Nie wszystko złoto, co się świeci

Nie wszystko złoto, co się świeci

7. sierpnia 2026 Marek Wojcik world-scam/nie-wszystko-zloto-co-sie-swieci

Pewna dama była przekonana, że wszystko, co się błyszczy, to złoto
i kupiła schody do nieba.

Tak zaczyna się wielki przebój rockowy z 1971 roku grupy Led Zeppelin – Stairway to Haeven. Mówi o złudnej wierze w to, że szczęście można kupić za pieniądze, oraz o poszukiwaniu duchowej prawdy i harmonii z naturą.

Po długim okresie utrzymywania się na niskim poziomie, od połowy 2025 roku cena srebra gwałtownie poszybowała w górę. W styczniu kruszec ten osiągnął historyczne maksimum. Jednak już następnego dnia doszło do największego załamania cen na rynku metali szlachetnych od 2013 roku. Jak do tego doszło? Cały przebieg wydarzeń przypomina scenariusz thrillera. Źródło.

Źródło.

Wbrew zapewnieniom papierowe certyfikaty metali szlachetnych nie są ekwiwalentem złota, czy srebra. Jedyne czym świecą, to hologramy chroniące przed fałszerstwem. Podobnie jak pieniądze mają swoją złudną wartość opartą na zaufaniu. Tych certyfikatów wydano już tak wiele, że gdyby nagle wszyscy właściciele zażądali wymiany na prawdziwe złoto, czy srebro, wszelkie posiadane przez banki rezerwy tych metali pokryłyby mniej niż 10% – mój szacunek – wszelkich roszczeń.

Nie bez powodu rząd Chin zakazał w ubiegłym miesiącu handel certyfikatami bez pokrycia. Jak uważacie, co się stanie, kiedy FED będzie kontynuował rozpoczęte właśnie ciche drukowanie dolara, żeby stopniowo wykupić dług od Japonii? Źródło. Możliwe, że w ten sposób chwilowo uratują Jena, tylko jakim kosztem? Wartość dolara musi spaść – to jest zjawisko ekonomiczne. Można je jedynie chwilowo ukryć.

To jest tak, jakby gospodyni dolewała ciągle wody do garnka z zupą, żeby dłużej częstować głodną rodzinę. To pomoże chwilowo przetrwać kryzys, ale na koniec w garnku zostanie jedynie woda, której pewnie też zacznie brakować.

Inflacja to nie tylko spadek wartości pieniądza, To jest przede wszystkim upadek zaufania do papierowych banknotów. Pewnie dlatego powstają konkurencyjne wartości takie jak na przykład wdzięczność.

Prezydent Ukrainy postanowił jako gest dobrej woli wobec Polaków, wyemitować nowe banknoty o nominale jedna wdzięczność.

Skoro już jesteśmy przy banknotach, to jak wam się podoba nowy papierek o nominale 90 miliardów euro?

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Rewolucja seksualna i upadek Zachodu – o tym, jak polityczna lewica zamordowała Charliego Kirka i niszczy naszą cywilizację

Skrobała: Rewolucja seksualna i upadek Zachodu – o tym, jak polityczna lewica zamordowała Charliego Kirka i niszczy naszą cywilizację.

konserwatyzm.pl/skrobala-rewolucja-seksualna-i-upadek-zachodu-o-tym-jak-polityczna-lewica-zamordowala-charliego-kirka-i-niszczy-nasza-cywilizacje

Zabójstwo Charliego Kirka na kampusie Uniwersytetu Utah Valley w USA było jednym z najtragiczniejszych wydarzeń minionego roku. Ten dramat jest kluczowy dla zrozumienia natury naszych czasów oraz istoty ustroju demokratyczno-liberalnego. Kirk zginął z rąk homoseksualnego przedstawiciela politycznej lewicy, produktu demoliberalnego ustroju politycznego i jego największego narzędzia demoralizacji i degeneracji, którym od dziesięcioleci jest rewolucja seksualna.

Nie bez powodu amerykańskie pismo The Chronicles Magazine, którego redaktorem naczelnym jest paleokonserwatywny profesor Paul Gottfried, tuż po zamachu opublikowało dwa artykuły o znamiennych tytułach: „Internet i lewica zabiły Charliego Kirka” oraz „Prawica musi zniszczyć lewicę, zanim będzie za późno”[1]. Na łamach portalu „Counter-Currents” Greg Johnson opublikował tekst, którego przekaz był bezkompromisowy: „Nienawidźmy teraz, przebaczajmy później”[2]. Właściciel portalu X, Tesli i SpaceX, Elon Musk w czasie transmisji na żywo podczas wiecu zorganizowanego w Londynie przez Tommy’ego Robinsona powiedział do zgromadzonego tłumu, odnosząc się do zabójstwa Kirka: „Lewica jest partią morderstwa”[3]. Prezydent Donald Trump w wypowiedziach dla mediów, obwinił za zbrodnię i toczącą się w USA katastrofę społeczną „radykalnie lewicowych szaleńców”[4]. To wnioski, które zostają wyciągnięte co najmniej dwa stulecia za późno. Na przestrzeni dziesięcioleci lewica wielokrotnie udowadniała, że jest „partią morderców”, zniszczyła cywilizację europejską, a współcześnie dominuje nad tym, co z niej pozostało. Ktokolwiek myśli trzeźwo, nie może mieć wątpliwości, że instytucje i rządy państw zachodnich, a zarazem zdecydowana większość klasy politycznej, to przedstawiciele lewego spektrum politycznego. „Długi marsz przez instytucje” Antonio Gramsciego okazał się sukcesem, chociaż tak naprawdę rozpoczął się już w XVIII wieku.

Amerykańskie społeczeństwo nie jest przesiąknięte lewicowo-marksistowskim światopoglądem do tego stopnia, co europejskie. Amerykanie pozostają o wiele bardziej sceptyczni wobec koncepcji państwa socjalnego, które w Europie jest niepodważalnym dogmatem. To pozwala im lepiej rozumieć źródła tego, co wydarzyło się na kampusie w stanie Utah. Po zabójstwie Charliego Kirka, lewicowy mainstream w Europie, który od dziesięcioleci rządzi naszym kontynentem, przemówił głosem Pawla Zerki, który na stronie ECFR (European Council for Foreign Relations) opublikował artykuł zatytułowany: „Importowany męczennik: Echa Charliego Kirka w Europie”, gdzie pogardliwie napisał: „Przedstawiając Charliego Kirka, jako męczennika zabitego przez ˂lewicową nienawiść˃, konserwatywni przywódcy po obydwu stronach Atlantyku mogą utrwalić swoją naczelną narrację: są ofiarami, prześladowanymi i uciszanymi przez liberalne elity”[5].

Konserwatyści nic tutaj nie „utrwalają”, oni po prostu stwierdzają fakty. Trudno, żeby rzeczywistość wyglądała inaczej, skoro demokracja liberalna z samej istoty jest ustrojem lewicowym. Prawica odgrywa w niej rolę opozycji politycznej, którą należy zniszczyć. Jest prześladowana na Zachodzie co najmniej od czasów Rewolucji Francuskiej, kiedy jej przedstawiciele masowo ginęli na jakobińskich gilotynach. W pewnych okresach powracała do władzy, ale utraciła ją całkowicie wraz z I i II Wojną Światową i ostatecznym upadkiem europejskich monarchii.

Lewicowy ustrój demokracji liberalnej jest przejawem wojny wytoczonej przeciwko politycznej prawicy i przypieczętowaniem totalnej hegemonii lewicy nad Europą i Zachodem. Nie oszukujmy się: za prawicowe ideały na współczesnym Zachodzie trafia się do więzienia lub jest się niszczonym w toku procesów sądowych i związanych z nimi kosztów finansowych. Od dwóch stuleci celem politycznej lewicy jest anihilacja prawicowej świadomości społeczno-kulturowo-religijnej. „Tolerancja represywna” Herberta Marcusego nie jest wyłącznie postulatem ideowym lub teorią spiskową. To plan działania politycznej lewicy i ustroju demokratyczno-liberalnego.

DOMINACJA POLITYCZNEJ LEWICY NAD CYWILIZACJĄ ZACHODNIĄ

Polityczna lewica, która wyrosła na gruncie protestantyzmu i liberalizmu, odpowiada za wszystkie katastrofy, jakie spotkały nasz krąg cywilizacyjny na przestrzeni ostatnich dwóch stuleci: Rewolucję Francuską, Rewolucję Bolszewicką, powstanie Związku Radzieckiego i III Rzeszy, II Wojnę Światową, reżim Czerwonych Khmerów w Kambodży, Chiny Mao Zedonga i jego niesławną „rewolucję kulturalną”. To całkowita dominacja politycznej lewicy, wespół z kapitalistycznymi korporacjami i ustrojem demokracji liberalnej, są głównymi przyczynami upadku Europy i erozji jej znaczenia geopolitycznego. Korporacyjny biznes pozostaje tak naprawdę w strategicznym sojuszu z polityczną lewicą. Wspólnie w śmiertelnym uścisku utrzymują ciało Zachodu. To pakt, który powstał w wyniku oczywistego gospodarczego bankructwa marksistowsko-socjalistycznego projektu. Lewica zrozumiała, że na poziomie gospodarki jej idee prowadzą do upadku państwa, dlatego aby przetrwać, musiała zjednoczyć się z liberalnym kapitalizmem, który zapewnia środki ekonomiczne do przetrwania. Współczesne korporacje to odpowiedniki sowieckich kołchozów w uwspółcześnionej wersji dla neokomunistycznego demoliberalizmu. Rację mieli ci myśliciele polityczni, jak Hans-Hermann Hoppe, czy Francis Parker Yockey, którzy uznawali, że różnice pomiędzy demokracją a komunizmem są marginalne. Z powodu historycznego zwycięstwa lewicy, Europa z największej globalnej potęgi, przekształciła się w upadający obszar kulturowy, który jest kolonizowany przez Trzeci Świat.

Zakończenie II Wojny Światowej to ostateczny triumf lewicy, która całkowicie opanowała i zdominowała naszą kulturę oraz rzeczywistość społeczną – żyjemy dzisiaj w lewicowym ustroju demokracji liberalnej, a 95% klasy politycznej na szeroko pojętym Zachodzie to przedstawiciele tej ideologii politycznej.

To zjawisko obserwujemy również we współczesnej Polsce. Przykładem są marginalne różnice światopoglądowe dotyczące kwestii społecznych w partiach takich, jak Razem, Lewica i Koalicja Obywatelska. Ta ostatnia w pełni akceptuje sojusze z ekstremistami ze środowisk skrajnej lewicy, którzy wprost kontynuują idee PRL-u, jak Włodzimierz Czarzasty, lub reprezentują neomarksistowską ideologię „woke”, jak Katarzyna Kotula, Barbara Nowacka i Agnieszka Dziemanowicz-Bąk. Ich światopogląd nie różni się niczym od tego, który wyznawała czołowa postać bolszewickiego feminizmu i projektu zniszczenia instytucji rodziny – komisarz ludowa ZSRR Aleksandra Kołłontaj. Wszyscy wymienieni są przedstawicielami koalicji rządzącej. Ich poglądy najwyraźniej w żadnym stopniu nie przeszkadzają władzom i politykom partii Donalda Tuska, a skandaliczne stanowisko „ministry równości” było przejawem żywego jakobinizmu w sercu rządu KO.

Wniosek jest jeden: radykalnie lewicowa ideologia społeczna niczym nie różni się od liberalizmu partii Donalda Tuska. Odnosi się to również do kwestii gospodarczych. Koalicja Obywatelska na każdym kroku udowadnia, że nie posiada już żadnego związku z klasycznym liberalizmem gospodarczym, czego dowodem jest brak jakichkolwiek reform w tym kierunku. Wśród postulatów tego środowiska nie znajdziemy likwidacji podatków dochodowych, VAT-u czy akcyzy na paliwa. Praktyka KO to nieustanne zwiększanie kosztów życia i obciążeń podatkowych społeczeństwa. Z liberalizmu gospodarczego pozostało w niej już tylko pozytywne nastawienie do wielkich korporacji i międzynarodowego kapitału. Koalicja Obywatelska broni, utrzymuje i rozbudowuje model państwa socjalnego oraz głosi ekstremistyczne wartości społeczne, co automatycznie umiejscawia ją na lewym spektrum polityki.

U podstaw politycznej lewicy ostatnich dwóch stuleci stoi oczywiście najstarsza ideologia rewolucyjna, którą jest liberalizm i jej naczelna ideologia ekonomiczna, czyli kapitalizm. Jest pewna słuszność w stwierdzeniu, że socjalizm, marksizm i komunizm były radykalną reakcją na wynaturzenia kapitalizmu, który sprowadził rzeczywistość społeczno-kulturową Zachodu do kwestii ekonomicznych, eksploatując społeczeństwa w imię maksymalizacji zysku. Włoski myśliciel Julius Evola zauważył, że kapitalizm i komunizm stanowią dwie strony tego samego medalu, ponieważ przyznają nadrzędność czynnikom ekonomicznym negując hierarchię, religię i tradycję – przejawy tego, co duchowe w opozycji do materializmu. Po okresie 1989-1991 dołączył do tego model etatystyczno-korporacyjnej gospodarki, kiedy wraz z bankructwem ZSRR okazało się, że projekt marksistowski w swojej czystej postaci skazany jest na ekonomiczną niewydolność i prowadzi do zapaści gospodarczej, a w efekcie do bankructwa państwa. Społeczeństwa Zachodu, zinfiltrowane przez lewicowo-liberalną ideologię, na każdym kroku implementują ten światopogląd: powszechny rozkład rodziny, ateizm, dyskryminacja mężczyzn, środki antykoncepcyjne, rozwody, aborcje, propaganda równości w opozycji do hierarchii, model wszechmogącego państwa socjalnego – naczelne idee wywiedzione z lewicowych dogmatów, które zostały zaakceptowane, jako coś oczywistego i naturalnego przez zdegenerowane i wymierające demograficznie społeczeństwa. Wszystkie one stoją w opozycji do odwiecznej tradycji europejskiej kultury, która wznosiła się na zasadach autorytetu, hierarchii i wiary religijnej – podstaw ustroju monarchicznego i kościelnego, czyli tych, które dominowały nad Europą przez ponad tysiąc lat – od koronacji Karola Wielkiego na cesarza w Akwizgranie w roku 800, do końca I Wojny Światowej w roku 1918.

Nie zapominajmy, że demokracja liberalna to eksperyment społeczny i polityczny ostatnich dziesięcioleci. Eksperyment nieudany, który przyniósł polityczny i społeczny upadek Europy, a w skali globalnej, zanik znaczenia naszego kręgu cywilizacyjnego.

               To, że trzy ostatnie stulecia historii Europy i Zachodu to proces nieustannego wzrostu lewicy, która narodziła się wraz z protestantyzmem i liberalizmem Johna Locke’a, aby ostatecznie w toku XX wieku całkowicie zdominować naszą cywilizację, nie miał wątpliwości Jędrzej Giertych. Dał temu wyraz w doskonałym tekście z 1978 roku zatytułowanym „Przeciwko fałszywej prawicy, liberalizmowi i marksizmowi”:

„Żyjemy w czasach panowania lewicy. Lewica dzisiaj rządzi i króluje. Rządzi ona państwami, nadaje ton w polityce, sprawuje władzę w życiu społeczeństw, cieszy się powagą w sztuce i w życiu umysłowym, na uniwersytetach i w akademiach, w filozofii, w ekonomii, w socjologii, w naukach historycznych, ba! przoduje nawet w życiu towarzyskim. Ludzie u władzy, ludzie bogaci, ludzie cieszący się powodzeniem, nawet – co tu mówić – ludzie eleganccy i światowi – to są dziś ludzie lewicy. Prawicowcy, to są ludzie na drugim planie. Ani nie bogaci, ani nie wpływowi, ani nie modni – staroświeccy”[6].

Kontynuował:

„Ileż jest dziś w świecie lewicowej propagandy! Cały świat zalany jest książkami, broszurkami, manifestami, które wszystkie, dyskutując ze sobą, polemizując ze sobą, zwalczając się wzajemnie, głoszą jednak wszystkie razem ciągle to samo: że zbawieniem ludzkości jest lewica”[7].

Giertych podkreślał również, że wszelka „opozycja” wobec lewicy przyjmuje pozycje jeszcze bardziej lewicowe:

„A jeśli się przeciwko lewicy rodzi opozycja, to także i ona przybiera postawę lewicową. Spójrzmy na falę opozycyjną przeciwko rządom komunistycznym dzisiaj w Polsce! Przecież przybrała ona postać dość wyraźnie trockistowską, a więc jeszcze bardziej lewicową niż oblicze grupy rządzącej”[8].

Dla Giertycha nie było wątpliwości jakie są powody upadku świata zachodniego. Podstawową przyczyną jest zdominowanie go przez polityczną lewicę, a tym samym przez jej zdegenerowane idee i wartości:

„Panuje dziś w świecie lewica. I dziwić się tu, że świat cały jest w tak opłakanym stanie! Że tak się dziś wszystko w świecie wali, wszystko idzie ku ruinie! Bo lewica – to są siły zniszczenia. Zapanowały w świecie siły zniszczenia – i świat cały idzie pod ich komendą jak w hipnotycznym transie ku wszechstronnemu upadkowi moralnemu, politycznemu, społecznemu i gospodarczemu. Nie podźwignie się, dopóki z tej drogi nie zawróci. Świat tak wygląda, jak wygląda – ponieważ oddał się pod władzę lewicy”[9].

               Oczywiście definiujemy lewicę szeroko – są nią również ci, którzy określają się mianem „liberałów”. Dobrze rozumieją to Amerykanie, dla których pojęcia „leftist” i „liberal” są tożsame. Liberalizm jest najstarszą z rewolucyjnych ideologii politycznych. To z niego wyrastają wszelkie radykalne ruchy: jakobinizm, socjalizm, marksizm, komunizm, demokratyzm i statolatria. To liberalizm jest protoplastą totalitaryzmów powołanych do życia przez polityczną lewicę. Świadomość tych faktów posiadał Oswald Spengler, który w najwybitniejszej książce geopolitycznej XX wieku „Lata decyzji. Niemcy a bieg dziejów powszechnych”, wydanej w 1933 roku, pisał z perspektywy swojej ojczyzny:

               „Bolszewizm nie zagraża nam dopiero, lecz już nad nami panuje”[10].

Nie miał też żadnych wątpliwości, co do pokrewieństwa pomiędzy liberalizmem a komunizmem:

„Ten aktywny liberalizm kroczy konsekwentnie od jakobinizmu do bolszewizmu. Nie jest to przeciwieństwo myślenia i woli, lecz wczesna i późna forma, początek i koniec jednego ruchu”[11].

W tym rozumieniu, totalitaryzm bolszewizmu i komunizmu są naturalną kulminacją i konsekwencją, a zarazem nieuchronnym rezultatem ideologii liberalnej. Tożsamość demokracji liberalnej i komunizmu podkreślał również kontrowersyjny amerykański myśliciel Francis Parker Yockey:

Wiodące wartości komunizmu są identyczne z wartościami demokracji liberalnej: komunizm również głosi ekonomiczne znaczenie życia, nadrzędność jednostki, wzniosłość ˂szczęścia˃, doktrynę nieba na ziemi, nadrzędność najniższego typu ludzkiego, materializm, krytycyzm, ateizm, intelektualizm, nienawiść wobec autorytetu, samobójstwo rasy, feminizm i pacyfizm. Jedyną różnicą pomiędzy demokracją liberalną a komunizmem jest fakt, że komunizm stał się intensyfikacją tych wierzeń do poziomu na którym stały się polityczne. Liberalizm był anty-polityczny i miał nadzieję, że osiągnie dominację za pomocą ˂śliniących się˃ sentymentów, a komunizm był pełen intensywnej nienawiści, która domagała się wyrazu pod postacią walki klas”[12].

               Nie wnikamy w tym miejscu w dogłębną analizę, czy konserwatyzm z którym mamy do czynienia w Stanach Zjednoczonych jest rzeczywiście tym samym, co konserwatyzm europejski. Oczywiście, że tak nie jest. Stany Zjednoczone powstały na gruncie liberalnej ideologii, od początku były realizacją projektu rewolucyjnego. Do tego wiele kontrowersji wśród europejskiej prawicy wzbudzają związki tej amerykańskiej z Izraelem i ogromne wpływy syjonizmu. Dotyczy to również postaci i poglądów tragicznie zmarłego Charliego Kirka. Niemniej jednak był on reprezentantem tego, co określa się współcześnie mianem amerykańskiego konserwatyzmu, aktualnie silnie naznaczonego przez nacjonalistyczny ruch MAGA. Kirk bronił konserwatywnych wartości w sferze społecznej, opowiadał się za prawem naturalnym i był zażartym przeciwnikiem aborcji oraz wszelkich ideologii kwestionujących istnienie płci biologicznej. Dla współczesnej amerykańskiej lewicy był radykalnym reakcjonistą, którego należy zniszczyć. Został zamordowany właśnie ze względu na swoje poglądy i wyznawane wartości, które stały w kontrze wobec lewicowo-liberalnego mainstreamu.

MARKSISTOWSKA REWOLUCJA SEKSUALNA – GWÓŹDŹ DO TRUMNY ZACHODU

Postawmy pytanie, czy to nie „rewolucja seksualna” okazała się być najskuteczniejszą „cichą” rewoltą przeprowadzoną przez polityczną lewicę? W swoich skutkach o wiele bardziej niszczycielską i destrukcyjną niż inne burze dziejowe ostatnich dwustu lat? Dlaczego? Ponieważ dokonała ona całkowitej destrukcji instytucji małżeństwa i patriarchalnej rodziny w obrębie cywilizacji zachodniej, doprowadzając do katastrofy demograficznej i rozpoczynając proces biologicznej anihilacji społeczeństw Europy i Zachodu. Od tego typu kryzysu nie ma ucieczki, oznacza on ostateczny koniec cywilizacji. Katastrofa demograficzna, bezdzietność, zniszczone rodziny, epidemia rozwodów i aborcji, konflikt pomiędzy mężczyznami i kobietami, to nieuniknione rezultaty tego społecznego przewrotu. Tuż za nimi postępuje zalewanie umierającego kręgu cywilizacyjnego przez masy ludzkie z Trzeciego Świata.

               Interpretując zjawisko „rewolucji seksualnej” spotkamy się z opiniami, że jest to projekt wynikający z liberalizmu i ograniczający się do tej ideologii. Faktem jest, że u jej podstaw znajduje się indywidualistyczny hedonizm charakterystyczny dla mentalności liberalnej. Klasyczny liberalizm skupiał się na kwestiach wolności gospodarczej i politycznej, zasiał jednak ziarno z którego wyrósł skrajny indywidualizm mający u swoich źródeł rewolucyjną ideę równości ludzi. Te idee musiały przenieść się z jednostki na instytucję rodziny i skutkować atakiem wymierzonym w hierarchię oraz patriarchat.  Już u ojca liberalizmu, Johna Locke’a pojawiają się tezy negujące absolutną władzę ojca i męża opartą na prawie bożym. Locke głosił zarazem równość matek i ojców we władzy rodzicielskiej, a małżeństwo uznawał za dobrowolną umowę. Z kolei ojcem feminizmu był nie kto inny, jak tylko radykalny liberał John Stuart Mill. Kanonicznym dziełem w tym aspekcie pozostaje jego esej „Poddaństwo kobiet”, atakujący rzekome „poddaństwo” i postulujący równouprawnienie kobiet w prawie małżeńskim i własnościowym oraz przyznanie im prawa do głosowania, dostępu do edukacji i pracy. Kto jednak w historii Zachodu był głównym propagatorem „rewolucji seksualnej” i przystąpił do otwartego ataku skierowanego przeciwko tradycyjnej moralności? Pomijając markiza de Sade i wczesnych ideologów Oświecenia oraz XVIII-wiecznego socjalizmu, agresywny, rewolucyjny szturm na rodzinę rozpoczął się wraz z marksizmem. To właśnie marksiści przypuścili atak na rodzinę i tradycyjną seksualność, który wynieśli do rangi polityczno-społecznej rewolucji. To, co liberałowie tylko „postulowali”, marksiści zaczęli wynosić na bagnetach. Burżuazyjna rodzina, a więc jeszcze w dużym stopniu rodzina patriarchalno-tradycyjna, była przez nich znienawidzona podobnie jak cała ta klasa społeczna. Fryderyk Engels w swojej pracy z 1884 roku „Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa” stawiał tezy, że patriarchat jest powiązany z kapitalizmem i powstał wraz z narodzinami własności prywatnej.

Ideałem były dla niego rzekome relacje w społeczeństwach przed-klasowych: egalitarne, o wyższej pozycji kobiety. Do tego dołączył wątpliwej jakości rozważania o matriarchacie – nie było i nie ma żadnych dowodów na to, że kiedykolwiek istniał on w formie opisywanej przez Engelsa. Wszelkie kultury i cywilizacje w historii ludzkości zostały zbudowane pod przywództwem patriarchalno-hierarchicznej męskości. To fakt historyczny a nie interpretacja. To, że w myśli Engelsa i w ideologii marksistowskiej należy szukać źródeł „rewolucji seksualnej” oraz ataku na patriarchalną rodzinę, nie pozostawia wątpliwości następujący cytat ze wspomnianego dzieła tego autora, który jest jednocześnie wyrazem światopoglądu zgodnego z podstawowymi zasadami demokracji liberalnej i ideologii feminizmu. Demokracja liberalna sama w sobie jest przecież ustrojem matriarchalnym:

„Upadek prawa macierzystego [matriarchatu – przyp. autor] był wszechświatową historyczną klęską rodzaju żeńskiego. Mężczyzna ujął także ster domu w swoje ręce, kobieta została poniżona, stała się niewolnicą jego namiętności i prostym narzędziem do rodzenia dzieci”[13].

Na glebie marksizmu-komunizmu wyrósł bolszewizm, który stał się forpocztą „rewolucji seksualnej”. To bolszewicy pierwsi w historii Rosji zalegalizowali aborcję, rozwody i akty homoseksualne, a jednocześnie za sprawą powszechnego przyzwolenia na rozwiązłość, doprowadzili do upadku moralnego społeczeństwa rosyjskiego, co doskonale opisał E. Michael Jones w książce „Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej”. Staliniści byli zmuszeni się temu przeciwstawić aby uniknąć kompletnego rozpadu społeczeństwa i upadku państwa.

Na zinfiltrowanym w coraz większym stopniu przez marksistowską ideologię Zachodzie pojawiły się postacie takie, jak Magnus Hirschfeld, który w 1919 założył w Berlinie Instytut Seksuologiczny (Institut für Sexualwissenschaft) – instytucję badającą i promującą wszelkiego rodzaju degeneracje spod znaku homoseksualizmu i transseksualności. U jego boku wyrósł lewicowy gigant – Wilhelm Reich, członek Partii Komunistycznej, twórca freudomarksizmu, jedna z najbardziej demonicznych postaci XX-wiecznej lewicy. Reich była autorem wydanej w 1936 roku książki „Rewolucja seksualna”. Przerażającym aspektem jego dzieła jest fakt, że zawarte w nim tezy stały się powszechnie akceptowane, a współcześnie są dogmatem dla wszelkiej maści psychologów i psychiatrów w świecie zachodnim – będąc kolejnym z wielu dowodów na to, w jaki sposób marksizm zinfiltrował nasze społeczeństwa. Psychiatrzy i psychologowie Zachodu od stu lat są „świeckimi kapłanami” demokracji liberalnych i ich propagandowym ramieniem. Głoszą rozwiązłość seksualną, którą maskują retoryką wolności jednostki i prawem do wyboru, akceptują rozwody (czyli niszczenie rodzin), a obecnie powszechnie propagują homoseksualizm i normalizują cały szereg zachowań, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu były penalizowane i nieakceptowane społecznie.

Ich ewangelia jest ewangelią Reicha i Hirschfelda. Są kolejnym ramieniem rewolucji seksualnej, narzędziem kontroli i psychologicznej opresji ateistycznych demokracji nad obywatelem. Przedmiotem ich dominacji nie jest bat, lecz manipulacja psychologiczna. W swoim kanonicznym dziele, Wilhelm Reich zażarcie broni pozornie pozytywnej tezy o tym, że każdy ma prawo do wolności seksualnej i nikogo nie wolno zmuszać do związku. To, co kryje się za tą przyjemnie brzmiącą ideą, to tak naprawdę atak na patriarchalno-katolicką instytucję małżeństwa, której istotą była nierozerwalność ze względu na ludzką wolę. Reich podejmuje w swoim dziele również wątki takie, jak rozważanie kwestii, czy dzieci powinny obserwować nagość dorosłych? Tym samym jest on prekursorem współczesnej demoralizacji młodocianych i akceptacji dla zachowań pedofilskich. Niezwykle istotny w celu udowodnienia naszych tez, jest aspekt dotyczący oryginalnego podtytułu dzieła Reicha i jego tłumaczenia na język angielski. Podtytuł niemieckiego oryginału brzmi: „Zur sozialistischen Umstrukturierung des Menschen”, co oznacza „W kierunku socjalistycznego przekształcenia człowieka”. Angielskie tłumaczenie pojawiło się po II Wojnie Światowej w Stanach Zjednoczonych. Tłumacz Theodore Wolf dopuścił się celowego zafałszowania podtytułu chcąc w ten sposób uniknąć represji. Oskarżenia o socjalizm i komunizm w powojennej Ameryce zdominowanej przez komisję McCarthy’ego mogły skutkować zarzutami karnymi oraz poważnymi konsekwencjami zawodowymi i społecznymi.

Z tego powodu Wolf dokonał tłumaczenia na język angielski jako „Toward a Self-Governing Character Structure” – „W kierunku samozarządzającej/samokontrolującej się struktury charakteru”. Sens tych dwóch zdań jest całkowicie inny i nie jest to przypadek. Celem było usunięcie wszelkich podejrzeń, co do tego, co jest istotą dzieła Reicha – a jest nią nic innego, jak próba socjalistyczno-marksistowskiego przekształcenia ludzkiej seksualności, a tym samym całej struktury społecznej Zachodu. Socjalistyczny zawsze oznacza równościowy. Istotą lewicy jest nienawiść do hierarchii i próba jej zniszczenia. W ten sposób Reich stał się prekursorem rozwiązłości seksualnej. Katolickie, religijne małżeństwo oznacza wyłączność i nie akceptuje zdrady. W świecie marksistów i Reicha, a zarazem w świecie powojennych, lewicowych demokracji, podobnie jak w społeczeństwach prymitywnych, każdy może spółkować z każdym, a małżeństwo i rodzina są kwestiami woli jednostki i jej chwilowych zachcianek. W ten sposób zburzono podstawową komórkę społeczną, a tym samym gmach na którym wznosi się społeczeństwo, kultura i cywilizacja. Po II Wojnie Światowej Reich znalazł następców w autorach słynnej Szkoły Frankfurckiej, na czele z Herbertem Marcusem i jego dziełem „Eros i cywilizacja” z 1955 roku. Dzieło Marcusego to tak naprawdę kontynuacja pracy Reicha, kolejna próbą stworzenia syntezy freudyzmu z marksizmem, z nieco bardziej filozoficznej perspektywy.

               Wraz z marksistowsko-lewicową „rewolucją seksualną” nastąpiła ostateczna przemiana w obrębie zachodnich demokracji liberalnych. To, co było do tej pory zakazane, również na poziomie systemów prawnych państw Zachodu, stało się legalne: rozwody, środki antykoncepcyjne, aborcje, rozwiązłość seksualna, zniesienie kar za zdradę małżeńską, a nawet zniesienie przepisów mówiących o tym, że kobieta nie może pracować poza domem bez zgody męża.

Zachód przekształcił się w wielki dom publiczny, gdzie „nowoczesny człowiek”, sprowadzony do roli prymitywa, żyje w zwierzęcej rozwiązłości. [Zwierzęta nie są „rozwiązłe”. To cecha tylko ludzka. md] Rezultatem jest katastrofa demograficzna, rozpad małżeństw i rodzin, bezdzietność, epidemia samotności oraz powszechnej degeneracji. Na naszych oczach obserwujemy kolejną odsłonę tej rewolucji: powszechną akceptację i promocję sodomii, transseksualizmu oraz destrukcyjny absurd operacji „zmiany płci”.

ZABÓJCA CHARLIEGO KIRKA – PRODUKT LEWICOWEJ DEMOKRACJI LIBERALNEJ I JEJ REWOLUCJI SEKSUALNEJ

               Zabójca Charliego Kirka jest „produktem” rewolucji seksualnej. Jeżeli przyjrzeć się statystkom masowych morderstw w szkołach w USA – dokonywanych przez narcystycznych nastolatków – ich ilość zaczęła się radykalnie zwiększać od lat 60-tych, kiedy rewolucja seksualna zdominowała kulturę zachodnią. Co więcej, zdecydowana większość masowych, narcystycznych, młodocianych morderców była wychowywana w domach pozbawionych ojców – takie domy to kolejny efekt tej rewolucji i przyzwalającej na nią demokracji liberalnej. Morderca Kirka pozornie stanowił wyjątek: 22-letni Tyler James Robinson, wychowywał się w stosunkowo konserwatywnej, mormońskiej rodzinie. Jego ojciec był szeryfem, matka pracowała w firmie specjalizującej się w opiece nad osobami niepełnosprawnymi. Ma dwóch braci.

Jeżeli jednak przyjrzymy się bliżej jego osobie to odkryjemy, że tak naprawdę był wychowywany przez lewicowo-liberalną propagandę, która przenika naszą kulturę. Przesiąknął nią i stał się kolejnym dowodem na siłę i potęgę liberalnych mass mediów przy jednoczesnym, malejącym znaczeniu autorytetu ojca i wartości wpajanych w domu – kulturowego nośnika tradycji i wartości przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Co jednak kluczowe, a zarazem udowadnia naszą tezę, to fakt, że Robinson był homoseksualistą żyjącym z transseksualnym partnerem, który chciał dokonać „operacji zmiany płci”. Zjawisko „korekty płci” to kolejne szaleństwo upadającego Zachodu – współczesna nauka i medycyna nie posiadają środków by zmienić płeć biologiczną, jedyne, co mogą zrobić to bezpowrotnie okaleczyć.

Tego typu zabiegi są legalne w wielu państwach Zachodu dowodząc prawdziwej natury ustroju demokratyczno-liberalnego, a zarazem będąc przejawem jego totalnej degeneracji. Przyzwolenie na nie potwierdza zezwierzęcenie społeczeństw i upadek realnego autorytetu politycznego. Bezpowrotne okaleczanie dzieci jest przekroczeniem wszelkich granic moralnych. Według ostatnich doniesień – zabójca Kirka namiętnie grał w gejowską grę porno „Furry Shades of Gay”, a w mediach społecznościowych śledził „artystę” o pseudonimie „RedRusker”, znanego z rysowania aktów pedofilskich. Ten zaburzony, zdegenerowany młodzieniec to produkt lewicowej demokracji liberalnej, jej marksistowsko-jakobińskich pseudo-wartości, rewolucji seksualnej, która zdominowała Zachód, braku autorytetów oraz całkowitego upadku liberalno-lewicowej kultury spod znaku seksualnego permisywizmu i „róbta, co chceta”.

POGRZEB CHARLIEGO KIRKA A WOJNA PRZECIWKO LEWICY

               21 września 2025 na State Farm Stadium w Glensdale w Arizonie odbyła się uroczystość upamiętniająca Charliego Kirka. Na stadionie zebrało się 100 000 ludzi. W obchodach, obok żony zmarłego Eriki Kirk, brali udział prezydent USA Donald Trump i wiceprezydent J. D. Vance. Uroczystość zamieniła się w widowiskowe show w złym smaku, charakterystyczne dla plebejskiej amerykańskiej popkultury. Centralnym momentem stało się przemówienie żony Kirka, Eriki, która przebaczyła zabójcy. Ten akt interpretowano, jako wyraz „chrześcijańskiej miłości”.

Nie, to nie był wyraz żadnej „chrześcijańskiej miłości”: dotyczy ona tylko i wyłącznie współwyznawców, a nie całej ludzkości, w tym ateistów, przedstawicieli politycznej lewicy i jawnych wrogów chrześcijaństwa. Istotą chrześcijaństwa, jak ma to miejsce w przypadku każdej innej religii, jest nieprzekraczalna dychotomia pomiędzy wyznawcą a heretykiem i poganinem. Erika Kirk nie tylko podeptała pamięć o swoim mężu, ale dała wyraz humanitarno-sentymentalnym poglądom, które osłabiają prawicę w starciu z lewicową hegemonią.

Jej wystąpienie słusznie podsumował Greg Johnson, we wspomnianym wcześniej artykule:

 „Mowa Eriki Kirk o przebaczeniu to ogromny dar dla lewicy, ponieważ wspiera iluzję, że jeśli tylko będziemy wystarczająco mili, możemy nadal współistnieć z lewicą w obrębie tej samej wspólnoty – podczas gdy lewica po prostu przygotowuje się do dalszej przemocy. Musimy usztywnić kręgosłupy naszych ludzi, a nie powodować, by mdleli i tarzali się w sentymentalnej papce”[14].

Kirk zasłynął otwartymi spotkaniami na amerykańskich uniwersytetach w trakcie których dyskutował ze studentami, często o skrajnie lewicowych poglądach. Momentami dyskusje bywały burzliwe, zdarzały się akty agresji. Kirk wychodził z założenia, że dialog jest wartością, że warto rozmawiać z przeciwnikami. Mylił się. Jakikolwiek dialog z polityczną lewicą jest niemożliwy. Nie ma miejsca na kompromis z fanatykami reprezentującymi najbardziej zdegenerowane i patologiczne wartości. Nie zabiegajmy o dialog i kompromis ponieważ wszyscy, w tym cała nasza kultura, skończymy jak Charlie Kirk. Dwa stulecia katastrof sprowadzonych na świat przez polityczną lewicę niczego nas nie nauczyły? Dialog z satanistycznymi fanatykami degeneracji i patologii może mieć tylko jedną formę: wojny i konfliktu. Nie lękajmy się tej prawdy i nie uciekajmy od niej. Zapłaciliśmy za to już zbyt wysoką cenę w toku XX wieku, kiedy polityczna lewica zalała świat morzem krwi. To kwestia naszego przetrwania.

Tak, jak reakcja na Rewolucję Francuską ze strony europejskich monarchii była zdecydowanie niewystarczająca, za co w perspektywie czasu zapłaciły one swoim zniszczeniem, tak reakcja na zabójstwo Charliego Kirka jest zbyt łagodna. Poza przemówieniami i obietnicami pewnych działań, nie podjęto żadnych kroków w celu zniszczenia ideologicznych źródeł tego, co się wydarzyło, a jednocześnie tego, co od dziesięcioleci niszczy naszą kulturę i społeczeństwa. Pornografia, degeneracja, demoralizacja i lewicowe idee, jawnie uderzające w przetrwanie naszej cywilizacji, nadal są obecne, chroniąc się za zasłoną absolutnej wolności słowa i demoliberalnej tolerancji. Tak wygląda świat w którym uznano, że prawda absolutna nie istnieje, a wszystkie poglądy są sobie równe. Rezultatem jest absolutna anarchia aksjologiczna i chaos w sferze rodzinno-prywatnej, których skutkiem jest postępująca degeneracja oraz wymieranie populacji w obrębie Zachodu.

Prawica nie nauczyła się niczego przez ostatnie dwieście lat lub też utraciła siły witalne i intelektualne do wytoczenia prawdziwej wojny wymierzonej przeciwko politycznej lewicy.  Podział na prawicę i lewicę sam w sobie jest wytworem nowożytności. Ukonstytuował się w francuskim Zgromadzeniu Narodowym podczas Rewolucji Francuskiej, w którym zwolennicy ancien régime zasiedli po prawej stronie, a zwolennicy reform i rewolucji, po lewej. Nie debatuje się nad zniszczeniem porządku społecznego, nie udziela się praw politycznych i prawa głosu lewicowym ekstremistom. Walczy się z nimi w imię obrony ładu, tradycji, autorytetu i hierarchii. Dopóki Zachód nie zrozumie tej prawdy i nadal będzie tolerował lewicę oraz jej poglądy i idee, upadek będzie postępował.

Zabójca Kirka był produktem zdegenerowanej, szatańskiej ideologii politycznej lewicy i jej głównego narzędzia: demoralizacji, którą na swoich sztandarach niesie rewolucja seksualna. Ta sama, która obecnie „zjada swoje dzieci”, tworząc jednostki, które nawet nie wiedzą, jakiej są płci. Czas skończyć z tolerancją, cnotą wynoszoną pod niebiosa przez naczelnego demagoga Oświecenia Woltera. Tolerancja nie jest cnotą chrześcijańską ani europejską, a tym samym nie przynależy do naszej kultury.

To kwestia naszego przetrwania. Polityczna lewica to rak, który od stuleci toczy naszą cywilizację. Jeżeli nie zostanie powstrzymany, doszczętnie zniszczy ciało swojego nosiciela. Ciało już w tej chwili stare, wątłe i słabe. Greg Johnson słusznie napisał w artykule na temat Charliego Kirka i jego pogrzebu: „By zwyciężyć, będziemy musieli napełnić nasze serca nienawiścią. Kiedy już zwyciężymy, dopiero wówczas będziemy mogli mówić o miłości i przebaczeniu”[15]. Prawica ostatnich dwóch stuleci nieprzerwanie zapomina o tej prawdzie. Dlatego ciągle przegrywa, a jej chwilowe triumfy, lewica wykorzystuje by wzmocnić swoją hegemonię nad Zachodem.

[1] A. Meyart, The Internet and the Left Killed Charlie Kirk, https://chroniclesmagazine.org/web/the-internet-and-the-left-killed-charlie-kirk/, dostęp: 30.07.2026; E. Welsch, The Right Must Crush the Left Before It Is Too Late, https://chroniclesmagazine.org/editorials/the-right-must-crush-the-left-before-it-is-too-late/, dostęp: 30.07.2026.

[2] G. Johnson, Hate Now, Forgive Later, https://counter-currents.com/2025/09/hate-now-forgive-later/, dostęp: 30.07.2026.

[3] L. Cauffiel, Elon Musk: ‘The Left Is the Party of Murder’, https://www.breitbart.com/politics/2025/09/14/elon-musk-the-left-is-the-party-of-murder/, dostęp: 30.07.2026.

[4] B. Johansen, Trump says ‘we have to beat the hell’ out of ‘radical left lunatics’ after Kirk killing, https://www.politico.com/news/2025/09/11/trump-says-we-have-to-beat-the-hell-out-of-radical-left-lunatics-after-kirk-killing-00559170, dostęp: 30.07.2026.

[5] P. Zerka, The imported martyr: Echoes of Charlie Kirk in Europe, https://ecfr.eu/article/the-imported-martyr-echoes-of-charlie-kirk-in-europe/, dostęp: 30.07.2026.

[6] J. Giertych, Przeciwko fałszywej prawicy, liberalizmowi i marksizmowi, „Opoka” nr 15 (czerwiec 1978).

[7] Ibidem.

[8] Ibidem.

[9] Ibidem.

[10] O. Spengler, Lata decyzji. Niemcy a bieg dziejów powszechnych, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2015, s. 127.

[11] Ibidem, s. 141.

[12] F. Parker Yockey, Proklamacja londyńska, „Szczerbiec”, Nr 164-165, 2025, s. 131.

[13] F. Engels, Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa, Wydawnictwo „Życie”, Kraków, s. 66-67.

[14] G. Johnson, op. cit.

[15] Ibidem.

Były oficer CIA: CENTCOM wyłącza tryb kryzysowy – czy Waszyngton stoi na skraju historycznego odwrotu?

Były oficer CIA: CENTCOM wyłącza tryb kryzysowy – czy Waszyngton stoi na skraju historycznego odwrotu?

Podczas gdy opinia publiczna nadal koncentruje się na kolejnych eskalacjach działań militarnych w Zatoce Perskiej, za kulisami zdaje się rozwijać zupełnie inny rozwój sytuacji. Według byłego analityka CIA Larry’ego Johnsona, Centralne Dowództwo USA (CENTCOM) rozwiązało kluczową część swojego stałego zespołu zarządzania kryzysowego – posunięcie to, jego zdaniem, wskazuje na to, że Waszyngton zaprzestał przygotowań do poważnych ataków militarnych na Iran.

Jeśli ta ocena okaże się słuszna, będzie to oznaczać znaczący zwrot akcji. Zaledwie kilka tygodni temu prezydent USA Donald Trump ogłosił, że każdy irański atak na statki w Cieśninie Ormuz spotka się z atakami na irańską infrastrukturę. W ostatnich dniach Iran kilkukrotnie zaatakował statki, jednak Stany Zjednoczone nie odpowiedziały militarnie.

https://youtube.com/watch?v=lYI4tTWhnfw%3Ffeature%3Doembed

Najważniejszy sygnał pochodzi z CENTCOM.

Johnson powołuje się na informacje ze swoich źródeł w armii USA. Według niego tzw. Zespół Reagowania Kryzysowego (CAT) Dowództwa Centralnego USA został rozwiązany.

Ten całodobowy zespół zarządzania kryzysowego zazwyczaj koordynuje wszystkie trwające operacje wojskowe. Przedstawiciele armii, marynarki wojennej, sił powietrznych, piechoty morskiej, służb wywiadowczych, logistyki i planowania operacyjnego pracują tam w dwunastogodzinnych zmianach – siedem dni w tygodniu. Według Johnsona, jeśli ten aparat zostanie wyłączony, będzie to wyraźny sygnał, że w najbliższej przyszłości nie planuje się żadnych poważnych działań wojskowych.

Dlaczego Waszyngton nagle wcisnął hamulec?

Johnson podaje kilka możliwych powodów.

Najważniejszą kwestią są korzyści militarne z dalszych ataków. Według jego oceny, nowe naloty nie zmieniłyby polityki Iranu, ale jednocześnie pochłonęłyby cenną broń dalekiego zasięgu, której zapasy już znacznie się zmniejszyły.

Ponadto istnieje ryzyko masowych irańskich działań odwetowych wobec Arabii Saudyjskiej, Kataru, Bahrajnu, Kuwejtu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Według Johnsona, Teheran przekazał już tym krajom konkretne listy celów. Arabia Saudyjska i Katar w szczególności pilnie zaapelowały zatem do Waszyngtonu o powstrzymanie się od dalszych ataków.

Stany Zjednoczone najwyraźniej zmagają się z niedoborem broni.

Na szczególną uwagę zasługują wypowiedzi Johnsona na temat sytuacji militarnej Stanów Zjednoczonych.

Zwraca uwagę, że nawet prezydent Trump przyznał, że brakuje systemów przeciwrakietowych Patriot. Były oficer CIA idzie jeszcze dalej, argumentując, że wielu rodzajów precyzyjnej broni nie da się zastąpić wystarczająco szybko w nadchodzących latach.

Jednym z powodów są chińskie ograniczenia eksportowe dotyczące kilku strategicznie ważnych pierwiastków ziem rzadkich. Według Johnsona, około 78 procent nowoczesnych systemów uzbrojenia USA jest bezpośrednio lub pośrednio zależnych od tych surowców.

Olej napędowy i paliwo lotnicze również stają się problemem.

Johnson dostrzega więcej niż tylko problemy w sektorze militarnym.

Wskazuje również na narastające problemy [w USA md] z olejem napędowym i paliwem lotniczym. Jego zdaniem rozszerzenie działań wojskowych jeszcze bardziej nadwyrężyłoby i tak już ograniczone zasoby.

Jednocześnie gospodarka światowa słabnie. Dlatego coraz ważniejsze staje się dla Waszyngtonu jak najszybsze ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz dla żeglugi międzynarodowej.

Iran podtrzymuje swoje żądania

Według Johnsona stanowisko Iranu w międzyczasie nie uległo zmianie.

Każdy statek musi dostarczyć szczegółowych informacji o swoim ładunku, załodze i porcie docelowym przed przepłynięciem przez Cieśninę Ormuz. Dopiero wtedy Irańska Straż Rewolucyjna podejmie decyzję o udzieleniu zezwolenia. Według Iranu statki nieupoważnione do tranzytu są narażone na ataki. Co więcej, Teheran nalega na opłaty tranzytowe i domaga się całkowitego zniesienia sankcji oraz uwolnienia zamrożonych aktywów, zanim zgodzi się na pełne otwarcie cieśniny.

Pakistan staje się najważniejszym mediatorem

Z wywiadu wynika, że ​​obecnie Pakistan odgrywa kluczową rolę.

Islamabad, wspólnie z Katarem, pośredniczy w negocjacjach między Waszyngtonem a Teheranem. Obie strony zakładają, że USA mają już niewiele opcji i mogą ostatecznie być zmuszone powrócić do pierwotnego memorandum z Iranem.

Nowy sojusz obronny zmienia równowagę sił

Jednocześnie podpisano nową umowę obronną pomiędzy Pakistanem, Arabią Saudyjską i Turcją.

Według osób zaangażowanych w sojusz, sojusz jest częściowo wzorowany na NATO i zawiera nawet swego rodzaju klauzulę wzajemnej pomocy. Choć niektórzy obserwatorzy interpretują to jako sygnał skierowany przeciwko Iranowi, Johnson postrzega go raczej jako nową regionalną architekturę bezpieczeństwa, przygotowującą się na okres po ewentualnym wycofaniu się Stanów Zjednoczonych.

Czy Bliski Wschód stoi w obliczu historycznego wstrząsu?

Druga osoba idzie o krok dalej.

Według jego źródeł, spodziewa się on politycznego porozumienia między Waszyngtonem a Teheranem w ciągu najbliższych kilku dni. Pakistan przejmie główną rolę mediatora. Następnie rozmowy mogłyby się odbyć w Genewie, gdzie J.D. Vance ma negocjować w imieniu Stanów Zjednoczonych. Celem jest ożywienie nieudanego porozumienia między USA a Iranem.

Co więcej, interpretuje on nowy sojusz obronny między Pakistanem, Arabią Saudyjską i Turcją jako przygotowanie do czasów, gdy Stany Zjednoczone stopniowo stracą swoje wpływy na Bliskim Wschodzie. Pakistan i Iran mogłyby wówczas stać się dominującymi mocarstwami regionalnymi – przy wsparciu Chin.

Wniosek

Rozmowa maluje obraz głębokich zmian geopolitycznych. Zdaniem obu uczestników, kilka wydarzeń jednocześnie wskazuje na rosnącą presję militarną, gospodarczą i dyplomatyczną Waszyngtonu: dezaktywacja zespołu kryzysowego CENTCOM, niedobory precyzyjnej broni i paliwa, rosnąca rola mediatora Pakistanu oraz nowe sojusze regionalne.

Czy rzeczywiście doprowadzi to do historycznej zmiany układu sił, dopiero się okaże. Jedno jest jednak pewne: jeśli w najbliższych dniach zostanie osiągnięte porozumienie w sprawie Cieśniny Ormuz i rozpoczną się nowe negocjacje między USA a Iranem, może to oznaczać początek nowego porządku bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie – z konsekwencjami daleko wykraczającymi poza ten region.

Duszący uścisk galu: Dlaczego USA nie są w stanie produkować ani precyzyjnych pocisków, ani w pełni funkcjonalnych samolotów F-35

Duszący uścisk galu: Dlaczego Stany Zjednoczone nie są w stanie produkować ani precyzyjnych pocisków, ani w pełni funkcjonalnych samolotów F-35

Date: 7 agosto 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/duszacy-uscisk-galu-dlaczego-stany-zjednoczone-nie-sa-w-stanie-produkowac-ani-precyzyjnych-pociskow-ani-w-pelni-sprawnych-samolotow-f-35

Jeszcze raz wielkie brawa dla Kevina Wamsleya z Inside China Business. Na podstawie jego najnowszego podcastu (patrz poniżej) przeprowadziłem dodatkowe rozeznanie. Treść jego wideo-briefingu jest szokująca i niepokojąca, przynajmniej dla amerykańskich decydentów politycznych i producentów broni. Istnieje jeden wspólny wątek łączący puste stożki nosowe najnowszych amerykańskich myśliwców stealth z laboratoriami, w których Chiny budują internet lat 30-tych XXI wieku. Tym wątkiem jest gal – miękki, srebrzysty produkt uboczny rafinacji aluminium, o którym prawie nikt spoza wydziału materiałoznawstwa nie myśli, a którego Stany Zjednoczone w ogóle nie produkują.

Metal, który Ameryka przestała produkować

Najważniejsze dane z Amerykańskiej Służby Geologicznej (USGS) są bezlitosne: od dziesięcioleci w Stanach Zjednoczonych nie ma własnej produkcji galowego surowca, a zależność od importu netto wynosi 100 procent. Natomiast Chiny kontrolują przeważającą większość światowej produkcji — powszechnie przytaczane dane wskazują na 94–98 procent produkcji surowca. Przyczyna ma charakter strukturalny, a nie przypadkowy. Gal jest pozyskiwany jako produkt uboczny przetwórstwa boksytu i cynku – branż, w których dominują Chiny. Państwo nie może po prostu podjąć decyzji o produkcji galu; musi najpierw zbudować przemysł aluminiowy i cynkowy, które go dostarczają, a następnie linie wydobywcze, rafinacyjne, produkujące tzw. „wafery” i pakujące. Jest to przedsięwzięcie wymagające ponad dekady, a nie jednej linijki w budżecie.

Ta zależność stała się bronią w grudniu 2024 roku, kiedy Pekin wprowadził zakaz eksportu galu, germanu i antymonu do Stanów Zjednoczonych, wyraźnie zabraniając sprzedaży tych surowców amerykańskim odbiorcom końcowym z sektora wojskowego. Był to akt odwetu za amerykańskie ograniczenia eksportowe dotyczące półprzewodników, a uderzył on w Pentagon, który – według własnych danych USGS – nie dysponował żadnymi zapasami galu w Narodowych Rezerwach Obronnych, z których mógłby skorzystać.

Jedna kluczowa informacja, którą często pomija się w alarmistycznej wersji tej historii: w listopadzie 2025 r., w ramach szerszego rozejmu handlowego między prezydentami Trumpem i Xi, Chiny zawiesiły cywilną część tego zakazu do końca listopada 2026 r., przenosząc ten eksport do systemu licencyjnego. Zawieszenie to wiązało się jednak z jednym, niezwykle istotnym zastrzeżeniem – zakaz eksportu do wojskowych użytkowników końcowych pozostał w mocy. Tak więc dostawy do sektora cywilnego zostały wznowione za zgodą Pekinu, którą może on cofnąć w dowolnym momencie, podczas gdy producenci broni pozostali odcięci od dostaw. Uścisk nie został zwolniony; został jedynie przekierowany.

Samoloty bojowe z przeciwwagami w miejscach, gdzie powinny znajdować się radary

Najbardziej wyraźnym objawem tej zależności jest również ten, najłatwiejszy do błędnej interpretacji. Prawdą jest — co potwierdzają zdjęcia i doniesienia branżowe, choć początkowo zaprzeczało temu Ministerstwo Wojny — że samoloty F-35 produkowane od partii nr 17 są dostarczane z przeciwwagami, czyli dosłownie balastem, w stożkach nosowych, gdzie powinny znajdować się radary. Według doniesień liczba samolotów, których to dotyczy, sięga setek.

Jednak przyczyna jest bardziej złożona niż tylko stwierdzenie, że „Chiny odcięły dostawy galu”. Bezpośrednią przyczyną jest opóźnienie w pracach nad opracowaniem i certyfikacją radaru AN/APG-85 – radaru nowej generacji, który ma zastąpić starszy model AN/APG-81. Radar APG-85 opiera się na technologii azotku galu (GaN), która zapewnia znacznie większą moc i lepszą wydajność cieplną – a jednocześnie wymaga zasilania rzędu około 82 kilowatów, co wymusza przeprojektowanie konstrukcji, systemu chłodzenia i zasilania przedniej części kadłuba samolotu. Samoloty z partii nr 17 zostały przeprojektowane pod kątem montażu radaru APG-85 i nie mogą już być wyposażone w starszy model APG-81. Kiedy wprowadzanie nowego radaru uległo opóźnieniu, jedynym rozwiązaniem dla tych samolotów było zastosowanie przeciwwag.

Za tym opóźnieniem inżynieryjnym kryje się dodatkowy czynnik pogłębiający problem – podaż galu: radary GaN zużywają znacznie więcej galu niż ich poprzednicy, a DLA (Defense Logistics Agency) boryka się z trudnościami w jego pozyskaniu, ponieważ Japonia i Niemcy nie są w stanie wypełnić tej luki, a ceny gwałtownie wzrosły. Szczerze mówiąc, Stany Zjednoczone borykają się z problemem związanym z rozwojem technologii radarowej oraz z problemem materiałowym, a u podstaw obu tych kwestii leży monopol Chin. Tymczasem Chiny wyposażyły swój myśliwiec J-20 w radar nowej generacji, który według doniesień opiera się na tej samej technologii GaN – różnica jakościowa, którą miał zapewnić APG-85, zamiast tego się zmniejsza.

Ta słabość wykracza daleko poza jeden samolot. Azotek galu stanowi podstawę wysokowydajnych zakłócaczy w samolocie EA-18G Growler, zestawu do walki elektronicznej samolotu F-35 oraz dużych naziemnych systemów radarowych, takich jak te zniszczone podczas walk w Zatoce Perskiej. Zgodnie z doniesieniami, łańcuchy dostaw Pentagonu obejmują chińskich dostawców w przypadku znacznej części komponentów uzbrojenia – jest to więc zależność systemowa, a nie pojedynczy punkt niepowodzenia.

Ten sam monopol, skierowany ku przyszłości

W tym miejscu historia przechodzi od kwestii obronności do czegoś znacznie większego. Ta sama baza przemysłowa, która pozwala Chinom ograniczać produkcję radarów, umożliwia również chińskim naukowcom wyprzedzanie konkurencji w dziedzinie technologii, która ma zdefiniować następne ćwierćwiecze łączności: 6G.

To przełomowe osiągnięcie jest faktem i zostało opublikowane w czasopiśmie „Nature”. Zespół kierowany przez naukowców z Uniwersytetu Pekińskiego i City University of Hong Kong skonstruował coś, co opisują jako pierwszy na świecie „wszystkoczęstotliwościowy” układ 6G — urządzenie o wymiarach około 11 na 1,7 milimetra, które integruje całe spektrum bezprzewodowe od 0,5 do 115 gigaherców na jednym układzie scalonym. Zakres ten wymagał wcześniej dziewięciu oddzielnych systemów radiowych. W testach chip przekroczył prędkość 100 gigabitów na sekundę na jednym kanale, co według niezależnych analiz przekłada się na około 500-krotność rzeczywistej prędkości, jaką większość użytkowników osiąga obecnie w sieci 5G, a ponadto może on przestawiać się w zakresie 6 gigaherców widma w ciągu 180 mikrosekund, aby ominąć zakłócenia. Naukowcy zbudowali go nie z galu, ale z cienkowarstwowego niobianu litu, wykorzystując konstrukcję fotoniczno-elektroniczną, i zamierzają zmniejszyć go do rozmiarów modułów typu „plug-and-play” przeznaczonych do telefonów, stacji bazowych, dronów i urządzeń IoT.

Kluczowy aspekt pozostaje niezmieniony pomimo szczegółów technicznych. Niezależnie od tego, czy kluczowym materiałem jest gal w radarze, czy niobian litu w nadajniku-odbiorniku, schemat jest ten sam: Chiny w coraz większym stopniu kontrolują zarówno surowce, jak i kadrę naukowców i inżynierów, którzy przekształcają je w gotowe do wdrożenia systemy. A znaczenie 6G tak naprawdę nie dotyczy konsumentów. Niewiele osób potrzebuje możliwości pobrania biblioteki filmów w ciągu kilku sekund. Popyt pochodzi ze strony przemysłurobotyki precyzyjnej, zaawansowanej produkcji, prywatnych sieci przemysłowych, zintegrowanych systemów czujnikowych, gospodarki opartej na dronach latających na niskich wysokościach – czyli właśnie tych sektorów, w których Chiny zbudowały już dominującą pozycję. Obiecany przez 6G skokowy wzrost prędkości, zmniejszenie opóźnień oraz zintegrowane systemy czujnikowe stanowią prawdziwe dobrodziejstwo właśnie dla bazy przemysłowej, którą Chiny intensywnie konsolidują.

Najważniejsze są standardy

Istnieje jeszcze jeden wymiar, który przetrwa dłużej niż jakikolwiek pojedynczy układ scalony. Technologia 6G nie została jeszcze ujednolicona na całym świecie; globalne protokoły są wciąż opracowywane, właśnie dlatego, że systemy są wciąż w fazie budowy. Organizacje normalizacyjne — 3GPP, ITU, O-RAN Alliance — dopiero teraz przenoszą technologię 6G z etapu badań do etapu formalnych specyfikacji, przy czym pierwsze specyfikacje mają powstać około 2029 roku, a sieci komercyjne mają zostać uruchomione około 2030 roku. Kto pierwszy zbuduje działające systemy, ten kształtuje standardy, które wszyscy inni będą musieli przyjąć.

Administracja Trumpa dostrzegła stawkę, ogłaszając 6G fundamentem bezpieczeństwa narodowego, polityki zagranicznej i dobrobytu gospodarczego Stanów Zjednoczonych oraz ustanawiając politykę amerykańskiego przywództwa – kierując pracami nad spektrum, zastosowaniami komercyjnymi i koalicjami dyplomatycznymi w celu wsparcia stanowiska USA. Boston Consulting Group prognozuje, że wartość ekonomiczna sieci 5G, wynosząca obecnie około 1 biliona dolarów, może wzrosnąć do 18 bilionów dolarów do 2035 roku, a technologia 6G umożliwi powstanie zupełnie nowych modeli biznesowych oraz wdrożenie sztucznej inteligencji na dużą skalę w przemyśle, miastach, służbie zdrowia i bezpieczeństwie publicznym.

Jednak te dążenia napotykają tę samą przeszkodę. Stany Zjednoczone nie mogą odgrywać wiodącej roli w tworzeniu tego, czego nie są w stanie dostarczyć. Przywództwo w dziedzinie 6G wymaga wydobycia surowców, ich przetwarzania, produkcji, a przede wszystkim dziesiątek tysięcy wykwalifikowanych inżynierów, którzy będą wdrażać tę technologię na szeroką skalę. Chiny już teraz zajmują się tymi zadaniami. Ameryka wciąż debatuje, od czego zacząć.

Podsumowując:

Jeśli odrzucić przejaskrawienia, pozostaje sedno sprawy. Obecnie amerykańscy wykonawcy nie są w stanie niezawodnie montować zaawansowanych radarów w samolotach wartych setki milionów dolarów, częściowo dlatego, że Chiny kontrolują dostęp do metalu, którego produkcję Stany Zjednoczone zaprzestały czterdzieści lat temu. Za dziesięć lat, przy obecnym tempie rozwoju, każdy, kto będzie chciał mieć najlepsze telefony, drony czy roboty, może odkryć, że kluczowe komponenty – oraz standardy, na których działają – przechodzą przez ten sam kraj. Łańcuchy dostaw mają kluczowe znaczenie, podobnie jak naukowcy, którzy przekształcają surowce w produkty rynkowe. Taka jest teza, a przykre jest po prostu to, jak bardzo jest ona prawdziwa.

……..

https://youtube.com/watch?v=Af_mG3mC-XE%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dit%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

INFO: sonar21/the-galling-gallium-chokehold-why-the-us-cannot-produce-precision-missiles-and-fully-functional-f-35s

Piękno jest wszędzie. Nawet w dystopii. Nawet w Armagedonie.

Piękno jest wszędzie. Nawet w dystopii. Nawet w Armagedonie.

Jest niewiele rzeczy w życiu, co do których mam całkowicie bezkompromisowy pogląd, ale fakt, że we wszystkim jest piękno, jest jedną z nich.

Caitlin Johnstone 5 sierpnia 2026 r. caitlinjohnstone5/there-is-beauty-everywhere-even-in-dystopia-even-in-armageddon

[To poglądy lewicowej , inteligentnej ateistki. O Bogu tu nic nie ma. Ale uczciwa baba. MD]

Jedną rzeczą, na której zawsze będę się stanowczo opierać, jest to, że jest całkowicie możliwe prowadzenie radosnego i pełnego życia pośród tej pełnej przemocy dystopii.

W polityce rewolucyjnej wszechobecne jest niezbadane przekonanie, że w byciu nieszczęśliwym kryje się jakaś szlachetność. Jeśli nie jest to postrzegane jako szlachetne, to przynajmniej jako racjonalne, bo wszystko jest tak niesprawiedliwe i niezdrowe.

Powszechnie uważa się, że poziom świadomości politycznej powinien mieć odwrotną korelację z poziomem osobistego szczęścia, z powodu całej tyranii, niesprawiedliwości, ubóstwa, ludobójstwa i ekobójstwa. Że bycie szczęśliwym w tak głęboko targanym niepokojami świecie byłoby egoistyczne.

Ale to bzdura. Nikomu nie pomaga twoje nieszczęście. Odbierając sobie radość, pozbawiasz świat tej radości. Większa radość dodaje ci energii, pomaga ci być bardziej pomocnym i użytecznym dla sprawy, a także przynosi radość wszystkim wokół.

Bycie radosnym to umiejętność i jak każda inna wymaga praktyki. Ale to coś, do czego wszyscy mamy dostęp, jeśli tylko chcemy.

Radość nie oznacza ukrywania się przed nędzą świata ani odgradzania się od rzeczywistości; wręcz przeciwnie. Polega na otwarciu się na to, co dzieje się w każdej chwili, i odczuwaniu tego wszystkiego sercem poety. Oznacza to stawanie się bardziej wrażliwym, a nie mniej, ponieważ w odsłoniętej wrażliwości kryje się wszechobecne piękno.

Zawsze mamy dostęp do radości, bo zawsze mamy dostęp do piękna. Piękno jest wszędzie. Nawet w dystopii. Nawet w tym zwolnionym armagedonie, w którym się teraz znajdujemy. Nawet w spalinach i migających ekranach. Nawet w zanieczyszczonych oceanach i spadających bombach. Gdziekolwiek spojrzysz, gdziekolwiek poczujesz, gdziekolwiek posłuchasz, jaśnieje przytłaczające piękno.

Mówią, że piękno leży w oku patrzącego, ale to nieprawda. Piękno jest we wszystkim. Niedostrzeganie piękna leży w oku patrzącego. Piękno to po prostu inne określenie na doświadczenie prawdziwego zobaczenia czegoś. Jeśli oko nie dostrzega piękna w danym momencie, wina leży po stronie postrzegającego, a nie postrzeganego.

Znasz to uczucie, gdy pokazujesz komuś po raz pierwszy swój ulubiony film i jest w ulubionym momencie, zerkasz na niego, żeby zobaczyć jego reakcję, a on okazuje się, że nie rozumie, o co chodzi, bo patrzy w telefon?

Większość ludzi tak spędza całe życie. Przegapiając wszystkie najlepsze momenty, a jednocześnie fiksując się na pustych bzdurach. Utrzymując uwagę pochłoniętą monologami osądów i zmartwień. W nieustannym poszukiwaniu sposobu na odwrócenie uwagi od chwili obecnej. W swoim doomscrollingu i innych nałogowych zachowaniach.

Tracą każdą chwilę promiennego, elektryzującego piękna, a wszystko to oddają za tak niewiele. Z łoża śmierci spojrzą wstecz na swoje życie i uświadomią sobie, że tak naprawdę nie byli dla niego. Że przegapili wszystko, co najlepsze, goniąc za swoimi celami, uciekając od swoich niechęci i próbując odwrócić uwagę od nudy tego wszystkiego.

Najlepsze momenty, które pomijamy, to te, które nasze umysły odrzucają jako nudne i niegodne uwagi. Codzienne dojazdy. Czekanie w windzie. Sprzątanie kuchni. Rozwieszanie prania. Widoki za oknem. Dźwięki w pokoju. Uczucie podłogi pod stopami i powietrza w płucach. Każda chwila jest pełna oszałamiającego piękna.

Nalegam, że to prawda. Nalegam. Gdybyśmy toczyli święte wojny o tę zasadę, z radością zginąłbym na froncie, broniąc jej. Niewiele jest rzeczy w życiu, co do których mam absolutnie bezkompromisowy pogląd, ale fakt, że we wszystkim jest piękno, jest jedną z nich. Każdy, kto się z tym nie zgadza, po prostu się myli i powiem mu to z wielką stanowczością w głosie.

Nie marnuj cennego czasu, tęskniąc za pięknem każdej chwili. To teraz ważniejsze niż kiedykolwiek, bo nie wiemy, jak długo potrwa przygoda ludzkości na tym cudownym, błękitnym świecie. Jutro nigdy nie było zagwarantowane żadnemu z nas, ale dziś nie jest zagwarantowane nawet naszemu gatunkowi.

Wszyscy umrzemy. Może umrzemy jeden po drugim, a może wszyscy razem, w jednej przerażającej chwili. W każdym razie jesteśmy winni sobie i światu, aby starać się jak najlepiej doceniać każdą chwilę, każdy dzień, który nam pozostał.

Po prostu wciąż skupiaj swoją uwagę na tym, co jest tu i teraz, i wciąż szukaj w tym piękna. Przysięgam ci, że ono tam jest. Jest w uczuciach w ciele. Jest w widokach, dźwiękach i zapachach codziennego życia, niezależnie od tego, co dzieje się w twoim życiu lub na świecie. Szukaj go, a będziesz coraz lepiej go dostrzegać.

Tak właśnie życie staje się radośniejsze. Nie przez gonienie za wzlotami i uciekanie przed upadkami, ale przez naukę delektowania się pięknem tkwiącym w ziemskich doznaniach zmysłowych w każdej chwili życia, niezależnie od tego, co się dzieje.

Naucz się tego, a będziesz mógł przeżyć resztę swojego życia ze świadomością, że nawet jeśli pewnego dnia wszystko się zawali, to przynajmniej będziesz wiedział, że zrobiłeś wszystko, co w twojej mocy, aby nie przegapić cudu spędzonego tutaj czasu.

WSZYSTKIE główne instytucje zachodnie uważają życie Palestyńczyków za bezwartościowe

WSZYSTKIE główne instytucje zachodnie uważają życie Palestyńczyków za bezwartościowe

„To trochę śmieszne, patrzeć, jak reporter BBC udaje zszokowanego i obrażonego tym, że ktoś mówi, że jego zdaniem życie Żydów jest warte więcej niż życie Palestyńczyków”.

Caitlin Johnstone

4 sierpnia 2026 r. caitlinjohnstone-au/all-mainstream-western-institutions-view-palestinian-lives-as-worthless

BBC niedawno przeprowadziło wywiad z izraelskim osadnikiem , który powiedział, że wszyscy Palestyńczycy z czterech okolicznych wiosek powinni zostać eksterminowani w ramach zemsty za śmierć Izraelczyka zabitego podczas terroryzowania palestyńskiej wioski w zeszłym miesiącu. Dodał, że życie jednego Żyda jest warte dziesięciu milionów palestyńskich istnień.

„Myślę, że teraz, kiedy zabili jednego Izraelczyka, musimy zabić wszystkich ludzi w Tal i Sarra, nawet Dżita i Faratę” – powiedział BBC prawnik Jehuda Szimon.

„Wygląda na to, że twierdzisz, że życie jednego Żyda jest warte setek lub tysięcy istnień Palestyńczyków” – odpowiedziała Lucy Williamson z BBC w wywiadzie.

„Milion” – poprawił ją Szymon. „Jedno żydowskie życie to dziesięć milionów, jasne?”

„To brzmi po prostu rasistowsko” – odparł Williamson, na co Shimon odparł: „Tak, wiem, wiem. Ale to prawda”.

https://youtube.com/watch?v=ORkyAS6R_7s%3Ffeature%3Doembed

Interakcja stała się viralem w mediach społecznościowych, a ludzie reagują na rażący przejaw ekstremistycznej ideologii osadników, którzy starają się stopniowo wyprzeć Palestyńczyków z ich ziem na Zachodnim Brzegu. I choć prawdą jest, że komentarze Szymona są skrajnie okrutne i rasistowskie, to nie to osobiście uznałem za interesujące w tym wywiadzie. Interesująca była dla mnie odpowiedź Williamsona.

No cóż, to trochę śmieszne, patrzeć, jak reporter BBC zachowuje się zszokowany i obrażony, gdy ktoś mówi, że jego zdaniem życie Żydów jest warte więcej niż życie Palestyńczyków. W końcu założenie, że życie Żydów jest warte więcej niż życie Palestyńczyków, od pokoleń wpływa na każdy aspekt zachodnich mediów informacyjnych na temat Izraela i Palestyny.

Dlatego zachodnia prasa wyraziła nieproporcjonalnie większy szok i przerażenie 7 października niż znacznie bardziej rażące nadużycia ze strony Izraela, które do nich doprowadziły, i znacznie bardziej rażące nadużycia ze strony Izraela, które nastąpiły później. Dlatego w zeszłym roku w Sydney obserwowaliście wściekłe oburzenie po strzelaninie w Bondi, podczas gdy ta sama liczba Palestyńczyków ginie w danym dniu w Strefie Gazy nigdy nie pojawia się w wiadomościach

https://youtube.com/watch?v=B9lKNhC6u-I%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Den%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

26 marca 2025 roku 15 Palestyńczyków zostało zabitych przez Siły Obronne Izraela podczas zawieszenia broni w Strefie Gazy. 14 grudnia tego samego roku 15 osób zginęło na plaży Bondi w Sydney w masowej strzelaninie, której celem byli australijscy Żydzi, dokonanej przez bojowników ISIS. 

Dwa przypadki masowych morderstw. Ta sama liczba ofiar. Ale słyszałeś tylko o jednym z nich.

Dlaczego słyszałeś tylko o jednym z nich? Bo tylko jeden z nich trafił do wiadomości. 

Prasa głównego nurtu tygodniami pilnie donosiła o strzelaninie w Bondi, gorączkowo próbując fałszywie skojarzyć atak terrorystyczny ISIS z demonstracjami pro-palestyńskimi, powtarzając w mediach na całym świecie zachodnim frazę „Tak wygląda globalizacja intifady” . Publikowano kolejne raporty o tym, jak Żydzi są atakowani, jak Żydzi czują się niebezpieczni i jakie nowe prawa i ograniczenia wolności słowa należy wprowadzić, aby stłumić nastroje pro-palestyńskie i chronić Żydów.

Nic nawet zbliżonego do tego nie wydarzyło się 26 marca 2025 roku. Dla prasy zachodniej zabicie 15 Palestyńczyków w Strefie Gazy było po prostu kolejną środą.

Dzieje się tak, ponieważ wszystkie główne zachodnie media podzielają te same rasistowskie poglądy na temat Palestyńczyków, co Jehuda Szymon. Podobnie jak wszystkie główne zachodnie partie polityczne. Podobnie jak wszystkie inne główne zachodnie instytucje. Podobnie jak wszyscy zwolennicy państwa Izrael. Wszyscy oni wierzą, że życie Żydów jest warte więcej niż życie Palestyńczyków, o czym świadczy polityka, którą popierają, i wiadomości, które śledzą.

BBC ma dobrze udokumentowaną historię silnej proizraelskiej stronniczości , a jej reporterzy narzekają , że realizują PR dla izraelskiego rządu , a jej redaktor przegrał proces o zniesławienie z dziennikarzem, który ujawnił jego proizraelskie poglądy.

Przez lata ukrywali czynne ludobójstwo, używając nagłówków w stylu „Ministerstwo zdrowia zarządzane przez Hamas twierdzi”, i werbalnej gimnastyki biernego języka, aby chronić izraelskie interesy informacyjne. Wiadomo więc, że kiedy Lucy Williamson protestuje: „To brzmi rasistowsko!” wobec izraelskiego osadnika, który twierdzi, że życie Żydów jest o wiele więcej warte niż życie Palestyńczyków, tak naprawdę nie jest oburzona jego systemem wierzeń. Po prostu wie, że nie wolno mówić takich rzeczy na głos.

Gloryfikacja ludobójców trwa. „Wołyń Pride”, kult rezunów i milczenie Polski. „Czas na rachunek krzywd”

Gloryfikacja ludobójców trwa. „Wołyń Pride”, kult rezunów i milczenie Polski. „Czas na rachunek krzywd”

7.08.2026 Autor: Marek Skalski nczas/gloryfikacja-ludobojcow-trwa-wolyn-pride-kult-rezunow-i-milczenie-polski-czas-na-rachunek-krzywd

Aktorzy podczas rekonstrukcji historycznej
NCZAS.INFO | Aktorzy podczas rekonstrukcji historycznej „Wołyń 1943, nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary”. / Fot. PAP

„Jeżeli oni chcą ustawić sobie w Panteonie Banderę, Szuchewycza, wszystkich tych morderców, co na Wołyniu wydawali rozkazy, którzy mordowali Polaków, no to muszą za to zapłacić. Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka” – uważa Lucyna Kulińska w rozmowie z Markiem Skalskim. Badaczka wylicza też, od czego powinniśmy zacząć stawianie relacji polsko-ukraińskich z głowy na nogi.

Marek Skalski: Pani doktor, pojawiła się informacja, że członkowie słynnego batalionu ukraińskiego, skrajnie nacjonalistycznego, szowinistycznego Azov, sprzedają naszywki „Wołyń Pride” („dumny z Wołynia”). To nie jedyny przejaw gloryfikowania tych zbrodni popełnionych na narodzie polskim. Sprawa przez lata celowo zamilczana teraz ewoluuje w kierunku dumy z ludobójstwa…

Lucyna Kulińska: Takie podejście i postawa mają charakter niemal opętańczy, bo konsekwencje są bardzo poważne. Polska doznała krzywd w czasie wojny ze strony Ukraińców, spłynęła krwią setek tysięcy pomordowanych ludzi. Niektórzy pewnie liczyli, że postawa Ukraińców będzie się charakteryzować choćby tylko duchem pewnego wstydu – na zasadzie, że to wydarzyło się gdzieś tam w przeszłości, że to było nieszczęście, które nigdy się nie powtórzy; że sprawcy to mordercy, zbrodniarze, których nigdy nie powinniśmy do naszej wspólnej historii wpisywać. Tymczasem dzieje się coś zupełnie innego. Oni ośmielają się przypisywać wolność swojego kraju temu, że wymordowali setki tysięcy ludzi. To oznacza jedno: miejsca dla takiego kraju w Europie nie ma. To otwiera równocześnie furtkę do tego, aby Polacy mogli wystąpić do nich o odszkodowania… Nie tylko za stracone życie. Ciężko bowiem wycenić, ile jest „warte” życie ośmiorga dzieci… Do tego dochodzi spalenie mienia, zagrabienie miast, ogromny rozbój, bo przecież tak naprawdę to była Rzeczpospolita i to, co tam zagrabili Ukraińcy za przyzwoleniem Stalina, to jest wszystko zysk dla nich.

I teraz albo rybki, albo akwarium, tak jak się u nas mówi… Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka. Jeżeli oni chcą ustawić sobie w Panteonie Banderę, Szuchewycza, wszystkich tych morderców, co na Wołyniu wydawali rozkazy, którzy mordowali Polaków, no to muszą za to zapłacić.

Muszę Czytelnikom coś przeczytać, bo to jest klasyka. Kojarzymy wszyscy Kornela Makuszyńskiego. Napisał on książkę mało znaną, „Radosne i smutne”, w której opowiadał o tym, co działo się m.in. w roku 1918–1919, kiedy wówczas palono dwory, rabowano i mordowano Polaków. Publikacja ukazała się w latach dwudziestych.

Autor przedstawia tam osobiste świadectwo okrucieństwa, jakiego dopuszczano się m.in. na Kresach Wschodnich.  Czytamy w niej:

„Jakiś nowy Wyspiański, rozpamiętywając owe dni, w których następny był bardziej od poprzedniego krwawy, napisze owo polskie: myśmy wszystko zapomnieli. Gdyby bowiem ktoś chciał pamiętać, musiałby jeszcze za tysiąc lat nienawidzić i za tysiąc lat musiałby gardzić, ale my mamy to szlachetne, jedyne takie piękne kalectwo duszy, że nie umiemy nienawidzić. Powiemy sobie i to będzie straszną prawdą, że ci dzicy ludzie byli przez zwierzęcość swoją najnieszczęśliwszymi na świecie, że nieszczęsny kraj ten to był jeden ogromny szpital obłąkany. Początki obłędu zaszczepiła im wojna. Rozwojowi obłędu sprzyjało krwawe wspomnienie. Po furii szaleństwa przywiódł ludzkie zwierzę zapach pierwszej krwi, a potem już było wszystko jedno. Szaleńców karać nie można. Po co nienawidzić szaleńców?”.

Może przyjdzie jeszcze – pisze dalej Kornel Makuszyński – ten czas, że i ten człowiek oszalały, co piłą rezał człowieka i gwałcił dzieci, wstanie nagle nieprzytomny z lęku przed ohydnym widmem tego czynu i człowiek się w nim odezwie. Każdy szał strasznie rozbudzony przemija, przeminie tedy i ten dziki człowiek z ukraińskiego stepu, w nędzy swojej duchowej z głodu umierający na najżyźniejszej przecież ziemi świata pojmie może w niesłychanym trudzie, że stało się za jego sprawą coś strasznego, że krwawymi rękami zabił duszę swojej ziemi, zamęczywszy ludzi i zwierzęta, splugawiwszy ziemię, poraniwszy drzewa. I znowu trzeba będzie zapomnieć wszystko i znowu budować ochronki i szpitale, w imię świętego ducha polskiego”.

Makuszyński to wszystko opisał, a przecież to nie była nawet II Wojna Światowa! To wszystko działo się w regularnych odstępach, na przestrzeni lat, w Polsce!

Czy plugawy rezun ma więc prawo stać na pomnikach? Czy plugawy rezun ma się znaleźć w panteonie naszego sąsiada, z którym my mamy wspólnie budować jakąś przyszłość? Przecież to jest niemożliwe, to jest wykluczone! Trzeba sobie zadać pytanie, czy ci ludzie dalej są w jakimś opętańczym szale, jakiejś irracjonalności, czy też po prostu ktoś ich w ten sposób prowadzi?

Czy to kolejne oczadzenie tych ludzi, czy też mamy do czynienia z prowadzeniem ich na zgubę, masowo (setki tysięcy, o ile nie miliony już tych Ukraińców legły na obecnej wojnie…), ale prowadzeniem ich przeciwko nam, sąsiadom?

Teraz Polaków olali. Mają gdzieś nasze Migi, kupują sobie od Szwedów ich samoloty. Po co to jest robione? Żeby na tej Ukrainie kamień na kamieniu nie został. Żeby ta Ukraina została opróżniona z ludzi, bo jeżeli się zacznie działanie jakiejś broni, rzeczywiście na masową skalę ludobójczej, to ci ludzie pouciekają do reszty. No i zostanie ten najżyźniejszy kraj, najlepsze czarnoziemy, tam w tej ziemi jeszcze bogactwa wszystko zostanie, ale dla kogo? Dla kogo – jeżeli tych Ukraińców już nie będzie?

My jako Polacy popełniliśmy potworny grzech, tolerując to wszystko przez długie lata, bo tolerowaliśmy, ukrywaliśmy niewygodne fakty. Banderowcom w Polsce, tysiącom banderowców mordujących Polaków, wypłacano pieniądze z kasy Polaków, z ich podatków. Ukrywano znajdowane dokumenty, rozkazy mordowania polskich żon i wspólnych dzieci. Mam taki dokument z bodajże 1917 roku [?? md] , odnaleziony w Chochołowie. Kto w Polsce o tym wiedział? Dlaczego przed Polakami to ukrywano?

Doprowadziliśmy do obecnej sytuacji, milcząc – więc niejako na własne życzenie. Dzisiaj krzyczy Pan Czarnek, że musimy zrobić ustawę antybanderowską… Tylko że taki projekt już kilka lat leży w „zamrażalce”.

Jeszcze niedawno nikt w Sejmie się nie chciał na taką ustawę zgodzić. Dzisiaj już mleko się rozlało. Dzisiaj oni już idą na nas frontalnie. Mało tego! Są, jak się wydaje, przekonani, że Polska nie tylko nic już nie będzie miała do gadania, ale że będzie musiała, kiedy oni się dogadali z Niemcami, godzić się na ten najgorszy, potencjalny scenariusz, że połowa Polski do nich, a połowa do Niemców. Takie mapy są przecież przez niektóre środowiska kolportowane! Chcę namówić Czytelników, aby rozpowszechniać treści, które np. w „Naszym Słowie” (pismo wydawane w języku ukraińskim dla mniejszości ukraińskiej w Polsce) i literaturze ukraińskiej przedstawia się na temat Polaków, jak się tam nas poniża, jakie scenariusze są tam dla nas rysowane dotyczące np. Zakierzoni (około 19 powiatów dzisiejszej Polski).

Woła to o pomstę do nieba! Ludziom, którzy działają na szkodę państwa polskiego, którzy takie rzeczy piszą i robią, należy odebrać te wszystkie sponsoringi, trzeba pociągnąć ich do odpowiedzialności; tych, którzy grożą naszym obywatelom, tym, którzy grożą prezydentowi.

Prezes Konfederacji Korony Polskiej poseł Grzegorz Braun sformułował „Piątkę dla Ukrainy”. Postuluje, aby order Orła Białego pośmiertnie przyznać ks. Tadeuszowi Isakowiczowi Zaleskiemu, wstrzymać działalności lotniska w Rzeszowie i pomoc dla Ukrainy, przywrócić penalizację służby w obcej armii, wprowadzić „lojalkę antybanderowską” (dokument mają podpisywać wszyscy obywatele Ukrainy, którzy przebywają i chcą przebywać w Polsce), wprowadzić moratorium migracyjne i weryfikację już dotychczasowych pobytów. Dla mnie to jest taki program minimum…

Bardzo dobry program. Od czegoś trzeba zacząć porządkowanie kraju i tego nieładu, który został wprowadzony. To wszystko musi być postawione „z głowy” na nogi, żebyśmy mogli zacząć maszerować jakoś razem. Równie ważną kwestią jest sprawa przeróżnych obcych służb, które u nas hulają. W tym kontekście, choć przecież nie tylko, kluczowe wydaje się cofnięcie specustawy, która pozwala Ukraińcom, nawet bez znajomości języka polskiego, być zatrudnianymi w urzędach. Spotkałam się z tym w Krakowie, gdy pani z Ukrainy zaczęła mnie zaczęła ochrzaniać, że ja nie rozumiem, co ona do mnie mówi. Poleciałam do szefa robić dym, a on mi na to, że jest specustawa i że on ma prawo zatrudniać panie, która nie rozumieją po polsku… Rzecz dotyczyła takiej karty krakowskiej do jeżdżenia tramwajami, z której rzekomo tylko Ukraińcy korzystają (ergo: obsługa po polsku nie jest konieczna…).

Nie zdajemy sprawy, że jednym z wyłączeń, od szeregu przywilejów, których po długim czasie pozbawiono Ukraińców, są zasiłki na osoby niepełnosprawne. Te świadczenia są przyznawane taśmowo. To nie jest 800 plus, to są tysiące złotych. Wystarczy, że rodzina ukraińska sobie załatwi takie papiery, nawet mieszkając na Ukrainie, poprzez przekupienie ukraińskich lekarzy… Choć stosowne orzeczenia były rozdane bardzo hojnie i po naszej stronie granicy. Wciąż pozwalamy takim Ukraińcom mieszkać, leczyć się, korzystać ze świadczeń, na przykład darmowego zakwaterowania i wyżywienia, całej rodzinie.

My sobie nie zdajemy sprawy z tego, że dzisiaj na wakacje na Ukrainę wyjeżdżają z Polski dziesiątki tysięcy obywateli tego kraju. Powinniśmy odłączyć od przywilejów wszystkich ludzi pochodzących z terenów, gdzie wojny nie ma, czyli np. z terenów dawnej Rzeczpospolitej. Tam wojna się nie toczy… To Bukowerów, to Odessa…

Wspomniała Pani o tych urzędach i pracujących tam Ukraińcach. Otóż mamy potwierdzenie zupełnie oficjalne, że takie sytuacje faktycznie mają miejsce. Posłowie Konfederacji Wolność i Niepodległość, pan Mekler i pan Tumanowicz, napisali stosowne pismo do Urzędu Miasta Lublina z prośbą o potwierdzenie bądź zaprzeczenie, że rzeczywiście takie praktyki mają miejsce, że są tam zatrudnianie osoby bez żadnej, ale to proszę Czytelników, żadnej znajomości języka polskiego. Opisano, że rzeczywiście takie przypadki mają miejsce…

Sprawa Rupnika: Wykazano „zdrowe życie wspólnotowe”. Mafia zboczeńców w Watykanie działa.

Sprawa Rupnika: „Przełożona zmusiła nas do napisania listów opisujących nadużycia i do wybaczenia mu”

Date: 7 agosto 2026Author: Uczta Baltazara 0 Commenti

Dwa tygodnie po tym, jak Watykan poinformował, że toczy się kanoniczny proces karny przeciwko księdzu Marko Rupnikowi, serwis OSV News dowiedział się, że w aktach sprawy dotyczącej domniemanych nadużyć znajduje się 22 dotychczas nieujawnionych listów od kobiet należących do słoweńskiej Wspólnoty Loyola, w których opisują one domniemane nadużycia ze strony słynnego artysty tworzącego mozaiki. Listy te, napisane w 2000 roku na prośbę przełożonej wspólnoty, siostry Ivanki Hosta, i skierowane bezpośrednio do księdza Rupnika, są przechowywane w archiwach Wspólnoty Loyola, które obecnie znajdują się pod opieką archidiecezji w Lublanie w Słowenii, jak podają osoby zaznajomione ze sprawą. W listach, 22 kobiety opisały domniemane nadużycia duchowe, psychiczne i seksualne ze strony księdza Rupnika, gdy pełnił on funkcję ich kierownika duchowego.

15 grudnia 2023 r. archidiecezja w Lublanie ogłosiła, że Watykan nakazał rozwiązanie zgromadzenia Sióstr Wspólnoty Loyola w ciągu jednego roku, zgodnie z dekretem wydanym przez Dykasterię ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego.

Źródło bliskie sprawie poinformowało serwis OSV News, że przypuszcza się, iż Dykasteria ds. Doktryny Wiary wie o tych listach.

Listy napisane w okresie Wielkanocy 2000 r. dotyczą domniemanych nadużyć

Były jezuita, ojciec Rupnik, jest oskarżony o molestowanie ponad dwudziestu kobiet na przestrzeni kilku dziesięcioleci. Zaprzecza on zarzutom. 22 lipca Watykan oświadczył, że doniesienia o jego uniewinnieniu rozpowszechnione przez pewną włoską stronę internetową są „całkowicie bezpodstawne” oraz że „rozpatrywanie sprawy nadal trwa”.

Stolica Apostolska poinformowała, że skład sędziowski analizuje dokumentację pochodzącą z diecezji, od jezuitów, od zainteresowanych stron oraz z prasy. Watykan nie opisał publicznie wszystkich dowodów zawartych w aktach sprawy.

Fabrizia Raguso, była członkini Wspólnoty Loyola, powiedziała, że 22 listy, które potwierdzają domniemane nadużycia, zostały napisane w okresie Wielkanocy 2000 roku. Jest ona jedyną byłą siostrą wymienioną w tych materiałach, która zgodziła się na publiczne ujawnienie swojej tożsamości.

„W okresie Wielkanocy 2000 roku, Ivanka Hosta, przełożona Wspólnoty Loyola, zmusiła nas do napisania listu do Marko Rupnika, w którym opisałyśmy nasze relacje z nim, to, co nam zrobił, a następnie miałyśmy mu wybaczyć” – powiedziała Raguso w rozmowie z OSV News.

„Powodem, jaki podała nam Ivanka, zmuszając nas do opisania naszych doświadczeń z Rupnikiem” – kontynuowała Raguso – „było to, że z okazji Jubileuszu (roku 2000) musiałyśmy dążyć do pojednania z nim; nie wiem, czy następnie przekazała te listy Marko”.

Wczesne skargi pozostały bez echa, a ksiądz-artysta rozpoczął międzynarodową karierę

Listy te zostały napisane wiele lat po tym, jak na początku lat 90-tych do przełożonych jezuitów oraz do nieżyjącego już arcybiskupa Lublany Alojzija Šuštara dotarły pierwsze skargi dotyczące księdza Rupnika. Ojciec Rupnik został usunięty ze wspólnoty Loyola w 1993 roku i przeniósł się do Rzymu, gdzie założył Centro Aletti, czyli Centrum Aletti, które z biegiem lat stało się siedzibą dla artystów skupionych wokół tworzenia jego dzieł.

Do 2000 roku ojciec Rupnik zyskał rozgłos dzięki realizacji nowego projektu mozaikowego w kaplicy Redemptoris Mater w Watykanie, prywatnej kaplicy papieskiej. Następnie zrealizował wielkoformatowe zlecenia w bazylice św. Pio z Pietrelciny w San Giovanni Rotondo we Włoszech; w sanktuarium w Lourdes we Francji; w sanktuarium w Fátimie w Portugalii; w katedrze Almudena w Madrycie oraz w Narodowym Sanktuarium św. Jana Pawła II w Waszyngtonie.

Pod koniec 2018 roku, jezuici otrzymali zgłoszenie, że ojciec Rupnik udzielił kobiecie sakramentalnego rozgrzeszenia po odbyciu z nią stosunku seksualnego, co prawo kanoniczne określa jako „rozgrzeszenie współsprawcy” grzechu przeciwko szóstemu przykazaniu. Wstępne dochodzenie jezuitów uznało zarzut za wiarygodny, a przełożeni zakonu przekazali sprawę do ówczesnego Dykasterii Doktryny Wiary, która wszczęła postępowanie karne, w wyniku którego ksiądz został ostatecznie uznany za winnego. W maju 2020 r. został na krótko ekskomunikowany. W międzyczasie jezuici ograniczyli posługę księdza Rupnika.

W następnym roku, w 2021 r., obecny Dykasteria powiadomiła jezuitów o zarzutach dotyczących wykorzystywania seksualnego i duchowego wysuniętych wobec księdza Rupnika, zgłoszonych przez członkinie Wspólnoty Loyola, co ostatecznie doprowadziło do toczącego się obecnie procesu w Watykanie.

Opinia publiczna dowiedziała się o tej sprawie dopiero 18 grudnia 2022 r., kiedy zarzuty pojawiły się w mediach, opublikowane po raz pierwszy przez włoską gazetę „Domani”. Mniej więcej w tym samym czasie pojawiła się informacja o zniesieniu przez papieża Franciszka ekskomuniki księdza Rupnika z 2020 r.

Relacje o nadużyciach duchowych i seksualnych w nieznanych dotąd listach

Raguso jest adiunktem na Wydziale Psychologii Portugalskiego Katolickiego Uniwersytetu w Bradze. Chociaż zgodziła się po raz pierwszy publicznie wypowiedzieć się na temat tych listów, już wcześniej zabierała głos w imieniu innych byłych sióstr i domniemanych ofiar księdza Rupnika. Stwierdziła, że jest ofiarą nadużyć duchowych, a nie seksualnych, ze strony tego księdza-artysty.

Była jedną z domniemanych ofiar, które w 2023 roku publicznie wyraziły swoje zdziwienie po spotkaniu papieża Franciszka z kierownikiem Centrum Aletti, a kilka dni później ośrodek ten ujawnił, że dochodzenie przeprowadzone przez diecezję rzymską w sprawie jego działalności wykazało „zdrowe życie wspólnotowe”, przy czym w raporcie końcowym zasugerowano, że zarzuty wobec księdza Rupnika „pomogły osobom doświadczającym życia w Centrum Aletti wzmocnić ich zaufanie do Pana”.

Raguso i kilka innych domniemanych ofiar księdza Rupnika, w tym Mirjam Kovac i Gloria Branciani, stwierdziły wówczas w otwartym liście do papieża Franciszka, że „wydarzenia i komunikaty, które miały miejsce w ostatnich dniach… pozostawiają nas bez słowa, bez głosu, by wyrazić nasze przerażenie i oburzenie”.

Relacje zawarte w 22 listach mają opisywać domniemane manipulacje, wywieranie presji, nadużywanie władzy oraz napaści fizyczne i seksualne. Kilka kobiet opisało, w jaki sposób kierownictwo duchowe i język religijny były wykorzystywane do wywierania na nie presji, by podejmowały działania, które – jak wierzyły – przedstawiano im jako przejawy czystości lub woli Bożej.

Serwis OSV News dowiedział się, że w zeznaniach tych zawarte są relacje sióstr dotyczące tego, jak ksiądz Rupnik miał wykorzystywać ich wcześniejsze doświadczenia związane z wykorzystywaniem seksualnym, aby dalej je wykorzystywać.

Według osób zaznajomionych z dokumentacją, spośród około 40 kobiet ze wspólnoty, które poproszono o napisanie listów związanych z Jubileuszem, 22 zgłosiły nadużycia.

Dziewięć z tych kobiet złożyło zeznania w ramach wstępnego dochodzenia z 2021 roku zleconego przez zakon jezuitów i „przeprowadzonego przez osobę spoza Towarzystwa”, jak poinformowali jezuici w oświadczeniu z 18 grudnia 2022 roku.

Wstępne dochodzenie zakończyło się w styczniu 2022 roku „stwierdzeniem zasadności zarzutów”.

Sprawa nadal toczy się, a do domniemanych ofiar dociera niewiele informacji.

W październiku 2022 r., Dykasteria Doktryny Wiary oświadczyła, że zgłoszone fakty „należy uznać za przedawnione ze względu na upływ terminów” oraz że w tamtym czasie nie było możliwe przeprowadzenie procesu.

Papież Franciszek uchylił przedawnienie w październiku 2023 r., skład sędziowski do tego procesu został wyznaczony w lipcu 2025 r. i to właśnie ten proces toczy się obecnie.

Raguso i inne źródła potwierdziły serwisowi OSV News, że zeznania zawarte w listach opisują podobne domniemane nadużycia, jak te znane już z publicznych doniesień Glorii Branciani i innych „domniemanych” ofiar, które ujawniły swoje oskarżenia.

Serwis OSV News dowiedział się o listach dwa tygodnie po tym, jak Laura Sgrò, prawniczka specjalizująca się w prawie cywilnym i kanonicznym, reprezentująca pięć kobiet, które oskarżyły księdza Rupnika o nadużycia, poinformowała serwis OSV News, że ona i jej klientki otrzymały niewiele informacji na temat postępowania.

W liście z 21 lipca skierowanym do kardynała Víctora Manuela Fernándeza, prefekta Dykasterii, Sgrò stwierdziła, że jej klientki czują się „opuszczone i zdradzone” oraz „po raz kolejny ofiarami systemu, który nigdy ich nie przyjął, nie chronił ani nie pocieszył”.

Watykan odpowiedział następnego dnia, potwierdzając, że proces jest w toku, i opisując go jako mający charakter sądowy. Stwierdzono również, że sprawa nie podlega przedawnieniu w odniesieniu do żadnego z zarzucanych przestępstw.

Jezuici wydalili księdza Rupnika w 2023 r. po tym, jak odmówił on przestrzegania ograniczeń nałożonych w związku z zarzutami wykorzystywania seksualnego, duchowego i psychicznego. Według stanu na 6 sierpnia 2026 r. ksiądz Marko Rupnik figuruje na stronie internetowej Centrum Aletti jako dziekan pracowni teologicznej. centroaletti.com/equipe

INFO: osvnews.com/previously-unpublished-letters-add-to-rupnik-abuse-case-allegations

Ekspertyzacja nauki

Ekspertyzacja nauki

Prof. Anna Raźny

Przekonanie, że istnieją w Polsce instytucje naukowe i związane z nimi środowiska akademickie kierujące się obiektywizmem w tych dziedzinach, które określają kształt polityki wewnętrznej i zewnętrznej naszego państwa,  jest nie tylko błędne, ale również szkodliwe.

Dotyczy to nade wszystko nauk humanistycznych i społecznych, wpływających zarówno na politykę, jak i na naszą cywilizację, tożsamość kulturową, religijną i narodową. Ich obiektywizm – czyli zgodne z rzeczywistością odczytanie procesów polityczno-gospodarczych i cywilizacyjno-kulturowych zachodzących w Polsce oraz w jej relacjach ze wspólnotą międzynarodową – jest warunkiem uniknięcia na tych dwóch poziomach wszelkich anomalii i patologii. Mamy prawo moralne i legitymację polskich podatników, aby żądać niezależności nauki nade wszystko od ideologii politycznych, będących źródłem destrukcji wartości zapewniających Polsce harmonijny, pokojowy rozwój. Mamy prawo i obowiązek żądać wolności nauki rozwijanej w instytucjach finansowanych przez państwo polskie – nade wszystko uczelniach publicznych – oraz podlegających Ministerstwu Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Wielka niewiadoma na temat obcego finansowania organizacji pozarządowych oraz brak kryteriów weryfikacji ich działalności sprawiają, że nie może być mowy o ich związkach z nauką polską. Niektóre z nich – posiadające aspiracje naukowe – mogą być traktowane co najwyżej jako dotowane przez obcy kapitał think–tanki, skupiające ekspertów działających na zamówienie polityczne.

Bez mandatu społecznego    

Niestety, zjawisko ekspertyzacji nauki objęło wszystkie jej dziedziny. Ich przedstawiciele wypowiadający się w mediach bądź stanowiący zaplecze intelektualne partii i środowisk społecznych działają niemal powszechnie na wzór think-tanków. Zajmują się orędownictwem realizowanej przez strategów politycznych ideologii, ich lobbowaniem określanym mianem – nomen omen – advocacy. To miano wyjątkowo trafnie ujmuje  istotę ekspertyz „naukowych” – popieranie koncepcji ideologicznych, działanie w roli ich adwokata. Bardzo często jest to rola „adwokata diabła”, uprawiającego lobbing polityczny pod szyldem finansowanych z naszych podatków instytucji naukowych. Co więcej – ekspertyzacji nauki towarzyszy aura jej autorytetu, onieśmielającego nas jako odbiorców tego orędownictwa politycznego czy wręcz paraliżującego nasz krytyczny jego odbiór. Ekspertyzacja to jawne upolitycznienie nauki mające na celu sterowanie postawami i nastrojami społecznymi. O ile doradztwo specjalistów z różnych think-tanków jest legalnym celem ich działania i stało się – na wzór zachodni – częścią polskiej polityki, o tyle eksperci występujący najczęściej w mediach głównego nurtu pod szyldem wyższych uczelni i jednostek naukowych finansowanych z naszych podatków nie mają takiego mandatu. Spychają naukę na manowce, uzależniając ją od bieżącej polityki i partykularnych interesów wąskich grup społecznych.

Ekspertyzacja nauki nie jest działalnością popularnonaukową, która ma swoje formy przekazu – publicystycznego, monograficznego etc. – niezależnego od  ośrodków władzy czy też grup dążących do jej przejęcia. Popularyzowanie nauki ma na celu dobro wspólne, jakim jest podniesienie poziomu intelektualnego społeczeństwa, humanizowanie jego bytu czy pomoc w dążeniu do dobrobytu. Rola ekspertów jest odległa od popularyzacji nauki, często staje się jej zaprzeczeniem. Nade wszystko wtedy, gdy sprowadza się do legitymizowania polityki sprzecznej z interesem Polski. I tak oto od kilkunastu lat eksperci legitymizują „naukowo” udział Polski w zachodnim projekcie anty-Rosji, realizowanym poprzez wojnę na Ukrainie. Ich wypowiedzi wciąż na nowo uzasadniają na wszystkich możliwych poziomach naszego wspólnotowego istnienia jej konieczność. Nieustannie słyszymy od różnej maści profesorów i doktorów, że jest to nasza wojna, gdyż zagraża nam Rosja – zaś na obecnym etapie jej trwania walczy za nas Ukraina. Nadal nie przedstawiają nam żadnych dowodów na zagrożenie ze strony Rosji i konkretów na temat nowej w historii wojen kalkulacji logistycznej: aby napaść na Polskę, Rosja wybrała wieloletni szklak wojenny poprzez Ukrainę – zamiast uczynić to znienacka z Królewca czy terenu Białorusi.

Znamienny dla tych „naukowych” ekspertyz jest fakt, iż  nie zdarzyło się jeszcze w wypowiedziach na ten temat ekspertów z polskich instytucji naukowych potwierdzenie jednego z rosyjskich celów tej wojny, jakim jest oficjalnie denazyfikacja Ukrainy. Eksperci ukrywali bowiem przed nami prawdę o jej banderyzacji. 

I nie oni. lecz niezależne, zwalczane przez władzę, media oraz politycy spoza zabetonowanego establishmentu przekazywali prawdę o odrodzeniu banderyzmu na Ukrainie i wynikających z niego zagrożeń dla Polski i Europy. Tej wiedzy Polacy nie uzyskali od cytowanych w mediach od lat profesorów, mi.in. Andrzeja Nowaka, Antoniego Dudka, Mieczysława Ryby, Daniela Boćkowskiego, Romana Kuźniara, Jarosława Flisa i wielu, wielu innych. Teraz, gdy Polacy otrzymali oficjalny przekaz od prezydenta Nawrockiego o istnieniu na Ukrainie kultu Bandery oraz nazistowskich organizacji OUN-UPA, eksperci nabrali wody w usta, albo usiłują tworzyć pozbawione logiki usprawiedliwienie zatajania przed Polakami tej brutalnej prawdy.

Na antypodach inteligencji

Co w takim razie jest celem włączania autorytetu nauki do bezwzględnej walki politycznej? Celem tym nie jest bowiem – nade wszystko w naukach humanistycznych i społecznych – prawda. Okazuje się, że nie jest nim również nasze dobro wspólne, bo nie możemy za takie uznać lansowanego przez ekspertów naszego udziału w wojnie na Ukrainie. Nawet z pobieżnej analizy eksperckich wypowiedzi wynika, że ich celem jest głównie przekonanie społeczeństwa do realizowanej przez Warszawę polityki i prewencyjne pacyfikowanie sprzeciwu wobec niej. Czy jest bowiem racjonalny sprzeciw wobec tego, co potwierdzają autorytety naukowe? Możemy nawet zaryzykować twierdzenie, że im wyższy stopień naukowy eksperta, tym skuteczniejsza pacyfikacja społeczeństwa.

Działanie przedstawicieli nauki w roli ekspertów przypomina do złudzenia rolę klasycznej inteligencji polskiej. Różnica między tymi formami i celami działania jest jednak ogromna. Eksperci, nawet jeśli głoszą, że działają non-profit, nie działają bezinteresownie. Zawsze mają ze swoich ekspertyz jakąś korzyść – jeśli nie pieniądze, to rozgłos i prestiż. Ponadto ich celem jest dobro partykularne jakiejś partii czy środowiska, nie zaś szeroko rozumiane dobro wspólne. Lansowani w środkach przekazu głównego nurtu eksperci nieoczekiwanie zajęli miejsce inteligencji. Przybrali bowiem fałszywe pozy misji i poświęcenia. Troszczą się zwłaszcza o zagubionych w chaosie informacyjnym Polaków rzekomo tak, jak dziewiętnastowieczni  Judymowie  i Siłaczki o najuboższe warstwy społeczne.

Tymczasem w przeciwieństwie do ekspertów, tradycja inteligencka w Polsce polegała na bezinteresownym pełnieniu roli cywilizacyjno-kulturotwórczej, poświęceniu dla dobra wspólnego, niesieniu – często anonimowo – przed narodem „kagańca oświaty”, o którym pisał w Testamencie moim  Juliusz Słowacki.

Pojęcie inteligencji wiąże się z europejską historią ostatnich dwóch wieków i często używane jest – zależnie od kraju – na równi z takimi jak: professions libérales, professionals, men of letters, les intellectuels. Socjologowie, historycy, kulturoznawcy podkreślają, że  zarówno pojęcie inteligencji, jak i innych występujących z nim równolegle nazw, jest na tyle szerokie i nieostre, że należy mówić raczej o ich konturach znaczeniowych, zmiennych zakresach. Dużą rolę w uściślaniu znaczenia inteligencji odegrała niewątpliwie – obok samoświadomości tej grupy społecznej – jej misja w narodzie i społeczeństwie oraz polityczna i moralna odpowiedzialność za ich los.

Wielu badaczy – głównie socjologów i historyków – uważa, iż pojęcie inteligencji, mimo iż posiada swój łacińsko-francuski rodowód językowy, zostało ukształtowane przez Rosjan jako nazwa grupy społecznej wpływającej na historię kraju i odpowiadającej za nią. W takim znaczeniu pojęcie inteligencji zostało od Rosjan przejęte przez Zachód – nade  wszystko przez Anglików i Francuzów – i stało się w ostatnich dwóch wiekach ich historii wszechobecne. Niemieckie słowo Intelligenz ma węższe znaczenie i jest rzadziej używane.

Na gruncie polskim pojęcie inteligencji stało się – podobnie jak w Rosji – idiomem o charakterze nie tylko politycznym i socjologicznym, ale również kulturowym i moralnym. Zarówno na poziomie misji, jak i odpowiedzialności za losy narodu i państwa. Jednakże dzieje inteligencji w Polsce – w przeciwieństwie do Rosji – nie zostały poddane gruntownej  analizie i ocenie, mimo, że nadal istnieje zapotrzebowanie – nie tylko w sferze kulturowej, ale również społecznej i politycznej – na bezinteresowną działalność dla dobra wspólnego, misję. którą w przeszłości wiązano z inteligencją bądź z intelektualistami.

Quasi-misjonizm

Działalność ekspertów nie jest odpowiedzią na to zapotrzebowanie. Ma inne cele niż dobro wspólne i nie jest bezinteresowną misją. Włączanie autorytetu nauki do eksperckiej działalności jej przedstawicieli budzi nade wszystko sprzeciw moralny. Lobbowanie przeciwko Rosji i orędowanie na rzecz wojny na Ukrainie przy jednoczesnym utajnianiu jej neobanderowskiej polityki przeczy etycznym podstawom naszej cywilizacji. Jest fałszywą misją ludzi nauki, przynoszącą jej hańbę.

Stałym elementem wszystkich definicji wojen, niezależnie od ich przedmiotu – terytoria, strefy wpływów, surowce, pieniądz – jest użycie siły w rozstrzyganiu powstałych na ich bazie sporów i konfliktów. Użycie siły militarnej, ekonomicznej, gospodarczej, a ostatnio sztucznej inteligencji – jako instrumentów regulowania takich sporów i rozwiązywania takich konfliktów w rzeczywistości jest sposobem osiągania określonych celów politycznych, takich  jak panowanie, podporządkowanie, uzależnienie, neokolonizacja, dominacja czy wreszcie hegemonia w odniesieniu do konkretnych podmiotów prawa międzynarodowego. Cele polityczne natomiast zawsze dyktowane były przez interesy władzy i jej zaplecza.

Od antycznej definicji wojny sformułowanej przez Cycerona po jej klasyczne nowożytne ujęcie, zaproponowane przez dziewiętnastowiecznego teoretyka Carla von Clausewitza wojna jest formą polityki, narzucania woli silnego podmiotu słabszemu przeciwnikowi. Tak się dzieje nie tylko na poziomie międzynarodowym, ale również w polityce wewnętrznej, gdy spór czy konflikt w danym kraju toczy się z użyciem przemocy.

Te truizmy dotyczące istoty wojen obciążają wszystkich uzasadniających ich zaistnienie i trwanie. Odpowiedzialność za nie spada nie tylko na polityków i ich doradców, ale również orędującymi na ich rzecz ekspertów naukowych. Jest ona tym większa im większe są jej ofiary ludzkie i wyższe straty ekonomiczne oraz kulturowe. Dla winnych wciągania Polski do wojennej apokalipsy nie ma usprawiedliwienia – ani moralnego, ani żadnego innego. Szyld nauki to tylko fałszywe alibi w ucieczce przed odpowiedzialnością.

Prof. Anna Raźny

Myśl Polska, nr 31-32 (2-9.08.2026)

Dwie prawdy? Niebezpieczne związki Izraela w Polsce. O czym nie wolno mówić? Wojciech Sumliński

Dwie prawdy? Niebezpieczne związki Izraela w Polsce. O czym nie wolno mówić? Wojciech Sumliński

Alina@Warszawa, 07.08.2026 naszeblogi./dwie-prawdy-niebezpieczne-zwiazki-izraela-w-polsce-o-czym-nie-wolno-mowic-wojciech-sumlinski

Pojawił się na YT wywiad z Wojciechem Sumlińskim, któremu YT zablokował możliwość publikacji swoich filmów. 

Niebezpieczne związki Izraela w Polsce. O czym nie wolno mówić? Wojciech Sumliński” 

Okazuje się, że w przypadku zbrodni w Jedwabnem (i wielu innych zbrodniach na POLAKACH) prawda występuje w dwóch przeciwstawnych wersjach. Jest prawda POLSKA, oparta na dowodach materialnych, i jest „prawda” ŻYDOWSKA, która zależy od potrzeb żydowskiej propagandy.

Redaktor Sumliński cytuje oryginalne żydowskie kroniki, zapiski. O gettach, których nie dali im budować Polacy, a dopiero Niemcy się zgodzili i pozwolili, na co Żydzi sami zbierali pieniądze. O tym jak Ewa Kurek znalazła w Izraelu w archiwach zapiski, że goje to takie zwierzęta hodowlane wśród Żydów, żeby im Jahwe wybaczył, że nie wszyscy na ich terenie świętują szabat.  O tym jak sami Żydzi wyleczyli dr Ewę Kurek z filosemityzmu. 

Film bardzo ciekawy, wręcz obowiązkowy, kolejny raz pokazuje, że słowa Żyda, rabina Schudricha w Jedwabnem są WAŻNIEJSZE NIŻ POLSKIE PRAWO!!!! Że dziennikarze za duże żydowskie pieniądze dali się przewerbować na ich stronę i dziś udają „niezależnych”. 

PRAWDA jest taka jak mówi Sumliński i ludzi z nim związani. Kłamstwo o Jedwabnem poszło na cały świat i dlatego cały świat musi poznać prawdę, że jeśli Polacy mordowali Żydów, to tylko dlatego, że zostali zmuszeni pod groźbą karabinów, że Niemcy stoją za zbrodnią w Jedwabnem, jak i wieloma innymi w tamtych okolicach

Tak jak red. Sumliński, każdy z nas musi znać i propagować PRAWDĘ o Żydach w Polsce, kiedyś i dziś. Do skutku! Teraz okazuje się trzeba odzyskiwać własność pomnika w Jedwabnem i całego muzeum w Auschwitz! Te przypadki powinny doprowadzić do przepisu, że kierownikami polskich państwowych instytucji nie mogą być ludzie o obcym pochodzeniu. Tak jest o ile wiem we wszystkich niepodległych państwach. 

Kenia: Bractwo FSSPX rozwija swój apostolat

Kenia: Bractwo FSSPX rozwija swój apostolat w Nairobi

7 sierpnia 2026 fsspx.pl/kenia-bractwo-rozwija-swoj-apostolat-w-nairobi

Brak miejsc w kościele sprawia, że wielu wiernych modli się na zewnątrz świątyni

Kenia jest państwem położonym we wschodniej Afryce, nad Oceanem Indyjskim. Liczy szacunkowo około 58,6 mln mieszkańców, co czyni ją jednym z największych krajów Afryki Wschodniej. Charakteryzuje się również szybkim wzrostem demograficznym, który pociąga za sobą coraz większe potrzeby duszpasterskie. Chrześcijaństwo wyznaje ponad 80% ludności, z czego katolicy stanowią zaledwie około 20%, a pozostałą część tworzą różne wspólnoty protestanckie.

Kapłani Bractwa rozpoczęli działalność misyjną w Kenii w 1980 roku. W 2002 roku podjęto decyzję o rozszerzeniu apostolatu Bractwa w Nairobi. Trzy lata później, w 2005 roku, ukończono budowę kościoła pw. Świętego Krzyża, w którym odprawiono pierwszą Mszę Świętą. 20 marca następnego roku bp Fellay dokonał jego poświęcenia.

Parafia Świętego Krzyża rozwija się tak dynamicznie, że dziś jej mury nie są już w stanie pomieścić wszystkich wiernych. W każdą niedzielę setki osób uczestniczą w tradycyjnej Mszy – wewnątrz kościoła, pod namiotami oraz wzdłuż chodników. To, co zaczęło się od niewielkiej kaplicy, stało się dziś prężnie rozwijającą się parafią, gromadzącą rodziny z całego Nairobi i okolic.

Kościół pw. Świętego Krzyża w Nairobi

Na misji działa prężnie Międzynarodowa Szkoła Katolicka „Święty Krzyż”, realizująca program nauczania Cambridge. Szkoła opiera się na silnych wartościach katolickich i zapewnia uczniom bezpieczne środowisko edukacyjne, gwarantujące wszechstronny rozwój od wczesnych lat nauki aż po szkołę średnią.

Obecnie trwa zbiórka funduszy na budowę nowego kościoła, który będzie mógł pomieścić wszystkich wiernych pragnących oddawać cześć Bogu, pogłębiać wiarę oraz korzystać w pełni z sakramentów katolickiej Tradycji.

Pod przewodnictwem swoich kapłanów kenijscy wierni rozpoczęli projekt „Nowy kościół Świętego Krzyża” – dwuletnią inicjatywę, której celem jest zebranie do czerwca 2027 roku 2 milionów dolarów na budowę nowego kościoła oraz klasztoru w Nairobi.

Bogu niech będą dzięki za rozwój Tradycji katolickiej w Afryce!

https://youtube.com/watch?v=4TTqoAGC2gE%3Ffeature%3Doembed

Źródło

„Zabijaj” – piąte przykazanie w nowym brzmieniu, w „katolickim” przekazie prezydenta Polski

„Zabijaj” piąte przykazanie w nowym brzmieniu, w „katolickim” przekazie prezydenta Polski

Bożena Gaworska-Aleksandrowicz h

„Niech sobie mordują tych sowietów (…) bo tam, gdzie się bije Moskala, tam Polska pomaga (…) niech sobie mordują … i w ogóle nas Polaków to nie boli” jeśli wystąpienie prezydenta wzbudziło, w początkowej fazie, we mnie cień sympatii do niektórych kwieciście i patetycznie wygłoszonych wynurzeń (a wzbudziło, mimo patosu i jedwabiu na słówkach) to zlikwidował prezydent ten cień tym właśnie co sobie zostawił na koniec. I nie, nie tym: „Niech Bóg błogosławi Polsce niech żyje Polska”, bo tak;  niech Bóg błogosławi Polsce, ale niech chroni ją przede wszystkim przed szaleńcami owładniętymi skazą/ genem(?) nienawiści dla samej nienawiści (jak sztuką dla sztuki) i tak „Niech żyje Polska”, ale niech żyje wolna od serwilistów- podżegaczy wojennych na usługach wszelkiego i wszechobecnego geo-global- draństwa.

W tym ostatnim, jak prezydent mówił, punkcie omówienia swojej rocznej pracy na urzędzie, postanowił pan Nawrocki wykluczyć mnie z zaszczytu bycia Polakiem, tak wiem, jestem Polką, a on mówił o Polakach ( „i w ogóle nas Polaków to nie boli”) więc może kobiet to nie dotyczy, ale jednak postanowił wykluczyć mnie, bo mówiąc również, jak domniemać się ośmielam, w moim imieniu, wszak prezydentem nas wszystkich twierdzi, że jest, dokonał nadużycia kompetencji, wyraził w moim imieniu (nie pytając mnie o zdanie) tezę, że mnie nie boli, gdy sobie jedni drugich MORDUJĄ. Bo jeśli prezydent, jak rozumiem,  klasyfikuje przynależność do narodu skalą: – mordowanie (wskazanych do likwidacji) nie boli, to czuję się wykluczona, tak mam, czy się prezydentowi podoba, czy się nie podoba, że mnie mordowanie jednych przez drugich boli, a nakazywanie mi, iż ma mnie nie boleć (bo są warci i niewarci bólu) jest pogwałceniem moich praw to raz, a dwa, moja niezgoda z tym nakazem jest próbą  wykluczenia mnie z przynależności do narodu, z którego moje korzenie! Na to mojej zgody nie ma i nie będzie!

Bo nie takiego chcę świata, który przyzwala na mordowanie w ogóle, a już na pewno nie takiego, który przyzwala, a wręcz zachęca, czy oferuje pomocnictwo w mordowaniu kogokolwiek i to w imię geo-global- zwyczajnego draństwa, chciejstwa, maccartyzmu, czy innego -yzmu/izmu, hegemonii, czy wreszcie globalizmu.

I nie, nie będę rozwodzić się nad tym skąd korzenie wyrastają wojny na Ukrainie, każdy kto ma przynajmniej odrobinę rozeznania i trzeźwego spojrzenia na  geo-global  trendy, dążenia, procesy, doskonale wie czym jest wojna na Ukrainie i że to „proxy wojna”, i wie w czyim interesie, na czyje zamówienie. Bibliografii i poważnych nazwisk omawiających te procesy jest wystarczająco wiele, wystarczy sięgnąć. Kto natomiast nie wie, bo zwyczajnie nie chce wiedzieć, bo bezrefleksyjnie przyjmuje to co mu wiedzieć wyrobnicy, politycy, słudzy globalistów etc. itd. każą,  ten pewnie przyklaśnie prezydentowi na jego „niech sobie mordują” i nie będzie go to bolało, a dodatkowo może i poprosi Boga o błogosławieństwo w tym „dziele”, a ja wstrzymam się przed ocenami takich postaw, ja tylko pod rozwagę, przewrotnie ( wielu powie jak śmiem zrównywać – ano śmiem i nie zrównuję, a mechanizm wskazuję)  zapytam:  A co jeśli w  imię jakichś tam swoich „racji” (a ponoć mieli je uprawnione- tak przynajmniej tłumaczą)  tam na Wołyniu, w Małopolsce Wschodniej, na Polesiu i Lubelszczyźnie Ukraińcy  tak właśnie tłumaczyli bandytów z UPA  „ niech sobie mordują tych Polaków, bo tam, gdzie się bije Polaka, tam Ukrainiec pomaga  i w ogóle nas Ukraińców to nie boli” , to te „racje” były wystarczające do aktów morderstw, do pomocnictwa, do podżegania? To i może te „racje” są dziś do obrony? Dlaczego nie?!

A co jeśli  w  imię jakichś tam swoich „racji” (a ponoć mają je uprawnione- tak przynajmniej tłumaczą)  tam w Gazie, na Zachodnim Brzegu Jordanu ,w Libanie, w strefach przygranicznych z  Syrią i w Iranie, rząd Izraela tak właśnie tłumaczy: „ niech sobie mordują tych Palestyńczyków, Libańczyków, Syryjczyków, Irańczyków…, bo tam, gdzie się bije Palestyńczyka, Libańczyka, Syryjczyka, Irańczyka, tam Izrael pomaga  i w ogóle nas Żydów to nie boli” to te „racje” są wystarczające do aktów morderstw, do pomocnictwa, do podżegania? To i te „racje” są dziś do obrony? Dlaczego nie?!

I można by jeszcze wiele, wszak „racji” w świecie ile państw,  tylko po co, a raczej czemu to ma służyć?! I co gorsze, dlaczego ma nie boleć?!!!

Że niby w polskich realiach, w ramach zwyczajnej, bezrefleksyjnej rusofobii i tych wszystkich „racji”, które każą pielęgnować ją, karmić nią społeczeństwo jak tlenem, zatruwać nią ogląd na real geo-global draństwa, by tłumaczyć i przykrywać nią hipokryzję oszalałych z chęci dominacji nad światem posiadaczy fortun, że niby nam wolno więcej? I to w imię i z błogosławieństwem (na wezwanie) Boga?!

I, że mnie tę, z rodu Polaków, która hołduje zasadzie „nie ma drogi do pokoju, to pokój jest drogą” i drugiej „nie czynić nikomu tego co mi samej niemiłe”, ma nie boleć, że ktoś namawia kogoś do mordowania człowieka tylko dlatego, że jakiś -izm nas różni, jakaś ideologia i jakieś „racje”?

Otóż Panie prezydencie mnie, Polkę, z krwi i kości takie podejście boli, mord boli, mord dla mordu szczególnie boli, tak jak boli iż Prezydent mojej Ojczyzny pochwala, zezwala, podżega i obiecuje pomocnictwo w zwyczajnym zezwierzęceniu. Gdyby zamiast „mordują” padło słowo zabijają też uznałabym za szczucie, ale to mieści się w kanonie ; jest wojna, ludzie się wzajemnie zabijają (pominę, że czynią to na polecenie tych, którzy mają swoje „racje”, a ludzkie życie mają za nic ). Padło wyraźnie „niech sobie mordują” (wspomnę, że na widowni widziałam księży- bili. o zgrozo – brawo).  Domagać się śmierci, nakłaniać do mordu na kimś wskazanym do tego, by go powszechnie (delikatnie mówiąc) nie lubić, a dosadnie na wskazanym do tego, wytypowanym, by go nienawidzić, to panie  Prezydencie  zwyczajny moralny upadek … i nie, nie tych, których się do przestępstwa wzywa (nawet jeśli psychologia tłumu tłumaczy w danej chwili aplauz), to upadek moralny wzywającego – to zwyczajne zezwierzęcenie. (Coś Pan wspominał o Wołyniu … zachęcam do spojrzenia w lustro).  Był czas i momenty, że prezydent Nawrocki zyskał nić mojej sympatii, a i za niektóre decyzje nić szacunku. Pękły jak mydlana bańka, myślę, że bezpowrotnie.

Bożena Gaworska-Aleksandrowicz

Przyjdą po nas

Przyjdą po nas

Biały Dom odkrywa więcej „komunistów” i terrorystów

Filip Giraldi

W Ameryce Donalda Trumpa możesz budzić się każdego ranka, przeglądać nocne nagłówki w internecie i odkrywać coś nowego i ekscytującego. W zeszłym tygodniu mieliśmy do czynienia z mieszanką (odnowionej) wojny z Iranem i skomplikowanych zachowań w innych kwestiach, podczas gdy prezydent Trump zdaje się celować w swoich wrogów w kraju i za granicą. Sekretarz obrony USA Pete Hegseth z zadowoleniem przyjmuje eskalację globalnego chaosu. Spodziewa się wzrostu przemocy podżeganej przez USA i nakazał badanie poziomu testosteronu u żołnierzy, personelu sił powietrznych, marynarzy i żołnierzy piechoty morskiej.

„Hegseth argumentuje, że ten środek, który ma stać się częścią rutynowych badań lekarskich żołnierzy po 30. roku życia, zapewni optymalną sprawność i długoterminowy stan zdrowia żołnierzy… Posunięcie to wpisuje się w koncentrację Hegsetha na wyglądzie i męskości, którą jeden z demokratów określił w tym tygodniu mianem „homoerotycznej”.

Osoby, którym brakuje wystarczającego poziomu hormonów „męskich cech”, są uznawane za niezdolne do walki, ponieważ zabójcze instynkty pielęgnowane przez Hegsetha wymagają pewnego poziomu wściekłości. Niektórym żołnierzom może zostać zaproponowana terapia w celu podniesienia poziomu hormonów.

I być może nie jest to aż tak zaskakujące, że znaczna część codziennych wiadomości zdaje się koncentrować na „najlepszym przyjacielu i najbliższym sojuszniku” Ameryki – Izraelu. Jedną z największych ironii w rywalizacji między Izraelem a resztą świata jest to, że Stary Testament, „Tora”, jest regularnie cytowany przez Waszyngton i media krajowe, aby usprawiedliwić wszystkie działania państwa żydowskiego. Dzieje się tak, mimo że poza uporczywą mitologią przeplatającą się z fantazją o Holokauście, mającą na celu podtrzymanie mitu „wybraństwa”, biblijna Judea ma niewiele wspólnego ze współczesnym Izraelem.

W rzeczywistości Judea przestała istnieć jako państwo w 70 roku n.e. [AD md] , kiedy Rzymianie zniszczyli ją, w tym Drugą Świątynię w Jerozolimie, po której nie zachował się żaden materialny ślad, i zmusili Żydów do wygnania. Następnie terytorium dzisiejszej Palestyny ​​znajdowało się pod władzą różnych mocarstw, w tym Rzymu, Bizancjum, muzułmańskich Arabów, chrześcijańskich Europejczyków, Mameluków, Turków i Brytyjczyków, aż do utworzenia państwa żydowskiego w 1948 roku z przyczyn politycznych.

Oznacza to, że przez prawie 1900 lat nie istniał ani „Izrael”, ani naród żydowski, a obecność Żydów w regionie, z którego narodził się judaizm, była marginalna. Nie istniał żaden historyczny nakaz przesiedlenia grupy cudzoziemców, których jedyną wspólną cechą była religia, której wielu z nich nie praktykowało, na ziemię, której rodzima ludność, zamieszkująca ją przez dwa tysiąclecia pod obcymi rządami chrześcijańskimi i muzułmańskimi, zaczęła się wyludniać.

Niedawni prezydenci USA próbowali przedstawiać brutalną izraelską opresję i okupację rzekomo sąsiedniego państwa Palestyny ​​jako całkowicie akceptowalne. Wynika to w dużej mierze z nonsensów rozpowszechnianych przez grupę amerykańskich fundamentalistów, często określanych mianem chrześcijańskich syjonistów. Oderwany od rzeczywistości ambasador USA w Izraelu, Mike Huckabee, najlepiej uosabia tę grupę. Ci ludzie czczą żydowską Biblię, jak można by rzec, i interpretują ją jako „wyjaśnioną” przez XIX-wieczną Biblię Scofielda. Huckabee posuwa się nawet do absurdalnego stwierdzenia, że ​​„bez Izraela, bez żydowskich fundamentów, nie byłoby Ameryki”.

Niestety, chrześcijańscy syjoniści są silnie reprezentowani w południowych i niektórych środkowo-zachodnich stanach tzw. Pasa Biblijnego i niezawodnie wybierają członków Kongresu, a nawet prezydentów, którzy priorytetowo traktują Izrael. W ten sposób mamy potwory takie jak Teksańczyk Ted Cruz, pochodzący z Arkansas Tom Cotton i niedawno zmarły mieszkaniec Karoliny Południowej Lindsey Graham, którzy dyktują politykę zagraniczną. I mamy prezydentów takich jak Joe Biden i Donald Trump, których niezwykła lojalność wobec Izraela powinna zostać zakwestionowana podczas ich kampanii!

Najnowszą próbą Kongresu USA, mającą na celu dalsze nasilenie nietolerancji Izraela wobec chrześcijan i muzułmanów, z którymi ma on dzielić dawną Palestynę, jest niedawno uchwalona poprawka do konstytucji, domagająca się równych praw do modlitwy dla Żydów na Wzgórzu Świątynnym w Jerozolimie. Na Wzgórzu znajduje się Meczet Al-Aksa, jedno z trzech najświętszych miejsc islamu, które według tradycji jest miejscem, w którym Mahomet został wzięty przez Allaha do nieba. Podczas powstania Izraela w 1948 roku, Jerozolima została uznana przez Organizację Narodów Zjednoczonych za miasto międzynarodowe dla wszystkich wyznań. Wzgórze było uważane za miejsce szczególne dla muzułmanów, a wyznawcy innych religii mieli do niego jedynie ograniczony dostęp.

W ostatnim czasie w Izraelu wielokrotnie pojawiały się apele ekstremistycznych polityków żydowskich o otwarcie Wzgórza. Niektórzy wzywali nawet do budowy żydowskiej Trzeciej Świątyni, a bardziej radykalne żądania posunęły się tak daleko, że domagały się całkowitego zburzenia Meczetu Al-Aksa. Zbiegło się to z nasileniem prześladowań, a nawet zamknięciem kościołów i meczetów w innych częściach miasta, z wyraźnym zamiarem uczynienia z Jerozolimy bardziej ekskluzywnej dzielnicy żydowskiej. Trump i jego zwolennicy oczywiście nie sprzeciwiali się żydowskiemu aktywizmowi, mimo że chrześcijanie są aktywnie prześladowani i odmawiani im dostępu do kościołów i miejsc świętych.

Niezależnie od Izraela, poglądy Amerykanów, którzy cenią prawo do wolności słowa gwarantowane przez Pierwszą Poprawkę, powinny być szczególnie niepokojące, biorąc pod uwagę autorytarny kierunek, jaki obiera rząd federalny. Należy wziąć pod uwagę potępienia „komunistów” i „terrorystów” przez Trumpa i jego doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego i sekretarza stanu Marco Rubio w zeszłym tygodniu, zwłaszcza tych przeważająco postępowych sił, które wydają się być na czele sprzeciwu wobec rzekomo postępowej polityki promowanej przez Biały Dom. Wydaje się, że dominuje przekonanie, że takie etykietowanie przeciwników zapewni zwycięstwo w nadchodzących wyborach uzupełniających w listopadzie, w których Demokraci są oczerniani jako antyizraelscy, między innymi. Co więcej, ma to na celu ułatwienie celowej deportacji lub uwięzienia takich osób w celu ich uciszenia, tak jak dzieje się to już w przypadku zagranicznych studentów na amerykańskich uniwersytetach.

Jeśli chodzi o obecne wydarzenia, uruchomienie przez Trumpa mało znanego sądu deportacyjnego dla „zagranicznych terrorystów” prawdopodobnie daje prezydentowi i jego zwolennikom nowe narzędzie do oczyszczania kraju z każdego, kto mógłby sprzeciwiać się zabijaniu ludzi bez procesu konstytucyjnego lub prawnego, jak miało to miejsce na Karaibach, w Iranie i Sudanie. Nie żeby Trump potrzebował nowego sądu, biorąc pod uwagę jego lekceważenie praworządności i częste arbitralne działania w napadach gniewu, karzące zarówno obywateli amerykańskich, jak i cudzoziemców.

Rozważmy na przykład niedawne aresztowanie obywatela amerykańskiego podróżującego po Hiszpanii. Jak donosi „Guardian”, hiszpańskie władze aresztowały w zeszły piątek na Ibizie 41-letniego obywatela USA Jamesa Chambersa, bogatego darczyńcę lewicowych i humanitarnych projektów na całym świecie, na prośbę Stanów Zjednoczonych. Został on przeniesiony do więzienia w Madrycie. Według rzecznika hiszpańskiego Sądu Najwyższego, Departament Sprawiedliwości USA pod rządami Trumpa ubiega się o jego ekstradycję za rzekome wsparcie finansowe Hamasu. Jest to pierwszy znany przypadek, w którym Stany Zjednoczone wystąpiły o ekstradycję obywatela pod zarzutem wspierania Hamasu. Wydarzenia te mają miejsce w tym samym czasie, gdy sekretarz stanu USA Marco Rubio zwołał w tym tygodniu konferencję z udziałem przedstawicieli 66 krajów – w tym Hiszpanii – mającą na celu zdyskredytowanie działań lewicy jako aktów terroryzmu.

W rzeczywistości Hamas jest oczywiście legalnym ruchem oporu, a o terroryzm powinni zostać oskarżeni Izraelczycy, przede wszystkim premier Benjamin Netanjahu, gdyby odważył się odwiedzić ONZ w Nowym Jorku w sierpniu. Jednak ten fakt wydaje się nie przeszkadzać Donaldowi Trumpowi i Marco Rubio. Można jedynie przypuszczać, że administracja Trumpa w ciągu najbliższych trzech miesięcy znacząco skręci w prawo i zaklasyfikuje wszystkich krytyków jako zagrożenie dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. Początkowo w centrum uwagi będą cudzoziemcy w USA, ale mechanizm ten można łatwo rozszerzyć, aby objąć nim wszystkich krytyków lub zwolenników grup oporu, tak jak stało się to z obywatelem USA Jamesem Chambersem w Hiszpanii. Łatwo jest zaangażować Kongres lub doprowadzić do uznania organizacji przez Biały Dom za „terrorystyczną”, a ci, którzy wspierają ją w oporze wobec polityki USA, zostaną ukarani.

Dokładnie to się stanie, jeśli my, ludzie, nie zjednoczymy się teraz i nie położymy temu kresu!

Źródło: Przyjdą nas zabrać

Dlaczego wojny na Ukrainie nie da się zrozumieć bez zrozumienia handlu instrumentami pochodnymi

Dlaczego wojny na Ukrainie nie da się zrozumieć bez zrozumienia handlu instrumentami pochodnymi

Dirk Ellerbrock apolut/warum-der-ukraine-krieg-ohne-den-derivatehandel-nicht-zu-verstehen-ist

Dlaczego wojny na Ukrainie nie da się zrozumieć bez zrozumienia handlu instrumentami pochodnymi | Autor: Dirk Ellerbrock

Artykuł Dirka Ellerbrocka.

W styczniu 2026 roku konsorcjum pod przewodnictwem firmy inwestycyjnej TechMet i Ronalda S. Laudera, jednego z najbliższych powierników Donalda Trumpa, otrzymało kontrakt na jedno z najcenniejszych, niewykorzystanych złóż litu w Europie.

Złoże, zwane Dobra, znajduje się w obwodzie kirowohradzkim w środkowej Ukrainie i szacuje się, że zawiera od 80 do 105 milionów ton litu. W czerwcu Rada w Kijowie uchwaliła poprawki do ustawy, które wprowadziły w życie podpisaną w kwietniu i ratyfikowaną w maju umowę surowcową między USA a Ukrainą: połowa wszystkich przyszłych dochodów z nowych koncesji wydobywczych trafi do wspólnego funduszu z Waszyngtonem. Czytelnicy doniesień usłyszą przede wszystkim żargon ekonomiczny – kwoty inwestycji, łańcuchy wartości, surowce kluczowe dla transformacji energetycznej.

Nie wspomina się jednak o historii. A ta historia jest prawdziwa.

Podobnego przedsięwzięcia dokonano już trzynaście lat wcześniej, w niemal tym samym miejscu, tylko z innymi logotypami firm. W styczniu 2013 roku w Davos prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz i prezes Shell Peter Voser podpisali pięćdziesięcioletni kontrakt na zagospodarowanie złoża gazu łupkowego Juciwska w obwodach charkowskim i donieckim – inwestycję o wartości dziesięciu miliardów dolarów – w obecności ówczesnego premiera Holandii Marka Ruttego. Wkrótce potem Chevron zabezpieczył podobne roszczenia na zachodzie kraju, a konsorcjum pod przewodnictwem Exxon Mobil zabezpieczyło podobne roszczenia u wybrzeży Morza Czarnego. Łączna kwota zadeklarowanych inwestycji przekroczyła trzydzieści miliardów dolarów. Prezydent Ukrainy mówił o „wielkim wydarzeniu”, jakby obie firmy były ze sobą powiązane.

To, co wydarzyło się później, jest dobrze znane, ale rzadko przytaczane w tym kontekście: bogate w gaz regiony Krymu i wschodniej Ukrainy, niczym w żadnym innym miejscu, oparły się zamachowi stanu z lutego 2014 roku. W Słowiańsku, Kramatorsku i innych punktach dostępu do złoża Juciwskiego mieszkańcy okupowali ratusze. W ciągu kilku tygodni bogaty w surowce region przekształcił się w strefę działań wojennych. Powstanie w Donbasie pozbawiło zachodnie korporacje dokładnie tego, co właśnie zapewniły sobie w Davos – możliwości przekształcania surowców w wymierne zabezpieczenia.

To sformułowanie nie ma charakteru metaforycznego. Jak można obecnie udokumentować, był to język samych osób zaangażowanych w zamach. 18 marca 2014 roku, trzy tygodnie po upadku Janukowycza, skazany przestępca seksualny i pośrednik finansowy Jeffrey Epstein napisał krótki e-mail do Ariane de Rothschild, wówczas członkini zarządu genewskiego banku Edmond de Rothschild Group, w sprawie sytuacji na Ukrainie. W istocie, te wstrząsy otworzyły „wiele możliwości”.

Wiadomość jest częścią akt Epsteina, opublikowanych przez Departament Sprawiedliwości USA na początku 2026 roku i nie była wcześniej publikowana. Nie dowodzi ona, że ​​Epstein lub Rothschild zorganizowali zamach stanu – nie ma na to dowodów, a takie twierdzenie nie byłoby konieczne. Ujawnia coś znacznie poważniejszego i właśnie dlatego bardziej pouczającego: że w ośrodkach finansowych związek między wstrząsami politycznymi a dostępem do zabezpieczeń był uważany za coś oczywistego, w czasie rzeczywistym, jako część normalnej, codziennej działalności, na długo zanim ktokolwiek zaczął mówić o gospodarce wojennej.

Pytanie, które nasuwa się po tym, ma charakter strukturalny: dlaczego rynki finansowe w ogóle potrzebują surowców w ziemi jako „zabezpieczenia”? Odpowiedź leży w samym rynku instrumentów pochodnych. Od momentu otwarcia międzynarodowego rynku usług finansowych na mocy Protokołu WTO z 1997 roku, który wszedł w życie w 1999 roku i zniósł rozdział banków oszczędnościowych od inwestycyjnych we wszystkich 156 państwach członkowskich, pozagiełdowy handel instrumentami pochodnymi stał się jednym z najbardziej skoncentrowanych i dochodowych sektorów na świecie, kontrolowanym przez garstkę dużych banków z siedzibą w londyńskim City – jednostce administracyjnej z własnym burmistrzem, policją i systemem wyborczym, który przydziela głosy firmom na podstawie liczby pracowników.

Ta machina funkcjonuje tylko tak długo, jak długo jest stale zasilana nowymi, cennymi zabezpieczeniami: ropą naftową, gazem ziem rzadkich, metalami ziem rzadkich i litem. Jeśli podaż się nie zmaterializuje, istnieje ryzyko dodatkowych żądań kapitału, wymuszonej sprzedaży i ostatecznie załamania, jak to miało miejsce w 2008 r., kiedy to sekurytyzowane nieruchomości śmieciowe zamiast zasobów mineralnych, ale według tego samego mechanizmu.

[Aktywa sekurytyzowane to prawa lub długi (np. kredyty, pożyczki), które zmieniono w papiery wartościowe. Banki lub firmy łączą te długi w grupy. Potem sprzedają je innym inwestorom, aby szybko zdobyć gotówkę i uwolnić miejsce w swoim bilansie. md]

Konflikt w Donbasie w 2014 roku nie był zatem sporem peryferyjnym, lecz naruszeniem bezpieczeństwa. To, co nastąpiło, było logiczne, jeśli podążymy za tą logiką do samego końca: pożyczka MFW w wysokości 17 miliardów dolarów dla nowego rządu w Kijowie w kwietniu 2014 roku, zmobilizowana pod wyraźną presją zachodnich kredytodawców, by odzyskać kontrolę nad wschodem i południem. Wizyta ówczesnego dyrektora CIA Johna Brennana w Kijowie kilka dni wcześniej, którą Biały Dom potwierdził po przeprowadzeniu dochodzenia, a jednocześnie zmobilizowano 60-tysięczną Gwardię Narodową pod dowództwem szefa ochrony Andrija Parubija.

Powołanie Huntera Bidena do zarządu największej prywatnej ukraińskiej firmy energetycznej, Burismy, w maju 2014 roku, kilka tygodni po wizycie jego ojca w Kijowie, podczas której ojciec zobowiązał się do wsparcia nowego rządu w „realizacji” kontraktów energetycznych podpisanych w 2013 roku. Każde z tych wydarzeń jest udokumentowane i możliwe do indywidualnego wyjaśnienia. Łącznie ujawniają one pewien schemat: próbę wymuszenia, za pomocą środków politycznych i polityki bezpieczeństwa, tego, czego nie można już było kupić swobodnie za pomocą środków ekonomicznych.

Dwanaście lat i pełnowymiarowa wojna później, właśnie to zostało osiągnięte – tyle że teraz nie poprzez umowy o podziale produkcji między poszczególnymi korporacjami a ukraińskim rządem, ale poprzez traktat międzyrządowy, który na stałe wiąże część ukraińskich dochodów z surowców ze wspólnym funduszem z Waszyngtonem. Różnica w stosunku do 2013 roku nie polega na istocie, ale na stopniu przejrzystości. Wtedy kadra kierownicza korporacji negocjowała z prezydentem w Davos; dziś dostęp jest zagwarantowany w ustawodawstwie Rady. Około jedna piąta ukraińskich zasobów mineralnych, w tym znaczne części Donbasu, znajduje się obecnie pod kontrolą Rosji – co oznacza, że ​​to sama linia frontu decyduje, które złoża mogą nadal służyć jako zabezpieczenie funduszu. Wojna przerysowała mapę możliwości eksploatacji, a to, co pozostało, jest teraz rejestrowane, a pierwszym beneficjentem jest inwestor powiązany z Trumpem.

Każdy, kto twierdzi, że to jedynie legalna dyplomacja gospodarcza, nie rozumie istoty rzeczy. Legalna dyplomacja gospodarcza nie szuka zabezpieczenia pod ostrzałem artyleryjskim. Fakt, że dzieje się tak od 2014 roku, a w jeszcze bardziej zintensyfikowanej formie od 2022 roku, jest prawdziwym skandalem – nie ze względu na moralne ułomności jednostek, ale ze względu na immanentną logikę systemu, który nie jest już w stanie utrzymać własnego długu bez ciągłego dostępu do nowych zabezpieczeń. Od czasu uchwalenia ustawy Big Bang Act z 1986 roku londyńskie City zbudowało swoją infrastrukturę właśnie w tym celu: polisy ubezpieczeniowe na wypadek wojny w Lloyd’s, które od 1898 roku mogą pobierać wygórowane składki w przypadku wojny, oraz wolumen instrumentów pochodnych, który obecnie stukrotnie przekracza realną gospodarkę. Ta machina nie zmierza w kierunku coraz to nowych konfliktów dlatego, że jej zarządcy chcą wojen. Zmierza w ich kierunku, ponieważ system się załamie, jeśli tego nie zrobi.

Zwrot „Wojny to wojny bankierów” oddaje to powiązanie zbyt lakonicznie, by być precyzyjnym – sugeruje celowy plan, w którym w rzeczywistości działa ograniczenie strukturalne, uniemożliwiające poszczególnym aktorom podejmowanie decyzji, a zmuszające ich jedynie do ich realizacji. To właśnie czyni sytuację bardziej niebezpieczną, a nie mniej: plan można by zatrzymać, odsuwając planistów. Ograniczenie strukturalne, które stale domaga się nowych gwarancji, nie znika wraz ze zmianą personelu w Urzędzie Kanclerza lub Białym Domu. Po prostu przenosi się na kolejny front – z Bagdadu, przez Donbas, do Teheranu i, jak pokazuje sprawa Dobrej, z powrotem na Ukrainę, gdzie rachunek z 2013 roku jest teraz płacony, z dwunastoletnim opóźnieniem i z wieloma ofiarami śmiertelnymi.



+++

Źródło obrazu: John Wreford / shutterstock

+++

Źródła:

Dobra Lithium / Umowa o surowcach USA-Ukraina 2025/26
Ukrainska Pravda (angielski), 12 stycznia 2026 r. – Wyrok dla Dobra Lithium Holdings JV (TechMet/Rock Holdings): https://www.pravda.com.ua/eng/news/2026/01/12/8015797/

S&P Global Commodity Insights, 12 stycznia 2026 r. – Rezerwy, kwota inwestycji (179 mln USD), struktura PSA: https://www.spglobal.com/energy/en/news-research/latest-news/metals/011226-techmet-rock-holdings-jv-wins-rights-for-dobra-lithium-deposit-in-ukraine

Mining.com, 11 marca 2025 r. – połączenie TechMet/Lauder, udziały DFC w TechMet: https://www.mining.com/us-backed-techmet-eyes-ukraine-lithium-asset/

Transakcje Shell/Chevron/Exxon 2012/2013
BBC, 24 stycznia 2013 r. – Transakcja Shell-Ukraina, zdjęcia Rutte/Voser/Yanukovytsch w Davos: https://feeds.bbci.co.uk/news/world-europe-21191164

IndustryWeek, 25 stycznia 2013 r. – Podpisanie, cytat Janukowycza: https://www.industryweek.com/operations/energy-management/article/21959351/shell-ukraine-in-10-billion-shale-gas-deal

OSW Ośrodek Studiów Wschodnich, 30 stycznia 2013 r. – Struktura własnościowa złoża Nadra-Juzivska, przegląd wszystkich trzech złóż (Juzivska/Oleska/Skifska) wraz z lokalizacją: https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2013-01-30/ukraines-agreement-shell-shale-gas-extraction

2B1st Consulting – alokacja geograficzna Oleska (Zachód) kontra Juzivska (Wschód): https://2b1stconsulting.com/shell-to-break-gazprom-gas-monopoly-in-ukraine /

Pożyczka MFW, kwiecień 2014 r.
Komunikat prasowy MFW (program kontynuacyjny 2015 r., z przeglądem): https://www.imf.org/en/news/articles/2015/09/14/01/49/pr15107

CNBC, 30 kwietnia 2014 r. – deklaracja 17 miliardów dolarów: https://www.cnbc.com/2014/04/30/imf-approves-17-billion-loan-package-for-ukraine.html

Fundacja Jamestown, maj 2014 r. – Szczegóły wypłaty: https://jamestown.org/imf-approves-17-billion-loan-for-ukraine/

E-mail Rothschild-Epstein (marzec 2014 r., opublikowany na początku lutego 2026 r.)
RT, 2 lutego 2026 r. – Treść, klasyfikacja, kontekst Komunikat Departamentu Sprawiedliwości: https://www.rt.com/news/631852-ukraine-opportunities-epstein-rothschild/

IBTimes UK, 20 lutego 2026 r. – dodatkowy kontekst (kontrakt o wartości 25 milionów dolarów z 2015 r., dokumenty Departamentu Sprawiedliwości): ibtimes.co.uk/epstein-rothschild-email-payment-documents

euvsdisinfo.eu/report/the-coup-in-ukraine-should-provide-many-opportunities-jeffrey-epstein-said/

Końcowy cel działań Izraela na Zachodnim Brzegu: Osadnicy, żołnierze i państwo działają jako jedność

Końcowy cel działań Izraela na Zachodnim Brzegu: Osadnicy, żołnierze i państwo działają jako jedność.

Wydarzenia w mieście Tell niedaleko Nablusu świadczą o wojnie lądowej, której celem było uniemożliwienie stałej obecności Palestyńczyków.

Mohammad al-Ayoubi

W palestyńskim mieście Tell, na południowy zachód od Nablusu, mieszkańcy próbowali odeprzeć zbrojny atak osadników. Ich reakcja została szybko wykorzystana do uzasadnienia kary zbiorowej. Armia zablokowała drogi dojazdowe, a osadnicy atakowali domy i mienie – obie strony realizowały tę samą kampanię wywłaszczenia. Atak na Tell uwypuklił kampanię, która już trwała na całym okupowanym Zachodnim Brzegu.

Abdullah Abu Rahma, dyrektor akcji społecznej w Komisji ds. Oporu wobec Muru i Osiedli, powiedział portalowi The Cradle , że przemoc była częścią planu wdrażanego zgodnie z ustalonym harmonogramem:

„Prawdą jest, że ataki w ostatnich dniach znacznie wzrosły pod względem liczby męczenników, zniszczeń mienia i ograniczeń swobody przemieszczania się. Stanowią one jednak część szerszego planu, który został opracowany lata temu. Wydarzenia w Tell dały rządowi Benjamina Netanjahu polityczny i medialny pretekst do przyspieszenia tego, co już zaplanowano. Wykorzystano je, aby wmówić własnemu społeczeństwu, że działania przeciwko Palestyńczykom były uzasadnione”.

Liczby ilustrują skalę tej kampanii. Komisja ds. Kolonizacji i Oporu wobec Muru odnotowała łącznie 11 074 ataki sił izraelskich i osadników w pierwszej połowie 2026 roku. Z tego 3488 zostało dokonanych przez osadników, w tym napady na wioski, podpalenia, strzelaniny, kradzieże ziemi i zakładanie nowych placówek osiedlowych. Według komisji, w tych atakach osadnicy zabili 17 Palestyńczyków.

Okupowany Zachodni Brzeg jest również coraz bardziej rozdrobniony na coraz mniejsze enklawy. Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej (OCHA) odnotowało łącznie 925 przeszkód w przemieszczaniu się do grudnia 2025 roku, w tym 89 stałych punktów kontrolnych, 218 punktów kontrolnych częściowo obsadzonych i 232 blokady drogowe.

Analiza danych ONZ przeprowadzona przez Oxfam ujawniła, że ​​między 2023 a końcem 2025 roku siły izraelskie lub osadnicy zabili łącznie 1244 Palestyńczyków. W tym samym okresie prawie 46 000 Palestyńczyków zostało przymusowo przesiedlonych – w porównaniu z nieco ponad 13 000 w ciągu poprzednich 14 lat.

Według dr. Mohammada Halsy, eksperta ds. Izraela, przemocy nie można postrzegać jako łańcucha odizolowanych reakcji:

„Jest to część szeroko zakrojonego programu ideologicznego rządzącej prawicy, która postrzega całą ziemię palestyńską jako wyłączną własność Żydów i uważa, że ​​obecny moment jest najodpowiedniejszy, aby przejść od „zarządzania konfliktem” do jego ostatecznego „rozwiązania”. Ma to na celu naprawienie „historycznego błędu” rzekomo popełnionego przez Ben-Guriona w 1948 roku, kiedy to kilku tysiącom Palestyńczyków pozwolono pozostać w kraju”.

Tell i anatomia przejęcia ziemi

Suleiman Bisharat, dyrektor Centrum Yabous, i Abu Rahma odrzucają pogląd, że Tell stanowi nagły punkt zwrotny. Zamiast tego postrzegają te wydarzenia jako element wzorca przemocy osadników, która nasiliła się na okupowanym Zachodnim Brzegu od 2024 roku.

Aktywista społeczny Ahmad Ayyash idzie jeszcze dalej, wyjaśniając dla The Cradle :

„To, co się dzieje, to nie „ataki osadników pod ochroną armii”, jak się często twierdzi, ale ataki przeprowadzane wspólnie z armią – nie pod jej ochroną. Między nimi istnieje niezwykle ścisła współpraca. Osadnicy i armia izraelska nie są odrębnymi podmiotami, lecz dwoma ramionami tego samego projektu”.

Zdaniem Ayyasha Tell mogło jednak stanowić punkt zwrotny – albo jako początek silniejszego oporu przeciwko osadnikom i armii, albo jako preludium do nowych form oporu przeciwko okupacji.

Odnosząc się do niedawnego incydentu, Abu Rahma stwierdził:

„To, co się stało, było samoobroną. Nagrania wideo pokazują, że ofiary zostały zabite albo przez ogień wojska, albo przez samych osadników. Zdobycie broni było jedynie chwilowym zaniedbaniem, a nie zaplanowanym działaniem”.

Agencja Reuters podała, że ​​konfrontacja rozpoczęła się po tym, jak uzbrojeni osadnicy zbliżyli się do wioski. Na nagraniu wideo widać Palestyńczyka chwytającego karabin, zanim został zastrzelony.

Eliminacja modelu oporu

Ayyash uważał, że zaciekłość izraelskiej reakcji miała na celu uniemożliwienie Tell stania się wzorem dla innych palestyńskich społeczności. Okupant nie może pozwolić, aby skuteczna samoobrona była postrzegana jako czynnik odstraszający przed przyszłymi atakami osadników.

„Jeszcze przed 7 października okupanci próbowali zniszczyć palestyński model i wizerunek bojownika ruchu oporu – tak jak wcześniej robiono to w obozach Nour Shams, Tulkarm i Dżanin, gdzie zmieniono geografię, zniszczono środowisko ruchu oporu, a nawet usunięto pomniki męczenników”.

Zbiorowa kara dla Tella posłużyła zatem również jako ostrzeżenie dla innych społeczności palestyńskich: ci, którzy bronią się przed atakami osadników, muszą liczyć się z całą siłą okupacji.

Uczynienie życia Palestyńczyka niemożliwym

Ayyash opisuje ten proces jako transformację demograficzną, która manifestuje się inaczej w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu. W Strefie Gazy codzienne życie ulega przekształceniom poprzez kontrolę nad tym, jakie towary wwożone są do Strefy Gazy, a jakie nie.

Już w styczniu 2026 r. udokumentowano niedobory wołowiny, drobiu, produktów higienicznych i innych podstawowych dóbr, co przypisywano izraelskim ograniczeniom importowym.

Według Ayyash, ta sama logika jest wdrażana na okupowanym Zachodnim Brzegu poprzez systematyczne przesiedlenia. Datuje przyspieszenie tej kampanii na rok 2024 – osiem miesięcy po rozpoczęciu wojny w Strefie Gazy – i przypomina sobie reklamy wzdłuż obwodnic z hasłem:

„W Palestynie nie ma przyszłości”.

Ich celem było przekonanie Palestyńczyków, że godne życie na ich ziemi nie jest już możliwe i że muszą szukać przyszłości gdzie indziej.

Społeczności beduińskie i pasterskie zostały szczególnie dotknięte. OCHA informuje, że ataki osadników i związane z nimi ograniczenia dostępu spowodowały przesiedlenie łącznie 6200 Palestyńczyków ze 119 społeczności w okresie od stycznia 2023 r. do czerwca 2026 r., w tym ponad 3600 osób z 46 całkowicie ewakuowanych społeczności.

Według Ayyash, presja ta prowadzi obecnie do migracji wewnętrznej z odległych wiosek i osiedli do miast w Strefie A. Ograniczenia w przemieszczaniu się, napady, kradzieże bydła, nieurodzaj oraz niszczenie dróg i infrastruktury odcinają społeczności od zasobów, których potrzebują, aby pozostać na swoich ziemiach. Gdy te warunki staną się nie do zniesienia, obszary te zostaną wyludnione i otwarte na wywłaszczenie ziemi.

Dwa ramiona tego samego projektu

Abu Rahma opisuje podział zadań między państwem a milicjami osadników. Aparat państwowy zapewnia prawo, sądy, policję i siły zbrojne. Osadnicy otrzymują fundusze, transport i broń, podczas gdy ich przestępstwa są ignorowane lub aktywnie wspierane.

Śledztwo ONZ opublikowane w czerwcu wykazało, że władze Izraela sprzyjały przemocy ze strony osadników poprzez wsparcie finansowe, militarne i prawne. Siły bezpieczeństwa często towarzyszyły lub chroniły osadników podczas ataków.

Państwo niszczy domy i drastycznie ogranicza swobodę przemieszczania się Palestyńczyków poprzez posterunki kontrolne. Osadnicy podpalają domy i wypędzają mieszkańców z ich ziem. Opór spotyka się z aresztowaniami i grzywnami. Krok po kroku przygotowywane są podwaliny pod aneksję.

Halsa dostrzega dwa cele stojące za tą ciągłą eskalacją. Pierwszym jest terroryzowanie Palestyńczyków, dopóki dobrowolnie nie opuszczą swojej ziemi. Drugim jest sprowokowanie ich do samoobrony, aby następnie uzasadnić znacznie brutalniejszą reakcję za pomocą odwróconej narracji, w której agresorzy występują jako ofiary.

3488 ataków na osadników odnotowanych przez Komisję w pierwszej połowie 2026 r. oznacza średnio ponad 19 ataków dziennie, a jej metodologia pozwala na wykrycie szerszego zakresu naruszeń niż oparty na zdarzeniach monitoring OCHA.

Do 20 lipca OCHA odnotowało 18 zgonów Palestyńczyków w wyniku ataków na osadników – liczba ta przekroczyła już całkowitą liczbę ofiar z całego roku 2025. To, co kiedyś uważano za zjawisko marginalne, stało się centralną metodą kontroli terytorialnej.

Placówka bez pretekstu

Ekspansja osad nie jest uzależniona od Tell ani od żadnej pojedynczej konfrontacji. Ayyash wyjaśnia, że ​​okupanci wykorzystują każdą okazję, by przyspieszyć ekspansję osadniczą i konfiskować ziemię, ale nie potrzebują żadnego konkretnego pretekstu. Nawet gdyby wydarzenia w Tell nie miały miejsca, placówki zostałyby rozbudowane z innego, podanego powodu – a nawet bez żadnego pretekstu.

Po konfrontacji Netanjahu obiecał przyspieszyć budowę osiedli w regionie. Halsa ostrzega: „Każdy oczyszczony centymetr tworzy przestrzeń dla syjonistyczno-talmudycznego przyczółka, a czasu nie da się cofnąć”.

Ekstremistyczny izraelski minister finansów Bezalel Smotrich ogłosił plany budowy 763 mieszkań w Eli – projekt ten ma potroić powierzchnię osiedla. W lipcu izraelski gabinet bezpieczeństwa zatwierdził również 1,3 miliarda szekli na budowę 34 nowych osiedli na Zachodnim Brzegu, w tym na nowo wybudowane osiedla i istniejące placówki, które mają zostać zalegalizowane z mocą wsteczną.

Kampania wyborcza kosztem krwi palestyńskiej

Eskalacja napięć wpływa również na izraelską kampanię wyborczą przed wyborami zaplanowanymi na 27 października 2026 r. Halsa opisuje pole polityczne jako „całkowicie otwarte”, a ministrowie rywalizują o zajęcie najbardziej stanowczego stanowiska i uczynienie z kwestii palestyńskich ziem i miejsc świętych tematów kampanii.

Ayyash przedstawia jeszcze ostrzejszy pogląd. Twierdzi, że ekstremizm jest mocno zakorzeniony w izraelskim głównym nurcie politycznym, a społeczeństwo izraelskie jest agresywne i „zafascynowane zabijaniem i destrukcją”. Powołuje się na rasistowską maksymę: „Jedyny dobry Arab to martwy Arab”.

Frakcje polityczne rywalizują o głosy kosztem życia Palestyńczyków. Każda z nich stara się być jeszcze bardziej agresywna wobec Palestyńczyków i bardziej zdecydowanie niż inne opowiadać się za rozbudową osiedli.

W tym konkursie niewiele miejsca zajmuje znane twierdzenie, że w Izraelu wciąż istnieje znaczący obóz dążący do pokoju. Biszarat ostrzega jednak, że wybory są jedynie czynnikiem przyspieszającym, a nie przyczyną.

Kampania wyborcza toczy się w kontekście ideologicznym sięgającym roku 1948, kiedy to żydowskie grupy zbrojne wykorzystały tę sytuację do wyludniania palestyńskich wiosek poprzez podpalenia i zabijanie cywilów.

Dzisiejsze milicje osadnicze pełnią podobną funkcję dla państwa. Chociaż ich przemoc jest przedstawiana jako spontaniczna lub nieuprawniona, promuje ona działania, które rząd później oficjalnie wdraża poprzez rozkazy wojskowe, decyzje planistyczne i działania aneksyjne.

Aneksja w tempie wojennym

Abu Rahma wyjaśnia, że ​​projekt istniał jeszcze przed operacją Potop Al-Aksa. Jednak wojna regionalna dała Izraelowi swobodę w jego realizacji w niespotykanym dotąd tempie. Plany, które pierwotnie miały zająć dziesięć lat, są obecnie realizowane w ciągu trzech lub czterech lat – przy wsparciu społeczności międzynarodowej, która poprzez milczenie i bezczynność znormalizowała zbrodnie przeciwko Palestyńczykom.

Tempo to zaniepokoiło również część izraelskiego aparatu bezpieczeństwa. Prawie 600 byłych wojskowych, funkcjonariuszy wywiadu, policji i dyplomatów ostrzegło prezydenta USA Donalda Trumpa, że ​​przemoc ze strony osadników może mieć konsekwencje „jeszcze bardziej katastrofalne” niż te z 7 października.

Mimo to względy wyborcze i ideologiczne wciąż biorą górę nad obawami o bezpieczeństwo osób, które poświęciły swoje życie zawodowe obronie państwa okupacyjnego.

Na całym okupowanym Zachodnim Brzegu rzekomo tymczasowe środki stają się coraz bardziej trwałe. Drogi pozostają zamknięte długo po przybyciu armii, a osady-placówki pod ochroną wojskową rozciągają się na pastwiskach wiejskich. Odcięte od swoich ziem i sąsiednich społeczności, rodziny są zmuszane do przeprowadzki do ośrodków miejskich.

Trzymaj kraj

Pomimo przytłaczającej nierównowagi sił, Palestyńczycy pozostają największą przeszkodą w realizacji tego projektu. W Strefie Gazy, a także podczas intifad w 1987 i 2000 roku, udowodnili swoją zdolność do udaremnienia planów wysiedleń – choć za cenę ogromnych ofiar ludzkich.

Biszarat pyta, czy Palestyńczycy zdołają zmienić równowagę sił politycznych na tyle długo, by skorzystać z wydarzeń międzynarodowych, które wywierają coraz większą presję na Izrael. Poparcie dla państwa okupacyjnego spadło, podczas gdy poparcie społeczne dla sprawy palestyńskiej wzrosło w obliczu wojny na wyniszczenie w Strefie Gazy. Kluczowe pytanie brzmi, czy ta zmiana może przełożyć się na presję na rządy, które nadal dozbrajają i chronią Tel Awiw.

Halsa uważa, że ​​minimalna reakcja musi obejmować zorganizowaną, pokojową akcję społeczną, w tym działania grup samozwańczych i zgromadzenia społeczne, w połączeniu z długotrwałą kampanią medialną i dyplomatyczną, ujawniającą izraelską wersję wydarzeń. Jego zdaniem, po wydarzeniach w Tell powinny natychmiast odbyć się konferencje prasowe dokumentujące przebieg konfrontacji i rolę armii.

Nawołuje również do wykorzystania sprzeciwu w Izraelu – w tym listu podpisanego przez prawie 600 byłych funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa – i przełożenia zmiany w zachodniej opinii publicznej na wpływy polityczne na arenie międzynarodowej. Halsa argumentuje, że właśnie tego obawia się Izrael.

Tell ujawnił, w jaki sposób siła militarna, przemoc osadników i polityka państwa są wykorzystywane do pozbawiania Palestyńczyków ich ziemi – bez konieczności podejmowania formalnej decyzji o aneksji.

Organizacje międzynarodowe mogą nadal dokumentować liczbę ofiar śmiertelnych, przesiedleńców, punktów kontrolnych, ataków i placówek. Jednak dokumentacja bez konsekwencji pozwala na przerysowywanie mapy, podczas gdy raporty nadal się mnożą.

Ostateczny wynik zostanie rozstrzygnięty na miejscu, gdzie odmowa Palestyńczyków opuszczenia swojej ziemi pozostaje największą przeszkodą na drodze Izraela do osiągnięcia ostatecznego celu na Zachodnim Brzegu.

Źródło: Koniec wojny na Zachodnim Brzegu Izraela: osadnicy, żołnierze i państwo działają razem

Rozbieramy z uwagą klangor

Stanisław Michalkiewicz: Rozbieramy z uwagą klangor

Że wśród naszych Umiłowanych Przywódców odsetek bałwanów przekracza i to zdecydowanie, średnią krajową – to wszyscy wiedzą, a jeśli nawet jakimś cudem jeszcze nie wiedzą, to przynajmniej – podejrzewają. Zresztą na niektórych Umiłowanych Przywódców wystarczy popatrzeć, by zaraz nabrać najgorszych podejrzeń. Żadnych nazwisk oczywiście wymieniał nie będę, bo nadal wisi nade mną kondemnatka – ale każdy może podstawić sobie jakieś ulubione nazwisko – a ja nie będę protestował.

Czym innym jednak są podejrzenia, a nawet – tak zwana wiedza potoczna, którą nienawistne sądy w swoim żargonie  nazywają „notoryjnością powszechną” – a czym innym – twarde dowody i to dostarczone przez samych delikwentów. No i właśnie dowodów na bęcwalstwo dostarczył nam osobiście obywatel Tusk Donald, a myślę, że nie jest w tym odosobniony, bo przecież otoczony jest zgrają doradców doskonałych, do których w swoim czasie zaliczał się Mateusz Morawiecki. Ale incipiam.

   Kilka dni temu pan prezydent Karol Nawrocki wręczył nominacje na asesorów sądowych ponad 200 osobom. Asesorem sądowym może zostać aplikant, który zdał sędziowski egzamin. Więc pan prezydent wręczył nominacje na asesorów sądowych ponad 200 takim osobom. Najpierw klangor z tego powodu podniósł obywatel Żurek Waldemar – że zbrodnia to niesłychana. Początkowo myślałem, że Żurku Waldemaru nie podobają się ci asesorowie, ponieważ mogli zostać rekomendowani przez „nieprawidłowo obsadzoną” Krajową Radę Sądownictwa.

Ale przecież, odkąd w Krajowej Radzie Sądownictwa zasiada swoim zadem Wielce Czcigodna Anna Maria Żydowska, to znaczy – pardon; oczywiście Anna Maria Żukowska  i Wielce Czcigodna Kamila Gasiuk-Pichowicz, co to najpierw była w Nowoczesnej, a potem została skierowana do Volksdeutsche Partei, to nieomylny to znak, że KRS została obsadzona prawidłowymi zadami. Wkrótce jednak wszystko się wyjaśniło – że pan prezydent Karol Nawrocki nie poczekał z wręczeniem nominacji asesorskich na kontrasygnatę obywatela Tuska Donalda.

W związku z tym, w atmosferze klangoru podniesionego przez stado autorytetów moralnych, obywatel Tusk Donald rzutem na taśmę uratował socjalistyczną praworządność, składając podpis na jakiejś kartce oprawionej w czerwone okładki. Powiedział przy tym, że pan prezydent Karol Nawrocki „nie dopełnił obowiązku”, czyli nie zwrócił się do niego po kontrasygnatę.

   Sęk jednak w tym, ze konstytucja z 1997 roku takiej kontrasygnaty wcale nie wymaga. Art. 144 wprawdzie formułuje zasadę, że „akty urzędowe” prezydenta wymagają dla swej ważności kontrasygnaty premiera, który w ten sposób przyjmuje odpowiedzialność przed Sejmem za to, co podpisał – ale ust. 3 tego artykułu konstytucji enumeratywnie wylicza wyjątki – kiedy taka kontrasygnata nie jest wymagana. W punkcie 17 ustępu 3 art. 144 konstytucji czytamy zatem, że kontrasygnata prezesa Rady Ministrów nie jest wymagana przy „powoływaniu sędziów”.

Wystarczyłoby zatem, gdyby obywatel Tusk Donald, albo któryś ze zgrai jego doradców doskonałych, albo w ostateczności – obywatel Żurek Waldemar – zwyczajnie zajrzał do konstytucji i sprawdził, jak się sprawy mają. Aliści nawet gdyby zajrzał, to – kto wie – mógłby nabrać wątpliwości. Chodzi o to, że wspomniany punkt mówi o „powoływaniu sędziów” natomiast o asesorach – cyt. W związku z tym ci jurysprudensi mogliby sobie wykombinować, że jeśli chodzi o  powoływanie sędziów, to może kontrasygnata rzeczywiście wymagana nie jest – ale za to przy mianowaniu asesorów – już jest obowiązkowa.

Na co mogliby się powołać? Ano – na to, że punkt 17 ustępu 3 art. 144 konstytucji ma charakter wyjątku, a wyjątków nie powinno się interpretować rozszerzająco. Jeśli zatem punkt 17 mówi o powoływaniu sędziów, a o asesorach nie wspomina, to znaczy, ze w przypadku mianowania asesorów trzeba najsampierw uzyskać kontrasygnatę. W przeciwnym razie nominacje będą nieważne, a w konsekwencji – nieważne będą też wszystkie orzeczenia wydane przez tych mianowańców.

   Na pierwszy rzut oka trzyma się to kupy – ale na drugim rzut oka widać, że mamy tu do czynienia z tak zwanym kretynizmem prawniczym. Ten kretynizm prawniczy to prawdziwa plaga, prawdziwa epidemia, która z zagadkowych przyczyn poraziła tubylczy wymiar sprawiedliwości. Pewne światło na przyczyny tej epidemii rzuca okoliczność, że w 1968 roku wydziały prawa tubylczych uniwersytetów zalała inwazja tak zwanych „marcowych docentów” – to znaczy – hebesów cieszących się poparciem bezpieki.

W latach 70-tych umocnili oni swoją pozycję, no a pełen rozkwit ich potęgi przypadł na lata 80-te, po wprowadzeniu stanu wojennego. Na zasadzie „uczył Marcin Marcina”, „marcowi docenci” wykształcili masę kretynów prawniczych, którzy potem obsadzili stanowiska w wymiarze sprawiedliwości – i tak już zostało.

Zwłaszcza gdy w roku 1990, kiedy to PZPR, jako pas transmisyjny bezpieki do sądownictwa została zastąpiona przez Stowarzyszenie Sędziów Polskich  „Iustitia”, do którego dołączyło stowarzyszenie „Themis” – nawet w swojej nazwie nawiązujące do operacji „Temida”, którą prowadziła ABW w celu werbunku agentury w środowisku sędziowskim.

   No dobrze – ale jak jest naprawdę z tym mianowaniem asesorów  – czy w tym przypadku kontrasygnata jest konieczna dla ważności decyzji prezydenta, czy przeciwnie – nie jest wymagana?  Z pomocą przychodzą nam zasady wykładni prawa, których za moich czasów studenci uczyli się już na pierwszym roku. Jedną z tych zasad jest  „argumentum a maiori ad minus” – wskazująca, że komu wolno czynić więcej, temu wolno czynić mniej.

Jeśli zatem prezydentowi wolno bez kontrasygnaty premiera mianować sędziów – nawet Sądu Najwyższego – to tym bardziej wolno mu bez kontrasygnaty mianować asesorów – bo stanowisko asesora w hierarchii stoi niżej od stanowiska sędziego.  Inną zasadą wykładni jest argumentum a minori ad maius, która stanowi, że komu nie wolno czynić mniej, temu – tym bardziej – nie wolno czynić więcej, Trzecią wreszcie (bo Rzymianie uważali, że omne trinum perfectum, to znaczy – doskonałe jest wszystko, co potrójne) – zasadą wykładni jest argumentum a contrario – to znaczy – wnioskowanie z przeciwieństw.

Na przykład art 7 konstytucji stanowi, że „organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”. W przypadku obywateli formuła działania praworządnego jest inna: dozwolone jest wszystko, co nie jest zakazane a w przypadku organów władzy – dozwolone jest tylko to, co dozwolone.

Ale na to, co dozwolone, naprowadzają nas zasady wykładni, które wyżej przedstawiłem. Klangor podniesiony przez premiera Tuska i jego otoczenie pokazuje, że to hebesy – co utwierdza nas w przekonaniu, że naszym nieszczęśliwym krajem kieruje banda bęcwałów.

Stany Zjednoczone Izraela

Stany Zjednoczone Izraela

Autorstwa Scotta Rittera

Gdyby paragraf 219/1217 NDAA wszedł w życie, oddalibyśmy naszą republikę konstytucyjną syjonistom. To byłby dosłownie koniec naszego kraju, jaki znamy.

Kiedy w połowie i pod koniec lat 90. regularnie podróżowałem do Izraela w ramach pracy w Organizacji Narodów Zjednoczonych, wielokrotnie uderzało mnie, jak silnie wielu Izraelczyków identyfikowało się ze Stanami Zjednoczonymi. W święta narodowe wielu izraelskich kierowców eksponowało w szybach samochodów dwie małe plastikowe flagi – jedną z niebiesko-białą Gwiazdą Dawida, a drugą z gwiazdami i pasami. „Postrzegamy siebie jako małą Amerykę” – tłumaczył mi mój izraelski gospodarz, ilekroć zwracałem na to uwagę.

Rzeczywistość była zupełnie inna.

Izraelczycy spiskowali za plecami swoich amerykańskich partnerów, a amerykański wywiad i służby bezpieczeństwa uznały Izrael za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego USA.

Wiem jedno – znalazłem się w samym środku tej dynamiki władzy i ostatecznie zostałem oskarżony przez rząd USA o szpiegostwo na rzecz Izraela. Zarzuty ostatecznie wycofano jako bezpodstawne i motywowane politycznie, ale nastroje stojące za oskarżeniami były prawdziwe – znaczna część amerykańskiego aparatu obrony, wywiadu i bezpieczeństwa postrzegała Izrael jako zagrożenie.

Ponieważ Izrael stanowił zagrożenie.

Nie oznacza to, że nie było współpracy między USA a Izraelem – podczas mojego pobytu w Izraelu hotele były pełne agentów CIA, oficerów armii amerykańskiej i dyplomatów Ministerstwa Spraw Zagranicznych przebywających na oficjalnych misjach.

Istniał jednak „chiński mur” oddzielający USA od Izraela, a wszelkie interakcje podlegały ścisłym protokołom, które przez cały czas utrzymywały ten mur.

Po opuszczeniu Organizacji Narodów Zjednoczonych przez jakiś czas pracowałem jako analityk w stacji NBC News.

Podpisałam również umowę z nowojorską agencją mówców „Greater Talent Network” (GTN).

A te dwa doświadczenia w szczególności uświadomiły mi, w jakim stopniu interesy pro-izraelskie przeniknęły każdy aspekt amerykańskich mediów i zarządzania informacją.

Wielokrotnie podchodzili do mnie producenci stacji NBC i wręczali mi swoje wizytówki – nie NBC, lecz AIPAC (Amerykańsko-Izraelskiego Komitetu Spraw Publicznych, prawdziwej organizacji fasadowej izraelskiego rządu).

Dzięki GTN udało mi się nawiązać bezpośrednie kontakty z AIPAC i organizacjami z nim stowarzyszonymi, które zyskały już mocną pozycję w amerykańskim środowisku naukowym i przemyśle think tanków.

Za pośrednictwem tych sieci poznałem tajemniczy świat za kulisami Kongresu Stanów Zjednoczonych, gdzie AIPAC miał ostatnie słowo u wpływowych senatorów i kongresmenów, a pracownicy Senatu i Izby Reprezentantów otwarcie współpracowali z pracownikami różnych agencji rządowych USA w celu kształtowania polityki.

Paul Wolfowitz, który w tamtym czasie był dziekanem Paul H. Nitze School of Advanced International Studies (SAIS) na Uniwersytecie Johnsa Hopkinsa, zaoferował mi dużą sumę pieniędzy, jeśli dołączę do zespołu.

Musiałem tylko zaakceptować myśl, że Saddam Hussein posiada broń masowego rażenia.

Odrzuciłem ofertę Wolfowitza i odwróciłem się od kliki AIPAC.

Niestety, wybrani przedstawiciele Ameryki nie wykazali się ani taką jasnością moralną, ani lojalnością wobec republiki, której rzekomo służą.

Żyjemy w czasach, w których premier Izraela otwarcie chwali się, że kupił Kongres USA.

AIPAC chwali się, że wydał 100 milionów dolarów, aby osiągnąć właśnie ten cel.

Aktywiści pro-izraelscy wydali 30 milionów dolarów, aby odsunąć Thomasa Massiego od Kongresu USA, ponieważ ośmielił się zakwestionować przekazanie amerykańskiej suwerenności Izraelowi.

Sekretarz stanu USA otwarcie stwierdził, że krytyka Izraela jest powodem odmowy wydania wizy do Stanów Zjednoczonych.

Miejsce, w którym izraelscy politycy otwarcie opowiadają się za ograniczaniem wolności słowa w Ameryce.

A gdzie „Wielki Mur Chiński”, który oddzielał interesy USA i Izraela, jest burzony przez posłuszny Kongres, podczas gdy główne media, które dawno temu zrzekły się swojej niezależności i uczciwości na rzecz interesów Izraela, milczą.

Dokumentem kapitulacji, który sygnalizuje kapitulację republiki konstytucyjnej, dawniej znanej jako Stany Zjednoczone Ameryki, na rzecz nowego podmiotu, który mógłby być bardziej precyzyjnie nazwany „Stanami Zjednoczonymi Izraela”, jest Ustawa o autoryzacji wydatków na obronę narodową (NDAA) z 2027 r., a konkretnie jej sekcja 219 w wersji Izby Reprezentantów i sekcja 1217 w wersji Senatu.

Sekcja 219/1217 nakazuje Sekretarzowi Obrony powołanie Agenta Wykonawczego (EA) w celu rozszerzenia i przyspieszenia głębszej integracji Izraela z instytucjami amerykańskimi. Zgodnie z Dyrektywą 5101.01 Departamentu Obrony (DOD), uprawnienia EA miałyby pierwszeństwo przed uprawnieniami szefów innych jednostek Departamentu Obrony, co oznacza, że ​​EA mogłaby uchylać decyzje innych agencji DOD, takich jak Administracja Bezpieczeństwa Technologii Obronnych (DTSA), dotyczące dostępu Izraela do technologii amerykańskich. Nowa EA wyeliminowałaby bezpośredni nadzór Kongresu i zamiast tego podlegałaby nadzorowi Sekretarza Obrony. Kongres nie miałby zgody Kongresu ani uprawnień do odwołania Agenta Wykonawczego.

Krótko mówiąc, polega ona na delegowaniu konstytucyjnych obowiązków Kongresu do politycznie wyznaczonego przedstawiciela władzy wykonawczej.

Nie to mieli na myśli Ojcowie Założyciele, gdy tworzyli konstytucję.

Artykuł 2191217 integruje amerykańskie i izraelskie programy badawczo-rozwojowe w sposób, który uzależnia Stany Zjednoczone od dostarczania przez Izrael określonych technologii, dając tym samym Izraelowi znaczący wpływ na przyszłą amerykańską politykę i infrastrukturę, splatając łańcuchy dostaw obronnych Izraela i Stanów Zjednoczonych w sektorach rządowym, prywatnym i akademickim oraz zacierając granice integralności terytorialnej i suwerenności politycznej.

Sekcja 219/1217 dotyczy procesów zamówień i nabywania w sektorze obronnym, uniemożliwiając przyszłym administracjom oddzielanie izraelskich technologii lub umów od głównych programów zamówień obronnych. Zmusi to dyrekcje programowe i kierowników Departamentu Obrony do włączenia technologii pochodzenia izraelskiego do systemów amerykańskich. Procedury te sprawiają, że obecne przepisy „Kupuj Amerykę” stają się nieaktualne i przyznają izraelskim firmom dostęp do własności intelektualnej systemów uzbrojenia, z którymi bezpośrednio konkurują.

Artykuł 219/1217 przyznaje Komitetowi Wykonawczemu uprawnienia do realokacji zasobów i priorytetów Departamentu Obrony poprzez priorytetowe traktowanie integracji Izraela ze strukturami obrony narodowej USA. W efekcie podporządkowuje to Izraelowi najbardziej wrażliwe aspekty obronności USA jako całości, poza zakresem nadzoru Kongresu.

W chwili, gdy większość amerykańskiego społeczeństwa zdaje sobie sprawę z przerażających zbrodni, jakich Izrael dopuścił się na narodzie palestyńskim, a także z roli, jaką Izrael odgrywa w uwikłaniu Ameryki w ciągłe wojny na Bliskim Wschodzie, artykuł 219/1217 na stałe zwiąże Stany Zjednoczone z Izraelem, czyniąc tym samym Departament Obrony USA, a co za tym idzie, cały naród amerykański, współwinnymi tych zbrodni.

„Wielki Projekt Izraela”, którego celem jest terytorialna ekspansja Państwa Izrael na Bliskim Wschodzie kosztem jego sąsiadów, chwieje się.

Sam Izrael przeżywa kryzys egzystencjalny z powodu trwającego tam stanu wojny.

Pisałem już wcześniej, że stosunki między Izraelem a Stanami Zjednoczonymi przypominają stosunki pasożyta z żywicielem.

Artykuł 219/1217 prawnie ugruntowałby ten status.

I w ten sposób zniszczyć republikę konstytucyjną.

Konstytucja nakłada na Kongres określone obowiązki i odpowiedzialność.

Przeniesienie tej odpowiedzialności na państwo obce nie należy do tych obowiązków.

Jeśli paragraf 219/1217 wejdzie w życie, Izrael na stałe przyłączy się do amerykańskiego przedsięwzięcia.

Obecnie mamy kongres, który rozważa kryminalizację krytyki Izraela.

Oczywiście jest to zniewaga dla podstawowej zasady wolności słowa.

Nierozerwalne powiązanie bezpieczeństwa Izraela z bezpieczeństwem USA – co stałoby się, gdyby paragraf 219/1217 stał się prawem – przypieczętowało nieuniknioną kryminalizację krytyki Izraela.

NDAA 2027 jest ostatnim bastionem Ameryki.

Usuńmy paragraf 219/1217, a będziemy mieli szansę na przetrwanie.

Jeśli paragraf 219/1217 wejdzie w życie, stracimy Republikę.

Przysięgłem bronić Stanów Zjednoczonych Ameryki, republiki konstytucyjnej.

Nigdy nie będę służył Stanom Zjednoczonym Izraela.

I nikt, kto nazywa siebie Amerykaninem, nie powinien tego robić.

Źródło: Stany Zjednoczone Izraela

TAJNE UMOWY NADAL W CENIE

TAJNE UMOWY NADAL W CENIE

Sławomir M. Kozak oficyna-aurora.pl/aktualnosci/tajne-umowy-nadal-w-cenie

Środek sezonu ogórkowego. Polacy wypoczywają od codziennego znoju, politycy opuścili sejmowe ławy, media donoszą o rakiecie, która zaatakowała pole uprawne w powiecie biłgorajskim lub odnotowują kolejne pożary rozprzestrzeniające się po całej Europie. Z ociąganiem, wiedząc, że informacje i tak docierają do ludzi za pośrednictwem Internetu, pokazują zmasowany, dobrze skoordynowany atak migracyjny na Hiszpanię, ale nie starają się wyciągać z tego wniosków, unikają rzetelnej dyskusji na temat przyczyn i ewentualnych konsekwencji tych wydarzeń, także dla naszej przyszłości. Tymczasem, kilku dziennikarzy z prawdziwego zdarzenia zauważyło, że władze państwa polskiego po raz kolejny zawarły, z pominięciem drogi konstytucyjnej, umowę o niezwykłej wadze. Nie opadły jeszcze na dobre emocje związane z kolejną rocznicą Powstania Warszawskiego, a dowiadujemy się, że reprezentujący Polskę minister obrony narodowej podpisał ze swym niemieckim odpowiednikiem tajną umowę o współpracy w dziedzinie obronności! Chciałoby się powiedzieć, pakt bezprecedensowy, ale przecież byłaby to nieprawda, ponieważ jego poprzednik z opozycyjnego chwilowo ugrupowania uczynił to samo w roku 2016, łamiąc i wtedy polskie prawo, a Polacy dowiedzieli się o tym dopiero po kilku latach. Polecam zapoznanie się z materiałem, który odsłania zagrożenia, jakie dla nas płyną z tego powodu.

Poniżej przypominam urywki jednego z rozdziałów książki „Requiem dla Amelii Earhart”, której tytuł może sugerować, że nic nie mówi o sprawach, które poruszyłem wcześniej. A jednak mówi całkiem sporo, bo one wszystkie mają wspólny mianownik.

„W jednej z pierwszych książek starałem się opisać, jak doszło do powstania organizacji mającej na początku XXI wieku sterroryzować cały świat. Pisałem: ‘W 1928 roku, Egipcjanin Hassan Al-Banna założył nacjonalistyczną grupę o nazwie Bractwo Muzułmańskie. Banna zauroczony był poglądami człowieka, który niedługo potem odcisnął tragiczny ślad w historii świata. Tym osobnikiem był Adolf Hitler. Banna pisywał nawet do niego wiernopoddańcze listy. Już wkrótce Bractwo stało się swego rodzaju odnogą niemieckiego wywiadu. 

Nacjonalizm arabski miał z niemieckim nazizmem coraz więcej wspólnego, a niechęć obu ideologii wzbudzali zarówno żydzi, jak i elementy zachodniej kultury. Niemcy wspierając działalność Bractwa w Egipcie, wzmacniali de facto piątą kolumnę egipskiej armii. Na wieść o wybuchu wojny Bractwo złożyło zapewnienie wywołania powstania i pomocy oddziałom generała Rommla. 

Bractwo rosło w siłę. Powstała nawet sekcja palestyńska, której szefem został wielki mufti Jerozolimy. Współtworzył on międzynarodową dywizję SS składającą się z arabskich nazistów. Dywizja ta, o nazwie Muzułmańskiej Dywizji Handzar, miała w swych ambitnych planach podbicie całej Afryki. Po wojnie Bractwo znalazło się na indeksie, a wywiad brytyjski wyłapał jego najaktywniejszych członków. Jednak, jak to w wywiadowczym zwyczaju bywa, postanowiono ich wykorzystać. Trafili do Egiptu, gdzie przez trzy lata szkolono ich do wykonywania zadań specjalnych. Brytyjczycy zamierzali wykorzystać grupę do walki z nowo tworzącym się państwem Izrael. Brytyjczyków wspierał w tych działaniach wywiad francuski, który uwolnił wielkiego muftiego i wysłał go również do Egiptu. 

Kiedy okazało się, że plany spaliły na panewce, Brytyjczycy przekazali swe muzułmańskie aktywa rodzącej się służbie wywiadowczej USA. CIA postanowiła wykorzystać arabskich nazistów, na terenie Środkowego Wschodu, w formie przeciwwagi dla arabskich komunistów, pozyskanych przez Związek Sowiecki. Pomysł nie spodobał się władzom egipskim i Gamal Abdel Naser, ówczesny przywódca tego państwa wydał polecenie likwidacji członków Bractwa. I tak, w latach 50. Egipt przestał być bezpiecznym dla nich miejscem. Ratując sytuację, CIA przerzuciła ocalonych z czystki do Arabii Saudyjskiej. Duchowi przywódcy Bractwa rozpoczęli wkrótce w tamtejszych szkołach religijnych nauczanie zasad opartych na zlepku ideologii nazistowskiej z islamskim wahhabizmem. W jednej z tamtejszych medres, z ogromnym zainteresowaniem nauk tych wysłuchiwał młody Arab, o którym w przyszłości miał usłyszeć cały świat. Nazywał się Osama Bin Laden. Kiedy w roku 1979 Sowieci wkroczyli do Afganistanu, amerykańskie służby specjalne zdecydowały o wysłaniu im w sukurs swych bojowników z Arabii Saudyjskiej.

Z uwagi na złe konotacje ideologiczne Bractwa, postanowiono zmienić ich wizerunek. Nowi pomagierzy Ameryki przyjęli nazwę Maktab al-Khadamat al-Mujahidin (mudżahedini). I to oni wykrwawili sowieckich żołnierzy w niedostępnych afgańskich górach. Wkrótce po tym przestali być potrzebni. Arabia Saudyjska, z pewnością wypełniając wolę Ameryki, nie miała już ochoty dłużej ich gościć i zamknęła przed nimi drzwi. W zamian za spokój na swym terenie zobowiązała się jednak wspierać ich finansowo. Tak brzmi wersja oficjalna, jednak jestem pewien, że szykując nowe przedsięwzięcie, należało odciąć wszelkie związki Bractwa z Arabią Saudyjską, państwem bądź co bądź przyjaznym USA i umiejscowić arabskich terrorystów, przynajmniej w społecznej świadomości, w innym kraju. Animatorzy wywiadowczych gier postanowili część z nich po prostu uśpić, zachowując pełną nad nimi kontrolę, co miało się przydać w różnych jeszcze misjach. Tego, że takie zadania nadal spełniają, dowodzi fakt powstania z członków radykalnego odłamu Bractwa organizacji Hamas, a jak już podkreślałem niejednokrotnie, przeświadczony jestem, że ojcem chrzestnym tego tworu jest Izrael. Skoro przez tyle lat służby specjalne tak wielu różnych państw przekazywały ich sobie z ręki do ręki, podejrzenie to wydaje się być w pełni uzasadnione. Osama Bin Laden, który po tajemniczej śmierci swego mentora Azzama, zaczął odgrywać pierwsze skrzypce w Bractwie, powołał do życia Al Kaidę. Musiało być na nią zapotrzebowanie i pomału przygotowywano zręby nowej organizacji. Tak oto powstała Baza. Baza dla kolejnego zadania militarnego. Baza dla wydarzeń 11 września 2001 roku i wszystkich późniejszych konsekwencji tego dnia.’

Czytelników bardziej tematem zainteresowanych, a ręczę, że warto, odsyłam do artykułu, będącego recenzją książki Ian’a Johnson’a, autorstwa Leslie Evans’a, zatytułowanego „Dziwna kariera Ahmada Kamala i jak pomógł CIA wprowadzić radykalny islam do Europy”. Otóż Evans pisze, o czym wspomniałem wcześniej, że protoplastami wykorzystywania radykalnego islamu dla walki politycznej, byli Niemcy, jednak kierowali oni ten oręż przede wszystkim w stronę Sowieckiej Rosji. Wysiłki Hitlera mające na celu rozszerzenie wpływów nazistowskich na sowieckich muzułmanów były kierowane przez Gerharda von Mende, byłego profesora i bojówkarza SA, który pracował dla Ministerstwa Rzeszy. Centrum tej operacji był zatem Berlin, natomiast po II Wojnie Światowej, Amerykanie postanowili wykorzystać te struktury, przenosząc centralę swych działań do Monachium. To tam postanowiono wybudować pierwszy w Europie meczet, pozyskując muzułmanów dla swoich potrzeb. Jak pisał Johnson – Amerykanie, Niemcy Zachodnie i różni islamiści przez lata rywalizowali o to, kto ostatecznie ukończy budynek i przejmie nad nim kontrolę.

Pomysł wyszedł od niemieckiego byłego nazisty, który kierował muzułmańską operacją propagandową na rzecz Hitlera podczas II wojny światowej. CIA przejęła niemiecki plan i odegrała kluczową rolę w zaszczepieniu go islamskim radykałom, którzy z kolei postrzegali go, jako szansę religijnej ekspansji. Johnson pisze, że Monachium było przyczółkiem, z którego Bractwo Muzułmańskie rozprzestrzeniło się na zachodnie społeczeństwo. Amerykański konsulat w Monachium był drugim, co do wielkości, na świecie. Służył jako punkt nasłuchowy dla wszystkiego, co było związane z ZSRR. Gerhard von Mende przeżył wojnę. W chaosie zbombardowanych Niemiec, okupowanych przez ZSRR na wschodzie oraz przez Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię i Francję na zachodzie, udało mu się ukryć i udawać akademickiego biurokratę. Już wkrótce znalazł się na liście płac brytyjskiego MI5. Dość szybko rozpoczął działalność dla służb zachodnioniemieckich i oczywiście amerykańskich. Błyskawicznie odtwarzał kontakty z byłymi radzieckimi żołnierzami muzułmańskimi i uciekinierami najróżniejszych narodowości. Nieprzypadkowo właśnie w Monachium powołano do życia dwie najbardziej znane stacje radiowe. W roku 1949 powstało Radio Wolna Europa, nadające do wszystkich krajów Europy Wschodniej, a w 1951 Radio Liberty, które nadawało na falach krótkich audycje skierowane głównie na obszar ZSRR.

Dziś, po kolejnych doświadczeniach ostatnich lat, w świetle przytoczonych wyżej materiałów, możemy chyba z lepszej perspektywy spojrzeć na kontynuację islamskiego ekspansjonizmu w Europie. Niemiecki zalew krajów europejskich imigrantami, tym razem pod egidą polityki unijnej, nie jest niczym innym, jak konsekwentną realizacją planów i działań rozpoczętych w latach 30 minionego wieku, starannie podsycanych w czasie zimnej wojny i dziś rozniecanych na nowo. My również wpadliśmy w wir polityki zmierzającej do pełnej bałkanizacji tej części świata, wsłuchując się w zagłuszane, chyba niezbyt skutecznie, wiadomości płynące do nas z tych rozgłośni przez lata, w języku polskim”.

Myślę, że warto się nad tym wszystkim pochylić, pamiętając też, że zaledwie kilka miesięcy temu podpisana została inna, tym razem niemiecko-ukraińska umowa o partnerstwie strategicznym. A moją książkę (także w formie ebook) polecam również z tego powodu, że przedstawiam w niej, jako pierwszy i jak dotąd jedyny badacz tajemnicy zaginięcia Amelii Earhart powody, dla których rząd Stanów Zjednoczonych nie jest nadal zainteresowany jej rozwikłaniem.

Na stronie amerykańskiego Stowarzyszenia Poszukiwaczy Amelii Earhart poleca ją jego lider – Mike Campbell, były rzecznik Sił Powietrznych USA, dziennikarz i autor książek na temat tej jednej z największych zagadek lotniczych w historii świata.

Sławomir M. Kozak

jeśli uważasz, że moja praca pozwala lepiej zrozumieć świat, nie wahaj się

postaw mi kawę

Zapraszam też do zaglądania na portal Reduta.tv

Nawet jeśli Cieśnina Ormuz zostanie otwarta, szkody w infrastrukturze energetycznej Zatoki Perskiej będą ogromne

Nawet jeśli Cieśnina Ormuz zostanie otwarta, szkody w infrastrukturze energetycznej Zatoki Perskiej będą ogromne

7 sierpnia 2026przez Larry C. Johnson sonar/even-if-the-strait-of-hormuz-opens-the-damage-to-the-persian-gulf-energy-infrastructure-is-enormous

Nadal sceptycznie podchodzę do możliwości szybkiego porozumienia między USA i Iranem w sprawie Cieśniny Ormuz. USA chcą, aby była ona otwarta dla wszystkich statków i stanowczo sprzeciwiają się pobieraniu przez Iran jakichkolwiek opłat lub myta od statków wpływających do Zatoki Perskiej lub z niej wypływających.

Stanowisko Iranu pozostaje niezmienione… Będzie pobierał opłatę od każdego statku wpływającego do Zatoki Perskiej i nie zezwoli na wpłynięcie statkom izraelskim ani amerykańskim.

Załóżmy jednak, że w piątek zostanie osiągnięte porozumienie i tankowce z ropą i LNG będą mogły opuścić Zatokę Perską przez Cieśninę Ormuz. Nawet jeśli porozumienie zostanie osiągnięte, miną miesiące, a może nawet lata, zanim Arabowie z Zatoki Perskiej powrócą do normalnego życia z powodu uszkodzeń sprzętu pompującego i magazynującego ropę.

Producenci i osoby wykonujące prace gwarancyjne, a także naprawy platform wiertniczych i gazowych, rurociągów w elektrowniach i stacjach sprężania, to głównie podwykonawcy amerykańscy. Personel zajmujący się konserwacją i naprawą infrastruktury naftowej i LNG jest w 100% powiązany z armią amerykańską… To relacja symbiotyczna.

Wiele magazynów, w których przechowywany jest sprzęt i części do naprawy terminali naftowych i rurociągów, również uległo zniszczeniu. Po drugie, w magazynach, które wciąż są nienaruszone, znajduje się ograniczona ilość części zamiennych. Po trzecie, przeszkolony personel konserwacyjny, który pracował na platformach wiertniczych i gazowych oraz rurociągach elektrowni, wraz z wojskiem amerykańskim, opuścił wiele z tych obiektów. Brak części zamiennych i ewakuacja amerykańskich wykonawców spowodują dodatkowe opóźnienia w próbach przywrócenia normalnej pracy platform wiertniczych i gazowych.

Nawet gdyby wszystko zostało dziś otwarte i ruch przez Cieśninę Ormuz był możliwy, prace naprawcze i konserwacyjne niezbędne do przywrócenia działania systemów będą opóźnione o tygodnie, a być może nawet lata. Odbudowa i przywrócenie pełnej sprawności niektórych elementów infrastruktury, takich jak instalacja LNG Qatars LNG w Ras Laffen, zajmie co najmniej trzy lata.

Oto podział szkód poniesionych dotychczas w poszczególnych krajach:

Oprócz fizycznych szkód wyrządzonych infrastrukturze naftowej i gazowej, globalna gospodarka odczuwa poważne straty… Utrata 25% światowych zasobów ropy naftowej i gazu, a także 35% zasobów siarki i mocznika oraz 44% zasobów helu spowodowała poważne perturbacje gospodarcze na całym świecie. Na przykład utrata helu, niezbędnego do produkcji chipów komputerowych, spowodowała znaczny wzrost ich cen.

Karl Miller, który dostarczył informacji na potrzeby tego artykułu, podsumowuje sytuację w następujący sposób:

Cieśninę można otworzyć w ciągu jednego dnia. Ekosystem naprawczy nie. Państwa i firmy Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC), które kontrolują kompatybilne części zamienne, pełną dokumentację, wykwalifikowanych pracowników, moce produkcyjne, sloty fabryczne OEM, bezpieczną logistykę i uprawnienia alokacyjne, odzyskają siły. Pozostałe pozostaną w trudnej sytuacji długo po tym, jak konflikt zniknie z nagłówków gazet.


Rozmawiałem o niedoborach broni w USA z Edem DeMarche, redaktorem Trends Journal :

„Potrafię dodawać i odejmować”: Larry Johnson ujawnia kryzys rakietowy USA w wojnie z Iranem

Wracamy do Piotra Kurzina, który słusznie uważa, że ​​atak Trumpa na Iran jest największym błędem w historii USA:

WOJNA TRUMPA Z IRANEM TO NAJWIĘKSZY BŁĄD W HISTORII USA – z CIA Larrym Johnsonem

Nima i ja mieliśmy trochę zabawy z Ghalibafem, który trolluje Donalda Trumpa:

Larry Johnson: Nadchodzi potężny atak… Czekaj, nie przejmuj się – przewodniczący irańskiego parlamentu o teatrze Trumpa

Kolejna ożywiona dyskusja z Mario… Głównym tematem naszej rozmowy była doniesienia o decyzji Iranu o pobieraniu 5% opłaty za przejazd statkami wpływającymi do Zatoki Perskiej:

IRAN GROZI SPALENIEM ZATOKI, JEŚLI AMERYKA PONOWNIE ZAATAKUJE — z byłym agentem CIA Larrym Johnsonem

Oto mój najnowszy artykuł z cyklu „Counter Currents” . Wygłaszam w nim elegancką tyradę na temat niepowodzenia Rosji w opracowaniu rozsądnej strategii wojny informacyjnej:

Jak Rosja może wygrać wojnę informacyjną — wyjaśnia były analityk CIA

Dziękuję za nieocenione wsparcie w postaci czasu poświęconego na czytanie i komentowanie.

Skoki martwego kota. Czyli powrót porozumienia irańsko-amerykańskiego

Ekskluzywne: Dead Cat Bounce, czyli powrót porozumienia irańsko-amerykańskiego

Pepe Escobar

Kluczowa zmienna w tych niezwykle wzburzonych wodach: treść porozumienia jest ściśle powiązana strategicznie z Pekinem – w całości.

Waszyngton de facto ogłosił, że irańsko-amerykańskie porozumienie o porozumieniu jest martwe. Nie w stanie śpiączki: jego twórca został powalony.

Teraz jednak może dojść do matek wszystkich Dead Cat Bounces – jako organizacyjnych ram irańskiej powojennej polityki zagranicznej.

Teheran przedstawia teraz to, co dawniej nazywano Memorandum z Islamabadu, jako podstawę przyszłych stosunków zagranicznych i wzywa Waszyngton do przestrzegania zobowiązań zawartych w Memorandum Porozumienia, podpisanym przez prezydenta USA.

Irański minister spraw zagranicznych Araghchi ma przybyć do Islamabadu w najbliższy piątek – na zaproszenie pakistańskiego ministra spraw zagranicznych Ishaqa Dara. Coraz więcej wskazuje na to, że Pakistan ponownie pełni rolę centralnego gwaranta, kanału wojskowego i strategicznego mostu między Teheranem a Waszyngtonem, a także państwami Rady Współpracy Zatoki Perskiej.

Oczywiście, istnieje wiele sprzeczności. Podczas gdy Teheran publicznie wskazuje Pakistan jako mediatora, a Islamabad wydaje się koordynować działania z zawsze ostrożną Arabią Saudyjską, nawet na najwyższym szczeblu, Trump w zeszły poniedziałek publicznie pochwalił Arabię ​​Saudyjską, Katar, a nawet Zjednoczone Emiraty Arabskie – ale nie Pakistan.

Zanurzmy się w mgłę. Martwy kot z MoU przetrwał na tratwie, niesiony łaską wzburzonego geopolitycznego morza i gniewem bogów, by odrodzić się jako obowiązująca doktryna dyplomatyczna Iranu.

Mimo że Teheran traktował go jak martwego, prezydent Massoud Peseschkian publicznie określił zobowiązanie do przestrzegania Memorandum of Understanding jako wynik zbiorowej oceny Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

Oświadczył również, że porozumienie powinno stać się kamieniem węgielnym przyszłych stosunków zagranicznych Iranu i wezwał administrację Trumpa do wypełnienia postanowień podpisanych w Wersalu.

W ten sposób śpiący kot najprawdopodobniej ma dziewięć żyć: przestał być tymczasowym mechanizmem zawieszenia broni, a odrodził się jako długoterminowa strategia.

Wpływy USA słabną wszędzie.

Araghchi wielokrotnie rozmawiał bezpośrednio z pakistańskim feldmarszałkiem Asimem Munirem, co potwierdziły nasze źródła znajdujące się blisko stołu negocjacyjnego – który na razie został rozwiązany.

Oznacza to, że Araghchi nie tylko prowadzi negocjacje za pośrednictwem cywilnych kanałów dyplomatycznych. Angażuje on najwyższego dowódcę wojskowego Pakistanu w najbardziej newralgicznej fazie dramatu „bez wojny nie ma pokoju”.

Pomimo oczywistych błędnych szacunków związanych z jednoczesną wyprawą do Jemenu i Sił Mobilizacji Ludowej do Iraku, Arabia Saudyjska, za pośrednictwem ministra spraw zagranicznych księcia Faisala bin Farhana, również jest częścią tej architektury komunikacyjnej.

Najważniejszy kanał negocjacji ma zatem charakter militarno-strategiczny, a nie tylko dyplomatyczny.

Każdy, kto obstawia, że ​​Pakistan stanie się pomostem między Iranem a Arabią Saudyjską, znajdzie się w bardzo trudnej sytuacji.

Faktem jest, że premier Shehbaz Sharif, marszałek polowy Munir i minister spraw zagranicznych Dar będą przebywać w Arabii Saudyjskiej od czwartku do soboty, aby odbyć rozmowy na wysokim szczeblu z następcą tronu księciem MbS.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Pakistanu określa to jako coś strategicznego. Oznaczałoby to, że Islamabad nie tylko przekazywałby informacje między Teheranem a Rijadem, ale także pomagałby w budowaniu trwałego regionalnego bezpieczeństwa i ram dyplomatycznych, łączących obie stolice.

Przyparta do muru administracja Trumpa może próbować uniemożliwić uznanie w całych Stanach Zjednoczonych, że posiadające broń jądrową państwo islamskie, ściśle powiązane z Chinami i rozwijające strategiczne stosunki z Iranem, jest absolutnie niezbędne do przeprowadzenia negocjacji.

Nigdy nie należy lekceważyć psychologii „macho-macho” Trumpa: pełne uznanie mediacji pakistańskiej pokazuje, jak bardzo utracił on jednostronną kontrolę nad całym procesem.

Pakistan gra strategiczną niejednoznacznością do granic możliwości. Islamabad kontynuuje rozmowy z Waszyngtonem, ale odmawia bycia wasalem USA i nie chce w pełni identyfikować się z jakimkolwiek stanowiskiem. Dzięki temu utrzymuje swoją wiarygodność w oczach Teheranu, Waszyngtonu, Rijadu, Pekinu i Moskwy.

Jednocześnie Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej nie sprawdziła irańskich zapasów wzbogaconego uranu od 28 lutego, ponieważ Teheran ograniczył dostęp do 20 zadeklarowanych lokalizacji.

Ostatni sprawdzony zapas obejmował około 440,9 kg uranu wzbogaconego do 60 procent.

Tłumaczenie: Ta nuklearna „niepewność” przekształciła się teraz w broń strategiczną.

Administracja Trumpa nie ma pojęcia, gdzie znajduje się wzbogacony uran Iranu ani ile go jest; czy został on rozdystrybuowany; jak szybko Iran mógłby przejść na wzbogacanie na poziomie umożliwiającym produkcję broni; ani czy operacja militarna zniszczyłaby te zapasy lub przyspieszyła produkcję broni.

Co więcej, wpływy militarne, gospodarcze i polityczne administracji Trumpa maleją na oczach całego świata: strategiczne rezerwy ropy naftowej zbliżają się do historycznej granicy; marże na rafinacjach oleju napędowego osiągnęły ekstremalny poziom; praktycznie nie ma handlu przez Cieśninę Ormuz; składki na ubezpieczenia od ryzyka wojennego gwałtownie rosną; a zapasy precyzyjnie kierowanych pocisków dalekiego zasięgu są niemal wyczerpane.

A jednak to, co Waszyngton i Teheran mówią publicznie, sprowadza się do totalnego konfliktu.

Trump upiera się, że negocjacje trwają. Amerykańskie media głównego nurtu twierdzą, że porozumienie jest bliskie. Teheran zaprzecza wznowieniu negocjacji i twierdzi, że jedyny aktywny kanał komunikacji – techniczny – dotyczy umów morskich i żeglugowych między Teheranem a Maskatem.

Kluczowe pytanie brzmi jednak, kto kontroluje architekturę dyplomatyczną.

Fakty wskazują, że minister spraw zagranicznych Iranu komunikuje się z dowódcą armii Pakistanu, podczas gdy Katar jest w najlepszym razie graczem drugoplanowym; Pakistan zaś koordynuje swoje działania bezpośrednio z Rijadem.

Czego naprawdę chcą Chiny

Tymczasem to, co dzieje się w korytarzach władzy w Teheranie, pozostaje niezwykle istotne.

Według naszych źródeł Ahmad Vahidi, głównodowodzący Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, nadal wywiera poważny wpływ na irański aparat bezpieczeństwa.

Biorąc pod uwagę nastroje panujące na ulicach, kilku czołowych przedstawicieli Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej jest zdecydowanie przeciwnych negocjacjom ze Stanami Zjednoczonymi. Co więcej, Zgromadzenie Ekspertów publicznie potępiło wszelkie porozumienia z Waszyngtonem i określiło to jako kapitulację.

Nic dziwnego, że Araghchi jest pod ogromną presją polityczną. Ale sytuacja wkrótce stanie się jeszcze poważniejsza: Vahidi osobiście zażądał rezygnacji prezydenta Peseschkiana.

Jednak bezpośrednia presja instytucjonalna wydaje się być skierowana bardziej na Araghchiego i proces negocjacyjny niż bezpośrednio na Peseschkiana. Oznacza to, że walka o władzę w Teheranie nie dotyczy wyłącznie przetrwania prezydenta, ale tego, czy porozumienie – lub ramy porozumienia z Islamabadu – staną się stałą irańską polityką.

Kluczowa zmienna w tych niezwykle wzburzonych wodach: treść porozumienia jest ściśle powiązana strategicznie z Pekinem – w całości.

Źródło: Ekskluzywne: odbicie martwego kota, czyli powrót irańsko-amerykańskiego porozumienia o porozumieniu