
Potentat rosyjskich mediów, rok 1999:






Błąd bazy danych WordPressa: [Duplicate entry '8388607' for key 'wp_visitors_stat.id']INSERT INTO `wp_visitors_stat` (`time`, `ip`) VALUES ('1792006268', '216.73.216.198')

Potentat rosyjskich mediów, rok 1999:






Korupcja
Co sprawa Hanninga ujawnia na temat korupcji w Niemczech
Der Spiegel próbował napisać krytyczny artykuł o machinacjach byłego szefa BND Hanninga, ale jeśli dysponujesz niezbędnymi informacjami na ten temat, to artykuł nie był krytyczny, lecz stanowił próbę ukrycia korupcji w Niemczech.
Komentarz Thomasa Röpera .
Były szef BND, August Hanning, został aresztowany, ponieważ rzekomo po odejściu ze stanowiska zapłacił swojemu byłemu szefowi sztabu za przekazanie ściśle tajnych informacji w zamian za wynagrodzenie, które Hanning następnie wykorzystał w swojej nowej pracy jako konsultant. Der Spiegel opublikował artykuł pod tytułem „ Aresztowanie byłego szefa BND – Upadek Augusta Hanninga ”, który sprawia wrażenie, że Spiegel krytycznie relacjonuje warunki panujące w Niemczech, które umożliwiły to wydarzenie. W rzeczywistości artykuł w „Spieglu” celowo ukrywał skalę korupcji w niemieckich kręgach rządowych.
Jak Hanning zarobił pieniądze po pracy w BND
Problem z systemem zachodnim polega na tym, że korupcja jest jego integralną częścią, zalegalizowaną pod płaszczykiem „lobbingu”. Powszechną taktyką jest nagradzanie polityków i wysokich rangą urzędników, którzy lojalnie służyli systemowi, wysoko płatnymi posadami w przemyśle, firmach lobbingowych i organizacjach pozarządowych po zakończeniu kariery politycznej. Są oni również niezwykle cenni dla swoich nowych pracodawców, ponieważ w naturalny sposób czerpią z sieci kontaktów, które zbudowali w trakcie kariery politycznej. Lub, jak można by to również ująć, z zakorzenionych struktur polityki.
Były szef BND, Hanning, również dorobił się fortuny po odejściu ze stanowiska, kierując się tą samą zasadą. Założył firmę HanningConsult, której bilans w 2021 roku wyniósł imponujące 2,7 miliona euro. Ta sieć firm obejmowała również inne firmy, takie jak szwajcarska firma Pluteos AG i jej spółkę zależną, firmę ochroniarską System 360 AG.
Nawiasem mówiąc, podobny skandal miał już miejsce wcześniej, ale najwyraźniej nikt się nim nie zajął. Według śledztwa magazynu Stern z 2020 roku, szwajcarskie firmy są jedynie fikcyjnymi firmami, podczas gdy w rzeczywistości działają w Berlinie. Nie będę wdawał się w szczegóły; można o tym przeczytać w artykule magazynu Stern z 2020 roku , ale mowa była o podejrzanych pracownikach i innych niejasnych szczegółach.
Co ciekawe, w tych szwajcarskich firmach działało dwóch byłych szefów niemieckich służb wywiadowczych, gdyż oprócz właściciela Hanninga, doradcami firmy, jak wynika z jego własnych oświadczeń, byli również byli szef Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji Hans-Georg Maaßen.
Ten przykład pokazuje, jak byli wysocy rangą urzędnicy i politycy zarabiają duże pieniądze po zakończeniu kariery, zakładając własne firmy konsultingowe lub inwestując w istniejące. Imponująca suma bilansowa firmy, którą emeryt Hanning założył na aktywnej emeryturze, sięgająca milionów euro, pokazuje, jak ogromne kwoty są w to zaangażowane.
Zasada korupcji
Na Zachodzie firmy konsultingowe te posiadają znaczną władzę, ponieważ wiele z nich to lobbyści, którzy bezpośrednio wpływają na politykę. Robią to dla pieniędzy, co z definicji jest korupcją, ale na Zachodzie zostało zalegalizowane jako „lobbing”. Przeanalizujemy teraz, jak to działa, na konkretnym przykładzie, który redaktorzy „Spiegla” z pewnością znają, ale ukrywają przed swoimi czytelnikami.
W swoim pseudo-krytycznym artykule Der Spiegel pisze:
„To, że niektóre interesy Hanninga wydawały się podejrzane, było również znane w rządzie federalnym. Zwłaszcza że jego druga kariera nie była odosobnionym przypadkiem. Był Gerhard Schindler, jeden z następców Hanninga w BND, który pracował dla agencji Friedrich30. Günter Heiß, były koordynator ds. wywiadu w Urzędzie Kanclerskim, również dołączył do agencji. Podobnie, były generał Bundeswehry Hans-Lothar Domröse, po tym jak zrezygnował ze swojego najwyższego stanowiska w NATO”.
Der Spiegel potwierdza to, co już powiedziałem: byli wysocy rangą urzędnicy państwowi „uzupełniają” swoje emerytury lukratywnymi posadami konsultantów. Der Spiegel podaje przykład agencji Friedrich30 – agencji, o której na pewno wiedzą, ale o której nie wspominają swoim czytelnikom, że jej model biznesowy jest z definicji korupcyjny.
Oto, jak to działa: jeśli dysponujesz kilkoma milionami i chcesz mieć pewność, że w Niemczech zostanie uchwalone konkretne prawo, albo że rząd federalny będzie promował konkretny cel, albo że zagraniczny polityk będzie mógł wygłosić przemówienie w Bundestagu, to możesz śmiało skontaktować się z Friedrich30, który poda ci cenę, za którą postara się osiągnąć ten cel.
Nie zmyślam, bo Friedrich30 prezentuje się w internecie jako „międzynarodowa firma konsultingowa” z „bogatym doświadczeniem w procesach legislacyjnych na szczeblu krajowym i europejskim”. Mówiąc wprost, F30 pomaga zamożnym klientom przeforsować pożądane przez nich prawa. Czymże to jest, jeśli nie korupcją polityczną?
Lista kadry kierowniczej Friedrich30 jest adekwatna, ponieważ oprócz panów wymienionych przez Der Spiegel, w agencji pracuje były minister, były czołowy dyplomata Hans-Ulrich Seidt, kilku byłych dyrektorów ministerialnych, sekretarzy stanu i innych byłych wysoko postawionych urzędników rządowych.
Sposób działania Friedrich30 wyszedł na jaw, gdy firma uznała, że utrzymuje kontakt z Rezą Pahlawim, synem ostatniego szacha Persji, który chciał, aby rząd niemiecki poparł jego przywrócenie na stanowisko szacha Persji i miał wygłosić przemówienie w Bundestagu. Zespół Friedrich30 określił to w negocjacjach jako „bardzo ambitny, ale osiągalny cel” i zaoferował miesięczną opłatę w wysokości 50 000 euro za wsparcie w próbach „doprowadzenia księcia Rezy Pahlawiego do władzy w Iranie”, co miało obejmować spotkania z licznymi członkami Bundestagu.
Oczywiście, Friedrich30 nie planował upublicznienia tych negocjacji, które uważał za poufne. Niestety, Friedrich30 nie rozmawiał z Pahlawim podczas negocjacji, ale padł ofiarą żartu telefonicznego – i cała rozmowa między kierownictwem Friedrich30 a rzekomym Rezą Pahlawim i jego zespołem została opublikowana. Szczegóły, oryginalny zapis w języku angielskim i niemieckie tłumaczenie można znaleźć tutaj .
Korupcja niemieckiej polityki jest widoczna w fakcie, że osoby, które zorganizowały ten żart telefoniczny, w rzeczywistości chciały porozmawiać z Arminem Laschetem, przewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych Bundestagu, ale jego biuro skierowało domniemanego Rezę Pahlawiego do Friedricha30, aby Friedrich30 mógł nawiązać kontakt z członkami parlamentu, takimi jak Laschet, za opłatą.
Co to jest, jeśli nie korupcja?
Ale czytelnicy Spiegla niczego się o tym nie dowiedzą; nie wiedzą, kim lub czym jest Friedrich30, o którym wspomina Spiegel.
Czy da się coś zrobić legalnie?
Dalej Der Spiegel pisze, ukrywając przed czytelnikami wszystkie informacje niezbędne do zrozumienia tekstu:
„W Komisji Kontroli Parlamentarnej Bundestagu, która ma nadzorować służby wywiadowcze, posłowie wielokrotnie podnosili problem takich konsultacji. Jednak żaden rząd federalny nie odważył się położyć kresu tej praktyce. Uzasadnienie było zawsze podobne: Niestety, nic nie dało się zrobić zgodnie z prawem przeciwko praktykom biznesowym byłych szefów wywiadu”.
Przynajmniej Der Spiegel pisze szczerze, że żaden rząd federalny „nie odważył się” nic z tym zrobić, ponieważ wpływ tych sieci na politykę Zachodu jest zbyt duży, aby jakikolwiek rząd mógł się z nim zmierzyć.
Stwierdzenie, że „ prawnie, niestety, nic nie da się zrobić z praktykami biznesowymi byłych szefów wywiadu”, jest absurdalne, ponieważ szefowie wywiadu są strażnikami tajemnic najwyższego szczebla i zrozumiałe byłoby jedynie, gdyby byli szefowie wywiadu mieli dożywotni zakaz przyjmowania jakichkolwiek pieniędzy z zagranicy, bezpośrednio lub pośrednio. Rząd nie odważy się jednak na wprowadzenie takiego zakazu, co oznacza, że jego celem jest umożliwienie innym krajom czerpania korzyści finansowych od byłych szefów niemieckiego wywiadu i innych byłych wysokich rangą urzędników.
I tu właśnie sprawa Hanninga znów staje się interesująca, ponieważ został on aresztowany za rzekome wykorzystanie nielegalnie zdobytych informacji niejawnych do stworzenia analizy dla azerskich służb wywiadowczych. Niemiecki prokurator nie jest z tego zadowolony, ponieważ Azerbejdżan ewidentnie nie należy do krajów, którym wolno wykorzystywać byłych wysokich rangą niemieckich urzędników.
Czy Hanning zostałby aresztowany, gdyby napisał analizę nie dla Azerbejdżanu, lecz na przykład dla USA?
Pytam w imieniu przyjaciela…
+++
Thomas Röper, urodzony w 1971 roku, piastował stanowiska kierownicze i w radach nadzorczych firm z branży usług finansowych w Europie Wschodniej i Rosji, specjalizując się w Europie Wschodniej. Obecnie mieszka w swoim nowym domu w Sankt Petersburgu. Mieszkając w Rosji od ponad 15 lat, biegle posługuje się językiem rosyjskim. Jego praca jako krytyka medialnego koncentruje się na (medialnym) wizerunku Rosji w Niemczech, ogólnej krytyce przekazów medialnych w mediach zachodnich oraz na tematach (geo)polityki i ekonomii.
Charakterystykę rzeczywistego stanu, w jakim obecnie znajduje się Polska i prowadzona przez nasze państwo polityka, trzeba rozpocząć od krótkiego rozpoznania i podsumowania tego, czego doświadczyliśmy na przestrzeni kilkudziesięciu lat.
Od zakończenia II wojny światowej, Polacy byli skazani na poruszanie się w niewielkiej przestrzeni, jaką pozostawiły nam zwycięskie mocarstwa, które przy okazji uzgodnienia podziału wpływów w Europie, ustaliły nowe granice Polski i zdecydowały o jej bezalternatywnej przynależności do sowieckiej strefy wpływów. W polityce rzadko mamy do czynienia z prostymi i jednoznacznymi sytuacjami, dlatego również w tym przypadku, empiryczna ocena postępowania stron współtworzących nowy porządek światowy nie jest taka, jak przedstawia się ją obecnie w propagandowej, czarno-białej tonacji.
Sojusznicy Polski – w tym miejscu mam na myśli przede wszystkim Wielką Brytanię, ponieważ Francja w 1945 roku miała niewiele do powiedzenia – którzy najpierw zachęcili Polskę do zbrojnego przeciwstawienia się ekspansywnej polityce Niemiec ze wszystkimi skutkami przegranej wojny obronnej w 1939 roku, w 1945 roku jednostronnie uznali, że zawarty z Polską układ nie obowiązuje już ani de iure, ani de facto, ani literalnie, ani co do istoty. Nie tylko zaakceptowali nową granicę wschodnią Polski, ale ponadto przeciwstawiali się zbytniemu rozszerzeniu granic państwa polskiego na zachodzie. Natomiast Związek Sowiecki, choć z jednej strony narzucił Polsce swoje zwierzchnictwo i wcielił do republik litewskiej, białoruskiej i ukraińskiej polskie kresy wschodnie z Wilnem i Lwowem, z drugiej jednak przeforsował korzystniejszy dla Polski wariant granicy zachodniej. Po kilkudziesięciu latach, relatywnie korzystna dla nas granica na Odrze i Nysie, jakkolwiek ustalona arbitralnie, jest utrwalona i pozostaje obecnie granicą państwa polskiego.
W ramach porządku jałtańskiego, w długofalowo pojmowanym interesie polskim było konserwowanie bytu Polski Ludowej, czyli niesuwerennego państwa polskiego, a więc unikanie gwałtownych wystąpień społecznych i nie podejmowanie radykalnych działań zmierzających do wyrwania się z sowieckiej strefy wpływów. Taką linię postępowania zastosował w praktyce prymas Stefan Wyszyński i taką postawę „samoograniczającej się rewolucji” zachowywała większość opozycji antykomunistycznej działającej od połowy lat 70. Trzeba w tym miejscu dodać, że w miarę upływu czasu państwo zwane Polską Ludową ewoluowało od stalinowskiej wersji państwa totalitarnego ku państwu o charakterze narodowym i autorytarnym. W takim państwie istniejącym w ramach porządku powojennego, naród polski posiadał względną swobodę trwania i rozwoju, w oczekiwaniu na zmianę sytuacji geopolitycznej, czyli rozpad imperium komunistycznego i unieważnienie podziału Europy.
Najważniejsza dla zrozumienia naszej dzisiejszej sytuacji zmiana, nastąpiła w 1989 roku wraz z unieważnieniem podziału Europy i zakończeniem sowieckiej okupacji wschodnich Niemiec i państw Europy środkowej, w tym Polski. Od tego momentu Polacy otrzymali większą swobodę wyboru własnej formy rządu i modelu gospodarczego. Zainicjowany odgórnie proces demokratyzacji oznaczał, że w Polsce mogła rozpocząć się cyrkulacja elit, uwzględniająca w większym stopniu dynamikę społeczną. Taka była istota wydarzeń, których symbolem stały się porozumienia zawarte przy tzw. „okrągłym stole”.
Polityka polska po 1989 roku koncentrowała się na realizacji dwóch powiązanych ze sobą strategicznych celów: przezwyciężaniu podziału jałtańskiego i dziedzictwa komunistycznego oraz radykalnej przebudowie gospodarczej, czyli zintegrowaniu polskiej gospodarki ze światem i z zachodnim modelem gospodarczym. Strategiczny cel polskiej polityki został osiągnięty na przełomie XX i XXI wieku wraz z przyjęciem Polski do paktu NATO (1997) oraz członkostwem w Unii Europejskiej (2004). Żelazna kurtyna została zlikwidowana, a państwa Europy środkowej zostały zintegrowane z państwami zachodnimi. Trzeba jednak zaznaczyć, że zniesienie barier i aplikacja liberalno-demokratycznego modelu ustrojowo-gospodarczego nie oznaczały, że automatycznie nastąpił zanik odrębności społecznych czy różnic w poziomie życia pomiędzy zachodnią i wschodnią Europą.
Niestety, wraz z formalną integracją Polski ze strukturami europejskimi i północno-atlantyckimi, nie zostały określone nowe wyzwania i nowe cele strategiczne. W XXI wieku Polska z własnej winy czy też przez zaniechanie, straciła busolę wytyczającą kierunek polityki państwa i wskazującą społeczeństwu pożądany kierunek rozwojowy. Powtórzmy: po 1945 roku było to cierpliwe dążenie do ewolucyjnego przekształcania komunistycznej Polski Ludowej w niepodległe państwo narodu polskiego. Po 1989 roku było to trudne i bolesne podążanie drogą reform ustrojowo-gospodarczych, prowadzącą do integracji niepodległej Polski z Europą zachodnią i zachodnim modelem ustrojowo-gospodarczym. Natomiast mniej więcej od roku 2004 powinien otworzyć się nowy etap, w którym Polacy mogliby skupić się wokół nowych strategicznych wyzwań, wynikających z naszej obecności w strukturach atlantyckich i europejskich i doniosłych zmian dokonujących się na świecie. Niestety, nie otworzył się, ponieważ w nowych okolicznościach, rządzące Polską elity nie potrafiły sformułować nowej wizji polskiej polityki.
=======================================
Zamiast tego mogliśmy obserwować proces utraty przez państwo polskie statusu państwa niepodległego i postępującej wasalizacji polskiej polityki oraz gospodarki, podporządkowanych decydentom w Berlinie i/lub Waszyngtonie. Jednym z przejawów tej wasalizacji było uwikłanie debaty publicznej w Polsce w wewnętrzne spory i animozje między dwoma zwaśnionymi obozami, czy też „plemionami”. Nastąpił regres jeśli chodzi o poziom dyskursu politycznego: racjonalną wymianę poglądów zastąpiły propagandowe prezentacje, niezwykle popularne w social mediach, ale szkodliwe i zaciemniające rzeczywistą sytuację Polski. Innym, niezwykle znaczącym przejawem wasalizacji jest tendencja do stosowania przez rządzących, niezależnie od opcji politycznej, polityki obrazowo opisanej przez Wojciecha Wasiutyńskiego jako „kult kolorowego ułana”. W tym miejscu przypomnę, że nieprzemijającą zasługą Romana Dmowskiego i jego uczniów, było wykazanie zagranicznego, agenturalnego zaplecza hurra patriotycznych działań i emocjonalnych uniesień zastępujących racjonalną i realistyczną analizę polityczną.
Rzeczywistej, niebezpiecznej dla przyszłości Polski sytuacji, charakteryzującej się zanikiem realistycznego i długofalowego myślenia i działania politycznego, nie zmieniło pojawienie się na scenie politycznej Grzegorza Brauna i Konfederacji Korony Polskiej – z postulatem odwrotu od wasalizmu i zastosowania zasady prymatu interesu narodowego także w polityce wewnętrznej.
Nie zmieniło, ponieważ zarówno Braun oraz jego zwolennicy nie zostali do chwili obecnej dopuszczeni do stanowienia o czymkolwiek, nawet do uczestniczenia w debacie publicznej.
Tak więc obecnie dominujące środowiska polityczne, wymazały z pamięci i publicznego dyskursu nie tylko doświadczenia kilkudziesięciu lat, w tym również niemałe własne dokonania na przestrzeni minionych dekad, ale jednocześnie cofnęły polską myśl polityczną do czasów poprzedzających narodziny nowoczesnych ruchów politycznych i ukształtowanie się szkoły realizmu politycznego, której najwybitniejszym przedstawicielem był Dmowski. Przywódcy nowoczesnych ruchów politycznych w XX wieku, notabene nie tylko z obozu narodowego, rozumieli, że działalność polityczna nie polega na bezmyślnym powtarzaniu efektownych i chwytliwych formułek, że patriotyzm nie polega na prowadzeniu narodu od klęski do klęski, że polityków rozlicza się nie z obietnic, ale z efektów ich pracy.
Nade wszystko zdawali sobie sprawę, że wyznacznikiem ich działalności są spójne programy polityczne, a nie zdobywanie władzy wszelkimi dostępnymi sposobami. Największą, dziejową zasługą Romana Dmowskiego było wzniesienie poziomu refleksji politycznej elity polskiej – obnażenie miałkości i tragicznych skutków działalności powstańczej w XIX wieku. Działalności nierzadko inspirowanej z zewnątrz a zawsze przynoszącej Polakom – obok niewątpliwej chwały – bolesne i trudne do odrobienia straty.
Z tych wszystkich umiejętności, opisanych powyżej, elita rządząca Polską zrezygnowała w XXI wieku. Kierując się nową i nadrzędną w stosunku do wszystkiego, zasadą skuteczności w zdobywaniu władzy, zaczęła ograniczać się do sterowania nastrojami społecznymi i odwoływania się do emocji, które są ważne dla wzmocnienia poczucia wspólnotowości i mogą być wykorzystywane w celach propagandowych, ale niekontrolowane przez rozum są zawsze złym doradcą w polityce. Wspomniany „kult kolorowego ułana” stał się aktualnym wyznacznikiem polskiego patriotyzmu. Emocjonalne reagowanie i programowa antyrosyjskość są sterownikami, przy pomocy których siły zewnętrzne mogą realizować w Polsce swoje własne cele. Oczywiście nie można wykluczyć, że interes sił zewnętrznych może być chwilowo i w pewnym zakresie zbieżny z polskim interesem narodowym, ale nie da się tego ustalić bez przeprowadzenia dogłębnej i racjonalnej analizy sytuacji geopolitycznej. Niestety, takich analiz, debat, dyskursów w Polsce nie ma. Z odstającymi od mainstreamu poglądami głoszonymi przez Brauna nie polemizuje się, tylko je histerycznie zwalcza.
Emocjonalny stosunek do świata i aksjomatyczna antyrosyjskość stanowią fundament nie tylko mainstreamowego przekazu medialnego, ale również szeroko pojętej pedagogiki, propagowanej przez system oświatowy. Wzorem postawy nie tyle obywatelskiej, bo to pojęcie w ogóle nie funkcjonuje, co patriotycznej jest tzw. „żołnierz wyklęty”, czyli ten, który wypowiedział wojnę komunistycznej Rosji i jej sługusom „na śmierć i życie” i w tej walce bohatersko wytrwał, wzorem XIX wiecznych powstańców – usque ad finem. W narracji historycznej dominuje apoteoza militaryzmu, czyli skoncentrowanie uwagi na wojsku i walczących żołnierzach lub powstańcach. Nic dziwnego, że dzieło prymasa Stefana Wyszyńskiego czy niezłomna postawa i dorobek intelektualny powojennej emigracji politycznej zostały odsunięte w cień. Nawet „Solidarność”, jej program i dokonania, nie są godne uwagi, za wyjątkiem życiorysów obecnych przedstawicieli elity, którzy swoją karierę polityczną rozpoczynali jako działacze opozycji antykomunistycznej lub działacze związkowi.
W takich okolicznościach nie dziwi, że w oficjalnej narracji stawia się znak równości między komunistycznym Związkiem Sowieckim a współczesną Rosją. Wcześniej ten sam zabieg niwelacji przeprowadzono na Polsce Ludowej, tak jakby nie było różnicy między okresem stalinowskim i Polską po przełomie w październiku 1956 roku. Podobne propagandowe fałszowanie rzeczywistości miało miejsce w okresie komunistycznym, gdy w urzędowym przekazie stawiano znak równości między przedwojennymi i powojennymi Niemcami albo między ruchami faszystowskimi i polskim obozem narodowym.
Zastosowanie czarno-białego szablonu i optyki jednowymiarowej, zdecydowanie ułatwiają sterowanie opinią publiczną. Zadziwia, choć nie powinno, ponieważ tutaj nie mówimy o racjonalnym postrzeganiu rzeczywistości, że ci sami ludzie, którzy obecnie pielęgnują kult „żołnierzy wyklętych” są oburzeni kultem Stepana Bandery i UPA na Ukrainie. Przecież to są dwie, narodowe w treści, odsłony tego samego uniwersalnego schematu: połączenia emocjonalnego oglądu świata z aksjomatyczną antyrosyjskością, która wybiela i usprawiedliwia wszystko, co antyrosyjskie i potępia wszystkich, którzy usiłują spojrzeć na Rosję przez pryzmat rzeczywistych faktów, a nie urojeń.
W jakim zatem kierunku powinna pójść odradzająca się realistyczna i racjonalna polska myśl polityczna, jakie obecnie stoją przed Polską nowe wyzwania? O pierwszym celu i niejako warunku sine qua non jakiegokolwiek odrodzenia, była mowa powyżej. Polska musi odzyskać niepodległość, czyli możliwość stanowienia przez jej elitę rządzącą polityki służącej naszym krótko i długofalowym interesom.
Bez tego, nie ma i nie będzie w ogóle mowy o w pełni realistycznym rozpoznaniu stanu rzeczy. Niestety, nie ma pomiędzy nami nowego, współczesnego następcy Dmowskiego, ponieważ tacy ludzie jak on pojawiają się raz na sto lat a nawet jeszcze rzadziej. Do wzniesienia refleksji politycznej na odpowiedni poziom, możemy dojść jedynie pracą zespołową i obsadzając najważniejsze stanowiska w państwie odpowiednimi i kompetentnymi ludźmi. Instytucje państwowe muszą zacząć pracować dla Polski i w jej interesie.
Na tym właściwie należałoby poprzestać, jednak na zakończenie spróbuję opisać pokrótce sytuację w jakiej, w mojej ocenie, obecnie znajdujemy się. Jesteśmy częścią Zachodu, skolonizowaną przez Stany Zjednoczone i Niemcy. Nie znam całościowego bilansu naszych relacji ze Stanami Zjednoczonymi, jednak polska polityka zagraniczna jest ewidentnie podporządkowana ambasadorowi amerykańskiemu w Warszawie, podobnie jak pod koniec XVIII wieku rzeczywisty ośrodek władzy w Warszawie znajdował się w ambasadzie rosyjskiej. Istnieją natomiast i są łatwo dostępne opracowania wykazujące kolonialny charakter relacji polsko-niemieckich – Polska stanowi zaplecze taniej siły roboczej i logistyki dla gospodarki niemieckiej i bilans relacji pozostaje dla nas zdecydowanie niekorzystny. Dopiero w tym kontekście należy oceniać często przywoływane w debacie publicznej saldo relacji Polska – Unia Europejska, które obejmuje jedynie część faktycznych relacji polityczno-gospodarczych Polski z państwami europejskimi. Mówiąc w skrócie, o ile przystąpienie Polski do Unii Europejskiej w minionych latach przyniosło Polsce szereg korzyści, o tyle obecnie, prawdopodobnie sytuacja uległa zmianie na naszą niekorzyść.
Trzeba jednak mieć świadomość, że Polska nie leży na pustyni, ale – jak wspomniano – stanowi część Zachodu w świecie wielobiegunowym, w którym liczą się jedynie wielkie mocarstwa czy też organizmy ponadnarodowe, takie jak Unia Europejska. Choćbyśmy chcieli, nawet po odzyskaniu suwerenności we własnym państwie, nie będziemy mieli wielkiego pola manewru. Możemy poruszać się w takiej przestrzeni, jaką będziemy potrafili sobie wypracować.
Największym naszym atutem jest, paradoksalnie, położenie geograficzne, które w warunkach wojny było (i będzie jeśli obecna wojna nie zakończy się) dla nas przekleństwem, jednak w warunkach pokoju, zważywszy rywalizację chińsko-amerykańską, sprawia, że możemy stać się częścią szlaku handlowego, tzw. „jedwabnego szlaku”. W tym miejscu, interesy amerykańskie nie pokrywają się z naszymi, ponieważ Stany Zjednoczone (także Wielka Brytania) usiłują zastopować rozwój szlaku łączącego Europę przez Rosję z Chinami.
Polska nie ma powodów by pozostawać w konflikcie z Chinami (także z Rosją). Mamy natomiast powód by obawiać się reperkusji w przypadku dążenia do uniezależnienia się od Niemiec (i od Stanów Zjednoczonych, oczywiście). Paradoksalnie, ewentualne zwycięstwo prawicowej AfD w Niemczech, zmniejszy nacisk na niepodległą Polskę ze strony Niemiec, ponieważ nowa polityka niemiecka zastopuje proces centralizacji Unii Europejskiej, tym samym zmniejszając możliwości Niemiec wpływania na Polskę za pośrednictwem instytucji unijnych. Ponadto, nowe Niemcy mogą zacząć wspierać dążenie Polski do uniezależnienia się od Stanów Zjednoczonych.
Największym lokalnym wyzwaniem, stojącym przed niepodległą Polską w XXI wieku jest nasza polityka wobec najbliższych sąsiadów na wschodzie.
Bezdyskusyjna jest konieczność unormowania stosunków z Białorusią. Sytuacja na Ukrainie wymaga skomentowania. Fantasmagorią są zgłaszane przez wpływowe osoby projekty bliskich relacji międzypaństwowych polsko-ukraińskich (symboliczna zapowiedź zniesienia granic zgłoszona przez Prezydenta RP). Pojednanie polsko-ukraińskie, na wzór pojednania francusko-niemieckiego po II wojnie światowej, będzie możliwe w odległej przyszłości, ale musi być poprzedzone pojednaniem polsko-niemieckim, które dotychczas nie nastąpiło. Polska nie jest dla Niemiec równorzędnym partnerem. Polska, aby zabezpieczyć swą wschodnią granicę, musi wyegzekwować od Ukrainy dokonanie radykalnych zmian i koncesji.
Nie sądzę aby to było realne, co oznacza, że pesymistycznie oceniam perspektywę relacji polsko-ukraińskich. Dlatego też uważam, że – paradoksalnie – dalsze sukcesy wojsk rosyjskich w wojnie na wschodniej Ukrainie leżą w długofalowym polskim interesie, ponieważ osłabiają Ukrainę demograficznie, militarnie, gospodarczo i geostrategicznie.
Polska będzie mogła wyegzekwować cokolwiek jedynie od Ukrainy słabej. Zrozumienie tego paradoksu całkowicie zmienia nasze postrzeganie aktualnej polityki Polski wobec Ukrainy i Rosji. Stosunek Polski do Ukrainy powinien być następujący: wspieramy słabą Ukrainę, gdy przeciwstawia się Rosji, natomiast absolutnie nie wspieramy budowy „Wielkiej Ukrainy”. Eskalacja czy przedłużanie konfliktu ukraińsko-rosyjskiego nie leży w długofalowym interesie Polski, ponieważ utrudnia rozwój tzw. „jedwabnego szlaku”.
Dyskusja na temat wyzwań stojących przed Polską w XXI wieku jest dopiero przed nami. Najpierw musimy odzyskać niepodległe państwo.
Wojciech Turek
Historyk i publicysta, mieszka w Gdańsku
Myśl Polska, nr 41-42 (11-18.10.2026)
Syjonizm jest rasizmem
[Nie, Wójcik źle używa pojęć. Syjonizm jest ideologią. Szatańską. Przecież żydzi to nie „rasa”, nie semici. Rasowo – mieszanka. Arabowie to semici. Mirosław Dakowski]
=======================================
Marek Wojcik 09.10.2026 r. world-scam/syjonizm-jest-rasizmem
Nie jestem zwolennikiem zachodnich partii zielonych. Nie dlatego, żebym popierał zanieczyszczanie środowiska. Wręcz przeciwnie działalność Zielonych szczególnie w Niemczech znacznie pogłębiła katastrofę ekologiczną i doprowadziła gospodarkę na skraj bankructwa. Dzisiaj jednak napiszę o uchwale brytyjskiej Partii Zielonych. Uchwale, która nazywa po imieniu syjonizm jako „etniczno-nacjonalistyczny projekt polityczny”.

Tekst tego filmu ukazał się w poniedziałkowym artykule Catlin Johnstone na caitlinjohnstone.com.au: Syjonizm jest oczywistą ideologią rasistowską. Źródło.
Nadużywana i bardzo stępiona strzała antysemityzmu praktycznie przestała już działać. Ogłaszanie światu, że przeciwnicy ludobójstwa są rasistami, nie jest już żadnym argumentem, którego politycy się boją.
Ministerstwo spraw zagranicznych Izraela stwierdziło w poście zamieszczonym w niedzielę na portalu X, że wniosek „stanowi wyraźny tekst antysemicki zgodnie z definicją IHRA (Międzynarodowego Sojuszu na rzecz Pamięci o Holokauście), ponieważ neguje prawo narodu żydowskiego do samostanowienia”. Źródło.
„Neguje prawo narodu żydowskiego do samostanowienia” jest argumentem identycznym z głoszonym przez nazistowskie Niemcy. Wtedy nazywało się to prawem do powiększania „przestrzeni życiowej”, a metody zdobywania tej przestrzeni zostały przez Izrael unowocześnione.

Tragedia Palestyńczyków w Gazie nie zaczęła się 7 października 2023 roku. Była zaplanowana we współpracy Hamasu z Mossadem.

Mamy ostatnio modę na nieudane zamachy terrorystyczne. Stanowią one udoskonalenie programu kampanii wyborczej dla Benjamina Netanjahu. W Nowym Yorku przyłapano terrorystów kanalarzy przy próbie podziemnego zamachu na premiera Izraela. „Zamach” na brytyjską bazę powietrzną Faiford, skąd startowały amerykańskie bombowce w kierunku Iranu. Naturalnie, że tylko Iran miał interes wspierać wybory w Izraelu. Samobójczy „zamach” w Mekce. Terrorysta partacz – ładunek nie eksplodował. Takie przypadki zdarzają się fachowcom z Mossadu, jedynie wtedy, gdy są zamierzone.
Skutek: rosną słupki wsparcia Netanjahu w najbliższych wyborach do Knesetu 27 października.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Jak wyglądałby świat, gdyby narody świata postanowiły pozwolić wszystkim rozwijać się w pokojowym współistnieniu? — Dlaczego to się nie sprawdza? Które problematyczne elementy należałoby zneutralizować?
Piotr Hanseler 9 paź 2026 forumgeopolitica/i-have-a-dream
Nasi czytelnicy znają argumenty wysuwane przez „Kolektywny Zachód”, by usprawiedliwić toczące się obecnie wojny – i prawdopodobnie te, które dopiero nadejdą – są one powszechnie znane i nie trzeba ich powtarzać do znudzenia; są puste i całkowicie nieszczere. W konsekwencji tych „uzasadnień” Zachód postrzega Rosjan jako agresywnych podludzi, którzy zaatakują Zachód, by osiągnąć swoje imperialistyczne cele – nie po raz pierwszy, ale wielokrotnie. A jednak za każdym razem to Zachód atakował, sprowadzając na Rosję śmierć i zniszczenie.
Izraelczycy nie uważają nawet Palestyńczyków – a tym samym wszystkich Arabów – za podludzi, lecz za zwierzęta. Chcą ich wytępić poprzez ludobójstwo, a resztę podporządkować sobie i rządzić pod rządami Izraela (Wielkiego Izraela); „Generalny Plan Wschodni” wyraża swoje poparcie. W oczach Zachodu Irańczycy to terroryści i masowi mordercy, napędzani religijnym fanatyzmem.
W tym tkwi sedno argumentów wysuwanych przez Kolektyw Zachodu. Mężczyźni i kobiety, którzy kształtują tę narrację w sferze publicznej i powtarzają ją niczym różaniec, wzorowali się na podejściu dr. Goebbelsa, któremu przypisuje się powiedzenie, że kłamstwo staje się prawdą, jeśli jest powtarzane wystarczająco często. Izraelczycy i wszyscy ich koledzy z Kolektywu Zachodu stosują tę samą formułę – z powodzeniem.
Fakt, że zasada ta nadal obowiązuje po II wojnie światowej, jest wyraźnym dowodem całkowitego upadku sceptycyzmu, antidotum na propagandę. Konsekwencje tego faktu są przerażające, gdyż nawet dziś wśród społeczeństwa jest wielu – zbyt wielu – zwolenników, milczących obserwatorów i tych, którzy wybierają drogę najmniejszego oporu.
W nazistowskich Niemczech Żydzi byli mordowani w tajemnicy. Większość ludności nie była w pełni świadoma tego, co się działo, a ludzie milczeli, jeśli dowiedzieli się o tym pocztą pantoflową. Przywódcy nazistowscy milczeli na temat tego ludobójstwa, ponieważ wierzyli, że społeczeństwo go nie zaakceptuje – i prawdopodobnie mieli rację. Sytuacja w Izraelu jest zupełnie inna: zdecydowana większość mieszkańców „Ziemi Świętej” popiera ludobójstwo na Palestyńczykach, które może śledzić każdy w internecie.
Oto krótki film pokazujący stan Gazy przed i po eskalacji zniszczeń. [w oryg. md]
W porównaniu z Gazą, Drezno wyglądało znacznie lepiej po bombardowaniach w 1945 roku; w Dreźnie zniszczono 25 000 mieszkań, podczas gdy w Gazie zniszczeniu uległo około 135 000 budynków!
Izrael przejdzie do historii jako mrożąca krew w żyłach opowieść ku przestrodze, zastępując nazistowskie Niemcy – to zwrot akcji, który nie mógłby być bardziej cyniczny.
W Europie Zachodniej standardy polityczne i społeczne są równie żałosne. W Wielkiej Brytanii można zostać aresztowanym za sprzeciw wobec ludobójstwa w Strefie Gazy; nawet bezgłośne trzymanie transparentu z napisem „Jestem przeciwny ludobójstwu. Popieram Palestine Action” jest uważane za naruszenie artykułu 13 Ustawy o Terroryzmie . To właśnie doprowadziło do aresztowania Grahama Basha, starszego Żyda , w Londynie. Jeśli sprzeciwiasz się ludobójstwu i solidaryzujesz się z mordowanymi, jesteś terrorystą.
Uważam Gazę za ogromny obóz koncentracyjny, a więźniowie mają prawo bronić się wszelkimi możliwymi sposobami, jak to miało miejsce w październiku 2023 roku. Kiedy więźniowie w Sobiborze zabili strażników i uciekli, uznano to za bohaterstwo – zobacz film „ Ucieczka z Sobiboru” . Dziś jesteś nazywany terrorystą, nawet jeśli okazujesz wsparcie tym biednym duszom, trzymając transparent.
Jeśli wziąć media za miarę, to wszyscy Europejczycy są rusofobami. W sensie absolutnym z pewnością nie odpowiada to prawdzie. Jednak większość tych, którzy nie są rusofobami, milczy. Niektórzy z wygody, inni prawdopodobnie ze strachu przed prześladowaniami. Co ma chronić „przeciętnego obywatela”, skoro nie udało się ochronić tak prominentnej postaci jak Jacques Baud ? Rozmawiając z ludźmi w Europie Zachodniej w bardzo prywatnym otoczeniu, staje się jasne, że pozytywne uwagi na temat Rosji w „neutralnej” Szwajcarii co najmniej nie sprzyjają karierze. Osobiście, szwajcarski bankier średniego szczebla jasno mi dał do zrozumienia, że uważa postępowanie Szwajcarii jako państwa neutralnego wobec Rosji – i postępowanie jego pracodawcy wobec klientów mających powiązania z Rosją – za niedopuszczalne i nielegalne. Ma jednak dwójkę dzieci i dom obciążony hipoteką, dlatego czuje, że nie może wyrazić swojej opinii przełożonym.
To wyraźny sygnał, że osobiste poglądy ludzi nie mają już znaczenia i nie mają żadnego wpływu. Obawa przed negatywnymi konsekwencjami jest zbyt silna. W konsekwencji wpływ, jaki nieliczni odważni ludzie wywierają na opinię publiczną, jest znikomy. W rezultacie ci, którzy sprawują władzę, już odnieśli zwycięstwo.
Rusofobia i postawy ludobójcze w Europie są nie tylko społecznie akceptowalne, ale poprzez neutralizację odmiennych opinii, o których mowa powyżej, stały się częścią agendy mediów publicznych i polityki. Agenda ta charakteryzuje się „monoteistycznym” światopoglądem, który uniemożliwia jakąkolwiek dyskusję: Jest tylko jeden Bóg. I jest tylko „nasza” opinia, „nasza” prawda. „Nasza demokracja”.
Czy zło zwyciężyło? Czy moje przemyślenia na ten temat, wyrażone w artykule z listopada 2025 roku „ Czy zło zwycięży ?”, są już nieaktualne? Całe kontynenty są zatrute kłamstwami, które stały się jedyną prawdą. Nie ma już potrzeby zabijania ani zmuszania przeciwników tej polityki do zniknięcia. Panuje strach i sprawia, że odmienne opinie znikają – misja wykonana.
Maszyna nienawiści, skonstruowana z wielką precyzją, sprawnie działa we wszystkich starych partiach. Polityka, przemysł i media – po raz kolejny – stały się jednością; wyraźny dowód faszyzmu. Mechanizm kontroli, który ucisza „przeciwników”, opiera się na zinstytucjonalizowanym i prawnie skodyfikowanym strachu. Strachu przed utratą pracy, pozycji społecznej i reputacji. Niewielka resztka, która odmawia zastraszania, jest poddawana sankcjom, które prowadzą do wywłaszczenia wszystkich zasobów finansowych i całkowitego pozbawienia praw. Sankcje te podważają godność człowieka i wynikające z niej prawa podstawowe. Mechanizm polityczny i administracyjny, który sprawia, że średniowieczny zakaz cesarski wydaje się trywialny w porównaniu z nim. Jeśli prawa podstawowe zostaną wyeliminowane, fundament, na którym opiera się każde społeczeństwo, zostanie utracony. Nawiązuję do mojego wykładu z 3 września: „ Godność człowieka jest niematerialna” – naprawdę? Wystarczy spojrzeć 90 lat wstecz, aby dostrzec tę samą erozję społeczeństwa.
Ustawa o pełnomocnictwach z 1933 roku powstała w wyniku ataku pod fałszywą flagą (pożar Reichstagu) i braku kręgosłupa niemieckiego parlamentu. Jego nienazistowscy członkowie zostali oszukani i/lub zastraszeni. Doprowadziło to do powstania struktury władzy porównywalnej z dzisiejszą. „ Prawem jest to, co służy narodowi niemieckiemu ” – żart Hansa Franka na Kongresie Prawników Niemieckich w 1933 roku. Trudno dostrzec zasadnicze różnice między rokiem 1933 a 2026. Obecnie polityka UE jest nie tylko egzekwowana w Niemczech z pełną siłą władz, ale objęła całą UE. Na czele tej ponadnarodowej struktury stoi Ursula von der Leyen, która została wyniesiona do władzy bez demokratycznego mandatu. W przeciwieństwie do tego, urząd kanclerza Adolfa Hitlera został legitymizowany demokratycznie.

Bezpośrednia wojna w Europie między NATO a Rosją toczy się już w ludzkich umysłach. Beczka prochu jest pełna. Błahy atak pod fałszywą flagą w Lipsku (Rosja podobno zaatakowała Niemcy dronem za 199 euro) nie wystarczył jeszcze, by zapalić iskrę w beczce prochu; będą kolejne iskry, aż w końcu to wystarczy.
Alternatywna koncepcja — marzenie — wyglądałaby inaczej i byłaby błogosławieństwem dla całej ludzkości.
Dr Martin Luther King zapłacił za swoje marzenie życiem. Gdyby rządy świata poszły w ślady Martina Luthera Kinga – a nigdy nie słyszałem ani jednego autorytatywnego głosu sprzeciwiającego się marzeniu tego bohatera – i gdyby wszyscy ludzie na tej ziemi byli traktowani równo, powody toczących się obecnie wojen stałyby się nieaktualne, a my mielibyśmy pokój.
Rosjanie byliby ludźmi – a nie imperialistycznymi, brutalnymi podludźmi ze Wschodu. Irańczycy nie byliby muzułmańskimi, krwiożerczymi, religijnymi terrorystami kontrolowanymi przez „mullahów”. Chińczycy nie byliby bezdusznymi komunistycznymi robotami, pragnącymi podporządkować sobie Zachód. Niemcy nie byliby nazistami z wypranymi mózgami, uwiedzionymi po raz kolejny; Amerykanie nie byliby niewykształconymi, prymitywnymi, nierzetelnymi pyskaczami, którzy szantażują świat; i wreszcie, Brytyjczycy nie byliby psychopatami z mgieł Albionu, którzy wciąż pragną rządzić światem.
My, ludzie, po prostu żylibyśmy razem, rozwiązywalibyśmy konflikty pokojowo i nigdy nie pomyślelibyśmy o grożeniu innym śmiercią czy zniszczeniem, nie mówiąc już o atakowaniu ich lub niszczeniu.
Jestem pewien, że gdyby odbyło się ogólnoświatowe referendum, ta prosta struktura świata z pewnością spotkałaby się z uznaniem około 99% populacji świata.
Mimo że szanse na realizację tego marzenia są w tej chwili nikłe, opisywanie tego marzenia, tego celu, jest przyjemnością.
W czasie wojny kraje zwiększają wydatki na obronę do astronomicznych poziomów. Jesteśmy już w stanie wojny, a wydatki na obronę już wzrosły. Gdyby te koszty zostały wyeliminowane, rządy mogłyby skupić się na tym, do czego ludzie je wybrali: na poprawie życia ludności poprzez inwestycje w infrastrukturę, edukację, opiekę zdrowotną i tak dalej.
W tym idealnym świecie nie byłoby sankcji; handel towarami i przepływ pieniędzy byłby swobodny i nieskrępowany, a tym samym znacznie bardziej efektywny i tańszy. Skorzystałby na tym każdy człowiek na świecie.
Kraje takie jak Rosja i Iran nagle stałyby się najbogatszymi krajami na planecie – ograniczając się do zaledwie dwóch największych spośród obecnie walczących stron. I to ostatecznie jest jeden z głównych powodów, dla których to marzenie obecnie się nie spełnia. Nazywa się zazdrość – obok chciwości, najsilniejszą siłą w istotach ludzkich. Wielu ludzi myśli, że zazdrość jest problemem klas niższych, które pragną lepszego życia. Jednak tak nie jest. Spotkałem miliarderów, którzy mogli naprawdę zaspokoić każde materialne pragnienie jednym skinieniem głowy. Jednak zazdrościli tym, którzy byli jeszcze bogatsi. Perwersyjne, ale prawdziwe. Dotyczy to również superelity, której nigdy nawet nie widzimy. Ludzie z największą władzą automatycznie chcą być najbogatsi, ponieważ boją się, że w przeciwnym razie stracą swoją władzę.
Świat marzeń możnych wygląda inaczej; znajduje to odzwierciedlenie w obecnej sytuacji. Z jednej strony zarabiają biliony na wydatkach wojskowych – biznesie charakteryzującym się ogromnymi prowizjami i marżami zysku. Oaza komfortu, stworzona dla skorumpowanych liderów biznesu, polityków, analityków politycznych, lobbystów i głównego nurtu mediów. Świat marzeń, który opisałem, oznaczałby koniec tego biznesu. Ten biznes jest tak lukratywny, ponieważ znikoma część światowej populacji może podzielić te ogromne sumy między siebie, zostawiając wystarczająco dużo, by przekupić decydentów w polityce, biznesie i mediach.
Nie wystarczy po prostu posmarować tych pań i panów, żeby dostać kontrakt za pośrednictwem organu takiego jak parlament, bo posmarowanie ich jest jak wynajem. Trzeba ciągle płacić. Przekupując ludzi i integrując ich z łańcuchami wartości, zmniejsza się koszty wsparcia, czas zarządzania, a tym samym pieniądze. Młodych polityków wspiera się stypendiami i wysoko płatnymi, beznadziejnymi posadami, obiecując im, że po wypełnieniu obowiązków na stanowisku politycznym, dostaną inną pracę, której bez pomocy nigdy by nie znaleźli. Im głupszy człowiek, tym niższe koszty.
Doskonały przykład:
Annalena Baerbock. Choć głupia jak but, „uczęszczała” przez kilka miesięcy do Londynu zamiast do London School of Economics (2004–2005), została ministrem spraw zagranicznych (2021–2025), a następnie przewodniczącą Zgromadzenia Ogólnego ONZ (2025–2026), a obecnie jest profesorem praktyki zawodowej na Uniwersytecie Columbia. Jej pensja będzie wynosić od 250 000 do 400 000 dolarów. Pozostawię wyobraźni czytelnika, aby zgadł, jak prezydent Uniwersytetu Columbia dał się przekonać do zatrudnienia takiej osoby – która nie zna nawet swojego ojczystego języka – na stanowisko profesora.
To nie są nowe historie. Joschka Fischer, który porzucił szkołę średnią, po objęciu stanowiska ministra spraw zagranicznych i wicekanclerza Niemiec (1998–2005) został profesorem wizytującym na Uniwersytecie Princeton – bez dyplomu ukończenia szkoły średniej i bez śladu wykształcenia uniwersyteckiego – licencjatu, doktoratu ani habilitacji – gdziekolwiek. Trzeba by być nieco cynicznym, żeby sądzić, że ten zaszczyt bycia profesorem miał cokolwiek wspólnego z bombardowaniem Serbii.
Wiele karier przebiega według tego samego schematu: im słabsi kandydaci, tym bardziej podatni na wpływy – i tym taniej jest ich sponsorom osiągnąć swoje cele. Prezydent Macron nie znał pojęcia EBITDA , kiedy dołączył do Rothschild w 2008 roku; to jak murarz nieumiejący trzymać kielni. Chociaż awansował na partnera po zaledwie dwóch latach, jego rola w dużych transakcjach do tego momentu była określana jako „młodsza”: wypełniał arkusze kalkulacyjne w Excelu. W Rothschild awans od stanowiska podstawowego do partnera zajmuje zazwyczaj od 7 do 12 lat. Pan Macron otrzymał zatem pochwały, zanim oddał jakiekolwiek szczególne zasługi. To samo dotyczyło kanclerza Merza w BlackRock.
W ten sposób w Europie – i w USA również – tworzy się kariery, by montować podatne na wpływy i kontrolowane marionetki, które podążają za swoimi marionetkami i w żaden sposób nie służą życzeniom własnych społeczeństw. Dlatego też nie ma znaczenia, czy 99% ludzi pragnie pokoju i dobrobytu. Gdzie byśmy skończyli, gdyby plebs dostał to, czego pragnął?
Mając odpowiednie zasoby i zespół naukowców, z pewnością dałoby się wciągnąć w wir wydarzeń osoby pracujące za kulisami, ale obecnie – z czystej potrzeby fizycznej samoobrony – wielu z tych, którzy mają do tego wystarczające zdolności intelektualne, nie jest w stanie działać. Istnieje wiele publikacji na ten temat, ale większość z nich napisana jest przez nieznanych autorów, przez co stają się łatwym łupem dla tych, którzy odrzucają takie badania jako teorie spiskowe, tym samym stawiając autorów na spalonym .
Kilka tygodni temu spotkałem się na lunchu z grupą najwybitniejszych i najbardziej wpływowych analityków geopolitycznych Zachodu. Podczas posiłku zapytałem, czy oni również uważają, że teorie na temat pewnych grup ( głębokiego państwa , Rothschildów itd.) są trafne: Odpowiedź brzmiała: zdecydowanie tak — od wszystkich. Powodem, dla którego żaden z czołowych umysłów — a właśnie tacy byli ci uczestnicy — nie bada tego tematu i nie zwraca na niego uwagi opinii publicznej, jest samozachowanie. Nie wydaje się jeszcze możliwe rozwiązanie problemu za pomocą konwencjonalnych metod naukowych i dziennikarskich — strach po jednej stronie jest zbyt wielki, a siła po drugiej stronie jest równie potężna. Jednak nadejdzie czas, gdy marionetkarze będą popełniać błędy; patrz Epstein — „Concierge of Evil” — Dangerous Questions .
Moje marzenie jest jak raj, ale rzeczywistość jest koszmarem.
Mam to marzenie, o którym wielokrotnie wspominałem w tym artykule – marzenie o dobrobycie dla wszystkich, marzenie o sprawiedliwości. A przede wszystkim marzenie o pokoju. To właśnie to marzenie wielokrotnie inspirowało ludzi do buntu i walki, nawet w najgorszych, najciemniejszych okresach ich historii.
Nie jest pewne, czy jest to możliwe w okolicznościach panujących co najmniej od II wojny światowej – w których nieobieralne, tajne grupy, których istnienia można się co najwyżej domyślać, kontrolują losy świata. Kto ma siłę, odwagę i środki, by wywrzeć nacisk na te unikające światła potwory i postawić je przed globalną opinią publiczną i postawić przed sądem?
Czas ucieka. Jeśli na przykład Europejczycy osiągną swój cel i wybuchnie wojna z Rosją, to – zdaniem ministra spraw zagranicznych Ławrowa – będzie to zupełnie inny rodzaj wojny – i będzie krótka.
Apeluję do wszystkich decydentów na Zachodzie, aby przemyśleli swoją wojenną manię i w końcu nacisnęli na hamulce – zanim droga zamarznie, hamulce utracą wszelką siłę, a głupcy za kierownicą dopiero w momencie zderzenia zdadzą sobie sprawę, że są idiotami. Ludzkość zapłaci za to cenę.
Współczesna wędrówka ludów
Izabela BRODACKA
Opiszę Państwu co robię gdy znajdę w swoim pokoju zabłąkanego pająka. Przykrywam go szklanką nie dlatego, że się pająków brzydzę czy boję. Tylko dlatego, żeby łapiąc go nie uszkodzić go niechcący. Potem podkładam pod szklankę tekturkę i wynoszę pająka. W lecie do ogródka a w zimie na kwiatki, które jakaś dobra dusza hoduje na parapetach klatki schodowej mojej wielkomiejskiej kamienicy. Sąsiedzi uważają moje zachowanie za idiotyczne i z całego serca radzą mi potraktować kolejnego pajączka kapciem. Ale to moja sprawa co robię z pająkami w swoim mieszkaniu.
Gdyby jednak kilkadziesiąt pająków zechciało zająć moje mieszkanie musiałabym rozpocząć z nimi wojnę. Jeszcze lepszym przykładem są mrówki. Podziwiamy ich organizację społeczną ich ofiarność i pracowitość. Nigdy w życiu nie rozgrzebałabym mrowiska a zbierając grzyby staram się przeskakiwać przez drogi transportowe, którymi mrówki w lesie taszczą swoje ciężary.
A jednak kiedy moje mieszkanie chciały zająć mrówki faraona zmuszona byłam podjąć zdecydowane kroki aby się ich pozbyć. Są ładne, pracowite, przebojowe lecz nie chcę ich w swoim mieszkaniu.
Ten przydługi wstęp umieszczam dlatego, że coraz częściej spotykam się z poglądem, że chęć ograniczenia obecnej tragicznej w skutkach wędrówki ludów sprowokowanej przez lewacką ideologię jest związana z naszym polskim rasizmem, ksenofobią a w najlepszym przypadku lękiem przed nieznaną kulturą, czy też z uprzedzeniami wobec innego koloru skóry.
Ostatnio znajoma, osoba dobra i życzliwa, która dokarmia cudze dzieci, oraz ofiarnie płaci za leczenie bezdomnych psów i kotów powiedziała, że hasło „Polska dla Polaków” budzi jej odrazę bo Polska powinna być dostępna dla wszystkich chętnych, co jej zdaniem wynika wprost z zasad chrześcijaństwa.
W jej deklaracjach jest sporo hipokryzji – jakoś nie przychodzi jej do głowy żeby zaofiarować swój piękny dom pod lasem wszystkim chętnym.
Ale nie chodzi o wytykanie Polakom kolejnej wady narodowej czyli tym razem hipokryzji. Gdy rozpoczęła się wojna rosyjsko ukraińska wielu Polaków szlachetnie zaofiarowało swoje domy i mieszkania uciekinierom. Było to równie szlachetne co mało rozsądne. Musieli po pewnym czasie wymówić gościnę przybyszom co nieuchronnie wywoływało wzajemne pretensje.
Polscy uciekinierzy przed stanem wojennym mieszkali na ogół we Włoszech czy we Francji w obozach, nikt nie ofiarowywał im obywatelstwa ani prawa pracy i pobytu. Musieli o te przywileje długo się starać i na nie naprawdę zasłużyć. Moja miła i dobra koleżanka nie czytuje Warszawskiej Gazety a ja nikogo na siłę nie indoktrynuję politycznie ani nie nawracam. Gdyby czytała znałaby słowa kardynała Stefana Wyszyńskiego umieszczane w każdym numerze tej gazety na szczycie drugiej strony. „Każdy Naród pracuje przede wszystkim dla siebie. a nieszczęściem jest zajmowanie się całym światem kosztem własnej Ojczyzny”. Kardynał Wyszyński jest dla niej, jak dla wszystkich niekwestionowanym autorytetem i może zmieniłaby poglądy.
To co mówi koleżanka i ważniejsze – to co mówi wielu młodych ludzi jest moim zdaniem wynikiem -jak nazywa to Stanisław Michalkiewicz -„ duraczenia” społeczeństwa czyli wieloletniego jego ogłupiania. To wynika nie tylko z propagandy prowadzonej przez tak zwane media głównego nurtu, to wynika przede wszystkim z powszechnej wśród ludzi chęci dostosowania się do swego środowiska, bycia- jak to się kiedyś mówiło – comme il faut czyli jak trzeba.
Takim skrajnie zdemoralizowanym środowiskiem jest obecnie środowisko naukowe. Trudno sobie wyobrazić jakie brednie są w stanie formułować i popierać ludzie, którzy teoretycznie rzecz biorąc powinni opowiadać się po stronie prawdy i jej poszukiwać. Prowadzą badania i pozyskują granty na temat rzekomo istniejących kilkudziesięciu płci, czy na temat globalnego ocieplenia. Studenci i młodzi pracownicy naukowi z konieczności muszą się do nich dostosować. Wróciły czasy przypominające czasy stalinowskie gdy nikt nie ośmielał się kwestionować poglądów wielkiego językoznawcy, jak nazywano Stalina, ani tez diamatu. Diamat – przypominam – był to katechizm marksizmu i leninizmu, od którego odstępstwo groziło śmiercią lub kalectwem.
Obecnie grozi śmiercią cywilną, bo przecież dla naukowca tym właśnie jest wykluczenie ze środowiska.
Kolejnym zawodem społecznego zaufania, który prawie całkowicie stracił to zaufanie jest zawód lekarza. Jak uczciwy lekarz może wspierać tranzycję przeprowadzaną bez zgody rodziców jeżeli dobrze wie, że nie wolno mu bez zgody rodziców podać dziecku nawet aspiryny?
Jak uczciwy lekarz może stosować definicję śmierci mózgowej umożliwiającą rozebranie na części zapasowe chorego w stanie śpiączki jeżeli istnieje przynajmniej kilkaset dobrze udokumentowanych przypadków wyprowadzenia chorego z tego stanu i przywrócenia go do życia.
Podobnie do czasów stalinowskich, kiedy nikt nie ośmielał się kwestionować bredni diamatu, a przyjaźń ze Związkiem Radzieckim była dogmatem, prawie nikt ze współczesnych polityków i ekonomistów nie ośmiela się kwestionować konieczności przynależności do upadającej Unii Europejskiej.
Współcześni młodzi ludzie realizują swoją potrzebę naprawiania świata angażowaniem się w wątpliwe akcje takie jak BLM (Black Lives Matter), który powstał w 2013 roku i skupia się na walce z rasizmem. Nikt nie neguje, że handel niewolnictwem był czymś nieludzkim i potwornym lecz rewindykacje są bardzo trudne a nawet najczęściej niemożliwe. Dobrze pokazuje to historia Australii.
W 1788 roku na teren Australii dotarła First Fleet (Pierwsza Flota) pod dowództwem Arthura Phillipa. Brytyjczycy, uznając kontynent za terra nullius (ziemię niczyją), założyli Port Jackson – czyli dzisiejsze Sydney. Z czasem powstały Melbourne, Brisbane, Adelaide. Czy władze Australii powinny oddać Aborygenom domy, szpitale i fabryki powstałe na ich terenach?
Łatwo zrozumieć, że chęć poprawy swego losu jest rzeczą ludzką. Trzeba jednak również zrozumieć, że każda wędrówka ludów niesie ze sobą wojny rzezie, przemoc i nienawiść.
Publicysta Łukasz Warzecha oraz Forum Obywatelskiego Rozwoju zwrócili uwagę na przyjęte w czwartek przez Sejm ustawy, które radykalnie ograniczają wolność Polaków.
„8 października był czarnym dniem w historii polskiego Sejmu i polskiej wolności” – ocenił Warzecha.
W czwartek opinia publiczna była skupiona na atakach z użyciem noża, do których doszło w polskich szkołach. W Leszczydole-Nowinach zamordowana została 37-letnia woźna. W czwartek wieczorem pojawiły się też doniesienia o rzekomym „krwawym piątku”. W piątek rano doszło natomiast do serii zatrzymań nastolatków w całej Polsce.
Tymczasem, jak zwracają uwagę publicyści oraz organizacje pozarządowe w czwartek Sejm przyjął szereg skrajnie antywolnościowych ustaw, które w tych okolicznościach rzecz jasna przeszły bez większego echa.
„8 października był czarnym dniem w historii polskiego Sejmu i polskiej wolności. Chyba nigdy jednego dnia nie przyjęto czterech tak fatalnych, skrajnie populistycznych ustaw” – napisał w swoich mediach społecznościowych Łukasz Warzecha.
Jak wskazał, chodzi mu o ustawy, które nazwał: „prohibicyjną”, „cenzorską”, „o dopłatach dla biednych artystów”, „wprowadzającą drakońskie kary za złamanie przepisów na przejeździe kolejowym”.
Na bardzo podobny zestaw ustaw, z jedną tylko różnicą, zwróciło uwagę Forum Obywatelskiego Rozwoju. Według FOR „chyba nie było takiego dnia jak wczoraj, w którym tak wyraźnie widać, że rząd Tuska ma niewiele wspólnego z liberalizmem”. Organizacja również wymieniła cztery ustawy, ale jedna z nich nie znalazła się w katalogu Warzechy.
Po pierwsze FOR wskazało na ustawę wprowadzającą cenzurę w sieci. „Nikt nie sympatyzuje tu z przestępcami, ale natychmiastowa wykonalność blokad i szeroki katalog naruszeń to gotowy mechanizm arbitralnego wpływania na obieg informacji” – podkreślono.
Po drugie wymieniono wprowadzenie ogólnopolskiej prohibicji. Po trzecie wskazano na ustawę dającą „prawo samorządom (i wspólnotom) do zakazywania najmu krótkoterminowego w wybranych strefach”, co w ocenie FOR jest „jawną nadregulacją i łamaniem swobody gospodarczej”.
Po czwarte wreszcie wymieniono ustawę wprowadzającą dopłaty do składek dla artystów. „Płaci podatnik – w tym fryzjer czy mechanik o identycznych dochodach, którzy żadnych dopłat nie dostaną, bo komisja nie uznała ich za »artystów«” – wskazano.
„Wszystko to sprowadza się do traktowania obywateli jak niespełna rozumu dzieci, które trzeba odciągać od internetu, półki z piwem czy dysponowania własnym mieszkaniem i portfelem” – podkreślono.
W ocenie FOR nie jest to przypadek, ale konsekwentny kierunek w polityce uśmiechniętej koalicji. Rząd Tuska zamiast odwracać antyliberalne pomysły wprowadzone za czasów poprzedników część z nich zakonserwował, a do tego dokłada swoje.
Wychowanie w trzeźwości
Sejm przyjął w czwartek wieczorem nowelizację ustawę o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Przepisy przewidują wprowadzenie nocnej prohibicji w całym kraju w godz. 22.00 – 6.00. Z zakazu wyłączone będę m.in. lokale gastronomiczne.
Za przyjęciem ustawy głosowało aż 400 posłów. Poparła ją większość posłów KO, PiS-u oraz Rozwoju Plus, a w przypadku PSL, Lewicy, Polski 2050, Centrum oraz Razem wszyscy. Przeciwko było m.in. 3 posłów Konfederacji Korony Polskiej oraz 14 posłów Konfederacji Wolność i Niepodległość. Od głosu wstrzymało się 4 posłów, a wśród nich znalazł się Konrad Berkowicz.
Cenzura w sieci
Sejm uchwalił w czwartek ustawę pozwalającą na blokowanie nielegalnych treści w internecie, która pod pretekstem bezpieczeństwa wprowadza cenzurę w sieci. Pierwsza wersja przepisów w tej sprawie została zablokowana w styczniu przez prezydenta Karola Nawrockiego.
Projektu ustawy nie było w porządku obrad obecnego posiedzenia Sejmu. Jego drugie czytanie odbyło się w Sejmie na początku września i czekał na dalsze procedowanie — bez terminu głosowania. Do bloku głosowań trafił w czwartek po południu, po słowach premiera Donalda Tuska o rzekomej konieczności procedowania przepisów pozwalających na blokowanie mowy nienawiści w sieci.
Za przyjęciem ustawy głosowało 242 posłów, 61 było przeciw, a 136 wstrzymało się od głosu. Poparli ją rzecz jasna posłowie uśmiechniętej koalicji oraz Razem. Wstrzymali się od głosu w większości przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości. Przeciw były Konfederacja WiN, Konfederacja KP, Demokracja oraz większość klubu Rozwój Plus.
Dopłaty dla artystów
Sejm uchwalił w czwartek ustawę o zabezpieczeniu społecznym osób wykonujących zawód artystyczny. Najważniejszym elementem ustawy jest mechanizm dopłat do składek, który jest skierowany do artystów o dochodach poniżej określonego progu. O dopłatę będzie mogło się ubiegać ok. 21 tys. twórców o najniższych dochodach.
Za ustawą głosowało 232 posłów, 197 było przeciw, 4 wstrzymało się od głosu. Poparli ją w zdecydowanej większości posłowie uśmiechniętej koalicji, choć większość klubu Centrum głosowało przeciwko. Za była partia Razem oraz kilku przedstawicieli PiS-u. Przeciwko opowiedziała się reszta tego klubu, Rozwój Plus, Demokracja, a także dwie Konfederacje.
Kary na przejazdach kolejowych
Sejm uchwalił w czwartek nowelizację ustawy, przewidującą trzymiesięczną utratę prawa jazdy za wjazd na przejazd kolejowy na czerwonym świetle. W przypadku skazania za katastrofę na przejeździe kierowca otrzyma co najmniej trzyletni obligatoryjny zakaz prowadzenia pojazdów.
Za nowelizacją ustawy Prawo o ruchu drogowym zagłosował niemal cały Sejm. Ustawę poparło 422 posłów, w tym niemal cała Konfederacja WiN. Przeciwko było tylko 5 posłów, wśród których znalazł się Berkowicz, a 2 wstrzymało się od głosu. Przedstawiciele Konfederacji KP nie brali udziału w tym głosowaniu.
Najem krótkoterminowy
Sejm uchwalił w czwartek nowelizację wprowadzającą regulacje rynku najmu krótkoterminowego. Ustawa umożliwia wprowadzenie przez samorządy, wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe zakazu świadczenia takich usług w określonych strefach i nieruchomościach.
Za ustawą głosowało 407 posłów, przeciw było 24, a 9 wstrzymało się od głosu. Ustawę poparli niemal wszyscy posłowie uśmiechniętej koalicji, ale także PiS-u, Rozwoju Plus i Razem. Przeciwko byli przedstawiciele dwóch Konfederacji oraz Demokracji.

———————————-

————————————————–

————————————-

——————————

—————————————-

———————————–

—————————————————-

——————————————

———————————-

10 października 2026 Katarzyna Wozinska pch24/przeciez-i-tak-sie-pobierzemy-kilka-slow-o-zjawisku-mieszkania-razem-przed-slubem

Zamieszkajmy razem – taka propozycja kiedyś właściwie nie padała. Obecnie zaś odpowiada nie tyle stopniowi zaangażowania (i pojawieniu się planów na przyszłość), co chęci przejścia z etapu luźnych randek w faktyczny związek.
Niegdyś deprecjonujące określenie na kocią łapę oraz brzydko się kojarzący konkubinat zastępuje się dziś elegancko brzmiącą kohabitacją lub stale już obecnym w języku związkiem partnerskim. Osoby kohabitujące to potężna grupa. Wedle spisu powszechnego już niemal milion par (czyli niemal dwa miliony osób!) żyje w ten sposób. Nie każdy planuje ślub, więc czasem będzie to raczej stały związek nieformalny – niektórzy badacze uważają, i chyba słusznie, że trzeba wyodrębniać osoby, dla których wspólne mieszkanie razem stanowi etap przed formalizacją związku, od tych, którym papier do niczego nie jest potrzebny.
Mieszkanie razem stało się odpowiednikiem bycia razem – przy odpowiednich możliwościach lokalowych. W ciągu ostatnich dwóch dziesięcioleci ze względnie rzadkiego zjawiska przekształciło się w powszechny wybór. Według ostatniego spisu powszechnego od roku 2011 liczba ta wzrosła trzykrotnie(przy spadającym wskaźniku zawieranych małżeństw). Co ciekawe, również młodzież wierząca najczęściej mieszka razem – a odmienny styl życia potrafi wręcz budzić nieufność otoczenia. Jak to, nie chcecie sprawdzić, jak wam razem jest?
Przyczyny (a może pretekst?) są przyziemne. W czasach, gdy standardem nie jest wynajem pokoju, lecz mieszkania, dzielenie kosztu na dwoje jest korzystniejsze ekonomicznie. Jest to więc decyzja praktyczna – i obecnie oczywista społecznie. Trzeba mieć niemało samozaparcia i dużo odporności na presję norm społecznych, by… nie zamieszkać razem, mając do tego warunki. Co za paradoks – pół wieku temu było prawdopodobnie dokładnie na odwrót. Czy wyzwoliliśmy się spod „jarzma” społecznego oburzenia? Chyba tak, skoro najnowsze badania przeprowadzane wśród osób przygotowujących się do małżeństwa kościelnego, czyli zmotywowanych do sformalizowania związku zgodnie z wiarą, pokazały, że… aż dwie trzecie wszystkich takich par mieszka już razem. Choć wydaje się to powszechnie nieszkodliwym ułatwianiem sobie życia (i końcem hipokryzji), to, co widoczne, bywa bardzo zwodnicze. Kto śledzi statystyki demograficzne dotyczące trwałości związków, częstotliwości rozwodów i tym podobnych zjawisk, ten wyraźnie widzi, że nie jest dobrze.
Bardzo często świadomą motywacją dla wspólnego zamieszkania jest chęć zmniejszenia ryzyka rozwodu. Poznamy się, zobaczymy, jak nam jest tak wspólnie żyć. Ślub w wersji demo ma na oko duże poparcie wśród starszych pokoleń, którym wydaje się decyzją racjonalną. Tymczasem dane z kilku badań przeprowadzanych w rożnych krajach wykazują istnienie korelacji pomiędzy zamieszkiwaniem przed ślubem a rozpadem związku po nim.
Osoby, które nie mieszkały razem przed ślubem (a zatem ślub przyniósł realną różnicę) statystycznie tworzą związki znacząco trwalsze. Może to wynikać z różnych czynników (być może na przykład inny typ ludzi decyduje się na jedno i drugie). Pomimo wszelkich zmian cywilizacyjnych formalizacja związku wespół z radykalną zmianą stylu życia, jak wspólne zamieszkanie, nadal ma w sobie coś wyjątkowo spajającego.
Pół wieku temu razem przed ślubem mieszkała jedna do kilku par na sto. Trudne warunki lokalowe i wyższy poziom religijności połączony z kontrolą społeczną sprawowaną przez rodzinę i sąsiadów – to wszystko przekładało się na symboliczną obecność zjawiska. W latach dziewięćdziesiątych sytuacja zaczęła się szybko zmieniać, by po roku 2000 stać się czymś zwykłym. Wkrótce potem przyszła zmiana postaw wobec przedmałżeńskiego seksu i bycia razem „bez papierka”. Wszystko w duchu odchodzenia od ram instytucjonalnych i kulturowych na rzecz orientacji indywidualistycznej: to, co mnie wydaje się dobre, takim właśnie jest. Argument: Przecież nikomu nie szkodzimy współgra z: Skoro jest nam dobrze, skoro jesteśmy szczęśliwi, to tylko się cieszyć – to mówi wszystko o jakości naszych decyzji.
A poza tym i tak zamierzamy się pobrać – dodają niektórzy.
I o co tyle hałasu? Mało to jest udanych małżeństw, które pomieszkały razem wcześniej albo ich ślub przyspieszyła ciąża? Z indywidualnej perspektywy wiele spraw udaje się poukładać, a z czasem też przewartościować. Jednak uwspólnienie życia bez decyzji o trwałości i publicznym charakterze, a więc z odpowiedzialnością opartą wyłącznie na indywidualnym postanowieniu to wyraźny znak czasów. Zharmonizowany z tak poważnymi jakościami jak ograniczona zdolność do zobowiązań długoterminowych w młodych pokoleniach czy… rozpad wspólnoty na rzecz konglomeratu monad ustalających sami dla siebie zasady życia. Zasady – dodajmy – zmienne jak wszystko co oparte na ograniczonym, jednostkowym rozeznaniu (silnie uwikłanym w emocje) i jedynie wewnętrznej motywacji.
Utrata fizycznego dystansu i powiązanie wielu wymiarów życia pozwala rozsmakować się w byciu razem, ale też pozbawia „kleju”, jakim jest połączenie tego rozsmakowania z publicznie – i przed Bogiem – powziętym zobowiązaniem. Choćbyśmy się na to zżymali, instytucje kulturowe, takie jak małżeństwo, tworzą zobiektywizowaną ramę, niezależną od naszych zmiennych z natury emocji i z grubsza czytelną dla wszystkich zainteresowanych. Podejmując wspólne gospodarzenie i współżycie bez decyzji i zobowiązania – niejednokrotnie pakujemy się na minę: wspólne życie domaga się rozmaitych odpowiedzialności, których nie chcemy – lub nie wiemy, czy chcemy – dzielić z partnerem. Najpoważniejszą z nich jest rodzicielstwo.
Z czasem z miłej wizji postępu, uwolnienia się od oceniającego, pełnego hipokryzji wpływu innych i wyzwolenia autonomii uczuciowej jednostki, wyłania się obraz znacznie mniej przyjemny: rzeczywistość miłosna pełna lęku przed zależnością, utratą autonomii i dróg wyjścia. Nie ma w niej miejsca na ryzyko (paradoksalnie: i na poryw serca), a jedynie ciągłe upewnianie się i sprawdzanie bez końca.
Oparcie się na jednostkowych wyborach bez społecznej ramy okazuje się dla większości ludzi nie do wytrzymania. Nasz autonomiczny i swobodny uczuciowo „nadczłowiek” przestaje być godny zaufania. Rani i zostawia zgliszcza. Lęk przed obecnością drugiego w jego życiu, połączony z naturalnym pożądaniem tej obecności, kieruje go w błędne strony, jak utrzymywanie alternatywnych relacji na Tinderze, nabrzmiewająca redpillowo-feministyczna wojna płci i zupełne wycofanie się z etapu poszukiwania małżonka czy wreszcie – i to masowo – z realizacji roli prokreacyjnej.
Dowodów na to, że jako społeczeństwo w sumie naszych indywidualnych wyborów idziemy w złym kierunku, jest wystarczająco wiele, aby zaangażować się w swego rodzaju krucjatę na rzecz odbudowy zdolności do miłości. Powiązanie ślubu, przysięgi i uroczystości z tym, co faktycznie miały one zmieniać, to bardzo ważny krok na tej drodze.
Katarzyna Wozinska

——————————-

——————————-

———————————–

————————————

———————-

———————

—————————————

—————————–

——————-

10.10.2026 nczas/trump-zawarl-uklad-z-putinem-przez-zelenskiego-ukraina-nie-posluchala-prosb-usa

Prezydent USA Donald Trump zawarł układ z rosyjskim przywódcą Władimirem Putinem w sprawie importu rosyjskiego paliwa, ponieważ Ukraina nie posłuchała próśb USA o zaprzestanie ataków na rafinerie – podał portal Axios, powołując się na amerykańskiego urzędnika.
Według cytowanego źródła, Zełenski miał zignorować sześć próśb ze strony Waszyngtonu, by zaprzestać ataków na rosyjskie rafinerie. Według Trumpa ataki te przyczyniły się do rekordowych cen oleju napędowego na amerykańskich stacjach.
Trump publicznie wzywał Ukrainę do zaprzestania ataków. Zełenski deklarował gotowość do tego, jeśli Rosja powstrzyma się od uderzeń na ukraińską infrastrukturę energetyczną. Według Axiosa jednak Waszyngton chciał jednostronnego zaprzestania uderzeń i nie uważał rosyjskich uderzeń za równoważne z ukraińskim ostrzałem rafinerii.
– Zełenski źle odczytuje sytuację. Kontynuując ataki na rafinerię, niweczy dobrą wolę, którą zyskał u Trumpa przez ostatnie sześć miesięcy – powiedział anonimowy oficjel z USA.
Trump ogłosił w piątek, że porozumiał się z Putinem w sprawie importu do USA i innych krajów łącznie niemal 5 tys. ton rosyjskiego oleju napędowego przez najbliższe kilka miesięcy. Oznacza to też zawieszenie sankcji na rosyjskie paliwo do kwietnia 2027 r.
Zełenski powiedział w rozmowie z Axiosem, że był otwarty na taki ruch, jeśli byłby częścią szerszego zawieszenia ataków na obiekty energetyczne.
Decyzja Trumpa wzbudziła szerokie oburzenie wśród polityków w Kongresie, który zaledwie we wrześniu przegłosował ustawę – podpisaną później przez Trumpa – nakładającą obowiązek wprowadzenia sankcji i dodatkowych ceł na państwa sprowadzające rosyjską ropę naftową, paliwa i gaz. Trump ma czas do 18 października, by zrealizować ten obowiązek, lub odstąpić od sankcji i ceł. Wówczas jednak musi złożyć Kongresowi uzasadnienie tej decyzji.
Część komentatorów twierdzi, że układ z Putinem jest nielegalny, bo łamie postanowienia ustawy z 2022 r. zakazującej importu rosyjskich paliw. Według tego prawa, aby znieść ten zakaz, Trump musi zaświadczyć, że wojna w Ukrainie się zakończyła…

——————————-

[no i – Izraela…]
========================

——————————————–

——————————————————–

————————-

—————————

——————————-

————————–

————————–

——————————–

—————————————-

——————

————————————————

———————————


Tryb oszczędzanie energii. I pieniędzy. Cudzych.
===============================

to 10 ha? może chodzi o km2? – md
========================

————————————————–

———————————————–

————————————————————————

—————————

—————————-

—————————————-

———————–

| By antyk2013 on 07/10/2026 |
W każdą drugą sobotę miesiąca o godz. 12.00 gromadzimy się przy Krzyżu misyjnym, zaczynamy modlitwą Anioł Pański i idąc ulicami osiedla odmawiany tajemnice Różańca świętego, śpiewamy pieśni, dając publiczne świadectwo wiary. Zapraszamy pod Krzyż Misyjny na osiedlu Stara Miłosna, 05-077 Warszawa, róg ul. Fabrycznej i św. Jana Pawła ll. Grupa liczy na razie 15-25 osób. |
W 1968 roku Francję ogarnęła rewolucja studencka. O co tak naprawdę chodziło – nikt dokładnie nie wiedział – bo młodzi rewolucjoniści, którzy przy okazji wylansowali modę na eleganckie chińskie watowane kufajki, chcieli wykorzystać okazję, by – jak to młodzi – pofiglować z panienkami, a przy okazji – poganiać się z policją, co zawodnikom we własnych oczach przydaje heroizmu.
Ale wśród młodych rewolucjonistów byli też tacy, którzy to i owo czytali, a niektórzy z nich trafili nawet na pisma Antoniego Gramsciego, włoskiego komunisty, który jeszcze w latach 20-tych zauważył, że Marks się pomylił, a jego najważniejsze odkrycie, jakoby byt określał świadomość, co w rewolucyjnej praktyce przekładało się na strategię bolszewicką, nie jest warte funta kłaków. Tak naprawdę bowiem świadomości nie kształtuje żaden „byt”, tylko kultura. Tedy Gramsci uznał, że najważniejszą bitwą rewolucyjną będzie batalia o kulturę, a pierwsze starcie powinno dotyczyć zdobycia panowania nad językiem mówionym.
Potem miał nastąpić „długi marsz przez instytucje”, nie po to, by je zniszczyć, tylko – bo je opanować i dzięki nim zaprowadzić rewolucję komunistyczną na całym świecie, a szczególnie – we Francji. Nawiasem mówiąc, wygląda na to, iż walka o panowanie nad językiem mówionym została przed promotorów komunistycznej rewolucji wygrana, bo nawet środowiska, które trudno podejrzewać o sympatyzowanie z rewolucją, używają dziś określeń zasuflowanych im przez promotorów rewolucji.
Dzisiaj na przykład nawet przewielebne duchowieństwo nie używa już tradycyjnego określenia „dewianci”, tylko „LGBT” ewentualnie – „LGBTQ” – jakby nie było już żadnej normy, ani odstępstw od niej. Rewolucjoniści poszli zresztą krok dalej i zaczynają tępić kontrrewolucyjne określenie pod pretekstem zwalczania „mowy nienawiści”, która – jak to u totalniaków – ma być obecnie powszechnie i bez zastrzeżeń znienawidzona.
Tak się złożyło, że 10 lat po rewolcie 1968 roku poznałem we Francji epigona tamtych uniesień w osobie Greka, który był wielkim entuzjastą rewolucji. Zapytałem go kiedyś, kim chciałby zostać, a on odparł, że nauczycielem. Ja na to – to bardzo ładnie, ale czegóż ty być swoich uczniów uczył, kiedy sam niczego tak naprawdę nie umiesz? To go trochę zacukało, ale prawdziwy przełom nastąpił, gdy mu powiedziałem, że jeśli wybuchnie rewolucja to nie będzie bagietek.
– Jak to: nie będzie? – pytał zdumiony – a ja na to: a co ty sobie myślisz, że ty byś się tu całymi dniami rewolucjonizował, a piekarze, po staremu musieliby całe noce spędzać na pieczeniu bagietek? Oni też by chcieli zażyć rewolucji, więc bagietek by nie było. Na takie dictum zamyślił się głęboko i odniosłem wrażenie, że zasiałem w nim zwątpienie.
Wspominam tego Greka, bo Francją znowu wstrząsa rewolucja – tym razem nie studencka, tylko uczniowska. Uczniowie ganiają się z policją – tym razem pod pretekstem, że szkoły wprawdzie są, ale nie uczą tego, co trzeba. A czego by trzeba uczyć uczniów? Tego dokładnie nikt nie wie, więc obawiam się, że najlepiej niczego, a jeśli już czegoś to zbawiennych prawd, że głód wypędza wilka z lasu, a dla jednostek ambitniejszych – mądrości o globalnym ociepleniu – że złowrogi klimat ociepla się z przyczyn antropogenicznych – z czym zgadzają się wszyscy przedstawiciele nauki przodującej.
Warto przypomnieć, że nauka przodująca jest wynalazkiem Ojca Narodów, Chorążego Pokoju Józefa Stalina, który tak właśnie nazywał rewelacje ogłaszane przez Trofima Łysenkę. Dopóki Stalin żył, to nikomu nie przychodziło do głowy podważanie nauki przodującej, ale kiedy Stalin umarł, to również nauka przodująca zaczęła tracić blask.
Nie od razu, co to, to nie. Na przykład w Polskiej Akademii Nauk jeszcze w roku 1964 prof. Kazimierz Petrusewicz był wyznawcą tej nauki, aż jakiś życzliwy wytłumaczył mu, że już nie musi.
Wprawdzie jedne zbawienne prawdy odchodzą w mroki historii, ale to nic nie szkodzi, bo pojawiają się następne i w ten sposób nauka przodująca cały czas pozostaje żywa, niczym Lenin.
Władze francuskie podobno nie mogą sobie dać rady z rewolucją uczniowską i – jak donoszą niezależne media głównego nurtu – czekają na deszcz, w nadziei, że jesienne szarugi przegonią uczniów z ulic, gdzie znowu zapanuje porządek. Czy tak będzie – nie wiadomo – więc zamiast bawić się w takie zgadywanki, lepiej zastanówmy się, co sprawiło, że ni stąd, ni zowąd, tysiące, a nawet dziesiątki tysięcy francuskich uczniów wyległo na ulicę, zaczęło palić samochody i dokazywać z policją. Pewnej wskazówki może dostarczyć niedawna rewolta „żółtych kamizelek”,z którymi rząd też nie bardzo mógł sobie poradzić.
Skąd się ona wzięła – tajemnica to wielka, chociaż warto przypomnieć, że została ona poprzedzona wymianą opinii między francuskim prezydentem Macronem, a amerykańskim prezydentem Trumpem. Prezydent Macron, uzasadniając konieczność utworzenia europejskich sił zbrojnych niezależnych od NATO powiedział, że chodzi o obronę Europy, min. przed Stanami Zjednoczonymi. Prezydent Trump zwrócił uwagę, że Ameryka nigdy na Europę nie napadła i dodał z przekąsem, że gdyby nie USA, to w Paryżu wszyscy uczyliby się po niemiecku.
Na to ówczesny francuski premier poradził prezydentu Trumpu, żeby nie wściubiał nosa w nieswoje sprawy. Oooo, jak tak, to trzy dni później Francją wstrząsnął protest „żółtych kamizelek” z którymi rząd nie mógł sobie poradzić przez kilka następnych miesięcy.
W tej sytuacji ciekaw jestem, jakie przełożenia CIA może mieć na francuskich uczniów – oczywiście nie na wszystkich, tylko na tych najwybitniejszych, podobnie jak to było w roku 1968, kiedy to francuskim odpowiednikiem naszego Michnikuremka, który pojawił się w roku 1980, był słynny Daniel Cohn-Bendit, o którym poeta w nieśmiertelnym poemacie „Bania w Paryżu” napisał: że „ideolog Bendit-Cohn kapitalizmu wieści zgon”. Tego właśnie nie wiemy, a obawiam się, że tego nie wie również francuska razwiedka i dlatego czeka na deszcz.
Za pierwszej komuny Maciej Zembaty śpiewał „piosenkę polską o charakterze rosyjskim”, jak to praworządny obywatel „przekazał na punkt NKWD” jegomościa, który chciał się u nas zabawić, opowiadając tubylcowi, że „w Marsylii jest taki jeden bar”, gdzie „dziewczyny rozebrane kan-kana tańczą w takt, kelnerzy noszą wino, bandyci noszą frak”.
Piosenka kończyła się pogodną puentą, że „a dzisiaj ludzie na Krym jeżdżą – i dobrze”. Toteż u nas uczniowie się nie buntują, tylko posłusznie przyswajają sobie perły wiedzy, podawane im do wierzenia przez obywatelkę Nowacką Barbarę i pulchną panią Lubnauer. Inna rzecz, że u nas rząd „bardzo chce” stałej bazy wojsk amerykańskich, więc nie ma potrzeby nikogo buntować.
=================
Pan Redaktor widać na antypodach, bo tu różni chłopaczkowie mordują taśmowo woźne, panie nauczycielki i kolegów z klasy. Komu podpadliśmy? md
9 października 2026 pch/oskarzyla-izrael-o-ludobojstwo-otrzymala-nagrode-nobla-zydzi

Norweski Komitet Noblowski przyznał pokojową nagrodę Nobla prawniczce Navanethem Pillay. Pillay ostro krytykowała działania Izraela w Strefie Gazy, oskarżając władze tego państwa o ludobójstwo.
Pillay urodziła się w Durbanie w RPA, w rodzinie pochodzenia indyjskiego. Jako prawniczka przeciwstawiała się apartheidowi i broniła m.in. Nelsona Mandeli. Później była sędzią Międzynarodowego Trybunału Karnego dla Rwandy i Międzynarodowego Trybunału Karnego oraz Wysoką Komisarz ONZ do spraw Praw Człowieka. Odegrała istotną rolę w historycznym orzeczeniu trybunału dla Rwandy, który uznał, że gwałty i przemoc seksualna mogą wyczerpywać znamiona zbrodni ludobójstwa. Przyczyniła się również do przełomu w ściganiu osób winnych podżegania do ludobójstwa poprzez propagandę.
Ostatnio była przewodniczącą Komisji Śledczej ONZ ds. Okupowanych Terytoriów Palestyńskich, która w ubiegłym roku stwierdziła, że Izrael dopuścił się ludobójstwa w Strefie Gazy. Strona izraelska odrzuciła ten raport jako „skandaliczny”.
„W czasach, gdy rośnie liczba wojen i konfliktów, a sędziowie i instytucje prawa międzynarodowego są przedmiotem ataków politycznych, Komitet Noblowski pragnie przypomnieć, że zdolność do rozwiązywania konfliktów bez użycia siły lub przemocy zależy od międzynarodowej praworządności. Międzynarodowy system prawny, w ramach którego zbrodniarze wojenni są pociągani do odpowiedzialności, a ofiary nadużyć doczekują się sprawiedliwości, stanowi warunek wstępny dla pokojowego świata” – napisał Komitet Noblowski.
Decyzję o uhonorowaniu Pillay z zadowoleniem przyjęło Biuro Praw Człowieka ONZ, doceniając jej wieloletnie zaangażowanie na rzecz praw człowieka. – To wspaniała wiadomość – potrzebujemy więcej poświęcenia i zaangażowania w sprawę praw człowieka – powiedziała dziennikarzom w Genewie Shabia Mantoo, rzeczniczka Biura Praw Człowieka ONZ.
Pokojowa Nagroda Nobla jest przyznawana od 1901 r. Do tegorocznej nagrody zgłoszono 287 kandydatów: 208 osób i 79 organizacji.
========================
Poniżej reakcja zbrodniarzy:
Nagrodzenie Pillay ostro skrytykował władzę Izraela, przekonując, że „Goebbels bije prawo z piekła”.
„Gdyby istniała nagroda za kłamstwa, nienawiść i antysemickie oszczerstwa”, Pillay „byłaby faworytką” takiego konkursu — stwierdziła izraelska dyplomacja w oficjalnym komunikacie MSZ.
Zaznaczono, że wyróżnienie Pillay w piątek pokojowym Noblem „to nie uznanie sprawiedliwości, ale groteskowe wykorzystanie nagrody do legitymizacji nienawiści i uprzedzeń wobec Izraela”.
„Teraz, kiedy Komitet Noblowski nagrodził największe kłamstwo XXI wieku, Joseph Goebbels z pewnością oklaskuje to z piekieł” – dodało MSZ Izraela.
Źródło: PAP
„Każdy, kto twierdzi, że powinniśmy mieć wyłącznie armię zawodową, tak naprawdę domaga się tego, żeby Polska nie miała szans obronić się przed Rosją” – przemówił ex cathedra dr Sławomir Mentzen.
Lider Konfederacji jako naczelny argument przywołał przykład Ukrainy, sugerując, że bez masowej mobilizacji państwo ukraińskie nie byłoby zdolne prowadzić wojny.
Problem w tym, że Polska i Ukraina funkcjonują w zupełnie innych warunkach geopolitycznych, wojskowych i sojuszniczych. Mechaniczne przenoszenie doświadczeń ukraińskich na grunt polski jest więc co najmniej dyskusyjne.
Nie istnieje żaden historyczny determinizm, zgodnie z którym Polska musi znaleźć się w stanie wojny z Rosją. Tymczasem część uczestników debaty publicznej zachowuje się tak, jakby wojna była już przesądzona, a jedynym zadaniem państwa pozostawało przygotowanie odpowiednio dużej liczby ludzi do mobilizacji. To założenie jest błędne. Polska polityka bezpieczeństwa powinna służyć przede wszystkim niedopuszczeniu do wojny. Potrzebujemy nie tylko armii, ale także deeskalacji, dyplomacji, dialogu i poszukiwania modus vivendi z sąsiadami. Tych słów w polskiej debacie słychać dziś coraz mniej.
Mentzen pisze również: „W przypadku wybuchu wojny młodzi ludzie i tak zostaną wcieleni do armii. […] To w ich najlepszym interesie jest się do tego przygotować. Znacznie zwiększy to ich szansę na przeżycie”. To oczywista manipulacja. Nie każdy młody człowiek automatycznie podlega mobilizacji. Zresztą politycy, niezależnie od partyjnych barw, zdają się ignorować skalę społecznego oporu, jaki mógłby wywołać masowy, przymusowy pobór. Nie żyjemy w dwudziestoleciu międzywojennym. Przez sto lat zmieniło się społeczeństwo, nasza kultura i stosunek obywateli do państwa. Nie można zatem zakładać, że setki tysięcy młodych ludzi pokornie podporządkują swoje życie decyzjom polityków.
Istota problemu tkwi jednak gdzie indziej. Powszechny pobór nie rozwiąże zasadniczych problemów polskiego wojska. Współczesna wojna wymaga wysoko wykwalifikowanych specjalistów i zaawansowanych systemów technicznych: począwszy od obrony powietrznej poprzez łączność, na kryptografii skończywszy. Potrzebujemy także realnej, a nie papierowej obrony cywilnej. Samo zapędzenie dziesiątek czy setek tysięcy ludzi do koszar nowoczesnej armii nie stworzy.
Wojsko Polskie ma ograniczoną bazę szkoleniową. Objęcie obowiązkowym szkoleniem całych roczników wymagałoby tysięcy instruktorów, sprzętu, poligonów, miejsc zakwaterowania i gigantycznych pieniędzy. Łatwo więc wyobrazić sobie sytuację, w której efektem będzie głównie administracyjne pompowanie liczebności rezerw i tworzenie na papierze półmilionowej armii. Tyle, że taka sztucznie napompowana statystyka nie jest żadną miarą rzeczywistej zdolności bojowej państwa.
Żołnierz w wojsku jest i będzie potrzebny. Ale żołnierz przeszkolony, wyposażony i zmotywowany. Bez obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, bez bezzałogowych statków powietrznych i systemów ich zwalczania, bez rozpoznania, łączności i logistyki nie pomoże nam nawet milionowa armia. Dlatego pieniądze przeznaczane na masowy pobór należałoby w pierwszej kolejności skierować na technologie obronne, szkolenie specjalistów i ochronę ludności cywilnej. To prawdziwa lekcja Ukrainy.
Wojna to nie patriotyczny plakat. To śmierć, ciężkie rany, amputacje, kalectwo, trauma całych pokoleń i spustoszenie społeczne. Najważniejszym zadaniem odpowiedzialnego państwa nie jest więc przygotowanie jak największej liczby obywateli do pójścia na wojnę. Jest nim zbudowanie takich zdolności wojskowych i prowadzenie takiej polityki, żeby do tej wojny przede wszystkim nie dopuścić.
Czy to oznacza, że w ogóle powinniśmy zrezygnować z przeszkolenia wojskowego młodzieży, w szczególności młodych mężczyzn? Wręcz przeciwnie. Powinniśmy stworzyć mądry i racjonalny system takiego szkolenia, a następnie stopniowo wdrażać go w życie. Nie po to jednak, aby wyprodukować masę żołnierzy przeznaczonych do wykorzystania, czy wręcz utylizowania, w nie swoich wojnach, lecz po to, by państwo posiadało realną zdolność mobilizacyjną, przydatną również w przypadku klęsk żywiołowych, katastrof naturalnych czy innych poważnych zagrożeń.
Takie szkolenie powinno uczyć nie tylko podstaw wojskowości, ale również dyscypliny, współdziałania, udzielania pierwszej pomocy, reagowania w sytuacjach kryzysowych i odpowiedzialności za innych.
Przemysław Piasta
Małgorzata Todd www.mtodd.pl
Lobbiści 41/2026(795)
Na czym polegała wolna konkurencja? Na dostarczaniu na rynek pożądanych produktów, po możliwie najniższej cenie. Przeciwieństwem jest lobbing, który polega po prostu na przekupstwie. Lobbista, może dostarczać badziewie za granty „wyprodukowane” przez anonimowego podatnika, którymi, to grantami, dysponują rządy-nierządy. Tu ważne są układy personalne oparte na dojściu do łapówkarzy na odpowiednim szczeblu.
Załóżmy taką sytuację: rząd uznał, że należy dozbroić armię i ogłosił przetarg na produkcję amunicji. Z pośród wielu zgłoszeń rozpatrzmy dwa: producent krajowy z wieloletnim doświadczeniem proponuje dobry, sprawdzony produkt; konkurentem jest firma pracująca dla potencjalnego wroga i lobbing mająca w małym palcu. Kogo wybierze nierząd polski? Oczywiście lobbistę, tak ustawiając przetarg, żeby tylko jego badziewie mogło wygrać. Zyskiem podzieli się z kim trzeba.
„Demokracja walcząca” walczy właśnie o to, żeby bandytę, który dorobił się majątku na swym procederze, traktować jak lobbistę. Przedmiotem „lobbingu” byłoby odstąpienie od ścigania za przestępstwo. Zaprzyjaźniony z Żurkiem prokurator na pewno potraktowałby życzliwie takiego delikwenta.
Wracając do podziału na wolną konkurencję i lobbing, to w Unii Europejskiej, ta pierwsza jest na spalonej pozycji.
======================================
Lalka ladacznica
‒ Czy to taka specjalna lalka do profesjonalnej deprawacji dzieci? – zapytał DUCH CZAS.
‒ Nie. To jest lalka dla dorosłych, wychowanych w pogardzie dla myślących – odparła Małgorzata.
‒ Czyżbyśmy kontynuowali rozmowę o nieszczęsnym serialu?
‒ Wiem, że to zabrzmi niewiarygodnie, ale osobiście znam kogoś, komu ta, tak zwana adaptacja „Lalki”, się podoba.
‒ De gustibus not disputandum est.
‒ Załóżmy.
‒ Czyli nachalna reklama zrobiła swoje – stwierdził DUCH CZASU.
‒ Myślę, że tu jest głębsze dno.
‒ Właściwym adresatem nie jest rodzimy sztuczny inteligent?
‒ Właśnie. Cudzoziemiec oglądający serial powinien nabrać przekonania, że Polacy, to tacy podludzie. Potwierdzać to powinna postać dziewiętnastowiecznej polskiej hrabiny, która klnie jak szewc i nie umie się zachować z klasą.
‒ Klasą panującą wówczas – zaznaczył DUCH CZASU – bo obecnie, takie zachowanie „nobilituje”.
9 października 2026 pch24/kardynal-gerhard-mller-tak-maryja-jest-wspolodkupicielka-oto-dlaczego

Matka Boża jest Współodkupicielką. Ten tytuł w pełni sprawiedliwie opisuje Jej rolę w Bożym planie zbawienia. Maryja w pełnej wolności wypowiedziała „fiat”, dając w ten sposób wzór doskonałego chrześcijaństwa. Mówił o tym kardynał Gerhard Ludwig Müller, były prefekt Kongregacji Nauki Wiary.
Kardynał Gerhard Müller opublikował artykuł na temat roli Matki Bożej na włoskim portalu „La Nuova Bussola Quotidiana”. To treść przemówienia, które wygłosił w czwartek 8 października na konferencji międzynarodowej „De Maria numquam satis”, która odbyła się w Rzymie na Augustinianum.
Purpurat rozpoczął od kwestii fundamentalnych, pokazując, jaka jest natura relacji pomiędzy Bogiem a człowiekiem. „Bóg niczego nie zyskuje ani nie traci, pozwalając stworzeniom osobowym uczestniczyć w swojej nieskończonej Istocie, swoim Duchu i swojej niewyczerpanej dobroci. Łaska Boża nie wzrasta, im mniej myślimy o człowieku. Jego Majestat nie miażdży nas w proch. Wręcz przeciwnie: Syn, współistotny Ojcu, przyjmuje nasze uniżenie i staje się podobny do nas, ludzi, aż do śmierci na krzyżu, aby wywyższyć nas w swojej osobie ku chwale Boga Ojca. Jego doskonałość objawia się w tym, że stwarza nas bez nas i odkupuje od grzechu pierworodnego i grzechów osobistych czystą łaską” – mówił.
Następnie wskazał, że współpraca człowieka z Bogiem jest najwyższą godnością, jaką Bóg może przekazać ludzkości. „Bóg nie wyklucza nas z dzieła odkupienia, lecz włącza nas, pozwalając nam uczestniczyć i współpracować w dziele odkupienia i udoskonalenia ludzkości we wspólnocie Ojca, Syna i Ducha Świętego. Ludzka współpraca z Bogiem stanowi zatem najwyższą godność, jaką Bóg może przekazać ludzkości, ponieważ natura, stworzona i pobłogosławiona przez Boga, urzeczywistnia się w duchowych aktach poznania Boga i doskonali się w działaniu moralnym w wolnej przyczynowości” – zaznaczył.
„Musimy zrozumieć, że współpraca stworzenia w Bożym planie zbawienia jest szczytem naszej ludzkiej godności” – podkreślił dobitnie.
Z tego wypływają konkretne wnioski dla prawdy o Matce Bożej.
„Mariologia jest szczytem antropologii katolickiej i kryterium katolickiej ortodoksji, ponieważ całe odkupienie zależy od tego, czy Bóg udzieli Maryi dignitas causalitatis w urzeczywistnieniu swojej powszechnej woli zbawczej. Akt Wcielenia jest wyłącznym dziełem Boga, ponieważ wieczny Syn Ojca przyjął ludzką naturę z Maryi i uczynił ją trwałą w swojej Boskiej Osobie” – wyjaśnił.
Jak powiedział, ludzka natura Matki Bożej jest „duchową naturą wolnej osoby”; dlatego Jej „fiat” to nie jest tylko „posłuszne wykonanie rozkazu przełożonego, jak w wojsku”.
„Bóg objawia wielkość swojej łaski w miłości, która nie przytłacza, lecz przynosi zbawienie, podporządkowując się wolnej zgodzie, „ consensusowi ” stworzenia. Bóg uzależnił wypełnienie swojej zbawczej woli we Wcieleniu, Krzyżu i Zmartwychwstaniu swego Syna od dobrowolnej zgody jednej kobiety, powierzając jej w ten sposób zbawienie całej ludzkości w jej dziewiczym i macierzyńskim sercu” – powiedział kardynał.
„Gdyby zaparła się swego „ Fiat ”, wszyscy bylibyśmy na wieki zgubieni. Lecz Bóg nie ryzykował; wręcz przeciwnie, od wieczności wybrał Maryję, aby stała się Matką swego Syna. I z tego powodu, od pierwszej chwili swego poczęcia, została Ona również zachowana od grzechu pierworodnego dla odkupienia świata przez swego Syna. Zatem Jej dobrowolne „tak” nie było arbitralnym wyborem między dwiema równoważnymi możliwościami, lecz wypełnieniem Jej najczystszej miłości, która jednoczy Ją w oblubieńczym przymierzu z Duchem Świętym, właśnie jako Oblubienicę” – kontynuował.
Właśnie to sprawia, że Matka Boża jest w tak wyjątkowy sposób związana ze zbawczym dziełem Jej Syna.
„Maryja deklaruje gotowość, w wolności urzeczywistnionej przez łaskę, do oddania się na służbę powszechnej woli zbawczej Boga, a tym samym do współpracy w jej historycznym urzeczywistnieniu aż do krzyża i zmartwychwstania Chrystusa. To ten sam Duch Święty, który dokonał wcielenia Słowa w Jej ciele i w Jej woli, i który w swoim eschatologicznym wylaniu na uczniów Jezusa czyni Maryję Dziewicą, która otrzymuje wszelką łaskę, i Matką wierzących. Z tego powodu Maryja jest w sposób wyjątkowy i istotny związana ze zbawczym dziełem Chrystusa” – powiedział były prefekt Kongregacji Nauki Wiary.
To z kolei oznacza, że można w pełni sprawiedliwie mówić o współpracy Matki Bożej w dziele Odkupienia.
„Maryja, poprzez swoją konstytutywną współpracę we Wcieleniu, jest nierozerwalnie i ściśle związana z dziełem odkupienia. Jeśli Maryja, swoim „Fiat mihi secundum verbum tuum”, przyczyniła się konstytutywnie do Wcielenia, to obejmuje to również – w imieniu całej ludzkości – Jej współpracę w odkupieniu przez krzyż Jej Syna, obok którego stała i gdzie Jej dusza została przebita mieczem. W istocie, ciało, które wisiało na krzyżu i w którym Chrystus ofiarował się Ojcu dla zbawienia świata, jest tym samym ciałem, które narodziło się z Niej dla zbawienia świata” – wyjaśnił.
Wynika stąd, że tytuł „Współodkupicielka” jest wobec Maryi w pełni adekwatny.
„Kiedy Maryja jest nazywana „współodkupicielką” w katolickiej pobożności i teologii, nie jest to mylące określenie ani entuzjastyczna przesada, lecz prawda obiektywnie zawarta w objawieniu. Tytułu tego nie należy wstrzymywać z powodu jego odrzucenia przez protestantów, którzy, opierając się na swojej doktrynie usprawiedliwienia, rozumieją odkupienie bez dobrowolnego udziału człowieka, a tym samym je minimalizują. Wymaga on wyjaśnienia w ogólnym kontekście bosko-ludzkiego dzieła odkupienia dokonanego przez Chrystusa, Syna Bożego, i Maryję” – zaznaczył.
Źródło: La Nuova Bussola Quotidiana
9 października 2026 pch24/marco-rubio-chrzescijanstwo-jest-jednym-z-fundamentow-cywilizacji-zachodniej

Na chrześcijaństwo jako jeden z fundamentów cywilizacji zachodniej wskazał przemawiając 7 października w Atenach sekretarz stanu USA Marco Rubio. Odwołał się do Ewangelii, myśli św. Augustyna i św. Tomasza z Akwinu oraz dziedzictwa kultury europejskiej. Skrytykował też postawę Zachodu, który – jego zdaniem – zaczął wstydzić się własnej historii.
Rubio przypomniał, że cywilizacja zachodnia wiele zawdzięcza filozofii greckiej, zwłaszcza przekonaniu, że w świecie istnieje ład racjonalny możliwy do poznania przez człowieka. To zaufanie do rozumu przygotowało grunt pod rozwój chrześcijaństwa. – Otworzyło to drogę Ewangelii Jezusa Chrystusa, która znalazła podatny grunt w Europie i rozkwitła w chrześcijaństwie – powiedział sekretarz stanu USA.
Przywołał także św. Augustyna, św. Tomasza z Akwinu i tradycję prawa naturalnego. Wskazał tym samym na znaczenie chrześcijaństwa dla rozumienia historii, wolności, godności człowieka i dobra wspólnego. Myśl Tomasza z Akwinu ukazuje natomiast współdziałanie wiary i rozumu w poszukiwaniu prawdy.
Sekretarz stanu USA zwrócił uwagę na ciągłość między dziedzictwem starożytnej Grecji a chrześcijańską kulturą Europy. Wspomniał o budowniczych katedr w Mediolanie, Kolonii i Florencji, nawiązując do tradycji artystycznej, której wcześniejszym wyrazem był Partenon. – Po ludziach, którzy zbudowali Partenon, przyszli architekci europejskiego chrześcijaństwa – powiedział Rubio.
Przypomniał również świadectwo katolickiech męczenników, w tym św. Tomasza More’a, angielskiego kanclerza straconego w 1535 r. za odmowę uznania zwierzchnictwa króla Henryka VIII nad Kościołem. Jego postawę przedstawił jako przykład wierności sumieniu i prawdzie, nawet w obliczu nacisków władzy politycznej.
Jednym z głównych wątków wystąpienia była krytyka stosunku współczesnych społeczeństw zachodnich do własnej przeszłości. – My, ludzie Zachodu, zaczęliśmy wstydzić się tego, co czyniło nas wyjątkowymi – stwierdził Rubio. Wyraził sprzeciw wobec kultury historycznej winy i przekonywał, że młode pokolenia nie powinny być wychowywane w poczuciu wstydu za własny kraj i jego historię.
Do chrześcijańskich korzeni Europy nawiązał również papież Leon XIV podczas wizyty apostolskiej we Francji. – Nie można zatem mówić o Europie, nie wspominając o chrześcijaństwie – powiedział 28 września w Metzu, mieście związanym z Robertem Schumanem, jednym z ojców integracji europejskiej. Papież podkreślił także rolę św. Benedykta i jego mnichów w kształtowaniu europejskiej cywilizacji. – Bez tej monastycznej gleby cywilizacja europejska, jaką znamy, nie istniałaby – zaznaczył.
– Wystąpienia Rubio i Leona XIV różniły się charakterem i kontekstem, ale oba zwracały uwagę na znaczenie chrześcijańskiego dziedzictwa dla rozumienia historii Europy. Sekretarz stanu USA mówił o potrzebie odrzucenia wstydu za własną przeszłość, papież zaś zachęcał Europejczyków do ponownego odkrycia duchowych źródeł ich cywilizacji – komentuje na łamach Tribune Chrétienne Thierry Burtin.
Źródło: KAI / Tribune Chrétienne