Takiej odpowiedzi dziennikarz TVP się nie spodziewał. Gość UJAWNIŁ niewygodne fakty. „To jest bandytyzm”: żaden statek przez kanał nie dopłynie do portu w Elblągu.
Gość TVP Info ujawnił prawdę o przekopie Mierzei Wiślanej. Tego prowadzący rozmowę Jacek Łęski się nie spodziewał.
– Czy pan mógłby skomentować to, że w końcu się jednak udało? – pytał senatora PO Łęski. Chodzi o zbliżające się otwarcie przekopu Mierzei Wiślanej, które zaplanowano na 17 września.
– No nie do końca się udało – rozpoczął Jerzy Wcisła, po czym przytoczył fakty. – Przypomnę i uściślę, że otwierana jest tylko ta część na Mierzei, czyli przekop Mierzei Wiślanej, ten krótki 1300-metrowy kanał, a nieotwierany jest tor wodny. I to jest w harmonogramie przewidziane dopiero w połowie przyszłego roku, ale nie to jest najgorsze – wyjaśnił.
– Najgorsze jest to, że ten tor wodny jest przewidziany – jego zakończenie – kilometr przed portem, czyli de facto żaden statek przez kanał przez Mierzeję nie dopłynie do portu w Elblągu – wskazał polityk.
– Jako elblążanin jestem załamany, że realizuje się inwestycję za 2 mld zł, która nie przyniesie efektu, który był celem tej inwestycji – dodał.
– Z tego, co wiem, to kwestia sporna tylko tak naprawdę dotyczy nie tego, czy to robić, tylko za jakie pieniądze, kto ma tę inwestycję kontrolować, spór o kontrolę nad portem w Elblągu – próbował ratować sytuację dziennikarz.
– Inwestycja jest inwestycją rządową rozpoczętą w 2017 roku. w 2019 roku to ja wykryłem, że ta inwestycja nie jest prowadzona do portu w Elblągu, tylko zatrzymana 3 km przed portem. Po pół roku zwiększono długość budowy tej inwestycji o 2 km, czyli jeszcze kilometr został do zrobienia – zaznaczył senator.
– Tego kilometra statki nie przeskoczą, po prostu nie dopłyną do portu w Elblągu – dodał. – Żaden statek do portu w Elblągu nie przypłynie, a zawsze ta inwestycja – od 1996 roku – była planowana jako inwestycja, która połączy port w Elblągu z morzem – wskazał.
– I, oczywiście, można rozmawiać z Elblągiem o różnych formach współdziałania, aktywizacji portu, zainwestowania w port – o różnych rzeczach można rozmawiać – ale nie można szantażować samorządu w Elblągu tym, że się nie dokończy tej inwestycji, jeżeli samorząd nie dołoży do tego 100 mln albo nie przejmie 100 mln zł od państwa, które natychmiast wyłoży na dokończenie tej inwestycji, a w zamian przekaże państwu port. No to jest bandytyzm. Tego innym słowem nie da się określić – skwitował Jerzy Wcisła.
Choroba covid przebiega w dwóch fazach: fazie czysto wirusowej, trwającej do ok. 4 dni, oraz – w razie niewłaściwego leczenia lub jego braku – fazie wirusowo-bakteryjnego zapalenia płuc (florą mieszaną) – zaczynającej się od ok. 5 dnia od początku objawów.
W pierwszej fazie wystarczy samo leczenie przeciwwirusowe (amantadyna, wit. C), wzmacniające odporność (wit. D3 i in.) i ewent. przeciwzakrzepowe (heparyna frakcjonowana). W drugiej fazie, utrzymując leki z pierwszej fazy, konieczne jest dodanie antybiotyków pozajelitowo, tj. domięśniowo lub dożylnie.
Właściwie i terminowo (tj. jak najszybciej od pierwszych objawów) leczony covid jest wyleczalny. Ewent. sporadyczne zgony wynikają z ciężkiego stanu ogólnego spowodowanego długim trwaniem choroby i chorobami towarzyszącymi.
Nie czekać z rozpoczęciem leczenia na wynik testu antygenowego. W czasie „okienka serologicznego” (póki nie wytworzy się wystarczająca ilość przeciwciał) test wychodzi ujemny. Zdarzają się też wyniki fałszywie ujemne.
Wirostatyki:
1. amantadyna
– chlorowodorek amantadyny (Viregyt K na receptę)
Dawkowanie wg dra Włodzimierza Bodnara: pierwsza dawka 2 tabletki, potem przez pierwsze 3 dni (do uzyskania poprawy) 1 tabletka co 6 godzin, potem przez 10-12 dni 1 tabletka co 12 godzin – po posiłku.
Powyżej 70 r. ż. i poniżej 40 r. ż. (zwłaszcza u osób szczupłych) zacząć od 3 tabletek na dobę. (Dzieci: 3-7 mg/kg dziennie podzielone na 2 dawki, zacząć od 7 mg/kg, po 2 dniach stopniowo obniżać do 3 mg/kg, czas leczenia 7-8 dni). Nasycanie organizmu amantadyną trwa 3 doby i przez ten czas objawy mogą się nasilać. Po maksymalnie 3 dobach następuje spektakularna poprawa ze spadkiem gorączki. Jeśli nie wystąpi, patrz Nadkażenie bakteryjne.
Interakcje: wymagające odstawienia amantadyny – wg inf. dr Bodnara sporadyczne (poniżej 1%) ze względu na krótki okres stosowania – w pojedynczych przypadkach u osób stosujących plastry przeciwbólowe. Wg ChPL*: Przy lekach o pobudzającym działaniu na ośrodkowy układ nerwowy może nasilić się nerwowość, bezsenność, ew. ryzyko drgawek, zaburzeń rytmu serca. Amantadyna wydłuża odstęp Q-T w elektrokardiogramie i jeżeli jest przyjmowana z innymi lekami również wydłużającymi Q-T, może to dać blok serca lub arytmie. Z antybiotyków maja takie właściwości makrolidy i fluorochinolony. Akurat z tych dwu grup podają w I. rzucie na oddziałach kowidowych. (W II. rzucie – cefalosporyny III. generacji (ceftriakson)).
Objawy uboczne: u 10% bezsenność wymagająca leków nasennych. W pojedynczych przypadkach (młodzi mężczyźni z labilnym układem wegetatywnym) – arytmie ze skokami ciśnienia wymagające odstawienia amantadyny. W razie przedawkowania (wąskie okno terapeutyczne) mogą sporadycznie wystąpić omamy wzrokowe, ustępujące po zmniejszeniu dawki do 200 mg na dobę zgodnie ze schematem.
Przeciwwskazania [ChPL]: niewydolność nerek, ciężkie arytmie, czynna choroba wrzodowa, nadwrażliwość na amantadynę, ciąża, padaczka. (Okres karmienia nie jest przeciwwskazaniem). Ostrożnie w zaburzeniach psychicznych (możliwość zaostrzenia schizofrenii), niewydolności serca, hipotonii, obrzękach obwodowych. Preparat Viregyt K zawiera laktozę. W czasie stosowania nie spożywać napojów alkoholowych.
Dostępność: Najszybciej – poradnie internetowe wydające e-recepty, jak „dobra recepta”, „receptomat” itp. Pisze się, że potrzebujemy Viregyt K „na objawy grypowe”, czy też innych leków i na co. Po opłaceniu w ciągu 10 min. przychodzi kod na receptę. Dostępność w aptekach sprawdzić w ktomalek.pl lub gdziepolek.pl
Dużo pić – 2-3 litry dziennie.
Nie odstawiać w sposób nagły po pierwszych 3 dniach.
LUB
– siarczan amantadyny (Amantix)
Dawkowanie jak wyżej. Wg dra Bodnara wolniej się wchłania, nadaje się „na statystyczne” przypadki covid. „Dla umierających” Viregyt K (chlorowodorek amantadyny).
W razie niedostępności amantadyny można stosować
– chlorowodorekrymantadyny(Rimantin)
50 mg, 3x dziennie po 2 tabletki przez 1-2 dni, następnie 2x 2 tabletki przez kolejne 5-7 dni minimum. Na leczenie 1 osoby potrzebne są 2 opakowania po 20 tabl.
2. witamina C
– kwas askorbinowy w proszku – czubatą łyżkę stołową lub więcej (do „progu biegunkowego”) rozpuścić w 1 l soku pomarańczowego (pomidorowego, z buraków i jabłek, itp.). Co 3 godziny 1/2 szklanki. Uwaga na tańsze preparaty. Sprawdzona jakość – „z kapusty”. W razie nietolerancji kwasu askorbinowego (choroba wrzodowa itp.) zastąpić doustnym askorbinianem sodu.Można mieszać doustny kwas askorbinowy z askorbinianem.
LUB
– askorbinian sodu dożylnie w wodzie do wstrzykiwań w zależności od saturacji 20 g albo 40 g dziennie (duszność lub oddech ≥ 30/min. lub SaO2 ≤ 92%) przez 7-10 dni.
Przygotowanie roztworu: szerszy wpust do butelki nakłuć do oporu grubą plastykową igłą przyrządu do przetoczeń. Ze strzykawki Janeta 100 ml wyciągnąć tłoczek i schować go do oryginalnego opakowania. Przedtem odnaleźć przejściówkę z końcówką Luera (zwykle jest wewnątrz tłoczka) i założyć ją na końcówkę strzykawki. Strzykawkę z nałożoną przejściówką wbić do nakłutego wpustu do butelki. Przy pustej strzykawce butelka nietrzymana nie przewróci się. Do strzykawki z wyjętym tłoczkiem wsypać askorbinian sodu w proszku. Objętość proszku 40 ml odpowiada ok. 40 gramom. Tłoczek założyć z powrotem i teraz można proszek wepchnąć pod ciśnieniem do butelki (wymaga to kilku ruchów tłoczka), a pozostałość rozpuścić w strzykawce wciągając i wypychając wodę.
W celu zapobieżenia skurczom do roztworu 40 g/500 ml wskazane jest dodać 1 ampułkę 10 ml Inj. Magnesii sulfurici 20%.
Podczas wlewu pić wodę w ilości co najmniej podwójnej (roztwór wit. C jest hiperosmotyczny, tzn. odciąga wodę z komórek). Problemem bywa odczyn ze strony żył, zwłaszcza po chemioterapii. Według piśmiennictwa wlewać lepiej do większych żył (zgięcie łokciowe), wtedy mniejsza obawa wynaczynienia lub niedrożności. Ze względu na krótki okres półtrwania askorbinianu dzienną dawkę 40 g podawać najlepiej w dwóch porcjach po 20 g rano i wieczorem. Porcję 20 g można rozcieńczyć w 500 ml wody do wstrzykiwań (co daje roztwór ok. 4%), zaś u osób starszych ze słabszym sercem (ryzyko przewodnienia i ostrej niewydolności krążenia) w 250 ml (roztwór 8%, nie stosować wyższych stężeń). Maks. prędkość podawania wg zaleceń RiordanClinic.org – 0,5 g askorbinianu na minutę, tj. 4 krople/sekundę roztworu 4% lub 2 krople/sekundę roztworu 8%. Przy tej prędkości infuzja 500 ml roztworu 4% lub 250 ml roztworu 8% trwa 40-45 min. Większe stężenie i szybszy wlew zwiększają ryzyko odczynu żylnego.
W ciężkich stanach, gdy chodzi o utrzymanie większego stężenia askorbinianu we krwi przez dłuższy czas, po podaniu dawki nasycającej 20 g można kontynuować wlew w wolniejszym tempie – np. 1 kropla/sekundę lub 1 kropla/2 sekundy. Innym sposobem wysokiego dawkowania jest podawanie z przerwami – 0,5 godziny po każdej dawce 40 g/500 ml. (W ten sposób podano osobie zdrowej na jej prośbę serię 5 wlewów bez żadnych objawów ubocznych i bez odczynów.) Podczas przerwy przepłukać żyłę. W razie bólu można podać dożylnie 1-2 cm 20% roztworu MgCl2 albo MgSO4 między infuzjami w bolusie. Można ew. podać trochę rozcieńczonej do 0,5% lidokainy do zaciśniętej stazą żyły. Po kilku minutach puścić stazę. Wtedy nie powinno boleć podczas iniekcji.
Według tutejszych doświadczeń 10-dniowa kuracja po 2 x 20 g wystarcza do normalizacji temperatury nawet przy braku amantadyny.
Po odstawieniu dożylnej wit. C przejść na doustną w ilości ok. 10 g/dz., aby uniknąć efektu „z odbicia”, tj. nawrotu infekcji.
Przeciwwskazania: fawizm i niewydolność nerek.
Askorbinian sodu jakości farmakopealnej – w substancji i gotowych roztworach – oferuje Chempur Gliwice.
Wg https://wellnesspharmacy.com/wp-content/uploads/2015/01/myers_cocktail.pdf można również dodać po 1 ml wit. B12 1,000 mcg/ml, wit. B6 100 mg/ml, wit. B5 250 mg/ml i wit. B complex 100 (zawierającej w 1 ml po 100 mg B1 i B3 oraz po 2 mg B2, B5 i B6).
Piśmiennictwo:
Clive N. May, Rinaldo Bellomo, Yugeesh R. Lankadeva: Therapeutic potential of megadose vitamin C to reverse organ dysfunction in sepsis and COVID-19, British Journal of Pharmacology, Volume 178, Issue 19, October 2021, Pages 3864-3868
– bańki 1 – 3 – 5 dzień na noc, 10-20 min., 20-40 szt. Odczyn powinien być wyraźny, ale bez pęcherzy. Przeciwwskazanie: stan ciężki (samą gorączkę nie w stanie ciężkim obniżyć farmakologicznie i wtedy bańki można) oraz zaburzenia krzepliwości – INR>3.
– czynniki wzrostu granulocytów np. Accofil, Zarzio 30 mln przez 3 dni – zwłaszcza na wyjściu z ciężkiego kowidu, lub w razie braku reakcji na Biotrakson.
– inhalacje z aptecznej 3% wody utlenionej, ew. rozcieńczonej 50/50 solą fizjologiczną. Inhalator lepiej ultradźwiękowy, 3-4 x/dz. po 10-15 min.
– inhalacje ze spirytusu: kawałek waty zmoczyć 95% spirytusem, uchwycić między palce obu rąk (w „klatkę”), kilka razy wciągnąć opary spirytusu głęboko do nosa i płuc. Powtórzyć po 12 godz. i ewentualnie następnego dnia. Nie dotykać warg – parzy. Są doniesienia, że to likwiduje rozpoczynającą się infekcję.
– czosnek pół główki (przeciętnie 5 ząbków) pokrajać w drobną kosteczkę, połknąć zmieszane z niewielką ilością mleka i zapić szklanką ciepłego mleka. Powtórzyć za 12 i za 24 godz. (immunostymulacja dojelitowa).
Objawowe:
– mikrowykrzepianie wewnątrzwłośniczkowe (objawy: duszność, spadek saturacji poniżej 93% – kupić pulsoksymetr) – heparyna drobnocząsteczkowa 0,06/0,6 ml (np. Clexane) podskórnie 1 x/dz. Dawkę heparyny dostosować do masy ciała (0,4 przy 40-50 kg, 0,6 przy 60-70 kg, 0,8 przy 80-90 kg).
W razie rozpoczęcia leczenia amantadyną po 5 dniach lub więcej od początku trwania objawów heparyna podskórnie obligatoryjna (gwałtowne pogorszenie w 2. tygodniu zdarza się zwłaszcza w cukrzycy i nowotworach).
Uwaga: W razie przyjmowania heparyny równocześnie z warfaryną konieczna codzienna kontrola INR. Przy wzroście INR>3,5 odstawić warfarynę (ryzyko krwawień do płuc, zwłaszcza w niewydolności wątroby). Po spadku INR do 2,5 zacząć włączanie Warfinu rozpoczynając od dawki 0,5 mg. (Jeżeli INR nie spadnie, skonsultować się z hepatologiem.) Po osiągnięciu pełnej dawki Warfinu można odstawić heparynę.
Przy objawach zapalenia płuc: gorączka, męczący kaszel, duża duszność, przyśpieszenie tętna zwł. powyżej 100/min.:
– inhalacje na ciepło wg dra Bodnara – 1 litr wody + łyżeczka soli kuchennej, zagotować. Wziąć strzykawkę 2 ml (po to by nie wyparowało). Wlać 1/3 2-mililitrowej ampułki Dexaven 4 mg/ml na jedną inhalację. Wdychać nosem, potem nosem i ustami z wolnej pary, mieszając łyżeczką aż wystygnie (5-7 min.). Dwa razy dziennie. Z wolnej pary, nie nakrywać się.
– uszkodzenie mitochondriów, zlepy mitochondrialne (objawy: osłabienie, męczliwość, spadek kondycji, prawdopodobny spadek frakcji wyrzutu) – koenzym Q10 nawet 300 mg/dz (sprawdzoną skuteczność ma ubichinol, wg niektórych relacji ubichinon tak samo skuteczny) + wit. B comp.
– tlen z koncentratora przez „wąsy”, w razie gdyby ww. środki włącznie z wlewem wit. C nie dały wystarczającej poprawy saturacji. Zacząć od przepływu 3 l/min. Dążyć do osiągnięcia saturacji 90%
– odflegmianie: po łyżce stołowej nasion kozieradki, kopru włoskiego, siemienia lnianego, pół łyżki korzenia lukrecji, zalać 0,5 litrem wody ok. 80 ºC, pić po ostudzeniu i odcedzeniu ciepłe. Przepis na porcję dzienną.
Nadkażenie bakteryjne:
W razie braku poprawy po 2-3 dniach przyjmowania amantadyny konieczna kontrola osłuchowa oraz RTG/TK na okoliczność (bakteryjnego) zapalenia płuc.(Zwykle pojawia się w 4-5 dniu objawów, nie jest to regułą, np. w razie kowidu z zachłyśnięciem się wymiotami objawy zapalenia płuc wysłuchuje się już 2 dnia). Wynik ujemny pewny daje tylko badanie TK. W razie potwierdzenia antybiotyki tylko pozajelitowo:
– Biofuroksym 750 mg + Gentamicin 80 mg co 12 godzin domięśniowo (gentamycynę wstrzyknąć do proszku biofuroksymu, dodać 2,5 ml wody do wstrzyknięć i opcjonalnie 0,7 ml 1% lidokainy). Dawkę gentamycyny dostosować do masy ciała. Przeciwwskazanie do gentamycyny – ostre ucho;
W razie niecałkowitej poprawy po 7 dniach leczenia – zakończyć dwoma dniami Biotraksonu;
– albo od razu Biotrakson domięśniowo lub lepiej dożylnie co 12 godz. 1 g, maksymalnie co 12 godz. 2 g;
– albo Meronem w infuzji co 8 godz. 0,5 g, maksymalnie co 12 godz. 1 g;
– albo Tazocin w infuzji co 6 godzin4,5 g.
+ probiotyk Vivo-Mixx w saszetkach 450 mld między dawkami antybiotyku
Ciężki covid lub nieskutecznie leczony antybiotykiem doustnym
może już nie „zaskoczyć” na gentę z cefuroksymem. Od razu cefalosporyny III generacji. Nie ryzykować, nie czekać. Schemat dra Bodnara:
1. Biotrakson dożylnie – 1 gram 1x dziennie przez 14 dni.
2. Dexaven 2x 6 mg przez 4 dni. Później przez 2 dni 1x 6 mg dziennie. To nie jest dużo. Wskazane zakończyć zastrzykiem domięśniowym z 1 mg Synacthen Depot (ściągnąć z Niemiec), aby pobudzić nadnercza.
3. Fraxiparyna 0,6 w brzuch 1x dziennie przez 5 dni
4. Jak ma siłę oddychać – dołożyć inhalacje – Budixon Neb, pół ampułki, koniecznie z solą fizjologiczną.
5. Controloc na żołądek (hamuje działanie uboczne sterydów)
6. Jakieś leki przeciwhistaminowe bo one po 3-4 dniach hamują troszkę reakcje histaminowe, np. Hitaxa lub Clatra 2x dziennie.
7. Czasami, jak ktoś długo antybiotyki bierze, Orungal na grzyby 1x dziennie kapsułkę, bo boimy się grzybicy.
8. Witamina B5 – czasami na dolegliwości brzuszne, gdy boimy się biegunek itp.
12. Czynniki wzrostu granulocytów np. Accofil, Zarzio 30 mln przez 3 dni – zwłaszcza na wyjściu z ciężkiego kowidu, lub przy braku reakcji na Biotrakson.
Inny schemat użyty z powodzeniem u chorej 93 l., 50 kg (z powodu nawrotu gorączki i duszności po 7 dniach podawania antybiotyku z grupy makrolidów, zleconego przez lek. POZ):
– Amantadyna 2x 100 mg przez 10 dni
– Gentamycin2x 40 mg w infuzji + Unidox Solutab 2x 100 mg przez 8 dni
– Dexaven 2x 4 mg przez 3 dni, 1x 4 mg przez 2 dni
– Anesteloc 1x 20 mg przez 5 dni
– Fraxiparine 0,4 1x 1 amp.
–Clemastin 2x 1,5 łyżeczki
–Deflegmin 3x 1 łyżeczka
– Orungal 1x 100 mg
– Zarzio 30 mln przez 3 dnipo odstawieniu antybiotyków
Postać krtaniowa covid
Podejrzewać w razie utrzymującego się kaszlu bez zmian w płucach, gorączki i spadku saturacji. Objawowo kompresy ze 30 ml spirytusu kamforowego na wacie, szyja koniecznie natłuszczona, owinąć szalikiem, albo termoforek dziecięcy na krtań.
Siatki jodowe
Stosuje się tu 5% spirytusowy roztwór jodu z jodkiem potasu (jodynę). Przy zastosowaniu zewnętrznym działa drażniąco i przeciwzapalnie. Podrażnienie receptorów skóry wywołuje odruchową reakcję narządów wewnętrznych – rozszerzenie włośniczek i zmniejszenie zastoju zapalnego w tkankach.
Infekcje dróg oddechowych do zapalenia płuc włącznie: patyczek higieniczny z wacikiem zanurzać w jodynie i rysować na całej klatce piersiowej ze wszystkich stron (u kobiet nie na samych gruczołach) linie pionowe i poziome co 1 cm. Powstaje kwadratowa „siatka jodowa” o oczku 1 cm. Po kilkunastu minutach odczuwa się ciepło na skórze. Stosuje się 1 raz na dobę przez kilka dni pod rząd. Suchy kaszel przechodzi w produktywny. Nie ma obawy przedawkowania, organizm sam reguluje wchłanianie przez skórę. Malowanie całej powierzchni „na gładko” nie daje efektu.
Ćwiczenie oddechowe wg dra Bodnara:
Kupić najcieńszy cewnik w aptece (np. rurka od worka do moczu). Położyć wygodnie poniżej kolan (na ziemi) 5-litrowy baniak z wodą (np. po butelce). Delikatnie, powoli wydychać powietrze w cewnik przez 3-5 minut dziennie (w ostrym okresie zapalenia płuc przez 2-3 minuty dziennie) przez 30 dni.
Zespół pokowidowy, zespoły poszczepienne:
Na wszystkie komponenty – uszkodzenie mitochondriów, zwłóknienie płuc i in. narządów, autoagresja różnego rodzaju, w tym zapalenie mięśnia sercowego – leczeniem z wyboru jest powtarzany post:
– głodówka na wodzie lub post Buchingera na wywarach i sokach, patrz metodyka postu na wodzie zatwierdzona przez ukraińskie Min. Zdrowia (tłum. polskie):
– lub jarzynowy „post Daniela”, szczegóły: Ewa Dąbrowska „Ciało i ducha ratować żywieniem”, „Dieta dr Ewy Dąbrowskiej”, ewadabrowska.pl
Mechanizm: autofagia oraz fagocytoza patologicznych białek i patologicznych klonów limfocytów przez komórki żerne. Działanie przeciwzapalne, więc wskazany jest także w ostrym okresie.
Zalecana długość postu: głodówka i post Buchingera: 3 tygodnie, post Daniela – 6 tygodni. Przy niecałkowitym efekcie lub w chorobach z autoagresji – powtarzać co najmniej raz na pół roku.
Uwaga: po 2-3- dniowym okresie przestawienia poczucie głodu znika (przy wejściu w post płynowy konieczne opróżnienie jelita cienkiego z treści kalorycznych roztworem siarczanu magnezu). Powrót głodu we wcześniejszym okresie niż 3 względnie 6 tygodni (jeśli nie popełniono błędów metodycznych, jak podjadanie, leki zawierające olej) jest wskazaniem do przerwania postu. Z postów płynowych wychodzić ściśle według metodyki!
– witamina C w proszku rozpuszczona w soku pomarańczowym lub innym, ew. do ssania – 10 g/dz., rozłożyć na kilka dawek. W razie nietolerancji kwasu askorbinowego (choroba wrzodowa, nadżerki) zastąpić doustnym askorbinianem sodu lub wit. C rozpuszczalną (musującą). Objawowo na dolegliwości żołądkowe – przecier (papka) z surowego ziemniaka po 3/4 szklanki rano na czczo i na noc (wg Margaret Wright).
– D3 + K2MK7 – 10.000 j. (jeśli poziomy D3 w normie czyli 70-90 ng/ml, jeśli nie – wyrównać większymi dawkami, np. 50.000 j. przez 3-4 tyg.)
– Mg – 1.000 mg
– Zn – 100 mg
– melatonina – 10 mg
– inhalacje z aptecznej 3% wody utlenionej, w razie gdy zbyt szczypie – rozcieńczonej 1/1 solą fizjologiczną lub osoloną wodą. Inhalator lepiej ultradźwiękowy, 3-4 x/dz. po 10-15 min.
Prewencja – zwiększone zagrożenie, np. kontakt z chorującymi w domu/pracy:
– wit. C w proszku rozp. w soku pomarańczowym lub innym, ew. do ssania – 15-20 g/dz., rozłożyć na kilka dawek.
W razie nietolerancji kwasu askorbinowego (choroba wrzodowa, nadżerki) zastąpić doustnym askorbinianem sodu lub wit. C rozpuszczalną (musującą). Objawowo – przecier (papka) z surowego ziemniaka po 3/4 szklanki rano na czczo i na noc.
– D3 + K2MK7 – 10.000 j.
– Mg – 1.000 mg
– Zn – 100 mg
– melatonina – 10 mg
– inhalacje z aptecznej 3% wody utlenionej, w razie gdy zbyt szczypie – rozcieńczonej 1/1 solą fizjologiczną lub osoloną wodą. Inhalator lepiej ultradźwiękowy, 3-4 x/dz. po 10-15 min.
Dłuższy post (np. 6 tyg. jarzynowy post Daniela, co odpowiada 3 tyg. głodówce zupełnej) wg doświadczeń sprzed pandemii chroni przed infekcją wirusową przez ok. pół roku. Mechanizm – autofagia.
Witamina C ratuje rodzinę w Wuhan przed COVID-19
Vitamin C Saves Wuhan Family from COVID-19
(Orthomolecular Medicine News Service 5 marca 2020 r., http://orthomolecular.org/resources/omns/v16n17.shtml)
dr n. med. Richard Cheng
Pani Niu Niu mieszka w Wuhan w Chinach. Dba szczególnie o dobre samopoczucie całej swojej rodziny, w tym swojej przewlekle chorej matki w wieku 71 lat. Pani N. zawsze interesowała się żywieniem, a ostatnio dowiedziała się o działaniu przeciwwirusowym witaminy C.
Pani N. mieszka z dzieckiem w epicentrum pandemii COVID-19. Jest blisko swoich rodziców, brata i jego żony. Sześcioro z nich odwiedza się regularnie. Jej matka ma cukrzycę i chorobę serca z założonymi stentami, a także kilka innych chorób przewlekłych, w tym refluksowe zapalenie przełyku.
Tuż przed chińskim Nowym Rokiem, około 21 stycznia, u jej matki wystąpiły objawy grypopodobne, z niską gorączką 38 °C. W oparciu o swą wiedzę, pani N. poradziła wszystkim członkom rodziny, aby przyjmowali doustnie witaminę C. Ona sama przyjmuje około 20 000 mg dziennie w podzielonych dawkach. Matka niechętnie przyjmowała mniejszą dawkę, prawdopodobnie połowę lub mniej tego, co brała jej córka.
Stan jej matki był stabilny przez 9-10 dni. Ale 30 stycznia, bez pogorszenia stanu, jej matka postanowiła udać się do szpitala Wuhan Union Hospital, Tongji College of Medicine, The Science and Technology University of Central China, szpitala znanego nie tylko w Wuhan, ale we w całych Chinach. Chciała sprawdzić, czy została zarażona wuhańskim wirusem zapalenia płuc. Jej domniemanie potwierdziło się. W szpitalu zdiagnozowano u niej zapalenie płuc Covid-19. Drugiego dnia po przyjęciu gorączka zaczęła rosnąć aż do 39,6 ° C. Po około 10 dniach 10 lutego została przyjęta na Oddział Intensywnej Terapii i została podłączona do respiratora w charakterze ostatniej próby uratowania jej życia.
W tym czasie Pani N. dowiedziała się o badaniach klinicznych z witaminą Cpodawaną w kroplówce (IVC: dożylna witamina C). Natychmiast poprosiła lekarza odpowiedzialnego na oddziale intensywnej terapii o zastosowanie dużej dawki IVC u matki. Lekarz prowadzący zgodził się, ale zastosował dawkę tylko do około 10 000 mg. Tak się stało. Po 20 dniach na OIOM jej matka uległa poprawie i kilka dni temu została przeniesiona na zwykły oddział, kontynuując leczenie IVC, jak nalegała pani N.
W szpitalu pani N., jej brat i szwagierka na zmianę odwiedzali i opiekowali się matką. Nosili bardzo prostą ochronę: rękawiczki i maski. Zauważono również, że podczas gdy jej matka zachorowała w domu, żaden z pięciu innych członków rodziny nie nosił żadnej maski przez kilka dni. Ale wszyscy stosowali doustne tabletki witaminy C. U żadnego z nich nie rozwinęła się infekcja COVID-19.
Skuteczność dożylnej wit. C w zaawansowanym COVID-19
Z kolei wg newsa z 18.03.2020 (http://orthomolecular.org/resources/omns/v16n18.shtml) – na OIOMie w Szanghaju leczono ~50 pacjentów z covid, którzy otrzymywali wit. C dożylnie przez 7-10 dni (10 g/dz. w stanach średnio ciężkich, 20 g/dz. w stanach cięższych). Nikt nie umarł, u wszystkich poprawa, skrócenie przeciętnego czasu hospitalizacji 30 dni o 3-5 dni. Przedstawiono jeden ciężki przypadek, gdzie stan szybko się pogarszał. Podano 50 g wit. C w bolusie przez okres 4 godzin. Saturacja ustabilizowała się i poprawiła. Nie odnotowano niekorzystnych skutków ubocznych.
Skuteczność amantadyny
Patrz dane dra Bodnara na przychodnia-przemysl.pl i wielkie mnóstwo doniesień z całej Polski na tej witrynie.
Dr Tomasz Mirakowski, NZOZ „Chrobry”, Gryfino – poświadczył, że z pensjonariuszy DPS-ów, którym podawał amantadynę, nikt nie umarł, a którym nie podawał – „średnio”.
Mechanizm: hamowanie uwalniania wirusowego RNA z kapsydu, a tym samym replikacji wirusa
Jako alternatywę amantadyny można stosować w początkowym okresie choroby, a w późniejszym jako uzupełnienie terapii.
1- C…zaczynamy od 3 do 5 gramów (czyli od płaskiej łyżeczki do łyżeczki z czubem) i to zależy jak kto reaguje na wit C. Po 1 godz do 2 godz.. powtarzamy i tak w kółko aż do tolerancji układu jelitowego. Jak zacznie się lekka biegunka…zmniejszamy o połowę i jedziemy dalej, chyba że biegunka się zacznie nasilać ..to zmniejszamy do ilości by nie było biegunki. Nic szczególnego się nie stanie jeśli biegunka troche nawet potrwa…ale wtedy szkoda brać wit. C, bo istniejący nadmiar witaminy organizm i tak wydala. To indywidualny próg jelitowy każdego (ja biorę łyżeczkę czubatą wit. C czyli ok. 5 gramów). Ważne, by brać przez mininum następne 1-2-dni po ustąpieniu dolegliwości. (chodzi o to by nie było nawrotu choroby).
2- D3..bierzemy raz dziennie ale od razu dawkę uderzeniową od 100tys IU do 500tys IU. Ile – to zależy od stopnia choroby, czyli czy mamy stan lżejszy (wtedy 100tys IU) czy cięższy (200tys IU – 500tys IU). Nic się nie stanie jeśli weźniemy 500tys IU w stanie lekkim ale ważne – bierzemy tak D3 przez 3 do 4 dni max. Potem wracamy do suplementacji czyli jak kto brał wcześniej. Jeśli bierzemy D3 pierwszy raz to stosujemy ok 10tys IU na dobę…ale trzeba sobie zmierzyć ile mamy tej D3 we krwi i tak dobieramy codzienną suplementację by poziom metabolitu 25(OH), czyli D3 był w granicach 70 do 90 ng/ml.
Ważne !! Przy D3 koniecznie brać dodatkowo wit. K2Mk7 w ilosci 200 – 400 mcg i to zarówno na początku przy dużych dawkach jak i później podczas suplementacji.
3- A..bierzemy ok 100tys jednostek dziennie przez okres choroby…(przeważnie przez 3-4 dni) Potem wracamy do suplementacji od 5-10tys IU na dobę.
4- Jod ..(np płyn Lugola ,wygodniej Iodoral) nie ma patogenu niewrażliwego na jod ale trzeba ostrożnie tu. Jak już jest katastrofa i mamy ciężką infekcję to czy to wirus czy bakterie bierzemy 50mg a nawet 100mg jodu na dobę, ale przez góra 3-4 dni. Potem ew. wracamy do 50mcg dziennie (czyli dzienna norma to 1000 razy mniej). Jeśli infekcja jest poważna to możemy brać dalej nie 50mcg lecz 5 do 10 mg.
5- Cynk…Do jodu koniecznie!!! dokładamy cynk..ok 40mg /dobę i
6- Magnez …3xdziennie ok. 50mg..(razem 150mg) do tego jeszcze:Selen..1000mcg (1mg) dziennie przez max 7 dni i koniec..dalej nie podawać. Dobrze jest rozdzielić selen od cynku i brać go np. 6 godz po cynku. Wit. C min. 4 godz. po selenie.
7- Kwertecyna 500mg (ułatwia przyswajanie cynku) i Melatonina-..10mg
8- Woda…pić 2-3l czystej wody (mineralnej) z dodatkiem szczypty soli kłodawskiej
9- Temperatura…nie obniżać a wręcz jak jest np 37,5 st. to gorąca kąpiel i podnosimy do ok 39st. np. przed spaniem. Oczywiście jeśli będzie za wysoka np 39,5 lub jeszcze wyższa (każdy podchodzi indywidualnie do tego) to zbijamy ją lekiem, ale nie za nisko.
10- Węgiel drzewny (aktywny)…stosujemy 6x łyżkę stołową węgla aktywowanego z wodą ..w celu pozbycia się toksyn które gromadząc się w jelicie grubym powodować mogą ponowne zakażenia.
„Ci ludzie pracują razem dążąc do wspólnego celu, którym jest zwiększenie ich władzy kosztem wolności, praw i majątków wszystkich pozostałych ludzi. „
Wychowałem się w całkiem zwyczajnej katolickiej rodzinie w południowej Filadelfii. Moja rodzina ma włosko-amerykańskie korzenie, otrzymałem standardowe wychowanie.
W mojej rodzinie nie ma tradycji kwestionowania zastanej rzeczywistości, wszyscy akceptują status quo. To ludzie, którzy się nie wychylają, wtapiają się w tłum. To nie są źli ludzie, po prostu nie mają nawyku kwestionowania zbyt wielu rzeczy ani wychodzenia poza ustalony paradygmat.
W młodości otrzymałem więc to kulturowe programowanie i też raczej go nie kwestionowałem, zaakceptowałem je jako oczywiste. „Tak nauczyli nas rodzice, więc tak też uczymy nasze dzieci”.
I tak właśnie było w moim przypadku. Wpojono mi wiele dogmatów dotyczących kultury i religii, choć nie nazwałbym moich krewnych jakoś przesadnie religijnymi. To po prostu zwykli ludzie, nie zadający zbyt wielu pytań, nie kwestionujący narzuconego odgórnie porządku rzeczy.
Pod koniec podstawówki i na początku liceum zacząłem kwestionować wiele z tych dogmatycznych przekonań wpojonych mi w procesie kulturowej indoktrynacji przez rodziców, członków rodziny, nauczycieli. Ale moja ograniczona wiedza uniemożliwiała mi zrozumienie religii jako międzykulturowej ramy porównawczej. Nie znałem jeszcze wtedy astroteologii, a więc zasadniczo nie rozumiałem czym tak naprawdę jest religia. Gdy wreszcie zacząłem rozumieć, że religia to system kontroli, mający powstrzymywać ludzi od zadawania pytań i poszerzania swej wiedzy i uniemożliwić im zrozumienie, jak potężny jest system kontroli umysłu nad ludźmi na tej planecie, moim dociekaniom o naturę indoktrynacji religijnejnej brakowało pewnej perspektywy i w rezultacie nie poszło to w pozytywnym kierunku. Zaamiast tego, moje pytania zmieniły się w głęboki gniew.
I w swej złości i braku wiedzy zacząłem skłaniać się ku temu, co w mym rozumieniu było antytezą tych religijnych ram. Więc znazłem to w satanizmie i w mrocznym okultyzmie.
Podszedłem do tematu intelektualnie, czytałem książki na ten temat, pogłębiałem swą wiedzę na temat mrocznego okultyzmu ogólnie, a satanizmu w szczególności.Zgłębiałem satanizm jako religijną ideologię. I stopniowo zacząłem identyfikować się z nią i rozpowszechniać ją w swych artykułach dla różnych fanzinów i magazynów oraz w muzyce różnych zespołów, w których grałem.
W końcu moja praca została zauważona przez założyciela współczesnej ideologii tudzież religii satanistycznej, Antona LaVey, który był w tamtym czasie arcykapłanem kościoła na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych znanej jako Kościół Szatana, z siedzibą w San Francisco w Kalifornii.
LaVey docenił moją pracę, spodobały mu się moje artykuły, muzyka, teksty piosenek, itp. i uznał, że jego organizacja mogłaby wykorzystać je do swych celów. Napisał do mnie i mianował mnie kapłanem w organizacji Kościoła Szatana w 1996 roku.
Choć miałem rangę księdza, tak naprawdę byłem zaangażowany na niskim poziomie w tej organizacji, ale wzrosło moje zaangażowanie w wiele różnych ugrupowań satanistycznych.
I stopniowo zacząłem zdawać sobie sprawę, że tak naprawdę to nie jest jakaś mała wyizolowana grupa osób używających wiedzy okultystycznej z osobistych pobudek.
W rzeczywistości to bardzo eklektyczna grupa ludzi z przeróżnych dziedzin życia, która przeniknęła do wszystkich instytucji kulturowych i społecznych na Ziemi, pozostająca w bardzo ścisłej współpracy i zjednoczona wokół wspólnego, bardzo jasno określonego celu, wokół bardzo konkretnej agendy.
Ta grupa obejmuje polityków, bankierów, organy ścigania, służby porządkowe, wojsko, media, przemysł rozrywkowy, edukację, medycynę, technologię…
Wskaż dowolny sektor ludzkiej działalności, dowolną instytucję kulturalną lub społeczną, znajdziesz tam ludzi zajmujących wysokie stanowiska, ludzi z wpływami i władzą, zaangażowanych w satanizm.
Ci ludzie nie pracują oddzielnie, oni pracują razem dążąc do wspólnego celu, którym jest zwiększenie swej władzy jako bytu grupowego kosztem wolności, praw i majątków wszystkich pozostałych ludzi. Kosztem wszystkiego, co tylko da się ludziom odebrać, by wzmocnić swą pozycję, władzę i kontrolę nad nimi.
Cóż, ja sam zwróciłem się ku okultyzmowi z potrzeby buntu przeciw religijnej indoktrynacji jaką otrzymałem połączonego z moim ówczesnym stanem umysłu, moją postawą skupienia na własnym Ego. Pragnąłem doświadczyć osobistego wpływu na innych, władzy nad nimi. I ideologia satanistyczna obiecywała właśnie ten rodzaj potęgi. Okultyści nazywają to ’Ścieżką Lewej Ręki’: zgłębiasz wiedzę, dowiadujesz się rzeczy, których inni nie rozumieją. Stąd nazwa „okultyzm”, oznaczająca wiedzę ukrytą przed ludźmi – „occult” czyli „ukryty”.
Zetknąwszy się po raz pierwszy z ciemnym okultyzmem, tak właśnie o nim myślałem – jako o osobistym narzędziu. Nie zdawałem sobie sprawy, w jak wielkim stopniu ta tajna wiedza jest wykorzystywana przez zorganizowaną grupę ludzi piastujących najwyższe stanowiska w instytucjach społecznych jako narzędzie zniewalania ludzkości.
Moje pobudki były być może samolubne, pragnąłem mieć nad ludźmi przewagę, ale nigdy nie pragnąłem ich zniewolenia. Moja wrażliwość moralna nigdy nie była aż tak wypaczona, choć przyznaję, że w młodości była bardzo zdegradowana.
Ale nie aż w takim stopniu, bym pragnął zniewolenia innych ludzi.
Tak więc moje sumienie nie pozwalało mi brnąć w to głębiej i zacząłem się wycofywać. Zaczęło do mnie docierać, że te satanistyczne organizacje niższego szczebla, tzw. Grotto, w rzeczywistości pełnią funkcję werbunkową. Ich zadaniem jest psychologiczna weryfikacja, odsiew. Mówię tu o grupach na niskim poziomie hierarchii, bo z nimi miałem do czynienia.
Nie chcę, by ludzie wyobrażali sobie, że wspiąłem się na jakiś super-wysoki szczebel hierarchii mrocznego okultyzmu. Nigdy nie byłem członkiem Bohemian Club, nie uczestniczyłem w ceremoniach w Bohemian Grove. Nie należałem do grupy, którą ludzie nazywają 'Illuminati’ ani do innych elitarnych grup lucyferiańskich wysokiego szczebla. Ja byłem na szczeblu, na którym satanizm stykał się z opinią publiczną.
W moim odczuciu, ich zadaniem była weryfikacja ludzi pod kątem pewnych cech psychologicznych. Szukali ludzi będących na krawędzi wtórnej psychopatii, osób o skłonnościach psychopatycznych, ale nie w pełni rozwiniętych. Ludzi posłusznie wykonujących rozkazy w zamian za obietnicę władzy lub wpływów.
To był system filtracji psychologicznej, wyłapywania jednostek z określonym nastawieniem, cechami i umiejętnościami, zwłaszcza komunikacyjnymi.Myślę, że to dlatego wzięli mnie pod swoje skrzydła i przez jakiś czas przysposabiali.
Określenie „kult religijny” nie jest tu właściwe.
Ich bogiem jest Ego. Głęboko zakorzenione Ego.
Wiele osób słysząc, że byłem członkiem Kościoła Szatana, myśli, że to bardzo nieszkodliwa grupa. I w pewnym sensie mają rację. Większość członków to zwykli ludzie, tacy jak ja, którzy w pewnym sensie zgadzają się ideologicznie z niektórymi założeniami tej filozofii, ale nie rozumieją, że tak naprawdę ta ideologia rządzi tą planetą. Część problemu polega na tym, że ogół populacji nie rozumie, czym naprawdę jest satanizm. Wydaje im się, że wiedzą czym on jest, mają o nim pewne wyobrażenia, przy czym wyobrażenia te zaczerpnięte są z hollywoodzkich filmów, alegorii lub dzieł literatury.
Ale tak naprawdę nigdy nie zetknęli się z rzeczywistą ideologią współczesnego satanizmu. A jest ona zupełnie inna od tego, co ludziom się wydaje. Nie ma nic wspólnego z kultem znanej z Chrześcijaństwa postaci Diabła lub Szatana. Owszem, Szatan jest używany jako symbol, archetypowa figura mająca reprezentować przeciwieństwo boskiego stanu umysłu, świętości, kodeksu moralnego, moralnej tradycji. Satanizm jest diametralnym przeciwieństwem tej boskości, jej przeciwległym biegunem, dlatego czerpie swą symbolikę z chrześcijańskiego wyobrażenia Szatana, Lucyfera, czy Diabła.
Satanistyczne rytuały opierają się w dużej mierze na psychodramie i służą transferowi energii. Oparte są na wierze w przenoszenie energii i manipulację subtelnymi energiami. Nazywają to Magią lub 'Ścieżką Lewej Ręki’ .
Mógłbym tu rozwinąć temat koncepcji Mistrza, używanej w niektórych Grotto, w których byłem,
Pierwsza jego doktryna mówi, że Własne Ja stoi ponad wszystkim.
Nie istnieje siła wyższa niż Własne Ja, a zatem – skoro jaźń, czyli ego, jest zasadniczo Bogiem w tej tzw. Religii, naczelnym dążeniem jednostki jest samoprzetrwanie.Jest jej głównym celem i najwyższym prawem. (Talmud? -przyp.JMW)Przetrwanie fizycznej istoty, przetrwanie ciała i Ego znajduje się na piedestale ponad wszystkim innym. I nie ma znaczenia, co musisz zrobić, aby zapewnić sobie to przetrwanie. Ani co musisz zrobić, by zapewnić utrzymanie swego statusu społecznego.
Możesz zdeptać ludzi pod tobą, możesz być tak bezwzględny jak chcesz. Brak skrupułów, bezpardonowa walka – wszystkie chwyty dozwolone, byle tylko zapewnić sobie przetrwanie.
To pierwsza zasada – uwielbienie samego siebie i samoprzetrwanie ponad wszystko, a zwłaszcza ponad moralność, w jakiejkolwiek postaci. Rób co musisz aby iść do przodu, a jeśli ktokolwiek z tego powodu ucierpi, niech tak będzie.
I gdy się spojrzy już tylko na tę pierwszą zasadę i rozejrzy się dokoła, bardzo prędko dojdzie się do wniosku, że nasz świat jest opanowany przez satanistyczny sposób myślenia. Większość ludzi na świecie myśli właśnie tymi kategoriami.Można by to nazwać społecznym darwinizmem.Który zresztą jest jedną z kolejnych doktryn, ale o tym za chwilę.
Drugą naczelną zasadą ideologii satanistycznej jest relatywizm moralny.
Jest to bardzo, bardzo niebezpieczna idea, bardzo niebezpieczny system wierzeń. Relatywizm moralny postuluje, że nie istnieje coś takiego jak obiektywne dobro i zło. Dobro i zło to w rozumieniu moralnego relatywizmu jedynie konstrukty ludzkiego umysłu. Nie istnieją w świecie przyrody, nie da się ich obiektywnie zmierzyć, nie wpisują się w żadne obiektywne standardy. Człowiek może sobie wybrać i decydować, co jest dla niego dobre, a co złe. A więc jeśli coś, co jest dla mnie korzystne, wiąże się z krzywdą bardzo wielu innych ludzi, jest to dobre. Ponieważ dobro i zło to wartości względne. Nie ma znaczenia, czy łamane są prawa innych ludzi, czy ich wolność jest niszczona.Nieważne, czy w ich oczach będę bandytą -dopóki coś jest dobre dla mnie, powinno trwać dalej.Tak rozumujemoralny relatywista. Nie uznaje żadnych obiektywnych norm etycznych,żadnej obiektywnej różnicy między dobrem a złem. To właśnie druga naczelna zasada satanizmu i widać, że idzie w parze z pierwszą zasadą – samoprzetrwanie ponad wszystko, łącznie z etyką.
Trzecią główną zasadą, jest społeczny darwinizm.
Jest to rozszerzenie mikrobiologicznej darwinowskiej teorii ewolucji, zapoczątkowanej przez Charlesa Darwina,a następnie rozwiniętej przez Daltonów i innych współczesnych mu specjalistów odinżynierii kulturowej i społecznej oraz eugeników, i wprowadzonej do ludzkiej sfery społecznejw formie społecznego darwinizmu, który postuluje, że ludzie osiągają władzę i wysoką pozycję z powodu swej genetycznej przewagi nad resztą ludzkości. Czyli ci najbardziej bezwzględni, posiadający geny niezbędne do wspięcia się na najwyższe warstwy społeczeństwa, są lepsi z definicji i zostali wybrani przez samą naturę, by poprzez adaptację wspięli się na najwyższe pozycje władzy i rządzili całą resztą. Ci najbardziej okrutni i bezwzględni. I to jest w porządku, tak powinno być i nie podlega to jakiejkolwiek ocenie etycznej. To właśnie społeczny darwinizm. Można go zaobserwować u wielu pracowników korporacji, u wielu członków społeczeństwa ogólnie.
Patrząc na te trzy dewizy, jasno widać, że ogromna część populacji wyznaje ideologię satanistyczną i nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Wydaje im się, że są normalnymi osobami, ze swoim własnym systemem przekonań, ale to, w co wierzą – i to wierzą w bardzo głęboki sposób – to w rzeczywistości satanizm, choć go tak nie nazywają.
Czwartym i ostatnim filarem satanizmu jest eugenika.
Gdy się weźmie te trzy pierwsze doktryny i spojrzy się dokąd prowadzą, co jest ich logicznym rozwinięciem, będzie nim właśnie eugenika, czyli następujące przekonanie: „Ponieważ to my jesteśmy najlepsi, to my mamy największą władzę, to my decydujemy co jest dla nas dobre a co złe, to my zasiadamy na najwyższym poziomie społeczeństwa i rządzimy nim, ustanowiliśmy siebie jako klasę rządzącą, tak więc to my możemy decydować kto żyje, a kto umiera. Kto przekazuje swoje geny dalej, a kto nie. Kto może się rozmnażać, a kto nie. Możemy zasadniczo bawić się w Boga i decydować, czyja pula genetyczna przetrwa. ” To jest właśnie eugenika.
Te cztery założenia razem wzięte tworzą podstawowe ramy ideologiczne satanizmu.
Analizując je wedle współczesnych kryteriów socjologicznych i psychologicznych, można rzec, że spełniają one definicję osobowości socjopatycznej, a nawet psychopatycznej. Uważam, że psychopaci kierują tymi instytucjami, stoją na czele tej religii. Szukają ludzi z psychopatycznymi skłonnościami i cechami, ludzi zdradzających objawy psychopatii wtórnej.
Osoby z psychopatią pierwotną same instynktownie lgną do pozycji zapewniających władzę: do stanowisk rządowych, do profesji dających im kontrolę nad innymi jednostkami, gdzie ich decyzje wpływają w znacznym stopniu na życie innych osób. I dlatego w sposób naturalny lgną do instytucji społecznych i organizacji okultystycznych.
Tak więc absolutnie, psychopatia odgrywa tu kluczową rolę.
Wchodzą w kontakt ze społeczeństwem by zidentyfikować jednostki wtórnie psychopatyczne, posiadające umiejętności, które mogą wykorzystać na swoją korzyść i na potrzeby swej agendy.
W czasie, gdy zaangażowałem się w mroczny okultyzm, nie byłem wtórnym psychopatą. Bardzo możliwe, że w przyszłości przeszedłbym w pełni na stronę w psychopatii wtórnej, gdyby nie zwrot, jaki dokonał się w mym życiu. Powiedziałbym raczej, że miałem tendencje socjopatyczne tudzież psychopatyczne, ale nigdy nie przerodziły się one w pełną psychopatię wtórną, poniważ wciąż miałem jakieś sumienie i kodeks moralny, standardy etyczne.
Może i pragnąłem wpływu i kontroli nad innymi ludźmi w mym bardzo ignoranckim i egoistycznym stanie umysłu w tamtym czasie, ale niewolnictwa ludzi nie pragnąłem nigdy. Nigdy.
Gdy więc zdałem sobie sprawę, że prawdziwym celem satanistów było zniewolenie ludzkości, i utrzymywanie ludzkości w tej niewoli, bez końca, moje sumienie, te resztki sumienia które wciąż miałem, nie pozwoliło mi dalej trwać w szeregach tej organizacji.
A gdy ich o tym poinformowałem, nie było z ich strony żadnego sprzeciwu, żadnego protestu. Gdy przedstawiłem swe stanowisko ludziom na nieco wyższym szczeblu hierarchii w tych organizacjach i Grotto – 'Grotto’ to określenie odnoszące się do lokalnych komórek sabatowych -nie było żadnych prób powstrzymania mnie. Usłyszałem:
„W porządku, chłopczyku. Znudziło ci się już? Tam są drzwi, uważaj by na odchodnym nie walnęły cię w dupsko”
„Myślisz, że cię potrzebujemy? Już mamy cały świat pod kontrolą.. Jesteśmy jego właścicielami. Właścicielami i zarządcami. Planowaliśmy podzielić się z tobą kawałkiem tego tortu. Przygotowywaliśmy cię do objęcia stanowiska w naszej hierarchii, w kontroli instytucjonalnej.Ale skoro tego nie chcesz,to żegnaj i powodzenia.”
Nie było z ich strony absolutnie żadnej troski, zero obaw, o to, co mógłbym zrobić, co mógłbym ujawnić. Jeden z nich wręcz powiedział mi wprost: „Śmiało, idź i powiedz wszystkim całą prawdę, jak działamy, co robimy, jak potężną kontrolę sprawujemy nad całą ludzką kulturą.. Nie tylko nie zrozumieją tego co im powiesz, nie zaakceptują tego z twoich ust,ale nawet gdybyśmy my sami im to powiedzieli, nie pojęliby tego ani nie zaakceptowali.Nawet gdybyśmy powiedzieli im wprost,kim jesteśmy i co robimy.Tak wielką kontrolę sprawujemy nad umysłami ludzi“
Jedna z tych osób powiedziała mi:
„Możesz do końca życia walić głową w mur próbując otworzyć ludziom oczy. Nic nie wskórasz. Odrzucasz swe potencjalnie wspaniałe życie, po to by próbować uświadomić to plugawe bydło, te parszywe ludzkie hordy.A oni itak nie będą chcieli cię słuchać. Ale proszę bardzo, idź i próbuj.”
Słyszałem podobne słowa wiele razy. A gdy odszedłem, nie było z ich strony żadnej komunikacji, absolutnie żadnej próby sprowadzenia mnie z powrotem. Jakbym przestał istnieć.
Koniec cz. 1 (cz. 2 19.09.2021)
Wywiad z Markiem Passio został przeprowadzony we wrześniu 2014 r. przez Alfreda Lambremonta Webre . Do opracowania jego wypowiedzi w formie pisemnej użyłam transkrypcji zrobionej przez Georginę Orwell, która mi ją uprzejmie udostępniła, Cały wywiad w wersji filmowej (z polskimi napisami) jest do obejrzenia na kanale Georgini Orwell na BitChute tutaj : www.bitchute.com/video/46dlB6tcvYTV/
Współczesny kanibalizm i kulty wymagające ofiar z dzieci
KAREN HUNT
„COOL CANIBALS”
1. „W 2006 roku dowody uzyskane przez BBC wskazywały, że zdrowe noworodki mogły zostać zabite na Ukrainie, aby podtrzymać kwitnący międzynarodowy handel komórkami macierzystymi. Niepokojące nagranie wideo z sekcji zwłok poćwiartowanych maleńkich ciał rodzi poważne pytania o to, co się z nimi stało. Ukraina stała się samozwańczą stolicą komórek macierzystych świata.”
2. „Wszyscy oni są nazistami, a ich celem zawsze było ratowanie życia uprzywilejowanych, jednocześnie praktykując eugenikę na wszystkich innych.”
3. „Tych kilku szaleńców sieje spustoszenie w ludzkości, podczas gdy reszta z nas siedzi wygodnie i pozwala się im zabawiać relacjami o ich wyczynach w kosmosie. To zbyt kuszące, by pozbyć się nadziei, że my też staniemy się „wyjątkowi i wybrani” i przeskoczymy razem z nimi na inne planety.” 4. „Ale teraz pojawiają się twierdzenia, że komórki macierzyste są również pozyskiwane z żywych dzieci. BBC rozmawiało z matkami z Charkowa, które twierdzą, że urodziły zdrowe dzieci, ale zabrał je personel położniczy.”
[fragmenty poniższego tekstu]
„Śmierć bardzo mnie denerwuje. Dla mnie to nie ma sensu. Śmierć nigdy nie miała dla mnie sensu. Jak człowiek może być, a potem po prostu zniknąć, po prostu przestać być?” [Larry Ellison, dyrektor generalny Oracle] Trzy lata temu nie wiedziałam o makabrycznych praktykach, o których przeczytasz tutaj. Po części nauka, po części magia, są one wytworem koszmarów. To marzenia o wiecznej młodości. Podczas gdy zwierzęta i sztuczna inteligencja są „humanizowane”, ludzie są odczłowieczani. Kto na tym zyska, a kto straci?
OSTRZEŻENIE: Ten esej zawiera zdjęcia i informacje o okrucieństwie wobec zwierząt i ludzi i może być dla niektórych niepokojący.
PRAWDA JEST RZADKO POPULARNA I CZĘSTO TRUDNA DO ZMIERZENIA SIĘ Z NIĄ.
Co miesiąc Lishan Su otrzymuje małą probówkę w lodzie od firmy z Kalifornii. Znajduje się w niej fragment wątroby ludzkiego płodu abortowanego między 14 a 19 tygodniem ciąży.
Oto 14-tygodniowy płód. Duża ciemna masa to bardzo pożądana wątroba:
Oto 19-tygodniowy płód:
Scientific America opisuje jak: Su i jego personel z University of North Carolina ostrożnie mielą wątrobę, odwirowują ją, a następnie wyodrębniają i oczyszczają komórki macierzyste tworzące wątrobę i krew. Wstrzykują komórki do wątroby nowonarodzonych myszy i pozwalają tym myszom dojrzewać. Powstałe w ten sposób zwierzęta są jedynymi „humanizowanymi” myszami z funkcjonującą ludzką wątrobą i komórkami odpornościowymi, a dla Su są nieocenione w jego pracy nad wirusowym zapaleniem wątroby typu B i C, pozwalając mu zbadać, w jaki sposób wirusy unikają ludzkiego układu odpornościowego i powodują przewlekłe choroby wątroby. „Użycie tkanki płodowej nie jest łatwym wyborem, ale jak dotąd nie ma lepszego wyboru”, mówi Su, który próbowałał stworzyć humanizowaną mysz innymi technikami, ale nie udało się mu.
Humanizowanie myszy
„Naczelne importowane do Wielkiej Brytanii do eksperymentów laboratoryjnych. Małpy mogą zarażać ludzi śmiertelnymi wirusami, takimi jak ptasia grypa i choroby układu oddechowego. Na tym zdjęciu Małpy są przygotowywane do eksperymentów w laboratorium w Niemczech w 2019 roku” [ źródło ]
Firmy, które pozyskują tkankę [płodową] z klinik i sprzedają ją do laboratoriów znajdują się w szarej strefie… legalnie. Prawo federalne mówi, że nie mogą czerpać korzyści z samej tkanki, ale prawo nie określa, ile mogą pobierać za… przetwarzanie i wysyłkę.
National Institutes of Health wydał 76 milionów dolarów na badania z wykorzystaniem tkanki płodowej w 2014 roku, otrzymując granty dla ponad 50 uniwersytetów.
Niektórzy badacze otrzymują tkankę z klinik aborcyjnych w swoich własnych instytucjach lub z banków tkanek prowadzonych przez niektóre uniwersytety. Wielu kupuje tkanki od firm, które działają jako pośrednicy. Firmy te płacą niewielkie opłaty, zwykle 100 dolarów lub mniej, dostawcom abortowanych płodów, takim jak Planned Parenthood…. Firmy przetwarzają następnie tkankę i sprzedają ją badaczom po wyższych cenach, które żeby ominąć prawo są podawane jako koszty przetwarzania i wysyłki.
Według Arthura Caplana, dyrektora wydziału etyki medycznej w NYU Langone Medical Center, opłaty mogą sięgać tysięcy dolarów za maleńką fiolkę z komórkami, ale nie łamią prawa.
„ Wygląda na to, że jest to legalne, bez względu na to, ile płacisz”, mówi Caplan. „To zatęchła, szara strefa, jeśli chodzi o opłaty”, ponieważ nie ma nadzoru nad opłatami manipulacyjnymi.
StemExpress, mała firma w Kalifornii, to miejsce, w którym większość badaczy kupuje tkanki. Określa się ją jako „największego dostawcę krwi matki i tkanki płodowej na świecie”.
W artykule z 2015 r. w Washington Times „ były technik StemExpress opowiedział, jak utrzymywano przy życiu abortowane dziecko, aby jego serce mogło zostać pobrane w ośrodku California Planned Parenthood…”.
Holly O’Donnell, była technik pobierania krwi i tkanek w biotechnologicznym startupie StemExpress, powiedziała również, że została poproszona o pobranie nienaruszonego mózgu z późnego płodu płci męskiej, którego serce wciąż biło po aborcji.
Kierownik StemExpress „dał mi nożyczki i powiedział, że muszę obciąć środek twarzy” – powiedziała pani O’Donnell
Federalna Ustawa o Ochronie Niemowląt Urodzonych Żywych z 2002 roku mówi, że kiedy dziecko rodzi się żywe, w tym ma bijące serce, jest ono osobą prawną i ma prawo do ratującej życie opieki medycznej. Jednak uzyskano dowody, że kliniki celowo utrzymują abortowane dzieci przy życiu dla ich narządów wewnętrznych i tkanek.
Centrum Postępu Medycznego wzywa rząd federalny do zaprzestania swojego wsparcia w wysokości 500 milionów dolarów rocznie dla Planned Parenthood i do zbadania tego.
Dokumenty i zaprzysiężone zeznania od Planned Parenthood i innych świadków branży aborcyjnej dotyczące pobierania i sprzedaży abortowanych tkanek płodowych można znaleźć tutaj.
Podczas przesłuchania we wrześniu 2019 r. Forrest Smith, położnik-ginekolog, który dokonywał aborcji w Kalifornii, zeznał:…nie tylko to, że Planned Parenthood i inne kliniki aborcyjne sprzedawały abortowane części dziecka dla zysku, ale dzieci często rodziły się żywe, a następnie były mordowane, aby zapewnić, że narządy do sprzedaży były „bardziej świeże i nienaruszone”.
Pomimo niezliczonych dochodzeń na przestrzeni lat, firmy takie jak StemExpress wydają się być tak zajęte jak zawsze. Możesz zamówić online z ich strony internetowej „Wysokiej jakości, świeże i kriokonserwowane ludzkie komórki, tkanki i produkty krwiopochodne”.
Słownik Miriam-Webster definiuje co to znaczy humanizować zwierzęta, tak jak myszy w eksperymentach Lishan Su, jako „spowodowanie włączenia do nieludzkiego organizmu lub jednej z jego części komórek, tkanek lub genów pochodzenia ludzkiego lub wytwarzanie w nim ludzkich substancji lub składników (takich jak insulina)”
„ Nie ma nic złego w manipulowaniu „prostymi” częściami istoty — powiedzmy, hydrauliką w jelitach — ale ryzykujemy kryzys moralny, kiedy zaczynamy humanizować jego tkankę nerwową”. — pisarz naukowy Daniel Engber.
Jak daleko jesteśmy w stanie posunąć się w łączeniu zwierząt i ludzi? Dlaczego oni naprawdę to robią?
Kłamstwa Pseudopandemii Covida otworzyły nam oczy na to, jak parasol „zdrowia i bezpieczeństwa” przykrywa wiele mrocznych i przebiegłych przedsięwzięć. Obietnice wykorzenienia choroby ukrywają prawdziwy program tych, którzy majstrują przy cegiełkach życia.
Jak powiedziałam w moim niedawno ponownie opublikowanym Utopijnym szaleństwie, ci ludzie są szaleni. Ale są też niezwykle bogaci i potężni.
Tych kilku szaleńców sieje spustoszenie w ludzkości, podczas gdy reszta z nas siedzi wygodnie i pozwala się im zabawiać relacjami o ich wyczynach w kosmosie. To zbyt kuszące, by pozbyć się nadziei, że my też staniemy się „wyjątkowi i wybrani” i przeskoczymy razem z nimi na inne planety.
Czy naprawdę myślisz, że ich prawdziwym zmartwieniem jest wyleczenie narkomana lub homoseksualisty z wirusowego zapalenia wątroby typu B lub C lub HIV; lub biednych mieszkańców miast z cukrzycy i nadciśnienia; albo uratowanie życia kobiecie poprzez aborcję jej dziecka w najbliższym czasie?
Jasne, że nie. Tak samo jak oczywiste jest, że „szczepionki” mRNA nie mają na celu uratowania nas wszystkich przed COVID.
Być może badacze tacy jak Lishan Su naprawdę troszczą się o pomoc swoim pacjentom. Ale jeśli wierzysz, że „bogowie”, którzy naciskają na te eksperymenty i płacą za nie, też się tym przejmują, to lepiej kup ode mnie nowy spray do nosa za 10 miliardów dolarów, który obiecuje wyleczyć Covida – przynajmniej na miesiąc lub dwa.
Dlaczego jest tak, że kategorią pracy nad tkankami płodowymi, która przyciąga najwięcej funduszy NIH, są badania nad HIV i AIDS, na które przypada 64 ze 164 grantów NIH? W tej chwili nie mam na to odpowiedzi, ale to jest pytanie, które powinniśmy sobie zadać.
Co tak naprawdę chcą zyskać dzięki tym badaniom?
W artykule opiniodawczym Newsweeka z 2021 r. David Daleiden, założyciel Centrum Postępu Medycznego, zeznał podczas przesłuchania Komisji Zdrowia Pensylwanii, jak „Uniwersytet Pittsburgh jest gospodarzem niepokojących i barbarzyńskich eksperymentów sponsorowanych przez rząd na abortowanych dzieciach: skalpowanie niemowląt, wycinanie nerek płodom i zabijanie żywych abortowanych niemowląt poprzez pobranie narządów.”W jednym z badań opublikowanych w zeszłym roku naukowcy Pitta opisali skalpowanie, ściąganie skóry z 5-miesięcznych abortowanych dzieci, aby przyszyć ją na grzbietach szczurów laboratoryjnych. Pisali o tym, jak odcinali skórę z głów i pleców dzieci, zeskrobując „nadmiar tłuszczu” pod skórą dziecka przed przyszyciem jej do szczurów. Zawierały nawet zdjęcia włosów dzieci wyrastających ze skóry głowy szczurów. Każdy skrawek skóry głowy należał do małego dziecka z Pensylwanii, któremu na głowie wyrosłyby te same włosy, gdyby nie abortowano go podczas eksperymentów na szczurach laboratoryjnych.
A to ci dopiero siurpryza! W walce, jaką Niemcy, przy pomocy Volksdeutsche Partei, z którą kolaborują niezawiśli sędziowie zrzeszeni w dwóch partiach politycznych: „Iniuria” i „Themis”, zanosi się na przełom. Nie chodzi oczywiście o żadną praworządność, bo to tylko pretekst, przy pomocy którego Niemcy pragną spacyfikować Polskę na drodze budowy IV Rzeszy, tylko o prawdopodobną zmianę protektora. Ale incipiam. Przypominam, że walka o praworządność w Polsce rozpoczęła się od marca 2017 roku, po fiasku „ciamajdanu”, który był kulminacyjnym momentem w walce „o demokrację”. 7 lutego 2017 roku gospodarską wizytę w Warszawie złożyła Nasza Złota Pani, która porozmawiała z kim tam trzeba i na tej podstawie, a także – jak przypuszczam – ocenach przeprowadzonych przez BND – doszła do wniosku, że nie ma co zawracać sobie głowy „demokracją” i szlajać się po ulicach z niedorżniętymi ubekami i ich konfidentami, tylko za rogi trzeba chwycić byka praworządności, a wtedy na pierwszą linię frontu będzie można rzucić niezawisłych sędziów, zaniepokojonych rządowymi zamiarami ustanowienia nad nimi batoga. Bo niezawiśli sędziowie po transformacji ustrojowej wyemancypowali się z jakiejkolwiek zależności od konstytucyjnych organów państwa, chociaż oczywiście zależności służbowe w ramach tajnej współpracy z bezpieką, które w „wolnej Polsce” rozwinęły się jeszcze bardziej między innymi dzięki „operacji Temida”, w ramach której ABW werbowała w środowisku sędziowskim nowy narybek agentury. Toteż perspektywa ustanowienia nad nimi batoga, którym rząd „dobrej zmiany” w postaci Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego by wymachiwał, psując w ten sposób wszelką przyjemność z oddawania się miłej korupcji, była nie do zniesienia. W tej sytuacji podjęcie kolaboracji z Volksdeutsche Partei stało się oczywistą oczywistością tym bardziej, że nieprzejednany wróg rządu „dobrej zmiany” w osobie Donalda Tuska, był na każde skinienie Naszej Złotej Pani, która sobie w nim szczególnie upodobała. Na tym została ufundowana strategia „ulica i zagranica”, a w ramach tej strategii niezawiśli sędziowie z obydwu wymienionych partii, zyskali w swojej walce o całkowitą bezkarność punkt oparcia w postaci instytucji Unii Europejskiej, przede wszystkim – Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.
I wydawało się, że dla tej kolaboracji z Volksdeutsche Partei pod kierownictwem Donalda Tuska nie ma alternatywy. Jednak w czerwcu ubiegłego roku przybył do Europy amerykański prezydent Józio Biden, który nie tylko dwukrotnie rozmawiał z Putinem, ale również raz – z Naszą Złotą Panią. Co powiedział Putinowi i co powiedział Naszej Złotej Pani – wiele bym dał za to, by się tego dowiedzieć, bo po tych rozmowach wydarzenia nabrały przyspieszenia. Putin najwyraźniej zdecydował się na stworzenie na Ukrainie faktów dokonanych w postaci „demilitaryzacji” tego państwa, to znaczy – wybicia mu z głowy udziału w NATO, a z kolei Nasza Złota Pani posłała na ojczyzny łono Donalda Tuska z misją objęcia stanowiska premiera po szczęśliwym wymiksowaniu znienawidzonego Naczelnika Państwa. Lecz – jak mówi poeta – „tymczasem na mieście inne były już treście”. Długotrwała nieobecność w Polsce Donalda Tuska sprawiła, że ożywiły się ambicje działaczy Volsdeutsche Partei drobniejszego płazu. Nie mówię o Wielce Czcigodnym pośle Pupce, bo na niego nikt by chyba nie postawił ze względów – jakby to ujął Kukuniek – „fizjologicznych i innych”, tylko o jegomościu, którego uważam za zarozumiałego blagiera, czyli panu Rafale Trzaskowskim. Tupetu mu nie brakuje, podobnie jak ambicji, którą podbiło mu uzyskanie w wyborach prezydenckich prawie 49 procent głosów. Jest jednak w jego sytuacji jeden poważny plus ujemny. Otóż Nasza Złota Pani, podobnie jak Nasz Złoty Pan i Nasza Pani Złociutka, czyli madame Urszula von der Layen, upodobali sobie w Donaldu Tusku, a nie w Rafale Trzaskowskim i tylko jego widzą na najwyższych stanowiskach w naszym bantustanie. Dlatego pan Rafał Trzaskowski, wzorem Archimedesa, musiał znaleźć sobie jakiś inny punkt oparcia, by zrównoważyć polityczny ciężar gatunkowy Donalda Tuska.
A cóż może zrównoważyć ciężar gatunkowy Donalda Tuska, gdzie szukać punktu oparcia dla dźwigni, przy pomocy której można by tego dokonać? Nietrudno się domyślić, toteż Rafał Trzaskowski w maju br. poleciał do Ameryki za pieniądze Uniwersydtetu Yale – chociaż nie było na nich napisane, skąd pochodzą naprawdę, no i odbył tam rozmowy z rozmaitymi osobistościami, między innymi – a może nawet przede wszystkim – z przedstawicielem Światowego Kongresu Żydów Ronaldem Lauderem. Czego mógł chcieć chciał od Rafała Trzaskowskiego Ronald Lauder – nietrudno się domyślić, skoro Światowy Kongres Żydów od 1996 roku stoi na nieprzejednanym stanowisku, by z Polski ściągnąć ile się da pod pretekstem zadośćuczynienia tak zwanym „roszczeniom”, a obecnie, tj. od 2018 roku, może użyć do tego celu rządu Stanów Zjednoczonych, który wskutek ustawy nr 447 zobowiązał się do dopilnowania, by Polska tym „roszczeniom” zadośćuczyniła.
Wojna na Ukrainie, w ramach której Polska nie pozwala nikomu się wyprzedzić, jako wzorowy ormowiec USA sprawia, że na razie nie trzeba o tym głośno mówić, ale wiadomo, że w Światowym Kongresie Żydów wszyscy mają to w tyle głowy cały czas. W tej sytuacji możemy, a nawet powinniśmy postawić pytanie, co Rafał Trzaskowski powiedział Ronaldowi Lauderowi, czy też Alexandrowi Sorosowi, przewodniczącemu Fundacji Open Society i synowi starego grandziarza? Coś chyba musiał jednemu i drugiemu powiedzieć, coś musiał im obiecać, skoro poleciał do Ameryki, by znaleźć punkt oparcia dla dźwigni, przy pomocy której mógłby zrównoważyć ciężar gatunkowy Donalda Tuska?
I wygląda na to, że dźwignia zaczyna działać. Donald Tusk wprawdzie szlaja się po Polsce i prawi duby smalone, jak to będzie nosił na rękach sodomczyków, ale jednocześnie żydowska telewizja dla Polaków, czyli TVN robi mu psikusa, puszczając bez jego wiedzy konfidencjonalną deklarację, że perspektywa ponownego zasiadania w polskim Sejmie jest dla niego „upiorna”. Z kolei Rafał Trzaskowski nie zaprasza na Campus Polska Przyszłości Donalda Tuska, tylko ambasadora USA w Warszawie Marka Brzezińskiego, który swoją obecnością Campus „zaszczyca” oraz Szymona Hołownię, którego impresariem w Polsce jest pan Michał Kobosko – ongiś członek wpływowego waszyngtońskiego think-tanku: Rady Atlantyckiej, w której są i bezpieczniacy amerykańscy i wojskowi i goldmany-sachsy. Na Campusie umizgują się do Rafała Trzaskowskiego rozmaici arywiści, np. pani „Basia” – górnym węchem przeczuwając, że skoro już jest tam Brzeziński, to może warto postawić na niego?
Ale arywiści to jeszcze nic. Znacznie większy ciężar gatunkowy ma pielgrzymka, z jaką po tym wszystkim przybyła do JE ambasadora USA w Warszawie, Marka Brzezińskiego delegacja niezawisłych sędziów, reprezentująca obydwie sędziowskie partie opozycyjne; „Iniuria” i „Themis”. Co tam mu naskarżyli – tego też możemy się domyślić. Były minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski zapytał w związku z tym retorycznie ambasadora, czy on też chce obalić polski rząd, jak pragną tego niezawiśli sędziowie.
Obawiam się, że Witold Waszczykowski się myli. Ambasador Brzeziński nie chce obalać polskiego rządu, tylko najwyżej ustanowić następny, bez Donalda Tuska, który jest za bardzo proniemiecki, był użyteczny dla Amerykanów, którzy i wobec Niemiec i wobec naszego, bantustanu mają swoje widoki i pomysły. Niezawiśli sędziowie też nie chcą obalać rządu, tylko chcieli powiedzieć panu ambasadorowi, że tak, jak dotąd wysługiwali się politycznie Niemcom, to teraz mogą wysługiwać się Amerykanom, byle rząd, jaki USA zamierzają tutaj ustanowić, zapewnił im bezkarność.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
Co wspólnego mają ze sobą helikopter i płatek śniegu? Jak się okazuje, sporo. „Rodzice –helikoptery” wychowują pokolenie płatków śniegu.
Katarzyna, szefowa HR w warszawskim oddziale amerykańskiej korporacji, codziennie czyta kilka albo kilkanaście CV młodych ludzi. Niektórych z nich zaprasza później na rozmowę. Umawia się z kandydatami na konkretny dzień i godzinę, na wszelki wypadek podaje swój numer telefonu. Jednak kiedy recepcjonistka dzwoni i mówi, że ktoś do niej przyszedł, jest zaskoczona. Bo z reguły nie przychodzą.
Rozmowy rekrutacyjne to czasem gotowy scenariusz na tragikomedię. Kandydaci często mają imponujące wykształcenie, rozmaite kursy i nagrody dla młodych wilków (fakt, że wymagania firmy są spore – podobnie jak oferowane zarobki). Jednak z drugiej strony zachowują się jak gwiazdy światowej finansjery, żeby po chwili np. rozpłakać się albo wstać w połowie zdania i wyjść.
Bardzo często okazuje się, że napisali nieprawdę w CV, np. że znają języki, w których faktycznie nie potrafią nawet powiedzieć „dzień dobry”. Prawie nikt nie ma obrączki na palcu. Niedawno pewien mężczyzna podpisał umowę o pracę, ale w umówionym dniu nie przyszedł do biura. Kiedy do niego zadzwoniono, powiedział, że przeżywa ciężkie chwile, bo… jego pies choruje. Katarzyna zajmuje się HR-em prawie dwadzieścia lat, ale z takim natężeniem problemów ma do czynienia dopiero od kilku lat. Często myśli, co powinna robić, żeby własne dzieci wychować inaczej.
Wyjątkowi jak płatki śniegu
Pokolenie płatków śniegu – tak niekiedy określa się dzisiejszych nastolatków i dwudziestokilkulatków. „Nie jesteś wyjątkowy. Nie jesteś pięknym i unikalnym płatkiem śniegu” – mówi bohater powieści Fight Club amerykańskiego pisarza Chucka Palahniuka (w Polsce książka ukazała się w dwóch tłumaczeniach – jako Podziemny krąg i Fight Club. Podziemny krąg). Wkrótce po ukazaniu się powieści w 1996 r. ten cytat zaczął jednak żyć własnym życiem. „Płatkami śniegu” zaczęto nazywać młodych ludzi przekonanych o swojej wyjątkowości i mających olbrzymie oczekiwania wobec życia. A jednocześnie – nadmiernie wrażliwych, nieodpornych na przeciwności i mało samodzielnych. W 2016 roku określenie snowflake generation zostało uznane przez prestiżowe brytyjskie wydawnictwo Collins English Dictionary za jedno ze słów roku.
Oglądaliście kiedyś z bliska płatek śniegu? Jest misterny i piękny, każdy jest zupełnie inny. Wielu młodych ludzi postrzega samych siebie właśnie w ten sposób – od początku świata nie urodził się nikt taki jak on/ona. Obiektywnie mają rację, bo każdy człowiek jest przecież bezcenny i unikalny. Ale w ich przypadku owocuje to skrajnym indywidualizmem, nadmierną koncentracją na sobie i roszczeniowością. Niestety, „śnieżynki” są też delikatne jak płatki śniegu. Są przewrażliwione na swoim punkcie, nie znoszą krytyki. Łatwo je urazić, zestresować i wyprowadzić z równowagi. Znacznie częściej niż ich rodzice i dziadkowie cierpią na rozmaite zaburzenia psychiczne. Mają również tendencję do dramatyzowania i przyjmowania roli ofiary. W życiu społecznym taka postawa buduje tzw. kulturę oburzenia – kiedy gniew staje się argumentem w sporze, zastępującym racje i dowody.
Moja „mama-helikopter”
Kiedy mowa o pokoleniu płatków śniegu, często pada również określenie: „rodzice-helikoptery”. To ojcowie i – przede wszystkim – matki, którzy przedkładają potrzeby dzieci ponad wszystko inne. Nadmiernie lękają się o ich bezpieczeństwo i niepotrzebnie je wyręczają. „W poprzednich pokoleniach rodzice rozumieli, że ich «pracą» jest jak najszybsze pozbycie się tej «pracy», czyli przygotowanie dzieci do opuszczenia domu i samodzielności. Wygląda na to, że teraz rodzice szukają dla siebie stałego zatrudnienia” – pisze prof. Jonathan Haidt z Uniwersytetu Nowojorskiego, współautor książki The Coddling of American Mind (Rozpieszczanie amerykańskiego umysłu) z wymownym podtytułem Jak dobre intencje i złe pomysły przygotowują generację porażki.
Wielkimi winowajcami są też media społecznościowe, które rozbudowują międzyludzkie relacje w internecie kosztem tych w realu i budują w młodych ludziach dziwaczne przekonania na własny temat, będące mieszanką zawyżonej i zaniżonej samooceny.
Jak uratować swoje dziecko przed losem „śnieżynki”? Nie dawać mu za wcześnie smartfona, a później ograniczyć ten kontakt do minimum. A przede wszystkim – pozwalać dziecku samodzielnie poznawać świat i brać się z nim za bary. „Wyzwanie, porażka, regeneracja, wnioski – właśnie tak uczymy się, jak w końcu osiągnąć sukces” – tłumaczy Jonathan Haidt.
11 maja światowe media obiegła informacja o zatrzymaniu przez chińskie służby 90-letniego kard. Josepha Zena. Datę rozprawy purpurata władze wyznaczyły na 24 maja br. Trudno uznać ją za przypadkową. Tego dnia wypada bowiem Dzień Modlitw za Kościół w Chinach.
Emerytowany ordynariusz Hongkongu to już co najmniej 11 duchowny aresztowany (czy raczej uprowadzony) w tym roku przez chińskie władze. Szczególna czystka dotknęła środowisko katolików w mieście Baoding, położonym na południowy zachód od Pekinu. Miasto to uznawane jest za matecznik tzw. „podziemnego Kościoła” – fenomenu, którego skala nie znajduje swojego odpowiednika w żadnej innej antychrześcijańskiej dyktaturze świata.
Z racji specyfiki zjawiska i nieustannych prześladowań niemożliwa do oszacowania pozostaje dokładna liczba wyznawców Chrystusa obrządku rzymskiego w Państwie Środka. W prorządowym Patriotycznym Stowarzyszeniu Katolików Chińskich zrzeszonych jest ok. 5-6 mln członków. W podziemiu pozostawać może kolejne od 3 do nawet 8 mln wiernych. Liczby te jednak zmieniają się dynamicznie – według niektórych szacunków chrzest w jednej ze wspólnot przyjmować może nawet 2 mln Chińczyków rocznie. [pisarz O’Brian wg. źródeł chińskich ocenia katolików „podziemia” na 10% , czyli ok 100 milionów. M. Dakowski]
Rozróżnienie pomiędzy wspomnianymi środowiskami nie jest przy tym całkowicie ostre. Według nieoficjalnych doniesień niektórzy „akredytowani” przy komunistach duchowni świadczą bowiem posługę również we wspólnotach podziemnych. Co ciekawe, stosunkowo silna jest w Chinach także licząca ok. 60 mln członków społeczność protestantów.
Narodziny dualizmu
Za moment narodzin współczesnego chińskiego Kościoła podziemnego uznać można umownie rok 1949 lub 1957. Pierwsza z tych dat odnosi się do zakończenia wygranej przez komunistów wojny domowej. Druga to rok ustanowienia wspomnianego już Patriotycznego Stowarzyszenia Katolików Chińskich.
Powołana przy państwowym Biurze ds. Religijnych organizacja miała być od tej pory jedynym dopuszczonym do funkcjonowania środowiskiem rzymskich katolików w Chinach. Wierni tego obrządku stanowili wówczas w Państwie Środka niespełna 1% z blisko 600-milionowej populacji kraju, ich liczba jednak dynamicznie rosła.
Odrzucenie przez PSKCh zwierzchności Rzymu (zakończone nałożoną przez Piusa XII ekskomuniką jego biskupów) i podporządkowanie Stowarzyszenia maoistowskiej władzy zaowocowały przejściem części duchownych i wiernych do działalności podziemnej. Wzorem pierwszych chrześcijan zaczęli się oni spotykać w domach, z dala od wścibskich oczu funkcjonariuszy nowego reżimu.
Jan Paweł II i „tajny” kardynał
Jeszcze jednak przed powołaniem PSKCh, chińscy komuniści podjęli starania o „oczyszczenie” miejscowego Kościoła katolickiego z „elementów wrogich” nowemu ustrojowi. Do historii przeszedł 8 września 1955 r., gdy w szeroko zakrojonej akcji policyjnej aresztowanych zostało przeszło 200 duchownych oraz grupa świeckich katolików z Szanghaju. Większość z nich skazano potem na więzienie za „działalność kontrrewolucyjną”, ewentualnie, w przypadku zagranicznych misjonarzy, za szpiegostwo.
Symbolicznym bohaterem tamtych wydarzeń stał się ordynariusz Szanghaju bp Ignatius Kung Pin-mei. Skazany na dożywocie pod zarzutem zdrady stanu, konsekwentnie odmawiał on autoryzowania swoim nazwiskiem działalności PSKCh. Więzienie opuścił dopiero w 1985 r. po trzydziestu latach od osadzenia. W 1979 r. Jan Paweł II mianował go kardynałemin pectore(„w sercu”).
W pamięci chińskich wiernych zapisała się również postawa innego nieugiętego szanghajskiego duchownego, o. Bedy Changa SJ. 11 listopada 1951 r. zmarł on w więzieniu po dwóch miesiącach okrutnych tortur, a władze, dla uniknięcia wystąpień, ustawiły przy jego grobie straże. Wśród „podziemnych” chińskich katolików o. Beda Chang cieszy się dziś opinią świętości, istnieją również doniesienia o wyproszonych za jego wstawiennictwem cudach i łaskach.
Dwóch niezłomnych
Jak wspomnieliśmy już na początku, bastionem chińskich „podziemnych” katolików pozostaje miasto Baoding i otaczająca je prowincja Hebei. Według szacunków w regionie tym żyje ok. miliona wyznawców Chrystusa obrządku rzymskiego. Dla kondycji miejscowego Kościoła duże znaczenie ma postawa dwóch jego niezłomnych duszpasterzy.
Pierwszym z nich jest nieuznawany przez władze ordynariusz Baodingu, bp James Su Zimin. Duchowny, co do którego nie ma nawet pewności czy żyje, spędził w chińskich więzieniach łącznie przeszło 50 lat. Przetrzymywany przez komunistyczne władze od 1997 r., ostatni raz widziany był publicznie w 2003 r. Jeśli żyje, w lipcu br. ukończy 90 lat.
Poprzednikiem Zimina na tronie biskupim Baodingu był bp Peter Joseph Fan Xueyan. Jego więzienny „staż” jest zaledwie nieco krótszy niż następcy i sięga 46 lat w celi i obozach „reedukacyjnych” (de facto obozach pracy przymusowej). W listopadzie 1990 r. bp Xueyan „zaginął” po raz kolejny. 13 kwietnia 1992 r. jego ciało w plastikowym worku podrzucone zostało pod drzwi jego rodzinnego domu. Według oficjalnych komunikatów duchowny zmarł z powodu zapalenia płuc, jego szczątki nosiły jednak ślady tortur, w tym łamania kości. Wierni podziemnego Kościoła z Baodingu wysuwać mają wobec Watykanu postulat jego kanonizacji.
Po pierwsze złamać, zabijać w ostateczności
Tego rodzaju drastyczne działania uznać można jednak za pewnego rodzaju ostateczność, jeśli idzie o arsenał środków wykorzystywanych przez chińskie służby. Priorytetem dla nich jest „złamanie” duchownych i wiernych podziemnego Kościoła, i zmuszenie ich do przystąpienia do PSKCh (a tym samym do uznania prymatu władz i ideologii komunistycznej nad zwierzchnictwem Watykanu i doktryną wiary).
Dowodem pewnej skuteczności takiej strategii może być oficjalny następca bp. Zimina na stanowisku ordynariusza Baodingu, bp Francis An Shuxin. Aresztowany w 1996 r., jeszcze jako biskup pomocniczy, duchowny przystał po 10 latach osadzenia na współpracę z komunistami. W 2010 r., bez zgody Watykanu, mianowany został biskupem niepokornej diecezji.
Podobny los staje się prawdopodobnie udziałem 10 uprowadzonych w tym roku kapłanów z Baodingu. Wedle nieoficjalnych informacji poddawani są oni tzw. „guanzhi” – swoistemu aresztowi domowemu połączonemu z intensywną „reedukacją” polityczną. Jeśli wielogodzinne prokomunistyczne pogadanki nie przekonają ich do przystąpienia do PSKCh, grozi im przeniesienie do tradycyjnego zakładu karnego.
Zdrada czy pragnienie ochrony?
Sytuacja podziemnego Kościoła katolickiego w Państwie Środka kłopotliwa jest o tyle, że w pewnym dualiźmie tkwi również sama Stolica Apostolska. Dążąc do normalizacji stosunków dyplomatycznych na linii Watykan-Chiny, Państwo Kościelne porozumiało się z władzami co do większości (ok. 80%) nominacji biskupich.
Szczególne kontrowersje w tym względzie wywołała tymczasowa umowa z 22 września 2018 r., na mocy której rola Watykanu ograniczać się ma do opiniowania i ewentualnego wetowania kandydatów na hierarchów zaproponowanych przez PSKCh. Sądzony dziś kard. Zen nazwał ją nawet „zdradą wobec chińskich katolików„. Zwolennicy porozumienia wskazują z kolei, że jest ona jedynym narzędziem, dzięki któremu papież ma jakikolwiek wpływ na sytuację wyznawców Chrystusa w Państwie Środka.
Równocześnie jednak Stolica Apostolska utrzymuje nieoficjalne stosunki dyplomatyczne z chińskim Kościołem podziemnym. Ten zaś jeszcze w 1989 r. ustanowił własną, niezależną od władz, konferencję episkopatu. Prowadzi również sieć tajnych, niestacjonarnych seminariów duchownych, które przyrównać by można do naszego Uniwersytetu Latającego z czasów carskiego zaboru. Według szacunków do chińskiego Kościoła podziemnego przynależy w tym momencie ponad 40 biskupów, ok. 1200 kapłanów oraz ok. 1200-1300 sióstr zakonnych.
Z końcem wakacji, funkcję dyrektora Teatru Dramatycznego w Warszawie objęła Monika Strzępka. Uroczystą inauguracją jej pięcioletniej kadencji była manifestacja zatytułowana „Sabat Dobrego Początku”. Podczas wydarzenia, które odbyło się w samym centrum Warszawy, kierownictwo teatru i lewicowi aktywiści dokonali wulgarnej profanacji, wyszydzając katolicką procesję. W uroczystym orszaku wniesiono do teatru rzeźbę „złotej waginy”, którą ustylizowano na podobieństwo figury Matki Bożej.Zdaniem nowej dyrektor placówki, skandaliczna rzeźba nie jest znakiem upadku kultury, lecz symbolem „wartości, które wyznaje i którymi będzie się kierować, transformując Teatr Dramatyczny w feministyczną instytucję kultury”, której hymnem miałby zostać wulgarny utwór „Viva La Vulva” (Niech żyje srom). Działalność tego teatru to miliony dotacji z budżetu Warszawy.W tym samym czasie „Krytyka Polityczna” ujawniła agresywne plany lewicy wobec chrześcijan, żądając bezkarności obrażania uczuć religijnych. Na łamach czasopisma pojawił się manifest wzywający do „zgilotynowania” wolności religijnej, nazywając ją „tyranią”, która „gwarantuje bezkarność represyjnym, roszczeniowym, okrutnym instytucjom”. Oburzający artykuł współbrzmi z zapowiedzią „opiłowywania chrześcijan” podczas Campusu Polska Rafała Trzaskowskiego. To ten plan wdrażają lewicowe prowokacje Teatru Dramatycznego.Nie mogąc pozwolić, by agresja wobec chrześcijan była szerzona, i to za publiczne środki z budżetu Warszawy, podjęliśmy szereg działań prawnych. Do Prezydenta Warszawy wpłynęły już nasze pisma, w których w trybie dostępu do informacji publicznej domagamy się szczegółowych informacji o finansowaniu „Sabatu Dobrego Początku” oraz wulgarnej rzeźby. Jeśli odpowiedzi dostarczą nam dowodów niegospodarności, sprawą zainteresujemy Regionalną Izbę Obrachunkową oraz prokuraturę.Nasi prawnicy poddają szczegółowej analizie przebieg kontrowersyjnego postępowania konkursowego, które doprowadziło do wyłonienia nowej dyrektor teatru – pomimo sprzeciwu części członków rady artystycznej. Jednocześnie zamierzamy uświadomić podmiotom prywatnym, które sponsorują Teatr Dramatyczny, na co przeznaczane są ich pieniądze. Instytut Ordo Iuris udzieli też pomocy prawnej wszystkim pokrzywdzonym, których uczucia religijne zostały naruszone na skutek oglądania publicznej parodii katolickiej procesji.Dobrze się składa, że nasi eksperci kończą właśnie prace nad poradnikiem dotyczącym skutecznego ścigania przestępstwa znieważenia uczuć religijnych. Pokazujemy w nim, że zarówno polskie, jak i międzynarodowe prawo uznaje konieczność prawnokarnej ochrony uczuć religijnych. Wierzymy, że dotarcie z naszą publikacją do prokuratorów i wszystkich zatroskanych obywateli przełoży się na skuteczność organów ścigania w zwalczaniu przestępstw obrazy uczuć religijnych. Testem naszych prac będzie reakcja prokuratury na zniewagę wizerunku Najświętszej Maryi Panny przez Teatr Drastyczny.W reakcji na kierowane do Instytutu liczne zapytania, w najbliższych tygodniach przedstawimy także aktualizację naszego poradnika przeznaczonego dla obrońców świątyń, który poszerzymy o treści dotyczące ścigania profanacji dokonywanych za pośrednictwem internetu.Naszą wiedzą i doświadczeniem wspieramy Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „W obronie wolności chrześcijan”, który zbiera podpisy pod projektem ustawy nowelizującej w tym zakresie Kodeks karny. Do Komitetu trafiła nasza opinia prawna, w której wykazujemy, w jaki sposób można udoskonalić proponowane przepisy już na etapie prac parlamentarnych. Cieszę się, że nasz konstruktywny głos spotkał się z pozytywną reakcją inicjatorów Komitetu.Jeśli nie będziemy egzekwować obowiązującego prawa i dążyć do jego udoskonalenia, to wkrótce przepisy chroniące uczucia religijne osób wierzących staną się martwe, a w ostateczności mogą nawet zostać zniesione. Wtedy genderowi aktywiści będą mogli zupełnie bezkarnie lżyć święte dla chrześcijan symbole. Dlatego bardzo potrzebujemy Pana wsparcia dla tych działań. Jestem pewien, że z Pana pomocą wspólnie zmusimy radykałów do przestrzegania prawa sprzyjającego wolności religijnej.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk„Feministyczna transformacja” Teatru Dramatycznego Zorganizowany przez radykalne feministki„Sabat Dobrego Początku”, który zainaugurował kadencję Moniki Strzępki na stanowisku dyrektora warszawskiego Teatru Dramatycznego, okazał się być prymitywną imprezą, w której programie znalazły się wzorowane na pogańskich wierzeniach parareligijne rytuały. Ich zwieńczeniem było wyszydzenie katolickiej procesji, polegające na ceremonialnym wniesieniu do teatru obscenicznej rzeźby przedstawiającej żeński organ płciowy i wykonanej na podobieństwo figury Matki Bożej. Jej autorka, Iwona Demko, sama określa się mianem „artystki waginistki”.Ustawiona we foyer teatru wulgarna instalacja, ma być według jego nowej dyrektor „wyrazem uznania dla kobiecości”. W rzeczywistości te wydarzenia ukazują nam znane z „czarnych marszy” prawdziwe oblicze radykalnego feminizmu, który redukuje kobiety wyłącznie do sfery seksualnej i wyżywa się na atakowaniu chrześcijan i znieważaniu świętych dla nich symboli.Sprzeciwiając się przeznaczaniu publicznych pieniędzy na podobne inicjatywy, poddaliśmy działalność placówki wnikliwej analizie. Sprawdzamy między innymi, czy dyrekcja teatru dopuściła się niegospodarności.W tym celu, skierowaliśmy do Teatru Dramatycznego i Prezydenta Warszawy zapytania w trybie dostępu do informacji publicznej. Żądamy w nich podania kosztów organizacji „Sabatu Dobrego Początku” i zakupu obscenicznej instalacji, a także kryteriów, które zadecydowały o podjęciu takich decyzji. Jeśli nasze podejrzenia się potwierdzą, o sprawie zawiadomimy Regionalną Izbę Obrachunkową.Badamy też procedury konkursu, w ramach którego wybrano nową dyrektor Teatru Dramatycznego. Z analizy naszych prawników wynika, że jego organizatorzy oczekiwali, że dyrektor placówki w swojej pracy połączy „poszanowanie tradycji teatralnego rzemiosła z poszukiwaniem nowoczesnych form scenicznych i z dbałością o wysoki poziom artystyczny”. Natomiast Monika Strzępka w swoim programie wprost mówiła, że chce zmienić placówkę w „feministyczną instytucję kultury”, której hymnem mógłby zostać wyjątkowo wulgarny utwór kontrowersyjnej feministki Marii Peszek o wiele mówiącym tytule „Viva La Vulva” (Niech żyje srom).W celu wywarcia presji społecznej na prywatnych sponsorów Teatru Dramatycznego, wyślemy do nich pisma, w których uświadomimy im, że ich pieniądze są przeznaczane przez nową dyrekcję placówki na organizację wulgarnych i ideologicznych prowokacji, które nie mają nic wspólnego z żadnymi wartościami artystycznymi.Jednocześnie, prawnicy Ordo Iuris są gotowi udzielić pomocy prawnej osobom, które poczuły, że ich uczucia religijne zostały obrażone przez radykalnych aktywistów, którzy sprofanowali katolicką procesję ku czci Matki Bożej. Przygotowaliśmy również petycję, w której wzywamy Prezydenta Warszawy do „wstrzymania finansowania Teatru Dramatycznego ze środków publicznych do czasu usunięcia obscenicznej rzeźby oraz wyjaśnień związanych z wydarzeniem inaugurującym pracę nowej dyrektor”.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przyciskMówimy nie atakom na uczucia religijne chrześcijanTroszcząc się o prawa ludzi wierzących, prowadzimy też inne postępowania dotyczące obrazy uczuć religijnych. Od lat walczymy między innymi o ukaranie przez sąd kontrowersyjnego celebryty Adama D. ps. „Nergal”, który w celu autopromocji za dokonał dwóch profanacji. Mężczyzna znieważył wizerunek Najświętszej Maryi Panny, przydeptując go butem, oraz figurę Jezusa, umieszczając ją na sztucznych męskich genitaliach.Cały czas czekamy na wyznaczenie przez Sąd Najwyższy terminu rozpatrzenia naszej kasacji dotyczącej sprawy trzech aktywistek, które znieważyły wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej, zamieniając oryginalny złoty nimb widoczny nad głową Maryi na logotyp ruchu LGBT. Zdeformowany wizerunek został przez kobiety umieszczony na naklejkach i porozklejany na przenośnych toaletach, transformatorach i znakach drogowych oraz szeroko rozpowszechniony w internecie. W postępowaniu reprezentujemy pokrzywdzonego proboszcza jednej z płockich parafii.Interweniujemy również w sprawach profanacji dokonanych przez aktywistów LGBT podczas gdańskich manifestacji ruchu LGBT w 2019 i w 2020 roku. W trakcie pierwszej z nich mężczyzna – solidaryzując się z płockimi aktywistkami – założył koszulkę ze zniekształconym przez kobiety wizerunkiem Matki Bożej, który dodatkowo umieścił w kontekście seksualnym. Złożyliśmy w tej sprawie apelację do sądu drugiej instancji, odwołując się od wyroku uniewinniającego oskarżonych. Jednocześnie dążymy do ukarania radykalnych działaczek, które podczas tej samej manifestacji wyszydziły świętą dla milionów katolików procesję Bożego Ciała. Kobiety urządziły pochód, w trakcie którego niosły imitację Najświętszego Sakramentu w kształcie żeńskiego organu płciowego. Ponieważ jedną z aktywistek okazała się profesor Uniwersytetu Gdańskiego Ewa G. reprezentujemy studenta, który złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przez kobietę deliktu dyscyplinarnego do Rzecznika Dyscyplinarnego.Zmierzamy również do pociągnięcia do odpowiedzialności prawnej sprawców podobnej profanacji procesji Bożego Ciała, do której doszło rok później podczas nielegalnej manifestacji działaczy LGBT. Została ona zorganizowana w ramach sprzeciwu wobec legalnej pikiety środowisk narodowych, które wyrażały swój sprzeciw wobec realizacji przez samorządy postulatów ideologii gender.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przyciskPomagamy organom ścigania w walce z wulgarnymi prowokatorami. W wielu sprawach napotykamy jednak na opieszałość, a nawet oportunizm śledczych, którzy nie kwapią się do ścigania sprawców profanacji. Dlatego kończymy prace nad poradnikiem dla prokuratorów, w którym przypomnimy, że ochrona uczuć religijnych posiada solidne podstawy konstytucyjne, co znajduje odzwierciedlenie w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego.Przeanalizujemy znamiona czynu zabronionego z art. 196 Kodeksu karnego, a więc obrazy uczuć religijnych. Zwrócimy uwagę na to, że wyczerpują je zarówno wypowiedzi słowne, jak i gesty oraz czynności, które publicznie znieważają przedmioty czci religijnej lub miejsca przeznaczone do wykonywania publicznych praktyk religijnych.Wyjaśnimy, dlaczego w tych postępowaniach niezwykle ważne jest odwoływanie się do wiedzy biegłych specjalistów z zakresu różnych dziedzin, w tym religioznawstwa, historii sztuki, antropologii, socjologii czy medioznawstwa. Podkreślimy, że opinię o tym, czy dane zachowanie narusza uczucia religijne pokrzywdzonego, może wydać tylko osoba, która takie uczucia posiada i rozumie.Omawiając szczegółowo przykłady przestępstw obrazy uczuć religijnych, wskażemy, gdzie przebiega granica pomiędzy wolnością słowa i sztuki, a wulgarną i wymierzoną w poczucie przyzwoitości oraz uczucia wierzących prowokacją.Jestem przekonany, że zapoznanie się z naszym poradnikiem zmobilizuje śledczych do skuteczniejszego ścigania sprawców wulgarnych prowokacji.Odpowiadając na – sygnalizowany nam w wielu wiadomościach – narastający problem naruszeń wolności religijnej dokonywanych w internecie, przygotowujemy aktualizację naszego poradnika dedykowanego obrońcom świątyń. Precyzyjnie wyjaśnimy w nim, za pomocą jakich środków prawnych osoby, których uczucia religijne zostaną obrażone w sieci, mogą skutecznie dochodzić sprawiedliwości. Przy jego pomocy, każdy będzie mógł wspomóc organy ścigania w walce z nienawiścią wobec chrześcijan w internecie. Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przyciskWzmacniamy prawną ochronę uczuć religijnychZ całą stanowczością wspieramy również propozycje zmian w prawie, które podniosą prawne gwarancje bezpieczeństwa dla wolności religijnej. Poddaliśmy wnikliwej analizie projekt ustawy przygotowany przez Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „W obronie wolności chrześcijan”, który przewiduje znowelizowanie Kodeksu karnego – tak, aby wzmocnić ochronę osób wierzących.Nasi eksperci opublikowali trzy komentarze poświęcone projektowi oraz napisali opinię prawną, którą przekazaliśmy Komitetowi. Wskazujemy w niej, że choć projektodawca właściwie diagnozuje ważne problemy społeczne i zagrożenia, to część rozwiązań, za pomocą których chce im przeciwdziałać, może powodować negatywne konsekwencje.Konkretne sugestie zmian przygotowane przez ekspertów Ordo Iuris zostały docenione przez inicjatorów Komitetu i będą mogły zostać wdrożone na etapie prac parlamentarnych. Aby ustawa nie została wykorzystana przez prowokatorów do kpin z religii, zaproponujemy między innymi zgodne ze standardami prawodawstwa innych państw europejskich urealnienie kryteriów rejestracji związków wyznaniowych. Co do zasady, musimy uniknąć poszerzenia ochrony związków wyznaniowych powoływanych dla drwiny lub jako prowokacja. W rozgraniczeniu pomoże nam analiza formalnych wymogów rejestracji związków wyznaniowych w krajach takich jak Francja, Hiszpania, Niemcy, Węgry czy Wielka Brytania.Chroniąc uczucia religijne, trzeba także z wielkim wyczuciem określić granice ingerencji prawa karnego w wolności obywatelskie, aby ochrona wolność religijnej nie stała się pretekstem dla ograniczeń prowadzonej w granicach kultury krytyki.Razem zatrzymamy wulgarnych prowokatorów. Aby chronić chrześcijan przez aktami nienawiści i wyszydzeniem wiary, a w dalszej perspektywie – aby zapewnić pokój i kulturę debaty publicznej – musimy dbać o egzekwowanie obowiązującego prawa oraz nieustannie wspierać jego poprawę. Obrażający uczucia religijne milionów Polaków radykalni aktywiści często działają w poczuciu absolutnej bezkarności, ciesząc się sympatią lewicowych mediów, które na swoich łamach usiłują przedstawiać nawet najbardziej ohydne prowokacje jako przejawy „współczesnej sztuki”. Prowadzenie szeregu postępowań w sprawie Teatru Dramatycznego w Warszawie to wydatek nie mniejszy niż 15 000 zł. Nie możemy jednak pozwalać na to, aby publiczne pieniądze były bezkarnie wykorzystywane do obrażania uczuć religijnych osób wierzących i zwykłej przyzwoitości. Zwyciężając, pokażemy genderowym prowokatorom, że muszą przestrzegać prawa, a teatr nie jest miejscem na ich ideologiczną propagandę. Kontynuowanie spraw przeciwko „Nergalowi” to koszt rzędu 10 000 zł. Ewentualna bezkarność celebryty może stanowić zachętę do podjęcia podobnych działań dla jego fanów.Na dokończenie prac nad poradnikiem dla prokuratorów prowadzących postępowania dotyczące obrony uczuć religijnych i jego szeroką promocję musimy przeznaczyć 12 000 zł. Kolejne 6 000 zł potrzebujemy na aktualizację poradnika dla obrońców świątyń. Zapoznanie się z nim pozwoli każdemu zainteresowanemu na włączenie się w walkę z falą antychrześcijańskiej agresji w internecie.Przygotowanie każdej pojedynczej analizy dotyczącej ochrony praw ludzi wierzących to wydatek rzędu 5 000 zł. Przy ich pomocy możemy jednak realnie wpływać na kształt obowiązujących w Polsce przepisów prawa – tak, aby należycie chroniło ono zagwarantowane konstytucyjnie prawa chrześcijan.Dlatego bardzo Pana proszę o wsparcie Instytutu kwotą 50 zł, 80 zł, 130 zł lub dowolną inną, dzięki czemu będziemy mogli walczyć o ukaranie wulgarnych prowokatorów, którzy z premedytacją dokonują profanacji świętych dla Polaków symboli.Z wyrazami szacunkuP.S. Dalszy brak zdecydowanej reakcji organów ścigania na akty nienawiści wymierzone w uczucia religijne chrześcijan będzie prowadził do ośmielania sprawców, którzy coraz mniej będą się bali przewidzianej przez prawo kary. W rezultacie coraz częściej będzie dochodziło do ataków nie tylko na symbole religijne, ale również na ludzi wierzących.Głęboko wierzę, że z Pana pomocą zatrzymamy i odwrócimy ten proces.Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris jest fundacją i prowadzi działalność tylko dzięki hojności swoich Darczyńców.
Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iurisul. Zielna 39, 00-108 Warszawa(22) 404 38 50www.ordoiuris.plWiadomość ta została wysłana pod podany adres zgodnie z dostarczoną Panu/Pani klauzulą informacyjną w ramach utrzymywania stałego kontaktu z Fundacją Instytut n
BKP: Jaki cel stawia sobie Franciszek Bergoglio swoim udziałem
Po co Kościołowi papiestwo? Bożym zamiarem jest ochrona fundamentów wiary i moralności. Jeśli papież i papiestwo postępują odwrotnie, to jest to samobójstwo dla Kościoła. Dziś jesteśmy tego duchowego samobójstwa świadkami.
Franciszek Bergoglio weźmie udział jako oficjalny, ale w rzeczywistości nieważny przedstawiciel Kościoła Katolickiego w kongresie przywódców religijnych w Kazachstanie w dniach 13-15 września 2022 r. Spotkania te, z pogańskimi przywódcami, zostały zapoczątkowane w Asyżu w 1986 roku. Od tego czasu te spotkania w określonych odstępach czasu odbywają się na całym świecie. Kiedy Jan Paweł II po raz pierwszy zaprosił pogańskich przywódców do tzw. modlitwy o pokój w Asyżu, odniósł się do tego, że tylko realizuje ducha II Watykańskiego Soboru, a konkretnie dekret „Nostra aetate” o tzw. szacunku dla innych religii, a de facto o szacunku dla ich demonów. Tak więc dzisiaj Franciszek tylko dopełnia ducha II Watykańskiego Soboru, który dokonał duchowego przełomu i podważył pierwsze i największe przykazanie, które brzmi: „Ja ‒ Pan, Bóg twój,Bóg żarliwy w miłości, nie będziesz miał innych bogów i nie będziesz się im kłaniał (czcić ich)”. Boże słowo w liście do Rzymian wskazuje na bezpośredni związek między pogaństwem a sodomią: „To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich (pogan)…, tak że nie mogą się wymówić od winy. Choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu… Stali się głupimi. I zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów. (Buddyści czczą dalajlamę jako boga, tak samo hinduiści okazują boski szacunek guru, Indianie w Kanadzie ubóstwiają ptaki, Hindusi ubóstwiają świętą krowę, węże, szczury i wszelkie robactwo).Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności, … mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd…” (por. Rz 1:19-28)
Franciszek Bergoglio nie tylko aprobuje, ale także promuje bałwochwalstwo. Intronizował demona Pachamamę bezpośrednio w bazylice św. Piotra. W Kanadzie (2022) poświęcił się demonom przez szamana. Na wezwanie szamana położył rękę na sercu i w ten sposób wykonał gest przyjęcia demonów. Przy tym szaman gwizdał na kość dzikiego indyka. Z życia świętych męczenników wiemy, że zamiast rzucić bożkom choćby jedno ziarenko kadzidła w geście szacunku dla demonów, woleli poddać się najokrutniejszym torturom i śmierci.
Jeśli chodzi o sodomię, Bergoglio promuje ją słowami i gestami, np. całując stopy transseksualisty. Przy każdej okazji tzw. wysłuchuje sodomitów i transseksualistów, nie wzywając ich do pokuty w celu zbawienia ich dusz. To Franciszkowo antychrześcijaństwo jest w rzeczywistości służbą diabłu i przekształceniem Kościoła katolickiego w antykościół New Age.
Jaki jest cel wizyty Bergoglia w Kazachstanie? Kiedy patrzymy na jego ostatnie kroki, jakie podejmuje w celu zniszczenia Kościoła, widzimy, że i ta wizyta również należy do nich. Czego innego możemy oczekiwać od człowieka, który nie ma Ducha Chrystusowego, ale ma ducha antychrysta? On głosi sodomistyczną, kowidową, ekologiczną i bałwochwalczą antyewangelię, za którą na niego, zgodnie z Ga 1:8-9, spadła kilkakrotna Boża anatema – klątwa. On promuje antymoralność i uprzywilejowuje perwersję. W adhortacji „Amoris laetitia” anuluje obiektywnie obowiązujące moralne normy i Boże przykazania. Otwarcie aprobował tak zwaną edukację seksualną, która narzuca niewolniczy i grzeszny onanizm dzieciom od 4 roku życia i manipuluje dzieci do tragicznego przeoperowania płci. Sugestywnie stwierdził, że dzieci rzekomo należy prowadzić do „seksu bez rygoru”, czyli bez żadnych zahamowań. Bergoglio publicznie dąży do legalizacji małżeństw sodomitów (2021) i ich adopcję niewinnych dzieci. Wszystkim pracownikom Watykanu, a także wszystkim katolikom narzucał eksperymentalną genetyczną surowicę, wykonaną z tkanki, wyrwanej żywcem z nienarodzonego dziecka.
Kto tworzy wewnętrzną jedność z Franciszkiem Bergoglio, tym samym oddzielił się od Chrystusa. Taki biskup, ksiądz i katolik już de facto ofiarował swoją duszę diabłu. Do tego odnoszą się słowa: „Nie ma żadnej jedności Chrystusa z Beliarem”, ani żadnej jedności między Chrystusem a Bergoglio (por. 2 Kor 6:15). Bergogliańska sekta ma swoją nową naukę i pogańskiego, nieczystego ducha, którego maskuje ekologią, wysłuchiwaniem, synodalnością itp.
W tych dniach Bergoglio zapewnił oficjalną kontynuację procesu autodestrukcji Kościoła, kiedy po raz kolejny mianował nowych kardynałów, tym razem kolejnych 20. Oni wszyscy mają tego samego ducha i ten sam samobójczy program co on.
Publicznie się już mówi o abdykacji Bergoglio. Jeśli w tej sytuacji abdykuje, przejmie władzę Franciszek nr 2, nr 3… Sekta Bergoglia obejmuje w swoich antyreformach nie tylko wyświęcanie czarownic na diakonki i kapłanki (patrz Amazonia), ale także likwidację papiestwa. Co robić, aby ocalić papiestwo i ocalić tożsamość Kościoła katolickiego? W wyjątkowych okolicznościach musi stanąć na czele prawowiernych katolików prawowierny papież, wybrany w nadzwyczajny sposób, tj. nie spośród bergogliańskich kardynałów. Kwestia ratowania Kościoła dotyczy wszystkich biskupów, którzy wewnętrznie dystansują się od bergogliańskiej sekty. Bez radykalnego kroku wiary matastazy ogarną cały duchowy organizm. Dziś Bergoglia i jego kardynałów dotyczy: „Oni nie pojmują i nie rozumieją, błąkają się w ciemnościach:a cała ziemia chwieje się w posadach” (Ps 82:5).
Bergoglio pozwala się nazywać przedstawicielem Chrystusa na ziemi, ale on, arcyheretyk, nim nie jest. Publicznie sprzeciwił się nauczaniu Chrystusa i Jego przykazaniom. Nazywa się także następcą apostoła Piotra. Ale on, propagator sodomii i bałwochwalstwa, który głosi nową antyewangelię i niszczy prawa Boże, w żadnym wypadku nie jest następcą apostoła Piotra. On nie jest Ojcem Świętym. Jego ojcem jest diabeł. Bergoglio nie tylko stara się zabić Chrystusa, ale już zabija Go w duszach (por. J 8:37-44). Na co jeszcze katoliccy biskupi czekacie? Dziś jest tylko jedno wyjście, a mianowicie ‒ przyjąć prawowiernego papieża, wybranego Bogiem w nadzwyczajnych okolicznościach i w niezwykły sposób. Tym samym jednocześnie zostanie uratowana papieska instytucja. Udział Bergoglia w Kazachstanie – to kolejny gwóźdź, wbity w trumnę Kościoła Katolickiego w celu reinkarnacji katolików do jednego antykościola New Age. Ale jego ostatecznym celem jest zjednoczenie katolików z diabłem i jego aniołami w piekle.
Najnowsze badania dotyczące działania tzw. szczepionek przeciwko Covid-19 wykazały, że są one bardziej niebezpieczne, nawet o niemal 100 razy niż miałby wyrządzać rzekomy „koronawirus”.
Naukowcy korzystali z oficjalnych danych agencji CDC oraz innych dostępnych, pokazujących tzw. zdarzenia niepożądane „szczepionek” i wykazali, że niepożądane skutki ich przyjęcia przekraczają aż o 98 razy skutki klasyfikowane jako efekt „wirusa SARS-CoV-2” mającego powodować Covid-19.
Według badania, „Na każdą hospitalizację po szczepieniu COVID-19, której zapobieżono u wcześniej niezakażonych młodych dorosłych, przewidujemy od 18 do 98 poważnych zdarzeń niepożądanych, w tym od 1,7 do 3,0 przypadków zapalenia mięśnia sercowego związanego z podaniem szczepionki u mężczyzn oraz od 1 373 do 3 234 przypadków reaktogenności stopnia ≥3, która zakłóca codzienne czynności.”
Ponadto, badacze uznali stosowane przez wiele uniwerstytów wymogi przyjęcia „szczepionki przeciwko Covid-19” jako warunku kontynuowania studiów, za nieetyczne z następujących powodów:
nie istnieje formalna ocena ryzyka i korzyści dla tej grupy wiekowej;
obowiązkowe szczepienia mogą skutkować oczekiwaną szkodą netto dla poszczególnych młodych ludzi;
obowiązkowe szczepienia nie są proporcjonalne: spodziewane szkody nie są przeważone przez korzyści dla zdrowia publicznego, biorąc pod uwagę skromną i przejściową skuteczność szczepionek przeciwko zakażeniom;
obowiązkowe szczepienia stosowane w USA naruszają zasadę wzajemności, ponieważ rzadkie poważne szkody związane ze szczepionką nie zostaną rzetelnie zrekompensowane ze względu na luki w obecnych programach szczepień;
Zespół badaczy składa się z naukowców: Kevin Bardosh (University of Washington; University of Edinburgh – Edinburgh Medical School); Allison Krug (Artemis Biomedical Communications LLC); Euzebiusz Jamrozik (University of Oxford); Trudo Lemmens (University of Toronto – Faculty of Law); Salmaan Keshavjee (Harvard University – Harvard Medical School); Vinay Prasad (University of California, San Francisco – UCSF); Martin A. Makary (Johns Hopkins University – Department of Surgery); Stefan Baral (John Hopkins University) oraz Tracy Beth Høeg (Florida Department of Health; Sierra Nevada Memorial Hospital).
W badaniach przyjęto założenia – naszym zdaniem zupełnie błędne i nie poparte naukowymi i medycznymi faktami – iż tzw. wirus powoduje jednostkę chorobową określaną jako Covid-19, a tzw. szczepionki chronią przed „wirusem” (tak wmawiano na początku tzw. pandemii), bądź „łagodzi przebieg choroby” (nowo wymyślony nonsens).
Odrzucając zatem ten „religijny” dogmat (rzekomo istniejący SARSCov2 wraz z mutacjami => Covid-19), ocena zastosowania preparatów genetycznych jest jednoznacznie negatywna, a wskaźnik niebezpieczeństwa osiąga wartość, nie 98x, lecz tak wielką jak liczba ofiar „szczepionek”.
Narzucenie, stręczenie, propaganda, zachęcanie i przymuszanie przyjęcia do organizmu nieprzebadanej a groźnej toksyny i genetycznej kombinacji, spowodowało dotychczas śmierć milionów ludzi na świecie, a u setek milionów uwidoczniły się ubytki na zdrowiu. W miarę upływu czasu coraz poważniejsze skutki ujawnią się, w postaci chorób autoimmunologicznych, niepłodności, chorób układu krążenia czy przypadków raka.
Rządy, globalne agencje, media społecznościowe, dziennikarze głównych mediów, władze Kościoła katolickiego i innych wyznań oraz religii – wszystkie te siły skupiły się w programie przebudowy świata w duchu satanistycznej rewolucji i skutecznie chronią przed ujawnianiem skutków ubocznych „szczepionek” i całej fałszywej „pandemii”.
Dziś po północy latarnie uliczne w Krośnie zgasną. Włączą się dopiero o 4 nad ranem. Miasto szuka oszczędności, bo dostało nowy cennik energii elektrycznej. Musi płacić za prąd aż cztery razy więcej niż dotychczas. Urzędnicy przepraszają, ale twierdzą, że nie mają innego wyjścia.
Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej INNPoland.pl >>
Polskie miasta zaczynają wyłączać uliczne oświetlenie
Powód to rosnące ceny prądu: Krosno musi płacić 4 razy więcej, niż do tej pory
Rachunki w Opalenicy wzrosły sześciokrotnie, miasto wyłącza połowę latarni
Latarnie uliczne w Krośnie będą od dziś wyłączane po północy, włączą się dopiero nad ranem — o czwartej. To efekt podwyżek cen prądu, jakie dostało to miasto. Do tej pory płaciło 34 grosze za kilowatogodzinę. Teraz musi płacić 1,69 zł netto/kWh — to cztery razy więcej. „Jest to zatem ogromny wzrost cen, który ukazuje dużą niestabilność i nieprzewidywalność sytuacji energetycznej w nachodzącym czasie” – piszą władze Krosna w komunikacie dla mieszkańców.
„Rozumiemy, że te ograniczenia najbardziej dotkną osoby przemieszczające się w godzinach nocnych, zwłaszcza pracujące w nietypowych godzinach. Mamy jednak nadzieję, że wprowadzone — przykładem innych miast — ograniczenia nie wpłyną znacząco na komfort życia mieszkańców. Przepraszamy za niedogodności z tym związane” – piszą urzędnicy.
W tym miejscu miał pojawić się niestandardowy element artykułu lub reklama, ale nie widzisz żadnego z tych elementów, ponieważ nie wyraziłeś zgody. Swoje ustawienia prywatności możesz zmienić tutaj.
Dodają, że miasto, dla potrzeb obiektów miejskich i oświetlenia ulicznego kupuje energię elektryczną poprzez grupę zakupową organizowaną przez Krośnieński Holding Komunalny. W zakończonym kolejnym postępowaniu przetargowym najkorzystniejszą cenę zaproponował dotychczasowy sprzedawca energii. Krosno nie miało więc wyjścia i nie może kupić energii taniej.
Drogi prąd dobija gminy i firmy
W podobnej sytuacji znajdują się inne samorządy oraz firmy. Jak pisaliśmy w INNPoland.pl ceny prądu drenują portfele obywateli i budżety miast. Sześciokrotną podwyżkę rachunku dostały już władze Opalenicy. W związku podjęto decyzję o ograniczeniu oświetlenia nocą. Działać ma tylko co druga latarnia.
„Aktualna cena na potrzeby oświetlenia ulicznego wynosi netto 1,674 zł za KWh”. Jak wskazują przedstawiciele miasta, do tej pory było to 0,57 zł za KWh. Jeszcze wyższe są koszty oświetlenia budynków publicznych m.in. szkół, sal wiejskich czy Centrum Kultury i biblioteki. Obecnie miasto wydaje na ten cel 2,1950 zł netto za KWh, a wcześniej płaciło 0,41 zł za KWh. [5.3 raza md]
Do podwyżek cen energii elektrycznej należy doliczyć także rosnące koszty dystrybucji. Władze Opalenicy tłumaczą, że w 2021 r. za energię elektryczną zapłaciły około 550 tys. zł brutto. Obecnie prąd pochłonie 3,5 mln zł. To podwyżka rachunku o ponad 630 proc. w przeciągu zaledwie roku.
Jednak przedstawiciele Opalenicy deklarują, że w mieście nie zapanują egipskie ciemności. Oświetlenie „przejść dla pieszych, skrzyżowań i miejsc szczególnie niebezpiecznych w ruchu drogowym” będzie funkcjonowało bez zmian.
Niewykluczone, że kolejne gminy pójdą w ślady Opalenicy, ponieważ przyszły rok może być równie trudny pod kątem finansowym. Szczyt podwyżek dopiero przed nami, a koszty będą podbijać utrzymujące się wysokie ceny gazu i rosnące koszty zakupu uprawnień do emisji CO2.
– Przy intensywności emisji związanej z wytwarzaniem energii elektrycznej w Polsce wynoszącej ponad 700 gCO2ekw/kWh przekłada się to na koszt ok. 280 PLN/MWh. To 3-krotnie więcej niż średnia dla krajów UE-27, ponad 2-krotnie więcej niż dla Niemiec i aż 12-krotnie więcej niż dla Francji — wyliczył Polski Instytut Ekonomiczny. Zdaniem ekspertów tego rządowego think tanku wysoki średni koszt uprawnień wynika z bardziej emisyjnej struktury produkcji energii elektrycznej wobec innych państw UE.
Ikona w ogniu [z książki Opowieść ojca, Michael D. O’Brien, str. 763 i nn.
Chociaż Agłaja urodziła się po Rewolucji, ssała pierś matki wychowanej w dawnych czasach, która starała się żyć tak, jak gdyby Rewolucja w ogóle się nie zdarzyła. W bardziej odległych regionach Syberii było to jeszcze w latach dwudziestych możliwe.
– Nasze kłopoty zaczęły się z kolektywizacją powiedziała Agłaja. W roku tysiąc dziewięćset trzydziestym mieszkaliśmy w bezpośrednim sąsiedztwie pewnego miasta po drugiej stronie jeziora Bajkał, w pobliżu gór Chamar-Daban. Mój ojciec był szewcem. Miał na imię Paweł. Był bardzo religijny, podobnie jak moja matka, która miała na imię Marfa. W naszej wiosce, odległej o rzut kamieniem od miasta, mieszkał świątobliwy kapłan. Przyjeżdżali do niego z zewsząd pielgrzymi, żeby go zobaczyć i wysłuchać duchowej rady. Był wielkim postnikiem i męczennikiem. Całe jego życie to biała pasja, na koniec zaś – czerwona pasja krwi.
Pewnego dnia w styczniu weszła do naszej wioski, nie wypowiem raczej jej nazwy – milicja polityczna GPU. Przyszli, żeby „oczyścić dom”, jak to określili. W tamtym okresie Stalin starał się wymusić na chłopach kolektywizację. Mój ojciec był również kułakiem ale biednym. Miał mały kawałek ziemi to nie było wiele, bądź pewien: nie był barinem. Uprawiał trochę zboża. Wielu kułaków zesłano do obozów, wielu zabito. Stalin postanowił złamać naszego ducha, niszcząc nasze kościoły. Tysiące miejsc świętych spalono lub przekazano miejscowym komunistom. Cerkiew w naszej wiosce też została spalona. Zastrzelili mojego ojca i innych starszych z parafii, ponieważ mężczyźni ci próbowali zapobiec rozlewaniu benzyny z kanistrów wszędzie na podłogę. Nie widziałam jego śmierci i jestem za to wdzięczna. Ale widziałam równie złe rzeczy. Torturowali kapłana: na placu przed cerkwią odcięli mu dłonie i stopy. Cerkiew była pod wezwaniem świętych męczenników Borisa i Gleba. I ten kapłan, jak umierał, wzywał ich po imieniu. Ciągle słyszę dźwięk jego głosu, ponieważ chociaż miałam tylko sześć lat cała wioskę zmusili do” oglądania egzekucji. Moja matka trzymała rękę na mojej buzi, żebym nie krzyczała. Krzyk się nie wydobył, więc wszedł głęboko w moje wnętrze. Nadal krzyczę. Ale ten krzyk przybrał formę łez i błagań. Czy wiesz, co ten kapłan krzyczał, gdy wykrwawiał się na śmierć? Nie? To ci powiem.
Wypraszał u swych świętych braci, żeby modlili się za tych, którzy odbierali mu życie. Przy każdym ciosie błagał Boga, żeby zmiłował się nad Rosją i jej ludem. Błagał, żeby reszta stada ocalała i jednego dnia odbudowała Kościół. Obserwowałam, jak jego krew rozlewa się na śniegu. Umierał tak długo, że w końcu oni po prostu przyłożyli mu pistolet do głowy i zastrzelili go.
Aglaja się wzdrygnęła.
— Ciągle słyszę ten strzał, kiedy mam zły sen.
Co zrobiła wtedy wasza matka?
Moja matka? Moja świątobliwa i piękna matka to była prawdziwa święta, nie ma co do tego wątpliwości. Zanim podłożyli ogień pod cerkiew, dla szczególnej zniewagi, odarli ją z wszystkich ikon. Wyrwali nawet te duże z ikonostasu. Ułożyli ogromny stos na placu przed cerkwią. Żołnierze chodzili po całej wiosce, włamywali się do wielu domów i ściągali ze ścian święte obrazy. Te też wrzucono na stos. Przez cały ten czas żołnierze pili. Można było zauważyć, że niektórzy z młodych, mimo że byli komunistami, czuli się winni z powodu tego, co robili, i jeden czy drugi (Boże, zmiłuj się nad nimi) nawet się przeżegnał, jak rzucał ikony na stos. Więc widzisz, potrzebowali tej wódki, żeby zabić ból. Większość z nich jednak nie czuła żadnej winy, o nie, skakali z radości. Byli jak diabły. Ci też się upili, ale dla przyjemności. Jeden po drugim ludzie odchodzili do swych domów, gdzie gorzko płakali i modlili się. Moja matka zaprowadziła mnie do domu i ukryła twarz w poduszce. Płakała tak, jak nigdy wcześniej później nie widziałam jej tak płaczącej. Ciało mego ojca leżało zamarznięte na placu. Nie było sposobu go pochować ani pochować innych ciał. Ziemia była jak żelazo. Żołnierze nie pozwalali nam zabrać ciał.
Tej nocy żołnierze rzucili płonące szmaty do wnętrza cerkwi i drewniana podłoga zajęła się od benzyny. Moja matka położyła mnie do łóżka, odmówiła ze mną pacierz i pozostawiła pod opieką babci swojej matki. Wyszła, zabierając ze sobą sanie. Zbudował je ojciec, żeby zwozić drewno na opał. Miały dobre płozy i długą linkę. Można było przewieźć na nich dużo ładunku. Babcia powiedziała mi, że mama chce poprosić żołnierzy, żeby wydali jej ciało mego ojca oraz ciało księdza, żeby można było ich pochować. Miała nadzieję, że gdy żołnierze odejdą, za dzień, za tydzień, za miesiąc, mieszkańcy wioski będą mogli wykopać dziurę i oznaczyć miejsce. Pewnego dnia mogliby na grób księdza męczennika przybyć i modlić się pielgrzymi. Gdy jednak dotarła do cerkwi, zobaczyła, że ta się pali. Ciało księdza ciśnięto na tył ciężarówki, później jego odcięte członki, razem z ciałami pozostałych mężczyzn, których zastrzelono. Mama pomyślała, że ciało ojca też tam jest, chociaż pewności nie miała. Zdawało się jej, że to koniec świata. Ciężarówka zabrała zabitych; nie wiem gdzie. Do dzisiaj nikt nie Wie. Była już późna noc i cerkiew stała w płomieniach. Pijani żołnierze biegali dokoła, wrzeszcząc, śpiewając i śmiejąc się.
Jeden z nich wylał trochę benzyny na stos ikon i rzucił zapałkę. Wybuchł ogień. Moja matka przeczołgała się na czworakach przez plac. Nikt jej nie zauważył. Wyciągnęła z ognia jedną ikonę. Metalowe gorące pokrycie oparzyło ja, ale jej nie upuściła. Wepchnęła ją pod połę płaszcza. To samo zrobiła z następną i następną. Największe płomienie były na szczycie stosu, lecz chociaż wyciągała ikony od spodu, płomienie pełzały też w dół.
Zabrała, ile zdołała i wyczołgała się do alei. Tam zrobiła z tych ikon mały stos. Wróciła do ognia. Zabrała jedną, drugą, trzecią. Zabrała cztery, pięć, sześć. Przód jej sukni był wypalony i teraz ikony dotykały skóry. Każda następna parzyła coraz bardziej. W większości były to małe ikony, ale pod koniec zdołała wyciągnąć kilka większych. Odczołgała się do alejki, ochłodziła ikony w śniegu i dołożyła do stosu uratowanych.
Zaczął padać śnieg, tak jakby niebo płakało nad tym świętokradztwem, nad tymi, którzy zginęli, nad ślepotą żołnierzy. To przytłumiło nieco płomienie, dając jej więcej czasu. Żołnierze patrolowali plac, jeżeli można to nazwać patrolowaniem, bo wszyscy się zataczali. Gdyby w pewnym momencie dostrzegli moją matkę, zastrzeliliby ją na miejscu. Udało jej się ponownie przedrzeć pomiędzy pijanymi, i tak wędrowała tam i z powrotem całymi godzinami.
Oj, moja matka! Moja matka co to była za wielikaja dusza! › jej ręce były w stanie opłakanym, krwawiły inie miały na dłoniach skóry, zostało żywe mięso. Jeszcze raz powróciła. Gdy już dochodziła, z drugiej strony stosu wyszedł chłopak z karabinem. Był pijany, ale nie tak jak pozostali. I oto co zobaczył? Zobaczył kobietę na kolanach sięgającą ręka do ognia, żeby wyciągnąć ostatnia ikonę ręką ogarnięta płomieniami. Wycelował. „Wybaczam ci” powiedziała zamykając oczy. Lecz on nie wystrzelił. Gdy otworzyła oczy, żeby zobaczyć, dlaczego jej nie zabił, spostrzegła, że w oczach miał przerażenie i wstyd. Opuścił karabin i odszedł. Nie powiedział nie pozostałym. Poszedł na drugą stronę placu i wpatrywał się w kamienną ścianę. Mama wyciągnęła z ognia ostatnią ikonę: Bogorodicę Władimirską. Już się paliła. Posypała ją śniegiem, żeby ugasić płomienie, wepchnęła pod płaszcz i wyczołgała się ku alejce. Potem załadowała wszystkie ikony na sanie i zaciągnęła do domu.
Mieszkaliśmy nad rzeką Selengą, która na wschodzie wpływa do Bajkału. Moja babka zabandażowała ręce mamy. Ona z bólu okropnie płakała, a jeszcze straszniej szlochały obie, gdy się obejmowały, starając się, żebym tego nie słyszała. Babcia Powiedziała, że musimy uciekać do naszej rodzinnej wioski, wysoko w górach Chamar—Daban, gdzie nadal żyje część rodziny, która może nas przygarnąć. Mama nie była pewna. Uważała, że to jest zbyt niebezpieczne, że GPU dotrze wszędzie. Moglibyśmy trafić do miejsca ucieczki tylko po to, żeby znowu wycierpieć to, co udało się nam przetrzymać. Słyszała pogłoski, że z Chamar—Daban nie zostanie kamień na kamieniu.
Moja babcia powiedziała, że w Listwiance na zachodnim brzegu Bajkału ma siostrę, która wyszła za mąż za człowieka z tamtych okolic. Może latem spróbują popłynąć tam łódką, jeżeli znajdą kogoś, kto zawiezie je w dół rzeką Selengą do Świętego Morza. Będzie to sto dwadzieścia kilometrów rzekąi dodatkowo dwieście po jeziorze. Długa podróż. jeżeli uda się im przeżyć do wiosny, to na pewno popłyną.” Gdy jeszcze to mówiły, usłyszały we wsi strzały z broni palnej, wiele strzałów. Żołnierze biegając po ulicach, strzelali do ludzi, podkładali ogień pod domy. Jakiś głos krzyczał: „Śmierć kułakom! Na śmietnik historii z wami!”
O, jak my się modliłyśmy! Żołnierze mijali nasz dom, biegali tu i tam. W każdej chwili mogli wrócić i wedrzeć się do nas. Sanki stały w szopie przy naszych tylnych drzwiach, ciągle załadowane ikonami. Podczas gdy babcia ubierała mnie w zimowe rzeczy, mama kładła na sanki chleb i koce. Potem wszystkie wyszłyśmy tylnymi drzwiami, mama, babcia i ja. Był środek nocy. Położyły mnie na sankach i przykryły. Zawinęły ikony w płótno i przywiązały tobołek do ramy sań. Moja głowa spoczywała na tej stercie. Obie kobiety ciągnęły sanki wzdłuż alei i dalej w ciemność pól. Śnieg ciągle padał, przykrywając nasze ślady. Aniołowie ukrywali nas przed wszelkim wzrokiem. Doszedłszy do końca pola, zeszłyśmy zboczem ku zamarzniętej rzece, skręciłyśmy na zachód i przez całą noc szłyśmy po lodzie. Nie rozumiałam, co się dzieje. Nadal krzyczałam w duchu, mając przed oczyma widok placu kościelnego. Lecz mimo to nie mogłam utrzymać oczu otwartych. Płakałam, a potem zasnęłam. Rano obudziłam się i zobaczyłam, że jesteśmy daleko od miejsc zamieszkanych przez ludzi.
Wzdłuż brzegów Selengi gruby szron pokrywał drzewa i krzewy. Słońce wschodziło na świat wielkiego piękna. Wszystko było białe i krystaliczne. Kobiety siedziały na końcu sanek i jadły chleb. Dały mi porcję tak dużą jak ich. „Mała rośnie” powiedziała babcia, głaszcząc mnie po policzku. „Potrzebuje jedzenia bardziej niż ja”. Od tej pory nie jadła już więcej, tylko dawała mi swoje porcje. Szłyśmy dwa dni i jedną noc, spałyśmy raz nad rzeką W stodole na sianie. Obrałyśmy lewy kanał i po południu trzeciego dnia dotarłyśmy do brzegu Bajkału.
Mama i babcia padły na kolana, przeżegnały się i dziękowały Bogu. Babcia była bardzo zmęczona i ciągle biła się w piersi, bo podróż bardzo osłabiła jej serce. Mama kazała jej położyć się na saniach i wyruszyłyśmy w drogę przez jezioro. Przez jakiś czas szłam, pomagając ciągnąć sanie. Błogosławieństwem było, że wiatr całkowicie zawiał jezioro. Biała kołdra śniegu przykrywała lód na tyle, żeby łatwiej posuwać się szybko, bez ślizgania. Słońce zaszło i zaczął wiać paskudny wiatr bardzo gwałtowny i ostry. Mimo to nie było widać gwiazd. Wschodzący księżyc sprawił, że jezioro świeciło się jak lustro z baśni. Spodziewałam się w każdej chwili ujrzeć trójkę galopującą z północy, powożoną przez książęta, którzy się zatrzymają, zabiorą nas i zawiozą do Listwianki.
W nocy mama padła na kolana i lamentowała. Ten głos był bardziej nie do zniesienia niż odgłos strzału. Kiwała ciałem, a jej ręce cierpiały katusze. Do tego czasu nie słyszałam z jej ust ani słowa, ani jęku, lecz teraz nie była w stanie iść dalej. Babcia też była bardzo słaba i powiedziała, że musimy odpocząć, bo wszystkie umrzemy. Zrobiłyśmy zaporę przeciwwiatrowa z dużej ikony Władimirskiej i drugiej, przedstawiającej Borisa i Gleba, również dużej, tej, która została wydarta z ikonostasu. Wtedy wszystkie trzy położyłyśmy się razem, trzymałyśmy się mocno nawzajem, przykryte kocami i chronione przez Bogorodicę i obu Braci.
Było niewyobrażalnie zimno, tak zimno, że nawet teraz moje kości o tym pamiętają. Mama i babcia trzymały mnie między sobą i chociaż byłam wyziębiona i się trzęsłam, nie groziło mi zamarznięcie. Gdy się rano obudziłyśmy babcia nie żyła. Do dzisiaj widzę jej siną twarz, otwarte usta, oczy również otwarte, ze strużka zamarzniętych łez na policzkach. Nie opowiem ci reszty, bo to zbyt trudne. Powiem tylko, że zostawiłyśmy babcię na lodzie i myślę, że dla mamy nie było bardziej tragicznego momentu niż ten. Dorównywała mu tylko śmierć mojego ojca. Ale on został oderwany od niej siłą. Teraz zaś opuszczała tę, która nosiła ją w swym łonie, tę, która dała jej życie.
Wieczorem następnego dnia osiągnęłyśmy zachodni brzeg Bajkału. Mama nie pozwalała mi dużo chodzić, tylko tyle, żebym od czasu do czasu trochę się rozgrzała. Potem wysyłała mnie z powrotem na sanie. Zjadłyśmy resztę chleba. Skręciłyśmy na południe i szłyśmy wzdłuż Gór Primorskich, kilka stóp od brzegu. Te błogosławione góry chroniły nas przed wiatrem. Było cieplej. Byłyśmy wyczerpane. Niebawem weszłyśmy do wioski rybackiej. To było Oziero Bajkał. Poszłyśmy do pierwszego domu, akurat tego, w którym mieszka dzisiaj Irina Filippowna. Wówczas mieszkało tam stare małżeństwo. Przyjęli nas, jak większość ludzi wówczas, byli chrześcijanami. Chociaż widać było, że jak wszyscy inni cierpią z powodu złych czasów, mieli ryby i pełno drewna na opał. Oziero było tak mizernym miejscem, że ludzie władzy rzadko zauważali jego istnienie.
Żeby skrócić to długie opowiadanie, Alik, powiem ci, że nigdy nie udałyśmy się do Listwianki. Po latach dowiedziałyśmy się, że ciotka mamy umarła wskutek choroby, a jej mąż został zabrany do łagru. On też był kułakiem, jednym z tych milionów, które zginęły.
W sercach starej pary wezbrała litość. Powiedzieli nam, że jest możliwość schronienia się powyżej wioski, gdzie mają małą oborę.
Byli zniedołężniali, a ich dzieci opuściły dom. Jeden z synów zginął jako żołnierz armii białych w walce z bolszewikami. Gdy powiedzieli to mamie, wiedziała, że można im zaufać, ponieważ ta informacja była czymś, co mogło zakończyć ich życie, gdyby państwo się o tym dowiedziało. Ot, jeden z wielu sekretów Bajkału.
Ci starzy ludzie potrzebowali gwałtownie służącej. Mężczyzna kulał, a kobieta chorowała na płuca. Nie mieli pieniędzy. Naprawdę nie mieli. Mogli jednak zaoferować schronienie i jedzenie w zamian za pracę. Mama i ja wprowadziłyśmy się do tej oto chaty, która wówczas była świńskim chlewem. Owego pierwszego roku dzieliłyśmy to pomieszczenie ze świnia, ale później przeprowadziłyśmy stworzenie do groty. Ona za bardzo chrząkała i jadła nasze ubrania, gdy jej nie pilnowałyśmy.
Na wygojenie się oparzeń potrzeba było sześciu miesięcy. Wdała się infekcja. Stara kobieta pielęgnowała mamę, aż wyzdrowiała. Raz widziałam ciało mamy, gdy zmieniała bandaże. Klatka piersiowa była pomarszczona, poorana okropnymi szramami, z których sączyła się krwista ciecz. Ręce wyglądały jeszcze gorzej. Do końca życia miała kłopot z używaniem rąk. Przypominały łapy i patrzyło się na nie ze zgrozą. Nauczyła mnie pracować. Zawsze lubiłam pracę fizyczną.
Aż 74 procent Ukraińców ma pozytywne podejście do postaci Stepana Bandery – wynika z sondażu przeprowadzonego przez grupę Reiting. To znaczny wzrost w porównaniu z poprzednimi latami.
Jak wynika z badania przeprowadzonego 27 kwietnia br., aż 81 procent ankietowanych uznaje zbrodniczą organizację OUN-UPA za uczestników walki o niepodległość Ukrainy. Przeciwny kultowi tych ugrupowań jest zaledwie 10 procent badanych.
Socjologowie podkreślają, że od 2010 roku odnotowano blisko czterokrotny wzrost poparcia, zaś od 2015 roku dwukrotny.
Podobna sytuacja występuje w przypadku postaci Stepana Bandery, czyli przywódcy ruchu. Obecnie pozytywne nastawienie do niego ma 74 procent obywateli, a zaledwie 14 procent jest przeciwnych uznawaniu go za bohatera. Dla porównania w roku 2012 lidera Ukraińskiej Powstańczej Armii dobrze wspominało zaledwie 22 procent ankietowanych.
Warto podkreślić, że tak ogromny wzrost to przede wszystkim „zasługa” Federacji Rosyjskiej. Dla większości obywateli Ukrainy Bandera oraz jego organizacja odpowiedzialna jest za walkę o niepodległość przeciwko Sowietom.
46. prezydent Stanów Zjednoczonych postawił sobie, jak widać, za cel jak największe ośmieszenie swojego kraju w oczach świata. Coraz lepiej widać, że funkcje w jego administracji dobierane są nie w kluczu kompetencji, lecz w kluczu dopasowania do postulatów ideologii LGBT. Właśnie trwa szum medialny wokół jednego z urzędników federalnych, który jest znany z bycia homoseksualistą promującym symbolikę satanistyczną.
Ilustracja widoczna poniżej nie jest żartem. To autentyczne zestawienie osób, które administrują jednym z największych światowych mocarstw od chwili, gdy do władzy doszła radykalna lewica z „dobrym katolikiem” Joe Bidenem jako twarzą tej machinacji
Od kilku dni w amerykańskich mediach jest głośno z powodu mężczyzny z pentagramem na piersi widocznego na środku ilustracji. To Demetre Daskalakis, doktor medycyny i dyrektor wydziału zapobiegania HIV w państwowym Centrum Kontroli Chorób, obecnie pełniący rolę krajowego koordynatora ds. walki z małpią ospą. Prywatnie mężczyzna promuje symbolikę satanistyczną i wraz ze swoim „mężem” prowadzi siłownię pełną okultystycznych motywów – taki samych, jakie znajdują się na jego ciele w formie tatuaży.
To nie jedyna taka „perełka” w administracji Bidena. Po prawej stronie ilustracji widzimy Sama Brintona, transwestytę, który za rządów Baracka Obamy odpowiadał za wdrażanie agendy LGBT, a obecnie awansował do funkcji… nadzorcy utylizacji odpadów nuklearnych w federalnym Biurze Energii Jądrowej. Więcej o tej postaci pisaliśmy tu.
Spójrzmy jeszcze na pana po lewej stronie. Mężczyzna w kobiecym stroju wojskowym to admirał Richard Levine, „transseksualny” Żyd, który jakiś czas temu uznał, że nie jest już Richardem, lecz… Rachelą. Jako „Rachela” został zatrudniony w administracji Stanów Zjednoczonych w roli głównego doradcy w Departamencie Zdrowia. Więcej o jego działalności pod tym linkiem.
Widoczna obok kobieta to sekretarz prasowa Białego Domu Karine Jean-Pierre – rownież aktywistka LGBT oraz lesbijka „wychowująca” dziecko wraz ze swoją partnerką. Zaś ubrany w białe żeńskie ubrania mężczyzna z torebką w kształcie pieska to „influencer LGBT” współpracujący z Białym Domem w „zwalczaniu” małpiej ospy.
Rząd premiera Morawieckiego wzorowo wypełnia lockdown energetyczny polegający na zamknięciu dostępu do tradycyjnych źródeł energii. To karkołomne zadanie wymaga dużych wydatków. Chodzi o miliardowe dopłaty w celu redukcji wydobycia węgla do zera w polskich kopalniach, które mają być ostatecznie zlikwidowane. Takie są zobowiązania. Jak powiedział ostatnio Andrzej Duda- rzeczą, która zadecydowała ostatecznie o likwidacji polskiego górnictwa był krzyk. Krzyk z Brukseli i muchy w nosie pana Klausa. Pod takim naciskiem ukorzyliby się nawet najwięksi. Król Jan III Sobieski, obrońcy Termopil nie wytrzymaliby aż takiej presji.
Polacy są niezadowoleni, lecz w swojej błyskotliwej kalkulacji wiedzą, że albo Unia albo Putin, a jeżeli nie Putin to Marsjanie, a w takiej sytuacji zagrożona byłaby demokracja. Demokracja czy węgiel? Wybór jest oczywisty. Sytuację rozumieją też Ukraińcy, którzy zapowiedzieli swoją pomoc ogarniętej wojną Polsce. Gwoli precyzji nie tyle wojną co lockdownem, a to – jak już tłumaczyli wielokrotnie przedstawiciele drugiego najstarszego zawodu na świecie – jest zobowiązaniem najwyższej wagi.
Wspieramy naszych polskich przyjaciół. W imieniu Prezydenta Ukrainy jesteśmy gotowi do otwarcia kontyngentów eksportu węgla do Polski.
100 tys. ton. Dużo czy mało? Optymiści myśleli o przynajmniej kilku milionach. To stare myślenie z czasów, gdy w Polsce rządziły ruskie onuce. 100 tys. ton to przecież aż jedna czwarta z tego co wyjechało z Polski na Ukrainę w pierwszej połowie tego roku.
“Mamy wystarczające zapasy i możemy pomóc naszym braciom przygotować się do tej zimy” – powiedział prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski i wspomniał również o możliwości dostarczenia potrzebnej ilość energii.
Uff… jak dobrze jest mieć przyjaciół. Dzięki temu rząd PiS będzie mógł kontynuować likwidację tej szkodliwej dla klimatu gałęzi przemysłu wydobywczego. Malkontentom zwrócę na koniec uwagę, że bez tego czyli bez Wielkiego Resetu nie uda się przejść z aktualnej epoki mózgu łupanego do nowej, ale bardzo krótkiej, o roboczej nazwie “lodowcowa”. Nie chodzi tylko o temperaturę, lecz o konieczne zamrożenie wielu rzeczy, ale to już inna historia.
Niemal o 80 proc. wzrosła w jednym roku liczba prób samobójczych podejmowanych przez dzieci i młodzież, a o 20 proc. liczba zgonów z tego powodu w tej grupie. System opieki psychiatrycznej jest od kilku lat reformowany; kolejne zmiany planowane są na najbliższe lata.
=============
Podczas konferencji prasowej zorganizowanej z okazji Światowego Dnia Zapobiegania Samobójstwom w Centrum Prasowym PAP eksperci z Biura ds. Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym Instytutu Psychiatrii i Neurologii przedstawili najnowsze dane na temat skali i dynamiki zachowań samobójczych w Polsce, a także przedstawili informacje o planowanych reformach w dziedzinie opieki psychologiczno-psychiatrycznej.
– Z powodu różnych zdarzeń, jakie mają miejsce w ostatnim czasie zarówno na świecie, jak i w życiu osobistym wielu osób, narastającego problemu przewlekłego stresu, samotności, zaburzeń snu, uzależnień ludzie doświadczają kryzysów psychicznych, z którymi nie potrafią sobie poradzić. Jak podaje WHO, samobójstwo jest częstszą przyczyną zgonu niż takie choroby jak malaria, AIDS czy śmierć z powodu działań wojennych lub zabójstw. Jest to wiodąca przyczyna śmierci w populacji osób 15- 29 lat – mówiła prof. Agnieszka Gmitrowicz, przewodnicząca Zespołu Roboczego ds. prewencji samobójstw i depresji przy Radzie ds. Zdrowia Publicznego Ministerstwa Zdrowia, kierownik Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży Centralnego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.
W Polsce w 2020 roku według dostępnych danych GUS doszło do 4553 samobójstw, a dane te nie obejmują prób samobójczych. Dane o samobójstwach i próbach samobójczych zbiera Komenda Główna Policji.
Dane KGP dotyczące populacji dzieci i nastolatków poniżej 18. roku życia za rok 2021 wskazują, że doszło do istotnego wzrostu liczby prób samobójczych w stosunku do 2020 roku – aż o 77 proc. W tym samym okresie wzrosła o 19 proc. liczba zamachów na własne życie zakończonych śmiercią.
– Wśród najczęstszych motywów są problemy psychiczne (ale nie choroba psychiczna), zawody uczuciowe, konflikty rodzinne, w tym bardzo często przemoc. Podstawową interwencją ratującą życie jest ograniczanie dostępności do metod (samobójczych – przyp. red.) oraz większa uważność na zachowania dzieci w ich środowisku: w szkole i domu. Wśród młodzieży groźne jest naśladowanie zachowań autoagresywnych, w tym samookaleczenia ciała, które istotnie zwiększają ryzyko wystąpienia samobójstwa – zwraca uwagę prof. Gmitrowicz.
Innymi słowy: jeśli dziecko zaczyna się okaleczać, to oznacza, że jest w głębokim kryzysie i należy natychmiast mu pomóc. Należy przy tym pamiętać, że nie ma jednej przyczyny, dla której człowiek postanawia odebrać sobie życie.
Szybko, blisko, bez skierowania
W Polsce od kilku lat podejmowane są próby reformy…
Byłoby to nawet śmieszne gdyby nie to, że jest tragiczne. Jak to mówią – Bareja by tego nie wymyślił. Nie tylko polskie lecz również światowe firmy w związku z niezwykle wysokimi cenami gazu zawiesiły produkcję nawozów sztucznych. To grozi światu zmniejszeniem produkcji rolnej, a więc głodem. Przy wytwarzaniu nawozów produktem ubocznym jest jak wiadomo CO2. Firmy muszą zatem dodatkowo opłacać pozwolenia na emisję tego rzekomo szkodliwego gazu.
Tymczasem CO2 jest niezbędne w branży spożywczej i jego braki związane z zawieszeniem produkcji nawozów sztucznych owocują problemami branży mleczarskiej, mięsnej i wielu innych związanych z żywnością. Efektem ubocznym tych braków może również stać się głód. Świat walczy z CO2, którego jak się okazuje zaczyna brakować. Nie tylko w przemyśle spożywczym. Niektórzy naukowcy twierdzą, że ograniczanie emisji CO2 do atmosfery skutkuje zakłóceniem procesu asymilacji roślin, a więc podstawy łańcucha pokarmowego , którego beneficjentem jest człowiek. Więc powtórzę jeszcze raz –światu nie grozi fikcyjne globalne ocieplenie, lecz realny głód i chłód.
Czy jak w filmach Barei, czyli jak w czasach realnego socjalizmu rządy walczące z emisją CO2 będą jednocześnie walczyć z jego brakiem?
Polska ma do dyspozycji wiele rozmaitych źródeł energii. Między innymi wody termalne. Pomimo sukcesów Ojca Rydzyka w zastosowaniu tych wód do ogrzewania Torunia zaniechano prowadzenia odwiertów w ich poszukiwaniu. Z niezrozumiałych przyczyn zaniechano również poszukiwania gazu łupkowego oraz prac nad wykorzystaniem metanu. Należy chyba przyjąć za fakt, że UE chce nas nie tylko w sensie przenośnym, lecz i w dosłownym zagłodzić oraz zamrozić a nasi rządzący chcąc nie chcąc w tym uczestniczą.
W mediach produkują się młodociani „eksperci” zachwalający energetykę jądrową jako źródło „czystej, ekologicznej, bezpiecznej i taniej” energii. Nie wiedzą co mówią. Stawiam dolary przeciw orzechom, że ukończyli zarządzanie, politologię, stosunki międzynarodowe, albo filologię klasyczną, a w szkole nie mogli pojąć definicji logarytmu i z trudem dochrapali się oceny dopuszczającej z fizyki. Co gorsza w ramach kokietowania potencjalnych sojuszników powróciła koncepcja zakupu reaktorów od Francji. Nasi rządzący powinni wreszcie zrozumieć, że dla Francji zawsze byliśmy, jesteśmy i będziemy krajem Zulu, któremu można co najwyżej wepchnąć zalegające w magazynach paciorki. Za rządów solidarnościowych naiwniaków i manipulujących nimi spryciarzy o włos nie kupiliśmy od Électricité de France przestarzałej technologii jądrowej i reaktorów, na które od dawna ta firma nie miała klienta. Lobbował za tym ze znanych tylko mu przyczyn Jacek Merkel [aj… waj… ja też znam te przyczyny: Dostał od nich spora „zaliczkę”, którą już sobie wydał.. A sprawa się rypła, jak powiedział…M. Dakowski] . Z nieznanych natomiast mi przyczyn ( za politykami nie nadążysz) koncepcja ta na szczęście upadła. Niestety powróciła.
Prezydent Emmanuel Macron ogłosił, że francuski koncern EDF wybuduje 14 nowych reaktorów jądrowych.
Nakreślił plan, zgodnie z którym w drugiej połowie 2022 r. ruszą szerokie konsultacje społeczne dotyczące energii, w 2023 r. parlamentarne komisje mają przygotować niezbędną legislację,w 2028 r. ma ruszyć budowa pierwszego reaktora, a w 2035 r. ma on zacząć działać.
Tymczasem Niemcy pod koniec 2021 roku zamknęli trzy kolejne elektrownie jądrowe. Trzy ostatnie tego typu zakłady produkujące prąd mają zakończyć swoją działalność do końca 2022 r. Decyzje na temat odejścia od atomu niemiecki rząd podjął w 2002 r. w czasie kadencji kanclerza Gerharda Schroedera. Angela Merkel zmieniła decyzję o przedłużeniu żywotności niemieckich elektrowni jądrowych po katastrofie w Fukushimie w Japonii w 2011 roku i wyznaczyła rok 2022 jako ostateczny termin ich zamknięcia.
Powiedzmy to wprost. Emmanuel Macron ukończył filozofię a następnie École nationale d’administration czyli takie lepsze francuskie zarządzanie. Jestem przekonana, że miał kłopoty z matematyką i fizyką. Jego przyszła żona Brigitte Macron wykładała w liceum prowadzonym przez jezuitów, do którego uczęszczał, język francuski i łacinę. Natomiast Angela Merkel jest doktorem fizyki. Proszę zgadnąć kto wie więcej na temat zagrożeń jakie niesie ze sobą eksploatowanie elektrowni jądrowych. Szczególnie gdy wbrew optymistycznemu przeświadczeniu o doskonałości liberalnego społeczeństwa, końcu historii i definitywnym zakończeniu epoki wszelkich wojen na naszych oczach toczy się brutalna wojna, historia jest żywotna i jeszcze nie jeden numer nam wytnie, a liberalne społeczeństwo nie radzi sobie z problemami , które samo stworzyło. Największa w Europie elektrownia jądrowa na Ukrainie jest zagrożona katastrofą i nie są w stanie tej katastrofie zapobiec ważniacy z agencji atomistyki, którzy ją wizytują. [A ten pajac TV – Zelenski powiada, że to Rosjanie strzelają do swojej elektrowni jądrowej.. MD]
Angela Merkel też ma swój udział w katastrofie energetycznej na którą naraziła całą Europę przyjmując utopijne, czyli idiotyczne, założenia zielonego ładu to znaczy przestawienia całej energetyki na tak zwane odnawialne źródła energii. Wielkim jej błędem było poza tym uzależnienie kraju od dostaw gazu z Rosji nie wspominając o wywołanym przez nią poważnym kryzysie migracyjnym.
Trudno zrozumieć dlaczego społeczeństwa znowu działają na swoją niekorzyść. [Dyć to nie „społeczeństwa”, lecz ich samozwańczy władcy..MD] Dlaczego co pewien czas, na ogół przynajmniej raz w każdym stuleciu, podejmują działania mające charakter samozagłady i jak te lemingi z filmu Disneya zmierzają ku przepaści? Czy w ten sposób ludzkość reguluje liczebność swojej populacji?
Kiedy bodajże w 2000 roku miałam w Radiu Maryja audycję, w której przewidziałam kryzys finansowy w 2008 roku otrzymałam od kogoś płytkę z nagraniem tej audycji i dowcipnym podpisem: „prorok jakiś, ki diabeł”. Dowcip ten nawiązuje do znanej anegdoty. Otóż baca siedząc na gałęzi odpiłowuje tę gałąź od strony drzewa. „ Baco, spadniecie”– mówi przechodzący turysta, ale baca nie reaguje i oczywiście spada wraz z gałęzią. Siedzi oszołomiony pod drzewem i powtarza: „prorok jakiś, ki diabeł”.
Społeczeństwo polskie zachowuje się podobnie jak ten baca. Konsekwentnie i bez opamiętania podcina gałąź na której siedzi.