O szacunku dla kobiet, szczególnie dla zakonnic. Różnice cywilizacyjne.

O szacunku dla kobiet, szczególnie dla zakonnic. Różnice cywilizacyjne.

„Get up woman, I have to sit down now!” He shouts at old Swedish woman. Thoughts?

RadioGenoa @RadioGenoa

https://twitter.com/i/status/1784097562749767784

3,6 mln Wyświetlenia

[no, nie są takie stare, moga se postać… a dwa miejsca użyję właściwei..]

=============================

Mail:

Ciapaty zaatakował ring girl, bo widocznie woli, żeby po ringu biegały kozy

Nie spodobało się to rosyjskiej publiczności i mu wpierd….

============

MD:

Przypomniało mi to:

Jakieś 20 lat temu, gdy byłem już dobrze po sześćdziesiątce, jechałem autobusem z Anina do Warszawy. W tyle autobusu siedziała grupka naćpanych łobuzów, dość głośna. Jeden z nich, mały ale agresywny, zaczął bluźnić i obrażać siedzącą niedaleko zakonnicę. Wymachiwał nożem – dużą finką. W autobusie cisza. Ja wstałem, siedzący obok nieznany mi pan w średnim wieku powiedział: to ja panu potrzymam teczkę, panie profesorze. Przypuszczalnie był to mieszkaniec tego samego osiedla. Powierzyłem mu więc teczkę i podniosłem wrzeszczącego gnoja za kark, tj. za kołnierz. Był zupełnie bierny, sflaczały. Przeprowadziłem go dwa, trzy kroki do tylnych drzwi autobusu i łagodnym kopem wyrzuciłem na jezdnię. Finkę wyrzuciłem kopem za nim. Dopiero wtedy rozległ się powszechny krzyk dezaprobaty „dla dzisiejszej młodzieży”. Reszta tych rozigranych ćpunów musiała siedzieć bardzo cicho, bo zupełnie ich nie pamiętam. Podziękowałem dzielnemu panu za opiekę nad moją teczką i pojechaliśmy dalej do miasta.

Jest to komentarz do dwóch filmików które państwu prezentuję powyżej.

Globalistyczne plany użycia broni jądrowej. Czym to będzie skutkować?

Globalistyczne plany użycia broni jądrowej 

Czym to będzie skutkować?

DR IGNACY NOWOPOLSKI APR 29

Coraz większe niepowodzenia NATO w wojnie proxy (per procura) z Rosją na Ukrainie, popycha rządzących nami globalistów do rozważenia wariantu nuklearnego tego i wszystkich innych planowanych konfliktów.

Przy czym nie dotyczy to jedynie Izraela, który zawsze odgrażał się każdemu i wszystkim, w użyciu tej i każdej innej, będącej w jego arsenale, broni, na wypadek jakiegokolwiek „nieposłuszeństwa”.

O zgrozo, coraz otwarciej dyskutują o tej alternatywie, nie tylko globalistyczni obłąkańcy, zainstalowani w zachodnich strukturach władzy przez oligarchię finansową, ale również wojskowi, demonstrując tym samym fakt obsadzenia przez całkowicie niekompetentne indywidua, także profesjonalnych stanowisk w „rozwiniętych społeczeństwach demokratycznych doby globalizmu”.

Pod koniec II Wojny Światowej, Stany Zjednoczone mogły sobie pozwolić na użycie dwu ładunków nuklearnych w Japonii, znajdującej się po drugiej stronie Pacyfiku.  Do dziś trwająca tam katastrofa nosi znamiona izolowanego incydentu.  W owym czasie nikt więcej oprócz USA nie posiadał broni nuklearnej.

Dziś posiada ją Rosja, USA, Chiny, Brytania, Francja, Izrael, Indie, Pakistan, Korea Północna i zapewne wiele innych nie afiszujących się tym krajów.  Dlatego użycie tej broni, z dużym prawdopodobieństwem doprowadzi do „rewanżu”, a w rezultacie do globalnej katastrofy nuklearnej.

Mało tego, samo rozmieszczenie tejże broni na swym terytorium naraża dane państwo na katastrofalne konsekwencje.

W dobie broni hipersonicznej którą posiadają: Rosja, Chiny, Iran, oraz Korea Północna, samo uderzenie tymi wysoce precyzyjnymi i niemożliwymi do przechwycenia, pociskami w magazyny amunicji nuklearnej, spowoduje katastrofalne skażenie terytorium tego państwa, na którym jest ona składowana. 

Dla wyjaśnienia:  pociski hipersoniczne wystrzeliwane są pionowo do stratosfery (poza zasięg radarów), w której przemieszczają się z szybkością jedenastu (11) tysięcy  kilometrów na godzinę, po czym z bezbłędną precyzją (do kilku metrów) spadają pionowo na wyznaczony cel. 

Taka rzeczywistość sprawia, że każdy kto składuje u siebie ładunki nuklearne, czy też posiada elektrownie atomowe, jest POTENCJALNIE narażony na katastrofalne konsekwencje użycia powyższej broni przeciw sobie.  To powinien wiedzieć każdy kapral NATO, nie tylko „generał”!.

W przypadku III RP, która nie posiada elektrowni atomowych, sprowadzenie omawianej broni na terytorium kraju byłoby równoznaczne z przyłożeniem sobie do skroni naładowanego i odbezpieczonego pistoletu.  Dobrze by o tym wiedzieli wszyscy globaliści, od lat administrujący naszą Ojczyzną i identyfikujący się dla niepoznaki różnorakimi  „opcjami politycznymi”.

Zbliża się krytyczny moment naszej długotrwałej wojny z WHO przeciwko Traktatowi Pandemicznemu.

Zbliża się krytyczny moment naszej długotrwałej wojny z WHO przeciwko Traktatowi Pandemicznemu. 


„Sebastian Lukomski, CitizenGO” <petycje@citizengo.org>

Przez prawie dwa lata, razem – Państwo i ja – nieustannie walczyliśmy przeciwko temu, co stanowi jedno z największych zagrożeń dla naszych podstawowych wolności… I nasze wysiłki przyniosły efekty!

Wiem, że przez cały ten czas Państwo, podobnie jak ja, nie dali się zwieść myśleniu, że Traktat Pandemiczny ma na celu ochronę naszego zdrowia. Jest to nieprawda!

Pandemia już dawno się skończyła, a globaliści nadal naciskają, aby ratyfikować Traktat Pandemiczny. DLACZEGO?

Ponieważ ich celem jest zrobienie z obywateli marionetek globalnej władzy, która kontroluje nasze zdrowie, wymusza podawanie szczepionek naszym dzieciom — nawet gdy nie są one skuteczne —, wprowadza lockdowny, spowalnia gospodarkę oraz ogranicza naszą wolność do przemieszczania się i życia według własnych wyborów.

Dzięki Państwa zaangażowaniu nie udało im się ratyfikować tego traktatu. Jednak teraz elity ONZ desperacko próbują sfinalizować porozumienie przed wyznaczonym terminem, który przypada na 27 maja – wtedy odbędzie się posiedzenie Światowego Zgromadzenia Zdrowia.

Nie możemy ich pokonać jeszcze raz bez Państwa wsparcia tu i teraz. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości, że jeśli ten Traktat wejdzie w życie to:

  • PAŃSTWO nie będą mogli decydować, jakie szczepionki podawać swoim dzieciom,
  • PAŃSTWO nie będą decydować, dokąd mogą się Państwo swobodnie udać,
  • PAŃSTWO nie będą mieli prawa decydować o osobistym uczestnictwie w kościelnych nabożeństwach,
  • Zamiast tego, te i inne niezliczone decyzje pozostaną w gestii „elit.”

Natomiast mogą to Państwo powstrzymać poprzez swoją darowiznę.

Zmiany klimatu w holocenie – ostatnie 11 700 lat

Zmiany klimatu w holocenie – ostatnie 11 700 lat

===========================

[Ale to nie ten artykułwywołał nagłe wycie propagandystów… MD]

prof. Leszek Marks
Państwowy Instytut Geologiczny

Leszek Marks 15.10.2014 odsłon: 25460

Zmiany klimatu w najmłodszej epoce w dziejach ziemi, choć niewielkie, miały znaczący wpływ na historię ludzkości – stawały się przyczyną upadku, ale i rozkwitu pierwszych cywilizacji.

Holocen, czyli ostatnie 11 700 lat, jest okresem o stosunkowo stabilnych warunkach klimatycznych, chociaż występowały w nim wielokrotnie ocieplenia i ochłodzenia różnej długości. Nie wszystkie epizody klimatyczne były jednakowe na całej kuli ziemskiej, ponieważ na zmiany temperatury nakładały się zmiany wilgotności. Zmiany klimatu zaznaczały się przede wszystkim w określonych szerokościach geograficznych, najsłabiej zwykle w strefie międzyzwrotnikowej.

Te pierwszorzędne zmiany klimatu na Ziemi, będące wypadkową zmian temperatury i wielkości opadów, były w pierwszej kolejności stymulowane zmianami cyrkulacji wód oceanicznych i mas powietrza, na które z kolei wpływ miały zmiany orbity Ziemi i położenia jej osi. Jednak najważniejszym czynnikiem sterującym klimatem na Ziemi była ilość promieniowania słonecznego docierającego do powierzchni Ziemi. Nie można również pomijać znaczenia wydarzeń ekstremalnych, przede wszystkim wybuchów wulkanów, które okazjonalnie powodowały istotne zakłócenia warunków klimatycznych, przede wszystkim przez okresowe wyrzucanie pyłów wulkanicznych do atmosfery, a zatem ograniczanie ilości promieniowania słonecznego docierającego do powierzchni Ziemi.

Temperatury zapisane w lodowcach

Najlepszym rejestrem zmian temperatury w holocenie są rdzenie lodowe pobrane z lodowców, w których wzajemna relacja izotopów tlenu (18-O i 16-O), wynikająca z ilości wody zmagazynowanej w pokrywach lodowych, pozwala określać średnią globalną temperaturę w przeszłości i to w ściśle określonym czasie. Skład powietrza występującego w takich rdzeniach lodowych pozwala również wnioskować o dawnym składzie gazowym atmosfery ziemskiej.

Zmiany temperatury w rejonie biegunów w holocenie, określone na podstawie stosunku izotopów tlenu w lodzie lodowcowym, wg danych R.B. Alley'a

Zmiany temperatury w rejonie biegunów w holocenie, określone na podstawie stosunku izotopów tlenu w lodzie lodowcowym, wg danych R.B. Alley’a

Wczesny holocen (11 700-8000 lat temu)

Z początkiem holocenu w Europie i Ameryce Północnej klimat ocieplał się i w umiarkowanych szerokościach geograficznych postępował zanik lądolodów. Jednak proces ten toczył się powoli – niektóre lądolody i duże czapy lodowe stopiły się dopiero 8000–7000 lat temu, co miało decydujące znaczenie dla ówczesnej cyrkulacji atmosferycznej, a tym samym i dla klimatu na Ziemi. Dlatego wczesny holocen (11 700–8000 lat temu) charakteryzuje się nawrotami zimna (np. 8200 lat temu), wynikającymi ze zróżnicowanego wzajemnego oddziaływania oceanu i zanikających czap lodowych półkuli północnej.

holocen2

Gwałtowne spływanie wód roztopowych zgromadzonych w wielkich zbiornikach przylodowcowych spowodowało wychłodzenie wód powierzchniowych w północnym Atlantyku, a tym samy osłabienie Prądu Zatokowego i ochłodzenie około 8200 lat temu (wydarzenie Bonda 5)

Środkowy holocen (8000–3500 lat temu)

Środkowy holocen jest często określany jako optimum klimatyczne, jednak przypisywany temu okresowi klimat ciepły występował przede wszystkim w wyższych szerokościach geograficznych, natomiast w innych regionach (np. w obszarze śródziemnomorskim) zaznaczyło się ochłodzenie.

Młodszy holocen (ostatnie 3500 lat)

Klimat młodszego holocenu stopniowo ochładzał się, głównie w wyniku zmian parametrów orbity Ziemi, spowodowanych przez tzw. cykle Milankoviča.

holocen3

Zmiany nasłonecznienia Ziemi od 6000 lat temu do dziś wskutek zmian orbity Ziemi (Beer & Wanner, 2008); letnie nasłonecznienie półkuli północnej stopniowo się zmniejsza

W tym czasie wielokrotnie zachodziły oscylacje lodowców górskich, które stopniowo powiększały się, by osiągnąć maksymalny zasięg podczas małej epoki lodowej w latach 1400–1850 n.e. Z powodu odradzania się lodowców późny holocen bywa niekiedy określany jako neoglacjał, a spadek temperatury w tym czasie dochodził w niektórych regionach do 0,5–1ºC. W Europie epizody zwiększonej wilgotności sprzyjały narastaniu torfu, a ich początki datowane są na lata: 2300, 1200 i 600 p.n.e. oraz 400 i 1200 n.e., co skutkowało powiększaniem obszarów zabagnionych, połączonym z obumieraniem rosnących na nich drzew.

Okresy klimatyczno-roślinne von Posta

Przez wiele lat rozwijała się burzliwa dyskusja dotycząca klimatu holocenu, wynikająca z różnych koncepcji opartych na badaniach szczątków roślin występujących w osadach jeziornych i bagiennych. Schemat Blytta-Sernandera (od nazwisk dwóch jego autorów), zaprezentowany w ostatniej dekadzie XIX wieku, zawierał naprzemienne okresy suche i wilgotne, natomiast nieco późniejszy schemat Gunnara Anderssona (początek XX wieku) przedstawiał bardziej jednolitą krzywą stopniowego wzrostu temperatury, aż do osiągnięcia maksimum termicznego w środku holocenu, po którym nastąpił spadek temperatury.

Oba te poglądy pogodził von Post (1946), który wykorzystując nową metodę analizy pyłkowej, zrekonstruował klimat holocenu, w którym uwzględniono zarówno zmiany temperatury, jak i wielkości opadów. Powstał wówczas, dla północnej części Europy wykorzystywany do dzisiaj, podział holocenu zawierający następujące okresy klimatyczno-roślinne:

  • preborealny (11 700–10 200 lat temu): temperatura stopniowo rosła, ale pod koniec okresu nastąpiło ochłodzenie;
  • borealny (10 200–8900 lat temu): temperatura była na ogół około 2ºC wyższa niż dziś, suchość częściowo spowodowana większym kontynentalizmem;
  • atlantycki (8900–5700 lat temu): optimum klimatyczne z maksymalną temperaturą o 2–3ºC wyższą niż obecnie i dużą wilgotnością;
  • subborealny (5700–2600 lat temu): klimat suchy i ciepły, lecz chłodniejszy niż poprzednio;
  • subatlantycki (od 2600 lat temu): chłodny i wilgotny.

Zimne wydarzenia Bonda

W rejonie północnego Atlantyku stwierdzono w holocenie cykliczne raptowne ochłodzenia, powtarzające się co 1470±500 lat i nazwane od nazwiska ich odkrywcy wydarzeniami Bonda. Ich przyczyny nie są jednoznaczne; przyjmuje się, że mogły być spowodowane m.in. zmianami radiacji słonecznej, reorganizacją cyrkulacji atmosferycznej, wpływem cyklu księżycowego oddziałującego na wielkość pływów albo zmianą cyrkulacji w północnym Atlantyku.

holocen4

Temperatura holocenu i wydarzenia Bonda (Gregory, 2010)

Wydarzenia Bonda stwierdzono szczególnie w rejonie północnego Atlantyku, ale są one synchroniczne również z okresami osłabienia monsunów azjatyckich, okresami suszy na Bliskim Wschodzie oraz transformacją zbiorowisk roślinnych w Ameryce Północnej. Wyróżniono 9 wydarzeń Bonda (oznaczonych liczbami od 8 do 0), które powiązano z wyraźnymi, globalnymi zmianami klimatu oraz rozwojem i upadkiem cywilizacji:

  • 8 – 11 100 lat temu – krótkotrwałe ochłodzenie.
  • 7 – 10 300 lat temu – krótkotrwałe ochłodzenie.
  • 6 – 9400 lat temu – transgresja lodowców w Norwegii, zimny epizod w Chinach.
  • 5 – 8200 lat temu – największe, raptowne ochłodzenie w holocenie.
  • 4 – 5900 lat temu – przybycie nomadów (ludów pasterskich i zbieracko-łowieckich) na Środkowy Wschód wskutek zmian klimatu.
  • 3 – 4200 lat temu – międzyzwrotnikowa strefa konwergencji (czyli pas kontaktu pasatów północno-wschodnich i południowo-wschodnich) przemieściła się ku południowi, powodując przesunięcie w tym samym kierunku strefy występowania monsunów, co w rezultacie skutkowało m.in. pustynnieniem obszaru Sahary oraz upadkiem Starego Państwa w Egipcie, imperium akadyjskiego w Mezopotamii i państwa Harapy w dolinie Indusu.
  • 2 – 2800 lat temu (900–300 lat p.n.e) – zimna epoka żelaza.
  • 1 – 1400 lat temu (530 r. p.n.e do 900 r. n.e.) – tzw. ciemne stulecia, kiedy Morze Czarne zamarzało (w latach 800, 801 i 829 n.e.), lód tworzył się na Nilu, a opady śniegu występowały w Europie śródziemnomorskiej i na wybrzeżu Chin. Klęska głodu (późne lata 530. n.e.), epidemie (542–545 n.e.) oraz długie i silne susze w Europie (300–800 n.e.) doprowadziły do wędrówki ludów i napięć społecznych; w Ameryce Środkowej wieloletnie susze – powtarzające się co 40-50 lat (około 760, 810, 860 i 910 r. n.e.) spowodowały upadek imperium Majów.
  • 0 – 1400–1850 n.e. – mała epoka lodowa: lodowce górskie powiększały swoje zasięgi, a rzeki i kanały w Europie Zachodniej zamarzały zimą; powtarzające się klęski głodu, wojny, zarazy spowodowały drastyczne zmniejszenie zaludnienia w Europie. Lód morski wokół Islandii ograniczył komunikację, skutkując wyginięciem Wikingów na Grenlandii, a chroniczny m.in. niedostatek zboża i chleba w końcu XVIII wieku doprowadził do rewolucji francuskiej).
holocen5

Przemieszczenie międzyzwrotnikowej strefy konwergencji w okresie od 6000 lat temu do XVIII wieku (Wanner i in., 2008)

holocen6

Jazda na łyżwach na wsi – obraz Hendricka Avercampa, ok. 1610 r. Źródło: https://www.rijksmuseum.nl/

Rozkwitowi cywilizacji sprzyjało ciepło

Pomiędzy zimnymi wydarzeniami Bonda występowały w holocenie okresy o klimacie szczególnie sprzyjającym rozwojowi społeczeństw ludzkich.

W czasie ocieplenia rzymskiego (300 p.n.e.–530 n.e.) drzewa cytrusowe i winorośle występowały w Anglii aż do Muru Hadriana, a drzewa oliwne rosły w dolinie Renu, Egipt dostarczał zboża dla Kartaginy, potem dla Rzymu, zaludnienie Anglii przekraczało 5,5 mln.

W czasie ocieplenia średniowiecznego (900–1400 n.e.) temperatura była wyższa o około 0,5–1ºC od obecnej. Nastąpiła wówczas recesja lodowców, umożliwiająca działalność rolniczą wysoko w Alpach, a w Niemczech winnice występowały ponad 200 m wyżej niż obecnie. Zmniejszenie zasięgu lodu morskiego sprzyjało Wikingom w kolonizowaniu Islandii i Grenlandii oraz dotarciu do Nowej Fundlandii. Dostatek żywności w Europie doprowadził do dwukrotnego wzrostu zaludnienia i powstania sieci transportowej, nadmiar siły roboczej zatrudniano do budowy klasztorów, kościołów i uniwersytetów. Nastąpiła wówczas maksymalna ekspansja arabska oraz niespotykany wcześniej rozwój kultury i nauki.

Przyczyny zmian klimatu w regionie północnego Atlantyku

Dominującym trybem zróżnicowania klimatu w regionie północnego Atlantyku w holocenie jest północnoatlantycka oscylacja powietrza, która charakteryzuje się dużymi wahaniami ciśnienia pomiędzy wyżem subtropikalnym (azorskim) a niżem polarnym (islandzkim), zachodzącymi w różnych skalach czasowych.

holocen7

Oscylacja północnoatlantycka: a – dodatnia i b – ujemna. Źródło: http://www.ldeo.columbia.edu/NAO by Martin Visbeck

W czasie dodatniej oscylacji północnoatlantyckiej występuje silny wyż subtropikalny i głębszy niż polarny, a wynikający z tego zwiększony gradient ciśnienia skutkuje licznymi i silnymi burzami zimą bardziej na północy Europy. Powoduje to ciepłe i wilgotne zimy w Europie i na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych oraz zimne i suche zimy w północnej Kanadzie i na Grenlandii.

W czasie ujemnej oscylacji północnoatlantyckiej występuje słaby wyż subtropikalny i słaby niż polarny, a efektem ich wzajemnego oddziaływania jest mniejszy gradient ciśnienia, powodujący rzadsze i słabsze burze zimą, przemieszczające się równoleżnikowo w kierunku Europy. Dostarczają one wilgotnego powietrza do regionu Morza Śródziemnego i zimnego powietrza do Europy Północnej. Do wschodnich wybrzeży Stanów Zjednoczonych dociera powietrze bardziej zimne i występują intensywne opady śniegu, ale na Grenlandii zimy są łagodniejsze.

Zmiany klimatu w holocenie a zawartość CO2 w atmosferze

Naturalne zmiany klimatu w holocenie nie wykazywały żadnej zależności od zawartości dwutlenku węgla w atmosferze, która przez większość holocenu była stabilna. Zwiększenie zawartości tego gazu w atmosferze w ostatnich kilkunastu latach nie znajduje odzwierciedlenia w zmianach temperatury dowodząc, że zależy ona przede wszystkim od zmiennych czynników naturalnych.

Temperatura dolnej troposfery a zawartość CO2 w latach 1979–2010 Źródło: http://friendsofscience.org

Temperatura dolnej troposfery a zawartość CO2 w latach 1979–2010 Źródło: http://friendsofscience.org

prof. Leszek Marks
Państwowy Instytut Geologiczny

Zaszufladkowano do kategorii Nauka | Otagowano

Onkolog z Japonii: Ta szczepionka od początku opierała się na błędnych przekonaniach, niewłaściwym postępowaniu i złych praktykach naukowych, była całkowicie wadliwa

Profesor Fukushima, najstarszy onkolog w Japonii, potępia szczepionki mRNA jako „złe praktyki naukowe” [prof. Masanori Fukushima, MD, Ph.D. ]

Jestem najstarszym onkologiem medycznym w Japonii. Jako pierwsza otworzył przychodnię onkologiczną na Uniwersytecie w Kioto, a wcześniej na Uniwersytecie w Kioto. W 2020 roku był kierownikiem oddziału w Aichi Cancer Center, wszystkie stanowiska znajdowały się w Aichi Cancer Center Hospital. Założył pierwszy kurs farmako-epidemiologii na Uniwersytecie w Kioto w Japonii. …

Lekarze mówią o tak zwanym „turbo raku”, typie wcześniej nie obserwowanym przez lekarzy, charakteryzującym się niewiarygodnie dużą szybkością. W chwili wykrycia jest już w czwartym stadium zaawansowania nowotworu i takie przypadki zaczynają sporadycznie pojawiać się w konsultacjach. W związku z tym lekarze zaczęli dzielić się informacjami o tych niezwykłych przypadkach, różniących się od wcześniejszych.

Tak więc sytuacja ta stopniowo się zmieniała od zeszłego roku lub roku wcześniej. Rzeczywiście lekarze wyczuwali w terenie, że może dziać się coś niezwykłego związanego z rakiem. Czuli to na ziemi. … Co więcej, wyniki naszej analizy zaskakująco pokazują, że określone typy nowotworów, w odniesieniu do szczepień, wydają się charakteryzować zwiększoną śmiertelnością. W pierwszej kolejności nowotwory takie jak rak piersi, rak jajnika, rak tarczycy, a następnie statystycznie rak przełyku i płuc. Są to najczęstsze, a kolejnym jest rak prostaty u mężczyzn. Takie nowotwory szczególnie powodują nadmierną śmiertelność. Zjawiska tego nie można po prostu wytłumaczyć zakłóceniami, takimi jak brak możliwości wczesnych badań przesiewowych z powodu pandemii lub utrata możliwości leczenia. …

To tak, jakbyśmy otworzyli puszkę Pandory i teraz spotykamy się z najróżniejszymi chorobami. Stawiamy im czoła. Choroby autoimmunologiczne, choroby neurodegeneracyjne, nowotwory i infekcje.

Wszystko to, łącznie z rzadkimi i trudnymi chorobami, a nawet tymi rzadkimi schorzeniami, ma miejsce. Zwykli lekarze spotykają się nawet z chorobami, o których nie słyszano. … To, [co nam piszą o szczepieniach, to] nie jest nauka; moim zdaniem bardziej przypomina to wiarę, histerię, a nawet zachowanie kultowe. Sprzeciw wobec szczepionek nie czyni kogoś heretykiem takim jak Galileusz; to tak, jakby być traktowanym jak kompletny wyrzutek.

Taka jest sytuacja. To szaleństwo. … Naprawdę musimy poważnie potraktować te szkody i poważnie się nimi zająć. Wszelkie wysiłki mające na celu odrzucenie tych szkód, jak gdyby ich nie było, są, szczerze mówiąc, dziełem zła. Jest to kwintesencja złego praktyki nauki. … Dlatego ta szczepionka od początku opierała się na błędnych przekonaniach, niewłaściwym postępowaniu i złych praktykach naukowych, była całkowicie wadliwa, oparta na błędnych przekonaniach, prowadząc do całkowicie fałszywej produkcji, fałszywego produktu, jak sądzę. …

Musimy ponownie bezpośrednio się z tym skonfrontować i rzucić na to światło nauki, dlatego WHO powinna poprowadzić kompleksowe badania wyników nad tą szczepionką genową zastosowaną po raz pierwszy na szeroką skalę u ludzkości, a wszystkie kraje powinny z nią współpracować.

Nigdy więcej nie powinniśmy stosować takich szczepionek.

To wstyd dla ludzkości. To hańba!

ROLA NEOFITÓW W DZIEJACH POLSKI, OKRES POZYTYWIZMU.

OKRES POZYTYWIZMU

UTWORZONY na początku 1864 r. przez cara Aleksandra „Komitet dla spraw Królestwa i Polskiego” rozpoczął „ściślejsze zespolenie kraju z cesarstwem rosyjskiem” od masowego wysiedlania rdzennie polskiego żywiołu na Sybir i konfiskaty dóbr ziemskich.

(…)

Urzędnicy rosyjscy pod koniec 1866 r, określali liczbę zesłanych w głąb Rosji i na Syberię Polaków na 250 tysięcy osób. Był to kwiat narodu polskiego. Studenci, ziemianie, oficerowie, księża stanowili poważną część tych najofiarniejszych synów Polski. Przystąpili tez Moskale do dalszego wywłaszczania szlachty.

Na Ukrainie, Podolu i Wołyniu skonfiskowano Polakom w roku 1863/64 – 383.761 morgów ziemi, której wartość wynosiła setki miljonów rubli. Postarano się potem o przeprowadzenie uwłaszczenia włościan w sposób, który miał zapewnić wieczną wdzięczność carskim urzędnikom ze strony ciemnego i biednego ludu, a dziedziców doprowadzić do ruiny finansowej (p.e.1984: kto ulega prowokatorom, sam sobie winien … nadzielenie chłopów ziemią kosztem feudałów to niewątpliwy pozytyw upadku powstania styczniowego).

(…)

Panujący wszechwładnie po powstaniu styczniowem pozytywizm włączył do swego programu doktrynę asymilacji. Prawie wszyscy, pozytywiści owego czasu byli filosemitami, bratali się z Żydami, uważając za wzór cnót obywatelskich bankiera Kronenberga, nagrodzonego przez rząd moskiewski za usługi orderem św. Włodzimierza III klasy (z czem było połączone nadanie dziedzicznego szlachectwa rosyjskiego) i bankiera Jana Blocha, którego testament zaczyna się od słów: „Byłem całe życie Żydem i umieram jako Żyd” (I was my whole life a Jew and I die as a Jew… –The Jewish Encyclopedia”, Funk and Wagnalls Company, New York and London, t. III, str. 262). Pozytywiści wyhodowali grupę literatów i dziennikarzy pochodzenia żydowskiego, która obsadziła tłumnie prasę warszawską. Wśród księgarzy i wydawców najpoważniejszych pism stolicy widzimy: Gluecksberga, Lewentala, Stan. Kronenberga, braci Orgelbrandów, E. Leo, M. Wołowskiego, Krzywickiego, R. Okręta i innych.

Otaczają się ci chrzczeni i niechrzczeni dyktatorzy ówczesnej opinji polskiej współpracownikami też przeważnie Żydowskiego pochodzenia, jak to: St. Kramsztyk, B.Rajchman, H.Elzenberg, D. Zgliński, Niedzielski, Niemirowski, Chęciński i inni. Pełno ich było zarówno w pismach zachowawczych („Gazeta Polska”, „Słowo”), jak i postępowych („Przegląd Tygodniowy”, „Niwa”, „Nowiny”), Było jednak w Polsce wielu przeciwników asymilacji Żydów. Obawiano się słusznie, że osłabione społeczeństwo nietylko nie spolszczy Żydów, przyjmujących licznie w okresie pozytywizmu chrzest, lecz samo zżydzieje i pójdzie na służbę Żydowskich ideałów. Zaczęto badać szczerość intencyj Żydów, chcących nawrócić się na katolicyzm. Świadczy o tem korespondencja judofilskiego „Kraju” z Warszawy: „Wielu z pomiędzy przyjmujących chrzest Żydów kołatało najprzód do kapłanów katolickich, lecz tak byli przyjęciem ich zrażeni, że zwrócili się do protestanckich” (S. Hirszhorn: „Historja Żydów w Polsce”, str. 242). Zainteresowano się znowu Frankistami.

Stwierdzono, że ci najgorętsi rzecznicy asymilacji Żydów, chociaż przyjęli chrześcijaństwo przeszło sto lat temu, pozostają jednak w ścisłej łączności pomiędzy sobą i z synami Izraela. Słusznie obawiali się patrjoci polscy-wznowionego po powstaniu styczniowem – masowego porzucania wiary ojców przez inteligencję Żydowską. Na przykładzie Kronenberga widzieli, jak neofici polscy umieli przystosować się do każdej okoliczności. Pobłażliwość rządu rosyjskiego dla tego, który finansował 1863 r., nasuwała też niejednemu ciekawe przypuszczenia co do możliwości istnienia poza sutemu łapówkami innych, ukrytych dla społeczeństwa polskiego nici, łączących satrapów moskiewskich (często pochodzenia niemieckiego) z czołowymi przedstawicielami Żydostwa polskiego. A że cele przywódców Izraela nie były przyjazne dla narodu polskiego, to łatwo się można przekonać, przeczytawszy okólnik kierowników politycznych kół Żydowskich, wydany w listopadzie 1898 r. do Żydów polskich. Odezwa ta brzmi: „Bracia i współwyznawcy! Trzeba, ażeby kraj (t. j. Galicja – przypisek) został naszem królestwem… Starajcie się potrochu usunąć Polaków ze wszystkich ważniejszych stanowisk i skupić w waszych rękach wszystkie nici władzy społecznej.  Wszystko, co do chrześcijan należy, powinno stać się waszą własnością, związek izraelski dostarczy wam potrzebnych do tego środków. Już zaczęto na ten cel zbierać potrzebne fundusze, a udaje się lepiej, niż przypuścić było można. Dla doprowadzenia do skutku planu wyrwania stanowczo Galicji chrześcijanom, wszyscy nasi wielcy i bogatsi zapisali się na znaczne sumy. Da baron Hirsz (wkrótce potem umarł – przypisek), dadzą Rotszyldzi, Bleichroderowie i Mendelsohnowie i inni dadzą… Bracia i współwyznawcy! Dołóżcie wszelkich usiłowań, ażeby  doprowadzić do skutku to, co zamierzamy”… (L. Viel. „Le Juif   secfaire” str. 173). Jak w świetle tej odezwy, a była ona zapewne jedną z wielu, wygląda finansowy udział w powstaniu styczniowem Kronenberga, który przez poszczególnych badaczy historycznych jest wychwalany za to, że bez jego pomocy finansowej nie mogłyby organizacje powstańcze rozwinąć skutecznej agitacji?

Jemu zawdzięczała więc w lwiej części Polska, że setki tysięcy najwierniejszych Jej synów marniało w tajgach syberyjskich lub gniło w ziemi. W kraju zaś pozostały masy biernych, wśród których żerowali synowie „narodu wybranego” (p.e.1984: czy komuś jeszcze kojarzy się „Solidarność” i wypadki z lat 1980-1981 oraz emigracja po stanie wojennym z opisanymi zdarzeniami? Jakie były plany KOR? Ile krwi polskiej maiło się polać w 1981, wedle planów KOR i reszty agentury sterującej otumanionymi na „Solidarność” i jej dewocję Polakami?). Przewódcy Żydostwa polskiego nie zniechęcili się wstrętami, czynionemi wychrztom przez światlejszą część naszego społeczeństwa. Rzucono hasło małżeństw mieszanych. Wynaleziono wielu zubożałych arystokratów, pragnących pozłocić swe herby.

W krótkim czasie przedstawiciele najstarszej arystokracji polskiej weszli w związki rodzinne z potomkami frankistów a także z neofitami. Wołowscy, Lascy, Epsteinowie, Kronenbergowie, Blochowie, Rotwandowie, Reichmanowie, Halpertowie, Goldfederowie koligacą się z Woronieckimi, Rzyszczewskimi, Potulickimi, Lasockimi, Ilińskimi, Skarbkami, Morsztynami, Wielopolskimi, Kościelskimi, Jundziłłami, Wodzyńskimi, Hołyńskimi, Poklewskimi i in. Klasycznym przykładem wychrzty, który, zdawałoby się, że wrósł nieodwołalnie w społeczność polską, był Jan Bloch, herbu Ogończyk. Wpływowy ten bankier, podkreślający swój patrjotyzm polski na każdym kroku, czego dowodem miało być skoligacenie się z pięcioma wybitnemi rodami kraju, inaczej przedstawił się potomności w testamencie swoim. Mógł się on śmiało zaliczyć do grona tych Żydów, na których cześć wygłoszone zostało w 1876 r. w kahale lwowskim odpowiednie przemówienie. Mędrzec Syjonu oświadczył m. in., iż „… prawdą jest, że niektórzy Żydzi dają się chrzcić, ale fakt ten tylko przyczynia się do wzmocnienia naszej potęgi, gdyż chrzczeni Żydzi zawsze Żydami zostają„… (Rudolf Vrba:  „Die Revolution in Russland, statistische und sozialpolitische Studien”). Służyli też często zrujnowani karmazyni polscy za parawan dla nieczystych, podejrzanych spekulacyj.

Wynajmowali ich Żydowscy plutokraci do zarządów swoich przedsiębiorstw, do komitetów, mianując ich członkami rad nadzorczych. Ponieważ utytułowani radcowie mieli takie samo pojęcie o handlu, o metodach „czystego kapitalizmu”, jak chłop o astronomji, przeto rządzili się Żydzi sami bez żadnej kontroli. Przyszedł 1905 r., o którym pisał zasymilowany Żyd J. Unszlicht („O pogromy ludu polskiego”), że „nastał moment decydujący – rozłamu między polskością i Żydostwem”.

Potulna, wychowana przez frankistów: Krzywickiego, Matuszewskiego, Wołowskiego, Niemirowskiego i in., neofitów: Kraushara, Posnera, Mendelsohna i in. oraz Żydów: Askenazego, Dicksteina i in., inteligencja polska zobaczyła z przerażeniem obok siebie, zamiast układnych neofitów i asymilatorów, aroganckiego Żabotyńskiego, Radka, Grosnera i in. Spostrzeżono gęstą sieć spisku antypolskiego, uknutego przez Żydów, do którego wciągnięto nieuświadomione masy ludu polskiego.

Z krzykiem „precz z białą gęsią” kroczyli po ulicach Warszawy czarni bundyści, subsydjowani przez ochrzczonego miljonera Łazarza Polakowa i… Powszechny Związek Izraelski. Komitet statystyczny miasta Warszawy wykazał, że wypadki 1905 r. zburzyły i zniszczyły w Królestwie około 2.000 mniejszych zakładów przemysłowych, należących do Polaków. Cofnięty został o dziesiątki lat wstecz swojski, dopiero kiełkujący przemysł. Lud roboczy zubożał. Wielcy kapitaliści Żydowscy drwili zaś sobie z tej „pseudo-antykapitalistycznej rewolucji”.

ZAMKNIĘCIE

Książka niniejsza ma charakter pionierski: rozpoczyna ona systematyczne badania w dziedzinie dotychczas przez uczonych naszych pomijanej i przemilczanej. Zrozumiałe jest przeto, iż będąc pirewszem właściwie studjum naukowem w tym zakresie nie ma ona bynajmniej pretensyj do wyczerpania tematu, który dopiero dalsze prace historyków polskich w pełni zbadają i wyświetlą. Będzie to dla autora wielką radością, jeżeli trud przezeń podjęty stanowić będzie zachętę i bodziec do dalszych poszukiwań w tej dziedzinie. Badania owe przyniosą niewątpliwie szereg rewelacyj, których obecnie częstokroć nawet domyślać się nie potrafimy.
Autor kierował się w swojej pracy jedynym celem, jakim było najbardziej objektywne przedstawienie prawdy dziejowej, rozumiejąc dokładnie, jak niezmiernie ważne jest dla narodu, ażeby poznał rzeczywisty, niesfałszowany ubocznemi względami, obraz swojej przeszłości. Widząc zaś, jak dalece służba prawdzie wymaga niejednokrotnie odwagi cywilnej i siły charakteru, nie może się powstrzymać od wyrażenia na tem miejscu serdecznego podziękowania Redakcji „Myśli Narodowej”, która, drukując poszczególne rozdziały pracy w postaci artykułów, umożliwiła opublikowanie jej w formie książkowej.

Pełna wersja tekstu jest dostępna tu:
Stanisław Didier, ROLA NEOFITÓW W DZIEJACH POLSKI, Warszawa 1934,Nakładem „Myśli Narodowej” (googleDoc, możliwość zapisania m. in. jako .doc, .pdf, .rtf)
Kopia zapasowa (tekst nieformatowany):
Stanisław Didier, ROLA NEOFITÓW W DZIEJACH POLSKI, Warszawa 1934,Nakładem „Myśli Narodowej” (TXT)

Żydzi a Powstanie Styczniowe i jego planowo antypolski wymiar

24/01/2017 klubinteligencjipolskiej.pl/zydzi-a-powstanie-styczniowe

Żydzi a Powstanie Styczniowe i jego planowo antypolski wymiar

Styczniowe powstanie

Rola etnicznych Żydów w rozpętaniu Powstania Styczniowego – przedmowa

Wszystkie spiski mają swoich mocodawców i swoją agenturę. Polska tradycja spiskowo-opozycyjno-powstańczo-niepodległościowa jest najdłuższa w Europie wśród tradycji krwawych i wyniszczających naród. O absurdalności militarno-politycznej powstań i spustoszeniach wynikłych z ich rozpętania pisało wielu historyków, pisał i twórca polskiego nacjonalizmu R. Dmowski.

Jednym z najciekawszych – i zupełnie przemilczanych od dziesięcioleci – opracowań na temat Powstania Styczniowego, jego genezy i skutków społeczno-politycznych jest „Rola neofitów w dziejach Polski” Stanisława Didier.

Lektura ta przywołuje (u naocznych świadków z nieco szerszym oglądem sytuacji z lat ’80) uporczywe skojarzenia pomiędzy sytuacją z lat 1862 i 1863, a sytuacją z lat 1980-1981. Widać mącenie w głowach, sprowadzanie na manowce i upuszczanie krwi narodowi polskiemu przez obcych mu etnicznie spiskowców musi zawsze przebiegać tak samo. O ile w roku 1968 podczas spektaklów „Dziadów” pachniało wyłącznie prowokacją (w istocie była to próba uwiarygodnienia przyszłych „autorytetów” opozycyjnych), o tyle w 1981 r. w powietrzu zaczął się unosić zapach prochu i krwi. Na szczęście „upuszczenie krwi” w 1981 i późniejszych latach przybrało jedynie formę metaforyczną – emigracji (przerabianej wszak już w obliczu klęski powstań z 1830 i 1863).

Rola neofitów w dziejach Polski

Stanisław Didier, fragmenty

(…)

PRZED POWSTANIEM STYCZNIOWEM

(…)

W tym samym czasie powstały w kraju pod patronatem Kościoła bractwa wstrzemięźliwości od gorących napojów (p.e.1984: chodzi o napoje alkoholowe). Bractwa te rozszerzyły się szybko w całem Królestwie i na Litwie. W 1860 r. liczba członków bractw wstrzemięźliwości dosięgała cyfry 600 tys. osób, przeważnie włościan. W samej gubernji Wileńskiej liczba wypitych wiader wódki z 900.000 zmalała do 550.000. Żydowscy właściciele szynków, dotknięci w najdrażliwsze miejsce, bo uderzeni po kieszeni, zaczęli szerzyć wiadomości, że księża, zakładając bractwa, prowadzą działalność polityczną i szkodzą interesom państwowym. Znaleźli się i tacy, którzy pisali do wyższych władz rosyjskich denuncjacje, że bractwa mają cele polityczne i mogą stać się w niedalekiej przyszłości potężną i arcyniebezpieczną bronią w rękach duchowieństwa katolickiego. Wskutek tego Rosjanie zaczęli zabraniać zakładania bractw. Duchowieństwo jednak nie kapitulowało i dalej propagowało abstynencję. Powiadomiona o tem przez Żydów policja rosyjska karała dotkliwie inicjatorów. Wywołało to wrzenie wśród ludu polskiego, którego nastroje stawały się coraz bardziej wrogie względem Żydostwa. Wyraźnie o tem pisze Agaton Giller („Historja powstania narodu polskiego”, t. II, str. 199), że „waśń, jaka w Królestwie między Polakami i Żydami przed 1861 r. wybuchła, doszła do stopnia, od którego do bijatyk i kamienowań niewielkie przejście”. Trzeba więc było ratować sytuację.

W kołach wpływowego Żydostwa warszawskiego zdecydowano się na wydawanie codziennego pisma politycznego. Kronenberg, którego Mikołaj Berg („Zapiski o powstaniu polskiem 1863 l 1864: r.”, t. I, str. 80) nazywa „ówczesnym wodzem i kierownikiem całego ruchu Żydowskiego w kraju”, postarał się o pozwolenie władz petersburskich na wydawnictwo odpowiedniego organu. Nabyto za 250 tys. złp. „Gazetę Codzienną”, która zaczęła wkrótce wychodzić jako „Gazeta Polska”. W skład współpracowników nowo wychodzącego pisma, którem kierował taktycznie Kronenberg, weszło wielu wpływowych neofitów, jako to: Ludwik Wołowski, Szymanowski, Chęciński, Leon Kapliński i inni. Głównem zadaniem „Gaz. Pol.” było rozpowszechnienie w kraju nowego poglądu na kwestię Żydowską. Za jej pośrednictwem kierownicze sfery Żydostwa polskiego starały, się wytwarzać u ogółu polskiego przekonanie, że najlepszem, najkorzystniejszem dla kraju będzie zasymilowanie Żydów. W Warszawie było wówczas mnóstwo Żydów chrzczonych i niechrzczonych, którzy ten program propagowali i którego bronili. Na ich czele stali: Leopold Kronenberg, Matjas i Szymon Rozenowie, rodzina Epsteinów, Natansonowie, Leowie, spokrewnieni z nimi Estreicherowie, Frenkel, Lascy, Wertheim, Rotwand, Flatau i mnóstwo innych, mniej głośnych i mniej znanych, ale trzymających się solidarnie i popierających wszelkiemi środkami i sposobami program asymilacji.

Z nimi łączyło się wiele tysięcy pozornych chrześcijan, przed stu laty nawróconych, wpływowych i majętnych, których liczba zwiększyła się znowu między 1840 – 1856 r. o kilkaset osób dzięki pracy angielskich misjonarzy, działających w Warszawie. Gorliwymi orędownikami idei asymilacyjnej byli też rasowi mieszańcy. Podobnych osobników, noszących często polskie nazwiska, było dość dużo w Królestwie. Ówczesna średnia klasa stolicy różniła się bowiem bardzo pod względem rasowym od średniej klasy dawnych czasów. Nie omieszkano też zaopiekować się młodzieżą polską. Następuje masowe zawiązywanie się rozmaitych kółek organizacyjnych wśród akademików polskich na terenie Petersburga, Kijowa i Warszawy. Początek powstawania tych kółek zbiegł się dziwnie z datą przyjazdu do Polski (1860 r.) jednego z sekretarzy Jakóba Cremieux, krzątającego się wówczas koło zorganizowania „Alliance Israelite Universelle”. Tym wysłannikiem był znany z pobytu Mickiewicza nad Bosforem, neofita Armand Levy redaktor „Constitutionnel” (głównego organu liberalnego Żydostwa paryskiego), propagującego myśl przewrotu społecznego w Rosji. Działalność tych komórek, złożonych przeważnie z ludzi dobranych zupełnie przypadkowo, w pierwszej swej fazie była bardzo słaba.

Trzeba więc było jak najprędzej dążyć do jej wzmocnienia. Tej roli podjęło się paru młodych i wpływowych działaczy neofickich, cieszących się popularnością wśród studentów i uczniów szkół średnich. Na plan pierwszy wysunął się wśród nich Karol Majewski, sekretarz Leopolda Kronenberga. Był on osobistością niezwykle wpływową w kołach konspiracyjnych, bożyszczem ufającej mu bezgranicznie młodzieży. W 1860 roku Majewski posiadał największe wpływy wśród studentów  przewodniczył tajnemu „komitetowi akademickiemu” i wszedł do zarządu konspiracyjnego „stowarzyszenia uczniów szkoły sztuk pięknych i młodzieży miejskiej”. Sekundował mu dzielnie Maksymilian Unszlicht, wchodzący w skład komitetu akademickiego (składającego się z trzech osób), działającego wśród akademików i uczniów. Został ponadto utworzony przez Majewskiego rodzaj komitetu ponadpartyjnego, (do którego wchodził również Edward Jurgens, syn Żydówki), kierującego wszystkiemi kółkami i stowarzyszeniami młodzieży o charakterze politycznym, powstającemi wówczas w Warszawie. Przystąpiono też do pracy nad urobieniem starszego pokolenia. Powołano mianowicie do życia w 1859 r. komitet, w którego skład weszli: Jurgens, zaufany jego Henryk Wohl, Natansonowie, neofita adwokat Andrzej Wolt, frankista inż. Stanisław Jarmund i inni. Stał się on z czasem zawiązkiem organizacji Czerwonych, prącej do walki zbrojnej z Rosją. Niedarmo bowiem Leopold Kronenberg pisał w liście z dn. 18.1.1860 r., że „sprawa Żydowska nie jest najpierwszą i są inne daleko ważniejsze”. Tą rzeczą ważniejszą dla przywódcy Żydostwa polskiego było zapewne rzucenie „gojów” do beznadziejnej walki z zaborcą. Przygotowaniem do tego miały być wielkie manifestacje, których głównymi reżyserami byli mechesi (p.e.1984: metody się nie zmieniły, vide 1968, „Dziady” Dejmka …), grupujący się około Jurgensa i Majewskiego.

(…)

W kraju zaś wrzało coraz więcej.

Organizacja Czerwonych parła do powstania, do którego wstępem miały być urządzane manifestacje. Znając głęboką religijność ogółu, starali się Czerwoni nadać początkowo manifestacjom charakter obchodów kościelnych (p.e.1984: ta religijność nadal jest używana w ten sam sposób, była użyta przez agenturę „Solidarności”, z tej prespektywy to ręcznie sterowane „odrodzenie duchowe” w latach ’80 XX w. wygląda inaczej). Pierwszym takim obchodem był pogrzeb generałowej Sowińskiej, wdowy po obrońcy Woli w r. 1831. Wzięło w nim udział wiele tysięcy ludzi, pielgrzymując po pogrzebie na dawne szańce Woli. Przy udziale tysięcznych tłumów odbyły się też manifestacyjne nabożeństwa w rocznicę wybuchu powstania listopadowego, bitwy grochowskiej i t.p.

Urządzane przez Czerwonych manifestacje oburzyły koterję Kotzebue’go, która widziała w nich oznakę zbliżającego się powstania i domagała się surowych represyj. Powoływała się ona na ostrzeżenia władz pruskich, iż w Warszawie istnieje szeroko rozgałęziony spisek polityczny i twierdzenie prasy niemieckiej (będącej po większej części własnością chrzczonych i niechrzczonych Żydów), utrzymującej jednogłośnie, że w calem Królestwie, na Litwie i Rusi rozwija się bardzo silna agitacja polityczna (p.e.1984: por. A. Wrotnowski, „Porozbiorowe aspiracye …”, str. 246 – tekst podkreślony). Długo opierał się Gorczakow naleganiom Kotzebue’go, który, chcąc zmusić namiestnika do energiczniejszej działalności, nie cofnął się nawet przed rozpuszczeniem plotki, że Polacy zamierzają wyrżnąć Moskali. Kamaryli wojskowej, podniecanej nieustannie przez gazety niemiecko-żydowskie, chodziło bowiem o rozdrażnienie jeszcze bardziej Polaków. Wielce pomocnymi byli im w tem wyżsi urzędnicy, pochodzenia Żydowskiego, jak to: znienawidzony przez ludność polską, szef tajnej policji warszawskiej Felkner, gubernator grodzieński Szpeyer, łapownik, dający się srodze we znaki Polakom i inni. Liczni agitatorzy, których programem było przygotowanie powstania, szli na rękę klice Kotzebue’go, domagającej się przywrócenia rządów wojskowych. Starali się oni o wywoływanie stałych awantur ulicznych, o obrażanie oficerów rosyjskich w miejscach publicznych i t. p.; ludzie poważniejsi pragnęli zapobiec tym ekscesom. Winowajcy naśmiewali się jednak z nich głośno, a drażnienie poszczególnych Moskali nie ustawało (p.e.1984: ciekawe, czy to, co działo się od sierpnia 1980 do grudnia 1981 w Polsce w stosunku do Rosjan – to była reżyserowana kopia z tamtego scenariusza … te buńczuczne nawoływania Rulewskiego i innych kacyków Solidarności … a krew polałaby się polska). Pierwsze krwawe ofiary padły na ulicach stolicy w lutym 1861 r. Gorczakow, obserwujący w towarzystwie Enocha, który nie odstępował namiestnika w tych burzliwych czasach nawet na chwilę, z okien Zamku przebieg manifestacji, dał rozkaz wojskom rozpędzenia tłumów. Manifestacja zakończyła się salwami wojsk rosyjskich; od kuł poległo pięciu Polaków. W Warszawie nastąpiło nieopisane wzburzenie; rzemieślnicy klękali na ulicach i głośno przysięgali zemstę (p.e.1984: na 17.XII 1981 Solidarność planowała marsz gwiaździsty na Warszawę … jak skończyłaby się manifestacja w tamtej, bardzo nerwowej, sytuacji?).

Naprężoną sytuację pogorszył fakt rozwiązania wkrótce potem Towarzystwa Rolniczego. Wykorzystali to dla przygotowania nowej manifestacji Czerwoni, najzajadlejsi wrogowie żywiołów, grupujących się koło Andrzeja Zamoyskiego. W wielkiej manifestacji kwietniowej wzięli liczny udział Żydzi. Skupieni na ul. Marjensztadt zachowywali się oni specjalnie hałaśliwie, prowokując wojsko rosyjskie. Dwustu zabitych i czterystu rannych zaległo ulice Warszawy. Co się tyczy narodowości poległych, to autor (Z. L. S.) dzieła p.t. „Historja dwóch lat 1861-1862”, (t. II, str. 344) wymienia zaledwie trzy nazwiska Żydowskie. Pozostali byli to Polacy, synowie ludu staromiejskiego. Potoki przelanej krwi nietylko nie zalały żarzącego się ogniska wulkanu, ale podsyciły je niejako i wzmocniły. Cóż bowiem znaczyło dla Karola Majewskiego, Jurgensa, Jarmunda i innych neofitów, faktycznych kierowników krwawej manifestacji, nie pokazujących się zresztą wśród demonstrujących tłumów, paręset trupów polskich? Cel główny t. j. podniecenie i chęć zemsty w masach został osiągnięty. W parę tygodni potem cała niemal Warszawa została pokryta siecią organizacji, mającej już wyraźny charakter spisku. Większość kół tej konspiracji składała się z gorących zapaleńców, rekrutujących się z młodzieży różnych warstw społecznych, gotowych choćby nazajutrz rzucić się na Moskali. Starano się oddziaływać na prowincję. Z chłopem się nie wiodło, ale mieszkańcy różnych miasteczek Królestwa masowo garnęli się do tworzonych kół. Stosunkowo łatwo udało się „mechesom” spopularyzowanie idei walki zbrojnej z Rosją wśród przedstawicieli zamożnych sfer polskich. Dzięki staraniom Jurgensa powstała na gruzach Towarzystwa Rolniczego organizacja nowa, nawpół tajna, którą dla jej umiarkowania przezwano „Białą”. Na czoło Białych wysunęli się w krótkim czasie: Leopold Kronenberg, którego podejrzewano, nie bez podstaw zresztą, iż on to głównie przyczynił się do rozwiązania Tow. Roln., Karol Majewski, Jurgens, Aleksander Kurtz, wielki przyjaciel Enocha i Władysław Zamoyski. Dzięki zaagitowaniu przez Karola Majewskiego dwu zapalonych ziemian: Kołaczkowskiego i Siemieńskiego, do nowozałożonej organizacji przystąpiła młodsza generacja ziemiaństwa, zdezorientowana po skasowaniu Tow. Roln. i idąca od tej pory na pasku nienawidzących jej „mechesów”. Mieli też powodzenie Biali wśród bogatego mieszczaństwa warszawskiego, przeważnie pochodzenia Żydowskiego. Przywódcy Białych nawiązali ścisły kontakt z t. zw. „Biurem Polskiem”, które, powstawszy w 1860 r., mieściło się w „Hotelu Lambert”. Należeli do niego m. in. Ludwik Wołowski, Leon Kapliński i Juljan Klaczko. Zaabsorbowawszy uwagę społeczeństwa, grupującego się w poszczególnych organizacjach, przygotowaniami do zbrojnej walki z zaborcą, przystąpili przywódcy neoficcy do dalszej „pracy”. Dążyli oni do jak największego skłócenia najpoważniejszych ugrupowań politycznych w kraju, t. j. Czerwonych i Białych. Dokonać miał tego Karol Majewski, stanowiący niejako ogniwo między Czerwonymi i Białymi, do spółki z Leopoldom Kronenbergiem, O którym Z. L. S. pisze („Historja dwóch lat 1861 -1862”, t III, str. 299), że „we wszystkich partjach miał swoich ludzi”. Na zebraniu przywódców Białych, Kronenberg, w którego mieszkaniu odbywało się posiedzenie, zgłosił wniosek, ażeby wydać w ręce Wielopolskiego głównych działaczy Czerwonych. W ten sposób miano dopomóc margrabiemu do pacyfikacji kraju. Po dłuższej dyskusji projekt Kronenberga, gorąco poparty przez Jurgensa, został przyjęty. Miał to uczynić Karol Majewaki, orjentujący się najlepiej co do składu osobowego kierowników Czerwonych. W pałacu Bruhlowskim, gdzie rezydował Wielopolski jako naczelnik rządu cywilnego, toczyły się rozmowy między Majewskim a margrabią w obecności Kronenberga. Pertraktacyj powyższych nie doprowadzono do skutku. Doszły one jednak do uszu bacznych na wszystko Czerwonych. Przyczynił się do tego głównie Majewski, który informował ich stale o poczynaniach Białych. Zawrzała słusznym gniewem brać szeregowa Czerwonych, nie orientująca się w prowokatorskich” poczynaniach „mechesów”, dążących do rozbicia społeczeństwa polskiego. Od tej pory uważała ona Białych za wrogów bardziej niebezpiecznych, niż Moskale i Niemcy. Do opanowania, pozostawała jeszcze masa chłopska, niechętnie naogół nastrojona względem Żydostwa.

Zdaniem przywódców neofickich, trzeba było zwrócić uwagę wieśniaków w inną stronę. Bardzo ciekawy w tym względzie jest przegląd Karola Majewskiego, wypowiedziany na jednem z zebrań przyszłych kierowników powstania, że „niech na Białorusi lub gdziekolwiekbądź chłopi zarżną z pięciu szlachciców, a wtedy kwestja ta sama się rozwiąże prędko i stanowczo” (Z. L. S. „Historja dwóch lat 1861-1862”, t. III, str. 482).

(…)

Szczucie chłopów na szlachtę spowodowało ogłoszenie odezwy przez duchowieństwo płockie, dzięki któremu rozwinęły się w swoim czasie najwięcej bractwa wstrzemięźliwości. Czcigodni kapłani ostrzegali lud polski, by nie wierzył podszeptom nieprzyjaciół kraju, starających się przez rozdwojenie rzucić kość niezgody. Obywatelskie stanowisko przedstawicieli duchowieństwa katolickiego nie mogło spodobać się neofickim przywódcom Czerwonych. Dopuszczono się więc za namową agitatorów Czerwonych gwałtów fizycznych w stosunku do poszczególnych kapłanów. Tak w Łęczycy został obrzucony kamieniami przez tłum, złożony przeważnie z Żydów, biskup kujawsko-kaliski Marszewski, jadący przez miasto karetą. Z iście semicką zajadłością zaczęli też zwalczać chrzczeni i niechrzczeni Żydzi arcybiskupa Felińskiego. Dawny powstaniec z pod Miłosławia, pokiereszowany w walkach z Prusakami, nie dał zastraszyć się Karolowi Majewskiemu, który zjawił się u niego na czele delegacji Czerwonych. Głośnem echem odbiła się w kraju i zagranicą odpowiedź, którą dał arcypasterz aroganckiemu „mechesowi”, komunikującemu, że w organizacji Czerwonych wiele poważnych stanowisk zajmują Żydzi. Brzmiała ona jak następuje: „Żydzi są przez Boga nasłani do Polski, aby byli rynsztokiem, odprowadzającym w epoce giełdy, handlu i szwindlów wszystkie brudy, któremi czyste, rycerskie i do innych celów przeznaczone ręce polskie, kalać się nie powinny” (Z. L. S. „Historja dwóch lat 1861- 1862”, t. IV. str. 89). Od tej chwili rozpoczęła się nieubłagana walka Żydostwa z arcybiskupem Felińskim.

Nastawieni odpowiednio przywódcy Czerwonych szkalowali publicznie arcypasterza. Puszczono wiadomość, że ks. Feliński „przez Moskwę i Rzym zasadzony jest pospołu, aby ruch polski wydać carowi”. Zwano go zdrajcą, biskupem moskiewskim, porównywano do Siemaszki. Zainteresowano osobą arcybiskupa prasę zagraniczną, która nazywała prekonizację ks. Felińskiego „weselem w piekle”. Nie oszczędziła też arcypasterza polska prasa zakordonowa, uzależniona od kapitału Żydowskiego.

ROK 1863

W TYM CZASIE, gdy Czerwoni owładnęli wszystkiemi niemal sprężynami życia narodowego, przygotowując się intensywnie do powstania. Biali drzemali. W znacznym stopniu przyczynili się do tego Leopold Kronenberg i Jurgens, delegaci na zjazd Białych, który odbył się w grudniu 1862 r. w Warszawie. Obradującemu w tak ciężkiej dla kraju chwili zebraniu, któremu przewodniczył Kronenberg, nadali neofici raczej charakter rozpraw akademickich i szlacheckiej pogawędki przy butelce wina. Zamiast przystąpić w sposób stanowczy do rozważenia wytworzonej przez poczynania Czerwonych sytuacji, postarał się Jurgens wmówić w uczestników zjazdu, że nie przewiduje się rychłego wybuchu powstania. Rozjeżdżali się więc delegaci w tem przekonaniu, że chwila rozpoczęcia walki z najeźdźcą, w oczekiwaniu na lepsze przygotowanie i przyjaźniejsze okoliczności, jest dość daleka.

Tymczasem Komitet Centralny (utworzony przez Czerwonych latem 1862 r.), którego programowem hasłem była rewolucja społeczna w Polsce, wszedł w układy z kierownikami rewolucjonistów rosyjskich; Hercenem i Bakuninem. Dochodziły wprawdzie do Czerwonych wieści, że w radykalnych kołach moskiewskich mówiono głośno, iż kwestja Rusi i Litwy pokłóci ich z Polakami; nie zrażało to jednak członków komitetu Centralnego, w którego skład, jak pisze Przyborowski („Historia sześciu miesięcy”, str. 176), „wchodzili ludzie nikomu nieznani, gdzieś z ciemnych otchłani bytu narodowego wyrzuceni na wierzch w konwulsyjnych drganiach wulkanu powstańczego. Zaślepieni nadzieją rozpętania rewolucji społecznej w Rosji, oni byli na przestrogi Seweryna Elżanowskiego, który w przededniu powstania styczniowego pisał w „Przeglądzie Rzeczy Polskich”, że „…gdyby przyszło w państwie rosyjskiem do stanowczego przewrotu, Polska znalazłaby się wśród okropnego pożaru… i mimowoli nawet musiałaby się chwytać własnych sposobów, by własny dom wyratować…”

Parcie neofickich przywódców Czerwonych do nawiązania ścisłego kontaktu z rewolucjonistami rosyjskimi przyczyniło się walnie do zdekonspirowania planów powstańczych Komitetu Centralnego. Wyraźnie o tem pisze Lemke w swojej pracy p. t. „Dzieła Hercena”; twierdzi on, że „rząd carski był poinformowany o biegu najważniejszych prac przygotowawczych Komitetu Centralnego Narodu Polskiego”. Dzięki raportom neofity Grzegorza Peretza, współpracownika pisma „Gołos”, który przebywał w najbliższem otoczeniu Hercena, wiedziano w Petersburgu, że wybuch powstania przygotowywany jest na styczeń (Limanowski: „Hugo Kołłątaj”, str. 648). Pisał też o tem Kraszewski, który w szeregu swoich powieści („My i oni”, „Akta męczeńskie”) zaznacza, że powstanie styczniowe było przewidziane przez Moskwę. Ze Skierniewic wyszło hasło natychmiastowego rozpoczęcia walki zbrojnej. W tem mieście bowiem na początku stycznia 1863 r. zebrali się komisarze wojewódzcy, wśród których dużą rolę odgrywał Józef Piotrowski, członek rodziny, o której Mikołaj Berg pisał („Pamiętniki o polskich spiskach i powstaniach 1831 – 1862”, t. I, str. 184), że „pochodzi z tych Żydów, którzy wraz z Frankiem dla osiągnięcia rewnouprawnienia przyjęli powierzchownie chrystjanizm i zmienili swe nazwiska na krajowe, zachowując zawsze w głębi duszy i w domu obyczaj Żydowski”.

Komisarze postanowili przesłać Komitetowi Centralnemu ultimatum, w którem zażądali od niego ogłoszenia powstania, oświadczając, iż w razie sprzeciwu naczelnej władzy sami rozpoczną ruch zbrojny. Większość Komitetu nie chciała oprzeć się żądaniom malkontentów skierniewickich. Napróżno poszczególni członkowie Komitetu, Jak A. Glller (z tego powodu zapewne niecierpiany przez L. Kronenberga, który dał temu wyraz w swoim liście z dn. 4.VI.1864) i inni protestowali przeciwko rozpoczęciu powstania, zarzucając mu wprost, te nie postarał się nawet przygotować zawczasu w dostatecznej  ilości i jakości środków wojennych. W styczniu 1863 r. Komitet Centralny, z którego wystąpił Giller (nie chcąc brać na siebie odpowiedzialności za klęskę w razie ogłoszenia równoczesnego z branką powstania) uznał się za Tymczasowy Rząd Narodowy i wezwał młodzież polską do broni. Od tej pory wydarzenia potoczyły się znaną koleją. Już po kilku miesiącach walki przerzedziły się szybko zastępy najdzielniejszych. Nietylko w dniach lipcowych, ale wcześniej jeszcze nie widzimy już owej młodzieży, pełnej entuzjazmu, która spotykała się z sobą zarówno przy pracy organizacyjnej, jak i na polach walk. Dosięgły ją kule, bagnety lub stryczek wroga. Na arenie wypadków pozostawali krzykacze, ślepi czciciele rewolucji francuskiej, którym zdawało się, że Polska powstanie wówczas, gdy na polski grunt przeflancuje się hasła i sposoby działania Francuzów z końca XVIII w. Na miejsce ofiarnej młodzieży polskiej, która usłała szybko trupami swemi kraj ojczysty, pojawiło się w organizacji powstańczej mnóstwo małych Maratów, Robespierre’ów, Fouquier – Tainville’ów, Saint-Justów, naśladujących niezręcznie swe prototypy i drapujących się w ich krwawe łachmany. Wysunęli się też szybko w skład kierowniczych elementów powstania chrzczeni i niechrzczeni Żydzi. Nie narażając się naogół na niebezpieczeństwa walki frontowej, obsadzili oni za to wiele poważnych stanowisk aż do stopni dyrektorów wydziałów włącznie, na których byli bardzo czynni. Działali tam: Karol Majewski, stojący przez pewien czas na czele Rządu Narodowego, Józef Piotrowski  członek Rządu, utworzonego we wrześniu 1863 r., Aleksander Pawłowski, wchodzący do Trybunału Rewol., Józef Kwiatkowski, naczelnik Warszawy (zajmujący się później sprowadzaniem broni dla formacji galicyjskiej), Franciszek Orłowski, dowódca jednego z oddziałów źandarmerji w stolicy, Władysław Majewski (brat Karola), komisarz woj. kaliskiego, Stanisław Rudnicki, znany pod nazwą Sawa, zaliczony przez M. Dubieckiego („Romuald Traugutt”, str. 218) do współpracowników komisji inkwizycyjnej rosyjskiej, Adam Majewski, bracia Niemirowscy, Bronisław Wołowski, Kaplińscy, Henryk Wohl, Artur Goldman i inni. Nic więc dziwnego, że niezgoda zapanowała w powstańczych szeregach polskich. Do zgody bowiem nie mógł dopuścić element neoficki, wciskający się do organizacji. W tym czasie, gdy młodzież polska przelewała krew w beznadziejnej walce z przemożnym wrogiem, przywódcy Czerwonych rozpoczęli ostrą walkę z Białymi, która, przyczyniwszy się w Królestwie do dwukrotnych przewrotów w Rządzie, rozegrała się i w innych częściach porozbiorowych Rzeczypospolitej. Już w maju 1863 r. uwydatniająca się w Rządzie Narodowym przewaga Białych doprowadziła ze strony Czerwonych do zamachu stanu, do którego walnie dopomógł naczelnik straży bezpieczeństwa Landowski, prawdopodobnie pochodzenia Żydowskiego.

Rząd Narodowy został rozpędzony, a bardziej oporni jego członkowie – uwięzieni.

Hasło przewrotu wyszło z Krakowa, gdzie licznie zgromadzeni, skrajnie radykalni nikczemnicy wymieniali publicznie nazwiska członków Rządu, z intencją, ażeby one doszły do moskiewskich uszu. Nie mogąc doczekać się chwili, gdy uda im się ująć ster powstania, wysłali oni na wiosnę 1863 r. morderców dla zabicia dwu najdoświadczeńszych członków Rządu. Zamiar, pomimo ich woli, nie przyszedł do skutku. Wówczas spiskowcy postanowili w Zielone Święta wymordować wszystkich członków Rządu.

I to się nie udało. W kilka dni potem chcieli napaść na salę posiedzeń w chwili, gdy obradowali tam członkowie Rządu z przedstawicielami opozycji. Mieli oni zamiar zasztyletować członków władzy.

Przeszkodzono im jednak. Wichrzenia neofitów nie wróżyły długiego żywota nowopowstałemu Rządowi. W krótkim czasie upadł on, ustępując miejsca nowemu, na którego czele stanął Karol Majewski. Do października stolica była świadkiem parokrotnej zmiany Rządu.

Jeszcze raz Czerwoni doszli drogą zamachu do władzy. Posługując się terrorem zniechęcili oni do siebie niemal wszystkich. W krótkim też czasie doszedł do głosu Romuald Traugutt, którego namówił do objęcia władzy Czartoryski, przedstawiwszy mu, że istnienie terrorystycznego rządu zniechęca mocarstwa Zachodu. Bohaterski dyktator nie był też wolny od „czułej opieki” wichrzycieli neofickich. Mało było im tego, że mieli Epsteina w najbliższem otoczeniu tego męczennika sprawy narodowej. Widocznie nie nazbyt uległym okazał się im dyktator Traugutt. To też przy końcu 1863 r. utworzony został przez szumowiny radykalne t. zw. Komitet Rewolucyjny (którego przewodniczącym został Bronisław Brzeziński) dla przeciwdziałania zarządzeniom Traugutta. Co się tyczy wrażenia, jakie wybuch powstania styczniowego wywołał na zachodzie Europy, było ono raczej niewielkie. Rozpoczęcie walki zbrojnej z najeźdźcą w Królestwie przeszło niemal niepostrzeżenie wśród społeczeństw i rządów Zachodu. Jan Czyński, Lubliner, Wołowscy, Klaczko i inni zbyt mało czasu mieli na poinformowanie prasy zagranicznej (będącej przeważnie własnością ludzi bliskich im pochodzeniem) o celach beznadziejnej walki, jaką toczył naród polski z Moskalami. Jako założyciele „L’alliance polonaise de toutes les croyances religieuses”, stowarzyszenia, mającego na celu pojednanie wszystkich wyznań religijnych na polskiej ziemi, zwrócili oni całą swoją energję w tym kierunku. W Anglji wyrażano się o powstaniu jako o ruchu, skazanym zgóry na niepowodzenie. Również w Wiedniu nie doceniano doniosłości rozpoczynających się wydarzeń. We Francji, gdzie urzędowa i półurzędowa prasa już przedtem rzucała gromy na Polaków z powodu zamachu Jaroszyńskiego na W. ks. Konstantego, potraktowano powstanie jako ruchawkę w stylu Mazziniego.

W szeregu państewek niemieckich sprawa konfliktu polsko-rosyjskiego zaciekawiła dopiero z chwilą zawarcia konwencji Prus z rządem carskim. Wystąpienia nielicznych dzienników na Zachodzie w obronie Polski spotykały się raczej z obojętnością większości prasy. Niektóre z nich nawet piętnowały rzekome okrucieństwa powstańców. Jedynie w Prusiech przyjęto wybuch powstania jako wypadek pierwszorzędnego znaczenia. Już mianowanie W. ks. Konstantego namiestnikiem Królestwa wywołało silną reakcję w Berlinie. „Jest to wiadomość bardzo poważna – wypadek wielkiej, europejskiej doniosłości” – pisał publicysta Teodor Bernhardi. Zdaniem prasy pruskiej, będącej w większości w ręku potomków oświeconych Żydów niemieckich, którzy w r. 1819 – 1823 przyjmowali tysiącami wiarę chrześcijańską, celem Konstantego była korona królewska. Tak pogodzona z Rosją Polska zmierzałaby do .odzyskania Poznańskiego i Pomorza.

Nastąpiłaby likwidacja partji Czerwonych, a kraj w oparciu o żywioły umiarkowane przekształciłby się w secundo-geniturę rosyjską. Rząd pruski więc, zdaniem dziennikarzy Żydowsko-niemieckich, nie mógł zająć pozycji biernego świadka. Wzruszająca zgoda zapanowała też między neofickimi przywódcami Czerwonych i prasą pruską, co do obrzydzenia w. ks. Konstantemu pobytu w Warszawie. Lepiej im widocznie dogadzał na zamku królewskim Niemiec, Teodor hr. Berg, niecierpiący Rosji i nazywający ją Chinami (M. Berg: „Zapiski o powstaniu polskiem”, t. III, str. 143). Wśród najbliższych współpracowników tego satrapy, będącego na żołdzie bankierów Żydowskich (Berg: „Zapiski…” t. III, str. 424 – 428), widać było Niemców: Wahla i Brunninga oraz Żyda Goldmana.

To też nic dziwnego, że miał tego dosyć nawet Kraszewski, redaktor kronenbergowskiej „Gazety Polskiej”. W powieści p. t. .Żyd” pisał on wyraźnie o nadziejach przywódców żydowskich, związanych z wypadkami 1863 r. Mówią oni tam:  „…w powietrzu czuć proch, ale dla nas to nic złego… skorzystajmy z dobrej okazji. Zamiast bawić się w patriotyzm i t. p. mrzonki, myślmy przede wszystkiem o sobie. Chłop polski nie lubi nas, wiemy o tem, ale chłop jest głupi – nie boimy się go. O szlachtę nam głównie idzie. Wmiesza się ona przez sam punkt honoru w awanturę, pójdzie do lasu, na krwawe pola, za co ją rząd ukarze, zniszczy, wytępi, wydusi, wywłaszczy, a wówczas dla nas droga otwarta… W każdym narodzie musi się wyrobić ponad masy jakaś inteligencja i rodzaj arystokracji. My jesteśmy materjałem gotowym, my zawładniemy krajem, a panujemy już przez giełdy i przez wielką część prasy nad połową Europy. Ale naszem właściwym królestwem, naszą stolicą, naszem Jeruzalem będzie Polska. My będziemy jej arystokracją, my tu rządzić będziemy. kraj ten należy do nas, jest nasz…”     Tak obliczali i rezonowali Żydzi Kraszewskiego (ocierającego się o nich zbliska) w chwili, kiedy ważyły się losy kraju.

(…)

Co czują dzieci podczas aborcji?


Co czują dzieci podczas aborcji? Fundacja Życie i Rodzina <kontakt@zycierodzina.pl>
RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Jakimi metodami wykonuje się aborcję? Co czują zabijane dzieci i jak postępują z nimi aborterzy?

Kto i jak chroni lobby LGBT, aby mogło kpić z prawa i popełniać jak najwięcej przestępstw?

Co przeżywa adopcyjna matka, która wychowuje syna ocalonego cudem przed aborcją? Czy dziecko poczęte w niesprzyjających okolicznościach jest gorsze niż inne dzieci?

O tym i innych ważnych sprawach przeczyta Pan poniżej w wybranych artykułach z portalu www.RatujZycie.pl.

OPIS ZDJĘCIA

Rozum „dzień po” – amoralność współczesnej kultury

W Polsce są dostępne dwa produkty farmakologiczne, tzw. “antykoncepcji awaryjnej”, pod nazwą EllaOne i Escapelle. EllaOne to octan uliprystalu i substancje pomocnicze. Escapelle to lewonorgestrel z substancjami pomocniczymi. W obu przypadkach głównym zadaniem jest naruszenie organizmu kobiety tak, aby niemożliwa była owulacja lub aby ją znacznie opóźnić i aby nie doszło do zapłodnienia. Ale szeroko znane jest też aborcyjne działanie tych środków.Czytaj dalej >

OPIS ZDJĘCIA

Mój syn zgodnie z prawem mógł zostać zabity przed narodzeniem

Tak niewiele potrzeba, by legalnie otrzymać wyrok śmierci. Wystarczy począć się w wyniku czynu zabronionego. I nie, to nie musi być gwałt. Biologiczna matka mojego synka miała mniej niż 15 lat, gdy podjęła współżycie, które poskutkowało ciążą. Tylko i wyłącznie z tego powodu można było tego małego człowieka w majestacie prawa zlikwidować.Czytaj dalej >

OPIS ZDJĘCIA

Ministerstwo Zdrowia: mamy już wytyczne do mordowania, ale nie pokażemy!

Ministerstwo Zdrowia wciąż uprawia brudną grę wokół wytycznych do aborcji. Przez wiele miesięcy w tajny sposób ustalali, które dzieci zabijać, a teraz boją się pokazać, co wymyślili. Zespół prof. Krzysztofa Czajkowskiego przedstawił już swój dokument końcowy, a Fundacja Życie i Rodzina wystąpiła w trybie dostępu do informacji publicznej o wydanie dokumentu.Czytaj dalej >

OPIS ZDJĘCIA

Metody aborcji. Dowiedz się, jak zabija się nienarodzone dzieci

Aborcjoniści robią wiele, abyśmy myśleli, że aborcja to krótka i bezbolesna procedura. Wystarczy zamknąć oczy, pięć minut i po sprawie. Jaka jest prawda? Zobacz, jak bardzo cierpią zabijane dzieci i w jaki sposób się je morduje.Czytaj dalej >

WSPIERAM

OPIS ZDJĘCIA

Sąd Najwyższy oddala kasację i legalizuje bluźnierstwo LGBT przeciw Matce Bożej

Sąd Najwyższy oddalił kasację w sprawie uniewinnionych aktywistek LGBT, które sprofanowały obraz Matki Bożej Częstochowskiej w Płocku w 2019 r. Opiłowywanie katolików trwa.Czytaj dalej >

OPIS ZDJĘCIA

Transseksualiści i przestępstwa seksualne

Połowa mężczyzn, którzy uważają się za kobiety, a którzy odsiadują wyroki w więzieniach, to przestępcy seksualni. Mało tego, ich haniebne czyny odpowiadają motywom typowo męskim.
Czytaj dalej >

OPIS ZDJĘCIA

Policja aresztuje baner antyaborcyjny!

Policja rozwiązała bezprawnie legalną pikietę antyaborcyjną w Raciborzu! Zgromadzenie było zgodnie z prawem zgłoszone do urzędu miasta, a baner, który trzymaliśmy, jest własnością ŻiR-u. Policja od początku zachowywała się dziwnie. Wokół placu kręcili się funkcjonariusze umundurowani i tajniacy, zajeżdżały kolejne policyjne auta.
Czytaj dalej >

Zobacz, co mówią widzowie po premierze filmu „Miało nie żyć”!

W całej Polsce organizowane są pokazy filmu dokumentalnego o aborcji „Miało nie żyć”. Zobacz, co mówią widzowie po pokazie. To film, który porusza sumienia i przemienia serca.
Czytaj dalej >

Jeśli popiera Pan to, co robimy, prosimy o wsparcie modlitewne i finansowe. Prowadzenie portalu www.RatujZycie.pl oraz wszelkie inne działania Fundacji powodują, że mamy konkretne wydatki. Jesteśmy organizacją non-profit, ale nie organizacją bezkosztową.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

Obserwuj nas: Facebook Twitter YouTube Instagram Rumble BanBye

Sunday Strip: Make Europe Great Again. Why the MEGA movements matters

Sunday Strip: Make Europe Great Again

[no wiesz, że to obrazki.. po co ci to będę umieszczał w tytule… md]]

Why the MEGA movements matters and more…

ROBERT W MALONE MD, MS APR 28
 
READ IN APP
 




















Another great “rapper” video from Hi-Rez.


“Who is Robert Malone” is a reader-supported publication. Please consider a paid donation to support our work.

Upgrade to paid

Wojujemy po Bożemu

Wojujemy po Bożemu

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    28 kwietnia 2024 michalkiewicz

Druga tura wyborów do samorządu terytorialnego została przyćmiona zamorską wyprawą pana prezydenta Andrzeja Dudy, który najpierw złożył był prywatną wizytę byłemu prezydentowi USA i zarazem kandydatowi Partii Republikańskiej w tegorocznych, amerykańskich wyborach prezydenckich, Donaldowi Trumpowi. Donald Trump przeżywa obecnie trudne chwile, bo tamtejsza Partia Komunisty…, to znaczy – pardon – nie żadna „komunistyczna”, tylko zwyczajnie – Partia Demokratyczna – robi wszystko, żeby wpakować go do kryminału jeszcze przed wyborami, oczywiście przy pomocy tamtejszych niezawisłych sądów, które – podobnie jak te u nas – „powinność swojej służby rozumieją” – ale sprawa nie jest prosta, przede wszystkim ze względu na tamtejsze prawo, które prowadzi przy takich okazjach do niezamierzonych sytuacji komicznych.

Chodzi mi oczywiście o sąd przysięgłych, czyli 12 gniewnych ludzi, którzy uprzednio przysięgliby na wszystkie świętości, że nigdy nic nie słyszeli o żadnym Donaldzie Trumpie, ani o jego bezeceństwach i nie wyrobili sobie na ten temat żadnej opinii. Wprawdzie Rejent Milczek twierdził, że „nie brak świadków na tym świecie”, ale – po pierwsze – chodziło o świadków, a nie żadnych sędziów przysięgłych, a po drugie – okazuje się, że nie tak łatwo w Ameryce znaleźć jakichś ćwoków, co to nigdy nie słyszeli o Donaldzie Trumpie. Ale żeby iustitia mogła odprawować swoje liturgie, w następstwie których Trump trafi za kraty, to coś tam jurysprudensi uradzą i może jakichś ćwoków, to to przysięgną na wszystkie świętości, że – i tak dalej – znajdą.

Ale nie wybiegajmy zanadto w przyszłość, bo przecież chodzi o prywatną wizytę pana prezydenta Dudy. Jak zwykle wystąpił on w roli rzecznika rządu ukraińskiego, a nawet – izraelskiego, bo namawiał się z Donaldem Trumpem na temat Ukrainy i Bliskiego Wschodu. W ten sposób pan prezydent Duda zaspokaja swoje pragnienie kształtowania polityki światowej – ale podobno w rozmowie poruszone zostały też „inne sprawy” – kto wie, czy nie jakieś tubylcze, polskie? Coś może być na rzeczy, bo pan prezydent zaczął coś przebąkiwać o możliwości rozlokowania w Polsce broni jądrowej – oczywiście amerykańskiej, bo jakiejż by innej? W ten sposób Polska zostałaby mocarstwem światowym, jakim była już za pierwszej komuny, kiedy to na swoim terytorium też miała broń jądrową, tyle, że sowiecką. Historia lubi się powtarzać, więc co nam szkodzi zostać światową potęgą po raz drugi?

Sukces ma wielu ojców, a klęska – jak wiadomo – jest sierotą. Skoro pan prezydent Duda odniósł taki sukces towarzyski i polityczny, że jak równy z równym rozmawiał z Donaldem Trumpem w dodatku w jego prywatnym mieszkaniu, a potem, w Kanadzie, również z Justinem Trudeau, to zaraz jeden przez drugiego zaczęli zgłaszać się ojcowie tego sukcesu. Wprawdzie Judenrat „Gazety Wyborczej” był tej wizycie przeciwny, bo na tym etapie „my wszyscy za Józiem Bidenem”, podobnie jak wcześniej „my wszyscy za Józiem Stalinem”, w związku z czym Księciu-Małżonkowi nie podobał się wystrój mieszkania Trumpa – ale taki np. pan Pawło Kowal przymilnie przypisał ojcostwo amerykańskiego sukcesu Donaldu Tusku. Co prawda chodziło nie tyle o samą rozmowę z Trumpem, bo patrioci ukraińscy traktują tego całego Trumpa jak trupa, co o decyzję Izby Reprezentantów, która wreszcie poskromiła węża w kieszeni i przyznała Ukrainie, podobnie jak bezcennemu Izraelowi i Tajwanowi stosowny szmalec. Dla Ukrainy przypadło 61 mld dolarów, co pozwoli kontynuować wojnę jeszcze przez pewien czas. Nie dlatego, by dzięki temu ukraińscy żołnierze mogli strzelać do ruskich sołdatów złotymi, czy też brylantowymi kulami. O tym nie ma mowy, bo znaczna część tej forsy trafi do Ameryki, a na Ukrainę druga część – żeby tamtejsi oligarchowie też nie stracili smaku do wojny i nadal popierali prezydenta Zełeńskiego.

W Ameryce będzie tak, jak to pisał Maurycy Rothbard w książce „Złoto, banki, ludzie – krótka historia pieniądza” – że najpierw Rezerwa Federalna wykreuje z niczego, dajmy na to, 150 mld dolarów, które pożyczy amerykańskiemu rządowi. Ten za tę forsę złoży zamówienia w amerykańskim przemyśle zbrojeniowym na rozmaite bronie i amunicje. Przemysł wszystko to wyprodukuje, a od zysków zapłaci rządowi podatki, które on z kolei przekaże Rezerwie Federalnej tytułem zwrotu pożyczki. Jak widzimy, wszyscy będą zadowoleni, a zwłaszcza – Rezerwa Federalna – która tylko dlatego może kreować pieniądze z niczego, że dolar jest walutą światową i dlatego właśnie militaryści nawołują, by korzystać z wojny, bo pokój będzie straszny. Toteż potężna armia amerykańska pilnuje, by wszędzie zwyciężała demokracja to znaczy – by dolar nadal był walutą światową. Ukraińscy oligarchowie i prezydent Zełeński świetnie to rozumieją, w związku z tym jedynym problemem jest okoliczność, że ukraińskiego mięsa armatniego zaczyna powoli brakować – ale myślę, że do listopadowych wyborów prezydenckich w USA jeszcze go wystarczy – a potem się zobaczy.

Na razie dla Ukrainy na osłodę prawdopodobnych goryczy, przygotowywane jest makagigi w postaci obietnicy przyłączenia jej do Unii Europejskiej. Warto odnotować, że to makagigi całkiem niedawno otrzymało nawet pozór sankcji nadprzyrodzonej. Oto 19 kwietnia w Łomży zakończyło się trzydniowe plenum Komitetu Cent… to znaczy pardon – jakiego tam znowu „Komitetu Centralnego”? Teraz już żadnego „Komitetu Cenralnego” nie ma, a na to miejsce jest Profsojuz, czyli Związek Zawodowy Biskupów Rzeszy, zwany w skrócie COMECE. Jego przewodniczący, biskup Mariano Crociata wyraził pogląd, że „delegitymizowanie Unii Europejskiej jako takiej, ponieważ nie respektuje całkowicie naszej chrześcijańskiej wizji, byłoby wielkim błędem”. A dlaczego? A dlatego, że „koniec Unii byłby jeszcze większą zdradą”.

Ale to były raczej ogólniki, bo wizję, jak ma być, przedstawił czeski ksiądz Tomasz Halik. Ma być tak, że w imię miłości nieprzyjaciół, trzeba wytrącić Putinowi broń z ręki – i to jest jedyna realistyczna droga do pokoju na Ukrainie. Jak widzimy, wizja przewielebnego księdza Halika jest kompatybilna z wizją Izby Reprezentantów Konkresu USA Zresztą nie tylko z tą – bo w jeszcze większym stopniu z wizją pielęgnowaną przez europejsów, w szczególności – przez Judenrat „Gazety Wyborczej”, który – podobnie jak inne Judenraty europejskie – najwyraźniej przejmuje rząd dusz nie tylko w naszym bantustanie, ale w skali całej Rzeszy, do której Kościół będzie się dostosowywał w ramach sławnej „synodalności”. Początek został już zrobiony właśnie w Niemczech, gdzie jeden z tamtejszych biskupów wyświęcił 13 dam na „diakonisy w duchu”.

Co tu ukrywać; będzie się działo!

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Homoseksualiści i transpłciowcy do więzienia. Parlament Iraku uchwalił. Najwyższy czas !!

Homoseksualiści i transpłciowcy do więzienia. Parlament uchwalił nowe prawo

28.04.2024 –nczas.!!!

Obrazek ilustracyjny.
Obrazek ilustracyjny.

Parlament Iraku uchwalił w sobotę ustawę penalizującą relacje osób homoseksualnych i transpłciowych karą od 10 do 15 lat więzienia uzasadniając to „potrzebą wspierania wartości religijnych”. Ustawa została skrytykowana przez Departament Stanu USA i obrońców praw człowieka.

Nowe prawo zabrania ponadto „wszelkich działań mających na celu propagowanie homoseksualizmu w Iraku” pod karą 7 lat więzienia. Zabrania także „zmian biologicznej płci na życzenie” grożąc karą 3 lat więzienia dla lekarzy, lub innych osób wykonujących takie zabiegi.

Ustawa, która początkowo przewidywała karę śmierci za relacje homoseksualne, jest modyfikacją zapisów ustawy z 1988 o zwalczaniu prostytucji. Uchwalono ją głosami 170 obecnych podczas głosowania deputowanych (na ogólną liczbę 329).

Departament Stanu USA określił nową ustawę w opublikowanym w sobotę oświadczeniu jako „zagrożenie dla praw i wolności człowieka” a nawet dla zdolności Iraku do dywersyfikowania jego gospodarki i zachęcania zagranicznych inwestorów.

Podobnie Amnesty International skrytykowała ustawę jako „pogwałcenie podstawowych praw człowieka” w kraju, w którym – jak podkreśliła – mniejszości seksualne żyją w ukryciu a „obywatele są codziennie prześladowani”.

Nie mogę uwierzyć w to, co wydarzyło się na ostatniej konferencji w Brukseli!

Sebastian Lukomski, CitizenGO” <petycje@citizengo.org>

Muszę podzielić się z Państwem tym, co się właśnie wydarzyło. 

Nie uwierzycie Państwo, jak duże zamieszanie miało miejsce tutaj, w Brukseli. 

Konferencja (NatCon) organizowana przez europejskie środowiska konserwatywne to coroczne spotkanie osób publicznych, naukowców, polityków oraz organizacji w celu omówienia kluczowych kwestii politycznych i zagrożeń dla tradycyjnych wartości.

Udaliśmy się tam, aby zobaczyć, jak w tych kręgach postrzegane są kluczowe dla nas kwestie.

Dostrzeżenie, które aspekty naszych wartości są akceptowane, a które pomijane przez konserwatywnych liderów, jest dla nas niezwykle istotne. Zwłaszcza gdy wiele osób nie popiera naszych spraw, tak bardzo, jak wcześniej deklaruje. 

W tym roku skupiono się na promowaniu suwerenności narodowej w duchu idei konserwatywnych.

Jestem wciąż poruszony tym, co się wydarzyło. Wyobraźcie sobie Państwo tę sytuację – pierwszy dzień, wszyscy z niecierpliwością oczekują rozpoczęcia jednej z najważniejszych konserwatywnych konferencji w tym roku.

Gdy spotkanie się rozpoczęło, dostrzegłem spory ruch na zewnątrz.

Nie przywiązałem do tego większej uwagi – pewnie jacyś lewicowi awanturnicy protestowali przeciwko konserwatywnemu zgromadzeniu – taki widok, to dla mnie codzienność.

Jednak sytuacja zaczęła się komplikować, gdy na scenę wszedł gość specjalny, Nigel Farage, architekt ruchu Brexitowego i znacząca postać w europejskiej polityce konserwatywnej.

Cóż, nie minęło 5 minut jego wystąpienia, gdy nagle wtargnęła policja i ogłosiła natychmiastowe zakończenie wydarzenia.

Funkcjonariusze zabarykadowali też wejście do budynku!

Mimo ciągłego zamieszania przy drzwiach kontynuowaliśmy konferencję, ignorując obecność policji, ponieważ byliśmy pewni, że nie robimy nic złego ani niezgodnego z prawem.

Wydaje się, że wszyscy dosyć szybko postanowili postąpić tak samo – NIE opuszczać miejsca spotkania, ale zmusić policjantów do wyrzucenia nas siłą, i pokazać światu, na co ich stać!

Tymczasem Farage kontynuował swoje przemówienie w atmosferze rozgrywającego się dramatu, krytykując władze Brukseli za ich „potworną” próbę uciszenia naszych głosów.

Mogą mi Państwo wierzyć lub nie, ale oni próbowali odciąć zasilanie, aby go powstrzymać!

To wyglądało jak prawdziwa konfrontacja, taka, podczas której człowiek czuje, że jest świadkiem czegoś ważnego.

Policjanci nie zamierzali używać siły, jednak nie wpuszczali nikogo do budynku. Całe miejsce przekształciło się w rodzaj fortecy, z nami uwięzionymi w środku.

Nie mogliśmy nawet dostać jedzenia, ponieważ firma cateringowa nie została wpuszczona. Musieliśmy wszyscy wytrzymać na skąpych przekąskach. 

Całe wydarzenie trwało do popołudnia i ze względu na policyjną blokadę nie mogliśmy opuścić budynku. Niektórzy prelegenci i goście nie uzyskali nawet dostępu. 

Sytuacja praktycznie mrożąca krew w żyłach, prawda?

W tym momencie policja nieustannie podkreślała, że działa z troski o bezpieczeństwo publiczne, sugerując potencjalne zakłócenia spowodowane planowanym protestem przeciwko naszej konferencji.

Tak naprawdę, myślę, że dotarło do nich, jak skandaliczna była ich poranna interwencja i chcieli się jakoś wytłumaczyć.

Taki widok miałem z wnętrza budynku. To jest nie do pomyślenia! 

Na szczęście właściciel miejsca, wykazał się odwagą i zawarł w ostatniej chwili porozumienie, dzięki któremu wydarzenie mogło być kontynuowane pomimo ogromnej presji ze strony władz, które chciały je zamknąć.

Sytuacja była co najmniej dynamiczna.

Wieczorem nie byliśmy nawet pewni, czy następnego dnia zostaniemy wpuszczeni z powrotem.

Później, gdy już straciliśmy nadzieję, belgijski sąd administracyjny rozpatrzył nasze pilne odwołanie i wczesnym rankiem następnego dnia wydał korzystny wyrok.

Interwencja policji miała miejsce na polecenie Emira Kira, burmistrza tej dzielnicy Brukseli, który twierdził, że konferencja gości osobistości z „konserwatywnej, religijnej prawicy”.

Dodał także, że wizja organizatorów jest „nie tylko konserwatywna, ale także wroga wobec legalizacji aborcji, związków jednopłciowych itp., oraz wspiera suwerenność narodową”.

Nie mogę tego zrozumieć – oni w sposób jawny robią wszystko, co w ich mocy, aby zagłuszyć inną narrację niż ich własna – to przypomina praktyki totalitarne!

Nie oszukujmy się – tutaj chodzi o coś więcej niż tylko kaprys lewicowego burmistrza brukselskiej dzielnicy.

Ta sytuacja wyraźnie pokazuje, że pewne rzeczy są w Brukseli po prostu zakazane.

Znam to miasto bardzo dobrze – pracowałem tu przez kilka lat i wierzcie mi Państwo, to miejsce jest wyjątkowo nietolerancyjne.

Jeśli przyjadą Państwo do Brukseli, prezentując inny punkt widzenia, szczególnie na temat Unii Europejskiej, to zostaną Państwo dosłownie uciszeni. Przyznam, że sam doświadczyłem tego na własnej skórze.  

To zadziwiające, jak szybko rozwinęła się ta cała sytuacja. Jednakże takie praktyki nie mają miejsca tylko tutaj; słyszałem o podobnych przypadkach w Szwajcarii, a w całej Europie uciszanie konserwatystów staje się coraz bardziej powszechne.

Mimo że sprawiedliwości ostatecznie stało się zadość, wydarzenia, które miały miejsce, pokazały, czym tak naprawdę jest europejska demokracja. 

Wydarzenia z 16 kwietnia były brutalnym przypomnieniem tego, jak kruche mogą być nasze wolności i jak szybko mogą zostać zakwestionowane, szczególnie w przypadku osób takich jak my, którzy głoszą i wierzą w konserwatywne wartości.

Musimy pozostać czujni. 

Ten rodzaj autorytarnej cenzury, który znam z własnego doświadczenia, należy do ciemnych rozdziałów historii Europy, a my nie możemy pozwolić na jego powrót. 

Musimy pozostać silni i walczyć o wolność i demokrację. 

Na ten moment odczuwam ulgę, że udało nam się zorganizować konferencję i kontynuować dialog pomimo wszystkich przeciwności. Jednak w obecnych czasach nic nie jest pewne.

Jeszcze raz serdecznie Państwu dziękuję za wszystko, co Państwo robią,

Sebastian Lukomski z całym zespołem CitizenGO

PS Pozostańcie Państwo czujni i zaangażowani! Jak widzieliśmy dzisiaj, nasze podstawowe wartości są atakowane, a próby uciszenia naszych głosów się nasilają. Państwa wkład w nasze kampanie na rzecz obrony życia, rodziny, wolności i kluczowych wartości, takich jak wolność słowa, jest teraz ważniejszy niż kiedykolwiek.

Wspierając nasze działania, odgrywają Państwo kluczową rolę w naszym wspólnym sukcesie. Razem możemy wywrzeć znaczący wpływ – dziękujemy za Państwa niezłomne wsparcie i za to, że stoicie razem z CitizenGO w tych przełomowych czasach!

Więcej informacji:

Policja przerwała konferencję konserwatystów w Brukseli

https://www.pap.pl/aktualnosci/policja-przerwala-konferencje-konserwatystow-w-brukseli-premier-belgii-nie-do-przyjecia

Więcej informacji w języku angielskim:

NatCon Brussels Opens New Front in EP-Election Campaign: The Fight for Freedom of Speech

https://www.hungarianconservative.com/articles/opinion/natcon-brussels_ep-election_freedom-of-speech_eu_hungary

Free speech PREVAILS for “NatCon”: Belgian court strikes down order shuttering conservative conference

https://adfinternational.org/news/free-speech-prevails-for-nat-con

Brussels ban on conservative conference featuring Farage OVERTURNED after 'totalitarian’ attempt to cancel right-wing voices

https://www.gbnews.com/politics/brussels-nat-con-ban-high-court-ruling-farage

NatCon Cancellation Attempt Shows Rising Threat to Free Speech in Europe

https://archive.ph/enyjT#selection-2533.0-2536.0

Farage and Orbán’s Brussels jamboree descends into mayhem amid police siege

https://www.politico.eu/article/brussels-police-shut-down-nigel-farage-viktor-orban-right-wing-jamboree

========================

mail:

Nie trzeba wierzyć.
Przecież już sama pandemia kowidowa była dowodem totalitaryzmu.

Od Unii Lubelskiej do bezbożnej Unii Europejskiej. Jak Kościół „wprowadził nas do Europy” 

Od Unii Lubelskiej do bezbożnej Unii Europejskiej. Jak Kościół „wprowadził nas do Europy” 

Paweł Chmielewski https://pch24.pl/jak-papiez-polak-i-biskupi-wprowadzili-nas-do-bezboznej-unii-europejskiej


Św. Jan Paweł II pokonał komunizm, powiadają. Niechby. Jeżeli jednak Karol Wojtyła przyczynił się do obalenia czerwonej tyranii, to równocześnie przemożnie dopomógł ogarnięciu Polski przez nową tyranię – neokomunistyczną i europejską. Bez zachęt papieża i biskupów, którzy podchwytywali i rozdymali jego prounijną narrację, referendum akcesyjne w czerwcu 2003 mogłoby się po prostu nie powieść. Trudno wytłumaczyć ówczesne zaślepienie inaczej, jak tylko głęboką polityczną naiwnością; a może także zwykłą ignorancją.

W referendum zorganizowanym w dniach 7-8 czerwca 2003 roku „za” przystąpieniem do UE zagłosowało 77,45 proc., „przeciw” było 22,55 procent. Na pozór wydaje się, że wynik był jednoznaczny. Trudno jednak przewidzieć, jak wielu ludzi zagłosowało na „tak” pod wpływem tez głoszonych przez najważniejszych ludzi Kościoła. Co byłoby, gdyby papież i biskupi stanęli na przeciwnym stanowisku niż zdecydowanie prounijne? Nawet jeżeli zwolennicy integracji mieliby większość, referendum mogłoby być nieważne: ostatecznie frekwencja wyniosła tylko 58,55 proc., przy wymaganej 50-procentowej. Być może dla odwrócenia biegu historii wystarczyłby po prostu brak zachęt ze strony hierarchii albo stanowisko neutralne. Kościół wybrał jednak inaczej: papież i biskupi aktywnie zachęcali Polaków do tego, by włączyć się do programowo bezbożnej politycznej wspólnoty europejskiej.

Cóż z tego, powie krytyk… Przecież gdybyśmy nie weszli do Unii, bezbożni bylibyśmy najpewniej i tak: zanik wiary i degrengolada moralna to robak toczący całą cywilizację zachodnią i jej rubieże. Dotyka państw Unii Europejskiej na równi z tymi, którzy są poza nią – czy to postsowieckie Ukraina i Białoruś, czy północnoamerykańskie USA i Kanada, czy latynoskie Brazylia, Chile, Argentyna… Rewolucja pożera wszystkich; Unia Europejska jest tylko jednym z jej narzędzi; prawda, że skutecznym, ale jednak – narzędziem. Bez akcesji unijnej polska bezbożność rozwijałaby się pewnie bardziej na modłę postsowiecką niż zachodnieuropejską, ale byłaby tak samo głęboka. Takiemu krytykowi przyznam chętnie rację. Bo nie o to chodzi, czy Polska daje się zniewalać gospodarczo Niemcom za sprawą dyrektyw Brukseli czy skorumpowanych bilateralnych umów; ani czy przyjmie ustawę o homozwiązkach szantażowana przez pieniądze na KPO czy też przez fundacje powiązane z amerykańskimi Demokratami. Chodzi o szczerość, uczciwość i rzetelność debaty; a tego – zwłaszcza gdy o rzetelność idzie – po stronie kościelnej poważnie zabrakło.

Papieża myślenie życzeniowe
Jeżeli należałoby obarczać kogoś osobistą odpowiedzialnością za tę decyzję, to przede wszystkimi samego św. Jana Pawła II. Karol Wojtyła wielokrotnie deklarował zdecydowane poparcie dla akcesji Polski do UE. Owszem, w swoich wypowiedziach formułował różne zastrzeżenia, ale czysto teoretyczne albo nawet życzeniowe: Polska powinna przystąpić do UE, ale niech to nie będzie „bożek”; Polska powinna przystąpić do UE, ale niech UE będzie „chrześcijańska”; Polska powinna, ale… „Ale” nie miało żadnego znaczenia, bo ani Polska, ani Jan Paweł II nie posiadali władzy definiowania natury i celów Unii Europejskiej; te były już od dawna określone, a kto tego nie widział, grzeszył ciężką polityczną ślepotą. W europejskich wypowiedziach papieża liczyło się tylko: „Polska powinna”. Miliony Polaków słuchało głosu papieża, uważając go za nieomylny. Utwierdzeni w tej interpretacji przez biskupów, poszli do urn i powiedzieli UE „tak”.

Jak argumentował Karol Wojtyła? Twierdził, że Polska powinna wejść do Unii i nawracać ją na chrześcijaństwo. „Rzecz jasna, nie jestem przeciwny tzw. wejściu Polski do Europy. […] Ważne, by weszła do niej ze swymi wartościami, nie dostosowując się bezkrytycznie i ślepo do zachodnich
obyczajów, nie przyswajając sobie tego, co w nich najgorsze” – mówił w wywiadzie dla „La Stampa” w 1993 roku. W homilii wygłoszonej do Polaków w Rzymie w 1997 roku wskazywał, że Polacy mają szczególną „misję” w zjednoczonej Europie. Nasza integracja miałaby Unię „ubogacić”. „Europa potrzebuje Polski. Kościół w Europie potrzebuje świadectwa wiary Polaków” – przekonywał. W tym samym przemówieniu akcentując zrozumienie dla przeciwników wejścia Polski do UE – kategorycznie się im przeciwstawiał. „Polska zawsze stanowiła ważną część Europy i dziś nie może wyłączać się z tej wspólnoty, która wprawdzie na różnych płaszczyznach przeżywa kryzysy, ale która stanowi jedną rodzinę narodów, opartą na wspólnej chrześcijańskiej tradycji” – powiedział.

Podczas pielgrzymki do Polski w tym samym roku wejście do UE nazwał nawet „wskazanym nam [tj. Polakom – red.] kierunkiem”, od którego „nie możemy się uchylać”, mogąc „ofiarować jednoczącej się Europie swoje przywiązanie do wiary, swój natchniony religijnością obyczaj, duszpasterski wysiłek biskupów i kapłanów, i zapewne wiele jeszcze innych wartości, dzięki którym Europa mogłaby stanowić organizm pulsujący nie tylko wysokim poziomem ekonomicznym, ale także głębią życia duchowego”. W 1999 roku zapewnił już oficjalnie o „pełnym wsparciu” dla wejścia do UE. Przemawiając w parlamencie powiedział: „Polska ma pełne prawo, aby uczestniczyć w ogólnym procesie postępu i rozwoju świata, zwłaszcza Europy. Integracja Polski z Unią Europejską jest od samego początku wspierana przez Stolicę Apostolską”.

Wreszcie na trzy tygodnie przed referendum w przemówieniu z 19 maja stwierdził kategorycznie: „Europa potrzebuje Polski. Polska potrzebuje Europy” i wygłosił absurdalny slogan: „Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej”. Tym stanowiskiem zamknął usta wielu krytykom integracji. Nawet w Radiu Maryja przyjęto wówczas złagodzoną optykę, nie chcąc spierać się z papieżem.

Papugi
Tę papieską prounijną propagandę przejęli niektórzy najważniejsi polscy biskupi, doprowadzając ją do skrajności. Prymas Józef Glemp, pełniący zarazem funkcję szefa KEP, w kwietniu 2003 roku w rozmowie z „Rzeczpospolitą” przedstawił wejście do Unii Europejskiej jako wolę Bożą. „Bóg chce, żebyśmy weszli do wspólnej Europy” – stwierdził krótko. Wyjaśniając później swoje słowa Monice Olejnik powoływał się na determinizm historyczny ubrany w chrześcijańskie szaty. „Rozumiem to jako pewien proces historyczny, który nie rozwija się bez opatrzności bożej. Bo przyjmujemy to z wiarą, że jest ten główny autor, Stwórca, który dalej kontroluje pewien bieg wypadków zostawiając samorządzenie ludźmi ludziom, jednak jakieś zasadnicze linie od Boga zależą. I dlatego myślę, że ten rozwój, który jest uczciwy, który zmierza ku jednoczeniu ludzi, jest zgodny z opatrznością bożą. I stąd też takie moje wypowiedzenie, które się właściwie odnosi do przeniesienia kłótni czy dyskusji bardziej na płaszczyznę wyznaniową, czyli uwzględnienie nadprzyrodzoności”. „[…] widzę, że ma to swoją logikę dziejową” – dodał, stwierdzając, że ma nadzieję, iż polskie „przekorne” społeczeństwo „jednak zrozumie, że jest pewien postęp w rozwoju ludzkości”, którym to postępem miałaby być właśnie Unia. Prymasowi wtórowali inni hierarchowie. Na przykład metropolita lubelski abp Józef Życiński przekonywał, że albo będziemy w Unii Europejskiej, albo Polska zostanie przekształcona „w drugą Białoruś”. Twierdził też, że nie ma sensu obawiać się o utratę tożsamości we Wspólnocie, bo to samo może nas spotkać na skutek oglądania zagranicznych filmów oraz obserwacji zachodnich turystów odwiedzających nasz kraj.

W końcu cały Episkopat poparł przystąpienie do Unii. Na tydzień przed referendum akcesyjnym biskupi polecili odczytanie w kościołach listu. „Każdy Polak, tym bardziej człowiek wierzący, w poczuciu odpowiedzialności za przyszłość i należne naszej Ojczyźnie miejsce w rodzinie narodów europejskich, powinien wziąć udział w referendum” – stwierdzili. Pozornie nie zajmując własnego stanowiska, zrzucili odpowiedzialność za decyzję na św. Jana Pawła II. Stwierdzili, że Jan Paweł II, „upominając się o prawa wiary, religii i moralności chrześcijańskiej w zjednoczonej Europie, wyraźnie dostrzega miejsce Polski w strukturach europejskich”, a w związku z tym katoliccy wyborcy „powinni poważnie uwzględnić w swoich wyborach głos papieża”.

Już po referendum abp Henryk Muszyński przyznawał otwarcie, że – w jego ocenie – do Unii Europejskiej wprowadził Polskę Jan Paweł II. „Bez tych słów [JPII – red.] referendum by się nie powiodło. Ogromna większość ludzi wierzących, idąc do głosowania, opierała się właśnie na autorytecie papieskim. Nie mogli sobie wyrobić zdania na podstawie sprzecznych opinii polityków, zaufali więc człowiekowi, który jest dla nich niezwykłym autorytetem moralnym, religijnym i jest największym Polakiem” – podkreślił.

Ignorancja 
Znamienne, że prounijnej propagandzie kościelnej towarzyszyło dość wulgarne zakłamywanie rzeczywistości, to znaczy początków Unii Europejskiej. Powszechnie twierdziło się, że zjednoczona Europa jest ideą „zrodzoną z inspiracji chrześcijańskich polityków”, jak pisali polscy biskupi w marcu 2002 roku, wymieniając Alcide De Gasperiego, Roberta Schumana i Konrada Adenauera. Wymienianie jednym tchem tej trójki bez jakiegokolwiek nawiązania do dużego grona socjalistów i komunistów dążących do budowy wspólnej Europy stanowiło poważny błąd poznawczy. Gdzie komunista Altiero Spinelli i jego manifest z Ventotene? Gdzie socjalista Paul – Henri Spaak? Co ze zrodzoną jeszcze przed wojną ideą europejskiej jedności – z internacjonalistycznym paneuropeizmem Richarda Coudenhove-Kalergiego i późniejszymi działaniami Ottona Habsburga? Co wreszcie – last but not least – z niemieckimi wizjami Europy zjednoczonej bynajmniej nie wokół chrześcijaństwa, ale wokół potęgi Prus? Kościelni propagandziści zachowywali się tak, jakby to wszystko nie istniało. Być może dali się przekonać zachodnim Europejczykom, którzy chętnie zapraszali ich na salony, olśniewali bogactwem kontrastującym z ówczesną polską biedą i gorąco zapewniali o rzekomej bezalternatywności UE.

Być może nikt nie zadał sobie po prostu trudu sprawdzenia prawdziwej historii idei europejskiej integracji. Problem w tym, że po roku 2000 moralna degrengolada Europy zachodniej była doprawdy dość dobrze widoczna. Masowa aborcja, permisywna edukacja seksualna, prawo do zawierania związków partnerskich, promocja legalnej prostytucji, eutanazja – to wszystko już się działo; Europa budowała się w wyraźnej opozycji do chrześcijaństwa, na rewolucyjnych zasadach, czego oficjalny wyraz dano odrzucając odniesienia do Boga w projekcie pierwszych artykułów europejskiej „konstytucji” zaprezentowanych u progu 2003 roku. Dla wyrobienia sobie zdania o z gruntu bezbożnym charakterze Unii Europejskiej nie trzeba było sięgać do historii integracji; wystarczyło obserwować aktualną rzeczywistość – i to bynajmniej nawet nie dogłębnie; antychrystianizm ujawniał się już nawet na powierzchni wydarzeń. Papież i biskupi to wszystko zignorowali – i to pomimo faktu, że w latach 90. sam Jan Paweł II wielokrotnie zabierał głos w dyskusji o Europie, ubolewając nad faktycznym rozwojem wypadków. Najwyraźniej wspomnienie czasów sowieckich i zachodnio-europejski blichtr okazały się silniejsze od obaw.

Wreszcie – przekonanie o polskim mesjanizmie i rzekomej sile naszego katolicyzmu. Problem w tym, że ostatni raz prawdziwie po katolicku Polacy w swojej masie żyli może za Gomułki. Od lat 70. drastycznie zaczęła spadać liczba urodzeń. W przededniu referendum akcesyjnego wskaźnik dzietności wynosił w Polsce 1,25. W sytuacji tak namacalnie obserwowalnego zachłyśnięcia się konsumpcjonizmem i odrzucenia katolickich pryncypiów moralnych, o dynamizmie katolickiego życia w Polsce mógł mówić tylko ten, kto kompletnie pozbawił się zdolności wyjrzenia za pozory tworzone przez papieskie pielgrzymki.

Lekcja
Jaka płynie z tego nauka? Sądzę, że krótka i prosta: tam, gdzie idzie o politykę, trzeba w pierwszej kolejności zaufać wnikliwej analizie rzeczywistości opartej o znajomość historii i zasad antychrystycznej Rewolucji. Papolatria była i pozostaje niebezpiecznym zjawiskiem; bo papieże i biskupi, którzy formułują głęboko uproszczone i zależne od opinii mainstreamu rady polityczne, to w ostatnich dziesięcioleciach raczej norma niż wyjątek, czy będzie to wojtyliański euroentuzjazm czy bergogliański promigracjonizm i globalizm. Oddzielajmy roztropnie ziarno od plew.

Paweł Chmielewski

Australijscy politycy wypowiadają wojnę Muskowi, bo… nie zgodził się na usunięcie nagrania z ataku nożownika na biskupa

Australijscy politycy wypowiadają wojnę Muskowi, bo… nie zgodził się na usunięcie nagrania z ataku na biskupa

https://www.fronda.pl/a/Australijscy-politycy-wypowiadaja-wojne-Muskowi-bo-nie-zgodzil-sie-na-usuniecie-nagrania-z-ataku-na-biskupa,229435.html

Australijscy politycy wypowiadają wojnę Muskowi, bo… nie zgodził się na usunięcie nagrania z ataku na biskupa

„Egoistyczny miliarder”, „narcystyczny kowboj”, „arogancki miliarder, który myśli, że jest ponad prawem” – takimi epitetami australijscy politycy obrzucają Elona Muska za to, że nie godzi się na zablokowanie na całym świecie nagrania wideo, które przedstawia atak nożownika. Chodzi o napaść, którego ofiarą padł 15 kwietnia prawosławny biskup Mar Mari Emmanuel w kościele pw. Chrystusa Dobrego Pasterza na przedmieściach Sydney.

Co ciekawe, w przeciwieństwie jednak do polityków, sam biskup nie tylko przebaczył napastnikowi, mówiąc, że go kocha, ale w nagranym przesłaniu powiedział, że chce, by wideo przedstawiające atak pozostało w sieci. Jednocześnie nawoływał, by ludzie nie reagowali nienawiścią i nie odpowiadali przemocą na przemoc. Przesłanie biskupa jest o tyle ważne, że po napaści, o którą oskarżony jest 16-latek, doszło pod kościołem do zamieszek i zranienia 51 policjantów.

Jak informuje David James na portalu „Life Site News”, senator Jacqui Lambie stwierdziła wręcz, że Elon Musk za swoją odmowę usunięcia nagrania z chwili ataku nożownika powinien zostać „uwięziony”. W odpowiedzi Musk poparł wpis na platformie X internauty o pseudonimie Rothmus, że „australijska senator powinna być w więzieniu za cenzorowanie wolności słowa na X”. „Zdecydowanie – zgodził się Musk. – Jest ona wrogiem narodu Australii”.

Wbrew temu, czego można by się spodziewać, Muska cenzurować chcą nie tylko australijscy politycy lewicowo-liberalni, ale także centroprawicowej Koalicji, którzy stwierdzili, że Musk stosuje „obraźliwą i chamską argumentację”. Nie wyjaśniono jednak, co to znaczy.

Jak wyjaśnia David James, „w Australii nie ma skutecznej ochrony wolności słowa, w przeciwieństwie do USA, które mają Pierwszą poprawkę do Konstytucji. Rząd federalny obecnie przygotowuje projekt ustawy o wprowadzaniu w błąd i dezinformacji, by zmusić firmy od mediów społecznościowych, by dopuszczały tylko takie treści, które rząd aprobuje”. Pod rządami Partii Liberalnej wprowadzano w Australii urząd tzw. „komisarza e-bezpieczeństwa”.

Piastująca ten urząd Julie Inman-Grant zwróciła się do platformy X o usunięcie nagrania z ataku na biskupa. Gdy firma zablokowała dostęp do niego tylko w Australii, rząd zaczął się domagać usunięcia materiału na całym świecie, ewidentnie nadużywając swoich uprawnień, gdyż nie ma władzy ingerowania w to, co publikuje się w innych państwach.

David James zwraca uwagę na cenzorskie zapędy nie tylko australijskiego rządu. Za „szczególnie niebezpieczną inicjatywę” uznał dążenia Unii Europejskiej do wprowadzania ustawy o usługach cyfrowych, która oznacza grzywny dochodzące do 6 procent światowego rocznego obrotu. Za jeszcze gorszy uznał pomysł Wielkiej Brytanii, który proponuje grzywnę aż do 10 procent obrotu firmy na całym świecie. Zdaniem publicysty takie inicjatywy różnych rządów to „krok w stronę tyranii: rządzenie prawem zamiast rządów prawa”.

jjf/LifeSiteNews.com

Ontario po szczepieniach: Ponad dwukrotny wzrost chorób związanych z rozrodem. Bezpłodność.

Rządowa baza danych Kanady ujawnia katastrofalne uszkodzenia reprodukcyjne u mężczyzn i kobiet

27 kwietnia 2024 r. • autor: Amy Kelly govt-database-reveals-catastrophic-reproductive-damage-to-men-and-women/

Analiza wyciągów danych z bazy danych planu ubezpieczenia zdrowotnego Ontario (OHIP) od stycznia 20215 r. do grudnia 2022 r. ujawnia niezliczone szkody związane z reprodukcją, jakie ponieśli mieszkańcy Ontario w następstwie wprowadzenia szczepionek przeciwko Covid-19 w Kanadzie. Ten zbiór danych obejmuje około sześciu milionów unikalnych pacjentów. Co ważne, zawiera dane „wyjściowe” z czterech lat sprzed pojawienia się w Kanadzie szczepionek na Covid-19 lub szczepionkę przeciwko Covid-19, a także dane z roku 2020, kiedy choroba występowała tylko na Covid-19, oraz lata, w których szczepionka przeciwko COVID z lat 2021 i 2022. Daje nam to wgląd w zmiany zdrowotne, jakich doświadczyli mieszkańcy Ontario po wprowadzeniu szczepionek przeciwko COVID, z których ponad 85% mieszkańców Ontario przyjęło dwie dawki do 30 marca 2022 r. Około pięćdziesiąt procent mieszkańców Ontario otrzymało trzecią dawkę przypominającą w tym samym terminie.

Dlatego dane odzwierciedlają bardzo dużą liczbę zaszczepionych populacji i skutki tych szczepień.

W tej analizie analizowane są dane uzyskane w wyniku wniosków o wolność informacji, powiązane z dziewięcioma kodami diagnostycznymi OHIP (tzw. kodami rozliczeniowymi):

W przypadku wszystkich tych kategorii rozrodczych liczba pacjentów, którym przyznano te kody diagnostyczne, wzrosła co najmniej dwukrotnie od 2020 r., kiedy szczepionki przeciwko Covid-19 nie były jeszcze dostępne, do lat 2021 i 2022, kiedy zdecydowana większość mieszkańców Ontario otrzymała co najmniej dwie dawki szczepionek przeciwko Covid-19.

Pracownicy służby zdrowia pracujący w placówkach ambulatoryjnych korzystają z kodów rozliczeniowych/diagnostycznych OHIP przy składaniu wniosków do Programu ubezpieczenia zdrowotnego Ontario. Ponieważ Kanada ma medycynę „uspołecznioną”, mieszkańcy muszą najpierw udać się do lekarza pierwszego kontaktu, aby otrzymać skierowanie do specjalisty. Roszczenia ubezpieczeniowe z tytułu tych wizyt pacjentów należy składać za pośrednictwem elektronicznego przelewu roszczeń medycznych w Ontario. Zatem, z nielicznymi wyjątkami, dane te przedstawiają wszystkie diagnozy mieszkańców Ontario dotyczące opieki zdrowotnej inne niż nagłe przypadki w latach 2015–2022.

Ustalenia dotyczące szkód reprodukcyjnych – lata 2021–2022 w porównaniu z rokiem 2020

Przeglądając dane dotyczące liczby pacjentów OHIP w latach 2015–2022, Amy Kelly stwierdziła, co następuje dla lat 2021–2022, czyli lat, w których mieszkańcy Ontario otrzymywali szczepionki przeciwko Covid-19. Kanadyjscy lekarze przydzieleni:

Kod OHIP 634 — Zapalenie jąder (zapalenie jąder)/zapalenie najądrza (zapalenie najądrza, zakrzywiona struktura w tylnej części jądra) — do 31 557 różnych pacjentów. To ponad dwukrotnie więcej niż liczba pacjentów, którzy otrzymali ten kod diagnostyczny w 2020 r. – tj. przed wprowadzeniem szczepionek.

Kod OHIP 606 — Niepłodność męska, Oligospermia (niska liczba plemników), Azoospermia (brak plemników w nasieniu) — dla 65 392 unikalnych pacjentów. Oznacza to, że ponad dwukrotnie więcej pacjentów otrzymało ten kod diagnostyczny w porównaniu z rokiem 2020, przed wprowadzeniem szczepionek.

Kod OHIP 614 — Ostre lub przewlekłe zapalenie jajowodu (infekcja powodująca zapalenie jajowodów), zapalenie jajników (zapalenie jajników) lub ropień, zapalenie miednicy mniejszej — dla 15 043 różnych pacjentów, czyli ponad dwukrotnie więcej unikalnych pacjentów niż otrzymało ten kod diagnostyczny w 2020 r., kiedy szczepionki nie były jeszcze dostępne.

Kod OHIP 626 – Zaburzenia miesiączkowania – dla 837 425 różnych pacjentek, czyli ponad 2,25 razy więcej niż liczba osób, które otrzymały ten kod diagnostyczny w roku 2020 poprzedzającym wprowadzenie szczepionek przeciwko CoVID.

Kod OHIP 627 – Menopauza, krwawienie pomenopauzalne – dla 387 741 unikalnych pacjentów, ponad 2,5 razy więcej niż kod 627 w 2020 r., zanim szczepionki przeciwko COVID były publicznie dostępne.

Kod OHIP 628 – Niepłodność – dla 224 900 różnych pacjentów, czyli prawie 2,3 razy więcej niż liczba pacjentów zakodowanych tym kodem diagnostycznym w 2020 r.

Kod OHIP 629 – Inne zaburzenia żeńskich narządów płciowych – dla 227 242 unikalnych pacjentów, czyli ponad 2,5 razy więcej niż ten kod został nadany pacjentom w 2020 r.

Kod OHIP 632 – Nieudana aborcja (czyli poronienie utracone lub samoistna aborcja; poronienie, w którym płód nie powstał lub już się nie rozwija, ale łożysko i tkanki embrionalne nadal znajdują się w macicy matki) – 30 430 różnym pacjentkom, ponad dwukrotnie więcej pacjentów przypisało ten kod w 2020 roku.

Kod OHIP 634 — Aborcja niekompletna, Aborcja całkowita (aborcja niepełna ma miejsce, gdy niektóre produkty zostają zatrzymane w macicy po poronieniu; aborcja całkowita ma miejsce, gdy produkty zapłodnienia miną i szyjka macicy zostanie zamknięta) – dla 44 929 unikalnych pacjentek, ponad w 2020 r. dwukrotnie więcej pacjentów, którzy otrzymali ten kod diagnostyczny przed szczepionką na Covid-19.

Odwet

27 kwietnia 2024 r. | Nr 17/2024 (669)
Odwet
mtodd
       Szanowni Państwo!
       Ktoś z prawicy proponował, żeby lewackie łachudry wyzywać co najmniej równie wulgarnie, jak one to czynią. Pomysł, moim zdaniem, poroniony. Wyzwiska bowiem, to ich broń, którą władają bezbłędnie od niemowlęcia i żadne obelgi nie są im straszne. Gdyby nawet urządzić igrzyska na wyzwiska, to co miałoby z nich wynikać?
       Przed podjęciem jakiejkolwiek walki trzeba sobie jasno określić cel. O co walczymy i co chcemy osiągnąć? Jeżeli jest nim przykładowo zatrzymanie deprawacji dzieci, to kto i dlaczego je deprawuje? Nikt z osób zdrowo myślących nie ma wątpliwości, że wiele fundacji zasilanych zagranicznymi pieniędzmi działa na naszą zgubę. Kim są ci ludzie, to wiadomo nie od dziś, bo wcale się z tym nie kryją. Jak sobie z nimi poradzić? Oto jest pytanie. Te organizacje są zbyt potężne, żeby pokonać je na otwartym polu.
       A może tu właśnie należałoby zastosować ich broń? Jaką? Podwójnego agenta. Wniknąć w ich struktury i podjąć krecią robotę. Praca nie przynosząca sławy, ale poczucie dobrze spełnionego obowiązku – owszem. Dla człowieka inteligentnego, udawanie pazernego głupka, pośród pazernych głupków, nie jest zadaniem zbyt trudnym, a mogącym przynieść pożytki wynikające z wewnętrznej destrukcji takiej organizacji.
       Sianie chaosu w „tym kraju”, to wszakże wyzwanie dla „prawdziwego Europejczyka polskiego pochodzenia”. Skorzystajmy z ich doświadczeń i przenieśmy na ich podwórko. Ta ich broń mogłaby okazać się obosieczna. A wcielenie się w rolę podwójnego agenta atrakcją samą w sobie.
Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd

Prof. Leszek Marks, geolog, jasno: Wpływ człowieka na klimat – niewielki!

wgospodarce.pl/naukowcy-jasno-wplyw-czlowieka-na-klimat-niewielki

Szukam z uporem oryginalnego artykułu Profesora Leszka Marksa. Ci – to ochrzcili Go anonimowo: „Naukowcy”. MD

======================================

Zdjęcie ilustracyjne / autor: fot. Pixabay
Zdjęcie ilustracyjne / autor: fot. Pixabay

Naukowcy jasno: Wpływ człowieka na klimat – niewielki!

Ocieplenie klimatu osiągnie maksimum prawdopodobnie pod koniec tego stulecia, po nim rozpocznie się kolejne ochłodzenie – prognozuje Państwowy Instytut Geologiczny (PIG). Zdaniem ekspertów temperatura na Ziemi jest obecnie niższa niż w maksimach poprzednich ociepleń np. w średniowieczu.

„Wpływ zwiększonej emisji gazów cieplarnianych (na klimat – PAP), przede wszystkim wskutek spalania paliw kopalnych przez człowieka jest znacznie przeszacowany, ponieważ nie uwzględnia się roli równolegle postępującego ocieplenia spowodowanego przez czynniki naturalne” – ocenił w informacji przekazanej PAP Państwowy Instytut Geologiczny – Instytut Badawczy z okazji Dnia Ziemi, przypadającego 22 kwietnia.

Historia klimatu

Zdaniem naukowców PIG znajomość historii klimatu i zmian środowiska w holocenie, czyli w epoce geologicznej obejmującej ostatnie 11 700 lat, pozwala na „racjonalne prognozowanie trendu naturalnych zmian klimatu na Ziemi i ich skutków”.

Współczesne ocieplenie osiągnie swoje maksimum prawdopodobnie pod koniec bieżącego stulecia, po czym rozpocznie się kolejne ochłodzenie. Cieplejsza woda powierzchni oceanów stymuluje zwiększenie parowania, a to spowoduje zwiększenie zachmurzenia i większe opady na sąsiednich obszarach lądowych.

Zwrócili uwagę, że Ziemia i jej atmosfera zostały ukształtowane przez czynniki naturalne. „Część z nich działała bardzo słabo, ale przez miliony lat, więc ostatecznie ich wpływ zaznaczył się bardzo wyraźnie” – wskazali eksperci.

Zdaniem naukowców przyszłe zmiany klimatu i ich skutki można prognozować przez porównanie z rekonstrukcjami dla przeszłości.

Wynika z nich jednoznacznie, że współczesny trend ocieplenia jest związany z okresem przejściowym od ochłodzenia małej epoki lodowej, która skończyła się w pierwszej połowie XIX wieku” – stwierdzili eksperci PIG. „Wzrost temperatury na Ziemi w tym czasie nie przekroczył 1 st. C, a więc temperatura jest obecnie wciąż niższa niż w maksimach poprzednich ociepleń takich jak średniowiecze, okres rzymski i epoka brązu.

W przeszłości zmiany klimatu zachodziły cyklicznie i miały różną skalę, co zależało od działania czynników ziemskich i pozaziemskich – podali. W holocenie, czyli obecnej epoce geologicznej, takich epizodów ciepłych i przedzielających je ochłodzeń było kilkanaście, a każde z nich trwało około 500-600 lat.

„Najcieplejsza część holocenu, czyli jego optimum klimatyczne występowało 8-5 tysięcy lat temu, kiedy średnia temperatura na Ziemi mogła być nawet o 3 – 3,5 st. C wyższa niż obecnie” – podkreślili.

Naukowcy zwrócili uwagę, że w okresie optimum termicznego holocenu lodowce w strefie umiarkowanej znacznie się zmniejszyły, a nawet uległy całkowitemu zanikowi – tak się stało między innymi w Górach Skandynawskich, Pirenejach i na Uralu.

Obszar wieloletniej zmarzliny, charakterystycznej dla obszarów występowania klimatu zimnego, był znacznie mniejszy niż obecnie.

Arktyce okres ciepły zaczął się kilka tysięcy lat wcześniej i w tym czasie temperatura powierzchni morza w rejonie Spitsbergenu była o 2-5 st. C wyższa niż obecnie, co sprzyjało szybkiemu topnieniu wciąż rozległych lądolodów: północnoamerykańskiego, grenlandzkiego i skandynawskiego, a wieloletnia pokrywa lodowa występowała prawdopodobnie jedynie w ograniczonej części Morza Arktycznego.

„Ciepły klimat w starszej części holocenu zdynamizował ciepłe prądy morskie, które docierały bliżej biegunów. Spowodowało to zwiększenie parowania wody w oceanach i dalszy zasięg monsunów letnich, szczególnie na półkuli północnej. Przykładowo deszcze monsunowe w północno-wschodniej Afryce występowały kilkaset kilometrów dalej na północ, a więc prawdopodobnie nawet w południowym Egipcie” – ocenili eksperci w informacji przekazanej PAP.

Wraz z większymi opadami w rejonie śródziemnomorskim – jak podali – na Saharze pojawiła się sawanna i dopiero postępujące w ostatnich 5000 lat ochłodzenie spowodowało, że została przekształcona w pustynię.

Według naukowców wpływ na klimat na Ziemi miały też zjawiska ekstremalne. „Trwały krótko, ale w ogromnym natężeniu i efekt ich działania był często katastrofalny dla życia na Ziemi” – zaznaczyli. Niektóre z nich miały zasięg lokalny lub co najwyżej regionalny, np. wybuchy wulkanów, powodzie i trzęsienia ziemi, ale były również takie o znaczeniu globalnym, jak wybuchy superwulkanów oraz uderzenia komety lub asteroidy, które w efekcie spowodowały drastyczne ochłodzenia, trwające tysiące lat – wyjaśnili eksperci.

Ich zdaniem katastrofalny wpływ na klimat na Ziemi mogłoby mieć masowe użycie broni jądrowej, ponieważ doprowadziłoby to „prawdopodobnie” do wieloletniej „zimy nuklearnej” i „rozległego skażenia terenu”.

Wpływ człowieka – niewielki

Według PIG w skali globalnej wpływ człowieka na klimat jest niewielki, ale może być istotny lokalnie. Eksperci przyznali, że działalność człowieka jest ograniczona głównie do powierzchni Ziemi, lecz wpływa również na jej atmosferę i sięga kilka kilometrów w głąb, także w oceanach. „Zmiany w sposobie użytkowania powierzchni Ziemi, np. wylesianie, uprawy rolne, zabudowa i nieracjonalna gospodarka wodna mają istotny wpływ na lokalne stepowienie i pustynnienie obszarów, szczególnie tych znajdujących się w pobliżu granicy stref klimatycznych” – wyjaśnili.

Instytut powołał się na dane Komisji Europejskiej, zgodnie z którymi 70 proc. gleb w UE „nie jest w dobrym stanie”. „Przedstawiona w listopadzie 2020 r. strategia glebowa UE do 2030 r. ma na celu rekultywację do 2050 r. zdegradowanych i zdewastowanych gleb w Europie, zwiększenie ich odporności i zapewnienie im odpowiedniej ochrony, tak aby do 2050 r. wszystkie ekosystemy glebowe były w stanie dobrym” – wskazali naukowcy.

Marsz obłąkańców ku zagładzie, czyli współczesna geopolityka Zachodu

Marsz obłąkańców ku zagładzie, czyli współczesna geopolityka Zachodu 

Coraz bardziej rozpaczliwe wysiłki Zachodu skierowane na utrzymanie za wszelką cenę globalnej dominacji w jednobiegunowym świecie, przynoszą rezultaty odwrotne od zamierzonych

DR IGNACY NOWOPOLSKI APR 27 drignacynowopolski@substack.com
 
 

W dobie powszechnej telefonii komórkowej, Internetu i dronów, każdy kto tylko autentycznie chce, może uzyskać dostęp do prawdziwego wizerunku tego co dzieje się w świecie.  Miliony Arabów na bieżąco oglądają niekończący się spektakl ludobójstwa kobiet i dzieci w Strefie Gazy. 

Na Ukrainie można obserwować proces metodycznego niszczenia sprzętu wojskowego, oraz infrastruktury przemysłowej i energetycznej kraju, przez rosyjskie siły powietrzne, analizować agonię ukraińskich żołnierzy, na których nawet w przypadku pojedynczych jednostek, nie żałują Rosjanie pocisków armatnich.

Bardziej dociekliwi mogą nawet zliczyć lawinowy przyrost cmentarzy i grobów ukraińskich żołnierzy poprzez porównywanie satelitarnych zdjęć z różnych okresów, choć obraz ten jest wysoce niepełny, gdyż większość swych zabitych Ukraina zasypuje w rowach i transzejach linii frontu, nie bawiąc się w kompromitujące ewakuacje i pogrzeby.

Prawdą jest. że obywatele Zachodu są zbyt bezmyślni i leniwi do podjęcia powyżej opisanych działań i z błogością zadawalają się lawiną nieustannego kłamstwa swoich mediów głównego nurtu, pogrążając się coraz bardziej w surrealistycznej bajce tworzonej dla nich przez agencje wywiadowcze i pracujących na ich potrzeby „dziennikarzy”.

Powyższy akapit nie dotyczy jednak całej reszty świata, czyli około trzech czwartych Ludzkości.  I w tym właśnie tkwi pięta achillesowa Zachodniego Imperium Kłamstwa.  W swoje monstrualne kłamstwa wieżą tylko oni sami i ich poddani.

Na oczach ¾ Ludzkości odbywa się spektakl upadku brutalnego globalnego hegemona, odsłaniając przy tym nie tylko całe jego zło, ale i ogromną słabość. 

„Zfinancjalizowana” zachodnia gospodarka dostarcza światu jedynie pustej waluty i to głównie w formie elektronicznej, usług bankowych i tandetnej rozrywki z Hollywood.

Taki stan gospodarczy w oczywisty sposób wpływa  na złą kondycję techniczną uzbrojenia NATO, a co za tym idzie niemożność konkurowania, nie tylko z Rosją, ale nawet Chinami, Iranem, a także Północną Koreą, która otrzymała od Rosji technologię hipersoniczną, czyli  know-how jaki cały zbiorowy Zachód nie jest w stanie osiągnąć.  Wbrew reklamowym kłamstwom, „renomowanie zachodnie uczelnie” nie są w stanie dostarczyć swym odbiorcom nic ponad nowe trendy w „teorii wielopłciowej” i „bankowości stosowanej”.   W przypadku rakiet hipersonicznych, których Zachód nie jest w stanie zneutralizować, potrzebna jest natomiast rzetelna wiedza z zakresu metaloznawstwa i awioniki!

Obłędny „zielony” (ekologiczny) komunizm staje się już egzystencjalnym zagrożeniem dla samego przetrwania całej Ludzkości, nie tylko Zachodu!  To też jest dobitnie widoczne w percepcji światowej populacji!

Wymowną, wręcz anegdotyczną, ilustracją upadku „wspaniałego Zachodu” stanowi niedawna wizyta w Chinach czołowych „polityków” USA i UE.

Od lat Zbiorowy Zachód w sposób arogancki i pogardliwy traktuje pozostałe trzy czwarte Ludzkości, wyzyskując, rabując i mordując w niezliczonych wojnach jej mieszkańców.

Traktowania takiego nie uniknęły nawet, gospodarczy potentat, Chiny, które są dodatkowo nieustannie straszone amerykańską interwencją militarną.  Taka historia stosunków nie zraża zachodnich oficjeli do wizyty w ChRL i  domagania się różnorakich koncesji. 

Amerykański sekretarz stanu Antony Blinken domaga się od Chin zmniejszenia produkcji przemysłowej w celu ograniczenia amerykańskiego deficytu.  W trakcie eleganckiego obiadu, którym grzeczni gospodarze go ugościli, powyższe wymagania zostały zbyte pogardliwym milczeniem.

Jeszcze bardziej uwłaczającego, choć formalnie grzecznego powitania doznał Kanclerz Federalny Niemiec Olaf Scholz.  Na lotnisku jakiegoś prowincjonalnego miasta, gdzie wylądował jego samolot, powitała Kanclerza jedynie vice burmistrz wspomnianej aglomeracji i nie było to przypadkowe.  Scholz tuż przed objęciem urzędu kanclerskiego, był burmistrzem jakiegoś niemieckiego miasteczka.  Chińscy gospodarze, wiedząc o tym, przygotowali mu przyjęcie godne jego rzeczywistej rangi. 

Najbardziej pogardliwie potraktowano miłościwie nam panującą, z nadania Rotszylda, Ursulę von der Leyen, którą chińscy gospodarze wysłali przez odprawę paszportową dla zwykłych podróżnych.  Argumentowali to tym, że dyplomatyczny paszport unijny naszej umiłowanej władczyni nie jest dokumentem państwowym, gdyż UE to nie jest państwo.  W związku z czym „miłościwa pani” odstała sobie w kolejce do odprawy paszportowej, czas jakiś. 

Takie zachowanie widzi i doskonale rozumie cały nie zachodni świat.  A Chińczycy mówią naszym władcom:

Jesteście nikim i niczym.  Jesteście marionetkami w rękach waszych mocodawców.  Jesteście bezmyślnymi zerami, które są tak dokuczliwe jak natrętna mucha, ale ze względu na naszą tradycyjną gościnność, potraktowaliśmy was lepiej niż na to zasługujecie!

Powyższe przesłanie słyszy trzy czwarte Ludzkości i wyciąga z tego odpowiednie wnioski, szkoda że nie dociera ono do obywateli III RP!

A oto, jak różne łachudry – propagandyści KŁAMIĄ i zastaraszają naukowców i zwykłych ludzi nt. „klimatu”. Niejaki Rożek i klimatolożka są w rozpaczy.

Państwowy instytut podważył wpływ człowieka na globalne ocieplenie. Teraz przeprasza

[To nie cenzura nauki, o nie!! Tekst zniknął ze strony Polskiej Agencji Prasowej.

Pomóżcie mi go znaleźć !~! MD]

===============================

https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/9493445,polscy-naukowcy-globalne-ocieplenie-minie-klimat-sie-wychlodzi-aktu.html

Państwowy Instytut Geologiczny podał w poniedziałek informację, że wpływ człowieka na klimat jest „przeszacowany”, a w następnym stuleciu planeta zacznie się ochładzać. Po krytyce instytucja przeprosiła za podanie „sprzecznych z ustaleniami nauki” informacji, będących „spekulacją naukową autora tekstu”. – Przez ten tekst podważanie wyników badań o zmianach klimatu pogłębi się – grzmi popularyzator nauki Tomasz Rożek. [Sic!! Takie ZERO -i grzmi!! M.Dakowski]

Państwowy Instytut Geologiczny – Polski Instytut Badawczy (PIG-PIB) w przesłanym w poniedziałek (22 kwietnia) Polskiej Agencji Prasowej tekście podał informację, że „współczesne ocieplenie osiągnie swoje maksimum prawdopodobnie pod koniec bieżącego stulecia, po czym rozpocznie się kolejne ochłodzenie”.

Państwowy Instytut Geologiczny pisze o ociepleniu klimatu

„Wpływ zwiększonej emisji gazów cieplarnianych (na klimat – przyp. red.), przede wszystkim wskutek spalania paliw kopalnych przez człowieka jest znacznie przeszacowany, ponieważ nie uwzględnia się roli równolegle postępującego ocieplenia spowodowanego przez czynniki naturalne” – przekonywał w informacji przekazanej PAP z okazji Dnia Ziemi Państwowy Instytut Geologiczny.

Autor tekstu zwrócił uwagę, że Ziemia i jej atmosfera zostały ukształtowane przez czynniki naturalne, a zmiany klimatu można prognozować na podstawie zachodzenia takich procesów w przeszłości – w tym z dotychczasowych epizodów ciepłych i przedzielających je ochłodzeń w obecnej epoce geologicznej.

Publikację podało dalej wiele mediów – w tym poważnych i dużych tytułów prasowych. Podawane dalej twierdzenia PIG-PIB wzbudziły kontrowersje. Zareagował na nie między innymi profesor Witold Szczuciński, geolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

„Jeżeli to odkrycie poparte rzetelnymi badaniami to gratuluję – powinien się znaleźć w najlepszych światowych czasopismach naukowych (nie znalazłem tam takiej pracy), jeżeli zaś luźna opinia kogoś w Państwa instytucji to znacząco podważa wiarygodność Państwa i wyrządza bardzo wiele złego dla nauki i postrzegania geologii w Polsce w szczególności” – napisał naukowiec pod jednym z wpisów na stronie PIG-PIB na Facebooku.

Przeprosiny za „spekulacje naukowe”

We wtorek tekst zniknął ze strony Polskiej Agencji Prasowej, a na stronie PIG-PIB opublikowano oświadczenie: „Państwowy Instytut Geologiczny – PIB w pełni zgadza się z ustaleniami naukowymi dotyczącymi wpływu działalności człowieka na klimat Ziemi. Destrukcyjny wpływ emisji związanych ze spalaniem paliw kopalnych jest oczywisty. W materiale pragnęliśmy natomiast pokazać, że nie jest to jedyny czynnik wpływający na klimat – także naturalne procesy zachodzące na Ziemi odgrywają swoją rolę”.

„Niestety, nieprecyzyjna informacja i użyte argumenty wypaczyły intencję przekazu. Publikacja materiału w tej formie nie powinna mieć miejsca, zawiódł system weryfikacji treści w Instytucie, za co serdecznie przepraszamy” – czytamy w oświadczeniu. Władze instytucji wyjaśniły, że twierdzenia zawarte w komunikacie były „spekulacją naukową autora tekstu”, w dodatku są niepotwierdzone, a nawet stoją „w sprzeczności z dotychczasowymi ustaleniami nauki”.

Zaznaczono, że autorem tekstu jest prof. Leszek Marks, specjalista w zakresie badań nad czwartorzędem, a przygotowany przez niego materiał „nie jest oficjalnym stanowiskiem Państwowego Instytutu Geologicznego”.

„Przepraszamy, że nasze działania mogły wprowadzać opinię publiczną w błąd w kwestii wpływu emisji gazów cieplarnianych przez ludzi na klimat” – zakończyły komunikat władze instytucji.

„Przez ten tekst podważanie wyników badań o zmianach klimatu pogłębi się”

To jest instytut naukowy. To są naukowcy. Na ich stronie czytam rzeczy, które przewracają do góry nogami wszystko, co wiem. Oczekiwałbym więc, że podzielą się dowodami. Nie wiem, jak nazwać ten tekst. List? Felieton? Komentarz? Nawet nieoficjalny i popularyzatorski materiał powinien mieć źródła. Nie wyobrażam sobie, bym mógł opublikować film na moim wideoblogu bez podania w nim źródeł, na których buduję swoją wiedzę – komentuje w rozmowie z tvn24.pl Tomasz Rożek, dziennikarz naukowy, twórca wideobloga „Nauka. To lubię” i fundacji o tej samej nazwie.

Rożek podkreśla, że „naukowiec powinien bazować na faktach”. – Nie znam publikacji naukowej, już nie mówiąc o metaanalizach zbiorów publikacji, które uzasadniałyby takie zdanie. Ono ma rangę taką jak stwierdzenie, że cząstka może poruszać się szybciej od światła. Być może tak jest, co prawda przeczy to wielu rzeczom, które odkryliśmy, ale nie jest to niemożliwe. Na to jednak trzeba mieć dowody. W nauce nie ma dogmatów. Zdarzało się, że nawet najbardziej ugruntowana wiedza była wywracana do góry nogami, ale to musi być poprzedzone pokazaniem dowodów – zaznacza.

We wtorek temat podchwyciły nie tylko duże media, ale również siejące fake newsy konta na portalu X (dawniej Twitter). Niektórzy użytkownicy sugerują, że PIG-PIB publikował… niewygodną prawdę.

[Ależ oczywiście!! M. Dakowski, prof.zw, dr hab. ]

– Mleko się wylało. Przez ten tekst podważanie wyników badań o zmianach klimatu pogłębi się. Pod każdym kolejnym materiałem popularnonaukowym w komentarzach będą się pojawiać linki do tego tekstu i innych twórczych interpretacji PIG – kwituje gorzko Tomasz Rożek. [Aco za ch…złamany , panie Rożek, wyciąłz internetu tekst oryginalny?” MD]

Dziennikarz zauważa, że to nie pierwszy raz, gdy Państwowy Instytut Geologiczny publikuje niepotwierdzone naukowo teorie. W 2015 roku w innym artykule prof. Marksa pojawiły się – jak przekonywał m.in. fizyk atmosfery, profesor nauk o ziemi Szymon Malinowski z PAN – „poważne błędy i przeinaczenia”. „Prof. Leszek Marks od dawna kultywuje tradycję zaprzeczania zmianie klimatu i pielęgnowania mitów klimatycznych” – ocenił Malinowski wraz z innymi autorami artykułu na portalu naukaoklimacie.pl.

Klimatolog: tempo wzrostu temperatury Ziemi jest niespotykane w historii

Pytana o twierdzenia zamieszczone w oryginalnym tekście PIG-PIB prof. Anita Bokwa, klimatolożka z Uniwersytetu Jagiellońskiego, odpowiada, że „pojawiają się różne opinie dotyczące przyczyn ocieplania się klimatu, ale biorąc pod uwagę współczesną wiedzę klimatologiczną, jako źródło wiarygodnych informacje można polecić raporty IPCC, przygotowywane przez ogromny sztab naukowców”.

IPCC to powołany przez ONZ Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu. Z ubiegłorocznego raportu tej grupy dowiadujemy się, że największym zagrożeniem dla działań na rzecz zmian klimatu jest ciągłe uzależnienie świata od spalania paliw kopalnych, które nadal stanowią ponad 80 procent światowej energii i 75 procent spowodowanych przez człowieka zanieczyszczeń podgrzewających planetę. – Ludzkość stąpa po cienkim lodzie i ten lód szybko topnieje – alarmował w marcu 2023 roku sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres.

– Według licznych badań, prezentowanych w tych raportach, bez udziału człowieka nie da się wytłumaczyć obserwowanego wzrostu średniej globalnej temperatury – uzupełnia prof. Bokwa.

Klimatolożka podkreśla, że „obecnie tempo wzrostu temperatury Ziemi jest niespotykane w historii”. – Nie wiemy, czy nie nadejdzie sytuacja, w której procesy przyrodnicze znane nam z przeszłości będą przebiegać zupełnie inaczej. Człowiek już dokonał zmiany składu chemicznego atmosfery poprzez emisję dużych ilości gazów cieplarnianych i proces ten nadal postępuje, przekładając się na zmiany procesów fizycznych w atmosferze – komentuje ekspertka z UJ.

– Nawet jeśli ktoś nie wierzy w to, że emitowane przez człowieka gazy cieplarniane są główną przyczyną ocieplania się klimatu, to ograniczenie ich emisji wiąże się ze zmniejszeniem spalania paliw kopalnych, a co za tym idzie ze zmniejszeniem produkcji energii, do którego i tak powinniśmy dążyć przede wszystkim przez zmniejszenie nadmiernej, zbędnej konsumpcji. Ponadto mniejsze spalanie paliw kopalnych to zmniejszenie emisji substancji, które nas trują, takich jak pyły przyczyniające się do powstania smogu – dodaje prof. Anita Bokwa.

====================================

Fascynujące, jak dużo ludzi, z tytulami, może tak jawnie kłamać. MD