Kardynał Kasper promuje samobójczą transformację Kościoła 

BKP: Kardynał Kasper promuje samobójczą transformację Kościoła 

wideo: https://vkpatriarhat.org/pl/?p=20135  https://kasper-card.wistia.com/medias/m8i0vzc1as

https://rumble.com/v26dlto-kardyna-kasper.html  //cos.tv/videos/play/41856855600567296

bitchute.com/video/b72KQ5Q5NCGx/

W niedawnym wywiadzie dla medii kardynał Walter Kasper stwierdził:

Takiej transformacji nie da się przeprowadzić za jedną noc, to wymaga czasu, trochę jak długi wdech. Nie da się tego zrobić w ciągu jednego pontyfikatu, potrzeba dwóch lub trzech”.

W co chce kardynał Kasper i jemu podobni transformować Kościół? Obecna kościelna legalizacja bałwochwalstwa i LGBTQ sygnalizuje już widoczną transformację Kościoła w satanistyczny anty-kościół New Age. W jaki sposób? Poprzez tzw. proces Synodalny. Bergoglio demonstruje konkretne kroki transformacji, gdy publicznie oddaje cześć demonom. On intronizował demona Paczamamę, a w Kanadzie został publicznie poświęcony przez szamana także innym demonom.

Tak eliminuje pierwsze przykazanie Dekalogu, a następnie pozostałe, zwłaszcza szóste i dziewiąte, poprzez kościelną legalizację seksualnych perwersji. Jednocześnie eliminuje i Chrystusowe moralne przykazania, zawarte w Ewangelii i całym Nowym Testamencie. To jest szokująca i samobójcza transformacja Kościoła katolickiego. Wewnętrzne życie Kościoła transformuje się w duchową śmierć. Droga zbawienia zostaje zastąpiona drogą do wiecznego potępienia. Ten transformowany antykościół zastępuje Boga szatanem i demonami!

Cytat kard. Kaspera: „Sukces obecnego pontyfikatu zostanie osiągnięty przez następców papieża Franciszka”.

Całkowitą likwidację Kościoła katolickiego kardynał Kasper uważa za sukces obecnego pontyfikatu, ale dodaje, że dopełnienie tego duchowego samobójstwa nastąpi poprzez kolejnych dwóch lub trzech następców Franciszka. Stwierdził, że takiego procesu transformacji nie da się osiągnąć za jedną noc, rzekomo, to wymaga czasu, trochę jak długiego wdechu. Dlaczego ten długi wdech? Dla popełnienia duchowego samobójstwa.

Cytat kard. Kaspera: „Już nie głosimy Boga, który grozi, potępia i karze, ale Boga, który w miłości przyjmuje, przebacza i jednoczy. To nowy ton, który jest dobry dla Kościoła, nawet jeśli nie każdemu to się podoba”.

Jednakże ten nowyton nie jest dobry dla Kościoła, bo nie jest zgodny z prawdą, z Biblią, ani z Tradycją. Kościół ma obowiązek głosić całą Ewangelię, bo tylko to prowadzi do zbawienia. Wskazuje na przebaczenie grzechów tym, którzy pokutują. Ale grozi też wieczną karą tym, którzy gardzą Bożą miłością i uparcie pozostają w zatwardziałości i na ścieżce grzechu. Bóg w swoim Synu, naszym Zbawicielu  przyjmuje, przebacza i jednoczy, ale człowiek musi chcieć oddać Mu swój grzech. Kto Boga i Jego przykazania kategorycznie odrzuca, a jednocześnie obłudnie mówi o Jego miłości, a nawet twierdzi, że Bóg go bez skruchy przyjmuje, ten oszukuje sam siebie, a innych prowadzi na drogę do wiecznej zagłady.

Cytat kard. Kaspera: „Obecny pontyfikat to nie przypadek, ale początek nowej ery”.

Kardynał Kasper powiedział prawdę. Obecny pontyfikat naprawdę nie jest przypadkiem, ma swoje głębokie korzenie już w II Watykańskim Soborze i posoborowym duchu. Wybór Bergoglio również nie był przypadkiem, podobnie jak nie była przypadkiem abdykacja papieża Benedykta XVI.

Jeśli chodzi o nową erę, to tak naprawdę chodzi o program New Age, głównym celem którego jest likwidacja chrześcijaństwa i stworzenie jednej pseudoreligii, czczącej demony. Chodzi też o stworzenie jednej waluty i jednego rządu.

Jak się bronić przed tą diabelską transformacją, moc której tkwi w kłamstwie? Tylko prawdą! W tej duchowej walce apostoł wzywa nas, abyśmy byli przepasani prawdą. Potrzebujemy także tarczy wiary i miecza Ducha. Apostoł wskazuje, że nasza walka nie toczy się przeciw ciału i krwi, ale przeciw siłom demonicznym (kosmokratores), które sprawują władzę w powietrzu.

W tej bitwie jest konieczne modlitewne zaplecze. Zwłaszcza dzisiejszych apokaliptycznych czasów dotyczą słowa: „W każdym czasie módlcie się w Duchu”  [en pantý kairó en pneuma] (por. Ef 6:18). Więc jest to nieustanna modlitwa (zob. Łk 18:1-7, 1 Tes 5:17).

W historii Kościoła już w V wieku mnich Aleksander i św. Marcel wprowadzili w klasztorach nieustanną modlitwę, która zajmowała 24 godziny na dobę. Tę starą kościelną praktykę dziś wprowadzają i gorliwi chrześcijanie. Tworzą modlitewne straże, składające się z 23 członków. Dzielą swój dzień na godziny, a jedna godzina dziennie jest wspólna dla wszystkich a to od 20:00 do 21:00. Jeśli utworzy się cztery takie straże, zmieniające się po tygodniu, powstanie ciągła modlitwa. Mają rytm – tydzień modlitewnej straży, i trzy tygodnie wolnego. Tylko Godzinę świętą od 20:00 do 21:00 modlą się wszyscy każdego dnia.

Jeżeli w każdej parafii zostanie zapewniona ciągła modlitwa, Bóg tę po ludzku nierozwiązywalną sytuację, w jakiej dzisiaj znajduje się Kościół, w odpowiednim czasie rozwiąże.

Ktoś zaprotestuje: „Ale modlitwa to za mało. Tradycja kościelna mówi: Módl się i pracuj!” Tak, konieczna jest również praca nad stworzeniem zewnętrznej, równoległej kościelnej struktury, która, jeśli zostanie stworzona w odpowiednim czasie, może uratować przed samobójczą bergogliańską transformacją całe parafie i diecezje. Ale ta praca wymaga mądrości i pewnej dyskrecji. Bez zaplecza modlitewnych bojowników to nie jest możliwe.

Ta równoległa struktura faktycznie podejmuje właściwy synodalny krok, a mianowicie oddzielenie się od heretyckiego Watykanu, od ducha kłamstwa i od ducha świata. Przygotuje tym też grunt pod przyjęcie prawowiernego papieża. Obecna Bergogliowa Synodalna droga jest buntem przeciwko Bogu. Ci, którzy ją propagują, odpadli od Chrystusa i są na drodze do potępienia, niezależnie od tego, czy są świeckimi, księżmi czy biskupami.

Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że główną misją Kościoła jest doprowadzenie każdego człowieka przez pokutę do przyjęcia Chrystusa i Jego Ewangelii. Pseudo-ewangelia z herezjami, z ekologią, z LGBTQ i bałwochwalstwem prowadzi do potępienia. Dlatego każdy szczery katolik musi zacząć poważnie troszczyć się o swoje zbawienie i to już dziś. Odkładanie to złodziej.

Koniecznością jest oddzielenie się od fałszywego nauczania i fałszywej Bergogliowej Synodalnej drogi, wraz z jego zgubną transformacją Kościoła. Każdy Boży bojownik musi przepasać się prawdą, przeciwstawić się kłamstwu i przyłączyć się do duchowej bitwy — do nieustannej modlitwy wołania do Boga. Jeśli w twoim mieście lub wiosce jeszcze nie ma utworzonej straży modlitewnej, weź oprócz Godziny świętej jeszcze swoją modlitewną godzinę i nie czekaj, aż dołączą inni, zacznij się ją modlić, a z czasem zostanie uformowana cała modlitewna straż. Bóg da w modlitwie światło i siłę, co konkretnie każdy powinien czynić dla własnego duchowego odrodzenia i dla odrodzenia Kościoła. Wytrwała modlitwa mężczyzny czy kobiety, kapłana czy biskupa odnowi jego żywą komunikację z Bogiem. Nieumiarkowana komunikacja ze światem człowieka izoluje od Boga i od prawdy.

Niech Matka Boża, która stąpa po głowie piekielnego węża, w tej historycznej walce nas poprowadzi do zwycięstwa!

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metodiusz OSBMr            + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

3.01.2023

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywać najnowsze informacje od BKP lb.benchmarkemail.com//listbuilder/signupnew?5hjt8JVutE5bZ8guod7%252Fpf5pwVnAjsSIi5iGuoPZdjDtO5iNRn8gS049TyW7spdJ

Wszystko, co może zrobić „psychoterapeuta”, może zrobić o wiele lepiej kapłan

Wszystko, co może zrobić „psychoterapeuta”, może zrobić o wiele lepiej kapłan

Komentarz Eleison nr DCCCX (810)

21 stycznia 2023 https://fsspxr.wordpress.com/komentarze-eleison/

DOCENIONE KAPŁAŃSTWO – I

Oto kolejne interesujące świadectwo współczesnego młodego chłopaka, które pokazuje, jak bardzo dzisiejszy świat jest zdesperowany, aby wypełnić jakoś lukę powstałą po odrzuceniu Boga Wszechmogącego i Jego Boskiego Syna Jezusa Chrystusa oraz Jego Kościoła katolickiego. Studiując „psychologię” na uniwersytecie, otrzymał on wielką łaskę nawrócenia, dzięki której zrozumiał, że wszystko, co może zrobić „psychoterapeuta”, może zrobić o wiele lepiej kapłan – tam, gdzie tylko jest wiara.

Czytajmy:

Poświęciłem pięć lat na studiowanie psychologii na nowoczesnym uniwersytecie. Mam dopiero 23 lata, więc te pięć lat to był spory kawałek mojego życia. Podczas studiów stopniowo nawracałem się, a w tym samym czasie, kiedy je rozpoczynałem, przekonałem się do „preambula fidei” (prawdy dostępne dla rozumu prowadzące do Wiary) i zrobiłem pierwsze kroki w kierunku katolicyzmu. Potem, w połowie studiów na uniwersytecie, byłem już katolikiem, ale takim, który jeszcze nie zdawał sobie sprawy z problemu Neo-Kościoła. Jednak do czasu ukończenia studiów zrozumiałem, że Neo-Kościół reprezentuje nową religię i rozstałem się z nim.

W miarę jak wzrastałem w nauce religii i filozofii tomistycznej, zrozumiałem, że to, co nazywają dziś psychologią, nie jest psychologią, ale grupą przedmiotów, które służą tzw. psychoterapii. Wśród tych przedmiotów jest z pewnością psychologia, ale głównym przedmiotem jest w istocie etyka. To, co robi psycholog, nawet jeśli ma wiedzę o małej użytecznej części współczesnej nauki, jest raczej etyką. Jest to zatem to, czym w dawnych czasach zajmowali się księża, posługując się etyką teologiczną. Jest to właśnie część, choć nie główna, kierownictwa duchowego.

Zrozumiałem, gdy zacząłem zajmować się pacjentami, że zaburzenia psychiczne zawsze sprowadzają się do problemu etycznego czy też religijnego, do siedmiu grzechów głównych, a ich wyleczenie zawsze zależy od cnoty, nawet jeśli problemy niektórych pacjentów wynikają z ich stanu cielesnego, z jakiejś choroby fizjologicznej czy psychiatrycznej itd. Dlatego przekonałem się, że prowadzenie moich pacjentów do zdrowia zawsze wymaga mówienia rzeczy, które powinien raczej mówić kapłan w ramach kierownictwa duchowego. Staram się nie wydawać poleceń, jakie mógłby wydać duszpasterz i zawsze proponuję coś na zasadzie sugerowania. W rzeczywistości, im mniejsza jest wiara pacjenta w możliwość zwrócenia się do księdza, tym bardziej „przejmuję stery”; a im większa jest wiara pacjenta i zaufanie do księdza, tym bardziej mówię mu, aby ostatecznie przedstawił sprawę kapłanowi, zwłaszcza gdy pacjent potrzebuje praktycznej porady.

Nie jestem jednak pewien, czy ten zawód, który jest nowoczesny, powinien istnieć lub też być wykonywany przez ludzi świeckich. Być może, pomimo moich osobistych słabości, miałem pewne dobre rezultaty, zawsze oceniając wszystko pod kątem Etyki św. Tomasza, ale czasami muszę robić lub mówić rzeczy, które dawniej musiał robić lub mówić kapłan. To prawda, że liczba księży jest bardzo mała, a kierownictwo duchowe w dzisiejszych czasach jest czymś, co można zdobyć tylko przy dużym szczęściu, ponieważ tradycyjni księża mają tłumy ludzi do opieki. Ponadto, mogę czasem spojrzeć na niektóre sprawy pod innym kątem, którego ksiądz nie zawsze może dostrzec. Ale rzeczywistość jest taka, że nie mam ani łaski stanu, ani prerogatyw kapłana.

Wiem, że w 1953 oraz 1958 roku Pius XII przemawiał do psychologów i psychoterapeutów i w tych wystąpieniach wyraził pośrednio aprobatę dla tych zawodów. Ale zwłaszcza w alokucji z 1958 roku papież wydaje się działać w oparciu o pewne błędne przesłanki. Wykazuje pewien brak zrozumienia, czym jest nauka, myląc ją z nauką współczesną, a także pewną naiwność w odniesieniu do współczesnej psychologii. Zastanawiam się więc, czy jego aprobata jest rzeczywiście uzasadniona. Krótko mówiąc, czy laik może być psychoterapeutą ? I jakie byłyby jego prerogatywy, obowiązki i ograniczenia? (Koniec świadectwa)

Odpowiedź: każdy „psychoterapeuta” posiadający jeszcze odrobinę zdrowego rozsądku i postchrześcijańskiej miłości bliźniego może czynić dobro ludziom w potrzebie, ale dobro to będzie w dużo większym stopniu wynikało z jego miłości i zdrowego rozsądku niż z pseudonaukowych bredni. Ma on prerogatywy, obowiązki i granice takie, jak każdy człowiek wobec swoich bliźnich. Niech nie udaje, że jest jakimkolwiek kapłanem czy „naukowcem” w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Jest pseudonaukowcem i bezbożnym zastępnikiem bogobojnego kapłana.

Kyrie eleison.

Швейцарское издание раскрыло экономические причины отказа Германии поставлять танки Украине

Швейцарское издание раскрыло экономические причины отказа Германии поставлять танки Украине

https://topwar.ru/209348-shvejcarskoe-izdanie-raskrylo-jekonomicheskie-prichiny-otkaza-germanii-postavljat-tanki-ukraine.html
Швейцарское издание раскрыло экономические причины отказа Германии поставлять танки Украине

Решение властей Германии отказать с передачей Украине танков немецкого производства Leopard 2 объясняется наличием целого ряда причин, среди которых едва ли не ключевую роль играют соображения экономического характера. Об этом пишет швейцарское издание Neue Zürcher Zeitung, анализируя перспективы поставок танков Украине.

В Берлине опасаются, что если дать «добро» другим европейским странам поставлять танки Leopard Украине, то впоследствии их могут заменить на американские танки Abrams. Тем самым, Германия потеряет свои рынки сбыта военной техники, которыми она обладает в настоящее время. Представители немецкого оборонно-промышленного комплекса утверждают, что американские компании ждут, как заменить стоящие на вооружении европейских государств Leopard собственными танками.

В свое время Польша, ухудшившая отношения с Германией, решила обратиться к США в качестве производителя танков. В июле 2021 года, еще до начала специальной военной операции российских войск, министр обороны Польши Мариуш Блащак заявил, что Варшава купит у США 250 новых и 116 подержанных основных боевых танков M1 Abrams на общую сумму 8,85 млрд евро. Затем Польша заявила о намерении купить 1000 танков южнокорейского производства.

В Германии считают, что поставка танков Leopard на Украину лишь ускорит процесс замещения вооружений немецкого производства в европейских армиях продукцией американского военно-промышленного комплекса. Уже сейчас США предлагают странам, поставляющим танки на Украину, пополнять их запасы бронетехники продукцией американской промышленности. В итоге канцлер ФРГ Олаф Шольц оказался в сложной ситуации: с одной стороны, отказ поставок танков может ухудшить положение киевского режима, с другой стороны, их поставка способна привести к удару по военной промышленности Германии.

Швейцарское издание также напоминает, что поставки танков США в европейские страны сделают последние еще более зависимыми от Вашингтона в военном плане. В первую очередь, речь идет о Польше, странах Прибалтики и Скандинавии. Их связи с Германией ослабнут, что негативно скажется на экономике страны.

W niewoli ekranów… Pomóżmy naszym dzieciom się z niej wyrwać!

W niewoli ekranów… Pomóżmy naszym dzieciom się z niej wyrwać!

Paweł Ozdoba | Centrum Życia i Rodziny <kontakt@czir.org>

Szanowni Państwo, pamiętają Państwo czasy swojej edukacji?
Mniej lub bardziej ciekawe lekcje, zwykłe czarne albo zielone tablice, po których pisało się kredą? I przerwy spędzane na korytarzach – zabawy w berka lub w gumę, a czasem drobne bójki z kolegami? A kiedy tylko zaczynało się robić cieplej, na całe przerwy wychodziło się na szkolne boisko. Wszyscy biegaliśmy, rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Trudno uwierzyć, że dzisiaj szkoła coraz rzadziej tak wygląda… Na lekcjach dzieci niby są obecne, ale często nie wiedzą, co mówi nauczyciel, nie piszą nic w zeszycie, a wywołane do odpowiedzi, nie mają nawet pojęcia, jaki jest temat zajęć. Na przerwach… tak, też są razem z rówieśnikami. Ale tylko siedzą obok siebie. A wszystko to przez telefony komórkowe, które absorbują całą ich uwagę i pochłaniają tak bardzo, że choć obecni ciałem, myślami są całkowicie zatopieni w świecie wirtualnym. Smartfony w ich rękach zastępują i nauczycieli, i rówieśników. Może pomyślą Państwo, że to przesadzony i wyolbrzymiony obraz, ale, niestety, nie przesadzam ani trochę. Tracimy nasze dzieci i młodzież na rzecz wirtualnego pseudożycia, zamkniętego za ekranem smartfona czy smartwatcha. Dlatego musimy podjąć zdecydowane i radykalne działania w tej sprawie: proszę o Państwa podpis pod petycją do Ministra Edukacji i Nauki o wprowadzenie zakazu używania smartfonów w szkołach!
Chcę walczyć o dobro dzieci i młodzieży!
Proszę przyjrzeć się statystykom z raportu Państwowego Instytutu Badawczego NASK:
Przeciętny nastolatek spędza w sieci średnio 4 godziny i 50 minut dziennie. W dni wolne od zajęć szkolnych czas ten wydłuża się średnio do 6 godzin i 10 minut. Blisko co dziesiąty (11,5%) nastolatek jest aktywny w sieci ponad 8 godzin dziennie! Zjawisko problematycznego [szkodliwego md] używania internetu dotyczy już co trzeciego nastolatka w Polsce. Zapewne sami Państwo dostrzegają, że nadużywanie technologii to dziś ogromny problem wśród młodych ludzi. Ale szczególnie jest on widoczny właśnie w szkołach. To tam używanie telefonów – nawet w czasie lekcji – jest prawdziwą plagą. A jak się Państwo zapewne domyślacie, trudno efektywnie uczyć się, gdy nasze myśli zajęte są przeglądaniem portali społecznościowych czy… oglądaniem pornografii.
To, czym zajmują się dzieci w szkole, właśnie za pośrednictwem swoich smartfonów powinno najbardziej dać nam do myślenia.
Pewnie, podobnie jak ja, przypominają sobie Państwo tragiczne przypadki samobójstw młodych ludzi, do których doszło właśnie w wyniku prześladowania przez rówieśników w przestrzeni wirtualnej.
Statystyki wskazują, że nawet co czwarty nastolatek doświadczył przemocy w internecie. Mogą to być wulgarne czy ośmieszające komentarze na portalach społecznościowych, upublicznianie wstydliwych zdjęć czy filmów, także nagrań ukazujących przemoc czy upokarzanie ze strony rówieśników. Internet stał się więc niezwykle skuteczną areną przemocy.
Ale problemem jest także to, że dzięki stałemu dostępowi do internetu poprzez urządzenia mobilne, dzieci i młodzież mogą mieć styczność z niewłaściwymi treściami, jak patostreamy (nagrania ukazujące przemoc, spożywanie alkoholu i inne patologiczne zachowania) czy pornografia. Apeluję do MEiN ws. smartfonów w szkołach!
To chyba najbardziej szokujące, choć nie jedyne problemy, jakie niesie ze sobą ciągły dostęp do tych urządzeń.
Skutki nadużywania ekranów objawiają się także w sferze psychicznej i po prostu odbijają się na zdrowiu młodego pokolenia. Z powodu zbyt częstego używania smartfonów dzieci mają obniżone zdolności koncentracji (co skutkuje oczywiście gorszymi wynikami w nauce), są nadpobudliwe, rozdrażnione, cierpią na bóle głowy, zaburzenia snu czy stany lękowe i depresyjne.
A w końcu uzależniają się od swoich smartfonów.
Czy potrafią sobie Państwo wyobrazić uzależnienie tak silne, że utrata kontaktu z jego obiektem dosłownie odbiera nam sens życia? To proszę pomyśleć, że aż 40% nastolatków zgadza się ze stwierdzeniem, że ich życie byłoby puste bez ich smartfona czy telefonu.
Lekarstwem na ten problem jest ograniczenie możliwości korzystania z urządzeń elektronicznych w szkołach. Dlaczego właśnie tam? Przecież po powrocie do domów dzieci i tak będą mogły ponownie zatopić się w świecie internetu.
Ale to w szkole dzieci spędzają nawet osiem godzin dziennie. To tam prowadzą większą część swojego życia towarzyskiego, kształtując umiejętności społeczne niezbędne w dalszym życiu. To tam w końcu zdobywają wiedzę, a do tego konieczna jest spokojna głowa i skupienie.
Tymczasem w szkołach często brakuje kontroli nad tym, czy i jak uczniowie mogą korzystać z technologii. Brakuje odpowiednich przepisów albo, nawet jeśli jakieś są, to nie są przez nikogo egzekwowane.
Dlatego apelujemy do Ministra Edukacji i Nauki o wprowadzenie zakazu używania przez uczniów polskich szkół urządzeń elektronicznych m.in. smartfonów i smartwatchów! Podpisuję ten apel, by chronić dzieci przed wirtualnym nałogiem!
Takie rozwiązania z powodzeniem funkcjonują już w innych krajach, np. we Francji, Australii czy we Włoszech. Ich przykład pokazuje, że możliwe jest ich skuteczne wprowadzenie i co najważniejsze egzekwowanie, ale także, że regulacje dotyczące korzystania z technologii w szkołach naprawdę przynoszą efekty.
Wyniki badań przeprowadzonych w 2015 roku przez London School of Economics and Political Science pokazały, że rezultaty uczniów w nauce poprawiają się po wprowadzeniu zakazu używania telefonów komórkowych w szkołach. Dodatkowo poprawa jest szczególnie widoczna u tych uczniów, którzy znajdowali się w najtrudniejszej sytuacji.
To pokazuje, że zmiana – choć wymaga zdecydowania, konsekwencji i współpracy – jest możliwa i osiągalna!
Na stronie www.Szkolabezsmartfonow.pl znajdziecie Państwo naszą petycję skierowaną do Ministra Edukacji i Nauki. Bardzo proszę Państwa o podpisanie tego apelu! Podpisuję ten apel, by chronić dzieci przed wirtualnym nałogiem!
Zależy nam, aby z naszym apelem dotrzeć do jak największej liczby odbiorców. Każdy podpis daje nam większą siłę przebicia i przybliża nas do osiągnięcia sukcesu, którym będzie wprowadzenie przez ministerstwo skutecznych regulacji prawnych w tym zakresie.
Dlatego poza złożeniem podpisu, proszę Państwa o rozesłanie tej wiadomości dalej: do swoich bliskich i znajomych, a także o wsparcie naszych działań promocyjnych.
Chcemy szeroko wypromować ten apel w Internecie, a, jak zapewne zdają sobie Państwo sprawę, skuteczna reklama w mediach społecznościowych jest kosztowna.
Mamy już też sygnały od naszych Przyjaciół w całej Polsce, że są gotowi i chętnie będą zbierać podpisy w swoich środowiskach, wspólnotach i parafiach, ale potrzebują wydrukowanych kart i broszur informacyjnych.
Dlatego bardzo Państwa proszę o wsparcie tej kampanii, której celem jest wprowadzenie zakazu używania smartfonów w szkołach dobrowolnym datkiem w wysokości 30 zł, 60 zł czy 100 zł, 200 zł lub nawet większym, jeśli uznają Państwo, że ta sprawa jest istotna dla przyszłości polskiej młodzieży. Wspieram działania CŻiR w obronie dzieci i młodzieży!
Stawką naszej akcji jest dobro i zdrowie polskich dzieci.
Dlatego bardzo liczę na Państwa zaangażowanie i wsparcie w promocję tego apelu.
Serdecznie pozdrawiam

Wspieram działania Centrum Życia i Rodziny!

Dane do przelewu:
Centrum Życia i Rodziny
Skrytka pocztowa 99, 00-963 Warszawa 81 Nr konta: 32 1240 4432 1111 0011 0433 7056, Bank Pekao SA Z dopiskiem: Darowizna na działalność statutową Centrum Życia i Rodziny”
SWIFT: PKOPPLPW

Walka duchowa, w której zwycięstwo daje życie wieczne. (2)

Walka duchowa, czyli nauka poznania, pokonania samego siebie, i dojścia do prawdziwej doskonałości chrześcijańskiej (2)

Ks. Wawrzyniec Scupoli

Utarczka duchowa inaczej Walka duchowa, czyli nauka poznania, pokonania samego siebie, i dojścia do prawdziwej doskonałości chrześcijańskiej (2)

Utarczka duchowa czyli nauka poznania, pokonania samego siebie, i dojścia do prawdziwej doskonałości chrześcijańskiej. Przez Księdza Scupoli, Teatyna. Przełożył z francuskiego X. S. U. W. C. (Ks. Stanisław Ulanecki), Warszawa 1858.

ROZDZIAŁ II. Nieufność w nas samych

Nieufność, niedowierzanie sobie, tak jest koniecznym, niezbędnym w utarczce duchowej, iż bez niego synu nie tylko pokonać wroga, ale nawet najmniejszej nie podołasz poskromić namiętności. Tę prawdę głęboko wyryć winniśmy w umysłach naszych; bo chociaż jesteśmy jedynie nicością, zawsze jednak wysoko się cenimy i uważamy się bezzasadnie wyższymi nad innych. To uprzedzenie, jest następstwem zepsutej naszej natury; i im bardziej ono jest nam wrodzone, tym trudniejszym jest do poznania. Bóg brzydzi się takim zaufaniem w sobie, bo pragnie abyśmy, jak jest rzeczywiście, dobrze pojęli że nie masz w nas ani cnoty, ani łaski, która by od Niego nie pochodziła; bo On jest źródłem wszelkiego dobra, a bez Niego pomyśleć nawet nic zbawiennego nie jesteśmy zdolni.

Ta nieufność sobie jest wprawdzie darem niebios i Bóg ją udziela miłym sobie duszom, już przez święte natchnienia, już przez utrapienia ciężkie, już przez natarczywości prawie niezwyciężone pokus, już wreszcie przez inne tajemne drogi; pragnie jednak Bóg, abyśmy wszelkimi możliwymi sposobami starali się o jej nabycie. I nabędziesz jej synu, jeżeli przy łasce Pana Boga chwycisz się pilnie czterech środków, o których tu mówić zaczynamy.

Naprzód: poznaj swą nikczemność, swą nicość, że o własnych przyrodzonych siłach nie jesteś zdolny wykonać żadnego czynu dobrego i na niebo zasługującego.

Po wtóre: z wielką pokorą i usilnością błagaj o tę cnotę Boga, bo od Niego tylko otrzymać ją możesz. Wyznaj naprzód przed Panem, że nie tylko jej nie posiadasz, ale nawet że sam z siebie nie jesteś w możności onej nabycia. Rzuć się następnie do stóp Pana; powielekroć zanoś swe modły z ufnością, że zostaniesz wysłuchanym; oczekuj cierpliwie skutku swej prośby i powtarzaj ją tak długo, dopóki się podoba Jego Boskiej Opatrzności.

Po trzecie: nawykaj zwolna do nieufania sobie, lękaj się pozorów i ułudy, gwałtownego o rzeczach sądzenia, własnej do grzechu skłonności, mnóstwa wrogów, zewsząd na ciebie nacierających, którzy są bez porównania bardziej niż ty zręczniejsi, wprawniejsi i silniejsi, którzy przemieniają się niekiedy w aniołów światłości i rozciągają wszędzie zasadzki po drodze wiodącej do nieba, aby cię ułowili w swe sidła.

Po czwarte: ilekroć zdarzy się tobie najmniejszy upadek, wchodź pilnie w samego siebie, roztrząsaj uważnie, jak daleko zachodzi słabość i nędza twoja; Bóg bowiem, jeżeli dopuszcza upadku, to dlatego, abyśmy coraz lepiej poznawali nas samych; abyśmy się nauczyli pogardzać sobą jako nędznymi stworzeniami; i szczerze zapragnęli być wzgardzonymi od innych; bez tego, nigdy nie nabędziesz nieufności w sobie, bo ona wspiera się głównie na pokorze, na dokładnym poznaniu naszej nędzy.

Kto chce się zbliżyć do niestworzonej prawdy, do źródła wszelkiego światła, koniecznie aż do gruntu poznać siebie winien: nie tak jak owi dumni ludzie, którzy dopiero własnymi uczą się upadkami, którzy wtenczas dopiero otwierają oczy, kiedy już w haniebne, nieprzewidziane wpadli bezprawie. Bóg dopuszcza, aby smutnym doświadczeniem przekonali się o własnej słabości i nie ufali sobie. Zwykle jednak Bóg nie używa tak smutnego, zaradczego środka, do uleczenia ich zarozumiałości, aż wtenczas kiedy inne łagodniejsze, łatwiejsze, pozostają bez skutku.

Bóg wreszcie dopuszcza, że człowiek mniej lub więcej upada, wedle tego, jak mniej lub więcej posiada pychy; i gdyby się kto znalazł zupełnie wolnym od tego występku, jak np. Najświętsza Dziewica, śmiało wyrzec mogę, że nie upadłby wcale. Kiedy zatem przytrafi się tobie jaki upadek, wchodź zaraz w siebie; błagaj usilnie Pana, aby ci udzielił prawdziwego światła do poznania, jakim rzeczywiście jesteś w Jego obliczu, abyś nigdy na własnej nie polegał mocy. Inaczej znowu wpadniesz w błędy, a podobno i daleko cięższe, co spowodują zgubę twej duszy.

ROZDZIAŁ III. Ufność w Bogu

Jakkolwiek w duchowej utarczce, koniecznie wyzuć się należy z wszelkiej zarozumiałości o sobie, jakeśmy dopiero wykazali; jednakże sama nieufność nie wystarcza, i gdybyśmy innego nie mieli jeszcze środka, wnet musielibyśmy ustać, uchodzić z pola walki, wróg by nas rozbroił, zwyciężył. Winieneś zatem synu, drugiego jeszcze chwycić się sposobu, uciec się z ufnością do Boga, który jest Twórcą wszelkiego dobra, od którego jedynie pomocy i zwycięstwa spodziewać się możesz.

Niezawodną jest rzeczą, że w gruncie nas samych jesteśmy nicestwem, że po nas spodziewać się jedynie możemy niebezpiecznych częstych upadków, że stąd mamy silną pobudkę do nieufności w sobie; lecz skoro tylko przeświadczymy się dobrze o naszej słabości i nędzy, wnet Bóg nam przychodzi z pomocą, a przy niej wszelką nad wrogiem mamy przewagę i nic bardziej nie sprowadza nam łaski nieba, nad całkowite synowskie zaufanie Bogu. Cztery są sposoby pozyskania tej potężnej cnoty:

Naprzód, w pokorze o nią błagaj Boga.

Po wtóre, wyraź sobie dobrze z mocną wiarą w duszy, jak potężnym, wszechmocnym, nieskończonej mądrości jest Pan; nic u Niego nie ma niepodobnego, nic trudnego; dobroć Jego jest bez granic, tak dalece, że w wysile miłości jaką ma ku tym co Mu służą, gotów jest w każdej chwili udzielić im to wszystko co jest potrzebne do życia prawdziwie duchowego, do panowania nad wszelkimi namiętnościami.

Jednej tylko od nas ten Pan domaga się rzeczy, abyśmy do Niego z ufnością się udawali. Niepodobna bowiem, aby ten Pasterz ukochany (Łk. XV, 4.) co trzydzieści trzy lat szukał owieczki zbłąkanej, co biegł za nią po drogach przykrych i ciernistych, wśród razów i znojów tak ciężkich, iż Mu wszystką krew wytoczyły i życie odjęły, niepodobna mówię, aby ten Pasterz widząc wracającą doń tę owieczkę, pragnącą już odtąd iść za Nim, być Mu we wszystkim posłuszną, i choć to pragnienie jest słabe ale szczere, nie miał spojrzeć na nią okiem pełnym łaskawości, aby nie nadstawił ucha na jej wołania, aby nie wziął jej na swe ramiona i nie odniósł do swej owczarni. Zaiste, wielka dla Niego jest radość przyjąć na powrót tę owieczkę do swej gromadki; radość taka, że przyzywa Anioły aby się z Nim współuweselili.

Jeżeli z taką pilnością szuka drachmy Ewangelicznej, która jest obrazem grzesznika; jeżeli porzuca wszystko byle ją odszukał, miałżeby odrzucić owieczkę, co już znudzona długim niewidzeniem swego Pasterza, sama wraca do owczarni? Najsłodszy dusz Oblubieniec, stoi u drzwi serc naszych, nieustannie kołacze (Apok. III, 20.), pragnie abyśmy Mu otworzyli, aby tam wszedł, bo radością jest Jego udzielić się duszy naszej, napełnić ją swymi dobrami; niemiałżeby wdzięczny być widok dla Niego, gdy widzi podwoje serca otwarte, gdy widzi jak w pokorze błagamy, aby nas udarował swym nawiedzeniem, miałżeby nam odmówić łaski, o którą Go z taką usilnością prosimy?

Trzeci środek nabycia zbawiennej ufności w Panu, na tym zależy, abyś miał często na pamięci co Pismo św. tak często wspomina, o czym po tysiąckroć wyraźnie zapewnia, że ktokolwiek ufa w Panu, nie będzie zawstydzon na wieki (Ps. XXX, 2.).

Czwarty na koniec środek, abyś jednocześnie i sobie nic nie ufał i całą ufność położył w Panu, na tym zawisł, abyś wprzód nim przedsięweźmiesz jaką dobrą sprawę do wykonania, lub namiętność do zwalczenia, zwrócił pilną uwagę już na słabość i nędzę własną, już znowu na potęgę, mądrość, nieskończoną dobroć Boga; i taki lęk duszy, pochodzący z widoku własnej nędzy wzmacniając zaufaniem zupełnym Bogu, śmiało i odważnie stawiaj czoło wszelkim czekającym cię przykrościom i pracy, stawaj mężnie do najtrudniejszej utarczki. Tą bronią połączoną jeszcze z modłą gorącą, jak to w następnych zobaczysz rozdziałach, będziesz zdolnym wykonać najtrudniejsze zamiary, najświetniejsze odnosić zwycięstwa.

Jeśli zaś tego zaniechasz porządku, chociażby się zdawało tobie, że działasz z prawdziwą ufnością w Panu, bardzo łatwo oszukać się możesz, bo zarozumiałość tak jest nam wrodzona, iż nieznacznie, niepostrzeżenie wciska się już do ufności jaką sądzimy, że mamy w Bogu, już do nieufności, jaką się nam zdaje że mamy o sobie. Abyśmy zatem uniknęli tej zarozumiałości, abyśmy we wszystkich sprawach kierowali się dwiema cnotami, o których mówimy, i tak przeciwnymi zarozumiałości, potrzeba koniecznie aby nieufność w nas samych, uprzedzała ufność w Bogu, a znowu te obiedwie cnoty, aby uprzedzały każde dzieło, każdą sprawę naszą.

ROZDZIAŁ IV. Jak poznać czyśmy się wyzuli z ufności nas samych, czyśmy całą w Bogu złożyli nadzieję

Człowiek zarozumiały zawsze mniema, że nie polega na sobie, że całą ufność złożył w Bogu: on się jednak oszukuje, i abyśmy poznali że jest w ułudzie, przypatrzmy się jemu wtenczas, kiedy w grzech upadnie. Jeżeli się miesza, trapi, do rozpaczy przychodzi, jeśli traci nadzieję postępowania na drodze cnoty, jest to znak, że zaufał sobie, a nie Bogu: i im bardziej się trapi, im bardziej rozpacza, tym winniejszym możemy go uznać w tym względzie.

Kto bowiem wszelką z siebie złożył ufność, a zdał się na Boga, kiedy przypadkiem upadnie, nie dziwi się temu, nie niepokoi, nie gniewa; wie on dobrze, że to jest skutek jego nędzy, brak pilności i czuwania nad sobą, że się zaniedbał udawać do Pana. Upadek sam poucza go coraz bardziej jak ma nie ufać sobie, jak z całą mocą i ufnością ma wzywać ratunku Boskiego. Brzydzi się on co prawda, nad wszystko grzechem; nienawidzi namiętności i nałogu co grzech spowodował; żałuje najmocniej że obraził Boga: ale jego żal dalekim jest od wszelkiej burzliwości, nie staje mu na zawadzie do powrotu do pierwszych zatrudnień, nie jest mu powodem do śmiertelnej nad nieprzyjaciółmi zemsty.

Dałby Bóg, aby to co mówimy, rozważały dobrze osoby, pragnące uchodzić za doskonałe, a które upadłszy w błąd jaki, nie mogą, nie chcą się uspokoić, w dziwactwie i niecierpliwości szukają spowiednika, bardziej dla uwolnienia się od zgryzot i przykrości jaką im sprawia miłość własna, aniżeli z pobudek prawdziwie chrześcijańskich; kiedy głównym ich staraniem być powinno, oczyścić się co prędzej z grzechu przez Sakrament pokuty i ubezpieczyć przeciw nowym upadkom, przez Najświętszy Sakrament Ciała Pańskiego.

Książkę postaci papierowej można nabyć tutaj:

https://ksiegarnia-armoryka.pl/Utarczka_duchowa_Wawrzyniec_Scupoli.html

To mówisz, że nie boisz się latać…? Szpryce a zdrowie pilotów.. Federalny Urząd Lotnictwa (FAA) zmienił kryteria pomiaru stanu serca.

To mówisz, że nie boisz się latać…? Szpryce a zdrowie pilotów.

AlterCabrio https://ekspedyt.org/2023/01/23/to-mowisz-ze-nie-boisz-sie-latac/

To może być tylko kwestią czasu, zanim dojdzie do katastrofalnego wypadku lotniczego z powodu „niekorzystnego zdarzenia zdrowotnego” u pilota. Ale zniszczenia prawdopodobnie zamaskują dowody, więc jest całkiem możliwe, że nigdy się nie dowiemy.

−∗−

Tłumaczenie artykułu z serwisu RAIR Foundation USA na temat zmian standardów medycznych dla pilotów linii lotniczych i jakie to może przynieść skutki dla pasażerów. /AlterCabrio – ekspedyt.org/

______________***______________

Deadly Skies: FAA zmienia reguły medyczne dla pilotów — narażając twoje życie na niebezpieczeństwo

Federalny Urząd Lotnictwa (FAA), organ odpowiedzialny za licencjonowanie pilotów, po cichu zmienił kryteria pomiaru stanu serca u pilotów.

Czym innym jest dla zawodowego sportowca zasłabnąć na boisku, tak jak wielu z nich miało w zwyczaju robić od czasu wprowadzenia szczepionek mRNA, a czymś zupełnie innym dla pilota za sterami samolotu, gdy stawką jest życie setek pasażerów.

Teraz wygląda na to, że Federalny Urząd Lotnictwa (FAA), organ odpowiedzialny za licencjonowanie pilotów, po cichu zmienił kryteria pomiaru stanu serca u pilotów. Do października 2022r. piloci musieli przejść rygorystyczne testy zdrowotne i mieć odczyty EKG w zakresie od 0,12 do 0,2. Jednak od 26 października FAA zwiększyła ten pomiar do 0,3. To ponad 100-procentowy wzrost od dolnego znacznika.

Jak zauważa dr Thomas Levy, praktykujący kardiolog i autor artykułu „Zapalenie mięśnia sercowego: kiedyś rzadkie, teraz powszechne” w czasopiśmie Orthomolecular Medicine News Service,

„To nie jest symboliczne wydłużenie odstępu PQ, ale bardzo duże. W badaniu Harvarda, które trwało 30-40 lat, wykazano, że osoby z odstępami PQ większymi niż 0,2 sekundy były dwukrotnie bardziej narażone na migotanie przedsionków, wykazywały trzykrotnie większe ryzyko konieczności wszczepienia rozrusznika serca (co oznacza obecność w zaawansowanym stopniu bloku serca) i prawie półtorakrotny wzrost śmiertelności z jakiejkolwiek przyczyny. Co więcej, większe wydłużenie odstępu PQ prowadziło do jeszcze większego ryzyka”.

Wydaje się, że zmiana reguł medycznych naraziła pasażerów linii lotniczych na większe ryzyko katastrofalnych szkód z rąk pilotów niezdolnych do latania. „To dlaczego dokonali zmiany, jest bardzo niejasne, ponieważ wydłużenie odstępu PQ z dopuszczalnego zakresu 120-200 milisekund do 300 milisekund nie poprawia bezpieczeństwa” – powiedziała pułkownik Theresa Long w programie Tucker Carlson Tonight Show.

„Chciałabym zobaczyć dane i badania, na których oparli tę decyzję. W lotnictwie jesteśmy instytucją opartą na danych, a wszystko koncentruje się wokół ograniczania ryzyka. Tak więc poszerzenie tego w rzeczywistości naraża społeczeństwo na większe ryzyko zdarzenia sercowego, którego nie wychwycono u pilota, ponieważ rozszerzono ten zakres. W świetle pojawiających się i przytłaczających danych pokazujących uszkodzenie mięśnia sercowego przez COVID i szczepionki przeciwko COVID, nie mogę sobie wyobrazić, dlaczego mieliby wykonać taki ruch.”

.

Podczas gdy FAA odmówiła odpowiedzi na to pytanie zadane przez zespół Tuckera Carlsona, Steve Kirsch, nieustępliwy dziennikarz obywatelski, krytyczny wobec polityki COVID, ma pomysł. „To milczące przyznanie się rządu USA, że szczepionka na COVID uszkodziła serca naszych pilotów. Nie zaledwie kilku pilotów. Wielu pilotów i wiele uszkodzeń” – napisał w poście na Substack’u z 17 stycznia.

„Mam pewną hipotezę, dlaczego to zrobili. Uważam, że dzieje się tak, ponieważ wiedzieli, że jeśli zachowają oryginalny zakres, zbyt wielu pilotów będzie musiało zostać uziemionych. Byłoby to niezwykle problematyczne. W lotnictwie komercyjnym w USA doszłoby do poważnych zakłóceń.

„A dlaczego zrobili to po cichu, bez powiadomienia opinii publicznej lub mediów głównego nurtu? Jestem raczej pewien, że mi nie powiedzą, więc będę spekulować: to dlatego, że nie chcieli, żeby ktokolwiek wiedział. Innymi słowy, szczepionka na COVID poważnie okaleczyła wielu pilotów, a FAA o tym wie i nic nie powiedziała, ponieważ to mogłoby ostrzec cały kraj, że szczepionki są niebezpieczne. A tego nie wolno robić”.

Jako pasażerowie linii lotniczych słyszeliśmy niewiele lub nie słyszeliśmy nic, żadnych raportów na temat liczby pilotów, którzy zasłabli podczas lotu komercyjnymi samolotami pasażerskimi. Ale jest ich wielu. Mała próbka obejmuje lot Gulf Air z 22 listopada na trasie z Bahrajnu do Paryża, zmuszony do awaryjnego lądowania. Pilot został uznany za zmarłego. Nowo zatrudniony pilot American Eagle, kapitan Patrick Ford, zmarł podczas lotu z Chicago do Columbus 25 listopada, podczas gdy kapitan American Airlines, Bob Snow, miał zawał serca spowodowany arytmią podczas zbliżania się do lotniska w Dallas. Stracił przytomność po wylądowaniu i natychmiast był reanimowany elektrowstrząsami.

Podczas gdy FAA wyrzuca bezpieczeństwo pasażerów i zdrowie pilotów ze swoich dążeń i imperatywów funkcjonowania, aby kontynuować działalność, kierownictwo linii lotniczych i rządowe organy regulacyjne nie mogą twierdzić, że nie zostali ostrzeżeni. W grudniu 2021r. grupa lekarzy, prawników i rzeczników praw obywatelskich wysłała pismo jasno opisujące zagrożenia stwarzane przez zaszczepionych pilotów.

„Mówiąc prościej, każdy pilot latający teraz, który został zaszczepiony w USA, prawie na pewno nie otrzymał szczepionki zatwierdzonej przez FDA, ponieważ dostępne szczepionki J&J, Pfizer i Moderna nie zostały jeszcze zatwierdzone przez FDA. A nawet gdyby tacy piloci otrzymali szczepionkę zatwierdzoną przez FDA, zgodnie z odpowiednimi przepisami federalnymi, piloci nadal nie powinni latać przez kolejne 12 miesięcy – do czasu, gdy minie „co najmniej rok doświadczenia po wprowadzeniu do obrotu” po wstępnym zatwierdzeniu przez FDA.

„Powodu tego nie da się przecenić: historia i zdrowy rozsądek wskazują, że musi upłynąć dużo czasu po zatwierdzeniu przez FDA, aby upewnić się, że nowe produkty medyczne nie będą powodować działań niepożądanych (tak jak w przypadku talidomidu i glifosatu). Jest to szczególnie ważne, gdy osoby otrzymujące takie nowe, eksperymentalne produkty medyczne spędzają znaczną ilość czasu na dużych wysokościach i kontrolują duże jednostki przewożące setki pasażerów, z których wszyscy mogą zginąć lub doznać poważnych obrażeń w przypadku, gdy u pilotującego występuje niepożądane dla zdrowia zdarzenie”.

To może być tylko kwestią czasu, zanim dojdzie do katastrofalnego wypadku lotniczego z powodu niekorzystnego zdarzenia zdrowotnego u pilota. Ale zniszczenia prawdopodobnie zamaskują dowody, więc jest całkiem możliwe, że nigdy się nie dowiemy.

______________

Deadly Skies: FAA Moves Medical Goalposts for Pilots – Putting Your Life At Risk, Miranda Sellick, January 22, 2023

−∗−

Powiązane tematycznie:

Air News czyli przegląd doniesień lotniczych [06.2021r]
Lekkomyślność i nieodpowiedzialność na skalę, która oszałamia. Teraz będziemy musieli poczekać i zobaczyć, co stanie się z zaszczepionymi osobami, aby uzyskać prawdziwy obraz krzywdy, która im została wyrządzona. […]

______________

„AIRmageddon” czyli pilot z nami nie poleci [2022]
Dane pokazują, że w ciągu pierwszych 7 miesięcy od wprowadzenia tej tak zwanej szczepionki przeciw COVID, odnotowano 20 razy więcej zdarzeń niepożądanych i 23 razy więcej zgonów zgłoszonych w związku […]

______________

Tsunami zgonów czyli trzy krótkie filmy o…
Prokuratura Europejska (EPPO) wszczęła dochodzenie w sprawie zakupów szczepionek przeciwko koronawirusowi przez UE, co prawdopodobnie zwróci uwagę na rolę w tej sprawie przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. […]

=============================

Z”ostrożności procesowej” [piękney awrot sądowy] zpytałem kontrolre lotów, pisarza Sławomira M. Kozaka. Oto odpowiedź: „W pełni zgadzam się z tezami zawartymi w artykule. Pisałem zresztą o tym wielokrotnie i ostrzegałem, że takie będą efekty. A wszystko dopiero przed nami.

ONI – mają pełną świadomość tych zagrożeń.

Wpływy kosmiczne i inne

Wpływy kosmiczne i inne

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  24 stycznia 2023 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5325

Rosyjski historyk Lew Gumilow twierdził, że przyczyną zjawiska, które określał mianem „pasjonarności”, są wpływy kosmiczne. Do takiego wniosku doszedł badając m.in. cywilizację Wielkiego Stepu. Naród przez stulecia pogrążony w letargu, wegetujący politycznie, nagle w przeciągu jednego pokolenia nabiera wigoru, wydaje z siebie przywódców wyciskających krew z ziemi i budujących imperia – w potem znów na stulecia pogrąża się w letargu. Wyobrażam sobie jak z tej konkluzji Gumilowa muszą naigrawać się uczeni politologowie, chociaż z drugiej strony trudno tak od razu mu zaprzeczyć.

Na przykład kiedy tylko Ziemia zaczyna wykonywać kolejny, czwarty obrót dookoła Słońca, ludzie w wielu krajach dostają małpiego rozumu, skaczą sobie do oczu, albo i do gardeł z powodu konieczności obsadzenia miejsc w parlamencie, do którego na ogół trafiają te same osoby, cieszące się zaufaniem bezpieki, albo – w niektórych krajach – armii. Nie istnieje żaden obiektywny powód, by wyjaśnić ten powszechny amok, podczas gdy wpływ kosmiczny jest tu widoczny gołym okiem, więc nikomu, a już zwłaszcza politologom trochę pokory by nie zaszkodziło.

Tym bardziej, że w Polsce mamy do czynienia ze zjawiskiem, nie tylko noszącym znamiona trwałości, ale w dodatku wykazującym skłonność do ekspansji. Mam na myśli amok, jaki od kilku lat ogarnia środowisko niezawisłych sędziów. Również w tym przypadku wpływów kosmicznych z góry wykluczyć nie możemy, chociaż wcześniej warto by wyjaśnić kilka innych okoliczności. Jak pamiętamy, wywodzące się z komunistycznego wywiadu wojskowego, zinfiltrowanego przez GRU, w „wolnej Polsce” Wojskowe Służby Informacyjne, działały oficjalnie do września 2006 roku.

W ciągu tych 16 lat werbowały sobie agenturę i to nie w środowisku gospodyń domowych, tylko w środowiskach wywierających wpływ na życie publiczne, a więc tworzących aparat władzy, kontrolujących kluczowe segmenty gospodarki, decydujących o śledztwach, wydających wyroki, no i produkujące masowe nastroje. Ilu takich konfidentów np. w środowisku sędziowskim WSI zwerbowały – tego nie wiemy, ale domyślamy się, że wszyscy oni pozostali na swoich stanowiskach, albo awansowali, dzięki czemu oficjalna nieobecność WSI jest tylko wyższą formą obecności, która umożliwia ręczne sterowanie poszczególnymi segmentami życia publicznego. Niezależnie do tego ABW prowadziła operację „Temida”, której celem był werbunek agentury właśnie w środowisku sędziowskim. Z tych względów można podejrzewać, że środowisko to jest przesycone agenturą, jak żadne inne, o czym można było pośrednio wnioskować np. przy okazji Amber Gold. A ponieważ bezpieczniacy nasi u progu transformacji ustrojowej asekuracyjnie przewerbowali się na służbę do bezpieki naszych obecnych sojuszników, to jest rzeczą pewną, że tamtejsze centrale wywiadowcze mają wpływ na funkcjonowanie środowisk przesyconych agenturą. Poszlaką, która by na to wskazywała, są środowiska sędziowskie, które zaangażowały się w nawet specjalnie nie ukrywaną operację „ulica i zagranica”, prowadzoną przez Volksdeutsche Partei.

Obecnie bisurmanić zaczęli się również sędziowie Trybunału Konstytucyjnego, który dotychczas był potępiany nie tylko przez zdominowane przez niemieckie owczarki instytucje Unii Europejskiej, ale i przez Judenrat „Gazety Wyborczej”. W tym przypadku bisurmaństwo rozwija się na tle pragnienia wysadzenia z siodła pani prezes TK Julii Przyłębskiej i zajęcia jej miejsca. Wprawdzie i tu pewne ślady prowadzą do bezpieki, ale trudno w tym wszystkim dostrzec jakieś motywy ideowe, a tylko zwyczajne kły i pazury. Z kolei Sąd Najwyższy sprawia wrażenie rozsadnika zarazy, bo stamtąd właśnie rozchodzą się, przechwytywane następnie przez unijne instytucje, a w końcu rykoszetem wracające w postaci finansowego szantażu pomysły „testowania niezawisłości”. Chodzi o to, by jedni sędziowie mogli podważać niezawisłość, a zatem i legalność innych sędziów, co musiałoby skutkować unieważnianiem wszystkich orzeczeń zapadłych przynajmniej z ich udziałem, czyli kompletnym chaosem. Bardzo możliwe, że wielu przedstawicieli środowiska dostrzegło w tym szansę na nieograniczone i bezkarne korumpowanie się, ale niezależnie od tego oznaczałoby to destabilizację państwa o skutkach trudnych do przewidzenia. Wprawdzie na podstawie doświadczeń z wymiarem sprawiedliwości nie mam zbyt wysokiego mniemania na temat poziomu etycznego sędziów, ale przecież są to ludzie wykształceni, inteligentni i spostrzegawczy, więc nie ma możliwości, by nie zauważali skutków tych pomysłów, Skoro tedy zauważają, ale się przy nich upierają, to podejrzenia o agenturalną motywację są jak najbardziej uzasadnione.

Jakby tego wszystkiego było mało, ustawa z 8 grudnia 2017 roku o Sądzie Najwyższym przewiduje udział w niektórych rodzajach postępowania przed Sądem Najwyższym ławników Sądu Najwyższego. Jednym z warunków, jakie ustawa stawia ławnikowi jest „nieskazitelność charakteru”. Nawiasem mówiąc, taki sam warunek powinien spełniać każdy sędzia, ale – jak mówił pan Ignacy Rzecki z „Lalki” – „co tam marzyć o tem!” Tych ławników wybiera senat w głosowaniu jawnym. No i jesienią ub roku Senat wybrał 30 ławników Sądu Najwyższego. Powinni oni objąć swoje obowiązki od 1 stycznia 2023 roku, ale większość , to znaczy – 26 spośród nich nie może, ponieważ pani Pierwsza Prezes Małgorzata Manowska nie chce odebrać od nich ślubowania, co jest warunkiem sine qua non objecia funkcji.

Rzecz w tym, że tych 26 ławników wskazał Komitet Obrony Demokracji, który na naszej politycznej scenie pojawił się w roku 2016, kiedy to Komisja Europejska w styczniu 2016 roku podjęła wobec Polski bezprecedensową procedurę „badania stanu demokracji” i firmował wszystkie zadymy w ramach operacji „ulica i zagranica”. Pojawienie się KOD uważam za poszlakę wskazującą na agenturalny charakter tego przedsięwzięcia, a dodatkową ilustracją na to wskazującą jest okoliczność, że kiedy tylko Nasza Złota Pani, po fiasku „ciamajdanu” w grudniu 2016 roku i wizycie w Warszawie 7 lutego 2017 roku, przestała angażować się w walkę o demokrację w Polsce a postawiła na „praworządność”, KOD natychmiast stracił rozpęd, a jego lider, pan Mateusz Kijowski, po oskarżeniach o malwersację, w ogóle zniknął z politycznej sceny. Ale ofiarnych bojowników trzeba było jakoś nagrodzić, bo „ludzi krzywdzić nam nie wolno”, więc zdominowany przez Volksdeutsche Partei Senat wysunął ich na ławników, pewnie również w nadziei, że będą w SN blokowali postępowania dyscyplinarne, a przynajmniej o nich donosili. Tego się domyślam, bo pani prezes Manowska podejrzewa to 26-osobowe grono o nieposiadanie „nieskazitelnego charakteru”, w co chętnie wierzę.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Kiedy hierarchowie Kościoła wyjaśnią, jakie intrygi i spiski wyniosły na tron tego, który działa jako sługa sług szatana. + Carlo Maria Viganó.

Kiedy hierarchowie Kościoła wyjaśnią, jakie intrygi i spiski wyniosły na tron tego, który działa jako sługa sług szatana. + Carlo Maria Viganó.
https://remnantnewspaper.com/web/index.php/fetzen-fliegen/item/6349-vigano-homily-on-the-feast-of-the-chair-of-saint-peter-in-rome
Nadejdzie dzień, kiedy hierarchowie Kościoła wyjaśnią, jakie intrygi i spiski wyniosły na tron tego, który działa jako sługa sług szatana, i dlaczego z lękiem wspierali jego ekscesy lub stawali się wspólnikami tego pełnego pychy, heretyckiego tyrana.

===================================
Boże, powierzając Swojemu Apostołowi, Świętemu Piotrowi, klucze Królestwa Niebieskiego, udzieliłeś mu arcykapłańskiej władzy wiązania i rozwiązywania, spraw przeto, abyśmy za jego przyczyną wyzwolili się z więzów swoich grzechów

Kolekta z Mszy o Święcie Katedry Św. Piotra Apostoła

Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus!

Dzisiaj Kościół Rzymski obchodzi Święto Katedry Świętego Piotra. Władza, jaką Nasz Pan powierzył Księciu Apostołów, znajduje w Katedrze swój symbol i wyraz. Ślady tego święta odnajdujemy już w III wieku, ale dopiero w 1588 roku, w czasach herezji luterańskiej, Paweł IV postanowił, że święto Katedry qua primum Romæ sedit Petrus (na której pierwszy zasiadał w Rzymie Piotr) będzie obchodzone 18 stycznia, w odpowiedzi na negowanie obecności Apostoła w Rzymie. Inne święto Katedry Św. Piotra, obchodzone jest przez Kościół powszechny 22 lutego, na pamiątkę założenia przez Św. Piotra pierwszej diecezji w Antiochii.

Pozwolę sobie zwrócić uwagę na ten ważny aspekt. Podobnie jak organizm ludzki wytwarza przeciwciała, gdy pojawia się choroba, aby ją pokonać, gdy zostanie zainfekowany; tak też  Kościół broni się przed zarażeniem błędem, gdy ten się pojawia, zaznaczając z większą stanowczością te aspekty dogmatu, które są zagrożone herezją. Z tego powodu, Kościół z wielką mądrością, ogłaszał prawdy wiary w pewnych okresach, a nie wcześniej, ponieważ prawdy te były dotychczas wyznawane przez wiernych w mniej wyraźnej i wyartykułowanej formie i nie było jeszcze potrzeby ich precyzowania.

Święte kanony Ekumenicznego Soboru Nicejskiego były odpowiedzią na ariańskie zaprzeczenia Boskiej natury naszego Pana, a ich echem są wspaniałe kompozycje starożytnej liturgii. Odpowiedzią na zanegowanie ofiarnego charakteru Mszy Świętej, transsubstancjacji, sufragmentów (wstawiennictwo za Dusze czyśćcowe – dop. tłumacza) i odpustów były święte kanony Soboru Trydenckiego, a wraz z nimi także wzniosłe teksty liturgiczne. Dzisiejsze święto jest odpowiedzią na antypapieskie zaprzeczenie założenia diecezji rzymskiej przez Apostoła Piotra. Święto zostało ustanowione przez Pawła IV właśnie po to, aby powtórzyć prawdę historyczną kwestionowaną przez protestantów i wzmocnić doktrynę, która się z niej wywodzi.

Prawie wszystko, co Mistyczne Ciało Chrystusa mądrze rozwijało przez wieki – a szczególnie w drugim tysiącleciu ery chrześcijańskiej – wzrastając harmonijnie jak dziecko, które dorasta i umacnia się w ciele i duchu, zostało teraz świadomie zaciemnione i ocenzurowane. Dokonano tego pod zwodniczym pretekstem powrotu do pierwotnej prostoty chrześcijańskiej starożytności, w niewypowiedzianym celu zafałszowania Wiary katolickiej. Wszystko po to,  aby zadowolić wrogów Kościoła.
Jeśli weźmiecie do ręki Mszał Montiniego, nie znajdziecie w nim wyraźnych herezji; ale jeśli porównacie go z tradycyjnym Mszałem, przekonacie się, że pominięto tam wiele modlitw skomponowanych w obronie Prawdy Objawionej. Spowodowało to, że Msza Reformowana stała się możliwa do przyjęcia nawet przez luteranów, co sami przyznali po promulgowaniu tego zgubnego i wieloznacznego obrządku. Na dowód tego, nawet Święta Katedr Św. Piotra w Rzymie i Antiochii zostały połączone w jedno, w imię „kultury unieważniania” , którą sekta modernistyczna zaadoptowała w sferze kościelnej na długo przed tym, jak „przebudzona” lewica przywłaszczyła ją sobie w przestrzeni świeckiej.
Dziś celebrujemy chwałę papiestwa, której symbolem jest Cathedra Apostolica,  artystycznie skomponowana przez geniusz Berniniego, na ołtarzu absydy Bazyliki Watykańskiej, nad którą dominuje alabastrowe okno przedstawiające Ducha Świętego i której strzegą czterej Doktorzy Kościoła: Święty Augustyn i Święty Ambroży dla Kościoła łacińskiego, Święty Atanazy i Święty Jan Chryzostom dla Kościoła greckiego. W pierwotnym projekcie, który pozostawał  nienaruszony przez wieki, tron Św. Piotra znajdował się nad ołtarzem.  Jednak niszczycielska furia innowatorów nie oszczędziła nawet tej aranżacji, przenosząc go między absydę a baldachim Konfesji. 
A jednak właśnie w architektonicznej jedności ołtarza i tronu – która dziś została celowo wymazana – odnajdujemy fundament doktryny o Prymacie Piotra, którym to fundamentem jest Chrystus – lapis angularis(kamień węgielny). Dlatego też ołtarz ofiarny, który jest symbolem Chrystusa, również wykonany jest z kamienia.
Dzisiaj celebrujemy papiestwo w historycznym momencie poważnego kryzysu i apostazji, która uniosła się nawet do wysokości Tronu, na którym po raz pierwszy zasiadał Piotr.  Podczas gdy łamane są nasze serca, gdy rozważamy ruiny spowodowane dewastacją innowatorów, ze szkodą dla wielu dusz i chwały Boskiego Majestatu; podczas gdy błagamy  Nieba o światło, które pozwoli nam zrozumieć, jak połączyć obietnicę Naszego Pana Non prævalebunt z nieustannym strumieniem herezji i skandali szerzonych przez tego, którego Opatrzność zadała nam na czele Kościoła jako karę za grzechy popełnione przez Hierarchię w ostatnich dziesięcioleciach; podczas gdy widzimy podział na tych, którzy łudzili się, że mają jeszcze papieża zamkniętego w klasztorze…i schizmę w diecezjach Europy Północnej z ich niegodziwą drogą synodalną, tak mocno pożądaną przez Bergoglio… przypomnijmy sobie  proroctwo Leona XIII , które zechciał umieścić w modlitwie egzorcyzmu przeciwko szatanowi i  aniołom apostazji. Są to straszne słowa, które w tamtych czasach musiały brzmieć niemal skandalicznie, ale które dziś rozumiemy w ich nadprzyrodzonym sensie:
„Ci najsprytniejsi wrogowie są przepełnieni i upici goryczą wobec Kościoła, Oblubienicy niepokalanego Baranka, i położyli swoje bezbożne ręce na tym co ma najświętsze.
W samym Świętym Miejscu, gdzie ustanowiono Stolicę Św. Piotra i Tron Prawdy jako światło świata, wyniosą na tron swoją ohydną bezbożność, z niecnym planem, że kiedy uderzą w Pasterza, rozpierzchną się owce.

To nie są przypadkowe słowa: zostały napisane po tym, jak Leon XIII, pod koniec Mszy, miał wizję, w której Pan dał szatanowi okres około stu lat, aby sprawdził ludzi Kościoła. Są one echem przesłania Najświętszej Dziewicy w La Salette, pięćdziesiąt lat wcześniej: „Rzym utraci wiarę i stanie się siedzibą Antychrysta”, i poprzedzają o niewiele ponad dekadę, trzecią część tajemnicy fatimskiej, w której, według wszelkiego prawdopodobieństwa, Matka Boża przepowiedziała apostazję Hierarchii wraz z Soborem Watykańskim II i reformą liturgiczną.
Wierni na przestrzeni wieków mogli spoglądać na Rzym jako latarnię prawdy. Żaden papież, nawet ten najbardziej kontrowersyjny w historii,  Aleksander VI, nigdy nie ośmielił się uzurpować sobie świętej władzy apostolskiej w celu zburzenia Kościoła, zafałszowania jego Magisterium, zepsucia jego moralności i zbanalizowania jego liturgii. Pośród najbardziej tragicznych burz, Tron Piotrowy pozostawał niewzruszony i pomimo prześladowań, nigdy nie zawiódł w wypełnianiu pełnomocnictwa powierzonego mu przez Chrystusa: Paś baranki moje. Paś owce moje (J 21,15-19).
 Obecnie, i to już od dziesięciu lat, karmienie trzody Pańskiej jest uważane przez tego, który obecnie zajmuje Tron Piotrowy za „patetyczne  głupstwo”, a polecenie, które Pan dał Apostołom – Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je zachowywać wszystko, co wam przykazałem (Mt 28: 19-20) – jest postrzegane jako godny ubolewania „prozelityzm”, tak jakby boska misja Kościoła Świętego była przyrównana do heretyckiej propagandy sekt. 

Powiedział on to 1 października 2013;  powtórzył 6 stycznia 2014; 24 września 2016; 3 maja 2018; 30 września 2018; 6 czerwca 2019; 20 grudnia 2019; 25 kwietnia 2020, i ponownie zaledwie tydzień temu 11 stycznia 2023. I oto upada ostatni, gasnący ślad SW II, który uczynił „misję” [missionarietà] swoim hasłem przewodnim, nie rozumiejąc, że aby głosić Chrystusa pogańskiemu światu, trzeba przede wszystkim wierzyć w nadprzyrodzone prawdy, których nauczył On Apostołów i których Kościół ma obowiązek wiernie strzec. Rozwadnianie doktryny katolickiej, wyciszanie jej i zdradzanie, aby zadowolić mentalność czasów w jakich żyjemy, nie jest dziełem wiary, ponieważ ta cnota opiera się na Bogu, który jest Najwyższą Prawdą. Nie jest też dziełem nadziei, ponieważ nie można mieć nadziei na zbawienie lub pomoc Boga, którego Objawienie i zbawczą miłość się odrzuca. Nie jest też dziełem miłości, ponieważ nie można kochać Tego, któremu w istocie się zaprzecza.

Na czym polega ta rana, która dotknęła Kościół, umożliwiając apostazję Hierarchii, do tego stopnia, że powoduje ona zgorszenie nie tylko u katolików, ale także u innych ludzi na świecie? Jest to nadużycie władzy. Jest to przekonanie, że władza pochodząca od Boskiego Autorytetu może być realizowana w celu zupełnie przeciwnym do tego, w jakim przez ten Autorytet została powołana. Jest to zajmowanie miejsca Boga, uzurpowanie sobie Jego najwyższej władzy do decydowania o tym, co jest słuszne, a co nie, decydowanie o tym, co można jeszcze powiedzieć ludziom, a co, imię postępu i ewolucji, należy uznać za staroświeckie lub przestarzałe. 

 Jest to używanie mocy Świętych Kluczy do rozwiązywania tego, co powinno być związane i wiązania tego, co powinno być rozwiązane. Polega to na niezrozumieniu tego, że władza należy do Boga i do nikogo innego, i że zarówno władcy państw, jak i hierarchowie Kościoła są hierarchicznie poddani Chrystusowi Królowi i Najwyższemu Kapłanowi. Krótko mówiąc, jest to oddzielanie Tronu od Ołtarza, oddzielenie sługi i pełnomocnika od władzy Tego, który czyni tę władzę świętą, zatwierdzoną góry, ponieważ posiada jej pełnię i jest jej Boskim źródłem.

Wśród tytułów Papieża Rzymskiego, obok Christi Vicarius( Wikariusz Chrystusa), pojawia się także Servus servorum Dei (Sługa Sług Bożych). Jeśli pierwszy z nich został lekceważąco odrzucony przez Bergoglio, to jego decyzja, by zachować ten drugi, brzmi jak prowokacja, co pokazują jego słowa i czyny. Nadejdzie dzień, kiedy hierarchowie Kościoła zostaną poproszeni o wyjaśnienie, jakie intrygi i spiski wyniosły na tron tego, który działa jako sługa sług szatana, i dlaczego z lękiem wspierali jego ekscesy lub stawali się wspólnikami tego pełnego pychy, heretyckiego tyrana.
Niech drżą ci, którzy to wiedzą, a mimo to milczą, z fałszywego poczucia roztropności. Swoim milczeniem nie chronią honoru Kościoła Świętego, ani nie chronią wiernych przed zgorszeniem. Przeciwnie, pogrążają Oblubienicę Baranka w hańbie i poniżeniu, a wiernych odsuwają od Arki Zbawienia w chwili Potopu.
Módlmy się, aby Pan raczył obdarzyć nas świętym papieżem i świętymi władcami. Błagajmy Go, aby położył kres tej udręce, dzięki której – jak każdemu wydarzeniu dozwolonemu przez Boga – rozumiemy teraz lepiej, jak fundamentalne jest owo „instaurare omnia in Christo”, ustanowienie wszystkiego w Chrystusie.

Jak piekielny – dosłownie – jest świat, który odrzuca Panowanie Chrystusa, i o ile jeszcze bardziej piekielna jest religia, która z pogardą odziera się ze swoich królewskich szat – szat unurzanych Krwią Baranka na Krzyżu – aby stać się sługą możnych, Nowego Porządku Świata, sekty globalistów. Tempora bona veniant. Pax Christi veniat. Regnum Christi veniat – Nadchodzą dobre czasy. Niech nastąpi Pokój Chrystusa. Niech nadejdzie Królestwo ChrystusoweAmen

+ Carlo Maria Viganó, Arcybiskup
18 stycznia 2023
Na Święto Katedry Św. Piotra Apostoła, na której po raz pierwszy zasiadał w Rzymie
tłum. Sławomir Soja

Dzieci pierdoły. Hodujemy zombie, które nie wiedzą kim są i dokąd zmierzają

Dzieci pierdoły. Hodujemy zombie, które nie wiedzą kim są i dokąd zmierzają

Rafał Drzewiecki https://forsal.pl/artykuly/892182,dzieci-pierdoly

Dzieci pierdoły. Hodujemy zombie, które nie wiedzą kim są i dokąd zmierzają. Żyją w tyranii optymizmu, przekonane, że mogą wszystko, że mają równe szanse, że wystarczy chcieć, by mieć. A nie potrafią poradzić sobie nawet z komarem, a co dopiero z krytyką czy wzięciem odpowiedzialności za innych.

=====================

„Witam, czy wasze dzieci były na obozie harcerskim? Wszystko OK, tylko przerażają mnie te namioty w środku lasu. A co w sytuacji, jak jest burza?” – pyta Beata na internetowym forum pod hasłem „Obóz harcerski”. „Namioty namiotami. Moje dziecko zraziło się w zeszłym roku brakiem higieny. Syf, brud, kąpiele sporadyczne, wróciła totalnie brudna” – odpowiada jej Zofia. Tę bezradność rodziców i dzieci potęgują obecne przepisy. Rok temu sanepid chciał zamknąć obóz harcerski koło Ustki, bo nie było tam elektryczności. Dwa lata temu w Bieszczadach kazano organizatorom obozu survivalowego pociągnąć rurami wodę z ujęcia oddalonego o trzy kilometry. W sumie trudno się więc dziwić, że w styczniu tego roku wychowawca zimowiska koło Karpacza zorganizował zamiast ogniska „świecznisko” w świetlicy, bo na zewnątrz było minus 10 stopni i dzieciaki poskarżyły się rodzicom, że nie chcą marznąć, a ci zagrozili opiekunowi interwencją w kuratorium, jeśli nie odwoła „niebezpiecznej zabawy”.

– Jak zaczynałem przygodę z harcerstwem, wiele lat temu, obozy przygotowywaliśmy od zera. W las pierwsi jechali najbardziej sprawni i silni harcerze, cięli siekierkami drzewa, kopali latryny, myli się w górskim lodowatym strumieniu. Cały obóz budowaliśmy własnymi rękoma. Nikt się nie zastanawiał, czy jajka na jajecznicę zostały wyparzone w „wydzielonym, oznakowanym stanowisku wyparzania jaj”. Dzisiaj nie wolno dać młodemu siekiery, bo jest narzędziem niebezpiecznym, witki nie można uciąć, bo drewno się kupuje w nadleśnictwie. Zamiast dziury w ziemi są wypożyczane toi toie, a każdy garnek czy półka w magazynie muszą być sprawdzone przez armie kontrolerów z sanepidu, gmin i przeróżnych straży. Obozy stawiają profesjonalne firmy, a dzieciaki przyjeżdżają na gotowe, zamiast plecaków mają walizki na kółkach, repelenty i kremy do opalania – opowiada były już harcmistrz z podwarszawskiej miejscowości. Woli pozostać anonimowy, bo dorabia, choć tylko okazjonalnie i nieharcersko, na letnich obozach dla młodzieży.

– Przyjeżdżają takie potworki przekonane o swojej wyjątkowości, mądrości i zaradności, a wrzeszczą w panice, jak zobaczą osę czy komara. Na byle uwagę wychowawcy od razu dzwonią do mam i tatusiów ze skargą, a ci z pretensjami do nas. Cholera mnie bierze, ale cóż poradzić, klient nasz pan. No to robię im ognisko w pokoju na ekranach ich tabletów, bo dym z płonących szczap gryzłby ich w oczy – tłumaczy.

Z łezką w oku czyta dziś w necie wspomnienia ludzi z jego pokolenia, jak w latach 80. wcinali jagody bez strachu, że chory lis je obsikał. Teraz jest psychoza, więc na wszelki wypadek dzieci do lasu nie wysyła się w ogóle, dlatego przerażają je pająki, komary czy osy, a z grzybów znają tylko pieczarki. Z rozrzewnieniem przypomina sobie, jak ganiał w krótkim rękawku w deszcz, przeziębił się i babcia dała mu miód ze spirytusem, cytryną i czosnkiem, i nikt nie oskarżył babci o rozpijanie młodzieży, a on wstał następnego dnia zdrów jak ryba. Dziś na lekki ból gardła dzieciaki dostają antybiotyki, a po złamaniu palca zwolnienie na cały rok z WF. Nikt mu nie pomagał odrabiać lekcji, bo musiał się uczyć sam, a za błędy ortograficzne ojciec go po kilku ostrzeżeniach w końcu sprał, bo tłumaczenie nieuctwa dysgrafią nie było wtedy tak postępowe jak dziś. Gdy z kumplami poszli nad jezioro, nie było ratowników, społecznych kampanii ostrzegających przez skakaniem na główkę i jakoś ani on, ani żaden z jego znajomych karku nie skręcił. A skakali do wody z wysokiego brzegu aż miło. Gdy rozbił nos na rowerze, ciężkim, stalowym składaku bez przerzutek i profilowanych opon, w szkole sińce pod oczyma nie zaalarmowały wychowawców i do rodziców nie przyjechała z interwencją opieka społeczna w obstawie policji. Teraz miałby rozmowę z psychologiem, która uświadomiłaby mu, że jest wrażliwym człowiekiem, z pełnymi prawami i nie wolno nikomu przekraczać jego prywatnej strefy, więc jeśli rodzice go biją, powinien to zgłosić.

– Gdy dostałem manto od silniejszego zabijaki z podwórka i wróciłem zapłakany do domu, ojciec powiedział, żebym się nie mazgaił, bo mężczyzna musi stawiać czoła przemocy. Siłą. Czasami przegram, czasami wygram, ale takie jest życie. A następnego dnia pojechaliśmy do klubu sportowego, gdzie zapisał mnie na boks – opowiada.

„Kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak nas należy »dobrze« wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu” – takie wspomnienia w internecie młodzi czytają dziś jak bajkę o żelaznym wilku.

Ale dwie lewe ręce mają nie tylko najmłodsi. W domach gniją całe pokolenia niedorajdów, włącznie z trzydziestolatkami, przekonanymi, że guzika w koszuli nie da się przyszyć bez certyfikatu krojczego. I nie jest to pusta konstatacja autora tego tekstu w myśl przekonania każdego dorosłego, że „za moich czasów młodzież była bardziej zaradna”, tylko wyniki naukowych analiz. Gdziekolwiek spojrzeć, jest gorzej, niż było.

Jaka jest kondycja dzieci i młodzieży w Polsce?

Naukowcy Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie od wielu lat badają kondycję fizyczną polskiej młodzieży. Ich wnioski są zatrważające: 30 lat temu dzieciaki były znacznie bardziej sprawne niż ich rówieśnicy obecnie. Uczniowie szkół podstawowych z miejsca skakali w dal 129 cm, dzisiaj skoczą najwyżej metr. 600 m przebiegali dawniej średnio w 3 minuty i 5 sekund, teraz wloką się 40 sekund wolniej. Ale prawdziwy dramat widać w sile – kiedy nie było jeszcze internetu, uczeń potrafił w zwisie wytrzymać 17 sekund, teraz zaledwie 7.

O załamaniu sportowych wyników mówią też trenerzy – mimo specjalistycznych planów wysiłkowych, nowoczesnego sprzętu i odzieży, ogólnodostępnych siłowni czy placów do ćwiczeń osiągnięcia sportowe są – delikatnie mówiąc – mizerne. I to mimo że sport uprawia dziś dwa razy więcej osób niż 20–30 lat temu. Tyle że to ćwiczenia tylko do pierwszego potu. Psycholodzy mówią o syndromie nadmiaru możliwości i wynikającego z tego braku wytrwałości. Młodzi rezygnują z doskonalenia się w danej dziedzinie, jeśli tylko napotkają pierwszą trudność. Od razu próbują nowych rzeczy. W konsekwencji mamy mnóstwo nowych dyscyplin, hobby czy możliwości spędzania wolnego czasu. Wszystko to jednak robią po łebkach, żeby tylko zaliczyć, żeby się pokazać na słitfoci w portalu społecznościowym. To powierzchowne próbowanie wszystkiego oznacza, że tak naprawdę nie potrafią niczego.

– Dziś żyjemy w świecie panoptykonu, o którym mówił Michel Foucault, więzienia, w którym wszyscy wszystkich obserwują. Dążymy więc do tego, by się pokazać z jak najlepszej strony. Cokolwiek zaczynamy robić, robimy już nie tyle dla siebie, co dla poklasku, dla pokazania innym. Nie biegamy już dla zdrowia, dla kondycji, tylko żeby pokonywać kolejne dystanse, bić kolejne rekordy, które od razu wrzucamy do internetu. Podobnie jak jazda na rowerze czy ćwiczenia w siłowni. Jednak ten imperatyw ciągłego zdobywania sukcesu powoduje, że zawsze jesteśmy przegrani. Bo jeśli tylko na tym budujemy system własnej wartości, wystarczy drobne potknięcie, żeby ta cała psychologiczna konstrukcja się zawaliła. I wtedy stajemy się bezradni – tłumaczy psycholog Małgorzata Osowiecka z Uniwersytetu Humanistyczno-społecznego w Sopocie.

Podczas zeszłorocznych wykładów w The Royal Institution w Londynie prof. Danielle George z Uniwersytetu w Manchesterze przedstawiła badania, z których wynika, że młodzi, ale już dorośli ludzie stali się uzależnieni od gotowych rozwiązań technologicznych oferowanych przez rynek. W przypadku domowej awarii nawet nie próbują sami naprawić zepsutego kontaktu czy przerwanego kabla odkurzacza. Ba, większość z nich uważa, że urządzenia „po prostu działają”, i nie ma pojęcia, co robić, jak się coś z nimi stanie. Najczęstszymi rozwiązaniami są wezwanie na pomoc specjalistycznej firmy albo wymiana niedziałającego urządzenia na nowe. Kto bogatemu zabroni, ale problem polega na tym, że pytani przez badaczy, czy pomyśleli o naprawie, przylutowaniu zerwanego kabelka, nie zdawali sobie nawet sprawy, że tak można. Pochłonął ich świat jednorazówek.

Czy warto być supermanem?

Dla tego jednak, kto sądzi, że taka życiowa postawa pierdoły to domena osób niezbyt lotnych, kubłem zimnej wody niech będą słowa prof. Jonathana Droriego, który podczas konferencji naukowej TED (Technology, Entertainment and Design) w Kalifornii, organizowanej przez amerykańską organizację non profit Sapling Foundation, opowiedział o eksperymencie przeprowadzonym kilka lat temu w Instytucie Technologicznym w Massachusetts (MIT), uważanym za jedną z najbardziej prestiżowych uczelni na świecie. Naukowcy odwiedzili świeżo upieczonych inżynierów z MIT i zapytali, czy można zapalić żarówkę za pomocą baterii i drutu. – Zapytaliśmy: umiecie to zrobić? Powiedzieli, że to niemożliwe. I nie wyśmiewam tu Amerykanów. Tak samo jest w Imperial College w Londynie – opowiadał rozbawionym słuchaczom prof. Drori.

Lecz to śmiech przez łzy, bo to przecież ci młodzi ludzie niebawem przejmą, a nawet już przejmują stery rządów, gospodarek, bo to oni zaczynają decydować o kierunkach rozwoju świata. Tymczasem dochowaliśmy się, i nadal tak wychowujemy, rzeszy wydmuszek nasączonych wiedzą, z której nie potrafią skorzystać, o skorupkach tak słabych, że pękają od pierwszego niepowodzenia, ba – od niepochlebnej opinii czy krytyki. Inżynierowie z MIT z pewnością doskonale poradzą sobie z odczytaniem schematów silników rakietowych, ale mają problemy z wyzwaniami codziennego życia.

Już ponad 10 lat temu historyk literatury, eseista, profesor Uniwersytetu Gdańskiego Stefan Chwin alarmował, że błędem współczesnego modelu wychowawczego jest tyrania optymizmu, tyrania udawania, że wszystko będzie OK – tylko się starajcie i uczcie pilnie. Że wystarczy wiara, iż wszyscy mogą wszystko, że wystarczy chcieć, by móc. Jednak takie głosy rozsądku przegrały z przekonaniem, iż wszyscy są równi i mają takie same szanse, a szczęśliwy człowiek to człowiek sukcesu. – Zastąpiliśmy zasady i wartości hiper-liberalizmem, który zaprowadził nas na manowce – wskazuje prof. Joanna Moczydłowska z Politechniki Białostockiej.

Przede wszystkim równość to fikcja. Są ludzie bardziej i mniej zdolni, inteligentni i gamonie. – Ludzie są po prostu różni. Jedni mają temperament flegmatyczny, inni choleryczny. To są cechy wrodzone, niezależne od oddziaływania rodziny, szkoły czy pracodawcy. To właśnie geny decydują, dlaczego tak rozbieżne potrafią być ścieżki kariery rodzeństwa, które wychowywane było w jednym domu, w tych samych warunkach, które miało taki sam start i potencjalne możliwości środowiskowe – tłumaczy prof. Moczydłowska.

Zdolnej, inteligentnej młodzieży nie przybędzie dlatego, że udało się wmówić młodym ludziom, że mogą sięgnąć po nieosiągalne. 20 lat temu do szkół z maturą szło najwyżej 30 proc. uczniów po podstawówce. Dziś wskaźnik ten sięgnął prawie 90 proc. Na rynku pojawiła się więc armia z dyplomami, niestety zbyt często bez zdolności, umiejętności i pasji. – Wielu ludziom robimy tym krzywdę. Tej nadprodukcji magistrów rynek nie przyjmuje, rodzi się za to frustracja z niespełnienia oczekiwań, którymi ładuje się ich od najmłodszych lat. Jeśli kibol, który się spełnia, ćwicząc z ciężarkami, pozostanie w dorosłym życiu na swoim poziomie i w swoim otoczeniu, będzie żył w zgodzie z samym sobą, to z punktu widzenia psychologii jest dla wszystkich korzystne. Jeśli ulegnie ułudzie i pójdzie na studia, którym intelektualnie nie jest w stanie sprostać, będzie to groźne dla jego psychiki i otoczenia, na którym może wyładować swoją późniejszą frustrację – zauważa.

Społeczeństwo zachłysnęło się – jak to nazywają specjaliści – amerykanizacją oczekiwań, że każdy może wszystko, i napakowaniem energią do nieustannego odkrywania w sobie supermena. Sęk w tym, że imperatyw wzlatywania ponad poziomy nie ma poduszki bezpieczeństwa. W dzisiejszym świecie jest tylko jeden cel: osiągnięcie sukcesu, ale nie ma porażki. Jest tylko pochwała, ale nie ma krytyki. Jest tylko rozwiązywanie problemów, ale nie ma problemów.

Dzieciom zakłada się kaski, gdy jadą rowerem czy na nartach. Dodatkowo nakolanniki, nałokietniki i ochraniacze na dłonie – gdy zakładają rolki. Przy jeździe konnej modne stały się żółwiki, czyli ochraniacze na kręgosłup. Wszystko dla ich bezpieczeństwa. Zapomina się jednak przy tym o najważniejszym – o zrozumieniu przez dziecko konsekwencji swojego zachowania. Jeśli postąpi nierozważnie, powinno zaboleć, bo ból ostrzega i uczy. Jeśli postąpi głupio, powinno zaboleć mocno i boleć długo, bo ból to najlepszy nauczyciel. Ale nie zaboli w ogóle, bo są środki ochronne. A jeśli Jaś się nie nauczy, że prędkość na rowerze plus nieuwaga są groźne i mogą wywołać ból, Jan nie zrozumie, że szybkość auta plus nieuwaga oznacza już śmierć.

– Mnożenie zakazów i nakazów sprawia, że młodzi ludzie nie potrafią sami sobie wyznaczać granic. Nie rozumieją konsekwencji swoich czynów, nie mają kontroli nad swoim zachowaniem i postępują bezrefleksyjnie. Dlatego nawet najbardziej agresywne reklamy społeczne przedstawiające skutki zażywania dopalaczy nie będą skuteczne, bo zadziała tu mechanizm obronny – nie damy sobie rady z taką hardkorową informacją, więc musimy ją odrzucić. I młodzi niemający własnych fatalnych doświadczeń taki przekaz odrzucają – zaznacza psycholog Małgorzata Osowiecka.

– I do tego ta nieustająca nadopiekuńczość. Ostatnie badania wskazują, że już 43 proc. Polaków mieszka razem z rodzicami, a w wielu przypadkach powodem nie są wcale problemy finansowe. Tak czują się bezpieczniej, wolą pozostać pod rodzicielskim parasolem. Gdy byli mali, rodzice mówili: nie biegaj, bo się wywrócisz i stłuczesz kolano, do szkoły nosili za nich ciężkie tornistry, a teraz mówią: nie pracuj, masz jeszcze czas, my ci pomożemy. Takie ograniczanie samodzielności u dorosłego człowieka to dramat, bo on nie potrafi wziąć odpowiedzialności za siebie i innych. Rezygnuje z podejmowania wyzwań w imię trwania w sferze komfortu – przestrzega prof. Joanna Moczydłowska.

Być to być widzianym

Szklany klosz, pod którym chowamy nasze dzieci, nie wystawiając ich na trudy życia i ryzyko porażki, powoduje, że zatracają umiejętności krytycznego postrzegania rzeczywistości. W USA według sondażu przeprowadzonego przez Columbia University aż 85 proc. rodziców wierzy, że trzeba wmawiać dzieciom, iż są inteligentne, i chwalić je na każdym kroku. Tymczasem – jak przekonuje psycholog Carol Dweck – to błąd wychowawczy.

Przez 10 lat badała osiągnięcia uczniów kilkunastu szkół w Nowym Jorku. Z jej eksperymentów i analiz wynika, że dzieci, które po udanym rozwiązaniu testu były chwalone za mądrość i zdolności, szybciej osiadały na laurach i unikały kolejnych wyzwań, niż te, u których doceniano wysiłek i ciężką pracę w osiągnięcia sukcesu. Te „mądre z natury” bały się porażki przy trudniejszych zadaniach, bo podważałaby one ich wysoką samoocenę. Nie chciały się przekonać, że jednak nie są tak inteligentne, jak uważa otoczenie. A jak już podejmowały ryzyko i skończyło się to niepowodzeniem, rezygnowały z dalszych prób, by nie pogłębiać poczucia przegranej. Te zaś, których sukces był skomentowany jako efekt ciężkiej pracy, dużo chętniej sięgały po bardziej skomplikowane zadania, a niepowodzenie tylko motywowało je do dalszej pracy.

Amerykański psycholog społeczny, prof. Roy F. Baumeister z Uniwersytetu Stanowego Florydy, mówi wprost, że bezstresowe wychowanie prowadzi do spadku motywacji. Porównując zachowanie uczniów USA z rówieśnikami z Japonii i Chin, gdzie rodzice i nauczyciele stosują kary cielesne za złą naukę, doszedł do wniosku, że to właśnie stres i strach zwiększają szansę na osiągnięcie celów. Zaś sztuczne wzmacnianie u dzieci poczucia własnej wartości i puste pochwały powodują, że gdy dorastają, nie radzą sobie nawet z niewielkimi porażkami. Utożsamiają je z własnymi słabościami – przecież wszyscy są ponoć równi i każdego stać na wszystko – czują się oszukani i odreagowują niepowodzenia agresją.

Przez ostatnie lata – kontynuuje prof. Baumeister – tysiące naukowych prac rozwodziły się w samych superlatywach nad „pozytywnymi skutkami wychowywania bez stresu”, budowania w młodych poczucia własnej wartości i wysokiej samooceny, traktowanych jako lekarstwo na całe zło dojrzewania. Ograniczono, wręcz zlikwidowano krytykę, stawiając na piedestale pochwałę. Agresję dorastającej młodzieży odczytywano zaś jako próbę gwałtownego uzupełniania niskiej samooceny. Tymczasem dzisiaj okazuje się, że jest odwrotnie. Przez te lata wyhodowaliśmy „praise junkie”, uzależnionych od pochwał, którzy w zderzeniu z rzeczywistością nie umieją sobie z tym poradzić i reagują agresją z powodu zbyt wysokiego mniemania o sobie. – Ta konkluzja to największe rozczarowanie nauki w mojej karierze – przyznaje profesor Baumeister.

Przeżywamy kryzys wartości – zaznacza prof. Moczydłowska. – Kiedyś oddzielało się „być” od „mieć”, jakość życia od jego poziomu. 20 lat rozpasania konsumpcjonizmu sprawiło, że dzisiaj zrównaliśmy te pojęcia. Nie tylko „być” utożsamia się z „mieć”, ale „być” oznacza być widzianym. Stąd tak gwałtowny wzrost popularności wszelkich talent show, stąd powiedzenie, że „jak cię nie ma na Facebooku, to nie istniejesz”. Stąd miarą wartości człowieka stały się internetowe lajki, a wzorem sukcesu życiowego kariera celebryty – wylicza psycholog.

Młodzi napompowani fantazjami, że są mądrzy, zdolni, wyjątkowi, karmią swoje ego pochwałami – ze strony rodziny, nauczycieli i głównie świata wirtualnego – oraz zarozumialstwem, uznając to za siłę, a skromność za słabość. Potem lądują na kasie w supermarkecie i trudno im to zaakceptować. Ale nawet ci, którzy mają szczęście i trafiają do lepszych z pozoru prac, zderzają się z trudnymi do pokonania różnicami pokoleniowymi. – Różnice między pokoleniami zawsze istniały, ale teraz to jest przepaść. To są już wrogie plemiona. Gdy młody człowiek trafia do firmy, jej szef ma co najmniej 40 lat. A z reguły więcej. I pojawia się trudność nawet na poziomie podstawowej komunikacji. Oni używają innego języka, te same słowa mają dla nich inne znaczenie. A co dopiero mówić o różnicach w aspiracjach, mentalności, postawach życiowych, kulturze – wskazuje psycholog z Politechniki Białostockiej.

Jak pokonać bezradność?

Niespełnione nadzieje i wzajemne nierozumienie w tak powszechnym rozmiarze czynią społeczeństwo słabym. Zamiast leczyć przyczyny, ludzie wybierają antydepresanty, zakładając kolejne kaski ochronne mające uchronić przed skutkami. Efekt? 40 proc. wrocławskich studentów przyznaje się do lęków i zaburzeń nastroju, co 20. cierpi na głęboką depresję, która wymaga leczenia – alarmują naukowcy z Katedry Psychiatrii Akademii Medycznej we Wrocławiu. Z raportu „Epidemiologia zaburzeń psychiatrycznych i dostępność psychiatrycznej opieki zdrowotnej” z 2012 r. wynika, że 2,5 mln Polaków ma zaburzenia lękowe, milion – depresje i manie, kolejny bierze narkotyki, a ponad 3 mln to alkoholicy. Nastąpił lawinowy wzrost przypadków lekomanii i uzależnień od psychotropów. Wśród ofiar największy odsetek to właśnie młodzi.

– Wzrost postaw roszczeniowych idzie w parze z wyuczoną bezradnością. Jedni biorą pastylki, inni ukrywają ją za drogim ciuchem, autem czy gadżetem. Lęk i bezsilność przykrywają tysiącami znajomych na portalach społecznościowych i kolekcjonowaniem lajków dla każdego swojego działania. Jeszcze inni korzystają z usług coachingu, gdzie płacą za odkrywanie ich własnego ja. To patologia – podsumowuje prof. Moczydłowska.

Obok kryzysu wartości psycholog wskazuje również na kryzys tożsamości. Poprawność polityczna obowiązująca w przestrzeni publicznej przeniknęła w sfery prywatne. Rozmyły się tradycyjne role społeczne obu płci, obowiązuje uniseksualność.

– Jak dziś wygląda wychowanie mężczyzny? Bardzo często chłopca wychowuje samotna matka wspierana przez babcię lub nianię, a wychowawca w szkole to też najczęściej kobieta. Chłopak rozwija się w kobiecej sferze, gdzie dba się o paznokcie i ciało. On przejmuje te wzorce. Pomyliliśmy rozwój z absurdem, odeszliśmy od praw natury, gdzie każda płeć ma swoje uwarunkowane biologicznie i kulturowo miejsce. Doszło do tego, że w Szwecji na chłopcach wymusza się zabawę lalkami, by ich rozwój nie był zdefiniowany płcią. To sztuczne, a walka z naturą zawsze kończy się źle. Efekty już zresztą widać. Chłopcy zaczynają się gubić, nie rozumieją swoich predyspozycji, nie znają potencjału. To niestety promieniuje wyżej – na uczelniach pojawił się przedmiot: alternatywna rodzina. Skoro nie umiemy zdefiniować tak podstawowego bytu jak rodzina, nie dziwmy się, że młodzi nie wiedzą, kim są i dokąd zmierzają – zauważa prof. Joanna Moczydłowska.

Dodaje, że gdy swoich studentów poprosiła o podanie trzech cech, które są mocnymi i słabymi stronami ich osobowości, w większości nie potrafili tego zrobić. – A jak nie wiesz, dokąd idziesz, to nie wiesz, gdzie dojdziesz – konkluduje.

Agregaty agresji

Agregaty agresji

https://web.archive.org/web/20130913120411/https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=563&Itemid=80

Przypominam wielkiego Polaka, publicystę, zmiażdżonego „postępem”. Ostrzegawczy tekst sprzed lat 15-tu [2008] MD

=============================

Piotr Skórzyński   

            Telewizja jest zjawiskiem, które określa naszą epokę w tym samym stopniu, w jakim średniowiecze określane było przez ambonę, a Oświecenie przez półlegalne druki. Stanowi jednocześnie sposób spędzania czasu, jak i aparat wychowawczy, a przy okazji „legitymizuje” akcje polityczne i ich mocodawców.
            „Do żadnego innego adresata telewizja nie wysyła tak wielkiej dawki horroru, koszmaru i głupoty jak do dzieci”.

Konkluzja ogłoszonego 28 marca 2002 roku raportu nowojorskich naukowców zamieszczonego w czasopiśmie „Science”, brzmi: „Nie ma już żadnej wątpliwości, że przemoc w mediach prowadzi do przemocy w życiu”. Coraz bardziej wynaturzone sceny, którymi telewizja codziennie zalewa widzów znajdują potem naśladowców w rzeczywistości. Wskazują na to wyniki badań prowadzonych pod kierunkiem prof. Jeffreya Johnsona z Instytutu Psychiatrycznego New York State i Columbia University. Od 1975 roku uczeni obserwowali 707 losowo dobranych rodzin. Najbardziej przerażające jest to, że telewizja jest jak bomba z opóźnionym zapłonem. Nadmiar telewizji w wieku dojrzewania oddziałuje w sposób widoczny dopiero w wieku dorosłym.
            Częstotliwość oglądania telewizji jest wprost proporcjonalna do prawdopodobieństwa uczestniczenia w wieku dorosłym w aktach przemocy. O ile przy tym u chłopców przejawia się to w fizycznej agresji, to u dziewcząt wzrasta skłonność do kradzieży lub szantażu. Zauważono też niższą kreatywność, stany lękowe a nawet koszmary senne, wreszcie nadmierną pobudliwość wyrażająca się trudnością w skupieniu.
            Jak stwierdziła psycholog Joanna Mazan: „Do żadnego innego adresata telewizja nie wysyła tak wielkiej dawki horroru, koszmaru i głupoty jak do dzieci. W jednym tylko odcinku serialu „Młody Herkules” emitowanego przez Polsat zobaczyć można duszenie i zrzucenie ze skały, kopanie, strzelanie z pistoletu maszynowego, topienie, ciosy w szczękę i próbę gwałtu. Koszmarne postacie mają tylko jeden cel: zabić przeciwnika”.
            Badania Katedry Psychologii Wychowawczej KUL wykazały, że w ciągu dnia w TVP1 pojawia się 726 obrazów destrukcyjnych, a w Programie II – 1673. TVN dostarcza ich 2181. W ciągu godzinnego programu dla dzieci popełnia się przeciętnie ok. 25 aktów przemocy, a tylko ok. 5 w godzinach największej oglądalności. Przygodowe filmy animowane opowiadają zatem w istocie o problemach siły i władzy. Dzieci i nastolatki oglądają ok. 250 tys. aktów agresji rocznie.
            Oglądany program lub gra komputerowa mogą wzbudzać silne emocje. Jednak w związku z tym, że emocje te następują bardzo szybko, jedna po drugiej – żadna z nich nie jest głębiej przeżywana. W rezultacie powodują one tylko poczucie ogólnego oszołomienia. Jeśli są to uczucia dramatyczne, towarzyszące np. obrazom krzywdy, częste ich przeżywanie może rodzić zobojętnienie.
            „Oceny moralne formułowane przez widzów, którzy nie znają danych postaci, ujawniają idealistyczną hierarchię moralną i w tym przypadku nie jest ważne czy dane postacie są sympatyczne czy nie. Natomiast w stosunku do postaci, które są widzom znane i wobec których żywią oni określone uczucia, oceny moralne są całkowicie odmienne. To, co potępiają u postaci nieznanej, uważają za dopuszczalne u postaci znanej i cieszącej się ich sympatią. Działanie jest oceniania jako moralne lub niemoralne zależnie od tego kto je wykonuje, a nie zależnie od tego co dzieje się naprawdę. (…) Te uproszczone widzenie rzeczywistości wydaje się nam dobrze znane; jest to wizja moralna pięcioletniego dziecka. Szkody powodowane przez telewizję są wielorakie. (…) Treść programów telewizyjnych zawiera skrajną przemoc nieporównywalną z życiem codziennym, które telewizja rzekomo obrazuje” – pisze Joanna Mazan.
            Kategoryczny osąd mediów sformułował sześć lat temu Maciej Iłowiecki. „Po pierwsze – i uważam to za o wiele groźniejsze od samej agresji w mediach – chodzi o narzucanie i lansowanie pewnego modelu życia. Owe podsuwane wzorce zachowań (…) można nazwać w skrócie „moralnym luzem” albo „kulturą przyzwalania”. (…) Chodzi więc o to, by stworzyć młodym ludziom złudzenie wyboru drogi życiowej, ukazując im wszakże tylko jedną drogę. Chodzi o to, by odebrać im prawo decydowania o sobie, wskazując, iż wszelka odpowiedzialność czy wierność jakimś zasadom moralnym jest ograniczeniem ich wolności. Przez dobór i akcentowanie pewnych tematów, pewnych zachowań – zwłaszcza osób występujących w telewizji – tworzy się u odbiorców wrażenie, że normy i wzorce są dowolne… i że tworzą je tzw. idole. (…)
            Z kolei ciągłe gmatwanie rzeczy, które mogły być proste i mieszanie prawdy z fałszem, stwarza nową normę: zakłamania, cynizmu, krętactwa. W narzucaniu takich wzorów wielki udział ma oczywiście prasa bulwarowa. (…) 50 milionów – tak, ok. 50 mln egzemplarzy każdego miesiąca – plotkarskich pism dla kobiet i młodzieży usiłuje przekazać właściwy dla siebie wzór życia. (…) Tak więc, reasumując, najgroźniejszym dziś przejawem kryzysu kultury jest powszechne zamazywanie granic. Granic między prawdą i nieprawdą, uczciwością i nieuczciwością, dobrem i złem”. Trzeba sobie uświadomić zadziwiający stan rzeczy, z jakim mamy do czynienia. Co roku na całym świecie wydaje się setki książek psychologicznych o potrzebie miłości i życzliwości w stosunkach rodzinnych, a także międzyludzkich.

            Obowiązującą w całym „wolnym świecie” – a nominalnie także w Rosji – ideologią jest doktryna Praw Człowieka, a oficjalną i nauczaną w szkołach postawą – humanizm. A jednak ogromna większość twórców ze scenarzystami hollywoodzkimi na czele, ma nam do przekazania zupełnie inne przesłanie. Głosi ono, że świat jest piekłem, zaś prawdę o nim znają jedynie narkomani, prostytutki, bandyci i nieodmiennie cyniczni funkcjonariusze służb specjalnych. Najłagodniejszą formę tej filozofii przedstawiła niezmiernie poczytna swego czasu książka Williama Whartona, w której największym mędrcem jest obłąkany chłopak.
            Świat jest pozbawionym stałych wartości chaosem – oto w największym skrócie „filozofia” obecnej, tak „wyższej” jak i „niższej” literatury. Wynika to, naturalnie, z odrzucenia religii i dawnych autorytetów, które przedstawiane są jako trujący balast. Ludzi, którzy próbują ich bronić nazywa się konserwatystami i wpuszcza się do mediów jedynie odświętnie, gdy nie ma komu skomentować jakiejś rocznicy. Toteż, gdy młody człowiek styka się z opinią, iż życie nie jest po prostu polowaniem na coraz to nowe przyjemności, zwykle nie jest on w stanie zrozumieć tego poglądu; a gdy już ogarnie go intelektualnie – odruchowo go odrzuca. Ci bardziej inteligentni wspierają się oczywiście odpowiednimi przykładami ludzkich niedoskonałości. Tak jakby trudność w dążeniu do celu eliminowała jego znaczenie.
            Rodzice i nauczyciele abdykują ze swej roli wychowawczej a instytucje, takie jak szkoła rezygnują z próby kształtowania postaw młodzieży. Wirtualny świat mediów staje się jednym z niewielu czynników wpływających na światopogląd i zachowania młodego pokolenia. Dlatego to ludzie młodzi są szczególnie zagrożeni przekazem telewizyjnym nasyconym przemocą, agresją i nihilizmem.
Piotr Skórzyński

Świat się zmienił, lecz pozostał jeszcze gdzieniegdzie wierny

J. R. R. Tolkien Dwie Wieże, tom II https://web.archive.org/web/20130913190158/https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=5404&Itemid=80

[to zachęta do wchodzenia do Archiwum MD]

====================================

 … Świat się zmienił, lecz pozostał jeszcze gdzieniegdzie wierny.

– Co chcesz przez to powiedzieć? – spytał Pippin. – Kto jest wierny?

– Drzewa i entowie – odparł Drzewiec. – Sam nie wszystko z tego, co się dzieje, rozumiem, więc nie mogę wam wytłumaczyć. Niektórzy z nas są po dziś dzień prawdziwymi entami i na swój sposób mają dużo życia w sobie, wielu jednak ogarnia już senność i drzewieją, jeśli tak można rzec. Większość drzew to po prostu tylko drzewa, lecz są między nimi na pół zbudzone. A niektóre zbudziły się na dobre i są, no… jak by to powiedzieć?… entowate.

I te przemiany dokonują się ciągle. Otóż przekonacie się, że niektóre spośród drzew mają złe serca. Nie mam na myśli spróchniałego rdzenia, nie, chodzi o coś zupełnie innego. Znałem na przykład kilka zacnych starych wierzb nad Rzeką Entów; niestety, od dawna już ich nie ma! Były do cna zbutwiałe w środku, rozsypywały się w proch, ale zostały do końca ciche i łagodne, jak świeżo rozkwitły liść.

A są w dolinach pod górami drzewa zdrowe jak rydz i mimo to na wskroś zepsute. Szerzy się ta choroba coraz bardziej. Zawsze były w tym kraju bardzo niebezpieczne okolice. I są tutaj po dziś bardzo ciemne miejsca.

Świat się zmienił,

Świat się zmienił, lecz pozostał jeszcze gdzieniegdzie wierny  

J. R. R. Tolkien Dwie Wieże, tom II https://web.archive.org/web/20130913190158/https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=5404&Itemid=80

[to zachęta do wchodzenia do Archiwum MD]

====================================

 … Świat się zmienił, lecz pozostał jeszcze gdzieniegdzie wierny.

– Co chcesz przez to powiedzieć? – spytał Pippin. – Kto jest wierny?

– Drzewa i entowie – odparł Drzewiec. – Sam nie wszystko z tego, co się dzieje, rozumiem, więc nie mogę wam wytłumaczyć. Niektórzy z nas są po dziś dzień prawdziwymi entami i na swój sposób mają dużo życia w sobie, wielu jednak ogarnia już senność i drzewieją, jeśli tak można rzec. Większość drzew to po prostu tylko drzewa, lecz są między nimi na pół zbudzone. A niektóre zbudziły się na dobre i są, no… jak by to powiedzieć?… entowate.

I te przemiany dokonują się ciągle. Otóż przekonacie się, że niektóre spośród drzew mają złe serca. Nie mam na myśli spróchniałego rdzenia, nie, chodzi o coś zupełnie innego. Znałem na przykład kilka zacnych starych wierzb nad Rzeką Entów; niestety, od dawna już ich nie ma! Były do cna zbutwiałe w środku, rozsypywały się w proch, ale zostały do końca ciche i łagodne, jak świeżo rozkwitły liść.

A są w dolinach pod górami drzewa zdrowe jak rydz i mimo to na wskroś zepsute. Szerzy się ta choroba coraz bardziej. Zawsze były w tym kraju bardzo niebezpieczne okolice. I są tutaj po dziś bardzo ciemne miejsca.

lecz pozostał jeszcze gdzieniegdzie wierny  

J. R. R. Tolkien Dwie Wieże, tom II https://web.archive.org/web/20130913190158/https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=5404&Itemid=80

[to zachęta do wchodzenia do Archiwum MD]

====================================

 … Świat się zmienił, lecz pozostał jeszcze gdzieniegdzie wierny.

– Co chcesz przez to powiedzieć? – spytał Pippin. – Kto jest wierny?

– Drzewa i entowie – odparł Drzewiec. – Sam nie wszystko z tego, co się dzieje, rozumiem, więc nie mogę wam wytłumaczyć. Niektórzy z nas są po dziś dzień prawdziwymi entami i na swój sposób mają dużo życia w sobie, wielu jednak ogarnia już senność i drzewieją, jeśli tak można rzec. Większość drzew to po prostu tylko drzewa, lecz są między nimi na pół zbudzone. A niektóre zbudziły się na dobre i są, no… jak by to powiedzieć?… entowate.

I te przemiany dokonują się ciągle. Otóż przekonacie się, że niektóre spośród drzew mają złe serca. Nie mam na myśli spróchniałego rdzenia, nie, chodzi o coś zupełnie innego. Znałem na przykład kilka zacnych starych wierzb nad Rzeką Entów; niestety, od dawna już ich nie ma! Były do cna zbutwiałe w środku, rozsypywały się w proch, ale zostały do końca ciche i łagodne, jak świeżo rozkwitły liść.

A są w dolinach pod górami drzewa zdrowe jak rydz i mimo to na wskroś zepsute. Szerzy się ta choroba coraz bardziej. Zawsze były w tym kraju bardzo niebezpieczne okolice. I są tutaj po dziś bardzo ciemne miejsca.

Tylko dla uczonych: Scholastyczna rewolucja w pojmowaniu czasu według Pierre Duhema.

Scholastyczna rewolucja w pojmowaniu czasu według Pierre Duhema.

Krystian Zawistowski 23 styczeń 2023

W dynamice, elektrodynamice, mechanice kwantowej i wielu innych teoriach podstawowe równania zawierają pochodne wielkości po czasie. Dobrze znaną wielkością tego typu jest szybkość, pochodna długości toru ruchu po czasie. Czas w fizyce jest pewnym dodatkowym wymiarem, zbliżonym do trzech wymiarów przestrzennych. Wybierając punkt w przestrzeni i punkt w czasie otrzymujemy zdarzenie. Łącząc wiele takich punktów otrzymujemy ciąg, który może być na przykład częścią toru ruchu. Ten model po dziś dzień leży u podstaw wielu teorii fizycznych, np. Ogólnej Teorii Względności.

Nie zawsze myślano jednak o czasie tak, jak się myśli obecnie. Według dawnej teorii arystotelików to, co postrzegamy jako upływ czasu jest wynikiem ruchu ciał niebieskich – a dokładnie to pewnych “instynktów”, które one mają, jako żyjące istoty. Rozważmy przykład: wyobraźmy sobie tor ruchu ciała x(t) i położenie kątowe Słońca a = v t, gdzie v jest pozorną prędkością kątową. Możemy wyrazić x(a) – tor ruchu w zależności od pozycji Słońca na niebie. Tym sposobem pozbywamy się czasu wyrażonego jawnie, jako “czwartego wymiaru” fizyków. Nadal można, w naturalny sposób, liczyć dni, jako rewolucje Ziemi. Ktoś mógłby obliczyć nawet prędkość – np pewien człowiek może przejść 40 kilometrów w ciągu dnia.

Szkopuł jednak w tym, że wówczas tory ruchu istnieją wyłącznie relatywnie, w odniesieniu do innych torów ruchów i procesów zachodzących w czasie (niezależnie, czy użyjemy za wzorzec Słońca, czy klepsydry czy jakiegoś wahadła). Człowiek nauczony tylko takiego postrzegania rzeczywistości nie wpadnie łatwo na to, że upływ czasu istnieje niezależnie. Co więcej, według arystotelików wszystko musi mieć przyczynę, którą można poznać przez rozum i obserwację – to była ich główna zasada, której można przypisać pewne istotne walory. Chcąc mieć przyczynę, dlaczego czas płynie można wybrać jakiś jeden uprzywilejowany ruch – na przykład ruch ciał niebieskich, które u starożytnych były istotami boskimi i były stworzone z niebiańskiej materii. Najlepiej nadaje się Słońce, którego wpływ powoduje cykl dnia i nocy, a także pór roku. Skoro więc Słońce powoduje jedne zjawiska przyrodnicze, to może powodować też inne.

Z powyższego wynika (zdaniem arystotelików), że gdyby Słońce się zatrzymało, to zatrzymałyby się też wszystkie procesy i ruchy na Ziemi. Gdyby Słońce przyspieszyło dwukrotnie to wszystkie ruchy by przyspieszyły. Co więcej, musi istnieć jedna uprzywilejowany system, który powoduje upływ czasu – gdyby było ich wiele implikowałoby to sprzeczność. To znaczy z kolei, że może istnieć tylko jeden układ planetarny. Co więcej, skoro jedno ciało niebieskie ma tak ogromny wpływ na rzeczywistość, to, prawdopodobnie, inne ciała niebieskie też go posiadają w jakimś zakresie – trzeba go tylko odkryć. Stąd prosta droga do wróżbiarstwa z gwiazd (cieszącego się wśród starożytnych wielką estymą jako zajęcie dla inteligentnych ludzi) i teorii wiecznych cykli – że co 36 tysięcy lat, gdy planety powracają do tego samego punktu, wszystkie wydarzenia się powtarzają. Oto telegraficzny zarys kosmologii starożytnego świata.

Dziś łatwo deprecjonować powyższe jako absurd. Niemniej będzie to oznaką braku wnikliwości:

a) bez nowożytnej dynamiki udowodnienie, że czas wcale się nie zatrzyma, gdy Słońce się zatrzyma będzie bardzo trudne.

b) motyw wpływu ruchomych mas na czasoprzestrzeń pojawiał się w nauce nie raz – można np. wskazać hipotetyczne zjawisko wleczenia eteru elektromagnetycznego, albo mikroskopijny efekt wleczenia układów inercjalnych w Ogólnej Teorii Względności.

Doktryna Arystotelesa ma pewne istotne problemy: trudno wskazać różnice między zatrzymaniem się czasu, a spoczynkiem, a także między punktem czasu, a małym interwałem czasu. Te dwa niezrozumienia są głównym motywem paradoksu strzały Zenona, (wraz z analogicznym problemem miejsca i położenia) – i jest jasne, że doktryna ta nie pozwala łatwo go rozwiązać (bo “przyczyna czasu” – ruch Słońca podlega takim samym problemom jak ruch strzały). Oto paradoks Zenona (cyt. z „Fizyki” Arystotelesa):

“Jeśli wszystko, jeśli zajmuje równą przestrzeń jest w spoczynku w danym momencie czasu i jeśli coś, co jest w ruchu zawsze zajmuje taką przestrzeń w każdym momencie, lecąca strzała jest w bezruchu w jednym punkcie czasu i w kolejnym punkcie, ale jeśli weźmiemy dwa punkty jako ten sam albo też ciągły punkt czasu, to jest w ruchu.”

Dla nas rozwiązanie jest trywialne, bo rozumiemy lepiej małe i infinitezymalne (nieskończenie małe) przedziały czasu. “Punkt czasu” jest pojęciem używanym np. gdy mówimy, że zdjęcie wykonano o 10:00. Naprawdę wykonywano je przez krótką chwilę (czas otwarcia migawki), a nie w punkcie czasu, a czas rozpoczęcia znamy tylko z pewną dokładnością. A jeśli rozważymy prędkość chwilową strzały, to jest jasnym, że im mniejszy interwał czasu rozważymy tym mniejszą drogę ona pokona – w spoczynku jednak będzie tylko wtedy, gdy interwał zrównamy do zera.

Ta zbieżność do zera w czasie jest kluczowa dla rachunku różniczkowego. Ktoś mógłby zapytać – czy jeśli będę rozważał coraz mniejsze interwały czasu i coraz mniejsze przesunięcia strzały, to czy ich iloraz będzie zbiegał do wielkości stałej. Ten iloraz to właśnie jest prędkość chwilowa i zarazem przykład użycia rachunku różniczkowego. Do tego jednak trzeba zrozumieć czas lepiej, niż starożytni.

Inną ważną dla nowożytnej nauki obserwacją jest to, że planety Układu Słonecznego to zwykłe ciała materialne, a nie boskie intelekty. Pomysł, że planety są materialne i obdarzone czymś w rodzaju energii kinetycznej wymyślił już chrześcijanin Jan Filopon w Viw., ale nie znalazł on przez dłuższy czas kontynuatorów.

Oto są problemy które trzeba było pokonać. Nawet do XIII wieku zwolennicy Arystotelesa – jak Awerroiści czy Robertus Angelus (DH 297) utrzymywali, że bez dziennego ruchu Słońca na niebie w ogóle nie byłoby czasu.

Pierre Duhem (DH 295) w “Le Systeme du Monde” wskazuje początek przełomu na koniec XIII wieku, co jest związane z potępieniami paryskimi 1277, które nazywa on “certyfikatem urodzenia nowożytnej nauki”. O ile wcześniej próbowano uzgodnić arystotelizm z teologią przez dość zachowawcze poprawki, o tyle po 1277 przyszła radykalna rewizja. Wtedy to bł. John Duns Scotus (dziś znany głównie z wkładu w dogmat o Niepokalanym Poczęciu) opracował następującą tezę: nawet gdyby niebiosa się zatrzymały, albo nawet gdyby nie istniały, czas nadal będzie płynął i mierzył ruch. Co więcej, nawet gdyby wszystkie ruchy się zatrzymały, to i tak czas będzie płynął i mierzył długość spoczynku.

Duns potrzebuje tu zrobić parę kluczowych rozróżnień.
Po pierwsze (według arystotelików) wielkość obiektu jest wynikiem miary obiektu (“zależy esencjalnie” od miary) – w pewnym sensie: sterta siana o masie 1000 funtów jest złożona z 1000 części po 1 funt każda, a lina o długości 10 stóp z 10 części po 1 stopie. Inaczej jest jednak, gdy użyjemy liny z odrysowaną podziałką, by zmierzyć wzrost człowieka: wówczas wzrost człowieka (np 6 stóp) nie zależy esencjalnie od miary, tj kawałka liny o długości 1 stopy. Niekoniecznie więc, wskazuje Duns, pomiar czasu przy użyciu Słońca zakłada rzeczywistą (“esencjalną”) zależność. Raczej mierzymy jeden ruch w oparciu o drugi w sposób arbitralny. Dlatego też, wskazuje Duns, nawet gdyby Słońce się zatrzymało, to i tak można nadal mierzyć czas w oparciu o długość dnia.

Po drugie, “nawet gdyby ruch nie istniał, to może istnieć spoczynek” (DH 296). To znaczy, ciało może zachowywać się dokładnie tak samo jak się zachowuje: tzn może się nie poruszać, może nie zmieniać koloru ani kształtu ani temperatury i tak dalej. Spoczynek może istnieć w czasie, który płynie, nawet gdy nie istnieje żaden ruch – zauważa Duns. Jakiś byt rozumny mógłby postrzegać bryłę metalu, która nie rusza się ani nie zmienia w żaden sposób i w myślach liczyć kolejne przedziały tego trwania w bezruchu. Tak oto otrzymujemy czas niezależny od ruchu ciał niebieskich – potencjalny i prywatny. Potencjalny – nie istnieje tu i teraz, ale ma możność stawania się. Prywatny – to znaczy będący wytworem myśli człowieka. Na tym jednak Duns nie poprzestaje – raczej wykazuje, że czas nie jest prywatny. To znaczy okres czasu może być znany w sposób obiektywny o ile ustalimy miarę tego czasu i miarą może być ruch Słońca i księżyca, albo też coś innego (w naszym wypadku sekundy, godziny itd). Podobnie długość płótna można odmierzyć łokciem, albo sążniem i miara ta może różnić się nieco, jeśli różni ludzie będą używać swoich łokci – ale to nie ma żadnego związku z istnieniem płótna i tym, że jego długość jest wielkością obiektywną.

Czas Dunsa nie jest czasem istniejącym tylko w umyśle, ale czasem uniwersalnym. Jest to przeciwne zarówno teorii arystotelików, jak i tej św. Augustyna – i spełnia warunki postawione w potępieniu biskupa Tempiera z 1277. (DH 299) (Niech będzie wyklęty, kto by nauczał, że)

(79) Gdyby niebiosa stały w miejscu, ogień nie paliłby lnu, bo czas by nie istniał”

(86) Czas i wieczność nie maja istnienia w rzeczywistości, ale tylko w umyśle.”

Duns był aktywny nieco później (urodził się w 1266) i jest oczywiste, że główną siłą napędową powyższych rozważań była potrzeba uzgodnienia filozofii z teologią.

Teza o tym, że czas by się zatrzymał, gdyby Słońce się zatrzymało była niezgodna z religią katolicką. Duns wskazuje na to dwa argumenty:

– Podczas bitwy Jozuego z Filistynami słońce się zatrzymało, ale nie powstrzymało to upływu czasu.

– Po zmartwychwstaniu (na końcu świata) niebiosa się zatrzymają, a ruch będzie nadal możliwy.

Nieco młodszy od Dunsa (ur. 1280) Piotr Auriol rozwinął nieco argument na to, że czas nie jest prywatny. Tutaj też główną metodą jest analiza semantyczna. Fizyka Arystotelesa jest związana z pewnym stosunkiem języka do rzeczywistości – więc chcąc wiedzieć, czym jest czas, doktorzy scholastyczni badali, co mamy myśli mówiąc “czas”.

Auriol wskazuje, że czymś innym jest czas jako fenomen i czas jako miara wielkości. Czas sam w sobie jest jego zdaniem “niczym więcej niż tym co było i tym co będzie, do czego dodajemy ciągłość” (DH 300). To znaczy, pewne stany rzeczy następują po sobie, w sukcesji w sposób ciągły, podobnie jak to ma miejsce w ruchu, albo dowolnym innym procesie fizycznym zależnym od czasu. Tak zdefiniowany czas (wskazuje Duhem) “nie ma części” – gdyż “jest sukcesją części”, podobnie jak wielkość ciągła nie ma części w tym sensie. Inaczej jednak jest, gdy mówimy o wielkości czasu – wówczas wielkość ciągła jest złączona z innymi wielkościami, przez to, że ją wyrażamy przez inne wielkości. Na przykład: „ten okres czasu trwa dwa dni”, „ta lina ma trzy metry” i tak dalej. To pozwala powtórzyć z większą jasnością rozumowanie Dunsa, że czas nie jest tworem umysłu.

Kolejnym filozofem, którego wspomnimy jest Franciszek de Marchia, zmarły w 1344. Odpowiadając na zagadnienie, czy “czas jest czymś innym od ruchu” poczynił on pewne intrygujące obserwacje (DH 321), na przykład:

”Jak miejsce i ciało, które w tym miejscu lokujemy zachowują się w stosunku do siebie? Termin ‘miejsce’ nie tylko opisuje pewną objętość, ale relację tej objętości, do ciała, które ona zawiera. To samo mogę powiedzieć o ruchu (przemianie – K.Z.) i czasie. Czas nie jest tożsamy z ruchem, gdyż podobnie opisuje pewną relację ruchów do ruchu, który mierzy wszystkie inne. ”

Potem zaś dodaje “Więc gdy nazywamy ruch pierwszych niebios czasem, mamy na myśli ten ruch w relacji do innych ruchów”. Jest to inny argument niż Dunsa Szkota i co innego tutaj się demaskuje. Logiczną pułapką było traktowanie słowa “czas” podobnie do rzeczowników posiadających definicję ostensywną (można zdefiniować słowo “kot” albo “deska” przez wskazanie obrazka, albo zbioru obrazków). Myślenie o języku w ten sposób jest bardzo naturalne, ale zawodzi w wypadku abstrakcyjnych terminów, jak “miejsce”, albo “czas” właśnie. Można na coś wskazać i nazwać to “czas”, tylko definicja taka będzie chybiona.

Ostatnim scholastykiem, którego chciałbym tu przytoczyć był Mikołaj Bonet, biskup Malty (zm. 1343) – czwarty z rzędu franciszkanin. Pracując nad zagadnieniami miejsca i czasu poczynił on ważną obserwację i opracował ją wyczerpująco i w szczegółach. Bonet zauważa, że trzeba świadomie rozgraniczyć, o jak rzeczywistych obiektach mówimy (albo o jak abstrakcyjnych). Czy istnieje absolutnie nieruchome ciało, względem którego poruszają się inne? Bonet (DH 352) wskazuje, że bezsensownym jest szukać rzeczywistego obiektu tego rodzaju, bo wszystkie ciała są zdolne do jakiegoś ruchu. Da się wskazać jakąś objętość przestrzeni i powiedzieć – o tutaj, to jest mój punkt odniesienia – ale nie wskazujemy w ten sposób rzeczywistego obiektu, tylko obiekt matematyczny, który istnieje wyłącznie w naszych myślach. Takie koncepcyjne obiekty mogą “mieć większą lub mniejszą abstrakcję”, ciało może być pomyślane, jako mające taką czy inną substancję, czy własność fizyczną.

Podobnie mówiąc “linia” zdaniem Boneta mówimy zupełnie co innego w sensie rzeczywistym i w sensie matematycznym. Linia matematyka (DH 357) to pewien odcinek ustalonej długości, niezwiązany z żadną materią, ani cechami fizycznymi. Linia rzeczywista to może być kij, sznur itd – długość takiej linii może się nawet zmienić przez rozciągnięcie, albo przycięcie.

“Matematyk abstrahuje od zmian, jakiemu podlega przedmiot; więc linia tak rozumiana nie zmienia się w żaden sposób gdy zmienia się jej przedmiot. (…) To samo trzeba stwierdzić [o czasie]. Matematyk rozważa długość ruchu dziennego (tzn. Słońca) i oddziela, przez abstrakcję, wszelką materię i wszelki ruch.”

W ten intuicyjny sposób, Bonet stwierdza, że nawet jeśli Słońce pewnego dnia przyspieszy albo zwolni to czas będzie płynął tak samo – dzień matematyczny pozostanie okresem 24 godzin, dzień fizyczny zaś się zmieni. Powyższe rozumowanie powinno być znajome dla każdego naukowca, bo w fizyce powtarza się ono wiele razy. Stosując np II zasadę Newtona do poruszającego samochodu, abstrahujemy od tego, z czego on jest zrobiony, jaki ma kształt, dlaczego jedzie i tak dalej. Rozważamy tylko ile waży, jak przyspiesza i jakie siły nań działają. Bonet położył też fundament pod nowożytne pojęcie układu inercjalnego, wskazując na niemożność znalezienia absolutnie nieruchomego ciała w rzeczywistości fizycznej.

Oto ledwie urywki 100 lat historii, które wywróciły kompletnie pojmowanie czasu przez Europejczyków – znacznie więcej można znaleźć w dziele Duhema, które gorąco polecam.

Nie sądzę, aby dodano do tego wiele przez kolejne 500 lat, to jest do momentu, gdy teoria elektrodynamiki położyła fundament pod szczególną teorię względności. Niektórzy pisząc dziś o tezie Duhema, o średniowiecznych początkach nauki, skupiają się na pierwszych konkretnych efektach – np odkryciach z dynamiki u Buridana, Oresme, de Soto i innych. Moim zdaniem bardziej albo tak samo istotny jest aparat pojęciowy wytworzony przez scholastyków i jego ogromny, długoterminowy wpływ na europejską myśl naukową. Nie muszę już snuć hipotez o przyczynach, gdy widzę pojęcia które mógłby wymyślić nowożytny fizyk, opisane w XIIIw., niewiele później, niż dużo bardziej archaiczne i chybione teorie późnych arystotelików.

To uważam za jeden z najistotniejszych fundament ruchu naukowego, obok wynikającej z Księgi Mądrości tezy o istnieniu uporządkowanego, zrozumiałego porządku świata, (którą to cytował Newton i inni uczeni) i obok serii nieprawdopodobnych w świetle obowiązującej nauki faktów, które przewidzieli teologowie w potępieniach z 1277. Nie sposób przecenić, jak wielką i chwalebną filozofią jest scholastycyzm, gdy porówna się jego poznawcze dokonania do wszelkich innych prądów myślowych. Jedynie nieliczni filozofowie położyli na tym polu pewne istotne zasługi (Ernst Mach, główny nasz bohater Pierre Duhem, czy też aktywny dość późno Karl Popper i jego następcy), a prawie wszyscy inni tkwili z godnym lepszej sprawy uporem w dziś całkowicie obalonych wymysłach. Można to podsumować słowami samego Duhema: “Jak chrześcijanin mógłby za to nie dziękować Bogu”.

Na marginesie dodam, że wielką pracę wykonał też redaktor wersji angielskiej R. Ariew, który przełożył i wydał akurat te fragmenty wielotomowego “Le Systeme du Monde” pod tytułem “Medieval Cosmology: Theories of Infinity, Place, Time Void and the Plurality of the Worlds”. Pozostaje liczyć, że podobna książka kiedyś ukaże się po polsku.

(DH) Pierre Duhem “Medieval Cosomology” – edited by Roger Ariew,

STARY plan Lucifer Trust – i porównanie z praktyką Globalistów 

STARY plan Lucifer Trust – i porównanie z praktyką Globalistów 

z książki UKRYTA STRONA DZIEJÓW

Masoneria i tajne organizacje, Epiphanius,

https://sklep.antyk.org.pl/p,ukryta-strona-dziejow-nowy-porzadek-swiata

ROZDZIAŁ XXX [zob. w dwóch osobnych artykułach, tu tylko PLAN  i Wykonanie  MD]

 ===============================

           W świetle wydarzeń upływającej dekady (lat 90-tych)  można wysnuć wniosek, że globaliści w swoich działaniach trzymają się pewnego modus operandi, który pozwala im zyskiwać kontrolę nad niestabilnymi, a zarazem strategicznie ważnymi regionami. Kolejność działań jest zazwyczaj następująca:

1. Dozbrajanie potencjalnie wrogich frakcji, między którymi tli się zarzewie konfliktu (sprzeczne interesy, rywalizacje, waśnie etniczne); podsycanie tych antagonizmów.

2. Dochodzi do aktów terroru lub innych krwawych wydarzeń. Spora część ludności w nadziei na większe bezpieczeństwo chroni się do miast. Pojawia się widmo głodu.

3. Wybucha wrzawa medialna. Telewizje całego świata pokazują sceny grozy, migawki, gdzie widać wygłodniałe i okaleczone dzieci, zrozpaczone kobiety.

4. W bogatych krajach organizowane są zbiórki żywności i środków medycznych, by nieść pomoc potrzebującym.

5. Organizacje humanitarne, które często są w stanie dostarczać pomoc tylko jednej stronie konfliktu, są brane na celownik przez drugą stronę.

6. „Siły rozjemcze” wysłane pod tym czy innym pretekstem przez ONZ są narażone na krzyżowy ogień ze strony obu zwalczających się formacji, w związku z czym proszą o posiłki. Opinia publiczna, znająca sytuację tylko z doniesień mediów, akceptuje wysyłanie dodatkowych oddziałów w przeświadczeniu, że przyczyni się to do „zaprowadzenia pokoju”.

7. W tej fazie operacja wojskowa nabiera impetu; można koncentrować wysiłek wojenny na pewnych kierunkach, uzyskując kontrolę w strategicznych obszarach.

8. Siedzący w zaciszu swych gabinetów stratedzy spokojnie czekają, aż rejon konfliktu zostanie zrównany z ziemią, a stronom skończy się amunicja. W międzyczasie potajemnie wspierane jest to stronnictwo, które będzie oparciem dla przyszłego rządu.

9. Wreszcie kraj, w którym szalała wojna, znajduje się pod kontrolą Narodów Zjednoczonych. „Siły pokojowe” pozostaną tam tak długo, aż nowo zainstalowany rząd będzie w stanie wywiązać się ze swojej roli gwaranta Nowego Porządku.

10. Rozpoczyna się odbudowa zniszczonego kraju. W tym celu nowy rząd musi zadłużyć się w Banku Światowym i w Międzynarodowym Funduszu Walutowym, przy okazji stawiając do dyspozycji Wysokiej Finansjery swe bogactwa naturalne, szlaki komunikacyjne, siłę roboczą itd.

11. Zostaje osiągnięty cel, czyli uzależnienie skolonizowanego kraju od międzynarodowych banków.

Uczmy się od Pakistańczyków, jak walczyć z kryzysem energetycznym.

Uczmy się od Pakistańczyków, jak walczyć z kryzysem energetycznym.

Taszczą gaz na własnych plecach.

https://nczas.com/2023/01/23/odpowiedz-na-kryzys-energetyczny-taszcza-gaz-na-wlasnych-plecach-video/

W dystrykcie Karak, położonym w północno-zachodniej części Pakistanu, można zobaczyć w tym miesiącu młodych mężczyzn poruszających się z wielkimi białymi balonami na plecach. Nie jest to pakistański karnawał, ale transport w balonach na użytek domowy… metanu.

Kryzys energetyczny sprowokował do wymyślania chałupniczych metod przeciwdziałania. Pakistańczycy nielegalnie podbierają metan z gazociągów i transportują go w wielkich plastikowych workach na własnych plecach. Później służy na wioskach do gotowania i ogrzewania.

W regionie są spore zasoby ropy i gazu w regionie, ale większość większość mieszkańców nie ma dostępu do gazociągów. Według pakistańskiego dziennikarza Ghulama Abbasa Shaha, tak zwana metoda zasilania „gazem workowym”, to wysokie ryzyko wybuchu. Tragarze są prawdziwymi „chodzącymi bombami”.

Pakistan od lat polega na imporcie głównie katarskiego skroplonego gazu ziemnego (LNG). Teraz ma problemy z zaopatrzeniem się w metan, bo przeznaczone dla niego transporty LNG zostały „podkupione” głównie przez kraje Unii Europejskiej po wybuchu wojny na Ukrainie.

Pakistan i Bangladesz mają problemy. Brak infrastruktury nie pozwala łatwo zmienić kierunku dostaw, np. z Rosji. Dla przykładu październiku żaden dostawca nie zgłosił się do ogłoszonego przez Islamabad przetargu na dostawy LNG do Pakistanu na lata 2023-2029.

Do 2030 roku roczny koszt importu LNG do Pakistanu może przekroczyć 32 miliardy dolarów. Dla porównania, kraj ten w 2021 zapłacił za dostawy gazu 2,6 miliarda dolarów. Nastąpił już gwałtowny wzrost cen. Krajowe zapotrzebowanie na gaz wynosi tu ok. 2,5 mld m3/dobę, podczas gdy podaż sięga obecnie 1,7 mld m3/dobę.

Z tego powodu władze Pakistanu pozwoliły głównym dostawcom podnieść ceny o około 75%. Dla najuboższych to katastrofa. Wygląda na to, że alternatywa w postaci „gazu w workach” będzie się rozwijała…

Źródło: Korii

New York Supreme Court reinstates all employees fired for being unvaccinated, orders backpay. Being vaccinated 'does not’ stop the spread of COVID-19

New York Supreme Court reinstates all employees fired for being unvaccinated, orders backpay

State Supreme Court found that being vaccinated 'does not’ stop the spread of COVID-19

https://www.foxnews.com/us/new-york-supreme-court-reinstates-all-employees-fired-being-unvaccinated-orders-backpay

====================

A New York state Supreme Court ordered all New York City employees who were fired for not being vaccinated to be reinstated with back pay.

The court found Monday that „being vaccinated does not prevent an individual from contracting or transmitting COVID-19.” New York City Mayor Eric Adams claimed earlier this year that his administration would not rehire employees who had been fired over their vaccination status.

NYC fired roughly 1,700 employees for being unvaccinated earlier this year after the city adopted a vaccine mandate under former Mayor Bill de Blasio.

Many of those fired were police officers and firefighters.

=-=============

[reszta w oryginale… MD]

Polska pariasem Europy. Dlaczego Polacy są biedni?

Polska pariasem Europy

Marek Ciesielczyk Antypartia 20 stycznia 2023, https://marekciesielczyk.neon24.org/post/170572,polska-pariasem-europy

Dlaczego Polacy są biedni?

Po 1989 roku kolejne ekipy rządzące wmawiały Polakom, że nasz kraj jest „drugą Japonią”, „gospodarczym tygrysem Europy”, „zieloną wyspą” etc.

Patrz film: https://youtu.be/IHgumrED_d8

Tymczasem prawda jest zupełnie inna. Jesteśmy w dalszym ciągu nie tylko jednym z najbiedniejszym państw Europy, ale także daliśmy się wyprzedzić w ostatnich latach przez te kraje, które jeszcze niedawno były w znacznie gorszej sytuacji niż Polska!  Dzieje się tak dlatego, iż od 30 lat naszym krajem rządzą ciągle ci sami ludzie, zmieniający jedynie barwy partyjne – mało inteligentni, nieuczciwi i tchórzliwi, którzy nie myślą o zapewnieniu Polakom wyższej stopy życiowej, lecz dostaniu się do koryta i zapewnieniu „konfitur” sobie, swojej rodzinie i najbliższym kumplom.

Na liście obrazującej średnie miesięczne wynagrodzenie netto w 31 europejskich państwach (patrz tabela nr 1), Polska zajmowała w 2029/20 roku  6. miejsce od końca ! Mniej zarabiali wówczas tylko obywatele Łotwy, Słowacji, Węgier, Rumunii i Bułgarii. Zauważyć trzeba, że zarówno Łotwa jak i Słowacja niewiele traciły do Polski. Słowacja rok później nas już wyprzedziła w zarobkach brutto.



Polacy zarabiają netto – według tych danych – prawie 6 razy mniej niż mieszkańcy Liechtensteinu, ponad 3 razy mniej niż Irlandczycy, prawie 2 razy mniej niż Hiszpanie, ok. półtora raza mniej niż Estończycy czy Słoweńcy!

W roku 2021/22 Polska znalazła się jeszcze niżej na liście rankingowej przedstawiającej zarobki brutto w UE (patrz tabela nr 2). Tutaj wyprzedzamy tylko 4 państwa: Łotwę (nieznacznie), Węgry, Bułgarię i Rumunię.

Według tych danych Polacy zarabiają brutto ponad 4 razy mniej niż Duńczycy, prawie 2 razy mniej niż Słoweńcy i ok. 1,2 raza mniej niż Czesi, Litwini czy Estończycy.


Należy zauważyć, iż jeszcze niedawno uwikłana w wojnę domową (w ramach dawnej Jugosławii) Słowenia zdołała wyprzedzić Hiszpanię i dogania Włochy, a byłe republiki sowieckie Litwa i Estonia znacząco wyprzedzają Polskę. Także Chorwaci zarabiają już więcej niż Polacy, choć jeszcze niedawno byli znacznie od nas biedniejsi po wspomnianej wyżej wojnie domowej w Jugosławii.

Jeśli nasz kraj będzie w dalszym ciągu rozwijał się gospodarczo w tak wolnym tempie, nie można wykluczyć, iż już niedługo także Rumuni i Bułgarzy będą zarabiać więcej niż obywatele naszego kraju.

Najwyższy chyba czas, by wyborcy polscy wyciągnęli stosowne wnioski z nieudolności i nieuczciwości nowej nomenklatury, która rządzi Polską po 1989 roku.

========================

mail:

Muzyk, pisarz i kompozytor Mike O’Mara: „Umieram. Zamordowany przez Modernę”.

„Umieram. Zamordowana przez Modernę”.

https://gloria.tv/post/HMYjfaJ2cwUe2GmzGgBBGZKd8

Ofiara ludobójstwa szczepionkowego opowiada swoją historię przed śmiercią: bez ogródek ostrzega, że jego ciało się pogarsza, narządy zawodzą, nerwy umierają, a to morderstwo w zwolnionym tempie odbywa się na naszych oczach

Stefan Stanford

Przeglądając wiadomości we wtorek po tym, jak dowiedziałem się w poniedziałek wieczorem o śmierci dr Harriet Hall, zagorzałej krytyk „ antyszczepionkowców ” i medycyny alternatywnej, która zmarła nagle we śnie , wpadłem na absolutnie rozdzierający serce wątek na Twitterze, w którym występuje muzyk, pisarz i kompozytor o imieniu Mike O’Mara, którego można usłyszeć grającego na pianinie w pierwszym filmie na dole tego artykułu , wątek, w którym Mike opowiada nam o swojej pogłębiającej się chorobie , która prowadzi do śmierci, i która w końcu nastąpiła.

Założyciel niezależnej szkoły muzycznej , Mike bez ogródek mówi nam o tym, czego inni się obawiają, bez ogródek obwiniając „ wielką mafię farmaceutyczną ” i zastrzyk śmierci mRNA za zabicie go w tej chwili, jego ciało się pogarsza, nerwy obumierają, tkanka mięśniowa rozpuszcza się, jego układ trawienny zatrzymuje się, a jego narządy zawodzą.
Twierdząc w jednym tweecie : „To niesamowite, straszne uczucie wiedzieć, że wkrótce będziesz martwy. Wiedzieć, że każda mała rzecz, którą robisz, każda czynność, o której nie pomyślałbyś dwa razy, może być robiona ostatnim razem. Stanie, chodzenie, jedzenie, spanie, podnoszenie rąk… to wszystko się kończy”.– powiedział światu w poprzednim tweecie tego samego dnia : „Budząc się, czuję się, jakby małe kałuże kwasu zostały wylane w różne miejsca gdzie mięśnie łączą się, gdy nadal rozpuszczają się w moim ciele. Za każdym razem, gdy myślę, że tortury nie mogą się pogorszyć przed końcem, tak się dzieje. W jakiś sposób może mnie to zranić jeszcze bardziej, zanim mnie zabije.

Ostrzeżenie w kolejnym tweecie następnego dnia „Do widzenia wszystkim. Moje nerwy umierają, moja tkanka mięśniowa się rozpuszcza, ostatnie kawałki drgają, gdy zawodzą. Moje trawienie jest zatrzymane, narządy zawodzą powoli, ale nieuchronnie. Czekam na ostatnią jazdę do mój ostatni przystanek przed jakąkolwiek ostateczną porażką, która mnie zabije. Miłość do tych, którzy mnie wspierali. Do widzenia” , był dość dosadny w tym, kogo i co obwiniał za tortury, przez które przechodził w 3 innych tweetach:

Ciągle coś się nie udaje. Zanik mięśni postępuje, nieustanny jak horror, który następuje. Nie mam jeszcze oficjalnej diagnozy skazującej na śmierć, ale nadejdzie. Podobnie jak wielu innych zamordowanych przez szczepionki COVID , wszyscy będą zachowywać się jak zaskoczeni. Znam od miesięcy . Umieram. Zamordowany przez Modernę . Masa mięśniowa w moim ciele zniknęła. Żadna dieta, ćwiczenia, suplementy itp. nie działały i nie będą działać. Na całym świecie dochodzi do masowego morderstwa . Nie bądźcie jak ci, którzy stali z boku i nie chcieli robić hałasu w latach 30-tych… Miałbym jakąkolwiek nadzieję, że uda mi się przeżyć ten uraz poszczepienny / morderstwo w zwolnionym tempie, gdyby nie dosłowne części mnie, których brakuje teraz z powodu zaniku mięśni w postępującym ALS. To przerażające, nieskończenie bolesne, a ci, którzy zrobili to światu, zasługują na powieszenie .

O’Mara mówi nam w innym tweecie , że wygląda na to, że zostanie całkowicie wyrzucony z Facebooka za opowiedzenie tam swojej historii, jednocześnie ostrzegając, że prawdopodobnie wkrótce zostanie zbanowany przez youtube za opowiedzenie tam swojej historii, a także można usłyszeć ją w tym wideo poniżej, ostrzegł w innym tweecie, że wielu lekarzy odmawia mu pomocy, której potrzebuje, zwrócił uwagę, jak okrutny stał się nasz okrutny świat.: W jakiś sposób wielu lekarzy odmawia pomocy w szybkim ponownym przyjęciu na ostry dyżur, ponieważ sytuacja nadal się pogarsza. Dlaczego aktywnie umierający ludzie muszą błagać, aby ich zobaczyli, potraktowali poważnie i otrzymali szybką ocenę oraz komfortową opiekę, jest więcej niż okrutne. Wciąż błagając o pomoc…

W innym tweecie powiedział nam, że był zdrowy i kiedyś ćwiczył, ale teraz jego mięśnie całkowicie się rozpuszczają. Mówi nam również, że wielu ludzi go nienawidzi za podzielenie się swoją rozdzierającą serce historią i że wyniszczająca choroba na co teraz cierpi, została spowodowana przez szczepionkę. Ostrzeżenie, wydaje się, że to coś „średniowiecznego”, ilu jeszcze czeka podobny los w nadchodzących dniach, tygodniach i miesiącach?

Mam dwie reakcje na moją okropną, nieodwracalną wyniszczającą chorobę wywołaną przez szczepionkę COVID – pogarda/nienawiść lub litość, ja też nie chcę tego. Chciałem swojego życia. To takie okrutne, jak to wszystko trwa i trwa, krok po kroku. Jakże chciałbym, żeby to się teraz dla mnie skończyło. Niech to się skończy. Niech to się skończy! Boże, proszę, zabierz mnie z tego zrujnowanego życia. Pozwól mi odejść, gdy śpię. Proszę proszę. Nic nie zostało. Nigdy nie będzie radości, nigdy nie będzie wyzdrowienia, nigdy nie będzie niczego, na co można by czekać, ale będzie coraz więcej cierpienia. Pozwól mi odejść. Nie mogę uwierzyć, że umieram w ten sposób. Z całym moim mięśniami systemowo rozpuszczonymi. Wszystkie moje narządy powoli i pewnie wykazują coraz większe uszkodzenia. Najwolniejsze, najbardziej torturujące morderstwo, jakie można sobie wyobrazić, jak coś „średniowiecznego” . I byłem zdrowy, miałem życie do przeżycia. Wszystko zniknęło .

I z absolutnie przerażającym doświadczeniem, przez które przechodzi O’Mara, jest tylko większym potwierdzeniem, że ci z nas, którzy zdecydowali się odrzucić szczepionkę, podjęli właściwą decyzję, a jego otwartość jest bardzo potrzebną i odświeżającą zmianą w porównaniu z tym, co wciąż dostajemy od agencji rządowych, mediów głównego nurtu i wielu agencji zdrowotnych, nawet jeśli coraz więcej Amerykanów „umiera nagle”, czuje się dziwacznie, jakbyśmy żyli w odcinku „Strefy mroku”, z połową kraju wciąż nie widzącą rzeczywistości.

Jak wspomniano pokrótce powyżej, według tej historii z Gateway Pundit , dr Harriet Hall, emerytowany lekarz Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych i chirurg lotniczy, a także zagorzały krytyk „antyszczepionkowców” i ogólnie „ medycyny alternatywnej ”, właśnie odszeła we śnie. Wraz z dr Hall, która jest również zdeklarowaną zwolenniczką „ mandatu szczepień ”, która dobrze wyraziła swoją opinię, że ponownie jest Iwermektyną i wszelkimi „całkowicie naturalnymi lekami” na COVID, jej mąż Kirk właśnie napisał na Facebooku: „Z wielkim smutkiem muszę wam powiedzieć, że moja ukochana żona odeszła cicho i nieoczekiwanie zeszłej nocy we śnie. W tej chwili prawdopodobnie po prostu poprosiłaby was o dobre myśli, bycie dla siebie życzliwi i kontynuowanie aby wesprzeć jej wiarę w prawdę”.

Mimo że przyczyna śmierci dr Halla nie została podana, nie trzeba być lekarzem ani chirurgiem mózgu, aby zobaczyć wszystkie niepokojące zgony, które mają miejsce teraz w 2023 roku, ludzi umierających we śnie lub z powodu nagłej i nieoczekiwane ataki serca, a dr Hall nawet zapowiadała własną śmierć we wpisie z 24 maja 2021 r. na swoim blogu Skeptical Inquirer zatytułowanym „Odmawiający szczepionek nie są głupi”. Powtarzając w tym wpisie te same argumenty, które słyszeliśmy w kółko przez ostatnie kilka lat od dr Anthony’ego Fauci, „wielkiej mafii farmaceutycznej”, głównego nurtu mediów i medycznego establishmentu „bezpiecznych i skutecznych”, powtórzyła te same bzdury, o których teraz wiemy, że są kłamstwami, jednocześnie wydobywając kilka bardzo dobrych punktów z tej historii:

Autorytarny rząd może wymagać szczepień i karać każdego, kto nie zastosuje się do nich lub rozpowszechnia negatywne informacje na temat szczepionek . Ale żyjemy w demokratycznym społeczeństwie, które ceni wolność słowa i osobistą autonomię. „Nie pochwalam tego, co mówisz, ale do śmierci będę broniła twojego prawa do mówienia tego”. Jeśli po prostu scharakteryzujemy odmowę szczepienia jako „głupią”, nie mamy powodu, by wchodzić w interakcje z odmawiającymi. Kto chciałby zawracać sobie głowę słuchaniem ich głupich twierdzeń? Ale jeśli spróbujemy zrozumieć powody ich odmowy, być może uda nam się z nimi porozumieć i wpłynąć na niektórych z nich, aby zaakceptowali szczepienie.

Ale spójrz, jak blisko tego byliśmy! Z „ rządem ” używającym „ wielkiej technologii ” do cenzurowania różnych opinii na temat zabójczego strzału COVID, z lekarzami zakazanymi na Twitterze, Facebooku i tym podobnych za dzielenie się różnymi opiniami medycznymi, wyobraź sobie, gdzie bylibyśmy w tej chwili jako kraju, gdyby zebrali nas wszystkich i „ wstrzyknęli ” nam coś, o czym teraz wiemy na pewno, że zabija ludzi, i to w coraz większej liczbie każdego dnia! Jesteśmy na dobrej drodze do ludobójstwa na pełną skalę!

Całkowicie zgadzamy się więc z Mikiem O’Marą i jego jednym tweetem powyżej: „Ci, którzy zrobili to światu, zasługują na powieszenie”. Jednak dopóki naród amerykański i dobrzy ludzie na świecie nie pociągną tych morderczych diabłów do odpowiedzialności za ich masowe ludobójcze zbrodnie, wciąż nie jesteśmy na dobrej drodze.
Jak wskazano w doskonałym komentarzu jednego z komentatorów na jednym z tych wątków na Twitterze: To okropna sytuacja, w której się znaleźliśmy… Po prostu myślę tutaj na głos – ale to wszystko może być bardzo inteligentnym, wysoce zaplanowanym sposobem, w jaki Wielcy Resetujący w końcu wybiją kapitalizm i zachodnią demokrację i sprowadzą swój nowy typ autorytarnej / rządy totalitarne. Innymi słowy, rosnąca liczba zgonów i obrażeń spowodowanych przez szczepionki mogła być przez cały czas kluczową częścią planu mającego na celu zniszczenie obecnych systemów, gdy ludzie powstaną przeciwko niemu… rozwiązanie problemu . Tak, w jakim bałaganie jest Ameryka.

youtube.com/embed/NKzimpCeLiU

Victim Of Vax Genocide Tells His Story Before He Dies

Szczyt WEF w Davos – Sodoma i Gomora naszych czasów.

Za: Global Research, 19 stycznia 2023 r

https://www.globalresearch.ca/wef-davos-new-sodom-gomorrah/5805074
Redakcja tekstu: Jan Rybski

W 2023 roku Światowe Forum Ekonomiczne (WEF) osiągnęło nowy punkt kulminacyjny jako ośrodek luksusowej i drogiej prostytucji, o pardon, „usług towarzyskich”. Jak nigdy przedtem ilość specjalnych zamówień i standardy, tj. oczekiwania jego „gości”, nie były postawione tak wysoko. Jest to szeroko relacjonowane przez międzynarodowe media. Jednak z nielicznymi wyjątkami główne szwajcarskie media dziwnie o tym milczą. Niby dlaczego?…To, że zlot WEF był od zawsze „must to take part” nie jest niczym nowym dla luksusowych dziwek, które teraz, aby lepiej wtopić się w tło „regularnych” uczestników WEF, pojawiają się tam w eleganckich strojach biznesowych. Ale WEF 2023 osiągnął nowy poziom w zakresie popytu na ich usługi. 

Nadzwyczajny popyt na „High Level Escort” (z żądaniem między innymi, że luksusowe kurwy mają być niewyszczepione) oraz coraz bardziej dystopijne wymagania towarzyszące seksomanii magnatów nawiedzających Davos, mogą sygnalizować końcową, schyłkową fazę WEF. Casus Sodomy i Gomory się kłania…Podczas gdy globalna elita udaje, że zajmuje się największymi problemami świata – w tym nierównością płci – szczyt w Davos napędza gwałtowny wzrost obecnej tam prostytucji. Usługi towarzyskie i seksualne przeżywają podczas „szczytu w Davos” od lat rozkwit. I tym razem polityczni i finansowi „tytani” uczynili z Davos podczas 53. edycji WEF (od 16 do 21 stycznia 2023 r.) swoistą Mekkę dla luksusowych prostytutek z całego świata. To swoisty signum temporis tej imprezy…

Nie dość jednak płatnej prostytucji. Molestowanie seksualne ze strony bogatych mężczyzn jest podczas WEF „tak powszechne”, że, jak donosi austriacki EXPRESS, gościom „płci pięknej” odradza się samotne uczestnictwo w tamtejszych wydarzeniach. Według raportu brytyjskiego Timesa z 2020 r. kobiety – nawet jeśli są akredytowanymi uczestnikami WEF – są „ rutynowo nękane ” przez mężczyzn, dominujących na tym „konklawe”. W tym roku zaś zaczęto już wręcz ostrzegać kobiety, aby nie wychodziły samotnie po zmroku, „bo jeśli coś się stanie z jakimś „big bossem”, to komu uwierzy policja? Nękanej czy jemu?” Jak powiedziała jedna z luksusowych „escort lady”: „Uwierz mi, nie będziesz chciała iść z nimi na spór sądowy”. Po cichu ostrzega się także kobiecy personel WEF w Davos, aby nie reagował na zaczepki ze strony polityków i magnatów biznesowych. 

Dlaczego Szwajcaria gości chętnie co roku tą Sodomę i Gomorę naszych czasów, politycznie poprawnie nazywaną „chaosem w Davos”, podczas gdy sami mieszkańcy Davos coraz bardziej nie lubią tego „spotkania” WEF, które zakłóca nie tylko ich spokój, ale także przyjemność korzystania ze sportów zimowych przez ich gości, co szkodzi interesom i image. Turyści trzymają się bowiem w tym czasie od Davos z daleka. Nie chcą bowiem mieć do czynienia z pięcioma – i więcej – tysiącami policjantów i wojskowych, obecnych w tym czasie na ulicach alpejskiego, spokojnego, wręcz sennego zwykle Davos. 

Oczywiście, wszyscy ci funkcjonariusze są tutaj dla „zapewnienia bezpieczeństwa”. Jednak spoglądanie co krok w lufę pistoletu uzbrojonego po zęby żandarma lub żołnierza stojącego na każdym rogu ulicy nie należy do przyjemności. Szczególnie podczas urlopu. Sceneria ulic w Davos przypomina w tym czasie bardziej zlot gangsterów z mafii narkotykowej w jednym z krajów południowoamerykańskich niż szczyt „umiłowanych” przywódców i liderów świata, z tą jednak różnicą, że prywatną ochronę tych pierwszych zastępuje w Davos zmilitaryzowana ochrona na koszt podatnika szwajcarskiego, którego pilnowanie spokoju tych swoistych „elit” kosztuje ciężkie miliony franków. Rząd szwajcarski hojnie i bez zająknięcia wydaje je na wsparcie corocznych spotkań WEF oraz na policyjną i wojskową ochronę jego „gości”: udających „zbawicieli świata”, zamaskowanych w najlepsze garnitury gangsterów i zbrodniarzy oraz ich skorumpowanych pomocników, zwanych politykami, zlatujących się corocznie do Davos w ramach ochrony klimatu prywatnymi i rządowymi jetami na ten swój swoisty sabat. Na ulicach Davos widzimy zatem jak na dłoni z kim de facto mamy do czynienia i kogo trzeba chronić przed „dowodami uwielbienia ze strony miłującego tłumu”, tj. wg nomenklatury „czczonych” tam idoli – „useless people”, dla których chcą oni czynić samo dobro prowadzące do totalnego zniewolenia.  

W ciągu ostatnich dekad – od czasu neoliberalnego „wzlotu” ludzkości ku przepaści – celem wszelkich nieprzyjemności narzucanych ludziom na całym świecie i omawianych uprzednio podczas WEF jest oczywiście „ich własne bezpieczeństwo” i, co za tym idzie, „ich własne dobro” – o które ich beneficjenci nie są w ogóle pytani, czy się na nie zgadzają, czy też nie. Ta mantra „bezpieczeństwo ku dobru ludzkości” ucisza wszelkie krytyki tego satanistycznego zlotu. Mantra ta powtarzana jest tam i potem na całym świecie tak często, że także sami „beneficjenci” zaczynają w nią wierzyć, nie zauważając przy tym, jak pętla zniewolenia z roku na rok zaciska się coraz bardziej na ich szyi.

Świat byłby zdecydowanie lepszym miejscem do życia bez tego sabatu czarownic, bez tych wszystkich oligarchów i finansowych gigantów, którzy wspierają i obficie finansują WEF. Niepisane motto szczytu, jak co roku: „sehen und gesehen werden”, „widzieć i być widzianym”. Kogo nie ma na udostępnianej publicznie i nerwowo przeglądanej w poszukiwaniu własnego nazwiska liście zaproszonych, nie żyje lub co najmniej popadł w niełaskę wielkiego demiurga, Schwaba. Jego zaproszenie, samozwańczego capo de tutti  capi, nobilituje. To swoista przepustka dla satanistów do piekła pichconego w kuchni WEF dla świata. Co roku jest w nim goręcej. A każdy z zaproszonych ma nadzieją na zajęcie w nim pozycji palacza a nie spalanego w kotle „udoskonalającej” transhumanizacji według recepty opisanej przez szefa piekła, Klausa Schwaba, w jego „Czwartej rewolucji przemysłowej”. 

Schwaba i jego „gości” łączy też ze sobą siła rzeczy swoisty związek, „Hassliebe”, miłość z nienawiści. Obie strony tego związku wiedzą już bowiem, że sprawy zaszły za daleko, że są na siebie jakby do końca skazane. Połączone wspólną więzią satanizmu i zbrodni ludobójstwa. W roku 2023 jest to nawet dla tych najgłupszych z nich równie wiadomym jak to, że koniec ich jest bliski. Stąd też wyraz przerażenia na nieskażonym dobrem i intelektem obliczu przemawiającego na otwarciu zlotu demiurga – Schwaba. 

Klaus Schwab, równie wielki megaloman jak intelektualny karzeł, który wygląda jak zjawa z otchłani piekła i mówi jak potwór nienawidzący ludzkości, jest tak niepopularny na całym świecie, że wydaje się, że tylko on sam nie ma o tym pojęcia. Jego niepopularność chyba najlepiej odzwierciedla komentarz czytelnika po przemówieniu Schwaba na niedawnym spotkaniu G20/B20 na Bali:Chciałbym, żeby Klaus Schwab dostał wszystko to, czego życzą mu ludzie na całym świecie…”  Nic dodać, nic ująć. Te kilka słów mówi wszystko za siebie. 

Pytanie zatem, czy nie byłby to dla Schwaba odpowiedni moment, by z wiadomym dla niego wdziękiem i gracją ulotnić się i pozwolić WEF na bezgłośne zawalenie się – i zniknięcie raz na zawsze z powierzchni świata – pozostaje retoryczne. Rozpusta w Sodomie i Gomorze trwała do końca. Tak będzie i w przypadku WEF: podczas tych 52 lat i 53 spotkań w Davos wyrządzono na świecie wystarczająco dużo szkód, aby świat ten pozwolił na tego typu ciche ulotnienie się – dyskretnie, „po angielsku”. Bal satanistów musi zatem trwać do końca…

Daniel Turner@DanielTurnerPTF·FollowJohn Kerry at the World Economic Forum: A 'select group of human beings’ have a plan for 'saving the planet’ and it is almost 'extra terrestrial.’

802Reply

Aż świat się o nich nie upomni i nie postawi przed Międzynarodowym Trybunałem ds. Globalnej Zbrodni wobec Ludzkości. Czy WEF będzie miało zatem zakończenie a la Sodoma i Gomora – na pewno tak. 

============================

A teraz o samym „szczycie”. Wbrew temu, co się dzieje na świecie i co powoduje panikę na twarzy Schwaba & Co. dyktatorskie i dystopijne podejście WEF do problemów świata osiągnęło w 2023 r. swoje nowe apogeum.  Chociaż słowa „demokracja” i „wolność” są tam zawsze na pierwszym planie i odmieniane przez wszystkie przypadki, rzadko są jednak stosowane w praktyce głoszonych tam herezji. Są jedynie aktem nieustannej propagandy – są bytem w niebycie. Ale jak mówił dr Joseph Goebbels, minister propagandy Hitlera, ponad 80 lat temu: „Kłamstwo powtarzane wystarczająco często staje się prawdą”. Ta fałszywa prawda wyprała mózg prawie każdemu mieszkańcowi Zachodu. Jesteśmy stopniowo zniewalani, wciąż wierząc, że żyjemy w demokracji, która de facto stało się patokracją: samoobsługującym się systemem zarządzanym przez skorumpowanych przez swych pryncypałów działających z tylnego siedzenia socjo- i psychopatów. WEF jest kuźnią tego systemu i źródłem stałego strumienia propagandy zalewającej cały świat. Jej dystopijnym „mistrzem ceremonii” obłędnie brodzącym w tym strumieniu jest Klaus Schwab, któremu od pewnego czasu towarzyszy w tym procesie gejowski pseudo intelektualny przydupas, satanista rodem z Izraela,  Yuval Noah HarariTen od „bezużytecznych zjadaczy chleba, dla których tylko narkotyki i gry komputerowe”… Zapomniał chyba biedak o swoim popleczniku, Bill’u Gates’ie i jego wychwalanych swego czasu jako depopulacyjnie najtańsze i najbardziej skuteczne, śmiercionośnych zastrzykach, które na całym świecie zbierają obecnie swe wielomilionowe żniwo – a to dopiero jego początek… Ciekawe nota bene, że Szwajcarzy, tak chlubiący się swą „demokracją”, nie wydalili jeszcze Schwaba i WEF wiele lat temu ze swego terytorium. Gdyby głoszoną przez siebie „demokrację” traktowali poważnie, powinni byli już dawno aresztować jego i całą tą zbrodniczą bandę za podżeganie i legitymowanie zbrodni przeciwko ludzkości. Ale jak widać i tu wart Pac pałaca…

„Ciekawym” wydarzeniem była też wizyta na „szczycie” WEF komika pełniącego rolę prezydenta Ukrainy, Żełeńskiego, który został zaproszony do Davos aby wygłosił swoje przemówienie. Ten żydowski, totalnie skorumpowany, ludobójczy w rzeczy samej aktorzyna-zbrodniarz wojenny, skazujący na rozkaz płynący z Waszyngtonu i Jeruzalem słowiańskich mieszkańców terytorium zwanego od 1991 roku Ukrainą na niechybną i masową śmierć (co jest jak gdyby prolongatą nie do końca „udanie” zrealizowanego ludobójczego planu sowieckiej żydobolszewickiej, zwanego „Gołodomor” z lat 1932-33), zamiast nawoływać o pokój błagał w Davos o więcej pieniędzy i broni, aby osiągnąć niemożliwe, tj. „pokonać” Rosję i zatknąć ukraińską flagę na Kremlu. Czynił to w dobrze pojętym własnym interesie. Nikt bowiem nie wie, ile z dziesiątków miliardów dolarów „pomocy dla Ukrainy” trafia na prywatne konta jego i jego popleczników w tej zbrodni.

Afera upadłej, trzeciej co do wielkości, giełdy kryptowalutowej FTX prowadzonej przez Żyda Samuela Bankmanna-Frieda odkryła tylko czubek góry lodowej procederu prania pieniędzy „pomocowych” via Ukraina. „NATO, proszę, pomóż nam i uczyń nas członkiem swojego wojennego klanu” – błagał w Davos ten clown wymachując plastikową szabelką w stronę Rosji, a zwłaszcza prezydenta Putina. Kłamstwo za kłamstwem, kłamstwem popędzane. Reżim Żełeńskiego popełnia bowiem zbrodnie wojenne w postaci masakry własnych obywateli na Donbasie i w innych miejscach (sławna prowokacja w Buczy) tylko po to, aby obwinić Rosjan o krwawe masakry na ludności cywilnej. Zaś dziennikarzom na miejscu, którzy widzieli, co tak naprawdę tam się dzieje, grożono, że albo się zamkną albo… Kilku z nich, którzy nie chcieli zamilknąć, „zniknęło” bez śladu… Jak każdy faszystowski reżim i ten nie toleruje tych, co zaglądają mu w garnki… Prawda na Ukrainie jest codziennie gwałcona i mordowana, ku ukontentowaniu Schwaba i jego kamaryli zebranej w Davos. W ich dystopijnym świecie tak ma bowiem być… 

„Demokratycznie” rzecz ujmując, jeśli Żełeńskiemu udostępniono mównicę w Davos, to i prezydent Putin powinien był być również zaproszony do przedstawienia swojej prawdy. Tak się jednak oczywiście nie stało. Jego obecność na WEF mogłoby stworzyć sposobność dla nawiązania rozmów pokojowych. Ale nie o pokój tutaj przecież chodzi, tylko o to, że ta wojna na depopulacyjne wybicie Ukraińców ma trwać. To, że WEF zgodnie ze swoją misją  „zaangażowania w poprawę stanu świata” mogłoby sponsorować negocjacje pokojowe, to tylko mrzonka. Zamiast tego Schwab i zaproszeni przez niego do Davos „czołowi politycy” ułatwiają wysłanie na Ukrainę jeszcze większej ilości jeszcze bardziej śmiercionośnej broni. Dystopijny faszystowski rząd komika-marionetki wspierany jest bowiem przez dystopijne przywództwo USA / UE, nie mające żadnej strategii zakończenia tego konfliktu i nadal udzielające najbardziej skorumpowanemu krajowi w Europie bezwarunkowej pomocy wojennej, wysyłając w nieskończoność kolejne armaty, czołgi i rakiety, wciąż zachęcając Żełeńskiego do „walki do końca”, czyli do ostatniego Ukraińca – czego ogłupiali od nazistowskiej propagandy lub totalnie zastraszeni przez swe faszystowskie władze Ukraińcy nie chcą lub nie mogą pojąć. Szacowana na dzisiaj na 600.000 liczba ofiar tego konfliktu (zabici, ranni, zaginieni) to dopiero początek zamierzanej redukcji zaludnienia tego jakże bogatego w resursy terytorium. Do docelowych 4-5 milionów droga jeszcze daleka. Schwab w roli pasera tych dostaw i wszyscy jego „goście”, dostawcy broni z UE / NATO / USA, stają się de facto mordercami tego pseudo narodu. Zatem czy nie powinno się ich natychmiast aresztować i postawić pod sąd?… Na dłuższą metę, a może już niebawem, WEF może stać się ciężarem dla Szwajcarii. Już teraz jest ciężarem dla świata. Szwajcarzy potrzebują widocznie więcej czasu, aby to dostrzec… Zanim jednak do tego dojdzie Sodoma i Gomora a la Schwab i WEF może upaść pod swym zbrodniczym ciężarem. Oby…

==============================

Davos 2023 – podsumowanie sabatu.

Davos 2023 – podsumowanie sabatu

Kategoria: Archiwum, Biologia, medycyna, Co piszą inni, Gospodarka, Polecane, Polityka, Polska, Pudło, Świat, WażneAutor: AlterCabrio, 21 stycznia 2023

Dziś dobiega końca coroczny tygodniowy szczyt Światowego Forum Ekonomicznego. Nie wiedziałbyś tego, gdybyś czytał gazety głównego nurtu, które ‘zakopały’ to pod doniesieniami o Ukrainie.

Ale dla tych z nas, którzy uważali, to było pracowite pięć dni w Davos. Przyjrzyjmy się kilku kluczowym rozmowom wyznaczającym agendę na nadchodzący rok.

−∗−

Tłumaczenie artykułu z serwisu Off-Guardian podsumowującego główne wydarzenia właśnie zakończonego szczytu w Davos. /AlterCabrio – ekspedyt.org/

_____________***_____________

Najważniejsze wydarzenia w Davos 2023

Dziś dobiega końca coroczny tygodniowy szczyt Światowego Forum Ekonomicznego. Nie wiedziałbyś tego, gdybyś czytał gazety głównego nurtu, które ‘zakopały’ to pod doniesieniami o Ukrainie.

Ale dla tych z nas, którzy uważali, to było pracowite pięć dni w Davos. Przyjrzyjmy się kilku kluczowym rozmowom wyznaczającym agendę na nadchodzący rok.

Nieufność i dezinformacja

We wtorek doszło do epickiego podwójnego uderzenia z redaktorką opinii z New York Timesa, Kathleen Kingsbury, prowadzącą „Disrupting Distrust” [Przerwać nieufność] i byłym redaktorem CNN Brianem Stelterem, który przewodniczył „The Clear and Present Danger of Disinformation”.

W ogromnej mierze dwie strony tego samego medalu. Zasadniczo „jak sprawić, by ludzie nam wierzyli” i „cenzurować ludzi, którzy się z nami nie zgadzają”.

Panel ‘Distrust‘ to 45 minut najgorszego rodzaju korporacyjnych sloganów, jakie kiedykolwiek słyszałeś. Katorga, przez którą trzeba przejść, ale z pewnością da się zauważyć niewypowiedziany strach – „Jak powstrzymać ludzi przed zwróceniem się przeciwko nam, gdy gospodarka się załamie?

Najciekawszą częścią jest dyskusja na temat organizacji pozarządowych (NGO) i tego, jak mogą one wykorzystywać politykę tożsamości, aby podstępem skłonić ludzi by im zaufali i – między innymi – wciskać szczepionki biednym mniejszościom.

Prowadzi to do tego, że dyrektor generalny firmy zajmującej się sondażami korporacyjnymi, Richard Edelman, lamentuje nad upadkiem zaufania do organizacji pozarządowych:

„Grupy prawicowe wykonały naprawdę dobrą robotę pozbawiając organizacje pozarządowe praw obywatelskich. Rzucili wyzwanie grupom finansującym, powiązali cię z Billem Gatesem i George’em Sorosem, powiedzieli, że jesteś wielkim światowcem, w przeciwieństwie do tego, czym jesteś, a przecież działamy lokalnie.”

Według Edelmana, pięć lat temu organizacje pozarządowe znajdowały się na szczycie rankingu zaufania, teraz są na dole. To zwycięstwo mediów alternatywnych, które prowadzą skrupulatne badania źródeł finansowania i polityki dla wszystkich dobroczynnie brzmiących organizacji pozarządowych, które pojawiają się obecnie wszędzie.

Panel ds. dezinformacji jest znacznie bardziej bezpośredni, a przewodniczący z „New York Timesa” stwierdził w swoim wystąpieniu otwierającym, że dezinformacja „odwzorowuje każde inne główne wyzwanie, przed którym stoimy jako społeczeństwo” .

Większość dyskusji można przewidzieć. Post-prawda to, cenzura tamto. Wielokrotne wezwania do reklamodawców do wycofania pieniędzy na promocję z platform, które rozpowszechniają „dezinformację”.

Ale jeśli wysłuchasz całych 90 minut obu rozmów – co zrobiłem, nie ma za co – zauważysz nowy powracający temat: lokalizacja. Powtarza się to ad nauseam. Ludzie bardziej ufają lokalnym wiadomościom, lokalne wiadomości mają większe zastosowanie w codziennym życiu ludzi, organizacje pozarządowe odnoszą sukcesy, gdy ludzie myślą, że są lokalne. I tak w kółko.

Spodziewajcie się odrodzenia „lokalnych wiadomości” jako odpowiedzi na rozprzestrzenianie się niezależnych wiadomości. Organizacje pozarządowe i fundacje mogą równie dobrze zacząć przelewać pieniądze do małych lokalnych gazet, aby stworzyć iluzję wspólnoty i niezależności. To chyba już się dzieje.

[UWAGA: Jeśli możesz przetrwać monolog Setha Moultona o nauczaniu okupowanych Irakijczyków, że propaganda jest zła, bez odruchów wymiotnych i plucia inwektywami w monitor, to jesteś silniejszym człowiekiem niż ja.]

Szczepionki. Wszędzie szczepionki

Wcale się temu nie dziwię. We wtorek zostaliśmy zaproszeni na panel z udziałem dyrektora WHO Tedrosa Adhanoma Ghebreyesusa na temat wyeliminowania gruźlicy, ze szczególnym uwzględnieniem nowych „bezpiecznych i skutecznych” szczepionek.

Najwyraźniej od ponad stu lat nie były dostępne żadne nowe szczepionki przeciw gruźlicy, ale obecnie opracowywanych jest szesnaście nowych produktów.

Trochę jak koronawirusy, przeciwko którym nie można było się zaszczepić przez dziesięciolecia, tylko po to, by prawie każda firma farmaceutyczna na świecie zrobiła zwrot i wypluła działającą szczepionkę na covid w nieco ponad rok.

Dobrą wiadomością jest to, że przynajmniej te szczepionki przeciw gruźlicy (jeśli kiedykolwiek trafią na rynek) nie zostały stworzone, przetestowane i zatwierdzone w ciągu zaledwie trzech miesięcy. Bo taki jest plan na „następną pandemię”.

Tak, wracamy do „Misji 100 dni” – inicjatywy WHO mającej na celu stworzenie systemu, w którym każda przyszła epidemia choroby będzie miała nową szczepionkę gotową do użycia w ciągu 100 dni.

======================================

Tedros Adhanom Ghebreyesus@DrTedros·ObserwujWe know that #COVID19 will not be the last Disease X. That’s why @CEPIvaccines’ 100-day mission is so important. Ambitious partnerships like this are crucial for ensuring that when the next Disease X arrives, the world is more ready than it was this time. #wef2

======================================

Wczoraj kolejny panel omawiał przyszłość gotowości na wypadek pandemii i „misję 100-dniową”. Z gwiazdorską obsadą, w którym udział wzięli dyrektor generalny firmy Pfizer, Tony Blair oraz Helen Clark, główna autorka analizy covid przeprowadzonej przez ONZ.

Clark wspomina o planowanym przez WHO Traktacie Pandemicznym i zreformowanych Międzynarodowych Przepisach Zdrowotnych, co jest ważnym przypomnieniem, że globalne ustawodawstwo jest już na horyzoncie.

Dyrektor generalny firmy Pfizer, Albert Bourla, opłakuje „upolitycznienie” szczepionek na covid i granice państwowe, które pomniejszyły możliwości rozpowszechniania ich produktów na całym świecie.

Ale cytaty dnia należą do Blaira, który radośnie ogłasza, że ​​na horyzoncie pojawia się „cały nowy zestaw szczepionek i preparatów do wstrzykiwania”, a covid dał możliwość stworzenia „infrastruktury cyfrowej”.

==================

Disclose.tv@disclosetv·ObserwujNEW – Tony Blair calls for a „digital infrastructure” to monitor who is vaccinated and who is not for the „vaccines that will come down the line” at Klaus Schwab’s World Economic Forum.

============================================================

Żeby było jasne, 100-dniowe szczepionki nie są możliwe. Ale to nie powstrzyma ich przed forsowaniem tego.

I w końcu…

Kanadyjska aktorka Evangeline Lilly (znana z Zagubionych i Ant-Mana) na początku tego tygodnia obrała ciekawy sposób na zakończenie swojej kariery, kiedy promowała transmisję na żywo o tematyce Davos Russella Branda na swoim Instagramie:

W ciągu zaledwie jednego dnia pojawiły się artykuły oskarżające ją o rozpowszechnianie dziwacznych „teorii spiskowych”.

To zabawne, szczerze mówiąc. Co roku najbogatsi i najpotężniejsi ludzie na świecie – korporacyjni giganci, politycy, miliarderzy i potentaci medialni – spotykają się na tydzień, aby porozmawiać o tym, jak planują rządzić światem, ale zwrócenie uwagi na to ludziom sprawia, że stajesz się ​​„teoretykiem spiskowym”.

*

Inne potencjalnie odkrywcze rozmowy w programie obejmowały:

  • Transformacja Medycyny, Przedefiniowanie Życia – Podczas którego panel omawia między innymi bioinżynierię i „zmieniającą się definicję bycia człowiekiem”.
    .
  • Rewolucja w bezpieczeństwie żywnościowym – obalanie mitów o mięsie i zmianach klimatycznych oraz programu dot. zmian klimatycznych, a także omówienie „wzmacniania” żywności i reformowania rolnictwa.

A co wy sądzicie? Czy przegapiliśmy coś ważnego?

Pięć dni rozmów to napięty harmonogram, więc zachęcamy do dzielenia się wszelkimi znaleziskami, kąskami lub rewelacjami w komentarzach poniżej.

________________

Highlights of Davos 2023, Off-Guardian, Jan 20, 2023

−∗−

Powiązane tematycznie:

Nowa Normalność – 100 dni na szczepionkę
Starannie ulokowane za ukraińskimi nagłówkami rozklejonymi na pierwszych stronach, w zeszłym tygodniu odbyło się spotkanie Światowej Organizacji Zdrowia w celu omówienia globalnego ustawodawstwa mającego na celu upoważnienie WHO do zwalczania […]

________________

„Traktat Pandemiczny” czyli kto ma klucze do WHO
„Traktat Pandemiczny”, który unieważnia lub uchyla decyzje rządów krajowych lub lokalnych, przekazałby ponadnarodowe uprawnienia niewybieralnemu biurokracie lub „ekspertowi”, który mógłby z nich korzystać całkowicie według własnego uznania i w oparciu […]

________________

Great Reset czyli prawdziwym wrogiem jest sama ludzkość
Globaliści od wielu lat próbują zmienić nazwę i przepakować swój program Nowego Porządku Świata, a Wielki Reset był tym, co wymyślili. Zamiast brzmieć nieszkodliwie, termin ten grozi systemowymi wstrząsami i […]

________________

Great Reset czyli co szykują ludzkie paniska
Nadzór na każdym kroku, powszechny dochód gwarantowany powiązany z oceną kredytu społecznego, likwidacja własności prywatnej, masowa cenzura, zamrożenie i zajęcie rachunków bankowych, technologie wdrożone w celu przeprogramowania ludzi — ten […]Tagi:100-dniowe szczepionki, Albert Bourla, bioinżynieria, Brian Stelter, Davos 2023, dezinformacja, Evangeline Lilly, gates, Kathleen Kingsbury, Off-Guardian, polityka żywnościowa, Przedefiniowanie Życia, rolnictwo, sabat, Soros, szczepionki, Tedros Adhanom Ghebreyesus, teorie spiskowe, Tony Blair, traktat pandemiczny WHO, Transformacja Medycyny, tyrania, who

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

3 komentarze

  1. AlterCabrio 21 stycznia 2023 Warto zajrzeć: Tony Blair w Davos: musimy stworzyć „cyfrową infrastrukturę” celem ustalenia „kto został zaszczepiony, a kto nie”. Konieczne podczas „następnej pandemii”
  2. AlterCabrio 21 stycznia 2023
  3. Kłopoty w globalistycznym raju: wybuch buntu na Światowym Forum Ekonomicznym
  4. Klaus Schwab stoi na czele Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) od ponad pół wieku. Niemniej jednak istnieje ostra krytyka jego pozycji we własnych szeregach.Grupa obecnych i byłych pracowników WEF skontaktowała się z brytyjską gazetą The Guardian, aby wyrazić swoje zastrzeżenia. Piszą, że 84-letni Schwab działa na własną rękę i otacza się „wałkoniami” [good-for-nothings], którzy nie są w stanie kierować organizacją, którą założył na początku lat 70. Ocenzurowane Nie jest w żaden sposób odpowiedzialny przed ludźmi wewnątrz i na zewnątrz organizacji, mówi grupa, która chce pozostać anonimowa. „Wahamy się, czy się ujawnić, ponieważ Klaus ma bardzo dobre koneksje i może bardzo utrudnić nam życie, nawet po opuszczeniu WEF”.
  5. Grupa pracowników WEF twierdzi, że opublikowała krytyczny artykuł na LinkedIn, ale został on usunięty na prośbę Światowego Forum Ekonomicznego, czemu organizacja zaprzecza.„Gniazdo żmij”W artykule czytamy między innymi, że WEF jest niczym bez Klausa, a zarząd to „gniazdo żmij”. Pracownicy oczekują, że członkowie zarządu będą skakać sobie do gardeł, gdy tylko Klaus odejdzie.Były premier Wielkiej Brytanii, socjalista Tony Blair, został wskazany jako potencjalny następca Schwaba. Trouble in Globalist Paradise: Mutiny Erupts Within the World Economic Forum