Polska jest w recesji.

Polska jest w recesji.

To są recesyjne odczyty. to-sa-recesyjne-odczyty 5 maja 2023

Sprzedaż detaliczna spadła w marcu tego roku o 7,3 proc. w stosunku do marca 2022 roku. Produkcja przemysłowa zmniejszyła się z kolei o 2,9 proc.. Jak by na to nie patrzeć są to odczyty recesyjne – pisze na FB ekonomista Marek Zuber.

W marcu sprzedaż detaliczna znowu spadła w ujęciu rocznym. Znowu, po spadek odnotowaliśmy też w lutym. Tym razem było jednak jeszcze gorzej, odczyt wyniósł bowiem minus 7,3 proc. W lutym było „tylko” minus 5 proc. W danych tych uwzględnione są zmiany cen, pokazują one zatem realnie ile kupujemy. Czyli kupujemy wyraźnie mniej niż rok temu. Nie może to być jednak zaskoczeniem. Wiemy przecież o tym, że od maja zeszłego roku spadają realne wynagrodzenia.

W marcu znowu spadły, w przypadku tych w sektorze większych przedsiębiorstw tym razem o 3,5 proc.To znaczy wzrost wynagrodzeń był o tyle mniejszy od wzrostu cen. Ale w rzeczywistości jest jeszcze gorzej. Pisałem kilka tygodni temu o tym, że w przypadku mniejszych firm i ponad połowy zatrudnionych spadek realnych wynagrodzeń jest od miesięcy prawdopodobnie dwucyfrowy. Na to nakłada się oczywiście wzrost stóp procentowych, czyli droższe kredyty i pożyczki.

Z jednej strony jak ktoś je ma, to mniej mu zostaje do wydania, niż choćby rok temu. A z drugiej trudniej nam się nowe kredyt i pożyczki zaciąga. Trudniej, bo są droższe i trudniej bo realnie mniej zarabiamy. No i w sumie – mniej kupujemy. Już pół roku temu sygnalizowałem, że sieci handlowe informują o wybieraniu tańszych produktów i jeszcze intensywniejszym poszukiwaniu różnych promocji.

Prawda jest taka, że to nie od lutego, od lutego sprzedaż detaliczna jest formalnie na minusie, zaczęliśmy kupować mniej. To się zaczęło dużo wcześniej, moim zdaniem przynajmniej od października. Dane roczne były bowiem zaburzone efektem pojawienia się w Polsce nowych obywateli Ukrainy. Od końca lutego obserwowaliśmy oblężenie polskiej granicy na skutek eskalacji wojny. Miliony wcześniej nie widzianych konsumentów pojawiło się w Polsce i kupowało. Albo dla nich kupowaliśmy. Trzeba także uwzględnić efekt zakupowy związany z wysyłaniem pomocy na wschód. A zatem jeśli na przykład w październiku zeszłego roku odnotowaliśmy wzrost sprzedaży detalicznej o 0,7 proc. w ujęciu rocznym, to odnosząc te dane do samych Polaków oznaczało to już realny spadek naszych zakupów. (…)

A zatem Polska w zasadzie jest w recesji i to tej prawdziwej, czyli w ujęciu rok do roku. W zeszłym roku mogliśmy mówić o „recesji technicznej”. Formalnie dotyczy ona sytuacji, w której mamy dwa kwartały spadku PKB w ujęciu kwartalnym. Co prawda na minusie były kwartał drugi i czwarty, w trzecim mieliśmy wzrost o jeden procent, ale nie zmienia to oceny sytuacji.

Teraz jest podobnie. Nie wiem, czy zarówno w pierwszym jak i w drugim kwartale gospodarka formalnie się zmniejszy w ujęciu rok do roku. Ale nawet jeśli będzie to odczyt zero plus, to i tak biorąc pod uwagę z jakiego poziomu zjeżdżamy możemy mówić o recesji. Recesji bez mocnego wzrostu bezrobocia. I to jedyny plus tej sytuacji. Ale recesji niestety z wciąż wysoką inflacją. Choć spadającą.

No właśnie. Jedyny dobry efekt tego wszystkiego to wpływ opisywanych procesów na inflację. Szczególnie spadku konsumpcji. Utrzymanie się tego trendu daje szanse na to, żeby wzrost cen systematycznie hamował.

Dają sobie dodatkowy 1 mld euro na wygaszanie polskich kopalni !

Dają sobie dodatkowy 1 mld euro na wygaszanie polskich kopalni !

Więcej środków na wygaszanie „niekonkurencyjnych” kopalń węgla. KE zatwierdziła program
2023-05-05 wspierania-zamykania-kopaln-wegla

Komisja Europejska zatwierdziła, zgodnie z unijnymi „zasadami pomocy państwa”, zmiany w polskim programie wspierania zamykania „niekonkurencyjnych” kopalń węgla – poinformowała KE w komunikacie prasowym. Zmiany obejmują m.in. zwiększenie budżetu o 1 mld euro.

Program został pierwotnie zatwierdzony przez Komisję w listopadzie 2016 r., następnie zmiany zostały zatwierdzone w lutym 2018 r. i w lipcu 2019 r., a wygasnąć ma z końcem 2023 r.

Od 2019 r. cel programu ogranicza się do pokrycia jedynie wyjątkowych kosztów społecznych i środowiskowych wynikających z zamknięcia kopalń węgla, które zaprzestały działalności do końca 2018 r., takich jak koszty świadczeń socjalnych lub wcześniejszego przejścia na emeryturę lub koszty związane z bezpieczeństwem lub likwidacją i rekultywacją terenu.

„Zatwierdzone dziś zmiany w tym programie obejmują: (i) jego przedłużenie do końca 2027 r.; (ii) zwiększenie budżetu o 1 mld euro (5 mld zł) w celu pokrycia kosztów nadzwyczajnych, co oznacza, że całkowity budżet wyniesie 3,7 mld euro (17 mld zł); oraz (iii) włączenie dwóch dodatkowych kopalń, które zaprzestały produkcji węgla w 2020 r. (Ruch Jastrzębie III) oraz w 2021 r. (Ruch Pokój II)” – napisano w komunikacie.

Jak podano, Komisja stwierdziła, że zmieniony program jest nadal konieczny i odpowiedni do wspierania procesu zamykania kopalń, które zaprzestały działalności, poprzez zapewnienie wsparcia finansowego pracownikom, którzy stracili lub stracą pracę w związku z zamknięciem kopalń, oraz pomoc w zabezpieczeniu szybów kopalni i likwidacji infrastruktury kopalń, naprawę szkód w środowisku spowodowanych przez górnictwo oraz rekultywację gruntów po zamknięciu kopalń.

Mamy zapłacić połowę ceny za szczypawki, które jeszcze NIE powstały.

Mamy zapłacić połowę ceny za szczypawki, które jeszcze NIE powstały… To jest władza korporacyjna nad politykami, nad rządami państw…

4.05.2023 zaplacic-polowe-ceny-za-szczypawki-ktore-jeszcze-nie-powstaly-to-jest-wladza-korporacyjna

================================

Realizacja „zielonego” programu UE przyczyni się do likwidacji naszej gospodarki, państwowości i wolności

Realizacja „zielonego” programu UE przyczyni się do likwidacji naszej gospodarki, państwowości i wolności

Prof. Skrzydlewski: 4 maja 2023 https://pch24.pl/prof-skrzydlewski-realizacja-zielonego-programu-ue-przyczyni-sie-do-likwidacji-naszej-gospodarki-panstwowosci-i-wolnosci/

Gdyby ten program został wprowadzony w życie, przyczyniłby się do zlikwidowania naszej rodzimej gospodarki i formy życia, przyczyniłby się również do unicestwienia naszej państwowości i naszej wolności. Dlaczego więc jest tak lansowany? Jest swoistym narzędziem destrukcji tego, co zostało wytworzone przez wieki w Europie dzięki współpracy narodów – powiedział o Europejskim Zielonym Ładzie profesor Paweł Skrzydlewski.

—————————————

Filozof zrecenzował na antenie Radia Maryja niby-ekologiczną, a w rzeczywistości samobójczą  politykę eurokratów. UE wprowadza szereg drastycznych i kosztownych rozwiązań pod hasłem „neutralności klimatycznej”, czyli dążenia do zminimalizowania emisji dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych. Jednym ze środków do osiągnięcia tego utopijnego celu jest wprowadzenie zakazu produkcji i rejestrowania samochodów z silnikami spalinowymi.

Europejczycy będą musieli również płacić bajońskie sumy pieniędzy za emisję CO2 do atmosfery, radykalnie zmienić transport morski, lotniczy, drogowy oraz wprowadzić nowe normy budowlane – wskazał prof. Skrzydlewski.

Brukselskie elity Unii Europejskiej po raz kolejny wyjawiły swe zamiary, jakie mają w stosunku do nas i poniekąd do całej wspólnoty narodów zamieszkujących Europę. Stało się to możliwe dzięki przyjęciu w kwietniu 2023 roku przez Radę Unii Europejskiej pakietu pięciu aktów prawnych, czyli „Fit for 55”, które rzekomo pozwolą Unii Europejskiej ograniczyć emisją gazów cieplarnianych – mówił uczony.

UE zamierza już do końca obecnej dekady zmniejszyć o 55 procent emisję w stosunku do poziomu z 1998 roku. Z kolei w 2050 roku ma zostać osiągnięta tak zwana neutralność klimatyczna, czyli stan, w którym wytwarzane gazy cieplarniane będą w całości pochłaniane przez przyrodę.

Nowy Ład ma zachwycić, oczarować cały świat i stać się wzorem. Twierdzi się, że dzięki temu nasza planeta zostanie uratowana, a przez ludzkość zostanie porzucona droga do samozagłady. (…) Wszystkie plany Unii Europejskiej wprowadzają w szok i zdumienie, że mogą być tolerowane i głoszone przez ludzi o zdrowych zmysłach. Jednak elity Unii Europejskiej przyjmują je i zapowiadają zaciekłą walkę – podkreślił uczony.

Gdyby ten program został wprowadzony w życie, przyczyniłby się do zlikwidowania naszej rodzimej gospodarki i formy życia, przyczyniłby się również do unicestwienia naszej państwowości i naszej wolności. Dlaczego więc jest tak lansowany? Jest swoistym narzędziem destrukcji tego, co zostało wytworzone przez wieki w Europie dzięki współpracy narodów – dodał prof. Skrzydlewski.

Jak zaznaczył, idea Europejskiego Zielonego Ładu to woda na młyn dla takich potęg jak Chiny, Indie czy Rosja, które nie przejmują się mrzonkami o „zeroemisyjności”.

Źródło: RadioMaryja.pl

Reżim Bidena chce zgaszenia Wiecznej Lampki przy Tabernakulum

Reżim Bidena chce zgaszenia Wiecznej Lampki przy Tabernakulum.

Kolejny krok po skutecznym wyciszeniu dzwonów w kościołach.

bibula

Medyczna agencja federalna reżimu Bidena, administrująca programem ubezpieczeń społecznych, zażądała od katolickiego szpitala w Tulsa (Oklahoma) aby zgasił wieczną lampkę, która bez przerwy pali się przed Tabernakulum.

Władze agencji Center for Medicare and Medicaid Services (CMS) zażądały od szpitala Saint Francis Health System zgaszenia dwóch świec: małej świecy sanktuaryjnej, która pali się bez przerwy do 1960 roku oraz drugiej w innym szpitalu, palącej się od 15 lat.

Wieczna lampka paląca się w kaplicy szpitalnej w Saint Francis Health System

W przypadku odmowy, zagrożono utratą akredytacji, gdyż palące się lampki mają rzekomo stwarzać niebezpieczeństwo pożarowe. Jak dotąd, pomimo obowiązkowych okresowych inspekcji, które zespół szpitali przechodził rutynowo, nigdy w historii nikt nie stwierdził, iż paląca się religijna mała lampka miałaby być problemem.

Utrata akredytacji może spowodować odebranie federalnych funduszy Medicare (ubezpieczenie zdrowotne głównie dla osób powyżej 65 lat) oraz Medicaid (program pomocy dla osób uboższych), w praktyce pozbawiając opieki zdrowotnej tysięcy osób.

Zespół szpitali Saint Francis Health System zatrudnia ponad 10 tysięcy pracowników, w tym ponad 1100 lekarzy i udostępnia 1112 łóżek szpitalnych oraz jedyne w regionie centrum Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka, jak również 168-łóżkowy specjalistyczny szpital chorób serca.

W walce szpitala z agencją federalną reżimu Bidena pomaga organizacja Becket Fund for Religious Liberty, grupa zajmująca się sprawami sądowymi specjalizująca się w naruszeniach dotyczących Pierwszej poprawki Konstytucji.

„Wymagając od szpitala Saint Francis zgaszenia lampki” – pisze radca prawny Lori Windham w liście wystosowanym 3 maja br. – „jest próbą zgaszenia nie tylko świecy, ale i prawa wynikającego z Pierwszej Poprawki … i zgaszenia prawa do opieki zdrowotnej dla osób starszych, biednych i niepełnosprawnych w Oklahomie”.

Windham zauważyła, że działania administracji naruszają przepisy Religious Freedom Restoration Act (RFRA) poprzez wymaganie od szpitala ukrywania swojej wiary bez ważnego interesu rządowego. Grupa wolności religijnej przypomniała administracji [tzw.] prezydenta Joe Bidena – deklarującego się jako katolik – że katolickie prawo kanoniczne wymaga, aby świeca była zapalona wszędzie tam, gdzie jest Najświętszy Sakrament.

„Kodeks Prawa Kanonicznego wymaga, aby gdziekolwiek przechowywany jest Najświętszy Sakrament, specjalna lampa musiała świecić nieprzerwanie. Żywy płomień jest tak ważny dla kultu, że Piąty Rozdział Ogólnej Instrukcji Mszału Rzymskiego wyraźnie nakazuje, aby „specjalna lampa, zasilana olejem lub woskiem, świeciła w sposób widoczny, aby wskazać na obecność Chrystusa i oddać Mu cześć.”

„W historii zespołu szpitali Saint Francis nie było dnia, w którym żywy płomień zostałby zgaszony.” – przypomniała organizacja Becket Fund for Religious Liberty.

Można spodziewać się, że po skutecznym wyciszeniu dzwonów w kościołach – w Stanach Zjednoczonych bicie dzwonów w katolickim kościele należy do rzadkości – kolejnym etapem walki z wiarą katolicką będzie wymuszenie zgaszenia Wiecznej Lampki. Zaczyna się od kaplic szpitalnych, a skończy na samych kościołach, którym władze, pod pretekstem przepisów przeciwpożarowych, odbiorą prawa do gromadzenia się ludzi w budynku kościelnym, a ubezpieczyciele odmówią wydania polisy.

Oprac. www.bibula.com 2023-05-04 na podstawie Lifesitenews (May 4, 2023)

Wesprzyj naszą działalność

Watykan dzisiaj – a zetknięcie się z Jezusem „najpierw dla Żyda, potem dla Greka”

Watykan dzisiaj – a zetknięcie się z Jezusem „najpierw dla Żyda, potem dla Greka”

3 mar 2016 Posted by Sacerdos Hyacinthus

O. Benedykt J. Huculak*

WATYKAN DZISIAJ

Nawet dla osób nawykłych do częstego gradu w postaci coraz to nowych wytworów myśli katolicko-reformowanej, która pieczętuje się – często na wyrost – Soborem Watykańskim II, wstrząsem stał się niedawny dokument Watykanu o wyłączeniu żydów[1] spośród tych środowisk, ludów i narodów, do których Kościół będzie kierował nauczanie Chrystusa[2]. Ma to wynikać głównie stąd, że oni rzekomo są „nosicielami Słowa Bożego”[3], lecz gdyby tak było, to komu – według Kurii – potrzebne byłoby przyjście Jezusa? Czy nie wystarczyłaby droga Chazarów, owego ludu i państwa nad Morzem Czarnym, które w wieku IX przyjęło judaizm? Wstrząs wynika stąd, że reformowanie[4], które dotąd – przy pewnym wysiłku – można było postrzegać jako przejściowe gorączkowanie w postaci herezji materialnej, czyli nieświadomego błądzenia w wierze[5], w danym oświadczeniu przekroczyło granice herezji formalnej; a to już pociąga skutki ciężkie, i to zarówno dla chrześcijan świeckich, jak i duchownych, także dla biskupa.
…….Już „krewni Jezusa” przyszli Go odciągnąć od nauczania w imię jakiejś poprawności potocznej, wręcz „zabrać Go”, mówiąc, że „odszedł od zmysłów” (Mk 3, 21). Dzisiaj Watykan zwraca się ku prawomyślności tego świata, którym od wieku XVIII – naznaczonego buntem Ameryki i przewrotem we Francji – kieruje gwiazda ludu (am) Dawida[6]. Wokół niej zaś od lat trzystu pośród narodów (gojím) posłusznie krąży pięcioramienna gwiazda masonów, której zgodną odmianą jest czerwony znak socjalistów. Sprawa jest groźna, bo stanęła na granicy, o której rzekł Pan, jedyny Ješuah – Zbawiciel (Jezus)[7]: „Do każdego, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie; lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie” (Mt 10, 32-33). Także jednak na ziemi rzecz mocą prawa Kościoła miewa skutki ciężkie.
.
.
…….PAWEŁ

Dokument Watykanu wstępnie zaskakuje tym, że powołuje się na krótkie i ogólne, a z kontekstu wyjęte, powiedzenie Pawła[8], owego Szawła z Tarsu, który był nie tylko rodowitym Żydem z pokolenia Beniamina, lecz niegdyś także gorliwym faryzeuszem, a nawet zaciekłym oraz urzędowym inkwizytorem i prześladowcą chrześcijan. Otóż według tegoż pisma chwalebny Jezus nie miałby prawa nawrócić go u bram Damaszku, a jeśli już do tego doszło, to stałoby się coś niestosownego, wysoce niepożądanego. Pośrednio wskazuje się na Chrystusa jako na kogoś, kto narobił niepotrzebnego kłopotu. W tym względzie jednak bardzo jednoznaczny jest Nowy Testament, a w nim św. Paweł, który z naciskiem stwierdza: „Jeśli usprawiedliwienie dokonuje się przez prawo [Mojżesza], to Chrystus dôreán apéthanen – umarł na darmo” (Gal 2, 21).
…….Religia więc żydów, odrzucających Jezusa, nie jest i nie może być równoległą drogą do zbawienia, jak to zostało jasno wyłożone przez Kurię wcześniej, w składzie innego pokroju[9]. Także męczennicy krwią wyznawali nie tylko to, że On był Bogiem – więc dla Greków i Rzymian bezpieczne mniemanie, jakoby był jednym z bogów Panteonu –, lecz głównie prawdę o tym, że jest On zbawicielem jedynym. Otóż samej wysokiej radzie Żydów z arcykapłanami na czele jasno oświadczył apostoł Piotr: Poza „Jezusem Chrystusem Nazarejczykiem, którego wy ukrzyżowaliście, a którego Bóg [Ojciec] wskrzesił z martwych […] nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano pod niebem żadnego innego imienia, przez które my [Żydzi] powinnibyśmy zostać zbawieni (deí sôthếnai hêmás)” (Dz 4, 10. 12). W tej samej sprawie później rodacy ze strony Pawła przeczytali słowa: „Mamy więc, bracia, pewność, że wejdziemy do miejsca świętego [w niebie] przez krew Jezusa. On nam [Żydom] zapoczątkował drogę nową i żywą, przez zasłonę, to jest przez ciało swoje […] Przystąpmy z sercem prawym, z wiarą czystą… obmyci na ciele czystą wodą [chrztu]” (Hbr 10, 19-22).
…….Kuria Rzymska zasłania się ogólnym i skądinąd oczywistym powiedzeniem Pawła, że „Bóg nie żałuje [swych] darów łaski i wezwania”[10]. Słowa te zostały tu wyjęte z kontekstu jego rozważań o dziejach Izraela, który w końcu jednak przyjmie Pana Jezusa Chrystusa (Rz 11, 25-26). Niniejszą część Listu do Rzymian umieszczono w tle soborowego oświadczenia „Nostra aetate”, skierowanego do wyznawców religiach niechrześcijańskich, w jego części dotyczącej żydów. Dane powiedzenie Pawła jest tam przytoczone, lecz Soborowi nie tylko daleko było do tego, co z nimi zrobił ostatnio Watykan, ale w tymże piśmie Sobór nawet podkreślił konieczność głoszenia ewangelii wszystkim, a zwłaszcza muzułmanom i żydom, gdy rzekł: „Kościół katolicki […] głosi i jest zobowiązany (tenetur) nieustannie głosić Chrystusa, który jest, ‹drogą i prawdą, i życiem› (J 14, 6), w którym ludzie znajdują pełnię życia religijnego i w którym Bóg wszystko [więc również żydów] ze sobą pojednał”[11]. – Należy to podkreślić, bo Kuria chciała sprawić żydom miłą niespodziankę w pięćdziesięciolecie pisma „Nostra aetate”. Okazuje się jednak, że usiłowała to uczynić za wszelką cenę, i to nie tylko wbrew tamtemu oświadczeniu Soboru, lecz także stronniczo nadużywając słów Pawła, a co najważniejsze – wbrew samemu Chrystusowi Panu.
…….Prawdziwa myśl Pawła jest jasno zarysowana już na tej samej stronicy jego Listu do Rzymian, gdzie pisze on, że wrogość Żydów względem Jezusa jest tymczasowa, a tajemniczo przez Boga dopuszczona po to, „aby i [oni] sami teraz dostąpili miłosierdzia” (Rz 11, 31) dokładnie tak samo, jak tymczasem narody „z powodu ich nieposłuszeństwa dostąpiły miłosierdzia” (30) drogą chrzcielnego włączenia w tajemnicę Chrystusa. „Zatwardziałość – pisze Paweł – dotknęła część Izraela aż do czasu, gdy wejdzie [do Kościoła] pełnia narodów; i tak cały Izrael zostanie zbawiony” (25-26) w Kościele Chrystusa. „Jeżeli zaś ich [Żydów] upadek przyniósł bogactwo światu, a ich [nawróconych] mała liczba – wzbogacenie narodom, to o ileż więcej przyniesie ich zebranie w całości” (12) wokół Pana Jezusa. To zaś nastąpi także dlatego, że z woli Chrystusa przed końcem tego świata „ewangelia musi być głoszona wszystkim narodom”[12], przeto również Żydom, a nawet „najpierw Żydowi, a potem Grekowi”[13], czyli synowi jakiegoś narodu wewnątrz Cesarstwa, gdzie mowa grecka była używana wszędzie. „Nie ma już różnicy między Żydem a Grekiem, ponieważ ten sam jest Pan wszystkich” (Rz 10, 12), a „Ten [Jezus] jest ustanowiony na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą” (Łk 2, 34).
…….Przede wszystkim zaś, jeśli Żydzi – także według Pawła – mają przyjść do Jezusa, to nasuwa się pytanie, na które on jasno odpowiedział w sąsiednim miejscu tegoż Listu do Rzymian: „Jak mieli uwierzyć w Tego, którego nie słyszeli? Jak mieli usłyszeć, gdy im nikt nie głosił? […] Przeto wiara ex akoếs – z usłyszenia [pochodzi], a usłyszenie [dokonuje się] przez słowo Chrystusa” (Rz 10, 14-17). Według Pawła więc Żydom koniecznie trzeba kêrýssein – ogłaszać Dobrą Nowinę Jezusa. Oświadcza on: „Ja nie wstydzę się ewangelii. Jest ona bowiem mocą Boga ku zbawieniu dla każdego wierzącego, Ioudaíô te prốton – najpierw dla Żyda, potem dla Greka” (1, 16). Paweł nie tylko był tego pewien, lecz również tak czynił, wszędzie – począwszy od Damaszku i Antiochii poprzez Efez i Korynt aż do Rzymu – kierując swoje kroki i słowo najpierw do Żydów, wbrew temu, czego chciałaby obecna Kuria.
…….Jej wymysł nie pomieściłby się w głowie nawet owym ioudaizóntes – żydującym przeciwnikom, a nawet wrogom Pawła, dla których prawo Mojżesza było częścią całości zbawczej, należącej jednak do Chrystusa. Nawet ci ludzie – których Paweł nie waha się nazwać „fałszywymi apostołami, podstępnymi działaczami, udającymi apostołów Chrystusa”, a nawet „sługami jego [szatana]” (2 Kor 11, 13-15) – z obrzydzeniem odrzuciliby twierdzenie, jakoby do zbawienia wystarczył Mojżesz, więc religia żydowska byłaby względem chrześcijaństwa jakąś drogą równoległą do zbawienia. Coś takiego więc nikomu nie mogło nawet przyjść do głowy, natomiast ów żydujący pogląd o przyjęciu prawa jako warunku dojścia do Chrystusa, został na szczeblu najwyższym odrzucony przez samych apostołów na Soborze Jerozolimskim w roku 49 (Dz 15, 1-33).
…….Zasadniczo tej sprawie św. Paweł poświęcił swe listy do Rzymian i do Galatów, gdzie z naciskiem rzekł: „Jeżeli zbawienie dokonuje się przez prawo [Mojżesza], to Chrystus umarł na darmo” (Gal 2, 21). W przekonaniu Pawła – wbrew temu, co usiłuje mu podsunąć Kuria – całe dzieje Izraela zmierzały ku Jezusowi i w Nim miały znaleźć wypełnienie (Mt 5, 17): „Nasi ojcowie – pisze on – wszyscy byli pod obłokiem, wszyscy przeszli przez morze i wszyscy w [imię] Mojżesza zostali zanurzeni w obłoku i w morzu; wszyscy też jedli ten sam pokarm duchowy i pili ten sam duchowy napój. Pili bowiem z towarzyszącej im skały duchowej; a tą skałą był Chrystus” (1 Kor 10, 1-4). Owo kluczowe Pawła zdanie warunkowe: „Jeżeli usprawiedliwienie – przez prawo…”, w domniemanym trybie nierzeczywistości działające jako ‘dowód nie wprost’, jest doniosłe tak samo, a zasadniczo jest nawet tożsame z tym jego zdaniem także warunkowym: „Jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, to daremna jest wasza wiara i aż dotąd pozostajecie w swoich grzechach […] Tymczasem jednak Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli” (15, 17. 20).
.
.
…….JEZUS

Od jasnej postawy Pawła daleko ważniejsze jest nauczanie i dzieło Chrystusa, których zresztą odzwierciedleniem były starania Jego ucznia z Tarsu, owego Żyda, a nawet faryzeusza przezeń nawróconego u bram Damaszku. Jezus Nazarejczyk[14] wychował się, wzrastał i pracował, a potem głosił naukę w zielonej, kwitnącej rolnictwem północnej części Palestyny, zwanej Galil hag-gojím – Galileą narodów[15], odróżnianych od jedynego ludu (am), którym miał być Izrael. Wynikało to stąd, że już w VIII wieku podbił ją król Asyrii, który Żydów uprowadził w głąb swojego kraju, by tam osiedlić Asyryjczyków; a później – po Aleksandrze Wielkim – napłynęli tam Grecy. Królowej judzkiej Aleksandrze około roku 70 przed Chr. tylko w małej mierze udało się zmusić Galilejczyków do religii żydowskiej, skąd w oczach Judejczyków oni nadal pozostali narodem osobnym[16]. Zachowali odmienną kulturę syryjską, opartą o najstarszy i wielki dorobek sumeryjsko-babiloński, także w dziedzinie piśmiennictwa, prawa i religii. Wyróżniali się też osobliwą, bliższą klasycznej, wymową języka aramejskiego (Mt 26, 73), którym wówczas mówiono w Palestynie i na Bliskim Wschodzie[17]. – Jezusa, syna Maryi z „miasta w Galilei, zwanego Nazaret” (Łk 1, 26), powszechnie uznawano za Galilejczyka; Jego uczniów – także[18]. Nie bez związku z ową kulturą wysoką, wolną od usposobienia nazbyt prawniczego, pozostają wielekroć powtórzone słowa Zbawiciela: „Słyszeliście, że powiedziano [według prawa Mojżesza]… Ja natomiast mówię wam…”[19].
…….Dla każdej osoby, „najpierw dla Żyda, potem dla Greka” zetknięcie się z Jezusem jest rozstrzygające, bo wymaga zajęcia postawy, której treść ma skutki na wieczność. On jest probierzem, gdyż „ma On wiejadło w ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym”[20]. On „jest ustanowiony na upadek i powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą” (Łk 2, 34). „On jest – rzecze Piotr – kamieniem, odrzuconym hyph’hymốn – przez was [Żydzi] budują­cych: tym, który stał się głowicą węgła” (Dz 4, 11). „Wam zatem, co [w Niego] wierzycie [niech będzie] cześć, natomiast niewierzącym tenże kamień, który odrzucili budowniczowie, stał się… kamieniem potknięcia się i skałą obrazy” (1 P 2, 7-8). Niniejsze słowa Piotra i Pawła tylko rozwijają to, co rzekł sam Pan Jezus na krótko przed męką: „Każdy, kto upadnie na ten kamień, rozbije się, a na kogo on spadnie, zmiażdży go” (Łk 20, 18).
…….Według rozporządzenia Boga głoszenie ewangelii, podczas gdy Syn Boży chodził po tej ziemi, miało dokonywać się w Palestynie i skupiać się wyłącznie na Żydach. On nie tylko o sobie rzekł: „Jestem posłany [osobiście] tylko do owiec, które poginęły oíkou Israếl – z domu Izraela” (Mt 15, 24) – choć poszedł w okolice fenickiego Tyru i Sydonu, a także do greckiego Dziesięciogrodu (Dekápolis) –, lecz zakazał też uczniom: „Nie idźcie do narodów i nie wstępujcie do żadnego miasta Samarytan. Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela” (10,5-6). Czyż te słowa nie są wprost przeciwne temu, co wyznacza Watykan? Ich moc w tym względzie nie zmniejsza się na tle tego, co Jezus oświadczył uczniom po swym zmartwychwstaniu, gdy oświecił uczniów, „aby rozumieli Pisma” (Łk 24, 45), czyli Biblię Żydów, i rzekł im: „Tak jest napisane [tam]: Mesjasz (ton Christón) będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie. W Jego imię będzie głoszone nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, [lecz] począwszy od Jerozolimy” (46-47). Dzieło to mieli zacząć po zesłaniu Ducha Świętego, a Jezus przed wniebowstąpie­niem, bezkreśnie rozszerzając ich pole działania, powtórzył im: „Będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii [czyli w Izraelu], i aż po krańce ziemi” (Dz 1, 8).
…….Wówczas to uczniom nakazał: „Pójdźcie na cały świat i ogłoście (kêrýxate) ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i zostanie ochrzczony, ten będzie zbawiony, a kto nie uwierzy, będzie potępiony” (Mk 16, 15-16). Innej możliwości nie ma „ani dla Żyda ani dla Greka”, czyli dla nikogo. Praca więc apostołów oraz ich następców miała wyrastać niezmiernie ponad proste zachęcanie do czegoś wartościowego obok innych rzeczy podobnie dobrych i pięknych, gdyż miała ona być kếrygma – ogłoszeniem tego, co do zbawienia jest konieczne potrzebne, czyli przylgnięcia do Jezusa, czego uwieńczeniem jest chrzest. Dlatego to już w dzień Pięćdziesiątnicy, gdy Żydzi w Jerozolimie wysłuchawszy pierwszego kazania Piotra, „przejęci do głębi serca” zapytali, co mają czynić, on rzekł im: „Nawróćcie się i niech każdy z was zostanie ochrzczony w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie w darze Ducha Świętego […] Ratujcie się spośród tego przewrotnego plemienia!” (Dz 2, 37-40).
…….Znamienne jest, że Pan Jezus nakazał nie tylko podtrzymywanie działania ciągłego, jakby liniowego w postaci ‘głoście (kêrýssete)’, lecz dokonanie czynności jakby punktowej, gdy rzekł: „ogłoście ewangelię wszelkiemu stworzeniu” (Mk 16, 15), czemu zresztą doskonale odpowiada zapis Mateusza: „Pójdźcie więc i nauczcie (mathêtéusate) wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, [i] ucząc je zachowywać wszystko, co wam przykazałem” (28, 19). – Ostatnio jednak najlepsi katolicy, którzy według woli Pana starają się „zachowywać wszystko”, nie szczędząc wysiłków, a nawet ofiar, oni – zwłaszcza w okresie niedawnego synodu i po nim – ze strony Kurii bywają piętnowani jako rzekomi faryzeusze, ludzie niemiłosierni, zapatrzeni w literę, bałwochwalcy, buntownicy, a nawet jako fundamentaliści podobni do bojowników państwa islamskiego. Cóż to jednak jest wobec tych potwarzy, które zniósł Pan Jezus, zwłaszcza od arcykapłanów i rady żydowskiej?
…….Według obecnej Kurii powodem wyłączenia żydów spośród tych, do których będzie kierowana nauka Chrystusa, ma być głównie to, że oni rzekomo są „nosicielami Słowa Bożego”[21], a przecież sam Jezus tuż po zmartwychwstaniu „zaczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków, wykładał im [uczniom], co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego” (Łk 24, 27). Później zaś rzekł: „To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi wypełnić się wszystko, co jest o Mnie napisane w prawie Mojżesza, u proroków i w psalmach” (44).
…….Wcześniej natomiast oświadczył, że nie przyszedł znieść prawa czy proroków, „lecz wypełnić [je]” (Mt 5, 17), uwagę skupiając na ich korzeniu, a także na zwieńczeniu, którym jest dwoiste prawo miłości, a przede wszystkim to, że jedyny Bóg istnieje w trójcy Osób i że On sam, Jezus, jest odwiecznym Synem Bożym, który w „pełni czasu”[22] przyjął naturę ludzką w łonie Maryi Panny[23]. Jest On więc „Tym, który [ostatecznie] wyznacza treść wiary (ho tês písteôs archêgós)”, przeto ją „wydoskonala” (Hbr 12, 2), doprowadzając do odwiecznie zamierzonego stanu pełnego Słowa Bożego. O tym w kręgu Pawła napisano, że „wielekroć i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna…, który jest odblaskiem Jego chwały i odbiciem Jego istoty” (Hbr 1, 1-3). Głównie w tym odniesieniu rzekł On: „Oto czynię wszystko nowe… Ja jestem Alfą i Omegą, początkiem i końcem” (Ap 21, 5-6).
…….On więc jest koniecznym szczytem i zwornikiem całego łuku biblijnego, a tegoż pełnego Słowa nosicielami nie mogą być żydzi, którym już na początku rzekł Piotr z Galilei: „Jezusa Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg [Ojciec] potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami… przybiliście rękami nieprawych do krzyża i zabiliście […] Zaparliście się Go przed obliczem Piłata, gdy ten postanowił uwolnić [Go]… Zabiliście dawcę życia, lecz Bóg Go wskrzesił z martwych”[24]. Ich ziomek zaś Paweł z rodu Beniamina w liście, który jest najstarszą częścią Nowego Testamentu, pisze: „Bracia, wy staliście się naśladowcami Kościołów Boga, które są w Judei w Chrystusie Jezusie, gdyż to samo, co one od Żydów, wycierpieliście także wy od własnych współziomków. Żydzi zabili Pana Jezusa i proroków; i nas prześladowali, a nie podobają się Bogu i wrodzy są wszystkim ludziom. Zabraniają nam przemówić do narodów, [co jednak czynimy] aby ci zostali zbawieni; a tak dopełniają miary swoich grzechów. Na koniec jednak pośpieszył przeciw nim gniew [Boga]” (1 Tes 2, 14-16).
…….Gdy Pan Jezus, na oślęciu jadąc ku stolicy Żydów, „zbliżał się już do zboczy Góry Oliwnej, całe mnóstwo uczniów poczęło wielbić radośnie Boga za wszystkie cuda, które widzieli […] Niektórzy jednak faryzeusze spośród tłumu rzekli do Niego: ‹Nauczycielu, zabroń tego uczniom swoim›. Odrzekł: ‹Powiadam wam: Jeśli ci umilkną, to kamienie wołać będą›” (Łk 19, 37-40). Obecna Kuria natomiast nie tylko zamilkła, lecz – dołączając do tamtych faryzeuszy – domaga się milczenia od uczniów Jezusa. Kościół Katolicki jednak nie przestanie śpiewać owej pięknej antyfony: Pueri Hebraeorum, portantes ramos olivarum – Hebrajskie pacholęta, niosąc gałązki oliwne, wybiegły naprzeciw Pana, śpiewając radośnie Mu: ‹Hosanna na wysokości!›[25]. Wcześniej zaś Jezus oświadczył Żydom w Jerozolimie: „Abraham, ojciec wasz, rozradował się stąd, że ujrzał mój dzień: ujrzał [go] i ucieszył się” (J 8, 56).
.
.
…….KURIA

Okoliczności wskazane wyżej wskazują na to, że watykańskie oświadczenie w sprawie żydów – w którego tle widnieje obraz jakiegoś Kościoła zbytecznego, nikomu w istocie niekoniecznego, a nie prawdziwy Kościół „jeden, święty, powszechny (katholikế) i apostolski”[26] – nie tylko przekroczyło granice herezji formalnej, lecz nawet zbliżyło się do odstępstwa od wiary katolickiej, co z grecka bywa zwane apostazją. Kuria rzymska, z kongregacjami i podległymi urzędami, jest osobistym narzędziem papieża, działającym jako jego alter ego, czyli przedstawiciel jego osoby. Żadne więc działanie Kurii, a już zupełnie żaden jej dokument, nie jest głosem samej Kurii, lecz jest odbierany jako pochodzący ze strony papieża. Stąd wynika ogromna odpowiedzialność urzędów watykańskich, a beztroskie obchodzenie się z nauką i zwyczajem apostolskim, do których należy powszechna konieczność wiary oraz chrztu, to droga prowadząca do skutków najgorszych. Taka beztroska urzędów może wynikać ze zwodniczego poczucia, że nic im nie grozi, bo za nimi stoi papież, który może wszystko, a także z mniemania, jakoby papież był wyrocznią prawdy.
…….Zapominają jednak, że papież nie jest jakimś bogiem, lecz tylko biskupem, a jako biskupowi Rzymu przysługuje mu szczególne stanowisko w Kościele. Metropolitą Lacjum, prymasem Włoch, patriarchą Zachodu – jednym z pięciu starożytnych[27] – i pasterzem całego Kościoła staje się on ze względu na to, że został biskupem Rzymu. Owo stanowisko, ów zakres władzy jest nadbudową jego tożsamości biskupiej, sprawowanej w Rzymie. Jako następca Piotra, bywa nieomylny w okolicznościach ściśle określonych, czyli tylko wówczas, gdy jako pasterz całego Kościoła – ponad patriarchami i obrządkami – sprawuje nauczanie uroczyste. Ostatnim razem miało to miejsce w roku 1950 przy ogłoszeniu dogmatu o wniebowzięciu Maryi. Oczywiście nie jest to żadna twórczość, lecz tylko stwierdzenie, że dana treść – jak roślina w ziarnie skryta pod ziemią, a potem kiełkująca i rozwijająca się – zawsze należała do skarbca Objawienia, którego źródłami są Pismo i Tradycja, a głównie ta druga, bo jest o wiele starsza i tylko według niej ustalono wykaz ksiąg biblijnych.
…….Narzędziem zaś przekazywania treści Objawienia jest według woli Chrystusa żywe słowo apostołów oraz ich następców, którymi są biskupi; a jest ono nieomylne wtedy i tylko wówczas, gdy oni – w łączności z następcą Piotra – sprawują nauczanie uroczyste na soborze powszechnym albo gdy rozproszeni po całym świecie sprawują nauczanie zwyczajne, które musi być całkowicie zgodne, czyli powszechne, i to nie tylko w przestrzeni – kiedy to w danym okresie biskupi wyrażaliby jakieś twierdzenie –, lecz także w czasie, czyli w zgodzie z nauczaniem poprzednich pokoleń biskupów aż do apostołów. Na tym tle o czym świadczy wypowiedź kard. L. J. Suenensa, że Sobór Watykański II był rewolucją francuską w Kościele, lub podobne słowa o. Y. Congara OP, że był on bezkrwawo przeprowadzoną rewolucją październikową?
…….Na co dzień więc papież nie jest nieomylny i jak każdy inny biskup święcenia wprawdzie ma nieutracalne, lecz nie jest wykluczona utrata jego władzy w diecezji, a z nią – całej nadbudowy, i to nawet niekoniecznie drogą postępowania w sądzie, lecz samoczynnie, mocą samego prawa. Stwierdzają to na przestrzeni wieków niektórzy papieże, lecz także znamienici teologowie i prawnicy, z których wielu Kościół ogłosił świętymi[28]. Powody takiej utraty, skądinąd oczywiste, wyszczególnia prawo Kościoła, gdy stanowi w kanonie 1364: „§ 1. Odstępca od wiary, heretyk lub schizmatyk podlega ekskomunice wiążącej mocą samego prawa, przy zachowaniu przepisu kan. 194, § 1, n. 2; duchowny może być ponadto ukarany karami, o których w kan. 1336, § 1, n. 1, 2 i 3. – § 2. Jeśli tego domaga się długotrwały upór lub wielkość zgorszenia, można dołączyć także inne kary, nie wyłączając wydalenia ze stanu duchownego”. Ów zaś kanon 194, § 1, n. 2 brzmi: „§ 1. Mocą samego prawa zostaje usunięty z urzędu kościelnego: […] 2° kto publicznie odstąpił od wiary katolickiej lub wspólnoty z Kościołem”. Tutaj posoborowy reformator prawa pomylił się, gdyż powtórzył treść kanonu 1364, a chodziło z pewnością o § 2 kanonu 194: „Usunięcie, o którym w nn. 2 i 3, tylko wtedy może być uskutecznione, jeśli wiadomo, że to [wykroczenie] stwierdziła odpowiednia władza (competens)”. – Jest to wymóg zrozumiały, bo dla poczucia praworządności stosowne jest, aby społeczność wiernych wiedziała, dlaczego ich przełożony stracił stanowisko. Przepis ten zakłada, że herezja pasterza nie jest powszechnie znana (notoria) w jego środowisku, więc odnośne stwierdzenie władzy wyższej zapewnia też jawność. Wiąże się to ze wstępną prawdą o widzialności Kościoła, który jako taki może być rozpoznany jako prawdziwy, czyli „jeden, święty, powszechny (katholikế) i apostolski”[29].
…….Względem biskupa Rzymu zaś, jako patriarchy najwyższego, nie ma wprawdzie ludzkiej władzy odpowiedniej, czyli zwierzchniej, która by stwierdziła zajście wykroczenia (factum), ale w danym przypadku nie jest to konieczne, bo z całą oczywistością zostało to wykazane przez samo oświadczenie Watykanu o żydach, które jest dokumentem najbardziej urzędowym, więc powszechnie jawnym oraz rozgłoszonym, a jaskrawo przeciwstawnym ewangelii Jezusa i całemu Testamentowi Nowemu[30]. Taka rzecz zaś, jako notoria et palam divulgata – poznana i otwarcie rozgłoszona[31], będąc kościelno-społecznym zjawiskiem postrzegalnym i powszechnie znanym, wystarczająco wykazuje sam krok urzędowy i wyszczególnia treść jego. Trudno zresztą byłoby o jawność i rozgłoszenie większe niż to, które sam Watykan zapewnił swemu oświadczeniu, przez co ze strony Pawła ściągnął on na siebie ocenę jako autokatákritos – zasądzony przez samego siebie (Tt 3, 11), a już wstępnie dlatego, że w Kościele władza – jak podkreśla tenże Paweł – jest nadawana „ku budowaniu, a nie ku burzeniu” wiernych[32]. Rzecz zaś dodatkowo jest opieczętowana swym stanem jubileuszowego daru dla żydów w pięćdziesięciolecie soborowego pisma „Nostra aetate”, jak również wypowiedziami podczas nieco późniejszego spotkania w synagodze rzymskiej.
…….Niczego tu nie zmienia wzmianka, że ów dokument nie jest głosem dogmatycznym. Cóż bardziej oczywistego? To jednak nie zmienia jego treści i nie umniejsza jej przedmiotowości i powszechnie nagłośnionej jawności. Tak samo zresztą przed Soborem i w czasie jego trwania Jan XXIII, potem Paweł VI, a z nimi Kuria, wielekroć powtarzali, że to zgromadzenie nie ma celów dogmatycznych, lecz tylko duszpasterskie. Celem było uspokojenie biskupów, by otworzyć bramy dla głębokich i zasadniczych zmian w Kościele rzymskim; a rzecz za Pawła VI była już tak nie do ukrycia, że nawet dwom pismom szumnie i na wyrost nadano tytuł ‘konstytucja dogmatyczna’, choć ów przymiotnik mógł wskazywać tylko na jakąś teologię, czyli naukę o treściach wiary, jako odróżnioną od teologii moralnej czy duszpasterskiej[33]. Dogmatyzm natomiast, tyle bezwzględny co nieuzasadniony, wykazano czynnie tuż po soborze, przy wprowadzaniu reform, podobnie jak ostatnio powalono jedyny zakon owocujący i młodzieńczy, mianowicie Franciszkanów Niepokalanej z ich gałęzią żeńską.
…….Chrystus Pan wprawdzie obiecał uczniom, że Duch Święty, którego im ześle po wniebowstąpieniu, doprowadzi ich „do całej prawdy” (J 16, 13), lecz nie jakoby wówczas mieli otrzymać nowe objawienie, ale że Duch poprowadzi ich w głąb tej prawdy, którą On objawił, chodząc po tej ziemi. Ona bowiem jest jedna i niezmienna, bo tożsama ze sobą, co więcej – On jest jej uosobieniem, jak sam rzekł: „Ja jestem drogą i prawdą [ową jedyną] (hê alếtheia), i życiem” (14, 6). Ona więc jest niezmienna, lecz jej poznanie może się rozwijać głównie przy wsparciu Ducha, podobnie jak gorczyca od stanu ziarna ukrytego w ziemi, które jest „najmniejsze ze wszystkich”, stopniowo rozwija się i „staje się drzewem” (Mt 13, 32), niezmiennie zachowując bytową tożsamość.
…….Objawienie, które się wypełniło w Chrystusie, stanowi skarbiec pełny i zamknięty, Dlatego to św. Paweł swego ucznia Tymoteusza, biskupa Efezu, niemal „zaklina” (1 Tm 5, 21), gdy list kończy w słowach: „O, Tymoteuszu, tên parathếkên phýlaxon – ustrzeż [tego] skarbca” (6, 20); a podobnie na początku listu drugiego pisze mu: „Zdrowe zasady, które usłyszałeś ode mnie, zachowaj w wierze i miłości, która jest w Chrystusie Jezusie. Dobrego skarbca ustrzeż z pomocą Ducha Świętego, który w nas mieszka” (1, 13-14).
.

*     *     *

Dokument o żydach jest kroplą, która przepełniła czarę, a raczej ogromną stągiew, bo rzecz zasadniczo rozpoczęła się już w dniu wyboru papieża, kiedy to przemówienie było tak zaskakujące, że już nazajutrz rano na odległą jeszcze Mszę rozpoczęcia urzędu wprosił się prawosławny patriarcha Konstantynopola (Stambułu). O czymś takim zaś nie tylko „od wieków nie słyszano”, nawet po Soborze Watykań­skim II, ale przez ponad tysiąclecie – począwszy od Focjusza w wieku IX – było to wręcz nie do pomyślenia. Patriarcha jednak podjął tę podróż chętnie, gdyż „między wierszami” usłyszał własne nuty o biskupie Rzymu, który wśród patriarchów Kościoła ma miejsce pierwsze nie według zwierzchności, lecz tylko honoru, jak przewodniczący obrad okrągłego stołu. To jednak przeczy katolickiej prawdzie orzeczonej[34]. – Beztrosko tworząc nowe teorie, Kuria zapomniała, że nawet w owych rzadkich chwilach, gdy głos papieża bywa nieomylny, „następcom Piotra został obiecany Duch Święty nie po to, by dzięki Jego objawieniu (eo revelante) przedkładali [jakąś] naukę nową, lecz po to, by przy Jego wsparciu (eo assistente) święcie strzegli i wiernie wykładali objawienie, czyli skarbiec wiary przekazanej przez apostołów”[35].
…….Prawo Kościoła także w danej sprawie ma być odzwierciedleniem zasad właściwych czasom apostołów, a zapisanym w Nowym Testamencie. Jeżeli niedawno synod biskupów greckoprawosławnego patriarchatu Jerozolimy i całej Palestyny usunął ze stanowiska patriarchę Ireneusza, a nawet sprowadził go do stanu mniszego za to, że w długoterminową dzierżawę oddał Żydom pewne nieruchomości kościelne w Mieście; jeżeli Paweł już o tych, co prawo Mojżesza stawiali jako warunek otrzymania chrztu, powiedział, że są kłamliwymi apostołami i sługami szatana (2 Kor 11, 13. 15), – to co rzekłby o tych, co dzisiaj uznają samo to prawo za drogę do zbawienia, sprzeciwiając się Jezusowi, który polecił ogłosić ewangelię wszystkim ludom i narodom „aż po krańce ziemi” (Dz 1, 8), „począwszy od Jerozolimy” (Łk 24, 46), stolicy Żydów, i od Izraela, do którego wyłącznie był On osobiście posłany? Są podstawy, by się domyślać, bo już w odniesieniu do tamtych ludzi Paweł wyznaczył zasadę: „Jeżeli ktoś głosiłby wam ewangelię różną od tej, którą otrzymaliście, anáthema éstô – niech będzie wyklęty” (Gal 1, 9).
…….„Jeżeli Mię miłujecie – rzecze Pan Jezus –, będziecie zachowy­wać moje przykazania” (J 14, 15). Wespół ze św. Pawłem, owym Żydem z rodu Beniamina, wyznać należy: „Miłość Chrystusa przynagla nas” (2 Kor 5, 14), przeto „gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla narodów, natomiast dla tych, co są powołani [do zbawienia], tak spośród Żydów, jak i spośród Greków – Mesjaszem (Christón), mocą Boga i mądrością Boga” (1 Kor 1, 22-24).
…….W chwili zbawczej śmierci Jezusa nie przypadkiem „zasłona przybytku”, czyli miejsca najgodniejszego w świątyni Jerozolimy, stolicy Żydów, „rozdarła się na dwoje, z góry na dół”; a przy tym „ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać” (Mt 27, 51). Także na tym tle trzeba wsłuchać się w oczywiste skądinąd oświadczenie Pawła: „My jesteśmy phýsei Ioudaíoi – Żydami z urodzenia…, a jednak przeświadczeni, że człowiek osiąga usprawiedliwienie nie przez wypełnianie prawa [Mojżesza] za pomocą uczynków, lecz jedynie przez wiarę w Jezusa Chrystusa, my właśnie uwierzyliśmy w Chrystusa Jezusa […] Jeśli bowiem usprawiedliwienie dokonuje się przez prawo, to Chrystus umarł na darmo” (Gal 2, 15-21).

.

Kopiowanie możliwe wyłącznie za pisemną zgodą Autora artykułu… [Ojciec Huculak zmarł 9 listopada 2022 r. md]a 2022 r.

– – –

* Autor jest doktorem habilitowanym teologii ze specjalnością w teologii dogma­tycznej (przypis redakcji).
[1] Według pisowni polskiej wyraz ten pisze się literą małą, gdy oznacza wyznawców religii Mojżesza, nie przyjmujących Jezusa za Mesjasza, natomiast literą dużą, gdy chodzi o członków narodu hebrajskiego, których duża część nie wyznaje żadnej religii lub jakąś inną, głównie chrześcijańską. W niniejszym piśmie nie chodzi o naród, tym bardziej, że znaczna większość obecnie żyjących wyznawców Mojżeszowych wywodzi się z ludu Chazarów, których państwo, w okresie VII-X w. położone nad Morzem Czarnym między Wołgą a Donem, w wieku IX przyjęło judaizm.
[2] Komisja d/s Stosunków z Żydostwem Papieskiej Rady d/s Jedności Chrześcijan [!], ‹Perché i doni e la chiamata di Dio sono irrevocabili› (Rm 11, 29). Riflessioni su questioni teologiche attinenti alle relazioni cattolico-ebraiche in occasione del 50o di ‹Nostra aetate› (11 XII 2015), n. 40: „La Chiesa cattolica non conduce né incoraggia alcuna missione istituzionale rivolta specificamente agli ebrei. Fermo restando questo rifiuto – per principio – di una missione istituzionale diretta agli ebrei, i cristiani sono chiamati…”. Streszczenie pt. Un nuovo contesto teologico zamieszczono w ‘L’Osservatore Romano’ 11 XII 2015, ss. 1. 4.
[3] Tamże.
[4] Zostało ono pilnie opisane oraz udokumentowane przez R. Amerio w potężnym tomie pt. ‹Iota unum›. Analiza zmian w Kościele katolickim w XX wieku, którego tłumaczenie polskie (z języka włoskiego) zostało wydane w roku 2009.
[5] Ono może wynikać np. z niedouczenia, które jednak – jako brak wiedzy należnej (ignorantia) – w przypadku osób duchownych jest zawinione.
[6] L. de Poncins, Les forces secrètes de la Révolution, Cadillac 2005. – „Ciebie wybrał Jahwe, Bóg twój, abyś spośród wszystkich narodów, które są na powierzchni ziemi, był ludem stanowiącym Jego szczególną własność […] Dziś Jahwe wybrał cię, byś był Jego ludem szczególnym… i by uczynić cię wyższym od innych narodów” (Pwt 7, 6; 26, 18-19). Nawet rzekomo otwarty na narody Izajasz mówi jasno: „Do ciebie napłyną bogactwa zamorskie, zasoby narodów przyjdą ku tobie” (60, 5). „Stawią się obcy, by paść waszą trzodę, cudzoziemcy będą u was orać i uprawiać winnice. Wy natomiast będziecie nazywani kapłanami Jahwe, nazywać was będą sługami Boga naszego. Żywić się będziecie bogactwem narodów, dobra ich przywłaszczycie sobie” (61, 5-6). Z narodów zaś tylko „niektórych wezmę sobie jako kapłanów i lewitów – mówi Jahwe” (66, 21), oczywiście jeśli owi „niektórzy” przyjmą prawo Mojżeszowe. „Pamiętaj, co uczynił ci Amalek […] Gdy Jahwe, Bóg twój, da ci bezpieczeństwo…, wygładzisz imię Amaleka spod nieba. Nie zapominaj o tym!” (Pwt 25, 17-19).
[7] „Nadasz [Mu] imię Jezus, albowiem On zbawi swój lud [Żydów] od Jego grzechów”: Mt 1, 21.
[8] Rz 11, 29.
[9] Kongregacja Nauki Wiary, Oświadczenie Dominus Iesus o jedyności i powszechności zbawczej Jezusa Chrystusa i Kościoła (6 VIII 2000), nn. 13-14: „Właśnie ze względu na tę świadomość jedynego i powszechnego daru zbawienia, pochodzącego od Ojca poprzez Syna w Duchu (Ef 1, 3-14), pierwsi chrześcijanie zwrócili się do Izraela, ogłaszając mu dokonanie się zbawienia, które przekra­czało Prawo, a następnie stawili czoło ówczesnemu pogańskiemu światu, który próbował osiągnąć zbawienie za pośrednictwem wielu zbawczych bóstw […] Należy dążyć do głębszego zrozumienia, na czym polega ów współudział w pośrednictwie [zbawczym], który wszakże musi być zawsze podporządkowany zasadzie jedynego pośrednictwa Chrystusa: ‹Jeśli nie są wykluczone różnego rodzaju i porządku pośrednictwa, to jednak czerpią one znaczenie i wartość wyłącznie z pośrednictwa Chrystusa i nie można ich pojmować jako równoległe i uzupełniające się›”.
[10] Rz 11, 29. Paweł używa strony biernej, według której wspomniane dary ‘nie są przedmiotem żałowania (ametamélêta)’ ze strony Boga.
[11] Nostra aetate, n. 2. Nawiązuje się tu do 2 Kor 5, 18-19.
[12] Mk 13, 10; Mt 24, 14.
[13] Rz 1, 16; 2, 9. 10.
[14] J 19, 19; Dz 3, 6; 4, 10: Iêsoús ho Nazôraíos.
[15] Iz 8, 23; 1 Mch 5, 14; Mt 4, 15.
[16] Widać to np. w cierpkich wypowiedziach: „Czy może być coś dobrego z Nazaretu?” (J 1, 20); „Zbadaj i zobacz, iż [żaden] prorok nie powstaje z Galilei” (J 7, 52).
[17] Początkowo Żydzi przyjęli alfabet odwiecznych i właściwych mieszkańców Palestyny, czyli Kananejczyków – przez Greków zwanych Fenicjanami –, których dużą część wymordowali, począwszy od ludności Jerycha, a resztę zepchnęli na zachodni kraniec nadmorski. Znacznie później zaś, bo między wiekiem IV a II przed Chr. alfabet fenicki zastąpili właśnie aramejskim, który potocznie, choć błędnie, jest nazywany hebrajskim głównie dlatego, że wyłącznie nim zapisano Biblię hebrajską. To jednak, obok innych znamion, świadczy o tym, że jest ona o wiele mniej starożytna od literatury greckiej, nie mówiąc o sumeryjsko-babilońskiej czy syryjsko-fenickiej, tj. aramejskiej. – Żydzi zaś uznają kształt tych liter za święty nośnik duchowych mocy, a poznawanie ich – za sposób przybliżania się do Jahwe.
[18] Łk 23, 6-7; Mt 26, 73; Dz 1, 11; 2, 7.
[19] Mt 5, 21. 27. 31. 33. 38. 43.
[20] Mt 3, 12; Łk 3, 17.
[21] „Portatori della Parola di Dio”: Komisja d/s Stosunków z Żydostwem Papieskiej Rady d/s Jedności Chrześcijan, ‹Perché i doni e la chiamata di Dio sono irrevocabili› (Rm 11, 29). Riflessioni su questioni teologiche, n. 40.
[22] Gal 4, 4; Ef 1, 10; Mk 1, 15.
[23] Breviarium Romanum, Antiphona II ad Laudes die 1 I (Octava Nativitatis Domini): „Quando natus es ineffabiliter ex Virgine, tunc impletae sunt Scripturae: sicut pluvia in vellus descendisti, ut salvum faceres genus humanum: te laudamus Deus noster”.
[24] Dz 2, 22-23; 3, 14-15.
[25] Procesja Niedzieli Palmowej, według Mk 11,4-10; Mt 21, 6-11.
[26] Mszalny Symbol Konstantynopolski: DS 150.
[27] Sobór Konstantynopolski IV, Kanon 21: DS 661; Sobór Florencki, Bulla Laetentur caeli o zjednoczeniu z Grekami: DS 1307-1308.
[28] Św. Ambroży, De poenitentia I, c. 2; św. Hieronim, In epistulam Pauli ad Titum 3, 10-11; św. Augustyn, De gratia Christi, c. 20; Enchiridion, c. 65; św. Leon II, List Regi regum do cesarza w Konstantyna IV: DS 563; Innocenty III, Sermo II: PL 218, 656; Sermo IV: PL 218, 670; Paweł IV, Bulla Cum ex apostolatus officio (16 II 1559); św. Robert Bellarmin SJ, De Romano pontifice II, c. 30; F. Sylvius, Commentarium in totam II-II S. Thomae Aquinatis, Antwerpia 1697, q. 39, a. 1; św. Alfons Liguori, Oeuvres complètes IX, Paryż 2013, s. 232; C. Mazella SJ, De religione et Ecclesia, Rzym 1880, s. 617; C. Badii, Institutiones iuris canonici, in usum scholarum, Florencja 1921, 160. 165; F. X. Wernz, P. Vidal, Ius canonicum II: De personis, Rzym 1943, s. 453; U. Beste, Introductio in Codicem, Collegeville 1946, kan. 221: „W tym ostatnim przypadku [herezji] papież utraciłby swą władzę samoczynnie i to bez ogłaszania żadnego wyroku, bo stolica pierwsza [czyli rzymska] przez nikogo nie bywa sądzona”; A. Vermeersch, I. Creusen, Epitome iuris canonici, Rzym 1949, s. 340; M. Conte a Coronata OFMCap, Institutiones iuris canonici I, Rzym 1950, ss. 313. 316; E. F. Regatillo, Institutiones iuris canonici I, Santander 1956, s. 396; I. Iragui, Manuale theologiae dogmaticae, Madryt 1959, s. 371. – Także względem nowego Kodeksu zob. np. The Code of Canon Law. A Text and Commentary (wyd. J. A. Corridan i inni), Nowy Jork 1985, kan. 333.
[29] Mszalny Symbol konstantynopolski: DS 150.
[30] Ten zaś kończy się następująco: „Ja, Jezus, posłałem mego anioła, by wam za­świadczyć o tym, co dotyczy Kościołów [miejscowych, …] Gdyby ktoś odjął coś ze słów księgi tego proroctwa, to Bóg jemu odejmie udział w drzewie życia i w Mieście świętym” (Ap 22, 16-19), którym jest niebo.
[31] F. X. Wernz, P. Vidal, Ius canonicum, s. 433.
[32] 2 Kor 10, 8; 13, 10.
[33] Świadczy o tym tytuł drugiego pisma o Kościele, które nazwano „Konstytucją duszpasterską o Kościele w świecie współczesnym”. Obecnie zaś ta owijająca w bawełnę mowa o niedogmatyczności, zwłaszcza po wstępie soborowym, ma kierować myśl w stronę jakiejś niegroźnej doraźności pasterskiej, podczas gdy przeczy temu nie tylko treść, lecz nawet tytuł dokumentu (Riflessioni teologiche…), jak i jego streszczenia w ‘L’Osservatore Romano’ (Un nuovo contesto teologico); zob. przypis 2.
[34] Sobór Konstantynopolski IV, Kanon 21: DS 661-664; Sobór Florencki, Bulla Laetentur caeli o zjednoczeniu z Grekami: DS 1307.
[35] Sobór Watykański I, Konstytucja dogmatyczna Pastor aeternus o Kościele Chrystusa, c. 4: DS 3070.

Jak pandemiczni Kozacy list do Pfizera pisali

Jak pandemiczni Kozacy list do Pfizera pisali

Jerzy Karwelis jak-pandemiczni-kozacy-list-do-pfizera-pisali

Walnął news na całego. Minister Niedzielski napisał list do Pfizera w sprawie szczepionek. Trwają spekulacje co do jego treści i rzeczywistego przeznaczenia. Myślę, że wiele Państwu wyjaśni najnowsze znalezisko jednoosobowej redakcji „Dziennika zarazy”, która sobie tylko znanymi ścieżkami, łącznie z poświęceniem polegającym na grzebaniu w koszach, dotarła do pierwszej wersji listu do Pfizera, jeszcze nie uładzonej nowomową PR-owską. Mógł to być tzw. draft ministra. Tekst na rybkę, by było wiadomo o co chodzi autorowi, by to potem najęci uładzili. Ale ważna jest nie tyle stylów co to, czego zabrakło w wersji oficjalnej. Popatrzmy więc na pierwowzór:

=======================

Drogi (upsss, przepraszam), szanowny Pfizerze.

W pierwszych słowach mego listu od razu przepraszam, że nie piszę via sms, jak to macie w zwyczaju. Ja wiem, że ważne rzeczy to się tak załatwia, ale mój list do Ciebie jest mniejszy rangą, a więc proszę tu o wyjątek. W dodatku list jest obszerny i nie zmieściłby się w jednym smsie, bo z powodów oszczędności, do których się walnie przyczyniłeś, ale o tym to będzie poniżej, obcięli nam konta komórkowe i nie ma tam opcji premium, czyli zamiany długich smsów w ememesy. Tak mi przynajmniej powiedział nasz tymczasowy szef Sanepidu, a on informatykiem jest. Nie gniewaj się, że ten list może przeczytać ktoś inny i że już chodził on w mediach zanim go dostałeś. Taką mamy tradycję i nie wiesz nawet jak to jest skuteczne, bo to np. listy otwarte intelektualistów obaliły komunę, to co dopiero z załatwieniem takiej sprawy jak ta poniżej.

Ja wiem, że podpisaliśmy umowę i nawet naciskaliśmy, by tych szczepionek było więcej i szybciej. Ja wiem, że tak stoi na papierze, ale chciałbym wysunąć kilka argumentów, że my tego nie odbierzemy, bo nie chcemy. Nawet nie możemy. U nas jest takie prawo zwyczajowe, że jak się mocno nie chce to można i u nas tak właśnie jest, co wyjaśnię poniżej. Umowa, umową, ale są okoliczności, nasz prawnik mówi, że fors madżor, czy jak to się pisze, siła wyższa, znaczy się.

Ja wiem, że te szczepionki były zamawiane właśnie na tę fors, ale wyszło, że za dużo i mamy fors madżor do kwadratu. Zazwyczaj takie okoliczności wiążą się z wojną, a więc melduję, że mamy taką na Wschodzie i okolicznością jest fakt przybycia do nas nieodgadnionej liczby milionów Ukraińców i dlatego proszę, byście się wycofali z dostaw.

Ja wiem, że złe języki mówią, że to nie ma nic do rzeczy. Ba – nawet niektóre onuce sugerują konsekwencje odwrotne, że to właśnie powinniśmy domówić jeszcze więcej ponad kontrakt, bo nawiedził nas naród kompletnie niezaszczepiony i do dziś toczą się niesponsorowane dysputy jak to się stało, że nie mieliśmy żadnej fali zakażeń po 24.02.2022. Obiecuję, że jak wyjaśnimy tę kwestię to domówimy, a skoro Ukraińcy to debiutanci kowidowi, to domówimy szczepionkę na Alfę, co to na bank wszędzie zalega i w ten kreatywny sposób pozbędziemy się obopólnego kłopotu. Choćby za ten pomysł warto odstąpić, c’nie?

Chciałem taż nadmienić, że zachowywałem się lojalnie, tak jak się umówiliśmy, a Ursula mówiła, że Tobie Pfizerze mówiła. Przecież domówiłem 500.000 dawek dla dzieci, choć zeszły promile – wywiązałem się. To samo z dawką piątą. Wiem, że Ursula już negocjuje ósmą, coś nam mówiła o czekających szóstej i siódmej. Na razie kombinujemy, że to działa i na kleszcze, nasi myślą na co jeszcze, są różne koncepcje, żeby na potencję, ale co się wyda jak będą (znowu) jakieś NOP-y… No, nie da się ukryć wszystkiego, bo jak ukryć np. taki priapizm, zwany u nas ze słowiańska suchostojem. Ale myślimy.

Umówmy się: Twoje działania nie pozostały bez należytej gratyfikacji za ryzyko, inwestycje i inne koszty nierozerwalnie związane z każdym projektem biznesowym. To oczywiste, że zysk jest najlepszą zachętą biznesową, jednak nawet w biznesie powinien mieć on swoje granice, przynajmniej tak uważa nasz premier – odsyłam do pogadanek o zysku z Norwegami. Taką mamy koncepcję. Trenowaliśmy ją od dawna i przyspieszyliśmy w kowidzie. Są granice dla zysku, a kto tego nie rozumie ląduje na lockdownie i wtedy nas błaga o tarcze.

Nie chcę straszyć, ale możemy się zmówić, my tu w Europie, i nic już od Ciebie nie kupimy, łącznie z lekami leczącymi NOP-y. I kto się będzie śmiał ostatni? Co powiedzą akcjonariusze? Zarobiliście – fakt, ale ile można? Towar, wiem – zamówiony, nie schodzi i co mamy zrobić? A propos – mieliście nam przysłać instrukcje jak się tego pozbyć, bo ta pierwsza, żeby wylać do rzeki okazała się pomyłką. Na szczęście zaczęliśmy od Odry, żeby w razie W padło trochę na Niemca, ale oni się kapli i ten numer już nie przejdzie.

Z drugiej strony piszę do Ciebie, ale ja nie winien. Przecież to Ursula zrobiła zakup grupowy, a myśmy tylko walczyli o naszą (okazało się, że ciężką) dolę. A właściwie to powinna ona ci wypowiedzieć. Gadałem z nią, ale podobno nie odbierasz od niej smsów. Bo ona tamtą komórkę z pierwszej fali szczepień to rozpirzyła, jak zapukali do niej siepacze i może nie odbierasz, bo nie znasz jej nowego numeru. Wbij się do mnie na priv, tam gdzie gadaliśmy o dawkach na omicrona, to Ci podam właściwy numer, byście się może dogadali.

Jak tego nie zrobisz, to będę opowiadał na prawo i lewo, że nie wykazałeś się zadowalającym poziomem elastyczności i nie złożyłeś jakiejkolwiek realistycznej propozycji, która odpowiadałaby całkowicie odmiennej sytuacji w Europie. I naskarżę, że zamiast wykazać się solidarnością, nadal chcesz zarabiać na środkach przeznaczanych przez państwa członkowskie UE na ochronę zdrowia publicznego, i tylko deklarujesz gotowość do dialogu. Mój PR-owiec nawet wymyślił taki bon mocik, co go będę rozpowiadał jak się nie dogadamy, że „Pfizer, którego wszyscy przez długi czas uważali za część rozwiązania kryzysu epidemicznego, teraz sam staje się częścią problemu”. Mocne, co?

To tyle co zrobimy, ale nie wiem czy zrobimy, tak sobie piszę i nie myśl sobie, że tak naprawdę to piszę nie do Ciebie, ale do wkurzonego elektoratu, że tyle kasy przepaliliśmy wspólnie. Znaczy my przepalilim, bo Tyś zarobił. U nas idą wybory, ja kandyduje z powodów bezpieczeństwa. I ja, i partia musimy to jakoś załatwić do wyborów, bo tu mamy miękkie podbrzusze. Pamiętaj, że nie można z nas zdzierać, bo my biedne jesteśmy – wykosztowaliśmy się na tarcze, potem przyszła putinflacja (gdzie sprytnie nasz PR w ministerstwie finansów ukrył inflację tarczową), no i poszły do góry ceny energii. Jak nam przyślesz te szczepionki to przyjdzie nam wyjść z przytupem i z kryzysu energetycznego, i z superaty szczepionek. Będziemy nimi po prostu palili w piecach. W związku z tym, gdybyś się jednak zdecydował, to prosimy o większe uenergetycznienie składu. Wiemy, że tam i tak jest sporo węgla, ale to za mało. Unii nic nie powiemy o węglowym śladzie szczepionek, bo nam dowalą mETS i trzeba będzie dopłacać. 

Tak, wznosząc nasze sanitarystyczne hasło „vaccine e discipline!” prosimy by nie było gorszących awantur w gronie w sumie przyjaciół. Dogadajmy się jakoś, są jak widzisz różne warianty, ale musisz zacząć odbierać od Ursuli, bo ta mówi, że nie odbierasz. Chyba, że nas zwodzi, szelma. A więc pamiętaj, że jak ona zbiegnie na szefową NATO to już nic nie załatwimy, chyba, że znowu postawicie na czele Komisji Europejskiej kogoś rozsądnego i przejdziecie na Telegram.

Czekamy na odpowiedź, żegnając się staropolskim: „nie bądź kiep – wszystkich szczep”.

Twój wierny kooperant – Adam (ten trzeci w drugim rzędzie z negocjacji).

„Czas rozliczeń jest coraz bliżej”. Dr Martyka o prawdziwym obliczu koronawirusowej polityki

„Czas rozliczeń jest coraz bliżej”. Dr Martyka o prawdziwym obliczu koronawirusowej polityki

czas-rozliczen-jest-coraz-blizej

2 miliony mniej hospitalizacji, 10 tys. mniej respiratoterapii i 1,5 miliona mniej zachorowań na grypę… To nie najnowsze dane dotyczące stanu zdrowia w Polsce po wyjściu z „pandemii”, ale z samego jej środka. O tym jak rzeczywiście wyglądał czas walki z koronawirusem i ile na nim stracił zawód lekarza opowiadał na antenie TV Trwam dr Zbigniew Martyka, specjalista chorób zakaźnych. I jak zaznaczył, „czas rozliczeń jest coraz bliżej”

Jak zauważył dr Martyka w mediach społecznościowych, po ponad 3 latach Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało odwołanie stanu quasi-wyjątkowego. „Wszyscy pamiętamy rok 2020, kiedy to Ministerstwo do spółki z ekspertami i mass-mediami zrobiły co tylko w ich mocy, aby wywołać panikę. Pamiętamy szokujące informacje o braku miejsca w szpitalach czy ludziach umierających z powodu niedostatecznej liczby respiratorów (które to należało natychmiast kupić, niezależnie od ceny)” – podkreślił.

Dr Martyka wskazał jak było naprawdę. Jak ocenił, cały oficjalny przekaz okazał się nieprawdziwy. „W 2020 roku zanotowaliśmy 2 MILIONY MNIEJ hospitalizacji, niż rok wcześniej. Było 10 TYSIĘCY MNIEJ respiratoterapii niż w roku 2019. Co ciekawe – wykryto 1,5 miliona mniej zachorowań na grypę – za to odnotowaliśmy 1,3 miliona pozytywnych testów na najsłynniejszego wirusa ostatnich lat” – wyliczył.

Jak zauważył, lekarze, którzy „od samego początku uspokajali i przekazywali prawdziwe informacje – wbrew wszechobecnej propagandzie – dzisiaj są ciągani przed sądy lekarskie. Samorząd branżowy nie potrafi honorowo przyznać się do błędu i do końca idzie w zaparte. Faktów nie da się jednak już ukryć i czas rozliczeń jest coraz bliżej” – napisał na Facebooku.

Dr Martyka jest jednym z tych lekarzy, którzy nie tylko apelowali, by do koronawirusa podchodzić zdroworozsądkowo, ale też sam – jako szef oddziału zakaźnego w szpitalu w Dąbrowie Tarnowskiej – dawał przykład swoją lekarską praktyką. Za to zachowanie Okręgowy Sąd Lekarski w Krakowie – nieprawomocnie – odebrał medykowi prawo do wykonywania zawodu na rok.

Dr Martyka był gościem „Rozmów niedokończonych” na antenach TV Trwam i Radia Maryja. Jak zwracał uwagę, zawód lekarza był zawodem wysokiego zaufania społecznego, ale zaczęło ono podupadać na skutek „pandemii” i polityki prowadzonej wokół niej. Zabrakło wówczas kontaktu z chorymi, wysłuchania ich, badań… Były teleporady i odsyłanie pacjentów z kwitkiem. – Pamiętamy teleporady, kiedy wielu chorych ludzi chciało się dostać do lekarza i byli odsyłani z kwitkiem. Kuriozalnym przypadkiem było to, kiedy długim kijem pukano w okno i stamtąd zrzucano skierowanie na badania – mówił dr Martyka.

W efekcie pacjenci trafiali do lekarza, kiedy ich choroba rozwijała się. Pytano ich wówczas dlaczego zgłaszają się tak późno. – Wielu z nich przypłaciło to życiem. Oni mogli być uratowani, gdyby od początku byli właściwie badani i leczeni. Nie można zgadywać przez telefon, co zrobić z pacjentem – podkreślił gość TV Trwam.

Źródło: Facebook, radiomaryja.pl

Dr Zbigniew Martyka: nie zmieniłbym niczego w swoich wypowiedziach. Lockdown był gorszy niż wirus! [NASZ WYWIAD]

Głęboko wierzę w to, że po swojej śmierci zostanę rozliczony nie tylko z tego, czy unikałem dopuszczania się zła, ale też z tego, jakie dobro wyświadczyłem drugiemu człowiekowi. Jeśli moja postawa pozwoliła choćby niektórym ludziom przestać się panicznie bać, to miało to sens – mówi dr n. med. Zbigniew Martyka, kierownik oddziału obserwacyjno-zakaźnego w Dąbrowie … Czytaj dalej Dr Zbigniew Martyka: nie zmieniłbym niczego w swoich wypowiedziach. Lockdown był gorszy niż wirus! [NASZ WYWIAD]

PCH24.pl

Ostatki funduszu covidowego. 150 miliardów zł. Gigantyczny dług zaciągnięty na „walkę” z pandemią – poza budżetem. My zapłacimy…

Ostatki funduszu covidowego. 150 miliardów zł. Gigantyczny dług zaciągnięty na „walkę” z pandemiąMy to zapłacimy…

covidowy-gigantyczny-dlug

Fundusz Przeciwdziałania COVID-19 niebawem przestanie istnieć. Przepalono mnóstwo pieniędzy, także na wydatki kompletnie niezwiązane z covidem. Zadłużenie? Ot, „zaledwie” 150 miliardów złotych.

Fundusz covidowy powołano na początku ogłoszonej pandemii koronawirusa. Oficjalnie miał na celu wsparcie sektorów gospodarki najbardziej dotkniętych rządowymi decyzjami podjętymi w imię „walki” z covidem.

Pieniądze z funduszu wydawano jednak nie tylko na „walkę” z covidem, ale także na inne bieżące potrzeby polityczne, jak chociażby dodatek węglowy, dopłaty do energii. Gros środków przeznaczono też na tzw. inwestycje jako „odpowiedź na międzynarodowy kryzys gospodarczy wywołany pandemią i zerwaniem łańcuchów dostaw”.

Minister zdrowia Niedzielski otwarcie przyznał niedawno, że w funduszu covidowym „są środki na różne cele wydatkowane”. W praktyce fundusz był wykorzystywany jako wygodny instrument finansowania różnych pomysłów rządu poza kontrolą parlamentu. To nic innego jak pogłębianie patologii finansów publicznych.

Ostatecznie fundusz przestanie istnieć, ale – jak podaje „Rz” – dopiero w 2024 roku. Do tego czasu rządzący wciąż będą mogli rozdawać pieniądze na prawo i lewo z pominięciem reguły wydatkowej.

PiS sam z siebie zapewne funduszu covidowego by nie zlikwidował. Wymaga tego jednak Unia Europejska, która reformuje ramy fiskalne państw członkowskich. I grozi, że w przeciwnym wypadku nie wypłaci pożyczki w ramach KPO. Zresztą, nieważne jakich argumentów użyłaby UE, Morawiecki i spółka finalnie i tak wszystkie unijne zachcianki spełniają. Znamienne, że jeszcze w lutym br. PiS zapowiadał, że fundusz zostanie utrzymany przez kilka lat, ale UE tupnęła nóżką i eldorado się skończy. W zamian za to jednak na horyzoncie kasa z KPO, czyli kolejne eldorado dla rządzących.

Aktualne zadłużenie funduszu covidowego sięga 150 miliardów złotych. Kto to spłaci? Dług przejmie Skarb Państwa, czyli po prostu za rozrzutność i przepalanie pieniędzy przez PiS, w tym przypadku poza budżetem, zapłacimy wszyscy.

Zostałem napadnięty. Sąd stwierdził, że wolno mnie bić !

Zostałem napadnięty. Sąd stwierdził, że wolno mnie bić !

Jan Bienias <pomagam@stopaborcji.pl>

Warszawski sąd umorzył postępowanie wobec mężczyzny, który napadł na mnie w trakcie jazdy furgonetką „Stop aborcji”. Gdy stałem na światłach, napastnik otworzył drzwi auta i rzucił się na mnie. Zaczął mnie szarpać i próbował wyrzucić mnie z szoferki na ulicę. Uderzył mnie przy tym drzwiami i uszkodził mój telefon. Sprawa była jasna, gdyż wszystko nagrało się na video.  

Sąd stwierdził jednak, że napad był czynem o „znikomej szkodliwości społecznej” i umorzył sprawę. Prowadząca sprawę sędzia stwierdziła, że fizyczna agresja wobec mnie była po prostu „wyrazem dezaprobaty” wobec działań naszej Fundacji! Napastnik wciąż jest więc bezkarny i pozostaje na wolności. Tymczasem wyrok skazujący zapadł… na mnie. Niemal równolegle inny sąd skazał mnie na miesiąc ograniczenia wolności za kierowanie furgonetką. A na grupach dyskusyjnych aktywiści aborcyjni i LGBT otwarcie wzywają do tego, żeby zabijać naszych wolontariuszy. Przez takie wyroki, zapewniające swobodę działania chuliganom i karzące ofiary zamiast katów, wkrótce może dojść do tragedii.

Mężczyzną, który na mnie napadł, jest 36-letni Piotr Sz., były pracownik niemieckiego koncernu Ringer Axel Springer Polska, czyli wydawcy takich mediów jak portal Onet.pl oraz Fakt i Newsweek. Sprawa trafiła do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa. Prowadząca sprawę sędzia Monika Louklinska umorzyła postępowanie wobec Piotra Sz. twierdząc, że zaatakowanie mnie było „czynem nieszkodliwym społecznie”. 
Wedle sędzi Louklinskiej:   Aborcja „jest tematem wzbudzającym wśród społeczeństwa silne skrajne emocje. Niezamierzony i niespodziewany atak oskarżonego na furgonetkę prowadzoną przez Jana Bieniasa, jak i na osobę Jana Bieniasa, odczytywać zatem należy jako wyraz dezaprobaty ze strony oskarżonego do działań podejmowanych przez Fundację Pro-Prawo do Życia, w tym przypadku w osobie Jana Bieniasa. W kontekście całokształtu tych okoliczności, motywacji oskarżonego nie sposób zatem uznać za szczególnie naganną”. Innymi słowy – bicie ludzi za to, że pokazują prawdę o aborcji, nie jest czymś nagannym. Zastanawiam się jak zareagowałaby pani sędzia, gdyby ktoś napadł ją w jej własnym samochodzie w drodze do pracy i próbował siłą wywlec ją z auta? Czy uznałaby to jako uzasadniony „wyraz dezaprobaty” wobec działań sądu? Śmiem wątpić…
Umorzenie sprawy wobec Piotra Sz. to w praktyce nic innego, jak zaproszenie do kolejnych napadów, ataków i aktów terroru. Wkrótce po napadzie dokonanym przez Piotra Sz. na grupach należących do zwolenników aborcji wybuchł entuzjazm. Szybko zaczęły się pojawiać komentarze pochwalające napad i podżegające do kolejnych aktów nienawiści: – „Bardzo dobrze, do was powinno się strzelać.”
– „A mógł zabić 
[mnie jako kierowcę]”.
– „Wspaniały człowiek! Tak właśnie powinno się załatwiać sprawy z Fundacją Pro-Prawo do życia.”
– „Szkoda, że nie spalili 
[furgonetki]. Aborcja to brutalne morderstwo. Ludzie, którzy aborcję wspierają, gotowi są napadać także tych, którzy już się urodzili, aby zagłuszyć prawdę i zastraszyć tych, którzy ją głoszą. Do takich napadów na mnie i moich kolegów dochodzi bez przerwy. Teraz, po umorzeniu sprawy Piotra Sz., aktów nienawiści może być jeszcze więcej. Zastanawiam się jak długo będziemy czekać na właściwą reakcję służb i wymiaru sprawiedliwości wobec narastającej przemocy oraz coraz częstszych aktów terroru, dokonywanych w biały dzień na oczach kamer? Od wielu miesięcy organy naszego państwa, odpowiedzialne za bezpieczeństwo i zdrowie swoich obywateli, całkowicie lekceważą działalność aktywistów i chuliganów powiązanych z lobby aborcyjnym i LGBT. Wielokrotnie informowaliśmy odpowiednie służby, w tym osobiście Komendanta Głównego Policji, o coraz częstszych napadach na nas, podpaleniach furgonetek, oraz licznych komentarzach, w których życzy się nam śmierci i wzywa do mordowania działaczy naszej Fundacji. Od kilku lat nic nie zostało zrobione w tej sprawie, a sąd umarza postępowanie wobec kolejnego człowieka, który na nas napadł.
To jednak jeszcze nie wszystko. Niemal równolegle, gdy sąd w Warszawie umorzył sprawę Piotra Sz., sąd rejonowy dla Wrocławia-Śródmieścia skazał mnie na 1 miesiąc ograniczenia wolności poprzez przymusowe prace społeczne. Za co zostałem skazany? Za jazdę furgonetką naszej Fundacji.   Skazujący mnie asesor sądowy Krzysztof Leszczyński uznał, że treści prezentowane na naszym pojeździe „wywołały zgorszenie” u lewicowego aktywisty, który doniósł na mnie do sądu. W ostatnim czasie zapadły na mnie jeszcze dwa inne, podobne wyroki za jazdę naszym autem i głoszenie prawdy, która wywołuje zgorszenie wśród zwolenników aborcji i LGBT. Zostałem w nich skazany na 30 000 zł i 10 000 zł grzywny. Teraz doszedł do tego jeszcze trzeci wyrok i ograniczenie wolności.   Wszystkie powyższe wyroki są nieprawomocne i będziemy się od nich odwoływać. Podejmiemy również kolejne kroki, aby pociągnąć do odpowiedzialności człowieka, który na mnie napadł. Przede wszystkim jednak nie zrezygnujemy z dalszego kształtowania świadomości Polaków i organizowania kolejnych akcji informacyjnych z użyciem furgonetek oraz innych narzędzi.   Nie możemy się ugiąć pod ciężarem sądowych oraz chuligańskich prześladowań. Każdego roku w Polsce dziesiątki tysięcy dzieci są mordowane za pomocą nielegalnych tabletek poronnych, na ogromną skalę reklamowanych w mediach i internecie. Setki tysięcy osób, zwłaszcza młodych, jest deprawowanych przez tzw. „edukatorów seksualnych” i aktywistów LGBT, którzy zachęcają do rozwiązłości i aborcji. Wśród polskich dzieci intensywnie promowana jest tzw. „tranzycja”, czyli okaleczanie się w celu „zmiany płci” pod wpływem tęczowej ideologii.   Żeby to wszystko powstrzymać, musi nastąpić w Polsce przebudzenie moralne. Aby było ono możliwe, konieczne jest kształtowanie sumień i świadomości naszego społeczeństwa oraz mobilizowanie Polaków do działania przeciwko aborcji i deprawacji. Zwycięstwo da się odnieść nawet pomimo niesprzyjających warunków.   W USA kolejne stany wprowadzają ograniczenia i zakazy aborcji, blokują organizację parad „dumy gejowskiej” oraz uniemożliwiają propagowanie ideologii LGBT w szkołach i miejscach publicznych. To wszystko na przekór hałaśliwej opozycji politycznej, ogromnym koncernom medialnym i skrajnie lewicowej polityce rządu federalnego USA, który promuje aborcję i deprawację dzieci.   Kilka dni temu gubernator Oklahomy Kevin Stitt podpisał ustawę, która zakazuje pomocnictwa w tzw. „tranzycji” dokonywanej na dzieciach. Podawanie dzieciom „blokerów hormonalnych” i innych tego typu preparatów, reklamowanych przez aktywistów LGBT, będzie przestępstwem. Wcześniej Kevin Stitt podpisał m.in. ustawę, wedle której w Oklahomie przestępstwem jest aborcja, za która grozi kara 10 lat więzienia i 100 000 dolarów grzywny.   Dlaczego takie rzeczy nie dzieją się w Polsce? Dlaczego kolejne tego typu ustawy nie są podpisywane w naszym kraju? Bo nie ma świadomości społecznej, a przez to woli politycznej, aby przeciwdziałać aborcji i deprawacji dzieci. Musimy tę świadomość kształtować wśród wszystkich Polaków, nie tylko zwykłych obywateli ale też sędziów, prokuratorów, policjantów, polityków, lekarzy, dziennikarzy i przedstawicieli innych zawodów.   Cenzura w mediach oraz bierność polityków i wymiaru sprawiedliwości motywują nas, aby wychodzić na ulice i organizować niezależne akcje informacyjne. W najbliższych dniach zamierzam wyruszyć w kolejną trasę naszą furgonetką, pokazując prawdę o zbrodni aborcji i konsekwencjach „edukacji seksualnej” dzieci. Moi koledzy i koleżanki planują już organizację następnych akcji ulicznych w wielu miastach Polski. Jedną z takich akcji zorganizowaliśmy ostatnio w Katowicach.
Pewien mężczyzna patrząc na nasz plakat przedstawiający skutki aborcji zaczął mówić, że „to nieprawda, dziecko w 11 tygodniu życia tak nie wygląda!”. Na prośbę wolontariusza sprawdził na swoim telefonie, jak wygląda człowiek na tym etapie swojego życia. Za chwilę bez słowa poszedł dalej. Z pewnością w jego umyśle zaszła poważna refleksja. Wiele osób przystawało i fotografowało nasze plakaty, niektórzy chcieli porozmawiać dłużej. Widać było duże zainteresowanie ze strony przechodniów. 
Zdecydowanie jest potrzeba, aby tego typu akcje odbywały się regularnie w całej Polsce. W najbliższym czasie potrzebujemy na ich organizację ok. 13 000 zł.   Dlatego proszę Pana o pomoc i przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby umożliwić przeprowadzenie kolejnych akcji informacyjnych na temat aborcji i ideologii LGBT, dzięki czemu dotrzemy do tysięcy nowych osób z prawdą o tych zjawiskach.   Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Zapadają kolejne wyroki sądów za publiczne mówienie prawdy o tym, czym jest aborcja i ideologia LGBT. W tym samym czasie napadanie na ludzi za mówienie prawdy uznane zostało za dopuszczalny „wyraz dezaprobaty”.   Wiemy z informacji publikowanych w internecie, że aktywiści radykalnej lewicy planują już kolejne ataki na naszych wolontariuszy. Szykują także kolejne donosy i pozwy sądowe przeciwko nam. Nie zamierzamy się jednak poddać. Tylko stałe, regularne i zakrojone na szeroką skalę działania, mogą przynieść efekty w postaci przebudzenia świadomości i sumień Polaków. Zwolennicy aborcji i deprawacji za wszelką cenę usiłują nam przeszkodzić w docieraniu do społeczeństwa. Dlatego proszę Pana o pomoc, która umożliwi nam głoszenie prawdy.
Serdecznie Pana pozdrawiam,
PS: Zachęcam do obejrzenia reportażu video na temat naszych akcji furgonetkowych. Pokazujemy w nim „od kuchni” jak wyglądają kampanie, za które jesteśmy prześladowani i skazywani w sądach. Warto także śledzić nasz profil na Facebooku, na którym regularnie prowadzę transmisję na żywo z jazd naszą furgonetką.
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl

Świecka ideologia jest analogonem piekła. Czy Kościół zatrzyma „agendę zrównoważonego rozwoju”?

Świecka ideologia jest analogonem piekła. Czy Kościół zatrzyma „agendę zrównoważonego rozwoju”?

analogon-piekla-czy-kosciol-zatrzyma

Zrównoważony rozwój, jak każda świecka ideologia, stara się wykorzystać Kościół katolicki do własnych celów. Próbuje tym samym odwrócić właściwy porządek rzeczy, zgodnie z którym to w Kościele musi spoczywać najwyższa suwerenność w dziedzinie dekretowania tego, co jest prawdą, a co fałszem. Świeccy ideologowie sobie przypisuję tę suwerenność, oczekując, że Kościół będzie realizował ich wizję.

Niestety, Stolica Apostolska nie staje im na przeszkodzie, wprost przeciwnie. Tymczasem u kresu tej drogi jest przekształcenie ludzkiej cywilizacji na podobieństwo piekła.

Agenda ŚDM ‘23
Niekiedy w mediach słyszymy o głośnych przypadkach, gdzie w pewnym ograniczonym zakresie poddawanie Kościoła wpływom globalistycznej władzy świeckiej rzeczywiście się udaje. Przykładem są Światowe Dni Młodzieży, które odbędą się w tym roku w portugalskiej Lizbonie. Obok Ewangelii jednym z fundamentów ŚDM jest tym razem Agenda 2030. Uczestnicy będą uczyć się wcielania w życie jej założeń. Jak, tego dokładnie nie wiadomo; jednak sam fakt, że wielkie katolickie spotkanie pomyślane jako czas, w którym młodzież powinna zbliżać się do Chrystusa, zostaje wykorzystane po to, by tę samą młodzież kierować na ścieżkę zrównoważonego rozwoju, jest nader wymowny:Organizatorzy ŚDM ze Stolicy Apostolskiej, we współpracy z lokalnymi portugalskimi władzami kościelnymi, pozwolili się instrumentalnie wykorzystać do promowania celów, które są nie tylko niekatolickie, ale które bywają też rażąco antykatolickie. Elementem Agendy 2030 jest to przecież między innymi różnorodność płciowa, inkluzja orientacji seksualnych czy wreszcie tak zwane zdrowie reprodukcyjne, czytaj: antykoncepcja i aborcja.

Fauci w Watykanie
Inny przykład tego rodzaju polityki władz kościelnych stanowi konferencja, jaka odbyła się w Watykanie w 2021 roku. Pod hasłem „Zjednoczeni dla zapobiegania” (ang. Unite to prevent) zebrali się kierownicy walki z Covid-19 z całego świata. Jednym z nich był Anthony Fauci, doradca ds. sanitaryzmu przy amerykańskim prezydencie. Fauci przekonywał, że skoro większość ludzi na świecie jest wierząca, istnieje ogromna potrzeba zaangażowania autorytetu osób duchownych dla promocji najskuteczniejszych metod walki z pandemią, to znaczy – szczepionek. Amerykański sanitarysta, zaangażowany w prowadzenie eksperymentów medycznych z wykorzystaniem tkanek pobranych od zabitych w aborcjach dzieci, wezwał wobec tego Watykan do zalecenia księżom promowania wakcynacji.

Rzeczywiście, taką „szczepionkową ewangelię” głosili w wielu krajach świata zarówno księża, jak i biskupi; działo się to również w Polsce, gdzie pod kościoły podstawiano szczepionkobusy. Nie byłoby w tym, być może, nic zdrożnego, gdyby nie fakt, że promowane przez księży za namową Fauciego szczepionki były związane ze zbrodnią aborcji – i z moralnego punktu widzenia, tak jak tego nauczał zawsze Kościół, ich wykorzystanie było co najmniej wątpliwe lub zgoła niedopuszczalne. Duchowni promotorzy szczepień nie troszczyli się tymczasem nawet o to, by z dostępnej gamy szczepionek wybierać te, które mają z aborcją bardziej odległy związek: było im wszystko jedno. Ponownie Kościół dał się wprząc globalnym sanitarystom w realizację ich wizji budowy „światowego porządku zdrowia”, niezależnie od kwestii moralnych.

FBO Catholic Church
Z perspektywy promotorów agendy zrównoważonego rozwoju Kościół katolicki jest jedną z FBO – Faith Based Organization, „organizacji bazujących na wierze”. To zarazem FBO szczególna, ba, wręcz wyjątkowa, dająca niesamowite możliwości. Porównajmy „FBO Kościół katolicki” z innymi FBO. Prawosławnych jest niewielu i są rozdrobnieni; kontroluje ich częściowo Kreml. Protestanci nie mają żadnej konkretnej wspólnoty, dzielą się na dziesiątki tysięcy kościołów, stąd nie sposób ich opanować. Islam nie ma żadnego ośrodka centralnego: w każdym kraju kieruje się swoistymi zasadami, zależnie od dominującej szkoły prawnej i odczytania przez aktualnie wpływowych imamów. Co innego Kościół: 1,378 mld ludzi na całym świecie, a wszyscy wpatrzeni w jednego człowieka – papieża. Do tego gigantyczna infrastruktura, ogromne zasoby ludzkie… Jest o co walczyć.

Odwieczna groźba
Świeckie ideologie walczą o zdominowanie Mistycznego Ciała Chrystusa od zawsze. Żydzi współcześni Chrystusowi myśleli, że założy ziemskie królestwo; oczekiwali tego nawet Apostołowie, a niektórzy spierali się, jakie miejsce zajmą u boku takiego Jezusa-doczesnego władcy. Rzymscy imperatorzy próbowali narzucać Kościołowi swoją doktrynę. Jeden sprzyjał arianizmowi, drugi Nicei, trzeci był semi-arianistą – a niektórzy biskupi, nie potrafiąc oprzeć się naciskom, głosili, co im się każe. W średniowieczu zdominować Kościół próbowali królowie i cesarze, nawet jeżeli nie rościli sobie prawa do definiowania doktryny – choć gdyby tak głęboko pogubionym religijnie imperatorom jak Fryderyk Barbarossa udało się ugruntować swoją dominację nad papieżem, mogłoby dojść i do tego. Wreszcie po rewolucji Lutra religia została w wielu krajach skutecznie wzięta pod but władzy świeckiej.

Nie dziwi nas, że dzisiaj podejmowane są analogiczne próby: w pewnym sensie, to normalne. Gdyby problem ograniczał się do organizacji Światowych Dni Młodzieży w Lizbonie czy nawet sanitarystycznej konferencji w Watykanie, znajdowalibyśmy się wciąż na płaszczyźnie dobrze nam znanej walki o autonomię Kościoła wobec doczesnej tyranii. Niestety, od rozpoczęcia pontyfikatu przez papieża Jorge Mario Bergoglia jesteśmy w sytuacji o wiele poważniejszej niż to, z czym mieliśmy do czynienia wcześniej.

Za dużo ludzi
Jednym z głównych celów ideologii zrównoważonego rozwoju jest depopulacja. W 1968 roku po stare tezy Thomasa Malthusa, spodziewającego się rychłego przeludnienia ziemi, sięgnął amerykański biolog Paul Ehrlich, publikując głośną książkę „The Population Bomb”. Świat miał się wkrótce zawalić pod ciężarem ludzkości; nie dosłownie, oczywiście, ale nadmierne potrzeby konsumpcyjne w połączeniu z błyskawicznym zużywaniem zasobów miały w wizji Ehrlicha spowodować gwałtowne kataklizmy, wojny i głód. Neomaltuzjańskie tezy Ehrlicha przeszły od tego czasu znaczne przeobrażenia; dziś człowiek „zagraża światu” przede wszystkim z powodu emisji gazów cieplarnianych. Istota problemu jest jednak ta sama: jest nas za dużo. Stąd w agendzie zrównoważonego rozwoju wiele uwagi poświęca się sposobom ograniczenia przyrostu ludzi. Najprostszym rozwiązaniem jest promocja tak zwanych praw reprodukcyjnych: wszyscy powinni stosować antykoncepcję, a gdy ona zawiedzie, po prostu zabijać dzieci przed narodzeniem. Kościół katolicki sprzeciwiał się zawsze tym pomysłom. W 1968 roku św. Paweł VI wydał encyklikę Humanae vitae, w której potępił antykoncepcję. Św. Jan Paweł II podtrzymując to nauczanie, angażował się zarazem na rzecz ochrony godności życia ludzkiego, głosząc na ten temat wiele homilii i wydając liczne dokumenty. Co robi jednak papież Franciszek?

Watykan daje depopulatyzatorom „zielone światło”
Gdy w Stanach Zjednoczonych trwało starcie między proliferskim Donaldem Trumpem a proaborcyjnym Josephem Bidenem, Franciszek jednoznacznie poparł tego drugiego. Następnie, już po objęciu przez Bidena władzy, Watykan zablokował plan ówczesnego przewodniczącego Episkopatu USA abp. José Horacio Gómeza, który pragnął razem z innymi biskupami Ameryki wydać dokument potępiający proaborcyjną postawę nominalnie katolickiego Bidena. Wreszcie papież Franciszek pozwolił Bidenowi na przyjmowanie Komunii świętej, choć poprzedni papieże uznawali poparcie aborcji za okoliczność uniemożliwiającą przystępowanie do Sakramentu Ołtarza.

Co więcej Franciszek pozwolił na rozpoczęcie w Watykanie prac nakierowanych na rewizję Humanae vitae Pawła VI. Papieska Akademia Życia, którą kieruje abp Vincenzo Paglia, jesienią 2021 roku zorganizowała w Rzymie sympozjum, na którym wygłoszono szereg referatów zawierających próbę teologicznego uzasadnienia stosowania antykoncepcji. Latem 2022 roku wygłoszone referaty zostały zebrane w jednej publikacji i wydane przez Akademię drukiem. Jednocześnie na łamach wpływowego jezuickiego „La Civiltà Cattolica” ukazał się artykuł sugerujący, że papież Franciszek przygotowuje encyklikę pod tytułem Gaudium vitae, w której zrewiduje nauczanie swoich poprzedników. Sam papież pytany przez dziennikarzy o działania Akademii abp. Paglii powiedział, że teologowie od tego są, by zadawać pytanie, a nauka moralna musi iść naprzód; on, jak zapewnił, „podejmie decyzję”. Jaką, tego nie powiedział.

Biorąc to pod uwagę – a to przecież tylko drobne obrazki, ukazujące w pewnym skrócie ogólną politykę Franciszka względem problemu depopulacji – Stolica Apostolska stała się dziś funkcjonalnym sojusznikiem agendy zrównoważonego rozwoju w zakresie ograniczania przyrostu ludności. Nawet jeżeli Watykan jej wprost nie popiera, a papież czasem potępi aborcję jako „wynajęcie zabójcy”, to na płaszczyźnie konkretnych działań Watykan na pewno nie przeszkadza. Biden może rozwijać proaborcyjną machinę Planned Parenthood, a papież nie piśnie nawet słowem, ba, udzieli mu jeszcze Komunii świętej. Na tym jednak nie koniec, bo w grę wchodzi też powtórzenie wielkiego grzechu Izraela: bałwochwalstwa.

Religia w ręku globalistów
Religia jest z perspektywy globalistycznej poręcznym narzędziem, ale co do zasady – to strasznie uciążliwa rzecz. Religii jest wiele, a ich wyznawcy się kłócą. Byłoby lepiej, gdyby przestali się spierać. Jako że wykorzenianie religijności idzie rewolucjonistom dość opornie, przynajmniej w skali globalnej, próbują sięgnąć po alternatywę: zmienić treść „przekazu religijnego”.

W 1779 roku Gotthold Lessing opublikował poemat dramatyczny „Nathan der Weisse” (pol. Natan Mędrzec), w którym starał się wykazać brak istotnych różnic pomiędzy chrześcijaństwem, judaizmem oraz islamem. Lessing był masonem. W tamtych środowiskach widziano religię tak, jak wyraził to Immanuel Kant w swoich dziełkach krytykujących wiarę: jako mityczną narrację dla mas, która jest o tyle przydatna, że trzyma je w pewnych ryzach; sama w sobie nie jest jednak prawdziwa.

Kościół katolicki w XVIII, XIX i XX wieku wielokrotnie potępiał jako herezję indyferentyzm religijny: przekonanie, że różne religie są różnymi tradycyjnymi ścieżkami zasadniczo zmierzającymi do tego samego.

Z perspektywy agendy zrównoważonego rozwoju rozpowszechnienie indyferentyzmu to doskonały cel: wierzący przestaliby się między sobą spierać i szukać niedostępnej dla ludzkiego rozumu prawdy (agnostycyzm), godząc się na to, że ich religie to tylko zespół tradycyjnych przekonań i obrzędów, które należy traktować z pewnym przymrużeniem oka, jako mityczne narracje mówiące zasadniczo o wzajemnej ludzkiej współpracy i budowie lepszego jutra. Zniknęłaby wtedy przyczyna sporu, a religia mogłaby zostać użytecznie zinstrumentalizowana na cele doczesne.

Franciszek, ich sojusznik
Papież Franciszek jest doskonałym sojusznikiem globalistów w tym zakresie. W 2019 roku pozwolił na to, aby ulicami Rzymu obnosić figurkę pogańskim bogini Pachamamy, a nawet stawiać ją w kościołach. Za inkulturacją kultu bożków latynoamerykańskich kryje się właśnie indyferentystyczne przekonanie, że Indianie, czcząc swoich bogów, czcili tak naprawdę tego samego Boga, którego czcimy i my, jedynie pod innymi postaciami. Chrześcijanie wierzą w
Chrystusa, który mówi im o Wielkim Architekcie, Indianie w Pierzastego Węża Quetzalcoatla czy Pachamamę, ale to bez różnicy.

W tym samym 2019 roku Franciszek ogłosił Deklarację z Abu Zabi, gdzie wyraził tę ideę wprost: różnorodność religii jest „wyrazem mądrej woli Bożej”, ogłosił razem z wielkim imamem z uniwersytetu Al-Azhar w Egipcie. Skoro tak, to Bóg „stworzył” i Chrystusa, i Buddę, i Mahometa, i Quetzalcoatla, i Światowida… Jedne tradycje wyrażają tę samą prawdę czytelniej, inne mniej, ale chodzi o to samo.

W encyklice Fratelli tutti z 2020 roku Franciszek w ogóle zrezygnował z głoszenia Jezusa Chrystusa jako Zbawiciela. Odwołując się do powszechnej wiary ludzkości w „Boga” w sensie „Ojca wszystkich” – mógłby to być równie dobrze grecki Zeus, nazywany przez swoich wyznawców „ojcem bogów i ludzi” – potraktował Pana Jezusa jako nauczyciela powszechnego braterstwa, wolności, tolerancji i wyzwolenia z ucisku.

Wreszcie w 2023 roku Watykan otworzył w stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Abu Zabi, kompleks świątynny: kościół, meczet i synagoga stoją tam razem, połączone ogrodami, zewnętrznie wyglądające niemal identycznie, wypisz-wymaluj architektoniczna adaptacja „Nathana Mędrca” Lessinga.

Po co kłócić się o różne religie? Razem z Franciszkiem promotorzy zrównoważonego rozwoju mogą zakrzyknąć, że jest jeden Architekt Świata i rozpocząć indyferentystyczny kult Najwyższej Istoty.

Cywilizacja jako analogon
Ze zrównoważonym rozwojem musimy mierzyć się dziś dosłownie wszędzie. Próbuje się nam wciskać jego cele na każdym kroku. Nie będziemy jeździć samochodami, nie będziemy jeść mięsa, nie będziemy kupować nowych ubrań… Ostatecznie, nie będziemy mieć niczego – i będziemy „szczęśliwi”. Pozbawienie własności to jednak tylko początek, celem jest pozbawienie wolności – także wolności wiary w Boga.

Ludzie od zarania dziejów budują swoje społeczeństwa jako analogię. Wielkie cywilizacje Bliskiego Wschodu, Chin czy nawet Ameryki Środkowej, pisał Eric Voegelin, powstawały jako analogon kosmosu. Orientowano się na ruch gwiazd, fazy księżyca, dzień i noc; urządzenia społeczne próbowano wpisać w ten kosmiczny ład.

Dopiero Izrael przełamał ludzką zależność od kosmosu: narodowi wybranemu objawił się Bóg. Izraelici zaczęli więc budować swoje społeczeństwo jako analogon Bożego porządku. Wreszcie Bóg objawił się ostatecznie w Jezusie Chrystusie – i chrześcijaństwa cywilizacja powstawała jako analogon Królestwa Chrystusa.

Zrównoważony rozwój nie chce znać Chrystusa, to oczywiste. Nie chce znać również Boga. Więcej jednak, nie chce znać nawet porządku kosmicznego – porządku natury, czego wyrazem jest zarówno ideologia gender jak i transhumanizm.

Jedynym wyznacznikiem zrównoważonego rozwoju jest ludzka wola. To konsekwencja idei, którą przyniosła ze sobą rewolucja francuska: demokracja wyzwolona od Boga, porządek doczesny jako wyraz woli kolektywnej, volonté générale. Kto definiuje volonté générale? Ten, kto ma władzę. Robespierre, Napoleon, Stalin, światowa finansjera – w każdym razie, aktualny tyran.

Porządek społeczny, który jest budowany na tym fundamencie, musi mieć swoją analogię. Człowiek, oczywiście, uczestniczy poprzez swoją sprawczość w Boskim dziele tworzenia; twórczość jest istotą wolności, właściwą jej przestrzenią, zasadniczym miejscem spotykania człowieka i Boga, uczył Mikołaj Bierdiajew. Jednak tylko pod warunkiem, że twórczość chce być partycypacją: chce współ-uczestniczyć w stwarzaniu razem z Bogiem. Tworzyć przeciwko Bogu chciał szatan. To kreacja całkowicie autorska: diabelski hiper-indywidualizm wykluczający jakąkolwiek partycypację w dziele Boga.

Hierarchia kościelna musi z całych sił przeciwstawiać się projektowi zrównoważonego rozwoju, a naszym zadaniem jest ją w tym wspierać. Jeżeli zapomina o swoich zadaniach i z oportunizmu lub złej woli wspiera jego realizację – budzić ją, prosząc Boga o mądrość dla pasterzy.

Dlaczego? Dlatego, że „porządek”, jaki konsekwentnie budują promotorzy zrównoważonego rozwoju, jest w swoich ostatecznych konsekwencjach niczym innym, jak po prostu: analogonem królestwa szatana; prawdziwym piekłem na ziemi.

Nie gódźmy się na taką cywilizację. Naszą cywilizacją jest Cywilizacja Chrystusa, Króla Wszechświata.

Paweł Chmielewski

List do kardynałów Świętego Kościoła w związku z konklawe.

List otwarty do wszystkich kardynałów Świętego Kościoła Katolickiego w związku z konklawe.

(który jest również skierowany do wszystkich Patriarchów, Arcybiskupów i Biskupów, którzy mają ogromną współodpowiedzialność).

konklawe Prof. dr.fil. habil. Dr. h.c. Josef M. Seifert

30 kwietnia Święto Świętej Katarzyny ze Sieny

Eminencje, Czcigodni Kardynałowie, Arcybiskupi i Biskupi Kościoła Katolickiego,

Dwa i pół roku temu napisałem następujący list do kardynała, z którym od lat jestem w przyjacielskich stosunkach i który krótko przedtem, podobnie jak wielu innych biskupów i kardynałów, powiedział w wywiadzie, który również został opublikowany, że „krytyka papieża Franciszka jest wielkim złem, które należy wyplenić”. Kardynał, do którego się zwróciłem, odpowiedział na mój list niezwykle czule, ale według mojej wiedzy nie podjęto żadnych działań.

W związku ze śmiercią papieża Benedykta XVI i wiadomością, że papież Franciszek podpisał już list o rezygnacji z urzędu, który ma wejść w życie w przypadku znacznego pogorszenia się jego stanu zdrowia, a zatem w związku z konklawe, które może być wkrótce zwołane, uważam, że treść tego listu dotyczy wszystkich kardynałów, a także arcybiskupów i biskupów. Dlatego kieruję ten list, z którego usunąłem wszelkie znaki, do którego kardynała został pierwotnie napisany, jako list otwarty do wszystkich kardynałów, a w istocie do wszystkich, którzy w różnym stopniu ponoszą odpowiedzialność w Kościele.

Niech Duch Święty sprawi, aby wszystkie treści tego listu, które odpowiadają prawdzie i woli Bożej, były owocne dla dobra św. Kościoła i wielu dusz, i aby ani jedno słowo w nim zawarte nie zaszkodziło Kościołowi, Oblubienicy Chrystusa. Wybieram święto św. Katarzyny ze Sieny na jego publikację, ponieważ w wyjątkowy sposób łączyła ona najintymniejszą cześć dla papieża jako Wikariusza Chrystusa na ziemi z bezlitosną krytyką dwóch bardzo różnych papieży.

Przejdźmy teraz do tekstu listu, który każdy z Was może przeczytać jako skierowany osobiście do niego.

Eminencja, Wielebny Kardynał …

Muszę wyznać, że jestem zaniepokojony i zasmucony wypowiedzią, która rzekomo pochodzi od Ciebie na temat krytyki papieża Franciszka. Powiedziałeś w jednym z wywiadów, jeśli wierzyć mediom, że krytyka papieża jest „zdecydowanie negatywnym zjawiskiem, które powinno być jak najszybciej wykorzenione” i podkreślasz, że papież jest „papieżem i gwarantem wiary katolickiej”.

Jak można mówić, że krytyka papieża jest złem? Czy już apostoł Paweł nie krytykował mocno i publicznie pierwszego papieża Piotra? Czy św. Katarzyna ze Sieny nie krytykowała jeszcze ostrzej dwóch papieży?

Chyba nie rozumiesz, dlaczego wielu katolików może krytykować papieża Franciszka, mimo że jest on „papieżem”. I odwrotnie, nie rozumiem, jak – według wszelkich pozorów – wszyscy kardynałowie poza czterema kardynałami z Dubia milczą i nie zadają krytycznych pytań papieżowi. Jest bowiem wiele rzeczy, które papież Franciszek mówi i robi, które powinny wywoływać nie tylko krytyczne pytania, ale i pełną miłości krytykę. Przypomnijmy sobie Deklarację o Braterstwie Wszystkich Ludzi podpisaną przez papieża Franciszka wraz z Wielkim Imamem Ahmadem Mohammadem Al-Tayyebem, który stwierdza:

„Pluralizm i różnorodność religii, koloru, płci, pochodzenia etnicznego i języka są wolą Boga w Jego mądrości, dzięki której stworzył istoty ludzkie.” (Jeszcze bardziej irytująca jest wersja angielska: „Pluralizm i różnorodność religii, koloru, płci, rasy i języka są wolą Boga w Jego mądrości, przez którą stworzył istoty ludzkie”).

Czy nie byłoby herezją i strasznym zamieszaniem twierdzenie, że Bóg – tak jak zechciał różnicę dwóch płci – czyli swoją pozytywną wolą – tak samo bezpośrednio zechciał różnicę religii, a tym samym wszelkie bałwochwalstwo i herezję? Czyż Deklaracja Abu Dhabi nie jest o wiele gorsza od herezji, czy nawet apostazji?

Jak Bóg, ze swoją pozytywną wolą twórczą, mógł chcieć religii, które odrzucają boskość Jezusa, zaprzeczają Trójcy Przenajświętszej, odrzucają chrzest i wszystkie sakramenty oraz kapłaństwo? Albo jak mógł w ogóle chcieć politeizmu czy kultu bożka Baala lub Pachamamy? Czy nie jest to całkowicie sprzeczne z przesłaniem proroka Eliasza i wszystkich innych proroków oraz ze słowami Jezusa?

Czy wy wszyscy kardynałowie i biskupi nie powinniście wypowiedzieć swojego stanowczego „non possumus”, gdy Franciszek zażąda, aby ten „dokument” był podstawą formacji księży we wszystkich seminariach i wydziałach teologicznych?

Bóg nie mógł nigdy bezpośrednio i pozytywnie chcieć lub nawet zatwierdzić heretyckich wyznań chrześcijańskich, a nie tylko je dopuścić, ponieważ zaprzeczają one filarom wiary biblijnej i katolickiej, takim jak biblijna nauka, że nasze wieczne zbawienie nie jest dokonane przez samą łaskę Bożą, ale wymaga naszej wolnej współpracy i dobrych uczynków. Jak więc może on swoją bezpośrednią i pozytywną wolą chcieć religii, które odrzucają cały fundament wiary chrześcijańskiej i samego Chrystusa?

Prawdziwe samo w sobie jest stwierdzenie, „że papież jest papieżem i gwarantem wiary”, nie można go jednak zastosować do papieża, który podpisał Deklarację z Abu Dhabi i rozpowszechnił ją na całym świecie, a także powiedział i zrobił wiele innych rzeczy sprzecznych z konsekwentnym nauczaniem Kościoła.

Jego stwierdzenie, że „należy promować cywilne związki homoseksualistów” stoi w bezpośredniej sprzeczności z jasnymi wypowiedziami Magisterium Kościoła (por. rozważania na temat projektów prawnego uznania konkubinatu osób homoseksualnych z 3 czerwca 2003 r., opublikowane za pontyfikatu św. papieża Jana Pawła II), ale przede wszystkim z Pismem Świętym i całą tradycją Kościoła! Czy wy wszyscy kardynałowie nie powinniście, tak jak to wspaniale uczynił biskup Athanasius Schneider, dokonać prawdziwego aktu miłości wobec papieża i wyrazić to publicznie i tak jasno, jak on to uczynił, z całą należną jasnością?

Papież Franciszek – mówię to z krwawiącym sercem – nie jest „gwarantem wiary”, ale stale coraz bardziej niszczy podstawy wiary i moralności tym i wieloma innymi wypowiedziami i oświadczeniami. O ile wiem, w historii Kościoła nigdy nie było papieża, który wygłaszałby podobne potworności. Jak mam odpowiedzieć drogiemu i głęboko wierzącemu luterańskiemu przyjacielowi, o którego nawrócenie modlę się od lat, gdy pisze mi, że tą deklaracją z Abu Dhabi Kościół katolicki opuścił glebę chrześcijaństwa?

Czy nie jest jasne, że następny papież musi potępić jako apostazję to nauczanie z Abu Dhabi, które Franciszek rozsyła do wszystkich seminariów duchownych i wydziałów katolickich? Jak Kościół może usprawiedliwić anatemę papieża Honoriusza za nieskończenie mniejsze odstępstwo od wiary i potępienie go, jeśli nie potępi tak skandalicznych wypowiedzi? Czy wszyscy kardynałowie nie musieliby napisać do papieża jak jeden mąż i poprosić go o wycofanie tej apostatycznej deklaracji?

Czy wy, kardynałowie, nie musicie drżeć przed momentem, w którym Chrystus zapyta was, jak mogliście wypełnić uroczysty mandat misyjny Jezusa, jeśli nie protestowaliście przeciwko deklaracji z Abu Dhabi, która mówi o diametralnym przeciwieństwie do słów Jezusa?

„Wreszcie, gdy jedenastu siedziało u stołu, objawił się … I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; ale kto nie uwierzy, będzie potępiony.” (Marka 16:14).

Jak mogliście wszyscy również milczeć w sprawie bardziej niż uzasadnionych dubiów kardynała Caffarry – który wciąż dzwonił do mnie w przeddzień swojej śmierci i któremu musiałem obiecać, że nadal będę bronił prawdy – oraz pozostałych trzech kardynałów po Amoris Laetitia, a nawet krytykować te dubia? Spośród kardynałów tylko czterech kardynałów z dubiami sformułowało grzeczne pytania dotyczące moralno-teologicznej herezji w Amoris Laetitia polegającej na negowaniu implicite czynów wewnętrznie złych. Wspaniałość dobra i istnienie zawsze i wszędzie (ut in omnibus) złych czynów zostało uznane za kamień węgielny całej etyki od czasów Sokratesa i było nauczane przez św. papieża Jana Pawła II jako mocny grunt etyki i nauczania moralnego Kościoła.

Czy wszyscy kardynałowie nie powinni byli zgodzić się z kardynałem Carlo Caffarrą i pozostałymi trzema kardynałami z Dubia i zażądać tego wyjaśnienia, pomagając w ten sposób papieżowi w głoszeniu prawdy? Czy wszyscy kardynałowie nie powinni byli stanąć jak jeden mąż i poprzeć fraterna correctio, którą kardynał Burke zapowiedział, ale nigdy nie zrealizował?

Tylko dlatego, że zapowiedź kardynała Burke’a, że 4 kardynałów będzie praktykować „correctio fraterna” na papieżu w przypadku milczenia papieża w tej centralnej kwestii moralnej, ale ta fraterna correctio nie została zrobiona teraz od lat ani ze strony kardynała Burke’a, ani ze strony innych kardynałów, kilku świeckich i księży skrytykowało to wypaczenie doktryny w różnych deklaracjach i, że tak powiem, wkroczyło w miejsce was kardynałów, aby bronić prawdy i depositum fidei, tak jak świeccy już to zrobili w obliczu herezji ariańskiej, wobec której papież Liberiusz i większość biskupów była miękka, wraz ze św. Atanazym i innymi nielicznymi jeszcze wiernymi kardynałami. Atanazego i innych nielicznych biskupów, którzy pozostali wierni.

Ale zamiast my miseri laici (my nieszczęśliwi świeccy), jak (wtedy jeszcze monsignor) Carlo Caffarra nazwał mnie w czułym, ciepłym humorze (z prawdziwym sednem), czyż nie spoczywa na was, kardynałach, którzy powinni być gotowi oddać swoją krew za prawdziwą wiarę, podniesienie głosu przeciwko herezjom, których krytycy papieża udowodnili, że papież Franciszek popełnił kilka z nich lub przynajmniej je zasugerował? Czy zamiast zakazu krytykowania wypowiedzi papieża nie ma raczej przykazania braterskiego lub synowskiego upominania?

A teraz podnosisz głos nie dla defensio fidei, ale po to, by uciszyć tych krytyków, w istocie chcąc „zlikwidować” wszelką krytykę?

Czy wszyscy kardynałowie nie musieliby protestować w wielu innych przypadkach, np. gdy papież arbitralnie wprowadza do Katechizmu Katolickiego błędną teologicznie zmianę, która jest sprzeczna z jasnymi słowami Boga zawartymi w Piśmie Świętym (już w Księdze Rodzaju) oraz wieloma doktrynalnymi wypowiedziami papieży na temat kary śmierci sformułowanymi w nieprzerwanej tradycji, a także faktami historycznymi, lub gdy – wbrew wielu mocnym słowom Jezusa i dogmatom Kościoła katolickiego – mówi o pustym piekle, a nawet, jak Świadkowie Jehowy, twierdzi, że dusze nieuleczalnych grzeszników nie idą do piekła, lecz są niszczone?

Drogi przyjacielu, ten scenariusz papieża, który zaprzecza istnieniu jedynego prawdziwego Kościoła i wierze in unam sanctam, catholicam et apostolicam Ecclesiam, jeśli nie wprost to na pewno implicite w Abu Dhabi, i zachowuje się jak pan i władca nad nauką Jezusa Chrystusa i Kościoła, oraz tak wielu milczących kardynałów, jest udręką dla wielu wierzących, takich jak ja, zagraża naszej wierze i wyrządza niezmierne szkody Kościołowi i duszom.

Proszę was jednak, abyście podnieśli głos w obronie nieskażonej prawdy, a także abyście poruszyli innych kardynałów, by mówili prawdę przy nadarzającej się okazji, nawet jeśli mogłoby to ujawnić straszliwy kryzys i schizmę w Kościele, pośród której się znajdujemy, i nawet jeśli niektórzy małoduszni mogliby błędnie widzieć [jakieś pozytywne odcienie md] w tym skandalu.

To nie jest kwestia kultury, wychowania papieża z Ameryki Łacińskiej. Nie jest to kwestia gustu, stylu czy temperamentu. Nie, to jest „tak” lub „nie” dla Chrystusa, który kazał nam głosić Ewangelię wszystkim.

Nie, to jest „tak” lub „nie” dla Chrystusa, który kazał nam głosić Ewangelię wszystkim ludziom i narodom; kto w Niego wierzy, będzie zbawiony, ale kto nie wierzy, będzie potępiony.

Czy papież może de facto uchylić ten mandat misyjny poprzez deklarację z Abu Dhabi?

Czy może mianować, a nawet osobiście honorować i nagradzać teologów moralnych, którzy zaprzeczają rdzeniu biblijnego i kościelnego nauczania moralnego oraz encyklik Humanae Vitae, Evangelium Vitae i Veritatis Splendor, do Papieskiej Akademii Życia? Jak możecie wy, kardynałowie (a zwłaszcza wy, którzy przez wiele lat pracowaliście pod kierownictwem św. Jana Pawła II i Benedykta XVI tak wiernie służyli Kościołowi) milczeć w sprawie tego i wielu innych „spustoszeń sanktuarium”, zamiast robić o wiele więcej niż krytyczni świeccy i teologowie, aby zrobić wszystko, co możliwe, aby głosić te liczne prawdy wiary, którym papież otwarcie lub milcząco zaprzecza słowami, a także czynami (jak np. obchody reformacji, postawienie pomnika Lutra w Watykanie, znaczek z okazji Reformacji, kult PachaMamy w Ogrodach Watykańskich i Bazylice św. Piotra itd.), i błagać go, aby znalazł pewną busolę swojej doktryny tylko w prawdzie Pisma Świętego i niezmiennych dogmatach Kościoła, i nie pozwolił sobie na zmianę nawet jednej joty z nich, nie mówiąc już o istocie wiary?

W głębokim smutku z powodu licznych ran Kościoła, Oblubienicy Chrystusa, oraz w miłości do Jezusa i do Kościoła założonego przez Niego na skale Piotrowej

W Chrystusie

Wasz Józef

P.S.: Z głębi duszy liczę na Twoją odpowiedź słowem i czynem, która byłaby aktem miłości do Jezusa, do Maryi, do Trójcy Przenajświętszej, do Kościoła, do duszy Papieża i do wielu innych dusz. Ze świętym Janem Pawłem wołam do was: corraggio! Walczcie odważnie i bez zastrzeżeń o prawdę, o Chrystusa i Kościół, i o dusze, także papieża Franciszka, i o jedność wszystkich chrześcijan, która jest możliwa tylko w prawdzie!

Głęboko zjednoczony z Wami w Chrystusie,

Józef

Prof. dr.fil. habil. Dr. h.c. Josef M. Seifert, obecnie wykłada filozofię na LMU, Uniwersytecie w Monachium.

USA: Dlaczego lewica nienawidzi i jest przerażona prawem naturalnym

USA: Dlaczego lewica nienawidzi i jest przerażona prawem naturalnym

by John Horvat II left-hates-and-is-terrified

Lewica doprowadza kraj do chaosu poprzez dziwaczne błędne interpretacje prawa. Nie opierając się już na precedensie, ani nawet na ścisłych definicjach Konstytucji, prawie wszystko może być prawnie uzasadnione – aborcja, wspomagane samobójstwo, całkowita swoboda seksualna, nowe „prawa transseksualistów”, tyrania zaimków [„on to nie ON, lecz ONA!!”] i inne praktyki. Prawo jest płynne i zmienne w zależności od tego, co odpowiada namiętnościom danej osoby.

Dlatego każdy, kto twierdzi, że istnieje wyższe niezmienne prawo, może spodziewać się sprzeciwu. Kiedy taka teoria prawna staje się powszechna, przeraża lewicę. Liberałowie dostrzegają, że ktoś nazywa ich „poglady” blefem. Boją się prawa, które ma solidne podstawy i definicje.

Ogromna popularność teorii prawa naturalnego

Rosnąca akceptacja teorii prawa naturalnego wśród sfrustrowanych Amerykanów wstrząsa dziedziną prawa. Lewicowe czasopismo Current Affairs wyraziło ostatnio swój niepokój w artykule zatytułowanym „The Resurgence of 'Natural Law’ Theories Should Scare Us All”. Autor K. Wilson zauważa, że „prawo naturalne zyskuje ogromną popularność wśród konserwatywnych jurystów i prawników”.

Prawo naturalne to teoria prawna, na której opierał się chrześcijański Zachód. Utrzymuje ona, że kodeks moralny jest wypisany na sercach ludzi, ważny dla wszystkich narodów i miejsc, stanowiąc podstawę moralnej pewności kierującej ludzkim działaniem. To prawo moralne w ludzkiej naturze dostarcza ogólnych wytycznych, na których opiera się całe prawo. Na przykład Dziesięć Przykazań jest często opisywane jako zwięzłe streszczenie prawa naturalnego.

Wypaczenie prawa pozytywnego

Nowoczesne prawo zerwało jednak związek z teorią prawa naturalnego w XIX wieku za sprawą szkoły prawniczej zwanej „pozytywizmem prawniczym”. Pozbawiła ona prawo jego moralnych podstaw i przekształciła je w „zbiór stworzonych przez człowieka zasad” rządzących społeczeństwem, reprezentujących suwerenną wolę ludzi poprzez instytucje przedstawicielskie. Prawa reprezentują konstrukcje społeczne dostosowane do okoliczności bez konkretnego wymiaru moralnego.

Tym samym wszystko (z wyjątkiem systemów zbliżonych do prawa naturalnego) jest dopuszczalne. Prawo „pozytywne” nie musi odpowiadać obiektywnej rzeczywistości, a jedynie dyspozycjom (i kaprysom) jego prawodawców. Co więcej, w miarę rozpadu społeczeństwa, prawo nie może już polegać na moralnym włóknie, które kiedyś podtrzymywało porządek w społeczeństwie. Degeneracyjny kurs prawa pozytywnego pozwala na coraz bardziej absurdalne interpretacje.

Konserwatywni prawnicy i juryści odwołują się do prawa naturalnego jako kotwicy bezpieczeństwa i prawdy w klimacie prawnym, w którym wszystko jest możliwe, a nic nie jest pewne.

Niedoskonałości oryginału

Przez pewien czas konserwatyści opierali się na oryginalizmie [ pierwotny zamiar], odczytując Konstytucję w świetle pierwotnych intencji jej twórców i późniejszych prawodawców. Jednak ta konserwatywna lektura Konstytucji okazała się zawodna i niewystarczająca do zapewnienia moralnej interpretacji prawa. Liberalni sędziowie i prawnicy ukryli się w wyimaginowanej „przestrzeni Konstytucji”, by promować swoje programy i stanowić prawo z ławy.

Obecnie prawnicy przyjmują prawo naturalne, ponieważ pozwala ono na ogromną swobodę w określaniu prawa w solidnych ramach moralnych.

Liberalny establishment prawniczy jest zaniepokojony tym rozwojem, ponieważ nie wierzy w wyższe prawo, które stanowi podstawę dla wszystkich innych. Liberałowie nienawidzą prawa naturalnego, ponieważ przywraca ono moralną wizję prawa i społeczeństwa. Hamuje ono ruch w kierunku coraz bardziej rozwiązłego społeczeństwa.

Przeinaczanie prawa naturalnego

Z tego powodu lewicowcy celowo przeinaczają koncepcję prawa naturalnego. Przedstawiają je jako totalitarny, teokratyczny zbiór sztywnych zasad zbudowanych na niesprawdzonych przesłankach. Twierdzą, że „narzuca ono raczej prawa boskie niż konstytucję”. K. Wilson błędnie wnioskuje, że jest to „uzasadnienie użycia państwa do egzekwowania moralnych przekonań teoretyka prawa naturalnego”.

A przecież nie ma nic bardziej odległego od prawdy. Kiedy Bóg stworzył ludzkość, osadził w duszy porządek moralny. Tomasza z Akwinu, Summa Theologiae, I-II, q. 94, a. 2) Nie jest to bynajmniej arbitralna teokratyczna platforma dla tyranii.

Prawo naturalne wyjaśnione

Prawo naturalne opiera się na nieodłącznej naturze rzeczy, które funkcjonują zgodnie ze swoimi celami. Krzesło, które nie pozwala usiąść, nie spełnia swojej funkcji. Szklanka, która nie trzyma płynu jest w sprzeczności z wewnętrzną logiką jej istnienia.

Tak samo jest z człowieczeństwem i społeczeństwem. Dzięki naturalnemu rozumowi można dostrzec, co jest dobre, a co złe dla funkcjonowania społeczeństwa. Na przykład do natury mowy należy mówienie prawdy. Kłamstwo jest nadużyciem mowy, a zatem jest złe i sprzeczne z dobrym porządkiem społecznym. Kradzież jest zawsze zła, ponieważ pozbawia drugiego człowieka tego, co mu się należy. To nie są subiektywne oceny, ale część działającego porządku rzeczy.

Dalekie od sztywnych reguł, prawo naturalne jest zbiorem wytycznych, które zarówno upoważniają, jak i ograniczają rząd w jego dążeniu do wspólnego dobra wspólnoty politycznej. Prawo naturalne zapobiega tyranii i nadużyciom, nie pozwalając prawu dryfować w stronę kaprysu i fantazji. Wspiera porządek, czyli stan rzeczy, w którym wszystko funkcjonuje zgodnie ze swoją naturą i celem.

Długa historia

Mając za przewodnika prawo naturalne, ludzcy prawodawcy mogą tworzyć sprawiedliwe prawa. Prawo naturalne służy jako kryterium, na którym opiera się całe prawo, a nie jako kaftan bezpieczeństwa dla totalitarnego reżimu. Daje ustawodawcom ogromną swobodę w dostosowywaniu prawa do okoliczności i wagi spraw, które mają być rozwiązane. Ułatwia utrzymanie porządku społecznego.

W prawie naturalnym nie ma nic nowego. W starożytności występuje ono zarówno w Grecji (Antygona Sofoklesa, wiersze 440-70), jak i w Rzymie (O Republice Cycerona, bk 3, nr 33, ).

Kościół jednak rozwinął ją, wzbogacił i usystematyzował, a w rozwoju zachodniej cywilizacji chrześcijańskiej została powszechnie przyjęta. Stanowi ono fundament wszelkiego prawa.

Amerykańska tradycja prawna ma korzenie w prawie naturalnym, o czym świadczą wypowiedzi znanego angielskiego jurysty Sir Williama Blackstone’a (1723-1780), który wywarł głęboki wpływ na kolonialne common law. Zakłada on istnienie „prawa natury”, które jest „wiążące na całej kuli ziemskiej, we wszystkich krajach i w każdym czasie: żadne ludzkie prawo nie ma żadnej ważności, jeśli jest z nim sprzeczne; a te z nich, które są ważne, czerpią całą swoją siłę i cały swój autorytet, pośrednio lub bezpośrednio, z prawa naturalnego”.

Oznacza to, że prawo naturalne nie jest nowym narzuceniem społeczeństwu, ale powrotem do źródła, z którego Ameryka może regenerować swoje prawo w klimacie pewności, porządku i logiki.

Nominalistyczne zaprzeczenie uniwersaliów i definicji

Istnieją głębsze powody, dla których liberałowie nienawidzą prawa naturalnego. Opozycja leży w definicjach dobra i zła, porządku i dobra wspólnego. Takie definicje wiążą rzeczy z rzeczywistością. Prawo naturalne uznaje niezmienną naturę rzeczy, którą można poznać i na którą można działać.

Zaprzeczając prawu naturalnemu, liberałowie mówią, że nie można poznać natury rzeczy, ludzi i społeczeństwa. Jest to rodzaj nominalizmu prawnego, który odrzuca uniwersalne pojęcia i opiera się jedynie na społecznych konstrukcjach czasu.

Tak więc prawni nominaliści nie mogą zaakceptować prawa naturalnego jako wypisanego na sercach ludzi, obowiązującego wszystkie ludy i miejsca. Postrzegają oni całe prawo jako produkt faktów, obserwacji i eksperymentów. Taka wizja sprawia, że prawo jest łatwo manipulowane przez namiętności i kaprysy, które mogą przerodzić się w tyranię i fantazję.

Odrzucenie definicji odzwierciedla odmowę powściągnięcia namiętności. Prof. Plinio Corrêa de Oliveira w swojej książce „Rewolucja i kontrrewolucja” definiuje istotę liberalizmu jako „prawo do myślenia, odczuwania i robienia wszystkiego, czego domagają się niepohamowane namiętności.”

Z tego powodu liberalny system polityczny jest coraz bardziej sprzeczny z prawem naturalnym. Odrzuca uniwersalne pojęcie prawa oparte na ludzkiej naturze i zastępuje je bardziej sztywną uniwersalną zasadą, która mówi, że nie wolno tłumić niepohamowanych namiętności.

Freudowska obsesja na punkcie wyzwolenia seksualnego

Wreszcie, liberałowie nienawidzą prawa naturalnego, ponieważ sprzeciwia się ono prymatowi indywidualistycznej przyjemności. Liberalna wrogość wobec ograniczeń jest szczególnie skierowana w stronę namiętności seksualnych. Zgodnie z prawem naturalnym, celem aktu seksualnego jest przede wszystkim prokreacja. Kiedy podejmowane są działania mające na celu udaremnienie tego aktu lub zniszczenie chroniącej go więzi małżeńskiej, jest to sprzeczne z prawem naturalnym.

Dlatego liberałowie byli przerażeni uchyleniem Roe v. Wade. Wyznają oni freudowski pogląd na naturę, który mówi, że nieokiełznane namiętności, zwłaszcza apetyty seksualne, muszą być zaspokojone i nie mogą być powstrzymane. Każde prawo lub działanie sprzeczne z tym niepohamowaniem jest „nienaturalne” i należy się mu przeciwstawić. Zaprzeczający prawu naturalnemu są przede wszystkim promotorami rewolucji seksualnej. Wolą cierpieć wszystkie katastrofalne konsekwencje niepohamowanych namiętności dla jednostek i społeczeństwa, niż zaakceptować fakt, że szczęście jest o wiele bardziej osiągalne poprzez dostosowanie się do natury, a nie uleganie jej ekscesom.

Tak więc otwarte drzwi do deprawacji i fantazji są wielkim powodem, dla którego prawo naturalne ma tak wielu przeciwników. To nie szlachetne pragnienie wspierania wspólnego dobra czy postępu wolności motywuje tych, którzy zaprzeczają prawu naturalnemu. Zamiast tego, jest to samolubna gratyfikacja, która nie akceptuje żadnych ograniczeń ani definicji i ostatecznie prowadzi do zniszczenia porządku w społeczeństwie i zniewolenia do nikczemności.

Jak prawo naturalne przeraża lewicę

prawo naturalne przyciąga uczonych prawników i jurystów, ponieważ dostrzegają oni destrukcyjną siłę moralnego rozkładu. Tylko uniwersalny pogląd na naturę ludzką może zapewnić wyjście z obecnego kryzysu. Wewnątrz ram prawnych naturalnego porządku społeczeństwo może spełniać swoją funkcję, a upadła ludzkość może uzyskać pewien stopień szczęścia.

Kiedy obecny system prawny opiera się na subiektywnych ocenach i kaprysach, jego prawo pozytywne staje się ekstrawagancją wszystkiego – poza prawem naturalnym. Jak na ironię, nie prowadzi to do większej różnorodności prawa, ale do jednego sztywnego i despotycznego systemu prawa, który wspiera coraz większe zniewolenie namiętnościami. Raz wprowadzony unieważnia wszystko i nie pozwala na powrót wolności do porządku.

Prawo naturalne przeraża lewicę, która założyła, że już dawno umarło. Lewicowcy nie mogą przyznać, że mogą istnieć tacy, którzy z zadowoleniem przyjmują uporządkowaną wolność i powściągliwość. Nie widzą, że po drugiej stronie wadliwego systemu prawnego pozytywistów czeka nihilizm, który doprowadzi do każdej formy pustki i rozpaczy.

Dopiero chrześcijaństwo wprowadziło dzielenie się wiedzą, wiadomościami, nauką i technologią. II. GENEZA MASONERII

II. GENEZA MASONERII

Ks. Michał Poradowski, PALIMPSEST,

Wyd. Agencja „ARMEL”, Stare Jatki 24

Istnieje związek między masonerią i cechami. Cechy, jako organizacje zawodowe, powstają w najdawniejszych cywilizacjach przed chrześcijańskich, a więc w okresie kiedy jeszcze wiedza, nauka i technika zawodowa były traktowane jako tajemnice, a więc sekrety dające Władzę.

Nie należy zapominać, że to dopiero chrześcijaństwo wprowadziło zwyczaj dzielenia się wiedzą, wiadomościami, nauką i technologią, a przed chrześcijaństwem traktowano wiedzę jako tajemnicę, a naukę jako wtajemniczenie. Pierwotnie, w czasach jeszcze prymitywnych cywilizacji, wiedza zawodowa była głównie tajemnicą rodzinną, czyli przechodziła z ojca na syna, zwłaszcza gdy syn oddawał się zawodowi ojca. Zresztą przetrwało to w wielu wypadkach aż do dziś (np. tajemnica farbowania włókien, aby nie traciły koloru przez pranie, lub będąc wystawione na słońce).

Ta wiedza związana z zawodami była przez nie troskliwie chowana, jako największy skarb człowieka, a udzielana jedynie członkom stowarzyszenia zawodowego. Jedną z najważniejszych nauk była matematyka jako podstawa architektury, czyli budownictwa, stąd też cechy czyli związki i stowarzyszenia zawodowe związane z architekturą i budownictwem, a także ze sztuką, utrzymywały w tajemnicy wiedzę matematyczną, a również geometrię, fizykę, chemię i wszystkie inne nauki niezbędnie dla architektury.

Murarze i architekci byli ludźmi najbardziej wykształconymi, a często jednocześnie przynależeli do kasty kapłańskiej jako budowniczowie świątyń wtajemniczanie w wiedzę, przekazywaną przez związki zawodowe, było stopniowe, czyli w miarę zajmowania wyższych stanowisk w hierarchii organizacji społecznej i zawodowej. Podział na mistrzów i czeladników, a więc nauczycieli i uczniów, był podstawą skomplikowanej hierarchii zawodowej, która w ciągu wieków rosła i różnicowała się, aby ci co byli obarczeni wyższym stopniem władzy i odpowiedzialności mogli także dysponować, większą wiedzą. Budownictwo materialne (świątynie, pałace, wieże obronne, fortyfikacje, drogi, mosty, akwedukty itd.) łączyło się także z „budownictwem” społecznym, kulturalnym, religijnym i politycznym. Awans w wiedzy i władzy był zależny od wtajemniczenia w naukę w doświadczenia i w historię. Jednak w wielu wypadkach, władza polityczna i społeczna zaczyna się wyzwalać i uniezależniać od związków zawodowych, a to głównie przez podbicia jednych społeczeństw przez drugie. Konkwistadorzy stają się warstwą górną społeczeństwa nie przez awans, lecz przez siłę zbrojną. Prawie wszystkie kraje są wielokrotnie zdobywane przez kolejne najazdy różnych plemion, a każdy najeźdźca narzuca swoje organizacje zawodowe mniej lub więcej o strukturze jawnej czy tajemniczej.

Przykładem, może być Anglia, która bardziej niż inne kraje europejskie (z wyjątkiem Hiszpanii), jest wielokrotnie zdobywana, a kolejni zdobywcy stają się warstwą górną.

Polska zaś jest wyjątkowo krajem europejskim, który przez prawie osiem wieków, bo od swego zarania aż do rozbiorów, nie był nigdy zdobyty i ujarzmiony przez zdobywców, a więc nie uległ żadnej konkwiście, choć był wielokrotnie najeżdżany.

To w tych cechach murarskich rodzi się masoneria, jako stowarzyszenie „filozoficzne”, oddane „wolnej myśli”, stąd też ich nazwa „wolnomularze” którzy zachowują symbole murarstwa, choć już nie oddają się architekturze jako takiej, lecz „budownictwu” społeczeństwa, jego kultury, polityki, ustroju itd.

Kasty kapłańskie starych pogańskich wierzeń szukają schronienia w cechach murarskich, przyjmując ich ubiory, zwyczaje, tradycje i symbole, ale oddając się na swych zebraniach zagadnieniom kulturalnym, „filozoficznym”, a przede wszystkim politycznym. W miarę jak chrześcijaństwo wychodzi z ukrycia i staje się religią panującą, pogańskie kasty kapłańskie szukają schronienia w związkach zawodowych, prawie wyłącznie murarskich, spiskując przeciwko swemu wrogowi, jakim jest Kościół Chrystusowy, który pozbawił ich władzy w społeczeństwie, w religii iw całym życiu społecznym.

Od czasów Konstantyna, który nie tylko uznał władzę kościelną, lecz oddał się na jej usługi, kasta poganizmu rzymskiego stopniowo chroni się w cechach, głównie murarskich i w nich wegetuje aż do czasów, kiedy prądy pogańskie odzywają w społeczeństwie chrześcijańskim, tak iż w początkach osiemnastego wieku mogą zaczynać w niektórych krajach działalność publiczną, ujawniając się jako „loże murarskie”, czyli jako „wolni murarze”. Wobec publiczności deklarują się oni jako „filozofowie”, a więc jako towarzystwo szukające doskonalenia osobistego, które, ich zdaniem można osiągnąć głównie przez wtajemniczenia w wiedzy tajemniczej, przekazywanej w sekrecie w ich stowarzyszeniach, jako tradycji okultystycznych, przekazanych z dawnych przed- chrześcijańskich religii babilońskich, egipskich, Dalekiego Wschodu, żydowskich, zwanych Kabałą i Gnozą. Charakteryzuje ich solidarność na skalę międzynarodową i wzajemna pomoc.

Charakteryzuje ją tajemniczość, a zwłaszcza tzw. „sekret”, który usiłują zbagatelizować w opinii publicznej, twierdząc, że „tym sekretem jest brak sekretu”, ale niektórzy wtajemniczeni przyznają, iż tym sekretem jest ich kult szatana i walka z chrześcijaństwem.

Faktem też jest, że do wszystkich lóż mają dostęp Żydzi, ale do lóż żydowskich nie mają dostępu „goje” (a więc nieobrzezani). Co więcej, istnieje opinia, że loże wyłącznie żydowskie, zwane „Synowie Przymierza”, czyli B’nai B’rith, kierują lożami gojów, a co najmniej są lożami najwyższej kategorii, a więc szczytem Masonerii.

Jak powstał anty-Kościół. Druidzi. Dzieło szatańskie. Personalizacja Zła. Cz.I.

PRAWDOPODOBNA GENEZA MASONERII.

Ks. Michał Poradowski, PALIMPSEST,

Wyd. Agencja „ARMEL”, Stare Jatki 24

Pierwotnie poganizm niemal wszechstronnie i wszechwładnie panował w duszy człowieka. Pogański światopogląd był jedynym, totalnym, monopolistycznym Jego formą organizacyjną była kasta kapłanów elita społeczna, warstwa rządząca w każdej cywilizacji, warstwa górna kierownicza, półjawna dla lepszego trzymania w swym ręku władzy. Wyłom w tym stanie rzeczy stanowi właściwie tylko mozaizm.

Istota jego polega na biegunowym przeciwstawieniu się poganizmowi jako światopoglądowi i jako instytucji Mozaizm jest wiarą w Boga Jedynego, Wszechmogącego jest Jego domeną wpływów w świecie człowieka. Podtrzymuje nadzieję Zbawienia, przyjścia Odkupiciela, oczekiwania Zbawcy, stąd też mozaizm jest wrogiem poganizmu i jego konkurentem w rządzie dusz .

Mozaizm, jako wiara w istnienie Jedynego Boga rozpościera się prawdopodobnie niemal tylko (w formie konkretnej i wykrystalizowanej) wśród ludu żydowskiego. Stąd zażarta, na śmierć i życie, walka judaizmu (poganizmu żydowskiego) z mozaizmem.

W jakiej mierze mozaizm był boski, w takiej też, można przypuszczać, judaizm był szatański.

Ale zasadniczy konflikt między poganizmem i wiarą w istnienie Boga Jedynego zaczyna się z chwilą narodzenia się Kościoła, a więc od momentu Wcielenia Słowa Bożego, Drugiej Osoby Trójcy Przenajświętszej, czyli Boga Jedynego, a Więc z narodzeniem się Chrystusa Pana i ustanowienia przez niego Kościoła Powszechnego (Katolickiego). Jezus z Nazaretu, jako Bóg- Człowiek, staje się głównym przeciwnikiem całego poganizmu, a przede wszystkim judaizmu. Judaizm pragnie zniszczyć swego konkurenta, którego powodzenie może złamać stan monopolu pogańskiego rządu dusz. Akt zamordowania Chrystusa Pana jest usiłowaniem zduszenia w zarodku rodzącego się Kościoła. Jest to akt Bogobójstwa, dokonany przez ludzi, ale niewątpliwie przy współdziałaniu szatana.

Chrześcijaństwo jednak rozwijało się błyskawicznie. Zamordowany Chrystus zmartwychwstał, a Jego Kościół poszedł na podbój świata i świat ten powoli zdobywa. W miarę jak chrześcijaństwo wychodziło z podziemi, poganizm wchodził w podziemia. Kasta pogańskich kapłanów- rządców państw, od dawna zorganizowana półjawnie, Ww nowej sytuacji staje się coraz bardziej tajną.

Kościół staje się jej jedynym istotnym wrogiem, stąd jej potworna nienawiść do Kościoła. Te tajne organizacje pogańskich kapłanów- polityków, elity poganizmu, coraz bardziej wykrystalizowują się, petryfikują się, stabilizują się, stając się jedną, hierarchiczną, karną, tajną organizacją walki z Kościołem.

Solidaryzm walki z chrześcijaństwem dawnych kast kapłanów – polityków, przeróżnych państw, krajów i ludów, rodzi masonerię, jako przeciw-Kościół, jako formę organizacyjną poganizmu. Jedną ze szczególnie aktywnych, bo najbardziej i najbezpośredniej zaangażowanych przez akt zbrodni Bogobójstwa, staje się grupa judaistyczna, będąc jednak tylko jedną z wielu, ale nie jedyną.

Szczególniejszą też rolę odgrywa grupa druidystyczna. Druidzi byli to kapłani celtyccy. Była to elita Galów; kapłani uczeni, politycy, zorganizowani półjawnie, hierarchicznie, ze stopniami wtajemniczenia i obrzędowością przesiąkniętą mistycyzmem i krwawymi ofiarami ludzkimi W okresie supremacji rzymskiej nad imperium celtyckim, warstwa ta stopniowo przechodzi na służbę Rzymu, stając się rzymską warstwą rządzącą, kierowniczą, elitarną. Część jej zaś, bardziej nastawiona negatywnie do Rzymu, zagnieździ się w Anglii. Druidzi w chrześcijaństwie widzą swego największego wroga. Rzym pogański zdołali w dużej mierze opanować, ale nie udaje się to im w stosunku do Rzymu chrześcijańskiego, stąd też z nim walczą, a w walce tej bardziej jeszcze się zrastają, hartują, stają się jeszcze bardziej zwartą, karną, tajną organizacją kapłanów-polityków. To z nich rodzi się pre-masoneria celtycka, zwana później „szkocką”.

Tak więc z nienawiści do Rzymu chrześcijańskiego rodzi się masoneria europejska. Wielu z tych ludzi zapewne, jako z dawna przyzwyczajonych do życia w konspiracji, wejdzie poufnie do Kościoła, pozornie się nawracając, a w gruncie rzeczy aby Kościół od wewnątrz opanować. Poradzą oni sobie wkrótce z warstwą dawnych pogańskich kapłanów -polityków rzymskich. Pogański kler rzymski też przecież był jednocześnie warstwą dostojników państwowych, ludźmi polityki i rządów. Nie wszyscy się szczerze nawrócili na wiarę chrześcijańską, wielu pozostało poganami z nienawiścią w sercu do tego Kościoła, który odebrał im władzę, znaczenie, dostojeństwo. Zejdą w podziemia, gdy chrześcijaństwo z tych podziemi wyjdzie. W walce z Kościołem i papiestwem, jako ze wspólnym wrogiem, podadzą sobie ręce z podobnymi organizacjami innych krajów. Podobnie będzie w krajach germańskich, które zrodzą masonerię staropruską. Masoneria więc, jako organizacja, jako przeciw-Kościół, wyrosła w różnych środowiskach i z różnych warstw kapłanów-polityków, nie będzie więc całkiem jednolitą organizacyjnie. Stąd też jej nieraz daleko i ce różnice organizacyjne i obrządkowe. Ale jest masoneria w tym sensie jednolitą, że wszystkie te organizacje tajne religijno-polityczne wyrosły z okazji walki ze wspólnym wrogiem: z Kościołem. To je łączy i scala, to je zrodziło, to stanowi ich istotę, cel i treść negatywną. Pozytywnie zaś są one ośrodkiem usiłującym rządzić światem niepodzielnie, na swój pogański sposób, wierząc w możliwość zbudowania na ziemi raju bez Boga, a nawet przeciw Bogu i w walce z Bogiem.

Niewątpliwie masoneria jest sataniczna. Tylko satanizm, głęboko ukryty pod pokrywką laicyzmu, może tłumaczyć jej żywotność, siłę, potęgę i bezmiar nienawiści do chrześcijaństwa i Kościoła. Bez satanizmu ani psychologicznie, ani socjologicznie nie da się w pełni wyjaśnić tej nienawiści do chrześcijaństwa, nawet, gdy się przyjmie za pewnik, że właśnie z tej walki z Kościołem masoneria, historycznie rzecz biorąc, zrodziła się.

Logika także wymaga, aby Kościół, jako dzieło Boga, miał za przeciwnika – dla należytej przeciwwagi – masonerię, jako dzieło szatańskie. Masoneria byłaby zbyt małym, śmiesznym i nieproporcjonalnym przeciwnikiem Kościoła, gdyby była tylko i wyłącznie ludzka. Temu, co stanowi Corpus Misticum Christi może się „godnie” przeciwstawić tylko to, co jest „corpus misticum satani”.

Dla człowieka wierzącego to jest jasne. Inne bowiem ujęcie, a więc negujące satanizm masonerii, byłoby niezrozumiałe i bezsensowne. Dzieje świata, jako walka poganizmu z chrześcijaństwem, masonerii z Kościołem, nie miałyby sensu ni powagi, gdyby Kościołowi, jako Ciału Mistycznemu Chrystusa Pana nie przeciwstawiała się masoneria jako personalizacja Zła.

Kto to neguje, na próżno się wysila, aby zrozumieć sens dziejów świata i głębię częstych potworności, na które patrzy. Nie ma też żadnych podstaw do tego, aby wątpić w ciągłość organizacyjną masonerii Jeśli masoneria zrodziła się w dzisiejszej swej postaci w walce z powstającym chrześcijaństwem, z Kościołem, to mogła tak samo organizacyjnie skrzepnąć, jak się to stało z Kościołem. Dziwnym byłoby, gdyby miało być inaczej. Co więcej, należy raczej przypuszczać, że przyjęła formy organizacyjne jeszcze ściślejsze i praktyczniejsze od kościelnych, jako iż warunki rozwoju socjologicznego miała inne, bardziej sprzyjające wytworzeniu form Masoneria zrodziła się w walce z chrześcijaństwem i Kościołem i jej działalność sprowadza się głównie do tej walki, stąd też zawsze popiera wszelkie prądy i ruchy które mogą przyczyniać się do osłabienia lub niszczenia wiary chrześcijańskiej i obyczajów chrześcijańskich. oświecenie, porywając serce, ożywiając wiarę, udzielając łaski; a pośrednio działa przez instytucję Kościoła.

I szatan, małpujący Boga, chcąc mieć „rząd dusz” też działa dwojako: bezpośrednio budząc w sercu wątpliwości, złe żądze, niewiarę, rozpacz, grzech – a pośrednio poprzez oddane mu organizacje, jak masoneria. Polityk to człowiek, który usiłuje wpływać na istniejącą rzeczywistość, kształtować ją na swój sposób, musi więc on brać pod uwagę działanie wszystkich sił i prądów występujących w świecie; musi przeto także brać pod uwagę istnienie i działanie masonerii

IGNACY DOMEYKO – to jedna z najpiękniejszych postaci Wielkiej Emigracji.

IGNACY DOMEYKO – to jedna z najpiękniejszych postaci Wielkiej Emigracji.

Ks. Michał Poradowski, PALIMPSEST,

Wyd. Agencja „ARMEL”, Stare Jatki 24

(Artykuł autora w tygodniku londyńskim ŻYCIE, z 6 lipca 1952 roku).

IGNACY DOMEYKO – ur. 1802 w Niedźwiadce Wielkiej, zm. 1889 w Santiago w Chile). Pseudonim Żegota; pierwowzór Żegoty z III części Dziadów Adama Mickiewicza,

Im dokładniej badamy w archiwach ten okres dziejów Polski, tym głębszego nabieramy przekonania o słuszności wyroku historii, która pokolenie tułaczy popowstaniowych nazwała Wielka Emigracją. Była to bowiem bez wątpienia emigracja ludzi naprawdę wielkich, a jednym z najwspanialszych jej przedstawicieli to zapoznana postać Ignacego Domeyki. Toteż nie dla snobizmu historycznych wspominek, ani też tylko z poczucia obowiązku, jako jeden z następców Domeyki w jego tułaczej wędrówce po dalekim Chile, pragnę przypomnieć ten wielki żywot, ale dlatego, abyśmy my w naszej przymusowej wędrówce i pracy poza Ojczyzną mieli stale przed oczyma ten wspaniały, przepiękny wzór emigranta polskiego.

Bo Domeyko- jak cała Wielka Emigracja- podobnie jak i my, nie dla zarobku, ani nie dla żądzy zaspokojenia przygód opuścił ojczystą ziemię. Wyszedł z kraju- jak każdy z nas- z konieczności dla ratowania życia własnego i swych bliskich, a przede wszystkim dla walki i pracy o wolność Ojczymy, o jej lepszą; doskonalszą przyszłość.

Ignacy Domeyko i dlatego jeszcze zasługuje na przypomnienie, ze jest wzorowym Polakiem, wzorowym emigrantem, łączy on w sobie bowiem wszystkie najkonieczniejsze i najpiękniejsze cechy dobrego Polaka: jest pilnym studentem, jest świetnym, bohaterskim żołnierzem.

W młodości swej był Domeyko wzorem studenta. Urodzony na Wileńszczyźnie, w Niedźwiadkach, 31 lipca 1802 r., po ukończonej szkole ojców pijarów w Szczucinie, mając zaledwie lat piętnaście, wstępuje Ignacy Domeyko na Uniwersytet Wileński. SĄ to czasy wspaniałego rozkwitu tej czcigodnej wyższej uczelni polskiej na wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej, stojącej na straży czystości kultury europejskiej. Jest Domeyko uczniem słynnych braci Śniadeckich i Joachima Lelewela, a koleguje z Adamem Mickiewiczem, z Tomaszem Zanem i Odyńcem.

W późniejszym swym życiu, już jako rektor Uniwersytetu Chilijskiego, słynął Domeyko z głębokiego wykształcenia klasycznego i ze znakomitej znajomości łaciny. Wystawia to piękne świadectwo nie tylko pilności Ignacego jako studenta, lecz świadczy także o niebywale wysokim poziomie szkolnictwa polskiego owych czasów; wszak Domeyko tyle tylko miał możność nauczyć się łaciny i zaznajomić się z kulturą grecko- rzymską, ile ich nauczono w szkole pijarskiej w Szczucienie, jako iż na Uniwersytecie Wileńskim studiował tylko nauki przyrodnicze i matematyczne.

Były to jednak inne czasy, niż dzisiejsze; na uniwersytetach- przynajmniej polskich- dbano nie tylko o danie dobrego wykształcenia fachowego, ale także i o pełny, wszechstronny rozwój osobowości wychowanka. Rozumiała to także i sama młodzież, która, prócz przedmiotów ściśle na danym wydziale obowiązujących, studiowała wszystko co mogło poszerzyć jej horyzonty i pogłębić wiedzę. Stąd też i Ignacy Domeyko, aczkolwiek studiuje nauki przyrodniczo- matematyczne, jest też i uczniem Lelewela, którego wykładów z historii powszechnej słucha, pozostawiając nam do dziś znakomicie prowadzone notatki z tych Domeyko ma głębokie poczucie obowiązków społecznych i patriotycznych. Stąd też jest i jednym z najbardziej czynnych studentów w organizacjach akademickich, a przede wszystkim w Filaretach, Filomatach i w Promienistych. A gdy po latach przerwy w nauce, spowodowanej aresztowaniami i’ zsyłką na Sybir najbliższych przyjaciół, ukrywaniem się w majątkach dalszej rodziny, a później udziałem w powstaniu listopadowym i tułaczka popowstaniową, w roku 1832 powróci Domeyko do przerwanej nauki, zapisując się do paryskiej szkoły górniczej i studiując geologię i mineralogię, zasłynie ponownie jako wzorowy student.

Był też Domeyko wzorowym żołnierzem. Na pierwszą wieść o wybuchu powstania listopadowego, porzucił zaciszne, rodzinne strony, wyszedł z lasu i pospieszył, by połączyć się z powstańcami. Został adiutantem generała Chłapowskiego, któremu wiernie towarzyszył we wszystkich bojach i z którym też po upadku powstania opuścił kraj i udał się na tułaczkę.

Był Domeyko i wzorem uczonego i wychowawcy. Jako prawdziwy humanista, ze znakomitą znajomością własnej specjalności łączył wszechstronność zainteresowań naukowych. Był przede wszystkim geologiem i mineralogiem, ale znał się też świetnie na kartografii, chemii, fizyce i matematyce, będąc jednocześnie sławnym etnologiem, antropologiem i geografem.

Ukończył dwie wyższe uczelnie: Uniwersytet Wileński i paryską Szkołę Górniczą Jako już słynny, znakomity uczony, został zaproszony przez rząd chilijsld dla ’ objęcia wykładów z chemii i lizyki w Szkole Górniczej Coquimbo. Wkrótce jednak został sprowadzony do stolicy Chile, do Santiago, dla zorganizowania Uniwersytetu Państwowego. Przez 37 lat kierował Domeyko tą nową wyższą uczelnią najpierw jako sekretarz rektora; a póżniej jako rektor, którą zorganizował na wzór Uniwersytetu Wileńskiego.

Nie ograniczał się jednak Domeyko tylko do pracy uniwersyteckiej, lecz zajął się- zaproszony przez rząd chilijski- reorganizacją całości szkolnictwa chilijskiego. I oto ideały wychowawcze i zasady organizacyjne pierwszego na świecie ministerstwa oświaty i wychowania, czyli Polskiej Komisji Edukacyjnej, które na skutek rozbiorów i rządów nad Polską obcych mocarstw nie mogły być w Polsce w pełni wprowadzone w życie, zostają urzeczywistnione przez Domeykę w szkolnictwie chilijskim.

Tu leży klucz tej wielkiej zagadki socjologicznej: dlaczego Chile, kraj najbardziej od Europy odizolowany, tak bardzo wyróżnia się poziomem swej kultury wśród wszystkich krajów Ameryki Południowej, a przede wszystkim tak bliski jest europejskiemu humanizmowi. To dzięki Domeyce, a raczej dzięki Polskiej Komisji Edukacyjnej, której ideały wprowadził Domeyko do szkolnictwa chilijskiego, Chile uzyskało tak głębokie podstawy pod rozwój europejskiej cywilizacji (którą zapewne Feliks Koneczny bez wahania nazwałby „cywilizacją łacińską” w Ameryce Południowej).

Dzięki Domeyce ideał chrześcijańskiego humanizmu – silnie oparty o kulturę grecką i o prawo rzymskie, a jednocześnie przepojony na wskroś etyką chrześcijańska; stał się rdzeniem wychowania chilijskiego. A było to- jak na owe czasy- dzieło niełatwe. Bo pamiętać trzeba, że wówczas młode republiki amerykańskie, po zerwaniu zależności od Hiszpanii, znalazły się pod silnymi wpływami francuskiego laicyzmu i były organizowane przez fanatycznie wrogie chrześcijaństwu loże masońskie. Domeyko swym taktem, a przede wszystkim dzięki nadzwyczajnemu autorytetowi, potrafił, unikając skrajności, pozyskać ówczesne chilijskie władze państwowe i całe społeczeństwo dla ideałów i zasad, w których kiedyś był sam wychowany w Polsce iw których pozostał wiemy przez całe swe długie życie. Symbolizował je – jak Wiadomo- ów słynny „ideał człowieka doskonałego” tak dosadnie określony przez mistrza Domeyki, wileńskiego profesora Jędrzeja Śniadeckiego: ”Ten tylko doskonałym nazywać się może, kto w czystym i i pięknym ciele niepokalanie ma serce, kto ma zdolności społeczeństwu, w którym żyje, przydatne”.

Żywą treścią wypełnili ten ideał wychowawczy sami studenci wileńskiej wszechnicy we wspomnianych już organizacjach Filaretów, Filomatów i Promienistych. I warto dziś o tym powiedzieć, że Chile ma nie tylko uniwersytet zorganizowany i przez 37 lat kierowany przez Polaka, ale także i całe szkolnictwo oparte o polskie wzory i ideały.

Wielka była sława Domeyki jako uczonego. Dziesiątki towarzystw naukowych całego świata, z Polska Akademia Umiejętności na czele, uważają sobie za zaszczyt ofiarować mu członkostwo; szereg uniwersytetów nadaje mu doktoraty honorowe; wiedeński uczony unieśmiertelnia nazwisko Domeyki, nazywając odkryty przez siebie minerał 'domeykitem’ ; wdzięczni chilijczycy nadają nazwę „Domeyko” miasteczku na północy Chile, a w innych miastach chrzczą jego imieniem liczne ulice.

Warto też wspomnieć, że Domeyko ogłosił drukiem ponad 400 studiów i rozpraw z mineralogii, z fizyki, chemii, kartografii, pedagogiki, nadto szereg rozpraw- memoriałów w sprawie reformy szkolnictwa w Chile; dwukrotnie opisał swe życie (pierwszy tekst pamiętników został mu skradziony); zostawił szereg prac z etnografii i z antropologii, zwłaszcza dotyczących Araukanii (południowe (Thilo), wybitne prace z kmtogi’alii (w tym cenna mapę geologiczną Polski, z uzasadnieniem ciekawej tezy, że Polska jest całością geograficzną, stąd też Domeyko słusznie może być uznany za twórcę geopolityki polskiej) i wreszcie studium filozoficzno – religijne o życiu mistycznym świętej Teresy z Avila (które, niestety, także zostało skradzione, w czasie powrotnej podróży do Polski).

Był też Domeyko wzorem działacza społecznego. Żywy udział w pracy społecznej brał już w czasie swych studiów na Uniwersytecie Wileńskim, jako czynny członek organizacji akademickich. Zasłynął z pracy społecznej wśród emigracji polskiej popowstaniowej w Dreźnie. W archiwum Biblioteki Polskiej w Paryżu przechowuje się ciekawy i dość bogaty materiał, świadczący o bardzo żywej i ofiarnej pracy społecznej Domeyki w czasie jego pobytu w Paryżu w latach 1832- 1837. Przez te pięć lat Domeyko- poza studiami, których nigdy nie zaniedbywał – poświęcał się pracy oświatowej i dobroczynnej wśród Polonii francuskiej, zarówno jako członek Polskiego Towarzystwa Historyczno- Literackiego, jak też i Towarzystwa Pomocy Polakom. Praca charytatywna wśród emigracji polskiej we Francji stanowi niewątpliwie jedną z najpiękniejszych kart życia Domeyki.

Do pracy tej garnął się zawsze, o czym świadczy stały kontakt korespondencyjny, jaki utrzymywał mimo tak wielkiego oddalenia, jak również iwspaniały dar w postaci kompletu zbiorów mineralogicznych, którym wzbogacił jedną z polskich uczelni w Paryżu. Był Domeyko i wzorem polityka. Aczkolwiek zawsze, a zwłaszcza na emigracji stronił od tzw. swarów partyjnych; nigdy Domeyko nie był obojętny na sprawy publiczne, nigdy nie zasklepiał się W życiu wyłącznie prywatnym. Miał wyjątkowo głębokie poczucie obowiązków obywatelskich Od najmłodszych lat interesował się życiem narodu, z którego losami związał Własne życie i któremu służył jak najwierniej i jak najprzykładniej aż do śmierci.

Po Bogu, Ojczyznę miłował nade wszystko i największą tragedią jego życia było, że przyszło mu żyć i pracować i walczyć poza krajem i nawet umrzeć nie było mu danym na ojczystej ziemi. Polityce polskiej dał nową, na wskroś nowoczesną orientację, fundując ją na danych geograficznych i tworząc w ten sposób polską geopolitykę, na sto lat przed nauką niemiecką, konkretyzując twierdzenie, że dane geograficzne i geologiczne w mocnym stopniu determinują politykę narodu.

Zachowana przebogata korespondencja z najwybitniejszymi postaciami Wielkiej Emigracji, a także i późnej emigracji po powstaniu styczniowym, zawiera wiele cennych myśli politycznych i świadczy o wysokich zdolnościach politycznych Domeyki i o jego wpływie na ówczesną politykę polską.

Nade wszystko zaś jest Domeyko wzorem człowieka z charakterem. To piękna, przepiękna postać: zawsze prawdomówny i szczery, zawsze otwarty i męski, zawsze odważny, bez cienia bojaźni; zawsze twardy, zdecydowany, nieustępliwy w zasadach, nieznoszący oportunizmu i karierowiczostwa; zawsze sumienny, dokładny, rzetelny; zawsze pełen idealizmu, nadziei, wiary, optymizmu; zawsze nadzwyczaj pracowity. Wybitny umysł, ale i gorące, wielkie, kochające serce. Słusznie go nazywają Chilijczycy „sabio Domeyko”, czyli mądrym Jak mało kto za jego czasów, miał Domeyko głębokie zrozumienie prądów współczesnych, znakomitą orientację, jakąś dziwną umiejętność patrzenia w przyszłość i przewidywania wydarzeń. A z mądrością łączył serce, miłość bliźnich, współczucie, sentyment i głęboką religijność. Nie był oschły jak Staszic, aczkolwiek w swej pracowitości naukowej i organizatorskiej szkolnictwa w niejednym Staszica przypominał. Był człowiekiem wszechstronnie uzdolnionym i dbającym o wszechstronność rozwoju swej osobowości.

Może właśnie przez tę wszechstronność najbardziej się wyróżnia: uzdolniony muzyk, poeta i malarz, a jednocześnie tak wybitny naukowiec, polityk i organizator. A ileż uroku ma jego życie rodzinne! Wiele też światła na piękno jego charakteru rzuca na przykład fakt odbycia pielgrzymki do Ziemi Świętej, albo też noszenie zawsze na piersi woreczka z ziemią polską, albo wizyta u Ojca Świętego, lub też głęboki i szczery kult dla Matki Bożej Najświętszej Dziewicy Maryi (bardziej, rzecz dziwna, dla Matki Boskiej Częstochowskiej, niż Ostrobramskiej).

Jest więc Domeyko dla nas wzorem emigranta. Trudno byłoby nam naśladować np. Mickiewicza, nie mając jego talentów, ale każdy nas emigrantów może w pełni naśladować Domeykę, bo każdy z nas może, jak on, starać się być człowiekiem charakteru, pracowitym, pod każdym względem wzorowym, pilnym, rzetelnym, nade wszystko sprawie polskiej oddanym Ojczyźnie, stale myślącym dla niej pracującym, o jej wolność i wielkość walczącym; każdy z nas może być- toutes proportions gardees— nowoczesnym Domeyką. Bo Domeyko nigdy nie był człowiekiem na emigracji zagubionym, wykolejonym, .zdezorientowanym, który tylko chciałby z założonymi rękami „przeczekać”. On natychmiast brał się do pracy w środowisku, w którym się znalazł, pragnąc jak najwięcej dać z siebie, a gdy nie mógł pracować wprost dla Polski, pracował dla społeczeństwa, w którym żył i to z taką samą gorliwością, jakby to było społeczeństwo polskie, bo zawsze – w myśl ideału człowieka doskonałego według Śniadeckiego- chciał być człowiekiem, społeczeństwu, w którym żyje, przydatnym. Gdybyż każdy z nas żył na wzór Domeyki, jakże błogosławiona dla Polski i dla świata byłaby nasza przymusowa tułaczka emigracyjna.

„Dramat 3-go Maja. Cztery przestrogi z XVIII-go wieku”. Adam Doboszyński.

„Dramat 3-go Maja w świetle najnowszych badań. Cztery przestrogi z XVIII-go wieku”

Adam Doboszyński: O Konstytucji 3 Maja

Dramat 3-go Maja w świetle najnowszych badań. Cztery przestrogi z XVIII-go wieku”

– odczyt Adama Doboszyńskiego, wygłoszony 24 maja 1939 roku w sali Stowarzyszenia Techników w Warszawie staraniem redakcji tygodnika literacko-społecznego „Prosto z Mostu”.

Projekt włoskiego przybłędy”

Rok temu, w więzieniu lwowskim, wpadła mi w ręce książka wypożyczona jednemu z moich współwięźniów z biblioteki więziennej, napisana przez Józefa Bielińskiego w r. 1905 pod tytułem: „Żywot ks. Adama Czartoryskiego”.

Przypadkowo wziąłem tę książkę do ręki i zwróciłem uwagę na pewien niezmiernie charakterystyczny ustęp. Autor książki wspomina o memoriale, który ma się znajdować w archiwum Czartoryskich w Krakowie, memoriale podyktowanym w Paryżu w r. 1788 młodemu ks. Czartoryskiemu przez ks. Piattolego, włoskiego przybłędę, wówczas wychowawcę młodego Lubomirskiego, a następnie sekretarza Króla Stanisława Augusta i jedną z najwybitniejszych osobistości Polski w okresie Sejmu 4-letniego. Ks. Piattoli podyktował młodemu Czartoryskiemu schemat poczynań konspiracyjnych, które miały na celu przeprowadzenie w Polsce reform. Na czele tej konspiracji miał stać Quatuorvirat – czterech mężów, związanych przysięgą i tajemnicą. Mieli to być ludzie bardzo wpływowi, dobrzy patrioci, bogaci, światli.

Do pomocy tym Quatuorvirom miano wybrać 8 członków, również wpływowych i możnych. Ta dwunastka stanowiłaby Kongres patriotyczny, który miał przeprowadzić zmianę ustroju w Polsce. Pierwszym zadaniem tego Kongresu byłoby skonfederowanie wszystkich województw, zawładnięcie wojskiem przy eliminowaniu zupełnym ówczesnego rządu, następnie przeprowadzenie wyborów do sejmu skonfederowanego. Sejm ten powinien był postanowić stworzenie stutysięcznej armii, wyznaczyć dwóch regimentarzów, jednego dla Korony, drugiego dla Litwy i wreszcie ustanowić Komitet Nadzwyczajny, który by kierował sprawami publicznymi na prawach dyktatorskich. Zamierzano poza tym utworzyć komisję, która zażąda od obywateli państwa przedstawienia sobie planów, projektów, myśli dotyczących przyszłej reformy. Z tych referatów miał się wyłonić projekt przyszłej konstytucji, która miała być uchwalona przez Sejm. Poza tym mieli Quatuorviri w tajemnicy przed królem i rządem rozesłać swoich zaufanych mężów do wszystkich państw Europy w charakterze nieoficjalnych ambasadorów Polski. Na tych ambasadorów kwalifikowaliby się ludzie wyższych sfer, światli, towarzyscy i odpowiednio pod względem dyplomatycznym przygotowani. Wreszcie Komitet ten miał zawrzeć odpowiednie traktaty i ustalić politykę zagraniczną.

Masońskie kariery

Przeczytawszy o tym projekcie Piattolego puściłem wodze wyobraźni i starałem się odtworzyć dzieje tego tak brzemiennego w następstwa czterolecia, 1788 do 1792. Wyobrażałem sobie postać Piattolego, który stał się z czasem sekretarzem królewskim, a wówczas był wychowawcą młodego Lubomirskiego. Że Piattoli w ogóle dostał się do Polski i na to stanowisko dowodzi tylko, iż musiał należeć do masonerii. Znamy z dzieła K. M. Morawskiego analogiczną karierę Lucchesiniego, również włoskiego przybłędy, który się dostał do masonerii, został powołany do Berlina, wkradł się w łaski Fryderyka i został posłem pruskim w Warszawie. Kariera Piattolego szła podobnie: dostał się do Warszawy, dostał się na dwór polski i jako preceptor jednego z młodych Lubomirskich wyjechał do Paryża. W Paryżu nastąpiło zapewne wtajemniczenie go do wyższych stopni masońskich.

I wówczas Piattoli w tej stolicy ówczesnego świata, w której przygotowywała się rewolucja, podyktował młodemu Czartoryskiemu plan opanowania Polski, przeprowadzenia analogicznej imprezy, jaką masoneria zamierzała wykonać we Francji. Bo uprzytomnijmy sobie, kiedy to było. Jest to rok 1788. O dwa lata wcześniej we Frankfurcie odbył się zjazd zakonu masońskiego Illuminatów, na którym to zjeździe, jak to dzisiejsi historycy stwierdzają, zapadła uchwała zniesienia we Francji monarchii i jakoby zapadł również wyrok śmierci na Ludwika XVI.

Nie będzie zapewne dalekie od prawdy przypuszczenie, iż równocześnie z postanowieniem wywołania we Francji rewolucji musiano postanowić wywołanie analogicznej rewolucji i w Polsce. Świadczy o tym zupełna synchronizacja rewolucji francuskiej i bezkrwawej rewolucji, jaką był Sejm Czteroletni. W roku 1788 – a więc w dwa lata po frankfurckiej decyzji wywołania rewolucji – czynione są we Francji przygotowania do zwołania Stanów Generalnych, a w rok później zostały zwołane te Stany, poprzedzone zarządzeniem przedłożenia przez wszystkie gminy tzw. „cahiers de doleances”, zażaleń i wniosków poprawy. Rzecz ciekawa, iż Piattoli w swoim memoriale proponuje również zażądanie od obywateli Rzpltej przedstawienia Komisji projektów dotyczących przyszłej reformy. Widzimy daleko idącą analogię. Jest rzeczą zupełnie jasną nie tylko dziś, ale musiało być jasne i wówczas, iż żądanie od każdej gminy w kraju przedstawienia projektów naprawy konstytucji jest rzeczą całkowicie utopijną i może mieć jedynie na celu wywołania nastrojów rewolucyjnych.

Quatuorvirat

Zastanawiałem się, kto mógł należeć do tego Quatuorviratu, kierującego losami Polski i skojarzyłem sobie w głowie projekt Piattolego z jednym ze sprawozdań, które w czasie Sejmu Czteroletniego wysłał do króla pruskiego jego wysłannik w Warszawie Lucchesini. Otóż Lucchesini pisze, że ówczesna Polska, jej polityka, a w szczególności działalność Sejmu Czteroletniego zależy od ściśle zakonspirowanej czwórki ludzi, do których należą Potoccy Ignacy i Stanisław, marszałek Stanisław Małachowski, i reprezentant Małopolski, będącej pod zaborem austriackim, Ignacy Morski. Tych czterech ludzi było tak zakonspirowanych, iż o tej czwórce kierującej nie wiedział król polski…, ale wie o nich ambasador króla pruskiego Lucchesini. Lucchesini zawiadamia swego monarchę, jakie będą posunięcia tych zakonspirowanych Quatuorvirów, daje im rady i wskazówki i nawet w liście skierowanym do króla pruskiego zapowiada, jakie będą przyszłe posunięcia tych zakonspirowanych władców Polski. Szczegół ten zaczerpnąłem z książki Jędrzeja Giertycha, który wziął go z Kalinki piszącego przed pięćdziesięciu laty. Giertych wyciąga wniosek, iż ludzie ci obdarzali Lucchesiniego swoim zaufaniem dlatego, iż był to ambasador sprzymierzeńca Polski. Mam wrażenie, iż podstawy zaufania rządzących Polską Quatuorvirów do Lucchesiniego nie tworzył fakt, iż Lucchesini był ambasadorem Prus, tylko, że Lucchesini był wysokiego wtajemniczenia masonem. Tak czy owak możemy stwierdzić fakt już dzisiaj niewątpliwy, ustalony historycznie, iż Polską z czasów Sejmu Czteroletniego kierowało, może mówię za silnie, w każdym razie w tej Polsce decydującą rolę odgrywało dwóch przybłędów, nie mających z Polską nic wspólnego: jednym z tych ludzi był Lucchesini, drugim był Piattoli. Doszło do tego, iż projekt Konstytucji 3-go Maja spisano po francusku, gdyż Piattoli językiem polskim nie władał i potem dopiero przetłumaczono ten projekt na język polski.

Czy obalać mit?

Tyle jako wstęp do tych rzeczy, które chciałbym Państwu dziś wieczorem powiedzieć. Przyznaję się, iż przemyśliwując te dziwne okoliczności Sejmu Czteroletniego i Konstytucji 3-go Maja popadłem w poważną rozterkę. Zastanawiałem się nad tym, czy w ogóle posuwać się po tej drodze, czy interesować się kulisami tych zdarzeń, czy też raczej stanąć na stanowisku, na jakim Polska stoi od lat stu, na stanowisku nie tykania mitu 3-go Maja.

Przecież na tym micie chowało się w Polsce szereg pokoleń, ten mit za czasów rozbiorów zagrzewał ludzi do wysiłków, ten mit rozgrzewał zesłańców wędrujących na Sybir – i wielu, wielu jest ludzi w Polsce, dla których ten mit stanowi rzecz bardzo szacowną i drogą. Mówię tutaj oczywiście o ludziach dobrej woli. Poza tym jest wielu ludzi, dla których ten mit stanowi broń, którą z pełną świadomością i cynizmem operują. Że ten mit działa, to widzimy co roku w dniu 3-go maja. Zastanawiając się nad rolą Lucchesiniego i Piattolego, zastanawiałem się nad tym, czy należy ten mit obalać, czy należy iść dalej po drodze, którą szło w Polsce wielu badaczy: i Kalinka przed 50 laty, i K. M. Morawski, po części prof. Skałkowski i wielu innych.

Zastanawiałem się, czy my mamy dziś po odzyskaniu niepodległości burzyć ten mit, czy powinniśmy go zachować. Warunkiem zachowania tego mitu jest zaprzestanie wszelkich dalszych badań na ten temat i zaprzestanie popularyzowania rewelacyjnych wyników tych badań. I tu uprzytomniłem sobie dwa rodzaje zarzutów, które wysuwają przeciwnicy burzenia mitu 3-go Maja. Jeden zarzut klasyczny, znany wszystkim, o którym wie każda służąca i każdy dorożkarz, tj. zarzut szargania świętości: święto 3-go Maja, to święto narodowe. Nie wolno tego tykać. Zarzut ten łączy się w bardzo ciekawy sposób z tak żywą w ostatnich czasach dyskusją na temat bronzowienia i odbronzawiania wielkich ludzi i wielkich zdarzeń. Bywają mity pewnych faktów historycznych i bywają mity ludzi, i tak jak bronzowić i odbronzawiać można ludzi, tak również można ubronzawiać i odbronzawiać pewne fakty historyczne. Weźmy na przykład mit Unii lubelskiej, mit również działający potężnie na umysły i wyobraźnię. Nie trudno byłoby przypuszczam ten mit w takiej czy innej formie odbronzować i wiem, iż w tym kierunku przedsiębrane są próby. Można by zbadać, jak to było w Lublinie, można by spróbować ten fakt historyczny umniejszyć, odbrązowić, ośmieszyć.

Czytałem niedawno książkę, która wprowadza za kulisy wyprawy wiedeńskiej. Ale jeżeli chodzi o kwestię ubronzowania pewnych faktów historycznych, to zdaje mi się, że sprawa 3-go Maja stanowi tutaj wypadek zupełnie klasyczny. Naród stoi dziś wobec dylematu, czy dalej bronzować akt 3-go Maja, czy puścić snop światła i starać się wykryć prawdę, prawdę historyczną, tyczącą się Sejmu Czteroletniego, w szczególności aktu 3-go Maja. Jest jeszcze druga strona tego medalu. Chodzi o rzecz bardzo dziś modną w psychologii i to zarówno indywidualnej, jak i zbiorowej: o kwestię kompleksu niższości. Pytanie wygląda tak: czy należy w narodzie, który cierpi chronicznie od lat 200 na kompleks niższości, ten kompleks niższości pogłębiać przez dewaluowanie pewnych zdarzeń, które przywykliśmy uważać za zdarzenia wielkiej miary w życiu narodu? Czy nie jest niezręczna taktycznie chęć, by ten wspaniały zryw patriotyczny, tę wspaniałą reformę, którą zwykliśmy wielbić, nagle detronizować? Czy nie dojdzie wówczas naród do tego wniosku, iż skoro nawet tak wzniosły fakt okazuje się w rezultacie faktem ujemnym, i skoro największe nasze zrywy, że tak powiem, państwowotwórcze zostały w ciągu ostatnich dwustu lat inicjowane i wyreżyserowane przez ręce obce, ręce przynajmniej obojętne, jeżeli nie wrogie – czy uświadomienie sobie przez naród takiego faktu nie pogłębi w nim tej rozterki duchowej, w której naród polski od dwustu lat się znajduje? Czy w chwili, kiedy prężymy się do skoku, w chwili skupienia wszystkich sił psychicznych, moralnych i intelektualnych, tego rodzaju podważanie pewnych wszczepianych w umysły Polaków pojęć nie jest rzeczą po prostu karygodną? Wiem, iż wychodząc z tej sali będziecie się Państwo w rozmowach swoich nad tym zastanawiali, czy jest rzeczą dobrą czy złą, że ten temat dziś poruszam? Jestem przekonany, że zdania na ten temat będą rozbieżne. Jednak chcę stwierdzić, że zdaję sobie sprawę z tego, iż te próby odbronzawiania aktu 3-go Maja mogą tylko wówczas być usprawiedliwione, jeśli potrafi się wykazać, że ten mit w życiu narodu stał się szkodliwy. I to jest celem dzisiejszego odczytu.

Szkodliwy mit

Jestem najgłębiej przekonany, iż mit 3-go Maja, mit tego „masowego zrywu, którym naród polski zadokumentował jakoby przed światem swoją wolę do samoistnego bytu i swą umiejętność stworzenia nowych form życia państwowego”, stał się dziś szkodliwy. Uważam, iż w miejsce tego mitu powinna przyjść prawda. Dlaczego? Przyznam się, iż już dość dawno, może od lat dwudziestu, nie rozumiem w pełni ludzi, którzy mówią, że to jest takie niesłychanie krzepiące dla naszej świadomości narodowej poczucie, iż na dwa lata przed upadkiem zdobyliśmy się na tak wspaniały zryw. Przyznam się, że to rozumowanie nie trafia mi do przekonania. Gdybym wiedział, że Polska upadła w chwili największej depresji, największego wyczerpania sił twórczych, gdybym mał przekonanie, że Polska upadła dlatego, bo wszyscy wielcy ludzie w narodzie byli zgnici, bo Polska nie miała ani ludzi ofiarnych, ani dobrej woli, to wówczas można by powiedzieć, że była to rzecz nieunikniona: Polska musiała upaść.

Ale ta myśl, iż znalazło się wielu ludzi światłych, ofiarnych, że znalazła się elita, grono wybrane, które zdobyło się na to, by naród wprowadzić na drogę świetlanego rozwoju i że naród zdobył się nawet na rzecz wiekopomną, którą zaimponował całemu światu, a w półtora roku później Polska upadła i to upadła w sposób haniebny, nie bójmy się tego wyrazu – kampania Poniatowskiego i Kościuszki, którzy mieli bronić Konstytucji 3-go Maja, miała przebieg niesłychanie żałosny; król i Kołłątaj w haniebny sposób zgłaszają swój akces do Targowicy – ta myśl o niechlubnym końcu niepodległego bytu Polski jest potworna.

Odpowiada się na to: zrehabilitowało nas powstanie Kościuszki. Powstaniem Kościuszki Polska jakoby zadokumentowała, iż broni nie tylko swojej niepodległości, ale i idei wyrażonych w Konstytucji 3-go Maja. Czy to twierdzenie jest aby słuszne? Dla mnie cały problem naszych powstań łączy się psychologicznie ściśle z problemem Konstytucji 3-go Maja. Wielbię i podziwiam twórców, inicjatorów i wykonawców naszych powstań, uczestników powstania Kościuszki, uczestników Legionów, uczestników powstania w r. 1830, uczestników powstania w r. 1863, uchylam czoła również przed krwią ofiarnie przelaną w r. 1905, nie kwestionuję faktu, że z najtragiczniejszych nawet klęsk naród wyciągał duże korzyści moralne, krzepiące go do dalszej walki, ale te wszystkie zdarzenia historyczne pogłębiają we mnie jeszcze ten kompleks niższości. Ja mówię sobie: jeżeli tylokrotnie najlepsi członkowie naszego narodu, najbardziej ofiarni, najbardziej bohaterscy zdobywali się na walkę o niepodległość – tyle razy z takim poświęceniem, z taką ofiarą, i jeżeli zawsze ta rzecz paliła na panewce, jeżeli nasze powstania nie dały nam niepodległości, mimo iż niekiedy byliśmy od tej niepodległości bardzo niedaleko, to mam wrażenie, że bronzowanie tych wszystkich mitów jest niecelowe. I jest celowe i pożądane oświetlenie, dlaczego wysiłki najlepszych synów narodu polskiego na przestrzeni 150 lat prowadziły z reguły do przegranej. Uważam, że jeżeli się da to oświetlenie, i jeżeli w mózgi ogółu Polaków wrazi się myśl, iż był jakiś powód konkretny, wyraźny, dla którego wysiłki najlepszych synów narodu przez 150 lat nie doprowadziły do zwycięstwa, uważam, że jeżeli się myśl taka w umysłach ogółu Polaków wryje, to wówczas nasz kompleks niższości nie tylko się nie pogłębi, ale przeciwnie zniknie: poczujemy się na siłach do stawiania czoła niebezpieczeństwom, gdy będziemy wiedzieli, czego unikać, by zamiast tryumfu wszelkie nasze wysiłki nie kończyły się tragicznie.

Problem bronzowienia

Mówi się o szarganiu świętości, o symbolach, mówi się o autorytetach. Pamiętamy wszyscy niedawną dyskusję na temat bronzowienia Mickiewicza, na temat odbronzawiania Sobieskiego – opinia publiczna doszła wówczas mniej więcej do takiego wniosku: Każdy wielki człowiek ma swoje małe strony, ma swoje śmieszności, miał w życiu chwile, których się wstydzi, ma swoje zakamarki, do których nierad zagląda. Problem wygląda w ten sposób: czy te ujemne momenty, w życiu wielkiego człowieka nieuniknione, czy te ujemne strony równoważą jego zasługi, które w opinii polskiej zostały ubronzowane? Innymi słowy, czy zasługi Mickiewicza, o których wie każdy dwunastoletni czy czternastoletni Polak, czy te zasługi nikną w porównaniu z pewnymi ujemnymi cechami charakteru czy epizodami życia?

Weźmy postać Sobieskiego. Sobieski w umyśle ogółu Polaków jest postacią rycerską, symbolizującą rolę Polski jako przedmurza chrześcijaństwa, Sobieski to jest wielki wódz, to jest nieustraszony rycerz, to jest wielki katolik. I pamiętamy wszyscy niedawno wydaną książkę, oświetlającą życie zakulisowe, oświetlającą od tyłu życie Sobieskiego. Książka ta napsuła bardzo dużo krwi. I znowu wyłania się pytanie: czy pewne ciekawostki z życia Sobieskiego, które mogą rzucić na niego światło nieprzychylne, podrywają kontury postaci Sobieskiego, jakie się wyryły w mózgach i przede wszystkim w sercu każdego Polaka? Mam wrażenie, że nie podrywają. Tak samo, jeżeli chodzi o rewelacje o Mickiewiczu mam wrażenie, że nie podrywają bynajmniej zasadniczego obrazu tego najgenialniejszego moim zdaniem człowieka, którego wydały dzieje Polski.

Problem bronzowienia czy odbronzowiania łączy się więc ściśle z problemem narastania pewnych świętości, pewnych autorytetów w życiu narodu. I może ustalimy tutaj pewne zasady: możemy powiedzieć, że jeżeli pewne mity osnuły się dokoła wielkich postaci i zdarzeń historycznych, jeżeli jakiś mit mający wielkie walory jest w ogólnych zarysach prawdziwy, wówczas mamy prawo żądać, by zbyt natarczywie nie szukano dziur na całym, by zbyt natarczywie nie zaglądano za kulisy ludzi i wypadków. Ale bywają wypadki, kiedy mity są w swym ogólnym zrębie nieprawdziwe, jak to jest z mitem 3-go Maja. Uważam, że skoro badania historyczne doprowadzają do wniosku, iż dany mit w ogólnym swoim zarysie jest nieprawdziwy, to nie jest celowe i nie jest wskazane ten mit bronzowić, przeciwnie – należy dążyć do prawdy.

Przez lat 150 z Sejmu Czteroletniego i z Konstytucji 3-go Maja tworzono pewien symbol. Cel był podwójny. Jeden był cel, który przyświecał ludziom dobrej woli, aby naród w swej walce o niepodległość miał siłę motoryczną, która by zagrzewała serca i wyobraźnię.

Drugi był cel jeszcze wyraźniejszy, cel masoński. Sejm Czteroletni i Konstytucja 3-go Maja, to typowe osiągnięcia masonerii, to nie tylko tryumf masonerii jako takiej, ale tryumf ducha masońskiego i metod masońskich w życiu polskim. Jest rzeczą jasną, iż masoneria, która rządzi Polską od lat dwustu, była zainteresowana w tym, by ten mit podsycać – i jest nadal zainteresowana. I ostrzegam Państwa przed wszelkimi próbami, czynionymi już od lat wielu, podważenia, podrywania i ośmieszenia wszelkich usiłowań, dążących do rzucenia światła na kulisy 3-go Maja. Powtarzam jeszcze raz: jest w Polsce dużo ludzi, którzy w dobrej wierze starają się ten mit galwanizować i utrzymywać. Ale mit ten stał się zupełnie wyraźnie określoną bronią i jednym z narzędzi masonerii dla utrzymania jej wpływów w Polsce. W tym sensie mit ten jest narzędziem bieżącej polityki i narzędzie to musi być z rąk masonerii wytrącone. (Oklaski).

Reformy Czartoryskich czy 3-ci Maj?

Antyrosyjski sojusz Rzeczypospolitej z Prusami, wspieranymi przez Wielką Brytanię (29.03.1790) był samobójczym błędem Polaków. Spośród Polaków najbardziej wpływowym działaczem był w epoce Sejmu Czteroletniego ks. Kołłątaj. Obok Kołłątaja znamy wiele nazwisk myślicieli, publicystów, działaczy politycznych i społecznych, widzimy imponującą plejadę ludzi dążących do naprawy Rzeczypospolitej. I utarło się u nas mniemanie, że Konstytucja 3-go Maja, że cały dorobek Sejmu Czteroletniego, to był przewrót, to był przełom w duchowym życiu Polski. Uczono nas, że po dwustu latach nierządu dopiero w latach 1788/92 skierowano wreszcie nawę Rzeczypospolitej na tory odrodzenia i odrzucono to wszystko, co w Polsce było zgniłym i rozszarpano wreszcie te węzły ustrojowe, które przeszkadzały narodowi w duchowym renesansie. W moim przekonaniu mniemanie to jest błędne. Nasze oficjalne dziejopisarstwo waha się z zajęciem stanowiska na ten temat. Mógłbym się jednak powołać na profesora Uniwersytetu Poznańskiego, Skałkowskiego, który rzucił tę myśl – myśl, którą podchwytuję, i która moim zdaniem powinna się stać w Polsce własnością szerokiego ogółu, myśl, że okres, w którym Polska weszła na drogę przełomowych reform, to był okres wcześniejszy o ćwierć wieku od Konstytucji 3-go Maja, okres reform Czartoryskich w latach 1764-1768. Ponieważ rzecz tę uważam za niezmiernie ważną, więc pozwolę sobie trochę szerzej na ten temat tutaj pomówić.

Choroba saska

Musimy sięgnąć do czasów saskich, do czasów najgłębszego upadku. Polska jest wówczas ciężko chora. Trawi ją od stu lat gorączka złotej wolności, choruje na demokratyzm, zanik władzy i autorytetu, choruje na nieodłączny od liberalnej demokracji pacyfizm, który zabija w narodzie cechy rycerskie i naród towarzyszów pancernych przemienia w naród hreczkosiejów. Choruje Polska na materializm – ciężkie niedomaganie, prowadzące do rozhartowania charakterów i do zaniku cnót obywatelskich. Prawda, że w tych ciężkich czasach zacieśniają się więzy, łączące polskość z katolicyzmem. Ale nie jest to już, niestety, katolicyzm Oleśnickich i Hozjuszów, a tym bardziej nie jest to surowy i zdobywczy katolicyzm średniowiecza, wiara gorąca jak płomień, w której ogniu przetapiają się przywary osobiste i niesprawiedliwości społeczne. Katolicyzm XVIII wieku jest chory. I to jest jednym z„Projekt włoskiego przybłędy”

Rok temu, w więzieniu lwowskim, wpadła mi w ręce książka wypożyczona jednemu z moich współwięźniów z biblioteki więziennej, napisana przez Józefa Bielińskiego w r. 1905 pod tytułem: „Żywot ks. Adama Czartoryskiego”.

Przypadkowo wziąłem tę książkę do ręki i zwróciłem uwagę na pewien niezmiernie charakterystyczny ustęp. Autor książki wspomina o memoriale, który ma się znajdować w archiwum Czartoryskich w Krakowie, memoriale podyktowanym w Paryżu w r. 1788 młodemu ks. Czartoryskiemu przez ks. Piattolego, włoskiego przybłędę, wówczas wychowawcę młodego Lubomirskiego, a następnie sekretarza Króla Stanisława Augusta i jedną z najwybitniejszych osobistości Polski w okresie Sejmu 4-letniego. Ks. Piattoli podyktował młodemu Czartoryskiemu schemat poczynań konspiracyjnych, które miały na celu przeprowadzenie w Polsce reform. Na czele tej konspiracji miał stać Quatuorvirat – czterech mężów, związanych przysięgą i tajemnicą. Mieli to być ludzie bardzo wpływowi, dobrzy patrioci, bogaci, światli. Do pomocy tym Quatuorvirom miano wybrać 8 członków, również wpływowych i możnych. Ta dwunastka stanowiłaby Kongres patriotyczny, który miał przeprowadzić zmianę ustroju w Polsce. Pierwszym zadaniem tego Kongresu byłoby skonfederowanie wszystkich województw, zawładnięcie wojskiem przy eliminowaniu zupełnym ówczesnego rządu, następnie przeprowadzenie wyborów do sejmu skonfederowanego. Sejm ten powinien był postanowić stworzenie stutysięcznej armii, wyznaczyć dwóch regimentarzów, jednego dla Korony, drugiego dla Litwy i wreszcie ustanowić Komitet Nadzwyczajny, który by kierował sprawami publicznymi na prawach dyktatorskich. Zamierzano poza tym utworzyć komisję, która zażąda od obywateli państwa przedstawienia sobie planów, projektów, myśli dotyczących przyszłej reformy. Z tych referatów miał się wyłonić projekt przyszłej konstytucji, która miała być uchwalona przez Sejm. Poza tym mieli Quatuorviri w tajemnicy przed królem i rządem rozesłać swoich zaufanych mężów do wszystkich państw Europy w charakterze nieoficjalnych ambasadorów Polski. Na tych ambasadorów kwalifikowaliby się ludzie wyższych sfer, światli, towarzyscy i odpowiednio pod względem dyplomatycznym przygotowani. Wreszcie Komitet ten miał zawrzeć odpowiednie traktaty i ustalić politykę zagraniczną.

Z ducha i potrzeb narodu

Ale epoka saska nie jest tylko epoką upadku i marazmu. Zawsze tak bywa, że gdy naród osiągnie dno upadku, wówczas widzimy już narastające siły, które mają, o ile naród nie jest przeznaczony na zagładę, wyprowadzić go z powrotem na drogę wielkości. W upadku saskim budzi się w narodzie polskim świadomość klęski i potrzeba odrodzenia. Dwu braci Czartoryskich, Michał i August, organizują stronnictwo zwane „familią”, stronnictwo, które niewątpliwie wypływa z ducha narodu polskiego, stronnictwo, które nie szukało inspiracji z zewnątrz, które co prawda szukało nieraz pomocy na zewnątrz kraju, które pod koniec swojej działalności sprzymierzyło się nawet z Rosją, ale które było wyrazem ducha i potrzeb narodu. Obok Czartoryskich wysuwają się na czoło w tym stronnictwie kanclerz Zamoyski i ks. Konarski. Idee ich krążą po kraju, zastępy ich zwolenników są zwarte i liczne. I wreszcie przychodzi chwila pomyślna, w której Czartoryscy mogą przystąpić do wykonania swoich reform. August III umiera, Stanisław August Poniatowski, siostrzeniec Czartoryskich, zostaje królem. I wówczas to na sejmie r. 1764 Czartoryscy przystępują do reform zdaniem moim głębszych, dalej sięgających niż reformy, których dokonał Sejm Czteroletni. Przede wszystkim do reform przemyślanych, do reform dojrzałych. Reformy Czartoryskich są dojrzałe, przeprowadzane ręką mistrzowską. Nie będę się tutaj wdawał w szczegółową historię. Muszę stwierdzić, iż w najważniejszych dla życia polskiego sprawach, a więc w sprawie mieszczańskiej, w sprawie żydowskiej i w sprawie ustroju – Czartoryscy rzucili podwaliny pod odrodzenie Polski. Weźmy kwestię Żydów, tak chętnie przemilczaną przez naszych historyków. Czartoryscy przeprowadzili w r. 1764 na sejmie rozwiązanie sejmu żydowskiego, tzw. sejmu czterech prowincji, który od lat 150 rządził żydostwem w Polsce. Trzeba pamiętać, iż w latach minionych większość sejmów polskich zerwano za poduszczeniem Żydów. Czartoryscy położyli kres rozwojowi żydowskiej potęgi: rozwiązali sejm żydowski, skasowali automatyczną nobilitację chrzczonych Żydów, nałożyli na Żydów pogłówne. Wreszcie w r. 1763 wyszedł dekret, który mógł był rozwiązać problem żydowski: wydano nakaz zawierania przez Żydów paktu z każdym miastem polskim, przy czym jeżeli miasto paktu nie zawrze, to Żydom nie wolno działać i mieszkać w danym mieście. Jak widzimy, problem żydowski wszedł w reformach Czartoryskich na drogę radykalnego załatwienia. To samo, jeśli chodzi o sprawę mieszczan. Nie będę się wdawał w szczegóły. Muszę stwierdzić tylko, że renesans miast polskich datuje się już od reform lat 1764-68. Sejm Czteroletni przychodzi do gotowego, zastaje miasta zregenerowane, a jednak dopuszcza przedstawicieli miast do Sejmu tylko z głosem doradczym. Można powiedzieć, iż Sejm Czteroletni na punkcie mieszczan, ich prerogatyw okazał się o wiele mniej śmiałym i odważnym niż książęta Czartoryscy, pomimo, iż za czasów Sejmu Czteroletniego przewodnicy mieszczaństwa polskiego zorganizowali się w masonerii i dzięki temu mogli liczyć na większe uwzględnienie swoich dezyderatów. Jeżeli chodzi o kwestię chłopów, to w r. 1767 uchwalił sejm karę śmierci na szlachcica, zabijającego chłopa. Jest to bodaj od czasów Kazimierza  Wielkiego pierwsza ustawa na korzyść chłopa w Polsce, ustawa, która bierze chłopa pod opiekę prawa, która daje mu prawa ludzkie.

Należy stwierdzić, iż Sejm Czteroletni, w szczególności Konstytucja 3-go Maja nie zrobiły dla chłopa nic. Wreszcie kwestia ustroju. Liberum veto jak rak toczyło Polskę do stu lat. Należy stwierdzić rzecz bezwarunkową i w naszej historii dziwnie mało podkreślaną, iż właśnie Czartoryskim zawdzięcza Polska faktyczne zniesienie liberum veto. Na sejmie elekcyjnym w r. 1764 Czartoryscy przeforsowali, iż wszystkie następne sejmy będą nadal odbywały się pod węzłem konferencji. Ustrój polski wymagał, jak wiadomo, do uchwał sejmowych jednomyślności, ale przewidywał instytucję konfederacji. Gdy naród polski był w niebezpieczeństwie, kiedy groziła mu katastrofa, wówczas zawiązywał konfederację, a w tej konfederacji obowiązywała zwykła większość głosów. Z reguły stawało się to z chwilą śmierci króla. Sejmy tzw. konwokacyjne, a następnie elekcyjne odbywały się od czasów Zygmunta Augusta pod węzłem konfederacji, tzn. decydowała większość głosów. Czartoryscy przeprowadzili swą reformę ustroju w sposób klasyczny, usuwając zło, a pozostając w ramach tradycyjnego ustroju Rzpltej. Zwalczyli liberum veto w ten sposób, że na przyszłość wszystkie sejmy miały się odbywać pod węzłem konfederacji, tym samym na przyszłość wszystkie sejmy miały rozstrzygać większością głosów.

Najgłębsza tragedia naszych dziejów

Gdyby ta reforma się była utrzymała, wówczas konstytucja polska, ustrój Polski, byłby w 95 % raz na zawsze uzdrowiony. Niestety, wróg czuwał. Katarzyna zorientowała się poniewczasie do czego dążą Czartoryscy i zażądała wycofania głównych reform, a w szczególności zażądała rozwiązania konfederacji. I tutaj następuje tragedia, jedna z najgłębszych tragedii naszych dziejów, tragedia, do której opisania nie wziął się do tej pory żaden pisarz, nie znalazł się dramaturg, który by ją wniósł na deski teatralne. Tragedia, z której płynie dla nas bardzo głęboka nauka. Tragedia tym większa, iż król Stanisław August, człowiek słabego charakteru, wiotki jak trzcina, człowiek, o którym historycy wydają jak najbardziej ujemny sąd, jednak zdecydował się na otwarty konflikt z Katarzyną i wydał odpowiednie rozkazy wojsku. Niestety, Czartoryscy ustąpili i przyjęli gwarancję Katarzyny. Obaj Czartoryscy, starcy liczący już wówczas grubo powyżej 60 lat, ludzie krwi jagiellońskiej, fortun ogromnych, przyzwyczajeni od lat kilkudziesięciu do rzucania swego głosu na szalę wszystkich wydarzeń w Polsce, ludzie, za którymi szła większość patriotów polskich, ludzie, którzy dla przeprowadzenia w Polsce reform nie wahali się posłużyć Rosją wbrew własnym interesom Rosji, wielcy politycy, którzy własnymi rękoma położyli zrąb swoich reform, którzy wprowadzili Polskę na drogę wiodącą do odrodzenia – natknąwszy się na sprzeciw Katarzyny załamali się i ustąpili.

Pierwsza przestroga

Są to rzeczy zbyt mało znane i dlatego uważałem za mój obowiązek szeroko Państwu tu o nich opowiedzieć, gdyż płynie z nich pierwsza przestroga, jaką musimy wynieść z tych bolesnych czasów, przestroga jakże aktualna dla dzisiejszej epoki. Okazuje się, iż nie wystarczy jasny pogląd na potrzeby kraju, bo tego Czartoryskim nie brakowało. Nie wystarczą dobre chęci, nie wystarczy zapał i patriotyzm – potrzeba hartu. Ludzie, stojący na czele narodu, muszą być twardzi i nieustępliwi, bohaterscy i ofiarni, nie zdemoralizowani posługiwaniem się zagranicznymi ideami i zagranicznym oparciem. Kierownicy narodu muszą mieć charaktery hartowne! Tylko wówczas naród może być pewny dobrej przyszłości, jeżeli ma to przekonanie, iż ludzie kierujący nim są hartowni jak stal! (Oklaski).

Ostatni zryw

Na gwarancję Rosji, która najbardziej ślepym z Polaków otworzyła wreszcie oczy, na dokonaną już faktycznie utratę niepodległości, odpowiedział naród konfederacją barską. Zapamiętajmy to sobie dobrze: Bar, to ostatni niezależny zryw narodu aż po nowożytny, obecny ruch narodowy. Ostatni.

Podkreślam jeszcze raz to, o czym mówiłem na początku mego odczytu, iż uchylam jak każdy Polak czoło przed bohaterstwem i ofiarnością ludzi, którzy do bojów o niepodległość Polski w tylu heroicznych zrywach powstawali, ale stwierdzam, iż ostatnim zrywem podyktowanym duchem czysto polskim, nie skażonym obcymi ideami, a w szczególności ideami masońskimi, iż ostatnim czysto narodowym zrywem aż po czasy nowoczesnego ruchu narodowego, to był Bar.

Wszystko, co się dziać będzie z Polską między epoką księdza Marka Karmelity, a czasami Romana Dmowskiego, to poczynania wyrosłe z ideologii obcej duchowi polskiemu, po części i z inspiracji obcej, choćby te poczynania były jak najbardziej ofiarne i bohaterskie. Polska była heroiczna, ale inspiracja, ale sposób myślenia, ale duch był obcy. Bar, to po nasze czasy ostatni samodzielny poryw ducha narodowego, poryw tak trudny do rozgryzienia dla masońskich historiografów, bo irracjonalny, nie usiłujący  realizować jakiegoś programu, ale samozachowawczy, poczęty z najgłębszego ducha duszy polskiej, chcącej bronić swej swoistości, swej najgłębszej  narodowej więzi psychicznej i swej wiary przed brutalnym dotykiem łap azjatyckiego najeźdźcy. I może dlatego, że walka ta szła nie o materialną stronę życia, ale o jego treść najgłębszą, zrozumieli do gruntu u nas epokę barską jak dotąd tylko poeci. Nie mogę czytać bez wzruszenia pieśni konfederatów, przypominających raczej hymny religijne, niż piosenki bojowe. Iluż poetów natchnęła promienna postać księdza Marka! Czasy te tak silny rzucają urok, że nie znam dziś nawet historyka, który by potrafił ustosunkować się do nich z beznamiętnym obiektywizmem. Jeśli kiedy, to niewątpliwie wówczas mogła Polska nagłym zrywem nawrócić na drogę, wiodącą do naprawy i zachowania niepodległości bytu. Nie 3-go Maja, bo wówczas Polska nie była już sobą, duch narodu był skażony.

Nie 3-go Maja, nie w czasie Sejmu Czteroletniego, lecz w czasie Baru mieliśmy ostatnią szansę ratunku. Czytając te dzieje, widzi się to, czuje przez skórę. Przecież ówczesna Polska to jeszcze po obu stronach barykady ludzie myślący naprawdę narodowymi kategoriami: z jednej strony obóz Czartoryskich, którzy wzięli na swe barki ciężki trud wyprowadzenia z błota ugrzęźniętego wozu Rzeczypospolitej, z drugiej strony Pułascy, Krasiński, ludzie dążący, choć może chwilami po omacku, do tego samego celu. Niech się te dwa zwaśnione obozy ze sobą pogodzą, niech dojdzie rzeczywiście do zjednoczenia narodu na platformie wspólnej walki z Rosją, a zwycięstwo wydaje się niewątpliwe. Kilkakrotnie w ciągu tych długich czterech lat bojów konfederackich zjednoczenie to wydaje się tak bliskie, że tylko rękę wyciągnąć: zjednoczenie wydaje się być kwestią miesięcy czy tygodni.

Ręka masońska

Niestety, wówczas jak i dziś, wróg czuwa. Na podstawie najnowszych badań nie wolno nam wątpić, że to masońskie intrygi, konszachty i zabiegi udaremniły zgodę między konfederatami, a obozem króla i Czartoryskich. Badania Kazimierza Mariana Morawskiego wykazały, iż dwukrotnie w czteroletnich dziejach konfederacji barskiej zdawało się już dochodzić do zjednoczenia narodu, do zjednoczenia króla i Czartoryskich z Barem. W trzecim roku istnienia konfederacji przyjeżdża z Paryża płk. Dumouriez, delegowany przez rząd francuski na politycznego doradcę i wodza konfederacji. Płk. Dumouriez dostaje oficjalne polecenie doprowadzenia do zgody między królem a konfederacją. Przyjeżdża do Polski, i nagle z jego wpływu Generalność konfederacji ogłasza detronizację króla. Grom z jasnego nieba, niszczący w zarodku wszelkie możliwości porozumienia. Przez półtora wieku fakt ten był niezrozumiały.

Obecnie Kazimierz Marian Morawski wyjaśnił, że poza oficjalnym ministerstwem spraw zagranicznych działał w Paryżu jeszcze tzw. „sekret królewski” Ludwika XV, instytucja obsadzona przez masonów. Ten „sekret królewski” wydał Dumouriez’owi polecenie doprowadzenia do detronizacji Stanisława Augusta, a tym samym do śmiertelnego skłócenia narodu polskiego. Widzimy więc tutaj rękę masonerii, łapiemy ją in flagranti, widzimy jak niechętnie patrzała na wszystko, co zmierzało do zjednoczenia. A chęć do  zjednoczenia się u Polaków była tak silna, że w rok później i konfederaci mimo dawniejszej urazy wydają się dochodzić ponownie do zgody i porozumienia. I tu znów pada grom: tajemnicze i nieudane porwanie króla  Stanisława Augusta przez konfederatów.

Kazimierz Marian Morawski twierdzi, że i tu działała inicjatywa masońska. Ten drugi epizod nie jest może tak dalece wyświetlony jak pierwszy z „sekretem królewskim”, mamy jednak uzasadnione wątpliwości, czy i tutaj nie była w grze ręka masońska. Przypatrzmy się czteroletnim dziejom konfederacji barskiej, które każdy z Państwa studiował w szkole. Przypominamy sobie, że przedstawiają się one chaotycznie, jakoś dziwnie bezplanowo. Dla mnie dzieje konfederacji barskiej stanowią analogię do dziejów powstania 1830-31 r. Nie znam bardziej tragicznej i niepokojącej lekcji, jak dzieje powstania w 1830-31 r. To samo jest z konfederacją barską: jakiś chaos, jakaś tragiczna bezplanowość. Ludzie energiczni skądinąd i zdecydowani nagle zamieniają się w kunktatorów.

Co chwila przestaje się rozumieć, o co chodzi, przestaje się rozumieć te wszystkie zwłoki, nie rozumie się dlaczego ludzie mądrzy robią rzeczy głupie, dlaczego ludzie porządni robią rzeczy podłe. Słyszałem niedawno zdanie – wydaje mi się – słuszne: jeżeli się widzi, że ktoś mądry robi rzeczy rażąco głupie, ktoś porządny robi jakieś świństwo, to wtedy można na pewno przypuszczać, iż tym kimś kieruje loża czy konspiracja. Pamiętając o tej zasadzie, zrozumiemy dzieje konfederacji barskiej i dzieje powstania 1831 r. Te rzeczy, których się uczymy w szkole, to jest jakby zewnętrzna fasada. Jeśli chodzi o konfederację barską, to niewątpliwie był to zryw powstały z najgłębszych pokładów ducha narodu. Cóż, kiedy wśród bohaterskich i szlachetnych ludzi zaczęła działać szeroko intryga masońska. Wielu masonów znajduje teren działania w konfederacji barskiej: obok licznych Polaków, spotykamy tam jubilera Poncet, Francuza, następnie Heykinga, Niemca, inicjatora loży „Cnotliwy Wędrowiec” w Preszowie, wywierającej decydujący wpływ na Generalność konfederacji. Niewątpliwie zdarzają się tarcia i między ludźmi ofiarnymi i ideowymi, ale masońska intryga działając konsekwentnie przez 4 lata toczących się bojów spaczyła przebieg i ducha konfederacji.

Druga przestroga

Stąd wynika dla nas przestroga druga, zasadnicza, niesłychanie aktualna. Naród polski wciśnięty pomiędzy dwu potężnych sąsiadów dążył do zjednoczenia, dążył widomymi wysiłkami swoich najlepszych synów, ale nic z tego nie wyszło, bo nie umiano się ustrzec tych ciemnych rąk, które zrywały nić zjednoczenia z chwilą, gdy zaczynała się nawiązywać. Więc przestroga druga, niesłychanie aktualna nauka z dziejów XVIII stulecia: jeżeli chcemy, by naród polski w obliczu niebezpieczeństwa się zjednoczył, patrzmy bacznie, komu powierzamy dzieło tego zjednoczenia. (Oklaski).

150 lat rządów masonerii

Po Barze nastąpił pierwszy rozbiór, ale gorzej jeszcze niż rozbiór, bo katastrofa ducha narodu. Od r. 1772 aż po dojrzenie nowoczesnego ruchu narodowego w ostatnich latach, przypomina naród polski ciało bez ducha. Upadek konfederacji barskiej to koniec na wiek cały idei narodowej, idei samodzielnej drogi polskiego narodu. Naród wpada w stan zupełnej prostracji [załamania, zwątpienia], w stan wyjałowienia psychiki narodu z elementów rodzimych. W powstałą po wywiezieniu na Sybir konfederatów i po usunięciu się Czartoryskich próżnię wciśnie się teraz duch masoński. Droga dla niego wolna. On to opanuje niepodzielnie serca i umysły Polaków. Najlepsi synowie Polski stają się teraz masonami. Nie da się tego zaprzeczyć, jest to faktem stwierdzonym, iż przez 150 lat od pierwszego rozbioru wszyscy najlepsi synowie narodu polskiego byli masonami. I masoni próbują ten argument obrócić na swoją korzyść.

Argument ten jednak nie jest na korzyść masonerii, bo możemy stwierdzić, iż te czasy, kiedy najlepsi synowie narodu polskiego wyznawali ideały masońskie, były najtragiczniejszą epoką w tysiącletnich dziejach Polski. To jest fakt. Jeżeli chcemy, aby naród polski rozwinął skrzydła do lotu, by wzbił się na drogi wiodące ku wielkości, to musimy zerwać z tym, co kaziło duszę narodu przez 150 lat, musimy w miejsce idei masońskiej wziąć ideę narodową. (Oklaski). Po Barze staje się rzecz tragiczna: nie tylko starsi, dojrzali mężowie tracą ducha narodowego, ale dzieje się rzecz szczególnie groźna dla przyszłości narodu: jego młode pokolenia zaczynają chować się w duchu obcym, a nawet wrogim wszystkiemu, co długie wieki zwykły uważać za istotę polskości. Weźmy Komisję Edukacji Narodowej. Pozwolę sobie zatrzymać się przez chwilę nad tą instytucją. Głoszono nam, ze dopiero od tej chwili, kiedy zaczęliśmy czerpać wzory od encyklopedystów masońskich, kiedy duchem Woltera i Rousseau zaczęliśmy przepajać wychowanie młodzieży, zaczął się renesans Rzpltej. Niestety widzimy, iż renesans ten był tragiczny. Dlatego pozwolę sobie zacytować sąd Mickiewicza o Komisji Edukacji Narodowej, wypowiedziany w Wykładach o literaturze słowiańskiej: „Ale cała ta popiętrowana budowa oświaty (Komisja Edukacyjna) czyli instrukcji publicznej, nie miała podstawy w żadnej prawdzie moralnej, w żadnym dogmacie ogólnym. Nasprowadzano z zagranicy dzieł, które miały służyć za elementarne. Książki te, pisane przez filozofów encyklopedystów, znajdowały się w dziwnej sprzeczności z wychowaniem religijnym, zostawionym jeszcze w rękach duchowieństwa.

Logika, umiejętności ścisłe i wszystko, czego uczono w szkołach, było już wykładane podług widoków materializmu. Podrzędne zbiory historii, wyciągane z dzieł cudzoziemskich republikanów, wpajały maksymy, tchnące nienawiścią przeciw monarchiii, a obok tego starano się wystawiać uczniom dziedziczną władzę królestwa jako jedyny środek zbawienia Rzeczypospolitej”. Dziwna to była nauka. Z jednej strony starano się najmłodsze pokolenie polskie przerabiać w szkole na republikanów, z drugiej strony mówiono, iż tylko dziedziczna monarchia może uczynić Polskę silną; z jednej strony kazano młodzieży być gorliwymi katolikami, z drugiej strony przepajano ją duchem racjonalizmu. Czytając monografię Collegium Nobilium widzimy, iż księża pijarzy w pocie czoła tłumaczą wszystkie tragedie Woltera i każą je odgrywać wychowankom. Patrząc na to oczyma dzisiejszego człowieka ma się wrażenie jakiejś aberacji. Nic dziwnego, że oba pokolenia wychowane w takiej szkole (to jest pokolenie Sejmu 4-letniego i pokolenie powstania 1830 r.) to ludzie zupełnie zdezorientowani, pozbawieni busoli intelektualnej i moralnej, ludzie, którzy własnymi rękami wbrew swym najlepszym chęciom grzebali własną Ojczyznę.

Trzecia przestroga

Tutaj nasuwa się znów przestroga płynąca z tych czasów, przestroga, by wychowywać młodzież, która ma w przyszłości ująć w swe ręce los narodu z dala od wpływów obcego ducha. Przypomnijmy sobie dzieje wychowania w Polsce w ciągu ostatnich lat dziesięciu. Jeżeli Komisja Edukacji Narodowej łączyła się z nazwiskami takimi, jak ks. Kołłątaja, ks. Piramowicza, jak Czackiego, Ignacego Potockiego i innych, to reforma wychowania ostatnich lat dziesięciu łączy się z nazwiskami ks. Żongołłowicza i braci Jędrzejewiczów. Uważam, iż przestrogi płynące z głębi naszych dziejów są niezwykle aktualne. Uważam, iż rozpamiętywanie żałosnej historii pokolenia, które wyszło ze szkół Komisji Edukacji Narodowej powinno nas nakłonić do walki o to, by wychowanie w dzisiejszej Polsce przepojone było ideami i duchem narodowym. (Oklaski).

W dyspozycji masońskiej

Dochodzimy z powrotem do Konstytucji 3-go Maja. Konstytucję tę stworzyło – jak wiemy – pokolenie wychowane w duchu masońskim, ludzie ujęci w karby konspiracji masońskiej, kierowani przez masońskich przybłędów, którzy robią przymierze z królem pruskim nie tyle w przeświadczeniu, iż król pruski jest rzeczywiście przyjacielem Polski, ale dlatego, iż król pruski był masonem i że obowiązuje ich solidarność masońska. Fryderyk II, zwany Wielkim, był jak wiemy, jednym z najwyższych członków zakonu Illuminatów; masoni całego świata byli do jego dyspozycji. Nic dziwnego, że masoni polscy byli również do jego dyspozycji.

Próbowano operować argumentem, że po stronie zwolenników Rosji znaleźli się również masoni. Zjawisko to normalne. Masoneria dąży zawsze do rozszczepienia swoich sił, do rzucenia swoich ludzi na obie strony barykady. Jest jednak faktem dowiedzionym, że w chwili, kiedy rozstrzygnęły się losy narodu polskiego, to co było w narodzie polskim najlepszego sprzymierzyło się z królem pruskim. To Polskę musiało prostą drogą doprowadzić do katastrofy. Na szczęście nie ma tutaj analogii z dzisiejszymi czasami, gdyż Polska na 5 minut przed dwunastą zawróciła z drogi, na której doszłaby ponownie do katastrofy rozbioru. Konstytucja 3-go Maja uczy nas jeszcze czegoś innego. W jaki sposób doszło do uchwalenia tej konstytucji? Rzeczy te są ogólnie znane. Wszyscy już wiemy o tym, że Konstytucja 3-go Maja została uchwalona przez zaskoczenie. Konspiracja była ścisła, reżyseria była staranna. Obrano datę 3-go maja jako leżącą tuż po świętach Wielkiej Nocy i korzystając z tego, iż większość posłów była poza Warszawą, ucieknięto się do oszustwa, fabrykując z pełną świadomością ich nieprawdziwości depesze zagraniczne, mające wpływać na wahających się posłów i nakłonić niezdecydowanych do uchwalenia reform.

Zaniedbano przeprowadzić głębszej agitacji w kraju, w szczególności zlekceważono wolę bardzo wyraźną narodu, wyrażoną w sejmikach, tam gdzie chodziło o kwestię dziedziczenia tronu. Bezpośrednio przed Konstytucją 3-go Maja zwrócono się do sejmików z propozycją przyjęcia tronu dziedzicznego i wyboru następcy po Stanisławie Auguście za jego życia. Sejmiki odrzuciły dziedziczność tronu, lecz zgodziły się na wybór vivente rege jego następcy. Był to niesłychany wyłom w polskiej tradycji konstytucyjnej, równie może wielkiej wagi, jak swego czasu rozciągnięcie konfederacji na wszystkie sejmy. Sejm Czteroletni, zamiast na tym poprzestać, uchwalił wbrew wyraźnej woli narodu tron dziedziczny. Gdy się patrzy dziś na te posunięcia, na uchwałę o dziedziczności tronu wbrew woli sejmików i wbrew woli dynastii saskiej, na uchwałę o 100.000 wojsku, co do której było jasną rzeczą dla wszystkich polityków, iż w ówczesnych warunkach polskich zrealizować się nie da, gdy widzi się jak podstępnymi metodami narzucono narodowi te reformy, dochodzi się do wniosku, że przywódcy Sejmu Czteroletniego albo działali niesłychanie lekkomyślnie, albo popychały nimi jakieś ręce, które ryzykując te wszystkie karkołomne posunięcia dążyły nie do naprawy Rzeczypospolitej, ale do jej ponownego rozbioru, do tej ostatecznej zguby.

To, że ludzie mądrzy robili źle, że ludzie stateczni robili lekkomyślnie, bo przecież reżyseria Sejmu Czteroletniego, będąca w rękach ludzi mądrych, była niesłychanie lekkomyślna, budzi podejrzenie, iż działały tutaj siły, którym zależało na zgubie Rzeczypospolitej. I rzeczywiście zguba ta nadeszła rychlej niż się spodziewano. Polska zginęła. Ginąc zostawiła nam nauki, przestrogi.

Dziedzictwo historii

Jeżeli mówimy dziś otwarcie o tym, jak te rzeczy działy się na Sejmie Czteroletnim, jak powstała Konstytucja 3-go Maja, to mówimy o tym dlatego, by wykorzystać te nauki, aby nie popaść z powrotem w dawne błędy. Jest to rzecz bolesna, jest to rozdrapywanie ran, które wolelibyśmy widzieć zabliźnione, ale jest to zabieg konieczny. Roman Dmowski w słynnym ustępie, zaczynającym się od słów: „Jestem Polakiem”, wyjętym z książki pod tytułem: „Myśli nowoczesnego Polaka” – pisał: „Jestem Polakiem – to znaczy, że należę do narodu polskiego na całym jego obszarze i przez cały czas jego istnienia…, to znaczy, że czuję swą ścisłą łączność z całą Polską: z dzisiejszą…, z przeszłą – z tą, która przed tysiącleciem dźwignęła się dopiero…, i z tą, która w połowie przebytej drogi dziejowej rozpościerała się szeroko…, i z tą, która później staczała się ku upadkowi, grzęzła w cywilizacyjnym zastoju, gotując sobie rozkład sił narodowych i zagładę państwa… Wszystko, co polskie, jest moje: niczego się wyrzec nie mogę. Wolno mi być dumnym z tego, co w Polsce jest wielkie, ale muszę przyjąć i upokorzenie, które spada na naród za to, co jest w nim marne”.

Jesteśmy dziedzicami i spadkobiercami nie tylko Grunwaldów, nie tylko Kircholmów, Kłuszynów, Chocimów, Wiedniów, ale jesteśmy również spadkobiercami ponurych chwil upadku, chwil poniżenia. Nie możemy się od nich oddzielić. Jesteśmy ich spadkobiercami, ale jesteśmy spadkobiercami nie tylko hańby, ale i nauki, która płynie z tych czasów.

Czwarta przestroga

Nauka, która płynie z Sejmu Czteroletniego jest następująca: Naród nie może być oddany pod zależność ani obcych podszeptów, ani rozkazów, ani nie może być uzależniony od obcego ducha. Naród musi wytyczyć swoją własną drogę i tylko po niej może dążyć do wielkości. Ta nauka, choć może bolesna, jest nauką krzepiącą. Trzeba z tych przeżyć narodu polskiego umieć wyciągnąć należyte wnioski i odnieść z tego korzyści wielkie, korzyści szczególnie aktualne w dzisiejszej epoce. Stoimy bowiem w przededniu wielkich wypadków, w obliczu zawieruchy dziejowej, na początku wielkiego dramatu dziejowego, właśnie zaczynającego się rozgrywać, dramatu, o którym wiadomo, jak się zaczyna, ale nie wiadomo, jak się skończy. Naród polski przypomina w tej chwili okręt miotany burzą wśród mroków, okręt, który chcąc utrzymać właściwy kurs, musi mieć pewnych sterników i niezawodną busolę. Busolą tą, która nas przeprowadzi przez burze i zawieruchy dziejowe, może być tylko idea narodowa. (Oklaski). Armia i idea narodowa Jeżeli ludzie, którzy starali się uratować Polskę w epoce Sejmu Czteroletniego, doprowadzili ją do zguby i upadku, to dlatego, że nie potrafili zrealizować dwóch podstawowych rzeczy w życiu narodu: nie potrafili zorganizować armii i nie potrafili wytworzyć idei narodowej. My jesteśmy dziś w tym szczęśliwym położeniu, że mamy obie te rzeczy, których brak było naszym przodkom. Mamy silną armię i mamy ideę narodową. (Oklaski). I dlatego w chwili, gdy zaczyna się dramat dziejowy, naród polski mając armię i mając ideę narodową może być przekonany, że ten dramat nie zakończy się dla niego tragicznie, jak się zakończył tragicznie dramat 3-go Maja, ale dramat, który zaczynamy przeżywać, zakończy się finałem zwycięskim! (Burzliwe oklaski).”

„Prosto z Mostu” nr 31(252)/1939, z dn. 30.07.1939 r.

Droga rewolucjo !! Fit for 55, czyli rewolucja za 10 tysięcy miliardów euro. Konieczne jest „przebudzenie” Europejczyków.

Droga rewolucjo! Fit for 55, czyli rewolucja za nawet 10 tysięcy miliardów euro. Konieczne jest „przebudzenie” Europejczyków.

Zbigniew Kuźmiuk

fit-for-55-czyli-rewolucja-za-10-bilionow


Pod koniec kwietnia, najpierw Parlament Europejski, a później Rada Unii Europejskiej, przegłosowały kluczowe cztery akty prawne rozszerzające system EU ETS (handlu pozwoleniami na emisję CO2) na dwie kolejne dziedziny gospodarki – mianowicie TRANSPORT I BUDOWNICTWO, a także zdecydowanie większe niż do tej pory OBCIĄŻENIE KOSZTAMI POZWOLEŃ NA EMISJĘ TRANSPORTU LOTNICZEGO I MORSKIEGO.

Droga rewolucja..

Rozwiązania te oprócz tego, że rozszerzają stosowanie systemu ETS na kolejne dziedziny gospodarki, to także, poprzez zdejmowanie z rynku coraz większej ilości tzw. darmowych uprawnień do emisji CO2, będą windowały w górę cenę tych pozwoleń na europejskich giełdach.

W pakiecie głosowanych aktów prawnych znalazły się także Społeczny Fundusz Klimatyczny, który głównie ma wspierać gospodarstwa domowe w realizacji wymogów polityki klimatycznej, a także tzw. podatek od śladu węglowego (CBAM), mający na celu obciążanie importu do UE niektórych towarów energochłonnych z krajów trzecich, w których nie ma tego rodzaju opłat klimatycznych.

Polska na forum Rady sprzeciwiała się ich przyjęciu ale w żadnej sprawie nie udało się zebrać tzw. mniejszości blokującej, czyli przynajmniej 5 państw członkowskich zamieszkałych przez przynajmniej 35 proc. ludności UE.

Wygląda więc na to, że przysłowiowa „klamka już zapadła” i czeka nas swoista rewolucja w zasadzie w każdej dziedzinie życia, której koszty ostatecznie będą musieli ponieść europejscy przedsiębiorcy i gospodarstwa domowe.

Co kryją przyjęte akty prawne?

Wprawdzie jest jeszcze jakaś nadzieja, że po nadchodzących wyborach do PE w 2024 roku, a także wyborach parlamentarnych w kilku krajach członkowskich (między innymi tej jesieni w Hiszpanii), na tyle zmieni się struktura instytucji unijnych (zarówno PE, Komisji jak i Rady), że będzie można tę rewolucję zastopować, ale do tego konieczne jest „przebudzenie” Europejczyków.

Wspomniana rewolucja ma dotyczyć w zasadzie wszystkich dziedzin naszego życia i zostanie wymuszona od góry, poprzez nałożenie tak wysokich dodatkowych obciążeń finansowych związanych z emisją CO2, że wymusi to ogromny proces inwestycyjny, który nie bardzo wiadomo, jak będzie można sfinansować.

Między innymi w związku z zakazem rejestracji samochodów z silnikiem spalinowym od 2035 roku, czeka nas wymiana ponad 250 mln samochodów na elektryczne, bądź przyszłościowe paliwa syntetyczne (część z nich zarejestrowanych wcześniej będzie jeszcze jeździć po 2035 roku, ale można się domyślać, że zakazami wjazdu, ich eliminacja będzie następowała bardzo szybko).

Do tego musi zostać wybudowana wręcz gigantyczna infrastruktura do ładowania tych samochodów, nie tylko ta przydrożna, ale także ta w wielkich skupiskach ludzkich, czyli blokowiskach miejskich.

Czeka nas także likwidacja w całej Europie ponad 200 elektrowni węglowych i zastąpienie ich innymi stabilnymi źródłami wytwarzania energii elektrycznej (w Polsce będzie to energetyka atomowa), przebudowa technologiczna ok. 500 hut stali, a także „ekologizacja” ok 180 milionów (!!!) budynków mieszkalnych.

A to tylko niektóre elementy tej rewolucji, tak naprawdę czeka nas przebudowa każdej dziedziny życia, przy czym często te zamierzenia opierają się na nadziei, że w ciągu najbliższych kilku lat, zostanie uczyniony taki postęp techniczny i technologiczny, że będą one w ogóle możliwe.

„Rewolucjoniści klimatyczni” twierdzą, że UE i państwa członkowskie będą w stanie to wszystko sfinansować, choć skala tych zmian jest tak gigantyczna, że szacunki kosztów są bardzo rozbieżne i sięgają 5, a może nawet 10 bilionów euro.

Można przyjąć, że UE będzie dysponowała w najbliższym 10-leciu na finansowanie tej rewolucji kwotą ponad 1 biliona euro (300 mld z unijnego wieloletniego budżetu ok. 600 mld euro z Funduszu Odbudowy, reszta ma pochodzić, ze zreformowanego ETS – w tym objęcia nim budynków i transportu), co oznacza, że pozostała część ciężarów finansowych, będzie musiała zostać sfinansowana przez państwa członkowskie, a więc przedsiębiorców i gospodarstwa domowe.

Czy jest to w ogóle możliwe, a szczególnie w krajach członkowskich ciągle goniących najzamożniejsze kraje Europy Zachodniej? Śmiem wątpić.

Rząd warszawski dał dupy Firtaszowi… i UE…!! Uchyla zakaz przywozu produktów rolnych z Ukrainy.

Rząd warszawski dał dupy Firtszowi… i UE…

Rząd uchyla zakaz przywozu produktów rolnych z Ukrainy. ROZPORZĄDZENIE

oprac. Andrzej Mężyński rozporzadzenie- uchyla-zakaz-przywozu

W Dzienniku Ustaw opublikowano we wtorek rozporządzenie uchylające rozporządzenie ws. zakazu przywozu z Ukrainy produktów rolnych. Przepisy krajowe zostaną zastąpione unijnymi środkami zapobiegawczymi dot. przywozu z Ukrainy pszenicy, kukurydzy, rzepaku i słonecznika m.in. do Polski.

Chodzi o rozporządzenie Ministra Rozwoju i Technologii z dnia 2 maja 2023 r. uchylające rozporządzenie w sprawie zakazu przywozu z Ukrainy produktów rolnych. Rozporządzenie wchodzi w życie z dniem ogłoszenia – podano w Dzienniku Ustaw.

Bruksela wprowadza środki zapobiegawcze

Wcześniej we wtorek Komisja Europejska poinformowała o przyjęciu tymczasowych środków zapobiegawczych dotyczących przywozu z Ukrainy pszenicy, kukurydzy, rzepaku i słonecznika. Regulacje te zakazują w okresie od 2 maja do 5 czerwca br. (z możliwością przedłużenia) swobodnego obrotu nasionami wymienionych roślin pochodzącymi z Ukrainy w pięciu państw członkowskich UE: Bułgarii, Polsce i Rumunii oraz na Węgrzech i Słowacji. Produkty te nadal mogą znajdować się w tranzycie przez te pięć państw członkowskich w ramach wspólnej celnej procedury tranzytowej lub trafiać do kraju lub terytorium poza UE. Pochodzące z Ukrainy pszenica, kukurydza, rzepak i słonecznik mogą również być dopuszczane do swobodnego obrotu we wszystkich państwach członkowskich UE innych niż Bułgaria, Polska, Rumunia, Słowacja i Węgry.

Jak podała KE, ogłoszone we wtorek restrykcje mają na celu złagodzenie wąskich gardeł logistycznych dotyczących pszenicy, kukurydzy, rzepaku i słonecznika w Bułgarii, Polsce, Rumunii i na Słowacji oraz na Węgrzech. Komisja zaznaczyła, że jednocześnie Bułgaria, Węgry, Polska i Słowacja zobowiązały się do zniesienia jednostronnych środków dotyczących tych i wszelkich innych produktów pochodzących z Ukrainy.

„Ogólny pakiet wsparcia”

„Środki te stanowią część ogólnego pakietu wsparcia proponowanego przez Komisję i zostaną uzupełnione wsparciem finansowym dla rolników w pięciu państwach członkowskich oraz dalszymi środkami ułatwiającymi tranzyt zboża wywożonego z Ukrainy przez korytarze solidarności do innych państw członkowskich i krajów trzecich” – dodała KE.

Komisja podkreśliła ponadto, że „jest gotowa” do ponownego wprowadzenia środków zapobiegawczych po wygaśnięciu obecnego rozporządzenia w sprawie zniesienia ceł na towary z Ukrainy w dniu 5 czerwca 2023 r., o ile wyjątkowa sytuacja będzie się utrzymywać.

Czego dotyczyło polskie rozporządzenie?

Uchylone we wtorek rozporządzenie Ministra Rozwoju i Technologii z dnia 21 kwietnia 2023 r. w sprawie zakazu przywozu z Ukrainy produktów rolnych zakładało zakaz przywożenia z Ukrainy do Polski do 30 czerwca br. następujących produktów rolnych: zboża, cukru, suszu paszowego, nasion, chmielu, lnu i konopi, owoców i warzyw, produktów z przetworzonych owoców i warzyw, wina, wołowiny i cielęciny, mleka i przetworów mlecznych, wieprzowiny, baraniny i koziny, jaj, mięsa drobiowego, alkoholu etylowego pochodzenia rolniczego, produktów pszczelich oraz pozostałych produktów.

Możliwy był natomiast przewóz towarów z Ukrainy przez Polskę na podstawie przepisów unijnych o tranzycie zewnętrznym albo na podstawie konwencji o wspólnej procedurze tranzytowej, pod warunkiem że tranzyt przez Polskę zakończy się w portach morskich w Gdańsku, Gdyni, Świnoujściu, Szczecinie lub Kołobrzegu (od 28 kwietnia br.), bądź też poza terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.