
————————–

——————————————

—————————————–

—————————————

———————————————-

———————————————————-

———————————–

——————————–

——————————-

—————————————

———————-

——————————————


————————–

——————————————

—————————————–

—————————————

———————————————-

———————————————————-

———————————–

——————————–

——————————-

—————————————

———————-

——————————————


—————————–

————————————————-

——————————

—————————-

———————————————–

————————————

—————————————

—————————–

—————————————————–


Jerzy Karwelis 24 sierpnia, wpis nr 1422 dziennikzarazy.pl/25-05-herezja-zdrowego-rozsadku
Przetoczyła się dyskusja o nowej wierze tzw. chrześcijańskim syjonizmie, głównie z dwóch powodów: wydania książki o tym zaskakującym fenomenie, napisanej przez Pawła Lisickiego, gdzie wstawia on to pojęcie do społecznej debaty i drugi czynnik – ewidentne harce na ten temat emanujące czy to z Białego Domu, czy to z amerykańskiej armii, w której wręcz rozkazach zawierają się wątki już nie tylko mesjanistyczne, ale i apokaliptyczne. Czyżbyśmy mieli więc armię Boga, czy to tylko kolejna idea tłumacząca wojakom, że chodzi tu o coś więcej niż zarobek korporacji i realizacja wybujałych ambicji wodzowskich.
Ten nurt przetoczył się przez dyskurs, zniknął, ale tylko narracyjnie. Należy więc przypomnieć o czymś, o czym zapomnieliśmy w toku bieżących wojen – prokurują je ludzie namagnesowani wiarą we własne posłannictwo od Boga. Patrzmy się więc na nich wciąż, gdyż to może nam wytłumaczyć wszelkie nieracjonalności ich działań. Rządzą światem dziwni ludzie, który wręcz szaleństwo uzasadnia wszelkie już działania, mogące doprowadzić do dosłownie apokaliptycznych rezultatów. To jest ciągle z tyłu, w kontekście działań, czy to na Ukrainie, w Wenezueli, czy w Zatoce. Pamiętajmy o tym – jesteśmy na wojnie armii Boga, Boga, który w tej postaci nie istnieje, gdyż jest figurą zmyślonej transcendencji mającej stępić aksjologiczne ostrze katolicyzmu, sprotenstantyzować go, zaś sam protestantyzm zlać z judaizmem. Do tego trzeba iście apokaliptycznego wstrząsu i ku niemu – przynajmniej w intencji wyznawców „nowej-starej religii” – zdążamy jako świat.
Pasywność konserwatyzmu
Ludzie o poglądach konserwatywnych długo czekali (i czekają) na przemianę świata. A właściwie to źle powiedziane – konserwatyści co do istoty swej postawy są mocno podejrzliwie nastawieni do zmian. Nie znaczy to, że są jakimiś jednostkami zatopionymi w formalinie, przeciwnie – są tylko podejrzliwi wobec zmian prokurowanych przez tzw. projekty, głównie w obszarze inżynierii społecznej, które mają za każdym razem uzasadnienie w idei, w rezultacie po jej implementacji przysparzającej najwięcej cierpień ludzkości. Jest to niepowstrzymany pociąg ku poprawianiu świata, by był bardziej sprawiedliwy, równy, czy jakie tam jeszcze ma za warianty współczesny progresywizm. Trudno więc oczekiwać stałej tendencji konserwatystów do działań na rzecz przemiany świata. To raczej domena właśnie postępowców, też z natury rzeczy.
Ale konserwatyści, którzy postęp upatrują w obiektywnym ścieraniu się wielowątkowych czynników, liczą na to, że sprawy świata odwrócą się dziś w lepszym kierunku. Głównie dlatego, że ludzkość wygląda na taką, co się w piętkę zagoniła, ale może tylko ta zachodnia. Nie pora tu mówić o objawach tego wszechobecnego kryzysu, który ma wiele poziomów – od geopolitycznego, poprzez gospodarczy, aż do aksjologicznego pomieszania. To dlatego mamy do czynienia z oksymoronem – konserwatyzmem czekającym na zmianę. Jednocześnie mamy tu drugą sprzeczność: by świat się zmienił na „normalny” trzeba by było podjąć realne działania w kontekście zmiany co najmniej społecznej, zaś konserwatyzm, co do swej istoty, nie posiada narzędzi do osiągnięcia takiego celu. Znowu – zmiana społeczna to raczej domena progresywistów – ci z kolei mają narzędzia na takie działania, ale zdaje się, że wyłącznie narzędzia. Wyłącznie, gdyż cele przez nich przyjęte w większości przypadków powodują odwrotne do zakładanych skutki.
Trump jako nadzieja
No i ludzie o poglądach konserwatywnych „doczekali się” takich zmian, a właściwie – jak się zaraz okaże – raczej zawiedzionych nadziei na nie. Widać było po busoli oczekiwań wielu ludzi na świecie, że ostatnia reelekcja Trumpa utwierdziła tę część ludzkości (znowu zdaje się, że zachodniej tylko), że jednak zawróciliśmy znad krawędzi. Do dziś mnożone są scenariusze co by było, gdyby Trump przegrał: to smutne warianty wszechwładnego klimatyzmu, wokeizmu, globalizmu światowej gospodarki i politycznych decyzji – wszystko unurzane w narracyjnym, na razie tylko, zamordyzmie. Ten zwrot, jak to każdy zwrot znad przepaści, wzbudził uczucie ulgi, ale też i rozleniwiającej satysfakcji. A to – okazało się – dopiero początek drogi, której kierunku wciąż należałoby pilnować. Stojąc już tyłem do przepaści liczono na automatyczne i proste konsekwencje – zwycięstwo zdrowego rozsądku nad wysypem kuriozalnych mód ideologicznych, koniec wojen, powrót do zalet państw narodowych, zmniejszenie natężenia tego ciągłego wzmagania społecznego podbijanego przez medialnych szczwaczy.
Okazało się, że powrót do normalności miał dwa nieoczekiwane elementy. Po pierwsze – i to jest aspekt geopolityczny – doszło do gwałtownych eksplozji militarnej agresji w wielu zakątkach świata. To nie tak miało być, ale tak wyszło. Tasowanie się mocarstw wyraźnie przyspieszyło, nie wiadomo tylko czy to – znowu – obiektywny proces, co zrozumieliby konserwatyści, czy też jest tylko emanacja połączenia ego Trumpa z potrzebą maksymalnego „rozepchania się” słabnącego supermocarstwa, które przegrywa. Chce więc wygrać w ostatniej chyba domenie, w której ma przewagę – w militarnej sile. Stąd to miotanie się po globusie.

Ale najbardziej zaskakujące jest to drugie – zawrócenie świata znad przepaści nastąpiło pod sztandarem nowej religijnej herezji. Nie tylko dlatego, że świat odkrył chrześcijański syjonizm, który do tej pory zdawał się – głównie katolikom! – czymś niemożliwym, a więc nikt nie patrzył w tamtą stronę. Jest nie tylko tak, gdyż do tej ugruntowanej okazało się para-religii mamy jeszcze dodatkowo wątki demoniczno-kuriozalne.
Oto dochodzi do podnoszenia Trumpa i jego środowiska do jakiejś formy świętego posłannictwa. Grupa pastorów, którzy namaścili POTUSa swoją energią (a może jednak czerpią ją z niego, jak to nowi apostołowie) wyglądała mi najpierw na głupi żart wspomagany sztuczną inteligencją. Ale okazało się to prawdą, tak jak później Trump udrapowany na festynowego Jezusa. Ale mamy tu do czynienia z czymś więcej niż kuriozum.
Marsjanie czy Mesjasze?
Otóż ta grupa uważa się za Mesjaszy czasów ostatecznych. Albo je poprzedzających, albo – co jeszcze dziwniejsze – mających zapobiec końcowi świata. A mamy pewne ugruntowane doświadczenia z takich przypadków. To jest jak z sanitarystami z czasów kowidowej pandemii, którzy przestrzegali przed końcem świata, totalną zagładą. Jak się ma taką postawę, to wręcz – co było widać i słychać – oczekuje się takowej zagłady, gdyż prorok nie chce się mylić. A w rezultacie – prokuruje się zagładę, nie tylko mówiąc o niej, ale będąc u steru procesów globalnych wręcz nią zarządza – taka postawa prowadzi do samospełniającej się przepowiedni, kiedy kontroluje się i kierunek, i tempo pokazywania się nowych faktów uzasadniających starą przepowiednię zagłady.
Tak samo mamy i teraz – jak się jest zwiastunem czasów ostatecznych, to się te czasy prokuruje. Dąży się do stwarzania momentów granicznych, które potwierdzają złą nowinę, inaczej fałszywi prorocy byliby wygonieni z tego festynu. Jest to możliwe tylko wtedy, kiedy takie grona mają dostęp do nieograniczonej władzy, a okazało się, że takie coś zalęgło się w Białym Domu. Ten trend wzmacnia jedna z mniej ciekawych cech demokracji – po wyborach zwycięzca może sobie dość bezkarnie pohulać. Taki Trump – przecież na niego są wkurzeni nawet ludzie z rdzenia kręgu MAGA, której idei ostatnie posunięcia PATUSa kompletnie przeczą.
Czyli można zdobyć władzę pod jednymi sztandarami, zaś po wyborach, czy to nagle, czy stopniowo, pochować je i zamienić na nowe. Wszystko bezkarnie. Trumpa można złożyć ze stanowiska na dwa sposoby – albo przez impeachment polityczny, albo mentalny. W tym pierwszym wypadku wymaga to mozolnego nanizywania koalicji w Kongresie i Senacie, w tym drugim – na tzw. wariata – zgody jego najbliższego politycznego otoczenia. Oba więc scenariusze są mocno wątpliwe w sensie operacyjnym.

Pech polega na tym, że z powrotu do rewolucji zdrowego rozsądku została już tylko rewolucja w sposób kompletny sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem. Oczekiwana zmiana przyszła w przebraniu herezji religijnej, w dodatku o demonicznym charakterze. Czyli nadzieje na normalność zostały złożone – okazuje się – w ręce nawiedzonych heretyków. Pragmatyzm pożądanych działań zamieniono na jakiś chory mistycyzm, który jest odwrotnością zdrowego rozsądku, w dodatku pcha nas – znowu ręką ludzką, nie boską – w czasy ostateczne.
Pytanie tylko czy oni to robią na poważnie, czy ta cała otoczka quasi-religijna to tylko opium dla mas mające uzasadnić misję co do swej istoty samobójczą dla (zachodniej) cywilizacji, a może i całego świata? Są na to dwie możliwe odpowiedzi. Jedna mówi o totalnie manipulatywnych celach takich działań. Po prostu przy władzy kręcą się fałszywi prorocy, Rasputiny nowych czasów, którzy przenoszą całkiem prozaiczny merkantylizm cyfrowych oligarchów w rejony udawanej transcendencji, po to, by zwieść lud. Są zapewne tacy, bo tacy zawsze się kręcą przy pozornych, czy też przejmowanych rewolucjach. Drugi wariant to ci, którzy naprawdę w to wierzą. I okazuje się, że tu mamy dwie podgrupy – lud uwiedziony tą ideą, głównie z grona syjonistów chrześcijańskich, dla których to obecne przesłanie polityczne jest idealnie kompatybilne z ich wiarą. Ale najgorsza jest ta podrgupa druga – szaleni decydenci. Wydaje się bowiem, że tam na górce Białego Domu są tacy, co w to wierzą naprawdę. I oni zdają się najbardziej niebezpieczni, gdyż ich odjazdy nie są tylko ich domową sprawą – wyposażeni we władzę mogą narobić wiele szkód, gdyż będą swe działania (i pomyłki) uzasadniali racją wyższą, w dodatku znajdującą się w ich ręku.
Herezje rządzących pryków
Szykuje się więc niezły bałagan. Ale tak to jest, kiedy system politycznego doboru degeneruje się i wcale nie najlepsze jednostki wypływają na wierzch fali elit. Raczej elity formują się w procesie rywalizacji kto najlepiej namiesza w głowie demosowi, by ten wybrał tę lub inną frakcję. A nie są to kompetencje państwowotwórcze. Rządzą więc narracje, zaś rzeczywiste działania, jeśli są w otoczce herezji mistycznej, są już prawdziwie odrealnione, w metodach, celach, ale nie skutkach skutkach.
Bez tego fałszywego mistycyzmu wszystko byłoby na golasa widoczne. Amerykanie na pasku Izraela, czy to z powodu post-holokaustowego resentymentu, czy z powodu taśm ze znanej wyspy, ego PATUSa rozdęte do rozmiarów gargantuicznej pychy, interesy lobby militarno-surowcowego, imperialne zapędy byłego policjanta świata, który na emeryturze swej potęgi chce przed pójściem na nią jeszcze ustawić parę spraw „na dzielni”. Źle to się opowiada, prawda? A z tą boską misją to jakoś brzmi. Ale dla nas to tylko taka różnica, że jeśli się to kiedyś pozytywnie skończy, to tak tylko, że główni aktorzy tej hucpy nie wylądują w więzieniu, ale w psychuszce. Słaba to satysfakcja, bo szkody będą przeogromne i w pewnych aspektach nie do odwrócenia.
Putin chce odbudować w Moskwie „trzeci Rzym”, Netanjahu zrealizować obietnicę Wielkiego Izraela od rzeki do rzeki, tym razem z trzecią świątynią w Jerozolimie, Trump czuje się Mesjaszem czasów ostatecznych, na najbardziej przytomnego wygląda chyba tylko Chińczyk. Chiny, Państwo Środka, nie chcą być wszędzie i rządzić światem – chcą być, jako się rzekło, „w środku”. Nie trzeba bowiem być wszędzie, by wszystko kręciło się wokół ciebie. Wystarczy być w środku.

I trzeba sobie zadać ponownie to pytanie: czy ci wymienieni wodzowie wierzą w swe posłannictwo, czy tylko tak gadają? Do ludu, by uzasadnić wyższymi argumentami swoje prozaiczne strategie – więcej ziemi, ludów podbitych, danin z prowincji i kolonii. A może to wodzowie w to wierzą, a więc widzą siebie jako posłanników przyszłość, lub choćby takich, których władztwo ma zostać zapamiętane? Może więc chodzić o całkiem prozaiczne rzeczy – zapisanie się w historii, co następuje zazwyczaj wtedy, kiedy władztwo danego satrapy dotrze do swoich doczesnych granic.
Podobno, gdy przypadkiem mikrofony wyłapały całkiem prywatną rozmowę w cztery oczy na spacerze w Pekinie panów Xi i Putina, okazało się o czym tak naprawdę gadają panowie świata. Kamery świata pokazywały samotny spacer i konwersację obu panów, egzegeci geopolityki spekulowali na podstawie tego obrazka o czymże to panowie tam deliberują. O świecie, gospodarce, militariach, strefach wpływów? A przypadkiem okazało się o czym tam rozprawiali – o najnowszych technikach przedłużania sobie życia. No, podobno, jak człowiek uważa, że ma wszystko, to chce już być tylko nieśmiertelny. I to są być może jedyne już tylko dylematy rządzących.
Prawo naturalne do normalności
Jakie są dylematy moralne rządzonych, jeśli ci je w ogóle mają? Popatrzmy – z praw naturalnych pozamieniano wszystko. Przypatrzmy się trzem podstawowym – prawo do życia, prawo do poszukiwania szczęścia i prawo do własności. Prawo do życia kurczy się w tempie zastraszającym – mamy cywilizację śmierci, a właściwie samobójstwa (nie pierwszy przypadek w cywilizacji zachodniej), bujamy się od aborcji do eutanazji. Prawo do poszukiwania szczęścia zostało zmienione w całe ciągi wzbudzanych roszczeń, roszczeń od państwa, szybko zamienione w postulaty rozszerzania jego władzy. Wystarczyło tylko w pojęciu „prawo do poszukiwania szczęścia” wykreślić słowo „poszukiwania” i wszystko stało się jasne. Się należy szczęście, a właściwie i praca, i mieszkanie, i dochód podstawowy. Kto ma uszczęśliwiać? Państwo, a właściwie przy tych intencjach globalistycznych – internacjonalistyczny nadzorca, ale i dostarczyciel dóbr wszelakich, z tym, że wtedy skoro te dobra mają być dla wszystkich, to muszą mieć skromne rozmiary. A więc państwo ochoczo dostarcza – na razie zgrabnie połączyło postulat posiadania własności i prawa do szczęścia w idei: nie będziesz miał niczego i będziesz szczęśliwy. Ale pozostaje pytanie – jak ludzkość ma nie mieć niczego, to kto będzie miał wszystko?

To pech, że powrót do zdroworozsądkowej normalności przyszedł do nas w przebraniu otwarcie deklarowanej herezji, bo może zaprzepaścić nie tylko szanse, ale i nadzieje na zmianę. A może doszliśmy do takiego momentu, że każda zmiana musi być ludzkości uzasadniana racjami transcendentnymi? Nawet jeśli jest to herezja do kwadratu? Jesteśmy coraz bardziej pozbawieni rozsądku, coraz więcej polegamy na tresowanych, a więc do dowolnego wywoływania, emocjach. Zwierzęciejemy, z tą różnicą, że żadne zwierzę nie uwierzyłoby w boskie posłannictwo przewodnika stada. O kim to lepiej świadczy, o nas czy zwierzętach?
Jerzy Karwelis
wpisał: AlterCabrio , 24 sierpnia 2026
Prof. Grzegorz Kucharczyk mówi o tym, co łączy orędzie Matki Bożej z Gietrzwałdu z Jasnogórskimi Ślubami Narodu Polskiego. Wypowiedź pochodzi z wywiadu, jaki profesor Kucharczyk udzielił nam do filmu “Gietrzwałd. Bądźcie Polakami”.
◊

Ukraina obchodzi dziś 35. rocznicę ogłoszenia niepodległości. Wołodymyr Zełenski, nazywany w Europie prezydentem, wygłosił przemówienie. Powiedział: „Mocno trzyma nas za rękę pewna siła – wcale nie niewidzialna. Jest to siła wspólnego kręgu: wzajemnego wsparcia, braku wątpliwości co do tego, kto stoi obok, oraz wiary we wszystkich Ukraińców. I dopóki wróg nie przerwie tego naszego kręgu, dopóty Ukraina nie upadnie. Wywalczy swój pokój. I da radę”.
I dalej: „Putin liczy, że jesteśmy zmęczeni. My wiemy, że on jest śmiertelny. Nigdy nas nie rozumiał. Teraz już nie zdąży. […] Rosjanie chcieli, żeby nie było nas na mapie. […] Od dwudziestu siedmiu lat przywódca Rosji mówi o wielkości, a Rosja stoi w kolejkach po benzynę”. – Wynikałoby z tego, że kondycja Ukrainy i jej mieszkańców jest w lepszym stanie.
Zwróćmy uwagę na to, że Zełeński nie zwraca się do ludu ukraińskiego czy też resztek tego ludu, lecz do zachodnich oficjeli. W końcu nie jego zadaniem jest spokój i dobro mieszkańców, lecz walka o interesy globalistów, syjonistów, USA, Niemiec i W. Brytanii.

A byli obecni w Kijowie m.in. premier Wielkiej Brytanii Andy Burnham, przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa oraz liderzy Mołdawii, Estonii i Luksemburga. Gratulacje przekazał sekretarz stanu USA Marco Rubio, a Komisja Europejska zatwierdziła właśnie dziś przyznanie Ukrainie kwoty 6,1 mld euro w ramach zaciągniętej przez państwa członkowskie pożyczki dla Kijowa (to z naszych podatków!). Ursula von der Leyen powiedziała: „Europa solidaryzuje się z Ukrainą i zapewnimy jej to, czego potrzebuje”. Tak więc miliardy euro przeznaczone będą na systemy obrony powietrznej i przeciwrakietowej, rakiety, amunicję i stacje radarowe. Artykułów spożywczych i codziennego użytku Ukraina nie potrzebuje.
A nasi politycy czują pismo nosem i nikt z nich nie pojechał do Kijowa, nawet Paweł Kowal zdaje się być mało aktywny. ‚Odważnym’ okazał się być aktor, dyrektor naczelny Teatru Polskiego Andrzej Seweryn, który w wywiadzie dla ‚Rzeczpospolitej’ zaapelował o udział w zgromadzeniu organizowanym 24 sierpnia na Placu Zamkowym w Warszawie. Przekonuje nas, że mimo pogarszających się nastrojów części Polaków wobec Ukraińców należy nadal okazywać im solidarność. Podkreśla aktor, że „nigdy trendy nie decydowały o tym, co robi, tylko jego przekonania i wrażliwość”.

Andrzej Seweryn
Zdaniem Seweryna, obywatela świata, za dalszym wspieraniem Ukrainy przemawiają nie tylko względy moralne, ale również polski interes, bo „on rozumie, że historia relacji ukraińsko-polskich jest skomplikowana, żeby nie powiedzieć: tragiczna i pełna zbrodni, ale to jest przeszłość, która nie powinna wpływać na to, co dzisiaj dzieje się w relacjach polsko-ukraińskich. Nie wolno nam być agresorami w naszej ojczyźnie. Nie należy mylić wroga, którym jest Rosja, z Ukraińcami”. I w końcu stwierdza: „Należy dokonać wszelkiego wysiłku, ażeby zapobiec zwycięstwu Rosji w tej wojnie”.
Podsumujmy: Była Ukraina wielka jako Socjalistyczna Republika Ukrainy. Wyposażona przez Moskwę kolejno w Donbas, ziemie należące wcześniej do Polski, Węgier i Ukrainy, a na koniec w Krym – liczyła w 1990 roku 50,5 miliona mieszkańców.
Przez 35 lat niezależnego istnienia odpadło od niej ponad 20% terytorium i około 55% ludności. Pozostało w kraju 23 mln ludzi, w tym 11 mln emerytów. Takiego spustoszenia nie dokonały w Polsce nazistowskie Niemcy. Państwo jest opanowane przez korupcję, neo-banderę i nie ma już żadnych możliwości rozwoju. Przewidział to wielki Polak Roman Dmowski, pisząc w 1930 roku w artykule zatytułowanym ‚Kwestia ukraińska‚:
„Nie ma siły ludzkiej, zdolnej przeszkodzić temu, ażeby oderwana od Rosji i przekształcona na niezawisłe państwo Ukraina stała się zbiegowiskiem aferzystów całego świata, którym dziś bardzo ciasno jest we własnych krajach, kapitalistów i poszukiwaczy kapitału, organizatorów przemysłu, techników i kupców, spekulantów i intrygantów, rzezimieszków i organizatorów wszelkiego gatunku prostytucji: Niemcom, Francuzom, Belgom, Włochom, Anglikom i Amerykanom pośpieszyliby z pomocą miejscowi lub pobliscy Rosjanie, Polacy, Ormianie, Grecy, wreszcie najliczniejsi i najważniejsi ze wszystkich Żydzi. Zebrałaby się tu cała swoista Liga Narodów…
Ukraina stałaby się wrzodem na ciele Europy; ludzie zaś marzący o wytworzeniu kulturalnego, zdrowego i silnego narodu ukraińskiego, dojrzewającego we własnym państwie, przekonaliby się, że zamiast własnego państwa, mają międzynarodowe przedsiębiorstwo, a zamiast zdrowego rozwoju, szybki postęp rozkładu i zgnilizny”.
Opracował: Zygmunt Białas

Larry C. Johnson
Zachodni komentatorzy z łatwością zaszufladkowali porozumienie z Mekki pod jednym tytułem. Kiedy Arabia Saudyjska, Turcja i Pakistan podpisały 7 sierpnia Porozumienie o Wspólnej Obrony Maccabee – zbrojny atak na jednego z sygnatariuszy ma być traktowany jako atak na wszystkich – odruchowo przylgnęła do niego etykieta „Islamskiego NATO”, sunnickiego bloku trzech największych potęg militarnych świata muzułmańskiego, połączonych tożsamością wyznaniową.
Ta interpretacja stała się niemal nieaktualna, zanim jeszcze atrament zdążył wyschnąć. To, co w rzeczywistości powstaje, to nie sunnicki sojusz przeciwko Iranowi. To pierwszy filar post-amerykańskiej architektury bezpieczeństwa, którą wspierają Rosja i Chiny – a Teheran jest gotowy do wejścia do środka.
Użyty język nie był przypadkowy i nie pochodził z Rijadu. 27 kwietnia w Petersburgu, po spotkaniu z irańskim ministrem spraw zagranicznych Abbasem Araghchi, Władimir Putin wezwał do stworzenia nowej architektury bezpieczeństwa w Zatoce Perskiej. Tydzień później, 5-6 maja w Pekinie, chiński minister spraw zagranicznych Wang Yi, po swoim spotkaniu z Araghchi, powiedział w zasadzie to samo – że Pekin popiera ustanowienie regionalnej architektury pokoju i bezpieczeństwa, w której kraje regionu uczestniczą, chronią wspólne interesy i dążą do wspólnego rozwoju. Araghchi ze swojej strony poinformował Putina, że Iran popiera nową, powojenną architekturę regionalną, zdolną do koordynacji rozwoju i bezpieczeństwa.
Zwróć uwagę na dwa rzeczowniki wymienione przez Aragcziego w parach: rozwój i bezpieczeństwo. To połączenie jest kluczem, do którego wrócę. Od 2019 roku Rosja dyskutuje o koncepcji zbiorowego bezpieczeństwa dla Zatoki Perskiej; Ławrow potwierdził ją 28 lutego 2026 roku – dokładnie w dniu rozpoczęcia wojny. Konsekwentnym celem jest wielostronna, regionalnie kierowana struktura, która zastąpi amerykański parasol obronny nad Zatoką Perską, wyznaczy Moskwę i Pekin jako gwarantów obok państw regionu i – co kluczowe – potraktuje Iran nie jako zagrożenie, które należy powstrzymać, ale jako prawowity filar porządku. Jak sparafrazował Aragcziego swoich chińskich gospodarzy: Iran po wojnie jest innym krajem, jego reputacja uległa poprawie, a nowa era współpracy nadchodzi.
Zapamiętaj ten projekt i spójrz jeszcze raz na Mekkę.
Pierwszy filar
Porozumienie Maccabee zostało podpisane w czasie wojny, a ten kontekst jest kluczowy. Po prawie sześciu miesiącach wojny, która rozpoczęła się 28 lutego, Arabia Saudyjska była już ofiarą powtarzających się ataków rakietowych i dronów, a zaufanie do zdolności Waszyngtonu do rzeczywistego wspierania bezpieczeństwa Zatoki Perskiej w czasie rzeczywistym zostało widocznie zachwiane. Z tej erozji wyłonił się traktat wiążący Pakistan – jedyne muzułmańskie państwo posiadające broń jądrową i arsenał blisko 300 głowic – z Turcją, która ma drugą co do wielkości armię NATO, oraz z Arabią Saudyjską, finansową kotwicą Zatoki Perskiej i strażnikiem najświętszych miast islamu. Prawie 1,4 miliona żołnierzy w czynnej służbie i około 124 miliardy dolarów łącznych rocznych wydatków na obronę, po raz pierwszy od czasów Paktu Bagdadzkiego, są połączone w ramach jednej formuły wzajemnej obrony.
Sygnatariusze starali się nie określać go jako czysto defensywnego i, jak to ujął Erdoğan, pozostawili go otwartym dla innych krajów. Ankara wciągnęła Egipt do dyskusji; Dhaka zasygnalizowała zainteresowanie. Zachodni analitycy, zauważając, że wszyscy trzej członkowie są partnerami amerykańskimi – Turcja w NATO, Pakistan jest ważnym sojusznikiem spoza NATO, a Arabia Saudyjska największym nabywcą amerykańskiej broni – i dochodząc do wniosku, że pakt nie stanowi zatem zagrożenia dla Waszyngtonu, popełnili ten sam błąd, co ci, którzy nazywali go islamskim NATO. Zapoznali się z dokumentami założycielskimi i zignorowali kierunek, w jakim zmierzał. Pakt „otwarty dla innych”, podpisany przez państwa, które straciły wiarę w amerykański parasol, w trakcie wojny z Iranem, którą Iran przetrwał, nigdy nie pozostałby trzyosobowym klubem sunnickim.
Oto, czego jeszcze nie dostrzegła publiczna analiza, a co mogę przekazać z pierwszej ręki. W poniedziałek rano feldmarszałek Asim Munir – szef sztabu Pakistanu i prawdziwy architekt regionalnej strategii Islamabadu – przebywa w Iranie. Tematem jego rozmów jest przystąpienie Iranu do Porozumienia Mekkańskiego jako czwartego członka.
Przeczytaj to powoli, ponieważ burzy to całą strukturę „islamskiego NATO”. Pakt o wzajemnej obronie, na którego czele stoją sunniccy potentaci świata muzułmańskiego, w tym szyicki Iran, nie jest blokiem wyznaniowym. Jest wręcz przeciwnie: likwidacją tej samej linii podziału sunnicko-szyickiego, którą zachodnia strategia eksploatowała przez całe pokolenie. A to, co pozostaje, gdy Iran do niego dołączy, nie jest „NATO” o żadnym wyznaniu religijnym. To właśnie inkluzywna, regionalnie kierowana architektura, którą opisali Putin i Wang Yi – struktura, w której Iran jest prawowitym filarem, a nie wrogiem poddanym kwarantannie. Mekka stworzyła tę strukturę. Przystąpienie Teheranu do NATO nadaje jej sens.
To nie koniec na Iranie. Bahrajn – monarchia Zatoki Perskiej, która gości amerykańską Piątą Flotę – negocjuje, jak mi powiedziano, z Pakistanem przystąpienie do sojuszu wojskowego z Arabią Saudyjską. Pomyślcie o wadze tego. Państwo Zatoki Perskiej, które jest fizycznie najbardziej powiązane z amerykańską potęgą morską, zapewnia sobie alternatywy dla bloku regionalnego. Każde takie przystąpienie odcina kolejny kamień od amerykańskiego porządku bezpieczeństwa w Zatoce Perskiej i dodaje go do nowej struktury, która wyłania się obok niego.
Przypomnijmy sobie połączenie rozwoju i bezpieczeństwa Araghchiego. Architektura bezpieczeństwa, która nie wspiera cyklu gospodarczego, to jedynie sojusz na papierze. Pakt Mekka zyskuje sojusz, a Pakistan ponownie jest tu filarem.
Islamabad – wspierany przez Chiny poprzez inwestycję w CPEC oraz port Gwadar, który już zapewnia Pakistanowi lądowe korytarze do Iranu – zdecydował się radykalnie pogłębić integrację gospodarczą z Teheranem. Munir negocjuje dziesięciokrotny wzrost pakistańsko-irańskiej wymiany handlowej w ciągu trzech lat. To nie błąd zaokrąglenia w systemie sankcji. To jego upadek.
I, żeby było jasne, to policzek dla Scotta Bessenta. Sekretarz Skarbu USA spędził wojnę obiecując najsurowsze sankcje w historii, bezprecedensową kampanię mającą na celu izolację ekonomiczną Iranu i zmuszenie go do kapitulacji głodem. Teraz obserwuje, jak amerykański sojusznik, uzbrojony w broń jądrową, finansowany i wspierany przez Chiny, zwielokrotnia handel z tym samym krajem, który ślubuje udusić – handel prowadzony w juanach, barterze i walutach regionalnych, poza systemem rozliczeń dolarowych, od którego zależą jego sankcje. Architektura bezpieczeństwa i architektura gospodarcza powstają w tym samym procesie, przez tego samego człowieka, w tej samej podróży. Strategia izolacji Bessenta spotyka się nie z buntowniczymi słowami, ale z integracją w działaniu.
Kryje się w tym głębsza ironia, którą warto nazwać, ponieważ oskarża całe pokolenie amerykańskiej strategii. Przez dekady Waszyngton traktował podział sunnicko-szyicki jako atut, którym trzeba zarządzać – uzbrajając i tolerując sunnickich bojowników jako narzędzia walki z szyickim Iranem, od dywersji za czasów Busha po wojnę w Syrii. Cała logika opierała się na tym, aby podział ten pozostał nienaruszony.
Teraz główne sunnickie potęgi regionu – Arabia Saudyjska, Turcja i Pakistan – same go zamykają, wciągając Iran we wspólne ramy obronne i handlowe. Klin, który Waszyngton wbijał przez dwadzieścia lat, staje się fundamentem bloku, który odpowiada przed Moskwą i Pekinem, a nie przed Waszyngtonem. To jest reakcja najwyższego rzędu: nie broń zwrócona przeciwko jej twórcy, ale linia pęknięcia, na której ten twórca polegał, która teraz się zamyka.
Opinia niewiele jest warta, jeśli nie dorównuje własnym kwalifikacjom, więc oto one. Podróż Munira to negocjacje, a nie podpisanie; akcesja Iranu i Bahrajnu jest w chwili pisania tego tekstu w toku, nie jest sfinalizowana i obie mogą utknąć w martwym punkcie. Deficyt zaufania między sunnitami a szyitami jest realny i trwa od dziesięcioleci – monarchie Zatoki Perskiej od dawna obawiają się irańskiej dywersji, a traktat obronny nie zniweluje tego z dnia na dzień.
Poprzednie pakty o wzajemnej obronie w regionie, w tym umowa saudyjsko-pakistańska z września 2025 roku i starsze porozumienia Rady Współpracy Zatoki Perskiej, nigdy nie wywołały zbiorowej reakcji na miarę NATO, a ta może okazać się równie deklaratywna. Wszystkie trzy państwa-sygnatariusze z Mekki utrzymują głębokie, ożywione relacje ze Stanami Zjednoczonymi i nie zerwą ich lekkomyślnie; wiele z tego może być raczej zabezpieczeniem niż wyraźnym zerwaniem. Powyższy raport z pierwszej ręki opisuje intencje i negocjacje, które jeszcze nie są umowami.
Ale kierunek nie jest tym samym, co dotarcie do celu, a kierunek jest jednoznaczny. Każde z tych ograniczeń wskazuje ten sam kierunek – od amerykańskiego parasola w stronę porządku regionalnego gwarantowanego przez Rosję i Chiny.
Porozumienie z Mekki zostało zaprezentowane zachodnim odbiorcom jako blok sunnicki i odrzucone jako klub amerykańskich klientów. Nie jest ani jednym, ani drugim. Jest to pierwszy filar architektury bezpieczeństwa, którą Putin i Wang Yi nazwali wiosną tego roku po spotkaniach z irańskim ministrem spraw zagranicznych – regionalnej, wspieranej przez Rosję i Chiny struktury, która uznaje Iran za prawowitą potęgę, a Stany Zjednoczone za niezbędne. Kiedy Asim Munir udaje się w poniedziałek do Teheranu, aby omówić członkostwo Iranu i jednocześnie negocjować dziesięciokrotny wzrost handlu, nie wykonuje dwóch oddzielnych zadań. Buduje dwie warstwy tego samego muru.
Amerykanie zbudowali swoją pozycję w Zatoce Perskiej na rozdzieleniu sunnitów i szyitów oraz na dolarze jako centrum. Oba filary są jednocześnie wyrywane – a struktura, która wyłania się na ich miejscu, została zaprojektowana w Moskwie i Pekinie.
24.08.2026 wolnemedia/izrael-znow-uzywa-bialego-fosforu-w-poludniowym-libanie
Izraelskie siły ponownie użyły amunicji fosforowej podczas intensywnych działań militarnych w południowym Libanie. Doniesienia libańskich mediów państwowych z 22 sierpnia wskazują, że pociski fosforowe były wykorzystywane podczas ostrzału kilku obszarów, w tym w rejonie strategicznego wzgórza Ali al-Taher.
Według libańskiej Narodowej Agencji Informacyjnej izraelska artyleria prowadziła intensywny ostrzał południowego Libanu. Informacje o użyciu pocisków fosforowych pojawiły się w czasie kolejnej eskalacji działań zbrojnych. Nie są to pierwsze tego rodzaju oskarżenia. W marcu „The Guardian” opisał ustalenia organizacji Human Rights Watch i niezależnych badaczy, według których izraelskie wojsko wykorzystywało biały fosfor w południowym Libanie również podczas wcześniejszych działań wojennych. Badacze dokumentowali przypadki użycia tej amunicji także nad obszarami zamieszkanymi.
Użycie amunicji zapalającej budzi szczególne obawy w południowym Libanie, gdzie w ostatnich tygodniach doszło do rozległych pożarów lasów, terenów rolniczych i gajów oliwnych. Lokalne służby, mieszkańcy oraz organizacje zajmujące się ochroną środowiska wiążą część pożarów z izraelskimi działaniami wojskowymi i stosowaniem amunicji zapalającej. Izraelskie władze twierdzą natomiast, że ich operacje są wymierzone w infrastrukturę Hezbollahu i mają uwzględniać ograniczanie szkód dla ludności cywilnej oraz środowiska.
Sytuacja w południowym Libanie pozostaje bardzo napięta. ONZ informowała niedawno, że tylko podczas jednego weekendu w sierpniu siły izraelskie wystrzeliły w stronę południowego Libanu 455 pocisków, a misja UNIFIL odnotowała też liczne naruszenia libańskiej przestrzeni powietrznej.
Biały fosfor może być wykorzystywany między innymi do tworzenia zasłon dymnych i oświetlania terenu. Jego użycie w pobliżu ludności cywilnej budzi jednak poważne kontrowersje ze względu na wyjątkowo wysoką temperaturę spalania oraz ryzyko ciężkich obrażeń i pożarów.
Często przywoływany w tym kontekście „Protokół III” do „Konwencji o niektórych broniach konwencjonalnych” ogranicza użycie broni zapalającej przeciwko celom wojskowym znajdującym się w skupiskach ludności cywilnej. Chociaż Izrael jest stroną „Konwencji o niektórych broniach konwencjonalnych”, to nie ratyfikował „Protokołu III”. Z kolei Liban nie jest nawet stroną konwencji. Nie oznacza to jednak braku ograniczeń prawnych. Zastosowanie amunicji, w tym amunicji zapalającej, nadal podlega zasadom międzynarodowego prawa humanitarnego, takim jak rozróżnianie między celami wojskowymi a ludnością cywilną oraz zakaz prowadzenia ataków o charakterze nieproporcjonalnym lub bez rozróżnienia.
W ostatnich dniach walki w południowym Libanie ponownie przybrały na sile, a zarówno skala ostrzału, jak i kolejne doniesienia o użyciu amunicji fosforowej wskazują, że region pozostaje daleki od stabilizacji.
Autorstwo: Aurelia
Na podstawie: MiddleEastEye.net
Źródło: WolneMedia.net
24.08.2026 Andrzej Kumor wolnemedia/wyborcza-wini-polakow-za-ludobojstwo-na-wolyniu
Nie ucisk, lecz ideologia. Rzeź wołyńska nie była „odwetem” za politykę II RP, lecz realizacją programu nacjonalizmu integralnego Dmytra Doncowa.
———————————————-
W najnowszym „Magazynie Wyborczej” Adam Michnik publikuje tekst pod wymownym tytułem „Dobrzy ludzie z Ukrainy”. Już na okładce pojawia się teza, która ma tłumaczyć zbrodnie OUN-UPA: jeśli ruch wyzwoleńczy narodu uciskanego dopuszcza się zbrodni na narodzie panującym, to przyczyną jest ucisk narodowy, a nie wola wyzwolenia. Innymi słowy – winna jest przede wszystkim Polska i jej polityka narodowościowa. To klasyczna figura, która od lat wraca w części polskiej debaty publicznej: zbrodnia ma być konsekwencją, a nie wyborem ideologicznym.
To twierdzenie jest fałszywe zarówno historycznie, jak i moralnie.
Dmytro Doncow sformułował swoją doktrynę „nacjonalizmu czynnego” (integralnego) już w latach 20. XX wieku, a kluczową książkę Nacjonalizm wydał w 1926 r. – na długo przed największymi napięciami polsko-ukraińskimi drugiej połowy lat 30. i przed „pacyfikacją” 1930 r. Jego myśl czerpała z faszyzmu włoskiego, nietzscheanizmu, elitaryzmu i darwinizmu społecznego. Naród miał być organizmem biologicznym, którego przetrwanie usprawiedliwia wszelkie środki. Moralność, prawo, humanitaryzm – to przesądy słabych. Potrzebna była „mniejszość inicjatywna” zdolna do bezwzględności, nienawiści jako siły twórczej i „kamiennego serca”.
Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), założona w 1929 r., przyjęła tę ideologię niemal jako kanon. Bandera i jego frakcja (OUN-B) poszli jeszcze dalej w kierunku totalitarnego, etnicznie czystego państwa. Program „oczyszczenia” ziem z „obcych elementów” – Polaków, Żydów, Rosjan – nie był spontaniczną reakcją na polską politykę. Był konsekwencją przyjętego światopoglądu. Polskie władze międzywojenne prowadziły politykę asymilacyjną, czasem represyjną (pacyfikacje po ukraińskich sabotażach, ograniczenia szkolnictwa, faworyzowanie osadników), ale nie planowały fizycznej likwidacji narodu ukraińskiego. OUN od początku głosiła rewolucję narodową i dyktaturę, a nie reformę w ramach demokracji.
Masakry na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w 1943–1944 r. nie były „eksplozją nienawiści” wywołaną polskim uciskiem. Były operacją przygotowaną. Latem 1943 r., zwłaszcza w „krwawą niedzielę” 11 lipca, sotnie UPA (często z udziałem miejscowej ludności) systematycznie atakowały polskie wsie. Szacunki ofiar polskich wahają się od około 50–60 tys. na samym Wołyniu do 100 tys. łącznie z Galicją. Metody były celowo bestialskie: siekiery, piły, noże, gwałty, tortury – nie chodziło tylko o zabicie, lecz o zastraszenie i wymazanie śladów obecności.
Decyzje zapadały na poziomie dowództwa OUN-B. Dmytro Kłaczkiwśkyj („Kłym Sawur”) wydał rozkazy o „generalnej fizycznej likwidacji całej polskiej ludności”. To nie był odwet za konkretne polskie działania w 1943 r. – to była realizacja wcześniejszego programu etnicznego oczyszczenia terytorium, które uważano za „ukraińskie etnograficznie”.
Jeśli rzeź miała być jedynie „reakcją na polski ucisk”, to dlaczego ginęli również inni? UPA i oddziały OUN mordowały Żydów, którzy przeżyli niemiecką Zagładę i ukrywali się w lasach. Mordowano Czechów (szacunki mówią o około 350 ofiarach wśród mniejszości czeskiej na Wołyniu, poza niemiecką zbrodnią w Czeskim Malinie), Ormian, Rosjan, Gruzinów, a także Ukraińców, którzy ratowali Polaków, byli w mieszanych małżeństwach albo po prostu nie podporządkowali się „lini partii”. Źródła polskie i zachodnie zgodnie wskazują na setki ofiar spośród tych mniejszości. To nie wygląda na „odwet za politykę narodowościową państwa polskiego”. Wygląda na realizację programu etnicznej homogeniczności.
Dziś, gdy Ukraina broni się przed rosyjską agresją, łatwo ulec pokusie, by „nie drążyć” tematu Bandery, OUN i UPA. Część ukraińskiej pamięci oficjalnej uczyniła z nich bohaterów walki o niepodległość, a krytykę tej legitymizacji traktuje się jako „rosyjską propagandę” albo „polski nacjonalizm”. To błąd.
Ideologia Doncowa i praktyka OUN-UPA zawierały wyraźne elementy nazistowskie i totalitarne. Współpraca części OUN z Niemcami w 1941 r., udział w pogromach, a później samodzielna czystka etniczna – to fakty, nie „narracja”. Zamiatając je pod dywan, nie buduje się trwałego pojednania. Buduje się fałszywy fundament, na którym łatwo odradzają się skrajne nurty. W warunkach wojny i kryzysu to szczególnie niebezpieczne. Prawda historyczna nie jest „szkodzeniem Ukrainie”. Jest warunkiem, by Ukraina – i relacje polsko-ukraińskie – nie nosiły w sobie ziarna przyszłych konfliktów.
Polityka II RP wobec mniejszości ukraińskiej była niedoskonała, a miejscami krzywdząca. Nie była jednak przyczyną ludobójstwa. Przyczyną była ideologia, która uczyniła z nienawiści i bezwzględności cnoty narodowe. Tego faktu nie da się wymazać żadną „perspektywą ukraińskich okularów”.
Historia nie lubi usprawiedliwień, które zamieniają sprawców w ofiary okoliczności. Rzeź wołyńska była wyborem. Wyboru ideologicznego. I właśnie dlatego nie wolno go dziś relatywizować.
Autorstwo: Andrzej Kumor
Źródło: Goniec.net
Andrzej Kumor 24.08.2026 wolnemedia/102-bylych-dyplomatow-wzywa-do-sankcji-wobec-izraela
Koalicja 102 byłych francuskich i brytyjskich dyplomatów opublikowała w sobotę otwarty list, w którym wzywa prezydenta Francji Emmanuela Macrona oraz premiera Wielkiej Brytanii Andy’ego Burnhama do wspólnego nałożenia sankcji na Izrael.
Sygnatariusze ostrzegają, że polityka izraelskiego rządu w okupowanych terytoriach palestyńskich grozi trwałym zniweczeniem perspektyw powstania państwa palestyńskiego. List ukazał się w „Le Monde” pod znaczącym tytułem nawiązującym do tezy, że „Palestyna niknie na naszych oczach”.
Autorzy piszą, że Francja i Wielka Brytania – jako stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ – mają szczególny obowiązek egzekwowania prawa międzynarodowego. Podkreślają, że oba kraje odegrały historyczną rolę w kształtowaniu Bliskiego Wschodu, a w 2025 roku uznały oficjalnie państwo Palestyny. Teraz – zdaniem dyplomatów – to uznanie musi zostać przełożone na konkretne działania.
Sygnatariusze opisują sytuację w Strefie Gazy, gdzie około dwóch milionów Palestyńczyków zostało ściśniętych na około 30 proc. zniszczonego terytorium. Ludzie ci, jak piszą, cierpią głód, brakuje im leków i dachu nad głową. Od momentu wejścia w życie tzw. zawieszenia broni zginęło ponad 1200 Palestyńczyków (niektóre źródła podają liczbę zbliżoną do 1285).
W Jerozolimie Wschodniej i na pozostałym obszarze Zachodniego Brzegu Jordanu dyplomaci wskazują na systematyczne wyburzanie domów palestyńskich oraz przemoc osadników, która odbywa się przy przyzwoleniu armii i policji izraelskiej. Takie działania określają mianem czystki etnicznej. Politykę „okupacji i zniszczenia” rozciągają także na Liban (gdzie zrównano z ziemią wiele wiosek) oraz Syrię.
Jednocześnie list wyraźnie potępia atak Hamasu z 7 października 2023 roku, nazywając go „ohydnymi zbrodniami”. Autorzy dodają jednak, że „nic nie usprawiedliwia systematycznej polityki niszczenia Gazy i jej ludności”.
Byli dyplomaci formułują zestaw wspólnych działań, które – ich zdaniem – Paryż i Londyn powinny podjąć:
– pełne respektowanie orzeczeń Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości oraz Międzynarodowego Trybunału Karnego,
– zawieszenie unijnego układu stowarzyszeniowego z Izraelem oraz brytyjsko-izraelskiego porozumienia handlowego i partnerskiego z powodu naruszeń zapisów dotyczących praw człowieka,
– wstrzymanie transferów broni do i z Izraela oraz zawieszenie dwustronnej współpracy wojskowej,
– całkowity zakaz handlu z izraelskimi osiedlami (obejmujący towary, inwestycje, ubezpieczenia i usługi finansowe),
– zakaz nabywania przez obywateli Francji i Wielkiej Brytanii nieruchomości na okupowanych terytoriach palestyńskich,
– zapewnienie nieograniczonego dostępu pomocy humanitarnej do Gazy za pośrednictwem UNRWA i innych agencji ONZ, a także gwarancje dostępu dla dziennikarzy, dyplomatów i parlamentarzystów,
– jasne ostrzeżenie firm, które mogłyby angażować się w finansowanie lub budowę kontrowersyjnego projektu osiedleńczego E1 na wschód od Jerozolimy – projektu, który niedawno skrytykowały m.in. Francja, Wielka Brytania i Włochy.
Sygnatariusze podkreślają, że tylko konsekwentne egzekwowanie odpowiedzialności za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości pozwoli obu rządom odeprzeć zarzuty o stosowanie podwójnych standardów.
Wśród 52 francuskich sygnatariuszy znaleźli się m.in. Yves Aubin de la Messuzière i Denis Bauchard (byli dyrektorzy departamentu Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu w Quai d’Orsay), Bernard Bajolet (były ambasador w Algierii i Jordanii) oraz Frédéric Desagneaux (były konsul generalny w Jerozolimie).
Po stronie brytyjskiej (50 osób) podpisali się m.in. Sir Jeremy Greenstock i Sir Emyr Jones Parry – byli stałe przedstawiciele Wielkiej Brytanii przy ONZ – a także Sir Vincent Fean, były konsul generalny w Jerozolimie. Wielu sygnatariuszy pełniło wysokie funkcje na Bliskim Wschodzie: w Egipcie, Iranie, Bahrajnie, Syrii, Turcji, Kuwejcie, Arabii Saudyjskiej czy Katarze.
Apel pojawia się w momencie rosnącego napięcia wokół rozbudowy osiedli. Kilka dni wcześniej Francja, Wielka Brytania, Włochy i kilka innych państw europejskich skrytykowały publikację izraelskich przetargów dotyczących projektu E1, oceniając, że jeszcze bardziej oddala on perspektywę pokoju.
List byłych dyplomatów stanowi jedną z najbardziej zdecydowanych i jednolitych inicjatyw tego typu ze strony byłych przedstawicieli dwóch kluczowych mocarstw europejskich. Autorzy nie ukrywają, że ich celem jest wywarcie presji na rządy Macrona i Burnhama, by te – po formalnym uznaniu Palestyny – przeszły od deklaracji do konkretnych środków prawnych i gospodarczych.
Autorstwo: Andrzej Kumor
Źródło: Goniec.net

US Army Central via dvidshub
Kiedy blog geopolityczny ogłasza upadek amerykańskiej hegemonii na Bliskim Wschodzie, łatwo zbagatelizować to jako pobożne życzenia. Jednak kiedy „Foreign Affairs” , szacowny magazyn wpływowej Rady Stosunków Zagranicznych (CFR), publikuje artykuł zatytułowany „Koniec amerykańskiego Bliskiego Wschodu”, zasługuje on na bliższe przyjrzenie się. Od ponad wieku magazyn jest jednym z najważniejszych forów debaty w amerykańskim establishmencie polityki zagranicznej.
W swojej analizie politolog Marc Lynch nie opisuje po prostu kolejnego kryzysu w amerykańskiej polityce zagranicznej. Jego diagnoza sięga głębiej: porządek polityczny, który Waszyngton budował na Bliskim Wschodzie przez dekady i bronił ogromnymi zasobami wojskowymi, dyplomatycznymi i finansowymi, dobiegł końca.
Przez dekady porządek ten opierał się na prostej zasadzie. Stany Zjednoczone gwarantowały bezpieczeństwo sojusznikom, chroniły strategiczne szlaki handlowe i energetyczne, stacjonowały wojska w regionie, a jednocześnie starały się powstrzymywać przeciwników – przede wszystkim Iran – militarnie, gospodarczo i dyplomatycznie.
Jednak ten model coraz bardziej osiąga swoje granice.
Państwa regionu od dawna stały się bardziej niezależne. Arabia Saudyjska i monarchie Zatoki Perskiej realizują własne interesy, Chiny są głęboko zakorzenione gospodarczo w regionie, Rosja pozostaje czynnikiem geopolitycznym, a Iranu nie da się po prostu usunąć z regionalnego porządku, pomimo dekad sankcji i presji militarnej.
Waszyngton wciąż dysponuje ogromną potęgą militarną. Ale przewaga militarna to nie to samo, co kontrola polityczna. W tym tkwi prawdziwa porażka.
Stany Zjednoczone mogą bombardować, nakładać sankcje i wysyłać wojska – ale mają coraz mniejszą władzę, aby decydować, jak powinien wyglądać porządek polityczny po wykorzystaniu tej władzy.
Jest to szczególnie widoczne w przypadku Iranu. Przez dekady celem było odizolowanie Teheranu, osłabienie go i odsunięcie od regionalnej architektury bezpieczeństwa. Jednak, aby w ogóle na Bliskim Wschodzie mógł powstać stabilny porządek, w dłuższej perspektywie nie ma innego sposobu, jak włączyć do niego również Iran. Lynch krytykował już wcześniej amerykańską obsesję na punkcie regionalnej dominacji i permanentnego powstrzymywania Iranu.
To właśnie czyni obecną debatę tak niezwykłą. Nie chodzi już tylko o to, czy Waszyngton wygra, czy przegra wojnę. Chodzi o to, czy cała amerykańska strategia ostatnich dekad nadal działa.
Odpowiedź, która zawarta jest już w tytule książki Foreign Affairs , jest druzgocąca: era Bliskiego Wschodu, którego porządek został zaprojektowany przez Waszyngton i którego granice amerykańskiej potęgi zostały określone przez Waszyngton, dobiega końca.
Nie oznacza to, że Stany Zjednoczone znikną z regionu. Ich bazy wojskowe, sojusze, interesy gospodarcze i wsparcie dla Izraela pozostaną. Istnieje jednak zasadnicza różnica między obecnością a dominacją .
Ironia sytuacji jest ogromna: im bardziej Waszyngton stara się bronić starego porządku za pomocą siły militarnej, tym wyraźniej widać, że sama siła militarna nie jest już w stanie utrzymać tego porządku.
Fakt, że diagnoza ta jest obecnie dyskutowana w jednym z najważniejszych czasopism poświęconych polityce zagranicznej w Stanach Zjednoczonych, jest czymś więcej niż tylko debatą akademicką.
Jest to przyznanie, że Bliski Wschód nie jest już automatycznie Bliskim Wschodem Ameryki.
Siła służb wywiadowczych
Apple prawdopodobnie nie istniałoby bez CIA.
Wszystkie główne amerykańskie firmy internetowe są de facto spółkami zależnymi CIA, co już wykazałem w przypadku Facebooka i Google. „Wall Street Journal” donosi, że Apple praktycznie nie istniałoby w obecnej formie, gdyby CIA nie udzieliła mu początkowego wsparcia.
Punkt widzenia Thomasa Röpera.
Główne amerykańskie firmy internetowe są de facto spółkami zależnymi CIA i innych amerykańskich agencji wywiadowczych, które bardzo wcześnie dostrzegły potęgę internetu. Internet decyduje teraz, co ludzie wiedzą, a czego nie; staliśmy się transparentni w sieci, ponieważ Google i Facebook dokładnie wiedzą, kiedy i gdzie byliśmy – a nawet z kim. To były tylko przykłady; chyba nie muszę tego dalej wyjaśniać.
Ponieważ amerykańskie agencje wywiadowcze przewidziały ten rozwój sytuacji, już na wczesnym etapie rozważały, jak kontrolować internet. W tym celu CIA specjalnie wspierała powstawanie kilku startupów i pomagała im stać się quasi-monopolistami w swoich branżach. Opisywałem już, jak to się potoczyło w przypadku Facebooka i Google’a, i powtórzę to w tym artykule dla każdego, kto jeszcze o tym nie słyszał.
Z biegiem lat korporacje Meta (Facebook) i Alphabet (Google) wykupiły wszystkie duże (i małe, ale obiecujące) firmy internetowe (YouTube, WhatsApp, Instagram itd.). Skutecznie kontrolują internet, a nawet życie ludzi – a CIA ma dostęp do wszystkich danych, nawet jeśli oficjalnie się temu zaprzecza.
Wiedziałem, że Apple nie mogło powstać niezależnie od CIA, ale do tej pory nie znałem historii, która się za tym kryje. Teraz to się zmieniło, ponieważ Sharon Weinberger, dziennikarka „Wall Street Journal”, napisała książkę zatytułowaną „ Dolina śmierci: jak wielkie firmy technologiczne napędzają przyszłość wojny ” , która ma się ukazać we wrześniu i ujawnia powiązania między Apple a CIA.
Jako dziennikarka „Wall Street Journal” ma zaszczyt pisać artykuły o swojej książce w gazecie i w ten sposób ją promować. Jeden z takich artykułów został już opublikowany i przetłumaczyłam go. Po przetłumaczeniu powtórzę to, co już wcześniej napisałam o powiązaniach CIA z Facebookiem i Google.
—————————————————————–
Początek tłumaczenia:
Ukryte poczucie winy Apple’a wobec CIA
Gdyby nie fundusze CIA, które w latach 80. utrzymały firmę NeXT na powierzchni, Steve Jobs mógłby nie powrócić do Apple z triumfem – a iPhone mógłby nie mieć podstawowego kodu systemu operacyjnego.
Gdy CIA niespodziewanie pojawiła się w siedzibie NeXT, nowej firmy komputerowej Steve’a Jobsa, zimna wojna była w pełnym rozkwicie.
Był rok 1986, a prezydent Ronald Reagan wysyłał miliardy dolarów do Pentagonu, głównie na finansowanie nowych technologii, w tym obrony przeciwrakietowej i satelitów szpiegowskich. W środowisku bezpieczeństwa narodowego niektórzy dostrzegali wagę rewolucji komputerowej w Dolinie Krzemowej i potrzebę zaangażowania się w nią.
Joe Romello i Jeff Harris byli wśród nich. Pracowali dla tzw. „Programu B” CIA, tajnej inicjatywy mającej na celu rozwój rozpoznania satelitarnego, i wierzyli, że Jobs, który założył swoją nową firmę w 1985 roku po odejściu z Apple, mógłby dostarczyć kluczowej technologii służbom wywiadowczym.
Romello i Harris powiedzieli, że chcieliby porozmawiać z nim bezpośrednio na temat „kwestii związanych z obronnością, w szczególności gromadzenia informacji wywiadowczych ”. Ze względu na klauzulę tajności nie mogli podać szczegółów, chcieli jednak wiedzieć, czy Jobs znajdzie czas na spotkanie.
Ale dlaczego Jobs, dziecko kontrkultury, które praktykowało buddyzm pod okiem mistrza zen i opisało zażycie LSD jako doświadczenie kształtujące jego osobowość, miałby wiązać przyszłość swojej firmy ze szpiegami?
Za zamkniętymi drzwiami
Dziś, gdy Dolina Krzemowa i Pentagon odnawiają swoje relacje, a miliardy dolarów kapitału wysokiego ryzyka napływają do setek nowych startupów z branży obronnej, wielu dyrektorów technologicznych powołuje się na patriotyzm i odnowę narodową, aby zdobywać kontrakty wojskowe, ale w przeszłości to wzajemne interesy napędzały współpracę. Ten mało znany epizod powiązań Jobsa z amerykańskim wywiadem jest wart wspomnienia właśnie dlatego, że ujawnia głębokie korzenie tej relacji – i jej rolę w urzeczywistnieniu systemu operacyjnego Apple.
Jobs prawdopodobnie nie był specjalnie zaskoczony, gdy dowiedział się, że CIA chce z nim rozmawiać.
Oprócz założenia NeXT, w lutym 1986 roku Jobs przejął dział grafiki komputerowej Lucasfilm George’a Lucasa, który produkował komputer Pixar Image Computer. Większościowy udział Jobsa w nowo powstałej firmie przyniósł ze sobą nieoczekiwaną technologię: Pixar nawiązał współpracę z ESL, dostawcą sprzętu obronnego z Doliny Krzemowej, w celu opracowania komputera przeznaczonego specjalnie dla analityków wywiadowczych do analizy zdjęć satelitarnych.
Kiedy Jobs w końcu spotkał Roberta Kohlera, prezesa ESL, od razu przypadli sobie do gustu, wspominał Garry Fuller, który wówczas pracował dla ESL, a później przeniósł się do NeXT. Kohler, były wysoko postawiony urzędnik CIA, powiedział Jobsowi, że komputer NeXT został zaprojektowany, aby „robić dla studentów, profesorów i badaczy dokładnie to, co robi wywiad za zamkniętymi drzwiami”.
Romellowi i Harrisowi nie udało się zorganizować spotkania z Jobsem podczas ich pierwszej wizyty w siedzibie NeXT. Kiedy Romello w końcu spotkał się z Jobsem w Nowym Jorku, nie ujawnił on szczegółowych planów CIA.
Jobs i tak nie chciał o tym słyszeć. „Nie mów mi niczego, czego nie powinienem wiedzieć, bo nie będę pamiętał, żeby o tym zapomnieć” – powiedział Jobs Romellowi. To nie był problem dla Romella. Wyjaśnił, czego chciał: kupić stacje robocze NeXT dla anonimowego klienta.
„Ile jednostek możecie dostarczyć rocznie?” zapytał Romello.
„To poufne ” – odpowiedział Jobs.
„Czy to więcej niż 20 000? Bo chcę kupić dokładnie 20 000 sztuk ” – powiedział Romello. „I potrzebuję ich w tym roku, ale z dwiema modyfikacjami”.
Modyfikacje, o które wnioskował Romello, nie miały zostać wprowadzone ani przez Jobsa, ani przez NeXT. Klient z branży wywiadowczej zażądał szybszego układu Motoroli i specjalnej karty graficznej od Intela.
„Nigdy mu nie powiedzieliśmy, czego naprawdę chcemy” – powiedział Romello. „Nie daliśmy mu kopii chipa. Instalację wykonaliśmy później my lub nasi pośrednicy”.
Jobs mógł nie wiedzieć dokładnie, co CIA zamierza zrobić z jego komputerami, ale ostatecznie otrzymał najwyższy poziom tajności, który pozwolił mu uzyskać dostęp do tajnych obiektów.
Prawda jest taka, że NeXT rozpaczliwie potrzebował tej sprzedaży. Firma zmagała się z problemami wynikającymi głównie z perfekcjonizmu Jobsa, który w firmie, którą teraz zarządzał i kontrolował, groził ruiną całego biznesu. Stacje robocze NeXT były drogie i nieosiągalne dla większości osób. Sprzedaż na uniwersytety, które Jobs miał nadzieję, że staną się kluczową grupą klientów, nie doszła do skutku.
Pozostał przede wszystkim kontrakt z CIA, o którego istnieniu prawie nikt nie wiedział. Publicznie NeXT oświadczyło, że zawarło kontrakt z rządem niemieckim w ramach partnerstwa z ESL. Nawet w samym rządzie udział CIA był ukrywany. Według Daina Ehringa, który współpracował z Romello przy kontrakcie z NeXT, oficjalnym nabywcą była Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA).
„Nikt nie miał wizytówek”.
Niewielu pracowników NeXT wiedziało, co się dzieje, gdy w biurze pojawili się tajemniczy goście z Waszyngtonu, i ci pracownicy wiedzieli, że najlepiej nie zadawać zbyt wielu pytań. Dan’l Lewin, którego Jobs przeciągnął z Apple do NeXT, wspominał, że w biurze pojawiło się pół tuzina różnych grup, wszystkie wyglądające jak „agenci z półki”.
„Weszli i powiedzieli: »Cześć, mam na imię Sally«. »Mam na imię Bill«. »Mam na imię Sanjay«, cokolwiek” – wspominał Lewin. „I nikt nie miał wizytówek. Wszyscy się uśmiechali, a my robiliśmy swoje na pokazach. W sali byli też ludzie z ESL, bo ESL miało wszystko prowadzić. Potem wszyscy wyszli uśmiechnięci i kiwając głowami, bez słowa”.
CIA sprowadziła zespół z Sun Microsystems, który wcześniej współpracował z agencją wywiadowczą, aby pomóc Jobsowi zwiększyć produkcję. W pierwszym miesiącu wyprodukowano sto sztuk. Następnie NeXT zwiększył produkcję do 1500 sztuk miesięcznie, a następnie do 5000.
Komputery, prosto z linii montażowej, ładowano wczesnym rankiem na niepozorne ciężarówki, które docierały do magazynu NeXT i transportowano do firmy-przykrywki CIA. Tam instalowano zmodyfikowane układy scalone i procesory graficzne. Po montażu urządzenia ładowano z powrotem na ciężarówki i przewożono do bazy wojskowej Moffett Field. Stamtąd ładowano je na masywne samoloty transportowe C-5 i przetransportowywano do ostatecznych – tajnych – miejsc przeznaczenia.
Jobs nadal nie wiedział dokładnie, dokąd trafią jego komputery NeXT ani dlaczego, przynajmniej według funkcjonariuszy wywiadu. Prawda była taka, że nawet osoby odpowiedzialne za zakup – w tym sam Romello – nie mogły w pełni przewidzieć, jak ostatecznie zostaną wykorzystane.
Komputery trafiły do analityków z Narodowego Biura Rozpoznania (NRO), którzy wykorzystali ekrany o wysokiej rozdzielczości i specjalistyczne układy scalone NeXT do analizy zdjęć satelitarnych, na przykład w celu ustalenia, czy dany kraj przenosi swoje siły zbrojne lub buduje silos rakietowy. Sprzęt umożliwił również analitykom tworzenie i udostępnianie briefingów, zarówno dla członków Kongresu, jak i prezydenta, w tym komentarzy wideo, zdjęć i adnotacji.
Równie ważne było to, że NeXTcubes, jak je nazywano, umożliwiały wymianę danych w sieciach wywiadowczych i dawały personelowi wojskowemu na całym świecie dostęp do nowo pozyskanych obrazów, umożliwiając ich analizę w czasie rzeczywistym. Sieć WWW była jeszcze w powijakach, ale dzięki NeXT, społeczność wywiadowcza miała w zasadzie własny, działający internet. „Wtedy nie używaliśmy terminu »internet«; nazywaliśmy to po prostu »siecią rozległą« lub czymś podobnym” – powiedział Romello.
W miarę jak coraz więcej żołnierzy zaczęło oglądać obrazy na własne oczy, nie musieli już polegać wyłącznie na analizach wywiadowczych. NeXT dostarczał dowódcom w bazach na całym świecie surowe dane – obrazy, które mogli interpretować „niemal w czasie rzeczywistym, na własne oczy ”, jak twierdzi Romello.
Podważyło to długotrwałą kulturę scentralizowanej pracy wywiadowczej CIA. Według Romella była to „największa niezamierzona konsekwencja” nowych komputerów.
NeXT został zintegrowany ze służbami wywiadowczymi w momencie, gdy ich misja zaczęła się zmieniać. Związek Radziecki upadł w 1991 roku, a Stany Zjednoczone z jednego z dwóch supermocarstw stały się jedynym hegemonem w świecie pełnym nowych zagrożeń: państw zbójeckich, rosnącej potęgi Chin i terroryzmu.
Jobs nie miał jednak długo odgrywać znaczącej roli w tej nowej erze; miał inne priorytety niż Pentagon i CIA. Harris, który towarzyszył Romellowi do siedziby NeXT, wspominał spotkanie z Jobsem w połowie lat 90., podczas którego przedsiębiorca powiedział mu:
„Zrewolucjonizuję przemysł muzyczny”.
Harris, wówczas szef organizacji pozarządowych, początkowo nie miał pojęcia, o czym mówi Jobs, ale ostatecznie zrozumiał.
W 1996 roku Apple ogłosiło przejęcie NeXT, a Jobs powrócił do firmy, którą współtworzył. Kilka lat później Jobs odzyskał kontrolę nad całą firmą i utorował jej drogę do stania się najcenniejszą marką świata – i, zgodnie z obietnicą, zrewolucjonizował przemysł muzyczny wraz z pojawieniem się iPoda i iTunes.
Mimo że NeXT został przyćmiony w kulturze popularnej przez Apple, DNA jego systemu operacyjnego NEXSTEP stanowiło podstawę wszystkich produktów Apple , od komputerów Mac po iPhone’y.
Apple nigdy nie stał się znaczącym dostawcą sprzętu obronnego, takim jak NeXT. Po zakończeniu zimnej wojny wydatki na obronę gwałtownie spadły, spadając o prawie 30 procent pod koniec lat 90., dokładnie w czasie eksplozji rynku komputerów osobistych.
Wraz ze wzrostem rozbieżności interesów Doliny Krzemowej z interesami wojska i agencji wywiadowczych, więzi te osłabły. Teraz, gdy Pentagon planuje wydać w przyszłym roku ponad 1,5 biliona dolarów na inwestycje w nowe technologie, takie jak sztuczna inteligencja, Dolina Krzemowa ożywia te relacje.
Najbardziej trwałym skutkiem krótkiego kontaktu Jobsa z bezpieczeństwem narodowym było po prostu to, że umożliwiło to najsłynniejszemu przedsiębiorcy Doliny Krzemowej powrót do Apple.
Współpraca z agencjami wywiadowczymi dała Jobsowi „kolejne pięć lat na wzmocnienie i rozwinięcie firmy, aby udowodnić akcjonariuszom i rynkowi, że jest prawowitym liderem biznesowym, a nie tylko szczęściarzem, który potrafi coś sprzedać” – powiedział Ehring, który w 1990 r. opuścił świat wywiadu, aby pracować z Jobsem w NeXT.
„Bez wsparcia NRO, które umożliwiło Steve’owi rozwój, nie wróciłby do Apple w roli dyrektora generalnego, który dokonał transformacji”.
Koniec tłumaczenia
Ponownie publikuję artykuł, który pierwotnie opublikowałem 23 grudnia 2023 r. w kontekście plików Twittera, które ujawniają powiązania CIA z Facebookiem i Google.
Dlaczego firmy internetowe są narzędziami amerykańskich agencji wywiadowczych
Większość ludzi nadal uważa, że amerykańskie firmy internetowe to korporacje kierujące się motywami ekonomicznymi i zainteresowane przede wszystkim zyskiem. Ich zachowanie od dawna dowodzi, że nie jest to prawdą. Co więcej, historie powstania tych amerykańskich firm internetowych dostarczają licznych dowodów na to, że są one w istocie spółkami zależnymi amerykańskich agencji wywiadowczych.
Ujawnienie plików Twittera potwierdziło te podejrzenia: amerykańskie agencje wywiadowcze kontrolują sieci społecznościowe, dyktując, które opinie, newsy, a nawet konkretne posty i użytkowników powinny być promowane, a których cenzurowane. Amerykańskie agencje wywiadowcze zażądały również przekazania danych osobowych użytkowników – notabene z naruszeniem przepisów prawa. Zostało to już udowodnione, przynajmniej w przypadku Twittera, ponieważ FBI zażądało przekazania tych danych od Twittera.
Amerykańskie agencje wywiadowcze dążą do sterowania opinią publiczną nie tylko w USA, ale na całym świecie, do cenzurowania nieprzyjemnych informacji i do uzyskania całkowitej kontroli nad samymi ludźmi.
W tym artykule zagłębię się w całą tę historię, a także na nowo przyjrzę się powstaniu największych firm internetowych. Aby to zrozumieć, musimy cofnąć się w przeszłość. Niestety, jest to niezbędne do uchwycenia sedna problemu.
Niezamierzona wolność ery informacji
Kiedy w latach 90. narodził się internet, panowała wielka euforia. Wizjonerzy widzieli nadejście nowej ery – ery informacji. Wiedza i informacje, jak wierzono, będą dostępne dla każdego online; ludzie będą mogli komunikować się i dzielić wiedzą i informacjami bez ograniczeń. Nadeszła nowa era prawdziwej wolności i autentycznej demokracji, w której każdy będzie miał dostęp do wszystkich informacji.
Taka wolność jednak niepokoi tych u władzy. Wyobraźcie sobie, że wolny internet istniałby już w 1991 roku, kiedy USA zaatakowały Irak. W tym czasie rząd USA, z pomocą agencji PR, prowadził propagandę wojenną, aby przedstawić Saddama Husajna jako nowego Hitlera, mając nadzieję na uzyskanie poparcia dla wojny, której pragnęły Stany Zjednoczone. Sfabrykowano wiele kłamstw, na przykład kłamstwo o inkubatorach, które twierdziło, że iraccy żołnierze w kuwejckich szpitalach wyrywali wcześniaki z inkubatorów i bili je na śmierć. Zostało to imponująco potwierdzone, gdy 16-letnia pielęgniarka z Kuwejtu ze łzami w oczach opowiedziała tę historię przed Senatem USA. Zdjęcia płaczącej dziewczyny w Senacie obiegły cały świat, a w rezultacie wojna z Saddamem stała się społecznie akceptowalna na Zachodzie i na całym świecie.
Problem w tym, że to wszystko było kłamstwem. Historia została całkowicie zmyślona, a „pielęgniarka” była w rzeczywistości córką ambasadora Kuwejtu w Waszyngtonie. Nikt o tym wtedy nie wiedział, ponieważ nie było internetu, gdzie można było szybko dowiedzieć się, kim naprawdę jest ta dziewczyna. Dziś każdy mógłby obalić tę historię w dziesięć minut, wyszukując zdjęcia w internecie i weryfikując informacje.
Dlatego już na początku lat 90. rząd USA zaczął zastanawiać się nad tym, jak kontrolować Internet, a nawet wykorzystać go jako broń w „wojnie informacyjnej” (mówiono o „konfliktach w erze informacji” ).
Forum Highland
W 1994 roku, kiedy zwykli ludzie nie wiedzieli jeszcze, czym jest internet, Pentagon powołał do życia Highland Forum. Jego misją była analiza zagrożeń związanych z nadchodzącą erą informacji i poszukiwanie sposobów kontrolowania internetu. Pierwsze formalne spotkanie odbyło się w lutym 1995 roku. Projekt został sfinansowany przez zastępcę sekretarza obrony USA, odpowiedzialnego za wywiad i kontrolę informacji. To stanowisko faktycznie istnieje; jego oficjalny akronim to PDASD (C3I).
DARPA również była zaangażowana od samego początku. DARPA to agencja Pentagonu, której misją, mówiąc wprost, jest badanie literatury science fiction. DARPA finansuje projekty badawcze, które wydają się być science fiction, ale w przypadku sukcesu mogą zostać wykorzystane jako broń. Nic więc dziwnego, że DARPA od początku angażowała się w kwestię, jak rząd USA mógłby w przyszłości kontrolować internet i wpływać na przepływ informacji, a nawet nim kierować.
Nie znajdziesz tego na Wikipedii ani w mediach głównego nurtu; musisz tego poszukać. Możesz na przykład znaleźć referat z seminarium Highland Forum. Seminarium zatytułowane „ Seminarium na temat wywiadu, dowodzenia i kontroli ” odbyło się na Uniwersytecie Harvarda w grudniu 2001 roku, a w tekście znajduje się ramka informacyjna, w której można przeczytać o tym wszystkim. (Zdjęcie w załączeniu)
Amerykańskie agencje wywiadowcze NSA i DIA, a prawdopodobnie także CIA, od samego początku brały udział w pracach Highland Forum.
Celem Highland Forum było kontrolowanie wolności informacji w erze internetu. Wymagało to kontrolowania tego, co ludzie mogli znaleźć, co widzieli w wyszukiwarkach internetowych itd. Dziś Google, między innymi, realizuje to zadanie, wykorzystując swoje algorytmy do decydowania, co jest nam pokazywane w wyszukiwarce Google lub co widzimy na YouTube, a co jest ukrywane na YouTube, poprzez shadowbanning lub usuwanie.
W latach 90. rząd USA postawił sobie za cel kontrolowanie internetu. W tym celu powstało Highlands Forum, a amerykańskie agencje wywiadowcze prowadziły również projekt o nazwie Massive Digital Data Systems (MDDS), który realizował te same cele co Highlands Forum. To tylko znane szczegóły; to, co działo się w tajemnicy, pozostaje przedmiotem spekulacji.
Założenie Google
Napisałem bardzo szczegółowy artykuł o powstaniu Google i jego wciąż bardzo bliskich powiązaniach z amerykańskimi agencjami wywiadowczymi, który znajdziecie tutaj , jeśli jesteście zainteresowani . Dzisiaj nie będę się w to zagłębiał, a jedynie przedstawię kulisy powstania Google.
Podczas gdy w 1994 roku powstawało Highland Forum, dwóch młodych studentów Uniwersytetu Stanforda dokonało przełomu, tworząc aplikację do automatycznego indeksowania sieci i pozycjonowania stron. Ci dwaj studenci, Sergey Brin i Larry Page, później stali się założycielami Google, a to, co stworzyli, stanowi rdzeń wyszukiwarki Google.
Nie ulega wątpliwości, że badania Siergieja Brina były finansowane przez rząd USA. Otrzymał on grant od National Science Foundation, agencji rządowej USA ściśle powiązanej z Pentagonem i amerykańskimi agencjami wywiadowczymi. Grant Brina, a także inne granty przyznane osobom, które później odniosły sukces w Dolinie Krzemowej, dowodzą, że amerykańskie agencje wywiadowcze były zaangażowane w powstawanie firm internetowych od samego początku i do dziś utrzymują bliskie relacje z Doliną Krzemową. Highland Forum położyło podwaliny pod ten rozwój dzięki swoim innowacyjnym pomysłom.
Siergiej Brin był jedną z osób, z którymi utrzymywano bardzo bliskie kontakty. Jest to powszechnie znane, ponieważ profesor informatyki Bhavani Thuraisingham napisała w artykule z 2013 roku, że w latach 90. kierowała projektem o nazwie Massive Digital Data Systems (MDDS) dla amerykańskich agencji wywiadowczych. W swoim artykule pisze:
„W rzeczywistości współzałożyciel Google, Siergiej Brin, był częściowo finansowany z tego programu, gdy był doktorantem na Uniwersytecie Stanforda. Opracował system Query Flocks ze swoim promotorem, profesorem Jeffreyem Ullmanem, i moim kolegą z MITRE, dr. Chrisem Cliftonem. System ten stworzył rozwiązania do eksploracji dużych ilości danych w bazach danych. Pamiętam wizytę na Uniwersytecie Stanforda z dr. Rickiem Steinheiserem ze Wspólnoty Wywiadowczej. Brin przyjechał na rolkach, wygłosił prezentację i od razu zniknął. Na naszym ostatnim spotkaniu we wrześniu 1998 roku pan Brin zademonstrował swoją wyszukiwarkę, która wkrótce stała się Google”.
Firma Google została założona 4 września 1998 roku, co zbiegło się z ostatnią prezentacją Brina dla CIA.
Dziennik życia
Highlands Forum szybko zdało sobie sprawę, że potencjał internetu wykracza daleko poza te ramy. Na początku XXI wieku DARPA uruchomiła program LifeLog, którego celem było stworzenie ogromnej elektronicznej bazy danych zawierającej informacje o wszystkich aktywnościach i relacjach danej osoby. Miała ona obejmować każdy aspekt życia (zakupy dokonywane kartą kredytową, odwiedzane strony internetowe, treść rozmów telefonicznych, wysłane i odebrane e-maile, skany faksów, wysłaną i odebrane pocztę, wysłane i odebrane wiadomości na czacie, przeczytane książki i czasopisma, wybór programów telewizyjnych i radiowych, śledzenie GPS i wiele innych). Nadrzędnym celem było poznanie każdej osoby na tyle precyzyjnie, aby oprogramowanie mogło nawet przewidywać jej przyszłe działania.
Ogłoszony w 2003 roku program wywołał spore poruszenie i protesty, dlatego DARPA zakończyła go w 2004 roku. W 2003 roku „New York Times” napisał o LifeLog:
„Celem LifeLog jest stworzenie przeszukiwalnej
bazy danycho życiu ludzkim, początkowo programistów, w celu rozwoju sztucznej inteligencji” – poinformowała agencja. Technologia ta miałaby doprowadzić do powstania nowej klasy systemów zdolnych do myślenia w odmienny sposób, uczenia się na podstawie doświadczeń i „szybkiego reagowania na niespodzianki” – twierdzi Biuro Technologii Przetwarzania Informacji agencji. Abyto osiągnąć, system musi indeksować szczegóły życia codziennego i być w stanie „rozpoznawać rutyny, nawyki i relacje użytkownika z innymi ludźmi, organizacjami, miejscami i obiektami oraz wykorzystywać te wzorce do ułatwienia mu wykonywania zadań”.
DARPA jednocześnie prowadziła Biuro Świadomości Informacyjnej (IAO), program utworzony w celu przeszukiwania bazy danych pod kątem wszystkich dostępnych cech obywateli, a następnie analizowania ich pod kątem wzorców. Pretekstem była walka z terroryzmem. Kiedy program ujrzał światło dzienne i wybuchły protesty, w 2003 roku przemianowano go na Terrorist Information Awareness (Świadomość Informacyjna o Terroryzmie), ponieważ nazwa ta mniej przypominała nadzór nad ludnością. Chociaż oczywiste jest, że LifeLog i IAO miały podobne cele i pasowały do siebie jak elementy mozaiki, rząd USA zaprzeczył, jakoby LifeLog był podprogramem IAO.
Highlands Forum prawdopodobnie już w latach 90. XX wieku zdało sobie sprawę, że internet, gdy komputery staną się przenośne i staną się częścią codziennego życia, a także mobilne, umożliwi praktycznie całodobowy nadzór nad ludźmi. Będzie można zobaczyć, z kim ludzie się spotykają, co robią, w jakich wydarzeniach uczestniczą, co piszą na czatach itd. Pierwsze iPhone’y pojawiły się dopiero po dziesięciu latach, ale wszystko, co zrobiły LifeLog i IAO, dowodzi, że przewidziały i zaplanowały rozwój takich urządzeń dekadę wcześniej. Z pewnością nie znały jeszcze dokładnej natury tej technologii ani istnienia smartfonów, ale z pewnością przewidziały pojawienie się przenośnych komputerów, które staną się częścią codziennego życia każdego z nas, i przygotowały się na ich potencjalne zastosowanie.
Dzisiaj Facebook gromadzi dokładnie te same dane, do których został zaprojektowany LifeLog: z kim się przyjaźnimy, z kim spędzamy czas, w jakich wydarzeniach bierzemy udział, jakie są nasze zainteresowania itd. W połączeniu z danymi Google dotyczącymi naszych wyszukiwań i filmów oglądanych na YouTube, każdy jest już dziś transparentny, niezależnie od tego, czy mu się to podoba, czy nie. Google dokładnie wie, kiedy i gdzie byłeś dzięki śledzeniu GPS; każdy może to sprawdzić w ustawieniach Map Google na swoim telefonie.
Początki Facebooka
Napisałem również szczegółowy artykuł o powstaniu Facebooka i jego powiązaniach z amerykańskimi agencjami wywiadowczymi, który można znaleźć tutaj . Podobnie jak w przypadku Google, ograniczę się do najważniejszych faktów na temat Facebooka.
W lutym 2004 roku poinformowano o wycofaniu programu LifeLog. 13 kwietnia 2004 roku założyciele Facebooka zarejestrowali firmę TheFacebook LLC na Florydzie. Ze względów podatkowych, TheFacebook Inc., która przejęła pierwotną firmę, została zarejestrowana w Delaware 29 lipca 2004 roku. W tym czasie założyciele Facebooka, w tym Mark Zuckerberg, poznali już urodzonego w Niemczech internetowego miliardera Petera Thiela, który natychmiast udzielił wsparcia finansowego nowej firmie, Facebook, która wkrótce po założeniu stanęła na skraju bankructwa. Od tego czasu Thiel, który zasiada również w komitecie sterującym konferencji Bilderberg, jest związany z Facebookiem.
Peter Thiel ma doskonałe kontakty z CIA. Jest jednym z założycieli Palantir. Palantir to firma informatyczna analizująca duże zbiory danych (Big Data) dla agencji wywiadowczych. Założenie Palantir w maju 2003 roku było możliwe wyłącznie dzięki kapitałowi podwyższonego ryzyka, który otrzymała od funduszu inwestycyjnego In-Q-Tel. In-Q-Tel to fundusz venture capital CIA, który inwestuje w technologie, które agencja uważa za obiecujące z punktu widzenia wywiadu. In-Q-Tel jest zatem swego rodzaju odpowiednikiem agencji DARPA Pentagonu; obie instytucje zapewniają dostęp do przyszłych technologii, które mogą być wykorzystywane przez agencje wywiadowcze lub wojsko.
Facebook otrzymał następnie wszelkie niezbędne wsparcie, aby szybko się rozwijać i wyprzedzić inne, istniejące sieci społecznościowe. Facebook konsekwentnie wypierał swoich konkurentów z rynku. Byłoby to niemożliwe bez wsparcia Petera Thiela, który uratował Facebooka przed bankructwem. Rozwój Facebooka jest podobny do historii Google, które szybko wyparło swoich konkurentów po swoim powstaniu.
Od samego początku Facebook i Google utrzymywały bardzo bliskie powiązania z CIA i Pentagonem za pośrednictwem agencji In-Q-Tel i DARPA. W przypadku Google, jak pokazuje powiązany powyżej artykuł, jest to o wiele bardziej oczywiste, ponieważ CIA finansowała założycieli Google nawet w trakcie ich studiów. Jednak w przypadku Facebooka ślady są zaskakująco gęste, biorąc pod uwagę, że LifeLog został zamknięty w lutym 2004 roku, a Facebook powstał zaledwie dwa miesiące później, a Peter Thiel, który miał bliskie powiązania z In-Q-Tel, dołączył do firmy jako udziałowiec niemal natychmiast.
Facebook, jak już wiemy, jest dokładnie tym, czym LifeLog miał być: punktem gromadzenia danych, który wie wszystko o osobach, które się tam zarejestrowały. To obecnie prawie trzy miliardy aktywnych użytkowników na całym świecie. Udostępniają oni swoje dane całkowicie dobrowolnie i dobrowolnie poddają się monitorowaniu. Z pewnością o tym marzył LifeLog.
Siła Facebooka i Google’a
Facebook szybko stał się bardzo dobry w analizowaniu i wykorzystywaniu danych. Natychmiast wykonał zadanie, do którego zobowiązał się LifeLog. Nie wiem, czy Facebook skorzystał z możliwości Palantira w tym procesie. Jednak już w 2010 roku Facebook potajemnie wpłynął na wynik wyborów w USA w ramach eksperymentu . Na podstawie danych użytkowników Facebook wiedział, którzy użytkownicy popierają daną partię. Dlatego Facebook wysłał wiadomości do zwolenników jednego z kandydatów, przypominając im o głosowaniu. To skłoniło setki tysięcy wyborców, którzy w przeciwnym razie zostaliby w domach, do pójścia do urn, jak donosił Facebook w 2012 roku.
To niezwykłe, że Facebook nigdy nie został za to ukarany ani nawet oficjalnie skrytykowany, biorąc pod uwagę oburzenie, jakie Stany Zjednoczone wzniecają od lat za każdym razem, gdy ktoś zostaje oskarżony o ingerencję w wybory w USA. Kiedy Facebook robi to, aby sprawdzić swój wpływ na wybory, nikt w USA nie wydaje się tym przejmować.
Google skutecznie kontroluje internet, ponieważ jego algorytmy pozwalają mu sortować wyniki wyszukiwania tak, aby użytkownicy widzieli tylko to, co powinni. Na przykład podczas ostatniej kampanii wyborczej w USA ujawniono, że Google chciał sortować wyniki wyszukiwania dla Trumpa i Bidena w taki sposób, aby pozytywne artykuły o Bidenie i negatywne o Trumpie wyświetlały się na górze wyników.
Rola YouTube’a, spółki zależnej Google, jest powszechnie znana, a sam YouTube z dumą ogłasza , że usuwa kanały i filmy z powodów politycznych. A te polityczne powody zawsze idealnie pokrywają się z oczekiwaniami i poglądami amerykańskich elit, co stanowi kolejny dowód na bliskie powiązania Google’a z amerykańskimi agencjami wywiadowczymi.
Pliki Twittera
Nie zbadałem jeszcze szczegółowo genezy Twittera, ale dzięki plikom Twitter Files udowodniono, że Twitter realizował również życzenia amerykańskich agencji wywiadowczych i Pentagonu. To, czy amerykańskie agencje wywiadowcze były zaangażowane w Twittera od samego początku – tak jak w przypadku Facebooka i Google’a – nie jest zatem kluczowe.
Pliki Twittera to większy skandal niż afera Watergate, ponieważ pokazują, w jaki sposób FBI – w końcu agencja rządowa USA – praktykowało cenzurę polityczną i wpłynęło (a prawdopodobnie przesądziło o wyniku) kampanii wyborczej w USA w 2020 r. na korzyść kontrkandydata, a przeciwko urzędującemu prezydentowi, dbając o to, aby wszystkie kompromitujące informacje na temat Joe Bidena były cenzurowane i utrzymywane w tajemnicy przed opinią publiczną.
FBI interweniowało również bezpośrednio, wysyłając pracownikom Twittera listy użytkowników i tweety do ocenzurowania. Niektóre z tych tweetów miały wręcz charakter satyryczny. Sondaże wykazały, że około 20 procent tych, którzy głosowali na Bidena, nie zrobiłoby tego, gdyby wiedzieli o rewelacjach dotyczących laptopa Huntera Bidena i korupcji rodziny Bidenów .
Ponieważ FBI ocenzurowało te rewelacje, przynajmniej na Facebooku i Twitterze, a tym samym ukryło je przed opinią publiczną, ostatnie wybory prezydenckie w USA prawdopodobnie miałyby inny wynik, gdyby FBI nie interweniowało. Podsumowanie pierwszych pięciu rewelacji z plików Twittera można znaleźć tutaj , a szóste rewelacje można znaleźć tutaj w całości . Siódme rewelacje szczegółowo opisują, w jaki sposób FBI wpłynęło na Twittera.
Teraz wyszło na jaw, że Pentagon również miał dobrowolnego wspólnika na Twitterze. Ósma część „Aktów Twittera” ujawniła, że Twitter nie tylko świadomie pozwalał Pentagonowi szerzyć swoją (wojenną) propagandę na całym świecie za pomocą fałszywych kont, ale wręcz wspierał tę praktykę, jednocześnie publicznie deklarując swoje zobowiązanie do ścisłego usuwania kont rządowych i tajnych. Przez lata Twitter okłamywał opinię publiczną, w rzeczywistości wspierając Pentagon i amerykańskie agencje wywiadowcze w ich działaniach propagandowych i usuwając zarówno użytkowników, jak i tweety z powodów politycznych na ich „żądanie”.
Utrzymanie władzy przez elity USA
Wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA był „wypadkiem”, który zszokował elity w USA. Trumpa nie trzeba lubić, a ja ostro go krytykowałem podczas jego prezydentury, i to nie bez powodu. Ale ani przyjaciele, ani wrogowie nie mogą zaprzeczyć jednemu: Trump ma własny rozum i nie da się go kontrolować. To prawdopodobnie najważniejszy powód, dla którego elity w USA tak zaciekle się z nim sprzeciwiały.
Wszystkie firmy internetowe – i teraz wiemy, kto je kontroluje – pracowały dla Joe Bidena podczas kampanii wyborczej w USA w 2020 roku. Google odpowiednio manipulował wynikami wyszukiwania; wiele z tego, co powiedział Trump, zostało ocenzurowane i ukryte przed opinią publiczną.
Co jednak najważniejsze, wszystkie firmy internetowe zbiorowo ocenzurowały wszystko, co wyszło na jaw na temat laptopa Huntera Bidena w połowie października 2020 roku. Gdyby nie ta cenzura, Joe Biden nie tylko poniósłby druzgocącą porażkę w wyborach, jak wskazują sondaże, ale on i jego rodzina zostaliby również oskarżeni o popełnienie przestępstwa. Mimo to opinia publiczna do dziś nie zdaje sobie z tego sprawy, ponieważ nie tylko firmy internetowe cenzurowały informacje, ale także media głównego nurtu nie poinformowały o nich. Szkody, jakie ponieśliby nawet amerykańscy Demokraci w wyniku powszechnej publikacji, byłyby niewyobrażalne.
Amerykańscy Demokraci realizują politykę pożądaną przez amerykańskie elity, dlatego też cieszyli się wszelkim możliwym wsparciem ze strony władz USA, czego dowodem była skoordynowana interwencja amerykańskich agencji wywiadowczych w kampanii wyborczej Trump kontra Biden. To właśnie nazywa się „głębokim państwem”: osoby sprawujące władzę w agencjach rządowych są gotowe, w razie potrzeby, działać przeciwko własnemu wybranemu rządowi, aby osiągnąć cele tych, którzy nigdy nie zostali wybrani. Tak właśnie stało się z Trumpem, gdy amerykańskie agencje wywiadowcze działały przeciwko własnemu prezydentowi, a zamiast tego wspierały jego wysoce skorumpowanego kontrkandydata.
Amerykańskie agencje wywiadowcze wspólnie z firmami internetowymi zadecydowały o wyniku wyborów i w ten sposób zapewniły władzę elitom USA.
Wikipedia i amerykańskie agencje wywiadowcze
Od dawna wiadomo, że Wikipedia nie jest internetową encyklopedią, lecz narzędziem propagandy amerykańskich agencji wywiadowczych. Jakiś czas temu napisałem pięcioczęściowy cykl artykułów na ten temat; pierwszą część można znaleźć tutaj , a kolejne są linkowane w każdym artykule.
To, że Wikipedia jest narzędziem amerykańskich agencji wywiadowczych, obrazowo ilustruje pewien interesujący szczegół. W chwili pisania tych słów, 23 grudnia 2022 roku, w artykule o Twitterze w niemieckiej Wikipedii w ogóle nie wspomniano o plikach Twittera. Mieszkańcy Niemiec nie powinni o nich wiedzieć, ponieważ dla wielu osób poszukujących informacji w internecie Wikipedia jest źródłem numer jeden. To, co nie jest wspomniane w Wikipedii, jest po prostu nieznane większości ludzi.
To samo dotyczy anglojęzycznej wersji artykułu w Wikipedii o Twitterze; tam również w ogóle nie wspomniano o rewelacjach z Twitter Files. Najwyraźniej podejmowane są skoordynowane działania, aby ukryć przed opinią publiczną to, co ujawniły Twitter Files: że firmy internetowe są niczym więcej niż spółkami zależnymi amerykańskich agencji wywiadowczych.
To, że Wikipedia zachowuje się w ten sposób i śpiewa w tym samym chórze, co inne amerykańskie firmy internetowe, nie jest niczym zaskakującym, jak zaraz się przekonamy.
Newsguard
Amerykańska firma NewsGuard postawiła sobie za cel informowanie użytkowników bezpośrednio w przeglądarkach, za pomocą kolorowych wskaźników, które serwisy informacyjne są godne zaufania. NewsGuard monitoruje Anti-Spiegel od 2019 roku i naturalnie uważa moją pracę za nierzetelną.
NewsGuard to kolejne narzędzie amerykańskich agencji wywiadowczych, o czym świadczy skład ich personelu. Wśród doradców NewsGuard znajduje się Tom Ridge, pierwszy sekretarz bezpieczeństwa wewnętrznego USA, pierwszej amerykańskiej agencji wywiadowczej utworzonej po 11 września. Doradcą jest również generał Michael Hayden, były dyrektor CIA i NSA, znany z publicznego nawoływania do obławy na Edwarda Snowdena. Doradcą NewsGuard jest również były sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen, który założył fundację wspierającą politykę międzynarodową USA .
NewsGuard zatrudnia także wielu byłych urzędników rządu USA: Don Baer był dyrektorem ds. komunikacji w Białym Domu za kadencji Billa Clintona; Arne Duncan był sekretarzem edukacji za kadencji Baracka Obamy; Elise Jordan była autorką przemówień dla sekretarz stanu USA Condoleezzy Rice.
Co więcej, wielu lojalnych propagandzistów amerykańskiej polityki jest doradcami NewsGuard, ponieważ agencja zatrudnia dziennikarzy transatlantyckich z różnych krajów. Alina Fichter, która pracowała dla „Die Zeit” i „Süddeutsche Zeitung”, reprezentuje Niemcy. Gianni Riotta, piszący dla włoskiej gazety „La Stampa”, która bardziej niż jakakolwiek inna włoska gazeta reprezentuje narrację amerykańską i wielokrotnie przyciągała uwagę kontrowersyjnymi publikacjami, reprezentuje Włochy .
Richard Stengel jest również konsultantem w NewsGuard. Stengel jest autorem książki „ Wojny informacyjne: Jak przegraliśmy globalną bitwę z dezinformacją i co możemy z tym zrobić ”, której celem jest wyjaśnienie amerykańskim wojownikom informacyjnym, jak mogą wygrać wojnę informacyjną.
Podobnie jak wszyscy inni konsultanci NewsGuard, Stengel jest zagorzałym zwolennikiem narracji amerykańskiej, a NewsGuard jest jednym z niezliczonych narzędzi amerykańskich służb wywiadowczych, służących do wbijania ludziom do głowy pożądanych narracji (USA są wielkie i demokratyczne, wojny USA przynoszą demokrację i prawa człowieka, NATO jest pokojowe, amerykańscy miliarderzy chcą ratować świat jako „filantropi” itd.).
Zastanawiasz się, co to wszystko ma wspólnego z Wikipedią?
Mówiąc wprost: Jimmy Wales, współzałożyciel Wikipedii, jest również doradcą NewsGuard. Nic więc dziwnego, że Wikipedia nie zawiera żadnych krytycznych informacji na temat kwestii ważnych dla USA, a pliki Twittera w ogóle nie są tam wspomniane.
Amerykańskie agencje wywiadowcze wykonały kawał dobrej roboty, ponieważ sieć firm i fundacji, których używają do manipulowania globalną opinią publiczną, nie kończy się na internetowych gigantach i przykładach wymienionych w tym artykule. To, czy uda się osuszyć to bagno, jest prawdopodobnie kluczowym pytaniem dla przyszłości całego świata w nadchodzących latach.

+++
Oto link do najnowszej książki Thomasa Röpera „Controlled Truth”: https://c.kopp-verlag.de/kopp,verlag_4.html?1=1056&3=0&4=&5=&d=https%3A%2F%2Fwww.kopp-verlag.de%2Fa%2Fgesteuerte-wahrheit

Z Geopolitics Prime
Zanim Donald Trump i Izrael zaatakowali Iran, Jeffrey Epstein był najpopularniejszym tematem na świecie. Nietrudno zrozumieć dlaczego.
Epstein przykuł uwagę opinii publicznej nie tylko dlatego, że jego sprawa ujawniła skalę korupcji i braku odpowiedzialności elit, ale także dlatego, że najbardziej znany pedofil na świecie był niemal na pewno informatorem izraelskiego wywiadu. Ten fakt nadaje zupełnie nowy, geopolityczny wymiar i tak już zawiłej i złożonej sadze Epsteina.
Ale Epstein nie jest odosobnionym przypadkiem. Przez dziesięciolecia Izrael służył jako schronienie dla przestępców seksualnych, podczas gdy rząd USA przymykał na to oczy. Sojusznicy Izraela na amerykańskiej prawicy chrześcijańskiej konsekwentnie zachowywali w tej sprawie wyraźne milczenie.
Prawo, które uczyniło Izrael bezpieczną przystanią dla przestępców
W 1978 roku Izrael zakazał ekstradycji własnych obywateli. Ustawa, uchwalona za czasów premiera Menachema Begina, miała chronić Żydów przed wrogimi sądami, ale później stworzyła lukę prawną, która pozwalała obywatelom Izraela oskarżonym o przestępstwa za granicą uniknąć ekstradycji.

We wrześniu 1997 roku Samuel Sheinbein zabił 19-letniego Alfredo Enrique Tello Jr. w stanie Maryland i uciekł do Izraela, gdzie złożył wniosek o obywatelstwo izraelskie, ponieważ jego ojciec urodził się w Izraelu, chroniąc go w ten sposób przed ekstradycją do Stanów Zjednoczonych. Jego ojciec, Sol, prawnik posiadający podwójne obywatelstwo, zapewnił mu paszport i bilet lotniczy do Tel Awiwu, a sprawa ta stała się ważnym precedensem w izraelskim prawie ekstradycyjnym.
Sąd Najwyższy Izraela zablokował ekstradycję Sheinbeina decyzją 3 do 2, pomimo apeli Sekretarz Stanu Madeleine Albright i gróźb ze strony Kongresu o wstrzymanie wypłat pomocy. Prezes Sądu Najwyższego Aharon Barak, autor zdania odrębnego, argumentował, że Sheinbein powinien zostać ekstradowany, ostrzegając, że orzeczenie może uczynić z Izraela bezpieczną przystań dla przestępców. Sheinbein został skazany na 24 lata więzienia w Izraelu – karę znacznie niższą niż ta, która groziłaby mu w Stanach Zjednoczonych.
Po skandalu Izrael znowelizował swoje prawo ekstradycyjne, zezwalając na ekstradycję obywateli Izraela pod pewnymi warunkami. Sprawa Sheinbeina ujawniła konflikt między izraelskimi przepisami ekstradycyjnymi a zobowiązaniami ekstradycyjnymi wobec Stanów Zjednoczonych, co doprowadziło do gruntownej reformy krajowych ram ekstradycyjnych. Podczas debaty nad reformą Hanan Porat, przewodnicząca Komisji Prawnej Knesetu, ostrzegła przed dopuszczeniem do tego, by Izrael stał się „bezpieczną przystanią dla zagranicznych przestępców”.
Do 2020 roku organizacja „Jewish Community Watch” zidentyfikowała ponad 60 podejrzanych o przestępstwa seksualne wobec dzieci, którzy przenieśli się z USA do Izraela od 2014 roku, i założyła, że rzeczywista liczba jest jeszcze wyższa. Według CBS News, aktywiści oskarżyli zarówno Izrael o brak zajęcia się tym problemem, jak i Stany Zjednoczone o brak konsekwentnego ubiegania się o ekstradycję.
Mordechaj Jomtow

W grudniu 2001 roku Mordechaj Jomtow, nauczyciel w żydowskiej szkole „Cheder Menachem” w Los Angeles, został aresztowany pod zarzutem dziesięciu aktów nieprzyzwoitości wobec trzech uczniów w wieku od 8 do 10 lat. Według akt, przetrzymywał chłopców w klasie podczas przerw i dopuszczał się wobec nich aktów nieprzyzwoitości.
W lutym 2002 roku Yomtov przyznał się do dwóch zarzutów wielokrotnego wykorzystywania seksualnego nieletniego i jednego zarzutu czynów nieprzyzwoitych. Został skazany na rok więzienia i pięć lat w zawieszeniu. Został również skierowany na leczenie psychiatryczne i zarejestrowany jako przestępca seksualny dożywotnio.
Po zwolnieniu złamał warunki zwolnienia warunkowego, uciekł z fałszywym paszportem przez Meksyk i przez prawie 23 lata mieszkał w Jerozolimie, ukrywając się w ultraortodoksyjnej dzielnicy Tel Arza. Organizacja Jewish Community Watch namierzyła go i sfilmowała ukrytą kamerą. Na nagraniu przyznał się do złamania warunków zwolnienia warunkowego i ucieczki ze Stanów Zjednoczonych, ale zaprzeczył poszczególnym zarzutom.
Jedna z ofiar, Mendy Hauck, zabrała głos dopiero w 2016 roku i rozpoczęła kampanię na rzecz ekstradycji Yomtova. Jednak według CBS News, prokuratura okręgowa hrabstwa Los Angeles nigdy nie złożyła wniosku o ekstradycję.
Zbieg został ostatecznie aresztowany w listopadzie 2025 roku, 23 lata po ucieczce, po tym jak izraelskie władze odnalazły go i zatrzymały jako osobę poszukiwaną do ekstradycji do Stanów Zjednoczonych. Został aresztowany podczas operacji policyjnej w swojej kryjówce w dzielnicy Tel Arza w Jerozolimie. W przypadku ekstradycji do Stanów Zjednoczonych, będzie tam podlegał dalszym procedurom prawnym.
Malka Leifer

Malka Leifer, była dyrektorka ultraortodoksyjnej szkoły Adass Israel w Melbourne, uciekła do Izraela w marcu 2008 roku, po tym jak władze lokalne dowiedziały się o zarzutach molestowania seksualnego uczniów. Dowody przedstawione w sądzie wykazały, że żona członka rady szkoły zarezerwowała bilety lotnicze dla Leifer i czwórki dzieci tej samej nocy, a Sąd Najwyższy stanu Wiktoria orzekł, że osoby, które zorganizowały jej wyjazd, były zdeterminowane, aby w ciągu kilku godzin wywieźć ją z kraju.
Australia złożyła formalny wniosek o ekstradycję w 2014 roku. Odbyło się ponad 70 rozpraw sądowych i prawie 13 lat batalii sądowych. Leifer i jej prawnicy wielokrotnie argumentowali, że nie jest zdolna psychicznie do wzięcia udziału w procesie, co przyczyniło się do długich opóźnień w postępowaniu ekstradycyjnym.
Minister zdrowia Izraela Yaakov Litzman wykorzystał swoją pozycję, aby utrudnić ekstradycję Leifera. Prokuratorzy oskarżyli go o wywieranie presji na personel ministerstwa i oferowanie korzyści zawodowych psychiatrom w związku z ocenami, które uznały Leifera za niezdolnego do stawienia się przed sądem. W 2022 roku Litzman przyznał się do winy za nadużycie zaufania i został skazany na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu oraz grzywnę w wysokości 3000 szekli.
W Australii Leifer został uznany winnym 18 zarzutów napaści seksualnej, w tym gwałtu na 17-letniej uczennicy, i skazany na 15 lat więzienia. Biorąc pod uwagę odbyty już wyrok, Leifer będzie mógł ubiegać się o zwolnienie warunkowe w czerwcu 2029 roku.
Epstein: Kwestia inteligencji, która po prostu nie chce zniknąć

Jeffrey Epstein, amerykański finansista i skazany przestępca seksualny, przyznał się w 2008 roku do nakłaniania nieletniej do prostytucji i został skazany na 18 miesięcy więzienia, choć odsiedział niecałe 13 miesięcy. Po jego śmierci w 2019 roku tysiące dokumentów ujawniło szczegóły jego rozległej sieci wpływowych kontaktów, w tym powiązania z izraelskimi politykami i zarzuty o powiązania z izraelskim wywiadem.
Powiązania te wyszły na jaw na długo przed jego śmiercią, a przełomowy moment miał miejsce w 2008 roku. Tajna umowa o nieściganiu (NPA) została podpisana 24 września 2007 roku. W kolejnych miesiącach zespół prawny Epsteina próbował renegocjować lub unieważnić tę umowę.
W kwietniu 2008 roku, w obliczu ponownych zarzutów federalnych, Epstein poleciał do Izraela – oficjalnie, aby spotkać się z naukowcami i odwiedzić obiekty wojskowe. Krążyły pogłoski, że zamierzał przenieść tam siebie i swój majątek, aby uniknąć oskarżenia. Epstein później potwierdził tę podróż, ale upierał się, że wrócił do Nowego Jorku. 30 czerwca 2008 roku formalnie przyznał się do winy na szczeblu stanowym.
Notatka FBI z 2020 roku zawierała oświadczenie poufnego źródła, które twierdziło, że Epstein został „wyszkolony na szpiega” pod kierownictwem Ehuda Baraka i był „skooptowanym agentem Mossadu”. Dokument odnotowuje twierdzenie tego źródła, jednak nie wskazuje na jego weryfikację. Źródło to zostało później zidentyfikowane jako Charles Johnson.
Były premier Izraela Ehud Barak, wieloletni powiernik Epsteina, zatrzymał się w apartamencie Epsteina na Manhattanie i później nazwał ich związek „pomyłką”, ale zaprzeczył, jakoby wiedział o przestępstwach Epsteina. Ujawnione dokumenty wskazują, że osoby powiązane z rządem Izraela zainstalowały i utrzymywały systemy bezpieczeństwa w apartamencie, a Barak poprosił o pomoc w zapewnieniu bezpieczeństwa.
Barak i jego żona zatrzymywali się tam dziesiątki razy, a jego doradca Yoni Koren, były oficer izraelskiego wywiadu wojskowego, mieszkał w mieszkaniu Epsteina tygodniami, a Epstein pokrywał koszty jego leczenia raka. Według ujawnionych dokumentów, Epstein w korespondencji ze swoimi pracownikami nazywał je „mieszkaniem Ehuda”.
Epstein zainwestował również w izraelski startup Carbyne, powiązany z Barakiem, który później został przejęty przez amerykańską firmę Axon w ramach transakcji, w której Carbyne został wyceniony na 625 milionów dolarów. Za pośrednictwem swojej fundacji przekazał 25 000 dolarów organizacji Friends of the IDF (Przyjaciele Sił Obronnych Izraela) oraz 15 000 dolarów Żydowskiemu Funduszowi Narodowemu, który wspiera działalność osadniczą na Zachodnim Brzegu.

Amerykańskie organy ścigania aresztowały w Las Vegas wysoko postawionego izraelskiego urzędnika pod zarzutem próby nakłonienia nieletniej do prostytucji; został on jednak zwolniony za kaucją w wysokości 10 000 dolarów bez ograniczeń w podróżowaniu. Władze Izraela fałszywie przedstawiły aresztowanie jako zwykłe przesłuchanie, a urzędnik wrócił do domu w ciągu 48 godzin.
Ta historia, która wydarzyła się w sierpniu 2025 r. i dotyczyła Toma Artioma Aleksandrowicza, wysoko postawionego urzędnika Izraelskiego Narodowego Urzędu ds. Cyberbezpieczeństwa, to tylko jeden z wielu epizodów pokazujących, w jaki sposób Izrael stał się bezpieczną przystanią dla przestępców seksualnych, podczas gdy Stany Zjednoczone przymykają na to oczy.
Tom Artiom Aleksandrowicz, szef departamentu obrony technologicznej w izraelskim Narodowym Dyrektoriacie Cyberprzestrzeni – agencji bezpośrednio podległej urzędowi premiera – został aresztowany w Las Vegas.
Oskarżony udał się do Las Vegas na konferencję poświęconą cyberbezpieczeństwu „Black Hat USA 2025”, ale zamiast tego stał się jednym z celów dwutygodniowej wspólnej operacji FBI, „Homeland Security Investigations”, policji metropolitalnej Las Vegas i stanowej grupy zadaniowej ds. przestępstw internetowych przeciwko dzieciom w Nevadzie.
Według dokumentów policyjnych, wymieniał wiadomości za pośrednictwem aplikacji, w tym „Pure”, z tajnym agentem podszywającym się pod 15-letnią dziewczynę. Omawiany plan zakładał „kontakt seksualny z prezerwatywą” i wizytę w Cirque du Soleil. Aleksandrowicz został aresztowany, gdy przyjechał na miejsce spotkania samochodem współdzielonym.
Dzień po aresztowaniu Aleksandrowicz wpłacił kaucję w wysokości 10 000 dolarów. Jego paszport nie został skonfiskowany, nie nałożono żadnych ograniczeń w podróżowaniu i wrócił do Izraela w ciągu 48 godzin. Prokurator okręgowy hrabstwa Clark, Steve Wolfson, opisał procedurę jako rutynową; biuro Netanjahu początkowo twierdziło, że urzędnik został jedynie „przesłuchany”, a Departament Stanu USA zaprzeczył jakiemukolwiek udziałowi w tej sprawie.
W październiku 2025 roku wielka ława przysięgłych w hrabstwie Clark oskarżyła Aleksandrowicza o poważne przestępstwo polegające na wykorzystaniu technologii do nakłaniania dziecka do czynności seksualnych. W razie skazania grozi mu do 10 lat więzienia. Chociaż wrócił do Izraela, sędzia zezwolił mu na zdalny udział w rozprawie za pośrednictwem Zooma.
Ten schemat wykracza poza pojedyncze incydenty. Organizacja Jewish Community Watch udokumentowała, jak niektóre amerykańskie wspólnoty religijne reagują na zarzuty zbiorowym zaprzeczeniem i aktywnym wsparciem dla oskarżonych. Podejrzani są przenoszeni do innych kongregacji, gdzie pojawiają się nowe ofiary, a instytucje mogą mieć finansową motywację do unikania postępowań sądowych z obawy przed odpowiedzialnością cywilną.
Według założyciela JCW, Meyera Seewalda, problem ten wynika z tuszowania sprawy przez Kościół katolicki. „To samo, co dzieje się obecnie w Kościele katolickim na całym świecie, dzieje się dokładnie to samo w naszej społeczności. Tuszowanie jest takie samo – piętno, wstyd” – powiedział w wywiadzie dla CBS News.

Shana Aaronson, dyrektor operacyjna JCW, przypisała odpowiedzialność obu stronom. Oskarżyła społeczności żydowskie w Ameryce i rząd USA o to, że nie zabiegały wystarczająco energicznie o ekstradycję, ale skrytykowała również izraelskie organy ścigania za to, że nie traktowały priorytetowo poszukiwania podejrzanych.

Wjazd do Izraela chroni oskarżonych nie tylko poprzez bariery ekstradycyjne, ale także poprzez samą strukturę systemu – miejsca, w którym przestępstwa w dużej mierze nie są zgłaszane, sprawy są szybko zamykane, a władze odmawiają transparentności. Według Matzof, organizacji monitorującej pedofilię w Izraelu, w kraju działają dziesiątki tysięcy przestępców seksualnych wobec dzieci każdego roku, popełniając przestępstwa przeciwko około 100 000 ofiar.
Eliram Malki, reżyser Matzof, stwierdził, że sprawcy „nie dają się odstraszyć policji”, a już na pewno nie „nikczemnym wyrokom sądowym”. Przytoczył przypadek, w którym sąd zwolnił oskarżonego pomimo tysięcy plików z pornografią dziecięcą na jego komputerze, argumentując, że uwięzienie „zaszkodziłoby jego karierze”.

Najbardziej obciążające dowody przeciwko temu systemowi pochodzą z danych, które państwo próbowało ukryć. W 2024 roku Stowarzyszenie Centrów Pomocy Ofiarom Gwałtu w Izraelu (ARCCI) udokumentowało 51 118 spraw rozpatrywanych przez swoje centra; z czego ponad 16 600 stanowiły nowe przypadki, a ponad połowa dotyczyła nieletnich. Tylko około 10% ofiar zgłosiło sprawę na policję, a 81% spraw o przestępstwa seksualne rozpatrywanych przez prokuraturę w 2024 roku zostało zamkniętych bez postawienia zarzutów.
Policja, prokuratura, władze więzienne, wojsko i kilka ministerstw odmówiły udostępnienia danych, które przesłały do poprzednich raportów rocznych – danych, które organizacja uważa za prawnie wymagane. Według izraelskich mediów, dyrektor ARCCI Orit Sulitzeanu określiła to jako „wyraz pogardy i uchylanie się od odpowiedzialności”.
W 2025 roku Kneset przeprowadził serię przesłuchań, które wstrząsnęły całym krajem. Kobiety zeznawały o rzekomych, zorganizowanych, trwających latami nadużyciach, obejmujących tortury, gwałty zbiorowe i rytuały religijne, począwszy od wczesnego dzieciństwa.
Jedna z ocalałych, Yael Shitrit, powiedziała komisji: „Nie mają pojęcia, czym jest przemoc rytualna. Ludzki mózg nie jest w stanie tego pojąć. Nie potrafią sobie wyobrazić, co to znaczy zaprogramować trzyletnią dziewczynkę poprzez gwałt i sadyzm, żeby mogła robić, co chce, a nikt tego nie zauważy”.
Ocaleni opisywali, jak byli przewożeni przez cały kraj „od ceremonii do ceremonii”, odurzani, torturowani i zmuszani do krzywdzenia innych dzieci. Według „Jerusalem Post”, sprawcy rzekomo posługiwali się symboliką religijną i groźbami, aby wymusić milczenie.
Wśród rzekomo zamieszanych w tę sprawę byli krewni, rabini, lekarze, nauczyciele, policjanci oraz byli i obecni członkowie Knesetu. Jedna z ocalałych, Hadar Feldman, zeznała, że od ósmego roku życia jej ojciec co tydzień zabierał ją do biura nieżyjącego już członka Knesetu, gdzie była molestowana seksualnie.
Opisała lata domniemanych nadużyć rytualnych, w tym tortur i przymusowego udziału w pozorowanych ceremoniach religijnych. Wielu ocalałych zeznało, że śledztwo policji zostało umorzone w ciągu kilku miesięcy bez przeprowadzenia gruntownego dochodzenia.
Centrum Badań i Informacji Knesetu stwierdziło, że w Izraelu nie ma konkretnej definicji prawnej „nadużyć rytualnych”, co utrudnia klasyfikację i śledzenie przypadków opisanych za pomocą tych terminów. Przegląd ostatnich dziesięciu lat ujawnił jedynie cztery potencjalnie istotne akta policyjne, a sama policja przyznała, że nie wie, ile podobnych zgłoszeń wpłynęło ani jak je klasyfikować.

Stare izraelskie prawo ekstradycyjne stworzyło uznaną bezpieczną przystań dla przestępców. Chociaż ustawa została formalnie zmieniona, czynniki, które nadal czynią Izrael atrakcyjnym dla zbiegów, to obywatelstwo na mocy Prawa Powrotu, sieci społecznościowe, opóźnienia proceduralne, ingerencje polityczne oraz system sprawiedliwości, w którym wiele spraw o przestępstwa seksualne jest umarzanych bez postawienia zarzutów.
Stany Zjednoczone nie potrzebowały skoordynowanego spisku, ponieważ milczenie społeczności, łagodne ugody, brak wniosków ekstradycyjnych i rutynowe zaniedbania proceduralne wystarczyły, by utrzymać zbiegów w bezpiecznej odległości.
W marcu 2025 roku organizacja „Christians United for Israel” określiła wspieranie Izraela jako „biblijną i moralną odpowiedzialność”. Jednak dla ruchu, który stawia moralność w centrum swojej polityki zagranicznej, wspieranie kraju zapewniającego ochronę pedofilom przypomina raczej moralny czek in blanco niż postawę moralną.
Stanisław Michalkiewicz
Nieubłaganie zbliża się termin wyborów do Sejmu i Senatu, które według wszelkiego prawdopodobieństwa powinny się odbyć w okolicach października przyszłego roku. Czasu – jak widzimy – zostało niewiele, więc jest to ostatnia okazja, by ambicjonerzy polityczny pokazali, w jaki sposób zamierzają obywatelom przychylać nieba. Te sposoby są dwojakie; jedni ambicjonerzy zapowiadają, ile to pieniędzy przeznaczą gwoli przychylenia obywatelom nieba, a inni z kolei deklarują, że pieniędzy wprawdzie nie będą dawali, ale też nie będą ich obywatelom zabierali.
Sęk bowiem w tym – czego zdecydowana większość obywateli naszego i tak przecież wystarczająco nieszczęśliwego kraju nie rozumie – że rząd nie wytwarza żadnego bogactwa, więc jeśli zapowiada, że będzie rozdzielał pieniądze, to znaczy – że najpierw będzie musiał skądś je wziąć – a skąd, jeśli nie od obywateli? Jeśli rządowi brakuje pieniędzy – a chyba nie ma rządu, któremu by ich nie brakowało – no, może z wyjątkiem Arabii Saudyjskiej, która rzeczywiście sama nie wie, co robić z pieniędzmi – to ma trzy możliwości. Po pierwsze – może podnieść podatki.
Ale tu litościwa natura wprowadziła hamulec w postaci tzw. „efektu Laffera”. Polega on na tym, że podniesienie podatków przysparza rządowi dochodów tylko do pewnego momentu. Jeśli rząd podniesie podatki ponad pewien poziom, dochody zaczynają mu się gwałtownie zmniejszać. Wyjaśnienie tego paradoksu jest proste. W każdej gospodarce jest pewna liczba podmiotów bardzo rentownych, większość – na średnim poziomie rentowności i pewna liczba podmiotów na pograniczu rentowności – ale przy określonym poziomie opodatkowania.
Jeśli poziom opodatkowania wzrośnie, to podmioty, które były na pograniczu rentowności, przestają być rentowne i od nich nie ma nie tylko większego podatku, tylko w ogóle żadnego. Z kolei podmioty, będące uprzednio na średnim poziomie, spadają na pogranicze rentowności i instynkt samozachowawczy skłania ich do oszukiwania. Od nich też nie ma większego podatku, tylko raczej mniejszy. Wreszcie podmioty wcześniej bardzo rentowne, spadają do poziomu średniego i jeśli nawet jeszcze nie oszukują, to osiągają mniejsze dochody i płacą odpowiednio mniejsze podatki.
Zatem kolejnym sposobem zdobycia przez rząd pieniędzy jest sprzedanie czegoś, co ktoś chce kupić. Nasz nieszczęśliwy kraj już chyba wszystko wyprzedał, może z wyjątkiem Lasów Państwowych, więc tu większej możliwości manewru już nie ma.
Trzecim sposobem pozyskania przez rząd pieniędzy jest pożyczenie ich. I to jest właśnie ten sposób, z którego wrażliwe społecznie rządy naszego nieszczęśliwego kraju korzystają ponad podziałami. W rezultacie dług publiczny przekroczył już 3 biliony złotych i rośnie z szybkością 1800 mln zł dziennie.
Ale musimy zdawać sobie sprawę, że rząd pożyczając pieniądze od lichwiarskiej międzynarodówki, musi dawać jakieś zabezpieczenie pożyczki. Tytułem zabezpieczenia rząd po prostu zastawia dochody z przyszłych podatków. Oznacza to jednak, że zdobywa pieniądze kosztem sprzedawania własnych obywateli w niewolę lichwiarskiej międzynarodówce. Dług publiczny trzeba bowiem „obsługiwać” to znaczy – płacić procenty.
W rezultacie obywatele z tytułu „obsługi” długu publicznego muszą oddawać lichwiarskiej międzynarodówce coraz większą część bogactwa, jakie swoją pracą wytwarzają – a więc popadają w niewolniczą zależność od lichwiarskiej międzynarodówki. Istotą niewolnictwa jest bowiem to, że niewolnik musi pracować na swojego pana – no a taki właśnie los wypadł nam. W tych warunkach demokracja polityczna sprowadza się do tego, że obywatele mogą sobie wybrać albo jednego, albo drugiego poborcę podatkowego w służbie lichwiarskiej międzynarodówki – a i to nie zawsze.
Dotychczasowe wyniki wyborów pokazują, że zdecydowana większość obywateli naszego i tak przecież wystarczająco nieszczęśliwego kraju tych prostych zależności nie rozumie ani w ząb – toteż nic dziwnego, że polityczni ambicjonerzy obiecują im złote góry – ile to pieniędzy między nich rozdzielą – i to „za darmo” – a ci, niczym stado baranów, udzielają im poparcia – i w ten sposób „biznes sze kręczy” – ku uciesze lichwiarskiej międzynarodówki. Czasami jednak taki jeden z drugim polityczny ambicjoner próbuje pokazać, że troszczy się o obywateli również w inny sposób.
Tak właśnie zrobił obywatel Tusk Donald, kierując do Sejmu rządowy projekt ustawy o Rzeczniku Praw Pacjenta, potocznie zwaną „lex szarlatan”, z uwagi na zawarte tam przepisy, godzące w samozwańczych lekarzy „z bożej laski”, którzy za pieniądze przyjmują pacjentów, zalecając im rozmaite „cudowne” terapie.
Pan prezydent Nawrocki skierował tę ustawę do Trybunału Konstytucyjnego z uwagi na to, że Sejm wrzucił do jednego worka z „szarlatanami” również zielarzy, fizjoterapeutów i podobnych przedsiębiorców.
Prezydent uznał, iż może to godzić w konstytucyjną zasadę swobody działalności gospodarczej i stąd decyzja o skierowaniu ustawy do TK. Niezależnie od tego skierował do Sejmu własny projekt „lex szarlatan”, sprowadzający się w gruncie rzeczy do proklamowania nowego przestępstwa w postaci „nakłaniania do niebezpiecznych decyzji zdrowotnych”. Drugą istotną różnicą między projektem prezydenckim i rządową ustawą „lex szarlatan” jest to, że na podstawie tej ustawy, decyzję w sprawie „szarlatana” podejmowałby urzędnik, a nie sąd, przed którym – przynajmniej teoretycznie – obowiązuje zasada kontradyktoryjności.
Teoretycznie – bo w praktyce naszego – pożal się Boże – „wymiaru sprawiedliwości” ostatnie słowo mają raczej oficerowie prowadzący to znaczy – stare kiejkuty, czy ABW – niż strony procesowe. Niezależnie od tego niezwiśli sędziowie nie są też niewrażliwi na brzęczące argumenty, dlatego opinie, że w naszym nieszczęśliwym kraju pan Marcin Romanowski, czy Zbigniew Ziobro nie mogą liczyć na uczciwy proces, są całkowicie uzasadnione. Dodałbym, że nie tylko oni, ale w ogóle NIKT na uczciwy proces w naszym bantustanie liczyć nie powinien.
Wróćmy jednak do „lex szarlatan” i krytyki decyzji pana prezydenta ze strony obywatela Tuska Donalda. Właśnie oznajmił on, ze jego vaginet przeznaczy dodatkowe 17 mld złotych na „ochronę zdrowia”. Dzieje się tak w sytuacji, gdy np. szpital w Miastku właśnie ogłosił upadłość, a wiele innych, jeszcze bardziej zadłużonych, też powinno to zrobić – ale się wstrzymuje, bo nikt nie wie, co w tej sytuacji robić dalej.
Pani Jolanta Sobierajska-Grenda piastująca w vaginecie obywatela Tuska Donalda fuchę ministra zdrowia, wymyśla rozmaite cudowne terapie, które – na zasadzie dalszego doskonalenia tego biurokratycznego żerowiska – miałyby przynieść znakomite rezultaty – ale to jeszcze większa szarlataneria, niż działalność rozmaitych szamanów i cudotwórców medycznych. Oni działają detalicznie, podczas gdy pani Sobierajska-Grenda – hurtowo.
Jeśli ktoś w Polsce uważa, że sprawa Nord Stream jest już definitywnie zamknięta – to się myli. Nie jest zamknięta z dwóch powodów.
Po pierwsze, niemieckie śledztwo zostało zakończone i wskazało na sprawców grupę ukraińskich płetwonurków posługujących się jachtem „Andromeda” (na zdjęciu). Po drugie, także rola gospodarcza Nord Stream nie jest już przeszłością. Są gotowe plany, także amerykańskie, ponownego uruchomienia tego gazociągu po zakończeniu wojny na Ukrainie. A więc, jak mawiał klasyk, „ta czaszka może się jeszcze uśmiechnąć”.
Ale zanim do tego dojdzie czeka nas proces Ukraińców, którzy wysadzili Nord Stream we wrześniu 2022 roku. Jeden z nich, Wołodymyr Ż., do niedawna ukrywał się w Polsce korzystając z ochrony politycznej i sądowej. Mimo wydania przez Niemcy Europejskiego Nakazu Aresztowania – sąd polski pod przywództwem Dariusza Łubowskiego nie tylko odmówił wydania Ukraińca, ale ustami pana sędziego uczynił zeń wręcz bohatera całej ludzkości.
Co ciekawe, ale także najbardziej „europejski” premier w historii Polski, Donald Tusk, pochwalił pisowskiego sędziego, mimo że z punktu widzenia czysto prawnego nie miał on żadnych podstaw do podjęcia takiej a nie innych decyzji. Wydawało się więc, że sprawa jest zamknięta. Nic z tych rzeczy. Wołodymyr Ż., skuszony pieniędzmi jako ekspert kręconego w Chorwacji filmu amerykańskiego na kanwie jego wyczynu – został zatrzymany. Teraz sąd chorwacki prawie na pewno wyda go Niemcom.

Wołodymyr Ż.
I co wtedy? Wtedy wyjdzie na jaw udział Polski w tym akcie terroru. Na czym on polegał? Czy na operacyjnej pomocy grupie ukraińskich terrorystów, którzy mieli swoją bazę w Polsce, którzy pod szyldem firmy zarejestrowanej w Polsce przygotowali zamach, i którzy korzystali z portu w Kołobrzegu? Czy też „tylko” na usilnym zacieraniu śladów już po zamachu i dezinformowaniu śledczych niemieckich, którzy zwracali się do władz polskich z prośbą o pomoc.
Proceder ten ujawnił w wydanej także u nas książce pt. „Wysadzić Nord Stream” amerykański dziennikarz śledczy Bojan Pancevski. Książka jest u nas przemilczana, czemu trudno się dziwić. No bo jak czytamy tam, że kiedy Niemcy zwrócili się do Polski o nagrania monitoringu z portu w Kołobrzegu, najpierw przez parę miesięcy strona polska milczała, a potem odpowiedziała, że takich nagrań nie ma. Odmówiła też danych z telefonów, którymi posługiwali się w Polsce Ukraińcy. Mało tego, Stanisław Żaryn, wówczas pełnomocnik rządu ds. Bezpieczeństwa Przestrzeni Informacyjnej Rzeczypospolitej Polskiej w rządzie PiS-u – świadomie dezinformował stronę niemiecką przekonując, że cała sprawa jest „rosyjską prowokacją”, a tak naprawdę to sami Rosjanie wysadzili swój gazociąg. To było wtedy oficjalne stanowisko Polski.
Donald Tusk wszedł w buty Stanisława Żaryna i w komentarzu na temat zatrzymania Wołodymyra Ż. stwierdził, że to nie on powinien być ścigany, ale… twórcy Nord Stream! Zapomniał chyba, że był to projekt nie tylko rosyjski, ale europejski. Przypomnijmy. Akcjonariuszami Nord Stream AG były następujące firmy: Gazprom International Projects LLC, spółka zależna Gazprom – 51%, Wintershall Dea AG – 15,5%, PEG Infrastruktur AG, spółka zależna E.ON Beteiligungen – 15,5%, N.V. Nederlandse Gasunie – 9%, Engie (Francja) – 9%. Przestępstwo jest przestępstwem, straty są stratami – i w wypadku skazania Ukraińców firmy te mogą wystąpić o odszkodowanie nie tylko pod adresem Ukrainy, ale i Polski. Trudno nie nazwać postawy Polski w tej sprawie innym terminem jak obłęd.
Jan Engelgard
Myśl Polska, nr 35-36 (30.08-6.09.2026)

Artykuł Dirka Ellerbrocka.
Cztery słowa: Myrtle Beach w Karolinie Południowej, forum kampanii kandydatki do Senatu, której najważniejszym atutem jest nazwisko zmarłego brata. A w samym środku, między zapowiedziami kolejnych bombardowań a standardowym bilansem sukcesów, kwestia Cieśniny Ormuz: „Nie wiemy nawet, czy wygraliśmy – bo teraz uważam Cieśninę Ormuz za terytorium amerykańskie”. Zdanie, które jednym tchem porusza cele wojenne i transakcje na rynku nieruchomości, z taką nonszalancją, jakby chodziło o zmianę przeznaczenia parkingu.
Trzeba docenić odwagę upraszczania. Podczas gdy dyplomaci studiują prawo międzynarodowe, prawnicy studiują Konwencję Narodów Zjednoczonych o prawie morza, a geografowie kurczowo trzymają się istnienia odległości, Donald Trump rozwiązuje kwestie geopolityczne z elegancją dewelopera, który traktuje rejestr gruntów jako niewiążącą rekomendację cenową.

Cieśnina Ormuz? Terytorium amerykańskie. Czemu nie? Ma strategiczne znaczenie, leży na wybrzeżu, a gdzieś tam przepływają duże statki. Według nowej doktryny to prawdopodobnie wystarczający dowód własności. Ten, kto najgłośniej wskaże na mapę, otrzymuje teren. Prawo międzynarodowe obecnie nie uznaje żadnej podstawy prawnej dla takiego przejęcia. Trump najwyraźniej ją uznaje: zawłaszczenie przez deklarację.
I to ogłoszenie nie wzięło się znikąd. Kilka dni wcześniej rzucił ten pomysł, a następnie opublikował mapę w serwisie Truth Social z podpisem „Nowe terytorium USA” – obraz, który rości sobie prawo do tego terytorium, nawet nie próbując go uzasadniać. Prawdopodobnie już planują budowę „Trump International Hormuz Waterfront Resort” – w znakomitej lokalizacji między Omanem a Iranem, z bezpośrednim dostępem do jednego z najważniejszych szlaków morskich na świecie i niezakłóconym widokiem na kolejny kryzys międzynarodowy.
Suwerenność 2.0: Cieśnina Ormuz jest, zgodnie z prawem międzynarodowym, suwerennym terytorium Omanu i Iranu, nie jest niezastrzeżonym akwenem wodnym i tym bardziej nie jest amerykańskim podwórkiem – a suwerenność dwóch sąsiadujących państw nie znika tylko dlatego, że prezydent USA retorycznie ją przekształca – od kiedy to rejestr gruntów ustala własność, skoro mikrofon już jest na swoim miejscu?
Pułapka tranzytowa: Każdy, kto myli zagwarantowane na szczeblu międzynarodowym prawo do swobodnego przepływu przez cieśninę, będącą w dużej mierze terytorium Omanu i Iranu, z prawem własności tego właśnie terytorium, wykazuje szczególną smykałkę do niuansów prawnych, charakterystyczną dla osób, które spontanicznie negocjują cenę zakupu hotelu po wkroczeniu na jego teren.
W przyszłości „wolność żeglugi” może nabrać nowego znaczenia: każdy może swobodnie przejechać – pod warunkiem, że zaakceptuje fakt, że znajduje się na terytorium amerykańskim. To rodzaj morskiej drogi płatnej bez opłat, bez dróg i, cóż, bez amerykańskiej własności. Ale jak wszyscy wiemy, szczegóły są dla tych, którzy nie mylą przemówień wyborczych z wyciągami z rejestru gruntów.
Rejestr Nieruchomości w Waszyngtonie: Ciekawe, jak faktycznie będzie przebiegać przeniesienie własności. Czy wystarczy marker? Czy Iran będzie musiał się zgodzić? Oman? A może wystarczy, że Trump narysuje okrąg na mapie i napisze pod spodem „MOJE!”?
Ta procedura otwiera nieprzewidziane możliwości dla amerykańskiej polityki zagranicznej. Alpy: spektakularne położenie, wyjątkowy potencjał rozwoju. Kanał Panamski: zdecydowanie zbyt dogodny, by i tak na stałe należeć do innych. Księżyc: niezamieszkane, rozległe działki, ale słabe połączenia komunikacyjne. Grenlandia była już rozważana. Cieśnina Ormuz jest zatem po prostu kolejnym logicznym uzupełnieniem globalnego portfela nieruchomości.
Realizm geograficzny: W tym światopoglądzie Karolina Południowa prawdopodobnie graniczy bezpośrednio z Zatoką Perską. Odległości, w końcu, mają znaczenie tylko dla osób, które nie posiadają własnych sił powietrznych. A jeśli cieśnina jest amerykańska, to nie dlatego, że Ameryka się tam znajduje, ale dlatego, że Ameryka uznała, że mapa musi zostać ponownie rozpatrzona pod kątem jej dotychczasowego statusu.
Być może to nowa forma geopolityki: koniec z podbojami, koniec z aneksjami, koniec z traktatami. Wystarczy zdanie do mikrofonu, nagrane przez tłum wyborczy oklaskujący miejsce zmarłego senatora. Wcześniej ekspansja terytorialna wymagała armii. Dziś, jak się wydaje, wystarczy zgromadzenie z wystarczającą pewnością siebie i druga tura wyborów.
Planeta staje się w ten sposób jedną wielką wieżą Trumpa. Państwa są dzierżawcami, oceany – wspólnym lądem, strategiczne cieśniny – potencjalnymi miejscami budowy. Prawo międzynarodowe jest jak woźny, którego wzywasz, gdy coś przecieka – a potem ignorujesz, bo nie zabrał ze sobą kamer telewizyjnych.
Ale potem dozorca oddzwonił. Z Teheranu nadeszła lakoniczna odpowiedź: Cieśnina Ormuz była irańska, jest irańska i taka pozostanie. Żadnego koła na mapie, żadnego markera, tylko zdanie sprzeczne z amerykańskim – wypowiedziane ciszej, ale z tym samym roszczeniem do rzeczywistości. Dwa mikrofony, dwa rejestry gruntów, żadnego wspólnego mianownika.
Ale według Waszyngtonu Cieśnina Ormuz należy teraz do Ameryki. Nie dlatego, że tak stanowi jakikolwiek traktat. Nie dlatego, że przebiega tam granica. Nie dlatego, że ustaliła to jakaś instytucja międzynarodowa. Ale dlatego, że ktoś z mikrofonem, na scenie drugiej tury wyborów, uznał, że rzeczywistość powinna dostosować się do jego oświadczeń.
To jest chyba prawdziwa geopolityczna innowacja naszych czasów: Imperializm bez imperium. Posiadanie bez posiadania. Polityka światowa jako rejestr gruntów wyobraźni.
Tragedia współczesności nie polega na tym, że ignorancja nie zna mapy. Polega raczej na tym, że staje przed nią z flamastrem i zaczyna przerysowywać granice – podczas gdy po drugiej stronie stoi ktoś, kto używa tego samego flamastra i pisze „nie”.
Źródła:
Berliner Zeitung: „Cieśnina Ormuz jako »nowe terytorium USA«: Trump publikuje mapę” – berliner-zeitung.de/strasse-von-hormus-als-neues-us-territorium-trump-veroeffentlicht-karte-
t-online: „Trump w ostatniej chwili zawiesza cła na Kanadę” (wpis na blogu informacyjnym na mapie Prawda-Społeczność) –-online.de/nachrichten/ausland/usa/id_101385460/usa-news-trump-zeigt-karte-mit-strasse-von-hormus-als-us-territorium.html
UPI: „Trump twierdzi, że Cieśnina Ormuz jest 'terytorium amerykańskim’” – https://www.upi.com/Top_News/US/2026/08/22/trump-strait-hormuz-territory
Yahoo News: „Trump mówi, że Cieśnina Ormuz jest 'terytorium amerykańskim’” (cytat, kontekst: druga tura wyborów Darlene Graham, reakcja: Gharibabadi) – https://www.yahoo.com/news/politics/articles/trump-says-strait-hormuz-american-200454230.html
Wideo Fox News: „Trump ponownie mówi, że postrzega Cieśninę Ormuz jako „terytorium amerykańskie”” – https://www.foxnews.com
Telangana Today: „Trump nazywa Cieśninę Ormuz terytorium USA na wiecu w Karolinie Południowej” (miejsce: Myrtle Beach) – https://telanganatoday.com/trump-calls-strait-of-hormuz-us-territory-at-south-carolina-rally
El-Balad: „Donald Trump rości sobie prawo do roli terytoriów USA w Cieśninie Ormuz” (Liczba przekierowanych statków handlowych) – https://www.el-balad
Mezha.net: „Trump twierdzi, że rozważa teraz przejęcie Cieśniny Ormuz przez USA” – https://mezha.net/eng/bukvy/e961d4e0_trump_says_he/

W obszernym wywiadzie z dziennikarzem Dannym Haiphongiem, irański profesor Seyed Mohammad Marandi z Uniwersytetu w Teheranie ostrzega przed zmasowanym odwetem ze strony Iranu. W obliczu oblężenia gospodarczego ze strony USA, Teheran grozi zniszczeniem amerykańskich obiektów naftowych i energetycznych w regionie, a także wszystkich szlaków okrężnych wokół Cieśniny Ormuz.
Marandi podkreśla, że toczy się wojna, a nie zawieszenie broni, i że państwa Zatoki Perskiej, które goszczą i finansują bazy USA, ponoszą pełną odpowiedzialność.
Iran grozi odwetem „podobnym do trzęsienia ziemi” – Marandi: Państwa Zatoki Perskiej i amerykańskie obiekty naftowe są zagrożone
Seyed Mohammad Marandi, profesor Uniwersytetu w Teheranie i wieloletni analityk irańskiej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, w niedawnym wywiadzie udzielonym Danny’emu Haiphongowi, skontekstualizował i znacząco zintensyfikował najnowsze ostrzeżenia Teheranu. Impulsem do ataku było oświadczenie nowego przewodniczącego irańskiej Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, generała Mohsena Rezaia (również dr Mohsen Rezai, doktor ekonomii), który w obszernym wywiadzie jasno dał do zrozumienia, że Iran przygotowuje odwet o charakterze trzęsienia ziemi, jeśli Stany Zjednoczone i ich partnerzy regionalni będą kontynuować lub rozszerzać blokadę gospodarczą.
Rezai podobno oświadczył, że irańskie siły zbrojne są gotowe wyeliminować amerykańskie interesy gospodarcze w regionie. Twierdził, że amerykańskie firmy były dotychczas celowo oszczędzane, ale to może się zmienić. Wyraźnie ostrzegł wszystkie państwa Zatoki Perskiej, aby nie brały udziału w „wojnie gospodarczej” z Iranem. W przeciwnym razie, ostrzegł, cała wspierana przez USA infrastruktura energetyczna w Zatoce Perskiej, a także szlaki okrężne wokół Cieśniny Ormuz – zwłaszcza Janbu nad Morzem Czerwonym i Fudżajra w Zjednoczonych Emiratach Arabskich – zostaną zaatakowane.
W takim przypadku nie będzie można wyeksportować ani jednej kropli ropy, ani przez Cieśninę Ormuz, ani alternatywnymi szlakami.
Marandi podkreśla: „Jesteśmy w stanie wojny. Nie ma zawieszenia broni – ani ze Stanami Zjednoczonymi, ani z reżimem izraelskim, ani z krajami, które goszczą i wspierają USA w tej wojnie”. Wymienia państwa Zatoki Perskiej: Arabię Saudyjską, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt, Bahrajn, Katar, Oman, a nawet Jordanię. Wszystkie te państwa goszczą siły amerykańskie, a niektóre (Kuwejt, Arabia Saudyjska, Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie) nawet finansują ich rozmieszczenie. To czyni je aktywnymi uczestnikami trzech wojen z Iranem: wojny w Iraku w 1980 roku, która była masowo wspierana przez USA i Zachód; tzw. „błyskawicznego uderzenia” z poprzedniego roku, w którym amerykańskie samoloty zaopatrywały izraelskie samoloty z baz w Zatoce Perskiej i zapewniały wsparcie radarowe i powietrzne; oraz obecnego, trwającego konfliktu.
Reżimy Zatoki Perskiej zachowują się, jakby były ofiarami, podczas gdy samoloty startują z ich terytorium, paliwo jest dostarczane, a instalacje radarowe są wykorzystywane. Iran jak dotąd zareagował „bardzo łagodnie”. Jednak wielu Irańczyków spodziewa się, że reżimy zostaną surowiej ukarane po dekadach wrogości. „Iran ma prawo teraz zaatakować, ponieważ jesteśmy w stanie wojny, a Stany Zjednoczone prowadzą wojnę oblężenia”.
Zbliżająca się eskalacja: od blokady morskiej do totalnej wojny gospodarczej
Marandi opisuje obecną politykę USA jako „oblężenie głodowe” i „barbarzyński akt wojny” wymierzony w irańską ludność cywilną – kobiety i dzieci. Twierdzi, że Zachód zastosował już podobne strategie wobec Syrii (ustawa Cezara), Kuby i Wenezueli. Sekretarz Skarbu USA Scott Bessent ma wkrótce ogłosić konkretne środki; spekulacje wskazują na „blokadę lądową”, która miałaby wywrzeć presję na sąsiednie państwa, takie jak Pakistan, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabia Saudyjska, Azerbejdżan i Turcja, aby zaprzestały współpracy z Iranem.
Iran odpowiedział wyraźnymi groźbami: Każdy, kto przyczynił się do uduszenia narodu irańskiego, zostanie ukarany militarnie. Eksport ropy naftowej i gazu z państw Zatoki Perskiej zostanie całkowicie wstrzymany, lotniska zamknięte, a infrastruktura krytyczna zniszczona. Na przykład Katar, który niedawno podpisał umowę o zaopatrywaniu amerykańskich tankowców, był szczególnie narażony na atak. Kilkanaście pocisków i kilkadziesiąt dronów wystarczyłoby, by sparaliżować infrastrukturę gazową emiratu – a tym samym reżim.
To samo dotyczy Arabii Saudyjskiej, Emiratów, Kuwejtu i Bahrajnu: „To pustynie z ropą i gazem. Nic więcej”. Irańska kontrofensywa doprowadziłaby te państwa do gospodarczego i politycznego upadku. Azerbejdżan (Baku) również jest ostrzegany: jeśli droga do Rosji zostanie zablokowana, Iran może zamknąć instalacje naftowe w Baku i przerwać przepływ ropy do Izraela przez Turcję.
Marandi wskazuje na szybko rosnącą irańską produkcję wojskową. Irański dowódca wojskowy niedawno odwiedził tajną podziemną fabrykę pocisków balistycznych i mówił o „ogromnym boomie w produkcji wojennej”: wyższej jakości, większych możliwościach i znacznie zwiększonym wolumenie produkcji. Iran posiada podziemne fabryki, ośrodki badawczo-rozwojowe i struktury dowodzenia, które są niedostępne dla Stanów Zjednoczonych.
Podczas gdy Waszyngton stara się rozwijać obronę powietrzną, Iran produkuje szybsze i lepsze pociski rakietowe oraz drony. Doświadczenia z niedawnych konfliktów (wojna 12-dniowa, wojna 40-dniowa i 13-dniowa ofensywa po zerwaniu Porozumienia o Porozumieniu) dodatkowo wzmocniły te zdolności.
Skutki ekonomiczne i ryzyka globalne
Wypowiedzi Marandiego dotyczące skutków gospodarczych są szczególnie kontrowersyjne. Państwa Zatoki Perskiej posiadają ogromne aktywa w amerykańskich obligacjach, akcjach i na rachunkach bankowych. Jednak ich dochody z ropy naftowej, gazu, nawozów, helu, siarki i aluminium już gwałtownie spadły. Musiałyby sprzedać te aktywa, aby utrzymać swój kosztowny styl życia i projekty związane z budowaniem wizerunku (Dubaj, Doha). Stany Zjednoczone raczej by im na to nie pozwoliły – a gdyby nawet, dodatkowo nadwyrężyłyby i tak osłabiony rynek obligacji. Japonia, Chiny i inni gracze już się wycofują. Trump liczył na biliony dolarów inwestycji państw Zatoki Perskiej w projekty związane ze sztuczną inteligencją – teraz nie wchodzą one w grę.
Marandi dostrzega zagrożenie globalnego załamania gospodarczego: „Jeśli Trump potraktuje tę politykę poważnie i nie ustąpi, nastąpi załamanie – ale nie w Iranie, a raczej w Kuwejcie, Emiratach Arabskich, Katarze, Bahrajnie i Arabii Saudyjskiej”. Znaki są już widoczne: niestabilny jen i rynki obligacji, wysokie ceny oleju napędowego w USA (prawie 6 dolarów za galon) oraz utrzymujące się niedobory energii. Całkowita blokada Cieśniny Ormuz i alternatywne szlaki transportowe drastycznie pogłębiłyby niedobory LNG, petrochemikaliów, nawozów i aluminium.
Jednocześnie Iran rozwija alternatywne korytarze lądowe: korytarz północ-południe do Rosji (w tym linię kolejową Rasht Astara, której budowa wkrótce zostanie podpisana), trasy przez Azję Środkową, Afganistan i Pakistan. Towary, które wcześniej docierały przez Dubaj i Zatokę Perską, coraz częściej trafiają przez Azję Środkową. Ponadto sankcje zmusiły Iran do zbudowania w dużej mierze samowystarczalnej bazy przemysłowej i rolniczej. Dzięki dobrym zbiorom kraj jest niemal całkowicie samowystarczalny.
Kontekst historyczny i ocena strategiczna
Marandi przypomina wcześniejsze sankcje „maksymalnej presji” za czasów Obamy i Trumpa, które Iran przetrwał – czasami praktycznie bez eksportu ropy.
Dziś sytuacja jest inna: Iran toczy otwartą wojnę, dwukrotnie pokonał połączone siły USA, Izraela i ich regionalnych sojuszników i dysponuje realnymi możliwościami militarnymi. Reżimy Zatoki Perskiej nie są suwerennymi aktorami, lecz raczej rodzinnymi dyktaturami ustanowionymi przez USA i Wielką Brytanię, pozbawionymi prawdziwej niezależności. Prywatne sygnały ze strony państw Zatoki Perskiej wyrażające chęć stworzenia niezależnego systemu bezpieczeństwa z Iranem lub zaproszenia do „paktu bezpieczeństwa w Mekce” (Arabia Saudyjska, Pakistan, Turcja) obecnie nie przynoszą skutku. Reżimy pozostają związane z Waszyngtonem, nawet jeśli prywatnie wyrażają swoje niezadowolenie.
Podsumowując, Marandi podkreśla, że cała eskalacja jest prowadzona „w imię syjonizmu i ludobójstwa w Strefie Gazy”. Trump i Netanjahu są gotowi poświęcić globalną gospodarkę, aby izraelscy żołnierze i piloci mogli „cieszyć się” zabijaniem i głodzeniem dzieci. Irańczycy mają na myśli wybory parlamentarne: kryzys gospodarczy w USA mógłby znacząco osłabić pozycję Trumpa po listopadzie.
Marandi kończy jasnym stwierdzeniem: Iran zareaguje „bardzo szybko i bardzo zdecydowanie”. Konsekwencje wpłyną nie tylko na region, ale na całą gospodarkę światową. Jednocześnie ostrzega przed zapominaniem o Strefie Gazy i cierpiących dzieciach – Rada Pokoju zniszczyła globalny impet protestu. Nadzieja leży w tym, że rosnąca nienawiść do izraelskiego reżimu i jego zwolenników ostatecznie doprowadzi do zmiany.
Z wywiadu wynika, że Teheran wyraźnie nakreślił czerwoną linię. To, czy Waszyngton i państwa Zatoki Perskiej ją przekroczą, zdaniem Marandiego, zadecyduje o losie regionalnych reżimów, a być może i światowej gospodarki.
Autor: AlterCabrio, 23 sierpnia 2026
W Warszawie ma odbyć się konferencja związana z działalnością ukraińskiej kliniki BioTexCom, która oferuje m.in. komercyjne programy tzw. macierzyństwa zastępczego oraz in vitro. Sama klinika wskazuje na swojej stronie, że jej centrum działa w Kijowie i specjalizuje się m.in. w programach surogacji.
◊
Sprawa budzi szczególne pytania, ponieważ surogacja w Polsce nie jest legalną usługą. Tymczasem w Warszawie ma być organizowane wydarzenie, którego program obejmuje m.in. macierzyństwo zastępcze i in vitro.
Czy dopuszczanie do promocji tego rodzaju działalności w Polsce nie oznacza obchodzenia zasad obowiązujących w naszym kraju?
Jeszcze poważniejsze pytania dotyczą komercjalizacji ludzkiego ciała i granicy między biznesem reprodukcyjnym a wykorzystywaniem człowieka. Czy dziecko może stać się przedmiotem umowy i transakcji? Czy ciało kobiety może być traktowane jak usługa dostępna za odpowiednio wysoką cenę? I czy państwo powinno pozwalać na promocję takich praktyk, skoro ich skutki dotyczą najbardziej podstawowych wartości: godności człowieka, praw dziecka i ochrony rodziny?
W programie również pytanie o to, czy komercyjna surogacja może tworzyć warunki sprzyjające wykorzystywaniu kobiet i dzieci, a w skrajnych przypadkach prowadzić do zjawisk, przed którymi prawo dotyczące handlu ludźmi ma chronić człowieka.
Prowadzący: red. Stanisław Brzozowski
Gość: prof. Ryszard Zajączkowski
Rozmawiamy o surogacji, komercjalizacji macierzyństwa, ochronie dzieci, odpowiedzialności państwa oraz o tym, gdzie powinny znajdować się granice, których nie wolno przekraczać w imię interesów biznesowych.
Samowola jednych może oznaczać niewolę dla innych.
◊https://www.youtube.com/embed/_OTLooBCZ_M
◊
Więcej: prof. Ryszard Zajączkowski

——————————–

——————————————

——————————–

——————————————–

————————————

—————————-

———————————————————

————————————-

———————————————-

Mechanizm ukraiński
Dlaczego wojna nie skończy się, dopóki będzie przynosić zyski
Artykuł Dirka Ellerbrocka apolut/der-ukraine-mechanismus
Podczas gdy ostatnie ukraińskie miasta-twierdze w Donbasie upadają, a kijowska obrona powietrzna, według analityka wojskowego RUSI Jacka Watlinga, praktycznie się załamała – z deklarowanego wskaźnika przechwytywania ponad 70 procent do niemal zera – Zełenski negocjuje moratorium na ataki na żeglugę czarnomorską przez Turcję. Siergiej Ławrow chłodno odrzuca mediację.
Na pierwszy rzut oka to historia militarnej porażki państwa. Przy bliższym przyjrzeniu się, okazuje się, że to coś zupełnie innego: najbardziej widoczny przejaw mechanizmu, który od dawna działa na co najmniej dwóch innych poziomach – jednym, gdzie życie Ukraińców traktowane jest jak towar, i drugim, gdzie sama wojna staje się zabezpieczeniem dla międzynarodowego kapitału. Ten, kto patrzy tylko na front, widzi kraj przegrywający. Ten, kto bierze pod uwagę wszystkie trzy poziomy razem, widzi system, który nie może ustać właśnie dlatego, że na każdym z nich tworzy własny krąg beneficjentów.
Front jako objaw, a nie przyczyna
Sytuacja militarna jest jasna. Dane Watlinga stanowią druzgocący akt oskarżenia: Zachód posiada około 200 starych pocisków Patriot i 600 pocisków przechwytujących PAC-3, podczas gdy sama Rosja produkuje rocznie około 700 systemów Iskander, a liczba ta rośnie. Jeśli uwzględnimy pociski Kinżał i Kalibr, rosyjskie moce produkcyjne znacznie przewyższają zachodnie. Zapotrzebowanie Zełenskiego na pięć procent amerykańskiego arsenału – około 40 pocisków – w zamian za roczną produkcję Rosji przekraczającą 1400 – nie jest już strategią wojskową, lecz próbą ugaszenia pożaru lasu pipetą.
W Donbasie powstają rozległe strefy przełamania; Toreck i Dorilia padają, a w Zaporożu rosyjskie drony kontrolują już ostatnie szlaki dostaw. Ukraińscy blogerzy otwarcie mówią o żołnierzach, którzy z powodu braku zaopatrzenia zmuszeni są pić mocz, ponieważ każda próba rotacji staje się śmiertelną pułapką.
Taka jest rzeczywistość, którą można udowodnić liczbami. Ale to nie odpowiada na prawdziwe pytanie: dlaczego walki toczą się w tych warunkach, zamiast negocjować? Dlaczego Zełenski błaga Ankarę o moratorium, zamiast dążyć do zawieszenia broni? Odpowiedź leży nie na polu bitwy, ale na dwóch poziomach, które się za nim kryją.
Poziom elitarny: Korupcja jako system operacyjny
Ukraińska historyczka Marta Hawryszko – sama będąca uchodźczynią wojenną, której rodzina wciąż mieszka w kraju – ujęła to w rozmowie z byłym brytyjskim dyplomatą Ianem Proudem w połowie sierpnia w następujący sposób: Wojna nie jest już walką o terytorium, lecz stała się wysoce efektywnym modelem biznesowym dla wąskiej elity wokół Zełenskiego. Kontrakty obronne, umowy energetyczne i zachodnie pieniądze pomocowe płyną w górę, podczas gdy ciała piętrzą się na dole. Korupcja, jak twierdzi Hawryszko, nie jest efektem ubocznym, lecz systemem operacyjnym.
Niezwykła jest opisana przez nią nierównowaga społeczna: biedni, robotnicy i rosyjskojęzyczni są traktowani jak surowiec – siłą rekrutowani z ulicy, maltretowani w aresztach, czasami uznawani za niezdolnych do służby, ale wciąż uznawani za zdolnych, podczas gdy elitarne jednostki nagrywają swoje filmy rekrutacyjne po rosyjsku, za co zwykli obywatele są publicznie oczerniani. Hawryszko przytacza dane Gallupa, które pokazują, że większość Ukraińców pragnie obecnie szybkiego zakończenia wojny – nastawienie, które oficjalna narracja odrzuca jako „rosyjską propagandę”, podczas gdy sama opiera się na optymistycznych sondażach.
To opis państwa, które oderwało się od własnej ludności, ponieważ jego klasa rządząca dąży do czegoś zupełnie innego gospodarczo niż zwycięstwo czy pokój: utrzymania przepływu dochodów, które są powiązane z nią samą.
Ta obserwacja stanowi kluczową korektę każdego czysto militarnego wyjaśnienia. Jeśli klasa rządząca czerpie korzyści z kontynuacji stanu wojny, porażka militarna nie jest powodem do kapitulacji – w najlepszym razie jest taktyką negocjacyjną mającą na celu przedłużenie przepływu płatności.
Poziom kapitału: wojna jako bezpieczeństwo
Ale to nadal nie wyjaśnia, dlaczego zachodni kapitał uczestniczy właśnie w tej sytuacji, zamiast naciskać na jej zakończenie. Tutaj zataczamy koło i wracamy do schematu, który był już widoczny na Ukrainie. W styczniu 2013 roku Wiktor Janukowycz i prezes Shell, Peter Voser, podpisali w Davos pięćdziesięcioletni kontrakt na zagospodarowanie złoża gazu łupkowego Juciwska w Charkowie i Doniecku, inwestycję o wartości dziesięciu miliardów dolarów; wkrótce potem Chevron i konsorcjum Exxon zabezpieczyły porównywalne roszczenia, o łącznej wartości ponad trzydziestu miliardów dolarów. Jak na ironię, bogate w gaz regiony Krymu i wschodniej Ukrainy oparły się kolejnej zmianie władzy w lutym 2014 roku – i w ciągu kilku tygodni przekształciły się w strefę wojny, która pozbawiła korporacje dokładnie tego, co właśnie uzyskały: możliwości przekształcania surowców w wymierne aktywa. E-mail z marca 2014 r. wysłany do Ariane de Rothschild, który ujrzał światło dzienne dopiero w 2026 r. dzięki ujawnieniu akt Epsteina i w którym opisano wstrząsy jako otwarcie „wielu możliwości”, pokazuje, że powiązania te były częścią codziennej działalności w centrach finansowych na długo przed tym, zanim ktokolwiek publicznie zaczął mówić o gospodarce wojennej.
Przyczyna leży w samym rynku instrumentów pochodnych: od czasu liberalizacji międzynarodowych usług finansowych na mocy Protokołu WTO z 1999 roku, pozagiełdowy handel instrumentami pochodnymi stał się jednym z najbardziej skoncentrowanych sektorów biznesu na świecie – a ta machina funkcjonuje tylko tak długo, jak długo jest stale zasilana nowymi, cennymi zabezpieczeniami.
Konflikt w Donbasie w 2014 roku nie był zatem wydarzeniem peryferyjnym, lecz niewywiązaniem się z zabezpieczenia, co w konsekwencji doprowadziło do pożyczki w wysokości 17 miliardów dolarów od MFW, uruchomionej pod presją zachodnich pożyczkodawców w celu odzyskania kontroli nad regionami bogatymi w surowce. Dwanaście lat i pełnowymiarowa wojna później, to, co nie powiodło się w 2013 roku z powodu lokalnego oporu, zostało osiągnięte: w styczniu 2026 roku kontrakt na złoże litu Dobra w Kirowohradzie został przyznany konsorcjum kierowanemu przez TechMet i Ronalda Laudera, bliskiego powiernika Trumpa – zabezpieczony umową międzyrządową, która na stałe przekazuje połowę przyszłych przychodów z licencji wydobywczych do wspólnego funduszu z Waszyngtonem. Różnica w porównaniu z rokiem 2013 nie polega na treści, ale na stopniu otwartości: wówczas dyrektorzy korporacji negocjowali z prezydentem w Davos; dziś dostęp do informacji jest zapisany w tekście prawnym Rady.
Trzy poziomy, jeden mechanizm
To prowadzi nas do bardziej ogólnej obserwacji, nieograniczonej do Ukrainy: wojny są finansowane za pomocą obligacji, budżetów specjalnych i linii kredytowych, a każdy z tych mechanizmów ma wierzyciela, który czerpie zyski z okresu kredytowania, a nie z jego wyniku. Drzwi obrotowe między Pentagonem a przemysłem zbrojeniowym – ponad 80 procent czterogwiazdkowych generałów, którzy przeszli na emeryturę w ciągu ostatnich pięciu lat, przeszło do zarządów branżowych, firm konsultingowych lub biur lobbingowych, a lobbing zbrojeniowy wart około 200 milionów dolarów w samym 2025 roku – gwarantuje, że nikt nie musi osobiście pragnąć wojny, aby trwała. Wystarczy, że istnieje system, w którym decyzje personalne i decyzje dotyczące zamówień publicznych wzajemnie się finansują.
Tworzy to obraz, którego żadne z trzech źródeł z osobna nie jest w stanie przedstawić. Aspekt militarny (dane Watlinga, załamanie się obrony przeciwlotniczej) wyjaśnia, dlaczego front upada. Raport Hawryszki i Prouda na temat ukraińskich elit wyjaśnia, dlaczego mimo to nie ma kapitulacji, a jedynie taktyczne lamenty – państwo, którego klasa rządząca czerpie zyski z przedłużającego się konfliktu, nie ma strukturalnego interesu w szybkim jego zakończeniu, niezależnie od tego, jak beznadziejna jest sytuacja militarna. Logika instrumentów pochodnych i towarów wyjaśnia, dlaczego ten interes znajduje odzwierciedlenie po stronie Zachodu: tam również wierzyciel i struktura bezpieczeństwa czerpią zyski nie ze zwycięstwa, lecz z wypłacalności dłużnika i ciągłego dostępu do możliwych do wykorzystania roszczeń. Żaden pojedynczy aktor nie musi chcieć wojny. Wystarczy, że trzy odrębne, samoreplikujące się struktury motywacyjne – militarno-przemysłowa, skorumpowana w kraju i oparta na rynku finansowym – akurat zmierzają w tym samym kierunku: ku trwałości, a nie ku końcowi.
Działania dyplomatyczne ignorujące tę trójstopniową strukturę – tu moratorium, tam rozmowy w Ankarze – są zatem nie tylko nieskuteczne, ale wręcz kategorycznie błędne. Negocjacje prowadzone są na jednym froncie, podczas gdy rzeczywiste decyzje zapadają na spotkaniach akcjonariuszy, w biurach zamówień publicznych i funduszach surowcowych. Dopóki żaden z tych trzech poziomów nie zostanie poruszony, to, co na pierwszy rzut oka wydaje się dyplomatyczną przepychanką, pozostaje dokładnie tym, czym jest strukturalnie: kontynuacją modelu biznesowego innymi środkami.
+++
Źródła:
Ian Proud (The Peacemonger) – Wywiad z dr Martą Hawryszko: „W miarę jak Zełenski i spółka się bogacą, zwykli Ukraińcy cierpią: ich życie jest teraz bezwartościowe”, 14 sierpnia 2026 r. https://thepeacemonger.substack.com/p/as-zelensky-and-co-get-richer-ordinary
Jack Watling (RUSI) – „Rakiety Patriot były darem niebios dla Ukrainy w walce z Putinem, ale ich zapasy się kończą” rusi.org/explore-our-research/publications/external-publications/patriot-missiles-have-been-godsend-ukraine-against-putin-theyre-running-out-kyiv-needs-help-and-fast
Ukraińska Prawda – Kontrakt Dobra-Lithium przyznany TechMet/Rock Holdings JV (Ronald Lauder), 12 stycznia 2026 https://www.pravda.com.ua/eng/news
S&P Global Commodity Insights – Rezerwy, kwota inwestycji (179 mln USD), struktura PSA transakcji Dobra, 12 stycznia 2026 r. spglobal.com/energy/metals/011226-techmet-rock-holdings-jv-wins-rights-for-dobra-lithium-deposit-in-ukraine
BBC – Umowa Shell-Ukraina dotycząca gazu łupkowego (Yanukovych/Vozer), Davos, 24 stycznia 2013 r. https://feeds.bbci.co.uk/news/world-europe
OSW Ośrodek Studiów Wschodnich – Struktura własnościowa i lokalizacja złóż Juziwska/Oleska/Skifska, 30 stycznia 2013 r. osw.waw.pl//ukraine-agreement-shell-shale-gas-extraction
CNBC – MFW przyznał Ukrainie pożyczkę w wysokości ponad 17 mld USD, 30 kwietnia 2014 r. https://www.cnbc.com/2014/04/30/imf-approves-17-billion-loan-package-for-ukraine.html
RT – E-mail Epsteina i Rothschilda na temat Ukrainy (marzec 2014), opublikowany 2 lutego 2026 r. https://www.rt.com/news/631852-ukraine-opportunities-epstein-rothschild/
Drzwi obrotowe Pentagonu – przemysł zbrojeniowy, postacie lobbingowe: apolut.net/das-geschaftsmodell-krieg-wie-dauer-zur-dividende-wird-von-dirk-ellerbrock/
Źródła IndustryWeek i Mining.com dotyczące odpowiednio Shell i TechMet: apolut.net/warum-der-ukraine-krieg-ohne-den-derivatehandel-nicht-zu-verstehen-ist

———————————-

—————————-

—————————————

——————————————–

——————————————

—————————

—————————————-

————————————–

———————
