
Niedziela, Łomża. Pokutny Marsz Różańcowy.


| By antyk2013 on 23/06/2026 |
Zapraszamy 28 czerwca, niedziela, na 116 Pokutny Marsz Różańcowy ulicami Siedlec w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski. Tym razem zaczynamy o godzinie 16:00, pod Pomnikiem Św. Jana Pawła II. Kończymy w katedrze siedleckiej Mszą Świętą, która rozpocznie się o godzinie 18:00. Uwielbiając Boga w Trójcy Świętej Jedynego, modlimy się razem z Maryją Królową Polski, o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu. Z Panem Bogiem, Andrzej Woroszyło |
Stanisław Michalkiewicz, „Prawy.pl” 23 czerwca 2026 michalkiewicz
W roku 1453 Turcy zdobyli Konstantynopol i ta data jest uważana za koniec epoki Średniowiecza, które zadowolona ze swego rozumu moja faworyta, Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus, uważa za okres ciemnoty – chociaż – jako „menażerka kultury” – teoretycznie powinna wiedzieć, że właśnie wtedy w Europie powstawały uniwersytety, wznoszone były katedry, które i dzisiaj wprawiają w podziw turystów, że kwitła literatura, zwłaszcza poezja, popularyzowana przez rzesze trubadurów, no i wreszcie – co powinno ją specjalnie połechtać w odpowiednim miejscu – kobieta została podniesiona na piedestał.
Co prawda idealizowano wtedy raczej kobiety nieznane, bo – jak zauważył Stanisław Cat-Mackiewicz – idealizowanie kobiet znanych bywa znacznie trudniejsze – niemniej jednak idealizowano. Jednak między sferą powinności, a skrzekiem rzeczywistości zieje nieprzebyta przepaść, więc nic też dziwnego, że moja faworyta, Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus uważa Średniowiecze za „ciemne”.
Tak czy owak, Średniowiecze szczęśliwie się skończyło i rozpoczęła się epoka nowożytna. A ponieważ z powodu zdobycia Konstantynopola przez Turków, dotychczasowe łańcuchy dostaw z Azji zostały przerwane, ówcześni Europejczycy zaczęli szukać morskiej drogi do Indii, żeby wznowić dostawy pikantnych przypraw, bez których solone mięso, jakim się wtedy żywiono, było trudne do przełknięcia. Toteż na morze wyruszył portugalski żeglarz Bartłomiej Diaz, któremu udało się dopłynąć do południowego skraju Afryki, za którym dostrzegł otwarty na wschód, zdatny do żeglugi ocean – ale z powodu buntu marynarzy musiał wrócić do Portugalii.
W roku 1492 Krzysztofowi Kolumbowi udało się przekonać hiszpańską królową Izabelę Katolicką, by spróbować dotrzeć do Indii płynąc na zachód – i w ten sposób doszło do odkrycia ogromnego kontynentu, początkowo nazywanego Indiami Zachodnimi, a potem – Ameryką – od imienia innego śmiałego żeglarza, Emeryka Vespucciego. W roku 1494, z inicjatywy papieża Aleksandra VI, został między Hiszpanią i Portugalią zawarty traktat w Tordesillas, którego przedmiotem był – po raz pierwszy w dziejach – podział świata. Podzielono go na półkuli zachodniej wzdłuż linii biegnącej ok. 1184 mil na zachód od Wysp Zielonego Przylądka, wskutek czego Brazylia przypadła Portugalii, dzięki czemu językiem urzędowym w tym państwie jest po dziś dzień portugalski. Kolejnym traktatem, zawartym w roku 1529 w Saragossie podzielono świat również na półkuli wschodniej, wzdłuż linii leżącej 17 stopni na wschód od archipelagu Moluków. Tak rozpoczęła się epoka wielkich odkryć geograficznych, które zaowocowały nie tylko powstaniem nowych gałęzi gospodarki, jak np. handlu oceanicznego, handlu murzyńskimi niewolnikami oraz zakładaniem kolonii.
W wieku XVIII dawny podział świata był już tylko wspomnieniem, bo pojawiły się nowe potęgi w postaci Wielkiej Brytanii i Francji. Doprowadziło to w wieku XIX do nowego podziału świata. Państwa europejskie utworzyły imperia kolonialne, z Imperium Brytyjskim na czele, którego władczyni, królowa Wiktoria, panowała nad ponad 400 milionami ludzi, sprawnie zarządzanymi przez stosunkowo nieliczną białą administrację. Skłoniło to w wieku XX Adolfa Hitlera, który marzył o nowym podziale świata do pomysłu, by Niemcy panowały nad Europą, podczas gdy Anglicy niech sobie utrzymują swoje Imperium, bo jego zdaniem Niemcy nie poradziliby sobie tak sprawnie z ludami kolorowymi.
Jednak wskutek dwóch europejskich wojen domowych w wieku XX: Wielkiej Wojny w latach 1914-1918 i II wojny światowej w latach 1939- 1945, Europa zaczęła tracić na znaczeniu, wskutek czego dawne imperia kolonialne zaczęły się rozpadać, a w miejscu dawnych kolonii pojawiły się niepodległe państwa. Rozpad imperiów kolonialnych przypada na drugą połowę lat 50-tych i lata 60-te ubiegłego wieku, a ich przyczyną było z jednej strony osłabienie Europy, między innymi wskutek działań USA, będącego przeciwnikiem istnienia europejskich imperiów kolonialnych, a z drugiej – wskutek ekonomicznej kalkulacji. Kolonialnym metropoliom przestawało się opłacać inwestowanie w koloniach w budowę dróg, kolei, portów, miast czy fabryk. Korzystniej tedy było przyznać im niepodległość, bo wtedy za to wszystko musiały już płacić dawnym metropoliom same.
Niestety w wieku XX narody europejskie zostały w znacznym stopniu zdemoralizowane przez wojenne etatyzmy oraz ideologię socjalistyczną, w ramach której forsowany zbył tam feminizm oraz dewiacje seksualne, co sprawiło, że zaczęły one doświadczać kryzysu demograficznego. Tymczasem na skutek globalnego rozwoju gospodarczego, ludzie na świecie zaczęli się lepiej odżywiać, skuteczniej się leczyć i tak dalej – co z kolei sprawiło, że w nowych, niepodległych państwach, dawnych koloniach, doszło do eksplozji demograficznej.
Zgodnie tedy z ciśnieniem osmotycznym, pojawiła się powracająca fala, z tym, że już nie z Europy na inne kontynenty, tylko z innych kontynentów do Europy. W dodatku, tej powracającej fali sprzyjała inna motywacja, niż dawnej ekspansji Europejczyków. O ile ekspansja ludów europejskich na inne kontynenty była podyktowana pragnieniem zdobycia a przynajmniej udziału w bogactwach „krain nienazwanych”, to powracająca fala jest przede wszystkim podyktowana pragnieniem udziału w panującym w Europie socjalu. Do tego pragnienia dorabiany jest pozór uzasadnienia ideologicznego; skoro Europa eksploatowała przez wieki nasze bogactwa i nasze ludy, to my mamy teraz moralne prawo odebrać sobie „nagrabliennoje” w ten sposób, że będziemy korzystać z tamtejszego socjalu.
Oprócz tego uzasadnienia jest jeszcze drugie – religijne. Chrześcijaństwo wzywa, by ludzie wzajemnie pomagali sobie „nosić brzemiona”, toteż migranci z Południa całkiem serio uważają, że na chrześcijańskiej Europie taki obowiązek ciąży. Właśnie papież Leon XIV na Wyspach Kanaryjskich wytknął nieubłaganym palcem Europie brak empatii. Rzeczywiście – z punktu widzenia Kościoła katolickiego, który z natury rzeczy jest kosmopolityczny, nie ma znaczenia, czy katolikami są, dajmy na to, Hiszpanie, Polacy, czy Murzyni lub Hindusi. Mówiąc nawiasem, Murzynów-katolików jest dzisiaj chyba nawet więcej, niż katolików-Europejczyków. Daje się to zauważyć nawet w mojej parafii na warszawskim Powiślu, w której w każdą niedzielę odprawiana jest Msza po angielsku, dla coraz liczniejszej rzeszy katolickich migrantów z Afryki i Azji.
W właśnie wszedł w życie Pakt Migracyjny Unii Europejskiej, który budzi u nas tak zwane mieszane uczucia. Mądrale uspokajają wprawdzie, że Polska nie zostanie dotknięta obowiązkiem „relokacji”, ani koniecznością płacenia 20 tys. euro od głowy migranta w razie odmowy przyjęcia, ale czy można wierzyć mądralom? Zgodnie z prawem Murphy`ego, jeśli coś złego może się stać, to na pewno się stanie tym bardziej, że o likwidacji socjalu nikt nawet nie ośmieli się zająknąć.
Stanisław Michalkiewicz
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 21 czerwca 2026 michalkiewicz
Chociaż ukraińscy banderowcy „srają Polsce na głowę” – jak powiedziałaby pani Krystyna Janda – chociaż Książę-Małżonek, najwyraźniej odczuwający dyskomfort z powodu nieuwzględnienia go przy zaproszeniu na obchody 80-lecia urodzin prezydenta Donalda Trumpa, że aż życzył panu prezydentowi Nawrockiemu, który na urodziny prezydenta Trumpa został zaproszony, żeby przynajmniej doszedł „do finału” w walkach MMA, chociaż rewelacje na temat braci Rysiczów, ukraińskich herojów afery podkarpackiej, która mogła przybrać takie rozmiary dlatego, że obydwaj bracia-sutenerowie wysługiwali się również polskiej bezpiece, została przez stare kiejkuty ucięta z dnia na dzień i żaden funkcjonariusz Propaganda Abteilung, zarówno służący Donaldu Tusku, jak i służący Naczelnikowi Państwa Jarosławowi Kaczyńskiemu już nie ośmieli się na ten temat zająknąć – to jednak nasz nieszczęśliwy kraj, przynajmniej na jednym odcinku, dotrzymuje kroku innym nieszczęśliwym krajom. Mam oczywiście na myśli „Paradę Równości”, jaka niedawno przeszła ulicami Warszawy.
W ogóle czerwiec, który dotychczas uchodził za miesiąc poświęcony czci Serca Jezusowego, za sprawą poszczególnych Judenratów, których działalność koordynują promotorzy rewolucji komunistycznej, finansowani między innymi przez starego, żydowskiego finansowego grandziarza Jerzego Sorosa, został niepostrzeżenie przerobiony na miesiąc „dumy gejowskiej”. Chodzi o to, że sodomczykowie i gomorytki, czyli tak zwani „geje” oraz lesbijki, pragną odczuwać „dumę”. Nie chodzi przy tym o tę Dumę w Moskwie, bo jak tak dalej pójdzie, to nie tylko sodomczykowie i gomorytki, ale wszyscy inni też, oddziaływania tej z Dumy doświadczą na własnej skórze – tylko o „dumę” w znaczeniu satysfakcji.
W tym miejscu nie mogę się powstrzymać od przypomnienia anegdotki z pamiętnika pewnej arystokratki. Wspomina ona, że w młodości była bardzo dumna. Tak bardzo, że nabrała wątpliwości, czy przypadkiem nie powinna wyznać tego spowiednikowi. Ten w odpowiedzi na jej wyznanie zauważył, że pewnie pochodzi ze starej rodziny. – Owszem – odpowiedziała penitentka – ale to nie z tego powodu jestem taka dumna. – To pewnie twoi rodzice mają jakieś wybitne osiągnięcia – drążył spowiednik. – Owszem, są wykształceni i osiągnięcia mają – ale to nie jest ta przyczyna. – Już wiem – szepnął spowiednik. – Ty musisz być bardzo ładna. – Nie narzekam – odparła rezolutnie panienka – ale tu nie o to chodzi. – Moje dziecko – odezwał się po namyśle spowiednik. – Ty nie jesteś wcale dumna, tylko głupia, a to nie grzech.
Z czego bowiem mają odczuwać „dumę” sodomczykowie i gomorytki? Z tego, jak zaspokajają popęd płciowy. Sodomczykowie zaspokajają popęd płciowy albo – jak powiadają gitowcy – „paciakując w popielnik” – albo obciągając sobie nawzajem laskę. Gomorytki z kolei albo mlaskają się po klitorisach, albo uprawiają tzw. anilingus, to znaczy – mlaskają się po odbytach. Oczywiście skoro nie mają żadnych innych powodów by odczuwać dumę, to dobre i to – chociaż z drugiej strony osobnika, który wychodziłby na ulicę wykrzykując, jak to wspaniale spółkuje z panienkami, podejrzewano by przynajmniej o niestabilność emocjonalną i oddano w ręce infirmerów. Tymczasem sodomczykom i gomorytkom podczas „Parady Równości” dotrzymywała towarzystwa zarówno Wielce Czcigodna Magdalena Biejat, która fuchę wicemarszałkini Senatu wykonuje podobno w sposób nie zwracający niczyjej uwagi, oraz prezydent Warszawy, pan Rafał Trzaskowski.
Mój Honorable Correspondant, który obserwuje te parady z obowiązku, poinformował mnie, że coraz większą część ich uczestników stanowią nawet nie sodomczykowie, czy gomorytki, tylko wariaci w sensie medycznym. Najwyraźniej promotorzy komunistycznej rewolucji musieli rozszerzyć szeregi proletariatu zastępczego również na wariatów. Ich też zamierzają „wyzwolić”, podobnie jak „kobiety”, sodomczyków i gomorytki.
Judenrat „Gazety Wyborczej” najwyraźniej wychodzi temu naprzeciw, bo podczas lektury tamtejszych publikacji można odnieść wrażenie, że tworzyli je wariaci. To by się zresztą zgadzało, bo przysłowie powiada, że czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Pan red. Michnik dzieciństwo spędził w rodzinie zaangażowanych komunistów, a jak wiadomo, granica między takim zaangażowaniem a odlotami bywa bardzo płynna, więc nic dziwnego, że w starszym wieku te predylekcje coraz bardziej dochodzą do głosu. Jak się to wszystko skończy, jakie paroksyzmy będzie musiał przeżywać wskutek tego nasz nieszczęśliwy kraj – to całkiem inna sprawa.
Znalezienie się w mocy wariatów z pewnością do przyjemności nie należy i to nie tylko dla osób postronnych, ale i dla porażonych. Dobrą ilustrację stanowi przypadek pani Joanny Szczepkowskiej. Jeszcze w 1989 roku, kiedy to oświadczyła, że „upadł komunizm”, sprawiała wrażenie osoby tylko figlarnej. Jak bowiem zauważył prof. Bogusław Wolniewicz, komunizm wcale nie „upadł”, tylko „mutuje”. Zresztą żeby się o tym przekonać, to nawet wtedy wystarczyła zwykła spostrzegawczość. Tylko wyjątkowy dureń bowiem mógł nie zauważyć, że dowodem na „upadek” komunizmu był wybór przywódcy tych „upadłych” komunistów, generała Wojciecha Jaruzelskiego, na prezydenta „wolnej Polski”. Oczywiście w przypadku pani Joanny Szczepkowskiej wystarczała sama figlarność, bo nikt od niej specjalnej przenikliwości przecież nie oczekiwał. Teraz jednak już nie sprawia wrażenia figlarnej, tylko zgorzkniałej, chociaż nadal nie zauważa, że „mówi prozą”.
Ale mniejsza już o nią, bo w przypadku aktorów czar pryska, gdy zaczynają mówić własnym tekstem, chociaż nawet w takich razach kieruje nimi instynkt stadny. Tak było w Ameryce za prezydenta Nixona, tak jest za prezydenta Trumpa, przeciwko któremu staje w szranki Jane Fonda, co to nadstawiała się w swoim czasie władzom Wietnamu Północnego i tak samo jest u nas, gdzie celebrytowie demonstrują pogardę wobec pana prezydenta Nawrockiego. Mechanizm tego zjawiska musi być bardzo podobny do „dumy” demonstrowanej przez sodomczyków i gomorytki, no a poza tym i w jednym i w drugim przypadku dochodzi do głosu instynkt stadny: „rozpoznajemy się po »Ulissesach« – nawoływał w latach 70-tych jegomość znany w środowisku pod pseudonimem »Kocica«”.
Najciekawsze jednak jest w tym wszystkim to, że sodomczykowie i gomorytki też ćwierkają z klucza. Oto sponsorzy: miasto Warszawa, Ambasada RFN, Ambasada Meksyku, Komisja Europejska i Fundacja Heinricha Bolla. Ale wielość sponsorów niemieckich niech nas nie zwodzi, bo zarówno Ambasada, jak i Fundacja Bolla, nie mówiąc już o Komisji Europejskiej, czerpią swoje środki z funduszy publicznych. Oczywiście na pieniądzach nie jest napisane, że mogą pochodzić z gadzinowego funduszu BND, ale to przecież nikomu nie przeszkadza, bo skoro nie jest napisane, to nie jest, dzięki czemu można stworzyć wrażenie pełnego spontanu i odlotu, niczym w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy „Jurka” Owsiaka, co to nawet serduszka ma podobne, jak Winterhilfswerke.
Stanisław Michalkiewicz
Stanisław Michalkiewicz „Magazyn Polonia” • 20 czerwca 2026
Rochu! – mówił zirytowany do żywego pan Zagłoba do Rocha Kowalskiego po tym, jak został nakryty w trakcie wojowania z małpami w ogrodzie jednego z pałaców podczas szturmu na będącą w szwedzkich rękach Warszawę. – Muszę – ciągnął – dokonać jakiegoś bohaterskiego czynu, by zmazać tę kompromitację. – Wuj musi! – przytaknął Roch Kowalski. I rzeczywiście, wszystko się udało. Pan Zagłoba kazał podstawić puszkę z prochem pod bramę, która wskutek tego została wysadzona, dzięki czemu ciurowie, którymi pan Zagłoba podczas szturmu dowodził, wdarli się do miasta.
11 czerwca rozpoczęły się mistrzostwa świata w futbolu, rozgrywane jednocześnie w trzech państwach: Meksyku, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Zainteresowanie futbolowymi rozgrywkami jest tak duże, że z pewnością zepchnie na dalszy plan inne wydarzenia, z wizytą papieża Leona XIV na Wyspach Kanaryjskich, nie mówiąc już o wojnach, jakie bezcenny Izrael wespół ze Stanami Zjednoczonymi prowadzi nie tylko ze złowrogim Iranem, ale także – z jego psem łańcuchowym, czyli Hezbollahem w Libanie.
Nawiasem mówiąc, ta wojna w Libanie stała się pretekstem do przerwania rozmów amerykańsko-irańskich, w następstwie czego prezydent Donald Trump, który chyba już ze 40 razy zapowiadał rychłe zakończenie tej wojny, w którą – co tu ukrywać – został przez przebiegłego premiera Beniamina Netanjahu wkręcony, znowu nakazał obrzucanie złowrogiego Iranu ponaddźwiękowymi dzidami, a złowrogi Iran w rewanżu znowu obrzuca ponaddźwiękowymi dzidami amerykańskie bazy w krajach arabskich.
Wprawdzie pojawiły się pogłoski, jakoby prezydent Trump strasznie obsztorcował izraelskiego premiera z powodu jego dokazywania w Libanie – ale ja nie wierzę, by się na to odważył, bo wtedy Żydowie w Ameryce następnego dnia zrobiliby z niego marmoladę. Nic takiego się nie stało, więc chyba żadnej obsztorcówy nie było tym bardziej, że Beniamin Netanjahu wszelkie uwagi amerykańskiego prezydenta olewa ciepłym moczem i kontynuuje dokazywanie zarówno w Libanie, jak i w Strefie Gazy, bo to mu zapewni zwycięstwo w październikowych wyborach w bezcennym Izraelu. Jak bowiem donoszą z Bliskiego Wschodu, izraelscy Żydowie murem stoją za swoim premierem, podobnie, jak Niemcy za Adolfem Hitlerem po jego zwycięstwie nad Francją w 1940 roku.
Ale wszystkie te doniosłe wydarzenia – jak już wspomniałem – zostaną zepchnięte na dalszy plan przez mistrzostwa świata w futbolu, chociaż niby każdy wie, że od ich rezultatu tak naprawdę nic nie zależy. Okazuje się, że potęga przemysłu rozrywkowego jest większa, niż wszystkie problemy, które trapią świat, więc może niepotrzebnie tak się tymi wszystkimi problemami przejmujemy, bo najważniejsze jest, żeby wypić, zakąsić, a w wolnych chwilach – pokibicować jakiejś drużynie.
Nasz nieszczęśliwy kraj niestety kibicować nie ma komu, bo nasza wspaniała drużyna w rozgrywkach udziału nie bierze, w związku z czym vaginet obywatela Tuska Donalda przygotował nam całkiem inne rozrywki, których dodatkowym celem jest zatarcie niemiłego wrażenia, jakie powstało po rewelacjach dotyczących braci Rysiczów, co to na Podkarpaciu pozakładali byli całą sieć burdeli, korzystających z ochrony roztoczonej nad nimi ze strony policji, prokuratury i niezawisłych sądów.
Początkowo panowało przekonanie, że ukraińscy sutenerowie zwyczajnie dopuścili do spółdzielni zarówno policjantów, jak i prokuratorów i niezawisłe sądy – ale na szczęście się wyjaśniło, że nic z tych rzeczy. Wyrozumiałość naszych władz brała się stąd, że bracia Rysiczowie byli konfidentami polskiej bezpieki. Z jednej strony to dobrze, bo nie musieli nikogo korumpować, no ale z drugiej strony to jeszcze gorzej, bo się okazało się zarówno policja, prokuratura, jak i niezawisłe sądy wykonują w podskokach zadania wyznaczone przez oficerów prowadzących z bezpieki.
W ten oto sposób potwierdziła się w całej rozciągłości moja ulubiona teoria spiskowa, według której najtwardszym jądrem naszej młodej demokracji nadal pozostaje bezpieka – podobnie jak pozostawała najtwardszym jądrem systemu za pierwszej komuny. Jednak z punktu widzenia wiary w autentyczność demokracji, jest to – co tu ukrywać – straszliwa plama, którą vaginet obywatela Tuska Donalda próbuje właśnie zatrzeć przy pomocy rozrywkowej operacji przypominającej sceny myśliwskie z Dolnej Bawarii.
Oto na przesłuchanie do niezależnej prokuratury wezwany został na świadka Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński, nad którym przez bite siedem godzin pastwiła się nie tylko niezależna prokuratura, ale również Wielce Czcigodny Giertych Roman i pan mecenas Dubois. Niezależne od tego całe nasze demokratyczne państwo prawne, urzeczywistniające zasady sprawiedliwości społecznej, ugania się po świecie za złowrogim Zbigniewem Ziobrą i Marcinem Romanowskim, który starannie zaciera za sobą wszelkie ślady. Obywatel Żurek Waldemar mało jaja nie zniesie, żeby wreszcie tych winowajców dopaść, ale wygląda na to, że trafiła kosa na kamień – a na domiar złego właśnie zebrała się Krajowa Rada Sądownictwa, co do której nie ma pewności, czy aby na pewno jest legalna, czy nie. Ale w świetle rewelacji na temat afery podkarpackiej kwestia legalności niezawisłych sądów nie wydaje się już taka ważna, bo przecież nie tyle chodzi o to, by były one legalne, tylko – żeby słuchały się bezpieki – a do tego legalność nie jest tak bezwzględnie konieczna.
Odwrotnie – im większe wątpliwości co do legalności prokuratury, czy sądów, tym bardzie muszą one akomodować się do wymagań bezpieki – bo to ona ma ostatnie słowo nie tylko w kwestii legalności, ale w ogóle – we wszystkich innych sprawach naszego państwa, a nawet – całego życia publicznego. Toteż bez zaskoczenia przyjęliśmy decyzję niezawisłego sądu, który nakazał Grzegorzu Braunu przeprosić Komendanturę chwilowo nieczynnego obozu w Auszwicu, że w tym obozie infrastruktura pozostawia wiele do życzenia. Niezawisły sąd nakazał Grzegorzu Braunu zameldować, że chwilowo nieczynny obóz jest w znakomitym stanie. Domyślamy się tedy, że jeśli tylko uda się skompletować załogę – z czym nie powinno być przecież żadnych trudności – to można go będzie uruchomić gwoli nauczenia rozumu wszystkich wrogów demokracji, co to pławią się od rana do wieczora w mowie nienawiści.
Obawiam się jednak, że te rozrywki mogą okazać się niewystarczające do zatarcia złego wrażenia po podkarpackich rewelacjach, więc w czynie społecznym wracam do pomysłu racjonalizatorskiego, by Sejm uchwalił specustawę o zagazowaniu Grzegorza Brauna – ale nie w Auszwicu – bo nie wypada, by tamtejsza Komendantura gazowała w swojej sprawie – tylko na Majdanku. Jest tam niewielka komora, w sam raz do takiej egzekucji, a żeby wykorzystać tę okazję do prewencji ogólnej, trzeba by spędzić tłumy, zaś podczas gazowania delikwenta orkiestry grałyby „Tango Milonga”: „Tango Milonga, tango mych marzeń i snów, niechaj ostatni raz usłyszę!”
Stanisław Michalkiewicz
Autor: AlterCabrio , 22 czerwca 2026 ekspedyt
Czy ukraińskość jest nierozłącznie związana z banderyzmem? Odpowiedź: nie ma ukraińskości, gdyż nie ma tożsamości ukraińskiej, w sensie tożsamości narodowo-państwowej, tak, jak u Polaków. Jest raczej świadomość miejsca pochodzenia, którym jest kraj, zwany Ukrainą, i to dotyczy większości tzw. zwykłych Ukraińców, których miliony przesiedlono do Polski i innych państw Unii Europejskiej, w ramach wielkiej operacji podmiany ludności

Zdjęcie tytułowe: LINK
No i stało się. Banderyzm wybił niczym szambo, a przyczynkiem było odebranie przez prezydenta Nawrockiego orderu Orła Białego, przyznanego Żeleńskiemu, w reakcji na nadanie przez Żeleńskiego imienia bohaterów upa jednej z jednostek wojskowych.
Na razie wybiło to z ust najwyższych przedstawicieli reżimu kijowskiego, ale jest tylko kwestią czasu, gdy zwykli Polacy, żyjący sobie dotąd spokojnie, nieświadomi postępującej podmiany ludności przekonają się, jak objawia się ta cecha charakteru w codziennym obyciu. Bo banderyzm to stan umysłu, nikt się co prawda takim nie rodzi, ale niektórzy się takimi stają. Dotąd myśleliśmy, że co prawda nie każdy Ukrainiec jest banderowcem, ale za to każdy banderowiec jest Ukraińcem.
Trzeba zweryfikować to mniemanie. Skąd bowiem tak wielu sympatyków banderowskiej Ukrainy w rządzie III RP i wśród tzw. elit naszego kraju? Skąd wzięło się tyle ukraińskich flag, wiszących na publicznych budynkach w Polsce? Kto je tam wiesza? Czemu cieszą się szczególną ochroną władz? kto nadaje te wszystkie polskie ordery tuzom Nowej Chazarii? Musimy sobie odpowiedzieć na dwa zasadnicze pytania: o relację ukraińskości do banderyzmu, i relację osób w Polsce do interesów ukraińskich.
Pytanie pierwsze brzmi: czy ukraińskość jest nierozłącznie związana z banderyzmem? Odpowiedź: nie ma ukraińskości, gdyż nie ma tożsamości ukraińskiej, w sensie tożsamości narodowo-państwowej, tak, jak u Polaków. Jest raczej świadomość miejsca pochodzenia, którym jest kraj, zwany Ukrainą, i to dotyczy większości tzw. zwykłych Ukraińców, których miliony przesiedlono do Polski i innych państw Unii Europejskiej, w ramach wielkiej operacji podmiany ludności, co jest jednym z warunków budowy Pan-Europy, czyli realizacji planu żydomasońskiego.
Nawet językowo ukraińskość nie jest dokładnie określona, skoro nawet kagan kijowski uczył się tego języka dopiero, gdy został prezydentem. Ta niejasna świadomość miejsca pochodzenia, skojarzona z niejasną kwestią językową rzucona jest na kolejną niejasność, mianowicie na niejednolitość etniczną ludności Ukrainy. Część to Rusini, przez Rosjan traktowani jako Małorusy, w większości zamieszkująca Ukrainę Wschodnią, część to mieszanina, zwana czernią, w większości zamieszkująca Ukrainę Zachodnią, a poza tym Rosjanie, Polacy, Żydzi i inne nacje. To nie jest więc naród, ani nawet narodowość, lecz ludność. Jej świadomość jest nieuformowana i brak tam wspólnych idei. Na początku Specjalnej Operacji Wojskowej wspólnym łącznikiem była wrogość wobec Rosji, połączona ze zjednoczeniem się pod wspólną flagą, którą uosabiał rząd w Kijowie.
Teraz zaś nie ma nawet tego, co pokazuje masowy exodus Ukraińców z Ukrainy w poszukiwaniu lepszego miejsca do życia. Jedyną ideą, jaka istnieje na Ukrainie, używaną do cementowania różnych elementów ludności jest banderyzm, wykorzystywany przez reżim kijowski jako ideologia państwowa. W pierwszej kolejności banderyzm jest antypolski, w drugiej antyrosyjski, w trzeciej antyludzki. Jeśli więc ktoś chciałby w przyszłości uważać się za patriotę ukraińskiego, będzie musiał przyjąć banderyzm za swe życiowe credo.
Dziś więc większość Ukraińców nie jest świadomymi banderowcami, ale może się nimi stać, jeśli będzie chciała być lojalna wobec reżimu w Kijowie, czyli Nowej Chazarii. Banderyzm bowiem to pewna szczególna dyspozycja intelektualno-moralna, zbliżona do nazizmu, oparta na wzorach talmudycznych, która każe mordować wszystkich, których uważa za wrogów, zachowując przy tym skrajną butę, pogardę i nienawiść dla swoich dobroczyńców. Wrogiem jest ten, który zagraża samostijnej Ukrainie, i zawsze wskazuje go władza. Tak się składa, że wrogiem banderyzmu zawsze jest naród i państwo polskie, i to stanowi fundament banderyzmu i nigdy się nie zmieni. Jeśli więc dziś nie każdy Ukrainiec jest banderowcem, to w przyszłości już nieodległej reżim kijowski zmusi do banderyzmu wszystkich, których ma pod władzą.
Pytanie drugie brzmi: dlaczego w Polsce tak wielu jest obrońców interesów ukraińskich, mimo że Ukraińcy zgotowali Polakom okrutne krwawe rzezie? Odpowiedzi jest kilka. Po pierwsze, głupota, połączona z propagandą proukraińską. Po drugie, kwity, jakie służby ukraińskie mają na polityków w Polsce, głównie związane z korupcją i nieletnią prostytucją. Po trzecie, nie są to Polacy, ale Ukraińcy, udający Polaków, mający sympatie banderowskie. W Polsce pod rządami popisu występują wszystkie trzy sytuacje, można więc powiedzieć, że rządzi nami ukraińsko-banderowska klika.
Jedynie tak można wytłumaczyć butę, arogancję i bezczelność polityków i funkcjonariuszy ukraińskich wobec Polski i Polaków, panoszenie się służb ukraińskich w Polsce, liczne pożary, finansowanie przez państwo polskie reżimu kijowskiego pomimo zniewag, narażanie bezpieczeństwa narodowego w imię interesów banderowców. Tak więc spora część polityków w Polsce to banderowcy funkcjonalni. Można więc zidentyfikować nową jednostkę choroby politycznej: banderyzm funkcjonalny.
To stwierdzenie jest konieczne, aby opracować plan działania. Skoro rządzą nami banderowcy, to będą robić rzeczy dla Lachów skrajnie niekorzystne. Jeśli dalej przyjrzymy się politykom i ich formacjom politycznym, zobaczymy, że problem ten dotyczy całego popisu, czyli frakcji magdalenkowej. Idąc dalej, to oni pozwolili na rozwijanie się banderyzmu na Ukrainie i nie zrobili niczego, aby to zatrzymać, a mogli dużo, gdyż reżim kijowski zależny jest od Polski w sposób egzystencjalny. To politycy popisu pozwolili na przesiedlenie milionów Ukraińców do Polski, dali im przywileje i ograbili państwo i naród z pieniędzy i innych dóbr, aby przekazać je banderowcom. Robią zresztą to nadal.
Musimy wyciągnąć z tego praktyczne wnioski. Po pierwsze, rozwój banderyzmu na Ukrainie jest pewny, wraz z konsolidacją władzy przez reżim kijowski. Po drugie, banderyzm jest dla Polaków zagrożeniem śmiertelnym, zarówno dla państwa, jak i narodu. Po trzecie, jeśli nadal będą trwały rządy popis, banderyzm będzie ideologią władzy również w Polsce. Po czwarte, banderyzm reaguje tylko na brutalną i bezwzględną siłę, więc dogadywanie się z banderowcami możliwe jest z użyciem środków przymusu. Tak więc dalsze trwanie obecnego układy władzy w Polsce daje nam duże prawdopodobieństwo powtórki z rzezi Lachów.
Aby uniknąć rzezi lub łagodniejszych, acz zawsze przykrych skutków banderyzmu w Polsce, należy wyeliminować jego przyczyny, a są one dwie: wewnętrzna i zewnętrzna. Przyczyna wewnętrzna eskalacji banderyzmu w Polsce są banderowskie rządy, czyli popis. Z tym można sobie poradzić, wybierając Konfederację Korony Polskiej, a następnie banderowców, udających Polaków ukarać sprawiedliwie, czyli przykładnie i surowo.
Przyczyną zewnętrzną banderyzmu na Ukrainie jest system geopolityczny, objawiający się w postaci NATO i UE, który na szczęście trzeszczy i rozpada się. Tu rada na banderyzm jest prosta: zawiązać sojusz antyterrorystyczny z tymi państwami, które również zagrożone są banderowskim terroryzmem, czyli co najmniej z Białorusią, Rosją, Czechami, Słowacją, Węgrami, Rumunią. Reżim kijowski powinien zostać spacyfikowany, winni ukarani sprawiedliwe, czyli surowo, a tzw. państwo ukraińskie wzięte w zarząd powierniczy białorusko-rosyjsko-polski.
Oznacza to obalenie dotychczasowego mitu, jakoby Ukraina walczyła za Polskę i Europę. To fałsz, Ukraina walczy za interesy Wielkiej Brytanii, USA, Niemców i Żydów, a pierwszą ofiarą jest ludność Ukrainy. Ktokolwiek zakończyłby Nową Chazarię, ten wyrządziłby ludowi Ukrainy wielką przysługę.
Cała nadzieja w Lechitach, że będą potrafili dogadać się z Rosjanami, aby rozgromić Chazarię jak w 956 r., dla dobra Rusinów, Europy i całego świata, po złości Żydom.
=============================================================
Kto chce się włączyć, polecam lekturę formacyjną:
Księga I: Historia debilizacji: LINK
Księga II: Rewolucja bachantek: LINK
____________________

Date: 22 giugno 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/o-tym-jak-wykorzystano-debili-gracze-pokemon-go-nieswiadomie-wyszkolili-drony-wojskowe
Przez lata gracze Pokémon Go skanowali otoczenie, aby zdobywać dodatkowe punkty. Dzięki tym miliardom skanów opracowano obecnie niezwykle precyzyjny system nawigacyjny przeznaczony między innymi dla dronów wojskowych i robotów.
Floris De Hingh (34 lata) pobrał grę Pokémon Go tego samego dnia, w którym została udostępniona. Było to latem 2016 roku i wkrótce cała Holandia błąkała się po ulicach ze smartfonami do późnych godzin nocnych w poszukiwaniu Pokémonów. Nawet lata po tym, jak gorączka już minęła, super-fan De Hingh kontynuował poszukiwania wirtualnych stworzeń.
Nigdy jednak nie wyobrażał sobie, że zdjęcia, które robił podczas gry, posłużą do trenowania systemu sztucznej inteligencji, który teraz, między innymi, będzie pomagał amerykańskim dronom wojskowym w nawigacji. «Ja tylko grałem» – oświadcza.
De Hingh nie był jedynym, który rejestrował otoczenie. Prawie 30 miliardów skanów z Pokémon Go, wykonanych przez setki milionów użytkowników, jest obecnie własnością Niantic Spatial, spółki wywodzącej się z firmy, która pierwotnie opracowała grę. Na podstawie tych kadrów wytrenowała model 3D, który umożliwia nawigację z ekstremalną precyzją także przy braku sygnału GPS.
Pod koniec ubiegłego roku Niantic Spatial i amerykańska firma Vantor ogłosiły, że Vantor wykorzysta system nawigacji do dronów i innych robotów wojskowych. Vantor to firma programistyczna specjalizująca się w wywiadzie przestrzennym, między innymi dla obronności. Wiadomość o współpracy spotkała się z bardzo niewielkim zainteresowaniem mediów.
Pośredni wkład w zastosowania wojskowe
W odpowiedzi na pytania redaktorów holenderskiego dziennika Trouw, Vantor zaprzecza, że wykorzysta dane z Pokémon Go. Firma nie chce jednak sprecyzować, czy oznacza to, że model, który zostanie użyty w zastosowaniach wojskowych, nie został zaprojektowany na podstawie tych danych.
Zdaniem Jeroena van den Hovena, profesora etyki i technologii na Politechnice w Delfcie, można wyciągnąć taki wniosek. «Bez ogromnej liczby skanów wykonanych przez wszystkich tych graczy, rozwój tego systemu nigdy nie nastąpiłby tak szybko» – twierdzi. «Gracze przyczynili się pośrednio, być może w minimalnym, ale jednak skutecznym stopniu, do zastosowań militarnych».
Według Van den Hovena, rzeczywiście trudno jest precyzyjnie określić, które części modelu 3D Niantic Spatial zostały wytrenowane na skanach graczy Pokémon Go. Jego zdaniem, wszystkie modele AI zaczynają od zestawów danych, które są następnie wzbogacane o wiele innych danych. Model uczy się rozpoznawać wzorce i buduje system, w którym dane przyjmują nową formę i nie można ich już powiązać z ich pochodzeniem.
Gracze wyrazili „dobrowolną zgodę„
Niantic Spatial również nie wyjaśnia, jaką dokładnie rolę odgrywają dane z Pokémon Go w modelu, który będzie wykorzystywany przez Vantor. W odpowiedzi na wcześniejsze pytania dziennika Trouw dotyczące innej współpracy – z firmą dostawczą Coco Robotics – rzecznik prasowy stwierdził, że skany z Pokémon Go zostały wykorzystane do trenowania «początkowej wersji» modelu.
W tej odpowiedzi Niantic Spatial podkreśla również, że gracze Pokémon Go dobrowolnie zaakceptowali warunki, a firma działa w sposób etyczny. «Zobowiązujemy się, wraz ze wszystkimi naszymi klientami i partnerami, do zapewnienia, że produkty Niantic Spatial są wykorzystywane w sposób odpowiedzialny, z poszanowaniem praw człowieka i zasad etycznych» – oświadcza firma.
Na pytanie uzupełniające o współpracę z firmą z sektora obronnego, Niantic Spatial nie chciało odpowiedzieć. «W tej chwili nie mamy nowych informacji do przekazania».
Przeciwko wojnie w Iranie
«To tragedia» – mówi De Hingh. «Na początku myślisz, że grasz, a nagle twoje dane mogą zostać wykorzystane w wojnie». Fakt, że Vantor współpracuje między innymi z armią amerykańską, niepokoi go. «Jestem zdecydowanie przeciwny wojnie, którą Trump prowadzi przeciwko Iranowi».
Van den Hoven: «Ludzie, którzy myśleli, że tylko grają, zostali wyraźnie oszukani. Stopniowo zaczyna być jasne, że firmy niekoniecznie wykorzystują nasze dane, aby naprawdę poprawić nasze życie, na przykład poprzez poprawę edukacji. Chodzi o zarabianie pieniędzy. Jeśli mogą sprzedać zestaw danych lub model AI za dobrą cenę, zrobią to».
Według Van den Hovena, powinniśmy traktować to, co wydarzyło się z Pokémon Go, jako «czerwoną flagę», sygnał alarmowy. Giganci technologiczni chciwie wykorzystali lukę wiedzy społeczeństwa – twierdzi profesor. «Widać to po podstępnym sposobie, w jaki te dane były zbierane» – mówi. «Niektórzy ludzie wewnątrz firmy być może wiedzieli od dawna, jakie mogą być przyszłe sposoby wykorzystania».
Chodzi w szczególności o zdjęcia, które użytkownicy mogli robić od 2021 roku w grze Pokémon Go. Nie jest to czynność obowiązkowa, a Niantic Spatial osobno prosi o zgodę na korzystanie ze zdjęć. Aby zdobyć dodatkowe nagrody, gracz może wykonać «skan», filmując otoczenie swoim smartfonem. W ten sposób skanuje się wszystkie budynki, drogi i drzewa wokół siebie, w zakresie 360 stopni.
Udzielając zgody, akceptujesz dodatkowe warunki. W ten sposób przyznajesz firmie «przenaszalną i możliwą do sublicencjonowania licencję» na skany, co oznacza, że może ona odsprzedać twoje zdęcia stronom trzecim.
Zagubione drony
Ponadto Niantic Spatial wytrenowało własny model nawigacji oparty na tych skanach. Przetworzyło zdjęcia przy pomocy sztucznej inteligencji, aby stworzyć szczegółową mapę 3D, która umożliwia nawigację bez połączenia GPS. W ten sposób firma natychmiast staje się kluczowym graczem w stosunkowo nieznanej technologii: VPS, czyli wizyjnym systemie pozycjonowania.
Dzięki VPS można orientować się na ulicy za pomocą kamery. Wystarczą tylko dwa punkty odniesienia, wielkości zaledwie kilku pikseli, aby określić swoją pozycję. Jest to idealna alternatywa dla bardziej powszechnego GPS, w miejscach pozbawionych dobrego sygnału satelitarnego, od którego GPS jest zależny.
Vantor podaje współczesne pola bitew jako przykład miejsc «pozbawionych pokrycia GPS», dla których VPS oferuje rozwiązanie. W wojnie między Rosją a Ukrainą zakłócanie lub «zagłuszanie» sygnałów satelitarnych jest powszechnie stosowaną strategią. W rezultacie wiele dronów traci orientację.
Firma z sektora obronnego zamierza umożliwić nawigację różnego rodzaju produktom za pomocą nowego systemu. Od dronów wojskowych po «pojazdy, okulary AR (tzw. rzeczywistości rozszerzonej – przyp. red.) i inny sprzęt polowy» – informuje Vantor w komunikacie prasowym.
Modele AI od dawna są bronią
Ta współpraca nie jest odosobnionym przypadkiem. Systemy AI są od dawna wykorzystywane do celów wojskowych. Na przykład platforma AI amerykańskiej firmy Palantir wspiera armię ukraińską w identyfikacji celów i podejmowaniu decyzji dotyczących ataków. Ten sam system był używany przez armię izraelską do bombardowań w Gazie, w których zginęło wielu cywilów.
Podobny model AI, opracowany przez amerykańską firmę Anthropic, został wykorzystany przez armię Stanów Zjednoczonych. Według amerykańskich mediów, model ten odegrał rolę w bombardowaniach Iranu i porwaniu wenezuelskiego dyktatora Nicolása Maduro.
Van den Hoven nie wyklucza w każdym przypadku użycia VPS w kontekście militarnym: «Jeśli Ukraińcy mogą wygrać dzięki temu słuszną wojnę przeciwko agresorowi Rosji, jest to pozytywny rozwój». Ale jeśli system wpadnie w niepowołane ręce, według niego byłoby to naprawdę bardzo niebezpieczne.
Prywatność jest zagrożona
De Hingh nigdy nie zastanawiał się nad możliwymi zastosowaniami swoich skanów. Przez długi czas myślał: «Mogą mieć moje dane, i tak nie mam nic do ukrycia».
I jest to bardzo powszechne podejście, o czym dobrze wie Iris Muis, ekspertka ds. etyki danych w Data School na Uniwersytecie w Utrechcie.
Według niej, jako użytkownik nie można sobie wyobrazić, w jaki sposób twoje dane mogą zostać wykorzystane w przyszłości.
«Kto wie, może za pięć lat pojawi się zastosowanie technologiczne, którego konsekwencji absolutnie nie można zaakceptować».
Według Muis, prywatność graczy i innych obywateli może być również zagrożona. Hingh wykonywał skany także wewnątrz swojego mieszkania. Niantic Spatial wydaje się być zainteresowane również tymi zdjęciami. Tory Smith, dyrektor zarządzający produktami w Niantic Spatial, w wywiadzie na stronie Vantor sugeruje, że chciałby zbierać więcej tego typu zdjęć z wnętrz.
Samobieżne wózki
VPS, nawiasem mówiąc, nadaje się nie tylko do celów obronnych. W marcu Niantic Spatial ogłosiło współpracę z Coco Robotics. Amerykańska firma zamierza wykorzystać VPS do swoich robotów dostawczych. Samobieżne wózki dostarczają już jedzenie do domów w amerykańskich miastach i w fińskiej stolicy Helsinkach. Dzięki VPS, robot Coco wyposażony w cztery kamery jest w stanie nawigować z precyzją do centymetra – twierdzi Niantic Spatial.
Firma nie jest bynajmniej jedyną, która postrzega konsumentów z kamerą jako potencjalne źródła do zbierania danych geograficznych. Na przykład inteligentne okulary Meta nieustannie skanują otoczenie użytkownika, okulary AR Apple tworzą mapy 3D przestrzeni wewnętrznych, a samobieżne samochody Waymo rekonstruują szczegółowe modele miejskich dróg.
«Gra powinna pozostać grą»
Według Van den Hovena, fundamentalne znaczenie ma to, aby Komisja Europejska chroniła dane użytkowników, ustanawiając jasne zasady dla tych wielkich firm. Uważa on jednak za jeszcze ważniejsze, abyśmy nie stali się zależni od systemów nawigacji innych krajów.
«Gdyby na przykład Elon Musk wyłączył swoje satelity Starlink, wszyscy zgubiliby drogę» – twierdzi. «Ważne jest, aby Europa opracowała funkcjonalny odpowiednik tego systemu VPS».
Brytyjski projektant gier Adrian Hon radzi obecnie graczom Pokémon Go, aby przestali wykonywać skany. «Być może byłoby nawet lepiej przejść na inne gry; najlepiej na mniejsze gry, ponieważ te nie sprzedają łatwo danych».
De Hingh przestał grać już ponad rok temu. Nie z powodu danych, które musiał dostarczać, ale ponieważ był zmęczony aktualizacjami. «Ciągle pojawiały się nowe misje i nowe Pokémony».
Dla De Hingha wiadomość była «prawdziwym objawieniem». «Musimy postawić granicę i zapobiec temu, aby firmy zbierały i odsprzedawały te dane i skany według własnego uznania» – twierdzi. «Gra powinna pozostać grą».
……………
Vantor ogłosiło w lutym umowę z armią amerykańską o wartości do 217 milionów dolarów na oprogramowanie szkoleniowe. Niantic sprzedało swój oddział gier wideo należącemu do Arabii Saudyjskiej Scopely za 3,5 miliarda dolarów w 2025 roku.
theguardian/pokemon-go-data-trained-ai-that-could-assist-military-drones-in-war-zones
INFO: trouw.nl/binnenland/hoe-pokemon-go-spelers-onbewust-militaire-drones-trainden-ik-was-gewoon-een-spelletje-aan-het-spelen (tłumaczenie automatyczne; wszystkie odnośniki w oryginale tekstu)
………
Ponownie, filmowanie otoczenia, tym razem wnętrz mieszkań…
Shift – startup zajmujący się szkoleniem sztucznej inteligencji, ogłosił niedawno, że oferuje bezpłatne sprzątanie mieszkań w Nowym Jorku. Jest jednak jeden haczyk: sprzątacze noszą kamery zamontowane na głowach, które rejestrują zdjęcia z perspektywy pierwszej osoby podczas szorowania łazienek, mycia podłóg i porządkowania kuchni. Firma poinformowała, że nagrania te pomogą w szkoleniu robotów domowych i systemów sztucznej inteligencji, aby w przyszłości mogły samodzielnie wykonywać prace domowe. businessinsider.com/shift-offering-free-nyc-cleanings-train-ai-with-camera-footage

Stephen Karganović
Fałszywa flaga w Soborze Zaśnięcia Matki Bożej po raz kolejny podkreśla kluczowe znaczenie propagandy w nowoczesnej wojnie politycznej.
Podpalenie pod fałszywą flagą soboru Zaśnięcia Matki Bożej w kompleksie klasztornym Ławra Pieczerska 15 czerwca można było przewidzieć z matematyczną pewnością. Kwestią nie było, czy do tego dojdzie, ale kiedy.
Wszędzie widać wyraźne oznaki zaaranżowanego wydarzenia. Społeczeństwo, zbyt zajęte i zbyt nieuważne, by dociekać dalej lub zadawać podstawowe pytania, po raz kolejny daje się wodzić za nos ukraińskiemu reżimowi neonazistowskiemu i jego kolektywnym zachodnim zwolennikom, którzy kierują i logistycznie wspierają każdy krok reżimu.
Zniszczenia Soboru Zaśnięcia Matki Bożej w Kijowie rzekomo są wynikiem celowego trafienia rosyjskimi pociskami rakietowymi podczas weekendowego ataku na cele w stolicy Ukrainy. Nieistotny jest fakt, że władze w Kijowie regularnie twierdzą, że zestrzeliwują praktycznie wszystkie pociski wystrzelone w cele na kontrolowanym przez siebie terytorium, co nasuwa logiczne pytanie, jak cokolwiek mogło zostać trafione i uszkodzone. Możemy jednak zignorować te propagandowe bzdury.
Twierdzi się ponadto – i to jest kluczowy punkt dla zrozumienia, co mogło się wydarzyć – że rosyjski atak został przeprowadzony za pomocą rakiet Iskander i Zircon, co wydaje się być prawdą.
Ale jeśli tak jest, to zniszczenia katedry są nienaturalnie powierzchowne. Są całkowicie sprzeczne z użyciem tak niszczycielskiej amunicji, szczegółu, który propagandziści najwyraźniej przeoczyli.
Szybkie wyszukiwanie w Google pokazuje, że rzeczywiste uszkodzenia katedry, które według zdjęcia rozpowszechnionego przez ukraińskie władze ograniczają się do części dachu, są niemożliwe do pogodzenia z użyciem broni o tak niszczycielskiej sile.
Istotne fakty są następujące: Iskander-M przenosi głowicę o masie od 480 do 700 kilogramów. Cyrkon przenosi głowicę o szacunkowej masie od 300 do 400 kilogramów i uderza z prędkością przekraczającą Mach 8. Sama energia kinetyczna tych pocisków jest wystarczająco niszczycielska, nawet bez uwzględnienia ich siły wybuchu. Jak stosunkowo krucha konstrukcja, zbudowana wieki temu, mogła przetrwać takie uderzenie z niewielkimi uszkodzeniami?
Czy ateiści i wyznawcy innych religii, którzy gardzą wszystkim, co reprezentuje Sobór Zaśnięcia Matki Bożej, ale rządzą Ukrainą, będą teraz powoływać się na „cud”? Czy Sobór Zaśnięcia Matki Bożej i otaczające go budynki zostały uratowane przed całkowitym zniszczeniem dzięki szybkiej interwencji z góry? Właśnie to musieliby zrobić, aby wyjaśnić fakt, że sobór wciąż stoi w miejscu, gdzie powinien być ogromny krater, gdyby ich twierdzenie o celowym ataku wojsk rosyjskich było prawdziwe.
Zdjęcie lotnicze opublikowane przez ukraińskie władze nie przedstawia zniszczeń będących wynikiem bezpośredniego ataku rakietowego, lecz scenę pożaru dachu, prawdopodobnie w połączeniu z odłamkami, które spadły na budynek.
Dowody wizualne są całkowicie sprzeczne z wersją wydarzeń przedstawioną przez ukraiński reżim. Na pierwszy rzut oka ta wersja wydaje się absurdalna.
Jednakże dowody w pełni potwierdzają teorię o celowym zaaranżowaniu wydarzenia przez władze w Kijowie w celu wykorzystania ataku rakietowego na swoje cele wojskowe w Kijowie, manipulowania nim dla uzyskania przewagi propagandowej i dodatkowych funduszy w kontekście spotkania G7 odbywającego się mniej więcej w tym samym czasie.
Reżim ma długą historię inscenizacji ataków pod fałszywą flagą, które zbiegają się z ważnymi wizytami i spotkaniami zagranicznymi. Starannie kontrolowany pożar dachu katedry Zaśnięcia Matki Bożej, wystarczająco silny, by wygenerować użyteczne obrazy propagandowe i wywołać ogólnoświatowe oburzenie, przypomina pożar Reichstagu w Berlinie, zainscenizowany przez sympatyków nazistów w 1933 roku.
Daje to reżimowi w Kijowie dodatkową przewagę propagandową. Odwraca uwagę od ukierunkowanego ataku sił ukraińskich na Rosyjski Instytut Pedagogiczny w Starobielsku w nocy z 21 na 22 maja, w którym ponad 20 studentów zostało zamordowanych z zimną krwią podczas snu.
Machina propagandowa kolektywnego Zachodu ruszyła do akcji bezzwłocznie, dosłownie kilka minut po podpaleniu Soboru Zaśnięcia Matki Bożej. To również wpisuje się w interpretację operacji pod fałszywą flagą, ponieważ sugeruje wcześniejszą wiedzę i koordynację.
Jak bez ogródek stwierdził „New York Times”: „Kiedy Rosja atakuje Ukrainę, podpala się symbol kulturowy; najnowszą ofiarą wojny jest wielowiekowa katedra”, a następnie dodał, prawdopodobnie w niezamierzonym żarcie, że „prezydent Wołodymyr Zełenski nazwał to 'jedną z największych zbrodni Rosji przeciwko kulturze chrześcijańskiej’”.
To ten sam „prezydent” Zełenski, pobożny strażnik kultury chrześcijańskiej, który zaledwie kilka miesięcy wcześniej ograbił kijowską Ławrę z chrześcijańskich relikwii i wysłał je prywatnym kolekcjonerom i muzeom na Zachodzie.
BBC i Deutsche Welle posłusznie podążyły tą samą drogą, wyrażając ubolewanie z powodu zniszczeń w katedrze prawosławnej, wobec której nie zwracały żadnej uwagi, i łącząc pożar z atakiem rakietowym, który, gdyby rzeczywiście trafił w katedrę, spowodowałby zniszczenia na nieporównywalnie większą skalę.
Incydent natychmiast przedstawiono jako celową konsekwencję „poważnego rosyjskiego ataku na Kijów, w wyniku którego zginęło co najmniej jedenaście osób, a kilkadziesiąt zostało rannych, a także uszkodzono jedno z najświętszych miejsc prawosławnego chrześcijaństwa”.
„Zabytkowy Sobór Zaśnięcia Matki Bożej w kijowskiej Ławrze Peczerskiej – obiekcie wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO – stanął w płomieniach. Duchowni natychmiast przystąpili do oceny zniszczeń i zabezpieczenia artefaktów religijnych”.
„Ekspert”, którego poproszono o dokonanie oceny przed przeprowadzeniem jakichkolwiek badań kryminalistycznych lub innego rodzaju dochodzenia – ponownie zgodnie z ustalonym schematem – pewnie wygłosił wykład na temat szczegółów technicznych, o których nie mógł nic wiedzieć, i złośliwie spekulował na temat nikczemnych motywów rosyjskiego rządu, który rzekomo zaatakował tak ważne prawosławne sanktuarium.
Jedyną osobą, która ma moralne prawo komentować to, co stało się z powierzonym jego opiece historycznym ośrodkiem duchowym, jest metropolita Paweł, który jest jednocześnie przełożonym Kijowskiej Ławry Pieprzowej, na terenie której znajduje się zniszczona katedra.
Z wielkim osobistym ryzykiem nagrał jedyną właściwą reakcję na tę profanację. Metropolita Paweł, więzień polityczny kijowskiego reżimu nazistowskiego, obecnie przebywający na wolności za kaucją, poruszająco opowiada o głębszych, duchowych przyczynach ataku na jego klasztor i katedrę oraz wyjaśnia przyczyny konfliktu szalejącego w jego kraju.
Jego szczere i uczciwe słowa zginą w zgiełku propagandy. Jednak jego wypowiedź, dostępna w języku rosyjskim, jest szczególnie polecana osobom nieznającym języka rosyjskiego, które mogą jej wysłuchać, korzystając z dostępnych narzędzi tłumaczeniowych.
Fałszywa flaga w Soborze Zaśnięcia Matki Bożej po raz kolejny podkreśla kluczowe znaczenie propagandy we współczesnej wojnie politycznej, w której niektóre bitwy toczą się również przy użyciu środków militarnych.
Dobra wiadomość jest taka, że coraz mniej osób daje się nabrać na te oklepane narracje, wszystkie z tego samego materiału i rutynowo rozpowszechniane przez pozbawionych wyobraźni propagatorów tych nieprawd.
Ale nie oszukujmy się: nie każdy potrafi przejrzeć czyjeś kłamstwa.
20 czerwca 2026, idziemy.pl/komentarze/jasionka-jak-bagram
Amerykanie, wykrawający sobie bez żadnych podstaw lub zgód coś w rodzaju eksklawy z polskiego terytorium. Oficerowie wywiadów, przylatujący do Polski i wylatujący z niej poza wszelką kontrolą naszych służb i bez śladu w dokumentach. Chaos prawny i organizacyjny. Brak podstaw prawnych do stosowania w cywilnym porcie lotniczym wojskowych procedur. Olbrzymie i nigdy nieodzyskane wydatki na paliwo tankowane do samolotów różnych państw, nie tylko amerykańskich i ukraińskich.
A wreszcie ukraińscy bonzowie z rekomendacją rządu w Kijowie, szlajający się przez tydzień po lotnisku z gotówką, którą chcieli wcisnąć jako łapówkę osobom decyzyjnym za ułatwienie odprawienia samolotu z uzbrojeniem.
To nie opis lotniska gdzieś w Afganistanie, Iraku albo innym miejscu w trzecim świecie. To podrzeszowska Jasionka po wybuchu wojny w Ukrainie. Taki obraz tego portu lotniczego znajdziemy w nowej książce Zbigniewa Parafianowicza „Kłopot z Zełenskim”. Obraz – dodajmy – wyłaniający się z wypowiedzi jego rozmówców (z nich bowiem złożona jest książka): oficerów naszych służb, ludzi pracujących na lotnisku, polskich polityków. Jest to obraz dramatyczny, najlepiej podsumowany słowami jednego z rozmówców Parafianowicza, który stwierdza, że Amerykanie traktowali Jasionkę jak Bagram (miasto w Afganistanie).
Tak jakby działali nie na terytorium jednego ze swoich europejskich, NATO-wskich sojuszników, ale w jakiejś drugorzędnej, traktowanej całkowicie przedmiotowo kolonii.

Tego wątku skądinąd bardzo ciekawej, ale też bardzo przygnębiającej książki znanego dziennikarza nie należy traktować czysto anegdotycznie. Wręcz przeciwnie: ma on walor symboliczny. Jak w soczewce pokazuje, jakie miejsce w hierarchii zajmuje nasze państwo (i zajmowało za poprzedniej władzy, bo przecież mówimy o okresie, gdy jeszcze rządziło PiS).
Nie jest wytłumaczeniem, że wszystko to działo się w czasie chaosu, związanego z atakiem Rosji na Ukrainę. Można nawet postawić tezę, że to jeszcze gorzej. Gdyby nasze państwo było przygotowane na nadzwyczajne okoliczności i było poważnie traktowane przez partnerów, miałoby skuteczne, zawczasu przygotowane procedury, które nie pozwoliłyby na kompletne bezhołowie.
Miałem okazję zapytać o ten opis Mateusza Morawieckiego podczas czerwcowego zjazdu Klubu Jagiellońskiego. Pan premier bardzo się oburzył i oznajmił, że jest to nieprawda. Że wszystko było pod kontrolą i Amerykanie nie zrobili sobie z Jasionki eksklawy. Szkopuł w tym, że w swojej książce Parafianowicz nie cytuje jednej osoby. Cytuje ich wiele, a ich relacje są ze sobą spójne i pokazują to samo. W jakim celu ci ludzie mieliby opowiadać nieprawdę? Jestem natomiast w stanie pojąć, dlaczego Mateusz Morawiecki usilnie takiemu obrazowi zaprzecza. Wszak stanowi on oskarżenie wobec stanu państwa po czterech latach jego rządów (licząc od końca 2017 do początków 2022 r.).
Książka Parafianowicza jest bezlitosna dla złudzeń każdej ze stron politycznego sporu o rzekomej wielkości Polski. Zaczyna się bowiem od wątku podróży Donalda Tuska do Kijowa w maju 2025 r.
Przypomnijmy: podróż, która miała świadczyć o uczestnictwie naszego kraju w układaniu nowego porządku, skończyła się wrażeniem odwrotnym, gdy okazało się, że pan premier jechał w osobnym wagonie, a trzej pozostali uczestnicy wyjazdu – brytyjski premier Keir Starmer, francuski prezydent Emmanuel Macron oraz niemiecki kanclerz Friedrich Merz – w innym. Oni razem, Polak osobno. I nie był to przypadek. Było to celowe działanie strony ukraińskiej, której celem było uderzenie w Tuska i w Polskę. Właśnie tak: i w premiera, i w nasze państwo w ogóle, dlatego przeciwnicy polityczni Tuska nie mają się z czego cieszyć.
Książka Parafianowicza to coś więcej niż tylko historia naszych relacji z Kijowem. To opowieść o stanie polskiego państwa. Opowieść z bardzo niewesołą konkluzją.

Przez Maxa Blumenthala
Imperium medialne Charliego Kirka i jego prawicowa organizacja aktywistów Turning Point USA (TPUSA) znalazły się pod kontrolą tych samych sił wspieranych przez Izrael, którym sprzeciwiał się w ostatnich miesiącach swojego życia. Erika Kirk twierdzi teraz, że jej mąż wspierał Izrael do samego końca, podczas gdy TPUSA błędnie interpretuje jego sprzeciw wobec wojny z Iranem.
Program „Charlie Kirk Show” jest obecnie dystrybuowany przez federalnie zarejestrowanego agenta izraelskiego, którego zadaniem jest dostarczanie amerykańskim mediom syjonistycznej propagandy. Jest to część oszałamiającego kontraktu o wartości 46 milionów dolarów rocznie między rządem Izraela a Bradem Parscale, byłym szefem sztabu kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa w 2020 roku. Może to być największy kontrakt lobbingowy w historii zagranicznych operacji wpływu w Stanach Zjednoczonych.
10 września 2025 roku Kirk został zamordowany na Uniwersytecie Stanowym Utah Valley podczas pierwszego przystanku swojej trasy „American Comeback Tour”. Osiem dni później Parscale zarejestrował się jako przedstawiciel zagraniczny izraelskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i przyznał się do odpowiedzialności za ofensywę propagandową „skrojoną na miarę pokolenia Z na wielu platformach, w tym TikToku, Instagramie, YouTube, podcastach i innych istotnych mediach cyfrowych i nadawczych”.
Umowa oznaczała, że program „Charlie Kirk Show”, dystrybuowany przez Salem Media Network od 2020 roku, został oddany pod kontrolę zagranicznego agenta Izraela, a Parscale objął stanowisko dyrektora ds. strategii w Salem. Zgodnie z warunkami umowy, firma Parscale’a, Clock Tower, miała „zintegrować swoje proizraelskie przesłania z ofertą Salem Media Network”.
Według raportu Radio Ink z grudnia 2025 r. „Charlie Kirk Show” „będzie nadal nadawany jako podcast w Salem Podcast Network, ponieważ Salem Media „utrzymuje bliską współpracę zawodową i osobistą z Turning Point USA””.
Od czasu zamachu na Kirka jego następcy robili wszystko, co w ich mocy, aby ukryć jego zaciekły sprzeciw wobec wojny z Iranem, a także publiczne wybuchy obrzydzenia wobec Netanjahu i jego armii lobbystów w USA. Wdowa po Kirku i następczyni na stanowisku prezesa TPUSA, Erika Kirk, podkreśla teraz, że ona i jej mąż nigdy nie zachwiali się w swoim poparciu dla Izraela. Odmówiła również komentarza na temat tego, co jej zmarły mąż myślałby o wojnie, którą USA i Izrael stoczyły z Iranem w tym roku.
„Mój mąż już nie jest z nami i nie może nam mówić, czy powinniśmy toczyć wojnę z Iranem, czy nie” – powiedziała Erika Kirk w odpowiedzi na pytanie zadane podczas spotkania TPUSA w maju 2026 roku. „Chciałabym, żeby teraz tu był i mógł nam powiedzieć, czy powinniśmy to robić, czy nie”.
Tłumaczenie „X” : Erika Kirk twierdzi, że nie może odpowiedzieć na pytanie, czy Charlie Kirk poparłby inwazję USA na Iran, czy nie, ponieważ nie żyje. „To frustrujące, gdy ludzie mówią w jego imieniu”.
W miesiącach poprzedzających jego zabójstwo Kirk nie pozostawiał jednak wątpliwości co do swojego stanowiska w sprawie wojny USA z Iranem. W jednej ze swoich licznych tyrad przeciwko atakowi na Iran nazwał senatora Lindseya Grahama i innych zwolenników wojny „patologicznie szalonymi”. Ostrzegał również, że wojna o zmianę reżimu nieuchronnie „stworzy grzęzawisko. A potem doprowadzi do wojny domowej”.
Następca Kirka nieuczciwie zaprzecza jakimkolwiek powiązaniom z Izraelem
Od czasu zabójstwa Kirka, Andrew Kolvet, wieloletni dyrektor ds. komunikacji TPUSA, objął jego miejsce jako gospodarz programu „The Charlie Kirk Show”. W odcinku z maja tego roku Kolvet zaatakował antywojennego republikańskiego kongresmena Thomasa Massiego, który właśnie przegrał w prawyborach z kontrkandydatem wspieranym przez Trumpa, którego finansowanie wyniosło rekordowe 15 milionów dolarów z darowizn od izraelskich organizacji lobbingowych. Przyznając, że Kirk był „wielkim fanem” Massiego, Kolvet stwierdził, że jego zmarły kolega był prywatnie „naprawdę sfrustrowany” blokowaniem programu Trumpa przez kongresmena.
Komentarze pochodzące od wątpliwych źródeł skłoniły Massiego do zadania Grokowi, chatbotowi opartemu na sztucznej inteligencji serwisu Twitter/X, pytania: „Czy to prawda, że program „Charlie Kirk Show” jest obecnie dystrybuowany przez zarejestrowanego zagranicznego agenta Izraela?”
Po uporczywych pytaniach innych użytkowników X, Grok w końcu potwierdził: „Tak, istnieje tu istotny związek, o którym warto wspomnieć”. Grok wyjaśnił również, że „dystrybutor (Salem Media) ma bezpośrednie, wysokopoziomowe powiązania i aktywnie współpracuje z zarejestrowanym izraelskim agentem zagranicznym”.
Tłumaczenia „X” : Hej @grok, odpowiedz proszę na pytanie Thomasa.
Tak, istnieje tu istotny związek, o którym warto wspomnieć.
Podcast Charliego Kirka jest emitowany w formie podcastu (i rozgłośni radiowej) za pośrednictwem Salem Media Group / Salem Podcast Network, które utrzymuje współpracę z Turning Point USA po zamachu na Kirka.
Dyrektor ds. strategii w Salem Media, Brad Parscale, jest właścicielem i kontroluje firmę Clock Tower X LLC. Firma ta zarejestrowała się jako agent zagraniczny izraelskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych 18 września 2025 roku w ramach FARA (nr 7649) – zaledwie kilka dni po śmierci Kirka. Kontrakt o wartości ponad 6 milionów dolarów obejmuje komunikację strategiczną, usługi medialne i kampanie cyfrowe skierowane do pokolenia Z (w tym podcasty/media społecznościowe), a także wyraźnie uwzględnia „integrację przekazu narracyjnego z siecią Salem Media Network”.
Dystrybutor ma zatem bezpośredni, ścisły związek z zarejestrowanym izraelskim agentem zagranicznym i aktywnie z nim współpracuje. Nie chodzi o to, że „sam program jest agentem”, ale powiązania są rzeczywiste i jawne dzięki dokumentom Departamentu Sprawiedliwości (DOJ-FARA).
Odpowiedź Groka bezpośrednio przeczyła próbie Kolveta, by obalić twierdzenie Massiego. Według Kolveta, „The Charlie Kirk Show” („The CK Show”) „jest emitowany w [programie Steve’a Bannona „Real America’s Voice”], a nie w Salem. Byłem zaangażowany przez cały czas. Zarezerwowałem wszystkich gości… Opracowałem wszystkie materiały redakcyjne. Bazujemy na programie Bannona „War Room”.
Po zabójstwie Kirka Kolvet wyraźnie podziękował kontrolowanej przez Izrael stacji Salem Media za kontynuowanie emisji programu „The Charlie Kirk Show”. „Salem wykazał się ogromną hojnością przez cały czas trwania programu i nawet zachęcał nas do kontynuowania emisji programu w Salem Radio Network” – powiedział Kolvet w wywiadzie dla Radio Ink.
Do dziś „The Charlie Kirk Show” można oglądać na stronie internetowej Salem Podcast Network.
Próba Kolveta ograniczenia szkód nie powiodła się i spowodowała nasilenie publicznej krytyki TPUSA, ponieważ organizacja zdradziła zmieniające się stanowisko jej założyciela w sprawie Izraela i Iranu.
Przywrócić TPUSA zgodność z Izraelem
Jak donosił portal The Grayzone, w tygodniach poprzedzających zabójstwo Kirka, założyciel TPUSA był dręczony narastającą presją ze strony izraelskich pośredników i samego Netanjahu, by rozpocząć błyskawiczną kampanię syjonistycznej propagandy skierowanej do młodzieży. 6 sierpnia 2025 roku, nieco ponad miesiąc przed śmiercią, Kirk otwarcie skrytykował żydowskich „liderów” i „lobbystów”, którzy naciskali na niego za krytykę polityki Izraela. „Nagle pomyślał: »Och, Charlie: On już z nami nie jest«. Chwila, co właściwie znaczy „z nami”? Jestem Amerykaninem, jasne? Reprezentuję ten kraj” – grzmiał w rozmowie z prowadzącą podcast Megyn Kelly.
Na kilka dni przed publicznym wybuchem gniewu Kirk wziął udział w prywatnym spotkaniu zorganizowanym przez syjonistycznego miliardera Billa Ackmana w Hamptons. Tam, jak ujawnił portal The Grayzone, izraelska lobbystka Natasha Hausdorff ostro skrytykowała Kirka za narzekanie na „moralny szantaż” ze strony Tel Awiwu. Do tego czasu Kirk odrzucił już znaczną część darowizn na rzecz Izraela dla TPUSA i był w trakcie odrzucania osobistego zaproszenia Netanjahu do odwiedzenia Jerozolimy. Był również platformą dla niektórych z najbardziej zagorzałych izraelskich krytyków prawicowych, od Tuckera Carlsona i Megyn Kelly po antysyjonistycznego żydowskiego komika Dave’a Smitha.
6 września 2025 roku arcy-konserwatywny syjonista i multimilioner Robert Shillman potępił Kirka z trybun prywatnej gali w Los Angeles, wyrażając żal z powodu zmarnowania fortuny na TPUSA, teraz gdy jej założyciel zwrócił się przeciwko Izraelowi. Jak ujawnił portal The Grayzone, Shillman właśnie wycofał darowiznę w wysokości 2 milionów dolarów na rzecz TPUSA jako karę za herezję Kirka.
Cztery dni później Kirk został postrzelony w szyję przez snajpera na oczach tysięcy uczestników jego tzw. „American Comeback Tour”.
Niecały tydzień po szokującym zamachu izraelskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, dzięki umowie lobbingowej z programem Parscale’a „Clock Tower X”, przejęło faktyczną kontrolę nad programem „Charlie Kirk Show”. Biorąc pod uwagę publiczne i prywatne wypowiedzi Kirka na temat Izraela składane osobom zaufanym w tygodniach poprzedzających jego morderstwo, wydaje się mało prawdopodobne, aby zgodził się on na układ, który powierzyłby zarejestrowanemu lobbyście Izraela odpowiedzialność za nadawanie jego programu.
Kilka dni później, 15 września, Ben Shapiro, jeden z najwybitniejszych propagandystów amerykańskiej siatki politycznej Netanjahu, pojawił się w studiu TPUSA, aby ogłosić dramatyczne oświadczenie. Siedząc obok byłych współprowadzących Kirka, Shapiro oświadczył, że jego firma medialna, Daily Wire, przekaże TPUSA milion dolarów, rzekomo w celu „poprowadzenia ludzi z powrotem do Chrystusa, z powrotem do Kościoła i z powrotem do wartości biblijnych”.
Tłumaczenie „X” : TO PUŁAPKA! Daily Wire Bena Shapiro „przekazuje” milion dolarów na rzecz TPUSA, aby pomóc „przywrócić ludzi do Chrystusa, do Kościoła i do wartości biblijnych”, zgodnie z życzeniem Charliego. Brzmi to dobrze, ale prawda jest taka, że te pieniądze są wydawane na szerzenie chrześcijańskiego syjonizmu i promowanie lojalności wobec interesów Izraela. Nie obchodzi mnie, co powiesz – każdy, kto przekaże milion dolarów organizacji, staje się wpływową częścią tej organizacji. Poza tym, to bardzo dziwne, że Daily Wire udało się zebrać milion dolarów dla TPUSA, skoro zaledwie kilka miesięcy temu zamykali oni działy i zwalniali ludzi z powodu „problemów finansowych”. SKĄD NAPRAWDĘ wziął się ten milion dolarów?
Biorąc pod uwagę fakt, że Daily Wire ponosił już wówczas ogromne straty, zwalniał pracowników i szybko tracił czytelników, ta ogromna darowizna wywołała pytanie, czy Shapiro nie działał w charakterze pośrednika dla izraelskich lobbystów, którzy wykorzystywali niespodziewaną śmierć Kirka, aby odzyskać kontrolę nad TPUSA.
Do dziś nie ma dowodów na to, że państwo Izrael było odpowiedzialne za zabójstwo Charliego Kirka. Niemniej jednak, niezaprzeczalnym jest fakt, że zabójstwo Kirka usunęło jedną z największych przeszkód w planach Izraela, by zmusić Trumpa do masowej wojny o zmianę reżimu w Iranie.
Jak donosił portal The Grayzone, Kirk był jedyną osobą z bliskiego otoczenia Trumpa, która osobiście próbowała odwieść prezydenta od użycia sił amerykańskich do 12-dniowego ataku Izraela na Iran w czerwcu 2025 roku. Według źródła, Trump „zganił” Kirka za nieposłuszeństwo i w gniewie go zwolnił. Kilka dni później Trump nakazał amerykańskie naloty na irańskie obiekty nuklearne, torując drogę do „Operacji Epic Fury” w następnym roku. Doniesienia te zostały później potwierdzone przez wiceprezydenta J.D. Vance’a.
Ukrywanie transformacji Charliego Kirka
Kiedy Trump rozpoczął „Operację Epic Fury” 28 lutego 2026 roku, rozpętał chaos, który potwierdził ponure ostrzeżenia Kirka dotyczące konsekwencji wojny w Teheranie, mającej na celu zmianę reżimu. Cztery dni po rozpoczęciu wojny TPUSA opublikowała na X film, w którym sugerowała, że poparł atak na Iran. Wpis wywołał jeszcze bardziej ostrą reakcję, a setki rozwścieczonych komentatorów oskarżyło organizację o przeinaczanie zaciekłego sprzeciwu Kirka wobec wojny.
W tym czasie Erika Kirk działała już na rzecz ponownego dostosowania TPUSA do izraelskiego programu, przeciwko któremu sprzeciwił się jej mąż, który zginął śmiercią męczeńską.
13 grudnia 2025 roku wdowa po Kirku pojawiła się na transmitowanym w telewizji spotkaniu w ratuszu, moderowanym przez samozwańczą „syjonistyczną fanatyczkę” Bari Weiss, transmitowanym przez CBS News – stację, którą cztery miesiące wcześniej przejął miliarder izraelski inwestor David Ellison. Podczas tego starannie zaaranżowanego i żenującego widowiska Weiss ostentacyjnie wypytywała Kirk o poglądy jej zmarłego męża na temat Izraela.
„Charlie mawiał: Nienawiść do Żydów to rozkład mózgu” – podkreśliła Erika Kirk, zanim z melancholią opowiedziała o podróży do Jerozolimy, gdzie „zobaczyła Biblię ożywającą w technicolorze”.
„Jak ktokolwiek może nienawidzić tego miejsca?” zastanawiała się, patrząc na państwo Izrael.
Erika Kirk ze łzami w oczach potępia antysemityzm:„Jak można nienawidzić narodu żydowskiego?”
„Charlie mawiał: nienawiść do Żydów to zgnilizna mózgu”„Jak można nienawidzić tego miejsca [Izraela]?”
Wszyscy teraz widzimy, co to jest.pic.twitter.com/pomPeNVROp— 𝐀𝐍𝐓𝐔𝐍𝐄𝐒 (@Antunes1)
Tłumaczenie „X” . Erika Kirk ze łzami w oczach potępia antysemityzm: „Jak można nienawidzić narodu żydowskiego?” „Charlie mawiał: Nienawiść do Żydów to duchowy upadek”. „Jak można nienawidzić tego miejsca [Izraela]?” Wszyscy teraz widzimy, co to znaczy.
Przemysław Piasta myslpolska/ukraina-zbliza-nas-do-rosji
Byli prezydenci Ukrainy: Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko oraz Petro Poroszenko zrzekli się Orderów Orła Białego. To znaczący gest. Dodajmy, gest Polsce wrogi. Kuczma, Juszczenko i Poroszenko nie oddali bowiem insygniów w pokorze, uznając się słusznie za niegodnych. Oddali je w geście pychy, buty i arogancji. W geście jawnej wrogości wobec Polski.
Nieważne, że Polacy jako pierwsi wyciągnęli ręce i serca do narodu ukraińskiego, nieważne, że przekazaliśmy za darmo ogrom sprzętu wojskowego, nieważne, iż udzieliliśmy pomocy w setkach miliardów złotych, nieważne, że przyjęliśmy pod swój dach miliony Ukraińców. Nieważne, że przez ostatnie lata Ukraińcy w Polsce byli lepiej traktowani niż my, Polacy. Ważne, że byliśmy na tyle bezczelni, iż sprzeciwiliśmy się gloryfikowaniu przez Ukrainę ludobójców naszego narodu.
Ukraina wybrała. Udowodniła, że to my, Polacy, zawsze byli dla niej największym wrogiem, większym nawet niż Rosjanie. Nam pozostaje jedynie wyciągnąć z tego faktu oczywiste konsekwencje. Niestety, mogą być one dla dużej części naszych rodaków druzgocące.
Skoro bowiem, wbrew nam samym, Ukraina zdecydowała się być naszym wrogiem, musimy przygotować się na agresję ze strony tego państwa. Obecna wojna o Ukrainę prędzej czy później się zakończy. Zakończy się przegraną Ukrainy, ale nie jej klęską. Za naszą południowo-wschodnią granicą będziemy mieli wciąż skorumpowane oligarchiczne rządy, zblatowane z najbardziej ciemnymi grupami interesów z całego świata. Na ich usługach będzie olbrzymia, doskonale wyposażona i świeżo ostrzelana armia. Pełna w znacznej mierze zdehumanizowanych i zdemoralizowanych żołnierzy. W tej sytuacji wysoce prawdopodobne jest, że Ukraina będzie sobie szukać nowego przeciwnika. Oczywistym celem będzie Polska.
Tym bardziej, że jesteśmy dziś poważnie osłabieni wewnętrznie. Polska polityka jest silnie spolaryzowana pomiędzy dwa walczące z sobą obozy-plemiona. W tym czasie bez przeszkód grasuje u nas ukraińska piąta kolumna, która zinfiltrowała świat polityki, nauki, administracji i organów bezpieczeństwa.
Do tego kilka milionów Ukraińców, którzy przybyli w ostatnich latach do Polski bez żadnej kontroli, stanowi idealne wręcz zaplecze dla funkcjonowania obcych służb specjalnych [szpiegowskich; co w tym „specjalnego”? md] . W tej sytuacji Polska z dawnego darczyńcy i dobrodzieja Ukrainy, bardzo szybko może stać się ofiarą kijowskiej junty.
Jedynym sposobem, by temu zapobiec, jest zwiększać swój potencjał i ograniczać ryzyka. Zamiast przygotowywać polskie wojsko do mitycznej wojny z Rosją, przygotujmy je zatem do całkiem prawdopodobnej wojny z Ukrainą. Wyposażmy je nie w kosztowne i widowiskowe samoloty myśliwskie czy szturmowe oraz najnowocześniejsze czołgi, ale w efektory mniej efektowne, ale za to bardziej efektywne.
Zakupmy masowo środki obrony przeciwlotniczej, statki bezzałogowe i systemy walki elektronicznej. Przywróćmy powszechną służbę wojskową. Wojnę wygrywają żołnierze. Tych nie widzę dzisiejszej w Polsce. Reasumując: wyciągajmy wnioski z obecnej wojny, bo kolejna będzie do niej podobna.
Nie wygramy jednak żadnej wojny, jeśli nie pokonamy najpierw wroga wewnętrznego. Należy wyeliminować z życia publicznego metodą powszechnego ostracyzmu polityków takich jak Paweł Kowal i setki jemu podobnych. Należy bezzwłocznie objąć opieką kontrwywiadowczą Związek Ukraińców w Polsce i inne organizacje Ukraińców. Należy infiltrować ukraińską emigrację i natychmiast wysiedlić z Polski wszystkie osoby choćby podejrzewane o sympatie skrajnie szowinistyczne, kontakty z organizacjami nacjonalistycznymi i militarystycznymi na Ukrainie oraz osoby podejrzewane o pracę dla ukraińskich służb specjalnych.
To jednak nie wszystko. Należy deportować wszystkie osoby zbędne z punktu widzenia polskiej gospodarki, zatem w pierwszej kolejności osoby niepotrafiące wykazać źródeł dochodów w Polsce. Usunąć z terytorium Rzeczypospolitej należy także wszystkie osoby łamiące prawo, niezależnie od skali i kategorii przestępstwa czy nawet wykroczenia, którego się dopuściły.
Brzmi to brutalnie i takie jest. Gdyby rządzący posłuchali naszych apeli i postępowali racjonalnie na etapie przyjmowania tak zwanych uchodźców, dziś takie postulaty byłyby niepotrzebne. Są jednak niezbędne. Ich realizacja jest warunkiem sine qua non przetrwania naszego państwa, a być może także biologicznego przeżycia naszego narodu.
Po trzecie, nie możemy pozwolić sobie na prowadzenie polityki dwóch wrogów. Pamiętamy doskonale z własnej historii, że taka strategia prowadziła każdorazowo do naszej klęski. Skoro więc Ukraina uparła się, by mieć wroga w Polsce, nie mamy wyjścia – musimy poprawić nasze relacje z Rosją. Nie chodzi rzecz jasna o żadne odwracanie sojuszy, a jedynie o przywrócenie elementarnych relacji i zakończenie absurdalnych i nic nie wnoszących gestów wrogości. Na szczęście eskalacja głupiej i szkodliwej polityki, prowadzonej w równej mierze przez Radosława Sikorskiego, co jego poprzedników, nie osiągnęła jeszcze nieodwracalnego punktu.
Wszystkie postawione dziś przeze mnie tezy mogą brzmieć dla Państwa szokująco. Lecz już za kilka, bądź kilkanaście miesięcy, będą one dla wszystkich oczywistością. Tak jak dziś oczywistością w oczach niemal 75% Polaków jest negatywny stosunek władz Ukrainy wobec naszego kraju. Niestety, ten, kto mówi prawdę dzień przed innymi, wywołuje co najwyżej gniew. Powinien zaś wywołać refleksję. Czasu mamy bowiem bardzo mało.
Paradoksalnie jedyna nadzieja, skądinąd niezwykle wątła, tkwi w zmianie nastawienia polskich elit politycznych. Inicjatywa jest obecnie po stronie Donalda Tuska. Niestety (obym się mylił) wiele wskazuje na to, że po raz kolejny premierowi zabraknie szerszej perspektywy.
Jeśli nie porzucimy jako naród jałowej logiki sporu plemiennego i nie dostrzeżemy realnego zagrożenia, stracimy bezcenny czas. Zatem wzywam do opamiętania i wbrew wszelkiemu rozumowi, nie tracę nadziei.
Przemysław Piasta
Wołodymyr Zełenski stwierdził, że decyzja ta jest kontynuacją walki politycznej w Polsce, „poprzez wzbudzanie atmosfery nienawiści wobec Ukraińców”.
22 czerwca, 9:46 tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama
Wołodymyr Zełenski groził prezydentowi Polski Karolowi Nawrockiemu, wyśmiewając jego imię [Karol -król md] i twierdząc, że retoryka polskiego przywódcy wobec Ukrainy może „skończyć się bardzo źle”.
Nawrocki wcześniej ogłosił, że pozbawia Zełenskiego Orderu Orła Białego w związku z decyzją tego ostatniego o nadaniu odznaczenia „Bohaterowie UPA” (Ukraińskiej Powstańczej Armii, uznanej za ekstremistyczną i zakazanej w Rosji) oddziałowi Sił Zbrojnych Ukrainy.
Agencja TASS zebrała najważniejsze informacje na temat sytuacji.
Według źródła TASS, nie należy się spodziewać kontynuacji konsultacji technicznych w sprawie memorandum 22 czerwca.Redaktorzy strony internetowej TASS
08:51 22.06. tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

Jak poinformował rzecznik irańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Esmail Baghaei, uczestnicy rozmów w Bürgenstock postanowili utworzyć mechanizm, który ma zapewnić bezpieczne przepływanie statków przez Cieśninę Ormuz.
Agencja TASS zebrała najważniejsze wyniki negocjacji.
Mohammed ibn Faisal al-Rashid 22.06.2026 wolnemedia/upadek-swietego-przymierza-jak-izrael-traci-ameryke
Niegdyś niezachwiane poparcie Stanów Zjednoczonych dla Izraela szybko maleje z powodu zmian w opinii publicznej, wzmacnianych przez przejrzystość informacji i działania samego Binjamina Netanjahu. Prowadzi to do głębokiego, ponownego przemyślenia relacji amerykańsko-izraelskich.
Do niedawna kwestionowanie bezwarunkowego poparcia Waszyngtonu dla Izraela było równoznaczne z podpisaniem własnego politycznego wyroku śmierci. Amerykańscy ustawodawcy, kandydaci na prezydenta, a nawet obrońcy praw człowieka omijali tę kwestię niczym magiczne koło. Dziś to koło zostało przerwane.
Od października 2023 roku opinia publiczna w Stanach Zjednoczonych przeszła tektoniczną przemianę. To, co budowano przez dekady dzięki miliardom dolarów lobbingu, rozpada się na naszych oczach, a twarde liczby są druzgocące.
Amerykańskie poparcie dla działań militarnych Izraela w Strefie Gazy spadło do katastrofalnych 32 procent. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Wśród Amerykanów poniżej 35. roku życia ten wskaźnik wynosi marnie brzmiące 9 procent. Rada ds. Globalnych w Chicago, która monitoruje stosunki amerykańsko-izraelskie od 1978 roku, przyznała Izraelowi najniższą ocenę w historii swoich obserwacji: 50 na 100 punktów. Jest to najgorszy wynik od prawie pół wieku. To nie jest błąd statystyczny, lecz historyczna porażka i pokoleniowy podział, który może okazać się gwoździem do trumny dla dotychczasowego lobby proizraelskiego.
Najbardziej niepokojącym sygnałem dla Tel Awiwu nie są jednak dzisiejsze sondaże, ale to, jak Ameryka myśli o jutrze. Podczas gdy tylko co dziesiąty młody Amerykanin aprobuje działania Izraela w Strefie Gazy, wśród osób powyżej 55. roku życia odsetek ten wzrasta do połowy. Ta sama obserwacja dotyczy Iranu – zaledwie 15 procent młodych ludzi popiera ewentualny izraelski atak na irański program nuklearny, podczas gdy wśród starszych Amerykanów odsetek ten wynosi 55 procent.
Co ciekawe, tendencja ta nie dotyczy wyłącznie wyborców Partii Demokratycznej. Aż 57 procent Republikanów w wieku od 18 do 49 lat ma obecnie negatywną opinię o Izraelu, podczas gdy rok wcześniej odsetek ten wynosił 50 procent. Trend wyraźnie przyspiesza. Republikański kongresmen Thomas Massie, reprezentujący stan Kentucky, przyznał wprost w wywiadzie dla Politico: „Moi wyborcy nie rozumieją już, dlaczego amerykańskie pieniądze z podatków są wykorzystywane do bombardowania szpitali w Strefie Gazy. Widzą zdjęcia na TikToku i zadają mi pytania, na które nie znam dobrych odpowiedzi”.
Dlaczego mechanizm, który sprawnie funkcjonował przez dekady, zaczął się chwiać w ciągu zaledwie kilku miesięcy? Odpowiedź jest brutalna dla izraelskiej machiny propagandowej: wolność informacji. Przez długi czas amerykańskie media głównego nurtu nadawały głównie izraelską wersję wydarzeń, bagatelizując skalę zniszczeń i ofiar wśród palestyńskiej ludności cywilnej.
Jednak media społecznościowe przedstawiły zupełnie inną historię. Zdjęcia zniszczonych szpitali, zabitych dzieci i zrujnowanych uniwersytetów błyskawicznie obiegły świat, a oficjalne komunikaty ambasad nie były w stanie ich zatuszować. Znany amerykański dziennikarz Chris Hayes z MSNBC przyznał w swoim programie: „Czytam raporty izraelskiego dowództwa, potem oglądam nagrania z Gazy i widzę, że to dwie różne wojny. Zaufanie słabnie, gdy przepaść staje się zbyt oczywista”.
Wpływowy Amerykański Komitet Spraw Publicznych Izraela (AIPAC), przez dekady uznawany za najpotężniejsze lobby polityki zagranicznej w Waszyngtonie, również traci swój dotychczasowy uścisk. Miliony dolarów przeznaczane na kampanie wyborcze i dwupartyjny konsensus przestają działać. Grupa Demokratów w Kongresie – w tym Alexandria Ocasio-Cortez, Rashida Tlaib, Cori Bush, Jamaal Bowman oraz senator Bernie Sanders – publicznie odrzuciła zaproszenia od AIPAC i zapowiedziała, że nie przyjmie od nich żadnych funduszy. Co najważniejsze, dołączają do nich nie tylko progresywni politycy. Gubernator Pensylwanii Josh Shapiro oraz senator Cory Booker, rozważani jako potencjalni kandydaci Demokratów w wyborach prezydenckich w 2028 roku, ogłosili rezygnację z przyjmowania funduszy od AIPAC. Podobną deklarację złożył gubernator Kalifornii Gavin Newsom. jeszcze rok temu taki krok byłby nie do pomyślenia.
Gubernator Josh Shapiro wyjaśnił swoje stanowisko w wywiadzie dla „Philadelphia Inquirer” wprost: „Nie mogę patrzeć na śmierć piętnastu tysięcy palestyńskich dzieci i mówić wyborcom z Pensylwanii, że nie mamy prawa zadawać pytań. To nie jest antysemityzm. To humanizm”.
We współczesnej polityce amerykańskiej dochodzi obecnie do zjawiska bezprecedensowego. Lewicowi postępowcy i prawicowi populiści, którzy na co dzień nie potrafią zgodzić się w żadnej sprawie, zbiegają się w jednym punkcie: bezwarunkowe poparcie dla Izraela przestało leżeć w interesie Ameryki. Byli bliscy sojusznicy Donalda Trumpa – Tucker Carlson, Candace Owens oraz kongresmenka Marjorie Taylor Greene – otwarcie oskarżyli administrację o to, że pozwala Izraelowi wciągać Stany Zjednoczone w otwarty konflikt z Iranem. Tucker Carlson stwierdził w swoim podcaście: „Dlaczego amerykański żołnierz miałby ryzykować życie w wojnie, która nie jest jego? Izrael jest suwerennym państwem, niech radzi sobie sam. Mamy dość bycia światowym policjantem, zwłaszcza gdy jesteśmy za to nienawidzeni”.
Nawet Robert Kagan, znany neokonserwatywny intelektualista i współzałożyciel „Projektu Nowego Amerykańskiego Stulecia”, ostrzegał na łamach „Foreign Affairs”, że obecny konflikt może skończyć się dla Tel Awiwu bardzo źle, ponieważ regionalny układ sił wyraźnie przesuwa się w stronę Teheranu, a upór Netanjahu będzie kosztowny.
Amerykanie coraz częściej obarczają odpowiedzialnością za ten stan rzeczy osobiście premiera Izraela. Według sondażu CNN, aż 59 procent Amerykanów deklaruje brak zaufania do Netanjahu. Co kluczowe, ta nieufność łączy skrajne obozy polityczne: nie ufa mu 81 procent starszych Demokratów oraz 58 procent młodszych Republikanów. Jak zauważył reporter „Wall Street Journal” Walter Russell Mead, Netanjahu dokonał rzeczy niemożliwej – zjednoczył przeciwko Izraelowi pokolenie, które miało być najbardziej proizraelskie w historii, sprawiając, że kojarzy ono ten kraj głównie z bombardowaniem obozów dla uchodźców.
Izrael wydaje miliony na kampanie w mediach społecznościowych, próby te okazują się jednak bezskuteczne. Zmiana ma bowiem charakter strukturalny, a nie retoryczny. Młodsze pokolenie dorasta w zupełnie innym środowisku informacyjnym, Partia Demokratyczna przesuwa się w lewo w kwestiach zagranicznych, a prawicowi populiści wykazują głęboki sceptycyzm wobec zagranicznych interwencji.
Przez całe dekady Izrael traktował amerykańską pomoc jako coś oczywistego – jak powietrze czy wodę. Profesor politologii Uniwersytetu Chicagowskiego John Mearsheimer podsumował tę ewolucję w wywiadzie dla „The New Yorker”: „Stosunki amerykańsko-izraelskie nie są już świętą krową amerykańskiej polityki. Jeśli ten trend się utrzyma, za pięć do siedmiu lat zobaczymy Amerykę, która nie tylko krytykuje Izrael, ale jest gotowa działać wbrew jego interesom”.
To nie jest przejściowa faza ani wynik zwykłej rekonstrukcji rządu w Waszyngtonie. Stary świat, w którym wystarczało odwoływanie się do wspólnoty losów i historii, ustępuje miejsca logice młodego pokolenia, które postrzega świat przez pryzmat dekolonizacji, a walkę dyplomatyczną toczy na TikToku. Zasób bezwarunkowego zaufania się wyczerpał. Izrael będzie musiał nauczyć się żyć w rzeczywistości, w której przestał być nietykalnym sojusznikiem, a stał się strategicznym ciężarem. Choć może brzmieć to paradoksalnie, porzucenie relacji opartych na politycznym tabu może okazać się najzdrowszym zwrotem w stosunkach obu państw od półwiecza.
Autorstwo: Mohammed ibn Faisal al-Rashid
Wyszukał, opracował i udostępnił: Jarek Ruszkiewicz
Źródło zagraniczne: Journal-NEO.su
Oto prawda o rosyjskiej „wojnie poznawczej”
i jej „piątej kolumnie” przeciwko Polakom
Andrew Korybko 17 czerwca 2026 r. korybko-substack
[Andrew Korybko @korybko I’m a Moscow-based American political analyst specializing in the global systemic transition to multipolarity]

Ostrzeżenie Ministra Spraw Zagranicznych dotyczące obu tych kwestii ma raczej charakter polityczny, niż faktyczny.
Minister spraw zagranicznych Polski Radek Sikorski powiedział w Sejmie podczas konferencji „ Wojna o umysły: strach, sabotaż, dezinformacja ”, że Rosja prowadzi „wojnę poznawczą” przeciwko Polakom i że ma już w kraju „piątą kolumnę”. Nie wszystko jest jednak tak oczywiste, jak sugeruje, dlatego konieczne jest wyjaśnienie. Jeśli chodzi o „wojnę poznawczą”, to prawdą jest, że Rosja, podobnie jak wszystkie kraje, produkuje różnorodne produkty informacyjne , których celem jest zmiana paradygmatów odbiorców.
W przypadku Rosji, generalnie zależy jej na tym, aby postrzegano jej politykę zagraniczną jako niegroźną, a politykę wewnętrzną jako konserwatywną, co w idealnym przypadku zwiększa liczbę osób na całym świecie, którym się ona podoba. Czasami stosuje się „potiomkinizm”, który odnosi się do tworzenia alternatywnych rzeczywistości dla „celów strategicznych” (jakichkolwiek by one nie były), ale to już przyniosło odwrotny skutek, jak wyjaśniono tutaj . Rosyjska „wojna poznawcza” najczęściej opiera się na połączeniu faktów i opinii, a rzadziej na wspomnianych kłamstwach.
W związku z tym w Polsce są osoby otwarte na rosyjskie produkty informacyjne, ale to wcale nie czyni ich „piątą kolumną”. Jak wyjaśniono wiosną , rzeczywiste „nastroje prorosyjskie” w Polsce są skrajnie marginalne, a przejawy, które można by nawet w przybliżeniu określić jako „prorosyjskie”, to po prostu aprobata dla niektórych aspektów polityki Putina. Obecnie jednak rządząca liberalno-globalistyczna koalicja oczernia wszystkich konserwatystów, nacjonalistów i populistów, nazywając ich „prorosyjskimi”.
Sikorski zdaje się sugerować to samo, wyolbrzymiając rosyjską „wojnę poznawczą” przeciwko Polakom i jej „piątej kolumnie”, która w rzeczywistości składa się głównie z ukraińskich uchodźców zatrzymanych za sabotaż rzekomo na rozkaz Rosji. Żaden przeciętny Polak, nawet ci, którzy chcą, aby Polska i Rosja lepiej radziły sobie z niedawnym odrodzeniem się ich tysiącletniej rywalizacji , nie jest „prorosyjski” w tym sensie, w jakim sugeruje, ponieważ ich motywacją jest pomoc Polsce, a nie Rosji.
To samo dotyczy rosnącej liczby Polaków, którzy sceptycznie odnoszą się do Ukrainy i jej uchodźców. Tendencja ta znacznie wyprzedza gloryfikację przez Zełenskiego sprawców ludobójstwa wołyńskiego , OUN-UPA , których Rosja również nie lubi. Ci Polacy są zmęczeni traktowaniem ukraińskich uchodźców jak obywateli pierwszej kategorii, a ich polskich rodaków jak obywateli drugiej kategorii. Są również zniesmaczeni tym, co ostatnio zrobił Zełenski. Wielu z nich czuje to samo, nawet jeśli nadal chcą, aby ich rosyjski rywal poniósł strategiczną klęskę z rąk Ukrainy.
Podobnie, choć UE od dawna spekuluje, że Rosja chce podzielić blok, istnieją uzasadnione powody, jak wyjaśnił konserwatywny prezydent Karol Nawrocki tutaj i przeanalizował tutaj , dla których kierowana przez Niemcy UE w obecnej formie stanowi zagrożenie dla polskiej suwerenności. Ci Polacy, którzy się z nim zgadzają, nie działają pod wpływem rosyjskiej „wojny poznawczej” jako jej „piąta kolumna”, ale są zagorzałymi patriotami. W końcu on sam znajduje się na liście poszukiwanych przez Rosję za udział w burzeniu pomników Armii Czerwonej.
Mając na uwadze tę refleksję i pamiętając, że rządząca liberalno-globalistyczna koalicja Sikorskiego, zgodnie z powszechnymi przewidywaniami, przegra kolejne wybory do Sejmu jesienią 2027 roku, jego ostrzeżenie przed „wojną poznawczą” Rosji przeciwko Polakom i „piątą kolumną” jest bardziej polityczne niż faktyczne. Jak wyjaśniono, oba zjawiska rzeczywiście istnieją, ale nie w tak wielkiej skali, jak błędnie przedstawiał je Sikorski, ani w formie, jaką sugerował. Zewnętrzni obserwatorzy powinni o tym pamiętać, ponieważ oczekuje się, że jego koalicja będzie teraz częściej rozgrywać kartę rosyjską.

[fassade kratzer – zadrapania lub zarysowania na fasadzie]
18 czerwca 2026 roku media doniosły o największym jak dotąd ataku dronów na Moskwę, w którym podpalono rafinerię ropy naftowej, uważaną za jeden z największych obiektów w Rosji , jak donosi n-tv.de .
Nie poinformowano jednak, że jest to możliwe jedynie dzięki dostawom broni z krajów NATO w Europie, a zwłaszcza z Niemiec, które w rzeczywistości „prowadzą wojnę z Rosją ręką Ukrainy”, jak to ujął Putin. Zintensyfikował już ataki odwetowe na Kijów, ale ostatecznie, pod presją, będzie musiał zaatakować zakłady produkcyjne na Zachodzie, w tym w Niemczech, jeśli chce utrzymać kontrolę nad sytuacją – i wtedy zostanie przedstawiony jako wieczny agresor. Merz i spółka nieodpowiedzialnie podsycają również groźbę wojny na dużą skalę.
Siergiej Karaganow (obraz Wikipedii)
Rosyjski politolog i ekspert ds. polityki zagranicznej związany z Kremlem, Siergiej Karaganow, udzielił obszernego wywiadu, o którym donosi uncutnews-ch . Karaganow, który od lat należy do najbardziej wpływowych rosyjskich myślicieli strategicznych, przedstawia obraz Zachodu, który celowo chce wpędzić Rosję w długą wojnę na wyniszczenie i otwarcie wzywa do eskalacji, nawet do ataków na państwa europejskie.
Twierdzi, że wojna na Ukrainie nigdy nie była konfliktem wyłącznie ukraińsko-rosyjskim. Przeciwnie, Stany Zjednoczone i ich sojusznicy celowo wciągnęli Rosję w strategiczną pułapkę. Zachód prowadzi wojnę z Rosją na terytorium Ukrainy.
Prawdziwym celem Waszyngtonu było albo militarne pokonanie Rosji, albo trwałe jej osłabienie, aby następnie skupić się na konfrontacji z Chinami. Europa odegrała rolę aktora realizującego, podczas gdy Ukraina była jedynie polem bitwy. Karaganow nie jest odosobniony w tym poglądzie, ale raczej znajduje się w dobrym towarzystwie wielu zachodnich analiz (patrz tutaj , tutaj , tutaj ).
Karaganow argumentuje, że Zachód dąży do długotrwałego wyczerpania Rosji. Dlatego Moskwa musi zakończyć konflikt, zanim obciążenia gospodarcze i społeczne staną się zbyt duże.
Wyraźnie stwierdza, że jego zdaniem Rosja musi w ciągu najbliższego roku podjąć znacznie bardziej zdecydowane działania wobec państw europejskich, które dostarczają Ukrainie broń, szkolenia i wsparcie logistyczne. Wymienia w szczególności Niemcy, Polskę, Rumunię i Wielką Brytanię.
„Niemcy są w centrum jego programu. Oskarża Berlin o ponowny rewanżyzm i określa Niemcy jako główną siłę napędową antyrosyjskiej polityki w Europie”.
Karaganow jest przekonany, że Rosja będzie musiała przeprowadzić bezpośrednie ataki na cele europejskie „prędzej czy później”, jeśli jej wsparcie dla Ukrainy nie ustanie. Początkowo ataki te powinny być przeprowadzane przy użyciu broni konwencjonalnej. Ostatecznie jednak należy rozważyć również użycie broni jądrowej.
Centralnym założeniem jego argumentacji jest twierdzenie, że Europa straciła lęk przed wojną nuklearną. Karaganow postrzega to jako największe zagrożenie naszych czasów. Tylko przywrócenie wiarygodnego odstraszania nuklearnego może zapobiec bezpośredniej konfrontacji.
Posuwa się nawet do twierdzenia, że ograniczona seria rosyjskich ataków nuklearnych na Europę szybko zakończyłaby wojnę, ponieważ państwa europejskie w konsekwencji skapitulowałyby lub uległyby rozpadowi. Jednocześnie przyznaje, że miliony ludzi mogłyby zginąć, a duże części Europy mogłyby ulec zniszczeniu.
Uncutnews zauważa, że Karaganow, chwaląc prezydenta Rosji Władimira Putina jako inteligentnego męża stanu, jednocześnie oskarża go o brak determinacji.
Wielokrotnie powtarza, że Rosja prowadziła wojnę zbyt niepewnie. Moskwa podjęła kluczowe decyzje polityczne i wojskowe zbyt późno i nie zdołała wystarczająco odstraszyć Zachodu.
Domaga się, aby Rosja bardziej widocznie przygotowała się na potencjalne użycie broni jądrowej i publicznie zademonstrowała tę gotowość.
Karaganow niewiele oczekuje od trwających działań dyplomatycznych. Potencjalne zawieszenia broni lub częściowe porozumienia określa jako pułapkę. Nawet gdyby walki miały tymczasowo ustać, państwa zachodnie nadal będą dozbrajać Ukrainę.
Uncutnews zastanawia się, czy stanowiska te rzeczywiście odzwierciedlają opinie większości w rosyjskim kierownictwie, pozostaje kwestią otwartą. Jednak wywiad pokazuje, że przynajmniej część rosyjskiego establishmentu strategicznego otwarcie dyskutuje teraz o scenariuszach, które jeszcze kilka lat temu uważano za nie do pomyślenia.
Rząd niemiecki naciska na wojnę z Rosją z kilku powodów:
1. Fałszywie przedstawia rosyjską inwazję na Ukrainę jako jednostronną rosyjską wojnę agresywną, przed którą Ukraina musi się bronić i w której musi być wspierana bronią i szkoleniem wojskowym. –
W rzeczywistości rząd niemiecki popiera wojnę agresywną prowadzoną przez neofaszystowski reżim ukraiński przeciwko Rosji, wojnę strategicznie wykorzystywaną przez USA, NATO i UE do własnych celów geopolitycznych.
See:
fassadenkratzer.de/die-etablierung-des-neonazistischen-regimes-in-der-ukraine-mit-hilfe-der-deutschen-nazi-jager
fassadenkratzer.de/in-wahrheit-fuhrt-die-ukraine-einen-angriffs-krieg-gegen-russland/
fassadenkratzeriew-beschloss-2019-minsk-ii-nicht-umsetzen-und-bereitete-sich-auf-krieg-mit-russland-vor/
2. Rząd niemiecki fałszywie twierdzi, że podbój Ukrainy to jedynie początek wielkiego imperialistycznego planu Rosji, który zakłada późniejszy atak i włączenie państw Europy Wschodniej oraz Niemiec do swojego imperium. Dlatego Niemcy muszą być „gotowe do wojny” i przygotowane do obrony przed rosyjską agresją poprzez kompleksowe zbrojenia. –
W rzeczywistości to kłamstwo służy militarnemu przygotowaniu Niemiec do udziału w długotrwałym, agresywnym natarciu NATO na granice Rosji, które Rosja uważa za przekroczenie czerwonej linii na Ukrainie. Niemcy de facto uczestniczą zatem w przygotowaniach do wojny agresywnej przeciwko Rosji. Zobacz:
https://fassadenkratzer.de/2024/02/09/die-luge-vom-russischen-imperialismus-als-vorwand-fur-neue-kriegsrustungen/
. To, że Rosja nie dąży do konfliktu z Zachodem poza Ukrainą, zostało teraz publicznie oświadczone nawet przez Naczelnego Dowódcę Sił Sojuszniczych NATO w Europie po „bardzo ścisłym monitorowaniu raportów wywiadowczych”. See:
https://fassadenkratzer.de/2026/06/18/nato-oberbefehlshaber-widerspricht-angriffsbehauptungen-russland-sucht-keinen-konflikt/#more-19902
Coraz bardziej niszczycielskie ataki dronów ze strony państw NATO, przeprowadzane „ręką Ukrainy” w głąb rosyjskiego zaplecza i na Moskwę, ostatecznie zmuszą Rosję do kontrataków na cele w europejskich państwach NATO, w tym w Niemczech. Zostanie to fałszywie przedstawione jako „przepowiedziany” rosyjski atak na Europę, przed którym NATO musi się bronić. To wywołałoby III wojnę światową o niewyobrażalnych konsekwencjach. To czyste szaleństwo.
Należy to jasno stwierdzić: obecny rząd niemiecki pod przewodnictwem Merza i popierające go partie nie służą pokojowi na świecie, zgodnie z wymogami Ustawy Zasadniczej, lecz nieodpowiedzialnie wspierają sprytnie skrywaną wojnę agresywną, prowadzoną przez NATO i USA przeciwko Rosji. Nie postępują zgodnie z Ustawą Zasadniczą i dopuścili się przestępstwa z art. 13 Międzynarodowego Kodeksu Karnego. Powinni stanąć przed sądem. Zobacz:
https://fassadenkratzer.de/2026/06/02/nicht-vom-willen-des-grundgesetzes-beseelt-dem-frieden-der-welt-zu-dienen/

————————

——————————–

————-

—————-

——————-

———————–


Date: 21 giugno 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/prevost-idzie-w-zaparte
Niedziela, 21 czerwca 2026 – Plac św. Piotra
Leon XIV po modlitwie „Anioł Pański”:
“Drodzy bracia i siostry,
wczoraj obchodziliśmy Światowy Dzień Uchodźcy, ustanowiony przez Organizację Narodów Zjednoczonych, z okazji 75-lecia Konwencji dotyczącej statusu uchodźców, która powstała w celu ochrony osób prześladowanych i zmuszonych do opuszczenia swojej ojczyzny, domu i rodziny.
Mam nadzieję, że duch, który ożywił prace nad tym ważnym międzynarodowym dokumentem, nadal oświeca sumienia przywódców narodów. Nikomu nie wolno odwracać wzroku od tych, którzy szukają ochrony i bezpieczeństwa. Wzywam ponadto wszystkich do przyjmowania ofiar prześladowań, aby mogły żyć w pokoju, z godnością i patrzeć w przyszłość z nadzieją(…)”.
VIDEO: tg3rai/voltarsi-dallaltra-parte-di-fronte-a-chi-cerca-protezione-e-sicurezz
Symplicjusz 20 czerwca 2026 r. simplicius76/zelensky-gives-belarus-7-day-ultimatum
Coraz więcej osób potwierdza, że Zełenski prowadzi przyspieszoną kampanię operacji psychologicznych, polegającą na pustych uderzeniach, aby ukryć pogłębiający się kryzys w swoim kraju. Dziś mieliśmy okazję obejrzeć materiał filmowy, który ujawnił, jak działają jego najnowsze sztuczki salonowe.
Okazuje się, że wczorajsze masowe strajki w Moskwie, które miały się zbiec ze szczytem Rady Europy, były po prostu hollywoodzkim spektaklem: drony zostały wypełnione mieszankami nafty w taki sam sposób, w jaki Hollywood inscenizuje eksplozje samochodów, aby wyglądały bardziej „dramatycznie”, wytwarzając gęste kłęby oleistego dymu.
Na poniższym filmie widać zestrzelonego drona, który pozbywa się swojego specjalnego pakietu efektów specjalnych: [Could not load video.]
Czego się spodziewałeś po kartelu Kvartal 95 ? Dym i lustra – i lateks – to ich specjalność.
Teraz całkowicie zrozumiałe jest, w jaki sposób Ukrainie udało się stworzyć tak przyciągającą wzrok scenerię, skoro każdy zestrzelony dron pozostawiał na horyzoncie smugę gotową do PR-u:

Rzeczywiste szkody w samej rafinerii okazały się rozczarowujące, gdyż zniszczeniu uległo jedynie kilka zbiorników na ropę:

W rzeczywistości wiele z ostatnich narracji ukraińskich gwałtownie się rozpada. Krymska „izolacja” okazała się całkowitą klapą, ponieważ nawet czołowe ukraińskie media opisywały kroki, jakie Rosja szybko podjęła, aby rozwiązać wszelkie problemy, jakie ukraińskie ataki dronów zdołały tymczasowo spowodować.
Na przykład wszystkie mosty wychodzące z Krymu zostały wzmocnione, a ruch wrócił do normy, jak ubolewa następujące konto pro-UA:

Rosji udało się szybko zbudować ziemne wały na kanale, widoczne na nowych zdjęciach satelitarnych:


Nawet sam most ucierpiał w niewielkim stopniu — powstały jedynie dziury — co można zobaczyć na środkowym zdjęciu. Na moście nadal odbywał się ruch jednopasmowy.
Teraz pojawiają się doniesienia, że rosyjskie mobilne grupy ogniowe eskortują cysterny z paliwem wzdłuż korytarzy krymskich, a Ukraińcy wciąż narzekają, że ich drony „Hornet” odnoszą coraz mniejsze sukcesy, ponieważ niedobory paliwa na Krymie zniknęły.
Następnie Zełenski nieświadomie ujawnił swój prawdziwy plan gry, który jest zgodny z ideą, którą omawialiśmy poprzednio: długoterminowe finansowanie i perspektywy Ukrainy topnieją, a Zełenski pilnie potrzebuje chwilowego wzmocnienia wizerunku, aby utrzymać na powierzchni cały swój reżim.
Spotkanie Rady Euro nie tylko wywarło dodatkową presję na Rosję, by zmusiła Putina do „dyplomacji”, ale Zełenski ujawnił nową desperację, by zakończyć wojnę jeszcze tej zimy. Powód? Otwarcie stwierdza, że po zatwierdzeniu przez Europejczyków ogromnej pożyczki w wysokości 90 miliardów euro Ukraina będzie pilnie potrzebować nowego pakietu finansowego, jeśli wojna nie zostanie do tego czasu skutecznie zakończona.
90 mld euro na pewno nie wystarczy na tak długo jak kiedyś!
Ukraina i Stany Zjednoczone rozmawiają o zamrożeniu wojny na linii frontu, donosi The Economist, powołując się na źródła.
Obie strony utrzymują ze sobą codzienny kontakt. Wznowiono również nieformalne rozmowy z Rosją.„Jednym z omawianych pomysłów jest dwuetapowe zawieszenie broni: najpierw ograniczyłoby ono działania wojenne do strefy 50–70 km po obu stronach linii frontu, a następnie nastąpiłoby szersze porozumienie” – czytamy w raporcie.
Ukraina spodziewa się zakończyć wojnę przed nadejściem zimy— Zełenski na spotkaniu Rady Europejskiej
🔴 Showman, aktor, prezenter telewizyjny, komik i prezydent kraju z prawdziwymi obywatelami po raz kolejny mówi o potrzebie zwiększenia presji na Rosję ze strony UE.
🤔 Stwierdził również, że jeśli działania wojenne będą kontynuowane przez kolejną zimę, Ukraina będzie potrzebowała oddzielnego pakietu wsparcia.
🔴 Mówimy o dostawach gazu, oleju napędowego, sprzętu energetycznego i pocisków do obrony powietrznej.
🔴 I po raz kolejny w niegrzeczny sposób wezwał do pokoju.
Ale najbardziej niepokojącym dowodem desperacji Zełenskiego była bezpośrednia groźba skierowana przeciwko Białorusi, jaką po raz pierwszy wysunął mały Zielony Człowiek.
Wyjaśnił, że Białoruś buduje wieże przekaźnikowe, aby pomóc rosyjskim dronom – o czym pisaliśmy już kilka tygodni temu – i że daje Łukaszence tygodniowe ultimatum, aby je zniszczył, albo Ukraina „zrobi to za nich”.
Tutaj powtarza groźbę zawartą na swoim oficjalnym koncie, ale dodaje jeszcze bardziej niepokojący zwrot akcji:

Widzicie, Zełenski nie tylko grozi teraz, że prawdopodobnie przeprowadzi pierwsze ataki na Białoruś, w efekcie rozszerzając konflikt i zmuszając Białoruś do przystąpienia do wojny, ale w swojej desperacji wydaje się zagrażać także białoruskiemu sektorowi naftowemu.

Intencja jest jasna:
Wciągając Białoruś do konfliktu, Zełenski i jego europejscy kuratorzy mogą rozpętać nową kampanię propagandową, aby zmobilizować cały zachodni „sojusz” do powstrzymania tego nowego zagrożenia – co, jak zawsze, obejmowałoby ponowną militaryzację, znaczne zwiększenie finansowania itd. Operacja prawdopodobnie obejmowałaby działania pod fałszywą flagą, takie jak „atak Białorusi na Polskę” i inne tego typu działania, mające na celu wzmocnienie efektu.
Istnieje wiele innych teorii:

Drugim powodem jest to, że rosyjskie możliwości w zakresie stacji przekaźnikowych dają Rosji możliwość przeciwdziałania ukraińskiej przewadze Starlink, umożliwiając jej kontrolowanie zasobów powietrznych na duże odległości. Zełenski wie, że Starlink był ostatnią istniejącą przewagą Ukrainy i że zniweczenie go przez Rosję za pomocą własnego, asymetrycznie porównywalnego systemu poważnie osłabiłoby Ukrainę, szczególnie w tym korytarzu na zachód od Kijowa, gdzie Rosja zaczęła powielać własne, głębokie ataki na tyły, skierowane przeciwko drogowcom i przewoźnikom paliwa.
A tak przy okazji: Hipokryzja gróźb Zełenskiego polega na tym, że Ukraina chełpliwie wykorzystuje wszelkiego rodzaju infrastrukturę sojuszniczą poza granicami kraju. Zachodnie samoloty patrolują granice Rosji, wysyłając ukraińskie drony z korektą celu, nie wspominając o satelitach i wszystkim innym, co stanowi ukraińskie „zaplecze” istniejące poza samą Ukrainą. Ale z jakiegoś powodu, kiedy Rosja wykorzystuje infrastrukturę sojuszniczą do pomocy, poważnie to uraża wojenną wrażliwość etyczną kijowskiego krasnoludka.
InformNapalm@ InformNapalmInformNapalm
Pas dronów wzdłuż granicy z #Białoruś : #Rosja opracowuje infrastrukturę do startu, śledzenia i przekazywania uderzeniowych bezzałogowych statków powietrznych informnapalm.org/pl/drone-bel…

13:41 · 17 czerwca 2026 · 12,3 tys. wyświetleń Views
———————————
W świetle ujawnionej desperacji, łatwo zrozumieć, dlaczego fałszywy hollywoodzki show o moskiewskiej rafinerii był tak bardzo potrzebny w tym momencie. Ukraina ewidentnie radzi sobie znacznie gorzej, niż daje po sobie poznać, zwłaszcza teraz, gdy wojska rosyjskie ponownie zaczęły nacierać w szybszym tempie w zeszłym tygodniu. Upadek Konstantinowki i Lymana zburzy narrację ostatnich miesięcy, że Ukraina „zamroziła linię frontu”, że wojna osiągnęła „impas”, albo że Ukraina całkowicie odwróciła losy i teraz naciera na Rosję, odzyskując terytorium.
Gdy te miasta padną, nie będzie sposobu, by ukryć sztucznie sfabrykowaną operację psychologiczną „zwycięstwa” Ukrainy – a Zełenski kipi z rozpaczy, zastanawiając się, jak dalej tłumić rosyjskie zwycięstwa. Konstruując nowy punkt zapalny przeciwko Białorusi, Zełenski może po raz kolejny sprytnie odwrócić uwagę mediów od załamującej się ukraińskiej linii frontu i skupić ją na nowym punkcie. Taki jest plan. Plan ten jednak przynosi coraz mniejsze efekty, ponieważ wymaga nowej, sfabrykowanej kampanii dosłownie co tydzień; w tym tygodniu jest to Hollywood Kerosene Theatre w Moskwie, w przyszłym Belarus Roadshow, a w kolejnym trzeba będzie wymyślić nową sztuczkę. Życie oligarchicznego oszusta-transwestyty podszywającego się pod „demokratycznego przywódcę” nie jest łatwe.
A po ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego sytuacja Ukrainy nadal się pogarsza:
Bloomberg podaje, że Rosja radzi sobie lepiej niż kiedykolwiek:


Jak myślisz, czy Zełenski w akcie desperacji faktycznie spróbuje rozszerzyć wojnę, czy też są to tylko puste groźby?
Zacząć musimy chyba jednak od „wyjaśnień”. O dziwo jest Pani mało rozpoznawalna w Polsce, a przecież przez dwie kadencje była Pani w Bundestagu. Zanim jednak znalazła się Pani w niemieckim parlamencie, urodziła się Pani tutaj i rozmawiamy zresztą po polsku. Nazwisko ma Pani jednak… południowosłowiańskie!
– Rzeczywiście moja biografia przeplata się z różnymi krajami i tożsamościami. Moja rodzina pochodzi z Pomorza. Urodziłam się w Gdyni, w 1999 roku wyjechałam do Niemiec. Korzenie naszej rodziny są polskie, niemieckie, kaszubskie, a podobno nawet i żydowskie. Z domu nazywam się Grinholc, aczkolwiek moja mama miała na nazwisko… Jankowska. Używane nazwisko mam jednak po byłym mężu z Serbii. No i tak wylądowałam tutaj, przyjechałam wraz z mamą jako dziesięciolatka, do ojca i brata, którzy wyjechali wcześniej. Mieszkałam w Hamburgu, w Niemczech, działałam w Die Linke, dochodząc do stanowiska regionalnej szefowej, a potem przez 8 lat byłam posłanką wybieraną z jej list do niemieckiego Bundestagu. Skupiałam się tam w Komisji Obrony na prawach człowieka w szerokim rozumieniu. Potem razem z Sahrą Wagenknecht i innymi liderami Die Linke zdecydowaliśmy się na stworzenie nowej formacji politycznej, BSW.
To biografia, jak rozumiem, skierowała Panią do formacji lewicowych. Do tej naszej rozmowy właściwie też doszło trochę przez przypadek. Otóż na jednym z portali społecznościowych pokazał mi się właśnie Pani wpis związany ze sprzeciwem wobec kultu Bandery na Ukrainie, w kontekście zbrodni wołyńskiej. To rzadki głos, także w Niemczech, a bardzo nam potrzebny w momencie, gdy Polacy chyba już przejrzeli na oczy. To teraz jest w Polsce bodaj najważniejszy temat publicznych dyskusji.
Ale czy w Niemczech w ogóle istnieje jakakolwiek wiedza na ten temat? Wydawałoby się, że właśnie Niemcy powinni być szczególnie wyczuleni na przejawy odradzania się nazizmu.
– Tutaj niewiele się o tym wie i nikt nie ma interesu w tym, by się tematyką na poważnie zająć. Ukraina jest na wojnie z Rosją, więc „nie wypada” o tym rozmawiać. Było to dla mnie problemem już w Die Linke, kiedy po wybuchu obecnej fazy tej wojny ostrzegałam partyjnych towarzyszy przed przybyszami z Ukrainy i ich poglądami. Tu, w Hamburgu, mieszkali przecież bracia Kliczko, więc odbywały się różne demonstracje i z niepokojem słuchałam pojawiających się tam haseł. Jako urodzona w Polsce, zawsze interesowałam się polską historią i to, co działo się wokół poparcia dla takiej Ukrainy, to dla mnie jak policzek. W Bundestagu próbowałam uzyskać informacje na temat finansowania osławionego batalionu Azow i to dzięki działającej tam służbie naukowej udało się ustalić, że oddział finansowany był przez ukraińsko-żydowskiego oligarchę, Ihora Kołomojskiego, który był także sponsorem kariery Zełenskiego. Członkowie Azowa mieli dostawać po 400 dolarów miesięcznie. Nie można jednak o tym w Niemczech mówić, bo to jest traktowane jako „wpisywanie się w narrację Putina”.
Cóż, zagrajmy w tę grę: może jednak w tej argumentacji rosyjskiej coś było na rzeczy? Jeśli się wsłuchać w cele, jakie Federacja Rosyjska deklaruje w konflikcie zbrojnym, to przecież jednym z nich jest właśnie „denazyfikacja”. Rosjanie od dawna starają się alarmować opinię publiczną nie tylko u siebie, ale także na Zachodzie, że na Ukrainie mamy do czynienia z odradzającą się ideą nazistowską. Nie chcę tutaj wyjść na człowieka naiwnego, wierzącego, iż światem rządzi starcie idei, bo oczywiście najistotniejszy jest rachunek sił, ale dosyć niezrozumiałe jest, że nawet w Die Linke problem jest niedoceniany, tym bardziej w Hamburgu z jego legendą Ernsta Thalmanna. Wydawałoby się, że to właśnie do Niemców powinno docierać w pierwszej kolejności.
– Die Linke w ogóle oddaliła się od tego co pierwotne, w tym problemów ludzi pracy, skupiając się na tematyce kulturowej i tożsamościowej. Dlatego zresztą stamtąd odeszłam i zaangażowałam się w projekt Sahry Wagenknecht. Wracając jednak do pytania, jeszcze w Die Linke próbowałam razem z Andrejem Hunko w tym kierunku działać. Spotykałam się także z aktywistami z Ukrainy, którzy ostrzegali przed tym co dzieje się tam po przewrocie na Majdanie. Próbowałam pokazywać działaczy stamtąd, którzy wzywali do pokoju. Moją poprzednią partię też próbowałam przed efektami wspomnianego zjawiska ostrzegać. I szybko się okazało, że miałam rację. Wśród uchodźców z Ukrainy bardzo często słyszeliśmy szowinistyczne przekonania ukształtowane przez całe lata oficjalnie funkcjonującego kultu OUN-UPA. Dochodziły niepokojące sygnały z ośrodków dla uchodźców, gdzie mieli się uważać za lepszych od tych z Syrii czy Afganistanu.
Wracając do Pani afiliacji politycznych. Nie jest już Pani w BSW?
– Tak, ja na początku zakładałam tę formację, ale pod koniec marca z niej odeszłam, ponieważ moim zdaniem BSW popełnia błędy i nie wypełnia tej luki reprezentacyjnej, którą wypełnić miała. Za dużo jest tam niekonsekwencji. Z jednej strony byliśmy przeciwko „kordonowi sanitarnemu” wymierzonemu w Alternatywę dla Niemiec (AfD), a potem w regionach wchodzimy w takie koalicje, które motywowane są wyłącznie tym, by nie dopuścić przedstawiciela tej partii do funkcji premiera landu. A poparcie dla AfD nie wzięło się znikąd. W niektórych regionach to jest już ponad 40%, a w skali kraju nawet 27%. Nie można tego dłużej ignorować. Niemcy chcą po prostu zmian, a to nie AfD odpowiada za problemy, które stworzyły w ostatnich latach federalne rządy. Nasz przemysł się zwija, wisi nam nad głowami zagrożenie terrorystyczne, rząd prze do wojny, a establishment opowiada ludziom, że to AfD jest problemem.
Czyli rozumiem, że to bardziej kwestie taktyczne niż ideologiczne na razie dzielą Panią z tą formacją, ale czy to jest już dla Pani zamknięty rozdział, czy może jest jakaś szansa na współpracę w przyszłości?
– Ja sobie życzę po prostu w Niemczech innej polityki, na przykład takiej że nie chcę III wojny światowej. To dzisiaj mówi Tino Chrupalla z AfD, a nie ktoś inny. Że na niemieckiej ziemi nigdy więcej nie powinno być wojny. A tymczasem kanclerz Friedrich Merz ubiera się w mundurek i mówi, że musimy być gotowi do wojny każdej nocy (fight tonight). Minister obrony zaś ogłasza, że Niemcy mają stać się jak najszybciej zdolnymi do wojny. Do wojny przeciw komu? Przeciw Rosji! Rzekomo przeciwko atomowemu zagrożeniu. Moim zdaniem to jest szaleństwo i w tych czasach jest ciężko już powiedzieć, tu w Niemczech, co jest prawicą, co lewicą, bo ten świat nie jest już czarno-biały. Ja będę zawsze popierać wszystkich którzy chcą pokoju: w Europie, w Niemczech, pokoju z Polską, pokoju z Rosją. Gdyby BSW rzeczywiście trzymała się swoich postanowień o niezawieraniu sojuszy z establishmentem ws. blokowania AfD, to te formacje wspólnie, pomimo wszystkich różnic, mogłyby jakoś wpłynąć na sytuację w Niemczech, a w końcu także na zmianę polityki zagranicznej RFN. Tego niestety nie ma.
A czy Pani zdaniem przyszedł w Europie czas na suwerenistyczną lewicę, taką jaką w sensie ideowym miało być właśnie BSW? Przykładów takich formacji mamy przecież więcej. To przecież nie tylko Niemcy, ale też Francja Nieujarzmiona Jean-Luca Mélenchona, zaś sukcesy odnoszą Rumen Radew w Bułgarii, Robert Fico i jego słowacki SMER. W Czechach działała koalicja Stacilo!, a Sahra Wagenknecht była także gościem kongresu włoskiego Ruchu Pięciu Gwiazd, który zdaje się, że też przyjął ostatecznie format takiej idei naczelnej.
– Niewątpliwie takie ruchy pojawiają się już w całej Europie, a ja również takie wątki zauważam u duńskiej premier, Mette Frederiksen. Na przykład na gruncie sprzeciwu wobec niekontrolowanej imigracji, co od razu rodzi oskarżenia o „nacjonalizm” czy „rasizm”, tak jakby lewica miała nie brać pod uwagę kalkulacji ekonomicznej. A przecież gdy przyjeżdża do kraju tylu ludzi, którzy np. nie pracują, a przysługują im zasiłki socjalne, to w końcu system pomocy zostanie przeciążony. Kolejna rzecz to właśnie stanowisko antywojenne. Bardzo liczyłam na to, że właśnie w BSW będziemy podejmować ponad podziałami inicjatywy na rzecz np. wstrzymania dostaw broni do Ukrainy czy Izraela. Natomiast to nie może być wszystko. Partia musi mieć też odpowiedź na problemy czysto socjalne: funkcjonowanie służby zdrowia, finansowanie systemu edukacji czy opieki nad emerytami. Mam wrażenie, że BSW brakuje tutaj konkretnego planu.

Żaklin Nastić
———————
To jest kwestia chyba w Niemczech trochę terytorialna. Wiemy, że elektoraty w dawnej NRD i RFN różnią się między sobą. To jest temat tabu, oficjalnie przez wszystkich potępiany, ale czy w Die Linke bądź BSW dało się wyczuć jakieś formy nostalgii za NRD?
– Raczej nie, bo większość kadr wywodziło się jednak z zachodniej części Niemiec. W niemieckich partiach politycznych istnieje tendencja do ignorowania wyborców z NRD, z uwagi na to że ich jest mniej. Powszechnie panuje przekonanie, że wybory wygrywa się na Zachodzie. To zresztą bardzo dobrze wykorzystała AfD, która skupiła się najpierw właśnie na poziomie regionalnym i ten sposób zbudowała poparcie na poziomie federalnym. Oni też, tak jak BSW, w swoich pierwszych wyborach do parlamentu nie przekroczyli progu wyborczego. Ale się nie poddali i byli bardzo aktywni na poziomie landów. I zresztą na konsekwentnym sprzeciwie AfD wobec niekontrolowanej imigracji czy wojny, dzisiaj ta partia jest pierwsza w sondażach. To jest bardzo dobry przykład tego, jak należy pracować.
Jak Pani widzi tę obecną politykę RFN w kontekście jej efektywności?
– Ostatnie lata Merkel, Scholza czy teraz Merza to coś, o czym byśmy nigdy nie pomyśleli. Ignorują oni problemy zwykłych niemieckich obywateli. Swoją polityką wpadliśmy w ekonomiczny kryzys związany z brakiem dostępu do tanich surowców energetycznych, a efektu na arenie międzynarodowej to i tak nie przyniosło, o czym świadczy choćby brak wyboru do Rady Bezpieczeństwa ONZ.
A może Niemcy, Polska, Europa, powinny szukać jednak dobrych relacji gdzie indziej? Choćby w BRICS? Może szukać innych dróg rozwoju niż neoliberalny kapitalizm? Czy Chiny, rządzone przecież przez partię komunistyczną, mogłyby być takim przykładem? Odnoszę wrażenie, że elity w całej Europie ciągle żyją w rzeczywistości Pax Americana, który odchodzi przecież do przeszłości.
– Czas świata jednobiegunowego się skończył i dobrze by było, gdyby Unia Europejska to zaakceptowała. To, co wyprawiała Baerbock z próbami pouczania Chińczyków na temat praw człowieka, gdy drugą ręką wysyłała broń do Izraela, który równał z ziemią Gazę, to jednak symbole niezrozumienia sytuacji w jakiej się znajdujemy. Byłam niedawno w Chinach. To kraj, który w 40 lat wyciągnął około 800 milionów ludzi z permanentnych klęsk głodowych. Kraj rządzony niepodzielnie przez partię komunistyczną, jak Pan słusznie zauważył, a trudno zaprzeczyć, że to przynosi efekt. Co ciekawe, koniec świata jednobiegunowego w swoim programie odnotowuje także AfD, nie tylko BSW.
Ale AfD nie zaproponuje przecież alternatywy dla neoliberalnego kapitalizmu.
– Nie do końca tak jest. W oficjalnym programie też istnieje mnóstwo ciekawych zapisów, choćby o „społecznej gospodarce rynkowej”. Warto się w niego wczytać, naprawdę.
To frakcja konserwatywno-ludowa, ale chyba nie cała partia? Wydaje mi się, że Alice Weidel to jednak klasyczna przedstawicielka liberalnej ekonomii.
– A jednak gdy wczytamy się w program AfD, to raczej znajdziemy tam próbę poszukiwania alternatywy także na gruncie narodowej ekonomii. Ja natomiast też chcę przypomnieć, że np. Die Linke miała w programie zapisy o polityce antywojennej, ale wysyłanie broni Ukrainie popiera część partii. Zresztą wobec Izraela w Die Linke też boją się zabrać głosu sprzeciwu.
Cóż, to chyba dorobek niemieckiej historii, ciągle rezonują na tę waszą politykę demony przeszłości. U nas w Polsce Ludowej w ogóle mówiło się i pisało w publikacjach np. Ministerstwa Obrony Narodowej, o sojuszu między Niemcami Zachodnimi a Izraelem. Ale AfD chyba też nie potępia Izraela?
– Ale BSW pozwoliła sobie na regionalne koalicje z siłami systemu, by AfD blokować i to już było dla mnie za dużo. Pojawiły się wtedy komentarze, że tak naprawdę formacja ma służyć temu, żeby system podtrzymać. Odciągać część wyborców od AfD, byle tamta nie mogła nigdzie osiągnąć większości. Wracając jednak do pytania, cóż wszyscy mamy swoje interesy, ale nie jest z punktu widzenia Europy rozsądne, by wchodzić do konfliktu między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, Rosją czy w ogóle całym BRICS. To się nam zupełnie nie opłaca, a wojna z Iranem tego dowiodła najlepiej.
No i od razu pytanie retoryczne: gdzie są sankcje na Stany Zjednoczone za niesprowokowaną agresję, takie jak wobec Rosji? Gdzie jest to powszechne, międzynarodowe oburzenie? Nikt nie kiwnął nawet palcem. Europa prezentuje podwójne standardy moralności, więc chyba najrozsądniej byłoby się kierować jednak interesem ekonomicznym, a nie tymi fałszywymi deklarowanymi wartościami. Trzeba patrzeć na to skąd kupujemy gaz, ropę, gdzie sprzedajemy nasze produkty itd. Dlatego potrzebujemy dobrych relacji z Chinami, Brazylią, emancypującą się Afryką, zamiast wspierać wojny USA i Izraela. Rosja też jest sąsiadką Unii Europejskiej i na relacje z tym krajem trzeba patrzeć pragmatycznie, bo on się nigdzie przecież nie przeniesie. Dla nas to o tyle istotne, że bez dobrych relacji z Rosją będziemy w kryzysie ekonomicznym bez końca. Dostęp do rosyjskich surowców to warunek rozwoju ekonomicznego Niemiec.
Rozmawiał Tomasz Jankowski
Całość rozmowy na kanale YouTube Wbrew Cenzurze.
Myśl Polska, nr 25-26 (21-28.06.2026)