Spełniły się moje przewidywania co do joty. Nikt przy zdrowych zmysłach nie bredzi już, że Ukraińcy po roku 2022 będą mieli nowych bohaterów i pogrzebią w mrokach przeszłości szowinistów z Stepanem Banderom i Romanem Szuchewyczem na czele. Dla każdego rozumnego człowieka było oczywiste, że będzie dokładnie odwrotnie. Warto zaznaczyć, że w tedy o problemie w Polsce pisała tylko endecka „Myśl Polska” i lewicowy Strajk.
Dzisiaj realnym problemem jest kwestia opisywana przeze mnie prawie pięć lat temu. Znaczna część neobanderowców poległa na wojnie z Rosją. Cześć z nich jest kalekami. Ich dzieci w 2022 roku często miały po 12-16 lat. Dzisiaj te dzieci mają po 17-21 lat. Wychowały się w nienawiści nie tylko do Rosjan, ale również w niechęci wobec Polaków i szerzej ludzi Zachodu. Oni mają pretensje nie tylko do Rosjan, ale również według nich do wiarołomnych sojuszników.
Przecież to kraje euroatlantyckie hartowały Ukraińców w przekonaniu, że za wszelką cenę muszą walczyć z Federacją Rosyjską. Oni czują się zdradzani przez USA i cześć państw UE na raty. Władze na Ukrainie, których symbolami są Wołodymyr Zełenski i Andrij Jermak utwierdziły ich w przekonany, że zawsze będą mogli liczyć na swoich sojuszników. Uwierzyli w kłamliwe deklaracje Joe Bidena i Borisa Johnsona, że zachód będzie na zawsze z Ukrainą.
Rośnie nowe pokolenie dzieci wojny, nowe pokolenie Ukraińców. Ludzi, którzy nienawidzą Rosji, ale również nie wierzą już w zapewnienia świata zachodniego. Cechy tego ludu plus zawiedzione nadzieje to bardzo niebezpieczna mieszalnika. Ukraina z państwa opartego o tradycję banderowską, zapewne stanie się państwem ultra-szowinistycznym. Funta kłaków warte okazały się analizy mówiące, że świat euroatlantycki po tragedii II wojny światowej nie dopuści do odrodzenia się neonazizmu. Nie tylko dopuścił, ale go jawnie wspierał.
Taki rodzaj nacjonalizmu – będącego w rzeczywistości szowinizmem – na Ukrainie i wśród emigrantów ukraińskich na świecie jest niezwykle niebezpieczny dla Polski. Bo w naturalny sposób, wszystkie pretensje do świata euroatlantyckiego będą kierowane w stosunku do Polski. To my będziemy musieć na klatę przyjąć gorycz i rozczarowanie Ukraińców. To Polacy przez dziesięciolecia będą płacić za nieroztropną politykę władz III RP.
—————————————–
Zbigniew Herbert … „Raport z oblężonego miasta”
” (…) ale z niejaką dumą pragnę donieść światu że wyhodowaliśmy dzięki wojnie nową odmianę dzieci nasze dzieci nie lubią bajek bawią się w zabijanie (…)”
Wspólna umowa obronna z Mekki tworzy 200 milionową armię, przepowiedzianą w Biblii
Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, książę koronny Arabii Saudyjskiej Mohammed bin Salman i premier Pakistanu Shehbaz Sharif spotkali się wczoraj w najświętszym islamskim mieście Mekka, aby podpisać historyczną „Wspólną Umowę Obronną Mekki”, która skutecznie połączyła wszystkie ich siły zbrojne.
Umowa łączy tureckie siły zbrojne, które mają 1,011 000 aktywnych żołnierzy i 42 miliony więcej dostępnych, siły zbrojne Arabii Saudyjskiej, które mają łącznie 397000 aktywnych żołnierzy i 19 milionów więcej dostępnych, oraz pakistańskie siły wojskowe uzbrojone w broń jądrową, które mają 1,710 000 aktywnych sił i 108 milionów więcej dostępnych.
21 czerwca Egipt gościł ministrów spraw zagranicznych Turcji, Arabii Saudyjskiej i Pakistanu, podczas gdy przygotowywali Wspólną Umowę Obronną w Mekki.
Turcja chce wprowadzić do umowy Egipt, który ma 1,217 500 aktywnych sił i 45 milionów więcej dostępnych – połączone siły wojskowe dostępne dla Turcji, Arabii Saudyjskiej, Pakistanu i Egiptu wynosiłyby 214 milionów – co jest liczbą, o której Biblia przepowiedziała ponad 2000 lat temu:
„A cztery anioły, które były gotowe na tę samą godzinę i dzień i miesiąc i rok, zostały uwolnione, aby zabić jedną trzecią ludzkości. Liczba żołnierzy konnych wynosiła 200 milionów; słyszałem ich liczbę. I tak ujrzałem konie w widzeniu i tych, którzy na nich siedzieli, mających napierśniki ognia, jacyntu i siarki; a głowy koni były jak głowy lwów; a z ich ust wydobywał się ogień, dym i siarka”. – Objawienie św. Jana 9:16
Kto jest potencjalnym zagrożeniem, któremu umowa z Mekki ma na celu przeciwdziałać?
Oficjalnie pakt nie wskazuje na nikogo. W praktyce jego podtekst jest powszechnie rozumiany. Wszystkie trzy rządy wyraziły zaniepokojenie rozszerzającym się śladem wojskowym Izraela w Gazie, Libanie i Syrii, a Erdogan wielokrotnie oskarżał rząd izraelski o próbę „dynamizacji” protokołu ustaleń USA-Iran podpisanego w czerwcu, aby wstrzymać walki.
Możliwe, że porozumienie z Mekki oznacza pierwszy krok w kierunku, jaki wspomnieli prezydent Putin i minister spraw zagranicznych Chin Wang Yi po spotkaniu z ministrem spraw zagranicznych Iranu Aragchi odpowiednio 27 kwietnia i 6 maja. Po tym spotkaniu prezydent Władimir Putin wezwał do nowej architektury bezpieczeństwa w Zatoce Perskiej / na Bliskim Wschodzie.
Idąc za słowami Putina, Wang Yi stwierdził, po spotkaniu z Aragchi, że kraje Zatoki Perskiej i Bliskiego Wschodu „powinny wziąć swoją przyszłość w swoje ręce” i wyraził poparcie Chin dla „ustanowienia regionalnych ram pokoju i bezpieczeństwa prowadzonych przez kraje regionalne”. – Larry Johnson
Nie powinniśmy ignorować symboliki podpisania tej umowy w Mekce. Gdyby to była zwykła umowa dyplomatyczna skoncentrowana tylko na bezpieczeństwie, to ceremonia podpisania mogłaby się odbyć w Rijadzie.
Podpisując dokument w Mekce, Turcja, Arabia Saudyjska i Pakistan wysyłały jasny komunikat, że jest to deklaracja związana z obroną muzułmanów, a nie tylko ich krajów.
Stanisław Michalkiewicz „Magazyn Polonia” • 8 sierpnia 2026 michalkiewicz
Co tu dużo gadać; możemy uważać się za szczęściarzy. Nawet nie dlatego, że rakieta, która spadła na Lubelszczyźnie w gminie Turobin, została najpierw „przechwycona” ale mimo to spadła, wybiła w ziemi lej o średnicy 10 metrów, więc prawdopodobnie mogła nawet wybuchnąć, ale to wszystko drobiazg, w porównaniu z tym, że od samego początku wszystko było pod kontrolą. Tak w każdym razie zapewniają nas nasze władze, więc nie wypada zaprzeczać. Obywatel Tusk Donald twierdzi nawet, że mogliśmy ją zestrzelić, ale widocznie ze względu na jakieś wyższe konieczności tego nie zrobiono. Złośliwcy, których nigdzie, a już zawłaszcza w naszym nieszczęśliwym kraju nie brakuje twierdzą, że owszem, „mogliśmy” ale tak naprawdę nie mogliśmy, bo wcześniej policki do baterii systemu „Patriot” Ministerstwo Obrony przekazało Ukrainie.
Jak zatem widzimy czarno na białym, wszystko jest w jak najlepszym porządku – ale przecież nie dlatego, a zwłaszcza – nie przede wszystkim dlatego możemy uważać się za szczęściarzy. Za szczęściarzy możemy się uważać dzięki temu, że wśród naszych Umiłowanych Przywódców mamy człowieka na miarę czasów w osobie Księcia-Małżonka, który w vaginecie obywatela Tuska Donalda piastuje fuchę ministra spraw zagranicznych. Nie chodzi o to, by Książę-Małżonek prowadził jakąś zagraniczną politykę, bo przecież każde dziecko wie, że prowadzenie polityki zagranicznej władze naszego nieszczęśliwego kraju mają od Naszych Sojuszników surowo zakazane – ale dlatego, że jest on postacią wybitną. Nie tylko jest zadowolony ze swego rozumu, czemu nieustannie składa dowody na Twitterze i gdzie tylko może, nie tylko dlatego, że w sztuce wiązania krawatów ociera się o genialność, ale przede wszystkim dlatego, że – jak się właśnie okazało – wspierają go proroctwa.
Dlatego tak jest – tajemnica to wielka, bo formalnie rzecz biorąc, Książę-Małżonek jest – jak to mówią starsi i mądrzejsi – „głupim gojem” – ale z drugiej strony nie możemy zapominać, że „Spiritus flat ubi vult” – co się wykłada, że Duch tchnie, kędy chce – a poza tym ludowe przysłowie powiada, że jak Pan Bóg dopuści, to i z kija wypuści. „Z kija” – a cóż dopiero – z Księcia-Małżonka, który choćby ze względu na bycie Księciem-Małżonkiem powinien cieszyć się specjalnym względami Stwórcy Wszechświata. I chyba się cieszy – bo czyż w przeciwnym razie wspierałyby go proroctwa?
Prawdę na tym odcinku spenetrowali już dawno władcy Cesarstwa Austriackiego, o czym świadczy znana sentencja: „bella gerant alii, tu felix Austria nube” – co się wykłada, że niech inni toczą wojny, a ty szczęśliwa Austrio zawieraj małżeństwa. Nic więc dziwnego, że ostatnio pojawiły się na mieście pogłoski, że nie ma lepszego kandydata na przyszłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju, jak Książę-Małżonek zwłaszcza gdyby został on przekształcony w Generalną Gubernię – a to przecież tylko kwestia czasu. Zwracam uwagę, że mimo iż te pogłoski od pewnego czasu krążą po mieście, pan ambasador Tomasz Róża nie wyraził wobec tej kandydatury żadnych zastrzeżeń, podczas gdy w przypadku Grzegorza Brauna od razu wszedł zaporowo, że sobie „nie wyobraża”. Widać zatem jak na dłoni, że Księcia-Małżonka wspierają nie tylko Moce niebieskie, ale i Różne Inne, których z ostrożności procesowej wolę nie wymieniać. Wyjaśnienia w tym względzie dostarcza Pismo Święte głosząc, że wszelkie królestwo podzielone wewnętrznie nie ma przed sobą przyszłości, więc jeśli nawet Nasz Najważniejszy Sojusznik czasami sprawia wrażenie królestwa podzielonego, to najwyraźniej musi spajać je jakiś najtwardszy rdzeń, który to wszystko utrzymuje w całości ponad podziałami.
A co się tyczy proroctw, jakie wspierają Księcia-Małżonka, to wszyscy pamiętamy, jak przestrzegał nas przez ruskimi prowokacjami, w których mogą być wykorzystane ukraińskie rakiety, czy drony. Putin – jak wiadomo – zdolny jest do wszystkiego, więc dlaczego nie do posłużenia się w zbrodniczych prowokacjach ukraińskimi rakietami, albo choćby dronami? Okazuje się jednak, że chyba nawet nie musiał, bo przecież z ukraińskich rakiet albo dronów trzeba by się było tłumaczyć – jak w przypadku Przewodowa, gdzie – zgodnie ze słowami piosenki Bułata Okudżawy – „jeszcze dziś winnych szuka świat” – więc w tej sytuacji rozsądek nakazuje posłużyć się rakietą ruską. Oczywiście – jak poucza nas Pismo Święte – „z obfitości serca usta mówią” – i pewnie dlatego ukraiński minister spraw zagranicznych pan Sybiha nie tylko od razu spenetrował prawdę, że w gminę Turobin uderzyła ruska rakieta, ale nawet oznajmił to światu zanim jeszcze nasza niezwyciężona armia natrafiła na jej ślad – żeby świat wiedział, czego się trzymać i jak nawijać.
Warto tedy dodać, że prezydent Zełeński w drodze powrotnej z Waszyngtonu, zatrzymał się w Lublinie, gdzie na audiencji przyjął obywatela Tuska Donalda, informując go, że teraz Ukraina dostanie licencję na produkcję pocisków do „Patriotów” – a poza tym przestrzegając go przed dalszym tolerowaniem „pogromów” obywateli ukraińskich w Polsce, o których każdego dnia donosi Judenrat oraz inne niezależne media głównego nurtu. Na reakcję nie trzeba było długo czekać; skoro strategiczny partner Republiki Federalnej Niemiec kieruje taką przestrogę obywatelu Tusku, to on powinność swej służby rozumiejąc, wyda już odpowiednie rozkazy.
Toteż obywatel Żurek Waldemar ma początek utworzył specjalny zespół prokuratorów, który wszystkim, wskazanym przez Judenrat, albo przedstawicieli diaspory ukraińskiej, pogromowcom pokaże ruski miesiąc, wybijając im ze łbów wszelką „nienawiść”, gdy będzie trzeba – to razem z mózgami. To jest zresztą dla obywatela Tuska Donalda i jego vaginetu ważny egzamin. Albo potrafi on opanować „przedpogromową” sytuację własnymi siłami, albo sprawę wezmą w swoje ręce starsi i mądrzejsi, którzy już tam będą wiedzieli co robić, by w Warszawie zapanował porządek. Wprawdzie swąd po Oświęcimiu jeszcze całkiem się nie rozwiał – ale od czego wiadoma, dwumilionowa diaspora, którą na wieści o „pogromach” z pewnością mogą świerzbieć ręce? W tej sytuacji Putin jest oczywiście na wagę złota, bo wcale nie jest wykluczone, że rakieta, która spadła w gminie Turobin, rzeczywiście była wystrzelona z Rosji. I to jest dodatkowy powód, byśmy mogli uważać się za szczęściarzy – chociaż najważniejszy jest oczywiście ten, że jest z nami Śmig… to znaczy – pardon; nie żaden „Śmigły-Rydz”, tylko oczywiście – Książę-Małżonek.
Czy puszka Coca-Coli z napisem „Szatan jest Królem” może przejść przez filtr marki, podczas gdy „Jezus jest Królem” jest natychmiast odrzucany? Ta zaskakująca kontrowersja rozpala obecnie amerykańskie media społecznościowe i wiele innych mediów za Atlantykiem. Sprawa nabrała nowego wymiaru 6 i 7 sierpnia, po udostępnieniu testów konfiguratora oferowanego przez Coca-Colę amerykańskim konsumentom, umożliwiającego personalizację puszek.
6 sierpnia „The Daily Wire” poinformował o kilku szczególnie niepokojących testach: według doniesień medialnych, frazy: „Allah jest Królem” i „Szatan jest Królem” mogły przejść przez pierwszy filtr na stronie internetowej, natomiast hasło „Jezus jest Królem” zostało odrzucone. Inne odniesienia do chrześcijaństwa spotkał ten sam los: „Trójca Święta”, „Maryja Dziewica” i „Duch Święty” zostały zablokowane. Co jeszcze bardziej zaskakujące, antychrześcijańskie frazy, takie jak: „Jezus jest zły” przeszły pierwszy etap weryfikacji.
Następnego dnia, 7 sierpnia, „Dallas Express” poinformował o nowych testach. Wyniki: „Diabeł jest królem”, „Szatan jest dobry” i „Kocham szatana” zostały zaakceptowane na tym etapie procesu. Z kolei „Jezus jest królem”, „Jezus jest dobry” i „Kocham Jezusa” zostały odrzucone. Przykłady te szybko wywołały oburzenie wśród wielu amerykańskich chrześcijan i wezwania do bojkotu Coca-Coli.
Zasady obowiązujące obecnie w Coca-Coli w ramach usługi personalizacji wyraźnie zabraniają używania imion i nazwisk postaci z dziedziny religii i polityki, a także niektórych fraz, które mogłyby zostać uznane za religijne lub polityczne. Marka zastrzega również, że zamówienia personalizowane są weryfikowane po ich złożeniu. Zatem fraza uznana za akceptowalną podczas personalizacji online niekoniecznie oznacza ostateczną zgodę na druk.
„Skoro Coca-Cola zamierza stosować ogólną zasadę neutralności religijnej, to jak system moderacji może dopuszczać wypowiedzi pro-satanistyczne, jednocześnie odrzucając niektóre wypowiedzi chrześcijańskie? Czy to po prostu awaria algorytmu, szczególnie źle zaprojektowana lista zakazanych terminów, czy też rzeczywiste nierówne traktowanie? Wobec braku szczegółowych wyjaśnień ze strony Coca-Coli dotyczących tych konkretnych testów, przedwczesne byłoby wnioskowanie o celowym zamiarze dyskryminacji chrześcijan” – przestrzega francuski portal Tribune Chrétienne.
Wyjaśnia, że problem nie polega „na tym, że Coca-Cola zdecydowała się nie przekształcać swoich puszek w nośniki przesłań religijnych”. „Firma może bez problemu narzucić ogólną zasadę dotyczącą swojej usługi personalizacji. Musi ona jednak być spójna i stosowana uczciwie. Kiedy konsument widzi «odrzucono» obok «Jezus jest Królem», ale nie obok «Szatan jest Królem», nieuchronnie pojawia się kwestia nierównego traktowania chrześcijaństwa. A dla międzynarodowej korporacji, która od lat traktuje inkluzywność i poszanowanie wszelkich wrażliwości jako istotny element swojej komunikacji, wyjaśnienie staje się koniecznością” – podkreśla portal.
Poparcie ruchu LGBTQ+ nie zawsze przynosi firmom oczekiwne zyski. Z poważnymi kłopotami mierzy się właśnie Anheuser-Busch, amerykański producent piwa. Produkowane przez koncern piwo Bud Light, które było najpopularniejszym piwem w Stanach Zjednoczonych, stracił uprzywilejowaną pozycję w związku z włączeniem się w promocję ideologii LGBTQ+. Sprzedaż piwa w ostatnich tygodniach spadła w skali rok do…Czytaj dalej
Ks. prof. Andrzej Zwoliński: Czerwone twarze ateizmu
9 sierpnia 2026
Oprac. PCh24.pl
Po epoce wielkich wojen z chrześcijaństwem, które wiązały się z rozwojem ideologii totalitarnych, nadszedł czas innej walki z religią, bardziej subtelnej, choć równie skutecznej. Opierała się ona na głoszeniu haseł antychrześcijańskich, ale też wysuwaniu haseł sprzecznych z nauką Chrystusa, czy z religią w ogóle.
a. Religijne szaleństwo
Pop Łazarz prosił cara, by udzielił mu pozwolenia na wejście „na ogień na dowód prawdy, by zniknęły wątpliwości w duszach ludzi bogobojnych i połączyła się Cerkiew”. Wierzył silnie w gniew Boży i wierzył, że szczególna opieka Boża ocali go, gdy stanie na „sąd Boży” w ogniu, nie spłonie, a jego ocalenie będzie dowodem dla wszystkich, że jest miły Stwórcy. Car zezwolenia nie udzielił, lecz z czasem starowierców zaczęto wysyłać w ogień nie dla „sądu Bożego”, lecz z wyroku sądów ludzkich, które przewidywały ten rodzaj kary dla prowadzących antyreformatorską agitację. W ten sposób na stosie, w 1682 roku, zginęli wszyscy „ojcowie starego obrzędu”, w tym pop Łazarz, Epifaniusz i diakon Fiodor. [1]
Wyznawanie wiary może łatwo połączyć się z szaleństwem radykalizmu, który prowadzi jednostkę do destrukcji jego samego i relacji z innymi. Sam radykalizm wiary, nie poparty argumentami rozumu, łatwo może stać się formą nowej religii i drogą odejścia od prawdy, którą przyjęło się wcześniej jako wyznawca danej religii. Łatwo bowiem irracjonalizm staje się nową formą religijności, a raczej zaskakującą postacią ateizmu – odejścia od prawdy o Jedynym Bogu.
Społeczności chciały bronić się przed popadnięciem w irracjonalizm. Już myśliciele starożytni widzieli więc w szkole źródło rozsądku, niezbędnego racjonalizmu i sceptycyzmu, który może uchronić młodego człowieka przez atakiem szarlatanów wróżby, przesądów i zabobonu. Szkoła, podejmując delikatny proces wychowania i edukacji, ma ogromny wpływ na kształtowanie sposobu myślenia i życia swych adeptów. W okresie rozwoju, gdy dopiero zaledwie zarysowywane są zręby przyszłej osobowości, łatwo i skutecznie oddziaływać można na konkretne osoby, lecz dobrodziejstwo procesu wychowania może być nadużywane do skutecznego manipulowania młodym człowiekiem. Zaskakująca jest, w większości dyskusji o wychowaniu, pozorna nieobecność religii. Traktuje się ją (zwłaszcza chrześcijaństwo) jako czynnik kulturowy. Im bardziej podkreśla się samodzielny rozwój jednostki, tym bardziej religia traktowana jest jako przeszkoda, system rygorów narzuconych z zewnątrz, czynnik ograniczający swobodę, obcy naturze ludzkiej. Bardzo wyraźne natomiast jest zjawisko nawiązywania przez współczesne ideologie wychowania (zwłaszcza romantyczne) do religii Wschodu. [2]
Można wymienić szereg przykładów pomieszania porządków nauki i wiary. I tak np. Świadkowie Jehowy powtarzają często, że jedyną naukową książką wartą poznania jest Biblia. Za Russellem twierdzą, że z niej można się uczyć nie tylko religijności, czy moralności, lecz także historii i nauk przyrodniczych. Największym zaś naukowcem świata był Mojżesz. Prawdziwy wyznawca nie powinien kończyć szkół średnich, a tym bardziej studiować na wyższych uczelniach, gdyż wiedza w wydaniu ludzkim psuje go, demoralizuje. Wielokrotnie w pismach propagandowych grupy spotkać można wypowiedzi młodych ludzi, którzy przerwali naukę szkolną i przystąpili do głoszenia „dobrej nowiny”. Przedstawia się ich jako wzór godny naśladowania. Co prawda używają oni terminów „studia, studiowanie, nauka”, lecz odnoszą je do czytania (studiowania) Biblii i wszystkich wydawnictw Centrali Brooklińskiej. [3]
W rosyjskiej dyskusji nad drogami wejścia sekt w życie społeczne, którą podjął dwutygodnik „Ogoniok” (nr 19-20, 1994 r.), diakon Kurajew podał fakt opanowywania szkół przez sektę Jeana Gavera „Univers”. Jej popularność łączy się z poparciem jakiego udzielili jej urzędnicy resortów oświatowych. Jean Gavera, autor „Podręcznika żywej duchowości”, głosi, że „niezbędne są dla Rosji tradycje Kabały… Duchowość bierze swój początek w tej części ciała, która zwykle była związana z funkcjami płciowymi.” On sam – nauczyciel – w swoim mieszkaniu „testował” chłopców. Ciesząc się poparciem władz oświatowych otrzymał także kierownictwo nad audycją telewizyjną pt. „Dobranoc, dzieci”. Jak zauważył Kurajew: „Sekty po cichu wdzierają się do szkół, domów kultury, klubów turystycznych, bibliotek rejonowych. Lata ich ukrytej propagandy doprowadziły do tego, że dzisiaj najbardziej masową postacią religijności w Rosji stały się różne formy teozofii. Rosyjskie Ministerstwo Oświaty wyhoduje jeszcze niejedną 'Matkę Świata’, dzięki wprowadzaniu do kolejnych szkół 'pedagogiki waldorfowskiej’ teozofa i okultysty Steinera”. [4]
Kondycja współczesnej nauki jest wypadkową wielowiekowych dyskusji nad jej możliwościami, zakresem, sensem i celem. Po modernistycznym zachwycie nad osiągnięciami umysłu ludzkiego i jego możliwościami, nastąpił okres chłodnego, sceptycznego podejścia do nauki oraz zmiany jej rozumienia. Naukę i technikę zaczęto oskarżać o scjentyzm i jałowy materializm.
We współczesnej nauce zespoliły się dwa aspekty doświadczeń ludzkich: racjonalny i subiektywny. Gnoza, rozumiana jako „wiedza” nie podlegająca dyskursom, ani weryfikacjom stała się udziałem wielu dyscyplin nauki. Wielcy naukowcy, jak Einstein, Heizenberg, Bohr dochodzili do swoich wielkich odkryć drogą medytacji i wizualizacji subiektywnej. Coraz częściej kwestionuje się też dzisiaj tradycyjną medycynę. Przeraża ona swoją bezwzględnością i radykalnymi metodami chirurgicznymi. W ostatnich latach pojawiło się wiele nowych metod leczniczych ukrywających się pod nazwami: medycyna alternatywna, medycyna niekonwencjonalna, medycyna komplementarna, holistyczna czy też medycyna naturalna. Sposoby leczenia w „takiej” medycynie odbiegają od tradycyjnych wyobrażeń o niej i choć są „mniej uczone”, odznaczają się często dużą skutecznością i zyskują przez to coraz większą aprobatę społeczną. Nie wszystkie jednak nowe metody lecznicze rzeczywiście są naturalne. Niektóre z nich należałoby nawet zakwalifikować do wróżbiarstwa, astrologii, magii lub czegoś pośredniego między okultyzmem a ezoteryzmem. [5]
Nowoczesny gnostyk chętnie odwołuje się do nauki, sam posiada dyplom uniwersytecki i świadectwa akademickie, chętnie używa naukowej terminologii, pracuje z komputerem, wykorzystuje wszystkie nowinki nauki i techniki, by ze swoją doktryną dotrzeć do najszerszych grup społecznych. Powołując się na autorytet nauki pogłębia intelektualne i kulturowe zagubienie współczesnego człowieka. „Inteligencja” stała się pojęciem niejasnym, rozmytym; nie wiadomo kiedy i jak służy poszukiwaniu Prawdy.
Trudną sytuację współczesnego człowieka, zagubionego w problemach świata, pomnaża ogólny kryzys polityczny i społeczny. A społeczeństwo dotknięte głębokim kryzysem lub wystawione na konfrontację z obcymi systemami i wartościami kulturowymi jest naturalnym środowiskiem powstawania nowych idei parareligijnych i gnostycznych. Według I. I. Zaretsky’ego i M. P. Leone (1977) przyczynami wyjaśniającymi powstawanie nowych religii i kultów są: negacja istniejącego porządku społecznego, chęć odcięcia się od establishmentu, pojawienie się charyzmatycznych przywódców, dążenia partykularne wymagające zorganizowanych działań, reakcja na stres wywołany radykalnymi zmianami społecznymi. Nowe ruchy religijne nasilają się w społeczeństwach, w których jednostki odczuwają stany zagrożenia i egzystencjalnej niepewności, mają poczucie dyskryminacji i społecznego odrzucenia, znajdują się na marginesie społeczeństwa. Można to łatwo zaobserwować m. in. na przykładzie krajów postkomunistycznych. [6]
Aleksander Sogomonow, pracownik Instytutu Socjologii Rosyjskiej Akademii Nauk twierdzi: „Defilada różnorodnych form duchowości w postsowieckiej Rosji jest zjawiskiem prawowiernym i do pewnego stopnia normalnym. W odrodzeniu się zainteresowania religią nie ma nic nieoczekiwanego i dziwnego (…) Zdumienie wywołuje raczej szokująca popularność okultyzmu i sekciarstwa. Zwrot ku okultyzmowi, teozofii, a nawet prosta wyznaniowa reinkarnacja w znacznym stopniu związane są z potrzebą nowych absolutów, nowych prawd, słowem – nowego światopoglądu”. [7]
Praktyka zdaje się potwierdzać te obawy. W roku upadku marksizmu, w listopadzie 1989 r., w Moskwie powstało pierwsze stowarzyszenie magiczne – Wszechzwiązkowy Komitet Wymiany Energoinformacji w Przyrodzie, skupiający różnego rodzaju uzdrowicieli, różdżkarzy, jasnowidzów, hipnotyzerów, astrologów, ufologów itp. W czerwcu 1990 r. powołano Międzyregionalną Federację Astrologów, a przy Wyższej Szkole Partyjnej utworzono Wszechzwiązkową Akademię Astrologiczną. Jeden z dziennikarzy rosyjskich, przy okazji relacji z sądowej debaty nad ukraińskim Białym Bractwem, zauważył: „Magicy godzinami występują w telewizji, czarownikom odstępuje się szpalty gazet, nakłady utworów mistycznych i astrologicznych zbliżają się do nakładów klasyków marksizmu(…). Jeśli nasze zjednoczone wysiłki zwrócone ku deracjonalizacji społeczeństwa i jego demoralizacji będą trwały nadal, 'Białe Bractwo’ powróci. Nie jest istotne, jak się będzie nazywać w nowym obliczu. Przecież my sami przyzywamy nieszczęścia, z paranoidalnym uporem wywołując upiory z przeszłości”. [8] Od 1991 do 1998 roku w urzędach państwowych w Rosji zarejestrowano ok. 13 tys. sekt i ruchów religijnych. Liczbę członków sekt szacuje się obecnie na miliony. [9]
Wielu z nich przewodzą przedstawiciele „pokomunistycznej” lub „nowej” inteligencji. Wielkie Białe Bractwo założył w Kijowie w 1990 r. doktor nauk technicznych, działacz poateistycznego stowarzyszenia „Znanije”, Jurij Kriwonogow – wykładowca „ekstr-asensoryki” w Doniecku. Wspomagała go Maryna Cwigun, absolwentka wydziału dziennikarstwa, była działaczka komsomolska, później propagatorka „zdrowej żywności” i „zdrowego trybu życia” w stylu wschodnim.
W Polsce do 1998 r. tysiąc osób ukończyło Łódzką Akademię Astrologiczną otrzymując tytuł magistra. Uprawnienia nadała jej podobna uczelnia w Moskwie. Najpopularniejszą państwową uczelnią polską, kształcącą astrologów w ramach zajęć z tzw. filozofii psychotroniki, jest Wydział Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. [10]
„Inteligencja gnostyczna” – spadek po ideologicznym triumfie faszyzmu i marksizmu, przekonana o swej nieomylności, stwarza kolejne kręgi wtajemniczonych, wśród których „prawda” i „nieprawda” są jedynie mitem, przybierającym symboliczne znaczenie. Wietnamski intelektualista Doan Viet Hoat przestrzega: „Nasz wiek był stuleciem wielkich kłamstw. Jest to częściowo wina intelektualistów, ponieważ zbyt słabo protestowali przeciw kłamstwu. Jeżeli nie będą się energicznie opierać, wiek następny stanie się epoką kłamstw jeszcze bardziej monstrualnych”. [11]
Przykładów budowania pseudonaukowych jest bardzo wiele. Carlos Castaneda „wkroczył w świat czarnoksiężników” i powrócił z niego, by napisać pracę doktorską na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles (UNCLA). Opisał w niej swoją inicjację u indiańskiego czarnoksiężnika Juana Matusa i stwierdził, że źródła szamańskie i naukowe są takie same: „Te same kryteria co w nauce obowiązują też w świecie czarnoksiężnika: szkolenie, polegające na ustnych pouczeniach i manipulacji świadomości, choć różni się od naszego, jest równie rygorystyczne, gdyż ich wiedza jest równie, jeśli nie bardziej, złożona”. [12]
Wiele dziedzin nauki odchodzi dzisiaj radykalnie od poszukiwania prawdy i kieruje się w stronę „nienaukowej nauki”. Amerykański psycholog Roger Mills, w artykule pt. „Psychologia zwariowała: partaczy jako nauka”, stwierdził: „Sam słyszałem, jak terapeuci przekonują klientów, iż wszystkie ich problemy biorą się od matki, z gwiazd, struktury biofizycznej, diety, stylu życia, nawet z karmy poprzednich wcieleń”. [13]
Natomiast Bernie Zilbergeld, psycholog kliniczny, pisze o „przebiegłym, cynicznym niszczeniu duchowości człowieka i zastępowaniu jej swoistą pozytywistyczną nauką umysłu (…). Ci, których przodkowie czerpali ze słów Boga i oddawali cześć u ołtarzy Chrystusa i Jahwe, znaleźli dziś ukojenie i sprawują kult u ołtarzy Freuda, Junga, Carla Rogersa (…) i rzeszy podobnych autorytetów”. [14]
Człowiek do końca świata pozostanie na etapie poszukiwania prawdy. Dar rozumu umożliwia mu osiąganie wspaniałych wyników w poznawaniu świata. Potrzebuje jednak nieustannego pilnowania porządku, który dostępny jest rozumowi w jego budowaniu nowych twierdzeń i teorii. Bez porządku, związanego z kondycją ludzkiego rozumu, jego zaplątanie się i zagubienie jest bardzo łatwe. Wychowanie, mody kulturowe, czy propaganda medialna mogą wywierać ogromny wpływ na kształtowanie się nowych idei, nastawienie do istotnych kwestii egzystencjalnych, które decydują o kształcie i kondycji religijności współczesnego człowieka. [15]
Znany rumuński religioznawca postuluje, aby ocalić termin „religia”, poszerzając jego znaczenie do doświadczenia „sacrum”, a nie ograniczając go do wiary w Boga, bogów czy duchy. W swojej programowej pracy pisał: „Wszystkie dotychczasowe definicje zjawiska religijnego mają jedna wspólna cechę: każda z nich przeciwstawia na swój sposób ‘sacrum’ (sakralność, świętość) i życie religijne – ‘profanum’ (powszedniość, świeckość) życiu świeckiemu”. [16]
Umysł ludzki nie może funkcjonować bez przekonania, że istnieje w świecie coś, co jest nieredukowalnie rzeczywiste, by przeżycia i popędy, których doświadcza pozbawione były znaczenia. To zaś łączy się z odkryciem „sacrum”. Człowiek nie może żyć w chaosie, dlatego manifestuje sakralne podejście do części świata uznanej przez siebie za ważniejszą, za manifestację świętości. Jest ona jednak daleka od religii objawionej czy tradycyjnych przekonań. Zależy od osobistego wyboru, często irracjonalnego, który w jego życiu nabiera postaci nowej, jego, osobistej „religii”. [17]
Wszystko, co posiada dla człowieka znaczenie, jest – zdaniem M. Eliade – przejawem „sacrum”. Jak zanotował: „Odnajduję to pragnienie w każdym znaczącym dokonaniu człowieka, we wszystkich epokach”. [18]
Św. Paweł, w Liście do Rzymian, przestrzega przed takimi nauczycielami religii, którzy „choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych, stali się głupimi. I zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów. Dlatego wydał ich Bóg poprzez pożądania ich serc na łup nieczystości, tak iż dopuszczali się bezczeszczenia własnych ciał. Prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć, i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy (…)” (Rz 1, 21 – 25).
b. Nowa Era – ruchy religijne i sekty jako odpryski ateizmu
Głównym źródłem współczesnej popularności sekt i nowych ruchów religijnych, odchodzenia od religii w kierunku jej nowych, coraz bardziej wyszukanych form, jest kryzys cywilizacji. Wobec kryzysu cywilizacyjnego, związanego z coraz bardziej złożonymi i niejasnymi sytuacjami współczesnego życia, ze zniszczeniem i osłabieniem struktur społecznych, z narastającą wrogością, konfliktami, gwałtem i strachem przed przyszłością, sekty podsuwają gotowe i proste rozwiązania. Proponują „nową” wizję świata, ludzkości, kultury i samego siebie obiecując ratunek i dając poczucie stabilizacji.[19]
Takim nurtem okazał się New Age, oferujący samo-zbawienie. Obiecuje nastanie nowej formy bytowania człowieka i związanego z nim świata, która będzie polegała na pełnej harmonii człowieka z samym sobą; z innymi ludźmi i z całym wszechświatem. [20] Bóg osobowy nie istnieje transcendentnie, a tylko jako bezosobowa, wszechogarniająca boska Jaźń. Jedyną szansą na znalezienie bóstwa we wszechświecie „jestem już tylko ja sam” – to człowiek jest „drzemiącym ukrytym bogiem”. Człowiek i Bóg to jedno i to samo. Bóg istnieje w nas (immanentnie), ale nie jest od nas różny. Bóg jest wszechobecną energią. [21]
Człowiek Nowej Ery sam dla siebie jest zbawcą (autosoteryzm). Człowiek jest więc „samotnym ateistą”, albowiem nic poza nim nie istnieje. Jest to jednak optymistyczna, a nawet naiwna, wizja samozbawienia, pozbawiona idei grzechu, zła i ich konsekwencji dla człowieka i świata. Stan zbawienia zależy w pełni od człowieka. Ta wizja wyraża tęsknotę człowieka za zbawieniem z naiwnym twierdzeniem, że może je sam osiągnąć. [22]
Dróg do sięgnięcia przez człowieka po pełnię swych możliwości, po – swoiście rozumiane – zbawienie, jest bardzo wiele. To np. czerpanie z doświadczeń praktyk duchowych religii Wschodu, choćby buddyzmu i hinduizmu. [23] To także powrót do tradycji pogańskich starożytności (np. astrologia), czy czasów nowożytnych (okultyzm, teozofia, antropozofia itp.). Owych „bogów New Age” jest wiele, a wszyscy mają być dalecy od Boga Objawienia i chrześcijaństwa. [24]
New Age konsekwentnie pielęgnuje antychrześcijańskie nastawienie, wzywając do porzucenia czci Jedynego Stwórcy i Pana. Jest to jedna z realizacji celnej uwagi, C. S. Lewisa, w listach starego diabła (Krętacza, „piekielnej ekscelencji, podsekretarza stanu w piekle) do młodego (jego bratanek, Piołun): „Postaraj się zastąpić samą wiarę jakimś modnym kierunkiem o chrześcijańskim zabarwieniu, wykorzystaj ich pogardę do rzeczy ‘starych’. Pogarda dla rzeczy ‘starych” jest jedną najcenniejszych umiejętności, jakie udało nam się wyhodować w sercu ludzkim – niewyczerpane źródło herezji religijnych, szalonych zamysłów, niewierności w małżeństwie i niestałości w przyjaźni”. [25]
Zagubiona jednostka z trudem może we współczesnym świecie znaleźć dla siebie miejsce. Struktury społeczne, które współtworzy, również przeżywają okres destabilizacji, który m.in. wykorzystują powstające nowe sekty i ruchy religijne. Do najbardziej ważących należy kryzys Kościoła i religii.
Współczesna filozofia New Age głosi „śmierć prawdy”, której po prostu nie ma. Vaclav Bielohradski, czeski filozof postmodernista, w jednym z wywiadów powiedział: „filozofia nie jest żadną dyscypliną naukową; jest raczej tym, co gwarantuje określony poziom publicznego głoszenia poglądów (…) tworzy warunki, w których słowo ma sens, a rozmowa jest płodna (…) w filozofii nie chodzi wcale o prawdę ani o prawdy, ale o to co nas uwalnia od niej”. [26]
c. Satanizm
W ujęciu biblijnym każde opowiedzenie się przeciw Bogu jest formą satanizmu, czcią oddaną Szatanowi – „przeciwnikowi” Boga. Formalny zwrot ku Złu, wybranemu jako Siła i Moc „tego świata”, systematyczny i zorganizowany, rozpoczął się w XIX wieku. To ten wiek, wraz z romantyzmem, wprowadził Szatana w literaturę piękną i filozofię, jako uosobienie nieszczęścia najpiękniejszego z aniołów. [27]
W literaturze Rosji XIX wieku diabeł przybrał postać pięknego lecz zgorzkniałego ducha destrukcji, niekiedy wcielał się we wroga ideologicznego (przyjmując postać Piotra Wielkiego, Napoleona, arystokracji jako klasy lub nihilistycznej młodzieży) lub był postacią z demonologii ludowej, w której dostrzegano także cechy pozytywne. W dekadenckich tekstach uznawano, że jedynie oddanie duszy diabłu może uchronić „ja” przed rozbiciem osobowości.[28] Włodzimierz Sołowjow (1853 – 1900), którego twórczość stała się ważnym źródłem rosyjskiego symbolizmu, napisał „Krótką powieść o Antychryście”, opartą na Piśmie Świętym i przepowiadaniu Ojców Kościoła, fabularyzowaną opowieść o czasach ostatecznych, w której Szatan zdobywa władzę nad społeczeństwami posługując się manipulacją i kłamstwem. [29]
Wprost o „humanizmie satanistycznym” można mówić w przypadku postaci Wielkiego Inkwizytora u Fiodora Dostojewskiego. Jego istotą jest forma deformacji humanistycznej, która polega na przypisywaniu człowiekowi tego, co do niego nie należy, a co staje się przedmiotem jego uzurpacji. [30] Wielki Inkwizytor próbuje przeciwstawić Chrystusowi idei odkupienia swój własny plan, który opiera się na Szatana w czasie kuszenia Chrystusa na pustyni. Owe pokusy, zdaniem Wielkiego Inkwizytora, nie powinny być traktowane jako pokusy, ale jako niezwykle mądre rady czy też pytania. Wskazują one na symetryczne przeciwstawienie: to, co Chrystus odrzucał, Inkwizytor afirmuje. [31] Jego program to nie tylko „nie-religia”, ale „anty-religia”, albo w istocie nie tylko „ateistyczny humanizm”, lecz i „fałszywa religia”.
W polskiej literaturze romantycznej Szatan znajduje swe bardzo ważne miejsce. Jest aktywny społecznie, utożsamia się z zaborczymi władcami, pogrąża jednostki w zależności od siebie i jest kreatorem anty-Bożego świata. [32]
Wiek XIX i XX ujrzał i doświadczył Szatana w jego nowych postaciach. Związał je różnymi postawami wobec świata: z nudą, która wynika z przeżycia świata odwartościowanego, wzmaga poczucie absurdu, prowadzi do nihilizmu (Szatan – Niszczyciel); z perwersją, otwierającą amoralną perspektywę odrzucenia dotychczasowej kultury i cywilizacji, zniszczenia wszystkiego i wszystkich (Antychryst – Nonsens); oraz z czynem, który łamie wszelkie normy, ale utwierdza jednostkę w przekonaniu, że odgrywa rolę autonomicznego twórcy, tworzy nowe wzory kultury, realizuje mit Prometeusza i Rewolucjonisty (Lucyfer – Nowy Sens). Mity satanistyczne wyznaczały odmienne style zachowań społecznych: zniszczenie wszelkiego sensu, porządku, nihilizm i katastrofizm; odkrycie wartości nonsensu, bluźnierstwa, chaosu, masochistycznego uroku zatracenia; ustanowienie nowego sensu, polemiki z tradycją, poszerzenia horyzontów o nowe projekty, nowe odrodzenie wszystkiego.
Na przestrzeni wieków Szatan wielokrotnie promował „swoją sprawę” posługując się religią, wykorzystując naturalne, religijne nastawienie człowieka, który zawsze czci Boga lub jakiegoś bożka. W Izraelu przemawiał przez fałszywych proroków. W Nowym Testamencie autorzy przestrzegają przed tym, który przybiera postać Anioła Światłości, a jest Antychrystem. Jest to „przebranie” trudne do rozpoznania i identyfikacji. Helmut Thielicke w książce pt. „Between God and Satan” („Między Bogiem a Szatanem”) przypomina, że szatan mocno wierzy w Boga: „Z tego powodu jest tak niebezpiecznym zwodzicielem, 'nauczycielem błędu’ w Kościele, ponieważ tam jego zasada stawiania na Boga, i pozytywne chrześcijańskie wierzenia, okazuje się najbardziej skuteczna. Możemy właściwie powiedzieć, że jest to najbardziej diaboliczna rzecz, jaką diabeł czyni. Dlatego nazywa się kłamcą od początku. Dlatego nazywa się go Bożą 'małpą’. Dlatego można go pomylić z Bogiem.” [33]
Wszystkie praktyki magii lub czarów, przez które człowiek dąży do pozyskania tajemnych sił, by posługiwać się nimi i osiągnąć nadnaturalną władzę nad bliźnim – nawet w celu zapewnienia mu zdrowia – są w poważnej sprzeczności z cnotą religijności. Praktyki te należy potępić tym bardziej wtedy, gdy towarzyszy im intencja zaszkodzenia drugiemu człowiekowi lub uciekanie się do interwencji demonów. Naganne jest również noszenie amuletów. Spirytyzm często pociąga za sobą praktyki wróżbiarskie lub magiczne. Dlatego Kościół upomina wiernych, by wystrzegali się ich”. [34]
Granica między magią a satanizmem w praktyce nie jest wyraźna. O ile jednak praktykujący magię nie chcą być nazywani satanistami, o tyle wielu satanistów przyznaje się, że w przeszłości parało się magią i okultyzmem. Część z nich do satanizmu przyciągnęła perspektywa rozbudowania obrzędów, a nawet swobodnego ich kreowania.[35] Stąd też wiele z sekt o charakterze okultystyczno – magicznym jest jednocześnie zaliczanych do sekt satanistycznych.
Nowym zjawiskiem społecznym są współcześnie organizacje magiczne, których celem jest nie tylko podejmowanie ściśle określonego kultu, lecz stworzenie wspólnoty magicznej, żyjącej razem, a nawet tworzącej coś na kształt wiosek magicznych. [36]
Istnienie zorganizowanego satanizmu kontrastuje z odczuciem, jakoby Szatan „był mniej obecny” w codziennym życiu i kulturze narodów końca XX wieku. Chociaż jest to ciągle zjawisko marginalne, poprzez m. in. reklamę w mass mediach, staje się coraz wyraźniej obecnym w naszym życiu indywidualnym i społecznym, od wieków też wzbudza emocje i kontrowersje.
d. Humaniści bez Boga
W deklaracji British Humanist Association czytamy: „Humaniści różnią się pod wieloma względami od ludzi religijnych. Nie prosimy o pomoc 'Boga’, ani nie oczekujemy żadnej nagrody w 'niebie’. Polegamy na sobie i innych ludziach i poświęcamy swój czas i energię światu, w którym żyjemy.” Te słowa wyrażają istotę ateizmu współczesnych humanistów. Jeszcze w filozofii XVII wieku refleksja na temat człowieka zaczynała się od rozważań o Bogu. Najpierw mówiono o Stwórcy, bycie absolutnym i nieskończonym, a przez odniesienie do Niego określano kondycję bytu ludzkiego. Bóg poprzedzał człowieka w porządku logicznym, moralnym i metafizycznym. Później nastąpiła przemiana pojęcia transcendencji, do czego posłużyła idea oświeconego humanizmu. To odwrócenie porządku doprowadziło do istotnych przemian w moralności, w rozumieniu ładu społecznego, a w końcu do ateizmu. [37] Pojawił się tzw. humanizm świecki, a pośród niego nawet personalizm ateistyczny, który wybiera między Bogiem a człowiekiem. [38]
Drogą do tego „nowego świata” jest „straszenie Kościołem” w mass mediach, wykluczanie katolików przez ośmieszenie ich opinii i działań. Badania prasoznawcze wykazują, że w samym 2016 roku w „Gazecie Wyborczej” znalazło się ponad 140 tekstów jawiących się jako bluźniercze lub antykatolickie, okultystyczne – w tym neopogańskie, promujące magię, a nawet satanistyczne. [39]
Komentując tego typu tendencje, abp Marek Jędraszewski, metropolita krakowski, stwierdził: „W imię owych niezidentyfikowanych wartości należy – w myśl nowoczesnych ideologów – wycinać wszystko, co nawiązuje do chrześcijańskiej przeszłości. W tym wypadku – krzyże. Robi się więc dokładnie to samo, co w polskiej pamięci zostało zapisane jako dokonania hitlerowskich Niemiec czy bolszewików!” [40]
We współczesnej formie dążenie do odgórnego kształtowania jednostki przybierają np. postać wpływania na kształt rodziny, zasady obowiązujące w małżeństwie czy proces wychowania. Dezorganizacja rodzin, antykoncepcja czy aborcja i eutanazja, mają być wyrazem nowych sposobów kształtowania relacji między jednostkami i jej roli społecznej. Próbuje się budować prawo państwowe w oparciu o porozumienie społeczne, czego domaga się tzw. „etyka proceduralna” – narażona na wielką nietrwałość, wynikającą ze słabości opinii podatnych na przejściowe mody i ulotne emocje. Brak fundamentalnych podstaw często wiąże się z pomijaniem wyraźnie określonego dobra moralnego, sprowadzonego w swej treści do tymczasowych umów i układów społecznych. Prawo proponuje jedynie to co słuszne (right) lub niesłuszne (wrong) dla społeczeństwa w określonym momencie jego historii. [41] W ten sposób zsekularyzowane społeczeństwo nie ma przed sobą żadnego celu poza własnym chwilowym zadowoleniem. Tworzy duchową pustynię.
Kanadyjski filozof, Charles Taylor, nazwał takie rozumienie humanizmu „wykluczającym humanizmem”. Określa on sam siebie jako wykluczenie transcendentnego punktu odniesienia dla życia kulturalnego, społecznego i politycznego. Łączy się z kultem chwili i potępieniem tradycji. [42] Afirmacja rzekomej wolności myśli łączy się „z odrzuceniem jakiegokolwiek dogmatu”, czyli wszelkiej prawdy objawionej, z „marginalizacją Boga”, który jest odrzucony jak każdy inny autorytet. „Tolerancja doktrynalna” sprowadza się do odrzucenia jakiegokolwiek głosu odwołującego się na Objawienie, a więc odstępującego od powinności obywatelskich względem reszty społeczeństwa. Laicyzm uważa sam siebie za strażnika tolerancji, która wypływa z antychrześcijańskiego racjonalizmu. W imię tolerancji laicyzm zagłusza w rzeczywistości głos Kościoła, który odgórnie uznany jest za „nietolerancyjny” w wyniku głoszenia prawdy i otwarcia się na Objawienie. [43]
Na różne sposoby, ale systematycznie i skutecznie narzucana była antropologia bez Boga i bez Chrystusa. Efektem jest uważanie człowieka za absolutne centrum rzeczywistości, każąc mu – wbrew naturze rzeczy – zająć mu miejsce Boga. Zapomnienie Boga z czasem prowadzi do zapomnienia człowieka, co wyraża się powstaniem rozległej przestrzeni nihilizmu w obszarze teorii poznania i moralności, pragmatyzmu i cynicznego hedonizmu w strukturze życia codziennego. Jak napisał Jan Paweł II w „Ecclesia in Europa”: „Europejska kultura sprawia wrażenie 'milczącej apostazji’ człowieka sytego, który żyje tak, jakby Bóg nie istniał”. [44]
e. Neopogaństwo
Ateizm współczesny na różne sposoby wyklucza Boga z życia jednostek, grup społecznych i całych społeczeństw. Bardzo często przybiera postać „antyteisty” – zdecydowanego przeciwnika Boga, którego nie uznaje, o którym twierdzi, że nie istnieje. Jednocześnie, gdy już Bóg zostanie wykluczony z życia, a jeśli nie chce się, żeby wrócił, trzeba Go niezwłocznie zastąpić. Przedłużająca się w czasie pustka duchowa człowieka, niczym nie „usprawiedliwiona”, miała by bowiem fatalne skutki. Poszukuje się więc rodzaju namiastki wiary, pseudoreligii, powraca do form wyznania od których człowiek dawno odszedł. [45]
Jedną z form odejścia od Boga we współczesnych społeczeństwach jest odrodzenie się pogaństwa, niekiedy w swych tradycyjnej postaci, a czasem – niezwykle zmodyfikowanej. Niektórzy badacze – historycy idei – twierdzą, że satanizm nie ma nic wspólnego ze współczesnym poganizmem. Brytyjscy poganie, w jednym ze swoich pism, zauważyli: „Koncepcja Diabła, najwyższego ducha zła, jest całkowicie obca pogańskim wierzeniom. (…) Kult Szatana jest judeochrześcijańską herezją i nie stanowi żadnej części poganizmu”.[46] Trudno się z tym zdaniem nie zgodzić, lecz tak rozumując jednocześnie nie jesteśmy w stanie żadnej idei odnieść do jakiejkolwiek innej, gdyż każda ma swój, specyficzny rodowód, treść i historię. Niepodobna jest zestawiać dwóch różnych religii, skoro pojęcie Boga pozostaje w absolutnej odmienności, jest niepowtarzalne i jedyne.
Gdy ujmuje się historię z perspektywy chrześcijańskiej można niewątpliwie stwierdzić, że w ciągu dziejów nastąpiła konfrontacja Ewangelii z religiami pogańskimi. Jednym z wymiarów procesu ewangelizacji było usunięcie myślenia i praktyk pogańskich, a zastąpienie ich nowym rozumieniem świata, człowieka, Boga. Wszelka więc re-poganizacja nabiera w tym kontekście ogromnego znaczenia społeczno-religijnego jako dechrystianizacja, antyewangelizacja, odejście od wartości chrześcijańskich, a zwrócenie się do pierwotnych form kontaktu z „sacrum”. Jest dziełem „przeciwnika Boga” – „Szatana”, „diabła” – co m. in. zbliża ten kontekst współczesnego neopogaństwa do satanizmu.[47]
Pogaństwo polega na uznaniu za bóstwo każdego przedmiotu potrzeb człowieka. Taka jego wersja występuje m. in. w teorii religii formułowanej przez L. Kołakowskiego. M. Eliade głosi pierwotność politeizmu i panteizmu, a więc także pogaństwa, lecz z elementami gnozy, która w wersji filozoficznej ma postać tezy, że początkiem rzeczywistości jest nieokreśloność (myśl jako wyjściowe tworzywo – Hegel; tożsama z nicością – Heidegger). [48]
Sami poganie określają swoją religię w sposób niezwykle nieprecyzyjny: „Poganizm jest religią przyjemności i celebracji, tańcem z tajemnicami Przyrody i drogą samorealizacji”. Za najważniejsze wartości uznali: 1. Miłość do Natury i więź (kinship) z nią, a nie zwyczajowy stosunek agresji i dominacji nad przyrodą, cześć dla siły życia i nieustannie odnawiającego się cyklu życia i śmierci; 2. Pogańska etyka: „rób co chcesz, ale nikogo nie krzywdź”, w zamian za negatywną listę obowiązkowych przykazań, każda jednostka jest odpowiedzialna za odkrycie swej prawdziwej natury i jej pełne rozwinięcie w harmonii z otaczającym światem; 3. Koncepcja Bogini i Boga jako wyrazu boskiej rzeczywistości, aktywne uczestnictwo w kosmicznym tańcu Bogini i Boga, kobiecości i męskości, a nie hegemonia czy to męskiego, czy żeńskiego pierwiastka. [49]
W Europie, spośród przedchrześcijańskich religii politeistycznych, największą popularnością cieszy się celtycki druidyzm i germański odynizm; upowszechniający się ruch kobiecy wylansował wiccanizm, a zainteresowanie ekologią doprowadziło do odrodzenia się szamanizmu.
W Polsce reaktywowania religii pogańskiej podjęły się nowe grupy religijne. Spośród wpisanych do rejestru Kościołów i Związków Wyznaniowych można wymienić: 1. Polski Kościół Słowiański z siedzibą w Toruniu (rejestracja w 1995 r.) – powstał z fascynacji kulturą i mitologią dawnych Słowian; uznaje boskie pochodzenie Natury, wierzy w jednego, wielopostaciowego Boga-Stwórcę Wszechrzeczy; religię pra-słowian nie traktuje dosłownie, lecz jako źródło nowych poglądów metafizycznych. 2. Rodzimy Kościół Polski (zarejestrowany w 1995 r.), z siedzibą w Warszawie – nawiązuje do wierzeń przedchrześcijańskich typu henoteistycznego (oddawanie czci jednemu bóstwu spośród liczniejszego panteonu, jakby było ono w danej chwili najwyższe i absolutne); przyjmuje wiarę, że o losie świata decyduje Siła Kosmiczna zwana Bogiem oraz podległe Mu liczne istoty duchowe; Boga nazywa „Świętowit”; uważa, że przynależność do Rodzimego Kościoła nie wyklucza dotychczasowej wiary i nie domaga się tego, (w 1995 r. Kościół ten liczył 367 członków). 3. Zrzeszenie Rodzimej Wiary (zarejestrowane w 1996 r.), z siedzibą we Wrocławiu – pielęgnuje i rozwija prapolskie obyczaje i obrzędy oraz inicjuje obchody rodzimych świąt; organem Zrzeszenia jest Wiec, czyli zgromadzenie wszystkich członków; w 1996 r. liczył 68 członków. [50]
Biblia przeciwstawia dwa typy człowieka: sprawiedliwego oraz występnego. Jak uczy prorok Jeremiasz: „Przeklęty mąż, który pokłada ufność w człowieku i czyni ciało swą siłą, a od Boga odwraca się jego serce. Jest on jak jałowiec na stepie, nie dostrzega, gdy przychodzi szczęście; osiada w miejscach spalonych na pustyni, w ziemi słonej i nie zamieszkanej”. (Jr 17, 5 – 8). Podkładanie nadzieję w sobie samym, poleganie na własnym „ciele”, porzucenie ufności w Bogu – okazuje się słabością i źródłem braku owocowania życia ludzkiego. [51]
Człowiek pozostaje sam ze sobą. Z jednej strony widzi Boga w sobie, zaś Bóg według niego nie jest niczym innym, jak zwierciadłem człowieka. [52]
Samotność jednostki neopogańskiej jest pogłębiona faktem, że sam siebie uważa za Boga – nie ma Innego, pozostaje dramatycznie sam. A kierunek rozwoju świata może zaskakiwać. Zadziwiający już jest atak, niczym nie sprowokowany, na chrześcijaństwo i jego społeczność. Czyż „walka cywilizacji” nie jest zależna od zatraty poczucia tożsamości jednostki i grup społecznych, zagubienia prawdy o sobie? [53] A przecież wiąże się to z porzuceniem prawdy o Bogu, a tym samym o człowieku. Czy jest on w stanie oprzeć się „samotności z wyboru”, który mu oferuje proces laicyzacji? [54]
Jan Paweł II, w jednej ze swych encyklik, uczył: „Ateizm, o którym mowa, jest ściśle związany z oświeceniowym racjonalizmem, który pojmuje rzeczywistość ludzką i społeczną w sposób mechanistyczny. Zostaje w ten sposób zanegowana najgłębsza intuicja prawdziwej wielkości człowieka, jego transcendencja wobec świata rzeczy oraz napięcie, jakie odczuwa on w swoim sercu pomiędzy pragnieniem pełni dobra a własna niezdolnością do osiągnięcia go, przede wszystkim zaś zostaje zanegowana wynikająca stąd potrzeba zbawienia” (CA, nr 13). [55]
Ks. prof. Andrzej Zwoliński
[1] U. Cierniak, Człowiek w eschatonie. Antropologia staroobrzędowców, w: Obraz człowieka w kulturach Słowian, pod red. L. Suchanek, seria: Prace Komisji Kultury Słowian PAU t. 8, Kraków 2012, s. 105 – 118.
[2] Por. W. J. Hoye, Teologiczne błędy myślowe, przekł. P. Kolińska, Wydawnictwo Salwator, Kraków 2010.
[3] H. Skibiński, Świadkowie Jehowy w Polsce, w: Sekty. Studium socjologiczno – historyczne, red. J. Sztumskiego, PAN oddział w Katowicach, Komisja Filozofii i Socjologii , wyd. Szumacher, Kielce 1993, s. 67 – 70.
[4] J. J., Rosja: „misjonarskie desanty”, Biuletyn KAI, nr 70, 22 lipca 1994, s. 15 – 16.
[5] S. Hofstadter, O niepopularności intelektu, w: Super-Ameryka. Szkice o kulturze i obyczajach, red. W. Górnicki, J. Kossak, przekł. K. Dziewanowski i in., PIW, Warszawa 1970, s. 135 – 169. Por. D. Winn, Manipulowanie umysłem, Biblioteka Moderatora, przekł. A. Sosenko, Biblioteka Moderatora, Poznań 2003.
[6] Zob. I. I. Zaretsky, M. P. Leone, Religious Movements in Contemporary America, New Jersey 1977.
[7] J. J., Rosja: „misjonarskie desanty”, Biuletyn KAI, nr 70, 22 lipca 1994, s. 15.
[9] Z. Wojtasiński, Zaćmienie rozumu, Wprost, 2006, nr 4, s. 72 – 75. Por. J. A. Marina, Porażka inteligencji czyli głupota w teorii i praktyce, przekł. K. Jachimska-Małkiewicz, Wydawnictwo WAM, Kraków 2010.
[10] M. Rotkiewicz, Wirus wiary, Polityka, 2007, nr 23, s. 82 – 84.Por. A. Posacki, Niebezpieczeństwo okultyzmu, Wydawnictwo „M”, Kraków 1997.
[11] Za: D. Szwarcman, Pożegnanie wieku, Wprost, 27 VI 1999, s. 95.
[12] C. Castaneda, The Power of Silence: Further Lessons of don Juan, ed. Simon and Schuster, Los Angeles 1987, s. 7.
[13] R. Mills, Psychology Goes Insane, Botches Role As Science, National Educator, 1980, nr 7, s. 14.
[14] B. Zilbergeld, The Shrinking of America: Myth of Psychological Change, Brown and Company, Little 1983, s. 3.
[15] Por. M. Więczkowska, Symbolika okultystyczna, amulety i talizmany, Któż jak Bóg, 2016, nr 2, s. 56 – 57.
[16] M. Eliade, Traktat o historii religii, Warszawa 2000, s. 19.
[17] M. Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych. Od epoki kamiennej do misteriów eleuzyńskich, t. 1, Warszawa 1997, s. 1.
[18] M. Eliade, Dziennik portugalski i inne pisma. Fragmenty, Przegląd Filozoficzny – Nowa Seria, 2007, t. 16, nr 4, s. 18.
[19] Z. Pawłowicz, Kościół i sekty w Polsce, wyd. Stella Maris, Gdańsk 1992, s. 105 – 108.
[20] B, Żerdek, Idea zbawienai w New Age, w: Złudzenia Nowej Ery. Teologowie o New Age, red. I. Dec, Oleśnica 1993, s. 90.
[21] R. Tomczyk, Bezdroża New Age, Zielona Góra 1994, s. 30 – 31.
[22] Por. I. Kamiński, „Przebóstwienie” kontra transformacja człowieka w „boską świadomość”. Soteriologia głównych nurtów chrześcijańskich a ezoteryczne samozbawienie w New Age, w: Ezoteryzm w zachodniej kulturze, red. R. T. Ptaszek, D. Sobieraj, Wydawnictwo KUL, Lublin 2013, s. 213 – 218.
[23] G. Górny, Kuszenie dotyczy każdego. Rozmowa z prof. Aleksandrem Posackim, Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne, Radom 2012, s. 90 – 94.
[24] Por. C. Matrisciana, Bogowie New Age, Wydawnictwo Ethos, Warszawa 1997; S. Rouvillois, New Age – kultura i filozofia, Wydawnictwo M, Kraków 1996.
[25] C. S. Lewis, Listy starego diabła do młodego, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1990, s. 127.
[26] Za: J. Kuczyński, Różnorodność i jedność nauk jako podstawa uniwersalizmu, w: O uniwersalności i jedności nauk, pr. zb. pod red. W. Krajewskiego i W. Strawińskiego, Warszawa 1993, s. 274.
[27] R. Laurentin, Szatan. Mit czy rzeczywistość, przekł. T. Szafrański, wyd. Pax, Warszawa 1997, s. 128.
[28] Por. A. Dudek, The Devil in 19th century Russion Poetry, Slavia Orientalis, t. 41, 1992, nr 2, s. 19 – 26.
[29] .W. Sołowjow, Krótka powieść o Antychryście, przekł. L. Posadzy, wyd. Lumen, Wrocław 1998.
[30] Por. M. Bierdiajew, Duch Wielkiego Inkwizytora, w: tenże, Głoszę wolność, Warszawa 1999, s. 235 – 245. Por. H. de Lubac, Dranat humanizmu ateistycznego, Kraków 2004.
[31] A. Posacki, „Humanizm satanistyczny” u F. Dostojewskiego – na przykładzie postaci Wielkiego Inkwizytora, w: Philosophia rationis magistra vitae, t. 2, red. J. Brehmer, R. Janusz, „Ignatianum” – WAM, Kraków 2005, s. 322 – 323.
[32] Por. M. Praza, Zmysły, śmierć i diabeł w literaturze romantycznej, przeł. K. Żaboklicki, Warszawa 1974.
[33] M. Green, Wierzę w klęskę Szatana, przekł. B. Olechnowicz, wyd. Instytut im. T. Barratta, Warszawa 1992, s. 143 – 144. Por. P. Ricoeur, Zło. Wyzwanie rzucone filozofii i teologii, przekł. E. Burska, wyd. Pax, Warszawa 1992, s. 12 – 33.
[34] Katechizm Kościoła katolickiego, par. 2116, 2117.
[36] P. J. Śliwiński, Nowe ruchy magiczne, w: Magia: słowo i obraz. Sesja naukowa II Liceum Ogólnokształcącego w Zabrzu, wyd. Wydawnictwo II LO, Zabrze 1998, s. 39 – 44.
[37] L. Ferry, Człowiek- Bóg czyli o sensie życia…, d.z cyt., s. 41 – 48.
[38] V. Possenti, Osoba nową zasadą, przekł. J. Merecki, Polskie Towarzystwo Tomasza z Akwinu, Lublin 2017, s. 306 – 308.
[39] Jak, Promotorzy zła: Portal PCh24.pl demaskuje „Gazetę Wyborczą”, Polonia Christiana, 2018, nr 60, s. 47; D. Łosiewicz, Zero tolerancji dla katoli, Sieci, 2013, nr 14, s. 44 – 45.
[40] luk, „Europejskie wartości” wycinają krzyże, Polonia Christiana, 2018, nr 60, s. 46.
[41] J.-L. Brugues, Etyka i polityka. Wykład inauguracyjny roku akademickiego 2013 /2014, Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie, tłum. M. Tatara, Biuro Promocji UP JPII, Kraków 2013, s. 11 – 15.
[42] G. Weigel, Katedra i sześcian. Europa, Stany Zjednoczone i polityka bez Boga, tłum. I. i P. Zarębscy, Fronda, Warszawa 2005, s. 57 – 64.
[43] M. Schooyans, Ukryte oblicze ONZ, przekł. M. Zawadzki, Wydawnictwo Wyższej Szkołuy Kultury społecznej i Medialnej w Toruniu, Toruń 2002, s. 73 – 79. K. Michalski, Kardynał i filozof – dialog na temat epoki w cieniu chwiejących się katedr. Debata Christophera Schonborna z Charlesem Taylorem, Fronda, 2010, nr 56, s. 124 – 137.
[44]Por. J. Babiński, Irreligia…, dz. cyt., s. 75 – 78.
[45] H. de Lubac, Dramat humanizmu ateistycznego…, dz. cyt., s. 187 – 191.
[46] Pagan Federation Information Pack, London, brw., s. 3. Por. J. Tomasiewicz, Stare religie Nowej Ery, Nomos. Kwartalnik Religioznawczy, 1994, nr 5/6, s. 89 – 103.
[47] Por. A. M. di Nola, Diabeł, przekł. I. Kania, wyd. Universitas, Kraków 1997.
[48] M. Gogacz, U podstaw kultury, w: Religia w życiu społecznym, seria: w Nurcie Zagadnień Posoborowych t. 20, pr. zb. pod red. B. Bejze, wyd. Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 1995, s. 71.
[49] Pagan Federation Information Pack, London, brw., s. 3 – 4.
[50] Wyznania religijne. Stowarzyszenia narodowościowe i etniczne w Polsce 1993 – 1996, oprac. L. Adamczuk, wyd. Główny Urząd Statystyczny, Warszawa 1997, s. 154 – 155; E. Barker, Nowe ruchy religijne, tłum. T. Kunz, wyd. Nomos, Kraków 1997, s. 307 – 331.
[51] Por. S. Wronka, Jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą. Antropologiczny wymiar metafory drzewa w Biblii, Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie Wydawnictwo Naukowe, Kraków 2013, s. 121 – 122.
[52] Por. H. de Lubac, Dramat humanizmu ateistycznego…, dz. cyt., s. 72; R. Panasiuk, Feuerbach: filozofia Boga i człowieka, w: L. Feuerbach, Wybór pism, przekł. K. Krzemieniowa, M. Skiewciński, Warszawa 1988, t. 1, s. XXXVI; L. Ferry, Człowiek-Bóg…, .dz cyt., s. 1998, s. 78 – 89.
[53] Por. M. G. Bartoszewicz, Wierzymy w jednego Boga?, Polonia Christiana, 2012, nr 29, s. 26 – 29; tenże, Gdzie nie ma miejsca dla Boga, tamże, 2012, nr 26, s. 9 – 12; F. Nietzsche, Ecce homo. Jak się staje tym, czym się jest, przekł. J. Dudek, E. Kiresztura-Wojciechowska, Studio vis-avis, Kraków 2016, s. 97 – 99.
[54] Por. G. Górny, Nowa starożytność, Fronda, 2010, nr 5 – 6, s. 96 – 105.
[55] P. Jaroszyński, Kultura chrześcijańska szansą uniknięcia błędu antropologicznego, w: Błąd antropologiczny…., dz. cyt., s. 395 – 407.
Ponieważ 25. kongres MCF1 odbywa się pod hasłem Kościół – rodzina misyjna, pozwolę sobie przytoczyć słowa abp. Lefebvre’a, zaczerpnięte z kazania wygłoszonego w Porte de Versailles w Paryżu 23 września 1979 r., podczas Mszy św. odprawionej z okazji pięćdziesięciolecia przyjęcia święceń kapłańskich.
Jego Ekscelencja przekazał nam wówczas swój testament – jak sam go nazwał – testament, który miał być jedynie wiernym echem testamentu naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Na zakończenie kazania powiedział:
„Dla czci Trójcy Świętej, przez miłość do naszego Pana, Jezusa Chrystusa, przez nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny, przez miłość do Kościoła, do kapłanów i do wszystkich wiernych, przez zbawienie świata, przez zbawienie dusz: strzeżcie tego testamentu naszego Pana, Jezusa Chrystusa, strzeżcie Mszy świętej wszech czasów!”2
I kontynuował:
Wówczas ujrzycie na powrót kwitnącą cywilizację chrześcijańską, cywilizację, która nie jest dla tego świata, ale cywilizację, z której powstaje państwo katolickie, a to państwo katolickie jest po to, aby poprzedzać królestwo Boże w niebie.
Oto testament abp. Lefebvre’a, będący echem testamentu naszego Pana, Jezusa Chrystusa. To dziedzictwo przekazane nam bezpośrednio przez samego Zbawiciela.
Jak możemy chronić to dziedzictwo? Jak możemy zachować je żywym?
Pozwólcie, że przytoczę również słowa czcigodnego o. Calmela, który w 1975 r. tak mówił o chrześcijanach wiernych Tradycji, stawiających opór duchowi rewolucji:
Chrześcijanie ci pragną, aby ich wierność była przepojona żarliwością i pokorą. Są to chrześcijanie, którym obcy jest duch sekciarstwa oraz ostentacja.
Nasze przywiązanie do Mszy nie jest postawą sekciarską. Nie jesteśmy przywiązani do rzeczywistości, która należałaby wyłącznie do nas. Nie ma w tym ducha sekciarstwa, ostentacji ani pychy.
Ojciec Calmel mówił dalej:
Chrześcijanie ci starają się zachować to, co przekazał im Kościół.
Na tę właśnie kwestię chciałbym zwrócić waszą uwagę.
Starają się strzec tego, co przekazał im Kościół; a na swoim skromnym miejscu – które akceptują, choć jest ono wymagające – usiłują przede wszystkim zachować ducha tego, czego strzegą.
Zachowajcie ducha tego, czego strzeżemy
Oto fundamentalny element naszej postawy: strzeżemy Mszy wszech czasów. To spuścizna pozostawiona nam przez abp. Lefebvre’a, ponieważ jest to spuścizna samego naszego Pana, Jezusa Chrystusa.
To jednak nie wystarcza – musimy również zachować ducha tego, czego strzeżemy. Tak, strzeżemy Mszy wszech czasów, ale nie jedynie jako obrzędu czy też wielowiekowej ceremonii. Wiele jej modlitw sięga czasów św. Grzegorza Wielkiego, a niektóre nawet czasów apostolskich. Te obrzędy zostały skodyfikowane przez św. Piusa V i właśnie dlatego mówimy o „Mszy św. Piusa V”.
Chodzi jednak o coś jeszcze. Nie strzeżemy jedynie ceremonii czy zestawu obrzędów. Jak przypomniał nam przed chwilą o. Calmel: chrześcijanie wierni Tradycji strzegą tego, co przekazał im Kościół. Tak, tym dziedzictwem przeszłości jest Msza św. Piusa V. Lecz w jeszcze głębszej perspektywie strzegą oni i pielęgnują ducha tego, co zachowują. Na swoim miejscu, z wielkodusznością – bo ta misja jest wymagająca – starają się tego ducha zachować.
Musimy więc strzec tej Tradycji poprzez zachowanie jej ducha. Nie chodzi o przechowywanie muzealnego eksponatu czy reliktu przeszłości, ale o utrzymanie przy życiu ducha tego, czego strzeżemy.
A zatem kwestią fundamentalną, kryjącą się za Mszą św., za kryzysem, za tymi potępieniami i za wszystkimi sprawami dotyczącymi instytutów, jest kwestia ducha Mszy.
Jesteśmy przywiązani do Mszy św. i Msza jest naszym sztandarem, ponieważ kształtuje ona ducha. Nie chcemy zachować Mszy jedynie jako rzeczy, ale wraz ze wszystkimi obrzędami, które wyrażają ducha, którym chcemy żyć ‒ ducha naszego Pana, Jezusa Chrystusa.
A duch naszego Pana, Jezusa Chrystusa, to po prostu duch krzyża, duch ofiary. To tym duchem chcemy żyć i to tego ducha wy, drodzy rodzice, drogie rodziny, pragniecie przekazać swoim dzieciom.
Duch Mszy jest duchem krzyża
Według słów św. Pawła Zbawiciel, przychodząc na ten świat, mówi do swojego Ojca: „Nie chciałeś ofiary i daniny, ale przygotowałeś mi ciało; całopalenia za grzech nie podobały się tobie. Wtedy rzekłem: Oto idę (na początku księgi napisano o mnie), abym pełnił, Boże, wolę twoją” (Żyd 10, 5‒7).
Chrystus Pan przyszedł, aby przynieść nam zbawienie; przyszedł, aby przynieść światu pokój – pokój, za którym tak tęsknimy w obliczu dekadencji i chaosu panujących obecnie zarówno w społeczeństwie, jak i w Kościele. Pokój ten przyniósł jednak poprzez całkowite i bezwzględne poddanie się woli Ojca, w duchu ofiary. Nasz Pan wkroczył na świat jako Żertwa ‒ i wzywa nas do życia tym samym duchem.
Jeśli postanowił pozostawić nam Mszę i Eucharystię jako swój testament, to dlatego, że pozostaje obecny wśród nas aż do końca czasów właśnie jako Żertwa. Podczas Mszy św. Chrystus jest obecny, Kościół ukazuje Go nam jako Baranka Bożego, który gładzi grzechy świata – Baranka prowadzonego na zabicie, idącego na rzeź bez sprzeciwu, wiernie, wielkodusznie i z miłością, bo taka jest wola Ojca.
Powodem, dla którego aniołowie śpiewali w noc Bożego Narodzenia „Pokój ludziom dobrej woli” jest fakt, że Ten, który leżał w żłóbku, już wówczas był Barankiem Bożym; Barankiem, który przyszedł zadośćuczynić za nasze grzechy.
Później św. Jan Chrzciciel, który jako pierwszy wskazał Chrystusa, pokazał Go swoim uczniom, mówiąc: „Oto Baranek Boży, oto, który gładzi grzech świata” (Jan 1, 29). A sam Zbawiciel powtarzał przez całe swoje ziemskie życie: „Nie szukam woli mojej, ale woli tego, który mnie posłał” (Jan 5, 30).
To stałe i bezwarunkowe podporządkowanie się przez naszego Pana, Jezusa Chrystusa, woli Ojca znalazło szczególny wyraz w Jego męce. Jest On Barankiem, który wstępuje na ołtarz (tj. krzyż – przyp. tłum.) w milczeniu, wielbiąc wolę Ojca aż po całkowitą ofiarę z siebie samego: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Mt 27, 46), a następnie: „Ojcze, w ręce twoje polecam ducha mojego!” (Łk 23, 46).
To właśnie w ten sposób Zbawiciel przynosi nam pokój – pokój, który rodzi się z ładu. Chrystus Pan powiedział: „Oto idę, abym pełnił, Boże, wolę twoją” – i od tego momentu wszystko w Jezusie Chrystusie jest uporządkowane i doskonale zgodne z wolą Boga Ojca. Oto duch Mszy.
Gdy przyjmujemy Zbawiciela w Komunii św., kiedy adorujemy Go w Najświętszym Sakramencie, odnajdujemy na nowo tego ducha uległości wobec woli Bożej – i wtedy przychodzi pokój.
Powróćmy jednak do cytatu, od którego zacząłem. Abp Lefebvre powiedział: „Strzeżcie ofiary naszego Pana, strzeżcie Mszy wszech czasów”, i natychmiast dodał: „Wówczas ujrzycie na powrót kwitnącą cywilizację chrześcijańską”.
Znacie zapewne słowa św. Joanny d’Arc: „Żołnierze będą walczyć, a Bóg da zwycięstwo”. Nie nasza to rzecz wiedzieć, kiedy nadejdzie zwycięstwo. Naszym zadaniem jest stoczenie bitwy, walka, przyjęcie tego ducha krzyża. Wówczas, z pomocą łaski Bożej oraz w czasie przewidzianym przez Opatrzność, nadejdzie zwycięstwo i cywilizacja chrześcijańska znów rozkwitnie. Ale już teraz, na naszym skromnym i wymagającym miejscu ‒ jak mówił o. Calmel ‒ pragniemy zachować ducha tej Mszy, której strzeżemy niczym skarbu. Dlatego chcemy żyć duchem ofiary.
Wskrzesić cywilizację chrześcijańską
Mówiąc o edukacji, używamy wyrażenia „wychowywanie dzieci” (fr. élever ‘wznosić, podnosić’ – przyp. tłum.). Wychowywanie dzieci nie oznacza tylko prowadzenia ich od dzieciństwa do dorosłości. To także sprawianie, żeby wznosiły się ponad swoje naturalne pożądania, ponad naturę zranioną grzechem, ponad swoje samolubne i materialne pragnienia. Żeby wznosiły się poprzez ofiarę ponad to, co ludzka natura, pozostawiona samej sobie, rodzi w sposób spontaniczny. To oczyszczanie ich poprzez ducha ofiary, wznoszenie ich ku Bogu. Krzyż musi być streszczeniem naszego życia.
Czy zwróciliście uwagę na słowa, które śpiewamy w Wielki Piątek? Przychodzimy wówczas adorować krzyż – nie tylko Zbawiciela na krzyżu, ale sam krzyż. Adorujemy go, całujemy i śpiewamy: „Witaj, o krzyżu, nasza jedyna nadziejo!”.
„Nasza jedyna nadziejo.” To głęboka prawda; ten pokój, ten ład, za którym tęsknimy w obliczu obecnej sytuacji, w obliczu naszej własnej walki duchowej i życia chrześcijańskiego, ale także w obliczu sytuacji społeczeństwa i Kościoła, nastanie tylko poprzez krzyż, bo tylko krzyż wprowadza ład. Musimy zatem akceptować ofiary, jakich od nas wymaga.
A więc dzieci są rzeczywiście wychowywane i oczyszczane przez ducha ofiary, przez życie autentycznie ofiarne: życie w ubóstwie, życie święte, życie wielkoduszne, aby ta miłość – początkowo samolubna, jak w każdym z nas – mogła zostać oczyszczona. A może ona zostać oczyszczona jedynie przez krzyż; każda autentyczna ludzka miłość została przez niego oczyszczona.
Prośmy zatem Najświętszą Maryję Pannę o gorliwość i wytrwałość potrzebne do zachowania i rozwijania ducha tego, czego strzeżemy.
Nie strzeżmy Mszy i spuścizny, które przekazał nam Kościół – tej Tradycji, której jesteśmy strażnikami – jako martwej i biernej rzeczywistości. Żyjmy nią! Zachowajmy ducha tego, czego strzeżemy.
Uciekajmy się do niepokalanego i bolesnego Serca Maryi – Tej, która szła za Panem aż pod krzyż i która u stóp krzyża współdziałała przy naszym zbawieniu, współdziałała w wysługiwaniu wszystkich łask, które następnie były wylewane na rodzaj ludzki w ciągu kolejnych wieków.
Podobnie i my, na naszym miejscu, nawet jeśli nigdy nie ujrzymy owoców naszych wysiłków, możemy – jak mówiła św. Joanna d’Arc – walczyć.
Możemy przyjmować nasz krzyż każdego dnia, żyć duchem krzyża, odrzucać ducha przyziemnej wygody, ducha przyjemności, a żyć duchem krzyża – aby pewnego dnia, z pomocą łaski Bożej i zgodnie z wyrokami Opatrzności, cywilizacja chrześcijańska mogła rozkwitnąć na nowo.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Kazanie wygłoszone 5 lipca 2026 przez bp. Marka Hanappiera podczas jego pierwszej Mszy św. pontyfikalnej, sprawowanej w kaplicy pw. św. Michała w La Martinerie.
1Mouvement Catholique des Familles, „Katolicki Ruch Rodzin”, francuskie stowarzyszenie na rzecz obrony i propagowania wartości rodzinnych, pozostające pod opieką duchową kapłanów Bractwa św. Piusa X – przyp. tłum.↩︎
2Tekst polski za: abp Marcel Lefebvre, Kazania, Te Deum, Warszawa 2024, ss. 126. ↩︎
Raytheonsponsoruje organizację Girl Scouts of America.BAESystems czyta waszym maluchom ich ulubione bajki. A Lockheed Martin finansuje konkursy matematyczne oraz te poświęcone naukom ścisłym i technicznym (tzw. STEM – Science, Technology, Engineering, Mathematics) dla dzieci. Odbywa się to z wielką pompą, rzekomo po to, by zmotywować dzieci i zainspirować je do rozwijania pasji do nauki. W rzeczywistości jednak firmy te próbują wyczyścić swój wizerunek i zwerbować kolejne pokolenie, by stało się trybikami w kompleksie militarno-przemysłowym.
Tymczasem produkty tych instytucji są wykorzystywane na całym świecie przez Stany Zjednoczone i Izrael dopopełniania zbrodni wojennych – w Iranie, Jemenie, Palestynie i nie tylko – wymierzonych w dzieci.
MintPress zgłębia mroczny świat firm zbrojeniowych, które uczą dzieci, jak bombardować inne dzieci.
NORMALIZACJA WOJNY WŚRÓD DZIECI
Kiedy wielu Amerykanów myśli o firmie Raytheon (obecnie oficjalnie działającej pod nazwą RTX Corporation), nie wyobrażają sobie rakiet ani pocisków manewrujących; myślą o matematyce. Od dziesięcioleci ten drugi co do wielkości producent broni na świecie finansuje szerokie grono organizacji, których celem jest rozbudzanie zainteresowania dzieci przedmiotami z zakresu STEM.
Od 2009 roku Raytheon jest głównym sponsorem MATHCOUNTS, organizacji non-profit, która oferuje ciekawie zaprojektowane programy matematyczne dla uczniów szkół gimnazjalnych we wszystkich stanach USA, a także organizuje konkursy matematyczne mające na celu wyłonienie najzdolniejszych dzieci w Ameryce.
W roku 2005, firma Raytheon uruchomiła program MathMovesU, którego celem, jak sama twierdzi, jest „zainspirowanie uczniów szkół średnich do zainteresowania się matematyką i naukami ścisłymi”. Oprócz dostarczanych materiałów firma przeznaczyła również miliony na stypendia, dotacje i nagrody dla tysięcy uczniów, nauczycieli i wolontariuszy.
Z kolei jej objazdowa wystawa „MathAlive!” obiecuje – w dość przestarzałym stylu marketingowym – przenieść matematykę do świata ekstremalnych wrażeń(„2theXtreme”).Wystawa„MathAlive!”odwiedziła również kilka krajów Azji Zachodniej, w tym Katar, Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Arabię Saudyjską – wszystkie te państwa należą do największych nabywców technologii zbrojeniowej firmy Raytheon.
Firma od dawna współpracuje również z organizacją Girl Scouts of the United States of America (GSUSA). Na przykład w 2017 roku uruchomiła pierwszy ogólnokrajowy program informatyczny GSUSA oraz konkurs cyberbezpieczeństwa dla dziewcząt ze szkół średnich i liceów.
„Należy przyspieszyć postępy w zakresie dywersyfikacji kadry pracowniczej w dziedzinie STEM… W czasach, gdy technologia zmienia sposób, w jaki żyjemy i pracujemy, możemy – i powinniśmy – wskazać młodym kobietom jasną ścieżkę do odgrywania aktywnej roli w tej transformacji” – powiedział Thomas A. Kennedy, ówczesny dyrektor generalny Raytheon; „Dzięki wspólnym działaniom Raytheon i Girl Scouts pomogą dziewczętom zbudować pewność siebie, aby mogły postrzegać siebie jako inżynierki robotyki, analityczki danych i specjalistki ds. cyberbezpieczeństwa, które stworzą lepszą przyszłość”.
Firma Raytheon stała się również liderem projektu GSUSA pod nazwą „Think Like a Programmer” („Myśl jak programista”), który zachęca dziewczęta do zgłębiania świata sztucznej inteligencji i cyberbezpieczeństwa; opracowała też wiele odznak dotyczących programowania dostępnych dla harcerek.
GSUSA wydaje się być dumna z tej współpracy. Na swojej stronie internetowej przedstawia sylwetkę jednej z byłych harcerek, która obecnie pracuje w firmie Raytheon, jako przykład sukcesu i wzór do naśladowania. Artykuł zawiera przewodnik krok po kroku oraz listę wskazówek dla tych, którzy chcą pójść w jej ślady.
Nie jest zaskoczeniem, że firma Raytheon ściśle współpracuje w tych kwestiach również z amerykańskimi siłami zbrojnymi, tworząc cztery nowe „centra innowacji” w dziedzinie STEM we współpracy z organizacją Boys & Girls Clubs of America w stanach Michigan, Oklahoma, Kolorado oraz w Waszyngtonie – wszystkie w pobliżu baz wojskowych.
Chociaż niektórych może zaskakiwać bliskość relacji między organizacją dziecięcą a producentem broni, warto pamiętać, że ruch skautowski został pierwotnie założony przez generała porucznika Roberta Baden-Powella jako pomostprowadzący chłopców do służby wojskowej. Baden-Powell był głęboko zaniepokojony tym, że angielscy chłopcy nie będą wystarczająco sprawni fizycznie, by walczyć za swój kraj w ewentualnych przyszłych wojnach, i stworzył organizację, która miała ich do tego przygotować zarówno fizycznie, jak i psychicznie.
Kirsten Bayes z organizacji „Campaign Against the Arms Trade” pozostała jednak sceptyczna wobec prób firmy Raytheon mających na celu poprawę jej wizerunku oraz szkolenie kolejnego pokolenia producentów broni. „Uważamy, że dla firm zbrojeniowych nie powinno być miejsca w szkołach ani na uczelniach, a już na pewno nie powinny one współpracować z organizacjami charytatywnymi zajmującymi się edukacją dzieci” – powiedziała w rozmowie z MintPress, dodając:
„Szkoły i inne placówki edukacyjne powinny być miejscami, w których dzieci mogą się uczyć, dorastać i w pełni rozwijać swój potencjał. Nie powinny one służyć jako pole rekrutacyjne, pozwalające firmom zbrojeniowym na wybielanie ich działalności”.
LOCKHEED MARTIN
Raytheon bynajmniej nie jest jedynym gigantem zbrojeniowym, który bezpośrednio kieruje swoją ofertę do amerykańskiej młodzieży. Lockheed Martin organizuje CYBERQUEST – coroczny konkurs dla uczniów szkół średnich, który zachęca młodzież do wyboru kariery w dziedzinie wywiadu i cyberbezpieczeństwa. W roku 2026, konkurs odbył się w 11 lokalizacjach w całym kraju, a także w formie wirtualnej na całym świecie. Ten gigant zbrojeniowy oferuje programy stażowe dla uczniów szkół średnich, mające na celu przyspieszenie wejścia najzdolniejszych młodych umysłów w Ameryce na ścieżki kariery w sektorze obronnym. Każdego roku Lockheed Martin zatrudnia tysiące młodych stażystów i twierdzi, że 60% z tych kandydatów otrzymuje następnie zatrudnienie w firmie.
Sponsoruje również dni „młodych umysłów w akcji”, organizując praktyczne eksperymenty, w których dzieci mogą się bawić, w tym eksperymenty z tzw. rakietami butelkowymi i nie tylko.
Uniwersytety stanowią kluczowe źródło rekrutacji. Korporacja przeznacza ogromne kwoty na przyciąganie najlepszych talentów, m.in. organizując „Lockheed Martin Day” w kilkunastu uczelniach w całym kraju, gdzie rekruterzy firmy mają wstęp na kampusy, by zachwycić studentów pokazami wirtualnej rzeczywistości, symulatorami lotu, a nawet lądowaniem helikopterów bezpośrednio na trawnikach uczelni.
Lockheed Martin nawiązał współpracę partnerską z kilkoma czołowymi uczelniami. Na przykład darowizna w wysokości 1,5 miliona dolarów przekazana Uniwersytetowi Teksańskiemu w Arlington zaowocowała zmianą nazwy jednego z budynków na „Lockheed Martin Career Development Center”.
Firma podkreśla swoją reputację jako bezpiecznego miejsca dla kobiet i pracowników LGBT i regularnie plasuje się na listach najlepszych pracodawców jak chodzi o tzw. inkluzywność. Jedną z kobiet, której profil przedstawia sama firma, jest Haley, która jako dziewczynka marzyła o zostaniu wynalazczynią. „Jako dziecko” – piszą – „Haley nie rozstawała się z notesem, w którym szkicowała swoje pomysły i wynalazki. Na okładce napisała: »Sposób Haley na lepsze życie«. Jej najlepszy pomysł? – Samoskładająca się choinka bożonarodzeniowa, sprytnie nazwana »Merry, Bright and Boxed«, która miała usprawnić sprzątanie po świętach”. Dziś, ta dziewczynka, która marzyła o uczynieniu świata lepszym miejscem, jest inżynierem ds. pocisków oraz systemów kierowania ogniem w firmie Lockheed Martin – opracowującym broń, która pozwala sprawnie zabijać ludzi na całej planecie.
PROGRAMY KIEROWANE DO MAŁYCH DZIECI
Również firma Boeing opracowała szereg projektów skierowanych do małych dzieci. Jej program „Engineering is Elementary” jest przeznaczony dla dzieci w wieku przedszkolnym oraz uczniów szkół podstawowych i gimnazjalnych i – podobnie jak programy firm Raytheon i Lockheed Martin – ma na celu nakierowanie młodych umysłów na karierę w branży produkcji broni. „Boeing realizuje strategiczną inicjatywę społeczną mającą na celu zwiększenie skuteczności nauczycieli w nauczaniu matematyki i przedmiotów ścisłych oraz zachęcenie większej liczby uczniów do wyboru kariery związanej z dziedzinami STEM” – powiedział przedstawiciel firmy, dodając:
„Program »Engineering is Elementary« zapewnia nauczycielom i uczniom lepsze zrozumienie inżynierii, a wszystko to odbywa się w zabawny, interaktywny sposób. Naszym celem jest wzbudzenie zainteresowania uczniów inżynierią już w młodym wieku oraz zwiększenie liczby naukowców i inżynierów”.
Producent sprzętu lotniczego i kosmicznego BAE Systems poszedł jednak o krok dalej. Ten londyński gigant, produkujący samoloty odrzutowe, pociski, haubice i okręty wojenne, opublikował serię niezwykłych filmów, w których zarówno pracownicy firmy, jak i członkowie brytyjskich sił zbrojnych czytają dzieciom klasyczne bajki. Wśród nich znalazły się: „Roszpunka”, „Jack i magiczna fasola”, „Złotowłosa i trzy misie”, „Kopciuszek” oraz „Jaś i Małgosia”. Do filmów dołączono arkusze ćwiczeń, które mają pomóc najmłodszym dzieciom w rozwijaniu umiejętności rozwiązywania problemów.
Czytanie bajek na dobranoc maluchom to tylko część szerszej strategii realizowanej przez BAE Systems, mającej na celu, jak sami twierdzą, „poprawę reputacji firmy zarówno na poziomie lokalnym, jak i krajowym”. Inne inicjatywy obejmują organizację objazdowych pokazów w szkołach, festiwali robotyki, obozów naukowych oraz programów pomocy lokalnej społeczności – wszystkie skierowane do dzieci. Podczas pandemii COVID-19,firma wkroczyła również do akcji, dostarczając szkołom markowe materiały edukacyjne dla dzieci już od piątego roku życia.
Cytowana wcześniej Bayes, zbulwersowana działaniami firmy, stwierdziła:
“Jest nam wiadomo, że firma BAE Systems twierdzi, iż wydaje aż 100 mln funtów [134 mln dolarów amerykańskich] rocznie na działania edukacyjne. Twierdzi ona, że kieruje się motywami społecznymi, ale naszym zdaniem jest to część jej strategii rekrutacyjnej: dążenie do wywarcia wpływu na młodych ludzi bez przedstawiania pełnego obrazu tego, czym jest firma zbrojeniowa i jakie są konsekwencje pracy w takiej firmie”.
BAJKI I KOSZMARY
Choć firmy te starają się przedstawiać siebie w neutralny sposób jako podmioty o charakterze naukowym, w rzeczywistości ich główna działalność skupia się na produkcji sprzętu i uzbrojenia, które Stany Zjednoczone wykorzystują do dominacji nad światem.
Tylko w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy, Stany Zjednoczone zbombardowały siedem krajów: Iran, Irak, Nigerię, Somalię, Syrię, Wenezuelę i Jemen. To właśnie firmy takie jak Raytheon i Lockheed Martin umożliwiają tego rodzaju niezwykłą przemoc na skalę globalną.
Na przykład 28 lutego, Stany Zjednoczone przeprowadziły atak na szkołę dla dziewcząt Shajareh Tayyebeh w Minab w Iranie. Pocisk manewrujący Tomahawk – jedna z najprecyzyjniejszych broni kierowanych na świecie – został wystrzelony z pobliskiego okrętu wojennego i uderzył w budynek, powodując jego zawalenie się. Wkrótce potem, drugi pocisk uderzył w dziedziniec szkoły, gdzie gromadzili się zdesperowani ocalali.
Atak został zaplanowany tak, by wyrządzić jak największe szkody: nastąpił o godz. 10:45 rano w dzień szkolny. Zginęło co najmniej 156 osób, z których większość stanowili uczniowie tej szkoły, która nie służyła żadnym celom wojskowym ani nie znajdowała się w pobliżu żadnego celu wojskowego. Ponad 100 osób odniosło rany.
Wydarzenie to natychmiast potępiono jako poważną zbrodnię wojenną. Jednak sekretarz ds. wojny Pete Hegseth zbył sprawę, a później stwierdził: „Jedynymi, którzy powinni się teraz martwić, są Irańczycy, którzy myślą, że przeżyją”.
Pocisk manewrujący Tomahawk jest produkowany przez firmę Raytheon, zaś podsystemy wykorzystane w tej operacji zostały wyprodukowane przez spółkę zależną BAE Systems.
Waszyngton wykorzystuje również swoją przewagę w dziedzinie uzbrojenia do utrzymania władzy swoich sojuszników. Arabia Saudyjska jest zdecydowanie największym odbiorcą broni ze Stanów Zjednoczonych, kupując za setki miliardów dolarów zaawansowaną technologicznie broń, którą natychmiast wykorzystuje przeciwko Jemenowi oraz do tłumienia wewnętrznych ruchów opozycyjnych.
Rijad prowadził ludobójczą kampanię przeciwko infrastrukturze cywilnej w Jemenie, w tym przeciwko gospodarstwom rolnym, sieciom kanalizacyjnym i obiektom wodociągowym, co spowodowało śmierć setek tysięcy cywilów. W sierpniu 2018 roku zrzucił bombę o masie 227 kg (500 funtów) kierowaną laserowo na autobus szkolny w Dhahyan w północnym Jemenie. Fragmenty znalezione na miejscu zdarzenia pozwoliły zidentyfikować bombę jako wyprodukowaną przez firmę Lockheed Martin. W wyniku ataku zginęło czterdzieści dzieci – co nie jest bynajmniej rzadkością podczas prowadzonej przez Arabię Saudyjską kampanii mającej na celu obalenie rządów Ansar Allah.
O ile Arabia Saudyjska jest największym klientem Waszyngtonu, to Izrael jest głównym odbiorcą pomocy. Badanie przeprowadzone przez Uniwersytet Browna wykazało, że w ciągu dwóch lat po ataku z 7 października 2023 r. Stany Zjednoczone wydały 21,7 mld dolarów na pomoc wojskową dla Izraela, w tym na samoloty, pociski i wszelkiego rodzaju amunicję do broni ręcznej.
Izrael wykorzystał tę broń do systematycznego atakowania dzieci w Strefie Gazy i poza nią. Uderzono w co najmniej 97% szkół na tym gęsto zaludnionym obszarze. Jednym z bardziej znanych przykładów była szkoła dla dziewcząt im. Khadiji w Deir al-Balah, która stała się celem ataku 27 lipca 2024 roku. Dochodzenie przeprowadzone przez organizację Human Rights Watch wykazało, że Izrael zrzucił na szkołę co najmniej dwie bomby typu GBU-39– amunicję wyprodukowaną w Stanach Zjednoczonych przez firmę Boeing.
Tak więc, podczas gdy producenci broni czytają zachodnim dzieciom bajki, dzieci na całym świecie są zmuszone przeżywać prawdziwy koszmar, w dużej mierze za sprawą właśnie tych firm.
Niezależnie jednak od tego, czy mieszkają w Stanach Zjednoczonych, czy też w jednym z krajów znajdujących się pod ich jarzmem, dzieci na całym świecie stają się celem tychże firm zbrojeniowych, choć na różne sposoby. W Stanach Zjednoczonych firmy takie jak Raytheon, Lockheed Martin, Boeing i inne wkroczyły do akcji, by wesprzeć borykające się z problemami finansowymi departamenty edukacji. Chociaż w swojej retoryce kładą nacisk na umożliwianie dzieciom – zwłaszcza dziewczynkom – realizacji marzeń związanych z naukami ścisłymi, ich prawdziwym zamiarem jest oczyszczenie swojej reputacji jako handlarzy śmiercią oraz wyszkolenie kolejnego pokolenia Amerykanów, by stali się chętnymi członkami amerykańskiej machiny wojennej.
Dzieci po drugiej stronie globu nie mają jednak tego rodzaju złudzeń i muszą żyć w ciągłym strachu, że staną się kolejnymi ofiarami tych firm. Wizerunek ten nie jest tym, jaki firmy takie jak Raytheon chciałyby nam wmówić, gdy myślimy o ich produktach, dlatego wydają miliony, próbując odwrócić naszą uwagę opowieściami o emancypacji i odkrywaniu świata. Tak wygląda świat, w którym żyjemy, gdzie firmy zbrojeniowe uczą dzieci, jak bombardować inne dzieci.
Najnowszy raport Reutersa przedstawia znacznie bardziej ponury obraz sytuacji na Ukrainie niż sugerują liczne nagłówki. Podczas gdy uwaga często skupia się na liniach frontu, Moskwa wydaje się teraz celować w inną piętę achillesową: gospodarcze koło ratunkowe Ukrainy.
Port w Odessie
W centrum uwagi znajdują się porty Morza Czarnego – przede wszystkim Odessa. Według ukraińskich źródeł, alternatywne szlaki eksportowe koleją, drogą lądową i Dunajem mogą obecnie zastąpić jedynie około połowę dotychczasowego transportu morskiego. Jednocześnie żniwa idą pełną parą. Miliony ton zbóż i roślin oleistych nie trafiają już na rynek światowy regularnymi kanałami.
Ma to wpływ nie tylko na rolnictwo, ale także na ukraiński budżet państwa. Produkty rolne należą do najważniejszych źródeł dewiz w kraju. Jeśli eksport wyschnie, państwo i gospodarka stracą miliardy. Agencja Reuters już donosi o załamaniu cen na ukraińskim rynku krajowym i miliardowych stratach w rolnictwie.
Na szczególną uwagę zasługuje oświadczenie samego Kijowa. Wiceminister rolnictwa przyznaje, że tylko niezawodnie działający port w Odessie może sprawić, że Ukraina ponownie stanie się znaczącym eksporterem zboża. Jednak ten właśnie port od tygodni znajduje się pod ogromną presją. Może to oznaczać rozwój sytuacji, której konsekwencje wykraczają daleko poza Ukrainę.
Im dłużej porty Morza Czarnego pozostaną nieczynne, tym bardziej Ukraina będzie zależna finansowo od Zachodu. Europa będzie musiała nie tylko dostarczać broń, ale także w coraz większym stopniu rekompensować straty gospodarcze. Miliardy dolarów pomocy mogłyby stać się stałym elementem. Jednocześnie europejskie szlaki transportowe znajdują się pod presją. Linie kolejowe, drogi i porty nad Dunajem nie są w stanie zastąpić przepustowości portów Morza Czarnego. Koszty logistyki rosną, a łańcuchy dostaw stają się wolniejsze i droższe.
Rumuński port Galati nad Dunajem – Ukraina chce usprawnić eksport zboża tym szlakiem
Istnieje również inne ryzyko: trwałe wstrzymanie znacznej części ukraińskiego eksportu zboża prawdopodobnie szczególnie mocno uderzyłoby w Afrykę Północną i Bliski Wschód. Rosnące ceny żywności mogłyby wywołać nowe fale migracji do Europy – scenariusz obserwowany już podczas poprzednich kryzysów zaopatrzeniowych.
Strategicznie rzecz biorąc, Rosja wydaje się realizować długoterminową strategię wyniszczania. Zamiast skupiać się wyłącznie na celach militarnych, wywiera coraz większą presję na fundamenty gospodarcze Ukrainy. Kraj, który nie będzie w stanie sprzedać swoich najważniejszych produktów eksportowych, ostatecznie straci zdolność do samodzielnego finansowania.
Dla Europy stanowi to niewygodną rzeczywistość: nawet jeśli sytuacja na froncie militarnym pozostanie w dużej mierze niezmieniona, obciążenie finansowe UE będzie nadal rosnąć. Więcej pakietów pomocowych, wyższe koszty logistyki, rosnąca presja na rynki rolne i potencjalne nowe fale migracji nie byłyby bezpośrednimi konsekwencjami poszczególnych konfliktów, a raczej stopniową erozją gospodarczą.
Jeśli taka sytuacja będzie się utrzymywać i Rosja na stałe przerwie szlaki eksportowe przez Morze Czarne, wojna może przekształcić się z militarnej w ekonomiczną wojnę na wyniszczenie – a rachunek za nią ostatecznie będzie musiała zapłacić nie tylko Ukraina, ale cała Europa.
Arabia Saudyjska, Turcja i Pakistan podpisały w piątek trójstronną umowę obronną, która według doniesień wiąże trzy najważniejsze pod względem militarnym i gospodarczym państwa świata muzułmańskiego w sojusz obronny – szczegóły umowy nie zostały jednak opublikowane.
Porozumienie zostało podpisane w świętym mieście Mekce przez następcę tronu Arabii Saudyjskiej, księcia Mohammeda bin Salmana, prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana i premiera Pakistanu Shehbaza Sharifa. Doniesienia wskazują, że porozumienie stanowi, iż zbrojny atak na którekolwiek z trzech państw będzie traktowany jako atak na wszystkie. W identycznych oświadczeniach trzy rządy określiły je jako środek mający na celu wzmocnienie zbiorowego odstraszania przed jakąkolwiek agresją i kompleksowe zacieśnienie współpracy obronnej.
Sama nazwa paktu odzwierciedla pewną niejednoznaczność w sposobie, w jaki strony go przedstawiają: w oświadczeniach Pakistanu i Turcji określano go mianem „Porozumienia o wspólnej obronie z Mekki”, podczas gdy niektóre media podawały go jako „Porozumienie o wspólnym odstraszaniu z Mekki”. Różnica nie jest jedynie semantyczna – sugeruje ona, że nie ma wyraźnej czerwonej linii, a sygnatariusze wahają się między stanowczym zobowiązaniem do wzajemnej obrony a luźniejszymi ramami odstraszania.
Warto zauważyć, że Arabia Saudyjska i Pakistan podpisały wcześniej dwustronne porozumienie o wzajemnej obronie – „ Strategiczne Porozumienie o Wzajemnej Obronie ” – w środę, 17 września 2025 r., podczas wizyty państwowej premiera Shehbaza Sharifa w Rijadzie. Podobnie jak w przypadku Porozumienia z Mekki, Arabia Saudyjska i Pakistan zobowiązały się, że każda agresja na którykolwiek z tych krajów będzie uznana za atak na oba. Stało się to po izraelskim ataku na Dohę w Katarze 9 września 2025 r. Pakistan nie odpowiedział jednak na niedawne ataki Ansar Allah na saudyjskie tankowce i saudyjską rafinerię w Dżizanie. Zgodnie z warunkami porozumienia saudyjsko-pakistańskiego, wydaje się, że jest to uznawane za akt agresji .
Kogo zatem stanowi potencjalne zagrożenie, od którego ma odstraszyć Porozumienie z Mekki? Oficjalnie pakt nie wymienia nikogo z imienia i nazwiska. W praktyce jego podtekst jest powszechnie interpretowany w następujący sposób: wszystkie trzy rządy wyraziły zaniepokojenie rosnącą obecnością wojskową Izraela w Strefie Gazy, Libanie i Syrii, a Erdoğan wielokrotnie oskarżał rząd Izraela o próbę „sabotażu” podpisanego w czerwcu amerykańsko-irańskiego porozumienia o zaprzestaniu działań wojennych.
Rząd Izraela nie skomentował publicznie paktu aż do piątku. Reakcja Iranu była mieszana. Irański poseł odrzucił porozumienie w mediach społecznościowych, argumentując, że umowa na papierze z Turcją i Pakistanem nie przyniesie Saudyjczykom większego bezpieczeństwa niż ich zależność od Waszyngtonu. Jednak irański minister spraw zagranicznych Abbas Araqchi odniósł się pozytywnie do sojuszu turecko-saudyjsko-pakistańskiego, stwierdzając:
Potężne siły zbrojne Iranu udowodniły swoją gotowość, możliwości i siłę w starciu z najdroższą armią świata.
Gdy muzułmanie działają wspólnie, możemy stawić czoła każdemu wyzwaniu ze strony złośliwych osób z zewnątrz.
Czas polegać tylko na sobie i przyjąć prawdziwe braterstwo.
Niektórzy izraelscy i amerykańscy komentatorzy określają pogłębiające się więzi bezpieczeństwa między państwami sunnickimi jako formowanie bloku antyizraelskiego. Sygnatariusze odrzucają tę definicję, przedstawiając pakt jako zabezpieczenie obronne w regionie, gdzie – jak ujął to korespondent Al-Dżaziry w Dosze – te trzy państwa stanowią obecnie połączone siły militarne, kierując region w stronę innej architektury bezpieczeństwa niż ta, która istniała w ostatnich dekadach, zwłaszcza po wojnie iracko-irańskiej.
Możliwe, że Porozumienie z Mekki stanowi pierwszy krok w tym, co prezydent Putin i chiński minister spraw zagranicznych Wang Yi powiedzieli po spotkaniach z irańskim Aragczim odpowiednio 27 kwietnia i 6 maja. Po spotkaniu z irańskim ministrem spraw zagranicznych Abbasem Aragczim, prezydent Władimir Putin wezwał do stworzenia nowej architektury bezpieczeństwa w Zatoce Perskiej i na Bliskim Wschodzie. Wang Yi, powtarzając słowa Putina po spotkaniu z Aragczim, oświadczył również, że kraje Zatoki Perskiej i Bliskiego Wschodu powinny „wziąć swoją przyszłość we własne ręce” i wyraził poparcie Chin dla „ustanowienia regionalnych ram pokoju i bezpieczeństwa pod przewodnictwem krajów regionu”. Powiązał to z przywróceniem stabilności, w tym bezpiecznego przejścia przez Cieśninę Ormuz, i podkreślił samowystarczalność regionu, a nie jego dominację zewnętrzną.
Nie powinniśmy pomijać symboliki podpisania tej umowy w Mekce. Gdyby była to zwykła umowa dyplomatyczna skupiona wyłącznie na bezpieczeństwie, ceremonia podpisania mogłaby odbyć się w Rijadzie. Wierzę, że czyniąc to w Mekce, Turcja, Arabia Saudyjska i Pakistan wysłały jasny sygnał, że jest to deklaracja związana z obroną muzułmanów, a nie tylko ich własnych krajów.
Warto również zauważyć, że to porozumienie jest opracowywane od jakiegoś czasu… Nie powstało z niczego w ciągu ostatnich kilku tygodni. Wcześniej te trzy kraje nie potępiły amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran ani nie zrobiły nic konkretnego, aby wesprzeć Palestyńczyków w obliczu morderczego ataku Izraela. Być może zmieniły zdanie i teraz podejmują pierwsze kroki, aby zapewnić sobie islamską hegemonię w Azji Zachodniej. Zobaczymy.
Nowe „islamskie NATO” zmienia Bliski Wschód – koniec amerykańskiego porządku jest coraz bliższy.
uncut-news.ch
Podczas gdy uwaga świata skupia się na walkach w Strefie Gazy, wojnie o Cieśninę Ormuz i negocjacjach między Waszyngtonem a Teheranem, w tle może mieć miejsce rozwój wydarzeń geopolitycznych, których skutki zmienią cały Bliski Wschód.
Arabia Saudyjska, Turcja i Pakistan podpisały wspólną umowę obronną, wzorowaną na NATO. Jej rdzeniem jest klauzula o wzajemnej pomocy: zbrojny atak na jedno z trzech państw jest uznawany za atak na wszystkie trzy. Jest to pierwszy w historii sojusz wojskowy tej skali między czołowymi sunnickimi potęgami regionalnymi. Informacje o umowie opublikowała między innymi Associated Press .
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to tylko kolejna umowa o bezpieczeństwie. W rzeczywistości jednak może to oznaczać początek zupełnie nowego porządku władzy.
Bliski Wschód się reorganizuje
Przez dekady architektura bezpieczeństwa regionu opierała się na Stanach Zjednoczonych. Waszyngton gwarantował ochronę państw Zatoki Perskiej, stacjonował tam wojska, kontrolował szlaki morskie i pełnił rolę arbitra wojskowego.
Jednak model ten staje się coraz bardziej niestabilny.
Ostatnie wydarzenia wskazują, że mocarstwa regionalne zaczynają organizować własne środki bezpieczeństwa – niezależnie od tego, czy Stany Zjednoczone pozostaną na stałe obecne jako mocarstwo ochronne, czy też nie.
Pakistan wnosi do sojuszu mocarstwo nuklearne i jedną z największych armii w świecie islamskim. Turcja posiada drugą co do wielkości armię w NATO i szybko rozwijający się przemysł zbrojeniowy. Arabia Saudyjska przyczynia się do siły gospodarczej i finansowej sojuszu. Razem tworzą blok sił o znacznie większym znaczeniu militarnym, gospodarczym i politycznym niż wiele poprzednich sojuszy regionalnych.
Wpływy amerykańskie słabną.
Jednocześnie pojawia się coraz więcej oznak, że Waszyngton dokonuje ponownej oceny swojego stanowiska na Bliskim Wschodzie.
Według byłego analityka CIA Larry’ego Johnsona, centralny zespół kryzysowy w ramach Centralnego Dowództwa USA (CENTCOM) został rozwiązany – co jest nietypowym krokiem, który interpretuje on jako sygnał, że obecnie nie są przygotowywane żadne poważne ataki militarne na Iran. Nastąpiło to w obliczu doniesień o malejących dostawach precyzyjnej broni, problemach z dostawami pierwiastków ziem rzadkich, rosnącej presji na dostawy energii oraz intensywnych działań mediacyjnych Pakistanu między Waszyngtonem a Teheranem.
Niezależnie od tego, czy ocena ta jest słuszna, czy nie, pokazuje ona, jak bardzo zmieniła się w międzyczasie dyskusja strategiczna.
Waszyngton nie ustala już reguł gry.
Rola Pakistanu jest szczególnie godna uwagi. Jeszcze kilka lat temu Islamabad był postrzegany przede wszystkim jako gracz regionalny. Dziś Pakistan pośredniczy między USA a Iranem, koordynuje rozmowy z Arabią Saudyjską i Turcją i w coraz większym stopniu staje się kluczowym aktorem polityki bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie. Gdyby jednocześnie osiągnięto porozumienie w sprawie Cieśniny Ormuz, region mógłby zostać ukształtowany w znacznie większym stopniu przez sojusze regionalne niż przez amerykańskie interwencje wojskowe w przyszłości.
W szczególności Pakistan odgrywa w tej sytuacji znaczącą podwójną rolę. Z jednej strony Islamabad jest współsygnatariuszem nowego paktu obronnego z Arabią Saudyjską i Turcją. Z drugiej strony Pakistan jest obecnie uważany za jednego z najważniejszych mediatorów między Waszyngtonem a Teheranem i, wraz z innymi podmiotami regionalnymi, uczestniczy w działaniach dyplomatycznych mających na celu deeskalację konfliktu. To sprawia, że sytuacja jest znacznie bardziej złożona, niż się początkowo wydaje. Z jednej strony klauzula o wzajemnej pomocy zawarta w pakcie zwiększa ryzyko, że poważny atak na Arabię Saudyjską – na przykład ze strony ruchu Huti lub w przypadku bezpośredniej eskalacji militarnej między Arabią Saudyjską a Iranem – mógłby wciągnąć inne państwa w konflikt politycznie lub militarnie. Z drugiej strony Pakistan ma istotny interes w zapobieżeniu właśnie takiemu scenariuszowi. Jako sąsiad Iranu, mediator między stronami konfliktu i członek nowego sojuszu, Islamabad najwyraźniej próbuje jednocześnie odstraszać i deeskalować konflikt — jest to dyplomatyczny akt równowagi, który może mieć decydujące znaczenie dla określenia dalszego przebiegu kryzysu.
W tle stoją Chiny
Podczas gdy zachodnie media skupiają się głównie na Waszyngtonie, w tle rozwija się inny ośrodek władzy.
Chiny stale pogłębiają relacje z Iranem, Arabią Saudyjską i Pakistanem. Pekin pośredniczy, inwestuje i rozwija sieci gospodarcze, nie pełniąc roli hegemona wojskowego. Ta strategia, w szczególności, zapewnia Chinom rosnące wpływy. Zamiast baz wojskowych, tworzone są korytarze handlowe, partnerstwa energetyczne i mediacje polityczne.
Petrodolar znów znalazł się pod presją.
Jeśli ta nowa architektura bezpieczeństwa się utrwali, jej skutki będą miały zasięg znacznie wykraczający poza Bliski Wschód.
Region kontroluje znaczną część światowego eksportu ropy naftowej i gazu. Jeśli jego system bezpieczeństwa oderwie się od Waszyngtonu i stanie się bardziej zorientowany gospodarczo na Azję, istniejący system finansowy i handlowy nieuchronnie znajdzie się pod presją. Już dziś coraz większa część handlu energią odbywa się poza dolarem. Niezależny regionalny blok energetyczny mógłby dodatkowo przyspieszyć ten rozwój.
Przesunięcie tektoniczne
Nadal nie jest jasne, jakie praktyczne znaczenie będzie miała nowa umowa obronna. Jednak samo jej podpisanie wysyła jasny sygnał:
Bliski Wschód zaczyna się reorganizować w zakresie polityki bezpieczeństwa.
W obliczu wyzwań militarnych, gospodarczych i politycznych, z jakimi mierzą się Stany Zjednoczone, pojawiają się nowe sojusze regionalne, nowi mediatorzy i nowe ośrodki władzy.
Czy doprowadzi to faktycznie do nowego porządku, okaże się dopiero w nadchodzących miesiącach.
Jedno jest jednak pewne: Bliski Wschód zmienia się obecnie szybciej niż kiedykolwiek od zakończenia zimnej wojny, a świat może stać u progu geopolitycznej zmiany, której konsekwencje będą miały daleko idące konsekwencje poza ten region.
Gdy piszę o Ukrainie, używam dwóch nazw: – Ukraina, gdy myślę o zwykłej ludności, która wojny z Rosją nie chce i która nie jest piewcą banderyzmu, a takich ludzi na Ukrainie są miliony. – UPAina, gdy myślę o neobanderowskiej juncie i neobanderowskich elitach, piewcach Bandery i UPA, żądnych wojny z Rosją (nienawidzących także Polaków), będących w wojnie zachodu z Rosją narzędziem kolektywnego zachodu z USA na czele. Analogicznie piszę o Ukraińcach i Ukrach.
Czarne chmury wiszą i nad Ukrainą, Ukraińcami, jak i zwłaszcza nad UPAiną i kijowską juntą.
Kijowski ćpun ogłosił pod koniec czerwca plan czterdziestodniowej kampanii ataków powietrznych na Rosję, by zmusić ją do „zakończenia wojny”: Zełenski zatwierdził 40-dniową operację. Ukraina chce zmusić Rosję do zakończenia wojny.
Musiał być niewąsko naćpany komik, podejmując, czy tylko ogłaszając podsuniętą mu decyzję. Pewnie myślał, że Rosja będzie powściągliwie przyglądać się atakom na nią, na obiekty cywilne (Wildberries) i statki handlowe. Wcześniej Rosja nie reagowała zbyt ostro na ataki na „flotę cieni” czy na okręty floty czarnomorskiej. Kijowska junta i kolektywny zachód przestały przejmować się kreślonymi przez Rosję czerwonymi liniami, których przekraczanie nie wywoływało ostrych rosyjskich reakcji. Tym razem i junta, i kolektywny zachód, zostały reakcją Rosji kompletnie zaskoczone. Rosja przestała się patyczkować, zaczęła atakować cele militarne i logistyczne w samym Kijowie, w tym usraelskie i niemieckie fabryki i magazyny podwójnego przeznaczenia. Zamieszczam króciutką migawkę z ataku na Kijów 5 sierpnia:
Jeszcze ostrzej zaatakowała Rosja porty w Odessie, blokując je zupełnie. Wprawdzie istniała pod patronatem ONZ umowa między Rosją a kijowską juntą o wolnym handlu zbożem na Morzu Czarnym, ale umowę złamała kijowska junta, atakując rosyjskie statki z pszenicą. Rosja odpowiedziała pięknym za nadobne. Jakieś 80% eksportu (zboża, rudy żelaza, stali, węgla kamiennego) Ukrainy szło drogą morską. Duża część importu także. Junta planuje wprawdzie utrzymywać eksport zboża koleją przez Rumunię, ale to marzenia ściętej głowy. Sama wymiana wózków kołowych w wagonach towarowych zablokuje nieliczne graniczne przejścia kolejowe z Rumunią, a poza tym Rosja atakuje i niszczy lokomotywy, tabor kolejowy, dworce i szlaki kolejowe. Kijowska junta, i tak w większości finansowana z zachodu, będzie obecnie potrzebowała dodatkowych miliardów na samo tylko jej funkcjonowanie. Kolektywny zachód, już niewypłacalnie zadłużony, będzie zmuszony jeszcze więcej miliardów pompować w skorumpowaną kijowską juntę. Zachodni banksterzy zacierają ich kosmate łapska – wojna zachodu z Rosją to dla nich złoty interes.
Tu konieczne jest zdemaskowanie propagandowego kłamstwa, jakoby blokada Odessy i eksportu ukraińskiego zboża miało wywołać masowy głód w Afryce. W ONZ prowadzona jest od roku 2022 dokładna rejestracja wszystkich ukraińskich statków ze zbożem, jego ilości i portów docelowych. Tylko kilka procent ukraińskiego zboża trafia do Afryki. Ogromna większość idzie (głównie na pasze) do Turcji, Europy zachodniej i do Chin. Jeśli w Afryce dojdzie do głodu, to przez ukraiński ostrzał rosyjskich statków z pszenicą, idących właśnie do Afryki.
I jeszcze krótka dygresja o tej 40-dniowej operacji. Komik i ćpun kijowski, jak wiemy, ma słuszne, żydowskie pochodzenie. Religijny nie jest, ale żydo-biblijne liczby nie są mu obce. Mógł wszak ogłosić operację np. sześciotygodniową (42 dni). A ogłosił 40-dniową.
Liczba 40 jest często spotykana w biblii. Cytuję z AI:
Potop: Deszcz padał przez 40 dni i 40 nocy, obmywając Ziemię z zepsucia.
Mojżesz: Przebywał na górze Synaj przez 40 dni i 40 nocy, otrzymując tablice przykazań.
Wędrówka Izraelitów: Naród wybrany szedł przez pustynię przez 40 lat, zanim wszedł do Ziemi Obiecanej (wymiana pokoleniowa).
Jezus na pustyni: Pościł przez 40 dni i 40 nocy, kuszony przez szatana przed rozpoczęciem publicznej misji.
Prorok Eliasz: Szedł do góry Horeb przez 40 dni i 40 nocy o jednym posiłku.
I dlatego neobanderowski prorok, zbawiciel – ćpun, żebrak, pianista-penisista – także wybrał tę liczbę. Tyle, że szczęścia mu nie przyniosła.
Ostra reakcja Rosji niewątpliwie związana jest z nastrojami społecznymi, narastającym naciskiem „jastrzębi”, domagających się zdecydowanej reakcji na ataki ukraińskie, jak i zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi, w których partia Władimira Putina liczyć się musi z mniejszym poparciem, niż przed czterema laty. Niemniej pozycja prezydenta Rosji nadal jest silna. Atakom rosyjskim przyszło w sukurs załamanie się obrony powietrznej kijowskiej junty. Brakuje jej rakiet obrony powietrznej, z zachodu nie dostanie ani sztuki, gdyż zachód też ich nie ma, przez co rosyjskie rakiety trafiają bez przeszkód w wyznaczone cele militarne i logistyczne. Podobnie jest z dronami. Rosja na coraz większą skalę używa dronów z napędem odrzutowych, przez co ukraińskie drony obronne, w większości napędzane śmigłami, są za wolne. No i Rosja używa coraz więcej nowych pocisków – hybrydy dronu i rakiety manewrującej o nazwie Banderol. Zasięg 500 kilometrów, szybkość 550-600 km/h, głowica bojowa 115 kg.
Sytuacja na froncie jest dla kijowskiej junty coraz gorsza. Rosyjski walec powoli, ale nieustannie na wielu odcinkach prze naprzód. Rosyjskie bomby szybujące nieomal bez przeszkód zrzucane są na linię frontu i jego ukraińskie zaplecze (w lipcu ponad 8 tysięcy). Drony niszczą stacje paliwowe, szlaki kolejowe, cysterny, magazyny amunicji. Bombardowane rakietami i dronami dalekiego zasięgu są fabryki zbrojeniowe na całej Ukrainie, także będące własnością zachodu. Porty morskie z Odessą na czele są zablokowane. Nie opłaciło się ćpunowi prowokowanie Rosji planem 40-dniowej operacji. Kopał dołek pod Rosją i sam do niego wpadł. Zresztą – co miał zrobić. Mimo propagandy sukcesów wojennych wie kijowska junta, że brakuje jej coraz bardziej mięsa armatniego, sprzętu militarnego, zwłaszcza pocisków obrony powietrznej i boi się nadciągającej zimy, która może być jej ostatnią zimą. Z tego powodu zaryzykowała ową 40-dniową operację, która przypominać zaczyna założenie sobie pętli na szyję – pętli także gospodarczej i finansowej.
Czarne chmury wiszą i nad Polską. Nadzorcy w Warszawie, gorliwie wspierający kijowską juntę, nie tylko wywalili na nią miliardy, rozbroili się, to jeszcze ściągnęli do kraju hordy Ukraińców, a wśród nich wściekłych neobanderowskich Ukrów, z którymi mamy coraz więcej problemów. Gdy Polacy dadzą po pysku Ukrom, wrzask jest we wszystkich łże-mediach, że był to atak z powodów nienawiści na tle etnicznym i narodowym. Gdy kilku Ukrów pobiło Polaka ze skutkiem śmiertelnym, gdy ukrowski gówniarz nożem kilkakrotnie dźgnął Polkę we Wrocławiu, nie ma w łże-mediach ani słówkiem o tym, że są to ataki z powodu nienawiści na tle etnicznym i narodowym. Ma rację Liliana Wiadrowska – Ukrainiec w Polsce panem:
A ponieważ coraz bardziej prawdopodobnym jest, że tej zimy kijowska junta nie przetrzyma, należy spodziewać się najazdu na Polskę dalszych hord Ukrów, jeszcze bardziej wściekłych neobanderowców, do tego uzbrojonych. Widzę to czarno dla Polski i Polaków – niestety. No i z powodu wasalskich wobec zachodu i UPAiny warszawskich sług kijowskiego neobanderowskiego reżimu, znajdziemy się w tej wojnie po stronie przegranej, a to nigdy nie jest korzystne. Będziemy mogli mówić o szczęściu, jeśli władcy zachodu zrezygnują po klęsce UPAiny z dalszej wojny z Rosją i nie uczynią z Polski państwa frontowego z polskim mięsem armatnim szturmującym bramy Rosji.
Projekt zdruzgotania militarnego, gospodarczego i finansowego Rosji rękami kijowskiej junty wspieranej przez kolektywny zachód kończy się klęską zachodu. Pogłębia ją wojna na Bliskim Wschodzie, klapa militarna usraela, blokada Ormuzu i częściowa blokada Morza Czerwonego przez jemeńskich sojuszników Iranu i Palestyńczyków. Widmo kryzysu paliwowo-energetycznego, gospodarczego i finansowego czarną chmurą wisi nad kolektywnym zachodem, na którym coraz bardziej narasta panika. Dobrze widać ją w Niemczech. Mam na myśli prowokację bezpieki z dronem na lotnisku w Lipsku. Znaleziono rzekomo na nim, na pasie startowym, w pobliżu ukraińskiego Antonowa, uzbrojonego w ładunek wybuchowy i zapalnik drona. W łże-mediach kursuje jego niewyraźne zdjęcie oraz miejsce, gdzie rzekomo leżał na pasie startowym:
Nawet ja sfabrykowałbym te fotki lepiej. Dodatkowo inny samolot transportowy, własności firmy transportowej DHL, uderzony został podczas schodzenia do lądowania rzekomo innym dronem, którego szczątki są obecnie gorliwie szukane i zapewne się znajdą. Nie ma naturalnie żadnych dowodów na to, że to robota Rosji, niemniej minister spraw wewnętrznych już ogłosił, że był to „atak na Niemcy”. Nikt oficjalnie jak dotąd Rosji o „atak” nie oskarżył, ale we wszystkich komentarzach i wypowiedziach przebija się jednogłośnie opinia – kto inny jak nie Rosja może za tym „atakiem” stać? Otóż – gdyby Rosja miała zaatakować Niemcy, to od razu Oriesznikiem i w największy militarny koncern Rheinmetall. Nie bawiłaby się też z podrzędnym lotniskiem w Lipsku. Zieloni już domagają się zwołania narodowej rady bezpieczeństwa i ściągnięcia z urlopu najemnika BlackRock Merza. Ten urlopu nie przerwał, ale via internet brał udział w konferencji bezpieczeństwa narodowego.
Prowokacja ta miała kilka przyczyn. Trzeba wszak w strachu przed „rosyjską agresją” trzymać niemieckie bydło robocze. Częściowo jest to i reakcja na atak rosyjski i zniszczenie magazynu niemieckiej firmy w Kijowie:
Ale jest i inna przyczyna. Ekipa Merza chce na chama przeforsować „reformę” emerytalną i usunąć z niej istniejące od dziesięcioleci prawo do pełnej emerytury po wpłacaniu przez ubezpieczonego bez przerwy przez 45 lat składek emerytalnych. Ta „reforma” jest zmuszaniem ludzi do dłuższej pracy, bądź zgody na obniżoną emeryturę po 45 latach płacenia składek i wywołuje wiele oporu, także wśród szefów CDU we wschodnich Landach. Mają oni problem – AFD ma w nich ogromną przewagę nad resztą agenturalnych partii, także nad CDU. Gdyby poparli tę złodziejską, antysocjalną „reformę”, utracą jeszcze więcej głosów poparcia na korzyść AFD. I stąd są jej przeciwni. „Reformator” Merz musi ich jakoś zdyscyplinować i stąd „rosyjski atak” dronem był w Lipsku, a nie we Frankfurcie, Monachium czy Stuttgarcie. Miał pokazać, że i wschodnie Landy są zagrożone „rosyjską agresją”, przez co zgoda na „reformę emerytalną”, by ratować budżet militarny, jest konieczna.
Niemiecka gospodarka nadal wali się, państwo zadłuża się w przyspieszonym tempie, a nadchodząca zima może i dla Niemiec okazać się katastrofą energetyczno-paliwową. A mimo to marionetki polityczne w Niemczech nadal idą w popieraniu kijowskiej, neonazistowskiej junty w zaparte. Po tym widać, jak leży im na sercu dobro Niemiec i Niemców. W niczym nie różnią się od marionetek politycznych w Warszawie. Pamiętać w tym miejscu należy o tym, że gospodarka niemiecka była „lokomotywą”, czy też „koniem pociągowym” gospodarki zachodniej Europy (w tym zwłaszcza Polski). Gdy ona padnie, a pada w sposób widoczny gołym okiem, gospodarczo będzie zachodnia Europa pustynią, trzecim światem, skansenem, bankrutem.
Czarne chmury gromadzą się nad kolektywnym zachodem…
Podejście administracji Trumpa do nowej ery geopolityki jest często sprzedawane jako realpolitik, ale często bardziej przypomina improwizację o posmaku nacjonalistycznym.
Jest to szczególnie prawdziwe, jeśli chodzi o stosunki Ameryki z Chinami, obecnie postrzeganymi jako „zagrożenie” dla interesów narodowych USA. Jak dokładnie Azjatycki Gigant „zagraża” wojującej talasokracji?
Wydaje się, że samym swoim istnieniem. Mianowicie Waszyngton postrzega Pekin jako zagrożenie, ponieważ nie może kontrolować jego rozwoju gospodarki i społeczeństwa. Jeśli chodzi o dążenie do globalnej potęgi, polityka zagraniczna Chin jest skutecznie „izolacjonistyczna„, szczególnie w porównaniu z geopolityczną postawą Ameryki.
Azjatycki Gigant mógłby z łatwością zainwestować setki miliardów, aby radykalnie rozszerzyć swoją potęgę militarną (która jest już w pierwszej trójce świata), ale decyduje się tego nie robić. Wręcz przeciwnie, Pekin prowadzi politykę zrównoważonego wzrostu gospodarczego, szczególnie w produkcji masowej. Żadna gospodarka na planecie nie zbliża się do produkcji Chin, co pomogło w rozpowszechnianiu towarów i usług, które w przeciwnym razie byłyby niedostępne dla większości populacji planety w poprzednich dziesięcioleciach (a raczej stuleciach). To sprawia, że współczesne Chiny są jednym z najważniejszych krajów w historii ludzkości, nawet jeśli przez chwilę zignorujemy ich i tak już wspaniałą przeszłość.
Mimo to USA postrzegają Chiny jako „zagrożenie”. Nie mogąc militarnie zakłócić azjatyckiego giganta (pomimo licznych prób), administracja Trumpa w dużej mierze skupiła się na wojnie gospodarczej przeciwko niemu. Jednak jako supermocarstwo gospodarcze Chiny nie siedzą bezczynnie, podczas gdy USA nakładają sankcje i próbują udusić ich handel zagraniczny. Wręcz przeciwnie, Pekin jest w pełni przekonany o swojej potędze gospodarczej, więc rutynowo i aktywnie stosuje odwet przeciwko wojnie gospodarczej Waszyngtonu. Niesławny CNN donosi, że Azjatycki Gigant nakłada własne sankcje i ograniczenia eksportu dronów przed wizytą prezydenta Xi Jinpinga w odwecie za wspomnianą amerykańską wojnę gospodarczą, co jest wyraźnym przesłaniem dla administracji Trumpa.
Nawet CNN przyznaje, że szerszą lekcją nie jest po prostu to, że Chiny są skłonne do odwetu, ale że polityka zagraniczna Ameryki pod rządami prezydenta Donalda Trumpa pomogła znormalizować styl stosunków zagranicznych „zbudowany na eskalacji, personalizacji i krótkoterminowym teatrze politycznym, a nie trwałej strategii”. Chociaż niewątpliwie prawda (tak, wszyscy wiemy, że prawda i CNN zwykle nie idą w tym samym zdaniu), powinniśmy zauważyć, że ta niesławna neoliberalna tuba robi to głównie z powodu swojej wrogości wobec Trumpa, a nie jakichkolwiek altruistycznych obaw. Jednak nawet mając to na uwadze, CNN nadal jest częścią kontrolowanej przez USA mainstreamowej machiny propagandowej, dlatego wciąż znajduje sposób, aby obwiniać same Chiny za tę eskalację.
Prawda jest taka, że Azjatycki Gigant nigdy nie zamierzał ani nie chciał wdrażać takiej polityki. Wręcz przeciwnie, nie chce niczego poza normalną konkurencją gospodarczą i równym traktowaniem swoich firm. Jednak Stany Zjednoczone nadal nalegają na rywalizację „życia lub śmierci”, którą chcą wygrać za wszelką cenę. Raport CNN mówi, że administracja Trumpa „poprawnie zidentyfikowała prawdziwy problem”, ale nie zajęła się „latami ponadpartyjnego optymizmu”, który rzekomo „nie docenił skali ambicji przemysłowych Chin, konkurencji technologicznej i chęci przymusowego wykorzystania władzy państwowej”. Trudno wyobrazić sobie bardziej przymusowe ramy polityki zagranicznej niż w Waszyngtonie, co sprawia, że takie twierdzenia są tym bardziej śmieszne.
CNN ubolewa, że tej „diagnozie” nie towarzyszyła spójna reakcja rządu, ponieważ administracja Trumpa skupiła się na taryfach, sankcjach i retorycznej konfrontacji, z których wszystkie były traktowane jako „dodatki dla strategii”. Rezultatem była zmiana, która często była silna, ale przyniosła niewielką lub żadną stałą dźwignię. Chiny szybko przystosowały się, aby wchłonąć tę presję, odzwierciedlić ją, a nawet wykorzystać do skuteczniejszego odwetu, jaki USA mogłyby kiedykolwiek przewidzieć. To dość dziwne, że Waszyngton nie spodziewał się takiej reakcji ze strony narodu, który dał światu kung fu. Mianowicie przekierowanie siły przeciwnika na niego jest główną zasadą w wielu stylach kung fu (chociaż nie jest to jedyny cel całej sztuki walki).
Wyniki były raczej nieprzyjemne dla USA, w tym dla ich wojska, które obecnie stoi w obliczu ogromnych niedoborów pierwiastków ziem rzadkich (REE). Nawet produkcja krytycznych komponentów dla amerykańskich myśliwców jest dotknięta, w tym dla problematycznego F-35. Można argumentować, że była to raczej nieprzyjemna niespodzianka dla wielu amerykańskich strategów, którzy oczywiście dorastali w epoce po {pierwszej} zimnej wojnie. I rzeczywiście, był to czas „dominacji pełnego spektrum” ich kraju, która dla wielu wydawała się „trwała” i „niepodważalna” (przychodzi na myśl „Koniec historii” Francisa Fukuyamy). Jednak dla kraju takiego jak Chiny, który istnieje od tysiącleci (do 6000 lat, jeśli nie dłużej), takie koncepcje są bardziej niż śmieszne.
Stany Zjednoczone właśnie obchodziły swoją 250. rocznicę. Dla azjatyckiego giganta to tylko mrugnięcie lub może wzmianka, w najlepszym razie. Praktycznie niemożliwe jest, aby jedna osoba opanowała wszystkie historyczne okresy Chin ze względu na ogromną ilość informacji, które musiałaby zapamiętać. Chiny nie są w żadnym wypadku zwykłym państwem narodowym, ale całą cywilizacją, która istnieje również jako jeden zjednoczony kraj. Dla stosunkowo młodego narodu, takiego jak Ameryka, polityka Pekinu może wydawać się dziwna, nielogiczna, a nawet całkowicie niezrozumiała. Jednak azjatycki gigant ma tysiąclecia zgromadzonej mądrości, która zapobiega popadnięciu w ciemność kolonialistycznej i imperialistycznej agresji, do której USA są tak przyzwyczajone.