Lekarze – partyjniacy – złodzieje

Lekarze – partyjniacy – złodzieje

5.07.2026 wolnemedia/lekarze-partyjniacy-zlodzieje

Afera w Warszawskim Szpitalu Południowym: milionowe zarobki młodego lekarza-radnego, salonik VIP dla polityków i rekordowe dochody lekarza z czasów pandemii. Czy obecna koalicja rządowa przeżyje ten skandal?

Redaktor „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer od roku nagłaśnia zarobkową patologię panującą wśród części polskich państwowych lekarzy, którzy bez merytorycznego uzasadnienia osiągają milionowe zarobki z kieszeni podatnika. Przekazywane przez niego informacje uzyskały szokujące polską opinię publiczną potwierdzenie w serii publikacji na „X” i w portalu Zero.pl na temat skandalu w Warszawskim Szpitalu Południowym.

28-letni lekarz bez pełnej specjalizacji z tego szpitala, Dawid Kacprzyk, jednocześnie radny Koalicji Obywatelskiej dzielnicy Ursus i były szef młodzieżówki wspierającej KO, jak wynika z jego oświadczenia majątkowego za 2025 rok zarobił 1,6 miliona złotych.

Według szpitalnej dokumentacji Kacprzyk wypracował w 2025 roku łącznie 3976 godzin tylko w tej jednej placówce. Średnio daje to 331 godzin miesięcznie, czyli statystycznie ponad 11 godzin dziennie, każdego dnia roku, bez ani jednego dnia wolnego. W niektórych miesiącach (np. luty, czerwiec, listopad) średnia dzienna przekraczała 13–15 godzin. Rekordowy dyżur trwał 96 godzin bez przerwy – od 11 do 15 kwietnia 2025 roku.

Takie liczby budzą poważne wątpliwości. Eksperci medyczni podkreślają, że ciągłe dyżury trwające 72–96 godzin są skrajnie niebezpieczne zarówno dla lekarza, jak i dla pacjentów. Normy dotyczące czasu pracy personelu medycznego w Polsce są elastyczne, ale tak ekstremalne obciążenie wykracza poza wszelkie standardy bezpieczeństwa. Kacprzyk pracował jednocześnie w czterech publicznych warszawskich placówkach medycznych.

Jeszcze bardziej kontrowersyjne okazało się zestawienie grafików dyżurów z publiczną aktywnością polityczną młodego lekarza. W dniach, w których według szpitala miał pełnić dyżur, Kacprzyk pojawiał się w telewizji (m.in. w propagandowej TVP3 Warszawa), uczestniczył w spotkaniach z prominentnymi politykami KO (takimi jak marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska), brał udział w sesjach rady dzielnicy Ursus, głosował w wyborach prezydenckich i prowadził aktywność w mediach społecznościowych promującą partię i prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. Zero.pl udokumentowało co najmniej kilkanaście takich przypadków konfliktu harmonogramu.

Szpital Południowy potwierdził liczbę przepracowanych godzin, ale nie wyjaśnił, w jaki sposób możliwe było ich pogodzenie z innymi obowiązkami. Kacprzyk nie udzielił odpowiedzi na pytania dziennikarzy dotyczących zmian grafików czy obecności w innych miejscach w czasie deklarowanych dyżurów.

VIP-room i „prywatna przychodnia” w publicznym szpitalu

Równolegle z aferą zarobkową ujawniła się inna, równie bulwersująca sprawa – funkcjonowanie w Szpitalu Południowym specjalnego saloniku VIP dla polityków Koalicji Obywatelskiej i ich rodzin. Portal Zero.pl opisał, jak pod kierownictwem Kacprzyka w SOR-ze stworzono de facto dwie ścieżki obsługi pacjentów. Zwykli pacjenci z ulicy czekali na przyjęcie często ponad cztery godziny. Na badania endoskopowe (kolonoskopia, gastroskopia) czy tomografię komputerową musieli oczekiwać tygodniami lub miesiącami. Tymczasem osoby powiązane z KO i ich bliscy byli przyjmowani błyskawicznie – badania wykonywano już po 10–16 minutach od rejestracji. Dokumentacja medyczna i relacje pracowników wskazują na wykonywanie u VIP-ów pakietów kilkudziesięciu badań w krótkim czasie, często nieuzasadnionych medycznie w kontekście SOR-u.

Przykłady obejmują:

– wpływowego działacza KO ze „złym samopoczuciem i zmęczeniem” – kilkadziesiąt badań w 14 minut (powtórka po miesiącu z identycznym rozpoznaniem);

– wysokiego rangą funkcjonariusza państwowego z urazem kolana – kompleksowa diagnostyka w 67 minut;

– mało znaną posłankę KO z gorączką i bólem głowy – traktowaną jak stan zagrożenia życia, badania w 16 minut;

– bliską osobę znanego polityka KO z dolegliwościami przewodu pokarmowego – natychmiastowa kolonoskopia, gastroskopia i TK jamy brzusznej w ciągu kilku godzin.

Pacjenci VIP-owscy mogli oczekiwać w wydzielonym, komfortowym pomieszczeniu z kanapą, fotelami i telewizorem formalnie należącym do Warszawskiego Centrum Chirurgii Kręgosłupa, ale wykorzystywanym przez SOR. Personel miał żartobliwie nazywać oddział „prywatną przychodnią Dawida Kacprzyka”. Zero.pl przekazało dokumentację do NFZ i Urzędu m.st. Warszawy, wskazując konkretne przypadki.

Szpital Południowy, mimo strat finansowych (blisko 5 mln zł w 2023 i 2024 roku), funkcjonował w ten sposób pod dyrekcją Anny Łukasik (byłej wiceminister zdrowia w rządzie PO-PSL). Rada nadzorcza placówki również związana była z władzami Warszawy z ramienia KO.

Patolekarz wyrzucony

Po nagłośnieniu sprawy Dawid Kacprzyk zrezygnował z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej i z mandatu radnego dzielnicy Ursus. Wszystkie jego umowy z Warszawskim Szpitalem Południowym zostały wypowiedziane – jego nazwisko zniknęło ze strony internetowej placówki. W ramach „skruchy” lekarz skorygował 33 faktury za okres od stycznia 2025 do czerwca 2026 i przelał na konto szpitala 500 tysięcy złotych. Szpital jednak zwrócił mu te pieniądze, uznając, że nie miał podstawy prawnej do ich zaksięgowania.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi czynności sprawdzające m.in. w zakresie poświadczenia nieprawdy i narażenia pacjentów na niebezpieczeństwo. Szpital złożył zawiadomienie o podejrzeniu oszustwa. Naczelna Izba Lekarska rozważa pozbawienie Kacprzyka prawa wykonywania zawodu. Kontrole wszczęły: NFZ, Urząd m.st. Warszawy oraz Ministerstwo Zdrowia.

Sygnalista sypie

Historia działalności Kacprzyka w Szpitalu Południowym może mieć jeszcze bardziej dramatyczne skutki. Były ordynator chirurgii w tym szpitalu dr Emil Jędrzejewski, w rozmowach z mediami (m.in. w Kanale Zero) wyraził głębokie zaniepokojenie kompetencjami młodego lekarza i wskazał na przypadki błędów, w tym anestezjologicznych, których skutkiem miały być zgony pacjentów. Prokuratura bada również serię zgonów na SOR-ze w ostatnich latach.

Szerszy kontekst: skandaliczne dochody lekarzy-radnych

Sprawa Kacprzyka nie jest odosobniona. Stanowi element szerszego problemu wysokich dochodów lekarzy pełniących jednocześnie funkcje publiczne. Wielu lekarzy-radnych czy posłów łączy pracę w publicznej ochronie zdrowia z polityką, generując milionowe przychody z kontraktów z NFZ lub szpitali miejskich/wojewódzkich. Publiczna kasa finansuje ekstremalnie wysokie wynagrodzenia przy jednoczesnym fikcyjnym deficycie personelu i długich kolejkach dla zwykłych pacjentów. System pozwala na łączenie ról w sposób, który budzi wątpliwości co do rzeczywistego czasu poświęcanego na pracę medyczną łączoną z działalnością polityczną.

Rekordowe dochody z czasów „wielkiej histerii” – przykład Roberta Górskiego

Na tym tle szczególnie wyróżnia się przypadek innego lekarza-radnego – Roberta Górskiego z Zielonej Góry. Lekarz pogotowia ratunkowego, specjalista medycyny ratunkowej od 2020 roku i radny (z komitetu byłego prezydenta miasta Janusza Kubickiego), w 2021 roku zarobił ponad 4,3 miliona złotych wyłącznie z tytułu prowadzenia punktu szczepień przeciwko COVID-19. Według informacji ujawnionych przez nczas.info, Górski przeprowadził w ramach kontraktu z NFZ ponad 56 tysięcy szczepień – średnio szprycował około 150 osób dziennie. Do tego dochodziła praca w pogotowiu (ponad 300 godzin miesięcznie, w tym dyżury nocne i weekendowe) oraz prywatna praktyka w formie jednoosobowej działalności gospodarczej.

W 2022 roku jego dochód wyniósł 1,6 mln zł, a w kolejnych latach regularnie przekraczał milion złotych rocznie. Łącznie w okresie pandemicznym i bezpośrednio po nim zarobił kilka milionów złotych z publicznych pieniędzy.

Górski broni swoich zarobków, twierdząc, że wynikały z „wyczerpującej pracy”, a NFZ zachęcało do masowych szczepień (zwłaszcza nauczycieli), i on jako jeden z nielicznych się zgłosił. Przeszedł kontrole NFZ i urzędu skarbowego. Krytycy wskazują jednak na skalę – w szczycie pandemii kontrakty na punkty szczepień były lukratywnym biznesem dla wybranych podmiotów, często przy ograniczonym nadzorze nad rzeczywistym nakładem pracy.

Patologia systemu czy jednostkowe przypadki?

Afera wokół Dawida Kacprzyka i przykłady takie jak Robert Górski pokazują szerszy problem polskiej ochrony zdrowia: brak skutecznych mechanizmów kontroli czasu pracy personelu medycznego, łatwy dostęp do wysokopłatnych kontraktów z NFZ, możliwość łączenia funkcji medycznych z politycznymi w sytuacji oczywistego konfliktu interesów oraz uprzywilejowanie osób z odpowiednimi koneksjami.

Szpitale miejskie i wojewódzkie, często deficytowe, płacą milionowe kwoty wybranym lekarzom, podczas gdy zwykli pacjenci czekają godzinami na SOR-ze lub miesiącami czy latami na planowe zabiegi. Politycy z różnych opcji (zarówno obecnej, jak i poprzedniej władzy) korzystali z szybkiej ścieżki w placówkach, które sami nadzorują.

Czy Tusk polegnie na aferze medycznej?

Donald Tusk, którego partia KO jest najbardziej obciążona aferą, stara się od niej dystansować, dając do zrozumienia, że on sam nie ma z nią nic wspólnego. Zapowiedział oczywiście wyjaśnienie sprawy „do samego spodu”, co, jak wiadomo, kompletnie nic nie znaczy. Z kolei PiS, którego polityków-lekarzy obciążają podobne zarzuty, zawnioskował o komisję śledczą. Szczególnie zabawne jest to, że za radykalną reformą finansowania opowiedział się nagle były premier z PiS Mateusz Morawiecki, który, wraz ze swoją poprzedniczką Beatą Szydło do obecnej, skandalicznej sytuacji doprowadził. Można domniemywać, że afera zaszkodzi obu największym partiom – trudno jednak się spodziewać, że partyjny beton, który sam korzysta z szybkich politycznych ścieżek dostępu w służbie zdrowia i innych dziedzinach życia, po ujawnieniu tych praktyk, które są przecież tajemnicą poliszynela, masowo odwróci się od swoich nieuczciwych idoli.

Tylko prywatyzacja

Sprawa Kacprzyka i podobnych przypadków lekarzy-radnych z rekordowymi dochodami z publicznych kontraktów (w tym z czasów pandemii) pokazuje, jak łatwo w polskim systemie ochrony zdrowia dochodzi do sytuacji, w której lojalność partyjna i koneksje polityczne mogą wpływać na priorytety w leczeniu, a gigantyczne zarobki jednego człowieka kontrastują z chronicznym niedofinansowaniem i kolejkami dla większości obywateli.

Powstaje pytanie, czy afera zakończy się tylko na wyrzucenie Kacprzyka i władz Szpitala Południowego, czy jednak będzie wstrząsem, który doprowadzi do radykalnej przebudowy systemu? Bo przecież nie ma co ukrywać – polskiej służby zdrowia nie da uzdrowić, póki jest w rękach państwa. Tylko prywatyzacja systemu może sprawić, że pieniądze pacjentów nie będą rozkradane tylko przeznaczone na ich rzeczywiste potrzeby w ramach ich rzeczywistych możliwości finansowych.

Autorstwo: Stanisław Kłopotowski Źródło: NCzas.info

Dlaczego Polska i Ukraina są skazane na wrogość?

Dlaczego Polska i Ukraina są skazane na wrogość?

5.07.2026 wolnemedia/dlaczego-polska-i-ukraina-sa-skazane-na-wrogosc

Jeszcze nie tak dawno nasza elitka infantylno-agenturalna i „eksperci” nauczali o federacji czy konfederacji polsko-ukraińskiej, a ci którzy pukali się w czoło, uchodzili za „ruskie onuce”. Byłem zaliczany do tej kategorii, ponieważ od samego początku uważałem to za nonsens. Więcej, od początku uważałem, że Polska i Ukraina skazane są na wrogość. W 2023 roku napisałem na ten temat artykuł naukowy pt. „Niemcy, Rosja, Ukraina i kwestia polska”, który wtedy był „bluźnierstwem”. Nie zmieniłem zdania o jotę, a dziś mam wrażenie, że cały PiS mówi cytatami z tego tekstu. Dlaczego Polska i Ukraina są skazane na wrogość?

Po pierwsze ze względu na tożsamość Ukrainy. Fryderyk Engels określiłby ten lud mianem „narodu niehistorycznego”, który nigdy nie posiadał własnego państwa i nie miał politycznej tożsamości, nie posiadał elit, historii i własnych bohaterów. Naród ten rodzi się na naszych oczach w tempie przyśpieszonym i sztucznym. Anglosasi określają taki proces mianem nation-building, czyli sztucznej budowy narodu. Pośpiech w budowaniu jego tożsamości powoduje, że może ona powstać tylko na negacji, wrogości i nienawiści na tle historycznym. Stąd „Bohaterowie UPA”, Stepan Bandera, Andrij Melnyk etc. – cały panteon ludobójców i zbrodniarzy, którzy nienawidzili Polaków, Rosjan, Żydów i Czechów.

Polacy to dawne „pany”; Rosjanie to nieco późniejsze „pany”; Czesi to brakująca ukraińska burżuazja, czyli „wyzyskiwacze”. O Żydach i ich karczmach i kantorkach nawet nie wspomnę. Gdyby naród ukraiński rodził się przez stulecie, to znalazłby własnych bohaterów pozytywnych. Skoro takich nie ma, to buduje tożsamość na teoretykach i praktykach nienawiści. Dlatego Kijów nie chce być naszym przyjacielem, gdyż straciłby prawomocność własnego istnienia, której istotą jest bunt wobec „panów” dawnych i dawniejszych.

Po drugie Polska nie ma Ukrainie zbyt wiele do zaoferowania. Całą broń już głupio i darmo oddaliśmy. Skarb państwa mamy pusty i zatykany za pomocą pożyczek, więc przelewy do Kijowa siłą rzeczy z rzeki przemieniły się w strumyk. Polska nie posiada potencjału politycznego, ekonomicznego i militarnego, aby stać się gwarantem istnienia Ukrainy wobec Rosji. Potencjał taki posiadają Stany Zjednoczone, ale Donald Trump uważa tę wojnę za problem, jest zbyt daleko i nie chce już dawać darmo broni. W tej sytuacji pozostają państwa europejskie. Wielka Brytania jest cyniczna i chętnie rzuca swoich aliantów do wojny, ale sama swoich żołnierzy nie wyśle. W dodatku jest skąpa.

Zostają zatem Niemcy, którym wciąż marzy się Mitteleuropa, której Ukraina miałaby być wschodnią flanką. Niemcy wciąż nie mają armii, lecz mają potencjał ekonomiczny i pieniądze. Poza tym Moskwa zawsze się z nimi liczy. Dlatego są jedynym realnym sojusznikiem Kijowa. Potencjał Berlina jest kilka razy większy niż Warszawy, a poza tym napisana na nowo banderowska historia Ukrainy uczyniła z nich sojusznika (którym w praktyce nigdy nie były). Aby przypodobać się Niemcom, Kijów już wcześniej uderzał w Polskę, jawnie wspierał przed wyborami KO przeciw PiS. Słowem, za pomocą Ukrainy Niemcy biorą nas w obcęgi od wschodu i zachodu, zmuszając do posłuszeństwa.

Po trzecie Ukraina koniecznie chce wejść do NATO i Unii Europejskiej. Już dziś można powiedzieć, że do NATO na pewno nie wejdzie, gdyż dla Władymira Putina wpisana do konstytucji Ukrainy wieczysta neutralność tego państwa jest warunkiem sine qua non podpisania pokoju. Przecież wojna wybuchła w reakcji na publicznie ogłoszony przez Wołodymyra Zełenskiego zamiar akcesji do Paktu Północnoatlantyckiego, wraz z równie publicznie wygłoszoną nadzieją, że NATO pomoże jego państwu w odzyskaniu Krymu i Donbasu. Amerykanie wiedzą, że bez spełnienia tego postulatu pokoju nie będzie, więc nie chcą słyszeć o akcesji i własnym zobowiązaniu do obrony tego państwa. W tej sytuacji pozostaje tylko nadzieja na wejście do Unii Europejskiej.

Siergiej Ławrow wielokrotnie deklarował, że Federacja Rosyjska nie ma nic przeciwko temu. Przyzwolenie potwierdził Putin, a poparł je Trump (gdyż obydwaj źle UE życzą i liczą na powiększenie panującego w niej chaosu i złodziejstwa). W tej sytuacji Ukrainie pozostaje tylko akcesja do Unii Europejskiej. Czy UE daje gwarancje bezpieczeństwa? Istniejąca nie. Ale gdyby przyjąć francusko-niemiecki plan federalizacji UE, ze zniesieniem prawa weta narodowego, wspólną polityką zagraniczną i obronną, a docelowo z armią europejską? W takiej sytuacji będąc „w Europie” w konflikcie z Rosją, można odwołać się o pomoc do Brukseli i do armii unijnej. O ile z punktu widzenia Kijowa poparcie federalizacji UE jest całkowicie racjonalne, to dla interesów Polski byłoby to zabójcze, gdyż oznaczałoby likwidację suwerennych państw i zastąpienie ich unijnym super-państwem. A tego nie chcemy!

Po czwarte interesy ekonomiczne Polski i Ukrainy w Unii Europejskiej są dramatycznie sprzeczne. Dla polskiego rolnictwa byłby to Armagedon, gdyż musiałoby konkurować z latyfundiami na czarnoziemach, gdzie pracownikom płaci się groszowe pensje. W dodatku automatycznie zostalibyśmy zapewne tzw. płatnikiem netto. Dostawalibyśmy mniej funduszy europejskich, gdy te szłyby na „odbudowę” Ukrainy, czyli na złote klozety kumpli Wołodymyra Zełenskiego. Wpuszczenie przez Warszawę Ukrainy do UE byłoby samobójstwem, na który KOPiS oczywiście jest gotowy (nie łudźmy się co do weta w tej sprawie, gdyby PiS był przy władzy). Każde nasze sprzeciwy w celu obrony polskich interesów ekonomicznych natychmiast zderzyłyby się ze skrajnie roszczeniową i bezczelną postawą rządu w Kijowie.

I na koniec pytanie: dlaczego skoro ja to wszystko wiedziałem już w 2023 roku, to nie wiedzieli tego Jarosław Kaczyński i Przemysław Czarnek aż do czerwca 2026 roku? Albo nie wiedzieli, albo udawali, że nie wiedzą, gdyż realizowali polecenia z Departamentu Stanu. Jeśli nie wiedzieli, to nie nadają się na polityków rządzących krajem. Jeśli wiedzieli, ale realizowali zagraniczne wytyczne, to znaczy że nie nadają się na polityków rządzących Polską.

Autorstwo: Adam Wielomski Źródło: NCzas.info

Program czystek etnicznych w Strefie Gazy nadal realizowany

Program czystek etnicznych w Strefie Gazy nadal realizowany

Masowe okrucieństwa Izraela w Strefie Gazy od samego początku miały charakter czystek etnicznych.

Caitlin Johnstone Caitlinjohnstone-au./the-gaza-ethnic-cleansing-agenda-continues-to-roll-forward

Podczas gdy przywódcy USA i Izraela otwarcie rozważają ponowny atak na Iran, świat łatwo może przeoczyć fakt, że ten ludobójczy sojusz drastycznie ożywił również swoje plany czystek etnicznych w Strefie Gazy.

Należąca do Adelsona gazeta Israel Hayom, popierająca Netanjahu, informuje , że w nadchodzących tygodniach tzw. „Rada Pokoju” nadzorująca życie w Strefie Gazy planuje przesiedlenie Palestyńczyków do „schronów humanitarnych”, które nie są kontrolowane przez Hamas. 

Israel Hayom donosi, że obszar w pobliżu zniszczonego miasta Rafah będzie pierwszym miejscem, w którym powstaną takie obozy. Jest to godne uwagi, ponieważ rok temu minister obrony Israel Katz oświadczył , że istnieje plan budowy „miasta humanitarnego” na ruinach Rafah, gdzie następnie wdrożony zostanie „plan emigracji” Palestyńczyków, dodając, że Benjamin Netanjahu pracuje nad znalezieniem państw, które przyjmą ludność Gazy.

Trudno zignorować podobieństwa. Obie relacje stwierdzają nawet, że plan zakłada nadzór nad przesiedlonymi Palestyńczykami przy użyciu sił międzynarodowych. Raport Israel Hayom z 2026 roku stwierdza, że ​​obozy będą nadzorowane przez „siły międzynarodowe pod przewodnictwem Rady Pokoju”, a Israel Katz stwierdził w 2025 roku , że Izrael poszukuje partnerów międzynarodowych do zarządzania strefą.

Zatem, żeby było jasne, w lipcu ubiegłego roku izraelscy urzędnicy publicznie oświadczyli, że zamierzają zbudować „miasto humanitarne” na ruinach Rafah, w którym Palestyńczycy znajdą schronienie pod nadzorem międzynarodowym, jednocześnie pracując nad ich relokacją z ojczyzny do innych krajów. W lipcu tego roku dowiedzieliśmy się, że wkrótce Palestyńczycy z Gazy zostaną przeniesieni do „schronów humanitarnych” w pobliżu Rafah, nadzorowanych przez siły międzynarodowe.

Brzmi to jak ten sam plan. Jeśli tak, to jest to plan czystek etnicznych.

Izrael rozszerzył już swoją kontrolę nad Strefą Gazy z 53 do 70 procent powierzchni Strefy, koncentrując ocalałych z ludobójstwa na zaledwie 30 procentach terytorium Palestyny. A teraz, według izraelskiego ministra energii Eliego Cohena, plan zakłada rozszerzenie kontroli do 100 procent.

Jak podaje Israel National News, Cohen miał powiedzieć w niedawnym wywiadzie radiowym, że „nasza kontrola nad terytorium będzie się rozszerzać, aż osiągniemy 100%”, dodając: „dwa miesiące temu kontrolowaliśmy 53% powierzchni Strefy, około miesiąc temu około 60%, a dziś zbliżamy się do 70% powierzchni Strefy”.

Dzieje się to w kontekście innych doniesień, które niedawno omawialiśmy, a które wyraźnie wskazują, że administracja Trumpanyahu wznawia działania mające na celu usunięcie wszystkich Palestyńczyków ze Strefy Gazy. Kilka dni temu dowiedzieliśmy się z izraelskiej prasy , że izraelskie agencje bezpieczeństwa narodowego otrzymały polecenie zmiany nazwy planu czystek etnicznych na „plan swobodnego przemieszczania się”, aby złagodzić międzynarodowy opór wobec tego programu. Kilka dni wcześniej dowiedzieliśmy się , że nowy szef bezpieczeństwa narodowego Izraela zwołał spotkanie z przedstawicielami Sił Obronnych Izraela (IDF) i Szin Bet, aby omówić plan przesiedlenia Palestyńczyków z Gazy do innych krajów.

Ponownie, masowe zbrodnie Izraela w Strefie Gazy od samego początku miały na celu czystki etniczne. W ciągu kilku dni od ataku Izraela na Strefę Gazy w październiku 2023 roku izraelskie Ministerstwo Wywiadu rozesłało plan przesiedlenia całej ludności Strefy Gazy na Półwysep Synaj w Egipcie, a izraelski think tank opracował strategię „przesiedlenia i ostatecznego zasiedlenia całej ludności Strefy Gazy”.

Celem zawsze było usunięcie Palestyńczyków z Gazy, aby można było im odebrać ich terytorium. Nigdy nie było to niczym innym niż jawnym izraelskim zawłaszczeniem ziemi. Przedstawiali to jako „wojnę”, aby po zajęciu i kolonizacji Gazy móc powiedzieć: „Arabowie stoczyli wojnę i przegrali, zasłużyli na utratę terytorium”, jak zawsze, ale tak naprawdę nigdy nie było to wojną. 

Nazywanie ludobójstwa w Strefie Gazy „wojną” to jak patrzenie na mężczyznę bijącego malucha i nazywanie tego „walką”. To jedna z najnowocześniejszych sił zbrojnych świata, która zrzuca ładunki wybuchowe na tereny pełne dzieci, mając wsparcie najpotężniejszego imperium, jakie kiedykolwiek istniało, a przeciwstawia się jej jedynie kilka tysięcy facetów biegających w sandałach, z domowej roboty rakietami i starodawnymi kałasznikowami.

To nie wojna. To operacja czystek etnicznych. I tym to się zawsze nazywało.

Ludobójcy jako bohaterowie? Tak wychowuje się małych banderowców

Ludobójcy jako bohaterowie? Polityk Konfederacji: Tak wychowuje się małych banderowców

02.07.2026 https://tysol.pl/wiadomosci/ludobojcy-jako-bohaterowie-polityk-konfederacji-tak-wychowuje-sie-malych-banderowcow,

Banderowska książeczka dla dzieci
Źródło: Paweł Usiądek/Facebook | Autor: Paweł Usiądek | Licencja: Domena Publiczna | Banderowska książeczka dla dzieci

Tak wychowuje się małych banderowców. Ukraińska książka dla dzieci robi z siepaczy UPA drużynę superbohaterów – alarmuje na Facebooku polityk Konfederacji Paweł Usiądek.

Chcecie zobaczyć, skąd bierze się kult UPA na Ukrainie? Nie zaczyna się w wojsku ani w parlamencie. Zaczyna się w przedszkolu i w pierwszych klasach szkoły. Od kolorowej książeczki z superbohaterem – pisze Usiądek.

Mowa o publikacji „Przygody Alarmika i jego przyjaciół” autorstwa Ołeha Witwyckiego. To wydana w 2015 roku, licząca 132 strony pozycja z serii „Ałarmyk, ukraiński superbohater”. Adresowana do dzieci w wieku mniej więcej od siedmiu do dziesięciu lat.

Wątek antypolski

Najbardziej wymowny jest wątek antypolski. W pieśni śpiewanej przez bohatera pojawia się obraz „zuchwałej Warszawy”, która „ucichła”, zestawiony ze „złowrogą Moskwą”, która „zadrżała”. Dalej idą militarne motywy „krwi za krew”, surowego karania „najeźdźców” i zapowiedź ponownego ukarania przeciwników

– wylicza polityk Konfederacji.

Dziecko w wieku ośmiu lat dostaje do ręki książkę, w której Warszawa jest wrogiem stawianym obok Moskwy, a przemoc wobec „najeźdźców” to powód do dumy. Polska jako przeciwnik. „Krew za krew” jako morał. W książce dla dzieci.

„Kult UPA nie jest marginesem”

To jest sedno problemu, o którym mówię od dawna. Kult UPA na Ukrainie nie jest marginesem starszych radykałów. To system wychowawczy, który sięga najmłodszych. Dziecko czytające dziś o „superbohaterze” spod znaku UPA za dwadzieścia lat będzie stawiać Banderze pomniki i nazywać jego imieniem jednostki wojskowe

– stwierdza Usiądek.

Kłamstwo zasiane w dziecięcej książeczce owocuje po latach nienawiścią dorosłego. I dlatego nie wolno machać na to ręką ani udawać, że to „wewnętrzna sprawa Ukrainy”. Bo to nasze bezpieczeństwo i pamięć naszych pomordowanych są w tej bajce atakowane

– konstatuje.

Kult UPA

Kult Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) na Ukrainie ewoluował z pamięci regionalnej do elementu państwowej tożsamości narodowej. Przyspieszenie tego procesu nastąpiło po 2015 roku w wyniku ustaw dekomunizacyjnych i nasiliło się po agresji Rosji w 2022 roku w ramach szeroko pojętej derusyfikacji. W samej swojej istocie jest on nacelowany przeciwko Polsce, którą ukraińscy nacjonaliści postrzegają jako okupanta rzekomo rdzennie ukraińskich ziem.

Anna Wiejak

Czy strategia eskalacji Trumpa wobec Rosji powoli nabiera kształtów?

Czy strategia eskalacji Trumpa wobec Rosji powoli nabiera kształtów?

Stany Zjednoczone przygotowują się do radykalnej eskalacji konfliktu na Ukrainie w nadchodzącym roku…

Decyzja Trumpa o podpisaniu „Wspólnej Deklaracji Przywódców G7 w Sprawach Geopolitycznych”, która wzywa do zwiększenia ilości broni dla Ukrainy i nałożenia sankcji na Rosję, zasygnalizowała, że teraz będzie „eskalował w celu deeskalacji”  (E2DE) – a konkretnie poprzez ‚wojnę na wyniszczenie‚  prowadzoną przez Ukrainę. UE w pełni poprze tę kampanię, a Trump 2.0 będzie próbował przejąć kontrolę nad rosyjskimi firmami surowcowymi – jako główny cel – poprzez wymuszoną sprzedaż akcji pod groźbą dalszych, wspieranych przez NATO, ukraińskich ataków na powiązaną infrastrukturę, jeśli Putin odmówi.

Kontury strategii E2DE nabierają obecnie kształtu. Niecałe dwa tygodnie przed podpisaniem wspomnianej wspólnej deklaracji Izba Reprezentantów uchwaliła ustawę, która miała zapewnić ponad miliard dolarów pomocy w zakresie bezpieczeństwa i odbudowy. Dodatkowe 8 miliardów dolarów miało zostać udostępnione w formie pożyczek na obronność Ukrainy. Przy okazji szczytu G7 Trump zadeklarował, że wkrótce ponownie nałoży sankcje naftowe na Rosję, co zakłóciłoby dostawy Rosji do Chin i Indii.

Mniej więcej w tym samym czasie grupa senatorów USA przedstawiła projekt ustawy, która miałaby zmienić obowiązujące prawo, umożliwiając Ukrainie wykorzystanie aktywów skonfiskowanych rosyjskiemu bankowi centralnemu i innych rosyjskich aktywów państwowych do zakupu sprzętu wojskowego. Wszystko to zbiegło się z doniesieniami, że Senat uwzględnił również w ustawie o autoryzacji wydatków na obronę narodową do 2027 roku (NDAA) przepisy, które wymagałyby dalszego wsparcia wywiadowczego dla Ukrainy przez cały następny rok, aby pomóc jej w odzyskaniu utraconego terytorium (a być może i więcej).

Co gorsza, Zełenski wkrótce potem wyraził przekonanie, że Trump zrealizuje swoje deklarowane zainteresowanie zezwoleniem amerykańskim firmom na produkcję pocisków przeciwlotniczych (i prawdopodobnie innej broni) na Ukrainie, co drastycznie zwiększyłoby stawkę w przypadku ataku Rosji na te obiekty. Oczywiście, Stany Zjednoczone będą potrzebowały czasu na uzupełnienie własnych zapasów rakiet po trzeciej wojnie w Zatoce Perskiej, ale sygnały są widoczne i wskazują, że Trump 2.0 przygotowuje się do radykalnej eskalacji konfliktu na Ukrainie.

W szczególności oczekuje się, że jego strategia E2DE będzie dokładnie zgodna z tym, co jesienią ubiegłego roku nakreślił ‚Wall Street Journal’: Pomoc Ukrainie w prześcignięciu Rosji w zakresie dronów, nałożenie dalszych sankcji wtórnych i wywołanie niepokojów w Rosji. W tym celu inicjatywy Izby Reprezentantów i Senatu wzmocnią ukraińskie zdolności ofensywne (w tym te dotyczące pocisków dalekiego zasięgu), a groźba sankcji Trumpa obejmie drugi element. To połączenie może doprowadzić do niepokojów w Rosji.

Mówiąc wprost: ta ostatnia faza jest mało prawdopodobna, ponieważ zróżnicowany naród rosyjski pozostaje zjednoczony, w pełni świadomy egzystencjalnych zagrożeń związanych z tym konfliktem w świetle jego nadrzędnego celu strategicznego, jakim jest ‚bałkanizacja’  swojej cywilizacji – a ponadto nie jest skłonny do masowych protestów. Niemniej jednak Stany Zjednoczone i tak przygotowują się do podjęcia takiej próby, mając nadzieję na wywołanie wystarczającego niezadowolenia ze status quo, aby zmusić rządzącą partię Jedna Rosja do utworzenia koalicji po kolejnych wyborach do Dumy we wrześniu.

Patrząc w przyszłość, trwają przygotowania, by zapewnić, że Trump 2.0 zdominuje w przyszłym roku Rosję, a potencjalne odzyskanie przez Demokratów Kongresu po wyborach uzupełniających w listopadzie, mogłoby to ułatwić.

Jeśli Rosja nie osiągnie swoich celów przed upływem tego czasu lub nie wynegocjuje w miarę sprawiedliwego porozumienia, realna szansa na ponowne zawarcie takiego porozumienia będzie najwcześniej w 2029 roku – co oznacza, że do tego czasu możliwe będzie tylko zwycięstwo lub porażka. Czas ucieka.

uncutnews.ch/nimmt-die-eskalationsstrategie-von-trump-2-0-gegen-russland-langsam-gestalt-an

Napisał: Andrew KorybkoOpracował: Zygmunt Białas

Braun: Idziemy po udział we władzy, żeby skończyć z eksterytorialnością i obcym władztwem

NASZ WYWIAD. Braun: Idziemy po udział we władzy, żeby skończyć z eksterytorialnością i obcym władztwem

5.07.2026 nczas/braun-idziemy-po-udzial-we-wladzy-zeby-skonczyc-z-eksterytorialnoscia-i-obcym-wladztwem

NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. Foto: PAP
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. Foto: PAP

„Idziemy po udział we władzy, aby skończyć z eksterytorialnością i obcym władztwem” – przekonuje Grzegorz Braun w rozmowie z Markiem Skalskim. Zdaniem lidera Korony w Polsce istnieją enklawy wyłączone spod faktycznej jurysdykcji państwa polskiego. To „obce lotniskowce w naszym akwenie”, takie jak Auschwitz-Birkenau czy POLIN w Warszawie. Razem z polskim delegatem do eurokołchozu zastanawiamy się także, co może skłonić mieszkańców dużych, postępowych miast – skazanych przez PiS na straty – do buntu i de facto powrotu do normalności.

Marek Skalski: Dzień dobry. Gdy rozmawiamy, jesteś w…

Grzegorz Braun: …Strasburgu. Przypominam, że tutaj w ramach, że tak powiem, ogólnego absurdu i aberracji systemowej raz w miesiącu cały ten interes przeprowadzany jest z Brukseli do Strasburga. Jadą kontenery, jadą lawety, samochody z szoferami, jadą asystenci z papierami i przylatują na dość, między nami mówiąc, prowincjonalne lotnisko strasburskie. Trudno się tu dostać i trudno wydostać. Przylatują CEP-y, MEP-y, czyli członkowie europarlamentu. Dlaczego? Dlatego że Republika Francuska też coś musi z tego mieć, musi zarobić. Wyobraźcie sobie firmę, która raz w miesiącu czy na tydzień przenosi swoją siedzibę, np. samo tylko skromne biuro zarządu do sąsiedniego województwa. To jest właśnie esencja eurokołchozu, to jest jego prawdziwa natura. Tu nie chodzi o jakikolwiek zdrowy rachunek strat, zysków, korzyści. Tu chodzi o ideologię, a tam, gdzie chodzi o różne oszukancze doktryny, pieniądze nie grają roli.

MS: Miałem taki epizod w swoim życiu zawodowym: pracowałem w koncernie górniczo-hutniczym KGHM. Oni mają centralę w Zagłębiu Miedziowym w Lubinie. W pewnym momencie ktoś uznał, zupełnie słusznie, że to jest koncern międzynarodowy, piąty co do wielkości producent miedzi na świecie, więc centrala powinna być w Warszawie. Oczywiście się nie udało, bo tradycja, bo Zagłębie Miedziowe, bo nie wolno, bo związki zawodowe… Ostatecznie utworzyli tylko małe biuro w Warszawie. Koszta oczywiście razy dwa, bo wiadomo – trzeba wszystko duplikować. Pieniądze nieważne…

GB: Wiesz, po namyśle może lepiej byłoby przeprowadzić na jakiś czas stolicę do Lubina, odchudzić, skrócić i wyrzucić, zredukować liczne resorty, agent, przeprowadzić cięcia budżetowe i kadrowe w administracji, która nam się mnoży, a jak się mnoży, to się sroży, prawda? To znaczy szuka sobie zajęcia, więc znajduje różne pomysły na to, jakby gnębić, nękać i uciskać obywatela. Tymczasem w Warszawie administracyjne śródmieście ogrodzić płotem z blachy falistej… Dam im fotowoltaikę, niech się ogrzewają, ale odłączyć prąd z sieci. My tymczasem przenieśmy się do Lubina i stamtąd może Polskę odwołujemy…

MS: Były pomysły, chyba w latach 90., żeby przenosić stolicę do Łodzi.

GB: Bo Warszawa była wtedy zrujnowana. Tak ją odbudowali, że zwęzili ulice ze względów ideologicznych po to, żeby np. w perspektywie marszałkowskiej nie było widać kościoła Zbawiciela – tam podobno sam Bierut przesuwał makietę MDM-u.

MS: Teraz widać, jak towarzysz (S)Trzaskowski, bo tak go chyba trzeba nazywać, kontynuuje te tradycje zwężania ulic. Nawet ci eurokołchoznicy warszawscy mają go już serdecznie dość. Ale, uwaga, nie odważył się wywiesić tęczowych flag, co pokazuje, że jednak jakiś delikatny niepokój jest.

GB: Chociaż, jak wykryłeś poprzez dziennikarskie śledztwo, rozesłał flagi do urzędów dzielnicowych. Słyszę, że np. mieszkańcy w rejonie ulicy Waszyngtona, która ma być zwężana, organizują się, są pikiety, manifestacje. Może jednak ten krakowski moment krytyczny i momentum dziejowe w Warszawie zadziała? Życzmy sobie, żeby się naród obudził. Jeżeli się nie budzi i nie ucieka z krzykiem na hasło Zielonego Ładu, paktu migracyjnego, ukrainizacji, covidy-zacji, to może obudzi go prześladowanie bezpośrednie, kiedy władza uniemożliwi po prostu zatrzymanie się własnym autem pod własnym domem. Bo w niektórych miejscach to ma być uniemożliwione, nawet nie utrudnione, tylko uniemożliwione. Może to otworzy oczy nawet tej warszawskiej, uśmiechniętej wspólnocie, wcześniej zadowolonych z życia eurofederastów, sodomitów zawodowych, etatowych. Może im to tak dopiecze, że zdecydują się zrzucić jarzmo Rafała „Planeta Płonie”-Trzaskowskiego.

MS: Całkiem niedawno prezydent Poznania pan Jaśkowiak dostał prezent w postaci tortu na twarzy…

GB: Tego akurat nie popieram. Niemniej liczę na to, że jakaś fala przez Polskę ruszy i zmiecie tych euro-sowieciarzy. Wydaje mi się, że osobiście Jaśkowiak i inni są na liście sygnatariuszy takiego haniebnego listu. Był to manifest prezydentów dużych miast w Polsce, że oni chętnie przyjmą migrantów, że oni są otwarci… Nie pamiętam, czy to było za drugiej, czy jeszcze za pierwszej okupacji PiS-u, ale oni w ramach walki wewnętrznej właśnie tak zamanifestowali. To była publiczna manifestacja, jakby to powiedzieć, sprzeciwu władzy samorządowej wobec władzy rządowej. Cokolwiek, w którymkolwiek układzie myślimy o władzy jednej i drugiej, to jednak nie chcemy rozwalania państwa, a to była manifestacja, można powiedzieć bojkot władzy centralnej przez władze samorządowe. Podsumowując, nie popieram ciskania tortami w prezydentów, bo jedna rzecz to jest osoba, a druga rzecz to jest urząd.

MS: Oczywiście też tego nie pochwalam. Zwracam jednak uwagę, że ten społeczny sprzeciw manifestuje się w różnych formach, czasami rzeczywiście nieprzyjemnych wobec osób sprawujących zaszczytne funkcje. Nie jest tak, że ludzie nie widzą, co się dzieje i nie będą reagować na wierchuszkę, która żyje w złotej klatce, na wysokiej wieży, na zamku…

GB: Tak, to jest reakcja na bierność, zaniechanie, także zresztą poprzedniego układu władzy, obozu zjednoczonej Łże-Prawicy. Ten obóz po prostu oddał walkowerem te wszystkie miasta. Oni nawet nie próbowali nawiązać walki. Kiedy był wakat w Gdańsku, wówczas premier Morawiecki z nadania PiS-u, a całkiem niedawno jeszcze doradca Tuska, nawet nie wysłał zarządcy komisarycznego do Trójmiasta… Jeśli nawet z góry się godził z przegraną w wyborach uzupełniających, mógł przynajmniej wysłać kogoś, kto by siedział przez ładnych paręnaście tygodni w papierach miasta Gdańska i ten układ gdański, też niemiecki, jakoś przetrzepał. Łże-Patrioci z góry frakturują duże miasta jako stracone i de facto eksterytorialne względem jurysdykcji państwa polskiego. To samo z rozległymi terytoriami, obcymi lotniskowcami w naszym akwenie, takimi jak Auschwitz-Birkenau czy POLIN w Warszawie. One już w ogóle są wyjęte spod jurysdykcji państwa polskiego.

MS: One są sprytnie zarządzane. Tam i państwo finansuje, i miasto, i jeszcze taka czy inna fundacja…

GB: Partnerstwo publiczno-prywatne, to znaczy Polak płaci, a Żydzi skorzystają i zarządzą. Dla Żydów zastrzeżone decyzje i programowe, i kadrowe, a dla nas dożywotni psi obowiązek łożenia na tę antypolską propagandę. Tu wspomnę, że idziemy – nie bójmy się tego słowa i nie owijajmy w bawełnę – po udział we władzy, żeby z tym skończyć, żeby skończyć z eksterytorialnością, żeby skończyć z obcym władztwem i w makro i w mikroskali na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej.

MS: Muzeum POLIN – dodam na marginesie – zajmuje się tępieniem swobody wypowiedzi w Polsce, zgłaszając filmy publikowane przez „NCz!” na platformach internetowych. W Muzeum POLIN działa specjalna komórka, która się tym zajmuje. To kuriozum, że instytucja muzealna angażuje się w ograniczanie wolności słowa w Polsce. Kończąc wątek PiS-u, który poddał walkowerem chociażby Warszawę, warto przypomnieć, że gdy Rada Warszawy uchwaliła strefę czystego transportu, partia Jarosława Kaczyńskiego miała swojego wojewodę. Mógł on powstrzymać tę uchwałę, choćby badając jej legalność. Nie zrobiono tego.

GB: Ale nie zrobiono tego, bo to były czasy, w których niektórzy z PiS chwalili się, że są autorami Zielonego Ładu Europejskiego, a Jarosław Kaczyński budował taką myśl, że temu nie można się przeciwstawić, bo gdybyśmy się przeciwstawili, to byśmy się postawili poza nawiasem – w domyśle – zdrowej demokracji eurokołchozowej.

Takie są tego konsekwencje…

Menedżerowie imperium wymyślają fałszywe groźby, żebyśmy nie walczyli z prawdziwymi potworami

Wymyślają fałszywe potwory, aby nas przed nimi chronić, ponieważ oni sami są prawdziwymi potworami.

Caitlin Johnstone caitlinjohnstone-com-au/empire-managers-invent-fake-threats-so-we-wont-fight-the-real-monsters/

Polityka zachodnia to w większości po prostu zarządcy imperiów, którzy wymyślają fałszywe problemy, aby móc je rozwiązać i nie musieć zajmować się prawdziwymi problemami.

Nie mogą przestać prowadzić wojen, bo zachodnie imperium upadnie. Dlatego wymyślają fałszywe groźby ze strony dyktatorów i tyranów i podejmują działania, aby im zapobiec.

Nie można przestać pompować budżetu wojskowego i okrążać planetę coraz większą machiną wojenną, bo inaczej kompleks militarno-przemysłowy przestanie czerpać zyski. Dlatego każą wam bać się muzułmanów, „terrorystów”, Rosji i Chin i podejmować działania, aby się przed nimi chronić.

Nie można przestać zanieczyszczać świata i niszczyć biosfery, bo kapitalizm zginie. Dlatego dzielą nas na dwie główne, walczące frakcje, spierające się o kwestie sporne w wojnie kulturowej i obiecują chronić każdą z nich przed drugą stroną.

Nie mogą przestać wspierać izraelskich okrucieństw, bo inaczej sparaliżują swoje hegemoniczne plany w Azji Zachodniej i staną się wrogami syjonistów. Dlatego tworzą straszydło „antysemityzmu” i powołują wysłanników, komisje śledcze i grupy zadaniowe, których zadaniem jest jego powstrzymanie.

Nie da się wyrugować pieniędzy z polityki i powstrzymać bogatych oligarchów przed wykorzystywaniem swoich bogactw do manipulowania polityką Zachodu na swoją korzyść, ponieważ to oligarchowie rządzą imperium. Dlatego sieją strach przed „komunizmem” na prawicy i mówią centrystom, że lewica kosztuje ich wybory.

Nie mogą przestać narastać autorytaryzmem i ograniczać swobód obywatelskich, bo inaczej nie będą w stanie stłumić przyszłych rewolucji. Dlatego powołują się na niepopularne osoby i grupy jako powody, dla których autorytaryzm jest niezbędny do ochrony społeczeństwa, jednocześnie budując wokół wszystkich gigantyczną klatkę nadzoru i kontroli.

Nie można powstrzymać przymusowego pozyskiwania zasobów i siły roboczej z globalnego Południa, ponieważ to właśnie był główny powód, dla którego imperium zostało stworzone. Dlatego wmawiają wszystkim, że imigranci są źródłem wszystkich ich problemów i sprawiają, że zachodnia polityka koncentruje się wokół polityki imigracyjnej. [To skrajnie błędny pogląd. Celem wymuszanej migracji jest zniszczenie Cywilizacji Łacińskiej, zniszczenie dorobku Europy. Mirosław Dakowski}

Zarządcy imperium wymyślają fałszywe problemy do rozwiązania, ponieważ imperium jest źródłem wszystkich prawdziwych problemów.

Wymyślają fałszywe potwory, aby nas przed nimi chronić, ponieważ oni sami są prawdziwymi potworami.

Wymyślają sobie upiory i gobliny czające się za każdym rogiem, bo nie chcą, żebyśmy spojrzeli w górę i zobaczyli prawdziwych drani, którzy zatruwają nasz świat.

Pożegnanie ajatollaha Alego Chameneiego

Pożegnanie ajatollaha Alego Chameneiego

W Iranie trwają uroczystości pogrzebowe ajatollaha Alego Chameneiego. Najwyższy przywódca Iranu zginął w wyniku amerykańskich ataków na Teheran. W sobotę rozpoczęły się sześciodniowe ceremonie pogrzebowe. Dotychczas żaden z czołowych przywódców państw europejskich nie poinformował o zamiarze udziału w uroczystościach.

Choć Ali Chamenei poniósł śmierć w Teheranie na początku lutowych ataków przeprowadzonych przez Stany Zjednoczone, ze względu na trwający konflikt zbrojny uroczystości pogrzebowe zorganizowano dopiero teraz. W związku z ceremoniami na kilka dni zawieszono również irańsko-amerykańskie rozmowy dotyczące zakończenia wojny.

Do Teheranu napłynęły tłumy pogrążonych w żałobie Irańczyków. Wielu uczestników niosło transparenty oraz flagi oddające hołd zmarłemu przywódcy. Według irańskich władz w uroczystościach pogrzebowych może uczestniczyć nawet 10 milionów osób.

W ceremoniach uczestniczyli m.in. prezydent Iranu Masud Pezeszkian, dowódca Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej Ahmad Wahidi, przedstawiciele jemeńskich Huti oraz organizacji Palestyński Islamski Dżihad. Do stolicy przybyli również trzej synowie Alego Chameneiego: Masud, Mustafa i Mejsam.

Poniżej zamieszczamy notatkę prasową ministra spraw zagranicznych Iranu, Abbasa Aragcziego, na okoliczność ceremonii pogrzebowej ajatollaha Sejeda Alego Chameneiego.

Gdy historia w przełomowych momentach stanowiących o przyszłych losach, poszukuje imion godnych zapisania w charakterze monumentu symbolizującego niezłomność narodu, odnajduje postacie, które przekroczyły nie tylko granice swojej epoki, lecz także wyszły poza horyzonty przyszłości.

Bohatersko poległy Przywódca ajatollah Sejed Ali Chamenei – niech Bóg obdarzy go swoją przychylnością – należał do grona ludzi, który osiągnęli wyżyny niezłomności. W okresie swojego przywództwa wyniósł dyplomację ponad poziom chłodnych relacji opartych na sile i czysto administracyjnych kalkulacji, nadając jej wymiar ducha, tożsamości i cywilizacyjnej misji. Uczynił z polityki zagranicznej sposób komunikowania godności narodu.

Trudne doświadczenia ostatnich lat, naznaczone dwiema narzuconymi wojnami napastniczymi ze strony Stanów Zjednoczonych i reżimu syjonistycznego przeciwko naszej ukochanej ojczyźnie, jasno pokazały, że dyplomacja w przełomowych momentach historii nie jest jedynie narzędziem regulowania stosunków międzynarodowych, lecz także zwierciadłem narodowej tożsamości i woli. Dziedzictwo pozostawione przez naszego poległego Przywódcę w sferze polityki zagranicznej ma właśnie taki charakter – jest żywą opowieścią o związku między godnością narodową, polityczną mądrością i rozważnym uwzględnianiem racji stanu, dzięki czemu Islamska Republika Iranu zyskała wyjątkową pozycję pośród burzliwych fal sankcji, presji, gróźb i wojny.
Dorobek ten opiera się przede wszystkim na zasadzie niezależności. Nie oznacza ona izolacji, lecz aktywną, wpływową, a zarazem nieuzależnioną od nikogo obecność, zdefiniowaną w ramach ładu międzynarodowego. W tym sposobie myślenia dyplomacja ma sens tylko wtedy, gdy naród postrzega siebie jako podmiot interakcji, a nie przedmiot transakcji. Stąd, polityka zagraniczna Republiki Islamskiej zawsze starała się utrzymywać dialog ze światem, nie przekraczając czerwonych linii definiowanych w kategoriach tożsamości.

Dziedzictwo Przywódcy wykracza poza wąskie ramy teorii pragmatycznego i liberalnego redukcjonizmu w stosunkach międzynarodowych i opiera się na mocnym o głęboko osadzonym fundamencie muzułmańsko-irańskiej tożsamości. W tej wizji interes narodowy jest definiowany jako zgodny z wartościami, a nie z nimi sprzeczny. Łączenie idealizmu z realizmem stanowi jedną z podstawowych cech tej szkoły myślenia. System międzynarodowy jest bowiem areną ścierania się interesów, lecz pozbawiona ideałów dyplomacja zostaje zredukowana do bezdusznej i pozbawionej prawdy transakcji.

W sferze tożsamości poległy bohatersko Przywódca, podnosząc ducha wiary we własny potencjał kraju, uwolnił politykę zagraniczną od uwikłania w historię i położył podwaliny pod „rewolucyjną” racjonalność – nie w znaczeniu wzmożenia, lecz rozważnego połączenia ideałów z rzeczywistością. Dzięki temu dyplomacja Islamskiej Republiki pozostając wierna zasadom, może jednocześnie być mądrym, elastycznym i skutecznym podmiotem na arenie międzynarodowej. W obszarze interesów narodowych, poprzez rozwinięcie koncepcji „godnej interakcji”, otwarto nową drogę dla dyplomacji – drogę, na której dialog kształtowany jest nie z pozycji słabości, lecz z pozycji pewności i wiary w siebie. Równocześnie „dyplomacja inteligentnego wysiłku” jako aktywna strategia umożliwiła realizację celów narodowych w warunkach presji i zagrożeń, pokazując, że stanowczość i rozwaga mogą jednocześnie służyć rozwojowi kraju.
W zakresie odgrywania aktywnej roli na szczeblach regionalnym i międzynarodowym, dziedzictwo to odzwierciedlało skuteczne kształtowanie idei normatywnych. Wsparcie dla ruchów oporu przy jednoczesnym przestrzeganiu zasady nieingerencji jest propozycją zrównoważonego modelu łączącego zobowiązania moralne z przestrzeganiem prawa. W tym ujęciu dyplomacja oznacza również udział w redefiniowaniu pojęć sprawiedliwości i ładu światowego. W konsekwencji, regionalna wizja Przywódcy opierała się na zaufaniu do lokalnego potencjału oraz historycznych i cywilizacyjnych więzi, uznając bezpieczeństwo za rezultat synergii narodów regionu, a nie narzuconych sojuszy.

To właśnie zgodnie z jego naukami dyplomacja Islamskiej Republiki Iranu ukształtowała się jako „dyplomacja zorientowana na opór”. Dyplomacja, która rozwinęła się i jest kontynuowana w oparciu o niezależność, wytrwałość i odwagę wobec zewnętrznej presji. W tym ujęciu opór nie oznacza wyłącznie konfrontacji – równie istotne jest wykorzystywanie racjonalności i umiejętności dyplomatycznych do realizacji celów polityki zagranicznej. Stąd, skuteczna i osiągająca sukcesy dyplomacja jest połączeniem wytrwałości w obronie zasad z rozwagą w relacjach z innymi państwami, tak aby zachować siłę państwa i jednocześnie tworzyć warunki do współpracy oraz wywierania wpływu.

Teoretyczne założenia takiej szkoły myślenia dało Osi Oporu w regionie możliwość wypracowania modelu strategicznego działania wykraczającego poza doraźne kalkulacje polityczne, tak aby jego skutki nie ograniczyły się do bieżącej polityki, lecz odcisnęły swe piętno na głębszych procesach regionalnych i ponadregionalnych.

Pojęcie „dyplomacji oporu” zajmuje w tej wizji miejsce centralne. Wyraża ono swego rodzaju aktywne powstrzymywanie oraz zwiększanie kosztów dominacji dla wielkich mocarstw, tak aby polityka zagraniczna kraju, wykorzystując tę strategię, mogła wchodzić w światowy dialog z pozycji pewności siebie i równorzędności oraz odgrywać rolę w kształtowaniu zasad gry.
Bez wątpienia to, co pozostawił po sobie poległy Przywódca, nie jest jedynie wspomnieniem zapisanym w historii, lecz żywą mapą drogową na przyszłość – mapą, która może prowadzić Islamską Republikę Iranu ku konstruktywnej, godnej i wpływowej i interakcji w obszarze ładu międzynarodowego. Dzięki swojej pogłębionej wizji i horyzontom wykraczającym poza jego epokę, uwolnił dyplomację od reaktywnej bierności i wyniósł ją do poziomu „działania godnościowego”, w którym Iran nie jest aktorem drugoplanowym, lecz znaczącym i wpływowym czynnikiem w globalnych rachubach, zaś niezależność oznacza nie oddalenie od świata, lecz podstawę równoprawnych relacji i wzajemnego szacunku.

Obecnie, w dziele kontynuacji tych koncepcji i chwalebnego dziedzictwa, polityka zagraniczna Islamskiej Republiki Iranu nadal opiera się na myśli męczennika, wielkiego ajatollaha Sejeda Alego Chameneiego – niech Bóg obdarzy go swoją przychylnością. Myśli, w której siła nie oznacza dominacji, lecz sens znajduje we współpracy, zaś dyplomacja znajduje swój wyraz nie w ustępstwach, lecz w godności, mądrości i stanowczości. Horyzont, który zawsze pozostanie otwarty, a historia z pewnością opowie o jego trwaniu ustami przyszłych pokoleń.

Migawki warszawsko-katyńsko-smoleńskie

Migawki warszawsko-katyńsko-smoleńskie

Free Your Mind

[specjalnie na stronę dakowski.pl]

  1. Wieńce

2010-10-04 na Cmentarzu Katyńskim pojawiają się wieńce ofiarowane przez śp. prezesa S. Skrzypka i śp. prezydenta L. Kaczyńskiego1.

Kiedy się tam pojawiają, trudno ocenić, dość że już o 8 rano, a więc jeszcze na długo zanim na Cmentarz przybędą Rodziny Katyńskie, jakieś wieńce przy pomniku są rozstawione.

Jeden z uczestników lotu „dziennikarskim” jakiem-40 red. M. Wojciechowski opowiada w wywiadzie dla Radia Svoboda (z 6-05-2010): „Gdy 10 kwietnia wczesnym rankiem przybyliśmy na lotnisko, nagle powiedziano nam: „Polecicie innym samolotem, Jak-40, bo w samolocie prezydenckim nie ma już miejsca”. Dziennikarze zazwyczaj latają z prezydentem. Tu-154 to dość duży samolot, z ponad 100 miejscami dla pasażerów pasażerskich, oprócz kabiny VIP. Tym razem jednak delegacja była bardzo liczna, w tym wielu gości zaproszonych przez prezydenta. Wielu miało własne wieńce, które należało gdzieś umieścić. Ułożono je więc w 20 rzędach na ogonie samolotu.”2

  1. Różańce

Jeden z dziennikarzy PAP N. Nowotnik, będący w Katyniu 10-04, relacjonuje nazajutrz w programie „Magazyn Ekspresu Reporterów”: „No to… do tej pory czuję, że to jest jakiś rodzaj, rodzaj koszmarnego, koszmarnego snu, z którego nie mogę się, się obudzić. Te emocje, które, które były tam na polskim cmentarzu, yyy…, u ludzi, udzielały się, udzielały się mi. By… Były sceny, kiedy ludzie modlili się – to była modlitwa różańcowa. Z jednej… W jednej ręce trzymali różaniec – w drugiej ręce telefon komórkowy – i uspokajali bliskich, że wszystko jest w porządku, że żyją – bo takie telefony się pojawiały3.

Telefony, tudzież SMS-y, dopytujące, czy danej osobie nic się nie stało, otrzymywali również inni uczestnicy zaplanowanych na 10-04 uroczystości katyńskich, poczynając od dziennikarzy (np. red. P. Świąder) na parlamentarzystach kończąc (np. min. A. Macierewicz czy śp. pos. J. Szczypińska). Niektórzy urzędnicy państwowi (tu prezydenccy akustycy zatroskani o nagłośnienie w Katyniu) sami dzwonili do bliskich, by ich uspokoić, nim media zaczną nagłaśniać „katastrofę prezydenckiego tupolewa” – np. min. J. Sasin (do żony i matki) czy jego ówczesny adiutant A. Kwiatkowski (do matki).

  1. Kotyliony

Podczas grudniowego (2010) posiedzenia Zespołu Parlamentarnego (pod przewodnictwem min. Macierewicza) z udziałem prezydenckiego urzędnika T. Szczegielniaka4, wychodzi na jaw, że odlatującym wpinane były okolicznościowe biało-czerwone kotyliony z guzikiem katyńskim5.

Świadek podaje dość dziwną liczbę delegatów, którym te kotyliony wpięto: to było dziewięćdziesiąt parę osób, zważywszy na to, że pracownicy prezydenckiej kancelarii obsługujący odlatujących nie mieli kontaktu ani z załogą, ani z borowcami, ani z parą prezydencką. A może liczba ludzi udających się 10-04 z Okęcia do Rosji była jeszcze większa? Skąd bowiem wzięły się kotyliony u tych osób na smoleńskiej i katyńskiej ziemi (por. zdjęcia poniżej)?

———————————–

———————————-

  1. 132 ofiary

O (antenowej godz.) 9.56 podane zostaje w rządowej TVN24 za gubernatorem obwodu smoleńskiego, że „nikt nie przeżył katastrofy”6, zaś niedługo później, o (antenowej godz.) 10.18 śp. red. W. Pac przekazuje 10-04 przez telefon w TVP Info: „Wg portalu internetowego Gazieta.Ru na pokładzie prezydenckiego samolotu znajdowały się 132 osoby”.

We wspominkowym filmie red. T. Sekielskiego o tym, jak to TVN24 biedził się nad skleceniem Newsa o „katastrofie”, ówczesny (10-04) wydawca TVN24 M. Słomczyński relacjonuje: „W pewnym momencie były depesze: 133 osoby, podają Rosjanie (…) 133, bo połączono osoby z dwóch samolotów (…) Był potworny bałagan”7. Nie może chodzić o łączenie uczestników lotów Tu-154M 101 i jaka-40, bo tym pierwszym miało podróżować 96 osób, a tym ostatnim 18. Odejmując natomiast od 133 (względnie 132) liczbę 96, uzyskujemy odpowiednio 37 (36) osób, licząc wraz z załogą, rzecz jasna. Wolne miejsca w takim statku powietrznym, którego przelot by utajniono potem w historii warszawsko-smoleńskiej, nadawałyby się do przewozu wieńców, o których mówił red. Wojciechowski. Taki samolot musiałby wylecieć jakiś czas wcześniej aniżeli „prezydencki tupolew”.

  1. Zegarmistrz warszawsko-smoleński

10-04 o godz. 9.03 pod boczną bramę lotniska Siewiernyj znajdującą się vis a vis hotelu Nowyj podjeżdża wóz transmisyjny TVP. O tejże samej 9.03 odwieziony zostaje pod tenże hotel przez rus. funkcjonariuszy ówczesny montażysta TVP S. Wiśniewski: „Wysiadłem z samochodu i akurat podjechał polski wóz transmisyjny”8. Z tego wynika niezbicie, że rozmowy między Wiśniewskim a red. J. Mrozem (wtedy TVN24) i śp. red. W. Baterem (wtedy Polsat News) odbywają się przed 9-tą9.

Ile przed, to jeszcze do ustalenia, ale już teraz można założyć, iż jeśli Wiśniewski kilka/kilkanaście minut przed 9-tą jest przy głównej bramie lotniska Siewiernyj (odtransportowany tam przez rus. mundurowych), to nie jest on wtedy na żadnym „wrakowisku”, a tym samym „zegar kamery” z najsłynniejszego filmiku „katastroficznego” na świecie, nie jest prawdziwy.

To by zresztą całkowicie wyjaśniało, dlaczego 10-04 i przez następnych wiele dni, materiał montażysty emitowany jest bez autentycznych parametrów czasowych. Zwyczajnie, nie pasują one ni w ząb do oficjalnej narracji (do której potem montażysta TVP „zegar kamery” dopasował).

Ta narracja zresztą kruszy się jeszcze bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę to, na co zwracałem uwagę przy innej okazji10, tj. że już o godz. 8.37 jakaś ekipa telewizyjna (prawdopodobnie TVP) jedzie ulicą Smoleńska w kierunku lotniska XUBS – i dziennikarze oraz reporterzy przybywają w pobliże „miejsca katastrofy” zanim śp. amb. J. Bahr zda relację (do Warszawy), że na nim przebywa – tak jakby „news o <katastrofie>” dotarł do ludzi mediów przed jego oficjalnym ogłoszeniem. Ale po szczegóły odsyłam PT Czytelników do mojego opracowania zawierającego sporo niepublikowanych wcześniej zdjęć: https://yurigagarinblog.wordpress.com/wp-content/uploads/2014/02/fym-utajniona-historia.pdf

Free Your Mind

[5-07-2026]

1 yurigagarinblog.wordpress.com/wp-content/uploads/2014/02/fym-bo.pdf s. 10.

2 https://yurigagarinblog.wordpress.com/wp-content/uploads/2014/02/fym-bo.pdf s. 9. Wszystkie podkreślenia w tym tekście pochodzą ode mnie.

3 https://www.salon24.pl/u/freeyourmind/410648,medytacje-smolenskie-8-132

4 https://www.salon24.pl/u/freeyourmind/398929,tajemnice-okecia-2

5 https://yurigagarinblog.wordpress.com/wp-content/uploads/2014/02/fym-kotyliony-.pdf

6 https://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/proste-pytania.html

7 https://yurigagarinblog.wordpress.com/wp-content/uploads/2014/02/fym-utajniona-historia.pdf

8 J. Kruczkowski, „10.04.10. Na Własne Oczy”, Siedlce 2016, s. 20.

9 salon24.pl/u/freeyourmind/1511091,9-03-jako-punkt-zwrotny-10-04

10 yurigagarinblog.wordpress.com/wp-content/uploads/2014/02/fym-utajniona-historia.pdf s. 13-14.

Prevost – apologeta wykorzeniania

Prevost – apologeta wykorzeniania

Date: 5 luglio 2026Author: Uczta Baltazara babylonianempire/prevost-apologeta-wykorzeniania

„To migranci stworzyli Amerykę”– powiedział Robert Francis Prevost, obecnie najbardziej znany na świecie przedstawiciel ideologii imigracjonizmu anomicznego (anomia: stan społeczeństwa wynikający z rozpadu powszechnie przyjętych norm postępowania), pozbawionego jakichkolwiek korzeni kosmopolityzmu, koncepcji przyznawania praw bez uwzględnienia granic państw oraz strategii globalnego wykorzeniania.

Zanim poleciał na Lampeduzę, by tam po raz kolejny poprzeć nielegalną, a zatem niezgodną z prawem inwazję migrantów, Prevost pochwalił swój kraj, Stany Zjednoczone Ameryki, za to, że „krainą imigracji”.

Po omówieniu „szlachetnej wizji ojców założycieli (którzy wszyscy byli iluminatami, a niemal wszyscy masonami) oraz po pochwaleniu „wolności religijnej” w stylu amerykańskim (tej samej, która przyznaje wyznawcom wicca https://pl.wikipedia.org/wiki/Wicca oraz satanistom przywilej bycia traktowanymi na równi z innymi religiami), Prevost podkreślił, że Ameryka jest „narodem ukształtowanym przez imigrantów”.

……………….

Podczas ceremonii wręczenia Medalu Wolności, która odbyła się w piątek w Filadelfii w formie online, papież Leon XIV powiedział Stanom Zjednoczonym, że to imigranci ukształtowali przyszłość tego kraju.
„W ciągu ostatnich dwustu pięćdziesięciu lat wiele narodów na całym świecie wykazało niezachwianą determinację, by urzeczywistnić szlachetną wizję Ojców Założycieli, dzięki czemu Ameryka stała się synonimem wolności, otwierając swoje drzwi przed kolejnymi falami imigrantów i pozwalając im oraz ich dzieciom współtworzyć przyszłość tego kraju” – stwierdził Leon. ansa.it/pope-tells-us-immigrants-have-shaped-nations-future_

$$$

Prevost na Lampeduzie:

“(…) Dlatego z tego najdalszego skrawka Europy na Morzu Śródziemnym wyraźniej widać epokowe wezwanie, przed którym zjawisko migracji stawia społeczeństwa europejskie. Także pod tym względem – podobnie jak w sprawie transformacji ekologicznej i budowania pokoju – Europa posiada wyjątkowy potencjał, wypływający z jej historii i kultury, a więc także równie wielką odpowiedzialność. Ze względu na swoje położenie geograficzne i kształt instytucjonalny, Europa jest w stanie, by na tym obszarze zmierzyć się z kryzysem w sposób całościowy: włączając pierwszą pomoc w długofalowy plan strategiczny, zdolny przyjmować, chronić, promować i integrować migrantów, a zarazem działając na rzecz rozwoju, aby nikt nie był zmuszony do emigracji. Wszystko to powinno odbywać się przy czujnej trosce o poszanowanie godności każdej osoby. Jest to zadanie instytucji publicznych, ale także całego społeczeństwa obywatelskiego i Kościoła. (…)

Siostry i bracia, jak mówiłem niedawno na Teneryfie, podczas Podróży Apostolskiej do Hiszpanii, także na Lampedusie kultura przyjmowania ma wymiar turystyczny, który – niestety – może być postrzegany jako zagrożony przez szlaki migracyjne i może rozwijać się w obojętności, a nawet w przeciwstawieniu się ich dramatycznym aspektom. (…)”

babylonianempire/prevost-do-migrantow-na-wyspach-kanaryjskich-zanim-powiem-cokolwiek-wiecej-pragne-poklonic-sie-przed-wasza-godnoscia/

Dla wielu bowiem wakacje oznaczają jedynie rozrywkę, lekkość i beztroskę. Wtedy wydaje się, że trzeba wznieść niewidzialny mur między morzem rozbitków a morzem urlopowiczów. Miejcie odwagę myśleć inaczej”. (…) https://www.vatican.va/content/leo-xiv/pl/homilies/2026/documents/20260704-lampedusa-messa.html

https://youtube.com/watch?v=KLhTHY0PTO8%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dit%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

…………………………

Jakże “piękne” jest wykorzenienie! – Właśnie w Stanach Zjednoczonych możemy dostrzec wszystkie jego konsekwencje. Rezultatem jest «barbarzyństwo z klimatyzacją», jak określa to Geminello Alvi https://it.wikipedia.org/wiki/Geminello_Alvi.

Jest to najbardziej materialistyczna, zmasowana i podżegająca do wojen plutokracja w historii świata. Pieniądze i konsumpcja, a właściwie marnotrawstwo, jako najwyższe ideały życia, połączone ze zbiorowym instynktualizmem plemiennym. Krótko mówiąc, system orgiastyczno-handlowy.

Cóż innego mogło bowiem zrodzić się z braku korzeni, jeśli nie antycywilizacja stworzona po to, by infekować i psuć wszystkie inne?

Gdyby Prevost reprezentował autentyczny katolicyzm, a nie jego fatalną i groteskową parodię, można by pomyśleć, przynajmniej przez chwilę, że Friedrich Nietzsche miał rację, określając chrześcijaństwo jako nienawiść do życia i cywilizacji.

Jednak Max Scheler w swoim mistrzowskim eseju „Resentyment w budowaniu moralności” (“Das Ressentiment im Aufbau der Moralen”, rok 1912) obszernie wykazał – opierając się w dużej mierze na badaniach historyczno-socjologicznych Wernera Sombarta – że Nietzsche mylił cechy wrogie życiu – charakterystyczne dla burżuazyjnego protestantyzmu swojej rodziny – z autentycznym chrześcijaństwem.

To właśnie burżuazyjny duch „homo oeconomicus” wprowadził do etyki uraz indywidualistyczno-egalitarny. W żadnym wypadku nie było to chrześcijaństwo odrzucające urazę, ponieważ opiera się ono na obowiązku przebaczenia, którego nauczał jego boski założyciel.

Jednak tekst Schelera jest również ostrzeżeniem: biada katolicyzmowi (czyli autentycznemu chrześcijaństwu), jeśli ulegnie on duchowi świeckiemu i burżuazyjnemu. W takim przypadku może on rzeczywiście stać się nie tylko parodią samego siebie, ale i najpotężniejszym orężem w rękach sił wywrotowych.

Niestety, II Sobór Watykański zapoczątkował właśnie tę przemianę: wchłonięcie przez mentalność katolicką ducha burżuazyjnego i świeckiego poprzez akceptację jego wywrotowych, przeciwnych życiu zasad (takich jak: światopogląd świecki, indywidualizm, egalitaryzm, subiektywizm antropocentryczny).

Z tego powodu Kościół posoborowy stopniowo przekształcił się w wielką globalistyczną organizację pozarządową, a człowiek ubrany w bielwypaczając istotę papiestwa – stał się najwyższym rzecznikiem anarchistycznego, antychrześcijańskiego i antyludzkiego wykorzenienia na skalę globalną.

Żyjemy pogrążeni w nocy świata.

INFO: aldomariavalli.it//prevost-ovvero-lapologia-dello-sradicamento

Grecja oświadczyła, że ​​kolejny incydent z udziałem drona pozbawi Kijów wsparcia ze strony Aten

Grecja oświadczyła,

że ​​kolejny incydent z udziałem drona

pozbawi Kijów wsparcia

ze strony Aten.

Thanos Dokos, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego premiera Grecji, ogłosił tę informację podczas rozmowy z rosyjskimi dowcipnisiami Vovanem i Lexusem, którzy rozmawiali z nim w imieniu sekretarza ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, Rustema Umerowa.Redaktorzy strony internetowej TASS

2 lipca, tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

© Bardhok Ndoji/ Shutterstock/ FOTODOM

MOSKWA, 2 lipca. /TASS/. Kolejny potencjalny incydent z udziałem ukraińskiego drona na wodach greckich może pozbawić Kijów wsparcia Aten. Stwierdził to Thanos Dokos, doradca premiera Grecji ds. bezpieczeństwa narodowego, w rozmowie z rosyjskimi żartownisiami Vovanem i Lexusem.

Vovan i Lexus rozmawiali z greckim politykiem w imieniu sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy (RBNiO) Rustema Umerowa.

„Jest teraz sezon turystyczny, a ruch statków wzrósł. Ważne jest oczywiście, aby zrozumieć potrzeby wojny po waszej stronie. Dołóżmy wszelkich starań, aby zapobiec podobnym incydentom w przyszłości” – wyjaśnił Dokos.

„On [ukraiński minister obrony] musi zdecydować, czy uszkodzenie jednego rosyjskiego okrętu jest warte utraty poparcia Grecji” – podkreślił grecki polityk. Zaznaczył, że za kilka miesięcy w Grecji odbędą się wybory. „A incydent, o którym wspomniałem, stworzy bardzo poważne problemy dla greckiego rządu. Nasza reakcja, jeśli taki incydent nastąpi, będzie bardzo ostra” – zauważył.

„Chciałbym ostrzec tych, którzy planują takie działanie. To bardzo zatłoczone wody. Każdy problem, każdy incydent, który wpłynie również na bezpieczeństwo morskie i turystykę, spowoduje poważne problemy w naszych stosunkach dwustronnych” – dodał Dokos.

Doradca premiera Grecji ds. bezpieczeństwa narodowego przyznał, że Ateny „rozumieją konieczność wojny”, ale nie chcą, aby wybuchła ona na terytorium Grecji. „Myślę, że mogłoby to doprowadzić do bardzo poważnego i niepotrzebnego kryzysu między naszymi krajami” – podsumował.

Incydent na łodzi

W maju kanał telewizyjny Skai poinformował, że grecki rybak odkrył w jaskini u wybrzeży wyspy Lefkada na Morzu Jońskim ukraińską łódź bezzałogową Magura V5 z zapalnikami, dużą ilością materiałów wybuchowych i działającym silnikiem. Według doniesień lokalnych mediów, dron zawierał od 100 do 300 kg materiałów wybuchowych, które zostały przejęte i zniszczone przez saperów. Admirał Nikos Spanos z greckiej Straży Przybrzeżnej w stanie spoczynku wyraził w wywiadzie dla portalu informacyjnego ieidiseis.gr opinię, że odkryta ukraińska łódź bezzałogowa Magura V5 była gotowa do ataku na statek.

Na początku czerwca rzeczniczka greckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Lana Zohiou oświadczyła, że ​​Ateny złożyły protest w Kijowie w sprawie drona morskiego wyposażonego w ładunki wybuchowe.

Znajdziemy was!

Znajdziemy was!

5. lipca 2026 Marek Wojcik world-scam/znajdziemy-was

=================================================

Chcecie zakazać partii?
Tego też chcieli naziści.
Chcecie cenzurować wypowiedzi?
Tego też chcieli naziści.
Chcecie denuncjantów, by zgłaszali „niewłaściwe” opinie?
Naziści też tego chcieli.
Chcecie zakazać działalności wydawnictw?
Naziści też tego chcieli.
Chcecie, by wszystkie media nadawały zgodnie z linią rządu?
Naziści też tego chcieli.
Chcecie zamaskowanych napastników atakujących przeciwników politycznych?
Naziści też tego chcieli.
Chcecie blokować zjazdy partii opozycyjnych?
Naziści też tego chcieli.
Chcecie odpowiedzialności za „niewłaściwe” kontakty?
Tego też chcieli naziści.
Chcecie totalnej inwigilacji z góry?
Tego też chcieli naziści.
Chcecie odebrać prawo wyborcze?
Tego też chcieli naziści.
Chcecie ideologiczne flagi?
Tego też chcieli naziści.
„Nie kupujecie w…”.
Tego też chcieli naziści.
Chcecie zakazać prawd, które wam się nie podobają?
Tego też chcieli naziści.
Chcecie społecznie wykluczyć i izolować osoby o odmiennych poglądach?
Tego też chcieli naziści.
Chcecie piętnować przeciwników politycznych?
Tego też chcieli naziści.
Chcecie wybić szyby albo wypisać na nich własne hasła?
Tego też chcieli naziści.
Rządzący mają decydować, kto może zasiadać w parlamencie.
Tego też chcieli naziści. Zastanawiacie się, kim są naprawdę neonaziści?

Źródło: Telegram 03.07.2026 22:46.

W takiej właśnie politycznej atmosferze przyszło nam żyć. Jest to wprowadzanie faszyzmu pod pozorem walki z faszyzmem – naturalnie w imieniu demokracji. Nie mamy wcale do czynienia ze spontanicznymi tendencjami. Owszem w każdym społeczeństwie są ludzie mający poglądy nazistowskie. Jest to margines społeczny szukających winy za własne niepowodzenia w wybranej na kozła ofiarnego grupie społecznej znacznie bardziej licznej niż wyznawcy neonazizmu.

Kto tak naprawdę finansuje Antifę?

Antifa nie żyje z powietrza i miłości. Czarne stroje, flagi, kampanie w mediach społecznościowych, dyżury prawników, fundusze na kaucje, zajęte budynki – to wszystko kosztuje. Kto za to płaci? Kto za tym stoi?

🔹 Sieci Sorosa: Nazwisko George’a Sorosa ciągle się pojawia. Miliardy napływają do organizacji pozarządowych na całym świecie za pośrednictwem jego „Fundacji Społeczeństwa Otwartego”. Oficjalnie deklarowanym celem jest „promowanie demokracji i ochrona mniejszości”. W praktyce oznacza to wspieranie struktur bliskich Antifie – od projektów antydyskryminacyjnych po lewicowe media.

🔹 Finansowanie publiczne: W Niemczech programy takie jak „Democracy Live” służą do finansowania stowarzyszeń działających bezpośrednio lub pośrednio w strukturach Antify. Miliony euro z budżetu federalnego co roku trafiają do lewicowych sieci. Pieniądze podatników są zatem wykorzystywane do dofinansowywania lewicowych walk ulicznych.

🔹 Partie i politycy: SPD i Zieloni otwarcie bronią Antify. Wybitne postacie, takie jak Lars Klingbeil i Saskia Esken, przedstawiają się jako „Antifa”. Lewica regularnie apeluje o zwiększenie finansowania „inicjatyw społeczeństwa obywatelskiego”, które w rzeczywistości stabilizują scenę Antifa.

🔹 Kościoły i związki zawodowe: Można tu również znaleźć przepływy finansowe. Przedstawiciele kościołów wspierają grupy podobne do Antifa, często pod etykietami takimi jak „przeciwko prawicy”. Związki zawodowe zapewniają infrastrukturę i finansowanie projektów lewicowych. Wiele demonstracji i akcji nie byłoby możliwych bez tego wsparcia.

🔹 Organizacje pozarządowe i fundacje międzynarodowe: Organizacje oficjalnie promujące prawa człowieka lub ochronę klimatu w praktyce działają jako przykrywka. Pieniądze są prane poprzez złożone łańcuchy finansowania, aż dotrą do grup powiązanych z Antifa.

🔹 Darowizny prywatne: Dodatkowe fundusze są pozyskiwane poprzez crowdfunding, sponsoring lub anonimowe darowizny online. Duża część tych pieniędzy przepływa przez platformy, które są słabo regulowane.

Metoda: Sama Antifa twierdzi, że jest „nieustrukturyzowana” i „tylko pomysłem”. To tarcza. W rzeczywistości istnieje sieć organizacji pozarządowych, partii politycznych, agencji rządowych i międzynarodowych darczyńców. To zaciemnia odpowiedzialność, podczas gdy miliony padają ofiarą lewicowej przemocy.

Odpowiedź Trumpa: Uznając Antifę za organizację terrorystyczną, otwiera on drogę do ścigania tych przepływów finansowych. Ustawa RICO pozwala ścigać nie tylko sprawców, ale także finansistów. „Podążamy za pieniędzmi” – powiedział Kash Patel. To stawia postaci takie jak Soros na celowniku.

Wniosek: Antifa nie jest spontanicznym ruchem młodzieżowym. To opłacony projekt establishmentu, mający na celu sianie strachu, zastraszanie przeciwników i wykorzystywanie przemocy ulicznej jako narzędzia politycznego.

Antifa funkcjonuje jako uliczne oddziały Głębokiego Państwa. Źródło: Telegram 21.09.2025 r. 17:12.

450 lat więzienia dla terrorystów z ruchu Antifa w USA.

W sprawie afery Epsteina poza samym Epsteinem i jego wspólniczką nie aresztowano jeszcze nikogo. I pewnie długo będziemy na to jeszcze musieli poczekać.

Podobnie sprawcy plandemii tacy jak Fauci czują się ciągle w USA bezpiecznie. Zbyt silne były powiązania także z administracją Trumpa, podczas wojny biologicznej zapoczątkowanej w marcu 2020 r. Jednak po uznaniu Antify za organizację terrorystyczną, którą rzeczywiście jest, zapadły już wyroki.

W komunikacie prasowym Departament Sprawiedliwości USA ogłosił w czerwcu 2026 r., że ośmiu członków komórki Antifa z Północnego Teksasu zostało skazanych za udział w zbrojnym ataku na ośrodek detencyjny Prairieland w Alvarado. Łączna liczba wyroków to 450 lat więzienia. Sam Benjamin Hanil Song, skazany za usiłowanie zabójstwa policjanta, otrzymał wyrok 100 lat więzienia. Źródło.

Dawniej brunatni, dziś czerwono-czarni – metody ciągle te same.

Dobry przykład jak Antifa wykorzystuje sponsorowane pieniądze, przedstawił dzisiaj Apollo News w artykule: Znajdziemy was! Źródło.

… tłum kilkudziesięciu osób wyrywa się w samym środku demonstracji „Resist” – gonią naszych reporterów, podczas gdy inni wiwatują, krzyczą lub rzucają butelkami. W końcu biją i kopią, aż do krwi. Wszyscy zdają się tolerować ataki zagrażające życiu na naszych kolegów. Nagrania w przerażający sposób ukazują głębię zepsucia tłumu, bezmyślnie uwolnionego, niepohamowanego i otępiałego przez najbardziej prymitywną żądzę krwi.

Bojownik Antify czynnie walczący z „mową nienawiści”.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Kowid a Ukraina, czyli apokaliptyczne paralele

Kowid a Ukraina, czyli apokaliptyczne paralele

Apoka

4 lipca, wpis nr 1415 dziennikzarazy/kowid-a-ukraina-czyli-apokaliptyczne-paralele

Publicystycznie uruchomiłem się w zasadzie dzięki kowidowi, albo też i przez kowida. Ale to był tylko impuls, iskra, która oświetliła zacienione fragmenty rzeczywistości, pozwoliła zobaczyć mnie, ale i całej świadomej społeczności wyrzutków denialistycznych, w jakim to świecie żyjemy. Po takim fleszu ciężko jest wrócić do starych ustawień – nie da się odzobaczyć raz ujrzanej istoty świata. Ale kowid już odszedł – zajął jego miejsce inny substytut strachu – wojna. Lecz mechanizmy pozostały te same, tyle, że intensywność bodźcowania ludzi strachem zwiększa się, powodując zaistnienie dwóch sprzecznych, lecz przemożnych biegunów ludzkich motywacji – strachu i obojętności. Wielu ląduje przyklejonych do jednego z tych biegunów, ale większość buja się jak opiłki metalu przy zmieniających się polaryzacjach magnesu. Stąd te pozory ruchu – jest nerwowo.

Jeźdźcy Apokalipsy

Stymulowanie strachem, któremu jesteśmy poddani powoduje zatem dwa zmienne ale sprzeczne stany – boimy się, lecz przy przeciążeniu strachem obojętniejemy na te bodźce. A to powoduje, że czasami nie rozróżniamy sygnałów – jesteśmy postrachani czymś nieistniejącym, zaś z drugiej strony możemy przyjąć postawę obojętności wobec realnych zagrożeń. Żyjemy w świecie drugiego jeźdźca Apokalipsy – przeżyliśmy (nie wszyscy) galop jeźdźca Zaraza, dziś jesteśmy wsadzani na siodło jeźdźca Wojna, za nami podążają pozostałe w kolejności: jeździec Głód i Śmierć.

Dziś spróbujemy przyjrzeć się im obu, by poszukać podobieństw, a są one nie tylko intelektualnie ciekawe, ale wskazują na pewną linię zdarzeń i narracji, której jesteśmy poddani. Widać bowiem pewien ciąg postępujący pomiędzy kowidem, a narracją wojenną. Tę ostatnią będę chciał pokazać na przykładzie zmiany, a właściwie przyspieszonej ewolucji naszego stosunku do wojny ukraińskiej. Nie chcę tu wskazywać na Ukrainę jako zarazę, broń Boże, chcę tylko wskazać na podobne procesy, zwłaszcza – jeśli są takie podobieństwa – to domknięcie tematu kowidowego wskazuje nam na prawdopodobne scenariusze domknięcia sprawy Ukrainy. Wydaje się to naciągane, ale tylko z pozoru. Bo zobaczmy:

W przypadku kowida mieliśmy do czynienia z bezwarunkowym narracyjnym namagnesowaniem całej światowej społeczności zagrożeniem pandemicznym, zaś każdy, kto powątpiewał, nawet prywatnie, w pewniki kowidowe był ostracyzmowany. Nie trudno zobaczyć dzisiejsze paralele pomiędzy ówczesnymi antyszczepionkowymi szurami a dzisiejszymi wojennymi onucami. Sanitarystyczny entuzjazm zrozumienia konieczności to przecież wypisz-wymaluj ta sama społeczna figura, jaką widzieliśmy w przypadku wojny i stosunku do Ukrainy. W obu przypadkach odstępstwa od głównego nurtu były nieliczne, karane natychmiast, przy pełnym zrozumieniu „odpowiedzialnej większości”.

Co ciekawe w przypadku kowida można było zauważyć powolną ewolucję, zmiękczanie kiedyś twardych stanowisk. Szury kowidowe zaczęły wyciągać jakieś nieprawomyślne badania, dowody, pojawili się jacyś eksperci, którzy zaludnili nisze mediów społecznościowych. Front sanitarystyczny zaczął topnieć coraz szybciej, zwłaszcza, że i bez dowodów brak logiki dnia codziennego i szastanie się od ściany do ściany władz sprzyjały temu trendowi. Szala społecznego przekonania zaczęła się powoli podnosić z akceptowania sanitaryzmu do jakiegoś poziomu równowagi. Doszliśmy już wtedy do policzalnych poziomów postaw społecznych względem oficjalnej narracji, czego wyrazem był ledwo 50-procentowy udział w szczepieniach i to pierwszej dawki oraz wyraźnej zapaści dalszych serii.

Ukraina w miejsce kowida

Tak samo było z Ukrainą – wcześniej złego słowa nie można było powiedzieć, bo i jak – oni tam walczą, uwidocznił się humanitarny, wcale nie rządowy, solidaryzm na poziomie ludzkim, a więc podstawowym. Ale w to wszystko wdała się zaraz polityka: polska łatwowierna i ukraińska – na początku proszalna (uwaga – nigdy wdzięczna), później zaskakująco wyższościowa i posłannicza. Okazało się, że Ukraina walczy za nas, co dla Polaków jest od razu weryfikowalną ściemą: nikt tu nam, Polakom, nie będzie świecił w oczy prometeizmem. My mamy, kochani Ukraińcy, za sobą ze sto lat bycia Chrystusem narodów, cierpieliśmy za cały świat, wadziliśmy się z królami i papieżami. I robiliśmy to kompletnie w pustkę, za darmoszkę, nie tak jak teraz wy – wyciągając rękę po zapłatę za realizację swojego posłannictwa. Tak że nie z nami te numery.

Ważne jest, że społeczność za kowida przeszła od zawierzenia do trudnego obudzenia się w prawdzie. Tak samo mamy z Ukrainą. Ważne jest też, że pokowidowe resentymenty są bardziej zaawansowane, można więc na ich podstawie przewidzieć co się stanie społecznie z tzw. sprawą ukraińską. Cóż się stało z ludźmi po kowidzie? Ano – poszło to w różne strony: jedni, przebudzeni, już nie zapomną, ale tych, jak to na świecie, jest nie tak dużo, choć – co optymistyczne, ich grono wzrosło, bo kowid był nie tylko testem na inteligencję, ale też i budzikiem, który dał szansę tym, co byli gotowi się wybudzić. Potrzebowali tylko wstrząśnięcia, którym był kowidowy reset. Ale to nie jest większość – większość poszła w zapomnienie. Powód tego aktu jest prosty – wielu z nas pogrzeszyło konformizmem, a to ciężki temat do powracania i przypominania sobie jak łatwo nam narażać integralność naszej tożsamości pod byle ciśnieniem. Dla wielu, zauważcie, temat kowida jest wyparty, albo wypierany, jak okres błędów młodości, z których nie narodził się dorosły człowiek, ale tylko jego gorzka świadomość własnych ograniczeń i słabości.

To samo z tematem ukraińskim, widać już pierwsze jaskółki – nuworyszowski zapał kiedyś bezwzględnych ukrainofili, którzy się nagle nawrócili na ukrainofobów, nadrabiając gorliwością swe przewiny, kiedy ścigali innych wtedy wątpiących za onucyzm. Tu też mamy wyparcie własnych, dziś niespecjalnie modnych, postaw. Co ciekawe, te postawy mają swoje odzwierciedlenie w polityce i to nie dlatego, że idą z dołu do góry. Nie. U nas polityka, a właściwie postpolityka działają odwrotnie: sfera polityczna ogląda społeczeństwo przez lupę badań i łowi trendy. Jedne, korzystne dla którejś z wybranych przez partie grup politycznych konsumentów, wzmacnia, inne osłabia lub atakuje.

Strach spaja POPiS

I popatrzmy – za kowida mieliśmy w tak manichejsko dwubiegunowej Polsce cud pandemicznego porozumienia ponad podziałami. Ba, nawet się licytowano – kto bardziej. Dwa wojujące obozy ścigały się w oskarżeniach o procent krwi na rękach, co w przypadku rządzącego w pandemii PiS-u było słabym jednak uzasadnieniem, dziś czasami przywoływanym, dla tego, że wstydliwy dziś zamordyzm był wynikiem reakcji na to, że Tusk dyszał nad uchem publiczności wskazując, że Kaczyński za mało się stara, z czego ludzie umierają po szpitalach i domach, zaś niezaszczepione tabuny dzieci szwendają się po świecie zakażając śmiertelnie niewinnych staruszków – podstawową grupę wyborców bezkompromisowych monopolistów na patriotyzm.

Czyż nie to samo mamy z wojną i Ukrainą? Wojna zastała nas w rozkroku zmiany władzy, ale w tej kwestii nic się nie zmieniło. Jak za kowida – zgoda ponad podziałami. Ba tam zgoda! Znowu – licytacja kto bardziej spoleruje Ukrainie. Padały przecież zarzuty w obie strony, licytowano się przecież z kim bardziej przytula się Zełenski – z pisowskim Dudą, czy pełowskim Tuskiem. Tu mamy jednak sporą różnicę – w przypadku Ukrainy z tego dyszla wyprzągł się ostatnio PiS. Z opisywaną tu nadgorliwością niegdysiejszego grzesznika w temacie. Ten żenujący powrót do prawdy syna marnotrawnego to jednak wyłom. Widać, że PiS chyba jednak poczytał prawdziwe badania, z których od dawna wynikało, że Polacy mają coraz bardziej dość tego cyrku ze służeniem Ukrainie i wyciągnięto z tego wnioski. Po prostu Kaczyński dopisał Ukrainę do całej listy zjadanych żab, czyli walenia głupa, że tematy, z którymi walczy PiS, to wcale nie PiS sprokurował. Obok wszystkich tym kamieni milowych, klimatycznych szaleństw, nadskakiwania Unii, co do których PiS udaje, że to nie on (tylko kto?) pojawił się po prostu bezwstydnie wątek ukraiński. Nastąpiło tu przełożenie wajchy, czego dowodem są wielkie dylematy redaktora telewizji Republika, pana Sakiewicza, który teraz biedaczek nie tyle musi połknąć żabę swoich wcześniejszych bezwzględnie egzekwowanych fascynacji Ukrainą, ale musi połknąć medal, który za swoją działalność otrzymał od Ukraińskiej Służby Bezpieczeństwa. Redaktor najpewniej pierwszy by go zwrócił do Kijowa, ale taki akt ujawniłby publicznie tego rodzaju casus pascudeus.

Ukraina dzieli

Tak jak politycznie temat kowida do dziś jest trzymany przez wojujące plemiona jako temat, do którego się nie wraca, tak kwestia Ukrainy podzieliła dwa bloki, do tej pory złączone cichym, acz ostentacyjnym porozumieniem. Co każe nam zwrócić się ku mediom i popatrzeć jak funkcjonowały w obu przypadkach. Za czasów kowidowych dęły przecież w jedną dudę – licytowanie się na sanitaryzm. Po uznaniu dogmatu pandemicznego pozostał już tylko wyścig kto bardziej się stara. A wyścig ten odbył się po bieżni strachu. To samo było w przypadku Ukrainy – też straszono na wyścigi jak to bardzo nam grozi Putin i jakąż to tarczą przed tym zagrożeniem jest Ukraina. Obecna wolta PiS medialnie objawia się na rozwarstwieniu w tym momencie. W optyce PiS-u Ukraina nas chroni dalej, Putin jest nawet jeszcze gorszy niż był, ale jedno jest pewne – w kwestii wdzięczności Ukraińcy okazali się przykrą niespodzianką. A więc konflikt z Ukrainą jest sprowadzany przez PiS tylko do wymiaru symbolicznego. Cała reszta się popisowo zgadza.

Ale Tuskowi nawet to nie wystarcza – atakuje PiS, a właściwie Kaczyńskiego zastępczego, czyli prezydenta, za to, że swymi działaniami o głupie symbole naraził nasze stosunki z Ukraińcami. Tak jakby nasze stosunki z Ukrainą nie polegały jedynie na jednostronnym przepływie świadczeń od strony „sług Ukrainy”. No bo co możemy stracić, co nam może Ukraina zabrać? No, wizerunek, ale to nie kwestia działań Ukrainy, tylko bezradności w budowaniu narracyjnej odporności polskich władz, która jest zerowa.

Co, nie dadzą nam zarobić na kontraktach przy odbudowie? Ale z tym jest już po zabawie od dawna, lata przed kompromitująca konferencją w Gdańsku. Od dawna nasza rola miała się skończyć w tym obszarze na prostym podwykonawstwie i logistyce. I dobrze, bo na tyle nas stać. Zarobimy, ale – jak nam zapłacą. Bo przy budowie polskich autostrad zarobiły zagraniczne koncerny, zaś niekoniecznie polscy podwykonawcy. Ukraina może nam też narobić kuku w sensie politycznym, ale tylko przez dealowanie się z Niemcami, co czyniła i czyni od dawna, przy zerowej reakcji każdej z wymieniających się ekip władców Polski. Może więc nam Ukraina naskoczyć, zaś tam gdzie może nam narobić kłopotów i tak jesteśmy bezradni. Nie mamy więc w tej wymianie żadnej równowagi – my możemy Ukrainie zaszkodzić w zamian bardziej. Tylko czy będziemy chcieli? Tu akurat – znowu – wszystkie plemiona są zgodne: o pamięć możemy się spierać (to PiS), ale wspieramy i wspierać będziemy we wszystkim innym (tu wszystkie partie mainstreamu).

Putin dobry na wszystko, Duda zły

Elementem łączącym obie epoki – kowidową i wojenno-ukraińską – jest element putinowski. Putin był i jest dobry na wszystko. Należy przypomnieć putinowską, a właściwie onucową narrację w pandemii. Szło to jakoś tak – Putin chce osłabić Polskę głównie poprzez osłabienie jej kapitału ludzkiego, który ma wyniszczyć śmiertelny wirus. Każdy więc kto powątpiewa w kowidowe dogmaty to świadomy lub naiwny poplecznik Kremla. Mieliśmy więc po stronie pandemicznych kontestatorów szaloną mieszaninę dogmatycznego foliarstwa połączoną ze stymulowanym przez Kreml szkodzeniem kondycji narodowej w postaci uśmiercania antypandemiczną dezynwolturą.

Reuctio at Putinum w przypadku wojny było już oczywistością. Tu nie trzeba było nic naciągać – Putin dybie i już. Tak jak w przypadku kowida licytowano się kto bardziej, tak przy wojnie ukraińskiej zaczęto naprzemiennie wyławiać ruskich szpiegów po każdej z plemiennych stron. Do tego doszła już wyższa faza onucyzmu, czyli mniej lub bardziej świadomi poplecznicy sprawy putinowskiej, których nie tylko tropiono, ale i eliminowano pałą ostracyzmu, i to w wykonaniu obu medialnych obozów. I dziś w sprawie Ukrainy (z wyjątkiem wątku symbolicznego w przypadku mediów pisowskich) narracyjne instrumenty nastrojone są wysoko i grają w jednej orkiestrze. Pała onucyzmu jest wyciągana przez oba plemiona za każdym razem kiedy ktoś wychodzi z nowej bańki symbolicznych niesnasek. Każdy kto zająknie się na temat skutków dla Polski ukraińskiej akcesji do Unii, powątpiewa w zbawczą rolę Ukrainy w nowej architekturze bezpieczeństwa w naszym regionie jest natychmiast medialnie i politycznie odziewany w ruskie onuce i wyganiany – nie wiadomo dlaczego – akurat na Białoruś. Toczka w toczkę (ups, rusycyzm, wydało się…), tak samo było za kowida – wtedy każdy wyrywny z badaniami w ręku, który kwestionował pandemiczne dogmaty był chrzczony onucą i – znowu – wyganiany na Białoruś, do zbiegłego sędziego Szmydta.

Ciekawą figurą, która spina te dwie epoki była postać prezydenta Dudy. W przypadku pandemii prezydent lawirował, choć jednak przeprowadzenie wyborów w trakcie śmiertelnej pandemii samo z siebie dowodziło narracyjnych tylko wymiarów zarazy. W przypadku wątku ukraińskiego mieliśmy do czynienia z już chorobliwą fascynacją. Myślę, że polegającą na kalkulacji, by w drugiej, czyli ostatnie kadencji, Duda wybudował się „na temacie” międzynarodowo. Jednak świat nie uznaje za wysokie kompetencji politycznych akwizytorów spraw obcych, jakim stał się prezydent Duda. Trzeba sobie przypomnieć, że w ten sam sposób chciał zrobić karierę prezydent Kwaśniewski, z takim samym skutkiem. Teraz, po całym załamaniu się oficjalnej fascynacji narodowej sprawą ukraińską Duda jest w tak smutnej pozycji, że aż byłoby mi szkoda, jeśli bym kiedykolwiek miał żałować jakiegoś polityka. Jest to jednak upostaciowienie pozycji i sytuacji Polski, której nie stać na realizacje nawet błędnej polityki racji stanu, gdyż jej państwo polskie nie posiada. Jedyne co ma, to robienie na złość plemieniu przeciwnemu, nawet kosztem pozycji Polski oraz prywatyzacja racji stanu w formułę indywidualnych karier.

Szury jako brat syna marnotrawnego

I na koniec my – szury. Tak, gdyż nie tylko narracyjnie, ale i indywidualnie i zbiorowo foliarze kowidowi w dniu 24 lutego 2022 roku zostali zapisani do onuc putinowskich. Przypomniała mi o tym mała dyskusja na profilu u pewnego klimatysty, który pewnie z powodu spadku zainteresowania publiki klimatyzmem, zabrał się za geopolityczne wynurzenia. Tam wypomniano mi, że z Ukrainą nie mam racji, gdyż byłem… przeciwny dogmatom pandemicznym. Jestem więc, tak jak i całe rzesze mych pobratymców w foliarstwie, na wieki wykluczony z dyskursu, jako wierzący w płaskość ziemi i skuteczność egzorcyzmów za pomocą salcesonu. W obu przypadkach – kowida i Ukrainy – my, czyli ci, którzy od początku stali przy trudnej prawdzie, ganiani przez większość, z radością – i za kowida, i teraz – widzimy powroty synów marnotrawnych. Uśmiechamy się tylko pod wąsem z tego ich zaangażowania, jakby chcieli odpokutować swe – dzisiaj źle oceniane – uczynki z przeszłości swego zaczadzenia. I tylko szczególnie odporni z nas – szurów – są w stanie tolerować pouczanie nas przez nowo nawróconych, że wszystko było jasne od początku. To zabawne, kiedy taki „nowy w klasie” z wypiekami na twarzy powtarza jako swoje prawdy, za które już parę lat temu garbowano nam skórę. Ale cóż – taka jest poetyka ojca syna marnotrawnego. Za to sytuacja brata syna marnotrawnego jest wciąż biblijnie najtrudniejsza.

Obie te epoki – kowidowa i wojenna –, następujące po sobie są rozdziałami tej samej książki. Akcja się rozwija, zbliżamy się do zakończenia. Obawiam się, że nie dowiemy się kto zabił. Za rozdziałami Zaraza i Wojna widać już cień kolejnych jeźdźców Apokalipsy: Głodu i Śmierci. Wciąż jest nam czytana ta księga, ale to nie my obracamy te kartki. Nawet nie wiadomo czy możemy to zatrzymać. 

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Iran stanowczo kontroluje Ormuz, a USA desperacko machają marchewką

Iran stanowczo obstaje przy Ormuzie,

podczas gdy USA

desperacko machają marchewką,

ale bezskutecznie

Symplicjusz 4 lipca 2026 simplicius7/iran-stands-firm-on-hormuz-as-us

W związku z pogrzebem Najwyższego Przywódcy Iranu Alego Chameneiego, saga Ormuzu przybrała kolejne, ciekawe zwroty akcji.

Iran odmówił jakichkolwiek ustępstw wobec USA, ponieważ wie, że zdradziecka administracja Trumpa nie ma żadnych zasad, jeśli chodzi o honorowanie umów. Jednocześnie Stany Zjednoczone uciekają się do jawnego błagania i wszelkich możliwych ustępstw, aby uniknąć upokorzenia związanego z akceptacją Ormuzu z opłatami drogowymi:

https://www.wsj.com/world/middle-east/us-dangles-rewards-for-opening-the-strait-of-hormuz-iran-isnt-budging

WSJ pisze:

Stany Zjednoczone i Oman szukają sposobów na przełamanieirańskichżądań pobierania opłat za przepływanie statków przez Cieśninę Ormuz. Ich głównym argumentem w rozmowach pośrednich była obietnica odmrożenia części ze 100 miliardów dolarów irańskich funduszy przechowywanych za granicą.

Jak twierdzą niektórzy, dyplomaci amerykańscy zaproponowali Iranowi kompromis: zrzeczenie się roszczeń do kontrolowania cieśniny i wyrzeczenie się płacenia opłat drogowych w zamian za miliardy dolarów niezamrożonych funduszy.

Europa z kolei jest przekonana, że ​​ugięcie się pod irańską hegemonią regionalną to jedyny racjonalny wybór, gdyż reszta świata po prostu nie ma kart, którymi mogłaby odegrać się na prawowitych właścicielach Ormuzu:

https://www.bloomberg.com/news/articles/2026-07-02/hormuz-european-nations-now-believe-some-fees-are-ineutetable

Najbardziej jaskrawym przykładem tego było szokujące przyznanie się wiceprezydenta J.D. Vance’a dwa dni temu, że Trump po prostu wykorzystał porozumienie jako krótką przerwę, aby dać światu czas na uzupełnienie zapasów ropy naftowej i zapobieżenie załamaniu gospodarczemu, zanim – co jest wyraźnie sugerowane – wznowi niesprowokowaną agresję przeciwko Iranowi, gdy zajdzie taka potrzeba.

Mówiąc delikatnie, ta szczerość jest szokująca:

„Myślę więc, że prezydent polecił nam wykorzystać to porozumienie, żeby w pewien sposób ożywić światową gospodarkę naftową. Uzupełnić zapasy, a potem zobaczyć, gdzie jest ręka”.

Od razu staje się jasne, że nasze wcześniejsze doniesienia były trafne w odniesieniu do rzeczywistej skali zagrożenia gospodarczego, z jakim borykały się Stany Zjednoczone i świat, oraz do tego, jak głęboko Trump zdawał sobie z tego sprawę, pomimo teatralnej brawury wobec Iranu. Trump ewidentnie płakał, bo Iran wygrał tę rundę kurczaka, ale jak sugeruje Vance, zagrożenie nie minęło, ponieważ Trump uważa, że ​​może po prostu przeczekać okres stabilizacji gospodarczej i spróbować jeszcze raz.

W związku z tym pojawiły się doniesienia o wszelkiego rodzaju masowych transportach lotniczych „na skalę historyczną” z USA na Bliski Wschód, które w opinii wielu stanowią przygotowania USA do jakiejś inwazji lądowej. Głównym powodem tego był nagły wzrost aktywności wojskowej w Zielonej Strefie Bagdadu, który rzekomo okazał się zakrojonym na szeroką skalę antyirańskim zamachem stanu pod dowództwem Amerykanów. Siły irackie ścigały proirańskie frakcje i „zdrajców”, aby – jak niektórzy uważają – przygotować grunt pod coś większego:

Alex (Sasha) Krainer@NakedHedgieNakedHedgie

There can be only one explanation for this: US and Israel are preparing a ground invasion into Iran. Iraq can be the only staging ground. Iran-Iraq war 2.0

Mario Nawfal @MarioNawfalMarioNawfal

🇮🇶🇮🇷 Iraq PM Ali al-Zaidi set a deadline: all pro-Iran militias must fully disarm by September 30 or face the law. This lines up perfectly with the U.S.-led coalition wrapping up its anti-ISIS mission. PM Ali al-Zaidi is under heavy U.S. pressure ahead of his Washington trip,

18:27 · 1 lipca 2026 · 2,64 tys. wyświetleń Views


Oczywiście, Stany Zjednoczone nie mają realnych możliwości przeprowadzenia jakiejkolwiek udanej inwazji lądowej na Iran – sama myśl jest po prostu śmieszna. Ale biorąc pod uwagę to, co wiemy o niedawnym upadku umysłowym Trumpa, trudno zgadnąć, jak daleko posunie się w swoich maniach wielkości. Być może nadal żywi pokręcone fantazje o zdobyciu wyspy Kharg, co najmniej, albo czegoś podobnego.

Na przykład Pete Hegseth właśnie usunął „wschodzącą gwiazdę”, generała Christophera Donahue , dowódcę armii USA w Europie i Afryce, co niektórzy uznali za część trwającej czystki najwyższego sztabu generalnego, mającej na celu całkowite oddanie partii.

Na razie Trump twierdzi, że dał Iranowi krótką „przerwę” na pogrzeb Alego Chameneiego. Iran z kolei nadal zamyka cieśninę Ormuz, a doniesienia donoszą, że irańskie motorówki przepłynęły nawet na południe od cieśniny, blokując korytarz wód terytorialnych Omanu, którym USA potajemnie przemycały niektóre statki:

PILNE: Irańskie Siły Rewolucyjne (IRGC) całkowicie zamknęły wspierany przez USA korytarz omański w Cieśninie Ormuz, wykorzystując swoją flotę motorówek. Według danych o ruchu morskim, żaden statek nie skorzystał z korytarza przez ponad pół dnia.

Nastąpiło to po tym, jak irańskie Siły Rewolucyjne (IRGC) wydały dziś rano ostrzeżenia radiowe wszystkim statkom i wysłały patrole sił specjalnych w celu wzmocnienia kontroli Iranu nad cieśniną Ormuz. Ponad 10 statków skierowało się na zatwierdzoną trasę irańską.

Dalej:

Raport Ormuz@HormuzReportHormuzReport

BREAKING: Ships are abandoning the U.S.-backed Omani corridor in the Strait of Hormuz and diverting to Iran-designated routes after the IRGC deployed patrol boats and began enforcing Tehran’s transit orders, per Ship tracking data. The IRGC reportedly ordered vessels over VHF

11:53 · 4 lipca 2026 · 11,9 tys. wyświetleń Views


18 odpowiedzi Replies· 62 reposty Reposts· 248 polubień Likes

Inne raporty zdają się potwierdzać, że niewiele statków handlowych próbowało przepłynąć przez cieśninę:

Przegląd ruchu statków handlowych przez Cieśninę Ormuz, dostępny na stronie http://MarineTraffic.comwciągu ostatnich 24 godzin, pokazuje, że tylko jeden statek handlowy ukończył tranzyt, korzystając z systemu separacji ruchu wspieranego przez USA przez wody terytorialne Omanu (od południa). Zdecydowana większość widocznego ruchu korzystała z irańskiego (od północy) systemu separacji ruchu.

Co ciekawe, dwie grupy statków początkowo próbowały skorzystać z trasy południowej. Jedna grupa zmieniła kurs przed zakończeniem tranzytu, podczas gdy druga grupa opuściła korytarz omański i wkroczyła na teren irańskiego systemu separacji ruchu.

Oczywiste jest, że Stany Zjednoczone czekają na odpowiedni moment, aby uzupełnić zapasy swoich stacji na Bliskim Wschodzie, zanim potencjalnie rozpoczną – przynajmniej – kolejne ataki. W związku z tym pojawiły się niepotwierdzone doniesienia z „anonimowych źródeł w Iranie”, że Iran rozważa nawet prewencyjne ataki na Izrael w takiej sytuacji, ponieważ irańscy przywódcy są zmęczeni odgrywaniem militarnej, biernej i reaktywnej roli.

Prezydent USA Donald Trump potwierdził, że premier Izraela Benjamin Netanjahu zwrócił się z prośbą o spotkanie w Białym Domu. Rozmowy mogą się odbyć już w przyszłym tygodniu.

Teraz zarówno Trump, jak i Netanjahu znaleźli się w niezłym impasie, ponieważ zbliżają się wybory – październik dla Netanjahu i Likudu, a listopad dla wyborów uzupełniających w USA. Wiele doniesień twierdzi, że Trump udaje twardziela w obliczu druzgocącej porażki z Iranem, ale w rzeczywistości sytuacja jest diametralnie różna:

https://www.telegraph.co.uk/us/news/2026/07/03/inside-the-crumbling-court-of-king-donald/

Z powyższego:

Źródła w rozmowie z The Telegraph opisują napiętą atmosferę w Białym Domu trawionym kryzysami, a prezydent jest niezadowolony, ponieważ szuka kozłów ofiarnych.

„Jest w fatalnym nastroju. Jest strasznie zirytowany personelem Białego Domu, bo wszystko idzie źle” – powiedział „The Telegraph” informator z bliskiego otoczenia administracji. „Sondaże są fatalne, a on uważa, że ​​nikt nic nie robi, żeby to naprawić”.

Tymczasem Axios twierdzi, że najbliższe otoczenie Trumpa jest coraz bardziej rozczarowane Bibi :

Między wierszami: Ludzie z otoczenia Trumpa stają się coraz bardziej sceptyczni i rozczarowani Netanjahu od czasu ich spotkania w lutym.

„Wielu najbliższych doradców Trumpa uważa, że ​​Bibi mylił się we wszystkim” – powiedział amerykański urzędnik.

W rozmowie telefonicznej w zeszłym miesiącu Trump ostro skrytykował Netanjahu za eskalację działań Izraela w Libanie, nazywając premiera „szalonym” i oskarżając go o niewdzięczność.

Napięcia te pogłębiły szerszy rozłam wśród Republikanów w kwestii Izraela i wojny. Wpływowi działacze MAGA, tacy jak Tucker Carlson, oskarżyli Trumpa o zależność od Netanjahu.

Mimo to, para nieszczęśliwych kochanków wydaje się skazana na wrzucenie do tego samego kotła, który sami stworzyli, jeśli chodzi o Iran. Są teraz nierozerwalnie uwięzieni w bagnie, z którego nie wiedzą, jak się wydostać, a które doprowadza oba ich narody do ruiny .

Stany Zjednoczone i Iran również znajdują się na rozdrożu, świętując dziś doniosłe wydarzenie. Dla Stanów Zjednoczonych jest to 250. rocznica powstania kraju na mocy Deklaracji Niepodległości, która ironicznie zatoczyła koło i od tego czasu Stany Zjednoczone znalazły się pod całkowitą wasalizacją obcego mocarstwa – sytuacja, która przyprawiłaby Ojców Założycieli o przewracanie się w grobach.

Dla Iranu jest to kolejne rozwidlenie drogi, przerwanie schematu w mozaice jego bogatej historii, w której naród powstaje w jedności, aby pożegnać swego duchowego ojca, człowieka, który zdawał się być przeznaczony przez Boga do przewodzenia w pokonaniu ciemiężców swojego ludu.

————————–

Al Jazeera English@AJEnglish

Hundreds of thousands of people have poured into Tehran, with millions expected to attend a week of funeral ceremonies for late Iranian Supreme Leader Ayatollah Ali Khamenei. — in pictures aje.news/59w2gw

12:41 PM · Jul 4, 2026 · 70,1 TYS. Views


36 Replies · 249 Reposts · 1,07 TYS. Likes

————————————————

Dwa narody, których losy się splatają. Dwie okazje do końca i początku, jedna oznaczająca śmierć, ale zwiastująca monumentalne odrodzenie; i druga celebrująca narodziny w cieniu ruiny.

Przewodniczący irańskiego parlamentu Mohammad Ghalibaf płakał podczas pogrzebu Najwyższego Przywódcy.

Demonstrując swoją klasę oraz pokorę i wdzięk, jakie Stany Zjednoczone zdołały wykształcić w ciągu 250 lat swojej historii, Trump przechwalał się, że mógłby zbombardować cały pogrzeb, żeby zgładzić wszystkich, a następnie oskarżył Irańczyków o udawanie łez:

https://archive.ph/SN0Gv

Dwa narody, dwa duchowe przeznaczenia.

Wesołego Czwartego Lipca.

USA: 250 lat wojen, kłamstw i uciśnienia

Stany Zjednoczone obchodzą dziś swoje 250. urodziny

============================

Werner Rügemer opublikował właśnie książkę o historii Stanów Zjednoczonych. W przedmowie pisze:

Tego dnia, 4 lipca 1776 roku, uchwalono Deklarację Niepodległości. Choć głosi ona, że wszyscy ludzie rodzą się równi, nie zawiera zakazu niewolnictwa. I podżega do nienawiści „wobec mieszkańców naszych granic, tych bezlitosnych Indian […], których znaną metodą walki jest bezwzględna eksterminacja ludzi w każdym wieku, płci i klasie społecznej”. Kiedy w 1787 roku uchwalono Konstytucję, nie było już mowy o tym, że „wszyscy ludzie rodzą się równi”. Niewolnictwo nie jest nigdzie zakazane, a tylko ‚osoby wolne’  mają prawo głosu. A teraz rząd ma „zapewnić pokój wewnętrzny i podjąć środki ostrożności w celu tłumienia powstań”. To pozostaje aktualne do dziś. Stany Zjednoczone zostały założone jako rasistowskie, kolonizujące państwo niewolnicze, które to państwo przedstawia się jako demokracja – kłamstwa od samego początku.

Poprawka do Konstytucji z 1791 roku, ‚Karta Praw’, Artykuł 1, stanowi: Religia państwowa jest zakazana! Ale Stany Zjednoczone szybko ogłosiły się ‚krajem Boga’, aby kontynuować praktykowanie niewolnictwa, które nie jest zakazane, poza wszelkimi prawami człowieka, i ubóstwiać się dla dalszej ekspansji, także poprzez ludobójstwo. Wyzysk pracy, wojny, ludobójstwo, usprawiedliwione przez Boga i kłamstwa: do dziś! To musi się skończyć!

USA: Wiodące państwo kłamstw

„Opowiadamy się za demokracją”: – Stany Zjednoczone fałszywie przedstawiają się jako państwo demokratyczne, wbrew swojej konstytucji – ale są największym na świecie sponsorem, pożyczkodawcą i dostawcą broni dla wszystkich faszystowskich i im podobnych dyktatorów na każdym kontynencie, czasami przez dekady, i angażując całe klany. Na przykład:

w Europie: Mussolini (Włochy), Salazar (Portugalia), Franco (Hiszpania), Hitler (Niemcy); // — w Azji: Czang Kaj-szek (Chiny), Syngman Rhee (Korea Płd), Suharto (Indonezja), Marcos (Filipiny); // — w Afryce: Seko (Kongo), Doe (Liberia), an-Numairi (Sudan) i reżim apartheidu w RPA; // — w Ameryce Łacińskiej: B. Batista (Kuba), Somoza (Nikaragua), Videla (Argentyna), Branco (Brazylia), Pinochet (Chile); // — na Bliskim Wschodzie, np. szach Reza Pahlawi (Iran) i przez pół wieku okupacyjne i ludobójcze państwo Izrael.

„Znieśliśmy niewolnictwo” – Zniesiono jedynie starą formę niewolnictwa, ale rozwijano i nadal rozwijają się nowe formy zmodernizowanej pracy niewolniczej, angażujące nielegalnych imigrantów w samych Stanach Zjednoczonych, a zwłaszcza niezliczone miliony nisko opłacanych pracowników, niewidocznych na Zachodzie, stłoczonych w masowych schroniskach w biednych krajach, takich jak Indie: tam młode kobiety z najbiedniejszych regionów składają najnowsze iPhone’y Apple bez umów o pracę, a po kilku latach są odsyłane z powodu choroby i zastępowane przez nowe ‚kobiece materiały’. Zyski Apple & Co. i ich głównych akcjonariuszy, BlackRock & Co., nadal napływają.

„Jesteśmy domem pokoju” – Ale w ciągu 250 lat istnienia USA zorganizowały 469 wojen i zmian reżimów, dokonując egzekucji głów państw i rządów, takich jak Patrice Lumumba w Kongo, a w 2026 roku – dziesiątek irańskich przywódców, podobnie w Wenezueli, w ramach przygotowań do porwania Maduro, często z pomocą zinfiltrowanych agentów wywiadu i ich informatorów, finansowanych znacznymi sumami pieniędzy, w tym terrorystów.

Stany Zjednoczone po raz ostatni formalnie wypowiedziały wojnę w 1941 roku – od tego czasu prowadziły setki wojen bez wypowiedzenia wojny przez swój parlament, Kongres Stanów Zjednoczonych, aż do dnia dzisiejszego.

Pod rządami kłamliwej ‚Rady Pokoju’  obecnego prezydenta USA Trumpa, ludobójstwo dokonywane przez zastępczego wojownika USA trwa nadal w Wielkim Izraelu i rozprzestrzeniło się również na sąsiednie państwa: Liban, Syrię i Iran.

Tak żyją dziś dzieci w Strefie Gazy

„Wspieramy obrońców praw człowieka walczących z dyktatorami” – Stany Zjednoczone ustanowiły swoje podwaliny i rozszerzyły swoją obecność w Ameryce Północnej poprzez ludobójstwo; nigdy nie wyraziły żalu z tego powodu, a następnie dopuściły się kolejnych ludobójstw, takich jak w Indonezji i Wietnamie. Stany Zjednoczone stoją na czele światowej odmowy ratyfikacji konwencji ONZ dotyczących praw pracowniczych i socjalnych, a także konwencji jej organizacji zależnej, Międzynarodowej Organizacji Pracy (MOP). Przeciwnicy nielubianych rządów są przedstawiani jako ‚aktywiści praw człowieka’  i otrzymują wsparcie medialne i finansowe, jak to ostatnio miało miejsce na Białorusi, w Mołdawii, Hongkongu, Wenezueli i Iranie.

„Jesteśmy państwem Boga” – Stany Zjednoczone to (neo)kolonialne państwo drapieżne i wyzyskujące, które, podobnie jak inne przed-demokratyczne byty w średniowiecznej Europie, wyniosło się do rangi teokracji: mieli królów i królowe ‚z łaski Boga’. Ale nawet rzekomo najnowocześniejsze państwo – Stany Zjednoczone, cofa się do najciemniejszych czasów średniowiecza: „Jesteśmy państwem Boga” – wbrew własnej konstytucji. Nie muszą przestrzegać ziemskich praw, gdy jest to konieczne, i mogą, na mocy własnej, jednostronnej decyzji, bezkarnie łamać prawo międzynarodowe, prawa człowieka i prawa innych państw.

Na banknotach dolarowych widnieje napis „W Bogu pokładamy ufność” – w ten sposób prezydenci i kapelani wojskowi wysyłają amerykańskich żołnierzy na wojny, które naruszają prawo międzynarodowe, a w razie potrzeby są ludobójcze. Początkowo celowi temu służyły skorumpowane religie i sekty protestanckie. Następnie, wraz ze wspieranymi przez USA europejskimi dyktatorami Mussolinim, Salazarem, Franco i Hitlerem, za błogosławieństwem Watykanu, USA przejęły również skorumpowany Kościół katolicki.

A teraz, w XXI wieku – i w jego rozpaczliwym upadku – amerykańscy oligarchowie skupieni wokół administracji Trumpa w większości przejęli również syjonizm, aby odnieść desperacko zaplanowane, ostateczne zwycięstwo. Zasada jest taka: kupujemy każdą religię, a teraz Stary Testament triumfuje nad Nowym Testamentem.

Czyniąc to, upadające obecnie ‚jedyne supermocarstwo’  nie tylko jeszcze bardziej szkodzi i zubaża swoją większość ludności oraz większość przedsiębiorstw, pracowników i rolników w USA, ale także na każdym kontynencie, a zwłaszcza w swoich ‚zaprzyjaźnionych’  państwach – w Europie – w państwach członkowskich NATO, w tym wyczerpanej, mocno zadłużonej Ukrainie oraz w Azji tradycyjnych ‚sojusznikach’, a teraz nawet bogatych państwach regionu Zatoki Perskiej.

globalbridge.ch/heute-4-juli-2026-die-usa-feiern-ihren-250-geburtstag-ja-aber

Napisał: Werner Rügemer

Opracował: Zygmunt Białas

Nieprzewidziane trudności na drodze do informatycznego zniewolenia Ludzkości


Nieprzewidziane trudności na drodze do informatycznego zniewolenia Ludzkości


Szatańscy „geniusze”, jak Elon Musk & jemu podobni, wiedzą w szczegółach, jak zbudować ośrodek wypoczynkowy, czy Centrum Danych na Marsie, potrzebują tylko TWOICH pieniędzy do tego!

Dr Ignacy Nowopolski Jul 5 
 Totalna kontrola Ludzkości wymaga centrów gromadzenia danych. Do tak niespodziewanej konkluzji doszli „evil demons” budujący „sztuczną inteligencję” (AI) & inne „przełomowe arcydzieła” epoki informatycznej.Kilka z tych Centrów powstaje już w Ameryce.
Problemem staje się gigantyczna ilość energii elektrycznej, niezbędna do ich utrzymania. W Teksasie funkcjonuje już takie centrum, powodując ogromny wzrost kosztów elektryczności dla miejscowej populacji. Lokalne władze zmuszone zostały do cyklicznych wyłączeń prądu dla obywateli, by wystarczyło go na gromadzenia danych o nich samych.
Biorąc pod uwagę fakt przeciągającego się kryzysu energetycznego związanego z sytuacją w cieśninie Ormuz, pomysł szatańskich geniuszy, otoczenia globu siecią centrów gromadzenia danych, spalił na panewce.
Z tego też powodu „robotoid” Elon Musk, postanowił przenieść wspomniane centra w przestrzeń kosmiczną.
W czasie wakacji na Marsie, będzie można pojechać też na Wenus & skontrolować tamtejszą bazę danych.
Geniusz tych obłąkańców nie zna przeszkód. Oglądając ich wywiady w mediach propagandowych, trudno skonstatować czy te kreatury, to zdegenerowane jednostki ludzkie, czy wysłannicy piekieł, albo przybysze z kosmosu?

Jedno nie ulega wątpliwości, ludźmi to oni nie są. Nie potrafią nawet komunikować się z gatunkiem Homo Sapiens. Robotoid Elon Musk, zadeklarował nawet, że jak tylko skonstruuje robota AI płci żeńskiej to weźmie go sobie za żonę. Pozostałe tuzy tego segmentu „przemysłu” pójdą zapewne w ślady Elona.
Jak na razie tylko Elon jest permanentnym rezydentem Białego Domu. Doprowadza to do wściekłości Melanię. Wyniosła się ona do osobnego pokoju, a Imperator nawiązał romans ze swą 30-letnią asystentką, która nie odstępuje go ani na moment & pisze doń listy miłosne. Jej ksywa to „drukarka”, gdyż namiętnie drukuje z laptopa wszystko co Imperatorowi jest potrzebne. Pilnuje też, by nie plótł więcej głupot, niż jest to niezbędne. Redaguje & publikuje jego https://truthsocial.com/@realDonaldTrump.
Do kompletu brakuje tylko sex-robotnicy Elona z AI.

Ponieważ wielu niezależnych obserwatorów pochodzi z „waszyngtońskich elit”, to mają oni bieżące kontakty z przyjaciółmi ciągle jeszcze obsługujących „dwór cesarski”. To od nich otrzymują pikantne szczegóły codziennej rzeczywistości Stolicy Imperium.To oczywiście mogłoby być nawet zabawne, gdyby nie świadomość, że te indywidua dzierżą losy Ludzkości w swych szponach!

Boże miej nas w Swej Opiece!

Ukraina puszcza Polsce bąki w nos

Ukraina puszcza Polsce bąki w nos

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    5 lipca 2026 michalkiewicz

Kto panu służy wiernie, ten mu za to pierdnie” – powiada ludowe przysłowie. I rzeczywiście, to prawda, zwłaszcza gdy pan ma niedostatki w zakresie kindersztuby. Ale tłumaczenie obecnego stanu stosunków ukraińsko-polskich tylko brakami w zakresie kindersztuby byłoby ślizganiem się po powierzchni zjawisk – chociaż nie da się ukryć, że w przypisywaniu Ukraińcom pewnej dzikości obyczajów niepodobna przesadzić. Ilustruje to choćby realistyczna scena uczty z filmu „Ogniem i mieczem” według powieści Henryka Sienkiewicza. Podczas tej uczty podpici kozaccy pułkownicy proponują swoim gościom poprzerzynanie gardeł, by im „prosta strawa kozacka” łatwiej przez gardło przechodziła. Dotknięty tymi niewybrednymi żartami wojewoda Kisiel, który dopiero co wręczył Bohdanowi Chmielnickiemu hetmańską buławę, pyta świeżo kreowanego hetmana, czy zaprosił ich na ucztę, czy na zniewagi. Ale – jak pamiętamy – wojewoda Kisiel sam był sobie winien – bo zachowywał się naiwnie, niczym dzisiaj Naczelnik Państwa, co to jeszcze niedawno wydawał na Majdanie kabotyńskie okrzyki „Sława Ukraini!” i „Herojam sława!” – a dzisiaj ogłasza, że odda order Jarosława Mądrego.

Tymczasem Jeremi Wiśniowiecki radził inaczej – że klemencję można okazać zwyciężonym, to wtedy – kto wie? – może nawet będą wdzięczni, natomiast w przeciwnym razie tylko się ich rozzuchwali. Dotychczasowe postępowanie – bo trudno nazwać to „polityką”, jako że polityce powinien przyświecać jakiś cel – władz warszawskich wobec Ukrainy było po prostu głupie i polegało na łaszeniu się do Ukraińców, a przede wszystkim – na futrowaniu tamtejszych oligarchów, czym się tylko dało. Oligarchowie zaś, z prezydentem Zełeńskim, który też jest przecież wynalazkiem oligarchy Igora Kołomojskiego, na czele, dopuszczali polskich lizusów do konfidencji, aż do proklamowania w kwietniu br. strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego. Z tą chwilą Polska przestała być potrzebna zarówno Niemcom, które wróciły do polityki Cesarstwa Niemieckiego z roku 1917, kiedy to utworzyły Ukraińską Republikę Ludową, by szachować Rosję i trzymać w ryzach Polaków – jak i Ukraińcom, którzy marzą o następstwach tego strategicznego partnerstwa, jakich nie udało się im uzyskać za Adolfa Hitlera. Teraz Hitler już nie żyje, więc jest szansa, że te następstwa się pojawią. W tej sytuacji Kijów odrzucił wszelkie pozory kurtuazji wobec Polski i pokazał swoją prawdziwą naturę.

Właśnie prezydent Zeńłeński ogłosił, że wyda specjalny dekret o stworzeniu ukraińskiego panteonu, w którym Ukraińcy umieszczą takich herojów, jakich im się tylko będzie podobało – bo nikt – jak oznajmił prezydent Zełeński – nie będzie Ukraińcom dyktował, jaką mają pisać sobie historię, ani – jakich herojów mają kochać i czcić. Tymczasem Polacy nieśmiało popiskiwali, że niektórych herojów nie uznają, podczas gdy Ukraińcy akurat w nich sobie upodobali, akurat im stawiają pomniki i akurat ich nazwiskami nazywają ulice. Myślę, że zdania nie zmienią, bo każdy lubi co innego; jedni na przykład lubią szampana, a inni – jak im nogi śmierdzą. W związku z tym niedawni słudzy Ukrainy czują się dzisiaj zawiedzeni. Ale sami są sobie winni, bo głupota powinna być ukarana.

Tego domaga się rządząca światem zasada przyczynowości, według której określone przyczyny muszą rodzić określone skutki. No i właśnie ich doświadczamy – nie tylko banda idiotów, która Ukraińcom udostępniała za darmo zasoby całego państwa – ale również – wszyscy obywatele. Oni też ponoszą część winy, że durniów wysunęli do władzy, chociaż nieznaczna mniejszość, która doświadczała wyzwisk, że „ruskie onuce” i tak dalej – ostrzegała przed następstwami głupoty, między innymi w postaci konfliktu narodowościowego, który lekkomyślny naród polski sobie zafundował, a który prędzej, czy później i raczej prędzej, niż później – się objawi, może nawet w straszliwej postaci kolejnej „wołynki”.

Warto dodać, że prezydent Zełeński ogłosił swoją decyzję w sprawie „panteonu” następnego dnia po zakończeniu w Gdańsku konferencji, która teoretycznie była poświęcona „odbudowie Ukrainy” – ale sądząc na podstawie zawartych tam umów – znaczna ich część nie dotyczy żadnej „odbudowy”, tylko „wspierania wysiłku wojennego”, to znaczy – futrowania Ukrainy dostawami i pieniędzmi, z których – jak się szacuje – 30 procent jest rozkradane przez oligarchów, którzy dzięki temu wykupują sobie w Polsce przedsiębiorstwa. Obywatel Tusk Donald mało jaja nie zniósł, żeby zaprezentować to jako jeszcze jeden wielki sukces – chociaż – w odróżnieniu od Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje – prezydent Zełeński z nim chyba akurat niczym się nie dzielił, słusznie uważając, że tak czy owak zrobi on wszystko, co mu Reichsfuhrerin każe.

Podobnie z kawalerami ukraińskich orderów ze stajni Naczelnika Państwa, panem Błaszczakiem i innymi sojuźnikami Kijowa, chociaż im stosowne pouczenia chyba wydawali Amerykanie – i to cała różnica. Jeśli tedy wierzyć komunikatom z Gdańska, Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje przekazała Ukrainie 10 mld euro. Kto tę sumę pokryje? Teoretycznie ma być ona pokryta z ruskich reparacji, ale to zwykłe dzielenie skóry na niedźwiedziu, bo prawdopodobieństwo, że Rosja wypłaci Ukrainie jakieś reparacje, równa się zeru. Zatem mamy dwie możliwości: albo Unia wyłoży tę forsę ze składek unijnych bantustanów, albo – co jest najbardziej prawdopodobne – z pożyczki, którą zaciągnie Komisja Europejska na refundację wydatków poniesionych przez firmy na „odbudowę Ukrainy”. Krótko mówiąc – unijne bantustany tak czy owak same będą musiały zapłacić za radosny przywilej „odbudowy Ukrainy”, czyli – futrowania tamtejszych oligarchów, którzy każdą forsę przytulą.

Tymczasem nasz nieszczęśliwy kraj dodatkowo wstrząsany jest aferą szpitalną. Teoretycznie powinna uderzać ona w Volksdeutsche Partei, a w szczególności – w prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego – ale właśnie dlatego mamy do czynienia z totalną mobilizacją całej rządowej koalicji i aparatu propagandowego, żeby sprawę nie tyle może zamieść pod dywan – bo to już niemożliwe – ale żeby poukręcać łeb każdemu wątkowi śledztwa, bo każdy z nich może w każdej chwili eksplodować sprawami odpryskowymi, więc odpowiedni nadzór nad śledztwem nabiera zasadniczej wagi.

Nic tedy dziwnego, że obywatel Żurek Waldemar z całym stadem prokuratorów, dwoi się i troi, żeby wykazać, iż „sygnaliści”, to typy o zerowej wiarygodności, podczas gdy najbardziej wiarygodny jest obywatel Trzaskowski Rafał – oczywiście jeśli nie liczyć Wielce Czcigodnego obywatela Giertycha Romana, chociaż – o ile mi wiadomo – nie przeprowadził on jeszcze drobnej operacji chirurgicznej, która otworzyłaby mu drogę do powiększenia grona autorytetów moralnych.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Wstrząsające wyniki kontroli taksówkarzy w Warszawie

Nielegalni imigranci, poszukiwani i bez uprawnień.

Wstrząsające wyniki kontroli taksówkarzy w Warszawie

4.07.2026 nczas/nielegalni-imigranci-poszukiwani-i-bez-uprawnien-wstrzasajace-wyniki-kontroli-taksowkarzy-w-warszawie

Kontrola kierowców taksówek na aplikację.
NCZAS.INFO | Kontrola kierowców taksówek. Zdjęcie ilustracyjne. / Fot. Straż Graniczna

W pierwszej połowie roku przeprowadzono w Warszawie 1928 kontroli taksówek – poinformował stołeczny ratusz. Nieprawidłowości wykryto w 434 przypadkach, najczęściej kierowcy łamali prawo miejscowe i nie posiadali uprawnień.

Kontrole prowadził Wydział Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej Policji, Nadwiślański Oddział Straży Granicznej i Mazowiecki Urząd Celno-Skarbowy.

Z danych urzędu miasta wynika, że 159 kierowców naruszało przepisy prawa miejscowego, 74 osoby nie posiadały uprawnień do kierowania, a 71 kierowców nie miało przy sobie wypisu z licencji taksówkarskiej.

W wyniku kontroli zatrzymano 28 osób przebywających w Polsce nielegalnie, 16 osób poszukiwanych przez służby, a 16 osobom zatrzymano prawo jazdy. 14 badanych kierowców było pod wpływem alkoholu lub środków odurzających, a 13 okazało fałszywe prawo jazdy. Pozostałe wykryte nieprawidłowości to m.in. niewydanie paragonu, brak ewidencji usługi, brak kasy fiskalnej czy podrobione tablice rejestracyjne.

Stołeczny ratusz przypomina, że wsiadając do taksówki, należy sprawdzić, czy samochód ma oznaczenia boczne na drzwiach i lampę na dachu z napisem TAXI (wymóg taksówek licencjonowanych). Oznaczenia boczne składają się z żółto-czerwonego pasa oraz numeru bocznego taksówki i herbu Warszawy.

Na paragonie, który taksówkarz ma obowiązek wydać po zakończeniu kursu, powinien się znaleźć numer boczny i numer rejestracyjny pojazdu. Pasażer, który podejrzewa, że kierowca wykonujący usługę złamał przepisy, może zgłosić to do Urzędu m. st. Warszawy np. przez portal Warszawa 19115.

Policja złożyła już ponad 20 wniosków o ukaranie obrońców życia. ABOTAK…

Policjanci złożyli już ponad 20 wniosków o ukaranie obrońców życia.

W kilkunastu sprawach sądy wydały już skandaliczne wyroki nakazowe (czyli zaoczne, jak sądy kapturowe – bez jakiejkolwiek możliwości obrony).

==========================

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Piszę do Pana z wielkim ciężarem na sercu. Mam złe wiadomości i powiem wprost: już dawno nie było tak źle jak teraz.

W Warszawie machina państwowa ruszyła przeciwko bezbronnym dzieciom i tym, którzy stają w ich obronie. Warszawska policja realizuje bezwzględne, polityczne zlecenie na obrońców życia, przekraczając przy tym granice bezprawia.

Mowa o nielegalnej, krwawej katowni aborcyjnej ABOTAK, którą feministki otworzyły w Warszawie, tuż pod oknami Sejmu, śmiejąc się wszystkim prosto w twarz.

Właśnie mija 17. miesiąc naszej nieustannej blokady tego miejsca – to już blisko półtora roku. Wolontariusze Fundacji Życie i Rodzina trwają tam nieustannie – organizując protesty, pikiety i Publiczny Różaniec o zatrzymanie aborcji. Nie odpuszczamy ani na krok.

I właśnie dlatego uderzono w nas z wielką siłą.

Policja jako prywatna ochrona aborterek? Chyba tak, skoro zamiast ścigać przestępców, funkcjonariusze postawili sobie za punkt honoru przegonienie nas z Wiejskiej. Służby, które powinny chronić obywateli, zachowują się jak prywatna agencja ochroniarska tej rzeźni.

Feministki Aborcyjnego Dream Teamu – nieformalnej grupy polskojęzycznych aborterek finansowanej z zagranicznych funduszy – mają na swoim koncie porażające podłości:

  • Aborcję selektywną na bliźniaku,
  • Zaopatrywanie szpitali w sprzęt do aborcji próżniowej,
  • Instruktaże zabijania dzieci tabletkami – celowo kierowane do nastoletnich matek,
  • Przemyt nielegalnych środków poronnych na teren Polski przy pomocy francuskich europosłanek.

Środowisko Abotaku to bezwzględna siatka biznesowa nastawiona na depopulację i zabijanie polskich dzieci. Ostatnio te zdemoralizowane kobiety straciły grunt pod nogami – zagraniczny sponsor odciął im fundusze, a Facebook zablokował ich profile. A zatem nawet wielki biznes aborcyjny zauważył, że Polacy mają dość aborcyjnego barbarzyństwa.

Niestety, w tym samym momencie aborterki zyskały nowego, potężnego sojusznika – władzę i policję.

FESTIWAL ABSURDALNYCH ZARZUTÓW I NĘKANIA

Funkcjonariusze są obecni niemal na każdej naszej modlitwie. Czy myśli Pan, że wchodzą do środka, by powstrzymać zabijanie? Ależ skąd. Specjalnie patrzą w drugą stronę, gdy agresywni lewaccy bojówkarze plują na nas, krzyczą i próbują zakłócać modlitwę.

W zamian policjanci polują na… nas. Szukają jakichkolwiek haków na działaczy Fundacji.

Machina ruszyła. Policjanci złożyli już ponad 20 wniosków o ukaranie obrońców życia. W kilkunastu sprawach sądy wydały już skandaliczne wyroki nakazowe (czyli zaoczne, jak sądy kapturowe – bez jakiejkolwiek możliwości obrony).

Za co chcą skazywać ludzi? Za pokazywanie prawdy o aborcji, za Publiczny Różaniec, który w policyjnych protokołach nazywa się burzeniem spokoju i zakłócaniem porządku, za używanie legalnego nagłośnienia na zgłoszonych zgromadzeniach. To, co lewicowym aktywistom uchodzi na sucho, dla katolika i obrońcy życia staje się podstawą do ciągania po sądach.

To legalnie działająca klinika” – powtarzają policjanci, legitymując modlących się ludzi. Stosują celową politykę zastraszania. Naszych wolontariuszy wzywa się na komisariaty, nakazuje składać długie zeznania i zmusza do ciągłych przyjazdów do sądów. W ten sposób realizowana jest zaplanowana taktyka zmęczenia proliferów. Chcą nas zastraszyć, zniszczyć psychicznie, finansowo i zasiać paraliżujący lęk przed wyrokami z Kodeksu Karnego.

Pomóż nam, wpłać:

Wspieram

Gdy jesienią 2024 roku gruchnęła wiadomość, że w Warszawie ma powstać placówka śmierci, wiedzieliśmy, że nie możemy milczeć. Przez kolejne miesiące próbowano oswoić Polaków z myślą, że sto metrów od parlamentu będzie się masowo zabijało dzieci. 8 marca 2025 roku, gdy tylko otworzyli Abotak, Fundacja Życie i Rodzina ruszyła do natychmiastowego oblężenia.

Trwamy na posterunku do dziś. Ale koszty tej walki drastycznie wzrosły.

Jedno postępowanie – od przesłuchania na komendzie, przez pisanie pism procesowych, aż po wielomiesięczne (które mogą się przerodzić w wieloletnie) batalie sądowe – to koszt od 7 000 do 9 000 złotych.

Prawnicy Fundacji złożyli skuteczne odwołania od zaocznych wyroków, ale teraz musimy stawiać się w sądach karnych i walczyć o sprawiedliwość.

Bez Pańskiego pilnego wsparcia finansowego, koszty procesowe nas zmiażdżą, a Wolontariusze Fundacji zostaną sami na placu boju. Nie mogę na to pozwolić. Muszę obronić młodych działaczy przed tym przedziwnym sojuszem policji i lobby aborcyjnego.

Proszę Pana o pilną darowiznę już dziś. Proszę o pomoc nie dla siebie, ale by opłacić obronę prawną dla tych, którzy ryzykują własną wolnością, by ratować bezbronne dzieci. Poświęcają swój spokój, narażają się i… właśnie TERAZ potrzebują pomocy.

Koszty obrony prawnej w sprawach związanych z akcją „Stop ABOTAK” wyniosą finalnie kilkadziesiąt tysięcy złotych. W najbliższych dniach przede mną pierwsza duża faktura do zapłacenia: na niemal 16 tysięcy złotych.

Pomóż nam, wpłać:

Wspieram

Proszę o wsparcie.

Bardzo proszę o wpłatę – w wysokości, jaką uzna Pan za właściwą – może to być 50, 100, 150 złotych lub inna kwota, która jest dla Pana możliwa.

Dane do wpłaty:

Fundacja Życie i Rodzina

Numer konta:

47 1160 2202 0000 0004 7838 2230

Kod SWIFT dla przelewów transgranicznych: BIGBPLPW

Blik/płatności kartami/szybkie przelewy online:

www.RatujZycie.pl/wesprzyj

tytułem: STOP ABOTAK

Dziękuję Panu z góry na reakcję na moją prośbę. Nie mam kogo innego, aby prosić – muszę zwracać się wprost właśnie do Pana i to niniejszym czynię.

Nasza siła w jedności i odwadze.

Z wyrazami szacunku,

Kaja Godek
Kaja Godek

Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Proszę pomyśleć, jak czuje się wolontariusz, który przyszedł pod Abotak modlić się i protestować przeciw zabijaniu dzieci. I nagle skończył w sądzie. Tym dobrym ludziom naprawdę potrzebna jest pomoc. Dlatego proszę usilnie, by nie odkładał Pan decyzji o wsparciu.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

Synagoga ekskomunikuje Kościół

Synagoga ekskomunikuje Kościół

Autor: AlterCabrio, 4 lipca 2026

Dla jego zwolenników nie są istotne wielokrotne i konsekwentne herezje, głoszone przez synodalnych hierarchów, nie są istotne gorszące akty obrazy Najświętszego Sakramentu i zaparcia się wiary w Chrystusa, nie jest istotne zaprzeczenie odwiecznemu Magisterium Kościoła, nie jest istotna herezja papolatrii, uprawiana przez Watykan i synodalistów. Dla nich istotne jest tylko to, aby być posłusznym człowiekowi, formalnie przez nich uznawanemu za pełniącego urząd, niezależnie od tego, co ten człowiek robi.

Obraz tytułowy: Ariusz Heretyk, bohater Kościoła synodalnego LINK

Synagoga ekskomunikuje Kościół

Przeciętny wierny Kościoła katolickiego, również w Polsce zapewne nie zdaje sobie sprawy z wagi tego, co wydarzyło się 2 lipca 2026 r.

W tym dniu Victor Manuel kardynał Fernandez, prefekt Dykasterii Nauki Wiary, prawa ręka drugiego już papieża synodalnego Leona XIV podpisał dekret i notę wyjaśniającą, dotyczącą czterech konsekracji biskupich, dokonanych 1 lipca 2026 r. w Econ, w strukturach Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. Dokument określa to wydarzenie jako czyn o charakterze schizmatyckim, a jego uczestników jako obłożonych ekskomuniką latae sententiae, czyli mocą samego prawa kanonicznego. Watykan poszedł daleko w swoich sankcjach, stwierdził bowiem stan ekskomuniki u wszystkich biskupów i kapłanów Bractwa, a także wszystkich wiernych, związanych formalnie z Bractwem.

Co do tego ostatniego punktu, jego zakres z pewnością dopiero będzie interpretowany, i może tu być zastosowana wykładnia zawężająca ekskomunikę tylko do świeckich, funkcjonujących formalnie w Bractwie, np. tercjarzy, lub rozszerzająca na wszystkich słuchających mszy w kaplicach Bractwa. Sądzę, że zostanie tu zastosowana formuła stalinowska – po rewolucji walka klas się zaostrza, widać bowiem, że synodaliści z Watykanu zdecydowali się na frontalny konflikt, dążąc do rozbicia Bractwa i pozbawienia go wiernych.

Czytaj też:

falszywi-pasterze/

reformacja-papieza-franciszka-cz-i-z-ii/

reformacja-papieza-franciszka-cz-ii-z-ii/

Czy tak się stanie, należy wątpić, sądzę, że będzie odwrotnie, że Watykan będzie teraz postrzegany jak Gwiazda Śmierci synodalnego Imperium, i coraz więcej wiernych przyciągać będzie romantyczna aura bojowników za wiarę, prześladowanych przez coraz bardziej skostniały reżim. Jak jednak jest w istocie – tu będą dwa sprzeczne stanowiska, zwolennicy Watykanu będą twierdzić, że Bractwo znalazło się poza Kościołem, a zwolennicy Bractwa, że nie ma schizmy ani stanu ekskomuniki, a Watykan się myli, powołując się na analogiczny stan, który zaistniał w 1988 r.

Jak jednak jest naprawdę, to zostanie w przyszłości rozstrzygnięte autorytatywnie, na dziś jednak wymaga od wiernych chociaż minimum własnego rozumu i wolnej woli. Jeśliby uznać argumentację Watykanu, że Bractwo złamało obowiązek posłuszeństwa wobec papieża i prawo kanoniczne, co spowodowało automatyczną schizmę i ekskomunikę, to należałoby zacząć traktować Bractwo jako kolejną grupę odłączoną od Kościoła, podobnie, jak prawosławnych. Ale to właśnie te wszystkie grupy odłączone: heretyckie i schizmatyckie są przez Watykan radośnie witane w Kościele, podobnie, jak obce religie, z islamem włącznie i z talmudycznym judaizmem na czele.

Synodalni hierarchowie odprawiają serdeczne spotkania, na przykład niedawna wizyta kobiety, podającej się za arcybiskupa Canterbury, głowę Kościoła anglikańskiego, gdzie była wspólna modlitwa i błogosławieństwo tej pani, przyjęte przez papieża. Do kościołów spraszani są pastorzy zielonoświątkowi i wszyscy inni na wspólne ceremonie uwielbienia i wylania ducha, popierają to biskupi i uczestniczą księża. Urządzane są dni islamu i dni judaizmu, cóż więc stoi na przeszkodzie, aby dołożyć jeszcze dni katolicyzmu, i potraktować Bractwo choćby tak serdecznie, jak Żydów lub panią niby-biskupkę? Albo ogłosić taką samą inkluzję dla Bractwa, jak dla sodomitów i ludzi w grzechach, z którymi Kościół synodalny jest w komunii?

W przypadku tych wszystkich grup, z którymi synodalny Watykan i jego akolici chcą być w połączeniu jest różnica istotowa w stosunku do Bractwa. Bractwo uznaje zwierzchność Papieża jako wikariusza Chrystusa, uznając także jego jurysdykcję we wszystkich kwestiach, które nie są sprzeczne z Objawieniem. Natomiast wszystkim innym Objawienie pozostaje nieznane, obojętne lub wrogie, ale oni nie wchodzą w komunię z Papieżem i Kościołem katolickim, lecz w sitwę z kolejnym przywódcą religijnym, nazywającym się papieżem, reprezentującym Kościół synodalny. Tenże Kościół ma już swoje własne objawienie i własne magisterium, zaczynające się od Soboru Watykańskiego II. Większość obecnych tam ojców soborowych nie zdawała sobie sprawy z wagi momentu historycznego, było to bowiem wrogie żydomasońskie przejęcie władzy w Kościele katolickim i inauguracja nowego procesu, który od samego początku miał zamienić Kościół katolicki w Kościół synodalny, czyli przywrócić żydowską Synagogę, czyli ustanowić antykościół Lucyfera. Waga tamtego momentu ukazuje się nam dopiero dziś, po pontyfikacie Franciszka, Synodzie o synodalności, deklaracji Fiducia Supplicans i wielu innych dokumentach i aktach faktycznych. Dzięki zaś deklaracji Dykasterii Nauki Wiary, wydanej dnia 2 lipca 2026 r. Kościół synodalny dokonał ważnego aktu oddzielenia się od Kościoła katolickiego.

Aktów faktycznych, które wyraźnie wskazywały, że Watykan nie jest już katolicki było multum, szczególnie za papieża Franciszka. Jego pontyfikat historia Kościoła zapewne zapamięta jako czas Wielkiej Tranzycji. Natomiast Leon XIV, niedługo po pierwszej rocznicy swojego pontyfikatu dokonał formalnie tego, czego wcześniej można było się tylko domyślać – ekskomunikował Watykan, a właściwie poprzez dokument kardynała Fernadeza stwierdził ekskomunikę Kościoła synodalnego. Akt ten wydany został błyskawicznie i jest bardzo zdecydowany, co znaczy, że był już gotowy wcześniej i Watykan nie miał żadnych wątpliwości, co musi uczynić.

Należy być wdzięcznym kardynałowi Fernandezowi i papieżowi Leonowi za tak jawne postawienie sprawy, tak samo, jak powinniśmy być wdzięczni kardynałowi Rysiowi za jego list Komisji Episkopatu Polski o Żydach. Wszystko bowiem staje się jasne: Kościół synodalny nie jest Kościołem katolickim, lecz Synagogą szatana, w której miejsce jest dla wszystkich bez szczególnych zasług, jak w piekle, wystarczy tylko posłuszeństwo wobec władzy doczesnej, którą reprezentuje obecny Watykan. Dla jego zwolenników nie są istotne wielokrotne i konsekwentne herezje, głoszone przez synodalnych hierarchów, nie są istotne gorszące akty obrazy Najświętszego Sakramentu i zaparcia się wiary w Chrystusa, nie jest istotne zaprzeczenie odwiecznemu Magisterium Kościoła, nie jest istotna herezja papolatrii, uprawiana przez Watykan i synodalistów.

Dla nich istotne jest tylko to, aby być posłusznym człowiekowi, formalnie przez nich uznawanemu za pełniącego urząd, niezależnie od tego, co ten człowiek robi. Oto mamy nową herezję, równoznaczną z apostazją: serwilizm, łączący w sobie modernizm jako ściek wszelkich herezji, papolatrię jako ślepe posłuszeństwo doczesnej władzy papieża i zaparcie się Chrystusa na rzecz nowej wiary, ciągle aktualizowanej i podawanej do wierzenia przez Watykan.

Przyszło nam żyć w ciekawych czasach, i ja bardzo to sobie chwalę, mamy bowiem wyjaśnionych wiele wątpliwości, więc jeśli ktoś używa rozumu i ma wolę niespętaną herezją serwilizmu, ten wie, co powinien robić. Przy synodalnym stole ofiarnym, na którym będzie składana nowa ofiara dla szatana będzie miejsce dla wszystkich religii i denominacji i dla wszystkich ludzi, niezależnie od stanu ich sumień i sytuacji moralnej. Oto wymarzona religia masonów, religia ludzkości, łącząca wszystkich bez różnicy wyznań. Oto wymarzona wiara Żydów dla gojów, religia siedmiu praw noachitów. Do stołu ofiarnego tej religii zostają zaproszeni wszyscy, ze świętokradczym użyciem imienia Jezusa. Nie będzie tam miejsca tylko dla jednej wiary, jednego Kościoła i jednej grupy ludzi: wiary w prawdziwego Jezusa Chrystusa, Kościoła katolickiego i katolików.

Problemu nie mają wierni Bractwa, ale wszyscy pozostali, czy przyłączyć się do żydo-masońskiej Synagogi, która prowadzi do szatana, czy do prawdziwego Kościoła Chrystusa. Katolicy zaś mogą spodziewać się zastraszania i obelg, a nawet prób prawnych zakazów działalności Bractwa, które Kościół synodalny będzie próbował wymusić na władzach świeckich. Katolicy powinni już teraz mentalnie przygotować się do stawienia oporu wobec prześladowań, bo Kościół synodalny nie odpuści, zbyt ważna to sprawa dla Watykanu, który zrobi wiele, aby Bractwa nie było w ogóle. Wierni katolicy już teraz powinni planować nie tylko pokorną modlitwę w intencji nawrócenia papieża i biskupów na prawdziwą wiarę, ale zorganizowany ruch krucjatowy, który przywróci łączność Watykanu z Kościołem Chrystusa. Teraz Bractwo ma misję, wyrwać jak najwięcej dusz z objęć Synagogi aby przywrócić je do Eklezji.

Kto chce się włączyć, polecam lekturę formacyjną:

Księga I: Historia debilizacji: LINK

Księga II: Rewolucja bachantek: LINK

______________

Synagoga ekskomunikuje Kościół, Bartosz Kopczyński 4 lipca 2026