Kaczyński: „Polska musi być ogrzana”. Trzeba tej zimy palić wszystkim, poza oponami.

PAP https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/kaczynski-trzeba-w-tej-chwili-palic-wszystkim-poza-oponami/pck3w1r

„Polska musi być ogrzana” — mówił podczas spotkania w Nowym Targu prezes PiS Jarosław Kaczyński i grzmiał, że „trzeba w tej chwili palić wszystkim, poza oponami i podobnymi szkodliwymi rzeczami”.Prezes PiS odpowiadał tak na pytanie o drogi węgiel i gaz oraz rygorystyczne przepisy antysmogowe.

Odnosząc się do pytania, czy rząd zamierza coś zrobić z ustawą antysmogową, Kaczyński wspomniał, że wie o działaniach podjętych w tym kierunku przez samorząd wojewódzki, „żeby tę sprawę ustawić tak, jak powinna być (ustawiona)”.

Zapowiedział też planowaną „bardzo niedługo” konferencję o inicjatywie przyjęcia przez Sejm apelu do Unii Europejskiej w tej sprawie.

Kaczyński wspominał także o „tradycji palenia drewnem”. Zapewniał, że „spokojnie można w ten sposób palić”.

==========================

mail: To już można palić drewnem???  Cóż za łaska! A jeszcze w zeszłym roku to było takie szkodliwe i były mandaty. 

MD: Ja dostałem mandat, bo Straż Miejska, Ekologiczna, przy kotle na drewno znalazła … gałązki świerka z igłami [to trujące !! – pouczył mnie oficer] i… stare gwoździe.

Credo quia absurdum. Wojna przeciw logice narasta.

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  3 września 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5242

Podczas kolejnej swoje pielgrzymki do Kijowa pan prezydent Andrzej Duda demonstruje Naszemu Najważniejszemu Sojusznikowi, że dla niego gotów jest na wszystko – oczywiście w nadziei, że dzięki jego Wysokiemu Protektoratowi dostanie jakąś prestiżową synekurę, czy to w ONZ, czy to w NATO – kiedy już skończy mu się okres dobrego fartu na stanowisku tubylczego prezydenta.

Jestem pewien, że pan prezydent nie potrafi już ustanowić żadnych granic swojemu oddaniu sprawie Wielkiej Ukrainy i jak tak dalej pójdzie, to zwyczajnie przyłączy do niej Polskę, nawet bez urządzania żadnego referendum. Precedens już jest; pan prezydent Lech Kaczyński, którego proces beatyfikacyjny z pewnością wkrótce się rozpocznie, ratyfikował traktat lizboński bez pytania suwerena o zdanie, chociaż, zgodnie z art. 4 konstytucji, władza zwierzchnia należy u nas do „narodu”, podczas gdy pan prezydent Kaczyński, podobnie jak pan prezydent Duda, był tylko jegomościem wynajętym przez „naród” do zarządzania sektorem publicznym – ale bynajmniej nie do frymarczenia suwerennością suwerena. Już mniejsza o to, jaki „naród” miał na myśli pan Tadeusz Mazowiecki i pan Aleksander Kwaśniewski, sprawcy tej konstytucji. O rozterkach, jakie ich trawiły świadczy preambuła, bardzo podobna do modlitwy francuskiego żołnierza z epoki Rewolucji: Panie Boże, jeśli jesteś, zbaw duszę moją jeśli ją mam!

Ale wiadomo, że „daj kurze grzędę”… – i tak dalej, więc nic dziwnego, że i pan prezydent Duda uwija się wokół swojej przyszłej posady. Co będzie z Polską – o to już mniejsza. Tak samo, według przedwojennej jeszcze anegdoty, uważał cesarz Hajle Selasje, kiedy Mussolini okupował Etiopię. W Hyde Parku w Londynie jakiś Anglik go rozpoznał i zapytał: jak to, to nie zajmuje się Pan już Abisynią? – A po co – odparł z godnością cesarz. – Przecież zostawiłem tam włoskiego wicekróla!

Tedy i prezydent Zełeński jakoś tam zagospodaruje i nasz mniej wartościowy naród tubylczy i nasz nieszczęśliwy kraj, jako że pan prezydent Duda dał wyraz niezachwianej wierze w ostateczne zwycięstwo szlachetnego narodu ukraińskiego.

Powątpiewanie w to ostateczne zwycięstwo urasta w związku z tym do rangi myślozbrodni o podobnym ciężarze gatunkowym, jaki za komuny przypisywano „kontrrewolucji” – ale dopóki ostatecznie nie pogrążyliśmy się w etapie surowości, co nam szkodzi zwrócić uwagę na niektóre aspekty rozwijającej się sytuacji? Credo quia absurdum – powiedział w dyspucie z greckimi filozofami, żyjący na przełomie II I III wieku po Chrystusie chrześcijański teolog Tertulian, co się wykłada: wierzę, bo to niedorzeczne. Coś w tym jest, bo i w pobożnej pieśni eucharystycznej śpiewamy, że „wiarą ukorzyć trzeba zmysły i rozum swój” – ale tu chodzi o możliwości Stwórcy Wszechświata, który najwyraźniej musi panować nad naturą, zgodnie z pełną mądrości sentencją starożytnych Rzymian, że cuius est condere, eius est tolere, co się wykłada, że kto ustanowił, ten może znieść. To się – jak powiadają – nawet trzyma kupy i pewnie dlatego nasi sojusznicy: Amerykanie i Anglicy („niech żyje nam towarzysz Stalin, co usta słodsze ma od malin, niech żyją nasi sojusznicy, Amerykanie i Anglicy…” – i tak dalej) wykombinowali sobie, że naszemu łatwowiernemu narodowi tubylczemu można będzie wcisnąć jeszcze jedną niedorzeczność.

Oto uciekające w popłochu wojsko rosyjskie, to znaczy – jak z upodobaniem nazywa je w rządowej telewizji pani red. Danuta Holecka – „bandyci Putina”, okupowali elektrownię atomową w Zaporożu. I jak tylko ją okupowali, to co zrobili? Natychmiast zaczęli ją ostrzeliwać z armat. Tak twierdzi Sztab Generalny Ukrainy i tak toczka w toczkę powtarzają za nim niezależne media w naszym nieszczęśliwym kraju. Dlaczego Rosjanie mieliby w ten sposób niszczyć swoją zdobycz? Trudno to pojąć, ale skoro jest rozkaz, żeby w to wierzyć, to nie ma rady – credo quia absurdum. Ukraińskie wojsko tej elektrowni nie ostrzeliwuje, a skoro ono nie – to nie ma innego wyjścia, jak tylko przypisać to działanie Putinowi, który przecież zdolny jest do wszystkiego.

Wydawało się, że ten zabieg jest rodzajem rozpoznania walką, jakie Nasi Sojusznicy przeprowadzają wobec naszego mniej wartościowego narodu tubylczego – co jeszcze można mu wcisnąć, żeby oduraczyć go do tego stopnia, że znowu rzuci się w przepaść – jak to było w roku 1939 i 1944.

Okazało się jednak, że takie wyjaśnienie byłoby jeszcze poczciwe, że w tym szaleństwie jest metoda. Wprawdzie Nasi Sojusznicy lubią posługiwać się mniej wartościowymi narodami tubylczymi, takimi Irokezami, za jakich Żydzi uważają w ogóle wszystkich „gojów”, bez względu na to, czy są „gojami-gejami”, czy tylko „gojami” zwyczajnymi, czyli – jak bełkoczą postępowi mikrocefale – „nieheteronormatywnymi”. Oto szef Brytyjskiego Komitetu Obrony Tobiasz Ellwood i amerykański kongresman Adam Kinzinger, właśnie zgodnie oświadczyli, że „celowe i umyślne” uszkodzenie „przez Rosję” elektrowni atomowej w Zaporożu, które mogłoby doprowadzić do wycieku promieniowania, zostałoby uznane za „atak Rosji na NATO” i za pretekst do zastosowania art. 5 traktatu waszyngtońskiego. Nasi sojusznicy taktownie wstrzymali się od wyjaśnienia, co by było, gdyby „umyślne i celowe” uszkodzenie elektrowni atomowej w Zaporożu zostało dokonane przez Ukrainę. Czy gdyby wtedy nastąpił „wyciek promieniowania”, NATO również uznałoby to za „atak Ukrainy na NATO” i pretekst do zastosowania art. 5 traktatu waszyngtońskiego, czy może – podobnie jak generał Wojciech Jaruzelski, który nałożył ścisłą cenzurę na informacje o wycieku promieniowania z elektrowni w Czarnobylu – zalepiłoby wszystkim niezależnym dziennikarzom usta gipsem, żeby nie mogli pisnąć na ten temat ani słowa, podobnie jak spacyfikowałoby wszystkich Umiłowanych Przywódców, którzy mogliby za każdą niedyskrecję byliby uciszeni przez seryjnego samobójcę?

To oczywiście pytanie retoryczne, bo ważniejsze jest co innego. Oto te niedorzeczne oskarżenia, że Rosja ostrzeliwuje okupowaną przez własne wojsko elektrownię, mają przygotować grunt do wciągnięcia środkowoeuropejskich państw NATO do bezpośredniej konfrontacji militarnej z Rosją. Tego od początku oczekiwał prezydent Zełeński, a w sytuacji, gdy wojna do ostatniego Ukraińca powoli zmierza do śmierci naturalnej, Nasi Sojusznicy nie mają innej rady, jak wkręcenie w maszynkę do mięsa kolejnych mniej wartościowych narodów tubylczych, za co ich Umiłowani Przywódcy zostaną wynagrodzeni prestiżowymi synekurami, albo przynajmniej dostaną trafikę, w której będą sprzedawali swoim wyznawcom – o ile jacyś jeszcze zostaną – anglosaskie paciorki i lusterka.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Kłamstwo totalnej wolności. Musimy używać rozumu, inaczej czeka nas zagłada. Proces zgubnego absolutyzowania człowieka.

Kłamstwo totalnej wolności. Musimy używać rozumu, inaczej czeka nas zagłada. Proces zgubnego absolutyzowania człowieka.

https://pch24.pl/klamstwo-totalnej-wolnosci-musimy-uzywac-rozumu-inaczej-czeka-nas-zaglada/

W filozofii nie chodzi o to, aby ludzie wiedzieli, co inni myślą, ale żeby znali prawdę rzeczy.

Współczesna „kultura Zachodu” proponuje człowiekowi absolutną autonomię moralną. Twierdzi się, że to sam człowiek jest ostatecznym źródłem wszelkiego prawa. Dlatego, na przykład, gdy dwie osoby na coś się zgadzają, przestają jakby obowiązywać jakiekolwiek zasady czy normy moralne – w końcu to ich autonomiczna zgoda miałaby być najwyższą wartością.

O tym problemie i o sposobach na jego przezwyciężenie mówił w rozmowie z PCh24 TV prof. Paweł Skrzydlewski, filozof, znawca myśli św. Tomasza i Feliksa Konecznego, rektor Akademii Zamojskiej.

„Kryzys zaczął się od kryzysu metafizycznego. To porzucenie realistycznego sposobu poznania świata. Temu zaczęło towarzyszyć działanie zmierzające do zabsolutyzowania człowieka. Ostatecznym wyjaśnieniem tego zagadnienia będzie zwrócenie uwagi na działanie złego ducha. To się ostatecznie kończy tym, że w sercu człowieka pojawia się diabelskie zawołanie non serviam, nie będę służył nikomu – żadnemu Bogu, żadnemu zewnętrznemu autorytetowi” – powiedział prof. Skrzydlewski.

„Klasyczna metafizyka budowała nasze racjonalne życie. Pokazywała realny porządek. Na Zachodzie zerwano z nią z jednej strony za sprawą protestantyzmu, który postawił objawienie również pana Boga pod pręgierzem indywidualnego rozsądku i wolności sumienia. Z drugiej strony dokonało się to za sprawą Kartezjusza i całej tradycji, w której przedmiotem poznania stała się idea, czyli to, co istnieje w świadomości. Odkąd filozofowie zaczęli poznawać i myśleć swoje myśli, nastąpiło zerwanie kontaktu człowieka z rzeczywistością. Rozpoczęła się tendencja by widzieć w sobie, po pierwsze, kreatora Boga, kreatora norm i kogoś, kto przez nic nie jest mierzony, nie jest uwarunkowany, kto jest absolutem. W ostatecznym rozrachunku to jest ten proces zgubnego absolutyzowania człowieka” – stwierdził rektor Akademii Zamojskiej.

„Człowiek się wyalienował. Doszło do zgubnej emancypacji. Człowiek uznał siebie za Boga. To ubóstwienie wydaje się ostatecznie być głównym źródłem wszystkich naszych współczesnych kłopotów” – dodał.

Jednym z głównych propagatorów tej absolutyzacji człowieka był Jan Jakub Rousseau. „To wszystko zaczęło się w epoce Oświecenia. Jak pamiętamy z historii filozofii, pojawił się Jan Jakub Rousseau. Człowiek, który nigdzie nie studiował, był samoukiem i straszliwym rozpustnikiem. Człowiek, który dał nowożytnej Europie koncepcję człowieka, która legła u podstaw tej absolutyzacji i autonomizacji. […] To jest koncepcja człowieka jako istoty nieskalanej, doskonałej, bez grzechu pierworodnego. Według Rousseau człowiek rodzi się jako dobry i nosi w sobie naturę, która się sama rozwinie. Taka jednostka według Rousseau powinna mieć nieskrępowaną wolność. Skoro jest doskonała, to nikt nie może nią kierować; będzie robić, cokolwiek chce, bo cokolwiek chce, jest dobre. Ta naturalistyczna i angelizująca człowieka wizja weszła do pedagogiki, polityki i życia społecznego. Stała się podstawą indywidualizmu i liberalizmu. Na tej kanwie pojawił się autonomizm, który mówi, że jeśli jest jakaś zewnętrzna norma, która miałaby być wzorem i determinantem dla człowieka, to jest to zawłaszczanie ludzkiej wolności,

zniszczenie ludzkiej autonomii i pogwałcenie godności człowieka” – powiedział prof. Paweł Skrzydlewski.

Jak wskazał, Jan Jakub Rousseau nie był oryginalny; czerpał z myśli Tomasza Hobbesa i innych; był myślicielem niesamodzielnym, eklektycznym, którego wielkość polega na tym, że sprawnie używał języka i był zdolny wypowiadać paradoksy. Dalej prof. Skrzydlewski wskazał na dorobek filozoficzny Immanuela Kanta. „To w jakiejś mierze wybrzmiewa też u Kanta w jego słynnym zawołaniu – niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie. Ono może być różnie interpretowane, ale u Kanta oznacza generalnie, że to ja sam stanowię zasadę swojego działania. Kant był przecież wielkim orędownikiem autonomii podmiotu moralnego. Ostatecznie doprowadziło to do wielkiego osamotnienia człowieka, totalitaryzmów, nihilizmu kultury Zachodu” – ocenił rozmówca PCh24 TV.

Zapytany, jak w takim razie wskazywać współczesnemu człowiekowi na konieczność powrotu do racjonalności, zwrócił uwagę na konieczność konfrontowania się z rzeczywistością.

„Można przede wszystkim odwoływać się do doświadczenia. Ojciec Święty Benedykt XVI zwracał uwagę, że człowiek zaczyna używać rozumu, kiedy przychodzi do człowieka jakieś poważne zło. Tym złem dla człowieka będzie na przykład śmierć. Trzeba się odwoływać do zdrowego rozsądku. Zdrowy rozsądek pokazuje nam, że umrzemy. Rodzi się pytane, czy śmierć jest absolutnym końcem, czy też początkiem nowego życia” – powiedział.

„Powrót do normalności musi się dokonać poprzez przywrócenie człowiekowi racjonalności. Wydaje mi się, że to wymaga w pierwszej kolejności odcięcie człowieka od toksycznych mediów, które w dużej mierze zabierają nam nie tylko czas, ale również rozum. Gdy popatrzymy na świat, na jego ład i porządek, to prędzej czy później pojawia się w nas myśl o przyczynie tego wszystkiego. Dojdziemy w końcu do wniosku, że tą przyczyną jest Bóg, Absolut, który powołuje świat do bytu oraz nadaje mu porządek i dobroć oraz nieustannie utrzymuje ten świat w istnieniu. Jeżeli człowiek uzyska w sobie takie rozumienie rzeczywistości, łatwo mu dostrzec hierarchię dobra” – wskazał dalej filozof.

„Powrót do dostrzeżenia tego, że jesteśmy zdeterminowani nie tylko własnymi sądami i własną hierarchią dobra, ale również obiektywnym porządkiem, on może się dokonać w pierwszej kolejności poprzez odcięcie człowieka od wszystkich alienujących go elementów kultury, w drugiej poprzez powrót do poznawania rzeczywistości” – zaznaczył. „Tutaj ogromną rolę pełni religia i płynące ze strony Pana Boga różnego rodzaju łaski, które otwierają nas na używanie rozumu i uległość wobec Pana Boga i Jego daru, jakim jest rzeczywistość i tkwiąca w niej hierarchia dobra” – uzupełnił.

Na koniec red. Paweł Chmielewski zapytał, czy da się przywrócić kulturze Zachodniej wymaganą racjonalność bez sięgnięcia do myśli Arystotelesa poprzez nauczanie św. Tomasza z Akwinu. W odpowiedzi prof. Paweł Skrzydlewski zwrócił uwagę na fundamentalność dorobku Akwinaty.

„Kochamy św. Tomasza i będziemy go czytać, bo jest u niego prawda – on do prawdy prowadzi. Dzięki Leonowi XIII, Piusowi XI, naszemu papieżowi św. Janowi Pawłowi II, który pisał encyklikę Veritatis splendor, mamy wskazanie, że są pewne osoby w dziejach kultury Zachodu, które mają znaczenie fundamentalne. Akwinata to nie tylko największy filozof, jakiego ziemia nosiła, to nie tylko największy teolog, ale to również człowiek, który uratował naukę, teologię i cywilizację Zachodu” – powiedział filozof. „Pamiętajmy o słynnym komentarzu Akwinaty do dzieła Arystotelesa, który mówi, że w filozofii nie chodzi o to, aby ludzie wiedzieli, co inni myślą, ale żeby znali prawdę rzeczy. Rzeczywistość ma swoją prawdę, chcemy poznać prawdę o człowieku, prawdę o Bogu, prawdę o rzeczywistości. Św. Tomasz tego nas uczył” – podsumował rektor Akademii Zamojskiej.

Więcej w nagraniu. https://pch24.tv/non-serviam-czy-jest-moralnosc-bez-boga/

Pierwszy EUROPEJCZYK o holokauście Polaków. Rozkaz. Czemu ukryty.

Rozkaz do Holokaustu Polaków. Czemu ukryty.

AH: Nic mnie nie obchodzi, czy świat mi uwierzy, czy nie. Świat wierzy tylko w zwycięstwa.

https://niepoprawni.pl/blog/rafal-brzeski/rozkaz-do-holokaustu-polakow

Rafał Brzeski – 2 Września, 2022

Latem 1939 roku, kiedy wojska niemieckie zmierzały już ku polskiej granicy, Adolf Hitler zwołał na 22 sierpnia do Obersaltzberg na odprawę najwyższych stopniem dowódców sił zbrojnych Rzeszy.

Spotkanie w letniej kwaterze Fuehrera było super-tajne. Nikt nie miał prawa robić notatek, a jednak dwa dni później Louis P. Lochner,  szef biura amerykańskiej agencji prasowej Associated Press w Berlinie, otrzymał od swego zaufanego źródła trzy strony maszynopisu zatytułowane: “Zawartość wystąpienia do naczelnych dowódców i operacyjnych generałów, Obersalzberg, 22 sierpnia 1939.” Był to kondensat kilkugodzinnej argumentacji i wyjaśnień Hitlera dlaczego zdecydował się rozpocząć wojnę.

– “Decyzję zaatakowania Polski podjąłem minionej wiosny.”

– “Od jesieni 1938 roku zdałem sobie sprawę, że Japonia nie dołączy do nas bezwarunkowo, a Mussoliniego szachuje ten przygłup król wraz z tym nieuczciwym łajdakiem następcą tronu. Postanowiłem więc pójść ze Stalinem.”

– “Obecna analiza wykazuje, że jest tylko trzech wielkich mężów stanu na świecie. Stalin, ja i Mussolini. Mussolini jest najsłabszy, gdyż nie potrafi skruszyć wpływów korony i kościoła. Tylko Stalin i ja potrafimy patrzeć w przyszłość i tylko w przyszłość. Tak więc za kilka tygodni wyciągnę rękę do Stalina nad wspólną niemiecko-rosyjską granicą i podejmę z nim wysiłek przebudowy świata.”

– “Naszą siłą jest szybkość i brutalność. Dżyngis-chan z premedytacją i radością w sercu poprowadził na rzeź miliony kobiet i dzieci, a historia widzi w nim tylko założyciela państwa. Nie obchodzi mnie co powie o mnie słaba cywilizacja zachodnio-europejska.”

– “Wydałem rozkaz – i każę rozstrzelać każdego, kto wypowie choć słowo sprzeciwu – że naszym wojennym zadaniem nie jest osiągnąć jakąś rubież, jakąś linię. Naszym celem jest fizyczne zniszczenie przeciwnika. Zgodnie z tym, postawiłem w stan gotowości moje oddziały SS-Totenkopf  – na razie tylko na wschodzie – z rozkazem uśmiercania bez litości i współczucia mężczyzn, kobiet i dzieci polskiego pochodzenia i języka. Tylko w ten sposób osiągniemy potrzebną nam przestrzeń życiową. W końcu, któż dzisiaj wspomina o anihilacji Ormian?” 

Rysując perspektywy Niemiec Hitler podkreślił: “nie jesteśmy zdolni prowadzić długiej wojny”, ale generał pułkownik Walther von Brauchitsch, “obiecał mi, że zakończy wojnę w Polsce w ciągu kilku tygodni.” Ponieważ te “nędzne robaki” Daladier i Chamberlain “są zbyt tchórzliwi”, to Francja i Anglia ograniczą się do blokady, ale “my mamy autarkię (samowystarczalność gospodarczą) zaś Rosja ma surowce”. Później “Polska poddana zostanie depopulacji i zostanie zasiedlona przez Niemców” zaś “po śmierci Stalina, który jest ciężko chory, zburzymy Rosję i zaświta jutrzenka niemieckiej dominacji nad światem.”

Atak na Polskę i jej “zniszczenie” rozpoczną “dwie kompanie przebrane w polskie mundury, które dokonają napadu na Górnym Śląsku lub w Protektoracie. Nic mnie nie obchodzi, czy świat mi uwierzy, czy nie. Świat wierzy tylko w zwycięstwa.”

“Dla was panowie rozpoczyna się czas chwały i honorów jakie nie czekały nikogo od stuleci. Bądźcie twardzi! Pozbawieni współczucia! Działajcie szybciej i brutalniej od innych! Mieszkańcy zachodniej Europy muszą zadrżeć z trwogi…A teraz na wroga! Spotkamy się w Warszawie i będziemy świętować!

Po słowach Hitlera dowódca Luftwaffe Hermann Goering wskoczył podobno na stół i tańcząc pełen entuzjazmu obiecywał wypełnić nawet najbardziej krwiożercze rozkazy.

Po przeczytaniu maszynopisu Lochner uznał, że jest on niebezpieczny i poszedł zdeponować go w ambasadzie USA. Pełniący rolę ambasadora charge d’affaires Alexander Comstock Kirk, któremu przeczytał kilka pierwszych akapitów wykrzyknął: “panie to dynamit. Zabieraj pan to natychmiast. Nie będę tego trzymał w ambasadzie nawet przez godzinę.” Ponieważ Kirk odmówił przesłania do Waszyngtonu nawet wiadomości o istnieniu notatki, Lochner zwrócił się do radcy ambasady brytyjskiej George’a Ogilvie-Forbes, który mimo, że miał zakaz samodzielnego przesyłania raportów do centrali, to w ciągu kilku godzin przetelegrafował tekst do Londynu. Jednak w gorączce zmieniającej się sytuacji urzędnicy Foreign Office odłożyli depeszę na półkę. O niemieckiej decyzji wymordowania narodu polskiego nie powiadomiono ani ambasady RP w Londynie ani brytyjskiego ambasadora w Warszawie, ani opinii publicznej.  Zlekceważono wydany pod rygorem kary śmierci rozkaz Adolfa Hitlera do zagłady Polaków.

Louis Lochner kierował berlińskim biurem agencji Associated Press aż do  wypowiedzenia przez Niemcy wojny USA w grudniu 1941 roku. Wrócił do Nowego Jorku dopiero po pół roku w ramach wymiany internowanego personelu dyplomatycznego i natychmiast zasiadł do pisania książki, która pod tytułem “What About Germany?” ukazała się w listopadzie 1942 roku. W pierwszym rozdziale opublikował treść otrzymanej potajemnie notatki.

Przestrzegając obowiązującej dziennikarza normy ochrony źródła informacji, Louis Lochner ani w czasie wojny, ani po wojnie nie ujawnił, kto przyniósł mu 3 strony maszynopisu z notatkami o przebiegu tajnej odprawy w Obersalzberg.

Stało się to podstawą do podważania jej wiarygodności. Na przykład archiwiści biblioteki Lillian Goldman Uniwersytetu Yale stwierdzili, że nie można jej uznać za niepodważalne świadectwo, bowiem “brak dowodu przekazania doręczycielowi zapisków przez osobę, która je sporządziła.” Ponadto archiwiści zaklasyfikowali maszynopis otrzymany przez Lochnera jako “rzekomo oryginalny protokół” z przemówienia Hitlera podczas odprawy w Obersalzberg, chociaż Lochner nie wspominał o protokole, a tylko o trzech stronach maszynopisu zawierających fragmenty wystąpienia Fuehrera. Bibliotekarze z Yale podnoszą, że w archiwach Oberkommando der Wehrmacht, znalezionych w 1945 roku we Flensburgu przez wojska alianckie były dokumenty stwierdzające, że podczas odprawy w Obersalzberg Hitler przemawiał dwukrotnie: rano i po południu. Treści z obu przemówień pokrywają się wprawdzie z notatkami opublikowanymi przez Lochnera, ale  według archiwistów są one “nieco zniekształconym połączeniem obu wystąpień i dlatego nie można było oprzeć się na nich” i użyć ich w procesie przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze. Niewykluczone, że właśnie dlatego światowa opinia publiczna nie jest świadoma, że fizyczna likwidacja narodu polskiego została zadekretowana przez Niemcy w sierpniu 1939 roku, zatem wcześniej niż w styczniu 1942 roku zwołano konferencję w Wannsee, na której 15 urzędników niemieckich zadecydowało o „ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej”.

Premiera: www.tysol.pl(link is external)

Komentarze

Himmler – “Można ich zastrzelić bez żalu czy współczucia”

Andy-aandy 2 Września, 2022

Na początku 1941 roku Heinrich Himmler zwołał w zbudowanym przez więźniów obozu koncentracyjnego zamku SS w Wewelsburgu spotkanie z grupą 12 SS-Gruppenführerów, w tym z Erichem von dem Bach-Zelewskim, który o tym później zeznawał. Na tym spotkaniu Himmler zapowiedział, że celem kampanii rosyjskiej jest zredukowanie lokalnej populacji o około 30 milionów osób w celu zapewnienia terenów dla osadników niemieckich.

“Można ich zastrzelić bez żalu czy współczucia”

W czasie innego przemówienia do żołnierzy jednostek Waffen-SS w lipcu 1941 Himmler powiedział: “Po drugiej stronie stoi populacja licząca 180 milionów, mieszanka ras, których nazwy są nie do wymówienia — a których twarze wyglądają tak, że można ich zastrzelić bez żalu czy współczucia”.

Zielone piekło i gra w zielone.

Izabela Brodacka 2 IX. 2022.

Dwa tygodnie sierpnia spędziłam na „bezludnej wyspie” czyli na Czaplaku. Czaplak jest niewielką niezamieszkałą wysepką na Jezioraku.  Przebywają na nim z rzadka i krótko tylko żeglarze. Bywałam na Czaplaku w różnych warunkach, miedzy innymi w listopadzie przy sztormowej pogodzie i ze złamanym jarzmem steru mojej żaglówki ale nie będę państwa męczyć tymi opowieściami ( dosłownie) z mchu i paproci.

Choć warunki biwakowania na Czaplaku w połowie sierpnia nie są zbyt surowe ciekawa jestem czy wytrzymałaby taki biwak którakolwiek z gorących obrończyń wszystkich istot żywych czy gwałconych  krów, a także którykolwiek ze zwolenników zielonego ładu, zielonej energii czy innej postaci gry w zielone. Czy atakowany przez stada komarów odnosiłby się do tych istot z niesłabnącą miłością?  Czy zrezygnowałby z tłuczenia kąsających go w lesie ślepaków?  Jak zareagowałaby na spotkanie z larwą kałużnicy, która wcale nie jest sympatycznym ani ładnym zwierzątkiem albo z rzęsorkiem  (nie mylić z rzęsistkiem ) drobnym jadowitym ssakiem, który pogryzł kiedyś boleśnie na Czaplaku znajomego żeglarza.

Świat przyrody choć piękny nie jest bynajmniej tak idylliczny jak to wyobrażają sobie niektórzy jego obrońcy. Szczególnie ci, którzy bronią przyrody z ekranu telewizora lub zza ministerialnego biurka. Trzeba zrozumieć i przyjąć do wiadomości, że świat oparty na łańcuchu pokarmowym nie może być przyjazny dla wszystkich bez wyjątku istot żywych. Jak to napisał Czesław Miłosz w wierszu: „ Do pani profesor w obronie honoru kota i nie tylko” (z okazji artykułu „ Przeciw okrucieństwu” Marii Podrazy- Kwiatkowskiej):

Natura pożerająca, natura pożerana

Dzień i noc rzeźnia dymiąca od krwi

I kto ją stworzył? Czyżby dobry bozia?

Tak, niewątpliwie, one są niewinne

Pająki, modliszki, rekiny, pytony

To tylko my mówimy okrucieństwo.

Jak się przekonałam zniechęcona miłośniczka przyrody może się skutecznie ewakuować z Czaplaka nawet uszkodzoną łódką, w listopadzie, przy sztormowej pogodzie.

O tym, że dzika przyroda może być jednak śmiertelnie groźna dla człowieka przekonał się na własnej skórze młody entuzjasta Raymond Maufrais. Zafascynowany dziką przyrodą Raymond Maufrais podjął samotną przeprawę przez gujańską dżunglę, by przedostać się do masywu górskiego Tumuc-Humac. Ślad po nim zaginął, a nad rzeką Tamouri odnaleziono tylko opuszczony biwak oraz dziennik Raymonda. Został on wydany, również w Polsce, pod tytułem „Zielone piekło”. Ostatnia notatka Maufrais pochodziła z 13 stycznia 1950 roku. Jak napisał w pamiętniku przymuszony głodem niepotrzebnie zabił i próbował zjeść swego ukochanego psa. Szlak, który przebył, pozostał do dziś nieodkryty, a zagadka jego śmierci niewyjaśniona.

Umieściłabym tę pozycję na liście obowiązujących lektur szkolnych.

Może nie powstałyby wówczas równie utopijne i nonsensowne ustawy jak „ piątka dla zwierząt”. Może wilki nie byłyby tak bezwarunkowo chronione, niezależnie od szkód, które wyrządzają. Pani Dora, o której jakiś czas temu pisałam, zrezygnowała z hodowli owiec po tym gdy wilki wypatroszyły w jej obejściu kotne samice. To nieprawda, że szlachetne wilki zabijają tylko tyle ile są w stanie zjeść. Pani Dora zbierała resztki owiec i ich martwe płody po całym podwórzu. W Gładyszowie wilki zagryzły ostatnio starego, łagodnego psa znajomej i wałęsają się bez przeszkód po wsi. Inna znajoma hodująca pod lasem konie strzela regularnie w kierunku wilków z dubeltówki starając się jednak żadnego nie trafić. To wystarcza żeby trzymać je w ryzach i zniechęcić do wizyt w stadninie.

Bezmyślni obrońcy wszystkich istot żywych nie chcą przyjąć do wiadomości, że taki program jest po prostu niewykonalny. Zawsze dokonuje się wyboru. Wybiera wilki ze szkodą dla owiec, wybiera kornika ze szkoda dla drzewostanu Puszczy Białowieskiej. Nie twierdzę, że obrońcy przyrody dosłownie występowali w obronie kornika. Wydawało się im tylko, że jak to mówią -natura sama sobie poradzi. Podobno inwazja kornika w puszczy zaczęła się od kilkunastu zarażonych drzew, które należało wyciąć wbrew ideologii. Teraz inwazja kornika jest nie do opanowania.

To samo dotyczy regli tatrzańskich. Z historycznych względów są one monokulturą więc są podatne na wszelkie zarazy i łatwo dają się powalić przez halny. Na to nie mamy już żadnego wpływu natomiast chore drzewa należy konsekwentnie usuwać wbrew wszelkim lewackim teoriom. Bo tak rozumiana ochrona przyrody to nie nauka i nie praktyka lecz szkodliwa utopijna lewacka ideologia.  „Wszelkie istoty żywe” zastępują w tej ideologii marksistowski proletariat a troska o nie służy wyłącznie terroryzowaniu społeczeństwa. Szczególnie, że do tych istoto żywych nie zalicza się człowieka w stadium prenatalnym. 

Jest jeszcze jeden aspekt wszelkich „zielonych ładów”, bardziej racjonalny z punktu widzenia ich beneficjentów lecz bardziej szkodliwy dla społeczeństw. Te zielone łady sprowadzają się do gry w zielone czyli są trikiem umożliwiającym łupienie obywateli pod rzekomo szlachetnym celem. Coś tak bezczelnie absurdalnego jak handlowanie, a nawet spekulowanie  pozwoleniami na emisję CO2 przypomina mi nieodmiennie sprzedawanie nad Sekwaną puszeczek z powietrzem z Paryża. Kosztowały bodajże 15 franków i pasjami kupowali je niczym nie przymuszeni turyści z demoludów. Wyraźnie brakowało im świeżego powietrza, lecz raczej w życiu społecznym i w polityce niż na ulicy. 

Jedynym konsekwentnym rozwiązaniem byłoby wszczepienie wszystkim ludziom chlorofilu i umożliwienie im w ten sposób asymilacji. Wobec osiągnięć biotechnologii wydaje się to zupełnie możliwe.

Pozostaje otwartym problem co zrobić z wszystkimi istotami mięsożernymi. Trzeba je byłoby chyba dla ich własnego dobra i dla szczęśliwej przyszłości zielonej planety wykończyć. Byłoby to jednak sprzeczne z ideą bioróżnorodności. Wszczepienie chlorofilu na przykład tygrysom i nakłonienie ich do rezygnacji z nawyków żywieniowych byłoby zdecydowanie trudniejsze.

A przede wszystkim zabrakłoby wkrótce niezbędnego przecież do asymilacji CO2 .

Nieszczęście dla świata, nadzieja dla katolików. Dr Teluk o Apokalipsie i czasach ostatecznych

#apokalipsa #czasy ostateczne #Pismo święte #św. Jan #Tomasz Teluk

W powszechnym obiegu Apokalipsę utożsamia się z Armagedonem, czyli z końcem świata mającym nastąpić na skutek kataklizmów naturalnych, wojen, plag i tragedii, co musi napawać lękiem. Jeśli dołożymy do tego obraz z popkultury, który przedstawia tego rodzaju nieszczęścia, to rzeczywiście można się przestraszyć. Taki obraz nie ma jednak nic wspólnego z chrześcijańską wizją Apokalipsy – mówi w rozmowie z PCh24.pl dr Tomasz Teluk, prezes Instytutu Globalizacji.

Czy jest Pan gotowy na koniec świata, na apokalipsę?

Dla większości przedstawicieli mojego pokolenia koniec świata nadchodzi z momentem śmierci i w ten sposób kończy się świat. Natomiast apokalipsa jest czymś zupełnie odmiennym, jest końcem Wszechświata, jest końcem wszystkiego, co poznali ludzie.

Apokalipsa to kwestia przyszłości i nie mnie jest dociekać, kiedy ona nastąpi, ponieważ jak mówił Syn Boży: „Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą. Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec” (Mk 13, 30–32).

W ostatnim czasie słowo apokalipsa jest nadużywane. Wywołał Pan apokalipsę globalnego ocieplenia, a ja dodam od siebie apokalipsę Odry, apokalipsę w sklepach z powodu braku cukru etc. Zapytam wprost: po co?

To element inżynierii społecznej, która zmusza człowieka, aby żył w strachu. Jeśli ktoś czerpie wiedzę tylko z programów informacyjnych, z telewizji etc., to rzeczywiście może żyć w takim lęku, bo jednego dnia straszy się go suszą stulecia, upałami, a gdy dwa następne dni pada deszcz, to straszy się go powodziami.

Apokalipsa to księga strachu czy księga nadziei?

W powszechnym obiegu Apokalipsę utożsamia się z Armagedonem, czyli z końcem świata mającym nastąpić na skutek kataklizmów naturalnych, wojen, plag i tragedii, co musi napawać lękiem. Jeśli dołożymy do tego obraz z popkultury, który przedstawia tego rodzaju nieszczęścia, to rzeczywiście można się przestraszyć. Taki obraz nie ma jednak nic wspólnego z chrześcijańską wizją apokalipsy.

Gdyby chrześcijanie znali Pismo Święte to nie baliby się na przykład globalnego ocieplenia, bo w Apokalipsie nie ma ani słowa, że świat skończy się w wyniku globalnego ocieplenia. Jest tam wręcz coś zupełnie odwrotnego. Już w Księdze Rodzaju mamy przyrzeczenie, że Ziemi już nigdy nie zaleje potop, taki jak spotkał Noego.

Gdyby chrześcijanie znali Pismo Święte, gdyby znali Apokalipsę to nie ferowaliby jakichś swoich wyroków. Możemy w przestrzeni publicznej napotkać bowiem amatorskie analizy, w których autorzy twierdzą, że skoro mieliśmy do czynienia z zarazą, to teraz czas na głód i śmierć. Gdyby ktoś przeczytał Apokalipsę, a zwłaszcza fragment o czterech jeźdźcach apokalipsy i o tym, w jakiej kolejności Pan Bóg otwierał pieczęcie, to wiedziałby, że wojna i głód następują przed zarazą. Jeśli ktoś utożsamia zarazę z Apokalipsy z tzw. pandemią koronawirusa to musiał wiedzieć, że będzie ona trwała do pewnego czasu, że w pewnym momencie po prostu się skończy, natomiast kolejne etapy klęsk zapowiadanych przy końcu świata są związane przede wszystkim z męczennikami chrześcijaństwa, z uciskiem Kościoła w dniach ostatecznych i to rzeczywiście zaczyna dziać się na naszych oczach.

Nie mam jednak wątpliwości, że Apokalipsa jest księgą nadziei. Apokalipsa jest bowiem finalnym Objawieniem sensu historii. Apokalipsa jest również bramą do życia wiecznego i wszystko, co dzieje się w tym czasie zmierza ku ostatecznemu zwycięstwu zbawionych. Apokalipsa mówi nam o wejściu do Chwały Boga, do niebiańskiej Liturgii Baranka, która każdego dnia ma miejsce przed Tronem Bożym.

Dla chrześcijan jest więc księgą pocieszenia. Księgą, która obrazuje nam finał historii zbawienia; nadzieję dla wszystkich opieczętowanych, czyli ochrzczonych; nadzieję dla wszystkich, którzy słuchają Słowa Bożego i są w Kościele.

Apokalipsa powinna być więc czytana ku pokrzepieniu serc.

Czy powinniśmy mówić o księdze św. Jana „Apokalipsa”? Powiem szczerze, że mnie osobiście dużo bardziej podoba się angielskie określenie, czyli „Objawienie” czy też „Proroctwo” św. Jana.

Apokalipsa to szczególne Objawienie. Apokalipsa to szczególne Proroctwo, jakie miał najbardziej umiłowany uczeń Chrystusa, który jako jedyny nie umarł śmiercią męczeńską.

Apokalipsa to, powtórzę, Objawienie ku pokrzepieniu serc. Przypomnę, że tylko w Kościele Apokalipsa św. Jana jest księgą kanoniczną, a w prawosławiu już na przykład nie.

Dlaczego?

Ponieważ teologowie Kościoła katolickiego uznali, że jest to księga tak doniosła, która zawiera tak wiele cennych informacji dla wiernych, iż powinna należeć do kanonu.

Jeśli przyjrzymy się całej strukturze Apokalipsy, to rzeczywiście znajdujemy tego potwierdzenie.

Mamy tam bowiem konkretną strukturę, która prowadzi nas do finału, jakim jest życie z Chrystusem w chwale i oglądanie Boga twarzą w twarz, mianowicie: najpierw ta księga jest przepełniona symboliką. Następnie ma miejsce pouczenie wobec siedmiu Kościołów. Dalej następuje Liturgia przed Tronem Boga. Potem mamy zrywanie kolejnych pieczęci, siedem trąb, wizję kobiety i smoka. Później przechodzimy do walki Bestii z Barankiem, a na koniec mamy Sąd Ostateczny, siedem czasz, opis Jerozolimy Niebieskiej, walkę eschatologiczną, jaka będzie się toczyć etc. To wszystko prowadzi nas do wiecznego szczęścia, do miasta, które ma być naszym portem docelowym.

To też jest bardzo ciekawe. Zwykle utożsamiamy sobie Raj z jakąś idyllą, z ogrodem rajskim, z łąkami i potokami, natomiast w Apokalipsie św. Jan pisze bardzo wyraźnie, że czeka na nas miasto Jerozolima Niebieska, w której zamieszkają wierni do końca chrześcijanie.

Tak więc będziemy mieszkali w mieście, a nie na wsi.

Dlaczego św. Jan przeciwstawia Jerozolimie Babilon?

Jerozolimie jest przeciwstawiony Babilon jako miasto ziemskie, które czeka upadek; które jest rządzone przez wielką nierządnicę pijaną krwią. Babilon to miasto, gdzie nie słyszy się Pieśni Liturgicznej, tylko same pieśni żałobne, bo po prostu czeka je niechybna zakłada.

Babilon jest metaforą cywilizacji dobrobytu, luksusu, hedonizmu musi czekać upadek.

To dzieje się na naszych oczach. Dawniej utożsamiano Babilon z wieloma miejscami, najczęściej z Rzymem, gdzie ginęli chrześcijanie, i który był stolicą rozwiązłości, rozpusty, zabójstw i grzechu. Dzisiaj taką niechlubną rolę odgrywają wielkie metropolie. Jeśli przyjrzymy się, co dzieje się w tych miastach, to możemy powiedzieć, że mamy do czynienia z dziedzictwem Babilonu, dziedzictwem w którym panuje zło, dlatego każde z tych miast czeka upadek.

Emiliano Jimenez Hernandez, autor książki „Apokalipsa”, która ukazała się nakładem Instytutu Globalizacji, zwraca uwagę, że Apokalipsy św. Jana nie można czytać osobno, że do jej zrozumienia trzeba znać całe Pismo Święte. Dlaczego?

Pismo Święte jest pewną całością. Jeśli sięgniemy do wydań Biblii z przypisami i odnośnikami, to modląc się w ten sposób możemy poruszać się po całym Piśmie Świętym, które prowadzi nas logicznie i konsekwentnie od Starego do Nowego Testamentu i odwrotnie. Każdy fragment wynika z innego i jest spójny.

Ponadto Pismo Święte należy czytać w kluczu chrystologicznym. Chrystus jest centrum Objawienia w Piśmie Świętym. W Starym Testamencie Izrael jest „ćwiczony” przez Boga, dostaje Dziesięć Przykazań przez co może poznać swój grzech, że nie jest w stanie wypełniać Dekalogu, tylko będzie cały czas grzeszył, przez co Pan Bóg zsyła ratunek w historii zbawienia – zapowiadanego przez proroków Mesjasza. Właśnie w tym kluczu należy odczytywać księgi prorockie czy psalmy.

Mamy także Ewangelię, w której działa i naucza Chrystus Pan. Mamy opis czasu budowania Kościoła w Dziejach Apostolskich i Listach Apostolskich. Wreszcie mamy finał zawarty w Apokalipsie. To jest właśnie logika Pisma Świętego.

Apokalipsy nie wolno czytać wyrywkowo. Trzeba to robić posługując się pewnym językiem biblijnym, który ma swoją symbolikę i znaczenie zakorzenione w pewnym kontekście historycznym. Na tym jest zbudowana teologia i trzeba ją poznać, aby właściwie rozumieć Pismo Święte. Kościół katolicki daje nam ku temu wszelkie narzędzia i dzięki temu możemy poznać tę świętą księgę.

Czy można powiedzieć, że św. Jan Apostoł był nie tylko natchnionym, ale i prze-inteligentnym i prze-mądrym człowiekiem? Przecież w każdym zdaniu, w każdym słowie nawiązuje do całego Pisma Świętego, co sugeruje, że znał je na pamięć.

Ewangelia według świętego Jana jest niesamowita, niezwykle szczegółowa. Jak się ją czyta, to z zwraca się uwagę, że różni się ona od trzech pozostałych tym, że człowiek czuje się, jakby przebywał w tym czasie z Chrystusem i był świadkiem tych wydarzeń. Tak mocno i wiernie oddaje nam św. Jan to, co Chrystus przeżywał i głosił.

Apokalipsa z kolei oddaje grozę, doniosłość i wspaniałość dzieła zbawienia, które jeszcze przed nami. Święty Jan rzeczywiście posiadał Objawienie w sercu. Nie wiem czy był tak pobożnie wykształconym żydem, że znał na pamięć Pismo Święte, czy zostało mu to w nadprzyrodzony sposób objawione. Wiem jednak, że Chrystus przyszedł, aby wypełnić Pismo, wypełnić wszystko to, co zostało zapowiedziane w Starym Testamencie, a Apokalipsa jest jakby antycypacją tego wszystkiego, co zostało zapowiedziane w Nowym Testamencie. Jest tym, co nas czeka. Jest wielkim triumfem w historii zbawienia, realizacją planu miłości, który Bóg ma wobec każdego z nas i to jest dla nas duże pocieszenie.

W Apokalipsie często pojawia się słowo pieczęć. Pieczęć w Starym Testamencie była symbolem władzy. Także po dzień dzisiejszy pieczęcią poświadcza się prawdę. Notariuszem tej prawdy w historii zbawienia jest sam Bóg i my – chrześcijanie – będąc opieczętowani Słowem Bożym, które czytamy przez całe nasze życie, będąc opieczętowani sakramentem Chrztu Świętego i Duchem Świętym mamy Boga za gwaranta historii zbawienia.

Jest to bardzo poważna obietnica, którą Pan Bóg daje nam na Chrzcie Świętym – że będziemy zbawieni, i którą dotrzymuje w dniu naszej śmierci, w dniu narodzin do życia wiecznego.

Bardzo często można przeczytać komentarze, analizy, których autorzy zastanawiają się, czy żyjemy w czasach ostatecznych. Jakie jest Pana zdanie na ten temat – czy to są już czasy ostateczne?

Czasy ostateczne zaczęły się z chwilą Wniebowstąpienia Chrystusa. Wtedy narodził się Kościół, na który Pan Bóg zesłał Ducha Świętego i od tego czasu trwają czasy ostateczne, które też mają swoją logikę, swoją historię i swoje konsekwencje.

Odpowiadając więc wprost na Pana pytanie: tak, jesteśmy w okresie czasów ostatecznych.

Rozmaici teologowie wskazują, że dochodzi już do finalnej fazy czasów, jakie poprzedzają Apokalipsę. Pisał o tym między innymi abp Fulton Sheen, że kończy się era niereligijna, a zaczyna era duchowej konfrontacji Chrystusa z Antychrystem, który opanował umysły całego świata i ta walka toczy się na naszych oczach. Mamy rozmaitych wizjonerów jak siostra Łucja z Fatimy, która przepowiedziała, że w czasach ostatecznych rozegra się walka o rodzinę i rzeczywiście my to obserwujemy. Siły zła, cywilizacja śmierci chcą zniszczyć rodzinę, chcą zniszczyć kobietę jako dawczynię życia. Chcą zniszczyć dzieci, ich seksualność, a nawet ich płeć. Dlatego na podstawie tych znaków możemy stwierdzić, że wchodzimy bardzo mocno w czasy apokaliptyczne.

Świadczy o tym także liczba chrześcijan męczenników. Jeszcze nigdy w historii nie było ich tak wielu. Świadczą o tym statystyki Kościoła i organizacji zajmujących się prześladowaniem chrześcijan. Ta krew woła o to, żeby Baranek już przyszedł.

Może w związku z tym warto wystosować ponownie siedem listów do Kościołów, jak zrobił to św. Jan na początku Apokalipsy? Wywołany przeze mnie Emiliano Jimenez Hernandez zwraca uwagę, że to nie jest przeszłość, tylko nasza współczesność, że to się wciąż dzieje…

Kościół nieustannie przeżywa kryzysy. Na szczęście wciąż jeszcze są stosowane upomnienia wobec wiernych, wobec poszczególnych Kościołów w różnych krajach.

Widzimy również wiele trudności w miejscach, gdzie władza episkopatu wymyka się władzy Stolicy Piotrowej, gdzie władzę w Kościele przejmują świeccy, którzy chcą po swojemu zmieniać Kościół czy nawet modyfikować doktrynę w oderwaniu od posłuszeństwa Rzymowi.

Urząd nauczycielski Kościoła cały czas stosuje napomnienia i ta nauka mądrości płynącej z Apokalipsy z pewnością jest nieustannie głoszona. Inna sprawa: czy my to słyszymy? Współczesny chrześcijanin też ma tendencję, żeby nie słuchać głosu Kościoła, nie słuchać papieża, być mądrzejszym od biskupów, wyrywkowo traktować wiarę i zachowywać tylko to, z czym się zgadza. Takie pojmowanie wiary jak supermarketu, gdzie każdy może kupić to, co mu się podoba jest błędem i musi zostać odrzucone.

Kiedy ostatni raz słyszał Pan kazanie na kanwie Apokalipsy św. Jana? Ja powiem szczerze, że nie pamiętam i odnoszę wrażenie, że w Kościele jest swego rodzaju niechęć do mówienia o Apokalipsie, o czasach ostatecznych czy o piekle.

Niestety zgadzam się z Panem. W Kościele jest tendencja, że księża przyjmują postawę moralizatorską. Są oni tego uczeni w seminariach i dlatego podczas kazań najczęściej można usłyszeć moralizm, który w dodatku ma być podkreślany charakterystycznym tembrem głosu, jaki słyszymy z ambony.

Natomiast są okresy w roku liturgicznym, kiedy czyta się Księgę Apokalipsy i księża, którzy mają stary dobry zwyczaj, aby w swoich kazaniach sięgać do czytań z danego dnia wyjaśniają wiernym tę symbolikę apokaliptyczną.

Przyznam szczerze, że dawno nie słyszałem jednak kazania, które dotykałoby Apokalipsy i rzeczywiście księża unikają wzorem społeczeństw zachodnich mówienia o tym, żeby zbytnio nie straszyć, żeby nie przypominać o grzechu, o piekle, o tym, że świat się kończy, że istnieje śmierć. Jest to fałszywe założenie, bo śmierć tak czy siak przyjdzie po każdego z nas.

Może więc powinniśmy modlić się słowami, którymi kończy się Apokalipsa św. Jana, czyli „Marana tha – Przyjdź, Panie Jezu!”?

„Marana tha – Przyjdź, Panie Jezu”. Tymi słowami modlimy się szczególnie w czasie Adwentu, ale nic nie przeszkadza, żebyśmy modlili się nimi przez cały czas. Jeśli wierzymy w to, co objawił nam Syn Boży, to powtórne przyjście Pana Jezusa nie jest czymś strasznym, przerażającym tylko czymś pożądanym i oczekiwanym; czymś, co kończy nasz ziemski trud do pielgrzymowania; czymś, co jest bramą naszego wiecznego szczęścia.

Pierwsi chrześcijanie modlili się w ten sposób, ponieważ byli przekonani, że czas powtórnego nadejścia Chrystusa jest tuż przed nimi i byli naprawdę szczęśliwi z tego powodu. Także i my powinniśmy mieć tę samą postawę i oczekiwać spotkania z Bogiem tym bardziej, że dużo istnieje większe prawdopodobieństwo jest, iż momentem spotkania z Bogiem będzie po prostu nasza śmierć.

Tylko nieliczni będą mieli przywilej doświadczenia apokalipsy naocznie.

Bóg zapłać za rozmowę.

https://pch24.pl/niezbednik-na-apokalipse-8-rzeczy-ktore-musisz-miec-na-czas-ataku-mocy-ciemnosci/embed/#?secret=b2ink3ZkiO

Artykuł z „Nature”: Czy drobne skrzepy krwi mogą być przyczyną długich, zagadkowych objawów COVID?

Czasopismo „Nature” opublikowało artykuł zwracający uwagę na epidemię „Długiego Covida”, która może się wiązać ze skrzepami krwi.

Nature  |  Vol 608  |  25 August 2022, pp. 662-664

Ludzie tacy jak Lara Hawthorne, brytyjska ilustratorka, która wzięła trzy zastrzyki i „czuła się całkiem chroniona”, cierpią teraz na dziwne choroby związane z zakrzepami spowodowanymi przez zastrzyki.

Hawthorne powiedziała „Nature”, że od miesięcy choruje na różne „często wyniszczające objawy”, w tym ciągłe bóle uszu, szumy w uszach, przekrwienie, bóle głowy, zawroty głowy, palpitacje serca i bóle mięśni, aby wymienić tylko kilka.

W wielu dniach Hawthorne czuje się tak osłabiona, że ledwo może wstać z łóżka, co jej lekarze przypisują „długiemu kowidowi
„, w przeciwieństwie do zastrzyków, które otrzymała.

Obawiając się, że drobne skrzepy krwi w całym ciele są często winne objawom long covid, takim jak te, Hawthorne dotarła do lekarza w Niemczech, który specjalnie leczy ludzi takich jak ona, używając rozcieńczalników krwi i procesu typu dializy, aby filtrować i oczyszczać krew.

Ponieważ jest teraz tak wielu ludzi chorych i umierających od zastrzyków, Hawthorne jeszcze nie otrzymała odpowiedzi. Najwyraźniej istnieje długa na milę lista oczekujących z nazwiskami ludzi, którzy wzięli zastrzyki, myśleli, że są „chronieni”, a teraz cierpią dzień w dzień na wszelkiego rodzaju choroby.

„Nie chcę czekać na swoje zdrowie, kiedy czuję się tak okropnie” – skarżył się Hawthorne w „Nature”.

Jak długo nauka będzie „zdumiona” oczywistymi zdarzeniami niepożądanymi po wstrzyknięciu?

Badacze są podobno „zdumieni długimi Covidami”, ponieważ nie mogą dowiedzieć się, co ją powoduje – ponieważ nie chcą nawet brać pod uwagę możliwości, że to strzały są winne.

Coraz większa liczba osób, które przyjęły szczepienie, doświadcza stale rosnących skrzepów w ich ciałach, które spowalniają i zatrzymują przepływ krwi, ostatecznie prowadząc do śmierci.

Istnieje nawet ruch na Twitterze o nazwie „#teamclots”, który podnosi świadomość problemu, ale oczywiście wyklucza się zastrzyki, które są jedyną logiczną przyczyną tych skrzepów.

Niektórzy zdesperowani ludzie uciekają się do własnych środków na te skrzepy, na które establishment naukowy już krzyczy, przestań! Bo takie zabiegi są podobno niesprawdzone.

„Mamy teraz trochę rozproszonych kawałków dowodów” – mówi Danny Altmann, immunolog z Imperial College London, o tak zwanym długim Covidzie. Altmann, podobnie jak jego koledzy, nie odważy się wiązać tego ze strzałami.

„Wszyscy jesteśmy skupieni, aby spróbować połączyć to w jakiś konsensus. Jesteśmy od tego tak daleko. To bardzo niesatysfakcjonujące.”

„Nature” wciąż odnosi się do skrzepów jako skrzepów krwi, mimo że pojawiły się dowody sugerujące, że skrzepy tworzące się wewnątrz ciał „w pełni zaszczepionych” są metaliczne, wśród innych dziwnych, niekrwistych substancji.

To prawie tak, jakby szczepionki powodowały, że ciała ludzi tworzą nieżyciowe skrzepy z obcych substancji, które są zawarte w fiolkach ze „szczepionką” lub przez nie produkowane.

„Nature” przyznaje, że pod mikroskopem te skrzepy przypominają „ładny talerz spaghetti” z „okropnym, ziarnistym i ciemnym” wyglądem „takim, jaki można uzyskać, jeśli spaghetti zostanie w połowie ugotowane i pozwolimy mu się skleić”, cytując Douglasa Kella, biologa systemowego z Uniwersytetu w Liverpoolu.

Kell i jego koledzy zebrali materiał sugerujący, że fibryna w skrzepach źle się złożyła, tworząc klejopodobną „amyloidową” wersję samej siebie.

„Jeśli pierwszy z nich zmieni swoją konformację, wszystkie inne muszą za nim podążać” – mówi Kell, zauważając, że proces ten przypomina składanie prionów, które może prowadzić do takich stanów jak choroba Creutzfeldta-Jakoba.

Źródło: NATURE study confirms: Triple-vaccinated developing clots associated with „long covid”

Jak odwrócić katastrofę „służby zdrowia” w Polsce.

Izby Lekarskie prześladują przychodnie i lekarzy, które nie zamknęły się na pacjentów

20 maja 2021 Lekarz pediatra, pulmonolog Włodzimierz Bodnar,

Przychodnia Optima

https://przychodnia-przemysl.pl/izby-lekarskie-przesladuja-przychodnie-i-lekarzy-ktore-nie-zamknely-sie-na-pacjentow/

Kolejna fala za nami … i niestety przyszedł czas na rozliczenie lekarzy, którzy podjęli się leczenia chorych na COVID-19, działając zgodnie z etyką lekarską i troską o zdrowie pacjenta – nie zamykając przed nimi drzwi. I potencjalnie za to wyciągnie się konsekwencje, wraz z odebraniem tym lekarzom prawa wykonywania zawodu? Ale czy na pewno chodzi tylko o procedury … a nie o coś więcej?

Do naszej przychodni trafiło pismo od Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej, który żąda od nas wydania całej dokumentacji wszystkich naszych lekarzy i ich pacjentów z podejrzeniem lub stwierdzonym COVID-19. Zarówno leczonych amantadyną i jej pochodnymi, jak i leczonych bez tego leku. Takich pacjentów jest kilka tysięcy. Co przekłada się na dziesiątki tysięcy stron dokumentacji.

Pismo od Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej przy Izbie Lekarskiej w Krakowie

Trudno zrozumieć intencje Izby Lekarskiej, ponieważ żądanie nie dotyczy żadnego konkretnego pacjenta, lekarza, ani sytuacji. Czyżby dotyczyło to całokształtu, naszej filozofii, aby po prostu leczyć pacjentów? Bo ośmieliliśmy się badać pacjentów chorych na COVID-19, zamiast zgodnie z procedurą skazywać na izolację, utratę zdrowia lub śmierć? Bo leczyliśmy ambulatoryjnie m.im. amantadyną, mimo że do dzisiaj nie ma rekomendacji żadnego leku do leczenia w domu na COVID-19? [1] Pozostaje nam się domyślać. Nasze obserwacje o skuteczności amantadyny były podstawą do rozpoczęcia badań klinicznych amantadyny w Polsce, a obecnie badaniem zajmuje się międzynarodowe konsorcjum składające się z 12 uniwersytetów w Europie. [2-3] Izby Lekarskie nie pierwszy raz już prowadzą postępowania przeciwko swoim członkom (chociaż ich głównym zadaniem jest chronić lekarzy, a nie szykanować). Niestety Izby powszechnie występują przeciwko lekarzom, zastraszają ich, czego mieliśmy już okazję doświadczyć w czasie trwania pandemii wobec tych, którzy mieli odwagę coś krytykować publicznie.

Wróćmy do genezy – skąd wzięły się procedury i komu one naprawdę służą, cytując jeden z artykułów poświęconej tej tematyce:

“Wszystko zaczęło się na przełomie XIX i XX w. od niejakiego Johna Davisona Rockefellera, amerykańskiego przemysłowca, który poprzez finansowanie ośrodków naukowych – w największym skrócie, wprowadził zunifikowanie sposobów leczenia. To zaś otworzyło drogę do zmonopolizowania leczenia, które polegało na wyeliminowaniu wszelkich przejawów działań poza ustalonymi z góry i zatwierdzonymi przez wybrane gremia sposobów leczenia.

Trudno nawet w tej sytuacji winić samego medyka, który po prostu stosuje wyznaczoną procedurę. Jeśli nawet widzi, że nie przynosi ona żadnych efektów, w dalszym ciągu ją stosuje, będąc w zgodzie z prawem. W słuszności tej postawy utwierdzają lekarza samorządy lekarskie występujące jako Izby Lekarskie, którym z niewiadomych względów nadano uprawnienia np. do cofania lekarzowi prawa wykonywania zawodu, choć owe Izby w żaden sposób tego prawa mu nie nadały, ponieważ zrobiła to uczelnia, wydając dyplom ukończenia studiów medycznych.

Stosowanie procedur medycznych zostało obwarowane prawnie, co spowodowało, że medyk, nawet będąc przekonany o nieskuteczności leczenie, wiedząc, że inna np. pozaproceduralna metoda będzie skuteczna, rzadko kiedy ma odwagę do jej wdrożenia, ponieważ grożą mu za to konkretne konsekwencje prawne. Z kolei za działanie zgodne z procedurą, ale nieskuteczne – żadnych konsekwencji nie przewidziano. Więcej – może wówczas liczyć na przychylność koncernów farmaceutycznych, które sowicie wynagradzają tych lekarzy, którzy przepisują „właściwe” leki. Im więcej – tym lepiej.” [4]

Przypuszczam, że mandat Izbom do niszczenia naszej przychodni dał opublikowany jakiś czas temu paszkwil w prasie. Odniosę do tego tematu: wśród leczonych przeze mnie pacjentów w ostatnich 12 miesiącach było ponad 1200 pacjentów z czynnym zapaleniem płuc (co można także łatwo sprawdzić w systemach). Na świecie, czy w Polsce średnia śmiertelność takich pacjentów sięga ponad 20%? [5-7] Statystycznie więc mogło umrzeć wielokrotnie więcej. A zmarło według statystyk ‘tylko 17’ (chociaż nie wiadomo na co, ważne, że byli kiedyś w naszej przychodni, więc można przypisać zgon). Tylko że chorzy to nie statystyka. Każdy pacjent jest inny, wymaga zbadania, diagnozy na podstawie badania i doświadczenia lekarza. A w Polsce jak widać, to dziennikarz ma prawo kwestionować rozpoznania lekarza, a Izby Lekarskie w tym temacie milczą, ba, idą tą drogą dalej zgodnie z wiedzą dziennikarza, a nie wiedzą medyczną.

Nie pierwszy raz niewygodne osoby są szykanowane. [8] Mariusz Łapiński, były minister zdrowia w latach 2001–2003 opowiada po latach o swojej decyzji, która uderzyła w czyjś interes: 

Obliczyłem, że firmy stracą na tym jakieś 1,2 mld zł zysku rocznie. Bałem się, że to uderzy we mnie. Miałem rację. Gdy już cały ten czarny PR wobec mnie minął, te wszystkie artykuły o tym, że jadam sushi jako socjaldemokratyczny minister, że mam wannę z hydromasażem i szereg innych rzeczy, to okazało się, że firmy farmaceutyczne złożyły się. Moja głowa kosztowała 15 mln złotych. Tyle zapłaciły firmy za czarny PR – dodał były minister.” [9]

——————-

Przytoczę jeden z moich własnych przypadków destrukcyjnego działania izby lekarskiej a konkretnie przedstawiciela z Przemyśla. W 1998 roku chciałem podjąć dalsze kształcenie i otworzyć specjalizację z alergologii dziecięcej. Otrzymałem zgodę od kierownika specjalizacji Profesor Danuty Chmielewskiej, ówczesnego Konsultanta Krajowego Profesor Ewy Niżankowskiej, konsultanta z pediatrii Ryszarda Korczowskiego oraz obecnego w tym okresie Lekarza Wojewódzkiego, Antoniego Szynglarewicza. Kiedy osobiście zgłosiłem się w celu uzyskania zgody, wyleciałem z hukiem z gabinetu. Nie dostałem akceptacji Pełnomocnika Delegatury OIL w Przemyślu. Tego samego, który wszczął w październiku 2020 procedurę postępowania dyscyplinarnego przeciwko mojej osobie, bo podejmuję się leczenia ludzi z chorobą COVID-19. Wówczas nieudaną, bo Izba Lekarska i Rzecznik nie nadali toku sprawy. Tylko dzięki presji mediów i społeczeństwa. [10-11]

Nieprawdą jest, że wielu lekarzy wyjeżdża z Polski jedynie z pobudek finansowych. Jeśli Izba Lekarska, która wyłącznie zajmuje się procedurami, jak choćby wydanie zgody na wyjazd lekarza za granice, do dzisiaj nie pochyliła się nad złożonością tego problemu?

Nie podjęto konkretnych kroków, gdy na potęgę wypisuje się antybiotyki przez telefon bez badania pacjentów. Nawet w chorobach o mniej groźnym przebiegu tego nie praktykowano. To gdzie jest etyka, a gdzie jej nie ma?

Leczenie COVID-19 w Polsce przez telefon

Takie traktowanie lekarzy może przyczyni się w końcu, że sami lekarze wystąpią z wnioskiem utworzenia prawdziwej, niezależnej grupy zawodowej, która stanie na straży i w obronie lekarzy. Podejmie zdecydowane kroki co do zasad pracy lekarzy, podejmowania samodzielnych i odpowiedzialnych decyzji sposobu kształcenia młodych lekarzy i ich przyjaznego traktowania. Stworzenie im dogodnych warunków pracy i rozwoju zawodowego.

Apeluję dzisiaj do lekarzy. Stwórzmy jeden front, stwórzmy niezależną izbę lekarską. Skierujemy wniosek do Sejmu. Zaręczam, że jest wiele osób w Polsce, w Rządzie, Sejmie i Senacie, które myślą podobnie. Apeluję do wszystkich zawodów medycznych, a w szczególności do rezydentów. To w Was jest przyszłość i nadzieja na następne lata, abyście mogli zostać w kraju. Jeśli obecnie nie wystąpimy z inicjatywą, to już nigdy tego nie zmienimy. Jest wola polityczna oraz poparcie społeczne. Bo w to, że dokona się całkowita reorganizacji obecnych Izb Lekarskich, osobiście nie wierzę.

Zachęcam do udostępnienia i komentowania,

Lekarz pediatra, pulmonolog Włodzimierz Bodnar,
kontakt dla zainteresowanych: media@przychodnia-przemysl.pl

Źródła:

  1. Zalecenia dotyczące postępowania u osób z chorobą COVID-19 leczonych w domu, Konsultanci krajowi. 2.02.2021 https://www.gov.pl/web/zdrowie/zalecenia-dotyczace-postepowania-u-osob-z-choroba-covid-19-leczonych-w-domu
  2. The efficacy of amantadine hydrochloride in the treatment of COVID-19 – a single-center observation study, ResearchSquare, preprint https://www.researchsquare.com/article/rs-493154/v1
  3. Amantadyna hamuje COVID-19! Rozpoczęte w Polsce badania nad lekiem poprowadzą też inne ośrodki wchodzące w skład światowego konsorcjum. Polska Times, 13.05.2021 https://polskatimes.pl/amantadyna-hamuje-covid19-rozpoczete-w-polsce-badania-nad-lekiem-poprowadza-tez-inne-osrodki-wchodzace-w-sklad-swiatowego/ar/c1-15610741
  4. Lekarz już nie leczy. Tak koncerny uśmierciły służbę zdrowia. Gazeta Bałtycka, 9.09.2019 http://gazetabaltycka.pl/promowane/lekarz-juz-nie-leczy-tak-koncerny-usmiercily-sluzbe-zdrowia
  5. Liu J, Zhang S, Wu Z, et al. Clinical outcomes of COVID-19 in Wuhan, China: a large cohort study. Ann. Intensive Care. 2020; 10: 99. https://annalsofintensivecare.springeropen.com/articles/10.1186/s13613-020-00706-3
  6. Feng Z, Yu Q, Yao S, et al. Early prediction of disease progression in COVID-19 pneumonia patients with chest CT and clinical characteristics. Nat Commun. 2020; 11: 4968. https://www.nature.com/articles/s41467-020-18786-x
  7. Du RH, Liang LR, Yang CQ et al. Predictors of Mortality for Patients with COVID-19 Pneumonia Caused by SARS-CoV-2: A Prospective Cohort Study. Eur Respir J. 2020; 55: 2000524. https://erj.ersjournals.com/content/early/2020/04/01/13993003.00524-2020
  8. Czarny PR. Jak lobbyści firm farmaceutycznych naciskają na urzędników? PolskieRadio24, 28.06.2018 https://www.polskieradio24.pl/130/6718/Artykul/2161931,Czarny-PR-Jak-lobbysci-firm-farmaceutycznych-naciskaja-na-urzednikow
  9. Wojna o amantadynę, czyli schizofrenia po polsku. Dlaczego autorytety medyczne przypuściły atak na ten lek? Gazeta Krakowska, 19.04.2021. https://plus.polskatimes.pl/wojna-o-amantadyne-czyli-schizofrenia-po-polsku-dlaczego-autorytety-medyczne-przypuscily-atak-na-ten-lek/ar/c15-15561840
  10. Lekarz twierdzi, że jest w stanie wyleczyć każdego chorego na COVID-19. TVKrosno.pl, 30.10.2020 http://tvkrosno.pl/lekarz-twierdzi-ze-jest-w-stanie-wyleczyc-kazdego-chorego-na-covid-19-3699/
  11. Doktorowi Bodnarowi na razie nic nie grozi, ale lekarz stąpa po cienkim lodzie. Sanok24.pl, 23.11.2020 https://sanok24.pl/doktorowi-bodnarowi-na-razie-nic-nie-grozi-ale-lekarz-stapa-po-cienkim-lodzie-633/
  12. ==================================================
  13. mail: Możliwe, że w związku z tzw pandemią stawki/składki na wyeliminowanie nieposłusznego ministra zdrowia takiego kraiku jak Polska nieco wzrosły, ale sprawdzony mechanizm na pewno nie uległ zmianie, tylko zamiast kija zastosowali większą „marchewkę”:

Papież-аpostata Franciszek jedzie do Kazachstanu. Kolejny krok przejścia do antykościoła New Age.

Papieżpostata Franciszek jedzie do Kazachstanu. 

Kolejny krok przejścia do antykościoła New Age.

Biskupi-sekretarze Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu 

Chancellery Patriarchate <secretariat.patriarchate@gmail.com>

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Wysyłamy Państwu nasze listy, w których reagujemy na planowany udział pseudo-papieża Franciszka w Międzyreligijnym Kongresie w Astanie. Jednocześnie apelujemy do patriarchy Cyryła, aby nie brał udziału w tym spotkaniu. Zwracamy uwagę na destrukcyjny wpływ spotkań synkretycznych zarówno na Kościół, jak i na ludzkość.

Wideo: https://mlorenzo.wistia.com/medias/5vk3mv0llc  

cos.tv/videos/play/38460996922676224  bitchute.com/video/m08EEUPlpdk8/

==================

Biskupi-sekretarze Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu 

vkpatriarhat.org/pl/uogcc.org.ua/enbyzcathpatriarchate@gmail.com

******************************************************************************************

BKP: Papieżpostata Franciszek jedzie do Kazachstanu. 

Kolejny krok przejścia do antykościoła New Age

W dniach 13-15 września 2022 r. papieżаpostata weźmie udział w Kongresie z pogańskimi zwierzchnikami.

…Kłaniali się ulanemu bałwanowi. Przemienili chwałę swą w podobieństwo cielca, jedzącego trawę. Zapomnieli o Bogu, wybawicielu swoim” (Ps 106:20-21). Nie tylko wtedy, ale i dzisiaj najwyższa hierarchia kierowana przez pseudo-papieża Bergoglio czci pogańskich bożków. Promują tzw. ekologiczną konwersję, która w swej istocie jest konwersją do terytorialnych demonów i połączeniem się z nimi. Szaleńczo przemieniają swoją chwałę, która jest w Synu Bożym, Jezusie Chrystusie, na podobieństwo pogańskich bożków, takich jak demon Pachamama. Do dziś w Boliwii i innych krajach Południowej Ameryki czczą demona Pachamamę składając ofiary, na przykład przy budowie domu. Jeśli jest to mały dom, dla Pachamamy rzekomo wystarczy młode lamy, ale jeśli jest to duży dom, szaman da wypić opiat niedoświadczonemu cudzoziemcowi lub innej ludzkiej ofierze, a następnie pogrzebie go żywcem w fundamencie. Ta praktyka jest również stosowana w Tybecie, kiedy buddyjscy mnisi budują swój klasztor.

Bergoglio w pogańskim rytuale z demonem Pachamamą osobiście uczestniczył. Jego odstępczy gest ściągnął na Katolicki Kościół Boży gniew. Rezultatem było nie tylko zaślepienie katolików, ale także zamykanie kościołów i ogłoszenie tzw. kowid-pandemii z mRNA szczepieniem. Eksperymentalna szczepionka była oparta na tkance, wyrwanej żywcem z nienarodzonego dziecka, zanim zostało zabite. To ofiara dla demona śmierci. Pan skarży się: „Ofiarowali swoich synów i swoje córki demonomniewinną krew przelewali…” (Ps 106:36).

Zmiana genetycznego kodu przez szczepionkę zarówno kaleczy człowieka, jak i jest grzechem przeciwko Bogu Stwórcy. Ponadto szczepienie prowadzi do czipowania, przed czym Biblia ostrzega jeziorem ognia. Największym promotorem szczepień jest pseudo-papież Bergoglio. Pomimo tego, że prawdziwi eksperci przed tym niebezpiecznym genetycznym serum zdecydowanie przestrzegają, on bezczelnie twierdzi, że zaszczepienie się mRNA szczepionką jest „aktem miłości”, że rzekomo „trzeba to zrobić” i że rzekomo „szczepionki muszą być dla wszystkich”. On zmusił wszystkich pracowników Watykanu do przyjęcia tej eksperymentalnej genetycznej surowicy. To jest publiczny gest apostazji ze strony Stolicy Apostolskiej. Trzej gwardziści woleli opuścić Watykan.

To szaleństwo, że Izraelici zamienili swoją chwałę, którą mieli w Bogu, na postać cielca, jedzącego trawę! Ale to samo robi papież-аpostata Bergoglio i słusznie odnosi się do II Watykańskiego Soboru.

Wersety 28-29 podkreślają, że za bałwochwalstwo przychodzi katastrofa. Ta zasada obowiązuje do dzisiaj.

Bergoglio był bezpośrednio obecny podczas bałwochwalczych rytuałów w Kanadzie. Szaman w bałwochwalczym rytuale czcił stworzenie zamiast Stwórcę (Rz 1). Było to bałwochwalcze ubóstwienie ognia, wody, powietrza i ziemi, a także ubóstwienie zwierząt, zwłaszcza owadów. Szaman zaprosił obecnych aby wejść do wirtualnego kręgu duchów, a duchy rzekomo będą z nimi. Na znak przyjęcia mieli położyć ręce na sercu. Bergoglio posłusznie to zrobił. W tym samym czasie szaman palił kadzidło i gwizdał na kości dzikiego indyka, którym posługuje się przywołując diabła. Szaman zwracał się do czterech stron świata i przywoływał demony. Jest jednak diametralna różnica między tym rytuałem a błogosławieństwem na cztery strony świata, które wielu kapłanów udziela w imieniu Boga w Trójcy Jedynego codziennie o godzinie 21:00. Podobnie Ezechielowi Pan nakazuje prorokować na cztery strony świata w celu, aby suche kości, czyli duchowo martwi wierzący, zostali wskrzeszeni przez Ducha Bożego (Ez 37:1-9).

Pseudo-papież Franciszek, po intronizacji demona Pachamamy i poświęceniu się szatanowi przez szamana w Kanadzie, przygotowuje się do tzw. podróży apostolskiej na synkretyczny Kongres z przywódcami pogańskiego buddyzmu, hinduizmu, animizmu… do Kazachstanu. Jego tak zwane podróże apostolskie nie służą odnowie kościoła ani ewangelizacji pogan, ale stopniowo przekształcają Kościół katolicki w ogólnoświatowy antykościół New Age. Ten czci demony zamiast Boga Stwórce i Jezusa Zbawiciela. Udział Bergoglia w Kongresie ma jeszcze bardziej wzmocnić fałszywą opinię publiczną, jakby kulty pogańskie, czczące demony, i Kościół katolicki były równorzędnymi drogami do zbawienia. To wielkie oszustwo i jednocześnie grzech przeciwko pierwszemu przykazaniu. Co więcej, chodzi o zwodzenie niedoinformowanych wierzących do zaakceptowania samobójczej zmiany podstawowych chrześcijańskich paradygmatów. Zasadniczo jest to publiczne zaprzenie Chrystusa i Ewangelii. „Kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem Niebieskim”.

Papież-аpostata zaprzecza istocie zbawczej nauki i dlatego świat nie może od niego dowiedzieć się o jedynym Zbawicielu i jedynej drodze do zbawienia. Hindusi czczą świętą krowę , węże i inne zwierzęta. W tybetańskim buddyzmie czczą różne bóstwa, czyli demony, także poprzez deifikację zwierząt. Dalajlama jest uważany za reinkarnowanego boga i także czczony jako bóg. To jest bałwochwalstwo.

Jeśli porównamy działalność Franciszka-apostaty z cesarzem Julianem Apostatą, Franciszek go przewyższa. Ale tragedią jest to, że katolicy już tego nie widzą, ani nie chcą tego widzieć, i bez końca skandują: „W jedności z naszym papieżem Franciszkiem”.

Zakodowany program bergogliańskiego Synodu o synodalności ma na celu zmianę moralności katolickiej i wyeliminowanie zbawczej wiary oraz praw i przykazań Bożych, które zapewniają nam zbawienie. Każdy, kto chce dziś w Kościele katolickim być zbawiony, musi radykalnie oddzielić się od ducha bergogliańskiej sekty, która okupuje Kościół. Kto się jej podporządkowuje, jest współwinny wszystkich zbrodni Bergoglia.

Przypomnijmy sobie wypowiedź św. Ignacego Męczennika: Jeśli ktoś przez złą naukę niszczy Kościół Boży, za który Jezus Chrystus został ukrzyżowany, taki, jako zbezczeszczony, pójdzie w ogień nieugaszony, podobnie jak ten, kto go słucha”.

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metodiusz OSBMr              + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

16.08.2022

BKP: Papieżpostata Franciszek jedzie do Kazachstanu. Kolejny krok przejścia do antykościoła New Age

vkpatriarhat.org/en/?p=22165  /english/

vkpatriarhat.org/es/?p=12253  /español/

vkpatriarhat.org/fr/?p=15537  /français/

vkpatriarhat.org/de/papst-franziskus-kasachstan-besuchen/  /deutsche/

==================================

mail:

O WRZEŚNIU INACZEJ

  Sławomir M. Kozak www.oficyna-aurora.pl

2022-09-02 https://www.oficyna-aurora.pl/aktualnosci/o-wrzesniu-inaczej,

Zasady, które legły u podstaw przyszłej hegemonii Stanów Zjednoczonych, były omawiane podczas Drugiej Konferencji w Quebec, ale o nich mówi się dziś z pewnym zażenowaniem. Dla osadzenia jej w kontekście historycznym przypomnę, że kiedy się rozpoczynała, we wrześniu 1944 roku, Powstanie Warszawskie broczyło ostatnią strugą krwi, a Zamek Królewski zamieniano metodycznie w stertę gruzu.

Henry Morgenthau junior był amerykańskim Sekretarzem Skarbu i swoje zasady przygotował dla powojennej Europy. Jego koncept szybko zyskał nazwę „planu Morgenthaua”. Ale, nie patrzmy bezkrytycznie na to, co przedstawia nam Wiki, czy jakakolwiek inna tuba propagandy anglosaskiej. Czytając w takich encyklopediach, na przykład o Operacji Flying Tigers, dowiemy się, że była to grupa ochotników, pilotów amerykańskich, „pomagających w walce Chin z agresją japońską”. Nie przeczytamy jednak o tym, że Henry Morgenthau zaaranżował wsparcie Chin dowodzonych ówcześnie przez Czang Kaj-Szeka, kwotą 100 milionów dolarów, właśnie na tę operację, zanim jeszcze wybuchła II Wojna Światowa.

Warto przy tej okazji wspomnieć, że to właśnie Henry Morgenthau był pierwszym przewodniczącym Konferencji w Bretton Woods i jako taki miał największy wpływ na powołanie Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz Międzynarodowego Banku Odbudowy i Rozwoju, czyli Banku Światowego.

James Forrestal, w wydanych w roku 1952 pamiętnikach, wspominał swoje spotkanie z 27 grudnia 1945 roku, pisząc „grałem dziś w golfa z Josephem Kennedym . . . Kennedy był zdania, że Hitler walczyłby z Rosją bez późniejszego konfliktu z Anglią, gdyby nie namawianie Roosevelta przez Bullitta (ambasadora we Francji) latem 1939 roku, że Niemcom trzeba stawić opór w sprawie Polski; ani Francuzi, ani Brytyjczycy nie uczyniliby z Polski sprawy wojennej, gdyby nie ciągłe jątrzenie z Waszyngtonu. Bullitt wciąż powtarzał Rooseveltowi, że Niemcy nie będą walczyć, Kennedy, że będą i że opanują Europę. Chamberlain, jego zdaniem, stwierdził, że Ameryka i światowi Żydzi zmusili Anglię do wojny”( “The Forrestal Diaries”, 1952, ss. 128-129). 

Forrestal, od 1940 roku będący asystentem Roosevelta, a także zastępcą sekretarza Marynarki Wojennej i sekretarzem Departamentu Obrony, miał dostęp do wielu tajemnic dotyczących czasów przedwojennych, ale też wojennych i powojennych. Ta wiedza skończyła się dla niego tragicznie, kiedy w roku 1949 „popełnił samobójstwo” wyskakując z okna szpitala, gdzie trafił w wyniku knowań potężniejszych od siebie osób.

Z jego wspomnień wiemy też, że „opinię Chamberlaina o znaczeniu nacisku żydowskiego na rzecz wojny w Stanach Zjednoczonych potwierdza raport hrabiego Potockiego, polskiego ambasadora w Waszyngtonie, który w 1939 roku ostrzegł swój rząd o kampanii organizowanej w odpowiedzi na ostatnie antysemickie ekscesy nazistów, kampanii, w której uczestniczyli różni żydowscy intelektualiści, tacy jak Bernard Baruch, Frankfurter – sędzia Sądu Najwyższego, Morgenthau – Sekretarz Skarbu, i inni, których łączyły z Rooseveltem więzy osobistej przyjaźni. Ta grupa mężczyzn, która zajmowała jedne z najwyższych stanowisk w rządzie amerykańskim, była bardzo blisko związana z międzynarodowym żydostwem.” Oczywiście, hrabiego Potockiego wkrótce odsunięto, gdy ujawniono jeden z jego raportów, w których opisywał Roosevelta, jako pozostającego „na usługach międzynarodówki żydowskiej”.

Leon de Poncis, francuski arystokrata, dziennikarz i eseista, pisał w swej książce “State Secrets: A Documentation of the Secret Revolutionary Mainspring Governing Anglo-American Politics”, że Brytyjczycy, jeszcze w roku 1939 zakładali, iż wojna potrwa stosunkowo niedługo. „Hitler miał taką samą nadzieję w 1939 roku. Stalin natomiast grał na długą wojnę na wyniszczenie, o której przywódcy demokracji i ich eksperci wojskowi wiedzieli, że jest nieunikniona. Potwierdzają to propozycje ambasadora Bullitta dla hrabiego Potockiego w listopadzie 1938 roku, które zostały zrelacjonowane rządowi polskiemu w następujący sposób: według informacji, które eksperci wojskowi dostarczyli Bullittowi w czasie kryzysu jesienią 1938 roku, wojna trwałaby co najmniej sześć lat i zakończyłaby się całkowitą katastrofą dla Europy. Nie było żadnych wątpliwości, że w końcu Rosja Radziecka skorzysta na tym wszystkim”.

William Bullitt był od roku 1933 do 1936, ambasadorem amerykańskim w Moskwie, a później, do 1940, w Paryżu. Miał doskonałe rozeznanie w ówczesnej sytuacji międzynarodowej i bezskutecznie starał się przekonywać Roosevelta do zablokowania ekspansji sowieckiej. Nie miał szans, bo jego szef, sam urzeczony Związkiem Sowieckim, otumaniony przez londyńskich Rothschildów, miał dodatkowo w swym najbliższym otoczeniu całą hordę sowieckich agentów. 

Wróćmy jednak na chwilę do Morgenthau i jego tez, których próżno szukać w encyklopediach. U ich podstaw leżało, jak największe wzmocnienie powojennego Związku Sowieckiego, przy całkowitym zrujnowaniu Niemiec i uczynieniu z tego państwa kraju rolniczego.

Pisze o tym w przywołanej wcześniej książce Leon de Poncis (str. 135).

1. Alianci mieli sporządzić pełną listę niemieckich zbrodniarzy wojennych, którzy powinni być aresztowani i rozstrzelani na miejscu bez procesu;

2. Kilka milionów Niemców, wybranych spośród członków partii nazistowskiej, oficerów Wehrmachtu i wszystkich tych, którzy bezpośrednio lub niebezpośrednio współpracowali z reżimem, miało zostać przekazanych Rosjanom do bezwarunkowego wykorzystania, jako siła robocza przy odbudowie zniszczonych terenów;

3. Wszyscy uchodźcy, którzy przed wojną i w jej trakcie uciekli z Rosji Sowieckiej, mieli zostać przekazani Rosjanom, którzy oczywiście albo ich rozstrzelają, albo deportują do obozów koncentracyjnych na Syberii.

Z tej samej koncepcji wywodzą się wcześniejsze, wyniszczające naloty alianckie na obiekty cywilne, począwszy od roku 1940, w tym takie miasta, jak Mannheim, Lubeka, Hamburg, Drezno.

Polecam przy tej okazji rozmowę na ten temat, jaką przeprowadziłem w studio PL1 z panem Lechem Jęczmykiem, tłumaczem książki „Rzeźnia numer 5”, w lutym 2022 roku.

Naukowiec i pisarz Charles Snow, w książce „Nauka i rząd” przedstawiając propozycje doradcy naukowego Churchilla, Fredericka Lindemann’a, pisze:

„Na początku 1942 roku … opracował on (Lindemann) dokument Gabinetu w sprawie strategicznego bombardowania Niemiec … opisywał w nim ilościowe skutki brytyjskiej ofensywy bombowej dla Niemiec, w ciągu następnych osiemnastu miesięcy. Dokument określał politykę strategiczną. Bombardowanie musi być skierowane przede wszystkim przeciwko niemieckim domom klasy robotniczej. Domy klasy średniej mają za dużo przestrzeni wokół siebie, więc można je zmarnować; o fabrykach i ‘celach wojskowych’ dawno już zapomniano, poza oficjalnymi biuletynami, ponieważ były zbyt trudne do znalezienia i trafienia.

Gazeta twierdziła, że – przy całkowitej koncentracji wysiłków na produkcji i użyciu samolotów bombowych – we wszystkich większych miastach Niemiec (to znaczy tych, które mają więcej, niż 50 000 mieszkańców) możliwe byłoby zniszczenie 50 procent wszystkich domów” (“Science and Government”, Sir Charles Snow, ss. 47-48).

Bernard Baruch, który miał o wiele większy wpływ na amerykańska politykę, niż Morgenthau, uważał, że założenia jego kolegi są „zbyt łagodne”. Leon de Poncis przywołuje w swej książce jeszcze jednego człowieka, którego poglądy były rozwinięciem planu Morgenthau, Theodora N. Kaufmana. W wydanej przez siebie w roku 1941, książce „Niemcy muszą zniknąć” proponował eliminację populacji niemieckiej, wynoszącej wówczas około 70 milionów, poprzez przymusową sterylizację osób pomiędzy okresem dojrzewania i 60 rokiem życia.

Tacy ludzie mieli wizję szerzenia na świecie komunizmu i umacniania roli Związku Sowieckiego, traktując przy tym Stany Zjednoczone, jako użyteczne narzędzie, które mogło im w tych planach pomóc. Dzisiejsze zachowanie przywódców Partii Demokratycznej USA jest kalką tamtych czasów i ówczesnego spiskowania wpływowych ludzi, za nic mających ludzkie życie, żyjących chorymi urojeniami starców, którzy nienawidzili słabszych od siebie.

(fragment książki „Requiem dla Amelii Earhart”)

O WRZEŚNIU INACZEJ

Od Soboru Watykańskiego II do ciężarnych mężczyzn. Szlak diabolicznego szaleństwa

Robert Morrison https://www.bibula.com/?p=135937

Można sobie wyobrazić świat, w którym życie po prostu staje się stopniowo gorsze, nie stając się przy tym coraz bardziej absurdalne, ale nie jest to opis świata, w którym żyjemy dzisiaj. Nasz Kościół i świat stały się zdumiewająco gorsze od czasu, gdy Franciszek przedstawił nam swoją bluźnierczą Pachamamę w październiku 2019 roku, a każdy następny nikczemny krok niósł ze sobą kolejny aspekt absurdu. Być może nie słyszymy głośnego śmiechu demonów ale z pewnością to robią.

Szaleństwo nie narodziło się na Soborze Watykańskim II, ale istnieje  wyjaśnienie, dlaczego to trzyletnie wydarzenie posłało Kościół i świat na drogę diabelskiego szaleństwa. Musimy po prostu zrozumieć konsekwencje faktu, że Bóg powierzył Kościołowi katolickiemu zachowanie i rozpowszechnianie Jego prawdy:

Idąc tedy, nauczajcie wszytki narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha świętego, nauczając je chować wszytko, com wam kolwiek przykazał. A oto ja jestem z wami po wszytkie dni aż do skończenia świata.” Mt 28, 19,20

Jak to już zostało dokładnie udokumentowane, postępowi dywersanci przejęli Sobór, aby udaremnić Jego misję na dwa kluczowe sposoby: w dużej mierze Kościół porzucił wysiłki na rzecz nawracania dusz na katolicyzm i zaczął pozwalać na nauczanie błędu obok prawdy. Nie trzeba być katolikiem, by pojąć naprawdę zdumiewającą naturę soborowych zmian – miliony katolików (być może setki milionów) przeszły od myślenia, że trzeba wierzyć w niezmienne nauki Kościoła, by być zbawionym, do myślenia, że wszyscy chrześcijanie są zbawieni, a Kościół nie ma monopolu na prawdę.

Tę całkowitą zmianę podejścia można potraktować jako  swego rodzaju eksperyment. Jeśli Bóg naprawdę ustanowił Kościół katolicki, aby strzegł i rozpowszechniał Jego prawdę, to zmiany te powinny przynieść katastrofalne skutki; jeśli natomiast Kościół jest jedynie organizacją stworzoną przez człowieka, to wysiłki zmierzające do dostosowania Jego nauki do świata powinny przynieść pozytywne, a przynajmniej mieszane rezultaty.

Eksperyment SW II rzeczywiście przyniósł rozstrzygnięcie. Każdy wskaźnik stanu zdrowia Kościoła – apostazje, uczestnictwo we Mszy Świętej, powołania, małżeństwa, chrzty, akceptacja nauczania Kościoła, itd. – okazał się fatalny dla tych, którzy zaakceptowali soborowe nowości. Natomiast, każdy z tych wskaźników zachował zdrowie lub uległ poprawie u tych, którzy trzymali się tego, czego Kościół zawsze nauczał.

Niestety, tylko niewielka część katolików zachowała tradycyjne wierzenia i praktyki Kościoła. W związku z tym większość katolickiego i niekatolickiego świata doświadcza skutków decyzji Kościoła, który pozornie zmienił swoje nauczanie, bo przecież prawdziwy Kościół nigdy nie może się tak zmienić. Zamiast otrzymywać Bożą prawdę bezpośrednio (dla katolików) lub w mniejszym stopniu pośrednio (dla niekatolików) od Kościoła, większość ludzi na świecie została doprowadzona do przekonania, całkiem błędnego, że Kościół katolicki nie twierdzi już, że posiada niezmienną prawdę.

Możemy myśleć, że to pozorne porzucenie obiektywnej prawdy jest nieistotne, ale wyobraźmy sobie, jak wyglądałoby to na polu matematyki, gdzie wiemy, że 2+2=4. Dzięki pracowitości szatana i tych, którzy w jego imieniu przeniknęli do Kościoła, widzieliśmy moralny i teologiczny odpowiednik następującego procesu jaki miał miejsce w Kościele:

– Od Pięćdziesiątnicy do SW II: 2+2=4

– Od SW II do Franciszka: 2+2= 4, 5, a czasem 6

Pierwsze lata okupacji papiestwa przez Franciszka: 2+2= co tylko chcesz (kim jesteśmy, żeby to oceniać?!).

– Od Pachamamy do dziś: 2+2= cokolwiek innego niż 4 (a każdy kto mówi, że to 4, jest zacofany!).

W oczach Franciszka i jego pochlebców wszyscy są zbawieni i godni szacunku i miłości; z wyjątkiem tradycyjnych katolików, którzy podtrzymują prawdy, za które tak wielu męczenników oddało swoje życie.

Kiedy blisko miliard katolików akceptuje ten poziom absurdu, wyniki nie mogą być dobre. Wielu z tych, którzy powinni przekazywać światu Bożą prawdę, porzuciło zasadę niesprzeczności i przyjęło niedorzeczne kłamstwa na temat zestawu wierzeń, które rzekomo są im najdroższe.

Tak więc, zamiast katolików, którzy będą walczyć na śmierć i życie o niezmienną prawdę, mamy teraz katolików takich jak Franciszek, Biden, Pelosi, Fauci, Trudeau, Cuomo i Aleksandria Ocasio-Cortes.  Od tych niezłomnych mistrzów obłędu otrzymujemy takie oto demoniczne absurdy:

– Prezydentura Bidena

– Wszystko o synodzie Franciszka na temat synodalności (a właściwie wszystko o Franciszku)

– Fakt, że nieskuteczne i niebezpieczne szczepionki są nadal obowiązkowe dla wielu ludzi (w tym dzieci)

– Fakt, że Watykan entuzjastycznie wspiera antykatolicką politykę globalistyczną, jednocześnie atakując tych, którzy chcą być prawdziwie katoliccy

– Przejście na dietę opartą na robakach, aby uratować świat przed krowimi wzdęciami

– Niekończąca się obsesja na punkcie prowadzenia śledztwa w sprawie Trumpa i jego zwolenników i jednoczesne zaniechanie dochodzenia w sprawie klientów Jeffreya Epsteina

– Mężczyźni w ciąży

– Fakt, że tak wielu ludzi, w tym prawie wszyscy na stanowiskach kierowniczych, wydają się myśleć, że to szaleństwo jest w porządku, tak długo jak otrzymują za to poklask i uznanie

Każdy z nas mógłby zapewne dodać kilka innych orwellowskich absurdów, które przed laty wydawałyby się nie do pomyślenia.

Jeśli zastanawiamy się, dlaczego szatan i jego globaliści upierają się przy forsowaniu tych szaleństw, wystarczy, że rozważymy słowa doradcy Światowego Forum Ekonomicznego, Yuvala Harari, z 2018 roku:

Prawda i władza mogą podążać razem tylko do pewnego punktu. Prędzej czy później idą własnymi drogami. Jeśli chcecie władzy, w pewnym momencie będziecie musieli rozpowszechniać fikcje. Jeśli chcecie kierować się prawdą, w pewnym momencie będziecie musieli wyrzec się władzy. Jeśli będziecie mówić prawdę – na przykład o źródłach waszej władzy-  rozgniewacie sojuszników, zniechęcicie zwolenników lub podkopiecie harmonię społeczną. . . . Dlatego, jeśli marzycie o społeczeństwie, w którym króluje prawda, a mity są ignorowane, nie macie co liczyć na Homo sapiens. Lepiej spróbujcie szczęścia z szympansami.” (z artykułu LifeSite z 18 sierpnia 2022 r.)

Chcą zdominować świat, więc muszą zniszczyć prawdę. Robią to poprzez karmienie nas obłędem, którego duża część jest dziś produkowana w Rzymie.

Bolesna rzeczywistość jest taka, że SW II opróżnił  umysły katolików z Bożej Prawdy, a szatan z radością wypełnił te puste miejsca.  Agenci Szatana nigdy nie muszą wyjaśniać żadnego z tych kłamstw; po prostu oskarżają każdego, kto je kwestionuje o bigoterię i nienawiść. Jeśli naciska się na wyjaśnienie, mogą zaoferować tylko więcej  kłamstw.

 Możemy też z łatwością wskazać kilka przyczyn, dla których Kościół i świat ogromnie ucierpiały z powodu porzucenia przez katolickich pasterzy niezmiennej prawdy:

– Porzucając katolicką prawdę,  wiele dusz utraciło łaski, które w przeciwnym razie by otrzymały

– Zamiast systematyzować swój intelekt i wolę w oparciu o Bożą prawdę, większość współczesnych katolików przyzwyczaiła się do akceptowania niedorzecznych sprzeczności

– Wynikający z tego nawyk akceptowania niedorzeczności i sprzeczności kaleczy intelekt i wolę wielu dusz, które powinny być największymi promotorami prawdy

– W różnych dziedzinach, zwłaszcza w katolickim systemie edukacji, zdeformowani katolicy zanieczyszczają intelekt i wolę niekatolików, którzy w przeciwnym razie mogliby skorzystać z przykładu prawidłowo uformowanych katolików

Patrząc z tej perspektywy, zrozumiałe jest, że Bóg dozwala  Kościołowi i światu ponosić zgubne konsekwencje bezczelnego porzucenia Jego prawdy.

Jest na to rada: musimy bezwzględnie powrócić do Bożej prawdy. Wracając do analogii matematycznej, nie naprawimy obecnej sytuacji błagając władze o pozwolenie na to, aby wyraziła zgodę na 2+2= wszystko, łącznie z 4. Nie. Musimy nalegać z miłosierdziem w sercu, że 2+2=4 i nic więcej.

Chociaż możemy zrozumieć emocjonalny urok szukania rozwiązań kompromisowych, to jednak doszliśmy do punktu, w którym szatan wykorzysta je wszystkie na swoją korzyść. Niezależnie od tego, czy mają dobre intencje, czy są „kontrolowaną opozycją”, ci, którzy opowiadają się za stopniowym powrotem do prawdy, są jak  ratownicy, którzy wyprowadzają dzieci z jednej płonącej klasy do innej płonącej klasy. Są gorzej niż bezużyteczni, ponieważ te biedne dusze mogły znaleźć prawdę, gdyby nie zostały wykolejone przez fałszywe rozwiązania.

Musimy rozpoznać szaleństwo i pomóc innym zrobić to samo. Ale kiedy już rozpoznamy szaleństwo, nie będzie zbyt wielu korzyści z samego wpatrywania się w ciemność. Bóg dopuszcza to diabelskie szaleństwo, abyśmy zrozumieli, że musimy powrócić się do Niego jako święci. Jeśli  duszące nas szaleństwo nie zaalarmuje nas o potrzebie oddania wszystkiego, co mamy, naszemu Stwórcy i Odkupicielowi, to co wtedy się stanie? 

Nie ma większego znaczenia to,  co naszym zdaniem stanie się w ciągu najbliższych kilku miesięcy czy lat. Szatan wzywa swoich żołnierzy do walki i Bóg wzywa swoich żołnierzy do walki. Ci, którzy próbują to przesiedzieć w domu lub pójść na kompromis z szaleńcami, w rzeczywistości dobrowolnie stają się pożytecznymi idiotami szatana i to nie skończy się dla nich dobrze. Ci z nas, którzy wiedzą, że świat jest prawie całkowicie pochłonięty przez diabelskie szaleństwo, muszą zachowywać się tak, jakby Bóg dawał nam ostatnią szansę na powrócenie  do Niego jako święci. Co w tym momencie mamy do stracenia?

Niepokalane Serce Maryi, módl się za nami!

Robert Morrison

Tłum. Sławomir Soja

Źródło: The Remnant (August 31, 2022) – „From Vatican II to Pregnant Men: Bounding Down the Path of Diabolical Insanity”

================

Wesprzyj naszą działalność [BIBUŁY md]

Chcą uczyć dzieci w szkole: „Czym jest „drabina przyjemności” i jak się przygotować na pierwszy seks”…

Centrum Życia i Rodziny
Szanowni Państwo,
Już jutro zabrzmi pierwszy dzwonek! Po wakacyjnej przerwie dzieci i młodzież powrócą do szkół.
By dowiedzieć się, czym jest „drabina przyjemności” i jak się przygotować na pierwszy seks…
Proszę się nie łudzić – kiedy dla Państwa jest to czas kompletowania szkolnej wyprawki lub wyboru zajęć dodatkowych dla swoich pociech, to dla lewicowych stowarzyszeń i grup, jest to czas przygotowania i promowania demoralizujących zajęć w ramach tzw. seksedukacji!Chcę pomóc w walce z deprawacją najmłodszych!Proszę pozwolić, że jako przykład podam działania prowadzone w Łodzi przez Fundację Nowoczesnej Edukacji SPUNK, która tworzy sieć edukatorów seksualnych w małych i średnich miastach Polski.
Czy wiedzą Państwo, jakie tematy proponują w swojej „ofercie”? Poza wspomnianymi tematami, nastolatkowie mają być zapoznawani z takimi pojęciami jak „ciałopozytywność” i jak ją praktykować. Kolejny temat to: „Kim jestem i jak to odkryć? Tożsamość seksualna i orientacja psychoseksualna – czym są i jak się kształtują? Niebinarność, transpłciowość, interpłciowość. O różnych orientacjach seksualnych”.
Ich działania skierowane są m.in. do młodzieży w wieku 13-15 lat. Do programu mogą zgłaszać się szkoły, świetlice, domy dziecka, ośrodki wychowawcze, a nawet grupy rodziców. Aktywiści zapowiadają też prowadzenie warsztatów dla młodzieży, spotkań z rodzicami i opiekunami prawnymi, a także organizację spotkań w gabinetach ginekologicznych i prowadzenie poradnictwa za pośrednictwem czatu.
Zwracam Państwa uwagę, że niejednokrotnie promocja perwersji wśród młodego pokolenia odbywa się pod płaszczykiem nauki tolerancji dla różnorodności albo wpisywana jest – jak ta, o której wspomniałem powyżej – w programy profilaktyki zdrowotnej!
Proszę więc Państwa o rodzicielską czujność, odwagę i konsekwentną odpowiedzialność! Kiedy usłyszycie Państwo, że zajęcia o takiej tematyce odbywają się w szkole Państwa dziecka – natychmiast powinna się zapalić czerwona lampka! Zachęcam wtedy do wizyty u dyrekcji, by zbadać, kto będzie je prowadził i jaki będzie ich program.
Jeśli potrzebują Państwo pomocy w rzetelnej ocenie programu – proszę o kontakt z Centrum Życia i Rodziny. Podpowiemy, co zrobić i jak reagować.Nie zgadzam się na seksedukację dzieci i młodzieży!Ze swojej strony zapewniam, że jako Centrum Życia i Rodziny będziemy czuwać i monitorować działalność organizacji, które przygotowują konkretne programy i szkolą swoich „wolontariuszy” do prowadzenia pseudoedukacyjnych zajęć z deprawacji dzieci i młodzieży. Dołożymy wszelkich starań, aby tacy aktywiści nie mieli dostępu do naszych szkół. Będziemy również czuwać nad treściami zamieszczanymi w sieci dla dzieci i młodzieży.
Jestem przekonany, że skuteczność działań jest tym większa, im większe środowisko gromadzi się wokół idei i podejmuje konsekwentne działania dla jej realizacji. Dlatego Centrum Życia i Rodziny dołączyło do Ruchu Ochrony Szkoły.
To konkretna odpowiedź na potrzebę pilnej aktywizacji rodziców i środowisk zawodowo związanych z oświatą, szczególnie wobec:
słabej – na gruncie prawa oświatowego – ochrony uczniów przed toksycznymi NGO,nachalnego promowania wulgarnej edukacji seksualnej,wprowadzania edukacji włączającej mającej docelowo zlikwidować obecne formy szkolnictwa, m.in. szkoły specjalne, programy nauczania i system oceniania, doprowadzając do zapaści oświaty,groźby ponownej edukacji zdalnej.Wspieram ochronę dzieci i młodzieży!W tym kontekście zapowiadam, że Centrum Życia i Rodziny już wkrótce uruchomi kampanie związane z ochroną młodzieży.
Planujemy m.in. kolejną edycję Szlachetnego Piątku, aby promować wśród młodzieży szlachetność, czystość i wierność – wartości konieczne dla budowania trwałego małżeństwa i szczęśliwej rodziny. Przypomnę, że w zeszłym roku w tę kampanię włączyło się nie tylko wielu młodych ludzi, ale także politycy, dziennikarze i celebryci!
Chcemy też rozwinąć program Szkoła Przyjazna Rodzinie. Obecnie ma on formę certyfikacji szkół, w których nie ma miejsca na promowanie treści antyrodzinnych i demoralizujących. Ale widzimy potrzebę – i w tym kierunku podejmujemy pracę – aby przygotować konkretną ofertę spotkań z gronem pedagogicznym, rodzicami i uczniami.
Zachęcam także do śledzenia naszych stron internetowych i mediów społecznościowych. Jest to przestrzeń, która pozwala nam na udostępnianie wartościowych treści, przekazanych w sposób atrakcyjny również dla młodego pokolenia.Wspieram te działania Centrum Życia i Rodziny!Pewnie zadają sobie Państwo pytanie, dlaczego seks-aktywiści mogą działać tak szeroko i co chwila słyszymy o ich kolejnych programach?
Odpowiedź jest prosta: otrzymują pieniądze z budżetu samorządów.
Proszę sobie wyobrazić, że wspomniane przeze mnie programy są realizowane w ramach zadania publicznego „Profilaktyka ciąż wśród nastolatek, chorób przenoszonych drogą płciową, w tym profilaktyki HIV”, współfinansowanego ze środków Wydziału Zdrowia i Spraw Społecznych Urzędu Miasta Łodzi!
Tym bardziej Państwa proszę o wsparcie wspomnianych przeze mnie kampanii chroniących dzieci przed agresywną seksedukacją. Centrum Życia i Rodziny nie otrzymuje pieniędzy od jakichkolwiek ośrodków publicznych, aby móc działać niezależnie i nie wikłać się w żadne ograniczające zależności.
Dlatego, jeśli także dla Państwa ważna jest troska o wychowanie dzieci i młodzieży do trwałych wartości i ochrony ich przed demoralizacją – proszę o wsparcie naszych działań kwotą 30, 60, a może nawet 100, bądź inną, którą uznają Państwo za właściwą.Wspieram walkę o ochronę młodzieży!Nie pozwólmy, by aktywiści siejący zamęt i spustoszenie w umysłach i sercach polskiej młodzieży mieli otwarty dostęp do placówek edukacyjnych!
Jednocząc nasze siły, ochronimy polskie szkoły, a przede wszystkim dzieci i młodzież przed zapędami sexedukatorów niszczącymi ich wrażliwość i zdrowy rozwój.
Umocnimy w nich najcenniejsze, prawdziwe wartości dobra i piękna, czystości i szlachetności, które pozwolą im z entuzjazmem i odpowiedzialnością wkraczać w dorosłe życie.
Serdecznie Państwa pozdrawiam
  Wspieram działania Centrum Życia i Rodziny!
Dane do przelewu:
Centrum Życia i Rodziny
ul. Nowogrodzka 42/501, 00-695 Warszawa
Nr konta: 32 1240 4432 1111 0011 0433 7056, Bank Pekao SAZ dopiskiem: „Darowizna na działalność statutową Centrum Życia i Rodziny”
SWIFT: PKOPPLPWIBAN: PL32 1240 4432 1111 0011 0433 7056

USA: Żeby oszczędzać prąd, mają nie ładować samochodów elektrycznych. Od 2035 r. całkowity zakaz sprzedaży samochodów z silnikami spalinowymi…

Joanna Mazur

1 września https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-usa-zeby-oszczedzac-prad-maja-nie-ladowac-samochodow-elektr

Fale upałów i wzrastające zapotrzebowanie na prąd doprowadziły do tego, że zakłady energetyczne wystosowały apele, w których zwracają się do mieszkańców Kalifornii, aby oszczędzali energię. Rozwiązaniem ma być nieładowanie samochodów elektrycznych.

Paradoksalnie wezwania o dobrowolne oszczędzanie prądu pojawiły wkrótce po ubiegłotygodniowej zapowiedzi władz stanowych, że od 2035 roku w całym stanie będzie obowiązywał całkowity zakaz sprzedaży samochodów z silnikami spalinowymi.

– Trzy najważniejsze działania związane z oszczędzaniem energii to ustawienie termostatów klimatyzacji na 78 stopni Fahrenheita (25.5 Celsjusza) lub wyższej, unikanie używania urządzeń zużywających dużo prądu a także ładowania pojazdów elektrycznych oraz wyłączanie niepotrzebnych świateł – oznajmiło Amerykańskie Stowarzyszenie Energetyki Publicznej (APPA).

Tauron sponsoruje wakacje „dzieci obrońców elektrowni jądrowych, BOHATERÓW” [SIC!!] , a my płacimy wielokrotnie wyższe rachunki.

https://energetyka24.com/atom/wiadomosci/tauron-wsparl-dzieci-bohaterow?

Tauron wsparł organizację wypoczynku dla dzieci pracowników ukraińskich elektrowni jądrowych. Udział w wypoczynku bierze 89 dzieci, których rodzice, służąc w Gwardii Narodowej Ukrainy, „bronią elektrowni jądrowych”. [SIC!!] .

Od początku rosyjskiej agresji na Ukrainę Grupa Tauron prowadzi szeroko zakrojone działania wspierające uchodźców wojennych. Energetyczny lider przygotował między innymi specjalne kanały obsługowe w języku ukraińskim, to dedykowana, uproszczona strona internetowa, pozwalająca na załatwienie najczęstszych spraw.

W działania pomocowe zaangażowała się także Fundacja TAURON.  Środki przekazywane są organizacjom udzielającym wsparcia w Ukrainie. Pomoc finansowa dla Ukrainy wyniosła już ok. 1 mln zł.

W marcu i kwietniu Tauron zawarł również dwie umowy darowizny z Rządową Agencją Rezerw Strategicznych (RARS), na rzecz wsparcia odbudowy infrastruktury energetycznej Ukrainy. Dzięki temu na Ukrainę trafiło 25 transformatorów,  6 ton przewodów energetycznych, 13 bębnów kablowych, 168 słupów, uchwyty odciągowe i przelotowe oraz dodatkowe elementy służące do budowy linii energetycznych.

Natomiast w Tauron Arenie Kraków w pierwszej połowie marca uruchomiona została Dziecięca Przystań, w której organizowane były zajęcia sportowe, animacje, zabawy dla najmłodszych. Na miejscu ukraińskie dzieci oraz ich opiekunowie mogą liczyć…

[—-]

Tatuaże

Mam wrażenie, że kiedy człowiek zwątpi w swą wyjątkowość, zaczyna szukać sposobów na wyróżnienie się…

2022-08-09 https://www.niedziela.pl/artykul/160971/nd/Tatuaze Witold Gadowski

Jako chłopiec usiłowałem wydrapać sobie na ramieniu i zabarwić atramentem kotwicę. Wydawało mi się, że to takie męskie i pełne przygody. Skończyło się porządnym laniem i wycieraniem niewczesnego rysunku ze skóry pumeksem. W tamtych czasach niebieskie ryciny na skórze nosili jedynie gitowcy i długoletni przestępcy, którzy swoje wyroki odsiadywali w ciężkich więzieniach. Była cała symbolika tych podskórnych obrazków. Na spojeniu kciuka i palca wskazującego wytatuowana była tzw. cynkówa, pod okiem – łezka, na ramieniu – gwiazdki czy litery „PMS” (pamiętam słowa matki). To wszystko coś tam znaczyło, młodzi chłopcy czasem o tym żywo po kątach rozprawiali. Wtedy jednak panowała zgodna opinia: tatuaże wskazują na kompromitującą przeszłość, i raczej nikt ich publicznie nie odsłaniał.

Kilka lat temu byłem w Kopenhadze. Ze zdziwieniem przyglądałem się wtedy duńskiej ulicy. Już wtedy defilowała tam młodzież „ozdobiona” wymyślnymi tatuażami. Pomyślałem sobie, że może duńska młodzież zapadła na jakąś mentalną chorobę, która przejawia się w masowym szpeceniu ciała.

– Polsce na pewno to nie grozi, u nas są zupełnie inne standardy – pocieszałem się wewnętrznie. Zawsze uważałem, że robienie sobie na ciele rozmaitych rysunków jest nieodwracalnym oszpecaniem się i objawem jakiejś mentalnej choroby.

Minęło kilka lat i przyglądam się polskiej ulicy. Tatuaż idzie tu za tatuażem; dłonie, ręce, ramiona, uda, łydki, ba… szyje, a nawet twarze poznaczone są rozmaitymi symbolami i wizerunkami. Przyznam, że jestem już tak zacofany, iż za każdym razem zastanawiam się nad tym, co też każe tym młodym (czasem też starszym) ludziom tak się oszpecać, naznaczać…

Gdyby człowiek miał tak wyglądać, to przecież Pan Bóg tworzyłby nas już „od nowości” tak porysowanymi. Tworzy nas jednak niepowtarzalnymi i wyjątkowymi i mam wrażenie, że dopiero kiedy człowiek zwątpi w swą wyjątkowość, zaczyna szukać sposobów na wyróżnienie się… i wtapia się w tłum tak samo porysowanych postaci. Paradoksem masowej mody na tatuowanie się jest fakt, że z każdym kolejnym tatuażem wtapiamy się w tłum tak samo wyglądających lalek. Szczególnie źle odbieram tatuowanie się dziewcząt i kobiet. Niewybredne często rysunki na kobiecych skórach uważam za coś wręcz ordynarnego. Przeczy to wszystkiemu, co nazwałbym subtelnością i delikatnością, z którymi zwykle niewiasty mi się kojarzą. Tatuaż na ciele to jakiś wewnętrzny krzyk… Zakładam, że nie jest dyktowany jedynie modą i chęcią pierwotnego „upiększenia się”.

Ktoś się tatuuje po to, aby inni na niego patrzyli, zwracali uwagę. Dochodzę więc do wniosku, że im więcej tatuaży na ciele, tym więcej w takim człowieku wewnętrznej pustki, której nie daje się niczym zagłuszyć. Tatuowanie się było kiedyś oznaką istnienia w plemiennych kulturach. W miarę rozwoju cywilizacji tatuaże schodziły jednak na społeczny margines. Czyżby zatem dzisiejsza formacja społeczna się uwsteczniała?

Człowiek bogaty wewnętrznie nie krzyczy, nie mówi nawet podniesionym głosem. Tatuaż uznaję za krzyk – czyżby jego właściciel wszystko, co ma do powiedzenia światu, wykrzykiwał rysunkiem na swojej skórze? Tatuaż to wyraz jakiegoś głębokiego niezadowolenia z tego, jakim nas Pan Bóg stworzył. To krzyk, którym chce się wypełnić swoją wewnętrzną pustkę: im bardziej ona ssie, tym więcej pojawia się na skórze wykwitów.

I wreszcie – to znamię bestii, znaczymy się tak, jak nas nasz Ojciec nie poznaczył. Po co? Aby wykazać, do kogo przynależymy, komu oddajemy hołd! Kiedy twoje dziecko tatuuje sobie na ciele pierwszy obrazek, usiądź i porozmawiaj z nim, rozeznaj, czego mu brak, co wyparło jego wrodzone wartości!

Uważacie, że to głos kogoś nawiedzonego, kogoś, kto nie zgodził się na nowoczesny obraz stworzenia? Tak? No, to wyjdźcie na słoneczną ulicę i zapytajcie mijających was wytatuowanych ludzi, co oznaczają te napisy i obrazy na ich ciałach… Już wiecie? To przeczytajcie ten tekst jeszcze raz.

Czy energetyka jądrowa jest opłacalna? Czy jest bezpieczna? prof. Mirosław Dakowski. 28 minut. „Te same wyrazy… po kilka razy”

28 minut.

Mira Piłaszewicz MiraWizja TV

====================

A tu teksty pisane, dokładniejsze:

Niedoszłe energetyczne El Dorado

Poprawna ocena ofiar Czarnobyla: półtora miliona (jak dotąd)

Czort z nami” !! Satanistyczna impreza przed katastrofą czarnobylską.

Kolejni Irokezi przed maszynką do mięsa

Stanisław Michalkiewicz 1 września 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5241

Jak zauważył Franciszek ks. de La Rochefoucauld, tylko dlatego Pan Bóg nie zsyła na ziemię drugiego potopu, bo przekonał się o całkowitej bezskuteczności pierwszego. Nieubłaganie zbliża się 83 rocznica wybuchu II wojny światowej, która rozpoczęła się od napaści Niemiec na Polskę. Ta napaść została poprzedzona zawartym 23 sierpnia 1939 roku paktem „Ribbentrop-Mołotow”, a podstawie którego Armia Czerwona 17 września „wkroczyła” na wschodnią część Polski. Z zagadkowych przyczyn Naczelny Wódz, marszałek Edward Rydz-Śmigły, zanim uciekł za granicę, wydał rozkaz, by „z Sowietami nie walczyć”.

Dlaczego Polsce wolno było walczyć z Niemcami, a z Sowietami – już nie – tajemnica to wielka, na którą pewne światło rzucają dwa wydarzenia. Pierwsze – to wizyta delegacji brytyjskiego sztabu imperialnego („były czasy, przed wojną, panietego!”) w Moskwie, podczas której marszałek Edmund Ironside próbował namówić Stalina do udziału w antyniemieckiej koalicji. Jak bowiem twierdzi Stanisław Cat-Mackiewicz, Wielka Brytania nie prowadziła wojen inaczej, jak w koalicji, której jest politycznym kierownikiem. Jeśli takiej koalicji stworzyć się nie uda, to Wielka Brytania wojny nie zaczyna, chyba, że już musi, bo ktoś ją zaatakował, jak to było np. na Falklandach – ale i wtedy starała się przynajmniej o nihil obstat ze strony amerykańskiego sekretarza obrony Aleksandra Haiga. Ojciec Narodów propozycji marszałka Ironside nie odrzucił, a tylko zwrócił uwagę, że ZSRR nie ma wspólnej granicy z Niemcami, więc jakże w tych warunkach Armia Czerwona miałaby wejść w kontakt bojowy z Wehrmachtem? Gdyby jednak Armia Czerwona obsadziła zachodnią granicę Polski – aaa, to co innego! Ponieważ Wielka Brytania zaledwie w kwietniu 1939 roku udzieliła Polsce enigmatycznych „gwarancji”, to marszałek Ironside taktownie tej propozycji do Warszawy podobno nie przekazał, dzięki temu wszyscy sanacyjni dygnitarze myśleli, że z tymi gwarancjami, to wszystko naprawdę.

Że tak właśnie było, przyznał to 5 lat później ówczesny Naczelny Wódz, gen. Kazimierz Sosnkowski w rozkazie do żołnierzy, którego pierwsze zdanie brzmiało: „Żołnierze! Mija pięć lat odkąd Polska, wysłuchawszy zachęty rządu brytyjskiego, stanęła do samotnej walki z Niemcami.Ponieważ nic tak nie gorszy, jak prawda, toteż generał Sosnkowski za ujawnienie tej wielkiej tajemnicy, został zmuszony do ustąpienia ze stanowiska Naczelnego Wodza, w jego miejsce zajął generał Tadeusz Bór-Komorowski, który żadnych pretensji pod adresem Wielkiej Brytanii już nie ośmielił się wysunąć, chociaż po tragicznym doświadczeniu Powstania Warszawskiego pewnie zdawał sobie sprawę, że było ono drugim etapem wkręcania Polski przez Wielką Brytanię w maszynkę do mięsa. Bo dzięki owej „zachęcie” – jak napisał generał Sosnkowski – pierwszy raz Polska została w tę maszynkę wkręcona właśnie we wrześniu 1939 roku. To, że maszynką kręcili Niemcy i Sowieci, niczego nie zmienia, bo samo wkręcenie zawdzięczamy naszej ówczesnej brytyjskiej „Sojuszniczce”. Najlepiej jest bowiem wojować ze swoim wrogiem rękoma jakichś Irokezów, którzy nie tylko myślą, że to wszystko naprawdę, więc kiedy zostaną pomyślnie wkręceni, to nawet się biją.

Od tamtej pory minęły lata, zmieniło się – jak pisze poeta – „oblicze świata”, ale mechanizm wkręcania mniej wartościowych Irokezów w maszynki do mięsa się nie zmienił. Kiedy w końcu 2013 roku prezydent Obama postanowił, czy też starsi i mądrzejsi postanowili za niego, zresetować swój poprzedni „reset” w stosunkach amerykańsko-rosyjskich z 17 września 2009 roku, USA przekazały Irokezom w Kijowie ponad 5 miliardów dolarów na przeprowadzenie „Majdanu”. Ujawniła to niechcący pani Victoria Nuland, która nie tylko maczała w tym palce, ale o której piszą, że tak naprawdę nazywa się Nudelman, a zamężna jest z trockistą nazwiskiem Robert Kagan.

To właśnie był początek wkręcania przez USA w maszynkę do mięsa ukraińskich Irokezów – bo poprzednia, „pomarańczowa rewolucja”, była tylko przygotowaniem na Ukrainie żerowiska dla starego żydowskiego grandziarza finansowego Jerzego Sorosa, który – jak ujawnił brytyjski „Guardian” – sypnął na ten cel 20 mln dolarów, za które zwolennicy Wiktora Juszczenki i pięknej Julii mieli i pieczone i smażone, dzięki czemu mogli nie tylko porzucić na kilka tygodni zajęcia zarobkowe, ale i wypić i zakąsić. W ten sposób ukraińscy Irokezi dostali się pod okupację tak zarwanych „oligarchów”, z których jeden, z pierwszorzędnymi korzeniami, nazwiskiem Igor Kołomojski, nawet wynalazł im charyzmatycznego przywódcę w osobie również pierwszorzędnie ukorzenionego Włodzimierza Zełeńskiego.

I dopiero wtedy Amerykanie zaczęli wkręcać ukraińskich Irokezów w maszynkę do mięsa.

Bo „Majdan” oznaczał, iż USA wysadziły w powietrze ustanowiony na szczycie NATO w Lizbonie 20 listopada 2010 roku, a wynegocjowany uprzednio z Moskalikami porządek polityczny, którego najważniejszym postanowieniem było proklamowanie strategicznego partnerstwa NATO -Rosja, którego najtwardszym jądrem było strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie, a jego kamieniem węgielnym – podział Europy na strefę rosyjską i strefę niemiecką. Moskalikowie skorzystali z tej okazji i oskubali Ukrainę z Krymu oraz otworzyli w organizmie tego państwa krwawiącą ranę w postaci zbuntowanych obwodów: donieckiego i ługańskiego.

Ale w czerwcu ub. roku do Europy przyleciał amerykański prezydent Józio Biden, do tego stopnia szczelnie obstawiony przez Żydów, że bez ich pomocy chyba nie wie, czy na świecie jest noc, czy dzień. Ten spotkał się dwukrotnie z zimnym ruskim czekistą Putinem i coś mu musiał powiedzieć, bo od tego momentu rozpoczęły się rosyjskie przygotowania do inwazji Ukrainy. Czy przypadkiem Józio nie powiedział Putinowi, że USA przeforsują przyjęcie Ukrainy do NATO i pod ruskim nosem zainstalują rakiety, podobnie jak to w 1962 roku zrobił Chruszczow na Kubie, 90 mil do USA? Na taką możliwość wskazuje ogłoszony przez Putina cel inwazji na Ukrainę w postaci „demilitaryzacji” tego państwa, to znaczy – wyeliminowania możliwości, by kiedykolwiek stało się ono członkiem NATO.

Krótko mówiąc, Moskaliki wolałyby przywrócić porządek lizboński, jeśli nawet nie towarzyszyłoby temu przywrócenie strategicznego partnerstwa NATO-Rosja.

Jaki był z kolei polityczny cel Ameryki? Wyjaśnił to sekretarz stanu z pierwszorzędnymi białostockimi korzeniami, pan Antoni Blinken, że tak naprawdę chodzi o osłabienie Rosji. Jeśli można tego dokonać poprzez wkręcenie w ruską maszynkę do mięsa ukraińskich Irokezów, no to czegóż chcieć więcej? Amerykanie nie tylko sami podsyłają Irokezom coraz to więcej broni, ale każą to robić też swoim wasalom, wśród których przodownikiem socjalistycznego współzawodnictwa jest oczywiście Polska. Na szczęście tym razem to nie my, tylko Irokezi ukraińscy, zostali wkręceni w maszynkę do mięsa, co nawet budzi moje współczucie tym bardziej, że Amerykanie wojują tam z Rosją do ostatniego Ukraińca – ale niepokój wzbudza to, że kiedy – co nie daj Boże – Ukraińców by zabrakło, albo stracili chęć do walki, to Nasi Sojusznicy już kombinują, jakby tu wkręcić w maszynkę do mięsa kolejnych Irokezów.

Oto szef Brytyjskiego Komitetu Obrony, pan Tobiasz Ellwood oraz amerykański kongresman, Adam Kinzinger oświadczyli niedawno, że „celowe i umyślne” uszkodzenie przez Rosję elektrowni atomowej w Zaporożu, zostałoby uznane za „atak Rosji na NATO” i pretekst do zastosowania art. 5 traktatu waszyngtońskiego. Dopiero teraz możemy zrozumieć, dlaczego od marca br. kiedy to Rosja okupowała tę elektrownię, tak intensywnie nam wmawiano, że natychmiast zaczęła ostrzeliwać ją z armat – bo Ukraińcy tam przecież nie strzelają. Czyżby w sytuacji, kiedy zabraknie ostatniego Ukraińca, Nasi Sojusznicy już zaplanowali, którego następnego Irokeza zaczną wkręcać w maszynkę do mięsa? Nie jest wykluczone, że nasz sanacyjny rząd, inclus z prezydentem Dudą, którego prezydent Zełeński udelektował ostatnio zmianą koszuli, będzie takim dowodem zaufania połechtany w samą łechtaczkę.

No a potem? A potem Adam i cholera, a potem Juliusz i suchoty, o Filareci, biedne dzieci, kochany kraju zloty!

Remembering Mikhail Gorbachev as He Was, Not as the Optimistic West Imagined Him to Be

August 31, 2022 | John Horvat II  https://www.tfp.org/remembering-mikhail-gorbachev-as-he-was-not-as-the-optimistic-west-imagined-him-to-be/

Mikhail Gorbachev died in obscurity in Moscow [30 August 2022]at the age of 91. He was a bright star on the world stage at the end of the Cold War. He held the West spellbound by his crafty proposals as academics, pundits and the man on the street were transfixed by his image, rhetoric and actions. His two signature programs, glasnost and perestroika, entered political discourse and suggested hope for the future.

Many are now remembering his accomplishments that led to the downfall of the Soviet Union. However, most are repeating a false narrative that lionizes the person and his programs while ignoring the reality of his goals to reform Socialism.

The real story is very different. The last Soviet leader was a failure, not a success. His contribution to world peace has proven ephemeral.

Communist Gone Rogue?

The false Gorbachev narrative consisted of a high communist official gone rogue. However, nothing in his life indicates opposition to the Communist Party. The young Gorbachev grew up in the Stalinist era with parents who supported the new regime. Everything in his upbringing and education was that of a typical and brutal Party member who survived the purges of Soviet dictators until he took power as General Secretary in 1985.

The communist leader, with a deceitful smile, was quick to propose a new program for the nation. Like all communist countries, the economy was in shambles. Western trade and technology provided life support to the regime while the weight of military expenses dragged the nation down.

The U.S.S.R. needed even more Western support to survive. Thus, glasnost or opening was conceived to open the closed nation to the West and allow more freedom of expression inside the country. Perestroika, which means restructuring, was heralded as a way of making radical market-driven changes to the socialist economy. However, as the encyclopedia Britannica notes, “he resisted any decisive shift to private ownership and the use of free-market mechanisms.”

The false narrative portrays Gorbachev’s reform as too little, too late. The impetus of opening markets proved too great to keep the programs on track. The Soviet Union imploded, and everything came tumbling down—including the fortunes of Gorbachev, who even made a commercial for Pizza Hut in Russia.

He is remembered as a leader with good intentions that went awry.

The Real Narrative Is Different

The real narrative is different. He should be remembered not for his role in the demise of Communism but for his fortunate failure to keep Communism in power.

At the height of his prestige in 1987, Mikhail Gorbachev released, in all major languages, his bestselling book, Perestroika, New Thinking for Our Country and the World. In his book, he insists that perestroika did not seek to defeat Socialism but to refine it—to make it more socialist. He hoped to transform the centrally-planned Soviet-style Communism into a more advanced Marxist decentralization called self-managing Socialism. It would result in more Socialism, not less. Indeed, the more he insisted on his socialist goals, the more the optimistic West claimed that the reforms were market-driven and opened up Western doors, publicity and aid.

Mr. Gorbachev should be remembered negatively as a failed leader who did not succeed in making his socialist revolution prevail.

His failure to implement perestroika is due to his second major policy failure, which was equally disastrous.

Opposing Lithuanian Freedom

The last Soviet leader is credited with the dissolution of the Soviet Union, either by design or blunder. However, his restructuring plan did not seek the regime’s end but merely a cosmetic rearranging that would allow it to continue in the face of the economic catastrophe it faced.

While Mr. Gorbachev preached freedom and democracy for all under the Communist yoke, the reality was quite different. When Lithuania sought to regain its independence, Gorbachev showed his true colors by opposing the move with threats and brutal force.

Indeed, the Soviet master did not recognize the desires of the Lithuanian people. However, many in the West saw through the maneuver. In 1990, the Societies for the Defense of Tradition, Family and Property (TFP) organized a worldwide petition drive that called for the freedom and independence of Lithuania. The massive effort secured 5.2 million signatures, which the 1993 edition of the Guinness Book of Records recognized as the largest such petition in history (pp. 477-78).

The support of so many people in the West encouraged Lithuanians to resist and demand their independence, even to the point of confronting tanks in the streets. The Soviet measures to keep Lithuania under its yoke unmasked the regime and eventually led to its downfall. People saw the contradiction of a leader smashing peaceful Lithuanian protesters with his tanks while accepting the 1990 Nobel Peace Prize.

A Third Way Turns Sour

If the figure of Gorbachev is to be remembered, let him be recognized as one who sought to make the Soviet Union more socialist, not less. He was much more popular in the West than in Russia. After his fall, he was showered with gifts and prestige from the liberal establishment.

Above all, the West should celebrate his failure to implement the programs that would have provided a “third-way” model for the world to embrace self-managing Socialism. The ideologues of the left saw in perestroika the realization of a new kind of Socialism. When it failed, the left became demoralized.

The world is still paying the price of the resulting chaos. What the West and Russia needed then and now is a moral regeneration. Mikhail Gorbachev should be

remembered as the evil man he was, not as the optimistic and unrepentant West imagined him to be.