POŚWIĘCENIE ROSJI? Biskup Ryszard Williamson.

Komentarz Eleison nr DCCLXVIII (768)

2 kwietnia 2022 Komentarze Eleison Jego Ekscelencji Księdza Biskupa Ryszarda Williamsona

———————————

Ludzie nie rozumieją, jak bardzo obrażają Boga,
Nadchodząca kara wstrząśnie naszymi rozumami!

Odkąd na początku XX wieku Matka Boża kilkakrotnie objawiła się trojgu portugalskim dzieciom, w tym Siostrze Łucji, aby obiecać Kościołowi i światu okres pokoju, jeśli papież i biskupi katoliccy poświęcą Rosję Jej Niepokalanemu Sercu, katolicy z utęsknieniem wyczekują tego poświęcenia.

Kilku papieży próbowało tego dokonać, aby spełnić prośbę Matki Bożej: Pius XII w 1942 roku, gdy szalała II wojna światowa; Paweł VI pod koniec Soboru Watykańskiego II; Jan Paweł II aż trzy razy, w 1981, 1982 i 1984 roku, gdy podstawiony sobowtór Siostry Łucji oświadczył[-a], że poświęcenie zostało wreszcie ważnie dokonane. Jednak któż mógłby powiedzieć, że po 1984 roku nastąpił okres pokoju? Dlatego też otwarta wojna z Rosją na Ukrainie skłoniła Franciszka do dokonania kilka dni temu kolejnej próby poświęcenia Rosji. Czy tym razem poświęcenie było ważne?

Przynajmniej dwa ważne argumenty przemawiają za tym, że to, co uczynił Franciszek w dniu 25 marca 2022 roku, nie odpowiadało w większym stopniu prośbom Matki Bożej z Fatimy niż to, czego dokonał któryś z jego trzech poprzedników. Nie musimy przy tym twierdzić, że te sześć poświęceń było całkowicie bezwartościowych, bowiem jak uczy stare przysłowie „lepiej mieć pół bochenka, niż w ogóle nie mieć chleba”. Matka Boża znalazła sposób, aby nagrodzić, przynajmniej za dobrą wolę, papieży, którzy próbowali poświęcić Rosję.

Na przykład poświęcenie dokonane przez Piusa XII w 1942 roku wprawdzie nie doprowadziło do natychmiastowego zakończenia II wojny światowej, jednak dzięki bitwom pod El Alamein i Stalingradem nastąpił wojenny przełom i zwrot w kierunku „pokoju” zimnej wojny. To, czego świat teraz najbardziej potrzebuje, to papież, który ma prawdziwą wiarę i zaufanie do Matki Bożej, aby uczynić dokładnie to, o co Ona prosi, i pozostawić Jej rozwiązanie wszelkich problemów politycznych.

Tymczasem w swoich aktach poświęceń, wszyscy wystrzegają się wymienienia Rosji z nazwy, bo boją się politycznej nagonki.

Dlatego tekst Franciszka na Święto Zwiastowania Pańskiego był skierowany przede wszystkim do całej ludzkości, a dopiero w dalszej kolejności do Rosji i Ukrainy. Ale nie o to prosiła Matka Boża. Należy pamiętać, że to Rosja oddała się w ręce demonów komunizmu i to ona w latach czterdziestych XX wieku szerzyła jego błędy na całym świecie. Teraz, w 2022 roku, może wydawać się, że Rosja nie jest już krajem komunistycznym oraz że w odpowiedzi na komunizm nastąpiło tam odrodzenie religijne – wystarczyły 72 lata (1917-1989)! Jednak według wielu obserwatorów jest to pod wieloma względami cały czas kraj pogański, więc nadal wymaga szczególnego poświęcenia, zwłaszcza jeśli ma do odegrania szczególną rolę w zbliżającym się dziele odbudowy chrześcijańskiej cywilizacji, jak sądzą inni obserwatorzy.

Krótko mówiąc, kiedy Matka Boża prosiła o poświęcenie „Rosji”, wiedziała, co ma na myśli, i nie chodziło jej o poświęcenie „ludzkości”.

Drugim zasadniczym powodem, dla którego Franciszkowy akt poświęcenia był bezskuteczny, jest fakt, że pochodzi on od herszta skoncentrowanego na człowieku Neo-Kościoła, który niczym kukułka buszuje w gnieździe prawdziwego Kościoła, ukierunkowanego ku Bogu. Należy podkreślić, że prawdziwe poświęcenie winno być skupione na Panu Bogu, na tym, jak bardzo Go obraziliśmy, jak tego żałujemy i jak mocno postanawiamy wynagradzać Mu za to, że zgrzeszyliśmy. Spójrzcie na przykład takiej modlitwy, w której centrum jest Pan Bóg, w Piśmie Świętym, a mianowicie na wspaniałą modlitwę proroka Daniela (Dn 9, 3- 19).

Następnie zaś porównajcie te modlitwę z jakże lekkim tonem tekstu Franciszka, w którym kładzie się główny nacisk na cierpienia ludzi, tak jakby pokój był dobrem absolutnym, a wojna złem najwyższym. Takie spojrzenie na sytuację ludzkości jest dziś powszechne, „poprawne politycznie”, typowe dla współczesnego człowieka, ale zdecydowanie nieodpowiednie, ponieważ w swej istocie nie stawia Boga na pierwszym miejscu. Franciszkowi nie można wprawdzie zarzucić, że nie odwołał się do Matki Bożej, ale to jego odwołanie jest głęboko humanistyczne.

Niewątpliwie Matka Najświętsza jest dla wszystkich wyrozumiała, ale jak bardzo musi być rozczarowana. Ona doskonale wie, jakie nieszczęścia wiszą nad ludzkością i jak łatwo można byłoby ich uniknąć, gdyby na przestrzeni ostatnich 90 lat Jej prośba została właściwie spełniona. Od dziesięcioleci Jej obrazy i posągi płaczą łzami z wody i krwi.

Dlatego dalej będziemy się modlić o poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny.

Kyrie eleison.

Agencja doradcza Ministerstwa Zdrowia przyznaje, że testy kowidowe są niewiarygodne. Horban basuje.Po czasie.

1 kwiecień 2022 https://wprawo.pl/uwaga-agencja-doradcza-ministerstwa-zdrowia-przyznaje-ze-testy-kowidowe-sa-niewiarygodne/

22 marca 2022 roku Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (jednostka opiniodawczo-doradcza dla Ministra Zdrowia) opublikowała zalecenia dotyczące postępowania diagnostycznego w związku z epidemią Covid-19.

W dokumencie przyznano, że zarówno testy PCR oraz testy antygenowe są niewiarygodne, dają wyniki fałszywie pozytywne i nie należy ich stosować do testowania osób bez objawów infekcji.

W dokumencie stwierdzono też, że „nie zaleca się populacyjnych badań przesiewowych”. Co więcej, nie zaleca się rutynowego testowania pacjentów z objawami infekcji. Testowanie można rozważyć wyłącznie w przypadku osób z wysokich grup ryzyka. Całe opracowanie TUTAJ.

====================

Jednym z konsultantów merytorycznych opracowania jest prof. Andrzej Horban. Ten sam, który opowiadał o czekającym nas kowidowym tsunami i milionie pacjentów w szpitalach. Co się stało, że Horban nagle zaczął mówić ludzkim głosem?

[W znajomym liceum dziewczyny używają czasownika „horbanić” – tj. wyjątkowo bezczelnie i namolnie chrzanić.. MD]

O tym, że kowidowe testy są niewiarygodne, mówili już na początku pandemii niezależni naukowcy i lekarze, ale wtedy opluwano ich jako „foliarzy”. Po raz kolejny okazało się, że „foliarze” mieli rację, ale oczywiście nikt ich nie przeprosi. Nikt też nie przeprosi pacjentów, którym na podstawie fałszywie pozytywnych wyników odwołano lub przesunięto planową diagnostykę i hospitalizację. A co z tymi, którzy zmarli nie otrzymawszy pomocy, ponieważ najważniejsze było testowanie? I to wielokrotne, żeby w końcu wyszedł „plus” i żeby można wrzucić ich na lepiej płatny oddział kowidowy. Czy ktoś za to odpowie?

Na podstawie fałszywych wyników niewiarygodnych testów zamykano ludzi w aresztach domowych, a posłowie PiS złożyli projekt ustawy wprowadzającej masowe testowanie w miejscu pracy. Testowano zdrowych sportowców, którym fałszywie pozytywny wynik testu zamykał drogę do startu w zawodach. Szykanowano i stygmatyzowano osoby, które mówiły, że ten testowy obłęd jest absurdem.

A teraz po cichutku i bez wielkich fanfar władza wycofuje się rakiem z idiotyzmów, przy których trwała dwa lata wmawiając Polakom, że to dla ich dobra. Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało.

Źródło informacji: nfz.gov.pl

Inflacja przekroczyła 10%

Inflacja przekroczyła 10%! Konfederacja apeluje do rządu: „Należy natychmiast zaprzestać szaleńczego dodruku pieniądza”

Kwiecień 1, 2022 https://wprawo.pl/inflacja-przekroczyla-10-konfederacja-apeluje-do-rzadu-nalezy-natychmiast-zaprzestac-szalenczego-dodruku-pieniadza-wideo/

W piątek (1.04.2022) Główny Urząd Statystyczny poinformował, że w marcu inflacja w Polsce wyniosła 10,9%. To najwyższa inflacja od 22 lat, czyli od lipca 2000 roku, gdy wynosiła ona 11,6%. W stosunku do marca 2021 żywność zdrożała o 9,2%, energia o 23,9%, a paliwa o 33,5%.

Podczas konferencji prasowej w Sejmie politycy Konfederacji zaapelowali, żeby rząd zaprzestał katastrofalnej w skutkach polityki napędzającej inflację. – Natychmiast należy zaprzestać tego szaleńczego dodruku pieniądza, żeby ceny spowolniły, żeby inflacja nie doszła do jakiegoś horrendalnego poziomu, żebyśmy nie obudzili się nagle w rzeczywistości, gdzie będziemy mieli banknoty po 1000, czy 2000 złotych – powiedział Witold Stoch z biura prawnego Konfederacji.

– Polityka, a właściwie antypolityka gospodarza rządu to jest coś, za co dziś płacą wszyscy Polacy – powiedział poseł Robert Winnicki. – Rząd powtórzył obłędną politykę wielu państw Europy, bogatszych państw, w zakresie dodruku pieniędzy, w zakresie transferów, które nie mają uzasadnienia ekonomicznego i dziś inflacja wynosi już ponad 10%, a idziemy na kilkanaście procent – alarmował. – Co robi w tej sytuacji rząd? Rząd nie zwalnia, nie redukuje podatków, tak jak proponujemy to w ustawach Konfederacji, m.in. pakiet przedsiębiorcy, tanie paliwo, tani prąd. Wzywamy rząd, żeby przestał koncentrować się na tym, którą grupę wyborców kupić, ale na tym, jak uniknąć katastrofy gospodarczej – powiedział Winnicki.

Trzeba zrobić dwie rzeczy. Nie wydawać nowych dziesiątków miliardów złotych na najróżniejsze transfery typu dopłata do telewizora, którą rząd zrobił na ostatnim posiedzeniu Sejmu. To nie jest najpotrzebniejsza rzecz w tej chwili, żeby dać paru milionom ludzi dopłatę do tego, żeby mogli oglądać telewizję. To jest absurdalna polityka trwonienia pieniędzy. To jest pierwsza rzecz.

Druga rzecz, którą trzeba zrobić, to starać się rozkręcać gospodarkę. To oznacza, że nie można robić tego, co rząd robił przez ostatnie miesiące z Nowym Ładem, czyli wprawiać przedsiębiorców i księgowych w totalną depresję, bo nie wiedzą na czym stoją, jeśli chodzi o sferę podatkową. Trzeba radykalnie obniżyć podatki – podkreślił Winnicki.

[wideo – w oryg. MD]

The Washington Post przyznaje, że ukraińska armia wykorzystuje do działań wojennych cywilną infrastrukturę

Adolf Rotshild https://zmianynaziemi.pl/bezcenzury/washington-post-przyznaje-ze-ukrainska-armia-wykorzystuje-do-dzialan-wojennych-cywilna

Amerykański The Washington post przyznaje, że armia ukraińska wykorzystuje cywilną infrastrukturę do celów militarnych i w związku z tym Federacja Rosyjska może nie zostać pociągnięta do odpowiedzialności za zbrodnie wojenne, gdyż ostrzeliwanie przez nią budynków mieszkalnych może w przypadku stacjonowania w pobliżu zasobów militarnych Kijowa nie zostać uznane za celową zbrodnię wojenną.

Washington Post w obszernym artykule, w którym wyraźnie krytykuje ukraińską strategię obrony totalnej, powołuje się na specjalistów w zakresie prawa międzynarodowego i praw człowieka, takich jak Bill Chabas czy też Richard Weir.

Ponadto w ciągu ostatnich tygodni dziennikarze amerykańskiej gazety widzieli na własne oczy sprzęt militarny, taki jak rakiety przeciwczołgowe, działa przeciwlotnicze i transportery opancerzone, które zostały rozlokowane w pobliżu budynków mieszkalnych.

Na ulicach w dzielnicach mieszkalnych rozmieszczono także punkty kontrolne z uzbrojonymi ludźmi, barykady z worków z piaskiem oraz skrzynki z koktajlami Mołotowa. Ukraińscy obywatele sami skarżyli się Amerykanom, że w pobliżu infrastruktury cywilnej mają miejsce działania zbrojne, które np. uniemożliwiają nocą sen.

Richard Weir, ekspert organizacji Human Rights Watch stwierdza wprost, że ukraińskie wojsko, na mocy prawa międzynarodowego, zobowiązane jest do usunięcia sprzętu wojskowego oraz żołnierzy z terenów zamieszkałych przez ludność cywilną. Jeżeli tego nie zrobią, stanowić to będzie pogwałcenie prawa wojennego

Ukraińska armia odpowiada na te zarzuty, że gdyby posłuchali tych rad to właściwie mogliby nie bronić swoich miast. Współpracownicy ukraińskiego prezydenta z kolei twierdzą, iż w tym konflikcie międzynarodowe prawo humanitarne oraz prawo wojenne nie ma zastosowania, ponieważ, jak twierdzą, celem Putina jest zniszczenie narodu ukraińskiego. Dodaje, że nie może on przeszkadzać swoim rodakom w obronie ich domów, wolności, wartości i tożsamości.

Ukraińcy sami oprowadzają dziennikarzy z zagranicy po osiedlach mieszkaniowych, gdzie rozmieścili swoją infrastrukturę militarną. Weir zauważa, że jeżeli Rosjanie będą atakować cele cywilne w sposób nieproporcjonalny w stosunku do zagrożenia to nadal mogą zostać oskarżeni o zbrodnie wojenne. Jednak wówczas granica pomiędzy zbrodnią wojenną a atakiem na cel wojskowy jest dużo bardziej płynna – militaryzacja przestrzeni mieszkalnej tak czy inaczej musi skończyć się ofiarami wśród cywilów.

William Chabas, kanadyjski specjalista w dziedzinie międzynarodowego prawa karnego stwierdził, że Ukraina nie może używać ludności cywilnej jako żywych tarcz. Ukraińcy najpierw instalują swoje zasoby wojskowe w pobliżu obiektów infrastruktury cywilnej a następnie filmują rosyjskie ataki, chcąc w ten sposób za wszelką cenę wytworzyć materiał mogący posłużyć  jako dowód na zbrodnie wojenne Rosji, który zostanie wykorzystany w międzynarodowym trybunale karnym w Hadze. Richard Weir z HRW zauważa jednak że jeżeli w pobliżu zniszczonego przez rosyjską armię celu cywilnego znajdować się będzie zasób militarny, to tezy o celowej zbrodni wojennej będzie można bardzo łatwo podważyć.

W stolicy Ukrainy – Kijowie – nie tylko domy ale także restauracje czy też biura zostały przekształcone w obiekty wojskowe obrony terytorialnej Ukrainy, co sprowadza na rezydujących tam ludzi śmiertelne niebezpieczeństwo i powoduje, że zabudowa Kijowa i innych miast jest tak czy inaczej niszczona, powodując przy tym śmierć niewinnych ludzi.

Bez względu na to jak patrzymy na konflikt ukraińsko-rosyjski stwierdzić trzeba jednoznacznie: ukraińska armia sprowadza swoimi działaniami na ludność cywilną śmiertelne niebezpieczeństwo i powinna za swoje działania co najmniej zostać surowo potępiona.

Źródło: https://www.washingtonpost.com/world/2022/03/28/ukraine-kyiv-russia-civilians/?fbclid=IwAR…

Ukraine invasion puts Chabad of Russia ‘between a rock and a hard place’

Chabad in Russia faces difficult balancing act, caught between its relationship with Putin and pressure from abroad to align with Ukraine.

Cnaan Liphshiz, JTA 01.04.22 https://www.israelnationalnews.com/news/325056

Vladimir Putin, Chief Rabbi Berel Lazar, businessman Viktor Vekselberg Courtesy of the Jewish Museum and Tolerance Center of Moscow

—————-

Three days after Russian forces invaded Ukraine, a prominent rabbi in Moscow offered a striking dissent.

“Stop the war!” Rabbi Boruch Gorin wrote on Facebook. He added, “This could cause fits of rage, but I have no other words now.”

It was not just the use of the word “war,” which Russia later banned from public discourse, that made the comment so remarkable. It was also because Gorin is a senior spokesperson for the Chabad-affiliated Federation of Jewish Communities in Russia and to Russian Chief Rabbi Berel Lazar — a Chabad rabbi whose ties to Russia’s bellicose president has earned him the derisive moniker “Putin’s rabbi.”

During Vladimir Putin’s 22 years in power, the Russian president has maintained a simple but effective relationship with the Chabad-affiliated rabbis of his country.

Under this symbiotic relationship, Putin helped Chabad pull off one of the most impressive Jewish revivals in modern times, eclipsing all their rival groups in Russia to bring Jewish practice and experiences to people who had little access to religious life under communism. Chabad’s star especially rose as Putin’s relations soured with the Russian Jewish Congress, a non-Chabad communal group, after that group criticized Russia’s war in Chechnya two decades ago.

Chabad, in turn, continued to abide by the Hasidic Orthodox movement’s willingness to work with government regimes as long as they don’t target Jews — a propensity that Chabad leaders define as partisan neutrality and that critics say reflects an inappropriate deference to power.

Russia’s Feb. 24 invasion of Ukraine has placed unprecedented strain on this arrangement, threatening what many view as a golden age of Russian Jewry and possibly Chabad’s place alongside Christian and Muslim counterparts operating under similar understandings with Putin.

In the weeks since the start of the war, Chabad in Russia has drawn criticism from abroad for failing to condemn a war that has caused untold death and turned millions of Ukrainians, including tens of thousands of Jews, into refugees. Meanwhile, Russian nationalists are criticizing the group, often in antisemitic terms, for not adequately backing Putin.

For Chabad, the push and pull is taking place amid an emotionally fraught conflict — Ukraine is in many ways the spiritual birthplace of the movement. Meanwhile, Chabad is also facing financial uncertainty with many of its deep-pocketed Russian backers suddenly severed from their wealth because of international sanctions.

The dynamics have Chabad of Russia engaged in a delicate balancing act aimed at maintaining safety and access to Jewish life for the country’s nearly 200,000 Jews.

“It’s a complicated situation. During times of war, people are not thinking rationally. Some think: You’re either with us or against us. We explain that bringing peace is the basis for any religious community, especially the Jewish one,” said Rabbi Alexander Boroda, president of the Federation of Jewish Communities in Russia. “But I can’t say everyone understands. Some people from other faiths — they expect us to support the military action.”

Gorin’s comments represented an early example of Chabad’s balancing act. Occurring amid rising nationalist sentiment and a witch hunt for so-called traitors, his call to end the war stood out as unusual in Russia.

Gorin told the Jewish Telegraphic Agency at the time that his position nonetheless represented that of Lazar and the rest of the Federation of Jewish Communities, a group with dozens of synagogues and community centers and hundreds of rabbis across Russia’s vast territory.

And on March 2, Lazar himself wrote a statement calling to “stop the madness so that no more people die.”

Lazar’s language was milder than Gorin’s, and certainly than the language used by some Jewish leaders abroad — such as the rabbis from the Union for Reform Judaism who in a statement condemned what they termed “Putin’s seemingly insatiable desire to fulfill his vision of a new Russian empire.” But it nonetheless set Lazar apart from other clergy in Russia, who are cheering on the Russian invasion and justifying it.

The views expressed — and not expressed — by Chabad’s leadership in Russia have drawn the attention of “other faith representatives” to the Federation of Jewish Communities of Russia, Boroda said. He declined to specify who those representatives were.

Multiple sources told Haaretz this week that the Kremlin is pressuring Jewish groups in Russia to support the war, including by threatening to shut down Jewish institutions if they do not. But Boroda said his group had not been pressured by the government to support the war, which in Russia is referred to as a “special military operation” by Putin’s fiat.

Still, he said, Chabad nonetheless had faced questions about its stance. “There are representatives from other faiths who want to come out with something general to support the military operation,” Boroda said. “We declined and there was more or less understanding to our position. We weren’t pressured and told we have no choice and had to pick sides here.”

Boroda drew criticism from abroad, including from a leading Chabad rabbi in Ukraine, after he spoke with the Interfax Russian news agency about the war in early March and the Jerusalem Post reported the contents of the interview.

In the interview, Boroda was asked about the Ukrainian state’s track record of celebrating the legacies of Nazi collaborators. Boroda condemned these activities, reiterating the position of his own group and many others, including the State of Israel and the World Jewish Congress. He also invoked the Holocaust while decrying vandalism of a Russian store in Germany, noting that Kristallnacht, the pogrom that is considered to be the beginning of the Nazi Holocaust against the Jews, featured vandalism of stores.

The Jerusalem Post interpreted Boroda’s answers as support for the “denazification” pretext offered by Putin himself for the invasion.

Boroda rejected that interpretation, noting that he did not link the glorification of Nazi collaborators with the current situation in Ukraine. He also did not comment directly on the war.

Boroda said his group is involved in sending humanitarian aid to Jewish communities in Ukraine, where Chabad is also the driving force of Jewish communal life. That aid is flowing through the world Chabad network, which transfers donations and supplies from Jewish communities in multiple countries, including Russia, and distributes those resources to Jewish communities in Ukraine, Boroda said.

Even within Russia, some would like to see Chabad in Russia take a firmer position against the war.

“They made a bunch of vague statements for peace, [but] they haven’t really said what Russian Jews really think about this terrible war and the dictatorship responsible for it,” said one Jewish person in Russia who for years has followed Chabad and Jewish community politics. The source, who said they were already taking a risk just speaking a Western journalist over the phone, spoke on condition of anonymity for fear of being imprisoned under new laws proscribing criticism of the war.

Putin has made clear his intolerance for criticism over the war beyond enacting laws punishing those who criticize it. In a speech on March 17, he said: “The Russian people will always be able to distinguish true patriots from scum and traitors and will simply spit them out like an insect in their mouth onto the pavement.”

Not long after that, a pig’s head with a blond wig was placed outside the home of a Russian-Jewish journalist deemed critical of the war. The perpetrators posted a piece of paper on the door of the apartment of the journalist, Alexey Venediktov, which featured a Ukrainian national symbol and the word “Judensau,” the German-language term for an antisemitic icon from the Middle Ages.

Statements like Gorin’s and Chabad’s humanitarian efforts in Ukraine have not gone unnoticed in ultranationalist circles.

“The Judeo-Christian church collects warm clothes for soldiers on both sides,” Sergey Shcherbatyuk, a blogger for the ultranationalist newspaper Gazeta Zavtra, wrote, referencing Chabad.

The criticism comes amid increasing pressure on Chabad’s finances in Russia. Ever since the collapse of the former Soviet Union, Chabad of Russia has relied on a mix of donations from Russian philanthropists, including the billionaires known as oligarchs whose wealth accumulated through relationships with the state, plus government assistance and gifts from Western donors.

With those sources of funding, Chabad of Russia has built an array of buildings and institutions, including dozens of schools and ostentatious synagogues like the one headed by Boroda in Zhukovka, a wealthy suburb of Moscow. Chabad is opening synagogues and centers far beyond the capital, including in Arkhangelsk, home to the world’s northernmost Jewish community center, and in Tomsk, where Siberia’s largest Jewish community center recently opened.

The group was also instrumental in the development and construction of the $50 million Jewish Museum and Tolerance Center, which opened in Moscow in 2012 and was built with the support of the Russian government.

But now, many of the Russian-Jewish oligarchs who used to fund Chabad activities in Russia are under crippling sanctions that have tied up their funds in the West. That could make support from outside Russia more essential, according to Roman Bronfman, an Israeli former lawmaker who was born in Ukraine and is the author of a book on Russian-speaking Jewry.

“Chabad in Russia is between a rock and a hard place,” Bronfman said. “Especially now they need to work on their ties to the west, which are substantial anyway. They need to take public opinion in the west into account.”

Russian Jews, including the ones belonging to Chabad, “almost all have their origins in Ukraine, Moldova or Belarus,” Bronfman noted. This is because those countries were part of the Pale of Settlement, where Jews were allowed to live during Czarist times.

“Very few Russian Jews actually come from Russia. This means the invasion into Ukraine hit an emotional chord, preventing Chabad from siding all the way with Russian clergy supporting the war,” Bronfman said.

To Bronfman, what is happening in Russia right now represents “the collapse of the model on which Chabad has operated so far in Russia, in which they stay out of politics in exchange for government support.” This model, he said, restricts criticism by Chabad of the government but “is preconditioned on the freedom not to openly support the government and cheer it on, either. The war has drastically reduced this freedom.”

Misha Kapustin, a Reform rabbi who fled Crimea to Slovakia in 2014 after the Russian army annexed that part of Ukraine, also believes that Chabad of Russia has not spoken out against the war in any significant way.

Moral fortitude requires clergy to speak out against the war in Ukraine, he said. But he said he understands why Russian Chabad rabbis have not done this with more force.

“It’s easy for us to criticize but Russia is a dictatorship,” said Kapustin, who has previously criticized Chabad of Russia for being too close to the government. “So what should they do? Walk away from the communities they build? Abandon Jews there?”

Russia’s Chabad rabbis, Kapustin said, are “facing a very difficult choice.” It’s one that he doesn’t need to imagine making, because he made it already.

“I left Crimea precisely because I didn’t want to put myself in that position,” Kapustin said.

Chabad’s rabbis in Russia may not have that flexibility. Emissaries in the movement are expected to remain in their communities through thick and thin; many who left Ukraine in the war’s early days to usher their families and communities to safety have returned already.

And whatever happens with the war and with Putin’s leadership, there are potentially hundreds of thousands of Jews in Russia. While thousands of Russian Jews have departed for Israel and beyond since the war broke out, many of them fearing a return of the Iron Curtain, most have stayed.

Many of those who left “did so out of an initial reaction of panic,” Boroda said. He added, “They will return. It will not affect the revival of Jewish life in Russia, which we will continue to bring to new heights regardless of international politics.”

Time for Jews to abandon Ukraine. Not Our War. Putin is Not Our Enemy.

Don’t let the media fool you. This is not a war for freedom, we do not owe anyone anything there, and we have to get the Jews out.

Yshai Amichai 08.03.22 https://www.israelnationalnews.com/news/323510?fbclid=IwAR2XVGBT57Jdje8v-bOCz8o6zo4kt2ASmqDu5U0TPKRNa2d21gRPbvMet7Y

Olim plane from Ukraine Olim plane from Ukraine Noam Moskowitz

Ukrainians have a long history of murdering Jews. We do not need to save them. We need to save the Jews and get out of there. Time to abandon Ukraine.

There are about 200,000 Jews in Ukraine, but there are about 10 times more Jews who were murdered and buried there, and in the last century alone. Ukraine is a Jewish graveyard. We need to get out of there.

In fact, Jewish graves have been attracting Jews back to Ukraine, particularly to Uman, where Rebbe Nachman of Breslov is buried. We haven’t been able to escape yet because a large part of our nation is buried there. Many Jews still feel a strong attachment to them.

The dead will forgive us if we move on towards our Redemption. We do not need to live with the dead in that graveyard of a nation. Rise up from the ashes, O Israel, and abandon the lands of your torment. Time for all Jews to come to Israel, to the Land of the living.

A Jewish President in Ukraine

Ironically, we now have a Jew in charge of Ukraine (Volodymyr Zelensky). He is fighting for them and has chosen to remain. He might even be blocking Jewish men from leaving. He needs all men of fighting age to remain, to resist the Russian invasion. He is even calling for other Jews to fight for Ukraine.

We don’t need a Jew to fight for Ukraine. If anything, it could only make matters worse for Jews everywhere. The main benefit of a Jewish Ukrainian president would be if he had enough compassion for the Jews of that country to help them escape to Israel.

A Gentile leader could be ruthless to the Jews of Ukraine. He could blame them for all his problems. He could let the Ukrainians vent their anger upon them, or trap them in the crossfire, blocking their escape. Zelensky can help facilitate the exodus of hundreds of thousands of imperiled Jews to Israel.

Putin is Not Our Enemy

Vladimir Putin, the leader of Russia for the past 22 years, is not our enemy and we do not need to make him our enemy. He has been good to the Jews of Russia, raising up Jewish oligarchs to serve him and forcing Russians to respect the Jews there.

There are roughly 265,000 Jews in Russia, according to 2010 figures. Those Jews were previously free to traverse the world and come to Israel. With the tough sanctions currently in place, it is hard to fly out of Russia these days.

Bennett flew to Russia on a private jet, with US approval, to secure humanitarian corridors for Jews to escape the conflict, among other things. But it is not only the Jews of Ukraine who are at risk.

We need Putin as a friend to help secure the safety of Russian Jews. If possible, we need to help them escape as well, since US President Joe Biden seems hellbent on raising up a new iron curtain that could cut them off from Israel. This could include other nations with Jewish populations under Russian influence.

Putin helps secure the safety of many Jews who would otherwise be at risk. We should not be fighting against him to save Ukraine, and we certainly should not want to topple him. Ukrainian Jews would be safe under Putin’s protection. The same cannot be said of the Ukrainian militias rising up to resist a Russian occupation.

Ukraine Under Russian Occupation

Biden seems to have accepted that Russia would occupy Ukraine. He did so, even before the invasion, when Putin amassed a huge army at its borders. Biden encouraged Russia to attack when he said an attack was inevitable, and that America would not send troops to defend Ukraine.

What surprised the world was Zelensky’s fighting spirit. He roused Ukrainians to powerfully resist the Russian invasion. This was not expected, and it has only made matters worse. Now the West is strangling Russia with sanctions and supplying Ukraine with enough weapons to fuel a protracted war. Zelensky, a Jew, has become Putin’s foremost enemy.

Russia had mechanisms in place to control Ukraine, which were further upended by Zelenksy’s populist rise to power. How does a Jew rise to power in a place like Ukraine? Zelensky produced and starred in a tv series, ‘Servant of the People,’ in which he depicts a high school teacher who unexpectedly rises to power, after a video of him ranting against government corruption goes viral.

The tv show aired for three seasons, from 2015 to 2019. In 2018, Zelensky took advantage of its popularity, and his production team formed a political party under the same name as the tv show. In 2019, Zelensky was elected the president of Ukraine in a landslide victory.

Zelensky rose to power on an anti-corruption platform. Corruption in the former Soviet states is tied to the sale of state assets at huge discounts and the granting of monopolies to favorable parties, known as oligarchs.

The rise of the oligarchs is connected to Russia, and Russia wields political influence outside its borders through them. In the shadow of their demise, Russia is losing control. Zelensky has been steering Ukraine into the hands of the West, a process that is unacceptable to Putin.

Russians are willing to fight for Ukraine because it has been theirs for hundreds of years, and historically, Russian civilization originated there, in the Kievan Rus’. Kyiv is the capital of Ukraine, but ‘Rus’ is phonetically related to Russia, along with neighboring Belarus. Russians consider that region their historic heartland, and they refuse to see it fall to the West.

Russia has been “occupying” Ukraine for hundreds of years already. Perhaps Putin was willing to accept an independent and neutral Ukraine, but not a Ukraine aligned with the West, and certainly not one allied with NATO against him.

The Euromaidan protests, beginning in late 2013, lead to the ousting of the Russian-leaning Ukrainian President, Viktor Yanukovych, in early 2014. This was the impetus for Russia’s invasion of Ukraine in 2014 and its annexation of Crimea, which it feared would fall into Western hands. Zelensky’s rise to power in 2019 marked an even greater threat to Russia.

In 2019, Donald Trump was the President of the US. He helped reduce the tensions surrounding Ukraine. When Biden came to power in 2021, everything changed. Biden started off with a slap in the face to Putin, calling him a killer in March 2021. Tensions rapidly escalated after that concerning Ukraine, to the point of international crisis and ultimately war.

Not Our War

Western paramours have been seducing Ukraine to run off with them. They offer many economic incentives to the impoverished Ukrainians. Russia is not pleased with its estranged Ukrainian wife. We do not need to stand between them and take the fire. We need to get our people out of there.

It might even be in our interests to help Putin at this juncture, to let him end the war quickly and claim some sort of victory, not to turn this into a bloodbath that could topple him and destabilize the region.

Contrary to what people are saying these days, Putin remains a voice of reason and a friend of Jews in that dark region. Don’t expect there to be anyone better than him there.

And don’t let the media fool you. This is not a war for freedom. Ukraine will be subjected and exploited either way, most likely for its grain. Either Ukraine will serve the West and enrage the Russians, or it will realign its interests with Russia and the threat of a major conflict may be averted.

Our interests do not necessarily align with the interests of other nations in this conflict. Best if we stay out of it. Ukraine is not our war. Saving the Jews is. Time for Jews to abandon Ukraine.

Yshai Amichai is a father of six and an author with a legal education, whose books advocate upholding the Torah as a national Constitution. He may be contacted at: yshaia@gmail.com

Click here to join the official Israel National News – Arutz Sheva WhatsApp groups

Zmarł nagle prokurator Pasionek, nadzorujący „śledztwo smoleńskie”

Zastępca Prokuratora Generalnego. Marek Pasionek miał 61 lat

https://wiadomosci.wp.pl/zmarl-zastepca-prokuratora-generalnego-marek-pasionek-mial-61-lat-6753174255790592a

W czwartek rano zmarł zastępca Prokuratora Generalnego Marek Pasionek – przekazała Prokuratura Krajowa. Prokurator Pasionek służył w prokuraturze od ponad 30 lat. Nadzorował pracę zespołu śledczego zajmującego się wyjaśnianiem przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Zmarł zastępca Prokuratora Generalnego Marek Pasionek Zmarł zastępca Prokuratora Generalnego Marek PasionekŹródło: East News

„Z głębokim żalem zawiadamiamy, że dzisiaj rano zmarł Prokurator Marek Pasionek – Zastępca Prokuratora Generalnego” – napisano na stronie Prokuratury Krajowej.

Jak przekazano, prokurator Pasionek służył w prokuraturze od 1989 r. i prowadził największe śledztwa w sprawach dotyczących przestępczości zorganizowanej. W latach 1993–1997 był pięciokrotnie uhonorowany przez ówczesnych ministrów sprawiedliwości nagrodami za szczególne osiągnięcia w pracy śledczej. W 2004 r. odznaczono go Srebrnym Krzyżem Zasługi.

Marek Pasionek. Zajmował się śledztwem ws. Smoleńska

Od 12 grudnia 2005 r. do 25 maja 2007 r. był podsekretarzem stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Od 2007 r. był prokuratorem Naczelnej Prokuratury Wojskowej w Warszawie.

W 2010 r. Pasionek był prokuratorem nadzorującym śledztwo Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie w sprawie katastrofy samolotu Tu-154 w Smoleńsku. Po 2016 r. w ramach powierzonej funkcji zastępcy Prokuratora Generalnego nadzorował pracę Zespołu Śledczego Nr 1 zajmującego się wyjaśnianiem przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Miał 61 lat. Zostawił żonę i dwóch synów.

dr Zbigniew Hałat: SPRAWA DLA PROKURATORA. Odpowiedzialni za blisko ćwierć miliona nadmiarowych zgonów.


Od 28 marca br. minister zdrowia Niedzielski zniósł obostrzenia związane z najpopularniejszą od dwóch lat chorobą.

Powinna to być okazja do wszczęcia czynności prawnych mających na celu pociągnięcie do odpowiedzialności karnej i cywilnej całej rzeszy osób odpowiedzialnych za blisko ćwierć miliona nadmiarowych zgonów.

Czy tak się stanie?

https://gloria.tv/post/6d9NTWSEHL2TCMyRG97RGBMfj

45 minut

51 skrzyń ze złotem. Polskim.

Ratowanie polskiego złota w trakcie II wojny światowej. W czasie wojny część polskiego złota została sprzedana, aby sfinansować działalność Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie i rządu emigracyjnego. Kilkanaście ton polskiego złota przejęli bezprawnie Brytyjczycy

Piotr Rosik https://www.prokapitalizm.pl/51-skrzyn-ze-zlotem/

———————————

Ratowanie polskiego złota w trakcie II wojny światowej to była prawdziwa odyseja, okupiona ogromnym wysiłkiem, wieloma momentami niepewności, tysiącami godzin negocjacji i prawnych przepychanek, mimo pozornie pozytywnego nastawienia neutralnej Rumunii czy naszych głównych sojuszników – Francji czy Anglii – tak wynika z książki „Jak ocalono polskie złoto” (Wydawnictwo Oscar Print, 2013) autorstwa Cristiana Păunescu oraz Dorina Matei, profesorów Rumuńskiej Akademii Nauk.

O tym, że Rumuni pomogli Polakom uratować złoto przez wiele lat po wojnie milczano. Pierwsze wzmianki na ten temat pojawiły się w rumuńskim czasopiśmie „Magazin istoric” w 1968 r. Potem jednak z biegiem lat publikacji było coraz więcej, a dokumenty stawały się coraz bardziej dostępne. Można powiedzieć, że końcowym efektem jest właśnie książka Cristiana Păunescu oraz Dorina Matei. Trudno bowiem wyobrazić sobie publikację, która bardziej dokładnie, z większym pietyzmem, opisywałaby tę kwestię. Autorzy wykonali wielką pracę, docierając – jak się zdaje – do każdego dokumentu, do którego trzeba było dotrzeć, aby tę historię opisać.

Odyseja polskiego kruszcu

Autorzy zaczynają oczywiście od wprowadzenia, prezentującego ówczesną niezwykle skomplikowaną sytuację polityczną w Europie. Jednak dość szybko przechodzą sprawnie do sedna – czyli historii ewakuacji polskiego złota z kraju przez Rumunię. Zobowiązania tego kraju co do pomocy Polsce wynikały z kilku konwencji oraz z traktatu z 26 marca 1926 r. podpisanego w Bukareszcie. Jednak Rumunia – gdy rozpoczęła się II wojna światowa – poszła w kierunku neutralności. Dochodziło więc do dyplomatycznych przepychanek, a politycy z Bukaresztu znaleźli się tak naprawdę w sytuacji lawirowania między różnymi powinnościami. W końcu jednak Rumunia zezwoliła na tranzyt przedstawicieli polskiego rządu oraz na przewóz polskiego złota.

W przeddzień wybuchu II wojny światowej Bank Polski (który był instytucją prywatną, co będzie jeszcze miało znaczenie w tej historii) posiadał 79,5 ton złota w sztabkach, monetach i precjozach o wartości ówczesnych 463,6 mln zł (87 mln USD), a przechowywał te zasoby w skarbcu w Warszawie, w oddziałach terenowych oraz w depozytach zagranicznych. Rumunia zgodziła się na przyjęcie większości złota z terenu Polski, a stało się to na podstawie… umowy ustnej z 11 września 1939 r., po której pozostała tylko jedna notatka w archiwach Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rumunii.

I tutaj zaczyna się wielka epopeja polskiego kruszcu umieszczonego w 51 drewnianych skrzyniach. Transport przejechał z Warszawy na wschód kraju konwojem ciężarówek, a następnie pociągiem do Rumunii, do portu w Konstancy, gdzie niemal w całości (4 tony kruszcu pozostały w Rumunii) został załadowany na tankowiec „Eocene”.

Statek popłynął do Stambułu, gdzie napotkał wielkie problemy prawne po zacumowaniu do portu. W końcu jednak udało się go załadować na wagony kolejowe i przewieziono przez Syrię do Bejrutu, gdzie trafił do depozytu, de facto w ręce Francuzów.

Złoto następnie zostało przetransportowane do Tulonu we Francji, a potem do skarbca oddziału Banku Francji w Nevers. Gdy wojska hitlerowskie weszły do Francji i powstał kolaboracyjny rząd w Vichy, Polska zaczęła nalegać, by złoto wysłano do USA, ale Francja wysłała je do Dakaru we Francuskiej Afryce Zachodniej, a następnie do fortu Kayes.

Autorzy podkreślają, że rząd Francji nie uległ żądaniom Niemiec i nie wydał im polskiego złota, mimo że sytuacja sprzyjała takiemu rozwiązaniu. Z drugiej strony, Francuzi niejako „uwięzili” polski kruszec i nie chcieli nic z nim robić, mimo nacisków ze strony polskiej, więc rząd polski na uchodźctwie złożył pozew do sądu w Nowym Jorku. Sąd nałożył w 1941 roku tymczasowy areszt na francuskie złoto zdeponowane w Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku. Na przełomie 1942 i 1943 r. wojska amerykańskie i brytyjskie zajęły Francuską Afrykę Zachodnią, a to poprawiło pozycję negocjacyjną strony polskiej. W grudniu 1943 r. w Algierze polski rząd podpisał porozumienie z nowym rządem Francji, na czele z Charles’em de Gaulle’em, w sprawie zwrotu złota Bankowi Polskiemu. W marcu 1944 roku Bank Polski ostatecznie odzyskał kontrolę nad złotem.

To jednak nie był jeszcze koniec przygód tego kruszcu. Rząd polski postanowił, że złoto trafi do depozytu w Anglii, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Transport cennego ładunku realizowano partiami przez pół roku. Na koniec 1944 roku polskie złoto o wartości 398,4 mln zł wylądowało w skarbcach Banku Anglii (155,2 mln zł), Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku (154,8 mln zł), Banku Kanady w Ottawie (67,3 mln zł), Narodowym Banku Rumunii (370 tys. zł), oddziale Banku Polskiego w Londynie (430 tys. zł).

W czasie wojny część polskiego złota została sprzedana, aby sfinansować działalność Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie i rządu emigracyjnego. Kilkanaście ton polskiego złota przejęli bezprawnie Brytyjczycy. W wyniku negocjacji złoto pozostawione w Rumunii sprowadzono do kraju dwoma samolotami 17 września 1947 roku, po 8 latach od opuszczenia Polski. Przy czym, co ciekawe, Rumuni niejako „blokowali” Polakom przez pewien czas dostęp do złota, tłumacząc to nieścisłościami w zakresie statusu Banku Polskiego (był on hybrydą instytucji państwowej i prywatnej).

Autorzy nie tylko opisują historię transferu polskiego złota, ale też pokazują wielką rolę Rumunii w ratowaniu wielu polskich zabytków o wielkiej wartości. Dzięki Rumunom uratowano wiele cennych przedmiotów z Wawelu oraz Zamku Królewskiego w Warszawie, m.in. Szczerbiec – miecz koronacyjny królów polskich, używany w latach 1320-1764.

Păunescu i Matei potrafią również zwrócić uwagę na ciekawe kwestie, które do dziś nie zostały rozwiązane. Na przykład pojawia się pytanie, czemu Sowieci nie próbowali przechwycić polskiego złota, choć wiedzieli o całej operacji i mieli możliwość skutecznie jej zapobiec. Według autorów, chodziło głównie o kwestię wizerunkową – Moskwa nie chciała się zaprezentować światu jako złodziej, w tym społeczeństwom polskiemu czy rumuńskiemu, które nie były Sowietom przychylne, a po „kradzieży” złota stałyby się jeszcze mniej przychylne.

Ostre zdjęcie

„Jak ocalono polskie złoto” jest książką stricte historyczną, więc nie można w tym przypadku liczyć na zbyt wartką akcję czy popisy w zakresie formy, na to nie ma miejsca. Oczywiście, najlepsi historycy – jak np. Norman Davies – potrafią napisać tego rodzaju dzieło, które się czyta z wypiekami na twarzy, ale tutaj mamy do czynienia z de facto monografią, więc trzeba wybaczyć autorom, że położyli nacisk po prostu na jak najwierniejsze odwzorowanie historii o wywozie polskiego złota z kraju na początku II wojny światowej. Dzięki temu otrzymujemy ostre „zdjęcie”, kronikarską relację wysokich lotów.

Ogromną zaletą omawianej książki są historyczne zdjęcia. Jest ich mnóstwo, pojawiają się zarówno w środku, jak i na końcu, zarówno czarno-białe, jak i kolorowe. Pokazują m.in. skarbce, w których było przechowywane polskie złoto, jak i głównych bohaterów dramatu. Ukazują zarówno statki morskie, które przewoziły kruszec, jak i najważniejsze dokumenty związane ze sprawą. Otrzymujemy także reprodukcje dokumentów. Najciekawsze są jednak chyba zdjęcia pokazujące spotkania ówczesnych ważnych osobistości, tak jak zdjęcie ze s. 20, na którym możemy podziwiać elegancko ubranych polityków prowadzących dwustronne rozmowy rumuńsko-polskie w marcu 1939 r.

Miłym ukłonem w stronę głównych bohaterów tej historii z perspektywy rumuńskiej są ich sylwetki, umieszczone pod koniec książki. Autorzy przybliżyli postaci m.in. Dumitru Constantinescu, gubernatora Banku Narodowego Rumunii w latach 1935-1940 czy też Aleksandra Dumitrescu, który był naczelnym kontrolerem 51 skrzyń z polskim złotem, zdeponowanych w Banku Narodowym Rumunii.

SKURWYSYŃSTWO podwójne. „Wizjonerzy Zdrowia”. „Wiktory” !!!.

Katarzyna Treter-Sierpińska https://www.bibula.com/?p=132713

Człowiek może znieść bardzo wiele. Ale przychodzi taki moment, w którym nawet najbardziej cierpliwy osobnik nie wytrzyma i musi nazwać rzecz po imieniu. I taki moment nadszedł 30 marca 2022 roku, gdy minister zdrowia Adam Niedzielski otrzymał Nagrodę Główną podczas gali „Wizjonerzy Zdrowia” organizowanej przez tygodnik „Wprost”. Przyznanie tej nagrody tak uzasadniono w artykule opublikowanym na portalu „Wprost Zdrowie”:

Minister Adam Niedzielski kieruje systemem ochrony zdrowia w najtrudniejszych czasach: najpierw pandemii Covid-19, teraz w kryzysie związanym z wojną na Ukrainie i falą uchodźców, co powoduje nowe wyzwania dla systemu ochrony zdrowia. Nie boi się odpowiedzialności i podejmowania decyzji. Mimo kryzysowych sytuacji minister Niedzielski konsekwentnie dąży do wprowadzania reform w systemie ochrony zdrowia, m.in. do wprowadzania i doceniania jakości w ochronie zdrowia, dąży do zwiększenia liczby kadr medycznych w Polsce, jak również do wzrostu finansowania ochrony zdrowia. Cały czas promuje działania profilaktyczne i zachowania prozdrowotne, jak szczepienia ochronne czy aktywny tryb życia. Kapituła Nagrody Wizjonerzy Zdrowia 2022 doceniła też pracę i styl, w jakim minister Adam Niedzielski sprawuje swoje stanowisko.

To nie jest groteska. To nie jest bezczelność. To jest skurwysyństwo! Nie bójmy się nazywać rzeczy po imieniu.

Skurwysyństwem jest uhonorowanie człowieka, który jako współtwórca śmiercionośnego systemu, odcinającego pacjentów od opieki medycznej, jest odpowiedzialny za prawie 200 tysięcy nadmiarowych zgonów. To Niedzielski zamykał szpitale przed ciężko chorymi: najpierw jako szef NFZ, a potem jako minister zdrowia. To on utrzymywał teleporadę jako pandemiczną metodę „leczenia”. To on wprowadził dodatki kowidowe, które spatologizowały służbę zdrowia. To on utrzymywał izolację i kwarantannę, czego efektem był brak jakiejkolwiek opieki nad chorymi na kowid we wczesnej fazie infekcji,  a także brak leczenia ciężkich schorzeń, które spadły do kategorii „chorób współistniejących”.

W książce „Kowidowe getta” szczegółowo opisuję ten patologiczny system i przytaczam dane, które jednoznacznie wskazują, że zaaplikowane przez Niedzielskiego „lekarstwo” okazało się dużo gorsze od choroby.

Adam Niedzielski jest ministrem zdrowia od 26 sierpnia 2020 roku. To za jego ministrowania zmarło najwięcej Polaków od  czasów II wojny światowej. I nie był to efekt działania koronawirusa o śmiertelności na poziomie ułamka procenta. To był efekt śmiercionośnego systemu współtworzonego i wdrożonego przez Niedzielskiego.

A teraz ten człowiek, który powinien odpowiedzieć karnie za to, co zrobił, otrzymuje nagrodę „Wizjoner Zdrowia”. To jest naplucie na groby tych, którzy zmarli, bo służba zdrowia zajęła się „leczeniem” jednej choroby. To jest naplucie w twarz rodzinom ofiar tej hekatomby. To jest skurwysyństwo i tak trzeba to nazywać.

Skurwysyństwem jest też to, że lekarze, którzy bili na alarm i domagali się wycofania systemu zabijającego pacjentów, byli i nadal są nękani przez Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej. Niedzielski brał udział w nagonce na tych lekarzy zarzucając im „kołtuństwo” i domagając się wyciągania wobec nich konsekwencji przez Izby Lekarskie.

Dziś, gdy Niedzielski w końcu zniósł izolację i kwarantannę oraz przyznał, że w szpitalach kowidowych dochodziło do nieprawidłowości, przed Sądem Lekarskim nadal toczą się sprawy przeciw doktorowi Pawłowi Basiukiewiczowi, który wielokrotnie informował opinię publiczną o tych nieprawidłowościach i tłumaczył, że nakaz izolacji i kwarantanny przynosi więcej szkód niż pożytku.

Skargę na Basiukiewicza złożył m.in. Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec. Oto fragment jego donosu do Prezesa Izby Lekarskiei w Warszawie: Niepokój muszą budzić wypowiedzi takie jak lekarza Pawła Basiukiewicza (…) Lekarz ten w mediach społecznościowych wypowiada się między innymi w następujący sposób: „Zwolnijcie ludzi chorych na Covid z izolacji i kwarantanny. Pozwólcie im odwiedzić lekarza rodzinnego. Zabrońcie udzielania teleporad. Konieczne jest wczesne leczenie i całościowa ocena. Dostrzeżcie, że procedury są śmiercionośne” (Twitter – wpis opublikowany 28 marca 2021) .

Chmielowiec napisał też, że Basiukiewicz kwestionuje wprowadzane obostrzenia oraz ograniczenia w różnych obszarach życia społecznego, a także podważa stanowisko Rady Medycznej przy premierze. Podkreślił, że wypowiedzi Basiukiewicza „mogą wprowadzać pacjentów w błąd”. Na koniec zapytał, czy wobec lekarza „będą podejmowane działania będące w gestii samorządu lekarskiego”.

Dlaczego Basiukiewicz jest nękany i szykanowany, chociaż zalecenia Rady Medycznej okazały się chybione, a minister Niedzielski w końcu zrobił to, o co apelował lekarz? Dyżurnym argumentem jest to, że Basiukiewicz domagał się zniesienia izolacji i kwarantanny w czasie, gdy pandemia hulała w najlepsze, a teraz „wirus jest w odwrocie” i w ogóle nie jest już tak groźny jak wcześniej.

Spójrzmy zatem na dane opublikowane przez Ministerstwo Zdrowia. 28 marca 2021 roku, gdy doktor Basiukiewicz zamieścił na Twitterze wpis wymieniony w donosie Chmielowca, liczba zgonów z powodu Covid-19 wynosiła 36, a 95 osób zmarło z powodu współistnienia Covid-19. A tak wyglądają te liczby dziś, czyli 31 marca 2022 roku: 38 zgonów z powodu Covid-19 i 95 z powodu współistnienia Covid-19. Spójrzmy też na liczbę zakażeń odnotowaną w tych dniach. Rok temu, gdy obowiązywała izolacja i kwarantanna, było ich 29 253 przy 86,5 tys. testów (33%). Natomiast 31 marca 2022, gdy nie obowiązuje izolacja i kwarantanna, liczba ta wynosi 4 997 przy 54,6 tys. testów (9%). Przy czym zewsząd słyszymy, że wariant Omikron, który obecnie jest wariantem dominującym, jest o wiele bardziej zakaźny niż wariant Delta, który dominował w zeszłym roku. Wnioski są oczywiste: izolacja i kwarantanna nie zatrzymywały transmisji wirusa. Jedynym ich efektem był brak leczenia dla chorych odciętych od służby zdrowia.

Niedzielski zniósł nie tylko izolację i kwarantannę, ale również wymóg wykonania testu przed wyjazdem do sanatorium lub przed przyjęciem do szpitala. Od 28 marca 2022 roku placówki medyczne nie mają prawa żądać od pacjenta negatywnego wyniku testu na koronawirusa. – Podstawowym warunkiem właściwej realizacji prawa pacjentów do świadczeń zdrowotnych jest zapewnienie odpowiedniej dostępności tych świadczeń, w tym ograniczanie barier, które mogłyby stać temu na przeszkodzie, a które nie są niezbędne. W aktualnie obowiązującym stanie prawnym nie można zatem uzależniać udzielenia świadczenia zdrowotnego, w tym przyjęcia do szpitala, od przedstawienia negatywnego wyniku testu diagnostycznego w kierunku SARS-CoV-2 – podkreśla Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta.

To jest ten sam człowiek, który złożył donos na doktora Basiukiewicza, gdy wskazywał on, że masowe testowanie jest nie tylko bezzasadne, ale wręcz szkodliwe, ponieważ odcina pacjentów od leczenia. Wykazał to m.in. w raporcie „Ani jednej łzy. Ochrona zdrowia w pandemii”, opublikowanym 26 marca 2021 roku. A oto wniosek tego raportu: strategia „ZeroCovid” powinna zostać odrzucona, a zamiast niej powinniśmy przyjąć realistyczne założenie „akceptacji ryzyka”. Dziś Niedzielski robi dokładnie to, co postulował Basiukiewicz, chociaż wirus nie zniknął, a pandemia nie została odwołana. Ale Basiukiewicz ma sprawy przed Sądem Lekarskim, a Niedzielski odebrał nagrodę „Wizjoner Zdrowia”. I to jest skurwysyństwo!

Ludzie oczekują, że dobro zostanie wynagrodzone, a zło ukarane. Gdy dzieje się odwrotnie, to mamy do czynienia z naruszeniem norm moralnych, bez których żadne społeczeństwo nie może funkcjonować. Jeśli za wdrożenie strategii, która zabiła prawie 200 tysięcy Polaków, jest nagroda, a za walkę o zniesienie tej strategii jest kara, to sygnał jest następujący: nie ma prawa i nie ma sprawiedliwości. W takim systemie uczciwi ludzie nie mogą czuć się bezpieczni. To jest system chroniący działania przestępcze. I to też jest skurwysyństwo!

Katarzyna Treter-Sierpińska

Jeśli podobają się Państwu moje felietony i chcielibyście wesprzeć moją działalność publicystyczną, możecie to zrobić dokonując przelewu na poniższe konto PayPal. Będzie to dla mnie nie tylko wsparcie w wymiarze finansowym, ale również sygnał, że to, co robię, jest dla Państwa ważne i godne uwagi. Z góry dziękuję. Katarzyna Treter-Sierpińska https://www.paypal.me/katarzynats

Za: wPrawo.pl (marzec 31, 2022) | – [Org. tytuł: «Katarzyna TS: SKURWYSYŃSTWO!»]


Dr Paweł Grzesiowski dostał Wiktora jako osobowość roku

Wiktory 2022 trafiły do swoich właścicieli. Nagrody dla największych osobistości mediów zdobyli zwycięzcy w 12 kategoriach, a laureatami zostali m.in. dr Paweł Grzesiowski, Robert Lewandowski, Maria Dębska i Sanah. Organizatorzy wręczyli także cztery SuperWiktory za całokształt twórczości, a Wiktora publiczności odebrała Ida Nowakowska.

Honorowego SuperWiktora otrzymał prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.

W czwartek wieczorem odbyła się gala rozdania Wiktorów, czyli nagród Akademii Telewizyjnej, która po siedmiu latach wróciła na antenę TVP.

Wołodymyr Zełenski został laureatem SuperWiktora, którego przyznaje się za całokształt działalności. Prezydent Ukrainy przygotował dla widzów TVP specjalne przesłanie. Statuetkę odebrał minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeba.

Dr Paweł Grzesiowski został osobowością roku. Choć Grzesiowskiego nie było na gali, TVP wyświetliło przemówienie Grzesiowskiego, który podkreśla, że traktuje nagrodę jako zachętę do dalszej pracy.

Za: Nasza Polska (31 marca, 2022)



Z nieba do Nieba

2022-04-01   Sławomir M. Kozak www.oficyna-aurora.plhttps://www.oficyna-aurora.pl/aktualnosci/z-nieba-do-nieba,p1015681863

W dniu 32 urodzin polskiej szybowniczki, porucznik pilota Wojska Polskiego Janiny Lewandowskiej, bolszewicki bandyta strzelił jej beznamiętnie w potylicę. Dłonie ściągnięte na plecach pętlą drutu bronić się nie mogły. Możliwe również, że jej usta, podobnie jak innym współwięźniom, też zapchano trocinami… 

Oprawcy bali się nie tylko czynnej obrony mordowanych, bali się także ich krzyku i słów pogardy. A może najbardziej głośno odmawianej modlitwy? Przed spojrzeniem zabijanych uciekali stając za ich plecami i strzelając im po prostu w tył głowy. Dwaj kompani pomagali trzymając ofiarę między sobą.  Ciało kobiety osunęło się do dołu wykopanego w katyńskim lesie i legło pośród setek innych, by w naiwnej wierze rozkazodawców mordu pozostać na zawsze pod zwałami piachu. Jednak już po trzech latach zwłoki pomordowanych, w tym również te jedyne kobiece, wydarto tej nieludzkiej ziemi, by wszem i wobec dawać mogły świadectwo sowieckich zbrodni.

Wydobyli je Niemcy w roku 1943. Na miejscu, pośród przedstawicieli innych narodowości, których Niemcy przywieźli na miejsce zbrodni w charakterze świadków, był obecny Józef Mackiewicz. Na udział w tym przedsięwzięciu otrzymał zgodę polskich władz podziemnych. Po powrocie, 3 czerwca 1943 roku, w Gońcu Codziennym, piśmie zależnym od okupanta,  ukazał się z nim wywiad zatytułowany „Widziałem na własne oczy”, w którym przedstawił wrażenia z miejsca mordu polskich oficerów. Za ten wywiad Polska Partia Robotnicza wydała na Józefa Mackiewicza wyrok śmierci. Na szczęście nigdy nie został on wykonany. Wiele niestety zrobiono, by zamilczeć w Polsce jego dzieła, których młodsze pokolenie praktycznie nie zna. A nie zna właśnie z powodu ciągłego ukrywania prawdy o Katyniu. 

To książka Mackiewicza, „The Katyń Wood Murders”, wydana w roku 1951, była pierwszą pozycją o Katyniu w języku angielskim. Sam autor został zresztą powołany przez komisję Kongresu USA do zbadania zbrodni katyńskiej, jako świadek i ekspert.

To z relacji Mackiewicza wiemy, że jeszcze w roku 1941, na pytania generałów Sikorskiego i Andersa o losy polskich oficerów, Stalin odpowiadał: „Ja już wydałem wszystkie rozkazy, by ich zwolnić. (…) Nie wiem, gdzie są. Na co mnie ich trzymać? Może byli w obozach na terenach, które zajęli Niemcy, i rozbiegli się”.

Cytat ten pochodzi z książki Józefa Mackiewicza „Katyń – zbrodnia bez sądu i kary”, która w roku 1997 ukazała się nakładem wydawnictwa „ANTYK”. Zgody na jej wydanie udzieliła córka pisarza, Halina Mackiewicz. Wydanie to sfinansowała Polska Fundacja Katyńska, a wpływy ze sprzedaży książki przeznaczone zostały na budowę polskich cmentarzy wojskowych w Katyniu, Miednoje i Charkowie.

Ciało Janiny Lewandowskiej leżało w katyńskim dole pośród zwłok polskich kapelanów. Jednak szczątki kobiety, która zagrażała ojczyźnie proletariatu tak bardzo, iż musiano ją zgładzić, stanowiły również problem i dla tego zbrodniarza, który je odkopał. Oprych niemiecki, zadowolony z możliwości wykazania światu, iż sowiecki zbir jest odeń gorszy, nie bardzo wiedział, jak wyjaśnić obecność w mogile ciała kobiecego. Nie pasowało ono w tym miejscu do wersji o pomordowanych polskich oficerach. W ten sposób morderca z zachodu stał się współwinnym zbrodni mordercy ze wschodu, pomagając w zatajeniu wiedzy o tej śmierci. Nie po raz pierwszy zresztą, ani ostatni w historii naszego nieszczęśliwego kraju, obaj współpracowali w jego wyniszczaniu. Badania czaszki kobiecej, z powodu braku możliwości wykorzystania materiału genetycznego, prowadzone z konieczności metodą superprojekcji i techniki komputerowej wykazały, że jest to czaszka Janiny Lewandowskiej. Dzięki tym wszystkim pracom naukowym, patriotyzmowi i zaangażowaniu wielu osób, 4 listopada 2005 roku, szczątki Janiny Lewandowskiej spocząć mogły nareszcie w grobie rodzinnym w Lusowie. Pięknie i szczegółowo opisuje całą tę historię Józef Grajek w biografii zatytułowanej „Porucznik pilot Janina Lewandowska”. Opowieść o losach Janiny Lewandowskiej, zatytułowaną „Z nieba do Nieba”, dokonał kamerą reżyser Zbigniew Kowalewski, a kiedy ją ujrzałem, zapadła tak głęboko w moje serce, że uznałem jej rozpowszechnianie za  swój obowiązek i czynię to od roku 2013. Losy polskiej pilotki znałem wówczas dość pobieżnie. Wiedziałem, że pośród polskich oficerów zamordowanych w Katyniu była kobieta. Wiedziałem też, że krótko przed II Wojną Światową wykonała skok spadochronowy z pięciu tysięcy metrów, co w tamtych czasach było wyczynem na skalę światową. Ukończyła cztery kursy szybowcowe, szkolenie na samolotach, co pozwoliło przyjąć ją do Wyższej Szkoły Pilotażu na Ławicy, następnie kurs radiotelegrafii wojskowej we Lwowie i obserwatorów lotniczych w dęblińskiej Szkole Orląt. Wiedziałem wreszcie, jako Wielkopolanin z urodzenia, że była córką szanowanego przeze mnie generała Józefa Dowbor-Muśnickiego, słynnego Naczelnego Dowódcy Powstania Wielkopolskiego, jednego z nielicznych zwycięskich powstań w dziejach Polski. 

Jego córki, choć różnica wieku między nimi wynosiła jedenaście lat, odeszły na wieczną wartę w odstępie zaledwie dwóch miesięcy. Jedna zabita strzałem bandyty sowieckiego nad katyńskim dołem, druga – Agnieszka, rozstrzelana przez bandytę niemieckiego na palmirskiej polanie śmierci. Tak Historia doświadczała najlepszych synów swoich, doszczętnie wybijając im potomstwo. 

Niniejszym, zachęcam gorąco do sięgnięcia po książkę „Z nieba do Nieba”, do której załączony jest wspomniany film Zbyszka Kowalewskiego. Jej nakład się kończy, ostatnie egzemplarze można kupić w Polskiej Księgarni Narodowej. Tym z Państwa, którzy nie zdążą kupić jej w wersji tradycyjnej, polecam ją w formie e-book, co ciekawe również z filmem. Taką ofertę, jako jedyna na rynku ma Oficyna Aurora.

Felieton pochodzi z 13 numeru tygodnika Warszawska Gazeta

Tresura

Stanisław Michalkiewicz 1 kwietnia 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5152

Gdyby rosyjski prezydent Putin nie został uznany przez Senat Stanów Zjednoczonych za zbrodniarza wojennego to mógłby ubiegać się o Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny za położenie kresu epidemii koronawirusa. Wprawdzie chyba nie miał takiego zamiaru, ale niekiedy, a chyba nawet dość często, wielkie osiągnięcia w dziedzinie medycyny bywają dziełem przypadku – jak to miało miejsce przy wynalezieniu penicyliny przez Fleminga. Toteż wprawdzie Putin chciał wywołać wojnę na Ukrainie, żeby ją „zdemilitaryzować” i „zdenazyfikować”, ale stworzył w ten sposób znakomitą okazję do zakończenia epidemii koronawirusa, z którą już nie bardzo było wiadomo, co dalej robić.

Toteż nawet taki jastrząb epidemiczny, jak pan minister Niedzielski oświadczył niedawno, że do koronawirusa musimy sie przyzwyczaić tak samo, jak do grypy, a od 28 marca zniósł wszystkie obostrzenia, które 27 marca jeszcze były absolutnie konieczne.

Podobnie było w Związku Sowieckim za Gorbaczowa, który pewnego dnia rozkazał, by nazajutrz wszyscy myśleli już „po nowemu”. I tak się stało; kładąc się spać jeszcze myśleli po staremu, a gdy się obudzili, już myśleli po nowemu.

Skoro jednak pan minister Niedzielski twierdzi, że do koronawirusa powinniśmy się przyzwyczaić tak samo, jak do grypy, to warto postawić pytanie, dlaczegóż to od razu nie zaczęliśmy się przyzwyczajać? Po dwóch latach nie tylko bylibyśmy znakomicie przyzwyczajeni, ale w dodatku uniknęlibyśmy wszystkich szkód, jakie walka z koronawirusem wyrządziła w gospodarce, edukacji, kulturze, a nawet – w ochronie zdrowia.

Wynika z tego, że owe obostrzenia tak naprawdę z medycyną nie miały wiele, albo nawet nic wspólnego, natomiast stały się znakomitym narzędziem do tresowania całych narodów do zachowań stadnych. Ponieważ jednak w miarę upływu czasu koronawirus przestał już robić takie wrażenie, jak na początku, a szkody były jak najbardziej prawdziwe, wojna Rosji z Ukrainą przyszła w samą porę, by właśnie ją wykorzystać w charakterze narzędzia do tresowania całych narodów do zachowań stadnych – co prawda już nie wszystkich, jak to było w przypadku koronawirusa, a tylko niektórych – ale w dzisiejszych czasach nie ma co grymasić. A których „niektórych” narodów? Odpowiedź jest jasna; tych, które podlegają Stanom Zjednoczonym. Stany Zjednoczone bowiem nie tylko jednym susem znalazły się w awangardzie organizatorów tresury do zachowań stadnych, ale również wykorzystały tę okazję do mocnego uchwycenia za twarz całej Europy, to znaczy – niezupełnie całej, tylko tej Zachodniej i Środkowej.

W przypadku tamtej tresury chodziło o wzbudzanie na rozkaz uczucia paniki, a w przypadku tej nowej, chodzi o stadne wzbudzanie moralnego oburzenia. Różnica jest niewielka, bo panika, czy oburzenie, to rzecz drugorzędna, bo najważniejsze są zachowania stadne, dzięki którym będzie można albo całą ludzkość, albo chociaż jej część, zapędzić do wspólnej obory, gdzie będzie można ją eksploatować w charakterze trzody użytkowej. Bardzo ładnie rozwija tę rzecz Klaus Schwab w swojej pracy o „Wielkim Resecie”. Toteż teraz pierwszorzędni fachowcy od kreowania masowych nastrojów, rozpalają do białości nie tylko uczucie moralnego oburzenia, ale też patriotyzmu, pojmowanego jako pragnienie jak najszybszego wprowadzenia do wojny własnego kraju.

Wzorem tej patriotycznej postawy jest niewątpliwie Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński, który podczas wyprawy kijowskiej wpadł na „koncepcję” wysłania na Ukrainę uzbrojonej po zęby misji pokojowej NATO. Ale kraje przewidujące i poważne właśnie się od tej „koncepcji” zdystansowały, najwyraźniej zdając sobie sprawę, że narodziła się ona w głowie Naczelnika Państwa w momencie, gdy akurat śnił swój sen o szpadzie, ale najwyraźniej nie dostrzegły powodów, by wraz z Polakami popełnić samobójstwo. Co innego Nasz Najważniejszy Sojusznik. Ten natychmiast, skoro sztuczka z samolotami się nie udała, zwęszył kolejną okazję do wypuszczenia lekkomyślnych Polaków na wojnę. Jestem tedy pełen obaw, że prezydent Biden nam „pozwoli” na utworzenie wspomnianej misji pokojowej, oczywiście zastrzegając z naciskiem, że będzie to „suwerenna decyzja” Polski, z którą USA nie mają nic wspólnego.

Ale chociaż rząd „dobrej zmiany” wraz z prezydentem Dudą, uczestniczy w rozpalaniu oburzenia moralnego i specyficznego patriotyzmu do białości, to emocjonalne rozhuśtywania społeczeństwa musi jakoś zwrotnie działać również i na nich, bo coraz częściej sprawiają wrażenie, jakby tracili kontakt z rzeczywistością. Oto pan prezydent Duda właśnie oświadczył, nawiasem mówiąc, plagiatując Kornela Ujejskiego, a konkretnie – jego wiersz „Maraton”, w którym czytamy m.in: „O, kraj to mały niby szyba tarczy lecz na grób wrogom przecież go wystarczy” – że „nasza ojczyzna jest dość rozległa by pochować wrogów.

Konrad Lorenz twierdził, że zwierzęta dysponujące naturalną, śmiercionośną bronią, jak np. kły, rogi lub pazury, bardzo rzadko zadają sobie śmierć w walce. Kończy się ona bowiem, gdy jeden z walczących osobników dojdzie do wniosku, że przeciwnik jest silniejszy i ratuje się ucieczką, a tamten już za nim nie goni. Tymczasem zwierzęta taką śmiercionośną bronią nie dysponujące, jak np. synogarlice, walczą ze sobą aż do śmierci, to znaczy – dopóki jedna drugiej nie zadziobie.

Toteż nic dziwnego, że prezydent Duda przemawia coraz bardziej buńczucznie, a premier Morawiecki rozstawia po kątach całą Europę, na co tamta wyrozumiale mu pozwala, najwyraźniej zdając sobie sprawę, że jest jakiś nienaturalnie pobudzony. Byłoby to nawet zabawne, gdyby nie okoliczność, że ta utrata kontaktu z rzeczywistością może doprowadzić do tragedii w postaci wciągnięcia Polski do wojny z Rosją, w której nasi sojusznicy mogą zareagować zgodnie z art. 5 traktatu waszyngtońskiego i sporządzą ostry protest. Państwa poważne bowiem wiedzą, że najlepsza jest wojna prowadzona cudzymi rękami, a w tym celu trzeba tylko znaleźć kandydatów na samobójców. W tej sytuacji tresura przyzwyczajająca, albo nawet wymuszająca zachowania stadne, staje się narzędziem nieocenionym, zwłaszcza gdy tresowani nie zdają sobie z tego sprawy i myślą, że to wszystko naprawdę.

Zresztą nie tylko w takich sprawach. Właśnie niezawisły sąd w Gdańsku w osobie niezawisłego sędziego Tomasza Jabłońskiego, skazał na 20 godzin miesięcznie prac społecznych i 5 tys. zł nawiązki na uchodźców z Ukrainy właściciela ciężarówki na której były ucieszone informacje o edukowaniu dzieci do masturbacji, wyrażaniu zgody na spółkowanie oraz „różnych doświadczeń seksualnych”. Niezawisły sędzia Tomasz Jabłoński uznał to za myślozbrodnię „homofobii”, z czego wynika, ze tresura do zachowań stadnych nie dotyczy tylko patriotyzmu, ale również posłuszeństwa wobec sodomczyków oraz osobników doznających dreszczyków przy edukowaniu cudzych dzieci.

„Po pierwsze Węgry”, czy „Po pierwsze Ukraina”.

Orban ma łatwiej, bo rządzi Węgrami, nie Polakami

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/orban-ma-latwiej-bo-rzadzi-wegrami-nie-polakami/

Wielki przyjaciel Polski, jak do niedawna partia rządząca i media „niepokorne” nazywały Victora Orbana, praktycznie z dnia na dzień stał się wrogiem Polski i w dodatku „ruską onucą”. Zmiana oceny polityki Orbana dobitnie świadczy, jakimi ignorantami w sferze międzynarodowej są przedstawiciele kierownictwa PiS, z Kaczyńskim na czele. Nie kto inny tylko właśnie Jarosław Kaczyński był wpatrzony w Orbana, jak w obrazek, a po dojściu do władzy kopiował niemal wszystkie pomysły węgierskiego prezydenta, z wyjątkiem jednego – polityki międzynarodowej. Dlaczego zmiana oceny Orbana jest przejawem ignorancji? Z dwóch generalnych powodów, po pierwsze Orban zawsze był „ruską onucą”, po drugie kopiowanie wewnętrznej polityki Orbana bez powielania polityki zagranicznej, jest jak chodzenie na jednej nodze.

Prezydent Węgier nad swoim biurkiem i łóżkiem ma powieszone jedno postanowienie: „Először is Magyarország”. Dla tych, którzy nie znają węgierskiego tak biegle, jak piszący te słowa, wklejam tłumaczenie: „Po pierwsze Węgry”. U polityków słowa z reguły nie mają większego znaczenia i najczęściej służą jako narzędzie propagandy, ale dla Orbana to nie są słowa, tylko filozofia działania, modus operandi.

Wszystko, co robi Orban jest egoistyczną, do bólu realistyczną strategią ochrony węgierskich interesów i pomimo wieloletniej krytyki ze strony całego świata Orban nie zmienił absolutnie nic w swoim postępowaniu. Konsekwencja daje określone korzyści, w postaci rozwoju Węgier i wygrywania kolejnych wyborów przez partię Fidesz.

Dosłownie za kilka dni na Węgrzech odbędą się wybory parlamentarne i wszystko wskazuje na to, że znów partia Orbana będzie zwycięska. Jak to możliwe, przy takim nastawieniu prezydenta Węgier do „wojny” na Ukrainie? Odpowiedź nie jest prosta, w każdym razie nie dla Polaków, którzy żyją w swoim świecie romantycznych uniesień i moralnych zwycięstw. Prawdą jest, że sam Orban ma bardzo dobre relacje z Putinem, co się przekłada na biznesy z Rosją. Nie chodzi tylko o rosyjską ropę i gaz dostarczane na Węgry po cenie, o jakiej Polacy mogę pomarzyć, ale też elektrownię atomową na rosyjskiej licencji.

Takie uzależnienie węgierskiej gospodarki od Rosji na pierwszy rzut oka wydaje się mało rozsądne, ale jeśli weźmiemy pod uwagę uwarunkowania społeczne, to zbuduje nam się pełen obraz węgierskiej rzeczywistości. W ostatnim sondażu ponad 40% Węgrów uznało, że Putin słusznie napadł na Ukrainę, co dla Polaków z całą pewnością jest szokującą informacją. Podkreślę, że nie chodzi o to, czy Węgrzy martwią się losem Ukraińców, ale o to, że ponad 40% Węgrów kibicuje w tym konflikcie Rosji.

Zatem dla Węgrów tak jak dla Orbana nie liczą się żadne moralne dywagacje, ale wyłącznie węgierski interes. Sympatia dla Rosji pewnie ma wiele składowych, ale też wiąże się bezpośrednio z tym, co Węgier tankuje, na jakim gazie gotuje gulasz i z jakiej elektrowni dostaje rachunki. Rasowy polityk z taką wiedzą, szczególnie na parę dni przed wyborami, może zrobić tylko jedno – bezwzględnie wykorzystać. I tak też się dzieje, Orban wręcz sobie kpi z Zełenskiego, gdy ten używa zgranych szantaży emocjonalnych z użyciem kobiet i dzieci. Odpowiedź

Orbana na apel prezydenta Ukrainy, aby Węgry zaangażowały się w konflikt nie pozostawia złudzeń:

1. „Jestem prawnikiem. Pracuję z wiedzą, którą zgromadziłem w świecie prawa. Ktoś, kto jest aktorem, pracuje z wiedzą, którą zdobył jako aktor”.

2. „Polityka węgierska nie jest przyjazna dla Ukrainy ani prorosyjska, ale przyjazna Węgrom”.

W Polsce nie do pomyślenia i trzeba uczciwie przyznać, że ani PiS nie może iść krok w krok za polityką Fideszu, ani Kaczyński dosłownie naśladować Orbana. Polskie uwarunkowania są skrajnie odmienne i poparcie dla Rosji występuje na poziomie promili, czemu trudno się dziwić z uwagi na kontekst historyczny i współczesne bandyckie zachowania Putina wobec Polski.

Tyle tylko, że jak się uznaje Orbana za wybitnego polityka i wzór do naśladowania, to wypadałoby skopiować przynajmniej podstawy jego polityki: „Po pierwsze Polska”. PiS z Kaczyńskim mogli i powinni zachować dystans do tego, co się dzieje na Ukrainie, oczywiście nie w takim stopniu, jak Węgrzy, bo to w Polsce byłoby politycznym samobójstwem, ale w odpowiednich dostosowanych do polskich realiów proporcjach.

Tymczasem mało zdolni uczniowie Orbana ruszyli w dokładnie przeciwnym kierunku, wymachując kuriozalnym hasłem na polskich sztandarach: „Po pierwsze Ukraina”.

Dla odmiany, coś zabawnego :-).. Something funny for a change

Dla odmiany, coś zabawnego 🙂 (napisy PL) / Something funny for a change (Polish subtitles)

12 minut..

Podczas szukania materiałów do ostatniego filmu o hipokryzji wokół tematu Ukrainy, natknęłam się na kilka zabawnych nagrań.
Postanowiłam zrobić z nich osobną kompilację. Będzie krótka, ale mam nadzieję, że sprawi, iż się na chwilę uśmiechniecie 🙂

Georgina Orwell PL

==========================

UKRAIŃSKA HUCPA, CZYLI: HIPOKRYZJA NIE ZNA GRANIC / HYPOCRISY AROUND UKRAINE.

a to już półtorej godziny…

Sankcje „przeciw Rosji” – prawdziwy cel to MY?!?

AlterCabrio https://www.ekspedyt.org/2022/03/31/sankcje-prawdziwy-cel/

Tak więc zakrojone na szeroką skalę sankcje nałożone na Rosję przez Zachód, rzekomo w odpowiedzi na inwazję na Ukrainę, nie mają na celu zdemolowania rosyjskiej gospodarki, ale wywołują wzrost cen ropy, tworząc potencjalne niedobory energii i żywności na Zachodzie i zaostrzając kryzys „kosztów życia” wywołany przez „pandemię”.

−∗−

W menu na dziś danie (oby nie) głodowe. Ogłaszane coraz to nowsze sankcje gospodarcze związane z konfliktem rosyjsko-ukraińskim, teoretycznie mają wywrzeć ujemny wpływ na kondycję ekonomiczną Rosji. Ale po bliższym przyjrzeniu się szczegółom wiele wskazuje na to, że ich skutek może być zgoła odmienny. Analiza autorstwa Kit Knightly.

Zapraszam do lektury.

___________ *** ___________

Czy Rosja jest PRAWDZIWYM celem zachodnich sankcji?

Gwałtownie rosnące ceny ropy, energetyczne i żywnościowe kryzysy na horyzoncie… czy to możliwe, że PRAWDZIWYM celem tej wojny gospodarczej jesteśmy my?

Pierwszy tweet, jaki zobaczyłem dziś rano, kiedy sprawdziłem swoją oś czasu, pochodził od analityka polityki zagranicznej Clinta Ehlircha, wskazującego, że rosyjski rubel zaczął już odrabiać straty po dołku spowodowanym przez zachodnie sankcje i jest prawie na poziomie przedwojennym:

Rubel rosyjski zbliża się do wartości sprzed inwazji. Sankcje miały na celu obniżenie jego wartości. Nie udało się im. pic.twitter.com/OLmVIsS34E — Clint Ehrlich (@ClintEhrlich) 29 marca 2022r.

Ehrlich stwierdza, że ​​„sankcje miały na celu obniżenie wartości rubla lecz zawiodły”.

…na co jedyną reakcją może być: czy faktycznie „taki był cel”?

…a może, co ważniejsze, „czy rzeczywiście zawiodły”?

Bo tak naprawdę to raczej na to nie wygląda, prawda?

Jeśli już, to można uznać, że sankcje są w najlepszym razie nieudolne, a w najgorszym, zdumiewająco nieproduktywne.

To nie tak, że USA/UE/NATO nie wiedzą, jak okaleczyć gospodarki. Mają za sobą lata praktyki głodzenia mieszkańców Kuby, Iraku, Wenezueli i wielu innych, zbyt wielu by je tu wymienić.

Teraz można argumentować, że Rosja jest większą, bardziej rozwiniętą gospodarką niż tamte kraje i to jest prawda, ale USA i ich sojusznicy już wcześniej zdołali zaszkodzić rosyjskiej gospodarce dość drastycznie.

Jeszcze w 2014 roku, po „aneksji” Krymu, zachodnie sankcje były łagodne w porównaniu z niedawnymi bezprecedensowymi środkami, ale co najważniejsze, Stany Zjednoczone znacznie zwiększyły własną produkcję ropy naftowej, a następnie w tym samym roku (po wizycie sekretarza stanu USA Johna Kerry’ego)  Arabia Saudyjska zrobiła to samo.

Mimo sprzeciwu innych członków OPEC – głównie Wenezueli i Iranu – Saudyjczycy zalali rynek ropą.

Rezultatem tych ruchów był największy od dziesięcioleci spadek cen ropy naftowej – ze 109 dolarów za baryłkę w czerwcu 2014 roku do 44 dolarów w styczniu 2015 roku.

To wepchnęło Rosję w pełną recesję i po raz pierwszy spowodowało spadek PKB Rosji pod przywództwem Putina.

I znów, zaledwie dwa lata temu, rzekomo w ramach rywalizacji z Rosją o udział w rynku ropy, Arabia Saudyjska po raz kolejny zalała rynek tanią ropą.

Tak więc Zachód wie, jak zaszkodzić Rosji, jeśli naprawdę tego chce – po prostu zwiększając produkcję ropy, zalewając rynek i zbijając ceny.

Ale czy tym razem Stany Zjednoczone zwiększyły produkcję ropy? Czy wsparli się na sojusznikach z Zatoki Perskiej, by ci zrobili to samo?

Absolutnie nie.

W rzeczywistości, w pięknie zsynchronizowanej narracji, Stany Zjednoczone twierdzą, że „nie są w stanie” zwiększyć produkcji ropy z powodu „braków w personelu” spowodowanych czymś, z czym wciąż się zmagamy, czyli Covidem.

Podobnie Arabia Saudyjska nie demoluje rynku ropy, ale celowo podnosi ceny.

Tak, teraz, gdy zachodni sojusznicy są uwikłani w rzekomą wojnę gospodarczą z Rosją, cena ropy gwałtownie rośnie i nadal może rosnąć.

To dobra wiadomość dla rosyjskiej gospodarki, która może nawet zrekompensować sobie szkody wyrządzone brutalnymi sankcjami.

Wysoka cena ropy i konieczność „niepolegania na gazie Putina” lub „odrusyfikowaniu” naszych dostaw energii bez wątpienia spowodują, że miliony zostaną przelane na tzw. „zieloną” technologię.

Te zachodnie sankcje są również wymierzone w inne części rosyjskiego eksportu, w tym eksport zboża i żywności w ogóle.

Rosja jest eksporterem netto, co oznacza, że ​​więcej żywności eksportuje niż importuje. I odwrotnie, wiele krajów Europy Zachodniej polega na importowanej żywności, w tym Wielka Brytania, która importuje ponad 48% swojej podaży żywności.

Jeśli Europa odmawia kupowania rosyjskiej żywności, efektem netto jest to, że Rosja ma żywność… a Zachód nie.

I, podobnie jak w przypadku ropy, wzrost cen żywności raczej pomoże, niż zaszkodzi rosyjskiej gospodarce.

Weźmy na przykład pszenicę, której Rosja jest największym eksporterem na świecie. Zdecydowana większość tej pszenicy nie jest nawet sprzedawana do krajów zachodnich – lecz do Chin, Kazachstanu, Egiptu, Nigerii i Pakistanu – a więc nawet nie podlega sankcjom.

Niemniej jednak sankcje i wojna spowodowały, że ceny pszenicy wzrosły o prawie 30%.

A to akurat jest dobre dla rosyjskiej gospodarki.

Tymczasem, według CNN, USA do 2023r. prawdopodobnie wejdą w recesję, Francja już rozważa bony żywnościowe, a kraje na całym świecie mają zacząć racjonować paliwo.

Tak więc zakrojone na szeroką skalę sankcje nałożone na Rosję przez Zachód, rzekomo w odpowiedzi na inwazję na Ukrainę, nie mają na celu zdemolowania rosyjskiej gospodarki, ale wywołują wzrost cen ropy, tworząc potencjalne niedobory energii i żywności na Zachodzie i zaostrzając kryzys „kosztów życia” wywołany przez „pandemię”.

Należy zawsze uważać na każdego – osobę lub instytucję – kogo działania przypadkowo osiągają dokładne przeciwieństwo zamierzonego celu. To prosta zasada, według której należy żyć.

Przypomnijcie sobie, jak Orwell opisał ewolucję koncepcji wojny w “Roku 1984” roku: Jak widać, wojna jest teraz sprawą czysto wewnętrzną. W przeszłości grupy rządzące wszystkich krajów, choć mogły uznać swój wspólny interes, a tym samym ograniczyć niszczycielskie skutki wojny, walczyły ze sobą, a zwycięzca zawsze plądrował zwyciężonych. W naszych czasach już ze sobą nie walczą. Wojna jest prowadzona przez każdą grupę rządzącą przeciwko własnym poddanym, a celem wojny nie jest dokonywanie lub zapobieganie podbojom terytoriów, ale utrzymanie nienaruszonej struktury społeczeństwa.

Przypomnijmy, że w wyniku Covid przewidywano „najgorsze niedobory żywności od pięćdziesięciu lat”. Ale one nigdy się nie zmaterializowały.

Podobnie mieliśmy doświadczyć przerw w dostawach energii i prądu związanych z Covid. Poza niewypałem z „kryzysem paliwowym” w Wielkiej Brytanii, nigdy tak naprawdę nie wystąpiły.

Ale teraz wreszcie nadchodzą – bo wojna i sankcje.

Wzrost cen żywności, zmniejszenie zużycia paliw kopalnych, obniżenie poziomu życia, przelanie publicznych pieniędzy na „odnawialne źródła energii”. To wszystko jest częścią dobrze znanego planu, prawda?

Niezależnie od tego, co myślisz o Putinie, Żełeńskim, wojnie w ogóle czy ukraińskich nazistach, czas wreszcie stawić temu czoła.

Musimy zadać sobie pytanie: jaki dokładnie jest prawdziwy cel tych sankcji? I dlaczego tak doskonale wpasowują się w Wielki Reset?

___________

Is Russia the REAL target of Western sanctions?, Kit Knightly, Mar 30, 2022

Uzupełnienia:

PiS planuje sankcje dla… Polski
Jarosław Kaczyński, specjalista od wywoływania małych niepokojów i drobnych nieporozumień miał genialny plan zaprowadzenia pokoju na Ukrainie. Funkcjonowało to w obiegu medialnym jako „misja pokojowa”. Przyjaciel prezesa, a przynajmniej jego […]

___________

Nowy Koszmarny Świat. Etap II – pandemia głodu
Wspólność, identyczność, stabilność “Nowy Wspaniały Świat”. Aldous Huxley. Niektórzy zapewne błyskawicznie skojarzyli tytuł z „Nowym Wspaniałym Światem” Aldousa Huxleya, odczytywanym przez niektórych jako antyutopia. Dziś wiele rzeczy wskazuje, że poddawana […]

___________

W 1981 r. Jacques Attali mówi, jak zamierzają rozegrać epidemię
„Przyszłość polegać będzie na znalezieniu sposobu na zmniejszenie liczby ludności. Zaczniemy od ludzi starych, bo gdy ludzie przekraczają 60-65 lat, to żyją dalej bezproduktywnie, a to drogo kosztuje społeczeństwo. […]

___________

Kontrola cen, ograniczenia podróży. Co jeszcze?
Szok cen energii w połowie lat 70. doprowadził do redukcji maksymalnej dozwolonej prędkości na terenie kraju z 70 mil na godzinę do 55 mil na godzinę. Redukcja prędkości o 21% […]

___________

Wojna na Ukrainie i „huragan głodu”
Wszystko wskazuje na to, że potrzebne są regionalne i lokalne systemy żywnościowe oparte na krótkich (lub przynajmniej krótszych) łańcuchach dostaw żywności, które będą w stanie poradzić sobie z przyszłymi wstrząsami. […]

Operacja tak TAJNA, że aż CNN i ONET się rozpisują: Amerykanie szkolą w Polsce ukraińskich żołnierzy w obsłudze super-broni.

30 marzec https://dorzeczy.pl/obserwator-mediow/282862/tajna-operacja-jak-usa-szkola-ukraincow-na-terenie-polski.html

Stacja CNN podała, że na terenie Polski trwają amerykańskie szkolenia dla Ukraińców. Wojska USA uczą, jak posługiwać się zachodnią bronią.

Według źródeł CNN zakres pomocy amerykańskiej obejmuje szkolenie ukraińskiej armii z obsługi sprzętu, który płynie na Ukrainę z Zachodu. Szkolenia te, jak twierdzą informatorzy stacji, odbywają się w Polsce. Informację potwierdził Onet.

Cała akcja jest tajna. – Wsparcie szkoleniowe armii ukraińskiej przez Stany Zjednoczone zaczęło się na długo przed obecną wojną. Pierwsi amerykańscy żołnierze zajęli się szkoleniem jednostek ukraińskich już po aneksji Krymu w 2014 r. – mówi rozmówca Onetu. Obecny atak Rosji na Ukrainę spowodował jednak, że szkolenie z obsługi zaawansowanych systemów uzbrojenia na jej terenie stało się trudne lub wręcz niemożliwe. Dlatego te zadania wykonywane są m.in. w Polsce. Nic więcej nie mogę powiedzieć – wskazuje oficer polskiej armii.

Raczej instruktaż niż szkolenie

Źródła CNN twierdzą, że chociaż wojska amerykańskie rzeczywiście dostarczają Ukraińcom pewnych instrukcji w bazie wojskowej w Polsce, nie jest to równoznaczne z regularnym szkoleniem. Chodzi o instrukcje związane z obsługą sprzętu wojskowego dostarczanego Ukrainie przez Zachód m.in. pocisków przeciwpancernych, pocisków przeciwlotniczych, broni strzeleckiej, w tym karabinów maszynowych i granatników, czy uzbrojonych dronów.

Podczas ubiegłotygodniowej wizyty w Polsce prezydent USA Joe Biden poruszył tę kwestię. – Wojska amerykańskie stacjonujące Polsce pomagają szkolić ukraińskich żołnierzy – wskazał. Jednocześnie podkreślił, że ich głównym celem jest wzmocnienie wschodniej flanki NATO.

Wsparcie nie od dziś

Onet przypomina, że wsparcie szkoleniowe USA dla Ukrainy rozpoczęło się już w 2014 roku, po aneksji Krymu przez Rosję. „Po aneksji Krymu i wybuchu wojny w Donbasie Stany Zjednoczone wysłały do Ukrainy instruktorów wojskowych, którzy pomagali jej w budowaniu armii według procedur NATO. Już wtedy zaczęły się również spore dostawy zachodniego sprzętu do Kijowa” – czytamy.

Duże zaangażowanie USA jest jedną z przyczyn zdecydowanej poprawy jakości funkcjonowania ukraińskiego wojska. Armia Ukrainy jest obecnie znacznie bardziej profesjonalna niż jeszcze kilka lat temu.

Zełenski, wasz biznes „macierzyństwa zastępczego” i handlu dziećmi nie ma zbytu…

Prezydencie Zełenski, może Pan coś zrobi z handlem dziećmi w swoim kraju?!

https://nczas.com/2022/03/31/prezydencie-zelenski-moze-pan-cos-zrobi-z-handlem-dziecmi-w-swoim-kraju/

Wojna jest strasznym doświadczeniem, które jednak tym bardziej pokazuje wartość życia, potrzeby moralnego ładu i człowieczeństwa. Tymczasem „postępowa” prasa francuska raczy nas kolejnym reportażem o dzieciach urodzonych przez ukraińskie surogatki na sprzedaż zachodnim „rodzicom”, które na skutek wojny znalazły się bez „odbiorców”.

Cytat opiekunki dzieci z „macierzyństwa zastępczego” , która w „bunkrze w Kijowie” mówi – „pracujemy 24 godziny na dobę”, ma zapewne rodzić współczucie, ale budzi złość na uhandlowienie dzieci, które prowadzi do takich tragedii.

W Polsce przyjmowane są przede wszystkim matki z dziećmi. Pomagamy dla życia, przetrwania rodzin. Tymczasem Ukraina prowadzi okropny proceder wynajmowania brzuchów matek do zarabiania pieniędzy, którego nie przerwała nawet wojna.

Ukraina jest jednym z niewielu krajów na świecie, które zezwalają na surogację dla zagranicznych rodziców. Korzystają z tego mające zachcianki „rodzicielstwa” także pary homoseksualistów. Wojna od razu skazała takie dzieci na sieroctwo…

Kliniki zarabiające krocie na handlu dziećmi stworzyły teraz „zaimprowizowany żłobek w piwnicy”. „W dwupokojowym pomieszczeniu bez okien za żelaznymi drzwiami stoją wózki dziecięce” – opisuje sytuację France Info. To działania Biotexcomu, głównej agencji „macierzyństwa zastępczego” na Ukrainie, gdzie od początku wojny przyszło na świat 50 dzieci bez rodziców, a 450 surogatek będzie jeszcze rodzić.

Najmłodsze z dzieci ma cztery dni, najstarsze sześć miesięcy. „Matki zastępcze” podpisały dokument przekazania, ale kontrahenci nie byli w stanie przybyć po „towar”. Plany pokrzyżował Covid, teraz wojna.

Klientami są Francuzi, Włosi, Hiszpanie, Chińczycy, Kanadyjczycy… Ci ciekawe, te dzieci przed wywiezieniem za granicę są w teorii bezpaństwowcami. France info opisuje, że „dzieci w tym przedszkolu mają fikcyjną, tymczasową tożsamość. Karteczki samoprzylepne, fioletowe dla dziewczynek i niebieskie dla chłopców, przyklejane są do ich kołysek. Pielęgniarki zapisują na nich nazwiska matki zastępczej ponieważ dziecko nie ma jeszcze żadnych dokumentów”.

Dzieci wywożone są za granicę, los ich matek, które pozostają na Ukrainie pod bombami, już kontrahentów interesuje mniej. Na Ukrainie istnieje około dziesięciu agencji „macierzyństwa zastępczego” i jest to niezły biznes. Procedura surogacji kosztuje około 50 000 euro.

Dziś widzimy bohaterską Ukrainę, która stawia dzielnie opór potężnemu sąsiadowi. Jaka jest naprawdę ta Ukraina? Ta z karabinem w ręku, czy ta robiąca biznes na handlowaniu dziećmi? Prezydencie Zełenski, jeśli Pana kraj ma pokonać wroga, to powinien pokazać także swoją wyższość moralną. Walczycie, żeby chronić życie swoich obywateli, walczcie, by owo życie nie było przedmiotem praktyk handlowych…