Nie skreślajmy węgla brunatnego!

Nie skreślajmy węgla brunatnego!

Stanowisko Polskiego Lobby Przemysłowego i Wolnego Związku Zawodowego „Sierpień 80” przy PGE GiEK S.A. Oddział KWB Bełchatów, uzasadniające konieczność realizacji budowy Odkrywki „Złoczew” wraz ze skróconym opisem złoża „Złoczew” i jego położenia

Obecnie jakościowo zmieniły się uwarunkowania zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego Polski. Wynikają one z głębokich zmian geopolitycznych w świecie wpływających na możliwości zapewnienia Polsce nieprzerwanych dostaw nośników energii z maksymalnym uwzględnieniem suwerenności energetycznej. Trudną sytuację w tej dziedzinie pogłębia światowy kryzys energetyczny wynikający ze skutków wojny na Bliskim Wschodzie, która jeszcze się nie zakończyła i może eskalować w przyszłości. Kryzys ten może być dużo większy aniżeli po wybuchu wojny Yom Kipur w 1973 roku między Izraelem a krajami arabskimi, oraz w okresie wojny między Iranem i Irakiem pod koniec lat siedemdziesiątych. Dzieje się to w momencie nieustannego wzrostu na zapotrzebowanie energii elektrycznej w epoce rozwoju cyfryzacji i narządzi informatycznych, których rola i znaczenie w przyszłości na pewno wzrosną.

W tej jakościowo nowej sytuacji w celu zapewnienia Polsce bezpieczeństwa energetycznego i jej Obywatelom taniej energii elektrycznej, naszym zdaniem, należy odstąpić od niszczącego dla polskiej energetyki zawodowej – opartej w decydującym stopniu na paliwach kopalnych – systemu ETS, a jednocześnie jak najszybciej przywrócić sprawność zamykanych jednostek węglowych, zwłaszcza tych, które mają jeszcze znaczne – na wiele lat – zasoby oraz budować nowe siłownie w oparciu o ten surowiec. Szczególnie w oparciu o węgiel brunatny, który stanowi najtańsze, najbardziej stabilne i przy zastosowaniu najnowszych technologii wydobycia respektujące wymogi ekologii źródło pozyskiwania energii elektrycznej. Tak postępują Niemcy oraz Chiny, którzy utrzymują wydobycie węgla brunatnego, a nawet rozbudowują i modernizują potencjał energetyki opartej na tym nośniku energii. Ich postępowanie wynika bowiem z planowania strategicznego, a nie z zachowania określonego cyklem wyborczym i naciskami struktur międzynarodowych. Jako Polska powinniśmy postępować podobnie!

Z całą mocą podkreślamy, że największa w Polsce spółka elektroenergetyczna PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna S.A., będąca częścią holdingu PGE S.A., skupiającego największe podmioty stanowiące rdzeń polskiej elektroenergetyki konwencjonalnej, takie jak Kopalnia i Elektrownia Bełchatów, Kopalnia i Elektrownia Turów, Elektrownia Opole, Elektrownia Dolna Odra, Elektrownia Rybnik, zapewniającego w największym stopniu bezpieczeństwo energetyczne Polski, dostosowując się do narzuconej przez UE konkluzji BAT zrealizowała wielomiliardowe inwestycje na zainstalowanie najnowocześniejszych urządzeń technologicznych służących do oczyszczania spalin ze wszystkich szkodliwych dla życia i zdrowia substancji niemalże w 100 %, w tym pyłów, siarki i metali ciężkich jak ołów i rtęć. Oddając w ten sposób matce naturze życiodajny CO2, który nie ma wpływu na głoszony przez ortodoksyjnych klimatologów efekt ocieplania klimatu, gdyż są to zjawiska cykliczne, wynikające przede wszystkim z położenia Ziemi wobec Słońca.

Jako nieliczny w świecie, być może jako jedyny podmiot PGE GiEK S.A. poniosła gigantyczne nakłady finansowe, dostosowując swoje jednostki wytwórcze do Konkluzji BAT. Pomimo tego podmioty te nadal są dyskryminowane i zmuszone do płacenia niczym nie uzasadnionych gigantycznych „haraczy”  zawyżających koszty produkcji energii elektrycznej. Roczny koszt opłaty klimatycznej ETS za samą Elektrownię Bełchatów to ponad 11 miliardów złotych (dane za 2024 rok), natomiast za wszystkie jednostki będące w całej grupie kapitałowej PGE GiEK S.A. roczna wysokość „haraczu” to koszt ponad 22 miliardy złotych.

Pomimo poniesionych ogromnych kosztów inwestycyjnych i płacenia gigantycznych „haraczy” emisyjnych, w wyniku obowiązującego dogmatyzmu klimatycznego węglowe jednostki wytwórcze są systematycznie wyłączane. Jest to w istocie sabotaż gospodarczy gigantycznych rozmiarów, dokonywany w imię klimatycznej ideologii.

Jak wiadomo, produkcja energii elektrycznej w kompleksie energetycznym „Bełchatów” oparta jest na węglu brunatnym wydobywanym z dwu złóż „Bełchatów” i „Szczerców”. Baza energetyczna elektrowni Bełchatów składa się z 12 bloków energetycznych uruchomionych w latach 80-tych  XX wieku oraz bloku 858 MW zbudowanego według nowoczesnych technologii, oddanego do użytku 11 czerwca 2011 r., gdzie nastąpiła synchronizacja z krajową siecią elektroenergetyczną. Natomiast osiągnięcie pełnej mocy 858 MW nastąpiło 30 czerwca 2011 r.  Elektrownia ta dysponuje potężną mocą ponad 5100 MW. Należy zatem do największych i najważniejszych w Europie jednostek wytwórczych energii elektrycznej opartych na węglu brunatnym. Stanowi trzon bezpieczeństwa energetycznego Polski.

Dlatego w momencie gdy niebawem wyczerpie się obecnie eksploatowana odkrywka węgla brunatnego „Szczerców” w Zagłębiu Bełchatowskim, ogromnym błędem było wstrzymanie realizacji podjętej już inwestycji budowy Odkrywki „Złoczew”, gdyż to złoże zostało dokładnie zbadane przez wykonanie odpowiedniej ilości odwiertów i właściwie oszacowane. Poczynione zostały ogromne nakłady inwestycyjne łącznie z opracowaniem dokumentacji technicznej dotyczącej budowy odkrywki i eksploatacji złoża oraz sporządzeniem stosownego biznesplanu określającego koszty budowy i sposób finansowania projektu inwestycyjnego.

Poniesione zostały przez PGE GiEK Oddział KWB Bełchatów ogromne koszty, które mogą zostać całkowicie zmarnotrawione. Należy zatem jak najszybciej powrócić do realizacji tej strategicznej dla bezpieczeństwa energetycznego inwestycji.

Złoże Złoczew położone jest w południowo-zachodniej części województwa łódzkiego w odległości około 4 km w kierunku południowo-wschodnim od miejscowości Złoczew i ok. 50 km (w linii prostej) na północny-zachód od Kopalni i Elektrowni Bełchatów. Złoże rozciąga się wąskim pasem szerokości 1000-1500 m na przestrzeni ok. 10 km, z południowego zachodu na północny wschód. Węgiel zalega na głębokości ok. 300 m.

Dla bardziej precyzyjnego rozpoznania złoża węgla brunatnego „Złoczew” oraz uczynienia go w złożem satelitarnym dla PGE GiEK S.A.  należałoby podjąć następujące działania:

– dokonać korekty projektu prac geologicznych złoża węgla brunatnego „Złoczew”

–  uzyskać koncesję na prace rozpoznawcze prowadzone zgodnie z ww., uprzednio przyjętym przez Ministra Środowiska, projektem prac geologicznych;

– dokonać korekty lub sporządzić nową dokumentację techniczną złoża węgla brunatnego „Złoczew” i uzyskać od Ministra Klimatu i Ochrony Środowiska  decyzję jej przyjęcia bez zastrzeżeń;

– sporządzić projekt zagospodarowania złoża węgla brunatnego „Złoczew” i uzyskać od Ministra Klimatu i Środowiska decyzję jego przyjęcia bez zastrzeżeń;

–  uzyskać od Ministra Klimatu i Środowiska koncesję na wydobycie węgla brunatnego i kopalin towarzyszących ze złoża „Złoczew”. A kopaliny te są znaczne i bardzo cenne dla przemysłu budowlanego, w tym bardzo duża ilość kamienia wapiennego, który można wykorzystać do produkcji cementu na skalę przemysłową i różnego rodzaju materiałów budowlanych.

Warunki określone w koncesji oraz projekt zagospodarowania złoża są podstawą do sporządzenia planu ruchu zakładu górniczego (art. 64 pgg [2]), który po zatwierdzeniu przez właściwy organ nadzoru górniczego umożliwia przedsiębiorcy górniczemu rozpoczęcie prac przygotowawczych i udostępniających do wydobycia kopaliny.

Złoże „Złoczew” może w znaczący sposób wydłużyć eksploatację kompleksu energetycznego w Bełchatowie nawet do 2050 roku i  zapewnić Polsce bezpieczeństwo energetyczne i stabilność w systemie energetycznym.

Należy jak najszybciej w trybie pilnym powtórnie wystąpić o wydanie koncesji na wydobycie kopalin i eksploatację złoża „Złoczew”, co skutecznie umożliwi wypracowanie ostatecznej decyzji w zakresie terminów rozpoczęcia poszczególnych etapów inwestycji i przygotowania złoża do eksploatacji, co z pewnością przyczyni się do wydłużenia żywotności aktualnie eksploatowanych bloków energetycznych Elektrowni „Bełchatów” lub budowy nowych mocy spełniających wymagania obowiązujących przepisów unijnych związanych z konkluzją BAT. Jednocześnie  wykluczając emisyjność i związane z tym narzucone systemy ETS-1 i ETS-2, znacznie zawyżające koszty produkcji energii elektrycznej.

Pomimo ryzyka związanego z niepewnością co do przyszłej polityki klimatycznej Unii i związanymi z tym kosztami uprawnień do emisji Co2 istnieje szereg argumentów, które wskazują, że eksploatacja tego złoża będzie przedsięwzięciem zasadnym technicznie i ekonomicznie.

KWB Bełchatów dysponuje bogatą bazą sprzętową wykorzystywaną obecnie na złożach „Bełchatów” i „Szczerców”, która może zostać przygotowana do eksploatacji nowej odkrywki „Złoczew” Przewiduje się zastosowanie sprawdzonych metod wydobycia poprzez układ KTZ (koparka – taśmociąg – zwałowarka). Sukcesywnie wraz z kończeniem wydobycia w złożu „Bełchatów” maszyny podstawowe wraz z taśmociągami mogą być przesuwane na nowe stanowiska eksploatacyjne, znacznie zmniejszając koszty inwestycyjne budowy odkrywki. Jest zasadnym, aby transport wydobytego węgla oprzeć o sprawdzony system przenośników taśmowych lub ewentualne połączenie go z transportem kolejowym. Wykorzystanie istniejącego usprzętowienia pozwoli wyraźnie zwiększyć opłacalność ekonomiczną projektu.

Nie uruchomienie odkrywki „Złoczew” grozi w przyszłości  blackoutami na wielką skalę i spowoduje konieczność importu energii elektrycznej z zagranicy, co będzie trudne do osiągnięcia z uwagi na rosnące potrzeby energetyczne sąsiadów Polski. A przede wszystkim poważnie zagrozi suwerenności Polski, jeśli chodzi o produkcję  energii elektrycznej, na którą w przyszłości zapotrzebowanie najprawdopodobniej  znacznie wzrośnie.

Warszawa-Bełchatów, lipiec 2026 r.

Myśl Polska, nr 31-32 (2-9.08.2026)

Czy Donald Trump naprawdę chce ogłosić zwycięstwo nad Iranem?

Czy Donald Trump naprawdę chce ogłosić zwycięstwo nad Iranem?

10 sierpnia 2026przez Larry C. Johnson sonar21/is-donald-trump-serious-about-declaring-victory-over-iran

Według raportu Wall Street Journal, powołującego się na amerykańskich urzędników, prezydent Trump prywatnie rozważał możliwość ogłoszenia zwycięstwa nad Iranem i zakończenia wojny bez zawarcia umowy nuklearnej .

Według doniesień Trump powiedział swoim wysoko postawionym współpracownikom, że jeśli USA będą w stanie kontrolować irański program nuklearny i zostanie przywrócony ruch przez Cieśninę Ormuz, będzie skłonny przedłużyć zawieszenie broni „na czas nieokreślony” i de facto ogłosić zakończenie konfliktu.

Podczas ostatnich spotkań Trump wyraził przekonanie, że Iran „prawdopodobnie nie będzie w stanie wznowić prac nad programem nuklearnym” po tym, jak operacja Midnight Hammer spowodowała poważne szkody w irańskiej infrastrukturze nuklearnej w czerwcu 2025 roku. Uważa, że ​​amerykański wywiad wykryłby wszelkie irańskie próby odbudowy, a groźba dalszych amerykańskich ataków „służyłaby jako trwały środek odstraszający”.

Kluczowym warunkiem Trumpa zakończenia wojny jest zgoda Iranu na pełne otwarcie Cieśniny Ormuz dla żeglugi międzynarodowej. W zamian urzędnicy oczekują, że Trump zniesie blokadę morską irańskich portów przez USA.

Według „Wall Street Journal” urzędnik Białego Domu stwierdził, że Stany Zjednoczone „zrealizowały wszystkie swoje cele militarne wobec Iranu”, a prezydent skupia się teraz na „zabezpieczeniu przepływu światowej energii przez Cieśninę Ormuz”. Doniesienia sugerują, że Trump jest cierpliwy i można się spodziewać, że przetrwa najnowsze dyplomatyczne perturbacje, zwłaszcza dopóki ceny gazu pozostaną na obecnym poziomie.

Załóżmy, że ten raport WSJ jest dokładny (co jest dużym, mało uzasadnionym założeniem). Prezydent Trump wciąż żyje w świecie fantazji. Pomimo niedawnych wybuchów oburzenia na temat bombardowania irańskich obiektów nuklearnych, wydaje się teraz zadowolony z powrotu do swojej pierwotnej deklaracji z czerwca 2025 roku, że irański program nuklearny został unicestwiony. Proszę mnie uznać za sceptycznego. Jednakże, jeśli Trump jest skłonny przyjąć takie założenie, to usuwa jeden punkt z listy negocjacyjnej… Do niedawna Stany Zjednoczone, za pośrednictwem pakistańskich mediatorów, naciskały na Iran, aby omówił irański program nuklearny, zanim zajmie się zniesieniem blokady i sankcji oraz odmrożeniem aktywów. Iran ze swojej strony nalegał na odwrotne stanowisko: tj. zniesienie blokady i sankcji, odmrożenie aktywów i zaakceptowanie suwerenności Iranu nad Zatoką Perską.

Jeśli decyzja Trumpa o ogłoszeniu zwycięstwa i zakończeniu wojny zależy od Iranu, „całkowitego ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz dla żeglugi międzynarodowej ”, to szanse na porozumienie są nikłe. Iran zgodzi się na zezwolenie statkom na tranzyt przez Cieśninę Ormuz wyłącznie zgodnie z wytycznymi Urzędu Zatoki Perskiej (Persian Gulf Strait Authority) wydanymi 22 kwietnia. Na początku maja Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego i inne irańskie organy publicznie potwierdziły utworzenie i rolę PGSA. Rozpoczęła ona administrowanie systemem opartym na zezwoleniach, wymagającym od statków złożenia szczegółowej „Deklaracji Informacji o Statku” (obejmującej własność, ubezpieczenie, załogę, ładunek itp.) przed uzyskaniem zezwolenia. Opłaty za „usługi specjalistyczne” były częścią planowanego mechanizmu. Iran nie zamierza ustąpić w tej kwestii.

Artykuł w WSJ wskazuje na główny powód obaw Trumpa: krajową cenę benzyny. Wielokrotnie podkreślałem w kilku ostatnich podcastach, że globalny niedobór oleju napędowego i paliwa lotniczego będzie się pogłębiał z każdym tygodniem. Ponadto, jak wspomniałem w niedawnym artykule, zniszczenia infrastruktury naftowo-gazowej w Zatoce Perskiej oraz wyjazd personelu konserwacyjnego i naprawczego z państw arabskich Zatoki Perskiej, a także zniszczenie magazynów części zamiennych potrzebnych do naprawy uszkodzeń terminali naftowo-gazowych, sprawią, że niedobór oleju napędowego i paliwa lotniczego będzie się utrzymywał przez kilka miesięcy, a może nawet dłużej.

Obecnie uwaga Trumpa wydaje się być bardziej skupiona na listopadowych wyborach parlamentarnych niż na prowadzeniu nowej kampanii rakietowej i bombardowań Iranu. Chociaż Iran ostrzelał co najmniej pięć statków próbujących przepłynąć przez Kanał Omański w Cieśninie Ormuz bez podporządkowania się protokołowi PGSA, Donald Trump nie nakazał żadnych nowych ataków na cele irańskie, pomimo wcześniejszych obietnic, że będzie atakował Iran za każdym razem, gdy taki incydent się wydarzy.

Myślę, że w administracji Trumpa narastają obawy dotyczące potencjalnego globalnego kryzysu gospodarczego, jeśli Zatoka Perska pozostanie zamknięta, zwłaszcza jeśli sytuacja utrzyma się do września. I to jest prawdopodobnie główny czynnik skłaniający Trumpa do powtórzenia zakończenia operacji „Rough Rider”… czyli ogłoszenia zwycięstwa i odejścia.


Nima i ja rozmawialiśmy o szalonych wywodach Bibiego Netanjahu na temat samodzielnego ataku na Iran:

Larry Johnson: Izrael opracowuje plan samodzielnego ataku na Iran, jeśli Waszyngton nie podejmie działań

Mario był dziś chory, więc miałem okazję spędzić trochę czasu z Brandonem Weichartem:

PILNE: AKCJE PATRIOT SPADŁY Z 2200 DO PONIŻEJ 827 — z byłym agentem CIA Larrym Johnsonem

Moja rozmowa z Sabby Sabs zaczyna się po dwóch godzinach:

SAUDYJSKA ROPA NAFTOWA UDERZONA, TRUMP MOŻE OPUŚCIĆ PARLAMENT, LARRY JOHNSON DOŁĄCZA, RAPORT O ZATRUDNIENIU, NEGATYWNA REAKCJA EL SAYEDA, BERNIE WSTRZYMUJE FUNDUSZE

Sulaiman i ja rozmawialiśmy o twierdzeniu Ansar Allah, że ZEA chce zbudować nowe porty w Jemenie, aby zaszkodzić Chinom:

NETANJAHU ODRZUCIŁ ŻĄDANIA TRUMPA O OPUSZCZENIE IRANU, LIBANU I GAZY Z CIA Larrym Johnsonem

Dziękuję za nieocenione wsparcie w postaci czasu poświęconego na czytanie i komentowanie

Pierre d’Olnique. I selfie z rekinem. MEM-y VI.

—————————-

————————————–

—————————

———————

————————————————————–

—————————–

——————————–

————————————————-

—————————

—————————————-

Pająki, nasi bracia. MEM-y V.

——————————————————————-

———————–

————————————–

———————————

—————————————

———————————-

———————————–


——-

——————————–

———————————–

—————————————-

——————————————

———————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Przeklęty gen insurekcyjności

Przeklęty gen insurekcyjności

Istnieje moim zdaniem tylko jeden dowód na istnienie Boga.

Dzisiaj trochę sarkastycznie. Ale tylko trochę …

Arcy-patriotyczna Konfederacja Barska spowodowała pierwszy rozbiór Polski.

Wychwalana pod niebiosa 3-cio majowa konstytucja była praprzyczyną drugiego rozbioru.

Patriotyczne powstanie Tadeusza Kościuszki było przyczyną trzeciego rozbioru.

Ciągle czczone idiotyczne powstanie listopadowe, było przyczyną utraty niepodległości przez Królestwo Polskie.

Zmitologizowane powstanie styczniowe, zniszczyło strzępki pozostałej autonomii Polski.

Zbrodniczy zamach majowy wielbionego w Polsce Józefa Piłsudskiego zniszczył zręby odradzającego się państwa polskiego.

Ciagle bezrefleksyjnie czczone jest powstanie w Warszawie, dzięki któremu Niemcy wyrżnęli 200 000 najofiarniejszych Polaków i otwarli drogę do władzy Bermanom.

Wychwalane i świętowane jest powstanie tak zwanej drugiej Solidarności, które oddało wypracowany majątek narodowy obcym …

Wystrzega się u nas oceny Konfederacji Barskiej, konstytucji trzeciomajowej, powstania listopadowego 1830, styczniowego 1863, zamachu „marszałka” Piłsudskiego, nieszczęsnego powstania w Warszawie i tak zwanej drugiej Solidarności.

Oceniać wydarzenia historyczne należy z pozycji zysków i strat ówczesnego narodu polskiego. Bo wrzaskiem o patriotyzmie, orłami wielkości kurczaków, mieczykami chrobrego niczym finki harcerskie i gryzącym dymem kadzideł post factum można uzasadnić wszystko. Każdy debilizm. Kolejne nieprzygotowane powstania burzyły efekty pracy narodowej kilku pokoleń rozumnych polskich patriotów.

Przypominają mi się w tym miejscu słowa z kart fundamentalnej pracy „Polityka polska i odbudowanie państwa” autorstwa Romana Dmowskiego: „Myśmy tak odbiegli od innych narodów, że święcimy klęski, gdy tamte święcą zwycięstwa”.

Powinniśmy wydarzenia historyczne oceniać z punktu widzenia zysków i strat dla interesów naszego narodu. Nawet jak to boli i burzy nasze narodowe baśnie. Wspomniane wydarzenia przyniosły dla nas skutki katastrofalne, ponieważ utrwaliły w umysłach naszych okupantów lub osób rządzących w ich interesie tezę, że z Polakami postępować można tylko i wyłącznie przemocą. To zaś z kolei mocno rozpalało nasze kompleksy narodowe, w głównej mierze ten antyrosyjski.

U nas ciągle wielbiony jest każdy rębajło i bandzior, który lekkomyślnie nastawiał swój i swoich rodaków kark, byle miał na ustach patriotyczne frazesy, na mundurze narodowe symbole, znał kilka ckliwych pieśni i był otoczony religijną legendą. A jeśli jeszcze jeśli poległ lub został zlikwidowany przez Rosjan, to według naszych płytkich patriotów powinien być politycznie natychmiastowo kanonizowany – Santo Subito. Aureola i na Wawel!

Dlatego u nas wszędzie spotka się ulice Kościuszki, Mierosławskiego, Chłopickiego, Bora-Komorowskiego i Kaczyńskiego. Ale znacznie mniej jest tych Bobrzyńskiego i Wielopolskiego. Zapomniało całkowicie o Matłachowskim i Bocheńskim, a nawet Piaseckim. A przecież to całkowicie wypacza historię Polski.

Kiedyś słusznie ojciec narodowej demokracji Roman Dmowski stwierdził, że powstanie (styczniowe) narzuciły Polakom dzieci. Oczywiście idzie o nieroztropnych i niedoświadczonych przywódców pchających naród do nieprzemyślanych powstań. Mickiewiczowskie: „Szlachta na koń wsiędzie, ja z synowcem na czele, i — jakoś to będzie!“

Urodzony dokładnie 162 lata temu Roman Dmowski jest tutaj kluczowy. Zarówno stronnicy jak i wrogowie piszą, że to nacjonalista i jeden z ojców polskiej niepodległości. To oczywiscie prawa. Ale zupełnie zapomina się o tym co było fundamentalne u Dmowskiego, Piaseckiego, Bocheńskiego a co podkreśla często sędziwy prof. Andrzej Werblan lub błyskotliwy Konrad Rękas. Racjonalizm polityczny!

Dmowszczyzna czyli polityka przeciwna szaleństwu insurekcyjności oraz umiejętność zerwania z kompleksem antyrosyjskości. Bo polityka to przede wszystkim budowanie wspólnoty narodowej i jej państwowości. A nie harce i późniejsze cmentarne rytuały, nad tymi co bezsensownie oddali życie.

Znakomity felietonista Stefan Kisielewski pisał, że u nas w Polsce zawsze dużo o wojnach i duchu żołnierskim. Mało zaś o rozumie, analizie i dyplomacji. O losach narodów decyduje przede wszystkim polityka, której przedłużeniem, czy narzędziem realizacyjnym może stać się czyn zbrojny. Wielokrotnie czyn zbrojny jest czynnikiem antynarodowym! Bywa elementem destrukcji i rozbijania istniejących struktur państwa. U nas jednak czci się przede wszystkim czyn – niezależnie czy jest on mądry, neutralny czy głupi. Dzisiaj mamy nawet takich „patriotów”, którzy chcieli by już wspólnie z Ukraińcami walczyć przeciwko Rosji.

A co jest tym dowodem na istnienie Wszechmogącego? Tym dowodem jest to, że Polska istnieje mimo naszej wrodzonej głupoty i rządów szaleńców.

łj

Logika upadła, propaganda ma się świetnie. MEM-y IV.

————————————

——————————–

—————————

——————————–

—————————–

—————————————-

————————————–

———————————

———————————————–

———————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Guvno na wakacjach. MEM-y III.

——————————————

—————————————————–

—————————————-

——————————————-

—————————————–

——————————–

————————————–

——————————

——————————————————–

——————————–

————————————–

Nieśmiałe rozliczenia pandemii

Nieśmiałe rozliczenia pandemii

Jerzy Karwelis dziennikzarazy/niesmiale-rozliczenia-pandemii

FB_IMG_1785637937777

9 sierpnia, wpis nr 1420

Człowiek by się już ponudził, a tu czasy coraz ciekawsze. Nudzić się nie ma jak i kiedy. Codzienny tumult medialnych bębnów zagłusza śpiew ptaków, szmer strumienia czy oddech śpiącego dziecka. Koszmar. Coraz ciężej nam od tego uciec – telefon sam wskakuje do ręki, by po godzinnym amoku samemu ocknąć się z jeszcze większym mętlikiem w głowie. Każdy z nas jest z jakiegoś pokolenia, ma swoją ścieżkę, drogę, którą poprowadził go los w ciągłym mierzeniu się wolnej woli z przeznaczeniem. Ja mam kilka perspektyw: pamiętam jeszcze Gomułkę, potem Gierek to już moja dyskotekowa młodość, następnie karnawał Solidarności, przerwany stanowojennym przetrąceniem kręgosłupa jedności Polaków. Następnie różne fazy transformacji III RP, kolejne wojny, kryzysy, migracje – dowód na to, że koniec historii był de facto początkiem, nie historii, ale histerii.

Wspólnota doświadczeń

Mamy więc różne perspektywy i doświadczenia, ale jedno nas spaja – wspólne doświadczenie kowidowe. Bez względu na wiek, odejmując dzieci, ale te mnie nie słuchają, to było to dla nas wszystkich jedno z mocniejszych wydarzeń w życiu. Głównie z powodu doświadczenia przyspieszonej przemiany oblicza świata. Nigdy to tak szybko nie poszło. Pół roku i było po wszystkim. Świat pękł na postrachanych i denialistów. I rządzące tym wszystkim władze, splecione ze służalczymi mediami.

Zasiane zostały wtedy wzrastające już dziś ziarna „nowej normalności”. Świat, a właściwie jego władcy, odebrali lekcję jak daleko można zajść ze społeczeństwem. I była to dla władców nauka kluczowa, gdyż wyszło, że można praktycznie wszystko. Że sterując strachem – wtedy przed pandemią, dziś przed wojną – mogą zaprowadzić stado ludzkości gdzie się chce. Wystarczy, by społeczność wzięła wilki za pasterzy.

Dziś mijają od pandemii kolejne lata i – jak to zwykle po historycznych traumach – wykształciła się większościowa grupa, centrum pomiędzy ówczesnym zaangażowaniem zamordyzmu, a oporem. Mamy bowiem dziś „w temacie” pandemicznym trzy grupy: zawziętych sanitarystów, którzy pod dowolną lampą dowodów nie wyrzekną się dziś już skompromitowanych aksjomatów kowidowych: tych maseczek, distansignu, lockdownów, a zwłaszcza terroru szczepiennego, którymi z chęcią obdarzali innych, dla ich rzecz jasna własnego dobra. Dla nich była to lekcja kontynuowana i dzisiaj – trzeba bronić nieświadomych nawet przed nimi samymi, czy to wydając maseczkowe nakazy, czy to – jak dziś –  wciskając nas w maszynkę do mięsa „naszej wojny”.

Dziś ta grupa funkcjonuje na tej samej co w przypadku kowida, petardzie: są oni najmądrzejsi, zapatrzeni w autorytety, które suflują kolejne wersje swej „nałuki”, ale jednocześnie oddają się posłannictwu ratowania głąbów, którzy kiedyś mieli nam sprowadzić na głowę śmiertelnego wirusa, dziś już – krwiożerczego Putina. Wszystko jest takie samo – to owieczki, które każą iść innym za pasterzami, o których wiedzą, że nimi nie są, bo w razie nieposłuszeństwa wołają przewodników do wykonania roli wilków, o czym wiedzą wszyscy, oprócz… większości.

Drugie ekstremum – to denialiści. To ta sama grupa, której na ramieniu zawsze siedzi diabełek wątpliwości i szepcze do ucha, by sprawdzać. I coraz częściej wychodzi, że warto sprawdzać. Ale to smutna konstatacja, gdyż jest się wtedy samotnym – prawdziwej wersji świata, odsłaniającej się w przebłyskach konfrontacji z faktami, nie da się odzobaczyć. I tacy później łażą po świecie, widząc tylko same dekoracje. Ale temu diabełkowi towarzyszy zawsze anioł – anioł cierpliwości. Tłumaczenie tej pierwszej grupie, kiedyś sanitarystów, dziś podżegaczy wojennych, z jej powtarzalnymi bo wgranymi opiniami (bo trudno to nazwać poglądami), to nudne spieranie się ze zgraną płytą. Musisz wysłuchać tych zaciętych melodii, słyszanych setki razy gdzie indziej, wyśpiewywanych z wypiekami rewelacyjnych odkryć na przejętej twarzy. I tak tu sobie żyjemy.

Wieczna większość

A pomiędzy nami – większość. Można rzec – konformiści. Ale to nie tu jest sedno. Pandemia był to czas mocnej próby, nagłego postawienia wszystkiego na ostrzu noża: tak-tak, nie-nie. Nigdy świat tak tego nie stawiał, tak nagle i wszechobecnie. Zawsze to było jakoś rozłożone, rozproszone. A tu nagle – zakaz wychodzenia z domu i klops. Potem już poszło z górki: lawina zakazów – wchodziło to jak rozgrzany nóż manipulacji w mięknące społeczne masło wgrywanej paniki. Był to okres próby, którą bez skazy przeszli tylko ci o wręcz epickich dozach determinacji. Dlatego większość to konformiści – każdy z nas (sorki, większość) w jakimiś stopniu poszedł wtedy na kompromis, gdzieś się ugiął. I dlatego teraz nie chce do tego wracać. Bo popatrzcie – największa planetarna trauma, która dotyczyła miliardów ludzi poszła w zapomnienie ciągu 2 lat. Właśnie dlatego, że człowiek nie chce wracać do czasów, kiedy – według siebie – nie za bardzo się spisał.

I – uwaga!, jeśli „po drodze” ktoś z naszych bliskich (a było tego ze 200.000 ludzi) zmarł w czasie pandemii, to mamy dwa wyjścia: pierwsze, dostarczające zasilania do grupy ultrasów, że to właśnie śmiertelny wirus ich zabił i drugie wyjście: zapomnieć o wszystkim, bo inaczej trzeba by było stanąć przed lustrem, które co rano mówi, że trzeba było coś zrobić, a człowiek oddał swoich bliskich w tryby rozregulowanej machiny, zwanej szyderczo ochroną zdrowia. Dlatego większość o tym nie tylko milczy, ale wyrzuca ze swej świadomości jeden z ważniejszych swych momentów formacyjnych. Zamiast wyciągnąć z niego wnioski na całe życie, taką ważną naukę pokrywa się niepamięcią, gdyż wspomnienia mogą nas doprowadzić nie tylko do dyskomfortu, ale i do koniecznych korekt naszych postaw na całe życie. Tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono. A kowid sprawdził wszystkich, czy im się to podobało, czy nie.

Pamiętacie jak denialiści coś wtedy wspominali, że nadejdzie dzień Norymbergi 2.0 i triumf sanitarystycznej pogardy znajdzie swój niechlubny koniec na sali sądowej światowego trybunału? Byłem raczej sceptyczny wobec takiego scenariusza. Raczej uznawałem to jako marzenie pobitych o przyszłym odroczonym na świętego Nigdy zwycięstwie sprawiedliwości. Nic z tego – wszędzie cicho, a u nas to już jak makiem zasiał. Politycy nie chcą do tego wracać, bo wszystkie (prawie) ekipy się tu umoczyły. Media – to samo. Kościół… oooo, szkoda gadać.

Teraz okazało się, że nikt nic nie wie, nikt nie podejmował właściwie żadnych decyzji, trzeba było aż rozpadu PiS, byśmy w ramach wewnętrznych kłótni zajrzeli do tego gara, który przygotował nam ten pasztet, by się dowiedzieć, że… nie ma winnych. Losy tysięcy przedsiębiorstw, żywot setek tysięcy ludzi, setki miliardów wyrzuconych na jakieś tarcze przed samym sobą, zdrowie psychiczne młodych pokoleń – wszystko wisi w próżni. Nie ma winnych. Tak to jest: ty obywatelu się zapomnisz z jednym kwitem i cię aparat dojedzie, ale wypatroszyć na lata kraj i naród to zdarzenie okazuje się, że jest bezkarne.

Marzenia o Norymberdze

Reiner Fullmich, adwokat, który zapoczątkował projekt Norymberga 2.0, czyli światowy proces nad władzami za poczynania kowidowe sczezł w więzieniu za sprzeniewierzenie środków ze zbiórki na taki proces [ale żyje… md] . Wcześniej poodbijał się ze swymi pozwami od każdego rodzaju sądów na świecie. Okazało się, że im niżej w hierarchii występków i klas przestępczych tym system jest dokładniejszy. Im wyżej zaś – czyli im wyżej w poziomach władzy, zaś przestępstwo, choć administracyjne, acz przynoszące hekatomby ofiar – tym trudniej je osądzić. To jest nauka, która prowadzi do tego, że każdy system broni się przed… sprawiedliwością i nie ma się co dziwić, że przy takim układzie już tylko rewolucje, w formule trybunałów ludowych, mogą się na mocy swej przemocy domagać sprawiedliwości. System to wie i asekuruje się przed tym właśnie systemowo. Jedną z większych nauk, wypartych przez milczącą większość, jest to, że w sumie coraz mniej znaczymy jako obywatele. I niektórzy się z tym zgadzają, wszak trzeba rezygnować z rozpasania wolności w obliczu czy to pandemii, czy wojny. A tu obowiązuje jedna zasada: jeśli władza zobaczy, że społeczeństwo toleruje jej rosnący autorytaryzm z powodu sytuacji nadzwyczajnych, to będzie takie sytuacje prokurować i przedłużać. I tak mamy teraz z wojną, która zastąpiła w tej układance kowida.

Widząc światową powszechność podejścia władz na świecie do kowida wydawało mi się, że nigdy nie zobaczę macherów pandemicznych na ławie oskarżonych. Pomyliłem się i cieszę się z tego. Oto w USA Senat powołał wielką komisję, która pracowała ciężko i udało jej się nie tylko zidentyfikować i podważyć podstawowe filary sanitaryzmu, ale i znaleźć winnych. Oto przed komisją stanął niejaki Anthony Fauci, uosobienie – wtedy – wiedzy i decyzyjności w kwestii kowida, dziś – Czarny Lud winny wszystkiemu. Więcej się w trakcie komisji nie dowiedzieliśmy, bo Fauci odmawiał odpowiedzi nawet na pytanie jakiego koloru ma krawat. Ale dużo dowiedzieliśmy się z pytań, bo te wynikały z ponad 500-stornicowego raportu komisji. Praktycznie padło wszystko, co swym autorytetem (nie „państwo to ja”, ale „nauka to ja”, tak mówił o sobie Fauci) formował oskarżony.

Właśnie, czy oskarżony? Fauci by poszedł za kraty w tempie marszowym. Ale nie, 25 stycznia 2025 roku, na godziny przed objęciem funkcji przez nowo wybranego prezydenta, Donalda Trumpa, ustępujący prezydent Biden ułaskawił Fauciego. A w USA taki akt jest praktycznie ostateczny, jednak wskazuje na priorytety systemu – ostatnia decyzja ustępującego układu, jedna więc z ważniejszych. I od razu widać gdzie są priorytety. Teraz Fauciemu niewiele można zrobić, chyba, że się go wsadzi za okłamywanie i brak szacunku (odmawiał 111 razy udzielenia odpowiedzi) wobec Senatu USA. A za to grozi do roku więzienia. Ułaskawienie Fauciego dotyczy tylko federalnego zakresu jego działalności, ale mogą go pozwać poszczególne stany. I ustawia się już kolejka, zaczyna Floryda.

Wchodzi Senat USA

Komisja w Senacie była to właściwie zabawa jednostronna. Tak, jako się rzekło – więcej dowiedzieliśmy się z pytań i braku odpowiedzi na nie. Ale urzekła mnie jedna wypowiedź senatora Bernie’go Moreno. Ten były potentat motoryzacyjny powiedział prosto w oczy Fauci’emu: „Sześć lat temu zdecydowałem, że zostawię swoje biznesy, sprzedam je, wystartuję w wyborach i oto jestem. Siedzę naprzeciwko ciebie sześć lat później i pytam cię: za kogo ty się, k**wa, uważałeś, żeby robić to wszystko!? To, co zrobiłeś naszemu państwu, to całkowita hańba”. Tylko po to warto było nam czekać, by usłyszeć od kogoś ten poziom determinacji, który leczy nasze poczucie niemożności.

Jeden wątek komisji, oprócz wielu udowodnionych, wzbudził tylko moją wątpliwość. Komisja oskarża Fauciego, że organizował w chińskim niesławnym Wuhan proces tzw. Gain-of-Function, czyli uzłośliwiał istniejące wirusy, niby po to, by – uwaga! – przygotować się na nowe mutacje patogenów. Tworzył je niejako zawczasu, żeby co? No, żeby się przygotować. Z czym? Ano jak to z czym? Ze szczepionkami. A tu miał się taki jeden o numerku 19 wydostać z laboratorium i jak na filmie „Outbreak” z Dustinem Hoffmanem, zakazić cały świat. Taka wersja załatwia parę spraw: załatwia czas, miejsce i osobę. To się dobrze opowiada. Wszystko byłoby dobrze, procedury by zadziałały, ale wygrał indywidualny narcyzm i pęd do sławy (Fauci marzył, że w wyniku swych walk z pandemią otrzyma nagrodę Nobla z dziedziny medycyny) i zdarzyło się nieszczęście. Wirus był sztucznie uzłośliwiony, nie było lekarstw, procedur, wszyscy spanikowali i niech pierwszy rzucił strzykawką, który by nie przereagował dla dobra swoich narodów.

Tak jak mówiłem, nie wierzyłem w jakieś rozliczenia popandemiczne. Wymagałoby to zaangażowania na poziomie instytucji państwowych a tu i one, i same władze były wszędzie umoczone. A więc przypadek USA, że się za to wzięły, wygląda na jakiś fenomen. Zaraz wytłumaczę skąd to się bierze. Władza może zacząć udowadniać zbrodniczość swych działań tylko wtedy jak będzie mogła je zrzucić na kogoś, kto ją oszukał. I tak jest teraz – jest gościu, grzeszny w sprawie jak sto czartów, jest narracja, że łgał jak wszyscy diabli. Jest też superwirus, też sprokurowany przez Czarnego Luda, co uzasadnia nadreakcję władz, czyli… Trumpa, bo on wtedy był prezydentem. Można więc zrobić spektakl, zwłaszcza, że wiemy i że ego Trumpa nie dopuszcza, by ktoś go mógł bezkarnie oszukać. Mamy więc wszystko na miejscu – mała jednoosobowa amerykańska Norymberga, i jeszcze zły Biden, który uniewinnił piekłoszczyka, na dodatek. Ale nie tak szybko, panowie. Przynajmniej nie ze mną.

Dwie wersje przewrotne

Dobra, w wersji lajtowej – niech będzie, że tak było, a w takim razie jak działa system amerykański, że właściwie w hierarchii „pan Nikt” zakręcił nie tylko Trumpowi, administracji, państwu, mediom, ale i całemu ludowi w głowie. Na jakiej podstawie prawnej to się działo, jak teraz nie ma proceduralnie winnych? Decydenci tylko się słuchali, a gadał do nich gościu z pierwszych okładek magazynów, główny straszyciell narracji paniki. Gdzie zadziałało słynne amerykańskie checks and balances? Może to jest systemowy problem, który się ujawni (ujawnia?) nie tylko w czasie pandemii? A może jest wciąż z nami, czyli nimi?

Przecież u nas było to samo – 200.000 ludzi do piachu, 200 miliardów w błoto na tarcze i nie ma winnych? A co, po koronawirusie wszystko wróciło do normy i wszystkie zabezpieczenia działają? A jak? Jak przestały i nie wiadomo, kto to wyłączył, to jak zaczęły działać znowu (a zaczęły?) to jaka mocarna ręka o tym decyduje? A to ważne, bo w takim razie to ona rządzi, nie jakieś atrapy demokracji przedstawicielskiej? Ja bym to pociągnął, ale nawet (a może tym bardziej) w USA nie ma pogody na zaglądnie za demokratyczne dekoracje.

Tak, to jest wersja lajtowa, tak. Bo ta najbardziej porażająca jest taka, że nie było żadnego specjalnego superwirusa, nic tam nie wylazło z laboratorium w Wuhan, a jeśli już, to nie było to nic ponad sezonową grypę, jakiej odmiany okrążają świat dwa razy do roku. W swoim Dzienniku Zarazy pokazałem szereg badań, które dowodzą, że ludzie umierali, tak, ale nie w wyniku patogenu, ale decyzji administracyjnych rozregulowujących służbę zdrowia, braku dostępu do istniejących leków, by zrobić drogę do przyspieszonego wejścia szczepionek, triażowania na wejściu do systemu ochrony zdrowia, teleporad ukrywających przenoszone zapalenia płuc i wreszcie nieodgadnionego zakresu niepożądanych odczynów poszczepiennych, które doprowadziły do wysypu choróbsk o nieznanej dotąd dynamice i zaciągnięcia pokoleniowego długu zdrowotnego.

I dlatego, że władze chcą jednocześnie ujawnić kulisy amerykańskiej pandemii, muszą się pilnować, żeby nie zajść za daleko, bo wtedy same się doprowadzą na ławę oskarżonych. A w obecnym formacie wszystko jest prostsze – jest jeden winny, w dodatku producent superwirusa, który to wirus wszystkich zaskoczył, zaś odpowiedzialnych zaszokował. Tak Trumpy to sobie ułożyły: przecież rudowłosy prezydent nie sprowadziłby na siebie kary własnymi działaniami dochodzenia do prawdy. I tylko dlatego, że znalazł wspomniane półśrodki – możemy się dowiedzieć kawałka prawdy.

To meczące sumienie…

I tak przeżyliśmy w tempie katalitycznym traumę formacyjnej zmiany świata. Każdy z nas. I każdy z nas może się do tego jakoś odnieść. Najczęstsze jest wyparcie i ja to rozumiem. Ale jest to wyparcie smutnej prawdy, że można zrobić z nami wszystko, a na końcu nie czeka żaden sąd, tym bardziej żadna sprawiedliwość. Na końcu nie ma winnych, nie ma tematu. Wszyscy mamy się bujać w rytm kołysanki, śniąc sen błogi o bezpieczeństwie, od czasu do czasu przerywany koszmarami z tego źródła niepotrzebnych trosk atawizmów moralnych – z sumienia.

Jerzy Karwelis  

Na wakacje ! Z własnymi chmurami !! MEM-y II.

——————————–

———————————————–

—————————————————————–

——————————————

——————————————

————————————–

—————————————-

—————————–

——————————-

————————-

Wreszcie bez telefonu, bez internetu, bez ludzi… MEM-y I.

—————————————–

—————————————

———————————

————————————————

————————————

———————————-

————————————-

———————————

———————————————-

————————————

– Niech mordują Sowietów?!

– Niech mordują Sowietów?!

Zygmunt Białas https://zygmuntbialas.wordpress.com/2026/08/09/09-08-2026-niech-morduja-sowietow/

Głosowałem na Karola Nawrockiego i wiem, że wielu Czytelników tego bloga oddało swój głos na niego. I ciągle uważam go za dobrego prezydenta III RP za obronę naszych racji przed zakusami Brukseli i Berlina oraz za wetowanie szkodliwych ustaw rządowych. Ale przyznam też, że nie rozumiem prezydenta, gdy mówi takie brednie jak niżej przedstawione w jednominutowym podcaście:

Jest to fragment przemówienia wygłoszonego w czwartek, 6 sierpnia, przed Pałacem Prezydenckim, w pierwszą rocznicę zaprzysiężenia.

Karol Nawrocki mówi:

„Tak, interesem Polski jest to, aby Ukraina i żołnierze ukraińscy radzili sobie jak najlepiej z postsowiecką Federacją Rosyjską. Jak najdalej ich trzymali od Polski. To oczywiste, taka jest strategia państwa polskiego. Niech mordują Sowietów, którzy ich napadli, i w ogóle nas Polaków to nie boli. W tym zakresie zawsze mogą liczyć na naszą pomoc, bo tam, gdzie się bije Moskala, tam Polska pomaga. Nawet jak nie bierze udziału bezpośrednio w tej wojnie [oklaski]. Taki jest strategiczny interes Polski”.

Na słowa prezydenta RP zareagowała rzecznik prasowa rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa, zarzucając mu posługiwanie się mową nienawiści. Stwierdziła, słusznie zresztą, że „rusofobia kliniczna ewidentnie wpływa na zdolności poznawcze”. Także prasa rosyjska poddała wypowiedź K. Nawrockiego ostrej krytyce.

Dr Karol Nawrocki jest historykiem z zawodu i na pewno zna kilkakrotnie lepiej historię Polski i Rosji niż ja. Nie możemy posądzać go o niewiedzę. Powiedzmy jasno: mija się z prawdą w każdej sprawie, która dotyczy Rosji, choćby w tym, że Federacja napadła na Ukrainę. Gdy kiedyś określił Rosjan jako dzicz, a dziś mówi o postsowieckiej Federacji Rosyjskiej, to co możemy powiedzieć o Ukrainie? Nie jest ona postsowiecka?

Już niedługo będą musiały UE-kukiełki (lub ich następcy) udać się do Rosji. Wróble ćwierkają, że zakulisowe rozmowy ekspertów europejskich i rosyjskich już trwają. A kto będzie reprezentował Polskę? Czy obudzimy się z ręką w nocniku? Czy będziemy marznąć zimą? 

Prezydent czytał na pewno artykuł  Romana Dmowskiego  z 1930 roku zatytułowany Kwestia Ukraińska. I jeśli czytał, to powinien wiedzieć to, co szef Narodowej Demokracji wiedział przed 95 laty: poparcie Ukrainy jest w istocie polityką proniemiecką. Przytoczę tu nieco dłuższy fragment, ale dla mądrego Polaka nie żal miejsca na moim blogu:

Roman Dmowski

Roman Dmowski

„Niepodległa Ukraina byłaby państwem, w którym dominowałyby wpływy niemieckie. Tak by było nie tylko dlatego, że dzisiaj działacze ukraińscy konspirują z Niemcami i mają ich poparcie; i nie tylko dlatego, że o tym marzą Niemcy i że mają na obszarze ukraińskim Niemców i Żydów, którzy byliby dla nich oparciem; ale także, i to przede wszystkim, dlatego, że całkowite zrealizowanie programu ukraińskiego kosztem Rosji, Polski i Rumunii, ma naturalnego, najpewniejszego protektora w Niemczech i musi Ukraińców wiązać z nimi. Polska przy istnieniu państwa ukraińskiego, znalazłaby się między Niemcami a sferą wpływów niemieckich, można powiedzieć, niemieckim protektoratem. Nie ma potrzeby unaoczniać, jakby wtedy wyglądała.

Wreszcie, jak to wyżej powiedzieliśmy, zbudowana dziś wielka Ukraina nie byłaby w swych kierowniczych żywiołach tak bardzo ukraińska i nie przedstawiałaby na wewnątrz stosunków zdrowych. To byłby naprawdę wrzód na ciele Europy, którego sąsiedztwo byłoby dla nas fatalne. Dla narodu, zwłaszcza dla narodu jak nasz młodego, który musi się jeszcze wychować do swych przeznaczeń, lepiej mieć za sąsiada państwo potężne, choćby nawet bardzo obce i bardzo wrogie, niż międzynarodowy dom publiczny. Z tych wszystkich względów program niepodległej Ukrainy nie może liczyć na to, żeby Polska za nim stanęła, a tym mniej, żeby zań krew przelewała. I to polska opinia publiczna już dziś bardzo dobrze rozumie”.

Tak, rozumiał to naród przed wiekiem, a dziś w większości ma propagandową sieczkę w głowie i popiera to, co jest wbrew naszym interesom.

https://gloria.tv/post/8KpxW17vUinFAyCDFp2G42P78

Opracował: Zygmunt Białas

Jak wygląda zwycięstwo [u GORYLI]

Ograniczona Wojna

Początek tłumaczenia

Jak wygląda zwycięstwo

Autor: Phil Butler Ale wzięte stąd: pecuniaolet

Era „wojny ograniczonej” to zachodnia fantazja. Rosja nie może sobie pozwolić na półśrodki w obliczu egzystencjalnego ataku prowadzonego przez państwa zastępcze.

Iluzja „wojny ograniczonej”

Zanim zapoznacie się z poniższym tekstem, odłóżmy na bok dyplomatyczną fikcję.

Od dziesięcioleci śledzę schematy władzy, a poniższy schemat jest nie do podważenia. Zachód prowadzi śmiertelną grę polegającą na kontrolowanej eskalacji, ubierając wojnę totalną w sterylny język „powstrzymywania” i „strategicznych sygnałów”. Jednak ostatnie ataki na węzły gospodarcze i cywilne na terenie Rosji nie są samowolnymi posunięciami podzielonego dowództwa. Stanowią one precyzyjnie zaplanowaną eskalację ze strony europejskich elit, przeprowadzoną za milczącą zgodą Waszyngtonu.

Teza zawarta w tekście, który za chwilę przeczytasz, jest prosta i bezkompromisowa: era „wojny ograniczonej” to zachodnia fantazja. Jeśli Moskwa ma przetrwać ten egzystencjalny atak prowadzony przez pośredników, nie może reagować półśrodkami ani symetryczną powściągliwością. Jedyną racjonalną, opartą na historii reakcją jest całkowita mobilizacja oraz systematyczna, kompleksowa neutralizacja pozostałej infrastruktury krytycznej Ukrainy. Niekończąca się wojna na wyczerpanie to gra przegrana. Zwycięstwo nie jest kwestią wyboru, lecz operacyjną koniecznością.

To, co nastąpi poniżej, nie jest apelem o pokój. Jest to zimne, bezkompromisowe spojrzenie na to, czego faktycznie wymaga zwycięstwo, oparte na jedynym mającym znaczenie precedensie historycznym.

Kijów, 1943 r. – Precedens historyczny

Powyższe zdjęcie jest surowe: Kijów, listopad 1943 r. Żołnierze maszerują ulicami, po obu stronach których wznoszą się szkielety fasad zniszczonych budynków, a całe dzielnice zamieniły się w gruzy i popiół. Przeprawa przez Dniepr została zabezpieczona, ale miasto za ich plecami jest pomnikiem wojny totalnej. Nie jest to zniszczenie dla samego zniszczenia. Tak właśnie wyglądało zwycięstwo, gdy Związek Radziecki odpowiedział na operację „Barbarossa”. Nie poprzez precyzyjne uderzenia i proporcjonalne reakcje, ale poprzez całkowite, systematyczne zniszczenie sił okupacyjnych i infrastruktury, która jej służyła.

Wehrmacht przekształcił Kijów w twierdzę. Każdy budynek, każda ulica, każdy most zostały zmilitaryzowane. Niemiecka reakcja na utratę tego terenu polegała na stosowaniu taktyki spalonej ziemi – wyburzeniach, podpalaniach, systematycznym niszczeniu wszystkiego, co mogło pomóc nacierającej Armii Czerwonej. A kiedy Sowieci w końcu przełamali obronę, nie zatrzymali się, by ocalić to, co pozostało. Nie martwili się o infrastrukturę cywilną, centra gospodarcze ani powojenną odbudowę już i tak wyczerpanego przez okupację miasta. Walczyli z jednym celem: unicestwieniem. Zwycięstwo było jedynym akceptowalnym wynikiem, a koszty materialne miały drugorzędne znaczenie w stosunku do strategicznej konieczności.

To właśnie ten historyczny precedens zachodni stratedzy celowo pomijają, gdy pouczają Moskwę na temat kontroli eskalacji konfliktu. Związek Radziecki nie wygrał Wielkiej Wojny Ojczyźnianej dzięki powściągliwości. Wygrał ją dzięki całkowitej mobilizacji, przytłaczającej sile oraz absolutnej odmowie zaakceptowania jakiegokolwiek innego wyniku niż całkowite zniszczenie sił wroga. Ruiny Kijowa z 1943 roku nie są dowodem radzieckiego barbarzyństwa. Są one obrazem tego, co się dzieje, gdy na egzystencjalne zagrożenie odpowiada się pełną, bezkompromisową siłą narodu zdeterminowanego wolą przetrwania.

Dzisiaj Zachód wymaga od Rosji, by toczyła ograniczoną wojnę przeciwko nieograniczonemu zagrożeniu. Europejskie elity, za przyzwoleniem Waszyngtonu, przekształciły Ukrainę w fortecę proxy, zalewając ją bronią, danymi wywiadowczymi i domyślną obietnicą niekończącego się wsparcia. Ataki na centra logistyczne Wildberries, na pozbawioną wartości militarnej infrastrukturę cywilną, na cele gospodarcze, ataki mające na celu raczej zastraszenie niż osłabienie – nie są to działania zdesperowanego reżimu walczącego o przetrwanie. Są to działania koalicji, która wierzy, że może prowadzić wojnę zdalnie, powoli wyczerpując Rosję, jednocześnie utrzymując konflikt na poziomie „kontrolowanym” i „ograniczonym”.

To fatalna pomyłka w ocenie sytuacji. Kiedy przeciwnik przekracza próg, przechodząc od konfliktu zastępczego do bezpośredniego ataku strategicznego, reakcja nie może być stopniowana w precyzyjnych krokach. Ataki na cywilną infrastrukturę gospodarczą nie są odosobnionymi incydentami. Stanowią one logiczną konsekwencję zachodniej strategii, która porzuciła wszelkie pozory dążenia do pokoju i zamiast tego przyjęła za cel długoterminowe osłabienie strategiczne Rosji. To jest wojna przez duże „W” i wymaga reakcji proporcjonalnej do zagrożenia.

Zwycięstwo albo zagłada – nie ma rozwiązania pośredniego

Nie chodzi o to, czy Rosja powinna eskalować konflikt. Chodzi o to, czy może sobie pozwolić na to, by tego nie robić. Każdy tydzień, który mija przy półśrodkach i symetrycznych reakcjach, to tydzień, w którym koalicja zachodnia może wierzyć, że jej strategia jest skuteczna. Każdy trafiony ośrodek dystrybucyjny, każdy bezkarnie zbombardowany cel cywilny, utrwala złudzenie, że Rosję można prowokować bez żadnych konsekwencji, że można z Brukseli i Waszyngtonu kontrolować eskalację, podczas gdy Moskwa cierpliwie krwawi na stole operacyjnym. To musi się skończyć teraz, jeśli ma przetrwać wszystko to, co zbudowali Władimir Putin i Rosjanie.

To, jak będzie wyglądało zwycięstwo w 2026 roku, nie różni się zasadniczo od tego, jak wyglądało w 1943 roku. Oznacza ono całkowitą neutralizację zdolności wroga do kontynuowania walki. Oznacza zmobilizowane społeczeństwo, bazę przemysłową działającą na pełnych obrotach oraz strategię wojskową mającą na celu nie tyle zarządzanie konfliktem, co jego zakończenie. Co więcej, wygląda to na systematyczne niszczenie pozostałej infrastruktury Ukrainy – nie jako kara, ale jako operacyjna konieczność. Sieci logistyczne, sieci energetyczne, centra dowodzenia i kontroli, arterie gospodarcze zasilające machinę wojenną. Wszystko to musi zostać zmiecione z powierzchni ziemi. Nie uszkodzone. Nie zniszczone. Wyeliminowane. To nie jest okrucieństwo. To konieczność.

Zachód dokonał wyboru. Zdecydował się walczyć do ostatniego Ukraińca, zamienić cały naród w taran wymierzony w serce Rosji, poświęcić miliony na ołtarzu geopolitycznych ambicji, pozostając jednocześnie bezpiecznie odizolowanym od konsekwencji. Moskwa nie może już dłużej pozwolić sobie na luksus prowadzenia tej wojny na warunkach Zachodu. Wojna na wyczerpanie sprzyja stronie dysponującej większymi zasobami i większą cierpliwością. Rosja dysponuje jednym i drugim, ale tylko pod warunkiem, że w pełni je wykorzysta. Wielopłaszczyznowa ofensywa, rozpoczęta przy użyciu przytłaczającej siły i mająca na celu osiągnięcie decydujących celów terytorialnych do wiosny, nie jest opcją. Jest koniecznością.

Mobilizacja musi być całkowita. Nie chodzi o fragmentaryczne działania z 2022 roku ani o nieśmiałe ekspansje z 2023 roku, ale o pełne zaangażowanie społeczeństwa w warunkach wojny. Produkcja przemysłowa musi przejść na poziom wojenny. Siła robocza musi być alokowana bez wahania. System polityczny musi skupić się na jednym celu: zwycięstwie. Nie na „sprzyjających warunkach”. Nie na „zdobyciu przewagi negocjacyjnej”. Zwycięstwo. Kropka!

Historia nie będzie oceniać Rosji według standardów Genewy czy Hagi. Będzie oceniać Rosję według tego, czy przetrwała egzystencjalne zagrożenie, które na nią czyhało. Związek Radziecki nie wahał się w 1943 roku. Nie przejmował się perspektywą zniszczenia Kijowa. Rozumiał, że półśrodki przeciwko egzystencjalnemu wrogowi to nie litość, a samobójstwo. Ruiny na tym zdjęciu nie są ostrzeżeniem przed okrucieństwami wojny. Są świadectwem tego, ile tak naprawdę kosztuje zwycięstwo. Ten obraz pokazuje, jak wygląda zwycięstwo w każdej wojnie, jaką kiedykolwiek stoczono.

Zachód chce długiej wojny. Chce wojny na wyniszczenie, stopniowej eskalacji, kontrolowanego upadku Rosji.

To jedyny wynik, którego Moskwa nie może zaakceptować. Rosja nie może sobie pozwolić na porażkę i nie może sobie pozwolić na walkę w nieskończoność. Czas wojny ograniczonej minął. Rozpoczął się czas totalnego zwycięstwa. Zwycięstwo nie wygląda pięknie. Nie jest czyste. Nie jest proporcjonalne. To całkowite, systematyczne i bezkompromisowe zniszczenie zdolności wroga do kontynuowania działań wojennych. Co więcej, to mobilizacja wszelkich zasobów, zaangażowanie wszelkich narzędzi, akceptacja wszelkich kosztów. To Kijów w 1943 roku. To koniec wojny, wszelkimi możliwymi sposobami.

Wybór nie należy już do Rosji. Zachód dokonał go, zamieniając Ukrainę w broń. Teraz Moskwa musi po prostu podążać logiką tego wyboru aż do nieuniknionego końca. Zwycięstwo albo upadek. Nie ma już drogi pośredniej.

Koniec tłumaczenia

Uczciwie trzeba powiedzieć, że autor przedstawia bardzo sugestywnie obraz zwycięstwa. Najwyraźniej nie ma także wątpliwości, że będzie to zwycięstwo Rosji. Najwyraźniej inspiracją do napisania tego tekstu była intensyfikacja rosyjskich ataków. Prawdopodobnie autor zakłada, że teraz Rosja dąży do szybkiego zakończenia wojny. Osobiście nie bardzo w to wierzę, ale w tej chwili nie ma to znaczenia. Pozornie nie ma się do czego przyczepić, ale tekst ten pozostawił u mnie uczucie niedosytu. Rozbudził jedynie apetyt na głębszą analizę. Analizę, która odpowiedziałaby, albo właściwie próbowałaby udzielić odpowiedzi na kilka pytań. Pierwszym pytaniem jest przyczyna powściągliwej reakcji Rosji. Czego to nie wypisują komentatorzy i analitycy! Mamy do wyboru cały wachlarz przyczyn – począwszy od głębokiej religijności Putina, „hamowanie” przez Chiny, przyczyny natury militarnej i gospodarczej, nieudolność rosyjskiej armii, aż do nacisków oligarchów, którzy świetnie na tej wojnie zarabiają i jej szybkie zakończenie nie leży w ich interesie. Kto ma rację? Sądzę, że wszyscy po trochu.

Ale moim zdaniem główna przyczyna leży gdzie indziej. Po prostu Rosja liczy albo na opamiętanie się Zachodu, albo na jego rozpad lub przynajmniej osłabienie w wyniku nieuchronnego kryzysu. W moim kompendium systemu monetarnego staram się wszystkim uświadomić, że wojna jest integralną częścią kapitalizmu, czyli naszego systemu monetarnego. Wyjaśniam też, że konflikt ten jest natury egzystencjalnej, żadna ze stron nie tylko nie może pozwolić sobie na przegraną (autor też tak uważa, ale ma na myśli jedynie Ukrainę), ale oba systemy nie są w stanie pokojowo koegzystować, gdyż ekspansja, agresja, wyzysk i dominacja są systemowymi cechami Zachodu. Najwyraźniej Rosja albo nie zdaje sobie sprawy z tego, albo rozpaczliwie odwleka sytuację, w której strona przeciwna będzie miała jedynie dwa wyjścia: kapitulację, albo postawienie wszystkiego na jedną kartę i naciśnięcie „czerwonego guzika”.

Niestety autor kompletnie pominął przyczyny agresji (bo tego słowa należy tu użyć) Zachodu na Rosję. Sądzę, że ponad 90% naszego społeczeństwa będzie zaskoczone i oburzone twierdzeniem o ataku na Rosję, bo przecież to Rosja jest agresorem! Ten schemat myślowy cały czas wbijają nam do głowy media! Skutecznie zaszczepiły nam mentalność i moralność Kalego – jak my atakować, to dobrze, jak Rosja się bronić, oj to niedobrze! Kompletnie nie zdajemy też sobie sprawy z tego, że ten atak trwa już kilkaset lat! Proszę mnie źle nie zrozumieć, nie zamierzam tu wybielać Rosji! Ma ona wiele grzechów na sumieniu i nie jest idealnym krajem. Ale musimy zrozumieć mentalność i sposób myślenia Rosjan. Ten kraj i społeczeństwo, jest już od kilkuset lat w stanie permanentnej wojny obronnej! Równocześnie skutecznie zaszczepiono w naszych umysłach obraz Rosji-agresora. Zacznijmy od rozbiorów. Dla każdego Polaka rozbiory to przecież Rosja! Historycy wiedzą, że ani Rosja, ani Austro-Węgry nie chciały rozbioru Polski. Był to dla nich jedynie niepotrzebny i kosztowny kłopot. Motorem napędowym rozbiorów były Prusy.

Ale jakimś dziwnym trafem wiedza ta nie jest szerzona wśród społeczeństwa… Powstania? Przecież wybuchały jedynie w zaborze rosyjskim! Ale żadne z nich nie było w polskim interesie. We wszystkie zostaliśmy wmanewrowani przez Zachód. O tym także się nie mówi… Powstania śląskie i powstanie wielkopolskie były jedynymi prawdziwie polskimi powstaniami. Bolszewicy pod Warszawą w 1920 roku? Owszem, ale starannie unika się informacji o tym kto tę wojnę rozpoczął i dlaczego. Kryzys kubański? Mówi się tylko o tym, że Rosja chciała zainstalować na Kubie rakiety z głowicami atomowymi, ale przemilcza się fakt, że była to reakcja na amerykańskie rakiety w Turcji i w ten sposób Rosja zmusiła USA do ich usunięcia.

Obecna wojna na Ukrainie jest kolejnym przykładem. Od 1992 do 2014 roku nikt nie kwestionował niepodległości Ukrainy. Krym był ukraiński a Rosja grzecznie płaciła za korzystanie z bazy w Sewastopolu. I nagle – jak nam się wmawia – Putinowi „odbiło” i bez powodu zaatakował Ukrainę.

Ale gdyby w 2014 roku Rosja nie przejęła Krymu, to dziś w Sewastopolu cumowałyby amerykańskie lotniskowce. Gdyby w 2022 nie rozpoczęła operacji specjalnej, to wschodnia Ukraina, zamieszkana przez Rosjan, wyglądałaby dziś jak strefa Gazy, działyby się tam sceny jak na Wołyniu, ale na dużo większą skalę, Ukraina byłaby w NATO, a amerykańskie rakiety z głowicami jądrowymi stałyby 300 kilometrów od Moskwy! No, ale przecież to byłoby całkowicie w porządku, prawda? Bo przecież Zachód to samo dobro a Rosja to samo zło!!

====================================

Autor ma całkowitą rację w tym, że ograniczona wojna to zachodnia fantazja. Wcześniej czy później konflikt ten MUSI wybuchnąć z pełną mocą. Oczywiście nikt nie wie, kiedy wybuchnie i jak będzie przebiegać, ale coraz bardziej krystalizuje mi się w głowie pewien scenariusz. USA wystąpią z NATO. Zrobią to z dwóch powodów: po pierwsze, aby mieć wolne ręce w momencie, gdy Izrael zaatakuje Turcję. Po drugie, aby poszczuć Europę na Rosję (już to robią), ale zachować (pozorną!!) neutralność, aby nie być narażonymi na bezpośredni rosyjski atak nuklearny. W takim ataku USA byłyby bez szans. USA liczą, że konflikt ten przekształci się w konflikt nuklearny, z którego Rosja oczywiście wyjdzie zwycięsko, ale osłabiona, bo nie wszystkie europejskie głowice da się przechwycić. Wtedy USA skorzystają z okazji i zaatakują Rosję.

Dlaczego taki scenariusz wydaje mi się najbardziej prawdopodobny? Bo siły sterujące światem już dwa razy go zastosowały. Ale o tym także się nie mówi…  

Zaszufladkowano do kategorii Wojna | Otagowano

To polscy dyplomaci zapomnieli o dyplomacji…

Rzeczniczka Kremla ponownie uderza w Polskę. „Gdański muzealnik zapomniał, że Rosja i Polska mają bezpośrednią granicę”

8 sierpnia 2026 Damian Drozd

Maria Zacharowa zaatakowała prezydenta Karola Nawrockiego, zarzucając mu „kliniczną rusofobię”. Nawiązała przy tym do granic Polski i działalności Nawrockiego przeciwko sowieckim pomnikom. Na jej słowa odpowiedział rzecznik polskiego MSZ Maciej Wewiór, zestawiając sytuację gospodarczą i społeczną Polski oraz Rosji.

W piątek rzeczniczka rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maria Zacharowa zarzuciła Nawrockiemu posługiwanie się językiem wymierzonym w Rosjan i skrytykowała używanie określenia „Moskal”.

t.me/MariaVladimirovnaZakharova

„Nawrocki regularnie posługuje się językiem nienawiści. Typowy przykład to używanie pogardliwego słowa »Moskal« w odniesieniu do Rosjan. Dla polskich elit stało się to normą” — napisała na Telegramie

Rosyjska dyplomatka nawiązała również do okresu, gdy Nawrocki kierował Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Przypomniała sytuację, w której jako dyrektor muzeum zażądał przerwania występu zespołu wykonującego podczas Nocy Muzeów piosenkę „Ciemna Noc”. Zacharowa określiła ówczesne zachowanie Nawrockiego jako „histeryczną reakcję”.

Następnie odniosła się do bezpośredniej granicy Polski z rosyjskim obwodem królewieckim i stanu stosunków między Warszawą a Moskwą.

„Kliniczna rusofobia najwyraźniej wpływa na zdolności poznawcze. Gdański muzealnik zapomniał, że Rosja i Polska mają bezpośrednią granicę. Między nami nie ma Ukrainy ani Ukraińców. Kiedyś była to granica wzajemnie korzystnej współpracy, z której dzięki takim jak Nawrocki i Sikorski nie zostało już nic” — oceniła Zacharowa.

Zacharowa o granicach Polski i Armii Czerwonej

W dalszej części wpisu rzeczniczka rosyjskiego MSZ przypisała polskim władzom historyczne kompleksy i bezsilną złość. Twierdziła również, że obecny kształt granic Polski jest zasługą Związku Sowieckiego i Józefa Stalina.

Zacharowa nawiązała następnie do prowadzonego w Polsce usuwania sowieckich pomników z przestrzeni publicznej. Karol Nawrocki został przez rosyjskie władze umieszczony na liście osób ściganych w związku z działalnością, którą prowadził w tej sprawie jako prezes Instytutu Pamięci Narodowej.

„Nawrockiego najwyraźniej uwiera fakt, że jego naród zawdzięcza swoje istnienie Armii Czerwonej. Dlatego on i jemu podobni mszczą się, wyżywając się na sowieckich pomnikach, walcząc z martwymi sowieckimi Bohaterami — Rosjanami, Białorusinami, Ukraińcami, Tatarami, Żydami i przedstawicielami innych narodów ZSRR” — stwierdziła Zacharowa.

Na zakończenie wpisu rzeczniczka rosyjskiej dyplomacji określiła opisywaną przez siebie sytuację jako „polski wstyd”.

Nawrocki o „postsowieckiej Rosji”

W czwartek, podczas przemówienia wygłoszonego w pierwszą rocznicę objęcia urzędu Karol Nawrocki odniósł się do wojny rosyjsko-ukraińskiej i znaczenia jej przebiegu dla bezpieczeństwa Polski.

Interesem Polski jest to, żeby Ukraina i żołnierze ukraińscy radzili sobie jak najlepiej z postsowiecką Federacją Rosyjską i jak najdalej trzymali ich od Polski. To oczywiste, taka jest strategia państwa polskiego. Niech sobie mordują tych sowietów tam, gdzie ich napadli i w ogóle nas Polaków to nie boli. W tym zakresie zawsze mogą na nas liczyć, bo tam, gdzie się bije moskala, tam Polska pomaga, nawet jak nie bierze udziału bezpośrednio w tej wojnie. Taki jest strategiczny interes Polski” – powiedział prezydent.

Nawrocki zaznaczył jednocześnie, że wspieranie Ukrainy nie może oznaczać rezygnacji z obrony polskich interesów ani przemilczania sporów historycznych.

„Ale strategicznym interesem Polski jest też to, żeby nie powiewały w Warszawie i w Polsce banderowskie flagi. Można pomagać i można wymagać, można współpracować po partnersku, można się rozumieć w zasadniczych kwestiach, taka jest nasza wrażliwość” – dodał.

Prezydent opowiedział się za pomocą udzielaną po przeprowadzeniu analizy jej skutków i z zachowaniem pierwszeństwa polskiej racji stanu.

Rzecznik polskiego MSZ odpowiada

W sobotę do wypowiedzi Zacharowej odniósł się rzecznik polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maciej Wewiór. Napisał, że rzeczniczka rosyjskiego resortu „znów wygraża Polsce”, i odrzucił jej zarzuty wobec Warszawy.

„Każdy wolałby mieć za sąsiada państwo, z którym można handlować, nie zgadzać się i dyskutować, a nie agresora, przed którym trzeba przygotowywać się do obrony” — napisał rzecznik MSZ Maciej Wewiór.

Przedstawiciel polskiej dyplomacji stwierdził, że zamiast szukać odpowiedzialności za stan stosunków dwustronnych w Warszawie, Zacharowa powinna zwrócić uwagę na działania Moskwy.

Wewiór wskazał również na różnice między oboma państwami. Zaznaczył, że terytorium Rosji jest 55 razy większe od Polski, a jej ludność około 4 razy liczniejsza. Jednocześnie zwrócił uwagę, że Polska należy do najszybciej rozwijających się gospodarek, a polski PKB na mieszkańca jest około 2 razy wyższy.

„Mamy ponad 2 razy więcej autostrad i dróg ekspresowych, a wskaźnik zabójstw jest u nas blisko 10 razy niższy. Już nie wspomnę o różnicy w sojusznikach. Gdy my wspieramy rodziny przez 800+, żłobkowe, urlopy, to w Rosji fundamentem polityki społecznej stają się żołdy i «trumienne». My nie wysyłamy żołnierzy na front, gdzie długość życia wynosi około 30 min. A nasi politycy spierają się ze sobą, nawet stojąc przy otwartych oknach… to sól demokracji” — dodał rzecznik polskiego MSZ.

=============================

mail:

szczyt dyplomatolstwa III RP /Rzecznik polskiego MSZ odpowiada…

Kilka prostych pytań o Polskę

Kilka prostych pytań o Polskę

=======================================================

Dziś usłyszeliśmy od zwolenników PISu, że nienawidzą Rosji. Mam do nich kilka prostych pytań:
Które przedsiębiorstwa kupiła Rosja lub Rosjanie w Polsce za bezcen, a następnie zlikwidowała przez tzw. wrogie przejęcia? Może w Łodzi? Na Śląsku, w Starachowicach?
Kto doprowadził armię Polską do ruiny, tak że w tej chwili mamy zaledwie parę tysięcy żołnierzy zdolnych do walki?
Czy to w Moskwie powstają prawa zakazujące w Polsce wędzenia mięsa?
Kto limituje nam połowy ryb, produkcję mleka, cukru, etc.?
Czy to Rosja kontroluje handel w Polsce przez 12 największych sieci handlowych?
Ktoś może dać przykład, kiedy Rosjanie przez podstawione osoby wykupują ziemie na zachodzie Polski?
A może ktoś zna jakieś rosyjskie, lichwiarskie banki w kraju nad Wisłą?
Kto zlikwidował całe nasze gałęzie przemysłu takie jak stocznie, elektronika, hutnictwo, zbrojeniówkę?
A może Putin nałożył na nas haracz za emisję dwutlenku węgla, przez co prąd kosztuje Polaka dwa razy więcej , niż wcześniej?
Czy Rosja w Polsce propaguje demoralizację, niszczy rodzinę, patriotyzm młodzieży, gryzie katolików?
Rosja nie pozwala budować dróg tak, jak chcemy, ze względu na dwa żółwie przechadzające się od sadzawki do sadzawki?
Czy Rosjanie planują masowe osadnictwo na ziemiach polskich?
Czy Rosjanie roszczą pretensje do 1/3 polskiego terytorium?
Czy Rosja wspiera naszych wrogów takich jak banderowcy?
Czy żąda od nas wysyłania kontyngentów wojskowych do Afganistanu, na Bliski Wschód czy ostatnio Afryki przy okazji niszcząc nasze interesy i powiązania handlowe?
Czy Rosja narzuca nam swojego rubla, czy ktoś inny – euro?
Czy Rosja zmusiła do emigracji około 4 milionów, głównie młodych ludzi po 1989 roku?
Czy to Rosja kazała nam podpisach w 2006 roku traktat lizboński, który de facto zlikwidował suwerenność Polski?


Pytania można mnożyć…

Bagaż historyczny stosunków polsko-rosyjskich jest ciężki jak cholera, ale każdy powinien zrozumieć proporcje.
Los Ukrainy jest ważny lecz jeszcze ważniejsze jest to, co LEŻY w INTERESIE POLSKI a CO NIE.

Ostatnio się o tym zapomina…
Co do zakładów, to można wymienić jeszcze setki innych, w zależności z jakiego fragmentu Polski się pochodzi, bo po prostu było tego całkiem sporo.
A potem, wpychając Polaków w nie naszą wojnę, słyszymy z ust Prezydenta: Po prostu Polska. Po prostu Polacy!


Od dzisiaj słyszę: Po prostu wojna. Po prostu globaliści!

Przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów USA wzywa do wyjścia z wojny z Iranem i ostrzega, że ​​eskalacja przyniesie odwrotny skutek

Przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów wzywa do wyjścia z wojny z Iranem i ostrzega, że ​​eskalacja przyniesie odwrotny skutek.

Autorstwa Tylera Durdena

W ramach dalszego sygnału rosnącej presji na prezydenta Trumpa, aby wycofał siły amerykańskie z trwającej pięć miesięcy, nieudanej wojny z Iranem, najwyższy rangą generał USA, ściśle współpracując z innymi doradcami Trumpa, jasno dał do zrozumienia, że ​​dalsze osłabianie arsenału Pentagonu raczej nie zmieni stanowiska Iranu, a eskalacja najprawdopodobniej przyniesie odwrotny skutek – podało CNN w piątek wieczorem, powołując się na „źródła zaznajomione ze sprawą”.

Według źródeł CNN, przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, generał Dan Caine, prowadzi nieformalne rozmowy z członkami gabinetu – w tym z dyrektorem CIA Johnem Ratcliffe’em, sekretarzem stanu Marco Rubio i wiceprezydentem J.D. Vance’em – aby upewnić się, że przed spotkaniem z Trumpem uzyskają oni wspólne, jasne zrozumienie sytuacji wojskowej. Podsumowując, jedno ze źródeł stwierdziło: „Caine szuka wyjścia”.

Podczas lipcowego przesłuchania w Kongresie Caine powiedział: „Siła powietrzna ma swoje granice”. Generał, nazywany „Razin Caine”, podobno powtórzył tę przestrogę podczas zakulisowych rozmów z podobnie myślącymi urzędnikami, którzy uważają, że masowa eskalacja ataków USA na Iran może mieć katastrofalne skutki dla regionu i interesów USA. „Tak naprawdę niewiele zostało do uderzenia, ponieważ to gra w »uderzanie kreta« z dronami i wyrzutniami rakiet . Bombardowanie elektrowni miałoby o wiele poważniejsze konsekwencje publiczne” – powiedziało jedno ze źródeł. Inni sugerowali, że atak na irańską infrastrukturę prawdopodobnie jeszcze bardziej zjednoczyłby obywateli kraju po stronie rządu – nawet bardziej niż wojna.

W zeszły weekend armia amerykańska wydawała się gotowa do realizacji groźby Trumpa o przeprowadzeniu „największego ataku od czasów II wojny światowej”, ale odwołał on atak – przynajmniej częściowo z powodu głębokich obaw wyrażonych przez saudyjskiego następcę tronu, księcia Mohammeda bin Salmana. Iran obiecał siać chaos w całym regionie Zatoki Perskiej. „Jedynymi siłami, które poparły tę operację, były siły CENTCOM” – powiedziało źródło, odnosząc się do Centralnego Dowództwa Pentagonu, które nadzoruje operacje na Bliskim Wschodzie. Źródło wskazało również, że Izrael również dąży do eskalacji wojny.

Tłumaczenie „X” : Amerykańska społeczność wywiadowcza oceniła to i konsekwentnie o tym informowała. Niestety, to rząd Izraela i jego lobbyści przekonali prezydenta, że ​​Iran będzie równie łatwy w obsłudze jak Wenezuela.

Słyszymy teraz, że Stany Zjednoczone nie oczekiwały zamknięcia Cieśniny Ormuz przez Iran ani nie przewidywały irańskich ataków na państwa Zatoki Perskiej. Serio? Czy to była porażka wywiadu, błędna interpretacja odstraszania, czy po prostu strategiczna naiwność?

„Myślę, że to po prostu jego sposób na ochronę wojska”, powiedziało jedno ze źródeł o kampanii ostrzegawczej Caine’a. Pięciomiesięczna wojna prowadzona przez Trumpa i Netanjahu przeciwko Iranowi nie tylko kosztowała życie co najmniej 18 amerykańskich żołnierzy i raniła ponad 600 innych, ale także poważnie uszczupliła amerykański arsenał. Odnosząc się do Army Tactical Missile Systems (ATACMS) i Precision Strike Missiles (PrSM), dwa źródła powiedziały w tym tygodniu agencji Reuters , że „Waszyngton zużył praktycznie całą tę broń , co dodatkowo potwierdziło wcześniejsze doniesienia medialne i badania think tanków, które biły na alarm w sprawie malejących zapasów amunicji. Nie tylko broń ofensywna się kończy: malejące zapasy pocisków przeciwlotniczych są również poważnym problemem, szczególnie dla państw Zatoki Perskiej, które prawdopodobnie stanęłyby w obliczu niszczycielskiego kontrataku Iranu w przypadku kolejnej ofensywy USA na dużą skalę przeciwko Iranowi.

Wcześniej w tym roku, źródło skrytykowało Caine’a za to, że nie ostrzegł Trumpa stanowczo o pułapkach konfliktu z tak dobrze wyposażonym i geologicznie chronionym przeciwnikiem. „Zdecydowanie się powstrzymuje” powiedziało wówczas źródło, dodając, że Caine był znacznie bardziej otwarty wobec swoich kolegów wojskowych niż wobec swojego naczelnego dowódcy. Teraz Caine wydaje się zajmować twardą linię . Pomimo ostrzeżeń o kurczącym się arsenale Iranu, Caine podobno zapewnił Trumpa, że ​​jeśli nakaże masową eskalację, Pentagon może spowodować znaczne zniszczenia w całym Iranie. Jednak prawdopodobnie nie zachwieje to kontrolą Iranu nad Cieśniną Ormuz, nie mówiąc już o istotnym wpływie na sytuację nuklearną, która od dziesięcioleci jest oszukańczo wykorzystywana jako pretekst do wojny .

Tłumaczenie „X” : NOWOŚĆ: CNN przygotowała serię klipów pokazujących, jak premier Izraela Netanjahu ostrzega od 1996 r., że Iran stoi na skraju opracowania broni jądrowej.

***

Źródło: Przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów naciska na zakończenie wojny z Iranem, ostrzegając, że eskalacja przyniesie odwrotny skutek

Naprzeciw Przeznaczeniu

Naprzeciw Przeznaczeniu

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    9 sierpnia 2026 michalkiewicz

Niełatwe są takie rozstania na dworcach małych miasteczek. Niełatwe są takie rozstania, coś w gardle ściska i piecze. Konduktor dał znak do wsiadania i para buchnęła na peron…”. Tak za pierwszej komuny, kiedy to jeszcze kursowały po Polsce parowe pociągi, piosenka wzruszająco opowiadała o wyjeździe młodego człowieka do wojska – bo wtedy była jeszcze obowiązkowa służba wojskowa. Zmieniło się oblicze świata; po 35 latach od transformacji ustrojowej parowe pociągi zniknęły – może z wyjątkiem Wolsztyna, gdzie odbywają się sentymentalne pokazy parowozów – a i powszechnego poboru do wojska póki co na razie nie ma – ale rozstania – nie tylko „na dworcach małych miasteczek” – po staremu mogą być bolesne.

Wprawdzie z pozoru mogłoby się zdawać, że towarzyszy im nastrój radosnego oczekiwania – bo chyba tak należałoby zakwalifikować atmosferę wokół proklamowania w Sejmie przez Mateusza Morawieckiego nowego klubu parlamentarnego, czy „grilla”, jaki 31 lipca celebrowało stowarzyszenie Rozwój Plus i zaproszeni goście. Nawiasem mówiąc, organizatorzy „grilla” uzyskali dyspensę od księdza proboszcza na kiełbaski – bo właśnie był piątek – ale na mieście krążą fałszywe pogłoski, że dyspensy musiały być dwie; jedna od księdza proboszcza podczas gdy drugiej udzielić miał Rabin Hood – bo w menu była gęsina, a nawet wieprzowe kiełbaski też miały certyfikat koszerności. Ano – jak dyspensować to dyspensować; od nadmiaru dyspens nikt jeszcze się nie pochorował, a przecież grunt, aby zdrowie było. Nie o to w ogóle chodzi, tylko o to, że nawet to rozstanie wygląda na niełatwe. Wprawdzie Mateusz Morawiecki ogłosił powstanie osobnego klubu parlamentarnego, ale okazuje się, że Biuro Polityczne PiS nie zdecydowało o wykluczeniu „rozłamowców” z PiS, bo decyzję taka może podjąć tyko rzecznik dyscyplinarny, pan Karol Karski, który najwyraźniej się do tego nie spieszy. Mamy zatem sytuację, gdy klub parlamentarny jest już osobny, ale jego uczestnicy po staremu są członkami PiS.

Tymczasem Wielce Czcigodni Parlamentarzyści – jak to w sierpniu – rozjechali się ad aquas, w związku z czym życie polityczne w naszym nieszczęśliwym kraju częściowo zamarło, chociaż oczywiście potępieńcze swary nie ustają ani na chwilę, więc nikt nie zauważa specjalnej różnicy. Właśnie Mateusz Morawiecki rzucił obywatelu Tusku Donaldu rękawicę do „debaty” – ale obywatel Tusk na razie rękawicy nie podjął, zaś jego pretorianie powiadają, iż Mateuszowi Morawieckiemu nie tyle o „debatę” chodzi – co o stworzenie niezależnym mediom okazji, by go pokazywały – niechby i z Tuskiem.

Coś może być na rzeczy, bo według najnowszego sondażu, na pierwszym miejscu jest Volksdeutsche Partei z 27 procentami poparcia, na drugim – PiS – ale już tylko z 16 procentami. Zaraz za nim Konfederacja z 14 procentami, potem – Konfederacja Korony Polskiej w poparciem ponad 9 procent – i dopiero potem Mateusz Morawiecki z niecałymi 8 procentami. Podium zamyka Lewica, której spadło do 7 procent z hakiem – a reszta – poniżej kreski. Z tego sondażu widać, że Volksdeutsche Partei nie zaszkodzi żadna afera. Dopóki popiera ją Judenrat i BND, niczego nie musi się obawiać, a wszelkie afery spływają po niej, jak woda po kaczce.

Można nawet odnieść wrażenie, jakby z afer, w które co i rusz zostaje umoczona, czerpie dodatkową siłę. Oto zaraz po powrocie prezydenta Zełeńskiego, który w drodze z Waszyngtonu do Kijowa zatrzymał się w Lublinie, gdzie przyjął na audiencji obywatela Tuska Donalda, informując go o licencji, jaką Ukrainie obiecał prezydent Trump na produkcję pocisków do systemu „Patriot” oraz przestrzegając przed tolerowaniem antyukraińskich nastrojów – mieszkańców Tarnawy Dużej w gminie Turobin w woj. lubelskim około godziny 3 nad ranem obudził ogromny huk. Potem rozwyły się syreny – najpierw głosem modulowanym, ostrzegając przed niebezpieczeństwem, a jeszcze później – głosem jednostajnym, na odwołanie alarmu. Dopiero rano przybyły na miejsce tak zwane służby – bo okazało się, że w polu, w odległości 500 m. od najbliższych zabudowań, coś spadło i wybuchło, wybijając w ziemi lej o średnicy 10 i głębokości 5 metrów. Wkrótce rozjazgotały się niezależne media głównego nurtu, jedne przez drugie zapewniając, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.

Najlepszej wykładni udzieliła wiceministrowa obrony, Wielce Czcigodna Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, że jest znakomicie, bo „wszystkie procedury” zadziałały „prawidłowo”. I rzeczywiście; najpierw rakieta – bo okazało się, że na tarnawskie pola spadła rakieta. Ukraiński minister spraw zagranicznych pan Sybiha, zanim jeszcze lubelska prokuratura ustaliła, co i jak – zapewnił świat, że jest to rakieta ruska. W ten sposób nie tylko usunięte zostały wszelkie wątpliwości, ale i nasze instancje zyskały pewność z jakiego klucza nawijać. Rada w radę uradzono tedy, że to „ruska prowokacja”. Wynika z tego, że i Putin musiał się w prowokacjach podciągnąć, bo – w odróżnieniu od tego co stało się przed laty w Przewodowie – tym razem nie tylko nikt nie zginął, ale rakieta taktownie wybuchła w szczerym polu. Dzięki temu można było podać do wiadomości publicznej, że sytuacja „od samego początku” była „pod kontrolą”, a „efy szesnaste” nie tylko monitorowały sytuację, ale też „mogły” rakietę zestrzelić. Czemu tego nie zrobiły – tajemnica to wielka. Złośliwcy mówią, że owszem – „mogły”, ale tak naprawdę nie mogły, bo wcześniej Polska przekazała nieodpłatnie Ukrainie pociski do systemu „Patriot”, a nowych jeszcze nie podwieziono.

Nawiasem mówiąc, coś może być na rzeczy, bo jeszcze prezydent Zełeński nie zdążył się nacieszyć obiecaną licencją na produkcję tych pocisków dla Ukrainy, jak prezydent Trump z obietnicy się wycofał. W tej sytuacji nie było co marudzić, tylko pozbierać odłamki i zasypać lej, żeby nie zostawiać kompromitujących śladów. Bo pan generał Leon Komornicki twierdzi, że to „kompromitacja” – ale kto by go tam słuchał, skoro jest już na emeryturze? Skoro dół został zasypany, to wszystko wróciło do normy – a norma jest taka, że po staremu wymyślamy Putinowi, licząc, że wszystkie następne prowokacje też będą prowadzone taktownie. Tak też muszą uważać nasi sojusznicy z NATO, którzy zapewnili nas o swojej solidarności – jak w 1939 roku – więc tylko patrzeć, jak nasz nieszczęśliwy kraj stanie się „natchnieniem narodów” – jak to było w roku 1940, dopóki Nasi Sojusznicy nie dogadali się z sojusznikiem Naszych Sojuszników, Ojcem narodów, Chorążym Pokoju, Klasykiem Demokracji Józefem Stalinem. Najwyraźniej taki los wypadł nam, a skoro tak, to próżno wierzgać przeciwko ościeniowi, tylko wyjść naprzeciw Przeznaczeniu.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Iran utrzymuje silną pozycję na Cieśninie Ormuz

Iran utrzymuje silną pozycję na Cieśninie Ormuz

9 sierpnia 2026 przez Larry C. Johnson sonar21/iran-holds-firm-on-the-strait-of-hormuz

Chociaż Donald Trump upiera się, że Cieśnina Ormuz jest otwarta, tak nie jest. Nie ma bezpośrednich rozmów między Iranem a przedstawicielami USA. W rzeczywistości wygląda na to, że pakistańska próba mediacji nie przynosi rezultatów. Iran rozmawiał z Omanem, ale rozmowy te – pomimo zapewnień o postępach – najwyraźniej utknęły w martwym punkcie.

Iran zaktualizował swoje żądania, które Stany Zjednoczone muszą zaakceptować, jeśli chcą, aby Cieśnina Ormuz znów działała w pełnym zakresie:

„Dopóki Ameryka nie zmieni swojego zachowania, Cieśnina Ormuz nie zostanie otwarta.

Korygowanie zachowania oznacza:

  1. Nigdy nie groź Iranowi żadnym językiem i nie obrażaj świętości tego narodu.
  2. Zakończyć wojnę i agresję przeciwko Iranowi i jego sojusznikom w Libanie, Palestynie, Jemenie i Iraku na zawsze.
  3. Znieść blokadę morską i wycofać amerykańskie siły morskie i powietrzne z obszaru otaczającego Iran.
  4. Zapłacić odszkodowania za dwie agresywne wojny przeciwko Iranowi.
  5. Znieść okrutne i bezprawne sankcje wobec narodu irańskiego.
  6. Bezwarunkowo uwolnić zamrożone i skradzione aktywa narodu irańskiego.

Takie są żądania narodu irańskiego, który od 160 dni nieprzerwanie przebywa na placach i ulicach.

Niektórzy na Zachodzie traktują te żądania jak coś nowego. Nie są. Przypomnę, że na początku kwietnia 2026 roku (około 6 kwietnia) Iran przedstawił Stanom Zjednoczonym 10-punktową propozycję (nazywaną czasem planem pokojowym lub kontrpropozycją). Została ona przekazana za pośrednictwem Pakistanu, który pełnił rolę mediatora. Stanowiło to odpowiedź na wcześniejszą 15-punktową propozycję USA. Irańskie media państwowe i późniejsze relacje podsumowały kluczowe elementy; w tamtym czasie nie opublikowano pełnego, oficjalnego tekstu w języku angielskim każdego punktu, ale spójne relacje z głównych żądań obejmowały następujące:

  • Stała gwarancja nieagresji, że Iran (i powiązane fronty) nie zostaną ponownie zaatakowane.
  • Dalsza koordynacja/kontrola ze strony Iranu lub protokół bezpiecznego tranzytu przez Cieśninę Ormuz (w niektórych wersjach wspominano o opłatach lub ustaleniach z udziałem Omanu).
  • Zakończenie działań wojennych przeciwko regionalnym sojusznikom Iranu/„Osi Oporu” (w tym w Libanie).
  • Pełne lub szerokie złagodzenie sankcji USA/Zachodu (podstawowych i wtórnych).
  • Wygaśnięcie stosownych rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ i Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej.
  • Uwolnienie zamrożonych irańskich aktywów.
  • Odszkodowania lub finansowanie odbudowy zniszczeń wojennych.
  • Powiązane postanowienia dotyczące bezpieczeństwa i nieingerencji.

Iran twardo podtrzymuje swoje żądania. Nadal sceptycznie podchodzę do tego, czy Donald Trump zgodzi się na te warunki. W rzeczywistości, jak donoszą źródła, Trump zdecydował się na rozpoczęcie nowej kampanii bombardowań i ataków rakietowych, pomimo ostrzeżeń Przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, że zapasy rakiet w USA są niebezpiecznie niskie. Pracownicy CENTCOM, którzy myśleli, że będą mieli długi weekend, zostali podobno wezwani z powrotem do pracy, aby dokończyć planowanie nowej rundy ataków.

Myślę, że sekretarz skarbu USA Scott Bessent jest dobrym barometrem tego, co myśli Trump. W czwartek, 7 sierpnia, ogłosił nowe sankcje Departamentu Skarbu/OFAC wymierzone w wykorzystywanie przez Iran aktywów cyfrowych, publikując informację, że reżim ten wykorzystuje wymianę aktywów cyfrowych do prania miliardów dolarów, utrzymywania tajnego dostępu do międzynarodowych systemów finansowych i wspierania Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Powiedział:

W obliczu gospodarki w stanie swobodnego spadku i inflacji sięgającej trzycyfrowych wartości, reżim desperacko potrzebuje gotówki. Departament Skarbu będzie ścigał i likwidował nielegalne sieci finansowe, które utrzymują reżim na powierzchni, niezależnie od tego, czy są to dolary, riale czy kryptowaluty.

Przedstawił to jako dowód na skuteczność swojej kampanii „Economic Fury”. Jeśli to właśnie Bessent mówi Trumpowi, to prawdopodobnie Trump rozważa plan CENTCOM dotyczący kolejnej intensywnej kampanii bombardowań, pomimo że Cooper podobno pod koniec lipca doradził Białemu Domowi i Pentagonowi wstrzymanie bombardowań wokół Cieśniny Ormuz. Jego argument sprowadzał się do tego, że kampania napotkała mur malejących korzyści. Powiedział urzędnikom administracji, że większość wyznaczonych celów wojskowych w regionie Cieśniny Ormuz została już zaatakowana, pozostawiając stosunkowo niewiele celów do zdobycia.

Pomimo tego ostrzeżenia, CNN i Jerusalem Post poinformowały, że CENTCOM opracował plan intensywnego bombardowania na jeden lub dwa tygodnie, mający na celu zniszczenie pozostałych irańskich zdolności rakietowych. Zbiega się to z nietypowym, crowdsourcingowym e-mailem CENTCOM, w którym prosi żołnierzy o „nowe kreatywne i niekonwencjonalne sposoby” wywierania presji na Iran – sygnał, że dowództwo rozważa różne opcje.

Mnóstwo sprzecznych sygnałów. Nie mogę wykluczyć, że Trump wyda rozkaz kolejnego niespodziewanego ataku w nadziei, że zmusi to Iran do kapitulacji. Jak myślisz, co zrobi Trump?


Nima i ja omówiliśmy obecną sytuację w Zatoce Perskiej:

Larry Johnson: Najwyższy rangą generał USA właśnie prywatnie zerwał z Trumpem w sprawie Iranu

Mario i ja spędziliśmy sporą część naszej godziny na dyskusjach na temat nowego paktu obronnego Mekki:

KRAJE ISLAMSKIE TWORZĄ SOJUSZ PRZECIWKO IZRAELOWI I IRANOWI – z byłym agentem CIA Larrym Johnsonem

Zapytałem Sulaimana o jego zdanie na temat znaczenia zorganizowania w Mekce ceremonii podpisania traktatu przez Arabię ​​Saudyjską, Pakistan i Turcję:

IRAN NIE OTWIERA HORMUSU, DOPÓKI ATAKI NA PALESTYNĘ NIE ZOSTANĄ ZAKOŃCZONE, A PAKT SAUDYJSKO-PAKISTOWSKO-TURCKI Z CIA Larrym Johnsonem

Dziękuję za nieocenione wsparcie w postaci czasu poświęconego na czytanie i komentowanie.

Kryzys obrony powietrznej Ukrainy. Rosyjska strategia stawia kraj na krawędzi przepaści

Kryzys obrony powietrznej Ukrainy staje się globalny, a rosyjska zaciekłość stawia kraj na krawędzi przepaści

Symplicjusz 9 sierpnia 2026 r. simplicius/ukraines-air-defense-crisis-turns

Kryzys na Ukrainie wciąż osiąga punkt krytyczny. Po zaoferowaniu Rosji kilku rozejmów, Zełenski najwyraźniej zaczyna teraz iść na pewne ograniczone ustępstwa:

https://www.bloomberg.com/news/articles/2026-08-08/usa-mówi-ukraina-że-uniknie-atakowania-tankowców-na-terenie-ropy-na-morzu-czarnym

Rosyjska kampania uderzeniowa przeciwko Odessie i okolicznej infrastrukturze wpędziła ukraińskich komentatorów w panikę. Główni ukraińscy dystrybutorzy przyznali, że rosyjskie ataki zniszczyły ich magazyny, a sklepy zaczęły się opróżniać – to wyraźny skutek kampanii Zełenskiego przeciwko rosyjskiej firmie Wildberries:

Ukraińskie centrum analityczne informuje, że ataki Rosji na porty spowodowały spadek wydobycia żelaza na Ukrainie nawet o 35%, a rok 2026 jest najtrudniejszym rokiem od początku wojny:

https://gmk.center/ua/opinion/zupynka-morskoho-korydoru-zavdaie-ukrainskij-metalurhii-bilshoho-udaru-nizh-na-pochatku-vijny/

Część mocy produkcyjnych rudy żelaza prawdopodobnie zostanie wyłączona z eksploatacji, a produkcja w tym sektorze może zostać zmniejszona o 35%.

Na pierwszy rzut oka zamknięcie korytarza morskiego w lipcu 2026 roku można postrzegać jako powtórkę znanego już scenariusza. To nic wielkiego. Ostatecznie ukraiński przemysł stalowy przetrwał już całkowitą blokadę eksportu morskiego w 2022 roku – i przetrwał. Ale to porównanie jest nietrafione.Z uwagi na szereg czynników, rok 2026 jest dla przemysłu trudniejszy niż pierwszy, najbardziej dotkliwy rok wojny na pełną skalę. Nie chodzi o to, że morze jest zamknięte, ale o to, co się wokół niego zmieniło.

Wciąż krążą pogłoski, że Rosja zamierza zadać ostateczny cios Kijowowi, jeśli nie całej Ukrainie. Ukraińscy eksperci uważają, że oprócz elektrowni, tej zimy Rosja planuje zaatakować różne zakłady wodociągowe i kanalizacyjne, aby zamknąć Kijów.

Jak podaje Ukraińska Prawda, rzekomo już się to w pewnym stopniu zaczęło:

https://www.pravda.com.ua/eng/news/2026/08/05/8047386/

Rosjanie nieustannie atakują rakietami balistycznymi jedyną stację napowietrzania ścieków z Kijowa i okolicznych miast, najwyraźniej próbując wywołać katastrofę humanitarną.

„Rosjanie po raz kolejny zaatakowali rakietami balistycznymi stację napowietrzania Bortnychi. To kolejny atak w ciągu ostatniego roku, demonstrujący systematyczną kampanię przeciwko pojedynczemu celowi. Stacja napowietrzania Bortnychi to jedyna oczyszczalnia ścieków obsługująca Kijów i okoliczne miasta, miasteczka i osady w obwodzie”.

Szczegóły: Zakład ma projektowaną wydajność około 1,8 miliona metrów sześciennych dziennie, a jego rzeczywiste obciążenie wynosi od 600 000 do 900 000 metrów sześciennych dziennie.Nie ma systemu rezerwowego.

Pojawia się wiele innych plotek.

Kilka rosyjskich kanałów telewizyjnych twierdzi, że Surowikin powraca, by poprowadzić wielką kampanię „zabójczego ciosu” przeciwko Ukrainie:

Wszystko jest całkowicie spekulatywne, więc nie wstrzymuj oddechu. Chodzi jednak o to, by zrozumieć zmieniający się ton wojny.

Ukraińskie kanały telewizyjne podają pogłoski, że Rosja może nawet zacząć całkowicie dzielić Kijów na dwie części, likwidując jego mosty:

—————————————————————

Teraz kanały głównego nurtu donoszą, że północnokoreańskie jednostki rakietowe zostaną wysłane do Rosji, aby pomóc w nowej kampanii niszczenia infrastruktury Ukrainy za pomocą wystrzeliwania własnych północnokoreańskich rakiet balistycznych KN-23:

https://www.reuters.com/business/aerospace-defense/north-korean-missile-unit-deploys-russia-ukraine-war-kyiv-says-2026-08-05/

LONDYN, 5 sierpnia (Reuters) – Północnokoreańska jednostka rakietowa rozpoczęła rozmieszczanie w zachodniej Rosji i może zostać wyposażona w 120 pocisków balistycznych i sześć wyrzutni, które będą wykorzystywane do ataków na Ukrainę, poinformował urzędnik ukraińskiego wywiadu wojskowego.

Na Ukrainie brakuje skutecznej obrony przeciwlotniczej, a Rosja próbuje to wykorzystać, stosując większą liczbę rakiet balistycznych, które są wyjątkowo trudne do zestrzelenia.

Podczas gdy niektórzy uważają powyższe za propagandę, logicznym byłoby, gdyby Rosja wykorzystała obecny deficyt obrony przeciwrakietowej Ukrainy do zaatakowania kraju tak dużą ilością pocisków balistycznych, jak to tylko możliwe.

Ukraińskie kanały telewizyjne są wściekłe na Zełenskiego za sprowokowanie tej nowej, bezprecedensowej reakcji Rosji na ich kraj:

———————————————-

Ostatnio nikt nie potrafi znaleźć żadnej nadziei na poprawę sytuacji na Ukrainie. Julian Roepcke, niegdyś triumfalista, a obecnie rezydent pesymista, napisał trzeźwy artykuł analityczny po niedawnej wizycie na Ukrainie i rozmowach z wieloma żołnierzami i oficerami.

Przeczytaj cały przetłumaczony tekst poniżej, zwłaszcza pogrubione fragmenty:

Julian Röpcke 🇩🇪🤝🇺🇦@ JulianRoepcke

#Analyse Nach einer weiteren Woche in der Ukraine, zahlreichen Gesprächen mit Soldaten – darunter drei Colonels der ukrainischen Streitkräfte – sowie vielen pozytywnyn, aber auch ernüchternden Eindrücken, hier meine Einschätzung der aktuellen Lage im russisch-ukrainischen Krieg.

12:29 · 6 sierpnia 2026 · 54,1 tys. wyświetleń


28 odpowiedzi · 154 reposty · 617 polubień

#Analiza

Po kolejnym tygodniu na Ukrainie, licznych rozmowach z żołnierzami, w tym z trzema pułkownikami ukraińskich sił zbrojnych, i wielu pozytywnych, ale też i niepokojących wrażeniach, przedstawiam moją ocenę obecnej sytuacji w wojnie rosyjsko-ukraińskiej.

Ostrożny optymizm wczesnego lata w dużej mierze rozwiał się po stronie ukraińskiej.Jeszcze w czerwcu istniała nadzieja, że ​​nasilające się ukraińskie ataki na rosyjską logistykę na okupowanych terytoriach i w głębi lądu mogą trwale osłabić armię inwazyjną i powstrzymać jej ofensywę. To oczekiwanie się jeszcze nie spełniło.

Niezwykle wysokie liczby ofiar po stronie rosyjskiej od początku roku przyniosły jak dotąd jedynie częściowy efekt strategiczny. Choć tempo rosyjskiego natarcia wyraźnie osłabło, nie zostało ono zatrzymane.

Jednocześnie wielu żołnierzy donosi o wyraźnej intensyfikacji rosyjskich ataków na pozycje na froncie i za nim. Rosja rozmieszcza obecnie znacznie więcej dronów kamikaze, bomb szybujących i broni dalekiego zasięgu niż jeszcze kilka miesięcy temu.Podejście to wydaje się coraz bardziej systematyczne: pas lasu po pasie lasu, wieś po wsi i most po moście są niszczone, aby trwale osłabić ukraińską logistykę za frontem.Nawet daleko za frontem pojawia się nowa jakość rosyjskiej sztuki wojennej. Podczas gdy Rosja w ostatnich latach często atakowała stacje benzynowe, centra logistyczne i infrastrukturę cywilną, ukraińscy oficerowie obserwują obecnie wyraźnie bardziej systematyczną kampanię przeciwko ukraińskiej strukturze zaopatrzenia. Co istotne, Rosja atakuje teraz centra logistyczne na podobną skalę, co Ukraina na terytorium Rosji – aczkolwiek z dużo większą siłą ognia. Wiele z tych obiektów znajduje się wzdłuż kluczowych autostrad. Podczas naszej podróży mijaliśmy liczne obiekty logistyczne, które zostały zniszczone zaledwie kilka godzin lub dni wcześniej.

W przeciwieństwie do Ukrainy, która do takich ataków używa głównie broni precyzyjnej, Rosja często rozmieszcza pociski balistyczne lub całe roje dronów Shahed. Rezultatem są znacznie większe zniszczenia wokół celów, a co za tym idzie, wysokie liczby ofiar.

Z licznych rozmów z ukraińskimi żołnierzami wyłoniły się dwie odrębne oceny dalszego przebiegu wojny.

Bardziej optymistyczny pogląd jest taki: jeśli Zachód – a zwłaszcza Niemcy – będzie konsekwentnie wspierać Ukrainę, ta wojna może zostać ostatecznie wygrana. U podstaw leży przekonanie, że potencjał gospodarczy i przemysłowy zachodnich sojuszników może w dłuższej perspektywie zapewnić im przewagę surowcową nad Rosją.

Jednak tylko częściowo podzielam tę ocenę. Rosja nadal otrzymuje znaczne wsparcie wojskowe i przemysłowe od Chin, Korei Północnej i Iranu. Czynniki te sprawiają, że długotrwała wojna na wyniszczenie jest niezwykle trudna z perspektywy Ukrainy.

Druga, znacznie bardziej trzeźwa analiza autorstwa ukraińskiego oficera brzmiała: Rosja musi pogrążyć się w wewnętrznym kryzysie politycznym szybciej, niż będzie w stanie osiągnąć swoje cele operacyjne na Ukrainie.

Jego zdaniem, dynamika na polu bitwy pozostaje głównie po stronie rosyjskiej, szczególnie w rejonie Kramatorska i Słowiańskiego.

Według tego, ukraińskie głębokie uderzenia służą przede wszystkim celowi – lub nadziei – że Rosja musi porzucić swoje polityczne lub ekonomiczne cele wojenne, zanim będzie mogła w pełni osiągnąć swoje cele militarne. W najlepszym przypadku poprzez upadek Putina w jego własnych szeregach. Czy to się kiedykolwiek stanie, „przekonamy się dopiero w dniu, w którym to nastąpi” – powiedział oficer.

Kluczowa teza dowodzi, że Zełenski prowadzi swoją najnowszą kampanię przeciwko rosyjskim celom cywilnym w celu wciągnięcia Rosji w kryzys wewnątrzpolityczny.

Powtórzmy tę sekcję jeszcze raz:

Druga, znacznie bardziej trzeźwa analiza autorstwa ukraińskiego oficera brzmiała: Rosja musi pogrążyć się w wewnętrznym kryzysie politycznym szybciej, niż będzie w stanie osiągnąć swoje cele operacyjne na Ukrainie.

Jego zdaniem, dynamika na polu bitwy pozostaje głównie po stronie rosyjskiej, szczególnie w rejonie Kramatorska i Słowiańskiego.

Znów wierzą, że jakiś magiczny „upadek Putina” można spowodować poprzez zbombardowanie magazynów Wildberries — strategiczny eksperyment tak intelektualnie niewypałowy, że na pierwszy rzut oka wydaje się wręcz komiczny.

Według tego, ukraińskie głębokie uderzenia służą przede wszystkim celowi – lub nadziei – że Rosja musi porzucić swoje polityczne lub ekonomiczne cele wojenne, zanim będzie mogła w pełni osiągnąć swoje cele militarne. W najlepszym przypadku poprzez upadek Putina w jego własnych szeregach. Czy to się kiedykolwiek stanie, „przekonamy się dopiero w dniu, w którym to nastąpi” – powiedział oficer.

I oczywiście Roepcke dochodzi do naturalnego wniosku:

Warto zauważyć, że Rosja obecnie atakuje centra logistyczne na podobną skalę, jak Ukraina na swoim terytorium – choć stosując znacznie większą siłę ognia.

Jeśli prezydentów można obalić poprzez niszczenie magazynów, czy to oznacza, że ​​Zełenski, kierując się własną logiką, chyli się ku upadkowi?

Jego ostateczny wniosek:

Po tym tygodniu na Ukrainie moje wrażenia pozostają ambiwalentne. Ukraińskie siły zbrojne imponująco szybko rozwijają swoje możliwości w wielu obszarach. Jednocześnie Rosja, pomimo ogromnych strat, nadal jest w stanie utrzymać ofensywę i presję militarną. Sądząc po odczuciach wielu żołnierzy frontowych, nie można jeszcze mówić o strategicznym punkcie zwrotnym na korzyść Ukrainy.

Zatem obecna narracja du jour głosi, że pocieszeniem w obecnej katastrofalnej sytuacji Ukrainy jest fakt, że Rosja wciąż ponosi „ogromne straty”.

Tyle że wskaźniki strat nadal pokazują, że straty Ukrainy przeważają na korzyść Rosji.

Zarejestrowane straty pojazdów w lipcu :

Podsumowując, „Spectator” uważa, że ​​wojna rzeczywiście osiągnęła punkt zwrotny, jednak nie na korzyść Ukrainy:

https://spectator.com/article/a-grim-turning-point-has-been-reached-in-russias-war-on-ukraine/

W wojnie Rosji z Ukrainą nastąpił ważny punkt zwrotny. Niestety dla Kijowa, Wołodymyr Zełenski nie forsował narracji o „przełomie” na korzyść Ukrainy,odkąd jego dalekosiężne ataki dronów zaczęły niszczyć rafinerie ropy naftowej i magazyny logistyczne w głębi Rosji oraz zatapiać dziesiątki statków na Morzu Azowskim.

Tymczasem wczoraj w nocy nie zestrzelono ani jednego z 27 pocisków balistycznych wystrzelonych przez Rosję w kierunku Kijowa i jego okolic. Zginęło co najmniej 17 osób, a szereg ogromnych magazynów i dużych ukraińskich punktów handlowych został zdewastowany.

W artykule przeanalizowano arytmetykę stojącą za brakiem obrony powietrznej Ukrainy, zauważając, że nawet dodatkowe dostawy nie zmniejszą w żaden sposób potencjału rosyjskich rojów balistycznych.

Ukraiński dziennikarz Serhij Flash odniósł się do ostatniego ataku Rosji, wyjaśniając, że Rosja będzie nadal wystrzeliwać na Ukrainę około 100 pocisków balistycznych miesięcznie.Nie można załadować wideo.

„The Spectator” kontynuuje:

Jednak o wiele bardziej niepokojąca dla Zełenskiego jest zdolność Rosji do kontynuowania systematycznego niszczenia ukraińskiej infrastruktury energetycznej, wodociągowej, dystrybucji benzyny i ciepłowniczej. We wcześniejszej fazie odwetu rosyjskie pociski krótkiego zasięgu zniszczyły niemal każdą stację benzynową w obwodzie charkowskim i poza nim, zmuszając kierowców do noszenia zapasowych kanistrów, aby dotrzeć do mniej zniszczonych obszarów. Teraz Kreml w odwecie za Wildberries przystąpił do niszczenia nie tylko obiektów handlowych, ale także kluczowych akweduktów wodnych i rur ciepłowniczych. Cztery zimy regularnych ataków zniszczyły około 61 procent ukraińskiej mocy wytwórczej energii elektrycznej, według Międzynarodowego Centrum Zwycięstwa Ukrainy.DTEK, największa prywatna firma energetyczna na Ukrainie, straciła 90 procent swojej mocy wytwórczej, a każda z 15 ukraińskich elektrowni cieplnych zasilanych gazem i węglem została uszkodzona lub zniszczona, a ich udział w miksie energetycznymspadłdo około pięciu procent.

Niestety dla Ukrainy, siła ognia Rosji nadal bije nowe rekordy:

https://kyivindependent.com/ponad-8-300-bomb-szybowcowych-zrzuconych-przez-Rosję-na-Ukrainę-w-lipcu-w-rekordowej-liczbie-od-pełnoskalowej-inwazji-mówi-wojskowa/

Oczywiste jest, że przyszłość Ukrainy rysuje się w coraz gorszych barwach.

Ale nigdy nic nie wiadomo, bo po stronie Zachodu pojawiają się pewne dobre pomysły, które mogłyby zdecydowanie odwrócić losy konfliktu:

Co myślisz, czy to zadziała?


Twoje wsparcie jest nieocenione. Jeśli lektura przypadła Ci do gustu, będę niezmiernie wdzięczny za miesięczną/roczną wpłatę na rzecz mojej pracy, dzięki której będę mógł nadal dostarczać Ci szczegółowe i wnikliwe raporty, takie jak ten.