Ze strachu przed prawdą i sprawiedliwością

Ze strachu przed prawdą i sprawiedliwością

Autor: CzarnaLimuzyna, 7 listopada 2026

240 posłów uchwaliło ustawę „ o środkach ograniczających”, która w ostatnich dniach zyskała miano „bolszewickiej”. Dlaczego to zrobili?

Ze strachu przed prawdą i sprawiedliwością? Z miłości do koryta? Z nienawiści do Polaków?

Czy wszyscy zwolennicy KO należą do zdegenerowanych grup typu nienawidzący razem, kradnący razem, kłamiący razem i najgłupsi razem? Czy nie ma wśród nich osób normalnych?

Nowa ustawa ma pozwalać na dotkliwe represję wobec osób, które będą stwarzać zagrożenia dla spójności propagandowego przekazu. Ponad 30 lat patokracji ze szczególnym uwzględnieniem tzw. rządu Tuska skłania do przypuszczeń, że jest to główny motyw twórców bolszewickiego prawa.

Jak długo jeszcze będzie trwać ta patologia?

Jednym z głównych powodów jej trwania jest permanentny brak rozliczenia zła, tworzący cieplarniane warunki dla przestępców. Tchórzostwo, relatywizm i zakłamanie.

“Potrzeba stanięcia w prawdzie”

O autorze: CzarnaLimuzyna

Wpisy poważne i satyryczne

1 komentarz

  1. AlterCabrio 7 listopada 2026 godz. 06:27
  2. Ks. Daniel chyba dobrze wie, że nie chodzi tylko o ’89 i c19. Ze względu na dobro Forum sugeruję nie rozwijać tego wątku.Pani Ewa jak widać ma jedyną słuszną radę: poczekajmy do następnych wyborów.
  3. Gdyby politycy pytali, co można zrobić, proponuję stare i sprawdzone rozwiązanie, czyli rozebrać się i ubrania popilnować.
  4. Krótki artykuł podsumowujący, Do Rzeczy:Koalicja Donalda Tuska przeforsowała w Sejmie ustawę o środkach ograniczających określaną przez jej przeciwników jako “ustawę bolszewicką”. Teraz o dalszych losach regulacji zdecyduje Senat, a jeśli przejdzie i przez tę izbę, to prezydent Karol Nawrocki.
  5. Przeciwko projektowi najbardziej stanowczo oponowały obie Konfederacje. Głos przeciwny wyrażali również niektórzy posłowie Prawa i Sprawiedliwości. Rządowy projekt ustawy o środkach ograniczających ma na celu wdrożenie unijnej dyrektywy 2024/1226 dotyczącej naruszania sankcji UE oraz wprowadzenie krajowych sankcji przeciwko obcej ingerencji i manipulacji w środowisku informacyjnym. Problem tkwi w kilku przepisach tego aktu normatywnego.
  6. “Bolszewicka ustawa” 3003 przeszła. Tak głosowały poszczególne partie
  7. A tak w kontekście [proroczego?] zamieszczenia artykułu “Politycy przychodzą i odchodzą. Machina ucisku pozostaje“, to po ewentualnej, bo wcale nie takiej pewnej, zmianie u steru, ile z tych przepisów zostanie? Ustawa 1066 i kilka innych nie zniknęły…

Głos z USA: Politycy przychodzą i odchodzą. Machina ucisku pozostaje

Politycy przychodzą i odchodzą. Machina ucisku pozostaje

=====================================

Politicians Come and Go. The Machinery of Oppression Remains, John & Nisha Whitehead, The Rutherford Institute, Nov 5, 2026

wpisał: AlterCabrio, 6 listopada 2026

Obywatelom ciągle oferuje się tę samą kiepską umowę: oddaj trochę więcej prywatności, zaakceptuj trochę mniej rzetelny proces, toleruj kolejne ograniczenia wolności, a rząd zapewni ci bezpieczeństwo.

A gdy te uprawnienia są nadużywane, społeczeństwu mówi się, że musi czekać na kolejne wybory, kolejny Kongres, kolejnego prezydenta, kolejnego politycznego zbawcę.

Kręcimy się w kółko.

◊

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

◊

Grafika: AI notegpt

Politycy przychodzą i odchodzą. Machina ucisku pozostaje

„Coś strasznie jest nie tak z tym krajem, prawda? Okrucieństwo i niesprawiedliwość, nietolerancja i ucisk. A tam, gdzie kiedyś można było sprzeciwiać się, myśleć i mówić, co się uważało za stosowne, teraz mamy cenzurę i systemy inwigilacji, które wymuszają na nas konformizm i domagają się uległości. Jak to się stało? Kto jest temu winien?”

~V jak Vendetta

Rewolucja może obalić tyrana bez konieczności demontażu tyranii.

Wybory mogą doprowadzić do zmiany prezydenta bez ograniczania jego uprawnień.

Nowa większość polityczna może odziedziczyć narzędzia represji i dostosować je do własnych celów.

Innymi słowy, jaki jest pożytek ze zmiany politycznej, jeśli broń ucisku po prostu zmieni właściciela?

Po wyborach uzupełniających, w których wydano miliardy dolarów na reklamy polityczne, a fala Demokratów zmiotła Republikanów z władzy w Kongresie, Amerykanom po raz kolejny obiecano nowy kierunek dla kraju.

Wyborcy przemówili. Równowaga sił w Waszyngtonie uległa zmianie. Nowy Kongres będzie miał okazję powstrzymać imperialną prezydenturę i pociągnąć rząd do odpowiedzialności za jego nadużycia.

Ale zasadne pytanie, które należy zadać brzmi: co będzie dalej?

Czy Kongres w końcu okiełzna państwo policyjne, militaryzację policji, machinę zatrzymań, niekończące się wojny, szaleństwo wydatków rządowych i interesy korporacji czerpiących zyski z amerykańskiego państwa policyjnego? A może politycy powrócą do swoich wygodnych zwyczajowych zajęć, podczas gdy machina rządowa będzie działać dalej?

W tym miejscu dystopijne ostrzeżenia Hollywood nabierają niepokojąco istotnego znaczenia.

Dwadzieścia lat temu film ‘V jak Vendetta’ zaoferował widzom przerażającą wizję przyszłości, w której rządowa inwigilacja była wszechobecna, sprzeciw stanowił zagrożenie, media służyły jako narzędzie państwowej propagandy, a obietnica bezpieczeństwa stała się pretekstem do pozbawiania ludzi wolności.

Miało to być ostrzeżeniem, jak łatwo wolny naród może przyzwyczaić się do życia bez wolności — i jak mało korzyści przynosi wymiana ludzi u władzy, jeśli machina tyranii pozostanie nienaruszona.

Dwie dekady później, pokazy z okazji dwudziestej rocznicy zbiegają się z Dniem Guya Fawkesa – kluczowym dniem dla fabuły filmu – 5 listopada, przypominając nam, że pytania, jakie film porusza na temat wolności, strachu i władzy rządu, nie straciły nic ze swojej pilności ani aktualności.

Mający premierę w 2006 roku i osadzony w przyszłości, w Wielkiej Brytanii rządzonej przez faszystowski reżim Norsefire, film „V jak Vendetta” przedstawia kraj, w którym rząd wie wszystko, widzi wszystko, kontroluje fale radiowe i obiecuje przede wszystkim bezpieczeństwo. Za tymi obietnicami kryje się machina inwigilacji, zatrzymań, cenzury i zastraszania. Ludzie, którzy odmawiają podporządkowania się, mogą zostać napiętnowani jako wrogowie państwa. Inni po prostu znikają.

Brzmi boleśnie znajomo, prawda?

Obrazowanie nawiązuje do Trzeciej Rzeszy i powieści George’a Orwella „Rok 1984”. Londyn jest nasycony kamerami monitoringu, obowiązuje godzina policyjna, a opinia publiczna jest nieustannie karmiona oficjalnymi ostrzeżeniami. Więźniowie polityczni są przetrzymywani i torturowani. Reżim tworzy wrogów spośród tych, którzy odmawiają podporządkowania się, podczas gdy większość społeczeństwa ucieka do telewizyjnej rozrywki i kojącej iluzji, że ktoś inny odpowiada za ich bezpieczeństwo.

Trudno zignorować podobieństwa do metod stosowanych przez współczesne amerykańskie państwo policyjne w celu umocnienia swojej władzy: wykorzystywanie strachu, demonizowanie sprzeciwu, sprowadzanie kwestii bezpieczeństwa do pustego czeku i traktowanie ograniczeń konstytucyjnych jako niedogodności.

Jak zauważył reżyser James McTeigue w niedawnym wywiadzie z okazji dwudziestej rocznicy premiery filmu ‘V jak Vendetta’, okoliczności polityczne mogą się zmieniać, ale metody stosowane przez autorytarne rządy pozostają zadziwiająco niezmienne, a te same zmagania o władzę wykonawczą, kontrolę rządu i tłumienie sprzeciwu wciąż się pojawiają.

„To zawsze ta sama strategia” – ostrzegł McTeigue.

Najbardziej niepokojącą lekcją płynącą z filmu nie jest jednak to, że tyrania przychodzi nagle, ale to, że ludzie mogą się zastraszani, rozpraszani, zabawiani i męczeni do momentu, w którym zaczną akceptować jako normalne to, co kiedyś było nie do pomyślenia.

W ten sposób rząd, który rzekomo miał służyć ludziom, staje się potęgą samą w sobie.

Jednocześnie od obywateli oczekuje się, że będą posłuszni, będą płacić, będą milczeć i będą wdzięczni za każdy skrawek wolności, jaki rząd im pozwoli zachować.

W filmie „Vendetta” w życiu publicznym dominują ekrany telewizyjne. Oficjalne transmisje Norsefire przedstawiają rząd jako obrońcę ludu, a dysydentów jako niebezpiecznych wrogów. To, co słyszy opinia publiczna, to nie niezależna relacja z wydarzeń, lecz starannie wyreżyserowana wersja rzeczywistości. Władza państwa zależy w równym stopniu od kontrolowania historii, co od kontrolowania ulic.

Jest też Gordon Dietrich, osobowość telewizyjna, która ośmiela się ośmieszyć kanclerza. Ten akt satyry ściąga na niego uwagę egzekutorów władzy. Jego los jasno pokazuje przesłanie reżimu: ośmieszaj rządzących, kwestionuj oficjalną wersję wydarzeń, wyłam się z szeregu, a machina represji zapuka do twoich drzwi.

Ale propaganda to tylko jedna z broni w arsenale ciemiężcy. Resztę robi strach.

Evey Hammond jest więziona, przesłuchiwana, zastraszana i stawiana przed wyborem między poddaniem się a śmiercią. W jednym z najokrutniejszych zwrotów akcji filmu odkrywa, że ​​to sam V zainscenizował jej niewolę. Mężczyzna walczący z tyranią przyjął niektóre z jej metod. Jej gehenna ukazuje nie tylko to, jak strach może złamać człowieka, ale także to, jak łatwo samozwańczy wyzwoliciel może stać się kolejnym katem.

Ta sprzeczność powinna dać nam do myślenia.

Uznać, że nadużycia władzy mogą doprowadzić ludzi do desperacji, to jedno. Założyć, że każdy, kto obiecuje zniszczyć opresyjny system, zastąpi go wolnością, to zupełnie co innego.

Inne filmy dystopijne pokazują to wyraźnie.

W filmie „Land of the Blind” [w Polsce rozpowszechniany pod tytułem ‘Rewolta’ -AC], który ukazał się w tym samym roku co „V jak Vendetta”, żołnierz pomaga obalić brutalnego władcę, a następnie jest świadkiem, jak przywódca rewolucji ustanawia kolejny represyjny reżim.

W „Igrzyskach śmierci” [The Hunger Games] porażka prezydenta Snowa nie oznacza automatycznie sprawiedliwości. Prezydent Coin, która przewodzi rebelii przeciwko niemu, proponuje kolejne Igrzyska Śmierci – tym razem z udziałem dzieci z pokonanego Kapitolu. Chociaż imiona i mundury ulegają zmianie, logika okrucieństwa pozostaje.

Chodzi nie o to, że wybory nie mają znaczenia lub że każdy przywódca polityczny jest taki sam, ale o to, że nie uda nam się wyjść z tyranii poprzez głosowanie, jeśli wciąż będziemy głosować za tym, aby ktoś inny przejął władzę nad państwem policyjnym.

Taki cykl przewija się w powieści “V jak Vendetta” i mojej powieści Pamiętniki Erika Blaira.

Reżimy autorytarne manipulują strachem, karzą sprzeciw i traktują krytyków jak wrogów państwa. W ten sposób mogą podsycać niepokoje, które rzekomo tłumią, a następnie powoływać się na nie jako na dowód na potrzebę jeszcze większej władzy.

Państwo policyjne to system improwizowany: jest ono nastawione na zapewnienie sobie przetrwania.

Od lat jesteśmy świadkami niesprawiedliwości, okrucieństw, korupcji i nadużyć ze strony zakorzenionej biurokracji rządowej, która nie przejmuje się Konstytucją ani prawami obywateli.

Mówiąc o „rządzie”, nie mam na myśli wyłącznie silnie partyjniackiej, dwupartyjnej biurokracji Republikanów i Demokratów. Mam na myśli raczej rząd z dużej litery: mocno zakorzenione Głębokie Państwo [Deep State], rozległą sieć agencji, kontrahentów, systemów nadzoru, biurokracji bezpieczeństwa i skumulowanej władzy, na którą wybory w dużej mierze nie mają wpływu i która jest coraz bardziej odizolowana od odpowiedzialności.

Politycy przychodzą i odchodzą. Machina rządowa pozostaje.

To, co wprowadza jeden prezydent, dziedziczy następny. To, co jedna partia polityczna potępia, gdy traci władzę, może okazać się niezwykle użyteczne, gdy przejmie kontrolę nad machiną rządową.

Pomyśl o tym, co pozostało w dużej mierze niezmienne pomimo dziesięcioleci wyborów, obietnic wyborczych i zapewnień, że tym razem będzie inaczej.

Naród amerykański jest nadal poddawany inwazyjnemu nadzorowi ze strony rządu, a agencje wywiadowcze i organy ścigania zyskują coraz lepsze środki monitorowania naszej komunikacji, naszych ruchów, stowarzyszeń i życia prywatnego.

Od czasu, gdy “V jak Vendetta” trafiło do kin, technologia zmieniła się diametralnie, ale chęć rządu, by wiedzieć wszystko o każdym, wcale nie zmalała.

Rzeczywiście, agencje wchodzące w skład Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego zakupiły dostęp do komercyjnie gromadzonych danych o lokalizacji telefonów komórkowych, co umożliwiłoby rządowi obejście konstytucyjnych zabezpieczeń prywatności poprzez zakup informacji, których uzyskanie w innym przypadku wymagałoby zezwolenia sądowego.

Innymi słowy, państwo nadzorujące nie potrzebuje już kamery na każdym rogu ulicy. Amerykanie noszą w kieszeniach większość technologii niezbędnej do monitorowania swoich ruchów.

Tymczasem militaryzacja amerykańskich sił policyjnych postępuje. Dzięki federalnym programom transferu sprzętu i innym mechanizmom finansowania, lokalne agencje ścigania uzyskały dostęp do sprzętu i potencjału wojskowego, co jeszcze bardziej zaciera granicę między nadzorem nad społecznością a okupacją pola bitwy. Dane rządu federalnego pokazują, że ten mechanizm transferu jest nadal aktywny.

Rząd nie zrezygnował również ze swojego coraz bardziej represyjnego podejścia do obywateli.

Wciąż zmagamy się z ogromnym systemem więzień, aresztów i ośrodków detencyjnych; przepisami, które kryminalizują coraz szerszy zakres zachowań; oraz agencjami rządowymi, które zbyt często traktują należyty proces jako przeszkodę w egzekwowaniu prawa, a nie jako obowiązek konstytucyjny.

Kolejnym rządom nie udało się również zlikwidować kompleksu militarno-przemysłowego, położyć kresu uzależnieniu rządu od niekończących się zobowiązań militarnych za granicą, ograniczyć jego apetytu na pieniądze podatników ani zerwać bliskich relacji między władzą rządową a zyskami korporacji.

Machina wojenna nadal działa.

Aparat nadzoru ciągle się rozrasta.

Kontrahenci rządowi nadal odbierają czeki.

A podatnicy w dalszym ciągu płacą za to rachunek.

Cały czas jesteśmy utwierdzani w przekonaniu, że wszystko się zmieni, jeśli tylko wybierzemy odpowiednich ludzi.

Ludzie, mamy kłopoty.

W oczach rządu jesteśmy postrzegani jako stosunkowo zbędni: bezimienni ludzie, których praca i podatki utrzymują machinę rządową w ruchu, podczas gdy ci u władzy pozostają w dużej mierze odizolowani od upokorzeń i niesprawiedliwości, jakie dotykają zwykłych Amerykanów.

Oto iluzja wolności: jesteśmy wolni tak długo, jak rząd nam na to pozwala, że ​​nasze prawa są chronione tak długo, jak ci, którzy sprawują władzę, zdecydują się je szanować, oraz że nasza ochrona konstytucyjna może zostać zawieszona, gdy tylko urzędnicy państwowi wypowiedzą magiczne słowa „bezpieczeństwo narodowe”.

Karta Praw [Bill of Rights] nie miała być jednak ustawą o tymczasowych przywilejach, nadanych przez machinę rządową i odbieranych za każdym razem, gdy osoby sprawujące władzę uznają je za niewygodne.

Konstytucja nie została napisana po to, by za wszelką cenę zapewnić przetrwanie rządu. Została napisana po to, by ograniczyć władzę rządu i chronić wolności ludzi, którym miała służyć.

Mimo wszystko jesteśmy tutaj i musimy zaufać, że najnowsi zwycięzcy polityczni będą jakoś wykorzystywać te same niezwykłe uprawnienia w sposób bardziej odpowiedzialny niż ich poprzednicy.

To jest wielkie oszustwo amerykańskiego państwa policyjnego.

Obywatelom ciągle oferuje się tę samą kiepską umowę: oddaj trochę więcej prywatności, zaakceptuj trochę mniej rzetelny proces, toleruj kolejne ograniczenia wolności, a rząd zapewni ci bezpieczeństwo.

A gdy te uprawnienia są nadużywane, społeczeństwu mówi się, że musi czekać na kolejne wybory, kolejny Kongres, kolejnego prezydenta, kolejnego politycznego zbawcę.

Kręcimy się w kółko.

Drapieżcy z państwa policyjnego nadal działają, niezależnie od tego, kto wygra wybory.

Jak przypominają nam filmy “V jak Vendetta”, “Rewolta” i “Igrzyska śmierci”, zastąpienie ludzi, którzy zarządzają machiną tyranii, nie jest tym samym, co jej demontaż.

Jak więc odzyskać kontrolę nad niekontrolowanym rządem i imperialną prezydenturą?

To nie będzie łatwe.

Ale odpowiedzią nie może być pokładanie wiary w kolejnym polityku, kolejnych wyborach czy kolejnej obietnicy, że tym razem machina rządowa zostanie wykorzystana w dobrym celu.

Ojcowie Założyciele rozumieli coś, o czym Amerykanie najwyraźniej zapomnieli: największym zagrożeniem dla wolności nie jest to, kto sprawuje władzę, ale to, ile władzy rządowi wolno sprawować.

Dlatego ustanowili system kontroli i równowagi, dzieląc kompetencje pomiędzy trzy równorzędne gałęzie władzy – wykonawczą, ustawodawczą i sądowniczą – i nakładając na każdą z nich ograniczenia konstytucyjne.

Nieograniczona władza w jakiejkolwiek gałęzi zarządzania państwem jest zagrożeniem dla wolności.

Konstytucja nie została napisana z założeniem, że ci, którym powierzono władzę, będą zawsze mądrzy, życzliwi i powściągliwi. Została napisana z przekonaniem, że władza deprawuje, urzędnicy państwowi są omylni, a raz zdobytą władzę rzadko oddaje się dobrowolnie.

Jednakże zbyt długo tkwiliśmy w tym dziwnym stanie zawieszenia, w którym ego bierze górę nad sprawiedliwością, propaganda wypacza prawdę, a imperialni prezydenci – wspierani przez posłuszne legislatury, uległe sądy i rozproszone społeczeństwo – roszczą sobie prawo do władzy, która nigdy nie powinna należeć wyłącznie do jednego urzędu.

Kongres zbyt często wyrzekał się swoich konstytucyjnych obowiązków. Sądy zbyt często ustępowały rządowym roszczeniom kompetencyjnym. A władza wykonawcza nadal gromadziła uprawnienia, których Twórcy Konstytucji nigdy nie zamierzali przyznać pojedynczej instytucji.

W ten sposób machina tyranii potrafi przetrwać wybory.

Nowo wybrany Kongres ma szansę zapewnić istotną, konstytucyjną kontrolę władzy wykonawczej. Może badać nadużycia władzy, domagać się odpowiedzialności, sprawować władzę ustawodawczą i odmawiać automatycznego zatwierdzania imperialnej prezydentury. Ale jeśli nowa większość jedynie zastąpi odpowiedzialność konstytucyjną karami partyjnymi lub będzie bronić tych samych nadużyć, gdy służą one jej własnym interesom politycznym, machina tyranii pozostanie nienaruszona.

Kryterium nie polega na tym, czy Kongres potrafi uprzykrzyć życie prezydentowi. Kryterium polega na tym, czy potrafi zmusić rząd do przestrzegania Konstytucji.

Kiedy zawodzi konstytucyjna kontrola władzy, zastąpienie jednych władców innymi nie ma większego wpływu na równowagę sił.

Rozwiązaniem nie jest znalezienie lepszego władcy. Chodzi o to, by żaden władca – żaden prezydent, żaden Kongres, żadna agencja rządowa – nie miał prawa działać poza ograniczeniami Konstytucji.

Nie ma dziesięcio-etapowego planu przywrócenia wolnego społeczeństwa.

Gdyby jednak tak było, pierwszy krok byłby prosty: przestań traktować politykę jako sport dla widzów i zrób coś, co pomoże bronić zasad wolności w twojej własnej społeczności.

Oczywiście, walcz o swoje prawa. Ale co ważniejsze, walcz o prawa tych, z którymi się nie zgadzasz. Broń wolności, gdy mówca jest obraźliwy, oskarżony jest niepopularny lub osoba, przeciwko której stajesz, ma inną rasę, religię, narodowość, status imigracyjny, poglądy polityczne lub punkt widzenia. Karta Praw nie jest nagrodą za dobre zachowanie ani przywilejem zarezerwowanym dla osób myślących podobnie jak my.

Nie baw się semantyką. Nie usprawiedliwiaj. Nie upolityczniaj. Nie szukaj wymówek dla nadużyć konstytucji tylko dlatego, że akurat twoja preferowana partia jest u władzy. Kiedy urzędnicy omijają konstytucję, żądaj, aby jej przestrzegali.

To ich praca. Każ im to zrobić.

Kiedy prawa sąsiada są zagrożone, broń go tak, jakby były twoimi własnymi.

Dwadzieścia lat po tym, jak „V jak Vendetta” trafiła na ekrany kin, jej ostrzeżenie nie dotyczy jedynie tego, że wolny naród można zastraszyć i zmusić do posłuszeństwa. Chodzi o to, że można go wciąż przekonywać, że ktoś nowy go uratuje, jeśli tylko odda mu trochę więcej władzy.

Rewolta i Igrzyska śmierci stanowią kontynuację tego ostrzeżenia: obalenie jednej tyranii nie ma większego znaczenia, jeśli następny rząd odziedziczy jej zwyczaje i broń.

Najbardziej przerażająca przyszłość to nie taka, w której wygrywa niewłaściwy kandydat lub dyktator odmawia ustąpienia ze stanowiska. To taka, w której obywatele nieustannie zmieniają osoby sprawujące władzę, jednocześnie pozwalając, by machina tyranii pozostała nienaruszona.

Wolność wymaga czegoś więcej niż tylko głosowania.

Wymaga to rządu zmuszonego do przestrzegania zasad Konstytucji — i obywateli gotowych pociągać do odpowiedzialności osoby sprawujące władzę publiczną, gdy tego nie robią, niezależnie od tego, która partia jest u władzy.

______________

Politicians Come and Go. The Machinery of Oppression Remains, John & Nisha Whitehead, The Rutherford Institute, Nov 5, 2026

◊

Warto porównać:

Kakistokracja – czy rządzą nami najgorsi?
Współczesne państwa mają wrodzoną tendencję do degeneracji w kierunku kakistokracji. Państwo bowiem, z samej swojej natury, dzieli społeczeństwo na dwie klasy – rządzących i rządzonych – i przyznaje rządzącym władzę, […]

*

JEDYNY WYWIAD Z ANDRZEJEM ŁOBACZEWSKIM (sam wywiad) [48min]

*

Psychopaci u władzy (tryptyk)
„Cierpienie i niesprawiedliwość, które powodują, nie budzą w nich żadnego poczucia winy, ponieważ takie reakcje innych są po prostu wynikiem ich odmienności i dotyczą jedynie ‹tych innych› ludzi, których postrzegają […]

*

Wyspa Epsteina i brama do psychologii zła [tryptyk]
Od mafii, przez brutalne kartele narkotykowe, sekty religijne, po autorytarne rządy – widzieliśmy psychopatów, którzy zjednoczyli się i współpracowali w najgorszych momentach naszej historii. Robią to dla obopólnych korzyści, ale […]

Walka o władzę na Ukrainie. Prokurator Generalny Krawczenko stawia zarzuty korupcyjne szefowi agencji antykorupcyjnej NABU i ucieka z Ukrainy.

Thomas Röper anti-spiegel.ru/generalstaatsanwalt-erhebt-anklage-wegen-korruption-gegen-den-chef-der-antikorruptionsbehoerde-nabu

Walka o władzę na Ukrainie

Prokurator Generalny stawia zarzuty korupcyjne szefowi agencji antykorupcyjnej NABU

Nowy rozdział w walce o władzę na Ukrainie i wokół niej: W poniedziałek podejrzany o korupcję Prokurator Generalny postawił zarzuty szefowi agencji antykorupcyjnej i uciekł z Ukrainy tej samej nocy.

Anti-Spiegel 14 wrzesień 2026

Walka o władzę na Ukrainie i wokół niej jest moim zdaniem jednym z najważniejszych problemów chwili obecnej, a ponieważ niemieckie media całkowicie ignorują wszystko, co działo się w Kijowie w ostatnich tygodniach, uważam za szczególnie ważne, aby o tym informować. Dlatego też była ona tematem obszernego artykułu, który opublikowałem dziś rano, a także była omawiana w podcaście Anti-Spiegel.

Jeśli nie znasz tego tematu, gorąco polecam lekturę mojego artykułu o „Planie Katschka Kos”, który opublikowałem dziś rano, ponieważ nie mogę tu powtórzyć wszystkiego. Przedstawię jedynie bardzo krótkie podsumowanie.

==============================

Walka o władzę tocząca się między UE a Zełenskim dotyczy niczego innego, jak tylko kontroli nad Ukrainą. Walka o władzę pomiędzy Zełenskim a UE toczy się za pośrednictwem ukraińskich organów antykorupcyjnych: Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) i Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAP), które z jednej strony podlegają kontroli Zachodu, a z drugiej strony za pośrednictwem Prokuratury Generalnej i Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), które bezpośrednio podporządkowane są Zełenskiemu.

Od początku 2025 roku Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU) prowadzi śledztwo przeciwko Zełenskiemu i jego najbliższemu otoczeniu w sprawie korupcji. Aby utrudnić te śledztwa, Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) i Prokuratura Generalna Ukrainy wielokrotnie atakowały NABU i SAP.

Walka o władzę zdominowała ukraińską politykę przez prawie dwa lata, w trakcie których NABU wielokrotnie publikowało nagrania rozmów i inne materiały dowodzące, że osoby z najbliższego otoczenia Zełenskiego przywłaszczyły setki milionów euro w sprawach korupcyjnych.

Ci wieloletni współpracownicy Zełenskiego podejrzani przez NABU, zostali oskarżeni. Niektórzy uniknęli aresztowania, uciekając z Ukrainy i obecnie żyją spokojnie na Zachodzie lub w Izraelu, inni nie mieli tyle szczęścia i zostali aresztowani. Większość z nich została zwolniona za kaucją po postawieniu zarzutów, ale niektórzy nadal przebywają w areszcie tymczasowym.

Najnowszy cios w tej walce o władzę padł 4 września, kiedy NABU przeprowadziło rewizje w Prokuraturze Generalnej, ujawniło nowe taśmy zawierające obciążające nagrania rozmów i aresztowało wysoko postawionego kierownika departamentu w Prokuraturze. Tym razem zarzut dotyczył ochrony przez pracowników Prokuratury Generalnej centrów telefonicznych [call center md] specjalizujących się w oszustwach telefonicznych, działających głównie w Rosji i na Ukrainie, ale także w UE.

Na Ukrainie działają tysiące takich centrów telefonicznych, które stanowią bardzo lukratywne źródło dochodu. Centra telefoniczne, które płaciły prokuratorom haracze, były rzekomo chronione przez Prokuraturę Generalną, a łączna kwota wypłacanych haraczy sięgała podobno 24 milionów dolarów miesięcznie.

Pomimo oskarżeń pod adresem kadry kierowniczej swojej agencji i podejrzeń, że sam był zamieszany w proceder, prokurator generalny Rusłan Krawczenko podtrzymał swoją niewinność i oświadczył, że pozostanie na stanowisku, jeśli Zełenski i Rada będą go nadal wspierać.

Najwyraźniej jednak tego nie robią, ponieważ po spotkaniu z Zełenskim i przewodniczącym frakcji parlamentarnej partii rządzącej, Krawczenko złożył rezygnację, o której musi teraz zadecydować Rada. Do tego czasu pozostanie na stanowisku tymczasowo.

Ukraińskie media od dawna donosiły, że Zełenski planował działania przeciwko NABU i SAP po ujawnieniu korupcji w jego najbliższym otoczeniu. Dziś, w poniedziałek, plan ten został zrealizowany.

Prokurator generalny kontratakuje

Ustępujący prokurator generalny Rusłan Krawczenko ogłosił w poniedziałek na swoim kanale Telegram, że podpisał akt oskarżenia przeciwko Semenowi Krywonosowi, dyrektorowi NABU. Wezwał również do dymisji Krywonosa i Aleksandra Kłymenko, szefa Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAP). Oskarżył szefa NABU o „fałszowanie dokumentów urzędowych, przyjmowanie nielegalnych korzyści na szczególnie dużą skalę oraz pozorowaną adopcję w celu sztucznego stworzenia podstaw do uniknięcia oskarżenia”.

Ponadto Krawczenko ogłosił, że wniósł oskarżenie przeciwko „osobie bliskiej prezesowi SAP” o wywieranie wpływu na sędziów Sądu Antykorupcyjnego, oferowanie nielegalnych korzyści oraz pomocnictwo i podżeganie do unikania mobilizacji, choć nie wymienił nazwiska tej osoby. Źródła w Radzie wskazały później, że osobą tą była żona prezesa SAP, Kłymenki.

Krawczenko oświadczył ponadto, że wcześniej był „politycznie powstrzymywany” przed wniesieniem tych zarzutów, w tym przez Władimira Zełenskiego i same organy antykorupcyjne, w zamian za gwarancje immunitetu. Chociaż nie stwierdził tego wprost, biorąc pod uwagę niedawne akty oskarżenia wystawione przez Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU) i fakt, że Zełenski najwyraźniej naciskał na niego, aby zrezygnował, gwarancje te wydają się mało wartościowe, co sugeruje, że teraz rozpoczął kontratak.

Krawczenko twierdzi również, że operacja „Kartagina”, przeprowadzona przez NABU i SAP przeciwko Prokuraturze Generalnej, nie była skierowana wyłącznie przeciwko niemu, lecz że jej prawdziwym celem było uzyskanie dostępu do akt przygotowywanych przeciwko szefom i pracownikom agencji antykorupcyjnych. Oskarżył NABU i SAP o próbę uzurpacji władzy i określił Ukrainę jako „krainę krzywych zwierciadeł”.

Następnie podkreślił, że rezygnuje ze stanowiska, ale wyraził nadzieję, że działania przeciwko strukturom antykorupcyjnym będą kontynuowane.

Oskarżenia Krawczenko

Krawczenko opublikował na swoim kanale Telegram pierwszy klip wideo zawierający oskarżenia pod adresem szefa NABU Siemio Krywonosa. Nagranie jest w stylu, którego NABU zazwyczaj używa do wspierania własnych śledztw.

Nagranie dotyczy postępowania karnego przeciwko Krywonosowi za przekupstwo studentów na rzecz Bloku Julii Tymoszenko w 2009 roku. Krawczenko twierdzi, że Krywonos pozorował wówczas adopcję dziecka, aby skorzystać z amnestii i uniknąć oskarżenia. Sprawa korupcji studentów była już wcześniej opisywana w ukraińskich mediach. Opublikowane nagranie pokazuje przesłuchanie matki dziecka w sprawie okoliczności fikcyjnej adopcji.

Krywonos wypowiadał się na ten temat już przed komisją, która zdecydowała o nominacji go na szefa NABU. Jednak nie jest niczym niezwykłym, że kontrolowana przez Zachód agencja antykorupcyjna NABU jest kierowana przez osoby, przeciwko którym istnieją zarzuty korupcji lub które zostały nawet prawomocnie skazane za korupcję.

Zaczęło się od pierwszego szefa NABU Artema Sytnika, który został mianowany przez ludzi wokół wiceprezydenta USA Joe Bidena po Majdanie i założeniu NABU. Sytnik był – jak to zawsze ironizuję – „człowiekiem z doświadczeniem zawodowym”, bo został skazany za korupcję na Ukrainie pod koniec 2019 roku, czyli w czasie pełnienia funkcji szefa NABU, ale nie kosztowało go to utraty pracy. Funkcję sprawował do 2022 roku.

Ma to oczywiście charakter spekulacyjny, ale fakt, że Zachód zawsze wykorzystuje na szefów Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) osoby, które zostały już przyłapane na korupcji, może być zamierzony, bo na takich ludzi oczywiście łatwiej jest wywrzeć presję, a co za tym idzie, łatwiej ich kontrolować.

Ucieczka Krawczenki

Co ciekawe, Krawczenko opublikował to wszystko na Telegramie dopiero po ucieczce z Ukrainy. Biorąc pod uwagę oskarżenia pod jego adresem, bardziej trafne jest mówienie o ucieczce niż o prostym wyjeździe.

Były doradca ukraińskiego ministra obrony jako pierwszy poinformował na Telegramie o wyjeździe Krawczenki z Ukrainy. Później sam Krawczenko oświadczył na Telegramie, że odbywa podróż służbową za granicę. Nie sprecyzował celu podróży.

Ukraińska gazeta „Ukraińska Prawda”, powołując się na źródła w organach ścigania, poinformowała, że ​​Krawczenko przekroczył granicę w środku nocy samochodem rządowym. Według doniesień, Krawczenko jako powód wyjazdu podał podróż służbową na Litwę. „Ukraińska Prawda” zwraca uwagę, że taki wyjazd jest możliwy tylko za zgodą Zełenskiego ze względu na zakaz podróżowania dla mężczyzn w wieku poborowym. Żona Krawczenki również opuściła Ukrainę, donosi „Ukraińska Prawda”.

Reakcja NABU

NABU oświadczyło, że nie posiada wiedzy o oskarżeniach pod adresem swojego dyrektora, Semena Krywonosa, wysuniętych przez zdymisjonowanego Prokuratora Generalnego Rusłana Krawczenkę, i że NABU uważa wypowiedzi Krawczenki za kontynuację systematycznego ataku na jego pracę. Ponadto NABU odrzuciło twierdzenie Krawczenki, że dokumenty ze spraw karnych, w których podejrzani byli pracownicy agencji antykorupcyjnych, zostały zabezpieczone podczas przeszukań w Prokuraturze Generalnej.

Reakcja Zełenskiego

Zełenski oświadczył na swoim kanale Telegram, że popiera rezygnację Prokuratora Generalnego Rusłana Krawczenki i wezwał deputowanych Rady Najwyższej do jak najszybszego potwierdzenia tej decyzji. Napisał to po tym, jak Krawczenko wniósł oskarżenie przeciwko Semenowi Krywonosowi.

Portal informacyjny „Strana” zauważa jednak, że Zełenski jedynie udaje poparcie dla dymisji Prokuratora Generalnego, który jest wobec niego niezwykle lojalny i który w rzeczywistości zorganizował represje wobec NABU i SAP na polecenie Administracji Prezydenta.

Doradca Zełenskiego ds. komunikacji, Dmytro Łytwyn, powiedział później dziennikarzom, że złożył wniosek do Rady Najwyższej o odwołanie Rusłana Krawczenki ze stanowiska Prokuratora Generalnego Ukrainy. Ukraińskie media opublikowały wcześniej zdjęcie wniosku złożonego przez Zełenskiego.

Wątpliwości nasuwają się jednak w związku ze spotkaniem Krawczenki z Zełenskim i przewodniczącym klubu parlamentarnego, które odbyło się w zeszłym tygodniu. Po spotkaniu Krawczenko podobno podpisał list rezygnacyjny, co rodzi pytanie, dlaczego nie został on natychmiast przekazany Radzie do podjęcia decyzji. List nie został jeszcze opublikowany na stronie internetowej parlamentu, pomimo zapewnień Łytwyna, że ​​wniosek Zełenskiego wpłynął już do Rady.

W międzyczasie Dawid Arachamija, przewodniczący klubu parlamentarnego rządzącej partii Sługa Narodu, ogłosił na Telegramie, że Rada Najwyższa zajmie się kwestią rezygnacji prokuratora generalnego Ukrainy Rusłana Krawczenki 15 września.

Marna to państwowość gdzie figury oficjalne stanowią przedmiot publicznej pogardy.

IV. CZCIJ OJCA I MATKĘ SWOJĄ

Przykazanie to nie ogranicza się do rodziców bezpośrednich. Nakazuje czcić dziadów i pradziadów. Nie słyszał nigdy nikt, gdzie się to przykazanie zatrzymuje, na którym pokoleniu, a od którego pokolenia już nie obowiązuje. Sięgając tedy rodowodem rodziców wstecz, dojdziemy do przodków coraz dawniejszych i nam coraz dalszych.

Węzłem niezniszczalnym związani jesteśmy z przodkami; dźwigamy bowiem po nich dziedzictwo, bez względu na to, czy miłe czy niemiłe, ze wszystkim złem i dobrem. Rodzi się z tego historyzm, tj. poczucie, że się jest narodem historycznym. Bez historyzmu nie ma miłości Ojczyzny, która stanowi najwyższą ewolucję i koronę IV przykazania. Nie rodzi się zaś z samych pobudek ziemskich. Określił to doskonale ks. Piotr Skarga pod koniec XVI w., gdy powiedział: „Nie dlatego miłujemy Ojczyznę naszą, Polskę, że nas żywi, ale iż jest postanowienia Bożego”.

Cóż tedy sądzić o ludziach, którzy ciągną z ojczystego państwa nieprawne zyski prywatne? Co myśleć o tym, że tacy ludzie mogą piastować wysokie dostojeństwa? Czyż wobec tego wprowadzenie dekalogu do państwowości nie stanowi konieczności naglącej?

Czcij ojca i matkę swoją, a więc dbaj o nich, gdy staną się starcami i niezdatnymi do zarabiania na życie. Musimy przeto dążyć do renty starczej, lecz niechaj tę pracę załatwia społeczeństwo samo, a nie państwo; żeby każdy należał do swojej ubezpieczalni, do jakiej mu się podoba. Państwo wzięło na siebie emerytury urzędników i postąpiło niegodziwie z pieniędzmi cudzymi. Urzędnicy pobierają bowiem z pieniędzy nie państwowych, lecz własnych, ze składek miesięcznych pobieranych przymusowo. Urządzenie to polega na tzw. rachunku prawdopodobieństwa, jak wszelka asekuracja. Zbierały się na to fundusze większe, niż wynosiła wypłata emerytur; nadwyżka przechodziła do skarbu państwa. Państwo więc nic nie daje, tylko administruje funduszami pobierając za to wynagrodzenie. Jakimże prawem państwo okrawa emerytury? Ograbia więc urzędnika z jego własnych pieniędzy, uskładanych przez całe życie. Jest to naruszanie depozytów.

U niektórych koczowników, na prymitywnych stopniach cywilizacji, jest zwyczaj, że się zabija chorych starców. Jeszcze pod koniec XIX w. stwierdzono to u Czukczów. Na równym z nimi poziomie stoją wszyscy ci, którzy zalecali i przeprowadzili ciągłe obniżanie poborów emerytalnych. Czyż nie stanowi to „cywilizowanego” dobijania starców?

Rozciąga się czwarte przykazanie na starszych w ogóle, następnie na nauczycieli i przełożonych. Wynika z tego, że ktokolwiek piastuje jaki urząd, powinien zasługiwać na szacunek, jeśli jednak nie czyni zadość temu warunkowi, ma być usunięty. Jest zaś niemało przewinień, nie karalnych sądownie, a siejących zgorszenie i budzących wzgardę.

Marna to państwowość gdzie figury oficjalne stanowią przedmiot publicznej pogardy. Państwowość właśnie taka trzaśnie przy pierwszym wstrząsie. Według jakiego wzorca ma być szacunek publiczny? Ponieważ państwo polskie jest katolickie i musi należeć do cywilizacji łacińskiej, więc warunki szacunku publicznego objęte są etyką katolicką i pojęciami cywilizacji łacińskiej.

===============================

teksty Feliksa Konecznego z książki „Państwo i prawo”

Poszczególne przykazania z tego cyklu były już tu publikowane – ale zniszczyła je agresja na twarde dyski w mych serwerach w październiku 2021.

Chuć władzy nie jest zaletą, lecz przestępstwem.

I. PRZYKAZANIE OGÓLNE: MIŁUJ PANA BOGA TWEGO Z CAŁEGO SERCA TWEGO I ZE WSZYSTKICH SIŁ I Z CAŁEJ DUSZY TWOJEJ

Ilustrowany podręcznik szkolny „historii biblijnej” zawiera obrazek z Mojżeszem przynoszącym z Synaju dwie tablice przykazań.Chłopca uderza nierówność podziału: na jednej tablicy tylko I- III, na drugiej aż IV- X! W tym się kryje jakaś zagadka! Przydałoby się ją rozwiązać od razu w szkole i pouczyć jako dwa ogólne przykazania są ogólnymi przykazaniami miłości i nie należy ich stawiać na jednej linii z dziesięciu szczegółowymi. One są ponad nimi! Jedno z nich tyczy miłości Boga drugie miłości bliźnich; tamto jest ujęte w trzech pierwszych przykazaniach, ta zaś w siedmiu dalszych. Pierwsze ogólne przykazanie jest jakby podsumowaniem przykazań trzech, drugie siedmiu Stąd nierówność zapisania tablic, z których jedna poświęcona jest wyłącznie stosunkowi człowieka do Boga, druga stosunkowi do bliźnich; każda ma swój dział.

Przykazanie miłości pełni się uczynkami. Czyny nasze, czy wielkie, czy drobne, mają w życiu publicznym wynikać z miłości dobra pospolitego, które należy miłować dla miłości Boga Mając się przejąć miłością ku Bogu ze wszystkich sił, nie możemy od tego wykluczać sił zbiorowych wielkich zrzeszeń. Tak powiada jednakże tylko katolicka etyka, gdy tymczasem w obu działach religijnych bizantynizmu: w prawosławiu i protestantyzmie, państwo i polityka w ogóle zwolnione są od etyki.

Według doktryny katolickiej wszelka czynność ludzka może być uświęcona. Nie ma wyjątku od tego prawidła, nie ma go też dla polityki. Wszelkie poczynanie społeczne, państwowe, narodowe, ma być przejawem tego, iż się miłuje Boga, a zatem ma być nie czym innym, jak wielkim, największym sposobem pełnienia przykazań. Katolik nie może uprawiać polityki, która byłaby sprzeczną z miłością ku Bogu. Wszyscy, którym ten stosunek obojętny, powinni wystąpić z Kościoła i zrobić to jawnie. Aut aut Wszędzie obecny Bóg, jest też obecny na sali sejmowej, w sali sądowej, w każdym urzędzie i w każdej szkole. Nie pomoże usunięcie krucyfiksów ze ścian!

Jakim prawem je usunięto? Ażeby nie „drażnić” innowierców, tj. niechrześcijan, a zatem Żydów. Usunięcie drażni atoli wszystkich chrześcijan, nie tylko katolików, lecz z tym „drażnieniem” rząd się nie liczył. Któraż wtedy religia jest w Polsce panującą? Zapewne Akcja Katolicka stanie się żywym murem, o który rozbiją się próby wyrzucenia miłości Boga z życia publicznego. Hasło etyki totalnej aż się wprasza, ażeby Akcja przyjęła je za swoje.

Gdyby więc kto zalecał w imię dobra publicznego coś takiego, co według pojęć katolickich sprzeciwiałoby się miłości Boga, będziemy w opozycji. Jakżeż może być dla katolickiego ogółu korzystnym coś, co kłóci się z miłością Boga? Naród polski jest zaś katolickim. Iluż byłoby Polaków, gdyby katolików usunąć?

Pragniemy, żeby samo piastowanie władzy w naszym państwie opierało się na miłości Bożej. Rządzić, władać, organizować, należy w imię Boże. Jeżeli, według starego zwyczaju, kupiec zaczyna swe księgi handlowe od wezwania Imienia Bożego, czemużby nie miał tego czynić-najwyższy zwierzchnik państwa i państwowi dostojnicy?

Iluż uniknęłoby się nieszczęść, gdyby dążący do władzy mieli Boga w sercu! Źle jest, gdy się otrzymuje władzę dlatego, że się doszło do niej sztuczkami. Zupełnie fałszywy jest pogląd, że skoro tylko ktoś czuje w sobie popęd, który każe mu dążyć do władzy, już tym samym godnym jest, żeby ją piastować. Jeżeli ktoś jest gotów na wszystko, byle władzę posiąść, zwykło się mówić, że jest „urodzonym władcą”! Im bezwzględniejszy, im gruntowniej pozbył się wszelkich skrupułów, tym bardziej „rodził się na władcę”?! Bynajmniej. Chuć władzy nie jest zaletą, lecz przestępstwem. Powiedziano już w starożytności: Multi omnia recta et honesta neglegant, dummodo potentiam consequantur.

Jeżeli będziemy poszukiwali głowy państwa i dostojników najwyższych wśród takich, których rozpiera żądza władzy, nie doczekamy się człowieka godnego takiego wyniesienia. Władzy nie godzi się zdobywać. Ślepa chuć władzy stanowi cechę ujemną charakteru, co gorsza jest nad żądzę złota, wygód i uciech, bo zawsze każde przewinienie i każde zboczenie staje się gorszym, gdy wkracza w życie publiczne. A chuć ta nie da się zaspokoić bez zbrodni. Tak przynajmniej uczą doświadczenia historyczne, a współczesność pouczyła nas o tym dokładnie i wciąż jeszcze poucza; tak orzekła metoda indukcyjna. Niechaj kto wskaże choć jednego pożądliwca władzy, który by doszedł był do niej, nie popełniając przestępstw, nie szerząc zła, nie stając się przynajmniej obojętnym na moralność.

Bezetyczna państwowość doprowadziła do tego charakterystycznego pojmowania polityki, jako sztuki dochodzenia do władzy. Tłumaczą nam to, że to dla dobra publicznego, żeby wykonać pewien program; a potem dodają, że ze względu na dobro publiczne muszą pilnować, żeby władzy nie utracić. W praktyce wychodzi na to, że celem rządu jest utrzymać się przy władzy i nic więcej. Sztuka dochodzenia do władzy składa się ze sztuczek, często nikczemnych, a zawsze przynajmniej amoralnych; rezultat takiego pojmowania rządów w narzucaniu

się i w zażartej obronie osobistego udziału w rządach. Ze „sztuki dochodzenia do władzy” robią się sobkowskie łowy na władzę, nie przebierające w środkach. Głównym zajęciem rządu staje się tępienie wszelkiej opozycji, co po niedługim czasie zamienia się w prześladowanie wszystkich porządnych ludzi, nie chcących się poniżać służalstwem. Rząd taki skupia około siebie zwolenników coraz wątpliwszej wartości, aż w końcu polityka bezetyczna wyradza się w sztukę robienia brudnych interesów. Nieunikniona „ewolucja”!

Należy usuwać każdego, kto popełnia nadużycia, ażeby się dorwać do władzy lub przy niej utrzymać, kto tylko narzuca się w czymkolwiek do czegokolwiek, powinien być usuwany; tym bardziej, jeżeli urządza sobie łowy na władzę w państwie.

Nie goni się za władzą, lecz tylko przyjmuje się jej brzemię, gdy okoliczności wskażą, że to jest obowiązkiem. Władzę przyjmuje się w pokorze ducha, z miłością Boga, prosząc Go o łaskę zdatności, i o wsparcie do wypełniania ciężkich obowiązków.

Dla tych powodów musimy ograniczyć dobór osób, którym można powierzyć władzę; do katolików, do wiernych synów Kościoła. Zgoda z Kościołem stanowi warunek niezbędny, a pożądanym jest coś więcej, bo czynne z Kościołem współpracownictwo.

Nie ma obawy, żeby Kościół katolicki miał zmierzać do wytworzenia cywilizacji sakralnej. Ta cywilizacja, którą już przed wiekami wytworzył, łacińska, nie tylko wystarcza najzupełniej do jego celów, ale ona jedna i jedyna może w Europie i w jej osadach być Kościołowi naprawdę pomocną. Jedno i drugie, katolicyzm i cywilizacja łacińska, stoją personalizmem. Sakralność, niwelująca życie w imię stałości i równości, wiedzie do gromadności. Gdyby Kościół dążył do „klerykalizmu”, gdyby wkroczył na drogę sakralizowania cywilizacji, podkopywałby grunt sam pod sobą. W katolicyzmie wykluczonym jest nadużywanie hasła miłości Boga celem opanowania form bytowania ludzkiego.

Teraz przejdziemy trzy pierwsze przykazania tego działu, związane bezpośrednio z obowiązkami względem Boga.

===============

teksty Feliksa Konecznego z książki „Państwo i prawo”

Poszczególne przykazania z tego cyklu były już tu publikowane – ale zniszczyła je agresja na twarde dyski w mych serwerach w październiku 2021.