Przed chwilą odbyła się konferencja Rafała Trzaskowskiego, utrzymana w wyjątkowo koncyliacyjnym tonie, prezydent Warszawy nawet pochwalił wrogiego ministra Czarnka, który ma się „wsłuchiwać w głos samorządowców”.
W Warszawie uczy się 280 tysięcy dzieci i młodzieży i ta liczba dotyczy wszystkich poziomów nauczania z wyjątkiem szkół wyższych. Jednocześnie Trzaskowski twierdzi, że do stolicy przyjechało 90 tysięcy uczniów z Ukrainy, co stanowi 32% polskich uczniów chodzących do warszawskich szkół.
W całej Polsce ma przebywać ponad 900 000 dzieci, z czego zdecydowana większość to potencjalni uczniowie. O ile przyjęcie 800 tysięcy polskich dzieci, zwłaszcza do szkół podstawowych, nie stanowiłoby większego problemu, o tyle ukraińscy uczniowie w 99% muszą pokonać barierę językową i to dopiero pierwsza poważna bariera.
Po dwóch latach pomoru polska edukacja leży i cienko piszczy, zdecydowana większość odpowiedzialnych nauczycieli mówi wprost, że wszystkie semestry objęte pomorem należałoby powtórzyć. Jak wiadomo takie kroki nie zostały poczynione czemu też trudno się dziwić, społecznie i politycznie jest to operacja nie do przeprowadzenia. Jedyne co pozostało, to próbować nadrobić stracony czas, ale do tego potrzeba spokoju i jasnego obrazu przyszłości.
Tymczasem na szkoły spadł kolejny gigantyczny problem, z którym „nauczyciele jakoś mają sobie poradzić”. W mniejszych miastach, gdzie do szkół trafi po kilkanaście dzieci w różnym wieku, wielkiego dramatu nie będzie, poza tym jednym, że kompletnie nikt nie wie czego te dzieci się mają uczyć, jakim ocenom podlegać i czy w ogóle mają trafić do dzienników i na listy oboczności.
W dużych miastach, jak Warszawa, Wrocław, Kraków, sprawy się mają zupełnie inaczej i nie mówimy już o kilkunastu uczniach na szkołę, tylko kilkuset. Trzaskowski wspominał o tym, jak się Czarnek pochyla nad uwagami samorządowców, ale nie mówił jakie to są uwagi. Gdy się tych rad i pomysłów samorządowców posłucha, to dopiero można się zacząć bać.
Chyba nikt nie jest w stanie policzyć większych i mniejszych reform w obszarze edukacji, ale pewne jest, że za chwilę czeka nas kolejna zmiana i to nie mała. Propozycje idą w dwóch kierunkach: złym i bardzo złym. Pierwszy kierunek najwyraźniej forsowany przez rząd, to automatyczne włącznie uczniów z Ukrainy do polskiego systemu edukacji. Wady tego pomysłu są oczywiste. Nie zyskują na tym polscy uczniowie, ponieważ sama bariera językowa będzie nauczycieli zmuszać do poświecenia znacznie więcej czasu dzieciom obcojęzycznym i Bóg jedyny wie, w jaki sposób mają się w ogóle porozumiewać. Dla ukraińskich uczniów to całkowity bezsens i z wyłączeniem socjalizacji nic nie zyskają na takiej „szkole”. Na Ukrainie jest zupełnie inny system i żeby było śmieszniej, tam obowiązują zlikwidowane w Polsce gimnazja, ale to szczegół, bo różnice w samym programie nauczania są gigantyczne i nie ma mowy o zachowaniu jakiejkolwiek ciągłości.
Drugi kierunek to budowanie ukraińskich szkół w Polsce i na temat konsekwencji tego pomysłu szkoda bić pianę. Jest to taki absurd, że naiwnie liczę na resztki inteligencji w szeregach PiS, co pozwoli od pomysłu odstąpić.
Nikt nie wie ile jeszcze ta zadyma na Ukrainie potrwa, nikt nie wie ilu ostatecznie ukraińskich uczniów w ogóle się zgłosi do polskich szkół, ale na pewno wiemy jedno. Na własne życzenie pakujemy się w kolejne poważne problemy i dzieje się to kosztem dzieci, na których znów eksperymentują politycy.
Praprzyczyną wszystkich problemów jest bezmyślność i podejmowanie wszelkich działań pod wpływem emocji oraz fatalnie pojętej solidarności. Polska zamiast realnie podchodzić do ogromnej fali uchodźców, otworzyła szeroko drzwi i stworzyła cały system zachęt, które sprawiają, że jesteśmy najbardziej atrakcyjnym krajem, bardziej od Niemiec.
Taka „empatia” pozbawiona rozumu skończy się całą serią kryzysów, za które zapłacą Polacy, nie wyłączając polskich uczniów.
Jakim błogosławieństwem jest krótka pamięć! Pozwala ona ludziom pozostawać w poczuciu słuszności, a nawet wyższości moralnej, by z tej wieży z kości słoniowej udzielać innym zbawiennych pouczeń. W przeciwnym razie o żadnej słuszności, ani wyższości moralnej nie można by mówić, co ludzi ambitnych musiałoby wprawiać w dysonans poznawczy, a nawet – w przygnębienie.
Błogosławiony charakter krótkiej pamięci jest widoczny ostatnio zwłaszcza w związku z wojną na Ukrainie, która została wykorzystana do dalszego tresowania mniej wartościowych narodów tubylczych do zachowań stadnych. Epidemia zbrodniczego koronawirusa przestała bowiem robić wrażenie, więc tę wojnę treserzy uznali za prawdziwy dar Niebios. W tej chwili nie chodzi już o stadne wzbudzanie paniki z powodu zbrodniczego koronawirua, który, jak zwykle, okazał się taktowny i politycznie wyrobiony.
Teraz chodzi o tresurę w zakresie moralnego oburzenia, które – za sprawą pierwszorzędnych fachowców od wzbudzania masowych nastrojów – pozwalają tresowanym w moralnej czystości czyściochom, uczestniczyć w polowaniach na czarownice w przekonaniu, że całemu światu a nawet Zaświatom oddają przysługę.
Toteż jeden przez drugiego demaskują pod każdym krzakiem ruskich agentów, wymyślają nie tylko zbrodniarzowi wojennemu Putinowi, jego zdemoralizowanym pomagierom, nie mówiąc już o „sołdatach”, którzy właśnie otruli się pasztecikami, podanymi im przez poczciwą ukraińską babuszkę, pewnie kuzynkę ten pani, co to słoikiem z kiszonymi ogórkami, czy może pomidorami – bo różne szkoły rozmaicie to wydarzenie przedstawiają – strąciła zbrodniczego rosyjskiego drona. Pokazuje to, że żywność, czy to w postaci pasztecików, czy kiszonek, na naszych oczach staje się bronią strategiczną. Nie muszę dodawać, że trucie nieprzyjaciół pasztecikami nie tylko nie wzbudza w nikim żadnych moralnych wątpliwości, tylko radość – a to, co dostarcza radości ludziom sprawiedliwym, nie może być moralnie podejrzane. Przeciwnie – najwyraźniej mieści się ono w nakazie miłowania nieprzyjaciół, bo podanie im pasztecików – wszystko jedno; zatrutych czy nie – z pewnością jest aktem miłosierdzia, dzięki któremu nieprzyjaciele ci wcześniej mogą zostać zbawieni, chyba, że zostaliby potępieni za działanie w służbie wojennego zbrodniarza Putina zamiast go zamordować i w ten sposób obalić.
Ta różnica w podejściu do zagadnień moralnych bierze się z rozróżnienia między wojnami sprawiedliwymi i niesprawiedliwymi. Kryterium tego rozróżnienia wydaje się proste: sprawiedliwą jest wojna którą albo my, albo nasi przyjaciele, niechby nawet doraźni, toczą z nieprzyjacielem, zaś wojną niesprawiedliwą jest ta, którą nasz nieprzyjaciel toczy z nami, albo nawet tylko z naszym doraźnym przyjacielem. Wynika z tego, że ta sama wojna może być jednocześnie i sprawiedliwa i niesprawiedliwa. Jak się okazuje, zagadnienia teologii moralnej wcale nie są aż tak skomplikowane, jakby się na pierwszy rzut oka wydawało.
Ta rewolucyjna teoria służy oczywiście podbudowaniu rewolucyjnej praktyki, bo w przeciwnym razie moglibyśmy mieć poważny kłopot z zakwalifikowaniem wojny, jako sprawiedliwej lub nie, a tak to wszystko jest jasne, dzięki czemu JE abp Stanisław Gądecki może nieubłaganym palcem wytykać patriarsze Moskwy i Wszechrusi Cyrylowi sprośne błędy Niebu obrzydłe, ponieważ wzdraga się on z potępieniem zimnego ruskiego czekisty, zbrodniarza wojennego Putina. Postępowanie patriarchy Cyryla jest bowiem tym bardziej godne potępienia, że Putina za zbrodniarza wojennego jednomyślnie uznał Senat Stanów Zjednoczonych, ten sam, który w roku 2017 jednomyślnie przyjął ustawę nr 447, a wiadomo, że co zostanie związane na ziemi, zwłaszcza na ziemi amerykańskiej, będzie związane również w Niebiesiech. W tej sytuacji nikt już nie może mieć wątpliwości, po czyjej stronie stanąć, kogo nieubłaganym palcem piętnować, a kogo podziwiać, jako jasnego idola.
I w tym właśnie momencie daje o sobie znać błogosławiony charakter krótkiej pamięci. Gdyby bowiem nie ona, to moglibyśmy popadać w dysonanse poznawcze. Weźmy na przykład taki kryzys karaibski, który omalże nie skończył się źle. Wszystko zaczęło się w roku 1959, kiedy to Fidel Castro na czele swoich partyzantów, obalił kubańskiego dyktatora Fulgencio Batistę, objął władzę i znacjonalizował wiele amerykańskich przedsiębiorstw, które na Kubie robiły rozmaite interesy. Trudno, żeby coś takiego mogło się Amerykanom podobać, toteż prezydent Kennedy pozwolił Centralnej Agencji Wywiadowczej, by zmobilizowała kubańskich emigrantów i żołnierzy najemnych, którzy obaliliby Fidela Castro i przywrócili na Kubie sprawiedliwość i porządek. W drugiej połowie kwietnia 1961 roku wojska te dokonały inwazji w Zatoce Świń, ale zostały zatrzymane, ponosząc wielkie straty, a ci, którzy nie zginęli, dostali się do niewoli, z której Stany Zjednoczone wykupiły ich później za wielkie pieniądze.
Na wszelki jednak wypadek Fidel Castro zacieśnił stosunki ze Związkiem Sowieckim, którego przywódca Nikita Chruszczow skorzystał z okazji, by na Kubie, pod nosem USA, zainstalować sowieckie pociski nuklearne. Tym razem sprawa była poważna, bo chociaż Kuba, podobnie jak Ukraina, była suwerennym państwem, które w związku z tym mogło przyjaźnić się, z kim tylko chciało i instalować na swoim terytorium takie uzbrojenie, jakie mu się żywnie podobało, to jednak Stany Zjednoczone nie mogły tolerować na Kubie broni, która mogłaby dosięgnąć znacznej części terytorium USA. Toteż prezydent Kennedy zarządził morską blokadę Kuby, a jednocześnie amerykańskie siły strategiczne zostały postawione w stan pogotowia na wypadek, gdyby sowieckie okręty, wiozące na Kubę broń jądrową i inne towary, nie zatrzymały się na rozkaz okrętów amerykańskich. Świat znalazł się na skraju nuklearnej Apokalipsy, ale tajniacy obydwu stron wynegocjowali kompromis, dzięki któremu pokój światowy został uratowany. Sowieci wycofali swoje rakiety z Kuby, w zamian za co Amerykanie wycofali swoje rakiety z Turcji, które wcześniej znalazły się tam w związku z prowadzoną przez USA polityką mocarstwową.
Warto przypomnieć, że mocarstwowość oznacza zdolność państwa do ustanawiania i egzekwowania swoich praw poza swoimi granicami. Egzekwowanie to dokonuje się albo przez podduszanie ekonomiczne, albo za pomocą siły zbrojnej, która oczywiście przechodzi do porządku nad suwerennością danego państwa. Dzięki temu zyskujemy pozór moralnego uzasadnienia, które potem pozwala na rozróżnienie, czy mieliśmy do czynienia z wojną sprawiedliwą, czy nie. Toteż nikomu, a zwłaszcza Senatowi USA, nie przyszło nawet do głowy, by w związku z inwazją w Zatoce Świń uznawać prezydenta Kennedyego za zbrodniarza wojennego. Przeciwnie – za sprawą odpowiedniego urabiania światowej opinii publicznej przez pierwszorzędnych fachowców od masowych nastrojów, prezydent Kennedy był powszechnie uważany za jasnego idola, podobnie jak dzisiaj – prezydent Zełeński.
Podobna sytuacja zaistniała w roku 2001, kiedy to po uderzeniu samolotów pasażerskich w Pentagon, wieże World Trade Center i w ziemię w Pensylwanii Stany Zjednoczone przyjęły doktrynę „ataku prewencyjnego”, przyznając sobie prawo „inwazji na dowolny kraj w dowolnym momencie”, jeśli tylko rząd amerykański uznałby, że z jakichś powodów byłoby to dla USA korzystne. We wrześniu 2002 roku Kongres USA stworzył pozory legalności w postaci rezolucji zezwalającej na użycie sił zbrojnych przeciwko Irakowi. Irak bowiem oskarżany był o posiadanie broni masowej zagłady, co potwierdzali liczni świadkowie, jako że już Rejent Milczek zauważył, że „nie brak świadków na tym świecie”. Prawdziwą przyczyną jednak było to, że Saddam Husjan zaczął się odgrażać, że w transakcjach eksportu ropy odejdzie od amerykańskiego dolara na rzecz euro lub japońskiego jena. Takiej zbrodni żaden miłujący pokój kraj nie mógł już tolerować. Toteż już od początku roku 2002, lotnictwo amerykańskie i brytyjskie, pod pretekstem ONZ-towskiej misji kontrolowania przestrzeni powietrznej Iraku, rozpoczęły nasilające się bombardowania, w celu zniszczenia irackiej obrony przeciwlotniczej. Te rajdy bombowe miały miejsce przed oficjalnym rozpoczęciem wojny na podstawie decyzji Kongresu 11 października 2002 roku. Oczywiście zarówno lotnictwo uderzeniowej koalicji, jak i odziały lądowe, starannie celowały w nieprzyjacielskich żołnierzy, unikając za wszelką cenę trafiania tamtejszych cywilów, a zwłaszcza dzieci. Wiarygodni świadkowie wielokrotnie widzieli, jak amerykańskie samoloty, w obawie przez skrzywdzeniem cywilów lub dzieci, wciągały z powrotem zrzucone już bomby oraz wystrzelone wcześniej pociski, dzięki czemu wszyscy myśleli, że żaden cywil podobno nie zginął.
Tak czy owak, sprawiedliwa wojna doprowadziła do obalenia Saddama Husajna, który nawet został przez niezawisły sąd skazany na śmierć przez powieszenie i powieszony, dzięki czemu nikomu już nie przychodziły do głowy pomysły, żeby dolar pozbawiać funkcji waluty światowej. Pewien kłopot sprawiała broń masowej zagłady, której z zagadkowych przyczyn nikt jakoś nie mógł znaleźć. Dopiero pan red. Bronisław Wildstein, nie ruszając się z Warszawy, wszystko wyjaśnił stwierdzając, że Saddam Husajn ukrył tę broń „w miejscach niemożliwych do wykrycia”.
Świat odetchnął z ulgą, chociaż w Iraku narastał chaos i przemoc, którego amerykańskie wojsko nie potrafiło opanować, aż wreszcie jesienią 2011 roku się wycofało do Kuwejtu, a wtedy się okazało, że mimo wspomnianych środków ostrożności, sami Amerykanie naliczyli aż 126 tysięcy zabitych cywilów, chociaż nie wiadomo, czy były wśród nich dzieci, czy ginęli wyłącznie cywile dorośli. Ale właśnie dlatego, że tak mało cywilów zginęło, prezydent Obama jesienią 2009 roku dostał pokojową Nagrodę Nobla, co pokazuje, że komitet noblowski tak samo miłuje pokój, jak prezydent Obama, który w tym czasie prowadził aż dwie wojny. Ale były to wojny o pokój, jako że każda wojna toczy się przecież o pokój – oczywiście z wyjątkiem wojen niesprawiedliwych, choćby takich, jaką na Ukrainie prowadzi zbrodniarz wojenny Putin – bo to jest wojna o wojnę. Toteż Putin żadnej pokojowej Nagrody Nobla nie dostanie, dzięki czemu jeszcze lepiej możemy się utwierdzić w podziale wojen na sprawiedliwe i niesprawiedliwe.
Myślę, że w takiej sytuacji również JE abp Stanisław Gądecki nie miałby najmniejszych wątpliwości, po czyjej stronie stanąć, co potępić, a co pochwalić, bo jak już padł rozkaz, że w ramach tresury wszyscy mamy wierzyć w to samo, to nie ma rady – wierzymy, albo przynajmniej udajemy, żeby sobie niepotrzebnie nie obciążać pamięci.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
[Wstęp od Red. UME – www.Unser-mitteleuropa.com ]
Nie od dziś wiadomo, że na Ukrainie mieszkają nie tylko Rosjanie, którzy cierpią tam przez rządy nazistowskich nacjonalistów; żyją tam również inne mniejszości etniczne, np. Węgrzy czy Bułgarzy - tych ostatnich jest nawet paręset tysięcy, z czego bardzo niewielu zachodnich Europejczyków zdaje sobie sprawę.
Niezależnie od aktualnej propagandy wojennej, która poraża nas wszystkich każdego dnia, chcemy dziś przedstawić Państwu artykuł, który ukazał się cztery lata temu w bułgarskim magazynie internetowym "Zora News". Wówczas stosunkowo dla nas mało istotny, jest z pewnością wart przeczytania obecnie, ponieważ sposób, w jaki Ukraińcy traktują inne grupy etniczne, jest niewątpliwie jedną z przyczyn obecnej sytuacji wojennej na Ukrainie. W przeciwieństwie bowiem do Węgier czy Bułgarii, Rosja jest już w stanie ochronić rosyjską ludność Ukrainy przed nacjonalistami i brygadami nazistów.
Oto więc artykuł Mitko Shopova z 2017 r.:
ZAPOMNIANI BUŁGARZY NA UKRAINIE.
Od blisko czterech miesięcy, faszystowski rząd Ukrainy rozszerza – choć nieoficjalnie – politykę nienawiści, uprawianą dotąd w stosunku do rosyjskojęzycznej ludności Ługańska i Doniecka – na bułgarską mniejszość etniczną. Propagandowe klisze wypróbowanego już i sprawdzonego modelu „separatyzmu donieckiego i ługańskiego” są wykorzystywane do siania nienawiści wobec Bułgarów na całej Ukrainie, co może skłaniać również zwykłych Ukraińców do służby interesom i celom rządowej, oficjalnej propagandy antybułgarskiej. W tym też celu ponownie rozmieszcza się i u nas gangi budzącego postrach, nazistowskiego „Prawego Sektora”.
Należy pamiętać, że – mówiąc o mniejszości bułgarskiej na Ukrainie – mówimy o piątej co do wielkości grupie etnicznej, której skupiska koncentrują się głównie wokół Odessy (Besarabia) i na południe od Doniecka (Tawria), i nie jest to bynajmniej „204 574 osób”, jak oficjalnie podaje rząd ukraiński.
Z nieoficjalnych statystyk naszej społeczności wiemy, że liczba Bułgarów na Ukrainie przekracza 600 tys. osób: jest to około 800 tys. według prof. GKKK Bozhidara Dimitrowa (należącego do naszej mniejszości). W samym regionie Odessy, który stał się areną ostatnich zamieszek antybułgarskich, mieszka więcej Bułgarów (około 200 tys.), niż w dowolnie wybranych dwóch, przeciętnie zaludnionych, regionach Bułgarii.
Aby zrozumieć powagę sytuacji społeczności bułgarskiej na Ukrainie, należy przypomnieć zarówno chronologię kluczowych wydarzeń, jak i niektóre fakty i tendencje, które niestety nie odgrywają żadnej roli w krajowym dyskursie o problemach naszych rodaków na Ukrainie.
Jak się niedawno okazało, w bułgarskie Święto Narodowe 3 marca, ukraińscy naziści zbezcześcili pomnik bułgarskich ochotników w Bolgradzie (w obwodzie odeskim). Pokryli go żółtą farbą, po czym napisali niebieską (kolory ukraińskiej flagi narodowej) obraźliwe wezwanie: „Koffier – Wokzał – Sofia !” („Walizka – Na kolej – I do Sofii !”).
Jak można się było spodziewać, media w naszej ojczyźnie doniosły o tym akcie wandalizmu, natomiast oficjalne władze Bułgarii stały z boku, jakby w roli obserwatora – dokładnie tak samo, jak w przypadku profanacji bułgarskiej flagi narodowej podczas wizyty prezydenta Plewnelijewa na Ukrainie, dwa lata temu.
⏩ Odwiedziny w szpitalu z zapowiedzią wrzucenia granatu ⏪
18 maja bież. roku, pan Wasilij Kaszcz [w oryginale raczej „Kaszczy”, ale że nie jest to w tekście jednoznaczne a bułgarskiego nie znam zupełnie, więc konsekwentnie spolszczyłem dla uproszczenia - przyp. tłumacza na polski], radny miasta Biełgorod-Dniestrowie, wiceprzewodniczący Związku Bułgarów na Ukrainie, został zaatakowany przez działaczy „Frontu Ludowego”: oblany „zelonką” (środek dezynfekcyjny o trudnym do zmycia, zielonym kolorze), pobity i wrzucony do śmietnika – za głosowanie przeciwko oddaniu naszej ziemi nieuznawanemu przez nas Patriarchatowi Ukraińskiemu, pod budowę cerkwi ukraińskiej. Na skutek tego napadu prawie oślepł i musiał przejść poważną operację.
W rozmowie z mediami, zaatakowany P. Kaszcz bronił społeczności bułgarskiej, oraz ujawnił prawdziwy cel zamieszek – asymilację [czytaj, na zasadzie „tak - tak, nie - nie”: ukrainizację - przyp. tłumacza] Bułgarów:
„Nazywają nas «separatystami». Dlaczego ? Bo nie malujemy naszych ogrodzeń na niebiesko i żółto ? [Nie], dlatego że bronimy naszego punktu widzenia. Od dawna żyję pod presją i szantażem, a podczas niedawnego pobytu w szpitalu otrzymywałem nawet bezpośrednie groźby. Przyszedł do mnie przedstawiciel Radykałów i zażądał, abym wycofał zeznania. Powiedział, że jeśli tego nie zrobię, on wrzuci granat na oddział szpitala, na którym się leczę. Ale ja się i tak nie poddam, bo moi przodkowie żyli na tej ziemi już 300 lat temu. Będę walczył dalej, bo jestem pewien swoich racji !” – powiedział z przekonaniem P. Kaszcz.
31 maja ponad 300 przedstawicieli społeczności bułgarskiej w Besarabii wyszło na ulice i zablokowało ruch samochodowy przed budynkiem Urzędu Miasta Biełgorod-Dniestrowie. Manifestacja była skierowana nie tylko przeciw pobiciu Kaszcza i profanacji pomników, ale także przeciwko legalizacji naruszeń integralności naszej grupy etnicznej.
Hasła „Poroszenko, Bułgarów nie ruszaj”, „Poroszenko, powstrzymaj radykałów”, „Radykalni oraz ci, którzy pobili Kaszcza – do więzienia !” – wyraźnie pokazały, czego domagają się Bułgarzy. Niezadowolenie i protesty besarabskich Bułgarów wynikają nie tylko z nowego projektu ustawy Kijowa o dobrowolnym zrzeszaniu się władz lokalnych. Opublikowany 30 kwietnia br. projekt ustawy o nowym podziale gruntów, z którym nie zgadzają się Bułgarzy, przewiduje dosłowne rozwiązanie gromad wiejskich w Besarabii. Są to jednostki duże, nawet jak na bułgarskie, krajowe standardy - żyje w nich wielu Bułgarów, poczynając od 2 000 - 4 000 mieszkańców.
Jeśli ustawa wejdzie w życie, fundusze na szkoły, przedszkola i szpitale zostaną obcięte, a wiele naszych miejsc pracy zostanie utraconych. Bułgarzy na Ukrainie słusznie obawiają się, że w ten sposób rozpocznie się czystka etniczna. Zdają sobie sprawę, że robi się wszystko, aby nawet te nieliczne już prawa Bułgarom ukraińskim odebrać i całą grupę etniczną w Besarabii ostatecznie zlikwidować, w sensie prawno- administracyjnym.
Cztery dni po pobiciu P. Kaszcza, szef Lokalnego Stowarzyszenia Bułgarów i zarazem poseł do Rady Najwyższej w Kijowie, P. Anton Kisse – podjął nieśmiałą próbę obrony swojego zastępcy Kaszcza. Na specjalnej konferencji prasowej 22 maja poinformował, że domaga się przeprosin od ukraińskich nacjonalistów za pobicie swego zastępcy oraz wezwał ukraińską służbę bezpieczeństwa do współpracy w zbadaniu okoliczności incydentu. Jeśli ten apel pozostanie bez echa – zapowiedział P. Kisse – on skontaktuje się w tej sprawie z Brukselą. Ponownie władze centralne w Bułgarii nie udzieliły mu żadnego wsparcia. Mówi się już, że na przestrzeni ostatnich lat nasi rodacy na Ukrainie całkowicie stracili zaufanie do bułgarskich władz. Dlaczego tak jest, wyjaśniam poniżej.
„Chcemy zbadać całą sytuację – na czym polegała wina Wasilija Kaszcza, czy on w ogóle jest winny ? Zaś działania tych aktywistów muszą być ocenione pod względem prawnym. Nie ma wątpliwości, że opinię publiczną trzeba uspokoić, bo tak dalej być nie może. P. Kaszcz został legalnie wybrany i wyrażał swoje zdanie swoje zgodnie z regulacjami prawa” – powiedział Kisse.
Dalej oświadczenie dep. Kisse wyjaśnia, że w żadnym razie nie można mówić o bułgarskim separatyzmie. Jednak oficjalne kanały informacyjne władz w Kijowie, w tym - strony internetowe, za pomocą propagandowych insynuacji, powoli i agresywnie formują już obraz nowego wroga publicznego Ukrainy: „bułgarskiego separatyzmu” !
„Wszędzie na Ukrainie mówi się już o separatyzmie besarabskim. Nawet ludzie z centralnej Ukrainy boją się już przyjeżdżać do naszych osiedli. Państwo [ukraińskie] nie robi obecnie nic w sprawie manipulacji n/t rzekomego zagrożenia ze strony bułgarskiego separatyzmu” – powiedział niedawno BGNES nasz rodak, Bułgar z Besarabii, który prosił o anonimowość – Kiedy ludzie słyszą o nas na Ukrainie, w wielu miejscach od razu mówią: O, to wy jesteście tymi separatystami – mówi nasz rodak.
W całej chronologii tych niefortunnych wydarzeń ani razu nie pojawia się żaden konkret n/t „separatystów”. Nasi rodacy podejrzewają, że oskarżenia o separatyzm celowo kształtują opinię publiczną, przygotowując grunt pod asymilację [czyt.: ukrainizację] Bułgarów.
Bułgarzy żyją w znacznym rozproszeniu na rozległym terytorium Ukrainy. Nie jesteśmy grupą etniczną tak liczną i zwartą terytorialnie, by móc domagać się autonomii, a tym bardziej secesji od Ukrainy, jak nasi rosyjskojęzyczni bracia z Doniecka czy Ługańska. I to jest nasz problem, który ułatwia władzom w Kijowie manipulowanie własnym społeczeństwem.
Poza tym, organizacje i stowarzyszenia założone przez Bułgarów na Ukrainie nigdy nie stawiały sobie takich celów. Nie chcemy autonomii terytorialnej a tym bardziej secesji naszych regionów z Ukrainy; chcemy jedynie autonomii kulturalnej, by zachować bułgarską kulturę, język, obyczaje i naszą ortodoksyjną wiarę.
Jest jeszcze jedna rzecz, która wydaje się umykać uwadze niektórych, co bardziej emocjonalnie nastawionych analityków, w bułgarskich kołach patriotycznych na Ukrainie. Wynika ona z braku jedności wśród naszych rodaków i braku silnych liderów – świadomych różnych niebezpieczeństw, zdolnych do prowadzenia walki w obronie interesu bułgarskiego na Ukrainie.
Oto rewelacje P. Artema Buzilu zamieszczone na stronie internetowej ukraina.ru, w sprawie sytuacji besarabskich Bułgarów w Odessie. Relacjonujemy jego opinię przede wszystkim dlatego, że P. Artem Buzilu jest jednym z ojców-założycieli Besarabskiej Rady Ludowej. Założona w 2015 roku, organizacja ta ma na celu wspieranie mniejszości w obwodzie odeskim, w obronie ich praw.
Buzilou uważa, że już podczas pierwszego poważnego konfliktu narodowościowego w Besarabii, mogą wybuchnąć znaczne niepokoje etniczne:
„Nie tylko Bułgarzy w Besarabii, ale także Mołdawianie, Gagauzi, Lipowianie i staroobrzędowcy są w opozycji do władz w Kijowie. Wskazują na to wyniki wyborów powszechnych w 2014 r. i lokalnych w 2015 r., w których najwięcej głosów otrzymał „Blok opozycyjny” i inne ugrupowania lewicowe, przeciwne obecnemu rządowi centralnemu”.
Główny problem polega jednak na tym, że te mniejszości narodowe nie mają silnych przywódców, a nawet bywają oni oportunistami, zwłaszcza gdy są pod presją, zajmując wtedy stanowisko zgodne z życzeniami władz w Kijowie. „[Nasi liderzy] od dawna obracają się we wszelkiego rodzaju strukturach władzy, dlatego często są skłonni iść na kompromis z rządem i domagać się od innych lojalności wobec reżimu” – mówi Bouzilou.
⏩ Konformizm ⏪
Nie ma wątpliwości, że precedensy, takie jak Wasilija Kaszcza, zdają się przeczyć twierdzeniom Bouzilou. Jednak zachowanie przewodniczącego Lokalnego Stowarzyszenia Bułgarów i posła do ukraińskiego parlamentu, P. Antona Kisse, na swój sposób potwierdza twierdzenia Buzilu.
Po tym, jak Kisse próbował publicznie odeprzeć ataki na społeczność bułgarską, niespodziewanie skonfrontował się z liderem „Prawego Sektora” w Odessie, Siergiejem Sternenko – który dosłownie oskarżył go o promocję międzynarodowego skandalu, który rzekomo wzmocnił antyukraińską postawę Rosji. Politolog Oleg Soskin, doradca byłego prezydenta Leonida Kuczmy, oskarżył całą bułgarską diasporę o separatyzm. Po czym, w duchu pośpiechu „walizkowo-dworcowego” – zaproponował deportację do Bułgarii prezesa Związku Bułgarów na Ukrainie, Antona Kisse !
Wszystko to najwyraźniej przestraszyło P. Kisse, który po prostu ustąpił: „Opinie dyskredytujące społeczność bułgarską na Ukrainie mają korzenie polityczne, ale to jest zadanie dla służb, które muszą wyjaśnić, kto za tym stoi”.
Oczywistym jest, że to dość niejednoznaczne stwierdzenie odwraca uwagę od sedna problemu. Co więcej, jest to swoisty dowód współpracy z oficjalną linią propagandową władz w Kijowie, dowód który nasuwa podejrzenia o rosyjską lub – nie daj Boże – bułgarską cichą ingerencję.
Rosja, obciążona obecnie wspieraniem ludności rosyjskojęzycznej w nieuznawanych przez Ukrainę republikach Doniecka i Ługańska, raczej nie pali się do podziału Ukrainy z pomocą rozsianych po niej społeczności Bułgarów. To fantasmagoria wymyślona przez szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, Wasilija Gricaka na konferencji o bezpieczeństwie państwa w Kijowie, w marcu br. – w celu uzasadnienia prześladowań Bułgarów.
Nie można też posądzać bułgarskich władz o podsycanie separatyzmu. Zwłaszcza, że słusznie można im zarzucić, iż całkowicie już porzucili rodaków za granicą. Jest niezaprzeczalnym faktem, że ani na pierwszą prowokację, ani na pobicie Wasilija Kaszcza, władze w Sofii i dyplomacja bułgarska nie zareagowały w sposób odpowiedzialny i właściwy.
⏩ Dyplomacja to sztylet w kieszeni ⏪
W imię niezrozumiałej - poza służalczością – poprawności politycznej i „euroatlantyckiej solidarności”, dyplomacja bułgarska ogłuszającym milczeniem daje świadectwo całkowitej obojętności wobec naszych rodaków na Ukrainie.
Zamiast stanowczego poparcia dla cierpiących prześladowania rodaków, usłyszeliśmy jedynie nieśmiałą i łagodną reakcję ambasadora nadzwyczajnego i pełnomocnego Bułgarii na Ukrainie, P. Krasimira Minczewa, który „wyraził zaniepokojenie” zbezczeszczeniem pomnika wyzwolicieli w Bolgradzie i pobiciem Wasilija Kaszcza – z tym, że to démarche ambasadora miało miejsce nie – przed władzą centralną w Kijowie, ale – wobec przewodniczącego odeskiej administracji miejskiej, Maksyma Stiepanowa.
W związku z niedawnymi prowokacjami przeciwko naszym rodakom na Ukrainie, ambasador Ukrainy w Sofii, Nikoła Baltadzhiev (zwany przez Rumena Vodenicharova „Lügensack”, pierwotnie besarabski Bułgar), nie został wezwany do Ministerstwa Spraw Zagranicznych w celu złożenia wyjaśnień. Nie został nawet o nic zapytany, a nasi dyplomaci nie podnieśli nawet kwestii mobilizacji ukraińskich Bułgarów, których wysłano na wojnę w Donbasie jako mięso armatnie, gdzie zginęło już kilkudziesięciu z nich.
Nawiasem mówiąc, odpowiedzi w tych kwestiach zostały udzielone już na samym początku konfliktu na Ukrainie, kiedy nasz premier Borysow zapytany, czy Bułgaria w jakikolwiek sposób interweniuje w obronie swoich rodaków tamże, odparł: „To ich [Ukrainy] obywatele, my moglibyśmy tylko przeszkadzać”. Stwierdzenie to stoi w ostrej sprzeczności z oburzeniem które powstało, gdy rosyjski prezydent Władimir Putin dyplomatycznie wspomniał, że „[już] listy przychodzą [do niego] z macedońskiej ziemi”. Ambasador Rosji został natychmiast wezwany do złożenia wyjaśnień, a nasz minister spraw zagranicznych i premier wygłosili oficjalne oświadczenia; wszystko to pod wzniosłym pretekstem „obrony interesów narodowych Bułgarii”.
Miesiąc później, były mistrz świata w szachach i obecny członek rosyjskiej Dumy Anatolij Karpow oświadczył, że cyrylica pochodzi z Bizancjum. Paradoksalnie, arcymistrz Karpow odwiedził Bułgarię na oficjalne zaproszenie przywódcy „Ataku” V. Siderowa, który po prostu milczał na temat nowego konfliktu.
Oczywiście, że nie ma potrzeby uczyć każdego obywatela Rosji historii Bułgarii. Ale to, że od ponad miesiąca milczy się o prześladowaniach naszych braci z Besarabii, którzy przez wieki zachowywali nasz język i tożsamość narodową, jest nienormalne.
⏩ Wszystko zależy od Boga ⏪
Zamiast wygłosić oświadczenie w sprawie bułgarskiego problemu na Ukrainie i poprosić MSZ o wyjaśnienie braku jakiegokolwiek oficjalnego stanowiska, patrioci rządzącej koalicji nie okazują najmniejszej solidarności.
Prounijne skrzydło władz Ukrainy przymyka również oko na masową eksterminację rosyjskojęzycznych obywateli tego kraju, na różne szykany i asymilację mniejszości etnicznych na Ukrainie. Jednocześnie wmawia się nam, że nieludzko traktujemy uchodźców spoza Europy i zachęca się nas do przyjmowania coraz większej liczby imigrantów, z których większość to potencjalni terroryści.
Opowieści o wznoszeniu największej bułgarskiej flagi na wzgórzu, organizowaniu studniówek w strojach ludowych, odwiedzinach diaspory podczas Świąt, uczestniczeniu w uroczystościach z dudami – dają smutne wrażenie, że nasi rodacy na Ukrainie zostali po prostu osieroceni.
Ukraina ich nie chce, zastrasza i terroryzuje; rząd bułgarski ich zawiódł, a nasza „ludowa nadzieja na władzę” – frakcja „Zednoczonych Patriotów”, która dąży do tej władzy od 28 lat – zdaje się dziś zapominać, co się z tą władzą robi, gdy już się ją ma.
Prezydent Poroszenko – coraz bardziej niewiarygodny nawet wśród własnego narodu, stawia na Ukrainie pomnik za pomnikiem, zawsze z „narodową troską” – a jednocześnie hordy prawicowych ekstremistów przeprowadzają czystki wśród ludności rosyjskojęzycznej i innych mniejszości etnicznych.
Najgorsze jednak jest to, że już nie widać dobrych perspektyw dla naszych ukraińskich rodaków, a po zniesieniu wiz dla Ukraińców do krajów UE – nie pozostaje im już nawet nadzieja na zbawienie, ale wyłącznie pewność nowej Kalwarii – puste gdakanie i wyludnianie się kraju, gdzie od stuleci żyli ich przodkowie, tak jak to stało się z młodymi Bułgarami w Ojczyźnie, a następnie z naszymi rodakami w Mołdawii.
Jednak ta historia mogłaby mieć szczęśliwe zakończenie. Bowiem żadna tyrania nie jest wieczna. Jak śpiewają w swojej piosence legendarni „Lube”: wszystko zależy od Boga, a bardzo mało od nas…
🌿
(Tłumaczenie z jęz. bułgarskiego - Redakcja UME)
(Źródło: Unser-mitteleuropa.com , 25.03.2022 r. Tłumaczenie z jęz. niem. - Opera/Google Translator, redakcja i adjustacja stylist. przekładu z niem. na polski, oraz drobne, niezaznaczone w tekście skróty - KotŁomojski)
file:///home/md/.cache/evolution/tmp/evolution-md-84xshr/Bulgaren-in-der-Ukraine.png
Dwa lata ograniczeń. 2 lata nakazów i zakazów, nie mających żadnej podstawy naukowej. 2 lata działania wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi. 2 lata ignorowania wyników badań naukowych dokumentujących całkowity bezsens podejmowanych działań. 2 lata paraliżu służby zdrowia.
Być może z perspektywy czasu kiedyś uśmiechnęlibyśmy się na wspomnienie, jak łatwo społeczeństwo dało się zmanipulować, wierzyło, że kawałek bawełnianego materiału uchroni przed zakażeniem, utrzymywanie metrowej odległości podczas spaceru męża z żoną pozwoli zatrzymać rozwój zakażeń, a lasy są siedliskiem niebezpiecznego wirusa i dlatego należało je zamknąć.
Byłoby to naprawdę całkiem zabawne, gdyby nie prawie 200 tysięcy nadmiarowych zgonów. W ciągu 2 lat podejmowania przez władze, przy poklasku dużej liczby skompromitowanych już dzisiaj przedstawicieli służby zdrowia, absurdalnych działań, 200 tysięcy ludzi zakończyło przedwcześnie życie.
To nie była sytuacja nie do przewidzenia. W maju 2020 roku ostrzegałem, że że wprowadzając obostrzenia w imię redukcji zgonów zwiększy się ilość zgonów kilkakrotnie bardziej, niż gdyby nic nie zrobiono. Tego typu głosy były całkowicie ignorowane przez władze. Dzisiaj niestety mamy tego efekty.
Do tego dochodzą jeszcze długofalowe skutki izolacji – wystarczy wspomnieć choćby wzrost depresji czy samobójstw. Szczególnie bulwersujące było zamknięcie szkół. Rok temu znany psycholog Mateusz Grzesiak apelował o otwarcie szkół uzasadniając, że edukacja zdalna krzywdzi dzieci pod bardzo wieloma kątami. Tego typu apele również zostały zignorowane. Co więcej, wiceminister edukacji Tomasz Rzymkowski w wypowiedzi dla Polskiego Radia przyznał, że wprawdzie szkoły nie są punktem zapalnym, ale sanepid nie nadążał z wystawianiem skierowań na kwarantannę wobec uczniów i ich rodzin, zatem – aby uniknąć paraliżu urzędu – należało podjąć decyzję o zamknięciu szkół. Więc, zgodnie z logiką naszego państwa – nie liczy się dobro dzieci, ważne jest dobro urzędu.
Dzisiaj znoszone zostają prawie wszystkie ograniczenia. Daje to ogromną szansę, że wreszcie, jako służba zdrowia, zaczniemy ratować ludzkie życie, zamiast odsyłać potrzebujących pacjentów na izolację domową do czasu gwałtownego pogorszenia stanu zdrowia. Być może wreszcie zakończy swoje istnienie patologiczna instytucja „teleporad” i zgadywanie diagnozy zamiast przeprowadzenia fizykalnego badania. Szokujące jest natomiast, że wyczekiwane od tak dawna znoszenie restrykcji odbywa się przy akompaniamencie zawodzenia załamanych „ekspertów” covidowych. Ciężko uwierzyć, iż ludzie którzy od długiego czasu ignorowali wyniki badań naukowych popierając niedorzeczne i skompromitowane rozwiązania, nie zreflektowali się aż do samego końca, nawet widząc ogrom nieszczęścia, jakie wywołało ich działanie. Przypomnę, że jeszcze kilka miesięcy temu najbardziej medialni „fachowcy” podjęli jeszcze jedną, rozpaczliwą próbę zastraszenia społeczeństwa, które w coraz większym procencie ignorowało oficjalną narrację. W listopadzie ubiegłego roku w wywiadzie dla portalu NaTemat prof. Andrzej Matyja, Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej straszył, że będziemy mieli szczyt pogrzebów i zamiast świętować z najbliższymi, będziemy chodzić na pogrzeby. Miesiąc później były szef Rady Medycznej przy Premierze, prof. Andrzej Horban w rozmowie z „Rzeczpospolitą” kreślił wizje nadciągającego tsunami oraz twierdził, że zabraknie nawet stadionów (na szpitale tymczasowe). W styczniu tego roku w programie „Newsroom WP” Prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych Michał Sutkowski twierdził, że kroczymy drogą śmierci i zapowiadał armagedon. Tsunami i armagedon „prorokował” też ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. COVID-19, dr Paweł Grzesiowski w styczniowej rozmowie z Radiem Zet.
Z tych prognoz nie zostało oczywiście nic (czyli ile były one warte). Trudno było się spodziewać czegoś innego, mając w pamięci poprzednie „prognozy” – np. słynną już gwarancję prof. Horbana, że zaszczepieni nie będą zarażali, bo nie będą zakażeni.
Od dzisiaj nie ma nakazu używania masek w przestrzeniach zamkniętych. O bezskuteczności zasłaniania ust i nosa pisałem już tyle razy, posiłkując się wynikami badań naukowych, że nie ma sensu się powtarzać. Warto natomiast pochylić się nad rzadziej wspominanym i analizowanym obostrzeniem, jakim była tzw. kwarantanna graniczna. To, że nie ma ona żadnego naukowego uzasadnienia, wiedzieliśmy praktycznie od początku. W lipcu 2020 roku „The Lancet” opublikował jednoznaczne badanie na ten temat. Natomiast proszę zauważyć, co się dzieje na naszej granicy z Ukrainą.
Od miesiąca do Polski wjechało 2 miliony osób – bez testów, kwarantanny, masek i dystansu. Wykres poniżej obrazuje wzrost [zmianę] liczby nowych przypadków od 24 lutego do dnia dzisiejszego (zielone odcięcie).
Jak Państwo widzicie, brak kwarantanny granicznej ani jakichkolwiek innych obostrzeń nie wpłynął w żaden sposób na liczbę zachorowań. Podobnie zresztą, jak wszelkie inne ograniczenia w podróżowaniu – co zresztą zauważyła nawet sama Światowa Organizacja Zdrowia.
Proszę równocześnie nie myśleć, że nie będziemy mieli do czynienia ze wzrostem zachorowań. Infekcje dróg oddechowych wywołane przez wirusy z grupy korona, mają zwykle swoje apogeum w kwietniu – i nie byłoby nic nadzwyczajnego, gdybyśmy w tym właśnie okresie zaobserwowali wzrost zachorowań.
Oczywiście jest to ściśle powiązane z sezonowością i nie ma nic wspólnego ze zniesieniem ograniczeń (których i tak mało kto przestrzegał) czy sytuacją na naszej wschodniej granicy.
Dla nas jednak najważniejsza jest zmiana w służbie zdrowia. Warunkiem koniecznym powrotu do normalności oraz ratowania jak największej ilości żyć jest natychmiastowe zakończenie wszelkich zmian, jakie zostały wprowadzone 2 lata temu, gdy pod pretekstem walki z koronawirusem przestało się liczyć ludzkie życie. Pamiętacie Państwo wytyczne Ministerstwa Zdrowia w temacie udzielania pierwszej pomocy? Już dzieci w szkołach średnich są uczone, że przy zatrzymaniu krążenia niezbędny jest masaż serca i sztuczne oddychanie.
Wg Ministerstwa Zdrowia ważniejsze jest… założenie nieprzytomnemu maseczki!
Istnieje ogromna szansa, że sytuacja dla wszystkich Państwa zmieni się na lepszą. Kilka dni temu Minister Zdrowia Adam Niedzielski opublikował stanowisko Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych w sprawie zasad hospitalizacji chorych z Covid-19 z dnia 17 marca 2022 roku. Towarzystwo zaleca, aby na oddziały zakaźne przyjmowani byli jedynie ci pacjenci, którzy są rzeczywiście objawowo chorzy na COVID-19, aby wyeliminować sytuację, że np. chory ze złamaną nogą czeka na oddziale zakaźnym na negatywny wynik testu, żeby można było rozpocząć docelowe leczenie. Wygląda więc na to, że zaczyna wracać normalność. Marną satysfakcją dla mnie jest tutaj fakt, że o taką zmianę apelowałem już od 2020 roku. Wtedy Towarzystwo nie dostrzegało, że ludzie umierają, a skupiło się na nieudolnych próbami dyskredytowania lekarzy, którzy w konkretny i merytoryczny sposób udowadniają im błędy w ich stanowisku.
Jak pisałem na wstępie – po latach moglibyśmy się z tego wszystkiego śmiać. Moglibyśmy, gdyby nie prawie 200 tysięcy ludzi, Polaków, którzy mogliby dzisiaj cieszyć się życiem, a rodziny ich obecnością. I za to zdecydowanie muszą ponieść odpowiedzialność wszyscy, którzy przyczynili się do obecnej sytuacji, działając na ślepo, ignorując badania naukowe i jakiekolwiek próby polemiki.
Musicie mieć Państwo świadomość, że nadchodząca normalność byłaby jeszcze daleko, gdyby nie bezkompromisowe działania wielu osób.
Ogromna wdzięczność dla:
dr n. med. Piotra Witczaka – wykonał tytaniczną pracę zbierając w jednym miejscu prace naukowe i wyniki badań dotyczących skuteczności szczepień, lockdownu, maskowania i innych ograniczeń
dr n. med Pawła Basiukiewicza – za bezkompromisową walkę z covidowymi absurdami w służbie zdrowia
dr Włodzimierza Bodnara – dzięki niemu i odpowiednio wcześnie zastosowanej terapii wiele osób uniknęło ciężkiego stanu choroby
mec. Piotra Schramma – za niezłomne wytykanie absurdów prawnych oraz faktycznych całej covidowej sytuacji
Jana Pospieszalskiego – to dzięki niemu miliony osób poznały inny punkt widzenia, niż rządowy – bez Ciebie nie wiedzielibyśmy, że wg prof. Horbana „trudno się dyskutuje z płaskoziemcami (choć mają rację)”
dr Mariusza Błochowiaka – prezesa Fundacji Ordo Medicus – wytrwale publikującego wszelkie kłamstwa, jakimi karmiono nas publicznie, dokumentującego zeznania wielu autorytetów ujawniających manipulacje „covidowe” (opracował 4 tomy książki „Fałszywa pandemia. Krytyka naukowców i lekarzy”)
dr Marka Sobolewskiego – dzięki niemu mamy czarno na białym matematyczną zależność między liczbą zaszczepionych, wprowadzanym obostrzeniami itp. – a liczbą wykrytych przypadków zakażeń
mec. Arkadiusza Teteli, Joanny Botiuk, Katarzyny Tarnawa-Gwóźdź – za walkę w obronie niesłusznie oskarżanych, niepokornych obywateli
Krzysztofa Szczawińskiego – za trafne modele rozwoju epidemii, które (w przeciwieństwie do tych oficjalnych), w zdecydowanej większości się sprawdzały
prof. Ryszarda Rutkowskiego – za bezkompromisową walkę o prawdę poprzez ukazywanie nonsensów oficjalnej narracji
Rafałowi Piechowi, Prezydentowi Siemianowic Śląskich, liderowi ruchu „Polska Jest Jedna” – za niestrudzoną walkę o prawdę, za obronę i prawdziwą troskę o ludzi
i wielu, wielu innych, których ciężko tutaj wymienić z imienia i nazwiska, a bez których nie mielibyśmy dzisiaj tego święta.
A oto zaledwie tylko kilka przykładów życiowych osiągnięć fajnego Stepana i jego równie fajnych druhów z OUN-UPA na niwie działalności na rzecz niepodległej samostijnej.
Zełenski: „Stepan Bandera jest fajny! https://youtu.be/uW4cyoC2dR0
To słowa obecnego prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełeńskiego wypowiedziane na temat osoby przywódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, odpowiedzialnego za bestialskie ludobójstwo prawie pół miliona Polaków na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej, oraz na obecnych ziemiach kresowych południowo – wschodniej Polski, a także za śmierć ponad 150 tysięcy Żydów, wymordowanych przez ukraińską policję pomocniczą w służbie III Rzeszy, bandy UPA i SS Galizien.
I w tychże słowach wypowiedzianych przez prezydenta Ukrainy, nie byłoby raczej nic zaskakującego, gdyby nie to, że Wołodymyr Zełeński sam jest… Żydem. I człowiek ten czyni to zupełnie świadomie, gloryfikując jednego z największych zwyrodniałych morderców swojego własnego narodu i wielu innych potworów z OUN – UPA, SS Galizien i wielu innych ukraińskich formacji zagłady w służbie Adolfa Hitlera.
Co więcej ten sam Wołodymyr Zełeński, jest autorem rasistowskich dekretów wymierzonych w mniejszość rosyjską, zamieszkałą od wieków na ziemiach Ukrainnych, na których stanowili ludność rdzenną od zawsze, oraz tych Ukraińców, mających korzenie słowiańskie. Ten sam człowiek patronuje osobiście neonazistowskim batalionom Ukraińskim, które pacyfikowały przez osiem lat Donbas, a dziś używają cywilnej ludności takich miast jak Mariupol i wielu innych, jako żywych tarcz w walce z rosyjską armią. Prezydent obecnego państwa ukraińskiego zupełnie jawnie identyfikuje się z ideologią, symboliką i czynami ukraińskich nazistów, czego jak widać na powyższym filmie nawet nie stara się ukrywać. Jak widać nie przeszkadza mu to zarazem wcale, w oskarżaniu Rosjan o… antysemityzm, polegający na rzekomym zbombardowaniu przez nich miejsca pamięci Żydów zamordowanych przez Niemców i Ukraiński batalion SS Nachtigall pod dowództwem Romana Szuchewycza w Babim Jarze pod Kijowem 29 września 1041 roku. Hipokryzja i zakłamanie tego człowieka, nie ma żadnych granic. Dlatego zastanawia mnie, jak to jest możliwe, że są w Polsce ludzie, którzy wierzą w wypowiadane przez tego notorycznego kłamcę, deklaracje, za którymi nie idą nigdy żadne realne fakty, przyjmując bez sprawdzania ordynarne kłamstwa, za objawioną prawdę.
J.B. – 26 Marzec 2022 r.
A oto zaledwie tylko kilka przykładów życiowych osiągnięć fajnego Stepana i jego równie fajnych druhów z OUN-UPA na niwie działalności na rzecz niepodległej samostijnej.
Lwów pogromy ludności żydowskiej w czasie trwania tzw. ,,Dni Petlury” – (30 czerwca–2 lipca 1941 i 25–27 lipca 1941)
Ukraińscy ochotnicy do SS
Lwów pogromy ludności żydowskiej w czasie trwania tzw. ,,Dni Petlury” – (30 czerwca–2 lipca 1941 i 25–27 lipca 1941)
To zrozumiałe, że każdy nowy przywódca dobiera sobie swoich ludzi w rządzie według własnych upodobań, a szczególnie znajomości.
Nie inaczej postąpił Wołodymir Zeleński.
Rząd Ukrainy to w pierwszej kolejności:
– Prezydent Wołodymir Zeleński – komik
– Szef Kancelarii Prezydenckiej, Andrij Jermak – producent filmowy
– Szef Urzędu Prezydenckiego, Andrij Bodin , prawnik w branży rozrywkowej
– najwyższy doradca polityczny rządu, Sergiej Szeffey, autor komediowy
-wiceszef SBU (Służba Bezpieki Ukrainy) – Iwan Bakanow, przedtem dyrektor spółki produkcyjnej filmów komediowych
-szef doradców Narodowego Komitetu Obrony, Sergiej Siwoko , komik, partner w karierze komediowej Zeleńskiego. Serio.
To nie żarty. Show must go on! Nie słyszałam jednak, żeby Ronaldowi Reaganowi pomagali w rządzeniu kumple z Hollywood. Wtedy to były inne czasy. Poważniejsze.
Jeśli oprzemy się na dostępnych źródłach oraz dokumentach, które wyciekły, możemy z grubsza poznać zaangażowanie amerykańskich elit politycznych w wojskową działalność biologiczną na Ukrainie. Poniżej przedstawiamy próbę odtworzenia chronologii tego zaangażowania, choć nie jest to próba wyczerpująca. W tym prawdziwie diabolicznym planie jest wiele luk, które trzeba jeszcze uzupełnić.
1991 – USA uruchamiają program Nunn-Lugar, skierowany dla krajów byłego Związku Radzieckiego, mający na celu kontrolę/likwidację radzieckiej broni masowego rażenia, w tym broni biologicznej. Głównym wykonawcą programu została Agencja Obrony przed Zagrożeniami (DTRA), należąca do Pentagonu.
1993 – podpisanie umowy między Ukrainą a USA o zapobieganiu rozprzestrzeniania broni masowego rażenia.
2005 – podpisanie dodatkowego protokołu do umowy między ukraińskim Ministerstwem Zdrowia a DTRA o zapobieganiu rozprzestrzeniania technologii, patogenów i know-how, które mogą być wykorzystane do opracowania broni biologicznej. Jest to początek procesu przekazywania ukraińskiego wojskowego potencjału biologicznego w ręce specjalistów amerykańskich.
Lata 2000 – duże amerykańskie przedsiębiorstwa wojskowo-przemysłowe są zaangażowane w wojskową działalność biologiczną na Ukrainie.
2005-2014 – Black & Veatch Special Projects, kontrahent DTRA, buduje i modernizuje 8 bio-laboratoriów na Ukrainie, zamiast likwidować wojskową infrastrukturę biologiczną, jak pierwotnie ustalono. Jeden z tych obiektów, bio-laboratorium w Odessie, jest finansowany od 2011 roku w celu badania „patogenów, które mogą być wykorzystane w atakach bioterrorystycznych”.
2007 – pracownik Departamentu Obrony USA Nathan Wolfe zakłada Global Viral Forecasting Institute (później Global Viral), firmę biomedyczną. Misją statutową są niekomercyjne badania nad infekcjami transgranicznymi, w tym w Chinach.
2009 – Pasierb byłego sekretarza stanu USA Johna Kerry’ego, Christopher Heinz, oraz syn urzędującego prezydenta USA Joe Bidena, Hunter Biden zostaje zakładają Rosemont Seneca Partners.
2014 – Antykonstytucyjny zamach stanu na Ukrainie.
2014 – Hunter Biden dołącza do zarządu Burisma Holdings, ukraińskiej firmy energetycznej.
2014 – Metabiota, prywatna organizacja komercyjna specjalizująca się w badaniu zagrożeń pandemicznych, zostaje odłączona od Global Viral. Neil Callahan i John DeLoche, pracownicy należącej do Huntera Bidena firmy Rosemont Seneca Partners, zostają powołani do zarządu Metabioty. Global Viral i Metabiota zaczynają otrzymywać fundusze z Departamentu Obrony USA.
2014 – Metabiota wykazuje zainteresowanie Ukrainą i zaprasza Huntera Bidena, aby „zapewnić kulturową i ekonomiczną niezależność Ukrainy od Rosji”.
2014 – Metabiota i Burisma Holdings rozpoczynają współpracę nad nieznanym z nazwy „projektem naukowym na Ukrainie”.
2014 – Metabiota, Global Viral i Black & Veatch Special Projects rozpoczynają pełną współpracę w ramach programów Departamentu Obrony USA.
2014-2016 – Realizacja kontraktów Metabiota i Departamentu Obrony USA, w tym projektu na Ukrainie o wartości 300 000 USD.
2016 – obywatelka USA, Ulana Nadia Suprun, potomkini ukraińskich nazistów, zostaje mianowana p.o. ministra zdrowia Ukrainy. Program współpracy Departamentu Obrony Narodowej USA i Ministerstwa Zdrowia Ukrainy zostaje znacznie rozszerzony.
2016 – wybuch epidemii świńskiej grypy wśród pracowników ukraińskiego Ministerstwa Obrony pilnujących bio-laboratorium w Charkowie na Ukrainie; 20 osób nie żyje. Incydent zostaje zatuszowany.
2016 – były asystent sekretarza obrony USA Andrew Weber zostaje mianowany szefem działu globalnego partnerstwa firmy Metabiota.
2016 – EcoHealth Alliance, organizacja założyciela Global Viral, Nathana Wolfe’a, zostaje zaangażowana w badania nad koronawirusami przenoszonymi przez nietoperze w ośrodku badawczym w laboratorium w Wuhan, w Chinach.
2016 – DTRA i ukraińskie Ministerstwo Zdrowia przedłużają umowę po uzyskaniu zgody ukraińskiego Ministerstwa Obrony.
2019 – Pandemia zmutowanego koronawirusa nietoperzy COVID-19 rozpoczyna się od wybuchu epidemii w Wuhan.
24 lutego 2022 r. – rozpoczęcie operacji specjalnej armii rosyjskiej na Ukrainie.
24-25 lutego 2022 r. – szybka eliminacja szczepów w bio-laboratoriach na Ukrainie.
8 marca 2022 r. – podsekretarz stanu USA Victoria Nuland otwarcie potwierdza istnienie współpracy między USA a Ukrainą w zakresie patogenów.
Mail: Wyższy stopień niezrozumienia sytuacji (i socjotechniki) .Bardzo brak Prymasa Tysiąclecia.
Pomoc pomocą ale zaczynamy popadać w jakąś chorą paranoję. Nagle są miejsca w szpitalach, gumowy budżet rozszerzył się o kolejny „x+”, darmowy transport, brak kolejek do lekarzy a na grupach wystarczy dodać magiczne „z Ukrainy” i okazuje się, że można dostać nawet drapak dla kota i paczkę żwiru.
Stop.
Żeby nie było – mam wielu znajomych zza Buga ale do cholery nie zachowujcie się, jakbyśmy im byli cokolwiek winni. Naród, który nie zna swej historii skazany jest na jej powtórne przeżycie. I nie mówię tu tylko o Wołyniu, ale niech dotrze do Ciebie, że mieszkańcy tego kraju, którym wy teraz wysyłacie wszystko jak leci, robicie zbiórki, przywozicie pod swój dach rok 2019 ustanowili rokiem BANDERY.
W 2019 r. w Kijowie, nad którym tak teraz płaczecie, kilka tysięcy Ukraińców maszerowało pod czerwono – czarnymi sztandarami wykrzykując hasła, w rytm których polskie dzieci przybijane były gwoździami do drzwi stodół. Nie pokazali w TV? Niebywałe!
Kraj, który dziś płacze i skomle o naszą pomoc jeszcze 3 lata temu świętował 110 rocznicę urodzin kogoś, kto nie zasługuje nawet na miano człowieka. Nie odrabiacie lekcji a to się boleśnie kończy. Tak się traci tożsamość narodową, tak się znika z map świata.
Tydzień walki dzielnych Ukraińców z najeźdźcą, nie umniejszam. Jednak ilu z was 1 sierpnia wróciło myślami do dzieciaków, które w czasie Powstania Warszawskiego wysłano z patykami na czołgi? Przystanąłeś choć na minutę dla uczczenia ich pamięci? Wiesz jak długo trwało Powstanie? Bili się 63 dni !!! Na oczach całego świata, bez zrzutek, pomocy cywilom, bez transportów militarnych.
Ilu z was 1 września wywiesiło biało – czerwoną flagę wspominając polskie dzieciaki, które nie poszły do szkoły, za to obudziły się w piekle na ziemi?
Wyspa węży? To już kanon, nowy wymiar bohaterstwa. Wzór absurdu, niedorzeczności, zakłamania!
Pamiętasz jeszcze chłopaków z Westerplatte?
Pamiętasz obrońców Wizny? Wyobrażasz sobie, że maksymalnie 700 żołnierzy przez 3 dni mogło stawić opór ponad 40 tysięcznej armii, 350 czołgom i ponad 650 moździerzom? Leonidas i jego 300 Spartan mogłoby się sporo nauczyć od dowódcy odcinka Wizna. Nazywał się Raginis, kapitan Władysław Raginis.
Ilu z was choć przez sekundę 17 września pomyślało co czuli wasi rówieśnicy, którym armia sowiecka wbiła nóż w plecy? Wiesz co się stało 17 września?
A to, że Zelenski jako prezydent kraju nie opuścił go zaraz po „inwazji”? Też rewelacja! To powinno być oczywiste dla każdego mężczyzny znającego pojęcie honoru. Twój chłopak mówił, że w razie czego wsiadacie w pierwszy samolot do UK? Dobrze wybrałaś, możesz się przy nim czuć bezpiecznie.
Z drugiej jednak strony pomyśl, jakie jaja musiał mieć człowiek, który na własne życzenie dał złapać się i umieścić w obozie koncentracyjnym tylko po to, by udowodnić zachodowi do jakiego bestialstwa dochodzi w Auschwitz. Jakie jaja trzeba mieć by w obozie śmieci zorganizować ruch oporu i uciec by osobiście przedstawić ten horror aliantom! Był taki, nazywał się Pilecki, rotmistrz Witold Pilecki. Jeden z pięciu najodważniejszych ludzi na świecie, skazany po wojnie przez ubecje. Po pokazowym procesie zastrzelony strzałem w tył głowy w kaźni przy Rakowieckiej w Warszawie. Do dziś nie odnaleziono miejsca pochówku.
1 marca było jego święto, jego i jemu podobnych – ludzi, którzy nie pogodzili się z wynikiem zakończenia wojny i w okupowanej przez sowietow Polsce opuścili swe rodziny, by z lasu prowadzić walkę o niepodległość. Wywiesiłeś może nakładkę z biało – czerwoną flagą?
A może motyw wilka? Nie? Dlaczego? W TVN śmiali się z Żołnierzy Wyklętych, a więc uwierzyłeś, że byli źli, tak? Wiesz w ogóle kim był Lalek? Ostatni Wyklęty zastrzelony w obławie NKWD w 1963r, osiem lat po wojnie. Wachmistrz Józef Franczak nigdy nie przestał walczyć.
Słyszałeś o 316 polskich chłopakach, którzy pod osłoną nocy od 16 lutego 1941r zrzucani przez RAF na tereny okupowanej Polski – wrócili by walczyć? Wiesz kim byli Cichociemni? 4 marca zmarł ostatni z nich, nazywał się Aleksander Tarnawski, major Aleksander Tarnawski. Jasne, że nie słyszałeś, polskie media mają ważniejsze tematy.
Żeby nie było, ja nie mówię żeby nie pomagać. Mówię by otworzyć oczy bo wywieszane napisy: „jesteście u siebie” są przerażające. Nie są u siebie, nigdy nie będą. Dając im za dużo możemy kiedyś tego słono pożałować.
I jeszcze jedno. Należysz do dumnego narodu, pochodzisz z ziemi, która wydała na świat więcej bohaterów niż cała postępowa Europa razem wzięta.
Nie zapominaj, nie depcz historii, patrz szerzej.
Komentarz:
Pochodzę z dumnego narodu, jestem dumna z moich przodków. I dlatego pomagam. Pomagam tak, jak chciałabym, by pomagano Powstańcom. Pomagam tak, aby pokazać, że można. Pomagam z myślą o pomordowanych na Wołyniu, jako zadośćuczynienie za Ich krzywdy i cierpienia. Aby ich krzywda nie obrosła w nienawiść, ale w godność, w honor. Aby nienawiść, która była podłożem Ich nieszczęść przekuć w miłość. Aby „miłuj nieprzyjaciół” ziściło się na naszych oczach.
Czyli przedszkolom nie będzie opłacało się zajmować „jakimiś-tam polskimi dziećmi”; zastosowano sprawdzony już w trakcie tzw. „pandemii” schemat korupcji dopłatami (wtedy „kowidowymi” — powodującymi, że nie warto było szpitalom zajmować się pacjentami innymi, niż „kowidowi”). Nie jest możliwe, aby rządzący nie zdawali sobie sprawy, że niezawodnie będzie to budzić niechęć do przybyszów. Z tego prosty, samonasuwający się wniosek, że WŁAŚNIE O TO IM CHODZI. Dlaczego jednak miałoby o to im chodzić? Otóż przypomnijmy, jak przekonano zachodnią opinię publiczną, aby przestała interesować się zdradzoną i sprzedaną Polską, dając im jednocześnie coś w rodzaju „samorozgrzeszenia” dla tej zdrady; zorganizowano prowokację kielecką, która przekonała zachodnią opinię, że „tych dzikich Polaków lepiej oddać pod kontrolę nawet takich komunistów, bo zostawić ich na swobodzie, to przecież niepodobna”.
Otóż nieodparcie można odnieść wrażenie, że (nie)rząd warszawski zmierza do urządzenia „Prowokacji Kieleckiej bis” — ale takiej od razu w skali całego kraju. Znaczy: za pewien czas, zrozpaczeni coraz większym niedostatkiem Polacy — niedostatkiem, który niechybnie nastąpi w efekcie wzrostu opodatkowania i inflacji — zaczną bardzo nerwowo reagować wręcz na dźwięk języka ukraińskiego. Czemu w sumie nie można będzie się dziwić. A czemu aż taka skala prowokacja tym razem? A bo i stawka znacznie wyższa, skoro chodzi o zbudowanie „Polin” z połączonych Polski i Ukrainy. Tak więc trzeba mieć pewność, że to na pewno nastąpi — i to „najlepiej” w wielu miejscach naraz. Co Pan sądzi o takiej hipotezie? Czy nie wygląda to (niestety) wysoce prawdopodobnie? Uszanowanie, ZB
Wychowankowie domu dziecka po ukończeniu 18. roku życia mają dostawać dwa tygodnie na opuszczenie placówki. Po to, by zwolnić miejsce dla dzieci z Ukrainy. Dotychczas mogli w domu dziecka przebywać do czasu ukończenia nauki. „Jeżeli to zjawisko ma szerszą skalę, w żadnym razie nie sprzyja dobrej integracji” – komentuje Łukasz Warzecha, który stara ustalić się, czy to pojedyncze przypadki, czy działanie na szerszą skalę.
O nienaturalnych sytuacjach donoszą dwa różne źródła – dziennikarz Łukasz Warzecha oraz Kinga Szostko z Gdyni, która ostatnio zasłynęła z organizowania dużej pomocy dla uchodźców z Ukrainy.
O Szostko „Dziennik Bałtycki” pisał niedawno tak: „W ramach Fundacji Przedsiębiorcy Pomagają zgromadziła wokół siebie gigantyczne grono pomagaczy, skoordynowała wysyłkę gigantycznej pomocy rzeczowej, zorganizowała i uruchomiła ogromny magazyn przeładunkowy w Przemyślu, skąd ruszają kolejne transporty”. O pomocy ze strony Szostko pisały także inne duże media.
Szostko od kilku lat pomaga także w domach dziecka. W mediach społecznościowych ujawniła (potem informację usunęła, wyjaśniła też, dlaczego to zrobiła), że w jednej z takich placówek w Gdyni doszło do absurdalnej sytuacji. 18-letnia dziewczyna dostała nakaz opuszczenia placówki, bo trzeba zrobić miejsce dzieci z Ukrainy.
„Informację, którą wczoraj uzyskałam od jednej z wychowanek, zmroziła mnie. Dziewczyna ma dwa tygodnie na opuszczenie swojej placówki, bo MUSI zrobić miejsce dzieciom z Ukrainy. Kończy 18 lat i MA SIĘ WYPROWADZIĆ. Bo tak. Bo ma być miejsce, bo nie ma dyskusji. Nikogo nie obchodzi, że szkołę kończy w czerwcu. Potwierdziłam informację u dyrektora placówki, tak samo jak ja, uważa to za absurd” – poinformowała Szostko.
Następnie Szostko pyta, „dlaczego pomoc ukraińskim dzieciom ma się odbywać KOSZTEM naszych dzieci?”.
„Gdzie mają się podziać te dzieci? Rozumiem, że my, Fundacje, jak zwykle mamy zakasać rękawy i zapewnić im dom, a potem wejdzie Pan „cały na biało” i powie, że to jego zasługa?” – pyta.
Po pewnym czasie Szostko usunęła powyższą informację. Jak wyjaśnia w kolejnym wpisie na Instagramie: „Pomyślałam sobie, że to nie ja powinnam robić porządki, ujawniać afery, spiski, łamanie przepisów czy prawa, bo od tego są dziennikarze, organy ścigania i inni szczekacze. Ja chcę robić dobrą robotę. A przede wszystkim nie szkodzić, a już na pewno nie samej sobie, czy Dzieciakom z Domów Dziecka (…) Za dużo mówię, za dużo widzę, za dużo słyszę, upubliczniam. Od dzisiaj oficjalnie i uroczyście: zło zwalczam dobrem, a głupotę milczeniem”.
Poniżej usunięty wpis.
mail:
Wygląda na to, że takie rzeczy obecnie dzieją się ciągle i wszędzie. To nie może być, moim zdaniem, jedynie „głupota”; to wygląda na świadomą, cyniczną i wyrachowaną prowokację
Od kilku dni dostrzegam lekkie znużenie i coraz większe zdziwienie, tym co się dzieje na Ukrainie. Proces idzie wolno, ale do przodu, a biorąc pod uwagę poziom presji, począwszy od zmiany gramatyki języka polskiego, kończąc na niedorzecznych porównaniach do II Wojny Światowej, to nie ma co narzekać na tempo. Dopiero po dwóch latach „eksperci” orzekli, że można pójść do sklepu bez maseczki i nie grozi to wzrostem wypłaszczonej krzywej, zatem proces myślowy uruchomiony przy geopolityce, „zaledwie” po miesiącu, robi duże wrażenie.
Tylko na czym konkretnie polega ta zmiana postrzegania rzeczywistości? Póki co są to nieśmiałe pytania, w stylu: „oczywiście to wielka tragedia, giną ludzie i trzeba im pomóc, ale nie rozumiem…” i po „nie rozumiem” pojawiają się konkretne, choć ciągle dyplomatycznie wyrażane uwagi.
Jedni głośno się zastanawiają dlaczego Ukraińcy, którzy dostali 500+ mają darmową komunikację publiczną i leczenie, bez opłacania składek. Inni wskazują na preferencje przy wynajmowaniu mieszkań i akademików, jeszcze inni pytają, czy tu na pewno wszystko jest takie czarno-białe, jak pokazują w telewizji? Początek „wojny” był bardzo podobny do początku „pandemii”, jakieś 90% społeczeństwa powtarzało wyprodukowane przez polityków i dziennikarzy hasła bojowe i każde odstępstwo kończyło się linczem. Z biegiem czasu proporcje się zmieniają i gdybym miał je w tej chwili oszacować, to daje jakieś 25% do 75% i uważam, że to nie jest mało. Około 25% Polaków próbuje dochodzić, co się rzeczywiście dzieje i przede wszystkim, kto za to zapłaci. Polska na liście płatników netto zajmuje pierwsze miejsce i to z taką przewagą, że żaden inny kraj nie ma szans na wygraną. Za sprawą rządzących, co najmniej naiwnych, wzięliśmy na siebie odpowiedzialność ekonomiczną, polityczną i mało brakowało, żeby dołączyła odpowiedzialność militarna.
Nie ma na świecie drugiego takiego kraju, który wyłożył tak duże środki, materialne i niematerialne, na przyjęcie ponad dwóch milionów uchodźców z Ukrainy. Cały proces odbył się i nadal trwa kosztem Polaków, którzy nie tylko za wszystko płacą, ale jeszcze nie mogą się cieszyć takimi przywilejami, jakie nadano gościom z Ukrainy. W podobnych warunkach długo funkcjonować się nie da, w każdym razie nie da się funkcjonować w zgodzie i zrozumieniu. Gdy jedna strona ponosi wyłącznie koszty, a druga cieszy się przywilejami, konflikt jest nieuchronny.
Podobne procesy z wolna się uruchamiają i są związane nie tylko z bezpośrednimi relacjami pomiędzy gospodarzami i gośćmi, ale też z aktywnością polityków. Obraz bohaterskiego prezydenta Ukrainy bardzo sprawnie nakreślony przez odpowiednich fachowców, przestaje robić tak silne wrażenie, jakie robił w pierwszych dniach. Liczba przemówień w rożnych miejscach, te same chwyty retoryczne i ten san dres wojenny, w naturalny sposób prowadzą do zmęczenia materiału. Współczucie zamienia się w znudzenie, a znudzenie w irytację, tym większe, że coraz trudniej zrozumieć poszczególne zachowania i wypowiedzi prezydenta Ukrainy.
Boleśnie się o tym przekonał Jarosław Kaczyński, który proponował zorganizowanie „pokojowej misji NATO”. Prezydent Zełenski niemal zmiażdżył tę propozycję i w dodatku uczynił to w wywiadzie dla rosyjskich mediów. W tym miejscu wielu Polaków zadaje sobie pytanie: „Na litość boską, co to za dziwna wojna, na której prezydent napadniętego kraju, robi karierę w telewizji wroga?”.
Zwolennicy Kaczyńskiego i Zełenskiego jednocześnie, mają poważny dysonans poznawczy, my tu w Polsce żyły sobie wypruwamy, oddajemy ostatnią koszulę, wyprowadzamy ostatnie ciele z obory i takie podziękowanie dostajemy? Dysonansów będzie więcej, z bardzo prostego powodu, bo ta „wojna” nigdy nie była tym, co pokazywano w telewizji, czy raczej w Internecie i potem kopiowano w telewizji. Najłagodniej mówiąc jest to dziwna „wojna” i bardzo wiele wskazuję, że nie Ukraina, ale Polska będzie jedyną ofiarą, natomiast wszyscy pozostali na tym wygrają.
Laboratoria broni biologicznej na Ukrainie i piekielny Gene-Drive – Marcus Fiedler
Nadpisywanie genu*, kontrola populacji, Klaus Schwab i Bill Gates
(*W oryginale Autor używa tylko angielskiego terminu Gene-Drive, ja będe używał zamiennie: Gene-Drive inadpisywanie genów – przyp. tłum)
https://www.bibula.com/?p=132613
Pomyśl o najnowszym filmie o Jamesie Bondzie „Nie ma czasu na śmierć“, umiejscow scenariusz w dowolnym ukraińskim laboratorium biologicznym, połącz go z kimś, kto wygląda bardzo podobnie do łysego złoczyńcy z filmu o Jamesie Bondzie „Żyje się tylko dwa razy“ – i voila! Dostajesz przerażający widok, który przyprawi Cię o koszmary.
Dzisiejszy temat obejmuje rzekome przeludnienie, a przede wszystkim to, co samozwańczy zbawiciele chcą z tym zrobić poprzez kontrolę populacji.
Na planecie jest 7,5 miliarda, a wkrótce 8 miliardów ludzi. Wiele powieści science fiction porusza temat przeludnienia. Jedną z tych powieści dystopijnych jest Soilent Green zrealizowana jako film w 1979 roku (w Polsce znany jako „Zielona pożywka” – przyp. tłum.)
Co ciekawe, ten film sprzed 43 lat przewidywał, że w 2022 roku, czyli dzisiaj, problem przeludnienia bardziej niż kiedykolwiek określi program samozwańczych filantropów[1]. W 2009 roku David Rockefeller, Warren Buffett, George Soros, Michael Bloomberg, Ted Turner i Oprah Winfrey spotkali się w „Good Club” miliarderów, aby omówić sposoby rozwiązania problemu przeludnienia. [2][3][4]
Georgia Guidestones
Na tajemniczym „Georgia Guidestones”, pomniku zbudowanym z 4 ogromnych bloków granitu o wysokości około 6 metrów, napisano:
„Utrzymuj ludzkość poniżej 500 000 000 w nieustannej równowadze z naturą” [5]
Capture from the north view of the Georgia Guidestones (English, Babylonian and Russian languages)
Mówi się, że te złowrogie „kamienie przewodnie”, odsłonięte w 1980 roku, zostały zlecone przez nieznaną osobę, która podawała sie za „R.C Christian”.[6] Druga z 10 zasad przewodnich jest również interesująca:
„Steruj mądrze rozmnażaniem – w celu poprawy kondycji i różnorodności”
Ktoś tutaj rzucił hasło docelowej populacji jako 500 milionów ludzi. A więc czy jest lepszy sposób dla ludzkości i ziemi niż zgładzenie 7 miliardów ludzi, tak aby pozostało tylko 500 milionów. I oczywiście tylko pasujący powinni być wśród tych 500 milionów.
Czy wspomniałem, że prezes firmy kamieniarskiej Elberton Granite Finishing, Joe H. Fendley Sr., był podobno wysokim rangą członkiem kilku zakonów masońskich? Przeczytaj to sam w broszurze Guidestones, do której link znajduje się w przypisach, tak jest napisane na stronie 39.[7]
Jest to wyraźnie program eugeniczny i brzmi jak nazistowski manifest. Dziś używa się w tym celu eufemistycznego terminu „transhumanizm”, ale oznacza to to samo. Dopasowanie powinno się mnożyć, uniemożliwiać narodziny lub ułatwiać ich śmierć. To ostatnie to nic innego jak eutanazja. Pamiętasz mój przedostatni artykuł na Apolut.net? Wspomniałem tam o Jacques Attali. Powiedział już w 1981 roku:
„W każdym razie eutanazja będzie jednym z podstawowych instrumentów naszych przyszłych społeczeństw. W konsekwencji prawo do popełnienia samobójstwa, bezpośredniego lub pośredniego, jest wartością absolutną w tej formie społeczeństwa”.[8]
Czyli jest to projekt, który zacznie się kiedyś w przyszłości? A skądże! Projekt trwa już od dłuższego czasu. Michael Hueter napisał o tym na apolut.net:
„Najważniejszym priorytetem polityki zagranicznej USA jest redukcja populacji”
„Henry Kissinger rozpoczął plan kontroli populacji na dużą skalę w 1974 roku, kiedy napisał tajne „Memorandum 200 o Studium Bezpieczeństwa Narodowego“. Pisze w nim: „Najważniejszym priorytetem polityki zagranicznej USA jest redukcja populacji”.[9] Redukcja populacji w innych krajach – pamiętaj!
Tutaj bohaterowie najwyraźniej działają w oparciu o ideologię. Jego pochodzenie mogło leżeć w książce opublikowanej w 1968 roku. Czytamy o tym w analizie historycznej Marca Freya:
„W 1968 roku biolog ze Stanford University Paul Ehrlich opublikował książkę, która w ciągu kilku tygodni stała się bestsellerem: „The Population Bomb“. Ta bomba grozi wciągnięciem całej Ziemi w wir głodu, problemów środowiskowych i walk dystrybucyjnych”. [10]
Frey pisze dalej w swojej skrupulatnie udokumentowanej pracy:
„Bez masowego wsparcia amerykańskich fundacji nie byłoby możliwe utworzenie globalnych sieci demograficznych i zjednoczenie rządów krajowych, organizacji międzynarodowych i organizacji pozarządowych w latach 60-tych w celu ograniczenia wzrostu populacji. Proces ten jasno pokazuje, że działania społeczeństwa obywatelskiego nie są same w sobie dobre i ukierunkowane na dobro wspólne, jak często się zakłada, ale mogą wiązać się ze społecznym zróżnicowaniem i wykluczeniem”[11].
Frey łączy również kontrolę populacji ze słowem kluczowym jakim jest Eugenika[12]. Wyjaśnia:
„Pomimo ich naukowej dyskredytacji w latach dwudziestych i sympatii czołowych eugeników do nazistowskich „praw rasowych”, sieci eugeniczne przetrwały II wojnę światową stosunkowo bez szwanku. Po 1945 r., w oparciu o elitarne idee rasowe i klasowe, promowali podobne środki jak wcześniej. Na przykład w Szwecji i Japonii sterylizacje oparte na wskazaniach eugenicznych zostały prawnie zakotwiczone.”
[…]
„W ciągu dwóch dekad stosunkowo niewielkiej grupie ekspertów udało się uczynić politykę populacyjną centralnym zagadnieniem amerykańskiej polityki rozwojowej, zmobilizować Organizację Narodów Zjednoczonych i niezliczone organizacje pozarządowe do znacznego postępu w międzynarodowych badaniach nad prewencją oraz stworzyć organizacyjne i materialne podstawy dla ustanowienie programów kontroli populacji (zwanych później planowaniem rodziny).”[13]
„Międzynarodowa Federacja Świadomego Rodzicielstwa” – International Planned Parenthood Federation
U Marca Freya pojawia się znana nazwa mająca związek z kontrolą urodzeń: International Planned Parenthood Federation (IPPF). Marc Frey pisze, że realizuje ona jasne cele polityczne.
IPPF pisze o swoich celach na swojej stronie internetowej:
„IPPF jest lokalnie zorganizowanym, globalnie połączonym w sieć ruchem społeczeństwa obywatelskiego. Zależy nam na umożliwieniu ludziom swobodnego wyboru seksualności i dobrego samopoczucia w świecie wolnym od dyskryminacji.”[14] (tłumaczenie maszynowe)
O postawionym sobie przez IPPF zadaniu można przeczytać:
„Opierając się na dumnej historii 70 lat osiągnięć, jesteśmy zobowiązani do przewodzenia kierowanemu lokalnie, globalnie połączonemu ruchowi społeczeństwa obywatelskiego, który zapewnia i umożliwia usługi oraz orędowników w zakresie zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego oraz praw dla wszystkich, a zwłaszcza dla osób zaniedbanych.”[15] (tłumaczenie maszynowe)
Mamy więc tutaj zaangażowaną społecznie prywatną inicjatywę, która dba o dobre samopoczucie ludzi i więcej „zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego”. Och, jak pięknie! To wszystko są naprawdę urocze, przytulanki, które nikogo nie krzywdzą! Można by pomyśleć, że chodzi o opiekę zdrowotną nad małżonkami i noworodkami, aby mogli żyć i przeżyć jak najlepiej. U Marka Freya wygląda to trochę inaczej. Tam możesz przeczytać o IPPF:
„Wrócił do inicjatywy czterech kobiet, z których niektóre prowadziły kampanię na rzecz eugeniki od dziesięcioleci: Amerykanki Margaret Sanger, która od dawna prowadziła kampanię na rzecz emancypacji kobiet, uwolnienia środków antykoncepcyjnych, a także eugenicznej kontroli populacje; Angielki Marie Stopes, również działaczka na rzecz praw kobiet i czołowa eugeniczka w okresie międzywojennym; Elise Ottesen-Jensen, czołowa szwedzka działaczka na rzecz praw kobiet; i wreszcie indyjska Rama Rau, jak Sanger i Stopes, eugeniczka i wybitna orędowniczka programów kontroli populacji w swoim kraju. IPPF, obecnie organizacja patronacka organizacji planowania rodziny w ponad 40 krajach, opowiadała się za uwolnieniem środków antykoncepcyjnych i emancypacją kobiet. Jednak, zwłaszcza we wczesnej fazie organizacji, dominowały wysiłki mające na celu zatrzymanie wzrostu populacji, zwłaszcza osób znajdujących się w niekorzystnej sytuacji społecznej, poprzez kontrolę urodzeń.”[16]
Tak, to brzmi trochę inaczej i bardziej przypomina nazistowskie idee, które IPPF prowadzi w podziemiu. Szczególnie słabi społecznie nie powinni się rozmnażać. Eugenika i eutanazja w najczystszej postaci. Jeśli jeszcze nie zwymiotowałeś z obrzydzeniem, odłóż włochaty dywan na bok i wyrzuć swój mały posrebrzany kubek, bo będzie jeszcze mniej apetycznie.
W tym kraju istnieje organizacja „pro familia”. W tłumaczeniu nazwa oznacza „dla rodziny”. Na stronie głównej „pro familia” możemy przeczytać:
„’Pro familia’ jest członkiem International Planned Parenthood Federation (IPPF), która prowadzi ogólnoświatową kampanię na rzecz prawa do samostanowienia seksualności i planowania rodziny.”[17]
Ta niemiecka organizacja szczyci się członkostwem w organizacji patronackiej założonej przez eugeników. I to w Niemczech! Jak na ironię, w kraju ze spuścizną licznych zbrodni eugenicznych w czasach III Rzeszy. Niech to dotrze do twojego móżdżku, powiedziałby Ken Jebsen. (dziennikarzKen Jebsen – jedna z głównych postaci niemieckiego ruchu wolnościowego, założyciel strony apolut.net. Wystąpienie Jebsena na YT pt Gates przejmuje Niemcy (w oryginale Gates kappert Deutschland), w maju 2020 roku praktycznie rozpoczęło ruch antycovidowy w Niemczech. Film usunięty z YT. – przyp. tłum.)
„’Pro familia’ to ta sama organizacja, która wysyła wielu przedstawicieli poradnictwa seksualnego do szkół, aby pomagali nauczycielom w nauczaniu edukacji seksualnej„.[18]
Jeśli kobieta zdecyduje się na aborcję, zgodnie z prawem musi wcześniej skorzystać z odpowiedniej porady. Można to zrobić, na przykład, z „pro familia”[19]. Teraz pojawia się dla mnie pytanie, czy ta organizacja jest bardziej zaangażowana w dobro kobiet, czy bardziej w prawdopodobnie nadrzędny cel, jakim jest kontrola populacji. Czy kobietom zaleca się aborcję w zależności od ich klasy społecznej?
Czy kampania zachodnioniemieckiego ruchu kobiecego w latach 80. „Mój brzuch należy do mnie” ma na celu emancypację kobiet, czy też realizuje nadrzędną agendę?[20]
Można udowodnić, że prelegenci na konferencjach Pro familia mają również na uwadze temat „globalnego wzrostu populacji”.
Na przykład, czyta się to słowo kluczowe w dokumentacji „Pro famila” w wykładzie prof. dr. Isabel Heineman. Wykład nosi tytuł:
„Kontrola urodzeń, planowanie rodziny, prawa reprodukcyjne człowieka. Historyczne perspektywy podejmowania decyzji reprodukcyjnych w XX i XXI wieku.”[21]
„Planowanie rodziny” to jedno z wielu słów kluczowych. Pamiętasz? To ładnie brzmiące słowo zastępujące „program kontroli populacji.” – według Marca Freya.
Czy wspomniałem, że ojciec Billa Gatesa, William Henry Gates II Senior, zasiadał w radzie dyrektorów Planned Parenthood Federation of America (PPFA) i współprzewodniczył Fundacji Billa i Melindy Gatesów razem z Warrenem Buffetem?[22]
Teraz, gdy samozwańcze elity zidentyfikowały problem, jako „dobrzy ludzie”, za których się uważają, muszą się nim zająć.
Strategię walki z tym problemem widać przede wszystkim w przypadku „ojca chrzestnego szczepień”, pana Billa Gatesa Juniora, syna Williama Henry’ego Gatesa II, jak np. z Markusem Lanzem w 2011 roku.[23] Przez jego Fundację Bill and Melinda Gatesa Fundation i udział Fundacji w GAVI [zrzeszenie wszystkich największych producentów farmaceutycznych – zob. (a), (b) – przy. Red.], ten człowiek pośrednio przejął kontrolę nad wszystkimi programami szczepień Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).[24] Fundacja Billa Gatesa i GAVI są największymi darczyńcami WHO po wyjściu USA z tej organizacji.[25] Kto opłaca orkiestrę ten, może również określić, co będzie grane. Ta stara zasada nadal obowiązuje.
Szczepienia i rozwój populacji?
Czy istnieje związek między szczepieniami a wzrostem lub kurczeniem się populacji?
Bill Gates dostrzega bardzo ludzko brzmiące powiązanie. Rodzice, którzy twierdzą, że są pod dobrą opieką medyczną, widzą, że wszystkie ich dzieci przeżyją i dlatego dobrowolnie urodzą mniej potomstwa. Ale może kontrola populacji jest zupełnie inna? Wrócimy do tego później.
Kontrola populacji
Oczywiście możesz również kontrolować liczbę osobników gatunku na różne sposoby.
Najprostszą formą jest celowe strzelanie do współplemieńców. Wojny światowe ostatniego stulecia pełniły tę funkcję m.in. dla niektórych elit. To brzmi brutalnie, ale tak jest.
Albo kontrolują wskaźnik urodzeń, tak jak zrobiły to Chiny, nękając rodziny z więcej niż jednym dzieckiem. W latach 1980-2015 powszechne były horrendalne grzywny, a nawet przymusowe aborcje.[26] Brzmi to brutalnie i tak też jest.
Oczywiście możesz również doradzić kobietom, aby brały „pigułkę”, „pigułkę na dzień po” lub aborcję, tak jak robią to wszystkie stowarzyszenia Planned Parenthood, do których należy „Pro familia”. To trochę bardziej eleganckie.
Jednak znacznie mądrzej jest kontrolować wskaźnik urodzeń bez wpływu zaangażowanych stron lub świadomości, że są one kontrolowane.
I tu właśnie pojawia się nadpisywanie genów (w oryginale Gene-Drive – przyp. tłum.). Co to jest?
„Gene-Drive“
„Gene-Drive” opisuje sposób wprowadzenia do organizmu pożądanego genu i związanej z nim cechy, a następnie posiadania gwarancji, że faktycznie ten gen zostanie faktycznie przekazany potomstwu prawie w 100%.[27] A ten gen może być genem kontrolującym płodność.
W większości organizmów wielokomórkowych, niezależnie od tego, czy są to rośliny, owady czy ssaki, pojawia się zasadniczy problem.
We wszystkich żywych istotach rozmnażających się płciowo, z których większość jest wielokomórkowa, natura opiera się na możliwie największej różnorodności potomstwa. Ta różnica między poszczególnymi osobnikami gwarantuje przetrwanie gatunku w obliczu zmieniających się wpływów środowiska.W rzeczywistości wśród wszystkich gatunków będzie przynajmniej kilka, których geny i wynikające z nich właściwości pozwolą im przetrwać w zmienionym biotopie.
Ta różnorodność potomstwa jest wynikiem rekombinacji genów obojga rodziców. Możesz niejasno pamiętać zajęcia z genetyki w szkole. Na przykład, my, ludzie, mamy 46 chromosomów, które składają się z 23 homologicznych par chromosomów, jednego od matki i jednego od ojca.
Podczas formowania się komórek płciowych, tj. plemników lub komórek jajowych, w przebiegu mejozy zestaw chromosomów ulega zmniejszeniu o połowę w taki sposób, że z każdej pary chromosomów homologicznych pozostaje tylko jeden chromosom; który jest określony przez przypadek.
Jeśli teraz z powodzeniem zmodyfikowaliśmy osobnika za pomocą manipulacji genetycznych w taki sposób, że ma on również pożądaną właściwość w komórkach płciowych, właściwość ta będzie stopniowo zanikać w kolejnych pokoleniach, jeśli niekoniecznie sprzyja przetrwaniu gatunku .
Oto przykład obliczeń teoretycznych: człowiek został genetycznie zmanipulowany na obu chromosomach pierwszej pary chromosomów. Wpływa to na wszystkie komórki jego ciała, w tym komórki płciowe. Płodzi dziecko z kobietą niezmodyfikowaną genetycznie. Dziecko otrzymuje genetycznie zmodyfikowany chromosom 1 od mężczyzny i naturalny chromosom 1 od kobiety. Jeśli to dziecko ojcuje dalsze potomstwo, to jest tylko ½ prawdopodobieństwa, że to potomstwo będzie nosiło genetycznie zmanipulowany chromosom ojca, następne pokolenie tylko ¼, potem tylko 1/8 itd. Tylko wtedy, gdy dany gen jest absolutnie niezbędny do przeżycia będzie się kumulować w kolejnych pokoleniach, ponieważ wtedy osobniki niosące ten gen mają przewagę w rozmnażaniu.
WHO, Malaria i Gene Drive
Gene-Drive jest sprzedawany nam przez kontrolowaną przez Billa Gatesa WHO jako doskonały sposób na eliminację malarii. Chcą zapobiec rozmnażaniu się nosicieli malarii, gatunku komara.[28]
Chcą wprowadzić gen kontroli płodności do gatunków komarów i wykorzystać nadpisywanie genów, aby zapewnić, że pożądany gen zostanie w każdym przypadku przekazany pokoleniu potomnemu.
CRISPR/Cas9
Jak to działa? Stosowane są narzędzia molekularne CRISPR i Cas9.[29] W zapłodnionej komórce jajowej, która zawiera tylko jeden genetycznie zmanipulowany chromosom określonej pary chromosomów, narzędzie skojarzone CRISPR/Cas9 zapewnia, że sztucznie wprowadzony gen wpływa również na wcześniej nienaruszony drugi chromosom pary chromosomów, która jest kopiowana.
Osobnik powstały z komórki jajowej nosi teraz dwie kopie pożądanego genu i przenosi ten gen do prawie 100% na następne pokolenie.[30] To samo dzieje się w następnym pokoleniu. Gen automatycznie kopiuje się do chromosomu jeszcze niezakażonego genem.
W krótkim czasie cała populacja zostaje zarażona pożądanym genem.
Obecnie istnieje kilka sposobów na powstrzymanie proliferacji. Możesz wstawić gen, który zapobiega rozmnażaniu się samic komarów, lub możesz wstawić tak zwany „X-Shredder”, który zapewnia, że rodzą się tylko samce.[31]
A każdy, kto teraz wierzy, że Gene-Drive powinien być używany tylko w przypadku komarów, jest nieskończenie naiwny.
Ideologia stojąca za Gene-Drive chce czegoś zupełnie innego. Najpóźniej, gdy dowiesz się, że Bill Gates również masowo zainwestował w technologię nadpisywania genów za pośrednictwem swojej fundacji, możesz już sobie wyobrazić kierunek, w którym zmierza projekt Gene Drive.[32] Istnieje na przykład DARPA, wojskowy ośrodek badawczy, który zajmuje się tematem „edycji genów” z inicjatywy Billa Gatesa.[33] Co to ma znaczyć? Czego chce od niego wojsko?
Ukraina i biolaboratoria
Jak dobrze wiadomo, udowodniono, że USA prowadziły lub nadal prowadzą na Ukrainie kilka laboratoriów biologicznych, które pracują z wysoce patogennymi organizmami. Według obecnego stanu mówi się, że na Ukrainie jest 26 takich laboratoriów.[34] Działalność tych laboratoriów jest koordynowana przez amerykański Pentagon, więc mieści się w obszarze wojskowym, co sprawia, że cywilne wykorzystanie laboratoriów jest w dużej mierze mało prawdopodobne.[35] Nawiasem mówiąc, to samo wiemy już o Gruzji.[36]
Na Ukrainie i w Gruzji istnieje podejrzenie, że podobne laboratoria są wykorzystywane do przeprowadzania eksperymentów na ludziach, na miejscowej ludności. W tym celu polecam reportaż „Labor des Todes“ („Laboratorium Śmierci” – przyp. tłum.) w Centrum Lugar w Gruzji autorstwa Marka Mobila na kanale Nuoviso.tv.[37]
Już teraz widać, że wojsko USA nie ma skrupułów w związku z rozwojem i testowaniem biologicznej broni masowego rażenia w dokumencie Arte „Mengeles Erben” (Spadkobiercy Mengele przyp. tłum.) Dirka Pohlmanna.[38] Około 80-minutowy film, który gorąco Wam polecam, pierwsze dwie minuty cię zszokują.
Wydaje się, że wojsko w USA ma prawdziwą przyjemność najpierw wymuszać zmiany reżimu w Federacji Rosyjskiej, a następnie zakładać takie laboratoria do badań nad bronią biologiczną z pomocą rozmieszczonych tam reżimów.
Co ciekawe, loboratoria na Ukrainie są szczególnie zainteresowane próbkami genetycznymi od Rosjan, mniej od Ukraińców.[39] A teraz mam roboczą hipotezę. Wyrażam to wyraźnie na podstawie mojej edukacji zawodowej w genetyce molekularnej.
Wykorzystanie nadpisywania genów u ludzi
Oczywiście nie chodzi o wyłączne wykorzystanie nadpisywania genów u komarów. Chodzi o wykorzystanie technologii na ludziach do redukcji populacji i jako broni biologicznej.
Molekularny duet narzędzi CRISPR/Cas9 służy między innymi do selekcji dokładnie dowolnej pożądanej docelowej sekwencji DNA w genomie organizmu gospodarza.
Istnieje więc możliwość wszczepienia określonego sztucznego genu w bardzo konkretnym punkcie genomu osoby docelowej. A ponieważ istnieją niewielkie różnice genetyczne między Amerykanami, Europejczykami i Azjatami czy Anglikami i Rosjanami, mogę ten sztuczny gen wstawić do genomu osób należących do określonej grupy etnicznej, np. tylko Rosjanom.
Jak wprowadzić gen do całej populacji? Na przykład poprzez proces, który sprzedaję jako prozdrowotne mRNA lub szczepionkę wektorową. W ciągu ostatnich 16 miesięcy widzieliśmy zastrzyki do manipulacji genami zamaskowane jako szczepionka, jak dobrze można sprzedawać ogromnej większości ludzi na całym świecie wszelkie śmieci jako zbawiciela. Dlaczego w tym momencie pamiętam imię „Bill Gates” – czy może mi pan pomóc?
W przeciwieństwie do przykładu komara malarii, gen nie musi działać natychmiast. Może być również wyposażony w rodzaj „przełącznika” zwanego „promotorem”.[40] Ten przełącznik genetyczny może zostać włączony lub wywołany przez coś, co nazywa się efektorem, być może rzadką, ale nieszkodliwą substancją chemiczną.
W ten sposób mogłem najpierw po cichu zainfekować całą populację pożądanym genem, a następnie, gdy większość osobników zostanie zarażona tym genem, poprzez zastosowanie efektorowej substancji chemicznej, aktywować pożądany gen. Skutkiem może być to, że po aktywacji genu populacja staje się bezpłodna w pożądanym czasie lub gen wytwarza w organizmie toksyczne substancje, które zabijają w krótkim czasie.
Można też wyobrazić sobie użycie tej metody, jak w ostatnim filmie o Jamesie Bondzie, ze śmiercionośnym, designerskim wirusem.[41] Broń biologiczna zaprojektowana w taki sposób, aby trafiała tylko w bardzo konkretne osoby. To ludobójstwo w najlepszym wydaniu i mokry sen wszystkich eugeników i neonazistów.
Inni również będą chcieli bawić się w Boga i wprowadzać geny do populacji, która, jak się uważa, robi coś pożytecznego. Ale nawet to byłoby nieodpowiedzialne i aroganckie. Niezliczone zewnętrzne wpływy środowiska naturalnego decydują o tym, czy gen ma sens, czy nie, ale nie Bill Gates i Klaus Schwabs tego świata z ich ograniczonym horyzontem myślowym. Nie chcę nawet mówić o nieprzewidywalnych reakcjach krzyżowych między poszczególnymi genami. Zobaczmy jednak, jakie myśli krążą wśród transhumanistów Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) na ten temat:
Cytat z Klausa Schwaba:
„Jedną z cech charakterystycznych czwartej rewolucji przemysłowej jest to, że nie zmienia ona tego, co robimy, zmienia to, kim jesteśmy.”[42]
Zaraz potem wymienia jako przykład edycję genetyczną. Klaus Schwab kontynuuje:
„To ty się zmieniasz. I oczywiście ma to duży wpływ na twoją tożsamość”.[43]
A potem był dr. Yuval Noah Harari.[44] Możesz o nim przeczytać na jego własnej stronie internetowej:
„Prof. Yuval Noah Harari jest historykiem, filozofem i autorem bestsellerów Sapiens: A Brief History of Humankind, Homo Deus: A Brief History of Tomorrow, 21 Lessons for the 21st Century i Sapiens: A Graphic History. Jego książki sprzedały się w ponad 35 milionach egzemplarzy w 65 językach, a obecnie jest uznawany za jednego z najbardziej wpływowych intelektualistów publicznych na świecie. Harari urodził się w Izraelu w 1976 roku i otrzymał tytuł doktora. z Uniwersytetu Oksfordzkiego w 2002 r. i obecnie jest wykładowcą na Wydziale Historii Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie.”[45] (tłumaczenie automatyczne)
Podobno bardzo skromny człowiek. Na dorocznym spotkaniu Światowego Forum Ekonomicznego Klausa Schwaba (WEF) w 2018 r. przedstawił na scenie przed dużą publicznością:
„Dane mogą umożliwić ludzkim elitom zrobienie czegoś jeszcze bardziej radykalnego niż tylko ustanowienie cyfrowych dyktatur. Dzięki hakowaniu organizmów elity mogą zyskać moc samodzielnego kształtowania przyszłości życia. Ponieważ jeśli raz możesz coś zhakować, zwykle możesz to zaprojektować.”
[…]
„W przeszłości wielu tyranów i rządów chciało to zrobić, ale nikt nie rozumiał wystarczająco dobrze biologii. I nikt nie miał wystarczającej mocy obliczeniowej i danych, by włamać się do milionów ludzi. Ani Gestapo, ani KGB nie mogły tego zrobić. Ale wkrótce przynajmniej niektóre firmy i rządy będą mogły systematycznie hakować wszystkich.”
[…]
„A jeśli rzeczywiście odniesiemy sukces w hakowaniu i manipulowaniu życiem, będzie to nie tylko największa rewolucja w historii ludzkości. Będzie to największa rewolucja w biologii od początku życia cztery miliardy lat temu. Od czterech miliardów lat nic fundamentalnego się nie zmieniło.”
[…]
„Nauka zastępuje ewolucję przez dobór naturalny ewolucją przez inteligentny projekt. Nie inteligentny projekt jakiegoś boga ponad chmurami, ale nasz inteligentny projekt i inteligentny projekt naszych chmur danych, chmura IBM, chmura Microsoftu, to są nowe silniki ewolucji.”
[…]
„Mój mózg, moje ciało, moje życie. Czy należy do mnie, do jakiejkolwiek firmy lub rządu? A może ludzki kolektyw?”[46][47]
Harari powiedział również w wywiadzie opublikowanym 29 października 2020 r. na kanale YouTube Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie:
„Dzisiaj dysponujemy technologią umożliwiającą hakowanie ludzi na dużą skalę. […] W tym czasie kryzysu trzeba podążać za nauką. Często mówi się, że nigdy nie należy pozwolić, aby dobry kryzys poszedł na marne.”[48]
W innym wywiadzie mówił:
„Nadzór: ludzie mogą spojrzeć 100 lat wstecz i zobaczyć w epidemii koronawirusa moment, w którym rozpoczął się nowy reżim nadzoru. W szczególności inwigilacja pod skórą”.[49]
Komik z kanału YouTube „AwakenWithJP” zastanawia się, dlaczego nikt nie powstrzymuje prof. Yuvala Noah Harariego. Przecież ujawnia on cały plan publicznie.
Mam na to odpowiedź: Profesor może to bez problemu wyrazić, bo jest absolutnie pewne, że nie będzie krytycznych pytań ze strony mass mediów. Środki masowego przekazu nie donoszą o tym, a ogromna większość ludności świata nigdy nie dowie się, co zamierza z nimi zrobić. Nie będą posiadać niczego, nawet siebie, i będą szczęśliwi i nieskończenie głupi.
Markus Fiedler
Tłumaczył: Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.
Już widać wygranych obecnego etapu wojny rosyjsko – ukraińskiej. To USA. Mają wreszcie realną szansę na takie osłabienie Rosji, które może doprowadzić do jej podporządkowania. Zarobią gigantyczne pieniądze na sprzedaży uzbrojenia i gazu, ponieważ na rynku tego paliwa zajmą miejsce Rosjan
Miałem wczoraj kilka spotkań we wschodniej części województwa podkarpackiego. Refleksje w większości smutne. Ponoć odwołano 90 procent rezerwacji w bieszczadzkich hotelach, pensjonatach itp. Znajomy kierujący ośrodkiem konferencyjnym ma pełny stan ukraińskich uchodźców. Z niepokojem powiedział, że nasilają się telefony od osób, które przyjęły Ukraińców do swoich domów, a teraz chcą żeby przekwaterować ich do tego ośrodka.
Pobyt amerykańskich wojsk i wizyta prezydenta USA nie tworzą zachęty do odwiedzania województwa podkarpackiego, no może z wyjątkiem jednej pizzerni z podrzeszowskiego Głogowa z której pizzę jadł prezydent Joe Biden z żołnierzami, a media to pokazały.
Wizytę Bidena odbieram jako nie zażegnanie któregokolwiek z polskich problemów, ale ich potwierdzenie i w nieodległym czasie ich nasilenie. Na tym etapie Biden jest przedstawicielem państwa, które na tej wojnie zrobi największy interes, a przyjechał do państwa, które na tej wojnie robi najgorszy interes. Według mnie wygląda to tak; istotą wojny rosyjsko – ukraińskiej jest konflikt USA z Chinami o dominację na świecie. Kluczem do wygrania tego konfliktu jest podporządkowanie sobie Rosji. Póki co, Rosja stara się być samodzielną potęgą. Nie było to na rękę ani Amerykanom, ani Chińczykom, ale Amerykanom bardziej. Biden powiedział, że wojna Rosji z Ukrainą będzie długa. Amerykanie znaleźli się w doskonałym położeniu. W ich planach Rosja ma tracić siły do tego stopnia, żeby stać się pionkiem (przypominam uwagę z poprzednich tekstów o „zdiełat Rossiju pieszkom”).
Ich mięsem armatnim są Ukraińcy, którzy myślą, że to wojna o całość i niepodległość ich państwa. Nawet jeśli tak jest, to Amerykanie dali już do zrozumienia, że ich celem nie jest wygrana Ukrainy, ale największe możliwe osłabienie Rosji.
Rola pożytecznego idioty w tym ustawieniu przypada Polsce. Polska ma być zapleczem dla tej wojny, a w razie czego również mięsem armatnim. Do tego ostatniego Amerykanie nie muszą namawiać. Są w Polsce wpływowi politycy, którzy do tego aż się rwą. Polska poza zwyczajowym poklepywaniem po ramieniu i pustymi gestami (jak mojej mamie podobało się przemówienie Bidena, zwłaszcza ostre słowa pod adresem Putina!) nie dostała nic. O pomocy gospodarczej nie było żadnych konkretów. Z problemem uchodźców trzeba sobie radzić samemu (ponoć Jarosław Kaczyński powiedział, że rząd nie będzie zabiegał za granicą o relokację uchodźców, ani o pieniądze na ich utrzymanie).
Dozbrojenie armii polskiej owszem, ale pod warunkiem, że Polska za amerykańską broń – bo tylko ta wchodzi w grę – zapłaci i na pewno nie w cenach preferencyjnych. Gwarancje bezpieczeństwa tylko werbalne. Z resztą to nic nowego od momentu wejścia do NATO. Niczego w tym nie zmienia wielokrotne zaklinanie się prezydenta Bidena na słynny artykuł 5 traktatu o NATO. Co to teraz znaczy powiedział sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg. Otóż ten norweski socjalista publicznie stwierdził, że w NATO nie ma żadnych procedur uruchamiających działanie artykułu 5, czyli co to praktycznie oznacza, że atak na jednego członka paktu, jest atakiem na wszystkich pozostałych. Nie wiadomo kto i kiedy ma wydać odpowiednie rozkazy. Nie wiadomo jakie siły mają być uruchomione.
Nie wykluczone zatem, że zanim NATO będzie gotowe do pełnego wsparcia Polski, to z Polski może być już kupa gruzów. W 1939 roku, zgodnie z umowami, Francja i Wielka Brytania wypowiedziały Niemcom wojnę, ale Polski to nie uratowało od klęski. Józef Beck bronił się, że przecież „moje traktaty zagrały”. Oby nie doszło po raz kolejny do sytuacji, w której „traktaty zagrają”, ale Polski już nie będzie. Niech nikogo nie myli, że specjalnie chroni nas obecność amerykańskiego wojska. Obecność Amerykanów w Gruzji nie powstrzymała Rosjan przed atakiem na ten kraj. Amerykanie nie zareagowali, a Izrael wyłączył systemy rakietowe sprzedane Gruzinom.
Martwią mnie spekulacje o tym, że Rosjanie chcą zamknąć ambasadę w Warszawie. Jeśli do tego dojdzie, to jakby następowało czyszczenie politycznej przestrzeni z instytucji i osób mogących hamować otwarty konflikt militarny.
Podsumowując można stwierdzić, że już widać wygranych obecnego etapu wojny rosyjsko – ukraińskiej. To USA. Mają wreszcie realną szansę na takie osłabienie Rosji, które może doprowadzić do jej podporządkowania. Zarobią gigantyczne pieniądze na sprzedaży uzbrojenia i gazu, ponieważ na rynku tego paliwa zajmą miejsce Rosjan.
Z kolei Polska to następny po Ukrainie przegrany. Już teraz Polska przegrywa gospodarczo na tej wojnie. Niczego nie zmieni tu fakt czasowego wzrostu politycznego znaczenia.
Trzeba pamiętać, że potencjalna wojna w Polsce, to nie kłopot dla Amerykanów. Dla nich to kolejna po Ukraińcach porcja armatniego mięcha, która osłabiać będzie Rosję i jeszcze dobrze zapłaci za broń na wojnę z tą Rosją. Bardzo mi brakuje w Polsce prezydenta, premiera czy choćby marszałka Senatu, który odważyłby się powiedzieć to, co premier Węgier Wiktor Orban. Orban mówiąc o wojnie rosyjsko – ukraińskiej powiedział, że w tym konflikcie Węgry stoją po stronie Węgier. Wiadomo jakie siły w Polsce stoją po stronie Ukrainy, USA czy Unii Europejskiej.
Nie widać w Polsce sił, które stoją po stronie Polski.
Wszyscy wiemy jak trudno dziś o właściwy dostęp do ochrony zdrowia. Tym bardziej jednak powinniśmy się pochylić nad tymi, którzy pomocy potrzebują bodaj najbardziej. Nad porzuconymi przez COVIDa.
O ile bowiem można założyć, że zwłaszcza w ostatnim okresie większość stanowili ci już tylko biernie powolni ostatnim nakazom, odliczający dni do ich zniesienia i nastawieni, by pierwszego dnia „odzyskanej normalności” natychmiast zapomnieć, że była jakaś pandemia – to przecież byli ci Inni. Ci Zaangażowani.
Ci, którzy dwa lata temu maski założyli jeszcze przed pierwszą próbą wmówienia nam, że jest takie prawo.
Ci tytłający dłonie w spirytusowych żelach przy każdej możliwej okazji.
Ci z upodobaniem krzyczący, donoszący, komentujący wszystkich zaangażowanych choć trochę mniej czy bez należytego entuzjazmu.
Przecież tym ludziom dosłownie z dnia na dzień świat zwalił się na głowy! Życie się skończyło. I to się nie ma co śmiać – szurostwo szurostwem, ale co najmniej część naprawdę Wierzyła. Oni nie dawali się nabrać foliarzom, nie słuchali jakichkolwiek wątpliwości – i nagle przestali być informowani o dziennej liczbie zarażeń. Nie wiedzą już gdzie wolno im, a gdzie nie pod żadnym pozorem wchodzić, robić zakupy, bywać. Nie mają jasnej instrukcji z iloma członkami rodzin wolno im się spotykać. Czy lasy na pewno są już bezpieczne?!
Mówię zupełnie poważnie – przecież tej kategorii naprawdę potrzebna jest rozbudowana i łatwo dostępna pomoc psychologiczna. Oni są gotowi umrzeć ze strachu (choć w sumie na tę przypadłość uzyskali już chyba odporność zbiorową), popaść w depresję, sekciarsko na własną rękę kontynuować zindywidualizowaną politykę minilockdownów i spersonalizowanych obostrzeń.
Pamiętajmy: oprócz idiotów i sadystów zachwyconych samych faktem, że są po Właściwej Stronie, z którą wespół mogą wyżywać się na bliźnich – w maseczkach utknęło sporo ludzi po prostu naiwnych i głupich, bez żadnej chęci szkodzenia innym. I o ile wariaci szybko przerzucili się na nowy przedmiot zajoba, tj. Ukrainę – to naprawdę wierzący w COVIDa mogą z szoku wychodzić jeszcze długo i boleśnie. Dlatego mimo wszystko, mimo całego zła, jakie wyrządzono przez te dwa lata, całego szaleństwa, którego doświadczyliśmy – nie utrudniajmy osieroconym COVIDowcom powrotu do jakiej takiej równowagi umysłowo-emocjonalnej. Pokochajmy nawet maseczkowców!
Tylko ich nie przytulajmy, bo pewnie odruch social distancing zostanie im na dłużej.
A, no i pamiętajmy – przecież to wszystko może wrócić. Dzień po wojnie (o ile oczywiście będzie jeszcze jakiś dzień po, w każdym razie dla Polaków). Chodzi tylko o przeczekanie najgorszego okresu. Gdzieś tak do czasu ostatecznej zmiany klimatycznej, czy czegoś w tym guście. No chyba, że na wojnie zejdzie dłużej.
Bo przecież już w 2011 r. jeden z najbardziej przenikliwych analityków współczesności, Immanuel Wallerstein pytany o perspektywy transformacji globalistycznego, neoliberalnego kapitalizmu w coś bardziej egalitarystycznego, mniej zamordystycznego i służącego imperialistycznym interesom transnarodowych oligarchów – powtórzył w jednym z wywiadów, że generalnie pozostaje jak zwykle umiarkowanym optymistą, jednak z zasadniczym zastrzeżeniem:
„Oczywiście, spodziewana do 2050 r. pozytywna zmiana Systemu-Świata nie nastąpi, o ile wcześniej wydarzy się choćby jedna z trzech katastrof:
– nieodwracalna zmiana klimatyczna, – powszechna pandemia, – wojna atomowa”.
I teraz zostaje tylko zagadka: czy Wallerstein ot tak, trafił sobie po prostu 3 na 3 – czy jego wywiady czytywali nie tylko akademicy?
Minister Spraw Wewnętrznych Wielkiej Brytanii Priti Patel oujawniła publicznie, że surogatki ukraińskie, które zaszły w ciążę za sprawą obywateli brytyjskich, będą mogły otrzymać trzyletnie wizy.
W liście Patel wyraziła swoją “najgłębszą troskę” o wszystkich dotkniętych wojną na Ukrainie, w tym o przyszłych rodziców i matki zastępcze. Napisała: “Matka zastępcza, jeśli dziecko jeszcze się nie urodziło, będzie mogła wjechać do Wielkiej Brytanii na okres do 36 miesięcy i będzie miała dostęp do funduszy publicznych i zatrudnienia. Nie będą one podlegać opłacie za złożenie wniosku ani dopłacie imigracyjnej na cele zdrowotne”. (…) https://www.bionews.org.uk/page_162995
Pouczył mnie pewien nerwusek, że to nie „Kazik”, lecz Kazimierz Grześkowiak jest autorem.. Więc zamieszczam, oto z muzyką: https://www.youtube.com/watch?v=b4DN7TVekbw . Choć – słowa cósik inne…
Komentarz odnośnie tezy Bidena, że na Ukrainie nie ma nazizmu, bo Zelenski jest żydem. Palestyńskie spojrzenie na problem Żydów i nazizmu na terytorium współczesnej Ukrainy.
Izrael i jego lobbyści są uzależnieni od wsparcia USA. Kiedy więc Stany Zjednoczone przystępują do wojny, lobby to często użycza im swoich propagandzistów.
Anti-Defamation League (ADL), jedno z czołowych lobby izraelskich w USA, rehabilituje obecnie ukraińskich kolaborantów, którzy pomagali Hitlerowi w eksterminacji żydów i Polaków.
Zaprzeczanie holokaustowi wynika z potrzeby wybielenia dzisiejszych skrajnie prawicowych nacjonalistów ukraińskich i neonazistów, którzy są wspierani przez USA.
USA, NATO i UE twierdzą, że wysyłają broń i najemników na Ukrainę, aby pomóc zaprzyjaźnionej demokracji w obronie jej niepodległości i suwerenności przed nielegalną inwazją ekspansjonistycznego megalomana.
Z zachodniej perspektywy bardzo niewygodne jest więc to, że fundamentem ukraińskiego reżimu są skrajnie prawicowi faszyści i neonaziści.
Przyznanie tego faktu, czego bez wątpienia obawia się zachodnia propaganda, legitymizuje twierdzenie Putina, że inwazja Rosji – którą potępiła zdecydowana większość państw Zgromadzenia Ogólnego ONZ – była uzasadniona koniecznością „denazyfikacji” i demilitaryzacji Ukrainy.
Nagłówek w NBC News podsumował to zwięźle: „Problem Ukrainy z nazistami jest prawdziwy, ale twierdzenie Putina o 'denazyfikacji’ już nie”.
Jednak większość zachodnich mediów nie przyjmuje do wiadomości nawet tego, co przyznała NBC News.
Powodem tej wojny jest pucz na Ukrainie z 2014 roku, kiedy to USA i ich sojusznicy wsparli skrajną prawicę i neonazistów.
Celem puczu było ustanowienie proamerykańskiego reżimu, który wprowadziłby Ukrainę do NATO, antyrosyjskiego bloku wojskowego. Moskwa od dawna postrzega rozszerzenie NATO jako zagrożenie dla swojego istnienia.
W zorganizowanym przez USA puczu kluczową rolę odegrali neonaziści: Prawy Sektor, batalion Azow i C14.
Są oni częścią szerokiego ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, który czci Banderę, szefa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), współpracowników Hitlera w czasie II wojny światowej.
W czasie wojny, członkowie OUN, lojalni wobec Bandery, utworzyli Ukraińską Powstańczą Armię (UPA).
Sojusz „taktyczny” z Hitlerem
4 marca 2022 r. ADL opublikowała artykuł Andrew Srulewicza – szefa ADL ds. europejskich – bagatelizujący problem nazistów na Ukrainie.
Artykuł ten był również promowany przez szefa ADL Jonathana Greenblatta w jego e-mailu z 15 marca na temat „antysemickich teorii spiskowych i innych dezinformacji szerzących się w następstwie inwazji”.
Aby przysłonić kult Bandery i wsparcie dla nazizmu na współczesnej Ukrainie, ADL musiała nieco przerobić historię – tzn. zaprzeczyć Holokaustowi.
Artykuł Srulewicza jest napisany w formie pytań i odpowiedzi do Dawida Fiszmana, profesorem historii żydów w wyższej uczelni szkolącej kandydatów na rabinów. Fiszman kieruje również komisją naukową w Muzeum Pamięci Holokaustu w Stanach Zjednoczonych.
„W centrum Kijowa widzimy pochody z czarno-czerwonymi flagami UPA (…) i portretami Bandery, który w czasie II wojny światowej był sojusznikiem nazistów” – pyta Srulewicz. „Czy to nie jest dowód na istnienie nazizmu na Ukrainie?”.
„Dla ukraińskich nacjonalistów, UPA i Bandera są symbolami walki o niepodległość Ukrainy. Sojusz UPA z nazistowskimi Niemcami przeciwko ZSRR był podyktowany względami taktycznymi, a nie ideologicznymi” – odpowiada Fiszman.
„Dla żydów jednak nie tylko sojusz z nazistami jest niewybaczalny w jakichkolwiek okolicznościach, ale historycy udokumentowali również, że ukraińscy nacjonaliści wraz z Niemcami zamordowali wiele tysięcy żydów na Ukrainie” – dodaje Fiszman.
Uzasadnienie Fiszmana, że Bandera i inni nazistowscy kolaboranci są „symbolami walki o niepodległość Ukrainy”, jest dokładnie takie samo, jak uzasadnienie zwolenników „białej supremacji” w USA, że podnoszą flagę Konfederacji tylko dla uczczenia swojego „dziedzictwa”, a nie dla uczczenia reżimu, który rozpoczął wojnę, aby chronić „prawo” do zniewalania Afrykanów.
„Na Ukrainie są neonaziści, tak samo jak w USA, a nawet w Rosji” – twierdzi Fiszman. „Są oni jednak bardzo marginalną grupą bez wpływów politycznych i nie atakują żydów ani organizacji żydowskich na Ukrainie.”
Innymi słowy, ADL chce nas zapewnić, że „nie ma powodu do niepokoju”.
Jednak lobby izraelskie było zaniepokojone rozwojem ukraińskiej skrajnej prawicy na długo przed inwazją Rosji.
„Ci, którzy dokonali holokaustu, zasługują na potępienie, niezależnie od ich narodowo-wyzwoleńczych zasług” – słusznie zauważył w 2015 roku Ephraim Zuroff, dyrektor regionalny Centrum Szymona Wiesenthala – innego znanego lobby izraelskiego.
„Zjawisko to, obecnie tak powszechne w postkomunistycznej Europie Wschodniej, a zwłaszcza na Ukrainie i w krajach bałtyckich, wyraźnie pokazuje, że kraje te nie są w pełni świadome odpowiedzialności, jaką niesie ze sobą prawdziwa demokracja” – dodał Zuroff.
Potępienie to nastąpiło po tym, jak w sylwestrową noc w Kijowie odbył się pochód z pochodniami na cześć Bandery.
Teraz jednak, podobnie jak ADL, Centrum Szymona Wiesenthala, dla celów politycznych, zaprzecza istnieniu nazizmu na Ukrainie.
I podobnie jak ADL, powołują się na fakt, że Zelenski jest żydem, jako dowód na nieistnienie neonazizmu na Ukrainie.
Przypomina to twierdzenie, że odkąd Obama został wybrany na prezydenta, w USA nie ma już rasizmu.
Według ADL, rozpowszechnienie „propagandy supremacji białych” w USA wzrosło dramatycznie w 2020 roku, cztery lata po tym, jak pierwszy czarnoskóry prezydent zakończył swoje rządy.
Zniekształcanie historii
Usprawiedliwianie, niedomówienia i „jednostronne” podejście do nazizmu i holokaustu jest samo w sobie zdumiewające.
Ale twierdzenie ADL, że sojusz Bandery z Hitlerem był jedynie „taktyczny” – jak gdyby miało to umniejszać ich zbrodnie – jest również fałszywe.
Chociaż Bandera i jego zwolennicy później próbowali przedstawić sojusz z III Rzeszą jako zaledwie „taktykę”, próbę przeciwstawienia jednego państwa totalitarnego drugiemu, w rzeczywistości sojusz ten był głęboki i ideologiczny” – pisze dziennikarz i badacz Daniel Lazar w 2015 r. (magazyn Jacobin) w recenzji książki historyka Grzegorza Rossolinskiego-Liebe „Stepan Bandera: Life and Postmortem of a Ukrainian Nationalist”.
„Bandera widział Ukrainę jako klasyczne państwo jednopartyjne, a siebie jako Führera (opatrznościowca) i oczekiwał, że nowa Ukraina powstanie pod nazistowskim patronatem.
Hitlerowcy aresztowali Banderę, ponieważ dążył on do uzyskania niepodległości Ukrainy, na co Hitler nie wyrażał zgody. Sojusz między OUN a Hitlerem jednak trwał nadal.
„Zamiast rozwiązać OUN, naziści przekształcili ją w dowodzone przez siebie siły policyjne” – pisze Lazar.
„OUN odegrała wiodącą rolę w pogromach żydów we Lwowie i dziesiątkach innych ukraińskich miast po inwazji Hitlera, a następnie służyła nazistom, strzegąc gett i pomagając w deportacjach, obławach i rozstrzeliwaniach żydów”.
W 1943 r. banderowcy z OUN utworzyli własną milicję – UPA.
UPA rozpoczęła czystki etniczne i eksterminację Polaków na terenach, które banderowcy uważali za ukraińskie.
Cytując historyków, Lazar pisze: „W latach 1943-1945 UPA wymordowała około 100 000 Polaków, a greko-katoliccy księża błogosławili siekiery, widły, kosy, sierpy, noże i pałki, których chłopi zmobilizowani do UPA, używali do wykańczania Polaków”. Jednocześnie pogromy żydów dokonywane przez UPA były „tak brutalne, że żydzi szukali ochrony u Niemców” – pisze Lazar.
„Bandy banderowskie i miejscowi nacjonaliści co noc dokonywali pogromów i eksterminacji żydów” . Rossolinski-Liebe cytuje świadka, który zeznawał w 1948 r. „żydzi ukrywali się przed banderowcami w niemieckich koszarach. Do ochrony tych obozów, a więc i żydów, sprowadzono więcej żołnierzy niemieckich.”
Zmartwychwstanie Bandery
Ta przerażająca historia ma bezpośredni związek z dzisiejszymi wydarzeniami.
Po II wojnie światowej, wraz z wybuchem zimnej wojny, USA i ich sojusznicy przyjęli banderowców, z których wielu uciekło na Zachód, zwłaszcza do Kanady.
Od 1991 r., kiedy rozpadł się ZSRR i Ukraina uzyskała niepodległość, a w ostatnich latach jeszcze bardziej, kult Bandery powrócił z całą mocą.
I to w żadnym wypadku nie jako zjawisko marginalne, ale z pełnym poparciem państwa ukraińskiego.
NBC News nazwała „złowieszczym” fakt, że Ukraina „w ostatnich latach postawiła kilka pomników ukraińskich nacjonalistów, których spuścizna jest splamiona ich niezaprzeczalną rolą jako popleczników nazistów”.
Takie pomniki można znaleźć na całej zachodniej Ukrainie, od Lwowa przez Tarnopol po Iwano-Frankowsk (poprawnie: Stanisławów – dop. tłumacza), a także w wielu mniejszych miejscowościach.
W 2016 r. rada miejska Kijowa zdecydowaną większością głosów nadała Alei Moskiewskiej w Kijowie imię Bandery.
Eduard Dolinski, szef Ukraińskiego Komitetu Żydowskiego, przez lata zbierał dokumenty świadczące o nieustannym honorowaniu Bandery pomnikami, hasłami i ceremoniami.
Ambasador Ukrainy w Niemczech Andrij Melnyk pochwalił się nawet w 2015 r., że podczas wizyty w Monachium „złożył kwiaty na grobie naszego bohatera Stepana Bandery”.
Możliwość powrotu koszmaru
USA i UE zbroją i wspierają rząd w Kijowie, wszystko o czym wspomniano powyżej, próbuje się zatuszować, podobnie jak liczne dowody poparcia dla nazizmu i faszyzmu na współczesnej Ukrainie.
Stwierdzenie tego faktu nie oznacza, że 40 milionów Ukraińców to naziści, ani że kraj ten zasługuje na inwazję.
Nie mówiąc już o tym, że sojusz z nazistami – jakimikolwiek nazistami – może wywołać jakąś koszmarną reakcję, nawet jeśli eskalacja konfliktu na Ukrainie nie doprowadzi do wojny jądrowej.
Niemniej jednak ważne jest, aby obywatele krajów NATO wiedzieli, z kim współpracują ich rządy i że uzbrajają i szkolą one skrajnych prawicowców i nazistów, którzy bynajmniej nie są „zmarginalizowani”.
W 2019 roku – zanim wybielanie banderowców stało się politycznie konieczne – sama ADL ostrzegała, że „ekstremistyczna grupa, Batalion Azow, jest powiązana z neonazistami i zwolennikami białej supremacji” i wydała raport o tym, jak ukraińscy bojownicy próbowali „nawiązać kontakty z podobnie myślącymi ekstremistami w USA”. Obecnie batalion Azow, w pełni włączony do ukraińskiej Gwardii Narodowej, podobno otrzymuje broń dostarczaną przez kraje zachodnie.
Skrajnie prawicowi ekstremiści z USA i Europy przybywają na Ukrainę, aby dołączyć do swoich neonazistowskich kolegów z Ukrainy.
Kiedy ci „wojownicy rasy” z doświadczeniem bojowym, wrócą do domu, muzułmanie, żydzi i wszyscy inni, których uznają za nie będących prawdziwymi „Europejczykami” lub „Amerykanami”, będą musieli zapłacić za to cenę.
Może się wydawać zaskakującym, że lobby izraelskie, które rzekomo walczy z uprzedzeniami wobec żydów i wszystkich innych, pomaga wybielić nazistów. Ale sojusz syjonistów, antysemitów i nazistów ma już stuletnią historię.
ADL może brać przykład z Netanjahu, który bezwstydnie przekręca historię. W 2015 r., kiedy był premierem Izraela, Netanjahu próbował usprawiedliwiać Hitlera i obwiniać Palestyńczyków za holokaust.
Nie jest też wcale zaskakujące, że ADL, która w latach 80. w USA szpiegowała przeciwników apartheidu w RPA, będzie działać w porozumieniu z neonazistami i zwolennikami białej supremacji.
Niemniej jednak nie sposób nie zauważyć tego wielkiego cynizmu ze strony lobby izraelskiego, które każde poparcie dla praw Palestyńczyków nazywa „antysemityzmem”, a jednocześnie pomaga w rehabilitacji wspólników Hitlera w holokauście.
ESG:E – Środowisko (z ang. environmental), S – Społeczna odpowiedzialność (z ang. social responsibility) i G – Ład korporacyjny (z ang. corporate governance)
——————————-
BlackRock CEO Larry Fink’s annual letter to shareholders has become heavily scrutinized as ones from Berkshire Hathaway chief Warren Buffett and JP Morgan chief Jamie Dimon. Fink is the boss of a $10 trillion asset manager, the world’s largest and oversees more money than the Fed, told shareholders Russia’s invasion of Ukraine would fundamentally reshape the world economy and drive up inflation as supply chains are reconfigured.
„Russia has been essentially cut off from global capital markets, demonstrating the commitment of major companies to operate consistent with core values. This „economic war” shows what we can achieve when companies, supported by their stakeholders, come together in the face of violence and aggression,” he said.
Frink has made clear the conflict in Ukrainian is being used as an accelerator to reorganize the global economy as the old world order crumbles and a multipolar world emerges. Supply chains will be onshored or moved closer to home, and the WEF’s agenda of a green new world, more corporate surveillance, and trackable money are inevitable this decade.
„The Russian invasion of Ukraine has put an end to the globalization we have experienced over the last three decades,” Fink wrote.
Fink predicted „companies and governments will also be looking more broadly at their dependencies on other nations. This may lead companies to onshore or nearshore more of their operations resulting in a faster pull back from some countries.”
As a result, „a large-scale reorientation of supply chains will inherently be inflationary,” he said, pointing out that even before the conflict broke out in Eastern Europe, the economic effects of the virus pandemic brought US inflation to its highest in four decades.
Today’s inflationary environment, teetering on the verge of stagflation, has put central banks in „difficult decisions about how fast to raise rates. They face a dilemma they haven’t faced in decades, which has been worsened by geopolitical conflict and the resulting energy shocks. Central banks must choose whether to live with higher inflation or slow economic activity and employment to lower inflation quickly,” Fink said.
Like Fink’s last letter to shareholders, he was focused on the firm’s „ESG” and „green technology” commitments. This time around, he said the invasion „will actually accelerate the shift toward greener sources of energy in many parts of the world,” because higher fossil fuel prices will make the transition of renewables financially competitive.
„We’ve already seen European policymakers promoting investment in renewables as an important component of energy security,” he said. „More than ever, countries that don’t have their own energy sources will need to fund and develop them– which for many will mean investing in wind and solar power.”
In the short-term, alternatives to Russian energy products „will inevitably slow the world’s progress toward net-zero [emissions] in the near term,” he added. BlackRock is the world’s largest asset manager, which has pushed „ESG” policies that harm American fossil fuel companies, basically following the World Economic Forum’s (WEF) script.
On digital currencies, Fink said the Ukrainian conflict has the „potential impact on accelerating digital currencies. The war will prompt countries to re-evaluate their currency dependencies.” He spoke about central bank digital currencies (CBDC) and how they „can enhance the settlement of international transactions while reducing the risk of money laundering and corruption.” Again, Fink is following WEF’s script of implementing new forms of digital currency that will mean governments will have more control over the people.
Fink also praised how global corporate elites banded together following Russia’s invasion and isolated Moscow from the global financial system overnight, paralyzing the country’s economy. He said the private sector demonstrated the power of the capital markets:
„Russia has been essentially cut off from global capital markets, demonstrating the commitment of major companies to operate consistent with core values. This „economic war” shows what we can achieve when companies, supported by their stakeholders, come together in the face of violence and aggression,” he said.
Frink has made clear the conflict in Ukrainian is being used as an accelerator to reorganize the global economy as the old world order crumbles and a multipolar world emerges. Supply chains will be onshored or moved closer to home, and the WEF’s agenda of a green new world, more corporate surveillance, and trackable money are inevitable this decade.