Stosunki polsko-ukraińskie wcale się nie pogorszyły. Po prostu wrzód pękł.

Wina leży po stronie Ukrainy

Łukasz Jastrzębski myslpolska/wina-lezy-po-stronie-ukrainy

Stosunki polsko-ukraińskie wcale się nie pogorszyły. Są dokładnie takie same jak były tydzień, miesiąc, rok temu. Po prostu wrzód pękł i pewne sprawy wypłynęły i zostały zauważane przez opinię społeczną. Uważam, że mamy do czynienia z dwoma źródłami tego stanu rzeczy. Pierwszym jest Waszyngton, zaś drugim Kijów. Czasem tak bywa, że decyzje zapadające w sprawie Polski poza Polską są dla niej korzystne. Tak się właśnie stało moim zdaniem tym razem.

Prezydent Polski Karol Nawrocki zdecydował ogłosić decyzję o odebraniu Orderu Orła Białego wyjątkowo nieciekawemu przywódcy państwa jakim jest Wołodymyrowi Zełenskiemu – po powrocie z Stanów Zjednoczonych.

Mam hipotezę: Amerykanie kontrolują znaczną część przemysłu (w tym wydobywczego) i rolnictwa na Ukrainie. Zełenski się im rozbrykał, gdyż czuje oparcie polityczne i finansowe w konkurencyjnej dla USA Brukseli. Stanom Zjednoczonym zależy na konflikcie kontrolowanym i punktowym, nie na szaleńczej eskalacji. Swoje na broni zarobili, zapewne dzisiaj porównywalne lub większe pieniądze będą mogli robić na doprowadzaniu do pokoju i późniejszym pokoju. Nie jest w ich interesie rozlanie tego konfliktu, ponieważ to może uniemożliwić na lata czerpanie zysków z Ukrainy. Do tego zapewne chcą wrócić do interesów z Federacją Rosyjską, co jest konieczne w kwestii chińskiej.

Wołodymyr Zełenski z pełną premedytacją doprowadził do konfliktu z Polską. Tu nie ma przypadków. Nie jest on kompletnym idiotą i doskonale wiedział jak zareaguje polska opinia publiczna na nazwanie jednostki wojskowej imieniem „Bohaterów UPA”. Chciał tego, by jego słowa „P*****ć Polskę i Polaków” – o czym poinformowała na Kanale Zero dziennikarka Arleta Bojke – wypłynęły i stało się o nich głośno. Potwierdzeniem jest chamskie odesłanie najwyższego polskiego orderu poczta kurierską do Polski.

Zełenski potrzebuje konfliktu zewnętrznego, by ukryć problemy wewnętrzne. Głównie te związane z licznymi aferami i wszechobecnym złodziejstwem. Potężne afery korupcyjne są dla przywódcy Ukrainy wielkim obciążeniem i skończą się dla niego zapewne tragicznie. Szczególnie wizerunkowo ciąży mu wywlekana przez dziennikarzy sprawa korupcyjna swoich bliskich współpracowników Andrija Jermaka i przebywającego już w Izraelu Tymura Mindicza.

Wołodymyr Zełenski nie ma najmniejszych szans w jakichkolwiek wyborach na Ukrainie. Ludzie mają dosyć wojny, życia w strachu, łapanek na ulicach, wszechobecnej korupcji, deficytu demokracji. Jedyną szansą na trwanie Zełenskiego u władzy, jest przenoszenie niezadowolenia na obszary mniej związane z jego otoczeniem, najlepiej na te międzynarodowe. Do tej pory zaogniał sytuacje z Węgrami. Po przegranej Viktora Orbana i zwycięstwie wspieranego przez niego Pétera Magyara musiał znaleźć inne ogniwo konfliktu. Doskonale do tego nadaje się coraz mniej przychylna Ukrainie Polska.

Ta sytuacja nie jest wcale zła dla Polski. Odebranie Orderu Orła Białego roszczeniowemu Wołodymyrowi Zełenskiemu, co oczywiste było słuszne, ale może być również korzystne dla Polski. Po pierwsze chyba w wielu mediach na Europy powiedziano czym był i jest ukraiński w dalszym ciągu szowinizm spod znaku OUN-UPA. Po raz pierwszy Niemcy, Francuzi czy Brytyjczycy usłyszeli o mordowanych niemowlakach, dzieciach, kobietach i starcach. Usłyszeli o siekierach, widłach, cepach, nożach – nie jako o ruskiej propagandzie, ale jako o narzędziach krzewienia ukraińskiego szowinizmu.

Po drugie wspomniana sytuacja ośmieliła rzesze Polaków, by stawiać pytania o straty i korzyści z wspierania Ukrainy. To co ludzie mówili po cichu w kolejkach do lekarzy, na spotkaniach rodzinnych i w miejscach swojej pracy wylało się masowo w mediach społecznościowych. To klęska tych, których premier Leszek Miller słusznie nazwał V kolumną banderyzmu. Ludzie przestali wierzyć w wyświechtana i od początku kłamliwe slogany o tym, że Ukraina broni nas przed Rosją, że na Ukrainie nie ma banderyzmu, że Ukraina powinna wejść do Unii Europejskiej i NATO.

Donald Trump i Wołodymyr Zełenski przypadkowo pomogli Polakom w otrzeźwieniu.

Egoizm prezydenta Stanów Zjednoczonych i przywódcy Ukrainy sprawił, że Polska jest w minimalnie lepszym położeniu. Świadomość tego, kto kim jest – ma istotną wagę w sprawach politycznych. Wreszcie Polacy pytają – co my mieliśmy i mamy ze pełnego wsparcia dla mało przyjaznego nam państwa? Nareszcie ktoś pyta – ile nas to kosztuje i ile będzie kosztować w przyszłości. Kończy się właśnie w Polsce bezrozumna miłość do Ukrainy i Ukraińców.

Pytanie czy starczy nam determinacji, by konsekwentnie stać na polskim stanowisku. By robić to co się opłaca naszej wspólnocie narodowej. Mam nadzieję, że tym razem nie ulegniemy zagranicznej presji możnych, działaniu wewnątrzkrajowej agentury i ckliwym referowaniu w zależnych od obcych ośrodków mediów sprawy ukraińskiej.

Łukasz Jastrzębski

====================================

Iran: Czy celem była reintegracja gospodarcza, a nie powstrzymywanie ekspansji?

[Nie zgadzam się z tezą Autora. Takie cele można było osiągnąć taniej, bez wojny i zbrodni. Jakiej ekspansji?? Ale warto pomyśleć.. Mirosław Dakowski]

Iran: Celem zawsze była

reintegracja gospodarcza,

a nie powstrzymywanie ekspansji.

Patrick Wood

Uwaga: Mówiąc najprościej, reintegracja gospodarcza to proces przywracania kraju odciętego od gospodarki światowej – czyli przywracania mu dostępu do handlu, kapitału, bankowości, inwestycji i systemów finansowych, które ułatwiają przepływ pieniędzy i towarów przez jego granice. Tak wygląda Iran w 2026 roku.

Wielokrotnie powtarzałem, że technokracja opiera się na infrastrukturze, a nie na otwartej konfrontacji. Wojna z Iranem jest tego dobrym przykładem.

Naród amerykański obserwował rozwój wojny i czekał na zwycięstwo. Nadal czeka, ponieważ obietnice i to, co się faktycznie wydarzyło, to nie to samo. Oczekiwali, że Iran zostanie powstrzymany. Spodziewali się pokonanego wroga, zlikwidowanego programu nuklearnego i osłabionego wrogiego reżimu. Dostali jedynie umowę rozwojową.

Porozumienie z Iranem nie oznacza końca konfrontacji. To początek reintegracji gospodarczej. A ludzie, którzy je negocjowali, absolutnie nie mieli zamiaru powstrzymywać Iranu.

Przyjrzyjmy się najpierw, kto negocjował umowę. Nie sekretarz stanu. Nie Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Dwoma głównymi graczami, którzy ustalili ostateczne ramy, byli Steve Witkoff, Specjalny Wysłannik ds. Bliskiego Wschodu, i Jared Kushner, który nie piastuje żadnego oficjalnego stanowiska w rządzie USA. Obaj są deweloperami.

Porozumienie, które ponownie otworzyło Cieśninę Ormuz, zniosło blokadę i zapewniło 300 miliardów dolarów na odbudowę Iranu, zostało sporządzone przez dwóch mężczyzn, których cała kariera opierała się na finansowaniu i budowaniu budynków. To widać. Umowa brzmi jak typowa umowa budowlana, ponieważ została sporządzona przez deweloperów.

To nie jest obelga. To klucz do dokumentu.

Dyplomata wysłany w celu powstrzymania Iranu zawiera porozumienie pełne ograniczeń, kontroli i izolacji. Deweloper wysłany do kraju, który uważa za niedowartościowany, zawiera porozumienie, które zapewnia inwestycje, dostęp do rynku i zniesienie barier w dostępie do kapitału – na przykład poprzez zniesienie sankcji.

Porozumienie Witkoffa-Kushnera to dokument drugiego rodzaju. Nie koncentruje się ono na liście środków przeciwko Iranowi. Jego istotą jest prywatny instrument inwestycyjny o wartości 300 miliardów dolarów, mający na celu odbudowę kraju, który Stany Zjednoczone zbombardowały cztery miesiące temu.

Przeczytaj tę kwotę jeszcze raz i zrozum, o jakie pieniądze chodzi. Nie pochodzą one z aprobaty Kongresu. Nie są to środki pomocy rozwojowej. Nie są to reparacje.

To sprywatyzowany fundusz – kapitał od firm z regionu Zatoki Perskiej, Azji i innych krajów – który będzie inwestowany w irańską energetykę, logistykę, produkcję i transport. Autorzy wyraźnie zastrzegli, że Departament Skarbu USA nie wniesie żadnych środków.

To nie jest odbudowa pokonanego wroga pod wodzą rządu. To mechanizm finansowany ze środków prywatnych, zarządzany przez ekspertów specjalizujących się właśnie w takich zadaniach, który reintegruje gospodarkę objętą sankcjami z systemem globalnym.

Intencja tego instrumentu jest jasna. Nie tworzy się funduszu rozwoju o wartości 300 miliardów dolarów dla kraju, który chce się powstrzymać. Tworzy się go dla kraju, który chce się zintegrować.

A teraz przejdźmy do części, która powinna przykuć uwagę każdego amerykańskiego widza, a którą prawie wszyscy pomijają: Jared Kushner jest osobą prywatną.

Nie reprezentuje żadnej agencji rządowej. Nie złożył przysięgi na to stanowisko. Jest zięciem prezydenta, działa jako cywilna figura i kieruje firmą inwestycyjną Affinity Partners, której kapitał pochodzi głównie z państwowych funduszy majątkowych państw Zatoki Perskiej.

Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Katar finansują tę firmę. To również państwa, które mają finansować Fundusz Rozwoju Iranu.

Człowiek, który zaprojektował mechanizm odbudowy Iranu, zostanie opłacony przez rządy, które będą finansować odbudowę.

Nie sugeruję żadnego przestępstwa. Opisuję jedynie pewną strukturę.

Negocjacje w sprawie umowy suwerennej z Iranem powierzono prywatnemu finansiście, którego inwestorami są właśnie te państwa Zatoki Perskiej, których kapitał to porozumienie mobilizuje.

Nie jest to konflikt interesów w ścisłym sensie prawnym. Chodzi o samą strukturę.

Sztuka rządzenia została przekazana w ręce zarządzającego funduszem, a jego klienci są beneficjentami tej sztuki rządzenia.

Tak wygląda prywatyzacja polityki zagranicznej, gdy mówimy wprost.

Krytyka nadchodzi i jest głośna, ale skierowana jest w niewłaściwym kierunku. Ted Cruz nazwał porozumienie fatalnym błędem. Roger Wicker określił zawieszenie broni jako katastrofę. Lindsey Graham ostrzegała przed jakimkolwiek rozwiązaniem, które uczyniłoby z Iranu dominującą potęgę regionalną.

Każdy z tych zarzutów jest formułowany w kontekście polityki powstrzymywania.

Czy powstrzymaliśmy ich program nuklearny? Czy ich pokonaliśmy? Czy Iran został w rezultacie osłabiony?

Ci, którzy pragnęli zwycięstwa militarnego, oceniają porozumienie pod kątem tego, czy doprowadziło do takiego zwycięstwa i dochodzą do wniosku, że się nie powiodło.

Kłócą się o wojnę, która nigdy nie miała miejsca.

Wojna była tylko pretekstem. Prawdziwym zyskiem są korytarze.

Spójrzmy na mapę z perspektywy aktorów, a nie tylko z punktu widzenia Ormuzu i obrony przeciwrakietowej.

Iran stanowi lukę w tym systemie. Jest centrum międzynarodowego korytarza transportowego północ-południe, trasy Rosja-Iran-Indie. Leży nad Cieśniną Ormuz, przez którą transportowana jest jedna piąta światowej ropy naftowej.

Jest brakującym ogniwem pomiędzy korytarzem gospodarczym Indie–Bliski Wschód–Europa a szlakiem rozwoju Irak–Turcja.

Dopóki Iran będzie wrogiem systemu, jego szlaki handlowe pozostaną rywalizującymi fragmentami, których nie da się połączyć.

Jeśli Iran zostanie ponownie zintegrowany, fragmenty połączą się w całość.

Właśnie to można osiągnąć inwestycją przekraczającą 300 miliardów dolarów.

Nie dobra wola Iranu, ale łączność.

Umożliwia ona wypełnienie ostatniej luki w kontynentalnej architekturze logistycznej, przekształcenie wąskiego gardła z zagrożenia w punkt poboru opłat i częściowe uwolnienie Iranu spod rosyjsko-chińskiej strefy wpływów za pośrednictwem silniejszego finansowo partnera.

Fundusz nie jest darowizną na pokrycie szkód wyrządzonych przez bomby. Jest to cena zakupu dużego węzła komunikacyjnego.

A nośnikiem tego wszystkiego są Porozumienia Abrahama.

Amerykanie traktują je często jako projekt poboczny, mimo że są siłą napędową.

Porozumienia te nigdy nie dotyczyły wyłącznie pokoju z Izraelem. Legitymizują one architekturę globalnego porządku handlowego – warstwę dyplomatyczną pod stalowymi szynami.

Normalizacja jest uściskiem dłoni otwierającym korytarz.

Te same ramy, które doprowadziły do ​​rozmów między państwami Zatoki Perskiej i Izraelem, są teraz stosowane przez tych samych aktorów, aby zmusić Iran do zajęcia miejsca przy jednym stole.

Witkoff i Kushner nie improwizują.

Doprowadzają logikę porozumień do logicznego wniosku: każdy przeciwnik staje się partnerem kontraktowym, każdy konflikt porozumieniem, każda zamknięta gospodarka rynkiem inwestycyjnym.

Powstrzymanie izoluje wroga. Reintegracja go integruje.

A reintegracja jest skuteczniejszym narzędziem, ponieważ kraj odizolowany sankcjami buduje własną gospodarkę odporną na sankcje, będącą poza twoim zasięgiem, podczas gdy kraj reintegrowany dzięki twoim inwestycjom, twoim ubezpieczeniom, twojemu finansowaniu rozwoju i zatwierdzonym zwolnieniom staje się zależny od infrastruktury, której zawory kontrolujesz ty.

Nie izolujesz rywala poprzez wykluczenie go, lecz poprzez uczynienie go zależnym od ciebie.

Sankcje uczyniły Iran nietykalnym. Fundusz rozwoju gospodarczego zamienia Iran w dzierżawcę.

To jest porozumienie, które naród amerykański błędnie uważa za kapitulację.

To nie jest poddanie się, lecz przywłaszczenie.

Autorzy tego porozumienia nigdy nie zamierzali pokonać Iranu. Chcieli go zintegrować – z korytarzami, porozumieniami i architekturą, która przekształci cały region w jedną, zintegrowaną sieć zarządzaną przez kapitał prywatny i legitymizowaną poprzez normalizację.

Tłum czekający na zwycięstwo militarne będzie czekać wiecznie.

Zwycięstwo już nastąpiło i nie wygląda jak zwycięstwo, ponieważ nigdy nie miało nim być.

Wygląda to na umowę o rozwoju, podpisaną przez wykonawcę budowlanego, który nie pracuje dla ciebie, finansowaną przez państwa, które ją finansują, i mającą na celu nie klęskę Iranu, lecz jego cichą integrację.

Iranu nie udało się powstrzymać, lecz ponownie zintegrować.

Taki był plan od samego początku.

Dopóki nie dostrzeżemy tych powiązań, nigdy nie zrozumiemy pełnego obrazu.

Źródło: technokracja

=============================

mail: Oby Autor się mylił, ale zignorować jego tezy nie można

Czy państwo Izrael musi zostać zdenazyfikowane?

Czy państwo Izrael musi zostać wyzwolone od faszyzmu?

Thierry Meyssan voltairenet/article

Dowiadujemy się – często z opóźnieniem – o zbrodniach popełnionych przez rząd Benjamina Netanjahu na ludności cywilnej w Strefie Gazy, Libanie, Syrii i Iranie. Żaden inny rząd na świecie nie uważa, że ​​eliminacja tych, którzy się mu sprzeciwiają, usprawiedliwia jakiekolwiek straty uboczne, bez względu na ich liczbę.


Musimy również zdać sobie sprawę, że ta mentalność nie wzięła się znikąd, ale ma długą i odrażającą historię.
Musimy wziąć odpowiedzialność i interweniować, zanim ten rząd zacznie atakować własnych obywateli. Nie dlatego, że są cenniejsi od Arabów i Persów, ale dlatego, że są dokładnie tacy sami: oni również są ludźmi.

Sieć Voltaire | Paryż (Francja)

23 czerwca 2026 r.

Władimir Żabotyński, Benito Mussolini, Benjamin Netanjahu

Międzynarodowa opinia publiczna znacząco przesunęła się w sprawie premiera Izraela Benjamina Netanjahu. Większość uważa obecnie, że nie dąży on do pokoju, lecz do unicestwienia ludności południowego Libanu, tak jak wcześniej próbował to zrobić z ludnością Strefy Gazy.

[Dla niektórych… md] Fakt ten stał się jasny dopiero wtedy, gdy sprzeciwił się amerykańskiemu planowi pokojowemu z Iranem, ponieważ po raz pierwszy jego najważniejszy sojusznik pokazał, że możliwe jest inne rozwiązanie.

Od czasu dojścia do władzy koalicji Likud-Kahan  [ 1 ] wielokrotnie wskazywaliśmy, że obecny rząd Izraela kontynuuje „rewizjonistyczny, syjonistyczny” projekt Zeewa Władimira Żabotyńskiego  [ 2 ] .

Chociaż wielokrotnie podkreślaliśmy, że „rewizjonistyczny syjonistyczny” projekt „imperium żydowskiego” nie ma nic wspólnego z „syjonizmem” Theodora Herzla, niektórzy czytelnicy odrzucili nasze argumenty, uważając, że maskują one antysemickie uprzedzenia. Poza tym, że jest to obraźliwe, ignoruje to nasze zaangażowanie na rzecz równości wszystkich ludzi.

Przypominamy zatem fakt długo ukrywany: Rewizjonistyczni syjoniści byli sojusznikami Duce Benito Mussoliniego i prowadzili negocjacje z powiernikami Führera Adolfa Hitlera przez całą II wojnę światową, a nawet później. Wraz z oficerem SS Adolfem Eichmannem zorganizowali deportację tysięcy węgierskich Żydów do Auschwitz  [ 3 ] .

Operacja „Potop Al-Aksa” 7 października 2023 roku wywołała zamieszanie. Wywiązała się debata na temat tego, czy izraelską reakcję należy uznać za ludobójstwo. Niektórzy argumentowali, po pierwsze, że izraelskie siły zbrojne ewidentnie nie atakowały osób ze względu na ich przynależność etniczną, a po drugie, że nie wydano żadnego odpowiedniego rozkazu rządowego.

Mimo to Siły Obronne Izraela (IDF) wdrożyły „Dyrektywę Dahiyé”, która została opracowana w październiku 2008 r. przez powszechnie szanowanego generała Gadiego Eizenkot  [ 4 ] . Odnosząc się do przedmieść Bejrutu i południowego Libanu, oświadczył on wówczas gazecie „ Yedijot Aharonot ” : „Użyjemy nieproporcjonalnej siły przeciwko wioskom i spowodujemy tam wielkie szkody i zniszczenia. Z naszej perspektywy nie są to cywilne wioski, lecz bazy wojskowe. To nie jest rekomendacja. To plan. I został on zatwierdzony”.

Plan ten został początkowo wdrożony w Strefie Gazy w ciągu ostatnich trzech lat, a w Libanie w ostatnich miesiącach. Są to zbrodnie wojenne, do których publicznie przyznał się arabski oficer pochodzenia żydowskiego, który w latach 2015–2019 pełnił funkcję szefa sztabu Sił Obronnych Izraela, a od 11 października 2023 r. był ministrem bez teki w Gabinecie Wojennym.

Te zbrodnie wojenne mają jednak na celu stłumienie oporu ludności Gazy i Libanu. Utożsamianie bojowników ruchu oporu z ludnością cywilną jest równoznaczne z potwierdzeniem zamiaru eksterminacji wszystkich mieszkańców Gazy i wszystkich Libańczyków na południu. To niewątpliwie stanowi ludobójstwo.

To właśnie Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości (wewnętrzny trybunał Organizacji Narodów Zjednoczonych) miał za zadanie to rozstrzygnąć. Właśnie to próbowała osiągnąć Republika Południowej Afryki, która już ucierpiała pod rządami rewizjonistycznych syjonistów w okresie apartheidu, 29 grudnia 2023 roku. Niestety, większość Trybunału początkowo odrzuciła tę propozycję, pod wpływem przewodniczącego, Libańczyka Nawafa Salama. Swój rodzinny majątek zawdzięcza on zakupowi ziemi od palestyńskiej burżuazji przez swojego dziadka w imieniu lorda Lionela Waltera Rothschilda. Po jego interwencji został mianowany premierem Libanu… gdzie teraz stoi w obliczu tego, czego nie był w stanie ocenić w odniesieniu do Gazy.

Pytanie, które teraz się nasuwa, brzmi: „Czy państwo Izrael musi zostać wyzwolone spod faszyzmu?”, tak jak rzekomo miały zostać zdenazyfikowane Niemcy. Wszyscy muszą zdawać sobie sprawę, że Benjamin Netanjahu i jego sojusznicy zamierzają fundamentalnie przekształcić państwo Izrael, które już zdefiniowali jako „państwo żydowskie” i z którego, jak twierdzą, nie chcą już tworzyć „Aten”, lecz „super-Spartę ” .  [ 5 ]

To pytanie może mieć kluczowe znaczenie: Koalicja pod wodzą Benjamina Netanjahu dopuściła się dotychczas tortur, zbrodni wojennych i ludobójstwa, ale nigdy nie zagroziła życiu swoich przeciwników. Jest to jednak kolejny krok w kierunku przejęcia władzy i realizacji jej celów. Nie zrobiła tego z pobudek humanitarnych, lecz z jednego powodu: by utrzymać jedność narodu izraelskiego i w ten sposób wykorzystać jego wizerunek do ukrycia swoich zbrodni.

My wszyscy – Izraelczycy i nie-Izraelczycy, Żydzi i nie-Żydzi – musimy zrozumieć, że „rewizjonistyczni syjoniści” są wrogami ludzkości. Bez wahania mordowali proradzieckich ukraińskich Żydów w latach 1921–1923  [ 6 ] , a następnie najbogatszych Żydów węgierskich w latach 1942–1945. Jutro bez wahania zabiją tych, którzy im się sprzeciwiają, kimkolwiek by oni nie byli. Musimy trzeźwo spojrzeć na fakty i położyć im kres.

Thierry Meyssan

Miller o Ukrainie i decyzji Nawrockiego

Miller o Ukrainie i decyzji Nawrockiego:

„Pierwszy raz miałem satysfakcję”

24.06.2026 nczas/miller-o-ukrainie-i-decyzji-nawrockiego-pierwszy-raz-mialem-satysfakcje

Były premier Leszek Miller w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim na antenie Radia ZET odniósł się do konfliktu polsko-ukraińskiego.

W ocenie polityka zaszkodzi on Ukrainie – a nie Polsce.

Miller jasno wskazał, że odpowiedzialny za pogorszenie stosunków polsko-ukraińskich jest Wołodymyr Zełeński. Jak powiedział, prezydent Ukrainy nie ma zamiaru ich odbudowywać.

Ukraina dalej idzie banderowskim kursem i to wszystko źle się skończy dla Ukrainy. Ukraina przegra wojnę z Rosją i nastąpi wymiana całego kierownictwa politycznego Ukrainy – ocenił Miller.

Jak dodał, dopóki Ukrainą rządzi „ta ekipa”, to kraj ten „spoczywa w swojej ideologicznej podstawie na banderowskim nazizmie”. – Jest jeden prezydent nacjonalista i nazywa się Zełeński – powiedział Miller, odnosząc się do wpisu prof. Antoniego Dudka.

„Dwóch prezydentów nacjonalistów niszczy to, co udało się osiągnąć Polsce i Ukrainie przez trzy ostatnie dekady” – grzmiał prof. Dudek.

W ocenie byłego premiera decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o odebraniu Zełeńskiemu Orderu Orła Białego była dobra. – Pierwszy raz miałem satysfakcję, że polski polityk wysokiego szczebla stanął w obronie pamięci okrutnie pomordowanych, bezbronnych Polaków – wskazał.

Rymanowski zaznaczył, że ukraińskie społeczeństwo popiera odsyłanie polskich orderów. – 99 proc. Ukraińców, obecnych w sieci, popiera masowe odsyłanie orderów. Oni uznali decyzję prezydenta Nawrockiego za potwarz, za upokorzenie. Uważają, że mają prawo do tego, żeby prowadzić taką a nie inną politykę historyczną – mówił dziennikarz.

To tylko dowodzi tyle, co się stało w ostatnich latach ze społeczeństwem ukraińskim, jak przekierowanie świadomości Ukraińców na tory akceptacji zbrodniczego nacjonalizmu w dużej części się powiodło – skwitował Miller.

W dalszej części były premier ocenił, że doktryna Giedroycia zdezaktualizowała się po wejściu Polski do NATO i stała się doktryną „idealistyczną, kosztowaną i naiwną w realiach suwerennego państwa, będącego członkiem NATO”. – Kontynuowanie jej w czystej postaci prowadzi do jednostronnych koncesji na rzecz Ukrainy i zaniedbywania polskiego interesu narodowego – dodał. Zaznaczył też, że polskie bezpieczeństwo „nie zależy od Ukrainy, tylko od przyszłości, stabilności Paktu Północnoatlantyckiego i Unii Europejskiej”.

– Przecież my od dawna graniczymy z Rosją i rosyjskie wojska stoją na polsko-rosyjskiej granicy. Co więcej, jeżeli Pan połączy, czy doda, długość granicy z Obwodem Kaliningradzkim plus długość granicy z Białorusią, która jest w obrębie wpływów rosyjskich, to to jest linia dłuższa niż granica z Ukrainą – wskazał.

USA: Kongres stawia Trumpowi ultimatum. Ma zakończyć wojnę z Iranem

USA: Kongres stawia

Trumpowi ultimatum.

Ma zakończyć wojnę z Iranem

24 czerwca 2026 pch/usa-kongres-stawia-trumpowi-ultimatum-ma-zakonczyc-wojne-z-iranem

mid-epa13059318 (1).jpg
Senator Richard Blumenthal (Partia Demokratyczna) przedstawia niekorzystne dla USA skutki wojny z Iranem, fot. PAP/EPA/GRAEME SLOAN

Najpierw izba reprezentantów, a teraz senat – obie izby amerykańskiego Kongresu przyjęły uchwałę zobowiązującą prezydenta Donalda Trumpa do wycofania wojsk USA z konfliktu z Iranem. Niektórzy politycy uważają jednak, że głosowanie to ma znaczenie wyłącznie symboliczne.

Rezolucję nakazującą prezydentowi „wycofać siły zbrojne Stanów Zjednoczonych z działań wojennych przeciwko Islamskiej Republice Iranu”, nie licząc potrzebnych do samoobrony, poparło 23 czerwca 50 senatorów – wszyscy Demokraci poza jednym oraz czworo Republikanów. Tymczasem izba reprezentantów przyjęła tę samą uchwałę na początku czerwca. Zgodnie z dokumentem, prezydentowi nie wolno podejmować dalszych działań zbrojnych przeciwko Iranowi bez zgody Kongresu.

Głosowanie to ma jednak znaczenie tylko symboliczne. Biały Dom kwestionuje dowiem konstytucyjność War Powers Resolution z 1973 r., która stanowi podstawę przyjętej obecnie uchwały. Co więcej, została ona przegłosowana już po tym jak Donald Trump zawarł wstępne porozumienie pokojowe z Teheranem oraz zniósł blokadę irańskich portów.

Niemniej jednak, jak stwierdził 23 czerwca współautor rezolucji senator Demokratów Tim Kaine, uchwała jest znacząca na wypadek gdyby Trump wznowił wojnę, co może nastąpić w każdej chwili i czym groził już kilkukrotnie w ciągu ostatnich dni. – Wycofaliśmy się z najbardziej aktywnej fazy wojny i to idealny moment, aby Kongres zadał sobie pytanie „Jaki powinien być następny rozdział?” zamiast pozwolić, by jeden człowiek podjął tę decyzję – powiedział Kaine.

Z kolei republikański szef komisji spraw zagranicznych Jim Risch uważa, że głosowanie nie ma praktycznego znaczenia. – Cokolwiek się stanie, nie będzie to rodzi to żadnych skutków. Prezydent nie zwróci na to żadnej uwagi – powiedział Risch, cytowany przez „New York Timesa”.

Źródło: PAP

Konferencja prasowa połączonych Komisji ds. zwrotu orderów i zegarków

Konferencja prasowa

połączonych Komisji

ds. zwrotu orderów i zegarków

Autor: CzarnaLimuzyna , 24 czerwca 2026

AIX

Na samym początku pragnę rozwiać wrażenie, zaprzeczając opiniom prawicowych mediów jakoby Konferencja wypadła źle. Pomimo prowokacji ze strony proputinowskich środowisk pokazała stabilną wolę przezwyciężenia kryzysu we wzajemnych relacjach i utrzymania wieloletniej przyjaźni.

Konferencja

– Z powodu dość wolnego tempa zwrotów orderów…

– I zegarków. – dorzucił ktoś z grupy dziennikarzy

– I zegarków. – dokończył minister i chrząknął. Po chwili milczenia nabrał potężny haust powietrza i zaczął recytować.

– Wychodząc naprzeciw zwiększonego zapotrzebowania… postanowiliśmy razem z naszym ukraińskim partnerem nadać temu wydarzeniu rangę stałej bilateralnej współpracy. Nasze Ministerstwo postanowiło umożliwić stronie ukraińskiej zwiększenie ogólnej puli zwrotów poprzez przyznanie dodatkowej liczby orderów i pamiątkowych zegarków. Informujemy, że pierwszy pakiet już został dostarczony do Kijowa pocztą lotniczą. Czy są jakieś pytania?

– Czy plany uwzględniają również zwrot kopert?

– Pytanie jest niestosowne, panie redaktorze. Pan doskonale wie, że trwa wojna.

– Ale ja pytam o zwrot kopert z waszej strony.

– Jeżeli będzie pan dalej prowokować, każę wyprowadzić pana z sali – odpowiedział groźnie minister.

– Równocześnie deklarujemy, że nie będziemy stosować filozofii skrajnej prawicy oko za oko, order za order. Z tej okazji chcemy podziękować premierowi Morawieckiemu, który wyłamał się z konfrontacyjnego kursu. Jak widać jest możliwa współpraca ponad podziałami…

– Ponad przelewami! – krzyknął ten sam niesforny dziennikarz.

Po chwili, dwóch rosłych funkcjonariuszy wyprowadziło z sali próbującego stawiać opór dziennikarza. „Precz z cenzurą!” – zdążył jeszcze krzyknąć, na koniec, wypychany za próg.

– Nie będziemy tolerować dezinformacji. Putin cieszy się z każdej takiej prowokacji.

– Putin się cieszy z każdego zwróconego zegarka! – rzucił sarkastyczną uwagę kolejny dziennikarz. Złośliwy komentarz nie dotarł jednak do telewidzów. Ułamek sekundy wcześniej transmisja została  przerwana.

1 czerwca 2022 roku Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski uhonorował ówczesnego premiera Mateusza Morawieckiego oraz ówczesnego wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego Orderem Jarosława Mądrego drugiej klasy. /link/

=====================================

mail:

Putin ostrzega Zachód: Rosja jest gotowa

Putin ostrzega Zachód: Rosja jest gotowa

24 czerwca 2026 przez Larry C. Johnson 34 komentarze

sonar21/putin-warns-the-west-russia-is-ready

Minęło trochę czasu, odkąd pisałem o Rosji i wojnie na Ukrainie, ale przemówienie Władimira Putina wygłoszone we wtorek (23 czerwca) na Kremlu do absolwentów rosyjskich wyższych akademii wojskowych i instytucji bezpieczeństwa (kadetów/oficerów) zasługuje na uwagę, ponieważ zawiera pośrednie, ale głębokie ostrzeżenie dla Zachodu.

Była to tradycyjna coroczna ceremonia, podczas której Putin przemawiał do najlepszych absolwentów wstępujących do sił zbrojnych i służb bezpieczeństwa. Ponad 600 najlepszych absolwentów akademii wojskowych, wraz z profesorami i szefami odpowiednich agencji, zebrało się w Sali św. Jerzego Wielkiego Pałacu Kremlowskiego. Absolwenci reprezentowali nie tylko Ministerstwo Obrony, ale także Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych, Federalną Służbę Bezpieczeństwa (FSB), Federalną Służbę Gwardii, Gwardię Narodową, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, Komitet Śledczy i Federalną Służbę Więzienną.

Skupiam się na części przemówienia poświęconej zagrożeniu Zachodu, ponieważ sygnalizuje ona, że ​​Rosja, w reakcji na działania Zachodu, jest gotowa do wojny na większą skalę. Przemówienie miało spójną, czteroczęściową strukturę: Zachód kreuje zagrożenie; następnie oskarża Rosję o jego stworzenie; jest to powtarzający się historycznie schemat sięgający 1941 roku; a reakcją Rosji jest zarówno gotowość militarna, jak i oparta na zasadach alternatywna wizja porządku świata. Tym, co uczyniło to przemówienie najbardziej wyrazistym, było wyraźne stwierdzenie, że NATO przeszło od wsparcia zastępczego do otwartych przygotowań do bezpośredniej wojny – twierdzenie eskalujące, mające na celu przypomnienie absolwentom i szerszej publiczności o stawce, jaką niesie ich służba.

Centralny argument Putina miał charakter strukturalny, a nie konkretyzujący wydarzenia. Opisał plan działania Zachodu jako bardzo prosty: najpierw stwarzają zagrożenia dla Rosji, zmuszając ją do podjęcia działań niezbędnych do obrony i ochrony, a następnie natychmiast oskarżają Rosję o wszelkie grzechy śmiertelne, aby usprawiedliwić swoją dalszą agresywną politykę i agresywne działania wobec niej. To ujęcie – Rosja jako wieczny reaktor, nigdy inicjator – stanowi fundamentalne założenie, na którym opierają się wszystkie pozostałe argumenty w przemówieniu.

Putin dokonał wyraźnego rozróżnienia między przeszłymi a obecnymi zachowaniami Zachodu, co miało wyraźnie sygnalizować przekroczenie nowego progu. Stwierdził, że o ile w przeszłości państwa NATO ograniczały się do wspierania reżimu w Kijowie, który – jak scharakteryzował – doszedł do władzy nielegalnie, poprzez siłę zbrojną i zamach stanu, o tyle dziś Zachód otwarcie mówi o przygotowaniach do wojny z Rosją i zwiększa budżety na ofensywę wojskową. Na przykład kanclerz Niemiec Mertz wypowiadał się w tej sprawie bardzo otwarcie.

Putin twierdził, że aby uzasadnić te wydatki i radykalną militaryzację swoich krajów, przywódcy państw NATO i UE bezczelnie kłamią (moje słowa) na temat rzekomego zagrożenia militarnego ze strony Rosji.

Nad przemówieniem górowało wspomnienie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej… Przemówienie wygłoszono dzień po 85. rocznicy operacji Barbarossa . Putin jasno i jednoznacznie wskazał na tę paralelę. Argumentował, że nawet po zdradzieckim ataku na Związek Radziecki 22 czerwca 1941 roku Zachód i hitlerowskie Niemcy próbowały oskarżyć Związek Radziecki i Stalina o agresję na to, co obecnie znamy jako „kolektywny Zachód”, i że zaskakujące jest, że pewne quasi-naukowe kręgi nadal poważnie to rozważają. Putin nie tylko odwoływał się do nostalgii za II wojną światową na użytek wewnętrzny. Wysunął konkretne twierdzenie epistemologiczne – tj. że zachodnia narracja o rosyjskiej agresji jest dziś strukturalnie identyczna z nazistowską propagandą, która głosiła, że ​​agresorem w 1941 roku był Związek Radziecki, i że oba są fałszywe z tej samej logiki.

Zdiagnozowawszy zagrożenie, Putin zaproponował swoją ideologiczną alternatywę. Podkreślił, że Rosja konsekwentnie opowiada się za równym i niepodzielnym bezpieczeństwem dla wszystkich, a cel ten można osiągnąć jedynie poprzez stworzenie wielobiegunowego systemu stosunków międzynarodowych i niezawodne zapewnienie bezpieczeństwa militarnego każdemu państwu. Na marginesie, zauważam, że Rosja i Chiny są obecnie zaangażowane w promowanie systemowej reorganizacji porządku światowego, odchodzącej od jednobiegunowości Zachodu w Zatoce Perskiej.

Putin nie przebierał w słowach… Oświadczył, że Rosja jest gotowa do szybkiej i odpowiedniej reakcji na wszelkie zagrożenia zewnętrzne i wewnętrzne oraz że zgodnie z Państwowym Programem Uzbrojenia, Rosja koncentruje się na modernizacji swojej triady nuklearnej i armii oraz wzmocnieniu zdolności bojowych Sił Powietrzno-Kosmicznych i Marynarki Wojennej. Wyraźne wspomnienie o triadzie nuklearnej w bezpośrednim kontekście dyskusji o przygotowaniach Zachodu do wojny z Rosją było dobitnym sygnałem dla Donalda Trumpa i reszty NATO.

Omawiając zagrożenie ze strony Zachodu, Putin pośrednio skrytykował nieskuteczność zachodniej presji gospodarczej. Stwierdził, że wszystkie osiągnięcia technologiczne i militarne są osiągane dzięki wykorzystaniu rosyjskiego potencjału naukowego i technologicznego, a wszystko to jest wspierane stałym finansowaniem, które jest możliwe dzięki stabilnej i odpornej gospodarce Rosji. Przypomniał kadetom, że zachodnie próby sparaliżowania Rosji zakończyły się niepowodzeniem i że Rosja stawiła czoła temu wyzwaniu, zwiększając produkcję, produkując nową broń i modyfikując istniejące systemy, aby stawić czoła nowym zagrożeniom.

Uważam, że przemówienie Putina było ostrzeżeniem dla Zachodu, że Rosja nie popełni tych samych błędów, które umożliwiły operację Barbarossa , i że jest gotowa stawić czoła NATO i pokonać je, jeśli to drugie nadal będzie umożliwiało ataki na naród rosyjski.


Wtorkowy poranek zacząłem z Leną i Ryanem w East Calling :

Aktualizacja strategiczna Larry'ego C. Johnsona, 23 czerwca 2026 r.

Dopóki trwają negocjacje, Nima chce odnieść się do najnowszych wydarzeń na froncie USA i Iranu:

Larry Johnson: „Nic innego niż całkowite odejście”: Prezydent Libanu stawia ultimatum w sprawie okupacji Izraela

Wracam do Mario i mojego cygara:

JD VANCE

Wieczór zakończył się występem Sulaimana Ahmeda:

NOWA TECHNOLOGIA WIELODRONOWA IRANU ATAKUJE SAMOLOT F-15, MUZUŁMAŃSKA KOALICJA ZASTĘPUJE IMPERIUM USA CIA Larrym Johnsonem

Oto Pepe z Panem Z, przekazujący wieści ze spotkania w Szwajcarii:

PILNE: ARABIA SAUDYJSKA WŁAŚNIE PORZUCIŁA AMERYKĘ - Czy pakistański parasol nuklearny obejmie teraz Arabię ​​Saudyjską?

PRZYWRÓCIĆ KARĘ ŚMIERCI! Konferencja Konfederacji Korony Polskiej

PRZYWRÓCIĆ KARĘ ŚMIERCI! Konferencja Konfederacji Korony Polskiej

,23 czerwca 2026

TVP Rzeszów_screenshot

Domagamy się śmierci dla zbrodniarzy! Działamy i działać będziemy na rzecz przywrócenia kary głównej, do Kodeksu Karnego, dla seryjnych dzieciobójców, zwyrodnialców, dla pedofilów, dla tych, którzy podają dzieciom substancje narkotyczne, dla nich wszystkich kara śmierci jest jedyną, sprawiedliwą odpłatą.

Czeski polityk ostro o Ukrainie, UPA i Zełeńskim. Broni Polski mocniej, niż rząd w Warszawie. „Ukraina przyznaje się do kolaboracji z nazistami”

Czeski polityk ostro o Ukrainie, UPA i Zełeńskim.

Broni Polski mocniej, niż rząd w Warszawie.

„Ukraina przyznaje się do kolaboracji z nazistami”

23.06.2026 nczas/czeski-polityk-ostro-o-ukrainie-upa-i-zelenskim-broni-polski-mocniej-niz-rzad-w-warszawie-ukraina-przyznaje-sie-do-kolaboracji-z-nazistami

Tomio Okamura.
NCZAS.INFO | Przewodniczący czeskiej Izby Poselskiej Tomio Okamura. / Fot. PAP/CTK

Przewodniczący ruchu Wolność i Demokracja Bezpośrednia (SPD) oraz przewodniczący czeskiej izby poselskiej Tomio Okamura w ostrych słowach skrytykował Ukrainę, odradzanie się nazizmu i banderyzmu w Kijowie oraz opowiedział się za Polską. „Odmawiamy finansowania Ukrainy, która przyznaje się do kolaborantów z nazistami” podkreślił czeski polityk.

Okamura to czesko-japoński przedsiębiorca i przewodniczący czeskiej izby poselskiej. Urodził się w Tokio, matka była Morawianką, a ojciec miał pochodzenie japońsko-koreańskie.

W poniedziałek wieczorem ostro potępił Kijów i banderyzm oraz stanął po stronie Polaków.

„Nawet Polacy mają już dość tego, że ukraińskie państwo 🇺🇦 oficjalnie przyznaje się do kolaborantów, którzy mordowali Czechów, Polaków i Żydów. Kiedy Polacy zaprotestowali przeciwko temu, Ukraińcy zaczęli ich wulgarnie obrażać” – napisał Okamura na X.

„Odmawiamy finansowania Ukrainy, która przyznaje się do kolaborantów z nazistami. Odmawiamy, by takie państwo wstąpiło do UE i NATO! Kiedy ktoś zaprotestuje przeciwko temu, że ukraiński prezydent oficjalnie przyznaje się do ukraińskich rzeźników, którzy dokonywali ludobójstwa, Ukraińcy są jeszcze bardziej urażeni. A gdzie jest pan prezydent Petr Pavel? Dlaczego nie wypowie się na temat tego, że jego ukraińscy przyjaciele przyznają się do morderców, którzy mordowali także Czechów?” – zapytał czeski polityk.

Następnie odniósł się do nazwania jednej z ukraińskich jednostek imieniem „Bohaterów UPA”. Okamura przypomniał, że UPA odpowiedzialna jest za „masakry nawet kilkuset tysięcy Polaków, Żydów, Czechów i Ukraińców na Ukrainie podczas drugiej wojny światowej”. Wspomniał też o odebraniu przez Karola Nawrockiego Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełeńskiego.

„W weekend na Ukrainie wybuchła antypolska 'burza’. Były ukraiński minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba oświadczył, że polski prezydent 'nienawidzi Ukraińców jako fenomen’. Radykalny ukraiński nacjonalista i dowódca ochotniczej armii Dmytro Jarosz nazwał rzekomo polskich polityków ’sprzedanymi dziwkami’. Pojawiło się też twierdzenie ukraińskiej dziennikarki, że po tym, jak Zełeński został ostrzeżony przed konsekwencjami swojego kroku, miał rzekomo wulgarnie skomentować sprawę: 'Je**ć Polaków.’ Ukraińcy masowo wysyłają swoje odznaczenia do Warszawy” – czytamy we wpisie.

Przytoczył też atak szefa ukraińskiego MSZ Andrija Sybihy, który „ostro zaatakował Polskę oraz prezydenta Nawrockiego”. Wspomniał też o zwrocie kolejnych orderów ze strony Ukraińców. Przytoczył także słowa szefa kancelarii prezydenta Zbigniewa Boguckiego, który podkreślił, że „przedstawiciele ukraińskich urzędów zwracają polskie odznaczenia lekką ręką, zapominając, że te same ręce były wyciągnięte po pomoc, a ta pomoc przyszła z polskich rąk: od polskiego rządu, samorządów, organizacji pozarządowych i milionów Polaków”.

„Polska dziennikarka Arleta Bojke z Channel Zero opublikowała komentarz do skandalu z nazwaniem ukraińskiej jednostki 'Bohaterów UPA’. Według Bojki, która powołuje się na oświadczenie byłego ukraińskiego posła Ihora Mosijczuka, Zełeński rzekomo użył wulgarnych wyrażeń do opisu Polski i Polaków i był świadomy tego, co jego krok wywoła. 'Kiedy do Zełeńskiego przyszli ludzie i powiedzieli mu, by nie nazywał tej ukraińskiej jednostki po UPA, że to rozdrażni Polaków, Wołodymyr Zełeński rzekomo odpowiedział: 'Je**ć Polskę i Polaków’” – napisał przewodniczący czeskiej izby poselskiej Tomio Okamura.

Szkoda, że władze Czech bardziej upominają się o pamięć Polaków, niż niby-polski rząd.

Anty-szczepionkowcy vs pro-szczepionkowcy: Oblicza prawdy

Antyszczepionkowcy vs proszczepionkowcy: oblicza prawdy

Jarek Kefir

Antyszczepionkowcy vs proszczepionkowcy: oblicza prawdy

Koncerny farmaceutyczne, zwolennicy szczepień i ich histeria podgrzewana przez media

Artykuł odnośnie histerii, jaką wykreowali medialni i farmaceutyczni socjotechnicy wokół szczepień. Rekordy w generowaniu negatywnych emocji bije rzekoma epidemia odry (kilka zachorowań), która ma być w Polsce. Zrobiono to z dwóch powodów. Powód pierwszy – planowane wycofanie szczepionki MMR i zastąpienie jej nowszą. W związku z tym, trzeba opróżnić magazyny. Powód drugi – przykręcono śrubę w sprawie szczepień. Planuje się comiesięczne sprawdzanie kart szczepień u dzieci. Gdy brakuje jakichś szczepień – dzieci takie mają nie być przyjmowane do żłobków i przedszkoli.

Są to tzw. „miękkie sankcje administracyjne” – czyli przemoc aparatu państwowego w celu wymuszenia procedury medycznej. Artykuł, który wkleiłem poniżej, porusza rzadko podejmowane zagadnienia, czyli walkę zwolenników szczepień (czasami są oni wprost opłacani przez koncerny – trolle, hasbara) z przeciwnikami szczepień.

W Polsce i w krajach byłego bloku wschodniego kładzie się duży nacisk na przymus szczepień, ponieważ chce się w ten sposób ograniczyć przyrost naturalny. Inaczej jest w krajach Europy zachodniej – tam zmieniła się mentalność i dzieci rodzi się już mniej. Celem głównym jest zmniejszenie liczebności światowej populacji, o czym mówił zaangażowany w interesy farmaceutyczne Bill Gates. Którego :dobroczynność” polega na promowaniu i kupowaniu szczepionek w firmach farmaceutycznych, których akcje posiada.

Wstęp: Jarek Kefir

W debacie na temat szczepień religijna histeria bierze górę na racjonalizmem

„We wczesnych latach 1980. świat obiegły szokujące nagłówki gazet, donoszące o aktach przemocy wobec lekarzy i personelu medycznego klinik aborcyjnych z rąk członków fundamentalistycznych grup religijnych. Pierwszym z odnotowanych przypadków było uprowadzenie przez trzech mężczyzn, utożsamiających się z ruchem antyaborcyjnym Armia Boga, Hectora Zevallosa – lekarza i jednocześnie właściciela kliniki aborcyjnej – oraz jego żony. Porywacze przetrzymywali uprowadzonych przez 8 dni. Od tego czasu zaczęły mieć miejsce kolejne przypadki kidnapingu, podkładania bomb w klinikach, zabójstw oraz prób zamordowania członków personelu medycznego, a także innych zwolenników prawa kobiet do wolnego wyboru w sprawie aborcji; odnotowano też setki gróźb śmiercią oraz ponad 150 aktów napaści i pobicia. Stali za tym ekstremalni aktywiści antyaborcyjni. Od tej pory tego typu incydenty zaczęły szerzyć się nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale też w Kanadzie, Australii i Nowej Zelandii.

I jak na razie niewiele się w tej kwestii zmieniło. W 2012 roku eksplodowała bomba podłożona w klinice Planned Parenthood w Grand Chute w stanie Wisconsin. W tym samym roku bomba zapalająca wywołała pożar w budynku Ladies Clinic w Pensacoli na Florydzie, przed którym w 1994 roku zastrzelono lekarza Johna Brittona oraz jego ochroniarza Jamesa Barretta. W owej klinice zdetonowano bombę już w 1984 roku, dokładnie w dniu Bożego Narodzenia. Jak zeznało później czterech sprawców tego czynu – był to „urodzinowy prezent dla Jezusa”.

Działania fanatycznych przeciwników aborcji – sprawców opisanych powyżej aktów przemocy – wprawiają w osłupienie. Jak to możliwe, że tak zagorzali zwolennicy ochrony życia poczętego, potępiający prawo kobiet do wolnego wyboru w sprawie aborcji, są w stanie dokonywać tak agresywnych czynów, tak zajadle protestować, grozić śmiercią i brać udział w kampaniach oszczerstw? W jaki sposób fundamentalne poglądy w kwestii ochrony życia mogą doprowadzić do tak, na pierwszy rzut oka, sprzecznego zachowania – zabijam, bo stoję na straży przykazania „nie zabijaj”?

Tak wygląda właśnie sposób myślenia religijnych terrorystów. Są tak bardzo oddani, ich zdaniem, słusznej sprawie, bez względu na jej niedorzeczność, że nie dostrzegają sprzeczności w swoim postępowaniu, mimo że bije ona po oczach. Tego typu goście to bez dwóch zdań „kompletne świry”.

Szaleństwo zwolenników szczepień

Być może wy również, czytając najświeższe doniesienia prasowe, dostrzegacie podobieństwa pomiędzy zachowaniem antyaborcyjnych aktywistów i histerycznie usposobionych rzeczników walki z członkami domniemanego ruchu antyszczepionkowego. Szaleństwo, jakie ogarnia tych ostatnich, jak nic przypomina obłęd fanatyków zakazu aborcji w szczytowym punkcie ich krucjaty. Grożenie śmiercią i podłożeniem bomby, zaangażowanie w kampanie oszczerstw, zastraszanie członków rodzin osób, które głośno usiłują mówić prawdę o szczepionkach lub tylko wyrażają wątpliwości w kwestii postawy przyjętej przez fanatycznych zwolenników szczepień.

Proszczepionkowcy to ekstremiści, co do tego nie ma wątpliwości. Bo jak inaczej można określić postawę opartą na całkowicie błędnych założeniach przesiąkniętych emocjami, fałszywych przesłankach naukowych i nielogicznym myśleniu? Rzecznicy szczepień ulegają religijnej histerii, tak jak każdy antyaborcyjny fanatyk. Przy czym – co istotne – proszczepionkowcy, w odróżnieniu od fundamentalistów religijnych, nie są jakąś małą, skrajną grupą społeczną. Pośród nich są ludzie z różnych grup zawodowych, społecznych, rasowych i religijnych. Nie uczestniczą we wspólnych niedzielnych nabożeństwach, by przysłuchiwać się kazaniom, które mają umocnić ich przynależność religijną i jednocześnie demonizować niewiernych.

Zamiast tego gromadzą się wokół ołtarza mediów głównego nurtu i oddają mu cześć, gdyż one również niestrudzenie bombardują proszczepionkową propagandą, nawracają i demonizują odstępców oraz zapewniają wiernych, że tylko ich stanowisko jest słuszne – powołując się w tym celu na domniemane „setki badań”, które rzekomo potwierdzają bezpieczeństwo i skuteczność szczepień. Każdy, kto nie uległ temu „religijnemu” ferworowi, kto posiada chociaż dwa aktywne neurony i ma wewnętrzną siłę, by wyłamywać się ze stada i samodzielnie docierać do niezależnych wyników badań, musi dostrzec, że postawa zwolenników szczepień jest obarczona jakimś zasadniczym błędem.

Tych legendarnych „setek badań”, na które powołują się proszczepionkowcy, w rzeczywistości nie ma. Istnieją natomiast setki badań, o których „nie mówi się głośno, które się lekceważy, a nawet selektywnie recenzuje, przymykając oko na dane o skutkach ubocznych szczepień”. Domyślam się, że dziennikarze mediów głównego nurtu jakoś te fakty przeoczyli w swoim bez wątpienia skrupulatnym przeglądaniu źródeł, jakie poprzedzało późniejsze oczernianie i mieszanie z błotem tych, którzy mają czelność kwestionować naukową ewangelię. Dlaczego wyniki niezależnych badań nie są powszechnie dostępne, dlaczego próbuje się je ukryć? Bo są one, rzecz jasna, sprzeczne z założeniami proszczepionkowej religii! Najwyżsi kapłani koncernów farmaceutycznych, którzy szerzą naukową ewangelię poprzez swoich misjonarzy, tj. media głównego nurtu i przedstawicieli medycznych, nie mają ochoty na to, by tracić czas na rozważanie odmiennych stanowisk, kwestionujących przesłanie wielebnego $. Ryzyko jest zbyt wielkie. Utrata nawet jednego członka stada mogłaby negatywnie odbić się na wynikach finansowych.

Szkodliwość szczepień: prawda nie lęka się dochodzenia

“To strategia intelektualnych desperatów. Prawda nie lęka się dochodzenia. Jeśli skuteczność szczepień jest dowiedziona, a one same sprzyjają zdrowiu dzieci, to lekarze powinni być otwarci na pytania rodziców, a nawet otwarte dyskusje o zaletach szczepień. Obecnie natomiast mamy do czynienia z bezkrytycznym kultem. Jego wyznawcy mają w nosie dogłębne analizy, a nawet rzetelne dane naukowe. Szczepienia są dobre, bo tak im powiedziano. I to im wystarcza” – czytamy w artykule Mike’a Adamsa, pt. „The Flawed Theory Behind Vaccinations” („Błędna teoria szczepień”).

Lekarzom, wypowiadającym się w mediach, którzy nie zgadzają się ze stanowiskiem zwolenników szczepień i mają odwagę zalecać alternatywne metody immunizacji, grozi oczywiście zniesławienie i prześladowanie, są traktowani jak szarlatani i mogą utracić licencję zawodową. Zaś przekupione media wytrwale papugują mantrę koncernów farmaceutycznych o rzekomo niepodważalnej skuteczności i bezpieczeństwie szczepień. Ale szczepionki nie są ani skuteczne, ani bezpieczne. Nawet „Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych nie dalej jak w 2011 roku orzekł, że szczepionki są “niezaprzeczalnie groźne”. A poza tym, jeśli nie byłyby szkodliwe, to jakim cudem od 1989 roku rząd amerykańskich wypłacił 3 miliardy dolarów tytułem odszkodowań dla osób, które utraciły zdrowie w wyniku szczepień?

Linki w paragrafie powyżej, jakkolwiek nie wyczerpujące tematu, nie są tam po to, by “dowodzić” braku bezpieczeństwa czy nieskuteczności szczepionek. Chcemy tylko pokazać, że w kwestii szczepień nie ma jednoznacznych rozstrzygnięć – innymi słowy, w świetle nauki ich skuteczność i bezpieczeństwo wcale nie są tak oczywiste. Przeciwnicy szczepień nie są szaleńcami, zwolennikami teorii spiskowych czy ludźmi, który bezkrytycznie wierzą w powielane plotki internetowe. Publiczna debata w tej kwestii niewątpliwe ma miejsce, lecz po obydwu jej stronach powinny zasiąść osoby myślące racjonalnie.

Czy antyszczepionkowcom coś nie styka na złączach?

Antyszczepionkowcy zdaniem proszczepionkowców to osoby tępe, niepełnosprawne umysłowo. A dokładnie tacy są właśnie autorytarianie („Nie zamierzam szczepić moich dzieci. Uważam, że szczepionki prowadzą do zaburzeń psychicznych!” „Chcesz przez to powiedzieć, że jesteś… zaszczepiona?”) Dalsza dyskusja na temat bezpieczeństwa i skuteczności szczepień wykracza poza zakres tego artykułu. Więcej informacji na ten temat można znaleźć w gorąco rekomendowanym przez nas filmie dokumentalnym z 2013 roku, autorstwa Gary’ego Nulla, pt. „Cicha epidemia: nieopowiedziana historia szczepionek”.

Nie ma potrzeby, by ktoś godził się (lub nie) z faktem, że szczepionki są szkodliwe i nieskuteczne, chodzi o to, by przynajmniej zdał sobie sprawę, że w tej kwestii konieczna jest niewymuszona, szczera debata. Tymczasem rzecznicy szczepień zamiast udziału w otwartej, racjonalnej dyskusji, wolą uciszać oponentów – wykrzykując na całe gardło, stosując pogróżki i uciekając się do ataków ad hominem. Skoro dowody na nieszkodliwość szczepionek są jednoznaczne, to skąd obawy przed jawną, publiczną rozmową na ten temat?

Nagłówki mediów głównego nurtu donoszą, że antyszczepionkowcy są rozhisteryzowani, nierozsądni i nadmiernie emocjonalni, proszczepionkowcy – racjonalni, rozsądni i posiadają wiedzę naukową, a jakże by inaczej. Jak w przypadku większości artykułów pisanych zgodnie z narzuconą linią redakcyjną, jest dokładnie na odwrót. Krytycy szczepień to osoby zwykle dobrze poinformowane, znające wyniki badań, a w każdym razie, przynajmniej sceptycznie nastawione do oficjalnej szczepionkowej narracji. Mistrzami tyrad w histerycznym tonie są rzecznicy szczepień. Nie są w stanie przyjąć do wiadomości, że władze niekoniecznie muszą działać w interesie obywateli. Czują się zagrożeni obecnością tych, którzy kwestionują decyzje rządzących. Nie mogą zaakceptować faktu, że biznes szczepionkowy jest wielką ściemą, którego celem jest napychanie portfeli garstki zasiadającej na górze piramidy, kosztem cierpienia całej reszty, bo ich światopogląd w kwestii bezpieczeństwa i skuteczności szczepionek po prostu by runął. Nasze władze (Bóg) kochają nas. Nigdy by nas nie skrzywdziły. To my mamy rację. Ci, którzy podważają decyzje rządzących, są źli. Należy się ich pozbyć lub zmusić do konformizmu. Brzmi to niczym hasła fundamentalnej chrześcijańskiej krucjaty, nieprawdaż? Albo niczym słowa amerykańskiego żołnierza piechoty (albo generała), co?

Czy chrześcijanie powinni szczepić dzieci?

Spójrzmy na artykuł Jesse Johnsona pt. „Antyszczepionkowcy a narcyzm epistemologiczny” (“Anti-vaxxers and epistemological narcissism”), będący odezwą do chrześcijańskich rodziców – przeciwników szczepień. Autor tego tekstu nawiązuje do ostatnich przypadków zachorowań na odrę w Kalifornii i w Arizonie i obwinia za to oponentów szczepień; w podobnym duchu są artykuły tutaj i tutaj. Piszący tego typu teksty całkowicie pomijają fakt, że „nie ma żadnych dowodów, które pozwoliłyby postawić znak równości pomiędzy zaszczepieniem i prawdziwą odpornością”. Johnson najpierw podkreśla, że tekst skierowany jest do chrześcijańskich rodziców, którzy podjęli decyzję o nieszczepieniu swoich dzieci, następnie opowiada bajki na temat odry, po czym (uwaga) wymienia „cztery przyczyny, dla których chrześcijanie powinny szczepić swoje dzieci”:

  1. Szczepienia są formą powszechnej łaski, która dramatycznie zmieniła świat na lepsze (Księga Rodzaju 3:18; Psalm 145:9-16; Mateusz 5:44-45; Dzieje Apostolskie 14:16-17). Udział w błogosławieństwie powszechnej łaski, której doświadcza społeczeństwo po upadku Wieży Babel, oznacza, że łączymy się jako narody, a ona sama – [łaska, czyli szczepienia] – czyni nasze życie lepszym (Księga Rodzaju 9:6, Druga Księga Królewska 12:2, Łukasz 6:33). Pracujemy, pobieramy się i chronimy się wzajemnie. Podstawową metodą tej ochrony są szczepienia przeciwko chorobom, które prześladowały członków kultur, które się nie szczepiły.
  2. A zatem zaszczepienie się jest formą miłości bliźniego (Księga Lewicka 19:18; Mateusz 5:43, List do Rzymian 13:8-10, List Jakuba 2:8). Wiedząc, że ktoś jest zbyt mały, młody lub słaby, by go zaszczepić, chronimy go dzięki temu, że sami jesteśmy zaszczepieni.
  3. Nie dajemy się zwieść rozsiewanym w Internecie plotkom, skutecznie zdyskredytowanym już dawno temu (Księga Hioba 12:20; Księga Przysłów 13:16). Nie oznacza to oczywiście, że ślepo wierzymy we wszystko, co dociera do nas ze świata „nauki”. Cechuje nas raczej zdrowy sceptycyzm, ale w przypadku szczepień możemy go porzucić, bo świat nauki jednomyślnie zapewnia, że szczepionki są bezpieczne (a dodatkowo, zalecane w większości stanów). Uchybiamy rozumowi, kiedy wierzymy w niepotwierdzone, zdyskredytowane plotki, zamiast przyjąć oczywisty fakt, że odra kiedyś wzbudzała grozę i że już od dawna tak się nie dzieje.
  4. Chrześcijanie biorą na siebie ryzyko, by powiększać wspólne dobro. Nie uczymy naszych dzieci, że „na pierwszym miejscu stawia się bezpieczeństwo”. Najpierw „Samemu Bogu cześć i chwała! (Soli Deo Gloria!), potem cała reszta. Chrześcijanie zwykli byli to rozumieć. Postawa moralna Jonathana Edwardsa, który zaraz po objęciu posady rektora Uniwersytetu Princeton poddał się szczepieniu przeciwko ospie wietrznej, wskutek czego zmarł, była kiedyś normą. Niewłaściwą postawą moralną, przyjmowaną w związku ze śmiercią Edwarda, jest „unikanie szczepień”. Należy „pogodzić się z ryzykiem wkalkulowanym w szczepienia na rzecz lepszej kondycji społeczeństwa”.

Czy przeciwnik szczepień jest grzesznikiem?

Biblia zakazuje wiernym ulegania internetowym plotkom, i to podobno nawet w dwóch osobnych rozdziałach – zaskoczyła nas ta informacja. Najwyraźniej profetyczny walor tej książki nie został doceniony. Zastanawiają też nauki płynące z faktu śmierci z powodu szczepionki przeciw ospie wietrznej – to podobno świetny przykład tego, jak dobrą rzeczą jest pogodzenie się z „wkalkulowanym ryzykiem”. Istna mentalna gimnastyka? Jak wam idzie?

Johnson kończy swe wywody następującym stwierdzeniem: „Uznałem, że jest to swoista szara strefa dla chrześcijan, sytuacja nie do końca jasna, i że w związku z tym przeciwnika szczepień nie można uznać wprost za grzesznika. Można natomiast, w oparciu o zapisy biblijne, odwołać się do przenikliwości i mądrości wiernego następującymi słowami: nie niwecz szczytowych osiągnięć nauki, dotyczących kwestii społecznych, tylko z powodu epistemologicznego narcyzmu”. “Epistemologiczny narcyzm”, że co? Zasadniczo pojęcie to oznacza “pragnienie posiadania zbyt rozległej wiedzy”. Drodzy czytelnicy, usłyszeliście to po raz pierwszy właśnie tutaj. Ten, kto chce zbyt wiele wiedzieć i kwestionuje decyzje autorytetów, jest pod wpływem złego! Szybko, wyłączcie przeglądarkę, zanim skażecie własną duszę na wieczne potępienie!

O ile przeciętny, liberalny ateista pomysł przeczesywania tekstów biblijnych w poszukiwaniu proszczepionkowych argumentów uznałby zapewne za dosyć żenujący, jego własny sposób rozumowania nie tak znowu bardzo się różni. Nie ma większego znaczenia, czy twoja wiara w dobroczynność szczepień opiera się na zapisach biblijnych, czy też na nieistniejących danych naukowych, wypluwanych przez tuby medialne – w obydwu wypadkach mamy do czynienia z klasycznym zachowaniem stadnym, popartym argumentacją przepełnioną emocjami, a nie z podejmowaniem decyzji w oparciu o wiarygodne wyniki badań oraz logikę.

Ekstremalne zachowania wyznawców religii szczepionkowej nabierają na sile

Są one coraz bardziej agresywne – stanowią niemalże dokładne odzwierciedlenie aktów przemocy w wykonaniu fanatycznych aktywistów antyaborcyjnych.

„Groźby śmierci pod adresem lekarzy, którzy dzielą się ważnymi informacjami na temat wątpliwego bezpieczeństwa szczepionek. Lekarz, przekazujący opinii publicznej informacje na temat szczepień, otrzymuje pogróżki o podłożeniu bomby. Odwołano cykl wykładów. Swoboda wypowiada słów, zabierania głosu i wygłaszania opinii jest naszym prawem wrodzonym, nabytym w momencie przyjścia na ten świat. Wolność słowa nie jest luksusem i z pewnością nie otrzymujemy jej od rządu. W Australii, a także w narastającym tempie w Stanach Zjednoczonych, niektóre opinie można wyrażać z większą swobodą niż inne.

W notatce prasowej z 27 stycznia, wieloletnia nauczycielka i specjalistka ds. szczepień doktor Sherri Tenpenny napisała, że odwołuje cykl wystąpień zaplanowanych w Brisbane, Sydney, Adelaide, Melbourne i Gold Coast. Przyczyną anulowania wykładów były głosy proszczepionkowych ekstremistów, wzywające do przemocy wobec właścicieli (i członków ich rodzin) obiektów, w których miały odbyć się seminaria na temat zdrowia, a także pogróżki o podłożeniu bomby w kilku zarezerwowanych budynkach. Druga z wykładowczyń, Stephanie Messenger, która solidarnie z doktor Tenpenny podjęła decyzję o anulowaniu odczytów, powiedziała: „Dożyłyśmy czasów, w których uczestnikom seminariów nie można zapewnić bezpieczeństwa. Niektórzy z nich zamierzali wziąć ze sobą małe dzieci. Groźby są uporczywe. Nie jesteśmy w stanie zagwarantować, że przybyłym gościom nie stanie się nic złego”. Niestety sprawcy tych pogróżek nadal są na wolności.”

Uciszanie przeciwników szczepień

Dosyć wyraźnie widać, że osoby kwestionujące zasadność szczepień ucisza się, a w mediach głównego nurtu oczernia. W rzeczywistości proszczepionkowcy tak bardzo obawiają się każdego, kto krytykuje ich religię, że muszą wygrażać śmiercią nie tylko lekarzom, którzy są przeciwni szczepieniom, ale też niczemu winnym obywatelom, którzy chcą usłyszeć, co do powiedzenia mają krytycy szczepień. Przeciętny liberał oburzał się z powodu „ataku na wolność słowa”, obklejając strony fejsbuka hasłem „Je suis Charlie”, solidaryzując się w ten sposób z ofiarami masakry w redakcji Charlie Hebdo. Ale kiedy usiłuje się zamknąć usta prelegentom, którzy chcą mówić o szkodliwości szczepionek, grożąc im śmiercią – przeciętny liberał nie dostrzega problemu.

Wyłamywanie się z tłumu wiąże się z wieloma problemami i w pewnym sensie jest niebezpieczne – oznacza ostracyzm, zniesławienie, okazjonalne naplucie w twarz. Jeśli znajdziesz się pod ostrzałem rozhisteryzowanego proszczepionkowca, to musisz się liczyć nawet z utratą życia. Poczytaj na Wikipedii o antyaborcyjnej przemocy – czy naprawdę te zachowania różnią się aż tak bardzo od tego, co robią fanatyczni rzecznicy szczepień?

Grożenie śmiercią krytykom szczepień nie jest niczym nadzwyczajnym. Profesor Garth L. Nicolson, specjalista od patologii molekularnej, kierownik i główny pracownik naukowy w Instytucie Medycyny Molekularnej w Huntington Beach, w Kalifornii, prowadzi wykłady na uniwersytetach medycznych w Stanach Zjednoczonych i w Australii. Jest dobrze wykwalifikowanym, szanowanym biochemikiem, znanym z opracowania przełomowego modelu błon komórkowych. Kiedy dowiedział się o nieetycznym testowaniu skażonych szczepionek na więźniach w Teksasie (i zaczął dzielić się tą wiedzą), które później podawano żołnierzom walczącym w pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej, zaczął otrzymywać pogróżki śmierci.

Doktor Nicolson opowiedział, co mu się przytrafiało, kiedy on i inni naukowcy pozyskali wiedzę na temat eksperymentów w teksańskich więzieniach a także na temat skutków ubocznych szczepień, jakie pojawiły się wśród żołnierzy amerykańskich w Zatoce Perskiej: „Zmuszono nas do opuszczenia Teksasu. Miałem wówczas pełny etat profesorski i byłem szefem katedry na Uniwersytecie w Teksasie, ale zostałem dosłownie zmuszony do wyjazdu, bo przebywanie w tamtym miejscu stawało się zbyt niebezpieczne. Kilku moich kolegów uśmiercono. Mojemu przełożonemu strzelono w tył głowy w jego biurze, gdyż zamierzał mówić głośno o eksperymentach na więźniach. Sytuacja zaczęła robić się coraz bardziej poważna”.

Skoro usiłuje się wyeliminować tych, którzy otwarcie chcą mówić prawdę, to najwyraźniej za kulisami badań nad szczepionkami dzieje się coś paskudnego i niepokojącego. Osobą, którą podobno straszono śmiercią, był również wieloletni badacz skutków ubocznych szczepień doktor Andrew Moulden. Zmarł w tajemniczych okolicznościach w 2013 roku. Niektórzy twierdzą, że miał atak serca, inni, że popełnił samobójstwo (mimo, że nie miał ku temu powodów).

Pogróżki od trolli koncernów farmaceutycznych

Grożenie śmiercią oraz ekstremalna wściekłość, wyrażana w „religijnym ferworze” przez fanatycznych rzeczników szczepień, nie powstrzymuje niektórych niezależnych badaczy od mówienia prawdy. Wówczas straszy się ich możliwością utraty pracy: „Kardiolog z Arizony: Nie szczepcie dzieci, zamiast tego stosujcie dietę paleo. Doktor Jack Wolfson uważa, że lepsza niż szczepienia jest zmiana stylu życia. Pomimo ostatniego wykrycia ogniska odry w kalifornijskim Disneylandzie, doktor z Paradise Valley w Kalifornii uważa, że dzieci nie należy szczepić, bo choroby wieku dziecięcego powinny zostać przechorowane. „Odrę, świnkę, różyczkę i ospę wietrzną należy przechorować, dzieci mają do tego prawo” – powiedział doktor Jack Wolfson z Wolfson Integrative Cardiology w Paradise Valley. Wolfson nie wierzy w szczepienia – „Nie ma potrzeby, by w celu wzmocnienia systemu odpornościowego wstrzykiwano nam i naszym dzieciom chemikalia”. Doktor Wolfson uważa ponadto, że najważniejszą kwestią jest utrzymywanie zdrowego układu odpornościowego. W tym celu należy unikać chemikaliów, dobrze się wysypiać, wykonywać ćwiczenia fizyczne, brać suplementy i dobrze się odżywiać. „Jestem ogromnym fanem diety paleo. Chcę, by nasze dzieci jadły to, co spożywali nasi przodkowie przez miliony lat. To najlepszy sposób na ochronę przed chorobami” – powiedział doktor Wolfson.”

W powyższym stwierdzeniu nie ma niczego kontrowersyjnego. Są to zwyczajowe zalecenia lekarzy, stosujących naturalne kuracje. Może są niekonwencjonalne. Ale przez to nie traci się przecież licencji lekarskiej. Nieprawdaż? Okazuje się, że jest inaczej: „Komisja Lekarska Arizony pełną parą ściga doktora Wolfsona za to, co powiedział. Dodatkowo, tzw. „eksperci” domagają się, by tego typu lekarzy pozbawiać prawa do wykonywania zawodu, bo – choć nie do końca nie wiadomo, w jaki sposób – szkodzą pacjentom. Czy prawo lekarza do niezalecania szczepionek swoim pacjentom było kiedykolwiek przedmiotem dyskusji? Od kiedy to wyrażanie opinii stanowi podstawę do pozbawienia lekarza licencji lekarskiej?”

Dobre pytania. Zdaje się, że w środowisku przesiąkniętym szczepionkową histerią każde odstępstwo od linii partyjnej, tj. od oficjalnych zaleceń w sprawie szczepień, stanowi pretekst do odebrania prawa wykonywania zawodu. Charlie Hebdo to przy tym nic – oto jesteśmy świadkami najgorszego w tej dekadzie ataku na wolność słowa.

Walka i pogróżki wobec naturopatów

Mówiąc dalej o wolności słowa. Moja znajoma – lekarz medycyny naturalnej – opowiedziała mi o e-mailu, jaki otrzymała od Kanadyjskiego Stowarzyszenia Lekarzy Medycyny Naturalnej (Canadian Association of Naturopathic Doctors – CAND), w związku z ostatnimi kontrowersjami w sprawie szczepień. Oto jego fragment:

“Rozumiemy, że w związku z ostatnią burzą medialną z powodu odry, szczepionek i nozod [wytwory chorobowe ludzkich organizmów] członkowie stowarzyszenia mają ochotę zabrać głos i wyjaśnić reporterom, że są w błędzie i że nie rozumieją zasad medycyny naturalnej. Jednakże w tym przypadku potencjalne ryzyko przeważa nad korzyściami, a zatem prosimy, aby wszyscy członkowie zamiast reagować i angażować się bezpośrednio w medialne debaty, kontaktowali się ze Stowarzyszeniem. Jak w przypadku większości incydentów, dziennikarze usiłują wyprofilować dwie strony spornej kwestii. W tym szczególnym przypadku media poszukują przeciwstawnego stanowiska w sprawie szczepień i chcą, by lekarze medycyny naturalnej mieli w tym swój udział, nawet jeśli większość naturopatów przekazuje pacjentom wiedzę na temat szczepień, w tym również na temat ich korzyści. Media, zamiast kierować uwagę na rzeczywiste fakty, będą koncentrować się na drobnych wyjątkach, tak jak uczyniono to we wczorajszym artykule w tygodniku Globe Mail. W tej sytuacji lekarze medycyny naturalnej, decydując się na rozmowę z mediami, ustawiają się na z góry przegranej pozycji”.

W kolejnym fragmencie listu naturopaci są instruowani, żeby w przypadku prób kontaktu ze strony mediów nie reagowali na zaczepki, lecz bezzwłocznie zasięgnęli rady prawników! I to ma być otwarta i szczera debata na temat szczepień?

Wakefield i szczepionka MMR

Pamiętacie doktora Andrew Wakefielda? Istne zło wcielone, oskarżany o utworzenie w pojedynkę ruchu antyszczepionkowego w formie, w jakiej istnieje do dziś. Za to, że ośmielił się zasugerować możliwość istnienia związku (skądinąd całkowicie uzasadnionego i możliwego) pomiędzy podaniem szczepionki MMR i pojawieniem się autyzmu u podatnej części populacji, został wystawiony na nikczemną i zajadłą medialną kampanię oszczerstw, mającą na celu skłonienie go do porzucenia pracy badawczej. Niestety, kariera tego człowieka legła w gruzach:

Doktor Wakefield wypowiadający się we wspomnianym już powyżej filmie dokumentalnym pt. “Cicha epidemia: nieopowiedziana historia szczepionek”: „Problemy ze szczepionkami w ogóle, a w szczególności z MMR, są znaczenie większe, niż przypuszczano. Już jako lekarz i naukowiec zacząłem kwestionować bezpieczeństwo szczepionek w latach 1990-1991. Im bardziej się w to zagłębiałem, tym bardziej byłem zaniepokojony. Odpowiedzi na pytania, które wysyłałem do władz, były niesatysfakcjonujące i nienaukowe. W większej mierze osadzone w systemie wierzeń, nadziei i myśleniu życzeniowym, niż oparte na twardych, niezbitych, naukowych faktach. Im bardziej szukałem i im więcej do mnie docierało, tym bardziej stawałem się zaniepokojony. Nie tylko z tego powodu, że nie przeprowadzono żadnych badań odnośnie bezpieczeństwa szczepionek, ale również dlatego, że w ogóle nie było potrzeby ich wytwarzania, a w pierwszym rzędzie szczepionki przeciwko śwince. I nie jest to moja opinia, ale opinia Centrum ds. Kontroli Chorób (Control Disease Centre – CDC) oraz innych organów regulujących kwestię szczepień w Wielkiej Brytanii. Szczepienia zostały wprowadzone na rynek w celach handlowych, w interesie wielkich koncernów farmaceutycznych, a nie w interesie społecznym!”.

Toż to przecież bluźnierstwa! A zatem nic dziwnego, że doktora Wakefielda przedstawiano jako wcielenie współczesnego szatana. Równie dobrze mógłby powiedzieć, że Jezus nigdy nie istniał. Pogróżki śmiercią, oszczerstwa, publiczne ścinanie głów (nie dosłownie, ale wszystko przed nami) wyraźnie pokazują, że proszczepionkowcy postrzegają domniemany ruch antyszczepionkowy jako poważne zagrożenie, coś, czego należy się pozbyć każdym możliwym sposobem.

Przy czym na początek postawmy sprawę jasno: nie ma de facto czegoś takiego jak „ruch antyszczepionkowy”:

Oto co pisze Levi Quackenboss w artykule pt. “Nie istnieje ruch antyszczepionkowy”: „Nie ma czegoś takiego jak “ruch antyszczepionkowy”. „Ruch” to rozwijająca się organizacja, zrzeszająca wiele osób, które chcą osiągnąć określony cel. Rodzice, którzy nie chcą szczepić swoich dzieci, nie mają „wspólnego celu”. Nie istnieje żaden docelowy poziom odsetek osób niezaszczepionych, do którego chcą potajemnie dobić. Nie mają żadnego planu, by kogokolwiek do czegokolwiek zmuszać. Nie ma żadnej ustalonej daty ogłoszenia zwycięstwa. Ci, którzy chcą być zwolnieni z obowiązku szczepień, mają tylko jedną cechę wspólną: nie dbają o to, co robisz ze swoim dzieckiem w kwestii szczepień. Koncentrują się na swoim. Ruch proszczepionkowy jest wspierany finansowo w formie gotówki, dotacji oraz dzięki sile ludzkiego umysłu przez ludzi, którzy bogacą się na produkcji i sprzedaży szczepionek.

Jasne, że mają oni też do dyspozycji niezastąpioną armię żołnierzy piechoty, nie do końca intelektualnie stabilnych, ale siła napędowa pochodzi z wyższego poziomu. Celem ruchu proszczepionkowego jest osiągnięcie 100% podporządkowania się programowi szczepień. A ci, którzy chcą być zwolnieni z obowiązku szczepień? Oni nie przejmują się tym, czy ktoś stosuje się do zaleceń. Ruch proszczepionkowy przyłączył się do grupy lokalnych wydziałów zdrowia po to, by dotrzeć do ustawodawców stanowych i przekonać ich do wprowadzenia przepisów, które pozwalałyby na odbieranie praw rodzicielskich tym, którzy uchylają się od obowiązku szczepień. A ci, co nie chcą szczepić? Ich nie interesuje, w jaki sposób inni dbają o zdrowie swoich dzieci, a zatem nie mów im, jak mają zajmować się własnymi. Ruch proszczepionkowy nawiązuje kontakty z mediami, będącymi własnością koncernów farmaceutycznych, by ci wyzywali na wizji rodziców, którzy nie chcą szczepić swoich dzieci, od ignorantów i nieuków.

Wsparcie medialne zwolenników szczepień

A ci rodzice? Większość z nich nie ma przyjaciół w mediach, a nawet gdyby mieli, z pewnością nie obrzucaliby nikogo błotem. Dlaczego? Bo mają w nosie stanowisko i opinie innych na temat szczepionek. W 1853 roku parlament brytyjski przyjął ustawę o obowiązkowych szczepieniach przeciwko ospie wietrznej. Za niestosowanie się do tych przepisów groziła kara grzywny, a za uchylanie się od jej zapłacenia – więzienie. To doprowadziło do masowych demonstracji członków klasy pracującej. Protestowały też znane osoby, a nawet członkowie parlamentu. 1885 roku z powodu ponad 3000 spraw sądowych w toku, i to tylko w jednym hrabstwie, protestowało 20 000 osób. Ostatecznie w 1898 roku dopuszczono możliwość zwolnienia z obowiązku szczepień z przyczyn religijnych lub etycznych. Odstąpiono też od karania za brak szczepień, a rodzicom nieprzekonanym co do bezpieczeństwa i skuteczności szczepień, dano możliwość uzyskania zwolnienia. Ale był jeden „haczyk” – kto chciał otrzymać zwolnienie, musiał spełnić pewne wymagania urzędnicze do czasu ukończenia przez dziecko 4 roku życia.

Jak można było się spodziewać, wielu urzędników nie zgadzało się na wykonywanie tych obowiązków, a w związku z tym idea wolnego wyboru w kwestii szczepień zaczęła kuleć. W wyniku presji społecznej w 1907 roku rząd brytyjski ostatecznie uchwalił Ustawę w sprawie szczepień. Zgodnie z nią każdy rodzic mógł uzyskać pozwolenie na odstąpienie od obowiązku szczepień. Wystarczyło wysłać do lokalnego urzędnika odpowiadającego za politykę szczepień podpisaną deklarację, w której należało wyrazić obawę, że szczepienia mogą zaszkodzić zdrowiu dziecka. W 1907 roku aż 17% brytyjskiej populacji uzyskało status zwolnionych. Był to początek współczesnej polityki, pozwalającej na odstąpienie od obowiązku szczepień z przyczyn światopoglądowych – zrodzonej w efekcie uciążliwego wtrącania się rządu i władz lokalnych w prawa rodzicielskie. To, moi drodzy, był ruch antyszczepionkowy. W 2015 nie istnieje żaden ruch antyszczepionkowy, ale proszczepionkowcy, nie zniechęcajcie się. Nadal rzucajcie obelgami w mediach, nawijajcie bez krępacji z lokalnymi legislatorami. Prześladujcie niemowlęta, by wstrzykiwać im szczepionki, których wy sami już od dziesięcioleci nie otrzymujecie. Trajkoczcie o ruchu antyszczepionkowym, a ci, którzy uchylają się od obowiązku szczepień, na pewno dadzą wam jakiś nowy pretekst, abyście mieli kolejny temat do obgadania – zanotujcie moje słowa. Ci, którzy nie pamiętają przeszłości, są skazani na jej powtarzanie.”

Ruch antyszczepionkowy

Nie ma ruchu antyszczepionkowego, a proszczepionkowcy i tak z nim zacięcie walczą, na każdym froncie. Dlaczego tak się dzieje? Ten cytat z Biblii chyba pasuje w tym miejscu: „Ucieka występny [lub atakuje], choć go nikt nie goni [lub nie atakuje] – Księga Przysłów 28.

Przywodzi to na myśl rozmowy chrześcijańskich fundamentalistów na temat „homoseksualnej konspiracji”, zgodnie z którą geje są tak zdeterminowani, że „polują” na osoby heteroseksualne, a zwłaszcza dzieci, by wciągnąć je do swojego „perfidnego” stylu życia. Każdy homoseksualista lub ktoś, kto zna chociaż jedną osobę o takiej orientacji, od razu zwróci uwagę na niedorzeczność takiego sposobu myślenia. Osoby homoseksualne, ogólnie rzecz ujmując, nie dbają o to, jakiej orientacji jesteś ty czy ktokolwiek inny. Oni chcą tylko jednego – by zostawić ich sam na sam z ich życiem seksualnym. Przeciwnicy szczepionek chcą tego samego – mają w nosie, czy szczepisz siebie lub swoje dziecko, chcą tylko prawa do podejmowania swobodnych decyzji w zakresie opieki medycznej i nie chcą, by ich ktokolwiek nękał i prześladował.

Podobnie jak dyskusje o aborcji, tak i debaty na temat szczepień sprowadzają się w istocie do tego, czy masz prawo robić ze swoim ciałem to, co uważasz za stosowne. Fundamentaliści stawiają sprawę jasno – nie masz takiego prawa, bo twoje ciało jest własnością państwa i w związku z tym nie możesz samodzielnie decydować, jakim medycznym procedurom poddajesz się ty czy twoje dziecko. Zdaje się, że w celu uciszenia tych, którzy nie podzielają ich poglądów, ci szaleńcy byli w stanie sięgnąć po naprawdę ekstremalne metody, podobne do tych, którymi posługiwali się przed nimi fanatyczni przeciwnicy aborcji. To zadziwiające, jak wielu lewicowców, którzy żarliwie opowiadają się za wolnością wyboru w sprawie aborcji, popiera jednocześnie przymusowe szczepienia. Przypuszczam, że słowo „wybór” jest bardziej giętkie, niż myślałam, lub wykracza znacznie poza zakres słownikowej definicji.

Aby lepiej zrozumieć, w jaki sposób ta cała szczepionkowo debata stawiana jest na głowie i jak proszczepionkowcy manipulują informacjami na własny użytek, obejrzycie materiał filmowy pt. „Antyszczepionkowcy rujnują Disneyland” (j. ang).

Już po 2 minutach oglądania można dostrzec przepełnione złością potępienie i całkowite lekceważenie obaw i pytań stawianych przez członków „ruchu antyszczepionkowego”. Jeden z gospodarzy programu mówi wprost: „Pieprzyć tych ludzi!”. Jaki inteligentny sposób na skłonienie mas do przyjęcia proszczepionkowego stanowiska! Dalej słyszymy, że to bogaci rodzice decydują się nie szczepić, bo uważają, że odsuwanie szczepienia w czasie jest teraz w modzie. Mówią, że w „pewnym sensie winni są też rodzice”, ale że w gruncie rzeczy należy oskarżać tych, którzy stoją za „antyszczepionkową agendą”.

Medialnych przekłamań w sprawie stanowiska antyszczepionkowców jest znacznie więcej

Zdaniem Rexa Murphy’ego, gospodarza programu „Point of View”, przeciwnicy szczepień, tacy jak Jenny McCarthy, przyznają, że “ich potencjał intelektualny jest na poziomie zbutwiałego pniaka, w którym można nawet zamieszkać!”. Co za argument… robi się coraz goręcej, posłuchajcie, co ten koleś mówi do publiczności: „zbyt duża wolność [wyboru] spowodowała, że garstka samolubnych i dogłębnie głupich osób trajkocze o wyssanych z palca krzywdach, by przenieść się z drogi rozsądku i medycyny na ścieżkę własnych, niebezpiecznych fantazji. Postawa antyszczepionkowa jest niesłychanie samolubna, uchylanie się od zaszczepienia dziecka stoi na równi z darmowym korzystaniem z dobrych praktyk innych [czytaj: z dobrodziejstw programów szczepień ochronnych]. Ich dobrą praktyką jest ochrona przed waszą bezgraniczną, nonszalancką niefrasobliwością!”.

W obliczu tej całej antagonistycznej nagonki, podobnie jak w przypadku wielu innych życiowych kwestii, zadajmy sobie pytanie: Co powiedziałby Ghandi? „Bądźcie nieposłuszni!”

Bez względu na to, czy jesteś za, czy przeciwko szczepieniom, prawda jest taka, że szczepionkowa debata wykroczyła daleko poza racjonalne granice. Nad rzeczową dyskusją bierze górę histeria, emocje sięgają szczytu, a obelgi, groźby śmiercią, cofanie licencji lekarskich i kampanie oszczerstw stały się narzędziami w tej grze – przynajmniej na razie. Czy długo jeszcze będziemy czekać na fizyczne ataki, uprowadzenia i pozbawianie życia w imię ochrony zdrowia naszych dzieci zysków koncernów farmaceutycznych?

Autorstwo: Erica Burt Doug DiPasquale
Tłumaczenie: PRACowniA

„Szanowny Panie Gestapo”… Doniósł na chłopca sprzedającego lemoniadę

Ktoś doniósł na chłopca sprzedającego lemoniadę.

Nietypowa interwencja straży miejskiej.

Posted by Marucha w dniu 2026-06-23 marucha/doniosl-na-chlopca-sprzedajacego-lemoniade-nietypowa-interwencja-straz

Mały stolik, domowa lemoniada i pomysł, żeby zarobić na wymarzone książki. Tyle wystarczyło, by w Bogatyni zrobiło się głośno o młodym sprzedawcy, na którego ktoś doniósł do straży miejskiej.

[Jakżeż to polskie… „Szanowny Panie Gestapo”… – admin]

Patrol rzeczywiście przyjechał na miejsce, ale zamiast chłodnej urzędniczej kontroli wydarzyło się coś, co rozbawiło i wzruszyło internautów. Strażnicy „zabezpieczyli” cały towar, wykupując lemoniadę z własnych pieniędzy.

Ta historia mogła potoczyć się zupełnie inaczej. W ostatnich latach w Polsce nie brakowało sytuacji, w których dziecięce stoiska z lemoniadą budziły więcej urzędowych emocji niż powinny. Tym razem jednak zwyciężyły zdrowy rozsądek, życzliwość i poczucie humoru.

Do zdarzenia doszło w Bogatyni. Jeden z mieszkańców poinformował straż miejską, że chłopiec sprzedaje przy ulicy przygotowaną przez siebie lemoniadę. Na miejsce wysłano patrol. Funkcjonariusze potwierdzili zgłoszenie, wykonali swoje czynności, a później podjęli decyzję o „zabezpieczeniu całego dostępnego towaru”. Brzmiało poważnie, ale finał okazał się wyjątkowo sympatyczny.

Najlepsza możliwa „konfiskata”

Straż Miejska w Bogatyni wyjaśniła później, że „zabezpieczenie” polegało po prostu na wykupieniu całej lemoniady przez funkcjonariuszy z własnych środków. Napój został wypity, a jego jakość oceniono bardzo wysoko.

— Uspokajamy — zabezpieczenie polegało na wykupieniu całej partii lemoniady przez strażników we własnym zakresie. Towar został skonsumowany, a jego jakość oceniono bardzo wysoko — przekazała Straż Miejska w Bogatyni.

Ten komunikat od razu nadał całej sprawie zupełnie inny ton. Zamiast kolejnej historii o nadgorliwości wobec dziecka, powstała opowieść o dorosłych, którzy potrafili potraktować sytuację z uśmiechem, a jednocześnie przypomnieć o bezpieczeństwie.

Strażnicy pogratulowali młodemu sprzedawcy przedsiębiorczości. W żartobliwym tonie pochwalili też skuteczność funkcjonariuszy w eliminowaniu „zagrożeń związanych z nadmiarem lemoniady na ulicach miasta”.

Fabian chciał zarobić na książki

Lokalne media podały, że chłopiec ma na imię Fabian i sprzedawał lemoniadę, aby uzbierać pieniądze na książki. To szczegół, który sprawił, że historia jeszcze mocniej poruszyła internautów. Bo trudno znaleźć bardziej niewinny przykład wakacyjnej przedsiębiorczości niż dziecko, które robi lemoniadę i próbuje samodzielnie zebrać pieniądze na coś, co jest dla niego ważne.

Po interwencji głos zabrała również mama chłopca. — Fabian jest bardzo zadowolony z dzisiejszej sprzedaży lemoniady, a przede wszystkim chce podziękować paniom ze straży miejskiej z Bogatyni — napisała pani Agnieszka.

To krótkie zdanie najlepiej pokazuje, że cała sytuacja nie zakończyła się stresem ani przykrym wspomnieniem. Przeciwnie — dla młodego sprzedawcy mogła stać się jedną z tych historii, które zapamiętuje się na długo: pierwsza sprzedaż, nietypowa wizyta straży miejskiej i klienci, którzy wykupili wszystko do ostatniej kropli.

Dziecięca przedsiębiorczość potrzebuje dorosłej życzliwości

W tej historii łatwo skupić się na samym zgłoszeniu. Ktoś uznał, że dziecięcy stolik z lemoniadą wymaga interwencji. Można się z tego śmiać, można się oburzać, ale najważniejszy jest finał. Strażnicy pokazali, że przepisy i zdrowy rozsądek nie muszą stać po przeciwnych stronach.

Funkcjonariusze przypomnieli przy okazji, że obecnie nie ma przepisów, które wprost regulowałyby takie okazjonalne, sąsiedzkie inicjatywy prowadzone przez dzieci. Zwrócili jednak uwagę na rolę rodziców i opiekunów.

— Zachęcamy rodziców i opiekunów do zachowania rozsądku oraz sprawowania nadzoru nad młodymi przedsiębiorcami, szczególnie w zakresie bezpieczeństwa i miejsca prowadzenia sprzedaży — podkreślili strażnicy.

To ważne dopowiedzenie. Dziecięca przedsiębiorczość jest piękna, ale najlepiej działa wtedy, gdy dorośli czuwają nad bezpieczeństwem. Chodzi o miejsce sprzedaży, ruch uliczny, higienę, kontakt z obcymi osobami i zwykłą obecność kogoś starszego w pobliżu. Nie po to, by zgasić zapał dziecka, lecz po to, by mogło próbować nowych rzeczy w bezpiecznych warunkach.

Mała lemoniada, duża lekcja

Historia z Bogatyni ma w sobie coś bardzo polskiego i bardzo dobrego. Jest w niej trochę absurdu, trochę humoru, ale przede wszystkim dużo życzliwości. Mógł być mandatowy chłód, a była pochwała przedsiębiorczości. Mógł być stres, a zostało wspomnienie udanej sprzedaży. Mógł być konflikt, a powstał uśmiech, który szybko rozszedł się po internecie.

Takie sytuacje przypominają, że dzieci uczą się odwagi nie tylko z podręczników. Uczą się jej wtedy, gdy wystawiają pierwszy stolik, robią pierwszy napój, rozmawiają z pierwszym klientem i widzą, że świat dorosłych nie musi od razu odpowiadać karą na każdy przejaw samodzielności.

Oczywiście nie każda dziecięca inicjatywa może działać bez zasad. Ale zasady powinny pomagać, a nie odbierać radość. W Bogatyni udało się znaleźć właściwy ton: była interwencja, było przypomnienie o bezpieczeństwie, ale była też zwykła ludzka sympatia.

Może dlatego ta krótka historia tak spodobała się internautom. W czasach, gdy łatwo narzekać na brak empatii, kilka kubków lemoniady wystarczyło, by pokazać coś odwrotnego: że rozsądek i dobroć nadal potrafią wygrać z nadgorliwością.

A Fabian? On prawdopodobnie zapamięta ten dzień jako bardzo udany biznesowo. W końcu nie każdy młody przedsiębiorca może powiedzieć, że jego pierwszy towar został wykupiony w całości przez straż miejską.

[Miejmy nadzieję, że nie zapomni też o skurwielu, który doniósł. Co trzeba mieć w czerepie, by donosić na dzieciaka? – admin]

Jarema Świt https://dobrewiadomosci.net.pl

TASS: Groźby Zełenskiego wobec Białorusi i reakcja na militaryzację Europy

Groźby Zełenskiego wobec Białorusi i reakcja na militaryzację Europy. Kluczowe punkty

Wiceminister spraw zagranicznych republiki Igor Sekreta zauważył, że na świecie obserwuje się tendencje eskalacyjne i sytuacja staje się niekontrolowana.

22 czerwca, tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

Rosja i Białoruś zmuszone są reagować na zagrożenia w obliczu globalnej niestabilności, jednak priorytetowo traktują inicjatywy pokojowe – powiedział wiceminister spraw zagranicznych Igor Sekreta podczas wirtualnej dyskusji przy okrągłym stole na temat „Militaryzacji Europy”, zorganizowanej przez Stałe Przedstawicielstwo Rosji przy OBWE.

Wcześniej Wołodymyr Zełenski wystosował kolejne groźby pod adresem Białorusi. Zadeklarował gotowość do wydania rozkazu ataku na sprzęt, który jego zdaniem znajdował się na terytorium Białorusi wzdłuż granicy z Ukrainą, jeśli nie zostanie on usunięty w ciągu tygodnia.

============================

Agencja TASS zebrała najważniejsze informacje na temat sytuacji.

Militaryzacja Europy

  • Białoruś wyraża zaniepokojenie tempem militaryzacji w Europie i obecnie monitoruje ćwiczenia Brave Boar 2026 w pobliżu Przesmyku Suwalskiego, powiedział wiceminister spraw zagranicznych Igor Sekreta.
  • Według niego militaryzacja Europy postępuje obecnie w kilku kierunkach.
  • Ponadto Sekret wyraził zaniepokojenie planami Polski i Francji dotyczącymi przeprowadzenia ćwiczeń sił powietrznych mających na celu zaatakowanie celów na Białorusi i w Rosji.
  • Zauważył , że w kontekście globalnej niestabilności Rosja i Białoruś zmuszone są „reagować defensywnie i zapobiegawczo” na zagrożenia, ale przede wszystkim „promują pokojowe idee , których celem jest zapobieganie najniebezpieczniejszym scenariuszom”.
  • Jak zauważył Sekret, na całym świecie obserwuje się tendencję eskalacyjną i sytuacja staje się niekontrolowana.
  • Wcześniej sekretarz stanu Rady Bezpieczeństwa Białorusi Aleksandr Wolfowicz oświadczył, że Europa, niestety, nie tylko nie jest przygotowana na zakończenie konfliktu na Ukrainie, ale robi wszystko, co możliwe, aby zapewnić jego kontynuację.
  • Ostrzegł, że nowe dostawy broni z Europy na Ukrainę, uzgodnione przez kraje G7, wywołają dodatkowe napięcia, podważając strategiczną stabilność i bezpieczeństwo na całym kontynencie europejskim.

Groźby Zełenskiego wobec Białorusi

  • 19 czerwca Wołodymyr Zełenski wystosował kolejne groźby pod adresem Białorusi.
  • Oświadczył, że jest gotowy wydać rozkaz ataku na sprzęt, który według niego znajdował się na terytorium Białorusi wzdłuż granicy z Ukrainą, jeśli nie zostanie on stamtąd usunięty w ciągu tygodnia.
  • Zełenski twierdził również, że znajdują się tam „repeater’y na wieżach”.

Próba wciągnięcia Mińska w konflikt

  • Białoruś dostrzega „eskalację antybiałoruskiej retoryki  ze strony Ukrainy” i na nią odpowiada, powiedział białoruski minister spraw zagranicznych Maksim Ryżenkow w wywiadzie dla kanału telewizyjnego Białoruś-1.
  • Minister obrony Białorusi Wiktor Chrenin oświadczył , że republika nie angażuje się w konflikt na Ukrainie, lecz monitoruje rozwój sytuacji.
  • Szef resortu zaznaczył, że Białoruś utrzymuje pewne siły na granicy z Ukrainą, ale w minimalnej liczbie – w celu zapewnienia ochrony granicy państwowej we współpracy ze strażą graniczną.
  • Białoruś nie da się wciągnąć w konflikt za pomocą prowokacji ; republika opowiada się za pokojem, rozwagą i dyplomacją, oświadczył sekretarz stanu Rady Bezpieczeństwa Białorusi Aleksandr Wolfowicz.
  • Zełenski próbuje wciągnąć Białoruś i całą Europę w konflikt zbrojny, powiedział Ołeh Gajdukiewicz, wiceprzewodniczący stałej komisji ds. międzynarodowych Izby Reprezentantów Zgromadzenia Narodowego (parlamentu) republiki.
  • Wcześniej prezydent republiki Aleksander Łukaszenka, komentując atak na białoruski autobus pod Briańskiem, ostrzegał , że próby wciągnięcia Białorusi w wojnę obrócą się przeciwko tym, którzy się tego podejmą.

Reakcja na groźby Zełenskiego wobec Białorusi

  • Prezydenci Rosji i Białorusi Władimir Putin i Aleksander Łukaszenka planują wkrótce się spotkać, aby omówić między innymi groźby Władimira Zełenskiego pod adresem Mińska, powiedział reporterom rzecznik prasowy rosyjskiego przywódcy Dmitrij Pieskow.
  • Nazwał groźby Zełenskiego wobec Białorusi ingerencją w jej sprawy wewnętrzne i naruszeniem jej suwerenności.
  • Zełenski daremnie liczy , że jego ultimatum wobec Łukaszenki będzie korzystne dla Kijowa. Wręcz przeciwnie, groźby pod adresem Mińska prowokują Moskwę do reakcji, powiedział lider LDPR Leonid Słucki.
  • Zełenski zagraża bezpieczeństwu całej Europy, o czym świadczy jego ultimatum postawione Łukaszence, zauważył Armando Mema, członek fińskiej narodowo-konserwatywnej partii „Sojusz Wolności”.

Skuteczność przechwytywaczy Patriot PAC-3 zakupionych przez Polskę to od 2% do 4% !

Znikoma skuteczność przechwytywaczy Patriot PAC-3 zakupionych przez Polskę

news/nato-gathers-experts-for-integrated-air-and-missile-defence-conference-in-poland

Na powyższej dorocznej konferencji w Gdyni wykład wygłosił Ted Postol, profesor MIT i czołowy ekspert na temat technologii rakietowej i przechwytywania pocisków balistycznych. 

W poniższym wywiadzie Postol twierdzi, że Pentagon nie posiada żadnych dowodów na rzekomo ponad 90% udanych przechwyceń pocisków przez najnowszą generację Patriot Pac3.

Na podstawie analizy zebranych nagrań wideo rakiet irańskich, procent ten wynosi od 2% do 4% !

Postol powiedział o tym polskim oficerom obecnym na prezentacji, którzy po zakończeniu podziękowali mu za ostrzeżenie…

Pytanie: czy MON zażądał od Raytheon, producenta systemu Patriot, dowodów na jego skuteczność? Pieniądze podatnika wydane na złom jako haracz za iluzoryczną obronę sojuszniczą.

Tucker Carlson: Republikanie zdradzili Amerykę dla Izraela

Tucker Carlson: Republikanie zdradzili Amerykę dla Izraela

23 czerwca 2026 pch24/tucker-carlson-republikanie-zdradzili-ameryke-dla-izraela

Tucker Carlson.jpg
Tucker Carlson, fot. Kremlin.ru, CC BY 4.0

Nie poparłbym Partii Republikańskiej. Nie ma szans, żebym poparł Partię Republikańską – ogłosił 22 czerwca Tucker Carlson – amerykański konserwatywny komentator i były zwolennik prezydenta USA Donalda Trumpa. Według niego partia „zdradziła” własnych wyborców, stawiając bezpieczeństwo Izraela ponad bezpieczeństwem Stanów Zjednoczonych. Były gospodarz Fox News podkreślił jednocześnie, że nie zamierza przejść na stronę Demokratów.

Odchodzę – ogłosił Carlson w podcaście „Can’t Be Censored”. – A jeśli ja odchodzę, to myślę, że wiele innych osób również odchodzi – dodał. Komentator stwierdził, że nie widzi możliwości dalszego wspierania Republikanów.

– Jak ja lub jakikolwiek amerykański wyborca mógłby popierać partię polityczną, która nie jest lojalna wobec Stanów Zjednoczonych? Która przedkłada interesy obcego państwa nad interesy własnych obywateli? Nie da się głosować na takich ludzi i ja nie zamierzam tego robić – mówił Carlson.

Publicysta od początku sprzeciwiał się amerykańskiemu zaangażowaniu w konflikt z Iranem i próbował przekonać Trumpa do rezygnacji z tej operacji. Jak nietrudno się domyślić, przeciwnicy Carlsona zarzucają mu antysemicki charakter części jego wypowiedzi.

Były gospodarz Fox News podkreślił jednocześnie, że nie zamierza przejść na stronę Demokratów i jeszcze nie wie, na kogo odda głos w przyszłości. Jak zaznaczył, przez 35 lat konsekwentnie wspierał Republikanów, lecz obecnie nie potrafi już tego robić. Jego deklaracja padła na kilka miesięcy przed jesiennymi wyborami uzupełniającymi do Kongresu.

Portal Axios zwrócił uwagę, że odejście Carlsona od Partii Republikańskiej pokazuje skalę napięć wewnątrz ruchu MAGA stworzonego przez Trumpa. Źródłem sporów są m.in. wojna z Iranem oraz polityka gospodarcza obecnej administracji.

Portal przypomniał również, że Carlson należy do grona konserwatystów przekonanych, iż Waszyngton zaangażował się w konflikt z Iranem pod wpływem nacisków izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu. Krótko po rozpoczęciu działań wojennych podobne sugestie częściowo potwierdził sekretarz stanu Marco Rubio.

W kwietniu Trump ostro zaatakował prawicowych komentatorów i influencerów krytykujących jego stanowisko wobec wojny z Iranem, w tym Carlsona. Prezydent określił ich mianem „wariatów”, „przegrywów” oraz głupków.

Mimo obecnych sporów Carlson przez lata należał do najważniejszych medialnych sojuszników Trumpa. Wspierał go w swoim popularnym podcaście, występował podczas konwencji Partii Republikańskiej i uczestniczył w inauguracji jego prezydentury. Po wybuchu wojny z Iranem przyznał jednak, że żałuje udzielonego mu wcześniej poparcia.

Axios przypomniał także, że kongresmenka Marjorie Taylor Greene, która również była bliską sojuszniczką Trumpa, promuje pomysł startu Carlsona w wyborach prezydenckich w 2028 roku.

Źródło: PAP

===========================

mail:

Gdyby zastąpić słowa „wobec Stanów Zjednoczonych” przez „wobec Polski
też miałoby sens.

Zaszufladkowano do kategorii O Świat | Otagowano

Jak Polska pomaga Ukrainie w 2026 roku. 10 konkretów.

Post Stanisław Tyszka


Stanisław Tyszka facebook.com/story.

Jak Polska pomaga Ukrainie tylko w 2026 roku? Oto 10 konkretów:

1️⃣ Hub w Jasionce. Ciągle utrzymujemy lotnisko w Jasionce, przez które przechodzi ponad 90% zachodniej pomocy dla Ukrainy: broń, amunicja, sprzęt wojskowy, zaopatrzenie i pomoc humanitarna. To korytarz, bez którego Ukraina już dawno by padła.

2️⃣ Starlink dla Ukrainy. Polska finansuje utrzymanie łączności na terytorium Ukrainy, przede wszystkim systemu Starlink. Wartość finansowania w 2026 r. to 168 mln zł.

3️⃣ Fundusz Pomocy: ponad 1 mld zł. Na 2026 r. zaplanowano w Funduszu Pomocy 1,08 mld zł na pomoc Ukrainie i obywatelom Ukrainy. Chodzi m.in. o świadczenia rodzinne i opiekuńcze, 800+, Dobry Start, leczenie, leki, zakwaterowanie zbiorowe, obsługę dokumentów, pomoc społeczną oraz edukację dzieci z Ukrainy.

4️⃣ Uproszczony pobyt i praca. Obywatelom Ukrainy ze statusem UKR przedłużono legalny pobyt w Polsce do 4 marca 2027 r. Do tego utrzymano uproszczone zasady pracy: wystarczy zgłoszenie przez pracodawcę, bez standardowej procedury zezwolenia na pracę dla cudzoziemców spoza UE.

5️⃣ PURL: 100 mln dolarów na sprzęt wojskowy z USA. Polska dokłada się do PURL – mechanizmu, przez który państwa NATO kupują w USA sprzęt wojskowy dla Ukrainy. W amerykańskich rozliczeniach za 2026 r. Polska widnieje z wkładem 100 mln dolarów na uzbrojenie, amunicję i wyposażenie dla ukraińskiej armii.

6️⃣ 48. pakiet wojskowy za 200 mln zł. W lutym w Kijowie Donald Tusk zapowiedział kolejny pakiet pomocy wojskowej dla Ukrainy wart ok. 200 mln zł. Ma obejmować przede wszystkim sprzęt pancerny dla ukraińskich wojsk.

7️⃣ Szkolenie ukraińskich żołnierzy w Polsce. Ukraińscy żołnierze nadal szkolą się na polskich poligonach w ramach unijnej misji EUMAM. W 2026 r. ćwiczyli w Polsce m.in. działania w terenie zabudowanym, walkę w systemach okopów, szturmowanie wejść i oczyszczanie pomieszczeń.

8️⃣ Unijne miliardy dla Ukrainy. Rząd Tuska uczestniczy w unijnej „pożyczce” dla Ukrainy wartej 90 mld euro, będącej w istocie darowizną. Pierwsza transza ma zostać wypłacona na dniach, a równolegle Ukraina dostała 8 czerwca kolejne 2,8 mld euro z Ukraine Facility, w którym też uczestniczy Polska.

9️⃣ Wejście Ukrainy do Unii Europejskiej. W czerwcu 2026 r. rząd Tuska zgodził się na otwarcie pierwszego klastra negocjacyjnego Ukrainy z Unią Europejską.

🔟 Agregaty i nagrzewnice dla Ukrainy. W styczniu 2026 r. decyzją Donalda Tuska na Ukrainę trafiło 379 generatorów prądu i 18 nagrzewnic z zasobów RARS. Polska koordynowała też przekazanie 447 generatorów ze środków unijnych, a Warszawa dorzuciła kolejne 90 agregatów.

W 2026 r. Polska wciąż pomaga Ukrainie na ogromną skalę: dajemy hub logistyczny, Starlinki, pieniądze, sprzęt, szkolenia i wsparcie w UE. A co dostajemy od Ukrainy w zamian? Zełenski honoruje „Bohaterów UPA”, a Polacy mają udawać, że nic się nie stało.

Dość rozdawania polskiej pomocy bez warunków: rząd Tuska ma pilnować interesu Polski, a nie udawać, że Ukraina może brać wszystko i nie dawać nic w zamian❗️

Odchodzi w niepamięć podział na „post-komuchów” i „post-solidaruchów”

Prof. Bratkiewicz: Do sztambucha Pana Redaktora Filipa Memchesa

myslpolska./prof-bratkiewicz-do-sztambucha-pana-redaktora-filipa-memchesa

W reakcji na tekst Filipa Memchesa Antysowiecki rusofil („Do Rzeczy”, 21/2026) nie mogę pominąć milczeniem kilku wątków, które się w nim znalazły. 

Skądinąd Redaktor Memches napisał artykuł uczciwy i rzetelny, a moje uwagi dotyczą nie tyle Autora, ile innych osób i ich opinii, przytoczonych w jego tekście.

Wyniuchiwacze 

Po pierwsze, zacząć wypada od tropicielstwa zdrady prorosyjskiej. Od lat wyniuchiwacze owej zdrady z reguły mościli sobie gniazda w PiS-ie i jego chaszczach medialnych, w rodzaju „Gazety Polskiej” czy „wSieci”. Stamtąd wataha „autorów niepokornych” (jak się zawadiacko samonazwali), wyczekawszy stosownej chwili, wypadała z obnażonymi karabelami „krytyki patriotycznej”, bigosowała politycznych antagonistów i czym prędzej rejterowała znów w zarośla. Atoli, jak się okazuje, tropicielstwo zaległo się także po stronie platformerskiej, gdzie się również węszy domniemane ślady zdrady prorosyjskiej.

Ponoć Grzegorz Rzeczkowski, który teraz usługuje przy MSZ jako „osłona przed dezinformacją międzynarodową”, namierzywszy moje wypowiedzi w kręgach związanych z Konfederacją Korony Polskiej, syknął ostrzegawczo: „nie ma w tym przypadku”  (relata refero). Oraz insynuował, że Sowieci zwerbowali mnie podczas studiów w Moskwie, a więc pół wieku temu.

Urojenia nieposkromione 

Apeluję do szpicli jawnych, tajnych i dwupłciowych na usługach POPiS-u, żeby bodaj trochę poskromili swe urojenia prześladowcze i zadali sobie pytanie elementarne. Doprawdy, czyżby służby sowieckie 50 lat temu przewidziały Solidarność, moją aktywność podziemną, Okrągły Stół i upadek komuny, moją pracę w BBN pod kierunkiem Lecha Kaczyńskiego i 30 lat pracy w MSZ na stanowiskach dyrektorskich – i nie zadaniowały mnie do aktywnego sabotażu politycznego? Przez lata 1980. nie wymusiły na mnie, żebym zdezorganizował – działając w wydawniczym podziemiu solidarnościowym – bodaj jedno wydawnictwo podziemne, zdekonspirował choćby jednego „podziemniaka”? Jak to się stało, że przez 30 lat pracy w MSZ, jako dyrektor różnych departamentów, nie pokrzyżowałem w interesie moich kremlowskich patronów ani wejścia Polski do NATO, ani do UE ? Toż Stalin i każdy jego następca uznałby takiego agenta za zwykłego bumelanta i obiboka – a władza robotniczo-chłopska nie znała zmiłuj się wobec takich brakorobów. Strzał w potylicę i dół z wapnem.

Agenturalność historiozoficzna 

Można też założyć wariant alternatywny – Sowieci / Ruscy trzymali mnie  jako „śpiocha” w Polsce przez pół wieku i teraz, gdy mam siedemdziesiąt wiosen za sobą, uaktywniono mnie – skoro nie jeżdżę na wózku inwalidzkim, nie ogłuchłem i nie oślepłem – do działań operacyjnych i agenturalnego wpływania na niewiniątka patriotyczne w Polsce. Ale jeżeli takim „śpiochem” pozostawałem przez pół wieku, to dowodzi to, że służby sowieckie /rosyjskie myślą i działają z wyprzedzeniem półwieczy i zgoła stuleci, czyli kasują wszystkie ziemskie służby specjalne. Do agenturalności historiozoficznej zdolni są zapewne Chińczycy, ale z założenia pozwolić sobie na nią może właściwie tylko Pan Bóg. Dla tropicieli zdrady na hektarach i morgach ojczystych wypływa z tego wniosek oczywisty – poniechajcie tropienia zdrady prorosyjskiej, bo w cetno i licho z transcendencją nie wygracie. Ukórzcie się w niemocy wobec KGB / FSB!

Związek świadomych obywateli

Po drugie, pisze Pan Redaktor, że moją narracją publicystyczną w jakimś stopniu steruje ojkofobia. W żadnym razie nie może to być prawdą, albowiem wielokrotnie, w różnych miejscach, w mowie i piśmie, mówiłem, że uważam Polaków za naród wielki. Niestety i wielkie narody mają swoich półgłówków, i do takowych zaliczam tych wszystkich Polaków, których metodologię w poznawaniu i rozumieniu rzeczywistości formatuje mania prześladowcza. I którzy patriotyzm pojmują jako jarmarczną hulankę z wykrzykiwaniem frazesów patriotycznych. Toteż nieszczególnie utożsamiam się z osobnikami tego pokroju, mimo że posługują się w życiu codziennym żargonem polskim, gęsto nasycanym wulgaryzmami i kliszami w rodzaju „żenada”, „porażający”, „zajebisty”. Ja pojmuję naród polski jako związek świadomych obywateli, a nie komitywę z tłumokami, którzy coś mamlą polsko-języcznie.

Margines czasów przełomu

Po trzecie, zaskakuje Pana Redaktora fakt, że związałem się – jak Pan pisze – „z niszowym, marginalnym środowiskiem, stygmatyzowanym jako tuba opcji prorosyjskiej”. Otóż z takich „marginalnych” i „niszowych” formacji politycznych zaczyna się wielka polityka w czasach przełomu i zagubienia. A przecież mamy do czynienia dokładnie z czymś takim w obecnym rozgardiaszu międzynarodowym, rzutującym na kondycję wewnętrzną państw.  Ameryka za prezydentury Trumpa odwraca się od uświęconej więzi transatlantyckiej i od NATO; Rosja toczy krwawą wojnę z „bratnią” Ukrainą; Chiny kojarzone jeszcze pół wieku temu z chaosem i anomią Rewolucji Kulturalnej wybiły się na czempiona rozwoju post-nowoczesnego; BRICS stał się osobliwą alternatywą dla systemu ONZ, a za pośrednictwem Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB) Chiny rzucają wyzwanie globalnemu systemowi finansowemu z Bretton Woods, etc. etc.

Koniec podziału

Zresztą i w polskiej polityce doszło do tektonicznych zgoła zmian. Odchodzi w niepamięć podział na „post-komuchów” i „post-solidaruchów”. Przeważa nad nim rozdział pomiędzy modernizatorami i tradycjonalistami, który zdawałoby się uwłaściwiał różnice między Platformą Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością. Ale i ten przedział dezaktualizuje się w obliczu „kontrowersji” pomiędzy rządzącą koalicją platformerską a opozycyjnym PiS-em, które już od jakiegoś czasu noszą znamiona pozoru i symulakrum.

Ongiś rozziew programowy i roszczeniowy między PO i PiS wydawał się taki, że w latach 2021-2023 napisałem książkę o wojnach domowych, albowiem sądziłem, że w Polsce mamy do czynienia z początkami tego typu konfliktu. Wyraźnie przecież wyodrębniały się dwie antagonistyczne kultury polskojęzyczne, z których jedna widzi przyszłość Polski w pogłębianiu związków z państwami i instytucjami Zachodu, skąd tysiąc lat temu przyszła do nas cywilizacja, druga zaś kultywuje „naszość”, rdzenność i swojskość, mimo że roi się tu od przejawów blisko-wzroczności dziejowej i wręcz głupoty.  

Przyszłość poza POPiSem

Okazało się jednak, że w zapętleniu politycznym w obecnej Polsce owa dychotomia się jakoś zatraca i rozłazi. PO okazała się impotentna w egzekwowaniu rządu praw i w osądzeniu na ich mocy jaskrawych nadużyć swych poprzedników, zwłaszcza w sferze wymiaru sprawiedliwości, ale także w sprawie innych kreacjonistycznych szaleństw władz „dobrej zmiany”, jak przekop Mierzei Wiślanej czy Centralny Port Komunikacyjny. Mimo że gromowładnie odgrażała się w tej mierze przed wyborami 2023 roku. PiS powyższą impotencję oczywiście widzi i pnie się po tym gruzowisku obietnic wyborczych PO sprzed 2023 roku ku sukcesowi wyborczemu. Atoli sił mu starcza tyle, ile wynika z żywotności i optymizmu Jarosława Kaczyńskiego, z tego, na ile „wesołe jest [jego] życie staruszka” (z piosenki Kabaretu Starszych Panów). A w tym zakresie uwidaczniają się już drapieżnie rozpostarte pazury jego parobasów, pod siebie zagarniających dostęp do tronu pisowskiego. Co najważniejsze wszelako, uzewnętrzniła się trzecia siła w postaci dwóch Konfederacji. Wybory 2027 roku nie będą już przypominały tedy przeciągania liny między PO a PiS. Można zgoła postawić tezę, że przyszłość należy do partii poza duopolem PO-PiS.

Endek?

Wreszcie godzi się tu przypomnieć Panu Redaktorowi Memchesowi, że onego czasu recenzując nader krytycznie mój Erazjatyzm na wspak, pomawiał mnie o rozumowanie w kategoriach endeckich, czym – nie ukrywam – mnie zaskoczył. Uznany za endeka poczułem się jak molierowski pan Jourdain, który od preceptora dobrych manier dowiedział się, że mówi prozą. Ale w podejrzeniu o endeckość pewnie coś było na rzeczy. 

Kompradorzy od żyta i wódki

Po czwarte wreszcie, kategorycznie nie mogę się zgodzić z Panem Redaktorem, że „w swoim podziwie dla Zachodu – głównie Niemiec – przyjmuję kompradorski punkt widzenia”. Pojęcie „komprador” zdążyło już uwieloznacznić się po tym, jak oznaczało zrazu kolonialnego dostarczyciela surowców i podzespołów dla firm i władz z zachodnich metropolii. Rozumiem jednak, że „komprador” w żargonie pisowskim oznacza kogoś, kto respektuje bogactwo i siłę Zachodu, zamiast wzmagać się patriotycznie. I indyczyć się, że choć potęga Polski zasadza się na produkcji kartofli i kaszany, nakrętek do śrub i łopat, albo też niezawiłych podzespołów na potrzeby (post-) nowoczesnej wytwórczości w UE, to „Polak potrafi” (jak za Gierka). Problem jednak w tym, że ci wszyscy polscy producenci są kompradorami wobec Zachodu. Dopóki Polska nie zacznie produkować technologii post-industrialnych, lecz pozostanie zagłębiem żyta, wieprzowiny i wódki, węgla i stali, wszyscyśmy kompradorzy. [Chłopie, gdzie ten węgiel?? Spałeś tyle lat? md]

prof. Jarosław Bratkiewicz

Drony nad Moskwą i zamknięte cztery lotniska: Jak długo jeszcze Rosja będzie biernie przyglądać się sytuacji?

Źródło obrazu: Astra

Drony nad Moskwą i zamknięte cztery lotniska: Jak długo jeszcze Rosja będzie biernie przyglądać się sytuacji?

ZeroHedge mówi o nowej rzeczywistości: Wszystkie cztery moskiewskie lotniska musiały tymczasowo zawiesić działalność po kolejnej fali ukraińskich dronów uderzających w stolicę Rosji.

To, co dwa lata temu uważano za niemal nie do pomyślenia, staje się teraz normą. Kluczowe pytanie nie brzmi już zatem, czy Moskwa może zostać zaatakowana, ale jak długo rosyjskie władze będą tolerować te ataki bez zmasowanego kontrataku.

Strategia Ukrainy jest teraz oczywista. Nie chodzi już tylko o cele wojskowe na linii frontu. Ataki na Moskwę mają na celu przeniesienie wojny do serca Rosji, zakłócenie codziennego życia i stworzenie wrażenia, że ​​nawet stolica nie jest już bezpieczna.

Lotniska są zamknięte, loty odwołane, systemy obrony powietrznej postawione w stan najwyższej gotowości. Każdy atak generuje obrazy, które znacznie przewyższają rzeczywiste zniszczenia. To wojna z opinią publiczną.

Stanowi to narastający problem strategiczny dla Kremla. Choć Rosja jest w stanie przechwycić większość ataków dronów, każda kolejna fala ataków zwiększa presję wewnętrzną. Ludność oczekuje ochrony, a dowództwo wojskowe coraz częściej staje przed pytaniem, ile kolejnych ataków na stolicę może tolerować.

Wymiar polityczny jest szczególnie napięty. Prezydent Zełenski wielokrotnie deklarował zamiar przeniesienia wojny na Rosję. Jednocześnie państwa zachodnie w ostatnich miesiącach złagodziły ograniczenia dotyczące ataków na terytorium Rosji. W Moskwie będzie to prawdopodobnie coraz częściej postrzegane jako pośrednie zaangażowanie Zachodu.

Niebezpieczeństwo polega obecnie na tym, że rosyjskie władze mogą dojść do wniosku, że czysto defensywne środki już nie wystarczają. Jeśli Moskwa odniesie wrażenie, że ataki systematycznie się nasilają, a polityczny próg reakcji ze strony Zachodu nadal się obniża, presja na znaczne rozszerzenie reakcji może wzrosnąć.

Mogłoby to obejmować ataki na ośrodki decyzyjne w Kijowie, wzmożone niszczenie krytycznej infrastruktury, a nawet działania przeciwko tym obiektom, które Rosja uważa za zapewniające wsparcie operacyjne dla ukraińskich ataków.

To tworzy niebezpieczną dynamikę. Każdy nowy atak dronów zwiększa presję na Moskwę, by zareagowała bardziej zdecydowanie. Każda rosyjska odpowiedź z kolei zwiększa ryzyko dalszej eskalacji.

Prawdziwy sukces ukraińskiej kampanii dronów może zatem leżeć nie w wyrządzonych szkodach, ale w postawieniu Rosji w sytuacji, w której coraz bardziej prawdopodobne staje się ostrzejsze przeciwdziałanie militarne.

Wojna na froncie może więc coraz bardziej stawać się wojną o reakcje polityczne.

I tu właśnie tkwi prawdziwe zagrożenie: To nie drony same w sobie mogą doprowadzić do eskalacji konfliktu, ale kwestia tego, jak długo mocarstwo nuklearne będzie tolerować powtarzające się ataki na swoją stolicę, nie określając na nowo granic eskalacji.

Źródło: Kolejna fala ukraińskich dronów nad Moskwą tymczasowo zamyka wszystkie cztery stołeczne lotniska

Kto daje i odbiera…

Kto daje i odbiera…

Umieszczam, choć w części krytykującej Prezydenta się nie zgadzam. Dał przecież bezczelnemu łobuzowi czas na pomyślenie o skutkach… Mirosław Dakowski.

==============================

Eugeniusz Zinkiewicz myslpolska./zinkiewicz-kto-daje-i-odbiera

Miało być poważnie, patriotycznie i uroczyście. Wyszło jak zawsze. Błędem było to, że prezydent Karol Nawrocki nie skonsultował swojej decyzji w sprawie odebrania Orderu Orła Białego, komikowi z Ukrainy. 

W trakcie kolejnej rozmowy z duchem Józefa Piłsudskiego, jak zwykł to czynić dotychczas (patrz: końcowa wypowiedź prezydenta Nawrockiego, w której twierdzi, że rozmawia z duchem marszałka: „Wielokrotnie rozmawiamy ze sobą, właściwie każdego dnia. Wojna polsko-bolszewicka roku 1920 i obecna sytuacja międzynarodowa po ataku Federacji Rosyjskiej, o parlamencie rozmawiamy”). 

Wypadkowa historia

Ponieważ wypadkową stosunku Ukraińców do Polski i Polaków i vice versa jest wspólna historia, zapewne Marszałek odwołałby się do tradycji braterstwa broni polsko-ukraińskiej, wspominając przy tym naczelnego atamana Siemiona Petlurę, toczącego wspólną walkę w ówczesnym okresie historycznym, w ramach paktu Piłsudski-Petlura (sojusz z 21 kwietnia 1920 roku). Następstwem tego sojuszu była podjęta 25 kwietnia wspólna polsko-ukraińska, zwycięska ofensywa przeciwko Armii Czerwonej na Ukrainie. Sojusz ten zakończył się dla Ukraińców w sposób dramatyczny, tragiczny w pełnym słowa tego znaczeniu, o czym pisał ukraiński publicysta Iwan Kedryn-Rudnicki: „Było w dziejach świata wiele wypadków, że sojusznik porzucał sojusznika, układał z wrogiem separatystyczne układy pokojowe, starał się ratować dla siebie maksimum w nowo stworzonej sytuacji. Ale było tak zawsze w razie przegranej. Rozbiór Ukrainy w Rydze pomiędzy Polskę a Rosję nastąpił po wygranej polsko-ukraińskiej w wojnie przeciw Rosji Sowieckiej. Dlatego była to zdrada w klasycznym rozumieniu”.

Dawne spotkania

Przed laty, pisząc dla ukraińskiego czasopisma „Czas Pik” (odpowiednik naszej „Polityki”), pragnąc być na bieżąco z ukraińską polityką, słuchałem wystąpień ukraińskich deputowanych w Wierchownej Radzie Ukrainy. Szczególnie emocjonalne były te po spotkaniach, które miały miejsce w 2011 roku w Polsce. Pierwsze – z sierpnia, w prezydenckiej rezydencji na Półwyspie Helskim, to spotkanie Bronisława Komorowskiego i Wiktora Janukowycza. Drugie to listopadowe spotkanie we Wrocławiu prezydenta Ukrainy Janukowycza z prezydentami Polski i Niemiec Komorowskim i Chistianem Wulffem

Przeciwko ingerencji w sprawy ukraińskie

W ocenie ukraińskich deputowanych uzależnianie prowadzenia rozmów stowarzyszeniowych z UE od konkretnych roszczeń kierowanych pod adresem Ukrainy było mieszaniem się w wewnętrzne sprawy Ukrainy mającym charakter szantażu politycznego. Przypominam, że chodziło o uwolnienie z aresztu Julii Tymoszenko. Zdaniem Brukseli, była premier, ścigana za nadużycia (za korupcję) przy zawieraniu umów gazowych z Rosją, za swe czyny powinna ponosić odpowiedzialność polityczną, a nie karną. Zarówno dla samej Ukrainy, jak i ówczesnego jej prezydenta Janukowycza, integracja z UE była bardzo ważna, o czym mówił we Wrocławiu po spotkaniu z prezydentami Polski i Niemiec.

Bojówki szykowane w Polsce 

W późniejszym okresie, słuchając emocjonalnych wystąpień w Wierchownej Radzie Ukrainy, usłyszałem, że Polska, która ma czelność udawać przyjaciela Ukrainy, na swoim terytorium szkoli dywersantów, którzy mają obalić prezydenta Janukowycza. Mówca powołał się w swoim wystąpieniu na informacje ukraińskiego wywiadu zagranicznego. Zwróciłem się więc z zapytaniem do redakcji „Czas Pika” z zapytaniem czy dobrze zrozumiałem sens wypowiedzi tego ukraińskiego deputowanego. Odpowiedź redakcji była dla mnie szokująca, albowiem otrzymałem potwierdzenie tego, o czym mówił ten parlamentarzysta. 

Pomoc weteranom?

Po zapoznaniu się z komunikatem z 24 października 2024 roku ambasadora USA w Warszawie Marka Brzezińskiego, doznałem iluminacji: „Stany Zjednoczone, Polska i Ukraina połączyły siły, aby pomóc ukraińskim weteranom wojennym w reintegracji do życia cywilnego. Tak jak staliśmy u boku narodu ukraińskiego, gdy bronił swojej ojczyzny, tak Amerykanie i Polacy będą solidarnie wspierać ukraińskich bohaterów, którzy mierzą się z nowymi wyzwaniami. Ministerstwo Polityki Społecznej Ukrainy szacuje, że ponad 300 tysięcy Ukraińców żyje z niepełnosprawnościami w wyniku pełnoskalowej rosyjskiej inwazji. Żołnierze odważnie służą w każdym z naszych krajów, a naszym obowiązkiem jest zapewnić im wsparcie, opiekę i szacunek, na które zasługują. Wraz ze wzrostem liczby weteranów rośnie również potrzeba opieki – zarówno w zakresie leczenia traum, jak i blizn, które noszą. Ta konferencja była poświęcona poszukiwaniu rozwiązań, budowaniu sieci wsparcia oraz tworzeniu systemu, na który Ukraina będzie mogła liczyć w przyszłości”.

Nacjonalizm ukraiński potrzebny Applebaum

O tym „tworzeniu systemu, na który Ukraina będzie mogła liczyć w przyszłości”, o którym raczył napisać ambasador USA Mark Brzeziński, już wcześniej można było przeczytać. W internetowym wydaniu „The New Republic”, w obszernym artykule Anne Applebaum z 13 maja 2014 roku Nationalism Is Exactly What Ukraine Needs (Nacjonalizm jest dokładnie tym, czego potrzebuje Ukraina). Czytamy tam obszerną analizę ukraińskiego nacjonalizmu, z której w konkluzji dowiadujemy się, że „nacjonalizm może zainspirować do ulepszenia swojego kraju, aby móc żyć zgodnie z wizerunkiem, jaki chcesz, aby miał. Ukraińcy potrzebują więcej tego rodzaju inspiracji, a nie mniej – chwil takich jak ostatni Sylwester, kiedy o północy na Majdanie ponad 100 000 Ukraińców odśpiewało hymn narodowy. Potrzebują więcej okazji, aby móc krzyczeć: Sława Ukraini – Hierojam Slava – Chwała Ukrainie, chwała jej bohaterom, co było wprawdzie hasłem kontrowersyjnej Ukraińskiej Powstańczej Armii w latach czterdziestych XX wieku, ale zostało przyjęte do nowego kontekstu. A potem oczywiście muszą przełożyć te emocje na prawa, instytucje, przyzwoity system sądowy i akademie szkoleniowe policji. Jeśli tego nie zrobią, ich kraj ponownie przestanie istnieć. Innymi słowy, klucz do ’być albo nie być’ Ukrainy tkwi w ukraińskim zmodyfikowanym nacjonalizmie!”.

Prezydent wyciągnął Polskę z roli

Reasumując, Polska po ubogaceniu w doświadczonych, zaprawionych w walkach kombatantów, weteranów, nacjonalistów ukraińskich wyznających ideologię Bandery i Szuchewycza, ma ich wesprzeć, wyleczyć, otoczyć opieką, szacunkiem w celu „budowaniu sieci wsparcia oraz tworzeniu systemu, na który Ukraina będzie mogła liczyć w przyszłości” (sic!). A tu nagle prezydent Nawrocki oświadczył, że odbiera Order Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu, ponieważ: „próg bólu został przekroczony”. Innymi słowy, prezydent w ten symboliczny sposób przeciwstawił się roli Polski wyznaczonej przez globalistów jako sługi Ukrainy i… banderowców. Z drugiej strony, Ukraińcy nie ufali i nie ufają polskim politykom. Mają ku temu powody, o których napisałem na wstępie.

Co z Sakiewiczem i SBU?

Rzekomo jest decyzja! Prezydent Ukrainy odebrał Tomaszowi Sakiewiczowi medal za zasługi dla SBU! Czy to polityczny błąd, który spowoduje odwrócenie się środowiska dziennikarskiego w Polsce od spraw ukraińskich? Czy polskie media – dziennikarze i „eksperci” – przestaną przekazywać ukraińską narrację na temat historycznych i współczesnych relacji polsko-ukraińskich!? O tym na Facebooku donosi Narodowa Anarchosyndykalistka. 

Eugeniusz Zinkiewicz

Liban jest obecnie częścią irańskiej doktryny odstraszania

Źródło obrazu: The Cradle

Liban jest obecnie częścią doktryny odstraszania Iranu.

Przez Peiman Salehi

Liban odgrywa obecnie kluczową rolę w irańskiej strategii odstraszania, a naciski na sojuszników są postrzegane jako naciski na sam Teheran.

Obecnie konsolidujemy irańską równowagę w regionie, w którym Iran nie będzie się już powstrzymywał przed agresją ani niepokojami. To sprawi Amerykanom trochę bólu i kosztów, ale przyzwyczają się do tego”. – Ebrahim Rezaei, rzecznik Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego irańskiego Parlamentu.

Ebrahim Rezaei, rzecznik komisji bezpieczeństwa narodowego irańskiego parlamentu, opisywał politykę, która już została wdrożona, i nie wydawał ostrzeżenia.

W Libanie polityka ta jest obecnie poddawana próbie, a wiele z tego, co zachodni analitycy sądzili, że rozumieją na temat strategicznego zachowania Iranu, zostaje po cichu obalone.

Polityka, która już została wdrożona

Najbardziej uporczywym błędnym przekonaniem dotyczącym irańskiej interwencji w obronie Libanu jest to, że jest ona motywowana ideologicznie – rewolucyjną solidarnością z Hezbollahem i zobowiązaniami, które racjonalne rządy ostatecznie podporządkują interesowi narodowemu.

Ta interpretacja jest nie tylko niepełna, ale także myli symptom z diagnozą. Obecnie obserwujemy celową przebudowę irańskiej architektury odstraszania, w której bezpieczeństwo kluczowych partnerów regionalnych nie jest już odrębną kwestią, którą przeciwnicy mogą negocjować w izolacji, lecz raczej konstytutywnym elementem irańskich ram bezpieczeństwa narodowego.

Pomija się również coś innego. Konfrontacja w Libanie była pierwszym przypadkiem, gdy Republika Islamska zaangażowała się w bezpośredni konflikt zbrojny, głównie w obronie kluczowego sojusznika. Decyzja ta wskazuje na szerszą ewolucję w strategicznym myśleniu Iranu, której implikacje wykraczają daleko poza Liban.

Granice strategicznej cierpliwości

Przez lata Teheran działał zgodnie z podejściem, które urzędnicy rządowi i analitycy określali mianem „strategicznej cierpliwości”. Podejście to stawiało na pierwszym miejscu reagowanie na bezpośrednie ataki na terytorium Iranu, personel lub kluczowe interesy, przy jednoczesnym łagodzeniu presji na innych frontach. Ramy te ukształtowały stanowisko Iranu w kolejnych kryzysach, od zabójstwa Kasema Sulejmaniego po powtarzające się izraelskie ataki na irańskie cele w całym regionie.

Podejście samo w sobie było spójne, ale z czasem jego koszty stawały się coraz bardziej oczywiste. Powściągliwość była coraz częściej interpretowana jako otwarcie się na testowanie kolejnego frontu, podczas gdy każda indywidualnie negocjowana kwestia sprzyjała dalszej izolacji.

Stopniowo Teheran zaczął zdawać sobie sprawę, że taki schemat działania służy wywieraniu presji na jego pozycję, a nie jej stabilizowaniu.

Irańscy decydenci wyciągnęli wnioski z tego doświadczenia, co znalazło odzwierciedlenie w ich stanowisku. Agencja Reuters doniosła w marcu, że Iran już w połowie marca poinformował mediatorów, iż wszelkie porozumienie o zawieszeniu broni musi obejmować wstrzymanie izraelskich działań przeciwko Hezbollahowi w Libanie – łącząc w ten sposób zakończenie szerszej wojny z frontem, który Waszyngton uważa za odrębną sprawę.

Sześć źródeł regionalnych potwierdza ten związek. Jedno z nich wyraźnie stwierdziło: „Iran priorytetowo traktuje Liban; nie zaakceptuje izraelskich naruszeń w Libanie, takich jak te, które miały miejsce po zawieszeniu broni w 2024 roku”.

Irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi publicznie potwierdził tę zasadę, argumentując, że zawieszenie broni między Iranem a Stanami Zjednoczonymi stanowi kompleksowe zawieszenie broni na wszystkich frontach i że jakiekolwiek naruszenie na jednym froncie stanowi naruszenie na wszystkich frontach.

Waszyngton uważa to za niewygodne. Z perspektywy Teheranu, właśnie o to chodzi.

Reputacja jako środek odstraszający

Logika leżąca u podstaw tego zjawiska nie jest trudna do zrozumienia i nie ogranicza się wyłącznie do Iranu. Wielkie mocarstwa czerpią swoje wpływy nie tylko z siły militarnej, ale także ze swojej reputacji – zwłaszcza reputacji dotrzymywania zobowiązań, nawet za wysoką cenę.

Dlatego, pomimo kosztów i komplikacji, NATO pozostaje główną zasadą strategii bezpieczeństwa USA w Europie. Właśnie dlatego Waszyngton utrzymuje bazy wojskowe na pięciu kontynentach, które nie służą żadnemu bezpośredniemu celowi operacyjnemu.

Funkcja ta jest przede wszystkim związana z reputacją. Obecność sygnalizuje zaangażowanie, a zaangażowanie działa odstraszająco. Irańscy stratedzy doszli do podobnych wniosków w odniesieniu do własnej pozycji regionalnej.

Gdyby Teheran porzucił Hezbollah pod wpływem utrzymującej się presji – militarnej, dyplomatycznej czy ekonomicznej – sygnał dla wszystkich pozostałych partnerów byłby jednoznaczny: gwarancje irańskie nie byłyby już dłużej wiarygodne w obliczu utrzymującej się presji.

W regionie, w którym Iran buduje alternatywną architekturę bezpieczeństwa, taki sygnał byłby bardziej szkodliwy niż jakakolwiek porażka na polu bitwy.

Problem nie dotyczy Hezbollahu jako pojedynczego aktora, a raczej sieci powiązań, w których jest on osadzony. Rezygnacja z jednego elementu pod presją nie stabilizuje struktury. Raczej pokazuje jego przeciwnikom, jak dużą presję muszą wywierać na kolejny element. Państwa arabskie w Zatoce Perskiej, obserwując wydarzenia z boku, wyciągają własne wnioski na temat tego, w jaką potęgę przekształca się Iran.

Od demonstracji do pozycji władzy

Wnioski te nie opierają się wyłącznie na polityce sojuszniczej. W dwóch kolejnych konfrontacjach Iran oparł się połączonej presji militarnej Stanów Zjednoczonych i Izraela – dwóch najpotężniejszych sił zbrojnych w regionie. Ten wynik nie umknął uwadze nikogo w sąsiedztwie.

Iran udowodnił już w praktyce, a nie tylko w teorii, że jest w stanie przeciwstawić się atakom i nadal odgrywać rolę gracza regionalnego.

„New York Times” (NYT), publikacja niezbyt znana z pochlebstw pod adresem Teheranu, przyznał, że Iran wyszedł z tego okresu jako jedna z potęg kształtujących przyszłość Azji Zachodniej. Niezależnie od tego, co można sądzić o jego polityce, trudno podważyć tę ocenę.

Zatoka Perska i Cieśnina Ormuz leżą u podstaw tej zmiany. To, co kiedyś działało głównie jako ukryty środek odstraszający, jest teraz wykorzystywane bardziej bezpośrednio. Kiedy ceny ropy gwałtownie wzrosły po doniesieniach o fiasku negocjacji między Iranem a Stanami Zjednoczonymi, rynek wycenił rzeczywistość, której decydenci w Waszyngtonie unikali latami: położenie geograficzne Iranu jest integralną częścią każdego rozwiązania regionalnego, a nie zmienną, którą można wyeliminować siłą militarną.

Około jedna piąta światowych zasobów ropy naftowej jest transportowana wodami dostępnymi dla Iranu. Wpływ ten wynika z geografii i jest obecnie wykorzystywany z determinacją, która była mniej widoczna dekadę temu.

Projekt kolejnego porządku regionalnego

Kwestii Libanu nie można oddzielić od szerszej rywalizacji o to, kto będzie ustalał zasady przyszłego porządku regionalnego.

Przez dekady Stany Zjednoczone ustanawiały te zasady poprzez obecność wojskową, struktury sojusznicze i realną groźbę przytłaczającej siły. Przedstawiciele Iranu coraz częściej wierzą, że ta era się zmienia – nie z powodu upadku amerykańskiej potęgi, ale dlatego, że warunki, które kiedyś leżały u podstaw jej dominacji, w całości już nie istnieją.

Celem Iranu jest zadbanie o to, aby przyszły porządek nie był kształtowany wyłącznie według dyktatu Ameryki lub Izraela i aby Iran, jako mocarstwo o uznanych interesach, uczestniczył w kształtowaniu przyszłości.

W tym kontekście Liban staje się przypadkiem testowym. Iran chce tam pokazać, że jego „czerwone linie” są wykonalne, że zobowiązania wobec partnerów mają znaczenie i że równanie opisane przez Rezaeia to polityka, a nie tylko stanowisko.

Zawieszenie broni pozostaje kruche, negocjacje trwają za pośrednictwem mediatorów katarskich i pakistańskich, a eskalacja niesie ze sobą ryzyko, którego Teheran nie ignoruje. Jednak kierunek konfliktu nie jest już niejednoznaczny.

Poza cierpliwością

Strategiczna cierpliwość nadal istnieje, ale została zastąpiona bardziej kompleksowymi ramami.

Zastąpiła ją doktryna, w której izolacja przeciwników jest równoważona świadomą integracją ze strony Teheranu, w której atak na partnera jest traktowany jako atak na porządek budowany przez Iran, a koszty ciągłej presji mają się kumulować, a nie rozpraszać.

Iran udowodnił, że potrafi walczyć. Kontroluje kluczowy szlak handlowy, którego globalna gospodarka nie może ignorować. I pokazał gotowość do działania, zanim jego terytorium stanie się bezpośrednim celem ataku.

Ta kombinacja – wiarygodność militarna, wpływy geograficzne i gotowość do szybkiej interwencji w obronie sojuszników – sprawia, że ​​stajemy się potęgą regionalną.

Iran wzmacnia tę pozycję w Libanie.

Źródło: Liban jest teraz częścią doktryny odstraszania Iranu

Putin: Dla europejskich mediów Rosjanie są mniej warci niż zwierzęta

W. Putin: Dla europejskich mediów Rosjanie są mniej warci niż zwierzęta

85 lat temu o świcie 22 czerwca 1941 roku niespełna 4-milionpwa niemiecka koalicja wdarła się do Związku Radzieckiego, rozpoczynając największą operację lądową w dziejach. Blitzkrieg miał powalić ZSRR w kilka tygodni, rasa ‚nadludzi‚  miała unicestwić na zawsze rasę ‚podludzi’. Nie spełniły się jednak szalone idee nazistów. Czy Niemcy i Zachód wyciągnęły wnioski z tych wydarzeń?

Żołnierze Armii Czerwonej bronią swej ojczyzny

Rosyjski publicysta Władimir Korniłow pisze: Prezydent Rosji Władimir Putin wysuwa poważne oskarżenia pod adresem zachodnich mediów, które ignorują ukraińskie ataki na rosyjską ludność cywilną, podsycają nastroje antyrosyjskie i w ten sposób tworzą społeczną atmosferę uzasadniającą przemoc wobec Rosjan. „Hańba i katastrofa. Oni po prostu oszukują własnych obywateli” – tak prezydent Rosji Władimir Putin opisał doniesienia zachodnich mediów o konflikcie na Ukrainie, które to doniesienia nazwał ‚narzędziami masowego ogłupiania’.

Putin zwrócił uwagę na to, w jaki sposób odbywa się ta manipulacja w programach informacyjnych. Pojawiają się doniesienia o niewiarygodnych‚dronowych sukcesach armii ukraińskiej’. Te same drony atakują nocą śpiące dzieci w Starobielsku. Rosja przeprowadza potężny atak odwetowy i już następnego dnia zachodnie media, po wycięciu z programów wiadomości o brutalnym ataku na Starobielsk i wygodnym ‚przymknięciu oka’, krzyczą: „Alarm! Rosja eskaluje wojnę!”. Obywatele Zachodu chwytają się za serca i ze współczuciem kiwają głowami, gdy ich premier lub prezydent po raz kolejny ogłasza przeznaczenie dodatkowych środków z ich kieszeni na wsparcie reżimu w Kijowie.

Ten schemat działa zasadniczo od dwunastu lat – od początku ukraińskiej krwawej operacji antyterrorystycznej w Donbasie. Ale czasami wciąż zawodzi. Na przykład atak na Starobielsk jest tak odrażającą zbrodnią, że niektóre media i blogerzy krytyczni wobec reżimu nie mogli go zignorować. Dlatego temat ten był gorąco dyskutowany w mediach społecznościowych – pomimo wszelkich wysiłków mediów głównego nurtu, by udawać, że nie dostrzegają tego okrucieństwa.

Aby jednak zneutralizować te doniesienia, prowadzona jest równoległa kampania dehumanizacji całej populacji, w tym dzieci! Na przykład Dominic Nicholls, redaktor brytyjskiej gazety ‚The Daily Telegraph‚. Przeprowadził m. in. wywiad z ukraińskim bojownikiem o imieniu Jewgen, który wrócił z rosyjskiej niewoli. Zacytował jego skandaliczne słowa: „Do 2022 roku uważałem się za humanistę. Teraz myślę, że nadal nim jestem – wyłączam jednakże Rosjan. Po prostu nie obchodzi mnie, co się z nimi stanie. Co bym zrobił, gdybym widział małe dzieci umierające z głodu? W przeszłości oczywiście bym im pomógł. Dziś także bym im pomógł, gdyby nie byli Rosjanami. Nie uważam ich za ludzi”.

Po ukraińskim ataku na szkołę w Starobielsku

I to właśnie tłumaczy celowe ataki Ukrainy na szkołę zawodową w Starobielsku! I to właśnie tłumaczy stanowisko zachodniej propagandy, która nie widzi nic złego w tych atakach – przecież giną rosyjskie dzieci! Innymi słowy, wdrażany jest system, w którym oddział dronowy otrzymuje punkty za każdego zabitego Rosjanina. I nie ma znaczenia, czy to żołnierz, czy cywil, starzec czy dziecko! Są przyznawane bonusy za te punkty. A prasa zachodnia opisuje ten system jako skuteczny i postępowy!

A oto inny, bardzo niedawny przykład. ‚The Sunday Telegraph’  opublikował raport ze stolicy Ukrainy pod tytułem: „Dzieci z Kijowa nigdy nie zastrzeliłyby zwierzęcia, […] ale zabiłyby Rosjanina”. Przesłanie korespondenta tej gazety jest oczywiste: Rosjanie są mniej warci niż zwierzęta. Właśnie dlatego brytyjska prasa nie widzi nic złego w atakach na szkołę zawodową, w której śpią nasze dzieci.

Niedawno James Marriott, felietonista ‚The Times’, zwrócił uwagę na niepokojący sygnał: dla zachodniej publiczności śmierć ponownie stała się rozrywką, przypominającą czasy publicznych egzekucji, gdy tłumy wiwatowały, gdy ludzi wieszano lub palono na stosie. Wspomniał konkretnie o ‚nowym gatunku rozrywki’: oglądaniu na żywo ukraińskiego drona zabijającego rosyjskiego żołnierza, przy akompaniamencie bombastycznej muzyki.

Autor najwyraźniej przeoczył jednak fakt, że jego własna gazeta jest jednym z pionierów tego nowego gatunku cynicznej rozrywki dla brytyjskiej publiczności. Zaledwie kilka dni przed publikacją tego artykułu ‚The Times’  opublikował w internecie film dokumentalny swojego propagandzisty Maxima Tuckera o ukraińskich operatorach dronów zdobywających ‚krwawe punkty’  za zabijanie ludzi i szeroko go promował. W artykule znalazł się między innymi komentarz młodej kobiety o imieniu Kateryna, która nosiła na ramieniu nazistowską naszywkę (gazeta nawet nie pomyślała o jej zamaskowaniu). Uśmiechając się, powiedziała, że ‚doświadczała przyjemności’  zabijając Rosjan i uważała to za wyraz swojego ‚instynktu macierzyńskiego’. Nic więc dziwnego, że ta gazeta również ‚nie zauważyła’  ataków na dzieci ze Starobielska.

Demonizacja Rosji i dehumanizacja rosyjskich obywateli osiągnęły ostatnio niespotykany poziom w zachodnich mediach. Redaktor holenderskiej gazety NRC wyraził niedawno głębokie oburzenie wezwaniami do zakończenia tej kampanii oszczerstw. Argumentował, że próba przedstawienia Rosjan jako ludzi takich jak wszyscy inni oznaczałaby ‚zrównanie agresora z ofiarą’.

Wszystkie te wezwania do zabijania Rosjan, do nieuznawania ich za ludzi i do ignorowania mordowania naszych dzieci są związane z celami politycznymi, które nie są już ukryte. Per Nyholm, stały komentator duńskiej gazety ‚Jyllands-Posten’, obrazowo nakreślił dalszy plan Europy: najpierw zakończenie wojny na Ukrainie, a następnie referenda w Rosji, wzorowane na plebiscycie w Szlezwiku z 1920 roku. Duńczyk uważa, że podział państwa rosyjskiego nie jest niczym złym: „Europa nie powinna przyczyniać się do dalszego istnienia Rosji. Z europejskiej perspektywy między Morzem Bałtyckim a Oceanem Spokojnym jest wystarczająco dużo miejsca na kilkanaście dość dużych, bardziej pokojowych i być może bardziej demokratycznych państw”.

Linia zachodniej propagandy jest, jak widać, jasna i jednoznaczna: dehumanizuje Rosjan w oczach własnej opinii publicznej, przymyka oko na ich mord, a nawet je z zadowoleniem przyjmuje, aby następnie przyczynić się do podziału Rosji. Oczywiste jest, że takie podejście nie jest niczym nowym. Wszystko to zostało już wyłożone w broszurze ‚Podczłowiek’, wydanej w 1942 roku na rozkaz Reichsführera SS Heinricha Himmlera.

To sam Himmler, przed kampanią przeciwko ZSRR latem 1941 roku, rozpalił nazistowskie hordy następującymi słowami: „Kiedy wy, przyjaciele, walczycie na Wschodzie, kontynuujecie tę samą walkę z tymi samymi podludźmi, z tymi samymi niższymi rasami, które niegdyś pojawiły się pod nazwą Hunów, a później – 1000 lat temu, za czasów królów Henryka i Ottona I – pod nazwą Węgrów, a następnie pod nazwą Tatarów. Potem pojawiły się ponownie pod nazwą Czyngis-chana i Mongołów. Dziś nazywa się ich Rosjanami”.

Połączcie te słowa ze wszystkimi zaprezentowanymi tu cytatami pochodzącymi z dzisiejszych europejskich ‚narzędzi masowego ogłupiania’ – a nie znajdziecie żadnej różnicy. Europejczycy znów są przygotowywani, tak jak 85 lat temu, do wojny z ‚podludźmi’.

de-rtnews.com/international/putin-fuer-europas-medien-sind

Napisał: Władimir Korniłow

Opracował: Zygmunt Białas