Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica!
Bardzo dziękuję za dotychczasową pomoc Krucjacie Różańcowej za Ojczyznę.
Zapraszam 29 stycznia, niedziela, na 75 Pokutny Marsz Różańcowy ulicami Siedlec w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski. Modlimy się o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.
Zaczynamy o 14,00 , pod pomnikiem św. Jana Pawła II. Kończymy Mszą Świętą, która rozpocznie się o godzinie 16,00 w katedrze siedleckiej.
Kazanie na Święto Matki Boskiej Różańcowej, wygłoszone 7 października 2019 r.
Różaniec Święty jako jedynymoże dać nam zwycięstwo.
(Kraków) – wersja tekstowa ksiądz Rafał Janusz Trytek
W Imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego!
Umiłowani w Panu Jezusie!
Święto dzisiejsze było pierwotnie nazwane Świętem Matki Boskiej Zwycięskiej, na pamiątkę między innymi sławnego zwycięstwa wojsk chrześcijańskich pod Lepanto, ale również wojsk chrześcijańskich pod wodzą Cesarza Karola VI.
Później dopiero zostało przemianowane na Święto Różańca Najświętszej Maryi Panny.
To połączenie tych dwóch nazw jest jak najbardziej na miejscu, ponieważ właśnie Różaniec Święty może dać nam, jako jedyny, zwycięstwo. Dzieje się tak dlatego, że zawiera on tą modlitwę, którą sam Pan Jezus dał swoim uczniom, by modlili się nią do Ojca; chodzi o modlitwę Ojcze Nasz, ale również Zdrowaś Mario – modlitwę która zawiera słowa Pozdrowienia Anielskiego, które właśnie przeczytaliśmy w Ewangelii św. Łukasza.
Te słowa oznaczają początek zbawienia na ziemi; Bóg staje się człowiekiem, przybiera w łonie Najświętszej Maryi Panny ciało ludzkie, duszę ludzką, by móc w tej sposób stać się Kapłanem i stać się jednocześnie Żertwą, która na Krzyżu złoży samą siebie, jako Kapłan złoży sam siebie na Krzyżu na zbawienie całej ludzkości, a od początku aż do końca uczestniczy w tym Najświętsza Maryja Panna jako towarzyszka Pana Jezusa, od samego początku jako Jego najwierniejsza współpracownica w dziele zbawienia.
Dlatego jest ona Pełną Łaski. Ma łaskę w sposób dla nas niewyobrażalny, w takiej ilości, pełności, która nie jest dla nas do wyobrażenia. I z tej pełności my otrzymujemy. Maryja bezustannie udziela nam wszelkich możliwych łask, byśmy odnieśli, odnosili zwycięstwo.
Różaniec Święty został objawiony przez Matkę Bożą świętemu Dominikowi, po to, by mógł tenże Różaniec Święty być naszą najlepszą modlitwą i bronią. Modlitwa ta, by być pełną i skuteczną, musi być świadomie modloną, tzn. trzeba rozważać tajemnice przyporządkowane do poszczególnych dziesiątków Różańca Świętego.
Ostateczne przyporządkowanie nastąpiło dopiero w wieku XV, Błogosławiony Alan de Rupe ostatecznie ustalił kształt Różańca Świętego, składającego się z piętnastu dziesiątków, i od tej pory, w takim oto ostatecznym kształcie, Różaniec rozprzestrzenił się, m.in. dzięki Dominikanom, którzy tworzyli wszędzie Bractwa Różańcowe, by dobrze uczyć wiernych, jak modlić się na Różańcu Świętym.
Mało kto wie, że są stacje Różańca Świętego, jest ich piętnaście, i ludzie tak jak obchodzili Drogę Krzyżową, tak samo modlili się na Różańcu chodząc od stacji do stacji.
Stacje pomagały wyobrazić sobie ten temat, który miał być kontemplowany. Zatem takie zorganizowane bractwa, mają tę zaletę, że pod opieką dyrektorów można było kształtować lud w odpowiedni sposób. I to dało wielką siłę chrześcijaństwu, bo jak wiemy przed Lepanto św. Pius V zarządził modlitwy i procesje różańcowe w całym chrześcijaństwie.
I była już ta armia, która wiedziała jak się modlić, wiedziała jak używać Różańca Świętego, jak go wykorzystywać do uproszenia w Niebie nadzwyczajnej, nadprzyrodzonej pomocy, bez której tego zwycięstwa by nie było.
Stąd też Papieże wszystkich wieków obdarzali Różaniec Święty licznymi przywilejami. Nie ma takiej modlitwy, która byłaby obdarzona tyloma odpustami, co właśnie Różaniec Święty.
Stąd też ta modlitwa różańcowa jest bardzo potrzebna, szczególnie w dzisiejszych czasach.
Jeżeli w przeszłości Różańcem Świętym posługiwali się katolicy, by walczyć, by samych siebie uświęcać, ale również by walczyć przeciwko wrogom zewnętrznym, to tym bardziej jest to dzisiaj potrzebne, kiedy tych wrogów jest o wiele, wiele więcej niż kiedykolwiek, gdy są oni tym groźniejsi, że mniej ich widać.
Muzułmanie, cokolwiek by o nich złego nie powiedzieć, szli na Europę w sposób otwarty, otwarcie mówili o dżihadzie, o tym że chcą podbić ziemię “niewiernych” – czyli katolików, dla siebie, dla swego bożka allaha, dla swojej fałszywej religii i moralności.
Dzisiaj mamy do czynienia z ludźmi którzy są o wiele skuteczniejsi w swych złowrogich zamiarach zniszczenia Kościoła Świętego, dlatego że przebierają się w szatki “dobrych ludzi”, “dobrych chrześcijan” którzy chcą powrócić do czasów pierwszych chrześcijan, którzy chcą większej prostoty, ubóstwa w Kościele.
Ci ludzie – moderniści, nie negują tak bardzo, wprost, Dogmatów chrześcijańskich, nie odrzucają Trójcy Przenajświętszej, a przecież nikt tak wiele nie zrobił dla zniszczenia chrześcijaństwa, nawet muzułmanie, nawet arianie, jak właśnie moderniści.
Jeżeli modlimy się na Różańcu Świętym, i prosimy na Różańcu Świętym o pokonanie wrogów Kościoła, to największymi wrogami Kościoła są obecnie oczywiście moderniści, wraz z tymi, z którymi oni współpracują.
Bo zauważmy, że elity światowe, anty-Boże i anty-ludzkie, doskonale z modernistami się dogadują, czego w przeszłości też nie było.
Bezbożny świat zwalczał Kościół katolicki, zwalczał prawdziwą Wiarę, chcąc ją zastąpić fałszywymi ideami.
To dzisiejsze Święto Matki Boskiej Różańcowej, jest w stulecie ogłoszenia niepodległości Polski.
Rada Regencyjna równo sto lat temu ogłosiła niepodległość Polski, i oczywiście stało się bardzo dobrze, że to właśnie święto zostało wybrane.
Myślę że powinniśmy sobie tym bardziej Różaniec Święty cenić, że jest powiązany tak ściśle również z naszą historią.
Ale też trzeba sobie powiedzieć że z tego faktu, z faktu ogłoszenia niepodległości Polski w 1918 roku, 7 października, aż tak wiele nie wyniknęło, ponieważ nasza wskrzeszona Rzeczypospolita Polska nie była krajem katolickim.
Była krajem z większością katolicką, gdzie dzięki konkordatowi Kościół katolicki miał liczne przywileje, ale Religia katolicka nie była w pełni uznawana, była uprzywilejowana w jakimś sensie, w jakimś zakresie, ale Polska nie była katolicką tak jak przed rozbiorami.
I warto sobie uprzytomnić, że właściwie wszystkie nieszczęścia, jakie nas spotykają, spotykają nas z tego powodu, że Polska nie jest tak katolicka, jak być powinna.
Wtedy była w większości katolicka, bo Naród wierzył, ale kraj jako kraj, jego władze nie były katolickie.
Nasze państwo nie było tak katolickie, nie wyznawało Wiary w Trójcę Przenajświętszą i Święty Kościół Rzymskokatolicki.
Musimy zatem powrócić, by zwyciężyć wszelkie zło które nam zagraża ze wszystkich stron i z zewnątrz i od wewnątrz, przede wszystkim od wewnątrz, musimy pamiętać o tym, że wszystko co dobre, co wielkie w naszym Narodzie, w naszej historii, powstało dzięki Kościołowi, dzięki świętej Wierze którą przyjęliśmy tysiąc lat temu z okładem, i którą to Wiarę katolicką wyznawaliśmy, wyznawała większość naszego Narodu, aż do czasów sprzed kilkudziesięciu ledwie lat.
Dzisiaj mamy za zadanie upraszać Pana Boga o to, by zlitował się nad nami, by gdy przyjdzie czas kary i sądu, byśmy byli oszczędzeni w jak największym stopniu.
Oczywiście kary muszą być, i nigdy nie jest tak, że za grzechy nie ma kary, jednak możemy wyprosić u Tronu Łaski to, żeby Polska była oszczędzona w jak największym stopniu, a przede wszystkim, by się nasz kraj i nasz Naród nawrócił.
Bez nawrócenia Polska na pewno zginie.
Bez bycia katolicką Polska na pewno zginie, bo Katolicyzm jest duszą naszego Narodu.
Prośmy Najświętszą Marię Pannę, prośmy Ją na Różańcu Świętym, przez Litanię Loretańską, o to by nas inspirowała oraz dawała nam swoje natchnienia, byśmy znienawidzili herezje, tak jak Ona jej nienawidzi, i byśmy znienawidzili grzechu, tak jak Ona grzechu nienawidzi.
W Imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego!
Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus!
Królowo Różańca Świętego – módl się za nami!
ksiądz kapelan Rafał Janusz Trytek, Duszpasterz Tradycji Łacińskiej Katolickiej Kościół Matki Bożej Królowej Polski w Krakowie kaplica – ulica Józefa Sarego 18/2
===
Ks. Rafał Trytek, kazanie na Uroczystość Różańca Świętego wygłoszone w dn. 6.X AD 2019
Począwszy od września tego roku, wszyscy uczniowie IV klasy otrzymają nieodpłatnie laptopy, które będą służyły im przez kolejne lata edukacji. W tym roku sprzęt trafi do 370 tys. uczniów – poinformował premier Mateusz Morawiecki.
„Naszym zdaniem nierówności nie są napędem rozwoju, ale przyczyną straconych szans, utraconych talentów, także przyczyną wielu tragedii. Staramy się na wszystkie możliwe sposoby te nierówności wyrównywać” – powiedział premier na wtorkowej konferencji prasowej.
Przypomniał, że w ubiegłym roku w komputery wyposażono ok. 218 tys. uczniów z terenów popegeerowskich.
„Czas ostatecznie wprowadzić polską szkołę w XXI wiek i przenieść system nauczania naszych dzieci na jak najwyższy poziom” – stwierdził.
Teraz, jak poinformował, laptopy trafią do 370 tys. uczniów rozpoczynających naukę w IV klasie w 2023 roku. „To jest jeden z elementów wspierania transformacji cyfrowej” – podkreślił szef rządu.
Minister Cieszyński: Komputery, które trafią do uczniów, przejdą na własność rodziny
Komputery, które trafią do uczniów, przejdą na własność rodziny. Chcemy, by mogli korzystać z nich w szkole i w domu, by zostały na przyszłe lata ich nauki. Chcemy uczyć odpowiedzialności – zapowiedział pełnomocnik rządu ds. cyberbezpieczeństwa Janusz Cieszyński.
„Nauka i edukacja się zmienia. Transformacja polega m.in. na tym, że dzisiaj komputera nie używa się tylko na lekcji informatyki, ale można go używać z dobrym efektem na wszystkich lekcjach (…). I stąd pomysł, aby z tych środków, które otrzymamy w ramach Krajowego Planu Odbudowy, finansować komputer dla każdego dziecka, które idzie do IV klasy” – powiedział Janusz Cieszyński.
Wyjaśnił, że sprzęt trafi do uczniów IV klas szkół podstawowych, gdyż tak rekomendują eksperci. „Wtedy łatwiej jest dzieci wdrożyć, one zdobyły już podstawowe umiejętności”. Podkreślił, że „dzięki temu, że każdy będzie miał taki sprzęt, będzie możliwe wyrównanie szans”.
Cieszyński poinformował także, że „komputery przejdą na własność rodziny, na własność ucznia”. Wyjaśnił, że tak samo z przekazanym sprzętem komputerowym w ramach programu dla dzieci z obszarów popegeerowskich, co zdało egzamin.
Zapowiedział, że w tym roku uruchomimy zostanie też przetarg na sprzęt komputerowy dla nauczycieli, a w roku kolejnym roku przetarg na sprzęt dla kolejnego rocznika uczniów. „Chcemy, by ten program został w polskiej szkole na zawsze” – dodał Cieszyński. (PAP)
Emerytowany minister III Rzeszy, Joseph Goebbels wyraził ostatnio stanowczy sprzeciw wobec polityki kłamstw i manipulacji. Manipulacji i kłamstw obserwowanych ostatnimi czasy w relacjach międzynarodowych. Jeszcze nie umilkły gorące komentarze a już następnego dnia odezwała się minister Moskwa. Moskwa z Warszawy.
Wyrażam stanowczy sprzeciw wobec przyjętej dziś propozycji Parlamentu Europejskiego, który chce przenieść leśnictwo do kompetencji dzielonych pomiędzy UE a Państwa Członkowskie. Polskie lasy to wyłączna kompetencja Warszawy. Nie pozwolimy na zmianę traktatów w tym zakresie.
Nie chcę w ten sposób porównywać jednego z najskuteczniejszych ministrów propagandy w historii Europy do nieskutecznej minister Moskwy, ale chodzi mi o domniemanie nieszczerości. Sprzeciw Moskwy jest tak samo żarliwy jak sprzeciw Dudy, Morawieckiego, Szydło i Kaczyńskiego w sprawie “kompetencji Warszawy” w sądownictwie, oraz w sprawie likwidacji polskiego górnictwa. Po wielu podobnych “stanowczych sprzeciwach”, PiS zazwyczaj oddawało jeszcze więcej niż początkowo chcieli ukraść nam Niemcy. Ostatnio, po melanżu u satanistów, podkręcony Morawiecki zapowiedział kolejny etap wdrażania nowego porządku (cyfrowego niewolnictwa). Idioci nie zarejestrowali?
A może… tuż przed nadchodzącymi wyborami słudzy Ukrainy i Niemiec, USA i Izraela czymś nas zaskoczą? Powiedzą na przykład: „Tak, zgadzamy się”, a potem… po raz pierwszy… się nie zgodzą. Dotychczas po pierwszym „Nie” zawsze na końcu było „Tak”. Może w ramach rehabilitacji cofną też wszystkie zarządzenia zabierające nam Wolność? Cofną czy nie cofną? Cofną. Nie cofną? Cooofną… A jak nie, to co? Świnie czy agentura wpływu?
Od lat przykładem stanowczości jest sam prezes Kaczyński…
Główny Inspektorat Ochrony Środowiska ostrzega przed smogiem. Najgorzej będzie na południu Polski. Jak pisze Onet, jakość powietrza będzie dramatyczna, a eksperci mówią o „toksycznej zasłonie”.
Prognozy Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska pokazują, że sytuacja ze złą jakością powietrza utrzyma się co najmniej przez 3 dni.
Niezadowoleni będą zarówno turyści, jak i mieszkańcy południowej Polski, gdzie smog będzie największy. Na Górnym Śląsku, w Małopolsce i na Podkarpaciu stężenie pyłu zawieszonego PM10, może wynieść ponad 100-150 μg/m3.
Im dalej na północ tym lepiej, ale w centrum i Warszawie sytuacja również nie będzie dobra. Powietrze w stolicy będzie co najwyżej „dostateczne”, a w wielu miejscach „złe”.
W domu zostać powinni głównie seniorzy. Wszystkim innym zaleca się jak największe ograniczenie aktywności na zewnątrz.
Mail:
K…wy jak nie śmiertelnym kowidkiem, to smogiem straszą. Zostań w domu, baranie. A skąd ten smog, skoro kopalnie węgla celowo zniszczyli, węglem nie wolno palić, drewnem też już chyba nie, w Krakowie strefę wolną od samochodów wprowadzili itp itd. Może samoloty z Davos wracają i rozsiewają?
To Putin złośliwie rozsiewa !!
D.K.
===========================
Oficjalna prognoza dla Warszawy: 25.I.
Dobra
Dobre powietrze. Możesz bez obaw wyjść na zewnątrz i cieszyć się dniem.
========================
Korzystny
Możesz liczyć na sprzyjające warunki atmosferyczne. Pogoda nie powinna mieć wpływu na Twoje samopoczucie ani powodować lub wzmagać żadnych dolegliwości. Nawet meteopaci odczują dziś sprzyjającą aurę.
=============================
Prognozy Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska : SAME ZIELONE.
Oburzenie z powodu umorzenia śledztwa ws. wystawiania fałszywych szpryc-certyfikatów wyraził dr n. med. i n. o zdrowiu Szymon Suwała. Endokrynolog przyznał, że sam donosił w ramach zapoczątkowanej przez siebie akcji „#StopAgentomPandemii”.
„Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie oferowania za pośrednictwem mediów społecznościowych (np. przez portal Facebook) odpłatnych fałszywych certyfikatów poświadczających zaszczepienie przeciwko COVID-19, tj. o czyn z art. 271 par. 3 KK (poświadczenie nieprawdy)” – napisał Suwała.
„Był to element akcji #StopAgentomPandemii zapoczątkowanej przeze mnie w zeszłym roku – jak widać, wysiłek mój oraz wielu z Was którzy informowali i dostarczali dowodów na ten nielegalny proceder poszedł jak krew w piach…” – grzmiał lekarz, przedstawiający się jako „edukator medyczny”.
Kanada światowym liderem w pozyskiwaniu organów od osób poddawanych eutanazji. Cenniki.
Serce jest warte koło 1 miliona dolarów, wątroba – ok. 557 000 dol., nerka – 262 000 dol., skóra – 10 dol. za cal [kwadr.], żołądek – 500 dol., a gałka oczna – 1500 dol.
We wrześniu 2022 roku w American Journal of Transplantation opublikowano artykuł, który pokazuje, że Kanada jest światowym liderem pod względem pozyskiwania organów do przeszczepów od osób, które poddały się eutanazji. W 2021 roku odnotowano 49 takich przypadków, a od 2016 roku, czyli od zalegalizowania wspomaganego samobójstwa – 136. Łącznie w Kanadzie, Holandii, Hiszpanii i Belgii było ich 286.
Canadian Institute for Health Information podaje, że 6 proc. organów przeznaczonych do transplantacji w Kanadzie pochodzi od osób, które zmarły na skutek eutanazji.
Od 2020 roku, na skutek luzowania przepisów dotyczących eutanazji, liczba wykonanych procedur wzrosła o 32 proc. W 2021 roku było ich 10 000. Adwokaci pro-life biją na alarm zauważając, że od 2021 roku ponad połowa przeszczepianych na świecie organów pozyskiwanych po eutanazji pochodzi od osób uśmiercanych przez lekarzy w Kanadzie.
Jeden z autorów artykułu, dr Johannes Mulder, który dokonuje eutanazji w Holandii, mówi, że taka sytuacja budzi niepokój, bo niektóre osoby mogą być nakłaniane do poddania się eutanazji, by zwiększyć pulę dostępnych organów.
Angelina Ireland, przewodnicząca Delta Hospice Society (DHS), zauważa, że kanadyjskie społeczeństwo najpewniej jest w ogóle nieświadome, jak lukratywny może być handel ludzkimi organami.
Według niektórych szacunków, w Stanach Zjednoczonych serce jest warte koło 1 miliona dolarów, wątroba – około 557 000 dol., nerka – 262 000 dol., skóra – 10 dol. za cal, żołądek – 500 dol., a gałka oczna – 1500 dol. Sprzedaż organów w większości krajów jest nielegalna, Ireland zauważa jednak, że Kanadyjczycy często są naiwni. Ceny rynkowe ludzkich organów są zaskakująco wysokie. Nasuwa się też pytanie, kto jest zamieszany w takie pozyskiwanie organów: lekarze, szpitale, rządowe departamenty?, pyta Ireland. „Powinniśmy teraz obawiać się, że najsłabsi spośród nas będą złożeni na ołtarzu ‘progresywizmu’. Biedni, bezdomni, niepełnosprawni, chory umysłowo, weterani, nieletni, niezaszczepieni – wszyscy są w grupie ryzyka”.
W jednej z kijowskich klinik pod pozorem macierzyństwa zastępczego sprzedawano noworodki za 70 tys. dolarów – poinformował we wtorek komendant główny ukraińskiej policji Ihor Kłymenko. Jak dodał, 13 dzieci trafiło do jednego z krajów Azji Wschodniej.
„70 tys. dolarów USA za dziecko. Niestety taka jest rzeczywistość. Rzeczywistość, jaka była obok nas, w jednej ze specjalistycznych klinik Kijowa” – napisał na Facebooku komendant.
„Nielegalny handel noworodkami, przedstawiany jako macierzyństwo zastępcze”, policja i śledczy dokumentowali przez ponad dwa lata – dodał. Organizatorem procederu – jak przekazał Kłymenko – był dyrektor kliniki, a klientów znajdowali cudzoziemcy wchodzący w skład tej grupy przestępczej.
„By otrzymać dziecko, »zamawiający« musiał zapłacić ok. 70 tys. USD i zawrzeć fikcyjny ślub z Ukrainką. Później takie pseudo-małżeństwo zamawiało usługę macierzyństwa zastępczego” – kontynuował szef policji ukraińskiej. Następnie małżonki podpisywały dokumenty, pozwalające ojcu wywieźć dziecko za granicę – do jednego z krajów Azji Wschodniej.
Reklamy w internecie
MSW podało na swojej stronie internetowej, że reklamy swoich usług grupa zamieszczała w internecie w różnych krajach. Działano według stałego schematu: poszukiwano kobiet w trudnej sytuacji materialnej, które godziły się za 300-1000 USD wziąć fikcyjny ślub z cudzoziemcami. Lekarz, który był członkiem grupy, wystawiał następnie zaświadczenie o przeciwwskazaniach dla ciąży. Jest to podstawa do oficjalnego zastosowania technik wspomaganego rozrodu. Dzieci rodziły surogatki za ok. 6-8 tys. USD.
Kłymenko przekazał, że policja odebrała troje noworodków i przekazała je służbom socjalnym. „Co najmniej 13 dzieci sprzedano i wywieziono z Ukrainy – napisał. Według MSW zarejestrowano 16 przypadków sprzedaży dzieci, a podczas przeszukania znaleziono informacje o kolejnych 160 „zamówieniach”.
Resort przekazał, że w skład grupy wchodziło pięć osób: organizator, współorganizator, dwóch wykonawców – obywateli jednego z krajów Azji Wschodniej, i lekarz urolog. Osoby te poinformowano o możliwości popełnienia przestępstwa.
„Bardzo cienka granica”
Komendant wyraził przekonanie, że to nie ostatnia taka grupa. „Między macierzyństwem zastępczym i handlem ludźmi jest bardzo cienka granica. (…) Bez wzmocnionej regulacji prawnej tej kwestii nie uda się nam w pełni zatrzymać sprzedaży ukraińskich dzieci za granicę” – zaznaczył.
Pod koniec lipca Służba Bezpieczeństwa Ukrainy poinformowała o wykryciu grupy przestępczej sprzedającej niemowlęta za granicę za 60 tys. dolarów. Członkowie grupy utworzyli schemat dostarczania cudzoziemcom niemowląt rzekomo w ramach programów macierzyństwa zastępczego – podało SBU. Nie wiadomo, czy obie sprawy są ze sobą powiązane.
Koronawirus niespodziewanie ujawnił, że Ukraina jest „fabryką dzieci” dla całego świata. W tamtejszych klinikach reprodukcji czeka ok. 100 niemowlaków urodzonych przez surogatki, których rodzice nie mogą odebrać przez zamknięte granice.
Nie wszystkie dzieci pochodzą z legalnych klinik, o czym opowiada Sergij Antonow z ukraińskiego Centrum Prawa Medycznego i Reprodukcyjnego.
1. Pokonali setki kilometrów, bo marzyli o dziecku. Gdyby nie epidemia, już byli by rodzicami
Pandemia koronawirusa zniszczyła marzenia wielu przyszłych rodziców z całego świata, którzy oczekiwali na narodziny swojego dziecka na Ukrainie. Jednocześnie to dzięki epidemii dowiedzieliśmy się, że w tym państwie kwitnie handel dziećmi.
Flavia Lavorino i Jose Perez są parą od 15 lat. Przeszli wiele bardzo bolesnych i skomplikowanych zabiegów. Próbowali wszystkiego, ale Flavia tylko raz zaszła w ciąże i wkrótce poroniła. Ostatnią szansą na stworzenie rodziny było znalezienie surogatki – kobiety, która donosi i urodzi ich dziecko.
Ktoś z rodziny polecił im sprawdzić taką możliwość na Ukrainie. I tak małżeństwo z Buenos Aires wylądowało na drugim końcu świata – w Kijowie. (arch.prywatne)
Wiele par z Azji, Ameryki i Europy przyjeżdża na Ukrainę w tym samym celu. Od kiedy w 2015 roku w całej Azji zaczęto zamykać kliniki oferujące „wspomagane macierzyństwo”, biznes przeniósł się właśnie tutaj. Ukraina jest jednym z niewielu krajów na świecie, gdzie komercyjne surogatowe macierzyństwo jest legalne, a w dodatku znacznie tańsze niż na przykład w USA. Średnia wartość takiej usługi to ok. 30-50 tys. USD.
Jak mówi w rozmowie z WP abcZdrowie Sergij Antonow, dyrektor i założyciel organizacji Centrum Prawa Medycznego i Reprodukcyjnego, które od 10 lat monitoruje sytuację surogatek na Ukrainie, co roku w tym kraju rodzi się ok. 4 tys. dzieci „na zamówienie”.
(biotex)
– W tej chwili rynek można podzielić na trzy części. Pierwsza to kliniki, które trzymają się standardów wyznaczonych przez USA. Są to duże, legalnie pracujące firmy. Druga to pośrednicy, którzy oferują usługi przez internet. Głównie są to izraelskie firmy, które nawet nie mają biura na Ukrainie, działają przez pośredników, którzy szukają na miejscu kobiet chętnych do zostania surogatkami. Trzecia to kobiety, które w sieci na własną rękę szukają kontaktu z potencjalnymi rodzicami – opowiada Antonow.
2. Ciąża surogatki
Flavia Lavorino i Jose Perez skorzystali z usług jednej z oficjalnie działających klinik na Ukrainie. Jak przyznaje małżeństwo, żeby sfinansować wyjazd, musieli zapożyczyć się u całej rodziny i jeszcze dodatkowo zaciągnąć kredyt.
W ich przypadku zapłodnienie odbyło się metodą in-vitro. Najpierw komórkę jajową Flavii zapłodniono plemnikiem Jose’go, a następnie embrion umieszczono w macicy surogatki.
Przez cały ten czas nie mieli żadnego kontaktu z kobietą, która nosiła ich dziecko. Klinika tylko przesyłała wyniki kontrolnych badań.
(Biotex)
Przyszli rodzice wszystko starannie zaplanowali, mieli przylecieć do Kijowa na kilka tygodni przed spodziewanymi narodzinami dziecka. Chłopiec jednak przyszedł na świat wcześniej. Jak wspominają, 30 marca jechali samochodem, kiedy dostali wiadomość z Kijowa.
Małżeństwo cieszyło się chwilą krótko, bo szybko się okazało, że przez koronawirusa wszystko się skomplikowało. Granice zamknięto, loty odwołano.
Teraz ich synek Manuel ma 7 tygodni. Najdłużej wiedzieli go, kiedy skończył pierwszy miesiąc, wtedy pielęgniarki trzymały go przed kamerą tak długo, jak tego chcieli rodzice.
3. Dzieci utknęły na Ukrainie
Oprócz małego Manuela, w tej samej kijowskiej klinice utknęło jeszcze prawie 50 niemowlaków. Wiadomo, że są to mali obywatele Chin, Włoch, Hiszpanii, Szwecji, Wielkiej Brytanii i Argentyny.
(Biotex)
– Problemem jest to, że w świetle prawa te dzieci nie są ukraińskie. Rząd, mimo apeli klinik o pomoc, początkowo nie chciał nic z tym robić – opowiada Antonow.
Klinika, z której usług skorzystali Flavia i Jose, postanowiła upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Nagrali i upublicznili film, gdzie pokazują wszystkie 50 dzieci czekające na swoich rodziców i płaczące wniebogłosy.
– W ten sposób wywarli presję na rządzących, żeby umożliwili rodzicom przyjazd na Ukrainę po swoje dzieci. A klinika zareklamowała się na cały świat – mówi Antonow.
Zadziałało, bo po medialnej burzy, która się rozpętała, rząd Ukrainy zaczął prowadzić dyplomatyczne negocjacje z ambasadorami krajów, z których pochodzą rodzice. Części już udało się dotrzeć do Kijowa. Wiadomo o szwedzkiej parze, która przyleciała po swoje dziecko prywatnym samolotem.
4. Fikcyjne śluby z Ukrainkami
Sergij Antonow szacuje, że w całym kraju jest obecnie co najmniej 100 dzieci czekających, aż odbiorą je rodzice. Powoli zaczyna się tworzyć „korek”, bo nowych dzieci wciąż przybywa, a nie każda agencja jest w stanie zaopiekować się nimi odpowiednio. Kilka tygodni temu ukraińska policja opublikowała relację z kontroli w jednej z nielegalnych klinik. Mieściła się w malutkim mieszkaniu, w którym przebywało 5 niemowlaków, a do opieki nad nimi była tylko jedna kobieta.
(Mat. policyjne)
Rodzicami tych dzieci są Chińczycy. Według ukraińskiego prawa, z usługi surogatki mogą skorzystać tylko małżeństwa, u których klinicznie stwierdzono bezpłodność. Jak podała policja, część z tych rodziców była singlami, więc agencja pomagała im w zawarciu fikcyjnych ślubów z miejscowymi kobietami.
– Dlatego te dzieci najprawdopodobniej trafią do domu dziecka. Zwłaszcza że pieniądze, które rodzice przesłali agencji na utrzymanie dzieci, zostały skonfiskowane – opowiada Antonow.
5. Jakie są wymagania, by zostać surogatką?
Jak mówią właściciele klinik, z roku na rok popyt na usługi surogatek rośnie. Nie brakuje też chętnych kobiet. Za urodzenie dziecka można dostać nawet 15-20 tys. dolarów. Oprócz tego kobiety dostają dietę ok. 400-600 USD miesięcznie. To na ukraińskie realia spora kwota.
Zgodnie z prawem kandydatka na surogatkę nie może mieć więcej niż 36 lat i być matką co najmniej jednego dziecka. Uważa się, że posiadanie własnych dzieci ułatwi kobiecie odstawienie dziecka tuż po porodzie.
– Dobra agencja bierze pod uwagę również psychologiczne aspekty. Ważne jest, aby kobieta chciała pomóc parze, która sama nie może mieć dzieci – opowiada Antonow.
Anna, podobnie jak większość, zdecydowała się zostać surogatką, bo chciała zapewnić swojemu dziecku lepsze warunki życia. Pracując w Kamieńcu Podolskim i zarabiając ok. 200 USD miesięcznie, nie stać jej było na zbyt wiele.
Już dwukrotnie była surogatką, co też jest dosyć często spotykane. Ona akurat miała wsparcie rodziny i nie musiała chować się z brzuszkiem. Wiele kobiet musi jednak ukrywać ciążę, wymyślając różne historie, np. opowiadają, że wyjeżdżają do Kijowa lub za granicę. Wówczas agencje wynajmują surogatkom mieszkania, gdzie kobiety mieszkają aż do porodu. Często jeszcze tego samego dnia po rozwiązaniu wracają do domu.
Kobiety przyznają, że oddawanie dziecka jest bardzo trudne. Ale wielu rodziców podchodzi do tego ze zrozumieniem i starają się utrzymywać kontakt z surogatkami, przesyłają im filmy i zdjęcia.
– Kiedy rodzice płaczą i dziękują, odczuwasz, jak wiele dla nich zrobiłaś – opowiada Anna.
6. Dziecko od surogatki. Problemy prawne
Po medialnej burzy, jaka rozpętała się wokół dzieci surogatek, ukraińska Rada Najwyższa zajmie się nową ustawą, która bardziej doprecyzuje prawa kobiet i obowiązki agencji.
– Nie wiadomo, ile w tej chwili jest takich klinik, ponieważ nie ma żadnego rejestru. Dopiero teraz, kiedy pandemia spowodowała zawieszenie lotów, zaczęliśmy o tym rozmawiać. Ale pokazuje to również skalę problemu, dzieci są po prostu sprzedawane zagranicznym parom – powiedział ostatnio Mykola Kuleba, komisarz prezydenta ds. praw dziecka.
Antonow uważa, że nazywanie surogatowego macierzyństwa „handlem dziećmi” jest nie na miejscu, ale prawo musi zostać doprecyzowane.
Dowodzi tego historia Lee Wei’a i Dai Qisu, małżeństwa z Chin. W ich przypadku komórka jajowa pochodziła od ukraińskiej dawczyni, a plemniki od Lee. Surogatką została jeszcze inna kobieta. Cała operacja kosztowała ok. 200 tys. USD.
Ciąża rozwijała się prawidłowo, a Lee i Dai byli szczęśliwi. Kupili mieszkanie w Kijowie i postanowili, że dopóki córeczka nie pójdzie do szkoły, będą tu mieszkać i prowadzić biznes.
Dziecko przyszło na świat w czerwcu, ale nie było podobne do swoich rodziców. Jednak małżeństwo nie przyjmowało się tym, chcieli jak najszybciej pojechać do Chin, żeby pokazać noworodka rodzinie. Ale żeby Chiny uznały urodzone przez surogatkę dziecko, rodzice muszą udowodnić pokrewieństwo, wykonując test DNA.
„Zrobiliśmy test i okazało się, że to nie jest nasze dziecko” – opowiada Lee.
Po kolejnych testach DNA stwierdzono, że biologiczną matką dziewczynki jest surogatka, a z ojcem ma 0 proc. pokrewieństwa genetycznego. Jak się później okazało, kobieta naruszyła warunki umowy, które przewidują, że nie może odbywać stosunków płciowych aż do porodu.
Surogatka odmówiła odebrania dziecka. A małżeństwo Wei zostało z dziewczynką, która prawnie może być ich córką tylko na Ukrainie, ale już nie w Chinach, gdzie adopcja dzieci z zagranicy jest zabroniona.
Według Antonowa takie przypadki nie są odosobnione. Tylko w ubiegłym roku było nawet kilkanaście sytuacji, w których DNA dziecka i biologicznych rodziców nie pasowały do siebie.
Styczeń to świetny moment na podsumowanie roku ubiegłego. Zatem do dzieła! Wspomnijmy rok 2022 trochę nietypowo: w krzywym zwierciadle. Będzie to ponad 20 rysunków (plus jeden mem) duetu Widget & Oppenheim. A że rok poprzedni nie był za bardzo udany dla Polski i Polaków, tak też i prezentowane obrazki nie zawsze będą wzbudzać nadmierną wesołość.
Koniec roku 2021 i początek 2022 to wciąż nowe pomysły na ograniczanie naszej wolności przez kowidowy zamordyzm. W niektórych krajach poziom absurdu sięgnął zenitu: patrz np. w Austrii zarządzono, że nawet w domu powinno się obowiązkowo nosić maseczki. Czyż można było tego nie narysować?
Rok temu nic nie zapowiadało, że wirus zniknie znienacka; czyli podobnie jak się pojawił. W tym czasie Gates obwieścił światu, że jego prace nad kolejnymi wariantami C-19 mają się świetnie, co nie do końca się jednak sprawdziło.
Heroiczna wojna „naszego” rządu z pandemią zniszczyła dziesiątki tysięcy rodzimych firm. Ale to nie było ostatnie słowo premiera Morawieckiego: od stycznia 2022 polscy przedsiębiorcy musieli się zmierzyć z innym śmiertelnym wrogiem. Tym razem krajowej produkcji.
Nie najlepiej wyszło podsumowanie walki z C-19, prowadzonej m.in. pod hasłem „Liczy się każde ludzkie życie!” Niech komentarzem pozostanie kolejny rysunek.
W tej sytuacji Himalajami absurdu można by nazwać wyróżnienie Pana Adama Niedzielskiego tytułem „Wizjoner Roku”. Zatem przeżyjmy to jeszcze raz…
Kiedy świat nieco się zmęczył jednokierunkową narracją kowidocentryczną, sprawy w swoje ręce znowu wzięli możni tego świata. No bo ile można ciągle o tym samym? Gates ze swoimi zielonymi wiruskami musieli iść w odstawkę.
No i stało się! 24 lutego 2022 roku udało się rozpocząć jeden z najbardziej absurdalnych konfliktów zbrojnych: zła Rosja wtedy napadła na wspaniałą Ukrainę. Z daleka śmierdziało to ustawką na każdym kroku, w tym także, kiedy eks-komik został obsadzony w roli światowego super bohatera.
Tym bardziej kreacja Wołodimira Z. jest mocno podejrzana, jeśli zajrzymy do treści publikacji sprzed kilku lat na temat wyborów prezydenckich 2019 na Ukrainie. Dowiemy się, bowiem, że to Moskwa bardzo pomogła Zełeńskiemu wygrać wybory. Oto dwa teksty na ten temat, w tym jeden z Gazety Wyborczej:
Tego o kowidku nikt nie wiedział: boi się jak ognia uchodźców z Ukrainy. Z dnia na dzień ulotnił się z Polski. Szkoda, że nie wiedzieliśmy o tym wcześniej…
Niejaki Obajtek bezwzględnie wykorzystał szansę na złupienie Polaków, w marcu ubiegłego roku niekiedy paliwo dochodziło do 8 zł za litr. Do kogo w tej sytuacji mogliśmy zwrócić się o pomoc?
Kiedy wirusek był już passé, a bardzo trendy było okazywanie miłości do naszych bohaterskich sąsiadów ze Wschodu, powstał poniższy rysunek, który … trafił nawet do Sejmu. Stało się to z udziałem posła Grzegorza Brauna, któremu widać ten żarcik bardzo się spodobał.
Marzec 2022 – maski okazały się zbędne, poza placówkami medycznymi. W tej kwestii powoli wszystko wracało do normy.
Pan Niedzielski, czyli światowy ekspert od nadmiarowych zgonów, nie ustawał w prześladowaniu medyków w aplikowaniu tymże „szczypawek”. Nie wszystkim lekarzom było to na rękę.
Nasi eksperci od wiruska nie zyskali także wielkiego poklasku w branży gastronomicznej, co obrazuje kolejny obrazek.
Około czerwca ub. roku musieliśmy sobie przypomnieć o poważnym zagrożeniu kolejnymi pandemiami. Przez krótki czas straszono nas wtedy małpią ospą. Jak zwykle w takich sytuacjach celebryci są w gotowości!
Żaden premier nie dał tak bardzo w kość polskim przedsiębiorcom, jak pan Morawiecki. Oprócz wielu znanych nam programów z dopiskiem „plus”, co zawsze oznacza trwonienie budżetowych środków, był jeszcze jeden (bez „plusa”), bardzo skutecznie prowadzony przez pana premiera.
Katastrofą, nie tylko zresztą dla przedsiębiorców, okazała się tzw. walka z inflacją, której ważnym elementem było podnoszenie w kosmos stóp procentowych. Tu z pomocą premierowi przyszedł „Jastrząb” Glapiński.
I kolejny rysunek duetu Widget & Oppenheim, który obiegł Internet, między innymi szalał po różnych FB i TT środowisk rodzimych liberałów.
Tym razem mem, także na temat nienachalnej miłości pana premiera do rodzimych przedsiębiorców.
Jesienią ubiegłego roku obwieszczono nam rzecz niebywałą: w Polsce może zimą zabraknąć węgla! Nie dało się tego nie zobrazować stosownym obrazem.
Kiedy zimą nie ma czym się ogrzać, nie wszystkim jest do śmiechu. Pewnie tych osób poniższa satyra za bardzo nie rozbawi.
Za to prawie nigdy uśmiech nie schodzi z usta naszego prezydenta. Oj, jakiż on jest towarzyski! Z tegoż powodu dał się – nie po raz pierwszy – wkręcić przez rosyjskich żartownisiów, udających tym razem prezydenta Francji.
Polacy na Mistrzostwach Świata w Katarze (w piłkę kopaną), czyli znowu możemy obwieścić wielki sukces naszego rządu!
W grudniu ub. roku gruchnęła – gdzieniegdzie – wiadomość, że nasz premier, (znaczy wielki patriota), nieco wcześniej pracował dla STASI. Pisał o tym m.in. portal związany z Konfederacją nczas.pl, w tym oto artykule:
Ku zaskoczeniu Polaków z grupy homo sapiens, do sprawy nie odniósł się ani sam premier, ani też jego Kancelaria. Co ciekawe także media z opozycji nabrały wody w usta, mimo faktu, że taka sensacja powinna im być bardzo na rękę. Tym bardziej, że nieco wcześniej Gazeta Wyborcza doniosła o podejrzanych kontaktach pana MM z „naszym” SB, oto ten tekst:
Oto i nasze wyjaśnienie tych bezpodstawnych oszczerstw.
Kiedy wydawało się, że nic już w Polsce nie może nas w 2022 roku zaskoczyć, gruchnęło tym razem w Komendzie Głównej. I to nie z grubej rury, ale z granatnika!
Pomimo wszystkich szkód, które wyrządził Polsce obecny premier, jego niezliczonych kłamstw, niszczenia polskiej gospodarki i przedsiębiorców (zgodnie z zaleceniami psychopatów z Davos), wciąż w naszym społeczeństwie uchodzi – w wielu domach – za dobrodzieja. Co widzimy na załączonym obrazku.
Jeśli sądzisz, że obecny rok będzie lepszy od poprzedniego, wsłuchaj się w słowa tego pana. Tym razem nie kłamie. Bardzo rzadki przypadek.
I jeszcze dwa słowa na koniec tego umiarkowanie optymistycznego podsumowania. Nie licz, że zmiana władzy – co teoretycznie jest w tym roku możliwe – poprawi nasz los. Gdyby najbliższe wybory wygrała Koalicja: szybko jeszcze bardziej zrzednie ci mina. Przecież opozycja pcha nas usilnie do strefy EURO, szybko wprowadzi ograniczenia dotyczące obrotu gotówką, aby tę docelowo zupełnie wyeliminować. I jeszcze, aby nas dobić, będą podnoszone raz po raz stopy procentowe: przynajmniej, tak obecnie optuje frakcja KO, działająca w Radzie Polityki Pieniężnej.
Nie jestem więc pewien, że za rok podobne résumé, będzie choć trochę bardziej sielskie i beztroskie.
Ekspert finansowy oraz od rynku nieruchomości, specjalizujący się m.in. w kredytach hipotecznych, związany z bankowością od 1993 r. Od 2016 roku prowadzi także kancelarię antywindykacyjną, o specjalnościach: upadłość konsumencka, oddłużanie, spory „frankowe”, pomoc zadłużonym przedsiębiorcom i obecnie także obrona przed „Polskim Ładem”. Antystemowiec, w wolnych chwilach – satyryk. Więcej informacji na: www.oppen-kredyt.pl oraz www.krzysztofoppenheim.pl
Surogacja – nieformalny handel dziećmi, homo-macierzyństwo, procedura in vitro i zagrożenie dla życia kobiet.Rynek w 2025 r. może osiągnąć wartość 28 mld dolarów.
[Bardzo złagodzony tekst, głównie merytorycznie, ale i językowo. Ale.. na bezrybiu… Może ktoś z czytelników znajdzie i prześlie mi o „fabrykach dzieci” na eksport na obecnej Ukrainie. MD]
Surogację zwykle przedstawia się jako lek na cierpienie, jakim dla par oczekujących upragnionego potomstwa jest brak dzieci. Problem jednak w tym, że ów obraz daleki jest od rzeczywistości, a za radością jednych często stoi krzywda drugich. Co więcej, do problemów zdrowotnych – w tym psychicznych – dołączyć należy długą listę poważnych zastrzeżeń moralnych.
Problemowi surogacji (szczególnie w USA) gruntownie przyjrzała się na łamach portalu „Tygodnika TVP” Anna Gwozdowska. Jak zauważa, zjawisko jest niezwykle skomplikowane, ale jego pozytywny obraz znany z liberalnych mediów nie oddaje rzeczywistości. Można wręcz powiedzieć, że macierzyństwo zastępcze ma więcej cieni, a nawet mroku, niż blasków.
Zjawisko prezentowane jako pomoc dla bezdzietnych par to wielki rynek, którego wartość w roku 2018 wyceniano na 6 mld dolarów, zaś w roku 2025 może osiągnąć wartość aż 28 mld dolarów. Wzrost jest związany m.in. z coraz częstszymi problemami z płodnością, jednak nie tylko, bowiem rośnie grupa klientów singli oraz par homoseksualnych. Co więcej, środowiska LGBT uważają surogację za swoje prawo i walczą o jej legalizację w tych amerykańskich stanach, w których jak dotąd jest ona nielegalna (Michigan) lub utrudniona.
„Prawodawcy Michigan wciąż jednak stoją na stanowisku ukształtowanym w latach 80. XX wieku, kiedy Amerykę bulwersowała sprawa Baby M, dziecka urodzonego za 10 tys. dolarów przez tradycyjną surogatkę [pojęcie „tradycyjna” oznacza, że biologicznie było to dziecko matki, inna sytuacja to surogacja zastępcza, gdy kobieta nosi dziecko poczęte z materiału genetycznego pary zamawiającej-red.] z New Jersey. Po narodzinach baby M kobieta zmieniła zdanie i nie chciała go oddać parze, która za nie zapłaciła. To wtedy w wielu stanach zabroniono surogacji, która bardzo długo kojarzyła się powszechnie z handlem dziećmi i ich krzywdą. W Michigan zapłacenie surogatce za urodzenie dziecka jest wciąż przestępstwem, karanym nawet więzieniem i grzywną w wysokości 50 tys. dolarów” – czytamy na stronie tygodnik.tvp.pl. Dziś jednak zwolennicy surogacji wolą prezentować nowszy przykład Tammy i Jordana Myersów, którzy zamówili dziecko u surogatki i przyjaźnili się z nią w trakcie ciąży.
„Głosy krytyków, którzy uważają, że w tej procedurze dzieci traktowane są jak towar, w którym w dodatku można przebierać i dopasowywać go do swoich upodobań, są dziś w Stanach słabo słyszalne. O przeciwnikach surogacji mówi się, że niesłusznie ją stygmatyzują i nie rozumieją jej znaczenia” – pisze Anna Gwozdowska zauważając, że presja na legalizację surogacji jest w USA potężna.
„Z usług surogatek korzystają także gejowscy politycy, którzy mają olbrzymi wpływ na liberalizację prawa regulującego w USA surogację. W efekcie surogatka może w niektórych stanach urodzić dziecko, które powstało z pochodzących z donacji: komórki jajowej i spermy, a jego prawni rodzice nie mają z nim genetycznie nic wspólnego. Nie są nawet w żaden sposób sprawdzani, aby wykluczyć dramaty podobne do tego, który przechodziło surogacyjne dziecko Australijczyka Marka J. Newtona, skazanego na 40 lat więzienia za pedofilię” – pisze autorka dodając, że „w przypadku adopcji potrzebny jest szczegółowy screening kandydatów na rodziców, ale kiedy w grę wchodzi surogacja zastępcza wystarcza ważna umowa”.
Jak pisze, przyspieszenie rozwoju surogacyjnego rynku w USA to efekt zamykania się biednych krajów Azji na takie praktyki dokonywane tam przez zamożnych białych. „Kilka lat temu, tak właśnie postąpiły władze Tajlandii zrażone do turystyki surogacyjnej skandalem wywołanym przez australijską parę, która porzuciła dziecko z zespołem Downa urodzone przez tajską surogatkę” – czytamy.
Co ciekawe, postępów w surogacyjnym biznesie nie hamują nawet konserwatyści. Np. w roku 2019 na Marszu dla Życia publicysta Ben Shapiro określił surogację jako czasem wspaniałą i pożyteczną, zaś jego zdaniem to nie jest kwestia moralna. Trudno jednak zgodzić się z takim postawieniem sprawy, gdyż lista zastrzeżeń moralnych jest w tej sprawie olbrzymia.
Mogą one dotyczyć chociażby porzucania dzieci „nieidealnych” – innych niż oczekiwania zamawiającego, na przykład chorych. Czynnikiem dyskwalifikującym surogację jest również stosowanie metody zapłodnienia pozaustrojowego. Istotnym problemem pozostaje także przedmiotowe traktowanie surogatek, których ciąże stanowią o wiele większe zagrożenie dla ich zdrowia i życia niż ciąże zwyczajne – gdy kobieta nosi pod sercem życie wywodzące się od jej komórki jajowej. Niejednokrotnie dochodziło zresztą do zgonów kobiet będących matkami zastępczymi.
„Brooke Brown, matka trojga dzieci nie przeżyła porodu bliźniąt, które zamówiła para z Hiszpanii. To było aż piąte jej surrobaby. Z początku ciąża Brown przebiegała bez komplikacji, ale dzień przed zaplanowanym cesarskim cięciem pojawiły się powikłania i kobieta zmarła. Według Jennifer Lahl, znanej w USA przeciwniczki surogacji, lekarze musieli wiedzieć, że ryzyko piątej ciąży zastępczej było dla Brooke Brown zbyt wysokie, a mimo to jej nie powstrzymali. Lahl jest przekonana, że tak właśnie działa multi-miliardowy przemysł surogacyjny, oparty na ryzyku, które ponoszą kobiety i dzieci” – czytamy na tygodnik.tvp.pl.
„Na podstawie badań przeprowadzonych dotąd w USA, opublikowanych m.in. na łamach czasopisma Fertility and Sterility można śmiało powiedzieć, że surogacja zastępcza wiąże się ze statystycznie znacznie wyższym ryzykiem powikłań w porównaniu z naturalną, spontaniczną ciążą. Mówimy m.in o wyższym ryzyku cesarskiego cięcia, w tym awaryjnego cesarskiego cięcia czy rzucawki, o cukrzycy ciążowej i nadciśnieniu nie wspominając. Komplikacje dotyczą też dzieci, którym grozi przedwczesny poród i niska masa urodzeniowa. Takie niemowlęta częściej też trafiają na oddział intensywnej opieki. Potwierdziliśmy te wyniki także w naszych [Center for Bioethics-red.] badaniach, w których porównaliśmy przebieg ciąż naturalnych z zastępczymi donoszonych przez tę samą kobietę. Poza tym surogacja zastępcza polegająca na umieszczeniu w macicy surogatki obcego w sensie genetycznym zarodka wiąże się z natychmiastową odpowiedzią jej układu odpornościowego, co wymaga zażywania odpowiednich leków w czasie ciąży” – mówi Jennifer Lahl zauważając, że także kontrakty zawierane z matkami zastępczymi są dla nich niekorzystne i je częściowo ubezwłasnowolniają. To jednak nie wszystko, gdyż umowy często zawierają klauzulę… obowiązkowej aborcji selektywnej w sytuacji ciąży mnogiej. Ponadto „znam przypadek surogatki, która musiała się zgodzić na warunek, że jeśli zajdzie potrzeba, to docelowi rodzice decydują, jak długo będzie utrzymywana sztucznie przy życiu” – opowiada pielęgniarka mówiąc o skandalicznych „wycenach” strat zdrowotnych, jakie mogą pojawić się w związku z macierzyństwem zastępczym. Jej zdaniem pozycja matek zastępczych względem bogatych par zamawiających jest fatalna. Mogą liczyć na zapłatę wyłącznie w sytuacji dostarczenia dziecka.
Koszt zakupu dziecka – bo ciężko nazwać zjawisko w inny sposób – to około 100 tys. dolarów. Cenę podnosi potrzeba powtórzenia procedury in vitro, chęć selekcji zarodków pod kontem płci lub wad genetycznych, a także oczekiwanie ciąży mnogiej. Surogatka dostaje jednak tylko część z tej kwoty. Zarabiają bowiem także „prawnicy, agencje rekrutujące przyszłe matki, kliniki płodności, lekarze czy wreszcie przemysł farmaceutyczny, który dostarcza niezbędnych dla podtrzymania ciąży zastępczej leków”.
„Muszę przyznać, że sprawa więzi powstających między matką i niemowlęciem, które ma innych genetycznych rodziców, nie jest zbyt dobrze zbadana. Z pewnością zawiązuje się między nimi jakiś rodzaj więzi, o czym świadczą kłopoty psychiczne, które miewa po porodzie surogatka. Z rozmów, które przeprowadziłam w grupie 98 matek zastępczych, wynika, że po urodzeniu własnych dzieci nie miały depresji poporodowej, a po urodzeniu cudzych już tak” – mówi Jennifer Lahl. „Mnie to nie dziwi. Dlaczego surogatka miałaby traktować ciążę zastępczą jak rutynową pracę? Nie jesteśmy robotami. Trudno nie przywiązać się do dziecka, które przez dziewięć miesięcy rośnie w naszym ciele, które czujemy, tym bardziej, że większość surogatek, które poznałam, to kochające matki. One po prostu lubią macierzyństwo” – dodaje. Jak zauważa, brakuje badań dotyczących wpływu rozdzielenia od matki zastępczej na dziecko, dlatego też cały proceder uznaje „największy eksperyment społeczny naszych czasów”.
Estimated current rates: 11,650,000 abortions per year or 970,000 abortions per month.
==============================
Percent of known pregnancies ending in legal abortions (excluding those ending in miscarriage), most recent data
country
year
%
notes
Andorra
2018
18.59
#
Argentina
2020
2.62
Armenia
2019
23.95
Australia
2021
17.81
E
Austria
2005
2.23
I
Azerbaijan
2020
21.53
Bahrain
2015
10.15
Bangladesh
2018
4.72
Belarus
2019
19.51
Belgium
2019
13.28
Bermuda
2019
30.83
Bosnia and Herzegovina
2019
7.23
Brazil
2017
0.06
Bulgaria
2020
24.65
Burundi
2019
2.41
Canada
2020
17.14
E
Chile
2017
0.05
ROC Taiwan
2018
13.54
PR China
2020
42.71
Croatia
2020
6.75
Cuba
2019
40.17
Czech Republic
2020
13.29
Denmark
2018
18.77
Dominican Republic
2019
8.10
Ecuador
2014
0.32
E
Estonia
2021
20.38
Ethiopia
2014
9.00
E
Finland
2020
15.20
France
2020
22.95
French Guiana
2020
28.43
Georgia
2020
29.05
FR Germany
2020
11.45
Greece
2015
19.01
Greenland
2019
51.51
Guadeloupe
2020
40.55
Guyana
2015
4.71
Hong Kong
2019
13.53
Hungary
2020
20.67
Iceland
2018
19.88
India
2016
2.94
E I
Ireland
2020
10.52
Israel
2020
8.48
Italy
2020
14.31
Japan
2020
14.40
Kazakhstan
2019
16.10
South Korea
2017
12.21
Kosovo
2006
4.61
Latvia
2020
13.96
Lithuania
2020
10.13
Luxembourg
2020
6.62
Martinique
2020
35.92
Mexico
2019
0.72
I
Moldova
2020
21.25
Mongolia
2020
15.84
Montenegro
2019
8.33
Nepal
2019
13.72
I
Netherlands
2020
15.68
New Zealand
2020
18.66
North Macedonia
2019
16.04
Norway
2020
17.30
Panama
2000
0.02
Paraguay
2018
4.25
Poland
2020
0.39
#
Portugal
2020
14.52
Puerto Rico
2012
7.39
Qatar
2012
0.55
#
Reunion
2020
25.21
Romania
2020
13.85
Russia
2020
27.81
Serbia
2020
14.47
Seychelles
2020
24.49
Singapore
2020
14.70
Slovakia
2019
10.48
Slovenia
2020
13.56
South Africa
2020
9.85
Spain
2020
20.58
Sweden
2020
23.43
Switzerland
2020
11.48
Tajikistan
2020
4.59
Tunisia
2009
7.39
Turkey
2016
3.20
Turkmenistan
2020
6.62
Ukraine
2020
18.04
United Arab Emirates
2019
0.12
#
United Kingdom
2020
24.76
United States
2021
20.54
E
Uruguay
2019
21.41
Uzbekistan
2019
4.74
Notes: Data generally included in-country occurences regardless of residency of those obtaining abortions. (#) indicates values which include abortions by country residents obtained abroad. (E) indicates results based on estimates developed for the Abortion Worldwide Report. (I) indicates values known to be substantially incomplete. See respective country pages for sources.
The above map shows the estimated demographic impact of legal abortion
Naukowcy alarmują, że na całym świecie – już nie tylko w Europie czy Stanach Zjednoczonych – spada jakość męskiego nasienia. U Azjatów, Afrykańczyków i mieszkańców Ameryki Południowej także spada liczba plemników. Odpowiedzialność za mniejszą liczbę rodzących się dzieci i niższą płodność spada więc w równym stopniu na mężczyzn, co na kobiety.
Spada płodność mężczyzn na całym świecie
Nowe badania potwierdziły, że jakość męskiego nasienia spada nie tylko w Europie czy USA, ale na całym świecie – informuje pismo „Human Reproduction Update”. Pierwszą meta-analizę wykazującą spadek liczby plemników u mężczyzn z Ameryki Południowej i Środkowej, Azji i Afryki opublikował międzynarodowy zespół kierowany przez profesora Hagai Levine’a z Hadassah Braun School of Public Health na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie wraz z prof. Shanną Swan z Icahn School of Medicine w Mount Sinai w stanie Nowy Jork.
Dzieci będzie mniej na całym świecie
Już w roku 2017 ten sam zespół naukowców zaobserwował spadek liczby plemników wśród mężczyzn w Ameryce Północnej, Europie i Australii. Co niepokojące, stwierdzony wówczas trend spadkowy nadal się utrzymuje, a nawet przyspiesza.
Tym razem analizą objęto dane z 53 krajów, uwzględniając dodatkowe siedem lat gromadzenia informacji (2011-2018) i koncentrując się na trendach liczby plemników wśród mężczyzn w regionach, które nie były wcześniej badane, zwłaszcza w Ameryce Południowej, Azji i Afryce. Dane pokazują po raz pierwszy, że u mężczyzn w tych regionach świata również doszło do znacznego spadku całkowitej liczby plemników (TSC) i koncentracji plemników (SC), obserwowanego wcześniej w Ameryce Północnej, Europie i Australii. Na całym świecie zaobserwowano również przyspieszenie spadku tych parametrów po roku 2000.
Alarm: to może zagrozić przetrwaniu ludzkości
Zdaniem autorów badań, spadki liczby i koncentracji plemników odzwierciedlają globalny kryzys związany ze zmieniającym się środowiskiem i stylem życia oraz mają szerokie implikacje dla przetrwania ludzi jako gatunku. – Ogólnie rzecz biorąc, w ciągu ostatnich 46 lat obserwujemy znaczny światowy spadek liczby plemników o ponad 50 proc., który przyspieszył w ostatnich latach – podsumował prof. Hagai Levine.
Choć badanie nie dotyczyło przyczyn spadku liczby plemników, to prof. Levine zwrócił uwagę na niedawne badania wskazujące, że zaburzenia w rozwoju układu rozrodczego w życiu płodowym są związane z upośledzeniem płodności w ciągu całego życia i innymi objawami dysfunkcji rozrodczych. Ponadto wyjaśnił, że „wybory stylu życia i chemikalia w środowisku niekorzystnie wpływają na rozwój płodu”.
– Mamy poważny problem, który, jeśli nie zostanie złagodzony, może zagrozić przetrwaniu ludzkości. Pilnie wzywamy do podjęcia globalnych działań w celu promowania zdrowszego środowiska dla wszystkich gatunków oraz ograniczenia narażeń i zachowań, które zagrażają naszemu zdrowiu reprodukcyjnemu – ostrzegł naukowiec.
Prof. Shanna Swan podkreśliła, że niska liczba plemników nie tylko wpływa na płodność mężczyzn, ale ma też poważne konsekwencje dla ich zdrowia i długości życia. I wiąże się z innymi niekorzystnymi trendami, określanymi razem jako zespół dysgenezji jąder.
– Niepokojące spadki koncentracji plemników i całkowitej ich liczby o ponad 1 proc. rocznie, jak podano w naszym artykule, są zgodne z niekorzystnymi trendami w wynikach zdrowotnych mężczyzn, takimi jak rak jąder, zaburzenia hormonalne i wady wrodzone narządów płciowych, a także pogorszeniem zdrowia reprodukcyjnego kobiet – podkreśla prof. Swan.
Źródło: H. Levine , N. Jørgensen, A. Martino-Andrade, J. Mendiola, D. Weksler-Derri, M. Jolles, R. Pinotti, S. H. Swan, Temporal trends in sperm count: a systematic review and meta-regression analysis of samples collected globally in the 20th and 21st centuries, Human Reproduction Update, 2022 / PAP/Paweł Wernicki
Rząd Japonii sięgnie po bezprecedensowe środki, by odwrócić trend spadającej liczby urodzeń – ogłosił w poniedziałek premier Fumio Kishida na otwarciu sesji parlamentu. Według szacunków władz w 2022 roku w kraju po raz pierwszy urodziło się mniej niż 800 tys. dzieci.
======================
Środki na rzecz odwrócenia negatywnego trendu będą „najskuteczniejszą inwestycją w przyszłość” – ocenił Kishida. Premier Japonii zapowiedział budowę „społeczeństwa i gospodarki, w których dzieci są na pierwszym miejscu”.
Japonia od wielu lat boryka się z problemem starzenia się społeczeństwa. W 2021 roku w kraju urodziło się niecałe 812 tys. dzieci, najmniej od 1899 roku, gdy zaczęto prowadzić statystyki. Według wstępnych szacunków rządu w 2022 roku liczba po raz pierwszy spadła poniżej 800 tys.
Kishida obiecał również zwiększanie płac, przeciwdziałanie wzrostowi cen i zapewnienie stabilnych źródeł energii, a także poradzenie sobie z „trwającą obecnie ósmą falą zakażeń koronawirusem”.
Premier zapowiedział wzmocnienie zdolności obronnych, przypominając, że rząd planuje pięcioletni budżet obronny w wysokości 43 bln jenów (ponad 330 mld dolarów). Jedna czwarta z tej sumy ma pochodzić z podniesionych podatków – przekazała publiczna stacja NHK.
W grudniu rząd w Tokio ogłosił plany największych zbrojeń od zakończenia II wojny światowej, w tym pozyskania pocisków zdolnych do uderzania w cele na terytorium potencjalnych wrogów. Kyodo wpisuje te decyzje w narastające zagrożenie militarne ze strony Chin, Rosji i Korei Północnej.
====================
GW:
Żeby ratować się przed wyludnieniem, rządzący będą zwracać singlom koszt poszukiwania małżonka i zapłacą za szkolenie swatek
7 lipca, gdy Japonia świętuje festiwal Tanabata, azjatyckie walentynki, 40 kawalerów i 40 panien spotka się w Tokio na wieczorku zapoznawczym. W roli swatki wystąpi jednak nie agencja matrymonialna, tylko zespół rządowo-parlamentarny. Władza chce sprawić, by Japończycy się żenili i płodzili dzieci.
– To sprawa bezpieczeństwa narodowego – mówi przewodnicząca zespołu, była minister obrony Yuriko Koike.
Dla Japonii spadek urodzeń jest groźniejszy od rakiet Kim Dżong Una – tłumaczy brytyjski dziennik „Daily Telegraph”. I nie jest to problem nowy. Zaczął się w 2004 roku, kiedy więcej ludzi umarło, niż się narodziło. Od tego czasu Japończyków ubywa – w 2013 roku o 244 tys. osób. Kraj Kwitnącej Wiśni nie tylko się wyludnia, ale także starzeje: dziś 22 proc. Japończyków ma powyżej 65 lat. Wielkimi krokami zbliża się chwila, gdy emerytów będzie więcej niż dzieci. Spece od marketingu prognozują, że za sześć lat sprzedaż pieluch dla dorosłych będzie większa od sprzedaży pieluch dla niemowląt.
Po ponad 60 latach wzrostu chińska populacja zaczyna się kurczyć. Wiele wskazuje na to, że może być to silny i długotrwały trend – pisze portal Vox.
Chiński rząd właśnie ogłosił, że w 2022 roku liczba zgonów w Państwie Środka przewyższyła liczbę urodzeń o prawie milion. To w pewnej mierze skutek trwającej pandemii Covid-19, ale to tylko część całej układanki. Chiny kurczą się w wyniku długotrwałych kulturowych i gospodarczych zjawisk oraz prowadzenia przez wiele lat nierozważnej polityki.
=====================
To nie jest wyłącznie chiński problem. Właściwie cały zachodni i rozwijający się świat zmagają się ze spadkiem współczynnik płodności. Szacuje się, że dwie trzecie globalnej populacji żyje w krajach, w których urodzeń jest zbyt mało, by możliwe było pokoleniowe zastąpienie. Wyjątkiem są takie regiony jak Afryka Subsaharyjska.
Chiński rząd bije się w piersi
W 2015 roku chińskie władze w pośredni sposób przyznały, że prowadzona od dawna polityka jednego dziecka okazała się błędem, oficjalnie kończąc ją. Rządząca Chinami partia zorientowała się, że odrzucona polityka będzie miała długoterminowo opłakane skutki dla demografii. Od tego momentu wszystkie chińskie małżeństwa mogą posiadać maksymalnie dwójkę dzieci.
Chiny przez dekady cieszyły się [czyżby??? „polityka jednego dziecka”… md] z powodu demograficznego boomu. Liczba osób w wieku produkcyjnym wzrosła w latach 1980-2015 z 594 mln do ponad 1 miliarda. Odsetek osób w wieku nieprodukcyjnym (dzieci, młodzieży i seniorów) spadł w tym samym czasie z 68 do 38 proc. Rosła więc liczba pracujących Chińczyków, którzy nie byli przy tym obciążeni wychowywaniem wielu dzieci. To połączenie było przez dekady napędem dla gospodarki.
Jak Chińczycy zareagowali na możliwość posiadania drugiego dziecka? Okazało się, że nie chcą ich mieć. Współczynnik płodności spadł do 2021 roku do ekstremalnie niskiego poziomu 1,15 (przypomnijmy, że minimalny poziom zapewniający zastępowanie pokoleń to 2,15). Liczba urodzeń w Państwie Środka spada nieprzerwanie od 6 lat. ONZ prognozuje, że do końca tego stulecia chińska populacja będzie liczyła mniej niż 800 mln ludzi. Tak źle nie było od końca lat 60. poprzedniego stulecia.
Dlaczego chińska populacja kurczy się tak gwałtownie?
Żelazne prawo demografii mówi, że bogacenie się państwa jest silnie skorelowane ze spadkiem dzietności. Chiny nie są tutaj żadnym wyjątkiem. Niemożliwy byłby tak spektakularny gospodarczy wzrost w świecie, w którym kobiety rodziły po 6-7 dzieci. Spadek śmiertelności niemowląt dał Chińczykom pewność, że posiadanie mniejszej liczby potomstwa jest w zupełności wystarczające. Nie zmienia to jednak faktu, że odpowiednia polityka mogła znacznie spowolnić tempo spadku liczby urodzeń. Chińskie władze popełniły strategiczny błąd, zbyt długo utrzymując politykę jednego dziecka.
Władze starają się wprowadzać programy „pobudzające demografię”. To na przykład dotacje dla osób posiadających trzecie dziecko czy dodatkowe urlopy rodzicielskie. Nie przyniosą one jednak oczekiwanych skutków – pisze autor artykułu. Jakie narzędzia mają jeszcze w swoich rękach władze? To na przykład różne formy przymusu. Krokiem w tym kierunku jest realizowana polityka dyskryminacji mniejszości seksualnych.
Inną ścieżką jest poprawa produktywności pracowników czy automatyzacja.
Rosnące koszty posiadania rodziny, darwinowska rywalizacja o zasoby edukacyjne i miejsca pracy oraz surowe represje związane z pandemią, doprowadziły młodych Chińczyków do stanu egzystencjalnego kryzysu. „Jesteśmy ostatnim pokoleniem” – powiedział jeden z młodych protestujących w Szanghaju mieszkańców tego kraju.
„Pewna liczba ważnych pytań teologicznych, co do których nie można było osiągnąć porozumienia, została pozostawiona otwarta poprzez wybór sformułowań, które mogły być różnie interpretowane przez poszczególne grupy i tendencje teologiczne na Soborze.” (Karl Rahner i Herbert Vorgrimler, cytowani w książce ks. Matthiasa Gaudrona Katechizm kryzysu w Kościele)
Ci, którzy dążyli do zniszczenia Kościoła przez ostatnie kilkadziesiąt lat, rutynowo wykorzystywali Vaticanum II i jego „ducha” do uzasadnienia swoich antykatolickich inicjatyw. Jako tradycyjni katolicy przeciwstawiamy się tym atakom na Kościół, ale jesteśmy na ogół niedołężni w ich zwalczaniu, ponieważ nie jesteśmy zgodni co do tego, jak zareagować na Sobór. W rezultacie, zamiast jednoczyć się w walce z błędami ożywianymi przez „ducha Vaticanum II”, czasami walczymy ze sobą o formułę sprzeciwu wobec Soboru. To oczywiście wzmacnia naszych wspólnych wrogów w ich bezbożnych działaniach.
Nawet jeśli tradycyjni katolicy nie zgadzają się co do pewnych kluczowych aspektów autorytetu Soboru, powinniśmy się zgodzić, że postępowi architekci Vaticanum II celowo uzbroili Sobór przeciwko katolicyzmowi poprzez wykorzystanie dwuznaczności opisanych powyżej przez Rahnera, a potwierdzonych przez ks. Edwarda Schillebeeckxa: „Używaliśmy podczas Soboru niejednoznacznych zwrotów i wiemy jak będziemy je interpretować po jego zakończeniu”. (Schillebeeckx, cytowany w „Liście otwartym Arcybiskupa Lefebvre’a do zagubionych katolików”).
Jeśli kiedykolwiek będziemy mieli prawdziwie katolickiego papieża, będzie on musiał poprowadzić Kościół w rozwiązaniu kwestii dotyczących autorytetu i znaczenia Soboru oraz jego tragicznie błędnych dokumentów. Na razie jednak, te same niejasności soborowe, które pozwoliły postępowcom promować ich antykatolickie inicjatywy, zachęcają, a nawet wymagają, by wierni katolicy nalegali na prawdziwie katolicką interpretacje soboru. Chociaż niektóre krytyczne fragmenty dokumentów soborowych brzmią jak bezbożny nonsens, wiemy, że skoro Rzym twierdzi, że Sobór jest katolicki, należy nadać tym fragmentom katolickie znaczenie. Przecież katolicki sobór musi być katolicki!
Na różnych etapach, Rzym dopuszczał teoretyczną możliwość „interpretacji” Soboru „w świetle tradycji”. Nawet Arcybiskup Marcel Lefebvre zaaprobował takie podejście w swoim liście z 8 marca 1980 roku do Jana Pawła II:
„W pełni zgadzam się z orzeczeniem, jakie Wasza Świątobliwość wydał na temat Soboru Watykańskiego II, 6 listopada 1978 roku, na posiedzeniu Świętego Kolegium: „’że Sobór musi być rozumiany w świetle całej świętej Tradycji i na podstawie niezmiennego Magisterium Świętej Matki Kościoła”’.
Takie ogólne podejście prowadzi do rozmaitych skutków, z których wiele może być mieszanką prawdy i błędu. Biorąc pod uwagę fakt, że osoby redagujące dokumenty soborowe celowo zawarły w nich niejednoznaczne fragmenty, które zamierzały interpretować w sposób heterodoksyjny, mamy prawo uzależnić naszą „akceptację” Soboru od tego, czy będzie on interpretowany w sposób całkowicie zgodny z „niezmiennym Magisterium Świętej Matki Kościoła”. Takie interpretacje muszą całkowicie odrzucać wszelkie błędy i jasno stwierdzać niezmienną katolicką prawdę. Takie podejście nie usunie automatycznie wysoko postawionych wrogów Kościoła, ale może zmniejszyć ich zdolność do przekonywania katolików, że Vaticanum II daje im „wolną rękę” w Jego niszczeniu.
Różni się to od „hermeneutyki ciągłości” promowanej przez Benedykta XVI, ponieważ postępowe, antykatolickie interpretacje muszą zostać całkowicie odrzucone, a nie zaakceptowane. Istnieje całkowite zerwanie pomiędzy katolicyzmem a tym, co postępowcy osiągnęli poprzez swoją interpretację Vaticanum II. O ile i dopóki święty papież nie rozwiąże formalnie kryzysu Vaticanum II, to zerwanie musi być naprawiona poprzez odrzucenie niekatolickich interpretacji i obstawanie przy tradycyjnych katolickich interpretacjach. Celem takiego podejścia nie jest zachowanie, obrona czy promowanie Soboru; celem jest raczej „rozbrojenie” modernistycznej interpretacji Soboru do czasu, gdy święty papież będzie w stanie odpowiednio rozwiązać sporne kwestie związane z Vaticanum II.
Aby zilustrować praktyczne zastosowanie tego podejścia w stosunku do Soboru, przyjrzyjmy się kilku punktom spornym:
– Zastosowanie „subsistit in”(trwa w) w Lumen Gentium:
Konstytucja dogmatyczna o Kościele, Lumen Gentium, zawierała kontrowersyjne słowa „subsistit in” dotyczące Kościoła:
„To jest ten jeden Kościół Chrystusowy, który w Credo jest wyznawany jako jeden, święty, katolicki i apostolski, który nasz Zbawiciel po swoim zmartwychwstaniu zlecił Piotrowi, aby pasterzował, a jemu i innym apostołom, aby rozszerzali i kierowali autorytetem, który wzniósł dla wszystkich wieków jako 'filar i podporę prawdy’. Ten Kościół ukonstytuowany i zorganizowany na świecie jako społeczeństwo, trwa w Kościele katolickim, który jest rządzony przez następcę Piotra i przez biskupów będących z nim w komunii, chociaż wiele elementów uświęcenia i prawdy znajduje się poza jego widzialną strukturą.”
Zamiast debatować nad znaczeniem tej idei, że „Kościół Chrystusa trwa w Kościele katolickim”, powinniśmy po prostu nalegać, że musi to oznaczać, że „Kościół Chrystusa jest Kościołem katolickim”.
– Pojęcie „środków zbawienia” w Unitatis Redintegratio: Dekret o ekumenizmie, Unitatis Redintegratio, zawierał następujące kontrowersyjne słowa dotyczące religii niekatolickich:
„Wynika z tego, że oddzielone Kościoły i Wspólnoty jako takie, choć uważamy je za niedoskonałe pod pewnymi względami, nie zostały bynajmniej pozbawione znaczenia i wagi w tajemnicy zbawienia. Duch Chrystusa nie powstrzymał się bowiem od posługiwania się nimi jako środkami zbawienia, które czerpią swą skuteczność z samej pełni łaski i prawdy powierzonej Kościołowi.”
Zamiast debatować nad znaczeniem idei, że „Duch Chrystusa nie powstrzymał się bowiem od posługiwania się nimi jako środkami zbawienia”, powinniśmy po prostu nalegać, że Bóg nie chce fałszywych religii i nie używa ich jako „środków zbawienia”, nawet jeśli może, ale, w swoim nieskończonym Miłosierdziu i Mądrości, może pozwolić jednostkom pozostającym w takich fałszywych religiach na zbawienie ich dusz, pomimo ich fałszywej religii.
– Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym, Gaudium et Spes, w paragrafie 22 zawarła kilka fragmentów, które zostały wykorzystane do wspierania fałszywych pojęć powszechnego zbawienia i „anonimowego chrześcijaństwa”, m.in:
„Wszystko to dotyczy nie tylko chrześcijan, ale wszystkich ludzi dobrej woli, w których sercach łaska działa w sposób niewidzialny. Skoro bowiem Chrystus umarł za wszystkich ludzi i skoro ostateczne powołanie człowieka jest w istocie jedno i boskie, powinniśmy wierzyć, że Duch Święty w sposób znany tylko Bogu ofiarowuje każdemu człowiekowi możliwość zjednoczenia się z tą paschalną tajemnicą.”
Zamiast debatować nad znaczeniem tych idei, powinniśmy po prostu upierać się, że poza Kościołem katolickim nie ma zbawienia, z wyjątkiem nadzwyczajnych interwencji Boga, które Kościół historycznie uznał.
Możemy zastosować tę samą metodę do każdego spornego fragmentu dokumentów soborowych. Wymaga to niewielkiej kreatywności i kompromisu – po prostu identyfikujemy przedmiot sporu, obstajemy przy obowiązującej katolickiej prawdzie i odrzucamy odpowiadający jej błąd. Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X w dokumencie „Si Si No No”, opublikowało podobną metodologię w latach 2003-2004, katalogując i opisując różne „błędy Vaticanum II” i podając przeciwstawne prawdy katolickie.
Niestety, postępowcy cieszyli się niemal wyłącznością w interpretowaniu tych niejednoznacznych fragmentów, co pozwoliło im na wepchnięcie nas do jednego z dwóch obozów: albo akceptujemy Vaticanum II i domyślnie popieramy błędy, które oni próbują promować, albo odrzucamy Vaticanum II, a oni marginalizują nas jako „schizmatyków”. Czyniąc dokumenty celowo niejednoznacznymi, aby uzyskać aprobatę Ojców Soboru, pozostawili otwartą teoretyczną możliwość, że wierni katolicy ostatecznie „zaakceptują Vaticanum II”, odrzucając jednocześnie ich antykatolickie interpretacje. Jakkolwiek niesmaczne by to było dla tych, którzy gardzą Soborem, teraz jest czas, aby nalegać, że „właściwa interpretacja” dokumentów soborowych musi być całkowicie zgodna z nauczaniem Kościoła.
W połączeniu z tym naciskiem na „właściwą interpretację” Soboru, wierni katolicy powinni jednoznacznie odrzucić błędy, które zostały narzucone Kościołowi poprzez postępowe interpretacje dokumentów soborowych. Formuła takiego odrzucenia jest prosta: w każdym przypadku katolicy mogą stwierdzić niezmienną katolicką prawdę i potępić przeciwstawny błąd. Nawet ci, którzy z jakichkolwiek powodów muszą „popierać” Vaticanum II, mogą i powinni obstawać przy katolickiej prawdzie i odrzucać błędy nękające dziś Kościół.
Takie podejście jest również zgodne ze słowami bulli Piusa VI z 1794 roku Auctorem Fidei, potępiającej gallikańskie i jansenistyczne działania i tendencje na synodzie w Pistoi:
„Ilekroć staje się konieczne zdemaskowanie wypowiedzi, które pod zasłoną dwuznaczności maskują jakiś podejrzany błąd lub niebezpieczeństwo, należy potępić przewrotne znaczenie, pod którym kamufluje się błąd przeciwny katolickiej prawdzie”.
Postępowcy celowo zawoalowali swoje błędy dwuznacznością, aby uzyskać wystarczającą aprobatę ze strony niczego nie podejrzewających Ojców Soboru. My, którzy teraz wiemy, jak postępowcy wykorzystali te dwuznaczne fragmenty, mamy obowiązek potępić te błędy i stanowczo potwierdzić katolicką prawdę. Ojcowie soborowi nigdy nie zgodziliby się na jawnie antykatolickie interpretacje, a my nie powinniśmy się wahać, by je dziś potępić. Co więcej, mamy moralny obowiązek to zrobić.
Czy liberalni katolicy będą się temu sprzeciwiać? Oczywiście, ale czyniąc to, muszą otwarcie przyznać, że Sobór zrywa z całą tradycją katolicką. Takie podejście zmuszałoby ich zatem do wyboru pomiędzy (a) przyjęciem katolickiej prawdy, którą pogardzają, (b) podważeniem ich argumentu, że ich interpretacje Soboru są zgodne z nauką Kościoła.
Jaki jest cel takiego podejścia? Dziś widzimy, jak Franciszek i jego współpracownicy próbują przekształcić Kościół katolicki w ordynariat Wielkiego Resetu i Nowego Porządku Świata. Ci antykatoliccy innowatorzy opierają się niemal wyłącznie w swoich bezbożnych wysiłkach na Vaticanum II. To dlatego nalegają, abyśmy „przyjęli Vaticanum II”. Jeśli możemy skutecznie odebrać Vaticanum II tym heretykom, odrzucając antykatolickie interpretacje, możemy utrudnić ich zdolność do przejęcia Kościoła Katolickiego, by posunąć naprzód ich demoniczne cele.
Bez Bożej łaski nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Ale ta całkowita zależność od Boga nie oznacza, że chce On, abyśmy biernie akceptowali demoniczne wykroczenia popełniane przeciwko Niemu i Jego Kościołowi. Musimy walczyć, a dziś wygląda na to, że bezbożna interpretacja Vaticanum II jest zarówno najważniejszą bronią, jaką dysponują nasi wrogowie, jak i tą, która jest najbardziej podatna na nasze kontrataki. Być może święty papież pewnego dnia całkowicie odrzuci Vaticanum II, ale dopóki to nie nastąpi, powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby uczynić go bezwartościowym dla naszych wrogów. Matko Boża, Królowo Różańca Świętego, Módl się za nami!
Robert Morrison
tłum. Sławomir Soja
Komentarz Sławomira Soji: Bardzo mnie rozczarował artykuł Pana Morrisona, którego do tej pory ceniłem za przenikliwość i trzeźwą ocenę sytuacji, pozbawioną złudzeń. Nie wiem czym spowodowany jest ten nagły zwrot ku niekonsekwencji i sprzeczności we wnioskowaniu. Mogę się tylko domyślać, wnioskując z pewnego odniesienia zawartego w tym artykule. Pan Morrison już od pewnego czasu pisał o katolikach tradycyjnych – jakby byli jacyś inni katolicy. Teraz wspomina o katolikach liberalnych. Przywodzi to na myśl różne nurty w protestantyzmie i judaizmie; tam również mamy do czynienia z kościołem high, low, broad, z judaizmem reformowanym, konserwatywnym, postępowym, ortodoksyjnym i jeden diabeł, którego „za ojca mają” wie, jeszcze jaki.Pan Morrison stawia kwestę SWII jako „nasze Westerplatte”, jakby było to wydarzenie bez swojego powodu i przyczyny. To dziwne, ponieważ wspomina o Synodzie w Pistoi, który sam kilka lat temu określił jako „antycypację SWII”, ponieważ postulaty „pistojczyków” byly bliźniaczo podobne do tych zatwierdzonych przez SWII, raptem około 150 lat później. „Duch Pistoi” wcale nie „wyzionął ducha” i miał się bardzo dobrze przez cały XIX wiek, czego dowodem są dramatyczne encykliki papieży i inne dokumenty tamtych czasów, aż po pontyfikat Św. Piusa X. Po śmierci Św. Piusa X, „duch Pistoi” nabrał powietrza w płuca i wypluł z siebie tzw. ruch liturgiczny O. Bedouin, który znalazł szerokie poparcie wśród hierarchii w Europie i USA. Trudno więc poważnie przyjąć do wiadomości słowa Pana Morrisona o „niczego nie podejrzewających Ojcach Soborowych”. Konsekwencją było pojawienie się upiorów liturgicznych w postaci ” mszy recytowanej”, „aktywnego uczestnictwa wiernych w liturgii”, a kulminacją okazały się „reformy” liturgiczne Piusa XII, torujące drogę Novus Ordo Missae. Słowem o tym nie wspomina Pan Morrison, sprawiając wrażenie, ze pogodził się z mszałem soborowym (czyli zarówno mszałem Jana XXIII jaki i Pawła VI), do czego zdaje się zachęcać i nas. Mnie Pan Morrison nie zachęcił, a wręcz przeciwnie. Czyżby zasada lex orandi lex credendi przestała już obowiązywać w kręgach w jakich obraca się Pan Morrison?
W niedawnym wywiadzie dla medii kardynał Walter Kasper stwierdził:
„Takiej transformacji nie da się przeprowadzić za jedną noc, to wymaga czasu, trochę jak długi wdech. Nie da się tego zrobić w ciągu jednego pontyfikatu, potrzeba dwóch lub trzech”.
W co chce kardynał Kasper i jemu podobni transformować Kościół? Obecna kościelna legalizacja bałwochwalstwa i LGBTQ sygnalizuje już widoczną transformację Kościoła w satanistyczny anty-kościół New Age. W jaki sposób? Poprzez tzw. proces Synodalny. Bergoglio demonstruje konkretne kroki transformacji, gdy publicznie oddaje cześć demonom. On intronizował demona Paczamamę, a w Kanadzie został publicznie poświęcony przez szamana także innym demonom.
Tak eliminuje pierwsze przykazanie Dekalogu, a następnie pozostałe, zwłaszcza szóste i dziewiąte, poprzez kościelną legalizację seksualnych perwersji. Jednocześnie eliminuje i Chrystusowe moralne przykazania, zawarte w Ewangelii i całym Nowym Testamencie. To jest szokująca i samobójcza transformacja Kościoła katolickiego. Wewnętrzne życie Kościoła transformuje się w duchową śmierć. Droga zbawienia zostaje zastąpiona drogą do wiecznego potępienia. Ten transformowany antykościół zastępuje Boga szatanem i demonami!
Cytat kard. Kaspera: „Sukces obecnego pontyfikatu zostanie osiągnięty przez następców papieża Franciszka”.
Całkowitą likwidację Kościoła katolickiego kardynał Kasper uważa za sukces obecnego pontyfikatu, ale dodaje, że dopełnienie tego duchowego samobójstwa nastąpi poprzez kolejnych dwóch lub trzech następców Franciszka. Stwierdził, że takiego procesu transformacji nie da się osiągnąć za jedną noc, rzekomo, to wymaga czasu, trochę jak długiego wdechu. Dlaczego ten długi wdech? Dla popełnienia duchowego samobójstwa.
Cytat kard. Kaspera: „Już nie głosimy Boga, który grozi, potępia i karze, ale Boga, który w miłości przyjmuje, przebacza i jednoczy. To nowy ton, który jest dobry dla Kościoła, nawet jeśli nie każdemu to się podoba”.
Jednakże ten nowyton nie jest dobry dla Kościoła, bo nie jest zgodny z prawdą, z Biblią, ani z Tradycją. Kościół ma obowiązek głosić całą Ewangelię, bo tylko to prowadzi do zbawienia. Wskazuje na przebaczenie grzechów tym, którzy pokutują. Ale grozi też wieczną karą tym, którzy gardzą Bożą miłością i uparcie pozostają w zatwardziałości i na ścieżce grzechu. Bóg w swoim Synu, naszym Zbawicielu przyjmuje, przebacza i jednoczy, ale człowiek musi chcieć oddać Mu swój grzech. Kto Boga i Jego przykazania kategorycznie odrzuca, a jednocześnie obłudnie mówi o Jego miłości, a nawet twierdzi, że Bóg go bez skruchy przyjmuje, ten oszukuje sam siebie, a innych prowadzi na drogę do wiecznej zagłady.
Cytat kard. Kaspera: „Obecny pontyfikat to nie przypadek, ale początek nowej ery”.
Kardynał Kasper powiedział prawdę. Obecny pontyfikat naprawdę nie jest przypadkiem, ma swoje głębokie korzenie już w II Watykańskim Soborze i posoborowym duchu. Wybór Bergoglio również nie był przypadkiem, podobnie jak nie była przypadkiem abdykacja papieża Benedykta XVI.
Jeśli chodzi o nową erę, to tak naprawdę chodzi o program New Age, głównym celem którego jest likwidacja chrześcijaństwa i stworzenie jednej pseudoreligii, czczącej demony. Chodzi też o stworzenie jednej waluty i jednego rządu.
Jak się bronić przed tą diabelską transformacją, moc której tkwi w kłamstwie? Tylko prawdą! W tej duchowej walce apostoł wzywa nas, abyśmy byli przepasani prawdą. Potrzebujemy także tarczy wiary i mieczaDucha. Apostoł wskazuje, że nasza walka nie toczy się przeciw ciału i krwi, ale przeciw siłom demonicznym (kosmokratores), które sprawują władzę w powietrzu.
W tej bitwie jest konieczne modlitewne zaplecze. Zwłaszcza dzisiejszych apokaliptycznych czasów dotyczą słowa: „W każdym czasie módlcie się w Duchu” [en pantý kairó en pneuma] (por. Ef 6:18). Więc jest to nieustanna modlitwa (zob. Łk 18:1-7, 1 Tes 5:17).
W historii Kościoła już w V wieku mnich Aleksander i św. Marcel wprowadzili w klasztorach nieustanną modlitwę, która zajmowała 24 godziny na dobę. Tę starą kościelną praktykę dziś wprowadzają i gorliwi chrześcijanie. Tworzą modlitewne straże, składające się z 23 członków. Dzielą swój dzień na godziny, a jedna godzina dziennie jest wspólna dla wszystkich a to od 20:00 do 21:00. Jeśli utworzy się cztery takie straże, zmieniające się po tygodniu, powstanie ciągła modlitwa. Mają rytm – tydzień modlitewnej straży, i trzy tygodnie wolnego. Tylko Godzinę świętą od 20:00 do 21:00 modlą się wszyscy każdego dnia.
Jeżeli w każdej parafii zostanie zapewniona ciągła modlitwa, Bóg tę po ludzku nierozwiązywalną sytuację, w jakiej dzisiaj znajduje się Kościół, w odpowiednim czasie rozwiąże.
Ktoś zaprotestuje: „Ale modlitwa to za mało. Tradycja kościelna mówi: Módl się i pracuj!” Tak, konieczna jest również praca nad stworzeniem zewnętrznej, równoległej kościelnej struktury, która, jeśli zostanie stworzona w odpowiednim czasie, może uratować przed samobójczą bergogliańską transformacją całe parafie i diecezje. Ale ta praca wymaga mądrości i pewnej dyskrecji. Bez zaplecza modlitewnych bojowników to nie jest możliwe.
Ta równoległa struktura faktycznie podejmuje właściwy synodalny krok, a mianowicie oddzielenie się od heretyckiego Watykanu, od ducha kłamstwa i od ducha świata. Przygotuje tym też grunt pod przyjęcie prawowiernego papieża. Obecna Bergogliowa Synodalna droga jest buntem przeciwko Bogu. Ci, którzy ją propagują, odpadli od Chrystusa i są na drodze do potępienia, niezależnie od tego, czy są świeckimi, księżmi czy biskupami.
Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że główną misją Kościoła jest doprowadzenie każdego człowieka przez pokutę do przyjęcia Chrystusa i Jego Ewangelii. Pseudo-ewangelia z herezjami, z ekologią, z LGBTQ i bałwochwalstwem prowadzi do potępienia. Dlatego każdy szczery katolik musi zacząć poważnie troszczyć się o swoje zbawienie i to już dziś. Odkładanie to złodziej.
Koniecznością jest oddzielenie się od fałszywego nauczania i fałszywej Bergogliowej Synodalnej drogi, wraz z jego zgubną transformacją Kościoła. Każdy Boży bojownik musi przepasać się prawdą, przeciwstawić się kłamstwu i przyłączyć się do duchowej bitwy — do nieustannej modlitwy wołania do Boga. Jeśli w twoim mieście lub wiosce jeszcze nie ma utworzonej straży modlitewnej, weź oprócz Godziny świętej jeszcze swoją modlitewną godzinę i nie czekaj, aż dołączą inni, zacznij się ją modlić, a z czasem zostanie uformowana cała modlitewna straż. Bóg da w modlitwie światło i siłę, co konkretnie każdy powinien czynić dla własnego duchowego odrodzenia i dla odrodzenia Kościoła. Wytrwała modlitwa mężczyzny czy kobiety, kapłana czy biskupa odnowi jego żywą komunikację z Bogiem. Nieumiarkowana komunikacja ze światem człowieka izoluje od Boga i od prawdy.
Niech Matka Boża, która stąpa po głowie piekielnego węża, w tej historycznej walce nas poprowadzi do zwycięstwa!
Oto kolejne interesujące świadectwo współczesnego młodego chłopaka, które pokazuje, jak bardzo dzisiejszy świat jest zdesperowany, aby wypełnić jakoś lukę powstałą po odrzuceniu Boga Wszechmogącego i Jego Boskiego Syna Jezusa Chrystusa oraz Jego Kościoła katolickiego. Studiując „psychologię” na uniwersytecie, otrzymał on wielką łaskę nawrócenia, dzięki której zrozumiał, że wszystko, co może zrobić „psychoterapeuta”, może zrobić o wiele lepiej kapłan – tam, gdzie tylko jest wiara.
Czytajmy:
Poświęciłem pięć lat na studiowanie psychologii na nowoczesnym uniwersytecie. Mam dopiero 23 lata, więc te pięć lat to był spory kawałek mojego życia. Podczas studiów stopniowo nawracałem się, a w tym samym czasie, kiedy je rozpoczynałem, przekonałem się do „preambula fidei” (prawdy dostępne dla rozumu prowadzące do Wiary) i zrobiłem pierwsze kroki w kierunku katolicyzmu. Potem, w połowie studiów na uniwersytecie, byłem już katolikiem, ale takim, który jeszcze nie zdawał sobie sprawy z problemu Neo-Kościoła. Jednak do czasu ukończenia studiów zrozumiałem, że Neo-Kościół reprezentuje nową religię i rozstałem się z nim.
W miarę jak wzrastałem w nauce religii i filozofii tomistycznej, zrozumiałem, że to, co nazywają dziś psychologią, nie jest psychologią, ale grupą przedmiotów, które służą tzw. psychoterapii. Wśród tych przedmiotów jest z pewnością psychologia, ale głównym przedmiotem jest w istocie etyka. To, co robi psycholog, nawet jeśli ma wiedzę o małej użytecznej części współczesnej nauki, jest raczej etyką. Jest to zatem to, czym w dawnych czasach zajmowali się księża, posługując się etyką teologiczną. Jest to właśnie część, choć nie główna, kierownictwa duchowego.
Zrozumiałem, gdy zacząłem zajmować się pacjentami, że zaburzenia psychiczne zawsze sprowadzają się do problemu etycznego czy też religijnego, do siedmiu grzechów głównych, a ich wyleczenie zawsze zależy od cnoty, nawet jeśli problemy niektórych pacjentów wynikają z ich stanu cielesnego, z jakiejś choroby fizjologicznej czy psychiatrycznej itd. Dlatego przekonałem się, że prowadzenie moich pacjentów do zdrowia zawsze wymaga mówienia rzeczy, które powinien raczej mówić kapłan w ramach kierownictwa duchowego. Staram się nie wydawać poleceń, jakie mógłby wydać duszpasterz i zawsze proponuję coś na zasadzie sugerowania. W rzeczywistości, im mniejsza jest wiara pacjenta w możliwość zwrócenia się do księdza, tym bardziej „przejmuję stery”; a im większa jest wiara pacjenta i zaufanie do księdza, tym bardziej mówię mu, aby ostatecznie przedstawił sprawę kapłanowi, zwłaszcza gdy pacjent potrzebuje praktycznej porady.
Nie jestem jednak pewien, czy ten zawód, który jest nowoczesny, powinien istnieć lub też być wykonywany przez ludzi świeckich. Być może, pomimo moich osobistych słabości, miałem pewne dobre rezultaty, zawsze oceniając wszystko pod kątem Etyki św. Tomasza, ale czasami muszę robić lub mówić rzeczy, które dawniej musiał robić lub mówić kapłan. To prawda, że liczba księży jest bardzo mała, a kierownictwo duchowe w dzisiejszych czasach jest czymś, co można zdobyć tylko przy dużym szczęściu, ponieważ tradycyjni księża mają tłumy ludzi do opieki. Ponadto, mogę czasem spojrzeć na niektóre sprawy pod innym kątem, którego ksiądz nie zawsze może dostrzec. Ale rzeczywistość jest taka, że nie mam ani łaski stanu, ani prerogatyw kapłana.
Wiem, że w 1953 oraz 1958 roku Pius XII przemawiał do psychologów i psychoterapeutów i w tych wystąpieniach wyraził pośrednio aprobatę dla tych zawodów. Ale zwłaszcza w alokucji z 1958 roku papież wydaje się działać w oparciu o pewne błędne przesłanki. Wykazuje pewien brak zrozumienia, czym jest nauka, myląc ją z nauką współczesną, a także pewną naiwność w odniesieniu do współczesnej psychologii. Zastanawiam się więc, czy jego aprobata jest rzeczywiście uzasadniona. Krótko mówiąc, czy laik może być psychoterapeutą ? I jakie byłyby jego prerogatywy, obowiązki i ograniczenia? (Koniec świadectwa)
Odpowiedź: każdy „psychoterapeuta” posiadający jeszcze odrobinę zdrowego rozsądku i postchrześcijańskiej miłości bliźniego może czynić dobro ludziom w potrzebie, ale dobro to będzie w dużo większym stopniu wynikało z jego miłości i zdrowego rozsądku niż z pseudonaukowych bredni. Ma on prerogatywy, obowiązki i granice takie, jak każdy człowiek wobec swoich bliźnich. Niech nie udaje, że jest jakimkolwiek kapłanem czy „naukowcem” w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Jest pseudonaukowcem i bezbożnym zastępnikiem bogobojnego kapłana.
Решение властей Германии отказать с передачей Украине танков немецкого производства Leopard 2 объясняется наличием целого ряда причин, среди которых едва ли не ключевую роль играют соображения экономического характера. Об этом пишет швейцарское издание Neue Zürcher Zeitung, анализируя перспективы поставок танков Украине.
В Берлине опасаются, что если дать «добро» другим европейским странам поставлять танки Leopard Украине, то впоследствии их могут заменить на американские танки Abrams. Тем самым, Германия потеряет свои рынки сбыта военной техники, которыми она обладает в настоящее время. Представители немецкого оборонно-промышленного комплекса утверждают, что американские компании ждут, как заменить стоящие на вооружении европейских государств Leopard собственными танками.
В свое время Польша, ухудшившая отношения с Германией, решила обратиться к США в качестве производителя танков. В июле 2021 года, еще до начала специальной военной операции российских войск, министр обороны Польши Мариуш Блащак заявил, что Варшава купит у США 250 новых и 116 подержанных основных боевых танков M1 Abrams на общую сумму 8,85 млрд евро. Затем Польша заявила о намерении купить 1000 танков южнокорейского производства.
В Германии считают, что поставка танков Leopard на Украину лишь ускорит процесс замещения вооружений немецкого производства в европейских армиях продукцией американского военно-промышленного комплекса. Уже сейчас США предлагают странам, поставляющим танки на Украину, пополнять их запасы бронетехники продукцией американской промышленности. В итоге канцлер ФРГ Олаф Шольц оказался в сложной ситуации: с одной стороны, отказ поставок танков может ухудшить положение киевского режима, с другой стороны, их поставка способна привести к удару по военной промышленности Германии.
Швейцарское издание также напоминает, что поставки танков США в европейские страны сделают последние еще более зависимыми от Вашингтона в военном плане. В первую очередь, речь идет о Польше, странах Прибалтики и Скандинавии. Их связи с Германией ослабнут, что негативно скажется на экономике страны.