również delegacje libańskiego Ruchu Amal, Hezbollahu, irackiego ruchu oporu, a także przedstawiciele Palestyny ​​i uczeni religijni. W ceremonii pogrzebowej uczestniczyła również delegacja Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny ​​(LFWP). Ponadto na uroczystość przybyli przedstawiciele talibów z Afganistanu oraz prezydent Regionu Kurdystanu w Iraku.

Pogrzeb staje się jednym z największych spotkań dyplomatycznych w świecie poza-zachodnim od lat.

Szczególnie uderzający jest kontrast z doniesieniami na Zachodzie. Podczas gdy inne celowe zabójstwa polityków lub głów państw regularnie wywołują ożywione debaty na temat prawa międzynarodowego, suwerenności i ryzyka eskalacji, zabójstwo irańskiej głowy państwa pozostało w dużej mierze niezauważone przez wiele zachodnich mediów i rządy państw NATO.

Niezależnie od politycznej oceny systemu irańskiego, sprawa ta rodzi fundamentalne pytania: Jakie są konsekwencje dla porządku międzynarodowego, gdy urzędujący przywódca państwa ginie w ataku militarnym? I jaki to niesie ze sobą przekaz, skoro o takim wydarzeniu niewiele mówi się publicznie w dużej części Zachodu, podczas gdy liczne państwa z Azji, Afryki i Bliskiego Wschodu wysyłają swoich przywódców na uroczystości pogrzebowe?

Z każdą nową delegacją staje się jasne, że pogrzeb to coś więcej niż tylko wydarzenie religijne. Stał się demonstracją polityczną – a jednocześnie symbolem narastającego podziału między Zachodem a znaczną częścią reszty świata.

=============================================

Iran Observer @IranObserver0

BREAKING: Major countries are sending a delegation to the Funeral of Grand Ayatollah Khamenei The list includes: Russia China Pakistan India Turkey Turkmenistan Tajikistan Iraq Georgia Armenia Afghanistan Oman Qatar Azerbaijan Kyrgyzstan Uzbekistan Bangladesh Egypt Kazakhstan Ghana Nicaragua Congo Serbia Tunisia Lebanon Namibia Malaysia Cuba Sri Lanka Myanmar Gambia Thailand

Zdjęcie

661,7 tys. wyświetleń

Piszą już w głównym nurcie: Według NYT Izrael chciał zamordować irańskich negocjatorów.

Teraz w głównym nurcie: Według NYT Izrael najwyraźniej chciał zamordować irańskich wysłanników państwowych.

To raport o potencjale wybuchowym: Według „New York Timesa” urzędnicy rządu USA obawiali się, że Izrael może zamordować dwóch czołowych irańskich negocjatorów, Abbasa Araghchiego i Mohammada Baghera Ghalibafa, podczas delikatnych rozmów z Teheranem. Stany Zjednoczone podobno ostrzegły Iran za pośrednictwem pośredników. ( New York Post )

Rodzi to poważne oskarżenie: Izraelowi zarzuca się nie tylko ataki na cele wojskowe, bombardowanie Gazy, atakowanie irańskich dowódców i naukowców, ale także, że rozważał zabójstwa czołowych polityków, nawet w trakcie rozmów dyplomatycznych.

Moment jest szczególnie napięty. Podczas gdy Waszyngton oficjalnie negocjował deeskalację, amerykańscy urzędnicy podobno obawiali się, że Izrael mógłby wykorzystać te rozmowy do wyeliminowania kluczowych irańskich partnerów negocjacyjnych. Według doniesień, Araghchi i Ghalibaf byli już na izraelskiej „liście osób do zabicia”, ale zostali tymczasowo usunięci po naciskach dyplomatycznych.

Ten schemat nie jest nowy. Izrael od lat jest powiązany z celowymi zabójstwami irańskich żołnierzy, naukowców i urzędników. W przypadku zabójstwa irańskiego naukowca nuklearnego Mohsena Fakhrizadeha, Izrael został również uznany za odpowiedzialnego przez źródła amerykańskie i wywiadowcze.

Nowy raport „New York Timesa” przenosi jednak debatę na inny poziom. Skoro nawet najbliżsi sojusznicy Izraela w Waszyngtonie obawiają się, że Izrael może zabić dyplomatów lub urzędników państwowych podczas trwających rozmów, to nie chodzi już tylko o „operacje bezpieczeństwa”. Chodzi o systematyczny sabotaż dyplomacji.

Izrael konsekwentnie odrzucał takie oskarżenia lub odmawiał ich skomentowania w przeszłości. Jednak szkody polityczne są ogromne. Każdy, kto prowadzi negocjacje, jednocześnie dopuszczając możliwość zamachu na drugą stronę, niszczy wszelkie zaufanie do dyplomacji międzynarodowej.

Gaza, Iran, Syria, Liban: Polityka Izraela coraz mniej przypomina obronę państwa, a coraz bardziej system permanentnej eskalacji. Raport „New York Timesa” jasno stwierdza: Nawet w Waszyngtonie narastają obawy, że Izrael nie tylko prowadzi wojny, ale także celowo sabotuje rozwiązania dyplomatyczne.

Źródło: Urzędnicy USA uważają, że Izrael planował zabić irańskich negocjatorów: raport

Jak ośmiorniczki zmieniły się w ośmiornicę

Jak ośmiorniczki zmieniły się w ośmiornicę.

Izabela BRODACKA

Od dawna przedstawiciele niezwykle ważnych i wartościowych społecznie zawodów, nauczyciele i lekarze zarabiali grosze. To się radykalnie zmieniło. Obecnie tylko nauczyciele pozostali biedakami. Lekarze zarabiają znakomicie. Jeśli Państwo nie pamiętają, to uprzejmie przypomnę, że pensje lekarzy wystrzeliły w kosmos, w okresie fałszywej pandemii, w wyniku decyzji premiera Morawieckiego. Z osób piastujących publiczne stanowiska najlepiej zarabiają: sekretarz generalny ONZ, szef NATO i prezydent Stanów Zjednoczonych.

Jednak znacznie od nich lepiej zarabia dwudziestoośmioletni młodzieniec z Warszawy, lekarz bez specjalizacji. W zeznaniu podatkowym za rok 2025 ujawnił dochody w wysokości około 1 600 000 złotych! Ten szczęśliwiec jest politykiem Koalicji Obywatelskiej, radnym dzielnicy Ursus, dyrektorem Oddziału SOR w Warszawskim Szpitalu Południowym. Nazywa się Dawid Kacprzyk. W kampanii wyborczej do samorządu otrzymał mocne poparcie partii i osobistą pomoc posła Arłukowicza, który roznosił jego ulotki i publicznie się z nim fotografował. Oczywiście, gdy wybuchła afera pazernego doktorka, pan poseł za Św. Piotrem oznajmił: „Nie znam tego człowieka”.

Dziennikarze niezależnej, nowej Telewizji Kanał Zero, zaczęli badać jak jest zorganizowany szpital, w którym tak dobrze płacą i otworzyli nie puszkę, a wielką beczkę Pandory, z której, po jej otwarciu, obrzydliwie cuchnie.

Okazało się bowiem, że w tym szpitalu, bynajmniej nie na peryferiach, urządzono szybką ścieżkę badań diagnostycznych i leczenia swojaków z Koalicji Obywatelskiej. Integralną częścią tego medycznego luksusu dla politycznej kasty KO, był elegancki salon VIP. To oczywiste, poseł, czy inny senator nie będzie przecież siedzieć kilku, czy kilkunastu godzin w ciasnej i tłocznej poczekalni z pospólstwem. Redaktor Patryk Słowik, który ujawnił tę gigantyczną, a charakterystyczną dla elity rządzącej aferę dysponuje listą prominentnych beneficjentów. Nie ujawnia ich jednak oczekując aż zrobi to prokuratura stawiając im zarzuty. A jak prokuratura ich nie ujawni, zrobi to redaktor Słowik. Ten scenariusz jest prawdopodobny.

Dotychczas poznaliśmy tylko jedną uczestniczkę szpitalnego saloniku VIP i beneficjentkę badań bez kolejki. Jest nią pani poseł kilku kadencji, będąca członkiem naszego parlamentu od kilkunastu lat, pani Pępek, która sama się ujawniła. Nie znają Państwo tej damy? Ja też nie. To jak tłumaczyła korzystanie z badań poza kolejką, w której długo czekają zwykli pacjenci, świadczy o tym, że ona nie jest najostrzejszą kredką w parlamentarnym piórniku i tłumaczy dlaczego niczego nie robi w Senacie. Nie widzi bowiem w pomijaniu kolejki niczego karygodnego. To może lepiej, że ona niczym w Senacie się nie zajmuje.

Afera Warszawskiego Szpitala Południowego zatacza coraz większe kręgi. W Kanale Zero, w rozmowie z Krzysztofem Stanowskim, wystąpił doktor Emil Jędrzejewski, chirurg z kilkudziesięcioletnim stażem, mający najwyższy stopień specjalizacji medycznej, bardzo ceniony w środowisku medycznym fachowiec, były ordynator Oddziału Chirurgicznego Warszawskiego Szpitala Południowego. Poważny mężczyzna, pułkownik wojska.

Właśnie, były ordynator. Został bowiem zwolniony z pracy po tym jak napisał do prezydenta Rafała Trzaskowskiego o tym, że w szpitalu bardzo źle się dzieje, a pan ordynator SOR , bez potrzebnych kompetencji, fatalnie zarządza tym newralgicznym z punktu widzenia funkcjonowania szpitala, oddziałem. Doktora Emila Jędrzejewskiego zwolniła Renata Kaznowska, wiceprezydent Warszawy, odpowiedzialna w stolicy za opiekę zdrowotną, a prywatnie koleżanka partyjna i osobista Dawida Kacprzyka.

Podczas tego wywiadu doktor Jędrzejewski był bardzo powściągliwy, wypowiadał się bardzo ostrożnie. Pomimo tego padły z jego ust oskarżenia najcięższego kalibru, jakie mogą spotkać lekarza. Powiedział bowiem, że z winy lekarza Kacprzyka i w wyniku jego niekompetencji, umierali ludzie. Opowiedział ponadto o procederze podrabiania, fałszowania kart zgonu.

A jedna z historii mogła przerazić nawet człowieka o najmocniejszym układzie nerwowym. Powiedział bowiem, że zdarzyło się na tym SORze, że po wielu godzinach oczekiwania zmarł pacjent. Po czym dla ukrycia faktu nieudzielenia mu pomocy, zlecono wykonanie tomografii komputerowej nieboszczykowi.

Nazajutrz po tym wywiadzie, pan doktor Emil Jędrzejewski zostaw wezwany w charakterze świadka do prokuratury, żeby złożył zeznania. Pod prokuraturą czekał na niego tłum dziennikarzy i fotoreporterów. Ci z mediów rządowych agresywnie i arogancko wykrzykiwali ponawiając pytanie czy ma dowody na swoje oskarżenia. Było oczywiste, że funkcjonariusze mediów reżimowych dostali instrukcje, że trzeba zaatakować, przestraszyć i spostponować sygnalistę, który odważył się ujawnić afery ich politycznych mocodawców. Pan doktor nie odpowiedział dziennikarzom ani prokuratorowi na żadne pytanie. Powiedział, że będzie odpowiadał na nie w obecności swego obrońcy.

Rzecznik prokuratury łamiąc prawo poinformował o odmowie składania zeznań przez świadka. Pan doktor Emil Jędrzejewski był wezwany do prokuratury w charakterze świadka, nie oskarżonego. Tylko w przypadku oskarżonych prokuratura ma prawo wydawać takie oświadczenie. Nota bene, nawet oskarżony ma prawo do odmowy składania zeznań, nie musi oskarżać sam siebie.

Premier Tusk oświadczył, jeszcze przed przesłuchaniem, że pan doktor Jędrzejewski nie jest świadkiem wiarygodnym. Zdaniem premiera, agresywny patol Jacek Murański, kryminalista i człowiek skazywany za fałszywe oskarżenia, „to postać znana i wiarygodna”. Pan doktor tak pochlebnej oceny od premiera nie otrzymał. Osobą Dawida Kacprzyka prokuratura się nie interesuje. Nie chce go przesłuchiwać. Ale on jest ostrożny i przewidujący. Zatrudnił już do własnej obrony słynnego mecenasa, Jacka Dubois, który w jawny i otwarty sposób sprzyja Koalicji Obywatelskiej. Ba, z jej nadania jest funkcjonariuszem KO, zastępcą Przewodniczącego Trybunału Stanu.

I czego jeszcze Państwo nie rozumiecie?

Hańba dla Wielkiej Brytanii. Pakistańczyk kierował pedofilskim gangiem, wyszedł na wolność

Hańba dla Wielkiej Brytanii. Imigrant kierował pedofilskim gangiem, wyszedł na wolność

3 lipca 2026 pch24/hanba-dla-wielkiej-brytanii-imigrant-kierowal-pedofilskim-gangiem-wyszedl-na-wolnosc,

4235654yu4y546y34tery345.jpg
fot. policja w Manchesterze

Kolejny imigrancki skandal w Wielkiej Brytanii. Przywódca pakistańskiego gangu z Rochdale w Anglii, Shabir Ahmed, został zwolniony z więzienia – i będzie mógł dalej mieszkać na Wyspach.

W 2012 roku Pakistańczyk został skazany na 22 lata odsiadki za gwałty na nieletnich. Stracił też brytyjskie obywatelstwo. Teoretycznie powinien zostać teraz odesłany do Pakistanu, ale… w prawie brytyjskim jest luka. W efekcie ten brutalny przestępca pozostanie w Wielkiej Brytanii. Będzie mieszkał na wolności, przebywając jedynie pod nadzorem policyjnym i pod kontrolą systemu GPS. 

Ahmed przyjechał do Wielkiej Brytanii w 1967 roku. Pakistan był dawniej brytyjską kolonią. Zgodnie z prawem, obywatele państw dawnej brytyjskiej Wspólnoty Narodów nie mogą zostać odesłani z Wysp, jeżeli mieszkali na nich już przed 1973 rokiem. 

Gang, którym kierował Pakistańczyk, działał w latach 2008-2010. Przestępcy podawali nieletnim alkohol i narkotyki. Gwałcili je i pozwalali robić to samo innym w zamian za pieniądze. Imigranci brali na celownik nawet 12-letnie dzieci. Pakistańczyk nie wykazywał skruchy. Podczas swojego procesu nazwał sędzię „rasistowską szmatą”. 

Przestępcza organizacja z Rochdale była tylko jednym z elementów wielkiej siatki analogicznych gangów. Imigranci tworzyli podobne struktury w sumie od 1997 do 2013 roku. Szacuje się, że ich ofiarą padło w sumie 1400 dziewcząt, przy czym najmłodsze miały 11 lat. 

Źródło: Junge Freiheit

USA potrzebują drugiej deklaracji Niepodległości, tym razem od Izraela

USA potrzebują drugiej deklaracji Niepodległości, tym razem od Izraela.

Nie ma ważniejszego wysiłku w kierunku odzyskania suwerenności i obrony integralności terytorialnej Republiki amerykańskiej niż rząd federalny USA całkowicie rozwiązujący wszelkie relacje, oficjalne i inne, z Syjonistycznym Państwem Izrael.

To, że Izrael przekształcił się w niezwykle niebezpiecznego śmiertelnego wroga Stanów Zjednoczonych Ameryki, nie jest już przedmiotem żadnej debaty po tym, co następuje:

The Israeli Attack on the USS Liberty
The USS Liberty: A Failed Israeli False Flag Attack Against the United States
Israel assassinated JFK, RFK & MLK
Hard Proof Israel Killed The Kennedy Brothers
Israel’s traitorous CIA point man for both Kennedy assassinations
9/11: All Roads Lead To Israel
INDISPUTABLE EVIDENCE CONFIRMS: 9/11 was both an “Inside Job” and “Mossad Job”
The Zionist State Of Israel Assassinated Charlie Kirk

Izraelski atak na USS Liberty: nieudany izraelski atak fałszywej flagi na Stany Zjednoczone

Izrael zamordował JFK, RFK i MLK

Izrael zabił Braci Kennedy

Zdradziecki Izrael CIA wskazuje człowieka za oba zabójstwa Kennedy’ego

9/11: Wszystkie Drogi Prowadzą Do Izraela

Bezsporne dowody potwierdzają: 9/11 był zarówno „pracą wewnętrzną”, jak i „pracą Mossadu”

Syjonistyczne Państwo Izrael zamordowało Charlie Kirka

Zarówno zabójstwo Charlie Kirka przez Izrael, jak i niezmiernie bezczelne i lekkomyślne podżeganie do wojny z Iranem w 2026 roku, są być może słomkami, które złamały grzbiet wielbłąda, w tym, co dotyczy złośliwej syjonistycznej perfidii i złej woli wobec narodu amerykańskiego.

Chazarscy Barbarzyńcy Zdejmują Maski

Naprawdę, syjonistyczni władcy Trumpa w Tel Awiwie zostali ujawnieni jak nigdy dotąd, ponieważ wielkie przebudzenie ma miejsce w całej amerykańskiej polityce. Gdy masa krytyczna obywateli USA zrozumie, że Izrael jest ich najbardziej zdradliwym wrogiem, wszystko zmieni się z dnia na dzień. Mam nadzieję, że punkt zwrotny nastąpi w tym najbardziej doniosłym półwieczu Stanów Zjednoczonych.

W świetle następującej niepodważalnej rzeczywistości, dlaczego Stany Zjednoczone miałyby chcieć mieć jakikolwiek związek z Syjonistycznym Państwem Izrael?!

State of the Nation
2 lipca 2026 roku

USA potrzebują drugiej deklaracji
Niepodległości, tym razem od Izraela.

CMV

Widzę wiele podobieństw między obecnymi stosunkami USA / Izrael a przedrewolucyjnymi stosunkami między koloniami amerykańskimi a Wielką Brytanią. Wiele skarg przedstawionych w Deklaracji Niepodległości odbija się echem dzisiaj.

Chcę jasno powiedzieć, że mówię o izraelskim rządzie, proizraelskich organizacjach politycznych i zwolennikach polityki rządu izraelskiego. Nie mówię o żydach jako całości, którzy są zróżnicowaną grupą o szerokim spektrum poglądów na Izrael i jego rząd.

Jedna z najbardziej znanych pretensji kolonialnych dotyczyła podatków i reprezentacji politycznej. Dziś Stany Zjednoczone wysyłają miliardy dolarów podatników do Izraela pomimo sondaży, które często wykazują znaczny sprzeciw opinii publicznej. Obrońcy związku mogą argumentować, że Amerykanie wybierają przedstawicieli, którzy podejmują te decyzje. Nieważny z natury niereprezentatywny charakter amerykańskiego rządu, proizraelskie organizacje lobbingowe wydają znaczne sumy pieniędzy, próbując wpłynąć na wybory i politykę publiczną. Ponadto uchwalono wiele ustaw mających na celu uciszenie krytyki Izraela. I widzimy, jak nasi demokratycznie wybrani przywódcy z obu partii często ulegają wpływowi Netanjahu przy stole negocjacyjnym.

Można powiedzieć, że znaczna część tego wpływu nie pochodzi od samego rządu izraelskiego, ale od obywateli amerykańskich, którzy wspierają Izrael i korzystają ze swoich praw politycznych. Jednak z mojej perspektywy osoby te są analogiczne do lojalistów kolonialnych, którzy popierali dalsze dostosowywanie się do brytyjskich interesów. Fakt, że wpływy wywierane są przez podmioty krajowe, a nie wyłącznie z zagranicy, niekoniecznie unieważnia porównanie.

Innym argumentem jest to, że Stany Zjednoczone i Izrael są partnerami o zgodnych interesach, a zatem Stany Zjednoczone nie są pod wpływem wbrew ich woli. Myślę, że może to dokładnie opisać niektórych członków elity politycznej i gospodarczej. Jednak, jestem mniej przekonany, że przeciętny Amerykanin korzysta z relacji w tym samym stopniu. Na przykład konflikty zbrojne na Bliskim Wschodzie (w tym wojna w Iranie), postrzegane przez wielu Amerykanów jako związane z izraelskimi interesami bezpieczeństwa, mogą nakładać na Stany Zjednoczone koszty w postaci wydatków wojskowych, zwiększonego ryzyka bezpieczeństwa, wyższych cen gazu i utraty życia żołnierzy amerykańskich.

Mój pogląd zależy od założenia, że Izrael wywiera znaczący wpływ na amerykańską politykę i kształtowanie polityki. Jeśli to prawda, to uważam, że związek zaczyna przypominać historyczne przypadki, w których ludność uważała, że ważne decyzje są kształtowane przez obce interesy, które nie są w pełni zgodne z ich własnymi. Zdaję sobie sprawę, że analogia jest niedoskonała, ponieważ żadne dwa ruchy niepodległościowe nie są identyczne. Twierdzę, że Izrael wykazuje duży negatywny wpływ na naród amerykański, a zerwanie stosunków wymagałoby od ludzi odebrania izraelskiej władzy w sposób odzwierciedlający historyczne ruchy niepodległościowe.

Aby zmienić mój pogląd, należałoby mnie przekonać do jednego z poniższych:

Że stopień Izraelskiego wpływu na amerykańską politykę spada znacznie poniżej tego, co byłoby wymagane, aby porównania z poprzednimi ruchami niepodległościowymi były znaczące, potencjalnie włączając w to rewolucję amerykańską.

Że stosunki między Stanami Zjednoczonymi a Izraelem zapewniają znaczne korzyści zwykłym Amerykanom, które przeważają nad obawami, które podniosłem.

To zerwanie stosunków z Izraelem można zrobić w sposób, który nie odzwierciedla historycznego ruchu niepodległościowego.

Skandaliczna książka o „duchowości i zmysłowości” dzisiejszego kardynała Víctora Fernándeza

Skandaliczna książka o „duchowości i zmysłowości” dzisiejszego kardynała Víctora Fernándeza pojawia się ponownie

Przez Dawid Ramos 8 stycznia 2024 aciprensa/reaparece-libro-la-pasion-mistica-espiritualidad-y-sensualidad-del-hoy-cardenal-victor-fernandez

Książka, którą dziś kardynał Víctor Manuel „Tucho” Fernández wydał w Meksyku w 1998 roku, pod tytułem La Pasión Mística. Duchowość i zmysłowość, pojawiła się ponownie w ten poniedziałek, 8 stycznia 2024 roku.

Książka została odnaleziona przez argentyńskiego blogera i została ujawniona przez inne media.

Jak w przypadku Saname’a z ustami. Sztuka całowania, wydana przez ówczesne P. Víctor Fernández w 1995 roku w Argentynie, La Pasión Mítica nie znajduje się na liście dzieł, które Biuro Prasowe Watykanu rozpowszechniło 1 lipca 2023 roku, kiedy jego nominacja została uporządkowana jako nowy prefekt Dykasterii dla Doktryny Wiary. La Pasión Mística listado de obras que difundió la Oficina de Prensa del Vaticano

Tekst tego artykułu może zaszkodzić wrażliwości czytelnika.

Kontrowersyjne wiadomości o miłości i seksualności
[Jeśli szukam, to : Deletion notice The document <strong>La pasión mística VMF</strong> has been deleted. md]

Mistyczna pasja. Duchowość i zmysłowość składa się z dziewięciu rozdziałów: „Ogień boskiej miłości”, „Studnia wzniosłej namiętności”, „Szalona historia miłosna”, „Mistyczna namiętność”, „Do końca”, „Moje piękno, przyjdź”, „Męski i kobiecy orgazm”, „Droga do orgazmu” i „Bóg w orgazmie pary”.

Na okładce książki znajduje się obraz The Rapture of Psyche, dzieło Francuza Williama-Adolphe’a Bouguereau, które pokazuje greckich bogów Erosa i Psyche przytulonych i nagich pokrytych ledwie fioletowym płaszczem.

W prezentacji książki można przeczytać: „Ta praca jest zaproszeniem do świata namiętnej miłości, który kryje się w głębi naszej istoty”.

„Tutaj jesteśmy zaproszeni do chodzenia z najbardziej namiętnymi mężczyznami i kobietami w historii na wysublimowanych ścieżkach mistycznego zjednoczenia, aż do osiągnięcia punktu, w którym wydaje się, że dotykamy niemożliwego. Odważmy się przeżyć tę przygodę” – dodał.

3 najbardziej kontrowersyjne rozdziały

Trzy ostatnie rozdziały książki są prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjne.

W rozdziale 7 „Mężczyzna i kobieta orgazm” Fernández przedstawia swoją analizę „jak mężczyzna i kobieta żyją orgazmem i jaka jest różnica między orgazmem męskim a kobiecym orgazmem”.

Następnie wyraźnie odnosi się do aktu seksualnego i tego, co rozumie jako preferencje mężczyzny i kobiety, i nazwał go „nienasyconym”.

Wykonując graficzny opis podniecenia seksualnego, Fernández przedstawia rolę „twardej pornografii” bez ostrzeżenia o jej skutkach lub wyjaśnianiu aspektu moralnego, stwierdzając, że kobieta „mniej pociąga mężczyznę do oglądania zdjęć z brutalnymi scenami seksualnymi, obrazami orgii itp.”, nie dlatego, że jej nie ekscytuje, „ale cieszy się tym i ceni to mniej, a w niektórych przypadkach budzi strach”.

Później Fernández wskazuje, że „na poziomie hormonalnym i psychologicznym nie ma czystego mężczyzny ani czystej kobiety”.

Następnie proponuje się przeanalizowanie, czy „cząstki mężczyzny i kobiety w orgazmie” są powiązane „w jakiś sposób w mistycznej relacji z Bogiem”.

Dla Fernández, będąc „bardziej otwartą” kobietą niż mężczyzna, byłaby „lepiej skłonna pozwolić się przyjąć przez Boga” i być „bardziej otwarta na doświadczenie religijne”. Następnie teoretyzuje o związku tej rzekomej wrażliwości na obecność kobiet w kościele: „Dlatego kobiety dominują w świątyniach”.

W rozdziale 8 „Ścieżka do orgazmu”, obecny prefekt Dykasterii Nauki Wiary odnosi się do tego, co nazywa „upojnymi doświadczeniami Boga” w życiu niektórych świętych.

Wśród nich wspomina św. Teresa z Lisieux: „Święta Teresa Jezusa, chociaż była czule kochana przez Boga, nigdy nie miała bardzo «zmysłowych’ doświadczeń swojej miłości i wydaje się, że osiągnęła tylko przepełnioną i namiętną radość w chwili swojej śmierci, kiedy jej oblicze zostało przemienione i wypowiedziała ostatnie słowa: «Kocham cię, o mój Boże, kocham cię!»”

W rozdziale 9, „Bóg w orgazmie pary”, jako kontynuację tego, co uważał za refleksję „nad możliwością osiągnięcia pewnego rodzaju uporządkowanego orgazmu w naszej relacji z Bogiem”, Fernández zapewnia, że „Bóg przychodzi dotknąć duszy-korporacyjnego centrum przyjemności, tak że doświadcza się satysfakcji, która obejmuje całą osobę”.

Aby podkreślić to, co uważa za „głęboką ocenę przyjemności seksualnej” w innych religiach, pod koniec swojej książki Fernández ucieka się do muzułmańskiego myśliciela Dżalala al-Din al-Suyuti (którego nazywa „Al Sonuouti”), autora różnych islamskich tekstów erotycznych i którego chwali jako „czcigodnego XV-wiecznego egipskiego teologa”.

Cytat, który zawiera muzułmańskiego autora, brzmi: „Chwała Allahowi, który potwierdza twarde i wyprostowane penisy, takie jak włócznie, aby prowadzić wojnę w pochwach”.

Kim jest kardynał Víctor Manuel „Tucho” Fernández?

Urodzony 18 lipca 1962 roku w Alcira Gigena, Kordoba (Argentyna), kardynał Fernández, obecnie 61, został wyświęcony na kapłana 15 sierpnia 1986 roku, w wieku 24 lat.

Ukończył teologię ze specjalizacją biblijną na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie w 1988 roku, a w 1990 roku uzyskał doktorat z teologii na Wydziale Teologicznym Papieskiego Katolickiego Uniwersytetu Argentyńskiego (UCA).

Zanim ukazała się Mistyczna Pasja. Duchowość i zmysłowość miały 35 lat, 12 z nich jako kapłan.

W 2009 roku ówczesny arcybiskup Buenos Aires, kardynał Jorge Mario Bergoglio (obecnie papież Franciszek) zaproponował go jako rektora UCA, ale potwierdzenie powinno być udzielone przez Watykan, poprzez ówczesny Kongregacja na rzecz Edukacji Katolickiej, obecnie Dykasterię Kultury i Edukacji.

Ta dykasteria z kolei wymagała poświadczenia przez Zgromadzenie – dziś Dykasterię – dla Doktryny Wiary, że nie ma nic problematycznego w nowym rektorze.

Były prefekt Dykasterii Nauki Wiary, kardynał Gerhard Müller, potwierdził w Krajowym Rejestrze Katolickim w lipcu 2023 r., że Watykan miał dossier na temat Fernandeza . Z powodu pytań, pytań i pytań z ciała Stolicy Apostolskiej, obecnie kardynał Fernández nie mógł objąć stanowiska rektora UCA do maja 2011 roku, prawie dwa i pół roku po jego nominacji.

W maju 2013 roku papież Franciszek mianował go arcybiskupem bez przypisania mu konkretnej archidiecezji. Pięć lat później, 2 czerwca 2018 roku, został mianowany arcybiskupem La Plata.

Fernández sprawował to stanowisko do czasu swojej niedawnej nominacji jako prefekta Dykasterii dla Doktryny Wiary. 30 września 2023 roku został stworzony przez papieża Franciszka.

Uważany jest za „teologa papieża Franciszka” i pisarza „ducha” – za kilkoma pismami Papieża.

Zarzut prefekta Dykasterii dla Doktryny Wiary jest prawdopodobnie drugą najpotężniejszą pozycją w Watykanie, tylko po tym, jak papież. Najnowsi byli wybitni teologowie, tacy jak kardynał Luis Francisco Ladaria, Hiszpan; i kardynał Gerhard Müller, Niemiec. Jest to również stanowisko kardynała Josepha Ratzingera aż do śmierci św. Jana Pawła II, po czym został wybrany na papieża i przyjął imię Benedykt XVI.

Wśród jej głównych funkcji jest zapewnienie prawidłowej doktryny katolickiej i reagowanie na obawy doktrynalne. Chociaż formalnie nie zależy to od tej dykasterii, wewnątrz znajduje się Papieska Komisja Ochrony Mniejszych, watykański organ, który walczy z nadużyciami seksualnymi w Kościele katolickim.

Ostatnią i najbardziej kontrowersyjną publikacją, którą kardynał Fernández podpisał jako prefekt Dykasterii Nauki Wiary, była niewątpliwie stwierdzenie Fiducia supplicans, z 18 grudnia 2023 r., Które stwierdza, że księża mogą „błogosławić pary w nieregularnych sytuacjach i par jednopłciowych, bez oficjalnego potwierdzania ich statusu lub zmiany w jakikolwiek sposób odwiecznego nauczania Kościoła o małżeństwie”.Fiducia supplicans

Deklaracja spowodowała globalną niepewność i podziały, a episkopaty na kontynencie afrykańskim ostrzegły, że nie będą czynić błogosławieństw, które fiducjańscy supplicjanie uważają za „zasób duszpasterski”.

Aborcyjny szpital w Lublinie grozi obrońcom  życia sądem. Aborcja to zbrodnia – nawet jeśli czasem jest legalna.

Aborcyjny szpital grozi mi sądem

Kaja Godek – Fundacja Życie i Rodzina

Aborcja to nie medycyna i nie jest to leczenie. To zbrodnia – nawet jeśli czasem jest legalna.

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Szpital im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego [sic!! md] w Lublinie przysłał mi pismo przedprocesowe. Grożą mi sądem. Identyczny dokument otrzymała Fundacja Życie i Rodzina. Prawnicy i dyrekcja placówki oburzyli się, że ujawniliśmy prawdę: w murach ich szpitala doszło do urodzenia żywego dziecka z aborcji i jego śmierci już na tym świecie.

W Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Lublinie dziecko przeżyło procedurę aborcyjną i urodziło się żywe. Następnie zostało przekazane na Oddział Neonatologii do reanimacji. Pomyślmy o tym absurdzie: najpierw jedni lekarze robią wszystko, aby pozbawić dziecko życia, a gdy im się to nie udaje, kolejni próbują ratować ofiarę. Bezskutecznie – mały człowiek zmarł w męczarniach.

Teraz nad tą tragedią ma zapaść absolutna cisza. Próbują nas zakneblować – najpierw pismem, potem procesem.

Szpital uruchamia prawników, by ukryć prawdę. Pomóż nam odpędzić ten atak:

Wspieram

Dyrektorowi szpitala, Piotrowi Matejowi, szczególnie przeszkadza prawda. Nie podoba mu się określenie „zabijanie dzieci poprzez aborcję”. Jak zatem inaczej nazwać to, co działo się na Kraśnickiej? Matej twierdzi, że procedury były legalne. Czy według jego logiki, skoro uśmiercanie bezbronnych bywa zalegalizowane przez państwo, to nagle przestaje być zabijaniem? Przecież to kpina z sumienia i rozumu.

Dyrekcja ubolewa, że kampania Fundacji uderza w zaufanie pacjentów do szpitala. Czy mamy milczeć, żeby ludzie żyli w iluzji, że w tej placówce chroni się życie? Czy wyobraża Pan sobie taką obłudę – zabijać dzieci, a potem żądać aplauzu i nieinformowania o aborcji w imię dobrej opinii o samym abortorium?

Szpital wysłał do mediów oświadczenie, zarzucając nam kłamstwo. Śmiało zaprzecza faktom. Sprawa dziecka z Lublina jest udokumentowana, znajduje się w oficjalnych rejestrach medycznych, była przedmiotem interwencji poselskiej, a sam szpital wcześniej potwierdzał, że na oddziale leżał żywy wcześniak po nieudanej tzw. „terminacji”.

Ta sprawa nie zostanie zamieciona pod dywan. Jesteśmy to winni temu maleństwu oraz wszystkim dzieciom zagrożonym aborcją w szpitalu przy Alei Kraśnickiej.

Zarząd szpitala działa na pełnych obrotach, aby zamknąć nam usta. Ich problemem są nasze pikiety i fakt, że podnosimy alarm w sprawie praktyk za zamkniętymi drzwiami. W murach szpitala imienia bł. Kardynała Wyszyńskiego w ciągu zaledwie 6 lat zginęło aż 14 dzieci.

8 z nich zabito na podstawie tzw. przesłanki psychiatrycznej – np. pod pretekstem zaburzeń adaptacyjnych u matek. Zamiast zaoferować kobietom prawdziwą terapię i pomoc psychologiczną i psychiatryczną, wykonywano wyrok śmierci na ich dzieciach. Z czym wracała taka kobieta do domu? Z ciałkiem dziecka do pochówku lub nawet bez niego, jeśli poszło do odpadów medycznych lub spalarni.

Aborcja to nie medycyna i nie jest to leczenie. To zbrodnia – nawet jeśli czasem jest legalna.

Szanowny Panie,

Czy wobec gróźb ze strony sprawców aborcji zamierzamy milczeć i czy przestraszymy się ich prawników?

Nigdy.

Odpowiadamy jeszcze większą mobilizacją. Zapraszam Pana oraz każdego, komu nie jest obojętny los nienarodzonych, a kto może dotrzeć do Lublina, na Publiczny Różaniec o zatrzymanie aborcji. Pod tym właśnie szpitalem – stańmy tam razem i pokażmy prawdę.

PUBLICZNY RÓŻANIEC NA ALEI KRAŚNICKIEJ W LUBLINIE:

  • 📅 Najbliższy poniedziałek – 6 lipca
  • 🕔 Godzina 17:00
  • 📍 Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Lublinie, Al. Kraśnicka 100

Wściekła reakcja aborterów uświadamia mi jedno: potrzeba jeszcze więcej modlitwy, potrzeba więcej pokazywania prawdy o aborcji – aby przebić mur obojętności, poruszyć serca i sumienia. I ratować życie dzieci, choćby aborcjoniści chcieli spuścić zasłonę milczenia na swoje okrutne działania.

Przyjdźmy licznie. Okażmy solidarność z zabijanymi dziećmi, a nie z nieczułymi decydentami – w ministerstwach, gabinetach politycznych i zarządach szpitali – którzy w miękkich fotelach lekką ręką podpisują wyroki śmierci na bezbronnych.

Działalność Fundacji Życie i Rodzina i skuteczna obrona prawna przed kłamstwami aborcjonistów zależy od Twojej ofiarności:

Wspieram

Szpitalowi na Kraśnickiej mówię natomiast jedno: zamiast straszyć pozwami i wydawać oświadczenia – skończcie z aborcją. Poczęte dzieci to przecież także Wasi malutcy pacjenci.

Dziękuję Panu za każde wsparcie – modlitwę, obecność i ofiarność. Tylko razem jesteśmy w stanie przeciwstawić się kulturze śmierci. Do zobaczenia w Lublinie.

Z wyrazami szacunku,

Kaja Godek
Kaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Nie wycofuję się z żadnego słowa, nie przepraszam za obronę życia. Z pewnością zgodzi się Pan ze mną, że nie można oczekiwać sytuacji, w której robi się aborcję, ale nikt o nią nie pyta i nikt się nie oburza. Każda aborcja to zbrodnia.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

Do rzeczy: Fernández: Przedstawia wyimaginowaną zmysłową relację między Chrystusem a nastolatkiem….

dorzeczy4/kardynal-fernandez-tlumaczy-sie-z-kontrowersyjnej-ksiazki

Książka przedstawia wyimaginowaną zmysłową relację między Chrystusem a nastolatkiem, łączy ludzki orgazm z boską intymnością i mówi o grzesznych czynnościach seksualnych wykonywanych w sposób „bez poczucia winy i bez utraty łaski Bożej ani doświadczenia Jego miłości”.

======================================

„Nie napisałbym tego teraz”. Kardynał tłumaczy się z kontrowersyjnej książki

Kardynał Victor Manuel Fernandez
Kardynał Victor Manuel Fernandez Źródło: PAP/EPA

Kardynał Víctor Manuel Fernández, kierujący pracami Dykasterii ds. Nauki Wiary, odpowiedział na krytykę dotyczącą napisanej w latach 90. książki o duchowości i zmysłowości.

W napisanej w 1998 roku książce argentyński kapłan przedstawił duchową refleksję na temat ludzkiej seksualności i znaczenia orgazmu. Tekst wypłynął ponownie na światło dzienne w związku z kontrowersyjną deklaracją „Fiducia supplicans” wydanej przez Dykasterię ds. Nauki Wiary i zaaprobowanej przez papieża Franciszka, która, pod pewnymi warunkami, zezwala na błogosławieństwo par osób tej samej płci.

– Z pewnością nie napisałbym tego teraz – powiedział portalowi Cruxowi kardynał Fernández, zauważając, że napisał tę książkę, gdy był młodszy.

Kardynał zauważył, że anulował publikację książki o tematyce seksualnej wkrótce po jej ukazaniu się i „nigdy nie pozwolił na jej przedruk”. Dodał, że napisał ją z myślą o młodych parach, które „chciały lepiej zrozumieć duchowe znaczenie swoich związków”, ale potem zdał sobie sprawę, że książka „mogła zostać źle zinterpretowana”.

– Dlatego nie sądzę, że rozpowszechnianie tego teraz jest dobrym rozwiązaniem. W rzeczywistości nie wyraziłem na to zgody i jest to sprzeczne z moją wolą– powiedział Fernández.

Kontrowersyjna książka

Książka przedstawia wyimaginowaną zmysłową relację między Chrystusem a nastolatkiem, łączy ludzki orgazm z boską intymnością i mówi o grzesznych czynnościach seksualnych wykonywanych w sposób „bez poczucia winy i bez utraty łaski Bożej ani doświadczenia Jego miłości”.

W siódmym rozdziale książki Fernández porusza temat pornografii i podniecenia seksualnego, stwierdzając, że „kobietę […] mniej niż mężczyznę pociąga oglądanie zdjęć zawierających sceny przemocy, obrazy orgii itp. Nie oznacza to, że nie podnieca ją hardcorowa pornografia, ale raczej to, że mniej ją to cieszy i mniej ceni”.

W dalszej części tekstu omawiana jest „możliwość osiągnięcia w naszej relacji z Bogiem pewnego rodzaju satysfakcjonującego orgazmu, który nie oznacza tyle fizycznych zmian, co po prostu to, że Bogu udaje się dotknąć duchowo-cielesnego centrum przyjemności, tak że zaspokojenie, które obejmuje całą osobę, jest doświadczane”.

„Pamiętajmy, że łaska Boża może współistnieć ze słabościami, a także z grzechami, gdy zachodzi bardzo silne uwarunkowanie. W takich przypadkach osoba może robić rzeczy, które są obiektywnie grzeszne, ale nie jest temu winna i nie traci łaski Bożej” – stwierdził z kolei autor we fragmencie dotyczącym homoseksualizmu.

W Kijowie żałoba. Popularna platforma udostępniła „Sąsiadów” Międlara. Dokument dostępny w 11 wersjach językowych

W Kijowie żałoba. Popularna platforma udostępniła „Sąsiadów” Międlara. Dokument dostępny w 11 wersjach językowych

2.07.2026 nczas/w-kijowie-zaloba-popularna-platforma-udostepnila-sasiadow-miedlara-dokument-dostepny-w-11-wersjach-jezykowych

[filmiki w oryginale md]

sasiedzi otoka-frackiewicz prime video
NCZAS.INFO | „Sąsiedzi. Preludium” na Prime Video / fot. X / Rafał Otoka-Frąckiewicz

Na platformie Prime Video pojawił się film dokumentalny Jacka Międlara „Sąsiedzi”. Opowiada on historię ukraińskiego ludobójstwa na Polakach żyjących na Kresach Wschodnich II RP w trakcie i po II wojnie światowej. Film dostępny jest w 11 językach.

„Wieści zza oceanu mówią, że Ukraińcy już za parę dni będą świętować ogólnoświatową promocję ich bohaterów, historii i kultury, którą podziwiać będą mogli ludzie na wszystkich kontynentach naszego globu” – napisał we wtorek Otoka-Frąckiewicz na X.

W czwartek natomiast okazało się, że chodzi o film „Sąsiedzi” Jacka Międlara. Trafił on na platformę Prime Video, gdzie jest dostępny w kilkunastu językach i zyskuje wielką popularność.

„Stało się. Seria Sąsiedzi traktująca o zbrodniach ukraińskich nazistów na Wołyniu w reżyserii pana @jacekmiedlar trafiła na @PrimeVideo i dostępna jest w kilkudziesięciu krajach świata w 11 wersjach językowych z miejsca stając się numerem jeden wśród filmów dokumentalnych na tej platformie” – napisał na X Otoka-Frąckiewicz.

Przypomniał, że „film powstał dzięki składkom Polaków i nie wsparło jego powstania żadne z ministerstw, ani instytucji takich jak @ipngovpl”.

W praktyce oznacza to, że świat ma okazję poznać historię Kresów Wschodnich II RP i ukraińskiego ludobójstwa na Polakach – w mediach w Polsce często fałszywie spłycanego do zbrodni wyłącznie UPA jedynie w rejonie Wołynia, choć skala była większa i w ludobójstwie masowo brali udział tzw. zwykli Ukraińcy – oraz historię UPA, gdy Kijów ogłasza tychże zbrodniarzy bohaterami.

W komentarzach pojawiły się informacje o problemach z wyświetlaniem filmu. Jacek Międlar jednak napisał, że „będzie” w porządku wkrótce.

Rosjanie paraliżują ukraiński przemysł zbrojeniowy

Żywiecki: Rosjanie paraliżują ukraiński przemysł zbrojeniowy

Sporo słyszymy o kolejnych atakach ukraińskich, mających rzekomo świadczyć, że Rosja jest kolosem uginającym się od ciosów na swoich glinianych nogach.

Tymczasem rzadko kiedy jesteśmy w stanie dowiedzieć się czegoś o działaniach strony przeciwnej, czyli rosyjskiej przeciwko Ukrainie. 

Strzały do Kijowa

Tymczasem tylko wczoraj doszło do ataków na stołeczny Kijów. Rosyjskie rakiety i drony trafiły m. in. w obiekty spółki Fire Point (kontrolowanej przez otoczenie Zełenskiego, w tym zbiegłego do Izraela Timura Mindicza) produkujące elementy do rakiet Flamingo, czyli flagowego produktu owej firmy. Do tego uszkodzone zostały Kijowskie Zakłady Radiowe, magazyny paliwowe i olejowe fabryki Kijów-3. Równoległe Rosjanie zaatakowali podstacje gazowe dostarczające ten surowiec energetyczny do wspomnianych zakładów. 

Likwidacja przemysłu rakietowego Ukrainy?

Rosyjskie uderzenia z jednej strony przedstawia się jako reakcję odwetową za przeprowadzone niedawno ostrzały celów cywilnych w Rosji, w tym infrastruktury energetycznej i transportowej. Nacelowane były one jednak dość precyzyjnie w kluczowe zakłady umożliwiające funkcjonowanie ukraińskiego przemysłu rakietowego.

Przykładem są zakłady spółki Radioniks, bez których w praktyce nie jest możliwa dalsza produkcja rakiet przez Ukrainę. Chodzi o wspomniane już rakiety Flamingo będące chlubą ukraińskich władz i mające zasięg pozwalający na atakowanie celów położonych w głębi terytorium Federacji Rosyjskiej. 

Zaatakowane zakłady Radioniks

Atak na magazyny dronów

Z kolei w zachodniej części obwodu kijowskiego ofiarą rosyjskich uderzeń padły wczoraj magazyny dronów i części do nich, co ma znacznie ograniczyć zdolności ofensywne ukraińskich wojsk używających przeciwko Rosjanom systemów bezzałogowych. 

Uszkodzenia obiektów cywilnych w Kijowie

Strona ukraińska tradycyjnie wskazuje, że celem rosyjskich uderzeń miały być obiekty cywilne. Tymczasem analiza niektórych materiałów filmowych i fotograficznych wykonanych przez mieszkańców Kijowa wskazuje, że wiele domów mieszkalnych wykazuje zniszczenia typowe dla działania systemów rakietowych obrony przeciwlotniczej (wiele uszkodzeń wynikających z rozbijania się ich pociskowa mniejsze części).

Dodatkowo świadkowie relacjonują, że część rakiet obrony ukraińskiej rozpadała się już w powietrzu, co świadczy o ich niskiej jakości, względnie braku umiejętności korzystania z nich przez wojska ukraińskie. Jest to zresztą problemem już od dawna, ale ostatnio kłopot ten się nasila w związku z dotkliwym brakiem amunicji do szeregu systemów zachodnich, w tym zestawów Patriot zestawów Zjednoczonych i od ich europejskich partnerów. 

Pożar na osiedlu Kwartał Francuski w Kijowie wskutek uderzenia ukraińskiej rakiety obrony przeciwlotniczej

Uszkodzony 4-piętrowy budynek w Kijowie

Marek Żywiecki

Ośmiornica Sorosa

Ośmiornica Sorosa

Na stronie sorosowskiej Fundacji Batorego zamieszczono Wspólne oświadczenie polskich i ukraińskich organizacji, działaczy i działaczek społecznych. Zamieszczam nudne oświadczenie i niezwykle ciekawą pełną listę sygnatariuszy. „Współpraca polskiego i ukraińskiego społeczeństwa obywatelskiego rozwija się nieprzerwanie od wielu już dekad. Zapewniamy Was, że nie przerwą jej ani nie osłabią ostatnie wydarzenia polityczne. Nasza przyjaźń trwa i jedynie krzepnie w obliczu rosyjskiej agresji i dzięki heroicznej walce narodu ukraińskiego, „za wolność waszą i naszą”. Wspólnie działaliśmy, działamy i będziemy nadal działać na rzecz niepodległych, bezpiecznych, demokratycznych i zaprzyjaźnionych Ukrainy i Polski, w których szanowane są prawa i wolności człowieka”.

Oświadczenie podpisali między innymi: Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Центр громадянських свобод – Centrum Wolności Obywatelskich, Олександра Матвійчук – Oleksandra Matviichuk, Folkowisko Ukraina, Forum SAN, Polskie Forum Migracyjne, Fundacja Ukraiński Dom, Fundacja im. Stefana Batorego, Komitet Obrony Demokracji (KOD), Organizacja pozarządowa “Ukraińsko-Polski Związek Paderewskiego“, Związek Ukraińców w Polsce, Obywatele RP, Instytut Spraw Publicznych, Fundacja Jaw Dikh, Euromajdan-Warszawa, Klub Inteligencji Katolickiej, Fundacja Edukacja dla Demokracji, Kampania Przeciw Homofobii, Akcja Demokracja, Fundacja Sunflowers, Otwarta Rzeczpospolita – Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii Polskie, Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego, Stowarzyszenie “SOS Wioski Dziecięce w Polsce”, Fundacja Ogólnopolski Strajk Kobiet, Institute of Innovative Governance (ГО “Інститут Інноваційного Врядування), Marta Lempart, Institute for social innovation NGO (ГО “Інститут розвитку суспільних інновацій”), Stowarzyszenie Lepsza Demokracja, Kongres Katoliczek i Katolików, Fundacja Wolne Sądy i dziesiątki innych.

Polska jest opleciona przez tysiące różnorakich fundacji i fundacyjek. Ich działania dalej są niedoceniane. Organizacje te lobbują za różnorakimi sprawami i rozwiązaniami, często sprzecznymi z interesem narodu polskiego.

Moim zdaniem w walnej części to one odpowiadają za stan dzisiejszej Polski i źle wyglądającą przyszłość. Ich mnogość powoduje niemałe trudności z rozszyfrowaniem i umożliwia im skuteczne działanie. Funkcjonują osobno, uderzają razem. Domagamy się, by oznaczać odpowiednio produkty w sklepach. I jest to słuszne, bo chcemy wiedzieć czy kupowane ziemniaki i marchew pochodzi z naszych upraw, czy przywieziono je z Ukrainy, RPA, Rosji, Holandii czy Izraela.

Tym bardziej powinno się również, tak oznaczać stowarzyszenia, organizacje, gazety, portale internetowe czy partie polityczne. Należałoby je oznaczać zarówno w nazwach jak i znakach graficznych. Taka informacja miałaby znaczenie przy ocenie danego stowarzyszenia, ruchu, organizacji. Powinniśmy wiedzieć kto kogo finansuje. Jaka ambasada, fundacja czy milioner stoi za danym projektem społecznym czy politycznym. To by wiele wyjaśniło. Byłby to najprawdopodobniej koniec bredzenia o rubelkach. I z całą pewnością trzeba by zacząć rozmawiać o euro i dolarach. I być może spowodowało jakiś otrzeźwienie naszego narodu.

Fundacja Batorego, założona przez ciągle żyjącego 96-letniego George’a Sorosa. W radzie tej fundacji zasiadają między innymi: Ola Hnatiuk, Mikołaj Cześnik, Rafał Dutkiewicz, Jan Olbrecht. W przeszłości należeli do niej Olga Tokarczuk, Helena Łuczywo, Agnieszka Holland, Jan Krzysztof Bielecki czy Andrzej Rychard.

Widzimy pajęczynę powiązań finansowych, ideowych i środowiskowych. A właściwie widzimy ich jawną część. Skalę jawnych wpływów można ocenić na przykład poprzez wspólne stanowiska.

Rasistowskie dowcipy

Oto dwudziesty siódmy w tym roku SOBOTNIK.

Z pozdrowieniami Małgorzata Todd www.mtodd.pl

Rasistowskie dowcipy 27/2026(781)

Żarty o blondynkach mają się dobrze i nikt nie pyta skąd się wzięły. A może były przygrywką do prawdziwego rasizmu, z którym mamy do czynienia obecnie?

     Odważni pytają skąd brytyjska policja, wezwana do rannego Polaka z góry wiedziała, że zasłużył on sobie na taki los? Wystarczył oczywiście sam kolor skóry. Biały, znaczy winny, czarny – oj przepraszam – afroamerykański znaczy niewinny, mimo że zabił.

     Blondynka, znaczy głupia. Tego typu do-w-cipy cieszą gawiedź, która może się poczuć mądrzejsza od tej „głupiej baby”. Przerobienie blondynki na afro-amerykankę europejskiego pochodzenia nic by nie dało, nawet gdyby ktoś się na to odważył. Taka bohaterka opowiastki, musiałaby wówczas być mądra (przemądrzała) do tego stopnia, że nikt przeciętny by nie rozumiał w czym rzecz.

     Rasizm próbuje zawłaszczyć wszystkie, (prócz fioletowego) barwy. Fioletowy oznacza mądrość, a z tą rasistom nie po drodze. Zmieniając barwy, rasizm pozostaje nadal głupią ideologią, na którą nie ma metody.



Ku skojarzeniom

– Kuku… – zaczęła Małgorzata. –Na muniu. – dokończył DUCH CZASU.
– Dlaczego zaraz na muniu?
– A na czym?
– Zgadnij, albo zapytaj raczej, co robi.
– Łka.
– Biedna, ale dlaczego?
– Bo kuku łka.
– Aha.
– Albo lepiej: łeczka.
– Co to jest łeczka?
– Też ptak. Kukułeczka kuka, chłopiec panny szuka.
– A może zamiast szukać, lepiej by latał?
– Nad kukułczym gniazdem?
– Gdyby takie istniało.
– Niekiedy odnoszę wrażenie, że wszyscy odbywamy czasem lot nad kukułczym gniazdem.
‒ No, może jednak nie wszyscy. My dwoje należymy do tych, co raczej twardo stąpają po ziemi.
– Racja. Lotów nad kukułczym gniazdem dokonują ci, dla których Qr jest przerywnikiem, bez którego nie potrafią sklecić najprostszego zdania.
– Zakładając, że nie jest to ciągłe wzywanie mamusi według domniemanej profesji.

Polak pomagający Kresowiakom zatrzymany przez SBU

Ukraińscy żołnierze z systemem ppk Javelin w Donbasie. Fot. Defense Express

Polak pomagający Kresowiakom zatrzymany przez SBU.

Mówi o przymusowym wcielaniu Polaków do armii

2 July 2026 kresy/polak-pomagajacy-kresowiakom-zatrzymany-przez-sbu-mowi-o-przymusowym-wcielaniu-polakow-do-armii

Marcin Fijas, który od początku wojny wielokrotnie jeździł z pomocą do Polaków mieszkających na Ukrainie, opowiedział w podcaście Tomasza Drwala o sytuacji Kresowiaków wcielanych do ukraińskiej armii. Działacz twierdzi, że został zatrzymany przez SBU pod zarzutem dywersji, a pomoc Polakom na Ukrainie jest problemem zarówno dla Kijowa, jak i Warszawy.

Marcin Fijas, Polak zaangażowany w pomoc Kresowiakom na Ukrainie, był 16 czerwca gościem podcastu Tomasza Drwala. W rozmowie mówił o sytuacji Polaków mieszkających na Ukrainie, w tym osób wcielanych do ukraińskiej armii.

Fijas przekazał, że szóstego dnia wojny wyjechał na Ukrainę i wstąpił do Legionu Międzynarodowego. Po powrocie do Polski przez trzy lata organizował pomoc dla Polaków z Kresów, przede wszystkim tych, którzy – jak twierdzi – zostali wbrew własnej woli wcieleni do Sił Zbrojnych Ukrainy.

Zobacz też: Ukraina odmawia wjazdu organizatorowi pomocy dla Polaków na Kresach – alarmuje Stowarzyszenie Wspólnota i Pamięć

Według relacji Fijasa był on na Ukrainie blisko 60 razy. Miał pomagać setkom rodzin, organizować pikniki w polskich wioskach oraz przewozić paczki, sprzęt i pomoc medyczną.

Działacz mówił również o działaniach ukraińskiego TCK (Terytorialnego Centrum Rekrutacji i Wsparcia Społecznego, jednym z głównych zadań centrum jest mobilizacja ludności do armii) wobec Polaków mieszkających na Ukrainie. Twierdził, że mężczyźni są zabierani z ulic, sprzed domów i kościołów, a następnie wcielani do wojska. W jego ocenie na froncie znajduje się co najmniej około 100 osób, które czują się Polakami.

Fijas stwierdził także, że Polska „nie zrobiła nic” dla Polaków wcielanych do ukraińskiej armii ani dla rodzin żołnierzy, które pozostały same w domach. Według niego temat ten jest nieopłacalny politycznie dla polskich władz.

Według Fijasa ukraińskie służby mają prowadzić szczególnie wzmożony pobór w miejscowościach zamieszkanych w dużej części przez Polaków. Twierdził, że takie działania są mniej aktywnie prowadzone w wioskach, w których przeważa ludność węgierska lub rumuńska. W jego ocenie Polacy mieszkający na Ukrainie znaleźli się przez to w wyjątkowo trudnej sytuacji.

W rozmowie opowiedział również o swoim zatrzymaniu przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy. Jak mówił, 25 lutego 2026 roku został zatrzymany 17 km od granicy z Rosją pod zarzutem dywersji i szpiegostwa na rzecz Rosji. W rękach ukraińskich służb miał spędzić 16 godzin. Według jego relacji SBU nie przyjęła jego wyjaśnień, a dopiero interwencja polskiej ambasady pomogła w rozwiązaniu sprawy.

Fijas twierdzi, że państwo ukraińskie uniemożliwia mu dalszą pomoc Kresowiakom. Nadal zbiera jednak środki na wsparcie Polaków z Ukrainy, którzy trafili na front, oraz ich rodzin. Organizowane mają być paczki dla dzieci i osób starszych pochodzenia polskiego, a także kolonie dla polskich dzieci.

W opisie zbiórki wskazano również, że jeśli uda się zebrać odpowiednią kwotę, część środków miałaby zostać przeznaczona na pomoc dla polskiego Radia Lwów „Na Lwowskiej Fali”, które nie otrzymało finansowania na działalność radiową. Jej koszt określono na minimum 120 tys. zł.

„Polacy na Ukrainie są w najgorszej sytuacji ze wszystkich Polaków na świecie po 1945 roku” – napisano na stronie zbiórki.

Debanderyzację czas zacząć

Debanderyzację czas zacząć

Autor: AlterCabrio , 1 lipca 2026

Jednym z kolejnych kroków, jakie mogą zrobić banderowcy na drabinie nienawiści, jest terroryzm, i wiele wskazuje na to, że już jesteśmy na tym etapie, na co wskazują podpalenia obiektów w Polsce, rozwój ukraińskich band i swobodne działania ich służb. Możemy per analogiam posłużyć się historią II RP, i dalej wyczekiwać napaści i zamachów na konkretne osoby. Jeśli natomiast nastąpi jakiś poważny kryzys państwa i władza nie będzie w stanie zapewnić bezpieczeństwa Polakom na terytorium Polski, możemy spodziewać się powtórki z tego, co było na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej.

◊

Obraz na wstępie: twórczość ludowa z Lubelszczyzny, przełom XIX/XX w.: LINK

Debanderyzację czas zacząć

To, co się stało w stosunkach ukraińsko – polskich ma wymiar symbolu i staje się przełomem. Symboliczny wymiar zachowań władz Nowej Chazarii z końca wiosny 2026 r. polega na tym, że ludzie ci jak w pigułce pokazali, co o nas sądzą, sądzili cały wcześniejszy czas i sądzić zamierzają. Traktują nas gorzej, niż frajerów, gorzej, niż ofiary losu. Oni nas traktują jako ofiary swoje, należne im jako triumfalnej żarłocznej sile. To coś gorszego, niż turańszczyzna, to złączenie azjatyckiej dziczy z talmudyczną nienawiścią do wszystkiego, co nie swoje i z darwinistycznym poglądem o ewolucji stosunków międzyludzkich. Tego nauczyli ich Niemcy już w XIX w., znajdujący się od czasów Lutra pod najpierw dyskretnym, a potem stanowczym wpływem Talmudu, co się objawia kultem czystej siły człowieka. To samo, co u banderowców było u esmanów, i to samo widzimy dziś w stosunku Żydów do Palestyńczyków lub Irańczyków. Do Polaków zresztą też. Co nie dziwi, gdy się wie, jak wielkie wpływy mają różne środowiska żydowskie na Ukrainie.

zobacz też:

popis banderyzmu

władza judaszy

Wartość przełomu polega na tym, że Polacy błyskawicznie zostali odarci ze złudzeń przez samych banderowców. Wcześniej łudziliśmy się, że powstał naród ukraiński, pragnący wolności, który będzie w stanie wybić się do szlachetności i żyć w pokoju z sąsiadami, zwłaszcza z Polakami. Łudziliśmy się, że doświadczenie czasów sowieckich i wcześniejszych tragedii, jakie spotkały tą ludność, i cierpień, jakie ta ludność sama zadawała innym narodom, głównie Polakom, będzie dla nich oczyszczeniem. Że będą w stanie stanąć w prawdzie, poprosić o przebaczenie, docenić wagę sąsiedztwa Polski i budować swoją przyszłość w sojuszu z Polską. Polacy byli w stanie wybaczyć wiele Ukraińcom. Byliśmy w stanie odżałować nasze Kresy, nasze ziemie koronne, zajęte przez państwo ukraińskie. Byliśmy w stanie wybaczyć Ukraińcom okrutne rzezie na Polakach, nie tylko tą z XX wieku, ale również te z wieków poprzednich.

Byliśmy w stanie wybaczyć im niewierność, gdy zdradzali Rzeczpospolitą i Króla z Tatarami i Moskwą. Byliśmy w stanie wybaczyć im niewdzięczność za to, że nie docenili bycia pograniczem Polski, gdy potężni Polacy zlitowali się nad Rusinami i litościwie osłaniali swoim orężem od czambułów tatarskich i jasyru, by lud ukraiński w spokoju mógł żyć i pracować. Byliśmy w stanie wybaczyć im, że zmarnowali całe wieki polskiej pracy na polskich kresach, zwanych Ukrainą, a które oni teraz okupują i nie chcą pamiętać, kto jest prawowitym panem tych ziem. Byliśmy w stanie podarować im ogrom naszych dóbr i samemu od ust sobie odjąć, aby mogli osłonić się przed Moskalem. Byliśmy w stanie przyjąć ich pod nasze dachy i udzielić gościny, niewiele żądając w zamian. Jednak teraz kagan kijowski i jego horda przelali czarę goryczy. Skończyło się sentymentalne myślenie o Ukrainie i jej mieszkańcach, a zaczął się twardy realizm.

Jednym z kolejnych kroków, jakie mogą zrobić banderowcy na drabinie nienawiści, jest terroryzm, i wiele wskazuje na to, że już jesteśmy na tym etapie, na co wskazują podpalenia obiektów w Polsce, rozwój ukraińskich band i swobodne działania ich służb. Możemy per analogiam posłużyć się historią II RP, i dalej wyczekiwać napaści i zamachów na konkretne osoby. Jeśli natomiast nastąpi jakiś poważny kryzys państwa i władza nie będzie w stanie zapewnić bezpieczeństwa Polakom na terytorium Polski, możemy spodziewać się powtórki z tego, co było na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej. Nie zrobiliby oczywiście tego sami, ale jako narządzie na komendę, aby oczyścić Polskę z Polaków, tak, jak to zrobili na Kresach. Chętnych do oczyszczenia Polski z elementów niepożądanych jest dwóch: Niemcy i talmudyści. I oni właśnie mają wielkie wpływy na Ukrainie.

Po 1991 r. wielu Polaków zadawało sobie pytanie, czy możliwa jest tożsamość ukraińska inna, niż banderowska. Ostatnie lata rządów Zelenskiego pokazały, że nie. Nie mają całej głębi kulturowej i historycznej, a podatni są na kult siły i darwinizm, stanowiące filozoficzne i antropologiczne podstawy nazizmu, syjonizmu i banderyzmu. Wszystko, co szlachetne w ich historii, związane jest albo z Rusią Kijowską, bytem zbyt odległym, aby stać się podstawą państwowości, poza tym częściowo już zaanektowanym przez Rosję, albo z Polską, której banderyzm nienawidzi, tak samo zresztą, jak wszystkich innych nacji, poza Niemcami i Amerykanami. Fundamentem tamtejszej myśli państwowej jest nienawiść i pogarda, w odróżnieniu od myśli polskiej, zbudowanej na miłości i pokoju między narodami. Złudzenia co do państwa ukraińskiego pękają nie tylko na skutek stosunku władz Chazarii do innych państw.

Bo reżim kijowski agresywny jest nie tylko wobec Polski, ale w ogóle wobec sąsiadów, i wszystkim swym dobrodziejom grozi zemstą i pożogą. Wielka bańka złudzeń pod tytułem Ukraina pęka przede wszystkim, gdy widzi się stosunek władzy kijowskiej do własnych obywateli. Obecna wojna ukraińska zaczęła się od ataku banderowców na obywateli Ukrainy pochodzenia rosyjskiego, mieszkających na Donbasie. Wszystko, co wydarzyło się dalej było już tylko konsekwencją krwiożerczych działań reżimu kijowskiego. Można spojrzeć, ilu obywateli Ukrainy skorzystało z pretekstu agresji rosyjskiej i wyjechało ze swojego kraju, aby szukać szczęścia gdzie indziej.

Przecież Ukraina to nie pustynia, to kraina mlekiem i miodem płynąca, spichlerz Europy, a ludzie stamtąd uciekają, częściowo tylko przez Putina, bardziej przez kaganów Nowej Chazarii. Trudno o inne odczucia, gdy się jest rabem, wyzyskiwanym przez oligarchów i zwierzyną, ściganą przez hycli, przeznaczoną na mięso armatnie. Bo ktoś sobie ubzdurał, że zrobi tam Nową Jerozolimę bez Słowian, i osadził swoich ludzie na tronie kijowskim. Nie jest możliwa obecnie inna tożsamość ukraińska, niż banderowska, i nie zmieni się to przez co najmniej sto lat. Aby było inaczej, Ukraińcy sami musieliby tego banderyzmu się wyzbyć, przegonić chazarów, wyrwać się spod władzy Usraela i dogadać się z sąsiadami, głównie z Rosją i Polską.

Tak jednak raczej nie będzie, Ukraina w końcu zostanie odzyskana przez Rosję, i jest to obecnie jedyna siła, która potrafi i chce sobie poradzić z banderyzmem. Polska dziś jeszcze jest na to za słaba, nie ma własnej elity politycznej i własnej polityki, ani nawet własnej wizji, to wszystko dopiero jest w tworzeniu, i najbliższe lata pokażą, czy Polacy to wykształcą, czy się do reszty poddadzą obcym wpływom. Jeśli Polacy nie wybiją Polski na niepodległość, wówczas każda potęga, która będzie chciała zaszkodzić lub coś odebrać Polsce będzie mogła wykorzystać reżim kijowski i Ukraińców w Polsce. Albo więc wybijemy się na niepodległość, albo ulegniemy banderyzmowi.

Aby jednak wybić się na niepodległość i nie dać się pokonać banderowcom Nowej Chazarii, wpierw musimy pozbyć się spośród nas dwóch samobójczych tendencji: szabesgoizmu i banderyzmu. Jeden warunkuje drugi, przy czym szabesgoizm jest pierwotny w stosunku do banderyzmu. Ten pierwszy polega na poddaniu się we wszystkim Żydom i spełnianiu wszystkich ich żądań, ten drugi na tym samym wobec banderowskiej Ukrainy. Oba nurty niszczą nas potężnie i blokują samodzielne myślenie państwowe, upajając iluzjami, które pryskają dopiero, gdy jest już za późno na działanie.

Podam trzy przykłady, znamienne i symptomatyczne, środowisk, które ukształtowały obecny stan umysłów w Polsce. Przykład pierwszy to grupa specjalistów od geopolityki z panem doktorem Jackiem Bartosiakiem na czele, mająca duże wpływy w środowisku PiS, główni dostarczyciele wiedzy i refleksji dla koncepcji polityki zagranicznej i obronnej, grupa osób wielce wpływowych. Z tego środowiska płynie pewność, że Polacy bardzo zyskują na współpracy z Ukrainą, że armia ukraińska broni nas przed inwazją Rosji, że Polska poprawiła swoją sytuację dzięki swojemu zaangażowaniu w wojnie przeciw Rosji po stronie Ukrainy. Najnowsze wyczyny władz kijowskich pan Bartosiak tłumaczy ich emancypacją z pozycji junior-partnera Polski, jakoby to Ukraińcy pokazali, że wygrywają wojnę z Rosją i robią to sami, a Polacy nie chcą im tego przyznać, bo myślą zbyt peryferyjnie. Być może na kształt tej refleksji ma wpływ żydowskie pochodzenie pana doktora, którego zresztą nie ukrywa.

Drugi przypadek to pan Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny Gazety Polskiej, dumny posiadacz medalu, przyznanego w 2014 r. przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy za zaangażowanie w walkę o wolność tego państwa. Zaangażowanie tych mediów w proukraińską narrację w Polsce jest oczywiste i znane i nie ma potrzeby tego rozwijać. Przypadek trzeci to tuzy Episkopatu z arcybiskupem kardynałem Grzegorzem Rysiem na czele. Mało jest w Polsce ludzi tak zasłużonych dla torowania wpływów żydowskich, a przykładem pomnikowym firmowany przezeń list Komisji Episkopatu Polski, ogłoszony w marcu 2026 r., wzywający katolików do synagogi, namawiający do przyznania się do antysemityzmu i uznania tego za grzech prywatny i publiczny. W dniu 29 czerwca 2026 r. przedstawiciele duchowieństwa przedstawili Polakom kolejny akt swojej wiary w postaci wspólnego apelu kardynałów Polski i Ukrainy o pojednanie obu narodów. Ze strony polskiej podpisali go kardynałowie: Konrad Krajewski, Kazimierz Nycz i Grzegorz Ryś, a z ukraińskiej grekokatolicy: kardynał Mykoła Byczok i arcybiskup Swiatosław Szewczuk.

Pojednanie służy dobru, i gdyby ten apel rzeczywiście takowe budował, sam poparłbym go gorąco. Ale pojednanie, aby było prawdziwe i nie stało się pozornym usprawiedliwieniem zbrodni przeszłych i przyszłych, musi bazować na prawdzie i wyznaniu win. Tymczasem ten apel wpisuje się w politykę historyczną Kijowa, aby nie mówić o szczegółach i okolicznościach, zrównywać katów z ofiarami i mówić mgliście o „tragedii wołyńskiej”, powołując się przy tym na autorytet Jana Pawła II. Pomija się też udział przedstawicieli duchowieństwa grekokatolickiego w uświęcaniu mordów. Podobnie wcześniejsze wezwanie do synagogi również powoływało się na Jana Pawła II.

Musimy raz na zawsze skończyć z tą pedagogiką wstydu, z przepraszaniem za cudze winy i z upraszaniem się naszych zdrajców, zdzierców i morderców o łaskawe pozwolenie do życia. Ludy, którym próbujemy się przypodobać uznają naszą podmiotowość dopiero wtedy, gdy okażemy naszą siłę. Turan dopiero wtedy będzie szanował Lacha, gdy przypomni sobie blask lackiej szabli. Chazar dopiero wtedy uszanuje kogokolwiek, gdy się go wykopie za drzwi. Ukraińcy dopiero wtedy uszanują Polaków, gdy przekonają się, że nie są frajerzy, ale polskie pany. Zanim jednak zaczniemy debanderyzować Ukrainę, musimy zdebanderyzować Polskę.

Oznacza to odsunięcie od wszelkich wpływów społecznych wszelkich ludzi, popierających banderyzm. Obejmuje to tych wszystkich, którzy wpuścili Polaków w ukrainozę, a do Polski wpuścili tych wszystkich Ukraińców. Ci, którzy ukrainizowali Polskę są jednocześnie banderystami, i nie traktujmy ich inaczej, bo praktycznym skutkiem ich działań jest wystawianie Polaków na łaskę banderowców. Za jedną okazją możemy też dokonać drugiego koniecznego dzieła: pozbyć się szabesgojów, bo dopóki tego nie zrobimy, oni z uporem maniaków będą nam tu chcieli zaprowadzić ukropolin. Musimy więc pozbyć się popisowych politruków, szabsgojskich propagandystów i duchowych przebierańców.

Tak więc, proszę państwa, niech łączą się antybanderowcy wszystkich krajów, a judobanderskie onuce won z Polski.

◊

Kto chce się włączyć, polecam lekturę formacyjną:

Księga I: Historia debilizacji: LINK

Księga II: Rewolucja bachantek: LINK

______________

Debanderyzację czas zacząć, Bartosz Kopczyński, 1 lipca 2026

Jakie możliwości otwiera ruch niemiecki dla innych – i dlaczego nikt nie zadaje tego pytania

Bezpieczna przystań, którą opuszczają Niemcy – część 2: Konsekwencje | Autor: Michael Hollister

Bezpieczna przystań, którą opuszczają Niemcy – część 2: Konsekwencje | Autor: Michael Hollister

Jakie możliwości otwiera ruch niemiecki dla innych – i dlaczego nikt nie zadaje tego pytania

Artykuł opiniotwórczy autorstwa Michaela Hollistera . apolut/der-schutzraum-den-deutschland-verlasst-teil-2-die-konsequenzen

3 czerwca 2026 roku Niemcy przegrały głosowanie, którego nie przegrały od zjednoczenia. W wyborach niestałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ Republika Federalna Niemiec uzyskała 104 głosy – mniej niż Austria (131) i Portugalia (134). W głosowaniu wzięło udział łącznie 191 państw; wymagana większość dwóch trzecich głosów wyniosła 127. Niemcy zasiadały wcześniej w Radzie sześć razy, ostatnio w 2019 i 2020 roku, i ubiegały się o reelekcję co osiem lat, nigdy nie tracąc mandatu. Tym razem przegrały już w pierwszej turze głosowania, jak ogłosiła Annalena Baerbock, Przewodnicząca Zgromadzenia Ogólnego.

Jak na ironię, drugi co do wielkości płatnik składek w systemie ONZ, który przez dekady uważał się za multi-lateralistę, nie uzyskał większości. Skalę tego spadku można zmierzyć: w poprzedniej próbie Niemcy uzyskały 184 ze 190 oddanych głosów i weszły do ​​Rady z przytłaczającą przewagą. Osiem lat później pozostało 104. Rząd federalny ogłosił, że nie będzie on ponownie obowiązywał przed okresami 2035/36 i 2043/44.

Powody są sporne i stanowią część oceny. Minister spraw zagranicznych Johann Wadephul obwinił przede wszystkim późne przystąpienie do procesu przetargowego – Niemcy złożyły wniosek dopiero w 2024 roku, podczas gdy Wiedeń i Lizbona zabiegały o niego od lat – i jednocześnie obwinił Moskwę, która, jak twierdził, działała za kulisami, aby udaremnić kandydaturę. Inni wskazywali na oskarżenia o podwójne standardy: przewodniczący Niemieckiego Stowarzyszenia Narodów Zjednoczonych przytoczył krytykę wielu państw, że Niemcy stanowczo nalegają na przestrzeganie prawa międzynarodowego w stosunkach z Hamasem, ale znacznie rzadziej, jeśli chodzi o prowadzenie wojny przez Izrael. Do tego doszedł fakt, że sam kanclerz określił wojnę z Iranem na szczycie G7 w czerwcu 2025 roku jako „brudną robotę, którą Izrael wykonuje dla nas wszystkich” – stanowisko daleko wykraczające poza powściągliwość – oraz działania USA w Wenezueli. Nie można odizolować jednej przyczyny. Ale jeden wątek przewija się przez te wyjaśnienia i prowadzi nie do Wiednia czy Lizbony, ale do tych regionów świata, na których głosy Niemcy liczyły: Globalnego Południa. To, co wydaje się porażką dyplomatyczną, jest prawdopodobnie pierwszym widocznym symptomem cichszego ruchu – takiego, którego ślady można odnaleźć nie w sali plenarnej Nowego Jorku, lecz w halach fabrycznych Gauting, Schrobenhausen i Ludwigsfelde.

Pytanie w trybie łączącym

Część 1 tej analizy przedstawia następujący wniosek: Niemcy wycofują się w czterech etapach – partyjniactwo polityczne, pomoc finansowa i wojskowa, produkcja zbrojeniowa na terytorium niemieckim oraz reorganizacja przemysłu cywilnego – ze strefy chronionej prawem międzynarodowym, której dokładne granice nie są określone przez samo prawo międzynarodowe. Trzeci etap opiera się na milczącym założeniu: niemieckie lokalizacje są uważane za bezpieczne przed atakami rosyjskimi, podczas gdy fabryki na Ukrainie nie są objęte wojną. Część 2 podejmuje właśnie to założenie bezpieczeństwa.

Pytanie nie brzmi, czy Rosja byłaby uzasadniona w ataku na niemieckie bazy wojskowe. Pytanie brzmi: jakie opcje oferuje ruch Niemiec przeciwnikowi, którego wcześniej mu brakowało – i czy Republika Federalna jest tego świadoma? To, czy Rosja skorzysta z tych opcji, jest przedmiotem debaty, która rzadko jest podejmowana w głównym nurcie polityki – ale z pewnością jest podejmowana w szerszej sferze publicznej. Jednak ci, którzy czynią to, co możliwe, bardziej prawdopodobnym i milczą na temat celu własnego ruchu, powinni zadać sobie pytanie o konsekwencje. Jest to bardziej niewygodna kontynuacja pytania z Części 1: tam pytanie dotyczyło tego, czy Niemcy się poruszają; tutaj chodzi o to, co ten ruch umożliwia. Można rozważyć trzy scenariusze. Wszystkie trzy są hipotetyczne, wszystkie trzy odzwierciedlają rosyjskie argumenty, a nie niemieckie oskarżenia. I wszystkie trzy kończą się w tym samym punkcie: tam, gdzie kończy się argumentacja, a zaczyna decyzja.

Scenariusz pierwszy: Fabryka jako miejsce docelowe

Pierwszy scenariusz dotyczy prawa wojennego. Prawo konfliktów zbrojnych wyróżnia jasną kategorię obiektów, które mogą być przedmiotem ataku. Zgodnie z definicją prawa zwyczajowego, zawartą w artykule 52, ust. 2 Pierwszego Protokołu Dodatkowego do Konwencji Genewskich oraz w Regule 8 studium Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża dotyczącego prawa zwyczajowego, celami wojskowymi są obiekty, które ze względu na swój charakter, lokalizację, cel lub zastosowanie skutecznie przyczyniają się do działań wojskowych i których zniszczenie daje wyraźną przewagę militarną. Czerwony Krzyż wyraźnie podaje fabrykę amunicji jako podręcznikowy przykład – i zauważa, że ​​cywile tam pracujący dzielą ryzyko ataku na ten obiekt, nie będąc jednocześnie kombatantami.

Na ziemi niemieckiej budowane są właśnie takie obiekty. Zakład Quantum Frontline Industries pod Monachium produkuje drony bojowe wyłącznie dla państwa aktywnie zaangażowanego w działania wojenne; spółka joint venture Auterion Airlogix ma produkować tysiące autonomicznych dronów o zasięgu do około 1500 kilometrów, przeznaczonych do ataków głęboko w Rosji; a w Schrobenhausen z linii montażowej zjeżdżają pociski kierowane Patriot. Według badań niemieckiego wywiadu „German Foreign Policy”, deklarowanym powodem przeniesienia części tej produkcji do Niemiec jest wyraźnie to, że niemieckie lokalizacje są uważane za bezpieczne przed atakami rosyjskimi – podczas gdy fabryki na Ukrainie, z powodu wojny, takie nie są. To właśnie to założenie bezpieczeństwa jest tu kwestionowane. Zgodnie ze standardami, które każde państwo walczące stosuje do celów wojskowych, fabryki te można by zakwalifikować jako cele wojskowe. Nie jest to ustalenie niemieckie ani rosyjskie – to logika samego międzynarodowego prawa humanitarnego, która ma zastosowanie niezależnie od tego, kto ją formułuje.

To, że strona konfliktu jest gotowa wdrożyć tę logikę na obcej ziemi, nie jest jedynie teorią. 23 czerwca 2025 roku, podczas dwunastu dni wojny, Iran, w odwecie za amerykańskie ataki na jego obiekty nuklearne, ostrzelał amerykańską bazę lotniczą Al Udeid w Katarze – największą amerykańską bazę na Bliskim Wschodzie.

Różnica była znacząca: Iran obrał sobie za cel bazę, a nie Katar. Teheran wyraźnie podkreślił, że atak nie był skierowany przeciwko „przyjaznemu i braterskiemu” Katarowi, a rzecznik MSZ Kataru, Majid al-Ansari, potwierdził, że Iran oświadczył kilka miesięcy wcześniej, iż amerykańskie bazy na obcej ziemi staną się legalnymi celami w przypadku amerykańskiego ataku na terytorium Iranu. Był to drugi atak Iranu na bazę amerykańską, po ataku na Ain al-Assad w Iraku w 2020 roku; schemat ten powtórzył się w walkach w 2026 roku. W ten sposób strona konfliktu dokonała rozróżnienia między państwem przyjmującym a bazą wojskową na swoim terytorium – i zaatakowała tę bazę. Na uwagę zasługuje również kalibracja: Iran zapowiedział atak z wyprzedzeniem, aby zachować kontrolę nad sytuacją – dowód, że strona walcząca może zaatakować cel militarny na obcym terytorium i jednocześnie próbować kontrolować eskalację konfliktu.

Zastosowane do sytuacji w Niemczech, doprowadziłoby to do scenariusza, którego oficjalne założenie bezpieczeństwa nie uwzględnia. W tym miejscu należy jednak postawić pierwszą barierę, i to wyraźną. Klasyfikacja obiektu jako celu wojskowego podlega prawu wojny, które reguluje sposób użycia siły w trwającym konflikcie zbrojnym. Nie tworzy to prawa do wojny, czyli prawa do otwarcia nowego frontu przeciwko państwu niebędącemu stroną konfliktu. Przeskok od stwierdzenia „fabryka jest celem wojskowym” do stwierdzenia „Rosja miałaby prawo zaatakować terytorium niemieckie” zakłada, że ​​Niemcy są już stroną konfliktu – a dokładniej progu, którego przekroczenie w części 1 zostało określone jako niezdefiniowane i zaprzeczone przez oficjalne stanowisko. Należy jednak dokonać rozróżnienia. Klasyfikacja obiektu jako celu wojskowego podlega prawu wojny – reguluje ono, co może zostać zaatakowane w konflikcie zbrojnym. Nie jest to to samo, co prawo do wojny, czyli kwestia, czy państwo jest w ogóle upoważnione do użycia siły przeciwko innemu państwu. Przejście od stwierdzenia „fabryka jest celem wojskowym” do stwierdzenia „dlatego może zostać zaatakowana” zakłada odpowiedź na drugie pytanie – i to właśnie ta odpowiedź jest przedmiotem sporu. Scenariusz go nie rozstrzyga. Pokazuje on, że założenie bezpieczeństwa opiera się na progu, który same Niemcy przesuwają.

Do tego dochodzi druga, w dużej mierze pomijana bariera – ta, która według oficjalnego Berlina będzie amortyzowała wszystko. Gdyby Rosja faktycznie zaatakowała niemiecką bazę, Niemcy wpadłyby w pułapkę, którą można by nazwać pułapką NATO. Artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego jest przez wielu uważany za automatyczny mechanizm odstraszający każdego agresora. Brzmienie tego artykułu mówi co innego. Każdy sojusznik jest zobowiązany do udzielenia pomocy atakowanemu partnerowi „takimi środkami, jakie uzna za konieczne” – środkami, które mogą obejmować siłę militarną, ale nie muszą. Każde państwo decyduje samodzielnie; nawet powołanie się na Artykuł 5 wymaga konsensusu w sojuszu. To ogranicza obie strony. Niemcy nie mogłyby polegać na automatycznej pomocy wojskowej, a ograniczony atak nie wywołałby automatycznie pożaru , którego się obawiają. To właśnie ta polityczna swoboda pozwoliłaby Niemcom na samodzielne zaabsorbowanie wyważonego ataku – wystarczająco silnego, by trafić w cel, wystarczająco ograniczonego, by nie uruchomić Artykułu 5. Oba wygodne założenia – bezpieczne schronienie i automatyzm odstraszania – byłyby jednocześnie kruche.

Scenariusz drugi: Klauzula, której nikt nie usunął.

Drugi scenariusz dotyczy tekstu, który pozostaje niezmieniony w Karcie Narodów Zjednoczonych od ośmiu dekad. Artykuły 53 i 107 Karty zawierają tzw. klauzulę o państwach wrogich. Zgodnie z tą klauzulą, środki przymusu mogą być stosowane wobec „państw wrogich” z czasów II wojny światowej – przede wszystkim Niemiec i Japonii – bez wyraźnego upoważnienia Rady Bezpieczeństwa, gdyby ponownie podjęły agresywną politykę. Zgromadzenie Ogólne ONZ wielokrotnie uznawało tę klauzulę za nieaktualną, ostatnio jednomyślnie w rezolucji 50/52 z 11 grudnia 1995 r.: „stała się nieaktualna”. Nigdy nie została ona usunięta. Powód jest proceduralny: usunięcie wymaga formalnej zmiany Karty zgodnie z ustaloną procedurą, która jeszcze nie została zainicjowana.

Dokładność jest tu kluczowa, jak już wielokrotnie podkreślano. Zadaniem analizy nie jest ocena, czy postanowienie zawarte w traktacie, którego nigdy nie usunięto, jest nieaktualne, ponieważ nigdy nie zostało zastosowane. To kwestia opinii i prerogatywa czytelnika. Ustalenia muszą zostać odnotowane. Ustalenie pierwsze: Tekst istnieje i, jak trzeźwo stwierdza Służba Badawcza Niemieckiego Bundestagu w swoim raporcie z 2017 roku, „nigdy nie został formalnie zmieniony od czasu jego przyjęcia w 1945 roku”. Ustalenie drugie: Ten sam raport nie stwierdza nieaktualności jako faktu, lecz raczej w trybie łączącym – artykuł 107 „można by omówić jako przykład tego, jak postanowienie traktatu może utracić swoją moc prawną w wyniku konsekwentnego niestosowania”. To sam establishment, a nie głos powiązany z Kremlem, waha się w tej sprawie.

O tym, że klauzula ta nie jest martwą literą, lecz instrumentem, który był już wykorzystywany dyplomatycznie, świadczą protokoły z posiedzeń rządu federalnego. W 1968 roku, w kontekście inwazji na Czechosłowację i negocjacji w sprawie Traktatu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej, Moskwa przypomniała Bonn o klauzuli w aide-mémoire. Trzy mocarstwa zachodnie zapewniły następnie Republikę Federalną – w deklaracjach z 16 i 17 września 1968 roku – że klauzule dotyczące państwa wrogiego nie uprawniają Związku Radzieckiego do jednostronnego użycia siły w Republice Federalnej; 23 września 1968 roku Bonn przekazało aliantom własną interpretację prawną. Klauzula ta była zatem niegdyś prawdziwą kartą przetargową, a nie zabytkiem. Ci, którzy dziś uznają ją za martwą, wypowiadają się na temat jej skutków, a nie jej dalszego istnienia; litera prawa pozostaje, ale jej skutki są kwestionowane. Scenariusz jest następujący: państwo mogłoby jednostronnie powołać się na tekst, który nigdy nie został uchylony – jako na argument legitymizujący, jako podstawę prawną, jako uzasadnienie dla środków, które w innym przypadku wymagałyby autoryzacji Rady Bezpieczeństwa.

Przeciwny pogląd zasługuje na rzetelne i pełne przedstawienie. Od momentu przystąpienia obu państw niemieckich do Organizacji Narodów Zjednoczonych we wrześniu 1973 r. rząd niemiecki utrzymywał, że klauzula ta jest przestarzała; fakt, że Niemcy wielokrotnie zasiadały w Radzie Bezpieczeństwa i mianowały Przewodniczącego Zgromadzenia Ogólnego, dowodzi, że korzystają z pełni praw równoprawnego członka. Argument ten utrzymuje, że umowa „dwa plus cztery” z 1990 r., zawarta z Niemcami, skutecznie wyeliminowała podstawę tej klauzuli. I w tym tkwi sedno sprawy: argument o niezastosowaniu, leżący u podstaw zapewnienia, jest błędny po obu stronach. Ci, którzy twierdzą, że klauzula wygasła z powodu konsekwentnego niestosowania, powołują się właśnie na zasadę desuetudo, która jednocześnie ujawnia kruchość zapewnienia: jest to zasada bez ustalonej daty końcowej, która obowiązuje tylko tak długo, jak długo wszystkie strony jej przestrzegają. Co więcej, zapewnienie to jest kruche, ponieważ opiera się na porozumieniu Dwa Plus Cztery – tym samym traktacie, którego ducha Niemcy obecnie zmieniają poprzez własne działania, jak pokazuje trzeci scenariusz.

Bardziej rygorystyczne ograniczenie tkwi jednak w innym traktacie. 12 sierpnia 1970 roku Republika Federalna Niemiec i Związek Radziecki podpisały Traktat Moskiewski, którego sednem było wzajemne wyrzeczenie się użycia siły: oba państwa zobowiązały się, zgodnie z artykułem 2 Karty Narodów Zjednoczonych, do powstrzymania się w swoich stosunkach od groźby lub użycia siły. Rosja, jako sukcesor Związku Radzieckiego, jest związana tym zobowiązaniem – zobowiązaniem potwierdzonym przez Układ Dwa Plus Cztery z 1990 roku, w którym sam Związek Radziecki uczestniczył jako jedno z czterech mocarstw. Każdy, kto chciałby powołać się na klauzulę państwa wrogiego wobec Niemiec, musiałby jednocześnie odnieść się do własnego, zapisanego w umowie wyrzeczenia się siły w Traktacie Moskiewskim – dwóch dokumentów, które idą w przeciwnych kierunkach. Który z nich ma większą wagę, nie jest kwestią akademicką. To pytanie pojawia się w dniu, w którym państwo decyduje się nadać priorytet jednemu dokumentowi nad drugim – i działa odpowiednio.

Scenariusz trzeci: Duch umowy

Trzeci scenariusz nie obejmuje strzału, lecz deklaracji – i nie złamania litery prawa, lecz erozji ducha. U podstaw tego wszystkiego leży fakt rzadko wspominany w codziennej polityce: dla Niemiec II wojna światowa nigdy nie zakończyła się klasycznym traktatem pokojowym. Zamiast tego, w 1990 roku, podpisano porozumienie „dwa plus cztery”, w pełnym brzmieniu „Traktat o ostatecznym uregulowaniu stosunków z Niemcami” – prawnie porozumienie, a nie traktat pokojowy w tradycyjnym znaczeniu, podpisane przez dwa państwa niemieckie i cztery zwycięskie mocarstwa, w tym Związek Radziecki. Artykuł 2 zobowiązuje Republikę Federalną do oświadczenia, że ​​z terytorium Niemiec będzie emanował jedynie pokój; działania, które mogą zakłócić pokojowe współistnienie narodów i są podejmowane z takim zamiarem, w szczególności przygotowania do wojny agresywnej, są zatem niekonstytucyjne i podlegają karze. W artykule 3 Niemcy zrzekają się broni jądrowej, biologicznej i chemicznej oraz liczebności wojsk przekraczającej 370 000 żołnierzy. Traktat ten stanowi podstawę stosunków handlowych, na których opiera się założenie, że Niemcy są i pozostaną bezpieczne.

Dziś, w kontraście do tego ducha, dominuje inny ton. W swoim oświadczeniu rządowym z 14 maja 2025 roku kanclerz Friedrich Merz zapowiedział, że rząd niemiecki zapewni wszystkie środki finansowe, „których Bundeswehra potrzebuje, aby stać się najsilniejszą armią konwencjonalną w Europie”. Argumentował, że jest to właściwe dla najludniejszego i najpotężniejszego gospodarczo kraju w Europie, którego domagają się jego partnerzy. Kontrast z językiem z początków zjednoczenia Niemiec jest wymierny: dostawa ciężkiego uzbrojenia, o której dyskutowano tygodniami w 2022 roku, w 2026 roku zostaje zepchnięta do przypisu; zapowiedź wspólnej produkcji broni pojawia się jako informacja biznesowa. Powstaje napięcie między traktatem, który zakładał „tylko pokój” na terytorium niemieckim, a deklarowanym celem najsilniejszej armii konwencjonalnej kontynentu – powiązanej z terytorium niemieckim, która produkuje broń dalekiego zasięgu do walki czynnej. Nie jest to naruszenie prawa; Niemcy nie prowadzą wojny agresywnej i żaden szanowany ekspert prawny nie twierdzi inaczej. Jest to rozbieżność między literą traktatu a jego duchem, która zasługuje na omówienie.

Nawet gdyby podążać za rosyjskim tokiem rozumowania i założyć naruszenie tej fundamentalnej zasady, droga ta nie prowadziłaby tam, gdzie powinna. Prawo umów przewiduje zasadę exceptio non adimpleti contractus – obronę przed niewykonaniem zobowiązania – w przypadkach naruszenia zobowiązań przez jedną ze stron, a także, skodyfikowane w artykule 60 Konwencji Wiedeńskiej o prawie umów, prawo do zawieszenia własnych zobowiązań lub rozwiązania umowy w przypadku istotnego naruszenia. Konsekwencją prawną naruszenia umowy jest zatem zawieszenie zobowiązań, a nie przyznanie prawa do użycia siły. Strona umowy, która zakwestionowałaby fundamentalną zasadę, mogłaby uwolnić się od własnych zobowiązań – krok o istotnych konsekwencjach politycznych, ale nie dający pozwolenia na użycie siły. Ta ścieżka również kończy się na tym samym poziomie, co dwie pozostałe.

W tym obrazie mieści się historyczny element układanki, który należy traktować z należytą ostrożnością. W grudniu 2022 roku była kanclerz Angela Merkel stwierdziła w wywiadzie dla „Die Zeit”, że porozumienia mińskie z 2014 roku były „próbą dania Ukrainie czasu”; Ukraina „wykorzystała ten czas, aby się wzmocnić”. Sformułowanie to nie podlega dyskusji – można je również znaleźć w odpowiedzi rządu niemieckiego w dokumencie Bundestagu 20/6861. Kilka tygodni później były prezydent Francji François Hollande potwierdził w „Kyiv Independent”, że Merkel miała „rację w tej kwestii”; to zasługa porozumień mińskich, że armia ukraińska otrzymała „tę szansę” na lepsze szkolenie i wyposażenie. Hollande odniósł się do formatu normandzkiego, w którym Poroszenko, Merkel, Putin i on omawiali postępy w realizacji protokołów mińskich w długich, comiesięcznych rozmowach telefonicznych – prawdziwy, choć żmudny, proces, a nie zwykły manewr. Dowodzi to, że porozumienia zyskały czas, a Ukraina wykorzystała go na wzmocnienie swoich sił zbrojnych. Merkel i Hollande opisali traktat, którego deklarowanym celem nie była jego główna treść, ale raczej zyskanie czasu dla jednej ze stron na wzmocnienie sił zbrojnych. Rosja nazywa to oszustwem. Serwis UE EUvsDisinfo klasyfikuje tę interpretację jako prorosyjskie zniekształcenie. Każdy, kto czyta słowa sygnatariuszy, może wyciągnąć wnioski w obie strony – i właśnie to sprawia, że ​​ten element układanki jest tak wybuchowy: problemem nie jest sama interpretacja, ale fakt, że słowa obu sygnatariuszy na nią pozwalają. To, co jawi się jako element układanki w rosyjskiej argumentacji, opiera się na cytatach wypowiedzianych w Berlinie i Paryżu.

Logika władzy: Kto korzysta na milczeniu?

Kwestia cui bono również tutaj nie prowadzi do spisku, lecz do pewnej struktury. Niemiecki ruch generuje interesy, które utrudniają kwestionowanie założenia bezpieczeństwa. Ministerstwo Obrony planuje zamówienia rzędu 400 miliardów euro; borykający się z problemami przemysł motoryzacyjny, który według prognoz Niemieckiego Stowarzyszenia Przemysłu Motoryzacyjnego straci do 225 000 miejsc pracy do 2035 roku, stara się wykorzystać potencjał zakładów, których cywilna przyszłość dobiega końca; producenci uzbrojenia poszukują mocy produkcyjnych, aby wypełnić portfele zamówień. Dla branży, która zmaga się jednocześnie z wysokimi kosztami energii i słabnącą gospodarką, zbrojenia nie są przede wszystkim decyzją polityczną, lecz biznesową – i właśnie to sprawia, że ​​tak trudno odwrócić tę zmianę: napędza ją nie ideologia, lecz portfele zamówień. Co więcej, gdy państwo staje się głównym udziałowcem producenta czołgów za pośrednictwem państwowego banku rozwoju KfW, granica między regulatorem a interesariuszami zaciera się. W tej złożonej sytuacji prawie żaden istotny podmiot nie ma interesu w otwartym kwestionowaniu skuteczności niemieckiej bezpiecznej przystani.

W tym kontekście na uwagę zasługuje klimat otaczający tę konwersję. W Osnabrücku państwowe służby bezpieczeństwa badały inicjatywę antymilitarystyczną, która krytykowała ministra obrony; na zebraniu zakładowym załoga otrzymała polecenie, aby nie rozmawiać z aktywistami ani prasą. Samo miasto pokoju westfalskiego, które nazywa siebie „miastem pokoju”, mogłoby stać się miejscem zwiększonej produkcji zbrojeniowej. To obserwacja, a nie osąd – ale wpisuje się w obraz debaty, która jest bardziej zamknięta niż otwarta wewnętrznie, podczas gdy na zewnątrz każdy krok wydaje się jedyną opcją.

Tutaj należy unikać tego samego błędu logicznego, co w Części 1: fakt, że pytanie jest niewygodne i wiąże się z interesami partykularnymi, nie oznacza, że ​​zapewnienia są błędne. Oficjalne stanowisko może być słuszne i żaden scenariusz nie musi się ziścić. Logika władzy nie wyjaśnia, dlaczego założenie o bezpieczeństwie jest nietrafne – wyjaśnia, dlaczego pytanie to zadawane jest tak rzadko. Ponad logiką zarządzania biznesem kryje się jednak logika polityki zagranicznej i tutaj zataczamy koło. Remilitaryzacja, która wydaje się nie mieć alternatywy w kraju, jest interpretowana inaczej w dużej części Globalnego Południa – jako odejście od Niemiec, które postrzegały siebie jako orędownika porządku opartego na zasadach. Milczenie jednych jest wstrzymaniem się od głosu innych. Porażka w Nowym Jorku, która zbiegła się z oskarżeniami o podwójne standardy i malejące poparcie, nie jest dowodem – przyczyny są wielorakie, a konkurenci mieli przewagę. Jest jednak zwiastunem. Ruch obiecujący bezpieczeństwo wewnętrzne może prowadzić do izolacji zewnętrznej. To, co ma być siłą, może przynieść odwrotny skutek: im wyraźniej Niemcy stają się wiodącą potęgą militarną w Europie, tym mniej dostrzegają to ci, którzy uważają je za bezstronnego multi-lateralistę, jakim chciały być.

Zakończenie

Trzy scenariusze, jeden wniosek. W każdym z tych trzech przypadków Rosja może dojść do wniosku, którego Niemcy nie mogą chcieć – z uznania fabryki za cel wojskowy, z klauzuli, która nigdy nie została usunięta, z erozji kontraktu. To, czy Rosja wyciągnie te wnioski, jest kwestią otwartą. To, czy istnieją ku temu podstawy, nie istnieje. Trzy scenariusze, jeden wniosek. W każdym z tych trzech przypadków Rosja może dojść do wniosku, którego Niemcy nie mogą chcieć – z uznania fabryki za cel wojskowy, z klauzuli, która nigdy nie została usunięta, z erozji kontraktu. To, czy Rosja wyciągnie te wnioski, jest kwestią otwartą. To, czy istnieją ku temu podstawy, nie istnieje. Działania Niemiec stwarzają okazje, podstawy i drogi do odwołania – i przesuwają próg, powyżej którego ich własne bezpieczeństwo jest uznawane za pewnik, o krok dalej każdego miesiąca, nawet nie próbując tego zrobić. Tego ruchu nie da się odwrócić. Linia produkcyjna, w którą zainwestowano miliard euro i od której zależą tysiące miejsc pracy, rozwija siłę bezwładności, która wymyka się kontroli politycznej. To, co wydawało się politycznie odwracalne, jest mocno zakorzenione w zasadach biznesowych.

Nikt nie twierdzi, że Rosja będzie rozważać te opcje. Pytanie nie dotyczy Moskwy, lecz Berlina. Społeczeństwo, które produkuje broń na wojnę i jednocześnie wierzy, że wojna ta go nie dotknie, powinno przynajmniej umieć nazwać, na czym opiera się to zaufanie. Nie potrafi. Akceptuje drony, celebruje błyskawiczną prędkość produkcji, szacuje koszty na miliardy – i pozostawia kwestię ceny w milczeniu. To jest prawdziwa anomalia: nie sam ruch, ale milczenie na temat jego celu. Quo vadis, Niemcy? Niepokojące nie jest to, że odpowiedź byłaby niewygodna. Niepokojące jest to, że kraj opuszcza swoją bezpieczną przystań, nawet nie patrząc na drzwi za sobą.

+++

Notatki i źródła

Michael Hollister służył sześć lat w niemieckich siłach zbrojnych (SFOR, KFOR) i posiada wiedzę na temat wewnętrznych mechanizmów strategii wojskowych. Po 14 latach pracy w dziedzinie bezpieczeństwa IT analizuje militaryzację Europy, politykę interwencjonizmu Zachodu oraz geopolityczne zmiany sił, korzystając ze źródeł pierwotnych. Jego praca koncentruje się na Azji, a zwłaszcza na Azji Południowo-Wschodniej, gdzie bada zależności strategiczne, strefy wpływów i architekturę bezpieczeństwa. Hollister łączy wiedzę operacyjną z bezkompromisową krytyką systemową – daleką od dziennikarstwa opiniotwórczego. Jego prace są publikowane dwujęzycznie na stronie www.michael-hollister.com oraz w krytycznych mediach w krajach niemiecko- i anglojęzycznych.

+++

  1. Niemcy ponoszą porażkę w wyborach do Rady Bezpieczeństwa ONZ, UNRIC (Regionalne Centrum Informacji ONZ): https://unric.org/de/deutschland-scheitert-bei-wahl-in-un-sicherheitsrat/
  2. Oświadczenie Niemieckiego Stowarzyszenia Narodów Zjednoczonych (DGVN) w sprawie wyborów do Rady Bezpieczeństwa 2027-28: https://dgvn.de/meldung/erklaerung-der-deutschen-gesellschaft-fuer-die-vereinten-nationen-ev-dgvn-zur-wahl-in-den-sicherheitsrat-2027-28
  3. Rada Bezpieczeństwa ONZ: Co było przyczyną porażki Niemiec, Euronews: https://de.euronews.com/my-europe/2026/06/05/un-sicherheitsrat-was-deutschland-zum-scheitern-brachte
  4. Zwyczajowe prawo międzynarodowe humanitarne, Reguła 8 (Definicja celów wojskowych), Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża: https://ihl-databases.icrc.org/en/customary-ihl/v1/rule8
  5. Artykuł 52 – Ogólna ochrona obiektów cywilnych (Protokół dodatkowy I, 1977), Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża: https://ihl-databases.icrc.org/en/ihl-treaties/api-1977/article-52
  6. Drony dalekiego zasięgu dla Ukrainy (przeniesienie produkcji do Niemiec; rosyjskie sygnały przeciwko zakładom produkcyjnym), Niemiecka Polityka Zagraniczna: https://www.german-foreign-policy.com/news/detail/10370
  7. Iran atakuje amerykańską bazę lotniczą w Katarze: Co wiemy do tej pory, Al Jazeera: https://www.aljazeera.com/news/2025/6/23/iran-attacks-us-air-base-in-qatar-what-we-know-so-far
  8. Jak Katar zażegnał irański atak na największą bazę USA w regionie, CNN: https://www.cnn.com/2025/06/28/middleeast/qatar-iran-attack-israel-latam-intl
  9. Obrona zbiorowa i artykuł 5 NATO: https://www.nato.int/en/what-we-do/introduction-to-nato/collective-defence-and-article-5
  10. W odniesieniu do tzw. klauzuli państwa wrogiego (artykuł 107 Karty Narodów Zjednoczonych), Służba Badawcza Niemieckiego Bundestagu, WD 2 – 3000 – 115/17: https://www.bundestag.de/resource/blob/543080/5d83eccc3d9c7d9bfa933a39af5c3e60/WD-2-115-17-pdf.pdf
  11. Protokół z posiedzeń gabinetu rządu federalnego, tom 21/1968 (klauzule dotyczące państwa wrogiego, zapewnienia mocarstw zachodnich), Archiwum Federalne: https://kabinettsprotokolle.bundesarchiv.de/resources/pdf/be838305-a253-4b69-8e3c-b527aec3639a.pdf
    1. Sierpień 1970: Podpisanie Układu Moskiewskiego, Federalna Agencja Edukacji Obywatelskiej: https://www.bpb.de/kurz-knapp/hintergrund-aktuell/210710/12-august-1970-unterzeichnung-des-moskauer-vertrags/
  12. Two Plus Four Agreement, Article 2, bpb: https://www.bpb.de/themen/deutsche-einheit/zwei-plus-vier-vertrag/44114/artikel-2/
  13. Two Plus Four Agreement, Article 3, bpb: https://www.bpb.de/themen/deutsche-einheit/zwei-plus-vier-vertrag/44115/artikel-3/
  14. Oświadczenie rządu federalnego kanclerza Friedricha Merza z 14 maja 2025 r. (pełny rękopis), rząd federalny: https://www.bundesregierung.de/breg-de/suche/regierungserklaerung-von-bundeskanzler-friedrich-merz-2347888
  15. Odpowiedź rządu federalnego, druk Bundestagu 20/6861 (oświadczenie Merkel w sprawie Mińska): https://dserver.bundestag.de/btd/20/068/2006861.pdf
  16. Hollande: „Wyjście z konfliktu będzie możliwe tylko wtedy, gdy Rosja zawiedzie na miejscu”, The Kyiv Independent, 28 grudnia 2022 r.: https://kyivindependent.com/hollande-there-will-only-be-a-way-out-of-the-conflict-when-russia-fails-on-the-ground/
  17. Dezinformacja: Merkel i Hollande przyznali, że porozumienia mińskie miały na celu przygotowanie Ukrainy do wojny, EUvsDisinfo: https://euvsdisinfo.eu/report/merkel-and-hollande-admitted-that-the-minsk-agreements-were-to-prepare-ukraine-for-war/