Na FB Sanktuarium Matki Bożej Gietrzwałdzkiej ukazało się ogłoszenie Rektora Sanktuarium ks. Marcina Chodorowskiego. Jest ono reakcją na ulotki Komitetu Obrony Gietrzwałdu nawołującego do udziału w proteście 3 czerwca przeciwko budowie Centrum Dystrybucyjnego Lidla w Gietrzwałdzie. Rektor zarzuca organizatorom protestu podawanie „kłamliwych informacji” na temat inwestycji i nie wyraża zgody na to, by protest odbył się na terenie sanktuarium. Ogłoszenie Rektora i ulotkę Komitetu zamieszczamy poniżej.
Rektor wystąpił również do wójta gminy Gietrzwałd Jana Kasprowicza, prosząc by władze gminy zapobiegły demonstracji 3 czerwca na terenie sanktuarium.
Wójt na sesji rady gminy 24 maja poinformował radnych, że w sprawie tej prośby zwrócił się o opinię do komendanta miejskiego policji w Olsztynie.
(Na zdjęciu:kapliczka Matki Bożej Gietrzwałdzkiej postawiona w miejscu Objawień w 1877 roku. Od lewej, w środku lider Komitetu Obrony Gietrzwałdu Jacek Wiącek podczas marszu protestacyjnego 5 maja w Gietrzwałdzie. Po prawej: rektor sanktuarium MBG ks. Marcin Chodorowski)
=====================================
OGŁOSZENIE REKTORA SANKTUARIUM MATKI BOŻEJ GIETRZWAŁDZKIEJ
Drodzy Przyjaciele Sanktuarium Matki Bożej Gietrzwałdzkiej.
W minionych miesiącach pojawiła się informacja o planach budowy w Gietrzwałdzie centrum logistycznego jednej z sieci sklepów dyskontowych. Niektóre osoby przeciwne tej inwestycji zgłosiły swój protest u stosownych władz, ale ich sprzeciw nie został przyjęty.
Protestujący zaczęli zatem używać argumentu, że ta budowa jest zagrożeniem dla sanktuarium. Dołączyli do nich różni internetowi krzykacze. Niektórzy z nich już wcześniej przekazywali kłamliwe informacje dotyczące sanktuarium i próbowali zniszczyć jego dobre imię. Obecnie fałszują prawdę sugerując, że owa inwestycja będzie w ścisłym sąsiedztwie sanktuarium, tymczasem z ogólnodostępnych danych wynika, że odległość ta ma wynosić około kilometr.
W minionych tygodniach za szyby samochodowe zaparkowane na terenie sanktuarium były wkładane ulotki, nawołujące do udziału w protestach. Był na nich umieszczony obraz przedstawiający scenę gietrzwałdzkich objawień. Organizatorom chodzi o to, by odbiorca takich informacji nabrał przekonania, że to sanktuarium jest pomysłodawcą tych protestów, co jest nieprawdą.
Obecnie planowana jest kolejna manifestacja. Organizatorzy tego wydarzenia informują, że ma ono odbywać się między innymi na terenie sanktuarium, na co kategorycznie nie wyrażamy zgody. Przypominamy, że sanktuarium jest miejscem dostępnym dla pielgrzymów, którzy chcą modlić się w ciszy, nie zakłócając spokoju innym, a nie przestrzenią do manifestowania poglądów społecznych czy politycznych. Wszelkie działania na terenie sanktuarium mogą odbywać się jedynie za zgodą jego władz.
Szanujemy prawo obywateli do wyrażania własnych opinii i rozumiemy obawy przed tak wielką inwestycją, jednak nie ma ona żadnego związku z sanktuarium. Nie jest ono stroną w tym sporze i nie jest powiązane ani z planującymi tę inwestycję, ani z protestującymi. Stanowczo zatem apelujemy, by nie brać udziału w żadnych manifestacjach na terenie sanktuarium, bo może się okazać, że osoby chcące uczynić to w dobrej wierze staną obok osób szkodzących sanktuarium i Kościołowi.
ks. Marcin Chodorowski CRL Rektor Sanktuarium Matki Bożej Gietrzwałdzkiej
=========================================
mail:
Oto spadają maski z twarzy tych, którzy na co dzień grają rolę kapłanów-duszpasterzy,
Albo obrońców demokracji w imię obowiązującego prawa.
Moloch projektu Lidla nie zagraża ani krajobrazowi, ani wodom pod i na ziemnym, ani smrodami odpadów, bo one z definicji nie mogą śmierdzieć, ani też Pielgrzymom w ich modlitwach przy Kaplicy Objawień czy Świętym Źródełku – bo nasz Proboszcz tak o nich zadba, że odechce im się nawet słyszeć warkot tych kilkuset TIRów i innych pojazdów ( ok 400 TIR i ponad 300 innych –DZIENNIE!!!!), ani też agregatorów i innych urządzeń koniecznych w takiej budowli- magazynie! ( a potem jak odrolniczą te 42 hektary, to następne 200 czeka! – u tych samych właścicieli byłych urzędasów PGRów, którzy się na tej ziemi sprywatyzowali za worek żyta!!! – dosłownie)
Poziom kłamstw i manipulacji wypowiadających się w sprawie Sanktuarium w Gietrzwałdzie reprezentantów władzy Kościelnej i Samorządowej, aż po Wojewodę, które można podziwiać w poniżej zalinkowanych materiałach, osiąga już gebbelsowsko-stalinowskią naturę!
Kto jeszcze Polak, powinien im to w twarz wygarnąć, na wszelki możliwy sposób – chociaż tyle!!!
Nie wiem czy Państwo wiecie, ale w Polsce coraz więcej ludzi nie zgadza się ze sposobem rządzenia naszym krajem. Zaczyna mi to przypominać „solidarnościowe” przebudzenia Polaków przełomu lat 70. i 80. ubiegłego wieku. Co ważne, nie chodzi tutaj tylko o dotkliwe podwyżki cen czy nawet o ułomną bieżącą politykę zagraniczną. Prawdziwe polskie elity myślą o naszych dzieciach i wnukach, myślą o przyszłości – i o to tutaj chodzi.
===========================
Zdawać by się mogło, że w państwach zrzeszonych w Unii Europejskiej wolność jest czymś oczywistym, zresztą podobnie jak dostępność do edukacji służącej człowiekowi możliwie jak najlepiej. Tymczasem w Polsce w roku 2021 powstało Stowarzyszenie Nauczyciele dla Wolności, a rok później ta jak i podobne inicjatywy z różnych stron kraju skupiły się w organizacji o znamiennej nazwie – Ruch Obrony Szkoły.
W swych pierwszych działaniach środowisko to firmowało się dwoma jednoznacznymi hasłami: „STOP dla segregacji sanitarnej w szkołach!” oraz „Nauczyciele przeciwko covidowemu faszyzmowi”. Bardzo szybko jednak te inicjatywy – jakże potrzebne w terroryzowanym „pandemiozą” świecie – naturalnie przerodziły się w komplementarne myślenia o edukacji. Oświata to tylko jeden z segmentów, w ramach którego jesteśmy dostosowywani do życia w bez-alternatywnej inkluzji, ale kto wie, czy nie segment nader kluczowy. W końcu nauczanie jest obowiązkowe i kontrolowane niemal w całości przez państwo. O ile jeszcze możemy, jako rodzice, zabronić dziecku uczestnictwa w podejrzanej moralnie imprezie rozrywkowej odbywającej się poza godzinami lekcyjnymi, to nie da się nie posłać dziecka do szkoły, gdzie takowa impreza może się również odbyć.
Wziąłem niedawno udział w internetowej konferencji, a raczej dyskusji, zorganizowanej przez te środowiska, którym autentycznie zależy na polskiej szkole i w ogóle na naszej Ojczyźnie. Konferencja dotyczyła tzw. edukacji włączającej, czyli części wdrażanej przez Unię Europejską „agendy zrównoważonego rozwoju 2030”. Choć od jesieni ubiegłego roku temat ten zaczął się przebijać do świadomości społecznej, to niestety wciąż jest nieznany.
Wyjaśnijmy więc, że „edukacja włączająca” oznacza totalną zmianę obecnego systemu oświaty. Ten zostanie pozbawiony szkół specjalnych, a dzieci, którymi dotąd tam się opiekowano, będą włączone do ogólnodostępnych klas szkół publicznych. W unijnej nowomowie szkoły specjalne zwie się „segregacyjnymi”, a „segregacja” jest oczywiście niezgodna z ichnią „polityką spójności”. W efekcie tych, nie tylko semantycznych manipulacji, szkoły specjalne będą pozbawione dofinansowywania z „Funduszu Partnerstwa”, czyli trzeba je będzie po prostu likwidować. Jak się bowiem okazuje, tzw. środki europejskie, gdy chodzi o szkolnictwo, mogą być przeznaczane wyłącznie na edukację włączającą, a nie na pokrycie innych edukacyjnych potrzeb państwa członkowskiego. Pieniądze będą tylko na te inicjatywy, które są zgodne z przyjętymi i usankcjonowanymi dekretowo „europejskimi wartościami”.
Reprezentująca Ruch Obrony Szkoły Hanna Dobrowolska, ekspert oświatowy, mówi otwarcie, że celem tej rewolucji w polskim szkolnictwie „na pewno nie jest zapewnienie rzetelnego wykształcenia młodym Polakom, a raczej przechowanie włączonych we względnym bezpieczeństwie przez kilka godzin dziennie. Na dodatek pod warunkiem całkowitego podporządkowania się rodziców dyrektywom sporządzonym przez inkluzyjne kadry. A dalej – stworzenie nowego „włączonego” społeczeństwa, bez wiedzy, bez tożsamości, otwartego na ideologię gender i LGBT, łatwo sterowalnego i uzależnionego od systemu i zarządzających”.
Udział w konferencji potwierdził dowodnie to, czego się spodziewałem: świat „liberalnej demokracji” konsekwentnie zmierza do totalitarnej kontroli nad człowiekiem, a w ramach takiego „monitoringu” jednocześnie tegoż człowieka „debilizuje”. Uczestnik dyskusji, Bartosz Kopczyński z Towarzystwa Wiedzy Społecznej w Toruniu, nie ma wątpliwości, że od teraz „program nauczania zostanie całkowicie zmieniony”, a podstawa programowa będzie po prostu marksistowska. Od lat widzę to w ramach świata sztuki, szczególnie sztuki teatru, gdzie instytucje przejęte przez współczesnych czekistów od kultury demoralizują na potęgę, a równocześnie dekonstruują piękno oraz prawdę. Obecne „włączanie” oświaty do tego systemu jest prostą konsekwencją takiej polityki. Po sprostytuowaniu środowisk artystycznych koniecznym jest masowe upowszechnienie tego, co dotąd formatuje statystycznie niewielkie grupy premierowych widzów teatralnych, czy wciąż tych samych uczestników wernisaży w galeriach sztuki.
Wszystko to, krok po kroku zmienia naszą tożsamość narodową i w ogóle cywilizacyjną. Plasterek po plasterku odcina się Polakom ich miłość do ojcowizny i do Ojczyzny, a nade wszystko naszą religijność, naszą chrześcijańską duchowość. Aby przekonać nierozumiejących tego, co się dzieje, w sztuce używa się argumentu o „wolności tworzenia” albo o „ekspresji artystycznej”; natomiast w edukacji słyszymy dzisiaj o „szansie dla dzieci pokrzywdzonych przez los” albo o „równości”. Najpopularniejszym słowem-młotkiem, którym posługują się XXI-wieczni rewolucyjni komisarze jest „empatia”.
Jakieś dwa lata temu chór homoseksualistów z San Francisco wyśpiewał całemu światu takie oto przesłanie: „Nawrócimy wasze dzieci. Dzieje się to krok po kroku. Cicho i subtelnie. I ledwo to zauważycie (…). Idziemy po nie. Przychodzimy po wasze dzieci”.
Protestowano tu i ówdzie (również w Polsce), jakby nie zdając sobie sprawy, że za tym „artystycznym eventem” kroczy polityka. Za takim światopoglądowym sztandarem idą dyrektywy, uchwały i ustawy, idzie cały aparat państwa, również ten represyjny wobec opornych lub myślących inaczej. Zaczyna się – można by rzec – niewinnie. Ot, w takiej Ameryce ponad pięćdziesiąt lat temu od hasła „Czyń miłość, nie wojnę”. U nas może od tego złowieszczego „Róbta co chceta”. A potem się to sankcjonuje politycznie. I pojawia się w końcu projekt firmowanej przez Ministerstwo Edukacji i Nauk ustawy pod jakże miłym dla ucha i serca tytułem: „Projekt ustawy o wsparciu dzieci, uczniów i rodzin”, który urzędnicy sygnują po swojemu jako „UD319”, a autorzy projektu puentują zdaniem: „Rozwiązania w powyższym zakresie wejdą w życie 1 września 2026 r.”.
Brytyjskie wojska lądowe mają więcej generałów niż sztuk haubic – wynika z danych ministerstwa obrony, o których pisze w poniedziałek „The Times”. Gazeta wskazuje, że liczba generałów jest nieproporcjonalnie duża w stosunku do zmniejszającego się stanu osobowego armii.
Składając wniosek na podstawie prawa do swobody informacji, „The Times” dowiedział się w ministerstwie obrony, że na koniec 2021 roku w siłach zbrojnych służyło 245 osób mających stopień przynajmniej jednogwiazdkowego generała lub ich odpowiedników.
Więcej generałów niż haubic
W wojskach lądowych było ich 123, podczas gdy liczba samobieżnych armatohaubic AS-90, będących podstawowym ciężkim sprzętem artyleryjskim, wynosiła 89; w siłach powietrznych było 56 osób mających stopnie komodora, wicemarszałka lub marszałka lotnictwa oraz 26 odrzutowców F-35 Lightning, zaś w marynarce wojennej – 66 osób w stopniu komodora, kontradmirała, wiceadmirała lub admirała oraz 20 głównych okrętów bojowych.
Liczby te nie obejmują wojskowych w randze generała lub jej odpowiednika, którzy pracują w ministerstwie obrony, w Kwaterze Głównej NATO czy w Stałym Połączonym Dowództwie.
Przestarzała struktura wojsk
Nicholas Drummond, analityk ds. obrony, wskazał, że wojska lądowe zachowały tak wielu generałów, ponieważ nadal mają strukturę z czasów, gdy liczba żołnierzy była znacznie większa niż obecne niespełna 76 tys.Armia nieustannie wierzy, że zostanie odrodzona do poprzedniego poziomu, a to nigdy się nie wydarzy – powiedział. Zaznaczył jednak, że w siłach powietrznych i marynarce wojennej te proporcje są lepsze, gdyż te rodzaje sił zbrojnych zwykle potrzebują większej liczby osób w najwyższej randze mających wiedzę techniczną.
Odnosząc się do przytoczonych przez „The Times” liczb, rzecznik ministerstwa obrony oświadczył: Mylące jest porównywanie liczby osób w określonej randze wojskowej z egzemplarzami sprzętu wojskowego. Obrona wymaga wysokich rangą osób do pełnienia zarówno ról operacyjnych, jak i nieoperacyjnych, a nasza struktura odzwierciedla złożoność pełnionych przez nas ról.
Współczynnik dzietności (TFR) w Polsce w 2022 r. wyniósł 1,26, co w uproszczeniu oznacza, że na jedną kobietę rodzi się u nas 1,26 dziecka. „By nas nie ubywało, TFR powinien wynosić około 2,2” – zauważa ekonomista Rafał Mundry. To kolejne dane, które potwierdzają, że Polska wymiera.
Współczynnik dzietności (TFR) to bardzo ważny wskaźnik, który pokazuje przeciętną liczbę dzieci, jaką statystycznie urodzi kobieta przez cały swój wieku reprodukcyjny przy założeniu, że utrzyma płodność na poziomie obserwowanym w danym roku.
Poziomi od 2,1- 2,2 to taki, który zapewnia jedynie wymienialność pokoleń, nie rozwój.
Pogłębiający się kryzys demograficzny nie jest niespodzianką
Te dane, jak podkreśla ekonomista Rafal Mundry, potwierdzają, że Polacy chcą mieć i z roku na rok mają mniej dzieci, a współczynnik dzietności w 2022 r. jest najniższy od 9 lat.
Jak zauważa z kolei Oskar Sobolewski, ekspert emerytalny i założyciel Debaty Emerytalnej, nie jest to niespodzianką. Wskaźnik dzietności jest niski od lat. W 1990 r. było to jeszcze 1,99 i do tego czasu odnotowujemy głęboką tendencję spadkową.
Jak podał GUS, w tym czasie znacznie wzrósł także średni wiek kobiety w momencie urodzenia pierwszego dziecka.
W 2022 r. było to 28,8 lat, gdy w 1990 r. – 22,7 lat.
Jeszcze gorzej sytuacja wygląda, gdy dane o liczbie narodzin zestawimy z danymi o liczbie zgonów. Tych ostatnich „z powodu pandemii” [wziąłem w cudzysłów, bo te ponad 200 tysięcy nadmiarowych zgonów to skutek polityki „zdrowotnej”, nie kowida. md] było ostatnio nadprogramowo dużo, liczba narodzin załamuje się z kolei prędzej, niż mówiły o tym wcześniejsze prognozy. W rezultacie za rządów PiS – mimo zapowiedzi rozwiązania problemów demograficznych przez program 500 plus – Polska wymiera.:
Z prognozy Eurostatu wynika, że mediana wieku w Polsce wzrośnie z 42 lat w 2022 roku do 50,4 lat w 2100 r.
Chociaż 2100 r. to bardzo odległa perspektywa, to problemy związane z niekorzystną demografią zaczną narastać dużo wcześniej. Starzejące się społeczeństwo nie jest w stanie rozwijać się w szybkim tempie, co sprawia, że kryzys demograficzny może zagrażać wizjom dogonienia poziomem życia krajów Zachodu.
Obecnie jeszcze jesteśmy młodszym społeczeństwem od Niemiec czy Francji, ale wskaźnik dzietności mamy dużo niższy od nich, co sugeruje, że lada moment może się zmienić i my będziemy starsi. Tymczasem w starzejącym się społeczeństwie zmieniają się priorytety. Środki na rozwój przesunięte zostają na utrzymanie świadczeń.
System emerytalny z roku na rok coraz większym obciążeniem
Dodatkowo polski system emerytalny jest zaplanowany tak, że świadczenia obecnych emerytów finansuje się ze składek obecnie pracujących osób. Im więcej jest emerytów i im mniej pracujących, tym ten system stanowi większe obciążenie dla finansów kraju i tym mniejsze są wypłacane emerytom świadczenia.
Mówi o tym tzw. stopa zastąpienia, czyli stosunek wysokości emerytury do ostatniej wypłaconej nam pensji. W 2022 r. wynosiła ona 54%.
Oznacza to, że jeśli ktoś, przechodząc na emeryturę, zarabia 5000 zł na rękę, może (statystycznie) liczyć na około 2700 zł emerytury na rękę. [No i – koniecznie uwzględnijmy inflację.. MD
Niezależnie od tego, czy 500 plus, czy 800 plus, świadczenie to będzie wypłacane ok. 100 tys. dzieci mniej niż w momencie, gdy program był wprowadzany w 2016 r.
Gdy ruszał program 500 plus, w rocznikach, które objął, było ponad 6,8 mln dzieci. W tych, które będą mogły korzystać z niego w przyszłym roku, będzie ich ok. 100 tys. mniej. To efekt radykalnego spadku liczby urodzeń w ostatnich latach. Od 2020 r. wynosił on ok. 20 tys. rok do roku. Najnowsze dane GUS też nie pozostawiają złudzeń: to już kolejny miesiąc, kiedy rodzi się mniej dzieci. W marcu przyszło ich na świat o 2 tys. mniej niż rok wcześniej.
Mniej niż 300 tys.
Między marcem 2022 r. a marcem 2023 r. urodziło się zaledwie 302 tys. dzieci. Wiele wskazuje na to, że po raz pierwszy po wojnie w ciągu tego roku kalendarzowego będziemy mieli poniżej 300 tys. urodzeń. Jednocześnie w istotny sposób spadł wskaźnik dzietności pokazujący liczbę dzieci na kobietę w wieku rozrodczym. Współczynnik dzietności (TFR) w Polsce w 2022 r. wyniósł 1,26
Co czynić, gdy osoba o orientacji Q doprowadzi do kościoła np. kozę, świnię, psa czy osła i będę prosić o małżeńskie błogosławieństwo. Synodalna droga LGBTQ.
Święto Zesłania Ducha Świętego w tym roku wypada w niedzielę 28 maja. Po nim następuje oktawa. W niedzielę 4 czerwca Zesłanie Ducha Świętego będą obchodzić chrze4ścijanie z Rosji i Ukrainy.
Pan pokazał prorokowi Ezechielowi (Ez 37:1-9) stan izraelskiego narodu w dolinie pełnej suchych kości. Ten obraz dzisiaj w pełni odnosi się do nowotestamentowego Izraela, czyli do Kościoła. Z wnętrza Kościoła został wygnany Duch Święty i zastąpiony duchem świata, a dziś także synodalnym duchem LGBTQ, czyli duchem śmierci, który zmienił Kościół w duchowy cmentarz pełen porozrzucanych suchych kości. Dogmaty Kościoła zostały rozproszone, przykazania Boże rozrzucone, prawa Boże przewrócone, kamienie milowe wyrwane i przesunięte. Aby dziś wszystko wróciło do pierwotnego stanu, konieczna jest już walka o przywrócenie prawowierności.
Pan nakazał: Prorokuj, synu człowieczy! „A gdym prorokował, oto powstał szum i trzask, i kości jedna po drugiej zbliżały się do siebie” (w. 7) Z duchowym przebudzeniem wiąże się pewien ruch, szum, nawet trzask. To spowodowało to, że każda kość szukała tych swoich, aż stały się szkieletami.
Jak dalej działało prorocze słowo? „I patrzyłem, a oto powróciły ścięgna i wyrosło ciało, a skóra pokryła je z wierzchu, ale jeszcze nie było w nich ducha” (w. 8). Ścięgna wyrażają duchową siłę wewnętrznej modlitwy, która prowadzi do relacji ze Zbawicielem. Rezultatem takiej modlitwy jest głęboka osobista skrucha.
Mięśnie, które są połączone ze ścięgnami, wyrażają moc Bożego słowa i nauki apostolskiej (Dzieje Apostolskie 2:42). Skóra pokrywa organizm i stanowi jego niezbędną ochronę. Skóra reprezentuje braterską wspólnotę, w której i przez którą działa żywy Chrystus.
Chociaż organizm był już odnowiony, duchowej siły, Bożej mocy, która postawiłaby go na nogi, w nim jeszcze nie było. Jakie było i jest rozwiązanie? Pan powiedział: „Prorokuj do ducha, prorokuj, o synu człowieczy, i mów do ducha: Tak powiada Pan Bóg: Z czterech wiatrów przybądź, duchu, i tchnij na tych pobitych, aby ożyli!” (w. 9)
Co zrobił prorok? Posłuchał Bożego słowa. Prorokował tak, jak mu było powiedziano, niczego, zgodnie ze swoją logiką lub uczuciami nie dodał ani nie ubrał. W posłuszeństwie wiary nie zwątpił we wszechmoc Bożą i powiedział: „Tak powiada Pan Bóg: Z czterech wiatrów przybądź, duchu, i tchnij na tych pobitych, aby ożyli!” Co było dalej? „Wtedy prorokowałem tak, jak mi nakazał, i duch wstąpił w nich, a ożyli i stanęli na nogach – wojsko bardzo, bardzo wielkie”.
30 marca 2023 roku zakończyła się tzw. kontynentalna faza Synodalnej drogi LGBTQ-. Synodalna droga ma przejść do ogólnoświatowej fazy poprzez spotkanie w Watykanie 30 września 2023 r. Jest to światowe samobójstwo Kościoła. Pozostali prawowierni biskupi, jeśli nie przejdą wymaganej konwersji na witających osoby LGBTQ, będą stopniowo zwalniani. Na ich miejsce przyjdą lojalni lub entuzjastyczni zwolennicy nieskruszonych sodomitów.
Przewodniczący konferencji episkopatów lub ich zastępcy obowiązkowo uczestniczyli w kontynentalnych fazach Drogi synodalnej. Ich zadaniem jest teraz realizacja samobójczego programu we własnych krajowych konferencjach biskupich. Niemiecka i belgijska Synodalna LGBTQ-droga stanie się precedensem dla całego synodalnego Kościoła. To doprowadzi do przekształcenia Kościoła katolickiego w kościół antychrysta.
Drogę synodalną kardynał Müller nazwał „religijnie niekompetentną i kościelno prawnie nielegalną”. Stwierdził, że „jest w oczywistej (rażącej) sprzeczności z doktryną o naturze i powszechnej misji Kościoła Chrystusowego”. Pomimo to bp Betzing suwerennie, 22 maja 2023 r. oświadczył w środkach masowego przekazu: „Droga synodalna idzie do przodu, nie mam wrażenia, żeby Watykan nas blokował”.
Dokument Episkopatu Belgii z 20 września 2022 r. zawiera instrukcje dotyczące Liturgii z obrzędem błogosławieństwa homoseksualnych, lesbijskich i „queer” par. Niemieccy i belgijscy biskupi ale nie wyjaśnili, co czynić, gdy jakaś osoba o orientacji Q doprowadzi do kościoła np. kozę, świnię, psa czy osła i będę prosić o małżeńskie błogosławieństwo.
Cytat z dokumentu: „Boże Ojcze… spraw, aby ich wzajemne małżeństwo (dwóch sodomitów, lesbijek, queerów) było mocne i wierne… Niech wspólna miłość przyniesie im radość i służbę naszej (kościelnej) wspólnocie”.
Słowa „spraw, aby ich wzajemne małżeństwo było mocne i wierne” oznaczają, że już nigdy nie muszą pokutować za śmiertelny grzech. Tym stwierdzeniem biskupi wysyłają ich do piekła. Prosić Boga Ojca o popełnienie tej zbrodni przeciwko sobie, Jego prawu i zbawieniu dusz jest naprawdę najwyższym bluźnierstwem, diaboliczną manipulacją, szaleństwem i głupotą.
Mieszkańcy Sodomy, na których spadł ogień i siarka, popełniali ten grzech, ale obecni biskupi, apostołowie sodomii, ten grzech legalizują i czynią z niego sakrament. Apostoł Paweł nazywa takich fałszywych apostołów sługami anioła światłości, czyli szatana (por. 2 Kor 11,13-15). Apostoł Jan mówi o nich: „..zwą samych siebie apostołami, a nimi nie są, i żeś ich znalazł kłamcami (Ap 2:2), zgromadzeniem (synagogą) szatana” (Ap 2:9).
Kard. Müller, były prefekt Kongregacji Nauki Wiary o takich biskupach powiedział: „Wielu biskupów, wbrew charakterowi swojego urzędu, zaprzecza autodestrukcyjnej mocy grzechu i temu, że grzech oddala od Boga… Przedstawiają Kościół jako zmienny. Tacy nie zrozumieli tajemnicy odkupienia od grzechu i zawiedli w swoim powołaniu jako następcy apostołów”.
Mons. Bonny po wizycie belgijskiego Episkopatu ad limina w Watykanie po opublikowaniu dokumentu, powiedział: „Dla papieża ważne były dwie rzeczy: byśmy kontynuowali z mądrością ( z mądrością – to zawsze staramy się czynić [śmiech]) – a także byśmy pozostali razem. Dwukrotnie zapytał: „Czy wszyscy jesteście jednomyślni? Róbcie to w jedności!”
Belgijscy biskupi otrzymali jasne polecenie: „Róbcie to w jedności!” Co powinni robić w jedności? Tak zwane kościelne błogosławić sodomickie, lesbijskie i „queer” pary. Belgijski model następnie za pół roku lub później zostanie ogłoszony jako dyrektywa kościelna dla całego Kościoła. Biskup, który się temu sprzeciwi, nie może już być biskupem. Proces samobójstwa trwa i zostanie dokończony przez jednolite nadużywanie biskupiej i papieskiej władzy. To największa zbrodnia nadużycia władzy kościelnej w historii. Celem jest samozniszczenie Kościoła i masowy bunt przeciwko Bogu.
Co oznacza dyrektywa „kontynuować z mądrością” we wprowadzeniu tak zwanego błogosławieństwa sodomitów? Oznacza to mistrzowskie, czyli diabelskie, nadużycie władzy biskupiej w celu zmiany myślenia katolików. Celem jest zaakceptowanie synodalnej satanizacji Kościoła jako nowej, lepszej katolickiej nauki. Jej obowiązywanie gwarantuje autorytet samego Ojca Świętego, któremu katolik jest zobowiązany bezwzględnym posłuszeństwem. W obecnej sytuacji jest to herezja papalatrii. Jest to nadużycie władzy papieskiej w celu popełnienia największych zbrodni przeciwko Bogu i Kościołowi. Pytamy się: kogo w tej sytuacji należy bardziej słuchać – Boga i Jego praw czy herezji oraz grupy osób okupujących najwyższe stanowiska w Kościele?
===========================
Słowo końcowe:
Szanowni biskupi Afryki i Ameryki, weźcie przykład z celowej działalności sodomskich biskupów. Oni się niczego nie boją, ryzykują wszystko. Aby osiągnąć satanizację Kościoła, są gotowi nawet zaprzedać duszę diabłu.
Wy, którzy macie dążyć do celu odnowienia Kościoła i zdobycia wiecznego nieba, pracujcie z równą, jeśli nie z większą odwagą, mądrością i jednością. Zróbcie dwa kroki:
1) Wypracujcie dokument zawierający wskazówki dotyczące duchowej odnowy wiary i moralności w waszej diecezji.
2) Oddzielcie się od samobójczej synodalnej LGBTQ-drogi. Jeśli na czas nie oddzielicie się, zostanie wam narzucona i staniecie się Judaszami i witającymi LGBTQ .
Ten czas, począwszy od Święta Zesłania Ducha Świętego, jest niezwykle historyczny! Musicie działać! Musicie w swoim narodzie zjednoczyć się jako cała Konferencja Episkopatu oraz radykalnie i publicznie oddzielić się od Drogi synodalnej. Jako biskupi macie do tego kompetencje, a ponadto jest to wasza duszpasterska odpowiedzialność przed Bogiem i Kościołem.
Działajcie mądrze i jednomyślnie, czyli w posłuszeństwie Duchowi Świętemu jako Chrystusowi apostołowie i prorocy. Wtedy, dzięki waszemu posłuszeństwu wiary, nastąpi zmartwychwstanie suchych kości. W waszej diecezji, a potem w całym Kościele, powstanie niezliczone wojskoBożych wojowników.
Franciszek wyznaczył Biskupa Jorge García Cuerva, lat 55 na nowego Arcybiskupa Buenos Aires należącego do jego byłej diecezji (26 maja). Franciszek awansował Cuerva w 2019, mianując go Biskupem Río Gallego na obrzeżach Patagonii. Już w sierpniu 2012 ten notoryczny homoseksualista ochrzcił bliźniaki urodzone przez surogatkę dla homo-gwiazdy telewizyjnej w postaci Roberto Carlosa Trinidada.
W lutym 2021 García zaaprobował homo-pseudo-małżeństwo w trakcie szopki odstawionej w jednym z kościołów jego własnej diecezji. Jego rzecznik komentował: „Służymy wszystkim bez wyjątku w ich słusznym pragnieniu otrzymania Bożego błogosławieństwa”. W marcu 2020 García powiedział (cath.ch): „Jestem fanem Franciszka, prawdopodobnie najbardziej 'Bergogliańskiego’ biskupa Argentyny!” Cuerva przyznaje, że już postrzegano go negatywnie, kiedy był seminarzystą: „Zakazano mi wtedy korzystania z wizerunku Arcybiskupa Romero, który w oczach wielu uchodził za 'czerwonego biskupa’…
Już 3 czerwca w sobotę ma odbyć się wielka manifestacja w Gietrzwałdzie przeciwko budowy nowego centrum dystrybucyjnego Lidla 800 metrów od sanktuarium. Przez centrum ma przechodzić ponad 150 tys. ton śmieci rocznie.
Wójt gminy Gietrzwałd Jan Kasprowicz zgodził się na budowę centrum dystrybucyjnego Lidla przeciwko czemu protestują mieszkańcy Gietrzwałdu skupieni w „Komitecie Obrotu Gietrzwałdu”. Jak przekonują, nowa inwestycja zniszczy środowisko, nie była konsultowana z mieszkańcami, a na dodatek gmina, reklamująca się jako „Gmina pełna cudów” straci całkowicie swój charakter, który nadaje jej słynny sanktuarium maryjne.
Aleksandra Robaszkiewicz, head of corporate communications and CSR, Lidl Polska, przekonuje w obronie inwestycji: „Centra dystrybucyjne, jak to planowane w Gietrzwałdzie, stanowią serce obiegu surowców pochodzących ze sklepów Lidl Polska z całego regionu. Są one na bieżąco kierowane do centrum dystrybucyjnego, aby zoptymalizować transport i ograniczyć objętość przewożonego materiału. Wszystkie surowce są nieustannie przewożone z centrów dystrybucyjnych do recyklerów tak, by jak najszybciej mogły wrócić do obiegu. Chcielibyśmy jednak zaznaczyć, że z centrum dystrybucji odpady będą wyłącznie przekazywane do recyklera – na terenie naszego magazynu surowce nie będą utylizowane, przetwarzane czy spalane”.
„Gazeta Gietrzwałdzka” podaje, że magazyn Lidla każdego roku ma przyjmować 154 tys. ton odpadów, w tym odpadów niebezpiecznych. Mieszkańcy zwracają uwagę, że będzie się to działo 800 metrów od sanktuarium na wielkim terenie, co całkowicie zaburzy charakter miejsca. Nie przekonują ich nowe miejsca pracy, bo uważają, że wartość ich nieruchomości drastycznie spadnie.
Jak podaje portal TKO, pierwszy protest zgromadził około 600 pielgrzymów i zakończył się wręczeniem petycji przeciwko budowie Centrum, podpisanej przez 3270 osób. Organizatorzy protestów 3 czerwca zamierzają wręczyć petycję wójtowi, który nie był obecny podczas pierwszego protestu.
Respiratory nigdy nie były zalecane do leczenia covid, ale raczej do zapobiegania transmisji. AlterCabrio
Nie powinno to być szokiem dla stałego czytelnika Off-Guardian – a nawet każdego, kto podczas „pandemii” próbował być na bieżąco poinformowany. Wentylacja mechaniczna nie jest sposobem leczenia infekcji dróg oddechowych, a często pogarsza sytuację.
Nie pozwólmy im napisać historii na nowo: respiratory ZABIJAŁY ludzi… i to nie był żaden przypadek
Nowe badania stwierdzają, że wielu „pacjentów z Covid” zostało zabitych przez inwazyjną wentylację mechaniczną, ale my już wtedy wiedzieliśmy o tym, a teraz ktoś pisze historię na nowo.
Nowe badanie przeprowadzone przez Northwestern University wykazało, że większość pacjentów z „Covid-19” podłączonych do respiratorów została w rzeczywistości zabita przez bakteryjne zapalenie płuc, a nie przez rzekomego wirusa. Możesz przeczytać ten artykuł tutaj.
Nie powinno to być szokiem dla stałego czytelnika Off-Guardian – a nawet każdego, kto podczas „pandemii” próbował być na bieżąco poinformowany. Wentylacja mechaniczna nie jest sposobem leczenia infekcji dróg oddechowych, a często pogarsza sytuację.
Celowe, instytucjonalne nadużywanie wentylacji mechanicznej prawdopodobnie zabiło ogromną liczbę pacjentów podczas tak zwanej „pierwszej fali”. Omówiliśmy to bardzo szczegółowo w naszym zestawieniu „40 faktów” o covid.
Jednak, co było do przewidzenia, gadające głowy głównego nurtu nie są gotowe przyznać się do tego, a gazeta Northwestern wywołała falę nieco gorączkowego rewizjonizmu wśród kurczącej się klasy covidiotów.
Zobacz na przykład ten tweet od „Dra Craiga Spencera”:
Wiecie, dlaczego intubowaliśmy ludzi z Covid w marcu 2020r.? Bo inaczej by umarli. Koniec. Kropka. Pamiętam pacjenta z nasyceniem tlenem 42%, oddychającego dwa razy szybciej niż zwykle, zmagającego się z maską tlenową na twarzy do końca. Co robić? — Craig Spencer MD MPH (@Craig_A_Spencer) 19 maja 2023r.
Jak na ironię, podczas gdy on oskarża innych o rewizjonizm, to właśnie on pisze historię na nowo. Respiratory nigdy nie były zalecane do leczenia covid, ale raczej do zapobiegania transmisji.
WHO, CDC, NHS i ECDC opublikowały wytyczne instruujące pracowników służby zdrowia, aby jak najszybciej podłączali „pacjentów z Covid” do respiratorów i w każdym przypadku było to klasyfikowane jako „środek kontroli infekcji”.
Co więcej, wiadomo było, że polityka ta może wyrządzać szkody, ponieważ były one zgłaszane w artykułach głównego nurtu (takich jak ten z Time’a lub ten z The Spectator) już w kwietniu 2020r.
Ale to nie tylko ten tłum spod znaku „respiratory ratowały życie”, który pisze historię na nowo, ale nawet ta nowa dyskusja uznająca rolę, jaką odegrały respiratory w Covid, zatrzymuje się kilka kroków przed prawdą, określając to jako błąd lub reakcję paniki.
Więc nie, nie jest rewizjonizmem obarczanie respiratorów winą za wiele zgonów zwykle przypisywanych „covidowi”, co było oczywiście prawdą i było powszechnie znane w tamtym czasie.
Prawdziwy rewizjonizm to udawanie, że nikt nie mógł wiedzieć, jaka krzywda została wyrządzona, lub przymknięcie oczu na fakt, że wszystko to zostało zrobione celowo.
Komisja Europejska ma problem z przejrzystym działaniem; poinformowała co prawda o renegocjowaniu umowy na szczepionki przeciwko Covid-19 z firmą Pfizer, ale zrobiła to w taki sposób, że pozostaje więcej pytań, niż odpowiedzi – ocenia w poniedziałek portal Politico.
„Nowa umowa zmniejsza liczbę 450 mln dawek, które miały zostać dostarczone w 2023 roku i rozkłada je na następne cztery lata. Komisja nie ujawnia nowej liczby dawek, które kraje członkowskie muszą kupić, ani żadnych warunków finansowych zmienionej umowy” – wylicza portal.
Dodatkowo wskazuje, że informacja o renegocjacji została podana przez KE na stronie internetowej w piątek przed rozpoczynającym się w Belgii trzydniowym weekendem w związku ze świętem Zesłania Ducha Świętego.
„To tak, jakby ogromna umowa z firmą Pfizer została napisana znikającym atramentem: im więcej czasu mija, tym więcej szczegółów wydaje się znikać” – ironizuje Politico.
Znalazłem dziś w internecie wykres, wedle którego PKB grupy BRICS przerósł PKB grupy G7. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że coś tam jest źle i tendencyjnie podliczone, iż PKB na głowę na Zachodzie jest znacznie wyższy niż w BRICS, które zamieszkuje znacznie więcej ludzi, etc.
Prawda jest jednak taka, że – bez względu na to, czy PKB BRICS już przerósł PKB G7, czy tylko je dogania – przewaga Zachodu nad światem, jego supremacja, kurczy się, i to dosłownie każdego dnia, a tabele pokazujące tendencje wieloletnie są dla niego wprost miażdżące. To koniec pewnego eonu.
Przypomnijmy, że eon (gr. aion) to dość wieloznaczne pojęcie ze starożytnej filozofii i religii epoki hellenistycznej, oznaczające istotę duchową żyjącą w długim okresie – coś w rodzaju anioła, który ma swój początek i będzie mieć swój kres – lub też epokę historyczną, trwającą na przykład kilkaset lat, czyli bez wątpienia przekraczającą długość życia człowieka.
Pisząc o „końcu eonu”, mam tutaj na myśli właśnie epokę – epokę, która zaczęła się tak między 1517 a 1534 rokiem. Lata nie są przypadkowe: w 1517 roku rozpoczął się bunt religijny Marcina Lutra, czyli zaczął kształtować się protestantyzm, podczas gdy 1534 rok to ogłoszenie w Anglii tzw. Aktu Supremacji, czyli oderwania się Anglii od Rzymu. Bunt z 1517 roku oznacza początek świata protestanckiego, a bunt z 1534 roku początek świata anglosaskiego. Ten eon rozpoczęły te dwa wydarzenia, a w ich wyniku powstał świat protestancko-anglosaski.
Tenże świat przełamał trwającą 2 tys. lat dominację łacińskiego Południa, świata śródziemnomorskiego, symbolizowanego przez porządek Rzymu, następnie Kościół katolicki i narody romańskie, używające języków opartych na łacinie. Eon protestancko-anglosaski nigdy nie cieszył się moją wielką sympatią, gdyż jest antykatolicki i nastawiony skrajnie wrogo do tradycji romańskiej. W dodatku w oczach jego przedstawicieli i związanych z nim polityków my, Polacy – jako Słowianie i katolicy – byliśmy, jesteśmy i będziemy na samym dnie hierarchii narodów. [Dla nich ] nie jesteśmy ani Anglosasami, ani nawet narodem romańskim, lecz barbarzyńcami ze Wschodu, którzy w dodatku są „papistami”.
Oblicza się, że około roku 1700 Europa była przy Azji ekonomicznym karzełkiem. Prawdopodobnie w 1700 roku Azja wytwarzała jeszcze 2/3 światowego PKB, szczególnie Chiny i Indie. I tutaj tkwił sukces eonu protestancko-anglosaskiego, który porzucił tradycyjną gospodarkę opartą o ziemię. Zaczęto nie tylko wytwarzać, lecz przede wszystkim przetwarzać, a wyrobami przetworzonymi handlować.
Produktów rolnych dostarczała w znacznej mierze Rzeczpospolita Szlachecka jako „spichlerz Europy”, co pozwalało rzucić ludzi do pracy nakładczej i rzemieślniczej, czyli ku raczkującemu wtenczas kapitalizmowi. Powstawał kapitał, rozwijała się przedsiębiorczość, powstawały banki, wymyślono maszyny, ruchome przęsła, maszynę parową, wykorzystano chiński wynalazek prochu do wyprodukowania broni.
Tymczasem Azja stała w miejscu i w XIX wieku znalazła się za Europą, pomimo swojej olbrzymiej przewagi demograficznej i ilości rąk do pracy. W XIX wieku Zachód podzielił więc świat, podzielił ziemię między siebie na kolonie i strefy wpływów. Indie zostały skolonizowane, a Chiny stały się strefą zależną, gdzie prowadzi się „politykę kanonierek”.
Wielu ludziom w Polsce i na Zachodzie wydaje się, że eon protestancko-anglosaski nadal trwa, a Azja jest – jak to nazywa Immanuel Wallerstein – „peryferiami”, a co najwyżej „pół-peryferiami” zachodniego centrum. To złudzenie! Tenże Wallerstein, choć zagorzały marksista, już dwadzieścia lat temu dokonał niezwykle trafnej obserwacji: Zachód przestaje pracować i produkować, przechodząc na tzw. kapitalizm finansowy, gdzie PKB coraz mniej staje się pochodną pracy, a coraz bardziej spekulacji, odsetków od udzielanych kredytów, dodruku pieniądza (pozycja dolara w świecie) etc. Produkcja przenosi się do państw „pół-peryferyjnych”, gdzie jest tania siła robocza. Czyli przenosi się do Azji, gdy Afryka zostaje na samym dnie jako „peryferie” z których przywozi się wyłącznie surowce.
Rzeczywistość przerosła oczekiwania Wallersteina. On coś tam sobie gaworzył o rewolucji na Zachodzie z hippisami czy alterglobalistami. W rzeczywistości realny przeciwnik supremacji Zachodu narodził się w Azji. Były to Chiny i inne państwa tego kontynentu, które teraz – w wyniku sankcji nałożonych na Rosję – dostały tanie syberyjskie surowce.
Stąd wystrzał ekonomiczny krajów BRICS, które przestały być „półperyferiami”, konstytuując nowe centrum, przeciwstawne centrum zachodniemu. Zglobalizowany świat na naszych oczach dzieli się na dwie „pod-globalizacje”, czyli zachodnią i azjatycką.
Co gorsza dla świata protestancko-anglosaskiego, główne państwa tego eonu nie tylko coraz mniej realnie produkują, przestawiając się na kapitalizm finansowy. Są one dodatkowo w potwornym kryzysie światopoglądowym i moralnym. Nie będę tego kryzysu opisywał i ograniczę się wymienienia tzw. agendy LGBT, wojującego feminizmu. Zachód nie chce pracować, nie chce rodzić dzieci i wychowywać ludzi odpowiedzialnych.
Nie reprodukuje się liczebnie, chce pracować coraz krócej (cztery dni w tygodniu), pobierać programy „plusowe”, mieć „dochód gwarantowany” i wierzy, że państwo socjalne rozwiąże wszystkie problemy. W tym czasie będzie trwał karnawał w barwach gejowskich, ostentacyjna konsumpcja i wieczna zabawa.
Ale to megazabawa na Tytaniku! Azja, BRICS, „globalne południe” – nazwy do wyboru i koloru – zjada nas na naszych oczach!
W sumie nie szkoda mi zmierzchającego Zachodu. Obecne pokolenie ma to, czego chce, a pokolenia przyszłe albo się nie urodzą, albo będą biegały na parady równości, albo siedziały przed Tik-Tokiem, a w tym czasie zgaśnie eon protestancko-anglosaski i narodzi się eon chiński czy też chińsko-azjatycki. Paradoksalnie – rozumie ten problem Rosja, która przerzuca się na Azję, aby załapać się do nowego eonu.
A my? Czy naprawdę jesteśmy ostatnimi pokoleniami Polaków?
Rada stwierdziła, że jest to środek tymczasowy w celu złagodzenia kłopotów
między pojazdami a ładowarkami elektrycznymi.
Rada Cardiff potwierdziła, że używa generatorów diesla do ładowania swoich elektrycznych śmieciarek. Władze lokalne używają elektrycznych pojazdów do zbiórki odpadów Dennis Eagle eCollect od 2021 r., aby „jeszcze bardziej odciążyć swoją flotę od oleju napędowego i pomóc w realizacji misji osiągnięcia zerowej emisji CO2 do 2030 roku”.
Jednak anonimowe źródło poinformowało Local Democracy Reporting Service
o zdjęciach przedstawiających elektryczne pojazdy ładowane przez generator diesla.
Rzecznik Cardiff Council powiedział: „Dział odpadów się unowocześnia, aby zapewnić, że zarówno pracownicy, jak i używane pojazdy mogą świadczyć wydajne usługi dla mieszkańców. Od pewnego czasu odchodzimy od pojazdów z silnikiem diesla na rzecz pojazdów elektrycznych”. Dodali: „Rada posiada infrastrukturę w Lamby Way Depot do ładowania pojazdów elektrycznych. Sprzęt ten ładuje mniejsze pojazdy bez żadnych problemów, ale mamy problem z oprogramowaniem między tymi ładowarkami a większymi pojazdami. System się „uruchamia”.
„Aby złagodzić ten problem, rada posiada przenośne generatory diesla, które są używane tymczasowo, gdy występują problemy. Są one używane, gdy czekamy na przenośne ładowarki elektryczne, które zostały zaprojektowane przez producenta pojazdów – Denis Eagle – zostaną one zainstalowane”.
Strategia One Planet Cardiff Rady Miasta, która określa plany władz lokalnych, aby stać się neutralnymi pod względem emisji dwutlenku węgla do 2030 r., została zatwierdzona w październiku 2021 r.
W ramach planów redukcji emisji CO2, rada stwierdziła, że będzie dążyć do odejścia od pojazdów napędzanych olejem napędowym na pojazdy elektryczne i inne pojazdy napędzane czystym paliwem. Gabinet Rady Cardiff zatwierdził stopniowy zakup nowej floty do zbiórki odpadów i recyklingu w okresie dwóch lat w 2021.
Czeski przemysł obronny jest aktywnie zaangażowany w proces pompowania przez Zachód uzbrojenia w siły reżimu w Kijowie. W szczególności kompleks wojskowo-przemysłowy tego kraju jest zaangażowany w renowację sprzętu wojskowego pochodzenia radzieckiego oraz w produkcję nowych modeli (na przykład systemów przeciwlotniczych karabinów maszynowych MR-2 Viktor – 14,5 mm montowany na pickupie Toyoty).
Czeska firma Inflatech zaprezentowała niedawno nadmuchiwaną makietę czołgu Leopard 2A4 na wystawie IDET 2023 w Brnie. Według firmy, produkt ten został już wysłany na Ukrainę wraz z symulatorami systemu walki elektronicznej STARKOM produkowanymi przez lokalny przemysł.
Według Inflatech, symulatory Leopard 2A4 ważą 44 kg, a STARKOM 35,2 kg. Firma twierdzi, że amerykański bezzałogowy samolot rozpoznawczy RQ-20 postrzega je jako prawdziwy obiekt z odległości około 1500 metrów.
Makiety mogą być nadmuchiwane za pomocą silnika o pojemności 150 cm3 i mogą być rozmieszczane lub pakowane przez dwie osoby w ciągu 10 minut. Według Inflatech są one stabilne przy wietrze o prędkości do 15 m/s.
Encyklika Ojca Świętego Piusa XI o położeniu Kościoła Katolickiego w Rzeszy Niemieckiej, 14.03.1937
CZCIGODNI BRACIA, Pozdrowienie i Błogosławieństwo Apostolskie!
1. Z wielka troską i ze wzrastającym zdziwieniem patrzymy od dłuższego czasu na udręczenie Kościoła, na wzmagające się uciemiężenie katolików, dochowujących mu wierności w tym kraju i w tym narodzie, któremu kiedyś św. Bonifacy przyniósł radosna wieść o Chrystusie i Królestwie Bożym.
2. Troski Naszej bynajmniej nie umniejszono tym, co zgodne z prawdą i ze swym obowiązkiem powiedzieli Nam przedstawiciele najdostojniejszego Episkopatu, odwiedzając nas w czasie choroby. Mówili Nam wiele rzeczy pocieszających i wzniosłych o walce swych wiernych za wiarę, lecz pomimo całej swej miłości ku narodowi i ojczyźnie i pomimo tak usilnego starania o sąd obiektywny, nie mogli pominąć wielu rzeczy złych i przykrych. Po zapoznaniu się z ich relacjami mogliśmy, pełni szczerej wdzięczności ku Bogu, rzec z Apostołem Miłości: „Nie znam większej radości nad tę, kiedy słyszę, że dzieci moje postępują zgodnie z prawdą”. Lecz otwartość, jaka przystoi Naszemu urzędowi apostolskiemu, pełnemu odpowiedzialności i pragnienie, by Wam i całemu światu chrześcijańskiemu przedstawić rzeczywistość w całej doniosłości, zmuszają nas także do tego, by dodać słowa: nie mamy większej troski i gorszego cierpienia, jak gdy słyszymy, że wielu opuszcza drogę prawdy.
I. KONKORDAT Z RZESZĄ
3. Gdy, Czcigodni Bracia, w lecie 1933 r., uwzględniając inicjatywę rządu Rzeszy, poleciliśmy wznowić pertraktacje konkordatowe nawiązujące do długoletniego poprzedniego projektu i ku zadowoleniu was wszystkich zakończyć je uroczystym traktatem, kierowała Nami, jak tego wymaga Nasz obowiązek, troska o wolność zbawczego posłannictwa Kościoła w Niemczech i o zbawienie dusz mu powierzonych – równocześnie jednak wpłynęło na naszą decyzję szczere pragnienie, by rzeczywiście przyczynić się do dalszego pokojowego rozwoju i do dobra narodu niemieckiego.
Pomimo wielu poważnych wątpliwości powzięliśmy jednak wtedy decyzję, by swej zgody nie odmówić. Chcieliśmy wówczas, w miarę możliwości, zaoszczędzić Naszym synom i córkom w Niemczech tarć i cierpień, których w ówczesnych stosunkach z całą pewnością można by się było spodziewać. Chcieliśmy wówczas pokazać czynem, ze szukając jedynie Chrystusa i tego, co do Chrystusa należy, wyciągamy do wszystkich rękę do zgody, tak długo, dopóki ktoś jej nie odtrąci.
4. Jeżeli drzewo pokoju, wsadzone przez Nas w najczystszej intencji do ziemi niemieckiej, nie przyniosło tych owoców, których pragnęliśmy dla dobra narodu, to nikt w całym świecie, kto oczy ma, by widzieć, i uszy, by słyszeć, nie będzie już mógł obecnie powiedzieć, że wina leży po stronie Kościoła i jego Głowy. Lekcja poglądowa ostatnich lat wyjaśnia, kto ponosi odpowiedzialność. Ujawnia ona knowania, których od samego początku celem było zniszczenie. W bruzdy, w których usiłowaliśmy posadzić nasienie szczerego pokoju, inny – jak ów inimicus homo (nieprzyjazny człowiek), o którym wspomina Pismo święte – posiali kąkol nieufności, niezgody, nienawiści, oszczerstwa, zasadniczej nieprzyjaźni ukrytej i otwartej, płynącej z tysiąca źródeł i posługującej się wszelkimi środkami w stosunku do Chrystusa i Jego Kościół. Oni i tylko oni oraz ich ukryci i widoczni pomocnicy ponoszą odpowiedzialność za to, że zamiast tęczy pokoju na horyzoncie Niemiec widoczna jest chmura dzielących walk religijnych.
5. Odpowiedzialnym kierownikom losów waszego kraju wskazaliśmy, Czcigodni Bracia, bezustannie na skutki, które z koniecznością muszą wpłynąć na tolerowanie lub nawet popieranie takich prądów. Robiliśmy wszystko co możliwe, by świętość słowa raz uroczyście danego i dochowanie przyjętych zobowiązań obronić przeciw teoriom i praktykom, które – o ile przez miarodajną władzę byłyby uznawane – musiałyby zniszczyć wszelkie zaufanie i pozbawić wartości każde słowo dane w przyszłości. Kiedy nadejdzie czas ujawnienia tych Naszych starań przed całym światem, wszyscy ludzie dobrej woli będą wiedzieli, gdzie mają szukać obrońców, a gdzie burzycieli pokoju. Każdy (…) będzie musiał wówczas przyznać, że w tych ciężkich i pełnych wydarzeń czasach pokonkordatowych każde Nasze słowo i wszelkie Nasze postępowanie było nacechowane wiernością dla zobowiązań. Jednak również z niemiłym zdziwieniem i wewnętrzną odrazą będzie musiał stwierdzić, jak po drugiej stronie przekształcenie umowy, jej obchodzenie, pozbawianie jej wewnętrznej treści, wreszcie jej łamanie stały się niepisanym prawem postępowania.
6. Okazywane przez Nas pomimo wszystko umiarkowanie było podyktowane względami na korzyść ziemskie albo niegodną słabością, lecz wypływało jedynie z pragnienia, by wraz z kąkolem nie wyrwać roślin wartościowych, z chęci, by nie prędzej wydać sąd publiczny, aż zmysły dojrzeją do przekonania, że sąd taki stał się nieunikniony. Dalej, było ono podyktowane zdecydowaną wolą, by definitywnie nie zarzucać innym niedotrzymywania umów, dopóki w sposób oczywisty nie udowodni im się systematycznego kamuflażu, ukrywającego ataki przeciw Kościołowi. I dzisiaj raz jeszcze, kiedy otwiera się walka przeciwko szkole wyznaniowej, chronionej konkordatem, i pozbawianie głosu katolickich rodziców i wychowawców w szczególnie ważnej dziedzinie życia kościelnego uwydatniają przejmującą grozą powagę położenia i bezprzykładny ucisk sumienia wierzących chrześcijan – dzisiaj jeszcze ojcowska troska o zbawienie dusz każe Nam uwzględnić istniejącą jeszcze, choć małą nadzieję powrotu do przestrzegania umowy i do porozumienia.
7. Idąc za prośbami najdostojniejszego Episkopatu, również w przyszłości nie przestaniemy u kierowników waszego narodu się za pogwałconym prawem i niezależnie od powodzenia czy niepowodzenia – kierując się tylko głosem sumienia i spełniając swe posłannictwo pasterskie – bezustannie przeciwstawiać się będziemy umysłowości, która bezsporne prawo chce stłumić otwartym lub ukrytym gwałtem.
8. Cel niniejszego pisma, Czcigodni Bracia, jest jednak inny. Wy odwiedziliście Nas mile w chorobie. My zaś zwracamy się dzisiaj do was i przez was do katolików Niemiec, którzy – jak wszystkie cierpiące i uciemiężanie dzieci – są szczególnie bliskie sercu wspólnego Ojca. W tej godzinie, kiedy ich wiara w ogniu udręki, poddawana próbie ukrytego i otwartego prześladowania, okazuje się prawdziwym złotem, i kiedy spotykają się z niezliczonymi formami zorganizowanej religijnej niewoli, kiedy dotkliwie daje im się we znaki brak nauki zgodnej z prawdą, a nie mają możności obrony, mają podwójne prawo, by usłyszeć głos prawdy i duchowego pokrzepienia z ust tego, którego pierwszy poprzednik usłyszał z ust Zbawiciela te brzemienne w treść słowa: „Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara. Ty ze swej strony umacniaj swoich braci”
II. PRAWDZIWA WIARA W BOGA
9. Czuwajcie, Czcigodni Bracia, by przede wszystkim wiara w Boga, pierwsza i nieodzowna podstawa wszelkiej religii, była zachowana czysta i nieskalana w krajach niemieckich. W Boga wierzy nie ten, kto w mowie używa słowa Bóg, lecz kto z tym wzniosłym słowem łączy prawdziwe i godne pojęcie Boga.
10. Kto, hołdując panteistycznej mglistości, utożsamia Boga ze światem, kto z Boga czyni coś ziemskiego a ze świata coś boskiego, nie należy do wierzących w Boga.
11. Kto idąc za wierzeniami starogermańsko – przedchrześcijańskimi, na miejsce Boga osobowego stawia różne nieosobowe fatum, ten przeczy mądrości Bożej i Opatrzności, która „sięga potężnie od krańca do krańca i włada wszystkim z dobrocią”(1), i wszystko prowadzi ku dobremu. Taki człowiek nie może sobie rościć prawa, by go zaliczać do wierzących w Boga.
12. Kto ponad skalę wartości ziemskie rasę albo naród, albo państwo, albo ustrój państwa, przedstawicieli władzy państwowej albo inne podstawowe wartości ludzkiej społeczności, które w porządku doczesnym zajmują istotne i czcigodne miejsce, i czyni z nich najwyższą normę wszelkich wartości, także religijnych, i oddaje się im bałwochwalczo, ten przewraca i fałszuje porządek rzeczy stworzony i ustanowiony przez Boga – Człowieka i daleki jest od prawdziwej wiary w Boga i od światopoglądu odpowiadającego takiej wierze.
13. Zwróćcie uwagę, Czcigodni Bracia, na nadużycie, jakie się popełnia, kiedy najświętszego Imienia Bożego używa się jako etykiety bez treści dla określenia mniej lub bardziej dowolnego tworu ludzkich pragnień. Starajcie się, by wierni wasi temu błędowi czynnie się przeciwstawiali, jak na to zasługuje. Naszym Bogiem jest Bóg osobowy, nadludzki, wszechmogący, nieskończenie doskonały, jeden w Trzech Osobach, Trójosobowo w jedności istoty Boskiej. Stwórca wszelkiego stworzenia, Pan i Król, i ostateczna przyczyna dziejów świata, nie znoszący i nie mogący znieść obok siebie żadnych innych bogów.
14. Ten Bóg dał swe przykazania jako najwyższy władca. Mają one znaczenie niezależnie od czasu i przestrzeni, kraju i rasy. Jak Boże słońce wszystko oświeca, tak też prawo Jego nie uznaje żadnych przywilejów i wyjątków. Rządzący i podwładni, ukoronowani i nie noszący korony, bogaci i ubodzy w ten sam sposób podlegają Jego słowu. Ponieważ jest On jedynym Stwórcą, ma prawo domagać się posłuszeństwa od poszczególnych jednostek i od wszelkiego rodzaju społeczności. Posłuszeństwo to odnosi się do wszystkich dziedzin życia, w których kwestie moralne domagają się uzgodnienia z niezmiennym prawem Bożym i skutkiem tego – poddania zmiennego prawa ludzkiego niezmiennemu prawu Bożemu.
15. Tylko płytkie umysły mogą popaść w ten błąd, by mówiąc o bogu narodowym, o religii narodowej. Tylko one mogą podjąć daremną próbę, by w granicach jednego tylko narodu, w ciasnocie krwi jednej rasy zamknąć Boga, Stwórcę wszechświata, Króla i Prawodawcę wszystkich narodów, wobec wielkości którego narody są jakoby krople u wiadra.(2)
16. Biskupi Kościoła Chrystusowego ustanowieni w „prawach odnoszących się do Boga”(3) muszą czuwać, by nie zakorzeniły się wśród wiernych takie zgubne błędy, za którymi idą jeszcze zgubniejsze praktyki. Jest ich świętym obowiązkiem pasterskim uczynić wszystko co możliwe, aby przykazania Boskie były zachowywane jako obowiązująca podstawa życia prywatnego i publicznego, moralnie uporządkowanego, a prawa Majestatu Bożego, imię i słowo Boże nie były bezczeszczone(4), aby unikały bluźnierstwa przeciwko Bogu – w słowie, w piśmie i w obrazach – na razie liczne jak piasek morski, aby przeciwko duchowi buntowniczemu tych, którzy przeczą istnieniu Boga, Nim gardzą i Go nienawidzą, nigdy nie osłabła modlitwa przebłagalna wiernych, nieustannie wznosząca się jak dym kadzielny ku Najwyższemu i powstrzymująca jego karzącą rękę.
17. Dziękujemy wam, Czcigodni Bracia, waszym kapłanom i wiernym, którzy spełnili i spełniają swe obowiązki chrześcijańskie w obronie praw Majestatu Bożego przeciwko agresywnemu neopogaństwu, znajdującemu, niestety, często poparcie stron wpływowych. Wdzięczność ta jest szczególnie głęboka i pełna uznania dla tych, którym dane było w spełnianiu tego obowiązku ponosić dla Boga doczesne ofiary i cierpienia.
III. PRAWDZIWA WIARA W CHRYSTUSA
18. Żadna wiara w Boga nie ostoi się przez dłuższy czas czysta i nieskazitelna, jeżeli nie znajdzie oparcia w wierze w Chrystusa. „Nikt tez nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić”(5). „A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa”(6). Nikt więc nie może powiedzieć – wierzę w Boga, to mi wystarczy w dziedzinie religijnej. W słowach Zbawiciela nie ma miejsca dla tego rodzajów wybiegów. „Każdy, kto nie uznaje Syna, nie ma też i Ojca, kto zaś uznaje Syna, ten ma i Ojca”(7).
19. W Jezusie Chrystusie, wcielonym Synu Bożym, ukazała się pełnia Objawienia Boskiego. „Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców naszych przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna”(8). Księgi Starego Testamentu są w pełni słowem bożym, ograniczoną częścią Jego Objawienia. Stosownie do stopniowego rozwoju Objawienia spoczywa na nich jeszcze ciemność czasu przygotowania na świetlany dzień odkupienia. Są one w pewnych szczegółach odbiciem ludzkiej niedoskonałości, słabości i grzechu, co jest nieuniknione w księgach historycznych i prawodawczych. Obok bardzo wielu rzeczy wzniosłych i szlachetnych opisują nam one także, jak naród wybrany, przechowujący Objawienie i obietnice Boskie, zwraca się ku rzeczom czysto ziemskim. Każdy jednak, kto nie jest zaślepiony przesądem lub namiętnością, widzi, że wśród występków powstałych przez ludzką słabość i opisanych w Biblii tym jaśniej świeci Boskie światło ekonomii zbawienia, odnoszące ostatecznie triumf nad wszelkim błędem i grzechem. Na takim, często ciemnym tle występuje w bardzo wyrazistej perspektywie zbawcza pedagogika Wieczności, która równocześnie wskazuje drogę, ostrzega, podnosi i uszczęśliwia. Tylko ślepota i pycha mogą zamknąć oczy na skarby zbawiennych nauk, jakie mieszczą się w Starym Testamencie. Kto chce wyrzucić z Kościoła i ze szkoły historię biblijną i mądre nauki Starego Testamentu, ten ciasnej i ograniczonej myśli ludzkiej każe być sędzią planów Bożych względem historii świata, ten zaprzecza wierze w prawdziwego Chrystusa, takiego, jaki się pojawił w ciele i przyjął naturę ludzką w narodzie mającym go przybić do krzyża. Dla takiego niezrozumiały jest dramat Syna Bożego, który zbrodni świętokradztwa swych oprawców przeciwstawia Boski czyn swej zbawczej śmierci i tym samym sprawia, że Stary Testament znajduje spełnienie, swój kres i swoje wywyższenie w Nowym Testamencie.
20. Szczyt Objawienia osiągnięty w Ewangelii Jezusa Chrystusa jest definitywny i obowiązujący po wszystkie czasy. Objawienie to nie dopuszcza żadnych uzupełnień i nie może być zastąpione przez dowolne „objawienie”, które pewni rzecznicy doby obecnej chcą wywieść z tzw. mitu krwi i rasy. Odkąd Chrystus Namaszczony dopełnił dzieła odkupienia, złamał panowanie grzechu i nam wysłużył łaskę, byśmy się mogli stać dziećmi Bożymi, odtąd nad imię Jezusa nie ma pod niebem innego imienia, danego ludziom, przez które mogliby dostąpić zbawienia(9). Żaden człowiek – choćby nawet wszelka władza, wszelka umiejętność i cała zewnętrzna potęga ziemi była w nim ucieleśniona – nie może położyć innego fundamentu jak ten, który już jest położony w Jezusie Chrystusie(10). Kto świętokradzko zapoznaje przeogromną, istotną różnicę pomiędzy Bogiem – Człowiekiem a ludźmi i odważa się kogokolwiek ze śmiertelników, choćby to nawet był największy człowiek wszystkich czasów, postawić obok Chrystusa lub nawet ponad Nim i przeciwko Niemu, ten musi pozwolić sobie powiedzieć, iż jest obłąkanym prorokiem, głoszącym urojenia, do którego w przerażający sposób stosują się słowa Pisma Świętego: „Śmieje się Ten, który mieszka w niebie”(11).
IV. PRAWDZIWA WIARA W KOŚCIÓŁ
21. Wiara w Chrystusie nie będzie mogła utrzymywać się w swej czystości i nieskazitelności, jeżeli nie znajdzie oparcia i podpory w wierze w Kościół, będący „filarem i podporą prawdy”(12). Sam Chrystus, Bóg błogosławiony na wieki, postawił ten filar wiary. Ludzie wszystkich czasów i wszystkich krajów obowiązuje rozkaz Chrystusa, by słuchać Kościoła(13) i by widzieć w słowach i przykazaniach Kościoła Jego własne słowa i przykazania(14).
22. Kościół ustanowiony przez Zbawiciela jest jeden – ten sam dla wszystkich narodów. Pod jego kopułą, otaczającą jak firmament całą ziemię, jest miejsce i ziemia rodzinna dla wszystkich narodów i języków, jest możność rozwoju dla wszystkich właściwości, doskonałości, zadań i powołań, jakimi Bóg, Stwórca i Odkupiciel obdarzył jednostki społeczeństwa. Macierzyńskie serce Kościoła jest dość wielkie i dość szerokie, by w rozwoju tych właściwości i poszczególnych darów, w myśl woli Bożej, widzieć raczej bogactwo rozmaitości niż niebezpieczeństwo podziałów. Cieszył go wysoki poziom duchowy jednostek i narodów. Z radością i dumą macierzyńską widzi w ich udanych czasach owoce wychowania i znaki postępu, którym błogosławi i dopomaga do rozwoju, gdzie tylko może to uczynić zgodnie ze swym sumieniem. Lecz wie on także, że wolność ta ma zakreślone granice przez majestat Boskiego przykazania, który chciał, by z wszystkimi istotnymi cechami Kościół ten istniał jako całość niepodzielna, i tak go ustanowił. Kto burzy tę jedność i niepodzielność, ten zabiera Oblubienicy Chrystusa jeden z diademów, nałożony przez samego Boga na jej skronie, ten budowlę przez Boga stworzoną i spoczywającą na wiecznych fundamentach, poddaje próbie i zmianom, a przecież Ojciec niebieski na dał budowniczym władzy budowania.
23. Boskie posłannictwo Kościoła, który działa wśród ludzi i działać musi przez ludzi, może boleśnie przyćmione przez czynnik ludzki, aż nader ludzki, który zawsze pojawia się od nowa jak kąkol w pszenicy Królestwa Bożego. Kto zna słowo Zbawiciela o zgorszeniu i gorszycielach, wie, co Kościół i każdy w ogóle sądzić winien o tym, co było i jest grzechem. Kto jednak przy tych godnych potępieniach rozdźwiękach pomiędzy wiarą a życie, słowem a czynem, pomiędzy zewnętrznym zachowaniem a stanem wewnętrznym u pewnych jednostek – choćby ich nawet było wiele – zapomina o niezliczonych przykładach prawdziwych cnót, ducha ofiary, miłości braterskiej, heroicznego pragnienia świętości lub wszystko przemilcza, ten ujawnia pożałowania godną ślepotę i niesprawiedliwość. Jeżeli nad to widzi się, że człowiek taki, sądząc tak ostro znienawidzony przez siebie Kościół, zapomina o tej ostrości z chwilą, gdy chodzi o inne społeczności, bliskie mu uczuciowo lub z powodu jakichś korzyści, to w swym niby to dotkniętym poczuciu czystości objawia się on jako bliski tym, którzy według ostrych słów Zbawiciela widzą źdźbło w oku brata, a nie widzą belki we własnym oku.
24. Wprawdzie intencja tych, którzy zajmowali się pierwiastkiem czysto ludzkim w Kościele uważają za swój zawód, a czasem nawet robią z tego brzydki użytek, nie jest bynajmniej czysta, w władza kapłańska przychodząca od Boga nie zależy wcale od wartości ludzkiej i poziomu etycznego kapłana, ale mimo to każda epoka, każda jednostka, każda społeczność ma obowiązek gruntownie zbadać swe sumienie, oczyścić się, całkowicie odnowić w myśli i czynie. W Naszej encyklice o kapłaństwie, w Naszych enuncjacjach o Akcji Katolickiej zwróciliśmy ze szczególnym naciskiem uwagę na święty obowiązek, jaki mają wszyscy należący do kościoła, a przede wszystkim wszyscy członkowie stanu kapłańskiego i zakonnego oraz apostolstwa świeckiego, by życie uzgodnić z wiarą w myśl tego, czego wymaga prawo Boże i co Kościół bezustannie podkreśla. I dzisiaj znowu powtarzamy z całą powagą: nie wystarczy być zaliczonym do Kościoła Chrystusowego; trzeba być także żywym członkiem tego Kościoła w Duchu i w Prawdzie. A takimi członkami Kościoła są tylko ci, którzy w niewinności albo w szczerej, rzeczywistej pokucie są w łasce u Pana i żyją nieustannie w obecności Bożej. Jeżeli Apostoł Narodów, „naczynie wybrane”, karcił swe ciało i umartwiał, by innych nauczając, sam nie został odrzucony(15), czyż wobec tego dla tych, którym powierzono podtrzymanie i rozszerzanie Królestwa Bożego, może istnieć inna droga niż droga najściślejszego zespolenia apostolstwa z własnym uświęceniem? Tylko w ten sposób pokaże się dzisiejszej ludzkości, a przede wszystkim wrogom Kościoła, że sól ziemi, że kwas chrześcijaństwa bynajmniej nie zwietrzał, lecz jest zdolny i gotowy odnowić i odmłodzić obecną ludzkość, pogrążoną w wątpliwościach i błędach, w obojętności i bezradności duchowej, zniechęconą do wiary i oddaloną od Boga. A tego potrzebuje ona bardziej niż kiedykolwiek przedtem, czy uznaje to, czy też nie. Chrześcijaństwo mające głęboką świadomość samego siebie we wszystkich swych członkach, odrzucające czystą zewnętrzność i wszelkie zeświecczenie, zachowujące rzeczywiście przykazania Boskie i kościelne, praktykujące miłość Boga i czynną miłość bliźniego, będzie mogło i będzie musiało być wzorem i przewodnikiem dla świata, chorego w najgłębszych swych podstawach i szukającego oparcia i kierunku. W przeciwnym razie nastąpi straszne nieszczęście i upadek przechodzący wszelkie wyobrażenie.
25. Wszelka prawdziwa i trwała reforma zawsze miała swe ostateczne źródło w świętości, w ludziach pałających miłością i pociągniętych przez nią ku Bogu i bliźnim. Wspaniałomyślni, gotowi posłuchać każdego wezwania Bożego i spełnić je najpierw w swym sercu, a przy tym pokorni i pewni swego powołania, stali się luminarzami i odnowicielami swego czasu. Gdzie gorliwość reformatorska nie zrodziła się z czystej intencji, lecz była wyrazem i wybuchem gwałtownych namiętności, tam zamiast światła wprowadziła zamieszanie, zamiast budować – niszczyła i nierzadko stawała się źródłem bardziej zgubnych niż szkody, jakie rzeczywiście lub pozornie chciano naprawić. Bezsprzecznie „Duch Boży wieje kędy chce”(16). Może On sobie z kamieni stworzyć tych, którzy będą przygotowywali drogę dla Jego zamiarów(17). Wybiera On narzędzie swej woli według własnych planów, a nie według planów ludzkich. Lecz On, który ustanowił Kościół i pod tchnieniem Ducha Świętego powołał go do życia, nie burzy fundamentów tej zamierzonej przez siebie instytucji zbawczej. Kimkolwiek kieruje Duch Boży, ten i we wnętrzu i na zewnątrz swego serca zajmuje należyte stanowisko wobec Kościoła, który jest szlachetnym owocem na drzewie Krzyża i darem danym w Zielone Świątki przez Ducha Bożego dla ludzkości potrzebującej kierownictwa.
26. W waszym kraju, Czcigodni Bracia, coraz częściej odzywają się głosy nawołujące do wystąpienia z Kościoła. Wśród przywódców tego ruchu są często tacy, którzy zajmują stanowiska urzędowe i przez to starają się wywołać wrażenie, jakoby wystąpienie z Kościoła i połączona z tym niewierność wobec Chrystusa – Króla była szczególnie przekonywającym i pełnym zasługi sposobem okazywania swej wierności wobec państwa. Przez ukryte i jawne środki przymusu, przez lęk i groźbę szkód gospodarczych, zawodowych, obywatelskich i innych wywiera się taki nacisk na przywiązanie katolików do wiary, a szczególnie pewnych klas katolickich urzędników, który jest sprzeczny z prawem i nieludzki. Całe Nasze ojcowskie współczucie i najgłębsza litość towarzyszą tym, którzy tak drogo muszą okupić swą wierność dla Chrystusa i Kościoła. Lecz tu jest punkt, gdzie wchodzą w grę rzeczy ostateczne i najwyższe, ratunek i zagłada, i gdzie wskutek tego droga heroicznego męstwa jest dla wiernego jedyną drogą zbawienia. Jeżeli kusiciel albo gnębiciel przystąpi z judaszową intencją skłonienia katolika do wystąpienia z Kościoła, to ten może mu tylko, nawet za cenę ciężkich ofiar doczesnych, powiedzieć słowa Zbawiciela: „Idź precz szatanie! Jest bowiem napisane: „Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz””(18). Kościołowi zaś powie: Tyś matka moją od lat mego dzieciństwa, pociechą w życiu, orędownikiem w śmierci; język niech mi przylgnie do podniebienia, jeżeli miałbym ulec doczesnym pokusom i pogróżkom i stać się zdrajcom ślubowania chrzestnego. A dla tych, którzy sądzą, że zewnętrzne wystąpienie z Kościoła mogą pogodzić z wewnętrzna wiernością dla niego, niech będą poważnym ostrzeżeniem słowa Zbawiciela: „kto się Mnie wyprze wobec ludzi, tego wyprę się i Ja wobec aniołów Bożych”(19).
V. PRAWDZIWA WIARA W PRYMAT
27. Wiara w Kościół nie będzie zachowana w swej czystości i nieskazitelności, jeżeli nie znajdzie oparcia w wierze w prymat Biskupa rzymskiego. W tej samej chwili, w której Piotr przed wszystkimi apostołami wyznał swą wiarę w Chrystusa, Syna Boga żywego, odpowiedzią Chrystusa, będącą nagrodą za jego wiarę i jego wyznanie, było słowo o budowie Kościoła, jedynego Kościoła, i to na Piotrze Opoce(20). Wiara więc w Chrystusa, wiara w Kościół, wiara w prymat stanowią uświęcający związek. Prawdziwy i legalny autorytet jest wszędzie więzią jedności, źródłem mocy, tarczą przeciwko rozkładowi i rozdrobnieniu, rękojmią przyszłości; jest tym wszystkim szczególnie tam, gdzie – jak to ma miejsce jedynie w Kościele – autorytetowi temu jest przyobiecane przez Ducha Świętego i jego niezłomna pomoc.
28. Jeżeli ludzie, którzy są nawet zgodni w wierze w Chrystusa, nęcą nas mirażem narodowego kościoła niemieckiego, to wiedzcie, że będzie on tylko zaprzeczeniem jednego Kościoła Chrystusowego, wyraźna zdradą tej powszechnej misji ewangelizacyjnej, którą może spełnić i do której może się dostosować jedynie Kościół powszechny. Historia innych kościołów narodowych, ich martwota duchowa, skrępowanie i ucisk władz świeckich wskazują na beznadziejną bezpłodność, jakiej ulega z konieczności każda latorośl oddzielająca się od żywego szczepu winnego Kościoła. Kto takim błędom przeciwstawia od samego początku swe czujne i kategoryczne „nie”, oddaje przysługę nie tylko czystości swej wiary chrześcijańskiej, lecz także zdrowiu i sile żywotnej własnego narodu.
VI. UNIKAĆ PRZEKRĘCANIA ŚWIĘTYCH SŁÓW I POJĘĆ
29. Szczególnie bacznie będziecie musieli czuwać, Czcigodni Bracia, by podstawowych pojęć religijnych nie pozbawiano ich zasadniczej treści i nie nadawano im znaczenia świeckiego.
30. Objawienie w znaczeniu chrześcijańskim oznacza słowo Boże wypowiedziane do ludzi. Używanie tego słowa na określenie „podszeptów” krwi i rasy, dla wyrażenia promieniowania historii jakiegoś narodu, wprowadza w każdym razie zamieszanie. Nie warto takiej fałszywej monety brać do językowego skarbca wierzącego chrześcijanina.
31. Wiara polega na tym, że uznaje się za prawdziwe to, co Bóg objawił i przez Kościół podaje: „jest poręką tych dóbr […], dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy”(21). Radosna i droga każdemu dumna ufność w przyszłość swego narodu oznacza coś zupełnie innego niż wiara w znaczeniu religijnym. Wygrywać jedno przeciwko drugiemu, chcieć zastąpić jedno drugim, i z tego powodu chcieć być przez prawdziwego chrześcijanina uznanym za „wierzącego”, to nic innego jak pusta gra słów albo świadome zacieranie granic, albo też coś gorszego.
32. Nieśmiertelność w pojęciu chrześcijańskim oznacza życie człowieka po śmierci doczesnej jako jednostki osobowej dla wiecznej nagrody lub wiecznej kary. Kto przez słowo nieśmiertelność chce oznaczać tylko zbiorowe życie w dalszym istnieniu ziemskim swego narodu przez czas bliżej nieokreślony, ten przekręca i fałszuje jedną z podstawowych prawd wiary chrześcijańskiej, podrywa fundamenty wszelkiego światopoglądu religijnego, domagającego się porządku moralnego. Jeżeli nie chce być chrześcijaninem, niech przynajmniej nie wzbogaca skarbca językowego swej niewiary zapożyczeniami z chrześcijańskiego skarbca językowego.
33. Grzech pierworodny jest dziedziczną, chociaż nieosobistą winą potomków Adama, którzy w nim zgrzeszyli(22). Jest to utrata łaski i skutkiem tego utrata życia wiecznego, a łączy się z nim skłonność do złego, którą każdy musi odrzucić i przezwyciężać przez łaskę, walkę i wysiłek moralny. Cierpienie i śmierć Syna Bożego odkupiły świat od dziedzicznego przekleństwa grzechu i śmierci.
Wiara w te prawdy, które dzisiaj w ojczyźnie waszej są przedmiotem takiego szyderstwa ze strony wrogów Chrystusa, należy do niewzruszonej treści religii chrześcijańskiej.
34. Krzyż Chrystusa jest nadal dla chrześcijanina świętym znakiem zbawienia, sztandarem moralnej wielkości i siły, choćby nawet samo imię stało się dla wielu głupstwem i zgorszeniem(23). W cieniu jego żyjemy, całując go umieramy. Ma on stać na naszym grobie i głosić naszą wiarę, ma świadczyć o naszej nadziei skierowanej ku światłości wiekuistej.
35. Pokora w duchu Ewangelii i modlitwa o łaskę i pomoc Bożą dadzą się dobrze pogodzić z szacunkiem dla samego siebie, z ufnością w swe siły i z duchem bohaterskim. Kościół, który przez wszystkie czasy aż do chwili obecnej ma więcej wyznawców i świadków przelewających dobrowolnie swa krew niż jakakolwiek inna społeczność, nie potrzebuje bynajmniej nauki z takiej właśnie strony o tym, czym jest duch bohaterski i czyn bohaterski. Wstrętna pycha tych nowatorów ośmiesza samą siebie, kiedy w swej płytkości określa chrześcijańską pokorę jako niegodne poniżanie się i czyn niebohaterski.
36. Łaską w znaczeniu niewłaściwym można nazwać wszystko, co stworzenie otrzymuje od Stwórcy. Jednak łaska w znaczeniu właściwym i chrześcijańskim obejmuje nadprzyrodzone dowody miłości Bożej, łaskawość i działanie Boga, przez które podnosi On człowieka do owego najściślejszego uczestnictwa w swym życiu, nazwanym przez Nowy Testament synostwem Bożym. „Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy”(24). Odrzucenie tego nadprzyrodzonego wyniesienia przez łaskę, z racji rzekomej niemieckości, jest błędem, jest otwartym wypowiedzeniem walki jednej z podstawowych prawd chrześcijańskich. Stawianie na tym samym poziomie łaski nadprzyrodzonej z darem natury jest burzeniem skarbca językowego stworzonego i uświęconego przez religię. Pasterze i stróże ludu bożego zrobili dobrze, przeciwstawiając się czynnie tej grabieży świętości i dążeniu do wprowadzenia zamieszania w umysłach.
VII. NAUKA MORALNA I PORZĄDEK MORALNY
37. Na prawdziwej i czystej wierze w Boga opiera się moralność ludzkości. Wszelkie próby oderwania nauki moralnej i porządku moralnego od fundamentu wiary, silnego jak skała, i oparciu ich na piasku norm ludzkich, prowadzą jednostkę i społeczeństwa prędzej czy później do upadku moralnego. Głupiec, który mówi w swym sercu, że nie ma Boga, będzie chodził drogami zepsucia moralnego(25). Głupców tych, zamierzających obecnie rozdzielić religię i moralność, jest legion.
Nie widzą oni albo nie chcą widzieć, że usuwanie chrześcijaństwa wyznaniowego, tzn. jasnego i ściśle określonego pojęcia chrześcijaństwa, z nauczania i wychowania i udaremnianie mu możności wpływania na kształtowanie się życia społecznego i publicznego wiedzie do zubożenia duchowego i upadku.
38. Żaden przymus, żadne czysto ziemskie ideały, choćby nawet same w sobie były szlachetne i wzniosłe, nie będą w stanie zastąpić na dłuższą metę ostatecznych i decydujących bodźców, pochodzących z wiary w Boga i Chrystusa. Jeżeli żąda się od człowieka najwyższych ofiar i wyrzeczenia się swego małego „ja” na korzyść dobra publicznego, a przy tym odbiera mu się moralne oparcie na tym, co wieczne i boskie, na podnoszącej i krzepiącej wierze w Boga, wynagradzającego za dobro, a karzącego za zło, to dla niezliczonych jednostek następstwem tego będzie nie branie na siebie obowiązku, lecz ucieczka przed nim. Sumienne przestrzeganie dziesięciorga przykazań Bożych i przykazań kościelnych, będących jedynie przepisami wykonawczymi zasad ewangelicznych, jest dla każdej jednostki niezrównaną szkołą systematycznego wychowania samego siebie, tężyzny moralnej i wyrabiania charakteru. Jest szkołą, która wymaga wiele, ale nie za wiele. Bóg pełen dobroci, który jako prawodawca mówi: „Masz to uczynić”, w łaskawości swej daje również możność i wykonanie. Nie wykorzystać tak głęboko działających, twórczych sił moralnych, albo wprost uniemożliwić im oddziaływanie na wychowanie narodu, to znaczy przyczyniać się w sposób nieodpowiedzialny do „niedorozwoju” religijnego społeczeństwa. Uzależnienie nauki moralności od subiektywnej, zmiennej opinii ludzkiej zamiast oparcia jej na świętej woli Boga wiekuistego, na Jego przykazaniach, otwiera szeroko wrota siłom rozkładu. Rozpoczęte przez to zaprzepaszczenie wiecznych norm obiektywnej nauki moralnej, przeznaczonej do ukształtowania sumień, do uszlachetnienia wszystkich dziedzin życia, jest grzechem przeciwko przyszłości narodu, a za gorzkie owoce grzechu będą musiały zapłacić przyszłe pokolenia.
VIII. UZNANIE PRAWA NATURALNEGO
39. Zgubną tendencją czasów obecnych jest odrywanie od fundamentu Bożego Objawienia nie tylko moralności, lecz także teorii i praktyki prawa. Mamy tu na myśli szczególnie tzw. prawo naturalne, które ręką samego Stwórcy zostało wpisane do serca ludzkiego(26); a w sercu tym może je odczytać zdrowy, nie zaślepiony grzechem i namiętnością.
Według przykazań tego prawa naturalnego może być ocenione cale prawo pozytywne – bez względu na to, od jakiego prawodawca pochodzi – co do jego treści moralnej i tym samym co do siły jego obowiązywania. Ludzkie prawa, gdy sprzeczne są z prawem naturalnym do tego stopnia, że tej sprzeczności usunąć nie można, już od samego początku obciążone są wadą, której żaden przymus, żadna zewnętrzna siła uzdrowić nie może.
40. Właśnie w świetle tej zasady trzeba ocenić aksjomat: „Prawem jest to, co narodowi przynosi pożytek”. Można wprawdzie zdaniu temu nadać sens właściwy, jeżeli się je rozumie w tym znaczeniu, że to, co jest moralnie złe, nigdy nie może być prawdziwie korzystać dla dobra narodu. Już dawni poganie uznali, że zdanie to, by mogło być naprawdę poprawne, musi być odwrócone i brzmieć: „Jest niemożliwe, by coś było pożyteczne, jest równocześnie nie jest moralne dobre. I nie dlatego jest coś moralnie dobre, że jest pożyteczne, lecz dlatego jest pożyteczne, że jest moralnie dobre”(27). Owa zasada, oderwana od tej normy moralnej, oznaczałoby bezustanny stan wojny pomiędzy poszczególnymi narodami.
41. W życiu wewnętrznym państwa, mieszając dziedzinę pożytku i dziedzinę prawa, zapoznaje się zasadniczą prawdę, że człowiek jako osoba posiada prawa dane mu od Boga. Muszą one być strzeżone przed wszelkimi atakami ze strony duchowieństwa, które by chciało im zaprzeczyć, zniszczyć je lub zlekceważyć. Gardzić tą prawdą – to znaczy nie widzieć, że ostatecznie określamy i poznajemy dobro wspólne, biorąc za podstawę zarówno naturę człowieka, godzącą harmonijnie prawa jednostki i obowiązki społeczne, jak i cel społeczności, który również określany jest przez naturę ludzką. Bóg chciał, by społeczność istniała jako środek pełnego rozwoju zdolności indywidualnych i społecznych, które człowiek przez wzajemną wymianę na wykorzystać dla swego dobra i dobra drugich. Bóg chciał również, by owe ogólniejsze i wyższe wartości, możliwe do zrealizowania tylko przez społeczność, a nie jednostkę, istniały ostatecznie dla człowieka, by służyły jego przyrodzonemu i nadprzyrodzonemu rozwojowi i jego udoskonaleniu. Oddalić się od tego porządku – znaczy wstrząsnąć samymi podstawami, na których opiera się społeczność, i narazić na szwank jej spokój, bezpieczeństwo i samo istnienie.
42. Człowiek wierzący posiada niezniszczalne prawo wyznawania swej wiary i praktykowania jej w odpowiedni sposób. Prawa uniemożliwiające lub utrudniające wyznawania i praktykowania tej wiary są sprzeczne z prawem naturalnym.
43. Rodzicom sumiennym, świadomym swego wychowawczego obowiązku, przysługuje pierwotne prawo do wychowania dzieci danych im przez Boga, w duchu prawdziwej wiary, według jej zasad i przepisów. Prawa i rozporządzenia, które nie uznają tego przyrodzonego prawa rodziców w sprawach szkolnych lub też przez groźbę i przymus odbierają im wszelką wartość praktyczną, są sprzeczne z prawem przyrodzonym i w najgłębszych swych podstawach niemoralne.
Kościół, powołany do strzeżenia i wyjaśniania prawa naturalnego danego przez Boga, musi wobec tego oświadczyć, że wpisy szkolne, dokonane ostatnio przy zupełnym braku swobody, są wymuszone i wobec tego nie są obowiązujące.
IX. DO MŁODZIEŻY
44. Jako zastępca Tego, który w Ewangelii rzekł do młodzieńca: „A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania”(28) – zwracamy się w słowach, prawdziwe ojcowskich do młodzieży.
45. Tysiące języków głosi wam dzisiaj ewangelię, która nie jest objawiona przez Ojca niebieskiego. Tysiące piór stoi na usługach pozornego chrześcijaństwa, nie będącego chrześcijaństwem Chrystusa. Prasa i radio zasypują was codziennie wytworami o treści wrogiej Kościołowi i wierzę i atakują bezceremonialnie i bez żadnych skrupułów wszystko, co dla was musi być wzniosłe i święte.
46. Wiem, że bardzo wielu z was w skutek swej wierności dla wiary i Kościoła oraz swej przynależności do stowarzyszeń katolickich, chronionych przez konkordat, musiało i musi cierpieć widząc, że nie rozumie się ich wierności wobec ojczyzny, że podaje się ją w wątpliwość, że jej się uwłacza, a nawet zaprzecza; nadto musieli i muszą oni ponosić wiele szkód w życiu zawodowym i towarzyskim. Wiemy dobrze, że w waszych szeregach znajduje się nie jeden nieznany żołnierz Chrystusowy, który z bólem w sercu, lecz z głową w górę wzniesioną znosi swój los i znajduję pociechę jedynie w myśli, że cierpi zelżywość dla imienia Chrystusa(29).
47. Dzisiaj, kiedy grożą nowe niebezpieczeństwa i nowe tarcia, mówimy do tej młodzieży: „Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą […] otrzymaliście” od pobożnej matki, z ust wierzącego ojca, z nauki wychowawcy wiernego samemu Bogu i Kościołowi – „Niech będzie przeklęty!”(30) Jeżeli państwo tworzy państwowe stowarzyszenie młodzieży, do którego muszą należeć wszyscy, to – pomijając, że przez to w niczym nie powinno umniejszać się prawa stowarzyszeń katolickich – wszyscy młodzi ludzie i ich rodzice odpowiedzialni za nich przed Bogiem mają bezsporne i niezniszczalne prawo domagać się, by takie stowarzyszenie obowiązkowe wolne było od wszystkich czynności, w których przejawia się duch wrogi chrześcijaństwu lub Kościołowi. Wywołuje to bowiem – jeszcze niedawno, a także i dziś – u wierzących rodziców konflikt sumienia nie do rozwiązania, gdyż nie mogą dać państwu tego, czego się od nich domaga, by jednocześnie nie zabrać Bogu tego, co do Niego należy.
48. Nikt nie myśli o tym, by stawiać młodzieży niemieckiej przeszkody na drodze mającej ja prowadzić do stworzenia prawdziwej jedności narodowej, do pielęgnowania szlachetnego umiłowania wolności, do niezłomnej wierności wobec ojczyzny. Występujemy natomiast przeciwko wytwarzaniu przeciwieństw pomiędzy tymi celami wychowawczymi a celami religijnymi. Dlatego też wołamy do tej młodzieży: śpiewajcie swe pieśni wolności lecz nie zapominajcie przy tym o wolności synów Bożych. Nie pozwólcie, by szlachectwo tej niezastąpionej wolności znikło w okowach grzechu i zmysłowości. Kto śpiewa pieśni wierności wobec ojczyzny, nie może sprzeniewierzyć się swemu Bogu, swemu Kościołowi i swej wiecznej ojczyźnie, stając się wobec nich zbiegiem i zdrajcą.
49. Mówi się do was o bohaterskiej wielkości – przeciwstawiając ją świadomie, a wbrew prawdzie, pokorze i cierpliwości ewangelicznej. Dlatego przemilcza się wobec nas, że istnieje bohaterstwo w walce moralnej, że zachowanie czystości zdobytej na chrzcie świętym jest czynem bohaterskim, który należałoby należycie ocenić zarówno z punktu widzenia religijnego, jak i przyrodzonego?
50. Mówi się wam wiele o słabościach ludzi w historii Kościoła. A dlatego przemilcza się wobec was wspaniałe czyny, przejawiające się przez cały ciąg jego dziejów, i świętych, których wydał, i błogie skutki, jakie płynęły dla zachodniej kultury z połączenia tego Kościoła z waszym narodem?
51. Mówi się do was wiele o sporze. Uprawianie z umiarem i celowo wychowanie fizyczne jest dobrodziejstwem dla młodzieży. Uprawia się je jednak obecnie w takim zakresie, że nie uwzględnia się ani harmonii w kształceniu ciała i ducha, ani należytej troski o życie rodzinnej, ani też przykazania, by dzień święty święcić. Z obojętnością graniczącą z pogardą pozbawia się dzień Pański jego świętości i skupienia, jakie odpowiadają najpiękniejszej tradycji niemieckiej. Pełni ufności oczekujemy od wierzącej młodzieży katolickiej, że wobec państwowych organizacji przymusowych podkreśli silnie swe prawo do chrześcijańskiego święcenia niedzieli, że dbając o rozwój fizyczny, nie zapomni o swej duszy nieśmiertelnej, że nie pozwoli, by zło odniosło nas nią zwycięstwo, lecz przeciwnie, będzie usiłowała dobrem zło zwyciężać(31), a jej największym i najświętszym pragnieniem będzie, by na bieżni wiecznego żywota zdobyć koronę zwycięstwa(32).
X. DO KAPŁANÓW I OSÓB ZAKONNYCH
52. Tymi słowami szczególnego uznania, zachęty i napomnienia zwracamy się do kapłanów niemieckich, którym w ciężkim czasie i trudnych okolicznościach przypada obowiązek, by podporządkowując się swym biskupom, wskazywali owczarni Chrystusowej słowem i przykładem właściwą drogę, w codziennej ofierze i z apostolską cierpliwością. Nie ustawajcie, drodzy synowie i uczestnicy świętych tajemnic, w naśladowaniu wiecznego Arcykapłana Jezusa Chrystusa w Jego miłości i samarytańskiej trosce. Niech wasze postępowanie codzienne będzie nieskazitelne przed Bogiem! Niech się w nim przejawia bezustanna troska o własne uświęcenie i udoskonalenie! Okazujcie zwłaszcza miłość pełna litości wszystkim, którzy są wam powierzeni, przede wszystkim znajdującym się w niebezpieczeństwie, słabym i chwiejnym. Dla wiernych bądźcie przewodnikami, dla chwiejących się podporą, pouczajcie wątpiących, pocieszajcie smutnych, a wszystkim nieście bezinteresownie pomoc i radę.
53. Doświadczenia i cierpienia czasów powojennych wycisnęły ślad w duszy waszego narodu. Pozostawiły one tarcia i gorycz, które tylko czas uleczyć może, a przezwyciężyć tylko bezinteresowna i czynna miłość. Tej miłości, niezbędnej dla apostoła, zwłaszcza w czasach obecnych, tak wzburzonych i pełnych nienawiści, życzymy wam z całego serca i o nią dla was Boga błagamy. Dzięki tej miłości apostolskiej zapomnicie, a przynajmniej przebaczycie wiele niezasłużonej goryczy, z którą w swej pracy kapłańskiej i duszpasterskiej spotkacie się częściej niż kiedykolwiek.
54. Ta miłość pełna zrozumienia i litości ku błądzącym, a nawet ku szydercom, nie oznacza i nie może oznaczać rezygnacji z głoszenia prawdy, z ukazywania jej wartości, z jej obrony, ani też ze stosowania jej w życiu na odcinku wam powierzonym. Najpierwszym i najoczywistszym darem, jaki kapłan może złożyć ludziom, jest służenie prawdzie, i to całej prawdzie, wykrywanie błędu i walka z nim, obojętne w jakiej formie błąd ten się pojawia. Zrezygnować z tego – to sprzeniewierzyć się Bogu i waszemu świętemu powołaniu. Byłby to także grzech popełniony przeciwko prawdziwemu dobru, waszego narodu i waszej ojczyzny.
55. Wszystkim tym, którzy biskupom swoim dochowali wiary, przyrzeczonej na święceniach kapłańskich, którzy wskutek wykonywania swych obowiązków duszpasterskich musieli i muszą znosić cierpienia i prześladowania – a nawet więzienie i zesłanie do obozów koncentracyjnych – Ojciec chrześcijaństwa wyraża swą wdzięczność i uznanie.
56.Ojcowską swą wdzięczność wyrażamy również zakonnikom i zakonnicom. Współczujemy im serdecznie, ponieważ z powodu zarządzeń wrogich zakonom wielu z nich zostało oderwanych od owocnej i umiłowanej pracy. Niektórzy wprawdzie zbłądzili i okazali się nie godni swego powołania, jednak przewinienia ich, piętnowane również przez Kościół, nie zmniejszają bynajmniej zasług olbrzymiej wielkości tych, którzy starali się ofiarnie i bezinteresownie służyć Bogu i ojczyźnie w dobrowolnym ubóstwie. Przez swą gorliwość, wierność, dążenia do doskonałości, czynną miłość bliźniego, gotowość do poświęceń, zakony pracujące w duszpasterstwie, na polu charytatywnym i w szkolnictwie chlubnie przyczyniają się do dobra prywatnego i publicznego. W dalszej przyszłości ocenione to zostanie bezsprzecznie z większą sprawiedliwością niż w obecnych niespokojnych czasach. Ufamy, ze przełożeni zgromadzeń zakonnych skorzystają z trudności i do świadczeń, by przez podwojenie gorliwości, pogłębienie życia modlitwy, pielęgnowanie cnót zakonnych uprosić od Boga Najwyższego nowe błogosławieństwo i nowe owoce dla swej ciężkiej pracy.
XI. DO WIERNYCH STANU ŚWIECKIEGO
57. Przed Naszymi oczyma stoi niezliczony tłum synów i córek, w których cierpienie Kościoła w Niemczech i ich własne cierpienie nie umniejszyło w niczym ich przywiązaniu do Kościoła, miłości ku Ojcu chrześcijaństwa, ani też posłuszeństwa biskupom i kapłanom. I pomimo tych cierpień są oni nadal gotowi, cokolwiek by się stało, pozostać wierni swej naturze, przekazanej im przez przodków w świętym dziedzictwie. Im wszystkim przesyłamy wzruszeni swe Ojcowskie pozdrowienie.
Przesyłamy je przede wszystkim członkom stowarzyszeń katolickich, którzy mężnie i za cenę licznych ofiar dochowali wierność Chrystusowi i nie zgodzili się na zaprzepaszczenie praw, jakie Kościołowi i im w uroczystej umowie były zagwarantowane zasadą dobrej wiary.
58. Szczególnie czule pozdrawiamy rodziców katolickich. Ich prawa i obowiązki wychowawcze dane im przez Boga stanowią w chwili obecnej ośrodek walki nader brzemiennej w skutki. Smutek i skarga Kościoła nie może rozpocząć się dopiero wówczas, kiedy ołtarze będą zburzone, a ręce świętokradcze w perzynę obrócą świątynie. Gdy próbuje się przez wychowanie wrogie Chrystusowi zbezcześcić tabernakulum dziecięcej duszy uświęcone wodą chrztu świętego, gdy w tej świątyni Bożej wyrywa się wieczną lampkę wiary w Chrystusa, by w jej miejsce postawić błędne światło namiastki wiary, nie mającej nic wspólnego z wiarą krzyża – jest się blisko zbeszczeszczania świątyni ducha. Wówczas wierzący chrześcijanin ma obowiązek uwolnić się od odpowiedzialności wobec strony przeciwnej; obowiązkiem jego jest też być wolnym w sumieniu od niecnego współdziałania w tych machinacjach i w tym zepsuciu. I im bardziej wrogowie starają się ukryć i upiększyć swe ciemne zamiary, tym bardziej wskazana jest czujna nieufność i wzbudzona przez gorzkie doświadczenie ostrożność.
59. Skoro nauka religii w szkole jest kontrolowana i ograniczona przez czynniki niepowołane i skoro przeciwko tejże religii działa się systematycznie i nienawistnie w wykładzie innych przedmiotów, to samo jej formalne zachowanie w szkole nie może być nigdy racją dla wierzącego chrześcijanina, by mógł się dobrowolnie zgodzić na takie szkodliwe szkolnictwo. Drodzy rodzice katoliccy, My wiemy, że nie może być mowy o waszej dobrowolnej zgodzie. Wiemy, że wolne i tajne głosowanie wśród was byłoby równoznaczne z plebiscytem za szkołą wyznaniową. Stąd też nadal otwarcie wskazywać będziemy czynnikom odpowiedzialnym, że dotychczasowe środki przymusowe są sprzeczne z prawem, a dopuszczenie do swobodnego wypowiedzenia się jest obowiązkiem. Tymczasem nie zapominajcie o jednym: żadna moc ziemska nie może was uwolnić od odpowiedzialności za dzieci, jaka na was ciąży z woli Bożej. Nikt z tych, którzy dzisiaj przeszkadzają wam w wykonywaniu praw wychowawczych i chcą was jak gdyby zastąpić w obowiązkach wychowawczych, nie będzie mógł za was odpowiedzieć Najwyższemu Sędziemu, który was zapyta: „Gdzie są ci, których ci dałem?” Czy każdy z was będzie w stanie Mu odpowiedzieć: „Nie utraciłem żadnego z tych, których mi dałeś?”(33)
ZAKOŃCZENIE
60. Czcigodni Bracia! Jesteśmy pewni, że słowa, z którymi w decydującej chwili zwracamy się do was, a przez was do katolików Niemiec, odbijają się w szeregach i czynach naszych drogich dzieci takim echem, jakiego wspólny Ojciec z pełną miłości troski oczekuje. Ze szczególną żarliwością błagamy pana o jedno, by słowa Nasze doszły do uszu i do serc i skłoniły do namysłu także tych, którzy już częściowo ulegli namowom i groźbom wrogów Chrystusa i Jego świętego Królestwa.
61. Każde słowo tej encykliki odważyliśmy na wadze prawdy i miłości. Nie chcieliśmy bynajmniej przez niewłaściwe milczenie stać się współwinni braku uświadomienia ani też przez zbytnią surowość współodpowiedzialni za zatwardziałość serc kogokolwiek spośród tych, którzy podlegają naszej pieczy pasterskiej i których miłujemy, chociaż obecnie chodzą po drogach błędu i od nas się oddalili. Niektórzy z nich, dostosowując się do ducha nowego otoczenia, mają dla opuszczonego domu ojcowskiego tylko słowa niewierności, niewdzięczności lub nawet naigrywania, zapominając, co porzucili. Nadejdzie jednak dzień, w którym tych synów zgubionych wskutek ich oddalenia się od Boga i pustki duchowej ogarnie lęk, w którym tęsknota doprowadzi ich „do Boga, który radował ich młodość”, i do Kościoła, który ich pouczył o drodze do ojca niebieskiego. Te godziny pragniemy przyśpieszyć Naszym bezustannymi modlitwami.
62. Jak inne czasy, tak i ten jest dla Kościoła czasem nowego rozwoju i wewnętrznego oczyszczenia, jeżeli wola wyznania wiary i gotowości cierpienia będą u wiernych Chrystusowych dość wielkie, by sile fizycznej ciemiężycieli Kościoła przeciwstawić siłę wiary, niezłomną nadzieję, pewną szczęścia wiecznego i wszechpotężną czynną miłość. Post i Wielkanoc, które głoszą odnowienie wewnętrzne i pokutę kierują wzrok chrześcijanina bardziej niż zwykle na Krzyż, a zarazem na chwałę Chrystusa zmartwychwstałego, niech będą dla nas radosną i dobrze wykorzystaną okazją, by duszę napełnić duchem bohaterstwa, cierpliwości i zwycięstwa, jaki promieniuje z Krzyża Chrystusowego. Nieprzyjaciele Kościoła, sądzący, że ostatnia jego godzina już nadeszła, poznają wówczas – jesteśmy tego pewni – że zbyt szybko się radowali i przedwcześnie chwytali łopatę grabarza. Nadejdzie wówczas dzień, w którym zamiast przedwczesnych zwycięskich pieśni wrogów Chrystusowych, wzniesie ku niebu z serc i z ust wiernych Chrystusowych Te Deum wyzwolenia, Te Deum, wdzięczności do Najwyższego, Te Deum radości, że również błądzący dziś członkowie narodu niemieckiego weszli na drogę powrotu do religii, że naród niemiecki, pełen wiary oczyszczonej cierpieniem, znowu zgina swe kolana przed Jezusem Chrystusem, królem czasu i wieczności, i że gotów jest spełnić zadanie, włożone nań przez Najwyższego, w walce z burzycielami chrześcijańskiego Zachodu, w zgodzie ze wszystkimi ludźmi dobrej woli z innych narodów.
63. Ten, który bada serce i nerki(33), jest Nam świadkiem, że pragniemy jedynie jak najgoręcej przywrócenia w Niemczech prawdziwego pokoju pomiędzy Kościołem i państwem. Jeżeli zaś bez Naszej winy pokoju nie będzie, Kościół Boży będzie bronił swych praw i swobód w imię Boga wszechmogącego, którego ramię i dzisiaj nie jest ukrócone. Mając w nim ufność, „nie przestajemy” za wami, dziećmi Kościoła, „się modlić i prosić [Boga]”(35), by dni smutku zostały skrócone i byście okazali się wierni w dniu doświadczenia; nie ustajemy również modlić się i wołać za prześladowcami i ciemiężycielami, aby ojciec wszelkiego światła i zmiłowania oświecił ich, jak Pawła w drodze do Damaszku, i tych wszystkich, którzy wraz z nimi błądzili i błądzą.
64. Z tą modlitwą błagalną w sercu i na ustach, pełni Ojcowskiej miłości, udzielamy wam, pasterzom i biskupom waszego wiernego ludu, kapłanom i osobom zakonnym, apostołem świeckim Akcji Katolickiej, wszystkim waszym diecezjanom – zwłaszcza chorym i uwięzionym – błogosławieństwa Apostolskiego jako zadatku pomocy Bożej, jako podpory w waszych ciężkich i odpowiedzialnych decyzjach, pokrzepienia w walce i pociechy w cierpieniu
Dan w Watykanie, w Niedzielę Męki Pańskiej, dnia 14 marca 1937 roku, w szesnastym roku Naszego Pontyfikatu.
PIUS PP. XI
—————————————————–
Źródło: Wiadomości Archidiecezji Warszawskiej, Rok XXVII, nr 4(1937)
Doprawdy, jak długo jeszcze świat będzie tolerował zimnego ruskiego czekistę Putina? Jakby mu było jeszcze mało zbrodni, jakich się dopuścił, to w dodatku rzucił kość niezgody między naszą niezwyciężoną armię, a pana ministra Mariusza Błaszczaka.
Wszystko zaczęło się od wystrzelenia w grudniu rakiety, w która w dodatku, dla większego zmylenia naszej niezwyciężonej armii, była bez prochu. W rezultacie odnalazła ją przypadkowa amazonka i podniosła larum. Przez kilka miesięcy na najwyższych szczeblach kierowania państwem trwały gorączkowe narady, jak na tę niewątpliwą prowokację Putina państwo nasze powinno zareagować. Możliwości były dwie: albo, zgodnie z przyjętym również w innych sprawach sposobem postępowania (“Polacy, nic się nie stało!”) udać, że nic się nie stało, albo przeciwnie – niczego nie udawać, tylko rozpocząć kampanię przeciwko Putinowi, na przykład – organizować masówki w zakładach pracy, podczas których pracownicy podpisywaliby imiennie gwałtowne protesty, organizować demonstracje uliczne, zwłaszcza pod rosyjską ambasadą przy ulicy Belwederskiej w Warszawie, w której – ponad podziałami – wzięłyby udział nie tylko Kluby “Gazety Polskiej”, ale i Polskie Babcie, a także Strajk Kobiet oraz osoby transpłciowe i inne, które pokazywałyby Putinowi różne gesty dezaprobaty.
Wydawać by się mogło, że tak właśnie będzie, bo przy tej okazji można by postawić milowy krok na drodze do przywrócenia moralno-politycznej jedności narodu, jaką cieszyliśmy się za panowania Edwarda Gierka. Jednak na przeszkodzie stanęła konieczność wyjaśnienia, jak to się stało, że rakieta przez nikogo nie niepokojona doleciała aż pod Bydgoszcz? Tu pojawiły się dwie szkoły: jedna, którą reprezentował pan minister Błaszczak, stanęła na nieubłaganym stanowisku, że nie został on o niczym poinformowany, bo soldateska zawiązała w tym celu konspirację i druga, którą reprezentowali generałowie – że przeciwnie – minister był od samego początku o wszystkim poinformowany, ale nie wiedział co zrobić, to znaczy – nie wydał naszej niezwyciężonej armii żadnych rozkazów.
W ten sposób spór się ujawnił, budząc zainteresowanie opinii publicznej, chociaż – trzeba podkreślić – początkowo raczej umiarkowane, ale kiedy na najwyższych szczeblach naszej niezwyciężonej armii oraz pionie cywilnej nad nią kontroli zaczęła zaostrzać się walka klasowa, to stało się ono żywe. Doszło do tego, że głos zabrał sam pan generał Marek Dukaczewski, którego resortowa “Stokrotka” zawsze zaprasza do studia w telewizji nierządnej, gdy tylko coś się u nas dzieje, a pan generał mówi, nie tylko – jak jest – ale również – jak będzie. Pan generał Dukaczewski podał nawet złą godzinę w której pan minister Błaszczak został o wszystkim poinformowany, a w tej sytuacji nie było rady; pan minister Błaszczak “opuścił” posiedzenie sejmowej komisji obrony, odmawiając jej “wyjaśnień” jakich się domagała, pod pretekstem, że przed ich wysłuchaniem przebąkiwała o wniosku o jego dymisję. Idący na pasku Putina przedstawiciele obozu zdrady i zaprzaństwa rozpuszczali fałszywe pogłoski, jakoby pan minister Błaszczak z posiedzenia wspomnianej komisji “uciekł”, podczas gdy wcale nie “uciekł”, tylko – jak wcześniej napisałem – z godnością ją “opuścił”. Było to zachowanie zgodne ze wskazówką, jakiej Jan Kobuszewski w słynnym skeczu “Ucz się Jasiu” udzielił Wiesławowi Gołasowi, że na pewne sytuacje należy reagować “siłom i godnościom osobistom”.
Ale soldateska, ustami rozmaitych generałów, również i tych, których rząd “dobrej zmiany” spuścił z wodą w ramach kuracji przeczyszczającej, jaką w swoim czasie zaordynował naszej niezwyciężonej pan minister Antoni Macierewicz, idąc na pasku Putina, w dalszym ciągu powtarzała swoje. W tej sytuacji w sukurs panu ministrowi Błaszczakowi pośpieszył pan Antoni Macierewicz, bezlitośnie demaskując sługusów Putina i wystawiając panu ministrowi Błaszczakowi jak najlepszą recenzję, wskazując jednocześnie na potrzebę jak najszybszego rozpoczęcia budowy obrony cywilnej z udziałem wszystkich obywateli.
Przy okazji dowiedzieliśmy się, kiedy właściwie Putin rozpoczął wojnę z Polską i NATO. Okazało się, iż stało się to 10 kwietnia 2010 roku, kiedy to w Smoleńsku dopuścił się zbrodni. Wprawdzie piąta kolumna usiłowała sypać piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów i nawet sam Naczelnik Państwa w pewnym momencie sprawiał wrażenie jakby już nie był zainteresowany “dążeniem do prawdy” – ale w końcu się wyjaśniło, że miała tam miejsce “zbrodnia” – a kto w to powątpiewa, z pewnością jest ruskim agentem, a przynajmniej – onucą i “obiektywnie” leje wodę na młyn Rosji, podobnie jak za pierwszej komuny obywatele krytykujący politykę partii i rządu, lali wodę na młyn zachodnioniemieckich militarystów i odwetowców, w szczególności – Hupki i Czai.
I dopiero na tym tle możemy w pełni ocenić perfidię podstępnego Putina, któremu udało się wprowadzić w błąd cały świat – z wyjątkiem pana Antoniego Macierewicza. Oto 17 września 2009 roku, zwiedziony syrenim głosem kremlowskiego zbrodniarza amerykański prezydent Obama dokonał słynnego “resetu” w stosunkach amerykańsko-rosyjskich, wycofując Stany Zjednoczone z aktywnej polityki w naszym zakątku Europy. Ale to jeszcze nic – bo kiedy już 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku dokonała się zbrodnia – obradujący 19 i 20 listopada 2010 roku w Lizbonie szczyt NATO, jednomyślnie proklamował strategiczne partnerstwo NATO-Rosja. W tym czasie ministrem obrony w Polsce był lekarz-psychiatra, pan Bogdan Klich, który na tym szczycie NATO z pewnością za tym strategicznym partnerstwem się opowiedział. W tę brudną prowokację wciągnięty został nawet Episkopat Polski, bo w sierpniu 2012 roku przewodniczący KEP abp. Józef Michalik podejmował na Zamku Królewskim w Warszawie partiarchę Moskwy i Wszechrusi Cyryla, z którym podpisał deklarację o pojednaniu między narodami polskim i rosyjskim. Do tego stopnia diabeł, który jak wiadomo, jest na usługach Putina, wszystkich opętał! “Za ten grzech ojczyznę biedną ogień spaliłby niebieski, gdyby nie to, że jej strzeże anioł – Zygmunt Wasilewski” – napisał poeta, mając oczywiście na myśli pana Antoniego Macierewicza
Na szczęście – jak pisze inny poeta – “były w partii siły, co kres tej orgii położyły”. Prezydent Obama w 2014 roku zerwał z diabłem, otrząsnął się ze sprośnych błędów Niebu obrzydłych, wyłożył 5 miliardów dolarów na urządzenie na Ukrainie “majdanu”, którego celem była zmiana tamtejszego rządu i wyłuskanie Ukrainy z rosyjskiej strefy Europy. Świat myślał – i myśli do tej pory – że wojna na Ukrainie zaczęła się właśnie wtedy, bo Rosja zajęła Krym i zbuntowała dwa obwody: doniecki i ługański – ale to nieprawda, bo skoro pan Antoni Macierewicz mówi, że wszystko zaczęło się 10 kwietnia 2010 roku, to musimy przyjąć to do wiadomości, powszechnie i bez zastrzeżeń, dokładnie tak, jak – według prof. Tatarkiewicza – w Związku Radzieckim został przyjęty marksizm.
A dlaczego musimy? A dlatego, że kto tego nie uczyni, zostanie zaliczony do piątej kolumny, jak to się stało z panem red. Pawłem Lisickim, któremu pan Antoni Macierewicz nieubłaganym palcem wytknął w chore z nienawiści oczy, że wbrew oczywistym faktom ośmiela się twierdzić, że wojna na Ukrainie jest efektem działania Stanów Zjednoczonych. W rozmowie z panem red. Paszko z ramienia portalu poświęconego “Fronda” pan Macierewicz uznał tę opinię za “absolutnie niemerytoryczną i skandaliczną”. Toteż – jak podsumował – kto nie wierzy w zbrodnię smoleńską, ten “chce za wszelką cenę osłabić Polskę i zagrozić naszemu bezpieczeństwu”. Czy w tej sytuacji prastara polska ziemia powinna nosić takie kanalie?
Kampania wyborcza do tubylczego parlamentu wchodzi w fazę ostrą. Szczerze mówiąc, trudno przypisać jakieś szlachetniejsze przyczyny temu politycznemu zacietrzewieniu, bo – jak wiadomo – około 80 procent obowiązującego u nas prawa, stanowią dyrektywy Komisji Europejskiej, która bombarduje nimi unijne bantustany w ilości więcej, niż jedna dziennie. To jest właśnie przyczyną biegunki legislacyjnej, wskutek której nikt nie jest w stanie przeczytać tych wszystkich ustaw, nie mówiąc już o ich zapamiętaniu. W rezultacie tak naprawdę nikt nie wie, jakie jest u nas prawo, więc ludzie w stosunkach między sobą starają się postępować zgodnie z poczuciem sprawiedliwości, ale nigdy nie wiedzą, czy przypadkiem nie dopuścili się jakiejś zbrodni. Ot, na przykład ja, kiedy podałem do wiadomości personalia mojej wierzycielki, z którą, mówiąc nawiasem, nadal się procesuję, a zaoczny wyrok, na podstawie którego odbyła się egzekucja, został w 22 miesiące po jego zapadnięciu uchylony do ponownego rozpoznania – ale forsy oczywiście nikt mi nie oddał – otóż podając do wiadomości personalia mojej wierzycielki nie miałem pojęcia, że popełniam przestępstwo. Tymczasem według faszystowskiej, unijnej regulacji, czyli RODO, jeśli jeden człowiek chce coś powiedzieć drugiemu człowiekowi, to musi pytać o pozwolenie trzeciego. Ja rozumiem, że IV Rzesza nie może w istotny sposób różnić się od Rzeszy III, ale w tej sytuacji chyba nie powinniśmy aż tak bardzo się przejmować wyścigiem naszych Umiłowanych Przywódców do koryta.
Ale, jak wspomniałem, ten wyścig wchodzi właśnie w fazę ostrą. Podczas konwencji Prawa i Sprawiedliwości został przedstawiony program, według którego rząd właściwie bierze na swoje utrzymanie wszystkich obywateli – jak powinno być za komuny. Jak zwykle wirtuoz intrygi, Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński, na drodze do socjalizmu, znowu wyprzedził stojącego na czele Volksdeutsche Partei Donalda Tuska, w przekonaniu, że tym zaporowym wejściem uniemożliwia mu licytację. Ale Donald Tusk, chyba nieświadomie, bo skąd by wiedział takie rzeczy, poszedł w ślady Marka Liwiusza Druzusa, który w epoce braci Grakchów był w Rzymie członkiem kolegium trybunów. Chodziło o przelicytowanie Gajusza Grakcha w demagogii. Kiedy więc postulował on utworzenie dwóch kolonii, Druzus podnosił ich liczbę do dwunastu. Gdy Gajusz proponował przydział ziemi przy obciążeniu go nieznacznym podatkami, Druzus oddawał ją za darmo – i tak dalej. W rezultacie lud – jak to lud – poszedł za Druzusem. Skończyło się to tak, że Gajusz został zmuszony do ucieczki za Tyber, podczas której niewolnik na jego żądanie przebił go mieczem, a tłum wrzucił jego zwłoki do rzeki.
Otóż podczas wspomnianej konwencji Naczelnik Państw ogłosił m.in, że dotychczasowy program rozrzutnościowy „500 plus”, zostaje podniesiony do „800 plus”, ale dopiero od początku przyszłego roku.
Wzorując się – jestem przekonany, ze nieświadomie – na Druzusie, Donald Tusk ogłosił, że nie od początku przyszłego roku, tylko już teraz, od pierwszego czerwca, kiedy to przypada Międzynarodowy Dzień Dziecka. W ten sposób pragnie zaprezentować się całej Polsce jako przyjaciel dzieci, czyli – mówiąc z łacińska – pedofil – ale myślę, że nie to jest przede wszystkim jego celem. Przypuszczam, że jego głównym celem jest odwołanie się do najtwardszego jądra elektoratu Volksdeutsche Partei, czyli – do konfidentów.
Te przypuszczenia znajdują podstawę w projekcie zorganizowania przez Volksdeutsche Partei w dniu 4 czerwca ogólnopolskich obchodów Dnia Konfidenta. Z uwagi na konieczność zachowania – jak to przy konfidentach – minimum konspiracyjnego, obchody te nazywać się mają inaczej, mianowicie „marszem przeciwko drożyźnie, złodziejstwu i kłamstwu” – ale oczywiście chodzi o uczczenie tej grupy obywateli, na których – jak myślę – liczy szczególnie BND w prowadzonej przez Niemcy przeciwko Polsce od stycznia 2016 roku wojnie hybrydowej. Jak bowiem pamiętamy, 4 czerwca 1992 roku, konfidenci i ich protektorzy, w atmosferze zamachu stanu, obalili rząd premiera Jana Olszewskiego.
Mnóstwo ludzi pamięta, co się wtedy działo; jak Kukuniek co kilka godzin składał oświadczenia – od „pokajaniija”, że „coś tam podpisywał”, aż do wniosku o odwołanie rządu, jak poseł Jerzy Ciemniewski demonstracyjnie rezygnował z funkcji, ale potem zaraz o tym zapomniał, jak Jacek Kuroń ział oburzeniem na to złamanie siuchty, jaką „lewica laicka” miała z komunistycznym wywiadem wojskowym, zawartej za pośrednictwem pułkownika SB Jana Lesiaka czy – jak pan red. Lis złapał wkraczającego do Sejmu Kukuńka za rękę z okrzykiem: „panie prezydencie, niech pan NAS ratuje!”, czy wreszcie – gdy podczas „nocnej zmiany” Donald Tusk „liczył głosy”, wyznaczony na premiera pan Waldemar Pawlak przepowiadał sobie półgłosem, jakie zadania ma wykonać: „czyszczę sobie MSW…” – i tak dalej – a pan Stefan Niesiołowski, rozbieganymi oczami spoglądał na obecnych.
Okrągła, 30 rocznica tego wydarzenia, przypadała w ubiegłym roku, ale ze względu na epidemię, teraz czasowo zawieszoną, a także z uwagi na to, że w ubiegłym roku nie było żadnych wyborów, uroczyste obchody Dnia Konfidenta zostały przełożone na 4 czerwca roku bieżącego. Volksdeutsche Partei zamówiła tedy 400 autobusów, które z całej Polski będą zwoziły konfidentów z rodzinami, a ponadto mają być uruchomione specjalne pociągi:
„szósta godzina z minutami,
jedzie Zug z konfidentami,
stary kiejkut się raduje,
gdy konfident tak świętuje!”
Szczegółowy program jeszcze nie został ogłoszony, ale myślę, że Donald Tusk będzie rozdawał „Polskim Babciom” „babciowe”, a panie młodsze, te z błyskawicami, osobiście będzie wyskrobywał na koszt – no właśnie – na razie BND, ale kiedy już obejmie władzę, to odda założone przez tę centralę sumy z budżetu polskiego państwa – i tak dalej. Jestem przekonany, że do uroczystych obchodów Dnia Konfidenta włączy się też Judenrat „Gazety Wyborczej”, bo na tym etapie żydowska polityka historyczna, dla której wspomniany Judenrat położył wielkie zasługi, jest ściśle skoordynowana z polityką historyczną niemiecką.
Słowem – będziemy mogli obserwować niezwykłe widowisko, z udziałem weteranów, co to samego jeszcze znali Stalina, który musi zacierać z uciechy ręce, patrząc, jak zarówno środowisko rządu „dobrej zmiany”, jak i obozu zdrady i zaprzaństwa, z wzajemnym poszanowaniem własnej drogi do socjalizmu, powraca do PRL.
Jeszcze w latach 40-tych, zdaniem tegoż Stalina, komunizm „pasował do Polaków, jak siodło do krowy”, ale widać przez ostatnie 33 lata zdążył się świetnie dopasować.
W oficjalnych dokumentach Bergogliowego synodu jest używany i w pełni akceptowany akronim LGBTQ. Przy czym termin Q obejmuje największe perwersje seksualne.
Jakie jest rozwiązanie? Tylko pokuta.
[To pogląd BKP, niezupełnie mój. Umieszczam, Czasy tego wymagają. MD]
W dniu 31 marca 2023 r. zakończyła się kontynentalna faza Synodu o synodalności. 30 września 2023 r. ma się rozpocząć w ramach tego samobójczego procesu ogólnoświatowe spotkanie w Watykanie. Inicjator Synodu jest fanatycznym propagatorem sodomii i innych zboczeń moralnych. W oficjalnych dokumentach Bergogliowego synodu jest używany iw pełni akceptowany akronim LGBTQ. Przy czym termin Q obejmuje również największe perwersje seksualne, związane z najpoważniejszymi przestępstwami.
Każdy moralny człowiek, a tym bardziej ten, który zna Ewangelię Chrystusa i Jego nauczanie o czystości serca i czynów, jest zszokowany programem synodalnej LGBTQ drogi. Jest to dosłownie satanistyczna antyewangelia, która otwiera szeroką drogę do wiecznej zagłady.
Ale większość episkopatów o tym wiernym nie mówi, tak jakby propagowanie LGBTQ nie miało z Kościołem nic wspólnego. Nawet w obłudny sposób episkopaty sprawiają wrażenie, jako gdyby synodalna droga była procesem prawdziwego odrodzenia Kościoła
To jest kolosalne oszustwo. Z katolików, którzy im wierzą, ci kościelni klerykałowie robią dosłownie głupców. Bóg dopuścił tak głęboką ciemność i ślepotę, ponieważ Kościół katolicki od kilkudziesięciu lat odrzuca w swoim przywództwie i w swoich członkach prawdziwe chrześcijaństwo i wąską drogę zbawienia, połączoną z pokutą. Dlatego Bóg odebrał łaski i światło samopoznania i prawdy oraz pozwolił Kościołowi popaść w proces satanizacji. Ona przejawia się szczególnie na katolickim terytorium Europy i Ameryki.
Jakie jest rozwiązanie? Tylko pokuta. Od czego zacząć?
Najpierw nazwać kłamstwo kłamstwem, herezję herezją, niemoralność niemoralnością, a heretyka heretykiem. Bergoglio słowem i czynem promuje chaos. W chaosie nie można odróżnić dobra od zła. Dlatego nikt nie wie, co właśnie robić dla ratunku. Bóg przeciwnie jest Bogiem porządku, On stworzył kosmos – harmonię. Diabeł i jego słudzy sieją chaos.
Jak dziś powinien pokutować biskup? Musi stanąć w prawdzie przed Bogiem i następnie tutaj dokonać prawdziwej diagnozy stanu Kościoła i przyczyn jego kryzysu. Mogą mu w tym pomóc i wesprzeć go prawowierne osoby. Nie powinien bać się mówić prawdy o heretyku, który okupuje najwyższy urząd w Kościele. W tej sytuacji biskup musi zdecydować się: albo Chrystus Zbawiciel, albo antychryst pseudopapież. Biskup, który jest w stanie spojrzeć prawdzie w oczy, będzie również w stanie zrobić odpowiedni krok do ocalenia, czyli oddzielić się wraz ze swoją diecezją od apostatycznej struktury bergogliańskiego Watykanu. Tym stworzą precedens dla innych diecezji.
W praktyce to oznacza, żeby biskup napisał list pasterski, w którym w zrozumiałej formie wyjaśnia stan Kościoła i likwidacyjny mechanizm, który w nim dziś działa. Wskaże na nadużycia najwyższego autorytetu do masowego samozniszczenia Kościoła poprzez legalizację najcięższych grzechów. Każdy katolik musi zrozumieć, że bergogliańska synodalna droga prowadzi do potępienia i że najwyższy autorytet w Kościele dopuścił się zdrady Chrystusa i Jego Ewangelii. To też sprawi, że wierni zrozumieją, że jedynym ratunkiem w danej sytuacji dla ratowania lokalnego kościoła, czyli diecezji, jest tymczasoweodłączenie się od Watykanu, który przebywa w apostazji. Tylko w ten sposób zostanie zachowana wierność Chrystusowi i Jego nauczaniu.
Kiedy ten ratunkowy krok podejmie jeden biskup, do niego mogą dołączyć następni i następni, a moc struktury kościelnej zostanie użyta do ratowania Kościoła. Ci prawowierni biskupi wtedy mają możliwość wybrać lub zaakceptować prawowiernego papieża. Z historii Kościoła wiemy, że przez 70 lat istniało podwójne papiestwo – Rzym i Awinion. Dzisiaj do podwójnego papiestwa by nie doszło, bo heretyk nie jest prawowitym papieżem, jest stan sede vacante. Dlatego strach przed schizmą jest dziś śmiesznym lękiem i przeszkodą w ratunku Kościoła.
Co mają robić księża?
Mają zjednoczyć się z prawowiernym biskupem w jego kroku oddzielenia. Mają go wspierać i zachęcać, a także szerzyć oświatę w parafii, w której służą jako pasterze. Jednocześnie powinni zachęcać innych księży, żeby czynili to samo. Nie mogą zapominać o zachęcaniu wiernych do modlitwy i składania ofiar, aby Bóg dawał światło, wiedzę i siłę biskupowi, ponieważ ludzkimi siłami sytuacji w Kościelie i w świecie nie da się rozwiązać.
Co powinni robić prawowierni księża w sytuacji, gdy biskup jest fanatycznym zwolennikiem pseudo-papieża i jego kościelnego samobójczego programu? Prawowierni księża muszą najpierw uświadomić sobie, że na takim biskupie spoczywa Boża anatema – klątwa, a jednocześnie on podlega ekskomunice latae sententiae. Prawowierny ksiądz musi w tej sytułacji prowadzić skryte i ostrożne informowanie kapłanów i świeckich, którym ufa.
Co mają robić wierzący?
Przede wszystkim muszą zdać sobie sprawę, że ocalenie Kościoła nie spoczywa tylko na biskupach i kapłanach, ale że odpowiedzialność spoczywa również na każdym z nich. Nie mogą żądać, żeby księża i biskupi nawrócili się i zostali świętymi biskupami i kapłanami, jeśli sami do świętości, do której są powołani, nie będą dążyć przez prawdziwą skruchę. Jakże ogromny potencjał modlitwy mogą stworzyć same emerytki! Niestety ile czasu na razie marnują, oglądając telewizję, smartfony i inne marności. Zamiast tego powinni wziąć dosłownie jako swój zawodowy obowiązek codzienny modlitewny program.
Służyłoby to ich oczyszczeniu i uświęceniu oraz przyniosłoby duchową korzyść zarówno żyjącym, jak i zmarłym członkom ich rodzin. Modlitwy emerytek są dziś potrzebne jednak głównie do wyjednania łask Bożych dla ocalenia Kościoła. Dlatego ich program modlitewny powinien obejmować kilka godzin modlitwy dziennie. Przede wszystkim powinni modlić się o światło i siłę dla kapłanów i biskupów. Powinni także ofiarować swoje cierpienia i choroby, a także duchony ból, spowodowany martwieniem się o swoje dzieci i wnuki. Jeśli kobiety będą się modlić, Bóg da im ducha pokuty, a wtedy ich pokorne modlitwy przebiją niebiosa. Przykład z teraźniejszości: dziś prawosławne kobiety na Ukrainie codziennie przychodzą na modlitwę do Kijowsko-Peczerskiej Ławry, która jest centrum Cerkwi. Media głównego nurtu manipulują opinią publiczną i fałszywie twierdzą, że Prawosławny Kościół jest wrogiem narodu.
Młody dziennikarz zadał starszej kobiecie obłudne pytanie: „Wy tu nie potępiacie, ale wspieracie tych, którzy zabijają ukraińskich chłopców?” Kobieta spojrzała na niego ze zdumieniem i szczerze powiedziała: „Jak ja mogę kogoś potępiać? Ja jestem największym zabójcą. Nie mogę nikogo osądzać. Jestem matką, która zabiła własne dziecko w swoim łonie. Nie mam prawa nikogo osądzać. Przychodzę tutaj, aby się modlić i pokutować, ponieważ największą zbrodnię popełniłam ja.” Następnie zapytała dziennikarza: „Ile masz lat, synku?” On odpowiedział: „Dwadzieścia dwa”. Na to dodała ze łzami w oczach: „A mój syn miałby już trzydzieści lat. Ja go zabiłam. Nikt nie jest większym grzesznikiem ode mnie”.
Jeśli katolickie kobiety przyjmą takiego ducha pokuty jak ta kobieta a będą opłakiwać swoje grzechy i wołać do Boga, Bóg nie tylko przebaczy im grzechy, ale poprzez swoje pokutne modlitwy i zadość czyniące ofiary oni wyproszą łaskę zbawienia dla swoich dzieci i łaskę Bożą dla nawrócenia księży i biskupów. To była właśnie św. Monika, która wymodliła nam św. biskupa Augustyna.
Co powinni się modlić wierzący – to nie jest ważne, niech się modlą na różańcu – czy inne modlitwy. Jednak dobrze jest stworzyć sobie określony harmonogram modlitwy i każdego dnia starać się go przestrzegać. Dla wspólnej modlitwy w parafii może posłużyć 40-godzinna adoracja w Kościele raz w miesiącu. Takie doświadczenie z tym mieli redemptoryści podczas swojej misji w XIX wieku w USA. Inną formą jest stworzenie straży modlitewnych, w których wierzący zajmują 24 godziny na dobę. Tutaj ze względów praktycznych wskazane jest ustanowienie 4 straż modlitewnych, 23 razy 4, to jest 92 osoby. Każdy modli się swoją godzinę tylko co czwarty tydzień. Przez trzy tygodnie zmieniają się trze kolejne straże. Wspólną codzienną modlitwą dla wszystkich członków straży modlitewnej jest Godzina święta od 20:00 do 21:00.
Ze względu na konieczność natychmiastowego rozpoczęcia modlitwy, dobrze jest nie czekać na zorganizowanie straży i wybrać dogodną dla siebie godzinę. Jej można się modlić przez cały rok. Codzienna Godzina Święta jest wspólna dla wszystkich.
Kwestia schizmy
Czy prawosławni chrześcijanie, ponieważ nie podlegają papieżowi, będą potępieni? Nie, nie będą. Czy katolicy, którzy przyjmują ducha apostazji fałszywego papieża i jego program legalizacji grzechu, będą zbawieni? Jeśli pozostaną w tej zatwardziałości, będą potępieni. Tak więc straszenie tzw. schizmą, aby prawowierni bali się oddzielić od pseudo-papieża, jest śmieszne.
Szanowni biskupi i kapłani, uświadomcie sobie, że musicie pokutować za własną pychę. Albowiem miłujecie sami siebie, swoje ego, a nie Chrystusa i nieśmiertelne dusze. Wam chodzi o to, aby społeczeństwo, które ma ducha świata i jest wrogo nastawione do Chrystusa, czciło was jako oficjalne duchowe autorytety. Co za hipokryzja! Z tego powodu zdradzacie Chrystusa i pozostajecie w jedności z odstępcą Franciszkiem. Tym blokujecie powierzonym duszom zbawienie i narażacie zbawienie swej własnej duszy. Niestety, to nie leży wam na sercu, przyznajcie sobie to. Przypomnijcie sobie świętych biskupów, biskupów wyznawców i męczenników. Wszyscy apostołowie, których następcami się uważacie, byli męczennikami za Chrystusa i Jego Ewangelię, z wyjątkiem Judasza. Czeski kardynał Tomášek oświadczył: „Szybciej nawróci się dziesięć prostytutek niż jeden ksiądz czy biskup”.
Jaka to hipokryzja niektórych episkopatów, kiedy świadomie przemilczają, że Droga synodalna wraz z odpowiednimi dokumentami promuje legalizację LGBTQ! Cóż za przestępstwo popełniają ci klerykałowie, że nawet wytwarzają opinię publiczną, jakby LGBTQ synodalna droga była formą „duchowego odrodzenia”. Można to nazwać wprost grzechem przeciwko Duchowi Świętemu, gdy największe zło, jakim jest zupełna perwersja i satanizm, przedstawiane jest jako droga odrodzenia i zbawienia. Utrzymywanie tej kłamliwej atmosfery stwarza warunki, w których nie może dojść do uratowania Kościoła. Aż kiedy system apostazji duchowo udusi lub usunie ostatnich uczciwych biskupów i wszędzie nasadzi heretyków, będzie już za późno. Bramy piekielne nie pokonają Kościoła, ale na terytorium, które będzie okupowane bergogliańską strukturą, prawowierni będą zmuszeni przejść do katakumb.
Zakładać, że reforma Kościoła nastąpi przez oficjalny wybór prawowiernego papieża, dziś jest utopią. W apostatycznej strukturze Watykanu po Franciszku nr 1 nastąpi Franciszek nr 2, nr 3 itd. Tutaj panuje już duch antychrysta. Optymalnym rozwiązaniem w danej sytuacji jest aby biskupi w Afryce, Ameryce Południowej i Północnej lub w katolickiej Polsce oddzielili się od bergogliańskiej struktury, nawet jeśli to będę wyglądać jak schizma. W rzeczywistości to nie jest schizma, ale niezbędny środek do ratunku prawdziwego katolicyzmu i stworzenia warunków dla prawowiernego papieża. Gdyby apostołowie dla Chrystusa i Jego ewangelii zbawienia nie oddzielili się od ówczesnej oficjalnej religijnej struktury, która sprzeciwiła się Bogu i Zbawicielowi, chrześcijaństwo zanikłoby w zarodku.
Prawowierna struktura umożliwi głoszenie pełnej Ewangelii, prawdziwą pokutę i misję. Watykan ze swoim synodalnym programem prowadzi do transformacji Kościoła katolickiego w satanistyczny anty-kościół New Age.
Oby się w świecie znalazł pierwszy biskup ze swoją diecezją, który stał by się precedensem dla innych. Jego bohaterstwo będzie porównywalne do korony męczeństwa. W tej intencji ratunku Kościoła dzisiaj trzeba skoncentrować wszystkie modlitwy i wszystkie zadość czyniące ofiary szczerych katolików na całym świecie.
Ilya Ivanovich Ivanov (Russian: Илья́ Ива́нович Ивано́в, August 1 [O.S. July 20] 1870 – March 20, 1932) was a Russian and Soviet biologist who specialized in the field of artificial insemination and the interspecific hybridization of animals. He is famous for his controversial attempts to create a human-ape hybrid by inseminating three female chimpanzees with human sperm.[1]
Biography
Ilya Ivanovich Ivanov was born in the town of Shchigry, Russia. He graduated from Kharkiv University in 1896 and became a professor in 1907. He worked as a researcher in the Askania-Nova natural reserve, also for the State Experimental Veterinary Institute (1917–1921, 1924–1930), for the Central Experimental Station for Researching Reproduction of Domestic Animals (1921-1924), and for the Moscow Higher Zootechnic Institute (1928–1930).
Around the start of the 20th century, Ilya Ivanov perfected artificial insemination and its practical usage for horse breeding. He proved that this technology allows one stallion to fertilize up to 500 mares (instead of 20–30 by natural fertilization). The results were sensational for their time, and Ivanov’s station was frequented by horse breeders from many parts of the world.
In the course of a general political shakeup in the Soviet scientific world, Ivanov and several scientists involved in primate research and experiments lost their positions. In the spring of 1930, Ivanov came under political criticism at his veterinary institute. Finally, on December 13, 1930, Ivanov was arrested He was sentenced to five years of exile to Alma Ata, where he worked for the Kazakh Veterinary-Zoologist Institute until his death from a stroke on 20 March 1932.
The renowned physiologist and psychologist Ivan Pavlov wrote an obituary for him.
Human-ape hybridization experiments
The most controversial of Ivanov’s studies was his attempt to create a human-ape hybrid.[2] As early as 1910, he had given a presentation to the World Congress of Zoologists in Graz, Austria, in which he described the possibility of obtaining such a hybrid through artificial insemination.[3]
In the 1920s, Ivanov carried out a series of experiments to create a human/nonhuman ape hybrid in French Guinea. Three female chimpanzees were inseminated with human sperm, but he failed to create a pregnancy. In 1929, after returning to the Soviet Union, he attempted to organize a set of experiments involving nonhuman ape sperm and human volunteers but was delayed by the death of his last orangutan.[4]
Orango Opera
His work was one of the sources of inspiration for the unfinished satirical opera Orango whose Prologue was sketched in 1932 by Dmitri Shostakovich with a libretto by Aleksey Nikolayevich Tolstoy and Alexander Osipovich Starchakov but the whole was later abandoned and discarded.
The manuscript was found by Olga Digonskaya, a Russian musicologist, in the Glinka Museum, Moscow in 2004 and orchestrated by Gerard McBurney; this work was premiered on 2 December 2011 in Los Angeles, California by the Los Angeles Philharmonic under Esa-Pekka Salonen (conductor) and staged by Peter Sellars (director).[5][6]
In popular culture
Season 1, episode 1, of the 2011 science fiction and horror dramatized documentary television series Dark Matters: Twisted But True features a segment, „Ape-Man Army,” in which the theories of Ivanov on human-ape hybridization are dramatized.
======================================
The libretto was written by Aleksey Nikolayevich Tolstoy and Alexander Osipovich Starchakov.[1] Since Orango is the protagonist of the opera, half-ape and half-man, one of the sources of inspiration for the libretto was the work of Russian biologist, Ilya Ivanovich Ivanov who attempted hybridization of humans and other primates.
Pewni ludzie nie powinni realizować swoich marzeń. Oczywiście wszystko zależy od tego, co jest ich ambicją, ale do takich osób niewątpliwie zaliczał się Ilja Iwanowicz Iwanow.
Ilja Iwanow
Każdy, kto pragnie pewnego dnia rozpocząć naukę, by ostatecznie stworzyć człowieko-małpę powinien raczej zrezygnować z podążania za marzeniami. Za doskonały przykład posłuży rosyjski biolog.
Ilja Iwanow urodził się w 1870 roku. Mógł pochwalić się imponującymi osiągnięciami w swojej dziedzinie, jak choćby sztuczne zapłodnienie. Ktoś musiał stać się pionierem, a tak się składa, że Iwanow naprawdę był w tym dobry.
Mówiono, że Iwanow nie ma sobie równych w pobieraniu i wszczepianiu końskiego nasienia. Był w stanie zapłodnić 500 klaczy nasieniem z tylko jednego ogiera. To imponujący wynik zarówno dla naukowca, jak i konia.
Pierwsze hybrydy
Kiedy rywalizujesz sam ze sobą, nieuniknione, że umysł zacznie błądzić po dzikich zakamarkach i poszukiwać nowych wyzwań. Iwanow zaczął się zastanawiać, co się stanie, jeśli sztucznie zapłodni różne gatunki.
Zaczęło się powoli i całkiem niewinnie. Najpierw powstała zebryna (zebra i osioł), później myszoszczur oraz myszo-świnka morska. Na końcu stworzył jakiegoś potwora z antylopy i krowy.
W 1910 roku Iwanow poinformował zgromadzenie zoologów, że stworzenie hybrydy człowieka i małpy jest możliwe. W tamtym czasie była to tylko hipoteza, jak dzisiejsze rozważania na temat daty zakończenia pandemii koronawirusa.
Ilja Iwanow nie był pierwszym i nie ostatnim, który marzył o stworzeniu człowieko-mapły. Miał jednak swoje marzenia, które postanowił dogonić. Szansa na ich spełnienie pojawiła się w Instytucie Pasteura w 1924 roku.
Właśnie w Gwinei miał możliwość pracy nad schematem hybrydyzacji. Iwanowi, który pewnie jest ostatnią osoba, która powinna znajdować się w pobliżu szympansów, powiedziano, że może mieć dostęp do dowolnych zwierząt.
O dziwo, biolog otrzymał 10000 dolarów od Komisji Finansowej na majstrowanie przy małpach z ludzkimi plemnikami w roli głównej. Oczywiście podkreślił, że eksperyment może udowodnić teorię Darwina.
Człowieko-małpa
Dowód na to, że jesteśmy blisko spokrewnieni z małpami był ciosem w religię, więc członkowie ówczesnego rządu byli zachwyceni pomysłem. Możliwe także, że po rewolucji chciano pokazać co można osiągnąć za pomocą genetyki.
Iwanow przybył do Instytutu Pasteura, by robić to, co wychodziło mu najlepiej. W 1926 roku wraz z Siergiejem Woronowem przeszczepiono szympansowi ludzki jajnik i podjęto próbę zapłodnienia ludzkim nasieniem.
Eksperyment nie powiódł się, dwie kolejne próby również nie przyniosły skutku. Można przypuścić, że Iwanow się poddał i przyznał do porażki, ale zamiast tego zaproponował alternatywne i bardzo niepokojące podejście.
Iwanow planował wziąć nasienie od szympansa i wszczepić je afrykańskim kobietom bez ich wiedzy i zgody. Plan polegał na udawaniu, że zapłodnienie szympansa było jedynie badaniem lekarskim, nikt miał o niczym nie wiedzieć.
Kontrowersyjne pomysły
Wyjątkowo włochate i podejrzanie dobre we wspinaczce dziecko z pewnością zwróciłoby uwagę, ale Iwanow swój pomysł uważał za genialny. Na szczęście gubernator odmówił i udał się z małpami do Abchazji.
W takich okolicznościach należało wymyślić nowy plan. Iwanow planował stworzyć bardzo włochatego człowieka bez względu na wszystko. Zaczął więc rekrutować rosyjskie kobiety, które zechciałyby się poświęcić nauce.
Co najdziwniejsze, Iwanow ponownie przekonał ludzi, by zgodzili się na jego niezrównoważone eksperymenty na małpach. Zgłosiło się pięć kobiet, które zgodziły się na zapłodnienie nasieniem szympansa.
Na szczęście żadna małpa nie przetrwała długo w żłobku. Iwanow po swojej stronie nadal miał pięć kobiet gotowych na poświęcenia w imię nauki. Tym razem okazało się, że brakuje mu nasienia szympansa.
Zanim zdołał kontynuować eksperyment, Rosyjska Akademia Nauk dowiedziała się o jego wcześniejszych planach inseminacji kobiet w Afryce. Wsparcie finansowe zostało wycofane, a projekt zamknięto.
Zanim Iwanow znalazł nowy sposób na kontynuowanie eksperymentu, został wygnany przez rząd w ramach czystki na naukowcach. Wkrótce później zmarł nie doczekawszy się potomka człowieka i małpy. [No, ściślej – zdechł z głodu w łagrze.. md]