będąc młodą lekarką łaziłam dużo po szpitalu i…oto co zaobserwowałam , czyli proza i groza polskich szpitali…
Szpital, czyli zdrowotnie nielogiczny kloc z czerwonej cegły.
Pracując w oddziale wewnętrznym nieustannie odnoszę wrażenie, że pracuję w absurdalnie idiotycznym miejscu.
Tyczy się to nie tyle pojedynczego oddziału, ile całego funkcjonowania procedur szpitalnych.
Tutajpodzielę się moją osobistą tzw. refleksją.
Z definicji SJP czytamy- szpital to: «zakład lecznictwa zamkniętego, w którym bada się i leczy chorych wymagających stałej opieki lekarskiej i pielęgniarskiej».
I w związku z tym, w owym szpitalu w ramach opieki i leczenia chorego pacjenta:
Dajemy mu najbardziej ścierwiaste żarcie, jakie widziała ludzkość, od margaryn, po konserwy, z ujemną zawartością mięsa, czy chleb, który mąki nie widział.
W sklepikach szpitalnych oferujemy głownie słodycze, lub odgrzewane żarcie z mikrofali, lub hod dogi ala Orlen.
Stawiamy chorym automaty po kątach na korytarzach pełne batonów i słodzonych napojów, gdyby czasem cukrzykowi spadła glukoza….
Pobieranie krwi przez pielęgniarki ustalamy na 5:30 – 6:30 rano, bo po co pacjent ma się wyspać, najlepiej zafundować mu hiper wczesną pobudkę z atakiem igieł i wenflonów jeszcze przed świtem.
W końcu najważniejsze jest to, że zmiana pielęgniarska jest wcześnie rano, więc krew musi być już pobrana… bo tak.
Dla części pacjentów oferujemy miejsca, gdzie nie ma alarmu zdarzeniowego – tak jakby zaczęli umierać, to żeby nie przeszkadzali….
Kładziemy chorych, umęczonych pacjentów na wieloosobowych salach, by dochodzili do siebie w akompaniamencie wrzasków i chrapania innych chorych na sąsiednich łóżkach. .
Robimy wszystko by się nie wyspali. Prócz ww. porannych ataków pielęgniarek i sal jak w wariatkowie, koniecznie dorzucamy im kilka pikczących non stop kardiomonitorów.
W lato układamy ich w salach bez klimatyzacji, przy oknach od strony południowej. 30st w sali chorych w lato, to normalny widok. ..
Do zawartości punktu 8. dorzucamy wybór, leżenie w 30st. w zasikanym prześcieradle, lub paskudnym pampersie, albo w ogóle z fujarą na wierzchu…. lub przykrycie się kołdrą z pierzem, która zagrzałaby na śmierć nawet Bieleckiego na 7 tys. m. na K2.
Jak już pacjent jest nieprzytomny, lub niebędący w stanie samodzielnie jeść, głodzimy go kroplówkami z solą fizjologiczną.
Niezakażonych pacjentów do diagnostyki obrazowej kładziemy razem z chorymi z patogenami alarmowymi – bo nie ma izolatek.
Z braku personelu nie reagujemy jak chory krzyczy.
Przetrzymujemy dłużej niż trzeba pacjentów w szpitalu – wśród opornych patogenów – tylko po to, żeby NFZ zapłacił za ich diagnostykę
W wielu szpitalach zapewniamy gorsze możliwości leczenia różnymi antybiotykami, niż można otrzymać od rodzinnego na receptę. W związku z czym leczenie jest mniej precyzyjne. Są szpitale, które funkcjonują tylko na: amoksycylinie, ciprofloksacynie i biotraksonie.
14 . Pomimo ogromnej gamy opatrunków dostępnych na rynku zapatrujemy owrzodzenia i odleżyny za pomocą Octeniseptu i gazików, bo w zasadzie w mniejszych szpitalach nie ma nic innego.
SUDOKREM jest NIEŚMIERTELNY!
15. Zapewniamy fatalne warunki przeciwodleżynowe u pacjentów leżących. Jak taki zadbany przez rodzinę nieszczęśnik z niedowładem trafi na internę – jest niemal pewne, że wyjedzie z odleżyną do domu po paru dniach.
16. Gdyby pacjent miał za dużo osobistej godności, damy mu do zrozumienia, że jest już stary i w sumie to mógłby umrzeć, bo leczenie starców nie ma sensu.
17. Do tego w sali 6-8 osobowej rozbierzemy go parę razy dziennie i zmienimy pampersa przy wszystkich, zacewnikujemy, czy poprzerzucamy jak workiem od kartofli po łóżku, lub też pozwolimy zesikać się w łózko, krzycząc na jego prośbę pójścia do WC „zaraz”… 20 razy.
18. I to jest najbardziej przerażające, ten brak izolatek dla pacjentów „brudnych”, skolonizowanych Clostridium, New delhi (o ile ktoś raczył oznaczyć) czy innym patogenem alarmowym, po OIOM z nabytą tam florą, od pacjentów czystych , czy też skolonizowanych innym patogenem…
19 . W sumie pacjenta z Clostridium można położyć na łóżku obok pacjenta z Acinetobacter (mają szansę wymienić z się florą), a do tego 1 pielęgniarka wchodząca na salę ( rzadko zmieniająca rękawiczki i dezynfekująca ręce pomiędzy salami), bo w sumie rękawiczki mają „chronić pielęgniarkę”, a nie zapobiegać szerzeniu się zakażeń szpitalnych…
20. Równie fajnie kładzie się obok siebie pacjenta z gruźlicą lekooporną i ze zwykłą gruźlicą, i w krótkim czasie mamy już kolejnego z gruźlicą lekooporną…
21. No i bym zapomniała o tych … odpustowych, żenujących straganach, wystawianych często w przedsionku, czy holu głównym szpitala. Skąd to dziadostwo się wzięło? Kto wygoni tych handlarzy ze Świątyni..? Jezus?
Szpital…. ach szpital…. nic tylko zdrowieć.
Na podstawie własnych przemyśleń zmieniłbym tę definicję szpitala w SJP: «zakład zamknięty służący do podawania leków i wypełniania formularzy administracyjnych”
Na koniec tytuł artykułu red. Pietrzaka z majowego 2017, wydania dwutygodnika „Bez Cenzury” –
„ W tym roku w polskich szpitalach zostanie zabitych około 25 000 pacjentów”
Minął rok….czy Min. Zdrowia wytoczył red. Pietrzakowi, lub redakcji proces za pomówienie?
młoda lekarka tzw. wewnętrzna
cd. nastąpi
==============================
Przesłał mi b. ordynator.
Ja kiedyś zostałem karetką zawieziony na SOR, z diagnozą dużego zawału. Leżałem siedem godzin, nim przyszła na moje wrzaski zaspana lekarka – zapytała „…to na co się pan skarży”. Jak widać, przeżyłem. Mirosław Dakowski
Rozpaczliwa kampania propagandowa Ukrainy, podczas gdy Rosja posuwa się naprzód na całym froncie
Larry C. Johnson
Larry C. Johnson
Wołodymyr Zełenski i jego zachodni poplecznicy rozpoczęli desperacką, 40-dniową „kampanię terroru” – połączenie eskalacji militarnej z zakrojoną na szeroką skalę operacją informacyjną i psychologiczną, mającą na celu przedstawienie Rosji jako upadającej, a Putina jako stojącego na krawędzi powstania lub zamachu stanu. Celem jest zmuszenie Rosji do zawieszenia broni. Zachodnia publiczność jest bombardowana za pośrednictwem mediów społecznościowych i tradycyjnych doniesieniami przedstawiającymi ponury obraz rosyjskiej operacji wojskowej, jednocześnie podkreślając rzekomo niesamowite sukcesy Ukrainy. To wszystko bzdura – ale to wszystko, co Zachód ma do zaoferowania, gdy rosyjska wojna na wyniszczenie nadal niszczy Ukrainę.
Kampania propagandowa prowadzona przez Zachód składa się z następujących elementów:
Wojna informacyjna – całodobowa propaganda o „nieuchronnym upadku” Putina, w tym inscenizowane nagrania rzekomych rosyjskich żołnierzy zapowiadających bunt.
Fałszywe operacje psychologiczne – skoordynowane próby wywołania paniki w Rosji (na przykład poprzez fałszywe informacje o niedoborach paliwa lub gazu, które w niektórych przypadkach pojawiały się jedynie w wyniku panicznych zakupów wywołanych tymi plotkami).
Symboliczne działania – zorganizowane akcje dronów zrzucające flagi (np. na Mierzei Kinburn niedaleko Krymu), mające symbolizować wycofanie się i upadek Rosji – zostały szybko obalone i wyśmiane.
Głównym celem jest powiązanie tych narracji z rzeczywistymi atakami na rosyjską infrastrukturę, aby wywołać wrażenie niestabilności politycznej w reżimie i wywrzeć presję polityczną na Putina.
A teraz przejdźmy do rzeczywistości.
Tak, Ukraina zaatakowała kilka rosyjskich rafinerii, co zaowocowało spektakularnymi widokami ogromnych kłębów dymu i ognia. Ale to nic więcej niż militarny teatr polityczny, mający na celu odwrócenie uwagi od ukraińskich niepowodzeń na całym froncie.
Nawiasem mówiąc, eksport rosyjskiej ropy naftowej faktycznie wzrósł w tym samym okresie. To obala twierdzenie, że rosyjski przemysł naftowy ponosi katastrofalne straty.
Poniżej przedstawiono podsumowanie działań rosyjskich, począwszy od północnego odcinka frontu:
W kierunku Sumy
Rosyjskie grupy uderzeniowe posuwały się w kierunku Sumy wzdłuż 19 odcinków frontu. Niektóre jednostki ukraińskiej 104. Brygady Obrony Terytorialnej opuściły pozycje w Baczewsku.
Wojska rosyjskie kontynuowały aktywne działania wzdłuż granicy, atakując ukraińskie pozycje i zaplecze logistyczne. Według rosyjskich źródeł, kilka ukraińskich prób infiltracji terytorium Rosji zostało odpartych, co spowodowało znaczne straty w ludziach i sprzęcie.
Rosyjscy żołnierze znajdują się teraz zaledwie kilka kilometrów od miasta Sumy.
W kierunku Charkowa
Wojska rosyjskie posuwały się naprzód w kilku sektorach na północ i północny wschód od Charkowa.
Ministerstwo Obrony Rosji poinformowało o zdobyciu kolejnych miejscowości granicznych i poprawie sytuacji taktycznej.
Rosyjskie drony Geran przeprowadziły w nocy kilka precyzyjnych ataków na infrastrukturę gazową w obwodzie charkowskim. Wśród trafionych celów znalazła się stacja dystrybucji gazu w pobliżu Panyutino z magazynami gazu, stacjami pompowymi i zakładem przetwórstwa gazu, a także system przetwórstwa gazu Skworcowskaja w pobliżu Kosogorowki.
Ukraińskie kontrataki zostały odparte, przy czym rosyjska artyleria i siły powietrzne znacznie osłabiły ukraińską siłę bojową.
W kierunku Doniecka (główny punkt)
Donieck pozostaje celem rosyjskiej ofensywy.
Wojska rosyjskie nieustannie posuwają się wzdłuż osi Pokrowska i zdobyły kilka wiosek w miarę zbliżania się do ważnych węzłów logistycznych.
Najbardziej znaczący sukces odnotowano w Konstantynowce, gdzie jednostki rosyjskie kontrolują większość miasta i odcięły ukraińskie linie zaopatrzeniowe.
Po utracie Pokrowska i Konstantynówki Rosja ma podobno kontrolować dwa południowe i wschodnie dojścia, które wcześniej osłaniały aglomerację Kramatorsk-Słowiańsk.
Autostrada H-32 Pokrowsk–Konstantynówka i droga T-0504 Bachmut–Pokrowsk tworzą teraz ciągły korytarz pod kontrolą rosyjską. Umożliwiłoby to przemieszczanie logistyki i wojsk bezpośrednio w kierunku Drużkiwki i Kramatorska, bez konieczności toczenia dwóch oddzielnych bitew miejskich.
Wojska rosyjskie posuwają się dalej w kierunku Czasiw Jaru i Torecka, zdobywając przewagę zarówno w walkach o domy, jak i na strategicznie wzniesionych pozycjach.
Ogólnie rzecz biorąc, rosyjskie Ministerstwo Obrony opisuje ciągłe zdobywanie terytorium, wysokie dzienne straty po stronie Ukrainy oraz skuteczne wykorzystanie bomb ślizgowych, dronów i artylerii w celu wsparcia ofensywy lądowej.
Obwód dniepropietrowski
Kierując się w stronę Dniepropietrowska, 36. Gwardyjska Brygada Zmotoryzowana zdobyła Bogodariwkę – trzecią wieś w ciągu trzech dni od przekroczenia Dniepru.
Rosyjskie siły zbrojne nadal regularnie przeprowadzają ataki dalekiego zasięgu przy użyciu rakiet i dronów na cele wojskowo-przemysłowe, infrastrukturę energetyczną i centra logistyczne w regionie.
Głównymi celami były fabryki zbrojeniowe, zakłady naprawcze i węzły kolejowe zaopatrujące front ukraiński.
W kierunku Zaporoża
W obwodzie zaporoskim wojska rosyjskie zablokowały ukraiński przyczółek mostowy w pobliżu Aleksandrowki i dotarły do południowych obrzeży Pokrowskoje.
Po zdobyciu Nowego Donbasu wojska rosyjskie ruszyły w kierunku Szewczenki i Swietłoje, izolując ukraińskie posterunki za pomocą dronów.
Siły rosyjskie utrzymują presję za pomocą artylerii, ataków dronów i lokalnych szturmów, niszcząc ukraińskie pozycje i sprzęt, jednocześnie utrzymując własne linie obronne.
W kierunku Chersonia
Walki wzdłuż Dniepru miały głównie charakter pozycyjny.
Rosyjskie Ministerstwo Obrony podkreśliło udane ataki na ukraińskie przejścia graniczne, logistykę i koncentrację wojsk na prawym brzegu rzeki.
Jednostki rosyjskie rozpoczęły ofensywę i przejęły kontrolę nad pozycjami na lewym brzegu Dniepru.
Innymi słowy, rosyjska ofensywa letnia trwa, a Ukraina, mimo ofensywy propagandowej, nadal wycofuje się na zachód.
Podczas gdy świat patrzy na Iran, Zachód idzie krokiem lunatyka do wojny nuklearnej.
Podczas gdy świat patrzy na Iran, Zachód idzie krokiem lunatyka do wojny nuklearnej.
Wojna na Ukrainie właśnie przekroczyła próg, o którym nikt nie mówi – i nie jest on na Ukrainie, lecz w Niemczech, Polsce [?? md] , na Litwie, w Wielkiej Brytanii i Republice Czeskiej. Europa przeniosła całą ukraińską produkcję dronów na własną ziemię.
Co to właściwie oznacza: Rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało nazwy i adresy tych fabryk w kwietniu. Dmitrij Miedwiediew nazwał je „potencjalnymi celami”. Są w Monachium. Londynie, Pradze, Rydze, Mediolanie, Madrycie, Ankarze, Wilnie. Nie ukryte. Publicznie ogłoszone.
Zełenski stanął z niemieckim kanclerzem Merzem w Berlinie i nazwał to „największą transakcją dronów w Europie”. Quantum Systems – niemiecka firma – ma teraz TRZY wspólne przedsięwzięcia z ukraińskimi producentami. Produkcja ponad 10 000 dronów taktycznych Linza rocznie, na niemieckiej ziemi.
Auterion podpisał kontrakt na „tysiące średnich, ciężkich autonomicznych systemów uderzeniowych sterowanych sztuczną inteligencją”. Ich słowa: „autonomiczne uderzenie na dużą skalę”.
Komunikat prasowy niemieckiego Ministerstwa Obrony używa angielskiego wyrażenia „zdolności głębokiego uderzenia”. Oznacza to trafienie w cele głęboko w Rosji.
„Marsjańskie” drony AI – autonomiczne systemy, które wybierają własne cele, każdy poruszający się pojazd, nawet dziecko na rowerze – są obecnie budowane w Europie.
Litwa podpisała umowę w czerwcu 2026 roku, aby wyprodukować kolejne tysiące dronów. Priorytetowi pracownicy to obywatele Ukrainy. Pętla sprzężenia zwrotnego pola bitwy bezpośrednio na hali fabrycznej. To nie jest pomoc. To jest aktywna wojowniczość.
Prawo międzynarodowe jest jasne: jeśli hostujesz na swoim terytorium fabryki produkujące broń dla walczącego, te fabryki są legalnymi celami wojskowymi.
Fabryki produkujące broń dla walczącej strony są powszechnie uznawane za uzasadnione cele wojskowe zgodnie z międzynarodowym prawem humanitarnym (IHL). Ponieważ obiekty te stanowią materialny wkład w wysiłek wojenny, atakowanie ich oferuje zdecydowaną przewagę militarną, czyniąc je legalnym celem, niezależnie od tego, czy znajdują się na terytorium wojującym, czy neutralnym.
Zgodnie ze zwyczajowym IHL i konwencjami genewskimi, obiekt może być zgodnie z prawem atakowany, jeśli spełnia określony dwutorowy test:
• Natura/Użycie: Ze względu na swój charakter, lokalizację, cel lub zastosowanie, fabryka wnosi skuteczny wkład w działania wojskowe.
• Przewaga wojskowa: całkowite lub częściowe zniszczenie, przejęcie lub neutralizacja fabryki oferuje zdecydowaną przewagę wojskową dla atakujących sił.
Rozróżnienie między obiektami a personelem
Podczas gdy sam obiekt uzbrojenia jest uzasadnionym celem, cywile pracujący wewnątrz budynku są chronieni przed bezpośrednim atakiem. Jednak zgodnie z prawem wojny uważa się, że pracownicy cywilni, którzy świadomie pracują wewnątrz lub w celu wojskowym (jak fabryka amunicji), są uważani za „przyjmujących ryzyko” przypadkowej szkody, czyniąc wszelkie szkody uboczne wynikające z uderzenia zgodnego z prawem za prawnie dopuszczalne, o ile spełniają zasadę proporcjonalności.
Implikacje dla państw przyjmujących produkcję broni dla stron wojujących.
Jeśli państwo neutralne lub niebędące w stanie wojny pozwala na wykorzystanie swojego terytorium do produkcji broni przez walczącego, może to być postrzegane jako naruszenie tradycyjnej neutralności międzynarodowej. Dzięki hostingowi łańcucha dostaw i produkcji, państwo to może być uważane za „współ-wojujące” i prawnie poddać konkretne fabryki lub linie transportowe używane w tym celu legalnemu atakowi ze strony walczącego przeciwnika.
Oficjalny komentarz i ustalone definicje dotyczące tego, co stanowi cel wojskowy: zapoznaj się z wytycznymi MKCK dotyczącymi metod i środków prowadzenia wojny lub bazą danych broni MKCK.
Zadaj sobie pytanie: Gdyby Hezbollah miał fabryki rakiet w Jordanii uderzające w Tel Awiw, czy Izrael byłby bezczynny? Znasz odpowiedź.
Oto, czego europejska opinia publiczna nie rozumie: Rosja ma najnowocześniejszy arsenał nuklearny na Ziemi. Jeden pocisk Sarmat wymazuje Anglię. Jeden hiperdźwiękowy pojazd szybujący Avangard i żaden zachodni system nie może go przechwycić.
Rosyjska doktryna wyraźnie stwierdza: jeśli istnienie państwa jest zagrożone, odpowiedź jest JĄDROWA. Nie konwencjonalna.
Niemcy ograniczają teraz mężczyznom opuszczanie kraju bez rejestracji wojskowej. Otwarcie twierdzą, że potrzebują „najsilniejszej armii w Europie w ciągu trzech lat”. Brzmi znajomo? Powinno.
Zakłady Volkswagena przekonwertują się na produkcję broni. Gospodarka załamała się po odcięciu rosyjskiego gazu. Kwestionariusze poboru wysłane do 300 000 młodych Niemców – tylko 530 zapisało się. Nie mogą nawet rekrutować żołnierzy, ale budują fabryki dronów, aby uderzyć w elektrownię nuklearną. Europejska klasa przywódcza straciła rozum.
Tymczasem wskutek sytuacji wokół Iranu: • Zablokowana Cieśnina Ormuz • Zmniejszenie globalnej podaży nawozów – co już uderza w amerykańskich rolników • Zakłócone łańcuchy dostaw chemicznych do Chin • ONZ przewiduje niedobory żywności i głód w Afryce
Dwie wojny. Jedna rozproszona publiczność. Zero strategicznego myślenia z Brukseli.
Viktor Bout, rosyjski handlarz bronią który spędził 12 lat w amerykańskich więzieniach, a teraz służy w rosyjskim parlamencie, powiedział to wyraźnie: „Jesteśmy bardzo blisko totalnej trzeciej wojny światowej na najgorętszym etapie – i nie byłoby żadnych hamulców, aby to powstrzymać.” On się nie myli.
Różnica między 1914 a 2026 jest taka, że w 1914 roku broń nie mogła zakończyć ludzkiej cywilizacji. Obecne bronie mogą…
Trump wycofał się z Iranu. To dobrze. Ale Europa wciąż przyspiesza w kierunku urwiska.
Jeśli europejski rój dronów uderzy w coś, co Rosja uważa za egzystencjalne – a drony AI nie proszą o pozwolenie – odpowiedź nie będzie mocno sformułowanym listem o przekroczeniu kolejnej czerwonej linii. To będzie ostatni błąd, jaki ktokolwiek kiedykolwiek popełni.
Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!” • 30 czerwca 2026 michalkiewicz
„Rozgrywka z nimi to nie żadna polityka. To raczej wychowanie dzieci, biorąc rzecz en masse” – można by tak właśnie za Jackiem Kaczmarskim podsumować awanturę z odebraniem ukraińskiemu prezydentowi Zełeńskiemu przez pana prezydenta Karola Nawrockiego orderu Orła Białego. Pan prezydent Nawrocki ogłosił zamiar odebrania tego orderu zaraz po nadaniu przez prezydenta Zełeńskiego imienia „Bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii” jednej z tamtejszych jednostek wojskowych.
W odpowiedzi na ogłoszoną dwa tygodnie później decyzję pana prezydenta Nawrockiego, prezydent Zełeński, a wraz z nim – wszyscy prezydenci Ukrainy, którzy wcześniej taki order od polskich władz dostali – odesłali te odznaczenia pocztą, a prezydent Zełeński dodał do tego szyderczy komentarz, że skoro Polakom nie przeszkadza posiadanie tego orderu przez Katarzynę II, to on nie będzie w te sprawy wchodził.
Była to aluzja do polskiego lizusostwa, niestety słuszna, bo przecież inni prezydenci Ukrainy, z prezydentem Zełeńskim włącznie, dostali te ordery z tych samych powodów, co Katarzyna II. Ale to tylko powierzchnia zjawiska, bo tak naprawdę, moim zdaniem mieliśmy do czynienia z prowokacją, w stu procentach zresztą udaną, na którą Polska, z całą naiwnością, dała się nabrać.
Żeby to zrozumieć, musimy cofnąć się do kwietnia br. kiedy to zostało proklamowane strategiczne partnerstwo niemiecko-ukraińskie. Przedtem, to znaczy do 2023 roku Niemcy pozostawały z strategicznym partnerstwie z Rosją, co stanowiło wyraz ich nawrócenia na linię polityczną kanclerza Bismarcka, według której Niemcy kierują Europą w porozumieniu z Rosją. Ale w sytuacji, gdy w związku z wojną Rosji z Ukrainą, zostały wysadzone w powietrze bałtyckie gazociągi, w Niemczech musiano dojść do wniosku, że póki co kontynuowanie strategicznego partnerstwa z Rosją nie ma już sensu. W nagrodę za odstąpienie Niemiec od strategicznego partnerstwa z Rosją, ówczesny amerykański prezydent Józio Biden, podczas wizyty niemieckiego kanclerza Scholza w Waszyngtonie w marcu 2023 roku, pozwolił Niemcom na urządzanie Europy po swojemu. Natychmiast odezwały się nożyce. Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje wystąpiła z inicjatywą nowelizacji traktatu lizbońskiego w taki sposób, żeby w rezultacie państwa członkowskie UE, zwłaszcza te mniej ważne, zostały nawet formalnie pozbawiona suwerenności politycznej. Było to zgodne z wizją Adolfa Hitlera, według którego „małe państwa” pozbawione są w Europie racji bytu, bo tylko Niemcy potrafią prawidłowo Europę zorganizować. Toteż Niemcy wyciągnęli z tego wnioski i odstąpiwszy od linii Bismarcka, powróciły do polityki uprawianej przez Cesarstwo Niemieckie podczas Wielkiej Wojny, czyli I wojny światowej.
W Europie nie ma miejsca na zbyt wiele kombinacji, więc ten powrót wydawał się w tej sytuacji oczywisty. Jak pamiętamy, w 1917 roku Niemcy zdecydowały się na powołanie Ukraińskiej Republiki Ludowej, przekazując dla potrzeb tego państwa cześć swojej okupacji i przekonując Austro-Węgry, by zrobiły podobnie, w następstwie czego Austria przekazała na rzecz Ukrainy część terytoriów, jakie znalazły się w jej posiadaniu wskutek rozbiorów Polski. Chodziło o to, by przy pomocy Ukrainy szachować Rosję oraz – by trzymać w ryzach Polaków. Nic trwałego z tych planów nie wyszło, bo Niemcy wojnę przegrały, Cesarstwo Austriackie przestało istnieć, a Ukraina – już jako „sowiecka” – po wojnie polsko-bolszewickiej została włączona do ZSRR. Ukraińskie nadzieje na niepodległość odżyły podczas II wojny światowej, ale Hitler chyba ani przez chwilę nie myślał o odbudowie ukraińskiej państwowości, więc w tej sytuacji OUN postanowiła przy pomocy UPA, a więc ukraińskich formacji policyjnych w służbie niemieckiej, które otrzymały rozkaz dezercji, zrealizować taki cel, który mogła zrealizować własnymi siłami, to znaczy – eksterminować mieszkających na wschodnich Kresach Rzeczypospolitej Polaków, by przyszłe państwo ukraińskie – wszystko jedno – czy pod egidą niemiecką, czy sowiecką, było etnicznie jednolite. I ten cel został osiągnięty.
Proklamowanie strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego oznacza powrót do polityki szachowania Rosji i wybijania Polakom z głowy politycznych ambicji. Toteż wkrótce po proklamowaniu tego partnerstwa, prezydent Zełeński, odpowiadając ponoć na gorące pragnienie żołnierzy wspomnianej jednostki, nadał jej imię „Bohaterów UPA”. Czy sam to wymyślił, czy doradzili mu to, znający przecież Polaków, jego niemieccy strategiczni partnerzy – to nieważne – bo prowokacja udała się w stu procentach tym bardziej, iż reakcja strony polskiej ograniczyła się do sfery symbolicznej, którą Ukraińcy słusznie traktują, jako sferę pozorów. Pan prezydent Nawrocki, ogłaszając swoją decyzję w sprawie odebrania orderu, podkreślił z naciskiem, że Polska nadal będzie futrowała Ukrainę zasobami całego państwa i rytualnie nawymyślał Putinowi. No to dlaczego prezydent Zełeński i strona ukraińska miałaby się przejmować gestami funkcjonującymi wyłącznie w sferze pozorów, podczas gdy w sferze polityki realnej, Polska nadal pozostaje „sługą narodu ukraińskiego” w takim zakresie, jaki wyznaczą jej Niemcy?
Strategiczne partnerstwo niemiecko-ukraińskie oznacza bowiem, że ani Niemcom, ani Ukrainie Polska nie jest już do niczego potrzebna. Wyrazem tego podejścia było pominięcie zaproszenia polskiego rządu na konferencję w Londynie. Wprawdzie obywatel Tusk Donald warknął, że Polska „nigdy” nie uzna żadnych ustaleń, jakie zapadną bez jej udziału – ale co z tego, kiedy i on wie i my wiemy, że jak Niemcy mu każą, to uzna wszystko, co będzie trzeba, bo inaczej przypomną mu, skąd wyrastają mu nogi. Nikt go nie będzie przecież o nic pytał, bo widać gołym okiem, że w sytuacji strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego, Polska jest raczej przeszkodą, więc nic dziwnego, że buńczuczne i aroganckie zachowanie strony ukraińskiej jest elementem nowej strategii strategicznych partnerów, nakierowanej ma stopniowe, ale cierpliwe i metodyczne wymiksowywanie Polski z europejskiej polityki. To na etapie pierwszym, bo na etapie drugim może stać się jeszcze coś gorszego w postaci realizacji scenariusza rozbiorowego. Może być on maskowany jakimiś rozwiązaniami o zasięgu „europejskim”, że to niby trzeba wreszcie zlikwidować granice, które przecież „dzielą”, a nie „łączą” – no a w tej sytuacji Judenrat „Gazety Wyborczej” wytłumaczy mikrocefalom, że to przecież sprawiedliwość dziejowa wymaga, by Zakierzoński Kraj został podarowany Ukrainie w ramach rekompensaty za tereny utracone na rzecz Rosji podczas wojny, w której „broniła ona Europy” a Polski w szczególności – co już teraz w Polsce stanowi dogmat. Więc nic dziwnego, że idąc za ciosem prezydent Zełeński „rozserdywsia”, niczym Tuhaj-Bej i ostentacyjnie odrzucił pokorne zaproszenie do Gdańska, gdzie niemiecki kanclerz będzie przydzielał poszczególnym bantustanom zadania na poszczególnych odcinkach odbudowy Ukrainy, która została uznana za źrenicę polskiego interesu państwowego.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
NCZAS.INFO | SOR, Warszawski Szpital Południowy. / Fot. PAP
Na jaw wychodzą kolejne wątki afery w Warszawskim Szpitalu Południowym. Mimo prawnego zakazu w placówce miał być prowadzony biznes pogrzebowy, a szef prosektorium miał utrudniać odbieranie ciał zmarłych, jeśli rodzina chciała korzystać z usług innych niż zakład należący do jego wspólniczki z innej firmy. Ponadto miał też publikować w sieci zdjęcia rozczłonkowanych ciał.
Kolejny wątek w aferze w Warszawskim Szpitalu Południowym opisał, ponownie, portal Zero.pl, piórem Piotra Barejka, Patryka Słowika i Jakuba Styczyńskiego. Jak czytamy, po serii opublikowanych wcześniej na Zero.pl tekstów do redakcji zgłosiły się osoby, które podniosły wątek ciał zmarłych pacjentów placówki. Wśród nich miały znaleźć się rodziny oraz personel szpitala, a także przedstawiciele warszawskiej branży pogrzebowej.
„Z tych opowieści wyłania się obraz miejsca, w którym osoby chcące załatwić formalności tuż po śmierci swoich najbliższych były nagabywane do skorzystania z oferty konkretnego zakładu pogrzebowego.
Tymczasem, zgodnie z art. 13 ustawy o działalności leczniczej, w szpitalach zakazane jest świadczenie usług pogrzebowych oraz ich reklama. Wprowadzenie tego przepisu było odpowiedzią ustawodawcy na głośną sprawę «łowców skór» w łódzkim pogotowiu” – czytamy.
„Polecany” zakład pogrzebowy
Prosektorium w Warszawskim Szpitalu Południowym zarządza Artur Habowski, prezes firmy specjalizującej się w sprzedaży sprzętu dla branży funeralnej Pros-med. Połowę udziałów w spółce ma Habowski, a resztę Dominika Jaskuła, która do września 2025 r. była członkiem zarządu i współwłaścicielką zakładu pogrzebowego Sacrum.
W szpitalu miało dochodzić do nietypowych praktyk. Karty zgonu, których rodziny zmarłych potrzebują do załatwienia formalności, miały być wydawane w prosektorium – a nie jak w innych szpitalach np. w dziale statystki albo sekretariacie ordynatora.
Portal Zero.pl zebrał historie kilku osób, zaznaczając, że są one anonimowe, jednak rozmówcy w razie potrzeby potwierdzą je w prokuraturze.
– Kartę zgonu odebrałam w prosektorium. Gdy załatwiałam dokumenty i spytałam, co dalej, Habowski zaczął opowiadać, że jemu też niedawno mama zmarła i ma zakład pogrzebowy, z którego korzystał. Zachęcał, że to najlepsza opcja i nigdzie nie będzie taniej, oni wszystko załatwią, a ja nic nie będę musiała robić. Identyfikacja, dwa podpisy i mnie nie ma. Tak to brzmiało. Dał mi namiary, żebym zadzwoniła do zakładu, dał mi też numer do siebie, żebym dała znać, jakbym potrzebowała pomocy. Później dzwonili do mnie z tego zakładu, podali jakąś chorą cenę. Znalazłam więc inny zakład. Nie miałam pieniędzy, więc poszłam tam, gdzie było najtaniej – mówiła jedna z osób.
Później jednak sytuacja się zmieniła. – Kolejny raz zostałam wezwana na identyfikację. Wtedy Habowski już nie był miły i pomocny. To były dwie różne osoby – wspominała.
Jak dodała, przez godzinę czekała na korytarzu. – Zadzwonił do mnie, że muszę wejść z drugiej strony. Musiałam przejść obok trupów, po drodze minęłam kaplicę z ciałem przygotowanym na pożegnanie. Powiedział, że muszę zrobić identyfikację. Nie pytając się nawet, czy jestem gotowa, rozpiął worek i pokazał mi trupa. Zapytał: to pani mama? Jeśli tak, to dziękuję, do widzenia. To było na korytarzu, ten obraz do dziś mam przed oczami. Potem pojechaliśmy po odbiór ciała. Była umówiona godzina, ale staliśmy tam jakieś 40 minut. Wyszedł do nas pracownik i stwierdził, że musimy poczekać – dodała.
Inny rozmówca, którego bliska osoba zmarła w innym szpitalu i została przetransportowana do Szpitala Południowego, wprost przyznał, że „ma bardzo negatywne przeżycia związane z prosektorium tej lecznicy”.
– Okazało się, że jest jakiś regulamin, którego nigdzie nie widziałem, stanowiący, że termin odbioru zwłok należy umawiać z wyprzedzeniem jednego albo dwóch dni roboczych. Nie jest też wydawane ciało, jeżeli nie minęły trzy doby. Wynajęta przez nas firma pogrzebowa przyjechała specjalnie z Podlasia i w zasadzie mogli jedynie pocałować klamkę. Powiedzieli mi, że pierwszy raz spotkali się z takimi utrudnieniami ze strony prosektorium szpitala. Dopiero gdy podniosłem raban i zacząłem straszyć zgłoszeniem sprawy do rzecznika praw pacjenta, postanowiono ustąpić i wydać ciało – dodał.
Według kolejnej osoby, Habowski „usilnie namawiał rodziny pacjentów na usługi firmy Sacrum, w której wspólniczką była jego wspólniczka w Pros-med”. – Rodziny są też atakowane ofertą przygotowywania ciał w szpitalu – powiedział rozmówca.
Z kolei według jednego z pracowników Szpitala Południowego w Warszawie, wcześniej ciała zmarłych odbierały różne domy pogrzebowe. Wszystko zmieniło się, kiedy pojawiła się firma Sacrum. – Było wciskanie na siłę jednego zakładu. Rodziny się skarżyły, zakłady też, ale wszystkie skargi były zamiatane pod dywan. Habowski był chamski, utrudniał wydanie karty zgonu, dostawałem sygnały od zakładów, że kazał rodzinom czekać po dwie, trzy godziny. To był standard – stwierdził.
Inne biznesy w prosektorium
W sprawie pojawia się także inny wątek – pobocznych, prywatnych biznesów Habowskiego, które miał prowadzić w szpitalnym prosektorium. W kwietniu 2024 r. miał on oferować wynajem przestrzeni prosektorium szpitala, należącego do m. st. Warszawy, na lokację filmową.
„Cześć, posiadam lokacje jaka jest PROSEKTORIUM, służę pomocą jako konsultant z zakresu (sekcji zwłok, kryminalistyki, medycyna sądowej, balsamacji, przygotowania zmarłych, zakładów pogrzebowych i wszystkiego co pokrewne). Posiadam również wszystko co niezbędne np narzędzia odnawiani, balsamacji, specjalistyczne kosmetyki i cały sprzęt funeralny. Mam możliwość zorganizowania karawanów, trumien, urn i czego dusza zapragnie :D” – pisał w ogłoszeniu zamieszczonym na Facebooku w grupie „Lokacje Filmowe”.
Co więcej, z relacji jednej z internautek na portalu kliniki.pl wynika, że z tego ogłoszenia korzystano i to w godzinach odbierania kart zgonu. „Szczytem wszystkiego była sytuacja w prosektorium, kiedy w godzinach odbierania kart zgonu kręcony był tam serial i ekipa uciszała rozmawiające rodziny zmarłych !!!!!” – czytamy w komentarzu.
Ponadto z informacji zamieszczonych na profilu Habowskiego na stronie FilmPolski.pl wynika, że był konsultantem siedmiu seriali i filmów – w tym „Różyczki 2” z 2023 r. w reżyserii Jana Kidawy-Błońskiego, męża obecnej marszałek Senatu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej z KO.
Z ustaleń portalu Zero.pl wynika też, że Habowski ma oferować w ramach prywatnej działalności szkolenia z zakresu przygotowywania i balsamacji zwłok, a niektóre z nich odbywają się na ciałach pacjentów Szpitala Południowego, na terenie placówki. Rodziny płacą za tę usługę, którą wykonują osoby dopiero uczące się takiej działalności. Bliscy zmarłych mieli nie wiedzieć o takim procederze.
Skandaliczna działalność
Kolejne kontrowersje [to słowo osłabiające stan rzeczywisty. md] narastają wokół profilu Habowskiego na Instagramie, na którym umieszcza zdjęcia rozczłonkowanych ludzkich ciał – m.in. ludzi spalonych, po ucięciu głowy, z ranami postrzałowymi. „Skąd zdjęcia rozczłonkowanych ludzkich ciał? Nie wiemy. Jeden z naszych rozmówców, związany ze Szpitalem Południowym, uważa, że mogą to być osoby, które znajdowały się w szpitalnym prosektorium” – czytamy.
Szpital Południowy jako maszynka do wyciągania pieniędzy publicznych? Wiele wskazuje, że tak.
To właśnie w tym szpitalu, prowadzonym w 100% przez samorząd Warszawy, działa Warszawskie Centrum Leczenia Niepłodności, które – wbrew nazwie – nie leczy.
Zajmuje się natomiast sztuczną produkcją dzieci poprzez in vitro. A kiedy powstało? Natychmiast po informacji, że uchwalono finansowanie klinik in vitro z budżetu państwa.
Cała Polska mówi o aferze w Szpitalu Południowym w Warszawie. Były ordynator Oddziału Chirurgii, dr Emil Jędrzejewski, ujawnił szokujące zaniedbania i błędy medyczne, które mogły kosztować życie pacjentów. Zostawianie umierającego człowieka w toalecie, nieprawidłowa intubacja, wykonywanie badań zwłokom i fałszowanie dokumentacji dotyczącej zgonów – to tylko niektóre z oskarżeń. Dziś doszły nowe – prosektorium w Szpitalu Południowym miało być wynajmowane jako sceneria do kręcenia filmów. Gdy rodziny opłakiwały swoich zmarłych, operatorzy kamer uciszali je, aby nie przeszkadzały w nagraniach za ścianą. Do tego na rodzinach wymuszano korzystanie z konkretnego zakładu pogrzebowego, a jeśli wybrały inny, robiono problem z odebraniem ciała zmarłego.
Tymczasem Fundacja Życie i Rodzina dotarła do kolejnych szokujących informacji. Władze Warszawy traktują ten szpital jako maszynkę do wysysania rządowych dotacji. Gdy tylko okazało się, że procedury sztucznej produkcji dzieci zaczną być finansowane przez rząd (grudzień 2023), w Szpitalu Południowym pojawił się pierwszy samorządowy ośrodek in vitro – stało się to 18 marca 2024 r.
Był to precedens, bo do tej opory produkcją dzieci na szkle zajmowały się tylko kliniki prywatne. Tu samorząd Stolicy zapragnął dotacji i aby je wyciągnąć, otworzył własną placówkę in vitro.
A już 2,5 miesiąca później – od 1 czerwca 2024 roku – Warszawskie Centrum Leczenia Niepłodności zaczęło pobierać pieniądze z rządu.
Jakie to kwoty?
WCLN otrzymało w 2025 roku ponad 8 milionów złotych dotacji, a na 2026 rok przyznano mu niemal 6 milionów. W ciągu zaledwie dwóch lat wyszło więc blisko 14 milionów złotych publicznych pieniędzy na procedurę nieodłącznie związaną z aborcją oraz niemoralną samą w sobie.
Do kwot z rządu należy doliczyć dopłaty, jakich dokonują klienci kliniki – najczęściej jest to co najmniej drugie tyle. Bo program rządowy finansuje procedury tylko w części, resztę muszą zapłacić biologiczni rodzice wyprodukowanych dzieci.
Szpital Południowy pobiera też opłaty za przechowywanie nadmiarowych dzieci w ciekłym azocie i także na tym zarabia. Pojawia się oczywiście pytanie, co stanie się z dziećmi, których przechowywanie przestanie być opłacane. Czy będą one wylane do zlewu? A może odsprzedane innym parom? Surogatkom? Obywatelom wyłącznie polskim, czy także państw innych niż Polska? W jakim celu…?
Dodajmy, że ośrodek in vitro dostaje pieniądze za każdą, także nieudaną procedurę. A niewiele par wychodzi z in vitro z dzieckiem, większość odnosi porażkę, za którą płaci dokładnie tyle samo, co za sukces.
Szanowny Panie,
Wydaje się, że radny Koalicji Obywatelskiej Dawid Kacprzyk – zatrudniony do niedawna w Szpitalu Południowym jako ordynator SOR i wynagrodzony przez tylko jeden rok kwotą 1,6 mln złotych – to niejedyna afera finansowa w tej placówce. Szpital pod auspicjami Rafała Trzaskowskiego jest kurą znoszącą złote jaja dla skolonizowanego przez KO samorządu Warszawy i konkretnych ludzi związanych z tą partią.
Dzieje się to kosztem pacjentów.
I znowu – jak zawsze widać tę zasadę: jeśli nie szanuje się życia najmniejszych pacjentów (tych zrobionych na szkle in vitro), to trudno też oczekiwać szacunku wobec innych leczących się w szpitalu.
Sztuczna produkcja dzieci w laboratorium jest nieetyczna i niegodna człowieka. Każde dziecko ma prawo do naturalnego poczęcia, a nie do bycia wyprodukowanym na szkle i wsadzonym na miesiące i lata do probówki. In vitro nie leczy niepłodności, ale przenosi prokreację poza ludzką miłość – tworząc przy tym cały przemysł selekcji, zamrażania i niszczenia ludzkich zarodków oraz handlu maleńkimi dziećmi, które klienci porzucają, gdy nie chcą ich już wszczepiać i rodzić.
Każda procedura in vitro to:
produkcja wielu dzieci i selekcja tych subiektywnie uznanych za najlepsze,
zamrażanie nadliczbowych dzieci na później,
niszczenie chorych lub uznanych za wadliwe,
ogromna liczba aborcji – w różnej formie i na różnych etapach – i nieudanych implantacji.
Ujawniamy tę sprawę, aby opinia publiczna miała świadomość, jak bardzo Szpital Południowy odszedł od misji ratowania życia w kierunku zysku biznesowego – nawet, gdy oznacza to krzywdę maleńkich dzieci.
Ujawniamy wszystko, bo jeśli nie my – to kto upomni się o tych, którzy sami nie mają głosu…?
Dziękuję, że jest Pan z nami i wspiera nas w walce z cywilizacją śmierci. Także tam, gdzie życie powinno być najwyższym prawem i najważniejszym dobrem, a niestety nie jest.
PS – Ujawnianie takich spraw nie jest łatwe ani wygodne. Ale milczenie byłoby zgodą na to, by życie najmniejszych dzieci dalej traktowano jak produkt do sprzedaży lub źródło publicznych dotacji. Piekło dzieci trwa i wobec niego trzeba stawiać opór.
WSPIERAM
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY: IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/
Powszechnie wiadomo, że urodzeni za granicą gwałciciele i przestępcy unikają odpowiedzialności w Europie, ponieważ przywódcy polityczni są pochłonięci strachem przed nazwaniem ich rasistami.
Raport Ruperta Lowe’a ujawnia szokujące dane: około 250 000 białych brytyjskich dziewcząt z klasy robotniczej zostało zgwałconych przez niezachodnich muzułmanów w ciągu dziesięcioleci, bez podjęcia działań przez władze, które były tego świadome. Przeczytaj poniżej przerażające statystyki gwałtów w Skandynawii z niezachodnimi sprawcami.
W imię wielokulturowości urzędnicy tak bardzo obawiali się oskarżeń mediów o rasizm i islamofobię, że nie pomogli tym brytyjskim dziewczynom. To jeden z najgorszych skandali naszego życia, teraz wychodzi na jaw w całym swoim przerażającym horrorze.
Przez dziesięciolecia marksistowsko-socjalistyczna indoktrynacja zakorzeniła się w Europejczykach, że należy zawsze usprawiedliwiać i współczuć imigrantom spoza Zachodu, ponieważ pochodzą oni z niefunkcjonalnych, często wysoce skorumpowanych państw w biednych częściach świata.
Lewica marksistowska wprowadziła w ten sposób wielokulturową dyskryminację rdzennych Europejczyków, która domaga się odpowiedzialności ze strony rdzennych europejskich grup etnicznych w sposób, o jakim nigdy nie marzyłby ciemnoskóry, niezachodni imigrant.
W autorytarnej Wielkiej Brytanii, ta dyskryminacja rdzennych Brytyjczyków jest widoczna jak na dłoni, ponieważ Brytyjczycy są teraz wtrącani do więzienia za komentarze w mediach społecznościowych, negatywne w stosunku do masowej imigracji z krajów niezachodnich, podczas gdy urodzeni za granicą gwałciciele i zabójcy są niemal usprawiedliwiani w sądach.
Media głównego nurtu, takie jak BBC, zadziwiająco nie opublikowały żadnych komentarzy na temat tego okropnego raportu o gwałtach zbiorowych i masowego rasizmu wobec białych w Wielkiej Brytanii, który to udowadnia – pisze historyk, autorka bestsellerów i założycielka raportu Herland, Hanne Nabintu Herland. Artykuł został po raz pierwszy opublikowany w jej regularnej kolumnie WND.
Kolej na Skandynawię.
W Norwegii jeden z nielicznych raportów na temat grup etnicznych przestępców, wykazał, że 100% gwałtów wskutek napaści dokonywali imigranci spoza Zachodu. Imigranci z Azji, Afryki, Ameryki Południowej i Środkowej oraz Turcji mają znacznie wyższy wskaźnik przestępczości niż ogólna populacja, a najgorszy jest z Afryki. W Szwecji ostatnie badanie wykazało, że 96% gwałtów zostało popełnionych przez imigrantów. W obu przypadkach zgwałcono prawie wyłącznie rodzime, białe kobiety. W Danii imigranci spoza Zachodu są ponad siedem razy bardziej skazywani za gwałt niż rdzenni Duńczycy.
Szwecja jest notorycznie gubiona przez swoich marksistowskich polityków, którzy po prostu nie powstrzymują przemocy wobec rdzennej ludności. Kraj ma prawie sześćdziesiąt „stref zakazanych” rządzonych przez gangi imigrantów, w których policja nie ma wstępu; miasto Malmø ma ponad 50% imigrantów spoza Zachodu o wyższym wskaźniku przestępczości niż Bagdad; Szwecja ma największą liczbę ataków bombowych dla kraju nie będącego w stanie wojny.
Według ostatnich badań, 96% gwałtów wskutek napaści w Szwecji jest popełnianych przez imigrantów urodzonych za granicą, którzy gwałcą etniczne Szwedki. Dochodzenie z 2018 roku wykazało, że 40 na 43 mężczyzn skazanych za gwałt zbiorowy było imigrantami lub urodzonymi przez rodziców imigrantów. Szwecja odnotowała w znacznym stopniu największą liczbę zarejestrowanych przestępstw związanych z gwałtem w Europie.
Ta marksistowsko-socjalistyczna dyskryminacja jest przeciwieństwem historycznego zachodniego ideału równości niezależnie od rasy, wyznania czy pozycji społecznej. Wywołała rasizm wobec białych Europejczyków, który dziś przenika europejskie media głównego nurtu i dyskurs publiczny.
W 1977 roku w Szwecji odnotowano 689 gwałtów. W 2015 roku zgłoszono 18 100 przestępstw seksualnych, ponownie prawie wyłącznie przeciwko etnicznym Szwedkom. Mimo to szwedzcy politycy tego nie powstrzymują, a media głównego nurtu milczą ze strachu przed nazwaniem ich rasistami.
Liczby w Norwegii wskazują, że niezwykle niewiele osób jest skazanych za gwałt. Tylko jeden na 10 aktów przemocy seksualnej jest zgłaszany, a około 80 procent jest po prostu odrzucanych. W Szwecji z 4895 zgłoszonych przypadków gwałtu w 2017 roku tylko 190 doprowadziło do wyroków skazujących. W Norwegii tylko co dziesiąty skazuje. Statystyki pokazują również, że jedna na pięć norweskich dziewcząt poniżej 15 roku życia jest narażona na przemoc seksualną. Szwecja nie publikuje oficjalnych danych o przestępstwach związanych z pochodzeniem etnicznym lub statusem imigracyjnym, podobnie jak Norwegia.
Bardzo niewielu omawia wewnętrznie zgłoszone samobójstwa białych dziewcząt po gwałcie, gdy oni i ich rodziny widzą, jak policja niechętnie ściga sprawców. Niezwykle rzadko można znaleźć osoby, które chcą mówić o tym publicznie.
W 2025 roku Libertariańska Partia Postępu— obecnie największa partia polityczna w Norwegii i prawdopodobnie jej wersja Reform UK-niedawno zapłaciła za nowe badania nad wskaźnikiem przestępczości sklasyfikowanym według grup etnicznych. Statystyki wykazały znaczny wzrost nadreprezentacji imigrantów na lata 2020-2023.
Młodzi mężczyźni z Iraku i Somalii mają niezwykle wysokie proporcje zarzutów, z ponad 1200 na 1000 dla imigrantów i do 1300 dla urodzonych w Norwegii cudzoziemców etnicznych z rodzicami z tych krajów. W Oslo, stolicy Norwegii Pokojowej Nagrody Nobla, młodzi mężczyźni ze środowisk imigranckich mają proporcje zarzutów w wysokości 820 na 1000, podczas gdy Norwegowie urodzeni przez rodziców imigrantów mają proporcję 910 na 1000. Reszta populacji ma wskaźnik 280 na 1000.
„Na przykład w przypadku somalijskich mężczyzn w Oslo (w wieku 15-24 lat) w latach 2020-2023 na 1000 mieszkańców przypada 2120 zarzutów. To 15 razy więcej niż ma populacja Oslo bez pochodzenia imigranckiego ” – pisze Partia Postępu.
Liczby dla Danii są równie przygnębiające, ujawniając znaczne różnice w zależności od pochodzenia etnicznego. Liczby z lat 2010-2014 wskazują, że imigranci spoza Zachodu są masowo nadreprezentowani wśród skazanych za gwałt w porównaniu z rdzennymi Duńczykami. To sprawia, że imigranci spoza Zachodu i ich dzieci są 7,3 razy bardziej skłonni do gwałtu niż rdzenni Duńczycy.
Całkowity brak ochrony rdzennych skandynawskich kobiet przed imigranckimi gwałcicielami urodzonymi za granicą wynika z ideologii marksistowsko-socjalistycznej, która od tak dawna przetrzymuje Europejczyków jako zakładników rasizmu wobec rdzennej białej populacji, pozwalając temu przerażającemu znęcaniu się nad kobietami kontynuować rok po roku.
Gdy pytają, co sądzisz o wojnie, to pytają: Czy Donald Trump, dał się opętać syjonistom? Czy miał żydowski pistolet przy głowie? Czy szantażowała go „Koalicja Epsteina”? A w ślad za tym rozpowszechniają mit, że to najbardziej prożydowski prezydent w historii USA, że prezydentem został dzięki Żydom, że jest prowadzony na sznurku przez lobby żydowskie. Tymczasem, prezydentem został wbrew Żydom, bo lobby żydowskie popierało i to z całej siły jego konkurentów, bo 90 procent Żydów głosowało na Kamalę Harris, bo wśród najbardziej jadowitych krytyków Trumpa są wyłącznie żydowskie nazwiska, bo za poprzednią wyborcza porażka krył się żydokomunistyczny spisek. No i wiedzieć trzeba, że:
1. Osobliwością, a nawet istotą systemu amerykańskiego są przeróżne lobby. Nie tylko żydowskie, ale kilkanaście innych, równie znaczących i równie wpływowych, żeby tylko wymienić lobby farmaceutyczne i przemysłu zbrojeniowego, i że bez ich poparcia nie sposób wygrać wyborów i rządzić.
2. W amerykańskiej politycznej unikalności Izrael to praktycznie 51. stan, w dodatku stan o nieproporcjonalnym przedstawicielstwie w Kongresie. I z tego powodu relacje USA-Izrael to w znacznym stopniu domena polityki wewnętrznej, a nie zagranicznej.
3. Nie jest winą Trumpa, że Ameryką rządzą od dekad, że dominują w mediach, że w ich rękach są banki i że najsilniejszym lobby są ADL i AIPAC, dla których ten, kto nie popiera, i to z entuzjazmem, zbrodni Izraela jest antysemitą.
4. Mitem jest to, że Trump decyzję o włączeniu się do wojny podjął samodzielnie i wbrew swemu otoczeniu, bo wojny chciało także lobby przemysłowo-zbrojeniowe i większość amerykańskich kongresmenów z obu partii.
5. Mitem jest, że Trump, ot tak sobie, deus ex machina wszedł w konflikt z Iranem, bo do bliskowschodnich awantur wciągnęli USA poprzednicy Trumpa, bo przed Trumpem i jego „America First” przez kilka dekad rządzili wyznawcy doktryny „Israel First”.
Są i tacy, którzy uważają, że Trump to idiota, że decyzja o przystąpieniu do wojny to przejaw szaleństwa, że „prowadzi nieprzewidywalną politykę i jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa na świecie”. Tymczasem, gdy spojrzymy wstecz, to widzimy, że za jego pierwszej prezydentury Ameryka żadnej wojny nie rozpoczęła (a toczące się wygaszała), Chiny nie zagrażały Tajwanowi, nie było wojny Rosja-Ukraina, Korea Północna przestała wysyłać rakiety nad Japonię i zniszczono Państwo Islamskie. A pod rządami Obamy i Bidena Ameryka wojowała z całym światem i powodowała zamęt w każdym zakątku świata: Chiny zajęły Hongkong, wojska amerykańskie tak wycofywały się z Iraku, aż powstał islamski kalifat. No i była tzw. „Arabska Wiosna”, która skończyła się przejęciem władzy przez islamistów w wielu krajach arabskich, a podpalony świat z niecierpliwością czekał na strażaka zza oceanu.
Mitem jest, że po jednej stronie konfliktu stoi Izrael i wodzony przez Netanjahu za nos Trump, bo po tej samej stronie stoją przywódcy prawie wszystkich państw arabskich. Urojeniem jest też solidarność świata islamskiego z Iranem, jak i to, że odwiecznym przyjacielem Arabów i Iranu jest Rosja. Bo Putin jest w kordialnych relacjach z Netanjahu, bo duża część mieszkańców Izraela to sowieccy Żydzi, którzy zachowują rosyjskie obywatelstwo, głosują na Putina, a kilkadziesiąt tysięcy z nich jest zatrudnionych w izraelskiej bezpiece. I, co ważne – uważają, że Putin to najbardziej filosemicki przywódca w historii Rosji (tej sowieckiej i tej dzisiejszej).
A co do pokutującego mitu o biednych Palestyńczykach oraz zwycięskim Izraelu, to powiedzmy: To Palestyńczycy odnieśli zwycięstwo nad „niezwyciężoną armią”, bo w Gazie przez 75 godzin osiągnęli więcej niż wszystkie armie arabskie przez 75 lat, bo to Izraelczycy przegrywają, robią ze strachu w portki i chowają się po piwnicach, bo na całym świecie wzrosły nastroje antyżydowskie, a Żydzi, mający jeszcze niedawno w oczach światowej opinii status ofiar Holokaustu, stali się faszystami, rasistami, którzy mordują palestyńskie dzieci, którzy z Gazy zrobili getto i powstanie w tym getcie likwidują. Z wojny obronną ręką wyszedł także Iran, bo zmienił zasady gry, bo zmusił rywali do rozmów jak równy z równym, bo był bombardowany, a dziś bombarduje, bo nie kontrolował cieśniny Ormuz, a dziś kontroluje.
I nie dajmy się złapać w emocjonalną pułapkę. Nie ustawiajmy się w jednym szeregu z islamistami na zasadzie „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. Bo nie ważne, że Trump nie lubi muzułmanów (i nie zawsze to, co antyislamskie jest antypolskie), ale ważne, czy lubi Polaków. Pamiętajmy też, że to nie nasza wojna, bo my mamy swoje „wojny” o wiele ważniejsze: Ukrainizacja, zalew imigrantami (w tym Żydami z terytoriów bombardowanych przez Iran) i banderowców (ale nie tych we Lwowie, tylko tych w polskim rządzie). I nie patrzmy na świat oczami innych, tylko zawsze pytajmy: Co na w tym Polska zyskuje, a co traci? Nie wyklucza to naszej sympatii po stronie Palestyńczyków i Irańczyków, Bo w naszym interesie jest maksymalne osłabienie Izraela i tym samym żydowskiego lobby – obu Polsce wrogich. No i nie oznacza, że nie możemy wyciągnąć z tej wojny pouczających konkluzji:
1. Iran, Palestyna, Izrael to części znacznie większej układanki, obejmującej także Ukrainę i Rosję. Że tak jest, potwierdzają dwie rzekomo wrogie sobie telewizje – TV Republika i TVN, zgodnie wzywające do rozprawienia się z „krwawym ajatollahem” w Teheranie i „krwawym satrapą na Kremlu”. Potwierdza to także to, że wrogami ogłosili Iran i Rosję, dwa państwa, które żadnych roszczeń wobec Polski nie mają, a za najbliższych przyjaciół uznali Izrael i Ukrainę, dwa państwa, które roszczenia mają, a nawet publicznie je głoszą. Dowodzi tego również to, że do wojny z Iranem nawołują ci sami, którzy nawołują do wojny z Rosją.
2. Izraelowi nie chodzi o obalenie reżimu ajatollahów w Teheranie, ale o obalenie reżimu Trumpa w Waszyngtonie. Bo to nie wojna Trumpa z Iranem, ale starcie Trumpa z Netanjahu, z którego Trump – jak dotychczas – wychodzi obronną ręką, a pomaga mu w tym to, że Izrael znalazł się na progu wojny domowej i że opinia publiczna w USA szybko ewoluuje na niekorzyść Izraela.
3. Netanjahu chce wciągnąć Trumpa w wojnę totalną (i Trump o tym wie). Na dziś nie osiągnął tego celu, ale to tylko rozejm, którego Izrael nie będzie przestrzegał, będzie systematycznie naruszał oraz… prowokował. I dopilnowanie, aby nie wywrócił stolika z kartami nie będzie łatwe.
4. Izrael niczego nie obawia się bardziej, jak pokoju na Bliskim Wschodzie (a lobby żydowskie w Waszyngtonie nic tak nie jednoczy, jak „zagrożenie” pokojem na Bliskim Wschodzie).Izraelchce też, żeby USA ugrzęzły w bliskowschodnim bagnie na wieki.
5. Trump jest zainteresowany spokojem i pokojem na Bliskim Wschodzie, a Izrael chaosem i wojnami, bo niszczenie bądź destabilizowanie otaczających go państw i uwikłanie w to amerykańskiego mocarstwa służy koncepcji budowania Wielkiego Izraela. Stąd ciągłe zapotrzebowanie na „śmiertelnych wrogów, którzy zagrażają istnieniu Izraela” i stąd „śmiertelne zagrożenie” ze strony Hezbollahu, a nawet obutych w sandały z opon samochodowych Jemeńczyków.
6. Cel Izraela to: Niszczyć. A jak mu się nie uda z Iranem to zabierze się za Turcję. A jak będzie trzeba, to podpali cały świat. I z tego powodu nie jest zainteresowany zmianą reżimu w Teheranie na bardziej demokratyczny, bo chce radykałów przy władzy, którzy dadzą mu pretekst do wojen. Innymi słowy – Trump chciał zmiany reżimu w Iranie na taki, z którym można się dogadać, a Netanyahu na taki, z którym nie można się dogadać.
7. Trump chce negocjacji z Iranem, a Netanjahu negocjacje torpeduje (i likwiduje negocjatorów). Trump chce ugody z Iranem, a Izrael wprost przeciwnie – chce Iranu w stan permanentnego chaosu.
8. Trump wiedział, że wojna jest nie wygrania, ale kalkulował: Jak Izrael uderzy sam, to i tak wciągnie nas do wojny, i pozwolił Netanjahu się skompromitować. Pozyskał też nową kartę – Netanjahu i lobby żydowskiemu może powiedzieć: „Chcieliście wojny, to ją macie”. No i osłabił siłę nacisków lobby izraelskiego. Bo mówi: „Przecież zrobiłem dla was wszystko? Czego jeszcze chcecie?”.
9. Taka „klęska” USA (w cudzysłowie) i taka klęska Izraela (bez cudzysłowu) pozwoli Trumpowi sfinalizować zamysł z redukcją militarnego zaangażowania na Bliskim Wschodzie. Przy czym nie chodzi o rezygnację z biznesu, a wprost przeciwnie – o ekspansję gospodarczą. I nie przypadkiem „dyplomatyczne” działania prowadzą tam wyznaczeni przez niego biznesmeni.
10. Trump demontuje ostatni bastion City of London na Bliskim Wschodzie. I odchodzi świat, kiedy Londyn miała tam coś do powiedzenia. Przy czym City of London to nie tylko sabotażysta pokoju w regionie, ale także pokoju Rosja-Ukraina. No i wiedzieć trzeba, że trwa ostra walka między starym układem globalistów z City of London (który obejmuje UE) i którego częścią były USA za prezydentury Bidena, a odradzającym się nurtem nacjonalizmu, szczególnie widocznym na przykładzie Ameryki.
A co do podejścia Trumpa do bliskowschodnich awantur, to przypomnijmy, co mówił dekadę wcześniej: „Wojna w Iraku była bardzo wielką pomyłką. Nigdy nie powinniśmy się tam znaleźć”; „Wydaliśmy 4 biliony dolarów, aby obalić jednego człowieka (…) gdybyśmy przeznaczyli te pieniądze na budowę dróg i mostów, żyłoby nam się o wiele lepiej”. Nawiązując do lobby żydowskiego, które otorbiło poprzednich lokatorów Białego Domu, pytał: „W pierwszym rzędzie zajmijmy się własnym narodem i własnym krajem. Wychodzimy z tego biznesu. Nigdy więcej składania ofiary z suwerenności na ołtarzu globalizmu”.
Lobby żydowskie natychmiast wszczęło rwetes, bo słowo „globalista” jest w jego oczach synonimem „Żyda”. Później wielokrotnie pokazał Izraelowi środkowy palec i sprzeciwił się izraelskiej strategii wyciągania kasztanów z ognia amerykańskim rękami. Wywołał tym atak furii Żydów, a kiedy powiedział o neutralnym podejściu do rozmów palestyńsko-izraelskich, pojawiły się jego karykatury z hitlerowskim wąsikiem, a nawet zdjęcia hajlującego Trumpa. I to właśnie z tego powodu w 2020 r. przegrał.
Jednak mitem największym jest to, że na wojnie wszyscy, Izrael, irańscy strażnicy rewolucji osiągnęli swoje cele, tylko nie Ameryka (a Chiny i Rosja otworzyły szampana). Żydowskie gazety dla Amerykanów suflują, że to „największa w historii USA klęska, większa niż w Wietnamie”. O tym, że Trump przegrał sromotnie na wszystkich frontach pisze też żydowska gazeta dla Polaków. I tu pytanie: Jak to jest, że w bzdury takie wierzą wytrawni narodowcy, a nawet wypróbowani antysemici?
Skupiając się nad militarnymi aspektami konfliktu, uwadze naszej umknęło, żeTrump dobrze wykorzystał wojnę, do której – przypomnijmy – został wciągnięty. Doskonale zarządza światowym kryzysem energetycznym. Osłabia konkurentów i przejmuje ich rynki. Koszty wojny rekompensuje sobie zwiększonym eksportem ropy i gazu. Nadzoruje coraz większe ich zasoby. Przydusza Chiny (a nawet oferuje kupowanie ropy z Teksasu). I przede wszystkim zwiększa dochody USA, bo amerykański eksport ropy wzrósł o 40, a przemysłu rafineryjnego o 80 procent. To samo w gazie ziemnym i LNG. Ponadto egzekwuje od swoich bliskowschodnich sojuszników zobowiązania do potężnych inwestycji.
Zarządzanie coraz większymi zasobami ropy i gazu staje się dla USA narzędziem globalnej władzy i kontroli nad światowym handlem. Trump obronił petrodolara(a przypomnijmy, że na petrodolara był atak ze strony Chin, Rosji i…Iranu) i powstrzymał tym samym erozję dolara, jako światowej waluty. Innymi słowy – w ropie i gazie powtarza to, czego USA dokonały z dolarem, czyniąc go światową walutą. W Ameryce jest powiedzenie: Nie pozwól, by kryzys się zmarnował, bo możesz dzięki niemu osiągnąć to, czego wcześniej nie byłeś w stanie. Podsumujmy zatem: Trump nie pozwolił, by taki piękny kryzys się zmarnował. To już kolejny, po Wenezueli, świetnie wykorzystany kryzys. I jaki będzie następny?
A Polska? Na wojnie Ukraina-Rosja, do której (podobnie jak Ameryka do wojny Izrael-Iran) została wciągnięta, nie zyskała nic. A mogła (podobnie jak Ameryka) nie pozwolić, by „taki piękny kryzys się zmarnował”, chociażby sprzedając broń i pobierając opłaty tranzytowe, bo biegnący przez nasz kraj korytarz transportowy to taka „polska cieśnina Ormuz”. Zamiast tego została bankrutem. Wzięła na utrzymanie drugi naród, w tym miliony „uchodźców”, którym zapewnia pełny wikt i opierunek. Pozbyła się całej broni (zostały jej tylko zardzewiałe pepesze na sznurkach). A wszystko to w sytuacji, gdy stała się państwem frontowym NATO, gdzie o biegu wydarzeń decyduje siła militarna. Obok takiej, wydającej ostatnie tchnienie armii ukropolińskiej, powstaje armia ukraińsko-niemiecka, która weźmie udział w przejęciu pełnej kontroli nad Polską i zmuszeniu jej do zakupu (za gigantyczny kredyt spłacany przez 45 lat) pancerfaustów z niemieckich fabryk.
Polska największym przegranym. Oddana bez jednego wystrzału. Zmuszona dzielić terytorium z milionami przesiedleńców, do których wkrótce dołączą zdemobilizowani bojcy brygady „Bohaterów UPA”. Z przepotężnym, rozzuchwalonym ukraińskim lobby, świadomym swej dominującej pozycji, panoszącym się, wtrącającym w nasze sprawy, działającym coraz bezczelniej, nakazującym wywieszać banderowskie flagi, terroryzującym, przejmującym władzę w Polsce, przejmującym całą Polskę. Ukrainizacja Polski idzie pełną parą. Ukraiński młot i niemieckie kowadło działają coraz bezczelniej. Mamy już rząd niemiecko-ukraińskie. Bezkarnie hasa ukraińska V kolumna. Ukraińska bezpieka robi, co jej się żywnie podoba. A dla sprzeciwiających się temu będą obozy, do których Polaków wyłapywać będzie Ukrainische Hilfspolizei i których pilnować będą ukraińscy strażnicy.
A kto będzie trzymać w garści skonfliktowane strony? Żydzi i Niemcy! I właśnie na tej zasadzie powstaje UkroPolin – niemiecko-ukraińskie kondominium pod żydowskim zarządem powierniczym, składające się z obcej elity, z milionów łupiących Polskę przesiedleńców z Dzikich Pól i z kilkunastu milionów niemających nic do powiedzenia Polaków. Taka ukropolińska Rzeczpospolita będzie wypłacać Ukrainie coroczny haracz, wydawać na obronę dominującą część budżetu (lecz nie na obronę własną, lecz obronę Ukrainy). Ale na tym nie koniec – będzie finansować pokój, a to będzie jeszcze bardziej kosztowne niż finansowanie wojny. I jeszcze jedno – Polska wraca na Wschód, jest wpychana w strefę chaosu, w obszar cywilizacji turańskiej.
Na naszych oczach spełnia się koszmarny sen, w którym Polska nie uzyskała niczego, a najwięcej straciła. Gdy bitewny kurz opadnie, dla Polaków, jako współwinnych ukraińskiej tragedii (bo podżegali do wojny, bo mało pomagali, bo wbili nóż w plecy nie chcąc żreć zgniłego, „technicznego” zboża z Ukrainy) nie będzie miejsca na defiladzie zwycięzców. Będzie za to pełna kapitulacja przed Brukselą. Przy czym członkostwo Ukrainy wywalczy Tusk, który ogłosi, że jakikolwiek sprzeciw to „agenda Putina”.
Co robić? Na początek rzućmy hasło: Broni pozbyliśmy się. Czas na pozbycie się generałów. A politykom, w tym ministrowi obrony pozwólmy zabrać ze sobą do Berlina tylko plecaczek ewakuacyjny.
Kluczowa polska droga ekspresowa zamknięta. Rozpuściła się od gorąca
Nie sądziłem, że dożyję czasów, gdy polskie drogi zaczną się topić od gorąca. Ważna droga ekspresowa łącząca Lublin z Warszawą jest zamknięta do odwołania. Roztopiła się.
Przez całą Europę przechodzi fala piekielnego upału. Już jest pewne, że w naszym kraju padł rekord temperatury, trwa ustalanie, która stacja pomiarowa wygra. Sytuacja jest dramatyczna, miasta wyglądają jak z filmów o apokalipsie, tak są wyludnione. Pociągi stają w szczerym polu, bo trakcja nie daje rady, w wielu miejscach ścieżki rowerowe mają konsystencję błota, a to dopiero początek. Lublin traci część połączenia z Warszawą, bo w miarę nowa droga rozpuściła się od upałów. Musicie się do tego przyzwyczaić, bo będzie tylko gorzej.
Droga S17 zamknięta. Stopiła się od gorąca
Mamy oficjalny komunikat policji, która przekazała nam, że droga ekspresowa S17 na odcinku od węzła Żyrzyn do węzła Skrudki w kierunku Warszawy (powiat puławski) jest zamknięta do odwołania.
Okazuje się, że na drodze powstał garb, który jest niebezpieczny dla ruchu pojazdów. Kilka godzin przed tym komunikatem na wskazanym odcinku drogi doszło do wypadku z udziałem trzech samochodów. Zdarzenie było na tyle poważne, że cztery osoby trafiły do szpitala.
Przyjrzyjcie się temu zdjęciu, bo na nim widać efekt roztopionej drogi:
Widzicie jaki duży garb? Przed nim są liczne ślady gwałtownego hamowania, więc wypadek był kwestią czasu. O tym, że nawierzchnia zaczyna tracić swój kształt, mogliśmy przeczytać już w sobotę, ale najwidoczniej uznano, że jakoś to będzie. Nie było. Droga się poddała. Na szczęście jest na gwarancji, więc lada moment wykonawca będzie ją poprawiał.
Co ciekawe – odcinek Żyrzyn – Skrudki wykonany jest z betonu cementowego C35/45 dyblowanego i kotwionego. Wykonanie nawierzchni odbywało się przy użyciu zestawu maszyn, które jednocześnie układają dwie warstwy z betonu wbudowując przy tym dyble i kotwy pomiędzy warstwy. Trzecia maszyna skrapiała świeżo ułożoną nawierzchnię betonową roztworem na bazie glukozy i parafiny, który ma za zadanie opóźniać wiązanie i zabezpieczać beton przed złymi warunkami atmosferycznymi. Po kilku lub kilkunastu godzinach na nawierzchnię wjeżdża szczotka mechaniczna, która szczotkuje nawierzchnię na głębokość ok. 1,5 mm, odsłaniając kruszywo. Potem nacina się dylatacje podłużne i poprzeczne, a szczeliny zalewa specjalną masą.
Dlaczego zastosowano beton? Ta trasa należy do jednego z najważniejszych korytarzy tranzytowych w kraju i jest obłożona ogromnym ruchem ciężarowym. Nawierzchnia betonowa nie odkształca się pod wpływem temperatury, nie tworzą się na niej koleiny i w teorii powinna wytrzymać jakieś 30-40 lat bez remontu. W Polsce przez dekady działała droga, którą wybudowała z betonu jeszcze Trzecia Rzesza przed wojną, więc jak sami widzicie – beton ma swoje plusy.
Powiecie – Paweł, ale skoro beton jest odporny na temperatury, to jakim cudem powstał garb?
Magia albo fizyka czarnej dziury. Tak powiedziałby klasyk. Tymczasem każdy materiał kurczy się zimą i rozszerza latem. W temperaturze, jaka panowała w niedzielę, beton zaczyna fizycznie zwiększać swoją objętość. Nawierzchnia podczas układania nacinana jest na mniejsze płyty, pomiędzy którymi znajdują się szczeliny dylatacyjne. Są wypełnione elastyczną masą i kiedy temperatura się zwiększa, to szczeliny stają się węższe. Jednak gdy mamy ekstremalne upały, to płyty rozszerzają się tak bardzo, że szczelina znika, a płyta zaczyna dotykać sąsiedniej płyty.
W takiej sytuacji płyty nie mogą się przesunąć na bok, nie mogą już iść do przodu, nie mogą pójść w dół, bo blokuje je podbudowa. W takiej sytuacji jedynym kierunkiem ucieczki dla gigantycznej energii jest góra. W taki sposób powstaje garb, który stanowi zagrożenie dla ruchu.
Niektórzy twierdzą, że to fuszerka, że to wynik oszczędności na materiałach. Wiem, że to nie do końca prawda, bo miałem przyjemność rozmawiać kiedyś z polskim inżynierem, który budował drogi w Iraku, a i przy nawierzchni betonowej też kiedyś działał.
Otóż tam normy dotyczące budowania nawierzchni były bardziej rygorystyczne niż w Polsce, właśnie ze względu na upały. Drogi i zapas materiałowy projektuje się pod pewne historyczne założenia. Nie ma sensu projektować drogi dla upału 40-50 stopni, skoro takie nie występują w kraju, prawda? I tu właśnie jak na dłoni widać jak zmieniły się warunki panujące w Polsce.
Okęcie zamknęło jeden pas startowy, bo od upałów pojawiły się na nim pęknięcia. Droga S17 jest zamknięta. W całym kraju dochodzi do niszczenia infrastruktury pod wpływem temperatury. Nic z tym nie zrobimy.
To nie jest najgorętsze lato. To najchłodniejsze lato w przyszłości
Można się oszukiwać, można krzyczeć, że zawsze było ciepło, można wsadzać termometry w różne miejsca, żeby udowadniać, że wcale nie jest tak gorąco. Tylko to nie ma sensu. Fakty są nieubłagane – klimat się ociepla, coraz częściej będziemy doświadczać takich temperatur. Przystosujemy się, ale najbliższe lata przyniosą nam nowe problemy – zamknięte drogi, uszkodzone tory, wymarłe miasta w południe. Dojdzie nam nowa kategoria ludzi wykluczonych – tych bez klimatyzacji, bo ona będzie kluczowa do komfortowego życia.
Powiecie, że w Egipcie mają takie temperatury na co dzień i żyją. Oczywiście, tylko tam mieli kilka tysięcy lat ewolucji, żeby przystosować swoje organizmy i życie do upałów. Włosi z południa kraju też znoszą upały, ale tam niczym dziwnym nie jest przerwa w pracy w największy skwar. To dojdzie i do nas, ale dopiero za kilka lat, gdy dni z temperaturą 40 stopni będą coraz częstsze. Korporacje ugotowały nam planetę, a my musimy walczyć ze skutkami ich pazerności. Nie mam złudzeń – lepsze jutro było wczoraj.
Środowisko antykościoła, które zagnieździło się jak pasożyt w Kościele katolickim od dłuższego czasu kultywuje zwyczaj pisania antypolskich i antykatolickich listów i apeli. Zawsze wbrew prawdzie i zawsze w zgodzie z socjotechniką Bestii utrwalającą ogłupienie i bierność, ganiąc przejawy patriotyzmu wśród Polaków broniących historycznej pamięci, godności ofiar i honoru żyjących.
Tak również jest w przypadku „Wspólnego apelu o pojednanie Polaków i Ukraińców” napisanego w duchu „pedagogiki wstydu” i symetryzmu czyli dzielącego winę na pół.
Słowo ekshumacje nie pada ani razu, a słowo Wołyń tylko raz w starym (sprzed 23 lat) cytacie z Jana Pawła II o rocznicy „tragicznych wydarzeń na Wołyniu”.
Nie ma nic o odrodzonej ideologii zła, nic o aktualnym kulcie nazistowskich ludobójców, nic o trwającej kampanii pomówień i nienawiści przeciw Polakom. Zamiast tego są sformułowania typu:
„pojawiają się nowe napięcia i odradza nieufność” – same z siebie?
„Z bólem obserwujemy wzrost wzajemnego napięcia i odradzające się nastroje wrogości między Polakami a Ukraińcami” – Bystrzy obserwatorzy… szkoda tylko, że pominęli przyczyny.
„Papież wzywa każdą i każdego z nas – Polaków i Ukraińców – do osobistego nawrócenia, a nie do rozliczania innych.” – No i mamy typową propagandową ględę wzorowaną na komunistycznych apelach o przerwanie rozliczeń, a chodzi przecież o podstawowe standardy cywilizacyjne typu ekshumacje i chrześcijański pogrzeb ofiar ludobójstwa.
„Pamięcią negatywną, jest natomiast ta, która spojrzenie umysłu i serca obsesyjnie koncentruje na złu, zwłaszcza popełnionym przez innych” – Pamięć o Wołyniu jest pamięcią negatywną i obsesyjną? W rozumieniu autorów apelu, pewnie tak, w odróżnieniu od pamięci o holocauście.
Trwa rzucanie orderami – na akcję zwracania Polsce orderów nadanych przez wiele ostatnich lat politykom ukraińskim, w tym prezydentom tego kraju – polscy politycy odpowiadają tym samym.
Order Jarosława Mądrego zwrócił Ukrainie sam Jarosław Kaczyński, który podczas tzw. rewolucji godności w 2014 roku (w rzeczywistości był to zbrojny zamach stanu organizowany przez zachodnie służby przy pomocy siły probanderowskich) wykrzykiwał w centrum Kijowa: „Sława Ukrainie!”. Swoje odznaczenia oddał też do niedawna skrajny ukrainofil Michał Kamiński.
Długo panowie potrzebowaliście, żeby dostrzec to, co było widoczne na Ukrainie od lat 90. Wtedy, kiedy można było jeszcze próbować zatrzymać ten marsz banderyzmu, kolejne rządy i prezydenci RP patrzyli na to zjawisko przez palce. Dla nich ważniejsze było co innego – może to są i banderowcy, ale są przeciwko Rosji, a to wystarcza żeby im przynajmniej nie przeszkadzać, a może trzeba im nawet pomagać, byle po cichu. Ale ta niesłychana z perspektywy czasu tolerancja nie była bierna – polskie władze podjęły się zadania wyciszania i tłumienia głosów protestu tu, w Polsce.
Byłem świadkiem tego zjawiska. Wszelkie inicjatywy np. nieżyjącego już płk. Jana Niewińskiego, czy Władysława i Ewy Siemaszków były przemilczane, wyszydzane i zwalczane. Władze polskie w tej kwestii realizowały linię polityczną Związku Ukraińców w Polsce, który od samego początku działalności po 1989 roku nie ukrywał swojego banderowskiego oblicza. Czyją politykę realizował i realizuje Związek Ukraińców w Polsce – to pytanie retoryczne.
Zadaję publiczne pytanie – dlaczego polskie władze, kolejni prezydenci, zamiast odznaczać i nagradzać tych, którzy nawoływali do prawdy i ostrzegali przed odradzającym się ideologicznym i politycznym monstrum – nagradzali tych, którzy tego potwora banderyzmu wskrzeszali?
Pytam – dlaczego Orderu Orła Białego nie otrzymali ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski czy sprawiedliwy Ukrainiec Wiktor Poliszczuk? Ten ostatni jest postacią wyjątkową. Początkowo zwolennik ukraińskiego nacjonalizmu, po zapoznaniu się z ogromnym materiałem źródłowym, który pieczołowicie zgromadził – radykalnie zmienił zdanie. Pisał: „Pierwoprzyczyną podjęcia badań nad nacjonalizmem ukraińskim było pragnienie oczyszczenia narodu ukraińskiego od nieuzasadnionych negatywnych stereotypów, a uczynić to można, jak się okazało, jedynie przez ustalenie prawdy historycznej i przez wskazanie na konkretnego sprawcę zbrodni – na struktury Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, szczególnie jej banderowskiej frakcji”.
Poliszczuk był w Polsce bojkotowany, przemilczany, oskarżany o agenturalność. Był groźny, bo posługiwał się faktami i dokumentami. Bronił honoru narodu ukraińskiego przekonując, że nie ma zbrodniczych narodów, są tylko zbrodnicze ideologie. Poliszczuk nie otrzymał od władz polskich nic, ordery otrzymywali piewcy banderyzmu. I jeszcze jedno – jedynym prezydentem Ukrainy, który nie otrzymał Orderu Orła Białego był Wiktor Janukowycz – który próbował przeciwstawić się banderyzmowi. Jakże to wymowny i wstydliwy obecnie fakt. Jakże wiele mówi o klęsce moralnej polskiej polityki wobec Ukrainy po 1991 roku.
Zachodni imperializm i jego natowska broń, pełnomocnicy i media znów działają.
W tym tygodniu przypadała 85. rocznica inwazji nazistowskich Niemiec na Związek Radziecki – największej agresji w historii ludzkości. Również w tym tygodniu niemieckie czołgi, noszące nieomylne Żelazne Krzyże, przetoczyły się w kierunku granicy z Rosją wraz z innymi partnerami NATO w ramach ćwiczeń wojskowych cynicznie nazwanych „Operacja Tarcza Wolności”.
Naprawdę szokujące jest, jak historia powtarza się na tak kryminalną skalę – bezczelnie i pozornie przy obojętności społeczeństwa.
22 czerwca 1941 roku nazistowskie Niemcy rozpoczęły największą w historii inwazję militarną. W operacji Barbarossa uczestniczyły trzy miliony żołnierzy niemieckich oraz jednostki z krajów sprzymierzonych. Ten blitzkrieg zapoczątkował największy teatr II wojny światowej, znany w Rosji jako Wielka Wojna Ojczyźniana. Zginęło co najmniej 27 milionów obywateli radzieckich, w większości cywilów. Wyraziste nagrania z tamtego okresu pokazują rzędy ludzi rozstrzeliwanych i grzebanych w masowych mogiłach. W słynnej zbrodni we wrześniu 1941 roku ponad 33 000 cywilów zostało straconych w ciągu zaledwie dwóch dni w Babim Jarze, wąwozie niedaleko Kijowa.
Cztery lata później Armia Czerwona zepchnęła nazistowski Wehrmacht do Berlina, gdzie został ostatecznie pokonany.
Każda rosyjska rodzina była zszokowana horrorem i nieludzkim cierpieniem. Pamięć o tej katastrofie jest głęboko zakorzeniona w świadomości narodowej. Inwazja nazistowska była wojną na wyniszczenie, w której nie było litości dla mężczyzn, kobiet ani dzieci. „Ostateczne rozwiązanie” obejmowało systematyczną eksterminację Słowian, Żydów, komunistów, Romów i innych osób uważanych za „podludzi” zgodnie z nazistowską ideologią rasową. Niemiecki Wehrmacht i Einsatzgruppen były wspierane przez faszystowskie siły pomocnicze na Litwie, w innych krajach bałtyckich i na Ukrainie.
Dokładnie 85 lat później, 22 czerwca 2026 roku, na Litwie rozpoczęły się manewry NATO pod dowództwem armii niemieckiej. To właśnie w Probradė, miejscu odbywających się w tym tygodniu ćwiczeń wojskowych NATO, około 15 kilometrów od granicy z Białorusią, doszło do masakr dokonanych przez nazistów i ich kolaborantów.
Konsekwencje operacji Barbarossa są przerażająco głośne i wyraźne. Niemiecki minister obrony, Boris Pistorius, przewodził w tym tygodniu ćwiczeniom wojskowym NATO. W zachodnich mediach nie było ani wstydu, ani zażenowanych komentarzy.
Niemożliwe, żeby ta data była głupią pomyłką. To była celowa prowokacja. Niemiecki militaryzm znów rośnie w siłę i werbalnie atakuje Rosję. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz ogłosił cel uczynienia z Niemiec największej potęgi militarnej w Europie. Dowódcy NATO bezmyślnie rozważają atak na terytorium Rosji za pomocą pocisków dalekiego zasięgu i dronów.
Podobnie jak w czasie II wojny światowej, Litwa, państwa bałtyckie i Ukraina są pośrednikami agresji przeciwko Rosji.
W ostatnich latach kraje te ożywiły tendencje faszystowskie, oddając hołd wojskowym kolaborantom nazistowskich Niemiec. Pomniki ku czci brygad Waffen-SS odsłonięto na Litwie, Łotwie, w Estonii i na Ukrainie. Zaledwie w zeszłym miesiącu osławiony ukraiński przywódca nazistowski z czasów wojny, Andriej Melnyk, został oficjalnie pochowany w Kijowie z pełnymi honorami państwowymi, w obecności marionetkowego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Wywołało to ostry spór z Polską, ponieważ Melnyk i jego ukraińskie oddziały paramilitarne były odpowiedzialne za zamordowanie ponad 100 000 Polaków. Co godne uwagi, stolice europejskie i NATO starają się zatuszować tę kontrowersję, ponieważ obnaża ona prawdziwe, odrażające oblicze reżimu kijowskiego. Ujawnienie reżimu, co to mówi o NATO i UE? Podważyłoby to ich twierdzenia o „obronie ukraińskiej demokracji” przed Rosją i o tym, że Ukraina jest rzekomo bastionem dla reszty Europy.
Gloryfikacja ukraińskich kolaborantów nie jest zjawiskiem marginalnym i przypadkowym. W całej Europie wśród klasy politycznej powszechna jest tendencja do przepisywania historii II wojny światowej i tuszowania potwornej agresji na Związek Radziecki. Działania te wynikają z obecnego odrodzenia się rusofobii, która leży u podstaw polityki UE i NATO. Amerykańscy i europejscy przywódcy, zwani „kolektywnym Zachodem”, kierują się strategicznym celem pokonania Rosji, aby eksploatować jej ogromne zasoby naturalne. Ten sam cel przyświecał nazistowskim Niemcom i ich europejskim wspólnikom.
Tak jak w 1941 roku, propaganda NATO dziś wypacza rzeczywistość, oskarżając Rosję o stwarzanie bezpośredniego zagrożenia, przed którym należy się bronić. Cała Europa jest mobilizowana i militaryzowana, czemu towarzyszą ostrzeżenia o konieczności przygotowania się do wojny z Rosją. Bębny wojenne biją wściekle. Społeczeństwa europejskie są niszczone przez ten bezlitosny militaryzm, marnotrawstwo zasobów gospodarczych i obsesyjną wrogość wobec Rosji.
Założone w 1949 roku NATO kontynuuje działania tam, gdzie nazistowskie Niemcy poniosły porażkę. Posługuje się tymi samymi propagandowymi kliszami, aby przedstawić Rosjan jako barbarzyńców, których należy pokonać w imię pokoju i bezpieczeństwa.
Amerykańskie, brytyjskie, niemieckie, francuskie i inne natowskie rakiety i drony atakują głęboko w Rosji, zabijając cywilów i niszcząc kluczową infrastrukturę. Podobnie jak w przypadku operacji Barbarossa, wróg obiera sobie za cel Moskwę.
Niewiarygodne jest, że przerażające zbrodnie nazistowskich Niemiec przeciwko narodowi rosyjskiemu powtarzają się za naszych czasów.
Niesamowite jest też to, jak rażąco powtarza się historia.
Jak mogło dojść do takiej niesprawiedliwości? To zasługa propagandowej siły kontrolowanych przez Zachód mediów.
Wojna z Rosją jest przedstawiana jako pokój. Agresja jest przedstawiana jako obrona. Te same media ukrywają rehabilitację nazistów na Ukrainie i w krajach bałtyckich.
Kiedy niemieckie czołgi i artyleria, odznaczone Krzyżem Żelaznym, zbliżają się do granic Rosji, zachodnia opinia publiczna powinna być głęboko zaniepokojona tym, co się dzieje. Niestety, zbyt mało osób zdaje sobie sprawę z zagrożenia, ponieważ system propagandowy znany jako media informacyjne systematycznie kłamał. Prawda jest taka: europejscy i amerykańscy przywódcy napędzają wojnę światową, która pochłonie miliony ofiar.
Ambicje nazistowskich Niemiec, by podbić Rosję, wynikały z imperialistycznych celów, ideologii hegemonii i propagandowych kłamstw. Zachodni imperializm i jego natowska broń, partnerzy i media znów działają.
Jako odpowiedź strategiczną Rosja podjęła decyzję o przygotowaniu się do wojny w Europie.
Porozumienie deeskalacyjne, które wynikło z rozmów między USA a Iranem w Lucernie, w dużej mierze było zgodne z pierwotnym dziesięciopunktowym planem Iranu. Jednocześnie prezydent Trump i wiceprezydent Vance celowo zaciemniają sytuację, twierdząc, że Iran zgodził się już na inspekcje MAEA w swoich obiektach jądrowych (co Iran wielokrotnie dementował). Vance stwierdził nawet, że MAEA mogła rozpocząć inspekcje w tym tygodniu. Nie – „ramy porozumienia” odnosi się jedynie do potencjalnego nadzoru MAEA nad rozwodnieniem irańskich zapasów uranu, które są obecnie wzbogacane do 60 procent, w oczekiwaniu na ostateczne porozumienie ze Stanami Zjednoczonymi.
Trump później fałszywie twierdził w mediach społecznościowych:
„Iran w pełni i bezwarunkowo zgodził się na najwyższy możliwy poziom inspekcji nuklearnych na długi czas”.
W rzeczywistości MAEA przeprowadza obecnie jedynie inspekcję wspólnej irańsko-rosyjskiej elektrowni jądrowej w Buszehr – na prośbę Rosji, która chce się upewnić, że wszystkie zobowiązania związane z jej zaangażowaniem są wypełniane. Innymi słowy, jest to rosyjskie żądanie wypełnienia własnych zobowiązań wobec MAEA.
Trump ostrzegł następnie Iran, że może być zmuszony „dokończyć sprawę [wojskowo]”, jeśli nie uda mu się osiągnąć bardzo korzystnego porozumienia. Powiedział, że zajmie to „około tygodnia”. Stwierdził również, że Iran musi zdeponować wszystkie uwolnione środki na rachunkach powierniczych (ESCROW) i może je wykorzystać wyłącznie do „zakupu kukurydzy i soi dla swojego narodu, ponieważ teraz głoduje – a kupuje wyłącznie od nas”.
Jest zatem całkiem jasne, co będzie dalej: Trump powraca do swojego stylu negocjacyjnego z nowojorskiego sektora nieruchomości. W swojej książce z 1987 roku „The Art of the Deal ”, napisanej przez Tony’ego Schwartza, zaleca „stawianie ekstremalnych i nieprzewidywalnych żądań, aby wywołać strach i zmusić przeciwnika do ustępstw”.
To sprowadza nas z powrotem do scenariusza generała Kellogga. Kellogg doradził Trumpowi, że w przypadku Putina lub Irańczyków, zadziała tylko presja – a po niej jeszcze większa.
Znana taktyka Trumpa: najpierw wykazać się pewną elastycznością, aby zwabić przeciwnika do stołu negocjacyjnego. Następnie wykorzystać fałszywe twierdzenia o irańskich ustępstwach i skrajnych żądaniach, aby zwiększyć presję na Teheran – podczas gdy Trump będzie sprawiał wrażenie twardego negocjatora w oczach rozgniewanych neokonserwatystów i własnego elektoratu.
Ten rodzaj nacisku może sprawdzić się w przypadku transakcji na rynku nieruchomości w Nowym Jorku, będzie jednak nieskuteczny wobec Iranu i Rosji.
Takie groźby będą miały odwrotny skutek od zamierzonego w przypadku Iranu i spowodują, że USA znajdą się na kursie kolizyjnym.
„Porozumienie z Islamabadu nie było wynikiem nacisków i przymusu, lecz wynikiem oporu i siły narodu irańskiego” – odpowiedział pan Qalibaf, główny negocjator Iranu.
Z praktycznego punktu widzenia Will Schryver, bystry obserwator amerykańskiej armii, zauważa, że Iran ma przewagi,
„które są liczniejsze i skuteczniejsze od wszystkiego, co Stany Zjednoczone mogą rozmieścić na polu bitwy”.
„Moim zdaniem” – kontynuował Schryver – „silna obecność wojskowa USA w regionie Zatoki Perskiej stała się całkowicie nie do utrzymania. Amerykanie próbują teraz jedynie ratować twarz. Nie sądzę, aby armia amerykańska była w stanie przeprowadzić w tym czasie 72-godzinną operację o wysokiej intensywności”.
„Ale myślę, że spróbują. Trump prawdopodobnie po prostu blefuje. Mimo to nie zdziwiłbym się, gdyby spróbowali zagrać ostatnią kartą, żeby odzyskać przewagę”. (Możliwe, że po wyborach parlamentarnych i gdy Stany Zjednoczone uzupełnią zapasy amunicji).
Iran prawdopodobnie odpowie ponownym zamknięciem Cieśniny Ormuz i jednoczesnym atakiem na infrastrukturę państw Zatoki Perskiej.
Trump najwyraźniej gra w ekonomiczną „grę w tchórza” – kto pierwszy ustąpi. Jednak kolejna ofensywa militarna prawdopodobnie tylko pogorszyłaby reputację armii USA.
Jednak Trump może być skłonny ograniczyć swoje straty w Iranie – w końcu ta wojna osłabia jego szanse w wyborach uzupełniających – i zamiast tego ponownie skupić uwagę na Ukrainie i Rosji.
Dziennik „ Kyiv Independent” opublikował wczoraj raport, powołując się na „wysokiego rangą urzędnika ukraińskiego”, który twierdzi, że Trump prywatnie dał Zełenskiemu zielone światło na podjęcie „odważniejszych” działań przeciwko Rosji.
I oto jesteśmy znowu tutaj.
„Trump tak naprawdę nie wierzy, że Putin zrobi cokolwiek bez presji” – dodał ukraiński urzędnik.
Simplicjusz spekuluje:
„Trump był wyraźnie sfrustrowany tym, że nie udało mu się zakończyć jednego z konfliktów, które obiecał szybko rozwiązać. Po aferze z irańskim memorandum otwarcie oświadczył, że teraz ponownie zwróci uwagę na Ukrainę”.
Jest zatem całkiem prawdopodobne, że Trump potajemnie zachęcał Europejczyków do ukształtowania pola bitwy w celu „zmiękczenia” Rosji przed kolejnym ruchem Trumpa.
Jeśli to prawda – a prawdopodobnie tak jest – to Europejczycy bawią się zapałkami, ryzykując pożar lasu.
Przywódcy E3 – Starmer, Merz i Macron – spotkali się z Zełenskim 7 czerwca i obiecali mu zarówno pełne wsparcie, jak i – w związku z dalszą presją na Rosję –
„aby podkreślić pilną potrzebę znacznego zwiększenia produkcji pocisków przechwytujących, zdolności do przeprowadzania głębokich uderzeń i wspólnego rozwoju systemów obrony balistycznej, przy jednoczesnym zapewnieniu długoterminowej zdolności operacyjnej ukraińskich sił zbrojnych”.
Krótko mówiąc: Europejczycy chcą rozszerzyć swoje ataki daleko w głąb Rosji – aż do Moskwy i Petersburga – co prawdopodobnie spowoduje ofiary śmiertelne wśród ludności cywilnej i niepokój wśród ludności.
E3 starannie zaplanowało organizację zbliżającego się szczytu G7 i szczytu UE, które miały koncentrować się na Zełenskim. Celem było zwiększenie presji na „prezydenta Putina”, aby zgodził się na natychmiastowe i całkowite zawieszenie broni – począwszy od obecnej linii frontu.
Szefowie państw i rządów państw europejskich zobowiązali się również do ścisłej współpracy przed szczytem NATO w Ankarze (7-8 lipca) w celu zabezpieczenia dalszych zobowiązań w zakresie wsparcia wojskowego dla Ukrainy.
Kraje E3 wyraźnie uzbrajają się w nowe rakiety, aby móc uderzyć w Rosję głębiej i bardziej destrukcyjnie.
Na przykład rząd brytyjski ogłosił:
„Brytyjski projekt opracowania ekonomicznej, nowoczesnej broni dalekiego zasięgu dla Ukrainy osiągnął ważny kamień milowy. Trzy systemy opracowane w Wielkiej Brytanii zostały pomyślnie przetestowane. Naziemne systemy uzbrojenia są zaprojektowane tak, aby docierać do celów oddalonych o ponad 500 kilometrów z prędkością 600 km/h i przenosić głowicę bojową o masie 225 kilogramów”.
Według Financial Times, Trump był „niezwykle pod wrażeniem i podekscytowany” niedawnymi ukraińskimi atakami dalekiego zasięgu na cele położone głęboko w głębi Rosji podczas szczytu G7.
Podczas szczytu Trump zadeklarował również gotowość do dalszego zaostrzenia sankcji wobec rosyjskiego sektora energetycznego.
Oczywiste jest, że E3 przygotowało zakrojoną na szeroką skalę operację psychologiczną, aby przekonać Trumpa, że Ukraina wcale nie znajduje się w defensywie – jak mu wcześniej powiedziano – lecz odzyskała inicjatywę. Celem było przekonanie USA do poparcia europejskiej strategii kapitulacji Rosji: zawieszenia broni, niezmienionych granic, reparacji od Rosji i procesów o zbrodnie wojenne przeciwko rosyjskim urzędnikom.
Wydarzenia te wywołały w Rosji dwie istotne reakcje.
Po pierwsze, wysoko postawieni urzędnicy Kremla – w szczególności doradca Putina Jurij Uszakow – oświadczyli w ciągu ostatnich trzech dni, że „duch” szczytu w Anchorage i osiągniętych tam porozumień „praktycznie się załamał”.
„Stany Zjednoczone ich porzuciły”.
Moskwa nie oczekuje już, że te zobowiązania będą przestrzegane i skupia się wyłącznie na zapewnieniu sobie „zwycięstwa” środkami militarnymi.
Minister spraw zagranicznych Ławrow posunął się jeszcze dalej, nazywając spotkanie na Alasce amerykańskim „oszustwem”, mającym na celu jedynie kupienie Ukrainie czasu na odbudowę i unowocześnienie sił zbrojnych – podobnie jak miało to miejsce w przypadku porozumień mińskich, które z perspektywy czasu również okazały się oszustwem.
Wiceminister spraw zagranicznych Siergiej Riabkow oświadczył:
„Widzimy również, że linia Waszyngtonu coraz bardziej zbiega się z ekstremalnie antyrosyjskim stanowiskiem najbliższych europejskich sojuszników USA – zwłaszcza Wielkiej Brytanii i Francji”.
To oznacza głęboką zmianę strategiczną.
Rosja nie zamierza już nawiązywać nowych stosunków z Waszyngtonem, choć kontakty ze stolicą USA będą kontynuowane.
Drugie wydarzenie ma związek z przemówieniem prezydenta Putina wygłoszonym 23 czerwca w George Hall do kadetów.
Podsumowując, Putin wyjaśnił młodym oficerom, że Zachód najpierw konstruuje rosyjskie zagrożenie, a następnie oskarża Rosję o jego stworzenie. Ten schemat powtarza się w historii i sięga 1941 roku.
Putin wskazał, że pewien próg został przekroczony.
Wyjaśnił, że podczas gdy państwa NATO wcześniej ograniczały się do wspierania reżimu w Kijowie w jego wojnie z Rosją, Zachód obecnie otwarcie dyskutuje o przygotowaniach do wojny z Rosją i drastycznie zwiększa wydatki wojskowe. Kanclerz Merz dał temu wyraz w szczególności.
Odpowiedź Rosji polega zatem na modernizacji jej arsenału nuklearnego i sił zbrojnych, a także na wzmocnieniu zdolności operacyjnych sił powietrznych, kosmicznych i marynarki wojennej.
Wyraźna wzmianka o nuklearnej triadzie w bezpośrednim kontekście przygotowań Zachodu do wojny z Rosją była bez wątpienia ukierunkowanym przekazem skierowanym do Trumpa i Europejczyków.
Rosja usłyszała europejskie okrzyki wojenne.
W odpowiedzi Moskwa podjęła strategiczną decyzję o przygotowaniu się do wojny w Europie.
To nie sam Anchorage był pomyłką, ale rozmowa o tym. To:
zdemoralizował patriotyczny rdzeń wewnątrz samej Rosji,
dawał fałszywe nadzieje wewnętrznym defetystom, którzy postrzegali to jako zielone światło do sabotowania Zwycięstwa, a
stworzone na Zachodzie iluzja, że Rosja jest po prostu niezdolna do gry w symetryczną eskalację. Oznaczało to, że Zachód mógł narzucić każdy model eskalacji, który uznał za korzystny (przy założeniu, że Rosja nie odpowie i po prostu poczeka na pojednanie).
Nic z tego nie jest prawdą. Ale dokładnie tak to wyglądało. Błąd nie był w samych działaniach, ale na obrazie i kadrowaniu informacji.
To już nas drogo kosztowało. I będzie nas to kosztować jeszcze więcej.
Na Ukrainie nic poza całkowitą kapitulacją obecnego reżimu i przeniesieniem całego terytorium Ukrainy pod naszą strategiczną kontrolą nas nie zadowoli. Kropla.
Osiągnięcie tego nie będzie łatwe – musimy wyrwać się z inercyjnego scenariusza. Zróbmy to. Po prostu nie ma innego sposobu.
Pośmiertne uhonorowania ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego poprzez nadanie mu odesłanego przez prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego Orderu Orła Białego.
2.
Wstrzymanie wsparcia wojskowego dla Ukrainy. Lotnisko Rzeszów-Jasionka powinno zostać poddane natychmiastowemu przeglądowi, remontowi, konserwacji.
Ani jednej palety więcej, ani jednej sztuki broni, sztuki amunicji, ani jednego egzemplarza sprzętu ciężkiego, czy lekkiego, kołowego, czy lotniczego na Ukrainę. Ani tony, ani grama. Nie będziemy dłużej zbroić naszych wrogów. Banderowski reżim kijowski nie jest ani sojusznikiem, ani przyjacielem. Jest wrogiem narodu i państwa polskiego.
3.
Przywrócenie penalizacji służby w obcej armii, „ze szczególnym uwzględnieniem armii ukraińskiej”.
– Kto się tam zaciągnął, bo władza otworzyła tę furtkę, łamiąc uświęcone tradycją i podtrzymywaną przez zdrowy rozsądek zasadę, że polski obywatel nie może, nie powinien składać żadnych przysiąg wierności innym państwom i innym formacjom. Niektórzy z tego skorzystali. Bóg z nimi. Nie daj Bóg, żeby naród polski ponosił koszty leczenia, odszkodowań, rekompensat za te nieprzyjemności, które mogłyby tam ich spotkać. Należy natychmiast tę furtkę zamknąć, zatrzasnąć
4.
Wprowadzenia „lojalki antybanderowskiej”. Miałaby ona objąć „wszystkich Ukraińców, którzy przebywają, chcą przebywać na terytorium RP”.
– A tym bardziej dla tych, którzy występują z wnioskami o prawo pobytu, pracy, nie daj Boże skutecznie sięgają po obywatelstwo polskie. I tu – uwaga – wstecznie. Każdy przybysz z Ukrainy ma zadeklarować, że nie wyznaje i nie będzie promować i pochwalać zbrodniczej ideologii ukraińskiego nazizmu, banderyzmu.
5.
Ograniczenie szczególnych rozwiązań migracyjnych dla obywateli Ukrainy.
– My tylko i aż uznamy niektóre akty prawne – na przykład nadania obywatelstwa, przyznania prawa do pobytu i pracy za nadane nieprawnie, a zatem niebyłe.
Poseł Berkowicz rozszerzył „program dla Ukrainy” o dodatkowe propozycje:
– zakręcić kurek z kasą i wszelkiego żyrowania pożyczek
– blokować wejście do EU i NATO
W lipcu 2022 Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna wydała 60. stronicową broszurę „Stop ukrainizacji Polski” w której opisano skutki polityki władz, które teraz możemy obserwować.
Proponuję pobrać i zapozna się z tym co 4 lata temu pisano.
Prezydent Zelenski ucieka przed polskim żubrem. I po co było zaczynać z polską bestią?
Obecnie średnio co piąty wpis w polskich mediach społecznościowych dotyczący Ukrainy jest wpisem krytycznym, a odrzucając wpisy neutralne to aż 9 na 10 ma charakter negatywny wobec Ukraińców – wynika z raportu opublikowanego przez ośrodek analityczny Res Futura. Krytyka wobec Ukrainy rośnie w mediach społecznościowych nieprzerwanie od początku maja. Awantura, którą wywołał prezydent Ukrainy obróciła się całkowicie przeciwko niemu.
Press Club Polska i Data House Res Futura zaprezentowały w poniedziałek wyniki monitoringu polskiej debaty w mediach społecznościowych dotyczącej Ukrainy i Ukraińców: „Obraz Ukrainy i Ukraińców w polskich social media”. Analiza obejmowała okres od 1 do 21 czerwca 2026 r., w którym ukazało się 754 tys. wpisów o Ukrainie. Wpisy te wygenerowały 10,2 mln reakcji i komentarzy.
Jednoznacznie negatywnie o Ukrainie
Z raportu wynika, że obecnie średnio co piąty wpis dotyczący Ukrainy jest wpisem krytycznym. – Jeżeli odrzucilibyśmy wpisy neutralne, to na dziesięć wpisów dziewięć będzie miało charakter negatywny wobec Ukraińców – podkreślił Michał Fedorowicz z Res Futura. Krytyka wobec Ukrainy rośnie we wpisach w mediach społecznościowych nieprzerwanie od początku maja: z 15,4 proc. do 22 proc. Każdy kryzys podnosi ten poziom, który już nie spada.
– Temat nie wygasa i praktycznie rzecz biorąc temat ukraiński jest tematem nr 2 w polskich mediach społecznościowych codziennie – powiedział Fedorowicz, podkreślając, że obecnie wszystkie wpisy, które krytykują Ukrainę, bądź eskalują mają największe zaangażowanie wśród innych użytkowników.
Analiza wpisów w mediach społecznościowych wykazała, że w okresie od 15 do 21 czerwca, wśród najczęściej poruszanych przez użytkowników tematów we wpisach były: Zełenski i dyplomacja (69,8 proc.), Tusk i Nawrocki (54,5 proc.), Order Orła Białego (47,3 proc.) oraz Wołyń i historia (22,5 proc.).
Polacy byli cierpliwi
Fedorowicz zaznaczył, że temat UPA jeszcze rok temu stanowił nawet poniżej 5 proc. dyskusji o Ukrainie w mediach społecznościowych. Podkreślił, że obowiązywało wtedy społeczne, internetowe przyzwolenie na to, żeby o tym temacie nie rozmawiać, ponieważ służy Rosji i jest wspierany przez propagandę prorosyjską. Dodał, że obecnie sytuacja się odwróciła, a większość użytkowników traktuje go jako kwestię podstawową i dotyczącą jednego z głównych wydarzeń w historii Polski.
– Nie ma dzisiaj absolutnie przestrzeni na to, bo nie ma przestrzeni politycznej, żeby zmienić te nastroje – zaznaczył. Dodał, że temat UPA w najbliższym czasie będzie eskalować ze względu na obchodzony 11 lipca Dzień Pamięci o Polakach – ofiarach ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Kresach Wschodnich II RP.
Z raportu wynika, że po raz pierwszy użytkownicy mediów społecznościowych częściej pod wpisami dotyczącymi Ukrainy dawali reakcję serduszka, niż złości. Autorzy raportu zaznaczyli jednak, że nie wynika to z sympatii do Ukrainy, lecz poklasku dla decyzji o odebraniu orderu. Najwięcej „serduszek” zebrał bowiem wpis prezydenta Karola Nawrockiego, w którym poinformował o podjęciu tej decyzji.
Koniec uległości i porażka gdańskiej konferencji
W raporcie zbadano również, co użytkownicy mediów społecznościowych zarzucają tym użytkownikom, którzy bronią Ukrainy. W 34 proc. komentarzy, jest to zdrada przeciw Polsce, a w 22 proc. uległość i „klękanie” przed Ukrainą.
Res Futura przeanalizowała także nastroje użytkowników na tydzień (18-24 czerwca) przed Konferencją na rzecz Odbudowy Ukrainy w Gdańsku. Najczęstszy zarzut we wpisach to wprost wrogość do Ukrainy (53,1 proc.), natomiast reszta podważa sens i uczciwość szczytu.
– Szczyt z perspektywy mediów społecznościowych został opisany jako impreza, która niczego nie wniosła – podkreślił Fedorowicz.
Ponadpartyjna zgoda, PiSowi nikt już nie wierzy
Analitycy sformułowali również wnioski polityczne na podstawie badań. Jednym z nich jest to, że niechęć do Ukrainy jest trwała i ponadpartyjna. Fedorowicz zaznaczył, że tak, jak politycy, którzy w 2022 r. bronili Rosji byli marginalizowani, tak obecnie to samo dzieje się z tymi, którzy bronią Ukrainy. – Sytuacja odwróciła się o 180 stopni w sposób trwały – podkreślił.
– Wołyń jest najważniejszą osią sporu i najmocniejszym paliwem emocjonalnym – zaznaczył.
Podkreślił również, że algorytm promuje emocje, a więc promuje treści antyukraińskie. Oznacza to, że politycy, którzy będą promowali te treści będą mieli większe zasięgi. Fedorowicz zauważył jednak, że jedyną partią, która nie zyskuje na antyukraińskiej narracji jest Prawo i Sprawiedliwość.
Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę, panie Zełenski
Pod koniec maja prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zdecydował o nadaniu jednej z jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA”. Decyzja ta wywołała w Polsce falę krytyki. Prezydent Karol Nawrocki poinformował 19 czerwca, że zdecydował o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego. W odpowiedzi dzień później Zełenski, pokazując pogardę dla polskiego najwyższego odznaczenia, odesłał order do Warszawy za pośrednictwem firmy kurierskiej.
Następnie Orderu Orła Białego zrzekli się byli prezydenci Ukrainy: Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko oraz Petro Poroszenko, a innych polskich odznaczeń państwowych zrzekli się: minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha, szef Biura Prezydenta Ukrainy Kyryło Budanow, jego zastępca Ihor Żowkwa oraz ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar. Prezes PiS Jarosław Kaczyński poinformował zaś, że zwróci przyznany mu w 2022 r. ukraiński Order Księcia Jarosława Mądrego, ale PiSowi nic już nie pomoże – oni zaczęli politykę uległości wobec Ukrainy i płacą co za spadającym poparciem.
W odpowiedzi na odebranie orderu, parszywi naziści z Ukrainy będą tworzyć „panteon bohaterów”, z którego będzie się roiło od morderców Polaków. Dlatego postuluje, by natychmiast zamknąć Jasionkę, odciąć Ukrainę od jakiegokolwiek finansowania i zablokować jej wejście do UE.
Pod tym tytułem ukazała się druga książka Jerzego Gawryołka [„Yurko”] na temat ciągłego ukrywania prawdy o Zbrodni Smoleńskiej.
Poniżej zaznaczyłem boldem:
Widać, że Polacy nie dopuszczą do uschnięcia, ucichnięcia, zepchnięcia do lochów niepamięci prawdy o tej Zbrodni, jak i prawdy o ponurym usiłowaniu zakłamania. Prawda nie znika, nawet po zbrodni. To jest prawo do pamięci. Chcieli ją zakopać, zabetonować, przemilczeć. I to z dwóch, niby „sprzecznych” stron.
Z jednej ze strony rosyjskiej [MAK, Anodina, Putin itp] i ich służalców w Polsce [Tusk, Arabski, Miller, Lasek Smoleński, aprobata CIA itp].
Z niby-drugiej – Komisja Macierewicza, asystujący im przecież Jarosław [!! Przecież brat bliźniak – !! znów]. Działalność tej ostatniej grupy bardziej boli i krwawi. Prawda jednak czeka i wychodzi na światło.
Zajmowałem się przez parę lat dokumentowaniem faktów, ale niestety głównie kłamstw, oszustw obu tych grup [szerzej – band, ale nie będę tego określenia więcej używał].
Ale teraz, po 15 latach od zbrodni, w książce Yurko znajduję wiele nieznanych mi tekstów oraz argumentów i mocnych dowodów na piętrowe kłamstwa.
Yurko jest z zawodu „internetowym fotografikiem”, więc sporo z jego spostrzeżeń i dowodów jest z trudem zrozumiałe dla laików. Drąży głęboko, ale i skutecznie. Ale gdy skupisz się na analizie konkretnego dowodu, zdjęć, to dowody stają się jasne i oczywiste.
Cała książka Kod bliźniaki. Smoleńska pułapka. wydrukowana jest na ciężkim, specjalnym papierze przeznaczonym do druku ilustracji, bo właściwie wszystko to kolorowe zdjęcia i reprodukcje dokumentów.
Całość tej ogromnej pracy wykonał jednak jeden uparty człowiek – i to chory rencista [Y, przepraszam !] . Napisał, zredagował, wydał, wydrukował.Książka jest dostępna.
I to właśnie ze swojej, bidnej zapewne, renty. Żadnych dotacji, subwencji czy jak to się zwie.
=============================================
I tu nie mogę się oprzeć, będzie wtręt:
Inny Autor, świetnej i potrzebnej Książki, od lat domaga się od „onych” wydania jej w ogromnym nakładzie[!! Słusznie !!] , recenzji Uznanych Recenzentów oraz w podobnych ułatwień. Wynik – od lat brak tej bardzo potrzebnej książki na rynku. A skład komputerowy jest, czeka.
Jakżeż dwa różne podejścia.
================================
Wracam do książki „Kod bliźniaki. Smoleńska pułapka”.
Pierwsza to „Kłamstwu na odlew. Katastrofa, której nie było.”
– Autorom planów oraz wykonania tej Zbrodni, oraz siłom ciągle ją ukrywającym – nie odpuścimy.
=================================
Ta poprzednia – „Kłamstwu na odlew” – .
obecnie niedostępna. Gdy zebrana będzie odpowiednia ilość zamówień, to wtedy będzie dana do druku
Osobiście dodaję, że warto Y wesprzeć dodatkowo, to może i trzecią napisze?
===================
przekaż wpłatę na konto PLN 75 zł – to razem za książkę oraz opłatę kurierską
SKOK Stefczyka 79 7065 0002 0650 0352 2003 0001 dopisz : druk książki właściciel rachunku: Jerzy Gawryołek
Szanowni Państwo, prawda jest taka, że odzyskiwanie, także i tracenie niepodległości jest sprawą zawsze zdeterminowanej mniejszości. To zdeterminowana mniejszość traci niepodległość, bądź też odzyskuje ją.
Grzegorz Braun
Podczas Konferencji o niepodległości Polski z udziałem Grzegorza Brauna, dr Leszka Sykulskiego, Ireneusza Jabłońskiego i Piotra Barełkowskiego, w części „pytania i odpowiedzi” pojawił się młody Eurokołchoźnik, który spytał Grzegorza Brauna: Dlaczego pan tym wszystkim ludziom robi wodę z mózgu?
Byłem na całym tym spotkaniu i naszła mnie taka myśl. Dlaczego pan tym wszystkim ludziom robi wodę z mózgu? Najpierw pan mówi o tym, że polskie państwo jest likwidowane.
Co w zasadzie dobrego na arenie międzynarodowej, czy na arenie chociaż krajowej udało się panu zrobić dla Polski? Bo ja widzę głównie performensy. Gaszenie świeczek gaśnicą, szarpanie lekarki w szpitalu, bieganie z choinką…
Czy woli pan Polskę taką, jaka jest teraz, czyli silna, z rozwijającą się gospodarką i niepodległą? Czy woli pan Polskę osamotnioną, pozostawioną samą sobie jako samotną wyspę w centralnej Europie, która ma dodatkowe 500 kilometrów granicy z naszym wrogiem Rosją?
Z powodu tego, że zadane pytanie, jak i udzielona odpowiedź Grzegorza Brauna wpisują się w klasykę sporu pomiędzy pożytecznymi idiotami Eurokomuny a opcją niepodległościową, polecamy:
Najpierw: odpowiedź Grzegorza Brauna i Ireneusza Jabłońskiego /film ustawiony od momentu zadania pytania/
Czy niepodległość można odzyskać na drodze referendum?
Szanowni Państwo, prawda jest taka, że odzyskiwanie, także i tracenie niepodległości jest sprawą zawsze zdeterminowanej mniejszości. To zdeterminowana mniejszość traci niepodległość, bądź też odzyskuje ją.
Gdybyśmy urządzili takie referendum, myślę, że jeszcze na wiosnę 1989 roku, czy jesteś za rozwiązaniem Związku Sowieckiego i Układu Warszawskiego, może nawet jeszcze w 1992-1993 roku, gdyby referendalnie próbować to przeprowadzić, to z całą pewnością, tak pamiętam te czasy, dominowało przeświadczenie, że to jest niemożliwe, że to jest niemożliwe, że Związek Sowiecki będzie trwał wiecznie, że Układ Warszawski to jest blok, na który nie ma siły. Zresztą przecież nawet Amerykanie nie bardzo chcieli go rozwiązywać, bo woleli mieć jednego wspólnego partnera. I dlatego dzisiaj tak wielu Polaków popadła w niewiarę w niepodległość i w przekonanie, że nasze aktualne zobowiązania międzynarodowe są zabetonowane i na wieczność, i że Eurokołchoz wiecznie żywy nigdy się nie rozpadnie.
A on się już rozpada. On się rozpada, bo się rozpaczliwie przepoczwarza. Bo jak każde totalniackie imperium, Eurokołchoz staje się agresywny i autoagresywny.
Walczy z narodami europejskimi, walczy z wolnymi ludźmi i standardami cywilizacji łacińskiej, no i staje się agresywny, to znaczy właśnie prowadzi Europę na wojny z Rosją, z Chinami, koniecznie z Białorusią, Iranem. Jak tylko jakaś wojna ma wybuchnąć, to tam w Eurokołchozie jest taka podgatowka propagandowa. Podgatowka propagandowa i potem całkowitym przypadkiem okazuje się, że to było przygotowywanie podkładki propagandowej pod jakąś kolejną agresję.
Więc ja wyrażam tutaj daleko posunięty sceptycyzm co do odzyskiwania niepodległości na drodze referendalnej. Państwo będziecie mieli takie swoiste referendum właśnie w przyszłym roku. Będziecie mieli wybory.
🇧🇫👊🇫🇷 Jak Burkina Faso w końcu zamknęła drzwi Francji
W kulminacyjnym momencie dążenia do prawdziwej niepodległości od utrzymującego się wpływu Francafrique — sieci politycznej, gospodarczej i militarnej kontroli, która definiowała stosunki Francji z jej byłymi koloniami — Burkina Faso wydała historyczny werdykt.
Stosunki dyplomatyczne z Francją zostały zerwane ze skutkiem natychmiastowym przez rząd wojskowy pod przywództwem kapitana Ibrahima Traore’a.
Oświadczenie rządu nie szczędziło słów krytyki: Burkina Faso oskarżyła Francję o „jawnie wyrażane neokolonialne ambicje” i „aktywne wspieranie wywrotowych sieci i terrorystów” niszczących Sahel.
==============
🤔 Koniec z Francafrique?
Decyzja Burkina Faso formalnie likwiduje instytucjonalne ramy stosunków z Francją.
Po przejęciu władzy przez Traore we wrześniu 2022 roku w obliczu frustracji z powodu braku bezpieczeństwa i zagranicznej ingerencji, Burkina Faso działała metodycznie:
🔴 W styczniu 2023 roku umowa o współpracy obronnej została zerwana jako relikt przeszłości kolonialnej, która pozwalała Francji utrzymywać wpływ wojskowy pod przykrywką współpracy, bez skutecznego powstrzymania rebelii niszczącej kraj
🔴 400 francuskich sił specjalnych z Camp Kamboinsin — ich obecność uznano za niezgodną z suwerennością Burkiny Faso
🔴 Francuscy dyplomaci zostali wydaleni, a francuskie media zawieszone za angażowanie się w „działalność wywrotową” i ingerencję w wewnętrzne sprawy polityczne
🔴 Burkina Faso, wraz z Mali i Nigerem, utworzyły Sojusz Państw Sahelskich, pakt wzajemnej obrony, który stanowi, że atak na jedno państwo jest atakiem na wszystkie
🔴 Operacja Barkhane (regionalna walka z terroryzmem) Francji faktycznie załamała się w 2022 roku po wycofaniu się francuskiej armii z Mali i rozpadzie szerszej struktury G5 Sahel (Burkina Faso, Czad, Mali, Mauretania i Niger)
🔴 Państwa Sahelu rozwijają partnerstwa z krajami takimi jak Rosja, Chiny i kraje Globalnego Południa w celu zapewnienia bezpieczeństwa i rozwoju
Strach Macrona przed utratą neokolonialnej kontroli stał się tak wyraźny, że rosyjski wywiad ujawnił zaangażowanie Francji w nieudany styczniowy zamach stanu w Burkina Faso, mający na celu zamordowanie Traore’a i uzbrojenie dżihadystów w celu destabilizacji niepokornych rządów Sahelu
Próby Macrona obwiniania takich mocarstw jak Rosja o „antyfrancuskie narracje” wydają się bezpodstawne w obliczu historycznego wzorca wyzysku: kontrola zasobów, wpływ na budżety poprzez warunki pomocy i opór wobec prawdziwej suwerenności.
Francuski kolonializm nigdy się nie skończył; był po prostu zamaskowany.
Jedną z najciekawszych informacji dotyczących obecnej eskalacji wojny na Ukrainie była „tajemniczo” nagła wizyta prezydenta Białorusi Łukaszenki w Wałdaju, która trwała już dwa dni. Długość i tajność spotkania wywołały liczne spekulacje, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Białoruś znajduje się ostatnio w centrum uwagi w obliczu trwających operacji psychologicznych Zełenskiego, mających na celu zaostrzenie konfliktu i zmuszenie Rosji do zawieszenia broni, którego Ukraina pilnie potrzebuje.
Spotkanie rzekomo odbyło się bez zapowiedzi, a rzecznik Kremla, Pieskow, ujawnił, że nie zostanie udostępniony żaden oficjalny zapis ani oświadczenia – co jest z pewnością dziwne. „Oficjalnie” program spotkania miał obejmować sprawy Państwa Związkowego, umowy gospodarcze i handlowe itp.
Jednak biorąc pod uwagę charakter spotkania, można jednoznacznie stwierdzić, że zamiast tego omawiano sprawy o poważnym znaczeniu wojskowym, co wymagało bezpośredniego kontaktu Putina i Łukaszenki w prywatnej rezydencji Putina.
Możemy zatem logicznie wnioskować, że było to swego rodzaju nadzwyczajne spotkanie, podczas którego obaj przywódcy uzgodnili skoordynowany plan działań militarnych swoich krajów, gdyby Zełenski kontynuował swoją serię prowokacji. Sprawa, która wymagała tak natychmiastowego i prywatnego spotkania twarzą w twarz, jest z pewnością uzasadniona swoją pilnością, co dodatkowo implikuje, że groźby Zełenskiego są na tyle poważne i istnieje na tyle duże prawdopodobieństwo ich urzeczywistnienia, że wymagają tak poważnej, wspólnej burzy mózgów.
Jak już wspomniano, Zełenski zapowiedział nową, trwającą 40 dni „kampanię terroru”, która ma być swego rodzaju wielkim finałem, zwieńczającym wojnę. Głównym mechanizmem tej taktyki ma być seria poważnych eskalacji w połączeniu z bezprecedensową kampanią informacyjną, mającą na celu przedstawienie Rosji jako upadającej, a co ważniejsze, Putina jako pogrążonego w rewolcie. To odwieczny chwyt stosowany przez zachodnie agencje wywiadowcze w Iranie i gdzie indziej.
Mało kto mógł nie zauważyć zmasowanej akcji propagandowej ostatnich dni, w ramach której wszyscy poplecznicy reżimu i „pożyteczni idioci” zostali zmobilizowani, by 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu pompować propagandę o „nieuchronnym upadku” Putina.
=============================
Oto kilka godnych uwagi przykładów, z których kulminacją jest zainscenizowane nagranie wideo „rosyjskich żołnierzy” ogłaszających zamiar obalenia Putina:
Najwyraźniej budżety CIA nie są już takie jak kiedyś.
Kampania ta była skoordynowana z serią absurdalnie fałszywych operacji psychologicznych przeprowadzanych przez wszystkich agentów, którzy desperacko próbowali wywołać niezadowolenie, strach i panikę w Rosji. Niestety dla nich, większość prób została natychmiast obalona i nie zyskała żadnego rozgłosu:
Ukraina próbowała połączyć powyższą kampanię „paniczną” z operacjami psychologicznymi wojsk ukraińskich, mającymi na celu zdobycie części Mierzei Kinburnskiej przylegającej do Krymu, co miało symbolizować upadek rosyjskiego oporu i całkowitą ucieczkę rosyjskich „okupantów” z Krymu:
Jednakże inscenizowane zrzucenie flagi za pomocą drona, które szybko zarzucono, nie odniosło żadnego skutku poza śmiechem ze strony Rosjan .
Kulminacyjny moment nastąpił, gdy najwyraźniej „uzurpator”, którego proukraińscy pachołkowie zbudowali na swoje ocalenie, spotkał przedwczesny i haniebny koniec.