Jak sito gubi diamenty

Jak sito gubi diamenty

Izabela BRODACKA

Postulat aby sito nie gubiło diamentów towarzyszy nam od czasów realnego socjalizmu. Co roku jesteśmy świadkami podobnego spektaklu. Absolwenci podstawówek usiłują znaleźć miejsce w liceum. Zdesperowani rodzice krążą między szkołami usiłując wepchnąć dziecko najpierw do jakiejś szkoły o ustalonym prestiżu a potem do jakiejkolwiek szkoły średniej.

W tym roku sytuacja jest wyjątkowo trudna i wręcz podejrzana. Dla wielu dzieci zabrakło miejsca w jakimkolwiek liceum podczas gdy mamy obecnie podobno do czynienia z niżem demograficznym. Nic dziwnego, że wśród zdesperowanych rodziców i wśród dzieci krążą różne teorie spiskowe. Jedni twierdzą, że bezwzględne pierwszeństwo w przyjęciu do liceum mają dzieci ukraińskie. Bardzo w to wątpię, bo łatwo byłoby to sprawdzić śledząc listy przyjęć. Każda szkoła wyznacza liczbę punktów, które musi zdobyć dziecko aby w tej szkole znaleźć miejsce. Punkty są przyznawane za wyniki egzaminu ósmoklasisty, za oceny na świadectwie, za udział w konkursach oraz za wolontariaty.

Zamiast uczyć się do egzaminu dzieciaki walcząc o dodatkowe punkty wyprowadzają psy w schroniskach na spacer, startują w konkursach tańca i wycinanek łowickich. Walka o miejsce w liceum staje się rodzajem wolnej amerykanki w której dozwolone są wszystkie chwyty.

Czy faktycznie miejsce w liceum powinno być zagwarantowane wyłącznie dla dzieci z szóstkami na świadectwie? Wielu nauczycieli szkół podstawowych nie chcąc zamykać dzieciom drogi do liceum ofiarowuje  im na pożegnanie piątki i szóstki nie koniecznie im należne. Potem okazuje się, że dziecko z szóstką z matematyki na świadectwie nie umie dodawać ułamków. Postulat „żeby sito nie gubiło diamentów” oznacza troskę aby system rekrutacji do szkół średnich i na wyższe uczelnie nie eliminował osób wybitnie utalentowanych na rzecz mniej utalentowanych lecz posiadających bardziej znaczące atuty.

Przede wszystkim protekcje i koneksje. Uczyłam w tych czasach w szkole średniej, która pomimo przyzwoitej kadry nauczycieli starej daty stała się typową szkołą czerwonej burżuazji. Mocno partyjny dyrektor szkoły miał zwyczaj przed rozpoczęciem rekrutacji mówić otwartym tekstem: „ jeżeli ktoś ma jakieś protekcje proszę to zgłaszać teraz żeby potem nie było pretensji”. Stanowczo zaprotestowałam, gdy na miejsce dziewczynki która świetnie zdała egzaminy wepchnął tępą i bezczelną córkę dyrektora znanych linii lotniczych. Przyjął niechętnie również tę pierwszą komentując ironicznie: „Nie wybierasz się czasem lotem czarterowym gdzieś na zachód?”. Gdybym nawet chciała nie mogłabym się wybrać, gdyż nagminnie nie dostawałam paszportu o czym zapewne doskonale wiedział. 

W Szkole Teatralnej i w Akademii Sztuk Pięknych listy przyjętych były podobno ustalone na kilka lat naprzód. Oczywiście co roku przyjmowano kilku zdolnych prowincjuszy, bo ktoś musiał być mięsem armatnim tych prestiżowych uczelni. Absolwentki Akademii Sztuk Pięknych bez zaplecza w sferach elity, której herbem był sowiecki tank, uczyły potem plastyki w szkołach i przedszkolach. Tak było ale wcale nie minęło.

Świadczą o tym perypetie obecnych ósmoklasistów.  Znam przypadek dziewczynki która z egzaminu z matematyki  otrzymała 97%, z angielskiego 100% i została przyjęta do peryferyjnego liceum do którego dojazdy zajmą  jej dwie godziny dziennie. Inne dzieci z jej szkoły nie dostały się nigdzie. Staranie o miejsce w liceum to strategia wymagająca nie tyle wiedzy i talentu lecz przede wszystkim cierpliwości i zapobiegliwości. Nie chcę rozwodzić się na temat metod pozaprawnych, ale pewien rodzić powiedział mi z całą otwartością: „Wolę zainwestować w miejsce w liceum publicznym niż płacić cztery lata za miejsce w liceum prywatnym o wiele gorszym od publicznego”. To dobry przykład zjawiska o którym Boy Żeleński pisał: „Oto jak nas, biednych ludzi, rzeczywistość ze snu budzi” Jak twierdzą dzieci i ich trzeźwo myślący rodzice dobra szkoła publiczna to taka, która nie uczy ale wymaga. Kiepska szkoła nie uczy i nie wymaga.

Optymalna strategia to dostać się do szkoły z dobrą renomą. W Warszawie będzie to Staszic, Batory czy Jeziorański. Natomiast uczyć się trzeba na korepetycjach w trakcie których nauczyciele prezentują talenty dydaktyczne jakich brakuje im często w miejscu pracy. Szkoły prywatne chcąc nie chcąc stały się przechowalnią dla dzieci, które nie znalazły miejsca w szkołach publicznych. Bardzo często są to dzieci z defektami intelektualnymi czy osobowościowymi. Poziom nauczania i wymagań jest na ogół z konieczności niższy niż w liceach publicznych. Zwolennicy prywatyzacji oświaty i służby zdrowia twierdzą, że droższa usługa to lepsza usługa i że po krótkim okresie fluktuacji zapanuje rynek usług oświatowych i medycznych honorujący prawa rynkowe a przede wszystkim prawo popytu i podaży. Stąd szumne hasła: „ pieniądz idzie za uczniem” czy ostatnio: „ pieniądz idzie za pacjentem”.

Nie potrafią zinterpretować zdumiewającego dla nich faktu, że na uczelniach prywatnych gorszych od publicznych ( a miały być lepsze) studiuje na ogół młodzież niezamożna ( a mieli studiować bogaci) z małych ośrodków, której nie stać na korepetycje, utrzymanie w wielkim mieście uniwersyteckim czy na łapówki. Okazało się, że nie uruchomił się mechanizm mający w założeniu dogmat „ droższe = lepsze”. Wręcz przeciwnie, plaga kiepskich prywatnych uczelni, których jedynym przeznaczeniem jest drukowanie dyplomów, wydała różne Collegium Tumanum obsługujące sfery polityczne i rządowe.

Podobnie utopijne jest hasło „ pieniądz idzie za pacjentem”. Dla lekarzy optymalna jest możliwość leczenia prywatnych pacjentów w publicznych placówkach bez ponoszenia kosztów utrzymania budynku, zakupu aparatury i odpowiedzialności związanej z własnością. Pacjentom też łatwiej jest zapłacić za kilka wizyt w prywatnej przychodni a potem korzystać z bezpłatnej opieki w szpitalu. Jak mówią ludzie wschodu: „Dopóki można coś załatwić dając bakczysz nie jest jeszcze źle, tragedia zaczyna się gdy nie ma komu dać łapówki albo nikt nie chce jej brać”. 

Żyd z Charkowa, który trzęsie polską polityką

Żyd z Charkowa, który trzęsie polską polityką

Agnieszka Piwar 2026-08-20 piwar/zyd-z-charkowa-ktory-trzesie-polska-polityka

Ta postać, niczym soczewka, skupia szyderstwo, jakie zafundowano Polsce. Na jego przykładzie widzimy, że żydowskie pochodzenie i wychowanie w kulcie komunizmu to szczególnie istotne atuty, by zaistnieć w kręgach „prawdziwych polskich patriotów”. Jest on wręcz emanacją bagna, w jakie wciągnięto naród polski.

Józef Orzeł – bo o nim mowa – to klasyczny przykład szarej eminencji. Nigdy nie był członkiem rządu, nie prezesuje żadnej partii politycznej, nie bryluje w mediach. Podejrzewam, że znaczna część moich Czytelników nie wie nawet o jego istnieniu. Najwyższy czas to zmienić, gdyż śmiem przypuszczać, że to właśnie on ma w Polsce więcej do gadania, niż politycy których wszyscy kojarzymy.

Urodził się 26 lutego 1946 roku w Charkowie, w Ukraińskiej SRR. W autobiografii „Orle gniazdo” (nie czytałam, zajrzałam do bryku) Józef Orzeł kreuje się na człowieka, który przeszedł niezwykłą drogę: z rodziny żydowsko-komunistycznej, przez doświadczenie PRL i Solidarności, odrzucenie komunizmu, zaangażowanie po prawej stronie sceny politycznej, relacje z Jarosławem Kaczyńskim, późne nawrócenie na katolicyzm.

Uważam, że jest to człowiek niebezpieczny. Nie będzie to jednak publikacja w gatunku tzw. dziennikarstwa śledczego, gdyż nigdy nie weszłam w układ z żadnym „smutnym panem”, który miałby zlecać mi pisanie artykułów i podsuwać dokumenty czy inne „dowody”, jak to ma miejsce w przypadku „dziennikarzy” uważających się za „śledczych”.

Swój artykuł oprę na dedukcji i własnej obserwacji, bo tak się składa, że kilka lat temu poznałam Józefa Orła osobiście. Nie liczcie jednak na ujawnienie jakichś chwytliwych sensacji z działu tajne przez poufne. To co odkryłam nie jest jakoś szczególnie zakryte, ale Polacy nie chcą tego widzieć, bo prawda jest bardzo nieprzyjemna.

DZIEL I RZĄDŹ!

Był 2010 rok, a ja byłam nieopierzoną dziennikarką, której jeszcze nikt nie kojarzył. Pewnego dnia znajomy dziennikarz, mający znacznie większe doświadczenie ode mnie, przyprowadził mnie do Klubu Ronina. W tamtym czasie można było tam wejść jedynie za sprawą osoby, która już tam bywała i mogła kogoś wprowadzić. Sprawiało to wrażenie jakiegoś tajemnego kręgu, dostępnego tylko dla wybranych.

Spotkania odbywały się wówczas w Bookhouse Cafe przy ulicy Świętokrzyskiej w Warszawie. Przy drzwiach wejściowych czuwał sam Józef Orzeł – współzałożyciel Klubu Ronina obok Rafała Ziemkiewicza. Orzeł pełnił funkcję nie tylko gospodarza, ale także odhaczał przybyłych klubowiczów na liście obecności.

Przychodziły tam osoby o bardzo znanych nazwiskach, także z pierwszych stron gazet, a nawet szefowie tych gazet. Lokal był wypełniony po brzegi popularnymi facjatami. Byłam więc zaskoczona, że na ich tle Orzeł od razu mnie zapamiętał, czemu dawał wyraz, witając mnie po imieniu. Miałam wręcz poczucie, że bacznie, choć dyskretnie, mi się przyglądał, a może nawet robił rozeznanie.

Szybko zorientowałam się, że Józef Orzeł musi być kimś ważnym, skoro na jego spotkania przychodzą kluczowe postacie z kręgów post-solidarnościowych i nie tylko. Jego siła polega na sieci kontaktów, roli nieformalnego łącznika, prowadzeniu zakulisowych rozmów i dokonywaniu w ich ramach ustaleń.

Oficjalnie członkami Klubu Ronina nie mogą być czynni politycy, ale jako „goście specjalni” pojawiali się tam w najlepsze. Wielu ważnych ludzi przychodziło do tego miejsca jeszcze zanim objęli wysokie stanowiska. Spotykali się ministrowie, prezesi spółek, historycy, a także dziennikarze i publicyści stanowiący potężne zaplecze propagandowe dla ugrupowania Kaczyńskiego.

Naiwny jest ten, kto sądzi, że odbywały się tam jakieś sensowne rozmowy bystrzaków, którzy opracowali genialny plan, by odsunąć ówcześnie rządzącą ekipę Donalda Tuska od władzy. Przecież każdy kto logicznie myśli, doskonale wie, że środowiska Tuska i Kaczyńskiego niczym istotnym się od siebie nie różną, mają wspólny rodowód i posłusznie wypełniają rozkazy globalistów.

W Polsce władzę sprawuje ten sam byt ideologiczno-polityczny, podzielony pod publiczkę na poszczególne frakcje. Od czasu do czasu wymieniają się one większością parlamentarną, żeby dawać polskim wyborcom złudnie poczucie sprawczości i rzekomych zmian. W ten oto sposób tkwimy nieprzerwanie w tym samym syfie.

Pamiętam, że w tamtym czasie bywalcy posiedzeń Klubu Ronina często prymitywnie obgadywali ekipę Tuska, prezentując serię chamskich i szyderczych opinii na ich temat. Po co to robili, skoro wszyscy oni („PiS, PO – jedno zło!”) służą wspólnej sprawie i funkcjonują z nadania tych samych mocodawców?

Otóż wyglądało to jak wypracowywanie modelu, który miał pójść w Polskę. Chodziło o to, aby w oczach Polaków stworzyć iluzję alternatywy, czyli wybór między dwoma głównymi obozami politycznymi. Żeby nadać temu odpowiednią siłę, należało totalnie podzielić polskie społeczeństwo! Trzeba przyznać – wyszło im to doskonale.

KREOWANIE POCZUCIA WYŻSZOŚCI

Początkowo zaglądałam do Klubu Ronina dość regularnie, a nawet zaczęłam przyprowadzać tam swoich znajomych. Ktoś zapyta, po co w ogóle przychodziłam do takiego miejsca. Ano dla swoistej infiltracji, skoro nadarzyła się okazja.

Z czasem spotkania przybrały formułę otwartą, a nagrania z prowadzonych dyskusji zaczęły trafiać do Internetu, więc zniknęła otoczka „tajemniczości”. Wtedy przestałam tam chadzać. Bez żalu, bo absolutnie nigdy niczego mądrego od tych ludzi nie usłyszałam. Nie twierdzę jednak, że był to dla mnie czas stracony. Obserwując od środka to towarzystwo zrozumiałam coś konkretnego.

Spin doktorzy frakcji Prawa i Sprawiedliwości pogłębili karykaturowanie polskiego patriotyzmu i katolicyzmu, reprezentowanego przez wyborców tejże partii. Duchowni katoliccy wspierający publicznie PiS – a była i jest ich cała masa – udowodnili, że są koniunkturalistami i za nic mają nauczanie Chrystusa oraz chrześcijańskie wartości.

Bywalcy Klubu Ronina wkręcili sobie, że stanowią intelektualne zaplecze Polski. Wyglądało to tak, że na spotkaniach gadali jakieś farmazony, co spotykało się z aplauzem zebranych. Miałam wrażenie, że te znane osoby przychodziły tam po to, by inne znane osoby im przytakiwały, nawet jeśli powiedzą największą bzdurę. Czyli kółko wzajemnej adoracji, poprawiania sobie samopoczucia i łechtania ego.

Podobne zabiegi – w celu schlebiania kakistokracji – stosuje się, tworząc jakieś nagrody. Organizuje się przy tym uroczyste gale, podczas których statuetki trafiają do swoich. Odczytywana jest laudacja pełna pochwał dla laureatów, żeby budować miernotom legendę i przekonywać opinię publiczną, że oto mają do czynienia z kimś wspaniałym i wyjątkowym. Ludzie przeżarci pychą są niezwykle na to łasi.

Jeden z przykładów takiej nagrody to tytuł Człowieka Roku „Gazety Polskiej”. Na przestrzeni lat organizatorzy przyznawali to wyróżnienie czołowym postaciom PiS. Nagroda trafiła m.in. do Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego, a także do Mariusza Kamińskiego, byłego szefa CBA, oraz Tomasza Kaczmarka, znanego jako „Agent Tomek”.

Ten ostatni zasłynął z perfidnego uwodzenia i emocjonalnego manipulowania osobami rozpracowywanymi przez Centralne Biuro Antykorupcyjne (podległe wówczas pod rząd PiS) oraz prowokowania przestępstw i tworzenia fałszywych dowodów.

Przypominam, że środowisko tworzące PiS wykreowano na obrońców tradycyjnych i chrześcijańskich wartości, a miliony Polaków łyknęło ten bajer, co świadczy o fatalnej kondycji intelektualnej, moralnej i duchowej narodu polskiego. Ten tragiczny poziom polskiego społeczeństwa nie wziął się znikąd. Pracują nad tym takie postacie jak Józef Orzeł, dlatego na wstępie określiłam go jako człowieka niebezpiecznego.

Z PIEKŁA RODEM

Orzeł nie jest jedyny i nie był pierwszy. Społeczeństwo zamieszkujące polskie ziemie urabiane jest od setek lat. Przełomowy moment przypadł na połowę XVIII wieku, kiedy w Pierwszej Rzeczypospolitej działalność rozpoczął uważający się za mesjasza Jakub Frank i jego żydowska sekta.

Tysiące wyznawców – z Frankiem na czele – przyjęło katolicyzm, formalnie odrzuciło judaizm talmudyczny, traktując ten krok jako polityczną taktykę i kolejny etap wtajemniczenia w swojej sekcie.

Przyklasnęli temu ówczesny król August III Sas (który objął Franka państwową protekcją, dał mu list żelazny, a nawet został jego ojcem chrzestnym), polskie rody szlacheckie (które dzieliły się swoimi nazwiskami i herbami z nowo ochrzczonymi frankistami) oraz katolickie duchowieństwo, ochoczo udzielające chrztów.

Jak to możliwe, że z aplauzem przyjęli oni żydowskie przechrzty? Czy wynikło to z ich naiwności? A może ten brak rozeznania podstępu Jakuba Franka, to konsekwencja wcześniejszych herezji w jakie popadł Kościół katolicki?

Tymczasem frankiści przyjęli sobie polskobrzmiące nazwiska, wtopili się w polskie społeczeństwo oraz dotarli do szczytów władzy w polityce i kręgach kościelnych, co trwa w najlepsze do teraz.

Żydzi aktywnie praktykujący kabałę i okultyzm podbili katolicką Polskę niezwykle gładko. Właściwie weszli do nas jak w masło. Dla porównania, aby podbić prawosławną Rosję, gdzie nie byli już tak mile widziani, odpalili krwawą rewolucję, wymordowali miliony niewinnych ludzi, w tym cara i jego rodzinę oraz prawosławnych hierarchów.

Jak to możliwe, że w katolickim kraju kabalistom i okultystom poszło tak łatwo, a w prawosławnym musieli skorzystać z finansowego wsparcia Zachodu, ukatrupić cara, narzucić społeczeństwu krwawy terror oraz zgładzić duchowieństwo? Obawiam się, że Polacy nie są jeszcze gotowi na pełną odpowiedź. Niemniej jednak warto być świadomym, że i dla nas rozpisano scenariusz przynoszący pewne straty.

Wracając do antybohatera dzisiejszej publikacji i sekciarskich klimatów zaobserwowanych w jego Klubie Ronina – przewijało się tam coś jeszcze: obsesyjna nienawiść do Rosji i przekonanie o jakiejś niezwykłej roli Polski. Odniosłam wręcz wrażenie, że podopieczni Orła kultywują coś w rodzaju „mesjanizmu”.

Chodzi z grubsza o romantyczną ideę mesjanizmu narodowego, która zakładała, że cierpienie i rozbiory Polski mają głęboki sens religijny: naród polski cierpi za grzechy innych ludów, a jego męczeństwo przyniesie w przyszłości duchowe zmartwychwstanie i wolność całej Europie.

Takie pitolenie dla frajerów, żeby uzasadnić jakoś niecne plany wobec Polski. W rzeczywistości chodziło o to, żeby cynicznie używać Polaków, na przykład namawiając ich do zrywów przeciwko Rosjanom, bo globalni gracze mieli interes w osłabieniu Rosji.

Zgubny „mesjanizm” kultywowany jest do dzisiaj, o czym świadczy chociażby fakt uroczystego obchodzenia rocznic powstań, do których podpuszczano Polaków, a które przecież zakończyły się totalną klęską i narodową katastrofą.

Gloryfikowanie składania Polaków w ofierze odbywa się na różnych płaszczyznach. Wystarczy wspomnieć „beatyfikację” rodziny Ulmów, która poświęciła swoje polskie życie dla ratowania cudzego – żydowskiego (sic!). Najbardziej szokujące jest to, że wśród „wyniesionych na ołtarze” znalazł się także Józef Ulma – głowa rodziny, który jako mąż i ojciec siedmiorga dzieci miał obowiązek w pierwszej kolejności zadbać o bezpieczeństwo swoich najbliższych, ale z pełną świadomością tego nie zrobił.

PODŻEGANIE DO ZABIJANIA!

Przyznaję, że swego czasu i ja na swój sposób nabierałam się na pewne elementy ideologii „mesjanizmu”. Łykałam też ten cały etos o wyższości cywilizacji łacińskiej nad innymi. Wystarczy wspomnieć tytuł jednego z moich reportaży sprzed dekady, opisujący wyprawę z polskimi motocyklistami na Wschód: „Z błogosławioną misją przez Rosję”.

Serio kiedyś myślałam, że jesteśmy jakimś wyjątkowym narodem, wybranym do naprawiania świata. Jednak nie pasowałam w pełni do schematu, gdyż z Rosjanami zawsze szukałam dialogu i nigdy nie wyzywałam ich od najgorszych, za co sekta PiS okrzyknęła mnie „ruską agentką”.

Tymczasem Józef Orzeł zdaje sobie sprawę z tego, że „część «ludu pisowskiego» jest PiS-em zmęczona”. W związku z tym, udzielił wywiadu Interii, w którym obwieścił, że Jarosław Kaczyński powinien już oddać część inicjatywy w organizowaniu rozmów i budowaniu porozumienia całej prawicy. Jednocześnie Orzeł namaścił nowego guru prawicowej sceny.

Z wywiadu opublikowanego 6 sierpnia 2026 roku dowiadujemy się, że szara eminencja polskojęzycznej polityki bardzo pozytywnie patrzy na Karola Nawrockiego i przypisuje mu znacznie większą rolę niż tylko funkcję prezydenta. Orzeł widzi w nim potencjalnie kluczowego patrona i integratora całej prawicy, z Konfederacją włącznie.

Również 6 sierpnia ten sam Nawrocki (nomen omen, jego nazwisko wiąże się z historią nawrócenia/przechrzczenia przodków) w przemówieniu z okazji pierwszej rocznicy zaprzysiężenia na prezydenta wyraźnie dał do zrozumienia, że nie będzie wzywał do podjęcia rozmów pokojowych, by zaprzestać przelewania słowiańskiej krwi za naszą wschodnią granicą.

Mityczny „mesjanizm” Polski w praktyce wygląda więc tak:

Niech [Ukraińcy] mordują Sowietów [Rosjan], którzy ich napadli, a nas, Polaków, to w ogóle nie boli. W tym zakresie zawsze mogą liczyć na naszą pomoc, bo tam, gdzie się bije Moskala, tam Polska pomaga, nawet jak nie bierze udziału bezpośrednio w tej wojnie. Taki jest strategiczny interes Polski” – powiedział prezydent RP.

Otóż prezydent Polski na pewno nie mówił w imieniu Polaków. Wrogość z Rosją nie ma najmniejszego przełożenia na interes Polski, co każdego dnia odczuwają zwykli Polacy, kiedy tankują auto i opłacają ogromne rachunki za gaz czy prąd. W naszym interesie jest utrzymywać dobre stosunki z sąsiadami, szczególnie silniejszymi, zamiast szukać z nimi konfliktu.

Przypominam po raz enty, że wojna na wschodniej Ukrainie leży w żydowskim (chazarskim) interesie. Rosjanie i Ukraińcy zostali podstępem napuszczeni przeciwko sobie, są wykorzystywani jako goje do wzajemnego wybijania się i oczyszczania terenów pod nowe zasiedlenie (ziem dawnego Kaganatu Chazarskiego).

Następni w kolejce są Polacy (stąd nieustanne podżeganie do konfliktu z Rosjanami, a ostatnio także z Ukraińcami), wszak wiele wskazuje na to, że scenariusz zakłada wielki exodus z Bliskiego Wschodu na ziemie przodków. Żydzi, którzy na terenach okupowanej Palestyny stworzyli sobie „państwo” Izrael, przybyli tam bowiem nie tylko z krajów byłego ZSRR – Ukrainy, Rosji i Białorusi – ale także, a nawet przede wszystkim, z Polski.

Gdyby Polskę reprezentowali chrześcijanie, dokładaliby wszelkich starań, aby nakłaniać Ukraińców i Rosjan do podjęcia rozmów pokojowych i zaprzestania przelewania krwi. Zamiast tego, od początku konfliktu przedstawiciele Polski zagrzewają do walki. Co gorsza, Polska dostarcza Ukrainie broń służącą do zabijania, którą finansują polscy podatnicy.

Równolegle żydowscy zarządcy Polską – podszywający się pod polskich patriotów i udający chrześcijan – w najlepsze kontynuują budowanie mitu wyjątkowości. To przekonanie o swojej wyższości charakteryzuje właśnie członków sekty Orła – listę nazwisk poznacie na Wikipedii pod hasłem „Klub Ronina”.

Tymczasem żydowską mentalność od chrześcijańskiej odróżnić można bardzo łatwo. Chrześcijański duch – który z Polski ulotnił się już dawno temu – brzydzi się zabijaniem oraz pychą i wyniosłością, które tak bardzo charakteryzują polskojęzycznych polityków z każdej frakcji bez wyjątku.


Agnieszka Piwar

Lodowy Jedwabny Szlak

Chiński statek płynie przez Arktykę. To nowa droga z Azji do Europy

admin3 pt., 21/08/2026 zmianynaziemi/chinski-statek-plynie-przez-arktyke-nowa-droga-z-azji-do-europy

19 sierpnia 2026 roku chiński kontenerowiec Dubai Tower zawinął do portu w Murmańsku na północy Rosji. To nie był zwykły rejs, lecz historyczny moment, który zmienia mapę światowej logistyki. Po raz pierwszy w historii statek handlowy z Chin dotarł do Europy regularną linią przez Arktykę, omijając tradycyjne szlaki morskie.

Operatorem jest chińska firma Sea Legend Shipping, która 15 sierpnia wyruszyła z portu Ningbo-Zhoushan na wschodzie Chin. Statek przewoził około 500 kontenerów z częściami samochodowymi. Do końca sezonu nawigacyjnego, czyli do 3 października, zaplanowano osiem takich rejsów z cotygodniowymi odjazdami.

Arktyczny ekspres: krócej, taniej, bezpieczniej?

Północny Szlak Morski (NSR) to najkrótsza droga morska między Azją a Europą, o około jedną trzecią krótsza od trasy przez Kanał Sueski. Rejs testowy w 2025 roku trwał 20 dni zamiast 37 przez Kanał Sueski. To różnica dwóch tygodni i ogromne oszczędności w kosztach paliwa oraz obsługi.

Ale to nie tylko kwestia czasu. Tradycyjne szlaki są coraz bardziej zagrożone:

– Cieśnina Malakka — wąskie gardło kontrolowane przez Singapur i Malezję, narażone na piractwo i blokady.

– Bab el-Mandeb — przejście między Jemenem a Dżibuti, gdzie od miesięcy trwają ataki Huti na statki handlowe.

– Kanał Sueski — ograniczona przepustowość, wysokie opłaty, podatność na blokady i ataki terrorystyczne.

– Morze Śródziemne — narażenie na działania grup zbrojnych w Libii i na Bliskim Wschodzie.

Północny Szlak Morski omija wszystkie te punkty krytyczne. Zamiast przepływać przez ciepłe, niebezpieczne wody, statek płynie przez Arktykę — zimną, ale kontrolowaną.

Rosyjskie lodołamacze jako gwarancja bezpieczeństwa

Kluczowym elementem tej operacji jest Rosja. Koncern Rosatom zapewnia eskortę atomowych lodołamaczy, które torują drogę statkom handlowym przez zamarznięte wody. Szef Rosatomu Aleksiej Lichaczow podkreślił, że w odróżnieniu od wcześniejszych rejsów testowych, program na 2026 rok przewiduje pełnowartościowe, regularne połączenie.

W 2024 roku Rosatom i Sea Legend Shipping utworzyły spółkę joint venture Northern Sea Route Shipping Line, by rozwijać kontenerową żeglugę arktyczną. Chińska firma zapowiedziała też zainteresowanie inwestycjami w portach: Murmańsku, Archangielsku i Ust-Łudze.

Planowanych jest sześć arktycznych kontenerowców o ładowności około 4800 TEU — cztery mają wejść w eksploatację w październiku 2026 roku, a dwa w czerwcu 2027 roku. Celem jest transport do 1,2 miliona ton ładunków rocznie.

Lodowy Jedwabny Szlak rodzi się na nowo

Chińczycy nazywają to Lodowym Jedwabnym Szlakiem (Ice Silk Road). To rozwinięcie strategicznej inicjatywy Pasa i Szlaku, która szuka alternatywnych tras dla tradycyjnych korytarzy morskich i lądowych.

Ale ta nowa trasa ma fundamentalnie inną naturę niż historyczny Jedwabny Szlak. Nie jest to neutralna droga handlowa, lecz szlak kontrolowany przez dwie potęgi autorytarne. Rosja zapewnia infrastrukturę i bezpieczeństwo w postaci lodołamaczy atomowych, eskorty i portów, natomiast Chiny dostarczają ładunki i kapitał. Europa znajduje się na końcu łańcucha jako odbiorca, a nie partner.

Dlaczego to ważne? Przede wszystkim dlatego, że oznacza przemieszczenie się światowego handlu z kontrolowanych przez Zachód szlaków morskich, takich jak Suez czy Malakka, na szlaki kontrolowane przez Rosję i Chiny. To nie tylko logistyka, lecz geopolityka.

Europa na bocznym torze

Paradoksalnie Europa, będąca docelowym odbiorcą chińskich towarów, nie jest stroną w tym projekcie. Zachodnie linie żeglugowe nie operują na NSR ze względu na sankcje wobec Rosji i obawy o bezpieczeństwo. Europejskie porty są gotowe przyjmować chińskie kontenery, ale nie mają wpływu na trasę, którą one płyną.

Wynikiem jest sytuacja, w której Europa staje się coraz bardziej zależna od chińskich dostaw przesyłanych szlakiem kontrolowanym przez Rosję. Alternatywą jest dłuższa i droższa droga przez Suez, która jest jednocześnie coraz bardziej niebezpieczna.

Co się zmieniło w 2026 roku?

Do tej pory NSR był wykorzystywany głównie przez rosyjskie statki dostarczające surowce energetyczne oraz przez jednostki turystyczne. Kontenerowce to nowość, a regularna, cotygodniowa linia kontenerowa stanowi przełom.

Powody są dwa:

Video URL

https://zmianynaziemi.pl/media/oembed?url=https%3A//www.youtube.com/watch%3Fv%3DPjIsfwvXAPc&max_width=800&max_height=600&hash=m6u4B8WdE8vdKICOHaPJtkzNcxkP8ij2Qbrq0c-EuOw

Po pierwsze — zmiany klimatyczne. Ocieplenie Arktyki powoduje, że sezon nawigacyjny wydłuża się z kilku tygodni do kilku miesięcy. Niektóre trasy są już dostępne bez eskorty lodołamaczy przez większą część roku.

Po drugie — pogorszenie się sytuacji na tradycyjnych szlakach. Jak powiedział Lichaczow, Północna Droga Morska staje się szlakiem o światowym znaczeniu z powodu pogorszenia się sytuacji w Zatoce Perskiej. Wojna USA i Izraela z Iranem, ataki Huti na statki handlowe oraz zamknięcia Kanału Sueskiego zmuszają armatorów do szukania alternatyw.

Co to oznacza dla przyszłości?

Chińska strategia jest długoterminowa. Nie chodzi tylko o osiem rejsów w 2026 roku, lecz o stworzenie całej infrastruktury: portów, baz lodołamaczy, systemów nawigacyjnych i zapasów paliwa. To inwestycja na dekady.

Europa stoi przed dylematem: korzystać z tańszych i szybszych dostaw przez NSR, wzmacniając tym samym współpracę Rosji i Chin, czy utrzymywać sankcje i szukać alternatyw, płacąc więcej i czekając dłużej.

Dla światowego handlu oznacza to fundamentalną zmianę. Przez wieki szlaki morskie były w miarę neutralną przestrzenią, otwartą dla wszystkich i kontrolowaną przez międzynarodowe prawo morskie. NSR jest inny: to szlak własnościowy, kontrolowany przez dwa państwa, które coraz śmielej definiują zasady gry.

19 sierpnia 2026 roku chiński kontenerowiec w Murmańsku to nie tylko statek z 500 kontenerami. To symbol nowego układu sił, w którym Arktyka przestaje być bezpieczną, neutralną pustką, a staje się nowym polem rywalizacji geopolitycznej.

Świat się zmienia. Mapa handlu morskiego również.

Źródła:

https://wgospodarce.pl/informacje/157737-rusza-lodowy-jed…

https://geekweek.interia.pl/styl-zycia/ciekawostki/news-c…

https://pl.euronews.com/2026/08/18/topnieje-lod-zmienia-s…

https://swiatoze.pl/arktyka-otwiera-sie-na-handel-statek-…

Zieloni wredni idioci: O tym, jak “Missunde III” “zastąpił” “Missunde II”…

O tym, jak “Missunde III” “zastąpił” “Missunde II”…

Date: 21 agosto 2026Author: Uczta Baltazara 0 Commenti

Wszystko zaczęło się od «świetlanej» idei. Trzy lata temu władze landu Szlezwik-Holsztyn, niemieckiego kraju związkowego graniczącego z Danią, wpadły na pomysł wymiany promu spalinowego na nowy, napędzany energią słoneczną. Stary prom “Missunde II” sprzedano za jedyne 17 tysięcy euro. Całkowity koszt nowego “Missunde III”  wyniósł 6,5 miliona euro. Skutek? – Katastrofa, która odbiła się szerokim echem w całych Niemczech.

Prom, który nie pływa

Nowy prom solarne, który wyglądał jak źle złożony stolik z Ikei, od pierwszego dnia sprawiał problemy. Jego wielkie panele słoneczne na dachu działały jak żagiel podczas silnego wiatru. Prom miał trudności z radzeniem sobie z prądami rzeki Schlei, był zbyt ciężki dla swoich lin prowadzących, a do tego miał problemy z cumowaniem do nabrzeża-4. Testy wykazały, że przy wyższych prędkościach wiatru bezpieczne cumowanie było niemożliwe-8.

W międzyczasie, gdy władze majstrowały przy swoim absurdalnym projekcie prestiżowym, wszyscy dojeżdżający między Missunde a Brodersby musieli robić 30-kilometrowy objazd przez najbliższy most. Każdego dnia tego wydłużenia trasy dla kierowców (60 kilometrów w obie strony), w przeliczeniu na CO2, odpowiadało dwóm miesiącom lub więcej pracy starego promu, szczególnie w sezonie turystycznym, gdy codziennie przewożono dodatkowe sto samochodów.

Koszty rosną w zastraszającym tempie

Po roku, z powodu niemożności przeprojektowania promu i narastającego gniewu społeczności, Urząd Ochrony Wybrzeża zwrócił do nabywcy wycofanego z eksploatacji promu “Missunde II”. Były właściciel zgodził się odsprzedać go za 100 000 euro – tj. sześciokrotność ceny jego zakupu sprzed roku-3-8. Był to zaledwie początek finansowej spirali.

Pierwotnie prom miał kosztować około 2,5 miliona euro, ale ostateczna cena zamknęła się w kwocie 6,5 miliona euro-4-7. Do tego doszły koszty przeróbek;“Missunde III”wymagał dodatkowych prac za 1,3 miliona euro.

Symbol fiaska planowania

Chronologia problemów jest długa i bolesna. Budowę promu zlecono w 2020 roku, a miał on rozpocząć pracę jesienią 2022 roku, później w styczniu 2024, w końcu w kwietniu 2026-5-8.

Kiedy w końcu, pod koniec kwietnia 2026 roku, “Missunde III” rozpoczął regularne kursy, seria awarii nie miała końca:

  • Zaledwie kilka tygodni po starcie – głośny huk, prawdopodobnie mechanicznego pochodzenia, doprowadził do nieplanowanego postoju-5.
  • Uszkodzenie samochodu podczas wjeżdżania na pokład, gdy prom wysunął się z haka i cofnął-5.
  • Awaria obu pasów napędowych w długi weekend zielonoświątkowy – totalna awaria w szczycie sezonu, która wyłączyła prom z eksploatacji na trzy tygodnie-2-5.

Jakby tego było mało, nowy prom okazał się wolniejszy od starego – mimo większej ładowności przepuszczał mniej samochodów-2. Wyższe koszty i mniejsza wydajność stały się codziennością podróżnych.

Prawne następstwa i plany ratunkowe

Skala fiaska była tak wielka, że lokalni przedsiębiorcy, restauratorzy oraz armatorzy przygotowują pozew zbiorowy przeciwko landowi Szlezwik-Holsztyn-2-5. Minister transportu Claus Ruhe Madsen (CDU) w końcu ogłosił kapitulację. “Potrzebujemy promu, który niekoniecznie potrafi wszystko na papierze, ale który działa niezawodnie każdego dnia”-4. “Missunde III” zostanie wycofany z eksploatacji, a stary spalinowy prom “Missunde II” ma wrócić na trasę po technicznym przeglądzie w stoczni-1-4.

Stary-nowy plan

Zdaniem ministerstwa, “Missunde II” ma zabezpieczyć przeprawę do czasu zbudowania nowego promu. Obecnie planowany jest “Missunde IV”, ale nikt nie wie, kiedy zostanie zamówiony-6. Rząd przyznaje, że także u starej jednostki mogą pojawić się problemy, ale jej świadectwo zdatności do żeglugi obowiązuje do połowy 2029 roku-1-6. Potem sytuacja staje się niepewna. Co więcej, istnieją obawy, że może nastąpić okres, gdy żaden sprawny prom nie będzie dostępny. Certyfikat dla “Missunde II” wygasa w połowie 2029 roku, a nowy prom może nie być jeszcze gotowy-1-6.

Kto zapłaci?

Cała sprawa może mieć konsekwencje prawne dla biura inżynierskiego zleconego do wykonania prac. Według oświadczeń Ministerstwa Transportu, obecnie badane są możliwe roszczenia o odszkodowanie, a także zasięgane są odpowiednie opinie biegłych-6. “Missunde III” będzie utrzymywana w stanie umożliwiającym przeprowadzenie postępowania sądowego przeciwko konstruktorowi-6.

Przypadek “Missunde III” to klasyczny przykład tego, kiedy dobre intencje – w tym przypadku ekologia – mogą zderzyć się z twardą rzeczywistością. Region, który chciał promować zieloną energię, zamiast tego otrzymał wielomilionowy problem, który na lata zakłócił komunikację i stał się obiektem kpin w całych Niemczech.

Najważniejsze źródła niemieckie:

Najważniejsze źródła angielskie:

Dodatkowe źródła (niemieckie):

Od Huxleya do Orwella: kontrastujące dystopie

Od Huxleya do Orwella: kontrastujące dystopie

Podał: AlterCabrio , 21 sierpnia 2026

Kiedy George Orwell opublikował swoje przełomowe dzieło „Rok 1984”, poprosił wydawców o przesłanie egzemplarza Aldousowi Huxleyowi, którego dystopijne arcydzieło „Nowy wspaniały świat” ukazało się 17 lat wcześniej. List Huxleya do Orwella to fascynujące porównanie dwóch kontrastujących wizji „ostatecznej rewolucji”.

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

Od Huxleya do Orwella: kontrastujące dystopie

Po raz pierwszy opublikowano w sierpniu 2015r., ale od tego czasu zapewne zyskało na znaczeniu…

Kiedy George Orwell opublikował swoje przełomowe dzieło „Rok 1984”, poprosił wydawców o przesłanie egzemplarza Aldousowi Huxleyowi, którego dystopijne arcydzieło „Nowy wspaniały świat” ukazało się 17 lat wcześniej. List Huxleya do Orwella to fascynujące porównanie dwóch kontrastujących wizji „ostatecznej rewolucji”.

Wrightwood. Cal.

21 października 1949 r.

Szanowny Panie Orwell,

To bardzo miło z Pana strony, że poprosił Pan wydawcę o przesłanie mi egzemplarza swojej książki. Dotarła ona do mnie, gdy byłem w trakcie pracy nad dziełem, które wymagało ode mnie dużo czytania i korzystania z bibliografii. A ponieważ słaby wzrok zmusza mnie do oszczędzania czasu, musiałem długo czekać, zanim mogłem rozpocząć lekturę „Roku 1984”.

Zgadzając się ze wszystkim, co krytycy o niej napisali, nie muszę powtarzać, po raz kolejny, jak wspaniała i jak głęboko ważna jest ta książka. Niech wolno mi będzie zamiast tego mówić o tym, o czym książka traktuje – o ostatecznej rewolucji. Pierwsze oznaki filozofii ostatecznej rewolucji – rewolucji wykraczającej poza politykę i ekonomię, której celem jest całkowita subwersja [sabotaż] psychiki i fizjologii jednostki – można znaleźć u markiza de Sade, który uważał się za kontynuatora, dopełnienie Robespierre’a i Babeufa.

Filozofia rządzącej mniejszości w „Roku 1984” to sadyzm, który został doprowadzony do logicznego końca poprzez wyjście poza płeć i zaprzeczenie jej. Wątpliwe jest, czy w rzeczywistości polityka buta na twarzy może trwać w nieskończoność. Wierzę, że rządząca oligarchia znajdzie mniej mozolne i marnotrawne sposoby rządzenia i zaspokajania swojej żądzy władzy, a sposoby owe będą przypominać te, które opisałem w „Nowym wspaniałym świecie”. Niedawno miałem okazję przyjrzeć się historii magnetyzmu zwierzęcego [mesmeryzm] oraz hipnozy, i byłem pod ogromnym wrażeniem sposobu, w jaki przez sto pięćdziesiąt lat świat odmawiał poważnego uznania odkryć Mesmera, Braida, Esdaile’a i innych.

Częściowo z powodu panującego materializmu, a częściowo z powodu powszechnego poważania, XIX-wieczni filozofowie i ludzie nauki nie byli skłonni badać dziwniejszych faktów psychologii, aby praktycy, tacy jak politycy, żołnierze i policjanci, mogli je zastosować w rządzeniu. Dzięki dobrowolnej ignorancji naszych ojców nadejście ostatecznej rewolucji opóźniło się o pięć lub sześć pokoleń. Kolejnym szczęśliwym zbiegiem okoliczności była niezdolność Freuda do skutecznej hipnozy i wynikająca z tego deprecjacja hipnozy. To opóźniło powszechne zastosowanie hipnozy w psychiatrii o co najmniej czterdzieści lat. Obecnie jednak psychoanalizę łączy się z hipnozą. A hipnoza stała się łatwa i nieskończenie rozszerzalna dzięki stosowaniu barbituranów, które wywołują stan hipnozy i podatności na sugestię nawet u najbardziej opornych osób.

Wierzę, że w ciągu następnego pokolenia władcy świata odkryją, że warunkowanie niemowląt i narkohipnoza są skuteczniejszymi narzędziami rządzenia niż maczugi i więzienia, a żądzę władzy można zaspokoić równie skutecznie, nakłaniając ludzi do pokochania swojej niewoli, jak i bijąc ich i kopiąc, by zmusić do posłuszeństwa. Innymi słowy, czuję, że koszmar z „Roku 1984” musi przekształcić się w koszmar świata bardziej przypominającego ten, który wyobraziłem sobie w „Nowym wspaniałym świecie”.

Zmiana nastąpi w wyniku odczuwanej potrzeby zwiększenia efektywności. Tymczasem, oczywiście, może wybuchnąć wojna biologiczna i atomowa na wielką skalę – w takim przypadku będziemy mieli koszmary innego rodzaju, trudne do wyobrażenia.

Dziękuję raz jeszcze za książkę.

Z poważaniem,

Aldous Huxley

_______________________

Huxley to Orwell: contrasting dystopias, OffGuardian, Aug 30, 2015

Bohaterowie Powstania Warszawskiego zgładzeni po wojnie przez komunistów

Bohaterowie Powstania Warszawskiego

zgładzeni po wojnie przez komunistów

22.08.2026 Tadeusz Płużański nczas/bohaterowie-powstania-warszawskiego-zgladzeni-po-wojnie-przez-komunistow

Witold Pilecki
NCZAS.INFO | Witold Pilecki. / foto: domena publiczna

2 sierpnia 1944 r. na rozkaz Reinera Stahela, niemieckiego komendanta Warszawy, jego niemieccy podwładni zamordowali na Rakowieckiej 600 przetrzymywanych tam Polaków: strzałem w tył głowy – tę „tradycję” kontynuowali tu po wojnie bolszewicy.

=======================================

W katowni przy ul. Rakowieckiej komuniści represjonowali i mordowali także żołnierzy Powstania Warszawskiego. Potem zrzucali ich do bezimiennych dołów śmierci na Powązkach. Do dziś udało się tam odnaleźć szczątki niektórych uczestników bitwy o stolicę w sierpniu 1944 r.: ppłk Stanisława Kasznicy ps. „Wąsowski”, mjr Bolesława Żmudzina ps. „Kontrym” czy Tadeusza Bejta – żołnierza 2 Korpusu Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Wciąż czekamy na identyfikację kolejnych: płk Jerzego Brońskiego, mjr Andrzeja Czaykowskiego, czy rtm Witolda Pileckiego.

Mjr Bolesław Kontrym

Mjr Bolesław Kontrym „Żmudzin” – oficer Policji Państwowej II RP, miał za sobą udział w wojnie obronnej 1939 r., a po zrzuceniu do kraju jako cichociemny dowodził akcją sabotażowo- dywersyjną „Wachlarz” i wykonywał wyroki sądów specjalnych Polskiego Państwa Podziemnego na niemieckich agentach, konfidentach gestapo i szmalcownikach.

Mjr Bolesław Kontrym. Foto: wikimedia

O godzinie „W” z balkonu kamienicy przy placu Dąbrowskiego zaczął strzelać z rewolweru do niemieckich żandarmów, co przypłacił ranami ręki i nogi (łącznie w Powstaniu czterokrotnie ranny). Przez 63 dni walk dowodzona przez niego reduta obejmująca ulice Królewską, Kredytową i pl. Małachowskiego została utrzymana. 4 sierpnia poprowadził czwarty, wciąż nieudany atak na gmach Polskiej Akcyjnej Spółki Telefonicznej (PAST-y) przy ul. Zielnej. 27 sierpnia 1944 r. odznaczony Krzyżem Walecznych (trzecim w swoim życiu), a 15 września 1944 r. Virtuti Militari.

Po ciężkim, wieloletnim śledztwie komuniści powiesili „Żmudzina” 2 stycznia 1953 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej (rodzina myślała, że wywieźli go do ZSRS, a tam być może przeżył). W ten sposób – jak pospolitego przestępcę – czerwoni okupanci Polski potraktowali jeszcze gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”, szefa Kedywu Komendy Głównej Armii Krajowej. Szubienica, na której zostali zamordowani, odnalazła się kilka lat temu pod wykładziną w pomieszczeniu siłowni dla służby więziennej.

Ppłk Stanisław Kasznica

Kawalerem Virtuti Militari i Krzyża Walecznych (dwukrotnie), był również ostatni komendant Narodowych Sił Zbrojnych ppłk Stanisław Kasznica. Ten przedwojenny prawnik i działacz narodowy, żołnierz wojny obronnej 1939 r., mimo iż był przeciwny Powstaniu Warszawskiemu, wziął w nim udział, dowodząc grupą żołnierzy NSZ na Ochocie.

Ppłk Stanisław Kasznica. Foto: wikimedia

12 lutego 1948 r. reżimowe „Życie Warszawy” napisało: „Proces Kasznicy i innych [przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie] ukazuje równię pochyłą, po której żywioły ONR-owskie i endeckie spychała nienawiść do obozu postępu, spychał strach przed przebudową społeczną kraju”.

Ppłk Stanisław Kasznica został zamordowany w więzieniu przy ul. Rakowieckiej 12 maja 1948 r. W tył głowy strzelił mu Piotr Śmietański, kat Mokotowa.

Rtm Witold Pilecki

13 dni później, w tej samej ubeckiej katowni, z rąk tego samego oprawcy zginie Witold Pilecki. Rotmistrz walczył wcześniej w sierpniowej wiktorii 1920 r. – Bitwie Warszawskiej, potem – co też dla tego wyjątkowego polskiego pokolenia było naturalne – bronił Ojczyzny we wrześniu 1939 r. Dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych, jako jedyny na świecie poszedł na ochotnika do KL Auschwitz.

Rtm Witold Pilecki. Foto: wikimedia

W Powstaniu Warszawskim Pilecki bił Niemców – wobec braku zgody dowództwa, które przewidziało go do prowadzenia wywiadu przeciwko nadchodzącym Sowietom – jako zwykły strzelec w kompanii NSZ „Warszawianka”, później dowodził oddziałem w Zgrupowaniu Chrobry II. Reduty Witolda przy Placu Starynkiewicza Niemcy nigdy nie zdobyli.

Mjr Andrzej Czaykowski i „sędzia” Michnik

Major Andrzej Czaykowski, także wcześniej cichociemny, w sierpniowej batalii nie tylko przecież o stolicę, ale o Polskę, jako „Garda” walczył na Mokotowie. Łączniczka Teresa Bojarska „Dziunia-Klamerka” wspominała: „Rejon ulicy Chełmskiej i jego obrońca, rotmistrz Garda. Próbował odbijać dom po domu, tracił i zyskiwał, odgryzał się, własną szaleńczą, wręcz straceńczą odwagą, pociągając podkomendnych. [..] Meldujemy się u Gardy w piwnicy przy Stępińskiej chyba. Rotmistrz jest ranny. Leży na żelaznym łóżku podparty poduchami, ręka w brudnym bandażu, rozchylona na piersi koszula także nie kryje opatrunku”.

Mjr Andrzej Czaykowski. Foto: wikimedia

Mjr Andrzej Czaykowski wrócił do okupowanej przez sowietów Polski w 1949 r. Po dwóch latach aresztowany, 111 razy przesłuchiwany w katowni przy ul. Rakowieckiej. Wyrok śmierci wydał były AK-owiec (choć nie powstaniec warszawski) mjr Mieczysław Widaj. Inny morderca: Stefan Michnik brał udział w egzekucji. W przeciwieństwie do majora Widaja – major Czaykowski nie ma swojego grobu.

Matka Stefana Michnika – Helena – komunistyczna aktywistka Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej „Życie” – po 1945 r. była nauczycielką w Korpusie Kadetów KBW i autorką stalinowskich podręczników do historii. Ozjasz Szechter to przyrodni ojciec – przed wojną skazany za antypolską działalność w nielegalnej Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. Po „wyzwoleniu” był kierownikiem Wydziału Prasowego Centralnej Rady Związków Zawodowych i zastępcą redaktora naczelnego „Głosu Pracy”.

Biologiczny ojciec Stefana Michnika – też komunista Samuel Rosenbusch – zginął w stalinowskich czystkach lat 30. Rzecz jasna Stefan Michnik nigdy z AK, a szerszej z walką o niepodległość Polski nie miał nic wspólnego.

Tadeusz Bejt i „sędzia” Badecki

Po aresztowaniu przez UB w czerwcu 1945 r. i wypuszczeniu Tadeusz Bejt nielegalnie opuścił skolonizowaną przez sowietów Polskę. Dotarł do Ankony, do sztabu II Korpusu Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie gen. Władysława Andersa. Podjął misję stworzenia polskiej komórki wywiadowczej w Berlinie. Organizował drogi kurierskie i punkty przerzutu na Zachód osób ściganych przez komunistyczną bezpiekę oraz członków rodzin żołnierzy II Korpusu.

Tadeusz Bejt. Foto: wikimedia

Powojenna działalność Tadeusza Bejta była związana z antysowiecką, wywiadowczą pracą rtm. Witolda Pileckiego. Bejt podzielił los ochotnika do Auschwitz: został zamordowany przez komunistów.

Tadeusz Bejt, rocznik 1923, uczył się w Męskim Gimnazjum Towarzystwa im. Jana Zamoyskiego w Warszawie, a podczas okupacji na tajnych kompletach w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. W Armii Krajowej był kurierem Komendy Głównej. Po odbyciu w styczniu 1944 r. szkolenia służb specjalnych, w kwietniu 1944 r. wysłany jako kurier na Wołyń, do 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. W lipcu 1944 r. polscy żołnierze zostali rozbrojeni przez Sowietów w Lasach Parczewskich.

W Powstaniu Warszawskim służył w drużynie kurierów zgrupowania „Radosław” – batalion „Czata 49”. Przeszedł szlak bojowy między Wolą, Starym Miastem, a potem kanałami do Śródmieścia.

Drugie powojenne aresztowanie okazuje się brzemienne w skutkach. Tym razem na początku 1947 r. Bejta zatrzymuje NKWD. Wcześniej jest oczywiście namierzany i śledzony. Po właściwej sowieckim służbom „obróbce” zostaje przekazany podwładnym kolegom: komunistycznej bezpiece w Polsce. Tu sprawa nabiera rumieńców. Brutalni śledczy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, prowadzeni przez mocodawców- morderców zza biurka: wiceszefa MBP Romana Romkowskiego [Natan Grinszpan-Kikiel] i szefa departamentu śledczego Jacka Różańskiego [Józefa Goldberga] rozpoznają ślad przerzutu meldunków z Warszawy przez Szczecin. Tak trafiają na działalność mojego Ojca Tadeusza Płużańskiego i Jego dowódcy, szefa „grupy szpiegowskiej Andersa” Witolda Pileckiego.

18 listopada 1948 r. komunistyczny Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie pod przewodnictwem mordercy sądowego mjr. Józefa Badeckiego skazał Tadeusza Bejta na karę śmierci [wobec polskich niepodległościowców Badecki orzekł co najmniej 29 kar śmierci]. Wyżej postawiony przez Stalina oprawca: Bolesław Bierut, pełniący obowiązki polskiego prezydenta, nie skorzystał z prawa łaski.

Tadeusz Bejt został zamordowany strzałem w tył głowy 11 lutego 1949 r. przez kata Mokotowa Aleksandra Dreja. Szczątki Tadeusza Bejta odnaleziono w wyniku prac ekshumacyjnych prowadzonych przez Instytut Pamięci Narodowej wiosną 2013 r. w kwaterze „Ł” Powązek Wojskowych w Warszawie.

Jan Rodowicz „Anoda”

W końcu mamy Powstańca Warszawskiego porucznika Jana Rodowicza „Anodę”. Ten żołnierz Szarych Szeregów, słynnego Batalionu „Zośka”, był w walkach czterokrotnie ranny, odznaczony Krzyżem Walecznych i Virtuti Militari. Aresztowany przez bezpiekę, 7 stycznia 1949 r., po kilku dniach ubeckiego śledztwa, już nie żył. I choć oficjalna wersja wciąż mówi o samobójstwie (miał wyskoczyć z IV piętra gmachu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego – dziś Ministerstwo Sprawiedliwości przy ul. Koszykowej w Warszawie) – nikt w nią nie wierzy.

Jan Rodowicz „Anoda”. Foto: wikimedia

Dopiero na początku marca 1949 r. ojciec Kazimierz Rodowicz otrzymał pismo z Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Szef Wydziału Nadzoru Prokuratorskiego nad śledztwami w sprawach szczególnych (sic!) mjr Mieczysław Dytry informował, że 7 stycznia o drugiej po południu Jan Rodowicz „popełnił samobójstwo, wyskakując z okna podczas przeprowadzania go z aresztu. Mimo natychmiastowej pomocy lekarskiej, zgon nastąpił w chwili po wypadku”, i że został pochowany na Powązkach Wojskowych jako NN. Kilka dni później rodzinie udało się ustalić, gdzie dokładnie Jan jest pochowany. Jego matka Zofia tak o tym pisała: „Kierownik biura pogrzebowego, który potem okazał się być znajomym Janka, gdyż prowadził z Jankiem ekshumację „Zośkowców” w 1945 r., przyniósł od siebie z gabinetu kartkę z numerem grobu Janka. Polecił […] trzymać ją na wierzchu i powiedział, że „gdyby ktoś przyszedł z rodziny Rodowiczów […], proszę im powiedzieć, że pochowany został pod numerem takim-to”.

16 marca rodzina przeprowadziła ekshumację i pochowała w rodzinnym grobie na Starych Powązkach. To właśnie bohaterskiemu porucznikowi Janowi Rodowiczowi „Anodzie” zawdzięczamy kwaterę brzozowych krzyży – grobów Batalionu „Zośka” na Powązkach Wojskowych w Warszawie.

Tadeusz Płużański

Wojna ekonomiczna Trumpa przeciwko Iranowi niszczy gospodarkę USA

Wojna ekonomiczna Trumpa przeciwko Iranowi zniszczy gospodarkę USA

– wybuchowa analiza prof. Michaela Hudsona

Czas jest nie tylko po stronie Iranu, ale także Rosji, podkreśla Hudson już na początku. To równoległa walka między wojną Rosji z Ukrainą a kontrolą nad eksportem zboża. Ani Iran, ani Rosja nie korzystają z tego okresu w pierwszej kolejności; Stany Zjednoczone i ich sojusznicy znajdują się pod ogromną presją. Hudson doszukuje się historycznych paraleli: podczas wojen napoleońskich w 1812 roku rosyjska zima sprzyjała obrońcom, a wojska Napoleona zamarzły na śmierć. Sto lat później niemiecki atak na Związek Radziecki został opóźniony, ponieważ musieli czekać na wojska włoskie z Afryki; gdy Wehrmacht dotarł do Stalingradu i Leningradu, zima ponownie nadeszła i w decydujący sposób przyczyniła się do ich klęski. Dziś system finansowy odgrywa tę rolę: działa przeciwko USA.

Stany Zjednoczone znajdują się w opłakanym położeniu. Pomimo faktu, że ponad jedna czwarta światowego wydobycia ropy naftowej z Zatoki Perskiej nie jest eksportowana, Waszyngtonowi udało się sztucznie utrzymać niskie ceny ropy, uwalniając rezerwy ze Strategicznych Rezerw Ropy Naftowej (SPR) oraz poprzez cła nakładane przez inne kraje. Rezerwy te są jednak systematycznie uszczuplane. W Stanach Zjednoczonych toczy się już zażarta debata na temat momentu, w którym opróżnienie podziemnych kawern solnych doprowadzi do zawalenia się, zanieczyszczenia środowiska lub zablokowania rurociągów.

Administracja Trumpa jest podobno gotowa zwiększyć eksploatację rezerw ponad punkt krytyczny, aby utrzymać niskie ceny ropy naftowej, a zwłaszcza ceny produktów pochodnych – oleju napędowego do ciężarówek, paliwa lotniczego i nawozów. Celem jest uniknięcie rozdrażnienia wyborców i ochrona Republikanów w nadchodzących wyborach uzupełniających w listopadzie. Listopad szybko się zbliża; Waszyngton ściga się z czasem.

Iran musi tylko czekać, odstraszyć bezpośredni atak i pozwolić, by amerykańska i europejska gospodarka uległy samozniszczeniu. Kryzys nie wynika wyłącznie z ropy naftowej, ale również z niedoborów żywności. Dwadzieścia siedem procent światowego handlu zbożem odbywa się przez Morze Bałtyckie. Ukraina rozpoczęła bombardowanie rosyjskich statków, aby pozbawić Rosję wpływów dewizowych z eksportu zboża (głównie do Indii i Azji Wschodniej). Rosja odpowiedziała atakiem na ukraińskie statki – zarówno te przewożące broń do Odessy, jak i te transportujące zboże.

Nadszedł czas żniw. Ukraińskie magazyny są pełne, a statki nie mogą być załadowane. Zazwyczaj większość ukraińskiego zboża trafia do Europy. Europa zmaga się zatem z jednoczesnym gwałtownym wzrostem cen żywności i ropy naftowej.

Gospodarki Zachodu są tak obciążone, że nie są w stanie wytrzymać gwałtownego wzrostu cen ropy naftowej. Całe gałęzie przemysłu stałyby się nierentowne, ciężarówki nie byłyby w stanie realizować opłacalnych dostaw, a dystrybucja żywności w USA stałaby się droższa. Presja ta narasta przede wszystkim na Zachodzie i w niektórych częściach Globalnego Południa. To właśnie determinuje dynamikę militarną: każda eskalacja, która zaburza równowagę gospodarczą, podważa sam cel polityki militarnej – kontrolę nad innymi krajami i ich gospodarkami.

Przez 80 lat Stany Zjednoczone kontrolowały większość światowych gospodarek nie poprzez inwazję, lecz za pomocą środków finansowych. Jednak wojna gospodarcza z Iranem, zainicjowana przez Trumpa, oraz wsparcie NATO dla wojny z Rosją niszczą właśnie te finansowe instrumenty kontroli. Sekretarz Skarbu Scott Bessent ogłosił plany zablokowania wszystkich tradycyjnych metod płatności stosowanych przez Iran. Jeśli Iran nie otrzyma zapłaty za swoją ropę, jej eksport stanie się nieopłacalny.

Zmusza to jednak nie tylko Iran, ale także banki, które płacą za irańską ropę – chińskie, azjatyckie i japońskie – do znalezienia sposobów na uniknięcie kontroli Departamentu Skarbu USA. Logiczną konsekwencją jest odejście od dolara.

Kontrola nad ropą OPEC, a zwłaszcza ropą z Zatoki Perskiej, była jednym z głównych instrumentów amerykańskiej potęgi finansowej. Handel ropą w dolarach i inwestowanie dochodów w gospodarkę USA lub amerykańskie banki wspierały system amerykański. Obecnie, wykorzystując handel ropą jako broń i punkt zapalny, Waszyngton pozbawia się właśnie tego instrumentu.

Prowadzący podsumowuje logikę i otrzymuje zgodę Hudsona: Iran cierpliwie blokuje Cieśninę Ormuz, Rosja blokuje eksport zboża z Ukrainy. To napędza wzrost cen energii i surowców w Europie, USA i Azji, generując inflację, hamując wzrost gospodarczy i wymuszając wyższe stopy procentowe. Kraje zachodnie są już mocno zadłużone; rentowność amerykańskich obligacji skarbowych jest najwyższa od 2007 roku, a rentowność japońskich obligacji jest najwyższa od dziesięcioleci. Koszty obsługi długu dramatycznie rosną. To pięta achillesowa gospodarek zachodnich – problem, przed którym ekonomiści tacy jak Hudson ostrzegają od lat. W Japonii jen jest zagrożony dewaluacją, a carry trade grozi załamanie. Istniejący „bandaż” – Japonia deponuje amerykańskie obligacje skarbowe i otrzymuje dolary w zamian za wsparcie własnej waluty – nigdy nie został w pełni wystawiony na próbę.

Po fiasku opcji kinetycznych, Trump ucieka się teraz do wojny gospodarczej, aby wymusić ustępstwa ze strony Iranu. Ale robiąc to, pokazuje światu – podobnie jak Biden w wojnie na Ukrainie, a poprzedni prezydenci w Iranie – że dolar może być użyty jako broń. To wypycha kraje z amerykańskiego systemu finansowego, który od dziesięcioleci rządzi globalną gospodarką. Trump zyskuje krótkoterminową przewagę, ale w dłuższej perspektywie strzela sobie w stopę. Iran z kolei winduje stopy procentowe poprzez wyższe ceny energii i surowców, co również osłabia pozycję USA.

Iran wie, że nie jest w stanie pokonać USA militarnie. Może zaatakować amerykańskie bazy na Bliskim Wschodzie, ale nie samą Amerykę. Odpowiedź: jeśli Iranowi nie wolno eksportować ropy, to nikt nie powinien jej eksportować. W ten sposób Teheran zrzuca odpowiedzialność na inne kraje – Azję, Globalne Południe, a zwłaszcza Chiny. Chiny są lepiej przygotowane niż inne: ogromne rezerwy, węgiel i ogromne inwestycje w energię słoneczną. Inne kraje zastanawiają się teraz, jak wspólnie powstrzymać USA i znormalizować ceny ropy. Odpowiedź brzmi: środki zaradcze, sankcje finansowe wobec samych Stanów Zjednoczonych i utworzenie alternatywnego międzynarodowego systemu bankowego – nie waluty BRICS, ale rzeczywistej alternatywy dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Większość krajów utrzymywała swoje rezerwy dolarowe na względnie stabilnym poziomie i inwestowała nadwyżki w złoto . Unia Europejska ma obecnie więcej rezerw złota niż rezerw dolarowych. Kraje mogły posiadać złoto lub waluty wzajemne – preferowaną walutą był juan chiński. Rosja miała złe doświadczenia z rupią indyjską. Chiny i Rosja stworzyły już własne systemy rozliczeniowe, które omijały SWIFT. Przez lata Ameryka groziła odcięciem nieposłusznych krajów od SWIFT; teraz pojawiły się alternatywy. Próbowano nawet kryptowalut – dopóki Bessent nie pochwalił się, że USA przejęły irańskie zasoby kryptowalut o wartości miliarda dolarów.

Potrzebny jest międzynarodowy system płatności i system rezerw. Jeśli Chiny pożyczają pieniądze innym krajom, aby zapłacić za droższą ropę i zboże, muszą stworzyć coś w rodzaju banku międzynarodowego – coś więcej niż tylko bank BRICS, ponieważ kraje BRICS mają zbyt duże różnice. Przywództwo powinno należeć do Chin, Rosji i Iranu („RIC”).

Bez MFW, dolara, systemu SWIFT i euro świat podzieli się na odrębne systemy finansowe. Kraje, które porzucą dolara, powiedzą: Trump spowodował dwa kryzysy – wyższe koszty gazu, instrumentów pochodnych, nawozów, chemikaliów i żywności. Musimy wybrać: czy dotować nasz przemysł i gospodarstwa domowe, aby nie musiały cierpieć z powodu braku ogrzewania i żywności zimą, czy obsługiwać obligacje dolarowe i długi wobec organizacji międzynarodowych? Nasze własne gospodarki są na pierwszym miejscu. Od 70 do 80 lat kraje tego pragną, ale brakowało im odpowiedniego narzędzia. Iran dostarczyłby ropę, Rosja ropę i zboże, Chiny ogromne rezerwy – a tym samym nastąpiłaby dedolaryzacja i wyłoniłby się alternatywny system monetarny. Wyeliminowałoby to instrumenty, za pomocą których Ameryka po II wojnie światowej przepisała reguły globalnej gospodarki we własnym interesie – wbrew pierwotnemu zamysłowi Johna Maynarda Keynesa, który leżał w interesie Anglii.

Na zarzut, że jakikolwiek alternatywny system – taki jak juan – mógłby później stać się równie użyteczny jak dolar, Hudson odpowiada: Istnieje lepsza alternatywa. Była ona szeroko dyskutowana między Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi w 1944 roku. Keynes, reprezentujący brytyjskie ministerstwo skarbu, ostrzegał, opierając się na doświadczeniach I wojny światowej i niemieckich reparacjach, że model amerykański (pożyczki MFW z programami oszczędnościowymi i przymusową prywatyzacją) nie służy brytyjskim interesom. Wielka Brytania będzie kumulować deficyty, Ameryka – nadwyżki. Wiele krajów Globalnego Południa uszczupli swoje rezerwy walutowe z czasów wojny i popadnie w długi.

Rozwiązaniem Keynesa był międzynarodowy bank, który rozliczałby jedynie salda międzypaństwowe – „bancor”, mieszankę bankowego pieniądza fiducjarnego (obecnie elektronicznego) i złota. Celem było zapobieżenie gromadzeniu przez poszczególne kraje tak dużych nadwyżek, że ich odpowiedniki – deficyty innych – zmuszą je do zaciskania pasa i depresji. Dokładnie to wydarzyło się po 1918 roku: niemieckie oszczędności, francuska hiperinflacja i brytyjski strajk generalny w 1926 roku. W systemie Keynesa chroniczne, niespłacalne długi miały zostać umorzone – a wraz z nimi odpowiadające im aktywa krajów z nadwyżkami. Stany Zjednoczone odrzuciły to rozwiązanie, ponieważ to one były krajem z nadwyżkami.

Chiny mogłyby wspierać i pomagać w kształtowaniu właśnie tego modelu. Mogłyby wyjaśnić, że generowanie nadmiernych nadwyżek nie zaszkodzi innym krajom. Inwestycje w porty, koleje i infrastrukturę w ramach Inicjatywy Pasa i Szlaku mają na celu zwiększenie produktywności i zdolności do zarobkowania krajów-beneficjentów, umożliwiając im spłatę pożyczek – w przeciwieństwie do kryzysów zadłużenia w Ameryce Łacińskiej w latach 70. XX wieku, które doprowadziły do ​​prywatyzacji i wyprzedaży aktywów. Chiny nie mają porównywalnego sektora finansowego i mogą ustrukturyzować system geopolitycznie, koncentrując się na produktywności, a nie wyłącznie na zysku czy stopach procentowych.

Rozwiązanie nie leży w istniejącym systemie finansowym i gospodarczym. To globalny kryzys. Konflikt zbrojny, wcześniej rozumiany jako zderzenie cywilizacji, ustępuje miejsca starciu systemów gospodarczych: modelowi napędzanemu przez wierzycieli i finansowanemu z konfrontacją z przemysłowym modelem kapitalistycznym lub socjalistycznym, wzorowanym na chińskim i azjatyckim. To jest prawdziwa konfrontacja, przed którą stoi świat.

Hudson podsumowuje: Koła nie trzeba wyważać. Zostało zaprojektowane już w 1944 roku i odrzucone przez ówczesny ośrodek władzy, Stany Zjednoczone. Powojenny porządek, który dominował na świecie od 1945 roku, dobiega końca.

Jak Trump próbował przekupić szefa Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej

Ekskluzywne: Jak Trump próbował przekupić szefa Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej

Pepe Escobar

Mafia, piractwo, przekupstwo, wymuszenia: tak wygląda „elastyczne imperium” w działaniu.

Imperium chaosu, kłamstw, grabieży, piractwa i przekupstwa.

Mike Pompeo, były kandydat na Tony’ego Soprano, przyznał: „Kłamiemy, oszukujemy, kradniemy”. I przekupujemy.

Jedno ze źródeł w Protokole przejściowym, które ujawniliśmy na żywo, jest jednoznaczne: Prezydent Stanów Zjednoczonych – pomimo „wygrania” wojny z Iranem niezliczoną ilość razy, przynajmniej w zakresie głośnych deklaracji – podjął zakrojoną na szeroką skalę próbę skłonienia głównodowodzącego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, generała Ahmada Vahidiego i wyższych rangą irańskich dowódców wojskowych do zerwania więzi z rządem w Teheranie, oferując im ogromne zachęty finansowe.

Mamy więc prezydenta USA grającego w starą dobrą grę „dziel i rządź” – której Brytyjczycy nauczyli się od Cesarstwa Rzymskiego – aby podzielić IRGC od środka.

Nie był to jedynie kontakt dyplomatyczny o charakterze rozpoznawczym. Trump nie chciał po prostu dowiedzieć się, czy Vahidi popiera negocjacje między USA a Iranem.

Według naszego źródła, należącego do wewnętrznego kręgu przywódcy Mojtaby Chameneiego, była to szeroko zakrojona operacja mająca na celu przekupienie przywódców, wzorowana na scenariuszu wenezuelskim, w celu podzielenia państwa irańskiego.

Próba ta zakończyła się fiaskiem, ponieważ Ahmad Vahidi całkowicie ją odrzucił.

Administracja Trumpa ustanowiła już stosunkowo bezpośredni kanał komunikacji z Vahidim w maju 2026 roku za pośrednictwem Nechirvana Barzaniego, prezydenta Regionu Kurdystanu w Iraku. Ówczesna dyrektor wywiadu narodowego Tulsi Gabbard skontaktowała się z Barzanim – za pełnym upoważnieniem Trumpa i wiceprezydenta J.D. Vance’a – a następnie nawiązano szyfrowane połączenie z Vahidim przez Irbil w irackim Kurdystanie.

Kanał pozostawał nieaktywny – lub w stanie śpiączki – przez prawie trzy miesiące. Tym razem jednak Trump próbował przekształcić kanał w faktyczny rozłam w irańskim kierownictwie, stosując koncepcyjny precedens z Wenezueli: izolując centralne dowództwo, hojnie przekupując osoby z jego bezpośredniego otoczenia w zamian za „współpracę” i tworząc wewnętrzne warunki do dekapitacji reżimu.

Źródło opisuje, że za pośrednictwem Vahidiego oferowano „miliardy dolarów” jako zachęty dla kilku wysoko postawionych członków kierownictwa Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. A wszystko to w czasie, gdy Trump, w stanowczych oświadczeniach, groził Teheranowi i chełpił się swoją „kontrolą” nad Cieśniną Ormuz.

Jak dotąd nic z tego nie zostało publicznie i niezależnie potwierdzone. I prawdopodobnie nigdy nie zostanie. Ale to nie znaczy, że źródło nie jest wiarygodne.

Źródłem jest część wewnętrznego kręgu przywódcy Modżtaby; dowiedzieli się wszystkiego bezpośrednio od Vahidiego; później otrzymali pełne upoważnienie do ujawnienia wysoce poufnych informacji pakistańskim pośrednikom, w szczególności feldmarszałkowi Asimowi Munirowi, do którego Trump dzwoni niemal codziennie, prosząc o „pomoc” w zmuszeniu Irańczyków do powrotu do stołu negocjacyjnego (mimo że w rzeczywistości wysadził stół negocjacyjny w powietrze).

Przekupuję, więc jestem

Vahidi nie jest mało znaczącą postacią wojskową. Wręcz przeciwnie: jest dowódcą Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej – instytucjonalnym centrum irańskiej twardej siły. Administracja Trumpa chciała mieć dostęp aż na sam szczyt Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.

Ale poparła niewłaściwego człowieka. Obecnym numerem dwa w Iranie, który nadzoruje wszystko, w tym najważniejsze decyzje Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, jest Mohsen Rezaee: nowy sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego (SNSC) i osobisty przedstawiciel przywódcy Modżtaby Chameneiego.

Mohsen Rezaee jest byłym dowódcą Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, a jego pozycja przywódcza jest niekwestionowana – o czym świadczy zaufanie, jakim go darzy. Nadrzędną ramą, która kieruje jego decyzjami – i decyzjami ludzi takich jak Vahidi – jest szyickie rozumienie moralnego obowiązku, etyki, poświęcenia i ducha suwerennego oporu – wartości całkowicie obcych imperium oszustów.

Nic dziwnego, że niezdarny neo-Krassus w War-a-Lago/Washington naprawdę wierzył, że zaprawiony w bojach dowódca wojskowy – i wszyscy wokół niego – mogą sprzedać los cywilizowanego narodu za zwykłą łapówkę i dać się namówić na dezercję, ustąpienie lub ułatwienie zmiany reżimu.

Zastosowanie dokładnie tej samej wenezuelskiej metody oznacza, że ​​administracja Trumpa rzeczywiście wierzyła, że ​​może ją przenieść na grunt szyickiego Iranu. To po raz kolejny dowodzi zdumiewającego poziomu głupoty kulturowej.

Metoda ta może działać w przypadku skorumpowanych elit politycznych i wojskowych w Ameryce Łacińskiej: historia pokazuje nam, że zdarzało się to bardzo często.

Jednak przekonanie, że oferta ochrony, politycznego przetrwania, ogromnych pieniędzy i/lub przyszłego podziału łupów sprawdziłaby się w przypadku Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, który jest czymś więcej niż tylko luźną grupą polityczną skupioną wokół wrażliwego pałacu prezydenckiego, wyraźnie pokazuje, że imperium oszustów nie ma absolutnie pojęcia o instytucjonalnej spójności irańskiego państwa bezpieczeństwa.

W całym Globalnym Południu będzie to postrzegane jako coś, czym jest naprawdę: kolejny epizod „sztuki zawierania transakcji” neo-Krassusa.

Oprócz innego niedawnego epizodu, w którym capo brata się z Koreańską Republiką Ludowo-Demokratyczną, a następnie prosi Koreę Południową o haracze – „Zażądałem 10 miliardów dolarów”.

To jest pizzo . Nie mylić z pizzą. Pizzo to sycylijskie określenie na wymuszenie pieniędzy.

Mafia, piractwo, przekupstwo, wymuszenia: tak wygląda elastyczne imperium w działaniu.

Źródło: Ekskluzywne: Jak Trump próbował przekupić szefa Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej

Jednak załoga USS Abraham Lincoln wraca do domu

Załoga USS Abraham Lincoln wraca do domu.

Donoszono o ich wyczerpaniu wojną z Iranem

21 sierpnia 2026 pch24/zaloga-uss-abraham-lincoln-wraca-do-domu-donoszono-o-ich-wyczerpaniu-wojna-z-iranem,

1280px-USS_Abraham_Lincoln_(CVN-72)_underway_in_the_Atlantic_Ocean_on_30_January_2019_(190130-N-PW716-1312).jpg
U.S. Navy photo by Mass Communication Specialist 3rd Class Clint Davis, Public domain, via Wikimedia Commons

Po 9 miesiącach służby na Bliskim Wschodzie, 5 tys. żołnierzy z amerykańskiego lotniskowca USS Abraham Lincoln, wyczerpanych fizycznie i psychicznie, wraca do domu. Pentagon po licznych interwencjach rodzin marynarzy podjął decyzję o zastąpieniu lotniskowca, który opuścił San Diego w listopadzie 2025 roku, okrętem do tej pory stacjonującym na Pacyfiku.

Okręt USS Abraham Lincoln to kluczowa platforma startowa dla tysięcy samolotów bojowych, które brały udział w zmasowanym, zainicjowanym w lutym tego roku amerykańsko-izraelskim ataku na Iran.

Lotniskowiec opuścił San Diego w listopadzie 2025 roku, a następnie został przekierowany na Bliski Wschód. Załoga okrętu przez ponad dziewięć miesięcy nie opuszczała statku i zaangażowana była w działania bojowe.

Zróbmy to razem!

  • 25 zł
  • 50 zł
  • 100 zł
  • 200 zł
  • 500 zł

Po licznych interwencjach rodzin tysięcy marynarzy oraz żołnierzy piechoty morskiej stacjonujących na okręcie, które zaczęły zgłaszać obawy o pogarszający się stan psychiczny bliskich, Pentagon w końcu podjął decyzję o ich zastąpieniu.

Marynarze są wyczerpani fizycznie i psychicznie. Pojawiły się doniesienia o niedoborach żywności na pokładzie. W czwartek przedstawiciel władz amerykańskich potwierdził w rozmowie ze stacją CBS News, że marynarze rozpoczynają podróż powrotną do domu.

Lotniskowiec USS Abraham Lincoln zastąpi jednostka dotychczas stacjonująca w Japonii, USS George Washington. Podkreśla się, że licząca 5 tys. osób załoga Lincolna pełniła niezwykle długą służbę.

Krewni załogi skarżyli się na ich wyczerpanie. Jedna z osób w rozmowie z redaktorem stacji BBC mówiła, że marynarz na pokładzie lotniskowca schudł 29 kg i cierpiał z powodu wyczerpania, co wiązano z długotrwałym narażeniem na hałas, wibracje i trudy życia na morzu.

Sytuacją na lotniskowcu zainteresowali się niektórzy kongresmeni w Waszyngtonie. Podnoszono, że okręt przez 200 dni nie zawijał do portu, co ma być rekordem ery nowożytnej pod względem liczby kolejnych dni spędzonych na morzu.

Wszystko to jednak kwestionują wojskowi. Sekretarz obrony Pete Hegseth nazwał doniesienia o pogarszających się warunkach na lotniskowcu „całkowicie przekłamanymi”, a p.o. sekretarza marynarki wojennej Hung Cao oskarżył media o „nieuczciwość”.

Prezydent Donald Trump także uważa, że misja trwająca ponad 260 dni na morzu, to nie jest dużo dla marynarzy.

Niemniej, dowódca Centralnego Dowództwa USA, admirał Brad Cooper, odwiedził załogę „Lincolna”, a 16 sierpnia wydał oświadczenie, chwaląc odporność załogi. Dodał, że na lotniskowcu odnotowano najniższą liczbę zgłoszonych przypadków problemów ze zdrowiem psychicznym wśród 11 aktywnych lotniskowców Marynarki Wojennej USA. Gratulował dowódcom, że priorytetowo traktują dobrostan i odporność załogi. Na koniec przyznał jednak, że przedłużające się misje są szczególnie stresujące. – Misja na morzu jest wyjątkowo trudna i wymagająca – zaznaczył, wskazując, że ludzie różnie reagują na stres. – Od dawna uważam, że zdrowie psychiczne to kolejny aspekt zdrowia jednostki i wymaga naszej uwagi, tak jak zdrowie fizyczne i duchowe – dodał.

Cooper przyznał później, że na pokładzie USS Abraham Lincoln występowały problemy ze zdrowiem psychicznym w związku z doniesieniami o pogarszającym się stanie załogi i nie wszystko było „idealne”.

Według licznych doniesień, co najmniej jeden marynarz próbował wyskoczyć za burtę, a inni doświadczają innych problemów ze zdrowiem psychicznym. Do zgłaszanych problemów na pokładzie należą wyczerpanie, myśli samobójcze i niskie morale.

Rodziny marynarzy zgłaszały również obawy dotyczące bezpieczeństwa, niedoborów żywności, zanieczyszczenia wody, złych warunków sanitarnych i zakłóceń w systemie komunikacji na statku.

Marynarka Wojenna twierdzi, że nie odnotowała wzrostu liczby zgłoszonych prób samobójczych ani myśli samobójczych na pokładzie lotniskowca, ale prowadzi dochodzenie w sprawie incydentu z 3 sierpnia, w którym marynarz „wypadł za burtę” i został następnie wydobyty.

Podróż powrotna lotniskowca do San Diego potrwa około trzech tygodni.

Pentagon podał, że dotychczas w wyniku wojny z Iranem zostało rannych 757 żołnierzy amerykańskich i 18 członków personelu.

Liczba ofiar konfliktu rośnie wraz ze wzrostem jego kosztów finansowych, a Pentagon szacuje bezpośredni koszt kampanii wojskowej na 37,5 miliarda dolarów. Administracja jednak wnioskowała do kongresu o zwiększeniu budżetu obronnego do 1,5 biliona dolarów, który obejmuje wniosek o dodatkowe około 70 miliardów dolarów na finansowanie bieżących operacji i blokad morskich na Bliskim Wschodzie.

Sytuacja na Bliskim Wschodzie pozostaje bez zmian.

Prezydent Donald Trump poinformował we wtorek, że Stany Zjednoczone nie planują żadnych rozmów z Iranem. Dodał, że cieśnina Ormuz pozostaje „otwarta i działa”, pomimo ograniczonego ruchu i doniesień o ataku na statek płynący tym szlakiem.

W środę prezydent zapowiedział wszczęcie „miażdżącej operacji gospodarczej” przeciwko Iranowi, która ma wpłynąć na jego działania wojenne. Zjednoczone Emiraty Arabskie zawiesiły w środę wszelką wymianę handlową z Iranem.

Departament Obrony jest krytykowany za sposób raportowania o liczbie zabitych i rannych w wojnie z Iranem. W lipcu Pentagon nie uwzględnił czterech żołnierzy, którzy zginęli w Jordanii i Iraku. Chodzi o 25-letniego Tylera Jamesa Feehana z Ewa Beach na Hawajach i 19-letnią Isabellę Gonzales z Carrollton w Teksasie oraz  28-letniego Angela S. Rampersada z Ozone Park w stanie Nowy Jork, a także zabitego w Iraku 30-letniego Michaela Emmanuela Swintona ze Spring Lake w Karolinie Północnej.

27 lipca br. Pentagon mówił o 18 zabitych żołnierzach. [oczywiście – media niezależne podają liczby co najmniej dziesięć razy wyższe. md]

Źródło: indiatoday.in, cbcnews.com, military.com

AS

„Midas”. Rabusie Ukrainy: „Wowa” i „Andrij”. Czyżby chodziło tu o Zełenskiego i Jermaka?

W sprawie Midasa na Ukrainie odkryto kolejną grupę przestępczą złożoną z urzędników.

Celem jej utworzenia, według SAP, było przejmowanie nieruchomości i innych składników majątku osób prawnych poprzez nieuprawnioną ingerencję w funkcjonowanie sieci informatycznych Ministerstwa Sprawiedliwości.

MOSKWA, 20 sierpnia. /TASS/. tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

Specjalistyczna Prokuratura Antykorupcyjna (SAPO) i Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU) wykryły organizację przestępczą, w skład której wchodzili obecny i były poseł, a także urzędnicy z biura Wołodymyra Zełenskiego. Informacja została podana na kanale Telegram SAPO.

Według śledczych, celem jej utworzenia było przejmowanie nieruchomości i innych aktywów osób prawnych poprzez nieautoryzowaną ingerencję w sieci informatyczne Ministerstwa Sprawiedliwości Ukrainy, fałszowanie orzeczeń sądowych, aktów własności itp. Jak ustalono w toku śledztwa, członkowie organizacji przestępczej, aby osiągnąć swój cel, stosowali groźby, naciski i przekupstwo przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości wszystkich szczebli, urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości Ukrainy oraz organów ścigania.

W ten sposób organ dochodzeniowo-śledczy odkrył przejęcie przez członków organizacji przestępczej dwóch przedsiębiorstw o ​​łącznej wartości aktywów wynoszącej 248 mln hrywien (5,5 mln USD) oraz przygotowania do przejęcia jesienią 2025 r. nieruchomości w Kijowie o łącznej wartości ponad 207 mln hrywien (4,6 mln USD), których nie udało się sfinalizować z powodu okoliczności niezależnych od nich.

Ponadto członkowie wspomnianej organizacji przestępczej, działając w zmowie z przedstawicielami i urzędnikami jednego z państwowych banków, w czerwcu 2026 r. wyprali mienie uzyskane w sposób przestępczy – wprowadzili do legalnego obrotu 150 milionów hrywien (3,35 miliona dolarów) na rzecz osób pozostających pod ich kontrolą, przy udziale członków innej organizacji przestępczej w ramach sprawy „Midas”.

Ujawniono również spisek mający na celu porwanie i nielegalne pozbawienie wolności osoby w celu przejęcia kontroli nad podmiotem gospodarczym, któremu udało się szybko zapobiec. Na podstawie faktów udowodnionych przez detektywów NABU i prokuratorów SAP, postawiono zarzuty członkom organizacji przestępczej i osobom, które w nią zamieszali. Nazwiska podejrzanych pozostają nieujawnione.

W środę Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) ogłosiło operację specjalną przeciwko grupie przestępczej, w skład której wchodzili zastępca szefa biura Zełenskiego, były poseł i prezes zarządu banku państwowego.

Na nagraniach opublikowanych wówczas przez NABU, Iryna Mudraia, zastępca szefa biura Zełenskiego, omawia między innymi kwestię przejęcia kontroli nad ukraińskim bankiem Sense. W trakcie skandalu Zełenski podpisał dekret o zwolnieniu Mudrai. Jej dom został przeszukany. Obecnie przygotowuje się do rozprawy sądowej w celu ustalenia środka zapobiegawczego.

Taśmy Mindicza

W listopadzie ubiegłego roku NABU i SAP ogłosiły zakrojoną na szeroką skalę operację o nazwie „Midas”, mającą na celu ujawnienie poważnego procederu korupcyjnego w sektorze energetycznym, którym kierował biznesmen Timur Mindicz, bliski współpracownik Wołodymyra Zełenskiego. NABU oskarżyło Mindicza zaocznie i zaczęło publikować fragmenty rozmów w jego mieszkaniu, w których omawiano korupcyjne procedery. Łącznie nagrania audio mają 1000 godzin.

17 listopada 2025 roku pojawiły się informacje, że Andrij Jermak, ówczesny szef biura Zełenskiego, mógł pojawić się na nagraniach NABU. Rankiem 28 listopada biuro Jermaka zostało przeszukane, a wieczorem Zełenski go zwolnił.

Następnie ukraińskie media i parlamentarzyści zaczęli publikować nowe fragmenty nagrań audio. W nich Mindycz rozmawiał z Rustemem Umerowem, obecnym szefem Służby Wywiadu Zagranicznego Ukrainy i ówczesnym ministrem obrony, o rozwoju wielomilionowych kontraktów, finansowaniu produkcji dronów przez firmę powiązaną z biznesmenem oraz o kandydatach na stanowisko ambasadora Ukrainy w Stanach Zjednoczonych.

Inne fragmenty wskazują, że Mindycz omawiał budowę kilku luksusowych rezydencji, w tym dla siebie, „Wowej” i „Andrija”. Prawdopodobnie chodzi tu o Zełenskiego i Jermaka. Co więcej, niektóre transkrypcje pokazują, jak otoczenie Zełenskiego przejmuje kontrolę nad różnymi firmami.

Procesja eucharystyczna podczas obozu Krucjaty Eucharystycznej

  • 21 sierpnia 2026
Procesja z Najświętszym Sakramentem podczas obozu Krucjaty Eucharystycznej

Letni obóz Krucjaty Eucharystycznej jest dla dzieci nie tylko czasem wspólnej zabawy, wędrówek, śpiewu i spotkań przy ognisku, ale przede wszystkim okazją do pogłębiania życia duchowego. Jak co roku, najważniejszymi wydarzeniami obozu były dwie uroczystości: awanse na kolejne stopnie KE oraz procesja eucharystyczna.

Krucjata posługuje się systemem stopni, który ma pomagać dzieciom w systematycznym wzrastaniu w miłości do Chrystusa Króla i w praktykach życia religijnego. W zależności od wieku uczestnicy mogą należeć do trzech grup: giermków (około 6 lat), krzyżowców (8–9 lat) oraz rycerzy (15–18 lat). Każdemu stopniowi odpowiada odznaka noszona na poświęconej chuście. Otrzymanie wyższego stopnia wiąże się z deklaracją większego zaangażowania w życie duchowe i praktyki religijne.

Szczególnym momentem jest osiągnięcie najwyższego stopnia – rycerza. Kandydaci przygotowują się do tego podczas specjalnego czuwania, a następnie zostają symbolicznie pasowani na rycerzy mieczem, co jest nawiązaniem do tradycji zapoczątkowanej przez abp. Marcelego Lefebvre’a. Aby otrzymać poświęconą chustę, uczestnik musi wcześniej wziąć udział w dwóch obozach.

Jak co roku, najważniejszym wydarzeniem była procesja eucharystyczna, będąca wyrazem miłości i zadośćuczynienia za obojętność, niewdzięczność i świętokradztwa popełniane wobec Najświętszego Sakramentu. Dzieci przygotowały dla Pana Jezusa barwne kobierce z kwiatów i piasku. Z flagą Krucjaty Eucharystycznej oraz mieczem poświęconym przez bp. Bernarda Fellaya FSSPX na czele, procesja krzyżowców przeszła przez teren obozu, śpiewając najpiękniejsze pieśni eucharystyczne.

https://youtube.com/watch?v=jq9cZGWnEqk%3Ffeature%3Doembed

„Wierzę, że jesteś w Hostii, ufam Twojemu miłosierdziu, kocham Ciebie, który miłujesz mnie nieskończenie!” (bł. ks. Edward Poppe).

Obie uroczystości w sposób szczególny świadczą o tym, że obóz Krucjaty Eucharystycznej łączy formację religijną z życiem wspólnotowym, ucząc dzieci odpowiedzialności, wierności praktykom religijnym oraz szczególnej czci dla Pana Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie. Krucjata Eucharystyczna rozwija się równie prężnie w Polsce; jej działalność można śledzić na oficjalnej stronie

Źródło (galeria zdjęć)

Nazizm na Ukrainie: Były oficer SBU opisuje głębokie zakorzenienie ideologii nacjonalistycznej

Zełenski i Rutte (Prezydent Ukrainy CC0)

Nazizm na Ukrainie: Były oficer SBU opisuje głębokie zakorzenienie ideologii nacjonalistycznej

Narodowy socjalizm jest na Ukrainie o wiele głębiej zakorzeniony, niż się to powszechnie przedstawia na Zachodzie. Taką ocenę przedstawił Wasilij Prozorow, były oficer Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), w obszernym wywiadzie udzielonym niemieckiej dziennikarce Alinie Lipp. Prozorow potajemnie opuścił Ukrainę i udał się do Rosji podczas wydarzeń na Majdanie w 2014 roku, ale według jego własnych relacji przez kilka kolejnych lat pozostawał aktywny w ukraińskim aparacie bezpieczeństwa. Jego wypowiedzi pochodzą zatem od byłego informatora, ale należy je również rozpatrywać w kontekście jego obecnej działalności w Rosji.

Od politycznego marginesu do najwyższych urzędów państwowych

Według Prozorowa, sympatie dla postaci historycznych, takich jak Stepan Bandera i Roman Szuchewycz, istniały już przed protestami na Majdanie, ale wówczas ograniczały się do mniejszych kręgów nacjonalistycznych. Dopiero po zmianie władzy w 2014 roku przedstawiciele tych ruchów zaczęli obejmować coraz więcej kluczowych stanowisk w aparacie państwowym.

Prozorow podaje jako przykład Wadima Trojana. Trojan należał wcześniej do batalionu Azow, jednostki paramilitarnej, która wielokrotnie spotykała się z międzynarodową krytyką za skrajnie prawicową symbolikę i powiązania z neonazistami. Po zakończeniu służby w Azowie, Trojan został mianowany szefem policji w Kijowie.

Prosorow wskazuje również na publicznie dostępne zdjęcia Trojańczyka z tatuażami swastyki. Fakt, że osoba z taką przeszłością mogła zająć wysokie stanowisko w aparacie bezpieczeństwa kraju europejskiego, interpretuje jako dowód głębokich zmian, jakie zaszły po protestach na Majdanie.

Symbolika SS na wydarzeniu prezydenckim

Jako inny przykład Prozorow podaje incydent z 2018 roku. Wówczas to ówczesny prezydent Ukrainy Petro Poroszenko odwiedził ćwiczenia 95. Brygady Powietrznodesantowej.

Podczas oficjalnej sesji zdjęciowej żołnierz stał obok Poroszenki, którego ekwipunek nosił emblemat Dywizji SS „Totenkopf” (Trupia Głowa). Incydent przyciągnął wówczas uwagę opinii publicznej, ale według Poroszenki nie pociągał za sobą żadnych konsekwencji dyscyplinarnych.

Jego zdaniem sprawa ta pokazuje, że symbolika narodowosocjalistyczna nie ogranicza się już do indywidualnych ekstremistów, ale rozciąga się na struktury wojskowe i państwowe.

Zerwij z sowiecką przeszłością

Prozorow opisuje ten rozwój sytuacji jako wynik przemyślanej strategii politycznej po Majdanie. Nowe kierownictwo postanowiło jak najdalej odciąć się od Rosji i jej sowieckiej przeszłości.

Stworzyło to jednak próżnię historyczną: kto powinien być w przyszłości symbolem identyfikacji narodowej?

Według Prozorowa, Kijów postanowił zrehabilitować osoby, które kolaborowały z nazistowskimi Niemcami podczas II wojny światowej. Wśród nich są członkowie Dywizji SS „Galicja” i Roman Szuchewycz, oficer jednostki „Słowik”, od którego imienia nazwano jedną z głównych ulic Kijowa.

Prosorow podkreśla, że ​​nie jest to ani przypadek, ani rosyjska propaganda, lecz część widocznej państwowej polityki pamięci.

NIEZrozumienie historyczne – już w szkołach

Prozorow mówi, że jest szczególnie krytyczny wobec sposobu przekazywania tej wizji historii dzieciom.

Już w ukraińskich podręcznikach szkolnych uczniowie szkół podstawowych poznają tzw. bohaterów narodowych, w tym osoby, które walczyły po stronie nazistowskich Niemiec.

W rezultacie dorasta pokolenie, które – jego zdaniem – nie zna już żadnej alternatywnej klasyfikacji historycznej.

Oświadczenia dezertera

Prozorow nie jest neutralnym źródłem. Przeniósł się do Rosji i działa tam otwarcie jako sygnalista i komentator. Dlatego jego wypowiedzi są regularnie odrzucane przez krytyków jako rosyjska propaganda.

Jednocześnie wskazuje na konkretne przykłady, które można niezależnie zweryfikować – w tym karierę Wadima Trojana, incydent z emblematem SS podczas wizyty Poroszenki oraz nadawanie ulicom imion postaci historycznych, takich jak Szuchewycz. Zachodnie media donosiły już o niektórych z tych przypadków, choć zazwyczaj jedynie przelotnie.

Niewygodna debata

Prozorow oskarża zachodnie rządy i media o ignorowanie tych wydarzeń. Podczas gdy rosyjski termin „denazyfikacja” w kontekście ataku na Ukrainę jest odrzucany jako propaganda, udokumentowane przypadki symboliki SS lub historycznej roli poszczególnych uhonorowanych postaci na Ukrainie cieszą się znacznie mniejszym zainteresowaniem.

Ujawniono plany masowych ataków Ukrainy na rosyjskie lotniska

Ujawniono plany masowych ataków Ukrainy

na rosyjskie lotniska,

Kijów został zaatakowany kolejnym

niepowstrzymanym rojem

pocisków balistycznych

Symplicjusz 21 sierpnia 2026 r. simplicius76/plans-revealed-for-massive-ukrainian

Wczoraj wieczorem Rosja przypuściła kolejny zakrojony na szeroką skalę atak na Kijów, wymierzony w różne przedsiębiorstwa obronne, a także w duży magazyn ukraińskich towarów supermarketowych, który najwyraźniej spłonął doszczętnie:

Magazyny należące do ukraińskiej sieci supermarketów „Fora”, zlokalizowanej niedaleko Boryspola w Kijowie, zostały zniszczone w wyniku nocnego ataku rakietowego.

Ponadto doniesienia wskazują na zniszczenie magazynów należących do firm Yves Rocher i Faynie Lyody.

Could not load video.

Skutki nocnego strajku w bazie ropy KLO w rejonie browarskim w obwodzie kijowskim.

Warto zauważyć, że ostatni strajk charakteryzuje się niezwykle dużą liczbą zdjęć i filmów, zarówno samych ataków rakietowych, jak i ich skutków.

Możliwe, że wzrost liczby publikacji jest związany z chęcią zwrócenia uwagi mediów na problem braku pocisków przechwytujących do systemów obrony powietrznej Patriot, o czym świadczy niedawny, pełen emocji reportaż CNN o pustej wyrzutni.

W ataku wykorzystano dziesiątki rosyjskich pocisków manewrujących wystrzelonych przez Flotę Czarnomorską stacjonującą w Noworosyjsku, a także hipersoniczne pociski Zirkon, Iskander, a podobno nawet północnokoreańskie KN-23. Po raz kolejny ukraińskie władze ujawniły, że nie zestrzelono ani jednego z pocisków hipersonicznych.

Niektórzy obserwatorzy uważają, że pociski KN-23 można odróżnić od Iskanderów po bardziej diagonalnej trajektorii końcowej, a nie wyłącznie pionowej, a także po tym, co niektórzy uważają za widoczne spalanie się silników na całej długości trasy końcowej, co odróżnia je od Iskanderów, których faza wypalania kończy się znacznie wcześniej:

Could not load video.

Francuski analityk dokładnie zmapował ostatnie uderzenia:

Clément Molin@ clement_molinAKTUALIZACJA 🔄 – Rosyjskie 🇷🇺 ataki na Ukrainę – 20 sierpnia 2026 r. + ukraińskie 🇺🇦 ataki na Rosję Wczoraj wieczorem Rosja użyła co najmniej 70 rakiet, aby zaatakować Kijów. Zidentyfikowano około 7 celów. Ukraina zaatakowała również rosyjską rafinerię. 🧵WĄTEK🧵1/14 ⬇️

Clément Molin @ clement_molinDziś wieczorem w Kijowie trwa kolejny zakrojony na szeroką skalę rosyjski atak rakietowy, w obliczu braku przechwytywaczy. Uderzono w kilka pocisków balistycznych Iskander, a także kilka pocisków manewrujących Zirkon i KN-23. Większość pocisków manewrujących Kalibr została przechwycona.

16:23 · 20 sierpnia 2026 · 25,6 tys. wyświetleń

================================

Różne doniesienia mówią o pustych półkach w supermarketach na terenie Kijowa z powodu odwetowych ataków Rosji na ukraińskie magazyny.

Ukraina grozi, że wkrótce wystrzeli własną kopię Iskandera — pocisk balistyczny FP-9 firmy Firepoint — i szacuje się, że „zostanie on wystrzelony w kierunku Moskwy już w październiku tego roku”.

Ukraina twierdzi, że ma zasięg prawie 900 km, co pozwoliłoby mu dotrzeć do Moskwy. Trudno w to uwierzyć, biorąc pod uwagę, że oficjalny zasięg Iskandera wynosi 500 km, a plotki głoszą, że rzeczywisty zasięg jest znacznie mniejszy, około 350 km. Potwierdza to fakt, że Iskandery nigdy nie zostały użyte do ataku na jedną z najważniejszych ukraińskich baz lotniczych, Starokostantynów, która znajduje się niecałe 500 km od wyrzutni Iskanderów w pobliżu granicy z Rosją.

Możliwe jest jednak zmniejszenie rozmiaru głowicy i zwiększenie ładunku paliwa, aby zwiększyć zasięg. Ponadto, jak zauważyli niektórzy, zarówno Rosja, jak i Stany Zjednoczone zostały militarnie ograniczone przez traktat INF, który ograniczył zasięg naziemnych pocisków balistycznych średniego zasięgu, podczas gdy kraje takie jak Iran, paradoksalnie, były w stanie opracować pociski balistyczne średniego zasięgu (IRBM), które przewyższały zasięgiem wszystko, co Rosja czy Stany Zjednoczone miały. Ukraina technicznie może zrobić to samo, ale wymagałoby to zupełnie innej konstrukcji. FP-9 wydaje się być bezpośrednią kopią Iskandera wcześniejszej generacji, co prawdopodobnie uniemożliwiłoby mu osiągnięcie tak dużych zasięgów.

Co ciekawe, w tym temacie magazyn „Atlantic” prezentuje nam dziś nowy artykuł, w którym autorzy ujawniają pewne niezwykłe fakty dotyczące początków desperackiej kampanii Zełenskiego z 2026 r., mającej na celu „obalenie Putina” za pomocą masowych ataków na rosyjskie cele cywilne.

https://www.theatlantic.com/national-security/2026/08/ukraine-moscow-airports-ai-drones/688337/

Zaczyna się:

Na początku tego roku ukraińscy urzędnicy przedstawili prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu ryzykowny nowy plan zakończenia wojny z Rosją.Wymagałby on rozszerzenia kampanii bombardowań o szereg celów i klasę broni, której od dawna unikali. Oprócz trwających ukraińskich ataków na rosyjskie bazy wojskowe, rafinerie ropy naftowej, linie zaopatrzeniowe i centra logistyczne, urzędnicy chcieli wystrzelić fale dronów z obsługą sztucznej inteligencji na moskiewskie lotniska, mając nadzieję, że uniemożliwi to międzynarodowym przewoźnikom lotniczym loty do i z rosyjskiej stolicy, jak podają dwa źródła mające bezpośrednią wiedzę o planie, o którym wcześniej nie informowano.

Krótko mówiąc, chcieli zaplanować masowy atak terrorystyczny na rosyjskie lotniska, aby całkowicie zablokować wszystkie loty cywilne do i z Moskwy, by w ten sposób zwiększyć presję i sprawić, by rosyjscy cywile w stolicy odczuli konsekwencje wojny.

Autorzy artykułu twierdzą, że Zełenski zmienił zdanie, obawiając się, że „przypadkowe” zabijanie cywilów zostanie uznane przez Rosję za „piractwo”.

Do połowy wiosny plan wymuszenia trwalszego zamknięcia moskiewskich lotnisk był już na tyle zaawansowany, że otrzymał kryptonim: M&Ms, nawiązujący do licznych małych, tanich i niemal identycznych dronów, których misja miała wymagać. Aby zneutralizować rosyjską obronę powietrzną, operacja wymagałaby wysyłania nawet 1000 dronów każdej nocy na lotniska w Moskwie i okolicach, powiedziało jedno ze źródeł zaznajomionych z sytuacją.

W artykule szczegółowo opisano, że to były minister obrony Fiodorow odpowiadał za realizację planu, ale podobno to także nowo mianowany Jewhen Chmara przejął stery.

Oba źródła poinformowały mnie, że planowanie operacji zostało wstrzymane w lipcu, kiedy Zełenski nagle zdymisjonował jej pomysłodawcę, ministra obrony Mychajło Fiodorowa. Jako architekt ukraińskiego programu dronów wojskowych, Fiodorow pracował nad planem przez większość tego roku, utrzymując go w tajemnicy nawet przed niektórymi ze swoich najbliższych współpracowników. Pomógł w skompletowaniu zespołu ukraińskich programistów komputerowych do opracowania systemu naprowadzania opartego na sztucznej inteligencji, a także pozyskał finansowanie od sojuszników Ukrainy w Europie, aby wyprodukować autonomiczne drony na dużą skalę, podały oba źródła.

W artykule zaznaczono, że jest to zgodne z prośbą Fiodorowa skierowaną do Elona Muska o umożliwienie korzystania z Starlinka w całej Rosji. Daje nam to ogólny obraz tego, czego możemy oczekiwać od Ukrainy w nadchodzących miesiącach. Im bliżej Ukraina będzie klęski na polu bitwy, tym bardziej będzie przekierowywać wszystkie dostępne zasoby na atakowanie rosyjskiej infrastruktury cywilnej, aby wywołać swego rodzaju bunt niezadowolenia społecznego przeciwko Putinowi.

Problem dla Ukrainy polega na tym, że tworzy to narastającą pętlę sprzężenia zwrotnego prowadzącą do autodestrukcji: im więcej środków Ukraina przeznacza na ataki na cele o militarnym znaczeniu, tym bardziej rosyjska potęga militarna pozostaje nienaruszona przez ukraińską siłę bojową, co oznacza, że ​​tym szybciej nastąpi upadek Ukrainy na prawdziwym froncie.

W istocie Ukraina inwestuje całą swoją strategię w wojnę z nastrojami cywilnymi Rosji, co jest równie ryzykownym posunięciem, jak to było w przypadku USA w Iranie, gdzie ataki na infrastrukturę cywilną zwróciły przeciwko USA nawet zagorzałych antyklerykałów [?? md] i utwierdziły ich poparcie dla irańskich przywódców.

Artykuł kończy się potencjalnym kompromisem w kwestii bezpośredniego ataku na rosyjskie lotniska:

Zełenski wyraził obawy dotyczące niezamierzonych ataków na cele w kontekście planu ataku na moskiewskie lotniska, powiedziało mi jedno ze źródeł zaznajomionych z tymi rozmowami. Urzędnicy stojący za planem zaproponowali obejścia. Zasugerowali na przykład, że Ukraina ostrzeże cywilne linie lotnicze, aby unikały rosyjskich lotnisk i ewakuowały swoje samoloty przed nadejściem roju ukraińskich dronów. „Jeśli powiedzą sobie: Wiecie co, to staje się zbyt ryzykowne. Po co w ogóle tam latać?” – powiedziało źródło. „To miałoby już spory wpływ na rosyjskie elity. To są ich główne powiązania ze światem zewnętrznym”.

Jak już wspomniano, wiemy już, czego możemy się spodziewać w nadchodzących miesiącach.

=========================================================

A oto, czego Ukraina powinna się spodziewać. Przyjrzyjmy się krótkiemu podsumowaniu pola bitwy.

Siły rosyjskie kontynuowały natarcie na trzech kluczowych frontach i dziś zdobyły kilka ważnych osad.

Jak donoszą źródła, Grupa Południowa przejęła kontrolę nad Nikołajpolem na osi Kramatorsk:

Jednostki Południowej Grupy Wojsk przejęły kontrolę nad wsią Nikołajpole, położoną na południe od miasta Drużkowka, tymczasowo okupowanej przez Siły Zbrojne Ukrainy.

Could not load video.

Można to zobaczyć poniżej, zakreślone na czerwono w zapisie ukraińskim:

Warto również zwrócić uwagę na obszar na północ i wschód od Torecka, również zaznaczony na czerwono, który został zdobyty przez siły rosyjskie, niszczące strefę między tym obszarem a niedawno zdobytym Nikołajpolem na wschodzie.

Szersza mapa przedstawia sytuację w kontekście większej kampanii, wyraźnie skierowanej na Drużkowkę, ostatnią dużą twierdzę na południe od Kramatorska:

Tuż na północ stamtąd siły rosyjskie również posuwają się naprzód na froncie słowiańskim. Według jednego z ukraińskich źródeł wojskowych siły rosyjskie rozpoczęły infiltrację Nikołajówki, której nie należy mylić z powyższą miejscowością:

Oto jak to wygląda:

Jeśli przybliżysz obraz, zobaczysz, że Elektrownia Cieplna Słowiańsk znajduje się w jasnoczerwonym obszarze i została już osiągnięta przez rosyjskie DRG — pomarańczową linię oznaczającą rzekomą rosyjską „miękką kontrolę”:

Aby spojrzeć na to z szerszej perspektywy, przedstawiamy nasz raport sytuacyjny z 2 lipca br. , który pokazuje, że siły rosyjskie dopiero zaczęły obserwować Słowiańsk TPP za pomocą dronów znajdujących się w odległości kilku kilometrów:

Połączyć

Jak widać, w ciągu około półtora miesiąca wojska rosyjskie pokonały tę odległość i teraz rozpoczynają szturm na teren elektrowni.

Suriyak pisze :

W Nikołajewce armia rosyjska kontynuowała infiltrację miasta od północy, gdzie niektórym oddziałom udało się okopać w Słowiańskiej Elektrowni Cieplnejoraz w domach wokół placu, gdzie zbiegają się ulice Myru i Kotsiubyńskiego (48°51’53.0″N 37°45’53.2″E) – główny szlak ewakuacyjny i zaopatrzeniowy Ukrainy w mieście. Tymczasem centrum Nikołajewki od połowy maja znajduje się pod intensywnym ostrzałem rosyjskim, który spowodował znaczne uszkodzenia wielu wieżowców. Siły oczekują na rozpoczęcie operacji szturmowych. 🇷🇺🇺🇦

——————————————————–

Drugim ważnym obszarem, na którym Rosja wkłada wiele wysiłku, jest Dobropole, na osi Pokrowsk. Po kilku poważnych atakach pancernych w tym rejonie, w tym tym z użyciem czołgów uzbrojonych w systemy APS Arena-M, siłom rosyjskim udało się osadzić miasto i powoli je zdobywać, jak donoszą media. Przypomnijmy, że Ukraina twierdziła, iż wszystkie rosyjskie ataki zakończyły się niepowodzeniem, co zawsze wydaje się mieć miejsce tuż przed tym, jak Rosjanie zostaną zarejestrowani jako znajdujący się dokładnie w miejscu, które chcieli zdobyć.

Suriyak pisze ponownie:

W Dobropolu armia rosyjska kontynuuje infiltrację i rozbudowę sił na obrzeżach miasta, więc w nadchodzących dniach możemy być świadkami zwiększenia ich kontroli nad wschodnią częścią miasta. Jest jednak zbyt wcześnie, aby sugerować, że bitwa będzie się szybko rozwijać, dopóki siły rosyjskie nie przejmą kontroli nad znacznym odcinkiem drogi T-05-14, skąd będą mogły rozpocząć atak na sąsiednie Biłozerskie. Wtedy właśnie możemy być świadkami przełomu w Dobropolu, prawdopodobnie od drugiej połowy września, jeśli tempo natarcia na tym froncie się utrzyma.

Na wyróżnienie zasługuje fakt, że siły rosyjskie przebijają się przez Kotlinę Oriechowską na osi Zaporoże, zbliżając się z obu stron i niszcząc cały centralny obszar. W tym tygodniu siły rosyjskie rozpoczęły atak na sam Oriechow, a jednostki natarcia podobno stacjonują na południowo-wschodnich obrzeżach osady, zaznaczonej na czerwono poniżej:

Jak widać, jednostki po wschodniej stronie kotliny systematycznie posuwają się w kierunku autostrady T0408 biegnącej na północ od Orekhova.

Na koniec, zamykając koło — Berliner Zeitung pisze, że czas Zełenskiego dobiegł końca i powinien odejść jako „bohater”.

https://www.berliner-zeitung.de/article/ukraine-selenskyj-ruecktritt-fedorow-neuwahlen-kommentar-10308096

Autorzy piszą, że Zełenski sam wpędził się w kozi róg, zwłaszcza po niedawnym usunięciu Fiodorowa. Teraz jedynym rozwiązaniem, które pozostało, by ocalić to, co pozostało z jego spuścizny, jest stawienie czoła problemom i rezygnacja:

Rezygnacja Zełenskiego – uporządkowana, dobrowolna i przygotowana zgodnie z konstytucją, a nie wymuszona – nie byłaby zatem kapitulacją, lecz najmądrzejszą decyzją polityczną, jaka mu jeszcze pozostała.Zełenski przeprowadził Ukrainę przez najciemniejsze miesiące jej historii; nadał krajowi twarz, a światu symbol. Nikt nie może mu teraz odebrać tej części historii.Ale Zełenski coraz bardziej trwoni swój kapitał polityczny. Im dłużej były aktor trzyma się władzy – podczas gdy w ukraińskich agencjach antykorupcyjnych NABU i SAPO piętrzą się góry akt korupcyjnych, a zaufanie zwykłych ludzi maleje – tym bardziej obecna rzeczywistość przyćmiewa wizerunek bohatera wojennego wizerunkiem prezydenta, który za wszelką cenę chce chronić własny system. Zełenski powinien ustąpić.

Autorzy mają rację: twierdzą, że przeciągając sprawę, Zełenski naraża się na niebezpieczeństwo późniejszego odejścia w o wiele bardziej skomplikowanych politycznie, a być może nawet niebezpiecznych okolicznościach, podczas gdy teraz jest ostatnia szansa, aby odejść w sposób kontrolowany, z zachowaniem godności.

Od 2022 roku Ukraina wielokrotnie udowodniła, że ​​jest bardziej odporna, niż ludzie są gotowi przyznać. Ale przyszłość drugiego co do wielkości kraju w Europie – po Rosji – nie rozstrzygnie się wyłącznie na froncie Donbasu.Czy Kijów znajdzie odwagę, by rozwiązać kryzys przywództwa, zanim Putin zrobi to za Ukrainę? Zełenski powinien działać teraz; jego czas się skończył.

Skoro nawet zachodnie publikacje widzą już napiętą sytuację, coraz bardziej prawdopodobne wydaje się, że ta zima będzie przełomowym momentem na Ukrainie. Pamiętajmy jednak, że Fiodorow jest technicznie jeszcze bardziej fanatyczny niż Zełenski, zwłaszcza jeśli chodzi o zaostrzenie mobilizacji i ofensywne ataki na Rosję. Dlatego nawet z jego udziałem, niewiele jest nadziei na jakiekolwiek zaprzestanie działań wojennych, a raczej na ich przyspieszenie, które może jedynie przybliżyć upadek Ukrainy.

Teleportacja pożaru kościoła. MEM-y VI.

—————————————–

——————————————————

————————————

————————–

——————–

————————–

———————————————

—————————————-

—————————————–

———————————————-

——————————————————-

————————————-

Mykoła Kopernikenko. MEM-y V.

——————————–

——————————————————-

———————————————————————-

————————————-

——————————————————————————————–

—————————————————————-

Barszcz ukraiński….

—————————————-

———————————–

—————————————

—————————————————–

Kaskada wydarzeń wskazujących na nieuchronny konflikt W. Brytania – Rosja

Ambasada Federacji Rosyjskiej przy Zjednoczonym Królestwie Wielkiej
Brytanii i Irlandii Północnej wydała ostateczne ostrzeżenie:

Doniesienia, że reżim kijowski używa brytyjskich dronów do przeprowadzania
ataków w głąb terytorium Rosji potwierdzają, że Londyn celowo decyduje się
na eskalację kryzysu na Ukrainie, jednocześnie obłudnie wyznając chęć
przeprowadzenia ataku na terytorium Rosji”
.

„Robiąc to, Wielka Brytania działa jako wspólnik i współsprawca krwawych
zbrodni i ataków terrorystycznych popełnionych przez ukraińskich
neonazistów, starając się powstrzymać Rosję i wyrządzić jej maksymalne
szkody przez pełnomocnika… Działania Londynu nieuchronnie pociągną za
sobą konsekwencje, za które będzie musiał odpowiedzieć… Im głębsze
zaangażowanie w konflikt i większe poparcie dla Kijowskiej machiny
terrorystycznej, tym wyższa będzie cena do zapłacenia.”

london.mid.ru/en/press-centre/embassy_comment_on_reports_of_ukrainian_forces_using_british_uavs_to_strike_russia

Brytyjski premier Andy Burnham wyzywająco odpowiedział:

„Nie jesteśmy przyjaciółmi tylko na dobrą pogodę, będziemy tam w godzinie
potrzeby Ukrainy i to się nie zmieni”.

https://www.bbc.com/news/articles

Były wiceminister spraw zagranicznych Rosji Andriej Fiodorow powiedział we
wtorek BBC, że „konsekwencje” mogą obejmować możliwość ataków…

Powiedział, że wielu ekspertów wojskowych doradzających Kremlowi jest przekonanych, że
NATO nie zareagowałoby siłą, gdyby Rosja uderzyła w Wielką Brytanię…
„Trump nie pozwoli NATO odpowiedzieć” – powiedział.

msn.com/en-us/news/other/why-is-russia-threatening-uk-with-consequences-over-ukraine-drones/

W odpowiedzi na to, że premier Burnham sprzeciwił się ostatecznemu ostrzeżeniu wydanemu przez Rosję, minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow ostrzegł dalej:

„Żal mi Wielkiej Brytanii, jeśli zamierza pozostać z Ukrainą do samego
końca… Prezydent Putin ostrzegł, że mamy prawo działać w dowolnej części
oceanów, jeśli ktoś naruszy nasze interesy lub naszą własność… Podobnie
mamy pełne prawo uważać dumnie ogłoszone bezpośrednie zaangażowanie
brytyjskich sił rakietowych w uderzenia na Rosję za udział w wojnie, ze
wszystkimi konsekwencjami, które się z tym wiążą”.

https://www.rt.com/russia/644387-lavrov-warns-uk-drones

Czy prokuratura zbada sprawę raportu „Polaków Portret Własny”? To rządu Portret Własny.

Prokuratura zbada sprawę raportu „Polaków Portret Własny”? Jest apel o reakcję organów ścigania

20 sierpnia 2026 pch24/prokuratura-zbada-sprawe-raportu-polakow-portret-wlasny

Mróz- Gorgoń.jpg
Dr. hab. Barbara Mróz-Gorgoń, autorka fatalnego raportu. (fot. prtscr/ youtube/ Grzegorz Brief Kiszluk)

Sprawa pełnego błędów raportu rządowej pełnomocnik trafi do organów ścigania? Ich reakcji na pracę zatytułowaną „Polaków Portret Własny” chce prezes klubu parlamentarnego PiS. Zdaniem Mariusza Błaszczaka jego autorka wykazała się niekompetencją, jednocześnie pobierając sutą zapłatę z publicznych środków. 

PiS złoży zawiadomienie do CBA i prokuratury, aby zbadano sprawę „pełnego błędów raportu wygenerowanego w AI” – „Polaków portret własny”; jego autorka Barbara Mróz-Gorgoń powinna zostać błyskawicznie zdymisjonowana – zapowiedział szef klubu PiS Mariusz Błaszczak.

„Do promocji marki Polska Tusk wysyła osobę, która wygenerowała pełen błędów raport w AI i bez skrupułów zainkasowała 200 tys. zł od (ministra Jakuba) Rutnickiego z MSiT. Barbara Mróz-Gorgoń powinna zostać błyskawicznie zdymisjonowana. Prawo i Sprawiedliwość złoży zawiadomienie do CBA i prokuratury o zbadanie tej sprawy” – czytamy we wpisie szefa klubu PiS

„Swoją drogą, kto doradzał Tuskowi wybór Mróz-Gorgoń do promocji marki Polska? Merz? Chcąc skompromitować Polskę, mógł jeszcze dorzucić Wysocką-Schnepf i Jacka Murańskiego” – dodał polityk. 

Barbara Mróz-Gorgoń została pełnomocnikiem rządu do spraw promocji marki Polska pod koniec lipca br. W rozporządzeniu zapisano m.in., że pełnomocnik ma koordynować działania administracji rządowej związane z tworzeniem, wdrażaniem i rozwojem spójnej marki narodowej. Celem rozwiązań ma być m.in. skuteczniejsze budowanie i ochrona wizerunku Polski w kraju i za granicą. Raport jej „autorstwa” [nacisnęła guzik?? md] , opublikowany w sieci w sierpniu 2026 roku, pełen błędów i nieścisłości, spowodował skandal. 

(PAP)/oprac. FA

To faszyści atakują Dupiarza !!! „Amelkowa Chata” tonie!!! MEM-y IV.

————————————————-

——————————————————–

——————————————————–

————————————-

——————————————————————-

—————————————————

—————————–

———————————————

—————————————

Za-radna…

——————

——————————

———————————

—————————————-

„Legion europejski” – Waffen SS? MEM-y III.

———————————————

————————

——————————-

——————————————————

—————————————————-

————————————-

————————————–

[A może to jednak nie Maryja, lecz Szechina? md]

====================================================

—————————————-

————————————————

Raport napisany przez AI – bez poprawek – za 200 tys. zł. Polacy masowo biegle posługują się językiem mandaryńskim.

Raport napisany przez AI bez poprawek za 200 tys. zł? Ministerstwo wydało komunikat, rodzą się kolejne pytania

20.08.2026 nczas/raport-napisany-przez-ai-bez-poprawek-za-200-tys-zl-ministerstwo-wydalo-komunikat-kolejne-pytania

polakow portret wlasny
NCZAS.INFO | Okładka raportu „Polaków Portret Własny. Raport z badań DNA Marki Polska” / fot. X / Sebastian Meitz

Sebastian Meitz z think-tanku Instytut Sobieskiego zajął się raportem „Polaków Portret Własny. Raport z badań DNA Marki Polska”.

Wiele wskazuje na to, że to wygenerowany przez AI dokument bez poprawek, za który zapłaciliśmy poprzez Ministerstwo Sportu i Turystyki 200 tys. zł. Dowiedzieć się z niego możemy m.in., że Katowice to miasto w północnym centrum Polski, a Polacy masowo biegle posługują się językiem mandaryńskim. Samo ministerstwo zaprzecza, by raport był zamówiony, ale rodzi to kolejne pytania.

Raport przygotowały Fundacja Marka Polska Think Tank i Akademia Leona Koźmińskiego. Wpisani jako autorzy są dr hab. Barbara Mróz-Gorgoń, pełnomocnik rządu ds. promocji marki Polska i jej zespół, w którym są m.in. osoby z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.

Meitz zwrócił uwagę na mnogość błędów merytorycznych, jak i językowych w raporcie za 200 tys. zł. W raporcie napisano np., że Katowice to miasto w „północnym centrum” Polski albo o tym, że Polska miała pięciu noblistów, choć faktycznie było ich siedmioro. Twierdzono też, że Polacy płynnie posługują się językami obcymi, a poza angielskim najczęściej spotykane są: francuski, niemiecki i mandaryński.

Także przypisy się rozjeżdżają.

„Czy Państwo też numerujecie w swoich pracach przypisy 1, 2, 3, 41, 517, 6, 7 (pusty), 8 (pusty), 9 (pusty), 105, 116, 127, 138, 149, 1510, 1611, 1712, 18 (pusty), 19 (pusty), 2013… Nie? Dziwne” – napisał Meitz, udostępniając screena z raportu.

W bibliografii z kolei pojawiają się zwroty używane w opracowaniach anglojęzycznych.

Zadeklarowana w materiale metodologia bywa różna, zależnie od fragmentu. W jednym miejscu twierdzi się, że przebadano 35 grup fokusowych, a w innym miejscu, że grup było cztery.

Podobnie z godzinami nagrań. Raz mowa o 180, a w innym o ponad 40.

Jeszcze inną kwestią jest język. Ewidentnie przeplatany jest angielskimi wtrąceniami. A momentami wygląda, jakby AI próbowało napisać coś po polsku, ale ostatecznie się rozmyśliło. Wskazano na takie frazy, jak np. zabytowany przez Meitza fragment „HIPOTEZA PSYCHOLOGICZNA: To wskazuje na SYNDROM IMPOSTORA na POZIOMIE NARODOWYM – Despite RZECZYWISTYCH OSIĄGNIĘĆ, BRAK WEWNĘTRZNEGO PRZEKONANIA o SWOJEJ WARTOŚCI”. Innym przykładem jest „pracowitość i reziliencje”, co – jak podaje wp.pl – może odnosić się do „resilience”. Albo „ponad-partyjne, bi-partisan”.

„Mamy panią profesor, w randze Sekretarza Stanu, z funkcją pełnomocnika rządu ds. promocji marki Polska. Mamy też raport, w którym jest wskazana jako kierownik merytoryczny projektu i autor raportu. Mamy również 200 000 złotych, jakie Ministerstwo Sportu i Turystyki przekazało Stowarzyszeniu Konferencje i Kongresy w Polsce na realizację zadania publicznego 'Marka Polska – podstrategia turystyczna’, dofinansowanego ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki na podstawie umowy nr 2025/0014/1251/UDOT/DT/BP/IS z dnia 5.06.2025 r. Ja, po lekturze tego raportu, mam też bardzo dużo pytań” – podsumował Sebastian Meitz.

Jak się okazuje, ministerstwo sportu nie przyznaje się do zamówienia raportu.

„Prezentowany na Platformie X raport nie był przedmiotem zamówienia, ani nie stanowił realizacji żadnej umowy, której stroną było Ministerstwo Sportu i Turystyki. MSiT podpisało umowę z wykonawcą (tj. Stowarzyszenie Konferencje i Kongresy) podstartegii turystycznej Marka Polska. Wykonawca został wybrany w ramach konkursu po złożeniu stosownej oferty. Głównym przedmiotem umowy było przygotowanie obszernego opracowania 'Strategia Marki Polska’, a także przeprowadzenie badań (wywiadów pogłębionych, badań focusowych, warsztatów Design Thinking), organizacja konferencji 'Przyszłość Marki Polska’, organizacja warsztatów eksperckich i paneli dyskusyjnych oraz udziału ekspertów w tworzeniu podstrategii. Wykonawca przedstawił sprawozdanie z realizacji umowy wraz z dowodami realizacji poszczególnych punktów. MSiT przyjęło rozliczenie umowy na poziomie 179 738,19 zł. Przedstawiony na Platformie X raport nie stanowił części umowy, ani nie był przedłożony w ramach sprawozdania. Do MSiT nie wpłynęła prośba o użycie logotypu, a informacja, że raport realizowany jest ze środków MSiT jest nieprawdziwa” – napisano na oficjalnym profilu na X resortu.

To jednak rodzi kolejne pytania, które zadał Meitz.

„Czy zechcą Państwo w takim razie wyjaśnić, w jakim charakterze w prezentacji raportu, o którym mowa powyżej, która odbyła się 25 listopada 2025 roku w ALK w Warszawie, uczestniczył Pan Minister @piotr_borys? Raportu, który, przypomnę, jasno wskazuje, że projekt realizowany jest w ramach zadania publicznego 'Marka Polska – podstrategia turystyczna’, dofinansowanego ze środków MSiT na podstawie konkretnej umowy. Oraz dodatkowo, czy i jakie kroki zamierzają Państwo podjąć wobec podniesionej w powyższym oświadczeniu kwestii, że zamieszczona w raporcie informacja o realizacji projektu w ramach zadania dofinansowanego ze środków publicznych jest nieprawdziwa?” – zapytał Sebastian Meitz.

x

Źródło:X / wp.pl / nczas.info

===========================

a 24 08 dostałem taki mail, no to go dodaję:

Szanowni Państwo,

w Państwa serwisie ukazał się artykuł https://www.dakowski.pl/raport-napisany-przez-ai-bez-poprawek-za-200-tys-zl-polacy-masowo-biegle-posluguja-sie-jezykiem-mandarynskim/, w którym znajduje się nieprawdziwa informacja, iż Raport przygotowały Fundacja Marka Polska Think Tank i Akademia Leona Koźmińskiego.

Pragnę zaznaczyć, że Akademia Leona Koźmińskiego nie opracowywała raportu „Polaków Portret Własny” ani zawartej w nim analizy, nie uczestniczyła w analizie danych oraz nie odpowiadała za przygotowanie ani publikację dokumentu. W samym dokumencie Akademia Leona Koźmińskiego nie została wskazana jako autor, współautor ani podmiot uczestniczący w przygotowaniu raportu.

W związku z powyższym zwracam się z żądaniem niezwłocznego usunięcia nieprawdziwej informacji z artykułu oraz ze wszystkich publikacji, w których została ona powielona, a w razie potrzeby zamieszczenia korekty: Akademia Leona Koźmińskiego nie uczestniczyła w przygotowaniu ani publikacji raportu «Polaków Portret Własny», nie prowadziła analizy danych i nie ponosi odpowiedzialności merytorycznej za ten dokument”.

Proszę o niezwłoczną aktualizację Państwa publikacji.

Serdeczności

Paulina Łukaszuk

Rzecznik prasowy, Akademia Leona Koźmińskiego