Fifty percent of young adults who get myocarditis from the Covid-19 vaccine will die within five years, according to former Eastern Ontario COVID Response Team member, Dr. Chris Alan Shoemaker.
In a recent episode of “The Ben Armstrong Show,” the host talked about the possible long-term consequences of the COVID-19 vaccine that people are yet to see happen. Based on Shoemaker’s data, around 95 percent of people in intensive care units are fully vaccinated – which makes sense as their immune systems are now damaged.
Shoemaker is a licensed physician with 45 years of experience and has worked in emergency medicine, family practice and on military bases. His works in direct patient care at the West Ottawa COVID Care Clinic and the Eastern Ontario Response Team to COVID-19, as well as his experience with the vaccines, have convinced him that the vaccine is more toxic than the virus. More toxic, more damaging and more lethal, especially in the long term as it damages the T-cells.
“Your T-cells are an important part of your immune system to fight viruses and cancer. It will kill you quickly or slowly,” Shoemaker explained.
“They make you four times more likely to get COVID. In the last eight months, 95 percent of the people in the ICU are fully vaccinated. The vaccinated have been harmed. Their immune systems are being harmed. Stop harming your immune systems. You are only going to perpetuate the pandemic.”
“Keep your needles out of the shoulders of our children. The medical facts on this are beyond dispute. Children are given zero help by these vaccines,” he said at a weekend demonstration from London, Ontario. “It kills two out of every 1,000 within a year. Do you want your child to be one of those two who will die?”
Britain’s Office of National Statistics recently released a report showing the vaccine’s horrific toll on children. After studying the first eight months of vaccination, hoping for a 10 percent reduction in death cases, they found the opposite: Double-vaccinated children died by 5,200 percent more than non-vaccinated ones.
“Your 10 to 14-year-old is now, by proven statistics out of the United Kingdom, 100 times more likely to die in the following six months than a non-vaccinated child. This is a horrible number,” Shoemaker said of the data.
In South Africa, where the rate of vaccination is only six percent, COVID-19 cases are minimal.
But in Israel and New Zealand, where vaccination rates are extremely high, disease rates are climbing.
“It’s all junk. It has bad stuff in it. The toxicity of this human-designed genome injected into your shoulder is 100 times worse than getting the virus,” Shoemaker said. “The shots go straight into your bloodstream, into your bone marrow, your brain, to your myocardium, ovaries, testicles.”
It also appears that COVID-19 vaccines are killing young doctors in Canada, where 38 doctors under the age of 50 died in a span of 40 days. “Many of them died within 10 days of their fourth jab. They were just following the rules. They were good people,” Shoemaker said.
The death statistics are too damning, and according to Shoemaker, the vaccines don’t even work.
Shoemaker called on Canada’s top officials to ban the vaccines to save children’s lives. “You are killing children in Canada by foisting these vaccinations onto them,” he said.
He also implored Canadians to stand up against the government. “They are feeding you a line. They are perpetuating a myth. They are not making you safer.”
Szanowni Państwo! Dlaczego reklamodawcy wolą sport od teatru? Bo widzowie przedkładają czyste i jednoznaczne emocje nad ewentualny przekaz intelektualny. Proste jak drut. Sport budzi zarówno euforię, jak i agresję, czego doświadczyły liczne ofiary stadionów. O sile emocji wiedzą też oficerowie prowadzący naszych rodzimych zdrajców, którzy rekrutują się zarówno z durni jak i drani. Prowadzenie durnia jest łatwiejsze, bo powtórzy on każdą bzdurę bezrefleksyjnie, a drań musi ją wykuć na pamięć, ale czego się nie robi dla pieniędzy, albo ze strachu? Czym różni się stan upojenia alkoholowego od zakochania? Pierwszy można wywołać samodzielnie (monopolowe czynne całą dobę), a na drugi trzeba poczekać, aż amorek zechce ugodzić swoją strzałą. Jak taką strzałę podrobić, wiedzą nie tylko oszuści matrymonialni. Ludzie chyba lubią być oszukiwani. Z tej powszechnej słabości korzystają wielcy i pomniejsi szarlatani, odnosząc sukcesy. Historia pełna jest przykładów skutecznego uwodzenia nie tylko pojedynczych ludzi, ale tłumów. Człowiek zauroczony nie kieruje się rozumem, a tylko uczuciem. Kiedy zostaje oszukany ma do wyboru – pogodzić się z przykrym faktem, albo mu usilnie zaprzeczyć. Dlatego bądźmy ostrożni, kiedy namawia się nas do emocjonalnego podejmowania decyzji. Wielkie narody takie jak niemiecki i rosyjski miały i mają swoich wielkich szalbierzy, którym wierzyły i wierzą bez granic. Polakom udało się przeżyć w ciasnej przestrzeni między tymi nacjami dzięki sceptycyzmowi i waleczności. Wielu z nas ocenia liderów nie tylko po słowach, ale bardziej po czynach. Jestem optymistką. Nie damy się zmanipulować wilkom w owczych skórach.
Niedawno w jednym z postów napisałem, że Rosja z niemal olimpijskim spokojem przyjęła zniszczenie gazociągów zbudowanych z myślą o dostarczaniu gazu bezpośrednio do Niemiec (zawsze będących celem amerykańskich operacji odstraszania i ostatecznie zniszczonych). Z pewnością kłopoty mają w dużej mierze Niemcy, które notabene, zgodnie z umową, wciąż muszą płacić za miliardy metrów sześciennych gazu, którego nie chcą otrzymywać, a dziś już nawet nie mogą. Jednak osąd, że Rosjanie bez reakcji odebrali ową amerykańską akcję militarną (skierowaną w dużej mierze przeciwko własnym niemieckim sojusznikom), jest błędny.
Wczoraj, 5 października, satelity rozpoznawcze NATO obserwujące Ukrainę z jej granic zostały zneutralizowane po tym, jak Rosjanie użyli zaawansowanej, dopiero co opracowanej broni laserowej. W efekcie Zachód utracił możliwość kontroli ruchu części rosyjskiej broni jądrowej oraz znaczną część możliwości kierowania rakietami np. systemu Himars, które bez satelitów są w istocie jedynie starymi katiuszami.
Według ekspertów-analityków, rosyjskie wojsko wykorzystało do unieszkodliwienia satelitów nowy system laserowy Peresvet, tj. broń laserową, która jest w stanie unieszkodliwić samoloty, drony i satelity w odległości do 1500 kilometrów, co jest dystansem więcej niż wystarczającym do oślepienia satelitów szpiegowskich, których orbita zazwyczaj wynosi od 400 do 900 kilometrów.https://en.wikipedia.org/wiki/Peresvet_(laser_weapon)
Niestety, Moskwa nie może zrobić nic więcej niż wysyłać sygnały do kompleksu imperialnego, który już całkowicie stracił rozum i którego reakcje są obecnie nieprzewidywalne z punktu widzenia racjonalności. Ale ponieważ w Pentagonie, przynajmniej jeszcze kilka miesięcy temu, istniały wątpliwości co do skuteczności nowej rosyjskiej broni, oto nadchodzi odpowiedź. Lecz to, jak sądzę, może mieć teraz niewielkie znaczenie, zarówno dla europejskiego środowiska politycznego, które zgodziło się na dokonanie samobójstwa całej gospodarki kontynentalnej, byle tylko być posłusznym swemu panu, jak i dla wielkiej masy obywateli, którzy są całkowicie nieświadomi owych technologicznych i militarnych realiów, a którzy tak czy inaczej wydają się nie posiadać zdolności do reagowania w obliczu własnej ruiny. https://ilsimplicissimus2.com/2022/10/06/satelliti-nato-accecati/
……………………………………
Dziwne słupy światła na niebie europejskiej części Rosji
Wieczorem 4 października 2022, w kilku rosyjskich regionach jednocześnie, zauważono niezwykłe zjawisko na niebie. Obserwatorzy przedstawiają różne wersje tego, co widzieli. Na przykład, sugerowano, że jest to dzieło antysatelitarnej broni laserowej. Zaś w Biełgorodzie, nietypowe światło wzięto za reflektory obrony powietrznej.
Zakrzepica zatok i żył mózgowia. Producent covidowej szczepionki AstraZeneka umywa Zakrzepica zatok i żył mózgowia. Producent covidowej szczepionki AstraZeneka umywa ręce, rusza proces za szkody zdrowotne
W Niemczech rusza pierwszy proces z powództwa cywilnego o odszkodowanie za szkody zdrowotne po przyjęciu szczepionki przeciwko COVID-19. 37-letni mężczyzna domaga się 30 tys. euro zadośćuczynienia od koncernu AstraZeneca.
Proces odbędzie się przed Sądem Okręgowym w Kolonii. Powodem jest 37-letni Sebastian Schoenert.
Zakrzepica zatok i żył mózgowia
Szczepionkę AstraZeneki przyjął w maju 2021 roku. Następnie rozwinęła się u niego niebezpieczna zakrzepica zatok żylnych mózgu. Przeżył tylko dlatego, że lekarze od razu właściwie go zdiagnozowali. Gdyby odpowiednie działania podjęto później, już by nie żył.
Lekarze wskazują, że to właśnie covidowa szczepionka AstraZeneki wpłynęła na nagłe pogorszenie stanu zdrowia 37-latka i doprowadziła do zakrzepicy zatok i żył mózgowia.
W czerwcu 2021 r. Szpital Uniwersytecki w Tybindze opisał ten efekt uboczny jako „nowo zdefiniowany zespół, który prowadzi do powstawania skrzepów w rzadkich miejscach (…) i prowadzi do zmniejszenia liczby płytek krwi”.
Z kolei Instytut Paula Ehrlicha opisuje również tę chorobę „jako poważny, w kilku przypadkach śmiertelny efekt uboczny” dwóch szczepionek wektorowych koncernów AstraZeneca i Johnson & Johnson.
Regularne badania i przyjmowanie leków rozrzedzających krew
37-letni Sebastian Schoenert zamiast na Rodos, gdzie planował wakacje krótko po przyjęciu covidowej szczepionki, trafił na oddział intensywnej terapii w Szpitalu Uniwersyteckim w Kolonii. Po opuszczeniu kliniki przez wiele tygodni nie mógł wrócić do pracy. Ze względu na ryzyko ponownej zakrzepicy, przez kolejne miesiące musiał regularnie badać krew i przyjmować leki rozrzedzające krew.
Zarówno Szpital Uniwersytecki w Kolonii, jak i Uniwersytet w Greifswaldzie, które badały jego przypadek, zaświadczają, że w wyniku covidowego szczepienia doznał niepożądanego odczynu poszczepiennego – zakrzepicy zatok żylnych mózgu.
Według prawnika Joachima Caesar-Prellera, który reprezentuje powoda, raporty medyczne w tej sprawie są jednoznaczne. A odszkodowanie powinno być formalnością.
AstraZeneca nie chce zapłacić
Koncern AstraZeneca odrzucił jednak propozycję ugody przedsądowej. W oświadczeniu przesłanym redakcji MDR, która szeroko opisuje całą sytuację, podkreśla, że „stosunek korzyści do ryzyka był pozytywny”, a ponadto o „bardzo niskim ryzyku wystąpienia zakrzepicy żył zatokowych informowano w ulotce o produkcie i fakt ten znany już był w trakcie kampanii szczepień”.
Ponadto koncern „ubolewa”, że doszło do takiej sytuacji, ale wobec przekazanych informacji o możliwych skutkach ubocznych, nie czuje się zobowiązany do wypłaty odszkodowania.
„Producent, który notuje ogromne zyski ze szczepionek, powinien także płacić za szkody”
37-latek zdecydował więc o wystąpieniu na drogę sądową. Jak podaje MDR, pozew złożono już w marcu br., ale rozprawa się przedłuża. Sędziowie powołali biegłego, który ocenia prawdopodobieństwo, że to właśnie szczepionka przeciwko COVID-19 AstraZeneki doprowadziła do zakrzepicy zatok żylnych mózgu. Analizuje też, czy informacje przekazywane przez producenta były właściwe.
Mężczyzna ostatecznie stara się o 30 tys. euro odszkodowania. Kwota została wyliczona na podstawie czasu spędzonego w szpitalu.
– Tu nie chodzi o miliony. Dla mnie to rzecz oczywista, że producent, który notuje ogromne zyski ze szczepionek, powinien także płacić za szkody, które mogą powstać po szczepieniu. Jeśli są odpowiedzialni, muszą także i za to ponieść odpowiedzialność – komentuje Sebastian Schoenert.
Wielu z nas zastanawia się dlaczego politycznym graczom tak łatwo przychodzi manipulowanie społeczeństwem. Jak to możliwe, że profesorowie uniwersytetów bezwstydnie i bez cienia refleksji powtarzali brednie tworzone na użytek chwili przez politycznych propagandzistów. Na przykład rozwodzili się na temat geniuszu Stalina czy Lenina. Jak to możliwe, że poetessa która podobno zasłużyła sobie na nagrodę Nobla pisała ociekające wazeliną wierszydła sławiące tego niesławnego przecież „ojca narodów”? Jak to możliwe, że mój kolega wybitny fizyk twierdził, że Balcerowicz uratował Polskę przed losem Białorusi w chwili gdy nawet niewykwalifikowany robotnik po szkole specjalnej już rozumiał, że Balcerowicz obrabował i puścił z torbami polskie społeczeństwo?
Wbrew obiegowym opiniom Szymborska nie pisała swoich peanów na cześć Stalina pod pistoletem. Choć w tych ciężkich czasach za antypaństwowy dowcip można było zapłacić głową nikt nie kazał nikomu pisać wierszy. Nikt nie zmuszał również nikogo do produkowania ( nomen omen) socrealistycznych bredni typu „Nr. 16 produkuje” Jan Wilczek i jego koledzy robili to dla kariery, dla pieniędzy, dla mieszkań (cudzych) szczodrze przydzielanych im przez komunę.
W czasach transformacji ustrojowej wielu jej entuzjastów też z pełną świadomością uczestniczyło w rabowaniu społeczeństwa. Natomiast mój kolega, który nigdy nie był na Białorusi powielał zasłyszane w telewizji głupstwa na temat tego kraju oraz sławił Balcerowicza zupełnie bezinteresownie, z przekonania. Jego kariera ze względu na wybitne zdolności nie była niczym zagrożona. Trudno zrozumieć dlaczego człowiek tak mądry i przenikliwy w dziedzinie fizyki, doskonały naukowiec i dydaktyk prezentował w dziedzinie społeczno- politycznej bezbrzeżną naiwność graniczącą z głupotą. Dlaczego nie dostrzegał nieprawidłowości transformacji ustrojowej i zagrożeń jakie niesie ona dla społeczeństwa. Na pewno nie miał się czego bać. To nie były już czasy gdy za niewłaściwe poglądy można było zapłacić śmiercią fizyczną albo cywilną, a za właściwe być premiowanym karierą. Kolega nie potrzebował zresztą wsparcia w karierze. W dziedzinach nauk przyrodniczych selekcja jest naturalna, słabsi sami wycofują się na dostępne im pozycje i żadne protekcje nie uczynią z miernoty naukowca. Tu nie pisze się doktoratów z gry w palanta.
Jeżeli więc nie strach i nie czysty oportunizm są przyczyną podporządkowywania się przez tak zwana inteligencję głównemu nurtowi polityki to co? Dlaczego inteligencja nie podejmuje przypisywanej sobie roli elity społeczeństwa wyznaczającej społeczeństwu drogi rozwoju, a przede wszystkim poszukującej prawdy?. Prawdy historycznej, prawdy społecznej, prawdy naukowej.
Mój inny wybitny kolega, autor wielu książek, nie żyjący już Wojciech Karpiński cytował w odpowiedzi na to pytanie wierszyk: „ Ludzie są różne, kwadratowe i podłużne, a my nie tacy, okrąglacy”. Ten żartobliwy wierszyk jest trafną odpowiedzią. Doświadczenia życiowe oduczają większość ludzi formułowania wyrazistych poglądów. Wzajemne ścieranie się, jak w łożysku tatrzańskiego potoku, likwiduje ostre i wyróżniające się samodzielnością opinie a człowiek staje się intelektualnym otoczakiem, okrąglakiem. Wyraziste poglądy pozostawia się zapaleńcom i wariatom. Współczesny Intelektualista dłubie sobie, z większym czy mniejszym powodzeniem we własnej wąskiej dziedzinie naukowej czyli uprawia w sensie Kuhna naukę instytucjonalną (normal science) sprowadzającą się do usuwania sprzeczności z obowiązującym paradygmatem i nie czuje się powołany ani predysponowany do posiadania i prezentowania własnych poglądów społecznych, moralnych czy politycznych. Bezrefleksyjnie podporządkowując się poglądom obowiązującym, stara się utrzymać w głównym nurcie ( jak mówią złośliwi- płynie z głównym nurtem szamba).
Niektórzy nazywają współczesną cywilizację cywilizacją śmierci. Ja nazwałabym ją cywilizacją zdrady.
Dwie najistotniejsze w życiu społeczeństwa grupy zawodowe zdradziły swoje powołanie, swój etos, zaprzeczyły mu. Lekarze zdradzili zasadę non nocere uczestnicząc w aborcji, eutanazji i transplantacji czyli w procedurach niosących śmierć. Nie ma sensu argumentowanie, że transplantacje ratują życie. Ratują jedno życie kosztem innego, kosztem człowieka rozbieranego żywcem na części zamienne po stwierdzeniu jego śmierci mózgowej na podstawie wątpliwej i ustanowionej na potrzeby lobby transplantologicznego definicji. Aborcja najczęściej ratuje kobietę przed niewygodą związaną z posiadaniem dziecka. Wyjątkowe są sytuacje gdy aborcja ratuje życie kobiety, najczęściej podejmuje ona decyzję o zabiciu swego dziecka w przeświadczeniu że jego życie uczyniłoby jej życie nieznośnym, a prawo poważnie traktuje ten motyw zabójstwa. Równie dobrze można byłoby zalegalizować prawo do zabijania uciążliwych sąsiadów, którzy słuchając na okrągło Zenka Martyniuka czynią nasze życie nieznośnym. Eutanazja ratuje społeczeństwo oraz krewnych przed kłopotami i kosztami opieki nad osobami starymi i chorymi, już nieproduktywnymi. Do wyjątków należy sytuacja gdy eutanazja faktycznie ratuje chorego przed cierpieniem.
Inteligencja zdradziła swój etos nakazujący mówienie prawdy, poszukiwanie prawdy, walkę o prawdę, odwagę w walce o prawdę. Inteligencja stała się stadem okrąglaków – gorliwych, bezmyślnych powielaczy obowiązujących poglądów. Zdradziwszy prawdę zaprzeczając jej istnieniu, kultywując polityczną poprawność postnowocześni intelektualiści dopuścili, że znowu zaczyna podnosić głowę hydra totalitaryzmu. Totalitaryzm zawsze rodzi się pod maską rzekomej troski. Rzekomą troskę komunistów o proletariat zastępuje obecnie rzekoma troska o dobre samopoczucie mniejszości pozwalająca karać za tak zwaną „mowę nienawiści”, oraz rzekoma troska o zdrowie społeczeństwa pozwalająca karać za inne niż odgórnie nakazane poglądy w kwestiach medycznych. Tylnymi drzwiami już wkradła się cenzura. Kroczy za nią przemoc.
„Rozszczelnienie” gazociągów NordStream 1 i NordStream 2 przez „nieznanych sprawców”, a także ogłoszenie przez zimnego ruskiego czekstę Putina włączenia do Federacji Rosyjskiej obwodów donieckiego, ługańskiego, zaporoskiego i chersońskiego przyćmiło inne wydarzenia minionego tygodnia, ale chyba niesłusznie. „Rozszczelnienia” bowiem musiało dokonać „państwo” – przynajmniej tak twierdzą Szwedzi, którzy pierwsi wykryli, że coś się stało. Ale, skoro „państwo”, to nieprędko dowiemy się – które – albo nie dowiemy się tego nigdy. Państwa bowiem są najgroźniejszymi organizacjami przestępczymi, które strzegą swoich tajemnic lepiej, niż Cosa Nostra. Ta sytuacja sprzyja rozmaitym domysłom, a charakterystyczne jest, że każdy domyśla się tak, jak mu dyktuje – chciałem napisać: serce – ale państwa nie mają serca, tylko interesy – więc jak mu dyktuje interes.
Wielu państwom interes dyktuje kierowanie podejrzeń w stronę Rosji, która „zdolna jest do wszystkiego”. Skoro kazano nam wierzyć, że po zajęciu elektrowni atomowej, w Zaporożu natychmiast zaczęła ostrzeliwać ją z armat, to dlaczego mielibyśmy nie uwierzyć, że „rozszczelniła” gazociągi, w które włożyła sporo pieniędzy i z którymi wiązała rozmaite nadzieje? Credo quia absurdum – wierzę, bo to niedorzeczne – miał powiedzieć Tertulian podczas dyskusji z greckimi filozofami.
Rzeczywiście – skoro tylu ludzi uwierzyło w globalne ocieplenie; że jest zimno, bo jest ciepło, albo, że istnieje 77 płci, to dlaczego nie mieliby uwierzyć w inne rzeczy, zwłaszcza gdy zobaczą to w telewizji? Zwracam uwagę, że to naukowe odkrycie w dziedzinie płci stosunkowo łatwo jest sprowadzić na ziemię, bo wystarczy poprosić przedstawicieli wszystkich 77 płci, żeby zdjęli dessous i rozchylili uda – ale nie słyszałem, by jakiś naukowiec zaryzykował taki eksperyment.
W tej sytuacji „jak grzyb trujący i pokrzywa”, pleni się „nauka przodująca” – jak Józef Stalin nazywał fantasmagorie Trofima Łysenki, a u jej boku rozkwita przodująca publicystyka. Co do anektowania wspomnianych obwodów do Federacji Rosyjskiej, to było to do przewidzenia od samego początku, to znaczy – od „Majdanu” w roku 2014, kiedy to Amerykanie sypnęli 5 miliardami dolarów na wyłuskanie Ukrainy z rosyjskiej strefy. Putin od razu skorzystał w okazji, że ustanowiony na szczycie NATO w Lizbonie 20 listopada 2010 roku polityczny porządek w Europie został przez prezydenta Obamę wysadzony w powietrze, żeby wziąć sobie Krym i otworzyć w organizmie państwowym Ukrainy dwie krwawiące rany w postaci zbuntowanych obwodów: donieckiego i ługańskiego, do który obecnie dołączyły dwa kolejne, finalizując w ten sposób kolejny etap rozbioru tego państwa. To jest – jak dotąd – jedyny skutek „Majdanu” – jeśli oczywiście nie liczyć wielo- milionowej rzeszy uciekinierów, zabitych i rannych oraz dewastacji gospodarki i przejścia całego państwa już nie na finansową kroplówkę, tylko na finansową transfuzję Zachodu, który jednak zaczyna wykazywać pewne zniecierpliwienie amerykańskim dokazywaniem w Europie.
W tej sytuacji pogróżki prezydenta Zełeńskiego, że chciałby przyjęcia Ukrainy w trycie pilnym do NATO, nie wyglądają na realistyczne, zwłaszcza gdy uświadomimy sobie, iż art. 10 traktatu waszyngtońskiego wymaga jednomyślności wszystkich członków Sojuszu w przypadku przyjmowania nowego państwa, które poza tym musi spełniać rozmaite warunki, ale o to mniejsza. Skoro takie np. Niemcy ociągają się z dostawami broni na Ukrainę, to tym bardziej nie będą w podskokach zgadzały się na przyjęcie jej do NATO. Podobnie Wiktor Orban, który uważa, że sankcje, którymi państwa NATO na żądanie USA obłożyły Rosję, bardziej szkodzą gospodarce europejskiej, niż rosyjskiej. Skoro Turcja miała wątpliwości co do Szwecji i Finlandii, które hołubiły kurdyjskich emigrantów, to dlaczego Niemcy, Francja, czy Węgry nie mogłyby mieć wątpliwości co do Ukrainy? Co tu ukrywać; Ukraina została przez swoich serdecznych przyjaciół wkręcona w rosyjską maszynkę do mięsa, podobnie jak w 1939 roku Polska przez Wielką Brytanię została wkręcona w niemiecką i sowiecką. Po ludzku można Ukraińcom współczuć, ale z drugiej strony niepodobna nie zauważyć, że „sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało” – jak to przy demokracji.
A w ogóle, to wypada w związku z tym przypomnieć przypadek Kosowa, gdzie dla doraźnych interesów niemieckich, w imię których trzeba było rozebrać Serbię, wymyślono nawet specjalny naród Kosowerów, których protektorem został nasz słynący z „postawy służebnej” Tadeusz Mazowiecki zwany Mazowerem. Jak wiadomo, Serbia została rozebrana, podobnie jak obecnie – Ukraina – przy niejakiej pomocy NATO. W ten sposób stworzony został precedens, z którego teraz skorzystał ruski czekista Putin, podobnie jak w 1940 roku Józef Stalin w przypadku republik bałtyckich. To, że wiele państw Kosowa nie uznaje, w niczym Kosowerom nie przeszkadza, chociaż niewątpliwie musi być im przyjemnie, że Polska niepodległość Kosowa w podskokach uznała.
Ale ta cała kotłowanina może mieć znacznie mniejsze znaczenie od wyników wyborów we Włoszech, których zwycięzcą została pani Georginia Meloni – najpewniejsza kandydatka na nowego premiera. Wygłosiła ona przemówienie, w którym w punktach, wyjątkowo jasno wyłożyła swoje credo: za czym jest i przeciwko czemu. Jest to manifest powrotu do normalności i do korzeni cywilizacji łacińskiej, dewastowanej obecnie przez komunistycznych rewolucjonistów, którzy podczas „długiego marszu” obleźli europejskie i amerykańskie instytucje.
Tak jasno postawić sprawy nie odważyłby się żaden europejski, ani amerykański eunuch w obawie, że michniki zrobią z niego marmoladę. Ale pani Meloni najwyraźniej michników się nie przestraszyła, tylko mówi jak jest, a być może również – jak będzie. Ciekaw jestem jak długo starczy jej tej odwagi, bo przy tworzeniu rządu będzie musiała wchodzić w rozmaite, najczęściej zgniłe – kompromisy, dla których można znienawidzić demokrację, która obecnie już nie wyłania przywódców, tylko seryjnie produkuje eunuchów. Jeszcze ciekawsze zatem jest to, czy włoski przykład pobudzi inne europejskie narody, skazane przez włoskiego komucha Spinellego na zagładę i strząsną z siebie pasożyty, które ich oblazły, czy też trwożnie będą oczekiwały likwidacji włoskiego eksperymentu.
Krótko mówiąc – chodzi o to, czy włoskie wybory są jaskółką zapowiadającą nową wiosnę Europy, czy przeciwnie – są to są – jak mówił Stanisław Ignacy Witkiewicz – „los ultimos podrigos” gnijącej łacińskiej cywilizacji. Czyż to nie ważniejsze od rozszczelnionych gazociągów, czy nawet – od rozbioru Ukrainy, który przecież nietrudno było przewidzieć?
Poniżej zamieszczam parę cytatów z ostatnich wywiadów z Jakobem Rothschildem, gdzie nie owija on planów NWO w bawełnę. Oni zawsze mówią prawdę.
==================
„Widzimy przyszły świat, w którym nie ma wystarczająco dużo do dystrybucji, a więc musimy nauczyć się najpierw kontrolować go, a następnie dzielić się tym, co jest, w sposób, który uważamy za najbardziej korzystny dla tych, których wybierzemy do władz. Po to właśnie jest władza”.
– „Jeśli ludzie pozwolą, aby takie szczepionki dostały się do ich własnych ciał i ciał ich dzieci, aby dostosować się i być równym z „wszystkimi”, to z pewnością nie będą mieli oporów, aby ich bogactwo, wykorzystanie zasobów i styl życia również zostały wyrównane.”
„Wszyscy muszą zrobić to samo. We wszystkich promowanych przez nas narodach komunistycznych powszechne jest przekonanie, że dla „równości”, dla pożądanego i planowanego „zrównania” w tym nowym porządku, dla tego, by ludzie mieli to samo w swoich potrzebach i pragnieniach. Dlatego wszyscy muszą być psychologicznie wyszkoleni do wykonywania tych samych poleceń”
„Programy powszechnych szczepień nie tylko otwierają drzwi do kontroli zachowań poprzez modyfikację i wzmocnienie genów, ale co ważniejsze dla obecnej operacji,. Psychologiczna kontrola zachowań za pomocą szczepionek jest jeszcze bardziej fundamentalna. Niezależnie od tego, czy szczepionki są niepotrzebne i bezużyteczne z punktu widzenia wirusa, czy nawet szkodliwe dla wielu, są one najbardziej zunifikowaną i zgodną bronią psychologiczną, jaką kiedykolwiek wymyślono w celu kontrolowania ludzkich zachowań.” –
„To, co was martwi, to metody, których używamy do rozwiązania tych problemów, a które nazywacie „totalitarnymi” i „komunistycznymi”. Dla nas to tylko abstrakcyjne słowa jak „prawda”, „wolność” i „sprawiedliwość”, a w każdym kryzysie ludzie działają głównie na emocjach, a nie na rzeczywistych faktach, krytycznym myśleniu i rozsądku.” – twierdzi Jakob RothschidJ
======================= Jakob Rothschild to człowiek, który może pozwolić sobie na wszystko, w tym na publiczne głoszenie celów NWO. Mówi prawdę, bo według niego i jego bliskich prawda nie ma już żadnego znaczenia.
Jak to jest, że do bólu materialistyczni technokraci, przekreślający istnienie nieśmiertelnej duszy i transcendentnego Boga, z nadzieją wyczekują momentu, w którym człowiek przekroczy własną naturę, stając się „równy bogom?” I według tej wiary projektują rozwiązania dla całej ludzkości.
Transhumanizm to, w bardzo wielkim skrócie, zbiór poglądów upatrujących wyniesienia człowieka na wyższy poziom ewolucji dzięki współczesnym technologiom. Jak przekonuje czołowy przedstawiciel tego ruchu oraz dyrektor ds. sztucznej inteligencji w Google Raymond Kurzweil, obserwowane rewolucje w genetyce, robotyce i nanotechnologii umożliwią w niedługim czasie połączenie człowieka z maszyną, „wyzwalając” rozum od ograniczeń biologii. W połączeniu natomiast z dalece doskonalszą od ludzkiej, sztuczną super-inteligencją, zapewnią mu osiągnięcie boskości.
I choć zwolennicy technologicznej transcendencji unikają odniesień do metafizyki jak ognia, wykorzystując pojęcia z dziedziny duchowości jedynie do zobrazowania opisywanych zjawisk, wiele elementów transhumanistycznej teorii musimy przyjąć na wiarę. Zero-jedynkowa, oparta o rachunek prawdopodobieństwa, logiczno-matematyczna oprawa stanowi jedynie atrakcyjną ornamentykę, mającą przekonać „racjonalne”, wyzwolone od historycznych „zabobonów”, czyli tradycyjnych religii, umysły.
Wiara w postęp
Człowiek od zawsze pragnął nieśmiertelności. Jednak z braku odpowiednich narzędzi, do opisywania rzeczywistości „po tamtej stronie” służyły religie. Do czasu. Dzisiejsi transhumaniści, widząc w śmierci zaledwie problem techniczny, możliwy do rozwiązania dzięki coraz doskonalszym zabiegom regeneracyjnym, a z czasem zastąpieniu sztucznymi komponentami całej biologicznej tkanki uważają, że w przyszłości nie będziemy musieli wcale umierać. Tym samym – przekonują – to nauki przyrodnicze, nie Chrystus wyzwolą człowieka z dotychczasowych ograniczeń.
Immortalizm, czyli podtrzymywanie pragnienia życia wiecznego, to jednak cecha charakterystyczna wszystkich systemów religijnych. W przypadku transhumanizmu poruszamy się wciąż w przestrzeni „być może”, nawet jeżeli jego czołowi ideolodzy, bazując na spełnionych przepowiedniach w dziedzinie informatyki, zapewniają o rychłym ziszczeniu również wizji dotyczących pokonania śmierci.
Transhumaniści wyczekują również nadejścia swego rodzaju Techno-Mesjasza. Wspomniany już Kurzweil nazywa moment połączenia poddanemu cyborgizacji człowieka ze świadomą sztuczną inteligencją „nadejściem Osobliwości” (ang. Singularity) i przepowiada jego nadejście w okolicach 2045 r. Swój optymizm, bazujący na koncepcji przyspieszającego rozwoju określa jako niemal „religijny”.
Zmodyfikowany w ten sposób ludzki mózg uzyska nieskończone możliwości poznawcze, zmieniając otaczającą nas rzeczywistość w niespotykanym wcześniej stopniu. Moment „technologicznej teofanii” rozpocznie nową erę w historii świata i człowieka. Epokę zwycięstwa nad śmiercią, epidemiami i wojnami, zapewniającą wieczne życie, a nawet umożliwiającą wskrzeszanie zmarłych (za pomocą pozostawionych na przeróżnych nośnikach okruchów „świadomości”). Prowadzący do niej rozwój technologiczny, zapewni więc człowiekowi – z braku lepszego słowa – wprost „zbawienie”.
Z kolei dominujący w ich przepowiedniach enkefalocentryzm (redukowanie człowieczeństwa do jedynie funkcjonalności ludzkiego mózgu), wraz z całkowitym odrzuceniem jego duchowego wymiaru niesie konieczność fundamentalnej zmiany dotychczasowego kodeksu moralnego. Skoro o tym „co dobre i złe” nie decyduje już uśmiercona dusza, lecz mózg, to jego rozwój w tempie wykładniczym diametralnie zmieni sposób w jaki postrzegamy świat i oceniamy nasze czyny. Co więcej, skoro jak przekonuje Yuval Noah Harrari, wolna wola człowieka to „iluzja” przysłaniająca deterministyczne mechanizmy biochemiczne w naszym ciele, to wraz z nią przemianie podlega również koncepcja odpowiedzialności. Przekazane na Synaju „prawa wyryte w sercach”, trzeba będzie zastąpić stworzonym od nowa kodeksem „zainstalowanym” w naszych mózgach.
A jaki to będzie kodeks, mogą świadczą jego słowa: „Z powodu bezkompromisowych humanistycznych przekonań głoszących świętość ludzkiego życia podtrzymujemy je u osób starszych do momentu, gdy osiągają tak żałosny stan, że sami musimy postawić sobie pytanie co w tym właściwie świętego”.
Według izraelskiego futurologa, szkoda wysiłków na zrozumienie moralności i etyki jutra, ponieważ wszystkie próby zrozumienia homo deus (człowieka boskiego) przez homo sapiens – poprzedni etap ewolucji, spełzną na niczym. Zamiast tego, Harrari proponuje „dataizm” – czyli wiarę w potęgę algorytmów, które bazując na dostarczanych od urodzenia informacjach, będą „znały nas dużo lepiej niż my sami” i na tej podstawie podsuną nam najlepsze rozwiązania.
Stare herezje w nowym opakowaniu
Wśród niektórych historyków panuje przekonanie, że „w starożytności wymyślono już wszystko”. I rzeczywiście, choć technokraci opierają swoje post-człowiecze wyobrażenia o wynalazki ostatnich lat, to wiele z ich „rewolucyjnych” tez czerpie obszernymi garściami z antycznych koncepcji, sprzecznych, a często wręcz wrogich chrześcijaństwu.
Transhumaniści widząc w mózgu jedynie neuronową sieć przesyłu informacji, przekonują, że jego skończona, oparta na materiale organicznym „moc obliczeniowa” nie sprosta możliwościom jakie niesie choćby rozwój sztucznej inteligencji. Stąd imperatyw „wyzwolenia” umysłu z ograniczeń ciasnego, biologicznego więzienia. Obsesyjna chęć wydostania się z „biologicznej klatki” przywodzi na myśl manichejskie pomysły wyzwolenia „wewnętrznej światłości” z wpływu materii. W tej koncepcji, wszystko co materialne zawiera pierwiastek zła, przeszkadzający człowiekowi w osiągnięciu doskonałości. Jakże to dalekie od chrześcijańskiego postrzegania ciała jako „świątyni Ducha Świętego”, które w uwielbionej postaci Zmartwychwstanie wraz z duszą. Natomiast wyzwolenie przez technologię pachnie również gnostycką koncepcją samozbawienia przez wiedzę.
Obecnie, dzięki coraz doskonalszej technologii virtual reality, możliwa jest coraz bardziej immersyjna ucieczka w świat wirtualny. Natomiast jak przekonują transhumaści, wkrótce będziemy mogli surfować po internecie rzeczy „całym sobą”. Ewolucja od człowieka, przez posiłkującego się cybernetycznymi wspomagaczami trans-człowieka, a następnie pozbawionego powłoki cielesnej istoty post-ludzkiej, brzmi jak droga do obecnej w wierzeniach dalekowschodnich nirwany. Poprzez kolejne „wcielenia” dojdziemy w końcu do etapu rozpłynięcia się w cybernetycznym wszechświecie.
Jednak samej idei „transferu umysłu” w przestrzeń pozabiologiczną, transhumaniści nie są w stanie udowodnić metodą naukową. Dlatego wszystkie próby jej opisu korzystają z zapożyczeń języka religii. Tam gdzie technokraci nie potrafią udowodnić swoich tez, pojawiają się odniesienia metafizyczne. Ta nieuczciwość intelektualna, polegająca na zapełnianiu teoretycznych dziur mieszając porządek pojęciowy jest cechą charakterystyczną okultyzmu.
Myśl transhumanistyczną przepełnia imperatyw hedonistyczny, każący zaprząc technologię do zwalczania wszelkich oznak cierpienia w połączeniu z odkrywaniem kolejnych pokładów przyjemności. To nic innego jak współczesna, stechnicyzowana odmiana starego jak świat libertynizmu, usprawiedliwiającego wszelkie aberracje w imię absolutnej wolności.
Z całkowitym odrzuceniem Krzyża i ofiary idzie w parze bardzo silny – i tu ponownie – czerpiący z doświadczeń gnostyckich antynatalizm. Zajęty wyzwalaniem „nasienia światła” gnostyk prokreację uważał za przysparzanie niepotrzebnych cierpień przyszłym pokoleniom. Transhumanista dążąc do fizycznej nieśmiertelności nie potrzebuje pozostawiać fizycznych śladów swojej obecności w postaci np. genów u dzieci. Transhumaniści, podobnie jak gnostycy chcą stanowić elitarną, wąską grupę „oświeconych”.
W projekcie przekraczania natury, co oczywiste, nie odwołują się do nadprzyrodzonej Łaski, lecz pragną wydostać się z „kajdan Matki Natury” za pomocą własnych możliwości. Jak podkreśla dr Michał Ziółkowski MI, „wynika z tego, że opierają się w swym projekcie na sugestii szatana: eritis sicut dii (będziecie jak bogowie), która z biblijnego punktu widzenia wydaje się głównym motorem napędowym ich futurystycznych pomysłów”.
Jak kontynuuje: „z tego względu związki idei transhumanistycznych byłyby bliższe pewnym formom satanizmu niż chrześcijaństwu”. Dowodów na tak jednoznaczną ocenę dostarczają sami przedstawiciele tego ruchu. Jeden z czołowych transhumanistów Max More w 1997 r. opublikował tekst In Praise of the Devil (ang. Ku chwale Diabła), w którym wychwala Lucyfera jako prometejską postać, zachęcającego człowieka do samorozwoju w celu zrzucenia ograniczeń nałożonych przez złowrogiego Boga Jahwe.
Zmienić człowieka
Każdy, kto wykazuje choć cień wątpliwości wobec determinizmu technologicznego i radykalnego ewolucjonizmu wie, że przepowiednie głoszone przez Kurzweila, Davida Pearce’a (dyrektora World Transhumanist Association) czy Harrari’ego wcale nie muszą się ziścić. Nie wiadomo, czy pozbawiona biologicznego nośnika sztuczna inteligencja kiedykolwiek osiągnie świadomość, oraz czy uda się ją połączyć z człowiekiem np. za pomocą milionów nanorobotów umiejscowionych w naczyniach włosowatych mózgu.
Jednak odświeżenie starych idei przez autora „Homo Deusa” niekoniecznie ma a celu przywrócenie wiary w „Osobliwość” czy „religię algorytmów”. Jak w każdej rewolucji, głoszenie haseł postępu i lepszego jutra służy przede wszystkim zmianie człowieka. Człowieka wiecznie podpiętego do sieci, a jednocześnie niesamowicie samotnego, któremu mimo dostarczenia wszelkich możliwych podniet wciąż mało. Człowieka zabijającego bezsens istnienia za pomocą „gier komputerowych i narkotyków”, zrzekającego się wolnej woli na rzecz znających go lepiej niż on sam władców algorytmów. Pozbawionemu relacji międzyludzkich doskonałego niewolnika, zamkniętego w klatce niepewności wobec nawet tak podstawowych fundamentów rzeczywistości jak płeć.
Ulubieniec salonów i naczelny ideolog Światowego Forum Ekonomicznego stwierdza wprost: „z chwilą gdy ludzie zaczną uważać (słusznie czy też nie), że mają realną szansę uniknięcia śmierci, pragnienie życia sprawi, że przestaną chcieć ciągnąć rozklekotany wóz sztuki, ideologii i religii”. I być może o to chodzi jego promotorom w pierwszej kolejności.
Na trupie Polski wejdziemy do Moskwy – Tomasz Jankowski
Nieco już trąci myszką „bardziej nienawidzą Rosji niż kochają Polskę” Romana Dmowskiego, ale fraza ta jest nie tylko warta przywołania, lecz należy ją zaktualizować.
Podwójna naiwność
Jeżeli bowiem w polskiej przestrzeni publicznej, ze strony obozu władzy, pojawiają się wezwania do „zwycięstwa Ukrainy za wszelką cenę” czy nawet ściągnięcia do Polski amerykańskiej bomby atomowej, to znaczy że władze w Warszawie zupełnie serio rozpatrują opcję dołączenia III RP do wojny. I to nie w formie zaplecza terytorialno-materiałowego, jak obecnie, ale jako „pełnoprawny uczestnik konfliktu zbrojnego”.
Te rachuby opierają się o podwójną naiwność. Po pierwsze na wierze w ukraińskie środki masowego przekazu, które po kilka razy dziennie potrafią (dez)informować o (p)odbijaniu przez Kijów tej samej rosyjskojęzycznej miejscowości i grają na cel nadrzędny, jakim jest utrzymanie wsparcia kolektywnego Zachodu dla Ukrainy. Wiara w ten obraz jest w Polsce narzucana siłą i nie zadaje się pytań o to czy aby na pewno dostępne wiadomości są prawdziwie. Z tego zaś wysuwany jest wniosek, że owszem Rosję można niewielkim wysiłkiem pokonać.
Chcą eskalacji
I rzecz druga, nieuleczalna. Warszawa chyba poważnie wierzy, że eskalacja konfliktu Polsce służy, bo zwiększa możliwość wejścia do wojny NATO. Nic oczywiście na korzyść takiej tezy nie świadczy – Amerykanie dalej utrzymują przecież niewielkie siły w bezpośredniej granicy strefy NATO i konfliktu na Ukrainie, ich wypowiedzi są dosyć ostrożne, a imperatywem powtarzanym przez Joe Bidena czy Antony’ego Blinkena jest „uniknięcie wojny z Rosją”. Nic to. Polscy jastrzębie chętnie to sprawdzą. Na sobie. A właściwie na nas, zwykłych Polakach.
Dziennikarze reżimowi, ale także ci z koncesjonowanej opozycji, nie zamierzają jednak o nic pytać. Ukontentowani swoim statusem, wierzą chyba, że nie ma sensu wylądować na półce „prorosyjskich”, bo przecież troska o losy Polski jest tak dzisiaj określana. To kompletny upadek etosu, ale o tym innym razem.
Kosztem ruin i zgliszcz
I wreszcie, elementarne: w Polsce trudno jakoś przychodzi nam do głowy, że nawet jeśli kijowska propaganda to krynica prawdy, a Waszyngton gotowi się do wojny z Rosją, zaś NATO ją zwycięży – to przecież po Polsce i tak zostałoby w takim wypadku morze ruin. I to całkiem możliwe, że po broni atomowej.
Radość z „wzięcia Moskwy”, nie byłaby więc w żadnym wypadku naszym udziałem. W trzeciej wojnie światowej bylibyśmy w najlepszym razie „zasobem”, w najgorszym zaś „koniecznym kosztem”. To faktycznie mógłby być „bój nasz ostatni”, a hekatomba Powstania Warszawskiego czy innych samobójczych zrywów narodu, zostałaby praktycznie wymazana z historii opowiadanej przez bezprecedensowy przykład narodowego samounicestwienia w imię wsparcia ambicji części elit kraju sąsiedniego.
Tomasz Jankowski
Za: Mysl Polska – myslpolska.info (6-10-2022) | https://myslpolska.info/2022/10/06/jankowski-na-trupie-polski-wejdziemy-do-moskwy/
To co jest bardzo dziwne w obecnym kryzysie energetycznym to synchronizacja katastroficznego wzrostu cen energii elektrycznej w praktycznie wszystkich krajach członkowskich Unii Europejskiej.
Można podejrzewać, że rozpoczęto likwidację małych i średnich firm za pomocą broni energetycznej. Wygląda to wręcz na wysterowanie celowo wysokich cen w celu eliminacji pewnych branż gospodarki. Ceny energii są stosowane jako sposób na likwidację działalności znienawidzonych prywaciarzy.
Dotarcie do świata składającego się z korporacji i rządów wydaje się być teraz znacznie bliższe realizacji. Innymi słowy rozpoczęto Wielki Reset…
Paradoksalnie likwidacja przedsiębiorczości odbywa się pod pretekstem działania „zasad wolnego rynku”. Chodzi o przyjęte w Unii Europejskiej zasady stosowania ceny giełdowej megawatogodziny, która jest uzależniona od najwyższych osiągniętych cen, a ponieważ gaz wielokrotnie podrożał. Zatem cena na giełdzie jest wysoka, ze względu na wysokie koszty krańcowe wytwarzania najdroższego źródła w systemie czyli elektrowni gazowych. To właśnie doprowadziło do 25-krotnego wzrostu marży firm energetycznych! W szczegółach proceder opisano w portalu Globenergia.
Okazało się, że w 2021 roku koszt megawatogodziny (MWh) wynosił 442 zł w tym koszty węgla wynosiły 25% , 56% to koszty sprzedaży powietrza przez UE a 11% to marża wytwórców wynosząca około 51 zł/MWh. Każdy myśli, że gigantyczny wzrost cen prądu to skutek wzrostu cen surowców, przede wszystkim węgla. Polska już go nie ma gdyż wygasiła swoje górnictwo na rozkaz Niemców, a rządzący doprowadzili do tego, że w węglowej potędze, która miała węgla na 200 lat musi o niego żebrać i kupować węglopodobny muł z Kolumbii. Tymczasem z infografiki przygotowanej przez Globenergia wynika, że mimo podwyżki cen węgla w koszcie megawatogodziny w 2022 roku wynoszącym 1743 zł/MWh jedynie 9% ceny stanowią koszty węgla. Myli się też ten, kto sądzi, że ta horrendalna cena ma związek z procederem sprzedaży powietrza ETS. Jedynie 16% kosztów to certyfikaty na CO2! Okazuje się, że aż 72% gigantycznej ceny węgla to marża wytwórców! Dzieje się tak właśnie z powodu unijnej pseudo giełdy energii.
Jak wiadomo większość korporacji produkujących prąd elektrycznych w Europie należy przeważnie do rządów. Można zatem podejrzewać, że głównymi beneficjentami tzw. 'nadmiarowych zysków” będą budżety państw a monstrualne ceny energii to rodzaj domiaru dla przedsiębiorców i metoda na celową pauperyzację społeczeństwa. Innymi słowy nastąpi likwidacja firm i opodatkowanie ludzi za pomocą nowatorskiego podatku tak jak wcześniej za pomocą paliwa. Cena na stacjach benzynowych nijak się miała do cen ropy na rynkach i jasne stało się, że Polacy zostali przez Orlen opodatkowani. Ten sam numer robią teraz z energetyką.
To jest bardzo prosty mechanizm – rządzący dają ludziom pieniądze w formie rożnych dodatków. A potem usiłują im je jakoś odebrać, za pomocą inflacji i nowatorskich podatków jak ten orlenowy i energetyczne. Oficjalnie podatków nie zwiększają a mogą nawet udawać, że je obniżają, bo to jest niepopularne. Dowalmy w takim razie podwyżki nośników energii. Firmy mają gigantyczne zyski. Potem pojawia się ustawa, w której te ponadwymiarowe zyski w formie nadzwyczajnych podatków transferowane są z powrotem do budżetu. Ludzie się cieszą bo dostali dopłaty z własnych pieniędzy i nie rozumieją, że to opodatkowanie ich a nie tych znienawidzonych firm energetycznych.
Ostatnio gdy tylko pojawia się pomysł uczynienia czegoś ekologicznego od razu rośnie cena produktów i usług i jest drożej i gorzej. Energetyka nie była pierwsza. Koronnym dowodem na potwierdzenie tej teorii jest to co uczyniono w branży odpadowej i śmieciowej. Dawno dawno temu, gdy jeszce w Polsce był kapitalizm, każdy mógł podpisać umowę na wywóz z śmieci z kilkoma konkurującymi przedsiębiorstwami. Postanowiono to udoskonalić rezygnując z wolnego rynku miał być jeden odpowiedzialny, i dzięki temu miało nie być śmieci w lesie. Okazuje się, że likwidacja konkurencji spowodowała wzrost cen wywozu śmieci o kilkaset procent, zależnie od gminy, śmieci leżą w lesie jak leżały i jeszcze trzeba je segregować! To samo teraz doświadczamy z prądem i paliwami grzewczymi.
Wystarczyło dopuścić pomysły zielonych komunistów, którzy wyzwalają Ziemię od ludzi.
Super Broń (Broń Energetyczna) do wywoływania trzęsień ziemi, osuwisk, zapadlisk, lawin śnieżnych i wybuchów wulkanów
Morteza Sheshpari – Wydział Inżynierii, Katedra Inżynierii Geotechnicznej, Uniwersytet w Ottawie, ON, Kanada (rok 2018)
Streszczenie
Wojsko i służby wywiadowcze wykorzystują różne rodzaje broni energetycznej. Zastosowanie broni energetycznej obejmuje szeroki zakres, w tym telepatię syntetyczną, modyfikowanie zachowań personelu wojskowego w oddziałach własnych lub w odziałach wroga. Modyfikowanie zachowania za pośrednictwem broni zamontowanej na śmigłowcach, samolotach, zainstalowanej na Ziemi lub na krążących wokół Ziemi satelitach może spowodować lęk w oddziałach wroga. Indukowanie takich trybów behawioralnych jak zwiększona pewność siebie u własnych żołnierzy podczas wojen może być również celem ich użycia.
Wszystko to odbywa się poprzez wysyłanie sygnałów ULF do czaszki i ciała ludzkiego, co pozwala manipulować układem nerwowym. Mózg zamknięty jest w czaszce, która zawiera w części usznej minerały kalcytowe, w tym kryształy o wysokim potencjale rezonansowym. https://pl.frwiki.wiki/wiki/Ultra_basse_fr%C3%A9quence
Mogą używać technologii głos-czaszka z dużej odległości, aby porozumiewać się między personelem wojskowym poprzez telepatię syntetyczną. Mózg jest w stanie wytwarzać wiele sygnałów elektrycznych, które można zidentyfikować poczas badania EEG mózgu. Broń energetyczna – poprzez rezonowanie czaszki, kości uszu i pobudzanie systemu neuronowego organizmu oraz zmianę naturalnej częstotliwości elektrycznej mózgu – może również powodować sny syntetyczne lub koszmary u wybranych osób w celu kontroli (ich) umysłu, programując daną osobę na następny dzień.
Oprócz wspomnianych rodzajów broni energetycznej, opracowano inne jej rodzaje, które nazywam Super Bronią; mogą one być używane do wywoływania trzęsień ziemi, powodowania erupcji wulkanów, produkowania osuwisk i zapadlisk lub lawin śnieżnych. Mogą one również rezonować budynki zbudowane głównie z betonu, który zawiera wewnątrz rezonujące kryształki piasku i żwiru, a ostatecznie zawalić betonowy budynek poprzez jego spękanie. Najważniejszym zadaniem jest tutaj uzyskanie częstotliwości rezonansowej rozpadu budynku z uwzględnieniem zastosowanych w nim prętów stalowych. Główny nacisk w tym artykule położony jest na zastosowanie super broni powodującej katastrofy na Ziemi.
Wstęp
HAARP, czyli High Frequency Active Auroral Research Program powstał jako program badań jonosfery; sponsorowany jest w równym stopniu przez Siły Powietrzne USA, Marynarkę Wojenną USA, Agencję Zaawansowanych Projektów Badawczych Obrony (DARPA) oraz Uniwersytet Alaski w Fairbanks. Głównym celem tegoż projektu jest badanie jonosfery i zbadanie możliwości zainstalowania technologii wzmacniania jonosfery na potrzeby łączności radiowej oraz rozpoznania.https://en.wikipedia.org/wiki/High-frequency_Active_Auroral_Research_Program
HAARP (rys. 1 i 2) to nadajnik o dużej mocy i wysokiej częstotliwości stosowany do badania jonosfery. Urządzenie nadawcze o dużej mocy (IRI) pracuje w paśmie wysokiej częstotliwości (HF). Zadaniem IRI jest krótkotrwałe stymulowanie wybranego obszaru jonosfery. Dodatkowe przyrządy to radar VHF i UHF, magnetometr fluxgate,digisonde (przyrząd do sondowania jonosfery) oraz magnetometr stymulacyjny, które służą do badania zjawisk fizycznych zachodzących w części wzburzonej.
Wiele filmów, wywiadów i dyskusji zostało zamieszczonych na stronach internetowych i na youtube, według których HAARP jest używany do modyfikacji pogody, takich jak tworzenie burz i huraganów. Huragan Katrina i silne burze na Florydzie i w Teksasie były wynikiem manipulacji pogodowych. Można postawić hipotezę, że głównymi przyczynami indukowania huraganów i nawałnic jest stymulowanie gospodarki USA poprzez budownictwo i przemysł ubezpieczeniowy oraz depopulacja biedoty. Z powodu braku wiedzy i zrozumieniamechanizmów,mniej mówi się o zdolności HAARP i innych superbroni (broni energetycznej) do wywoływania trzęsień ziemi, osuwisk, zapadlisk, lawin śnieżnych i aktywacji wulkanów. Nawet osoby wtajemniczone nie są w stanie wyjaśnić i zrozumieć wszystkich aspektów owych projektów. Tajne projekty prowadzone w takich miejscach jak Los Alamos National Laboratory, US Air Force, Area 51 itp. są utajnione, a zatrudnieni tam pracują wyłącznie nad specyficzną częścią projektu, nie wiedząc co robią pozostali koledzy w innym pokoju. Następnie wszystkie wyniki są składane w całość przez specyficzne osoby bez znajomości szczegółów, a produktem końcowym jest super broń lub broń energetyczna. Produkt końcowy przypomina zamknięty kod źródłowy programu Windows, którego operatorzy używają na podstawie poleceń otrzymanych z góry, nie znając napływających wyników.
Rysunek 1: Obiekt HAARP na Alasce
Rysunek 2: Radar morski X-Band HAARP (SBX)
Mechanizm aktywacji uskoków tektonicznych przez superbroń
Kluczowym kryształem tworzącym pasy górskie i szczeliny uskokowe, znajdujące się w płytach tektonicznych, jest kwarc (występujący w znacznej ilości w skałach magmowych, metamorficznych i osadowych) oraz kalcyt (głównie w skałach osadowych). Te dwa typy kryształów zostały zorganizowane w strukturę heksagonalną i wykazują znaczny potencjał rezonansowy za sprawą ich heksagonalnej struktury. Zależność pomiędzy dużymi ilościami kwarcu a trzęsieniami ziemi została zbadana przez Lowrey’a i Pérez-Gussinyé, a praca ukazała się w Nature Journal, 2011. Minerały kwarcowe i kalcytowe generują rezonans w wyniku nieregularności magnetosfery i modyfikacji sąsiednich częstotliwości elektromagnetycznych (EMF), w szczególności fal o ekstremalnie niskiej częstotliwości (ELF ). Zmiany w magnetosferze Ziemi mogą być wynikiem przyczyn naturalnych, takich jak efekt promieniowania w układzie słonecznym, lub spowodowanych przez człowieka, co może nastąpić w wyniku użycia broni superenergetycznej. Zmiany te mogą powodować rezonans we wspomnianych kryształach heksagonalnych prowadzący do trzęsień ziemi (Patrz filmy 1 i 2).
Rozproszenie pęknięć w uskokach sejsmicznych będzie się tworzyć zgodnie z fraktalnym wzorem geometrycznym (co widać na matrycach piaskowych w filmie 2) https://pl.wikipedia.org/wiki/Fraktal. Oznacza to powstawanie i aktywację mikroszczelin w mniejszej skali, co powoduje powstawanie lub stymulację makroszczelin i ostatecznie przemieszczanie się linii uskokowych w dominującym kierunku. Rezonans kwarcu lub kalcytu może indukować małe pęknięcia wiązań i tworzyć mikroszczeliny, które aktywują większe uskoki kontynentalne i oceaniczne, wywołując trzęsienia ziemi.
Główny materiał wypełniający w centrum uskoku lub w ścianach szczelin w aktywnych uskokach składa się z wyżłobień i brekcji, które zawierają znaczną ilość kwarcu. Wypełniacze te działają jak smary i odgrywają ważną rolę w aktywacji uskoków. Zazwyczaj tzw. uskoki normalne są aktywowane łatwiej niż uskoki odwrócone i przeuwcze. Jednakże jeśli strefa trzęsienia ziemi składa się z różnych typów kompleksów uskoków, to ruchy uskoków normalnych zainicjują ruch uskoków odwróconych i przesuwczych. HAARP i inne super bronie energetyczne mogą modyfikować własne zainstalowane układy antenowe w określonym układzie geometrycznym i promieniować ELF lub ULF do jonosfery na określonej wysokości, które ostatecznie przekazują z powrotem na powierzchnię Ziemi i i uruchamiają rezonans materiałów uskokowych w celu ich aktywacji i wywołania trzęsienia ziemi.
Video 1: Jak wywołać trzęsienie ziemi za pomocą anteny ELF i HAARP
WRĘCZ ZASKAKUJĄCE VIDEO 2: Eksperyment rezonansowy na cząstkach piasku pokazujący, że niektóre minerały są podatne na rezonans przy niskich częstotliwościach, tworząc podczas rezonansu geometrię fraktalną.
Prekursory magnetyczne trzęsień ziemi zarejestrowane z kosmosu, wskazujące na indukcję super-bronią
Pole magnetyczne Ziemi jest wytwarzane głównie przez ocean stopionego, wirującego, płynnego żelaza znajdujący się w zewnętrznym jądrze Ziemi – 3000 km pod powierzchnią planety. Wytwarza on prądy elektryczne porównywalne z dynamem, a w konsekwencji stale zmieniające się pole elektromagnetyczne.
Wykrycie aktywności elektromagnetycznej poprzedzającej rozpad uskoku lub erupcję wulkanu, było z reguły oceniane jako prosta i funkcjonująca technika wykrywania aktywności skorupy ziemskiej. Występowanie zdarzeń sejsmiczno-elektromagnetycznych zostało zaproponowane jako obiecujące zjawisko dla krótkoterminowej prognozy trzęsień ziemi. prognozy. Misja «Swarm» dostarczyła największych, najnowocześniejszych badań pola geomagnetycznego i jego sekwencyjnego rozwoju, które pomagają w nowych identyfikacjach systemu ziemskiego. https://en.wikipedia.org/wiki/Swarm_(spacecraft)
«Swarm» został zainicjowany w roku 2010 przez Europejską Agencję Kosmiczną (ESA). Niespójności geomagnetyczne przed trzęsieniami ziemi powstają w wyniku chwilowego istnienia materiałów silnie przewodzących, towarzyszących trzęsieniom ziemi lub w wyniku istnienia prądu elektrycznego obok uskoków.
Rysunek 3 pokazuje różnice w wielkości wzmocnienia i zaniku ziemskiego pola magnetycznego pomiędzy sierpniem 2009 a styczniem 2010 pozyskane przez misję ESA «Swarm». Obszary, w których zmiany pola magnetycznego wyhamowały są przedstawione na niebiesko, natomiast obszary, w których zmiany przyspieszały są przedstawione na czerwono. Na przykład, wahania pola zmniejszyły się w pobliżu Afryki Południowej, ale wzrosły nad biegunem południowym i Haiti. Kraj Haiti na rysunku 3 pokazuje gwałtowne lokalne zmiany pola w kolorze jasnoczerwonym, co jest związane z trzęsieniem ziemi na Haiti w styczniu 2010 roku o magnitudzie siedem (Mw=7). Spowodowało ono 300 tysięcy ofiar. Można wywnioskować, że obszar ten został namierzony przez super promieniowanie ELF-ULF (broń energetyczna) w celu aktywacji uskoku tektonicznego.
Rysunek 3: Zmiany pola magnetycznego Ziemi w pobliżu Haiti w czasie trzęsienia ziemi, uzyskane z misji Swarm – patrz czarna strzałka w kierunku koloru jasnoczerwonego (źródło: DTU space; program kosmiczny duńskiego uniwersytetu technicznego).
Zmiany pola magnetycznego czyli prekursory trzęsienia ziemi w Tohoku widziane z kosmosu przez misję Swarm są również widoczne na rysunku 4 w okresie od lipca 2010 do lipca 2011. Okres ten obejmuje czas przed i po megatrzęsieniu ziemi w Tohoku o magnitudzie dziewięć (Mw=9), które spowodowało katastrofę w Fukushimie i kolejne 15 000 ofiar w marcu 2011 roku.
Nieregularności w polu magnetycznym są na ogół odnotowywane przez stacje rejestrujące przed trzęsieniem ziemi. Informacja o dziwnym wzorze w zarejestrowanym geomagnetycznym śladzie dobowym składowej Z wskazywała na nadzwyczajne zdarzenie rozgrywające się wewnątrz 3-letniego zarejestrowanego normalnego tła.
Wywnioskowano, że owa nieregularność nie jest wynikiem globalnych turbulencji geomagnetycznych, ale jest praktycznie związana z trzęsieniem ziemi Mw=9.0 w Tohoku.
Z mapy Swarm wynika, że wahania pola magnetycznego w pobliżu regionu Tohoku zaczęły przyspieszać (kolor czerwony) na kilka miesięcy przed trzęsieniem ziemi.
Owe nieregularności w polu magnetycznym zostały udokumentowane również przez stacje naziemne. Geomagnetyczne zmiany dobowe dla składowej Z mogłyby być zasadniczo blokowane przez niejednorodne strumienie w jonosferze, gdzie te prądy i sytuacja mogła trwać przez zaledwie kilka dni.
Oznacza to, że region Tohoku został obrany na cel przez superbroń, w celu wywołania trzęsienia ziemi i niestabilności gospodarczej w Japonii, trzeciej co do wielkości gospodarki świata i poważnego eksportera. Informacje o dalszych trzęsieniach ziemi o magnitudzie od 4 do 9 zostały pozyskane z bazy danych trzęsień ziemi NOAA i są zaproponowane na Rysunku 4 do oceny regionów podatnych na trzęsienia ziemi..
Rysunek 4: Zmiany pola magnetycznego Ziemi w okresie wystąpienia trzęsienia ziemi w Tohoku, zarejestrowane przez misję Swarm. Uwaga: Trzęsienie ziemi w Tohoku (marzec 2011) zostało pokazane na rysunku dotyczącym kwietnia. Porównać z majem i lipcem 2010 (źródło: DTU space; program kosmiczny politechniki duńskiej).
Fale emisyjne ULF mogą być zidentyfikowane w większej odległości epicentralnej dla trzęsień ziemi o szacowanej magnitudzie 6 lub wyższej i mogą rozchodzić się w kanale jonosfery Ziemi na duże odległości. Wspomniane promieniowanie ULF propaguje się przed trzęsieniem ziemi w dłuższych okresach czasu związanych z nieregularnościami tworzonymi przez strumienie jonosfery trwające zaledwie kilka dni. Anomalie geomagnetyczne, zawierające emisje ULF, mogą być udokumentowane w stacjach naziemnych, a także nowo wykryte z kosmosu dzięki misji Swarm. Są to bardzo korzystne prekursory do prognozowania trzęsień ziemi w okresach bliższych czasowi wystąpienia trzęsienia. Pomimo, że dane z przestrzeni kosmicznej badane przez Swarm obejmują ogromne obszary, to jednak poprzez połączenie ich z danymi ze stacji naziemnych można uzyskać jeszcze bardziej precyzyjną prognozę trzęsień ziemi.
Czy wulkany i superwulkany mogą być aktywowane przy pomocy superbroni?
Odpowiedź brzmi: tak. Autor przeprowadził badania podstawowe nad mechanizmem aktywacji wulkanów przez superbroń, ale przerwał je ponieważ zrezygnował ze zdobywania tajemnic, które mogą spowodować ogólnoświatowe kataklizmy (które wydają się bardziej niebezpieczne i przypominają dzień zagłady w przeciwieństwie do trzęsień ziemi, które zdarzają się i mają wpływ na skalę lokalną).
W kilku słowach, aktywacja wulkanu przez superbroń następuje w wyniku kombinacji lewitacji minerałów zawierających żelazo i magmę przy użyciu magnetyzmu pochodzącego z wnętrza gór, zatłoczenia dostępnej przestrzeni przez parę wodną pod ciśnieniem i popiół, co można opisać mechaniką płynów, a ostatecznie prowadzi do erupcji popiołu i stopionej magmy w przestrzeń.
Czy osuwiska, zapadliska i lawiny śnieżne mogą być spowodowane superbronią?
Odpowiedź brzmi: tak. Jak widać w odpowiedzi cząsteczek piasku na rezonans ELF-ULF (Video 2), zmieniają one wzór w zależności od zakresu częstotliwości, co ma miejsce w kształtach geometrii fraktalnej. Większość gleb w niektórych miejscach składa się z cząstek piasku, które zawierają sześciokątne kryształy takie jak kwarc i kalcyt. Nawet jeśli cząstki gliny lub mułu są obecne w formacji glebowej, rezonans wspomnianych kryształów może spowodować mikropęknięcia z powodu utraty wytrzymałości na ścinanie i rozwinąć się w większej skali do zsunięcia się zbocza (Land slide). Podobna analogia dotyczy zapadlisk wywołanych przez superbroń (Fig.5 i Fig.6), które wystąpiły w Ottawie na Rideau Street i w Fukuoka w południowo-zachodniej Japonii. W tych scenariuszach, rezonans cząstek gruntu powoduje utratę wytrzymałości na ścinanie i osiadanie. Cząstki śniegu są zwykle utworzone z kryształów śniegu, które mają strukturę heksagonalną; rezonans i wibracje sprowokowane przez fale ULF mogą wywołać lawinę śnieżną, która zdarzyła się w Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie kilka lat temu. temu.
Rysunek 5: Gigantyczne zapadlisko w centrum Ottawy, Kanada, na Rideau Street wywołane przez
super broń (Image credit: theobserver.ca)
Rysunek 6: Gigantyczne zapadlisko w Fukuoka w południowo-zachodniej Japonii wywołane przez superbroń (Image credit: Time.com)
Cele, które można osiągnąć z wywoływania trzęsień ziemi przy pomocy superbroni
Minął już prawie rok, kiedy największa bomba Stanów Zjednoczonych, nazwana matką wszystkich bomb, została przetestowana w górskim regionie Afganistanu. Generalnie, różne cele można osiągnąć poprzez wywołanie trzęsień ziemi za pomocą super broni. Testowanie skali wywołanych trzęsień ziemi i ich zniszczeń w różnych litologiach, mechanizmach uskokowych i krajach docelowych może być jednym z nich. Jednak głównym zadaniem jest uzyskanie przewagi w skali militarnej przez zaawansowaną technologię i wywołanie strachu u wrogów. Z drugiej strony może być wykorzystana do wojny ekonomicznej, handlowej i ukrytej destabilizacji krajów poprzez ich zniszczenie i uzyskanie kontraktów na odbudowę z zapewnieniem korzyści ekonomicznych w tychże krajach. Inne powody, które przyszły mi do głowy, choć trudno je zaakceptować, to wyludnienie biednych krajów o niskim wkładzie w równowagę światową, które można dostrzec w agendzie Illuminatów; przykładem może być trzęsienie ziemi na Haiti, które miało miejsce w najbiedniejszym kraju kontynentu amerykańskiego (patrz tabela 1).
Tabela 1: Przypuszczalna lista trzęsień ziemi które zostały wywołane przez superbroń (broń energetyczną) wraz z możliwą przyczyną jej użycia.
Wnioski: Dobre, złe i paskudne skutki stosowania superbroni dla spowodowania zmian systemu Ziemia
Superbronie do wywoływania trzęsień ziemi i aktywowania wulkanów, jakkolwiek rozwinęły się w celu wzmocnienia strategicznej równowagi sił w jednym lub dwóch krajach, to jednak mogą być wykorzystywane z różnymi skutkami. Dobrym zastosowaniem tych superbroni może być wywołanie niewielkich lub umiarkowanych trzęsień ziemi na obszarach podatnych na trzęsienia ziemi, aby uwolnić nagromadzone w uskokach naprężenia i zapobiec dużym i katastrofalnym trzęsieniom ziemi. Złe zastosowanie tych broni, jak wspomniano, może być używane do prowadzenia wojny gospodarczej i handlowej oraz destabilizowania wrogich krajów. Paskudne zastosowanie tej broni, które mieści się w agendzie illuminatów, to wyludnienie Ziemi poprzez wywołanie trzęsienia ziemi w wielkich miastach, zwłaszcza w krajach trzeciego świata, oraz aktywacja wulkanów i superwulkanów, co przypomina Dzień Zagłady, o którym wszyscy na świecie słyszeli z propagandy religijnej lub tej kontrolowanej przez Illuminatów. http://themillenniumreport.com/wp-content/uploads/2019/01/Sheshpari-Paper-Direct-Energy-Weapons-Inducing-Earthquakes..pdfhttps://www.semanticscholar.org/paper/Super-Weapons-(Energy-Weapons)-for-Inducing-Snow-Sheshpari/39e901c30f432cad305ffff6883b45d6af6cca36(przekład automatyczny)
Z różnych autorów zebrał, ale też i własnym piórem opisał
ANDRZEJ SARWA
OPOWIEŚCI CZYŚĆCOWE
czyli opowieści prawdziwe o objawianiu się dusz czyśćcowych (4)
CZYŚCIEC
Kościół katolicki naucza o czyśćcu, czyli o stanie raczej niż miejscu w zaświatach, gdzie przebywają przez pewien określony czas dusze wszystkich tych ludzi, którzy co prawda nie zmarli w stanie grzechu śmiertelnego, ale bądź to byli skażeni grzechami powszednimi, bądź też umierając nie zdążyli ponieść kar, jakie za przewinienia winni byli ponieść, żyjąc jeszcze w doczesności. A dla sprawiedliwości Bożej nie ma zasługi bez nagrody, jak również nie ma winy bez kary.
Ponieważ nic niedoskonałego nie może wejść do przybytków rajskiej szczęśliwości, logicznym się wydaje, iż Bóg powinien był utworzyć czyściec – miejsce ekspiacji za drobniejsze przewinienia, miejsce, w którym dusze zmarłych w pewnym określonym czasie zdołają się zupełnie wybielić, by móc osiągnąć niebieską nagrodę.
Tak więc czyściec jest potrzebny boskiej sprawiedliwości. Ale jest też potrzebny boskiej miłości. To właśnie owa miłość pozwala duszom, dla których najdrobniejszy nawet występek, czy niespłacony dług zamykały drogę do nieba, pozbyć się tego balastu ciągnącego je w dół, i w końcu – po odpokutowaniu – w pełni zjednoczyć się z Bogiem.
Kościół katolicki naucza, że żyjący mogą pomagać duszom czyśćcowym modlitwą, postami, dobrymi uczynkami, odprawianiem w ich intencji Mszy Świętej i przystępowaniem do Stołu Pańskiego.
A na co powołuje się Kościół, nauczając o czyśćcu?
Mimo iż w Piśmie Świętym tak Starego, jak i Nowego Testamentu słowo czyściec nie występuje ani razu, to jego istnienia można się domyślić z różnych tekstów biblijnych, które pozwolę sobie tutaj przytoczyć:
Dlatego powiadam wam: Każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie będzie odpuszczone. Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym. (Mt 12, 31-32)
Co oznaczają te słowa? Ano jedno, to mianowicie, iż chociaż śmierć człowiecza jest kresem zarówno zasługi, jak i winy, to przecież Bóg już „po tamtej stronie” może odpuszczać pewne grzechy.
A zatem konsekwentnie: jeśli nic skażonego nie może wejść do Królestwa Niebieskiego, więc nie tam owe grzechy mogą zostać odpuszczone, lecz w jakimś innym miejscu. To zaś, iż jest ono miejscem czasowych tylko cierpień nasuwa się samo.
Innymi fragmentami biblijnymi zdającym się w sposób alegoryczny wskazywać na istnienie czyśćca są te:
Według danej mi łaski Bożej, jako roztropny budowniczy, położyłem fundament, ktoś inny zaś wznosi budynek. Niech każdy jednak baczy na to, jak buduje. Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus, I tak jak ktoś na tym fundamencie buduje: ze złota, ze srebra, z drogich kamieni, z drzewa, z trawy lub ze słomy, tak też jawne się stanie dzieło każdego: odsłoni je dzień [Pański]; okaże się bowiem w ogniu, który je wypróbuje, jakie jest. Ten, którego dzieło wzniesione na fundamencie przetrwa, otrzyma zapłatę; ten zaś, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę: sam wprawdzie ocaleje, lecz tak jakby przez ogień. (1 Kor 3, 10-15)
Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie zna jego woli i uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą. (Łk 12, 47-48)
I uniesiony gniewem pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu całego długu nie odda. Podobnie uczyni wam Ojciec Mój niebieski, jeśli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu. (Mt 18, 34)
Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia. Zaprawdę powiadam ci: nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz. (Mt 5, 25-6)
Święty Paweł Apostoł w owym tekście z 1 Listu do Koryntian zdaje się mówić o tym, iż różne może być życie poszczególnych chrześcijan, opierające się na jednym z możliwych do przyjęcia dla nich fundamentów – na Jezusie Chrystusie. Dokonania przecież mogą mieć całkiem rozmaite – od wielkich i chwalebnych, po nic nie znaczące, które nie wytrzymają próby i ogień je strawi, ale chociaż sami ludzie, których czyny pochłonie ogień, poniosą przez to stratę, to jednak przez tenże ogień sami zostaną oczyszczeni.
Ponieważ ocena dokonań ludzkich będzie dopiero po śmierci, to i oczyszczenie przez ogień nie za życia, ale po przejściu do nieśmiertelności.
Prócz zacytowanych wyżej fragmentów nowotestamentowych, teologowie katoliccy powołują się także i na słowa zawarte w Drugiej Księdze Machabejskiej. A oto interesujący nas fragment:
Potem Juda zebrał wojsko i powiódł do miasta Adullam. Ponieważ zaś wypadł siódmy dzień, zgodnie ze zwyczajem oczyścili się i tam spędzili szabat. Następnego dnia w tym czasie, w którym należało już to wykonać, żołnierze Judy przyszli zabrać ciała tych, którzy polegli, i pochować razem z krewnymi w rodzinnych grobach. Pod chitonem jednak u każdego ze zmarłych znaleźli przedmioty poświęcone bóstwom, zabrane z Jamnii, chociaż Prawo tego Żydom zakazuje. Dla wszystkich więc stało się jasne, że to oni i z tej właśnie przyczyny zginęli. Wszyscy zaś wychwalali Pana, sprawiedliwego Sędziego, który rzeczy ukryte czyni jawnymi, a potem oddali się modlitwie i błagali, aby popełniony grzech został całkowicie wymazany. Mężny Juda upomniał lud, aby strzegli samych siebie i byli bez grzechu mają przed oczyma to, co się stało na skutek grzechu tych, który zginęli. Uczyniwszy zaś składkę pomiędzy ludźmi, posłał do Jerozolimy około dwu tysięcy srebrnych drachm, aby złożono ofiarę za grzech. Bardzo pięknie i szlachetnie uczynił, myślał bowiem o zmartwychwstaniu. Gdyby bowiem nie był przekonany, że ci zabici zmartwychwstaną, to modlitwa za zmarłych byłaby czymś zbędnym i niedorzecznym, lecz jeśli uważał, że dla tych, którzy pobożnie zasnęli, jest przygotowana najwspanialsza nagroda – była to myśl święta i pobożna. Dlatego właśnie sprawił, że złożono ofiarę przebłagalną za zabitych, aby zostali uwolnieni od grzechu. (2 Mch 12, 38-45 BT)
Powyższy fragment ma dowodzić, że odpuszczenie grzechów jest możliwe także i po śmierci, co ma – jak wiemy – uzasadniać katolicką naukę o czyśćcu.
Ale przecież teologowie, nauczając o czyśćcu, powołują się nie tylko na Biblię, lecz również na starochrześcijańską tradycję. A dokładniej na obyczaj modlenia się za zmarłych. Co czynili chrześcijanie już w pierwszych wiekach istnienia Kościoła:
Okazują to gorącymi, a nieraz niespokojnymi życzeniami ochłody dla tych dusz, obrony ich od zła, uchylenia od nich ciemności. Okazują to jeszcze wyraźniej samym faktem, że się modlą za nie i o modlitwy za nie na wszystkie strony proszą: rozumiejąc, że te dusze są w takim stanie, w którym czegoś brakuje i pomocy potrzebują. Najwyraźniej wreszcie to wierzenie w czyściec okazują przez rozróżnienie, jakie czynią między duszami: nie modlą się wcale za dzieci, które po chrzcie, bez zmazy grzechu poszły do Boga, ani za tych, którzy śmiercią męczeńską jak drugim chrztem oczyścili się doskonale; więc kiedy za innych się modlą, to dlatego, że przypuszczają u nich możliwość win niezupełnie zgładzonych. (Ks. J. Morawski, Świętych obcowanie, cz. 1, Komunia między duszami, Kraków 1904, s. 99-100)
Ponieważ według objawienia boskiego, po śmierci nie ma już ani zasługi, ani też winy, a zatem człowiek sam z siebie, nie jest w stanie odmienić swego losu i zaraz po sądzie szczegółowym trafia do miejsca ostatecznego przeznaczenia, to gdyby nie istniało miejsce, w którym możliwe jest oczyszczenie się z grzechów lekkich lub odbycie niedopełnionych kar, wszelkie modlitwy za umarłych nie miałyby najmniejszego sensu i nie wywoływałyby żadnych skutków.
Tymczasem od wieków Kościół modli się za zmarłych w grzechach. Uczy ponadto, że żywi poprzez swoje modlitwy i inne pobożne praktyki odbywane w intencji ulżenia cierpieniom osób znajdujących się w czyśćcu, mogą im nie tylko przynosić ulgę, ale i skracać czas oczekiwania na oglądanie Boga w wieczności.
* * *
Książka niniejsza jest dostępna w wersjach papierowej:
Arcybiskup Carlo Maria Viganò zwrócił się w piątek do wiernych uczestniczących w Narodowym Marszu Katolików, odbywanym pod hasłem – Nasza ścieżka wojenna (Our Warpath).
Drodzy Przyjaciele,
Zostałem zaproszony przez prezesa Josepha Rigiego do wystąpienia na tym pierwszym Narodowym Marszu Katolików, zorganizowanym w dzień Św. Michała Archanioła – które Kościół obchodzi 29 września – aby zwrócić się do zgromadzonej tutaj pod sztandarem Krzyża, armii tych, którzy na mocy sakramentu bierzmowania stali się żołnierzami Chrystusa. Niech zatem wszyscy przyjmą moje pozdrowienia, zachętę i zapewnienie o modlitwie.
W społeczeństwie, które nie ma ani ideałów, ani zdolności do walki o cokolwiek, w którym obłudny i tchórzliwy pacyfizm składa broń w obliczu przemocy tyrana, jesteście powołani, jako prawdziwi katolicy, do dawania świadectwa Ewangelii i ukazywania światu Królestwa Niebieskiego, które zdobywa się heroizmem cnót oraz miłością Boga i bliźniego. Trzymacie w rękach Różaniec, który niektórzy uważają za symbol „radykalizmu religijnego”, chcąc w ten sposób was rozbroić i osłabić waszą zdolność obrony. Ale właśnie ten ich lęk przed Różańcem Świętym musi nas skłaniać do trzymania go z jeszcze większym przekonaniem.
Oni już tutaj są. Wyszli na światło dzienne, zwolennicy powszechnego braterstwa masońskiego, aby wylać swoją nienawiść do Najświętszego Różańca, który w modlitwie do Dziewicy Pompejańskiej nazywamy „wieżą ratunku w napaściach piekła, bezpieczną przystanią dla ofiar katastrofy”. Nie może być inaczej: w wojnie obejmującej świat duchowy i materialny mamy po raz kolejny potwierdzenie, że tym, co kryje się za globalistycznym mirażem, jest tyrania szatana i jego satelitów.
Mówią nam: „Państwo jest świeckie”. Jak to jest możliwe, aby współczesny człowiek zaprzeczał autorytetowi Boga i odmawiał poddania jednostek, rodzin, społeczeństw i narodów pod Jego panowanie. To państwo, które nazywa siebie świeckim, jest w rzeczywistości niereligijne i bezbożne, bo choć decyduje się na wyznawanie ateizmu lub obojętności religijnej, to w rzeczywistości obraża Boski Majestat, zniżając Go do poziomu bożków i przesądów; dokonuje przemocy wobec Prawdy, stawiając ją na tym samym poziomie co kłamstwa i błędy; okrutnie oszukuje ludzi, każąc im wierzyć, że możemy być uczciwi w życiu prywatnym i publicznym odrzucając Boga. Pan Bóg nie stworzył nas po to abyśmy się „samorealizowali” i „szli wspólną drogą” , ale byśmy czcili, służyli, oddawali chwałę i byli posłuszni naszemu Stwórcy i Odkupicielowi, do którego każdy z nas należy i bez którego nie zostalibyśmy stworzeni i zbawieni.
To bezbożne i antykatolickie „państwo świeckie” nie uważa modlitwy różańcowej za zaledwie „zabobon papistów” – jak to mówią antyklerykałowie i „wolnomyśliciele” – ale za prawdziwą broń, której moc ich przeraża. Nienawidzą katolickiej Mszy, ale nie jej soborowej parodii. Nienawidzą katolickiej doktryny, ale już nie „magisterium” z Domu Św. Marty. Nienawidzą katolickiej moralności, ale chwalą Bergoglio za jego działania na rzecz sodomii, klimatu i imigracji. Nienawidzą modlitwy, a w szczególności Różańca, który stawia na czele naszej małej armii Matkę Bożą pod Jej tytułem Nikopéia (Zwycięska), Tę, która jest zwiastunką zwycięstw, Tę, która – przywoływana przez chrześcijaństwo jako Królowa Różańca Świętego – pozwoliła flocie spod Lepanto pokonać wyznawców Mahometa.
To „świeckie państwo”, które jest świeckie tylko z nazwy, ale w rzeczywistości jest całkowicie zbuntowane przeciw naszemu Panu, wie, czym jest nadprzyrodzona moc łaski, jaka jest moc modlitwy i postu, i zna nieskończoną wartość Świętej Ofiary Mszy Świętej. To dlatego chce zapobiec wszelkim publicznym przejawom religijności, i stygmatyzować jako ekstremistów – „radykalnych tradycjonalistów” – katolików, którzy władają niezwyciężoną bronią Różańca lub którzy klękają przed Bogiem, ale nie klękają przed Black Lives Matter.
Nie zaskakuje, że słudzy wroga dzielą z nim tę wściekłą niechęć do Różańca Świętego. Każde Zdrowaś Maryjo, które wznosi się do nieba, aby uczcić Matkę Bożą i prosić Ją o wstawiennictwo „za nami grzesznymi”, dodaje strzałę do kołczanów Aniołów i kruszy wątpliwą władzę Księcia tego świata, który w rzeczywistości jest uzurpatorem, który przywłaszcza sobie władzę cywilną i kościelną drogą oszustwa, dobrze wiedząc, że jego koniec jest bliski, a jego tyrania jest bliska porażki.
Mogłoby się wydawać, że zwyciężył świat Wielkiego Resetu i Agendy 2030, świat Davos i ONZ, świat WHO i lichwiarskich finansów. Po rezygnacji Benedykta XVI i oszustwach w amerykańskich wyborach prezydenckich zabrakło dwóch Katechonów, duchownego, i świeckiego, którzy mogliby przeciwstawić się nadejściu Antychrysta. W ich miejsce zainstalowano dwie osoby, które są całkowicie nie do pogodzenia z rolą, jaką odgrywają – by użyć eufemizmu – jedna wybrana przez mafię z St. Gallen, a druga przez amerykańskie „głębokie państwo” i elity Nowego Porządku Świata. Łączy ich także dobór skorumpowanych i zboczonych przyjaciół i współpracowników.
Kościół katolicki jest dziś przysłonięty przez „głęboki Kościół”, a Stany Zjednoczone przez „głębokie państwo”. Obie te siły wykorzystują swoją władzę przeciwko celowi, dla którego zostały ustanowione: salus animarum dla Kościoła i bonum commune dla państwa. Przywódcy Państwa i Kościoła są w znacznym stopniu sprzymierzeni w niszczeniu obu. spotykają się, chwalą, kupują i sprzedają siebie nawzajem, prostytuują się wobec elit w nadziei, że nie zostaną zmieceni, gdy nie będą już potrzebni. Żeby pokazać, że są oddani globalistycznemu Lewiatanowi, niszczą wszystko, co przypomina społeczeństwo zrodzone z cywilizacji chrześcijańskiej.
Jesteśmy „grupą kontrolną” tradycyjnego świata w globalistycznym społeczeństwie, tak jak osoby niepoddane serum genowemu są „grupą kontrolną” dezawuującą narrację o pandemii.
Czym jest grupa kontrolna? Jest to grupa badanych, którzy podczas eksperymentu są utrzymywani w tych samych warunkach, co badani, ale nie są poddawani leczeniu, które jest przedmiotem próby. Funkcją „grupy kontrolnej” jest wykluczenie alternatywnych wyjaśnień wyników i zapewnienie, że dane z grupy eksperymentalnej rzeczywiście wynikają z badanej zmiennej, a nie z nieznanych wpływów zewnętrznych.
To dlatego chcą nas anulować, uczynić niewidzialnymi i ocenzurować. Nasze istnienie jest punktem odniesienia, który ujawnia oszustwo i piętnuje jego sprawców. Oprzyjcie się zatem: jako katolicy i jako Amerykanie! Oprzyjcie się, tak jak już to zrobiliście, odmawiając obowiązkowych szczepień, ponieważ wasz stan zdrowia, fakt, że nie cierpicie na zapalenie mięśnia sercowego, że nie zostaliście wysterylizowani i nie cierpicie na nagłe choroby, jest dowodem na związek pomiędzy zaszczepieniem eksperymentalną surowicą a negatywnymi skutkami.
Bergogliański Sanhedryn i władza świecka po raz kolejny zgodnie wysyłają Naszego Pana na śmierć, za tę samą „zbrodnię” co Wtedy: za głoszenie Jego Królewskiego Majestatu. Ci, którzy uznają Jezusa Chrystusa za Króla, są wrogami głębokiego państwa i głębokiego kościoła, ponieważ oba te podmioty odmawiają podporządkowania się Jego imperium i posłuszeństwa Jego prawu, i dobrze wiedzą, że tam, gdzie króluje Chrystus, nie ma miejsca ani dla złych pasterzy, ani dla złych władców.
Na zakończenie Mszy Świętej, po ostatniej Ewangelii, odmawia się modlitwę do Św. Michała, wzywając go jako „Księcia Zastępów Niebieskich” i błagając, by strącił z powrotem do piekła szatana i inne złe duchy, które grasują po świecie, szukając zguby dusz. W poprzedzającej ją modlitwie kapłan prosi o interwencję Boga pro libertate et exsaltatione Sanctæ Matris Ecclesiæ, o wolność i triumf Świętej Matki Kościoła.
Z tego powodu modlimy się do pełnego chwały Archanioła; z tego powodu czcimy Matkę Bożą w Różańcu Świętym i innych nabożeństwach; z tego powodu kapłani codziennie odprawiają Mszę Świętą, wylewając na ten zbłąkany świat nieskończone łaski Męki naszego Pana.
Amerykanie! Katolicy amerykańscy! Jeśli prawo świeckie uznaje prawo do obrony ojczyzny z bronią w ręku, to prawo Boskie nakazuje wam stoczyć tę epokową bitwę za pomocą broni duchowej, którą udostępnia wam Kościół święty: jej niewyczerpany arsenał. Weźcie do ręki Różaniec Święty, uklęknijcie – wy także, mężczyźni i dzieci! – i modląc się, pokażcie swoją siłę, swoją odwagę i swój honor jako chrześcijanie. To nie nasze ludzkie siły pokonają wroga, ale potężny hufiec Aniołów i Świętych, za sztandarem Krzyża trzymanego przez Archanioła Michała i pod opieką Dziewicy, która jest Auxilium Christianorum, Wspomożycielką Chrześcijan. Jesteśmy jedynie proszeni o wybranie strony, po której staniemy i wypełnienie naszego obowiązku zgodnego z naszym powołaniem.
Módlcie się, czyńcie pokutę, pośćcie. Żyjcie w łasce Bożej, często wyznając swoje grzechy i przyjmując Komunię Świętą. Nigdy nie przestawajcie ściśle wiązać się z Matką Bożą poprzez Różaniec Święty. Jeśli w przeszłości Europa została uratowana przed najazdem muzułmanów dzięki tej modlitwie, to świat będzie uratowany tym bardziej, jeśli te proste i święte słowa Zdrowaś Maryjo będą nadal wznosić się do nieba z każdego zakątka ziemi.
Czy 22 miesiące szczepień populacyjnych poprawiło czy pogorszyło sytuację?
Mariusz Jagóra15 hr ago https://mariuszjagora.substack.com/p/ocena-skutecznosci-szczepien-covid
Szczepionki COVID-19 – czas na dokonanie oceny sytuacji
Scott Youngblood, lekarz z San Diego przedstawił niezwykle ciekawa ocenę programu szczepień podczas spotkania Rady Miejskiej San Diego, na którym rozważano przedłużenie stanu zagrożenia COVID-19. Przedstawił dowody na to, że obowiązek szczepień, uzasadniany właśnie stanem zagrożenia, może w rzeczywistości pogorszyć sytuację. Rząd i jedo agencje obiecywali Amerykanom, że jeśli zaszczepią się, będą bezpieczni – nie złapią wirusa, nie będą też go przenosić i zarażać dalej.
Niestety, okazało się to nieprawdą. W ciągu zaledwie kilku ostatnich tygodni cztery prominentne osobistości – prezydent, pierwsza dama, sekretarz obrony i prezes Pfizera, wszyscy zostali zarażeni wirusem COVID-19, niektórzy po raz drugi. Wszyscy byli poczwórnie zaszczepieni. Każda osoba posiadająca umiejętność myślenia krytycznego musi zadać sobie pytanie: czy ta szczepionka jest skuteczna skoro po podaniu czterech dawek nadal możesz – kilkukrotnie zachorować, i musisz brać silny lek przeciwwirusowy Paxlovid?
Tak zwane “przełomowe infekcje” stały się tak powszechne, że zaprzestano używania tego terminu. A CDC zamiast przyznać, że szczepionka nie spełniła swojej roli zmieniło definicję szczepionki z czegoś, co wytwarzało odporność na coś, co stymuluje odpowiedź immunologiczną.
Jedynym potencjalnym uzasadnieniem dla obowiązku szczepień może być to, że zapobiega to zakażeniom i przenoszeniu chorób. Ale wszystkie te obietnice zostały złożone w oparciu o brak danych naukowych, ponieważ żadne z pierwotnych badań nad szczepionkami nie zajmowało się tymi kwestiami. Rujnowano życie i kariery wielu osób w oparciu o przypuszczeniach, a nie naukę.
Czym jest skuteczność szczepionki? Jest to tzw. względne zmniejszenie ryzyka w stosunku do osób z grupy szczepionych lub placebo. W badaniu oryginalnym Pfizer wykazał, że bezwzględne zmniejszenie ryzyka było na poziomie 0.84% czyli mniej niż 1% bezwzględnego zmniejszenia ryzyka, ponieważ infekcje były tak rzadkie w obu ramionach badania.
Do lipca 2021 roku pojawiły się poważne problemy ze skutecznością szczepionki. Doszło do wybuchu epidemii w Barnstable, w Massachusetts wśród osób w pełni zaszczepionych. Raporty z całego świata wskazywały, że zaszczepieni byli podatni na zakażenie i przenoszenie. Poziomy wirusa w nosie i ustach, będące markerem zakaźności, były równie wysokie lub wyższe u zaszczepionych niż u nieszczepionych. Zaszczepieni mieli krążące przeciwciała we krwi, ale nie w ślinie, co czyniło bardziej prawdopodobnym, że mogli oni rozprzestrzeniać wirusa będąc stosunkowo bezobjawowymi. Dyrektor CDC przyznał, że szczepionki nie powstrzymały transmisji. Ten scenariusz pojawia się na całym świecie. Wysoko zaszczepione kraje odnotowują rekordowe przypadki zachorowań. Na przykład Izrael, Jordania i Liban, trzy małe sąsiadujące z sobą kraje o podobnym klimacie, gdzie poziomy infekcji pierwotnego szczepu były bardzo podobne, zaczynają się diametralnie różnić po pojawieniu się szczepień. Izrael stał się jednym z najbardziej zaszczepionych krajów na świecie, Jordania i Liban zaś na średnim poziomie ok 35%. Podczas fali Delty zachorowania w Izraelu były pięciokrotnie wyższe, a przy Omikronie – dziesięciokrotnie wyższe.
Analiza wykresów poziomu zaszczepienia i zachorowalności pokazuje, że zarówno na poziomie powiatu, stanu czy państwa, istnieje korelacja pomiędzy wskaźnikiem szczepień i zachorowań – w miarę jak wzrasta liczba szczepień, wzrasta też liczba zachorowań.
Wykresy skuteczności szczepionki w czasie pokazują, że początkowo wysoki poziom spada w ciągu kilku miesięcy uzyskując po 6-7 miesiącach wartości ujemne. I to jest kluczowy problem – po szczepieniu nie wraca się do poziomu wyjściowego, do zera, tylko jest osiąga się wartości ujemne co oznacza, że osoby zaszczepione stają się bardziej podatne na zarażenie niż nieszczepione.
Opublikowane w New England Journal of Medicine badanie na dzieciach po szczepieniach mRNA pokazało, że szczytowa skuteczność szczepionki zmniejsza się z każdym nowym szczepem wirusa, i z czasem, po około 4 i pół miesiąca od szczepienia skuteczność jest ujemna. Po 4 i pół miesiąca szczepieni są w gorszej sytuacji niż niezaszczepieni. Zaobserwowano także, że skuteczność pogarsza wraz z genetycznym oddaleniem od pierwotnego wirusa. Badanie z Danii pokazuje, że osoby w pełni zaszczepione szczepionką Pfizera miały minus 76% skuteczności przeciwko wariantowi Omikron, czyli 176 osób zaszczepionych zaraża się na każde 100 osób nieszczepionych. Dane z Wielkiej Brytanii pokazują, że potrójnie zaszczepieni mieli wyższe wskaźniki zakażeń niż niezaszczepieni.
Nie można zapominać o naturalnej odporności, która została zupełnie pominięta jako nieistotna a wiele badań wykazało wyższość naturalnej odporności nad indukowaną szczepieniem. Duże badanie przeprowadzone w Izraelu wykazało 26-krotnie wyższą ochronę w przypadku naturalnej odporności w porównaniu z pełnym zaszczepieniem. A co się więc stanie, gdy wymusi się szczepienie na kimś, kto ma już naturalną odporność? W badaniu opublikowanym W NEJM pokazano, że u dzieci z naturalną odpornością, które zostały zaszczepione, po pięciu miesiącach skuteczność szczepionki była ujemna. Jest to niezwykle niepokojące, ponieważ wskazuje na to, że szczepienia szkodzą naturalnej odporności posiadanej przez populację.
Dlaczego więc skuteczność spada do wartości ujemnych, a nawet obniża naturalną odporność? Odpowiedzialne za to może być tzw. oryginalny grzech antygenowy oraz wzmocnienie zależne od przeciwciał – ADE. Czym jest Antibody Dependent Enhancement? Paradoksalnie jest to proces zwiększenia zdolności wirusa do infekowania i wywoływania chorób u zaszczepionego. Komórka ludzka ewoluowała przez tysiąclecia w taki sposób, że wirusowi bardzo trudno jest przyczepić się do komórki ludzkiej i zainfekować ją. W odpowiedzi na szczepienie organizm ludzki wytwarza dwa rodzaje przeciwciał. Pierwszy to przeciwciała neutralizujące, które zabijają wirusa. Drugi rodzaj przeciwciał to przeciwciała nie-neutralizujące lub wzmacniające. Wiążą się one z wirusem, ale z jakiegoś powodu nie zabijają go, tylko niejako przyklejają się do wirusa, ale także do ludzkiej komórki, i paradoksalnie ułatwiają wirusowi wejście komórki i zainfekowanie jej. Więc przy wystąpieniu wzmocnienia zależnego od przeciwciał, nie tylko ryzyko początkowej infekcji jest wyższe, ale również ciężej ją przechorowujemy, a także narażeni jesteśmy na stale występującą renfekcję.
Naukowcy od lat próbują opracować szczepionkę na przeziębienie. Koronawirus jest jednym z wirusów przeziębienia, a jedną z głównych przeszkód w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat było właśnie ryzyko wystąpienia ADE, w którym szczepionki faktycznie pogarszają sytuację. Tak więc, aby uwierzyć, że nie ma żadnego ADE w przypadku obecnych szczepionek COVID, trzeba uwierzyć, że w ciągu ośmiu miesięcy kompleks biofarmaceutyczny osiągnął to, czego nie mógł osiągnąć przez dekady wcześniej.
11 sierpnia 2022 CDC wydało nowe wytyczne dla COVID-19, w którym zalecono, żeby osoby zaszczepione i niezaszczepione powinni być traktowani tak samo, co oznacza, że po potencjalnej ekspozycji ryzyko zakażenia, a następnie przeniesienia wirusa jest takie samo w obu przypadkach. To stwierdzenie, choć bardzo spóźnione, usuwa podstawy zdrowotne dla jakiegokolwiek nakazu szczepionkowego. Prawda może być taka, że skoro skuteczność szczepionki jest ujemna po sześciu miesiącach, to zaszczepieni są w rzeczywistości bardziej narażeni na zakażenie i przenoszenie wirusa.
Szczepionki COVID-19 mają wiele wad. Nie tylko nie zmniejszyły liczby infekcji, nie zastopowały transmisji wirusa wśród zaszczepionych ale wydaje się, że potęgują wzrosty. Kolejne fale są większe, wiele państw, zwłaszcza tych z wysokim poziomem zaszczepienia populacji zgłasza dane wskazujące na wzrost zachorowań wśród zaszczepionych. W australijskiej Nowej Południowej Walii wśród pacjentów przyjętych do szpitala z Covid-19 (dane tygodniowe z 3 września) tylko jedna osoba była nieszczepiona przy 173 poczwórnie zaszczepionych i 135 potrójnie zaszczepionych pacjentach.
Tyle jeśli chodzi o argument dotyczący skuteczności ale pamiętajmy, że szczepionka ma być skuteczna i bezpieczna. Po stronie bezpieczeństwa mamy olbrzymi ładunek danych dotyczących kumulacji zdarzeń niepożądanych ujawnianych w każdym systemie raportowania na całym świecie – amerykańskim VAERS, brytyjskim Yellow Card, VigiAcces Światowej Organizacji Zdrowia i innych. Wszystkie one zgłaszają więcej zdarzeń niepożądanych związanych z tymi szczepionkami w ciągu jednego roku niż ze wszystkimi inne szczepionki razem wziętymi. Nie było bardziej niebezpiecznego produktu w całej historii tych systemów raportowania.
Ale najważniejsza ocena skrótowa w przypadku każdej reakcji na pandemię to sprawdzenie czy działania zapobiegły nadmiernym zgonom. Według CDC, nadmierne zgony były wyższe w USA w 2021 roku po wprowadzeniu szczepionek, co daje asumpt twierdzeniu, że szczepionki zawiodły jako interwencja w zakresie zdrowia publicznego, a masowe szczepienia pogorszyły i przedłużyły pandemię.
Źródło:
Opracowane na podstawie prezentacji dr Scota Youngblood przedstawionej podczas spotkania Rady Miejskiej San Diego w Kaliforni https://www.youtube-nocookie.com/embed/AM-7ZlYemSM?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0
Zacznijmy od tego że przez większość katolików miłosierdzia Boże jest dziś rozumiane źle. Wielu powie (wiele razy już się z tym spotkałam) że miłosierdzie jest ważniejsze od sprawiedliwości Bożej. Otóż nie może być ważniejsze, bo nie ma miłosierdzia bez sprawiedliwości Bóg nam nie powie: Słuchaj, nie zasłużyłeś na niebo bo jesteś grzeszny, ale tam cię zabiorę, tak jak swoich największych świętych którzy ofiarowali mi całe życie.Przeczy to Bożej sprawiedliwości, aby jedni i drudzy byli traktowani tak samo. Sprawiedliwość nagradza za dobro a za zło karze. Najpierw musi więc być sprawiedliwość, a potem miłosierdzie. Kary których docześnie nie odpokutowaliśmy czekają nas w czyśćcu. Myli się ten kto myśli że to błahostki. Przeczy temu cała nauka katolicka. Wiele wyjaśniający tekst o fałszywym miłosierdziu można znaleźć TUTAJ. Każde pomijanie zadośćuczyniania za nasze grzechy, każde milczenie o pokucie i nawróceniu powoduje że przekazujemy fałszywy obraz Bożego miłosierdzia.
Dlatego temat miłosierdzia wg s. Faustyny i jej „wizji” zaczynam od tego cytatu z Dzienniczka:
„Dusze, które szerzą cześć miłosierdzia Mojego osłaniam je przez życie całe… a w godzinę śmierci nie będę im Sędzią, ale miłosiernym Zbawicielem. W tej ostatniej godzinie nic dusza nie ma na swą obronę, prócz miłosierdzia Mojego, szczęśliwa dusza, która przez życie zanurzała się w zdroju Miłosierdzia, bo nie dosięgnie jej sprawiedliwość” (Dz. 1075)
Jak bez trudu można zauważyć, przeczy to samemu faktowi że Bóg za dobro wynagradza a za zło karze. Fragment mówi że sprawiedliwości można uniknąć, wystarczy ufać. Ufaj a nie będziesz sądzony- to herezja. Jeśli ktoś pyta skąd powszechne mniemanie o bezwarunkowym miłosierdziu, to jest to jeden z cytatów którzy teologowie modernistyczni tak objaśniają.
Na tym samym polega protestanckie myślenie: „Zgrzeszyłem, ale Jezus sam zadośćuczynił za mnie więc to wystarczy. Zostałem zbawiony”. „Katolik” mówi : Zgrzeszyłem i pewnie nadal będę grzeszył ale ufam Jego miłosierdziu i to wystarczy. On mi to obiecał zbawienie”Otóż nie: to nie wystarczy, bo i my sami musimy się ze swej strony przyczynić do zadośćuczynienia. Żal za grzechy, upokorzenie się połączone ze spowiedzią, oraz pokuta to wymagania Pana Boga. Tak uczy Kościół Katolicki.
Zawierzenie miłosierdziu Bożemu w formie propagowanej przez modernistów na podstawie pism s. Faustyny skłania do przekonania, że nie powinno się walczyć z własnymi grzechami, słabościami i pokusami szatana, a jedynie ufać miłosierdziu. Ufaj a ominie cię sprawiedliwość, bo to zaufanie ma wystarczyć, aby wykorzenić wszelkie grzechy i skłonności i zapewnić człowiekowi wieczne zbawienie.
„Pragnę, aby te dusze odznaczały się bezgraniczną ufnością w Moje miłosierdzie.Uświęceniem takich dusz Ja Sam się zajmuję, dostarczę im wszystkiego, czegokolwiek będzie potrzeba dla ich świętości. Łaski z Mojego miłosierdzia czerpie się jednym naczyniem, a nim jest ufność. Im dusza więcej zaufa, tym więcej otrzyma.” (Dz. 1578)
Dwa sztandarowe cytaty z Dzienniczka mówiące co robić aby osiągnąć zbawienie. Gdzie mowa o pozostałych wymaganiach o których naucza Kościół? Może dlatego na forach społecznościowych tak często można spotkać używane pod wszelkimi pobożnymi obrazkami, czy prośbami o modlitwę słowa: „Jezu ufam Tobie”. Tyle że są to tylko „zaklęcia”, jeśli nie wiążą się z wymienionymi wyżej warunkami modlitwy zadośćuczynienie i pokuty. Bóg nie pozwoli z siebie drwić.
Wracając do s. Faustyny. Im więcej wnika się w temat jej „objawień” tym większy jest chaos . Tekstów krytycznych prawie nie ma. Jakiekolwiek próby wyjaśniania wątpliwości, co do słów i wizji, kończą się tłumaczeniami że s. Faustyna „to była prosta kobieta”, pisała jak umiała, wiec trzeba pobłażliwie patrzeć na błędy teologiczne wynikające, rzekomo, z jej niepoprawnego, niejasnego sposobu wyrażania się itp.
Przecież zawsze błędy i herezje były powodem do zakazywania zawierających je tekstów. Dlatego Święta Kongregacja Świętego Oficjum zakazała rozpowszechniania treści z dzienniczka wciągając go na Indeks. Stwierdzono:
” 1. należy zakazać rozpowszechniania obrazów i pism, które przedstawiają nabożeństwo Miłosierdzia Bożego podług form przedstawionych przez tęże siostrę Faustynę; 2. roztropności biskupów zostawia się obowiązek usunięcia wspomnianych obrazów, które przypadkiem mogłyby już być wystawione dla kultu.”
Potem problem zniknął jak za pomocą czarodziejskiej różdżki bo modernistom z pewnością nie chodzi o czystość wiary i przekazywanej doktryny.
W modernizmie który z zasady są ściekiem wszystkich herezji działa to odwrotnie. Zamiast rozwagi i logicznego rozumowania mamy sekciarskie zachowanie które spotkałam nawet u kapłanów. Logiczne wnioski a nawet wątpliwości dla niektórych są herezją.
Więc s. Faustyna nie umiała poprawnie wyrazić przeżyć. W takim razie nasuwa się pytanie, czy już to nie jest godne najwyższego zaniepokojenia? Proste i niewykształcone dzieci z Fatimy, czy św. Bernadetta z Lourdes, albo Św. Katarzyna Alacoque potrafiły w sposób jasny wyrazić przekaz zesłany od Boga. Tu mamy się domyślać a raczej ktoś się „domyślił” za nas i dzienniczek „poprawił” tak że nie ma co marzyć o zapoznaniu się z oryginałem, ponieważ publicznie jest dostępnych tylko kilka zdjęć z rękopisu. Nie mamy możliwości zbadać czy wszystko to nie zostało zredagowane ( czytaj naciągnięte ) do celów kultu. Mamy „ufać”, choć tym bardziej podejrzane jest ukrywanie oryginału skoro, niektórzy świadomi że „Dzienniczek” był umieszczony na Indeksie Ksiąg Zakazanych, twierdzą że stało się to przez nieporozumienia, złe tłumaczenia itp. Śmieszne wyjaśnienia. Tak się tłumaczą zwolennicy wszystkich fałszywych orędzi jeśli ktoś wytyka błędy. Najpopularniejsza książka na świecie, a nie wiadomo co zawiera rękopis. No i nie ma kompetentnych by go przetłumaczyć. Sam ks. Sopoćko w swoich wspomnieniach stwierdza, że kiedy kazał Faustynie podkreślać w Dzienniczku tylko to, czego była pewna że nie jest wytworem jej wyobraźni a czymś nadprzyrodzonym, pominęła wiele wspomnień z przeszłości. Natomiast katolikom nie wolno poddawać niczego wątpliwość. Indeks już nie istnieje a Dzienniczek nadal jest „zakazany”. Tyle że przez modernistów którym posłużył za fundament nowej religii.
Tyle błędów teologicznych i dwuznaczności powinno dyskwalifikować takie wizje, a tymczasem są snute różne naciągane teorie żeby „Dzienniczek” uwiarygadniać. Można dojść do wniosku że Pan Bóg chciał nam utrudnić zadanie (co jest absurdem) wprowadzenia kultu Miłosierdzia i wybrał do tego s. Faustynę, która swoją misje wykonała w sposób budzący wiele kontrowersji.
Owoce
Popatrzmy na owoce. Jakie są owoce wprowadzenia w życie tego kultu w takiej formie (dzienniczek, obraz)?. Czyż nie doprowadziło to do upowszechnienia potępianego teraz (nawet przez niektórych kapłanów modernistów) fałszywego miłosierdzia? Czy nie jest kolejnym owocem fakt „podmienienia” obrazów i kultu Najświętszego Serca Jezusa na obrazy i kult „fałszywego miłosierdzia” BEZ SERCA? A modlitwy różańcowej na koronkę? Słusznie ktoś zauważył że propagowana przez s. Faustynę koronka do Bożego Miłosierdzia jest polecana nawet przez kapłanów jako mająca większą „moc” niż Różaniec święty. Sprytne posunięcie żeby modlitwy różańcowej oduczyć.
Matka Boża z Fatimy i w każdym innym objawieniu uznanym oficjalnie przez Kościół mówi: Odmawiajcie różaniec! Wiele dusz idzie do piekła, więc trzeba pokutować i się modlić. Ostrzega przed karą Boską. A kilkanaście lat póżniej rzekomo Pan Jezus z „wizji” Faustyny mówi, że otwiera przed nami nieskończone miłosierdzie, wystarczy ufać i odmawiać koronkę. Tuż przed wyniszczającą świat wojną światową jako dowód miłosierdzia zapewne, a nie kary dla pogrążonej w coraz większych grzechach ludzkości. Nikt tu sprzeczności nie widzi. Logika jest zakazana w modernistycznej sekcie.
Bez serca
Nie tylko dosłownie, ponieważ Najświętsze Serce zniknęło z wizerunków Jezusa, ale widząc efekty głoszonego fałszywego miłosierdzia należy stwierdzić że podał nam je do wierzenia nie Jezus Chrystus, ale jakiś byt bez serca, który zamiast do zbawienia wabi nas do fałszywych obietnic, na których końcu czeka potępienie dla tych którzy bezkrytycznie uwierzą.
Św. Małgorzata Maria Alacoque pisze „Dał mi potem poznać, że wielkie pragnienie by ludzie doskonalej Go miłowali, skłoniło Go do poświęcenia zamiaru, aby im objawić Swe Serce, otwierając dla nich wszystkie skarby miłości, miłosierdzia, łaski, uświęcenia i zbawienia, jakie w sobie zawiera, żeby ubogacić obfitością Boskich skarbów, których Źródłem jest Jego Najświętsze Serce.„
Jezus objawił swoje Najświętsze Serce jako źródło miłosierdzia i wszelkich łask, a przed największa wojenną tragedią zmienił zdanie i ta „obfitość Boskich skarbów” okazała się gdzie indziej. Jakby powiedział: Na tamto nie liczcie, tu macie coś ciekawszego.
Warto się przyjrzeć co mamy w zamian i jakie są owoce tej zamiany.
Jezus z wizji (na obrazie) s. Faustyny jest BEZ SERCA! a Miłosierdzie mamy, właśnie dzięki Najświętszemu Sercu. Krzyż na obrazach widoczny nad Najświętszym Sercem Jezusa, ma nam przypominać skąd wypływa to Miłosierdzie, jaka jest cena za nasze grzechy. Jest krzyż, a więc ma być żal i zadośćuczynienie. Nie ma miłosierdzia bezwarunkowego.
Musimy zadośćuczynić za nasze grzechy i grzechy całego świata. O tym mówią objawienia w Paray-Le-Monial i potem w Fatimie, w których MB poważnie ostrzegała przed karami jeśli nie posłuchamy Jej słów. Nie posłuchaliśmy, a nawet gorzej, wkroczyliśmy w jeszcze gorsze błędy.
„Przynajmniej ty staraj się mi zadośćuczynić, o ile to będzie w twojej mocy, za ich niewdzięczność” mówił Pan Jezus do św. Małgorzaty Marii, a teraz gdy niewdzięczność przechodzi wszelkie granice mamy orędzia o miłosierdziu wykluczającym sprawiedliwość, powszechną opinię że, miłosierdzie jest „ważniejsze” od sprawiedliwości. Taki „bonus” od Pana Boga na nasze grzeszne czasy...
Ufasz w zbawienie bez, żalu pokuty i nawrócenia? Grzesz ile chcesz, żałować nie musisz bo jest miłosierdzie? Słowa „Jezu ufam Tobie” wypisane pod obrazem z wizji. s. Faustyny, mimo ich słuszności samych w sobie, stały się hasłem mającym nas utwierdzać w przekonaniu bezpiecznego „miłosierdzia mimo wszystko”. Niestety nie wystarczy powiedzieć „Jezu ufam Tobie”, skoro nasze życie świadczy o czymś zupełnie innym. To nie jest magiczne zaklęcie.
„Ten” obraz
Mówiąc o obrazie namalowanym wg opisu Faustyny, trudno nie wspomnieć że wizerunek był błogosławiony i zatwierdzony przez ks. Sopoćkę który osobiście do niego pozował. Jak wiadomo wizerunek nie podobał się Faustynie. A Chrystus wg relacji Faustyny powiedział: „Pragnę, aby ten obraz był czczony najpierw w Twojej kaplicy, a potem przez cały świat” i „Obiecuję, że dusza, która czcić będzie ten obraz, nie zginie „. Chodzi o „TEN” konkretny obraz a nie inny podobny. Ten czczony w kaplicy! Jak wiadomo na świecie rozpowszechnił się inny wizerunek „Jezusa Miłosiernego”, więc wygląda na to że wierni nie za bardzo przejęli się akurat tymi słowami.
„Obiecuję, że dusza, która czcić będzie TEN obraz, nie zginie”.
Te słowa oznaczają jakby obraz był jakąś dodatkową drogą zbawienia oprócz tego co zostawił nam Pan Jezus w Ewangelii. Obrazów Najświętszego Serca Pana Jezusa jest wiele. Każdy czciciel wie że Kościół uczy aby mieć nabożeństwo do Serca Jezusa a nie do konkretnego wizerunku. Możesz go nawet w domu nie mieć z jakichś przyczyn i nie oznacza to że w sercu Go nie czcisz jeśli spełniasz warunki o których Pan Jezus mówił św. Małgorzacie. Tutaj mamy warunek: Ten obraz czcić! Inaczej możesz nie dostąpić zbawienia… A przy tym czci się nie „ten” obraz, tylko taki który uznaje się za „odpowiedniejszy”, może ładniejszy. Wszystko kwestia „odczuć”. Esencja modernizmu…
Jeszcze na koniec tych porównań te słowa św. Małgorzaty :
„To nabożeństwojest ostatnim wysiłkiem Jego miłości i będzie dla ludzi jedynym ratunkiem w ostatnich czasach”.
Więc znowu pytam: Czy Pan Jezus zmienił zdanie i kazał schować do lamusa to co wcześniej powiedział? Kto dziś czci Najświętsze Serce i stosuje się do słów Jezusa przekazanych św. Małgorzacie. Czy ktoś „bez serca” nie chciał i nie odebrał wielu katolikom ratunku na „ostatnie czasy”?
Dziesiątki razy widziałam w czyimś portfelu wiadomy obrazek. Ani razu wizerunku Pana Jezusa z Otwartym Sercem…
Dzienniczek
A teraz, dla przykładu kilka herezji zapisanych w „Dzienniczku” mających tylko udowodnić że Święte Oficjum nie bez przyczyny umieściło go na Indeksie Ksiąg Zakazanych i że dekret Świętej Kongregacji Świętego Oficjum z 19.XI.1958 r. twierdzący że: „Przeżycia s. Faustyny ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia nie mają źródła nadprzyrodzonego.” nie były bezpodstawne. Można to stwierdzić nawet jeśli mamy dostępne tylko poprawione wersje „Dzienniczka”
Oto cytaty:
„Teraz wiem, że nie dla łask i darów mnie miłujesz, ale Moja Wola droższa ci jest niż życie. Dlatego jednoczę się z tobą tak blisko, jak z żadnym innym stworzeniem.” (Dz. 707)
Mamy wierzyć Pan Jezus zjednoczył się bardziej z S. Faustyną niż z Najświętszą Maryją Panną? Też była Jego stworzeniem… Czy Matce Bożej była mniej droga wola Jej Syna, że mniej się z Nią jednoczył niż z s. Faustyną?
„od dziś nie lękaj się sądów Bożych, albowiem sądzona nie będziesz.” (Dz. 374)
Zgodnie z nauką Kościoła nikt (nawet święci) oprócz NMP, nie jest wolny od Sądu Bożego. Czy możliwe jest pielęgnowanie przez Pana Jezusa w siostrze Faustynie takiego spojrzenia na siebie, które prowadzi do coraz większego poczucia wyjątkowości i pychy? Pycha to domena szatana.
„I rzekł mi Pan Jezus: Nie płacz. Jesteś tym świętym. ” (Dz. 1650)
Są to słowa wypowiedziane do s. Faustyny po jej „żalach” iż zakon nie ma własnego świętego. Czy św. Teresa od Jezusa, albo Jan od krzyża, wielcy mistycy Kościoła przyjęliby coś takiego za prawdziwe?
„ Córko Moja, jeżeli chcesz, stworzę w tej chwili nowy świat piękniejszy od tego, a resztę dni w nim przeżyjesz”. (Dz. 587)
Jak ktokolwiek rozsądny może sobie wyobrazić, że Pan Jezus obiecuje stworzenie człowiekowi specjalnego, wyjątkowego świata skoro nie ofiarował tego nawet swojej Najświętszej Matce? To stwierdzenie poza wszystkim jeśli byłoby spełnione oznaczało zabranie Faustyny z tego nędznego świata, a tym samym pokrzyżowanie samych planów rzekomego „Jezusa” w których Faustyna odgrywała największą rolę. Jeśli wtedy powiedziałaby „chcę” to znaczyłoby że jej wola jest ważniejsza od woli Bożej. W takie „wizje” może uwierzyć tylko umysł przekonany o swojej wyjątkowości więc poddany pochlebstwom szatana.
Jest więcej takich słów mających utwierdzać w s. Faustynie poczucie wyjątkowości:
” Dał mi zrozumieć, ze wiernie wypełniłam wszystkie życzenia Boga i w ten sposób znalazłam laskę w oczach Jego„
Faustyna jest pouczana przez Maryję że jak Ona uzyskała wyjątkową łaskę! Twierdzi też wiele razy , że jest przedmiotem szczególnej chwały i upodobania Boga:
„Pan dał mi poznać, że cała tajemnica zależy ode mnie… Czułem, że Bóg czeka na moje słowo, na moją zgodę”
„Jesteś zaszczytem i chwałą Mojej Męki”. (Dz. 282)
„Masz wielkie i niezrozumiałe prawa nad Moim Sercem” (Dz. 718)
„W tym momencie dał mi Pan poznać, jak zazdrosny jest o moje serce”, Dz. 1542)
Wiedz, Moja córko, że jedno twoje spojrzenie skierowane na kogoś innego zraniłoby Mnie bardziej niż wiele grzechów popełnionych przez inną osobę”. , Dz. 588)
„Umiłowana perła Mojego serca, widzę twoją miłość tak czystą, czystszą niż miłość aniołów” (Czy grzeszny człowiek może kochać miłością czystszą od miłości aniołów?)
„Moja córko, twoje serce jest Moim niebem”. (Dz. 238)
„Ze względu na ciebie błogosławię świat„
„Moja córko, moja radość polega na zjednoczeniu się z tobą”. (Dz. 954)
Te wszystkie zapewnienia doprowadziły Faustynę do niebezpiecznego przekonania o własnej świętości za życia , i do poczucia że włada nad światem:
„…pewnego razu pewna osoba cierpiała z powodu mojej świętości” (Dz. 1571)
„Wydaje mi się, że cały świat mi służy i jest ode mnie zależny”. (Dz. 195)
„Bóg dał mi poznać wielkość mego przeznaczenia” (Dz. 1410)
„Czułem, że wszystko, co istniało, było wyłącznie moje” (Dz. 1279)
Są chwile, które mi daje Jezus w duszy zrozumieć, a wtenczas wszystko, cokolwiek istnieje na ziemi, jest mi na usługi: przyjaciele i wrogowie, powodzenie i przeciwności; wszystko, czy chce, czy nie chce, służyć mi musi. ”(Dz. 1720)
Żaden święty nie został tak wyróżniony jak Faustyna. Nie ma też ani jednego świętego w Kościele tak pełnego samouwielbienia i przekonania o własnej wyjątkowości jak to widać u Faustyny. Jest to sprzeczne z samą istotą świętości.
Teraz mogę być w pełni użyteczna dla Kościoła przez swoją osobistą świętość” (Dz. 1364)
Każdy o zdrowych zmysłach na pewno też widząc Dzieciątko biegające po ołtarzu jak to opisuje Faustyna, uznał by to za zjawisko wątpliwego pochodzenia.
„Chwilę później Dzieciątko Jezus z radością pobiegło na środek ołtarza”, (Dz. 677)
Ale jeśli można wierzyć że Dzieciątko siadało na kolanach Faustyny to można w omamy z potrójnym wyskakiwaniem Hostii z tabernakulum.
„I wyszła Hostia z Tabernakulum i spoczęła na rękach moich, a ja z radością włożyłam ją do Tabernakulum. Powtórzyło się to drugi raz, a ja uczyniłam z nią to samo, jednak powtórzyło się to trzeci raz, ale Hostia przemieniła się w żywego Pana Jezusa i rzekł do mnie Jezus: „Ja dłużej tu nie zostanę”, a w duszy mojej nagle obudziła się moc miłości ku Jezusowi i powiedziałam – a ja nie puszczę Cię, Jezu, z domu tego. I znowu znikł Jezus, a Hostia spoczęła na rękach moich. Znów włożyłam ją do kielicha i zamknęłam w Tabernakulum„
Scena tak absurdalna i podejrzana że powinniśmy się za głowy złapać bez namysłu. W dodatku wzbudzająca śmieszność. Pan Jezus i jakieś przekomarzanie się, czy dziecięce „igraszki” na dłoniach s. Faustyny? Kościół Katolicki naucza od wieków, że tylko konsekrowane dłonie kapłańskie mogą dotykać Ciała Chrystusa! a ta „wizja” wygląda na zwiastun nowej nauki w tym względzie. Siostra Faustyna prekursorką Komunii do rąk… Tak to wygląda i już to jedno wystarczyło by te wizje odrzucić. A jednak wszystko się „odmieniło” dzięki modernistom w Kościele i „objawienia” upowszechniono.
Dwie „święte”.
Nie bez znaczenia jest że s. Faustyna Kowalska nie była pierwszą zakonnicą która otrzymała „wizje” o boskim miłosierdziu. Niewielu ma świadomość że kilkadziesiąt lat wcześniej Kościół Katolicki ekskomunikował Feliksę Kozłowską. Była pierwszą kobietą potępioną przez Kościół. W wyniku tego jej zwolennicy odcięli się od KK i założyli sektę mariawitów. Mariawici dla których ekskomunikowana Kozłowska jest świętą uznali “objawienia” dane s. Faustynie za kontynuację “objawień” danych wcześniej Kozłowskiej, i obie kobiety uznają za święte. Zapiski Kozłowskiej są oprócz Pisma Św. głównym źródłem wiary mariawitów. To samo można powiedzieć o posoborowych katolikach. Faustyna stała się największym autorytetem po Janie Pawle II, który jej „wizje” wydobył na światło dzienne i doprowadził do ogłoszenia świętą.
W 1893 roku w Płocku Maria Franciszka Kozłowska (imiona zakonne) otrzymała „objawienie” Dzieła Wielkiego Miłosierdzia i polecenie zorganizowania Zgromadzenia Kapłanów Mariawitów. Bóg wg Kozłowskiej okazując swoje miłosierdzie wskazywał ratunek dla grzesznego świata we czci Najświętszego Sakramentu i wzywaniu Nieustającej Pomocy Maryi. Zgromadzenie Mariawitów i sióstr mariawitek miało zająć się rozszerzaniem tej czci.
Analizując tekst Kozłowskiej można wręcz odnieść wrażenie jakby zdania pochodziły wprost z Dzienniczka. Można przypuszczać że Faustyna przebywając w Płocku słyszała o Kozłowskiej i mariawitach którzy mieli tam siedzibę, a nawet zetknęła się z samym tekstem jej „orędzi”. 31 lat później również w Płocku historia się powtarza. Faustyna spisuje przeżycia w Dzienniczku. Podobieństwo treści jest uderzające, więc można uznać że została zainspirowana. Jeśli nie do „tworzenia” samych wizji, to do sposobu odpowiedzi na nie. Miała pewne wyobrażenie jak wszystko opisywać. Faustyna jak sam mówi chciała zostać wielkim świętym: „Jezu mój, Ty wiesz, że od najmłodszych lat chciałem zostać wielkim świętym” (Dz.1372). Jej pragnienie zostało wykorzystane. Szybko uznała że Bóg nie może bez niej żyć :
Nie umiem żyć bez Boga, ale czuję, że i Bóg nie może zaznać szczęścia beze mnie: choć absolutnie Sam sobie wystarcza. . . (Dz. 1120)
A nawet dał jej udział w odkupieniu świata (!):
Daję ci cząstkę w Odkupieniu rodzaju ludzkiego (Dz, 310)
Jest tylko jedna zasadnicza różnica między obiema zakonnicami. S. Faustyna nie popełniła błędu Kozłowskiej, potępionej przez Kościół w 1906 roku, kiedy to św. Pius X wydał encyklikę Tribus circiter na temat herezji Kozłowskiej i sekty mariawitów. Drugie „podejście” do głoszenia „dzieła miłosierdzia” było roztropniejsze. Zupełnie inaczej niż Kozłowska i jej sekta która już w latach 20 tych zaczęła wyświęcać kobiety na „kapłanki” i błogosławić małżeństwa pomiędzy księżmi a zakonnicami, s. Faustyna wydaje się (w pewnym sensie) pokorniejsza względem Kościoła. Pycha i pewność Kozłowskiej co do jej „wizji” skazała jej „misję” na niepowodzenie. Choć nawet trudno to nazwać niepowodzeniem skoro doprowadziła do schizmy w Kościele. Aby „dopiąć swego” wybranie sobie siostry Faustyny za głosicielką fałszywego miłosierdzia było jak widać ruchem skuteczniejszym. Trzeba było tylko trochę poczekać aby wszystkim katolikom zaszczepiono fałszywe nauki.
Franciszka Kozłowska, w swoim „Dziele Wielkiego Miłosierdzia” pisze: „W roku 93, dnia 2 sierpnia, po wysłuchaniu Mszy Świętej i przyjęciu Komunii Świętej, nagle zostałam oderwana od zmysłów i stawiona przed majestatem Bożym – Niepojęta światłość ogarnęła moją duszę i miałam wtedy ukazane: ogólne zepsucie świata i ostateczne czasy potem rozwolnienie obyczajów w duchowieństwie i grzechy, jakich dopuszczają się kapłani. – Widziałam sprawiedliwość Boską wymierzoną na ukaranie świata i miłosierdzie dające ginącemu światu, jako ostatni ratunek, cześć Przenajświętszego Sakramentu i pomoc Maryi. Po chwili milczenia przemówił Pan: „Środkiem szerzenia tej czci, chcę, aby powstało zgromadzenie kapłanów pod nazwą mariawitów; hasło ich ” Wszystko na większą chwałę Bożą i cześć Przenajświętszej Panny Marii.” Zostawać będą pod opieką Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, bo jako są nieustanne wysiłki przeciwko Bogu i Kościołowi, tak jest potrzebna nieustająca pomoc Maryi.”
Wszystko wydaje się być bardzo chwalebne i słuszne, a nawet powody rzekomych boskich wizji zgodne z rzeczywistością. Więc niuansami i nieścisłościami wg modernistów nie ma się sensu przejmować. Takie jest dzisiaj podejście do różnych „orędzi”. Łatwo zakłada się że pochodzą od Boga. Na przykładzie Kozłowskiej widać jak bardzo to zgubne.
W Dziele Kozłowskiej i Dzienniczku Faustyny jest bardzo wiele podobieństw. Pomijając ogólną wymowę która jest ta sama, są jeszcze uderzające podobieństwo w wypowiedziach mających przekonać „wizjonerki” o ich wyjątkowości.
Kozłowska pisze rzekome słowa Jezusa:
„Po Najświętszej Pannie nikt tak nie wypełnił woli mojej, jak ty ją wypełnisz” (Dzieło, str. 47)
„Ze wszystkich łask, jakimi cię obdarzam, największą jest ta, że jak Najświętsza Panna wyjęta jest spod grzechu, tak ty wyjęta jesteś spod namiętności; tą drogą, jaką cię prowadzę, dotąd żadnej duszy nie prowadziłem, a podobieństwa swego szukaj w Najświętszej Pannie”
Siostra Faustyna mówi w Dzienniczku podobnie, że odkąd stała się Oblubienicą Jezusa żadne pokusy jej nie dręczyły.
„Po Najświętszej Pannie nikt tak nie wypełnił woli mojej, jak ty ją wypełnisz”
„Ten jest węzeł mój małżeński z tobą na wieki”
Podobieństwa między obiema zakonnicami żyjącymi w tym samym czasie są zaskakujące. Jedna podawała się za „matkę miłosierdzia” druga za „sekretarkę miłosierdzia”. Obie uznawały że cieszą się nadzwyczajnym wybraniem przez Boga. Franciszka pisała że została „opatrznościowo dana dla zbawienia świata, który ma zginąć”, Faustyna usłyszała: „Przygotujesz świat na ostateczne przyjście Moje”. Obie czuły się nadzwyczajnie oświecone przez Boga i przekonane o wyjątkowości.
Można to wszystko podsumować jednym zdaniem. Kozłowska uznawała się „małżonką Chrystusa” a Faustyna czuła „Oblubienicą”. Najwyraźniej rzekomy „Jezus” ten „węzeł małżeński” zawiązał z obiema zakonnicami i obie były wyjątkowymi jak świadczą cytaty „perłami serca” i z obiema duszami łączył się tak samo „ściśle”. Do takich wniosków można dojść podsumowując oba „objawienia”.
Jakby absurdów było mało, to coraz częściej w ramach ekumenizmu pojawiają się głosy kapłanów i teologów sugerujących prawdziwość objawień Kozłowskiej a Faustynę za kontynuatorkę „Dzieła miłosierdzia”. : „Nieszczęśliwie się złożyło, bo objawienia siostry Kozłowskiej mogły być autentyczne, a postulaty mariawitów – kult Najświętszego Sakramentu, Boże Miłosierdzie, naśladowanie życia Maryi, rzeczywiście mogły służyć reformie duchowieństwa, która by się wtedy bardzo przydała” – stwierdził dr Marek Kita z Instytutu Ekumenii i Dialogu Uniwersytetu Jana Pawła II w Krakowie (zaangażowany we wspólnotę Chemin Neuf). Najwyraźniej bez znaczenia są wszelkie „dziwactwa” proponowane przez Kozłowską. M.in połykanie maleńkich obrazków z wizerunkiem Maryi, jako swoisty „sakrament maryjny”, czy udzielanie chrztu „W imię Ojca, Syna, Ducha Św. i mateczki” . Doktor teologii uważa że „mateczka” Kozłowska heretyczką nie jest. A ks. dr. Wojciech Różyk, absolwent KUL w w ramach „przygody intelektualnej” napisał przychylną książkę o Mateczce aby „dialog Kościoła ze Starokatolickim Kościołem Mariawitów zyskał „mocny punkt odniesienia”.
Modernistom bliżej do schizmatyków i ich „świętych” niż to Tradycji Kościoła.
Wniosek
Na koniec jeden wniosek. Ktoś może odpowie, że przecież w Dzienniczku s. Faustyna pisze o piekle i karach za grzechy, jest tam wiele pięknych fragmentów mówiących o miłości do Pana Boga itd. Ale pytanie jest inne. Co to zmienia skoro główne przesłanie jest niezgodne z nauką Kościoła? Że miłosierdzie należy się każdemu, że jest dostępne bez wysiłku z naszej strony. Wystarczy w nie wierzyć i powiedzieć „Jezu ufam Tobie”. Zasadą szatana jest by prawdą, nawet przytłaczającą ilością prawdy uwiarygadniać kłamstwo. Z pewnością nawet moderniści nie promowaliby dzienniczka gdyby nie było w nim żadnych prawd katolickich. Ich domeną jest mieszanie prawdy z kłamstwem, niedomówienia i relatywizm.
Modernizm zaoferował nowy kult. W opozycji do już istniejącego nabożeństwa do Serca Pana Jezusa. Szczególnie to widać gdy się popatrzy na obietnice które Pan Jezus dał św. Małgorzacie Alacoque dotyczące czcicieli Jego Serca:
1. Dam im łaski, potrzebne w ich stanie. 2. Ustalę pokój w ich rodzinach. 3. Będę ich pocieszał w utrapieniach. 4. Będę ich pewną ucieczką w życiu, a szczególnie w godzinę śmierci. 5. Będę im błogosławił w ich przedsięwzięciach. 6. Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło i ocean miłosierdzia. 7. Dusze oziębłe staną się gorliwymi. 8. Dusze gorliwe prędko dojdą do doskonałości. 9. Będę błogosławił domom, w których wizerunek Serca mojego będzie czczony. 10.Osoby, które będą to nabożeństwo rozszerzały, będą miały imię swoje wypisane w Sercu moim. 11. Dam kapłanom dar wzruszania serc nawet najzatwardzialszych. 12. W nadmiarze miłosierdzia Serca mojego przyrzekam tym wszystkim, którzy będą komunikować w pierwsze piątki miesiąca przez dziewięć miesięcy z rzędu w intencji wynagrodzenia, że miłość moja udzieli łaskę pokuty, iż nie umrą w mojej niełasce, ani bez Sakramentów świętych, a Serce moje będzie im pewną ucieczką w ostatniej godzinie życia.
W tym nabożeństwie „obowiązuje” nasz wysiłek, Pierwsze Piątki, pokuta i zadośćuczynienie, ale łaski są przeogromne. W zamian za to, co dostaliśmy od modernistów? Zaklinanie rzeczywistości zdaniem „Jezu ufam Tobie”.
Czy zdajemy sobie sprawę jak wielką krzywdę wyrządzono tym którzy uwierzyli że to wystarczy? Że miłosierdzie nam się należy?… Krzywdę która kosztuje, być może wieczne potępienie, jeśli żyją i umierają bez żalu za grzechy i spowiedzi… Bóg chce nas ratować, ale nie zrobi tego bez nas.
Na cały świat rozeszła się „Iskra z Polski” – wizerunki „Miłosiernego Jezusa” u tych samych „katolików”, którzy wyrzucili Sakrament Pokuty ze swojego życia. W kościołach na świecie nie ma konfesjonałów, ale obraz „Jezu ufam Tobie”- niemalże ikona popkultury, jest prawie w każdym kościele. Zastąpił wizerunki z Najświętszym Sercem Jezusa, a wraz z nimi odszedł Jego kult.
„Nie mów: «Zgrzeszyłem i cóż mi się stało?» Albowiem Pan jest cierpliwy. Nie bądź tak pewny darowania ci win, byś miał dodawać grzech do grzechu. Nie mów: «Jego miłosierdzie zgładzi mnóstwo moich grzechów». U Niego jest miłosierdzie, ale i zapalczywość, a na grzeszników spadnie Jego gniew karzący. Nie zwlekaj z nawróceniem do Pana ani nie odkładaj tego z dnia na dzień: nagle bowiem gniew Jego przyjdzie i zginiesz w dniu wymiaru sprawiedliwości” (Syr 5, 4-7).
Najwyższa Izba Kontroli dokonała oceny realizacji rządowego programu Czyste Powietrze. Werdykt? Daleki od pomyślności.
Rząd wziął się za kolejny projekt i znów nie wyszło.
Najwyższa Izba Kontroli negatywnie oceniła realizację programu Czyste Powietrze. Okazuje się, że nie uda się osiągnąć wytyczonych celów. Już na etapie tworzenia planu wkradło się do niego wiele błędów.
Przykłady? Zostały pominięte rządowe standardy tworzenia wielkich projektów strategicznych oraz zabrakło studium wykonalności, jeżeli chodzi o sprawy organizacyjne, techniczne czy zarządzanie. Ponadto minister środowiska nie zapewnił skutecznego nadzoru nad całością programu: nie opiniował go i nie zbilansował budżetu (103 miliardy).
Najwyższa Izba Kontroli miażdży rządowy program
Cały opisywany program jest wart 103 miliardy złotych. Jak wskazuje Najwyższa Izba Kontroli, projekt praktycznie stoi w miejscu, a jego efekty są żałośnie niskie. Funkcjonuje już trzy lata, a jak dotąd dofinansował inwestycje zmniejszające emisje zanieczyszczeń jedynie na poziomie 4% całego budżetu (wnioski można składać do 2027 roku).
Plany rządu również kuleją. Jak na razie liczba budynków o poprawionej efektywności energetycznej wynosi 2,4%, a wymienionych kotłów starej generacji 2,2%. Co do ograniczenia emisji pyłów: PM10 – 0,8% oraz benzopiren – 1,4%.
Bergoglio jest całkowicie ciałem obcym dla papiestwa.
https://www.bibula.com/?p=136564
Przedstawiamy poniżej transkrypcję wywiadu z arcybiskupem Carlo Maria Viganò, który odbył się na żywo podczas Catholic Identity Conference (CIC) w Pittsburghu 2 października 2022 roku. Wideo z wywiadem, jak i wszystkie rozmowy podczas CIC, które zostały nagrane, są dostępne do obejrzenia w (płatnej) Bibliotece The Remnant. Wywiad przeprowadził Michael Matt, redaktor naczelny katolickiego pisma The Remnant.
Michael Matt: Wielu katolików uważa dziś, że Święta Matka Kościół przeżywa najgorszy kryzys w historii, przewyższający nawet ten związany z herezją ariańską. Czy tak rzeczywiście jest?
Arcybiskup Viganò: Nie mogę powiedzieć, czy ten kryzys jest najgorszym, z jakim Kościół będzie musiał się zmierzyć od teraz do końca czasów.
Z pewnością jest najgorszy do tej pory, zarówno ze względu na dramatyczny odsetek apostazji, jak i letarg w jakim znajduje się niższy kler i wierni wobec działań Hierarchii. Przy innych okazjach prześladowania były bardziej zaciekłe, ale znajdowały opór w Biskupach i sprzeciw u katolików, którzy mogli patrzeć na Stolicę Piotrową jako latarnię Prawdy i przeszkodę w ustanowieniu królestwa Antychrysta. Dziś katèchon odszedł, przynajmniej tymczasowo, a Stolica Apostolska jest zajmowana przez zdeklarowanego wroga Kościoła Chrystusowego.
Nigdy w historii nie byliśmy świadkami systematycznej zdrady wiary, moralności, liturgii i dyscypliny kościelnej, popieranej, a nawet promowanej przez najwyższą władzę Kościoła, przy milczącym współudziale Hierarchii i bezkrytycznej akceptacji wielu duchownych i wiernych. Powagę tej sytuacji zwiększa fakt, że dzieło rozkładu Kościoła postępuje w harmonii z wywrotowymi działaniami „głębokiego państwa”, skutkując tym, że katolicy są obiektem podwójnego ataku, jako wierzący i jako obywatele.
Te dwie niepodważalne rzeczywistości łączy nieugaszona nienawiść Szatana do Chrystusa, do Jego Kościoła, do Jego Świętego Prawa, do cywilizacji chrześcijańskiej. To oszustwo jest tak oczywiste, że nie może być dłużej określane jako „teoria spiskowa”.
Jeśli się nad tym zastanowić, dochodzimy do wniosku, że główni uczestnicy tego zbrodniczego planu – zarówno w rządach, jak i w Kościele – wywodzą się z tego samego, radykalnego środowiska, w którym od lat sześćdziesiątych rodził się i wzrastał soborowy „katolicki” progresywizm, pacyfizm, ekologizm, homoseksualizm i cały repertuar lewicy.
Jak już powiedziałem, poszczególni biskupi i cała Hierarchia ostatnich dekad będą musieli odpowiedzieć przed Bogiem i Historią za swój współudział w tym kryzysie, a wręcz za to, że byli w pewnym sensie jego inspiratorami i zwolennikami, abdykując z roli Kościoła jako Domina gentium.
Co przekonało Ekscelencję do przyłączenia się do tej tradycjonalistycznej katolickiej kontrrewolucji?
Jaki syn patrzyłby beznamiętnie na poniżenie swojej matki, pozwalając swoim sługom wystawiać ją na niesławę i obelgi, pozbawić ją potrójnej korony i królewskich szat, ukraść jej klejnoty i sprzedać jej dobra, zmusić ją do życia ze złodziejami i prostytutkami, a nawet odebrać jej królewski tytuł i porzucić ją na pastwę losu? A jaki obywatel dumnego narodu pozwoliłby, aby został on zniszczony przez zdradzieckich władców i skorumpowanych urzędników, nie chwytając za broń, aby powstać i zwrócić mu honor, który został mu odebrany?
Jeśli jest to ważne w porządku naturalnym, to tym bardziej jest prawdziwe i naglące, gdy chodzi o Kościół święty, atakowany przez wrogów, którzy uderzają w niego nie tylko w wymiarze doczesnym; wystawiając na licytację kościoły, wyposażenie i święte naczynia – jak to zawsze czynili w całej historii – ale nawet w jego dobra nadprzyrodzone, w skarby, którymi Boski Król obdarzył Go dla uświęcenia dusz, w nieprzebrane bogactwa jego doktryny i liturgii. Skorumpowani słudzy narazili Go na zgorszenie, zafałszowali Jego nauczanie, rozproszyli Jego armię i zburzyli mury, które Go broniły przed wrogimi najazdami. Dusze, które Kościół chronił i towarzyszył im w ziemskiej podróży do wieczności, zostały zawrócone i zagubione: dusze, za które Nasz Pan przelał swoją Krew, a które Jego niewierni słudzy porzucili i wypędzili ze świętego przybytku.
Stanie z boku i patrzenie na znieważanie naszej Świętej Matki Kościoła jest podobne do stania wśród tłumu, który był świadkiem Męki i Ukrzyżowania Naszego Pana; wśród krzyków i plwocin prześmiewców. Jesteśmy dziećmi Boga i Kościoła, który przez zasługi Jezusa Chrystusa przywraca nas w Łasce i czyni nas dziedzicami Królestwa Niebieskiego.
Na początku, przed sześćdziesięciu laty, wydawało się nam, że to sam Kościół – po tragicznych wydarzeniach drugiej wojny światowej i okropnościach dyktatur – chciał niemal pozbawić się swojej przeszłości, aby w jakiś sposób złagodzić przepaść między tym, co stało się ze światem, a tym, co z niego pozostało.
To uniżenie wydawało się dobrodusznym gestem wobec społeczeństwa wstrząśniętego rewolucjami i upadkiem monarchii katolickich. Działo się to na fali demokracji, którą uważaliśmy za chrześcijańską, mimo że dobrze wiedzieliśmy, że jej „wartości” są zasadniczo przeciwne transcendentnemu obliczu władzy, właściwemu wierze katolickiej. Niewielu z nas, w tamtych latach, rozumiało, że rewolucja soborowa obali boski porządek, obali kosmos, wtrąci Kościół w chaos, da miejsce herezji i zburzy ortodoksję, zaakceptuje zastąpienie cnoty i uczciwości, zepsuciem obyczajów.
Ten dywersyjny proces – wyniósł na szczyty Hierarchii tych, którzy nigdy nie powinni byli zostać do niej dopuszczeni, a wyparł lub zepchnął na margines tych, którzy do tej pory byli szanowani i poważani. Stało się to udziałem wielu biskupów, księży, kleryków, zakonników i zakonnic, którym narzucono rewolucję, przedstawiając ją jako „aktualizację”, która powinna była dać początek owej „soborowej wiośnie” zwiastującej nowe odrodzenie wiary w narodach zmęczonych stuleciem krwawych konfliktów.
Wielu wierzyło w dobrej wierze, że to, co kardynał Suenens entuzjastycznie przedstawił jako „rok 1789 Kościoła”, było jedynie przejściową fazą dostosowania, z której Kościół odrodzi się silniejszy i bardziej świadomy. Tak jednak się nie stało jak pokazała przyszłość. Rewolucja soborowa nie różniła się od tych, które obaliły rządy doczesne i zburzyły społeczeństwo chrześcijańskie. Przeciwnie, stanowiła ona konieczne wypełnienie wywrotowego planu wymyślonego przez diaboliczny umysł, który najpierw uderza w śmiertelne ciało, ale potem musi koniecznie uderzyć w nieśmiertelną duszę, i który, aby osiągnąć ten cel, najpierw niszczy społeczność świecką, a potem bezlitośnie występuje przeciwko społeczności religijnej.
Od 13 marca 2013 roku soborowy rak zmutował w katastrofalne przerzuty. Jako biskup, jako Następca Apostołów, w obliczu tej ogromnej degradacji i upokorzenia Kościoła, musiałem podnieść głos i zająć jasne stanowisko. Wzywam moich współbraci, aby oni z kolei obudzili się z letargu, który uczynił ich niemymi widzami tej passio Ecclesiæ i wspólnikami wroga. Podnieście się ze swoich katedr i wykrzyczcie prawdę z dachów!
Niech tak zwani „konserwatywni” biskupi przestaną bronić za wszelką cenę Soboru Watykańskiego II, który jest główną przyczyną tej masakry dusz, która woła o pomstę do nieba. Zajmijcie stanowisko, zanim wszyscy spoczniemy pod gruzami.
Czy Ekscelencja jeszcze sprawuje okazjonalnie Nową Mszę?
Nie, od kilku lat nie odprawiam Novus Ordo i nie widzę możliwości, abym do niej wrócił, choćby okazjonalnie.
Moje „nawrócenie” zawdzięczam Mszy Św. Apostolskiej i szczególnemu umiłowaniu czcigodnego rytu ambrozjańskiego, ponieważ odnalazłem w nim to wszystko, co przez dziesiątki lat odbierano mojemu kapłaństwu, pozbawiając je źródła doktryny, ale jeszcze bardziej duchowości i ascezy, które znajdują się tylko w Najświętszej Ofierze. We Mszy katolickiej celebrans jest alter Christus nie tylko dlatego, że w osobie Chrystusa Najwyższego Kapłana ofiaruje Majestatowi Ojca Niepokalaną Ofiarę, ale także w tym, że sam jest mistycznym obrazem Chrystusa-Ofiary.
W tym intymnym zjednoczeniu z naszym Panem tkwi sama dusza kapłaństwa, żywotna zasada apostolstwa, regula fidei przepowiadania, moc łaski dla uświęcenia dusz. Ponieważ bez kapłaństwa i bez Mszy Świętej Kościół nie może istnieć, możemy zrozumieć zaciekły sprzeciw wrogów Chrystusa wobec Mszy Świętej i tradycyjnego kapłaństwa, uznając jednocześnie wagę naszego wyboru i potrzebę pozostania wiernym temu bezcennemu skarbowi.
Powrót do obrządku Montiniego, już po otrzymaniu Łaski pójścia za Panem w drodze na Kalwarię dzięki tradycyjnej Mszy, stanowiłby dla mnie zdradę, która – w przeciwieństwie do tych, którzy nie znają tego czcigodnego obrządku – byłaby jeszcze poważniejsza.
I tu chciałbym przypomnieć, że kwestia Mszy Wszechczasów nie kończy się na formalnej i, że tak powiem, racjonalnej ocenie. Stanowi ona najdoskonalszy sposób, w jaki Mistyczne Ciało oddaje cześć Trójcy Przenajświętszej, ale także głos, którym Oblubienica zwraca się do boskiego Oblubieńca. Jeśli w porządku naturalnym oblubienica nie może sobie wyobrazić niczego, co umniejszałoby jej miłość do oblubieńca, a wręcz uważałaby za obrazę, umniejszanie go lub stawianie go na równi z innymi ludźmi, to czy dusza kapłańska zakochana w Bogu może tolerować tłumienie lub umniejszanie doskonałości Oblubieńca, aby tylko nie urazić Jego wrogów?
Miłosierdzie nie jest tolerancyjne, ponieważ nie zna granic, nie wyobraża sobie kompromisów. Zaledwie kilka dni temu, z okazji XIV ekumenicznego panteonu w Kazachstanie, Bergoglio potępił fundamentalizm jako szkodliwy dla dialogu między religiami i powszechnego braterstwa. Nie można sobie wyobrazić czegoś bardziej obcego Prawdziwej Wierze i czegoś bardziej zgodnego z myślą masońską, która promuje Religię Ludzkości.
Rozumiejąc trudne położenie wielu moich współbraci – biskupów i kapłanów – nie mogę nie zachęcić ich do wykazania się większą konsekwencją w tym względzie, przyjmując bez zastrzeżeń i w duchu prawdziwie nadprzyrodzonym starożytną Mszę, która sama w sobie jest najpotężniejszą bronią przeciwko kryzysowi, jaki przeżywa Kościół: nie można służyć dwóm panom.
Czy trafne jest stwierdzenie, że Posłuszeństwo – jako cnota naturalna (a nie teologiczna) – musi, przede wszystkim służyć Wierze i w związku z tym posłuszeństwo wobec modernistów, którzy są u władzy może być grzechem?
Posłuszeństwo jest cnotą naturalną, której przeciwstawia się nieposłuszeństwo (brak posłuszeństwa) i służalczość (nadmierne posłuszeństwo). Ale posłuszeństwo nie należy się każdemu, lecz tylko tym, którzy są ustanowieni we władzy, i to w granicach, które uprawniają do jej sprawowania. W Kościele posłuszeństwo jest nakazane dla jego ostatecznego celu, to znaczy do zbawienia dusz w jedności wiary katolickiej. Władza ustanowiona dla strzeżenia wiary nie może stanowić prawa przeciwko niej, właśnie dlatego, że czerpie swą moc z tego samego źródła, to znaczy od Boga Najwyższego Prawodawcy, który nie może być w sprzeczności z samym sobą. Posłuszeństwo bezprawnemu nakazowi, aby tylko zadowolić tych, którzy sprawują władzę, deprawuje posłuszeństwo, które już nie jest posłuszeństwem, lecz służalczością.
Chciałbym również zwrócić uwagę, że ci, którzy dziś żądają od wiernych ślepego, szybkiego i absolutnego posłuszeństwa, rezygnują z tego posłuszeństwa, gdy władza sprawowana jest przez ludzi dobrych. Ci, którzy przekreślają całe Magisterium w imię Soboru Watykańskiego II i drogi synodalnej, to ci sami, którzy rozdzierają szaty wobec tych, którzy odmawiają zgody na permanentną rewolucję Amoris Lætitia i Traditionis Custodes. Problem, jak widzimy, leży w kryzysie autorytetu, który nie akceptuje poddania się najwyższej władzy Boga, co jest warunkiem legalności.
Jak jednak Ekscelencją odpowie tym, którzy przypomną, że Chrystus był posłuszny aż do śmierci i wszyscy jesteśmy do tego powołani?
Nasz Pan nie był posłuszny Sanhedrynowi, ani arcykapłanom i starszym ludu, którzy przestrzegali Go aby nie nazywał siebie Synem Bożym i z tego powodu skazali Go na śmierć. Nasz Pan był posłuszny Ojcu, pijąc do dna gorzki kielich męki: non sicut ego volo, sed sicut tu. To jest prawdziwa cnota posłuszeństwa, ponieważ wykonuje ona polecenia władzy ziemskiej, tylko wtedy, gdy ta władza działa dla celów, dla których została powołana. Sanhedryn nie miał prawa kwestionowania boskości Chrystusa, ale raczej znając Pismo, powinien uznać w Nim obiecanego Mesjasza. Podobnie Hierarchia nie ma takiej władzy, aby żądać posłuszeństwa w sprawach, które są sprzeczne z Wiarą lub Moralnością. My również, za przykładem Chrystusa i umocnieni przestrogą Św. Piotra, powtarzamy: Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi (Dz 5,29).
Franciszek ogłosił, że tradycjonaliści „odrzucają SW II”. Biorąc pod uwagę, że 14 lutego 2013 roku papież Benedykt XVI powiedział, że sobór został przejęty przez media – wyrządzając tym samym nieobliczalne szkody Kościołowi i „banalizując liturgię” – czy zatem wszyscy katolicy nie powinni „odrzucić soboru” w takiej postaci, w jakiej został on przedstawiony światu przez media, jak powiedział Benedykt?
Przede wszystkim należy wyjaśnić, że wkład mediów w narrację soborową jest tylko częściowy i marginalny w porównaniu z wyraźnie wywrotową treścią SW II, która była zamierzona przez jego autorów. Nie istnieje żaden tajemniczy „Dobry Sobór”, który został rzekomo „zdradzony” przez modernistów. Został on pomyślany w taki sposób, aby uniemożliwić mu bycie katolickim w treści, maskując pułapki, które zawierał, za pomocą wodolejstwa i wieloznaczności.
Jeśli media zawłaszczyły Sobór wbrew intencjom Ojców i Papieży, dlaczego w obliczu powtarzających się wypaczeń przekazywanych przez prasę, żaden z nich nie powtórzył zdecydowanie doktryny katolickiej? Jeśli trywializacja liturgii w okresie posoborowym była jedynie winą mediów, dlaczego żaden biskup nigdy nie zaproponował odprawiania Novus Ordo w zgodzie ze starym obyczajem, lecz raczej wykorzystał innowacje rytu Montiniego do jego dalszej promocji? Jeśli stara liturgia nie stanowiła zagrożenia dla nowej, to skąd to bezwzględne prześladowanie tych, którzy chcieli kontynuować celebrację w starożytnej formie?
Bergoglio ma całkowitą rację: Katolicy, którzy chcą pozostać wierni Tradycji, odrzucają SW II właśnie dlatego, że jest on obcy i przeciwny Tradycji, która jest normą Wiary. Potwierdza to nie tylko katolickość tradycyjnej Liturgii, ale także niedopasowanie liturgii zreformowanej w stosunku do harmonijnego rozwoju, jaki był znany przez wieki. Na tym polega jej istotowa niekatolickość.
Katolicy mają zatem nie tylko prawo, ale i obowiązek domagać się, by Kościół czcił Trójcę Przenajświętszą w sposób najdoskonalszy, a nie za pomocą fałszywego obrzędu, zrodzonego w doktrynalnie i moralnie zboczonych umysłach. Obrzędu stworzonego po to, by zadowolić heretyków i umniejszyć Wiarę. Nie chodzi o „wynalezienie” Liturgii, która byłaby bardziej katolicka niż Novus Ordo, ale o naprawienie bardzo poważnej rany (Vulnus) wyrządzonej Kościołowi przez usunięcie starożytnego obrządku i zastąpienie go godną pożałowania podróbką. Przywrócenie katolickiej Liturgii i jednoczesne zakazanie zreformowanej liturgii będzie koniecznym krokiem w odbudowie Kościoła.
Wydaje się co najmniej prawdopodobne, że papież Bergoglio został zainstalowany na Stolicy Piotrowej w celu podważenia teologii papiestwa. Czy krytykując Franciszka, nie przyczyniamy się do realizacji tego samego zamiaru?
Ci, którym udało się doprowadzić do wyboru Bergoglio na konklawe w 2013 roku, wiedzieli bardzo dobrze, że zamierza on zdyskredytować papiestwo i upokorzyć Kościół katolicki, a także rozpowszechniać herezję, błędy moralne i poważne zgorszenie. W istocie, właśnie w nieustannym działaniu tego człowieka, w bezwzględnym stałym nurcie ostatnich dziesięciu lat, papiestwo doznało najpoważniejszego i najpotężniejszego ataku, przeprowadzony przez człowieka, który właśnie papiestwu zawdzięcza swoją władzę nad Kościołem.
Atak na Kościół z zewnątrz, nie przyniósłby takich samych rezultatów. Trzeba też powiedzieć, że abdykacja Benedykta XVI i stworzenie przez niego kanonicznego monstrum „papieża emeryta” zadało śmiertelny cios Kościołowi, umożliwiając tym samym przeprowadzenie spisku, który zakładał wybór papieża wspierającego agendę światowych elit.
Krytykowanie Bergoglio za to, co robi z Kościołem, nie jest wodą na młyn podżegaczy, mafii z St. Gallen czy globalistycznych masońskich elit, które celowo go tam umieściły. Niegodna obecność Argentyńczyka na tronie Piotrowym jest natomiast wyraźnym znakiem zaplanowanego i szkodliwego działania tych, którzy dobrze wiedzą, że najskuteczniejszym sposobem zburzenia instytucji jest zdyskredytowanie tych, którzy sprawują w niej najwyższy autorytet.
Nie różni się to od tego, co dzieje się dzisiaj w sferze świeckiej, w której cała klasa polityczna i rządząca jest skorumpowana i podporządkowana przestępczym interesom tej samej antychrześcijańskiej elity, która z jednej strony korumpuje dusze propagandą LGBTQ+ i teorią gender, a z drugiej wykorzystuje skorumpowanych biskupów – jak to się dzieje w Belgii z „błogosławieństwami” związków homoseksualnych – aby doprowadzić słowa Bergoglio do ich skrajnych konsekwencji, począwszy od „Kim jestem, aby sądzić”.
Chciałbym wyjaśnić niezwykle poważną (i nieuniknioną) konsekwencję tej postępującej legitymizacji doktryny LGBTQ+ i ideologii gender w życiu Kościoła. Wiemy, że Magisterium Kościoła potępia akty homoseksualne jako „wewnętrznie nieuporządkowane”: są one złem. Ci, którzy je popełniają, grzeszą ciężko, a jeśli nie żałują, ich dusze są przeznaczone na wieczne potępienie.
Uczy o tym jednoznacznie Pismo Święte zarówno w Starym jak i Nowym Testamencie. Z drugiej strony, słowa Bergoglio i czyny jego wspólników mają na celu usunięcie wszelkiego moralnego potępienia sodomii i praktyki „zmiany płci”. Ale co się stanie, w ciągu kilku lat, kiedy pojawią się „wierni” transseksualiści, którzy poproszą o święcenia?
Na tym poprzestanę: Pozostawiam wam zrozumienie tej czeluści, która się przed nami otwiera.
Tym, którzy nadal upierają się przy rozróżnianiu, która część bergogliańskiego „magisterium” jest wiążąca, a która nie, powiem, że to formalne podejście być może uratuje doktrynę papieskiej nieomylności, ale na pewno nie obraz Kościoła, ale jednocześnie pokazuje fakt, że Bergoglio jest całkowicie ciałem obcym dla papiestwa. Fakt ten jest instynktownie dostrzegany nawet przez prostych wiernych. Podobne jest to do sytuacji, gdy przeszczepiony organ jest odrzucany przez organizm, który rozpoznaje, że ten nie należy on do niego.
Sensus fidei pozwala im zrozumieć to samo, co analizy jego heretyckich deklaracji przeprowadzane przez teologów i kanonistów. Jego słynne „buona sera” wypowiedziane z balkonu Bazyliki Św. Piotra 13 marca 2013 r. zawiera w pigułce całą istotę niezaprzeczalnego faktu, że pojęcie papiestwa jest mu całkowicie obce.
Ekscelencja uzyskał międzynarodowe uznanie za wypowiedzi przeciwko Wielkiemu Resetowi. Co Ekscelencja powie swoim krytykom, którzy twierdzą, że zamiast zajmować się teoriami spiskowymi, powinieneś po prostu się modlić?
Modlę się i nie widzę powodu, dla którego miałbym nie wywiązywać się z obowiązków biskupa i Następcy Apostołów, milcząc w kwestiach, które są ze sobą ściśle powiązane i wzajemnie się uzupełniają. Dopóki moja krytyka była skierowana przeciwko tuszowaniu skandali byłego kardynała McCarricka lub doktrynalnym wypaczeniom SW II, wystarczała etykieta „lefebrysty”, by demonizować mnie wobec wiernych. Jednak gdy wskazałem na spójność pomiędzy globalnym zamachem stanu dokonanym przez głębokie państwo, najpierw z powodu zagrożenia pandemią, a teraz z powodu zagrożenia energetycznego, a nie mniej wywrotowym aktem wyboru Bergoglio zorganizowanym przez głęboki kościół, nie trzeba było długo czekać, abym zyskał etykietę teoretyka spiskowego, celem zdyskredytowania mnie u ludzi, którzy mnie słuchają.
Jest to zagrożenie, ponieważ pojawił się ktoś, kto rozumuje niezależnie, i uświadomił sobie, że padliśmy ofiarą kolosalnego oszustwa zarówno na szkodę naszego życia materialnego poprzez Agendę Davos, i na szkodę naszego życia duchowego poprzez SW II i agendę Bergoglio.
Chciałbym również zrozumieć, dlaczego wywrotowe plany ponadnarodowych organizacji prywatnych – prawdziwych mafii zorganizowanych i zakorzenionych w ośrodkach władzy – które są ogłaszane przez ich własnych zwolenników z dużym wyprzedzeniem i które stanowią spełnienie dystopijnych urojeń sekty masońskiej, mają być odrzucane jako „teorie spiskowe”? Jeśli mafia publicznie deklaruje, że chce wytępić część populacji, a ja widzę, jak organizuje się w tym celu, i jestem świadkiem realizacji tego projektu eksterminacji, dokładnie i zgodnie z zapowiedzią, to nie ja wymyślam teorie spiskowe, lecz mafia, która czuje się tak pewna swojego sukcesu, że nie musi go nawet ukrywać, zakładając w istocie, że sami siebie przekonamy.
To samo dotyczy zielonej ideologii neomaltuzjanizmu, która uważa człowieka za pasożyta Planety. Decyzje podejmowane przez ONZ, Unię Europejską i poszczególne rządy opierają się na fałszywym pretekście globalnego ocieplenia, aby legitymizować dekarbonizację i przymusowe wprowadzenie tzw. energii odnawialnych. Jest to kłamstwo, pretekst do zmuszenia mas do poddania się całkowitej kontroli i zagwarantowania elitom nieproporcjonalnej władzy i zysków. Jeśli się nad tym zastanowimy, to zwolennicy Soboru również twierdzili, że „aktualizują Kościół” , a był to jedynie fałszywy pretekst, ponieważ nieopisanym celem było Jego zniszczenie.
Głębokie państwo i głęboki kościół to dwie strony tej samej fałszywej monety, ponieważ oba odpowiadają przed tym samym piekielnym umysłem, który nienawidzi Boga zarówno w Stworzeniu, jak i w Odkupieniu, i który toczy wojnę zarówno przeciwko ciału, jak i przeciwko duszy.
System ten, pomimo swego satanistycznego delirium, może działać tak długo, jak długo ludzie pozostają odizolowani i pozostawieni samym sobie. Z drugiej strony, świadomość, że nie są sami, że podzielają tę samą wizję świata i tę samą wiarę, otwiera oczy wielu i daje im odwagę i siłę do stawiania oporu, ujawniania oszustw i jednoczenia oporu. Dotyczy to zarówno sfery świeckiej, jak i kościelnej. Nie jest przypadkiem, że pandemiczna farsa połączyła głębokie państwo i głęboki Kościół w surrealistycznej i kryminalnej narracji, która zgorszyła zarówno obywateli jak i wiernych.
Zatem, jeśli ewidentnie mamy do czynienia ze spiskiem, to dlaczego mam milczeć? A jeśli nie ma żadnego spisku, to dlaczego tak bardzo przejmują się słowami starego arcybiskupa?
Czy może Ekscelencja powiedzieć coś o roli naszej Królowej i Różańca Świętego w tych przewrotnych czasach, gdy wielu może nawet stracić dostęp do Mszy Świętej?
Ten wywiad kończy się odniesieniem do Najświętszej Maryi Panny, Tej, która jest Matką Boga, a także naszą Matką, Tej, która dzięki łasce stała się wszechmocna. W tej epokowej walce pomiędzy Niewiastą a odwiecznym Wężem, Różaniec Święty jest najpotężniejszą bronią, za pomocą której musimy wnieść nasz wkład jako milites Christi, na mocy otrzymanego Sakramentu Bierzmowania.
Wielu z was jest głodnych Prawdy i spragnionych Świętości, wiecznych dóbr udostępnionych nam przez Świętą Ofiarę Mszy Świętej, którą możecie się delektować dzięki oporowi kilku hierarchów i duchownych oraz opatrznościowej decyzji Benedykta XVI z Summorum Pontificum. Inni nie wiedzą, co tracą, ponieważ ten duchowy skarb był zbyt długo skrywany i kradziony, ale gdyby się o nim dowiedzieli, nie mogliby się już bez niego obejść. Dlatego naszym obowiązkiem, jako katolików i żywych członków Mistycznego Ciała, jest domaganie się restitutio in integrum Mszy Apostolskiej, a obowiązkiem Władzy kościelnej jest nie tylko przyznanie jej jako przywileju, ale uznanie jej pełnego i wyłącznego obywatelstwa w Kościele.
Aby jednak tak się stało, konieczne jest, abyśmy wszyscy uczynili się godnymi tej łaski, poprzez życie w świętości i odważne świadectwo wiary, w której zostaliśmy ochrzczeni. To właśnie praktykowanie cnót i nieustanna modlitwa Różańcem Świętym umocni nas na tej drodze i poruszy Matkę Bożą, Advocata nostra, abyśmy w przywróceniu publicznego kultu Kościoła Chrystusowego mogli dostrzec zapowiedź wiecznej chwały, która została dla nas przygotowana.
Z dostępnych badań wynika, że co najmniej na 10 proc. wszystkich zmarłych noworodków we Flandrii w 15 miesiącach 2016 i 2017 r. dokonano eutanazji. Jest to jednak tylko widoczny wierzchołek góry lodowej – mówi Constance du Bus, prawniczka i ekspertka z Europejskiego Instytutu Bioetyki (IEB) w Brukseli.
– Nie mamy dokładnych liczb dla całej Belgii, ale dysponujemy danymi z niedawnego badania dot. zmarłych noworodków we Flandrii, (gdzie mieszka około 60 proc. populacji kraju).
Między wrześniem 2016 r. a grudniem 2017 r. zmarło tam 229 nowonarodzonych dzieci. W przypadku 10 proc. z nich – a więc 24 osób – została dokonana eutanazja przez śmiertelny zastrzyk. Poprzednie badania z lat 1999-2000 wskazują, że wówczas odsetek noworodków pozbawionych w ten sposób życia wynosił 7 proc. Mówimy zatem o narastającym zjawisku – ocenia du Bus.
– Warto jednak zastrzec, że te 10 proc. nie opisuje wyczerpująco całego zjawiska eutanazji noworodków.
Należy do wspomnianej liczby dodać dzieci, których śmierć została celowo przyspieszona przez nieleczenie lub wycofanie decyzji o leczeniu lub decyzję o podaniu leków z zamiarem lub współ-zamiarem przyspieszenia zgonu – dodaje.
W Belgii zabijają noworodki
Jak podkreśla ekspertka, w rzeczywistości w przypadku 61 proc. noworodków, które zmarły we Flandrii między wrześniem 2016 r. a grudniem 2017 r., została podjęta tzw. decyzja o zakończeniu życia. Constance du Bus zwraca uwagę, że jest to kluczowe sformułowanie w belgijskim prawodawstwie, które pozwala zrozumieć, jak dochodzi do eutanazji noworodków.
– Problem z tym sformułowaniem polega na tym, że nadaje ono taką samą wartość etyczną decyzjom, które zawierają zamiar przyspieszenia lub spowodowania śmierci, jak i decyzjom, które nie mają na celu śmierci noworodka, ale akceptują ją jako potencjalny skutek uboczny aktu medycznego, zgodnie z zasadą podwójnego efektu. Mimo że rozwiązanie prawne jest jedno, to intencja, proces i rezultaty są bardzo różne. Z jednej strony może istnieć wyraźny zamiar spowodowania śmierci. Z drugiej – wola poszanowania życia i naturalnej śmierci, nawet jeśli zasada proporcjonalności wymaga powstrzymania się lub przerwania leczenia lub podania leków np. środków uspokajających, przeciwbólowych, które potencjalnie mogą przyspieszyć zgon – tłumaczy prawniczka.
Szanowni Państwo, Po raz kolejny Centrum Życia i Rodziny staje się obiektem hejtu. Tym razem jednak na zupełnie innym poziomie. Jak zapewne Państwo wiedzą, co miesiąc wysyłamy pocztą przesyłki do kilkudziesięciu tysięcy naszych Przyjaciół. Informujemy w nich o naszych kampaniach, a także dostarczamy im ciekawe i ubogacające publikacje. Tak było i w zeszłym miesiącu, gdy informowaliśmy o akcji Szlachetny Piątek. Wiemy, że środowiskom LGBT bardzo nie spodobała się ta akcja, ale nie spodziewaliśmy się, aż takich posunięć z ich strony. Do naszego biura z jednej z podwarszawskich miejscowości „wróciły” dwie przesyłki pocztowe. Proszę zobaczyć zdjęcia:
Treści faszystowskie – tak samozwańczy ideologiczny sędzia z placówki pocztowej osądził naszą kampanię i odebrał naszym Przyjaciołom możliwość zapoznania się z dobrymi treściami! Nie możemy sobie na to pozwolić – już złożyliśmy skargę na takie bezczelne zagrywki! Ale szykujemy się na jeszcze gorsze rzeczy w związku z tą kampanią. Wspieram działania Centrum w obronie młodych!
Gdzie jest ten faszyzm, który zarzuca nam ideologicznie nadgorliwy listonosz? Czy w tym, że wzywamy młodzież do stawiania sobie w życiu wyższych, szlachetnych celów? Czy raczej dlatego, że zachęcamy ją do życia w czystości? A może jednak w tym, że promujemy wierność? Niszczycie ludzi!Doprowadzacie młodych do samobójstw!Każdy ma prawo być sobą, być, jaki chce! Niedawno pisałem Państwu o historii Chloe Cole, która, zwiedziona wspomnianą ideologią, brała blokery hormonalne, a w wieku 15 lat poddała się operacji usunięcia piersi. Dziś bardzo tego żałuje, ale pewne rzeczy dokonały się już nieodwracalnie. Musimy zdać sobie sprawę, że to właśnie ideologia LGBT niszczy ludzi i doprowadza tysiące młodych ludzi do wyrządzania sobie nieodwracalnej krzywdy! Dlatego właśnie organizujemy Szlachetny Piątek – aby odwrócić oczy młodzieży od niszczącej mody, a zwrócić ku dobrym, budującym wartościom. I, co więcej, aby w szkołach publicznych nie dochodziło do promocji tej zwodniczej ideologii! Nie zgadzam się na promocję LGBT w szkołach!
Nienawiść wymierzona w naszą kampanię, zwłaszcza ze strony urzędników państwowych, dodaje nam skrzydeł. Ale też pokazuje, że jej sukces zależy od mobilizacji społecznej, w której ufam, że Państwo nam pomogą. Już wkrótce opublikujemy konspekty zajęć, które nauczyciele będą mogli przeprowadzić przy okazji Szlachetnego Piątku lub w innym czasie, np. podczas godzin wychowawczych. Przygotowujemy też liczne grafiki związane z wartościami, które chcemy promować podczas tej akcji. Ale, aby w każdym miesiącu skutecznie publikować takie treści na portalach społecznościowych, potrzebujemy co najmniej 2 000 złotych. Skutecznie tzn. dotrzeć z naszymi komunikatami do młodzieży, przebijając się przez zalew lewackich propozycji. Ten mechanizm jest prosty: im większy nakład finansowy, tym więcej osób spotka się z dobrą treścią. Dlatego bardzo Państwa proszę o wsparcie kampanii Szlachetny Piątek kwotą 30 zł, 60 zł, 100 zł, a nawet 200 zł lub większą. Musimy ochronić polską młodzież przed zwodniczymi ideologiami! Wspieram ochronę młodzieży przed ideologią!
Myślę, że w związku z tą kampanią spotkają nas jeszcze większe przeciwności niż problemy z pocztą. Ale jestem pewien, że wspólnie je przezwyciężymy! Dziękuję za i liczę na Państwa wsparcie i zaangażowanie! Serdecznie pozdrawiam
Dane do przelewu: Centrum Życia i Rodziny ul. Nowogrodzka 42/501, 00-695 Warszawa Nr konta: 32 1240 4432 1111 0011 0433 7056, Bank Pekao SAZ dopiskiem: „Darowizna na działalność statutową Centrum Życia i Rodziny” SWIFT: PKOPPLPWIBAN: PL32 1240 4432 1111 0011 0433 7056
Centrum Życia i Rodziny ul. Nowogrodzka 42/501, 00-695 Warszawatel. +48 12 385 39 99