Kampania z Putinem w tle

Kampania z Putinem w tle

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)  •  30 kwietnia 2023 tekst

Afera z ukraińskim zbożem skończyła się tak samo nagle, jak wybuchła. Rząd „dobrej zmiany” ogłosił, że „do lipca” zboże z Polski wyjedzie. Co prawda nie wiadomo jeszcze – dokąd – bo, jak pamiętamy, miało wyjechać i wcześniej, jako że wjechało tylko tranzytem.

A w ogóle okazało się, że to wszystko przez Putina, bo nakradł się na Ukrainie zboża, no a potem swoim zwyczajem zasypywał zbożowe magazyny w Polsce – ale nie pierwszorządnym zbożem z Ukrainy, które przerabiał na białe, chrupiące bułeczki, tylko ruskim Scheissem, co to nie nadaje się nawet na paszę. Takie głuche wieści krążą wśród wyznawców Jarosława Kaczyńskiego, który zarówno w tej sprawie, jak i we wszystkich innych, w których maczał palce, jest czysty, jak łza, jakby się wykąpał w hyzopie. Jak wiadomo z Pisma Świętego, wystarczy kogoś tylko pokropić hyzopem, a już staje się bielszy od śniegu, a cóż dopiero, gdy się wykąpie? Po takim zabiegu wykąpany staje się podobny do czystego typa nordyckiego, który – jak wiadomo – jest czysty i bez mydła.

Dzięki temu, że afera z ukraińskim zbożem zakończyła się wesołym oberkiem, możemy spokojnie czekać na zapowiadaną ofensywę niezwyciężonej ukraińskiej armii, która, jak wsiądzie żołdakom Putina na karki, to się nie zatrzyma, aż w Moskwie, a kto wie, czy nie dalej – na przykład – we Władywostoku? Takie rewelacje na temat ukraińskich planów wyciekły ostatnio z Ameryki. Wyobrażam sobie, w jaką panikę musiało to wpędzić zimnego ruskiego czekistę Putina. Jeszcze nie wiemy dokładnie, co w tej sytuacji postanowi, ale jestem pewien, że wkrótce ukraiński wywiad poda nam do wierzenia zbawienną prawdę, że wycofa się na z góry upatrzone pozycje na Nowej Ziemi, podczas gdy europejska część Rosji przekształci się w strefę zdemilitaryzowaną. Z jakiegoś zagadkowego powodu wiele sobie po tym obiecuje były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju Aleksander Kwaśniewski, w swoim czasie kolegujący z Hunterem Bidenem, synem Pana Naszego z Waszyngtonu, na służbie u ukraińskiego oligarchy Mykoły Złoczowskiego. Teraz na Ukrainie trwa wojna, ale tylko patrzeć, jak zakończy się ostatecznym zwycięstwem, po którym Polska zleje się z Ukrainą i będzie ją odbudowywała, zgodnie z umową z 2 grudnia 2016 roku, na podstawie której polski rząd zobowiązał się do nieodpłatnego udostępniania Ukrainie zasobów całego państwa. Ileż tu będzie można się nakraść – tego oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie ogarnia, toteż nic dziwnego, że wszyscy miłujący pokój Europejczycy nie mogą się już ostatecznego zwycięstwa doczekać.

Tymczasem jednak w naszym bantustanie rozkręca się kampania wyborcza, w ramach której Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński próbuje usidlić złowrogiego Donalda Tuska. W tym celu Sejm przyjął ustawę o nadzwyczajnej komisji, która będzie badała ruskie wpływy w polskiej polityce i jak tylko zdemaskuje Tuska, bo zrobi mu szlaban na funkcje publiczne na całe 10 lat. W tej komisji, obok zasłużonych parlamentarzystów mają zasiadać też sprawdzeni, pierwszorzędni fachowcy spoza Sejmu – ale niestety nie wiadomo, czy pan prezydent Duda pójdzie na ten kozacki numer i ustawę podpisze. Może ją przed podpisaniem skierować do Trybunału Konstytucyjnego, który, jak wiadomo, jest sparaliżowany z powodu odmowy uznania przez część sędziów pani Julii Przyłębskiej na stanowisku prezesa, w związku z czym każda sprawa, która tam trafi, jakby zapadła się w czarną dziurę. Tedy na wszelki wypadek Naczelnik zaktywizował się na odcinku smoleńskim, z czego skorzystał Wielce Czcigodny Antoni Macierewicz, po 13 latach od katastrofy kierując do prokuratury zawiadomienie o „możliwości popełnienia przestępstwa zamordowania prezydenta Lecha Kaczyńskiego i pozostałych 95 osób”. Z ustaleń sławnej podkomisji wynika, że w Smoleńsku był zamach, polegający na wybuchu bomby, a może nawet dwóch bomb, które prawdopodobnie umieścił w samolocie Putin. W tej sytuacji prokuraturze pozostawałoby tylko ustalić rolę Donalda Tuska w tym zamachu – czy na przykład podsadzał Putina, kiedy ten wkładał bombę do lecącego samolotu, czy przyłożył rękę w jakiś inny sposób – ale te informacje prokuratura przy pomocy pierwszorzędnych fachowców potrafi wydobyć z Donalda Tuska w areszcie wydobywczym. Niestety prokuratura to jedna sprawa, a niezawisłe sądy, to sprawa druga. Jak wiadomo, znaczna część niezawisłych sędziów sympatyzuje z Volksdeutsche Partei, więc trudno powiedzieć, czy w tej sytuacji uda się wpakować złowrogiego Tuska do aresztu wydobywczego. W tej sytuacji narodził się projekt ustawy o zaostrzeniu odpowiedzialności nie tylko za bycie ruskim agentem lub onucą, ale również – za uleganie ruskiej dezinformacji. Jak wiadomo ruskiej dezinformacji ulegać nam nie wolno. Jeśli już – to jakiejś innej – chociaż i to wiąże się z ryzykiem. zecz w tym, że wspomniany projekt stoi na nieubłaganym stanowisku, że ruskim agentem można zostać również „bez swojej wiedzy i zgody” – a w tej sytuacji przez Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego otwierają się przepastne możliwości. Ponieważ taki agent sam nie wie, że jest ruskim agentem, to koronnym dowodem w sprawie siłą rzeczy musi być przyznanie się delikwenta w momencie, kiedy przesłuchujący śledczy uświadomi mu całą ohydę jego czynu; „Wiecie, rozumiecie, z wami jest brzydka sprawa!”. W ten sposób wracamy do starej, sprawdzonej teorii dowodów, według której confessio est regina probationum, co się wykłada, że przyznanie jest królową dowodów. Jeśli tedy projekt ten wszedłby w życie, to nie ulega wątpliwości, że pierwszorzędni fachowcy nie tylko złowrogiego Donalda Tuska, ale i każdego innego obywatela mogliby przekonać, żeby przyznał się do czego akurat tam będzie trzeba. W ten sposób przekonujemy się po raz kolejny, ile racji mają militaryści twierdzący, że trzeba korzystać z wojny, bo pokój będzie straszny. Nie ulega bowiem wątpliwości, że przy pomocy takich narzędzi uda się przywrócić upragnioną jedność moralno-polityczną narodu, a każdego kto usiłowałby sypać piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów, postraszy się Putinem, który jest dobry na wszystko – nawet na ładną, niewinną panienkę.

Kiedy tak rząd „dobrej zmiany” próbuje przywrócić jedność moralno-polityczną narodu, przeżyliśmy dwie rocznice. Pierwsza – to 80 rocznica powstania w getcie warszawskim. Z tej okazji pani Barbara Engelking powtórzyła oskarżenia, jakie już na początku lat 90-tych pojawiły się w żydowskich organizacjach przemysłu holokaustu, że Polacy podczas okupacji nie pomogli Żydom. Wprawdzie to oskarżenie można by odwrócić, że Żydzi nie kiwnęli nawet palcem, by ocalić od śmierci 3,5 miliona Polaków, ale po stronie polskiej nikt tego nie robi, zdając sobie sprawę z jego absurdalności, podczas gdy strona żydowska się nie krępuje i realizuje w podskokach skoordynowane polityki historyczne: żydowską i niemiecką. Wielce Czcigodny poseł Dominik Tarczyński oskarżył nawet panią Engelking do prokuratury, ale nie wydaje mi się, by znalazł się w Polsce sąd, który odważyłby się zrobić krzywdę pani Barbarze Engelking, więc myślę, że może ona rozwijać swoją działalność całkowicie bezpiecznie. Niezależnie do tego Wielce Czcigodna Anna Maria Żukowska, z pierwszorzędnymi korzeniami, właśnie zaszmalcowała pana premiera Morawieckiego, że jako Żyd przypisał wszystkie zasługi tubylczym nacjonalistom, a nie – dajmy na to – Gwardii Ludowej. Druga rocznica, to rocznica uchwalenia ustawy o obronie Ojczyzny, na podstawie której nasza niezwyciężona armia ma zostać powiększona do 300 tysięcy. Z tej okazji Naczelnik Państwa powiedział, że musimy być przygotowani „na każdą ewentualność”. I słuszna jego racja, bo przecież nie wiemy, co każe nam zrobić Nasz Najważniejszy Sojusznik tym bardziej, że za „wzmacnianie wschodniej flanki NATO” rząd „dobrej zmiany” bez mrugnięcia okiem płaci i nawet się nie targuje. Bo i on wie i my wiemy, że w przeciwnym razie zaraz byśmy musieli wszyscy zakochać się w panu Szymonie Hołowni, jako jasnym idolu, a tak, to po staremu kochamy się w Naczelniku, premierze Morawieckim i wicepremierze Błaszczaku.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

„Kto za nimi stoi?!!” Ujawniamy źródło finansowania Ordo Iuris

Szanowny Panie,
nieprzychylne nam media regularnie publikują artykuły z tego typu tytułami. W atmosferze dziennikarskiego śledztwa i ujawniania rzekomych tajemnic piszą niestworzone historie o naszym finansowaniu. Raz upatrują go w brazylijskich tajnych stowarzyszeniach, kiedy indziej u kalifornijskich producentów wina, niemieckich książąt lub rosyjskich oligarchów.Ale prawda jest dużo prostsza – finansują nas wyłącznie polskie rodziny. Ujawniamy to i chwalimy się tym od dawna. Piszemy o tym wprost w sprawozdaniach finansowych publikowanych od samego początku na naszej stronie internetowej.Raz jeszcze dziękując wszystkim naszym Darczyńcom i Przyjaciołom, Prezes Instytutu Ordo Iuris mec. Jerzy Kwaśniewski nagrał specjalny film, w którym szczegółowo odpowiada o modelu finansowania Ordo Iuris. Rzeczowo, poważnie, a czasem z przymrużeniem oka komentując doniesienia lewicowych mediów, które nie mogą znieść naszego wspólnego sukcesu.
Serdecznie zachęcam Pana do zapoznania się z tym materiałem.

http://isok.ordoiuris.pl/mailing/request/stats?url
https://www.youtube.com/watch/&s=112628860&a=31&t=MDBEZkE5M2U4L1p0UQ%3D%3D&n1=v&w1=Ifb9CdTx0nk

Jednocześnie polecam Pana uwadze wiadomość, która trafiła na Pana skrzynkę w ubiegłym tygodniu. Mec. Kwaśniewski dziękuje w niej za to, że to właśnie dzięki takim ludziom jak Pan możemy z uśmiechem i pewnym politowaniem czytać kolejne sensacyjne artykuły o tajemniczych źródłach naszego finansowania.Jak bardzo uwiera naszych przeciwników prawda, że Instytut Ordo Iuris jest finansowany przez tysiące polskich rodzin, których hojność pozwala nam konsekwentnie i skutecznie bronić życia, rodziny i wolności w kraju i poza jego granicami. Nie mogąc pogodzić się z tym sieją dezinformację, mając nadzieję na zablokowanie naszych działań. Pomimo ich wysiłków, Społeczność Ordo Iuris systematycznie rośnie co napawa nas nadzieją i wiarą, że razem obronimy naszą cywilizację.Z wyrazami szacunkuMonika Leszczyńska - Wiceprezes ds. Członkowskich Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo IurisP.S. Serdecznie zachęcam Pana do przekazania dalej powyższego nagrania – zwłaszcza tym z Pana bliskich i znajomych, którzy jeszcze nie poznali Ordo Iuris.   

===========================
Temat: Dziękuję!
Data: środa, 26 kwietnia 2023 r., godz. 23:29
Nadawca: Jerzy Kwaśniewski Ordo Iuris
Szanowny Panie,
dziś chciałbym napisać Panu tylko jedno słowo – dziękuję!
Dziękuję nie tylko w imieniu całego zespołu Ordo Iuris, ale także (a może nawet – przede wszystkim!) w imieniu wszystkich rodzin, które uratowaliśmy przed rozłączeniem oraz w imieniu obronionych ofiar aktów nietolerancji i nienawiści wymierzonych w chrześcijan, którym udzieliliśmy pomocy.Gdy regularnie opisuję Panu stojące przed nami wyzwania i zagrożenia oraz sukcesy odnoszone w obronie życia, rodziny, wolności, narodowej i religijnej tożsamości – zawsze mocno podkreślam, że przez ostatnie 10 lat udało nam się zmienić tak wiele wyłącznie dzięki budowie trwałych relacji i wsparciu otrzymywanemu od naszych Przyjaciół i Darczyńców. Bez nich nie byłoby Ordo Iuris, a otaczający nas świat wyglądałby inaczej.
Tylko w ciągu ostatnich kilku miesięcy pisaliśmy między innymi o ostatecznym zwycięstwie w sprawie szykanowanej za wierność prawdzie prof. Ewy Budzyńskiej, przywróceniu do pracy Janusza Komendy zwolnionego za cytowanie Pisma Świętego w IKEA czy ostatnim przełomowym sukcesie w precedensowym procesie pierwszej aborcjonistki, skazanej za rozprowadzanie nielegalnych pigułek aborcyjnych.
Żadnego z tych i wielu innych zwycięstw by nie byłoby, gdyby nie wsparcie ludzi takich jak Pan, bo bez naszych Przyjaciół, których hojność pozwala nam pokrywać koszty odnoszonych sukcesów – nie byłoby Instytutu Ordo Iuris. Przed nami poważne wyzwania. Z niepokojem obserwujemy narastające zagrożenia ze strony lobbystów dominujących w strukturach międzynarodowych organizacji jak ONZ, WHO czy UE. Często jesteśmy na tych forach jedynym głosem obrońców życia, tradycyjnie pojmowanej wolności czy małżeństwa. Nie ustają też nasze prace nad obroną chrześcijan, ochroną wolności słowa przed rodzącymi się nurtami nowej cenzury, badaniem skutecznej polityki rodzinnej.
Jak zwykle, liczne tematy podejmujemy jako pierwsi, inspirując zmiany w polityce państwa, orzecznictwie i ustawodawstwie.Chciałbym skorzystać z tej okazji, by przekazać na Pana ręce wszystkie wyrazy wdzięczności jakie otrzymujemy nie tylko podczas spotkań w Polsce, ale także podczas rozmów z Polakami poza granicami kraju. Dosłownie wczoraj jeden z przedstawicieli Polonii kanadyjskiej, nagrywając zaproszenie na spotkanie z Ordo Iuris w Toronto, mówił o nas w takich słowach:
Ordo Iuris to fundacja niesamowicie zasłużona dla obrony wolności, dla obrony rodziny, dla obrony życia. I to nie tylko w Polsce, ale również na arenie międzynarodowej – na forum ONZ, na forum Unii Europejskiej. I dlatego jest to fundacja niesamowicie potrzebna i pokazująca w jaki sposób można jeszcze w dzisiejszym świecie skutecznie działać – na ile można sypać piasek w szprychy tej neomarksistowskiej rewolucji.Przekazuje Panu te słowa, żeby podkreślić, że są to wyrazy uznania i szacunku nie tylko dla prawników Ordo Iuris. 
To także słowa skierowane do Pana, bo nasze sukcesy to także Pana sukcesy. Dlatego będę Panu bardzo wdzięczny za kontynuowanie wsparcia dla naszej działalności, która z każdym kolejnym miesiącem staje się coraz bardziej potrzebna oraz za zachęcenie swoich bliskich i znajomych do zainteresowania się tym, co robimy.Jeśli grono Przyjaciół Instytutu Ordo Iuris będzie systematycznie wzrastać, będziemy mieć coraz większy wpływ na otaczającą nas rzeczywistość, na procesy dziejowe nie tylko w Polsce ale i za granicą, co staje się coraz ważniejsze, bo tworzone tam prawo ma coraz większy wpływ na nasze życie.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Z wyrazami szacunkuAdw. Jerzy Kwaśniewski - Prezes Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo IurisInstytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris jest fundacją i prowadzi działalność tylko dzięki hojności swoich Darczyńców.

BKP: Kontynentalna Droga synodalna przeciwko Chrystusowej drodze zbawienia

BKP: Kontynentalna Droga synodalna przeciwko Chrystusowej drodze zbawienia

Część 1: Uzasadnienie

wideo: http://vkpatriarhat.org/pl/?p=20386 https://meeting.wistia.com/medias/umh59y2eki

https://bcp-video.org/pl/przeciwko/ https://rumble.com/v2c2ag8-przeciwko-1.html

https://cos.tv/videos/play/42885011617648640 https://ugetube.com/watch/OvAkFXl1OjzVvcD

W Pradze w dniach 5-12 lutego 2023 r. odbyło się tzw. Kontynentalne Zgromadzenie Drogi synodalnej. Wielu uczestników, jak sami przyznali, nawet nie wiedzą, czym jest Droga synodalna. Mimo to śpiewają jej ody i mówią o niej w superlatywach i z wielkim entuzjazmem. Do kontynentalnego zgromadzenia w Pradze w pełni odnosi się słowo Pańskie wypowiedziane przez proroka Izajasza: Przykazanie za przykazaniem, przykazanie za przykazaniem, przepis za przepisem, przepis za przepisem, trochę tu, trochę tam (Iz 28:10). A prorok Izajasz wyjaśnia to jeszcze bardziej szczegółowo: Również i ci chodzą chwiejnie na skutek wina, zataczają się pod wpływem sycery kapłan i prorok … Wszystkie stoły są pełne zwymiotowanych brudów; nie ma miejsca czystego… Podaje się przykazanie za przykazaniem, przykazanie za przykazaniem, przepis za przepisem, przepis za przepisem, trochę tu, trochę tam.Dlatego posłuchajcie słowa Pańskiego, samochwalcy, panujący nad tym ludemMówicie: «Zawarliśmy przymierze ze śmiercią, i z szeolem zrobiliśmy układ. Gdy się rozleje powódź wrogów, nas nie dosięgnie, bo z kłamstwa uczyniliśmy sobie schronisko i skryliśmy się pod fałszem» (zobacz Iz 28:7-15).

Gdyby to pozostało tylko teorią: przykazanie za przykazaniem, przepis za przepisem, moglibyśmy machnąć ręką, ale te przykazania i przepisy skrywają zaszyfrowany proces przejścia Kościoła do antykościoła New Age – do synagogi szatana. Tam prawa Boże zostaną już całkowicie zastąpione przez niemoralne zbrodnie LGBTQ, za które Bóg karze zarówno doczesnym, jak i wiecznym ogniem (Judy 7, 2Pt 2,6). Bergogliowa synodalna droga jest zakończeniem realizacji aggiornamento z duchem tego świata, zapoczątkowanego przez II Watykański Sobór.

Na przestrzeni dziejów, aż do II Soboru Watykańskiego, Kościół zachowywał ortodoksję, która chroniła go przed herezjami. Jednocześnie posiadał ortopraktykę, związaną z przestrzeganiem Bożych praw i przykazań. Ortodoksja i ortopraktyka opierały się na Piśmie Świętym i Tradycji, zarówno apostolskiej, jak i na Tradycji Ojców Kościoła, męczenników i świętych. Sobór (1962-65) spowodował przełom. Przyjął herezję modernizmu, a po Soborze ta herezja zapanowała we wszystkich szkołach teologicznych. Ortopraktyka została przez to stopniowo sparaliżowana. Proces samozniszczenia osiąga teraz punkt kulminacyjny w Bergogliowej Drodze synodalnej.

Co trzeba zrobić, aby Kościół mógł powrócić na bezpieczną drogę zbawienia, drogę naśladowania Chrystusa? Trzeba odnowić ortodoksję. Więc najpierw trzeba nazwać herezję modernizmu w duchu historyczno-krytycznej metody herezją. Również II Watykański Sobór należy nazwać tym, czym był, tj. heretyckim. Także pseudo-papież Bergoglio powinien być nazywany tym, czym jest – kościelnym oszustem i heretykiem.

Jak ćwiczyć ortopraktykę? Przede wszystkim musimy być świadomi negatywnych wpływów teraźniejszości, które przeszkadzają w zbawczej drodze naśladowania Chrystusa. Jest to silny wpływ ducha świata na Kościół i na poszczególnych wierzących. Ten duch sprzeciwia się Duchowi Bożemu, Duchowi Prawdy. Dziś duch świata promuje wszelkie formy niemoralności LGBTQ poprzez ideologię gender. Chrześcijaninem manipuluje duch świata, przede wszystkim za pośrednictwem portali społecznościowych na smartfonach, którym poświęca kilka godzin dziennie. Jeśli dzisiaj idzie tą szeroką drogą ku zagładzie, nie ma już nawet zbawiennego strachu, bo Droga synodalna mu wszystko zatwierdzi i uświęci. Bóg mówi przez proroka także i dzisiaj: „Usiłują zaradzić katastrofie mojegonarodu, mówiąc beztrosko Pokój, pokój , a tymczasem nie ma pokoju. Okryci są hańbą, ponieważ postępowali obrzydliwie. Co więcej, zupełnie się nie wstydzą, dlatego upadną wśród tych, co mają upaść, runą, gdy ich nawiedzę – wyrocznia Pana (Jr 6:14-15).

I dalej przez proroka woła: Biada tym, którzy na postronkach dla wołu ciągną nieprawości i na powrozach uprzęży swe grzechy! Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem, którzy zamieniają ciemności na światło, a światło na ciemności, którzy przemieniają gorycz na słodycz, a słodycz na gorycz! …Odrzucili Prawo Pana Zastępów i wzgardzili tym, co mówił Święty Izraela (Iz 5:18-24).

Synod o synodalności w ogóle nie rozwiązuje najważniejszej kwestii  zbawienia duszy. Dlatego dzisiaj każdy chrześcijanin staje przed życiowym wyborem – albo droga synodalna, która prowadzi do zatracenia duszy w piekle, albo Droga, którą jest Chrystus. Ona wiąże się z modlitwą, pokutą i przestrzeganiem Bożych przykazani. Każdy musi dziś podjąć decyzję. Jeśli chce ocalić swoją duszę, musi zrobić radykalny krok, a jest nim nawrócenie i pokuta. Musi oddzielić się od fałszywej Bergogliańskiej Drogi synodalnej i od fałszywego papieża. Jednocześnie jest to niezbędny krok do przywrócenia prawowiernego nauczania – ortodoksji. Następnie musi wejść na Chrystusową drogę naśladowania – to jest ortopraktyka.

Należy podziękować świętemu papieżowi Piusowi X za potępienie herezji modernizmu i dążenie do odrodzenia wszystkich wierzących w Chrystusie. Odnowę ortopraktyki określił już na początku ubiegłego stulecia. Wiązało się to z czcią dla Boskiego Serca Pańskiego, z pierwszymi piątkami, z modlitwą różańcową, z czcią dla Chrystusa Króla. Pamiętajmy o męczennikach z Meksyku, którzy umierali, mówiąc: „Viva Christo Rei!” – „Niech żyje Chrystus Król!”

I dziś jest możliwe odnowienie ortopraktyki, ale będzie to wymagało jeszcze bardziej radykalnych kroków niż w przeszłości, zwłaszcza w życiu modlitewnym każdego wierzącego.

W drugiej części jest krótko podsumowana sprawdzona ortopraktyka dla dzisiejszych warunków.

BKP: Kontynentalna Droga synodalna przeciwko Chrystusowej drodze zbawienia

Część 2: Program szczegółowy

wideo: https://meeting.wistia.com/medias/n2rnviswde https://rumble.com/v2c360w-przeciwko-2.html

https://cos.tv/videos/play/42904097894469632 https://ugetube.com/watch/gCk3zzRtXuTFYr4

Co powinna zawierać ortopraktyka, abyś i Ty w dzisiejszym świecie zachował żywą wiarę?

1) Przestrzegaj porządku codziennej Godziny Świętej. Jest to czas na modlitwę od 20:00 do 21:00h.

2) Weź godzinę modlitewnej straży i w ten sposób zaangażuj się w nieustanną modlitwę. Nie czekaj, aż inni się zorganizują, zacznij się modlić o godzinie, która Ci odpowiada

3) Przestrzegaj siedmiu przystanków na modlitwę w ciągu dnia: po przebudzeniu, o 9:00, 12:00, 15:00, 18:00, o 21:00 i przed pójściem spać (por. Ps 119:164)

Poprzez te trzy praktyki oddajesz Bogu dziesięcinę z pory dnia – 2,5 godziny.

4) Sobota fatimska – można też powiedzieć biblijny nowiu. Byłoby dobrze, gdyby mężczyźni we wspólnocie spędzali jeden dzień w miesiącu, najlepiej całą pierwszą sobotę, jako dzień pokuty i modlitwy. Tutaj też jest miejsce na Słowo Boże i świadectwa z modlitwy i z życia. Podobnie niech i gorliwe kobiety jedną sobotę w miesiącu spędzają razem na modlitwie i świadectwach. Tu uzyskują siłę do dźwigania krzyży w życiu.

5) Świętowanie niedzieli

Zaczyna się już w sobotę wieczorem. Rodzina modli się razem w domu. Od 20:00 do 21:00 jest Godzina święta, po której śpiewana jest pieśń wielkanocna i tym rozpoczyna się świętowanie niedzieli. W pierwszej godzinie zgodnie z zaleceniami zawartymi w broszurze doświadczają konkretnych prawd związanych ze zmartwychwstaniem Chrystusa.

Rano, od godziny 5 do 7, kontynuowana jest modlitwa rodzinna, zgodnie z zaleceniami zawartymi w broszurze. Chodzi o doświadczenie konkretnych prawd Ewangelii związanych z niedzielnym porankiem Zmartwychwstania.

Potem jest śniadanie, odpoczynek, a od 8:00 lub 8:30 do 9:00 lub 9:30 następuje godzinna modlitwa do Ducha Świętego według wskazówek.

Następnie rodzina uczestniczy we Mszy św.

Jeśli nie ma możliwości pójścia na prawowierną Liturgię, można przeżyć duchowo Liturgię według broszury lub obejrzeć transmisję online z prawowiernej Liturgii, odprawianej przez księdza lub biskupa, który nie pozwolił wciągnąć siebie w tzw. Drogę synodalną, promującą legalizację LGBTQ niemoralności.

Jeśli rodzina ogląda Liturgię online w domu, dobrze byłoby po niej pomodlić się modlitwę wiary zgodnie z Mk 11:23.

Po południu rodziny spotykają się około 15:00, kobiety są razem we wspólnocie. Jeśli gromadzą się młode rodziny, należy zadbać o to, aby ktoś zaopiekował się dziećmi i przygotował dla nich przydatny program.

Mężczyźni zbierają się we wspólnocie osobno. Prawowierny katolicki Kościół musi liczyć się z przejściem do katakumb, więc wystarczy, aby zgromadziło się od 3 do 5 rodzin, proporcjonalnie do dostępnej im przestrzeni.

Druga opcja jest taka, że zbiera się kilka rodzin i obecny jest też prawowierny ksiądz. W takim przypadku praktyczne jest zabranie ze sobą jedzenia i pozostanie zaraz po Liturgii na wspólną modlitwę i braterską wspólnotę. Następnie mogą zakończyć niedzielny program około godziny 15:00.

Tradycja przedsoborowego Kościoła była taka, że ze wsi, w której nie było kościoła, wierni gromadzili się w centrum wsi. Po Mszy św. nie wracali od razu do domu, ale zostali do popołudnia. Zabrali ze sobą prosty posiłek i po Mszy św. mieli przekąskę. Wolny czas, 2-3 godziny, wykorzystywali na rozmowy przed kościołem lub na prywatną modlitwę w kościele. Po południu ksiądz studiował z nimi np. katechizm, a potem była adoracja z błogosławieństwem. Po zakończeniu błogosławieństwa dopiero wracali do domu.

Dziś we wspólnocie braterskiej jest miejsce na rozwiązywanie problemów związanych z wychowaniem, relacjami rodzinnymi, materialnymi i zawodowymi sprawami oraz wzajemnej zachęty. Nie należy również zapominać o poszukiwaniach i myśleniu o tym, jak wprowadzić słowo Boże w swoje życie. Istotą drogi naśladowania Chrystusa jest nie tylko praktyka zewnętrznego samozaparcia, ale przede wszystkim wewnętrzne wyrzeczenie się własnego ego. A to jest stopniowy proces. Święci nazywają to drogą oczyszczenia. Następnie mówi również o drodze oświecenia i drodze połączenia. Tutaj rolę odgrywają nie tylko nasze starania, ale także łaska Boża.

A właśnie Bożą łaskę do naśladowania Chrystusa otrzymujemy najwięcej przez modlitwę. W żadnym ale wypadku nie można mieszać wewnętrznej modlitwy z pogańskimi praktykami jogi lub zen buddyzmu! Wewnętrznemu oczyszczeniu i uzdrowieniu duszy z różnych złych nawyków czy uzależnień pomaga także wspólnota, w której można otwarcie rozmawiać na ten temat i gdzie jeden drugiemu może pomóc. Z jednej strony może trafnie wskazać błędy, których druga osoba nie jest świadoma, a z drugiej strony może z wyczuciem przekazać doświadczenie z walki w tym obszarze. Człowiekowi trudno jest przyjąć pouczenie lub upomnienie, i albo popada w smutek, albo zamyka się w urażeności. W procesie oczyszczania duszy wytykanie błędów to bardzo delikatna sprawa, ale prawdziwa psychiczna higiena.

Duchowy proces prowadzący do odrodzenia nie jest możliwy, jeśli członkowie wspólnoty nie przestrzegają porządku modlitwy. Osobista modlitwa wzmacnia więź z Jezusem. Tam człowiek oddaje Mu swoje grzechy i najskrytsze boleści, a także uczy się odczuwać ból Jezusa. Uświadamia sobie swoją niewdzięczność, obojętność, samowolę, obraźliwość… W zjednoczeniu z Chrystusem ukrzyżowanym przychodzi światło poznania głębokich Bożych tajemnic, które wiążą się z chrztem świętym i ze świętą Liturgią. Z takiej modlitwy wypływa moc łaski dla zbawienia dusz.

Wieczorem w domu rodzina zakończy świętowanie niedzieli Godziną świętą od 20:00 do 21:00. Doświadczają prawdy o ukazaniu się Chrystusa apostołom bez Tomasza, a następnie z Tomaszem (patrz broszura).

W pogłębieniu relacji ze Zbawicielem bardzo pomaga modlić się w czwartek wieczorem i w piątek wieczorem w Godzinie świętej prawdy związane z cierpieniem i śmiercią Chrystusa. (Zawarte są w broszurze „Droga Krzyżowa” i „Siedem słów z Krzyża”).

Zaleca się także, zwłaszcza początkującym, a także innym na zachętę, czytanie nie tylko Ewangelii, ale także czytanie żywej Ewangelii, czyli życiorysów męczenników i świętych. Ci zachęcają i motywują do naśladowania zgodnie z zasadą: „Mogli inni, mogli inne, czemu nie ty (Augustynie)?

Jeśli człowiek przeżyje nawrócenie i w pełni otworzy się na działanie Ducha Świętego, musi jednocześnie zerwać z fałszywą duchowością pogańskich pseudoreligii i ich praktyk z różnymi formami zabobonów, magią, spirytyzmem i wróżbiarstwem. Dziś wszystko to jest częścią pseudokultury, która jest narzucana już dzieciom. Dopiero po takim kroku nawrócenia można wejść na drogę naśladowania Chrystusa. Aby jednak w dzisiejszych czasach wytrwać, nie zgasić ogień Ducha, nie stracić wiary i nie popaść w niewolę grzechu i ducha świata, potrzebuje się właśnie tego konkretnego programu duchowego, czyli jasnej drogi naśladowania Chrystusa. Ta wypróbowana droga nie jest podobna do tej synodalnej, o której prorok mówi, że jest tylko przykazanie za przykazaniem, przepis za przepisem. Droga Chrystusowa prowadzi bezpiecznie do zbawienia.

Na drodze Chrystusa chrześcijanin często przypomina sobie cztery rzeczywistości, a mianowicie śmierć, Boży sąd, wieczność i Boże miłosierdzie, związane z pokutą. Ta duchowość koncentruje się na Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym! Jest to droga Chrystocentryczna. Zanim chrześcijanin wejdzie na tę drogę, bardzo wskazane jest, aby przeszedł przynajmniej czterodniowe rekolekcje, podczas których może uświadomić sobie najbardziej podstawowe prawdy dotyczące swojego zbawienia w Jezusie Chrystusie. Trzeba przyjąć Jezusa Chrystusa jako osobistego Zbawiciela i Pana, złożyć w Jego ręce swoją przeszłość, przyszłość i żywą teraźniejszość.

Podczas tych rekolekcji powinien także z wiarą pod krzyżem przeżyć testament Chrystusa i przyjąć Matkę Jezusa jako swoją. Konieczne jest również otwarcie się na Ducha Świętego i wyrzeczenie się wszelkich form okultyzmu. W kwestii pierwszego przykazania po takich ćwiczeniach duchowych każdy wierzący musi mieć jasność, a także musi mieć jasność w kwestii współczesnych herezji, które niszczą żywą więź z Chrystusem.

Każdy, kto przeżyje czterodniowe rekolekcje, powinien odejść z tym, że dołączy do wspólnoty i wejdzie na duchową drogę, na której przyjmie porządek modlitwy, czyli Chrystusową drogę zbawienia.

Godzina święta, modlitewne straże, siedem przystanków w ciągu dnia, sobota fatimska lub nowiu i świętowanie niedzieli  to czas ofiarowany Bogu i duszy. To jest ofiara żywa i święta, to jest nasza duchowa służba Bogu. Z drugiej strony tak zwana Droga synodalna prowadzi poprzez przyjęcie ducha świata i duchów, kryjących się za LGBTQ, do potępienia. Tę fałszywą drogę chrześcijanin musi radykalnie odrzucić.

BKP – głos wołającego na pustyni

12. 02. 2023

Kontynentalna Droga synodalna przeciwko Chrystusowej drodze zbawienia

https://vkpatriarhat.org/en/?p=22822 /english/

https://vkpatriarhat.org/it/?p=9633 /italiano/

https://vkpatriarhat.org/fr/?p=16258 /français/

https://vkpatriarhat.org/pg/versus/ /português/

https://vkpatriarhat.org/es/?p=12882 /español/

https://vkpatriarhat.org/cz/?p=49789 /čeština/

http://vkpatriarhat.org/hu/kontra/ /magyar/

https://vkpatriarhat.org/proty/ /українська/

Zapisz się do naszego newsletter https://lb.benchmarkemail.com//listbuilder/signupnew?5hjt8JVutE5bZ8guod7%252Fpf5pwVnAjsSIi5iGuoPZdjDtO5iNRn8gS049TyW7spdJ

============================

mail:

Na wszystkich frontach

Na wszystkich frontach

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  2 maja 2023 Na wszystkich frontach

Franciszek ks. de La Rochefoucauld twierdził, że tylko dlatego Pan Bóg nie zesłał na ziemię drugiego potopu, bo przekonał się o bezskuteczności pierwszego. Wszystko się zgadza, a prawdziwość tego spostrzeżenia możemy sprawdzić, przyglądając się dokazywaniu rządu „dobrej zmiany”. Wydaje się, że do niego również, podobnie zeresztą, jak do wszystkich, czy prawie wszystkich poprzednich, ma zastosowanie spostrzeżenie Jana Kochanowskiego, że „Polak przed szkodą i po szkodzie głupi”. Nawiasem mówiąc, za posłużenie się tym cytatem Mistrza z Czarnolasu, w 1968 roku niezawisły sąd skazał Antoniego Zambrowskiego za „obrazę narodu polskiego” – no ale wtedy był inny etap, w którym obowiązywały inne mądrości, niż, dajmy na to, teraz, kiedy każdy może się – delikatnie mówiąc – spoufalać z samym panem prezydentem, jak to w swoim czasie uczynił literat, pan Żulczyk. Niezawisły sąd uniewinnił go z zarzutu nazwania pana prezydenta „debilem”, traktując to jako „satyryczny felieton o niskiej szkodliwości społecznej”. Na miejscu pana Żulczyka odwoływałbym się od tak lekceważącej recenzji swojej twórczości, ale – kto wie? – może on sam też w głębi duszy podziela taką ocenę, więc nie apelował, chociaż miał znakomity pretekst do zmiany kwalifikacji; nie „znieważenie pana prezydenta”, tylko ujawnienie tajemnicy państwowej. Myślę zresztą, że niezawisły sąd uniewinniłby go z każdego zarzutu, zważywszy, iż pan Jakub Żulczyk, mimo młodego wieku, jest już nie tylko pisarzem, ale i autorytetem moralnym.

Wróćmy jednak do rządu „dobrej zmiany” i jego dokazywań. Jak wiadomo, od samego początku, to znaczy – od momentu, kiedy Polska ponownie przeszła pod kuratelę amerykańską, w związku z czym, w roku 2015 trzeba było dokonać podmianki na stanowisku lidera sceny politycznej naszego bantustanu, usuwając stamtąd Volksdeutsche Partei, rząd „dobrej zmiany” prowadzi wojnę z Rosją, a zwłaszcza – z Putinem. Z tego zacietrzewienia 2 grudnia 2016 roku zawarł nawet z ówczesnym rządem Ukrainy umowę, na podstawie której zobowiązał się do bezpłatnego udostępniania Ukrainie zasobów całego państwa, wskutek czego Polska została „sługą narodu ukraińskiego”, co przenikliwie odkrył i zakomunikował nam rzecznik MSZ w Warszawie, pan Łukasz Jasina. Sługa, jak wiadomo, wysługuje się swemu panu na wszelkie możliwe sposoby, to znaczy – na sposoby, jakie tylko pan wymyśli – więc kiedy pan wymyślił, że gwoli udelektowania tamtejszych oligarchów, którzy należą do takiego narodu, do jakiego akurat trzeba, wtryni Polsce Scheiss, dla zmylenia przeciwnika nazwany „zbożem technicznym”, to Polska ten Scheiss kupi i oczywiście – zapłaci. Toteż wszystkie służby: celna, ABW, CBA i inne, zostały przez kogoś ogłuszone i oślepione, dzięki czemu udało się wtrynić podobno aż 6 milionów ton Scheissu – aż tu nagle zbuntowali się rolnicy. Tym by się może nikt specjalnie nie przejął, a najlepszym tego dowodem jest oskarżenie przez lubelską prokuraturę pana Kołodziejczaka, że ośmielił się protestować przeciwko sprowadzaniu Scheissu do Polski jeszcze w grudniu ub. roku. Teraz jednak okazało się, że wskutek rolniczego buntu notowania PiS na wsi spadły z ponad 50 do dwudziestu kilku procent, w związku z tym Naczelnik Państwa nakazał tubylczemu rządu, by zamknął granicę przed importem rolnym z Ukrainy. Słowem – nakazał, by rząd zrobił to, czego w grudniu ubiegłego roku domagał się pan Kołodziejczak. Jestem jednak pewien, że niezawisły sąd przed który pan Kołodziejczak zostanie zawleczony, przysoli mu piękny wyrok co najmniej z dwóch powodów: po pierwsze w grudniu ub. roku Polska była najposłuszniejszym sługą narodu ukraińskiego, więc na tym etapie każdy protest stanowił karygodną myślozbrodnię, a po drugie – pan Kolodziejczak jest dużym chłopczykiem i powinien wiedzieć, że „co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie” – a cóż dopiero, gdy decyzję podejmuje sam Naczelnik Państwa?

Zwróćmy jednak uwagę nie na wewnętrzne, a na międzynarodowe aspekty tej sytuacji. Wprawdzie od 2015 roku rząd „dobrej zmiany” jest w stanie wojny z Putinem, ale teraz, za sprawą Naczelnika, zrobił coś, co nie może Putina nie udelektować. Żadna ruska onuca nie zrobiłaby mu lepszego wielkanocnego prezentu tym bardziej, że w ślady Polski pośpieszyły inne bantustany: Węgry, Słowacja i Bułgaria, a kto wie, czy również nie Rumunia – bo wszystkie one musiały w swoim czasie zostać zmłotowane przez Naszego Najważniejszego Sojusznika, który podobno niektórych oligarchów ma w specjalnym poważaniu jeszcze z dawnych czasów. Na tę blokadę zawrzał gniewem nie tylko rząd ukraiński, który – kto wie, czy w tej sytuacji nie skieruje planowanej od dawna ofensywy przeciwko Polsce? – ale również – Komisja Europejska, która poczuła się znieważona zlekceważeniem przez Polskę jej wyłącznych kompetencji w sprawach handlu międzynarodowego. Wprawdzie Wielce Czcigodny Jacek Saryusz-Wolski twierdzi, że rzeczniczka Komisji na niczym się nie zna i wystarczyłoby, żeby zadzwoniła tu i tam i od razu skapowała, jak jest – ale nie mam pewności, czy powinniśmy traktować wypowiedzi Wielce Czcigodnego jako miarodajne – bo to przecież nie on będzie decydował o ewentualnych karach dla Polski za tę zniewagę, tylko właśnie Komisja. Ale to mimo wszystko drobiazg w sytuacji, gdy rozporządzenie rządu „dobrej zmiany” pokazuje, że Polska zmieniła front o 180 stopni; niby tu walczy z Putinem, a przecież robi mu na rękę! Żeby tedy uniknąć takiego wrażenia, Naczelnik Państwa zaktywizował się na odcinku smoleńskim. Z tej okazji natychmiast skorzystał Antoni Macierewicz, po 13 latach kierując do niezależnej prokuratury nie tylko zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w postaci zabójstwa prezydenta Lecha Kaczyńskiego i pozostałych osób, ale i 1500 stron niezbitych dowodów z dokumentów, dotychczas opinii publicznej nieznanych. Jestem pewien, że lektura tych 1500 stron i ocena tych dowodów zajmie prokuraturze co najmniej 6 miesięcy, no a potem odbędą się wybory i wyjaśni się, czy energiczne śledztwo powinno być kontynuowane, czy nie. W ten sposób Polska prowadzi wojnę na wszystkich możliwych frontach; z Putinem, z Ukrainą, która już noże ostrzy tajemnie, z Komisją Europejską, która nie tylko nie zatrzymała licznika kar, co to zdążył nabić już ponad pół mld euro, więc pewnie teraz dodatkowo go podkręci, żeby nabijał jeszcze więcej, no i wreszcie – z Niemcami. Bowiem z inicjatywy wiceministra spraw zagranicznych, pana Arkadiusza Mularczyka, rząd „dobrej zmiany” właśnie podjął uchwałę o konieczności uregulowania w stosunkach polsko-niemieckich sprawy reparacji wojennych z tytułu II wojny światowej. Słowem – wojujemy na wszystkich frontach, jak podczas II wojny.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

O literaturze i polityce – przewrotnie, czyli szczerze.

O literaturze i polityce – Tomasz Gabiś https://www.bibula.com/?p=140250

Upodobania mają stale zdumiewającą zdolność do maskowania się jako światopoglądy. (Hermann Hesse)

W jednym ze swoich esejów niemiecki filozof i historyk sztuki Stephan Gross wyjaśnia, po co jego zdaniem, politykowi potrzebna jest (lub powinna być potrzebna) lektura poezji. Po to mianowicie, by mógł zetknąć się z czymś „apolitycznym” i niezmiennym, by znaleźć się na obszarze spokojnego dojrzewania „ja”, co może stanowić przeciwwagę dla jego ciągłej, gorączkowej aktywności publicznej i medialnej.

Dlatego politycy zamiast  dziennikarskich komentarzy i polemik powinni czytać literaturę piękną, co wyjdzie im na zdrowie (emocjonalne). Ciągle aktualny pozostaje postulat, który wysunął przed laty Josif Brodski – postulował on „publiczne egzaminowanie przywódców politycznych in spe ze znajomości wielkiej literatury” (zob. Stanisław Barańczak Poprzez, „Zeszyty Literackie” 1997 nr 1). Barańczak poparł skromną propozycję rosyjskiego poety; i ja również gorąco jej przyklaskuję, apelując do dziennikarzy śledczych, żeby wytropili, jaką literaturę czytają obecni prezesi i czołowi działacze polskich partii politycznych, posłowie, senatorowie, ministrowie jak też panie i panowie kandydujący na te stanowiska.

*   *   *

Trudno niekiedy rozstrzygnąć, jak lektura określonej książki wpłynie na polityka: wzmocni go duchowo, czy odwrotnie – osłabi? Czy po przeczytaniu Premiera Georges`a Simenona (przeł. Hanna Olędzka, Warszawa 1967), premiera nie ogarnie paraliżująca wolę melancholia? Czy mogąca pojawić się w trakcie lektury przejmująca świadomość kruchości, przemijalności i kresu nie tylko politycznej kariery i władzy, ale i życia samego, nie podkopie jego wiary w siebie, a tym samym zdolności do politycznego czynu? Doradziłbym mu raczej sięgnięcie po powieści kryminalne Simenona.

*   *   *

Dla polityka literatura może być „ucieczką” od, dość jednak otępiającej, harówki na demokratycznej niwie publicznej, lecz również skarbnicą interesujących politycznych pomysłów, propozycji, obserwacji, spostrzeżeń i rad. Rzecz jasna, skarby te przydadzą się także a może nawet bardziej, zwyczajnemu, szaremu człowiekowi. Weźmy na przykład dramatyczne wydarzenia związane z ogłoszeniem w 2020 r. stanu pandemii. Kto sięgnie po Nagi lunch Williama Burroughsa, , zdziwi się, jak dużo pisarz wie na temat dróg rozprzestrzenienia się epidemii ludzkiej pryszczycy i jej zwalczania:

„Bakterie wylęgłe w boliwijskim wychodku rozprzestrzeniły się przez futro szynszyli, które odliczono od podatku dochodowego w Kansas City”.

„Przypominam sobie rozmowę z pewnym Amerykaninem, który pracował w Meksyku w Komitecie do Walki z Pryszczycą.. Sześćset dolarów miesięcznie plus zwrot kosztów:

  • ­Jak długo będzie jeszcze trwać epidemia? – spytałem.
  • Dopóki uda się ją podtrzymać…Tak … Może później wybuchnie w Południowej Afryce? – dodał w rozmarzeniu”.

(William S. Burroughs,  Nagi lunch, przeł. Edward Arden, Kraków 2012, s.183 i 193)

 *   *   *

Na niezbyt przyjemne skutki, tak mocno dziś propagowanego, wegetarianizmu, zwraca uwagę narrator Stu lat samotności, gdzie występuje niejaki Melquiades: „Tam zjadał posiłki, które Visitación przynosiła mu dwa razy dziennie, ale w ostatnich czasach stracił apetyt i żywił się tylko jarzynami. Wkrótce przybrał ten mizerny, słabowity wygląd właściwy wegetarianom. Jego skóra pokryła się meszkiem podobnym do tego, który prosperował na staroświeckiej, nigdy nie zdejmowanej kamizelce, a oddech stał się smrodliwy jak u śpiącego zwierzęcia”. (Gabriel Garcia Marquez, Sto lat samotności, przeł. Grażyna Grudzińska i Kalina Wojciechowska, Warszawa 1996, s.82)

Na inny negatywny efekt upowszechnienia się wegeterianizmu zwraca uwagę główny bohater powieści Michela Tourniera Król Olch: „Lubię jeść mięso, bo kocham zwierzęta. Wydaje mi się nawet, że mógłbym udusić własnymi rękami i zjeść z serdecznym apetytem zwierzę wyhodowane przeze mnie i dzielące moje życie. Zjadłbym je nawet ze smakiem bardziej wyrafinowanym, głębszym niż jakieś mięso anonimowe, bezosobowe. Oto, co starałem się na próżno wytłumaczyć tej idiotce, pannie Toupie, która jest wegetarianką z powodu odrazy do rzeźni. Jak ona może nie rozumieć tego, że gdyby wszyscy tak postępowali, to większość zwierząt domowych znikłaby z naszego krajobrazu, co by było niezwykle smutne? Znikłyby tak jak znika koń w miarę, jak samochód wyzwala go z niewoli”.

(Michel Tournier, Król Olch, przeł. Leon Bielas, Katowice1990, s.55)

Warto wiedzieć, że wegeterianizmu nie lubił Eugéne Ionesco. W swoim dzienniku zanotował: „Z pewnością nie pojadę drugi raz do tego sanatorium. Kult wegetarianizmu to rodzaj religii pośledniego gatunku, fałszywa asceza, niska i na prostacki sposób obłudna moralność”. (Eugéne Ionesco, Tagebuch. Journal en miettes, München 1971, s.130)

*   *   *

Przeciwnikom łowienia zwierząt, np. ryb polecam fragment Szklanych pszczół Ernsta Jüngera, w którym rotmistrz Richard uzasadnia – bez odwoływania się do etycznych czy pseudoetycznych argumentów – swoją decyzję o rezygnacji z wędkowania:

„Moją namiętnością było łowienie ryb; obrzydło mi ono, kiedy usłyszałem, że można z potoków i stawów wyłowić wszystko do ostatniego ciernika za pomocą prądu elektrycznego. Nagi fakt, zwykła pogłoska wystarczyły; od tamtego czasu nie wziąłem już wędki do ręki. Zimny cień padł na bystrza z pstrągami i na starorzecza, w których śnią omszałe karpie i sumy, i odarł je z ich czaru”. (Ernst Jünger Szklane pszczoły, przeł. Lech Czyżewski, Kraków 2017, s.130).

Z powieści Jüngera przepisuję do sztambucha politykom popularnym: – „Nic nie zmienia się bardziej niezawodnie niż to, co aktualne, zwłaszcza gdy jest na ustach wszystkich”, politykom potężnym – „Nie jesteśmy w stanie wyrwać się z naszych ograniczeń, z naszego najgłębszego wnętrza. Dlatego również się nie zmieniamy. Oczywiście przeobrażamy się, ale jedynie w obrębie naszych ograniczeń, w wytyczonym kręgu”. Zwykłym obywatelom , dręczonym przez polityków (jak też zaprzyjaźnionych z nimi dziennikarzy wszelkich mediów), przemówieniami, oświadczeniami, „narracjami” i „dyskursami” zalecam postępowanie wedle rady rotmistrza Richarda, usłyszanej przezeń w wiedeńskiej kawiarni i uznanej za bardzo rozsądną: „Nie okazywać nawet braku zainteresowania”.

*   *   *

W czasach wszechogarniającej komputeryzacji, digitalizacji i cyfryzacji powinniśmy poważnie potraktować opinię przyjaciółki Herkulesa Poirot, autorki powieści kryminalnych Ariadny Oliver: „Mylić się jest rzeczą ludzką, ale błąd ludzki jest niczym w porównaniu z tym, co potrafi komputer, jeśli już odważy się spróbować” (przeł. Agata Christie, Wigilia Wszystkich Świętych, przeł. Krzysztof Masłowski, Wrocław 2006, s.48).

*   *   *

Inny rys naszej epoki uchwycił Friedrich Dürrenmatt w opowiadaniu Zlecenie albo o obserwacji obserwatora obserwatorów: „Każdy czuje się obserwowany przez każdego i obserwuje każdego, dzisiejszy człowiek jest człowiekiem obserwowanym, państwo obserwuje go coraz bardziej wyrafinowanymi metodami […] dla państwa człowiek, a dla człowieka państwo staje się coraz bardziej podejrzane”.  O ile jednak na  obserwację ze strony organów państwa obywatel nie ma wpływu, będąc wyłącznie jej biernym, obserwowanym z góry przedmiotem,  o tyle w systemie stworzonym na przykład przez „cyberpanów” (termin Andrzeja Zybertowicza), mamy po do czynienia z procesem  po części oddolnym,  znajdującym oparcie w psychologicznych potrzebach szerokich mas: „człowiek może też pragnąć być obserwowany, bo nie obserwowany wydałby się sobie niegodny uwagi, a niegodny uwagi nie dość poważany, a nie dość poważany nieważny, a nieważny pozbawiony sensu. […] Wpadłby w beznadziejną depresję, i tak wszyscy inni wpadliby w depresję, dlatego wszyscy obserwują się nawzajem, fotografują i filmują się nawzajem ze strachu przed bezsensownością własnej egzystencji”. (Friedrich Dürrenmatt, Zlecenie albo o obserwacji obserwatora obserwatorów, przeł. Iwona Kotelnicka, Warszawa 1993, s.12–14)

*   *   *

Są pisarze nie kryjący się ze swoją antydemokratyczną postawą np. wspomniany William Burroughs wyzłośliwiał się nad najlepszym ustrojem, jaki zna historia ludzkości: „Demokracja to nowotwór złośliwy, dający przerzuty w postaci urzędów. Urząd zapuszcza korzenie, złośliwieje niczym Agencja do Walki z Narkotykami, rozrasta się i rozrasta, tworząc coraz więcej własnych kopii, aż wreszcie dławi organizm macierzysty. Urzędy nie mogą istnieć bez organizmu macierzystego, gdyż są formami pasożytniczymi. […] Biurokracja to odmiana raka, odwrót od naturalnego kierunku ewolucji w stronę nieograniczonych możliwości, indywidualizmu i spontaniczności: zostają one zniszczone przez pasożytniczego wirusa”. (Nagi lunch, s.111)

W pewnym kraju leżącym na wyspie, będącej bazą wojskową obcego mocarstwa, „skrupulatnie przestrzega się reguł demokracji. Istnieje dwuizbowy parlament, nieustannie debatujący na temat wywozu śmieci i inspekcji wychodków, jedynych spraw, nad którymi ma jurysdykcję. Przez krótki okres w połowie dziewiętnastego wieku parlament sprawował kontrolę nad Ministerstwem Hodowli Pawianów (MPH), jednakże przywilej ten cofnięto ze względu na ciągłą absencję senatorów”. Pokazuje to jak istotne jest, aby parlamentarzyści karnie stawiali się na posiedzenia parlamentu. Mogą nawet spać, byle w poselskich czy senatorskich (stąd „sennat”) ławach.

Burroughs wskazuje też na szlachetne w intencjach działania ustawodawców, którzy pragnąc rozwiązać „problem”, tworzą prawdziwy problem: „Problem narkomanii w swojej obecnej formie powstał w Stanach Zjednoczonych wraz z uchwaleniem w tysiąc dziewięćset czternastym roku ustawy antynarkotykowej Harrisona”. Znajdziemy też u Burroughsa, w sumie dość łagodną, krytykę pracy policji, mianowicie „gliniarz” nazwiskiem Hauser, „wali człowieka w mordę – po prostu, żeby przełamać lody”.

*   *   *

Jeśli nie demokracja, to co? Czy jest alternatywa? Ciekawą koncepcję ustrojową przedstawił Fritz von Herzmanovsky-Orlando w Maskaradzie geniuszy. W opisanym przez niego Królestwie Tarokanii, „konstytucja była wzorowa. Opierała się na surowych, nieubłaganych zasadach gry w taroka”. Rządziło czterech królów, których wybierano rokrocznie:

„Ograniczenie czasowe do wymienianego okresu opierało się na następującej obserwacji: w talii taroka króle po całorocznym używaniu są tak zabrudzone, że wprost nie do poznania. Od biedy można je oczyścić benzyną, królów z krwi i kości natomiast nie można. Jak więc odbywał się wybór owych ojców narodu w nieco sztywnych przebraniach? Monarchami czyniono czterech mężczyzn, czterech takich, którzy byli najbardziej podobni do królów z tak zwanej normatywnej talii taroka strzeżonej w stolicy Gradisce. Owa normatywna talia odpowiadała obiektowi podobnemu do »wzorca metra«, który przechowywany jest w Paryżu, metropolii wszelkiego koguciego ważniactwa”.

Zaprojektowany przez Herzmanovsky`ego-Orlando system „odciął drogę wszelkim szwindlom, wszelkiemu łapownictwu i wszelkim intrygom, i tymże trybem do najwyższej godności dochodzili mężowie różnych stanów bez względu na wykształcenie, bogactwo, uczoność, pochodzenie, a nawet niemogący się wykazać nieposzlakowaną opinią”. Tarokowa monarchia? Bardzo pięknie, jestem za , ale co z tego, skoro i tak „najpotężniejszym człowiekiem w państwie był niejaki Skiz, nazwany tak od występującej wśród owych kart nieco komicznej, arlekińskiej figury”. Jako kanclerz, który „władał królestwem mocą władzy dyktatorskiej, niemal w rytmie godzinnym sypał jak z rękawa nowym prawem, a co tydzień przeprowadzał jakąś przełomową zmianę”.

(Fritz von Herzmanovsky-Orlando, Maskarada geniuszy, przeł. Ryszard Wojnakowski, Warszawa 2019, s.12-14)

Co godzina nowe ustawy i zarządzenia? Co tydzień przełomowa zmiana? Toż nawet najprężniej działające rządy, parlamenty i inne demokratyczne fabryki papieru – mimo usilnych starań – do takiej wydajności nigdy raczej nie dojdą. Gdyby przyszło mi żyć w Królestwie Tarokanii, to z racji anarchistycznych sympatii zwalczałbym system Skiza, zaś z racji sympatii monarchistycznych – popierał władzę królów. Ależ musiałbym się politycznie nalawirować!

*   *   *

Idee polityczne są w najlepszym wypadku częścią literatury, a nie odwrotnie. (Josif Brodski)

*   *   *

W Godzinie prawdziwych odczuć Petera Handke referent prasowy austriackiej ambasady w Paryżu Gregor Keuschnig uczestniczy w konferencji prasowej poświęconej programowi nowego rządu. Na pytanie jednego z dziennikarzy, czy pewien projekt zawarty w tym programie nie jest absurdalny, prezydent republiki odpowiedział: „Nie mogę sobie pozwolić na uważanie tego co robię, za absurdalne” ( Handke, Godzina prawdziwych odczuć. Leworęczna kobieta, przeł.Sławomir Błaut, Warszawa 1980, s.65). Taką celną replikę powinien mieć na podorędziu każdy współczesny polityk.

*   *   *

W Kronikach Królewskich Fernão Lopes opowiada o królu Janie (João) I, założycielu nowej dynastii Avis. Po objęciu władzy rozdawał on różne bogactwa i dobra ludziom, którzy go o nie prosili . Któregoś dnia jego stronnik Alvaro Pais, dawny kanclerz króla Ferdynanda, człowiek wielce doświadczony w sprawach rządzenia państwem , rozmawiając z nim powiedział:

„– Panie, przyjmijcie radę, a będzie wam bardzo pomocna, by prowadzić dalej wasze sprawy.

– Co to za rada? – powiedział Mistrz. – Jeśli będzie dobra, bardzo się będę cieszyć.

– Panie – powiedział Alvaro Pais – uczyńcie w taki sposób: dawajcie to, co nie jest wasze, przyrzekajcie to, czego nie macie, i przebaczajcie temu, co wam nie zawinił; to będzie wam wielce pomocne w tych sprawach, w jakich musicie postanawiać. Mistrz powiedział, że rada wydaje mu się bardzo dobra, i tak robił”. (Fernão Lopes, Kroniki Królewskie, wybór, przekład i słowo wstępne Janina Z. Klave, Warszawa 1983, s.189).

W słowie wstępnym Janina Z. Klave pisze, że zapoczątkowana przez króla Jana I nowa dynastia panowała do 1580 roku [czyli 200 lat –TG], a „okres jej panowania jest najświetniejszym okresem historii Portugalii, która stworzyła wówczas – jako pierwsza w historii – imperium zamorskie rozciągające się na trzy kontynenty”. Rady pomocnej król posłuchał i tym sposobem sobie samemu, swojemu rodowi a w końcu i krajowi dobrze się przysłużył.

*   *   *

W Ptolemejczyku Gottfrieda Benna jedna z postaci wypowiada swoje maksymy życiowe, które powinien wziąć sobie do serca nie tylko każdy polityk, ale także każdy z nas:

1.Rozpoznaj swoje położenie.

2.Licz się ze swoimi słabościami, opieraj się na posiadanych zasobach, a nie na hasłach.

3.Udoskonalaj nie swoją osobowość, ale swoje poszczególne dzieła.

(Gottfried Benn Ptolemejczyk. Nowela berlińska, 1947, przeł. Jerzy Kałążny, [w:] tenże, Po nihilizmie, Poznań 1998, s.253)

Przy okazji kamyczek do ogródka tłumacza. W pomieszczonym w tomie Po nihilizmie tekście Odpowiedź literackim emigrantom Benn przekonuje, że to, czego nie wywalczyła dla robotników partia socjalistyczna, „dała im nowa forma narodowego socjalizmu” (s.66). Tymczasem w oryginale stoi „jak byk” neue nationale Form des Sozialismus, czyli nie „nowa forma narodowego socjalizmu” , ale „nowa narodowa forma socjalizmu”. Jerzy Kałążny jest bardzo dobrym tłumaczem, ale w tym przypadku zainterweniowało – zapewne podświadomie – ideologiczne uprzedzenie.

*   *   *

Młodemu politykowi rozpoczynającemu dopiero karierę rekomenduję zdanie z krótkiej prozy Piotra Szewca: „Pospiesz się: przed tobą złamane przysięgi, nie dotrzymane obietnice, zdrady, kłamstwa”. (Piotr Szewc, 1968, „Zeszyty Literackie” 1997 nr 1)

*   *   *

W powieści Z zamku do zamku Louisa-Ferdinanda Céline`a, bohater-narrator , alter ego autora, prosi prezydenta, żeby – w uznaniu pewnych zasług – mianował go gubernatorem wysp Saint-Pierre i Miquelon:

„Obiecane!… Zgoda! Ma pan to obiecane! Zanotuje pan, prawda, Bichelonne?

– Oczywiście, panie Prezydencie!

Najważniejsze jednak: zostałem mianowany Gubernatorem… I jestem nim do dziś!”

Scena ta rozgrywa się w liczącym kilka tysięcy mieszkańców miasteczku Sigmaringen w południowych Niemczech, które od września 1944 do 22 kwietnia 1945 roku było prowizoryczną stolicą „okupowanej Francji” („okupowanej” przez komunistów, gaullistów i Amerykanów) i siedzibą rządu emigracyjnego, na którego czele stał prezydent Fernand de Brinon.

Nauka płynie z tego taka, że w każdej sytuacji, nawet tuż przed „końcem świata”, gdy w najlepsze trwa Götterdämmerung, warto starać się o rządową posadę.

Céline opisuje także działalność, jaką w Sigmaringen prowadził Simon Pierre Sabiani z Parti Populaire Français Jacques`a Doriota. Wszystko dokoła się wali, polityczna apokalipsa nadciąga, a Sabiani „siedział na zapleczu, w takiej małej kanciapie…przyjmował wnioski o wstąpienie do Partii, wydawał legitymacje, stawiał pieczątki…Miał wszystkie potrzebne pełnomocnictwa”. Oto partyjny funkcjonariusz, który mógłby służyć za wzór dla partyjnych funkcjonariuszy wszystkich państw i wszystkich epok. Przy czym Sabiani, trzeba mu to przyznać, „nie mamił nikogo”: każdemu, kto się do niego zgłaszał, aby zapisać się do Partii, musiał się w oczy rzucać plakat, na którym widniało hasło „Kto jest członkiem naszej Partii, niechaj pamięta, że winien jest Partii wszystko, a Partia nie jest mu winna nic”! I to powinno być (a może już jest?) hasło wszystkich partii na świecie.

(Louis-Ferdinand Céline, Z zamku do zamku, przeł. Oskar Hademann, Izabelin 1998)

*   *   *

W Polsce już od lat toczą się długie i żarliwe debaty na temat funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, nie od rzeczy więc będzie opisać krótko , jak wymiar sprawiedliwości działał w innym – powieściowym – kraju:

„Biuro prezesa sądu okręgowego mieści się w ogromnym gmachu z czerwonej cegły. Rozstrzyga się tam sprawy cywilne, przeciągając postępowanie tak długo, dopóki strony nie umrą lub nie wycofają pozwu. Źródło owych opóźnień to gigantyczne archiwa, w których panuje kompletny bałagan: akta może odnaleźć jedynie prezes sądu i sztab jego pomocników, a poszukiwania trwają często całe lata. W istocie rzeczy prezes ciągle szuka akt procesu o odszkodowanie, który zakończył się ugodą w tysiąc dziewięćset dziesiątym roku. Duża część gmachu popadła w ruinę, a w pozostałych często dochodzi do katastrof budowlanych. […] Kiedy mieszkaniec Interzone zostaje pozwany do sądu, jego adwokaci czynią starania, by sprawę przekazano pod jurysdykcję prezesa. Powód traci wówczas wszelkie szanse na zwycięstwo, toteż na wokandę wchodzą jedynie sprawy wytaczane przez dziwaków i paranoików, którym zależy na rozgłosie. Rzadko udaje im się go zyskać, gdyż reporterzy pojawiają się w sądzie wyłącznie w sezonie ogórkowym. (Burroughs, Nagi lunch, s.139)

*   *   *

Nie problemy codziennego działania sądów, ale teologiczno-filozoficzne fundamenty prawa zajmują Wernera Bergengruena. W jego powieści Władca i sąd walczący o sprawiedliwość dla swojego ojca młody Diomede zwraca się do władcy: „Ale ja uczyłem się i wierzyłem w to, że najmocniejsze jest panowanie, które nie odmawia sprawiedliwości nawet straganiarce. […] Tak więc powiedzenie: fiat justitia, pereat mundus, pozostaje w mocy. »Niech świat się zawali, ale sprawiedliwości musi się stać zadość!«”.

Władca tak mu odpowiada:

Wiem o tym, ­że to powiedzenie wkłada się nieraz w usta wielkich monarchów z minionych czasów, nadużywając jego znaczenia; tak jak gdyby musiało się wypełniać literę prawa nawet wtedy, gdyby przez to żywe twory, dla których prawo stworzono i powołano ­– a do tych żywych tworów zaliczam także państwo ­– ba, gdyby nawet cały świat miał się rozpaść w kawałki. Wiem także, że to jest jedno ze zwykłych pojęć młodzieży, lubiącej rzeczy bezwarunkowe. Ale słyszałem też, że znaczenie tych słów jest inne. Tak mianowicie, jak sprawiedliwość Boża jest nieodwołalna i objawiałaby się także podczas upadku całego świata, tak samo musi sędzia zajmujący się sporem prawnym prowadzić go dalej i wydać wyrok według swej najlepszej wiedzy, nawet gdyby zaczął się koniec świata ze wszystkimi przepowiedzianymi okropnościami. Z takiego pojmowania tego powiedzenia czerpie wymiar sprawiedliwości swą godność i ono jest podstawą pracy organów sądowych.

(Werner Bergengruen, Władca i sąd, przeł. Eustachy Świeżawski, Warszawa 1960, s.188n.)

*   *   *

Inkubatory przeobraziły kury, czyniąc z nich nauczycielki zamiast matek.

Chrapanie jest piłą snu.

Meteory są zębami, które wypadają gwiazdom.

Niekiedy nóż do przecinania książek nie chce się posuwać, bo trafił na węzeł powieści.

Tramwaj wykorzystuje zakręty, żeby skarżyć się na dyrekcję.

Kobieta zmienia pogląd, kiedy sięga ręką do włosów i wpina szpilkę w innym miejscu.

Miała tak dobre serce, że zrobiła szalik termometrowi na balkonie.

Kiedy bokser trenuje skacząc przez skakankę, dziewczynki są przerażone, bo skakanka nie zasługuje na tak straszny użytek.

Przy wejściu do banku czuje się nagły deszcz zimna wywołany przez zamrożone tam kapitały.

(Ramón Gómez de la Serna, przeł. Janusz Strasburger)

*   *   *

Akcja opowiadania Friedricha Dürrenmatta Zimowa wojna w Tybecie rozgrywa się po wybuchu trzeciej, tym razem atomowej, wojny światowej. Jeszcze przed jej wybuchem rząd Szwajcarii, władze administracyjne i obydwie izby parlamentu schroniły się w wielkich bunkrach pod masywem Blümlisalpu:

Uratowanie chronionej przed wszelkim atakiem legislatywy i egzekutywy wydawało się przecież głównym warunkiem obrony kraju. Stołeczny gmach parlamentu razem z tajnymi urządzeniami pod spodem i instalacją radiową został wiernie odtworzony pod Blümlisalpem. Nawet widok był ten sam, zadbali o to dekoratorzy z Teatru Miejskiego, stosując powiększone fotografie i reflektory. Wokół budynku parlamentu wbudowano w Blümlisalp mieszkania, kina, kaplicę, bary, kręgielnie, szpital i siłownię. Dookoła utworzono trzy „pierścienie”: pierścień zaopatrzeniowy z żywnością i piwnicami na wino (głównie Waadtländer).[…] Rząd i parlament obradowały nieustannie. Władze pracowały na wysokich obrotach”.

Szwajcaria została zniszczona, błąkają się po niej tylko jakieś niedobitki w krajobrazie niczym z Mad Maxa, ale jeśli przypadkiem któremuś z nich uda się znaleźć funkcjonujący radioodbiornik, może wysłuchać przemówienia ministra wygłoszonego z bunkra do (prawie nieistniejącego) narodu :

Rząd, parlament, administracja, razem cztery tysiące ludzi, kobiety i mężczyźni, choć głównie mężczyźni, do tego tysiąc stenotypistek, wszyscy przeżyli pod Blümlisalpem, nikt nie uległ napromieniowaniu. Żywności wystarczy im jeszcze na dwa, trzy pokolenia, elektrownia atomowa nadal pracuje, dostarczając im światła i powietrza. Tym samym wszystkie wątpliwości przeciwników energii atomowej zostały chyba raz na zawsze rozwiane. Rząd, parlament i administracja w dalszym ciągu zdolne są kierować krajem i służyć narodowi, jakkolwiek niemożliwe jest opuszczenie Blümlisalpu, gdyż wróg tak był perfidny, że zrzucił bombę na Blümlisalp. Nie skarżą się jednak, bo obowiązkiem władzy i administracji jest poświęcenie dla narodu i oni tak właśnie się poświęcają.

(Friedrich Dürrenmatt, Zimowa wojna w Tybecie [w:] tenże, Zaćmienie księżyca, przeł. Kosma Złotowski, Kraków 1997, (s.170 i 186)

*   *   *

W czasach sporów o znaczenie i ocenę ruchu LGTB , warto zapoznać się z pozytywną – by tak rzec pacyfistyczną – interpretacją tego zjawiska , której dokonuje Ignacy J.Reilly, główny bohater powieści Johna Kennedy`ego Toole`a Sprzysiężenie osłów:

Ilu przywódców wojskowych na świecie to być może stuknięci starzy pederaści, odgrywający jakąś wyimaginowaną rolę? Prawdę mówiąc, mogłoby to być korzystne dla świata. Oznaczałoby to koniec wszystkich wojen. Mógłby to być klucz do trwałego pokoju. […] Opętani żądzą władzy przywódcy świata na pewno by się zdziwili, gdyby  okazało się, że ich przywódcy wojskowi oraz oddziały wojskowe to jedynie maskarada armii pederastów nader chętnych do spotkania maskarady pederastów innych narodów celem urządzania tańców, balów i nauki zagranicznych kroków tanecznych.

(John Kennedy Toole, Sprzysiężenie osłów, przeł. Barabara Plebanek i Dorota Głowacka, Wrocław 1993, s.273)

*   *   *

W osnutej wokół genezy powstania Protokołów Mędrców Syjonu powieści Umberto Eco Cmentarz w Pradze (przeł. Krzysztof Żaboklicki, Warszawa 2011)

Clemént Fabre de Lagrange z Wydziału Politycznego Generalnej Dyrekcji Bezpieczeństwa Publicznego tłumaczy głównemu bohaterowi Simone Simoniniemu: „Niech pan wie, że kontrolować sektę wywrotową można tylko w jeden sposób: stając na jej czele lub przynajmniej mając na swojej liście płac głównych przywódców. Nie wykrywa się machinacji wrogów państwa jedynie dzięki pomocy bożej Opatrzności. Jak ktoś się wyraził, zapewne nie bez przesady, na dziesięciu członków tajnego stowarzyszenia trzech to nasi szpicle… proszę mi wybaczyć ten termin, ale pospólstwo tak ich nazywa… sześciu to pełni wiary głupcy, a jeden to człowiek niebezpieczny”. (s.198).

Można więc domniemywać, że wśród reprezentujących 12 plemion Izraela dwunastu czołowych Żydów („Mędrców Syjonu”) zebranych nocą na cmentarzu w Pradze (Eco, str.230n oraz 237n), z pewnością czterech było agentami i informatorami różnych tajnych służb, siedmiu pełnymi wiary głupcami, a jeden naprawdę niebezpiecznym człowiekiem. Na agentów i informatorów tajnych służb można typować rabina Gada z Krakowa, rabina Rubena z Paryża, rabina Isaschera z Berlina, rabin Judę z Amsterdamu. Na pełnych wiary głupców wyglądają rabin Beniamin z Toledo, rabin Lewi z Wormacji, rabin Manasze z Pesztu, rabin Symeon z Rzymu, rabin Sebulon z Lizbony, rabin Dan z Konstantynopola, rabin Naftali z Pragi. Jedyny – by odwołać się do klasyfikacji Cleménta Fabre de Lagrange – niebezpieczny osobnik to rabin Aser z Londynu. Aczkolwiek znając zasięg działania i sprawność ówczesnych brytyjskich służb , trudno doprawdy nie przypuścić, żeby i jego nie otoczyły dyskretną kontrolą. Trzeba nam wiedzieć, że istnieje grupa „spiskologów”, którzy stoją na stanowisku, iż „spisek żydowski” , podobnie zresztą jak „spisek masoński” to nic innego jak tylko maska brytyjskiego imperializmu. O tym jak skuteczne były brytyjskie tajne służby, opowiada znana powieść Gilberta K. Chestertona O człowieku, który był Czwartkiem opisująca, jak wiadomo, walkę policji brytyjskiej z anarchistami. Na końcu okazuje się, że wszyscy członkowie Centralnej Rady Anarchistów są agentami policji a tajemniczy Niedziela jest jednocześnie głównym anarchistą,  który ich zwerbował do pracy agenturalnej. W latach siedemdziesiątych XX w. pewna brytyjska gazeta zwróciła się do aktualnych i byłych pracowników wywiadu z pytaniem, jaka powieść najlepiej oddaje ducha ich profesji. Większość pytanych wskazała właśnie na powieść Chestertona.

W powieści Stanisława Lema Pamiętnik znaleziony w wannie prowadzący agenturanturę, znawca problematyki zdradziectwa profesor Barran (jego kolega profesor Deluge kieruje katedrą obojga infiltracji – „agenturystyki i prowokatoryki”) tłumaczy głównemu bohaterowi, że „nasz wywiad” (Gmach) cały składa się z ich agentów, a cały „ich wywiad” (Antygmach) – z naszych; wszyscy są popodstawiani – tamci udają tylko naszych, a nasi – tamtych; „Gmach powymieniał się z Antygmachem i teraz, zdradzając, zdradza się tylko zdradę”.

Profesor Barran w bardzo przejrzysty sposób objaśnia funkcjonowanie wywiadów:

 –Tak, to, co widać, można udać. Kto udaje, że jest prawym gmachowcem, ten, znaczy, tak: był nasz – potem go zwerbowali, zagenturowali, podkupili go tamci, a później nasi go cap! – i z powrotem pozyskać go zdołali. Ale wobec tamtych – ażeby nie zdradzić się – on nadal musi udawać, że tutaj udaje gmachowca. No, a potem to tamci znowu górą i jednak go skaptują, jeszcze raz – wtedy wobec nas udaje, że wobec tamtych udaje, że wobec nas udaje, uważasz?! I to właśnie jest tryplet!!! (…). Zważ, że przy podstawianiu, przekupieniu, zagenturowaniu – sprawą naczelną jest tajność absolutna, ażeby wtyczki umieszczonej nie zdradzić, nie wsypać, tak więc o każdym poszczególnym agencie stamtąd, który pracuje tu, wie – tam – jeden tylko pracownik; to samo na odwrót; więc wobec podwładnych i przełożonych, konkretnego nie wiedząc o nich nic, musi się każdy wykazywać na swoim etacie, polecenia spełniać i wydawać, i wykazy robić, i wrogie knowania tropić, szczuć, ścigać oraz wypalać; a tak działają oni wspólnie dla dobra Gmachu… a choć przy tym wykradają, kopiują, odpisują i fotografują, co mogą, to całkiem nic nie szkodzi, bo to, wysłane tam, w Antygmachu do rąk naszych przecież ludzi trafia…

–I na odwrót? – wyszeptałem, porażony tą gigantyczną wizją.

–I na odwrót, niestety, tak jest. Bystry z ciebie kompan!

–No, jakżeż, a te… strzelaniny, bitwy? Te… zdemaskowania? — pytałem, wpatrzony w czarne, świetliste źrenice długiej, krzywej twarzy, posępne teraz, choć lewy kąt ust drgał czymś tajonym. Nie zważałem na to.

–A, wsypy bywają. Demaskacje? Cóż, trzeba się wykazywać, są normatywy, plany, mówiłem ci o trypletach, nie pamiętasz? Wszak działalność Gmachu dalej się toczy, także i werbunek agentów, także agenturowanie, zaprzestać go niepodobna, więc wpadunek zdarza się, gdy udający udawanie jest o jedno posunięcie ponadzwerbowany – na przykład dublet demaskuje trypleta albo kwadrupleta – trudności, niestety, rosną, bo już się poszóstni trafiają, pono nawet siódmacy, z co gorliwszych…

(Stanisław Lem, Pamiętnik znaleziony w wannie, Kraków 1983, s.195n.)

Nieco inaczej, ale podobnie wygląda to w powieści Italo Calvino, Jeśli zimową nocą podróżny,

Wchodzi Gertruda-lngrid-Corinna, także i ona w mundurze, kładzie przed oficerem teczkę z dokumentami do podpisania. Ty tymczasem zostajesz poddany rutynowej procedurze, przechodzisz od biurka do biurka, jeden z funkcjonariuszy bierze w depozyt twoje dokumenty, drugi twoje pieniądze, trzeci ubranie, za które dostajesz więzienny kombinezon.

– Co to znowu za pułapka? – udaje ci się zapytać Ingrid-Gertrudę-Alfonsinę, która zbliża się w chwili, kiedy dyżurni odwracają się do ciebie plecami.

–Wśród rewolucjonistów znajdują się agenci kontrrewolucjonistów, to oni wciągnęli nas w zasadzkę policji. Ale na szczęście w policji jest wielu agentów rewolucjonistów, a ci udawali, że rozpoznają we mnie funkcjonariuszkę tego komanda. Jeśli zaś chodzi o ciebie, wyślą cię do fałszywego więzienia, to znaczy do prawdziwego państwowego więzienia, nad którym jednakże nadzór sprawujemy my, a nie oni.

Na myśl nieodparcie przychodzi ci Marana. Któż inny mógłby wymyślić podobną machinację?

–Zdaje mi się, że rozpoznaję styl waszego szefa – mówisz do Alfonsiny.

–To nieważne, kto jest szefem. Mógłby to być fałszywy szef, który udaje, że pracuje dla rewolucji, jego celem zaś byłoby popieranie kontrrewolucji, albo też taki, który udaje, że pracuje dla kontrrewolucji w przekonaniu, iż w ten sposób otworzy drogę rewolucji.

–A ty z kim współpracujesz?

–Mój przypadek jest inny. Ja jestem prawdziwą agentką rewolucji, która przeniknęła do obozu fałszywych rewolucjonistów. Aby mnie nie odkryto, muszę udawać kontrrewolucjonistkę, która przeniknęła w szeregi prawdziwych rewolucjonistów. 1 naprawdę nią jestem: wykonuję polecenia policji, ale nie tej prawdziwej, bo podlegam agentom rewolucji, którzy przeniknęli w szeregi agentów kontrrewolucji.

–Jeśli dobrze zrozumiałem, tu wszyscy są agentami zarówno policji, jak i rewolucji. Ale w jaki sposób udaje się wam nawzajem rozpoznawać?

–W przypadku każdej nowej osoby trzeba sprawdzić, kim są agenci, którzy pozwolili jej przeniknąć w szeregi agentów. A jeszcze przedtem trzeba się dowiedzieć, kto wprowadził tych agentów.

–I walczycie tak do ostatniej kropli krwi wiedząc, że żadne z was nie jest tym, za kogo się podaje?

–A co to ma do rzeczy? Każdy musi odgrywać swoją rolę aż do końca.

(Italo Calvino, Jeśli zimową nocą podróżny, przeł. Anna Wasilewska, Warszawa 1989, s.214n.)

*   *   *

Największa ambicja spektakularności zintegrowanej: z tajnych agentów zrobić rewolucjonistów, a z rewolucjonistów – tajnych agentów. (Guy Debord)

*   *   *

Bohaterami wielu teorii spiskowych są członkowie  „zakonu” Iluminatów,  od początku  zresztą  obserwowanego  przez bawarską tajną policję. Do literatury wprowadzili Iluminatów Robert Shea i Robert Anton Wilson w słynnej trylogii Iluminatus! Czyniąc to niekiedy w nazbyt może dosadny sposób:

„Znajdujemy się przed bungalowem w Los Angeles; Simon stuka, Joe nerwowo rozgląda się. Drzwi otwierają się.

– Więc to ty jesteś tym nowym rekrutem – mówi wesoło starszy pan. – Wejdź i opowiedz mi, jak taki dupowaty mądrala jak ty może nam pomóc rozpierdolić tych jebanych pedałów Iluminatów? – W oczach niskiego, starszawego jegomościa czai się kpiący, stalowy błysk. Nic dziwnego, to właśnie on jest Johnem Dillingerem, który aktualnie funkcjonuje pod nazwiskiem Frank Sullivan i jest prezydentem wytwórni Radosny Fallus, królem przemysłu rockowego”. (Robert Shea, Robert Anton Wilson, Lewiatan, przeł. Teresa Tyszowiecka-Tarkowska, Poznań 1995, s.7)

Po ukazaniu się trylogii zwolennik forteanizmu William Grimstad poinformował Wilsona, że antyiluminackie grupy z Florydy rozpowszechniają teorię spiskową, jakoby Iluminatus! był  diaboliczną próbą wywołania zamieszania wśród sił antyiluminackich  a on i Shea są w rzeczywistości wysoko postawionymi Iluminatami. (zob.Wilson, Cosmic Trigger. Final Secret of the Illuminati, Phoenix Arizona, 1993, s.168 )

*   *   *

W kraju niepokój. Lud tańczy i pije. Mędrki po kątach w dysputy się bawią, a zbir cierpliwie czeka na swą chwilę. Kiedy już wszyscy przytomność potracą od wódki, głupstwa, dyskusji i krzyku, kiedy się wszystkim miara rzeczy wymknie, gdzie zło, gdzie dobro, gdy już nikt nie pojmie, po czyjej stronie stanąć, komu wierzyć, kto jest złodziejem, kto złodzieja goni; gdy już sam siebie zrozumieć nie zdoła nikt, a podejrzeń chmura spowije wszystkich jednaką gęstością, gdy wszystko hańbą zostanie pokryte – jak kiedy szronem w poranek jesienny bieli się ogród, a kolory wszystkie – liście, łodygi – stają się szkliwem białym, zimnym, kruchym, zbir do akcji wkroczy jako wskrzesiciel; na własność weźmie kraj na wpół zabity.

(Andrzej Kijowski, Grenadier-król, Warszawa 1972, s.53)

*   *   *

Członkowie i członkinie rządów, rad nadzorczych wielkich koncernów, zarządów banków globalnych i centralnych, partyjnych komitetów na szczeblu krajowym i kontynentalnym  zbierają się na posiedzeniach i naradach, zimą w dobrze opalanych, latem w klimatyzowanych pomieszczeniach . Ale niech uważają, bo czasy są trudne i skończyć się może tak, jak to przedstawił Peter Handke w Powitaniu rady nadzorczej.

Początek: „Szanowni panowie, bardzo tu zimno. Nie wiem, w jaki sposób mógłbym ten stan rzeczy wytłumaczyć. Przed godziną próbowałem dzwonić z miasta, by upewnić się, czy wszystko zostało przygotowane do posiedzenia. Nikt jednak nie podnosił słuchawki. Wobec tego czym prędzej przyjechałem tutaj i usiłowałem znaleźć portiera. Nie było go ani w portierni, ani w piwnicy przy piecu, ani na korytarzu”.

Streszczenie środka: W pomieszczeniach nie napalono, wichura, wyleciały szyby w oknach, uszczelniliśmy je plastikowymi workami, żeby nie nawiało do środka śniegu, niezupełnie się udało, proszę skupić uwagę na wynikach kontroli bilansu, siedzą panowie przy stole w paltach, prowadzenie spraw przez zarząd pozostaje bez zarzutu, witam serdecznie, na górze coś trzeszczy, przysuńmy się bliżej do siebie, żebyśmy się mogli zrozumieć, wszyscy panowie otrzymacie należny im udział za bieżący rok gospodarczy, istnieją możliwości powiększenia kapitału drogą wypuszczenia nowych akcji, witam wszystkich obecnych, panów jedzących zmarznięte jabłka też, wynik bilansu jest korzystny, to nie towarzystwo, ale dom trzęsie się w posadach, nie ma powodów do obaw, słychać trzaski w belkowaniu, śnieg padał bez przerwy, sklepienie trzeszczy pod jego ciężarem, proszę usilnie o pozostanie na miejscach, aby tupot nóg nie spowodował zawalenia dachu, dziękuję panom za przybycie i serdecznie wszystkich witam, to tylko trzaski w belkowaniu.

Końcówka:  Witam panów, powiedziałem, że wszyscy powinni siedzieć spokojnie na swoich miejscach, ponieważ budynek grozi zawaleniem. Powiedziałem, iż powiedziałem, że wszyscy mają pozostać na miejscach. Powiedziałem, że powiedziałem, iż powiedziałem, że proszę pozostać na miejscach! Witam panów! Powiedziałem, że panów witam. Witam wszystkich panów, przychodzących w trosce o swoje dywidendy! Witam wszystkich ginących! Witam panów. Witam panów…

(Peter Handke Powitanie rady nadzorczej, przeł. Barbara L. Surowska, Kraków 2020)

*   *   *

„Zapominano przy tym, że wszelkim hipertrofiom grozi próżnia i dlatego przeradzają się często w swoje przeciwieństwo, tak więc hipertroficzny humanitaryzm przerodzić się miał w równie puste, ale nie mniej hipertroficzne przeciwieństwo”. Tę, jakże trafną obserwację, znalezioną w opowiadaniu Cztery mowy profesora Zachariasa Hermanna Brocha ( Broch, Niewinni. Powieść w jedenastu opowiadaniach, przeł. Wanda Jedlicka, Warszawa 1961, s.224), bardziej obrazowo wyraził Ernst Jünger: „Po wegeterianach przychodzą kanibale”.

*   *   *

O korupcji powiedziano i napisano już chyba wszystko, zmieniają się jedynie scenografie oraz osoby korumpujące i korumpowane. Pojawiły się nawet opinie, że najskuteczniejszą metodą zwalczenia inflacji byłoby jej zalegalizowanie. Do tych propozycji nawiązał w jednym ze swoich utworów Ephraim Kishon. W skrócie wygląda to tak:

Urzędnik nazwiskiem Ziegler przychodzi do dyrektora wydziału w Kancelarii Rządu z prośbą o podwyżkę.

Dyrektor: Ziegler, jest tabela płac wypracowana w negocjacjach pomiędzy władzami a Związkiem Zawodowym Publicznego Wymuszania i Grożenia Strajkiem, ponadto, wyobraża pan sobie, Ziegler, co by było, gdyby wszyscy, a jest ich 260, urzędnicy naszego wydziału przyszli do mnie i zażądali podwyżki?

Ziegler: Chociaż 50 szekli netto.

Dyrektor: Nie wchodzi w rachubę.

Ziegler: 50 brutto.

Dyrektor: Nie ma mowy

Ziegler: To znaczy, że znowu będę musiał brać łapówki.

Dyrektor: Na to wygląda.

Ziegler: Miałem nadzieję, że chociaż przez rok nie będę musiał brać, w zeszłym roku wziąłem w sumie 60 000 szekli.

Dyrektor nie bardzo wierzy, że aż tyle, ale Ziegler pokazuje mu notes z zapisami, ile i od kogo wziął. To był dobry rok, ponieważ trwała reorganizacja naszych kolei. Styczeń był słabym miesiącem, w związku z zezwoleniami eksportowymi wpłynęło w łapówkach tylko 8000 szekli. W październiku przy kupnie dwóch starych używanych lokomotyw łapówka od sprzedającego wyniosła 15 600 szekli.

Dyrektor: Już wówczas się dziwiłem, po co ministerstwu aż dwie stare używane lokomotywy, przecież jedna zupełnie by wystarczyła.

Ziegler: W grudniu Robitschek w związku z zamówieniami rządowymi „dał w łapę” 33 000 szekli w gotówce.

Dyrektor: Przeliczył pan,  Ziegler.

Ziegler: Nie miałem jeszcze czasu.

Dyrektor: No Ziegler, nie rozumiem, taki skrupulatny urzędnik jak pan.

Ziegler: Jakoś mi się robi nieprzyjemnie, kiedy biorę łapówkę.

Dyrektor: Dlaczegóż to?

Ziegler: Czort wie, może jestem jakiś zboczony, chciałbym żyć z własnej pensji, wtedy nie musiałbym brać łapówek.

Ziegler nadal chce się targować o podwyżkę, ale dyrektor jest nieugięty i poucza go, że to nie bazar, ale Kancelaria Rządu. Wzywa sekretarkę i prosi, aby przyniosła dossier o dochodach dodatkowych za dwa ostatnie lata.

Dyrektor: Jak wysoka była cała suma na koniec zeszłego roku?

Sekretarka: Z uwzględnieniem defraudacji ogólny bilans w rubryce łapówki pośrednie, wynosi 240 000 szekli, z tym że 20 000 jest z przeniesienia z poprzedniego roku.

Dyrektor: Niech będzie ćwierć miliona, gdybym wszystkim pracownikom wydziału podniósł pensje o 40 szekli netto, czyli 80 szekli brutto , to razem z dodatkami emerytalnymi, składkami na ubezpieczenie zdrowotne dałoby 100 szekli, w sumie wyszłoby ponad 300 000 szekli rocznie, skąd ja je panu, Ziegler, wezmę, skąd. Nasz kraj jest biedny, nie posiada surowców naturalnych , walczymy o naszą gospodarczą niezależność. Z drugiej strony, wszystkie defraudacje kosztują nas razem nie więcej niż ćwierć miliona, czyli 50 000 szekli mniej niż 300 000 rocznych łapówek. Chce pan, Ziegler, kasę państwową obrabować z tych 50 000 szekli?

Ziegler: Broń mnie Panie Boże!

Dyrektor: No to niech Pan da spokój z tą podwyżką pensji.

Ziegler: Tak jest. Ma pan rację panie dyrektorze.

Dyrektor: Cieszę się, że wrócił panu rozsądek, Ziegler, podwyżka może będzie za kilka lat, kiedy uda się skonsolidować finanse państwa, może…

(Ephraim Kishon, Ein Apfel ist an allem schuld; Mein Kamm. Zwei Romane in einem Band, München 1999, s.269-274)

*   *   *

Szperając w zakamarkach domowej biblioteczki natknąłem się na tom Poezji K.I.Gałczyńskiego (wybór Natalii Gałczyńskiej, wstęp Artura Międzyrzeckiego, Warszawa 1965). Zaintrygował mnie fakt, że było to wydanie szkolne, zalecone przez ówczesne Ministerstwo Oświaty jako „lektura szkolna uzupełniająca dla klasy XI”. Zaintrygował, gdyż w tomie znalazł się, znany chyba każdemu, wiersz Zima z wypisów szkolnych, którego „wywrotowy” charakter jest oczywisty; najwidoczniej ministerstwo to przeoczyło, albo też uznało, że umieszczenie pod wierszem daty jego powstania –1936 , skutecznie ograniczy jego interpretację do czasów, kiedy wojewodami, starostami i ministrami byli przedstawiciele innej, nie pezetpeerowskiej władzy.

U Gałczyńskiego śnieżkiem prószy z niebiosów dobry pan wojewoda, na szybach malują kwiaty starosta ze starościną, referenci, podkierownicy, nadasystenci, „nocą nie spali, hurra! wołali, sople poprzyklejali”. A w stolicy siedzi sobie pan minister , kiedy naciśnie guziczek, sanki zaczną dzwonić i gwiazdki zalśnią nad miastem i nad wsią. Gdyby dzisiaj panie i panowie ze światowych organizacji, europejskich komisji i innych lokalnych, kontynentalnych i globalnych instytucji, nie naciskali na swoje guziczki to, drogie dzieci, kwiaty by nie rosły, drzewa by się nie zieleniły, słonko by nie świeciło. Więc im, drogie dzieci, za ich dobroć, za wszystko, co dla was zrobili, pięknie podziękujcie.

*   *   *

W listopadzie 2022 r. zmarł poeta, powieściopisarz, dramaturg i eseista Hans-Magnus Enzensberger. W 2011 roku nakładem wydawnictwa Suhrkamp ukazała się, wspominana już przeze mnie na tych łamach, jego książeczka Sanftes Monster Brüssel oder Die Entmündigung Europas (Bruksela – łagodny potwór, albo ubezwłasnowolnienie Europy). Bardzo by się jej polski przekład dzisiaj przydał, bo wzbogaciłby paletę krytycznych opinii na temat obecnej Unii Europejskiej i jej postępującej degeneracji. Nieufność wobec utopijnych planów i „emancypacyjnych” projektów, w realizacji których przeszkadzają zwykli ludzie pogrążeni w codziennej krzątaninie, poeta – przez kilka dziesięcioleci sztandarowy intelektualista niemieckiej lewicy ­– wyraził w napisanym  50 lat temu wierszu Trudności z reedukacją:

Po prostu są doskonałe

te wszystkie wielkie plany:

Złoty Wiek

Królestwo Boże na ziemi

obumieranie państwa.

Na wskroś przekonujące.

Gdyby tylko nie było ludzi!

Zawsze i wszędzie przeszkadzają ludzie.

Wszystko stawiają na głowie.

Kiedy chodzi o wyzwolenie ludzkości

lecą do fryzjera.

Zamiast z zachwytem podreptać za pierwszą strażą

mówią : Teraz dobrze by było pójść na piwo.

Zamiast o słuszną sprawę

walczą z żylakami i odrą.

W decydującej chwili

szukają skrzynki pocztowej lub łóżka.

Tuż przed nadejściem millenium

wygotowują pieluchy.

Wszystko rozbija się właśnie o ludzi.

Nie można z nimi budować żadnego państwa.

Worek pcheł to nic w porównaniu z nimi.

Drobnomieszczańskie wahania!

Idioci konsumpcji!

Przeżytki przeszłości!

Nie można ich jednak wszystkich wybić!

Nie można ich całymi dniami przekonywać!

O tak, gdyby nie było ludzi,

wtedy sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej.

Tak, gdyby nie ludzie,

wtedy poszłoby to raz-dwa.

Tak, gdyby nie było ludzi,

 to wtedy!

 (Wtedy ja też nie chciałbym tu więcej przeszkadzać).

(Hans Magnus Enzensberger, Trudności z reedukacją, w: tenże, Spotkania innego rodzaju. Wiersze, Kraków 2019, przeł. Ryszard Krynicki, s.19n.)

Zgadzając się całkowicie z diagnozą Enzensbergera, dodałbym tylko, że oprócz oporu wobec różnego rodzaju współczesnych reedukatorów,  planujących dla nas lepszy świat , oporu polegającego po prostu na biernym, upartym trwaniu przy normalnym rytmie życia, potrzebny jest jeszcze opór bardziej świadomy i aktywny –  intelektualny, ideowy, kulturalny i polityczny.

Tomasz Gabiś

Pierwodruk: „Arcana”  nr 168 (6/2022)

Za: Tomasz Gabiś blog (04.30.23) | http://www.tomaszgabis.pl/2023/04/30/o-literaturze-i-polityce/

Wesprzyj naszą działalność [BIBUŁY md]

UE jest dziś dryfującym okrętem. Upadek Unii Europejskiej – transmisja live.

Prof. Grzegorz Górski: UE jest dziś dryfującym okrętem. Upadek Unii Europejskiej transmisja live.

Uwzględnianie UEj jako istotnego gracza w globalnej grze najbliższych lat, nie ma żadnych podstaw.

UE-jest-dzis-dryfujacym-okretem

Zdaniem prof. Grzegorza Górskiego Unia Europejska trwa dziś w głębokim kryzysie instytucjonalnym, ekonomicznym i ideowym, co sprawia, że już w perspektywie najbliższych kilku lat czeka nas czeka nas demontaż Unii w jej obecnym kształcie.

Były sędzia Trybunału Stanu uważa, że bliski upadek UE takiej, jaką znamy jest nieodzowny.

 „Europa napędzana francuskimi frustracjami i niemieckimi kompleksami, bezmyślnie leci jak ćma w ogień, a paradoksalnie – im ma bliżej do niego, tym bardziej dodaje gazu – diagnozuje prof. Górski.

W opinii Grzegorza Górskiego to w Maastricht i w Amsterdamie „owa wspaniała konstrukcja podporządkowana została realizacji egoistycznych interesów niemieckich, rozpoczął się zjazd po równi pochyłej, który z każdym rokiem przyspiesza”.

Jak zauważa prof. Górski konstrukcję dzisiejszej Unii Europejskiej podtrzymują już głównie „napędzane obsesją osiągnięcia statusu imperium Niemcy”, podczas, gdy, jak przekonuje były doradca premiera J. K. Bieleckiego w przypadku obecnej UE mamy do czynienia z „dryfującym okrętem”.

Prof. Grzegorz Górski zwraca uwagę, że Unia zmaga się z potężnym kryzysem, zarówno w wymiarze instytucjonalnym i ekonomicznym, jak i z kryzysem w aspekcie ideowym.

„Najpóźniej w 2027 roku rozpocznie się proces demontażu Unii w jej obecnym kształcie”.

 Jaki „nowy porządek” wykluwa się na naszych oczach?

wykluwa…

Upadek Unii Europejskiej transmisja live.

W rozważaniach na temat rozgrywki globalnej w nadchodzących latach, niekiedy pojawia się jako ważny czynnik Unia Europejska. Dodać jednak należy, że pojawia się właściwie wyłącznie w rozważaniach europejskich. Ci, którzy patrzą na Europę z dystansu, widzą już wyraźnie, że nie jest to czynnik, który może odegrać istotną rolę w trwającej rozgrywce. Gdyby Europejczycy byli zdolni do jakiejkolwiek autorefleksji i porzucenia swojej pychy, mądre odczytanie tego co o nich dzisiaj piszą nawet życzliwi eksperci, mogłoby dać asumpt do powstrzymania nieuchronnego upadku. Ale Europa napędzana francuskimi frustracjami i niemieckimi kompleksami, bezmyślnie leci jak ćma w ogień, a paradoksalnie – im ma bliżej do niego, tym bardziej dodaje gazu.

Hipotetycznie, w statystykach – choć te są coraz gorsze – wszystko wygląda jeszcze nie najgorzej. Niestety, tworzy to złudne poczucie trwania. Dzisiejsza Unia w całości przejęła litewskie „jakoś to będzie”, które kilka stuleci temu unicestwiło Rzeczpospolitą. Dzisiejsi liderzy Unii brną w „jakośtobędziźmie”, ale mając już świadomość tego, ku czemu to wszystko zmierza, koncentrują się „wyciąganiu z tego projektu tego co się tylko da” dla siebie. Afery, które wybuchają wokół brukselskiego centrum raz po raz, są tylko wierzchołkiem góry lodowej – o tym co się dzieję pod wodą, lepiej nawet nie myśleć.

Piszę te refleksje ze smutkiem, bowiem do początku lat 90-tych Wspólnoty Europejskie były bodaj najlepszym projektem europejskim od czasu wyłonienia się w XII – XIII wieku europejskiej Christianitas. Ówcześnie, czerpiąc siły z owej Christianitas Europa osiągnęła niekwestionowane światowe przywództwo przynajmniej do połowy XX wieku. Podobnie projekt Schumana i De Gasperiego pozwolił Europie wrócić do gry u schyłku XX wieku.

Kiedy jednak w Maastricht i w Amsterdamie owa wspaniała konstrukcja podporządkowana została realizacji egoistycznych interesów niemieckich, rozpoczął się zjazd po równi pochyłej, który z każdym rokiem przyspiesza.

Dlaczego ów projekt znalazł się w takim impasie?

Odpowiedź wbrew pozorom jest bardzo prosta – skończyła się kasa.
Sukces Wspólnot Europejskich polegał na tym, iż dzięki stworzeniu porównywalnego z USA rynku wewnętrznego i zniesieniu barier celnych, a także dzięki wprowadzeniu wolnego przepływu obywateli, Wspólnoty uzyskały zwłaszcza w latach 70-tych i 80-tych olbrzymią dynamikę rozwoju. To pozwoliło stworzyć nieznaną w dziejach przestrzeń dobrobytu. Nawet koszty związane finansowaniem rozwoju południowych Włoch nie były dla EWG ciężarem, bowiem rekompensowane były per saldo większymi korzyściami. Dzięki temu spektakularnemu wzrostowi do Wspólnot włączono słabe kraje południowe (Hiszpania, Grecja i Portugalia). I choć wiązało się to z kosztami, to jednak 50 mln. nowych konsumentów również rekompensowało koszty. Już jednak u schyłku lat 80-tych zaczęto dostrzegać, że ilość korzyści może się redukować, więc wymyślono kolejne rozwiązanie.

Było nim włączenie bogatych krajów europejskich – Austrii, Szwecji i Finlandii – co miało pomóc w zbilansowaniu biznesu. Dlatego zaakceptowano niemiecką koncepcję rozszerzenia Unii na Europę Środkową, licząc na kolejne korzyści. 
Oczywiście szybko okazało się, że to już przestaje być biznesem, ale Niemcy jako protektor „Mitteleuropy” mogły dzięki temu nie tylko zdominować Unię. Mogły jednocześnie przerzucić koszty swojego protektoratu na innych. Już w pierwszych latach obecności nowych krajów w Unii widać było, że biznes przestaje się spinać.

Ale napędzane obsesją osiągnięcia statusu imperium Niemcy, podtrzymywały tę konstrukcję. Nowym narzędziem owego „imperialnego snu” Niemiec stało się Euro, skrojone wyłącznie na potrzeby utrzymania niemieckiej dominacji na kontynencie. Kiedy tego planu nie chcieli żyrować Brytyjczycy, „żelazna kanclerz” rękami Tuska zrobiła wszystko, by ich z Unii wypchnąć.
I pewno biznes jakoś by się kręcił, bo siła Niemiec przytłaczała kontestatorów (vide unicestwienie Grecji), gdyby nie nastąpił wielki krach finansowy w latach 2008 – 2010. Ta klęska finansowa miała wiele konsekwencji. Wpędziła strefę Euro w niekończący się kryzys strukturalny, którego efektem jest trwająca permanentnie stagnacja gospodarcza „starej Europy”. Dopiero w ostatnim roku przed-pandemicznym, Niemcy i inne kraje „starej Europy” osiągnęły poziom PKB sprzed kryzysu finansowego. Pandemiczny szok spowodował kolejny regres, który w przypadku takich krajów jak Włochy, Hiszpania czy Francja, ma już charakter chroniczny.
To wszystko złożyło się na potężny kryzys atrakcyjności Unii, która już nic nie daje, a narzucając sobie coraz to nowe, w większości dyktowane ideologicznymi obsesjami cele, coraz bardziej kręci się wokół „własnego ogona”. 
Kryzys migracyjny trwający od 2016 roku, a następnie kolejne fale pandemii ujawniły, że UE nie jest w stanie podejmować szybkich decyzji, a tworzone przez nią mechanizmy i rozwiązania są mocno spóźnione. Najlepszym przykładem pozostaje tzw. Recovery Fund, który miał stanowić odpowiedź na pierwszą fale pandemii. Jego karykaturalny kształt ujawnia się na naszych oczach równie silnie, jak brak jakichkolwiek realnych efektów wynikających ze stosowania tego mechanizmu. Ta konstatacja jest już niemal powszechnie dominująca w krajach Unii.
Skoro Unia nie ma pieniędzy, a powiększenie jej budżetu o 0,04% zajmuje lata negocjacji to oznacza, iż straciła ona całkowicie nie tylko zdolność przyciągania, ale nawet utrzymania zbudowanego stanu rzeczy. 
W rzeczywistości trwa dziś walka tylko o to, by jak najmniej wkładać i jak najwięcej wyciągać. Żadnej wizji, żadnej perspektywy, poza maniakalnym dążeniem, do rewolucyjnego przekształcenia kontynentu i zamieszkujących go narodów, w jakiś nowy, utopijny progresywny amalgamat.

Instytucjonalny paraliż
Z tej perspektywy widać wyraźniej, z jak bardzo dryfującym okrętem mamy do czynienia. Są przynajmniej trzy wymiary dzisiejszej Unii, które trwając od 15 – 20 lat utrzymują ją w permanentnym kryzysie. Przyjrzyjmy się im po kolei.

W pierwszym rzędzie Unia trwa w paraliżu instytucjonalnym, bowiem stworzona konstrukcja okazuje całkowitą niezdolność do reagowania na rzeczywiste problemy. I to reagowania w czasie, który pozwala zachować realny wpływ na pojawiające się wyzwania i sytuacje. Podjęta próba rozwiązania tego problemu przy pomocy poza traktatowej federalizacji Unii, stanowi jedynie ledwo zakamuflowane, kolejne zresztą podejście do usankcjonowania niemieckiej dominacji w tej strukturze. Próba ta nie przyniesie żadnych rezultatów, a jedyną jej konsekwencją będzie wzrost tendencji odśrodkowych. W każdym razie napięcia wokół tego zagadnienia, czynić będą Unię w najbliższych latach strukturą całkowicie niefunkcjonalną.
Po drugie obecnie obserwujemy pogłębienie kryzysu finansowego i ekonomicznej stagnacji w strefie Euro.

Wywołana nieodpowiedzialną polityką klimatyczną i energetyczną inflacja, uderzyła w podstawy systemu stworzonego na ruchomych piaskach przez Europejski Bank Centralny. Przyjęcie „Fit for 55” ostatecznie ugodzi w pozycje europejskiego przemysłu i szerzej europejską konkurencyjność na rynkach globalnych i tym bardzie przyczyni się do zapaści gospodarki europejskiej w nieodległej perspektywie.
Po trzecie wreszcie, oczywisty jest uwiąd ideowy Unii.

Unia nie jest już atrakcyjna nie tylko dlatego, że „dysponuje zasobami finansowymi”, które mają istotne znaczenie dla kogokolwiek. Unia nie reprezentuje dziś także żadnej atrakcyjnej idei i perspektywy, która dawałaby państwo europejskim poczucie wspólnoty.

Karykaturalne „standardy europejskie” wykoncypowane przez neotrockistowskie „pokolenie’68” nie tylko nie łączą, ale wręcz stymulują proces dekompozycji Unii.
Na te i inne problemy, unijna „elita” ciągle odpowiada tym samym sloganem – potrzeba więcej Unii w Unii, uzupełnianym czasem opowieściami o „różnych prędkościach”.

Konkludując – znacząca część racjonalnych analityków europejskich przyjmuje, iż datą kluczową dla Unii będzie rok 2027.

Do tego roku obowiązuje od 2022 roku perspektywa, ustalająca ramy finansowe Unii. 
Ustalenie kolejnej perspektywy (2028 – 2034) z dzisiejszego punktu widzenia jawi się jako niemożliwe. Zderzenie potrzeb krajów członkowskich i możliwości finansowych Unii w kontekście opisanych problemów skłania do przyjmowania założenia, że właśnie najpóźniej w 2027 roku rozpocznie się proces demontażu Unii w jej obecnym kształcie. W każdym razie, wskazane wyżej uwarunkowania powodują, że uwzględnianie Unii Europejskiej jako istotnego gracza w globalnej grze najbliższych lat, nie ma żadnych podstaw.

================================

mail:

Znów za dużo prądu w Polsce. [A ci durnie „u steru”od 30 lat ignorują budowę magazynów energii.]

Znów za dużo prądu w Polsce. [A ci durnie „u steru”od 30 lat ignorują magazyny energii.]

Operator sieci musiał podjąć „specjalne działania”.

Bartłomiej Sawicki znow-za-duzo-pradu

Polska elektroenergetyka, głównie za sprawą OZE, ponownie produkowała więcej prądu niż mogliśmy go zużyć w ciągu dnia. Doszło znów do zmniejszenia pracy farm fotowoltaicznych i wiatrowych.

Jak informują Polskie Sieci Elektroenergetyczne, 30 kwietnia 2023 r. w godzinach od 11 do około 16 w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym wystąpiła nadwyżka energii elektrycznej ponad zapotrzebowanie. Jej przyczyną jest wysoki potencjał produkcji energii elektrycznej ze źródeł OZE, przekraczający zapotrzebowanie o około 2,3 GW. W szczytowym okresie dnia, farmy wiatrowe i farmy fotowoltaiczne o godz. 14:00 pracowały z mocą ponad 10,8 GW, zaś krajowe zapotrzebowanie na energię wynosiło wówczas 14,9 GW. W efekcie ceny energii na rynku bilansującym (uzupełniającym braki w zapotrzebowaniu na prąd uczestników rynku) spadły do ledwie 22 zł za MWh.

Operator wydał więc polecenie zaniżenia produkcji źródeł OZE, albowiem elektrownie węglowe nie są w stanie obniżyć jeszcze bardziej produkcji energii, a nasi sąsiedzi nie są w stanie przyjść więcej naszych nadwyżek energii. W ramach międzyoperatorskiej wymiany międzysystemowej w niedzielę 30 kwietnia sąsiedzi przyjęli łącznie 11,7 GWh energii.

W odróżnieniu od 23 kwietnia br., kiedy PSE poleciło redukcję produkcji energii z OZE, nie ogłoszono jednak zagrożenia bezpieczeństwa dostaw. Wówczas zagrożenie dotyczyło również linii niskiego napięcia, a teraz tylko średniego. Niewykluczone, że właściciele instalacji, które musiały skorygować prace swoich urządzeń, dostaną z tego tytułu rekompensaty.

Czytaj więcej

Stan zagrożenia dostaw prądu. Za dużo energii ze słońca

Mamy za dużo prądu ze słońca w sieci energetycznej, względem naszych weekendowych potrzeb na prąd. Efekt? Pierwszy raz w historii ogólnokrajowy operator sieci przesyłowej ogłosił zagrożenie bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej. Aby zaradzić problemowi, PSE sięgnęły po redukcję prądu w przydomowych instalacji fotowoltaicznych.

Przypomnijmy, że moc osiągalna źródeł fotowoltaicznych (PV) według stanu na 1.04.2023 r. to ok. 13 GW, zaś moc osiągalna źródeł farm wiatrowych (FW) to ok. 9,5 GW.

Jak nie budować relacji z Ukrainą. Interesy, różnice i kontrowersje nie znikną, nawet [gdyby była] dobra wola.

Jak nie budować relacji z Ukrainą. Dalsza część opowieści o zbożu. Interesy, różnice i kontrowersje nie znikną, nawet [gdyby była] dobra wola.

[To nie mój pogląd, lecz „Polityki”. O roli Firtaszów nie piszą. Jednak umieszczam. Mirosław Dakowski]

ak-nie-budowac-relacji-z-ukraina

Od co najmniej roku mówię i piszę, że słabnąca w wyniku wojny Ukraina, z jej mnóstwem nierozwiązanych problemów wewnętrznych, wśród których korupcja jest tylko najbardziej głośnym, i nowymi bolączkami, jest zagrożeniem dla Polski. Jej problemy będą się stawać naszymi, destabilizacja sytuacji wpływać będzie na nas, a nastroje opinii publicznej po obu stronach, mogą podlegać szybkiej ewolucji.

W miejsce dotychczasowej, nieco sielskiej sympatii, pojawią się zadrażnienia i w konsekwencji może ujawnić się tłumiona niechęć. Nasi wrogowie, nie tylko na wschodzie to wykorzystają, choćby z tego powodu, że polsko-ukraiński tandem zmienić może układ sił w Europie, lepiej zatem zrobić wszystko, aby on nie powstał. W efekcie możemy ponosić koszty sąsiadowania ze zdestabilizowanym państwem nie wykorzystując możliwości, które pojawiłyby się gdyby destabilizacji uniknąć, albo znacząco zmniejszyć jej skalę. Taka ocena sytuacji skłoniła mnie do mówienia o konieczności pogłębienia współpracy, po to aby Polska przeciwdziałając najgorszym scenariuszom rozwoju sytuacji na Ukrainie, wykorzystała korzystne położenie w jakim się znaleźliśmy w związku ze skalą naszego zaangażowania we wspieranie wysiłku wojennego Kijowa. Kryzys zbożowy potwierdził, że współpraca polsko-ukraińska nie musi być aksamitna, będą zadrażnienia, a nawet poważne spięcia, a to czego potrzebujemy to zarówno podejście strategiczne, jak odpowiednio wczesna reakcja na majaczące na horyzoncie problemy. Zobaczmy jak narastał problem.

Był czas na odpowiednio szybką i spokojną reakcje”

W lutym tego roku Julia Samajewa, kierująca działem ekonomicznym w Dzierkale Tyżnia, ukraińskim tygodniku opublikowała artykuł, w którym szukała odpowiedzi na pytanie – Jak to się stało, że ukraińska pszenica jest najtańsza na świecie? Prześledźmy jej tok rozumowania i wyniki dziennikarskiego śledztwa, bo pisze ona, że pierwsze niepokojące oznaki nowego trendu były już na rynku zauważalne w październiku 2022 roku. Był zatem czas na odpowiednio szybką i spokojną reakcje. Na czym polega analizowane przez nią zjawisko? Paradoks polegał na tym, że w roku 2022 światowe ceny zbóż osiągnęły maksimum, w maju dochodząc do poziomu ok. 440 dolarów za tonę. Wówczas to niektóre kraje (Węgry, Indie, Gruzja, Kazachstan, Azerbejdżan) w trosce o sytuację na własnym rynku żywności wprowadziły embargo na eksport własnej produkcji. I właśnie w tym czasie, bo Samajewa poddała analizie dane służb celnych za okres czerwiec – listopad 2022 r., ukraińska pszenica sprzedawana była z dyskontem cenowym na poziomie 40 proc.

Uprzedzając pytania skąd my mielibyśmy o tym wiedzieć wyjaśniam, że należało właśnie w związku z dobrą współpracą między Warszawą a Ukraina i po to, aby przyspieszyć odprawy, zacząć pracować wówczas nad wprowadzeniem jednego, wspólnego dokumentu na podstawie którego mogłyby być realizowane kontrakty eksportowe. Byłoby to tym łatwiejsze, że wszystkie kontrakty eksportu ziarna zbóż i roślin oleistych są na Ukrainie rejestrowane. Ale idźmy dalej. Samajewa pisze, że w analizowanym okresie (czerwiec – listopad 2022 r.) średnia cena tony pszenicy na światowych rynkach wynosiła 362 dolary za tonę, a Ukraina sprzedawała ją do Polski wówczas za 222 dolary, do Rumunii za 209, do Bułgarii za 200 dolarów. Zapewne już wówczas były faktyczne podstawy, aby zacząć reagować, tym bardziej, że z formalnego punktu widzenia, na co zwraca uwagę choćby europoseł PIS Jacek Saryusz-Wolski, a potwierdza Witold Waszczykowski, też eurodeputowany rządzącej formacji, są prawne narzędzia, które należało wykorzystać. Samajewa zauważyła też inną ciekawą prawidłowość. Otóż trzeba wiedzieć, że kontrakty eksportu towarów masowych, w tym wypadku ziarna pszenicy czy kukurydzy, realizuje się według dwóch systemów – DAP, kiedy wszystkie koszty logistyczne są po stronie dostawcy i FOB, kiedy koszty ponosi kupujący a sprzedawca musi jedynie dostarczyć towar do portu czy na bocznicę kolejową. Z oczywistych względów kontrakty DAP charakteryzują się wyższymi cenami umownymi, a FOB niższymi. Ale nie w przypadku ziarna eksportowanego w ubiegłym roku z Ukrainy. W tym wypadku nie było tego rodzaju korelacji. Zdarzało się, że ceny kontraktowe wywożonego z Ukrainy ziarna w systemie, który nakładał koszty logistyczne na sprzedawcę, były niższe od tych kiedy za dostawę płacił kupujący. Jedno było wspólne, zawsze średnia wartość kontraktów była znacząco niższa od ceny rynkowej. Jak to się zatem stało, że ukraińscy traderzy, firmy zajmujące się eksportem produkcji rolniczej, godzili się na sytuację w której handlowali znacznie poniżej cen światowych, przecież teoretycznie przynajmniej, mogliby zarobić więcej? Ukraińska dziennikarka pisze, że w rzeczywistości nikogo nie interesuje w Kijowie w jakich cenach sprzedawane jest zboże. Ministerstwo rolnictwa ma inne problemy na głowie, zwłaszcza w czasie wojny, służby celne bardziej zajmują się importem, bo ma on związek z opłatami, a służby podatkowe zajmują się przede wszystkim problemem cen transferowych dbając o to, aby nie odstawały one w kontraktach eksportowych in plus, a nie in minus od światowego poziomu. W ten sposób ujawnia się też słabość państwa ukraińskiego i podległych mu służb, które nie były w stanie adekwatnie reagować na powstałą sytuację. Ale nie jest to tylko kwestia zaniedbań czy niedorozwoju administracji. Stworzono też mechanizmy wręcz ułatwiające proceder sprzedaży po obniżonych cenach, ze znaczącym dyskontem, ukraińskiej produkcji rolnej. Pisze ona o tym, że władze Ukrainy chcąc przeciwdziałać ucieczce waluty za granicę, zarówno chcąc utrzymać makroekonomiczna stabilność, jak i walczyć z nielegalnymi transferami, wprowadziły w czasie wojny zasadę obowiązkowych depozytów walutowych od kontraktów eksportowych. Punktem odniesienia są ceny kontraktowe za ostatnie 6 miesięcy, a depozyt jest zwalniany w momencie wpłynięcia waluty na rachunek sprzedawcy. Tylko, że ten właśnie mechanizm stworzył dodatkowe zachęty, aby zejść z ceny sprzedaży, bo nie mrozi się w ten sposób kapitału pracującego.

W normalnych realiach rynkowych tego rodzaju podejście zderzyłoby się z niechęcią producenta rolnego, który nie wyzbyłby się swych zapasów za bezcen. Ale Ukraina nie jest w normalnej sytuacji i producenci rolni stoją przed dylematem sprzedać za bezcen ryzykując, że nowej produkcji nie będzie gdzie przechować, albo czekać na lepsze czasy. Jak pisała w lutym „Oczywiście producenci są przegranymi, jeśli handlowcy są zwycięzcami. A teraz, ze względu na problemy logistyczne, tak trudno sprzedać zboże, że są zmuszeni zgodzić się na wszelkie warunki, byle nie gniło”.

Rolą administracji publicznej jest przewidywanie sytuacji kryzysowych”

Na nasz użytek warto się zastanowić, czy wiedzieliśmy o tym co się na Ukrainie dzieje? Mamy przecież finansowane z pieniędzy podatnika ośrodki analizujące zarówno sytuację w rolnictwie, jak i to co się dzieje na Wschodzie. Nawet jeśli wcześniej nie śledziły one bardzo intensywnie procesów rynkowych u naszego sąsiada, to po wybuchu wojny można było zainicjować programy badawcze, nieco rozszerzyć obszar monitorowanych zjawisk. Dlaczego tego nie zrobiono? A może nikt nie słuchał głosów ekspertów pracujących na rzecz rządu?

Nie wiem, ale ten brak ekspertyzy lub jej lekceważenie i reagowanie dopiero wówczas kiedy problemy urosną, wydaje się jednym z naszych podstawowych problemów. Ale idźmy dalej. Samajewa pisze, że w ciągu 5 miesięcy ubiegłego roku ukraińscy eksporterzy sprzedali poniżej rynkowych cen 5 mln ton zboża, na czym Kijów stracił 550 mln dolarów wpływów (chodzi w tym wypadku o saldo transferów finansowych), co w wymiarze makroekonomicznym utrudniło stabilizowanie hrywny. Czy w Kijowie nie wiedziano o tym co się dzieje?

W innym artykule pisze ona, powołując się zresztą na nasza prasę, że ukraińska pszenica która „wlała się” na nasz rynek była kwalifikowana jako „techniczna”, czyli nie nadająca się do spożycia. O tej kwestii napiszę nieco później, ale jak zauważyła dziennikarka w ukraińskiej klasyfikacji produktów ekspertowych, w tym oczywiście również zboża, nie ma takiej kategorii. Nie ma pszenicy technicznej. A zatem z Ukrainy nie mogła wyjechać tak kwalifikowana, magiczna przemiana nastąpiła na granicy. Samajewa jest zdania, że może to świadczyć, iż eksporterzy, firmy handlowe, posługiwali się dwoma kompletami dokumentów – dla służb ukraińskich jednym i dla polskich drugim. Dlatego właśnie pisałem, że należało odpowiednio wcześniej, a rolą administracji publicznej jest przewidywanie sytuacji kryzysowych, pracować nad wspólnym polsko – ukraińskim dokumentem. Ale jest też inne wyjaśnienie tego fenomenu. Otóż rozmawiałem z prezesem jednej z firm handlującej „po polskiej stronie” ukraińskim zbożem.

Powiedział mi on, że kwalifikacja dostawy jako zboża technicznego była częstą praktyką sugerowaną przez nasze służby. Znacząco przyspieszało to odprawę graniczną, bo badania fitosanitarne nie były konieczne. Nasze służby pracujące na granicy nie dostały w odpowiednim czasie niezbędnych narzędzi (większe budżety, nowe laboratoria, więcej kadr) więc znalazły rozwiązanie, szkoda tylko, że tego rodzaju. Wreszcie Samajewa pisze, że jej zdaniem ukraińskie ministerstwo rolnictwa nie musiało być zainteresowane rozwiązaniem problemu eksportu poniżej cen rynkowych, bo kierujący resortem Nikołaj Solski jest „jednym ze współzałożycieli Ukraińskiego Holdingu Rolnego, który zajmuje się między innymi handlem zbożem. Oznacza to, że minister może równie dobrze lobbować w interesie handlowców, mimo problemów niektórych drobnych producentów”.

Wydaje się, że wiele w Polsce mówiąc o problemach państwa ukraińskiego nadal również w czasie wojny borykającego się z wieloma „przedwojennymi” problemami – korupcją, niewydolnością administracji, interesami wpływowych grup interesów, traktujemy naszego sąsiada w kategoriach normalnie funkcjonującego organizmu. Zakładamy milcząco, że „to oni” winni znaleźć rozwiązanie rysujących się problemów, nie jest naszym obowiązkiem wtrącanie się w ich wewnętrzne sprawy, nawet nie musimy się nimi interesować. Jest akurat, moim zdaniem zupełnie odwrotnie. Jeśli nie będziemy się tymi problemami interesować, nie poprawimy stanu naszej wiedzy na temat tego, co dzieje się na Ukrainie, nie będziemy aktywniejsi – proponując rozwiązania, zarówno legislacyjno-administracyjne, jak również rzeczowe, to będziemy „hodować” problemy, które tak jak to było w przypadku ziarna zbóż w pewnym momencie wybuchną, ale wówczas na reakcję będzie zbyt późno. Należało odpowiednio wcześniej myśleć o programie wsparcia dla ukraińskich producentów rolnych, skupu ich zboża, magazynowania, również w Polsce. Gdybyśmy rozbudowali odpowiednio szybko system logistyczny, zdolności portów, służby celne i fitosanitarne, to moglibyśmy na tranzycie zarobić. Ale trzeba było przygotować się do tematu w sposób strategiczny, z odpowiednim wyprzedzeniem, zasięgając opinii znających rynek rolny na świecie i w Europie. Specjalistów w Polsce w tym obszarze jest aż nadmiar. Tylko, że chyba nikt ich nie słuchał.

Ale jest jeszcze jeden w tym wszystkim ciekawy wątek. Otóż przywoływany przeze mnie Nikołaj Solski, ukraiński minister rolnictwa opublikował artykuł poświęcony obecnemu kryzysowi. Jest on napisany w bardzo pojednawczym tonie, ale warto zwrócić uwagę na zawarte w nim tezy. Pisze on m.in., iż wzrost eksportu ukraińskiej kukurydzy na rynek Unii Europejskiej (8 mln ton w 2021 roku i 11,2 mln ton w 2022) jest zarówno wynikiem blokad portów czarnomorskich przez Rosjan (o czym wiemy), jak i efektem większego popytu, bo w ubiegłym roku w wielu państwach Europy Zachodniej miała miejsce susza. Nas ona dotknęła w znacznie mniejszym stopniu niż Hiszpanię i Francję. Jeśli chodzi o eksport oleju słonecznikowy, to zdaniem ukraińskiego ministra rolnictwa był on niewiele tylko wyższy w roku ubiegłym niźli rok wcześniej (odpowiednio 1,96 mln ton i 2,05 mln ton), a w przypadku miodu, orzechów i wyrobów przemysłu spożywczego (makaron, słodycze etc.) spadł. Trudno zatem mówić o tym, że w przypadku niektórych grup towarowych objętych np. polskim embargo mamy do czynienia z narastającym zagrożeniem rynku wewnętrznego. Jeśli tak jest, a sprawa wymaga zbadania, to uprawnionym byłby pogląd, że przy okazji problemu z ukraińskim zbożem i ziarnem kukurydzy nasz rząd broni interesów branżowych.

Ale kwestia ziarna zbóż jest najważniejsza zwróćmy uwagę, co na ten temat pisze ukraiński minister. Przytoczmy słowa Nikołaja Solskiego. Jak zauważa „ukraiński import do Polski przyniósł wiele korzyści nie tylko Ukrainie, ale także samej Polsce. Oto, o czym mówię: 20 proc. polskiego eksportu to wszelkiego rodzaju mięsa. Polski eksport mięsa i produktów mlecznych wzrósł w ubiegłym roku o 37 proc. Taka produkcja wymagają paszy, a zboże z Ukrainy wzmocniło konkurencyjność polskich producentów. Eksport zboża i produktów jego przetwórstwa z Polski również wzrósł o 40 proc. Tak więc rozwijał się biznes sąsiedniego kraju, w tym wykorzystujący ukraińskie surowce. Dla przykładu, zgodnie z oświadczeniem polskiego ministra, w 2022 roku produkcja kurczaka w Polsce wzrosła o 8,2 proc. w stosunku do 2021 roku. Polska stała się jednym z liderów wśród krajów UE w eksporcie kurczaków do krajów trzecich. W I kwartale 2023 roku Polska sprzedała na Ukrainę 10,5 tys. ton kurczaków, a Ukraina do Polski – 4 tys. ton , czyli 2,5 razy mniej”.

Bardzo ciekawy to wątek, pójdźmy więc tropem podsuniętym przez ukraińskiego ministra. Jest to o tyle istotna kwestia, że Polska jest europejskim liderem w produkcji mięsa drobiowego, jest ono tanie i powszechnie dostępne a głównym czynnikiem kosztów producentów jest cena paszy. Jeśli zatem na rynku było dostępne tanie ukraińskie zboże, to rentowność produkcji mięsa drobiowego winna się znacznie poprawić, ceny winny spaść, co byłoby też korzystne jeśli chodzi o presje inflacyjną, w Polsce nadal bardzo wysoką. Na szczęście nasze Ministerstwo Rolnictwa prowadzi drobiazgowy monitoring rynków rolnych, w tym mięsa drobiowego, mamy zatem dobre źródło, którym możemy się posiłkować. Odwołajmy się do danych znajdujących się w ostatnim, kwietniowym, biuletynie analizującym sytuację na rynku drobiu. Okazuje się, że o ile średnie ceny mięsa kurcząt w Unii Europejskiej wzrosły w ciągu roku (od marca 2022 do marca 2023) o 11,2 proc., ale już w przypadku Czech o 26,5 proc., Niemiec o 17 proc., a Słowacji o 18,2 proc., to w Polsce te ceny, liczone w złotych, spadły o 0,9 proc., a jeśli liczyć w euro, to wzrosły o 0,3 proc.. Słowa ukraińskiego ministra znajdują zatem potwierdzenie i w naszej statystyce. Jeśli jednak spojrzymy na ministerialne dane dotyczące cen pasz, to okazuje się, że w przypadku drobiu ich ceny wzrosły w ciągu roku o 5,6 proc. A zatem ktoś przechwytuje marżę, jeśli kupuje taniej surowiec. Ale wróćmy do argumentacji ukraińskiego ministra. Pisze on i ma rację, że spadek cen zbóż na globalnych rynkach wywołany został nie napływem taniej produkcji z Ukrainy, ale dobrymi prognozami zbiorów w Brazylii. Zwraca też uwagę na to, że kraj ten, który według analiz amerykańskiej USDA eksportował jeszcze dwa lata temu 87 mln ton zbóż, to w tym roku będzie to 125 mln ton. Rynek nie zna próżni, jeśli zboże z Ukrainy nie dociera to znajdą się producenci, w tym wypadku Brazylia, którzy zajmą powstałą lukę. Solski zwraca uwagę i warto potraktować jego słowa niezwykle poważnie, na fakt, że eksport produkcji rolnej z Ukrainy może być wspólną szansą, stać się impulsem rozwojowym dla wszystkich krajów regionu. Można na tym sporo zarobić, ale zamiast spierać się i kłócić, a rynek nie będzie czekał, należy współpracować. Jego artykuł utrzymany jest w pojednawczym tonie, na co też warto zwrócić uwagę, bo zdaje się, że w ukraińskim rządzie nie dominuje wcale postawa obrażonej panienki, która odwraca się plecami od dotychczasowego partnera, kiedy pokazał on, iż ma własne zdanie. Oczywiście w ukraińskich mediach niemało jest „prymusów” eurointegracji, ekspertów w rodzaju Nazara Bobickiego, który na gruncie unijnego prawa dowodzi, że nasze embargo jest nielegalne. Wśród największych entuzjastów integracji z Unią Europejską na Ukrainie nie ma też wielu przyjaciół Polski. Musimy o tym wiedzieć, bo oni postrzegają sojusz z konserwatywnym rządem [??? md] w Warszawie, będącym w sporze z Brukselą, w kategoriach bariery na drodze do szybkiego wstąpienia do Wspólnoty. Rząd Szmychala prezentuje w tej materii znacznie bardziej zniuansowane i rozsądne stanowisko. Znajomość spraw, poglądów i tendencji w ukraińskim świecie politycznym również winno być jednym z naszych priorytetów.

Mam wrażenie, że cała naszą politykę wobec Ukrainy chcemy budować wyłącznie w oparciu o „imperatyw wdzięczności” za przyjęcie uchodźców i pomoc wojskową. Jest to złudzenie. Interesy, różnice i kontrowersje nie znikną, nawet jeśli jest dobra wola, aby łagodzić napięcia. Ale wolę trzeba uzupełnić o wiedzę, myślenie strategiczne, budowanie narzędzi, odwagę formułowania planów i koncepcji, zarówno na poziomie konkretnych sektorów gospodarczych, jak i relacji w wymiarze generalnym. Tego nadal nam brakuje.

Policja włamała się do budynku szkoły przy ambasadzie rosyjskiej. To działanie sprzeczne z prawem,

Policja włamała się do budynku szkoły przy ambasadzie rosyjskiej. Jest stanowcza reakcja. To działanie niezgodne z prawem, naruszenie Konwencji Wiedeńskiej w stosunkach dyplomatycznych

policja-wlamala-sie-do-budynku-szkoly-przy-ambasadzie-rosyjskiej

To działanie niezgodne z prawem, naruszenie Konwencji Wiedeńskiej w stosunkach dyplomatycznych tak zajęcie szkoły przy ambasadzie Rosji w Warszawie komentuje Siergiej Andriejew.

Policja siłą weszła na teren, wyłamując zamki. Wcześniej prokuratura zajęła konta ambasady.

Warsaw authorities break the doors of the school at the Russian Embassy

W Warszawie władze lokalne i policja włamały się do szkoły przy ambasadzie rosyjskiej, w której uczą się dzieci dyplomatów i wojskowych, wyważając drzwi i wyłamując zamki — relacjonuje z miejsca zdarzenia korespondent rosyjskiego portalu RIA Novosti.

W serwisie zamieszczono krótkie nagranie ze zdarzenia, które krąży już w mediach społecznościowych.

Sprawa dotyczy postępowania egzekucyjnego, które przeprowadza stołeczny ratusz, co potwierdził rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Łukasz Jasina. Według MSZ budynek jest w „bezprawnym posiadaniu Federacji Rosyjskiej” i powinien zostać przekazany Skarbowi Państwa. Informacje na ten temat pojawiały się już w marcu.

Przedstawiciel urzędu miasta wcześniej zażądali otwarcia bramy, ale odmówiono im. Andriej Ordasz, doradca wysłannika ambasady Rosji w Polsce powiedział, że strona rosyjska uważa wszelkie decyzje o konfiskacie budynku za nielegalne i ostrzegł przed odwetowymi krokami dyplomatycznymi.

Ordasz, cytowany przez RIA Novosti, powiedział, że personel szkoły dostał czas do godz. 18.00 na opuszczenie budynku. Na miejsce przybył także szef misji dyplomatycznej Siergiej Andriejew. Zapowiedział, że Moskwa złoży protest.

— Kwalifikacja jest jednoznaczna. To działanie niezgodne z prawem, naruszenie Konwencji Wiedeńskiej w stosunkach dyplomatycznych. Oczywiście będziemy protestować — zaznaczył.

Zdaniem ambasadora działania polskich władz nie pozostaną bez odpowiedzi. — Jaka to będzie reakcja — nie chcę przewidywać. Decyzja w tej sprawie zapadnie w „centrum” — powiedział.

Prokuratura zajęła pieniądze z kont

W środę polska prokuratura zajęła pieniądze ambasady rosyjskiej. Środki z rachunków ambasady i przedstawicielstwa handlowego w banku Santander zostały przekazane na konta prokuratury.

Rosjanie wskazują też, że Santander Bank ogłosił zaprzestanie współpracy z ambasadą i zamknął rachunki. Andriejew podkreślił, że chodzi o „znaczące środki”, które były zarówno w dolarach amerykańskich, jak i polskiej walucie.

Wcześniej strona polska zamroziła konta ambasady w związku z podejrzeniem, że „mogą one służyć do prania pieniędzy lub terroryzmu”.

====================

mail:

Waszyngton już uruchomił najbardziej lojalnych wasali w Polsce i przy ich pomocy już działa. Naiwnością jest sądzić, że polska prowokacja z zajęciem budynku szkoły przy ambasadzie rosyjskiej jest przypadkiem.

Już teraz można przypuszczać, jak dalej potoczą się agresywne wydarzenia. Bezczelny wybryk, prowokacja władz w Polsce, które przed końcem roku szkolnego wyrzuciły uczniów i nauczycieli, jest dokładnie obliczony na ostrą reakcję Moskwy i taka reakcja zapewne nastąpi.

==============================

mail:

 Każdy pretekst, aby uwikłać Polskę w Wojnę będzie dobry, ale że wybrano taki jest jednak szokujące. Chodziło chyba o to, aby ukazać Polskę wobec Rosji i całego świata w jak najgorszym świetle.

Policja atakuje szkołę ambasady na miesiąc przed wakacjami?

Chodzi o nieodwracalną eskalację konfliktu.

„PIERWSZY MAJA” ŚWIĘTEM (?) PRACY czy DNIEM PRACY? Masońska loża Illuminati Weishaupta pierwowzorem.

„PIERWSZY MAJA” ŚWIĘTEM (?) PRACY czy DNIEM PRACY? Masońska loża Iluminaci Weishaupta.

ks. prof. Michał Poradowski. 1992

Od przeszło stu lat obchodzi się prawie we wszystkich krajach tzw. „Święto (?) Pracy”, która to uroczystość powinna nazywać się Dniem Pracy, jako że ze świętością niewiele ma wspólnego.

Słusznym jest, że uwagę skupia się na tym dniu pracy, który jest dla człowieka charakterystyczny, bowiem tylko człowiek pracuje, w ścisłym tego słowa znaczeniu (zwierzęta i maszyny „pracują” tylko w znaczeniu przenośnym), tylko człowiek używa swoich zdolności twórczych dla powiększenia i polepszenia dóbr kulturalnych, intelektualnych, artystycznych i gospodarczych, aby móc żyć lepiej i dostatniej, aby samego siebie doskonalić przez pracę.

Kościół zawsze chwalił wszelką pracę, do niej zachęcał i wynosi ją do godności cnoty (pracowitość). Obecny Papież, Jan Paweł II, poświęcił pracy specjalną encyklikę, Laborem exercens.

Przez wiele lat obchody Dnia Pracy były często okazją do manifestacji robotników, połączonych nieraz z gwałtem i zajściami, co powodowało interwencje policji, bowiem zajścia te mogły przekształcić się w groźne konflikty i niszczenie mienia prywatnego i publicznego. Niejednokrotnie obchodzenie Dnia Pracy było wykorzystywane przez rewolucjonistów i terrorystów, i dlatego bywały w niektórych okresach zakazywane.

Dopiero po drugiej wojnie światowej obchody te nabrały godności i umiarkowania, i prawie we wszystkich krajach zostały zalegalizowane. Niektórzy występujący przy tej okazji mówcy, wspominają tzw. „męczenników z Chicago” i przypisują ustalenie obchodu Dnia Pracy na dzień pierwszego maja, jako rzekomą datę zajść w tym mieście.

Otóż jest to jakieś nieporozumienie, gdyż odnośny pomnik w Chicago oddaje hołd nie robotnikom, lecz policji, a głównie kapitanowi Ward, który w zajściach tych stracił życie.

Przypomnijmy jak to było. W roku 1886, dnia 16 lutego, rozpoczyna się strajk robotników w fabryce maszyn rolniczych Mac Cormik. Strajk ten przedłuża się aż do dnia 3 maja, kiedy to przybyła z Europy grupa zawodowych terrorystów i dołączyła do strajkujących, nadając strajkowi charakter rewolucyjny i powodując gwałtowne zajścia w całym mieście, a głównie na placu Haymarket. Policja była zmuszona interweniować; 130 policjantów, pod komendą kapitana Ward usiłowało opanować te gwałty i niszczycielskie manifestacje. W momencie, kiedy kapitan Ward z podniesioną dłonią (jak to widać na pomniku), przemawiał do manifestantów, terroryści rzucili bomby na policjantów, zabijając siedem osób, w tym i kapitana Ward, a siedemdziesiąt osób ciężko raniąc. Grupa terrorystów wraz ze swym przywódcą Samuelem Fieldem została aresztowana i oddana władzom sądowym. Po kilku miesiącach (drugiego listopada tegoż roku) Sąd Najwyższy skazał czterech terrorystów na karę śmierci i wyrok został wykonany.

Podsumowując te wydarzenia, można stwierdzić:

1. Nie dają one żadnych podstaw do obchodzenia Pierwszego Maja, gdyż dnia pierwszego maja w Chicago nic nie zaszło, bowiem akt terrorystów przybyłych z Europy i nie mających nic wspólnego z robotnikami z Chicago, miał miejsce trzeciego maja.

2. W historii współczesnych ruchów robotniczych, zwłaszcza syndykalnych, w walce o sprawiedliwe ustawodawstwo pracy, było wiele krwawych zajść, w których poległo wielu robotników. Zapewne najgłośniejszym i najważniejszym wydarzeniem był strajk robotników w stoczni w Gdańsku, w okresie świąt Bożego Narodzenia w roku 1970, kiedy to policja ówczesnego rządu komunistycznego tzw. Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej zabiła wielu robotników; autentycznym „męczennikom” dopiero w roku 1980 został postawiony pomnik, kiedy to, dzięki bohaterskiej walce polskich robotników zaczęły szybko rozwijać się głębokie przemiany w całym ustroju „realnego socjalizmu” za „żelazną kurtyną”.

Tak więc, robotnicy mają swoich własnych „męczenników” i nie potrzebują posługiwać się cudzymi, a zwłaszcza „męczennikami” policji, gdyż owi „męczennicy” z Chicago nie byli robotnikami, ale policjantami, a pomnik wystawiony na Haymarket gloryfikuje odwagę kapitana Ward. Czas już, aby skończyć z legendą o „męczennikach z Chicago” i wspominać ich w Dniu Pracy, czyli Pierwszego Maja.

3. Kto miałby jakieś wątpliwości w tej sprawie, może wszystko to sprawdzić czytając gazety z tego okresu, które z łatwością znaleźć można w bibliotece w Chicago (National Library).

4. Byłoby wskazane, aby „Solidarność” zażądała od wszystkich związków zawodowych na całym świecie, aby w przemówieniach w dniu Pierwszego Maja nie wspominano „męczenników z Chicago”, ale autentycznych męczenników warstwy robotniczej poległych w Gdańsku, w roku 1970, jako ofiary terroru komunistycznego.

5. Zdaje się, że historia zanotowała tylko dwa wydarzenia „pierwszego maja”, a mianowicie:

– ogłoszenie dnia 1 maja 1776 roku założenia przez satanistę Adama Weishaupta masońskiej loży Iluminatów, w Niemczech, oraz

– dekret rządu pruskiego z dnia 1 maja 1841 roku, odnoszący się do wyrzucenia z Niemiec rewolucjonisty Heinrich Heine (znanego raczej jako poeta), ale oba te wydarzenia nie mają nic wspólnego ani ze „sprawą robotniczą”, ani też z Dniem Pracy.

Zaszufladkowano do kategorii Kultura | Otagowano

Ostra nagana i żądanie posłuszeństwa – z Kijowa. Tryptyk. Tutejsi dzielnie robią w majtki.

Ostra nagana i żądanie posłuszeństwa – z Kijowa. Tryptyk.

MD

=============================

I. Na podst.: kijowski-rezim–note-protestacyjna [usuwam „brzydkie słowa”, bo zaciemniają sytuację. md]

Kijowski reżim w podziękowaniu za pomoc, jaką otrzymali bezpodstawnie od Polski, złożyły protest w ambasadzie RP oraz przedstawicielstwie UE w związku z wprowadzeniem ograniczenia importu zboża z ich kraju.

Przedstawiciel Kijowa Ołeh Nikołenko [rzecznik ukraińskiego MSZ , a jego wypowiedź cytuje „Ukraińska Prawda”] potwierdził, że noty protestacyjne zostały złożone w piątek w ambasadzie RP i przedstawicielstwie UE w Kijowie. Według Nikołenki, sytuacja jest „kategorycznie niedopuszczalna”. Przedstawiciel Kijowa oświadczył, że takie ograniczenia, bez względu na uzasadnienie, naruszają układ stowarzyszeniowy między Ukrainą a UE oraz normy i zasady jednolitego rynku UE. Słowa prostego i pospolitego chama, jakie są podziękowaniem za „pomoc” otrzymaną od Polski zacytowała portal Europejska Prawda.

“Istnieją pełne podstawy prawne do natychmiastowego wznowienia eksportu ukraińskich towarów rolnych do Polski, Rumunii, Węgier, Słowacji i Bułgarii, a także kontynuacja niezakłóconego eksportu do innych państw członkowskich UE” – dodał.

Nikołenko zaapelował do partnerów o poszukiwanie wyważonego rozwiązania, opartego na prawodawstwie unijnym, układzie stowarzyszeniowym i duchu solidarności. Jego zdaniem, taki krok jest jedynym sposobem na skuteczne przeciwstawienie się „agresywnemu” działaniu Rosji oraz wzmocnienie jednolitego rynku UE.

„Kluczowe elementy umowy, uzgodnione również z Ukrainą, to: cofnięcie jednostronnych środków przez Polskę, Słowację, Bułgarię i Węgry; wyjątkowe środki ochronne dla 4 produktów: pszenicy, kukurydzy, rzepaku i ziaren słonecznika; pakiet wsparcia w wysokości 100 mln euro dla poszkodowanych rolników w 5 państwach członkowskich; zapewnienie badań niektórych innych produktów, w tym oleju słonecznikowego; prace nad zapewnieniem eksportu do innych krajów za pośrednictwem korytarzy solidarnościowych” – poinformował.

Przedstawiciel Kijowa swoim zachowaniem bez wątpienia udowodnił, że to właśnie Ukraina jest agresorem a jej działania na terenie wschodniej Ukrainy, jakie zostały zapoczątkowane w 2015 roku, należy kwalifikować jako akt terroryzmu, za który osoby odpowiedzialne powinny ponieść surowe konsekwencje karne.

W piątek Valdis Dombrovskis, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej ds. handlu, ogłosił, że KE osiągnęła zasadnicze porozumienie z Bułgarią, Węgrami, Polską, Rumunią i Słowacją w sprawie ukraińskich produktów rolno-spożywczych.

Przypominamy, że w piątek Morawiecki rozmawiał z komisarzem UE Valdisem Dombrovskisem na temat sytuacji na rynku rolnym. Pisowski polityk potwierdził, że osiągnięto porozumienie z UE w sprawie zakazu importu produktów rolnych, które wpłynęły na destabilizację rynku w Polsce, w tym głównie zboża i kukurydzy. Wprowadzenie regulacji celnych zostanie przedłużone od czerwca, a obecne przepisy pozostaną w mocy do tego czasu, co zostało wynegocjowane przez Polskę w intensywnym procesie negocjacji.

================================

II. „Ukraina zachowuje się nielojalnie wobec Polski”. Europoseł PiS obnaża hipokryzję Kijowa ukraina-zachowuje-sie-nielojalnie–hipokryzja

Strona ukraińska zachowuje się nielojalnie wobec Polski – powiedział w niedzielę na antenie Telewizji Republika europoseł PiS Jacek Saryusz-Wolski.

Polityk skomentował ostrą reakcję Kijowa na decyzję Polski o zakazie importu produktów rolnych z Ukrainy. W piątek MSZ Ukrainy przekazał ambasadzie RP i przedstawicielstwu UE w Kijowie noty resortu o „kategorycznej niedopuszczalności sytuacji związanej z ograniczeniami handlowymi dotyczącymi importu produktów rolnych Ukrainy”.

W ocenie europosła PiS Polska musi jak najszybciej zareagować na to, co robi strona ukraińska i przejść do ofensywy prawno-politycznej.

Pierwszy zarzut, że to narusza zasady jednolitego rynku. Otóż Ukraina nie jest członkiem jednolitego rynku. Drugi zarzut, że środki unijne naruszają układ stowarzyszeniowy. Otóż jako ktoś, kto przeprowadzał układ stowarzyszeniowy przez Parlament Europejski – swego czasu byłem jego sprawozdawcą – stwierdzam, że tam są klauzule ochronne w postaci tak zwanych środków taryfowo-kwotowych, które na takie rozwiązania, które stosuje dzisiaj przymuszona i ponaglona przez Polskę i innych Komisja Europejska, pozwalają. Także jest to w pełni zgodne z jednolitym rynkiem i w pełni zgodne z układem stowarzyszeniowym, wbrew krytyce ukraińskiej – wyjaśniał gość Telewizji Republika.

Mam dwie hipotezy. Po pierwsze, po stronie Komisji Europejskiej i Unii nie doceniono cenowej konkurencyjności produktów rolnych, które napłyną z Ukrainy i skali tego napływu. Druga hipoteza: założono, nie chcąc dać Ukrainie pieniędzy, a wiemy, że Unia skąpi pieniędzy Ukrainie, że zamiast tego dostaną dostęp do rynku rolnego, zakładając, wręcz wiedząc, być może cynicznie, że główną cenę zapłacą kraje graniczące z Ukrainą – alarmował Saryusz-Wolski.

Zdaniem eurodeputowanego swoją krytyką „strona ukraińska zachowuje się nielojalnie wobec Polski”. – Sama sobie szkodzi, występując przeciwko tym krajom, graniczącym z nią głównie, które są jej głównymi sojusznikami – podsumował.

  =======================================

III. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych skomentowało doniesienia medialne o nocie Ukrainy ws. przywrócenia eksportu zboża z Ukrainy do UE. Rzecznik MSZ dodał, że Warszawa nie otrzymała jeszcze żadnego oficjalnego pisma, które miało wpłynąć do polskiej ambasady w Kijowie.

Rzecznik MSZ Łukasz Jasina poinformował, że polska strona nie zna jeszcze dokładnej treści ukraińskiej noty dyplomatycznej dotyczącej eksportu produktów rolnych. Dokument miał zostać przekazany polskiej ambasadzie w Kijowie oraz przedstawicielstwu Unii Europejskiej na Ukrainie. Jednak nota nie trafiła jeszcze do polskiego MSZ w Warszawie. Łukasz Jasina podkreślił, że gdy tylko polska strona otrzyma notę, oceni ją.

 „Nasza ambasada jeszcze nie przekazywała nam żadnych informacji. Jak przekaże notę, to ocenimy” – powiedział rzecznik ministerstwa.

========================

mail:

[pewnie Chabad Lubawicz, a może sam Firtasz czy podobni, ukradli eter i druty między Kijowem a Warszawą. Stąd ten pożałowania godny brak informacji, nawet po paru dniach. ]

Braun: Polaków można oswoić z propagandą podżegania do wojny –

Braun: Polaków można oswoić z propagandą podżegania do wojny

Polaków można tym karmić i rzecz pewnie najstraszniejsza, że

braun-polakow-mozna-tym-karmic

Polakom można to oferować, Polaków można tym karmić i rzecz pewnie najstraszniejsza, że Polaków można oswoić z propagandą podżegania do wojny – mówił podczas XII Konferencji Prawicy Wolnościowej poseł Konfederacji Grzegorz Braun.

Przedstawiciel Konfederacji, poseł Grzegorz Braun, był jednym z prelegentów, który wystąpił pierwszego dnia XII Konferencji Prawicy Wolnościowej. Z innymi fragmentami wystąpienia polityka możecie zapoznać się w artykułach na naszej stronie:


Braun: To jest fascynujące

Naród Polski został oswojony z tym, że nie wszystkie zbrodnie się rozlicza i nie wszystkie zbrodnie się nazywa zbrodniami i to jest coś fascynującego, że można w ciągu roku, ba (…) to po prostu był efekt piorunujący, z tygodnia na tydzień okazało się, że kto się upomina o nazywanie ludobójstwa ludobójstwem, niewłaściwy czas sobie znalazł na to i zostaje ekspresowo „ruskim agentem” – mówił Braun.

Pomijając zaszłości historyczne można było Polakom z dnia na dzień wmówić, że państwo, które z wielką biedą, rok po roku, dźwigało się z zapaści ekonomicznej, socjalnej, że to państwo może być fundatorem wszystkiego dla tych, których nam wskazano jako tych, których potrzeby są pierwszoplanowe– kontynuował.

Poseł Konfederacji zauważył, że „potrzeby potrzebujących w Polsce, czy gdzie indziej w świecie muszą ustąpić, ponieważ inni są załatwiani bez kolejki, często dosłownie”.

To jest fascynujące, że można wydać, wedle załganych statystyk, załganych niewątpliwie danych podawanych przez ministrów aktualnego rządu, można wydać 50 miliardów na pomoc dla przybyszów i jednocześnie nie móc sprowadzić paru setek, paru tysięcy Polaków na przykład z Kazachstanu– dodawał.

Braun: Nie ma na to odpowiedzi

Polakom można to oferować, Polaków można tym karmić i rzecz pewnie najstraszniejsza, że Polaków można oswoić z propagandą podżegania do wojny i z Polaków można zrobić kibiców wojny, dopominających się eskalacji, bo to tak jest przedstawiane – mówił Braun.

Według posła „niestety nawet ze strony środowisk, od których oczekiwalibyśmy większego rozsądku, jest na to przyzwolenie. Na ten dogmat walki aż do cudzego zwycięstwa”.

Problem jest taki, ja szereg razy pytałem o to publicznie, gdzie jest ta granica. Pomijając już dyskusje na temat samych celów, które ja uważam za problematyczne, to zadajmy sobie pytanie o to, kiedy i jak te cele mają być osiągnięte – kontynuował Braun.

Następnie polityk wymienił szereg pytań: „jaka linia demarkacyjna na froncie?”, „jakie terytorium?”, „jakie warunki rozejmu?”.Chciałbym wiedzieć o co walczymy, jeśli już walczymy. I nie ma odpowiedzi na to. Odpowiedź jest zawsze jedna: „aż do zwycięstwa” – podkreślał poseł Konfederacji.

Oligarchia – finansjera wysysa ludzkość do kości. Bogactwo światowych miliarderów wzrosło o 50% w ciągu 9,5 miesiąca.

Oligarchia – finansjera wysysa ludzkość do kości.

Mówią ludziom, aby przyzwyczaili się do swojej “nowej normalności”.

Bogactwo światowych miliarderów wzrosło o 3,9 biliona dolarów między 18 marca a 31 grudnia 2020 roku. Ich łączny majątek wynosił wtedy 11,95 mld dolarów, co oznacza 50-procentowy wzrost w ciągu zaledwie 9,5 miesiąca.

Date: 1 Maggio 2023Author: Uczta Baltazara finansjera-wysysa-ludzkosc-do-kosci

Bank Światowy twierdzi, że prawie 80% (560 mln) z 700 mln ludzi, którzy zostali zepchnięci do skrajnego ubóstwa w roku 2020 z powodu polityki COVID, pochodziło z Indii. W skali globalnej poziom skrajnego ubóstwa wzrósł w roku 2020 o 9,3 procent. worldbank-content

Oszacowano, że jedynie w roku 2022 ćwierć miliarda ludzi na całym świecie zostało zepchniętych w strefę absolutnego ubóstwa. covid-economic-devastation-quarter-billion

W Wielkiej Brytanii ubóstwo wzrasta w dwóch trzecich społeczności, ponieważ miliony osób pozostają bez ogrzewania i nie są w stanie regularnie jeść posiłków christians-against-poverty. Z powodu “kryzysu kosztów życia” 10,5 miliona osób przeżywa trudności finansowe. Dodatkowe 13,7 mln osób jest zagrożonych trudnościami finansowymi w przypadku dalszego wzrostu kosztów. 

Poziom życia w Wielkiej Brytanii gwałtownie się obniża living-standards. Na przykład, 28 procent (wzrost z 9 procent przed COVID) dorosłych Brytyjczyków powiedziało, że nie może sobie pozwolić na jedzenie pełnowartościowych posiłków. Absolutne ubóstwo wzrośnie z 17,2 % w 2021-22 do 18,3 % w 2023-24, spychając dodatkowe 800.000 osób w ubóstwo.

W Anglii 100 000 dzieci zostało pozbawionych darmowych posiłków w szkołach. children-not-eligible-for-free-meals-going-hungry

W USA około 30 milionów osób o niskich dochodach znajduje się na krawędzi “urwiska głodowego”, ponieważ część przysługującej im federalnej pomocy żywnościowej jest odbierana 30_million_snap_slashed. W roku 2021 szacowano, że w USA jedno na osiem dzieci chodzi głodne. hunger-in-america/child-hunger.

Małe firmy składają wnioski o upadłość w USA w rekordowym tempie. Prywatne wnioski o upadłość w roku 2023 znacznie przekroczyły najwyższy pułap odnotowany podczas wczesnych etapów COVID. Czterotygodniowa średnia krocząca dotycząca wniosków prywatnych – pod koniec lutego 2023 roku była o 73 % wyższa niż w czerwcu 2020 roku. edge-markets

Tymczasem prawie 100 największych amerykańskich spółek giełdowych odnotowało w roku 2021 marże zysku wyższe o co najmniej 50 proc. od ich poziomów z roku 2019. corporations-are-reaping-record-profits

Główny ekonomista Banku AngliiHuw Pill .wikipedia twierdzi, że ludzie powinni “zaakceptować” stanie się biedniejszym urges-people-to-accept-they-are-poorer. Podobnie wypowiada się Rob Kapito, współzałożyciel największej na świecie firmy zarządzającej aktywami BlackRock.

Rob Kapito urodził się w robotniczej rodzinie żydowskiej[5]. (…) Stał się przedmiotem antysemickiej teorii spiskowej twierdzącej, że on i inni Żydzi są częścią kabały odpowiedzialnej za COVID i “agendę COVID”.[16]. Kapito

W roku 2022 Kapito stwierdził, że “bardzo uprzywilejowane” pokolenie ludzi, którzy nigdy nie musieli się poświęcać, wkrótce po raz pierwszy w życiu będzie musiało zmierzyć się z niedostatkiem /blackrock-president-warns.

Kryzys – jaki kryzys? 

Oczywiście Kapito bez wątpienia ma na myśli zwykłych obywateli USA, a nie siebie. W roku 2021 Kapito, jako prezes BlackRock, zarobił łącznie 26 750 780 dolarów. salary-Robert-S-Kapito

Nie odnosi się on również do osób o wysokich dochodach, które korzystają z głodu, inwestując w BlackRock, firmę, która nadal czerpie zyski ze zglobalizowanego systemu żywnościowego, który – z założenia – zostawia na pastwę losu około miliarda ludzi doświadczających niedożywienia. rock-waging-economic-warfare-humanity goodreads.com_Starved

BlackRock jest jednym z bogatych tzw. “barbarzyńców w stodole”, którzy nadal czerpią ogromne zyski finansowe z wyzysku systemu żywnościowego.

Barbarzyńcy w stodole: private equity wkracza do rolnictwa: barbarians-at-the-barn

Kapito i Pill mówią zwykłym ludziom, aby przyzwyczaili się do swojej “nowej normalności”, podczas gdy gdzie indziej jak zwykle dominują interesy – nie tylko w jednym z najbardziej lukratywnych finansowo sektorów świata, tj. produkcji broni. Wojna na Ukrainie stała się “gorączką złota” dla zachodnich producentów broni, którzy, podobnie jak bogaci amerykańscy neokoni, tacy jak Victoria Nuland, wciąż dążą do doprowadzenia do “zmiany reżimu” w Rosji, walcząc z Moskwą do ostatniego Ukraińca. ukraine-war-weapons-arms-russia

Kiedy Huw Pill mówi zwykłym ludziom, aby przyzwyczaili się do bycia biedniejszymi, nie ma na myśli osób i firm, które zarobiły setki milionów funtów (korzystając ze środków podatnika) na skorumpowanych kontraktach na sprzęt COVID, dzięki temu, że rząd brytyjski priorytetowo traktował dostawców powiązanych politycznie od początku wdrożenia COVID. guardian. cant-forget

I nie można tego zlekceważyć jako “jednorazowego przypadku”. Te doniesienia to zaledwie wierzchołek ogromnej korupcyjnej góry lodowej.

Na przykład Byline Times donosi, że ponadpartyjny parlamentarny nadzór zgłosił obawy, że decyzje dotyczące sposobu przyznawania pieniędzy z funduszu miejskiego o wartości 3,6 miliarda funtów, mającego na celu pobudzenie wzrostu gospodarczego w miastach borykających się z problemami, były motywowane politycznie. -corruption-league-of-shame committees.parliament.uk

Zauważa również, że w ciągu ostatnich pięciu lat 40 potencjalnych naruszeń kodeksu ministerialnego nie zostało zbadanych. transparency.org.uk

Nic dziwnego, że w styczniu 2023 roku Wielka Brytania spadła na najniższą w historii pozycję w rankingu Transparency International Corruption Perceptions Index. orruption-perceptions-index

Weźmy pod uwagę, że ONZ szacuje, iż zaledwie 51,5 miliarda dolarów wystarczyłoby na zapewnienie żywności, schronienia i wsparcia ratującego życie 230 milionom najbardziej potrzebujących ludzi na świecie. Dodajmy do tego fakt, że 20 korporacji z sektora zbożowego, nawozowego, mięsnego i mleczarskiego dostarczyło akcjonariuszom 53,5 miliarda dolarów w latach finansowych 2020 i 2021. international-state-less

Według Global Witness “nadmierne zyski” to nagłe i znaczne zwiększenie zysków finansowych przedsiębiorstwa, które nie wynikają z jego własnych działań, ale z wydarzeń zewnętrznych. UE twierdzi, że zyski uznaje się za “nadmierne”, gdy są o ponad 20% wyższe od średniego zwrotu z poprzednich czterech lat. fossil-gas/crisis

Global Witness stwierdza, że roczne zyski osiągnięte w roku 2022 przez pięć największych zintegrowanych firm naftowych i gazowych sektora prywatnego – Chevron, ExxonMobil, Shell, BP i TotalEnergies – wyniosły 195 miliardów dolarów. Wzrost o prawie 120% w stosunku do roku 2021 i najwyższy poziom w historii branży. 

Oznacza to, że firmy te zarobiły 134 mld dolarów nadmiernych zysków, co mogłoby pokryć prawie 20% pieniędzy, które wszystkie europejskie rządy łącznie przeznaczyły na osłonę wrażliwych gospodarstw domowych oraz przedsiębiorstw przed obecnym kryzysem energetycznym.

Centrica, spółka będąca właścicielem British Gas, informuje o rekordowych zyskach za rok 2022. Odnotowano zyski operacyjne w wysokości 3,3 mld funtów, wobec 948 mln funtów w roku 2021. Przewyższyło to jej poprzedni najwyższy w historii roczny zysk w wysokości 2,7 mld funtów z roku 2012. profits-triple-at-british-gas

W maju 2021 roku poinformowano, że szczepionki COVID stworzyły co najmniej dziewięciu nowych miliarderów. Według badań przeprowadzonych przez People’s Vaccine Alliance, wśród nowych miliarderów znaleźli się m.in. dyrektor generalny Moderny Stéphane Bancel oraz Ugur Sahin, dyrektor generalny firmy BioNTech, która wyprodukowała szczepionkę wspólnie z Pfizerem. Obaj CEO byli wówczas warci około 4 miliardów dolarów. Miliarderami zostali również starsi dyrektorzy z chińskiej firmy CanSino Biologics oraz początkowi inwestorzy w Modernie. app.box

Chociaż dziewięciu nowych miliarderów było w tamtym czasie wartych łącznie 19,3 mld dolarów, szczepionki były w dużej mierze finansowane z pieniędzy publicznych. Na przykład, według raportu CNN z maja 2021 roku, firma BioNTech otrzymała od rządu niemieckiego 325 milionów euro na opracowanie szczepionki. Firma osiągnęła zysk netto w wysokości 1,1 mld euro w pierwszych trzech miesiącach roku, dzięki udziałowi w sprzedaży ze szczepionki COVID, w porównaniu ze stratą w wysokości 53,4 mln euro w tym samym okresie poprzedniego roku.

Oczekiwano, że Moderna osiągnie 13,2 mld dolarów przychodów ze szczepionki COVID w roku 2021. Firma otrzymała miliardy dolarów dofinansowania od rządu USA na rozwój swojej szczepionki. 

W tym artykule omówiono pobieżnie tematykę czterech koni ekonomicznej apokalipsy – agrobiznesu, ropy, broni i big pharmy.

Ale na koniec wspomnijmy o piątym i najpotężniejszym – finansach. Sektorze, który wywołał spustoszenie, które obecnie obserwujemy

Pod koniec 2019 roku zapowiadał się kryzys finansowy. Miał być wielokrotnie gorszy od tego z roku 2008.

Dziennikarz śledczy Michael Byrant twierdzi, że do poradzenia sobie z kryzysem w samej Europie potrzebne było 1,5 biliona euro. Zapaść finansowa spoglądająca europejskim bankierom centralnym w twarz nabrała rumieńców w roku 2019: 

“Wszystkie debaty na temat wielkiej finansjery doprowadzającej naród do bankructwa poprzez grabież funduszy publicznych, polityków niszczących usługi publiczne na polecenie wielkich inwestorów i grabieży dokonywanych przez ekonomię w stylu kasyna zostały usunięte za sprawą COVIDa. Drapieżcy, którzy dostrzegli, że ich imperia finansowe rozpadają się, postanowili zamknąć społeczeństwo. Aby rozwiązać problemy, które stworzyli, potrzebowali motywu osłonowego. Pojawiła się ona w magiczny sposób w postaci “nowego wirusa”. inside-covids-ground-zero

Europejski Bank Centralny zgodził się na dofinansowanie banków kwotą 1,31 bln euro, po czym UE zgodziła się na fundusz naprawczy dla europejskich państw i przedsiębiorstw o wartości 750 mld euro. Ów pakiet długoterminowych, bardzo tanich kredytów dla setek banków był sprzedawany opinii publicznej jako „program niezbędny do złagodzenia wpływu pandemii” na przedsiębiorstwa i pracowników.

To, co wydarzyło się w Europie, było częścią strategii mającej na celu zapobieżenie szerszemu systemowemu załamaniu hegemonicznego systemu finansowego. A to, co widzimy teraz, to współzależny globalny kryzys zadłużenia, inflacji i “oszczędności” oraz największy w historii transfer bogactwa do bogatych pod przykrywką “kryzysu kosztów życia”. philosophical-salon https://www.globalresearch.ca/covid-capitalism-friedrich-boris/5785964

Podczas gdy miliony pracowników podejmują akcję strajkową w Wielkiej Brytanii, Huw Pill sugeruje, że powinni oni zaakceptować swoje trudne położenie jako nieuniknione.

Ale nie mają ku temu powodów. 

Bogactwo światowych miliarderów wzrosło o 3,9 biliona dolarów między 18 marca a 31 grudnia 2020 roku. Ich łączny majątek wynosił wtedy 11,95 mld dolarów, co oznacza 50-procentowy wzrost w ciągu zaledwie 9,5 miesiąca. Między kwietniem a lipcem 2020 roku, podczas początkowych blokad, majątek posiadany przez tych miliarderów wzrósł z 8 bilionów dolarów do ponad 10 bilionów dolarów. inequality-virus

Jedyną nieuniknioną rzeczą w obecnym kryzysie był upadek napędzanego długiem, niezrównoważonego neoliberalizmu, stworzonego w celu ułatwienia jawnej grabieży przez super-bogatych, którzy na ukrytych kontach ulokowali ponad 50 bilionów dolarów. offshore-initiative

INFO: poverty-crisis-sucking-humanity-dry

Firtasz musi się wypróżnić [swoje silosy ze zbożem] w Polin.

Firtasz musi się wypróżnić [swoje silosy ze zbożem] w Polin.

Ukrainiec Dmytro Firtasz „polskim ministrem handlu”?

Firtasz-polskim-ministrem-handlu

Firtasz właśnie wije sobie biznesowe gniazdko w Warszawie, na alei Szucha 9, w willi po Aleksandrze Gudzowatym, a główne polskie media i politycy konsekwentnie na jego temat milczą

W polskim bantustanie króluje przekonanie, że Polską rządzi PiS, Kaczyński lub Morawiecki.

Tymczasem okazuje się, że kluczowe decyzje dotyczące gospodarki, energetyki i finansów publicznych nie podejmują tylko demoniczny Klaus Schwab i obwiniana „Niunia” nazywana całkiem niesłusznie europejską, ale również typki spod różnych gwiazd – ciemnych, czerwonych, „tęczowych” lub granatowych.

Jednym z nich jest Ukrainiec Dmytro Firtasz [ten „Legion” to antysemitnik!! przecież Firtasz, to NASZ, rodzony – Żydek.. uś, jaki zdolny… md] który swego czasu zwierzył się publicznie, że musi opróżnić swoje silosy ze zbożem.

“Ukraiński oligarcha kupił dawną kamienicę Aleksandra Gudzowatego, założył w Polsce spółkę i przekonuje do wspólnego sprowadzania LNG z USA przez Polskę prosto do Ukrainy. Czy polski rząd da się przekonać?” /link/

O sprawie mówi m.in. jeden z założycieli Porozumienia Centrum, Witold Gadowski, nie mogąc być może przeboleć, że środowisko polityczne, któremu kiedyś zaufał, niszczy polskie rolnictwo.

Jeżeli dopuścimy do tego, że fala bezprawnych towarów z Ukrainy po dumpingowych cenach doprowadzi do bankructwa polskich przedsiębiorców rolnych, to przegramy najważniejszą bitwę – stracimy naszą niezależność żywnościową i polskie ziemie będą, tak jak dzieje się to właśnie na Ukrainie, przejmować obcy. (…) Na Ukrainie bowiem w czasie wojny dokonano największej w historii tego kraju prywatyzacji. Za naszą wschodnią granicą czekają już wielkie koncerny i oligarchowie, którzy dzięki przestępstwom i morderstwom zgromadzili swój niebotyczny majątek, a teraz usiłują go gwałtownie legalizować w EuropiePCh24.pl/

GWIEZDNE WROTA II. Kosmiczny odlot. Filozofia wieczysta –> kosmologia kabalistyczna. ABSOLUT. Mediumizm – grzyby halucynogenne. キャッチャー

Filozofia wieczysta – kosmologia kabalistyczna. ABSOLUT. Mediumizm – grzyby halucynogenne. キャッチャー

GWIEZDNE WROTA II. Kosmiczny odlot.

34 minuty

=========================

Cz. I jest tu: GWIEZDNE WROTA 1 : Powrót Starożytnych Kosmitów

==============================

Drugi odcinek serii o istotach pozaziemskich, kontaktach z nimi oraz osobach, które stworzyły ich współczesne postrzeganie czyli wpłynęły na obecną kulturę oraz obraz w zbiorowej wyobraźni.

W oryginale odnośniki do książek i artykułów.

Te ręce poważnie pracują. A obcy gangsterzy rabują zyski. Chcą większych.

Witold Gadowski [Artykuł WG z „Niedzieli”, całość]

Jedyną warstwą społeczną, której kolejne zdarzenia naszej historii nie wyniszczyły tak jak intelektualnych elit, arystokracji i mieszczaństwa, są polscy chłopi – uparci, pracowici, twardzi, solidni i kierujący się zdrowym instynktem, aby nigdy nie popuścić niczego ze swojej ojcowizny. Dziś chłopi, którzy przetrwali przy produkcji rolnej, to przedsiębiorcy, którzy planują, działają i osiągają swoje ekonomiczne cele. Ich los jest niestabilny, uzależniony od pogody, a także od tego, co się dzieje na naszych granicach. Rolnictwo jest jedyną gałęzią naszej gospodarki, która nie została zdewastowana przez ideologiczne i kryminalne (łapówkarstwo polityków) wybryki. Nie rozwaliła rolnictwa reforma Balcerowicza. Rolnicy przetrwali Hilarego Minca i jego zbrodnicze metody, przetrwali komunistyczne kontyngenty i limity, ba – przetrwali kolejne „zarazy” i pomysły Unii Europejskiej.

Polskie rolnictwo pozostało chyba jedyną gałęzią naszej gospodarki, która się broni i w większości ciągle pozostaje w polskich rękach. Rolników nie pokonało złodziejskie sprzedanie przez polityków polskiego handlu zagranicznym korporacjom, gdy okazało się, że kupujemy np. niemieckie ziemniaki zamiast tych lepszych, pochodzących od polskich rolników. Wsi nie zniszczyły nawet pandemia, inflacja, drożejące kredyty ani lawinowo rosnące

ceny nawozów. Ale gdy nasza granica stanęła otworem dla wątpliwej jakości płodów rolnych i zbóż z Ukrainy, sytuacja stała się naprawdę groźna. Niech nikt mi przy tym nie wmawia, że się tak stało przypadkiem. Proszę także propagandowo nie kłamać, że w tej całej aferze przynajmniej ukraińscy rolnicy odnoszą jakieś korzyści. Tak nie jest. Większość zalewającego nasz rynek ukraińskiego zboża należy do ukraińsko-rosyjskich oligarchów, którzy od dawna okradają swój [?? md] naród, a cała ta sytuacja służy jedynie do pomnożenia ich miliardowych zysków.

Pojawiają się też dowody na to, że wielkie korzyści z tego zamieszania odnosi pieszczoszek kremlowskiego Gazpromu – oligarcha z Kijowa Dmytro Firtasz. Jest on intensywnie poszukiwany przez amerykańskie FBI za aferę korupcyjną związaną z koncernem Boeing. Firtasz właśnie wije sobie biznesowe gniazdko w Warszawie, na alei Szucha 9, w willi po Aleksandrze Gudzowatym, a główne polskie media i politycy konsekwentnie na jego temat milczą.

Ktoś może liczy nawet na to, że uda się jakoś przemilczeć sprawę współpracownika ober-gangstera Siemiona Mogilewicza. Wielu chciałoby przemilczeć również sprawę firmy Mogilewicza Eural Trans Gas, w której po raz pierwszy pojawił się były strażak z Czernichowców – Firtasz.

Firma ta, która w czasach rządów Leszka Millera, sprowadziła do Polski ogromne ilości gazu. Potem był gazpromowski RosUkrEnergo, w którym Firtasz zarabiał już krocie, a teraz ten człowiek stoi za nielegalnie sprowadzanym do Polski ukraińskim zbożem.

Rządzący, pod wpływem rolniczych protestów przeciwko finansowaniu ich kosztem rosyjskich oligarchów, zapowiedzieli wprowadzenie blokady na ukraińskie płody rolne. Od razu do Polski pofatygował się więc minister rolnictwa Ukrainy, który zażądał natychmiastowego zaprzestania tej blokady i… po kilku godzinach rząd ją zniósł.

Przyznam, że przestaję cokolwiek z tego rozumieć. Okazuje się, że siła oddziaływania ukraińskich, często rosyjsko-ukraińskich oligarchów jest

większa niż interes polskich producentów rolnych. Dzieje się zatem coś, przeciwko czemu należy protestować. Jeżeli dopuścimy do tego, że fala bezprawnych towarów z Ukrainy po dumpingowych cenach doprowadzi do bankructwa polskich przedsiębiorców rolnych, to przegramy najważniejszą bitwę – stracimy naszą niezależność żywnościową i polskie ziemie będą, tak jak dzieje się to właśnie na Ukrainie, przejmować obcy.

A od tego już tylko krok do dyktowania nam takich cen żywności, że będzie można na nas wymusić zjadanie tego, co życzą sobie globaliści. Dopóki większość ziemi jest w polskich rękach, dopóty skutecznie możemy się opierać obcym wpływom.

Rozbicie polskiego rolnictwa to droga do całkowitego uzależnienia Polaków od obcego kapitału i obcych wpływów. Na Ukrainie w czasie wojny dokonano największej w historii tego kraju (jeśli nie liczyć postkomunistycznego złodziejstwa) prywatyzacji. Za naszą wschodnią granicą czekają już wielkie koncerny i oligarchowie, którzy dzięki przestępstwom i morderstwom zgromadzili swój niebotyczny majątek, a teraz usiłują go gwałtownie legalizować w Europie. Kiedy więc napotykasz na drodze rolniczą blokadę, nie okazuj zniecierpliwienia, bo ci ludzie właśnie walczą w naszym wspólnym interesie. Jeśli upadnie rolnictwo, nic w naszej gospodarce nie będzie już niepodległe. Szanujmy spracowane ręce, które od wieków nas żywią. 

Te ręce poważnie pracują. A obcy gangsterzy czerpią zyski. Chcą większych.

Witold Gadowski [Artykuł WG z „Niedzieli”, całość]

Jedyną warstwą społeczną, której kolejne zdarzenia naszej historii nie wyniszczyły tak jak intelektualnych elit, arystokracji i mieszczaństwa, są polscy chłopi – uparci, pracowici, twardzi, solidni i kierujący się zdrowym instynktem, aby nigdy nie popuścić niczego ze swojej ojcowizny. Dziś chłopi, którzy przetrwali przy produkcji rolnej, to przedsiębiorcy, którzy planują, działają i osiągają swoje ekonomiczne cele. Ich los jest niestabilny, uzależniony od pogody, a także od tego, co się dzieje na naszych granicach. Rolnictwo jest jedyną gałęzią naszej gospodarki, która nie została zdewastowana przez ideologiczne i kryminalne (łapówkarstwo polityków) wybryki. Nie rozwaliła rolnictwa reforma Balcerowicza. Rolnicy przetrwali Hilarego Minca i jego zbrodnicze metody, przetrwali komunistyczne kontyngenty i limity, ba – przetrwali kolejne „zarazy” i pomysły Unii Europejskiej.

Polskie rolnictwo pozostało chyba jedyną gałęzią naszej gospodarki, która się broni i w większości ciągle pozostaje w polskich rękach. Rolników nie pokonało złodziejskie sprzedanie przez polityków polskiego handlu zagranicznym korporacjom, gdy okazało się, że kupujemy np. niemieckie ziemniaki zamiast tych lepszych, pochodzących od polskich rolników. Wsi nie zniszczyły nawet pandemia, inflacja, drożejące kredyty ani lawinowo rosnące

ceny nawozów. Ale gdy nasza granica stanęła otworem dla wątpliwej jakości płodów rolnych i zbóż z Ukrainy, sytuacja stała się naprawdę groźna. Niech nikt mi przy tym nie wmawia, że się tak stało przypadkiem. Proszę także propagandowo nie kłamać, że w tej całej aferze przynajmniej ukraińscy rolnicy odnoszą jakieś korzyści. Tak nie jest. Większość zalewającego nasz rynek ukraińskiego zboża należy do ukraińsko-rosyjskich oligarchów, którzy od dawna okradają swój [?? md] naród, a cała ta sytuacja służy jedynie do pomnożenia ich miliardowych zysków.

Pojawiają się też dowody na to, że wielkie korzyści z tego zamieszania odnosi pieszczoszek kremlowskiego Gazpromu – oligarcha z Kijowa Dmytro Firtasz. Jest on intensywnie poszukiwany przez amerykańskie FBI za aferę korupcyjną związaną z koncernem Boeing. Firtasz właśnie wije sobie biznesowe gniazdko w Warszawie, na alei Szucha 9, w willi po Aleksandrze Gudzowatym, a główne polskie media i politycy konsekwentnie na jego temat milczą.

Ktoś może liczy nawet na to, że uda się jakoś przemilczeć sprawę współpracownika ober-gangstera Siemiona Mogilewicza. Wielu chciałoby przemilczeć również sprawę firmy Mogilewicza Eural Trans Gas, w której po raz pierwszy pojawił się były strażak z Czernichowców – Firtasz.

Firma ta, która w czasach rządów Leszka Millera, sprowadziła do Polski ogromne ilości gazu. Potem był gazpromowski RosUkrEnergo, w którym Firtasz zarabiał już krocie, a teraz ten człowiek stoi za nielegalnie sprowadzanym do Polski ukraińskim zbożem.

Rządzący, pod wpływem rolniczych protestów przeciwko finansowaniu ich kosztem rosyjskich oligarchów, zapowiedzieli wprowadzenie blokady na ukraińskie płody rolne. Od razu do Polski pofatygował się więc minister rolnictwa Ukrainy, który zażądał natychmiastowego zaprzestania tej blokady i… po kilku godzinach rząd ją zniósł.

Przyznam, że przestaję cokolwiek z tego rozumieć. Okazuje się, że siła oddziaływania ukraińskich, często rosyjsko-ukraińskich oligarchów jest

większa niż interes polskich producentów rolnych. Dzieje się zatem coś, przeciwko czemu należy protestować. Jeżeli dopuścimy do tego, że fala bezprawnych towarów z Ukrainy po dumpingowych cenach doprowadzi do bankructwa polskich przedsiębiorców rolnych, to przegramy najważniejszą bitwę – stracimy naszą niezależność żywnościową i polskie ziemie będą, tak jak dzieje się to właśnie na Ukrainie, przejmować obcy.

A od tego już tylko krok do dyktowania nam takich cen żywności, że będzie można na nas wymusić zjadanie tego, co życzą sobie globaliści. Dopóki większość ziemi jest w polskich rękach, dopóty skutecznie możemy się opierać obcym wpływom.

Rozbicie polskiego rolnictwa to droga do całkowitego uzależnienia Polaków od obcego kapitału i obcych wpływów. Na Ukrainie w czasie wojny dokonano największej w historii tego kraju (jeśli nie liczyć postkomunistycznego złodziejstwa) prywatyzacji. Za naszą wschodnią granicą czekają już wielkie koncerny i oligarchowie, którzy dzięki przestępstwom i morderstwom zgromadzili swój niebotyczny majątek, a teraz usiłują go gwałtownie legalizować w Europie. Kiedy więc napotykasz na drodze rolniczą blokadę, nie okazuj zniecierpliwienia, bo ci ludzie właśnie walczą w naszym wspólnym interesie. Jeśli upadnie rolnictwo, nic w naszej gospodarce nie będzie już niepodległe. Szanujmy spracowane ręce, które od wieków nas żywią. 

Nadmiarowe szczepionki przeciw COVID zostaną zutylizowane? Resort zdrowia dumnie otworzył specjalny ośrodek

Nadmiarowe szczepionki przeciw COVID zostaną zutylizowane? Resort zdrowia dumnie otworzył specjalny ośrodek

zutylizowane-resort-zdrowia-dumnie-otworzyl-osrodek

„Nasz minister nakupił szczepionek za 9 mld zł, które to teraz się przeterminowały w magazynach, i nie wiadomo, co z nimi zrobić. Ba – minister sam zamówił po sześć sztuk dwudawkowej szczepionki na głowę i się mu – surprice! – bilans nie zgadza”, pisze na łamach tygodnika „Do Rzeczy” Jerzy Karwelis.

Publicysta przypomina huczne zapowiedzi ministra Niedzielskiego, który zapowiedział, że z-re-negocjuje zamówione i opłacone szczepionki.

Na co się powołuje minister, chcąc anulować zamówione dawki? Na siłę wyższą, polegającą na… napływie milionów Ukraińców do Polski. Tak, nie żartuję.

Powinno być odwrotnie – powinniśmy z tego powodu domówić jeszcze szczepionek, bo odwiedził nas naród kompletnie niezaszczepiony. Ale cóż, logika covidowa, nic nie poradzisz”, kpi autor tygodnika „Do Rzeczy”.

To jednak nie wszystko. Okazuje się bowiem, że szef resortu zdrowia „dumnie otworzył specjalistyczny ośrodek do utylizacji niepotrzebnych szczepionek”.

„Nie dość, że decyzje ministra kosztowały nas już 9 mld w błoto, to teraz funduje (mu?) się fabrykę do utylizacji tych niepotrzebnie zamówionych szczepionek. Za 500 mln zł. To już są szczyty.(…) Kosztów przechowywania przeterminowanych dawek nie dodaję. No, teraz to można zamawiać w opór następnych dawek, skoro jest jak to spuścić”, podkreśla Jerzy Karwelis.

=============================

mail:

– Na dzień 23 marca 2023 roku w magazynach RARS znajduje się 28 624 090 sztuk szczepionek przeciw COVID-19. Miesięczne koszty przechowywania szczepionek wynoszą 774 tys. zł. Dotychczas Polska odsprzedała innym państwom 14 783 100 sztuk szczepionek – odpowiedział wiceminister zdrowia Waldemar Kraska.