Błąd bazy danych WordPressa: [Duplicate entry '8388607' for key 'wp_visitors_stat.id'] INSERT INTO `wp_visitors_stat` (`time`, `ip`) VALUES ('1792276331', '216.73.216.90')
Aby zrozumieć obecną sytuację na Ukrainie przypomnieć musimy sobie, że zarówno Zełeński – jak też całe jego otoczenie – to żydzi. Tacy – najgorszego sortu.
Omotali Ukraińców obietnicą likwidacji korupcji i wymuszeń na Ukrainie – przez co udało się im przejąć władzę na Ukrainie – autoryzowaną przez klauna Zełeńskiego.
A wtedy korupcja dopiero wystrzeliła.
Atak Putina na Ukrainę jest dla mnie wielką zagadką.
Całkowicie nieprzygotowany militarnie i politycznie – poniósł porażkę w pierwszych dniach wojny. Ogromnie ważną rolę miała Polska – gdy przyjęła kilka milionów uciekinierów, a w drugą stronę bezinteresownie wysłała broń. Równocześnie wysłaliśmy ogromnie ilości żywności i innych towarów.
Zełęński wtedy zobaczył, że ma do dyspozycji nieewidencjonowany towar – z którym może zrobić co chce. I on – oraz jego wspólnicy handlowali darami od Polaków.
Ale największe pieniądze zebrał – gdy Amerykanie przesłali Ukrainie od 100-300 miliardów dolarów. Defraudacja tych pieniędzy była tak ogromna, że kupowali sobie jachty, wille na lazurowym wybrzeżu, a na Ukrainę szły transporty Maybachów – co sam widziałem.
Równocześnie Ukraińcy rozplenili się po całej Europie – przejmując ośrodki w centrach wielkich miast. Cała Europa finansuje Ukraińców, a nieRząd Tuska zgodził się oddawać ukraińskim część z polskiego PKB (!)
Pomoc Polski dla Ukrainy stanowi od około 3,8% do 6,7% polskiego PKB podczas gdy na całą Służbę Zdrowia przeznacza się 6% PKB.
Po co więc w takiej sytuacji Zełeński rozpoczął z Polakami wojnę o banderowców?
Ukraińcy mają koncesje w całej Europie. Unia Europejska dała im prawie tyle samo praw – co posiadają członkowie UE. Jednocześnie Ukraina nie musi spełniać ŻADNYCH warunków obowiązujących członków UE.
A gdyby rozpoczął się „proces stowarzyszeniowy” to światło dzienne ujrzałaby niewyobrażalna dla nas skala korupcji panująca na Ukrainie. Europejczycy mogli by się dowiedzieć – jak rozgrabiono dary dobrego serca.
Zełeński i jego klika nie chcą do tego dopuścić. Dlatego chcą zawieszenia wszystkich procedur stowarzyszeniowych, ale odpowiedzialność za to zwalić na innych.
Trudno o większą bezczelność – jak nazwanie oddziału wojskowego imieniem UPA. To musiało skończyć się protestem Polaków i zapowiedzią, że „z Banderą Ukraina nie wejdzie do Unii Europejskiej”.
Teraz Zełeński ma uzasadnienie, że to „przez Polaków Ukraina nie wejdzie do Unii Europejskiej”, a monstrualna korupcja na Ukrainie znika z pola widzenia. I taki był od samego początku plan z nazwaniem jednostki wojskowej imieniem banderowców.
O tym, że przemysł farmaceutyczny jest mafią, pisałem już ponad pięć lat temu. Teraz, na przykładzie wczorajszego artykułu na thedigger.co – Inclisiran: Jak NHS stała się narzędziem polityki przemysłowej,źródło – możecie prześledzić krok po kroku, cały proces dopuszczenia wybranego przez mafię niezbadanego „leku” na niezdrowe obniżenie poziomu niezbędnego do życia cholesterolu. Cudzysłów przy słowie „lek” stanie się zbędny, jeśli zgodzimy się na moją definicję tego specyfiku:
Lek – chemiczna substancja podawana w celu łagodzenie objawów lub dopasowywania wyników badań laboratoryjnych do manipulowanych przez farmację norm, bez uruchamiania procesów samoleczenia, wywołująca dodatkowe choroby.
Kwestia pieniędzy w medycynie jest ważna, ale złożona i trudna do zrozumienia intuicyjnie. Aby zgłębić ten problem, pokażę Ci drogę jednego leku, od jego odkrycia aż po dostarczenie do szpitala. W ten sposób zobaczysz, jak każdy węzeł, przez który przechodzi, zniekształca rzeczywistość, zanim ostatecznie trafi na Twoją receptę.
Potężna jest władza pieniądza wykorzystywana przez korporacje farmaceutyczne do forsowania niebezpiecznych produktów w celach komercyjnych. Opisywany w artykule medykament jest jednym z niezliczonych przykładów generowania pieniędzy kosztem naszego zdrowia. Przypadek statyn i kłamstwa cholesterolowego jest dobrze opisany w badaniach naukowych niesponsorowanych przez wielką farmację.
Zamiast statyn, weź szprycę. Cóż z tego, że droga i bardziej szkodzi. Za to przynosi duże korzyści farmacji i oddanym jej lekarzom.
… przemysł farmaceutyczny nienawidzi wygasania patentów. Ciężko pracując nad stworzeniem rynku (poprzez obniżenie progu „wysokiego” cholesterolu), nie mogą pozwolić, by ich dojna krowa zginęła z powodu wygaśnięcia patentów. Przemysł ma sprawdzone rozwiązanie tego irytującego problemu. Wymyślają zupełnie nowe sposoby na obniżenie poziomu cholesterolu, a następnie lobbują i sprzedają swoje nowe (dostępne) wersje systemom opieki zdrowotnej na całym świecie. Po co wydawać grosze na leczenie, skoro lepsze (i droższe) leczenie na rynku już jest?
Roche i Novartis to nie są jedynie firmy, to święte krowy, które zapewniają ogromne dywidendy. Że przy okazji Twoja składka ubezpieczeniowa rośnie? To logiczna konsekwencja systemu, w którym pacjenci przewlekle chorzy są najlepszymi klientami, a skutki uboczne dają dodatkowy zysk. Leki pochłaniają już olbrzymią część składek, ale politycy biją brawo, dopóki akcje big farmy stoją wysoko.
11.06.2026 r. Dr Joseph Ladapo, główny lekarz stanu Floryda, otwarcie wyraził to, co wielu myśli: szaleństwo okresu pandemii kowid nie wynikało wyłącznie z niekompetencji. Ujawnił on głęboką korupcję, która stała się integralną i nieodłączną częścią rządu Stanów Zjednoczonych oraz systemu opieki zdrowotnej. Ladapo opisuje przypadki, w których całkowicie zdrowi ludzie otrzymali szprycę, a następnego dnia zmarli – podczas gdy przedstawiciele władz uparcie twierdzili, że nie ma „żadnych dowodów” na istnienie związku między szczepieniem a zgonem. Nie mógł uwierzyć, w jaki sposób stworzono i utrzymywano alternatywną rzeczywistość dotyczącą pseudo-szczepionek. Źródło.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
======================
(tu warto dołączyć książkę Johna Virapena „Skutek uboczny śmierć” – bezpłatny pdf do pobrania https://docer.pl/doc )
Wszystko, co musiałby zrobić, to zagrozić, że Polska przestanie pełnić funkcję państwa tranzytowego dla 90% ukraińskiego importu sprzętu wojskowo-technicznego z NATO, co albo wystarczyłoby, aby Ukraina zastosowała się do warunków przed odcięciem, albo prawdopodobnie uczyniłaby to wkrótce potem, — ale brakuje mu woli politycznej.
Bardzo podobają mi się artykuły Andrzeja Korybko. Przekazują nietuzinkowe spojrzenie na geopolityczną sytuację w naszym zakątku świata. Także ostatni przedstawiony powyżej artykuł określiłbym podobnie. Kwestią, którą chciałbym się dzisiaj zająć, jest słowo w tytule „mogłaby”. Na pytanie: czy Polska mogłaby zablokować dostawy wojskowe NATO na Ukrainę, odpowiedź jest jednoznaczna – tak. Tyle że, jak w przysłowiowym powiedzeniu o saperze – Polska mogłaby tylko raz się tak pomylić.
Polska nie jest jedynym krajem, przez który jest wysyłana natowska broń na Ukrainę.
Osobiście wcale nie uważałbym tego za błąd. Dlaczego nie może dojść do podjęcia decyzji o blokadzie transferu broni przez NATO na Ukrainę? Ponieważ Polska nie jest suwerennym krajem. Podobnie jak większość państw europejskich. Europejscy politycy nie zasługują na miano „mężów stanu”. Znacznie lepiej pasowałoby „sługusy globalistów”. To właśnie dla nich od ponad 30 lat organizowano w Davos szkołę przekształcania świata w kierunku globalizmu zwaną Young Global Leaders. Dlatego dzisiaj marionetki zarówno lewicy jak prawicy przepychają globalistyczne prawa przez posłusznych finansowym motywom lub zwykłemu szantażowi parlamentarzystów.
Globaliści opanowali ONZ, Komisję Europejską i wiele instytucji w szeregu krajów świata. Także rządy w Australii, Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii, Kanadzie i w większości krajów UE.
Sytuacja nielegalnego prezydenta. Ukrainy jest jeszcze bardziej zawiła. Żadne groźby nie są w stanie zmusić go do wystąpienia przeciwko własnym oddziałom Azowa, które są opanowane przez faszystowskie – zorganizowane przy pomocy CIA – banderowskie bojówki.
29.06.2026 r. Ukraiński oligarcha Wadim Ermolaev, objęty sankcjami przez Zełenskiego, wraz z żoną i nastoletnim synem odniósł ciężkie obrażenia w wyniku wybuchu w Monako. Sprawca zostawił torbę z bombą i uciekł. Wygląda na to, że Zełenski zlecił zamach w Monako, aby ukarać go za powiązania z Rosją.
Moim zdaniem trzy światowe potęgi, pomimo trwających zastępczych potyczek w stylu ukraińsko-irańskim, są w głównych celach ze sobą dogadane. I mam nadzieję, że ta „koalicja” wymierzona jest przeciwko czwartej potędze na świecie – globalizmowi.
Putin zakończył kolejną plandemię: hantawirusa.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Kazanie przez Fr. Davide Pagliarani, Przełożony Generalny Bractwa Świętego Piusa X, wygłosił z okazji konsekracji biskupich, które odbyły się w Écône w dniu 1 lipca 2026 r.
Pełny tekst kazania
W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Wasze Ekscelencje, drodzy współbracia, drogie siostry, bardzo drodzy wierni,
W końcu nadszedł ten dzień. Jaką radość jest widzieć tak wielu z was, którzy przybyli z czterech zakątków świata!
Przede wszystkim pragnę podziękować za hojność wszystkich tych, którzy przygotowali ten dzień; wszystkim, którzy przygotowali go materialnie z nabożeństwem; wszystkim współbraciom, którzy przygotowali serca, umysły i intelekty na ten dzień; i wszystkim, którzy dołożyli starań, aby przybyć tu jako pielgrzymi, w tym dniu, który z pewnością jest historyczny.
Przejaw wiary
Jakie jest znaczenie tego dnia, właśnie? Dlaczego tu jesteśmy? Jak mamy zrozumieć te konsekracje?
Te konsekracje są wydarzeniem dzielącym, przed którym nie można pozostać obojętnym. Co to oznacza dla nas?
Po pierwsze, ta ceremonia musi być przejawem wiary. To bardzo ważne.
Nie wybieramy tego, w co musimy wierzyć lub w co nie wierzymy; nie możemy modyfikować, reinterpretować ani ponownie tego rozważać; nie możemy tego zrobić. Mówiąc najprościej, mamy obowiązek zachować wiarę, której Kościół zawsze nauczał; musimy ją kochać, musimy żyć według niej i musimy ją przekazywać.
Jeśli naprawdę kochamy naszego Pana, mamy obowiązek dzielić się tymi dobrami, które przychodzą do nas przede wszystkim przez wiarę. Kto bowiem nie ma tego pragnienia przekazywania Wiary, jest znakiem, że on sam już nie żyje przez Wiarę. Im bardziej wiara jest atakowana, tym bardziej znika, tym bardziej ten obowiązek staje się pilny, ponieważ bez Wiary nie można podobać się Bogu, nie można żyć dobrze, nie można być zbawionym. A dziś podejmujemy wyjątkowe środki, proporcjonalne do tej konieczności.
Fałszywy dylemat: wiara czy Kościół
Niektórzy mogą uznać, że mamy do czynienia z dylematem. Wybieramy integralną wiarę, ale oddzielamy się od Kościoła. Bylibyśmy w trakcie wyboru między wiarą a Kościołem. Aby zachować wiarę, czy zrywamy z Kościołem?
To jest fałszywy dylemat.
Należymy przede wszystkim do Kościoła przez Wiarę, przez integralne wyznanie Wiary, przez integralne wyznanie Wiary Kościoła. Tak jak należymy do narodu, ponieważ mówimy tym samym językiem, ponieważ mamy tę samą tożsamość i tę samą kulturę; tak jak należymy do rodziny, ponieważ nosimy to samo imię, ponieważ żyjemy w tym samym domu; podobnie, należymy do Kościoła, ponieważ wyznajemy tę samą wiarę.
Jest to zatem fałszywy dylemat, do którego nie możemy wejść, ponieważ nie możemy wybierać między wiarą a Kościołem; nikt nie może wybrać. Chcemy, aby wiara Kościoła pozostała w Kościele. Chcemy Kościoła przez wiarę, wiarę.
Bardzo ważne jest, aby to zrozumieć, nawet jeśli ci, którzy są z nami twarzą, nie chcą tego zrozumieć. Wszystko to nie jest kwestią opinii, nie jest to kwestia osobistej wrażliwości, ani opcji: jest to konieczność.
Zarzuca się nam, że nie kochamy papieża, oskarża się nas o to, że go nie szanujemy. Ale właśnie dlatego, że kochamy papieża, szczerze, jako Wikariusza Chrystusa, jako głowy Kościoła, nie chcemy już widzieć papieża upokorzonego w towarzystwie fałszywych pasterzy, przedstawicieli fałszywych religii. Ile razy widzieliśmy to przez te wszystkie lata?
To dlatego, że kochamy Wikariusza Chrystusa, nie życzymy już tego upokorzenia dla papieża, upokorzenia, które spada na cały Kościół, traktowane na równi z fałszywymi religiami.
Mówimy językiem wiary
But then, we have explained all of this many times. We have explained it in almost every language that exists on the face of the earth.
Why are we not understood? Why, fundamentally, do we speak different languages?
Mówimy językiem Wiary, chcemy Wiary w całej jej prostocie; nie jest to skomplikowane. Credo nie jest skomplikowane; wyznanie wiary, które właśnie uczynili przyszli biskupi, nie jest skomplikowane; każdy może to zrozumieć.
Mówimy językiem wiary, językiem Tradycji. A przed nami mamy do czynienia z językiem, który działa na innym poziomie, który mówi o innych rzeczach. Jest to język włączania, słuchania, dialogu i akompaniamentu.
Chcemy wiary. A potem, w Wierze, towarzyszymy ludziom. Słuchamy ludzi w Wierze, aby doprowadzić ich do Wiary i nawrócić ich.
Aby je nawrócić, musimy przestać mówić po prostu dla dobra mówienia; towarzyszenie im nie wystarczy. Nie tego potrzebują mężczyźni. Ludzie potrzebują naszego Pana, a nasz Pan jest znany, przychodzimy do Niego przez Wiarę i przez integralną wiarę katolicką; jest tylko jedna.
Dlatego jest taka trudność w zrozumieniu siebie nawzajem. Niestety mówimy różnymi językami i językami, które niestety z czasem coraz bardziej się rozpadają.
Najwyższe Prawo Boże: Zbawienie Dusz
We also live these consecrations in hope.
We do not live them in controversy, nor in tension, nor in bitterness, nor in resentment. We live these consecrations in joy and in hope.
Why?
In 1988, those who condemned the Society foresaw its dissolution. Providence had another plan. Why did Providence have another plan? Your presence here today demonstrates it. God has not abandoned us, and God will not abandon us. All these years have shown it, and these consecrations show it once again.
Ale dlaczego Bóg nigdy nie może nas porzucić?
Odpowiedź jest bardzo prosta. Bóg ma tylko jeden pomysł, tylko jedno pragnienie, tylko jedna wola: to jest zbawić dusze. Jeśli jest ktoś, kto stosuje do litery zasadę, że najwyższe prawo jest zbawieniem dusz, to jest to sam Bóg. To jest Jego prawo i On zawsze stosuje go do listu.
Dlatego, wbrew wszelkiej wyobraźni i wszelkim ludzkim oczekiwaniom, aby zbawić dusze, posłał swojego Syna. Prosił Jego Syna, aby stał się wcielony i umarł na krzyżu.
Dlaczego?
Ponieważ najwyższe prawo, prawo Boże, jest zbawieniem dusz. Dlatego Bóg nas nie porzucił i nie porzuci; On zawsze zapewni nam środki proporcjonalne do naszych potrzeb.
Jeśli dzieło Odkupienia może napotkać przeszkody ze strony ludzi, nigdy nie napotka przeszkód ze strony Boga. Ale im bardziej cierpimy, tym bardziej walczymy, tym bardziej staramy się być wierni Jemu, tym bardziej On jest z nami, a On pokazuje nam to.
Czasami słabniemy, możemy mieć wątpliwości, możemy się zniechęcać. Ale obietnice naszego Pana są nieomylne; On zawsze je dotrzymuje. A dziś daje nam na to dowód.
Jeśli nadal będziemy szukać woli Bożej, dobra dusz, bez względu na koszty, nigdy niczego nam nie zabraknie.
Służyć Kościołowi jako Matka
Ale przede wszystkim te poświęcenia muszą być rozumiane i przeżywane w duchu miłości: miłości wobec dusz i miłości przede wszystkim wobec Kościoła. Im więcej dusz jest zdezorientowanych i zdezorientowanych, tym bardziej musimy ich szukać, tym bardziej musimy je wspierać.
Im bardziej Kościół jest niezdumiany, tym bardziej przesądza się blask jego boskości, tym bardziej musimy go kochać, musimy jej służyć i musimy być gotowi zapłacić wszelką cenę, aby służyć Kościołowi.
The greatest of the sacrifices that God can ask of us is that of being treated as rebels, when we want to serve and love the Church as a Mother. What a sacrifice God asks of us: to be treated as rebels, to be considered as rebels!
Chcemy jej służyć jako Matka. Matka w trudnej sytuacji, przytłoczona, cierpiąca; Matka, która jest czasami zdradzana; Matka, która potrzebuje i zasługuje na to, że jej pomagamy, że robimy coś w imię wszystkiego, co nam dała.
Wszystko, co otrzymaliśmy, otrzymaliśmy przez Kościół, w Kościele. Wiara, której pragniemy dziś dać świadectwo i którą chcemy żyć, przychodzi do nas z Kościoła.
To właśnie w imię tego, co od Niej otrzymaliśmy, i to właśnie w imię tego, czym ona jest — Oblubieńcem Chrystusa, Jego Mistycznym Ciałem — właśnie w imię tego wszystkiego musimy czynić to, co jest możliwe, w jak największym stopniu, aby jej pomagać i wspierać.
Czy moglibyśmy pozostać obojętni, nic nie robić? „To nie nasz problem”? Nie o to nas prosi. Czy społeczeństwo może pozostać obojętne? Nie. Nie. Byłoby to zdradą Kościoła, którym byłoby brak miłości; nie możemy tego zrobić.
Najcenniejsza krew, jedyne lekarstwo
Powstaną pytania, a dzisiejsze święto, święto Najdroższej Krwi, opatrznościowo wyraża i doskonale podsumowuje znaczenie tych konsekracji. To święto pozwala nam przywrócić wszystko do jednego punktu: Krwi naszego Pana, Najdroższej Krwi naszego Pana.
Kto nie zna Najdroższej Krwi naszego Pana, kto jej nie kocha, kto jej nie uwielbia, nie zna Pana naszego, nie zna Odkupienia. A kto nie zna naszego Pana, nic nie wie i nic nie rozumie.
Najcenniejsza krew jest jedynym lekarstwem, jedynym, pierwszym i ostatnim, dla wszystkich zła, które dotyka ludzkość.
Dlaczego?
Ponieważ wszelkie zło pochodzi z grzechu, a lekarstwem na grzech jest Najcenniejsza Krew naszego Pana.
Egzaltacja człowieka
Wszelkie zło pochodzi z grzechu i od jednego szczególnego grzechu, na który zwracam waszą uwagę. Ten grzech jest zawsze taki sam, od początku ludzkości aż do dzisiaj: jest to wywyższenie człowieka. Jesteśmy nasyconi, jesteśmy dosłownie wszędzie nasyconi tym wywyższeniem człowieka.
Człowiek, który jest zupełnie wspaniały, człowiek, który jest doskonały, człowiek, który jest zadziwiający, człowiek, który rzekomo posiada nieskończoną godność… W rzeczywistości wszystko to prowadzi do dumy. I, w dłuższej perspektywie, prowadzi do pogardy dla Boga i do odstępstwa, do milczenia odstępstwa. Stąd to się bierze.
Im bardziej człowiek jest wywyższony w szalony, fanatyczny sposób, tym bardziej, ostatecznie, jest oddalony od Boga, i jest oddalony od swojej doskonałości i swojego prawdziwego dobra; jest to katastrofa. Człowiek, pełen praw, pełen siebie, niezdolny do zwrócenia się ku Bogu, niezdolny do uznania, że jest zraniony przez grzech i że potrzebuje Odkupienia. On potrzebuje naszego Pana, potrzebuje Jego Najdroższej Krwi.
To jest wielkie zło dzisiaj, całej historii: zło, które obejmuje wszystkich innych. Ta plaga jest plagą, obsesyjną ideą, która, trzeba ją uznać, wnika głęboko nawet w Kościół. Ta plaga sprawia, że ludzie są ślepi; paraliżuje dusze. To nie jest to, co sprowadza dusze z powrotem do Boga.
Głoszenie Mądrości Krzyża
Cóż, chcemy zrobić coś przez te poświęcenia; chcemy nadal głosić Najcenniejszą Krew Naszego Pana i chcemy nadal, w pewien sposób, wylewać ją na dusze.
To właśnie w tej Krwi Nasz Pan znajduje Swój Kościół, Nowe i Wieczne Przymierze, jest tylko jedno. Kto myśli, że są dwa, albo że są trzy, w rzeczywistości nie wierzy już w nieskończoną i wyjątkową wartość Krwi naszego Pana.
Mówiąc o wartości Najcenniejszej Krwi naszego Pana, nie możemy zapomnieć, skąd pochodzi. Został on uformowany, wytworzony, dostarczony w najczystszej krwi Matki Bożej; to Matka Boża daje Słowo Jego człowieczeństwo w całości, to właśnie w Jej najczystszej, najbardziej nieskazitelnej krwi kształtuje się Krew Naszego Pana; to ona ofiaruje ją z Naszym Panem dla naszego odkupienia.
Ona jest tym, który go oferuje; jest pierwszą, która widzi, jak wypływa z ran naszego Pana, widzi, że biegnie pod lasem krzyża, jest tym, który gromadzi go u stóp Krzyża, jest tym, który nadal trzyma go dzisiaj przy ołtarzu, jest tym, który podczas Mszy wylewa łaski na dusze, jest tym, który w pełni chwyta swoją wartość i zawsze obok naszego Pana.
Co za tajemnica! Co za tajemnica, to powiązanie Matki Bożej z Jej Boskim Synem, zawsze u Jego boku!
Zobacz, jak cała nasza Wiara, nasza religia i nasza miłość obracają się wokół Krwi Naszego Pana, ponieważ wszystko kręci się wokół Krzyża.
Tutaj masz to, drodzy współbracia, którzy mają być przyobleczeni w pełnię kapłaństwa w ciągu kilku chwil, pełnię kapłaństwa naszego Pana, tam macie, w kilku słowach, to, co trzeba będzie bronić, co będzie musiało być głoszone.
Co za zaszczyt i jaką odpowiedzialność!
Głosić Odkupienie słowem i szerzyć je przez sakramenty; głosić mądrość krzyża: przeszkodę dla Żydów i szaleństwo dla pogan. Szaleństwo, zwłaszcza dzisiaj, dla odstępczego świata, który nie może zrozumieć i nie chce zrozumieć.
Ta mądrość krzyża jest jedynym antidotum na ten humanizm, który prowadzi do obojętności, do odstępstwa. Zawsze musisz trzymać ten humanizm w zasięgu wzroku.
Jak Jagnięta Wśród Wilków
A jakiej rady można Ci dać?
Twoja misja, to, co zamierzasz zrobić, jest tak delikatne, tak ważne, tak wielkie, że wolałbym pozwolić, aby sam Nasz Pan mówił, cytując Ewangelię.
Jaką radę daje ci dzisiaj Nasz Pan? Jaką radę dał Apostołom Nasz Pan, kiedy posłał ich do głoszenia?
„Oto posyłam was jako baranki wśród wilków.
Baranek: bardzo piękny obraz naszego Pana, bardzo piękny obraz biskupa.
Oznacza to, że musisz najpierw głosić przez niewinność swojego życia; jest to niewinność, czystość twojego życia, twojej moralności, która da autorytet moralny wszystkiemu, co będziesz głosił.
Bycie barankiem oznacza również, a przede wszystkim doskonałą uległość, doskonałe poddanie się woli Boga. Tak jak nasz Pan jest stale poddany woli Jego Ojca, tak i wy, na mocy jeszcze wyższej godności od dzisiaj, musicie zawsze szukać Jego woli.
Baranek Boży i Lew Judzki
Ale nie zapominajcie o jednej rzeczy: nasz Pan, który jest Barankiem Bożym, jest także Lwem Judzkim.
Jak można być zarówno jagnięciną, jak i lwem?
Dzieje się tak dlatego, że Nasz Pan, tak jak On jest doskonale posłuszny woli Ojca, tak On nigdy nie ugina się przed duchem świata. Aby doskonale służyć Ojcu, On koniecznie wchodzi w konflikt z duchem świata, z duchem księcia tego świata.
I podobnie biskup: tak jak On jest posłuszny woli Bożej, tak nieustannie zapewnia przed światem prawa naszego Pana, a nie prawa człowieka.
A lew nigdy nie ucieka, lew się nie cofa, a przede wszystkim lew nie ugina się. Nigdy nie naginaj się przed tym duchem świata, nie ruszaj się, nie wycofuj się; poświęcenie da ci nieodpartą siłę.
Od dzisiaj, na całym świecie, są ludzie, którzy cię obserwują, słuchają. Za trzydzieści, czterdzieści lat muszą umieć powiedzieć:
„Nie ugięli się. Nie zgięli kolana przed tym duchem świata. Zgięli kolano tylko przed naszym Panem Królem”.
To najpiękniejsza rzecz, jaką można by o tobie powiedzieć po śmierci, najpiękniejsze wspomnienie, jakie można zostawić.
Mądrość węża
A Nasz Pan daje ci jeszcze jedną radę:
„Bądźcie więc mądrzy jak węże i proste jak gołębie”.
Dlaczego ktoś musi być jak wąż? Dlaczego biskup musi być jak wąż?
Jest w celu rozeznania, zrozumienia i wykrycia dwulicowości, dwuznaczności i przebiegłości, które istnieją w świecie i wśród wrogów Krzyża. Twoi najgorsi wrogowie nie zaatakują cię czołowo; będą próbowali sprawić, abyś stopniowo wślizgnął się w postrzeganie wiary, życia chrześcijańskiego i stosunków ze światem, który jest nieco bardziej aktualny. To trzeba zrozumieć.
Kiedy wyczuwasz to niebezpieczeństwo, cofnij się, módl się, obserwuj, szukaj porady, oceniasz, pozostajesz w miejscu przed reakcją, jak wąż. Kiedy reagujesz, kiedy Duch Święty daje ci niezbędne światło do działania, czyń to i nigdy nie wracaj.
To właśnie oznacza być jak wąż: pojąć dwulicowość, dwuznaczność i przebiegłość, które istnieją na świecie, i mówić, głosić jak gołębie: po prostu, bez dwulicowości i bez strachu, bez dwuznaczności, bez dwuznaczności. Dwulicowość, którą musisz rozeznać w innych, nigdy nie może być twoją własnością.
Miecz wiary
A co jeszcze mówi Jezus? Co mówi Nasz Pan?
„Brat wyda swego brata, ojca, jego dziecko, i będziesz znienawidzony przez wszystkich przeze Mnie, z powodu Mojego imienia. Nie bójcie się tego wszystkiego, bo nie ma nic ukrytego, co nie zostanie ujawnione, nic tajnego, co nie będzie poznane.
„Nie bójcie się tego wszystkiego” – mówi nam nasz Pan. Pozwólcie Mi działać, pozwólcie Mi osądzać; Ja sam będę interweniował, gdy będzie to konieczne.
Ma tylko jedną troskę. Co to jest?
„Każdy zatem, kto wyzna Mnie przed ludźmi, wyznam go również przed Moim Ojcem, który jest w niebie.”
Każdy człowiek, który uzna Moje prawa, Moją boskość, Mój Kościół, Moją Wiarę.
„Nie myślcie, że przyszedłem, aby posłać pokój na ziemię: przyszedłem nie po to, by posłać pokój, lecz miecz.”
Są to słowa naszego Pana, które On zwraca się do was w szczególności.
W kilku chwilach, kiedy biskup konsekrujący da ci croziera, Nasz Pan da ci miecz: Jego miecz, miecz Ewangelii, miecz wiary. To dzięki Wierze i tylko dzięki Wierze można zwyciężyć świat, a świat został już przezwyciężony przez Wiarę.
Ten miecz, od dzisiaj, należy do was w szczególny sposób, a Bóg da wam szczególną siłę, abyście go dzierżyli, bycie nim używali w sezonie i poza sezonem.
„A wrogowie człowieka będą z jego własnego domu.”
Nie można być zrozumianym przez wszystkich; nie można się ze wszystkimi zgodzić.
Czy to jest tragedia? Czy to coś niezrozumiałego? Nie. Nie. Jest to prawo Ewangelii, jest to prawo krzyża.
To są rady, które nasz Pan, przez Ewangelię, daje wam dzisiaj.
Święty Cyryl i arcybiskup Lefebvre
I, zanim się podsumujemy, nie możemy dziś zapomnieć, abyście pochwalili wszystkich tysięcy świętych biskupów, którzy poprzedzili was w całej historii Kościoła.
Wspomnimy o dwóch z nich: jednym, który należy do chrześcijańskiej starożytności i jednym, który jest nam znacznie bliżej.
Pierwszy to święty Cyryl, święty Cyryl z Aleksandrii.
Liturgia mówi o nim najpiękniejszą rzecz, jaką można powiedzieć o biskupie: zelus fidei solilicitus. Miał tylko jedną troskę: czystość wiary. Co za piękna zasada życia biskupa! I przeszedł do historii jako wielki obrońca boskiego macierzyństwa, znienawidzony przez heretyków.
Liturgia dodaje: propter fidem multa perpessus est. A z tego powodu, z powodu jego troski o wiarę, bardzo cierpiał. Przygotujcie się na to: nie można bronić Wiary w całości bez cierpienia.
Został oskarżony o każdą zbrodnię; nawet po śmierci nie wstydził się naszego Pana, nie wstydził się Matki Bożej.
Kolejny biskup, który jest twoim wzorem, bliżej nas, jeszcze nie kanonizowany: abp Lefebvre, z pewnością.
Z niego można też powiedzieć: zelus fidei solilicitus et multa perpesus. Miał tylko jedną troskę: to była sama Wiara i, za to, bardzo cierpiał.
Wiarę tę, widział wyraźnie, jak jest podsumowana w Mszy Świętej, w obronie Mszy Świętej, Najdroższej Krwi naszego Pana. Jaka mądrość!
Jak udało mu się, tak wiele lat temu, uchwycić przyczyny kryzysu z taką jasnością, takim wglądem, taką siłą?
To mądrość krzyża; krzyż, który niósł, był źródłem jego mądrości. Dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, jego duch jest wśród nas, zachęca nas, modli się za nas, modli się za was w szczególności, wskazuje nam drogę, którą należy podążać, kierując się tą mądrością Krzyża.
„Uczeń nie jest ponad swoim panem, wystarczy dla ucznia, aby był swoim panem.”
To są zawsze słowa naszego Pana. A jednak trzydzieści osiem lat temu potępili świętego.
Raduj się i ciesz się
Czy powinniśmy spodziewać się czegoś jeszcze? Czy powinniśmy się bać? Czy powinniśmy się niepokoić?
Pytanie jest tak ważne, że jeszcze raz pozwolę, aby sam nasz Pan przemówił; to On odpowiada na ciebie:
„Błogosławieni, którzy was oczernią, i będą was prześladować, i mówić wszystkim, co jest złe przeciwko wam, nieprawdziwie, ze względu na Moje, z powodu Mojego Królestwa, z powodu Moich praw, z powodu Mojego Prawa, z powodu Mojej Wiary, z powodu Moich przykazań.
Radujcie się i radujcie, bo wasza nagroda jest bardzo wielka w Niebie”.
„NY Times” opublikował w środę skandaliczny artykuł, który utrwala mit, że Ukraina zadaje Rosji ogromne ofiary. Przypuszczam, że jest to tylko kolejna część propagandowej gry, aby oszukać amerykańską opinię publiczną na temat szans Ukrainy na zwycięstwo w wojnie z Rosją. Zacznijmy od śmiesznych twierdzeń NY Times:
Rosyjskie ofiary: Szacowane na ponad 1,1 miliona (zabitych i rannych) od czasu rozpoczęcia inwazji na pełną skalę w lutym 2022 r. Rosja traci żołnierzy w wysokim tempie, ale nadal uzupełnia siły poprzez rekrutację i skazanych. Rosjanin zabity w akcji (KIA): Około 350.000 – 400.000.
Ofiary ukraińskie: Szacowane na około 400.000–500.000 ogółem (zabitych i rannych). Straty Ukrainy były poważne, szczególnie w latach 2025-2026, z powodu rosyjskiej artylerii i przewagi dronów. Ukraiński zabity w akcji (KIA): Około 180.000 – 220.000.
To jest kompletna bzdura.
Zacznijmy od rosyjskiej/ukraińskiej wymiany ciał żołnierzy. Giełdy mają dwie odrębne fazy. Począwszy od marca 2022 roku, Rosjanie i Ukraińcy dokonali nieformalnych, niewielkich repatriacji, które trwały okresowo do 2022, 2023 i 2024 roku. Wymiana została ułatwiona przez Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża jako jeden z niewielu działających kanałów humanitarnych między obiema stronami, nawet po zerwaniu stosunków dyplomatycznych.
Zakrojony na szeroką skalę, uregulowany program rozpoczął się 11 czerwca 2025 r., kiedy to odbyła się pierwsza formalna wymiana w ramach porozumień stambulskich – w tym początkowym przekazaniu zwrócono 1.212 ukraińskich ciał. Ramy Stambułu, uzgodnione podczas bezpośrednich rozmów Rosji-Ukrainy w Turcji pod koniec maja i na początku czerwca 2025 r., zobowiązały obie strony do wymiany 6 tys. ciał w mniej więcej miesięcznym okresie.
Od czerwca 2025 r. stosunek ciał ukraińskich powrócił w porównaniu z rosyjskimi ciałami powrócił na około 35–37 do 1. Jak wyjaśniła platforma analityczna VoxUkraine z siedzibą w Kijowie, bezpośrednio odzwierciedla to asymetrię wojny lądowej: posuwające się siły rosyjskie zdobywają ukraińskie pozycje i ciała ukraińskich obrońców, którzy zginęli, trzymając je, podczas gdy Ukraina odzyskuje w zamian stosunkowo niewiele rosyjskich ciał. Innymi słowy, nie ma sytuacji patowej i Ukraina się wycofuje, nie rozwijając się od czerwca 2025 roku.
Według stanu na grudzień 2025 r., Poczta Kijowska powróciła do wszystkich ukraińskich ciał, które powróciły do około 16.000 od początku inwazji na pełną skalę. Dodając trzy udokumentowane giełdy 2026 do kwietnia (3,000 więcej), liczba ta wynosi około 19.000 ukraińskich ciał repatriowanych w sumie. To wyraźnie kontrastuje z całkowitą KIA Rosji odzyskaną w tym samym okresie – około 500 -600 ciał. Jednak NY Times chce, abyś uwierzył, że Rosja ma ofiar ponad dwukrotnie więcej niż Ukraina.
Następnie przyjrzyjmy się dysproporcji w ogniku artylerii. Artyleria, do połowy 2025 roku, pozostała podstawową bronią do zabijania i ranienia żołnierzy po obu stronach. W całej pełnej wojnie Rosja wystrzeliła około 3 do 4 razy więcej pocisków artyleryjskich niż Ukraina – zgodnie z oceną RUSI, że „Rosja wystrzeliła średnio około cztery razy więcej rund niż Ukraina od początku inwazji”. Wskaźnik ten różnił się diametralnie w granicach tej średniej: tak niski, jak 1:1 na krótko latem 2023 r., Kiedy zachodnia amunicja dotarła na Ukrainę w dużej ilości, a nawet 10:1 w najgorszych miesiącach początku 2024 r.
Najważniejszym wydarzeniem jest to, co Instytut Nowoczesnej Wojny West Point określił jako „przemysłowe okno”. W 2025 roku Rosja produkowała około 7 milionów nabojów rocznie – około 19.000 dziennie – podczas zużywania około 10.000-15.000 dziennie. Oznacza to, że Rosja w 2025 roku odbudowywała swoje zapasy, a nie ściągając je, po raz pierwszy od 2022 roku. „Okno zamknie się” dla Rosji tylko wtedy, gdy zachodnie dostawy na Ukrainę mogą albo wypchnąć ukraińską konsumpcję ponad rosyjską produkcję, albo jeśli ukraińskie głębokie uderzenia na zakłady amunicji i składy wystarczająco zdegradują rosyjską przepustowość.
Poniższe tabele ilustrują przerażającą dysproporcję w wystrzałach artylerii:
Po raz kolejny NY Times chce, abyś uwierzył, że Rosja, która strzela prawie czterokrotnie więcej pocisków artyleryjskich niż Ukraina, cierpi podwójnie…
Co z dronami? Rosja wyrządza Ukrainie znacznie więcej szkód poprzez swoją kampanię dronową, niż Ukraina wyrządza Rosji poprzez jej równoważny program. Rosja wystrzeliła ponad 54 tys. dronów typu Shahed przeciwko Ukrainie tylko w 2025 roku, w trwałym tempie 135–200 dziennie. Ukraińska kampania dalekiego zasięgu dronów przeciwko Rosji osiągnęła prawdziwe wyniki operacyjne – ataki rafinerii są udokumentowane, szkody w rosyjskich dostawach paliwa są realne, a publiczne przyznanie się Putina do wewnętrznego kryzysu paliwowego potwierdza to. Ale skala i ludzkie koszty tego, co absorbuje Ukraina, znacznie przekracza to, co pochłania Rosja.
Problemy Ukrainy z rosyjskiej kampanii dronów to egzystencjalna presja na społeczeństwo, które pochłania już 30 tys.–34 tys. ofiar wojskowych miesięcznie. Krótko mówiąc, siły dronów Rosji są większe, produkują na większą skalę, skutecznie uderzają w kolejne cele i wyrządzają więcej szkód swojemu przeciwnikowi. Jednak NY Times chce, abyś uwierzył, że Rosja podwójnie traci ludzi, w porównaniu z ofiarami Ukrainy.
Ostatni, ale na pewno nie mniej ważny, nie zapomnij o bombach szybowcowych FAB. Termin ten jest używany luźno do pokrycia radzieckich bomb wolno-spadających – FAB-500 (500 kg), FAB-1000 (1,000kg), FAB-1500 (1,500kg) i FAB-3000 (3,000kg) – wyposażony w zestaw UMPK (Universal Glide and Correction Module), około $ 20,000 dodatkowy pakiet wyskakujących skrzydeł i sterowanych pocisków satelitarnych, który przekształca głupią bombę żelazną. UMPK daje FAB-500 zasięg 60-70 km, a nowsze wersje rozszerzają się do 100-200 km.
Od 2023 roku Rosja zrzuciła około 125.000–135,000 bomb ślizgowych na ukraińskie pozycje obronne. Kampania bomby szybowcowej odegrała znaczącą rolę w postępach wojskowych Rosji. Upadek Awdijówki, Torecka i Pokrowska był poprzedzony intensywnym przygotowaniem bomby ślizgowej, które zniszczyły fortyfikacje szybciej, niż Ukraina mogła je naprawić lub wzmocnić. A jednak NY Times chce, żebyśmy uwierzyli, że te bomby ledwo zabiły lub zraniły ukraińskich żołnierzy, którzy obsadzają pozycje obronne. 125.000 bomb i kilka, jeśli w ogóle, ofiar...
Na koniec przejdźmy do Mediów. Według danych zebranych za pośrednictwem odniesionych źródeł otwartych — tj. nekrologów, aktów zgonu cywilnego, grobów geolokalizowanych, ogłoszeń w mediach społecznościowych, raportów mediów regionalnych, zawiadomień o pogrzebach i zapisów cmentarzy – rosyjski KIA [soldiers killed in action ], potwierdzony nazwiskiem, wynosi 227,700 na dzień 19 czerwca 2026 r. Jest to liczba pojedynczych rosyjskich zgonów wojskowych, które potwierdziła Mediazona, BBC News Russian i zespół ochotników.
Zachód nadal kłamie na temat rosyjskich strat, jednocześnie beztrosko ignorując oszałamiające straty Ukrainy… Szacuje się, że ukraińskie KIA przekracza 1,5 miliona. I zginęli za co? Poświęcony zachodnim hegemonicznym ambicjom.
Oto mój najnowszy film Counter Currents… tylko 12 minut:
Pepe i ja zrobiliśmy kolejną prezentację protokołu przejściowego:
Wróć ponownie z Edmundem DeMarche, redaktorem Trends Journal:
Zawsze doceniam szansę na rozmowę z Dr. David Oualalou:
Nima i ja rozmawialiśmy o cieśninie Ormuz i najnowszych wydarzeniach na Ukrainie:
Dowiedziałem się od Mario, że JD Vance przyznał, że USA podpisały protokół ustaleń, aby kupić czas na uzbrojenie i zaopatrzenie:
Sulajman skupił się początkowo na ostatnich masowych uderzeniach Rosji na Kijów:
Na koniec Stanisław Krapiwnik i ja omówiliśmy jego najnowszą podróż do Donbasu:
Scott Ritter: Zostałem zaproszony do wygłoszenia przemówienia na konferencji w Stambule pt.„Bezpieczeństwo globalne a konferencja NATO”, zorganizowanej przez Centrum Badawcze Inicjatywy Globalnych Cywilizacji. Oto moje przygotowane wystąpienie.
W związku z tym, że konflikt między Rosją a Ukrainą wkracza w piąty rok, nadszedł najwyższy czas, aby państwa członkowskie NATO dokonały oceny sytuacji i zastanowiły się, co to oznacza dla przyszłości sojuszu transatlantyckiego. Zachodnie media głównego nurtu i ich platformy w mediach społecznościowych propagują narrację skupioną na ‚zmęczeniu Rosji’, odporności Ukrainy i determinacji Zachodu, wyraźnie czerpiąc przyjemność z podkreślania argumentów opartych na stworzonej przez Rosję sytuacji, która ciągnie się już dłużej niż Wielka Wojna Ojczyźniana z lat 1941–1945. Ta narracja jest zgodna z oficjalnym stanowiskiem większości państw członkowskich NATO, co nie dziwi, biorąc pod uwagę bliskie powiązania między mediami kontrolowanymi przez korporacje a rządami, które utrzymują z tymi korporacjami relacje typu ‚drzwi obrotowe’.
Ten obraz jest celowo mylący, ponieważ nie ma odzwierciedlać prawdy opartej na faktach, lecz raczej rozpowszechniać fikcję, mającą na celu manipulowanie opinią publiczną w sposób umożliwiający podtrzymywanie konfliktu rosyjsko-ukraińskiego aż do zamierzonego końca – strategicznego pokonania Rosji. Cel ten jest oficjalnym stanowiskiem NATO i jego kluczowych państw członkowskich i był wielokrotnie potwierdzany od czasu jego pierwotnego sformułowania w maju 2022 roku. Koncepcja opiera się na trzech filarach: załamaniu gospodarczym Rosji spowodowanym sankcjami gospodarczymi, wyczerpaniu militarnym Rosji w wyniku niekończącej się wojny finansowanej przez zbiorowość Zachodu oraz rozpadzie rosyjskich struktur społecznych, co ma doprowadzić do obalenia rosyjskiego rządu prezydenta Władimira Putina.
Jednak ta koncepcja ma poważną wadę: jest nieskuteczna. Rosyjska gospodarka rośnie, zamiast się kurczyć, i udało jej się znaleźć równowagę między potrzebami ekonomicznymi społeczeństwa konsumpcyjnego a masową ekspansją przemysłu zbrojeniowego – do tego stopnia, że Rosja prześciga obecnie swoich zachodnich konkurentów w produkcji broni krytycznej. Rosyjska armia staje się silniejsza, a nie słabsza, i odnosi sukcesy na skomplikowanym polu bitwy – pomimo wysiłków całego Zachodu, by ją osłabić poprzez pozornie niekończącą się wojnę zastępczą z Ukrainą. Co więcej, rząd prezydenta Rosji Władimira Putina nadal cieszy się poparciem nie tylko większości rosyjskiego społeczeństwa – frustrując tych, którzy marzą o sprowokowaniu ‚moskiewskiego majdanu’ – ale także świata poza wąskimi ramami wspólnoty transatlantyckiej.
Te same filary, które plan działania NATO ma na celu zdemontować w Rosji, w rzeczywistości kruszą się w samym NATO. Kryzys energetyczny, wywołany przez dobrowolne odcięcie się Europy od rosyjskich dostaw energii i zaostrzony wojną na Bliskim Wschodzie, doprowadził kilka dużych europejskich gospodarek na skraj załamania.
Siła militarna NATO znacznie zmalała w latach od upadku Związku Radzieckiego, do tego stopnia, że żaden z członków NATO nie jest w stanie skutecznie prowadzić na dużą skalę bitew lądowych w Europie, takich jak te, które obecnie toczą się między Rosją a Ukrainą.
Koszty związane z rozbudową sił NATO do poziomu niezbędnego do konfrontacji i pokonania armii rosyjskiej są zaporowo wysokie, co stanowi nieosiągalne cele dla większości, jeśli nie wszystkich, krajów europejskich, biorąc pod uwagę ogólnie opłakany stan europejskiej gospodarki. Ostatecznie elity polityczne i gospodarcze, które przejęły i utrzymały władzę w Europie w ciągu ostatnich trzech dekad, same są odsuwane na boczny tor. Wielka Brytania miała czterech premierów w ciągu czterech lat. Rząd niemiecki stoi na krawędzi upadku, podobnie jak rząd francuski. Krótko mówiąc, te same cele, które NATO zamierzało narzucić Rosji, są realizowane – nieumyślnie, ale skutecznie – w samych państwach członkowskich NATO.
Najbardziej szokującym aspektem obecnej sytuacji jest to, że nie jest to produkt uboczny krótkoterminowej błędnej kalkulacji, lecz rezultat dekad polityki. Jeszcze przed oficjalnym powstaniem NATO Stany Zjednoczone i Wielka Brytania planowały uczynić z terytorium Europy Środkowej, które obecnie obejmuje Ukrainę, ‚truciznę’ dla idei Wielkiej Rosji. Zarówno Jałta, jak i Poczdam posłużyły do odcięcia Rosji od terytoriów należących do Ukrainy w 2021 roku. CIA otwarcie współpracowała z byłymi pracownikami i organizacjami nazistowskiego wywiadu, budując antyrosyjski ruch oporu na Ukrainie, rekrutując jego członków z najgorszych zachodnich ukraińskich organizacji nacjonalistycznych, w tym tych kierowanych przez Stepana Banderę i Andrieja Melnyka.
Nawet po tym, jak Związek Radziecki zmiażdżył resztki tych pronazistowskich sił w latach 1954–1955, USA i NATO nadal fantazjowały o współpracy z ocalałymi elementami ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego. Amerykańskie siły specjalne planowały utworzenie rodzimych ruchów oporu na terytorium ZSRR, podczas gdy CIA propagowała odrażającą ideologię ukraińskiego nacjonalizmu poprzez bezpośrednie finansowanie i wsparcie szkoleniowe – praktyka ta trwała nieprzerwanie do 1990 roku.
Po zakończeniu zimnej wojny NATO współpracowało ze Stanami Zjednoczonymi w celu destabilizacji Rosji, pomagając w instalowaniu w Kijowie antyrosyjskich, proukraińskich rządów. Rozszerzenie NATO odbywało się w tajemnicy; prawdziwe motywy były ukrywane przed opinią publiczną przez tych, którzy postrzegali Rosję jako słabą i podatną na zwodnicze narracje. NATO było wspierane przez różne organizacje pozarządowe, które przeznaczały pieniądze i zasoby na realizację planu mającego na celu uczynienie wojny z Europą i NATO nieuniknioną.
W 1993 roku George Soros, który w dużym stopniu zaangażował się w zmianę reżimu w Rosji, opublikował artykuł, w którym pisał o nieuchronności i konieczności przemocy między NATO a Rosją. Soros otwarcie przyznał jednak, że NATO jako instytucja nie byłoby w stanie przetrwać konfliktu, w którym ciała setek tysięcy żołnierzy zostałyby odesłane do domu w workach na zwłoki. Zamiast tego, argumentował Soros, NATO musiałoby dostarczyć swój arsenał wojskowy wschodnioeuropejskiemu, nienależącemu do NATO państwu, które walczyłoby z Rosją jako pełnomocnik NATO.
Ten pełnomocnik zawsze był jednoznacznie identyfikowany jako Ukraina. Pomarańczowa rewolucja z 2004 roku była wspieraną przez NATO i finansowaną przez Sorosa operacją, mającą na celu zastąpienie prorosyjskiego Wiktora Janukowycza ukraińskimi nacjonalistami, takimi jak Wiktor Juszczenko, który otwarcie podzielał ideologię Stepana Bandery. Osiągnęła sukces.
Po politycznym powrocie Janukowycza w 2010 roku NATO wsparło wysiłki USA i UE zmierzające do przeprowadzenia w lutym 2014 roku brutalnego zamachu stanu, który obalił Janukowycza i zastąpił go ukraińskimi nacjonalistami – celowo stwarzając wydarzenia, które doprowadziły Rosję do rozpoczęcia specjalnej operacji wojskowej w lutym 2022 roku.
Współudział NATO w tej operacji jest oczywisty – NATO utworzyło na Ukrainie centra szkoleniowe, których misją było zbudowanie ukraińskiej armii zdolnej do przeciwstawienia się armii rosyjskiej. Działanie to jest dosłowną realizacją wizji Sorosa z 1993 roku, dotyczącej armii wschodnioeuropejskiej wyposażonej w sprzęt NATO.
I jest to sedno dzisiejszej sytuacji militarnej między Ukrainą a Rosją, gdzie miliony Ukraińców i miliardy dolarów z ukraińskich zasobów zostały poświęcone, aby umożliwić NATO nie do końca tajną wojnę z Rosją. Wojnę, którą NATO przegrywa z dużą przewagą.
Jak wiadomo, pierwszy Sekretarz Generalny NATO, Lord Ismay, stwierdził, że misją NATO jest „trzymanie Rosjan na dystans, Amerykanów w środku, a Niemców pod kontrolą”. Dziś widzimy NATO, z którego Amerykanie się wycofują, w którym Niemcy odzyskują siły, a Rosjanie są zmuszani wbrew swojej woli do bezpośredniej konfrontacji z NATO, które aktywnie dąży do wojny z Rosją do końca dekady.
Należy zauważyć, że NATO nie może sobie pozwolić na zbudowanie sił zbrojnych niezbędnych do zwycięstwa w bezpośrednim konflikcie z Rosją, a jakakolwiek wojna między NATO a Rosją nieuchronnie doprowadziłaby nie tylko do gospodarczej ruiny państw członkowskich, ale także do fizycznego zniszczenia społeczeństw, dla których ochrony NATO rzekomo zostało powołane.
W przyszłym miesiącu NATO zbierze się w Ankarze, aby omówić przyszłość organizacji, która straciła legitymację wraz z upadkiem Związku Radzieckiego i może usprawiedliwić swoje istnienie jedynie poprzez ożywienie zagrożenia ze strony Rosji poprzez prowokowanie Moskwy za pomocą wojny zastępczej na Ukrainie. W obecnej sytuacji planowana przez NATO konfrontacja z Rosją jest dosłownie paktem samobójczym. Doprowadzi ona do klęski NATO i prawdopodobnego zniszczenia Europy. Szczyt w Ankarze może okazać się ostatnim szczytem NATO w historii. Europa zachowuje się dziś jak wściekły pies, a jedynym sposobem, aby społeczność mogła się przed nim obronić, jest zastrzelenie psa. Rosja przygotowuje się do zastrzelenia europejskiego psa.
Zapobieganie wojnie musi być priorytetem NATO w przyszłości. Wymaga to zaakceptowania gorzkiej prawdy, że zwycięstwo Rosji nad Ukrainą jest nieuniknione i że każda próba NATO, by osiągnąć alternatywny wynik poprzez eskalację konfliktu między Rosją a Ukrainą, doprowadzi jedynie do bezpośredniego konfliktu z Rosją, którego NATO nie może wygrać – a który prawdopodobnie wywoła wojnę nuklearną, która na zawsze zakończy eksperyment europejskiej cywilizacji.
NATO gra w niebezpieczną rosyjską ruletkę, gdzie każda komora nabojowa jest załadowana, a wynik jest pewny. Chyba że przestanie grać w tę grę. Wybór jest jasny – życie albo śmierć dla Europy i sojuszu transatlantyckiego. A decyzja zapadnie w przyszłym miesiącu w Ankarze. Dokonajmy mądrego wyboru.
Stany Zjednoczone i Iran zawieszają ogień – „Na razie wstrzymajcie się” Po czterech dniach wzajemnych ataków, obie strony wstrzymały działania ofensywne 29 czerwca – był to przełomowy moment tygodnia. Przedstawiciel władz USA powiedział CNN, że wstrzymają się „na razie”; Waszyngton ogłosił, że statki handlowe będą mogły ponownie swobodnie przepływać przez Cieśninę Ormuz.
To przerywa samonapędzający się cykl – ataki USA przez dwie kolejne noce, irański odwet przeciwko dwóm państwom Zatoki Perskiej – przynajmniej tymczasowo. Wcześniej Trump ostrzegał, że Iran „przestanie istnieć”, jeśli ataki będą kontynuowane; Teheran groził „całkowitym zerwaniem” rozmów.
Trump zapowiada rozmowy w Dosze – Teheran i Katar zaprzeczają spotkaniom na wysokim szczeblu. Istnieją dwie sprzeczne wersje dotyczące samej daty. 29 czerwca Trump oświadczył, że Iran „poprosił o spotkanie” i że negocjatorzy spotkają się w Dosze we wtorek. Rzecznik MSZ Kataru, Al-Ansari, wyjaśnił, że obecnie nie odbywają się „żadne spotkania na wysokim szczeblu” między stroną irańską a amerykańską – jedynie delegacje techniczne spotykają się za pośrednictwem pośredników. Rzecznik irańskiego MSZ, Baqaei, potwierdził wysłanie delegacji ekspertów do Dohy, ale podkreślił: „Nie weszliśmy jeszcze w fazę negocjacji w sprawie ostatecznego porozumienia”.
Witkoff i Kushner w Dosze – trzy ścieżki negocjacyjne, 6 miliardów dolarów jako dźwignia. Amerykańscy wysłannicy Steve Witkoff i Jared Kushner przybyli do Dohy 30 czerwca i rozmawiali z premierem Kataru i ministrem spraw zagranicznych – a nie z przedstawicielami Iranu. Według Kataru, realizowane są trzy odrębne ścieżki: program nuklearny, gospodarka i sankcje oraz bezpieczeństwo regionalne. Katar nadal posiada zamrożone irańskie fundusze w wysokości 6 miliardów dolarów i koordynuje bezpieczne przejście z Omanem. Główny negocjator Iranu, Ghalibaf, oświadczył, że Teheran nie podejmie dalszych rozmów do czasu wdrożenia memorandum.
Wall Street Journal: Bazy USA w Zatoce Perskiej tak poważnie uszkodzone, że rozważa się ich przeniesienie na zachód. Analiza Wall Street Journal oparta na zdjęciach satelitarnych, nagraniach wideo i wywiadach szacuje, że szkody w Bahrajnie – jedynej amerykańskiej bazie morskiej w regionie, będącej bazą Piątej Floty – są znacznie większe niż oficjalnie przyznano.
Ucierpiała kwatera główna, kilkanaście budynków i dwa terminale łączności satelitarnej; sama odbudowa tego miejsca szacowana jest na około 400 milionów dolarów. CSIS szacuje całkowity koszt wojny na około 40 miliardów dolarów, z czego od 2,2 do 5,1 miliarda dolarów to czyste zniszczenia baz – Kontroler Pentagonu poinformował wcześniej Kongres o 29 miliardach dolarów, nie wliczając zniszczeń baz. Według cytowanych urzędników, Departament Obrony rozważa redukcję swojej obecności w Kuwejcie i Arabii Saudyjskiej oraz przeniesienie funkcji na zachód; raport wymienia Izrael jako jedną z analizowanych lokalizacji. Według tych danych, w wojnie zginęło 13 żołnierzy amerykańskich, a setki zostało rannych.
Zgromadzenie Ekspertów nazywa otwarcie Cieśniny Ormuz „strategicznym błędem”. Sprzeciw wobec porozumienia pojawia się obecnie w samym irańskim kierownictwie. Prawie trzy czwarte członków Zgromadzenia Ekspertów – duchownego organu mianującego i nadzorującego Najwyższego Przywódcę – podpisało oświadczenie, w którym nazwało ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz „strategicznym błędem” i złamaniem obietnic złożonych przez kierownictwo. Sekretariat Zgromadzenia natychmiast odrzucił to oświadczenie. Osiem z dwunastu osób obecnych na spotkaniu Pezeshkiana ze Stowarzyszeniem Nauczycieli Seminariów w Kom należy do Zgromadzenia.
Pezeshkian: „Wielkie zwycięstwo” i 6 miliardów dolarów – Waszyngton i Katar nie potwierdzają uwolnienia. Prezydent Pezeshkian zachwalał memorandum w Kom 29 czerwca jako „wielkie zwycięstwo narodu irańskiego”. Według państwowej agencji informacyjnej IRNA, 6 z 12 miliardów dolarów irańskich funduszy przechowywanych w Katarze ma zostać uwolnionych i zwróconych; sankcje na ropę i produkty petrochemiczne mają zostać zniesione. Fakty jednak temu przeczą: przedstawiciele USA twierdzą, że do tej pory nie uwolniono żadnych zamrożonych aktywów, Katar potwierdza brak transferu, a według „Wall Street Journal” uwolnienie aktywów jest uzależnione od warunków i etapów. W ten sam weekend Iran ostrzelał tankowiec przewożący katarską ropę.
Macron i Oman chcą oczyścić Cieśninę Ormuz z min – Iran bierze na siebie wyłączną odpowiedzialność. Po spotkaniu z sułtanem Haithamem w Paryżu prezydent Macron oświadczył, że Francja i Oman, wraz z partnerami, zamierzają oczyścić Cieśninę Ormuz z min, aby zapewnić swobodny i bezwarunkowy przepływ. Wiceminister spraw zagranicznych Iranu, Gharibabadi, odrzucił to, stwierdzając, że zgodnie z porozumieniem, Iran jest wyłącznie odpowiedzialny za oczyszczanie z min i że Francja „nie powinna komplikować delikatnej sytuacji”. Teheran określił francuską inicjatywę jako „prowokację”. Przenosi to spór z kwestii szlaku przejścia na kwestię tego, kto będzie faktycznie odpowiedzialny za techniczne otwarcie cieśniny.
Araghchi: Hormuz pod „wyłączną” administracją irańską w ciągu 30 dni. Minister spraw zagranicznych Araghchi przedstawił roszczenia Iranu w maksymalnym możliwym zakresie. Po usunięciu przeszkód Cieśnina Ormuz powróci do swojej przedwojennej pojemności w ciągu 30 dni pod „wyłączną” administracją irańską. Jednocześnie wojna musi zakończyć się całkowicie – na wszystkich frontach, w tym wyraźnie w Libanie. Oba oświadczenia są sprzeczne ze stanowiskiem Stanów Zjednoczonych i państw Zatoki Perskiej, które odrzucają jednostronną kontrolę Iranu.
Liban: Żołnierz zginął, nowe ataki, Katz zapowiada „przedłużony pobyt” – rabin Zini: „Cały Liban należy do nas”. Porozumienie ramowe z 26 czerwca jest podważane przez obie strony już w pierwszym tygodniu jego obowiązywania. 28 czerwca izraelski żołnierz zginął w strzelaninie z bojownikiem Hezbollahu, a izraelskie ataki uderzyły w południe w pobliżu Deir Seryan i Taybeh; minister obrony Katz polecił armii przygotowanie się do „przedłużonego pobytu” w strefie bezpieczeństwa. Z drugiej strony izraelski rabin Elijahu Zini oświadczył na posiedzeniu komisji Knesetu, że zwrócił się do ministrów z pytaniem: „Na jakiej podstawie rezygnujecie z dziedzictwa naszych przodków? Cały Liban należy do nas”. Według gazety Haaretz, wujka przywódcy Shin Bet, Dawida Ziniego, Zini jest rabinem, a nie członkiem rządu – co symbolizuje odrzucenie wycofania się izraelskiej prawicy, tak jak Hezbollah i Amal symbolizują odrzucenie przez drugą stronę.
Członkowie IRGC zabici w Paveh – Kurdyjskie zamieszki na Zachodzie . Incydenty eskalują w przeważająco kurdyjskim zachodzie Iranu. Wieczorem 29 czerwca, według Gwardii Rewolucyjnej, dwóch jej członków zginęło, a dwóch zostało rannych w ataku w Paveh (prowincja Kermanszah); raport opiera się na agencji informacyjnej Mehr. To, wraz z atakiem dronów na irańsko-kurdyjski obóz opozycyjny w pobliżu Irbilu w poprzednim tygodniu, rodzi pytanie, czy długo tlące się kurdyjskie zamieszki wchodzą w bardziej aktywną fazę. Kurdyjskie grupy opozycyjne były uważane za potencjalny punkt nacisku przeciwko Teheranowi podczas wojny; niektórzy obawiają się teraz ujawnienia, jeśli dyplomacja zostanie wznowiona.
Inflacja w Iranie sięga 88,6% – MFW przewiduje najwyższy poziom od 1979 roku. Podczas gdy władze mówią o zwycięstwie, sytuacja w kraju pogarsza się. Oficjalne dane za czerwiec wskazują na roczną stopę inflacji na poziomie 88,6%; bank centralny odnotował miesięczny wzrost wskaźnika cen konsumpcyjnych o ponad 7% 29 czerwca, a ceny żywności, napojów i tytoniu wzrosły o około 130% w maju. Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje, że całkowita inflacja wyniesie prawie 69% do 2026 roku – według MFW, będzie to najwyższy poziom od rewolucji w 1979 roku. Blokada portów przez amerykańską marynarkę wojenną oraz zniszczenie przemysłu i infrastruktury dodatkowo sparaliżowały irańską gospodarkę podczas wojny.
Brent zamyka najsłabszy kwartał od 2020 roku – tuż powyżej poziomów sprzed wojny. Rynek ropy naftowej wycenia ropę naftową w warunkach pokoju, ale koryguje ją z każdą eskalacją. Brent zamknął miesiąc na poziomie około 73-74 dolarów, WTI na poziomie około 70,70 dolarów; drugi kwartał przyniósł spadek o około 30 procent – największą kwartalną stratę od 2020 roku. W poniedziałek cena Brent wzrosła nieznacznie powyżej 73 dolarów, ponieważ w weekend załamał się ruch żeglugowy – poziom nieznacznie wyższy niż w dniu poprzedzającym wybuch wojny 28 lutego. Zwolnienia z sankcji USA, które pozwalają na wejście na rynek irańskiej ropy, wywierają dodatkową presję na ceny.
Iran atakuje Bahrajn i Kuwejt – trafiony budynek mieszkalny w Muharraku, brak ofiar śmiertelnych. W odwecie za ataki USA, Gwardia Rewolucyjna zaatakowała 28 czerwca amerykańskie obiekty w Bahrajnie i Kuwejcie rakietami i dronami. Bahrajn – siedziba Piątej Floty USA – poinformował, że ośmiopiętrowy budynek mieszkalny w pobliżu lotniska został trafiony, a najwyższe piętro zniszczone, ale nikt nie zginął. Przedstawiciel władz USA oświadczył, że żaden z zamierzonych celów nie został trafiony. Bahrajn potępił atak, nazywając go „rażącym naruszeniem suwerenności”.
Gaza: Izrael kontynuuje zabijanie w czasie zawieszenia broni – powtarza się to na wszystkich frontach. Izrael nie tylko łamie porozumienia w Libanie, ale także kontynuuje działania w Strefie Gazy w czasie zawieszenia broni. Według palestyńskich źródeł i agencji informacyjnej Wafa, izraelskie ataki w weekend zabiły co najmniej czterech Palestyńczyków, w tym 13-letnią Eileen al-Farrę. Wśród celów ataków znalazł się namiot należący do osób przesiedlonych oraz obóz Al-Mawasi – wyznaczona „strefa bezpieczeństwa” na mocy zawieszenia broni – 27 czerwca. Kolejny atak dronów w Deir al-Balah 29 czerwca zabił trzy osoby, w tym ośmiolatka. Ministerstwo Zdrowia Gazy i komisja śledcza ONZ określają te działania jako ludobójstwo; Izrael temu zaprzecza, a międzynarodowy sąd nie wydał jeszcze ostatecznego orzeczenia w tej sprawie.
ANALIZA
I. Zawieszenie broni bez pojednania. Głównym wnioskiem z tego tygodnia jest paradoks: strzelanina znów ucichła, a jednak nic nie zostało rozwiązane. 29 czerwca obie strony zaprzestały ognia – nie dlatego, że punkt sporny został rozwiązany, ale dlatego, że wymiana ognia stała się kosztowna i niekontrolowana dla obu stron. To, co nastąpiło później, nie było przełomem w negocjacjach, ale sporem o to, czy w ogóle do nich doszło: Trump twierdzi, że Iran wnioskował o spotkanie; Katar i Teheran zaprzeczają jakimkolwiek rozmowom na wysokim szczeblu i zezwalają jedynie na spotkania delegacji technicznych za pośrednictwem mediatorów. Rzeczywista sytuacja plasuje się gdzieś pomiędzy „zawieszeniem broni” a „jeszcze nie weszliśmy w fazę negocjacji”: Przestali strzelać, ale tak naprawdę też nie rozmawiają. Memorandum przetrwało jako dokument, a nie jako proces. Zawieszenie broni jest prawdziwe, ale deeskalacja nie – wszystkie otwarte pytania z ostatniej aktualizacji pozostają niezmienione.
II. Ramy, których nikt nie wdraża – odrzucone przez obie strony. Libańskie porozumienie ramowe jest podważane w pierwszym tygodniu przez siły, które powinny je wdrażać. Z jednej strony żołnierze i bojownicy nadal zabijają się nawzajem, Izrael atakuje poza uzgodnioną strefą, a Katz ogłasza „przedłużony pobyt” – wycofanie się obiecane w porozumieniu jest redefiniowane jako stała obecność. Z drugiej strony istnieje nie tylko Hezbollah, który odrzuca tekst jako „kapitulację”, ale także izraelska prawica, dla której nawet to minimalne wycofanie się jest zbyt daleko idące: kiedy rabin mający rodzinne powiązania z najwyższymi służbami wywiadowczymi publicznie deklaruje: „Cały Liban należy do nas”, to opór wobec wycofania się nie jest stanowiskiem marginalnym. Argument okrężny z ostatniej aktualizacji pozostaje niezmienny – Izrael wycofa się, jeśli Hezbollah zostanie rozbrojony; Hezbollah nie rozbroi się, dopóki Izrael pozostanie. Ten sam schemat widoczny jest w Strefie Gazy: zawieszenie broni na papierze, kontynuowane działania w terenie. Izrael działa na trzech frontach, kierując się tą samą logiką.
III. Teheran kontra Teheran. Najgroźniejsza linia podziału przebiega już nie między Waszyngtonem a Teheranem, ale w samym irańskim kierownictwie. Prezydent Pezeshkian przedstawia porozumienie jako „wielkie zwycięstwo” i obiecuje repatriację 6 miliardów dolarów – podczas gdy Waszyngton i Katar zaprzeczają, by jakiekolwiek pieniądze zostały wypłacone, a według „Wall Street Journal” wypłata ta jest uzależniona od spełnienia pewnych warunków. Jednocześnie prawie trzy czwarte Zgromadzenia Ekspertów – organu mianującego Najwyższego Przywódcę – nazywa otwarcie Cieśniny Ormuz „strategicznym błędem”. Minister spraw zagranicznych Araghchi z kolei rości sobie prawo do „wyłącznej” kontroli nad cieśniną, co oznacza stanowisko, którego żaden partner negocjacyjny nie zaakceptuje. Dodajmy do tego incydenty na kurdyjskim zachodzie i inflację na poziomie 88,6%, co przeczy „zwycięstwu” w codziennym życiu ludności. Władze Iranu nie mówią jednym głosem, a porozumienie, które w kraju postrzegane jest jako porażka, jest trudniejsze do utrzymania niż to, które postrzegane jest jako zwycięstwo.
IV. Rachunek wojenny
W tym tygodniu po raz pierwszy można określić prawdziwego zwycięzcę – a liczby malują inny obraz niż narracje o zwycięstwach obu stron. „Wall Street Journal” dokumentuje, że irańskie pociski i drony tak poważnie uszkodziły centralną amerykańską bazę morską w regionie, że rozważa się przeniesienie amerykańskiej obecności na zachód, aż do Izraela; CSIS szacuje koszt wojny na 40 miliardów dolarów. Kontrastuje to ostro z budżetem uzupełniającym w wysokości 87,6 miliarda dolarów z najnowszej aktualizacji, inflacją w Iranie zbliżającą się średnio do 69 procent i cenami ropy naftowej, które właśnie odnotowały najsłabszy kwartał od 2020 roku. Obie strony ogłaszają zwycięstwo: Teheran świętuje wycofanie amerykańskich baz i obiecane miliardy, Waszyngton ponowne otwarcie cieśniny. Rachunek ujawnia coś jeszcze – wojnę, której koszty nadal rosną dla obu stron, podczas gdy porozumienie mające ją zakończyć zależy od każdej kwestii implementacji. Najdroższa pozycja wciąż czeka na rozpatrzenie: 60-dniowy termin upływa w połowie sierpnia.
KLASYFIKACJA STRATEGICZNA
Dwa tygodnie po podpisaniu memorandum wymiana ognia ustała, ale żaden punkt sporny nie został rozwiązany. Nie ma już strzelaniny i nie toczą się żadne realne negocjacje; obie strony odrzucają porozumienie w sprawie Libanu, irańskie władze są podzielone w sprawie własnego porozumienia, a straty poniesione w wyniku wojny – zniszczone bazy amerykańskie, irańska inflacja, załamanie rynku ropy naftowej – przeczą narracjom o zwycięstwie zarówno w Waszyngtonie, jak i w Teheranie. Milczenie armat to pauza, a nie pokój. Punkt zerowy 60-dniowego okresu przypada na połowę sierpnia – w samym środku gorącej kampanii przed wyborami uzupełniającymi w USA.
+++
Źródła i notatki
Michael Hollister służył sześć lat w niemieckich siłach zbrojnych (SFOR, KFOR) i posiada wiedzę na temat wewnętrznych mechanizmów strategii wojskowych. Po 14 latach pracy w dziedzinie bezpieczeństwa IT analizuje militaryzację Europy, politykę interwencjonizmu Zachodu oraz geopolityczne zmiany sił, korzystając ze źródeł pierwotnych. Jego praca koncentruje się na Azji, a zwłaszcza na Azji Południowo-Wschodniej, gdzie bada zależności strategiczne, strefy wpływów i architekturę bezpieczeństwa. Hollister łączy wiedzę operacyjną z bezkompromisową krytyką systemową – wykraczając poza dziennikarstwo opiniotwórcze. Jego prace są publikowane dwujęzycznie na stronie www.michael-hollister.com oraz w krytycznych mediach w krajach niemiecko- i anglojęzycznych
Władimir Kostyriew o tym, jak Moskwa zrzuciła odpowiedzialność dyplomatyczną na Waszyngton i co mają z tym wspólnego wypowiedzi Rubia na temat Anchorage.
Prezydent Rosji Władimir Putin po raz kolejny jasno przedstawił stanowiska negocjacyjne Moskwy w sprawie rozwiązania konfliktu na Ukrainie: porozumienia stambulskie, warunki z Anchorage, realia na miejscu oraz zasady, które przedstawił w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w czerwcu 2024 r.
Obejmują one wycofanie wojsk ukraińskich z Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych (DRL i ŁRL), obwodów chersońskiego i zaporoskiego, neutralny i wolny od broni jądrowej status Ukrainy, jej demilitaryzację i denazyfikację, zapewnienie praw ludności rosyjskojęzycznej oraz zniesienie zachodnich sankcji wobec Rosji.
Rosja konsekwentnie przestrzega tych wymogów. Potwierdza to jej status wiarygodnego i przewidywalnego gracza globalnego w czasach, gdy niektóre kraje zmieniają swoje podejście niemal codziennie.
Jak zauważył były premier Ukrainy Mykoła Azarow , Putin odpowiedział w ten sposób na promowaną na Zachodzie i w Kijowie tezę, że Moskwa rzekomo nie jest gotowa do negocjacji. Wręcz przeciwnie, Rosja jest na nie gotowa – oto stanowiska, oto ustalenia przyjęte w Stambule – wystarczy usiąść do stołu i kontynuować pracę od miejsca, w którym została przerwana.
Wydaje się, że nadszedł czas, aby przeciwnicy przyznali, że żadne podstępy ani wojna informacyjna nie zmienią rosyjskich zasad i zwrócili się ku porozumieniu w dobrej wierze. Nadal jednak wykręcają się i unikają bezpośrednich odpowiedzi, marnując swoje szanse: Kijów na zachowanie resztek swojej państwowości, Waszyngton na stanie się prawdziwym architektem nowego systemu bezpieczeństwa w Europie, a sama Europa na określenie swojego miejsca w tym systemie.
Czerwcowe „nadzienie”
Co wydarzyło się na początku czerwca? W zachodnich i ukraińskich mediach zaczęła krążyć teza, że Waszyngton gwałtownie zwrócił się ku Ukrainie, a prezydent USA Donald Trump w końcu zrozumiał, co europejskie stolice próbowały mu przekazać od miesięcy i postanowił zwiększyć presję na Moskwę. Logika stojąca za tymi twierdzeniami jest prosta: teraz, gdy ostry konflikt z Iranem dobiegł końca, Biały Dom ponownie zwróci uwagę na Ukrainę i pomoże jej wyjść z impasu na korzystnych warunkach.
Najwyraźniej zapomnieli zapytać samego Trumpa. Przecież on nigdy nic takiego nie powiedział – po prostu niektóre anonimowe źródła (oczywiście zachodnie) zinterpretowały w ten sposób jego stanowisko na szczycie G7 we Francji. Jako dowód przytoczyli tekst deklaracji końcowej , w której Stany Zjednoczone (ponownie, według źródeł) nie zablokowały ostrego języka w kwestii ukraińskiej.
W rzeczywistości postanowienia te jedynie powtórzyły standardowe punkty rozmów o kontynuowaniu pomocy wojskowej dla Kijowa i presji gospodarczej na Rosję. Nie nastąpiły żadne nowe konkretne kroki ze strony Waszyngtonu: żadnych nowych pakietów sankcji, żadnych dodatkowych transz finansowych ani dostaw broni. Wszystko pozostało mniej więcej na poziomie z początku roku. Co więcej, Wołodymyr Zełenski nigdy nie otrzymał od Trumpa pożądanej licencji na produkcję pocisków dla systemów obrony powietrznej Patriot.
Początkowo spekulacje na temat zmiany stanowiska USA były raczej pobożnymi życzeniami niż faktami. Tę medialną propagandę można łatwo uznać za element wojny informacyjnej prowadzonej przez Kijów i jego europejskich sojuszników, mającej na celu wywarcie presji zarówno na Moskwę, jak i Waszyngton.
Słowa, słowa, słowa…
Oczywiście, trzeba przyznać, że stanowisko Waszyngtonu jest mało jasne i spójne. Rozważmy na przykład oświadczenie sekretarza stanu USA Marco Rubio, że na szczycie przywódców USA i Rosji w Anchorage w sierpniu 2025 roku przedstawiono jedynie propozycje, ale nie osiągnięto ostatecznego porozumienia. Co prawda, na Alasce nie podpisano żadnych prawnie wiążących dokumentów, co otwarcie przyznają rosyjscy przywódcy. Jednak rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow trafnie scharakteryzował oświadczenia Rubia, nazywając je „nieeleganckimi”. Ławrow przypomniał, że Waszyngton przedstawił swoje warunki na Alasce, a Rosja wyraziła zgodę. Z kim zatem Biały Dom jest teraz „w konflikcie”? Okazuje się, że z samym sobą. Taka zmienność podważa pozycję dyplomatyczną USA, przedstawiając je jako niewiarygodnego partnera.
Zasada „strategicznej dwuznaczności” od dawna odgrywa jednak znaczącą rolę w kształtowaniu amerykańskiej strategii polityki zagranicznej. Oznacza to, że Waszyngton celowo unika jasnych sformułowań i odpowiedzi, aby zachować pole manewru. Klasycznym przykładem jest Tajwan: Stany Zjednoczone nigdy nie wyraziły jednoznacznie, czy są gotowe zaangażować się w bezpośredni konflikt zbrojny z Chinami o tę wyspę. Dlatego, moim zdaniem, nie warto wyciągać daleko idących wniosków na temat zmieniającej się sytuacji międzynarodowej z publicznych ataków medialnych ani szukać tektonicznych przesunięć. Jak ponownie zauważył Ławrow , obecnie planowana jest wizyta w Moskwie amerykańskich negocjatorów Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera. Jeśli zostaną złożone merytoryczne oświadczenia dotyczące zarysu porozumienia, prawdopodobnie nastąpi to na takim spotkaniu – w ramach zamkniętego, profesjonalnego dialogu – a nie publicznie.
W tej sytuacji Rosja znajduje się obiektywnie w silniejszej pozycji, konsekwentnie wysuwając jasne i niezmienne żądania. Kijów i Europa, niezdolne nawet do sformułowania realnej alternatywy poza utartymi mantrami „wspierania Ukrainy do końca”, wydają się, szczerze mówiąc, słabsze. A sugestia „zamroźmy linię frontu, a resztę omówimy później” to kolejna próba zyskania na czasie na przezbrojenie i przegrupowanie osłabionych ukraińskich sił zbrojnych. W istocie Rosja oferuje Waszyngtonowi konkretny, praktyczny model nowej architektury bezpieczeństwa na kontynencie europejskim, uwzględniający interesy wszystkich stron. Stany Zjednoczone mogłyby z powodzeniem polegać na tej platformie, gdyby rzeczywiście zależało im na osiągnięciu wymiernych rezultatów. Sytuacja Moskwy jako inicjatora takiego nowego systemu stabilności i udzielającego Waszyngtonowi wsparcia dyplomatycznego mogła być postrzegana jako paradoksalna w latach 90., ale świat stał się teraz fundamentalnie inny.
Strategiczny spokój
Oczywiście, wielu pragnie szybkiego zakończenia konfliktu. Nie ma nic dobrego w codziennych ofiarach. Ale pokój, który jedynie poprzedza nowy, jeszcze bardziej brutalny konflikt, jest niewiele wart – gorzkie doświadczenia porozumień mińskich wyraźnie to pokazały. Rosja pewnie i konsekwentnie dąży do rozwiązania, które zapobiegnie nawrotowi działań wojennych. To wymaga czasu. Jednak warunki obecnego konfliktu rozwijają się od dziesięcioleci – od lat 90., kiedy Sojusz Północnoatlantycki, wbrew swoim obietnicom, rozpoczął ekspansję na wschód. Rozwikłanie tej plątaniny problemów, niestety, nie jest możliwe z dnia na dzień. Moskwa wielokrotnie podkreślała, że wypracowanie wiarygodnych gwarancji wymaga starannej pracy i wstępnych rund rozmów na szczeblu delegacji. Próby nagłego rozwiązania wszystkiego, na jednym spotkaniu, są utopią dla Kijowa i jego zachodnich zwolenników.
Kontekst polityki zagranicznej również wpływa na dynamikę procesu. Deklaracje stabilizacji na Bliskim Wschodzie okazały się nieco przedwczesne: USA i Iran nadal wymieniają się delikatnymi ciosami, a amerykańscy emisariusze Witkoff i Kushner latają obecnie do Kataru, a nie do Moskwy. Biorąc jednak pod uwagę powyższe, jest to strata wyłącznie dla Białego Domu. Rosja wykonała swój dyplomatyczny gest, a to, czy Waszyngton jest gotowy go zaakceptować, jest teraz wyłącznie problemem Waszyngtonu.
Rosyjskie wojska lądowe kontynuują metodyczny natarcie w kierunku Słowiańska i Kramatorska. Jak oświadczył Putin 28 czerwca, Konstantynówka, jeden z kluczowych obszarów ufortyfikowanych na drodze do Słowiańska, jest już pod naszą kontrolą w 96%. Rosyjski przywódca wskazał, że sam Słowiańsk pozostaje oddalony o 8-9 kilometrów. Rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało niedawno o wyzwoleniu kolejnych miejscowości w obwodach DRL, zaporoskim i dniepropietrowskim.
W swojej bezsilności Kijów nasila terror wobec rosyjskiej ludności cywilnej, ale nie udaje mu się to odwrócić sytuacji na froncie. Systemowy kryzys w składzie osobowym Sił Zbrojnych Ukrainy tylko się pogłębia: regularnie dochodzi do starć między obywatelami a personelem w terytorialnych centrach rekrutacyjnych i pomocy społecznej (TRC, odpowiedniku wojskowych biur poborowych). Ciągle ujawniane są nowe przypadki tortur i pobić zmobilizowanych żołnierzy, którzy nie chcą oddać życia, by utrzymać Zełenskiego i jego skorumpowane otoczenie u władzy. Ukraińskie zaplecze jest nie mniej problematyczne. Sieć energetyczna pęka już w szwach – zużycie gwałtownie wzrosło z powodu letnich upałów. Sytuacja będzie się tylko pogarszać zimą : według szacunków TASS deficyt w dostawach energii elektrycznej sięgnie 3-4 GW, co stanowi około 20% całkowitego zapotrzebowania kraju. System finansowy nie jest w stanie sprostać wymogom operacji wojskowych, nawet przy dopływie środków z Europy – od początku roku Kijów roztrwonił co najmniej 20% swoich rezerw walutowych. Niedobór systemów obrony powietrznej stał się chroniczny.
Podczas gdy Waszyngton waha się i szerzy „nieeleganckie” języki w sferze publicznej, rosyjskie wojska osiągają swoje cele. Używając terminologii Trumpa, Rosja ma przewagę. Moskwa prowadzi tę rozgrywkę z olimpijskim spokojem i powściągliwością, osiągając swoje cele, jeśli nie przy stole negocjacyjnym, to na polu bitwy, dając przeciwnikom możliwość dostosowania się do fundamentalnych i niezmiennych żądań Federacji Rosyjskiej.
Chcielibyśmy przedstawić nasz pogląd na pytanie podniesione przez Thomasa Röpera w „Anti-Spieglu”, a mianowicie, czy „europejscy” eksperci rzeczywiście chcą, aby Rosja przegrała wojnę.
W swoim artykulezastanawia się , czy europejscy politycy rozważyli podobny scenariusz (tj. gdyby armia rosyjska rzeczywiście przegrała na polu bitwy). Co by się wtedy stało? Rosja odpowiedziałaby bronią jądrową.
Pomińmy teorię spiskową , że bomby atomowe to wielka mistyfikacja, ponieważ Rosja mogłaby również wyrządzić ogromne szkody porównywalne z atakami nuklearnymi w całej Europie, wykorzystując swoją konwencjonalną technologię rakietową (Oreszniki i podobne pociski hipersoniczne, których Europa nie jest w stanie przechwycić), gdyby tylko jej decydenci tego chcieli. W podlinkowanym powyżej artykule Röper rozważa również scenariusz obalenia Putina i, co zrozumiałe, uważa, że prawdopodobieństwo dojścia do władzy zwolenników Europy jest znikome. Bardziej prawdopodobne jest, że na przykład po udanym zamachu na Putina władzę przejęliby twardogłowi.
Powiedzmy sobie jasno, że nawet podczas wojny z Iranem, niezależnie od tego jak straszne i zbrodnicze były ataki USA i Izraela, nie użyto żadnej bomby atomowej, odwołano obchodzony przez Trumpa „Dzień Mostów i Elektrowni”, a Iran z drugiej strony jak dotąd powstrzymał się od niszczenia infrastruktury (np. zakładów uzdatniania wody) w państwach Zatoki Perskiej.
Persowie po ogłoszeniu Trumpa o zbombardowaniu wszystkich irańskich mostów. Brawo!
Zajmijmy się zatem pytaniem, czy na którymkolwiek z tych dwóch pól bitew (w Europie lub na Bliskim Wschodzie) znajdzie się ktoś, kto będzie chciał przejścia od okrutnej, ale biorąc pod uwagę obecny stan technologii, „powściągliwej” wojny do „wojny totalnej”, w której atakowana będzie infrastruktura cywilna, elektrownie i mosty.
Jeśli wybuchy Trumpa w stylu „zbombarduję cię z powrotem do epoki kamienia łupanego” nie są wyrazem absurdalnej, ale w jakiś sposób wykalkulowanej taktyki (próby zastraszenia wroga poprzez udawanie szaleństwa), to istnieją siły w strukturze dowodzenia cywilnego i wojskowego USA, które powstrzymały „Pomarańczowego Człowieka” przed przejściem w tryb „wojny totalnej”. W każdym razie, wznowienie konfliktu tego nie zmieni.
Pomarańczowy Człowiek już nie jest zły, ale jest senny…
Musimy rozpatrywać Izrael osobno. Gaza, jak mam nadzieję wszyscy czytający to wiedzą, jest ludobójstwem. A Liban jest na drugim miejscu.
Po prostu bombardują i strzelają do wszystkiego, co w zasięgu wzroku. Bloków mieszkalnych. Szpitali. Kobiet. Dzieci. Starszych. Uzasadniają to słowami: „musimy pokonać Hamas/Hezbollah” – czego wciąż nie osiągnęli, na żadnym z frontów.
Bo nie do tego dążą. Na obu frontach siły specjalne Sił Obronnych Izraela (IDF) mogłyby zinfiltrować systemy tuneli, agenci Mossadu mogliby wyeliminować dowódców, a myśliwce mogłyby zniszczyć cele wojskowe, potencjalnie ponosząc straty uboczne wśród ludności cywilnej. Gdyby taka była taktyka wojenna Izraela na obu frontach, nadal mogliby wiarygodnie twierdzić przed społecznością międzynarodową, że prowadzą „wojnę z terroryzmem”.
Ale tak się nie stało. Znacie zdjęcia z Gazy. Teraz są podobne zdjęcia z Libanu, więc jasne jest, że nie toczą wojny z Hezbollahem, a raczej bombardują bloki mieszkalne i mówią, że Libańczycy (którzy, nawiasem mówiąc, w większości są chrześcijanami na południu kraju) nigdy nie będą mogli wrócić, bo teraz jest tam parking, a jutro będzie Wielki Izrael.
W tym miejscu chcielibyśmy tylko krótko wspomnieć o Libii, Iraku i Syrii, gdzie Stany Zjednoczone użyły amunicji ze zubożonym uranem, oraz o wszystkich innych zbrodniach wojennych popełnionych przez „kolektywny Zachód” na krajach muzułmańskich, na wypadek gdyby ktoś zastanawiał się, dlaczego nienawidzą Zachodu. Fakt, że w naszych krajach żyją teraz miliony tych nienawistników, nie jest ani zbiegiem okoliczności, ani nie wynika z przyczyn humanitarnych. Ale jak już wspomniałem, to tylko dygresja.
Wróćmy więc do pytania: Czy oni mogą tego chcieć?
Uważamy: Tak, „europejscy” aktorzy, którzy od lat perfidnie podżegają do wojny z Rosją, doskonale wiedzą, jaką katastrofę dla Europy by to oznaczało.
Podobnie brytyjscy generałowie w czasie I wojny światowej wiedzieli, jaką katastrofą dla Anglii byłoby po prostu rozmieszczenie setek tysięcy ludzi na ufortyfikowanych pozycjach (słynnych okopach).
I wojna światowa
Tak samo jak amerykańscy (a także brytyjscy) generałowie wiedzieli, jaką katastrofą będzie frontalny atak na Normandię („D-Day”), wzmocnioną przez Wehrmacht stanowiskami karabinów maszynowych.
Szaleństwo „D-Day”
Albo generałowie w XVIII wieku, którzy z pewnością znali taktykę partyzancką, taką jak ta stosowana przez Amerykanów w wojnie o niepodległość, a mimo to ich oddziały muszkieterów walczyły ze sobą w zwartych formacjach (które były również niezwykle narażone na ataki kawalerii ze skrzydła i ataki artylerii z przodu).
„Taktyka wojskowa”
Jak Ukraina straciła około dwóch i pół miliona żołnierzy? W rosyjskiej maszynce do mięsa. Rosjanie okopali się w nowoczesnej wersji okopów z czasów I wojny światowej, dlatego front posuwa się tak wolno. Jeśli szacunki są prawidłowe, Ukraińcy nie stracili pięciu żołnierzy na każdego rosyjskiego żołnierza, ale od dziesięciu do dwudziestu, a nawet więcej (wiarygodne dane są obecnie niedostępne). Zamiast detonować kilka dronów w ramach „chwytu reklamowego” w rosyjskich szkołach, budynkach w Moskwie czy gdzie indziej (dane te również nie są ostatecznie weryfikowalne, ale Röper szacuje, że z 500 ukraińskich dronów 8 – czyli osiem – dotrze do celu, nie osiągając nic więcej niż fajerwerki), Ukraina mogłaby (to tylko pomysł) wykorzystać te drony na prawdziwym froncie.
Prawdziwą linią frontu współczesnej wojny jest to, że żołnierze nie mogą nawet pokazać się na powierzchni, jeśli chcą zachować życie. Drony uczyniły wojnę piekłem dla zwykłych żołnierzy (wojna zawsze była piekłem, oczywiście).
Izraelski dron wojenny
Hezbollah pokazuje w Libanie jeszcze bardziej ekstremalny sposób działania: podobnie jak Ukraińcy, używają stosunkowo tanich dronów PoV (ktoś steruje dronem „zdalnie” za pomocą joysticka) i stosują je do atakowania budzących niegdyś strach czołgów „Merkava” Sił Obronnych Izraela lub do kierowania ich na grupy żołnierzy, które nie uciekają od siebie wystarczająco szybko.
Stany Zjednoczone mogły i powinny były nauczyć się w Wietnamie, że jednostki bojowe powinny być rozproszone w luźnych formacjach, aby mogły nadal skutecznie współdziałać, ale nie były łatwo niszczone przez granaty, snajperów czy ostrzał artyleryjski. Do pewnego stopnia tak właśnie postępowały, ale w Wietnamie dowódcy podejmowali również niewiarygodnie głupie decyzje (jak na przykład rozkaz szturmu na górę, ponieważ nie mogło tam być żadnej artylerii, skoro nawet ciężki sprzęt nie byłby w stanie jej tam wciągnąć. Oczywiście, była ciężka artyleria, ponieważ Wietkong po prostu rozmontował broń, wciągnął tam wciąż ciężkie części samą siłą ludzkich rąk i woli – i bum!).
Wojna koreańska? Amerykanie mogli ją z łatwością wygrać, ale skończyła się totalną katastrofą.
W większości wymienionych przypadków istnieje wiele filmów wojennych, które w drastyczny sposób przedstawiają cierpienie spowodowane daną taktyką, często przekazując jednocześnie chwalebny przekaz, że wojna jest nudna. Jednak filmy te zwykle nie zadają kluczowego pytania: Dlaczego jest to takie głupie?
Jeśli my, laicy zajmujący się wojskowością, możemy opisać współczesną historię wojskowości jako zbiór pozornie całkowicie głupich decyzji poszczególnych dowódców, a ktoś mógłby założyć, że wyszkoleni dowódcy wojskowi powinni wiedzieć nieco więcej o historii wojskowości, taktyce itp. niż laicy, to pytanie pozostaje:
Czy oni wszyscy byli szaleni i głupi?
A może współczesna historia wojskowości to nie tylko zbiór głupich decyzji, ale też pewien schemat, polegający na tym, że wielokrotnie wysyłali falę za falą swoich ludzi, wiedząc, że zginą masowo, jak największy tępy dowódca-grubas w science fiction, Zapp Brannigan z serii komiksów Futurama (jeśli ktoś go jeszcze pamięta)?
Jeśli wojna nie jest kontynuacją polityki innymi środkami, lecz raczej sposobem na redukcję populacji (Röperowi i jego czytelnikom przypominamy nasz niedawny artykuł na temat teorii wycieku laboratoryjnego), to czy nie możemy założyć, że europejscy podżegacze wojenni dopuszczają się tych bzdur, w które się angażują („do roku 2030 lub 2080 musimy być w stanie się obronić, żeby rzucić Rosję na kolana; dadzą nam na to mnóstwo czasu itd.”) nie dlatego, że chcą pokonać Rosję, lecz raczej po to, by…
POŚWIĘCIĆ JAK NAJWIĘCEJ OSÓB?
Podsumowując: Drogi Thomasie Röperze, niekoniecznie zakładamy, że czytasz nasze artykuły, ale jeśli trafisz na ten, to będziemy wdzięczni za odpowiedź na następujące pytania:
Czy uważasz, że to, co tutaj opisaliśmy, jest zupełnie nieprawdopodobne?
Czy naprawdę wierzysz, że Europa po prostu angażuje się w „geopolitykę”? A jeśli tak, to czy masz alternatywną odpowiedź na pytanie „czy oni naprawdę tego chcą”? Czy naprawdę wierzysz, że wszyscy europejscy decydenci, łącznie z ich opiekunami, sponsorami i lobbystami, są tak niewiarygodnie głupi?
Czy możesz sobie wyobrazić, że oni nie chcą, aby ta wojna zniszczyła Rosję (co, jak elokwentnie wykazałeś, nie jest w ogóle możliwe), lecz raczej chcą świadomie doprowadzić nas do ruiny?
Wreszcie, kwestia AfD. Bylibyśmy zadowoleni, gdyby Weidel i Chupralla, w razie zwycięstwa w wyborach, dotrzymali swoich obietnic (normalizacja stosunków z Rosją, natychmiastowe żądanie rosyjskiego gazu przez ostatni nienaruszony gazociąg Nord Stream i naprawa trzech zniszczonych gazociągów itd.).
Podchodzimy do tego z pewną dozą sceptycyzmu.
Dlaczego?
Tak jak koalicja Czerwono-Zielonych zbombardowała Jugosławię, czego nigdy nie wybaczyłaby grubasowi, pokojowej partii „Zieloni”, która w 2021 roku nadal wywieszała plakaty z napisem „żadnej broni w strefach wojennych” i nagle stała się największym podżegaczem wojennym ze wszystkich, Merz wygrał ostatnią kampanię wyborczą, obiecując, że nie zaciągnie żadnego nowego długu (itp.), tak my niestety możemy sobie wyobrazić, że AfD, jeśli dojdzie do władzy, nagle przedstawi wojnę z Rosją jako „nieuniknioną”, a może nawet „bez alternatywy”.
Jako mały „PS” chcielibyśmy również, drogi Thomasie Röperze, abyś zechciał zapoznać się z wyżej wymienionym artykułem na temat teorii przecieku laboratoryjnego, w którym również poruszyliśmy istotne naszym zdaniem kwestie.
Nawet jeśli nie odpowiesz, dziękujemy za Twoją pracę!
Zakończenie:
Obecnie nie widzimy lepszej opcji dla „zwykłego człowieka” na korzystanie z demokratycznych praw niż głosowanie na AfD. Ale jeśli zdarzy się, że AfD, po objęciu władzy, nagle opowie się za wojną z Rosją i niespodziewanie przyjmie inne stanowisko w innych kwestiach (np. „C”), to proszę nie mówić, że cię nie ostrzegaliśmy…
Na fali słusznego oburzenia narastającą falą banderyzmu na Ukrainie w Polsce nabrzmiewa coraz bardziej radykalna odpowiedź. Celują w niej ci, którzy jeszcze niedawno uniżenie płaszczyli się przed Kijowem, sami mianując się „sługami Ukrainy”.
Choćby były polityk Platformy Obywatelskiej, a do niedawna poseł Prawa i Sprawiedliwości – uosobienie karierowiczostwa i bezideowości polskiej polityki, Janusz Kowalski. Nawoływał on do deportacji wszystkich Ukraińców, którzy znaleźli się u nas w ostatnich latach, także tych, którzy faktycznie uciekli przed śmiercią.
Zastanówmy się co takie propozycje – cieszące się niezmiennie wysoką popularnością wśród Polaków, którzy dość już mają wyraźnie nadmiernej liczby często niezbyt wdzięcznych za schronienie gości – oznaczają z punktu widzenia realistycznie ujmowanego bezpieczeństwa państwa, a także etyki. Z tą drugą zadanie będzie wyraźnie prostsze. Jeśli uznajemy życie ludzkie za wartość samą w sobie, to nie powinniśmy wydawać ludzi na niemal pewną śmierć.
Jeżeli uznajemy pokój za zawsze lepszy od wojny i zniszczenia – powinniśmy udzielić schronienia potencjalnym ofiarom taktyki rzucania mięsa armatniego w bój przez Siły Zbrojne Ukrainy. Dylemat etyczny rozwiązać zatem można od ręki: zostawiamy Ukraińców, również tych w wieku poborowym, na naszym terytorium.
Sprawa przestaje być tak jasna i prosta, gdy przejdziemy na płaszczyznę geopolityki i bezpieczeństwa, czyli obszary, w których sentymenty moralne z definicji nie powinny odgrywać żadnej roli. Wysłanie na Ukrainę mężczyzn w wieku poborowym, którzy schronili się w Polsce i Europie przed okrutną wojną, wzmacnia doraźnie Siły Zbrojne Ukrainy, choć nie jest w stanie przeważyć szali zwycięstwa na rzecz Kijowa. Można jednak przypuszczać, że przedłuży konflikt zbrojny.
W naszym interesie ekonomicznym jest jak najszybszy powrót do relacji handlowych, w tym współpracy energetycznej z Rosją. Eliminujemy z tych rozważań głosy nieracjonalne i pozbawione logicznej argumentacji, mówiące o tym, że po upadku / kapitulacji Ukrainy my będziemy następnym krajem przeznaczonym do ataku przez Rosję. Wszystko wskazuje na to, że nie będziemy. Ryzyko zaatakowania nas punktowymi uderzeniami rakietowymi i dronowymi wzrastać będzie wraz kolejnymi próbami eskalacyjnymi podejmowanymi przez Kijów.
Im większe będzie bowiem natężenie i długotrwałość konfliktu, tym większe prawdopodobieństwo, że strona rosyjska podejmie decyzję o zaatakowaniu tyłów przeciwnika. A tymi tyłami, zapleczem logistycznym jesteśmy właśnie my i nie mamy zbyt wielkiego wpływu na rolę, którą pełnimy, przynajmniej dopóki jesteśmy kolonią anglosaską, państwem wchodzącym w skład agresywnego NATO i coraz bardziej wojowniczej Unii Europejskiej. Możemy zatem uznać, że w naszym, polskim interesie jest jak najszybsze zakończenie działań zbrojnych. Interesować nas powinno również to, by przyszła Ukraina nie miała potencjału podejmowania działań agresywnych, zaczepnych lub szerzących chaos na naszym, sąsiednim terytorium.
Idealna byłaby jej odbudowa i polityczne odrodzenie jako kraju neutralnego, rozbrojonego i rezygnującego z tożsamości neobanderowskiej. Jakimi środkami cel ten może zostać osiągnięty? To już nie nasze zmartwienie. Powinniśmy jedynie liczyć na to, że ścierające się na ukraińskich stepach mocarstwa dojdą w końcu do wniosku, że mają już dość. A także – że nie dojdą do wniosku, iż czas przestrzeń wojny rozszerzyć o ziemie polskie. A zatem – nasze bezpieczeństwo wymaga jak najszybszego zakończenia wojny, które możliwe jest przy brakach dodatkowych rezerw mobilizacyjnych Kijowa. Krótko mówiąc, z tego punktu widzenia powinniśmy zgodzić się na pozostawanie na naszym terytorium ukraińskich uchodźców przed śmiercią na froncie.
Nie wszystko jest jednak tak jednoznaczne. Jak doskonale wiemy, zbyt liczna mniejszość narodowa może być źródłem destabilizacji oraz zagrożeń wynikających z możliwości jej instrumentalnego wykorzystania przez obce podmioty. W tym wypadku mówić możemy z jednej strony o wzrastającej przestępczości, ale z drugiej również o ryzyku wykorzystania imigrantów ukraińskich przez tamtejsze służby specjalne do aktów terroru na naszym terytorium. Nietrudno przecież wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś jest szantażowany i straszony groźbami pod adresem członków jego rodziny na Ukrainie przez SBU, by zdecydował się na realizację poleceń typu podpalenia czy zamachy na Polaków znajdujących się na słynnej liście Myrotworiec.
Jakie jest zatem rozwiązanie? Nie ma żadnego dobrego. Model kompromisowy może polegać na przyznawaniu Ukraińcom w wieku poborowym specjalnego, czasowego azylu politycznego przy jednoczesnym nadzorowaniu ich przemieszczania się i funkcjonowania w Polsce. Nie byłoby to łatwe, ale warto rozważyć optymalny wariant.
Mateusz Piskorski Myśl Polska, nr 27-28 (5-12.07.2026)
John Mearsheimer – prawdopodobnie najbardziej znaczący obecnie amerykański myśliciel polityczny – udzielił 12 czerwca br. kolejnego ciekawego wywiadu Tuckerowi Carlsonowi. Ocenił w nim perspektywy rozwoju sytuacji w Europie Środkowo – Wschodniej i na Bliskim Wschodzie, ale także podzielił się refleksjami nad źródłami takiej a nie innej polityki Stanów Zjednoczonych.
W odniesieniu do konfliktu na Ukrainie raz jeszcze przypomniał ugodowy charakter polityki Władimira Putina wobec Zachodu przed wybuchem pełnoskalowej wojny w lutym 2022 r., a powolne postępy rosyjskie tłumaczył troską o minimalizację ofiar cywilnych.
Najważniejsza z polskiego punktu widzenia konkluzja tej części jego wypowiedzi dotyczyła prawdopodobnego rozwoju sytuacji. Za możliwe uznał wyczerpanie się rosyjskiej cierpliwości i atak odwetowy na któryś z krajów NATO wspomagający ukraińskie uderzenia rakietowe w głąb rosyjskiego terytorium. Przy czym w pierwszej kolejności miałby to być atak konwencjonalny, a w wypadku kontynuacji takich działań Zachodu także nuklearny.
Przytoczył w tym kontekście poglądy wpływowego rosyjskiego politologa Siergieja Karaganowa, z którym następnego dnia spotkał się na kanale YT Glenna Diesena. Powtórzył, że zarówno Ukraina jak Rosja postrzegają siebie nawzajem jako egzystencjalne zagrożenia i dlatego trudno przewidywać między nimi trwały pokój. Porównał pozycję Ukrainy do tego, jak USA postrzegały Kubę w czasie kryzysu 1962 r. To co jest możliwe to jedynie zamrożenie konfliktu, bo Rosja na pewno będzie dążyć do zajęcia 4 zaanektowanych obwodów, a być może także Odessy i Charkowa, podczas gdy Ukraińcy tego nie zaakceptują.
Co więcej, wskazał 5 innych punktów zapalnych na linii Rosja – Zachód w naszym regionie: Morze Bałtyckie, Obwód Kaliningradzki, Białoruś, Mołdawia i Morze Czarne. Szóstym obszarem potencjalnego konfliktu jest Arktyka. Pytany o motywy strony zachodniej stwierdził, że Donald Trump w czasie obu kadencji dążył do poprawy relacji z Moskwą. Jednak na przeszkodzie stanęły kiepskie umiejętności dyplomatyczne Amerykanina i siła głębokiego państwa. Z drugiej strony, zgodnie z tym co powiedział Karaganow, Rosja poprzez brak reakcji na przekraczanie przez Zachód kolejnych czerwonych linii stworzyła wrażenie, że nie ma ich w ogóle.
W tym momencie pojawiło się kluczowe pytanie o motywy sprawiające, że znaczna część elit amerykańskich dąży do zniszczenia Rosji. Amerykański politolog wskazał, że w dużej mierze wynika to z tego, że przodkowie wielu amerykańskich urzędników odpowiadających za politykę zagraniczną przybyli do Ameryki z Rosji, dotyczy to głównie amerykańskich Żydów, ale także członków innych narodów. W tym kontekście także w odniesieniu do amerykańskiej polityki na Bliskim Wschodzie czy wobec Kuby obaj rozmówcy poruszyli problem podwójnej lojalności i stanowczo podkreślili konieczność wyrzeczenia się przez imigrantów o różnych etnosach reprezentowania interesów państwa i narodu innego niż amerykański, politolog opowiedział się zdecydowanie przeciw podwójnemu obywatelstwu. Wymienił w tym kontekście osobę Jeffreya Goldberga – obecnego naczelnego redaktora magazynu The Atlantic, który służbę wojskową odbywał jako strażnik w izraelskim obozie dla więźniów.
Warto przypomnieć, że regularną publicystką tego magazynu jest żona obecnego Ministra Spraw Zagranicznych III RP Anne Applebaum, a ich syn służy w amerykańskiej armii. Amerykanom trudno jest także zaakceptować fakt, że po okresie rządów Borysa Jelcyna Rosja przestała zachowywać się jak kraj podporządkowany amerykańskiemu hegemonowi.
W przypadku wojny z Iranem rola lobby izraelskiego w USA, któremu Mearsheimer wraz z Stephenem M. Waltem poświęcili osobną książkę (jest dostępna w wersji online w internecie) jest jeszcze większa. J. Mearsheimer uważa także, że bezwarunkowe poparcie USA dla Izraela sprawiło, że ten od 1967 r. uległ iluzji własnej militarnej wszechmocy i odszedł od zasady ostrożności oraz przezorności ulegając uczuciom pychy, zuchwałości i arogancji określanych greckim pojęciem hybris. Obaj rozmówcy wskazali również na radykalne obniżenie poziomu debaty publicznej i myśli politycznej głównego nurtu na Zachodzie w porównaniu do czasów zimnej wojny 50 lat temu, gdy J. Mearsheimer zaczynał swoją karierę po ukończeniu West Point i służbie w amerykańskich siłach powietrznych.
Rozmowa obfituje w wiele innych ciekawych szczegółów i fragmentów wykraczających poza standardowe ujęcie geopolityki, pokazując ją w szerokim kontekście cywilizacyjnym, historycznym i psychologicznym.
Stanisław Michalkiewicz „Magna Polonia” 2 lipca 2026michalkiewicz
Młodsi czytelnicy już nie pamiętają sklepów „za żółtymi firankami”, jakie bywały w Polsce w czasach stalinowskich, ale osoby starsze, jak np. ja – wiedzą, o co chodzi, Jak pisze Jerzy Orwell w „Folwarku zwierzęcym”, wprawdzie wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych – toteż partia i bezpieka zatroszczyły się o jaki-taki dobrobyt dla siebie – właśnie w postaci sklepów za żółtymi firankami. Osoby uprzywilejowane – bo tak sobie, z ulicy, nikt nie mógł tam wejść – mogły sobie tam kupować towary niedostępne dla zwykłych śmiertelników. Nie było to zapewne jakieś oszałamiające luksusy – ale na na tle powojennej biedy i „planu sześcioletniego”, kiedy to rozbudowywany był przemysł zbrojeniowy, było to jednak coś.
Po 1956 roku sklepy za żółtymi firankami zostały zlikwidowane, ale w innej formie odżyły w latach 70-tych i 80-tych i do w dwóch postaciach. Pierwszą postać stanowiły „peweksy”, w których można było kupić niedostępne na zwykłym rynku towary za dewizy, a drugą – tak zwane „sklepy komercyjne”, jakie pojawiły się masowo w latach 80-tych, kiedy to prawie wszystko, a przede wszystkim – mięso – można było kupić tylko na „kartki”.
W porównaniu ze sklepami „za żółtymi firankami” był to pewien postęp, bo o ile za żółte firanki mogły wchodzić tylko osoby uprzywilejowane, to do peweksów i sklepów komercyjnych mógł wejść każdy, o ile miał dewizy, albo tak zwane” bony” dolarowe, albo gotówkę. Od biedy można by uznać, że były to elementy gospodarki rynkowej w socjalizmie, w którym gospodarka była centralnie planowana.
Temu centralnemu planowaniu towarzyszyła indoktrynacja, której ja też doświadczyłem w pierwszych klasach podstawówki. W tak zwanych „czytankach” do nauki języka polskiego była na przykład czytanka o różnicach między ZSRR i USA. Tych różnic było bodajże ponad 20, a na pierwszym miejscu była taka: „W ZSRR istnieje planowa gospodarka państwowa”, podczas gdy „W USA pracuje się bez planu”. Od tamtej pory minęło ponad 70 lat i co Państwo powiecie? Podczas dyskusji, w jakiej niedawno wziąłem udział, mój partner oraz jej organizator, pryncypialnie potępili zbrodniczy liberalizm, który – jak się okazało – sprzeczny jest nie tylko z socjalizmem, ale również – z religią katolicką. Wprawdzie nie słychać, by z powodu liberalizmu ludzie byli masowo mordowani, podczas gdy pod pretekstem socjalizmu – jak najbardziej – ale widocznie socjalizm jakoś z katolicyzmem się dogaduje, podczas gdy liberalizm – nie. Co prawda Jezus Chrystus mówił: „daj!”, podczas gdy socjaliści mówią: „bierz!” – ale co z tego, skoro nawet papież Franciszek w niepojętym przypływie szczerości powiedział kiedyś, że idee chrystusowe dzisiaj najlepiej wyrażają komuniści? Taka to ci devotio moderna.
Jaki był powód istnienia sklepów za żółtymi firankami? Ano taki, że gospodarka socjalistyczna to gospodarka niedoborów. Wprawdzie centralny planifikator wszystko drobiazgowo zaplanował, ale co z tego, skoro system nie chce działać? Składa się na to szereg zagadkowych przyczyn, wśród których na pierwsze miejsce wybijają się knowania wrogów ludu. Z wrogami ludu rozprawia się surowa ręka sprawiedliwości ludowej, ale niedoborom trzeba jakoś stawić czoła. Toteż na przykład ówczesna definicja koniaku głosiła, że jest to napój klasy robotniczej, spijany ustami jej przedstawicieli, mających dostęp do sklepów za żółtymi firankami.
Dzisiaj, za sprawą zbrodniczego liberalizmu, już nie odczuwa się tak boleśnie niedoboru mięsa, jak kiedyś, kiedy to poeta w nieśmiertelnym poemacie „Towarzysz Szmaciak” wkładał w usta zirytowanego bohatera apel: „Więc albo dajta im to mięso, albo też im połamta kości!” – ale – jak to w socjalizmie – pojawiły się ostre niedobory na odcinku ochrony zdrowia. Wprawdzie pani, która w vaginecie obywatela Tuska Donalda „robi na odcinku zdrowia” uważa, że – jak powiadają Rosjanie – „wsie wsiem dawolny” – ale niedobory na tym odcinku dają się odczuć coraz bardziej dotkliwie – więc tam właśnie pojawiły się sklepy za żółtymi firankami.
W warszawskim Szpitalu Południowym wybuchła mianowicie straszliwa afera z panem doktorem Dawidem Kacprzykiem, który dla swoich partyjnych towarzyszy urządzić miał tam „saloniki VIP-ów” stanowiące odpowiednik sklepów za żółtymi firankami, jako że członkowie Volksdeutsche Partei mogli tam otrzymywać deficytowe usługi medyczne poza kolejnością. Zresztą nie tylko członkowie Volksdeutsche Partei – bo wróbelki ćwierkają od samego rana, że z podobnych sklepów za żółtymi firankami korzystają też towarzysze partyjni Naczelnika Państwa – o ile oczywiście mają szczęście być funkcjonariuszami, albo znajomymi funkcjonariuszy samorządów terytorialnych, które na usługach medycznych położyły łapę.
Warto tedy przypomnieć, że samorządy powiatowe i wojewódzkie pojawiły się u nas za sprawą wiekopomnej reformy charyzmatycznego premiera Buzka. Podobnie jak w przypadku trzech innych wiekopomnych reform, reforma samorządowa miała na celu wyłącznie zwiększenie liczby synekur w sektorze publicznym, by było gdzie ulokować zaplecze polityczne zwycięskiej koalicji AW”S: – UW – ponieważ poprzednia koalicja SLD-PSL „zawłaszczyła państwo” to znaczy – nie tylko pozajmowała wszystkie synekury, ale w dodatku obwarowała je takimi gwarancjami nietykalności, że nawet zmiana rządu nie miała znaczenia. Charakterystyczne było również to, że najpierw samorządy powiatowe i wojewódzkie powstały, a dopiero potem zaczęło się zastanawiać, jakież to kompetencje im przydzielić, żeby samorządowcy mogli sobie zarobić na bułeczkę i masełko. Nieomylny to znak, że jedynym celem reformy samorządowej była korupcja i partyjniczy nepotyzm.
Toteż kiedy dzisiaj, gdy mleko się rozlało, obywatel Tusk odgraża się, że będzie zło wypalał rozpalonym żelazem, a otoczenie Naczelnika Państwa nie posiada się z oburzenia na widok tego łajdactwa, wszyscy rozumiemy, że to tylko takie rutynowe zaklęcia na użytek wyznawców i to tych głupszych, co to myślą, że to wszystko naprawdę, podczas gdy cwaniacy wiedzą, że nic nie jest naprawdę, skoro nikt nie domaga się rozpędzenia na cztery wiatry samorządów powiatowych i wojewódzkich. Toteż wszyscy zachowują błogi spokój, bo wiadomo, że kiedy już w ramach święta demokracji wybory zostaną wygrane, to nastąpi urocza gra miłosna po orgazmie zwycięstwa, w postaci rozdzielania synekur.
Czyż nie dlatego tak kochamy demokrację, że stwarza nam ona tyle znakomitych okazji służenia dobru wspólnemu za żółtymi firankami – bo – powiedzmy sobie, towarzysze, otwarcie i szczerze – kogóż w dzisiejszych zepsutych zbrodniczym liberalizmem czasach wynagradzać, jeśli nie tych, co to poświęcają swój czas, a nawet życie dla dobra wspólnego, dla szczęścia ludu pracującego miast i wsi oraz osiedli robotniczych, uzdrowiskowych i rybackich.