Lotnisko w Monachium wygasza światła. I nie ogrzeje hal zimą. Ani chłodzi w upały.

September 1, 2022 https://www.bibula.com/kleksy/?p=427

Lotnisko w Monachium wygasza “zbędne” światła i obniża temperaturę w sezonie ogrzewczym, celem “oszczędzania” energii na nadchodzącą zimę.

Port lotniczy Munich Airport – Flughafen München, drugie największe lotnisko w Niemczech, już wygasiło 7 tysięcy lamp, w tym ikonę-logo lotniska, czyli neon z literą M. Również zaprojektowany z rozmachem szklany dach, będący wizytówką lotniska, nie będzie podświetalny.

Zimą, pasażerowie będą zmuszeni ubierać się w płaszcze i swetry, gdyż maksymalna dopuszczalna temperatura nie może przekraczać 19 stopni Celsjusza. Można mieć pewność, że przysłowiowa niemiecka solidność w przestrzeganiu tych przepisów na nowo odżyje, tym bardziej, że zapowiedziano ustanowienie “grup roboczych” nadzorujących i szukających dalszych możliwości oszczędności. Można jednak być pewnym, że jako ostatnie zostaną na lotnisku wyłączone monitory telewizyjne, z których obowiązkowo sączy się jad nienawiści. Prędzej, zmarzniętym podróżnym będzie serwowana zimna jajecznica.

Przywódcy państw zachodnich, którzy przyłączyli się do antyrosyjskich sankcji, dobrowolnie skazały swoje społeczeństwa na cierpienia, niewygody i bankructwa biznesów.

Previous

USA nie są w stanie zastąpić importowanego z Rosji uranu

USA nie były nigdy dobrą i chrześcijańską republiką: To państwo było od samego początku zrobaczywiałe od trucizny deizmu, masoństwa i sekularyzmu.

Jacek Bartyzel: Trzeba pożegnać się z mitem

30 sierpnia 2022 https://tenetetraditiones.blogspot.com/2022/08/jacek-bartyzel-trzeba-pozegnac-sie-z.html

Trzeba pożegnać się z mitem (25-30 lat temu sam w niego wierzyłem), że w swoich początkach Stany Zjednoczone były umiarkowaną, arystokratyczną republiką z rządem „mieszanym”, jak Rzym starożytny, która dopiero później zdegenerowała się w demokrację i wreszcie w państwo opiekuńczo-garnizonowe (termin paleokonserwatysty Thomasa Fleminga), a Ojcowie Założyciele i autorzy konstytucji byli konserwatywnymi chrześcijanami (choć oczywiście protestantami), szczerze wierzącymi w Trójosobowego Boga, którzy odrzucili jedynie ideę kościoła państwowego ze względu na pluralizm konfesji w społeczeństwie. Prawda jest zupełnie inna. Wszyscy, albo przynajmniej prawie wszyscy Founding Fathers, na czele z Washingtonem, Franklinem, Jeffersonem i Madisonem byli deistami (a możliwe, że u niektórych nawet deizm był tylko kamuflażem dla całkowitego niedowiarstwa) i oczywiście masonami, zdecydowanie wrogimi chrześcijaństwu, a w szczególności katolicyzmowi (który Jefferson uważał za „antyreligię powstałą z majaków obłąkańczych imaginacji”) i zdecydowanymi stworzyć pierwszy w historii całkowicie świecki porządek, w zupełności „wolny” od jakichkolwiek odniesień religijnych (co też uczynili pisząc ateistyczną konstytucję, w której nie ma najmniejszej wzmianki o Bogu, choćby najogólniej i ponadkonfesyjnie pojętym, oraz tworząc pierwsze w dziejach „świeckie państwo”).

Publicznie unikali z hipokryzji lub ostrożności atakowania lub wyszydzania wprost religii, ale w korespondencji prywatnej bywali zupełnie otwarci. Np. Thomas Jefferson w liście do Williama Shorta z 31 października 1819 roku wykładał, że grzech pierworodny, dogmat trynitarny, Boskość Jezusa, Jego cuda, Zmartwychwstanie, Wniebowstąpienie na oczach uczniów, realna obecność w Eucharystii, itd. są „sztucznymi systemami wymyślonymi przez radykalne chrześcijańskie sekty”, które zepsuły „szlachetną moralność”, której uczył Jezus, a w liście do Johna Adamsa z 11 kwietnia 1823 roku prorokował radośnie, że nadejdzie dzień, „kiedy mistyczne spłodzenie Jezusa przez Boga Ojca w łonie dziewicy będzie uznawane za taką samą bajeczkę, jak spłodzenie Minerwy w głowie Jowisza”

Rewolucjoniści amerykańscy nie byli więc lepsi od rewolucjonistów francuskich, tylko od nich rozsądniejsi i bardziej pragmatyczni. Nie uciekali się do gilotyn, pławienia w rzekach i innych okrucieństw. Oczywiście sprawę ułatwiła im wielość protestanckich denominacji i niemal całkowita nieobecność wówczas katolicyzmu w postbrytyjskich koloniach. Dla uzasadnienie całkowitej „prywatyzacji” religii i „świętej zasady” idealnego oddzielenia religii od państwa, posłużyli się prostą sztuczką wymyśloną jeszcze przez Locke’a, a mianowicie przyjęcia (politycznego) dogmatu tolerancji dla wszystkich sekt protestanckich pod warunkiem, że każda z nich zgodzi się też tolerować religijne zapatrywania pozostałych denominacji, czyli zrezygnuje z roszczenia do prawdy. Odrzucając możliwość uznania przez państwo za swoją jakiejkolwiek religii i jakiegokolwiek kościoła (przy przyjęciu również Locke’ańskiej definicji kościoła, jako opartego też na umowie społecznej „wolnego stowarzyszenia ludzi, którzy ze sobą się łączą na zasadzie całkowitej dobrowolności w tym celu, żeby publicznie cześć Bogu oddawać w tej formie, jaka w ich przekonaniu jest bóstwu miła”), a jednocześnie w imię absolutnej „wolności religijnej” zezwalając na działalność religijną, czyli zakładanie „kościołów” komukolwiek, Ojcowie Założyciele świadomie umożliwili pojawienie się w USA tego, co nazwano „plagą sekt”, zakładanych przez „teologicznych wagabundów”, a nawet szaleńców i ponurych dyktatorów religijnych, który to zalew „wolnego religianctwa” uczynił z Ameryki – jak się wyraził Harold Bloom – „kraj zbzikowany religijnie”. Tak sytuacja jednak – znów zgodnie ze wskazówkami przebiegłego Locke’a – była nadzwyczaj korzystna dla państwa, ponieważ trudna do policzenia mnogość sekt czyniła każdą z nich zależną od jednolitego i „neutralnego” państwa, mogącego je kontrolować i nadzorować oraz wykorzystywać do własnych celów.

Madison, Jefferson i inni twórcy konstytucji USA jednym pociągnięciem pióra w swoich artykułach potrafili przekreślić 15 wieków istnienia w świecie państwa chrześcijańskiego z prawnie uznaną religią państwową, jako tyranii i ciemięstwa. Ale szczytem tupetu było oznajmienie (Madison uczynił to w tekście zatytułowanym „Memorial and Remonstrance” z 1785 roku, będącym elementem kampanii na rzecz pozbawienia chrześcijaństwa statusu religii oficjalnej w stanie Wirginia), że istnienie religii państwowej stoi „w oczywistej sprzeczności z religią chrześcijańską jako taką” i sam Bóg nie życzy sobie, aby religia ta doznawała ochrony i wsparcia „ze strony ludzkiego prawodawstwa”. Podobnie pisał Jefferson w „Statucie wolności religijnych Wirginii” z tego samego roku, gdzie dowodził, że wszelkie regulacje urzędowe „są odejściem od planu najświętszego Autora naszej religii”. Pomijając już nawet hipokryzję zawartą w aluzji do „Autora naszej religii”, która symulowała, że deista uznaje za tego autora Boga chrześcijańskiego, i Jefferson i Madison, próbują bezczelnie wmówić, że Bóg, który przez kilka tysięcy lat Objawienia mówił coś zupełnie przeciwnego, czekał aż do 1785 roku, aby powiadomić tych amerykańskich dżentelmenów, że nie życzy sobie państwa i prawodawstwa chrześcijańskiego, bo ma wobec człowieka inne plany.

Reasumując: USA nie były nigdy dobrą i chrześcijańską republiką: to państwo było od samego początku zrobaczywiałe od trucizny deizmu, masoństwa i sekularyzmu.

I jeszcze jedno dopowiedzenie. Trucizna indyferentnego religijnie „amerykanizmu”, rozprzestrzeniając się wraz z marines, dolarem i McDonald’sem na cały świat – zgodnie z przepowiednią Jeffersona z 1826 roku (w napisanym dwa tygodnie przed jego śmiercią, w liście do Rogera Weightmana z 24 czerwca), że forma ustroju, „którą wybraliśmy”, powinna stać się dla „świata, a w moim przekonaniu będzie (dla niektórych jego części rychlej, a innych później, ostatecznie jednak dla wszystkich) sygnałem do zrzucenia przez powstające ludy kajdan, w które mnisia ciemnota i przesąd własnoręcznie kazały im się zakuć” – zatruła faktycznie już większość narodów i państw na świecie, ale stała się też rzecz na pozór niemożliwa i absurdalna, bo zainfekowała ona także Kościół Rzymski. Stało się tak za sprawą przebiegłego i wpływowego jezuity Johna Courtneya Murraya, który odwołując się do modelu amerykańskiego (a ignorując jego potępienie pół wieku wcześniej przez papieża Leona XIII), zdołał przeforsować uchwalenie na Vaticanum Secundum nieszczęsnej Deklaracji o Wolności Religijnej „Dignitatis humanae”, która faktycznie obaliła naukę Kościoła o państwie chrześcijańskim i na podstawie której dyplomacja watykańska zmusiła ostatnie państwa katolickie na świecie (z Hiszpanią na czele) do przejścia na pozycje „neutralności” religijnej. 

prof. Jacek Bartyzel Za: https://www.facebook.com/jacek.bartyzel.7

=================================

mail:

A dzisiaj inny jezuita, okupujący stolec papieski, bredzi, że sojusz tronu i ołtarza niedobra jest.

What a coincidence! Greta Thunberg is related to the Rothschild Clan

by tts-admin | Aug 26, 2022 https://www.thetruthseeker.co.uk/?p=257853

By Mike — Principia Scientific.com July 6, 2022

The house of the Rothschild bankers reluctantly confirms the undeniable. Greta Thunberg is a blood relative of the notorious Rothschild chain of nation-buyers. It explains much about the precocious adolescent’s celebrity status drooled over by presidents and prime ministers – and, of course, the slobbering ‘on-message’ media barons of the Western swamps.

Swedish eco-activist Greta Thunberg (20) is a great-granddaughter of the notorious banker Lionel Walter Rothschild, son of the first Baron Rothschild. Previously, this fact has drawn the attention of journalists who researched the genealogical tree of the famous family.

By the way, the net worth of Greta’s parents is estimated at $3 million – that we know about. Not bad for a modestly successful opera musician and her stage actor husband.

The media became interested in the alleged kinship after a source at the large Swedish bank Handelsbanken stated that the Thunberg family had received transfers from the Rothschild Foundation to their accounts.

Despite this information appearing in the tabloid press, the bank was so zealous to find the source of the leak that it raised suspicions.

After two weeks of research, it turned out that the pubescent activist’s great-grandfather Joachim Thunberg was the son of Lionel Rothschild, who was illegitimate but was recognised in 1928.

Greta does the one-eye thing. Click to enlarge

As his mother brought him up alone for the first two years, he was given her surname. Joachim was then adopted by his biological father, and from the age of 12, he moved to France.

There he received his education and then studied additionally in London. At the age of 26, Joachim Rothschild-Thunberg became one of the most successful bankers in Sweden.

His success lasted until 1957 when he sold the bank, donated most of his capital to certain ‘foundations’ and retired.

According to the Rothschild family, Greta Thunberg is indeed the great-great-granddaughter of one of their most famous representatives, but her environmental activities, they assured, are not related to her origins and are not financed by the house in any way.

Nadchodzi katastrofa energetyczna „Zachodu”.

https://www.bibula.com/?p=135917

Społeczeństwa zachodnie prowadzone przez szalonych polityków stały się największą ofiarą przyjętego pod dyktando Stanów Zjednoczonych kierunku antyrosyjskiego.

W czasie gdy państwa zachodnie obłąkańczo rozpoczęły sankcje przeciwko Rosji, ograniczając bądź rezygnując z rosyjskich nośników energii, Rosja zmuszona jest do spalania wydobywanego gazu. Rosja bezużytecznie spala gaz ziemny o wartości ponad 10 milionów dolarów – dziennie.

W tym czasie, państwa zachodnie, szykując się do kontynuowania, prowadzonego na terytorium Ukrainy konfliktu zbrojnego Stanów Zjednoczonych z Rosją, zapowiadają długi okres gospodarczego kryzysu, spadku poziomu życia, gwałtownego wzrostu cen, niedoborów materiałowych, braku żywności, mroźnych nadchodzących zim przy braku nośników energii, oraz zamieszek społecznych.

We Włoszech tysiącym biznesów grozi kompletne bankructwo, w wyniku szybujących w górę cen gazu i prądu, które przekroczyły już 320 euro za 1 megawatogodzinę, co stanowi wzrost o 900% w porównaniu z tym samym okresem zeszłego roku.

We Francji ceny energii elektrycznej przekroczyła 1000 euro, a to dopiero początek, gdyż rosyjski dostawca gazu naturalnego, Gazprom PJSC właśnie ogłosił, że 1 września zatrzymuje dostawy do francuskiego odbiorcy Engie SA, gdyż ten nie jest w stanie dokonać zapłaty. Premier Macron ostrzegł, że ten „koniec ery obfitości” może doprowadzić do rozruchów społecznych.

W Wielkiej Brytanii rachunki za prąd elektryczny rosną w tempie przewyższającym zapowiedziane przez rząd zapomogi dla emerytów. Ile biznesów zbankrutuje nie mogąc pozwolić sobie na podwyżkę prądu o dodatkowe 2,5 tysiące funtów rocznie? – pyta DailyMail. Na przełomie roku można spodziewać się, że rachunki przekroczą 5,4 tysiąca funtów (w rocznym rozrachunku), a na wiosnę przyszłego roku 6,6 tysiąca.

W okresie tzw. pandemii, kiedy to bezpodstawnie zamknięto biznesy i zatrzymano ludzi w domach, oficjalny poziom ubóstwa dotknął 4,5 miliona Brytyjczyków (dane z października 2021 r). Szacuje się, że w październiku tego roku liczba ta niemal podwoi się, osiągając 8,9 miliona. Doprowadzi to do sytuacji, gdy trzy czwarte przeciętnej emerytury brytyjskiej pochłonie rachunek za energię.

Belgijski premier Alexander De Croo ostrzegł otwarcie obywateli, aby spodziewali się ostrej zimy – gdyż pozbawionej możliwości ogrzewania się – i to nie tylko tej nadchodzącej, ale „w ciągu kolejnych 5 do 10 lat”.

W ramach „oszczędzania”, w Niemczech wprowadzono odgórne zarządzenia nakazujące w okresie zbliżającej się zimy obniżenie temperatury w budynkach rządowych, szkołach, szpitalach, domach starców, do maksimum 19 stopni Celsjusza. Natomiast w Hiszpanii, w środku obecnego upalnego lata nie wolno schładzać pomieszczeń poniżej 27 stopni. Tak jak i w innych krajach europejskich, również i w Czechach wprowadzono nakazujące obniżenie temperatury zimą, do maksimum 20 stopni.

Czeski prezydent Miloš Zeman wyraził zdroworozsądkowy sprzeciw, wskazując na to, że za przyczynę braku energii odpowiada nie tyle wojna na Ukrainie, lecz „zielony fanatyzm”, które pozbawił Europę możliwości produkcji energii elektrycznej konwencjonalnymi nośnikami. Zeman ostrzegł również, że brnięcie w zielone utopie np. pozbycia się samochodów napędzanych silnikami spalinowymi, pogłębi ten kryzys.

W tym czasie, gdy Europa pogrąża się w energetycznym chaosie, odrzucając handel z Rosją, Rosja szuka rynków zbytu na swoje produkty. Jak podaje izraelska agencja prasowa, afgańscy Talibowie wkrótce podpiszą umowę z Rosją na dostawę gazu, ropy oraz zboża.

Również Chiny zwiększyły import rosyjskiego gazu i Rosja stała się jednym z największych dostawców tego nośnika, stając się czwartym dostawcą gazu LNG i wyprzedzając tym samym takich eksporterów jak Stany Zjednoczone czy Indonezja.

Czy społeczeństwa zachodnie – jak i społeczeństwo polskie – karmione kłamstwami i półprawdami przez media, zrozumieją, że są oszukiwane przez polityków i przywódców światowych i wspólnie odrzucą obrany destrukcyjny kierunek? Niestety, można w to wątpić, szczególnie w Polsce ze względu na masywną indoktrynację (wg najnowszych danych rządowych: od 27 grudnia 2020 roku, podano 56 mln 91 tys. 709 „szczepionek na koronawirusa”…), choć w desperacji próby zapewne będą podejmowane.

Można też spodziewać się, że ci odważni podzielą los wcześniejszych powstańców, których w obozach reedukacyjnych oraz na cmentarzach, „demokratyczna waadza” oznaczy jako buntowników, ekstremistów, sabotażystów i spiskowców.

Oprac. www.bibula.com 2022-08-30

Prezydent Katowic Marcin Krupa zakazał organizacji publicznej modlitwy różańcowej na ulicach miasta! A przechodzić będzie tzw. „parada równości” LGBT. 

Szanowny Panie , prezydent Katowic Marcin Krupa zakazał nam organizacji publicznej modlitwy różańcowej na ulicach miasta! W najbliższą sobotę chcieliśmy zorganizować pokojowy różaniec, połączony z akcją informacyjną, gdyż w tym czasie przez Katowice przechodzić będzie tzw. „parada równości” LGBT. Gdy nam zabrania się modlić i ujawniać prawdę, pełnym wsparciem władz i podległych im służb cieszy się „parada równości”, którą publicznie określono jako wielkie „święto”!Każą nam milczeć, aby nie przeszkadzać w celebracji tego „święta”. Wie Pan na czym będzie ono polegać? Znamy szczegóły i będziemy walczyć, gdyż nie pozwolimy się uciszyć.
Zakazano nam różańca w Katowicach
W sobotę 3 września ulicami Katowic ma przejść tzw. „parada równości”, celem której jest oswajanie naszego społeczeństwa z rozwiązłością seksualną i zachęcanie do homoseksualnego stylu życia, który jest niezwykle niebezpieczny dla zdrowia i duszy człowieka. Nasza Fundacja zaplanowała na ten dzień organizację publicznego różańca wynagradzającego za promocję tego typu praktyk, połączonego z uliczną akcją informacyjną na temat „edukacji seksualnej” dzieci forsowanej przez aktywistów LGBT. Dostaliśmy właśnie pismo od prezydenta Katowic, w którym informuje on nas, że zakazał nam organizacji modlitwy w sobotę. Najwyraźniej nasza obecność na ulicach Katowic komuś przeszkadza. Komu? Kilka dni temu organizatorzy „parady” napisali na swojej stronie: „Odliczania nadszedł czas do celebracji naszego święta jakim jest Marsz Równości w Katowicach.” Sam marsz ma odbyć się w sobotę, ale poprzedzające go wydarzenia już trwają od 27 sierpnia pod nazwą „Tydzień Równości Katowice”. Wigilią „święta”, które wkrótce będzie celebrowane na ulicach Katowic, był… pokaz homoseksualnego tańca erotycznego, który odbył się kilka dni temu w jednym z klubów. „Striptease party” prowadził mężczyzna, który, wedle relacji medialnych, oprócz organizacji pokazów erotycznego tańca zajmuje się też transmitowaniem homoseksualnego seksu na żywo w internecie. Jak mówił w jednym z wywiadów: „Ludzie płacą, żeby taki seks na żywo obejrzeć. W trakcie można też dawać napiwki, zostawiać komentarze, fani mogą też pisać wiadomości prywatne. To ostatnie rzadko się zdarza. Czasami uczestniczę też w seksie grupowym.” Cześć dochodu z wejściówek na to wydarzenie została przeznaczona na organizację „parady równości” w Katowicach, która już w sobotę 3 września przez kilka godzin będzie przemieszczać się po ulicach w centrum miasta. Dodatkowo, przed i po „paradzie”, w centrum Katowic przez cały dzień organizowane ma być „miasteczko równości”, w trakcie którego mieszkańcy będą oswajani z homoseksualnym stylem życia. Z kolei po zakończeniu „parady” planowana jest impreza, którą prowadzić ma znany aktywista LGBT, który kilka lat temu symulował brutalne morderstwo arcybiskupa Marka Jędraszewskiego. W trakcie scenicznego show przebierający się za kobietę mężczyzna w zakrwawionej koszulce podrzynał gardło kukły z wizerunkiem abp Jędraszewskiego. Panie MirosĹ‚awie, tak właśnie będzie wyglądać „święto”, w którego celebracji przeszkadza nasza publiczna modlitwa różańcowa. „Święto” organizowane przez środowiska, których celem jest objęcie polskich dzieci „edukacją seksualną” oraz przeprowadzenie rewolucji (anty)moralnej w naszym społeczeństwie, aby zniszczyć cywilizacyjne fundamenty naszego narodu. Celem tej operacji jest stworzenie „nowego człowieka” – niewolnika własnych żądz i namiętności, niezdolnego do podejmowania odpowiedzialności i uzależnionego od popędów, którym łatwo manipulować. Rewolucja ta poskutkuje tym, że Polacy nie będą w stanie wchodzić w jakiekolwiek trwałe relacje oparte na miłości i odpowiedzialności. Tak „wyedukowane” społeczeństwo nie będzie mogło tworzyć stabilnych i kochających się rodzin, a jedynie samotne jednostki oddane sprzecznej z naturą rozwiązłości seksualnej. W praktyce oznacza to zagładę narodu poddanego takiej deprawacji. Skutki tej rewolucji obserwujemy już od dawna na zachodzie: miliony aborcji, setki tysięcy rozwodów, rosnąca liczba samobójstw i problemów duchowych wśród dzieci, epidemia HIV, ogromna liczba ludzi (głównie młodych) uzależnionych od pornografii, plaga narkomanii – to wszystko rezultat zniszczenia zasad moralnych. Musimy walczyć, aby Polska nie poszła tą samą drogą. Kluczowa jest modlitwa oraz budowa świadomości społeczeństwa, która skutkuje mobilizacją Polaków do obrony swoich dzieci i odzyskiwania przestrzeni publicznej na rzecz prawdy, dobra i piękna. Natychmiast odwołaliśmy się od decyzji prezydenta Katowic i czekamy teraz na decyzję sądu, który zdecyduje, czy podtrzymać decyzję Marcina Krupy. Nasza Fundacja podejmie wszelkie możliwe i dostępne prawnie działania, aby w najbliższą sobotę modlić się na ulicach Katowic i ostrzegać mieszkańców miasta przed czekającym ich zagrożeniem. Musimy być także obecni w wielu innych miastach Polski. Potrzebna nam jest do tego Pańska pomoc. Jeden ze znanych aktywistów LGBT przyznał ostatnio, że organizacja „parad równości” w Polsce nie byłaby możliwa, gdyby nie pomoc sponsorów z zagranicy – wielkich firm i korporacji. My na takie wsparcie nie możemy liczyć, a na niezbędne działania potrzebujemy w najbliższym czasie ok. 11 000 zł. Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby wesprzeć organizację publicznych modlitw różańcowych oraz niezależnych akcji informacyjnych, w ramach których ostrzegamy Polaków przed zagrożeniem i mobilizujemy nasze społeczeństwo do działania. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Zakazuje się modlitwy i mówienia prawdy, aby umożliwić swobodne oswajanie Polaków z rozwiązłością seksualną, połączone z pornograficznymi pokazami. Cenzura nasila się, ale nie zamierzamy się jej poddać. Nasi wolontariusze są już gotowi do organizacji akcji w sobotę w Katowicach oraz w innych miastach Polski. Prosimy teraz o Pana pomoc, aby umożliwić im to działanie. Będziemy informować Pana o dalszym rozwoju wydarzeń w tej sprawie.
Serdecznie Pana pozdrawiam,
Mariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszkówstronazycia.pl

Rząd stworzył budżet-widmo z mnóstwem dziur. Szok energetyczny pokrzyżuje plany.

Rząd stworzył budżet-widmo z mnóstwem dziur. Czeka nas wielki dług. Rząd zaniżył wydatki.

Szok energetyczny pokrzyżuje plany rządu

https://www.money.pl/gospodarka/czeka-nas-wielki-dlug-rzad-stworzyl-budzet-widmo.html

W momencie, w którym premier Morawiecki pokazał projekt budżetu na 2023 r., już należałoby go zaktualizować. Rząd nie wpisał bowiem po stronie wydatków ani na 14. emerytury, ani przedłużenia tarczy antyinflacyjnej, ani pomocy dla Polaków w dobie kryzysu energetycznego. A przed wyborami politycy na pewno z tych programów nie zrezygnują. Słowem, deficyt finansów publicznych na poziomie 4,4 proc. już teraz można wsadzić między bajki.

Rząd przedstawił założenia do budżetu na 2023 r. Założył w nim dochody na poziomie 604,4 mld zł i wydatki w kwocie 669,4 mld zł. Deficyt budżetu państwa tym samym na koniec 2023 r. ma wynieść nie więcej niż 65 mld zł. Z kolei deficyt finansów publicznych, który obejmuje nie tylko sam budżet, ale również samorządy czy ZUS, ma wynieść zdaniem rządu 4,4 proc.

Ekonomiści podkreślają jednak, że będzie on zapewne wyższy, bo politycy do budżetu nie wpisali wielu ważnych wydatków.

Budżet na 2023 r. już do aktualizacji? Rząd zaniżył wydatki

Dla przykładu specjaliści Santander Bank Polska uważają, że rząd przedobrzył z szacunkami dochodów z VAT-u. W budżecie czytamy, że wzrosną one w przyszłym roku do 286,3 mld zł wobec 233 mld zakładanych w tym roku. Naturalnie pompować je będzie wysoka inflacja, którą rząd szacuje na 9,8 proc. Jednak wzrost o ponad 53 mld zł jest zdaniem ekonomistów Santandera przesadzony z jednego prostego powodu.

Według nich taki wzrost da się osiągnąć tylko, jeśli tarcza antyinflacyjna nie zostanie przedłużona. – Uważamy, że taki scenariusz jest wysoce nieprawdopodobny w roku wyborczym. W związku z tym dochody z VAT są zawyżone o ok. 30 mld zł (0,8-0,9 proc. PKB). W związku z tym uważamy, że deficyt może przekroczyć 5 proc. PKB w 2023 r. – przekonują.

Ale to nie koniec zaskoczeń. „Z naszej perspektywy najciekawsze jest spojrzenie na budżet pod kątem tego, co z zapowiadanych lub prawdopodobnych wydatków się w nim znajduje, a czego nie uwzględniono” – piszą z kolei eksperci mBanku.

W ich opinii oprócz braku przedłużenia tarczy w budżecie jest kilka dziur takich jak niewpisanie wydatków na 14. emeryturę, brak przelewu z NBP (pisaliśmy o tym TUTAJ), czy największego wydatku związanego z kryzysem energetycznym w Europie i samej Polsce.

„Nie znaleźliśmy nigdzie wydatków związanych z ewentualną 14. emeryturą (co nie dziwi, co rok nie jest ona wpisywana do budżetu). Nie założono też wpłat z tytułu zysku NBP (to też nie dziwi, praktyka ta przyjmowana jest co roku). Został jeszcze jeden słoń w pokoju – rekompensaty cen gazu i prądu w związku z planami ewentualnego zamrożenia ich cen. Tych wydatków również nie znaleźliśmy w przyszłorocznym budżecie. Należy mieć też na uwadze, że przyszły rok to rok wyborczy – ewentualne dodatkowe programy i działania ze strony rządu są więc prawdopodobne” – wyjaśniają.

Szok energetyczny pokrzyżuje plany rządu

A same dopłaty dla gospodarstw domowych pochłoną miliardy złotych wydatków. Na początku sierpnia ekonomiści Citi szacowali, że mogą wynieść one nawet 70 mld zł.

Przypomnijmy, że według zaprezentowanych założeń projektu ustawy rząd zaproponuje ciepłowniom dopłaty z budżetu w zamian za ograniczenie podwyżek taryf dla gospodarstw domowych do 40 proc. Jednocześnie minister klimatu zapowiedziała dopłaty dla gospodarstw domowych używających do ogrzewania: węgla, pelletu, drewna, oleju opałowego lub LPG (więcej pisaliśmy o tym TUTAJ).

„Gdyby proponowane rozwiązania objęły także małe i średnie firmy to koszt wzrósłby do 2,7 proc. PKB, a uwzględniając wspomniane wyżej ograniczenia cen ciepła i dopłaty do paliw łączny koszt dla budżetu wyniósłby ok. 3 proc. PKB” – wyliczali analitycy Citi.

„Kluczowym wyzwaniem dla polityki fiskalnej w Polsce w nadchodzącym roku, podobnie jak we wszystkich innych krajach UE, są ceny energii. Ich skokowy wzrost sprawia, że dotychczasowe mechanizmy ustalania cen najprawdopodobniej zostaną istotnie zmodyfikowane. Stanowi to najpoważniejszy czynnik ryzyka dla realizacji przyszłorocznego budżetu” – podsumowują z kolei ekonomiści PKO BP.

Znacznie więcej optymizmu przejawiają ich koledzy z Banku Pekao. – Sądzimy, że wartość ta została założona z zapasem i faktyczny deficyt ukształtuje się na poziomie ok. 3,5 proc. PKB, mniej więcej tyle samo ile w 2022. Ryzykiem dla tego scenariusza jest brak przekazania środków na KPO przez Komisję Europejską przy jednoczesnym prefinansowaniu wydatków związanych z programem przez PFR. Może to podbić deficyt o ok. 0,5 proc. PKB – tłumaczą.

Potrzeby pożyczkowe i wyższe koszty obsługi długu

Co więcej, w 2023 roku wzrosną również potrzeby pożyczkowe brutto budżetu: do 269,5 mld zł wobec 222 mld początkowo przewidywanych na 2022 rok. To mnóstwo pieniędzy do pożyczenia na rynku.

A rząd już założył astronomiczny wzrost kosztów obsługi długu, które wzrosną z 26 mld zł w 2022 r. do 66 mld zł w 2023 r., co oznacza większe koszty o 154 proc., czyli 40 mld zł.  

„Ważniejsze od tego 154 proc., że to początek trendu. Warunki do prowadzenia polityki fiskalnej zmieniają się, im szybciej to sobie uświadomimy, tym lepiej” – konstatuje Wojciech Stępień, ekonomista BNP Paribas.

Laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny Nüsslein-Volhard masakruje ideologię gender! NIE MA MOŻLIWOŚCI ZMIANY BIOLOGICZNEJ PŁCI.


Marsz.info | newsletter <kontakt@marsz.info>
Zatrzymajmy wspólnie rozwój genderyzmu! Kliknij tutaj i pomóż nam walczyć z ideologią, która przeczy biologii człowieka!
Szanowni Państwo!
Zdobywczyni Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny postawiła się zwolennikom ideologii gender, przypominając o tym, że ich wymysły nie mają jakichkolwiek podstaw naukowych!
Christiane Nüsslein-Volhard udzieliła specjalnego wywiadu, którego najważniejsze fragmenty przeczytacie na naszym portalu Marsz.info. Artykuł jest dostępny tutaj! 

Wszystkie ssaki mają dwie płcie, a człowiek jest ssakiem  przypomniała oczywistą prawdę. Jest jedna płeć, która produkuje jaja, ma dwa chromosomy X. To samica. Jest i druga, która produkuje plemniki, ma chromosom X i Y. To samiec – dodała, całkowicie niszcząc tezy głoszone przez genderystów.
Noblistka potwierdziła również to, co konserwatyści z całego świata przypominają każdego dnia: NIE MA MOŻLIWOŚCI ZMIANY BIOLOGICZNEJ PŁCI!
Niestety, w państwach Zachodu wciąż promowane są ideologiczne pomysły, które największą krzywdę wyrządzają najmłodszym. To właśnie na dzieciach testuje się „terapie zmiany płci”, które z oczywistych względów nie mają szans osiągnięcia oczekiwanych przez genderystów efektów.
Laureatka Nagrody Nobla zachęca niemieckiego „komisarza ds. queer”, a wraz z nim wszystkich zwolenników genderowej propagandy do ponownej nauki podstaw biologii człowieka. Jak dowodzą słowa niemieckiej noblistki, racja stoi po naszej stronie. Przed nami jednak długa droga i ciężka walka z lewicowo-liberalnym mainstreamem, który próbuje wmówić ludziom, że każdy może sobie wybrać płeć i ma prawo do finansowanej przez społeczeństwo „terapii”, która ma do zmiany doprowadzić. Co więcej, ideologowie genderyzmu chcą również okaleczać dzieci, nakłaniając je do skorzystania z zabiegów usunięcia narządów płciowych czy silnych i nieodwracalnych hormonalnych kuracji! Dlatego właśnie TERAZ prosimy o NATYCHMIASTOWE wsparcie naszej codziennej pracy dobrowolnym datkiem w wysokości 30 zł, 60 zł, a jeśli mają Państwo taką możliwość nawet kwotą 100 zł lub 200 zł, albo większą!
Wasza pomoc pomoże nam otworzyć oczy tym, którzy wciąż chcą promować genderyzm, uczyć ideologicznych absurdów w szkołach i okaleczać niewinne dzieci, które dopiero wkraczają w okres dojrzewania i odkrywają swoją tożsamość.
Kliknij tutaj i wesprzyj ostateczną walkę z ideologią gender!
Również w Polsce rozbrzmiewa głos sprzeciwiający się ideologiom współczesnego świata.
Łucja Dzidek, doktorantka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, skrytykowała uczelniany zespół ds. przeciwdziałania przemocy i dyskryminacji. Więcej o tej sprawie piszemy na portalu Marsz.info!
Ów zespół nie potrafił  a, jak twierdzi Łucja Dzidek nie chciał – podjąć tematu hejtu i gróźb, które spadły na nią po tym, gdy zaczęła sprzeciwiać się promocji ideologii LGBT i podkreślać, że małżeństwem będzie wyłącznie związek kobiety i mężczyzny. Wskazywała ona również, że brak działań jest formą dyskryminacji nie tylko katolików, ale i wyznawców innych religii chrześcijańskich, mniejszości religijnych czy niektórych osób niewierzących.
Teraz doktorantkę atakuje poseł Joanna Senyszyn, która nie kryje się ze swoimi skrajnie lewicowymi poglądami. Choć na wiecach głosi różne feministyczne tezy, to teraz domaga się dyscyplinarnych działań wobec kobiety, która nie boi się wyrażać swoich poglądów!
Promocji ideologii LGBT wśród dzieci sprzeciwia się również blisko 100 000 amerykańskich subskrybentów platformy Netflix.
fot. Unsplash/T.Penin
Użytkownicy masowo podpisują petycję skierowaną do prezesa firmy. Jest ona reakcją na nachalne umieszczanie homoseksualnych związków w serialach dla najmłodszych. Sprawę opisujemy dokładnie na portalu Marsz.info!
Jak podkreślają autorzy akcji, nie będą wspierać finansowo projektu, który promuje agendę LGBT i nie pozwolą na dalsze indoktrynowanie ich dzieci ideologicznym przekazem.
Grożą również, że jeśli Netflix nie zrezygnuje z tego rodzaju praktyk, to zakończą oni swoje subskrypcje. Byłby to kolejny potężny cios dla platformy, która zmaga się ze sporym kryzysem i notuje nieustanne straty finansowe.
Jak sami Państwo widzicie, coraz więcej osób staje do walki z promocją ideologii LGBT. Czy jesteśmy świadkami masowego przebudzenia? O tym prawdopodobnie przekonamy się wkrótce. Jednak przed nami wciąż ogrom tytanicznej pracy, która musi zaowocować zerwaniem ideologicznych okowów, w które zostało zakute zachodnie społeczeństwo!
Dlatego jeszcze raz bardzo prosimy o PILNE wsparcie naszej pracy dobrowolnym datkiem w wysokości 30 zł, 60 zł, a jeśli mają Państwo taką możliwość nawet kwotą 100 zł lub 200 zł, albo większą!
Waszą pomoc przeznaczymy na tworzenie i promocję materiałów, które obnażą zapędy szaleńców i pomogą nam wygrać walkę z ich ideologicznymi wymysłami! Kliknij tutaj i pomóż nam pokonać ideologię LGBT! Już teraz serdecznie dziękujemy za Państwa pomoc, nieocenione wsparcie i hojność, które przekazują Państwo na rozwój naszego wspólnego projektu!
Z pozdrowieniami Redakcja portalu Marsz.info
PS. Bardzo prosimy o wsparcie finansowe rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Swoją pomoc mogą Państwo przekazać klikając 
w ten link!

Inflacja ostro przyspiesza: 16,1% r/r. Prąd, gaz i węgiel 40,3%

GUS podał dane

https://businessinsider.com.pl/gospodarka/inflacja-mocno-zaskoczyla-miala-spasc-a-przyspiesza

Inflacja konsumencka w sierpniu wyniosła 16,1 proc. w skali roku — podał w środę GUS we wstępnym odczycie. Oznacza to, że inflacja w Polsce nie tylko nie spadła, jak prognozowali ekonomiści, ale bardzo mocno przyspieszyła.

  • Inflacja w sierpniu przyspieszyła do 16,1 proc. w skali roku z 15,6 proc. w lipcu
  • Najnowsze dane o inflacji są kluczowe dla wrześniowej decyzji RPP w sprawie stóp procentowych
  • Żywność zdrożała w sierpniu aż o 17,4 proc. w skali roku

Inflacja w sierpniu przyspieszyła do 16,1 proc. w skali roku z 15,6 proc. w lipcu – podał w piątek GUS w swoich tzw. szybkich wyliczeniach, które jednak zwykle niewiele się różnią od wyliczeń ostatecznych. Średnia prognoz ekonomistów wskazywała na spadek do 15,4 proc.

Przypomnijmy, że po spadku w lutym do 8,5 proc. z 9,2 proc., w kolejnych miesiącach wzrost cen w Polsce zaczął nabierać tempa. W marcu inflacja wyniosła 11 proc., w kwietniu 12,4 proc., w maju 13,9 proc., w czerwcu przyspieszyła do 15,5 proc., a w lipcu do 15,6 proc. w skali roku. Najnowszy odczyt pokazuje, że wzrost cen w sierpniu dalej przyspiesza.

Z kolei licząc miesiąc do miesiąca, uśredniony wzrost cen w sierpniu wyniósł 0,8 proc., wobec 0,5 w lipcu. Ekonomiści spodziewali się wzrostu zaledwie o 0,2 proc.

Inflacja w sierpniu. GUS podał, jak rosły ceny

Wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych o 16,1 proc. w skali roku jest wartością średnią. Ceny niektórych produktów rosną bowiem szybciej, a innych wolniej. Co i o ile zdrożało, dowiemy się za dwa tygodnie, kiedy poznamy finalne dane za lipiec.

W środowym raporcie GUS podał jedynie wzrost cen w trzech głównych kategoriach. Najszybciej drożały w ciągu roku nośniki energii, czyli prąd, gaz i węgiel (o 40,3 proc.) i paliwa samochodowe (o 23,3 proc.). Ceny żywności szły w górę szybciej od ogólnego wskaźnika inflacji, bo o 17,4 proc. rok do roku.

Inflacja w sierpniu. Co zrobi RPP?

Dane o wzroście cen są uważnie śledzone przez bank centralny. Aby walczyć z inflacją, Rada Polityki Pieniężnej rozpoczęła w październiku 2021 r. cykl podwyżek stóp procentowych. Od tego czasu stopa referencyjna NBP wzrosła z 0,1 proc. do 6,5%.

Dla wrześniowej decyzji RPP kluczowy jest środowy odczyt inflacji, a równie prawdopodobna jest niewielka podwyżka lub utrzymanie stóp — powiedział w środę rano, jeszcze przed publikacją danych GUS, w TVP Białystok członek RPP Henryk Wnorowski.

Prezes NBP Adam Glapiński powiedział [bla-bla md

Wojna, fakty, mity. Ukrainizacja czy – RU-SY-FI-KA-CJA.

Wojna, fakty, mity. Ukrainizacja czy – RU-SY-FI-KA-CJA.

Ewaryst Fedorowicz http://ewaryst-fedorowicz.szkolanawigatorow.pl/wojna-fakty-mity

Wojny dzielą się na nieuniknione – i pozostałe.

Te nieuniknione, to wojny o panowanie nad światem.
I taką, nieuniknioną wojną, której zdecydowana większość z nas dożyje (nie napisałem – przeżyje, bo to coś zupełnie innego), jest wojna pomiędzy USA a Chinami.
Wojna ta została już dawno zdecydowana, a jej kolejne fazy  zaplanowane w szczegółach.

Teraz jesteśmy w fazie czyszczenia przedpola, czego widocznym w telewizjach dowodem jest przepychanka pomiędzy USA i Rosją, tocząca się na Ukrainie, a której stawką jest neutralność nie tyle Rosji, co jej potencjału nuklearnego w przyszłej wojnie nieuniknionej.
Parafrazując klasyka Donalda: policzmy głowice!

Chiny – głowic ok 400, a USA – ok 5500.
Z tego rachunku wynika, że USA są w stanie zniszczyć Chiny kosztem (stosunkowo) niewielkich strat.

A ile głowic ma Rosja?
A tu niespodzianka, bo ma ich prawie 6000, z czego wynika, że bez spacyfikowania Rosji, USA w nieuniknionej wojnie z Chinami grałyby pokerowo, co w sytuacji, gdy gra się kartami znaczonymi i do tego nuklearnymi, brzmi nierozsądnie (eufemizm).

Tak tak, wiem: te ruskie głowice są gówno warte, ale jak już na tym portalu tłumaczyłem, na gównie wyrosły gigantyczne fortuny, a nawet toczyły się o gówno zajadłe wojny, więc w tych głowicach grzebać nie proponuję.

***

Przegniła (OK, niech będzie, że przekompostowana – tak lepiej?) Europa, która ma potencjał ekonomiczny i ludnościowy większy od USA, już została przez golfistów waszyngtońskich spacyfikowana, poprzez nasłanie milionów nachodźców z Afryki i Bliskiego oraz Środkowego Wschodu, w wyniku rozpętanych tam wcześniej przez USA wojen i rozwalenia tamtejszych państw, więc liczyć się już nie będzie.

***

Wydaje się, że waszyngtońscy golfiści, wykiwali też moskiewskich szachistów, sugerując im, że przepychanka na Ukrainie będzie wewnętrzną sprawą Rosji.

Z taką deklaracją wystąpił DementOne nazwiskiem Biden, który 20 stycznia b.r. obiecał publicznie Putinowi, ni mniej ni więcej, że jeśli ten się zbyt daleko na tej Ukrainie nie zapędzi, to on, DementOne, wielkiej afery z tego robił nie będzie.

Putin wziął ten żeton za monetę i to dobrą, posłał czołgi do Kijowa „kak na parad” i… już ich nie ma.

***

Ukraina, jak jeszcze niedawno było wiadomo, jest krajem skorumpowanym do cna, i rządzonym przez konkurujące ze sobą gangi, nazywane klanami oligarchicznymi.

Dlatego USA, na Ukrainie zastosowały sprawdzony w bananowych republikach patent pt „może to jest sukinsyn, ale to jest nasz sukinsyn” (© Franklin Delano Roosevelt, prezydent USA, który Polskę Stalinowi w Teheranie sprzedał)) i postawiły na sukinsyna Igora Kołomojskiego z klanu dniepropietrowskiego, który wystrugał ze wspomnianego banana Wołodię, któren jest z zawodu aktor i potrafi zagrać każdą rolę.
Nawet bohatera.

To i gra.

Polsce w tej wojence przypadła rola bezpośredniego zaplecza, ze wszelkimi tego konsekwencjami:
i tymi, które już widzimy gołym, a osłupiałym okiem – i kolejnymi, które dopiero zobaczymy.

Generalnie – bezpośrednie zaplecze ma wysyłać, przyjmować, płacić i nie pyskować.

Co też ma miejsce.

***

Jak wiadomo (a wiadomym być powinno), pierwszą ofiarą wojny jest prawda.

I to jest fakt.

Ale jest równie wiadomym, że życie nie znosi próżni. I to jest również fakt. Fizyczny.

I dlatego w trakcie wojny fakty wypierane są przez mity.

Ponieważ, jak napisałem powyżej, życie nie znosi próżni, logicznym jest pytanie następujące:

skąd się biorą mity?

Odpowiedź brzmi: moim (i rzecz jasna niesłusznym) zdaniem,
mity są produkowane.
Przez Grupę Produkującą Mity (GPM)  – i w tym momencie, uprzedzam odmową odpowiedzi, pytania o adres producenta.

***

Każdy, kto przeczytał dostępne w PRL książki o mitologiach greckich i rzymskich, rozumie potęgę mitu.

W czasach odległych bardzo, odległych mniej czy nawet dziś.
A że czasy mamy spsiałe (lubię siebie cytować)  to i mity też zeszły na psy.

Przykładem takiego, spsiałego mitu jest mit o zorganizowanej przez ferajnę z Nowogrodzkiej  ukrainizacji Polski, poprzez miliony przybyszów z Donbasu i kolejne – z wybrzeża Morza Czarnego.

Oba mity są łatwe do zdemaskowania, ale w dzisiejszych czasach, w zalewie codziennego bulszitu, nie chodzi już nawet o to, że coś jest mitem, a nawet ordynarną ściemą,
ale o fenomen, że nikt już nie zwraca uwagi na szycie tych mitów nawet nie grubymi nićmi, a snopowiązałkowym sznurkiem, czy wręcz ordynarnym postronkiem.

Ukrainizację już dawno podrzucił, w ramach kolejnej kombinacji operacyjnej/operacji kombinacyjnej jakiś fachura z Rakowieckiej, by mieć wygodny temat do grzania i odwracania uwagi od faktu:

że w rzeczywistości mamy rusyfikację.

Dokładnie tak: RU-SY-FI-KA-CJĘ.

Skąd wiem?
A dlatego, że doskonale znam rosyjski i nikt mnie nie weźmie na plewy, że przybysze z Ukrainy mówią po ukraińsku (bo nie mówią.
To znaczy, w ponad 90% przypadków – nie mówią).

Co zresztą oddaje rozkład demograficzny pomiędzy Małopolską Wschodnią i Wołyniem – a zakordonową (po Traktacie Ryskim) częścią USRR.

To rosyjski, nie ukraiński, jest codziennym językiem warszawskiej (i każdej innej, polskiej do niedawna) ulicy, transportu publicznego, sklepów, campusu na SGGW, Dworca Centralnego, wiślanych bulwarów itd. itp.

I galerii handlowych.

Przed Arkadią, w czasie największych upałów, pluskające się w fontannach dzieci, ich mamy nawoływały po… rosyjsku.

A wg oficjalnych danych, obywateli Ukrainy jest dziś w Rzeszowie 37%, we Wrocławiu 27%, a w Warszawie –  nieco poniżej 20%

***

Do obrony mitu o ukrainizacji Polski, stosowne organy zaangażowały odpowiednią liczbę propagandystów, którzy pociskają  narrację:

to są Ukraińcy mówiący po rosyjsku.

Tyle, że w przypadku przestrzeni postsowieckiej (a ona liczy sobie raptem lat 30) język stanowi zdecydowanie mocniejszy identyfikator narodowościowy, niż w krajach normalnych.

Dlatego też faktem niezbitym jest, że do Polski, w ciągu ostatnich 6 miesięcy, przybyły miliony obywateli Ukrainy w ogromnej większości posługujących się językiem rosyjskim,

Z przyjemnością obserwuję narracyjne wygibasy pt. po rosyjsku mówią tylko starzy, którzy pamiętają czasy Sojuza, a urodzeni po 1991 – nie.

Bo to jest prawda Tischnera i to ta ostatnia, czyli numer 3 (guglować młodzi, guglować).

Zapraszam do dowolnego polskiego miasta (nawet małego) by usłyszeć, jak 2 pokolenie Samostijnej Ukrainy (matka) mówi do pokolenia 3 (dziecko) po rosyjsku.

Jeśli dwudziestoparoletnia matka mówi do swego, kilkuletniego dziecka po rosyjsku, to znaczy, że to ten język identyfikuje narodowościowo ją i jej dziecko, a nie ukraiński.

A że paszport ukraiński ma?

No taki dostała w spadku po Stalinie i Gorbaczowie razem wziętych.

Bo skoro Sowiety się rozpadły, a granice (Polski też) Stalin rysował jak chciał, to ludzie, którzy byli obywatelami ZSRR („moj adries nie dom i nie ulica – moj adries Sawietskij Sajuz…”) , w sposób mechaniczny stali się obywatelami Ukrainy, a 8 lat temu, niektórzy z nich, obywatelami bytów zwanych Krym i Sewastopol, a wreszcie, po ostatecznym wcieleniu – Rosji.

Taka i dola ludzi (i terenów), którzy teraz staną się obywatelami republik Donieckiej, Ługańskiej i zaraz potem Rosji.

A skoro paszport ukraiński daje wolny wjazd do UE wraz z socjalem, o jakim na Ukrainie nawet marzyć by ci ludzie nie mogli, to i go używają, bo mają w tym osobisty interes i byliby idiotami, gdyby z tej, jedynej w życiu okazji, nie skorzystali.

Na wypadek grepsu, że w Donbasie walczą po obu stronach żołnierze mówiący po rosyjsku, wypada odpowiedzieć, że  najokrutniejsze są wojny domowe, w których skala potworności jest niewyobrażalna.
Reasumując:

do nas, w ciągu ostatnich 6 miesięcy, milionami przybyli obywatele Ukrainy mówiący po rosyjsku i to tym językiem rusyfikują polską przestrzeń publiczną i w latach najbliższych – strukturę społeczną.

 
https://www.rp.pl/polityka/art19074921-ile-glowi-atomowych-beda-miec-chiny-pentagon-gwaltownie-zmienia-szacunki

https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C1056888%2Cbrytyjskie-media-biden-jest-niepokojaco-naiwny-w-roli-glownodowodzacego

http://blog.wirtualnemedia.pl/ewaryst-fedorowicz/post/lancet-pan-szczepionka-i-rodzina-na-200-bankach

http://ewaryst-fedorowicz.szkolanawigatorow.pl/mowa-nienawisci-vs-mowa-taknawisci#95891

https://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/8497929,ukraincy-polska-wojna-uchodzcy-miasta-raport.html

=============================

Mapka prezentująca wielkość pomocy dla Ukrainy w stosunku do PKB (po angielsku GDP)

Matka-Scypiona

Jakoś klasy rosyjskojezyczne w polskich szkołach nie powstają. Wszyscy Ukraińcy, których spotkałam mówili bardzo dobrze po rosyjsku, ale między sobą po ukraińsku. 

Dalsza dyskusja – w oryginale. MD

Piekarnie na skraju bankructwa. Gigantyczny [5-krotny] wzrost rachunków za gaz! Chleb będzie bardzo drogi

https://nczas.com/2022/08/30/piekarnie-na-skraju-bankructwa-gigantyczny-wzrost-rachunkow-za-gaz-chleb-bedzie-bardzo-drogi/

30 sierpnia 2022

Już na przełomie 2021 i 2022 roku w Polsce zaobserwowaliśmy dużą podwyżkę cen energii. To był jednak dopiero początek. Szalejące ceny… Piekarnie płacą za gaz nawet pięć razy więcej miesięcznie niż jeszcze rok temu.

Produkcja pieczywa w Polsce staje się coraz mniej opłacalna. Rekordowe ceny doprowadzają lokalne piekarnie na skraj bankructwa.

Wojciech Jaros, prezes Spółdzielni Produkcyjno-Handlowej „Samopomoc Chłopska” w Kolbudach na Pomorzu, w rozmowie z portalem money.pl zdradza, że rachunek za gaz rok do roku wzrósł mu aż pięciokrotnie.

Rachunek za gaz. Było 20 tys. zł, jest 100 tys. zł

Kupuję gaz spotowo. Ostatni rachunek, jaki dostałem, opiewa na około 100 tys. zł za miesięczne zużycie, a rok temu wynosił on 20 tys. zł. Udział energii w kosztach rośnie w niesamowitym tempie, a końca nie widać – wskazuje.

Piekarnie bazują na gazie, więc horrendalne ceny tego surowca odbijają się szczególnie na tej branży.

Każdemu z nas wydawało się, że są granice absurdu. Jak była podwyżka pod koniec 2021 r., to myśleliśmy, że gorzej być nie może. Okazuje się, że może być i to znacznie gorzej. Coraz trudniej prowadzić firmę według jakiegoś planu. Dziś to bardziej „radosna twórczość” – uważa Jaros.

Piekarnie czy cukiernie nie mają wyjścia i muszą podnosić ceny, by pokryć koszty. Problem w tym, że nie mogą tego robić w nieskończoność. A koszty wciąż rosną.

Ludzie kupują coraz więcej mrożonego pieczywa

Branża już zauważa zmianę nawyków konsumentów. Rzemiosło zaczyna przegrywać z przemysłem. Ludzie coraz częściej kupują mrożone pieczywo z hipermarketów, bo jest tańsze.

Stowarzyszenie Producentów Pieczywa zwraca uwagę na jeszcze jeden istotny problem.

Miesiąc przed wojną otrzymaliśmy pismo, w którym dystrybutor gazu – Polska Spółka Gazownictwa – poinformował nas, że w przypadku niedoborów, my tego gazu nie otrzymamy w wymaganych ilościach. Jeśli nie dostaniemy gazu i prądu, to nie wypieczmy pieczywa. Nawet mrożone pieczywo jest podpiekane – mówi Jacek Górecki, prezes SPP, które odpowiada za 30 proc. krajowej produkcji pieczywa.

Dodaje, że jeszcze kilka miesięcy temu koszt gazu stanowił 1-2 proc. finalnej ceny produktu. Dziś to już ok. 7 proc. A podrożały także inne składniki (mąka, drożdże, cukier – itd.), podrożał transport. Stąd coraz więcej płacimy za sam chleb czy bułki.

Górecki wskazuje, że od kilku miesięcy trwają rozmowy z rządem, by branżę uznać za odbiorców chronionych. Urzędnicy wykazywali niby zrozumienie, ale finalnej odpowiedzi nadal nie ma.

Ceny gazu szaleją. Zagrożenie dla 2 mln polskich rodzin. Rachunki mogą wzrosnąć o 400 proc.

https://www.money.pl/gospodarka/zagrozenie-dla-2-mln-polskich-rodzin-rachunki-moga-wzrosnac-o-400-proc-6807017316662176a.html

Ceny gazu szaleją. Jeśli rząd nie zainterweniuje, w przyszłym roku koszt ogrzewania domu tym surowcem wzrośnie nawet od 25 tys. zł – podaje portal WysokieNapiecie.pl. Z drugiej strony próba zamrożenia cen byłaby silnym ciosem dla budżetu państwa, uszczuplając go o blisko 10 proc.

WysokieNapiecie.pl wskazuje, że rodzinom ogrzewających domy gazem rząd nie zaproponował wsparcia. Wprowadzenie dodatków do pozostałych źródeł ogrzewania będzie kosztować państwo w sumie 20 mld zł. „Koszty zamrożenia cen gazu dla 2 mln gospodarstw domowych (i zrównanych z nimi od stycznia odbiorców wrażliwych, takich jak szpitale), sięgnęłyby w przyszłym roku 46 mld zł. Dodatkowe 14 mld zł budżet utraciłby na podatku VAT, gdyby rząd przedłużył tarczę antyinflacyjną” – podaje portal.

Rachunki za gaz wyższe o 400 proc.

Obecna taryfa na gaz ziemny, zamrożona na poziomie 20 gr za 1 kWh, będzie utrzymana do końca tego roku. „Natomiast środowe notowania gazu z dostawą w ostatnim kwartale tego roku zamknęły się ceną 1,4 zł/kWh, a z dostawą w całym przyszłym roku przekroczyły 1,33 zł/kWh.

To 5-6 razy więcej od cen, jakie do końca roku będą płacić polskie rodziny„.

Rząd zakłada, że już w tym roku strata PGNiG na zamrożonych taryfach dla gospodarstw domowych sięgnie maksymalnie 10 mld zł. Według szacunków WysokieNapieice.pl ostatecznie będzie to blisko 12,7 mld zł. Początkowo koszty miały być zrolowane w formie taryf na kolejne trzy lata, ale rząd zdecydował o pokryciu niemal całego deficytu PGNiG OD z budżetu państwa.

W stosunku do wzrostów kosztów LPG (o 50 proc.), ciepła sieciowego (o 100-200 proc.), węgla (o 200 proc.), czy biomasy (200-300 proc.), wzrost kosztów ogrzewania domu gazem o 400 proc. byłby najbardziej dotkliwy i politykom Zjednoczonej Prawicy trudno byłoby uzasadnić brak działań wobec tej grupy Polaków – pisze WysokieNapieice.pl.

– Jeżeli od nas by to zależało, to proponowalibyśmy utrzymanie obecnych taryf także i w przyszłym roku. Boimy się, że w przypadku znacznych wzrostów cen zaczną narastać długi gospodarstw domowych – mówi w rozmowie z portalem jeden z gazowników.

Co może zrobić rząd?

Całkowite zamrożenie cen na obecnym poziomie nie mogłoby nie być sprawiedliwe wobec innych gospodarstw. Ceny energii zimą dotkną bowiem wszystkich. Całkowite zamrożenie byłoby też wyjątkowo kosztowne. Można się więc spodziewać pułapu wzrostu rachunków na poziomie 40 proc., jak w przypadku ciepła sieciowego.

Niewykluczone jest także rolowanie części podwyżki taryf na kolejne lata, jak miało to działać w tym roku. Ograniczeniem w tym wypadku może być jednak zdolność kredytowa PGNiG. Na koniec drugiego kwartału koncern miał 15,7 mld zł długów, z czego tylko w ostatnim kwartale przybyło 6,5 mld zł.

=========================================

Mail:

Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl : W stabilnych czasach gaz na rynku kosztował 20-30 euro za MWh, a teraz – ponad 260 euro i zmierza ku 300 euro.

Egzekutywa wydała dyrektywę i Obajtek wszczął produkcję

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/egzekutywa-wydala-dyrektywe-i-dyrektor-wszczal-produkcje/

Poszukiwania jakichkolwiek oryginalności w ostatnich działaniach rządu Mateusza Morawieckiego i samego premiera, jest zajęciem kompletnie jałowym, po prostu nie ma w tym najmniejszego sensu. Z kolei porównanie tego, co się dzieje, do realnego socjalizmu nie jest żadnym nadużyciem, czy paralelą, ale faktem i to oczywistym. Parę dni temu dwie duże firmy produkujące głównie nawozy sztuczne, podjęły dramatyczną, niemniej zgodną z rynkowymi realiami decyzję, o wstrzymaniu produkcji. Powody tej decyzji nie stanowią żadnej tajemnicy, zwłaszcza, że Anwil i Azoty Kędzierzyn jasno je sprecyzowały. Chodzi o ceny gazu i pełne magazyny nawozów, co rzecz jasna jest ze sobą ściśle powiązane. Producenci całkowicie uzależnieni od dostaw gazu kupują to paliwo po abstrakcyjnych cenach i tym samym windują ceny nawozów.

W Internecie można znaleźć rozmaite zestawienia i porównania, jeśli nawet część z nich jest przesadą na poziomie było po 800 zł, a jest po 4000 zł za tonę, to praktycznie nikt nie podważa tego, że ceny nawozów poszły ostro w górę. Naturalną konsekwencją jest ograniczony popyt, rolnicy od lat żyli na skraju opłacalności produkcji i doskonale potrafią policzyć każdy grosz. Wiadomo, że „jak nie posmarujesz, to nie pojedziesz”, ale gdy smar kosztuje więcej niż koła i osie, to interes jest żaden. Mniejsza ilość nawozu oznacza mniejsze plony, jednak wielu rolników uznaję tę stratę za bardziej korzystną, niż niemal dosłowne wyrzucanie pieniędzy w błoto, bo przy tych cenach nawozów tak to wygląda. No i nagle nastąpiła zmiana frontu w bardzo tradycyjnym schemacie. W TVN i GW rozpętano aferę, że idzie głód, PiS przez pierwsze dni wyśmiewał te zarzuty, skądinąd słusznie, w końcu aż tak tragicznie jeszcze nie jest [oj, jest, panie! MD] , ale sprawa nie przycichła i wtedy znaleziono cudowne rozwiązanie. Egzekutywa na Nowogrodzkiej podjęła uchwałę, że Obajtek ma nakazać wznowienie produkcji. Po co i za co? Nieistotne, cel jest jeden, w mediach ma nastąpić cisza, a w kraju socjalistyczny dobrobyt.

W całym tym groteskowym zamieszaniu trudno się połapać i to na podstawowym poziomie. Jak rozumieć „pełne magazyny” połączone z brakiem dwutlenku węgla i suchego lodu? Przecież średnio rozgarnięty biznesmen wie, że produkuje się to, czego rynek szuka i nie zapycha magazynów towarem niezbywalnym. Wniosek? Raczej dość prosty, odpuszczamy sobie nawozy, do czasu opróżnienia magazynów lub zmiany cen gazu i produkujemy komponenty dla przemysłu spożywczego i motoryzacyjnego, skoro wszyscy się o nie upominają, pomimo wyższej ceny! Nie da się, tak się nie da w warunkach gospodarki centralnie planowanej, gdzie polityczne decyzje muszą popadać w gigantomanię i robić wrażenie na klasie pracującej miast i wsi. Kto ma swoje lata i pamięta, jak to wyglądało w PRL-owskim oryginale, ten doskonale zdaje sobie sprawę, że do wszystkiego trzeba będzie dopłacić i żaden problem w ten sposób nie zostanie rozwiązany. Oddzielny skecz socjalistyczny zawiera się w jeszcze innym fakcie, otóż produkcję wznawia Anwil, ale Azoty Kędzierzyn już nie, przynajmniej żadna decyzja do tej pory nie zapadła.

Praprzyczyna chaosu, czy raczej początku chaosu, bo najgorsze dopiero przed nami, jest jedna. Na przełomie marca i kwietnia Morawiecki i cały PiS w patriotycznym uniesieniu zerwali kontrakty na dostawy „krwawego gazu i węgla”. Przez jakiś czas Orlen importował jeszcze „krwawą ropę”, ale i tutaj wygrał „patriotyzm”. W sumie „szlachetne” pobudki, jednak za gigantyczną cenę narażania 38 milionów Polaków, plus 4 milionów uchodźców na ciemność, głód, chłód i ubóstwo, czyli powrót do realnego socjalizmu. Nie potrafię na to wszystko patrzeć spokojnie i gdybym jeszcze na własne oczy nie widział PRL-u, może wykrzesałabym z siebie iskierkę nadziei, że wszystko będzie dobrze.

Na pewno nie będzie i najgorsze dopiero przed nami.

Śmierć handlarza od respiratorów Andrzeja Izdebskiego to mistyfikacja! Akurat wtedy zniknął z bazy poszukiwanych

https://nczas.com/2022/08/30/smierc-handlarza-od-respiratorow-to-mistyfikacja-sensacyjne-ustalenia-akurat-wtedy-zniknal-z-bazy-poszukiwanych/

Czy śmierć handlarza respiratorami mogła być mistyfikacją? Coraz więcej wskazuje na to, że może to być teza prawdziwa. Sytuację analizuje „Rzeczpospolita”.

Według ustaleń gazety, Andrzej Izdebski miał umrzeć akurat w czasie, kiedy jego personalia nie figurowały ani w bazie poszukiwawczej Schengen, ani na stronie Interpolu.

„Jeżeli jego śmierć została sfingowana – a lawina dziwnych zdarzeń związanych z jego osobą na to wskazuje – to miałby możliwość bezproblemowego poruszania się nie tylko po Europie, ale i po całym świecie”.

Przypomnijmy, że były handlarz bronią zainkasował od państwa polskiego 154 mln zł i dostarczył nic niewarte respiratory. Lubelska Prokuratura Regionalna chciała postawić mu za to zarzuty, ale nie mogła, bo w październiku 2021 r. przepadł. Finalnie prokuratura chciała wszczęcia wobec Izdebskiego, w celu ekstradycji do Polski, poszukiwań międzynarodowych w Europie. Wniosek skierowano jednak dopiero 25 maja 2022 roku, czyli wiele miesięcy po jego zniknięciu.

Ale dwa dni później KGP odmówiła, twierdząc, że w SIS II (System Informacyjny Schengen) już figuruje zastrzeżenie zrobione przez ABW. „Wpis Agencji faktycznie zablokował ściganie Izdebskiego, choć był tylko tzw. zastrzeżeniem granicznym, które sprowadzało się do przekazania służbom informacji o nim, gdyby się pojawił na granicy. Poszukiwania handlarza policja zaczęła dopiero miesiąc później, co potwierdza nam Prokuratura Krajowa” – podkreśla gazeta.

Ostatecznie poszukiwania wszczęto, gdy handlarz respiratorami już oficjalnie nie żył

Rzecznik PK Łukasz Łapczyński wskazuje w rozmowie z „Rz”, że 27 czerwca 2022 r. prokuratura otrzymała z Biura Międzynarodowej Współpracy Komendy Głównej Policji informację o wszczęciu poszukiwań.

„Tyle tylko, że Izdebski od tygodnia już nie żył. Jak to w ogóle możliwe? Stanisław Żaryn, rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych, zapewnia, że ABW nie blokowała pościgu, a w czerwcu, kiedy tylko otrzymała informację o wniosku prokuratury, natychmiast wycofała swój” – pisze „Rzepa”.

Kiedy dokładnie wycofała wpis? Żaryn odmawia podania konkretnych dat. „Wpis Agencji został wycofany z Systemu SIS II, gdy Andrzej I. żył” – na taką lakoniczną odpowiedź zdobył się Żaryn.

„Rzeczpospolita” zaznacza, iż „aktem jest, że policja poszukiwania handlarza uruchomiła dopiero 27 czerwca tego roku, a to oznacza, że co najmniej przez kilka dni danych Izdebskiego nie było w żadnych bazach osób poszukiwanych – ani w SIS II, ani na stronie Interpolu. W tym czasie ciało mężczyzny uznanego za Izdebskiego zostało znalezione w mieszkaniu w Tiranie, stolicy Albanii – miał umrzeć na zawał serca. To wersja albańskich służb, które zaledwie po czterech dniach umorzyły śledztwo dotyczące tej śmierci.

Ekspresowa kremacja

„Na ile rzetelnie strona albańska zidentyfikowała zmarłego i jakie czynności wykonała?” – pyta „Rz”. Jak podkreślono w dzienniku, polska prokuratura skierowała serię pytań do strony albańskiej i teraz czeka na odpowiedź.

„W całej sprawie zastanawiający jest pośpiech, z jakim sprowadzono ciało Izdebskiego i je skremowano – stało się to 4 lipca o czym wieczorem tego dnia jako pierwszy poinformował na TT Cezary Gmyz, dziennikarz TVP. Przed kremacją ciała nie identyfikował nikt z polskich służb: policja i prokuratura otrzymały informację o śmierci handlarza już po spopieleniu zwłok” – przypomina gazeta.

Dodaje, że „SIS II dostarcza służbom informacje na temat osób, które nie mają prawa wjazdu do strefy Schengen lub pobytu w niej oraz poszukiwanych w związku z działalnością przestępczą, zawiera też informacje o zaginionych”.

„Brak danych handlarza w bazie poszukiwawczej oznacza, że w ciągu co najmniej kilku dni mógł – o ile wtedy żył – swobodnie się przemieszczać po całym świecie” – podkreśla „Rz”.

Już nawet w służbach powątpiewają w śmierć Izdebskiego

„Coraz częściej wśród naszych rozmówców ze służb mówi się o tym, że śmierć Izdebskiego mogła być mistyfikacją” – czytamy w dzienniku.

„Jeśli przyjmiemy, że Izdebski był albo na tzw. kontakcie z wywiadem, albo ich funkcjonariuszem 'pod przykryciem’, to na całą tę sprawę z jego poszukiwaniami, a potem rzekomą śmiercią musimy popatrzeć jako na 'operację mającą mu zapewnić ochronę po tym, jak wyszło to, co wyszło z respiratorami, a media i opozycja zaczęły rozgrzebywać tę sprawę. Po prostu musieli formalnie go usunąć’” – mówi jeden z rozmówców „Rz”.

„Nasze teksty wywołały panikę w służbach. W KGP pisemnie wydano zakaz udzielania informacji przez telefon oraz interesowania się sprawą Izdebskiego, jeśli nie wynika to z 'czynności służbowych’” – podkreśla gazeta.

„Niektórzy są odpytywani na wariografie” – zaznacza w „Rz” jeden z funkcjonariuszy. Kolejny rozmówca mówi, że ta nieprawdopodobna „operacja zniknięcia” przypomina historię Rudolfa Skowrońskiego, biznesmena, w latach 90. jednego z najbogatszych Polaków, który był wcześniej także agentem PRL-owskiego wywiadu. W 2005 roku „rozpłynął się” na ulicy, wychodząc z auta. Od tamtej pory jego los pozostaje nieznany. Do dziś jest poszukiwany międzynarodowym listem gończym.

Rafał Mundry

Rz: A. Izdebski (handlarz respiratorami) na 8 dni zniknął z bazy poszukiwanych strefy Shengen. Wpis ABW został na 8 dni wykasowany. Wtedy „miał umrzeć” w Albanii. Gdyby był w bazie Albania o śmierci musiałaby powiadomić stronę polską. Nie powiadomiła. Ciało od razu „skremowano”

29 sie 2022

Zdjęcie




Rafał Mundry

Rz: A. Izdebski (handlarz respiratorami) na 8 dni zniknął z bazy poszukiwanych strefy Shengen. Wpis ABW został na 8 dni wykasowany. Wtedy „miał umrzeć” w Albanii. Gdyby był w bazie Albania o śmierci musiałaby powiadomić stronę polską. Nie powiadomiła. Ciało od razu „skremowano”

Podbój przez pokojowe jednoczenie

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5240

„Najwyższy Czas!”  •  30 sierpnia 2022

Nieubłaganie zbliża się 84 rocznica wybuchu II wojny światowej, która – jak pamiętamy – zaczęła się od niemieckiego ataku na Polskę. Jak to pięć lat później napisał w rozkazie dla wojska Naczelny Wódz, generał Kazimierz Sosnkowski – Polska przystąpiła do tej „samotnej walki”, „wysłuchawszy zachęty rządu brytyjskiego”. Ponieważ nic tak nie gorszy jak prawda, a poza tym rząd Rzeczypospolitej był wtedy na łasce Brytyjczyków, którzy wkrótce i tak mu tę łaskę cofnęli, to generał Sosnkowski, za powiedzenie rodakom tej prawdy, utracił stanowisko Naczelnego Wodza.

Ciekawe, czy podobne będą losy Ukrainy, która też „wysłuchała zachęty” rządu amerykańskiego, a chyba i brytyjskiego, bo w przeciwnym razie Angielczykowie by się tak wokół Ukrainy nie uwijali – ale o to mniejsza, bo jak tam będzie, tak tam będzie, a ważne jest, by nasze społeczeństwo zdało sobie sprawę, że interes państwowy Polski jest inny, niż interes państwowy ukraiński i powstrzymało zarówno rząd „dobrej zmiany”, jak i obóz zdrady i zaprzaństwa, które w sprawie ukraińskiej idą ręka w rękę, przed głupstwami, których skutkiem byłoby wciągnięcie Polski do bezpośredniej konfrontacji militarnej z Rosją.

Co prawda, nie obiecuję sobie po tym zbyt wiele, bo – podobnie jak w 1939 roku i w roku 1944, przed wybuchem Powstania Warszawskiego, nasze społeczeństwo jest, podobnie jak było wtedy, wprawiane przez pierwszorzędnych fachowców w stan zbiorowej histerii, ale mimo to trzeba próbować dopuszczać do dyskursu również głos rozsądku. Skoro tedy rozpamiętujemy rocznicę wybuchu II wojny światowej, to musimy melancholijnie stwierdzić, że Polska wojnę tę przegrała. Podjęła walkę w imię obrony niepodległości, której nie udało się obronić ani wtedy, ani odzyskać w roku 1945, więc nie ma co się pocieszać, że Polacy „walczyli na wszystkich frontach”.

W polityce nie liczy się stopień, w jakim ktoś się poświęcił dla „sprawy”, tylko rezultaty. Nie jest to punkt widzenia powszechnie akceptowany, bo przeciwko niemu wytacza się ciężkie działa w postaci zarzutu „szargania” narodowych świętości i bohaterów, ale mimo to warto postawić pytanie, co jest lepsze – czy utrata całego państwa, które zostało rozebrane między dwóch wrogów i pozostawienie narodu ich łaskę, czy też zgoda na utratę części terytorium państwowego, by za tę cenę zachować kontrolę nad resztą? Przeciwnicy tego sposobu myślenia podnoszą zarzut, że „nie było gwarancji”, że Hitler nie będzie wysuwał kolejnych żądań. To akurat prawda; takich gwarancji nie było, ale dlatego, że w stosunkach międzynarodowych niczego nie można zagwarantować absolutnie, więc nie ma polityki bez ryzyka.

Ale jedno wydaje się prawdopodobne, że gdyby Polska nie wysłuchiwała „zachęt” rządu brytyjskiego i jeszcze wiosną 1939 roku przyjęła warunki niemieckie, to Niemcy we własnym interesie nie podpisywaliby 23 sierpnia paktu „Ribbentrop-Mołotow”, bo nie mieliby żadnego powodu, by w ten sposób, bez żadnej konieczności, dopuszczać Stalina bliżej Niemiec. W takim razie ta część terytorium państwowego, która by pozostała po przyjęciu żądań niemieckich, pozostawałaby pod kontrolą rządu polskiego, a więc uniknęłaby, przynajmniej przez jakiś czas, masakry, zarówno z jednej, to znaczy – niemieckiej – jak i z drugiej, to znaczy – sowieckiej strony.

O zaletach takiej sytuacji przekonuje przykład węgierski. Węgry – owszem – zostały wprzęgnięte w niemiecki rydwan wojenny i w związku z tym musiały ponieść ofiary w postaci wykrwawienia się armii węgierskiej nad Donem, ale do 1944 roku, to znaczy – do obalenia admirała Horthy’ego, gestapo na Węgrzech nie szalało i nawet tamtejszym Żydom nic złego się nie działo, bo Eichmann zaczął wywozić ich do Oświęcimia dopiero potem.

Ale to są tematy z zakresu tak zwanej „historii alternatywnej”, w ramach której można snuć rozmaite, mniej lub bardziej wiarygodne i spójne wewnętrznie hipotezy. Warto jednak postawić pytanie, dlaczego w takim razie te same środowiska, które stoją na nieubłaganym stanowisku zbrojnego przeciwstawienia się żądaniom niemieckim w roku 1939, tak skwapliwie stręczyły Polakom Anschluss podczas referendum akcesyjnego w roku 2003 i ratyfikację traktatu lizbońskiego w roku 2007, 2008 i 2009? Dla człowieka myślącego w kategoriach historycznych i politycznych było przecież oczywiste, że po dwukrotnym, nieudanym eksperymencie jednoczenia Europy i podporządkowania jej sobie metodami siłowymi, Niemcy odwołają się do strategii jednoczenia pokojowego.

Było to jasne zwłaszcza po wejściu w życie w roku 1993 traktatu z Maastricht, który w sposób zasadniczy zmieniał formułę funkcjonowania wspólnot europejskich z konfederacji, czyli związku państw, na federację, czyli państwo związkowe. Kamieniem milowym na drodze budowy IV Rzeszy tą strategią był traktat lizboński, podpisany przez przedstawiciela Volksdeutsche Partei Donalda Tuska i Księcia-Małżonka 13 grudnia 2007 roku, a którego ratyfikacja przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego nastąpiła 10 października 2009 roku, na podstawie ustawy z 1 kwietnia 2008 roku, za którą głosował zarówno obóz zdrady i zaprzaństwa, jak i część PiS-u z Naczelnikiem Państwa na czele.

To ten traktat dostarcza pozorów legalności dla prowadzonej przez Niemcy przeciwko Polsce wojnie hybrydowej, której celem jest całkowite obezwładnienie naszej kraju i pozbawienie go nawet pozorów niepodległości. Opowieści Naczelnika Państwa, że traktaty nie pozwalają Niemcom za pośrednictwem organów Unii Europejskiej doprowadzać do anarchizacji państwa poczynając od wymiaru sprawiedliwości, można bowiem włożyć między bajki. Wprawdzie traktat lizboński ustanawia zasadę przekazania, według której Unia Europejska, to znaczy – jej organy – mają tylko takie kompetencje, jakie zostały jej przekazane przez kraje członkowskie, ale nie można zapominać, że ten sam traktat ustanawia też zasadę lojalnej współpracy, według której państwo członkowskie musi powstrzymać się przed każdym działaniem, które mogłoby zagrozić urzeczywistnieniu celów Unii Europejskiej.

Ponieważ chodzi o cele Unii Europejskiej, to wyłączną właściwość oceny, czy coś mogłoby im zagrozić, czy nie, ma Unia Europejska, czyli jej organy. Wystarczy tedy proklamować – co właśnie się stało – że jednym z ważnych celów UE jest praworządność, a już na tej podstawie można sztorcować nieposłuszne państwa i obmyślać sposoby surowego ich karania. Wprawdzie Donald Tusk z rozbrajającą szczerością przyznał, że traktat lizboński podpisał bez czytania, co całkowicie rozumiem, bo niby po co miałby go czytać, skoro starsi i mądrzejsi, w osobie Naszej Złotej Pani już go przeczytali i kazali podpisać? O Księciu-Małżonku szkoda nawet wspominać.

Dlaczego jednak Naczelnik Państwa nie tylko nie poprosił brata – prezydenta, by zapobiegł jego podpisaniu, ani też nie przekonał go, żeby – mimo ustawy z 1 kwietnia 2008 roku, która mu zezwalała na jego ratyfikację – z tego pozwolenia jednak nie skorzystał? Przypuszczenie, że również Naczelnik Państwa tego traktatu nie przeczytał, podobnie jak w 2003 roku nie zdawał sobie sprawy z konsekwencji traktatu z Maastricht, byłoby niegrzeczne, ale wykluczyć tego przecież nie można, skoro to właśnie Naczelnik, korzystając z pomocy klubu parlamentarnego Lewicy, całkiem niedawno przeforsował ustawę o zasobach własnych Unii Europejskiej, która wyposaża Komisję Europejską w dwa nowe uprawnienia – do zaciągania zobowiązań finansowych w imieniu całej Unii i do nakładania bezpośrednich „unijnych” podatków. Być może że doradził mu to zły duch w osobie pana premiera Mateusza Morawieckiego, którego uważam za postać coraz bardziej zagadkową z uwagi na konsekwencje dla Polski jego decyzji. Nietrudno zauważyć, że wspólną konsekwencją posunięć pana Mateusza Morawieckiego na stanowisku premiera rządu, jest coraz głębsze, wieloaspektowe uzależnienie Polski od Niemiec, które kontrolują instytucje Unii Europejskiej od samego początku.

Dlaczego jednak Naczelnik Państwa nie tylko dopuścił do siebie złego ducha w roku 2015, kiedy zrobił go gospodarczym dyktatorem Polski za plecami poczciwej Beaty Szydło, a w roku 2017, wskutek „głębokiej rekonstrukcji rządu” wyniósł go na stanowisko premiera? Żadnymi względami wyborczymi, ani politycznymi uzasadnić się tego nie da, bo Mateusz Morawiecki, ani w 2015, ani w 2017 roku nie reprezentował żadnego potencjału – a w takim razie – co zadecydowało o jego, powołaniu do rządu, a potem – o awansowaniu na stanowisko premiera? Ja nie twierdzę, że pan premier Morawiecki wykonuje zadania, które dyskretnie powierzają mu Niemcy, ale cóż innego by robił, gdyby je wykonywał? Też przeprowadziłby dekarbonizację i inne tego typu wynalazki, też pod pozorem gorliwości w walce z Rosją nałożyłby embargo na import rosyjskiego węgla na kilka miesięcy przedtem, zanim zrobiła to Unia – i tak dalej? Dlaczego jednak Naczelnik Państwa, który przecież jest dużym chłopczykiem, na to mu pozwala, jednocześnie ciskając bezzębne pogróżki, jak to będzie własną piersią zasłaniał Polskę przez niemieckim pokojowym naporem?

Zwróćmy uwagę, że wskutek tych wszystkich posunięć Niemcy są bardzo bliscy osiągnięcia w Polsce celu jeszcze bardziej ambitnego, od tego, który formalnie stawiał sobie wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler. On chciał tylko Gdańska, autostrady do Prus wschodnich, ewentualnie części Wielkopolski, podczas gdy teraz Niemcy nie tylko przejmują kontrolę nad całą Polską, ale nawet ustanawiają dla niej prawa.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Kto stoi za niedopuszczeniem Djokovica do US Open?

https://www.bibula.com/?p=135904

W dniu dzisiejszym rozpoczęły się międzynarodowe mistrzostwa w tenisie ziemnym US Open, rozgrywane na nowojorskich kortach w dzielicy Queens.

Jak wiemy, od wielu tygodni toczyła się zakulisowa walka o możliwość dopuszczenia do turnieju najlepszego tenisisty, Novaka Djokovica (Đoković), który stanowi „zagrożenie” dla społeczeństwa, gdyż uporczywie odmawia wtłoczenia do organizmu eksperymentalnego preparatu zwanego „szczepionką przeciwko Covid-19”.

Administracja uzurpatora prezydenckiego nie uległa apelom i naukowym dowodom i z czysto politycznej uporczywości dalej zabrania niezaszczepionym wjazdu na teren Stanów Zjednoczonych – wjazdu oficjalną drogą, gdyż w czasie „prezydentury” Joe Bidena władze zezwalają na masowy napływ nielegalych nachodźców przez granicę z Meksykiem, którą to drogą trafiło do tej pory niemal 5 milionów kryminalistów (łamiących amerykańskie prawo).

Stanowcza postawa Djokovica jest zatem większym zagrożeniem dla wizerunku amerykańskiego przywództwa, niż miliony nieprzebadanych, nieskontrolowanych, niesprawdzonych „imigrantów”.

Djokovic w ostatniej chwili powiadomił świat tenisowy, że pomimo wielostronnych starań nie uzyskał zgody na wjazd do USA.

Cóż takiego stoi na przeszkodzie przyznania wizy wjazdowej niezaszczepionej osobie? Oprócz obranego kierunku politycznej tyranii narzucającej obowiązek przyjęcia niebezpiecznego preparatu, stoi oczywiście wielki biznes, w tym potężny biznes farmaceutyczny.

Wśród sponsorów tegoroczego turnieju US Open nie sposób nie zauważyć amerykańskiej firmy Moderna, znanej właściwie z jednego jedynego produktu, czyli „szczepionki” mRNA (sprzedawanej pod komercyjną nazwą „Spikevax”, a stworzonej wspólnie przez NIAND, czyli instytucję kierowaną przez „doktora” Antoniego Fauci).

„Moderna is proud to be a partner of the US Open. We are working to deliver on the promise of mRNA science to create a new generation of transformative medicines for patients.”

Pic source: https://www.usopen.org/en_US/about/sponsors/moderna.html

Czy powinno dziwić, że producent wyrobu dąży do jego propagowania i jak najszerszej dystrybucji, nawet poprzez – czemu nie – środki manipulacji i przymusu?

Nie powinno, więc mamy częściowe rozwiązanie zagadki pozbawienia jednego z najlepszych tenisistów wszechczasów prawa do udziału w zawodach sportowych.

Kiedyś dążono do wyeliminowania sportowców używających środki dopingujące i podejrzaną chemię, w dzisiejszych czasach wymaga się od nich przyjęcia szkodliwego preparatu, który w ciągu zaledwie 2 lat zdążył zabić miliony ludzi na świecie i pozbawić zdrowia kilkaset milionów. W tym ogromną liczbę sportowców.

Oprac. www.bibula.com 2022-08-29

Rockefeller Foundation project invests $7.2 million to push COVID-19 injections

Rockefeller Foundation project invests $7.2 million to push COVID-19 injections

An initiative funded in part by the Rockefeller Foundation is investing an initial $7.2 million in behavioral research focused on convincing more people to get the COVID-19 injections, the foundation announced last week. _

The initiative is called The Mercury Project, run by the Social Science Research Council (SSRC). In September 2021, the SSRC received a three-year $7.5 million grant from the Rockefeller Foundation “toward the costs of launching a research consortium to drive acceptance and uptake of Covid-19 vaccination efforts and provide insights to counter health mis- and dis- information.” The grant will fund research through August 31, 2024. _

The Rockefeller Foundation is a globalist organization founded by oil magnate and robber baron John D. Rockefeller in 1913. Since then, the foundation has influenced many of the world’s largest and most powerful institutions, including the World Health Organization and the National Institutes of Health.

Startup with significant ties to US intelligence and regulatory agencies to manufacture new mRNA vaccines

Historically, vaccines take 10-15 years to develop. The COVID-19 vaccines were developed in less than a year. The US Food and Drug Administration (FDA) responsible for licensing vaccines approved the COVID-19 vaccines for emergency use (EUA).

It is worth noting that this was the first time since the enactment of EUA in the early 2000s that it was used to approve a new vaccine. Not only are the COVID-19 vaccines new, they are brand-new technologies, never before used on humans. There were doctors who were skeptical. They claimed that vaccine development cycles cannot be shortened no matter how much money is thrown at it. They were concerned that long term effects would not appear in the 3-6 months of the clinical trials.

These doctors were silenced, suppressed and harassed. Some lost their medical licenses.

Leaked Israel Health Ministry meeting: COVID shot side effects 'neither mild nor short-term’

GBN News’ Neil Oliver interviewed Dr. Yaffa Shir Raz and Professor Retsef Levy about a leaked Israel Health Ministry internal meeting that discussed effects of the Pfizer COVID-19 shot. Statements by officials in the recording suggest side effects are neither mild nor short-term.

Facebook’s new midterm elections policy prohibits doubting election integrity

According to a new policy crafted by Facebook parent company Meta, users will be prohibited from doubting the integrity of the 2022 midterm elections._

“With the 2022 US midterms on the horizon, we are setting out how our approach applies in this election cycle, which is largely consistent with the policies and safeguards we had in place during the 2020 US Presidential election,” Meta President of Global Affairs Nick Clegg wrote in a blog post Tuesday.

Meta CEO Mark Zuckerberg was found to have tampered in the 2020 US presidential election by violating bribery laws, spending $419 million to influence the vote, and censoring an explosive story by the New York Post which was damning to Hunter Biden. Almost 50 percent of Biden voters knew nothing of the laptop scandal at the time of the election and about 16 percent said they would not have voted for Biden had they known, according to a survey from The Media Research Center.

Media, globalists push for tax on meat consumption

Mainstream media outlets are making a concerted push for a “meat tax” which would penalize the meat-farming industry. According to climate catastrophists, the excrement produced through livestock and poultry farming harms the weather.

“It’s time for a meat tax. Here’s how to make it work,” wrote FastCompany Sunday. “To meet our climate goals, we need to stop eating so much meat. More expensive burgers could change behavior, protect the planet—and even make other food more affordable.”

“A meat tax is probably inevitable – here’s how it could work,” echoed The Conversation.

“The environmental consequences [of meat production] are so profound that the world cannot meet climate goals and keep ecosystems intact without rich countries reducing their consumption of beef, pork and chicken,” the article added.

Skokowy wzrost cen energii. Wzrost kosztów przekracza 400%. Sasin i Kowalczyk budzą się z letargu??

Przygotowali „rozwiązania dla przedsiębiorców”

https://nczas.com/2022/08/30/skokowy-wzrost-cen-energii-sasin-i-kowalczyk-przygotowali-rozwiazania-dla-przedsiebiorcow/

Mnożą się apele o energetyczne ulgi dla biznesu. [Dlaczego „dla biznesu”, a nie dla Polski??? MD]

Zdaniem ekspertów inaczej czeka nas fala bankructw przedsiębiorstw, a w jej konsekwencji – wzrost bezrobocia – pisze wtorkowa „DGP”.

Gazeta podkreśla, że przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zapowiedziała, że „Unia Europejska planuje pilną interwencję” w celu obniżenia rosnących cen energii i strukturalną reformę rynku energetycznego. Dodała, że szybko rosnące ceny ujawniają ograniczenia obecnego projektu unijnego rynku energii, przyznając, że został on opracowany w zupełnie innych okolicznościach.

„DGP” zaznacza, że we wtorek rząd ma zająć się propozycjami łagodzenia skutków wzrostu cen gazu dla zakładów azotowych, piekarni czy branży mięsnej. „Przygotowali je wicepremierzy Henryk Kowalczyk i Jacek Sasin. Tymczasem z kręgów biznesowych coraz częściej dochodzą apele o ochronę przed gigantycznymi podwyżkami. Prośby te poparł rzecznik małych i średnich przedsiębiorców” – pisze „DGP”.

„Liczne branże, od przetwórstwa spożywczego, przez firmy pralnicze, aż po sektor usług, zmagają się z rosnącymi cenami energii i jej nośników, które zaczynają zagrażać istnieniu przedsiębiorstw. Rząd wraz z Prezesem Urzędu Regulacji Energetyki powinni niezwłocznie, w dialogu z reprezentantami środowiska przedsiębiorców i pracodawców, przygotować instrumenty ochronne” – podkreślono w apelu Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), cytowanym przez „DGP”, który ma trafić do rządu.

„DGP” podkreśla, iż z powodu wyjątkowo wysokich cen gazu Cerrad, duży polski producent płytek ceramicznych, wstrzymuje trzy z siedmiu linii produkcyjnych.

„Obawy przedsiębiorstw potwierdza odpowiedź, którą dostaliśmy z ArcelorMittal Poland” – czytamy w gazecie. „Z coraz większym niepokojem obserwujemy sytuację na rynku związaną z rosnącymi cenami gazu i energii elektrycznej, które bez wątpienia mają wpływ na naszą działalność” – przyznaje, cytowana przez „DGP” firma.

„DGP” zauważa, że z kolei producent materiałów budowlanych Lafarge wskazuje, że energia elektryczna stanowi 35–50 proc. kosztów. „Wysokie ceny są zagrożeniem dla produkcji. Choć w chwili obecnej mocno obciążają nas w warstwie kosztowej, to na razie nie planujemy zatrzymania produkcji” – zapewnia producent.

Gazeta podkreśla, że większym zagrożeniem są dla niego możliwe zimą ograniczenia dostaw prądu. „Nasza produkcja odbywa się w trybie 24/7, dlatego wprowadzenie stopni zasilania spowoduje znaczne ograniczenie lub nawet zatrzymanie produkcji. Mimo podjęcia inwestycji i działań w zakresie wykorzystania odnawialnych źródeł energii, tej zimy nie będziemy mogli skorzystać z innych źródeł zasilania” – wyjaśnia Lafarge.

FPP podkreśla, że niektóre państwa UE, jak Bułgaria, Francja, Grecja, Hiszpania i Włochy, za zgodą KE podjęły różne działania antykryzysowe. „Jednym z podstawowych narzędzi stosowanych w innych krajach jest zamrożenie cen energii i jej nośników oraz wyrównanie strat sprzedawcom” – wyjaśnia. [Co za soc-ślepota!! MD]

W „DGP” zaznaczono, że zdaniem FPP mechanizmy pomocowe dla biznesu powinny być kierowane szeroko, bez ograniczeń do sektorów energochłonnych, ze szczególnym uwzględnieniem mikro-, małych i średnich przedsiębiorców. Jak podaje, uśredniony wzrost kosztów przekracza 400 proc. „Już dziś niektórzy przedsiębiorcy zmagają się z kosztami energii wyższymi o ponad 800 proc. niż w ubiegłym roku. Przedsiębiorcy nie są w stanie funkcjonować w takich warunkach, potrzebna jest pilna, systemowa i szeroko zakrojona pomoc” – apeluje Federacja.

„W innym przypadku ryzykujemy nie tylko utratę konkurencyjności firm, względem zagranicznych podmiotów, lecz utratę miejsc pracy oraz przenoszenie wzrostu kosztów prowadzenia działalności gospodarczej na konsumentów” – dodaje.

Przez drożyznę szpitale mogą upaść. „W ciągu dwóch miesięcy zacznie się armagedon”

Michał Tomaszkiewicz 29.08.2022 https://wiadomosci.radiozet.pl/Biznes/Przez-drozyzne-szpitale-moga-upasc-W-ciagu-dwoch-miesiecy-zacznie-sie-armagedon

Szpitale nie są w stanie ponosić zwiększonych kosztów zakupu gazu, energii elektrycznej oraz podwyżek inflacyjnych dla kontrahentów – alarmowali dyrektorzy mazowieckich placówek. Jeśli nie dostaną pomocy, pieniądze skończą się w październiku – poinformowała Wirtualna Polska.

Inflacja daje się we znaki nie tylko podczas zakupów w sklepie. Na gigantyczny wzrost kosztów działania wskazały szpitale, które nie będą w stanie regulować rachunków za pieniądze przyznane im w ramach kontraktów przez NFZ. Wyższych wydatków jest coraz więcej – placówki zostały dotknięte nawet przez braki suchego lodu wykorzystywanego do zabezpieczenia pobranych do badań próbek. Laboratoria muszą kupować go drożej od dostawców zagranicznych. A to tylko wierzchołek góry lodowej.

– Czas powiadomić premiera. W ciągu dwóch miesięcy zacznie się armagedon, idziemy kursem na tragedię – alarmował na spotkaniu szefów mazowieckich szpitali Krzysztof Jan Żochowski, wiceprezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.

Prąd zbyt drogi dla szpitali. Pieniędzy wystarczy na dwa miesiące

Szpital Wolski za energię elektryczną będzie musiał płacić rocznie 4,5 mln zł, do tej pory otrzymując rachunek na 1,5 mln zł. Kontrahenci szpitala, czyli dostawcy leków i materiałów opatrunkowych, a także na przykład przedsiębiorstwa świadczące usługi sprzątania, domagają się waloryzacji cen uwzględniającej wynoszącą ponad 15 procent inflację. Do tego w lipcu szpital zgodnie z przyjętą przez obóz rządzący ustawą podniósł wynagrodzenie minimalne pracownikom do 5300 zł.

– Wypłaciłem pierwsze pensje, może wypłacę drugie, ale kolejne koszty, które nas czekają, być może nas zabiją. Przy rocznym budżecie 100 mln złotych zabraknie mi 30 mln zł. Mówimy o szpitalu w stolicy, który przyjmuje 400 pacjentów.

Według informacji przekazanych przez zarządzających szpitalami, pieniądze mogą skończyć się już w październiku. Oznaczać to będzie ryzyko braku wypłat pensji dla lekarzy i pielęgniarek, a w konsekwencji między innymi zaprzestania działalności przez szpitalne oddziały ratunkowe.

– W budżetach wielu placówek brakuje około miliona złotych miesięcznie. Tak źle nigdy jeszcze nie było. Dramat sytuacji, w której się znaleźliśmy, powoduje, że czas już wystąpić do premiera – stwierdził Krzysztof Jan Żochowski, dyrektor szpitala w Garwolinie i wiceprezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.

Dyrektor mazowieckiego oddziały Narodowego Funduszu Zdrowia zapewnił, że w razie sytuacji kryzysowej szpitale będą mogły wystąpić o wypłatę zaliczek na pokrycie świadczeń medycznych dla ludności, dodając, że wysoka inflacja oznacza także większe niż zapisano w ustawie wpływy ze składek zdrowotnych. Dodatkowe środki mogą uratować szpitale, chociaż zapewne Adam Niedzielski ogłaszając 12 sierpnia podpisanie przez 80 procent szpitali nowych, wyższych kontraktów z NFZ nie spodziewał się, że trzeba będzie po nie sięgnąć tak szybko.

Triumf „Zielonego Ładu”. Krótkie kąpiele, mniej smartfonów, bez oświetlania nocą. Mamy oszczędzać energię.

https://nczas.com/2022/08/29/tak-mamy-oszczedzac-energie-krotkie-kapiele-mniej-smartfonow-bez-oswietlania-noca/

Poszczególne kraje Unii Europejskiej ogłosiły kampanie oszczędności energii. Niemcy, Francja i Hiszpania uchwalają prawa ograniczające ogrzewanie pomieszczeń zimą. Wprowadzono zakazy oświetlania budynków nocą, wzywa się obywateli do krótszych kąpieli. Finowie namawiają zaś ludzi do rezygnacji z sauny i ograniczenia czasu spędzonego z telefonem komórkowym.

Europejskie ceny gazu osiągnęły w miniony piątek, 26 sierpnia, 341 euro za MWh, blisko rekordowego poziomu 345 euro z marca – poinformował portal France24. Ceny energii poszybowały w górę m.in. dlatego, że Rosja, która w przeszłości pokrywała około 40 proc. zapotrzebowania UE na gaz, ograniczyła jego dostawy. Sankcje miały więc wymiar obusieczny.

Jedna piąta energii elektrycznej w Europie jest wytwarzana przez elektrownie gazowe, więc spadki podaży nieuchronnie prowadzą do wyższych cen.

Dlatego część krajów UE już wprowadza przepisy dotyczące oszczędzania energii.

Niemcy. Zakaz podświetlania sklepów nocą, bez ogrzewania publicznych korytarzy i hal

W Niemczech od 1 września do 28 lutego w Niemczech drzwi sklepów nie mogą być stale otwarte, pomniki i obiekty reklamowe, w tym witryny sklepowe, nie mogą być podświetlane w godzinach 22.00 – 6.00.

W miejscu pracy temperatura zimą nie może przekraczać 19 stopni Celsjusza, a w budynkach użyteczności publicznej korytarze i hale muszą pozostać nieogrzewane, podobnie jak woda do mycia rąk. Zwolnione z tego są tylko placówki medyczne, żłobki, przedszkola i szkoły.

Prywatne baseny wewnętrzne i zewnętrzne nie mogą być ogrzewane gazem lub energią elektryczną z sieci, ale nie dotyczy to basenów w hotelach, obiektach wypoczynkowych czy ośrodkach rehabilitacyjnych.

Francja i Hiszpania. Ogrzewanie do 19 st. C

W połowie lipca we Francji, która otrzymuje około jednej piątej dostaw gazu z Rosji, ogłoszono plan „umiaru energetycznego”, który ma zostać przedstawiony pod koniec września. Rząd zamierza zabronić sklepom pozostawiania otwartych drzwi w czasie, kiedy działa klimatyzacja lub ogrzewanie, podświetlania reklam i bilbordów od godziny 1 w nocy do 6 rano, co obowiązuje już dziś w miastach do 800 tys. mieszkańców.

Do października francuskie sieci supermarketów mają zmniejszyć oświetlenie powierzchni handlowych o 30 proc. i obniżyć temperaturę do 17 stopni w godzinach szczytu zakupów.

We Francji uchwalono już prawo ograniczające klimatyzację do 26 stopni Celsjusza i ogrzewanie do 19 stopni, ale dopiero teraz władze mają zadbać o jego przestrzeganie.

W Hiszpanii zgodnie z nowym prawem zatwierdzonym przez parlament w czwartek 25 sierpnia, w budynkach publicznych ogrzewania zimą nie może być wyższe niż 19oC. Po godzinie 22 budynki użyteczności publicznej i witryny sklepowe nie mogą być podświetlane, a do końca września każdy klimatyzowany lub ogrzewany lokal musi mieć zainstalowany mechanizm automatycznego zamykania drzwi, by uniknąć marnowania energii.

Włochy. Krótsze ogrzewanie domów i biur

We Włoszech mowy plan zmniejszenia konsumpcji energii może zostać zatwierdzony na posiedzeniu gabinetu już w przyszłym tygodniu.

Może on obejmować obniżenie temperatur i skrócenie godzin ogrzewania w domach i biurach w okresie zimowym, ograniczenie oświetlenia miejsc publicznych i sklepów w nocy, a także wydłużenie działania elektrowni węglowych.

Grecja. Kontrola temperatury w budynkach

Grecki rząd ogłosił już w czerwcu środki mające na celu ograniczenie zużycia energii w sektorze publicznym o 10 proc. Władze będą oferować zachęty finansowe organizacjom oszczędzającym energię, a także stworzą cyfrowy system monitorowania zużycia energii. Przewidywane środki obejmują kontrole temperatury w budynkach, wyłączanie świateł i komputerów w nocy i zmiany w oświetleniu ulic.

Finlandia. Mniej używania smartfonu

Fiński rząd ogłosił kampanię wzywającą gospodarstwa domowe, a także firmy i organizacje do ograniczenia konsumpcji energii. Kampania ma na celu trwałe obniżenie zużycia energii i oficjalnie rozpocznie się w październiku. W jej ramach ma dojść do obniżenie temperatury w pomieszczeniach zimą, zwiększenie wykorzystania transportu publicznego oraz zmniejszenia prędkości pojazdów, zażywania krótszych kąpieli i skrócenie czasu spędzanego na komputerach i telefonach. Rząd zachęca również do spędzania mniej czasu w saunach, które są fińską tradycją narodową.

Kąpiel do 5 minut

Z kolei gabinet premier Szwecji Magdaleny Andersson ma nadzieję przeznaczyć równowartość ok. 28 mld złotych na rekompensaty dla gospodarstw domowych i firm, które pomogą zmniejszyć zużycie energii. Chodzi tutaj m.in. o izolację poddaszy i elewacji, wymianę baterii umywalkowych na bardziej wydajne, uszczelnianie lub wymianę okien i drzwi zewnętrznych oraz uzupełnienie systemów grzewczych o pompę ciepła.

Duńskie władze zalecają obywatelom m.in. skrócenie kąpieli do 5 minut i nieużywanie elektrycznych suszarek do ubrań.

Również nienależąca do UE Szwajcaria zwróci się do gospodarstw domowych i przedsiębiorstw z apelem o m.in. obniżanie temperatury ogrzewania w pomieszczeniach zimą w celu zmniejszenia zużycia gazu o 15 proc.