Obecność dwóch, inaczej zniszczonych ale kluczowych dla badania, bliźniaczych burt „przysalonkowych” – egzemplarz 00003 z płyty lotniska z widocznym fragmentem napisu Republic Of Poland i nr. 71 z mapy satelitarnej „miejsca” – polanki (nie są to jedyne dublety, stan ze znanych powszechnie zdjęć ze Smoleńska) może sugerować jedynie to, że miejsce destrukcji jednego kompletu np. tego z płyty lotniska jest nieznane. Nie jest to z całą pewnością polanka smoleńska.
Pytania dotyczące trajektorii lotu samolotu oraz wnioski płynące z ich analizy:
– Jak określić jedną trajektorię lotu przy dwóch kompletach, podrzuconych tzw. „czarnych” skrzynek „znalezionych” w jednym „wypadkowym” miejscu?
– Jak określić jedną trajektorię lotu na podstawie dwóch różnych zestawów złomu złożonych w dwóch odrębnych miejscach?
– Jak określić jedną trajektorię lotu danego samolotu na podstawie sztucznie ułożonych części, które nie należały do badanego statku z wersji oficjalnej?
– Jak określić i opisać trajektorię lotu na podstawie przywiezionych z niewiadomego miejsca fragmentów złomu lotniczego i ułożonych na bocznej płycie lotniska? (jest tam mieszanka tych z polanki i tych „nie wiadomo skąd”).
Który komplet czarnych skrzynek z rumowiska złomu podaje prawdziwe dane?
Wobec zaistnienia opisanej wcześniej zależności trzeba oba komplety czarnych skrzynek uznać za fałszywe. Przy prawdziwości jednego kompletu, drugi nie jest potrzebny.
Sztuczne ułożenie złomu (duplikaty) nie może dać prawdziwego oglądu co do domniemanego przelotu samolotu ale musi dać fałszywy wynik, gdyż wnioskowanie nie dotyczy statku „lecącego”. Zatem nie można przypisać mu jakiejkolwiek trajektorii.
Gdy pytamy o wybuchy – w przypadku sztucznie ułożonego, pełnego „fałszywek” „wraku” na polanie można jedynie stwierdzić, że „wybuchy” gdyby były, to musiałyby być naziemne. Miały one za zadanie upozorować falsyfikat katastrofy na katastrofę realną. (zamach.eu/inż K. Cierpisz) Zestaw złomu z bocznego Siewiernego miał przypominać ten z polanki. Podobnie wyglądający, podobnie utytłany w błocie, choć gdzie indziej zniszczony.
Przy badaniu dwóch kompletów złomu bez przeprowadzenia porównawczej inwentaryzacji, którą wielokroć zapowiadano, a nie wykonano – który zestaw złomu należy uznać za prawdziwy, a który fałszywy? Który „leciał” i gdzie ostatecznie zakończył lot?
Obecność dwóch, inaczej zniszczonych ale kluczowych dla badania, bliźniaczych burt „przysalonkowych” (nie są to jedyne dublety, stan ze znanych powszechnie zdjęć ze Smoleńska) może sugerować jedynie to, że miejsce destrukcji jednego kompletu np. tego z płyty lotniska jest nieznane. Nie jest to z całą pewnością polanka smoleńska. Przy tym, nie ma żadnej pewności i poszlaki, by uznać, że w „zestawie 00003” byli ludzie w momencie destrukcji tego fragmentu samolotu, dopóki to miejsce nie zostanie zidentyfikowane. (patrz „Kłamstwu na odlew. Nie było katastrofy smoleńskiej, wyd. II)
Fakt, że nie było na polanie podanej przez oficjalne media i organa państwowe jako miejsce „katastrofy”, w żaden sposób fragmentu samolotowego kadłuba z salonką prezydencko/generalską (00003) znanego z płyty lotniska Siewiernyj Smoleńsk (brak materialnego śladu), jest dowodem na podrzucenie ciał ofiar z Delegacji w nieznanej liczbie na polanę.
Dopiero uznanie tej Prawdy przez oficjalne gremia i powiązanych z nimi ludźmi nauki powinno mieć dla polskiego społeczeństwa siłę trzęsienia ziemi.
Tezy naukowe pomijające okoliczności i fakt zdublowania zestawów złomu są oderwane od całości materiału badawczego, fragmentarycznie skupione na wyciętym zagadnieniu (wybuchy, bomba termobaryczna), nie domykają wiedzy o Zbrodni Smoleńskiej w żaden sposób. Pomijanie tak istotnych faktów o fragmentach – burtach – „bliźniakach” jest drogą na skróty, która nadal nie rozwiązuje zagadki mordu na Delegacji Smoleńskiej*.
* Zdanie odnosi się do recenzji profesora Witakowskiego (portal wpolityce.pl) artykułu dr. hab. Jacka Wójcika – „Mass spectrometry of the soot left after ethylene oxide explosion answers some questions on the crash of Polish Air Force Flight 101” („Spektrometria masowa sadzy pozostałej po wybuchu tlenku etylenu odpowiada na pytania dotyczące katastrofy samolotu nr 101 Polskich Sił Powietrznych”)
00003 – burta z zachowanym fragmentem napsu REPUBLIC OF POLAND (UBLIC Of PO) zbudowana z duraluminium leżąca na bocznej płycie lotniska (pod budą)
71 – burta z polanki schowana za rosochatym drzewkiem na północnej krawędzi obszaru przypisanego tzw. katastrofie smoleńskiej. Choć konstrukcyjnie pochodzi z tego samego miejsca w samolocie co 00003, jest inaczej zniszczona.
Oba fragmenty w wyniku inscenizacji i podmiany wykluczają się i nie można ich przypisać tylko do jednego samolotu.
00003≠71
Yurko
Książki „Kłamstwu na odlew. Nie było katastrofy smoleńskiej” – obecnie Wydanie II, jak dotąd nie ma w księgarniach i wydawnictwach.
Książka „Kłamstwu na odlew. Nie było katastrofy smoleńskiej” Wydanie II wydrukowana jest na papierze albumowym. Koszt pozostaje bez zmian mimo podwyżki cen papieru, czyli – 60 zł = książka+plakat dwustronny A3+koszt wysyłki.
Podana niżej forma zamawiania jest jedynym sposobem by tę książkę otrzymać.
Jak otrzymać książkę:
przekaż wpłatę na konto PLN 60zł
SKOK Stefczyka 79 7065 0002 0650 0352 2003 0001 dopisz : darowizna na druk książki właściciel rachunku: Jerzy Gawryołek
Prezydent Ukrainy Wołodimir Zełenski został uznany za reformatora i liberała, gdy przejął prezydenturę od Petra Poroszenki. Zełenski, komik i aktor, zanim został prezydentem, obiecał zaprowadzić pokój w Donbasie po wygraniu wyborów prezydenckich w 2019 r. Na Zachodzie był postrzegany jako ktoś, kto mógłby sprowadzić zachodni liberalizm na Ukrainę.
https://www.bibula.com/?p=132462
[wyjaśniam: ja tyle o tym błaźnie, bo widzimy, że tak oficjalne, jak „niezależne” media – w tym np. Polonia Christiana – wolą czy muszą KŁAMAĆ. MD]
———————-
Jednak tuż po objęciu prezydentury, jako ukraiński prezydent udowodnił, że nie zmienił kierunku w stosunku do reakcyjnej i ekstremistycznej ideologii swojego poprzednika Poroszenki. Zełenski w Dom TV stwierdził, że „w trosce o wasze dzieci i wnuki” ci, którzy identyfikują się jako Rosjanie w Donbasie, powinni „poszukać dla siebie miejsca w Federacji Rosyjskiej”.
Krótko mówiąc, zadeklarował, że chciał czystki etnicznej Rosjan w Donbasie. Nie można pominąć, że wezwanie Zełenskiego do czystki etnicznej Rosjan z Donbasu łamie Europejską Konwencję Praw Człowieka i Powszechną Deklarację Praw Człowieka Organizacji Narodów Zjednoczonych. Nie usłyszał żadnych słów potępienia ze strony UE, ONZ ani żadnego rządu zachodniego.
Ponieważ wojna w Donbasie jest niezwykle niepopularna, ukraińska klasa rządząca posługuje się skrajną prawicą kraju, w tym siłami neonazistowskimi, które odegrały kluczową rolę w zamachu stanu w 2014 roku i następującej po nim wojnie przeciwko ludności Donbasu.
Były minister spraw wewnętrznych Ukrainy, Arsen Awakow, zaapelował nawet do tych sił na Facebooku, opisując je jako „patriotów” w swoich apelach o przygotowanie się do wojny z Rosją w celu „ochrony Ojczyzny”. Chociaż Awakow ostatecznie zrezygnował, to pod jego rządami bojówki skrajnie prawicowe, w tym neonazistowski batalion Azow, znalazły się pod kontrolą Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Andrij Biletski, jeden z założycieli Batalionu Azowskiego, jest bliskim współpracownikiem Awakowa. Biletski był także współzałożycielem neonazistowskiego ruchu Zgromadzenia Społeczno-Narodowego.
Denys Monastyrski jest obecnie ministrem spraw wewnętrznych Kijowa, ale jest uważany za „człowieka Awakowa” ze względu na jego znane powiązania z osobami z jego siatki. Jednak związki władz z organizacjami i ideologią skrajnie prawicową nie ograniczają się tylko do MSW, ale są cechą całego ukraińskiego aparatu państwowego.
Ultranacjonalizm osiągnął w tym kraju tak absurdalny poziom, że Zełenskiego sfotografowano trzymającego koszulkę reprezentacji Ukrainy przed turniejem piłkarskim Euro 2020 z przesłaniem „Chwała naszym bohaterom”, okrzykiem mobilizacyjnym podczas militarnej agresji Ukrainy w 2014 roku przeciwko Donbasowi. UEFA uznała hasło na koszulce za mające „wyraźnie polityczny charakter” i nakazała usunięcie. Choć hasło na koszulce na pierwszy rzut oka może wydawać się nieistotne, oznacza ideologię państwa ukraińskiego i próbę przekazania tego ludobójczego i podżegającego do wojny przesłania do społeczeństwa.
Instytut CATO, wpływowy libertariański think tank założony przez miliardera Charlesa Kocha, musiał nawet przyznać, że „amerykańscy urzędnicy uwielbiają przedstawiać Ukrainę jako odważną demokrację, która odrzuca groźbę agresji ze strony autorytarnej Rosji. (…) Kilka działań, które rząd prezydenta Wołodymira Zełenskiego podjął w ostatnich miesiącach, jest wyraźnie autorytarnych i dlatego próba przedstawienia Ukrainy jako modelu demokracji, który ze względów moralnych zasługuje na ochronę Stanów Zjednoczonych, jest jeszcze bardziej naciągana. ”.
CATO dodaje następnie, że chociaż sytuacja na Ukrainie pod rządami Poroszenki była daleka od dobrej, „pogorszyła się również za jego następcy Zełenskiego.” Za jego prezydentury ideologia neonazistowska nie tylko nie była w ogóle marginalizowana, ale stała się głównym nurtem politycznym. Ale w zachodnich mediach – jak wskazuje amerykański magazyn The National Interest – panuje powszechna opinia, że w przeciwieństwie do Rosji Ukraina, choć nie bez problemów, podąża drogą demokratycznego rozwoju. Iluzja ta opiera się na założeniu, że deklarowany przez Ukrainę wybór na rzecz integracji z UE oznacza wybór na rzecz liberalnej demokracji, realizacji praw i wolności obywatelskich.
Wbrew jednak temu, co obiecał w kampanii wyborczej, Zełenski nie zdemokratyzował systemu, nie zmienił polityki społeczno-gospodarczej i nie zakończył wojny z rosyjskojęzyczną ludnością Donbasu. Krótko mówiąc, nie zrobił nic z tego, do czego dali mu mandat wyborcy.
Zamiast tego ukraiński przywódca wybrał drogę wzmacniania osobistej władzy. Dziś władza wykonawcza reprezentowana przez Kancelarię Prezydenta posługuje się RBNiO (Narodową Radą Bezpieczeństwa i Obrony) do kontrolowania wszystkich innych organów władzy w kraju. Partia prezydencka posiada bezwzględną większość w Radzie Najwyższej, co daje prezydentowi kontrolę nad władzą ustawodawczą.
Pewnym problemem dla prezydenta była niezależność Trybunału Konstytucyjnego Ukrainy. Ale ostatecznie Zełenski wydał dekret, który zastąpił dekret jego poprzednika w sprawie mianowania dwóch sędziów Trybunału Konstytucyjnego, a jednym z nich był prezes Trybunału. Prawo ukraińskie nie przewiduje takiego sposobu odwołania sędziego. To tak, jakby prezydent Joe Biden uchylił decyzje dotyczące mianowania dwóch sędziów Sądu Najwyższego USA, mianowanych przez Donalda Trumpa aby zmienić układ sił w Trybunale na korzyść sędziów o liberalnych poglądach.
Zełenski rozpoczął także kampanię mającą na celu represjonowanie opozycji. Decyzje Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, realizowane dekretami prezydenckimi, nałożyły sankcje na szereg ukraińskich osób fizycznych i prawnych. Działanie polegające na zignorowaniu bezpośredniego konstytucyjnego zakazu nakładania sankcji na obywateli Ukrainy. Sankcje te obejmują pozasądowe zajęcie mienia bez żadnych dowodów nielegalnej działalności danych osób fizycznych i prawnych. Ukarano trzy ukraińskie kanały telewizyjne. Dowodem na to, że jest to nielegalna decyzja polityczna jest to, że kiedy reporterzy tych kanałów stworzyli nowy, został on zablokowany zaledwie godzinę po jego rozpoczęciu, tym razem bez prezydenckiego dekretu.
Polityka Zełenskiego jest destrukcyjna dla kraju nie tylko dlatego, że ignorując prawo koncentruje władzę w swoich rękach, niszcząc w ten sposób te bardzo skromne osiągnięcia w rozwoju demokratycznym, które kiedyś istniały na Ukrainie, ale także dlatego, że podkopuje fundamenty harmonii obywatelskiej. Zełenski prawdopodobnie będzie musiał coraz bardziej polegać na siłowym tłumieniu wszelkiego oporu i sprzeciwu. Ostatnio zdelegalizował 11 partii politycznych bo pewnie w jego mniemaniu w „demokratycznym” państwie może istnieć tylko jedna słuszna. Hitler i Mussolini myśleli podobnie…
Prowadzona przez Poroszenkę i przyjęta przez Zełenskiego polityka oparta na narracji etnicznego nacjonalizmu wiąże się z łamaniem praw mniejszości narodowych. To nie tylko zmusza rosyjskojęzycznych obywateli Ukrainy do większego patrzenia na Moskwę, otwierając tym samym możliwości wzmocnienia rosyjskich wpływów w tym kraju, ale także stanowi przeszkodę we współpracy Ukrainy z Zachodem.
Dlatego też Węgry, broniąc praw węgierskiej ludności Ukrainy, która podobnie jak ludność rosyjskojęzyczna podlega gwałtownej ukrainizacji, systematycznie sprzeciwiają się pogłębianiu współpracy między Ukrainą a NATO.
Ale reżim kijowski poszedł dalej. Posunął się nawet do uchwalenia praw rasowych na wzór hitlerowskich Niemiec i Włoch Mussoliniego. Podczas gdy ludność ukraińska zwykle mówi zarówno po rosyjsku jak i ukraińsku, ale często także po węgiersku, rumuński czy polsku, od 1 września 2020 r. używanie jakiegokolwiek języka innego niż ukraiński jest surowo zabronione w administracji publicznej i szkołach. Zamknięto szkoły z językiem rosyjskim i madziarskim, co wywołało oficjalne protesty Rosji i Węgier.
21 lipca 2021 r. prezydent Wołodymyr Zełenski podpisał ustawę o „rdzennej ludności Ukrainy”. Ustawa stwierdza, że tylko Ukraińcy pochodzenia skandynawskiego, a także Tatarzy i Karaimowie mają „prawo do pełnego korzystania ze wszystkich praw obywatelskich i podstawowych wolności”, pozbawiając w ten sposób tych samych praw Ukraińców pochodzenia słowiańskiego.
Ukraińscy neonaziści intensywnie wykorzystują symbole nazistowskie, nie tylko alfabet runiczny języków pragermańskich, ale także liczby 14 i 88. Pierwsza odnosi się do czternastu słów hasła białej supremacji Davida Lane’a: „Musimy zapewnić istnienie naszego ludu i przyszłość białym dzieciom”. David Lane jest jednym z przywódców Zakonu, amerykańskiej organizacji terrorystycznej. Zmarł w więzieniu w 2007 roku. Liczba 88 Liczba 88 nawiązuje do ósmej litery alfabetu: HH (skrót od „Heil Hitler”), inicjałów nazistowskiego pozdrowienia.
Na przykład grupa powołana przez burmistrza Kijowa i byłego mistrza świata w boksie Witalija Kliczko do tropienia i zabijania „dywersantów” wśród Ukraińców pochodzenia słowiańskiego nazywa się C14. „C” oznacza dawną „Swiatosławia setkę”, a „14” ich ideologię białej supremacji.
W rzeczywistości wraz z prezydenturą Zełenskiego w Kijowie ustanowiono prozachodni autorytarny reżim na Ukrainie, gdzie władza koncentruje się w rękach prezydenta, społeczeństwo jest mobilizowane do walki z zewnętrznymi i wewnętrznymi wrogami a wszelki sprzeciw jest określany jako wsparcie dla wroga i jest stłumiony siłą. Przyjaciel i sojusznik nazistów – jak widzieliśmy – którzy podpisali ustawy rasowe i nawoływali do czystek etnicznych w Donbasie, oskarża Rosję o „nazizm”.
Wojna na Ukrainie obfituje w tragedie, między innymi dlatego, że taktyka wojsk ukraińskich polega na obronie zamienionych w twierdze miast, co oczywiście powoduje tam zniszczenia i zbiera żniwo śmierci wśród ludności cywilnej. Armia ukraińska, deklarując walkę aż do końca, oczywiście zwycięskiego, zastosowała jedyną w tej sytuacji skuteczną taktykę, która zmusza Rosjan do oblegania i zdobywania tych zamienionych w twierdze miast.
Zdaję sobie oczywiście sprawę, że takie wyjaśnienie ściągnie na mnie gromy ze strony rozgrzanych do białości patriotów, którzy w najlepszym razie okrzykną mnie agentem, a w nieco gorszym – nawet wspólnikiem Putina, właśnie w Senacie USA oficjalnie uznanego za zbrodniarza. Mój Boże, gdyby tak każdego prezydenta, któremu przytrafiło się napaść na inny kraj, obwoływać zbrodniarzem, to chyba nie znaleźlibyśmy wśród nich nikogo niewinnego. Ale rozumiem, że opinia publiczna, zwłaszcza jej część rozhuśtana patriotycznie oczekuje, że również publicyści będą ją rozhuśtywali, co zresztą właśnie się dzieje – ale ja nie uważam, że publicysta powinien zostawać agitatorem, więc wzorem Talleyranda wyjaśniam, że ja ani nie pochwalam, ani nie potępiam, tylko opowiadam.
A więc, chociaż wojna na Ukrainie obfituje w tragedie, to zdarzają się przy tej okazji elementy komiczne i właśnie z czymś takim mieliśmy do czynienia 15 marca dzięki Naczelnikowi Państwa Jarosławowi Kaczyńskiemu. Jarosław Kaczyński, jak wiadomo, zapatrzony jest w Józefa Piłsudskiego, a skoro Józef Piłsudski miał swoją wyprawę kijowską, to jakże Naczelnik Państwa nie mógłby mieć swojej? Toteż zabierając ze sobą swego pierwszego ministra Mateusza Morawieckiego i jeszcze dwóch cudzoziemskich dygnitarzy do towarzystwa, wsiadł do pociągu, do którego doczepiono luksusową, a nawet bizantyjską salonkę i przez ogarniętą wojną Ukrainę ruszył do Kijowa.
Z pozoru wyglądało to na akt wielkiej odwagi, ale niech nas te pozory nie zmylą, bo chociaż Rosjanie, podobnie jak Polacy, doskonale wiedzieli, że Naczelnik zmierza do Kijowa, nie zbombardowali, ani nawet nie ostrzelali tego, podobnie jak wszystkich innych pociągów, toteż grupa naszych wycieczkowiczów, którzy prezentowali się w charakterze wysłanników Unii Europejskiej, bezpiecznie dotarła do Kijowa. Tam Naczelnik Państwa przedstawił plan, by NATO wysłało na Ukrainę „misję pokojową”, ale taką, która w razie czego mogłaby się bronić. Oznaczało to ni mniej, ni więcej, by NATO wysłało tam wojsko.
Propozycja Naczelnika Państwa wzbudziła w Polsce i chyba nawet w Europie lekkie zaniepokojenie – ale – chociaż wyglądała na szalenie radykalną i bojową, w gruncie rzeczy była – podobnie jak i cała wycieczka do Kijowa – całkowicie bezpieczna. Po pierwsze dlatego, że wycieczka nie była, jak się wydaje, z władzami Unii Europejskiej uzgadniana, a w każdym razie Naczelnik Państwa nie miał z jej ramienia plenipotencji. Po drugie, że – o ile mi wiadomo – NATO nie organizowało „misji pokojowych”, a co najwyżej – „operacje pokojowe”, lub „misje stabilizacyjne” – jak w Iraku i Afganistanie. Po trzecie dlatego, że organizowanie misji pokojowych, zgodnie z Kartą Narodów Zjednoczonych, przysługuje Radzie Bezpieczeństwa ONZ, w której jako stali jej członkowie, czyli posiadający prawo weta, zasiadają nie tylko Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, ale również Francja, Rosja i Chiny. Wprawdzie Rosja, jako strona zaangażowana w konflikt, mogłaby nie głosować, ale Chiny, a być może również Francja, skorzystałyby z prawa weta, a w tej sytuacji do żadnej misji pokojowej by nie doszło.
Skoro my to wiemy, to byłoby niegrzecznie przypuszczać, że nie wie tego Naczelnik Państwa, czy jego pierwszy minister, a w tej sytuacji jest oczywiste, że cała wyprawa kijowska miała wyłącznie na celu przyczepienie sobie przez Naczelnika listka do wieńca sławy, którego jak dotąd mu brakowało. Taki listek do wieńca sławy przypiął sobie w Gruzji prezydent Lech Kaczyński, który w Tbilisi wygłosił bardzo bojowe, a nawet – uznawane obecnie przez bohaterskich agitatorów – profetyczne przemówienie. Z pozoru wyglądało to na akt niezwykłej odwagi, ale warto wyjaśnić, że przylot prezydenta Kaczyńskiego do Tbilisi nastąpił już po wynegocjowaniu z Putinem przez francuskiego prezydenta Mikołaja Sarkozy’ego zawieszenia broni, więc i gruzińska wycieczka była całkowicie bezpieczna.
Niezależnie jednak od komicznej strony tego całego przedsięwzięcia warto zwrócić uwagę, że wpisuje się ono niestety w operację popychania Polski i innych krajów Europy Środkowej do włączenia się do wojny z Rosją. Oto grupa wpływowych osobistości amerykańskich napisała do prezydenta Bidena list, domagając się zamknięcia „jak najszybciej” przestrzeni powietrznej nad Ukrainą, a „The Wall Street Journal” poszedł nawet dalej, domagając się wysłania na zachodnią Ukrainę wojsk NATO.
Widać stąd, że Goldmany-Sachsy, podobnie jak prezydent Zełeński, już nie mogą wytrzymać, by nie rozszerzyć działań wojennych przynajmniej na państwa Europy Środkowej, więc jest całkiem prawdopodobne, że kiedy prezydent Biden przybędzie do Warszawy, żeby poradzić się u „wybijającego się na niepodległość” prezydenta Dudy, co ma robić dalej, to będzie go do tego przekonywać, albo nawet – horrible dictu! – mu to nakazać.
Na taką możliwość wskazuje niedawna deklaracja amerykańskiego ambasadora w Warszawie, pana Brzezińskiego, który zapewnił Polskę, że jak zostanie „napadnięta”, to USA odczują to jako napaść na nie. Co wtedy zrobią – nie wiemy, ale wtedy nawet ginąć będzie nam przyjemniej. Naczelnik Państwa jest ostrożny, więc tylko zrobił wszystko, by wytworzyć wrażenie odwagi i determinacji, ale pan prezydent Duda, którego przyszłość zależy od Stanów Zjednoczonych i Niemiec, może coś zrobić naprawdę. Nawiasem mówiąc, poparcie dla zamknięcia przestrzeni powietrznej nad Ukrainą wyraził również były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju Bronisław Komorowski, z czego wyciągam wniosek, że stare kiejkuty zaprzedały się już teraz Goldmanom-Sachsom i innym finansowym grandziarzom.
Tymczasem lider Volksdeutsche Partei Donald Tusk przybył na Węgry, by przed zbliżającymi się tam wyborami ujadać na Wiktora Orbana. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że Donald Tusk dostał od Naszej Złotej Pani polecenie powrotu na ojczyzny łono z zadaniem zagospodarowania wpływów, jakie prezydent Biden w swojej szczodrobliwości odstąpił jej w Polsce, a ponieważ na niemieckim celowniku znalazły się również Węgry, to musi uwijać się i tam.
Na Węgrzech jednak ma chyba trochę trudniejsze zadanie, bo Wiktor Orban załatwia interesy swojego kraju z elastycznością nieporównanie większą, od naszych Umiłowanych Przywódców, którzy przypominają cugowe konie z klapkami na oczach, wskutek czego mogą patrzeć tylko w kierunku wskazanym przez furmana.
Od kiedy Ukraina została zaatakowana przez rosyjskie wojska, w Polsce zaczęto lansować sformułowanie „w Ukrainie”, które ma zastąpić porawną formę „na Ukrainie”. Propozycję wprowadzenia zmiany już wcześniej postulowali Ukraińcy, co Polacy konsekwentnie krytykowali. Teraz, na fali emocji związanych z wojną panującą za Bugiem, duża część społeczeństwa stosuje sformułowanie „w Ukrainie”, które jak wskazuje wybitny językoznawca, a zarazem członek Rady Języka Polskiego prof. Jan Miodek, jest niepoprawne.
Prof. Jan Miodek prowadzi program w TVP Polonia, w którym m.in. odpowiada na pytania widzów dotyczące poprawnej polszczyzny. W jednym z odcinków, zapytany o lansowaną formę „w Ukrainie”, powiedział:
– „Zdecydowanie „na”. I proszę się nie martwić tym, bo ja teraz słyszę: Litwa jest teraz samodzielnym państwem, Białoruś samodzielnym państwem, Ukraina samodzielnym państwem – powinniśmy przestać z tym „na” i mówimy „w”.
Nie, proszę pana. Odwieczna tradycja jest taka, że jeździmy do Urugwaju, do Paragwaju, do Argentyny, do Niemiec, do Portugalii, do Francji, do Hiszpanii. Ale od wieków jeździmy na Węgry, na Litwę, na Łotwę, na Białoruś i na Ukrainę. To jest tylko znakiem, proszę pana, właśnie tych odwiecznych relacji między nami. Chociaż muszę dopowiedzieć, że przyimek „na” wprowadza tutaj element takiej swojskości” – powiedział prof. Miodek.
mail: Jeśli posłowie w uchwale kaleczą język polski, to mniej dziwi: To przecież niedouki, z naboru partyjnego. Ale jeśli do błędu językowego namawia profesoressa, politolożka – to już wstyd….
W środę (23.03.2022) minister zdrowia Adam Niedzielski opublikował na Twitterze stanowisko Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych w sprawie zasad hospitalizacji chorych z Covid-19. W dokumencie datowanym na 17 marca 2022 roku wskazano na nieprawidłowości, o których od dawna piszą i mówią tzw. foliarze, czyli osoby kwestionujące rządowe metody walki z pandemią koronawirusa. Niedzielski nazwał dokument „bardzo ważnym”. Czyżby dopiero po dwóch latach zauważył, jak wygląda śmiercionośny mechanizm, który sam stworzył?
Autorzy dokumentu wskazują na „narastające nieprawidłowości”, do których dochodzi w związku z przekazywaniem na oddziały kowidowe pacjentów z innym chorobami, w tym zagrażającymi życiu, a pretekstem jest pozytywny wynik testu. Dlatego zaleca się, aby na te oddziały przekazywać wyłącznie pacjentów, którzy mają objawy infekcji i potwierdzenie zapalenia płuc, a nie tylko pozytywny wynik testu. Co więcej, nawet jeśli występują te trzy czynniki, to pacjent nie powinien trafić na oddział kowidowy, jeśli jego stan wymaga bezzwłocznego leczenia specjalistycznego na innym oddziale.
Przez dwa lata służba zdrowia pozwalała umierać ciężko chorym Polakom, bo najważniejszy był wynik testu.
Człowiek dostawał udaru, zawału, zapalenia wyrostka robaczkowego i zamiast ratunku otrzymywał test, chociaż nie miał żadnym objawów infekcji dróg oddechowych. Pacjenci byli testowani wielokrotnie, byle tylko wyszedł wynik pozytywny i można ich było wrzucić na oddział kowidowy. I tam leżeli i czekali na negatywny wynik. A leczenie podstawowej choroby było odraczane.
Nic dziwnego, że Polska jest rekordzistą w liczbie nadmiarowych zgonów.
Lekarze, którzy apelowali, żeby zatrzymać tę machinę śmierci, byli szykanowani i straszeni utratą prawa do wykonywania zawodu. Teraz Niedzielski publikuje dokument, który potwierdza kowidową patologię, którą sam stworzył. I co? I nic. Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało. Wicie, rozumicie – są nowe wytyczne, a co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr. I nikt za to nie odpowie.
Jeden obraz mówi więcej, niż tysiąc słów – Stare przysłowie chińskie
„Na naszej fladze nie ma krwi. Nie ma i nigdy nie będzie czarnych plam, nie ma swastyk. To, czego nigdy nie robiliśmy pod naszą flagą, to nie atakowaliśmy innych państw, nie zajmowaliśmy cudzej ziemi, nie mordowaliśmy innych ludzi.„ – Wołodymyr Zełeński – prezydent Ukrainy
Pierwszym kłamstwem spośród czterech zawartych w jednym tylko zdaniu, jego przemówienia z 7 marca, że na ukraińskiej fladze, nigdy nie było żadnych swastyk, czy innych nazistowskich symboli związanych ze zbrodniczą ideologią III Rzeszy, jest takim samym zaprzeczaniem historycznym faktom, jak trzy kolejne kłamstwa zawarte w słowach tego samego oświadczenia. Wystarczy przypatrzeć się dobrze starym fotografiom z okresu drugiej wojny światowej, jak również tym z czasów obecnych, by stwierdzić jednoznacznie, że prezydent Zełeński, nie tyle w tym względzie mija się z prawdą, co zwyczajnie, bezczelnie kłamie.
Czy Ukraińcy, nigdy wedle słów tego kijowskiego klauna, nie atakowali innych państw i narodów? Ależ atakowali i to wielokrotnie, w sposób brutalny i ludobójczy. Pierwszym państwem, które ukraińscy szowiniści spod znaku Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów zaatakowali u boku hitlerowskich Niemiec i to już 1 września 1939 roku, była… Polska! A jeszcze wcześniej próbowali dokonać tego samego na węgierskim Zakarpaciu, tworząc na krótki czas operetkowe państwo OUN, o nazwie Karpato-Ukrainy, które nawet oficjalnie proklamowali 14 marca 1939 roku. Węgrzy na szczęście i to bardzo szybko, a zarazem skutecznie wybili ukraińskim szowinistom rojenia o czystej jak szklanka źródlanej wody samostijnej derżawie na ich ziemi, posyłając w ciągu jednego miesiąca do banderowskiego raju 30 tysięcy ukraińskich bojców, a 130 tysięcy wysyłając na wywczasy do więzień.
Ukraińcy spod znaku OUN – UPA i nazistów Melnyka, masowo mordowali również oprócz Polaków i Węgrów, także Żydów, Białorusinów, Rosjan, Ormian i Czechów. Opowiadanie więc bzdur przez prezydenta Zełeńskiego, że Ukraińcy nigdy nie atakowali innych państw i narodów, jest taką samą opowieścią z mchu i paproci dla skończonych durniów, nie mających jakiejkolwiek wiedzy na ten temat, i niewątpliwym miodem dla uszu polskojęzycznych renegatów, którzy nie mogli się nacmokać z zachwytu, nad tym ordynarnymi bredniami, które do chwili obecnej próbują wcisnąć polskiemu społeczeństwu, które bardzo dobrze pamięta i nigdy nie zapomni, ukraińskiego ludobójstwa dokonanego na naszych rodakach, na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej, które to ludobójstwo, nijak się ma do kłamstw Zełeńskiego i polskojęzycznych użytecznych idiotów, powtarzających z uporem godnym nazistowskich neofitów te żałosne brednie i próbujących zaklinać, niewygodną dla nich rzeczywistość.
I ostatnie z tych czterech kłamstw Zełeńskiego, wypowiedzianych przezeń, jednym tchem bez cienia jakiegokolwiek zażenowania, że Ukraina nigdy też, nie zajmowała cudzych ziem. Zapomniał najwyraźniej bidulek i jego polskojęzyczne wycieraczki, że to nie kto inny, jak tylko właśnie obecna Ukraina, pozostaje po dzień dzisiejszy największym beneficjentem paktu Ribbentrop – Mołotow, czyli paktu dwóch diabłów, Hitler i Stalin, którym to obu swoim Panom, Ukraińcy wysługiwali się w sposób haniebny, od początku do końca i którego to porozumienia tych dwóch ,,gentelmenów” są spadkobiercami, którymi są zagrabione, a mówiąc bardziej zrozumiale zajumane, odwieczne ziemie Kresowe Polski, czyli województwa Wołyńskie, Stanisławowskie, Tarnopolskie, Lwowskie, część Lubelskiego i Podole, oraz ziemie węgierskiego Zakarpacia.
I to by było na tyle w kwestii ,,prawd” wydalonych przez kijowskiego klauna Zełeńskiego.
Heroje z Azova ze swoją organizacyjną flagą
Plakat werbunkowy zachęcający do wstępowania do dywizji Waffen-SS „Galizien”.
Tak właśnie wyglądali „aryjscy” Ukraińcy ze Stanisławowa
Hans Frank podczas przeglądu oddziału do ukraińskiej dywizji SS we Lwowie.
Ukraińscy ochotnicy dywizji SS-Galizien w drodze na uroczystości we Lwowie 18 lipca 1943r.
Duchowni greckokatoliccy celebrujący nabożeństwo dla ukraińskich ochotników dywizji SS-Galizien we Lwowie 18 lipca 1943 r. Szokujące zestawienie symboli chrześcijańskich (krzyż) i pogańskich (runy i swastyka).
Esesmani spod sztandaru OUN
Członkowie ukraińskiego batalionu Schutzmannschaft SS- zdjęcie z 1942 r
SZARAJÓWKA, pow. Biłgoraj, woj. lubelskie. Marzec 1944 Na planie nieznana ofiara w Szarajówce. Jedna z wielu polskich ofiar terroru ukraińskich plutonów, kompanii, rzadziej batalionów podległych pułkom policyjnym SS-Galizien operujących na południowej Lubelszczyźnie. Szczególnie zaciekły terror realizowała specjalna formacja SS-Galizien pod nazwą SS-Kampgruppe „Beyersdorf.
SZARAJÓWKA, district Biłgoraj, province of Lublin. March 1944. In the picture an unknown victim at Szarajowka. One of many Polish victims of the terror of Ukrainian troops, companies, morę rarely battalions subject to Police regiments SS-Galizien active on the south of the land of Lublin. A special formation of SS-Galizien called SS-Beyersdorf was realizing a particularly criminal terror.
BIŁGORAJ, woj. lubelskie. Luty-marzec 1944. Widok spalonego w roku 1944 powiatowego miasteczka Biłgoraj. Rezultat akcji eksterminacyjnej, przeprowadzonej przez SS-Galizien.
BIŁGORAJ, province of Lublin. February – March 1944. The view of burned in 1944 district town Biłgoraj. It is a result of an exterminative action carried out by SS-Galizien.
HUTA PIENIACKA, pow. Brody, woj., tarnopolskie. 28 luty 1944 Na planie tablica postawiona na pastwisku, gdzie była wieś Huta Pieniacka, zniszczona przez ukraińskich esesowców SS-Schutzen – Dwision Galizien współdziałających z terrorystami OUN-UPA, spalona 28 lutego 1944 roku pod pretekstem ukrywania Żydów i stacjonowania tam sowieckich partyzantów. Równocześnie, zdecydowana większość znajdujących się we wsi Polaków, została okrutnie wymordowana. Tablica z napisem wjezyku ukraińskim w przekładzie na język polski informuje: „Huta Pieniacka doszczętnie spalona przez faszystów i banderowców w lutym 1944 r. Na miejscu pozostały zgliszcza 172 chałup, zginęło ponad 1000 spokojnych mieszkańców”. Kłamliwie przemilczano, że spokojni mieszkańcy, którzy zginęli gwałtowną i okrutną śmiercią z rąk ukraińskich szowinistów, to byli Polacy. Zdjęcie z 1989r.
HUTA PIENIACKA, district Brody, proyince of Tarnopol. February 28, 1944. In the picture there is a sigh put on the pasture where there was yillage Huta Pieniacka destroyed by Ukrainian members of SS-Schutzen-Division-Galizien collaborating with OUN-UIA terrorists. The yillage was burned on February 28, 1944 under the pretext of concealing Jews and ąuartering Soviet partisans. At the same time a decisive majority of the Polish present in the yillage was cruelly murdered. The sign with an inscription informs in translating into Polish: „Huta Pieniacka was completely burned byfascists and (banderowcy) in February 1944. On the. siłę there remained ashes of 172 huts, over 1000 quiet inhabitants died”.
Witamy naszy niemieckich wyzwolicieli
A tak kończyli banderowcy w latach 1943 – 1945, których dostali w swe ręce Rosjanie. Obecni naśladowcy upowskich ludobójców, niech się nie łudzą, że uda im się uniknąć sprawiedliwości.
w Polsce toczy się ciężka walka o możliwość publicznego głoszenia prawdy. W sądzie w Gdańsku zapadł właśnie groźny wyrok na kierowcę naszej furgonetki!
Pół roku ograniczenia wolności oraz 5 000 zł nawiązki – to kara, jaką sąd wymierzył naszemu wolontariuszowi za to, że ostrzegał mieszkańców Gdańska przed skutkami praktyk homoseksualnych oraz „edukacji seksualnej”. Znamy szczegóły tej bulwersującej sprawy.
Nasza furgonetka informowała mieszkańców Trójmiasta na temat zagrożeń, jakie niesie ze sobą promocja homoseksualizmu oraz forsowanie zajęć z „edukacji seksualnej” w szkołach. W ramach jednego z tego typu programów, uczniom w Gdańsku przedstawiano treści, które mogły zachęcać do regularnej masturbacji, posiadania wielu partnerów seksualnych jednocześnie oraz oddawania się praktykom homoseksualnym. Program informował także uczniów o istnieniu aborcji, której dokonuje się za pomocą pigułek poronnych. To jednak nie wszystko.
Tacy „edukatorzy seksualni” działają w oparciu o wytyczne stworzone przez Światową Organizację Zdrowia WHO w ramach tzw. „Standardów Edukacji Seksualnej”. Są aktywni nie tylko w szkołach, ale też w internecie. Kilka dni temu grupa „edukatorów seksualnych” Stonewall (która prowadzi zajęcia w szkołach Wielkopolski) ogłosiła kolejną edycję swojego programu „edukacji seksualnej” w mediach społecznościowych. Wie Pan czego będzie dotyczyło szkolenie?
Jednym z głównych tematów ma być seks sadomasochistyczny z użyciem przemocy wobec partnera. Przedmiotem tego typu warsztatów są praktyki seksualne powiązane z biciem, krępowaniem, kneblowaniem i poniżaniem drugiej osoby.Wcześniej Grupa Stonewall publikowała videoporadniki na takie tematy jak: Czy seks analny musi boleć? Jak zrobić lewatywę przed seksem analnym? Oraz jak zadebiutować w seksie męsko-męskim? Co więcej, materiały te zostały oficjalnie sfinansowane przez Urząd Miasta Poznań.
Panie Mirosł‚awie, nasza Fundacja od kilku lat prowadzi ogólnopolską kampanię „Stop pedofilii”, w ramach której ostrzegamy rodziców przed tego typu „edukatorami seksualnymi” wchodzącymi do polskich szkół oraz materiałami, które te środowiska na szeroką skalę rozpowszechniają wśród dzieci i młodzieży w internecie. W odpowiedzi na nasze działania, „edukatorzy seksualni” i związani z nimi aktywiści nawołują do przemocy wobec naszych wolontariuszy oraz składają przeciwko nam kolejne donosy sądowe i policyjne, aby doprowadzić do nowych wyroków skazujących i zablokować możliwość mówienia prawdy.
Wyrok z Gdańska jest nieprawomocny i będziemy się od niego oczywiście odwoływać, co poskutkuje dalszą batalią sądową. Obecnie przeciwko wolontariuszom naszej Fundacji toczy się ok. 100 procesów sądowych jednocześnie i bez przerwy dochodzą nowe. Ostatnio informowaliśmy o najściu policji na prywatne domy członków zarządu naszej Fundacji. Dzisiaj już wiemy, że chodziło o ustalenie szczegółów w związku z doręczeniem kolejnego aktu oskarżenia, który właśnie otrzymaliśmy. Czeka nas więc kolejny proces z „edukatorami seksualnymi”, którzy za wszelką cenę chce uniemożliwić naszą działalność.
Musimy jednak walczyć dalej pomimo prześladowań i eskalacji przemocy. Celem „edukatorów seksualnych” są bowiem nasze dzieci, które, wedle ich ideologii, mają być poddawane intensywnemu procesowi rozbudzania seksualnego już od najmłodszych lat życia. W związku z tym, w trakcie zajęć z „edukacji seksualnej”, forsowanych w kolejnych szkołach na terenie całej Polski:
– zachęca się dzieci do częstej masturbacji, – tłumaczy się, że oglądanie pornografii może być dobre i pożyteczne, – namawia się dzieci do homoseksualizmu, – podważa się tożsamość płciową dzieci i zachęca do eksperymentów seksualnych, – promuje się rozwiązłość płciową, antykoncepcję i aborcję.
Nasze dzieci są również bez przerwy bombardowane tego typu treściami w internecie. „Edukatorzy seksualni” oficjalnie przyznają, że chcą docierać bezpośrednio do uczniów za pomocą ich smartfonów, które często znajdują się poza jakąkolwiek kontrolą rodziców. Trzeba też pamiętać o tym, że „edukatorzy seksualni” są bezpośrednio powiązani z działającym w Polsce lobby aborcyjnym, w tym ze zorganizowanymi grupami przestępczymi, które na szeroką skalę rozprowadzają w naszym kraju nielegalne pigułki poronne. O możliwości stosowania tego typu środków uczniowie dowiadują się m.in. w materiałach poświęconych „edukacji seksualnej”.
Nasza walka to bitwa o przyszłość i sumienie naszego narodu.„Edukatorzy seksualni” i aborcjoniści dysponują ogromnymi zasięgami medialnymi i wsparciem koncernów zarządzających portalami społecznościowymi. Dzięki temu produkowane przez nich niezwykle wulgarne i przerażające treści szerokim strumieniem trafiają do polskich dzieci. Jaki efekt przyniesie to w przyszłości?
Czy będziemy mieli stabilne, odpowiedzialne i dojrzałe polskie rodziny, czy raczej tłum pogrążonych w egoizmie i rozpuście seksualnej jednostek, które nie są zdolne do panowania nad swoimi popędami i namiętnościami?
Od naszych działań dzisiaj zależy przyszłość Polski. Dlatego bez względu na prześladowania, szykany sądowe i przemoc, będziemy dalej organizować nasze akcje i docierać do Polaków z prawdą o „edukacji seksualnej” i aborcji.
Tam, gdzie udaje nam się już dotrzeć z prawdą o zagrożeniu, Polacy stają w obronie dzieci. Dzięki naszym akcjom, wiele deprawacyjnych zajęć w szkołach zostało odwołanych. Ponad 130 000 Polaków otrzymało już poradnik „Jak powstrzymać pedofila?” i wie jak działać, gdy do niebezpiecznych sytuacji dojdzie w szkole lub najbliższym otoczeniu ich dzieci. Wiele osób zwiększyło swoją czujność wobec wydarzeń, które teoretycznie mają promować „tolerancję”, a w praktyce oswajają z perwersjami seksualnymi. Kolejni rodzice zainteresowali się także tym, co ich dzieci oglądają na swoich smartfonach.
Niestety, zdecydowana większość Polaków wciąż nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia, jego skali oraz faktu, że w każdej chwili może ono dotknąć bezpośrednio ich dzieci. Musimy dotrzeć do nich z ostrzeżeniem i prawdą, zanim „edukatorzy seksualni” dotrą do ich dzieci. W tym celu w najbliższym czasie chcemy:
– zorganizować kolejne jazdy furgonetek, które ostrzegają przed „edukacją seksualną”, – przeprowadzić akcje uliczne w kolejnych miastach Polski, – rozdać kolejnym Polakom egzemplarze naszego poradnika „Jak powstrzymać pedofila?” – wynająć powierzchnie reklamowe pod kolejne billboardy.
Potrzebujemy na to ok. 13 000 zł. Wiemy, że nasze działania spotkają się z reakcją deprawatorów seksualnych. Spodziewamy się kolejnych procesów sądowych, donosów i aktów oskarżenia. Pomimo tego, nie zamierzamy się poddać. Do działania potrzebujemy jednak Pańskiej pomocy.
Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby zorganizować kolejne akcje ostrzegające rodziców przed skutkami „edukacji seksualnej” ich dzieci, która jest forsowana w szkołach oraz w internecie.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift:
Do polskich szkół coraz śmielej wchodzą „edukatorzy seksualni”, których celem jest zniszczenie sumień uczniów oraz naturalnej u dzieci bariery wstydu, która chroni przed przemocą seksualną. Tego typu grupy na szeroką skalę rozpowszechniają również swoje treści w internecie, które zawierają niezwykle wulgarne i brutalne treści, takie jak sadomasochizm czy zachęty do aktów homoseksualnych i masturbacji.
W ten sposób niszczą czystość i wrażliwość dzieci, przygotowując grunt na zaatakowanie umysłów młodych Polaków swoją ideologią. Nie możemy do tego dopuścić. Im więcej rodziców dowie się o zagrożeniu, tym więcej osób będzie mogło w porę zareagować. Aby tak się stało, potrzebne są kolejne akcje i kampanie. Raz jeszcze proszę Pana o pomoc w ich zorganizowaniu.
Serdecznie Pana pozdrawiam,
Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Matki Bożej nie zostało w przeszłości dokonane tak, jak życzyła sobie tego Maryja. Dlatego trzeba ten akt ponowić, mówi bp Athanasius Schneider. Nie można spodziewać się też żadnych natychmiastowych konsekwencji. Naszym zadaniem jest zrobić to, co powiedziała nam nasza Pani, a reszta leży w rękach Opatrzności Bożej.
Bp Athanasius Schneider mówił o planowanym przez papieża Franciszka poświęceniu Rosji i Ukrainy Niepokalanemu Sercu Maryi. Jak wskazał w rozmowie z Diane Montagną, która ukazała się na portalu OnePeterFive.com, istnieje ewidentna konieczność poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Matki Bożej, bo poprzedni papieże nie wykonali tego tak, jak oczekiwała Maryja.
– Nie zostało to przeprowadzone w sposób, jakiego żądała Nasza Matka. W mojej ocenie, konsekracji należy dokonać bardziej dokładnie, a to oznacza bezpośrednie wymienienie Rosji, razem z innymi warunkami, które wyszczególniła Matka Boża – powiedział.
Hierarcha wskazał, że wymienienie Ukrainy razem z Rosją jest jak najbardziej zasadne.
– Biorąc pod uwagę obecną bolesną wojnę na Ukrainie, jest całkowicie zrozumiałe, że papież Franciszek wymieni również Ukrainę. Trzeba też wziąć pod uwagę, że w lipcu 1917 roku, kiedy Matka Boża pierwszy raz mówiła o konsekracji Rosji, duża część terytorium obecnej Ukrainy należała do Imperium Rosyjskiego, które określało niektóre regiony tego terytorium mianem Małej Rosji oraz Rosji Południowej. Gdyby papież wymienił dziś jedynie Rosję, duża część tego terytorium (czyli większość obecnej Ukrainy), które Matka Boża miała przed oczami w lipcu 1917, zostałaby wykluczona z konsekracji – powiedział.
Biskup wskazał też, jakie są, jego zdaniem, fundamentalne elementy żądania Matki Bożej z Fatimy. Po pierwsze, jest to poświęcenie Niepokalanemu Sercu Maryi, a nie jedynie Matce Bożej czy Dziewicy Maryi. Po drugie, konieczne jest bezpośrednie wymienienie Rosji, przy czym można wymienić również inne narody bliskie Rosji lub też narody całego świata, bo kluczowe jest, aby była wśród nich wprost wspomniana Rosja. Po trzecie, konieczna jest jedność z biskupami; nie musi to oznaczać stuprocentowej jedności, ale jedność w sensie moralnym. Według biskupa nie ma przy tym znaczenia, w jaki sposób papież wezwie biskupów do tej jedności: czy uczyni to poprzez formalne zaproszenie czy też poprzez nakaz.
Hierarcha pytany o znaczenie praktyki pierwszych sobót miesiąca wskazał, że papież mógłby na przykład za pośrednictwem Penitencjarii Apostolskiej wydać dekret, który aprobowałby tę praktykę pobożności wśród wiernych.
– Efekt aktu poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi, nawet jeżeli zostałby przeprowadzony w idealnej zgodności z oczekiwaniami Matki Bożej, nie powinien być rozumiany tak, jakby był sakramentem, którego skutek zależny jest od ważnej celebracji (ex opere operato). Akt poświęcenia, mówiąc językiem teologii, jest sakramentalium (sacramentale), a jego efekt zależy przede wszystkim od modlitwy błagalnej Kościoła (ex opere operantis ecclesiae). Teologia katolicka wskazuje, że sakramentalia nie rodzą łaski, ale przygotowują do niej. Akt poświęcenia nie ma automatycznego, natychmiastowego i spektakularnego albo sensacyjnego efektu. Bóg, w swojej suwerennej, mądrej i tajemniczej Opatrzności, zastrzega dla Siebie prawo do określenia czasu i sposobu realizacji efektów konsekracji. […] Naszym zadaniem jest zrobić to, co powiedziała Matka Boża: reszta jest w rękach Opatrzności – powiedział.
Hierarcha mówił też, jakie nadzieje wiąże z zaplanowanym przez papieża Franciszka aktem.
– Trzeba mieć nadzieję, że poświęcenie Rosji przyspieszy jej nawrócenie, co w konieczny sposób wiąże się ze zjednoczeniem Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego ze Stolicą Apostolską i staniem się prawdziwe katolickim. Tylko wówczas dojdzie w oczach Bożych do prawdziwego nawrócenia, bo nawrócenie nie może być połowiczne – wskazał.
– Musimy mieć również nadzieję, że poświęcenie Rosji przyspieszy triumf Niepokalanego Serca Maryi, co znajdzie swój wyraz w autentycznej odnowie życia Kościoła katolickiego, to znaczy w nowej chwale czystości wiary katolickiej, świętość liturgii, świętości życia chrześcijańskiego – dodał.
– Wreszcie musimy mieć nadzieję, że poświęcenie Rosji przyspieszy epokę pokoju dla ludzkości. Przy tym prawdziwy i trwały pokój w społeczeństwie zostanie ustanowiony dopiero wówczas, gdy Chrystus będzie panował nad społeczeństwem ludzkim – powiedział, powołując się na nauczanie papieża Piusa XI.
Hierarcha wyraził też radość z tego, że do aktu poświęcenia przyłączy się były papież Benedykt XVI, który, jak powiedział biskup Schneider, jest jednym z najbardziej wybitnych członków światowego episkopatu naszych czasów.
—————————- Nauczycielka ma prowadzić facebookowy profil „Ukrainiec NIE jest moim bratem”. Jednak z relacji sosnowieckich urzędników wynika, że kobieta nie potwierdziła, że administruje fanpagem. Potwierdza natomiast, że publikowała w internecie treści dotyczące Ukrainy.
Nauczycielce wyciągnięto fragmenty tekstów sprzed paru lat, w których pisała m.in. o nierozliczonej rzezi wołyńskiej i wciąż żywym kulcie Bandery na Ukrainie.
„Oczywiście nie możemy obwiniać współczesnych Ukraińców o grzechy przodków, ale niestety są wychowywani w kulcie dla ludobójców stawianych na piedestały. Nie dziwi więc fakt, że niektórzy z nich są przesiąknięci wrogością do Polaków i chełpią się mentalnością z czasów Rzezi Wołyńskiej” – stwierdziła na łamach parezja.pl w 2017 roku.
„Dość już z polityczną walką za Ukraińców o nie nasz Krym! Czy Ukraińcy płakali kiedy nam Lwów zabierano? Do tego uczynili ze Lwowa banderowski folwark rozpoczynając każdy Nowy Rok marszem w rocznicę urodzin Stepana Bandery z banderowskim pozdrowieniem na ustach. Czy Prezydent miał choć chwilę refleksji jak czują się Polacy tam mieszkający wiedząc, że Polska z otwartymi ramionami przyjmuje głównie młodych Ukraińców wychowywanych na chorej ideologii i wpajaniu, że to Polacy mordowali Ukraińców, a jednocześnie bardzo niewielu z nich w ogóle słyszało o Rzezi Wołyńskiej. Jest to zjawisko o tyle groźne, że oba nasze narody mają nawzajem się wykluczające systemy wartości – my chcemy uszanowania pamięci o ofiarach, oni o katach. Może to rodzić nowe konflikty, bo Polacy sobie nie pozwolą na własnym terenie na przejawy wprowadzania ocieplania wizerunku ludobójców”.
Teraz powszechne oburzenie wywołały słowa o „banderowskim folwarku”.
Szkoła w Sosnowcu, w której pracuje nauczycielka, zdecydowała o jej zawieszeniu. – Anglistka decyzją dyrekcji szkoły została zawieszona. Informacja o jej zachowaniu trafi do rzecznika dyscyplinarnego w Śląskim Kuratorium Oświaty. Myślę, że nikt z nas nie chciałby, żeby taka osoba uczyła jego dziecko – grzmiał w rozmowie z Onetem rzecznik sosnowieckiego magistratu Rafał Łysy.
Jak dodał, „sprawa” nauczycielki zostanie też zgłoszona do prokuratury. – W naszej ocenie jest to nawoływanie do nienawiści na tle narodowym – stwierdził Łysy.
Dotychczas anglistka cieszyła się bardzo dobrą opinią. Jednak pod wpływem panujących nastrojów wyciągnięto jej teksty dotyczące nierozliczonej zbrodni na Wołyniu. To zaś spowodowało, że ma teraz zakaz wstępu do szkoły i kontaktu z uczniami, a miejscy urzędnicy oskarżają ją o „ksnenofobię”.
Źródła: onet.pl/parezja.pl/magnapolonia.org
Komentarze:
Tadeusz Zborek Co to za czasy gdzie za mówienie prawdy się karze a za kłamstwa wynagradza ??? Czy my jeszcze żyjemy w Polsce czy już pod zaborami ???
asia7 Mądra ta Pani nauczycielka! Co za szkoła, która neguje prawdę historyczną! Dla dyrektora tej szkoły – wstyd!
============================
ANN Aneta Oni nas zastraszają żebyśmy nie pamiętali o historii Chcą zabić naszą pamięć .Nigdy banderowiec nie będzie naszym bratem .Niech się wzbogaca i nabiorą pewności ze są u siebie , wtedy głupi Polak zobaczy odbity but faszystowski na twarzy ! Polska jest w stanie likwidacji TO MA BYĆ KRAJ UKRAIŃCÓW A ONI ELITA !
[Oczywiście nie taki jest Plan globalistów: Raczej : Zniszczyć Narody, zostawić nienawidzącą się mieszankę.. Por. Richard Nikolaus Eijiro hrabia Coudenhove-Kalergi i jego „Paneuropa”. Mirosław Dakowski]
Sprzeciwu nie widzę w narodzie więc czeka nas II WOŁYŃ .
Olek19801 To jest nas więcej tak myślących. I co, wszystkich nas pozamykacie ?
„Dość już z polityczną walką za Ukraińców o nie nasz Krym! Czy Ukraińcy płakali kiedy nam Lwów zabierano? Do tego uczynili ze Lwowa banderowski folwark rozpoczynając każdy Nowy Rok marszem w rocznicę urodzin Stepana Bandery z banderowskim pozdrowieniem na ustach. Czy Prezydent miał choć chwilę refleksji jak czują się Polacy tam mieszkający wiedząc, że Polska z otwartymi ramionami przyjmuje głównie młodych Ukraińców wychowywanych na chorej ideologii i wpajaniu, że to Polacy mordowali Ukraińców, a jednocześnie bardzo niewielu z nich w ogóle słyszało o Rzezi Wołyńskiej. Jest to zjawisko o tyle groźne, że oba nasze narody mają nawzajem się wykluczające systemy wartości – my chcemy uszanowania pamięci o ofiarach, oni o katach. Może to rodzić nowe konflikty, bo Polacy sobie nie pozwolą na własnym terenie na przejawy wprowadzania ocieplania wizerunku ludobójców”.
Weto Prezydenta Andrzeja Dudy z dnia 30 marca 2018r okazało się równoznaczne z pozamiataniem pod dywan zbrodni stanu wojennego Wojciecha Jaruzelskiego, Czesława Kiszczaka i innych bandytów WRON-y.
Piszę nie bez kozery, że to byli bandyci, gdyż istnieje oficjalny Wyrok Sądu RP uznającego całą Wojskową Radę Ocalenia Narodowego za związek przestępczy o charakterze zbrojnym.
Potem 6. marca 2018 roku Sejm RP uchwalił Ustawę „O pozbawieniu stopni wojskowych osób i żołnierzy rezerwy, którzy w latach 1943-1990 swoją postawą sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu”.
A zatem ustawa dotyczyła nie tylko związku przestępczego WRON, ale również zbrodniarzy okresy stalinowskiego, października 1956, marca 1968, grudnia 1970 roku i czerwca 1976 roku.
Zadałem sobie trudu dokładnego zbadania prawdziwych przyczyn tego weta podjętego w obronie m.in. stopni generalskich Jaruzelskiego i Kiszczaka, bo oficjalne argumenty ujęte w odmowie podpisania Ustawy uznałem za mało przekonywujące.
Podam fakty i dokumenty z korespondencji z Kancelarią Prezydenta Andrzeja Dudy bez dodawania komentarzy, bo szanuję inteligencję Czytelników i wyciąganie wniosków pozostawię internautom.
From: rajmund.pollak [mailto:rajmund.pollak@o2.pl] Sent: Thursday, December 16, 2021 9:04 AM To: sekretariat Biuro Prasowe <bp@prezydent.pl> Subject: Vero dot. degradacji Jaruzelskiego i Kiszczaka
W rocznice zbrodni komunistycznej dokonanej na Kopalni Wujek zwracam się o , podanie uzasadnienia veta Prezydenta RP. do ustawy przewidującej zdegradowanie wszystkich zdrajców ojczyzny z organizacji przestępczej o charakterze.zbrojnym WRON.
Odpowiadając na korespondencję z 16 grudnia, uprzejmie informujemy, że wniosek Prezydenta RP z dnia 30 marca 2018 r. o ponowne rozpatrzenie ustawy z dnia 6 marca 2018 r. o pozbawianiu stopni wojskowych osób i żołnierzy rezerwy, którzy w latach 1943–1990 swoją postawą sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu dostępny jest na stronie internetowej Sejmu:
Po przeanalizowaniu ujętych w linkach dokumentów skierowałem do Prezydenta RP następny E-mail:
From: rajmund.pollak [mailto:rajmund.pollak@o2.pl] Sent: Sunday, December 26, 2021 10:16 PM To: sekretariat Biuro Prasowe <bp@prezydent.pl> Subject: Inicjatywa ustawodawcz dot. degradacji Jaruzelskiego i Kiszczaka. PILNE!
Szanowny Pan Prezydent R.P. Andrzej Duda.
Z uwagi na fakt, że od chwili zavetowania przez Pana Prezydenta R.P. w marcu 2018roku tzw. „Ustawy degradacyjnej” minęło już ponad trzy lata, ośmielam się zapytać: czy Pan Prezydent przygotował już inicjatywę ustawodawczą w tej sprawie? W uzasadnieniu veta zawarte są m.in. takie deklaracje:
[….] „W opinii Prezydenta ta ustawa jest niesprawiedliwa. – Nie możemy w Polsce przywracać sprawiedliwości, jednocześnie wprowadzając niesprawiedliwe rozwiązania – podkreślił. Prezydent zapowiedział też, że po świętach zaprosi na spotkanie m.in. szefa MON i przedstawicieli organizacji kombatanckich. Jak dodał, chciałby, aby powstała taka ustawa, która będzie przyjęta przez społeczeństwo ze zrozumieniem, a przede wszystkim nie będzie niesprawiedliwa.”
W 40 rocznicę wybuchu stanu wojennego i w/w uzasadnienia veta odpowiedź na pytanie: Czy powstała już inicjatywa ustawodawcza Pana Prezydenta R.P. w temacie zdegradowania generałów Jaruzelskiego, Kiszczaka i innych członków organizacji zbrojnej o charakterze przestępczym pod nazwą Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego? jest istotne dla każdego Polaka
Licząc na szybką odpowiedź pozostaję z wyrazami szacunku
Rajmund Pollak
Odpowiedź otrzymałem 10 stycznia 2022roku, następującej treści:
10 sty 2022 20:54
sekretariat Biuro Prasowe bp@prezydent.pl
do mnie, Paweł Mucha
Szanowny Panie Redaktorze,
odpowiadając na korespondencję z 26 grudnia 2021 r., uprzejmie informujemy, że na dzień 5 stycznia 2022 r. Pan Prezydent RP nie wniósł inicjatywy ustawodawczej o treści określonej w pytaniu.
Z poważaniem
Biuro Prasowe
Kancelarii Prezydenta RP
Uznałem tę odpowiedź jako dowód na brak woli ze strony Prezydenta Andrzeja Dudy do uczynienia jakichkolwiek kroków prawnych w celu zdegradowania przynajmniej generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka, dlatego pozwoliłem sobie na wysłanie kolejnego E-maila do Prezydenta R.P., który prezentuję poniżej:
22 sty 2022 23:16
rajmund.pollak@o2.pl
do
sekretariat Biuro Prasowe, Paweł Mucha
Szanowny Pan Prezydent R.P. Andrzej Duda
W związku z informacją z 10 stycznia 2022 20:54 sekretariatu Biura Prasowego <bp@prezydent.pl , jako były działacz opozycji antykomunistycznej mam prawo zapytać Pana Prezydenta R.P. czy weto do Ustawy o degradacji członków WRON-y jest skutkiem ustaleń z Magdalenki w 1989r i tzw. „Okrągłego stołu”, których konsekwencją była „gruba krecha”, uniemożliwiająca przez szereg dziesięcioleci ukaranie aferzystów i zbrodniarzy komunistycznych?
Taki wniosek nasunął mi się po dokładnym przestudiowaniu dokumentów wskazanych mi przez Kancelarię Prezydenta R.P. w dniu 20 grudnia 2021roku.
[……]Prezydent zaznaczył jednocześnie, że ci, którzy piastowali tam najwyższe stanowiska, będąc jednocześnie na najwyższych stanowiskach państwowych i partyjnych – wymienił m.in. gen. Wojciecha Jaruzelskiego oraz gen. Czesława Kiszczaka – „to są ludzie, którzy nie zasługują na szacunek”. – Jeżeli chodzi o odebranie im stopni wojskowych, sprawa jest dla mnie mało dyskusyjna. Chociaż słyszę, że w społeczeństwie jest dyskutowana. Ale dla mnie jest ona mało dyskusyjna. To byli ludzie, którzy szkodzili Polsce, którzy budowali tutaj ustrój zniewolenia nas wszystkich, Polaków – powiedział Prezydent. Ale, jak dodał, nie tylko oni składali się na WRON. Prezydent wyjaśnił m.in., że w skład Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego wchodzili nie tylko generałowie, ale także podpułkownicy i pułkownicy – „ludzie wtedy jeszcze względnie młodzi”.
Twierdzenia Pana Prezydenta jakoby podpułkownicy i pułkownicy WRON nie zasługiwali na degradacje jako jeszcze wtedy względnie młodzi jest pozamerytoryczna, gdyż żaden z pułkowników WRON-y nie był młodzieniaszkiem. Podaję za źródłami IPN:
1.płk Tadeusz Makarewicz – ur. 17 sierpnia 1925r. miał w chwili ogłoszenia stanu wojennego ukończone 56 lat, a zatem nie był „stosunkowo młody”
2. płk Kazimierz Garbacik ur. 6 listopada 1927 miał 13.12.1981r.miał już 54lata, a zatem nie był młodzieniaszkiem
3. płk Roman Leś ur.10.kwietnia 1924r., a zatem 13.12.1981r miał już 57lat
4.ppłk Jerzy Włosiński – ur. 19 maja 1943r miał 13.12.1981r. ukończone 38lat
5.ppłk Mirosław Hermaszewski ur. 15 września1941 miał w dniu wybuchu stanu wojennego ukończone 40 lat, a zatem też już nie był młodzieniaszkiem.
Z kolei w drugim dokumencie wskazanym mi przez Kancelarię Pana Prezydenta – Weto z dnia 30.03.2018rok, w którym Pan Prezydent uzasadnił swoje weto m.in. takimi oto argumentami:
[…] ” Zasada zaufania do państwa i nakaz równego traktowania obywateli przez władze publiczne wymagają, aby w każdym przypadku pozbawienia stopnia wojskowego była podejmowana indywidualnie, w oparciu o jasno określone kryteria, w sposób pozwalający na obiektywną ocenę czynów danej osoby” […]
Moim zdaniem ten argument nie ma nic wspólnego z dbałością o praworządność, gdyż ocena taka została podjęta już wcześniej przez niezawisły Sąd Rzeczypospolitej, który uznał cały skład WRON za związek przestępczy o charakterze zbrojnym bez żadnego personalnego wyjątku.
Wątpliwości Pana Prezydenta RP Andrzeja Dudy co do pułkowników i podpułkowników WRON, w sposób oczywisty podważa dokumentacja IPN:
1.płk Tadeusz Makarewicz – W biuletynie IPN: https://katalog.bip.ipn.gov.pl/informacje/1729?katalog=4 znajdują się następujące informacje: [….] Po zakończeniu działań wojennych, w roku 1947 i 1948, jako dowódca plutonu w 62 i 57 pułku piechoty, na terenie powiatów: łomżyńskiego i grajewskiego, zwalczał oddziały podziemia niepodległościowego. W okresie od 25.04.1945 do 15.09.1945r. brał udział na Kursie Doskonalenia Oficerów przy Akademii Wojennej im. M.Frunze – Moskwa. Następnie od 6.02.1987r. do 21.03.1991r. attache wojskowy, morski i lotniczy przy ambasadzie PRL w Sofii (Bułgarska Republika Ludowa). Aktywista partyjny, członek Komitetu Partyjnego Marynarki Wojennej w 1970r. (b.b.d.), w 1978 roku ukończył WUML kurs Kadry Kierowniczej, delegat na VIII Zjazd PZPR.”
2.płk Kazimierz Garbacik https://katalog.bip.ipn.gov.pl/informacje/88615?katalog=4 tak m.in. stwierdza: […] pułkownik od 30.09.1970r. W PPR od stycznia 1947r., następnie w PZPR. Jako członek Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego winien:”Ponosić pełną odpowiedzialność za stabilizowanie sytuacji i egzekwowanie ustaleń stanu wojennego: – w Łodzi.” Pełnił następujące funkcje partyjne: członek egzekutywy Komitetu Partyjnego Wojsk Wewnętrznych, sekretarz POP sztabu pułku, członek Komitetu Politycznego Szkoły Oficerskiej.”[….]
3. płk Roman Leś https://katalog.bip.ipn.gov.pl/informacje/90556 awarto m.n. : W PPR od września 1946r., następnie w PZPR. Wyższy Kurs Dokształcania Oficerów przy Akademii Tyłów i Transportu w ZSRR w okresie od 08.1958 do 07.1959r. Z dniem16.08.1975 roku zwolniony z zawodowej służby wojskowej. Jako uczestniczącemu w pracach WRON, z ramienia Związku Byłych Żołnierzy Zawodowych, „zalecono [mu] zgłosić, spośród oficerów rezerwy, odpowiednich kandydatów na kierownicze stanowiska zwłaszcza w administracji terenowej”.
[…]od 1961r. do 1964r. Oficerska Szkoła KBW w Legnicy, od 1969r. do 1972r. Akademia Sztabu Generalnego, w 1964r. ppor., w 1967r.por., w 1971r. kpt., w 1975r. mjr., w 1978r. ppłk., w 1982r. płk., m.in. w 1978r. szef sztabu i za-ca d-cy 14 Mazurskiej Brygady Wojsk Obrony Wewnętrznej, w 1981r. d-ca 1 Brygady Wojsk Obrony Wewnętrzej, w 1989r. z-ca szefa sztabu Warszawskiego Okręgu Wojskowego. Pełnił funkcję Sekretarza POP PZPR i członka Komitetu PZPR w Wojskach Obrony Wewnętrznej.” [….]
5. ppłk Mirosław Hermaszewski [….] Od 1962 w szeregach PZPR. był delegatem na VIII i X Zjeździe PZPR oraz zaproszonym gościem IX Zjazdu PZPR.
Jako członek WRON-u miał:” Ponosić pełną odpowiedzialność za stabilizowanie sytuacji i egzekwowanie ustaleń stanu wojennego: – w odniesieniu do działalności organizacji młodzieżowych/przy wsparciu GZP WP/” Źródło: IPN BU 2216/15; IPN BU 1585/1009, k. 3v Zatem kosmonauta Mirosław Hermaszewskim był od 1962roku aktywnym komunistą PZPR i należał do kręgu najwyższych dygnitarzy PRL-u, a w stanie wojennym ani razu nie zaprotestował przeciw zbrodniczym działaniom WRON-y lecz je biernie wspierał!
Reasumując w/w fakty i dokumenty można twierdzić, że weto Pana Prezydenta R.P. Andrzeja Dudy z dnia 30.03.2018roku nie miało podstaw ani merytorycznych ani faktycznych, a zatem jako obywatel posiadający status działacza opozycji antykomunistycznej mam prawo zapytać Pana Prezydenta R.P. :
Czy prawdziwym powodem weta do ustawy o degradacji wszystkich członków organizacji o charakterze przestępczym o nazwie WRON były ustalenia zawarte w Magdalence i przy okrągłym stole w 1989r o nie pociąganiu do odpowiedzialności bandytów komunistycznych z organizacji o nazwie WRON???
Licząc na szybką odpowiedźpozostaję z wyrazami szacunku Rajmund Pollak autor książki pt.: „Polacy wyklęci z FSM za komuny i podczas włoskiej inwazji.” wydanej przez Edition Spotkania
Po tym wystąpieniu elektronicznym sprawa nabrała już wyższej rangi, bo odpowiedzi udzielił Radca Prawny Prezydenta RP.
Wnioski i komentarze pozostawiam Czytelnikom i…historykom
Rząd Prawa i Sprawiedliwości zaproponował zmiany w konstytucji w związku z wojną na Ukrainie. Stanisław Michalkiewicz zapowiedział, że jeśli Konfederacja poprze jeden z postulatów, to „plunie na nich” i nie będzie prawicowego ugrupowania traktował „serio”.
W ramach zmian konstytucji PiS zaproponował, by wyłączyć z progu zadłużenia publicznego wydatki na armię, wprowadzić prawo pozwalające konfiskować majątek rosyjskich obywateli oraz nakładać dodatkowe podatki na firmy, które kontynuują działalność gospodarczą na terenie Rosji.
W rozmowie na kanale „Niezależny Lublin” do jednego pomysłów rządu odniósł się redaktor Stanisław Michalkiewicz.
Skrytykował pomysł konfiskaty prywatnych majątków Rosjan w Polsce. Nie wykluczył, że większość opozycji ten pomysł poprze, ale jednocześnie wyraził nadzieję, że nie zrobi tego Konfederacja.
– Gdyby Konfederacja zgodziła się na konfiskatę prywatnego mienia Rosjan w Polsce, to bym plunął na nich. Nie chciałbym mieć wówczas z tą partią nic wspólnego. Już bym nigdy ich nie potraktował 'serio’ – powiedział Michalkiewicz.
– Mam nadzieję, że tak nie będzie. Rozumiem, że można nacjonalizować, czy konfiskować majątek państwa rosyjskiego. Podkreślam – państwa (a nie osób prywatnych) – kontynuował Michalkiewicz.
– To, że tak daleko odchodzimy od prawa rzymskiego, że dopuszczamy się w majestacie prawa zwykłego rabunku… ja się z tym nie mogę pogodzić – komentował.
Podkreślił raz jeszcze, że nie można przejmować prywatnego majątku obywatela obcego państwa, tylko dlatego, że przypadkowo jest obywatelem tego państwa.
Niektórzy sugerują, by konfiskować majątek tych Rosjan, którzy sympatyzują z Putinem. – Ciekaw jestem, jak oni będą to sprawdzać. Na przesłuchania będą brać, do prądu będą podłączać?– pytał ironicznie Michalkiewicz.
Ocenił też, że byłby to bardzo niebezpieczny precedens, który w przyszłości mógłby zostać wykorzystany do konfiskaty majątków nie tylko Rosjan, ale na przykład Polaków – pod innym już pretekstem.
Ponadto próbę konfiskaty prywatnych majątków rosyjskich obywateli porównał do chęci karania Polski przez niektóre kraje UE za „brak praworządności”.
Prowadzący rozmowę na kanale „Niezależny Lublin” redaktor Hołubowicz zapytał Michalkiewicza, czy nie boi się, że po głoszeniu takich tez zostanie po raz kolejny okrzyknięty „ruską onucą” czy też „ruskim agentem”.
Michalkiewicz odpowiedział, że nie „musi ćwierkać z danego klucza” i jako wolny człowiek może mówić to, co myśli, a nie to, co wypada powiedzieć. – A jak mnie zamkną, to najwyżej nie będę już mówił – podsumował Michalkiewicz.
Francuski sąd rozpatrujący sprawę o odmowę wypłaty odszkodowania z polisy na życie, stwierdził, że [tzw.] szczepionki przeciwko Covid-19 są preparatami eksperymentalnymi i osoby je przyjmujące nie mogą zasłaniać się niewiedzą o ich skutkach ubocznych – które według sądu były publikowane – w związku z czym zgon w wyniku poszczepiennych skutków został zakwalifikowany jako samobójstwo.
https://www.bibula.com/?p=132433
———————————–
Według prawnika Carlo Alberto Brusy z paryskiej kancelarii CAB Associés, reprezentującego rodzinę zmarłego w wyniku skutków poszczepiennych, firma ubezpieczeniowa odmówiła wypłaty polisy na życie (Life Insurance / L’assurance-vie) zawartej z osobą, która dobrowolnie zaszczepiła się.
Firma ubezpieczeniowa uzasadniła odmowę wypłaty, ponieważ szczepionki przeciw COVID-19 są uważane jako preparaty eksperymentalne. Firma ubezpieczeniowa wyjaśniła, że w czasie gdy jej klient przyjął [tzw.] szczepionkę, znane były i publikowane jej skutki uboczne oraz ubezpieczony powinien wiedzieć, że uczestniczy w niebezpiecznym eksperymencie medycznym, który mógłby spowodować jego śmierć. W związku z tym firma ubezpieczeniowa uznała jego śmierć jako samobójstwo, a na podstawie klauzuli wykluczającej wypłatę w wyniku śmierci samobójczej, odmówiła wypłaty pieniędzy z polisy na życie.
Rodzina zmarłego pozwała firmę ubezpieczeniową, lecz sąd orzekł, iż
„Skutki uboczne eksperymentalnej szczepionki są publicznie znane, a zmarły nie mógł twierdzić, że o nich nie wiedział w czasie gdy dobrowolnie przyjął szczepionkę. We Francji nie ma prawa ani obowiązku zmuszającego do zaszczepienia się, dlatego jego śmierć jest zasadniczo samobójstwem.”
Sąd uznaje kwalifikację ubezpieczyciela, która prawnie uznaje udział w eksperymencie III fazy za dobrowolne przyjęcie ryzyka śmiertelnego nieobjętego umową, biorąc pod uwagę zapowiedziane skutki uboczne, w tym śmierć, co jest prawnie uznane za samobójstwo.
=========================================
Podobne sytuacje miały miejsce również w Niemczech gdzie np. prywatna firma ubezpieczeniowa Die Haftpflichtkasse ostrzegła w liście do swoich klientów, że jakkolwiek skutki poszczepienne tzw. tradycyjnych szczepionek są pokrywane, to wyraźnie zaznaczono, iż skutki po przyjęciu „szczepionki przeciwko Covid-19” są wykluczone z polisy.
W Stanach Zjednoczonych producenci wszystkich szczepionek uzyskali bezwarunkowe zwolnienie od wszelkiej odpowiedzialności za jakiekolwiek skutki swoich produktów, a obowiązujące prawo nie dopuszcza możliwości sądowych pozwów za poszczepienne skutki spowodowane „szczepionkami przeciwko Covid-19”.
Adwokat Carlo Alberto Brusa zamieszcza więcej informacji na swoim Facebooku tutaj.
Oprac. www.bibula.com 2022-03-22 na podstawie: Notre Europe Centrale (20/01/2022) – „Corona-Hammer : L’assurance-vie sort après le décès par vaccination, car la „vaccination volontaire avec un vaccin expérimental” compte comme un suicide ! – MISE À JOUR v. 20/01″
============================================
mail: Tzn. że francuski rząd (jak i inne rządy) namawiały swoich obywateli do samobójstwa. Co wtedy robił francuski sąd i sądy innych krajów?
Na Ukrainie trwa proces niszczenia starego i budowania nowego państwa i narodu. W najnowszej historii to nic nowego, po II wojnie światowej Amerykanie budowali od nowa Japonię i Niemcy, po 1989 r. – Polskę i środkową Europę, obecnie Irak i Afganistan. Przyjrzyjmy się kilku najważniejszym momentom tego procesu, gdyż warto rozumieć, co się dzieje w kraju, gdzie władzę przejmuje Zachód. Zachodzą w nim dwa procesy: podporządkowanie nowo zdobytego terytorium zachodnim regułom gry oraz opanowanie jego rynków i eksploatacja zasobów. W przypadku Ukrainy dochodzi jeszcze plan B – przygotowanie do wojny.
Sukces Ameryki i klęska Rosji
22 lutego 2014 r. obalono rząd i ukraińskiego prezydenta, a władzę przejęli politycy, wybrani przez Stany Zjednoczone, które przesunęły kontrolowane przez siebie terytorium o ponad tysiąc kilometrów na wschód, zbliżając się do Moskwy na odległość, umożliwiającą błyskawiczne wykonanie salw rakietowych i ataków samolotowych. Był to ogromny sukces, Ukraina stała się tak cennym nabytkiem dla Ameryki, że ta porzuciła politykę odprężenia z Rosją, podniosła wysoko poziom napięcia i wykorzystała wiele narzędzi nacisku wobec Moskwy. Rozmieszczono wzdłuż rosyjskich granic NATO-wskie wojska, wynajdując czy wręcz kreując wciąż nowe konflikty, demonizując Rosję i Putina, podgrzewając atmosferę do poziomu histerii, przypominającej czasy McCarthy’ego. Działania te, łącznie z sankcjami personalnymi i gospodarczymi, mają zapobiec twardszej reakcji Rosji, zablokować jej rozwój gospodarczy i zepchnąć do roli światowego pariasa. A cel jest jasny i komunikowany wprost: „Ukraina jest nasza, wycofajcie poparcie dla rebeliantów na wschodzie i oddajcie Krym”.
Dla Rosji utrata neutralnej Ukrainy to poważna porażka, zagrażająca Rosji militarnie i niosąca ogromne straty gospodarcze. Ataki walutowe w 2014 roku, sankcje USA i Unii Europejskiej cofnęły Rosję gospodarczo o dobrych kilka lat. Utrata rynku ukraińskiego, konieczność zastąpienia zerwanych więzi kooperacyjnych z Ukrainą – to znaczące koszty. Wykreowanie przez wrogiego sąsiada setek, wręcz tysięcy nowych problemów i konfliktów, angażuje siły, pozbawia Kreml najcenniejszych obszarów rozwoju na terenach dawnego Związku Radzieckiego a dzisiejszego „ruskiego miru”.
Marionetkowe państwo
Ukraina jest jawnie i bezceremonialnie zarządzana przez siły zewnętrzne. Tego faktu nikt nie ukrywa, jedynie media takie informacje niezbyt chętnie przekazują. Najlepszym przykładem działania Departamentu Stanu była słynna podsłuchana rozmowa Victorii Nuland, która w czasie Euromajdanu na początku 2014 r. rozdzielała wśród opozycjonistów stanowiska rządowe, nie przejmując się Unią Europejską (słynne „fuck the EU”).
Europa odgrywa poślednią rolę. Gdy 21 lutego 2014 roku trzech europejskich ministrów spraw zagranicznych zagwarantowało porozumienie między rządem Janukowycza a majdanową opozycją, następnego dnia tłumy ruszyły i obaliły prezydenta. Taka była siła gwarancji unijnej dyplomacji na Ukrainie i taka do dzisiaj jest, widać to choćby po porozumieniach mińskich, które w obecności szefów Rosji, Niemiec i Francji podpisano w lutym 2015 r. Nic z ich ustaleń nie zostało zrealizowane.
To nie Europa rządzi na Ukrainie. To amerykańska ambasador Marie Yovanovitsh, otwarcie ingeruje, np. krytykując wybór sędziów najwyższej instancji i decydując o ich ponownym wyborze. W pierwszym rządzie po przewrocie kilka ważnych funkcji objęły osoby spoza Ukrainy, a najważniejszą instytucję – bank centralny – przejęła Natalia Jaresko – obywatelka USA, wcześniej pracownica Departamentu Stanu i ambasady amerykańskiej na Ukrainie. To jej Ukraińcy zawdzięczają kuriozalne porozumienie z inwestorami z sierpnia 2015 r., gdzie za „spisanie” 3,6 miliarda dolarów długu, zobowiązano się przez 20 lat płacić kredytodawcom część wzrostu PKB Ukrainy. Jak szacował IMF, z radością witający tak dobre dla banków porozumienie, wierzyciele mogą uzyskać do 19 miliardów dolarów. Świetnie wykorzystano moment słabości państwa, by nałożyć kolonialne podatki na najbliższe dziesięciolecia. Dzisiaj zrezygnowano z obcokrajowców na najważniejszych stanowiskach, lecz całe zespoły zagranicznych doradców (także z Polski) pracują w administracji i przedsiębiorstwach państwowych realnie zarządzając Ukrainą.
Charakterystyczną postacią jest tu Joe Biden – były wiceprezydent USA. Kiedyś mówił, że z prezydentem Poroszenko „kontaktuje się częściej niż z własną żoną”. I rzeczywiście – ilość rozmów, wizyt i konsultacji była ogromna. To właśnie wiceprezydent Biden zadzwonił do prezydenta Janukowycza i jak opisuje to w swoich pamiętnikach, zmusił go do wyjazdu z kraju, a władzę dzięki temu przejął „młody patriota Arsenij Jaceniuk”. Na zdjęciu z posiedzenia ukraińskich władz z kwietnia 2014 r. widzimy jak Joe Biden siedzi w fotelu przewodniczącego Rady Najwyższej i wydaje polecenia „młodym patriotom”. W tym samym czasie jego syn – Hunter Biden robił naftowe interesy na Ukrainie z oligarchami obalonego „reżimu Janukowycza”. Amerykański wiceprezydent opowiedział pikantne szczegóły zakulisowych wydarzeń, jak tworzono władzę na Ukrainie i jak pozbywano się niewygodnych dla Ameryki ludzi. W 2016 r. Biden zażądał wyrzucenia ze stanowiska Prokuratora Krajowego Wiktora Szokina, szantażując prezydenta Poroszenkę odcięciem miliarda dolarów kredytu. I otrzymał to, czego żądał, a media pisały o usuniętym prokuratorze jako o osobie „kontrowersyjnej”.
Zagraniczna ingerencja osiągnęła taki pozom, że nawet parlamentarzysta Jurij Sirotiuk – autor określenia „rewolucja godności” – oskarża rząd że „tańczy jak im USA zagra” i pisze najważniejsze ustawy pod dyktando Waszyngtonu. Julia Tymoszenko twierdzi, że „zewnętrzne zarządzanie poprzez marionetkową władzę w Kijowie: prezydenta, premiera, szefa banku centralnego […] prowadzi do pełnej ekonomicznej kolonizacji Ukrainy”. Wiktor Miedwiedczuk, szef opozycyjnej partii Ukraiński Wybór mówi: „Wstyd mi to mówić jako obywatelowi Ukrainy, ale dzisiaj na Ukrainie wszystkim zarządza ambasador Stanów Zjednoczonych, to najwyższa instancja w kraju”.
Do bieżącego zarządzania „transformacją ustrojową” Ukrainy służy Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF), kontrolując ukraińskie finanse i wymuszając wprowadzenie rozwiązań korzystnych dla Zachodu. Ukraińska gospodarka zadłużyła się ponad swoje możliwości już za poprzednich rządów, szczególnie Julii Tymoszenko i Azarowa, obecna władza na skutek zniszczenia gospodarki, ucieczki podatników w szarą strefę, a krajowego kapitału za granicę, nie jest w stanie utrzymać płynności finansowej i wypłacalności państwa. Dlatego IMF, który pożyczył 12 miliardów dolarów, otwarcie szantażuje Kijów, że jeśli nie wprowadzi wymaganych przez Zachód „reform” – to nie będzie następnej transzy kredytów. Używanie przy tym słowa „pomoc” jest czystą kpiną, gdyż są to kredyty, i to wysoko oprocentowane. Kijów pożycza na ponad 9 procent rocznie – są to jedne z najdroższych kredytów na świecie, porównywalne z krajami afrykańskimi.
Europa zdobywa nowe rynki i zasoby
O ile strategiczne zarządzanie przekształceniem Ukrainy według zachodnich wzorów należy do Waszyngtonu i jego międzynarodowych instytucji, o tyle gospodarcze opanowanie Ukrainy to zadanie Unii Europejskiej.
Jest ona zainteresowana przede wszystkim narzuceniem Ukrainie europejskich reguł gry i zbudowaniem rynków zbytu dla swoich produktów. Nie służy to rozwojowi krajowej gospodarki czy wzmocnieniu lokalnego przemysłu, wręcz przeciwnie, produkcja przemysłowa kurczy się, przedsiębiorstwa bankrutują. Takie efekty przynosi wymagane przez Brukselę i IMF podniesienie cen energii i gazu, które czynią niekonkurencyjnym ukraiński przemysł, niezwykle energochłonny, gdyż oparty na niskich cenach energii i gazu. Jednym z absurdów jest narzucenie cen gazu, energii i węgla opartych na formule „europejska giełda plus…”, która nie ma nic wspólnego z kosztami surowców czy energii, ani z siłą nabywczą społeczeństwa czy konkurencyjnością przedsiębiorstw. Zastosowano formułę, która zabija resztki przemysłu, a odbiorcom prywatnym drenuje portfele. Żeby dopełnić absurdu – w tak biednym kraju państwo dopłaca do importowanych z Europy urządzeń energii odnawialnej, by kilka tysięcy najbogatszych mogło sobie postawić panele słoneczne, a znajomi królika zarobić na dotacjach do farm wiatrowych.
Oczywiście absurdem takie postępowanie jest wtedy, gdy zakładamy, że reformy mają przynieść korzyść Ukrainie, ale gdy założymy że celem jest budowa gospodarki uzależnionej od Zachodu – wszystko zaczyna układać się w racjonalny schemat. Zresztą ambasador USA w Kijowie mówi o tym wprost: „powinniście zostać krajem rolniczym”. Przyjęcie europejskich standardów, norm technicznych, dusi nieprzygotowaną na takie wymagania gospodarkę. Warunki te zawarte były w umowach, których nie chciał podpisać prezydent Janukowycz i za co został obalony.
Ukraina to lukratywny rynek dla zachodnich przedsiębiorstw, gdzie mogą sprzedać swoje produkty, tworząc u siebie dodatkowe miejsca pracy. Amerykański węgiel po 113 dolarów (dwukrotnie droższy od dostaw z Donbasu, który „ekstremiści” odcięli, blokując kolej), został uzgodniony między prezydentami krajów, gdy Petro Poroszenko potrzebował zdjęcia z Donaldem Trumpem. Podobnie amerykański Westinghouse, który zastępuje paliwo jądrowe w wybudowanych przez Rosjan elektrowniach atomowych. Dość ryzykowne, ale bardzo dochodowe przedsięwzięcie. Nie inaczej jest z rosyjskim gazem, który Ukraina kupuje od europejskich traderów, oczywiście znacznie drożej. A że jest to możliwe jedynie dzięki kredytowi europejskiego banku, dostęp do „wolnego ukraińskiego rynku” mają tylko przedsiębiorstwa wyznaczone przez bank.
Najbardziej łakomym kąskiem dla Zachodu jest kontrola nad strategicznym tranzytem gazu z Rosji. Chodzi tak o dochody z tranzytu jak i możliwość odcięcia dostaw rosyjskiego gazu do Europy, co nieudolnie próbowała robić wcześniej Ukraina. Dla Zachodu ważne jest także opanowanie rynku gazowego, przejęcie infrastruktury i wprowadzenie swoich firm, co w znacznej mierze się już dokonało.
Efekt tych zabiegów widać w deficycie handlowym Ukrainy, który przyczynia się do narastającego zadłużenia i zmusza do sprzedaży krajowego majątku, żeby spłacać odsetki. Zadłużenie państwa szybko rośnie, na koniec 2016 r. dług budżetu wyniósł 81 procent PKB, co dla tak słabej gospodarki jest bardzo niebezpiecznym wskaźnikiem. Połowa to dług zagraniczny, który szybko urósł od 2013 r. o 10 miliardów dolarów, co skazuje rząd na łaskę i niełaskę zagranicznych inwestorów.
Europa zdobywa także milionowe zasoby taniej siły roboczej, której pierwsza fala zalała Polskę, ale coraz więcej wyjeżdżających zasila także zachodnią Europę w poszukiwaniu pracy dającej szansę na godne życie, a której na Ukrainie nie ma. Zdegradowano tam bowiem obywateli do poziomu, na którym zarabiają czterokrotnie mniej niż w Polsce (a u nas trzykrotnie mniej niż na zachodzie), a ceny są często wyższe niż u nas. Tak ogromna różnica poziomów życia wysysa aktywnych ludzi i wtłacza ich do zachodniej gospodarki. Emigracja wylewa się więc szeroko z kraju, a oficjalne dane pokazują, że każdego roku ubywa pół miliona mieszkańców.
Tak więc Zachód osiąga dwa cele – zdobywa rynki dla swoich produktów i po cenach upadłości otrzymuje zasoby Ukrainy (siła robocza, ale także ziemia, lasy, nieruchomości czy przedsiębiorstwa). W sytuacji krachu gospodarki, gdy państwo jest zadłużone, IMF nalega i stawia sprzedaż przedsiębiorstw jako warunek uruchomienia funduszy, bez których Ukraina nie może przeżyć. Wtedy przedsiębiorstwa albo są sprzedawane za grosze, albo nie dochodzi do prywatyzacji i ich sytuacja pogarsza się. Jednak wyprzedaż przebiega opornie – ukraińscy oligarchowie na tyle twardo grają, że nie pozwalają sobie odebrać majątków. Przez kilka lat prywatyzacja prawie nie ruszyła, dopiero w 2017 r. sprzedano majątek za 150 milionów dolarów. Na dodatek w zakupach państwowych przedsiębiorstw prym wiodą Ukraińcy, tacy jak Rinat Achmetow.
Upadająca Ukraina jest ze wszystkich stron szarpana przez złodziei, majątek jest rozdrapywany na prawo i lewo. Trudno się dziwić politykom ukraińskim, rozumieją, że oni tu nie rządzą i… nie znasz dnia ani godziny…, więc oczywiście trzeba się zabezpieczyć. O ile przez pierwsze 20 lat samodzielnej Ukrainy środki wyprowadzone za granicę oceniano na 165 miliardów dolarów (Tax Justice Network), o tyle dzisiaj „ucieczka kapitału”, czyli grabież majątku narodowego, przybrała potężne rozmiary. Do zachodnich banków płyną strumieniem pieniądze oligarchów, lewe dochody polityków… to przecież także zyski z „przekształceń ustrojowych” podbijanych krajów.
Regres kraju – gospodarczy i społeczny
Piękne hasła, takie jak „rządy prawa” czy „klimat inwestycyjny”, zasłaniają istotę rzeczy: ustawienie systemu prawno-gospodarczego Ukrainy pod potrzeby swojego biznesu. Likwidacja zagrożeń, że państwo może zagranicznego inwestora ukarać lub pogorszyć jego warunki działania. I uniemożliwić wspieranie ukraińskiego biznesu. Od wewnątrz ukraińską gospodarkę niszczy odcięcie dopływu kredytu do przedsiębiorstw. Bardzo wysokie stopy procentowe mają tłumić inflację, ale realnie duszą przedsiębiorstwa, które nie mogą sobie pozwolić na tak drogi kredyt, dzisiaj na Ukrainie podstawowa stopa wynosi 16%. Jest to jednoznaczne z odcięciem tlenu i przemysł po prostu upada. Ale jeśli Zachód tak słabej gospodarce nakazuje włączyć się w międzynarodowe rynki finansowe, to dalej działa to już jak samograj. Bank centralny musi podnosić stopy procentowe, by dać zyski zagranicznym inwestorom, a wysoki koszt kredytu rujnuje przedsiębiorstwa. Ten sam mechanizm zastosowano w Polsce lat 90., przyczyniając się do upadku przemysłu i utraty pięciu milionów miejsc pracy.
Dzięki takim działaniom, regułom wprowadzanym przez nowe rządy, przez dwa lata po 2013 roku, produkt krajowy brutto Ukrainy liczony w dolarach zmniejszył się o połowę – ze 183 miliardów w 2013 do 91 miliardów dolarów w 2015 r. To, że gospodarka ukraińska błyskawicznie się zwija, widać najlepiej po zmniejszającym się zużyciu energii elektrycznej, której zapotrzebowanie zmniejszyło się o 15 procent (2013-2016), a także zużyciu gazu, które z 60 miliardów spadło do 32 mld (2011-2017). Prawie o połowę i to głównie w przemyśle.
Trudna sytuacja w kraju powoduje dramatyczne obniżenie poziomu dochodów i standardu życia. Przeciętny Ukrainiec boryka się z rosnącymi gwałtownie cenami podstawowych produktów – chleb, mleko, jajka czy popularne ukraińskie sało (rodzaj słoniny), których ceny szybują coraz wyżej a konsumpcja spada. Mięso staje się luksusowym towarem. Rosną koszty usług komunalnych, prądu, ciepła gazu, transportu. Nastroje społeczne są bardzo złe, badania Gallupa pokazały, że Ukraińcy czują się najbardziej nieszczęśliwymi ludźmi świata. Gorzej jest tylko w Sudanie i na Haiti. Dramatycznie wysokie są statystyki samobójstw w armii. Sam Michaił Saakaszwili nazwał Ukrainę – „europejskim Zimbabwe”.
Budowanie pozorowanego choćby dobrobytu, opartego na zadłużaniu krajów na Ukrainie nie udaje się. Także z tego powodu, że strategicznym priorytetem Ameryki jest rozerwanie silnych związków przemysłowych, gospodarczych, społecznych i kulturowych tego kraju z Rosją. Z tego powodu destrukcja gospodarki, spadek poziomu życia są jeszcze szybsze. Zakazy używania języka rosyjskiego, którym na wschodnich obszarach mówi większość społeczeństwa, odcinanie dostępu do rosyjskiej telewizji, zakaz importu rosyjskich książek czy zakazy występów a nawet wjazdu rosyjskich artystów, pisarzy, którzy zostali wciągnięci na czarne listy – to praktyki w oczywisty sposób łamiące „prawa człowieka”. Nie spotykają się jednak z krytyką Zachodu.
Armaty zamiast masła, na horyzoncie wojna
USA natychmiast po przewrocie 2014 roku zaczęły szkolić armię ukraińską, zmieniając format jej działania i dopasowując do swoich potrzeb. Dzisiaj 250 oficerów amerykańskich szkoli ukraińskich podoficerów, by dopasować struktury armii do potrzeb NATO. Pomagają w tym anglosascy sojusznicy – Wielka Brytania i Kanada, gdzie diaspora ukraińska jest bardzo silna. Nad przygotowaniem Ukrainy do wojny oficjalnie pracują doradcy NATO w ukraińskim ministerstwie obrony, a minister podaje nawet ich dokładną liczbę (67). Kraj znajdujący się w tak trudnej sytuacji gospodarczej będący na krawędzi bankructwa co roku zwiększa wydatki zbrojeniowe.
Początkowo USA dostarczały ukraińskiej armii wyposażenie, nie służące do zabijania (non-lethal), jednak ostatnio przełamano to ograniczenie – uruchomiono dostawy ręcznych wyrzutni broni przeciwpancernej Javelin, gdzie jeden wystrzał kosztuje 80 tysięcy dolarów. Oczywiście prywatna amerykańska i zachodnia broń wartości kilkudziesięciu milionów dolarów rocznie trafia na Ukrainę już od kilku lat, co jest skrupulatnie odnotowywane w statystykach eksportu.
Jak widać Kijów może zaatakować zbuntowane republiki , co jest nie do przyjęcia dla Rosji. Jak zapowiedział prezydent Putin, „Rosja nigdy nie dopuści do rzezi jak w Srebrenicy”, bo przecież uważa naród ukraiński za „bratni, jeśli w ogóle nie za część narodu rosyjskiego”. Jeśli więc zaatakowany zostanie Donieck i Ługańsk – oznacza to wojnę z Rosją. Wszystko na Ukrainie do takiej wojny jest szykowane, łącznie z przyjętą w lutym ustawą o „terytoriach okupowanych”, oficjalnie uznającą Rosję za „państwo – agresora”.
Oczywiście Ukraina nie ma najmniejszych szans w starciu z Rosją, która ma 3,5 raza więcej ludności, 13 razy większy PKB i 24 razy większe wydatki wojskowe, już nie mówiąc o wielkości armii, ilości czołgów czy w końcu broni nuklearnej. Jednak sprawnie przeprowadzona prowokacja, ze zrzuceniem winy na Rosję, mogłaby w konflikt wojenny wciągnąć NATO, a przynajmniej najbliższe kraje, takie jak Polska.
Ukraina chce wejść do NATO, odcięła się ustawowo od neutralnego statusu już w grudniu 2014 r., a ostatnio otrzymała status państwa aspirującego do NATO. Próby te nawet Henry Kissinger uważa za „nie najmądrzejsze … włączać kraj, który przez 400 lat był częścią Rosji”. Protestują europejscy członkowie sojuszu, obawiając się że szykuje im się wojna tuż przy granicy.
Na przygotowania do wojny wskazuje także pełna tolerancja dla odradzania się nacjonalizmu ukraińskiego, zwanego u nas banderyzmem. Anne Applebaum, krytykująca wszelkie przejawy narodowych idei w Polsce – pisze jasno: „nacjonalizm jest Ukrainie potrzebny”.
Czy USA zdecydują się na wojnę z Rosją przy pomocy lokalnych sił ukraińskich (tzw. proxy war) – nie wiemy. Dla marionetkowych władz Ukrainy, niepotrafiących nawet utrzymać standardu życia społeczeństwa, wojna może być jedynym wyjściem. Ciśnienie w kotle jest utrzymywane, pytanie czy zapadnie decyzja o jego wysadzeniu, czy może wielkie mocarstwa jakoś się dogadają?
Andrzej Szczęśniak
Więcej na temat sytuacji na Ukrainie można przeczytać w książce Ukraińska szachownica.
Wprawdzie teorie spiskowe zostały pryncypialnie potępione przez mądrych i roztropnych, co to rozpoznają się po zapachu, ale z drugiej strony historia świata, to niekończąca się opowieść o spiskach, które albo się udały, albo nie. W rezultacie jesteśmy w potężnym dysonansie poznawczym, bo wiadomo, że w spiskowe teorie wierzyć nie wypada, ale jakże wobec tego wyjaśniać rozmaite fenomeny, których w inny sposób wyjaśnić niepodobna? Ta sprawa staje się szczególnie aktualna w czasie wojny, kiedy to strony wojujące posługują się dezinformacją, w skład której wchodzą oczywiście rozmaite teorie spiskowe. Bo teorie spiskowe służą nie tylko do chamskiego i prostackiego wyjaśniania rozmaitych eleganckich fenomenów, ale również do ukrywania ich rzeczywistego charakteru. Jeśli na przykład na temat jakiegoś wydarzenia powstają coraz to nowe i coraz bardziej fantastyczne teorie spiskowe, to nieomylny to znak, że sprawa jest precyzyjnie uszczelniana przez pierwszorzędnych fachowców, którzy w ten sposób doprowadzają opinię publiczną do utraty zainteresowania tematem.
Oto niedawno pojawiła się teoria spiskowa, według której na Ukrainie są laboratoria pracujące nad bronią biologiczną. Oczywiście nie było w niej ani słowa prawdy, tylko od początku do końca została ona wyssana z brudnego palca zimnego ruskiego czekisty, któremu można by przyznać tytuł Ojca Kłamstwa, gdyby nie to, że tradycyjnie przysługuje on Szatanowi.
Z drugiej jednak strony wiadomo, że broń biologiczna istnieje, a skoro tak, to znaczy, że ktoś musi ją produkować. Oczywiście robi to w głębokiej tajemnicy, której na wszelki wypadek nikt nie ma ochoty ujawniać. Ot na przykład niedawno, w związku z epidemią zbrodniczego koronawirusa, pojawiły się fałszywe pogłoski, jakoby wydostał się on na świat na skutek wypadku przy pracy. Takie opinie padały również z otoczenia ludzi dobrze w takich sprawach zorientowanych, którzy nawet wskazywali, że ten wypadek przy pracy miał miejsce w Chinach, ale trudno powiedzieć, czy to prawda, bo w stosunkach między Chinami, a na przykład – Stanami Zjednoczonymi – od pewnego czasu utrzymuje się, a nawet jakby narastało napięcie, w związku z czym moglibyśmy mieć do czynienia z celową dezinformacją, gdyby nie to, że – w odróżnieniu od Rosji – USA żadnej dezinformacji nie uprawiają, tylko zawsze mówią prawdę, całą prawdę i tylko prawdę.
Toteż naukowcy ostatecznie odstąpili od zbadania tej sprawy, bo nigdy nie wiadomo, do czego taka ciekawość, która jest przecież pierwszym stopniem do piekła, może doprowadzić. Pamiętamy, jak to bywało w Polsce, gdzie pewnego generała – jak pisze poeta – „w tropieniu przestępstw gospodarczych tak poniósł go szlachetny zapał, że się dopiero opamiętał, gdy się za własną rękę złapał”.
Toteż nie możemy wykluczyć, że i do wścibskich naukowców przyszli jacyś panowie i wytłumaczyli im, że taka ciekawość, to brzydka sprawa, a wiadomo, że od brzydkich spraw lepiej trzymać się z daleka. Jak tam było, tak tam było, dość, że nagle wszyscy stracili tą sprawą zainteresowanie. Najwyraźniej lepiej jest, gdy wprawdzie wiemy, że broń biologiczna istnieje, ale wiemy też, że nikt jej nie produkuje, a zwłaszcza, że nie produkują jej nasi sojusznicy.
Oczywiście ta prawda podawana jest do wierzenia odbiorcom masowym, żeby się nie martwili, ani nie niepokoili. W przypadku ludzi trzymających władzę, albo przynajmniej jej zewnętrzne znamiona, może być inaczej. Wprawdzie im też można koloryzować, ale jest to ryzykowne, bo gdyby się o tym dowiedzieli, to mieliby do kolorysty pretensje, wskutek czego mógłby on spędzić resztę życia jęcząc i szlochając w jakimś lochu.
Pewnie dlatego w Dzień Kobiet, podsekretarz stanu USA, pani Victoria Nuland, występując przed komisją spraw zagranicznych Senatu USA powiedziała, że na Ukrainie „istnieją ośrodki badań biologicznych”, ale USA „starają się” by nie wpadły one w ręce Rosjan, którzy mogą wykorzystać je do celów propagandowych i prowokacji.
Ale skoro w tych ośrodkach nie pracowano nad bronią biologiczną, tylko na przykład nad postawieniem na wyższym poziomie hodowli trzody chlewnej, to taka troskliwość wydaje się niepotrzebna, chociaż z drugiej strony z Rosjanami nigdy nic nie wiadomo. Kto wie, czy nie potrafiliby cynicznie wykorzystać sprawy trzody chlewnej, by wstrząsnąć sumieniem świata, a zwłaszcza – Wielce Czcigodnej Sylwii Spurek, czy choćby pana Szymona Hołowni, który od dawna martwi się o to, co na Sądzie Ostatecznym powiedzą o nas świnie?
Żeby tedy uniknąć takich niespodzianek, lepiej dmuchać na zimne i wszystkie te „ośrodki badań biologicznych” zawczasu zlikwidować, żeby nie dostarczały żeru ani ruskiej propagandzie, ani prowokacjom. Zresztą każdy duży chłopczyk i każda duża dziewczynka przecież wie, że nawet najszlachetniejszy sojusznik musi jakieś korzyści z sojuszu wyciągać, zwłaszcza, gdy ów sojusz ma charakter egzotyczny, jak np. sojusz Ukrainy z Ameryką, czy sojusz z Ameryką Polski.
Na przykład więzienia CIA, w których amerykańscy fachowcy oprawiali osoby podejrzane o terroryzm, zlokalizowane były w państwach sojuszniczych, żeby przebierańcy z amerykańskiego Sądu Najwyższego nie mogli wściubić tam nosa, a miłośnicy praworządności – podnosić klangoru. W przypadku laboratoriów pracujących nad bronią biologiczną mogłyby być podobnie – oczywiście w przypadku, gdyby ktokolwiek ją produkował, ale przecież wiadomo, że nie produkują jej nawet Chiny.
A skoro jesteśmy już przy sądowych przebierańcach, to warto odnotować, że Trybunał Konstytucyjny w Warszawie, zwany przez salonowców „trybunałem Julii Przyłębskiej”, po długim zwlekaniu wydusił wreszcie z siebie opinię, że przepis konwencji o ochronie praw człowieka, który przyznaje Europejskiemu Trybunałowi Praw Człowieka i sądom krajowym kontrolowanie statusu innych sędziów krajowych jest niezgodny z konstytucją. Ale polską konstytucją mało kto się dzisiaj przejmuje i nawet „Polskie Babcie”, które jeszcze kilka lat temu w obronie konstytucji kicały razem z panem mecenasem Romanem Giertychem, dzisiaj na konstytucję zadzierają kiecę, więc cóż dopiero mówić o europejskich trybunałach, zwłaszcza gdy Parlament Europejski właśnie uchwalił rezolucję, by Unia jak najszybciej wprowadziła „mechanizm warunkujący”, to znaczy – uzależnienie subwencji dla danego bantustanu od oceny stanu panującej tam praworządności? Pani Urszula von der Layen właśnie powiedziała, że praworządność jest źrenicą oka Unii Europejskiej, więc już wiemy, że Niemcy nie tylko nie zakończą wojny hybrydowej, jaką prowadzą przeciwko Polsce od początku 2016 roku, tylko – kto wie – może przekształcą ją nawet w „wojnę totalną”, o której tak porywająco mówił w Pałacu Sportu Józef Goebbels?
Aleksander Prochanow, Господин гексоген, Operacja Heksogen, opublikowane po rosyjsku w lipcu 2001 roku, czyli półtora roku po dojściu Pretendenta do władzy. Str. 56-61 md]
Publiczność obserwując Zarieckiego, jego wpływ na rodzinę Prezydenta, nieustanne działania, które powiększają jego miliardowy majątek, mistrzowskie polityczne kombinacje, od których trzęsie się kraj, padają rządy, zaczynają się przygraniczne wojny nasza krótkowzroczna publika myśli, że ja jestem jego sługą i niewolnikiem, posłusznym wykonawcą jego woli, włócznią, przedłużającą jego rękę.
Kopiejko obrzucił wesołymi oczami salon, z lubością oglądając każdy kryształek żyrandola, każdy załamek na sztukatorskim gzymsie, każde złocenie porcelanowego zegara ze śmiesznymi kupidynami, rozkoszował się wykończeniem staromodnego wnętrza, jego muzealną oryginalnością.
Ale nikt się nie domyśla, że wszystkie operacje finansowe i polityczne projekty, które uczyniły Zarieckiego miliarderem, zostały dokonane z naszą pomocą, przy wykorzystaniu naszych kontaktów, naszego wywiadu, analityków i wykonawców, których pan, Wiktorze Andriejewiczu, mógł spotkać w Afganistanie, w grupach specjalnych naszego resortu.
Kopiejko rozkoszował się komfortem wokół siebie. Grubym polanem w kominku, nad którym unosił się złocisto – niebieski płomień. Politurowanym stolikiem z orzecha, w którym jak w tafli lodu, odbijały się filiżanki i dzbanek. Wysokim półokrągłym oknem, pełnym srebrzystego drgającego słońca. Nasłuchiwał, jakby za drzwiami, w sąsiedniej tanecznej sali, lada chwila miały się rozlec dźwięki fortepianu.
To my przeniknęliśmy do państwowych banków i, złamawszy kody, za pomocą fałszywych awizo wykradliśmy ogromne pieniądze, przerzucając je na zagraniczne konta Zarieckiego, i zwaliliśmy tę kradzież na Czeczeńców. My, wykorzystując kontakty miedzy polowymi komendantami Afganistanu, wojskowymi Tadżykami, rosyjskimi pogranicznikami i celnikami, zorganizowaliśmy przerzut narkotyków z Laszkargachu przez Rosję do Europy Zachodniej, a następnie wypraliśmy pieniądze w kasynach Warszawy i Budapesztu, które są kontrolowane przez Zarieckiego. Stworzyliśmy przemyślny łańcuch podstawionych firm i niepodlegających regulacji państwa stref, i tam przerzucane są przydzielane Rosji kredyty Międzynarodowego Funduszu Walutowego wyciekają do nowojorskich banków, powiększając bogactwo Zarieckiego o miliard dolarów rocznie. Pomogliśmy mu zawładnąć największym kanałem telewizji, usuwając niebezpiecznego konkurenta, po którym do dzisiejszego dnia płaczą liberalni dziennikarze, obchodząc co roku dzień tragicznego morderstwa, kiedy to bożyszcze tłumu i sprytny handlowiec został znaleziony na klatce schodowej z zakrwawionymi wąsami.
I to nasi specjaliści, pracujący z izotopami, umieścili kapsułkę z kalifornem w oparciu krzesła, na którym lubił siedzieć jeden z fartownych przeciwników Zarieckiego, i tamten umarł na galopującego raka mózgu.
Kopiejko ostrożnie dotknął porcelanowej filiżanki, tak cienkiej, że przeświecała w słońcu jak różowy płatek kobiecego ucha. Cesarz Napoleon w wojskowym mundurze był co nieco zatarty od wielu dotknięć, jak zmatowiały wzór na skrzydełku motyla, którego wymięły deszcze i wiatry.
-Może wydawać się, że tym wszystkim włada Zariecki. Ale to iluzja. jego bogactwo jest przez nas tak skonstruowane, że wisi na cienkim włosku. Odcina się Zarieckiego i wszystko przechodzi w nasze ręce. Gromadziliśmy to bogactwo tylko wykorzystując jego nazwisko, nie dla niego, a dla nas.
Zaoszczędzone skoncentrowane, istniejące, ono będzie pracowało nie na potentata Zarieckiego, którego pochowają w nieznanym grobie gdziekolwiek w Ameryce Łacińskiej, a na rosyjskie państwo, któremu przysięgaliśmy wierność…
Biełosielcew czuł, że policzki palą go jak młodzika. Oczy, powleczone wilgotną błonka, patrzyły bystro, rozróżniając maleńkie zagłębienia w marmurowej płycie kominka. Nozdrza delikatnie chwytały zapachy jodłowego dymu i gorzkawej brazylijskiej kawy. Słuch wyławiał ciche potrzaskiwania płonącego polana, w którym gotowały się żywiczne soki. To, co usłyszał, nie odstraszało, a zachwycało. W walce z odrażającym złem, które zabijało naród, były dozwolone wszelkie metody i środki, jeśli służyły walce i zwycięstwu. On, wywiadowca, był gotów bić się według reguł bezlitosnej wojny, do której go przygotowano, w której poniósł porażkę, a teraz, kiedy odnalazł ocalałych współtowarzyszy, był szczęśliwy, mogąc kontynuować bitwę.
– Razem z Zarieckim wciągnęliśmy w nielegalny biznes wielu wysokich urzędników, ministrów rządu, czynnych generałów, oficerów bezpieczeństwa. Ostrożnie i niezauważalnie włączyliśmy w jego dochodowe kryminalne sprawy Administrację Prezydenta, córki i krewnych Bałwana, samego Bałwana, którego umazaliśmy kleksami ropy naftowej, krwawymi bryzgami, obsypaliśmy brylantami paluszki jego czarujących pożądliwych córeczek, wybudowaliśmy w Austriackich Alpach, na Lazurowym Wybrzeżu, na wybrzeżach Hiszpanii pałacyki i wille, zapisane na Sierpniową rodzinę.
A kiedy wszyscy zaplątali się w przestępczy kłębek z łapówek, nielegalnych sprzeniewie— sprzeniewierzeń niewyjaśnionych zabójstw, zrobiliśmy przeciek. Najpierw do francuskich gazet – o rosyjskich kontach w oddziałach banku „Barklay”. Potem do amerykańskich – o nielegalnym praniu pieniędzy w „Bank of New York”. Potem zamieściliśmy w angielskich czasopismach zdjęcie willi w Bawarii, podarowanej prezydenckiej córce przez bogatego bankiera. Potem dostarczyliśmy szwajcarskiej prokuraturze trochę informacji o łapówkach i operacjach z dolarami za narkotyki.
I skandal zaczął się rozrastać, jak kwitnąca georginia z pełnymi płatkami. Mówiono o nim w amerykańskim Kongresie, o nim szeptano na międzynarodowych zjazdach, zaczęli się nim zajmować prokuratorzy kilku krajów. I co najważniejsze – zaczął się nim zajmować nasz prokurator, zaczęły pisać nasze gazety. Stopniowo Kreml zaczął wydawać się miejscem, dokąd zwozi się kradzione łupy, gdzie zagnieździła się brudna mafia, gdzie przechowuje się narkotyki, magazynuje fałszywe dolary, gdzie odbywają się orgie jak w Sodomie. Prezydent ze swoją świtą stał się celem bezlitosnej krytyki ze strony konkurentów.
Łysego Mera, marzącego, by wjechać na Kreml, mnóstwa żarłocznych jak piranie dziennikarzy, kupionych przez Mera, i głównie Prokuratora który założył sprawę karną „o korupcję na kremlowskich szczytach”. Powstał konflikt, w który włączają się coraz to nowe siły, dzieląc klasę rządząca, na dwie frakcje. Dzielą armię, bezpiekę, rząd, wspólnotę oligarchów. jako ze przeciwnik Zarieckiego, którym niezauważalnie kieruje nasz mądry towarzysz Burawkow, utalentowany Astros, włączył się w konilikt po stronie Prokuratora i Mera z całą mocą swojego telewizyjnego imperium, swoich kapitałów, międzynarodowych żydowskich kontaktów, przekształcając to starcie w preludium wojny domowej. W monolitycznym lodowcu powstała szczelina, pojawił się prześwit wolnej wody, i tam skierowaliśmy nasze maleńkie zwinne czółno — „Pirogę Suahili”.
Kopiejko rozchichotał się, pokazując równe sztuczne zęby, które sprawiały, że wyglądał wiecznie młodo. Biełosielcew odczuwał delikatną rozkosz, jak od dźwięków ulubionej muzyki albo oglądania ulubionych obrazów. Wyrafinowana sztuka kierowania ludzkimi wadami, namiętnościami i żądzami, rozpracowana w judejskich domach modlitw, udoskonalona w przybytkach egipskich kapłanów, sprawdzona w rzymskich pałacach i łaźniach, olśniewająco wykorzystywana przez watykańskich nuncjuszy, weszła do polityki Stalina, który umiejętnie szczuł i skłócał swoich najgorszych wrogów. Rękami jednych likwidować drugich, a ostatnich, co stracili siły w krwawym konflikcie, przykuć do swojego politycznego rydwanu, włócząc po bruku pięciolatek, kolektywizacji i czystek. Po czym został jedynym władcą Czerwonego Imperium, któremu nadał rangę światowego i kosmicznego.
Ta metoda, wypróbowana od czasów biblijnych, w doskonałej formie stosowana przez Dzierżyńskiego i Berię, była teraz jedynym środkiem walki, któr’ą prowadzili tajni agenci. I on, Biełosielcew, nie miał wyrzutów sumienia. Mając opanowaną metodę, był gotów włączyć się do walki.
– W tę szczelinę, stopniowo ją poszerzając, nie pozwalając, by się zamknęła, wprowadziliśmy Wybrańca. Prowadzimy go w niezauważalny dla oka sposób. ja mam zadanie opiekować się Zarieckim. Kierować jego działaniami. jego rękoma torować drogę Wybrańcowi do władzy. A potem zlikwidować potentata. Wykorzystałem tysiące sposobów, żeby uczynić go potężnym. I znam tysiące sposobów, żeby go zetrzeć na proch. Znamy jego nawyki, jeden z nich skłania go do zamykania się w łazience, i tam, wśród pienistych szamponów i luster, zajmuje się miłosnymi igraszkami z samym sobą. Znane nam są wiersze Baudelaire’a których nauczył się na pamięć iw których widzi odzwierciedlenie swojego masochizmu i swojej patologicznej ambicji. Mamy pełną historię jego chorób od wczesnego dzieciństwa, włącznie z zaburzeniami psychicznymi i wenerycznymi infekcjami. Mamy odciski jego palców, szczęk, zdjęcia rentgenowskie szkieletu, próbki włosów, dane kodu genetycznego. Mamy wykresy jego zachowań w przypadku sukcesu, niepowodzenia, śmiertelnego zagrożenia, ataków mizantropii.
Kiedy zamknie się koło wokół niego i ucieknie z Rosji, zrobi sobie operację plastyczną, nałoży perukę, zapuści wąsy, to my i tak go rozpoznamy. Znajdziemy w jakiejkolwiek, choćby najmniejszej, portorykańskiej osadzie na brzegu oceanu, a nasz snajper puści kulkę przez otwarte okno, przy którym tamten będzie drzemał w wyplatanym fotelu z tomikiem Baudelairea w ręku. Zakopiemy go w rudej glinie nasypu, pod transamerykańską szosą, a nad jego kośćmi będą przemykać niezliczone auta tych, którym chciał się przypodobać, z którymi pragnął rządzić, którymi gardził i których bał się, i którzy nigdy więcej o nim nie wspomną.
Biblioteka automatycznie generuje, zestawia i podsumowuje najlepsze dostępne informacje dotyczące problemu, nad którym pracujesz, zgodnie z wcześniej zainstalowanymi uogólnieniami (przesłankami) i programem logicznym.
−∗−
W menu na dziś danie umysłowe. Opis działania pewnej szczepionki DNA czyli jak nic Jon Rappoport w weekendowym wydaniu, ale… w poniedziałek.
Zapraszam do lektury.
__________***__________
W kolejce po nowy umysł
Zarejestruj się już teraz i wskocz na listę oczekujących na nowy umysł.
Techniczny opis szczepionki DNA wykracza poza granice pojmowania twojego umysłu, ale podstawy są porywające.
Dwa solidne ulepszenia: szybkość i precyzja. Myśl 20 razy szybciej. Twój współczynnik błędów spada do 0,01%.
Pojawia się automatyczny sygnał, gdy problem, nad którym pracujesz, nie może zostać rozwiązany. Zapala się lewy płatek ucha. To informacja, że nie będziesz w stanie wyciągnąć użytecznego wniosku.
Nowy umysł, który otrzymujesz, zawiera kilka podstawowych elementów:
157 893 podświadomych uogólnień (lub przesłanek) uznanych za prawdziwe,
Podświadomy dedukcyjny program logiczny,
Natychmiast dostępna wewnętrzna biblioteka techniczna dostosowana do Twojej pracy.
Biblioteka automatycznie generuje, zestawia i podsumowuje najlepsze dostępne informacje dotyczące problemu, nad którym pracujesz, zgodnie z wcześniej zainstalowanymi uogólnieniami (przesłankami) i programem logicznym.
Możesz wybrać program społecznościowy, który pozwoli Ci wyjść z trybu pracy i skutecznie komunikować się ze współpracownikami, przyjaciółmi i rodziną.
Sygnał palenia się lewego płata ucha uaktywni się, gdy rozmowy towarzyskie będą dotyczyć kontrowersyjnych kwestii. To wskazówka dla ciebie, by się wycofać.
Twój nowy umysł będzie monitorowany 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu z węzła, który zapewnia prawidłowe funkcjonowanie. Jeśli zaistnieje potrzeba naprawy, nastąpi częściowe wyłączenie. Korekty zwykle trwają mniej niż trzy godziny.
Istnieje również funkcja ‘poczekalni’ [bullpen]. Uporczywe pytania, na które nie ma dostępnej odpowiedzi, osobiste refleksje i rozmyślania oraz każde wspomnienie o społecznej, politycznej, finansowej lub egzystencjalnej klaustrofobii zostanie skierowane do tej martwej przestrzeni, gdzie będzie słabnąć i stopniowo zanikać.
Ważny Wielkoszlemowy Pakiet przekształci myśli, które kiedyś uważano za twórcze, w siatkę szlamu, w której prędkość transmisji wewnętrznej zwolni do jednego błysku synaptycznego na godzinę. Innymi słowy, osiągniesz zbliżony do zera wskaźnik wyobraźni.
Na granicy twojego nowego umysłu znajduje się Farma Bydła. Krążą tam wolno poruszające się, bezsensowne i przypadkowe tautologie, skutecznie blokujące wyjście z ogólnie zaprogramowanej przestrzeni świadomości.
Jesteś skoncentrowany tam, gdzie jesteś najbardziej potrzebny, gdzie możesz działać użytecznie i szybko.
Przez cały dzień będziesz mieć w głowie myśli, które wyzwalają starannie wypielęgnowany i modulowany współczynnik przyjemności. Efekt pobudzi cię do wysnucia wniosku, że… jesteś zadowolony.
Myślokształty zwane Border Collie będą nieustannie wędrować po przestrzeni twojego umysłu i organizować zbłąkane efekty elektryczne, łącząc je w symetryczne, uproszczone, geometryczne całości. Te całości automatycznie będą stanowić twój „zmysł estetyczny”.
W nocy, w trakcie snu, regiony umysłu niedostępne dla szczepionki DNA, w naturalny sposób wydadzą niezwykłe energie oburzenia, urazy, oporu i czystej nienawiści. To całkiem normalne.
Drony Scooper będą wysysać te energie i towarzyszące im emocjonalne pożary i przesyłać je bezpośrednio do umysłów naszych żołnierzy na polu bitwy, aby pomóc im siać zniszczenie wśród naszych wrogów.
Szacuje się, że mając nowy umysł, będziesz wymagał pełnego remontu co trzy lata. Podczas tych pięciotygodniowych okresów nastąpi całkowite wyłączenie.
Twoja rodzina, przyjaciele i współpracownicy zostaną powiadomieni z wyprzedzeniem.
Podstawowym kosztem szczepionki jest jedynie twoja zgoda na współpracę i kooperację z twoim nowym umysłem.
Procedura: dwie dawki w odstępie 12 dni, trzy tygodnie w oddzieleniu, aby zorientować się w Zmianie. A wtedy ponownie dołączasz do świata.
Osoby, które otrzymały szczepionkę, rozpoznają się natychmiast.
Od czasu do czasu spotykają się i pozdrawiają frazą „Przyjemnie skomponowany z danych”.
Na razie nie wiemy dlaczego, ale testujemy kilka hipotez.
“Pandemia” w epoce mózgu łupanego Kilka lat temu określiłem stan podatności umysłów współczesnych Polaków na propagandę mianem “epoki mózgu łupanego”. Pamiętam, że byłem wówczas zdumiony stopniem ogłupienia polskiego społeczeństwa, które prezentowało się jako całkowicie bezbronne […]
__________
Świadomy kult ignorancji A jeśli okaże się, że tworzenie ignorancji jest tak samo podstawową i stałą częścią życia, jak wytwarzanie wiedzy, a ponadto procesy, które ją generują, mają łatwe do zidentyfikowania struktury i […]
__________
Idiokracja – Wyuczona głupota Wyuczona głupota wyjaśnia, jak i dlaczego wysoce inteligentni ludzie, stojąc przed wyborem, raz po raz wybierają głupią, jeśli nie najgłupszą opcję. […]
__________
Drink z noblistą czyli jak przekonać Alberta Nie myślałem o tym wcześniej w ten sposób, ale jeśli nie ma nic właściwego w cząstkach, co daje początek ‘rozumieniu’ i ‘znaczeniu’, to wtedy wszystko jest bełkotem. Z tym, że […]
__________
Wolność od strachu czyli koniec zabawy w rządowe gry umysłowe Przez cały czas ci, którzy są u władzy – kupieni i opłacani przez lobbystów i korporacje – posuwają się naprzód ze swoimi kosztownymi programami. A „my, frajerzy”, obarczani jesteśmy rachunkami […]
There’s a News Blackout on the Fed’s Naming of the Banks that Got Its Emergency Repo Loans; Some Journalists Appear to Be Under Gag Orders
It was the first time the Fed had intervened in the repo market since the 2008 financial crash – the worst financial crisis since the Great Depression. Just four banks held 91 percent of $192.9 trillion. Those four banks were JPMorgan Chase, Citigroup’s Citibank (which blew itself up with derivatives in 2008), Goldman Sachs Bank USA, and Bank of America – the same banks that were taking giant sums from the Fed’s emergency repo loan facility in 2019.
Four days ago, the Federal Reserve released the names of the banks that had received $4.5 trillion in cumulative loans in the last quarter of 2019 under its emergency repo loan operations for a liquidity crisis that has yet to be credibly explained. Among the largest borrowers were JPMorgan Chase, Goldman Sachs and Citigroup, three of the Wall Street banks that were at the center of the subprime and derivatives crisis in 2008 that brought down the U.S. economy. That’s blockbuster news. But as of 7 a.m. this morning, not one major business media outlet has reported the details of the Fed’s big reveal.
On September 17, 2019, the Fed began making trillions of dollars a month in emergency repo loans to 24 trading houses on Wall Street. The Fed released on a daily basis the dollar amounts it was loaning, but withheld the names of the specific banks and how much they had borrowed. This made it impossible for the public to see which Wall Street firms were experiencing the most severe credit crisis.
It was the first time the Fed had intervened in the repo market since the 2008 financial crash – the worst financial crisis since the Great Depression.
The COVID-19 crisis remained months away. The first reported case of COVID-19 in the U.S. was not reported by the CDC until January 20, 2020 and the World Health Organization did not declare a pandemic until March 11, 2020.
The dollar amounts of the Fed’s repo loans grew to staggering levels. On October 24, 2019, we reported the following:
“The New York Fed will now be lavishing up to $120 billion a day in cheap overnight loans to Wall Street securities trading firms, a daily increase of $45 billion from its previously announced $75 billion a day. In addition, it is increasing its 14-day term loans to Wall Street, a program which also came out of the blue in September, to $45 billion. Those term loans since September have been occurring twice a week, meaning another $90 billion a week will be offered, bringing the total weekly offering to an astounding $690 billion. It should be noted that if the same Wall Street firms are getting these loans continuously rolled over, they are effectively permanent loans. (That’s exactly what happened during the 2007-2010 Wall Street collapse: some teetering Wall Street casinos received, individually, $2 trillion in cumulative loans that were rolled over for two and one-half years – without the authorization or even awareness of Congress or the American people. One bank, Citigroup, received over $2.5 trillion in Fed loans, much of them at an interest rate below 1 percent, at a time when it was insolvent and couldn’t have obtained loans in the open market at even high double-digit interest rates.)”
Under the Dodd-Frank financial reform legislation of 2010, the Fed was legally required to release the names of the banks and the amounts they borrowed “on the last day of the eighth calendar quarter following the calendar quarter in which the covered transaction was conducted.” The New York Fed released the information for the third quarter of 2019 last Thursday, a day earlier than required. We reported on it the following day.
Those Fed revelations, that had been withheld from the American people for two years, should have made front page headlines in newspapers and on the digital front pages of every major business news outlet. Instead, there was a universal news blackout of the story at the largest business news outlets, including: Bloomberg News, the Wall Street Journal, the business section of the New York Times, the Financial Times, Dow Jones’ MarketWatch, and Reuters.
Could this critically important story have simply slipped by all of the dozens of investigative reporters and Fed watchers at these news outlets? Absolutely not. The Fed was required to release its repo loan data and names of the banks for the span of September 17 through September 30, 2019 at the end of the third quarter of this year. We reported on what that information revealed on October 13. Because we were similarly stunned by the news blackout on that Fed release, out of courtesy we sent our story to the reporters covering the Fed for the major news outlets. Our article alerted each of these reporters that a much larger data release from the Fed, for the full fourth quarter of 2019, would be released on or about December 31. The data was posted at the New York Fed sometime before 1:23 p.m. ET last Thursday.
The most puzzling part of this news blackout is that the majority of the reporters who covered this Fed story at the time it was happening in 2019, are still employed at the same news outlets. We emailed a number of them and asked why they were not covering this important story. Silence prevailed. We then emailed the media relations contacts for the Wall Street Journal, the New York Times, the Financial Times and the Washington Post, inquiring as to why there was a news blackout on this story. Again, silence.
Next, we emailed a number of reporters who had covered this story in 2019 but were no longer employed at a major news outlet. We asked their opinion on what could explain this bizarre news blackout on such a major financial story. We received emails praising our reporting but advising that they “can’t comment.”
The phrase “can’t comment” as opposed to “don’t wish to comment” raised a major alarm bell. Wall Street megabanks are notorious for demanding that their staff sign non-disclosure agreements and non-disparagement agreements in order to get severance pay and other benefits when they are terminated. Are the newsrooms covering Wall Street megabanks now demanding similar gag orders from journalists? If they are, we’re looking at a form of corporate tyranny previously unseen in America.
The history of Bloomberg News came to mind. That news outlet had previously come under fire for spiking stories that may have been counter to the business interests of its billionaire owner Michael Bloomberg, who derives his billions of wealth from leasing the Bloomberg data terminal to Wall Street’s trading floors around the world.
On March 11, 2016, Matt Winkler, Editor-in-Chief-Emeritus at Bloomberg, wrote a sycophantic piece titled “Stop Bashing Wall Street. Times Have Changed.” Winkler wrote a fantasy view of where things stood at the time:
“One of the reasons the American economy is performing better than any of the largest in Asia and Europe is that its regulators have repaired the damage of the financial crisis and the worst recession since the Great Depression. Led by the Federal Reserve, they replaced incentives for reckless speculation with catalysts for old-fashioned credit creation backed by levels of capital that are unprecedented in modern times.”
Winkler’s column was an egregious coverup of the “reckless speculation” that continued on steroids on Wall Street. The megabanks were trading their own stock in their own dark pools – which continues to this day. The Office of the Comptroller of the Currency would report that as of March 31, 2016, just four banks held 91 percent of $192.9 trillionin notional derivatives held by all banks and savings associations in the U.S. Those four banks were JPMorgan Chase, Citigroup’s Citibank (which blew itself up with derivatives in 2008), Goldman Sachs Bank USA, and Bank of America – the same banks that were taking giant sums from the Fed’s emergency repo loan facility in 2019.
Also in 2016, Michael Bloomberg showed very poor judgement in co-authoring an OpEd with Jamie Dimon, Chairman and CEO of JPMorgan Chase, a man who should have been the target of investigative reporting by Bloomberg journalists for an unprecedented crime spree at his bank.
In 2015 Politico’s Luke O’Brien deeply reported the details of a Bloomberg News article that was critical on China and appeared to have been spiked to preserve business sales of the Bloomberg terminal in that country.
And then there are those strange associations with felony counts or fines at Wall Street banks and those expensive Bloomberg terminals. The chat rooms that facilitated the rigging of the Libor interest rate benchmark and the criminal charges that came out of the rigging of foreign exchange trading were tied to chat rooms on the Bloomberg terminals. According to the late Bloomberg reporter, Mark Pittman, the Bloomberg terminal also had the capability of allowing hedge funds to find the worst subprime dreck in the market, making it possible for hedge funds like John Paulson’s to short the market while getting banks like Goldman Sachs to sell the other side of the deal to its unwitting investors.
On November 20, 2019, Brian Chappatta, who still works for Bloomberg News, wrote this about the Fed’s emergency repo loans under the headline “Fed Throws the Kitchen Sink at Short Rates and Still Struggles”:
“Consider all the steps the Fed has taken since Sept. 16 just for [Fed Chair] Powell to get to the point where he thinks funding markets are under control:
“Sept. 17: The New York Fed conducts its first overnight system repurchase agreement in a decade, taking in $53.2 billion of securities.
“Sept. 25: The New York Fed increases the size of its overnight system repurchase agreement operations to a $100 billion maximum, from $75 billion previously, and also raises the limit on its 14-day term repo operation to $60 billion from $30 billion.
“Oct. 11: The Fed announces it will purchase $60 billion of Treasury bills a month and will keep doing so ‘at least into the second quarter of next year.’
“Oct. 23: The New York Fed boosts the size of its overnight repo offerings to at least $120 billion, a size it is set to maintain through at least Dec. 12.
“Nov. 14: The New York Fed says it will conduct two repo operations, each with terms of 42 days, on Nov. 25 and Dec. 2. With maximum sizes of at least $25 billion and $15 billion, these would carry past the end of the year. Taken together, it’s readily apparent that Fed officials are throwing the kitchen sink at the short-term funding markets and hoping they’ll settle down….”
Numerous other Bloomberg News reporters wrote about the Fed’s emergency repo operations in 2019 and early 2020, including Liz McCormick, Adam Tempkin, and Alex Harris. And yet, today, not one of them has revealed to the American people that the very same megabanks that were drinking at the Fed’s trough in 2008 were back again at the trough in 2019.
One of the most inquisitive reporters in September 2019 when it came to what had led to the Fed’s hasty interventions in the repo market was Francine McKenna, who at that time reported for the Dow Jones affiliate, MarketWatch. Less than two months later, according to her LinkedIn profile, McKenna no longer worked for MarketWatch. She had gone independent, publishing The Dig, a newsletter at Substack. On November 3, 2019, McKenna reported as follows at The Dig on the ongoing repo crisis:
“One of the opinion writers at Market Watch wrote late last week that the Fed is in ‘stealth’ intervention mode after the Fed injected $99.9 billion in temporary liquidity into the financial system and $7.5 billion in permanent reserves as part of a program to buy $60 billion a month in Treasury bills.
“But market demand for overnight repo operations far exceeded even the $75 billion the Fed allocated. So, on Wednesday, the Fed added $45 billion in addition to the $75 billion repo facility for a daily total of $120 billion.
“There’s nothing stealth about continuing to pump billions into the repurchase market long after it said it would be needed.
“The Fed originally said it planned to conduct daily repo operations until October 10. That intervention has now gone on beyond the end of the month of October with no end in sight.
“Something is cooking but no one who knows what is telling the rest of us who is suddenly chronically illiquid.”
Obviously, the banks that were borrowing the largest sums on a perpetual basis from the Fed were the “chronically illiquid.” JPMorgan Chase and Citigroup’s Citibank are among the largest deposit-taking, federally-insured banks in the U.S. Americans have an urgent need to know why they needed to borrow from the Fed on an emergency basis in the fall of 2019.
We’ve never before seen a total news blackout of a financial news story of this magnitude in our 35 years of monitoring Wall Street and the Fed. (We have, however, documented a pattern of corporate media censoring news about the crimes of Wall Street’s megabanks.)
Theories abound as to why this current story is off limits to the media. One theory goes like this: the Fed has made headlines around the world in recent months over its own trading scandal – the worst in its history. Granular details of just how deep this Fed trading scandal goes have also been withheld from the public as well as members of Congress. If the media were now to focus on yet another scandal at the Fed – such as it bailing out the banks in 2019 because of their own hubris once again – there might be legislation introduced in Congress to strip the Fed of its supervisory role over the megabanks and a restoration of the Glass-Steagall Act to separate the federally-insured commercial banks from the trading casinos on Wall Street.
Why might such an outcome be a problem for media outlets in New York City? Three of the serially charged banks (JPMorgan Chase, Goldman Sachs and Citigroup) are actually owners of the New York Fed – the regional Fed bank that played the major role in doling out the bailout money in 2008, and again in 2019. The New York Fed and its unlimited ability to electronically print money, are a boon to the New York City economy, which is a boon to advertising revenue at the big New York City-based media outlets.