Bismarck, Hitler, Merkel, Ursula von der Leyen stworzyli IV Rzeszę.

Rodzina Bismarcków i von Braunów oraz Walter Hallstein czyli od Trzeciej do Czwartej Rzeszy.

W dniu 1 grudnia redaktor Kamil Dziubka na portalu Der Onet ujawnił straszną rzecz. Oto Prezes miał dzień wcześniej rzucić papierami na stół i oznajmić co następuje: ”…Ciężkie terminy przyszły na Europejczyków. Niemcy wyłożyły karty na stół i chcą budowy IV Rzeszy. My na to nie pozwolimy…”.

W mediach nad Wisłą reprezentujących „wartości europejskie to znaczy niemieckie” rozpętała się burza . Najbardziej wymowny był pan Piotr Zychowicz, który 3 grudnia też na Der Onet wg redaktora Tomasza Figury miał powiedzieć m.in. co następuje:”… Polska jest państwem średnim i nie dysponuje narzędziami, które mogłyby powstrzymać Niemcy, jeżeli te zdecydowałyby się stanąć na czele europejskiej federacji…” a na pociechę dodał, że :”… federacja europejska miałaby kolosalny potencjał i mogłaby konkurować z imperiami nowego świata. Jest jednak pewien problem: w każdej spółce najważniejszy głos ma właściciel największego pakietu akcji. A więc – w przypadku Europy – są to Niemcy. Kraj o najpotężniejszej gospodarce…”.

Pan Zychowicz wyprodukował się na Der Onet około godziny 18 w dniu 3 grudnia a tego samego wieczora niezwyciężona Bundeswehra pokazała światu „Großer Zapfenstreich zu Ehren von Angela Merkel” , co się przekłada na „Wielki capstrzyk dla uczczenia Angeli Merkel”.

Nie pierwszy to raz, kiedy bywsza enerdowska komsomołka przywołuje symbole jak najgorzej kojarzące się ofiarom II WW. Czego tam bowiem nie było: stahlhelmy, pochodnie, marsze a nawet jeden tak jakby aquila legionu rzymskiego z niemieckim orłem na czubku i frędzlami w kolorach niemieckiej flagi. Aż się łza w oku zakręcić musiała Bundeskanzlerin z DDR.
No ale to była dzisiejsza Bundeswehra nawiązująca symbolicznie do dawnych dobrych czasów, jednakże w kiepsko dopasowanych płaszczykach koloru szarego i granatowego i z białymi pasami. Dawało to efekt drogówki z PRL. No ale te stahlhelmy i znak legionu rzymsko-niemieckiego to było jasne przesłanie niemieckich biurokratów w garniakach za 10 tysięcy Euro: idziemy po wszystko.

Prezes nie musiał oglądać tego widowiska z podkładem muzycznym od Niny Hagen ( Du hast den Farbfilm vergessen) do hymnu katolicko-protestanckiego oczywiście z XVIII w. (Großer Gott, wir loben dich) tylko sobie przejrzał tłumaczenie programu koalicji SPD-FDP-Zieloni z „federalizacją Europy” jako głównym punktem.

18 stycznia tego roku minęło dokładnie 150 lat od tzw. unifikacji Niemiec tj. pod naciskiem Prus, które stanowiły ok. 2/3 terytorium i ludności Niemiec, jak pisze docent wiki :”… książęta państw niemieckich zgromadzonych w Wersalu we Francji ogłosiło Wilhelma I z Prus –cesarzem Cesarstwa Niemieckiego podczas wojny francusko –pruskiej…”.

Tak powstała II Rzesza a ojcem założycielem tego interesu był książę Otto Fürst von Bismarck, Graf von Bismarck-Schönhausen, Herzog zu Lauenburg, który w pewnym przemówieniu miał powiedzieć m.in.:“… wolę mieć do czynienia z carem w Petersburgu, niż ze szlachta w Warszawie. Wstęp do odbudowy państwa polskiego, odebranie Prusom ziem polskich równałoby się przecięciu pruskich żył”.

Pruskie żyły zostały przecięte w okolicznościach, których książę Bismarck nie mógł był przewidzieć a wiązały się z klęską III Rzeszy, które to państwo polegało na tym, że Republikę Weimarską opanowali jacyś naziści z kosmosu i podbili dobrych Niemców. A na Żydów napuścili złych Polaków a może odwrotnie: to źli Polacy napuścili na Żydów nazistów z kosmosu. Taka wersja historii jak się wydaje od pewnego czasu oficjalnie obowiązuje w Niemczech oraz w krajach z nimi sprzymierzonych jak również w pewnych kręgach nad Wisłą, które cieszą się stałym wsparciem (moralnym oczywiście) odrodzonych Niemiec.

Jedno trzeba powiedzieć: Prezes okazał się wielkim optymistą, twierdząc, że :”… Niemcy chcą budowy IV Rzeszy…”. Jeśli się spojrzy na niektóre wypadki związane z odbudową III Rzeszy na gruzach II Rzeszy i tworzenie tzw. zdenazyfikowanych demokratycznych Niemiec pod auspicjami zwycięskich Aliantów po II WW, to można zaryzykować stwierdzenie, że zalążki IV Rzeszy pojawiły się w zasadzie w II Rzeszy a na gruzach Berlina a właściwie w epoce kanclerza Erhardta – była gotowa do realizacji.

Wystarczy prześledzić losy kilku znanych rodów niemieckich z wojskowości i polityki oraz kilka cywilnych rodów biznesowych.

Na przykład ród wspomnianego już symbolu Cesarstwa Niemieckiego a wcześniej Królestwa Prus – Otto książę von Bismarck.

Historia życia dwóch wnuków jest niezwykle pouczająca „w temacie” przechodzenia suchą nogą z III Rzeszy do tego, co niektórzy nazywają „dojrzałą demokracją niemiecką”.

Oto oni.
Otto Christian Archibald Graf von Bismarck-Schönhausen syn Herberta urodzony w 1897 na rok przed śmiercią legendarnego dziadka. Od 1927 r. czyli jeszcze za czasów Republiki Weimarskiej w służbie dyplomatycznej Niemiec: 1927-1928 – Szwecja, 1928-1937 – Londyn, 1937-1940 MSZ w Berlinie, od 1940 do 1943 poseł w ambasadzie III Rzeszy we Włoszech a w okresie okupacji Italii przez Niemcy – był szefem „sekcji MSZ Rzeszy w Rzymie”. Czyli działał we władzach okupacyjnych Italii.

W dniu 18 sierpnia 1942 r. czyli w 2 miesiące od rozpoczęcia operacji Fall Blau Otto Christian von Bismarck- Schönhausen wówczas zastępca ambasadora III Rzeszy w Królestwie Italii Hansa Georga von Mackensena syna „ostatniego huzara cesarza Wilhelma II” marszałka polnego I WW Augusta von Mackensena WEZWAŁ do siedziby włoskiego MSZ osobistego sekretarza ministra Galeazzo Ciano – markiza Blasco Lanza d’Ajeta i zawiadomił go, iż:”… otrzymał rozkaz aby zażądać od rządu włoskiego aby tenże rząd „wydał swojej armii instrukcje, które zostały opracowane przez Niemców i Chorwatów dla przetransferowania Żydów chorwackich na Wschód…”.

No i  jak głosi wieść gminna z niemieckich sfer arystokratycznych, książę Bismarck wykazał się szaleńczą wprost odwagą, bowiem w trakcie spotkania z markizem d’Ajetą „wymsknęło mu się” szeptem, że tych Żydów to się nie wywozi do pracy ale do likwidacji. Tak jakby minister Ciano tego nie wiedział, skoro Włoski Korpus Ekspedycyjny w Rosji składający się z 3 dywizji operował na terenie południowego ZSRR już od 1941 r. a latem 1942 r. wzmocniony o dodatkowe siły podchodził już pod Stalingrad. Włosi uczestniczyli w oblężeniu Odessy, zdobywaniu Doniecka (wtedy Stalino) , więc mieli pełny obraz tego, jak wygląda zachowanie Einsatzgruppen na podbijanych terenach ZSRR.

Ale jak pięknie brzmi taka opowieść o „wrażliwym moralnie księciu Bismarcku, który uczulił ministra Ciano na konieczność ratowania chorwackich Żydów”. I jak się przydało do CV do kariery politycznej po wojnie.

Bo należy zauważyć, że Otto Christian von Bismarck – Schönhausen jako członek Deutschnationale Volkspartei był od roku 1924-1928 posłem do Reichstagu a w roku 1933 wstąpił do NSDAP i od tego roku reprezentował NSDAP czyli Nationalsozialistische Deutsche Arbeiterparte aż do „późnego 1945 r. jako poseł do Reichstagu.

Kiedy nadszedł koniec wojny bardzo się księciu przydała inwestycja matrymonialna: w 1928 r. ożenił się ze Szwedką Ann-Mari Tengbom córką architekta. No i kiedy neutralna Szwecja a konkretnie wiceprzewodniczący Szwedzkiego Czerwonego Krzyża Folke Bernadotte zaczął negocjować pod koniec wojny ewakuację szwedzkich a później i innych więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych , to bardzo się przydał pałacyk myśliwski rodziny Bismarcków – Fridrichsruh. Położony niedaleko owianego złą sławą (Cap Arcona) obozu koncentracyjnego Neuengamme. W pałacyku Szwedzi zorganizowali „centrum operacyjne“ dla akcji tzw. Białych Autobusów.

Jakoby małżonka Ann-Marie uczęszczała do tej samej szkoły co Folke Bernadotte, więc problemów z denazyfikacją książę Otto von Bismarck młodszy – nie miał.

Już w 1950 r. otrzymał propozycję wstąpienia do partii FDP ale ostatecznie zdecydował się na wstąpienie do CDU. Z ramienia tej partii wystartował w wyborach do Bundestagu nowych zdenazyfikowanych Niemiec w roku 1953 – z rodzinnego księstwa a raczej Herztogum Lauenburg.

I się dostał. W Bundestagu zasiadał w latach 1953-1965, głównie działając w komisji spraw zagranicznych.
Był też członkiem Zgromadzenia Ogólnego Rady Europy a w latach 1957 – 1966 piastował stanowisko Wiceprzewodniczącego Rady Europy. A jego syn Ferdinand Herbord Ivar von Bismarck ur. w 1930 r. w Londynie, kiedy tato był na placówce, pracował w owych latach w Komisji Europejskiej.

Akurat wtedy , kiedy funkcję pierwszego przewodniczącego Komisji Europejskiej sprawował inny Niemiec Walter Hallstein, który dążył wszelkimi siłami do „federalizacji Europy”.

No co za zbieg okoliczności. Dwóch Bismarcków i jeden Hallstein a w NATO Millitary Committtee generał Adolf Heusinger , co to w niezapomnianym roku 1944 był „szefem kadr” w Oberkommando des Heeres.

Kończąc wątek Ottona Christiana von Bismarcka – Schönhausena, warto wspomnieć, że przechowywał on w swoich dużych bardzo lasach wokół pałacyku myśliwskiego Friedrichsruh poszukiwanego zbrodniarza wojennego mającego na koncie służbę w różnych strukturach obozów koncentracyjnych niemieckich , w tym w roli komendanta KL Auschwitz Monnowitz i Mittelbau Dora – SS Sturmbahnführera Richarda Baera. Był jego formalnym pracodawcą aż do roku 1960. No ale jaka księcia wina, skoro przebrzydły SS-man ukrywał się pod nazwiskiem Neumann.

W sumie nie powinnam się czepiać księcia Bismarcka za przeoczenie w lasach jakiegoś SS-mana pod przykryciem, skoro w roku 1956 Wydział Karny Sądu Wojewódzkiego w Opolu odbył posiedzenie niejawne, na którym zwolnił z więzienia (z uwagi na nienaganne zachowanie) po 2 latach odbywania kary dożywocia zasądzonej w 1954 r. przez Sąd Wojewódzki dla Miasta St. Warszawy – dowódcę SS i policji na dystrykt warszawski SS-Brigadeführera i Generalmajora der Polizei Paula Otto Geibla – odpowiedzialnego za zamordowanie dziesiątek tysięcy mieszkańców Warszawy PRZED i W CZASIE Powstania Warszawskiego.

Można nie wierzyć, ale tak się stało i facet wyszedł wolny z więzienia w Strzelcach Opolskich i udał się do Warszawy po paszport bowiem w Niemczech czekała na niego generalska emerytura. Ten skandal został powstrzymany przez wyższych oficerów Wojska Polskiego, którzy interweniowali w tej sprawie. I Geibel został cofnięty do Strzelec Opolskich.

Tajemnicze siły w Wojewódzkim Sądzie w Opolu próbowały znowu uwolnić Geibela z więzienia w roku 1966 ( w RFN było już „przedawnienie wszystkiego”) ale wtedy ktoś się zniecierpliwił w Warszawie i przeniesiono go do więzienia na Mokotowie. A tam jakoby powiesił się na śmierć 12 listopada 1966 r.

Co ma Geibel do Bismarcków? Nic. Po prostu tak mi się niesłusznie skojarzyło, że matka Waltera Hallsteina , pierwszego Przewodniczącego Komisji  Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, który w oficjalnych biografiach nie miał żadnej rodziny a z trudem rodziców – nosiła w panieństwie nazwisko Geibel. Anna Geibel. Zresztą dane matki i ojca Waltera Hallsteina są podane tylko na stronie Uniwersytetu w Rostocku a danych brata, którego jakoby posiadał, nie ma nigdzie.

W życiorysie Hallsteina zawsze zaznacza się, że NIE należał do NSDAP. Ale drobnym druczkiem jest napisane, że w latach nazizmu był członkiem Nationalsozialistischer Lehrerbund  (Ligi Narodowosocjalistycznych Nauczycieli) oraz NS-Rechtswahrerbund    co się chyba tłumaczy „Narodowosocjalistyczne Stowarzyszenie Prawników”.

Mało też się pisze, że pierwszy publiczny występ Waltera Hallsteina po IIWW  to był tzw. Kongres Europejski lub inaczej Kongres Haski, który odbył się w dniach 7-11 maja 1948 r. w Hadze.  Którego organizatorem był oprócz zięcia Churchilla Duncana Sandysa był  Józef Rettinger. Na imprezie wśród  siedmiuset pięćdziesięciu  uczestników był też Altiero Spinelli i Konrad Adenauer.

W wyniku tego Kongresu powołano do życia Ruch Europejski i Radę Europy, którą mamy do dzisiaj. A także powstała Europejska Unia Płatnicza.  W 1950 r. Pierwsi niemieccy zbrodniarze wojenni  z karami dożywocia i innymi długoletnimi właśnie wychodzili na wolność.

No ale wróćmy do  rodziny Bismarcków i jej drogi od III do IV Rzeszy.

Książę Otto Christian von Bismarck – Schönhausen miał brata Gottfrieda Grafa von Bismarcka – Schönhausen ur. w 1901, który nie tylko wstąpił do NSDAP w 1933 r. i nie tylko został wybrany do Reichstagu i zasiadał tam do niesławnego końca.

W roku 1944 wstąpił do SS i uzyskał w tych strukturach stopień SS- Brigadeführera. Dla powojennych sukcesów rodziny na szczęście spotykał na gruncie towarzyskim kilku przyszłych uczestników zamachu na Hitera , dzięki czemu został aresztowany odpryskowo w sierpniu 1944 t. a w październiku uwolniony przez Sąd Ludowy od wszelkich zarzutów jednakże dla ostrożności osadzono go w obozie w Sachsenhausen, gdzie w dobrych warunkach przesiedział kilka miesięcy. I dzięki tym okolicznościom przyrody docent wikipedia przyznał mu tytuł „członka ruchu oporu”.

Zginął wraz z małżonką w wypadku samochodowym w roku 1949 ale zostawił troje dzieci, w tym syna Andreasa. A ten też miał dzieci.

Trudne jest posiadanie dziadka z wysokim stopniem w SS, nawet jeśli siedział kilka miesięcy w Sachsenhausen, ale wnuczka Gottfrieda Grafa von Bismarcka- Schönhausen Stephanie ur. 1976 bardzo szczęśliwie wyszła za mąż za przedstawiciela bardzo starej rodziny baronów Świętego Cesarstwa Rzymskiego i Bawarii – Karla Theodora von und zu Guttenberg.

A ten z kolei robił karierę polityczną w CSU (bo on z Bawarii był) i w roku 2002 został posłem do Bundestagu a w 2008 został nawet sekretarzem generalnym tej partii.

Finałem kariery była posada w pierwszym i drugim rządzie koalicyjnym Angeli Merkel : w roku 2009 został ministrem gospodarki i technologii a w drugim rządzie – ministrem obrony. Potem kariera polityczna mu siadła, bo zaczęto się go czepiać za plagiat doktoratu , zupełnie jak pani von der Leyen.Z tym że on odszedł z polityki a pani von der Leyen nie ustąpiła i generalnie wstyd się jej nie ima.

W owym czasie karierę polityczną w linii wnucząt powojennych rodziny Bismarcków robił nie tylko zięć.

Rodzony wnuczek Otto Christiana Archibalda Grafa von Bismarck-Schönhausen – Carl Eduard Otto Wolfgang von Bismarck syn Friderika pracowanika Komisji Europejskiej i kuzyn Stephanie zu Gutenberg w 1995 r. wstąpił do CDU i nawet został wybrany jak się należało na wiceprzewodniczącego CDU w okręgu Lauenburg a w roku 2005 nawet został wybrany do Bundestagu, kiedy rozpoczynała swoją kanclerską karierę Angela Merkel.


Niemieckiej ojczyźnie przysłużył się nie tyle pracami parlamentarnymi w Bundestagu, bowiem bywał tam rzadko i ostatecznie zrezygnował z mandatu w 2007 r. – ale z powodu ożenków a konkretnie trzeciego i czwartego.
Pierwsze bowiem dwa można uznać za „pomyłki lekkomyślnej młodości”: 1987- 1989 Laura Haring aktorka maksykańsko -amerykańska, 1997-2004 Celia Demaurex szwajcarska dziedziczka i działaczka humanitarna.
Natomiast w 2004 ożenił się z Kanadyjką izraelskiego pochodzenia Nathalie Bariman projektantką a ślub odbył się w obrządku żydowskim. Sprawa była o takim ciężarze gatunkowym, że przyszła kanclerz Niemiec (listopad 2005) i szefowa opozycji w Bundestagu Angela Merkel miała ten ślub skomentować publicznie w sposób następujący: „… Wy dwoje zjednoczyliście historię…następny książę Bismarck będzie mieszanką obu religii…”. Jest następny książę i nazywa się Aleksiej von Bismarck – Schönhausen .

Czy Bismarckowie byli jedyną rodziną arystokratyczną , która gorliwie służyła II i III Rzeszy aby odnaleźć się też przy budowie IV Rzeszy ?

Oczywiście nie. Historycy zwłaszcza anglosascy zadali sobie trud i zrobili statystyki zaangażowania arystokracji niemieckiej w nazizm i okazało się, że zanim Hitler doszedł do władzy w 1933 roku, w organizacjach nazistowskich czyli SA (Sturmabteilungen) oraz NSDAP a czasem nawet i SS zaangażowało się 312 rodzin ze „starej arystokracji” łącznie 3592 osób tj. 26,9%. W tym co najmniej dwóch przedstawicieli rodziny cesarskiej: syna i wnuka Wilhelma II, nie licząc bocznych linii Hohenzollernów. Oraz przedstawiciele brytyjskiej rodziny królewskiej a konkretnie wnuk królowej Wiktorii Charles Edward, Duke of Saxe –Coburg und Gotha urodzony księżę Albany , pozbawiony prawa do tronu brytyjskiego po I WW za „poparcie dla Imperium Niemieckiego”.

Książę Charles zapisał się zarówno do SA jak i NSDAP oraz wstąpił na stare lata do SS a także był przewodniczącym Niemieckiego Czerwonego Krzyża. Wszyscy jego synowie wstąpili do Wehrmachtu a syn Hubertus został członkiem NSDAP w 1939 r.
Podobno Hitler miał zamiar w wypadku powodzenia operacji „Lew Morski” mianować księcia Hubertusa Gauleiterem Wielkiej Brytanii.  Takie miał poczucie humoru. Niestety Oberleutnant Hubertus członek NSDAP zginął śmiercią lotnika pod Wielkimi Mostami koło Lwowa w listopadzie 1943 a operacja „Lew Morski” nie doszła do skutku z powodu  klęski Luftwaffe nad Anglią i z powodu nieznanych problemów Kriegsmarine.

Ród książąt Saxe-Coburg und Gotha był jedynym niemieckim rodem arystokratycznym faktycznie ukaranym przez Aliantów po wojnie za ostentacyjną kolaborację z nazistami. Amerykanie skonfiskowali majątek rodziny a głowę rodu wypędzili z zamku wraz z rodziną.

Wszystkie inne rody, włącznie z rodem zu Waldeck und Pyrmont , którego głowa książę Josiah zu Waldeck und Pyrmont pełnił funkcję Wysokiego Komisarza Policji w okupowanej Francji a w 1944 r. dosłużył się stopnia generała Waffen SS (Obergruppenführer SS) , nie zostały ukarane konfiskatą swoich dóbr rodowych , chyba, że znalazły się w rosyjskiej strefie okupacyjnej.
Ów Gruppenführer SS zu Waldeck und Pyrmont został co prawda skazany przez amerykański sąd w dniu 14 sierpnia 1947 r. w Dachau w tzw. procesie buchenwaldzkim na dożywocie , który to wyrok sami Amerykanie zaraz złagodzili do 20 lat. A skończyło się na tym, że książę wyszedł z więzienia Landsberg am Lech już w roku 1950 oczywiście z powodu złego stanu zdrowia a w 1953 r.sprawy w swoje ręce wziął niemiecki wymiar niesprawiedliwości i były komendant obozu w Buchenwaldzie został objęty amnestią przez ministra-prezydenta Hesji .

Wśród drobnej szlachty niemieckiej obserwować można podobne schematy karier politycznych: od nazistów do karier politycznych w RFN.

Za przykład niech posłużą rodziny Freiherrów (baronów) von Braun i von Weizsäcker.

Rodzina baronów von Braun w XX w. miała 4 znaczących przedstawicieli. Ojciec rodu Magnus von Braun urodzony w Neucken (dzisiaj w rejonie Bagrationowska Kaliningrad) za cesarza Wilhelma II zaczął karierę od roku 1905 w pruskiej służbie cywilnej m.in. skromnym stanowisku Landrata miejscowości Wyrzysk koło Piły ale w 1917 r. był już sekretarzem prasowym Kancelarii Rzeszy . W latach 1917-1918 pracował w administracji wojskowej terenów zajętych przez armię niemiecką. Był kolejno szefem działu politycznego w Wilnie, Stadthauptmannem miasta Dyneburg (dzisiaj Daugavpils), komisarzem policji w Szczecinie i Gubernatorem Gumbinnen.

W roku 1920 złamał sobie karierę po cichu popierając nieudany zamach na władze Republiki Weimarskiej znany jako pucz Kappa – Lüttwitza. Uratowała go praca w banku spółdzielczym Reiffeisen. Jednak w roku 1932 w rządze kanclerza von Pappena otrzymał stanowisko ministra ds. Wyżywienia i Rolnictwa i stanowisko Komisarza Rzeszy ds. tzw. Osthilfe czyli programu pomocy upadającym majątkom ziemskim w Prusach Wschodnich.

Był szczęśliwym ojcem Sigismunda (1911) , Wernherra (1912) i Magnusa (1919). Znany szerokiej publiczności średni syn Wernher konstruktor rakiet V-1 i V-2 wstąpił do NSDAP już w roku 1937 czyli na początku swojej kariery naukowej. Do SS mieli go wg jego zeznań przed Amerykanami (operacja Paperclip) ciągnąć niemal siłą a konkretnie miał go ciągnąć siłą Himmler. I on się zgodził dla dobra badań naukowych oczywiście.

W których za osobistego asystenta zainstalował w Peenemünde swojego najmłodszego brata Magnusa, co jest o tyle ciekawe, że był to rok 1943 a brat miał lat 24 i teoretycznie powinien być na froncie a z wykształcenia był magistrem chemii organicznej i pracował jako asystent Hansa Fischera (noblisty) , który podobno badał głównie pigmenty we krwi i żółci. No a Magnus spec od chemii organicznej miał skonstruować do tych rakiet V-2 żyroskopy i turbopompy. Przypuśćmy.

Kiedy zaczęły się naloty na Peenemünde Sturmbannführer Wernher von Braun przerzucił braciszka Magnusa do Mittelbau Dora koło Nordhausen , gdzie więźniowie obozu (liczba więźniów średnio 15 tysięcy i maksymalnie 40 tysięcy w 1945 r. ) byli wyniszczani kopaniem osławionych tuneli i produkcją rakiet Wernhera, które miały zmienić losy wojny.

A Magnus w imieniu brata nadzorował produkcję rakiet.

W tym czasie ich najstarszy brat Sigismund von Braun , który nie miał uzdolnień technicznych robił karierę w ministerstwie Joachima von Ribbentropa. Najpierw dzięki stypendium instytucji założonej w 1925 r. Deutscher Akademischer Austauschdienst (DAAD) czyli Niemieckiej Służby Wymiany Akademickiej (która istnieje i działa na wielką skalę do dziś) w 1934 r. studiował przez rok na Uniwwrsytecie Cincinnati , odbył podróż dookoła świata a następnie został osobistym asystentem ambasadora III Rzeszy Johannesa von Welczecka. Podobno podpadł samemu Baldurowi von Schirach i wylądował na placówce w Etiopii akurat pod koniec wojny włosko abisyńskiej.

W 1939 r. wstąpił do NSDAP. Co robił potem, historia milczy. Są wiadomości, że w 1942r. „rodzina von Braun została internowana w Kenii przez władze brytyjskie“. Tam urodziła się jego córka Carola“.

Niewykluczone, że uwolnienie z internowania załatwił mu mu szwagier Hans Margis , który przebywał wówczas w Londynie.

Dopiero w 1943 r. został sekretarzem ambasady III Rzeszy przy Stolicy Apostolskiej. Akurat w tym roku nastąpiła w tej ambasadzie wielka zmiana, bowiem odwołany z niej został ambasador Diego von Bergen, który przebywał w niej od roku 1915 (jako ambasador Królestwa Prus) i po krótkiej przerwie w latach 1918-1920 pozostał na stanowisku 23 lata. W trakcie służby negocjował m.in konkordat w imieniu kończącej się Republiki Weimarskiej ( Franz von Papen) , wygłaszał mowę na pogrzebie Papieża Piusa XI, negocjował audiencję u Papieża Joachima von Ribbentropa w roku 1940, w trakcie której minister III Rzeszy „oferował“ Papieżowi powrót kardynała Hlonda do okupowanej Polski .

W 1941 r. ambasador von Bergen zażądał od Papieża Piusa XII aby :“… wszystkie nominacje kościelne na ważne stanowiska w anektowanych lub okupowanych regionach były najpierw przekazywane Berlinowi…“.

Kiedy Sigismund von Braun został sekretarzem ambasady przy Stolicy Apostolskiej ambasador Diego von Bergen albo już został odwołany , albo oczekiwał na odwołanie. W lutym 1943 r. na stanowisko ambasadora w Watykanie został powołany Ernst von Weizsäcker, który w służbie dyplomatycznej był od roku 1920, w tym w Ministerstwie Spraw Zagranicznych III Rzeszy od roku 1937 a na stanowisku tzw. Staatssekretär (druga osoba w ministerstwie) od roku 1938.

Jego zasługi dyplomatyczne były nieco innej natury niż zasługi Diego von Bergena. W końcu von Weizsäcker od 1938 był członkiem NSDAP a także „honorowym członkiem SS” w stopniu Brigadeführera SS czyli odpowiednika generała od 1942 r. Na przykład będąc ambasadorem Rzeszy w Bernie przyczynił się znacznie do odebrania obywatelstwa niemieckiego laureatowi Nagrody Nobla (wtedy jeszcze coś znaczyła) Tomaszowi Mannowi. Natomiast w Stolicy Apostolskiej usiłował 6 stycznia 1944 r. przekonać jej Sekretarza Stanu kardynała Luigiego Maglione , że: „…Jeśli Niemcy jako bastion przeciwko komunizmowi upadną, cała Europa stanie się komunistyczna..”. Może miał nadzieję, że Papież zapomniał o pakcie Ribbentrop Mołotow i polskich księżach i biskupach w niemieckich obozach koncentracyjnych.

Zajęcia Sigismunda von Brauna w ambasadzie pod rządami Brigadeführera SS von Weizsäckera nie są znane ale wiadomo, że przedłużył wraz ze swoim szefem swój pobyt w Rzymie do roku 1946 , kiedy III Rzesza przestała już istnieć i ambasada niemiecka przy Stolicy Apostolskiej nie była obsadzona do roku 1954. Otrzymali gościnę od Papieża. Jakoby.

Kiedy powrócił do Niemiec , przeszedł rutynową kontrolę aliancką śpiewającą, bo był „tylko szarym członkiem NSDAP” a w dodatku jego teściowa Hildegarda Margis zmarła w 1944 r. w więzieniu we wrześniu 1944 w więzieniu dla kobiet w Berlinie i była ze strony matki Żydówką i w dodatku jakoby przekazywała przez szwedzką ambasadę informacje o rakietach Wernhera von Brauna do aliantów.
Z tym, że jego córka Christina działaczka feministyczna napisała w swojej książce, iż „narażał się na wielkie osobiste ryzyko ukrywając osoby prześladowane politycznie, religijnie i rasowo a nawet zapobiegł deportacji…”.

Pozostał jednak lojalny wobec swojego szefa von Weizsäckera, który został aresztowany w 1947 r. z oskarżenia m.in. o „aktywną współpracę przy deportacji Żydów z Francji do Auschwitz” oraz o inne zbrodnie przeciwko ludzkości w tzw. procesie Wilhelmstrasse.
Asystował w tym procesie i wspomagał Richarda von Weizsäckera syna ambasadora , wówczas studenta, który w tym procesie występował jako „zastępca obrońcy”. Podobno oskarżony twierdził, że „…nie miał wiedzy, dla jakich celów został wybudowany Auschwitz” a nawet „…wierzył, że więźniowie żydowscy będą mniej zagrożeni, jeśli zostaną deportowani na Wschód…”.

Sąd okazał się sceptyczny i zasądził karę 7 lat więzienia w 1949 r. Po czym sam się skorygował i zmniejszył karę do lat 5. Ostatecznie Wysoki Komisarz USA ds. Niemiec John J. McCloy „rozpatrzył sprawę” i Ernst von Weizsäcker został wypuszczony w październiku 1950 r. czyli tak jakby w rok po ogłoszeniu wyroku a po 3 latach po aresztowaniu.
Ernst von Weizsäcker zmarł w sierpniu 1951 r. i został pochowany „…w mundurze nazistowskiego korpusu dyplomatycznego z opaską ze swastyką…”.

I, jak twierdził w 2010 roku historyk niemiecki Eckart Conze natychmiast pewne środowiska zaczęły tworzyć „legendę niemieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych jako niezaangażowanego w zbrodnie wojenne”. A konkretnie:”… Legenda wywodzi się od osób związanych z obroną Weizsäckera. Dawni dyplomaci, tacy jak bracia Erich i Theo Kordt, odegrali kluczową rolę w tych wysiłkach, podobnie jak inni członkowie tradycyjnej klasy wyższej, którą reprezentował Weizsäcker. jego obrońca Hellmut Becker, syn pruskiego ministra kultury Carla Heinricha Beckera , a drugim była Marion Gräfin Dönhoff , młoda dziennikarka, która ostro skrytykowała proces w „ Die Zeit” Wszyscy wiedzieli, że jeśli uda im się oczyścić Weizsäckera z zarzutów, zrehabilitowałby narodową konserwatywną, arystokratyczną i burżuazyjną klasę wyższą”.

Wybielanie przeszłości rodziny Weizsäckerów dało fantastyczne efekty i w efekcie syn Brigadeführera SS , który brał udział w napaści na Polskę , w tym w bitwie w Borach Tucholskich (1-5 września 1939 r.) już w 1954 r. został członkiem partii CDU i honorowym przewodniczącym Niemieckiego Kościoła Ewangelickiego. W 1969 r. został wybrany do Bundestagu a w 1984 r. na prezydenta Republiki Federalnej Niemiec.
Jego pomocnik w procesie Wilhelmstrasse Sigismund von Braun też nie był stratny i w 1954 r. wstąpił ponownie do służby dyplomatycznej Niemiec. W 1956 zapisał się do partii FDP i pracował w MSZ (jako szef protokołu ) a w latach 1968-1970 był stałym przedstawicielem RFN przy ONZ, co się świetnie składało, bo jego braciszek Wernher Sturmbahnführer SS von Braun od 1958 r. był w rządowej agencji USA National Aeronautics and Space Administration (NASA) dyrektorem Biura Lotów Kosmicznych a w 1970 został nawet zastępcą dyrektora NASA.

Sielankę przerwał artykuł w tygodniku francuskim „Paris Mneatch” o Wernherze von Braunie wręcz entuzjastyczny . Po artykule odezwali się francuscy więźniowie, którzy przeżyli Mittelbau –Dora i pracowali przy produkcji rakiet V-2 oraz przy kopaniu podziemnych korytarzy.

Wyszło wtedy na jaw, że Wernher von Braun osobiście wydawał rozkazy egzekucji więźniów za rzekomy sabotaż. Nikt nie wytoczył geniuszowi niemieckiemu procesu, ale atmosfera się zagęściła i Sigismund von Braun został „wycofany do ojczyzny” a w 1972 r. został mianowany ambasadorem RFN we Francji. Natomiast stary dobry Wernher w 1972 przeszedł z NASA do „prywatnego biznesu” a w 1977 zmarł na raka trzustki.

Udział rodziny von Braun w polityce niemieckiej nie zakończył się na  Sigismundzie i jego  posadzie ambasadora we Francji.

Córka Sigismunda Carola von Braun , która urodziła się w Kenii w 1942 w brytyjskim obozie internowania w latach 1979-1980 była przewodniczącą FDP w okręgu Rhein-Sieg a od 1983 r. posłanką do Bundestagu z ramienia tej partii. W latach 1984-1990 zasiadała w Senacie Berlina Zachodniego a od 1991 r. była już członkinią Federalnego Zarządu FDP. Praktycznie była jedną z czołowych polityków Niemiec tego okresu. Ale jest bardzo dyskretna, bowiem z Berlina jest bliżej do Mittelbau –Dora niż z Centrum Lotów Kosmicznych NASA.

Dostała się jednak na czołówki gazet, bowiem nie mogła się powtrzymać od wydawania partyjnych pieniędzy na prywatne bilety lotnicze, taksówki i fryzjera. I zazdrośni koledzy donieśli gdzie trzeba. Sprawa , która była określana jako „Afera Figara” została wyciszona ale danych o jej rodzinie (ma dzieci, wnuki i rodzeństwo ) nie można znaleźć w Internecie. Tak jak fotografii wszystkich tych miłych Niemców działających po wojnie w polityce – w ich pięknych uniformach zaprojektowanych przez Hugo Bossa, który zarobił na tych uniformach miliony.

Z III Rzeszy do nowej rzeczywistości i budowy Wielkich Niemiec suchą nogą przechodzili nie tylko dyplomaci i politycy z pruskiej szlachty. Liderom wielkiego niemieckiego przemysłu, którego wszyscy Niemcom zazdroszczą poszczęściło się jeszcze bardziej.

W największym skrócie rolę wielkiego biznesu niemieckiego w powołaniu do życia III Rzeszy opisują wspomnienia Friedricha „Fritza” Thyssena opublikowane w 1941 r. w USA pod tytułem „Opłacałem Hitlera”. Podobno z tych wspomnień jasno wynika, że niemiecki wielki przemysł wspierał, finansował i doprowadził do władzy Adolfa Hitlera. Sam Thyssen od początku wspierał finansowo NSDAP a w roku 1923 wsparł kwotą 100.000 marek w złocie (wówczas 23 tysiące dolarów USA) Ludendorfa . Śledczy po wojnie oszacowali łączne dotacje Thyssena na kwotę 650 tysięcy dojczmarek. Mimo, że Thyssen zerwał z nazistami w 1938 r. to jego biznesy pracowały dla wysiłku wojennego Rzeszy i korzystały z niewolniczej pracy ludzi z podbitych terenów.

Więc po wojnie „trybunał denazyfikacyjny” jakkolwiek nie skazał go na karę więzienia, to obciążył go karą finansową w wysokości 15% aktywów jego firmy Vereinigte Stahlwerke (założonej w 1926 przez Fritza na bazie Thyssen AG). Krzywdy nie miał, bowiem państwo niemieckie tak Republika Weimarska jak i III Reich traktowały firmę dającą 40% stali niemieckiej jak dobro narodowe. Kiedy w 1929 r. nadszedł kryzys światowy i części spółek córek groziło bankructwo, państwo niemieckie je znacjonalizowało aby ochronić przed bankructwem.

A kiedy nadszedł Hitler, którego Fritz Thyssen sfinansował wraz z kolegami, naziści dokonali reprywatyzacji znacjonalizowanych spółek i dali Thyssenowi takie zamówienia, że 500 tysięcy dojczmarek dane przez Vereinigte Stahlwerke na wybory w roku 1932 dla „nazi party” to w 1934 były do przodu na 33 mln tychże dojczmarek.

Taka to „symbioza” przemysłu i państwa niemieckiego, która pozostała do dzisiaj i daje przewagi gospodarce niemieckiej w konkurencji z innymi gospodarkami.

Fritz Thyssen był wyjątkowym przemysłowcem i człowiekiem: był katolikiem i moralne aspekty polityki NSDAP mu nie odpowiadały więc „odszedł” w 1938 r.

Ale inni nie mieli skrupułów. Obecny wspólnik w konglomeracie ThyssenKrupp AG czyli firma Krupp AG w stosunku do III RP wykazywał więcej niż lojalność. Ówczesny właściciel – wnuk założyciela Ferdinanda Kruppa – Alfried Krupp von Bohlen und Halbach nie tylko wspierał NSDAP z osobistych dochodów ale też został „wspierającym członkiem SS” czyli płacił spore składki na tę organizację , podobnie zresztą jak np.Wilhelm von Opel, który zdobywał właśnie ok. 37% udziału w niemieckiej produkcji samochodów osobowych.

Alfried Krupp von Bohlen und Holbach był też nie tylko członkiem paramilitarnej organizacji Nationalsozialistisches Fliegerkorps (Narodowosocjalistyczny Korpus Lotniczy) w randze Standartenführera, członkiem NSDAP od 1938 r. ale też założycielem i Przewodniczącym Rady Funduszu Niemieckiego Przemysłu i Handlu im. Adolfa Hitlera. Przedsiębiorcy zostali poproszeni przez Alfrieda o „docenienie boomu gospodarczego” i przyczynienie się z innymi do „odbudowy narodowej” (Nationaler Wiederaufbau”) czyli w tłumaczeniu na język ludzki zrobienie zrzutki na partię NSDAP i Adolfa Hitlera osobiście. Interesy NSDAP reprezentował w tej organizacji sam Martin Bormann co to zniknął z bunkra Hitlera bez śladu w 1945.

Za gorliwość i ekstra zyski z niewolniczej pracy więźniów obozów koncentracyjnych Alfried Kurpp von Bohlen und Halbach zasłużył na ekstra indywidualny „proces Kruppa” w Norymberdze.
Proces toczył się nie przed Międzynarodowym Trybunałem Wojennym ale przed Wojskowym Sądem USA a oskarżonymi był: Alfried Krupp „i 12 dyrektorów”. Krupp został w 1947 r. skazany na 12 lat więzienia i obowiązek sprzedaży firmy. Nie przyznał się do żadnej winy a znany nam już John McCloy Wysoki Komisarz ds. Niemiec w 1951 r. ułaskawił Kruppa i cofnął mu wyrok o przepadku własności Kruppa. Więc z 12 lat więzienia za pracę niewolniczą szacunkowo ok. 100 więźniów – faktycznie Alfried Krupp przesiedział niespełna 4 a firmę znowu miał na własność.

Jak widać, elity niemieckie mają dobrze opracowane techniki długofalowego dochodzenia do wytyczonych celów.

Po przemyśleniu klęski II WW przyjęły one scenariusz zamiany konfrontacji zbrojnej na gospodarczą a panowanie nad światem za pomocą bagnetu i wykorzystywania pracy niewolniczej na własny rachunek postanowili zamienić na „panowanie per procura” poprzez instytucje ponadpaństwowe, które zamierzali kontrolować.

Na czym to polegało można poczytać we wspomnieniach Charlesa De Gaulle’a o Walterze Hallsteinie: „…Był żarliwie oddany tezie superpaństwa i wszystkie swoje umiejętne wysiłki skierował na nadanie Wspólnocie charakteru i pozoru jedności. Z Brukseli, gdzie mieszkał, uczynił swego rodzaju stolicę. Siedział tam otoczony wszelkimi pułapkami suwerenności, kierując swoimi kolegami, przydzielając im miejsca pracy, kontrolując kilka tysięcy urzędników, którzy byli mianowani, awansowani i wynagradzani według własnego uznania, odbierał listy uwierzytelniające zagranicznych ambasadorów, roszcząc pretensje do wysokich zaszczytów na okazji jego oficjalnych wizyt, zatroskany przede wszystkim o dalsze połączenieSzóstki, wierząc, że presja wydarzeń doprowadzi do tego, co przewidział…”.

Jego działania w czasie pełnienia funkcji Przewodniczącego Komisji Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej w latach 1958-1967 wychodzące poza ramy statutowe tej funkcji wg De Gaulle’a to m.in.

  1. Hallstein był często przyjmowany przez prezydentów USA, chociaż komisja nie miała mandatu do spraw stosunków zagranicznych,
  2. Twierdzenie Hallsteina, że ​​jest swego rodzaju europejskim premierem,
  3. stopień ambasadora, jaki posiadają przedstawiciele 65 państw akredytowanych przy Komisji Europejskiej,
  4. przekazanie przez ambasadorów zagranicznych listów uwierzytelniających Hallsteinowi (ambasadorzy zazwyczaj przedstawiają swoje listy uwierzytelniające podpisane przez głowy swojego państwa – głowie państwa przyjmującego),
  5. udział personelu Komisji w negocjacjach Rundy Kennedy’ego w Genewie, w negocjacjach z EFTA oraz w negocjacjach z państwami pozaeuropejskimi, w szczególności z państwami Ameryki Południowej.

Sam Hallstein zgadzał się w wywiadzie dla Der Spiegel, że „nie mamy kompetencji politycznych… bo w Traktacie Rzymskim nic takiego nie ma. Ale ponosimy odpowiedzialność polityczną, ponieważ jesteśmy przedsięwzięciem politycznym a nie gospodarczym. Wspólny Rynek ma na celu polityczne zjednoczenie Europy..”.

No jakbyśmy słuchali Ursuli von der Leyen oraz innych niemieckich polityków w roku 2021.

W tych okolicznościach przyrody może warto zwrócić uwagę na to, że do stypendystów instytucji finansowanej głównie przez niemiecki rząd czyli „ Deutscher Akademischer Austauschdienst“ należały poza Sigismundem von Braunem również laureatki Nagrody Nobla w dziedzinie literatury : Swietłana Aleksijewicz, Herta Müller i Olga Tokarczuk.

Panie te w towarzystwie Elfriede Jelinek wyprodukowały jak podała w dniu 8 listopada 2021 r. TVN24 „list otwarty” do przewodniczącego Rady Europejskiej Charlesa Michela oraz do przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Davida Sassolego. W którym to liście otwartym „jako obywatelki i Europejki” zaapelowały :”… „nie odwracajmy oczu od tragedii”. Noblistki przypominają, że „polski rząd wprowadził w pasie przygranicznym Polski i Białorusi stan wyjątkowy, na mocy którego nie dopuszcza się udzielania pomocy medycznej chorym i umierającym oraz uniemożliwia się dostęp mediom do rozgrywającej się tam tragedii„.

I jak tu nie wierzyć Prezesowi, że „Niemcy chcą budowy IV Rzeszy”.  Oni potrafią wybaczyć sobie tak wiele. I mają dobre mniemanie o sobie cały czas. Oraz poczucie misji. Na szczęście czasem zdarza im się „niezrealizowana operacja „Lew Morski”. Albo przegrana operacja „Barbarossa”.

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/jaroslaw-kaczynski-o-iv-rzeszy-na-zamknietym-posiedzeniu-pis/29q9tq2
https://wiadomosci.onet.pl/kraj/historyk-zerwanie-z-niemcami-oznaczaloby-ekonomiczna-katastrofe/00qplmn
https://en.wikipedia.org/wiki/Unification_of_Germany
https://theworld-org.translate.goog/stories/2011-11-15/german-fourth-reich-emerging?_x_tr_sl=en&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc
https://en.wikipedia.org/wiki/Congress_of_Europe
https://pl.wikipedia.org/wiki/Paul_Otto_Geibel
https://en-m-wikipedia-org.translate.goog/wiki/Congress_of_Europe?_x_tr_sl=en&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc
https://www.theguardian.com/media/greenslade/2012/aug/07/angela-merkel-silvio-berlusconi
https://en-m-wikipedia-org.translate.goog/wiki/Reichsbanner_Schwarz-Rot-Gold?_x_tr_sl=en&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc
https://en.wikipedia.org/wiki/Gottfried_Graf_von_Bismarck-Sch%C3%B6nhausen
https://en-m-wikipedia-org.translate.goog/wiki/Otto_Christian_Archibald_von_Bismarck?_x_tr_sl=en&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc
https://de-m-wikipedia-org.translate.goog/wiki/Leopold_Bill_von_Bredow?_x_tr_sl=de&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc
https://en.wikipedia.org/wiki/Category:Nobility_in_the_Nazi_Party
https://en.wikipedia.org/wiki/Former_German_nobility_in_the_Nazi_Party
https://en-m-wikipedia-org.translate.goog/wiki/Diego_von_Bergen?_x_tr_sl=en&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc
https://en-m-wikipedia-org.translate.goog/wiki/Sigismund_von_Braun?_x_tr_sl=en&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc
https://en-m-wikipedia-org.translate.goog/wiki/Ernst_von_Weizs%C3%A4cker?_x_tr_sl=en&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc
https://en.wikipedia.org/wiki/Alfried_Krupp_von_Bohlen_und_Halbach
https://en.wikipedia.org/wiki/Category:F%C3%B6rderndes_Mitglied_der_SS
https://en-m-wikipedia-org.translate.goog/wiki/German_Academic_Exchange_Service?_x_tr_sl=en&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc
https://tvn24.pl/kultura-i-styl/olga-tokarczuk-swietlana-aleksijewicz-elfride-jelinek-herta-mueller-apel-noblistek-do-przywodcow-ue-nie-odwracajmy-oczu-od-tragedii-5482213

================

http://pink-panther.szkolanawigatorow.pl/rodzina-bismarckow-i-von-braunow-oraz-walter-hallstein-czyli-od-trzeciej-do-czwartej-rzeszy

PinkPanther

Patriotyczne bicie piany.

Zdrada panowie, ale stójcie cicho!” Zdrada bowiem czai się wszędzie, a pierwszą jej, ofiarą padł pobożny poseł Jarosław Gowin, który nawet z tego powodu wylądował w szpitalu. Tak w każdym razie uważa Wielce Czcigodny poseł Wypij, który – bodajże jako jedyny – pobożnego posła Gowina nie zdradził, więc coś tam musi wiedzieć. Ale to jeszcze nic w porównaniu z Jarosławem Kaczyńskim, który właśnie zdradził Polskę przy pomocy Konfederacji. Taki w każdym razie wniosek wyciągnął Donald Tusk, który odbył bliskie spotkanie III stopnia z Księżną-Małżonką Księcia-Małżonka, czyli panią Anną Applebaum, pieszczotliwie nazywaną „Jabłoneczką”. To bliskie spotkanie III stopnia jest namacalnym dowodem, że na tym etapie nie tylko mamy do czynienia z koordynacją żydowskiej polityki historycznej z polityką historyczną niemiecką, ale nawet z serdecznym porozumieniem Żydów z folksdojczami. Co z tego będą mieli Żydzi – to zostanie nam objawione w stosownym czasie, bo folksdojcze – jak to folksdojcze – zwyczajnie wykonują zadania wyznaczane w przeszłości przez Naszą Złotą Panią, a obecnie – przez Naszego Złotego Pana nazwiskiem Olaf Scholz, socjalistę, podobno jeszcze nie narodowego, ale przecież wszystko dopiero przed nami. Chodzi oczywiście o to, że niemieccy socjaldemokraci, czyli Czerwoni, spiknęli się z Zielonymi, a wiadomo, że pomieszanie koloru czerwonego z zielonym daje w efekcie brunatny.

Otóż ten brunatny rząd objawił daleko idące ambicje, ale akcenty rozkłada inaczej, niż jego brunatny poprzednik, bo o ile tamten w żadne jurystyczne ceregiele się nie bawił, to ten planuje nadać Unii Europejskiej konstytucję. W tym celu zamierza zmienić dotychczasowe traktaty ustanawiające Unię Europejską, by przekształcić ją w państwo federalne. W tym państwie ma być tak, że dotychczasowy wymóg jednomyślności ma być zniesiony, a decyzje będą podejmowane przez wyłoniony w europejskich wyborach z ponadnarodowymi listami i „wiążącym systemem najlepszych kandydatów”. No dobrze – ale jacy kandydaci będą „najlepsi”? To jasne, że najlepszymi kandydatami na listach ponadnarodowych będą folksdojcze, no i… Żydzi. Z godnie ze spiżową wskazówką Józefa Stalina, i jedni i drudzy będą stanowili propozycję nie do odrzucenia dla europejskich narodów. Ten manifest niemieckiej koalicji rządowej wywołał gwałtowną reakcję Naczelnika Państwa Jarosława Kaczyńskiego, który – jako wirtuoz intrygi – zwietrzył w tym znakomitą okazję do kolejnego uwodzenia swoich wyznawców, na których już nie bardzo działa ani katastrofa smoleńska, ani nawet makagigi w postaci reparacji wojennych od Niemiec. Wprawdzie rząd powołał specjalny instytut z Wielce Czcigodnym posłem Mularczykiem na fasadzie, ale wiadomo, że chodzi przede wszystkim o to, by Wielce Czcigodny miał dobrą rządową posadę na wypadek utraty dobrego fartu, więc tych, którzy na posady w instytucie liczyć nie mogą, nie bardzo to obchodzi. Zresztą, mówiąc nawiasem, po co tu jakiś instytut, kiedy uważający się za prezydenta Polski pan Jan Zbigniew hrabia Potocki już wyprocesował od Niemiec dla Polski ponad 800 miliardów dolarów, właśnie tytułem reparacji? Co prawda uzyskał ten wyrok w Europejskim Sądzie Polubownym, Sądzie Arbitrażowym w Ciechanowie, utworzonym przez regionalną Radę Biznesu, czy jakoś tak – w Opinogórze, ale nie ma co grymasić. Dobra psu i mucha, toteż teraz tylko ten wyrok wyegzekwować i sprawa załatwiona.

Zatem gwoli bardziej efektywnego uwodzenia swoich wyznawców, Naczelnik Państwa zwołał do Warszawy szczyt ugrupować uniosceptycznych, które opowiedziały się przeciwko federalizacji Unii. Sęk jednak w tym, że niemiecki rząd tylko wyciągnął wnioski z traktatu z Maastricht, który wszedł w życie jeszcze w roku 1993. To właśnie on zmienił formułę funkcjonowania wspólnot europejskich z konfederacji, czyli związku państw, na federację, czyli państwo związkowe. Taką Unię Europejską stręczył w 2003 roku Polakom nie tylko Jarosław Kaczyński, ale i Donald Tusk, w którym Nasza Złota Pani już wtedy szczególnie sobie upodobała. Później, to znaczy – 1 kwietnia 2008 roku, Jarosław Kaczyński, podobnie zresztą, jak Donald Tusk, głosował za upoważnieniem prezydenta do ratyfikacji traktatu lizbońskiego, który państwom członkowskim UE, w tym również Polsce, amputował ogromny kawał suwerenności – czego właśnie doświadczamy w postaci finansowych szantaży, wyroków TSUE i kar pieniężnych.

Wreszcie całkiem niedawno właśnie Jarosław Kaczyński, który w tym celu skaptował klub parlamentarny Lewicy, przeforsował w Sejmie ratyfikację ustawy o zasobach własnych Unii Europejskiej, która nadaje Komisji Europejskiej dwie nowe kompetencje: zaciągania zobowiązań w imieniu całej Unii i nakładania „unijnych” podatków. Jest to milowy krok ku federalizacji, więc mamy dwie możliwości: albo Jarosław Kaczyński od 2003 roku nie wie, co robi – ale wysuwanie takich podejrzeń byłoby bardzo niegrzeczne, albo przeciwnie – wie doskonale, tylko jest „przeciw, a nawet za”.

Wspominam o tym wszystkim, by pokazać, że zarzut, jakoby Naczelnik Państwa dopiero teraz dopuścił się zdrady, nie wytrzymuje krytyki, bo jeśli nawet, to dopuściłby się takiej samej zdrady, co Donald Tusk, który przecież za zdrajcę się nie uważa, tylko za europejsa, co jest elegancką nazwą folksdojcza.

Główną postacią szczytu była pani Maryna Le Pen, która nie tylko stwierdziła, że Ukraina leży w rosyjskiej strefie wpływów i że kiedy ona zostanie prezydentem, to Francja spłaci polskie długi z tytułu kar, jakie UE wymierza Polsce w wysokości 1,5 mln euro dziennie. Widać zatem, że wcale nie zamierza zostać prezydentem Francji, a w tej sytuacji możemy skupić się na „strefie wpływów”.

Otóż po 1990 roku Niemcy nawróciły się na linię polityczną kanclerza Bismarcka, według której Niemcy zarządzają Europą w porozumieniu z Rosją. Zewnętrznym wyrazem tego nawrócenia jest strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie, które, jak dotąd, znakomicie wytrzymało wszystkie „próby niszczące”. Kamieniem węgielnym tego partnerstwa jest właśnie podział Europy na strefę wpływów niemieckich i strefę wpływów rosyjskich, prawie dokładnie wzdłuż linii Ribbentrop-Mołotow. Warto dodać, że 20 listopada 2010 roku, na dwudniowym szczycie NATO w Lizbonie, proklamowane zostało strategiczne partnerstwo NATO-Rosja. Najtwardszym jądrem tego partnerstwa było oczywiście strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie, którego kamieniem węgielnym… – i tak dalej. Wprawdzie w drugiej połowie roku 2013 prezydent Obama wysadził to partnerstwo w powietrze, zapalając zielone światło dla przewrotu politycznego na Ukrainie, które w efekcie została częściowo rozebrana, ale teraz, gdy prezydent Biden w czerwcu i lipcu rozmawiał pojednawczo z prezydentem Putinem, to myślę, że coś tam musiał mu obiecać w zamian za obietnicę neutralności Rosji w momencie, gdy USA przystąpią do ostatecznego rozwiązywania kwestii chińskiej. Czy przypadkiem aby nie zgodę na dokończenie rozbioru Ukrainy?

Być może pani Maryna Le Pen wie coś, czego Naczelnik Państwa za żadne skarby nie chce nam powiedzieć. Tymczasem Wielce Czcigodny Paweł Kowal, co to z niejednego komina wygartywał, aż osiadł w Koalicji Obywatelskiej, podczas przesłuchania u resortowej „Stokrotki” mało nie zniósł jaja, nie mogąc doczekać się, kiedy Polska wesprze Ukrainę w związku z zapowiadanym rosyjskim uderzeniem. Pan Kowal był w przeszłości doradcą prezydenta Kaczyńskiego m.in. w sprawach ukraińskich i dzięki temu lepiej rozumiemy, dlaczego prezydent Kaczyński w stosunkach polsko-ukraińskich narobił tyle głupstw. Pan Kowal podpuszcza polską opinię publiczną, by postępowała w myśl frazesu „za wolność waszą i naszą”, ale w sytuacji, gdy możemy mieć tam do czynienia z amerykańsko-rosyjską ustawką, nie byłoby to wchodzeniem między ostrza potężnych szermierzy? Rozumiem, że przewodniczący Koalicji Obywatelskiej Donald Tusk nie miałby nic przeciwko temu, by Polska wykrwawiła się na Ukrainie, bo wtedy Niemcy tym łatwiej by nas zoperowali, ale dlaczego właściwie mielibyśmy przyjmować punkt widzenia folksdojczów?

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5085

12 grudnia 2021

Chuć władzy nie jest zaletą, lecz przestępstwem.

I. PRZYKAZANIE OGÓLNE: MIŁUJ PANA BOGA TWEGO Z CAŁEGO SERCA TWEGO I ZE WSZYSTKICH SIŁ I Z CAŁEJ DUSZY TWOJEJ

Ilustrowany podręcznik szkolny „historii biblijnej” zawiera obrazek z Mojżeszem przynoszącym z Synaju dwie tablice przykazań.Chłopca uderza nierówność podziału: na jednej tablicy tylko I- III, na drugiej aż IV- X! W tym się kryje jakaś zagadka! Przydałoby się ją rozwiązać od razu w szkole i pouczyć jako dwa ogólne przykazania są ogólnymi przykazaniami miłości i nie należy ich stawiać na jednej linii z dziesięciu szczegółowymi. One są ponad nimi! Jedno z nich tyczy miłości Boga drugie miłości bliźnich; tamto jest ujęte w trzech pierwszych przykazaniach, ta zaś w siedmiu dalszych. Pierwsze ogólne przykazanie jest jakby podsumowaniem przykazań trzech, drugie siedmiu Stąd nierówność zapisania tablic, z których jedna poświęcona jest wyłącznie stosunkowi człowieka do Boga, druga stosunkowi do bliźnich; każda ma swój dział.

Przykazanie miłości pełni się uczynkami. Czyny nasze, czy wielkie, czy drobne, mają w życiu publicznym wynikać z miłości dobra pospolitego, które należy miłować dla miłości Boga Mając się przejąć miłością ku Bogu ze wszystkich sił, nie możemy od tego wykluczać sił zbiorowych wielkich zrzeszeń. Tak powiada jednakże tylko katolicka etyka, gdy tymczasem w obu działach religijnych bizantynizmu: w prawosławiu i protestantyzmie, państwo i polityka w ogóle zwolnione są od etyki.

Według doktryny katolickiej wszelka czynność ludzka może być uświęcona. Nie ma wyjątku od tego prawidła, nie ma go też dla polityki. Wszelkie poczynanie społeczne, państwowe, narodowe, ma być przejawem tego, iż się miłuje Boga, a zatem ma być nie czym innym, jak wielkim, największym sposobem pełnienia przykazań. Katolik nie może uprawiać polityki, która byłaby sprzeczną z miłością ku Bogu. Wszyscy, którym ten stosunek obojętny, powinni wystąpić z Kościoła i zrobić to jawnie. Aut aut Wszędzie obecny Bóg, jest też obecny na sali sejmowej, w sali sądowej, w każdym urzędzie i w każdej szkole. Nie pomoże usunięcie krucyfiksów ze ścian!

Jakim prawem je usunięto? Ażeby nie „drażnić” innowierców, tj. niechrześcijan, a zatem Żydów. Usunięcie drażni atoli wszystkich chrześcijan, nie tylko katolików, lecz z tym „drażnieniem” rząd się nie liczył. Któraż wtedy religia jest w Polsce panującą? Zapewne Akcja Katolicka stanie się żywym murem, o który rozbiją się próby wyrzucenia miłości Boga z życia publicznego. Hasło etyki totalnej aż się wprasza, ażeby Akcja przyjęła je za swoje.

Gdyby więc kto zalecał w imię dobra publicznego coś takiego, co według pojęć katolickich sprzeciwiałoby się miłości Boga, będziemy w opozycji. Jakżeż może być dla katolickiego ogółu korzystnym coś, co kłóci się z miłością Boga? Naród polski jest zaś katolickim. Iluż byłoby Polaków, gdyby katolików usunąć?

Pragniemy, żeby samo piastowanie władzy w naszym państwie opierało się na miłości Bożej. Rządzić, władać, organizować, należy w imię Boże. Jeżeli, według starego zwyczaju, kupiec zaczyna swe księgi handlowe od wezwania Imienia Bożego, czemużby nie miał tego czynić-najwyższy zwierzchnik państwa i państwowi dostojnicy?

Iluż uniknęłoby się nieszczęść, gdyby dążący do władzy mieli Boga w sercu! Źle jest, gdy się otrzymuje władzę dlatego, że się doszło do niej sztuczkami. Zupełnie fałszywy jest pogląd, że skoro tylko ktoś czuje w sobie popęd, który każe mu dążyć do władzy, już tym samym godnym jest, żeby ją piastować. Jeżeli ktoś jest gotów na wszystko, byle władzę posiąść, zwykło się mówić, że jest „urodzonym władcą”! Im bezwzględniejszy, im gruntowniej pozbył się wszelkich skrupułów, tym bardziej „rodził się na władcę”?! Bynajmniej. Chuć władzy nie jest zaletą, lecz przestępstwem. Powiedziano już w starożytności: Multi omnia recta et honesta neglegant, dummodo potentiam consequantur.

Jeżeli będziemy poszukiwali głowy państwa i dostojników najwyższych wśród takich, których rozpiera żądza władzy, nie doczekamy się człowieka godnego takiego wyniesienia. Władzy nie godzi się zdobywać. Ślepa chuć władzy stanowi cechę ujemną charakteru, co gorsza jest nad żądzę złota, wygód i uciech, bo zawsze każde przewinienie i każde zboczenie staje się gorszym, gdy wkracza w życie publiczne. A chuć ta nie da się zaspokoić bez zbrodni. Tak przynajmniej uczą doświadczenia historyczne, a współczesność pouczyła nas o tym dokładnie i wciąż jeszcze poucza; tak orzekła metoda indukcyjna. Niechaj kto wskaże choć jednego pożądliwca władzy, który by doszedł był do niej, nie popełniając przestępstw, nie szerząc zła, nie stając się przynajmniej obojętnym na moralność.

Bezetyczna państwowość doprowadziła do tego charakterystycznego pojmowania polityki, jako sztuki dochodzenia do władzy. Tłumaczą nam to, że to dla dobra publicznego, żeby wykonać pewien program; a potem dodają, że ze względu na dobro publiczne muszą pilnować, żeby władzy nie utracić. W praktyce wychodzi na to, że celem rządu jest utrzymać się przy władzy i nic więcej. Sztuka dochodzenia do władzy składa się ze sztuczek, często nikczemnych, a zawsze przynajmniej amoralnych; rezultat takiego pojmowania rządów w narzucaniu

się i w zażartej obronie osobistego udziału w rządach. Ze „sztuki dochodzenia do władzy” robią się sobkowskie łowy na władzę, nie przebierające w środkach. Głównym zajęciem rządu staje się tępienie wszelkiej opozycji, co po niedługim czasie zamienia się w prześladowanie wszystkich porządnych ludzi, nie chcących się poniżać służalstwem. Rząd taki skupia około siebie zwolenników coraz wątpliwszej wartości, aż w końcu polityka bezetyczna wyradza się w sztukę robienia brudnych interesów. Nieunikniona „ewolucja”!

Należy usuwać każdego, kto popełnia nadużycia, ażeby się dorwać do władzy lub przy niej utrzymać, kto tylko narzuca się w czymkolwiek do czegokolwiek, powinien być usuwany; tym bardziej, jeżeli urządza sobie łowy na władzę w państwie.

Nie goni się za władzą, lecz tylko przyjmuje się jej brzemię, gdy okoliczności wskażą, że to jest obowiązkiem. Władzę przyjmuje się w pokorze ducha, z miłością Boga, prosząc Go o łaskę zdatności, i o wsparcie do wypełniania ciężkich obowiązków.

Dla tych powodów musimy ograniczyć dobór osób, którym można powierzyć władzę; do katolików, do wiernych synów Kościoła. Zgoda z Kościołem stanowi warunek niezbędny, a pożądanym jest coś więcej, bo czynne z Kościołem współpracownictwo.

Nie ma obawy, żeby Kościół katolicki miał zmierzać do wytworzenia cywilizacji sakralnej. Ta cywilizacja, którą już przed wiekami wytworzył, łacińska, nie tylko wystarcza najzupełniej do jego celów, ale ona jedna i jedyna może w Europie i w jej osadach być Kościołowi naprawdę pomocną. Jedno i drugie, katolicyzm i cywilizacja łacińska, stoją personalizmem. Sakralność, niwelująca życie w imię stałości i równości, wiedzie do gromadności. Gdyby Kościół dążył do „klerykalizmu”, gdyby wkroczył na drogę sakralizowania cywilizacji, podkopywałby grunt sam pod sobą. W katolicyzmie wykluczonym jest nadużywanie hasła miłości Boga celem opanowania form bytowania ludzkiego.

Teraz przejdziemy trzy pierwsze przykazania tego działu, związane bezpośrednio z obowiązkami względem Boga.

===============

teksty Feliksa Konecznego z książki „Państwo i prawo

Poszczególne przykazania z tego cyklu były już tu publikowane – ale zniszczyła je agresja na twarde dyski w mych serwerach w październiku 2021.

Podmienianie wirusa, masowa hipnoza – czyli jak wygramy

Jak widać, istnieje teraz świat, w którym ludzie są w ten sposób zahipnotyzowani. Możesz im powtarzać, aż zsiniejesz na twarzy, jakie są dane [i] fakty – to nie ma znaczenia. Są zahipnotyzowani. Tak działo się na całym świecie. Jest to konsekwencja całej tej cenzury i propagandy, której byliśmy poddawani.

−∗−

W menu na dziś danie podwójne. Wypowiedź dr Roberta Malone, twórcy technologii mRNA, na temat hipnozy jakiej uległ znaczny odsetek osób w związku z covid19, na czym polega formowanie mas i jaką drogę otwiera to do totalitaryzmu. Jako dodatek krótki film [z transkrypcją] podsumowujący hasłowo omawiane zjawiska.

Zapraszam do lektury (i oglądania).

______________***______________

Dr Robert Malone ostrzega przed „psychozą formowania mas” podczas pandemii COVID

Amerykański naukowiec dr Robert Malone ostrzegł przed „psychozą formowania mas” [mass formation psychosis] dotykającą populację podczas pandemii koronawirusa z Wuhan (COVID-19).

Według Malone’a, idea psychozy formowania mas pochodzi od psychologa i statystyka Matthiasa Desmeta z belgijskiego Uniwersytetu w Gandawie. „Kiedy [Desmet] mówi ‘formowanie mas’ [psychoza], możesz myśleć o tym jako o tłumie. Więc to psychoza tłumu. Z psychozą formowania mas jest jak z hipnozą – to naprawdę jest hipnoza”.

Malone zauważył, że apatia narodu niemieckiego wobec Holokaustu w okresie nazistowskim jest doskonałym przykładem takiej psychozy formowania mas.

„Dla przykładu, jak naród niemiecki, który jest bardzo wykształcony [i] bardzo liberalny w klasycznym sensie, składający się z ludzi myślących w zachodnim stylu, mogą tak oszaleć, że robili to, co zrobili Żydom? Jak to się mogło stać z cywilizowanym narodem?” – zapytał Malone. „To podstawowy problem, z którym ludzie się borykają, i jest to zarazem wyjaśnieniem tego. Od dziesięcioleci stanowi to główny przedmiot badań naukowych w Europie”.

Wynalazca technologii szczepionek mRNA powiedział, że aby doszło do psychozy formowania mas, musi być spełniony zestaw warunków wstępnych. Zatomizowana populacja bez więzi społecznych, która identyfikuje się tylko poprzez odrębne plemiona, w połączeniu z nieokreślonym poczuciem niepokoju i niezadowoleniem, tworzy żyzne środowisko, w którym można zasiać ziarno masowej hipnozy.

„Nie jesteśmy już ze sobą połączeni. [Jest to] poczucie nieokreślonego niepokoju, [gdzie] rzeczy nie mają sensu – i doświadczamy też jakiegoś nieokreślonego niezadowolenia spowodowanego przeświadczeniem, że coś jest nie w porządku. To, co dzieje się na świecie, wydaje się po prostu przytłaczające”.

Malone kontynuował: „Pomyśl o tym, co się stało, gdy wybuchł wirus. [Świat] dostał obsesji na punkcie tego wirusa. Nagle każdy komputerowiec na świecie był ekspertem w dziedzinie wirusologii molekularnej i epidemiologii”.

Wszyscy nagle staliśmy się maniakalnymi ekspertami, śledzącymi cały czas media, próbując dowiedzieć się, co się u diaska dzieje, ponieważ nic nie miało sensu”.

„Kiedy takie uwarunkowania zachodzą, a cała populacja skupia się na jednej rzeczy – tworzy to coś podobnego do hipnozy, gdzie… ludzie mają totalną obsesję na punkcie właśnie tej jednej rzeczy. Kiedy tak się stanie, ludzie tracą zdolność do racjonalnego myślenia i osądu”.
https://www.brighteon.com/embed/163d2b23-eada-4fd4-ae5e-74677e04eb71

Masowa psychoza toruje drogę totalitaryzmowi

Wynalazca mRNA wskazał dwie kluczowe rzeczy dotyczące psychozy formowania mas, które torują drogę dla totalitaryzmu.

Po pierwsze, autorytety wykorzystują moment, by dojść do władzy. Malone powiedział: „Wszyscy się skupiają… a potem wkraczają przywódcy [i] wykorzystują ten moment. Kiedy zostaną zidentyfikowani… lub awansowani na przywódców – tłum nie widzi zła, nie słyszy zła [i] nie mówi nic złego. Ci liderzy mogą mówić cokolwiek, to nie musi być prawda, a tłum i tak w to uwierzy”._

Po drugie, głosy sprzeciwu są tępione i wskazywane jako wspólny wróg. „Każdy, kto mówi coś, co jest sprzeczne z narracją, musi zostać zaatakowany. Te sytuacje muszą mieć wspólnego wroga; [ten ostatni był] zawsze używany do wzbudzania strachu w tłumie. Więc ten tłum, który się teraz uformował, ma centralnych przywódców, którzy cały czas go okłamują” – powiedział Malone.

tłum nie widzi zła, nie słyszy zła [i] nie mówi nic złego_

„Nawet jeśli nie miałeś tych obsesji, to doświadczyłeś tej powodzi strachu, którą byliśmy zalewani przez cały czas, 24h na dobę, na każdym kanale. Czy było to zamierzone, czy chodziło tylko o kliknięcia? Wiele wskazuje na to, że był tu pewien składnik intencjonalny. Znajdujemy się w sytuacji, w której pod względem psychologicznym byliśmy aktywnie zarządzani przez jakiś podmiot, który ma z tego korzyści finansowe lub siłę, by na tym skorzystać”.

Kontynuował: „Jak widać, istnieje teraz świat, w którym ludzie są w ten sposób zahipnotyzowani. Możesz im powtarzać, aż zsiniejesz na twarzy, jakie są dane [i] fakty – to nie ma znaczenia. Są zahipnotyzowani. Tak działo się na całym świecie. Jest to konsekwencja całej tej cenzury i propagandy, której byliśmy poddawani”.

Głosy sprzeciwu niszczą ten masowy trans

Według Malone’a, Desmet miał raczej ponure spojrzenie na przyszłość. Psycholog powiedział mu, że masowa psychoza osiągnęła punkt, w którym globalny totalitaryzm jest nieunikniony.

Pomimo tej ponurej prognozy, Malone stwierdził, że wciąż istnieje szansa by się temu przeciwstawić.

„Musimy nadal starać się dostarczać dokładnych informacji. Zamiast strachu przed wirusem, który jest irracjonalny, możemy wskazać większe zagrożenie. Zdołamy dotrzeć do ludzi, jeśli pomożemy im zrozumieć, że to, co widzimy, jest skoordynowaną, ogólnoświatową operacją wdrażania globalnego, totalitarnego rozwiązania. Totalitaryzm jest zdecydowanie większym straszydłem niż wirusy” – powiedział.

Możesz przełamać to zamieszanie w ich umysłach, jeśli podsuniesz im coś, co jest jeszcze większym zmartwieniem, czyli utrata wolności. Kiedy wyjaśnisz ludziom, że są na progu utraty swoich praw – aktywujesz ich”.

Sam Desmet wyraził potrzebę mówienia o tym otwarcie podczas swojego wcześniejszego wywiadu. „Moim zdaniem najważniejszą rzeczą, jaką powinni zrobić ludzie, jest dalsze otwarte wypowiadanie się – nawet jeśli miałoby to być proste wyrażenie dezaprobaty wobec narracji głównego nurtu” – powiedział Desmet.

„Formowanie mas jest wywoływane przez specyficzny głos, z którym jest kojarzone. Totalitarni liderzy doskonale o tym wiedzą: każdy nowy dzień rozpoczynają od trzydziestu minut propagandy, w której głos lidera nieustannie przenika do świadomości ludności. Tak więc bez środków masowego przekazu i bez możliwości konfrontowania ludzi raz po raz z głosami liderów, żadna formowanie mas nie mogłoby trwać dalej. Odwrotność tego jest również prawdą: jeśli inne głosy są dostępne w przestrzeni publicznej, masowa hipnoza zostanie zakłócona”.

MindControl.news zawiera więcej artykułów na temat psychozy formowania mas dotykającej populację podczas pandemii COVID-19.

_________________

Źródła artykułu obejmują:

Brighteon.com

JournalPulp.com

______________***______________

Jak więc wygramy?

https://api.banned.video/embed/61b0d2310b30510f180874ac

Transkrypcja ze słuchu [AC]:

Jak wielu z was pewnie już wie, cała ludzkość jest poddana ogromnym działaniom wojny psychologicznej. A profesor psychologii klinicznej Matthias Desmet, który studiował psychologię totalitaryzmu, wykonał świetną robotę, wyjaśniając, jak się tu znaleźliśmy i jak wygramy.

W dyktaturach posłuszeństwo wywodzi się z podstawowego strachu przed dyktatorem, ale totalitaryzm powoduje, że ludzie są zahipnotyzowani do posłuszeństwa. W kategoriach psychologicznych ta powszechna hipnoza jest znana jako formacja mas. A totalitaryzm zawsze zaczyna się od masowej formacji wewnątrz populacji.

Formacja mas wymaga spełnienia czterech warunków, aby mogła być wdrożona:

– [1] Masy muszą czuć się samotne i odizolowane i

– [2] ich życie musi wydawać się bezcelowe i pozbawione znaczenia.

Warunki te narastały od lat dzięki mediom społecznościowym, urządzeniom mobilnym i czteroletniemu masowemu podziałowi, jakiego można było doświadczyć podczas administracji Trumpa. To sprawiło, że ludzie ze wszystkich stron poczuli się bardziej odizolowani.

– [3] Masy muszą wtedy doświadczyć stałego nieokreślonego niepokoju,

– [4] masy muszą również doświadczyć nieokreślonej frustracji oraz agresji.

To sprawi po prostu, że nie będzie dostrzegalnego źródła tego niepokoju czy agresji.

I tak osoba zaczyna irracjonalnie pragnąć lekarstwa. Bez względu na to, jak absurdalne lub destrukcyjne może ono być.
I te warunki spotkaliśmy w 2020 roku wraz z covidowymi lockdownami i zamieszkami BLM. Teraz ludzie są już gotowi na hipnozę. A kiedy już zaakceptują eksperymentalne szczepionki, poczują solidarność, co potwierdzi całą sprawę. Nieważne jak bezsensowną. Są teraz odmienieni, nie myślą już racjonalne. Stają się bardziej nietolerancyjni i okrutni.

Jak więc wygramy?

Badania wykazały, że około 25% populacji nie daje się zahipnotyzować. Natomiast około 10% jest na hipnozę bardzo podatnych. Profesor Desmet wyjaśnia, że ​​są jeszcze inne siły. Mówi, że 30% ludzi jest teraz głęboko zahipnotyzowanych i irracjonalnie zaakceptowało eksperymentalne zastrzyki jako rozwiązanie. 40% nie jest jeszcze zahipnotyzowanych, ale automatycznie dołączy do stada. Natomiast reszta z nas widzi rzeczy wyraźnie.

To, co próbuje zrobić wróg, jest niezwykle niebezpieczne, ponieważ masy, które kiedyś uwolnią się z tego zaklęcia, będą domagać się sprawiedliwości. Dlatego stres musi być stale utrzymywany w masach, dopóki formowanie mas nie zostanie zakończone. Jesteśmy głosem sprzeciwu i chociaż możemy nie mieć dużego wpływu na te 30% zahipnotyzowanych, zdecydowanie musimy osiągnąć wpływ na te 40%, które będą chciały pójść za stadem. To my musimy stać się tym stadem. Niezależnie od tego, czy uważasz, że to wszystko dzieje się przypadkiem, czy przez spisek, czy twoje powody oparte są na religii czy zdrowiu osobistym – nasz głos sprzeciwu musi połączyć się w jedno. Musi narastać i nigdy nie zanikać. Musimy wzbudzić tę falę wątpliwości u wszystkich. Na stacji benzynowej, w sklepie spożywczym, w pracy, w domu, u sąsiadów.

Desperacko próbują sprowokować wojnę domową lub jakąś gwałtowną rewolucję, ponieważ mogą to kontrolować.

Przemoc jednak nie wyrwie ludzi z hipnozy. To tylko wepchnie w to jeszcze więcej osób. Mówienie prawdy stało się aktem rewolucyjnym. Mówienie prawdy każdemu, kogo spotkasz, uratuje ludzkość. Więc rób to cały czas.

_________________

Uzupełnienia:

Nowa Normalność – przekraczanie Rubikonu
Wprowadzenie Nowej Normalności zakończy się niepowodzeniem, jeśli zacznie być postrzegane jako polityczne (tj. jako forma totalitaryzmu). Póki co, opiera się na naszej niezdolności do dostrzeżenia tego czym jest. Tak więc […]

_________________

Ilekroć pojawia się kryzys… czyli jak zwiększyć kontrolę
Ilekroć pojawia się kryzys – czy to kryzys militarny, polityczny, gospodarczy, finansowy czy społeczny – tłum domaga się silnych przywódców, by się nim zaopiekowali. To doskonale pasuje do osób, które […]

_________________

To oni są wirusem
Wojna z wirusem zawsze była ideą przegraną. A zresztą to nigdy nie była ta wojna. Zawsze była to wojna przeciwko ludziom i przeciwko wolności. […]

_________________

Wolność od strachu czyli koniec zabawy w rządowe gry umysłowe
Przez cały czas ci, którzy są u władzy – kupieni i opłacani przez lobbystów i korporacje – posuwają się naprzód ze swoimi kosztownymi programami. A „my, frajerzy”, obarczani jesteśmy rachunkami […]

_________________

Tyrania – warunkowanie i kontrola behawioralna
Żadna „normalność” nie będzie już nigdy możliwa, dopóki zbiorowy indywidualny bunt przeciwko tej tyranii nie stanie się wspólnym rdzeniem naszego społeczeństwa. Jaka będzie nasza przyszłość bez tej aktywnej zmiany postaw […]

==========================================

AlterCabrio, 11 grudnia 2021 https://www.ekspedyt.org/2021/12/11/substytuowanie-wirusa-czyli-jak-wygramy/

Mądrość Polaków

Z niedawno przeprowadzonego sondażu United Surveys dla RMF FM i „DGP” wynika, że 56,6% Polaków poparłoby obowiązkowe certyfikaty covidowe potrzebne do tego by móc wchodzić do sklepów i galerii handlowych. Przeciwnego zdania jest 41,5%.

To świadczy o dość dobrej odporności Polaków na propagandę. Niezgodna z badaniami naukowymi narracja rządowych terrorystów wprowadzających wiele bezprawnych szykan w życiu codziennym jest wszechogarniająca. Wszystkie media głównego nurtu, wszystkie media rządowe, wszystkie media większości opozycji, prawie wszystkie partie – wszyscy oni mówią jednym totalitarnym głosem. Ta propaganda kosztuje krocie. Jedyna opozycja, która sprzeciwia się zamordystycznej polityce rządu PiS, to Konfederacja, mająca tylko 11 posłów. Głoszą swój sprzeciw małym kosztem – głównie poprzez konferencje prasowe. Więc siły oficjalnej propagandy w stosunku do krytyków opierających się na badaniach naukowych można ocenić jak 99 do 1. Mimo to tą oficjalną propagandą dało się zmanipulować tylko 56,6% Polaków, a 41,5% zgadza się z Konfederacją. To wielki sukces Konfederacji i nauki oraz totalna porażka rządowej propagandy i wspierających ją denialistów.

Dzięki temu około 40% dorosłych Polaków się nie zaszczepiło – i to wbrew powszechnej, nachalnej, natarczywej i wszechogarniającej oszukańczej propagandy. To wielki sukces Polaków. By być w tej grupie 40% mądrzejszych, nie wystarczyło tylko rozpoznać manipulacje oficjalnej propagandy – potrzebne było jeszcze upewnienie się, że szczepionki są zbędne, a zatem zapoznanie się z badaniami naukowymi, lub ich omówieniami, które to uzasadniają. Otumanionej reszcie wystarczył komunikat w TV. To, że jest aż 40% mądrych Polaków, wydaje się wręcz niewiarygodne. Jeśli oni wszyscy zagłosują na Konfederację, to może uda się wreszcie wyjść Polsce z tego socjalistycznego szamba i odzyskać niepodległość.

Tu zebrałem najważniejsze badania naukowe dotyczące pandemii: Polityczne przeziębienie

Ta mądrość Polaków jest szczególnie widoczna w porównaniu z wieloma innymi państwami czy regionami, w których poziom wyszczepienia wynosi 90% i więcej. Tam ludzie nie znają badań naukowych i bardziej ulegają propagandzie – skutkiem jest to, że u nich liczba zarażonych koronawirusem, chorujących i umierających drastycznie rośnie, rośnie bardziej niż w Polsce. Dzieje się tak dlatego, że tam nie ma żadnej parlamentarnej opozycji w stosunku do pandemicznej narracji rządów, a w Polsce mamy Konfederację. To pokazuje, że nawet 11 posłów może mieć duży pozytywny wpływ na cały kraj. No to wyobraźcie sobie, jaki będą mieć wpływ, mając 50 posłów, na co jest duża szansa, bo już bywają sondaże, gdzie Konfederacja dochodzi do 12% poparcia.

Dopóki mamy tylko 11 mądrych posłów możemy sami też być tylko mądrzy. Na szaleństwa rządu PiS większego wpływu nie mieliśmy, dlatego niestety ci bandyci swoimi działaniami doprowadzili do setek tysięcy nadmiarowych zgonów z innych powodów niż Covid-19. 50 posłów już dałoby radę to powstrzymać. Widać więc, że głosowanie na Konfederację to kwestia życia, a zaniechanie tego, to zwiększanie ryzyka śmierci.

Grzegorz GPS Świderski GPS, 11 grudnia 2021 https://www.ekspedyt.org/2021/12/11/madrosc-polakow/

PS. Notki powiązane:

JAJA BZDYKLACZY XXIV, czyli dlaczego upadło Cesarstwo Rzymskie

III Rzesza miała być tysiącletnia. To było najkrótsze tysiąc lat w dziejach świata.

Znajdujemy więc barbarzyńców u bram cesarstwa, wojska barbarzyńskie trzymające przy nich straż, mizerne postacie na tronie, triumfującą biurokrację oraz ludność upadającą liczebnie i na duchu. I ludzie pytają się, dlaczego upadło imperium rzymskie! Raczej dlaczego jeszcze trwało? (T.R.Glover, Świat starożytny)

==============

Tapir gryzmolił na karteczce wszystkie podobieństwa z naszą rzeczywistością:

  • miliony imigrantów na socjalu
  • rosnące bezrobocie
  • korupcja na najwyższym szczeblu
  • rosnąca armia biurokratów
  • triumfująca zasada „więcej państwa w państwie”
  • masowa depopulacja
  • demoralizacja
  • zarazy
  • kryzys ekonomiczny

I sam siebie się pytał: Jakim cudem to jeszcze trwa?

sigma

Plan tych z WHO: „NOWA NORMALNOŚĆ” to ciągle szpryce co parę miesięcy.

Niemcy szykują się na czwartą turę szczepień. Akcja ma ruszyć latem, najpóźniej jesienią 2022.

Szczepienia przeciw Covid-19 miały być gwarantem powrotu do normalności. Tymczasem dotychczasowe doświadczenia wskazują, że rządy wciąż sięgają po lockdowny, a „normalnością” stają się… kolejne szczepienia.

W Niemczech eksperci już wieszczą, że trzecia tura szczepień, jaka ma teraz miejsce, nie będzie ostatnią, a przed kolejnym sezonem grypowym, potrzebne będą „dawki przypominające”.

Opinię taką przekazał Ulrich Weigeldt, szef niemieckiego Związku Lekarzy Rodzinnych. W jego ocenie, kolejne szczepienie konieczne będzie latem 2022 roku, lub najpóźniej jesienią. „Lekarz” prognozuje też, że być może czwarta dawka będzie mogła być podawana wraz ze szczepionką przeciwko grypie. Nie krył też, że celem jest to, by szczepienia przeciwko koronawirusowi weszły na stałe do kalendarza i stały się rutyną.

Przyspieszaczem szczepień jest wariant Omikron. Jeśli będzie się on nadal rozprzestrzeniał, to – jak uważają „eksperci” – kolejną (czwartą) dawkę szczepionki należałoby przyjmować już po trzech miesiącach od trzeciej!

Póki co nawet producent nie wie czy czwarta dawka będzie „dostosowana” do wariantu Omikron.

[Wg. https://pch24.pl/niemcy-szykuja-sie-na-czwarta-ture-szczepien-akcja-ruszy-latem-najpozniej-jesienia ]

Przy antykulturowym ataku na międzyludzkie relacje, praktykujmy je, bo mogą nadejść jeszcze cięższe czasy.

Dzisiaj trochę bardziej osobisty materiał, jednak z morałem skierowanym do wszystkich. Jak zmieniły nas wydarzenia ostatnich lat? Pokolenie ludzi, którzy nie pamiętają czasów PRL-u, a nawet jeśli pamiętają, lecz nie byli represjonowani, nie doświadczyli wielu trudności związanych z życiem w kraju socjalistycznym. Dla takich osób ten świat, mimo wszystko mógł się wydawać w miarę spokojnym, ogarniętym miejscem. Oczywiście było słychać tu i tam o różnych kryzysach, wojnach itd. Natomiast z mojej perspektywy życie na przełomie XX i XXI wieku to było życie dosyć spokojne. Doświadczenia mogą być różne, natomiast bardzo wielu, czy nawet większość Polaków z mojego pokolenia pamięta ten czas raczej jako w miarę spokojny.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Zasadniczo jest to stan dobry, jednak ma to bardzo poważne wady. Gdy człowiek przyzwyczaja się do pewnego spokoju, do pewnego komfortu, to nie wyrabia pewnych umiejętności, pewnych zdolności, które wyrabia wówczas, gdy musi się przeboksować, gdy musi pokonać jakieś przeciwności. Bez wątpienia są osoby, które za młodu doświadczyły większych trudności i poradziły sobie z nimi. Nie mam tu na myśli takich trudności, które miażdżą, które psychicznie człowieka niszczą, a raczej jakieś nieprzyjemne zewnętrzne środowisko, zewnętrznie nieprzyjemne doświadczenia, które nie są w granicach czegoś absolutnie patologicznego, ale jednak jakoś tam człowieka hartują. Moim zdaniem te ostatnie dwa lata z mojej perspektywy był to właśnie taki czas delikatnie nas zahartował.

Co konkretnie mam na myśli? Sam fakt istnienia tego kanału, jest spowodowany przez różnego rodzaju ograniczenia. Gdyby nie to, że były ograniczenia w sposobie poruszania się, ograniczenia w działaniu szkoły, gdyby nie cała ta sytuacja, nie doszłoby do powstania tego kanału (Szkoły Akwinaty – przyp. red.) Istnienie tego kanały ma dla mnie, na poziomie charakterologicznym, bardzo duże znaczenie. Wcześniej byłem zdecydowanie mniej pewny jeśli chodzi o prezentowanie swoich poglądów, zdecydowanie mniej pewny jeśli chodzi o prowadzenie dyskusji. Moim zdaniem będąc zmuszony do wycofania się, ale jednocześnie rozzłoszczony tym co się dzieje, zostałem sprowokowany, żeby zadziałać. To było to „agere contra”, żeby jednak powiedzieć coś do tego świata, to co myślę. I to faktycznie wyrobiło we mnie nowe umiejętności i sprawiło, że jestem teraz człowiekiem dużo spokojniej prezentującym swoje poglądy, z dużo większą pewnością. Jest to potrzebne. Ma to również związek z tym, że miałem tutaj również okazję konfrontować się z różnymi poglądami, miałem okazję doświadczyć różnych argumentów i doświadczyć tego, że moje argumenty są dobre, że nie jest wcale tak łatwo je zbić, że nie znalazł się do tej pory ktoś, kto przedstawiłby istotne argumenty jeśli chodzi o kryzys Kościoła czy w ogóle o wiarę, ktoś kto by mnie jakoś zaniepokoił swoimi odpowiedziami, swoimi argumentami. To są doświadczenia bardzo potrzebne.

Dlaczego w ogóle o takich osobistych rzeczach mówię? Dlatego, że uważam, że dla polskiego społeczeństwa może to być również takie doświadczenie. Zachęcam do tego, aby nie skupiać się tylko na negatywach obecnej sytuacji, ale też dostrzec, że coraz trudniejsze warunki mają na nas również pozytywny wpływ. I w ogóle nie chodzi o to, aby w tej chwili zlekceważyć, pomniejszyć zło różnych sytuacji, w których się obecnie znajdujemy. Nie… Jeśli chodzi o nasze swobody obywatelskie mamy obowiązek ich bronić. Zachęcam wszystkich, którzy mają coś do powiedzenia, mają jakieś kanały na youtubie czy inne media, którymi się posługują, do wyrażanie sprzeciwu wobec ograniczania swobód obywatelskich i pochwały tam, gdzie te swobody zostały przywrócone, czy nie są atakowane. Ważne jest żeby ten głos był słyszalny. Mam wrażenie, że tego w ostatnim czasie trochę brakowało. Brakowało w przestrzeni publicznej głosu tych, którzy po prostu wyrażają swoje zaniepokojenie, że jakieś swobody zostają ograniczone, albo wyrażają swoje zadowolenie, że nie zostały ograniczone. Jeśli chodzi o Europę, czy w ogóle świat, to nasza Ojczyzna wypada w obecnym czasie mimo wszystko dużo bardziej wolnościowo, dużo bardziej zdroworozsądkowo niż większość krajów europejskich czy innych krajów tzw. cywilizowanego świata…

Wróćmy jednak do naszego zasadniczego tematu, czyli do tego jak trudne okoliczności wpływają na nas, jak one nas zmieniają. Moim zdaniem powinniśmy je jak najbardziej wykorzystać, powinniśmy je potraktować jako takie delikatne szturchnięcie, jako coś co warto wykorzystać, żeby się zahartować. Naprawdę mogliśmy od razu być uderzeni czymś bardzo poważnym, mogliśmy być postawieni w takiej sytuacji, jak te pokolenia, których młodość przypadła na wybuch II wojny światowej, pokolenia, które żyły już w wolnej Polsce, zaborów i I wojny nie pamiętały, a później z pewnego spokoju i dobrobytu od razu zostali rzuceni w ryk bombowców i niemieckich czołgów. My mamy tutaj pewien strzał ostrzegawczy, mamy sytuacje, które najpierw były przerażające, później nieprzyjemne – ograniczenie różnych swobód. Mamy sytuacje, w których możemy się zahartować, w których możemy sobie poradzić z pewnym strachem, zostajemy skonfrontowani z różnymi trudnościami, chociażby z naporem mediów, które próbują w nas wlać strach. Mamy okazję poradzić sobie z tym, mamy okazję w sobie to przepracować, mamy okazję wyrobić w sobie pewność siebie w relacjach z najbliższymi czy po prostu w relacjach z ludźmi, bo dziś podejście do człowieka przez niektóre media jest traktowane jako jakiś rodzaj zbrodni. Chcąc zachować normalność wystawiamy się na pewne zagrożenia, wystawiamy się na ostracyzm, na okazywanie niechęci ze strony innych ludzi. Żyjemy w czasach trudniejszych niż jeszcze 3-4 lata temu. Oprócz wskazywania na błędy, wskazywania na to, co trzeba naprawić, bo to też trzeba robić, warto spojrzeć na to jak na okazję do zahartowanie się, do ćwiczenia się w walce ze strachem, z tym, co ludzie powiedzą. To jest okazja do tego, żeby praktykować prostą, zdrową miłość bliźniego w relacjach z najbliższymi, nawet wtedy, gdy ludzie uważają, że jest to coś złego, coś strasznego, wręcz zbrodniczego. Mamy okazję doświadczyć wielkiej, głębokiej pogardy, bo z czymś takim również się spotykamy na większą skalę niż wcześniej. Wystarczy, że wyrazisz się dzisiaj sceptycznie na przykład o wprowadzonych regulacjach, zaraz przez wielu będzie to uznane za swego rodzaju oszołomstwo, które ma nas pozbawić człowieczeństwa. Nawiązuję tutaj do materiału, który niedawno widziałem, w którym jakiś niemiecki policjant deklarował, że dla niego człowiek, który nie chce się zaszczepić, to nie jest człowiek – utracił on swoje człowieczeństwo dlatego, że jest gotów narażać innych na niebezpieczeństwo.

Takie postawy niestety występują, można je spotkać również w Polsce. Oprócz patologiczności wielu tych sytuacji warto świadomie wykorzystać je do zahartowania się, do wypracowywania w sobie dobrych nawyków np. niepoddawania się presji. „Agere contra” przeciwko tym ograniczeniom, jeśli chodzi o kontakty międzyludzkie. Warto praktykować, świętować, celebrować te kontakty międzyludzkie, bo skoro widać ewidentnie taki antykulturowy atak na zwykłe międzyludzkie relacje, na spotkania, to warto im przeciwdziałać i celebrować nawet na przekór światu. Niech wiedzą, że nie dajmy się przez strach zapędzić do ciemnej komórki i nie będziemy tam siedzieć przed ekranem, tak jak „władcy tego świata” by tego chcieli. Nie! My jesteśmy wolnymi ludźmi i nie pozwolimy się traktować gorzej od niewolników. Nikt nie będzie decydował o tym z kim możemy się spotkać, a z kim nie. Nie pozwolimy na to, by władza państwowa decydowała o tym, jak mamy żyć.

W tym warto się ćwiczyć, warto to praktykować. Mogą nadejść jeszcze cięższe czasy i wtedy nam się bardzo przydadzą te umiejętności do stawiania zdrowego oporu, do bronienia swojej wolności, swojej godności. W ten sposób człowiek broni swojej godności wolnej jednostki. Świadomie wykorzystajmy te trudne czasy jako trening, jako moment do wypracowania dobrych nawyków, roztropnych nawyków, zgodnych z naszą wiarą.

Mamy też okazję, żeby zawalczyć o podstawowe prawa jeśli chodzi o cześć Bożą. Jak najbardziej mamy prawo Panu Bogu cześć oddawać. „Władcy tego świata” bardzo chętnie ograniczają nasze możliwości jeśli chodzi o służbę Bożą. W ostatnim czasie było lepiej, natomiast bywały czasy, kiedy było bardzo ciężko. W pierwszej chwili to był dla nas szok, to było coś niezwykłego. Teraz już potrafimy sobie jako tako z tym poradzić. I tutaj też praktykujmy, wyrabiajmy w sobie te nawyki, chociażby próbowali nas odciągnąć od kościołów, od Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Bądźmy świadomi, wolni i mężni. Nie ulegajmy tym, którzy nas straszą, którzy próbują nas od Pana Jezusa odciągnąć.

Jeśli dla kogoś strach i choroba są tak strasznymi wizjami, jeśli kogoś tak bardzo te rzeczy przerażają, że aż nie jest w stanie spełnić swojego podstawowego, fundamentalnego, kluczowego obowiązku – oddania Panu Bogu czci w niedzielnej Mszy Świętej, to nie wiem czy może się on nazywać wolnym człowiekiem, a już na pewno nie powinien się nazywać chrześcijaninem, katolikiem.

Praktykujmy zdroworozsądkowe zachowania, te które właśnie teraz są niepoprawne politycznie, te które właśnie teraz są przez wielu postrzegane jako niemalże zbrodnicze. Ćwiczmy się w walce o naszą wiarę, o zdrowy rozsądek, o tą zdrową, ludzką, naturalną wolność. Wykorzystajmy ten czas świadomie, ciesząc się, że mamy okazję na taki mały sparing po to, żeby przygotować się, czy to na czas pokoju, a wtedy nie zaszkodzą nam te umiejętności, czy też na prawdziwe zmagania.

Ks. Szymon Bańka (FSSPX). Wystąpienie księdza Szymona Bańki (Bractwo Kapłańskie św. Piusa X – FSSPX) wygłoszone na kanale internetowym Szkoły Akwinaty

Źródło: Szkoły Akwinaty https://www.bibula.com/?p=129708

Lekcja dobrego tonu

Tusk stał się ostatnio politykiem niepoważnym. Zachowuje się jak nastolatka nękająca nielubiane koleżanki umieszczaniem w Internecie  dyskredytujących je wpisów. Ostatnio przytoczył rozmowę z Kaczyńskim w której Kaczyński miał usprawiedliwiać rzekomą nadreprezentację nieuczciwych osób w szeregach PiS swoją filozofią władzy. Otóż podobno Kaczyński powiedział, że „sprzątać można nawet brudną szmatą”. Podobne wpisy świadczą, że Tusk do końca zdziecinniał. 

Po pierwsze jeżeli nawet taka rozmowa miała miejsce Jarosław Kaczyński mógł po prostu dzielić się z Tuskiem filozofią władzy według Bismarcka. „Ludzie nie powinni wiedzieć, jak się robi kiełbasę i politykę” miał powiedzieć ponad półtora wieku temu Otto von Bismarck. Uważał uprawianie polityki za rzecz brudną lecz konieczną. Ta jego złota myśl jest nadal zadziwiająco aktualna. 

Po drugie Tusk, który kłamał publicznie jak pies, obiecując ratowanie stoczni  przez katarskich inwestorów (jak wynikło z dementi rządu katarskiego  nigdy nie prowadził wiążących rozmów na ten temat), który w prywatnej rozmowie z synem przyznał się do pełnej świadomości oszukańczego charakteru Amber Gold, nie ma prawa wypowiadać się na tematy jakkolwiek rozumianej etyki w tym etyki władzy.

A poza tym Tusk powinien zrozumieć, że cytowanie prywatnych rozmów sprzed lat jest w bardzo złym tonie i kompromituje przede wszystkim jego samego. 

Tak się składa, że znałam dobrze środowisko spółdzielni robót wysokościowych „Świetlik” przemianowanej potem na „Gdańsk,” która jak wiadomo była kuźnią gdańskich liberałów. Z wieloma osobami z tego środowiska byłam bardzo zaprzyjaźniona w czasach gdy daleko było im do politycznych stanowisk, z nielicznymi nadal utrzymuję stosunki. Nocowali u nas gdy prowadzili roboty w Warszawie ( na przykład naprawiali elewację gmachu Intraco) i przy różnych innych okazjach, wyjeżdżaliśmy razem w góry i nad Jeziorak.. Prowadziliśmy „długie nocne rodaków rozmowy”. Czy Tusk chciałby przeczytać na przykład na twitterze co mówili na jego temat koledzy, Maciek, Marek i Grzesiek? Czy byłoby w porządku gdybym ich zacytowała? Na pewno tego nie zrobię bo żaden z nich nie żyje. Jeden zginął w Smoleńsku, drugi od wybuchu kuchenki benzynowej, a trzeci też zginął tragicznie. Te rozmowy miały licznych świadków, którzy mogliby je potwierdzić. Jedna z rozmów miała miejsce przy ognisku nad Jeziorakiem. Nie przytoczę ich jednak przede wszystkim dlatego, że jak powiedział  kiedyś Marek Nowakowski nie powinno się pluć pod wiatr. Tę metaforę rozumieją wszyscy, nie tylko żeglarze, z wyjątkiem Tuska. Poza tym nie odpowiada mi perspektywa dziurki od klucza. 

W dwudziestopięciolecie powstania spółdzielni „Świetlik” została wydana książka wspomnieniowa: „Świetlik, życie zawieszone na linie”, w której mam swój rozdział jako osoba należąca do szeroko rozumianej otuliny tego środowiska. Łatwo zauważyć, że książka ta była napisana ad usum Delphini (jak dla dziecka) przy czym autorzy  (w tym i ja) nie porozumiewali się ze sobą ani nic nie ustalali. O ile pamiętam  skupiłam się na opisywaniu wspólnych wakacji w leśniczówce koło Lędyczka, w których uczestniczyliśmy z mężem i dziećmi, sylwestrów spędzanych w dzierżawionej kiedyś przez „Świetlik” bacówce pod Turbaczem, do której jeździmy do dziś dnia już na innych zasadach, wspólnych pobytów nad Jeziorakiem, licznych imprez w gdańskich i sopockich knajpach oraz wyjazdu turystycznego ( była to tak zwana turystyka kwalifikowana ) w Alpy Bawarskie. Wszystko ciepłe, miłe, przyjazne. Jak mówią Niemcy – gemütlich.

Pomimo miłej atmosfery patrzyliśmy z mężem na fenomen „Świetlika” dość podejrzliwie. Jak mawiał mąż spółdzielnia skupiająca większość trójmiejskiej opozycji pełniła rolę zagrody do której tę opozycję niejako zapędzono. Wprawdzie „ knucie” odbywało się na ogół w łazience przy szumie puszczanej wody ale zapewniam- każda jak ja postronna osoba mogła usłyszeć to czego nie powinna słyszeć. W atmosferze rozluźnienia, podczas biesiad i wspólnych wyjazdów mówiło się dużo, zdecydowanie za dużo. Nie była potrzebna cała armia ubeków do inwigilowania tak uprawianej opozycji, wystarczył jeden zaprzyjaźniony ubek. Był zresztą taki,  który pomagał podobno  chłopcom w uzyskiwaniu paszportów i wyciągał ich z kłopotów. Uprzywilejowana pozycja, prawie monopol  „Świetlika” na rynku robót wysokościowych dowodnie świadczyły, że spółdzielnia jest prowadzona. Kto był oficerem prowadzącym nie wiem, na pewno  nie ten nieszczęsny, ujawniony ubek, podobno  sympatyczny. Nie znałam go osobiście. Polityczna kariera późniejszych „aferałów” dawała podstawy do różnych podejrzeń, ale ich ujawnianie byłoby też zupełnie nie na miejscu. Byłam kiedyś świadkiem kontroli skarbowej przeprowadzanej w lokalu firmy. Rozchichotana pani inspektor bez protestów akceptowała wyciąganie z przepastnego pudła po telewizorze niekompletnych i sprzecznych ze sobą dokumentów, na miejscu przy niej ustalano szczegóły dawno rozliczonych prac. Nigdy nie słyszałam o tak  przeprowadzanej kontroli skarbowej, było dla mnie zupełnie jasne, że spółdzielnia jest pod szczególną ochroną. Chłopcy tłumaczyli zachowanie pani inspektor swoim wyjątkowym urokiem osobistym, ale miedzy bajki to włożę. 

Tuska nie znałam osobiście, nie bywał u nas i nie wyjeżdżaliśmy razem. Raz tylko w towarzystwie (miedzy innymi) jego rodziny były na nartach moje dzieci. Ich obserwacje też zachowam dla siebie. Wyjazd na narty to miła impreza prywatna i jakiekolwiek jej komentowanie byłoby zwykłym chamstwem. Takim samym chamstwem jak przytaczanie przez Tuska w złych intencjach prywatnej rozmowy sprzed kilkudziesięciu lat. 

Tusk powinien mieć świadomość, że jeżeli przesadzi w opluwaniu rządów dobrej zmiany i samego Kaczyńskiego ktoś może wreszcie stracić cierpliwość i zdradzić mediom różne dotyczące go ośmieszające anegdoty. Na przykład jak to było gdy urządził Markowi strajk podczas pracy w elektrociepłowni i jak ten problem Marek rozwiązał.

Gdy  się chce psa uderzyć to jak mówi przysłowie kij się zawsze znajdzie.

Izabela Brodacka

================

[Dużo wspomnień kolesiów Donka, m.inn. ze Świetlika, nie tylko tych trzech tak tragicznie zmarłych, jest nagranych i spisanych – i chyba dobrze schowanych. M. Dakowski]

PAŃSTWO A DEKALOG. Feliks Koneczny.

Treścią niniejszego dziełka jest teza, że prawo ma słuszność natenczas tylko, gdy wywodzi się z etyki, a zatem same zasady państwa muszą być zgodne z zasadami etyki. W cywilizacji łacińskiej nie ma dwoistości w etyce, te same zasady obowiązują w prawie prywatnym [i publicznym, w życiu domowym i na wielkim boisku państwa. Lecz osoby, związane bliżej z ustrojem państwowym, wyrażają się zwykle o moralności w polityce bardzo sceptycznie. Oświadczają, że w zasadzie zgadzają się na samą tezę„ więc tym bardziej żałują, że to są mrzonki niewykonalne. Ich zdaniem, polityka nie da się żadną miarą pogodzić z moralnością.

Przypuszczam, że tym razem upór godzien jest w sam raz tej sprawy. Nie odstępuję od swego twierdzenia. Narażony przeto jestem na wyzwanie, żebym konkretnie wykazał, jak pojmuję stosowanie moralności w sprawach państwowych, żeby nie poprzestać na wywodach, lecz wskazać przykłady praktyczne. Nie cofam się przed tą próbą. Przypuszczam, że zrobię dobry początek, zabierając się do sprawy całkiem po prostu i przyjmując miernik znany każdemu dziecku; Dziesięcioro Bożych przykazań.

Zaczynam od fundamentu. Przyjdą zapewne inni i gmach wykończą. A styl jego będzie i być musi religijnie katolicki i cywilizacyjnie łaciński.

Zadajmy sobie pytanie wstępne, czemu moralność w ostatnich czasach tak wielce upadła i czemu propaganda etyki staje się niemal beznadziejną? Zawodzą: kler, szkoła i dom rodzinny. Niemoralność rozszerzyła się tak dalece, iż gdyby chcieć umoralniać jednostkę po jednostce, aż z tych jednostek całość się złoży trzeba by na to setek lat. Ilość osób pozyskiwana tym sposobem jest stale zbyt mała. Słowem: szerzenie etyki indywidualnej okazało się niewystarczającym i utknęło.

Przyczyna w tym, że natrafiło się na mur niemoralności w życiu publicznym. Stosunki prywatne i publiczne pozostają bowiem w nieustannej styczności, oddziaływują na siebie i stają się wzajemnie od siebie zależnymi. Stan moralny (lub niemoralny), dążności w narodzie, społeczeństwie i w państwie wpływa, i to szybko, na moralność życia prywatnego. Zrozumieć więc łatwo, czemu moralność upada za naszych czasów. Postęp zaś jej możliwym jest obecnie tylko przez moralne odrodzenia życia publicznego. Inaczej mógłby przepaść cały nasz dorobek cywilizacyjny.

Np., jeżeli państwu wolno wszystko, a zatem wolno mu nie dotrzymywać zobowiązań. Zrobiono też tak niejeden raz. Dobra szkoła dla ludności! Jeżeli osoby z takimi zasadami będą rządzić przez czas dłuższy, wszelkie umowy staną się „świstkami papieru”, aż w końcu niemożliwymi staną się w ogóle stosunki między ludźmi Musiałby nastąpić zastój całego życia społecznego, a zatem rozluźnienie, a w końcu rozkład społeczny. Naród zamieniłby się w dziką hordę, gdyby uwierzył w wszechmoc państwa. Jeżeli zaś państwo nie uznaje moralności w stosunku do obywateli, jakimże cudem mają się brać u ludności przymioty moralne względem państwa? Doszło do tego, iż usłyszeliśmy z wysokiego miejsca oświadczenie, że polityka jest właściwie fałszywą grą. Skoro osoby zajmujące się polityką mogą być fałszywymi graczami, jakżeż tedy obywatel, nie politykujący, ma prowadzić uczciwą grę ze swymi politykami?

Przeciwko „fałszywej grze” występowano z naszej strony już z początkiem XIX w. Zabrał głos mąż jak najkompetentniejszy, dyplomata zawodowy, Adam Czartoryski. W r. 1823 napisał „Essai sur le diplomatie”. Ponieważ jednak ta książka mogła dotknąć nazbyt ówczesnych suwerenów, nie mogła być ogłoszona drukiem, aż w r. 1830. Przewidywał koniec panowania austriackiego we Włoszech; radził Anglii, żeby zlikwidować „kompanię wschodnio-indyjską” i żeby rząd sam sprawował bezpośrednio władzę w Indiach; zapowiadał wreszcie, że nie będzie w Europie ni spoczynku ni bezpieczeństwa, póki się nie naprawi bezprawia rozbiorów Polski. W r. 1864 wyszło wydanie drugie. Czartoryski uznaje wielkie postępy nauk „moralnych i politycznych”, zaprowadzenie równości wobec prawa, wolność osobistą, zniesienie tortur, jawność rozpraw sądowych i szereg udoskonaleń w przewodzie karnym; lecz wszystko to tyczy spraw wewnętrznych, więc tym bardziej biada nad zacofaniem moralnym, w jakim ciągle pogrążone jest zawiadywanie sprawami zewnętrznymi. Woła, że płonne są dzieła dyplomacji, jeżeli mieści się w nich pogwałcenie prawa słabych, jeżeli nie opierają się na poszanowaniu praw narodów i nie poddają się prawu moralności. Gorszy się, że wielka polityka nie ma żadnych zasad, a pomiata wskazówkami religii, sprawiedliwości i moralności. Państwa uważają to za dowód suwerenności, że mogą być niesprawiedliwe i szkodzić sobie wzajemnie, bez żadnej kontroli. „Polityka, ustalająca stosunki międzynarodowe, była na ogół zaciętą nieprzyjaciółką rodzaju ludzkiego i główną przyczyną jego nieszczęść”. Ale przemoc, choćby długotrwała, nie ma mocy prawa i nie może go usunąć. Litera traktatów podyktowanych przemocą nie stanowi powagi sumienia ludzkiego, gdy się w nim odezwie prawo moralności. Pisze wyraźnie, że do dyplomacji należy wprowadzić sprawiedliwość i moralność, żeby polityka była ludzka i dobroczynna. Czemużby chrześcijaństwo nie miało dotrzeć w sferę stosunków międzynarodowych, w sprawy zewnętrzne państw, skoro wkraczać poczęło w ich sprawy wewnętrzne. Mówi się, że byłoby to zbyt dobre i zbyt piękne, żeby miało być możliwym. Owszem, to jest możliwe. Najwyższa to z idei geniuszu ludzkiego. Sam Bóg objawił ją przez Chrystusa. Najwyższy to cel religijny i polityczny, jaki tylko może być dostępny ludziom na ziemi. Jeżeli nie można go osiągnąć, nie trzeba przynajmniej nigdy tracić go z oczu, nie zaprzestawać nigdy wznosić się ku jego spełnieniu”. Tyle Czartoryski.

Oświadczył więc publicznie wobec dyplomatów i polityków całej Europy (a był im wszystkim dobrze znany), że z metodami ich nie solidaryzuje się, a proponuje nawrót do religii. Czytając go dzisiaj, słyszy się mimo woli słowa stare, sprzed dwu tysięcy lat, a wiecznie młode, że trzeba słuchać praw Bożych bardziej, niż ludzkich. Wielce czcigodny mąż stał przy Ewangelii i wołał, że życie publiczne nie powinno się oddalać od niej. Snujmy dalej wątek jego myśli.

Wiemy, że rządzący stoją nader często pod względem umysłowym niżej przeciętności; nie pozwalajmyż im przynajmniej na niższość moralną! Szydercy, pochodzący z innych cywilizacji, wmówili w ogół, jakoby religijność była dobrą dla dzieci, że wyrażenia katechizmowe nie nadają się do poważnej dyskusji. Wmówiono w ogół, że im wyższy szczebel oświaty, tym bardziej wypada zapominać o katechizmie. Zorientujmy się nareszcie, że ci szydercy, to w naszej cywilizacji łacińskiej ciała obce, przyprawiające nasze życie publiczne o ciężkie niemoce. Nie wahajmy się użyć w momentach stanowczych wyrażenia 0 miłości Boga. Tacy, którym wydawałoby się to „nie na miejscu” w dyskusji o sprawach wielkich zrzeszeń, niechże wiedzą, że metodę tę uznawali już w starożytności Pitagorejczycy i Platon.

Mistrz zaś katolickiej syntezy, św. Tomasz z Akwinu, poucza, jako „wszelkie stworzenie, pragnąc się doskonalić, zmierza do podobieństwa z doskonałością i dobrocią Bożą”. Czemuż tedy ma się od tego wykluczać „stworzenie politykujące”. Wyznawajmy światło, że chcemy iść tą właśnie drogą! Mając zamiar powoływać się na dekalog, wkraczam niejako w dziedzinę religii, naruszam nieco granice inter sacra et prophana: trzeba od razu postawić jasno kwestię: jak, ile i jaką metodą? Nie może ulegać wątpliwości, że katolicy mają obowiązek zajmować się sprawami publicznymi i że obowiązek ten da się nawet oprzeć na wywodach teologicznych. Robiono to już od wieków, powtarzano i przypominano w każdym niemal pokoleniu; niedawno zrobił to również nasz ksiądz Prymas Hlond.

Katolicy muszą odrzucić zapatrywanie bizantyjskie, jakoby wszelką politykę należało uznać za monopol tych, którzy dzierżą władze, nie pytając, w jaki sposób ją osiągnęli. Powiedziano: „Gdzie są dwaj albo trzej zgromadzeni w imię Moje, tam jestem pośrodku nich”. Czy pod tym warunkiem, że będą się zgromadzać tylko dla spraw prywatnych? Czy może idea Chrystusowa, gdy chodzi o sprawy publiczne, przebywa tylko pomiędzy policjantami i biurokratami? Teologicznie rzeczy biorąc, nie można przystać na taki monopol. Na pytanie o wciąganie religii do polityki odpowiadam jasno, że ’ należy rozstrząsać sprawy publiczne ze stanowiska etyki katolickiej.

Stawiam wymagania jak najskromniejsze. Upraszam o niewiele, bo tylko o przestrzeganie dziesięciorga przykazań. Mógłbym równie dobrze powiedzieć, że nie wciągając religii, nie odwołując się do niej w niczym, chcę roztrząsać sprawy ze stanowiska etyki cywilizacji łacińskiej. Albowiem cywilizacja łacińska nie tworzyła nowej etyki, lecz katolicką przyjęła jako swoją. Tak oto oba punkty obserwacyjne: cywilizacyjny i religijny są w tym przypadku identyczne i stapiają się w jeden. Cywilizacja łacińska nie jest bezetyczna, nie jest amoralna, więc też i państwo w cywilizacji łacińskiej winno przestrzegać etyki. Z tym zastrzeżeniem i wyjaśnieniem rozpocznijmy polityczny przegląd dekalogu. Tak jest, polityczny! Polityka stanowi również dział cywilizacji i to jakżeż znamienny, nie tylko dla rodzaju, lecz dla szczebla w danej cywilizacji. Skoro do cywilizacji należy wszystko, co pozostaje w związku z ustrojem życia zbiorowego, a zatem cywilizacyjny że tak się wyrażę przegląd tego życia, musi dokonać także przeglądu politycznego.

W myśl takich poglądów rozważajmy kolejno przykazania dekalogu.

===================

[Umieszczę kolejne teksty Feliksa Konecznego z książki „Państwo i prawo”, wydanej parę razy w ostatnich dziesięcioleciach. Opieram się na wydaniu WAM, z 1997 roku. Poszczególne przykazania z tego cyklu były już tu publikowane – ale zniszczyła je agresja na twarde dyski w mych serwerach w październiku 2021.

Nie szkodzi, sił mamy sporo, „rękopisy nie płoną” , jak mawiał Mistrz [ a raczej mówiono Mistrzowi..] u Michaiła Bułhakowa.

Prace te stworzone były ok. 90 lat temu, czyta się jakby wczoraj napisane… Ich wdrożenie jest niezbędne dla przetrwania Polski. Mirosław Dakowski]

Szczepienie dzieci w wieku 5-11 lat. Portugalscy lekarze mówią „nie”

Portugalska Izba Lekarska jest przeciwna planowanemu szczepieniu na COVID-19 dzieci poniżej 12. roku życia.

Władze Izby lekarskiej (OM) Portugalii wyraziły w czwartek dezaprobatę dla planowanego na drugą połowę grudnia rozpoczęcia szczepień dzieci w wieku 5-11 lat przeciwko koronawirusowi. Szczepionki rekomendowane przez resort zdrowia mają być dostępne dla najmłodszych od połowy tego miesiąca.

„Nie ma uzasadnienia naukowego”

Jak poinformował Jorge Amil Dias z kierownictwa OM, szczepienia dzieci w tej kategorii wiekowej są zbędne, gdyż wśród „600 tys. Portugalczyków w wieku 5-11 lat odnotowano niewielką liczbę zachorowań i zaledwie cztery hospitalizacje na oddziałach intensywnej terapii”.

Dias stwierdził, że plan szczepienia dzieci poniżej 12. roku życia nie ma uzasadnienia naukowego i jest zbyteczny, gdyż w gronie najmłodszych dzieci występuje już w Portugalii odporność grupowa.

Żądają ujawnienia wyników badań

Z kolei przewodniczący Izby Lekarskiej Miguel Guimaraes wezwał w czwartek służby medyczne Portugalii do ujawnienia wyników badań nad „rzeczywistym wpływem” COVID-19 na organizm dzieci poniżej 11. roku życia, a także prezentacji argumentów o rzekomych korzyściach, jakie miałyby im przynieść szczepionki.

W czwartek także kilka ugrupowań opozycji parlamentarnej zażądało od ministerstwa zdrowia Portugalii upublicznienia tego dokumentu.

Tymczasem w popołudniowym oświadczeniu szefowa rządowej Generalnej Dyrekcji ds. Zdrowia (DGS) Graca Freitas wyjaśniła, że kierowana przez nią instytucja może udostępnić jedynie krótki komunikat dotyczący wpływu szczepionek na zdrowie najmłodszych. Dodała, że raport z badania dotyczącego konieczności szczepień dzieci w wieku 5-11 lat nie może zostać opublikowany, gdyż jest „wewnętrznym sprawozdaniem” państwowej służby zdrowia.

Tymczasem w budowanej IV RZESZY (co nie daj Boże):

Kraska: 13 grudnia dotrą do Polski szczepionki dla dzieci

EMA wydała rekomendację ws. szczepień dzieci w wieku 5-11 lat

https://dorzeczy.pl/zdrowie/237568/portugalia-izba-lekarska-przeciwna-szczepieniu-dzieci.html

=================

PYTAM: czy w Polsce jest więcej lekarzy (służących Bogu i ludziom), czy „wykonawców usług medycznych” (służących sZATANOWI)? 

Dr Martyka UJAWNIA prawdę o szprycy. „Decydenci doskonale o tym wiedzieli na długo przed tym, kiedy zostało to oficjalnie ogłoszone”

dr Zbigniew Martyka, ordynator oddziału obserwacyjno-zakaźnego w Dąbrowie Tarnowskiej, odniósł się m.in. do narracji o zbawiennym działaniu szpryc. Wyjaśnił, co tak naprawdę wiemy.

Paweł Zdziarski dopytywał dr. Martykę, dlaczego państwa z „wzorcowym” poziomem zaszprycowania zanotowały następnie gwałtowny wzrost pozytywnych wyników testów. W ocenie lekarza wyjaśnienie tego zjawiska jest dość proste.

Przypomniał, że wiosną 2021 roku przestrzegał, że „wbrew propagandzie Covid-19 jest chorobą sezonową, wirus mutuje i szczepienia rozpoczęte po sezonie zachorowań prawdopodobnie nie dadzą rezultatu w nowym sezonie, czyli od października”. I wskazał, że właśnie tak się stało.

– Zastanawiające jest natomiast, dlaczego w społeczeństwach wysoko wyszczepionych ostatnia fala zachorowań jest niejednokrotnie wyższa, niż te sprzed okresu szczepień. Pozwala to wysnuć przypuszczenie, że po okresie względnej odporności, dawanej przez szczepionkę, następuje pogorszenie odporności w porównaniu do osób nieszczepionych. To tylko hipoteza, ale zdecydowanie uważam, że powinna być bardzo dokładnie zbadana – zaznaczył dr Martyka.

W odniesieniu do zapowiedzi czwartej dawki szprycy w Izraelu lekarz zgodził się, że jest to „błędne koło”. Jednocześnie podkreślił, że „nie jest to coś, czego się nie spodziewaliśmy”.

– Co więcej, nawet decydenci doskonale o tym wiedzieli na długo przed tym, kiedy został ten fakt oficjalnie ogłoszony opinii publicznej. Na początku maja tego roku, kiedy jeszcze wmawiano nam, że jesteśmy na ostatniej prostej, wystarczy się tylko zaszczepić – już wtedy władze wiedziały, że będą szczepić społeczeństwo co kilka miesięcy. Właśnie na początku maja został zaakceptowany przez Komisję Europejską nowy kontrakt z firmami Pfizer i BioNTech, przewidujący dostawę 1,8 miliarda dawek na lata 2021-2023. To jest umowa z jednym tylko producentem wskazał dr Martyka. Jak dodał, na terenie Unii Europejskiej mieszka niemal 448 mln ludzi.

– Podkreślam, ta umowa była negocjowana w czasie, kiedy nam wmawiano, że wystarczy się 2 razy zaszczepić. Już wtedy rządy doskonale sobie zdawały sprawę z tego, że to kłamstwo – dodał.

Dr Martyka odniósł się też do powtarzanych sloganów propagandowych o tym, że dzięki szprycy duża liczba zachorowań nie przekłada się na zgony. – Niestety nie mamy na to żadnych dowodów – skwitował.

Dr Martyka podkreślił, że należałoby się dokładnie przyjrzeć m.in. Singapurowi, gdzie przed akcją szprycowania umierało dziennie 1-2 osoby, natomiast przy zaszprycowaniu społeczeństwa na poziomie 85 proc. w obecnej „fali” jest 10-17 zgonów dziennie.

– Z drugiej strony mamy przykład Niemiec, gdzie po zaszczepieniu 70% społeczeństwa liczba zachorowań dwukrotnie przebiła liczby sprzed szczepień, natomiast liczba zgonów wyraźnie spadła – dodał.

W ocenie lekarza „nie można z całą pewnością powiedzieć, że dzięki szczepieniom duża liczba zakażeń nie przekłada się na zgony”. – Nie można też stwierdzić, że szczepienia przyczyniają się do zwiększenia liczby zgonów. To jest bardzo ważna rzecz, którą należy dogłębnie zbadać – wskazał dr Martyka.

https://nczas.com/2021/12/11/dr-martyka-ujawnia-prawde-o-szprycy-decydenci-doskonale-o-tym-wiedzieli-na-dlugo-przed-tym-kiedy-zostal-ten-fakt-oficjalnie-ogloszony/

=======================

Szczepienia nie zatrzymują transmisji ale przyczyniają się do lżejszego przebiegu choroby i do mniejszej liczby zgonów: vide Hiszpania, Portugalia i Włochy, Niemcy, Francja,UK.

Minister Ziobro o drakońskich ograniczeniach CO2: Uderzają zwłaszcza w Polskę.

Zbigniew Ziobro nie ma wątpliwości, że drakońskie ograniczenia dotyczące emisji CO2 mocno uderzą w europejską gospodarkę, a zwłaszcza w Polskę. Minister chce więc, by premier Mateusz Morawiecki podjął zdecydowane kroki i dążył do zawieszenia aktualnego kształtu polityki unijnej.

Zdaniem ministra sprawiedliwości, nie możemy inwestować w nieracjonalną politykę, która uderza w bezpieczeństwo Polski i Europy. Stąd też Solidarna Polska chce podjęcia działań zmierzających do zawieszenia aktualnego kształtu polityki unijnej.

Zdaniem Ziobry, obecny kurs przyjęty przez Europę jedynie wzmacnia pozycję Putina. – Wprowadzenie drakońskich ograniczeń w produkcji CO2 uderza w gospodarkę unijną i krajów europejskich. Najbardziej uderza w Polskę, bo polska gospodarka w największym stopniu oparta jest na węglu – zwrócił uwagę minister Zbigniew Ziobro.

Zdaniem ministra obecna polityka emisyjna UE oznacza, że Polska będzie musiała na przestrzeni siedmiu lat dopłacić do uprawnień 170 mld zł. – Można realizować program ograniczeń CO2, ale jeżeli to się dzieje kosztem Polaków i kosztem naszej gospodarki, jeżeli cena tzw. uprawnień CO2 bije rekordy, (…) to oznacza, że później będziemy za to płacić, ponieważ są fanaberie Unii Europejskiej – ocenił Ziobro.

Sejm przyjął w czwartek uchwałę dotyczącą wezwania państw UE do zawieszenia unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2. Parlament zauważył potrzebę jego reform.

Źródło: radiomaryja.pl MA https://pch24.pl/minister-ziobro-o-drakonskich-ograniczeniach-w-produkcji-co2-uderza-zwlaszcza-w-polske/

O sprawności samochodów elektrycznych i innych ich „zaletach”.

Fizyczny, w efekcie ekonomiczny brak podstaw stosowania samochodów elektrycznych.

Przy obecnym stanie techniki i technologii samochody elektryczne wykorzystują energię elektryczną zgromadzoną w akumulatorach. Jedynym prawdziwym i rzetelnym z punktu widzenia ekonomicznego i fizycznego porównaniem samochodu z silnikiem spalinowym i elektrycznym jest porównanie ich rzeczywistej sprawności energetycznej.

Sprawność energetyczną mierzy się za pomocą określenia stosunku energii uzyskanej do energii dostarczonej do określonego układu, w tym przypadku dla obu typów silnika. Dla dokładniejszego porównania wybieram sinik Diesla, ponieważ w elektrowniach produkujących energię elektryczną mogą pracować tego typu silniki, czy też turbiny. Współczesne turbiny parowe najczęściej stosowane w elektrowniach spalających paliwa kopalne mają podobne sprawności do silnika Diesla. Paliwem źródłowym dla obu samochodów jest więc paliwo kopalne czyli np. olej napędowy, tylko wtedy porównanie jest rzetelne. Przy zastosowaniu energetyki jądrowej będzie jeszcze gorzej, bo realne koszty wytwarzania energii tym sposobem są wyższe, o czym pisze w swojej książce „O energetyce dla użytkowników oraz sceptyków” specjalista od energetyki jądrowej prof. Mirosław Dakowski.

Do wyliczenia w/w sprawności potrzebne będą następujące dane składowe:

– sprawność silnika Diesla to ok. ssd=0,5,

– sprawność generatora prądu elektrycznego to ok. sge=0,96,

– sprawność transformacji i przesyłu energi elektrycznej do odbiorcy to ok. stp=0,85,

– sprawność ładowania akumulatora w samochodzie to ok. sla=0,9,

– sprawność odzyskania energi elektrycznej z akumulatora to ok. soe=0,95,

– sprawność silnika elektrycznego to ok. sse=0,9,

Dla samochodu z silnikiem spalinowym Diesla mamy sprawność energetyczną równą ssd=0,5.

Dla samochodu elektrycznego mamy sprawność energetyczną równą ssd x sge x stp x sla x soe x sse = 0,31. Wniosek jest prosty, samochodem z silnikiem Diesla na tej samej ilości paliwa żródłowego przejedziemy o prawie 40 % dłuższą drogę (1 – 0,31/0,5). Gdyby wziąć pod rozwagę samochód z silnkiem benzynowym, to jego sprawność wynosi ok. 0,36, a więc nadal góruje on pod względem sprawności nad samochodem z silnikiem elektrycznym.

Ponadto nasuwa się pytanie, dlaczego eliminuje się samochody z silnikami Diesla na rzecz samochodów z silnikami benzynowymi, biorąc pod rozwagę sprawność energetyczną? Twierdzenie, że silniki Diesla bardziej zanieczyszczają atmosferę jest nieprawdziwe, ponieważ współczesne silniki tego typu z różnorakimi udoskonaleniami i filtrami mniej emitują szkodliwych substancji niż silniki benzynowe, co można sprawdzić np. w dokumentacji producentów podających emisję CO2 tych silników. Silnik Diesla ma jeszcze następujące przewagi nad silnikiem benzyowym: jest dużo bardziej trwały, a paliwo do niego stanowi znacznie większą część ich żródla (ropy naftowej) niż to jest w przyadku silnika benzynowego. Ciśnie się na usta kolejne pytanie, tym razem o uzasadnienie różnicy w cenie oleju napędowego i benzyny. W sytuacji ekstremalnej silnik Diesla będzie pracował np. z olejem roślinnym, a benzynowy … ze spirytusem – to chyba ostateczny argument dla „czytelników”, bo czytwlnictwo w narodzie nie ginie.

Nie będę tutaj poruszał innych problemów jakie sprawiają samochody z silnikami elektrycznymi, np. zasięg oraz długi czas ładowania i uttylizacja akumulatorów.

Można zastanowić się nad eliminacją strat energi powstających na skutek dostarczenia energii elektrycznej do silnika elektrycznego w samochodzie i zastosować ogniwa paliwowe, które w samym samochodzie zamieniają paliwo w energię elektryczną. Sprawność takich ogniw to 0,4 – 0,6, no i jeszcze trzeba ją pomnożyć przez sprawność silnika elektrycznego (0,9). Ponadto jest to jednak technologia dalekiej przyszłości do skutecznego zastosowania w samochodzie elektrycznym. Ale i tutaj jak na dłoni widać problem z wytworzeniem paliwa do takich ogniw, bo nie ma ich w naturze. W rzetelnym rozliczeniu mależy wziąć pod uwagę energię i koszty potrzebne do wytworzenia np. wodoru.

Oczywiste wnioski nasuwają się same. Zastępowanie samochodów z silnikiem spalinowym samochodami z silnikiem elektrycznym to zabieg czysto marketingowy, podrzucany przez cwaniaków od tzw. geszeftu mało wykształconym ludziom, lub ludziom wykształconym w „akademiach gotowania na gazie” (jak mawia Stanisław Michalkiewicz).

No i jeszcze jedno oczywiste spostrzeżenie zawsze prawdziwe: Bóg jest stwórcą idealnym, perfekcyjnym pod każdym względem, a człowiek zawsze polegnie, jeżeli będzie chciał naprawiać to co On stworzył. Dostaliśmy od naszego Stwórcy wielkie dobra na ziemi i we wszechświecie, nie marnotrawmy ich (o zgrozo cała ta „ekologia” właśnie prowadzi do oczywistego marnotrawstwa). Człowiek może jedynie próbować ułatwiać sobie życie wykorzystując racjonalnie dzieło stworzenia, nigdy nie powinien próbować naprawiać tegoż dzieła, bo to zawsze kończy się porażką lub tragedią, a każde kłamstwo wcześniej czy później zostanie obnażone… ale ci kłamcy to chyba już nawet nie potrafią się wstydzić. Nie dość, że w tych kłamstwach są wyjątkowo bezczelni to jeszcze bezwstydni.

mgr. inż Zbigniew Dworakowski 2021.11.27

Polskie przyczółki Józia Bidena

Wygląda na to, że ani prezydent Józio Biden, ani jego pierwszy minister Antoni Blinken z pierwszorzędnymi korzeniami białostockimi, ani też Nasz Nowy Złoty Pan z Berlina, nie mogą się zdecydować, co z tą Polską w końcu zrobić. Jedno wydaje się pewne – o czym poinformował nas pretendujący do stanowiska ambasadora USA w Warszawie pan Brzeziński – że USA będą pilnowały, by w Polsce nikt już się nie ośmielił sprzeciwić sodomitom. W Ameryce już tak jest, więc nic dziwnego, że tamtejsi aktywiści próbują podciągnąć do tego ideału wszystkie państwa sojusznicze. Tak, jakby nie mieli innych, większych zmartwień. Może zresztą nie mają, bo – jak to mówią Rosjanie – „ot żyru biesiatsia”, czyli od dobrobytu wariują. Esperons, że jednak nie jest aż tak tragicznie, bo poza komunistyczną awangardą, w Ameryce jest jeszcze całkiem sporo ludzi normalnych, którzy kontaktu z rzeczywistością nie utracili. Wprawdzie jest to założenie zuchwałe, ale może należy do nich również prezydent Józio Biden. Jak pamiętamy, w czerwcu oddał Naszej Złotej Pani Polskę w arendę, w związku z czym Donald Tusk dostał zadanie zagospodarowania w imieniu Rzeszy tego podarowanego Lebensraum. Sęk w tym, że nie do końca wiadomo, jaki jest jego zasięg. Oto bowiem do Kongresu USA nie został zaproszony Donald Tusk, tylko jego polityczny konkurent w obozie zdrady i zaprzaństwa, Rafał Trzaskowski. Obsrał on tam Polskę – bo po to właśnie go zaprosili – ale przecież Donald Tusk też potrafiłby Polskę obsrać. Nie o samo obsranie tutaj więc chodziło, tylko o wskazanie, że Donald Tusk nie jest Najukochańszą Duszeńką Naszego Najważniejszego Sojusznika. Najwyraźniej w Ameryce uważają, że Rafał Trzaskowski nie jest przez Niemców trzymany na takiej krótkiej smyczy, jak Donald Tusk. Czy to prawda – to rzecz do dyskusji – ale powiedzmy, że prawda.

Jeśli tak, to znaczy, że podarowane Naszej Złotej Pani Lebensraum nie jest nieograniczone i że mimo oddania jej Polski w arendę, Nasz Najważniejszy Sojusznik chciałby jednak jakieś przyczółki sobie w Polsce zostawić na wypadek, gdy formacji Naczelnika Państwa powinie się noga. Nawiasem mówiąc, Naczelnik Państwa, chociaż przecież gotów w podskokach spełniać, a nawet zgadywać amerykańskie życzenia – o czym przekonaliśmy się podczas prac nad ustawą nr 447 – musiał się już znudzić tamtejszym komunistom, którzy nie mogą się już doczekać, by cały świat, a jeśli nawet nie cały, to przynajmniej tę część, którą kontrolują, przerobić na jeden wielki darkroom. Jak wiadomo, jest to pozbawiona wszelkiego światła kanciapa, do której wchodzą sodomici i rżną się z kim popadnie, raz paciakując w popielnik, a zaraz potem – w otwór gębowy – co ponoć dostarcza im niezapomnianych przeżyć.

Jeśli tak byłoby rzeczywiście, to by znaczyło, że „senator wypadł łaski” i nie pomoże mu nawet organizowanie w Warszawie zjazdów partii przez jakieś nieporozumienie nazywanych „prawicowymi”, podczas gdy tak naprawdę chodzi o różne ugrupowania socjalistyczne, zarówno narodowe, jak i internacjonalne. Na przykład taki Front Narodowy. Kiedyś odwiedziłem jego główną siedzibę w Paryżu i poprosiłem o materiały programowe, które mi podarowano. Zorientowałem się, że FN jest ugrupowaniem narodowo-socjalistycznym, oczywiście bez żadnej niemieckiej demoniczności, bo pani Maryna przed Żydami skacze dziś z gałęzi na gałąź, a jego program można streścić w krótkich żołnierskich słowach: socjal tak – ale tylko dla Francuzów.

Taka to ci prawica, zresztą taka sama, jak Prawo i Sprawiedliwość, które nawet już nie ukrywa, że chce doprowadzić do całkowitego ekonomicznego uzależnienia obywateli od państwa. To już stopniowo się dokonuje, a kropkę nad „i” może postawić „Polski Ład”, w następstwie którego coraz większa część dochodów obywateli nie będzie brała się z pracy, tylko z rządowych zasiłków. Ukoronowaniem może być minimalny dochód gwarantowany, będący przecież marzeniem Lewicy.

Jeśli tedy Nasz Najważniejszy Sojusznik znajdzie sobie u nas nowe Najukochańsze Duszeńki, które namaści na Naszych Umiłowanych Przywódców, to musi odpowiednio rozdzielić zadania. Otóż pan Trzaskowski może dostać zadanie politycznego zagospodarowania „kobiet” i sodomitów, w czym ma już sporą eksperiencję, natomiast pan Hołownia, który też jest amerykańskim wynalazkiem, najwyraźniej dostał zadanie zagrodzenia Konfederacji drogi do władzy. Jak bowiem wiadomo, Konfederacja w polityce zagranicznej sprzeciwia się robieniu na życzenie Naszego Najważniejszego Sojusznika głupstw w rodzaju zabawy w mocarstwowość z udziałem pani Swietłany Cichanouskiej. Doprowadziła ona bowiem do wepchnięcia Aleksandra Łukaszenki wraz z całą Białorusią w objęcia Putina, który już ich z tych objęć nie wypuści, do spacyfikowania przeciwników Aleksandra Łukaszenki na oczach bezradnych kibiców z całego świata i do wyaresztowania na Białorusi polskich działaczy.

Konfederacja opowiada się w polityce międzynarodowej za elastycznością, by nie zostać zakładnikiem własnej propagandy, co niestety przytrafiło się Naczelnikowi Państwa. Nie chce on brać przykładu choćby z Wiktora Orbana, który w niewolę własnej propagandy nie popadł – i właśnie dlatego nie został zaproszony przez prezydenta Józia Bidena na demokratyczny sabat w Ameryce, w odróżnieniu od Polski, której prezydent nadskakuje Żydom w sposób budzący zażenowanie i niesmak obywateli, co to jeszcze nie stracili rozumu. Wreszcie Konfederacja w sprawach gospodarczych prezentuje program odmienny od „bandy czworga”, która licytuje się, ile to wyda pieniędzy. Konfederacja nie zamierza nikomu pieniędzy dawać, ale nie zamierza też ich odbierać, poza konieczność państwową. Linia Konfederacji w polityce międzynarodowej mogłaby położyć kres instrumentalnemu traktowaniu Polski przez naszych sojuszników, którym oczywiście nie może się to podobać, a linia tej partii w polityce wewnętrznej mogłaby doprowadzić do odblokowania w Polsce narodowego potencjału gospodarczego, zablokowanego przez kapitalizm kompradorski, którego najtwardszym jądrem jest bezpieka, przez postępującą biurokratyzację państwa i przez niemiecki projekt „MittelEuropa” z 1915 roku. To też nie może się nikomu podobać, bo po co pozwalać na odblokowanie w Polsce narodowego potencjału gospodarczego? Niech pozostanie chorym człowiekiem Europy i świata, dzięki czemu pomiatać nim będzie mogła nawet banda przebierańców z Luksemburga. Toteż panu Hołowni powierzone zostało zadanie przelicytowania Konfederacji, w związku z czym zaprezentował właśnie szalenie radykalny program fiskalny: zmniejszenie podatków i uproszczenie systemu fiskalnego. To bardzo ładnie – ale, o ile mi wiadomo, nie powiedział, czy utrzyma rozbudowany przez PiS socjal, czy go zlikwiduje, albo przynajmniej ograniczy. Jeśli nie – to nieomylny to znak, że jego rewolucję podatkową śmiało można włożyć między bajki. Jest tam m.in. zapowiedź obniżenia stawki VAT do 7 proc. Dokładnie taki sam warunek na mój wniosek postawiła w 1993 roku Unia Polityki Realnej rządowi panny Suchockiej, przeciwko któremu poseł Alojzy Pietrzyk zgłosił votum nieufności. Prof. Geremek ten warunek odrzucił, nawiasem mówiąc, nie informując o tym swego koalicjanta, czyli KL-D, wskutek czego rząd upadł. Po wielu miesiącach rozmawiałem o tym z panem prof. Modzelewskim, który powiedział mi, że stawka 7 procent byłaby za mała, bo w przypadku VAT 5 procent pochłaniają koszty jego poboru. Ale pan Hołownia nie musi tego wiedzieć, bo w roku 1993 miał zaledwie 17 lat, a chłopcy w tym wieku zdobywają pierwsze doświadczenia z panienkami i ani im w głowie jakieś podatki.

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5084

KRÓTKI FILM O ZABIJANIU MAS

Zimno, ciemno i niepewnie. Grudzień. Dawniej bywał w Polsce mroźny i pełen śniegu. 40 lat temu taki był. Jak to szybko minęło… Nie chce się wierzyć, że mijają cztery dekady, od kiedy obudziliśmy się w realiach stanu wojennego. Każdemu z nas, kto doświadczył tego czasu na własnej skórze, wrył się on głęboko w pamięć, choć wielu spośród dzisiejszych czytelników zna go tylko z przekazów. Bywają one zapewne różne. Najczęściej jednak są bolesne i smutne, a nielicznym tylko chce się do nich wracać. Mnie przecież także nie pozostawiły obojętnym i odcisnęły trwały ślad na moim życiu. Ale, poza wszelkimi ciemnymi stronami, zachowałem w pamięci jedno pozytywne zjawisko, jakże wówczas powszechne, którego brak chyba najbardziej dziś doskwiera. Solidarność. Nie tą pisaną z wielkiej litery, charakterystyczną  czcionką, sierpniową i rok starszą. Tamtą grudniową, codzienną i wyczuwalnie obecną.  Było w niej coś zarówno odruchowego i naturalnego, jak też podniosłego, budującego. 

Tak się złożyło, że moje akurat pokolenie wchodziło wtedy w dorosłe życie. I zachłannie tego życia chciało się uczyć. Naukę wówczas zdobytą nosimy nadal w sercach… Dzięki wspólnocie biedy i upokorzenia, paradoksalnie poznawaliśmy, co znaczy więź i pomocna dłoń. Liczył się każdy, przyjazny gest. A były ich mnóstwo, nieustannych i codziennych. Bo jasno był zdefiniowany podział na „nas” i „nich”. Dziś też zaczyna się tworzyć, ale jakby jednak inny. 

Niezapomniane, często z konieczności wymuszonej rygorami godziny milicyjnej, nocne Polaków rozmowy. Wiele takich godzin spędziłem z, jakże mi wtedy bliskimi, trochę zaledwie starszymi ode mnie, kolegami. Ich życie prywatne zdominowane było przez górskie wspinaczki i marzenia o podróżach, ale zarówno o nich, jak i o wszystkim, co ich otaczało, opowiadali przez pryzmat kamery filmowej, która wypełniała ich życie zawodowe. Jednym z nich był niezapomniany Piotr Sobociński[1], rewelacyjny, znany później na całym świecie, operator filmowy. Syn ikony polskiej sztuki operatorskiej, Witolda[2], z którym wspólnie robili zdjęcia do filmu „O-bi, o-ba. Koniec cywilizacji”[3] Piotra Szulkina. Sam ciężko zapracował na nominację do Oscara, za zdjęcia do filmu „Trzy kolory. Czerwony”[4]Kieślowskiego. Po sukcesie tego obrazu Piotr rozpoczął pracę po drugiej stronie Atlantyku, robiąc zdjęcia między innymi do takich filmów, jak „Okup” z Melem Gibsonem w roli głównej, czy „Kraina wiecznego szczęścia” z genialnym Anthony Hopkinsem. Scott Hicks, reżyser tego ostatniego, zadedykował swój obraz właśnie Piotrowi, który zmarł w Vancouver na zawał serca, niedługo po zakończeniu nad nim prac, w roku 2001. Zmarł zresztą w tydzień po rozpoczęciu zdjęć do kolejnego filmu, zatytułowanego „24 godziny”, w którego obsadzie znaleźli się tak znani i lubiani  aktorzy, jak Kevin Bacon, Charlize Theron, czy Courtney Love. Także ten film zadedykowano pośmiertnie polskiemu operatorowi. 

Ale dzisiaj chciałbym przywołać zupełnie inny film, będący udziałem Piotra Sobocińskiego. Film, o którym mało kto pamięta, bo należy do gatunku mniej popularnego. Przypomniał o nim niedawno jeden z kanałów społecznościowych. To dokument, z roku 1986, trwający zaledwie 20 minut. Niezwykły film o zawodzie … szczurołapa. Taki też nosi tytuł. „Szczurołap”. Dokument doceniony, który zdobył nagrodę specjalną – Złotego Smoka na XXIII Międzynarodowym Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Krakowie,  Grand Prix – Złotego  Lajkonika, na XXVI Ogólnopolskim Festiwalu Filmów Krótkometrażowych, także w Krakowie oraz nagrodę profesjonalną, za zdjęcia właśnie, na tym samym festiwalu. Zajął też I miejsce w kategorii filmów krótkometrażowych podczas III Ogólnopolskiego Przeglądu „Młode Kino Polskie” w Gdańsku, ale i za granicą – w Clermont-Ferrand i Mannheim.

Właściwie, film należy po prostu obejrzeć. Jest fascynujący nie tylko dla tematu, jaki  podejmuje, ale przede wszystkim dla przejmujących zdjęć, których dziś, kiedy żywot zwierząt futerkowych zaprzęgnięto do polityki, umniejszając wartość życia ludzkiego, nie pozwolono by zrobić. Twórcom nikt zresztą nie dałby na to pieniędzy, a ich samych za sam pomysł wyrzucono by zapewne poza nawias sztuki filmowej. Z tego też powodu jest to obraz ważny, ponieważ ukazuje nam, jak przewartościowaliśmy w stosunkowo krótkim czasie, ogląd rzeczywistości. Ale jest także niezwykle istotny zwłaszcza dziś, tu i teraz, bo mówi o tym, czego staliśmy się, mniej lub bardziej świadomie, uczestnikami.

„Nie każdy może to robić. (…) one są za mądre i za inteligentne. A przy tym sprytne i nieufne, by dać się byle komu, na byle co oszukać. Trzeba do nich zabrać się z sercem, dokładnie i cierpliwie obserwować ich zachowanie. Wczuć się w psychikę. I dopiero wtedy jest szansa, że się z nimi wygra”.

Najważniejszy punkt – wyniszczyć do nogi”.

„Najpierw (…) zjednać, przynęcić, zwabić. Ostra dawka trucizny daje efekt natychmiastowy. Ale niszczy, mniej więcej, ¾ populacji. Reszta, ostrzeżona, uchodzi cało. Co więcej, przekaże swoje doświadczenie następnym pokoleniom. Stąd wniosek, że najpierw – zjednywać.”

„Najważniejsze jest, żeby nie zrazić ich do siebie. Trzeba jednak najpierw zdobyć ich zaufanie. (…) Z tą nową przynętą nie jest tak łatwo, najpierw wysyłają straceńców (…), jeśli nic im się nie stało, to (…) reszta populacji rzuca się na tę przynętę. Nabierają zaufania, po prostu. Jak już zaufają, to nie myślą i można z nimi łatwo porządek zrobić”.

„Metody muszą być wysublimowane. Na przykład odciąć od wody. Odciąć, a później wodę struć”.

„Jednak myślą, są inteligentne, ale ja jestem od nich inteligentniejszy. W związku z tym, ich szanse… nie mają żadnych. Ja muszę wygrać (…) ja zawsze wygrywałem. Tylko, za jaką cenę?”

„Po prostu lubię być podziwiany, oceniany, wyceniany”.

„Tak mi ufają, że leżą trupy obok, zdychają, a następne (…) zaufały do końca. I nie przyjdzie im do głowy, że ja mogłem je oszukać, zdradzić”.

„W ten sposób ich wyniszczam. 80-90% populacji. Zostają przywódcy… tu zaczyna się najtrudniejszy moment w walce z nimi. Przywódcy chowają się coraz głębiej, do podziemia, nie przyjmują walki ze mną. Wtedy dałbym już im wszystko, najdroższe produkty. (…) Zorientowały się, że coś jest nie tak. I wtedy pozostają inne metody”.

„Kiedy zobaczę ostatniego, tego najmądrzejszego, przywódcę… przychodzi odprężenie, zadowolenie… koniec roboty!”

Opisy filmu wskazują, że jego bohaterem jest tytułowy szczurołap, który z brutalną szczerością, beznamiętnie opowiada o swoim rzemiośle. Taki był zapewne zamysł ludzi, którzy go realizowali.

A jednak, ta wspomniana przeze mnie wcześniej, przewartościowana dziś rzeczywistość, podpowiada, że to nie on już odgrywa główną rolę w tym dokumencie.

Zimno, ciemno i niepewnie. Grudzień…

Felieton pochodzi z 50 numeru Warszawskiej Gazety


[1] https://pl.wikipedia.org/wiki/Piotr_Sobociński

[2] https://pl.wikipedia.org/wiki/Witold_Sobociński

[3] https://pl.wikipedia.org/wiki/O-bi,_o-ba._Koniec_cywilizacji

[4] https://pl.wikipedia.org/wiki/Trzy_kolory._Czerwony

  Sławomir M. Kozak
www.oficyna-aurora.pl 2021-12-10

Litwa – Już „Znak BESTII”

– sanitaryzm w pełni

Zła wiadomość jest taka, że ​​to się nie skończy. W rzeczywistości reszta świata może oczekiwać tego samego, ponieważ opinia publiczna jasno dała do zrozumienia, że ​​nie ma wystarczająco złej tyranii, aby naprawdę się zbuntować.

−∗−

W menu na dziś danie litewskie. To, co jeszcze do niedawna było zaledwie niedorzecznym koszmarem, dziś objawia się w pełni swojej grozy. I to w kraju będącym naszym sąsiadem i jednocześnie członkiem ‘cywilizowanej’ Unii Europejskiej. Mając na uwadze sytuację w Australii, Nowej Zelandii, Austrii, a teraz również na Litwie, chyba czas najwyższy zadać sobie pytanie czy tego właśnie chcemy…

Zapraszam do lektury.

____________________***____________________

Skrajny covidowy faszyzm na Litwie uniemożliwia życie osobom niezaszczepionym

Nadbałtycka Litwa wkroczyła w ósmy tydzień bardzo restrykcyjnej tyranii „Paszportów Covidowych”, a tamtejszy faszyzm jest poza wyobrażeniami.

Według doniesień, niezaszczepieni w tym kraju spotykają się z rosnącym ostracyzmem i rugowaniem z normalnego społeczeństwa. Pozbawia się ich lekarstw, opału i żywności – w zasadzie wszystkiego, czego potrzebują do życia.

Ludzie, którzy nie przyjęli szczepień, są również nachodzeni przez tajnych funkcjonariuszy policji, publicznie zastraszani, otwarcie krytykowani i pogardzani przez media. Innymi słowy, Litwa stała się piekielną krainą dla niepodporządkowanych.

Obecnie mówi się, że ten kraj ma najbardziej rygorystyczny reżim Paszportów Covidowych w całej Europie. A końca nie widać, ponieważ z dnia na dzień jest coraz gorzej.

„Bez przepustki moja żona i ja możemy wejść tylko do małych sklepów, które sprzedają głównie żywność, produkty farmaceutyczne, optykę lub artykuły rolnicze / zoologiczne” – jak poinformował pewien Litwin. „Gdziekolwiek indziej mamy zakazy”.

W chwili pisania tego tekstu osobom bez Paszportów Covidowych na Litwie nie wolno wchodzić do centrów handlowych ani dużych supermarketów. Mają też zakaz wchodzenia do sklepów odzieżowych.

„Nawet sklepy z używanymi rzeczami muszą egzekwować ten zakaz”, jak czytamy w raportach. „Nikt nie może kupić ani sprzedać bez przepustki”.

Sklepy ze sprzętem. Księgarnie. Zdrowie i uroda. Mnóstwo różnych sklepów. Bez przepustki nie wolno nam wejść. Zostaliśmy wygnani”.

Czy nadal sądzisz, że zastrzyki przeciw covid nie są częścią Znaku Bestii?

Do połowy października niezaszczepieni Litwini nadal mogli kupować żywność i lekarstwa. Jednak biurokraci rządowi uznali, że jest to zbyt pobłażliwe i zmienili zasady.

„Jeden klient na 30m2 to zbyt mało, aby znaczna część z tych sklepów mogła przetrwać” – ostrzegają.

„Przepisy biurokratów zmusiły sklepy do podjęcia decyzji: ratować własny biznes czy zabronić nam wstępu do nielicznych pozostałych placówek. Wiele sklepów – sieciowych i niezależnych – wybrało opcję zbanowania nas. Zabij lub zgiń”.

Teraz nawet mniejszym sklepom spożywczym nakazuje się egzekwowanie Paszportów Covidowych, w przeciwnym razie zostaną zamknięte. Właścicieli sklepów informuje się również, że muszą dopuszczać tylko jednego kupującego na każde 30 metrów kwadratowych powierzchni sklepowej, co sprawia, że ​​wiele biznesów jest nierentownych.

Na przykład sieć sklepów spożywczych Lidl ogłosiła 20 października, że ​​będzie obsługiwała tylko klientów „posiadających Przepustkę Możliwości” [Opportunity Pass]. Wszystkie sklepy Lidla na Litwie przestrzegają tego nowego ograniczenia.

„Rezultat: na wielu obszarach nie ma już gdzie kupić jedzenia bez przepustki”, jak ostrzegają raporty. „Supermarkety rugowały nas już od września. Teraz wyrzucają nas również małe sklepy. Jak więc kupić jedzenie? Online. Na stoiskach na świeżym powietrzu. Lub udać się do jednego z coraz bardziej malejącej liczby sklepów, które *jeszcze* nas nie wyrzucają.

Lokalne media wyjaśniły, że w większych miastach przed sklepami, które wciąż obsługiwały niezaszczepionych, tworzyły się długie kolejki. To było oczywiście zanim nowe nakazy zaczęły w pełni funkcjonować.

„Dla przestrzegających prawa obywateli, którzy nie posiadają Paszportu, pozostało niewiele możliwości robienia zakupów: zakupy online lub udanie się do kilku małych sklepów spożywczych z wejściami od strony ulicy, aptek lub targów na świeżym powietrzu”.

Prawie wszystkie apteki na Litwie prowadzą sprzedaż tylko z Paszportem, co oznacza, że ​​nie wolno im obsługiwać niezaszczepionych. A to oznacza, że każda niezaszczepiona osoba, która potrzebuje leku, nie będzie mogła go już otrzymać.

Stacje benzynowe są nieco mniej uległe, i jedna na pięć nadal obsługuje osoby niezaszczepione. W bankach wprowadzono środki segregacji, aby utrudnić proces obsługi klientom niezaszczepionym.

Nawiasem mówiąc, litewska policja popiera ten skrajny faszyzm. Teraz rutynowo ubierają się w cywilne ubrania, udając zwykłych klientów, tylko po to, by złapać sklepy na niesprawdzaniu Paszportów Covidowych.

Tajna policja w cywilu nachodzi teraz supermarkety i centra handlowe, zatrzymując ludzi by sprawdzić ich Paszporty Covidowe i dokumenty tożsamości, i potwierdzić czy dana przepustka jest ważna i należy do tej osoby” – jak możemy dowiedzieć się z raportów.

„Policja organizuje konferencje prasowe w tej sprawie. Rozmiary tych nalotów są oszałamiające. W zeszłym tygodniu ok. 200 funkcjonariuszy w cywilu dokonało nalotu na sklepy i centra handlowe. To 2,5% wszystkich oficerów w kraju. Przeprowadzili niespodziewane śledztwo na 11700 osobach. To 0,4% całej populacji”.

Gdzie to wszystko się skończy? Zła wiadomość jest taka, że ​​to się nie skończy. W rzeczywistości reszta świata może oczekiwać tego samego, ponieważ opinia publiczna jasno dała do zrozumienia, że ​​nie ma wystarczająco złej tyranii, aby naprawdę się zbuntować.

„To państwo policyjne”, ostrzegają raporty. „My kontra oni. Wyalienowanie. Zalegalizowana segregacja. Opinia, która jeszcze w 2019r była czymś odrażającym, w 2021r stała się głównym nurtem. Restrykcja za restrykcją, reżim Paszportów Covidowych zniszczył więzy, które łączą nas wszystkich w jedno społeczeństwo”.

__________________

Źródła tego artykułu obejmują:

TheReaderApp.com

NaturalNews.com

__________________

Extreme covid fascism in Lithuania is making it impossible for the unvaccinated to live, Ethan Huff, 06/12/2021

Uzupełnienia:

Katolicka Litwa i kary dla niezaszczepionych
Litwa, kraj głównie katolicki, zniewolony przez sowieckie gułagi i nazistowskie obozy koncentracyjne, prze do wprowadzenia ekstremalnych środków, by ‘ekskomunikować’ niezaszczepionych z normalnych zajęć życia codziennego.  […]

__________________

Dlaczego odmawiamy walki
Dla każdej walki, która wydaje się potencjalnie trudna lub nieprzyjemna, służalczy chrześcijanin jest gotów wymyślić szlachetnie brzmiącą wymówkę, by pozwolić złu triumfować. Wtedy po cichu czuje się dumny z siebie […]

__________________

Szczepionkowy apartheid? Stop szantażom!
Media głównego nurtu, które we współpracy z rządami forsowały narrację opowiadającą się za szczepionkami, unikały doniesień o rezolucji. W menu na dziś danie dodatkowe. Artykuł w Church Militant opisujący dekret […]

__________________

Ulegnij albo umieraj!
Te inteligentne dusze, które nadal odmawiają „szczepienia” – przygotujcie się na wykluczanie, denuncjacje, monitorowanie, groźby, wyrzucanie ze społeczeństwa, odmowę usług, nękanie i być może jeszcze coś gorszego, ale nie wycofujcie […]

__________________

Armia Nowej Normalności czyli dlaczego to robią
(…) w despotycznym społeczeństwie ludzie, którzy są najbardziej pozbawieni honoru, są najbardziej nagradzani. Nie potrzebują zasług, osiągnięć, umiejętności, ani nawet mózgu. Wszystko, co muszą zrobić, to sprzedać swoje dusze i […] https://www.ekspedyt.org/2021/12/10/litwa-sanitaryzm-w-pelni/ AlterCabrio, 10 grudnia 2021

Z cyklu „Opowieści o dobrych policjantach” – Wersja australijska

Jason Morgan „Wydaje się jakby do tego doszło z dnia na dzień”

Jacob Gissane jest australijskim policjantem z jedenastoletnim stażem. Jego dziadek był detektywem w Sydney i przepracował w policji trzydzieści jeden lat. Jacob kontynuował rodzinną tradycję, pracując w tym samym mieście co dziadek. Jacob przez większość swojej kariery zawodowej pracował w jednostce ogólnej, a później w jednostce prewencji.

Powołanie Gissane’a jest szlachetne również w innym wymiarze. Jacob powiedział mi podczas wywiadu pod koniec listopada, że rozpoczął pracę w policji, aby uzyskać stabilność, dzięki której będzie mógł założyć dużą rodzinę. On i jego żona Sarah, są gorliwymi katolikami. Swoją czwórkę dzieci uczą w domu. W trakcie narzeczeństwa byli członkami parafii Novus Ordo, dopóki przyjaciel nie zapoznał ich z tradycyjną łacińską Mszą Świętą. Jacob i Sarah zawarli ślub w tradycyjnym rycie rzymskim. Obecnie uczęszczają na Mszę Tradycyjną w pobliżu swojego domu.

Jacob Gissane, jednak nie pracuje już jako policjant. Z przykrością zrezygnował 13 listopada 2021 roku. Polecenie wydane przez komisarza policji Nowej Południowej Walii postawiło Gissane’a w bezpośrednim konflikcie z własnym sumieniem. Mógł wstrzyknąć sobie eksperymentalne serum wykonane z komórek abortowanych dzieci, albo mógł odejść z pracy z czystym sumieniem.

Po bezskutecznych próbach skierowania sprawy do sądu, pozostawiono mu trzy wyjścia: zrezygnować na własną prośbę, przyjąć szczepionkę lub zostać zwolnionym. Jacob Gissane zdecydował się przedłożyć wolę Bożą nad swoją własną.

Przez wiele miesięcy przed tym wydarzeniem, Gissane również był nękany niepokojem. Pandemia koronawirusa oraz rządowe blokady i restrykcje, których uzasadnieniem była pandemia, postawiły Jacoba w pozycji nie do obrony.

„Praca w policji w stanie Nowa Południowa Walia zaczęła przeradzać się w egzekwowanie przepisów covidowych”- opowiada Jacob. „Zostałem przydzielony do patrolowania lotnisk, a dwa razy do kontroli granicznych. Nagle wszystko kręciło się wokół covid, a nie ścigania przestępców. Mam wrażenie, że doszło do tego z dnia na dzień”.

„Jacob ciężko pracował, starał się budować swoją karierę” – dodaje Sarah. „Chciał zostać detektywem. Był skupiony na swojej pracy. Był jednak wyraźnie zaniepokojony ograniczeniami dotyczącymi covid, które kazano mu egzekwować. Zasugerowałam, abyśmy pomodlili się o radę do Świętego Józefa.”

Ukojenie na wsi

Modlitwy Gissanów do Św. Józefa zostały wysłuchane.

„Poczułem radość w sercu na myśl o perspektywie przeprowadzki na wieś” – opowiada Jacob. „Poczułem powołanie do skupienia się na naszej rodzinie, zamiast na mojej karierze”.

Wkrótce zrobili coś, o czym nigdy nie myśleli: opuścili Sydney. Gissanowie przeprowadzili się do małego prowincjonalnego miasteczka w Nowej Południowej Walii.

„Przez jakiś czas wszystko było w porządku” – mówi Sarah. „Jacob mógł bywać w domu na rodzinnych obiadach i kolacjach. Wydawało nam się, że najgorsze jest za nami”.

„Przez pewien czas polityka policji była tu łagodniejsza”, dodaje Jacob. „W szczytowym okresie lokdałnów w wariancie Delta, policjanci byli zachęcani do egzekwowania nakazów Covidowych. Ale ja nigdy nie wystawiłem mandatu za Covid. Wyglądało na to, że uda nam się przetrwać burzę.”

„Terroryści” i „Ekstremiści” na celowniku australijskiego rządu

„Ale właśnie wtedy lokdałny przyszły także do nas,” mówi Sarah. „Nasz stan przechodził na gospodarkę opartą na szczepieniach, a niezaszczepieni stali się obywatelami drugiej kategorii.”

„Jeden z moich krewnych był właścicielem kawiarni. Miał wątpliwości co do  przyjęcia szczepionki, więc z tego powodu został zmuszony przez rząd do zamknięcia kawiarni. Nie pozwolono mu prowadzić własnego biznesu, ponieważ znajdował się w 'ognisku Covidu’. Zamknął swój biznes i zastanawia się, co robić dalej”.

„Pracodawca mojej matki również wydał dyrektywę w sprawie szczepionek” kontynuuje Sarah. ” Została zwolniona z pracy za nieprzestrzeganie przepisów. Wiem o dwóch innych osobach, które są w trakcie zwolnienia z pracy, ponieważ ich pracodawcy nakazali im szczepienie.”

„Wielu katolickich biskupów w Australii przyjęło tę samą postawę co rząd” – mówi Jacob. „Pętla się zaciskała”.

Jacob mówi mi, że wprowadzono poprawki do ustawodawstwa dotyczącego inwigilacji (Surveillance Legislation Amendment Identify and Disrupt Bill 2021), które dają policji więcej uprawnień wobec terrorystów. Uprawnienia te obejmują zakłócanie danych i przejmowanie kontroli nad osobistymi kontami na platformach internetowych, nie tylko w celu gromadzenia dowodów, ale także w celu „gromadzenia danych wywiadowczych”.

Niestety, ci, którzy sprzeciwiają się nakazom, są obecnie określani przez australijski rząd jako „ekstremiści”, co sprawia, że wielu miłujących wolność Australijczyków obawia się tego, jak te uprawnienia mogą zostać wykorzystane przeciwko nim w przyszłości.

Retoryka towarzysząca próbom zachowania wolności wywołuje kolejne reakcje ze strony rządu. Na przykład, australijska senator Pauline Hanson próbowała wprowadzić ustawę Covid-19 Vaccination Status (Prevention of Discrimination) Bill 2021, aby „przywrócić wolność Australii”, jak to ujęli jej zwolennicy. W odpowiedzi, senator Hanson i jej zwolennicy zostali nazwani „ekstremistami” podczas debaty nad proponowaną przez nią ustawą.

Komunizm” w Australii: Covidowe „Gry wojenne”, Aborygeni w obozach

Z zewnątrz sytuacja w Australii wygląda bardzo źle. Wiele amerykańskich serwisów informacyjnych, nawet mediów reżimowych, informuje o drakońskich warunkach narzuconych przez rząd australijski własnym obywatelom.

Wewnętrznie, jak się wydaje, sytuacja wygląda jeszcze gorzej.

„Na Terytorium Północnym”, mówi mi Sarah, „rząd zarządził, że ci, którzy są w bliskim kontakcie z zarażonymi i mają pozytywny wynik na obecność wirusa, zostaną przeniesieni do obozów kwarantanny”. Wielu ludzi żyjących w tych odległych zbiorowościach jest pochodzenia aborygeńskiego. Rząd nazywa takie obozy, „Centrum Narodowej Odporności”. 

„W Australii Zachodniej, mówi Sarah, policja przeprowadza pięciotygodniową akcję, chodząc od drzwi do drzwi, co nazywają misją 'edukacyjną’, aby rozwiać błędne informacje i 'zachęcić’ ludzi do przyjęcia szczepionki. Akcja jest zarządzana przez koordynatora d/s szczepień w Australii Zachodniej i stanowego koordynatora ds. sytuacji kryzysowych, Chrisa Dawsona. Sydney było świadkiem podobnych scen oraz jednych z najsurowszych lokdałnów w tym roku, nawet z zaangażowaniem australijskich sił zbrojnych wspierających policję.

„Sprowadza się to do tego” – kontynuuje Sarah – „że rząd pierwotnie wyznaczył cel szczepień na poziomie siedemdziesięciu procent, ale tylko dziesięć procent ludzi zakasało rękawy, aby się zaszczepić. Rząd użył więc przemocy, aby osiągnąć swój limit. Następnie kontynuował przesuwanie tego limitu. Teraz wyznaczają cele na poziomie nawet dziewięćdziesięciu pięciu procent”.

Minister Pracy, Stuart Ayres oświadczył na konferencji prasowej, że „wszyscy są odpowiedzialni” za otrzymanie zastrzyku wzmacniającego, jeśli „chcą pozostać w pracy”.

„Myśleliśmy, że żyjemy w demokracji”, kontynuuje Sarah, „ale teraz widzimy, że jest to komunizm pod fasadą demokracji„.

Jacob powiedział mi, że wojsko jest zaangażowane w pomoc policji w transporcie ludzi do obozów na Terytorium Północnym. Jak można sobie wyobrazić, nie sprzyja to złagodzeniu obaw Australijczyków, że ich kraj zamienia się w państwo policyjne. 

Większość australijskich stanów przygotowuje obozy do kwarantanny” – mówi Sarah. „Obawiamy się, jak mogą one zostać wykorzystane w przyszłości. Premier Wiktorii, Daniel Andrews, wspomniał, że obozy budowane w Wiktorii mogą być w przyszłości wykorzystane dla osób nieszczepionych. Australia jest w tym momencie naprawdę przerażającym miejscem do życia„.

„Niestety”, dodaje Jacob, „nasz rząd nie przestrzegał praw człowieka przez ostatnie dwa lata, a wśród Australijczyków panuje poczucie strachu w związku z tym, jak sprawy mogą eskalować w nadchodzących miesiącach”.

Wygląda na to, że wszystko to zostało zaplanowane” – mówi Sarah. „Zbudowali odpowiedni aparat i teraz tylko realizują plan. Od lat postępowcy i globaliści są umieszczani na kierowniczych stanowiskach, nie tylko w rządzie, ale w całym życiu społecznym.”

Pytam Gissanów, jak to tego doszło? Podobnie jak wielu Amerykanów, zawsze myślałem o Australii jako o kraju, mówiąc wprost, Krokodyla Dundee – radosnego i serdecznego ludu, który potrafi spojrzeć na każdą sytuację z dobrej strony. Znałem osobiście wielu Australijczyków i nie potrafię sobie przypomnieć żadnego, który nie byłby przyjazny, dobrze wychowany, otwarty i gotowy do pomocy przyjacielowi. Jak to się stało, że taki wspaniały kraj i ludzie znaleźli się w tak głębokim i ciemnym dole?

Jacob odpowiada, że przez lata Australia była podkopywana od wewnątrz przez rozpasaną moralność. Parady LGBT, ” Sodomicki karnawał” w Sydney, obsesja wielokulturowości, atakowanie twardego australijskiego ducha przez establishment, przygotowały naród do poddania się tyranii cowida.

Na krótką metę „gry wojenne” mogą dotyczyć tylko Covid, ale w dłuższej perspektywie jest już oczywiste, że globaliści stosują w Australii tę samą taktykę obłędu i dezorientacji, którą stosowali w wielu innych miejscach na świecie.

Żadnych wyjątków dla funkcjonariuszy policji i ANZACS (wojska australijskie i nowozelandzkie)

Rząd australijski, pod każdym względem, szybko umacnia swoją tyranię.

„To, co widzimy teraz, to całkowite lekceważenie przekonań religijnych i obaw dotyczących wpływu szczepionki na zdrowie.” – mówi mi Jacob.

„W Nowej Południowej Walii”, kontynuuje, „bardzo mała grupa z kilkunastu tysięcy policjantów otrzymała zwolnienie ze szczepionki. Wszystkie wnioski o zwolnienie oparte na przekonaniach religijnych lub etycznych otrzymały odpowiedzi odmowne. Wyglądało to tak, jakby władze nawet ich nie czytały.

„Kiedy wnioskodawcy dostarczali zaświadczenia lekarskie, poświadczające możliwe zagrożenie dla wnioskodawcy, gdyby miała lub miał przyjąć szczepionkę, biuro komisarza wysłało swoich własnych lekarzy do 'przeglądu’ tych wniosków. Według mojej wiedzy, nawet wnioski z załączonymi listami lekarzy były odrzucane.”

Nie jest też tak, że Australijczycy przyjmują to traktowanie bez sprzeciwu. Podobnie jak w Stanach Zjednoczonych, w Australii odbywają się wielkie protesty przeciwko temu, co wielu określa mianem totalitaryzmu, komunizmu i tyranii władzy. Ale – podobnie jak w Stanach Zjednoczonych – establishment medialny w dużej mierze milczy na temat tych protestów.

„Około stu tysięcy ludzi wyszło na ulice w Sydney 20 listopada, aby zaprotestować przeciwko obowiązkowym szczepieniom i ogólnemu zamachowi na wolność Australijczyków” – mówi Sarah. „Prasa głównego nurtu zminimalizowała te ogromne manifestacje. Używają pejoratywnych określeń, takich jak 'antyszczepionkowcy’ i 'antyrządowi’ manifestanci. Te określenia dzielą społeczeństwo i odwracają uwagę od prawdziwych problemów, czyli utraty naszych wolności.”

Jacob wspomina Monicę Smit, która, jak czytelnicy The Remnant pamiętają, została uwięziona w Australii za zorganizowanie protestu przeciwko obowiązkowi szczepień. Smit została również aresztowana za relacjonowanie działań policyjno-administracyjnych swojego rządu w ramach swojej pracy dziennikarskiej.

Jednak nie wszyscy protestujący byli traktowani jednakowo.

„Antifa zorganizowała kontr-protest  w Melbourne” – mówi mi Jacob. „Zobaczyliśmy podwójne standardy. W poprzednich tygodniach widziano, jak policja używała gumowych kul wobec przeciwników szczepień. Kiedy w Melbourne tłumy Antify stały się agresywne wobec dziennikarza, kazano mu odejść, ponieważ zakłócał spokój. Protestującym z Antify pozwolono kontynuować protest pomimo ich agresywnego zachowania.

To wszystko  powoduje, że wielu Australijczyków z wielkim smutkiem patrzy na swój kraj. „Istnieje poczucie strachu przed publicznym wypowiadaniem się o tym, co się tutaj dzieje. Martwisz się o swoją rodzinę i o konsekwencje, jakie mogą wyniknąć z tego, co mówisz” – mówi Sarah.

„Zobaczyłam w Internecie zdjęcie z protestu, który odbył się 20 listopada w Sydney”, kontynuuje Sarah. „Był na nim weteran ANZAC, mężczyzna obwieszony medalami. Wyglądał jakby był weteranem wojny w Wietnamie”.

ANZACS to legendarni żołnierze z Australii i Nowej Zelandii, którzy walczyli z ogromnym męstwem w kampaniach pierwszej i drugiej wojny światowej, a także w innych konfliktach, w tym w Wietnamie.

„Bardzo mi było smutno, gdy go zobaczyłam” – powiedziała Sarah. „On i jemu podobni walczyli o wolność przeciwko nazistom i komunistom. Teraz, jako już starszy człowiek, wrócił do walki o uwolnienie swojej ojczyzny od tych samych sił, które zniewoliły tak wiele innych miejsc na świecie.”

Okrucieństwo Covidowego Porządku Świata 

W końcu nadszedł dzień, w którym szef Jacoba postawił mu ultimatum. Komisarz policji Nowej Południowej Walii, Michael Fuller, dał wszystkim funkcjonariuszom do wyboru: albo poddanie się szczepieniu, albo rezygnację z pracy na własne żądanie, albo zwolnienie.. Jacob wyczerpał cały swój płatny urlop, walcząc z obowiązkiem szczepienia. Wraz z kilkuset kolegami policjantami, starał się o wniesienie pozwu zbiorowego. Nie powiodło to się jednak z powodu braku funduszy.

Po zasięgnięciu dalszej niezależnej porady prawnej i rozmowie ze związkiem zawodowym policjantów, funkcjonariusze zostali poinformowani, że zaskarżanie komisarza będzie daremne. Ich los był przesądzony.

„Funkcjonariuszom powiedziano, że będą mogli sami się reprezentować w sądach” – mówi Jacob. „Ale ja nie mam pojęcia, jak to zrobić, a jeśli nawet profesjonalni prawnicy nie wezmą naszych spraw, to jak my  moglibyśmy to zrobić?”

Chaotyczne ograniczenia cowidowe mogą łatwo przerodzić się w okrucieństwo.

„Znam kilku policjantów, którzy podupadli na zdrowiu psychicznym z powodu tych przepisów”, kontynuuje Jacob, jego głos się obniża. „Niektórzy zostali zdiagnozowani z PTSD (zespół stresu pourazowego) z powodu tego, co widzieli na służbie. Potem nadszedł obowiązek szczepień i to doprowadziło ich na skraj wytrzymałości nerwowej. Oddali tej pracy swój umysł, teraz władza zażądała ich ciała.”

A także ich duszy, pomyślałem sobie.

„Nie chodzi tylko o policję, ale o wszystkich” – dodaje Jacob. „Znam ojca dziesięciorga dzieci, katolika, który żyje teraz z oszczędności, sprzedaje meble, aby zapłacić za prąd i nakarmić swoją rodzinę, oczekując, aż zakończy się ostatnia runda lokdałnu w połowie grudnia. Ma nadzieję, że wtedy będzie mógł poszukać jakiejś pracy.

„Na razie wszyscy ufamy Bogu”.

Nie wszyscy Australijczycy są jednak w tak tragicznym położeniu. Wydaje się, że wielu biskupów radzi sobie doskonale. Na przykład, w połowie grudnia mija termin, do którego arcybiskup Brisbane, Mark Coleridge zobowiązał księży, aby byli w pełni zaszczepieni. Księża, którzy nie zastosują się do tego wymogu, zostaną poproszeni o dobrowolne ustąpienie z obowiązków duszpasterskich. Księża, którzy nie ustąpią po tym jak zostaną o to poproszeni, mogą zostać suspendowani. „Nie będę brał pod uwagę sprzeciwu sumienia” – pisze abp Coleridge. Stanowisko pracy zaszczepionego arcybiskupa jest jak na razie bezpieczne.

Słuchaj Boga, bez względu na koszta”

Gissanowie mieszkają w mieszkaniu służbowym. Być może będą mogli zostać tam do lutego, ale jeśli miejsce Jacoba zostanie szybko obsadzone, komendant ma prawo ich eksmitować z kilkutygodniowym wyprzedzeniem. Wydaje się to prawdopodobne, Gissanowie mówią mi, że kiedy tylko komendant znajdzie kogoś na miejsce Jacoba, tak właśnie zrobi.

„Nie wiemy, czy pozwolą nam tu zostać na Boże Narodzenie” – mówi Sarah. Wspomina o rodzinie Hancocków, przedstawionej w ostatniej odsłonie „Opowieści o dobrych policjantach” w The Remnant.

„Mój mąż i ja jesteśmy w podobnej sytuacji” – kontynuuje Sarah. „Myślimy o nich i modlimy się za nich. Oni nie są jedyni. My też mamy już pudła do przeprowadzki i też zaczynamy się pakować”.

Podobnie jak Hancockowie, Gissanowie też się przeprowadzają i również nie wiedzą, skąd odbiorą następną wypłatę.

„Poszedłem dzisiaj na rozmowę o pracę” – mówi mi Jacob. „Podejmę każdą pracę. Będę się uczył nowych umiejętności. Być może skończę jako traktorzysta na pobliskiej farmie. Farmerzy powiedzieli mi, że to będzie dobre miejsce na przetrwanie pandemii”.

Wciąż jednak pozostaje niepewność.

Nigdy nie odmawialiśmy tak wielu nowenn” – mówi Sarah.

„Z całego serca wierzymy, że to  Św. Józef wyprowadził nas z miasta, tuż przed najgorszymi restrykcjami covidowymi” – mówi Jacob. „Gdybyśmy zostali, byłbym bez pracy o wiele wcześniej, a także utknąłbym z kredytem hipotecznym i nie miałbym jak utrzymać rodziny”.

Droga przed nimi jest wyboista , ale Gissanowie są pewni, że Bóg ma plan na ich życie.

Jest to rodzaj „nauczania zdalnego”, uczymy się ufać Bogu.

Pytam Gissanów, czy mają coś, czym mogliby się podzielić z amerykańskimi czytelnikami The Remnant.

„Zaufajcie Bogu”, powtarza Sarah. „Podążajcie za Bogiem, bez względu na koszta. Zaufajcie Mu i temu, do czego Was  wzywa”.

Jacob przytakuje.

„Wprowadzamy naszą wiarę w czyn” – mówi Jacob. „Bóg będzie nas utrzymywał i opiekował się nami, ale od kiedyż to wiara katolicka nie wiąże się z cierpieniem?

„Oto, co chcę powiedzieć Amerykanom: Reagujcie na tyranię zawczasu. Reagujcie z wyprzedzeniem. Nie poddawajcie się. Jeśli dasz tyranom cal, oni wezmą milę.

Jason Morgan

Tłum. Sławomir Soja

Źródło: The Remnant (December 9, 2021) – «GOOD COP FILES AUSTRALIAN EDITION: “Follow God, Stand Up to Covid Totalitarianism”»

Hocki- klocki, panie p-ośle!

Współautor ustawy mającej obarczyć pracodawców, przedsiębiorców czy… księży obowiązkiem segregacji osób na zaszczepione i niezaszczepione to… Czesław Hoc.

O pośle Prawa i Sprawiedliwości Czesławie Hocu stało się głośno gdy w telewizyjnym wywiadzie stwierdził, że policjanci będą przeprowadzać kontrole paszportów covidowych w świątyniach.

W programie stacji Polsat Hoc przybliżał szczegóły przygotowywanej przy jego udziale ustawy. Był między innymi pytany o to, kto miałby sprawdzać klientów hoteli czy restauracji. – W mojej ocenie oczywiście właściciele, ale będą posiłkować się służbami, strażą miejską czy policją – brzmiała odpowiedź.

Kolejne pytanie dotyczyło tego, czy do restauracji lub kościoła będzie mogła wejść policja w celu skontrolowania dopuszczalnej liczby osób znajdujących się wewnątrz: – Tak. W mojej ocenie tak – stwierdził poseł.

Te słowa spowodowały zrozumiałą falę krytyki. Trudno się dziwić, nawet w mrocznych komunistycznych czasach władze nie posuwały się raczej do zakłócania nabożeństw czy też Mszy świętych.

[na podst. portali. MD]

Dr. Włodzimierz Bodnar: Władza tej choroby nie chce leczyć !!

Dr. Włodzimierz Bodnar: Władza tej choroby nie chce leczyć. Amantadyna nie jest toksyczna.

O amantadynie znów jest głośno, a to za sprawą tego, że rząd PiS postanowił regulować jej sprzedaż. Dr Włodzimierz Bodnar, który ponad rok temu nagłośnił, że amantadyna może być skuteczna w leczeniu COVID-19, w rozmowie z radiem WNET przyznaje, że nie rozumie postępowania polityków.

Niektórzy lekarze zaczęli leczyć COVID-19 amantadyną. Większość z nich robi to anonimowo w obawie przed represjami urzędów, gdyż lek ten nie jest oficjalnie zatwierdzony.

Jako jeden z pierwszych głośno o skuteczności amantadyny w walce z wirusem zaczął mówić dr Włodzimierz Bodnar z Przemyśla. O jej skuteczności zapewniało wiele publicznych osób, w tym m.in. wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, poseł Konfederacji Robert Winnicki, były prezes PZPN i król strzelców MŚ’74 Grzegorz Lato czy ostatnio dziennikarz Jan Pospieszalski.

W Polsce badania nad amantadyną trwają od roku, ale póki co nie widać żadnego przełomu. Niedawno wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł publicznie wysnuł zarzut, że badania są blokowane.

Resort zdrowia nie zgadza się z zarzutami. Jednocześnie zadecydował o ograniczeniu dostępności leku. – Niestety w ostatnim czasie, zbyt dużo tego produktu było sprzedawane poza wskazaniami medycznymi – stwierdził rzecznik ministerstwa zdrowia, Wojciech Andrusiewicz.

Dr Bodnar o amantadynie

Dr Bodnar w rozmowie z radiem WNET zapewnił, że amantadyna jest bezpieczna, bo nie ma żadnych przesłanek mówiących o toksyczności leku.

Jest tyle przesłanek ku temu, żeby ten lek wprowadzić, mając tyle doniesień o tym, że lek jest nietoksyczny. Nigdy nie widziałem żadnych opracowań, które mówiłyby o szkodach spowodowanych amantadyną – powiedział lekarz z Przemyśla.

Nie miałem nigdy powikłań po amantadynie, a grypa się po niej pięknie cofa. Jak wyhamujemy wirusa, organizm zaczyna sobie radzić sam – wskazuje Bodnar.

Na antenie radia WNET dr Bodnar ubolewał też, że nie ma planu leczenia COVID-19 we wczesnej fazie choroby.

Najgorsze co się stało, to fakt, że nikt tej choroby nie chce leczyć. Na tę chorobę nie działają żadne leki, poza ewentualnymi lekami przeciwwirusowymi. Dzisiaj w Polsce pacjent mający koronawirusa dostaje antybiotyk i czeka, aż sytuacja się pogorszy. Proszę prześledzić, co pacjent brał, kto go badał. Ci pacjenci przyjeżdżają do mnie i mówią, że nikt ich nie zbadał. Tu jest credo naszych problemów – opisuje rzeczywistość.

Dr Bodnar wypowiedział się też na temat szczepionek. Choć wielu próbuje go wrzucić do worka z napisem „antyszczepionkowiec”, to lekarz zdecydowanie się temu sprzeciwia.

Możemy szczepić i proszę mnie nie wiązać z antyszczepionkowcami. My w naszej przychodni zaszczepiliśmy 65 proc. pacjentów – powiedział.

Jednocześnie przyznał, że szczepionki nie działają tak, jak początkowo przekonywano o ich skuteczności społeczeństwo.

Powiedzmy sobie szczerze. Była gwarancja, że szczepionki będą działać na wszystko. Nie działają, to przyznajmy się do błędu. Niech to wszystko będzie jasne i klarowne, to wzrośnie zaufanie do służby zdrowia – powiedział w radiu WNET dr Bodnar.

Przeczytaj wywiady, które dr Bodnar udzielił „Najwyższemu Czasowi!”:

==================

https://nczas.com/2021/12/10/dr-bodnar-nikt-tej-choroby-nie-chce-leczyc-amantadyna-nie-jest-toksyczna/