Dla nas lepszy Frexit niż Polexit

Wielomski : Frexit i Polexit konserwatyzm/rexit-i-polexit

Frexit oznaczałby rozpad Unii Europejskiej od środka, od jej samego centrum.

——————————————-

Wiele osób pyta mnie, jako osobę od lat zajmującą się Francją, o sytuację w tym kraju i decyzję Emmanuela Macrona o rozwiązaniu parlamentu i przyśpieszonych wyborach, o możliwe wyjście Francji z Unii Europejskiej („Frexit”), etc. Nie mając siły każdemu odpowiadać oddzielnie, wykorzystam te łamy do odpowiedzi wszystkim pytającym en bloque.

Francuski system polityczny jest systemem fachowo zwanym mianem „półprezydenckiego”, czyli takiego, gdzie wybierany w wyborach powszechnych prezydent posiada liczne kompetencje własne, szczególnie dotyczące polityki zagranicznej, bezpieczeństwa, prawa weta, rozpisywania referendów i rozwiązywania parlamentu. To, czego najbardziej boi się globalistyczna ekipa rządząca dziś Francją, a której twarzą jest Macron, to zwycięstwo Marine Le Pen w 2027 roku w wyborach prezydenckich. Macron nie będzie już mógł kandydować na trzecią kadencję, zresztą wątpliwe czy mógłby ponownie wygrać. Póki co francuski establiszment nie znalazł jeszcze Macrona-bis, czyli kolejnej marionetki, którą można byłoby wypromować na „ojca narodu”. Zresztą demoliberalna elita władzy we Francji chwieje się i z miesiąca na miesiąc traci resztki zaufania społecznego. W tej sytuacji Macron postanowił nie czekać na katastrofę i zrobić wcześniej wybory parlamentarne. Ma dwa warianty wydarzeń:

1/ Przykryć kocem bunt społeczny. W wariancie pierwszym Marine Le Pen wygrywa wybory w pierwszej turze, lecz w dogrywce – we francuskim systemie wyborczym parlamentarzysta musi dostać 50% głosów plus 1 – zjednoczony „front republikański”, wykorzystując mechanizm ordynacji wyborczej, zapewni sobie zwycięstwo. [W drugiej turze “wszyscy” podlegli masonerii , bez względu na swe programy, hasła,obietnice – walczą, by pokonać “wroga” MD]

W ten sposób system kupi sobie legitymowalność na trzy lata, aż do 2027 roku, czyli do wyborów prezydenckich.

2/ Wykrwawić lepenistów. Jest jednak możliwe, że wchodząc w sojusz z tzw. Republikanami (resztki po gaullistach, kiedyś mocno narodowych) i korzystając w drugiej turze z elektoratu Reconquête Erica Zemmoura lepeniści zbiorą ok. połowę głosów, co może im dać większość parlamentarną. W tej sytuacji Macron będzie wetował wszystko co się da, uniemożliwiając rządowi Rassemblement National (dalej: RN) przeprowadzenie jakichkolwiek reform. Macron liczy, że doprowadzi to do spadku notowań RN i wygranej w wyborach prezydenckich w 2027 roku kandydata systemu, który rozwiąże parlament i doprowadzi do „uporządkowania sceny politycznej” po myśli globalistów. Marine Le Pen to wie i dlatego nie chce być premierem, wyznaczając na kandydata Jordana Bardellę, nominalnego przewodniczącego RN.

Wiem, że na polskiej prawicy Marine Le Pen nie ma dobrej prasy, ponieważ zarzuca się jej – zresztą słusznie – demagogię socjalną, poparcie dla aborcji, akceptację LGBT, etc. Pamiętajmy jednak, że głównym postulatem RN jest wyprowadzenie Francji z Unii Europejskiej („Frexit”) za pomocą poddania tej inicjatywy referendum ogólnonarodowemu. Podstawowy cel FN to odzyskanie przez Francję absolutnej i nielimitowanej suwerenności w stosunkach międzynarodowych. I to jest istota problemu i punkt widzenia z którego powinniśmy my, jako Polacy, oceniać RN. Prawda jest bowiem taka, że wyjście Wielkiej Brytanii z UE wcale tej struktury nie osłabiło. Przeciwnie, Komisja Europejska pozbyła się głównego „hamulcowego”. Unii Europejskiej nie zniszczyło wyjście z niej Wielkiej Brytanii. Nie zniszczy jej także wyjście z niej Estonii, Bułgarii, Słowacji, a nawet Włoch czy Hiszpanii. Unia Europejska opiera się na dwóch państwach-filarach: Niemcach i Francji. Nie ma UE po wyjściu z niej przez Niemcy lub Francję. Po prostu nie ma.

Innymi słowy, stawką konfliktu Le Pen – Macron jest rozpisanie we Francji referendum na temat Frexitu. Jest to referendum, którego establiszment boi się jak ognia!

Nie ukrywam, że uważam Frexit za rozwiązanie lepsze niż postulowany w naszym środowisku Polexit i już śpieszę się wyjaśnić dlaczego. Podjęcie przez Polskę decyzji o Polexicie jest proste z punktu widzenia prawnego. Można to zrobić albo drogą decyzji Sejmu, albo w wyniku referendum, oczywiście o ile ma się do tego większość, której jeszcze nie mamy.

Gdybyśmy jednak nawet taką większość posiedli i byśmy przegłosowali w Sejmie lub w referendum Polexit, to opuszczenie przez Polskę UE wcale nie byłoby takie proste. Polska gospodarka jest przecież podwykonawcą dla gospodarki niemieckiej, a wielu Polaków, szczególnie z Ziem Odzyskanych, pracuje w Niemczech. Biorąc pod uwagę różnicę potencjałów i naszą zależność ekonomiczną od Zachodu, Polexit byłby trudny i moglibyśmy być łatwo szantażowani zamknięciem granic UE dla polskich produktów, pracowników, etc. Spodziewam się dodatkowo histerycznych ataków prounijnej opozycji, zamieszek, a nie wykluczałbym nawet prób secesji województw zachodnich, najsilniej powiązanych ekonomicznie z Niemcami, uaktywnienia się rozmaitych „autonomistów”, powołujących się na jakiś lokalny dialekt, którym włada 20 osób, etc.

Frexit jest w tej chwili znacznie bardziej prawdopodobny niż Polexit, a w dodatku rozwiązałby wszystkie problemy dotyczące naszej słabej pozycji negocjacyjnej wobec Niemiec i UE. Frexit oznaczałby rozpad Unii Europejskiej od środka, od jej samego centrum. W jego wyniku nie mielibyśmy sytuacji w której z jednej strony mamy suwerenną ponownie Polskę, stojącą samotnie przeciwko 26 państwom, które w dodatku otaczają nas od północy, zachodu i południa, lecz rozpad imperium europejskiego na 27 suwerennych państw, pośród których Polska byłaby jednym z wielu. Siły proeuropejskie w Polsce, znajdujące się na garnuszku zagranicznych (niemieckich) fundacji nie miałyby możliwości przeciwdziałać procesowi, który byłby zupełnie niezależny od decyzji podejmowanych przez polską klasę polityczną. Czego można więcej chcieć? Idealne rozwiązanie dla eurosceptyków żyjących pośród narodu o niezwykle silnym euroentuzjazmie!

I jeszcze jedno skojarzenie, na zakończenie. Czy pamiętacie Państwo pomysł prezydenta Andrzeja Dudy, aby członkostwo w Unii Europejskiej wpisać do polskiej konstytucji?

Adam Wielomski

Unijna dyrektywa azylowa koszmarna dla Polski. Cejrowski: Polexit – to jedyna odpowiedź

Unijna dyrektywa azylowa koszmarna dla Polski. Cejrowski: To jedyna odpowiedź

18.06.2024 nczas/unijna-dyrektywa-azylowa-koszmarna-dla-polski

Wojciech Cejrowski.
Wojciech Cejrowski. / foto: screen YouTube: Wojciech Cejrowski

Polska ma płacić imigrantom więcej niż na przykład polskim emerytom – tak wynika z dyrektywy azylowej narzucanej przez Unię Europejską. Wojciech Cejrowski uważa, że jest tylko jeden sposób na rozwiązanie problemu.

Wszystko wskazuje na to, że imigranci w Polsce mogą niedługo żyć jak pączki w maśle. Dostaną zakwaterowanie i solidny zasiłek na poziomie niemieckim, a do pracy nikt ich nie będzie zmuszał.

To za sprawą unijnej dyrektywy azylowej, której treść w mediach społecznościowych ujawnił były europoseł PiS Jacek Saryusz-Wolski. UE chodzi o to, by imigranci nielegalnie szturmujący bramy Europy dostawali w każdym z krajów członkowskich, w którym zostaną ulokowani, taki sam zasiłek. Ma to zapobiec ich „wtórnemu przemieszczaniu” do krajów, które oferują lepsze zasiłki socjalne.

CZYTAJ WIĘCEJ: Będziemy płacić imigrantom lepiej niż polskim emerytom? Szokujące zapisy dyrektywy Parlamentu Europejskiego

Polski rząd, ustami minister Agnieszki Dziemianowicz-Bąk zapowiada, że unijną dyrektywę, która weszła w życie 14 maja 2024 roku, będzie renegocjować.

Gdyby jednak zapowiedzi Donalda Tuska i spółki o nieprzyjmowaniu imigrantów były prawdziwe, żadne renegocjacje nie byłyby potrzebne, bo Polska żadnych imigrantów w ramach paktu migracyjnego by nie przyjęła.

Dyrektywę azylową w ostrych słowach skomentował Rafał Ziemkiewicz. „Czyli tak: migrantom przysyłanym z Niemiec musimy zapewnić takie same zasiłki i warunki bytu jakie dają Niemcy. Jednocześnie, z uwagi na procedurę nadmiernego deficytu, musimy ściąć do pniaka emerytury, zasiłki i zarobki Polaków. Kto przeciwko, ten rasista i Putin. Aleście Polskę załatwili tym swoim Tuskiem i jego pacynkami, cymbały skończone…” – napisał publicysta.

Wpis ten skomentował Wojciech Cejrowski, który uważa, że wyjście w tej sytuacji jest jedno. „Polexit. To jedyna odpowiedź” – uważa Cejrowski.

Najwyższy Czas na Polexit!

Najwyższy Czas na Polexit!

5.05.2024 Tomasz Sommer najwyzszy-czas-na-polexit

Polexit Polska Unia Europejska
Polexit. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: domena publiczna

Ponad dwadzieścia lat temu, gdy wraz z Włodzimierzem Bukowskim i Januszem Korwin-Mikkem prowadziłem kampanię przeciwko wejściu Polski do UE, moje argumenty, które zgromadziłem w książce „Poza Unią jest życie”, były jasne i proste: Europa powinna być kontynentem wolności gospodarczej, bez granic i bez barier celnych, ale przede wszystkim bez Związku Sowieckiego.

Dlatego Polska nie powinna wchodzić do UE, tylko powinna wejść do strefy bezwizowej Schengen, Europejskiego Obszaru Gospodarczego i robić wszystko, by unieważnić obowiązujący wtedy Traktat z Nicei, by z obiegu znikło określenie „Unia Europejska”, i by wróciły stare i dobre Wspólnoty Europejskie.

Tymczasem nasi przeciwnicy, sprzedajni uniofile, krzyczeli: „Unia da”, „manna z nieba spadnie”, „a ty, Polaku głośno wołaj: dej, dej, dej”. Referendum przegraliśmy, choć nasze argumenty były racjonalne. Cóż – dysproporcja sił była ogromna. Zostaliśmy dosłownie zalani propagandą uniofanatyczną niczym biblijnym potopem.

Jednak nawet wtedy, rysując apokaliptyczne w moim przekonaniu wizje rozwoju UE, nie spodziewałem się, że wariactwo w tej organizacji zajdzie aż tak daleko. Oczywiście już rozwijało się ekoszaleństwo, ale prognozowanie podówczas, że stanie się ono oficjalną ideologią UE, którą wtedy, jak przekonywali polscy biskupi, da się znów ochrzcić, zakrawałoby na umysłową aberrację.

Tymczasem przejście z poziomu z pozoru niewinnego „myślenia ekologicznego” na poziom nowej komunistycznej utopii, w myśl której zbawienie człowieka zostanie osiągnięte… z chwilą zaprzestania emisji dwutlenku węgla, zajęło zaledwie dwie dekady. Teraz wchodzimy właśnie w etap „gospodarki komunistycznej”, w ramach której klimatyści nie zatrzymają się już przed żadnym krokiem, by osiągnąć swoją wyśnioną „zerową emisję”, podobnie jak komuniści w Związku Sowieckim nie cofnęli się przed żadną zbrodnią, by osiągnąć nieosiągalny komunistyczny raj.

Trzeba więc jak najszybciej opuścić ten tonący statek, by nie pociągnął nas wraz z sobą w odmęty. Bo nie wolno mieć złudzeń, że jakimś cudem zatrzymamy proces tonięcia Titanica przy pomocy wylewajki.

I trzeba od nowa budować Europę opartą o zasady wolności i poszanowania wspólnej tradycji i historii. Kto prędzej ucieknie z tonącego statku, ten szybciej będzie mógł się skupić na budowaniu nowej, lepszej jednostki, którą popłyniemy w europejską, ale już nie unijną przyszłość. Przyszłość wolności. Najwyższy czas na Polexit! Dwadzieścia lat i starczy.

PS. Już niebawem w przedsprzedaży pojawi się gorący wywiad-rzeka z Grzegorzem Braunem. Będzie i o choince, i o głośniku, i o gaśnicy. Proszę się szykować na książkowy wstrząs!

Polexit – Poland to exit EU – Referendum w sprawie wyjścia Polski z Unii Europejskiej

Polexit – Poland to exit EU – Referendum w sprawie wyjścia Polski z Unii Europejskiej

Tu: petitiongo.org/pl/referendum-w-sprawie-wyjscia-z-unii-europejskiej

Polexit - Poland to exit EU - Referendum w sprawie wyjścia Polski z Unii Europejskiej

43,677

43,677 / 45,000

Polska będąc w Unii Europejskiej zamiast się bogacić to biednieje. Ze względu na nadużycie Unii Europejskiej tj. ingerencja w wewnętrzne sprawy Polski, narzucanie kwot imigrantów (większość Polaków mówi zdecydowanie najeźdźcom NIE, a media publiczne to ignorują lub przekłamują, lub nie pokazują wszystkiego), znieważanie Polski na arenie międzynarodowej, fałszywe wybory w Polsce (też jest ich sprawką), wysokie podatki, niszczenie i sprzedawanie obcym polskiego kapitału, manipulacje przeciw Polakom, rozbudowany nepotyzm, brak poszanowania ludzkiego życia (aborcja), przeważająca ilość kapitału zagranicznego (banki, supermarkety, firmy). Polska przecież jest w Grupie Wyszechradzkiej. Nie musi być w EU, skoro ma więcej strat niż zysków. Jak Polska wyjdzie z EU, to powinna zmienić polskie godło na to, które było przed przewrotem majowym. Zmianie powinno ulec także hymn Polski (z Mazurka Dąbrowskiego na Rotę), kapitał zagraniczny wyzerować, ogłosić neutralność Polski, zmiana ustroju z systemu parlamentarnego na system prezydencki lub monarchia prezydencka (zależy, co będzie korzystne), wyjście z ONZ, Amerykanie mają się wynieść z Polski, jeden wspólny podatek 10% (tzw. dziesięcina), likwidacja podatku dochodowego, rozwijanie polskiej gospodarki, likwidacje wszystkich lóż masońskich (też zapobieganie tworzenia się judeopolonii). W przeszłości Polskę próbowano rusyfikować, germanizować, ale się nie udało. Ale za to zabór “Euro” ma się niestety dobrze (trzeba temu zapobiec).

=========================

Dlaczego to jest ważne

Adresat: prezydent Rzeczpospolitej Polskiej – Andrzej Duda

“Polacy, którzy są zaniepokojeni dużą ingerencją Unii Europejskiej w sprawy Polski (zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne), zwracają się z prośbą do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy o przeprowadzenie ogólnonarodowego referendum konstytucyjnego w sprawie wyjścia Rzeczpospolitej Polski z Unii Europejskiej.”

Konieczność PolEXITU.

Rusza #AkcjaEwakuacjaZeu. „Trudne, ale konieczne dla odzyskania naszej niepodległości”

21.04.2024 konieczne-dla-odzyskania-naszej-niepodleglosci

Flagi Polski i Unii Europejskiej.
Flagi Polski i Unii Europejskiej. / Fot. PAP

Rusza #AkcjaEwakuacjaZeu organizowana przez Fundację Kampanii Społecznych im. św. Stanisława Papczyńskiego. Inicjatorzy chcą przekonać Polaków do konieczności PolEXITU.

Jak wskazali organizatorzy, pierwszym celem ich kampanii jest „poszerzenie świadomości Polaków dotyczącej neokolonializmu, którego jednym z najniebezpieczniejszych narzędzi jest Unia Europejska”.

„Chcemy przedstawić Polakom prawdziwą historię i cele tzw. «ojców założycieli»” – dodali.

Organizatorzy kampanii #AkcjaEwakuacjaZeu podkreślili, że w wizji „ojców założycieli” od samego początku „Zjednoczona Europa nie mała być związkiem wolnych narodów a europejskim państwem”.

„Aby mogło ono powstać przeprowadza się powolną operację odzierania narodów europejskich z ich kompetencji, co na końcu musi skutkować odebraniem narodom ich prawa do samostanowienia” – czytamy.

Powołano się także na prof. Jerzego Chodorowskiego, który „udowodnił, że nie ma możliwości zmiany tak ustawionego kierunku integracji”. „Dlatego będziemy przekonywać Polaków do opuszczenia Unii Europejskiej jako projektu, który ma zamknąć naszą drogę do niepodległości” – oświadczono.

Zdaniem przedstawicieli Fundacji, najtrudniejsze będzie rozpoczęcie konsultacji społecznych „dotyczących powstania Europy niepodległych narodów, która będzie konkurencją dla unijnej utopii”. Według nich, podstawą konsultacji powinna być cywilizacja łacińska w rozumieniu prof. Feliksa Konecznego.

Organizatorzy kampanii za cel stawiają sobie podniesienie odsetka Polaków widzących konieczność wyjścia z Unii Europejskiej z 11 do 20 proc. w najbliższym roku. W ciągu trzech lat ma on osiągnąć już 30 proc. Do 2028 roku przekonana ma być już ponad połowa Polaków.

„Cele te chcemy realizować poprzez tworzenie struktur do regularnej pracy społecznej na ulicach polskich miast. Będziemy wychodzić z banerami i megafonami. Merytorycznie przygotowani do dyskusji wolontariusze będą poruszać tematy trudne ale konieczne dla odzyskania naszej niepodległości” – czytamy.

Polska poza Unią?

Nie ma alternatywy dla Polexitu, gdyż nie da się Unii zreformować od środka

Sommer: Nie ma możliwości zreformowania. Jedyną metodą na powstrzymanie tego jest…

12.04.2024 nie-ma-mozliwosci-zreformowania-UE

Tomasz Sommer.
Tomasz Sommer. / foto: screen YouTube

W jednym z najnowszych programów Tomasz Sommer przypomniał przyjęcie paktu migracyjnego przez UE oraz szaloną politykę klimatyczną. Wskazał też na fałszywą narrację wokół obecności Polski w Unii Europejskiej.

– Nie ma możliwości zreformowania tych polityk, bo oznaczałoby to niemalże zmianę religii – ocenił.

– Dojrzała tutaj taka religia przez tę kilkadziesiąt lat, religia zielonego wariactwa, ta religia ma swoich kapłanów, biskupów, kardynałów, ma swoich pseudopapieży, ma milion diakonów, którzy działają we wszystkich krajach, ma parafie, ma zakony – wyliczał.

– Teraz jeżeli by nagle z dnia na dzień powiedzieć, że koniec, likwidujemy tę religię, to przecież bunt tych wszystkich działaczy byśmy mieli. Nie da się ich uciszyć, odciąć od koryta, odciąć od głoszenia tych swoich „prawd” jednorazowo – wskazał.

– Jedyną metodą na powstrzymanie tego z dnia na dzień, póki jeszcze u nas ta ideologia nie jest aż tak mocna, to jest oderwanie się od Unii Europejskiej natychmiast, odcięcie tych więzi, sprawienie, że te wszystkie kontakty ideologiczne zostaną uznane za to, czym są, czyli agenturalną robotę wrażych sił i dzięki temu będziemy mogli funkcjonować na normalnych zasadach z resztą świata – dodał.

Sommer podkreślił, że „to jest wszystko mało”. – Przez lata, jak mówiono w Polsce o Unii, to zawsze mówiono w takim ujęciu, że my jesteśmy żebrakami, a ktoś tam przychodzi i nam rzuca pieniądze. Mówiono: musimy być w Unii, bo nam rzucają pieniądze – zwrócił uwagę.

– Czy jakikolwiek żebrak, który stoi pod urzędem i zbiera jakieś pieniądze, czy on kiedykolwiek z tego żebractwa doszedł do pozycji milionera? Czy zdarzyła się taka sytuacja? Czy można, poprzez zbieranie rzuconych przez kogoś ochłapów, stać się potentatem? Ja się nie spotkałem z taką sytuacją – wskazał.

Jak dodał, „jeżeli chcielibyśmy wyjść na poziom potentatów europejskich, to nie poprzez zbieranie ochłapów”. Podkreślił, że obecnie Polska znajduje się w stałym dystansie do bogatszych państw Unii Europejskich, właśnie dlatego że „żyjemy z ochłapów”.

– Aby dojść do pozycji wielkości ekonomicznej trzeba zrezygnować z funkcjonowania na zasadzie żebraka – skwitował.

Sommer podkreślił, że od początku funkcjonowanie Polski w Unii Europejskiej było oparte na niemoralnym przekazie. Jak dodał, „w ogóle nie ma alternatywy” dla Polexitu, gdyż „nie da się Unii zreformować od środka”. – To są tylko próżne żale, próżny trud. Nie da się przekonać biurokratów unijnych, żeby zmienili swoje podejście do rzeczywistości. Trzeba by ich wszystkich wyrzucić, ale na to nie ma siły politycznej – skwitował.

Sondaż: Gaśnie entuzjazm Polaków do Unii Europejskiej… Polexit !!

Sondaż: Gaśnie entuzjazm Polaków do Unii Europejskiej

rp.pl/gasnie-entuzjazm-polakow-do-unii-europejskiej

W ciągu trzech lat znacznie ubyło badanych, którzy widzą przewagę zalet nad wadami polskiej obecności w UE. W elektoracie PiS już niemal ich nie ma. Wynika tak z badania IBRiS dla „Rzeczpospolitej”

2.04.2024Flaga UE na fasadzie Pałacu Prezydenckiego

Flaga UE na fasadzie Pałacu Prezydenckiego

Wiktor Ferfecki

„Rada UE pozytywnie zaopiniowała pierwszy wniosek o płatność z KPO” – poinformował przed świętami wiceminister funduszy i polityki regionalnej Jan Krzysztof Szyszko. „Coraz bliżej wypłaty 27 mld zł na inwestycje w Polskę!” – dodał. Wniosek w sprawie pierwszej płatności z Krajowego Planu Odbudowy Polska złożyła jeszcze w grudniu 2023 roku, jednak to tylko niewielka część pieniędzy, które mają popłynąć do naszego kraju. Łącznie w ramach KPO otrzymamy 59,8 mld euro, czyli 268 mld zł.

https://e.infogram.com/_/uItTi22oDKxONHYGf493?parent_url=https%3A%2F%2Fwww.rp.pl%2F20-lat-polski-w-ue%2Fart40078171-sondaz-gasnie-entuzjazm-polakow-do-unii-europejskiej&src=embed#async_embed

Najedź myszką (stuknij w ekran) na diagram, by wyświetlić interesującą Cię wartość liczbową z opisem.

rp.pl/Weronika Porębska

Jak zmienia się stosunek Polaków do UE?

Pieniądze zamrożone były za rządów PiS, a ich odblokowanie „dzień po wyborach” zapowiedział w kampanii przyszły premier Donald Tusk. Ostatecznie zajęło mu to więcej czasu, ale słowa dotrzymał. Perspektywa napłynięcia nad Wisłę znacznych środków z Brukseli nie spowodowała jednak, że Polacy stali się euroentuzjastami. Wręcz przeciwnie, członkostwo w UE oceniają coraz bardziej na chłodno.

Tak wynika z sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej”. W odpowiedzi na pytanie: „co przeważa – zalety czy wady członkostwa Polski w EU?”, zalety wskazało 53,5 proc. ankietowanych, a wady – 16,7 proc. Zdaniem 24,7 proc. wady i zalety się równoważą.

Są to dane świadczące o zdecydowanie mniejszym optymizmie niż wyniki poprzedniego badania IBRiS z listopada 2020 roku, w którym zadano to samo pytanie. Wówczas zalety wskazało 64,4 proc. badanych, wady – 17,1 proc., a równoważenie się zalet i wad – 15,8 proc. W ciągu ponad trzech lat aż o niemal 11 pkt proc. ubyło euroentuzjastów. Odsetek eurosceptyków prawie się nie zmienił, za to o około 9 pkt proc. przybyło tych, którzy widzą równoważenie się zalet i wad.

https://e.infogram.com/_/lGuMCYKMZfpRG7Y23OME?parent_url=https%3A%2F%2Fwww.rp.pl%2F20-lat-polski-w-ue%2Fart40078171-sondaz-gasnie-entuzjazm-polakow-do-unii-europejskiej&src=embed#async_embed

Co jest Pana/Pani zadaniem największą zaletą polskiej obecności w UE?

Wyniki sodażu należy zobaczyć tu:

infogram/gasnie-entuzjazm-polakow-do-unii-europejskiej

Bardzo ciekawe!

=============================

Najbardziej sceptyczni są mieszkańcy wsi

Zdaniem politologa z UW prof. Rafała Chwedoruka schłodzenie euroentuzjazmu Polaków nie powinno zaskakiwać, bo w ostatnich latach pod jego względem biliśmy europejskie rekordy. Dlaczego jednak do tego doszło? – Patrząc na to zjawisko szerzej, dla wielu Polaków, zwłaszcza starszych, świat ostatnich dwóch dekad jest coraz bardziej obcy, a Unię Europejską uznają za jeden z jego elementów. Po drugie, coraz mocniej ujawniają się koszty bycia częścią świata zachodniego. Widać to już teraz po strukturze wydatków codziennych, a Polacy obawiają się, że skutki będą jeszcze bardziej odczuwalne wskutek transformacji ekologicznej i energetycznej – mówi.

Na dwudziestolecie wstąpienia Polski do Unii jedno można powiedzieć na pewno. UE przestała być dla Polaków obietnicą. Weszła w sferę realiów, codziennej praktyki, wysiłku i pracy.

Szef IBRiS Marcin Duma zastanawia się z kolei, czy Polacy się zmienili, czy może to raczej UE z powodu swojej polityki przestała odpowiadać ich oczekiwaniom. – Czynnikiem, który powoduje erozję w przeświadczeniu, że UE to tylko zalety, wydaje się być Zielony Ład zakładający m.in. pozbycie się samochodów z napędem spalinowym – mówi.

Rzeczywiście, porównując badanie sprzed trzech lat i obecne, widać rosnący sceptycyzmu wobec UE np. wśród mieszkańców wsi. W 2020 roku 61 proc. z nich widziało przewagę zalet obecności w UE nad wadami, dziś tylko 43 proc. A to właśnie rolnicy ostatnio ostro protestują przeciw wymogom Europejskiego Zielonego Ładu.

Niewielu wyborców PiS dostrzega zalety obecności Polski w UE

Z badań wynika jednak coś jeszcze: stosunek do Unii coraz bardziej się polaryzuje w ramach poszczególnych elektoratów. W 2020 roku wśród wyborców PiS 47 proc. wskazało przewagę zalet związanych z obecnością w UE, a wśród wyborców KO – aż 95 proc. Już wtedy różnica była znacząca, a teraz jest kolosalna. W najnowszym sondażu tylko 17 proc. wyborców PiS uważa, że zalety przeważają nad wadami, a w przypadku KO – 94 proc. Można postawić więc tezę, że spadek euroentuzjazmu wśród Polaków wynika w dużej mierze z tego, że zmniejszył się on w jednej konkretnej grupie – wśród wyborców PiS.

infogram.com/_/TKy9ANUJpRmFXvWiXvNp?parent_url=https%3A%2F%2Fwww.rp.pl%2F20-lat-polski-w-ue%2Fart40078171-sondaz-gasnie-entuzjazm-polakow-do-unii-europejskiej

Zaś czołowi politycy tej partii obrali ostatnio konfrontacyjny kurs wobec UE. „Po tym traktacie, jeżeli on wejdzie, Polska nie będzie już w żadnym wypadku krajem niepodległym, suwerennym i w ogóle nie będzie państwem”, „likwidacja państwa polskiego to plany Tuska i Unii Europejskiej”, „wspólnota poszła w bardzo złym kierunku” – to tylko próbka wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego z ostatnich kilku miesięcy.

Za największe zalety obecności we Wspólnocie ankietowani uznali: otwarte granice między państwami (45,2 proc.), unijne fundusze dla Polski (20,6 proc.), wzrost bezpieczeństwa naszego kraju (18,9 proc.) i możliwość kształcenia za granicą (3,7 proc.)

– Od dłuższego czasu PiS stosuje retorykę antyunijną, co przynosi efekty – mówi Marcin Duma. – Jednak bez argumentów to wnioskowanie nie byłoby skuteczne, a zamierzenia Unii Europejskiej wydają się być bardziej odczuwalne dla elektoratu partii Kaczyńskiego. Kogo mocniej zaboli, że będzie musiał zrezygnować z auta spalinowego? Mieszkańca dużego miasta czy kogoś z prowincji, gdzie silniejsze jest PiS? – pyta.

Cieszą nas przede wszystkim otwarte granice

W najnowszym sondażu IBRiS ankietowanym zadano też pytanie, co jest największą wadą polskiej obecności w UE, i rzeczywiście najczęściej wskazali narzucanie przez UE prawa, którego Polska musi przestrzegać. Z tą odpowiedzą zgodziło się 33,8 proc. badanych, którzy na kolejnych miejscach wskazali: nierówne traktowanie krajów (30,5 proc.), migrację (12,5 proc.) i Polskę jako tanią siłę roboczą (4,6 proc.).

Z kolei za największe zalety obecności we Wspólnocie ankietowani uznali: otwarte granice między państwami (45,2 proc.), unijne fundusze dla Polski (20,6 proc.), wzrost bezpieczeństwa naszego kraju (18,9 proc.) i możliwość kształcenia za granicą (3,7 proc.).

Czy obecne władze powinny przedsięwziąć jakieś kroki, by powstrzymać narastający eurospetycyzm? Zdaniem prof. Chwedoruka nie zrobią tego, bo nie jest im to na rękę. – Obecna sytuacja powoduje, że PiS pod względem stosunku do UE ustawia się coraz bardziej w prawicowym narożniku. Tymczasem w polskim społeczeństwie wyborcy wahający się, którzy mogą zmienić preferencje, z reguły są umiarkowani i odrzucają radykalizmy – zauważa ekspert.

Jednym sensownym wyjściem jest Polexit

Rozmowa z Tomaszem Cukiernikiem myslpolska

Opublikował pan książkę „Dwadzieścia lat w Unii. Bilans członkostwa”. No właśnie, jaki to bilans, bo polska opinia publiczna w ogromnej większości jest przekonana o samych dobrodziejstwach naszego członkostwa.

– Politycy i niedouczeni dziennikarze jako bilans członkostwa Polski w Unii Europejskiej przedstawiają z jednej strony wszystkie dotacje unijne, jakie otrzymała Polska, a z drugiej strony polską składkę. Przez te 20 lat wychodzi mniej więcej tak, jakby Polska wpłaciła 1 zł, a otrzymała 3 zł. Niestety jest to tylko jeden z możliwych bilansów i na dodatek mający niewielkie znaczenie. Saldo dotacji i składki w skali wieloletniej to zaledwie 2 proc. polskiego PKB. Nie są to pieniądze, które mogłyby mieć istotne znaczenie dla rozwoju gospodarczego. Co więcej, są to pieniądze szkodliwe z różnych powodów. Po pierwsze, generują dodatkowe niepotrzebne koszty zarówno w trakcie wydawanie tych pieniędzy, jak i późniejszego utrzymywania wybudowanych obiektów. Po drugie, są rodzajem szkodliwego interwencjonizmu państwowego, zgodnie z fałszywą zasadą, że urzędnik wie lepiej od właściciela, na co wydać jego pieniądze. Po trzecie, służą do szantażu ze strony Komisji Europejskiej, co było niejednokrotnie widać w przypadku i rządu PiS, i rządu Wiktora Orbana. Natomiast w mojej książce przedstawiam cały szereg bilansów dotyczących różnych dziedzin gospodarki, finansów publicznych czy emigracji: saldo wymiany towarowej i usług, saldo inwestycji, kwestia uzależnienia od kapitału zagranicznego i transferów pieniędzy za granicę przez zagraniczne koncerny czy straty związane z emigracją Polaków. Jednak najważniejszy jest bilans, który z jednej strony pokazuje korzyści płynące dla Polski ze wspólnego rynku, a z drugiej – straty związane z koniecznością wdrażania unijnych regulacji.

A czy może jest tak, że są jakieś korzyści naszego członkostwa w pierwszych powiedzmy 10-15 latach, ale teraz ten czas się kończy w związku z tym, że UE stała się już de facto biurokratycznym molochem, pętającym inicjatywę i wolność?

– Unia Europejska była biurokratycznym molochem już w roku 2004, kiedy do niej wstępowaliśmy. Ale rzeczywiście w miarę stopniowej coraz większej ingerencji Brukseli w gospodarkę poprzez coraz to nowsze i coraz bardziej absurdalne strategie, plany i regulacje sytuacja z roku na rok się pogarsza. Takim bardzo szkodliwym przykładem jest wprowadzenie ETS, czyli obowiązkowego zakupu pozwoleń do misji dwutlenku węgla. Natomiast do skokowego pogorszenia się sytuacji dojdzie w miarę wdrażania – pod urojonym pretekstem klimatycznym – skrajnie szkodliwej polityki Europejskiego Zielonego Ładu. W tym momencie możemy być pewni, że zyski z członkostwa są mniejsze niż korzyści. Mam na myśli zyski finansowe, ale do tego dochodzą jeszcze sprawy, których tak łatwo nie da się policzyć – dotyczące utraty wolności wyboru i ogólnie wolności. Chodzi o te wszystkie regulacje Zielonego Ładu zakazujące samochodów spalinowych (sam ten przepis mógłby być wystarczającym pretekstem Polexitu), kotłów na paliwa kopalne, kuchenek gazowych, zmuszające do niepotrzebnych remontów niemal wszystkich domów. A czekają nas jeszcze klimatyczne podatki od samochodów, od rolnictwa czy od ogrzewania domów – tzw. ETS 2.

Skąd, według pana, bierze się skrajny dogmatyzm Brukseli w kwestii tzw. zielonej rewolucji. Przecież już na pierwszy rzut oka jest to szaleństwo. Jeśli tak, to skąd ta determinacja?

– Trzeba sobie zdać sprawę z faktu, że politycy, którzy są na świeczniku – i ci w Unii Europejskiej, i ci w krajach członkowskich – to zwykłe kukiełki. Robią to, co im suflują – poprzez lobbystów i korupcję – prawdziwi władcy. W mojej książce wyróżniłem cztery grupy, które naprawdę rządzą Unią Europejską. Po pierwsze, koncerny międzynarodowe, farmaceutyczne, chemiczne czy przemysłu spożywczego itd. Po drugie, międzynarodowe instytucje finansowe, które pod pretekstem walki z terroryzmem doprowadzają do coraz większej inwigilacji praworządnych obywateli czy do ograniczenia wolności dysponowania gotówką. Po trzecie, są to służby specjalne poważnych państw unijnych, jak Niemcy czy Francja, działające konkretnie na korzyść swoich krajów. Po czwarte, służby specjalne poważnych państw pozaunijnych, jak Rosja, USA, Chiny, Izrael, a nawet państwa arabskie. W efekcie wewnątrz Unii Europejskiej dochodzi do kotłowania się lobbystów z eurokratami – każdy przeciąga linę na swoją stronę i próbuje coś ugrać dla swoich mocodawców. Jesteśmy świadkami przepychanek i bezpardonowej walki pomiędzy tymi grupami interesu. Działania tych wszystkich sił przenikają się w unijnej polityce, a ponieważ ich interesy niejednokrotnie są sprzeczne, to często unijne regulacje również są ze sobą sprzeczne. Na przykład najpierw jednym przepisem zmusza się ludzi do instalacji pomp ciepła, a zaraz potem drugim przepisem chce się zakazać gazów fluorowanych, bez których pompa ciepła nie może działać. I tu nie chodzi o żaden dogmatyzm, tylko o grube interesy, takie jak handel dwutlenkiem węgla w atmosferze, które załatwiane są pod wygodnym pretekstem klimatyzmu, co udało się ludziom wmówić wieloletnią propagandą i ci w końcu w to uwierzyli.

Obecnie ok. 20 proc. Polaków byłoby skłonne uznać wyjście z UE za dobre dla Polski. Czy to dużo, czy mało?

– Moim zdaniem to bardzo mało, ale jest to efekt tej właśnie wieloletniej propagandy wtłaczanej w mózgi ludzi dzień w dzień przez już jakieś 30 lat. Jeszcze w latach 90. przepaść w dobrobycie pomiędzy Europą Zachodnią a Polską była tak wielka, że niemal wszyscy chcieli, żeby i u nas było jak na Zachodzie. Propaganda przedreferendalna utwierdziła Polaków w przekonaniu, że wkrótce – za 10, a maksymalnie za 15 lat – po tym jak wejdziemy do Unii, będziemy tak bogaci jak oni. A jak jeszcze sypną dotacyjnym groszem, to w ogóle od razu będzie raj. Nic takiego oczywiście się nie stało – w 2021 roku eksperci Warsaw Enterprise Institute przewidywali, że Polska może dogonić Niemców już za… 34 lata, a wzrost dobrobytu w Polsce nie zawdzięczamy unijnym dotacjom ani tym bardziej regulacjom, a wyłącznie ciężkiej pracy Polaków. W pewnym stopniu z pewnością pomógł w tym dostęp dla polskich firm do wspólnego rynku. Propaganda rządu Leszka Millera stręczyła Polakom UE też tym, że po anszlusie będą mogli pracować na dobrobyt zachodnich społeczeństw. Tak się niestety stało. Do pracy wyjechało ponad 2 miliony Polaków, którzy zamiast budować bogactwo Polski, pracują na dobrobyt obcych.

Natomiast odtrutką na te wszystkie „działania informacyjne” i inne kłamstwa ze strony polskich i unijnych polityków i urzędników oraz jej apologetów ma być kampania AkcjaEwakuacjaZeu, której celem jest doprowadzenie w ciągu pięciu lat do zmniejszenia poparcia Polaków dla Unii z ok. 80 proc. do nie więcej niż 50 proc. A moja książka daje konkretne argumenty, by móc przekonać niezdecydowanych do tego, że Unia Europejska prowadzi nas na skraj przepaści finansowej, odbierze nam wolność i jakiś tam dobrobyt, który sami wypracowaliśmy przez te trzy i pół dekady, które minęły od tzw. transformacji ustrojowej. Na ulicach widzimy, że zrozumieli to już rolnicy, którzy swojego protestu nie skierowali przeciwko polskiemu rządowi, a Unii Europejskiej i jej Zielonemu Ładowi. Dodam, że w mojej książce analizuję i porównuję sytuację rolników przed członkostwem i teraz. Na przykład żeby kupić ciągnik, w 2004 roku rolnik musiał sprzedać 13,2 ton świń, a w 2022 roku – już 48,7 ton świń! Oznacza to wzrost ceny o 269 proc.! Nie inaczej jest w przypadku mleka. Żeby kupić ciągnik, w 2004 roku rolnik musiał sprzedać 63,6 tys. litrów mleka, a w 2022 roku – już 142 tys. litrów mleka, czyli 123 proc. więcej. Pamiętajmy, że to rolnicy dostali najwięcej dopłat z Brukseli i według propagandy to oni mieli być tym największym wygranym członkostwa Polski w Unii. A tymczasem skutek jest opłakany. Liczba gospodarstw rolnych spada w zastraszającym tempie, a z danych GUS wynika, że udział wartości dodanej brutto rolnictwa w PKB Polski spadł z 3,3 proc. w 2004 roku do 2,8 proc. w 2022 roku.

Czy według pana zbliżające się wybory do Parlamentu Europejskiego mogą być przełomowe, czy jest szansa na odsunięcie ekipy Ursuli von der Leyen i zmianę polityki Komisji Europejskiej? I co może się stać, jeśli do tego nie dojdzie?

– Uważam, że wybory do Parlamentu Europejskiego nic zasadniczego nie zmienią. Tak jak powiedziałem, eurokraci są wyłącznie kukiełkami. Unia Europejska konsekwentnie i metodycznie idzie w kierunku budowy scentralizowanego superpaństwa i żadne wybory nie spowodują, że coś się w tej kwestii zmieni. Nie będzie Ursuli von der Leyen, to będzie inny Timmermans, Van Rompuy albo jeszcze ktoś inny, kto konsekwentnie będzie wdrażał tę samą politykę niemieckiego walca. Według wyliczeń francuskiego Institutu Rousseau na osiągnięcie tzw. neutralności klimatycznej Polska do 2050 roku ma marnować 13,6 proc. PKB rocznie. To 2,4 biliona euro, czyli ponad 10 bilionów złotych. Kwota ta jest niemal dziesięć razy wyższa niż wartość wszystkich unijnych dotacji dla Polski, które przez całe 20 lat wyniosły nieco ponad 1 bilion złotych! Polska nie może nie wdrażać Zielonego Ładu, a za nieposłuszeństwo w tej kwestii grożą olbrzymie kary finansowe od TSUE. Dlatego jeśli mielibyśmy przestać marnować gigantyczne zasoby na Europejski Zielony Ład, doprowadzając do likwidacji wielu firm, a całe rzesze Polaków do ubóstwa, o zamachu na naszą wolność nie wspominając, jedynym rozwiązaniem jest Polexit.

Rozmawiał: Jan Engelgard

Książka Tomasza Cukiernika „Dwadzieścia lat w Unii. Bilans członkostwa” jest do nabycia w księgarni internetowej www.tomaszcukiernik.pl

Myśl Polska, nr 13-14 (24-31.03.2024)