Diabelska pułapka islamskiej migracji. Ks. prof. Paweł Bortkiewicz o narzucaniu Polsce „uchodźców”

Pułapka islamskiej migracji. Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr o narzucaniu Polsce „uchodźców”

pch24/diabelska-pulapka-islamskiej-migracji

Kultura, która wdziera się w naszą przestrzeń wolności jest, zgodnie z samą nazwą, kulturą uległości. Uległości wymuszanej na nas. Spotyka się  kultura wolności chrześcijańskiej i europejskiej z kulturą podboju dążącą do naszej uległości, do naszego zniewolenia. To jest radykalna opozycja wobec której wszelkie inne różnice etniczne, społeczne, ekonomiczne są wtórne, trzeciorzędne i w końcu nieistotne. Istotnym sporem jest konflikt wolności z dążeniem do zniewolenia nas, do poddania nas uległości zupełnie obcej kulturze – mówi w rozmowie z PCh24.pl ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr.

Tomasz Kolanek, PCh24.pl: Wielebny Księże profesorze, czy diabeł jest najwybitniejszym teologiem?

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr: Niewątpliwie można odnieść takie wrażenie. Wystarczy przywołać dwa fragmenty Pisma Świętego, gdzie diabeł zachowuje się jak teolog. Pierwszy fragment to scena z Raju, kiedy diabeł zadaje niezwykle sprytne, bardzo prowokacyjne, wręcz genialne pytanie: „Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?” (Rdz 3, 1), a potem, gdy Ewa mu odpowiedziała dodał: „Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 3, 4-5).

Pytanie diabła można było zrozumieć dwuznacznie. Ponadto było ono na tyle prowokacyjne, że zasiało w człowieku wątpliwości, które przerodziły się w wypaczoną decyzję wolności.
Jeszcze bardziej diabeł ujawnił swój wymiar teologiczny, jeszcze bardziej zaprezentował się jako biblista w scenie kuszenia Chrystusa, kiedy posłużył się Pismem Świętym:

„Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na szczycie narożnika świątyni i rzekł Mu: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, napisane jest bowiem: „Aniołom swoim da rozkaz co do ciebie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień” (Mt 4, 5-6). Diabeł wyrwał z kontekstu jedno zdanie z Biblii, aby uzasadnić poddanie się Boga Człowieka szatanowi.

Ta scena dobitnie pokazuje nam, że diabeł zna Biblię jak mało kto, ale wykorzystuje ją w sposób instrumentalny, cyniczny, wręcz perwersyjny.

Kościół od zawsze zachęca do czytania Pisma Świętego, ale nie na własną rękę. Biblia musi być czytana zgodnie i razem z Magisterium Kościoła. Jeśli ktoś robi inaczej, to może się to skończyć jak w przypadku protestanckich heretyków, prawda?

Zdecydowanie tak. Protestanci są najlepszym dowodem na to, że dowolność interpretacji Pisma Świętego może doprowadzić do radykalnego zdeformowania obrazu Pana Boga, Bożej Miłości, zbawienia oraz wypaczenia wizji Kościoła i człowieka.

Kościół od wieków przestrzega przed czytaniem Pisma Świętego na własną rękę. Przywołam tutaj tylko słowa Świętego Pawła Apostoła, który w jednym z listów podkreślił, że Pismo Święte nie jest do dowolnego wyjaśniania.

Widocznie już wtedy – 2000 lat temu w pierwotnej gminie chrześcijańskiej – istniały tendencje do tego, aby interpretować Pismo Święte według własnej miary rozumu, a nie według autorytetu Kościoła.

Zapytałem o te dwie kwestie, ponieważ dzisiaj mamy do czynienia z zalewem przestrzeni publicznej przez wyrwane z kontekstu fragmenty Pisma Świętego przez ludzi którzy Kościoła nienawidzą; którzy wzywali do niszczenia katolickich świątyń w czasie tzw. czarnych marszy; którzy nazywają Najświętszy Sakrament „opłatkiem” i którym przeszkadzają krzyże i bicie kościelnych dzwonów. Ci ludzie instrumentalnie wykorzystują Pismo Święte, aby uderzać w katolików w każdym temacie – aktualnie jest to kwestia przyjmowania nielegalnych imigrantów. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego tego typu tendencje przybierają na sile? Dlaczego w końcu nie widać stanowczej odpowiedzi hierarchów na tego typu podłe ataki?

Pyta Pan, dlaczego tak się dzieje. Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Mogę jedynie powiedzieć, że najwidoczniej nienawiść do Kościoła, nienawiść do katolików, antychrześcijańskie zacietrzewienie odebrały niektórym zdolność logicznego myślenia. Być może ludzie ci dali sobie wmówić, że nauka Chrystusa to zło i w związku z tym nie cofną się przed niczym, aby „dowalić” Kościołowi, poniżyć katolików, obrazić duchownych etc.

Mamy tutaj do czynienia z jakimś strasznym paradoksem polegającym na tym, że ludzie, którzy odrzucają Boga, szydzą z Kościoła, drwią z autorytetu Pisma Świętego w pewnym momencie sięgają po Biblię, aby wyrywać z kontekstu jej fragmenty i używać ich niczym pałki do atakowania katolików. To o takich ludziach Onufry Zagłoba w „Trylogii” Henryka Sienkiewicza mawiał „Diabeł się w ornat ubrał i ogonem na Mszę dzwoni”.

To jest po prostu perfidna forma manipulacji, która – jak słusznie Pan zauważył – nie spotyka się ze stanowczą odpowiedzią ze strony nas, katolików, ani tym bardziej biskupów Kościoła katolickiego. Trzeba pamiętać o tym, że Biblia jest naszą Świętą Księgą i w związku z tym manipulowanie Słowem Bożym nie może być traktowane tak jak traktują je wyżej opisani przez nas ludzie. Słowo Boże jest Święte! Słowo Boże ma swoje znaczenie, ma swoją wagę, ma swoją hermeneutykę, która jasno i precyzyjnie określa przede wszystkim interpretację Słowa Bożego, sytuuje je w kontekście etc. O tym wszystkim trzeba pamiętać i nieustannie to przypominać.

Nam, katolikom zabrania się ostrego wypowiadania na temat „wartości” strony lewackiej. Nas, katolików krytykuje się za jakiekolwiek ostre wypowiedzi i mocniejsze słowa. Jednocześnie my, katolicy przyzwalamy na to, żeby wrogowie Kościoła szydzili ze Słowa Bożego. I oni bardzo chętnie to robią – w sposób cyniczny i perwersyjny sięgają po Słowo Boże, aby uzasadniać tezy zupełnie nie Boże.

Powiem szczerze Księże profesorze, że dosłownie krew mnie zalewa, jak słyszę ludzi, o których rozmawiamy, gdy mówią, piszą etc., że „Jezus też był uchodźcą”. Mało tego! Ci sami ludzie piszą otwartym tekstem, że gdyby dzisiaj Święta Rodzina próbowała „przedostać się” do Polski, to „miliony polskich katoli” żądałyby, aby „zastrzelono ich”…

Ci ludzie robią to specjalnie, celowo i z premedytacją, aby nas sprowokować, zdenerwować i jeszcze bardziej rozgrzać i tak napięte emocje społeczne.

Odpowiem najspokojniej jak tylko się da. Polacy nie zastrzeliliby uchodźcy, o czym świadczą ostatnie dwa lata, kiedy mieliśmy do czynienia z ogromną falą realnych uchodźców ukraińskich. Oczywiście z Ukrainy do Polski przybyli również imigranci zarobkowi, dezerterzy i wiele osób, które niekoniecznie z powodu wojny opuścili swój kraj. W przeważającej części mieliśmy jednak do czynienia z uchodźcami. I co? Polacy widząc, że do naszej ojczyzny przybywają realni uchodźcy wojenni potrafili okazać im otwartość etniczną, otwartość gospodarczą etc.. Byliśmy w stanie podzielić się bogactwem narodowym. Byliśmy w stanie podzielić się przestrzenią naszych domów. Byliśmy w stanie dosłownie podzielić się chlebem i czymś do tego chleba. Byliśmy w stanie podzielić się z Ukraińcami pomimo podziałów, jakie istniały i nadal istnieją między nami.

Jedna rzecz była tutaj istotna: z Ukraińcami łączy nas pewna wspólna kultura. Mimo wielu różnic łączy nas pewien rdzeń kulturowy. Mimo wielu nadużyć, które zawsze w świecie ludzkim się zdarzają, wielu Ukraińców odpowiedziało na naszą gościnność swoją wdzięcznością. Oczywiście zdarzały się jakieś patologie, ale niestety taka jest natura ludzka. Nie każdy jest idealny, nie każdego stać na wdzięczność. Ukraińcy pokazali, że potrafią się asymilować. Podejmują pewną pracę, co pokazuje, że mają nie tylko prawa, ale i obowiązki. Ta symetria praw i obowiązków jest niezwykle ważna.

Natomiast w sytuacji tzw. uchodźców, o których dzisiaj mówimy w wymiarze politycznym… Uchodźców nie wiadomo skąd, nie wiadomo z jakich przyczyn… Uchodźców, których jedynym wspólnym mianownikiem jest pojęcie „nielegalny” – w stosunku do tych ludzi nie zostaje spełniony żaden z wyżej wymienionych elementów.

Nie zostaje spełniona żadna wspólnota kulturowa, nie zostaje spełniona możliwość symetrii praw i obowiązków. W ogóle nie ma mowy o tym, żeby roszczeniom towarzyszyły jakieś próby narzucania obowiązków. To jest sytuacja absolutnie nieporównywalna.
Chrystus Pan, który odbył przymusową migrację w wyniku prześladowań do Egiptu wraz ze swoją Rodziną podjął życie w ziemi egipskiej. Nie wiemy jak dokładnie ono wyglądało, ale na pewno nie było postawą roszczeniową. Przede wszystkim Chrystus wraz z Maryją i Józefem wrócił do domu rodzinnego w sytuacji, w której zaistniały ku temu stosowne warunki.

Nie ma tutaj żadnej, absolutnie żadnej analogii między tym obrazem biblijnym, a tymi obrazami, które są kreślone przez współczesnych ideologów.

Druga strona odpowie na powyższe argument Księdza profesora w sposób następujący: to wszystko dlatego, że Ukraińcy są biali, a uchodźcy to albo Murzyni, albo Arabowie…

Ukraińcy są biali, to fakt. Proszę jednak zauważyć, że w stosunku do nich są też pewne różnice i to istotne różnice będące cierniem czy zadrą związaną z naszą trudną historią. Mimo tego byliśmy i jesteśmy w stanie to pokonać.

Czytałem niedawno artykuł autorstwa Chantal Delsol, w którym wyraźnie ona stwierdziła, że Europejczycy jako Europejczycy rasistami nie są. Nie przeszkadza nam, czy ktoś jest takiej, czy innej rasy. Nam przeszkadza i będzie przeszkadzać agresywność i radykalna obcość kultury, która ma szczególne znamiona.

Najkrócej rzecz ujmując: ta kultura, która wdziera się w naszą przestrzeń wolności jest, zgodnie z samą nazwą, kulturą uległości. Uległości wymuszanej na nas.

Spotyka się więc kultura wolności chrześcijańskiej i europejskiej z kulturą podboju dążącą do naszej uległości, do naszego zniewolenia. To jest radykalna opozycja wobec której wszelkie inne różnice etniczne, społeczne, ekonomiczne są wtórne, trzeciorzędne i w końcu nieistotne. Istotnym sporem jest konflikt wolności z dążeniem do zniewolenia nas, do poddania nas uległości zupełnie obcej kulturze.

W tym miejscu z kolei druga strona odpowiedziałaby Księdzu profesorowi, że przecież papież Franciszek do Litanii Loretańskiej dodał wezwanie „Pociecho migrantów, módl się za nami”… Jak można w związku z tym mówić o obcej kulturze, skoro Matka Boża jest „pociechą” dla tych ludzi?

Jestem członkiem zgromadzenia zakonnego, które zajmuje się pracą wśród polskich emigrantów i Polaków żyjących w różnych krajach. Część z nich wyjechała z własnej woli, część została „opuszczona” przez państwo polskie w wyniku powojennych zmian granic, część otrzymała od komunistów „wilczy bilet” etc. Sama pociecha dla migrantów jest czymś jak najbardziej wskazanym.

Trzeba jednak zwrócić uwagę, że ci ludzie, o których mówimy najprościej są definiowani jako „nielegalni uchodźcy”, „nielegalni imigranci”. To nie jest kwestia migracji. To jest kwestia bardzo specyficznej grupy przemieszczającej się, która ma dwie cechy: nielegalność od strony prawnej i radykalną obcość od strony kulturowej. Obcość, w którą wpisana jest wojna kulturowa.

Tutaj nie jest rozwiązaniem pociecha dla tych ludzi. Tutaj trzeba by było sformułować obok wezwania „Pociecho migrantów” wezwanie „Obrończyni przed nielegalnymi uchodźcami”.

W pełni zgadzam się z Księdzem profesorem. Podejrzewam jednak, że takie wezwanie nie zostanie dodane do Litanii Loretańskiej, ponieważ Franciszek dopisując wezwanie „Pociecho migrantów” na pewno nie miał na myśli np. migrantów z Polski, tylko właśnie nielegalnych migrantów.

Szkoda, że Franciszek nie tylko w tym wypadku nie sięga do swoich poprzedników, np. do Świętego Jana Pawła II, który w adhortacji „Ecclesia in Europa” w punkcie 101. pisał o kryzysie migracyjnym. Dokument ten został wydany 28 czerwca 2003 roku – ponad 10 lat przed ogłoszeniem przez Angelę Merkel hasła „Herzlich Willkommen”. Papież w tym dokumencie zwracał uwagę na obowiązki kultury gościnności. Sam obowiązek gościnności wynika z potrzeby ludzkiego serca.

Jednocześnie papież bardzo wyraźnie zaznaczył, że do obowiązków rządów poszczególnych państw kierujących się roztropną troską o dobro wspólne powierzonych sobie społeczności należy prawne regulowanie ruchów migracyjnych, które mogą wyrażać się w konsekwencji w odmowie wjazdu. Migrant ma prawo do przemieszczania się, ale to nie oznacza, że każde państwo, każda wspólnota ma obowiązek przyjęcia tego migranta.

Jeżeli migrant zagraża bezpieczeństwu wspólnoty, to kierując się porządkiem miłości jesteśmy zobowiązani do chronienia bezpieczeństwa własnego domu, własnej rodziny, własnej wspólnoty narodowej.

Dobrze, żeby Franciszek podejmował nauczanie jasno i precyzyjnie wyrażone przez jednego ze swoich poprzedników.

I znowu, Księże profesorze, przywołam argument liberalnej lewicy i innych wrogów Kościoła. Oni w tym miejscu rozdarliby szaty i stwierdzili, że przecież Polacy też gwałcą, też kradną, też mordują, też są przestępcami, gangsterami etc. W ostatnim czasie w mediach społecznościowych mieliśmy do czynienia z jakimś dziwnym rozkoszowaniem się przez tych ludzi informacjami, że gdzieś na Zachodzie sąd skazał Polaka, który popełnił zbrodnię gwałtu bądź morderstwa. Pisali oni, że ciemnogród boi się migrantów, a przecież sami Polacy to takie i takie złesyny…

W przypadku Polaków opisane przez Pana zdarzenia to patologia radykalnie zaprzeczająca naszej kulturze. Patologia, którą należy wypalać gorącym żelazem.

Z kolei w przypadku islamistów są to cechy wpisane w ich kulturę i tutaj leży radykalna różnica. Dążenie do uległości, takie a nie inne traktowanie „niewiernych”, zasada tekijja, zasada ketman, stosunek do kobiet etc. – to nie są elementy, które wyizolowano z islamu. One stanowią jego integralną część.

W przypadku przedstawicieli kultury zachodniej, kultury chrześcijańskiej w tym Polaków mówimy więc o skrajnej patologii godnej potępienia i najsurowszego ukarania. Z kolei w przypadku kultury islamu mamy do czynienia z normą postępowania i to jest przerażające.

Jesteśmy wzywani do okazywania fałszywego miłosierdzia`- za wszelką cenę mamy przyjmować i pomagać nielegalnym imigrantom. Nieważne, skąd i kim oni są. Ważne, że my też jesteśmy złymi ludźmi i musimy za to zapłacić. Jak powinno wyglądać jednak prawdziwe, realne miłosierdzie z naszej strony dla nielegalnych imigrantów?

Obowiązuje nas porządek miłości, a więc przede wszystkim miłość własnej wspólnoty poczynając od wspólnoty rodzinnej.

Zauważmy, że Przykazanie Miłości Bliźniego mówi wprost: „Miłuj bliźniego swego, jak siebie samego”. To jest bardzo realistyczny, bardzo konkretny punkt odniesienia dla nas. Musimy miłować dobrze pojętą miłością siebie samych. Musimy miłować tą miłością nasze rodziny, swój naród. Oczywiście w miarę możliwości człowiek może rozszerzać to serce dalej, ale w taki sposób, który nie będzie zagrażał tym dobrom, które stanowią pierwszorzędny przedmiot mojej miłości. Oznacza to, że mogę dzielić się swoim domem, ale nie mam obowiązku oddać tego domu obcym, zostać z niego wypędzonym i samemu stać się bezdomnym.

Miłość jest racjonalna. Miłość nie jest emocją kierowaną jakąś ideologią. Miłość jest autentyczna. Najczystsza miłość jest miłością życzliwości i dobrej woli, ale ta dobra wola musi opierać się na rozumie.

Często w dyskusji o imigrantach przywołuje się obraz miłosiernego Samarytanina. On rzeczywiście reaguje w potrzebie, ale proszę zauważyć, że rannego wędrowca przekazuje on do instytucji, jaką była gospoda.

Gospoda w tej przypowieści wcale nie była jakimś przypadkowym miejscem. To nie była tylko restauracja. W tamtych czasach gospoda pełniła również rolę pewnej placówki opiekuńczej. W gospodzie można było opatrzyć rany, przenocować etc. To była instytucja.
Miłosierny Samarytanin nie zabiera rannego wędrowca do swojego domu, nie wiąże się z nim na stałe. Owszem udziela mu konkretnej pomocy, asygnuje pewną kwotę pieniędzy, ale kieruje rannego do zorganizowanej instytucji. To jest działanie bardzo racjonalne i celowe, a nie chaotyczne i oparte wyłącznie na emocjach.

Uczmy się od miłosiernego Samarytanina.

Bóg zapłać za rozmowę.

Tomasz D. Kolanek

Stan Kansas pozywa firmę Pfizer w sprawie o „wprowadzanie w błąd” i „zdarzenia niepożądane” związane ze szczepionkami na COVID.

Stan Kansas pozywa firmę Pfizer

Kansas złożył pozew w sprawie o „wprowadzanie w błąd” i „zdarzenia niepożądane” związane ze szczepionkami na COVID-19.

MARIUSZ JAGÓRA JUN 18

Stan Kansas złożył pozew przeciwko firmie Pfizer, Inc. w związku z domniemanymi naruszeniami ochrony konsumentów związanymi z produkcją przez firmę szczepionki przeciwko COVID-19, twierdząc, że firma reklamowała szczepionki jako bezpieczne, mimo że wiedziała, że są one związane z „poważnymi zdarzeniami niepożądanymi”.

W 69-stronicowym pozwie złożonym w Sądzie Okręgowym Hrabstwa Thomas czytamy, że Pfizer wprowadził opinię publiczną w błąd, twierdząc, jego szczepionka przeciwko COVID-19 jest bezpieczna i skuteczna, mimo iż firma wiedziała, że jest ona związana z poważnymi zdarzeniami niepożądanymi, w tym z zapaleniem mięśnia sercowego i osierdzia, nieudanymi ciążami, a jej skuteczność z czasem słabła i nie chroniła przed wariantami COVID-19. Pfizer zataił przed opinią publiczną te „krytyczne informacje dotyczące bezpieczeństwa i skuteczności”. W pozwie zarzuca się, że „działania i oświadczenia firmy dotyczące szczepionki COVID-19” naruszyły ustawę o ochronie konsumentów w Kansas, niezależnie od tego, czy jakikolwiek konsument ostatecznie przyjął szczepionkę Pfizer przeciwko COVID-19, czy nie: „Pfizer musi zostać pociągnięty do odpowiedzialności za fałszywe przedstawianie korzyści płynących ze szczepionki COVID-19 przy jednoczesnym ukrywaniu i zatajaniu prawdy o zagrożeniach dla bezpieczeństwa szczepionki, jej słabnącej skuteczności i niezdolności do zapobiegania przenoszeniu wirusa”.

Pozew, złożony przez republikańskiego prokuratora generalnego Krisa Kobacha, zarzuca, że dzięki fałszywym oświadczeniom firmy na temat szczepionki, zarobiła ona rekordowe przychody dla firmy w wysokości około 75 miliardów dolarów w ciągu zaledwie dwóch lat. Firma Pfizer stosowała różne metody ukrywania „krytycznych danych” związanych z bezpieczeństwem i skutecznością szczepionki, w tym stosowanie umów z klauzulami o zachowaniu poufności, wydłużanie harmonogramów badań czy niszczenie grupy kontrolnej uczestniczącej w badaniu klinicznym szczepionki. Ponieważ Pfizer odślepił pierwotną grupę kontrolną i pozwolił jej uczestnikom na otrzymanie szczepionki Pfizer przeciwko COVID-19, ani Pfizer, ani rządowe organy regulacyjne i niezależni naukowcy nie mogą w pełni porównać bezpieczeństwa i skuteczności szczepionki Pfizer przeciwko COVID-19 z osobami niezaszczepionymi: „Szeroko zakrojone i agresywne wysiłki firmy Pfizer mające na celu ukrycie informacji o szczepionce COVID-19 są sprzeczne z jej publicznymi zobowiązaniami do przejrzystości i rodzą poważne pytania o to, co Pfizer ukrywa i dlaczego to ukrywa” – czytamy w pozwie.

W pozwie zarzuca się również, że Pfizer nie ujawnił ograniczeń swoich badań nad szczepionką na COVID-19: „Kiedy Pfizer ogłosił, że FDA zatwierdziła szczepionkę Pfizera przeciwko COVID-19 do stosowania w nagłych wypadkach, nie ujawnił, że jego badanie obejmowało tylko osoby zdrowe i wykluczało osoby ze schorzeniami. Pfizer kłamał składając oświadczenia dotyczące bezpieczeństwa swojej szczepionki przeciwko COVID-19 wiedząc, że nie ma uzasadnionych podstaw, aby twierdzić, że jest ona bezpieczna dla osób, u których zdiagnozowano COVID-19, które miały obniżoną odporność lub które były w ciąży lub karmiły piersią”.

Sędzia Kobach twierdzi, że Pfizer prowadził własną bazę danych zdarzeń niepożądanych, oddzielną od systemu zgłaszania zdarzeń niepożądanych szczepionek (VAERS), która zawierała przypadki zdarzeń niepożądanych zgłaszanych przez osoby indywidualne, przypadki zgłaszane przez organy służby zdrowia, przypadki opublikowane w literaturze medycznej, przypadki z programów marketingowych sponsorowanych przez Pfizera, badania nieinterwencyjne oraz przypadki poważnych zdarzeń niepożądanych zgłaszanych z badań klinicznych niezależnie od oceny przyczynowości. Baza danych zdarzeń niepożądanych firmy Pfizer zawierała znacznie więcej danych o NOPach niż baza VAERS. Pfizer nigdy nie opublikował danych o zdarzeniach niepożądanych ze swojej bazy danych”.

Pozew ma na celu nałożenie cywilnych kar pieniężnych, odszkodowań i nakazów sądowych, aby powstrzymać firmę Pfizer przed składaniem wprowadzających w błąd i zwodniczych oświadczeń na temat swojej szczepionki.

Nie jest to pierwszy pozew złożony przeciwko firmie Pfizer w związku ze szczepionką przeciwko COVID-19. W listopadzie 2023 r. prokurator generalny Teksasu Ken Paxton złożył podobny pozew przeciwko firmie, zarzucając jej stosowanie wprowadzających w błąd praktyk marketingowych i reklamowych.

W oświadczeniu dla mediów Pfizer powiedział: „Jesteśmy dumni, że opracowaliśmy szczepionkę na COVID-19 w rekordowym czasie w środku globalnej pandemii i uratowaliśmy niezliczoną liczbę istnień ludzkich. Od czasu pierwszej autoryzacji przez FDA w grudniu 2020 r. szczepionka Pfizer-BioNTech przeciwko COVID-19 została podana dla ponad 1,5 miliarda osób, wykazała korzystny profil bezpieczeństwa we wszystkich grupach wiekowych i pomogła chronić przed poważnymi skutkami COVID-19, w tym hospitalizacją i zgonem”.

Unijna dyrektywa azylowa koszmarna dla Polski. Cejrowski: Polexit – to jedyna odpowiedź

Unijna dyrektywa azylowa koszmarna dla Polski. Cejrowski: To jedyna odpowiedź

18.06.2024 nczas/unijna-dyrektywa-azylowa-koszmarna-dla-polski

Wojciech Cejrowski.
Wojciech Cejrowski. / foto: screen YouTube: Wojciech Cejrowski

Polska ma płacić imigrantom więcej niż na przykład polskim emerytom – tak wynika z dyrektywy azylowej narzucanej przez Unię Europejską. Wojciech Cejrowski uważa, że jest tylko jeden sposób na rozwiązanie problemu.

Wszystko wskazuje na to, że imigranci w Polsce mogą niedługo żyć jak pączki w maśle. Dostaną zakwaterowanie i solidny zasiłek na poziomie niemieckim, a do pracy nikt ich nie będzie zmuszał.

To za sprawą unijnej dyrektywy azylowej, której treść w mediach społecznościowych ujawnił były europoseł PiS Jacek Saryusz-Wolski. UE chodzi o to, by imigranci nielegalnie szturmujący bramy Europy dostawali w każdym z krajów członkowskich, w którym zostaną ulokowani, taki sam zasiłek. Ma to zapobiec ich „wtórnemu przemieszczaniu” do krajów, które oferują lepsze zasiłki socjalne.

CZYTAJ WIĘCEJ: Będziemy płacić imigrantom lepiej niż polskim emerytom? Szokujące zapisy dyrektywy Parlamentu Europejskiego

Polski rząd, ustami minister Agnieszki Dziemianowicz-Bąk zapowiada, że unijną dyrektywę, która weszła w życie 14 maja 2024 roku, będzie renegocjować.

Gdyby jednak zapowiedzi Donalda Tuska i spółki o nieprzyjmowaniu imigrantów były prawdziwe, żadne renegocjacje nie byłyby potrzebne, bo Polska żadnych imigrantów w ramach paktu migracyjnego by nie przyjęła.

Dyrektywę azylową w ostrych słowach skomentował Rafał Ziemkiewicz. „Czyli tak: migrantom przysyłanym z Niemiec musimy zapewnić takie same zasiłki i warunki bytu jakie dają Niemcy. Jednocześnie, z uwagi na procedurę nadmiernego deficytu, musimy ściąć do pniaka emerytury, zasiłki i zarobki Polaków. Kto przeciwko, ten rasista i Putin. Aleście Polskę załatwili tym swoim Tuskiem i jego pacynkami, cymbały skończone…” – napisał publicysta.

Wpis ten skomentował Wojciech Cejrowski, który uważa, że wyjście w tej sytuacji jest jedno. „Polexit. To jedyna odpowiedź” – uważa Cejrowski.

Zbrodnicza decyzja NFZ. Gargantuiczna kara za odmowę aborcji. Leszczyna sprawcza.

Przełomowa decyzja NFZ. Gargantuiczna kara za odmowę aborcji. Leszczyna zapowiada kolejne

18.06.2024 nczas/zbrodnicza-decyzja-nfz-gargantuiczna-kara-za-odmowe-aborcji

Izabela Leszczyna z kosą.
Izabela Leszczyna z kosą. (kolaż)

NFZ ukarał Pabianickie Centrum Medyczne 550 tys. zł kary za odmowę wykonania tzw. aborcji. Poinformowała o tym w poniedziałek minister zdrowia Izabela Leszczyna. Szpital w Pabianicach nie zgadza się z karą i zapowiada wystąpienie do sądu przeciwko NFZ.

Minister zdrowia Izabela Leszczyna powiedziała w poniedziałek, że departament kontroli NFZ prowadzi postępowania kontrolne odmów tzw. aborcji, czyli zabijania dzieci nienarodzonych i 13 czerwca zakończył taką procedurę w Pabianickim Centrum Medycznym. Skutkiem kontroli było nałożenie na szpital kary 550 tys. zł.

Pabianickie Centrum Medyczne potwierdziło, że w 2023 r. NFZ prowadził kontrolę na Oddziale Ginekologiczno-Położniczym. Postępowanie dotyczyło realizacji i rozliczania świadczeń udzielonych pacjentce i zakończyło się nałożeniem kary umownej.

Szpital nie zgadza się nie tylko z decyzją NFZ, ale też z ustaleniami kontroli w placówce. Rzecznik prasowa szpitala Patrycja Socha przekazała stanowisko Pabianickiego Centrum Medycznego wobec nałożonej na placówkę kary.

„Pabianickie Centrum Medyczne Sp. z o.o. nie zgadza się z ustaleniami kontroli przeprowadzonej przez NFZ i nałożoną karą w wysokości 550 tys. zł. Szpital nie odmówił pacjentce prawa do wykonania aborcji, wskazał jedynie, że konieczne jest przedłożenie przez pacjentkę ostatecznych wyników diagnostycznych” – czytamy w oświadczeniu.

Według stanowiska spółki „szpital skorzysta z przysługującego mu prawa zgłoszenia, na piśmie, do prezesa NFZ odwołania od wyniku kontroli, tj. zastrzeżeń do treści zawartych w wystąpieniu pokontrolnym”.

Pismo w tej sprawie jest w przygotowaniu. Dalsze kroki spółki zarządzającej placówką zależą od stanowiska prezesa NFZ.

„W przypadku nieuwzględnienia odwołania szpitala od wyniku kontroli przez prezesa NFZ wystąpimy na drogę postępowania sądowego przeciwko Narodowemu Funduszowi Zdrowia wraz ze złożeniem do sądu wniosku umożliwiającego zablokowanie potrącenia kary przez NFZ” – napisała w oświadczeniu Socha.

W Pabianicach zaprzeczają też, żeby w przypadku pacjentki, której dotyczyła kontrola, lekarze powołali się na klauzulę sumienia.

„Zaznaczamy, że żaden z lekarzy Oddziału Ginekologiczno-Położniczego szpitala nie stosował w tym czasie ani nie stosuje obecnie tzw. klauzuli sumienia. Szpital podkreśla, że żadnej pacjentce nie odmówiono hospitalizacji i udzielenia świadczenia gwarantowanego polegającego na terminacji ciąży w uzasadnionych prawnie i medycznie przypadkach” – podkreśliła rzeczniczka szpitala.

W oświadczeniu napisała też, że w sytuacji pacjentki, której prawidłowość udzielonych świadczeń była przedmiotem kontroli NFZ, nie doszło do odmowy udzielenia świadczenia. Szpital podejmował wszelkie działania mające na celu kompleksowe zaopiekowanie się pacjentką, działał z poszanowaniem praw pacjenta i z należytą starannością.

Według minister zdrowia Izabeli Leszczyny w NFZ są jeszcze dwie inne kontrole domniemanej odmowy zabicia dzieci nienarodzonych. – Obawiam się, że tam też nałożenie kary będzie zasadne – grzmiała Leszczyna.

Szefowa resortu zdrowia, pytana o dostępność „zabiegów” zabijania dzieci w łonach matek, zgodnych z obecnym stanem prawnym oświadczyła, że placówki medyczne mają obowiązek tak zorganizować pracę, by przynajmniej jeden z lekarzy mógł wykonać „zabieg”. Wynika to z opublikowanej w Dzienniku Ustaw 15 maja nowelizacji rozporządzenia w sprawie ogólnych warunków umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej.

Zgodnie z nowelizacją świadczeniodawca realizujący umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia na udzielanie świadczeń w zakresie „położnictwo i ginekologia”, gdy zabicie nienarodzonego dziecka jest dopuszczalne przepisami prawa, jest zobowiązany do wykonywania „świadczeń zakończenia ciąży”.

Zmienione rozporządzenie przewiduje, że „świadczenie” to ma zostać wykonane „w miejscu udzielania świadczeń, niezależnie od powstrzymania się przez lekarza wykonującego zawód u tego świadczeniodawcy od wykonania świadczenia, z powołaniem się na klauzulę sumienia”.

Resort wprowadził również karę umowną, w wysokości do 2 proc. kwoty zobowiązania wynikającego z umowy za każde stwierdzone naruszenie wprowadzanego zobowiązania. W noweli jest też przepis umożliwiający rozwiązanie umowy w części albo w całości, bez zachowania okresu wypowiedzenia w razie naruszenia przez szpital nałożonego obowiązku.

To potężna zachęta do osiedlania się w Polsce migrantów socjalnych

Niesprawiedliwość gwarantowania migrantom lepszej opieki niż tym, na 
których koszt się to będzie odbywać, to jedno.

Kwintesencją tego pomysłu jest coś innego.

Regulacje prowadzące do wyrównania poziomu świadczeń w całej Unii, stworzą potężną zachętę do osiedlania się w Polsce imigrantów socjalnych, niechętnych podjęciu pracy a polujących na benefity. Dotąd takiej zachęty brakowało.

Co więcej, przy takim samym poziomie świadczeń nominalnych, korzystniej 
jest wydawać te same pieniądze w Polsce, na Węgrzech czy w Rumunii niż w 
Holandii lub Francji.

Może to stworzyć dodatkowo bodziec do przenoszenia się z Europy Zachodniej do krajów, gdzie za te same pieniądze kupią więcej, gdzie siła nabywcza euro jest większa. Gdzie w dodatku będą prestiżowo i materialnie górować nad dużą częścią autochtonów.

Stworzyłoby to potężny mechanizm „spontanicznego” obdzielenia nas 
ubogaceniem, ze wszystkimi jego, jakże uderzającymi, korzyściami.

ukłony

Przemysław Załuska

Wokół dyrektywy UE nakazującej nam płacenie imigrantom za nic-nie-robienie na poziomie zasiłków w Niemczech

Kontrowersje wokół nowej dyrektywy UE nakazującej płacenie imigrantom za nicnierobienie na poziomie zasiłków w Niemczech

2024-06-17 wokol-nowej-dyrektywy-ue-nakazujacej-placenie-imigrantom-za-nicnierobienie

W ostatnim czasie w mediach niemal niezauważona przeszła informacja dotycząca nowej dyrektywy Unii Europejskiej, która ma istotny wpływ na zasady przyjmowania ciągnących masowo na zasiłki cwanych nierobów z Azji i Afryki. Dyrektywa 2024/1346, przyjęta 14 maja 2024 roku, nakłada nowe standardy, które państwa członkowskie, w tym Polska, będą musiały wprowadzić do 12 czerwca 2026 roku. Niemcy zamiast zaprzestać płacenia zasiłków niepracującym przybyszom chcą zmusić wszystkie kraje w UE do płacenia im kieszonkowego na poziomie Niemiec, żeby nie uciekali do nich po pieniądze.

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych aspektów dyrektywy jest brak możliwości wyboru kraju pobytu przez osoby ubiegające się o ochronę międzynarodową. Oznacza to, że państwa członkowskie będą miały prawo decydować, gdzie umieścić tych, którzy szukają azylu. Z jednej strony ma to zapobiec zjawisku „asylum shopping”, czyli wybierania przez uchodźców kraju, który oferuje najlepsze warunki socjalne. Z drugiej strony, rodzi to pytania o sprawiedliwość i etyczność takiego podejścia, zwłaszcza w kontekście różnic w standardach życia w różnych krajach UE.

W przeciwieństwie do obywateli płacących podatki, którzy muszą zadbać sami o siebie, migranci będą mieli dodatkowo prawo do mieszkań zapewniających im odpowiedni standard życia. W wyjątkowych sytuacjach, takich jak wyczerpanie dostępnych miejsc, mogą być stosowane tymczasowe rozwiązania o niższym standardzie, ale nadal zapewniające dostęp do opieki zdrowotnej i godziwy poziom życia.

Dyrektywa gwarantuje również prawo do świadczeń materialnych, takich jak kieszonkowe, wyżywienie, odzież i artykuły higieny osobistej. Zrównanie kieszonkowego z poziomem obowiązującym w innych krajach członkowskich budzi szczególnie duże kontrowersje. Na przykład w Niemczech wynosi ono 502 euro miesięcznie, co oznacza, że taka kwota musi być również przyznawana w Polsce. Dla porównania, polscy emeryci i renciści często otrzymują świadczenia na znacznie niższym poziomie, co rodzi obawy o sprawiedliwość i moralność takich rozwiązań.

Dzieci osób ubiegających się o ochronę międzynarodową będą miały prawo do edukacji na takich samych zasadach jak obywatele danego państwa członkowskiego. Po określonym czasie, nie później niż sześć miesięcy od złożenia wniosku, imigranci zyskają również prawo do dostępu do rynku pracy.

Przybysze będą mieli prawo do otrzymania jasnych i zrozumiałych informacji na temat swoich praw i obowiązków, warunków przyjmowania, dostępnej pomocy prawnej i innych istotnych kwestii. Informacje te powinny być przekazywane w języku, który dana osoba rozumie, co ma na celu zapewnienie pełnego zrozumienia procesów azylowych i możliwości dostępnych dla uchodźców.

Dyrektywa 2024/1346 jest kontynuacją działań Unii Europejskiej mających na celu harmonizację standardów przyjmowania osób ubiegających się o ochronę międzynarodową w państwach członkowskich. Celem jest zapewnienie, że wszystkie osoby poszukujące ochrony w UE będą traktowane w sposób godny i sprawiedliwy, niezależnie od kraju, w którym złożą wniosek. Dyrektywa ma również na celu zmniejszenie różnic w procedurach azylowych i warunkach przyjmowania między poszczególnymi krajami, co ma ograniczyć wtórne przemieszczenia uchodźców w obrębie Unii Europejskiej.

Jednakże, wprowadzenie tych nowych standardów może napotkać na różne wyzwania. Krytycy argumentują, że kraje takie jak Polska, które borykają się z trudnościami gospodarczymi, mogą mieć problemy z wdrożeniem tych standardów bez odpowiedniego wsparcia finansowego ze strony UE. Istnieje również obawa, że zrównanie świadczeń materialnych z poziomem obowiązującym w bogatszych krajach członkowskich może przyciągnąć do biednych krajów większą liczbę cwaniaków chętnych na łatwe pieniądze, co zwiększy presję na ich systemy społeczne i gospodarcze.

Dla wielu obywateli, szczególnie tych, którzy sami zmagają się z trudnościami ekonomicznymi, nowe przepisy mogą wydawać się niesprawiedliwe. Fakt, że nielegalni imigranci mogą otrzymywać świadczenia na poziomie wyższym niż niektórzy emeryci i renciści w Polsce, jest szczególnie kontrowersyjny. Wielu ludzi obawia się, że będą musieli pracować ciężej, aby utrzymać system socjalny, który oferuje takie świadczenia imigrantom. Niemcy zamiast skończyć z wabieniem nierobów zasiłkami chcą po prostu zmusić wszystkich do popełnienia ich błędu, który skutkuje tam teraz licznymi atakami nożowników z krajów islamskich.

Polacy jeszcze się nie zorientowali co dla nich przyszykowali unijni decydenci.  „Kieszonkowe” dla nieroba z Azji czy Afryki, ma być wyższe niż zasiłek dla pełnoprawnego obywatela po 10 latach uczciwej pracy i tylko 1400 zł niższe niż wynagrodzenie ludzi ciężko pracujących na ten socjal za tak zwaną najniższą krajową.

Do tego nielegalni imigranci muszą dostać darmowe lokum i opiekę zdrowotna. Jednak ostatnie wyniki wyborów i to trzykrotnie, wskazują na to, że Polacy chcą być zrobieni w przysłowiowego człona i nadal nie pojęli co się wyprawia w UE i krajach członkowskich, co najwyraźniej skłania ich do głosowania na swoich oprawców, bo tak kazał im telewizor.

Miesiąc dumy z imigrantów

Miesiąc dumy z imigrantów

Autor: CzarnaLimuzyna , 18 czerwca 2024

Imigracja ma podobno wzmocnić polską demokrację zagrożoną odradzającym się rasizmem i radykalnym populizmem. Hasło ataku na polski ciemnogród dała pierwszy raz, kilkanaście lat temu, Gazeta Wyborcza drukując artykuł „Patriotyzm jest jak rasizm”. Diagnozę potwierdził rabin Schudrich mówiąc, że widział na własne oczy maszerujący po ulicach Warszawy, faszyzm.

Uśmiechnięte Ukropolin nie poddaje się i wbrew terrorowi skrajnej normalności świętuje ostatnio na potęgę. Był dzień konfidenta, a w ostatnią Niedzielę dzień zgnilizny. Przepraszam, „miesiąc”. Ogłoszono miesiąc dumy ze zgnilizny. Okazuje się, że nie ma przeszkód, aby do świątecznego kalendarium dołączyć inne ruchome święta. Chodzi o nieustannie atakowanych, przez straż graniczną i żołnierzy, imigrantów wśród których jest wielu chirurgów specjalizujących się w operacjach szyi, gardła i klatki piersiowej.

Jak napisał Sztab Generalny WP na Twitterze: W ostatnich dniach na polskie patrole nasiliły się ataki migrantów ze strony białoruskiej. Tylko w maju w bezpośrednich starciach z coraz bardziej agresywnymi zachowaniami poszkodowanych zostało 25 żołnierzy…

– Faszyści! Bestie w mundurach! -rozbrzmiewały głosy pełne oburzenia.

Do świątecznych obchodów włączyli się Niemcy robiąc nam prezent. Sprawę opisała Rzeczpospolita: „Straż Graniczna poinformowała, że niemiecka policja przywiozła i pozostawiła cudzoziemców w Polsce”.

“Przywiezienie i pozostawienie przez niemiecką Policję cudzoziemców w Polsce (Osinów Dolny) odbyło się z naruszeniem zasad współpracy obu służb i prawa regulującego kwestie przekazywania osób” – pisze w komunikacie umieszczonym na swoim profilu w serwisie X Straż Graniczna.

Wszystko to kropla w morzu potrzeb. Zanim nachodźcy zmienią Polskę minie kilka lat, kilka lat użerania się z Polakami, którzy nie chcą się dzielić tym co otrzymują z Unii.

Dwoją się i troją aktywiści, którzy pomagają w przewozach, a nawet dzielą się… butami.

Jak widać mój sarkastyczny ton nie jest przesadny. To się dzieje naprawdę.

Nie byle jakiego wysiłku dokonuje “przedstawiciel mniejszości etnicznej” Donald Tusk, który codziennie przepoczwarza się po kilka razy będąc równocześnie i za i przeciw. I to ten sam Tusk?- pytają niektórzy. Tak, ten sam. Jest lepszy od Morawieckiego.

Grafika: antytusk.pl

Tymczasem, nawarstwiły się pewne opóźnienia…

Nie zostało jeszcze uchwalone prawo do nienawiści. Jeszcze nie uchwalone, lecz dziennikarze TVP i TVN już je stosują!

„Ustawa o mowie nienawiści”, tak jak już wielokrotnie pisałem, ma być prawem do okazywania nienawiści ludziom normalnym, dając możliwość represjonowania Polaków za poglądy i postawę patriotyczną. Można ją porównać do prawa okupacyjnego lub regulacji państwa totalitarnego.

Ustawa nie została do tej pory uchwalona przez Szejm, ale wielu lewicowych funkcjonariuszy tzw. frontu ideologicznego stosuje ją w praktyce.

Jeden z przykładów opisał @BostonTea84

Kłamliwy, ohydny, podżegający do nienawiści wpis Karoliny Opolskiej, dziennikarki TVP. Apeluję do Rady Etyki Mediów o niezwłoczną interwencję, tj. o zdjęcie jej programów z anteny.

Dlaczego wpis jest kłamliwy?

WSZYSTKIE oficjalne źródła (zarówno dane policyjne, jak i rozmaite sondaże wiktymizacyjne, robione na reprezentatywnych próbach) niezmiennie wykazują, że biali Polacy mają jedne z najniższych wskaźników przemocy (w tym przemocy seksualnej) w Europie i na świecie.

Jeżeli ktoś chce przeczytać co napisała Pani Wytatuowana, to całość znajduje się pod tym linkiem.

Kończę dość konkretnym cytatem

Dzisiaj na X (dawniej Twitter) lewary oraz inne liberałki miotają w amoku epitetem “rasistowski” i z moralną wyższością kierują wyzwiska typu “rasista” pod adresem każdego, kto nie ma ochoty oglądać subsaharyjskich Murzynów i afgańskich pakoli u siebie na osiedlowym przystanku. Jest to idealna okazja, aby przypomnieć skalę lewarskiej hipokryzji w rzeczonym temacie. Otóż biali o poglądach lewicowych uciekają od “kolorowych imigrantów” do białych dzielnic i robią to częściej niż biali o poglądach konserwatywno-prawicowych. Innymi słowy, lewoskrętni na sztandarach mają wypisane obłąkańcze slogany, że “różnorodność jest naszą siłą”, po czym pakują walizki i bunkrują się w białych, izolowanych, homogenicznych rasowo enklawach. Niestety – nie wszystkich białych stać na luksus przeprowadzki. Ci mniej zamożni muszą żyć w towarzystwie Murzynów albo innych arabskich plemion i regularnie doświadczać dobrodziejstw ideologii multikulti, czyli konfliktów plemiennych, wybuchów bomb i granatów, syfu na ulicach, pospolitej przemocy oraz drastycznego spadku zaufania społecznego. Do refleksji.

Dopiszę jeszcze rzecz zasadniczą. Brak zgody na przyjmowanie Murzynów, Arabów, Azjatów, Żydów, Ukraińców lub kogokolwiek innego jest niezbywalnym prawem każdego normalnego Polaka, prawem narodu do decydowania kogo chce gościć na swojej ziemi, a kogo nie.

Ekumeniczna pułapka. Czy Franciszek zmieni prymat papieski? Projekt anglikanizacji Kościoła.

Ekumeniczna pułapka. Jak Franciszek zmieni prymat papieski? franciszek-a-prymat-papieski

Projekt anglikanizacji Kościoła katolickiego postępuje naprzód wielkimi krokami. Decydująca może być 1700. rocznica Soboru Nicejskiego, która przypada w przyszłym roku. Czeka nas poważny wstrząs, ale nie popadajmy w rozpacz. Chrystus Pan zapowiedział wielkie odstępstwo; ale zapewnił nas również o tym, że On zwycięży, a Jego Kościoła bramy piekielne nie przemogą. Nawet, jeżeli bramy te mają dziś postać relatywistycznego chrześcijaństwa.

Nowy dokument Franciszka

W czwartek 13 czerwca watykańska Dykasteria ds. Popierania Jedności Chrześcijan ogłosiła obszerny dokument syntetyczny dotyczący prymatu biskupa Rzymu. Nosi tytuł „Biskup Rzymu. Prymat i synodalność w ekumenicznych dialogach i w odpowiedziach na encyklikę Ut unum sint” i ma w sumie 150 stron. Tekst nie posiada żadnego autorytetu nauczycielskiego. Jest wyłącznie podsumowaniem ostatnich około trzydziestu lat dialogu, zwłaszcza tego, co wydarzyło się w ekumenizmie po publikacji encykliki Ut unum sint św. Jana Pawła II. To właśnie w tamtym dokumencie papież Wojtyła zapisał słynne zdanie, zgodnie z którym konieczne jest znalezienie „takiej formy sprawowania prymatu” pozwoliłaby na przeprowadzenie dzieła zjednoczenia chrześcijan. Dokument Dykasterii wskazuje, że kwestia prymatu papieża jest największym problemem dialogu ekumenicznego, na co zwrócił uwagę w 1967 roku św. Paweł VI.

Data publikacji dokumentu nie jest przypadkowa. Choć sama Dykasteria zwraca uwagę przede wszystkim na przypadającą w przyszłym roku okrągłą 30. rocznicę publikacji Ut unum sint, w istocie o wiele ważniejsza jest inna data. W 325 roku odbył się pierwszy sobór powszechny – Sobór Nicejski. W piśmiennictwie ekumenicznym ostatnich lat często zwraca się uwagę, że 1700. rocznica tego wydarzenia byłaby bardzo dobrym momentem na dokonanie jakiegoś rzeczywistego przełomu, takiego, który nie ograniczałby się tylko do teologicznej deklaracji podpisanej przez Kościół katolicki i jedną ze wspólnot niekatolickich, ale który dałby autentyczny impuls zjednoczeniu chrześcijan. Wydaje się, że dokument Dykasterii ds. Popierania Jedności Chrześcijan ma ambicję przygotować grunt pod taką możliwość.

Niekatolicy przyjęli ten tekst bardzo różnie. W czasie prezentacji dokumentu w Rzymie obecni byli przedstawiciele Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego oraz Wspólnoty Anglikańskiej. W swoich komentarzach zwrócili uwagę na dużą wartość dokumentu i wyrazili nadzieję, że pozwoli on na faktyczne zmiany. O wiele ostrożniej rzecz ocenili protestanci niemieccy, wypowiadając się na temat tekstu z dyplomatyczną miałkością. Wynika to z faktu, że tekst Watykanu jest w gruncie rzeczy bardzo mało konkretny. Zwraca uwagę na różnorodne „przeszkody” dla zjednoczenia chrześcijan, ale tak naprawdę nie prezentuje żadnych rozwiązań, które mogłyby zadowolić większość niekatolików, zwłaszcza luteranów czy ewangelików reformowanych.

Dokument proponuje cztery obszary działania ekumenicznego na rzecz zmiany sposobu sprawowania prymatu.

Co miałoby się zmienić?

Po pierwsze, chodzi o dogmat o nieomylności papieskiej. W watykańskim tekście mówi się o możliwości „reinterpretacji” nauczania I Soboru Watykańskiego tak, aby oddzielić od siebie to, co w tym nauczaniu niezmienne, od tego, co tymczasowe. Nie padają jednak dosłownie żadne konkretne propozycje przeprowadzenia tego „rozróżnienia”. Stąd można zaryzykować stwierdzenie, że postulat ponownego odczytania Vaticanum I jest raczej formą dyplomatycznej zachęty do niekatolików, by aż tak bardzo nie przejmowali się dogmatem o nieomylności, przy jednoczesnej sugestii, że Kościół katolicki nie zamierza z tego rezygnować. Jako możliwą drogą tej reinterpretacji wskazuje się położenie nacisku na „nieomylność Kościoła” w ogóle – wskazanie, że papież nie stoi „ponad Kościołem”, to znaczy że jego nieomylność nie jest związana z żadną z politycznych funkcji, które sprawuje, ale wynika z faktu jego umiejscowienia w Kościele Chrystusowym. Czytelnik przyzna, że nie jest to zbyt precyzyjne: wydaje się, że ostatecznie propozycję można sprowadzić do pewnej zmiany języka, ale bynajmniej nie treści.

Drugą z propozycji jest zróżnicowanie postrzegania papieskiej władzy. Kościół katolicki miałby w dialogu ekumenicznym wskazywać na to, że powszechny prymat papieża jest wyraźnie odrębny od funkcji i zadań papieża jako biskupa Rzymu. Miałoby zostać też jasno podkreślone, że biskup Rzymu, jako patriarcha Zachodu czy raczej jako prymas Kościoła łacińskiego ma pewne partykularne zadania i związany z tym szczególny rodzaj władzy, która jest ograniczona właśnie do przestrzeni łacińskiej, nie obejmując bynajmniej tradycji wschodniej. Należałoby też wyraźnie oddzielić papieski prymat od czysto politycznych funkcji papieża jako głowy Państwa Watykańskiego. Dokument nie proponuje tu żadnych konkretnych rozwiązań, wskazując jedynie, że drogą tego rozróżniania mogłaby być także „decentralizacja” w Kościele katolickim, to znaczy zwracanie uwagi na odpowiedzialność doktrynalną, moralną i jurysdykcyjną biskupów w swoich diecezjach. Miałoby to pokazać prawosławnym czy protestantom, że różnego rodzaju mocne i arbitralne decyzje, jakie papież podejmuje jako biskup Rzymu czy patriarcha Zachodu nie musiałyby wcale dotyczyć ich samych.

Trzecią propozycją jest synodalność w dwóch wymiarach – ad intra oraz ad extra. Synodalność ad intra polegałaby na zmianie sposobu sprawowania władzy papieskiej poprzez położenie większego nacisku na różnorodne procesy konsultacyjne – zarówno z biskupami i świeckimi. Ponownie miałoby to pokazać niekatolikom, że papież nie chce sprawować tyrańskiej i autorytarnej władzy, ale szanuje Kościoły lokalne z ich własną tradycją, kulturą i odpowiedzialnością.

Synodalność ad extra miałaby zostać zrealizowana w postaci rozwiązania, które przyjmuje formę osobnej, czwartej propozycji: powołania ogólnoświatowego gremium chrześcijańskiego, w ramach którego cyklicznie obradowaliby papież oraz liderzy wielu różnych wspólnot niekatolickich. W gruncie rzeczy taka struktura już istnieje, a jest nią Światowa Rada Kościołów założona w 1948 roku. Składa się w większości z protestantów, z pewnym udziałem prawosławnych. Kościół katolicki nie jest członkiem Rady, jakkolwiek utrzymuje z nią stosunki. Dokument Dykasterii nie proponuje, by to się zmieniło, to znaczy by Kościół katolicki wszedł w skład tej rady; sugeruje się raczej stworzenie osobnego gremium, tak, by wszyscy chrześcijanie mogli obradować razem na zasadniczo tym samym poziomie, ale przy jednoczesnym uznaniu, że biskup Rzymu ma specjalną rangę związaną z wolą samego Jezusa Chrystusa. Wydaje się, że rok 2025, jako rok 1700. rocznicy Soboru Nicejskiego, mógłby być momentem inicjującym pracę takiego gremium.

Gdzie kryje się niebezpieczeństwo?

Watykański dokument nie proponuje w teorii niczego rewolucyjnego; a jednak w projekcie Franciszkowego ekumenizmu kryje się niezwykle poważne niebezpieczeństwo. Zwraca uwagę, że w prezentacji dokumentu w Rzymie wzięli udział przedstawiciele Wspólnoty Anglikańskiej. Kontakty ekumeniczne z anglikanami są w ostatnim czasie najbardziej intensywne. Pisałem o tym w osobnym tekście na PCh24.pl. Przypomnę tylko, że w ubiegłym roku pozwolono anglikanom odprawić nabożeństwo w papieskiej Bazylice św. Pawła za Murami. W tym roku anglikanie odprawiali w bazylice św. Bartłomieja na Wyspie Tyberyjskiej. Kiedy w grudniu 2023 roku Dykasteria Nauki Wiary opublikowała deklarację Fiducia supplicans o błogosławieniu par LGBT… poszła w ten sposób anglikańską drogą, bo „Kościół” Anglii wydał analogiczną decyzję zaledwie kilka dni wcześniej.

Problem w tym, że anglikanie są niezwykle mocno oddaleni od autentycznej wiary. Dotyczy to zarówno spraw moralnych jak i tak fundamentalnych kwestii jak kapłaństwo. Jak miałaby wyglądać jedność z anglikanami w praktyce? Jeżeli będą uznawać prymat biskupa Rzymu, to siłą rzeczy będzie to oznaczać jakąś formę rzymskiej „autoryzacji” dla ich sposobu życia Ewangelią. Tym samym w Kościele katolickim musiałby zapanować… relatywizm eklezjologiczny i moralny. Okazałoby się nagle, że można być katolikiem – ale w zasadzie równie dobrze na przykład anglikaninem…

Justin Welby wcale tego zresztą nie ukrywa. W lutym 2023 roku przemawiał do przedstawicieli globalnej Wspólnoty Anglikańskiej w Ghanie. Mówił tam, że chrześcijanie mogą mieć pewność tylko co do kilku kwestii, takich jak trójjedyność Boga, Wcielenie w Chrystusie czy sakramentalny charakter chrztu. Wszystko inne, z kwestiami moralnymi na czele, to już tylko coś w rodzaju opinii wynikających z lokalnej tradycji i kultury, rzeczy, których obiektywnie nie da się jakoby rozpoznać. Taka anglikańska „jedność w różnorodności” jest w Kościele katolickim nie do pomyślenia. A przynajmniej powinna być nie do pomyślenia, bo dziś zaczyna to wyglądać inaczej. Wydaje się, że program „przemyślenia prymatu” może doprowadzić właśnie do przyjęcia koncepcji Welby’ego: katolicy czy już raczej chrześcijanie potrzebują uznania w jakiejś luźnej formie prymatu papieża, wiary w boskość Chrystusa, chrztu… reszta jest nieważna. To przekreślenie faktycznej jedności wiary i moralności w Kościele. Nie jest to teoretyczne niebezpieczeństwo. Franciszek przygotowuje pod to grunt już od dawna. O decentralizacji Kościoła, również doktrynalnej, pisał już w 2013 roku w adhortacji Evangelii gaudium; a przeprowadził ją w praktyce ogłaszając w 2016 roku Amoris laetitia a w 2023 Fiducia supplicans. Katolicy w Niemczech mają swoją moralność, w Polsce swoją, w Senegalu swoją… Anglikanizacja w czystej postaci.

Jeżeli tak miałaby wyglądać nowa jedność ekumeniczna, to pozostaje prosić Boga o to, by uratował przed nią Kościół katolicki. Pismo Święte zapowiada czasy wielkiego odstępstwa i błędów, które zalegną się w samym Kościele. Wiemy jednak, że zło nie zwycięży. Chrystus zapowiedział, że bramy piekielne Kościoła nie przemogą, a w naszych czasach przypomniała o tym Matka Boża w Fatimie, ogłaszając nieuchronny triumf Jej Niepokalanego Serca. W czasach kryzysów i burz bądźmy sługami Zbawiciela wiernymi i ufnymi. Wiernymi Jego Ewangelii i niezmiennej Tradycji Kościoła. Ufnymi w Opatrzność: Chrystus jest najwyższą Głową Kościoła! Nie popadajmy w rozpacz, bo tej chce tylko szatan. Diabeł marzy o tym, by poprzez błędy szerzone przez ludzi Kościoła doprowadzić katolików do apostazji i całkowitej rezygnacji. To pułapka i kłamstwo: błędy i relatywizm, które wdarły się do katolicyzmu, zostaną  ostatecznie wypalone, jak słoma – tyle są warte. Pozostając w widzialnym Kościele katolickim, opierając się zarazem błędom – jesteśmy z Chrystusem; a to oznacza zwycięstwo.

Paweł Chmielewski

What Comes After Liberalism? Nothing

What Comes After Liberalism? Nothing

by John Horvat IIJune 14, 2024

What Comes After Liberalism? Nothing

The crisis inside liberalism has prompted many to admit its numerous problems. However, most people accept liberalism as a default because they find nothing better to replace it.

Few know how to answer the stinging question: What comes after liberalism? Most replies either devise some plan within the liberal box (usually meaning more liberalism) or go illiberal by proposing an opposing authoritarian political philosophy with little chance of being implemented freely.

As a practical way of avoiding complications, they reason, liberalism suffices.

Liberalism’s Non-Liberal Elements

These choices represent a false dilemma. To explore the possibilities beyond liberalism, a proper understanding of liberalism must first be established.

Liberalism has two components that define it. The first involves limited government. It is a model that implements systems of rules rather than moral judgments. Thus, liberalism favors things like the rule of law, judicial review, representative government and free markets.

These systems of rules contributed to the prosperity of nations. Indeed, liberalism’s successes can be attributed to many of these systems. In themselves, there is nothing wrong with many (not all) of them since, when well applied, they are in accordance with the nature of things.

However, there is also nothing specifically liberal about most of these systems. They can trace their origins to the Christian order that existed in the West before liberalism.

A Return to Order that Once Existed

Thus, many, not all, of these systems were built upon pre-liberal foundations. For example, the rule of law came from the medieval systemization of constitutional and customary law. Unknown to the ancients, representative government began with the early Parliaments, Cortes and other representative bodies that flourished in medieval times. These bodies arose because essential decisions had to be made collectively, and public consent and recognition be given to any change of custom following the old maxim “what touches all must be approved by all (quod omnes tangit ab omnibus probetur).”

Free market economic theory was especially developed by the Late Scholastics at the School of Salamanca in Spain (1500-1650). Economist Joseph Schumpeter, referring to modern economics, notes, “‘It is all in A[dam] Smith’ was a favorite saying of [Alfred] Marshall’s. But we may also say: ‘It is all in the scholastics.’”

Many historians speak of a first Industrial Revolution, marked by an explosion of trade and innovation in the late medieval period.

Thus, any solutions to the present crisis need not exclude these wholesome, non-liberal systems that have proven to be successful.

Liberalism’s Problematic Part

The second component of liberal theory is more problematic. It consists of a philosophy of life that emphasizes individual autonomy, self-development and imagination. It refuses to define a meaning or purpose in life. It deliberately avoids the essential question of why and reduces everything to the simple how.

This individualist component tends to favor the materialistic aspects of life and minimize the spiritual and moral framework of custom, morals and religion that it views as restrictive to the individual.

In the name of liberation from authority, liberalism imposes an amoral, secular and nonmetaphysical model on nations in which God has no official role. This model entered modernity without being voted upon or chosen by populations. It is an assumed mentality that all must adopt outwardly to be considered part of the modern world. Woe to the person who dares challenge it.

This philosophy has practical consequences. By sidestepping tricky moral questions, liberalism creates a spiritual void that tends to empty life of meaning and purpose.

A Tepid, Lonely and Uninspired Society

Even those who defend liberalism, like David Brooks, admit that liberal societies, centered on the autonomous individual, are “tepid,” “lonely” and “uninspiring.” In a recent New York Times editorial, he notes how liberalism neglects “the loftier virtues, like bravery, loyalty, piety and self-sacrificial love.”

In his latest book, The Age of Revolutions, Fareed Zakaria admits, “The rational project of liberalism is seen by many as a poor substitute for the awesome faith in God that once moved human beings to build cathedrals and write symphonies.”

By centering everything on self, liberalism is uninspiring. It will always seek to advance the right to feel, think and do whatever the unbridled passions demand. It can create the illusion that people can build their own realities out of their fantasies.

Liberalism sets in motion a gradual process that will only end when all restrictions and morals are eliminated. Its evolutionary notion of progress will admit no return to the past.

For this reason, it has proven to be anti-Christian because its radicals always insist upon removing the ordered restraints Christian civilization imposed upon the destructive passions. This process is now far advanced.

The Internal Crisis Inside Liberalism

If liberal society has prospered at times, it was because, in addition to its systems, the moral infrastructure of a surviving Christian order subsisted in and sustained liberalism. As Patrick Deneen rightly observes, it lives off the fruits of the society it seeks to destroy.

The internal crisis in liberalism today stems from the exhaustion and crumbling of those sustaining Christian virtues and institutions that prevented collapse.

The past phases of liberalism severed the ties that connected the human soul to a transcendent order that speaks of existential purpose found in Faith, family and place. Its unbridled passions demanded the destruction of external structures—tradition, custom or community—that encumbered self-interest.

Today, postmodern liberalism’s unbridled passions seek to destroy those internal structures—logic, identity or unity—that impede instant gratification while destroying and polarizing society.

Thus, liberalism’s assault upon the surviving structures hurls society down the path toward nihilistic destruction. Its radical adherents now attack its non-liberal rules-based systems that they find unbearable.

What Comes After Liberalism?

With this background, one can answer the stinging question: What comes after liberalism?

Nothing.

When liberalism destroys itself, as the question insinuates, it will also destroy the template of looking for systems to sidestep the important questions of life. The failed amoral model that fuels the unbridled passions will no longer be an option.

Society will need to return to that hidden moral framework of Christian order that long sustained society—even under liberalism. The abandoned moral dimension will reassert itself. This return to family, community and Faith is the default position around which societies have always organized themselves after times of chaos. In those troubled times after liberalism, people can turn to God, who awaits with mercy and love.

There will be no need to invent a new radical philosophy or authoritarian regime to replace liberalism. In his moment of contrition, the prodigal son simply goes home. His long-grieving father awaits him there.

Christian order, which takes into consideration fallen human nature and natural law, is the most expressive platform to deal with the tyranny of unbridled passions. Its wisdom can orient the material and spiritual development of individuals and societies. This order provides an amazing amount of freedom to act in accordance with human nature and Divine Grace. It provides the conditions for Christ to return as a benevolent King.

There will be no need to discard those familiar non-liberal elements that originated in Christendom and promote human flourishing.

Indeed, no dominant political philosophy preceded the Enlightenment’s liberalism. None needs to succeed it today.

Christian civilization suffices.

„Kryzys klimatyczny” to mit, twierdzi laureat Nagrody Nobla John Clauser.

The ‘Climate Emergency’ Is a Myth, Says Nobel Prize Winner John Clauser. Here’s Why He’s Right

„Kryzys klimatyczny” to mit, twierdzi laureat Nagrody Nobla John Clauser. Oto dlaczego ma rację

dr Rudolph Kalveks Badania globalne, 17 czerwca 2024 globalresearch.ca/climate-emergency-myth-john-clauser

Wszystkie artykuły Global Research można przeczytać w 51 językach, aktywując przycisk Przetłumacz witrynę pod nazwiskiem autora (dostępne tylko w wersji komputerowej).

Aby otrzymywać codzienny biuletyn Global Research (wybrane artykuły),  kliknij tutaj .

Kliknij przycisk udostępniania powyżej, aby wysłać e-mailem/przesłać ten artykuł znajomym i współpracownikom. Śledź nas na Instagramie  i  Twitterze oraz subskrybuj nasz kanał na Telegramie . Zachęcamy do ponownego publikowania i szerokiego udostępniania artykułów Global Research.

***

W niedawnym wykładzie fizyk, laureat Nagrody Nobla, John Clauser, ujawnił, że modele i analizy Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC), na których politycy i aktywiści opierają się, aby poprzeć twierdzenia o „kryzysie klimatycznym”, nie spełniają podstawowych standardów naukowych zapytanie. Clauser otrzymał Nagrodę Nobla w 2022 roku za obserwacyjne pomiary splątania kwantowego i dobrze rozumie problem odróżnienia sygnału fizycznego od szumu tła.

Clauser pokazuje, że po skorygowaniu o podatne na błędy arytmetyczne i statystyczne IPCC, dane obserwacyjne nie potwierdzają braku równowagi sił, który rzekomo jest odpowiedzialny za globalne ocieplenie. Co więcej, wyniki modeli klimatycznych są sprzeczne z zapisami obserwacyjnymi. Clauser omawia rolę konwekcji, chmur i ich zmienności w zapewnianiu mechanizmu ujemnego sprzężenia zwrotnego i proponuje, aby działał on jak termostat stabilizujący temperaturę powierzchni. Clauser dochodzi do wniosku, że twierdzeniom o „kryzysie klimatycznym” brakuje podstaw naukowych i że polityka Net Zero stanowi niepotrzebną przeszkodę.

Rysunek 1. Schematyczne przedstawienie globalnego średniego budżetu energetycznego Ziemi. Liczby wskazują najlepsze szacunki wielkości uśrednionych na świecie składników bilansu energetycznego wraz z ich zakresami niepewności (przedział ufności 5%-95%), reprezentującymi warunki klimatyczne na początku XXI wieku. Należy zauważyć, że ilości są wyrażone w postaci strumienia mocy (waty na metr kwadratowy lub W/m 2 ), który jest równy energii na sekundę na jednostkę powierzchni (dżule/s/m 2 ). (Źródło: raport IPCC AR6 WG 1, s. 934)

Wystąpienie Clausera jest dostępne na YouTube . Jednakże warto dokonać przeglądu argumentów z fizyki, które opierają się na danych obserwacyjnych dotyczących przepływów energii w atmosferze, aby obalić pogląd o kryzysie klimatycznym wywołanym antropogenicznym globalnym ociepleniem (AGW).

Przepływy energii w systemie klimatycznym

Warto zacząć od uproszczonego przedstawienia przepływu energii słonecznej docierającej do Ziemi, jej transformacji przez ziemski system klimatyczny i wynikającego z tego (głównie termicznego) przepływu energii opuszczającej ziemską atmosferę. Pokazano to na rysunku 1, zaczerpniętym z najnowszego raportu IPCC.

Wykres IPCC pokazuje brak równowagi energetycznej, będący różnicą pomiędzy przychodzącym promieniowaniem słonecznym w zakresie widzialnym i UV wynoszącym 340 W/m 2 pomniejszoną o ilość odbitą (100 W/m 2 ) pomniejszoną o wychodzące promieniowanie cieplne w zakresie podczerwieni (IR) (239 W/m2 ) . Twierdzony brak równowagi na szczycie atmosfery wynosi 0,7 W/m 2 (plus 0,2), a IPCC twierdzi, że powoduje to ciągłe ocieplenie systemu klimatycznego.

Tabela. 1. Góra przepływów energii w atmosferze. Energia przepływa górą atmosfery ziemskiej, z błędami jak na rysunku 1. Bilans oblicza się z jej składników.

Pomiary promieniowania niezbędne do tych obliczeń są przeprowadzane przy różnych długościach fal za pomocą przyrządów przenoszonych przez satelity, a błędy obserwacyjne są nieuniknione. Połączenie zakresów niepewności strumieni przychodzących, odbitych i wychodzących przedstawionych w tabeli 1, przy użyciu standardowej statystycznej reguły średniej kwadratowej, pokazuje, że margines błędu w obliczonej nierównowadze wynosi w rzeczywistości 3 W/m 2 , około 15 razy większy niż Margines błędu 0,2 W/m2, jak twierdzi IPCC. Krótko mówiąc, nie obserwuje się nierównowagi energetycznej. Twierdzona nierównowaga na poziomie 0,7 W/m 2 jest bagatelizowana przez błąd obserwacyjny i z naukowego punktu widzenia Clauser określa ją mianem „banialuki”.

Globalne ocieplenie dla dwóch kultur

Naturalna zmienność

Co ważne, metoda IPCC nie uwzględnia naturalnej zmienności przepływu energii słonecznej przenikającej do systemu klimatycznego. Jednym z kluczowych elementów wpływających na tę zmianę jest „albedo”, czyli proporcja światła słonecznego odbijanego przez chmury lub powierzchnię. Zasięg zachmurzenia, które zwykle pokrywa około dwóch trzecich powierzchni Ziemi, jest w rzeczywistości dość dynamiczny, w związku z czym albedo zmienia się z miesiąca na miesiąc w zakresie od 0,275 do 0,305. Clauser szacuje, że wynikająca z tego miesięczna zmiana energii odbitej mieści się w przedziale (95-105 W/m 2 ). Clauser zauważa, że ten zmienny miesięczny wzór nie jest dobrze odwzorowywany w modelach komputerowych Coupled Model Intercomparison Project (CMIP) używanych przez IPCC, w których zatem musi brakować kluczowych aspektów fizyki chmur.

Jest to istotne, ponieważ naturalna zmienność wprowadzana do systemu klimatycznego przez zmiany w chmurach i albedo przyćmiewa wpływ wtórnych gazów cieplarnianych, takich jak CO 2 . Co więcej, względna stabilność systemu klimatycznego Ziemi w obliczu wahań w napływie energii słonecznej wskazuje, że działają mechanizmy ujemnego sprzężenia zwrotnego.

Powierzchniowe przepływy ciepła i natura równowagi atmosferycznej

Zanim powrócimy do tematu chmur, kilka dodatkowych komentarzy na temat przepływów energii przedstawionych na rysunku 1. W termodynamice istotne jest rozróżnienie energii i ciepła. Pierwsza zasada termodynamiki stwierdza, że energia jest zachowana. Druga zasada termodynamiki stwierdza, że entropia nigdy nie maleje, a to z kolei oznacza, że ciepło przepływa tylko od obiektów cieplejszych do zimniejszych i nigdy odwrotnie. Aby zrozumieć fizykę procesów atmosferycznych, należy wziąć pod uwagę tę kierunkowość przepływów ciepła. Zatem strumień energii gazów cieplarnianych w dół powierzchni (339–347 W/m 2 ) pokazany na wykresie IPCC w rzeczywistości nie reprezentuje przepływu ciepła; raczej po prostu przeciwdziała części strumienia energii „górnej powierzchni” (395–400 W/m 2 ), w wyniku czego szybkość chłodzenia powierzchni przez promieniowanie jest określana na podstawie różnicy (56 +/-5 W /m 2 ). Możemy wykorzystać tę wiedzę, aby spojrzeć na bilans przepływów ciepła na powierzchni z odpowiedniej perspektywy, jak pokazano w tabeli 2.

Tabela. 2. Powierzchniowe przepływy ciepła. Pokazano przepływy ciepła w dół (w górę) przy powierzchni Ziemi wraz z ich błędami. Ciepło promieniowania to suma strumieni energii powierzchni w górę i w dół pokazana na rysunku 1.

Stosowane obecnie ogólne modele klimatu cyrkulacyjnego zostały zainspirowane pracami fizyka, laureata Nagrody Nobla, Syukuro Manabe, który w 1967 roku wprowadził paradygmat układu atmosferycznego jako znajdującego się w równowadze radiacyjnej i konwekcyjnej 1 . Z tabeli 2 wynika, że konwekcyjny przepływ ciepła utajonego i jawnego jest dwukrotnie ważniejszy niż promieniowanie w procesie chłodzenia powierzchni Ziemi. Włączenie konwekcji przez Manabe oznaczało wyraźną poprawę w porównaniu z wcześniejszą generacją modeli radiacyjnych. Można jednak zadać pytanie, czy w społeczności zajmującej się modelowaniem klimatu nadal utrzymuje się skłonność do prób zrozumienia dynamiki atmosfery wyłącznie w kategoriach promieniowania, a nie konwekcyjnych przepływów ciepła, i czy leży to u podstaw ciągłej niezdolności modeli klimatycznych do obserwacja meczu.

Wymuszanie radiacyjne i negatywne sprzężenie zwrotne

Wczesne prace Manabe, niedawno potwierdzone w udoskonalonych obliczeniach przeprowadzonych przez Happera i van Wjngaardena 2 , opisują wpływ gazów cieplarnianych w kategoriach „wymuszania radiacyjnego”, to znaczy ich przejściowego wpływu na górną część atmosfery (ToA). Balans energetyczny. Obydwa obliczają, że wymuszenie radiacyjne spowodowane podwojeniem CO 2 prowadzi do redukcji wychodzącego promieniowania cieplnego o około 3 W/m 2 przy bezchmurnym niebie. Stosując prawo Stefana-Boltzmanna, zgodnie z którym promieniowanie ciała doskonale czarnego wzrasta wraz z czwartą potęgą temperatury (mierzoną w stopniach Kelvina), mówi nam, że źródła promieniujące w atmosferze musiałyby podnieść temperaturę o około 0,75°C, aby wytworzyć dodatkowe promieniowanie kompensujące. Kluczowym pytaniem dla fizyki klimatu jest, jaka jest wymagana kompensacyjna reakcja na temperaturę powierzchni gruntu, aby przywrócić promieniowanie cieplne w ToA?

27 modeli klimatycznych CMIP używanych przez IPCC uwzględnia równowagową czułość klimatyczną (ECS) w zakresie wzrostu temperatury powierzchni gruntu od 1,8°C do 5,6°C na podwojenie CO 2 3 . Jest to od 2,5 do 7,5 razy więcej niż reakcja na temperaturę 0,75°C w atmosferze, co sugeruje obecność pewnych bardzo istotnych mechanizmów dodatniego sprzężenia zwrotnego włączonych do modeli CMIP, które zwielokrotniają początkowe wymuszenie.

Clauser dokonuje ogólnej obserwacji, opierając się na zasadzie Le Chateliera, że złożony układ fizyczny w równowadze zazwyczaj zawiera wiele mechanizmów ujemnego sprzężenia zwrotnego, które raczej przeciwdziałają niż wzmacniają wymuszanie, i kwestionuje podstawę rzekomych dodatnich sprzężeń zwrotnych IPCC.

Rzeczywiście, znacznie łatwiej jest zidentyfikować mechanizmy negatywnego sprzężenia zwrotnego niż pozytywne. Tabela 3 przedstawia oczywiste ujemne sprzężenia zwrotne w odpowiedzi na wzrost temperatury powierzchni o 1°C, po których następuje zastosowanie podstawowych fizyki do przepływów ciepła na rysunku 1.

Tabela. 3. Reakcje zwrotne na wzrost temperatury powierzchni. Odbicie słońca przez chmury szacuje się na 7% wzrost w 75 W/m 2 . Parowanie oszacowano na 7% wzrost w 82 W/m 2 . Wzrost temperatury powierzchni w oparciu o prawo Stefana-Boltzmanna zastosowane do wzrostu temperatury powierzchni od 15°C do 16°C.

Z zależności Clausiusa-Clapeyrona wynika, że zawartość pary wodnej nasyconej w powietrzu wzrasta o 7% przy wzroście temperatury o 1°C w porównaniu z obecną średnią światową wynoszącą około 15°C. Na tej podstawie IPCC szacuje dodatnie sprzężenie zwrotne na poziomie 1,3 W/m 2 spowodowane zwiększoną zawartością pary wodnej w atmosferze i wynikającą z tego absorpcją promieniowania powierzchniowego. Jednakże, jak wskazuje Clauser, relacja Clausiusa-Clapeyrona musi również prowadzić do porównywalnego wzrostu parowania, tworzenia się chmur i opadów, wraz z towarzyszącym przenoszeniem ciepła utajonego (parowania wody) z powierzchni gruntu. Wynikające z tego negatywne sprzężenia zwrotne równoważą wymuszenie radiacyjne. W szczególności (a) efekt zwiększonego odbicia słońca przez chmury ma bezpośredni wpływ na bilans energetyczny ToA oraz (b) fizyka konwekcji powoduje, że ogrzane powietrze rozszerza się, nabiera wyporu i wznosi się do tropopauzy (na wysokości około 11 km wysokość), jednocześnie uwalniając dodatkowe ciepło w postaci promieniowania cieplnego do przestrzeni kosmicznej. Chociaż część powierzchniowego promieniowania cieplnego zostanie pochłonięta przez atmosferę, z Tabeli 3 wynika, że zidentyfikowane ujemne sprzężenia zwrotne przewyższają dodatnie sprzężenie zwrotne obliczone przez IPCC.

Clauser zwraca uwagę, że ilość negatywnego sprzężenia zwrotnego od chmur zależy nie tylko od ich zasięgu, ale także od ich rozmieszczenia na powierzchni Ziemi i ich współczynnika odbicia. Większość chmur powstaje w wyniku silnej absorpcji światła słonecznego przez oceany, gdzie chłodzący wpływ odbić od chmur jest większy niż nad lądem. Podsumowując, ujemne sprzężenie zwrotne termiczne, konwekcyjne i zachmurzone tworzą mechanizm termostatyczny, który stabilizuje temperaturę powierzchni Ziemi przed wymuszeniem, niezależnie od tego, czy wynika to ze zmienności nasłonecznienia słonecznego (na przykład ze względu na zmiany zachmurzenia), czy przed wpływem gazów cieplarnianych. Clauser szacuje łączną siłę ujemnego sprzężenia zwrotnego netto w zakresie 7-14 W/m2 na 1°C, zgodnie z wielkościami podanymi w Tabeli 3.

Jeśli założymy, że całkowite ujemne sprzężenie zwrotne netto wynosi (10) W/m 2 na 1°C na powierzchni, w środku zakresu Clausera, byłoby to trzy razy większe niż wymuszenie radiacyjne spowodowane podwojeniem CO 2 przy bezchmurnym niebie wynoszący 3 W/m 2 , więc wzrost temperatury powierzchni niezbędny do zrównoważenia wymuszenia radiacyjnego oznaczałby ECS wynoszący zaledwie 0,3°C. Przy takim poziomie negatywnego sprzężenia zwrotnego zakres ECS od 1,8°C do 5,6°C stosowany przez IPCC zawyża wpływ CO2 od 6 do 19 razy.

Równoważnie, w tym zakresie ujemnych sprzężeń zwrotnych, zakres ECS od 1,8°C do 5,6°C oznaczałby, że wymagany jest wzrost strumienia ciepła z powierzchni w zakresie 18-56 W/m 2 , aby skompensować zaledwie 3 W/ m 2 wymuszenie radiacyjne w atmosferze. Gdzie trafia pozostała część strumienia ciepła? Pierwsza zasada termodynamiki oznacza, że energia ta nie może zniknąć, a druga zasada termodynamiki stanowi, że ciepło w atmosferze może zostać przeniesione jedynie na chłodniejszą powierzchnię (tj. wypromieniowane w przestrzeń kosmiczną). Wydaje się, że modele klimatyczne IPCC naruszają pierwszą lub drugą zasadę termodynamiki, a być może obie.

Wnioski

Podsumowując, Clauser argumentuje, że mechanizmy ujemnego sprzężenia zwrotnego w systemie klimatycznym Ziemi stabilizują temperatury przed ociepleniem w wyniku wzrostu wymuszenia radiacyjnego. W rezultacie nie ma antropogenicznego kryzysu klimatycznego związanego z globalnym ociepleniem wywołanego CO2 . Ujemne sprzężenia zwrotne służą podobnie do stabilizacji temperatury powierzchni przed ochłodzeniem. Taki mechanizm termostatyczny, który wykorzystuje termodynamiczne właściwości wody, może wyjaśnić, w jaki sposób bogata w wodę planeta, taka jak Ziemia, była gościnna dla życia na przestrzeni dziejów.

Narracja klimatyczna promowana przez IPCC i jej zwolenników opiera się na kiepskich statystykach, błędnym dobieraniu danych i niepełnym traktowaniu mechanizmów fizycznych, co obejmuje ignorowanie ważnych negatywnych informacji zwrotnych.

Analiza negatywnych informacji zwrotnych wskazuje, że 50% wzrost poziomu CO 2 z czasów przedindustrialnych (280 ppm) do obecnego poziomu (420 ppm) jest prawdopodobnie przyczyną jedynie około 0,15°C globalnego ocieplenia.

Fizyczne wyjaśnienie obserwowanych historycznych cykli ocieplenia i ochłodzenia Ziemi oraz ocieplenia obserwowanego od lat 70. XX wieku musi uwzględniać zmienność wywołaną wieloma innymi naturalnymi mechanizmami omawianymi w literaturze klimatycznej, takimi jak cykle słoneczne, cykle orbitalne/księżycowe, zmienność chmur , cykle oceaniczne, wulkany, zmienność ozonu, miejskie wyspy ciepła i tak dalej. Wykraczają one poza zakres tej notatki.

*

Uwaga dla czytelników: kliknij przycisk udostępniania powyżej. Śledź nas na Instagramie i Twitterze oraz subskrybuj nasz kanał na Telegramie. Zachęcamy do ponownego publikowania i szerokiego udostępniania artykułów Global Research.

Doktor Rudolph Kalveks  jest emerytowanym dyrektorem. Jego doktorat dotyczył fizyki teoretycznej.

Notatki

  1. S. Manabe i RT Wetherald, Równowaga termiczna atmosfery przy danym rozkładzie wilgotności względnej, J. Atmos. Nauka . 24, 241 (1967). 
  2. van Wijngaarden, WA i Happer, W., 2020. Zależność promieniowania cieplnego Ziemi od pięciu najczęściej występujących gazów cieplarnianych.  Przedruk arXiv arXiv:2006.03098 . 
  3. Zelinka, MD, Myers, TA, McCoy, DT, Po-Chedley, S., Caldwell, PM, Ceppi, P., Klein, SA i Taylor, KE, 2020. Przyczyny wyższej wrażliwości klimatycznej w modelach CMIP6.  Listy dotyczące badań geofizycznych ,  47 (1), p.e2019GL085782. 

Wyróżnione zdjęcie pochodzi z TDSOryginalnym źródłem tego artykułu jest 

The Daily Skeptic Prawa autorskie ©  Dr Rudolph Kalveks ,  The Daily Sceptic , 2024


Komentuj artykuły Global Research na naszej stronie na Facebooku

Zostań członkiem Global Research

Dmytro Ushmaiev, „oligarcha” kupił polską fabrykę Calfrost i ją zamknął. “Boimy się o nasze życie”.

Ukraińcy kupili polską fabrykę i ją zamknęli. “Boimy się o nasze życie”

Paweł Kula 2024-06-17 superbiz/ukraincy-kupili-polska-fabryke-i-ja-zamkneli

Trwa dramat pracowników po upadku firmy Calfrost z Kalisza. Znany w regionie producent mrożonek został przejęty przez ukraińskiego oligarchę, który… zwolnił całą załogę. Z końcem czerwca kończy się ich okres świadczenia pracy, ale to nie koniec ich zmartwień. – Nie tylko straciłyśmy pracę, ale boimy się też o nasze życie – mówią „Super Expressowi” pracownice, które zimą jeszcze dostały wypowiedzenie umów o pracę. Skąd ten strach? – Po tym, jak sprawa trafiła do mediów dostajemy informację, że Ukraińcy nie są zadowoleni z rozgłosu – mówi nasza informatorka. Do sprawy odniósł się nawet prezydent Kalisza.

Upadek Calfrost w Kaliszu. Zatrudnieni tracą pracę

Tajemnicą poliszynela w Kaliszu było od dawna, że Calfrost jest niedoinwestowany i ma poważne kłopoty finansowe. Poza tym, Ukraińcy mieli być zainteresowani tylko produkcją lodów, a Calfrost specjalizował się w mrożonkach. Kupował warzywa i owoce od lokalnych rolników i sam czyścił, oparzał, blanszował, mroził i przechowywał. Po ubiegłorocznej podwyżce prądu, kłopoty na dobre dopadły Calfrost. Poprzedni właściciel o zwolnieniach nie mówił, tylko spółkę sprzedał.

Ukraińska spółka Three Bears przejmuje Calfrost i zwalnia wszystkich

Pracę w zakładzie przy ul. Wrocławskiej w Kaliszu, zajmującym się od 70 lat produkcją mrożonych warzyw i owoców, straciły 52 osoby.

Obecnie właścicielem spółki jest 48-letni Dmytro Ushmaiev. Jego pierwszą decyzją dotyczącą Calfrostu było… wygaśnięcie spółki. Pracownicy o wszystkim dowiedzieli się dopiero po kilku miesiącach. Domyślali się, że dzieje się coś złego, bo decyzje nowych władz spółki były irracjonalne dla pracowników. – Kazali czyścić magazyny, nie zamawiać towaru – mówi jedna z pracownic Calfrostu.

Wiosną dramat Calfrost zmienia się w skandal

Do sprawy odniósł się na m.in. Sławomir Mentzen, który będąc w Kaliszu rzekł, że to nieeleganckie, że nawet swoim pracownikom nowi właściciele nie powiedzieli dlaczego są zwolnieni.

– Nowy właściciel, nie podając przyczyny, zwolnił wszystkich pracowników. W marcu i kwietniu 2024 roku wręczono im wypowiedzenia – informacje tego rodzaju obiegły media i spowodowały oburzenie. Wyglądało na przejęcie spółki w celu jej zniszczenia. Jednak wcześniej wspomniane informacje o niedoinwestowaniu segmentu produkcji mrożonych warzyw rzucają nieco inne światło, a strona ukraińska mogła być ustawiona w negatywnym świetle bardziej niż na to zasługiwała.

Zwolnienie pracownicy Calfrost obawiają się o swoje życie

– Nie znamy tych ludzi, a oni znają nasze adresy. To ukraiński oligarcha, który podobno jest bardzo zły, że to wszystko wyszło poza mury zakładu. Boimy się o swoje dzieci – mówią i dodają, że właśnie dlatego chcą pozostać całkowicie anonimowi – ujawniono korespondentce „Super Express”.

Emocje studzi prezydent Kalisza – Na pewno będę chciał, żeby urzędnicy przyjrzeli się tej transakcji, bo jest to branża dla naszej gospodarki strategiczna – powiedział Krystian Kinastowski „Super Expressowi” i dodaje, że będzie interweniował u posłów i posłanek z regionu. Podkreślił ponadto, że „na terenie Kalisza mogą czuć się bezpiecznie”.

Rząd powstrzymuje rozwój biogazowni rolniczych

Rząd powstrzymuje rozwój biogazowni rolniczych, co redukuje nasz potencjał gospodarczy. naszdziennik

Tylko kilka miesięcy rządów Donalda Tuska, popieranych przez Platformę, Lewicę i PSL, wystarczyło, aby: zatrzymać wielkie inwestycje infrastrukturalne w Polsce, które już na samym etapie ich realizacji przynosiłyby dodatkowe wpływy do budżetu państwa; zabrakło pieniędzy w budżecie państwa chociażby na finansowanie ochrony zdrowia czy środków na 14. emeryturę w wysokości takiej jak w ubiegłym roku.

Destrukcja polskiej gospodarki – nawet przez zwykłe powstrzymywanie się od podjęcia decyzji (tłumaczone audytami, „koniecznymi analizami” czy „weryfikacją planów”) odbywa się na szeroką skalę. A ostatnio popierany przez siebie rząd zaatakował nawet poseł PSL, były minister rolnictwa Marek Sawicki, który wytykał rządowi opieszałość w działaniu w sprawie rozwoju polskich biogazowni. – Z przykrością stwierdzam, że kompletnie nic nie rozumiecie, jeśli chodzi o biogazownie rolnicze, o małe biogazownie rolnicze. One nie potrzebują dzisiaj żadnych zespołów, one nie potrzebują żadnych nowych ustaw, one potrzebują decyzji, przeznaczenia części KPO na wsparcie finansowe. […]

Wy będziecie tworzyć zespoły, wy będziecie pracować, a w tym czasie Shell, Total, Saudi Aramco już wykupiły w Polsce ponad 50 proc. biosubstratu do produkcji biometanu. Za chwilę zagraniczna konkurencja na polskim biosubstracie będzie wypracowywała swoje narodowe cele wskaźnikowe, a Orlen za 5 lat będzie bankrutem, bo nie ma poza jednym projektem ani jednej biogazowni rolniczej, która będzie pozwalała nam produkować biometan dla wypełnienia narodowego celu wskaźnikowego – grzmiał w czwartek z trybuny sejmowej Marek Sawicki.

Poseł PSL wezwał jednocześnie rząd Tuska do pracy. – Skończcie z tworzeniem zespołów, skończcie z przygotowywaniem ustaw, które są do niczego niepotrzebne. Weźcie się do roboty i zacznijcie inwestować – dodał polityk współtworzący „koalicję 13 grudnia”.

=======================

...dalej treść obcinają, łobuzy „pobożne”, żeby im płacić. Nie będę !! MD

Jaka będzie kolejność rozpadu „koalicji 13 grudnia”?

Jaka będzie kolejność rozpadu „koalicji 13 grudnia”?

Piotr Wielgucki 13/06/2024 patrzymy.pl/jaka-bedzie-kolejnosc-rozpadu-koalicji-13-grudnia

Foto: Andrzej Wiktor

Stereotypowe pytanie: „nie czy, ale kiedy” tym razem przybrało pełną formę w odniesieniu do „koalicji 13 grudnia”. Coraz więcej analityków i samych członków koalicji zadaje sobie to pytanie w pełnym brzmieniu: „Nie czy, ale kiedy nastąpi rozpad koalicji”. Dla pełnego obrazu warto dodać jeszcze jedno, a mianowicie w jakiej kolejności poszczególne partie w szalupach będą opuszczać okręt, zanim Donald Tusk bez kamizelek ratunkowych wyrzuci je za burtę.

Po pierwszych reakcjach wydawało się, że zacznie „Trzecia Droga” i w zasadzie tak się stało, bo we wczorajszych „Faktach po faktach” Joanna Mucha wręcz otwartym tekstem wieszczyła rozpad własnego ugrupowania:

Mam wrażenie, że i struktury Polski 2050, i struktury PSL-u dzisiaj bardzo mocno zastanawiają się, czy projekt Trzeciej Drogi należy kontynuować, czy nie. (…) Mogę powiedzieć, jakie jest moje zdanie. Mam wrażenie, że ten projekt był niezbędny po to, żeby wygrać z PiS-em. I mam wrażenie, że w tym projekcie na tyle rozmyliśmy się, (…), mam wrażenie, że mieliśmy jakby założony taki hak z tyłu, który nas ściągał właśnie przez to, że koalicjant ma dramatycznie różne poglądy w stosunku do nas w bardzo wielu kwestiach. Uważam, że powinniśmy wrócić do naszej wyrazistości – 12 czerwca Joanna Mucha na antenie TVN24.

Jednak dziś sprawy przybrały nieco innym obrót i wiele wskazuje na to, że pierwsza z koalicji wyjdzie partia „Razem”. Na wstępie warto zauważyć, że „Razem” jest tylko w jednej koalicji, która się nazywa „Lewica”, natomiast z Donaldem Tuskiem i resztą nie zawarli umowy. Dzięki temu mają łatwiejsze zadanie, nie muszą wychodzić z dwóch struktur, ale z jednej i taki plan między wierszami zdradził szef „Razem” Adrian Zandberg:

Biję się także w swoje piersi, żeby była jasność, ale też chcę powiedzieć bardzo jasno, że ja już nie będę się gryźć w język, że ja już nie będę dla dobra koalicji milczeć w różnych sprawach, nie będę udawać, że rzeczy się nie dzieją, nie będę liczyć, że coś się uda załatwić drogą gabinetowych rozmów, bo się nic nie udało załatwić drogą gabinetowych rozmów. W tych bardzo wielu ważnych sprawach i to po prostu oznacza, że trzeba być twardszym, bo jak się nie będzie twardszym to nic się nie wydarzy – 13 czerwca 2024 roku, fragment wypowiedzi w „Sygnałach dniach” PR1.

Po drugiej stronie „Lewicy” też słychać głosy krytyczne to we wszystkich kierunkach: „Wiosny” Biedronia, Czarzastego, Zandberga. Jak zwykle swoje do powiedzenia ma też Anna Maria Żukowska i w taki oto sposób odpowiedziała Zandbergowi:

Partia, która nie jest w rządzie, nie powinna decydować o przyszłości innej partii – 13 czerwca 2024 roku, fragment wypowiedzi szefowej klubu „Lewica” dla PAP.

Do tych wszystkich podchodów i zaczepek trzeba jeszcze dodać wzajemne pretensje koalicjantów, zarówno te powszechnie znane, jak konflikt marszałków rotacyjnych: Szymona Hołowni i Włodzimierza Czarzestego, jak i te świeżo odkryte, na przykład wypowiedź Marka Sawickiego w czasie dzisiejszej debaty sejmowej:

Wy będziecie tworzyć zespoły, wy będziecie pracować, a w tym czasie Shell, Total, Saudi Aramco wykupiły w Polsce ponad 50 procent biosubstratu do produkcji biometanu. I za chwilę zagraniczna konkurencja na polskim biosubstracie będzie wypracowywała swoje narodowe cele wskaźnikowe, a Orlen za pięć lat będzie bankrutem, bo poza jednym projektem nie ma ani jednej biogazowni rolniczej. Skończcie z tworzeniem zespołów, skończcie z przygotowywaniem ustaw, które są do niczego niepotrzebne. Weźcie się do roboty i zacznijcie inwestować.

Procesy gnilne zawsze wymagają czasu, ale biorąc pod uwagę, że pierwsze oznaki zepsucia nastąpiły zaledwie po pół roku, to dalszy rozkład może tylko i wyłącznie przyśpieszać. Jedyną zagadką pozostaje, kto odpadnie pierwszy, cała reszta jest kwestią najbliższego czasu.

Covidowy sanitarysta nowym szefem GIS! Przypominamy największe ABSURDY głoszone przez Pawła Grzesiowskiego

Covidowy sanitarysta nowym szefem GIS! Przypominamy największe ABSURDY głoszone przez Pawła Grzesiowskiego

17.06.2024 nczas/najwieksze-absurdy-gloszone-przez-grzesiowskiego

Paweł Grzesiowski.
Paweł Grzesiowski. / Fot. PAP

Paweł Grzesiowski został powołany na stanowisko Głównego Inspektora Sanitarnego. W trakcie ogłoszonej pandemii koronawirusa był przykładnym, podsycającym strach sanitarystą, a jego niektóre pomysły wciąż wołają o pomstę do nieba.

Grzesiowski na nowy stołek został powołany przez premiera Donalda Tuska, na wniosek minister zdrowia Izabeli Leszczyny. W komunikacie opublikowanym przez GIS czytamy, że Grzesiowski ukończył Wydział Lekarski Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. W latach 1989-1998 był asystentem, a potem adiunktem w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Warszawie. Następnie pracował jako kierownik Zakładu Profilaktyki Zakażeń i Zakażeń Szpitalnych w Narodowym Instytucie Leków w Warszawie.

Od 2001 r. jest wykładowcą akademickim m.in. na Wydziale Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Medycznego w Warszawie, w Studium Podyplomowym Prawa Medycznego Uniwersytetu Warszawskiego oraz Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. „Współpracuje z Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia” – dodał GIS.

Jak zaznaczył GIS, Grzesiowski jest autorem lub współautorem ponad 250 publikacji naukowych w krajowych i zagranicznych czasopismach medycznych z zakresu immunologii, szczepień ochronnych, profilaktyki, terapii i kontroli zakażeń oraz zakażeń szpitalnych.

„O sobie mówi: ’Jestem emisariuszem wiedzy medycznej, a najważniejszy jest dla mnie odbiorca. Jeżeli źle przekażę wiedzę, np. w sposób niezrozumiały, bo chcę błysnąć mądrym zwrotem, to po prostu jest stracony czas – mój i odbiorcy. To chyba jest podstawowa recepta’” – czytamy.

Grzesiowski podczas pandemii koronawirusa. TOP absurdów

Grzesiowski popularność zyskał podczas ogłoszonej pandemii koronawirusa. Był chętnie zapraszany przez media, a podczas swoich wystąpień wieszczył głównie armagedon i rzucał absurdalne propozycje. Tak jak niektóre wypowiedzi czy covidowe prognozy negatywnie zweryfikował czas, tak akurat prognozy czy propozycje Grzesiowskiego od razu były przedmiotem kpin.

Jako przykładny sanitarysta opowiadał się za jak najtwardszym lockdownem. Ubolewał, że współczesny styl życia – szczególnie mobilność i masowe podróże – sprzyjają występowaniu chorób o globalnym zasięgu. Mówił więc, że z takim trybem życia należy skończyć, a ludzi na długie miesiące zamknąć w domach.

Podejrzewam, że ostatecznym ruchem będzie zakaz opuszczania miejsca zamieszkania na jakąś większą odległość niż kilka kilometrów bez istotnej przyczyny, wygaszenie wszelkich aktywności – mówił w marcu 2021 roku. Oczywiście namawiał też, aby rodziny nie spotykały się podczas świąt.

Latem 2021 roku przewidywał, że jesienią, podczas czwartej fali pandemii, umierać będą tylko niezaszczepione osoby. Opowiadał się wówczas za lockdownem dla wszystkich, a dla niezaszczepionych dodatkowo regularne testowanie – „co najmniej dwa razy w tygodniu”.

Podważał doświadczenia kliniczne, które pokazywały, że zdecydowana większość zmarłych pacjentów z pozytywnym wynikiem testu na obecność wirusa SARS-CoV-2 cierpiała na tzw. choroby współistniejące. Dlatego w wielu przypadkach to nie covid był główną przyczyną śmierci, choć dla podkręcenia statystyk właśnie covid wskazywano.

Gdyby masowo chorowały na COVID-19 i umierały dzieci, młodzież, kobiety w ciąży, nikt nie odważyłby się kwestionować choroby. A ponieważ umierają głównie osoby starsze i schorowane, to pojawiają się koncepcje, że COVID-19 może nie być rzeczywistą przyczyną śmierci – wskazywał. I pewnie żałował, że dzieci, młodzież i kobiety w ciąży nie umierały z powodu covida.

Jeszcze w kwietniu 2022 roku, gdy już wszyscy – szczególnie media głównego nurtu – covidem się znudzili, więc nie było presji na kolejne restrykcje, obostrzenia, nakazy i zakazy, Grzesiowski grzmiał, że pandemia wciąż trwa.

Nie ma jednoznacznych przesłanek dalszego łagodzenia przebiegu choroby, ani uzyskania odporności populacyjnej, a wręcz przeciwnie. Jest wiele reinfekcji, wiele osób choruje ponownie, a drugie czy trzecie przebiegi często są gorsze niż pierwsze – mówił.

W tym samym wywiadzie – przypomnijmy raz jeszcze, że był to kwiecień 2022 roku, covid poszedł w odstawkę – mówił tak: – Krążenie wirusa powoduje masowe zachorowania, dlatego należy absolutnie utrzymać środki ochrony niefarmakologicznej m.in. maski i kłaść nacisk na oczyszczanie powietrza, nie tylko wietrzenie, czyli rozcieńczanie ale dezynfekcję metodami bezpiecznymi dla ludzi. (…) Testowanie powinno być absolutnie utrzymane na odpowiednim poziomie i refundowane.

Grzesiowski przewidywał covidowy armegedon i śmierć 10 proc. Polaków

To i tak łagodniejsze wypowiedzi. Chwilę wcześniej, bo w styczniu 2022 roku przewidywał „covidowy armagedon” w związku z wariantem Omikron. Mówił, że z tego powodu wymrze 10 proc. Polaków.

„Omicron w Polsce, za kilka tygodni armagedon, obecnie największy przyrost zachorowań w kraju widzimy w…Krakowie, ale tu na straży bezpieczeństwa w szkołach Pani Kurator, która twierdzi, że szczepionki to eksperyment, którego konsekwencje nie są do końca stwierdzone” – pisał Grzesiowski.

Stwierdził nawet dokładnie, kiedy tenże armagedon miałby nadejść. „Porozmawiamy za miesiąc. A teraz pa” – odpowiedział na jeden z komentarzy.

Oczywiście po miesiącu nic konkretnego się nie wydarzyło, żadnego armagedonu nie było. U Grzesiowskiego żadna refleksja jednak nie nastąpiła. O przywrócenie maseczek, dystansu i ograniczenie mobilności błagalnym tonem wypowiadał się także w czerwcu 2022 roku. Wówczas mówił też, że zachorowań „mogą być miliony”, tym razem w związku z wariantem Kraken.

Grzesiowski przez cały okres ogłoszonej pandemii wyrażał tego typu opinie, straszył na każdym kroku. Jego covidowe i katastroficzne przewidywania były równie nietrafione, co prognozy Andrzeja Horbana, który mówił m.in., że dla chorych na covida „zabraknie nawet stadionów”.

Grzesiowski chciał wyciągów nad stolikami w restauracjach

Na koniec zostawiamy wisienkę na torcie. Gdy trwał lockdown branży gastronomicznej, a jedzenie można było sprzedawać tylko na wynos, Grzesiowski bardzo ubolewał, że restauratorzy nie chcą współpracować i stosować się do jego pomysłów.

A pomysłem tym było na przykład montowanie specjalnych wyciągów nad stolikami, które odbierałyby skażone powietrze oraz specjalne dezynfekcja toalet, bo wirusem można się też było zarazić podczas oddawania stolca.

Da się zorganizować bezpiecznie wiele aktywności ludzkich, tylko trzeba umieć to zaplanować i potem egzekwować. Musimy zbudować zabezpieczenia, np. wyciąg nad każdym stolikiem, który będzie odbierał zakażone powietrze (…) Wirus może być przez chorego wydalany ze stolcem przez co najmniej tydzień po chorobie. W łazienkach również można się zarazić – mówił Grzesiowski.

Takie oto autorytety przemawiały do Polaków w trakcie ogłoszonej pandemii koronawirusa. Gdyby mieli honor, to ze wstydu powinni chociaż zapaść się pod ziemię, bo doskonale wiemy, że żadnych rozliczeń nie będzie. Grzesiowski jednak honoru za grosz nie ma, zniknąć z życia publicznego nie zamierza, a na dodatek teraz jeszcze obejmuje fuchę Głównego Inspektora Sanitarnego, czyli będzie nas wszystkich kontrolował i wciąż pouczał co wolno, a czego nie.

Kapliczki Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę!

Kapliczki Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę!

08/06/2024 przez antyk2013

Krucjata Różańcowa za Ojczyznę otrzymała w darze kapliczki, którymi możemy udekorować nasze domy, podwórza, okolice. Serdecznie dziękujemy darczyńcy, który już od wielu lat wykonuje takie kapliczki, które zdobią nie tylko polską ziemię ale także wysyłane są poza granice Polski.

Niestety znikają z polskiego krajobrazu przydrożne krzyże, kapliczki, figury wyrażające nasze przywiązanie do religii katolickiej.

Jeśli ktoś z uczestników Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę chciałby powiesić kapliczkę u siebie lub w jakimś innym godnym miejscu (n.p. w przestrzeni publicznej – na trasie turystycznej, na osiedlu) to prosimy o kontakt by omówić szczegóły wysyłki.

Prosimy o kontakt na numer 22 759 18 67.

Śliczny Attal jest pierwszym otwarcie homoseksualnym premierem Francji. Ulubieniec Macrona.To pierwszy raz, kiedy Macron mianował osobę tak mu bliską…

Gabriel Attal. Kim jest nowy premier Francji?

Stephanie Höppner 10.01.2024 attal-pedałek-jest-premierem-francji

Nowym premierem Francji został dotychczasowy minister edukacji i zaufany prezydenta Macrona Gabriel Attal, który ma zaledwie 34 lata. Kim jest nowa gwiazda francuskiej polityki?

Nowy premier Francji Gabriel Attal cieszy się ogromną popularnością
Nowy premier Francji Gabriel Attal cieszy się ogromną popularnością
Zdjęcie: Raphael Lafargue/abaca/picture alliance

Wcześniej był najmłodszym ministrem edukacji w historii Francji, teraz jest najmłodszym premierem: we wtorek (9.01.2024) nowym szefem francuskiego rządu został Gabriel Attal. Jest następcą premier Elisabeth Borne, która w poniedziałek podała się do dymisji.

Nominacja nie jest wielkim zaskoczeniem. Attal uchodzi za zaufanego prezydenta Emmanuela Macrona już od jego pierwszych wyborów w 2017 roku. – To pierwszy raz, kiedy Macron mianował osobę tak mu bliską – powiedziała minister chcąca pozostać anonimową. – Po sporze dotyczącym prawa imigracyjnego zrozumiałe jest, że szuka solidarności – dodała. Ustawa, uchwalona w grudniu 2023, była tak kontrowersyjna, że ​​minister zdrowia Aurélien Rousseau w proteście podał się do dymisji.

Attala i Macrona łączą nie tylko młody wiek, duże ambicje i mała potrzeba snu. Podobnie jak Macron, Attal jest także byłym socjalistą. W 2017 roku przeszedł z Partii Socjalistycznej do socjalliberalnego i centrowego ruchu En marche! Macrona. Przed powołaniem na stanowisko premiera pełnił już kilka funkcji we francuskim rządzie – mimo że ma zaledwie 34 lata.

Kariera jak z bajki

Urodzony w 1989 roku na przedmieściach Paryża jako syn prawnika, producenta filmowego i pracownicy umysłowej, Attal zdobył doskonałe wykształcenie. Po ukończeniu prywatnej szkoły studiował prawo na Université Paris-Panthéon-Assas, a następnie nauki polityczne w elitarnej paryskiej Science Po. Jeszcze przed ukończeniem studiów został najmłodszym doradcą i autorem przemówień ówczesnej minister zdrowia Marisol Touraine.

Jego kariera polityczna gładko toczyła się dalej: w wieku 28 lat został najmłodszym sekretarzem stanu, w wieku 29 lat rzecznikiem partii, a w wieku 33 lat ministrem.

Attal żyje w związku ze Stéphane’em Séjourné, przewodniczącym liberalnej frakcji Odnówmy Europę w Parlamencie Europejskim. Jest pierwszym otwarcie homoseksualnym premierem Francji.

Między mobbingiem a abają

Jako minister edukacji Attal wzbudził ostatnio kontrowersje. Tuż po wakacjach rozpoczął kampanię na rzecz zakazu noszenia abai – długiego, szerokiego płaszcza, powszechnego wśród muzułmanek. Wywołało to oburzenie i temat był komentowany w mediach przez wiele tygodni. – Podobnie jak Macron dryfuje on coraz bardziej na prawo – komentuje pracownik ministerstwa.

Chciał także wprowadzić obowiązek noszenia przez uczniów mundurków szkolnych i wspierał w niektórych szkołach fazę testową. Także powtarzanie klasy z powodu złych ocen znów stało się możliwe. Po samobójstwie ucznia jednej ze szkół zaangażował się również w walkę z mobbingiem. Ponadto zamierzał na wzór duński wprowadzić w szkołach tzw. kursy empatii, by uwrażliwić uczniów na zjawisko przemocy.

Ulubieniec wszystkich?

Mianując Attala, Macron wybrał polityka, który – jak wynika z sondaży – cieszy się wśród społeczeństwa ogromną popularnością. Po wybuchach szalonego entuzjazmu podczas jego wystąpień publicznych francuskie media mówiły wręcz o „Attalmanii”.

Jego pierwszym zadaniem jest teraz sformowanie nowej ekipy rządzącej. Nie będzie prawdopodobnie miał tu zbyt dużej swobody. Przypuszczalnie sam prezydent już dawno podjął decyzję o obsadzeniu stanowisk.

Artykuł ukazał się pierwotnie na stronach Redakcji Niemieckiej DW

Radość z sukcesu Marszu dla Życia i Rodziny i… niepokój o losy Ordo Iuris

Ordo Iuris
 

Szanowny Panie,
wczoraj ulicami Warszawy, Krakowa, Gdańska, Katowic i 12 innych miast w Polsce przeszły Marsze dla Życia i Rodziny. Ulice polskich miast zalała radosna fala manifestacji, afirmujących przywiązanie do życia i rodziny.


To nasz wielki, wspólny sukces, który pokazał jak ważna dla Polski jest działalność Instytutu Ordo Iuris oraz Centrum Życia i Rodziny. Wspólnie jesteśmy wielką siłą, co pokazały nie tylko wczorajsze marsze i 35 innych marszów, które przeszły w ostatnich tygodniach przez Polskę, ale także wiele innych osiągnięć naszych ekspertów z ostatnich tygodni.
Wszystkie te działania oznaczają dla nas jednak nie tylko ogrom radości i satysfakcji ale też zwiększone koszty naszej działalności, a wyzwań mamy z każdym dniem coraz więcej, o czym pisał do Pana w ubiegłym tygodniu Prezes Instytutu Ordo Iuris mec. Jerzy Kwaśniewski.Chcemy na nie wszystkie odpowiedzieć, aby nikogo nie zostawić bez pomocy ale skala wyzwań jest ogromna. Szczególnie, że po ostatnich wyborach parlamentarnych wiele pożytecznych instytucji właśnie kończy lub ogranicza swoja działalność. W niektórych obszarach zostajemy sami na placu boju.
Bez większego niż dotychczas wsparcia naszych Darczyńców, trudno będzie temu wszystkiemu sprostać… Jeśli do tej pory, nie udało się Panu zapoznać ze wspomnianą wiadomością od mec. Kwaśniewskiego, w której Prezes Ordo Iuris szczegółowo opowiada o naszych sukcesach, planach i wyzwaniach – serdecznie zachęcam Pana do jej lektury. Z wyrazami szacunkuMonika Leszczyńska - Wiceprezes ds. Członkowskich Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris 

Trump o Zełenskim. „Najskuteczniejszy handlarz, jaki kiedykolwiek żył”. Zawsze wyjeżdża z 60 miliardami.

Trump OSTRO o Zełenskim. „Najlepszy sprzedawca, jaki kiedykolwiek żył”

17.06.2024 nczas7/trump-o-zelenskim-najlepszy-handlarz

Wołodymyr Zełenski, Donald Trump
Wołodymyr Zełenski, Donald Trump Fot. PAP, collage

Donald Trump na wiecu wyborczym w Detroit w stanie Michigan nazwał Wołodymyra Zełenskiego „sprzedawcą”, który po każdej wizycie w USA „wyjeżdża z 60 miliardami”. Były prezydent i jednocześnie kandydat na prezydenta zapowiedział, że ukruci ten proceder, gdy znów zostanie wybrany na głowę państwa.

Trump przybył do Detroit na zaproszenie organizacji Turning Point USA. Na scenie były prezydent mówił o tym, że Joe Biden marnotrawi środki publiczne za „zieloną transformację”.

Polityk uważa, że jest to jedno z „największych oszustw w historii”. Z wydawaniem pieniędzy na zieloną politykę Trump zestawił sponsorowanie Ukrainy.

– [Zielona transformacja] to jedno z największych oszustw w historii. Chociaż Zełenski… Myślę, że Zełenski jest może najlepszym handlarzem spośród wszystkich polityków, jaki kiedykolwiek żył. Za każdym razem, kiedy przyjeżdża do naszego kraju, wyjeżdża z 60 miliardami – powiedział.

Jednocześnie Trump wyznał, że osobiście lubi Zełenskiego. – Więc lubię go. Ale on jest najlepszym handlarzem wszechczasów (…) On właśnie wyjechał cztery dni temu z 60 miliardami. Wraca do domu i ogłasza, że potrzebuje kolejnych 60 miliardów. To nigdy się nie kończy – powiedział Trump.

– Ja to załatwię, zanim jeszcze wejdę do Białego Domu, jako prezydent – elekt, ja to załatwię. To musi się skończyć zapowiedział były prezydent USA.

Siatka szpiegów – 13 Ukraińców, dwoje Białorusinów i jeden Rosjanin

Trzech szpiegów działało w siatce FSB. Zniknęli z radarów polskich służb

https://www.salon24.pl/newsroom/1383638,trzech-szpiegow-dzialalo-w-siatce-fsb-znikneli-z-radarow-polskich-sluzb


Poniedziałkowa „Rzeczpospolita” donosi, że troje sabotażystów działających na zlecenie rosyjskich [??? md] służb, którzy mają uchylony areszt, unika odbycia kary. Poszukiwane osoby były kierowane przez funkcjonariusza rosyjskiej FSB [??? md] , a zarzuca się im m.in. planowanie wysadzeń pociągów oraz zabójstw. Pozostają nieuchwytni dla polskich służb.

Sabotażyści planowali zabójstwa 

„Lubelski Sąd Okręgowy w grudniu ubiegłego roku skazał 14 z 16 oskarżonych cudzoziemców za udział w przygotowywaniu akcji dywersyjnych i sabotażowych na terenie Polski – grupa kierowana zdalnie przez 'Andrieja’, najprawdopodobniej funkcjonariusza rosyjskiej FSB, obserwowała lotniska, planowała wysadzenie pociągów, a nawet zabójstwa” – przypomniano w „Rzeczpospolitej”.

Jak wyjaśniono, „wszyscy – 13 Ukraińców, dwoje Białorusinów i jeden Rosjanin – przyznali się do winy i dobrowolne poddali karze”. „Już na procesie dwóch z nich wycofało się z tego – ich proces będzie się toczył” – dodano.

„Ogłaszając wyroki skazujące trzem oskarżonym na najniższe kary sąd uchylił tymczasowy areszt. Okazuje się, że żaden z nich – Artur M., Yaroslav B. i Maryia M. – do dziś nie trafił do więzienia” – czytamy w poniedziałkowym wydaniu dziennika.

Trzech szpiegów na wolności

Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, „Ukrainiec Yaroslav B. zniknął z 'radarów’ służb – sąd wystawił za nim już w styczniu nakaz doprowadzenia do odbycia kary, a potem w kwietniu i maju – monity”. „Nieletni Artur M. ma nakaz doprowadzenia do poprawczaka. Zniknęła także Białorusinka Maryia M. – złożyła wniosek o warunkowe przedterminowe zwolnienie, ale do warszawskiego sądu, który miał podjąć decyzję, już nie przyszła. Ją również sąd nakazał zatrzymać i doprowadzić do więzienia” – wyjaśniono.

– Wszyscy pozostali skazani odbywają kary – powiedziała „Rzeczpospolitej” sędzia Barbara Markowska, rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie. Podkreśliła, że „w świetle obecnie obowiązujących przepisów nie wzywa się skazanego do stawienia do odbycia kary, a każdorazowo są wydawane nakazy doprowadzenia – we wszystkich trzech przypadkach realizacja czynności doprowadzenia jest po prostu w toku”.

Odsiadka a później deportacja 

Z kolei rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński poinformował, że „12 skazanych odbywa wyroki w zakładach karnych, trzynasty ma zostać doprowadzony w najbliższym tygodniu”, a „jedna osoba z siatki szpiegowskiej jest na wolności i jest poszukiwana”.

– Części skazanych odsiadka skończy się w tym roku. Monitorujemy ich losy. Po odbyciu kary zostaną deportowani z Polski – wyjaśnił Dobrzyński.

„To jest jakiś dramat” 

Publikacja „Rz” nie przeszła bez echa w mediach społecznościowych. „To jest jakiś dramat, że takie niskie kary grożą za szpiegostwo u nas podczas gdy w Rosji czy Białorusi grozi wiele lat w łagrze. I jeszcze sąd wypuszcza z aresztu. Dramat” – ocenia Witold Repetowicz, dziennikarz defence24.pl, ekspert ds. bezpieczeństwa. 

„Jak to poseł PO wczoraj napisał: 'Dumni po porażce'” – pisze z kolei historyk Sławomir Cenckiewicz. 

MP

@Beszad  Bo w Polsce nie wolno wsadzać do więzienia ukraińskich agentów pracujących dla ukraińskiego SBU

Zachodnie gazety podały, że to siatka ukraińskiego wywiadu. Na samym początku jak w polskich mediach podali informacje o podpaleniach i złapaniu podpalaczy, nie podali celowo narodowości tych ludzi bo sprawa wybitnie niewygodna. Teraz z Ukraińców robią już FSB. Co za obłuda.

Co tam szpiedzy i dywersanci,ważne ,że ksiądz co wybudował ośrodek pomocowy na Wilanowie siedzi.( Uwaga:ironia!)

yarc17 czerwca 2024, 09:51

„ Pozostają nieuchwytni dla polskich służb”.

Lżej się oddycha w uśmiechniętej Polsce.
.T.17 czerwca 2024, 10:19

@yarc 👍😁

Kosiniak i Siemioniak ścigają …..🙈

Polskich Żołnierzy od razu w kajdany Bodnary skuwają, a szpiegów wypuszczają  !!!!!