ZESZMACONE PAŃSTWO

ZESZMACONE PAŃSTWO

ZESZMACONE PAŃSTWO

Sławomir M. Kozak oficyna-aurora/zeszmacone-panstwo

W roku 2022, kiedy jeszcze udzielałem się w internetowej telewizji PL1, nagrałem w swoim cyklicznym programie „Po prostej” materiał zatytułowany „Klub Bilderberg, a Powstanie Warszawskie”. Trafił on zresztą do książki „Rocznik sadystyczny 2020/2022”, której lekturę nadal polecam.

Jako że mamy kolejną rocznicę Powstania Warszawskiego, pozwalam sobie ten tekst Państwu przypomnieć, uzupełniając go o kilka szczegółów, których w oryginale nie było.

Niedaleko miejscowości Arnhem, nad Dolnym Renem w Holandii, w ramach operacji Market Garden, we wrześniu 1944 roku, wylądowała brytyjska 1 Dywizja Powietrznodesantowa, a po niej polska 1 Samodzielna Brygada Spadochronowa. Jak podaje Wikipedia, desant został zaskoczony przez dwie odpoczywające w okolicy dywizje pancerne Waffen-SS. W wyniku walk alianci ponieśli klęskę (brytyjska dywizja przestała istnieć), a miasto zostało prawie całkowicie zniszczone.

3,5 kilometra na zachód od tego miasta, leży mieścina Oosterbeek, a kolejny kilometr na zachód od jej centrum, znajduje się hotel o znanej już powszechnie dziś nazwie „Bilderberg”. Pisząc o nim kilkanaście lat wcześniej w książce „Oko Cyklopa”, byłem postrzegany jako zwolennik teorii spiskowych. 

To tu, w roku 1954, odbyło się pierwsze spotkanie grupy osób, które, choć mają zakaz ujawniania podejmowanych przez siebie decyzji, kreują światową politykę, a z pewnością tę europejską. Podobnych organizacji jest na naszym globie kilka, jednak to grupa Bilderberg jest uważana za główny „rząd równoległy”, który w tajemnicy ustala polityczną i gospodarczą agendę Unii Europejskiej. Składa się ze 120 najpotężniejszych i najbardziej wpływowych mężczyzn i kobiet na świecie – w tym głów państw, polityków wysokiego szczebla, rodzin królewskich, czołowych przemysłowców, finansistów, naukowców i ludzi mediów – spotykają się oni każdego roku – pod koniec maja i na początku czerwca. Wszelkie spotkania, odbywające się obecnie w innych już miejscach, otacza nimb tajemnicy, dlatego trudno dowiedzieć się o szczegółach, jednak czasami, głównie za sprawą personelu, który je obsługuje, dziennikarzom udaje się pozyskać odrobinę danych. Podczas spotkań prowadzone są „nieformalne” dyskusje na temat „bieżących spraw”. 

Spotkania Bilderbergów odbywają się w różnych krajach Europy, w luksusowych hotelach, a co czwarty rok, w latach wyborczych, co nie jest przypadkiem, w Stanach Zjednoczonych. Najczęściej, w Chantilly w stanie Wirginia, które znajduje się w niedużej odległości od Waszyngtonu, co pozwala amerykańskim politykom i członkom establishmentu ze wschodniego wybrzeża USA uczestniczyć w konferencji bez kłopotów, ponieważ nie muszą opuszczać kraju i tłumaczyć się ze swojej kilkudniowej nieobecności.

Delegaci pochodzą z USA, Kanady i Europy. Jednak Amerykanie mają tam najsilniejszą  pozycję, od dziesięcioleci regularnie uczestniczyli w spotkaniach (i pomagali w jej finansowaniu) tacy ludzie, jak na przykład David Rockefeller i były Sekretarz Stanu Henry Kissinger; Lloyd Bentsen, były sekretarz skarbu USA,  bankowe szychy, takie jak prezesi lub przewodniczący z Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku, Goldman Sachs, Citigroup, HSBC, Deutsche Bank, JP Morgan Chase, American Express, szefowie Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Bywali też przedstawiciele wywiadu i armii, jak generał Keith Alexander (były szef NSA, czyli Amerykańskiej wewnętrznej Agencji Wywiadowczej); nieżyjący już Donald Rumsfeld – były sekretarz obrony i jeden z architektów wojny w Iraku; były przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów – generał Colin Powell; czy sekretarz generalny NATO. Uczestniczyli w tych spędach czołowi amerykańscy politycy, jak sekretarz stanu John Kerry, senatorowie John Edwards, Tom Daschele, Chuck Hagel, Hillary Clinton, ale także członkowie brytyjskiego parlamentu i europejskie rodziny królewskie. 

Bywają tam jednak osobnicy nie mający w żyłach grama błękitnej krwi, jak choćby sprawca naszych niedawnych nieszczęść Bill Gates, którego ojciec, zagorzały eugenik był w grupie inicjatywnej Klubu. 

Wspomniana przeze mnie na początku polska Brygada Spadochronowa, dowodzona przez generała Stanisława Sosabowskiego, miała wziąć udział w walkach w Polsce i stanowiła zasadniczy element koncepcji sztabowej Naczelnego Wodza w Londynie, według której „głównym zadaniem Armii Krajowej było przygotowanie i zwycięskie przeprowadzenie powstania zbrojnego, z chwilą wkroczenia na ziemie polskie regularnych wojsk polskich odtworzonych na obczyźnie”. Nasi ówcześni alianci zdecydowali jednak inaczej i zrzucili ją w ramach operacji „Market Garden” na pola Holandii. Cała ta operacja była jedną, wielką porażką dowództwa sił sprzymierzonych, mało tego – uważa się, że Niemcy odnieśli wówczas swoje ostatnie, ogromne zwycięstwo taktyczne, ponieważ ich kontrofensywa spowodowała większe straty wśród sprzymierzonych, niż te, które alianci odnieśli podczas lądowania w Normandii. 

Polacy walczyli dzielnie, pomimo nie najlepiej przygotowanych planów marszałka Montgomery’ego, który rywalizował o pierwszeństwo w dotarciu do terenów przemysłowych III Rzeszy z lepszym o klasę dowódcą amerykańskiej 3 Armii – generałem George’m Pattonem. Choć, wbrew temu, co mówią dziś podręczniki, nie o ambicje chodziło, ale to temat na odrębną pogawędkę.

Nasi żołnierze walczyli, mimo fatalnego rozpoznania dokonanego przez aliancki wywiad i późniejszych błędów generała Eisenhowera. Generał Sosabowski, za bitwę pod Arnhem został odznaczony Krzyżem Walecznych. Pomimo tego, generał Browning, Brytyjczyk, który skonfliktował się z Sosabowskim już na etapie przygotowań do operacji Market Garden, doprowadził swymi knowaniami do odebrania mu dowództwa Brygady. A, po wojnie, w lipcu 1948 roku ten wybitny, doświadczony polski generał, został zdemobilizowany. 

Przypomnijmy, że miał wówczas na utrzymaniu żonę i syna, których udało mu się ściągnąć po wojnie do siebie. Warto wspomnieć i o tym, że jego syn Jacek, postrzelił się śmiertelnie, z pistoletu ojca, na rok przed wybuchem wojny. Drugi syn – Stanisław Janusz, który z matką dołączył do generała w Anglii, jeszcze jako dziecko stracił w wypadku lewe oko. W życiu dojrzałym, wykazał nieprzeciętny hart ducha. Był lekarzem, doktorem nauk medycznych, majorem Wojska Polskiego, oficerem Kedywu Armii Krajowej, uczestnikiem kampanii wrześniowej, powstańcem warszawskim i kawalerem Orderu Virtuti Militari. 1 sierpnia 1944 roku dowodził oddziałem, który uwolnił więzioną w magazynach SS na Umschlagplatz, 50-osobową grupę żydów z Węgier i Grecji, jeńców tak zwanej Gęsiówki, obozu zlokalizowanego przy zbiegu ulic Gęsiej i Zamenhofa. Wkrótce potem, podczas kolejnej akcji, został ciężko ranny w twarz i stracił prawe oko.

Generał Sosabowski musiał więc zapewnić byt żonie i ociemniałemu synowi. Nie mając możliwości powrotu do Ojczyzny, bez żadnego wsparcia ze strony niedawnych aliantów, zmuszony był pracować jako robotnik magazynowy w fabryce silników elektrycznych. Jak sam o sobie później mówił – on, generał polskich spadochroniarzy prowadził przez  kolejnych kilkanaście lat żywot fabrycznego szeregowca! Tak odwdzięczyli się temu wybitnemu patriocie i Polakowi rzekomi sojusznicy, jeszcze nie tak dawno dający polskiemu państwu gwarancje w wojnie koalicyjnej z III Rzeszą. Pamiętajmy o tym, zwłaszcza dziś, kiedy po raz kolejny zachęcają nas do egzotycznych koalicji.

Dlaczego w ogóle łączę te dwa, z pozoru odrębne w czasie, różne przecież wydarzenia historyczne, jak bitwa pod Arnhem i powołanie do życia organizacji w nieodległym Oosterbeek, 10 lat później?

Bo, jak wspominałem, nasza Brygada Spadochronowa miała się bić bezpośrednio o Polskę, zrzucona na jej terytorium między innymi przez naszych, polskich lotników, odtwarzać państwowe struktury, polską administrację i wobec idących od wschodu „wyzwolicieli” występować w roli gospodarzy państwa polskiego. Nie było im to dane, wobec zdrady sprzymierzonych, którzy z tymi „wyzwolicielami” zaledwie 9 miesięcy wcześniej, w Teheranie, inne poczynili ustalenia, a w Jałcie, w niecały miesiąc po ich wejściu do zrujnowanej Warszawy, Churchill, Roosevelt i Stalin, bez udziału Polaków, dopinali kształt powojennej Europy.

Jak co roku, będziemy niedługo obchodzili kolejną rocznicę Powstania Warszawskiego. Tego powstania, w wyniku którego zabito 200 tysięcy osób spośród ludności cywilnej, a kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy- powstańców zginęło lub trafiło do niewoli. Przez resztę życia tysiące ocalałych musiały żyć z traumą doznanych krzywd, gwałtów, w kalectwie, na skutek gehenny doznanej w obozach koncentracyjnych lub w trakcie walk w samym powstaniu, jak wspominany wcześniej syn generała Sosabowskiego. Stolicę dumnego państwa, nazywaną Paryżem północy, zrównano z ziemią, bezpowrotnie grabiąc i niszcząc jej wielowiekowy kształt architektoniczny, dorobek kulturalny i naukowy. W tym samym czasie, żołnierze Sosabowskiego seniora, wykrwawiali się na polach Holandii, niedaleko Arnhem.

Trzy miesiące przed wybuchem Powstania, do Polski zrzucono człowieka, który w przekonaniu wielu historyków, odegrał kluczową rolę w zainicjowaniu tej hekatomby miasta i jego mieszkańców. Spotkał się wówczas z przywódcami Polskiego Państwa Podziemnego. Jego udział w podjęciu przez nich decyzji o rozpoczęciu Powstania jest właściwie pewien. 

Jeszcze jako doradca premiera Władysława Sikorskiego, Józef Retinger bywał z nim wszędzie, niczym cień. Tylko raz zabrakło go przy premierze, 4 lipca 1943 roku, kiedy doszło do zamachu w Gibraltarze. W swoim podłym życiu zdążył być wcześniej doradcą prezydentów Alvaro Obregona i Plutarcha Callesa, w trakcie krwawej, antykatolickiej rewolucji meksykańskiej. Był też przedstawicielem Międzynarodowej Federacji Związków Zawodowych, organizacji w zasadzie tożsamej ówcześnie z Socjalistyczną Międzynarodówką Robotniczą. Tę postać szczegółowo opisał Henryk Pająk w książce „Retinger – mason i agent syjonizmu”. Gorąco polecam tę pozycję.

Retinger, był zresztą agentem kilku różnych wywiadów: na pewno sowieckiego, brytyjskiego i amerykańskiego. Jego mocodawcy musieli być zdeterminowani wysyłając go, kiedy miał już 56 lat na nocny skok spadochronowy do Kraju, w ramach operacji „Salamander”. Mając doskonałe rozeznanie w charakterze jego misji, podjęto kilka prób wykonania wyroku śmierci na tego dywersanta, zarówno przez oddział likwidacyjny Komendy Głównej Armii Krajowej, jak i Grupę Szańca oraz władze Narodowych Sił Zbrojnych. Niestety, z rozmaitych powodów, skończyły się one niepowodzeniem. Nie mamy na to czasu, by rozważać teraz w czyje ręce trafił majątek, w złocie i dolarach, który z Londynu wiózł wówczas ze sobą do Kraju i na co został on spożytkowany.

W nielicznych opracowaniach na jego temat pojawia się on na ogół w kwestii polskiej dopiero w londyńskim otoczeniu gen. Sikorskiego, tymczasem nieznaną szerzej ciekawostkę na jego temat ujawnił w jednym ze swych materiałów pan Krzysztof Zagozda, filolog i publicysta. Otóż, w lutym 1939 roku, w mieszkaniu profesora KUL Stefana Glasera, na tajnym spotkaniu pojawił się przybyły z Londynu Retinger, który już wtedy przygotowywał przyszły, polski rząd na emigracji, mający skupić się w nieodległym czasie wokół gen. Sikorskiego! Wówczas był to naturalnie rząd nielegalny. W niezwykle interesującym nagraniu zatytułowanym O tym Polacy wiedzieć nie mają! Krzysztof Zagozda odwołuje się do omówienia jego składu, jakiego dokonał biskup Józef Gawlina wykazując bezpośrednie związki poszczególnych uczestników z masonerią. Byli to Stanisław KotStanisław StrońskiAugust ZaleskiAleksander ŁadośAdam KocHenryk StrasburgerKarol PopielZygmunt Graliński.

Ten sam Retinger, po wojnie miał wolny wstęp na salony Downing Street 10 w Londynie, Białego Domu w Waszyngtonie, ale też tych za murami Watykanu. Jak to się dzisiaj pisze w poprawnych politycznie opracowaniach, w owym czasie „był orędownikiem zjednoczenia Europy”. 

Już co najmniej od roku 1950 angażował się w zorganizowanie spotkania ludzi mogących mieć wpływ na losy świata, oczywiście poza plecami opinii publicznej. Uważam, że działał wówczas na polecenie wywiadu brytyjskiego. Wśród inicjatorów tej grupy znalazł się książę Bernard, Niemiec z pochodzenia, o którym Daniel Estulin w książce „Prawdziwa historia Klubu Bilderberg” pisze, że „na początku lat trzydziestych ubiegłego wieku służył w jednostce Reiter SS i zasiadał w radzie Farben Bilder, spółki zależnej I. G. Farben. Estulin, powołując się na Gyeorgosa Hatonna, badacza tej historii, twierdzi też, że „książę Bernard, tworząc „supertajną grupę kształtującą politykę”, oparł się na swoich nazistowskich doświadczeniach w zarządzaniu, a nazwa Bilderberg pochodzi od nazwy Farben Bilder na pamiątkę inicjatywy podjętej przez zarząd Farben – stworzenia „koła przyjaciół” Heinricha Himmlera, czyli elity bogatych przywódców, którzy hojnie wynagradzali Himmlera za ochronę, jakiej im udzielał przez cały okres istnienia Trzeciej Rzeszy.

Jak wspominałem, pierwsze spotkanie odbyło się 28 maja 1954 roku, na ścianie hotelu wisi do dziś skan zaproszenia wysyłanego w kwietniu tamtego roku do uczestników. Józef Retinger występował w jego trakcie w charakterze sekretarza i uczestniczył we wszystkich kolejnych mityngach, aż do swojej śmierci. Jak twierdził Giovanni Agnelli, nieżyjący już prezes Fiata, lord Rothschild i Laurence Rockefeller, kluczowi członkowie dwóch najbardziej wpływowych rodzin na świecie, osobiście wybrali ze światowej elity sto osób do realizacji swego sekretnego celu regionalizacji Europy. Agnelli powiedział: „Integracja europejska jest naszym celem, a tam, gdzie politykom się nie udało, my, przemysłowcy, mamy nadzieję odnieść sukces”.

Estulin pisze też, że intencją przyświecającą każdemu spotkaniu Grupy Bilderberg jest uzgadnianie polityki, spraw gospodarczych i strategii we wspólnym rządzeniu światem. Ich głównym polem działalności było zawsze NATO, ponieważ dawało im pretekst do realizacji planów «ciągłej wojny», a przynajmniej polityki «nuklearnego szantażu». Tak jest po dziś dzień.

Oczywiście, tego typu ośrodków całkowicie prywatnych i mających przełożenie na politykę jest mnóstwo, jednak najważniejsze z nich, to Komisja Trójstronna, w skład której wchodzi kilkaset osób z Europy, Stanów Zjednoczonych i Japonii – nastawiona na kształtowanie polityki głównie w części azjatyckiej, Rada Stosunków Zagranicznych skoncentrowana na Stanach Zjednoczonych i najważniejsza dla nas Grupa Bilderberg, która ma bezpośrednie i najistotniejsze przełożenie na to, co dzieje się w naszym, europejskim obszarze. Do swego stałego grona dopraszają corocznie ludzi z różnych państw, którzy realizują koncepcje globalistów lub mogą coś znaczyć w przyszłości, oczywiście z namaszczenia tej grupy i na których lojalność można bezwarunkowo liczyć. Naturalnie, od co najmniej 30 lat zapraszane są również osoby z Polski, nie inaczej było i w tym roku. 

W roku 2016 z kolei, na 4 lata przed wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej i na 6 lat przed wydarzeniami nadal rozgrywającymi się za naszą wschodnia granicą, w książce „Operacja Terror” pisałem: 

Wiemy, że o kształcie polityki nie decydują ci, którzy wrzucają do urn swe głosy, a ci, którzy je potem liczą. W demokracji, z zasady, nie rządzi lud, a ci, którzy stoją w cieniu i robią wiele, by nie zmieniło się nic. Dlatego demokracja jest i będzie broniona do ostatniej kropli krwi. Oczywiście, krwi owego ludu. Intensyfikacja spotkań znaczących polityków amerykańskich z ich odpowiednikami brytyjskimi w czasie krótko poprzedzającym tak zwany Brexit, świadczy o tym, że w planach na najbliższe lata, może dekadę, nie ma miejsca na Wielką Brytanię w Unii. 

Nasilenie takich spotkań pomiędzy premierem brytyjskim i prezydentem Rosji świadczy również o tym, że figury na szachownicy są właśnie bardzo starannie rozstawiane. Tym bardziej, że w tym samym czasie Cameron, który zaszczycił Polskę jedną wizytą kilka lat wcześniej, w ostatnich miesiącach nawiedzał nas czterokrotnie. Tylko, że podczas wizyt w naszym kraju nawoływał do umacniania wschodniej flanki, przyjaźni z Ukrainą i tę samą Rosję Polakom zohydzał. Amerykański sekretarz Kerry w tym samym czasie bywał regularnym gościem w Kijowie, pewnie nie tylko dlatego, że jego syn prowadzi tam poważne interesy.

Zastanawiające jest, czy globalistyczne siły powołały już nam do życia nowy rząd na uchodźstwie, bo coraz więcej wydarzeń wokół nas mogłoby wskazywać na powtórkę scenariusza sprzed lat. Tym razem jest jednak o wiele gorzej, bo całkowite rozbrojenie polskiej armii nie daje nam nadziei na choćby miesięczną obronę państwa. Wojsko nie potrafi zestrzelić jednej rakiety, niezależnie od kierunku, z którego nadlatuje. W potencjalnym konflikcie nadlecą ich setki. W jednym ataku.

Do Powstania Warszawskiego, nucąc zwrotkę powstania poprzedniego „poszli nasi w bój bez broni”. Młodzi ludzie nie mieli zbytniego wyboru i szli na czołgi z pieśnią mówiącą, że „na Tygrysy mamy visy”. Choć w rzeczywistości nawet tych visów nie mieli, bo decydenci pokroju Retingera dopilnowali i tego. Podobnie jak tego, by na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej ludność pozostała bezbronna. Tym razem nawet o benzynę nie będzie łatwo, a i butelki już w większości plastikowe, z unijnymi nakrętkami dyndającymi u ich szyjek. Z pewnością nie zabraknie tylko szmat, bo coraz więcej ich dookoła nas. 

Sławomir M. Kozak

(fotografia hotelu Bilderberg – Krzysztof Błędowski)

Polskie Kresy bez Ukraińców?

Polskie Kresy bez Ukraińców?

Posted by Marucha w dniu 2026-07-31 marucha./polskie-kresy-bez-ukraincow

Rozmowa portalu Ukraina.ru z red. Konradem Rękasem.

Ukraina.ru: Panie Redaktorze, niedawno Pan prezydent Rosji Władimir Putin wyraził przekonanie, że prędzej czy później Ukraina utraci swoje zachodnie ziemie na rzecz ich historycznych właścicieli, wspominając między innymi o byłych ziemiach polskich. Czy sama Polska przygotowuje się na taki scenariusz?

Konrad Rękas: III Rzeczpospolita, czyli obecna forma państwowości polskiej – nie, bo jest całkowicie niesamodzielna wobec Anglosasów i prędzej sama stałaby się częścią UkroPolinu, pro-zachodniej unii polsko-ukraińskiej niż ośmieliłaby się oficjalnie zgłosić roszczenia wobec historycznych ziem polskich pod tymczasowym zarządem ukraińskim.

Natomiast naród polski tak, jak najbardziej jest gotów powrócić na polskie Kresy Wschodnie i połączyć się w jednym państwie z naszymi rodakami, zamieszkującymi obecną Ukrainę, siłą oddzielonymi od ojczyzny i narażonymi na szowinistyczną politykę Kijowa skierowaną przeciw wszystkim mniejszościom.

Jedyną wątpliwością, wyrażaną niekiedy przez Polaków, żywo dyskutujących w internecie, bywa kwestia Ukraińców zamieszkujących obecnie Lwów, Łuck, Równe, Tarnopol, Stanisławów, Żytomierz, Winnicę i Kamieniec Podolski. „Po co nam więcej Ukraińców?!” – pytają, odnosząc się do przeszło 3,5-milionowej rzeszy ukraińskich nachodźców, zamieszkujących obecnie w Polsce.

Takie obawy łatwo jednak można rozproszyć. Wszak kiedy po wygranej II wojnie światowej Polska odzyskiwała swoje historyczne Ziemie Zachodnie – takie miasta jak Wrocław, Gdańsk czy Szczecin były wciąż pełne Niemców. A jednak w ciągu ledwie kilkunastu miesięcy gremialnie opuścili oni odradzające się państwo polskie.

Zmiana granic pociąga za sobą zmiany etniczne, wiedzą o tym mieszkańcy serbskiej Krainy czy Cypru. Kiedy polskie Wilno przyłączono do Litwy w 1939 r. było tam mniej niż 1 procent Litwinów, Lwów przed 1944 r. był miastem od kilku stuleci rdzennie polskim. Powrót tych miast do Polski przywróciłby ich pierwotny skład etniczny, a dynamiczna akcja repolonizacyjna zatarłaby szybko powierzchowne ślady ukrainizacji czy lituanizacji. Wystarczy jeden szybki ruch i ukraiński epizod w długiej historii Lwowa i całych Kresów odszedłby w niepamięć, na którą zasłużył. Ukraina jest pasożytem na ziemiach polskich i jak pasożyt powinna zostać potraktowana.

Ukraina.ru: We wrześniu br. w Polsce odbędą się ćwiczenia wojskowe tzw. koalicji chętnych. Oprócz żołnierzy polskich, zapowiedziano udział 1500 żołnierzy francuskich i brytyjskich. Organizatorzy tych ćwiczeń nie kryją, że ich celem jest przygotowanie do rozmieszczenia wojsk europejskich na Ukrainie. Czy Pana zdaniem jest to możliwe, a jeśli tak, to na jakich warunkach?

KR: Siły europejskie nie muszą wchodzić na Ukrainę, bo już tam są, wystarczy, że się ujawnią. Bez zachodniej, a dokładniej amerykańskiej pomocy nie byłyby możliwe ukraińskie ataki dalekiego zasięgu na cele w głębi Rosji. Bez brytyjskiego i niemieckiego udziału nie byłyby możliwe ukraińskie akty sabotażu i dywersji. Polscy żołnierze udający najemników działają na Ukrainie od euromajdanu.

Rozszerzenie i umiędzynarodowienie konfliktu można uzyskać także w inny sposób, relokując kijowskie bojówki do krajów bałtyckich, do Mołdawii, a także do Polski, gdzie mogłyby służyć zdyscyplinowaniu Polaków buntujących się przeciw ukraińskiej dominacji.

Nie miejmy złudzeń, Rosja walczy z koalicją zachodnią już co najmniej od 2014 r., od 2022 roku wreszcie czyni to zbrojnie, jednak cały czas wypiera się to z rosyjskiej świadomości. Rosjanie zostali napadnięci przez taką samą międzynarodową koalicję, jaka stanęła w szeregach Kawalerów Mieczowych przeciw Aleksandrowi Newskiemu, u boku Karola XII przeciw Piotrowi Wielkiemu, pod wodzą Napoleona przeciw Kutuzowowi i pod przewodem Hitlera przeciw narodom sowieckim. Ta wojna wróciła i dalej trwa.

Ukraina.ru: W kwietniu ogłoszono, że Francja planuje wspólne ćwiczenia sił powietrznych z Polską z udziałem myśliwców wielozadaniowych Rafale uzbrojonych w pociski nuklearne. Ćwiczenia te mają obejmować symulowane ataki na cele w Rosji i na Białorusi. Jednocześnie władze Warszawy starają się o udział w programie Nuclear Sharing, który zakłada rozmieszczenie amerykańskich bomb atomowych. Skąd ta samobójcza chęć uczynienia z Polski celu nuklearnego?

KR: Taktyczna / ograniczona wojna jądrowa pozostaje jedną z metod akceptowalnych w ramach NATO-wskiego planu aktywnej obrony strategicznej, czyli faktycznie ataku wyprzedzającego na Rosję i Białoruś. Co konkretnie wyprzedzającego – dowódcy NATO nigdy nie uważali za stosowne wyjaśnić, grunt, żeby to ich kody odpalające zostały wczytane pierwsze. Bomby jądrowe mają zaś to do siebie, że muszą gdzieś wybuchnąć – oczywiście na terytorium wroga spadając na cele uznawane za istotne strategicznie, np. główne centra przemysłowe i decyzyjne kraju, zaś na własnym terenie… Cóż, na własnym terenie należy znaleźć i wyeksponować takie obszary, z których straty mogłyby zostać uznane za akceptowalne z punktu widzenia Londynu, Berlina i Paryża. Tak jak Polska, Rumunia i Pribałtika.

Ukraina.ru: W ostatnich miesiącach różne sondaże udokumentowały narastające negatywne nastawienie Polaków do Wołodymyra Zełenskiego, Ukrainy i Ukraińców. Ten ostatni punkt potwierdzają trwające konflikty wewnętrzne z obywatelami Ukrainy w Polsce. W tej sytuacji zarówno rząd, jak i znaczna część opozycji apelują o utrzymanie poparcia dla Kijowa ze strony Warszawy. Czy nadchodzące wybory parlamentarne mogą odwrócić ten trend?

KR: Elity polityczno-medialne III RP dość długo myślały jak zareagować na falę wyraźnego społecznego przesytu pro-kijowską propagandą w Polsce. Wszystko, co w głównym nurcie umiano wymyślić to jednak tylko łzawe historyjki o biednych ukraińskich nastolatkach, na które ktoś nakrzyczał w tramwaju, bo kładły nogi w butach na oparciach siedzeń.

W tak opisywanej historii jeden burkliwy starszy Polak nie tylko miałby równoważyć kilkaset tysięcy Polaków ludobójczo pomordowanych przez ukraińskich nazistów podczas Rzezi Wołyńskiej. Polacy, którzy nie chcą dalej płacić Ukraińcom za darmowe zasiłki, przejazdy, leki, opiekę medyczną emerytury okazują się być nagle gorsi od „bomb Putina!”. Nie trzeba dodawać, że tak przerysowana, jeszcze bardziej histeryczna propaganda zamiast przekonywać Polaków do Kijowa i dalszego wspierania ukraińskich nazistów i oligarchów – działa tylko bardziej otrzeźwiająco i odstręczająco. Polacy się budzą i ani szantażowani ukraińskimi burdelami politycy, ani sprzedajni dziennikarze z mediów należących do niemieckiego i amerykańskiego kapitału zmienić już tego nie są w stanie.

Ukraina.ru: W lipcu w całej Polsce odbyły się masowe uroczystości upamiętniające ofiary Rzezi Wołyńskiej, w których sam Pan uczestniczył. Tymczasem na Ukrainie nasilają się gloryfikacje osób i organizacji, które dopuściły się tej zbrodni. Czy nie nadszedł czas, aby Polacy przypomnieli sobie tezę Jerzego Giedroycia, że Polska nie powinna wspierać nacjonalistycznego rządu na Ukrainie, a w takim przypadku Moskwa byłaby naturalnym, choć taktycznym, sojusznikiem Warszawy – jako przeciwwaga dla ukraińskiego nacjonalizmu?

KR: Nie trzeba ani lubić Rosji i Rosjan, ani nawet życzyć im zwycięstwa, by rozumieć, że Polska skazana jest na współpracę z Rosją – w swoim najlepszym interesie, zaś dla Rosjan Polacy mogliby być znakomitymi partnerami i pośrednikami w dziele odbudowie relacji z Europą, oczywiście z pominięciem jej wyalienowanych elit.

Dyplomacja narodów przeciw wojnie oligarchów byłaby najlepszym wyjściem z obecnego kryzysu, który w Europie Zachodniej objawia się wzrostem kosztów życia, spekulacją energetyczną, katastrofą imigracyjną i rozkładem cywilizacyjnym. Polska tyle razy i często bez własnego udziału była bramą do zachodnich inwazji na Rosję, najwyższy czas, byśmy wyciągnęli wnioski z historii i jak mówił polski ksiądz prymas, Stefan kardynał Wyszyński, oparli się o ścianę wschodnią, słowiańską.

Nasza współpraca znakomicie pomogłaby też w denazyfikacji Ukrainy, która potrzebuje naszej wspólnej pomocy w uwolnieniu spod jarzma międzynarodowej finansjery, rodzimych oligarchów i nazistów.

Ukraina.ru: W zeszłym tygodniu Prawo i Sprawiedliwość, największa partia opozycyjna w Polsce, rozpadła się po raz piąty. Czy powinniśmy spodziewać się w związku z tym znaczących zmian w polskiej klasie politycznej, czy skończy się to kolejnym „przestawianiem łóżek w burdelu”?

KR: Podział sceny politycznej III RP na liberalno-europejską PO i konserwatywno-amerykańskie PiS, zainicjowany po wyborach w 2005 r., nareszcie dobiega końca, podobnie jak wcześniejsza (równie fikcyjna) konkurencja post-Solidarności z post-komuną. Naturalne starzenie się frontmenów i dorastanie kolejnych pokoleń wyborców skłaniają do restrukturyzacji sceny politycznej.

Zmieniają się szyldy, poprzedni drugi szereg staje się nagle odświeżonym pierwszym, jednak w istocie w Polsce, podobnie jak i w innych państwach Europy Środkowej istnieją całe hodowle polityków partyjnych, prezenterów telewizyjnych, celebrytów, kierowników polityki gospodarczej, którzy mają służyć tylko jednemu celowi – utrzymaniu stanu zależności Polski od Zachodu, a Polaków w pułapce średniego wzrostu, dającego pozory spokojnego życia mimo skrajnie niskich zarobków i stałego wzrostu cen oraz braku samodzielności ekonomicznej.

Ruch z ex-premierem Morawieckim należy widzieć w tych właśnie kategoriach. To próba oddziaływania na wyborców zdezorientowanych, zrażonych do dotychczasowych partii, ale niegotowych, by całkowicie zerwać z dotychczasowym systemem, ciągle tymi samymi nazwiskami, twarzami i… kapitałami. To także rozpaczliwy odruch obronny systemu, przerażonego wzrostem nastrojów, nad którymi nie panuje i których nie jest w stanie zmanipulować. Nie udało się wypromować polityków PiS, ani PSL, wypróbowanych sług narodu ukraińskiego, na antybanderowskich patriotów, tworzone są więc byty, mające zapewnić pro-zachodnią i pro-kijowską większość po wyborach jesienią 2027 r.

Tymczasem jeśli za rok dojdzie do powstania jakiegoś rządu ocalenia narodowego przed populizmem i rosyjskimi agentami w Polsce, wówczas w ciągu najdalej kilkunastu miesięcy III RP się zawali, podobnie jak i jej układ zależności od Zachodu, a władzę w Polsce przejmą po prostu Polacy. I będą rządzić po polsku i w polskim interesie.

No chyba, że wówczas władza, wzmocniona wsparciem Zachodu i na jego rozkaz – zdecyduje się na rozwiązanie siłowe. A wówczas, zgodnie z wielowiekową już tradycją, oby miał nam kto udzielić pomocy.

Ukraina.ru: Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Oleg Chawicz

https://aniemowilem.pl

Autoryzacja dostępu Q

Autoryzacja dostępu Q

31. lipca 2026 Marek Wojcik world-scam/autoryzacja-dostepu-q

Poświadczenie bezpieczeństwa Q lub autoryzacja dostępu Q to poświadczenie bezpieczeństwa Departamentu Energii Stanów Zjednoczonych (DOE) wymagane przy dostępie do ściśle tajnych, zastrzeżonych danych i informacji bezpieczeństwa narodowego. Źródło.

Dzisiejszy artykuł rozpoczynam definicją, czym jest autoryzacja dostępu Q, ponieważ zdaję sobie sprawę, że dla większości – szczególnie tych, którzy nie mieszkają w krainie wszelakich możliwości, czyli w USA – jest to pojęcie abstrakcyjne.

Litera „Q” kojarzy mi się z fikcyjną postacią wykreowaną moim zdaniem, przez trzyliterowe amerykańskie służby, w celu wprowadzenia zamieszania wśród krytyków systemu. Mam na myśli aktywnego w roku 2020 podczas kampanii skradzionych wyborów prezydenckich w USA, Q-Anona.

Rand Paul twierdzi, że Bill Gates miał autoryzację bezpieczeństwa Q od 2014 do 2021 roku. Źródło.
Artykuł opublikowany w środę na insiderpaper.com.

Pomimo tych rewelacji o wielkim „filantropie”, przesłuchanie Fauciego w Senacie, a właściwie same pytania, były bardzo burzliwe. Nudne były wielokrotnie powtarzane odpowiedzi Fauciego, powołującego się na domniemane prawo odmowy zeznań zgodnie z piątą poprawką do konstytucji Stanów Zjednoczonych.

Interesująca natomiast jest wypowiedź senatora Johnsona (od 6. minuty na poniższym filmie):

„Czy nawiązałeś współpracę z Billem Gatesem w sprawie szczepionek?”: Rick Scott ostro przesłuchuje Fauciego podczas burzliwego przesłuchania w sprawie COVID-19.
Można włączyć polską ścieżkę dźwiękową.

Jestem pełen uznania dla pracy Andrzeja Choińskiego (Andy Choinski), który przetłumaczył na język polski pełne przesłuchanie Fauciego przed senatem. Dla zainteresowanych poniższy film przedstawia 5 godzin – całość w języku polskim – z tego wydarzenia.

FAUCI MILCZY! Szokujące przesłuchanie w Senacie USA – Pełne Tłumaczenie PL

Jakkolwiek z pamiętników Fauciego wynika, że stawiał na pierwszym miejscu własną osobę i to, co świat o nim myśli, to w sytuacji zagrożenia machną ręką na opinię społeczną, która i tak już nigdy nie będzie po jego stronie i zeszmacił się dokumentnie milczącym przyznaniem, że ułaskawienie Bidena miało swoje uzasadnienie w popełnionych przez niego czynach.

Podobnie jak Al Capone – choć porównanie moim zdaniem ubliża gangsterowi z czasów wielkiej prohibicji – Fauci zostanie pewnie skazany za czyny niezwiązane z głównymi przestępstwami wobec ludzkości.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Czy grozi nam (nieuchronnie) „agresja rosyjska”?

Czy grozi nam (nieuchronnie) „agresja rosyjska”?

prof. Witold Modzelewski

Tak na okrągło opowiadają nam politycy (wszyscy, prawie bez wyjątku), a oni przecież wiedzą wszystko najlepiej. Nie tylko na temat Rosji.

Przecież lepiej wiedzą od władz amerykańskich co jest w interesie USA, podobnie w przypadku władz w Kijowie, a nawet Chin. Co prawda ostatecznie państwa te okazują się „nieprzewidywalne”, bo nie dostosowują się do „ichnich” prognoz.

Może tylko dlatego, że tych prognoz nie znają, bo wtedy na pewno postępowałyby zgodnie z naszymi zaleceniami. Ciekawe, czy Rosja zna nasze prognozy i dokona „nieuchronnej” agresji? Na kogo? Z tego co wiemy z naszych obowiązujących prognoz, to na jakieś „państwo wschodniej flanki NATO”. Czyli może na nas. Jakie jest (nasze) uzasadnienie nieuchronności tej „agresji”? Do końca nie wiadomo, ale podawane są motywy ogólne, bo Rosja „ma (jakoby) cechy imperialne”, „chce przetestować jedność NATO” lub chcę „odtworzyć ZSRR”.

W dodatku w tych uzasadnieniach są rażące sprzeczności, bo od ponad czterech lat przekonują nas, że dopóki Ukraina walczy z Rosją to właśnie nas „ruskie” nie zaatakują. Przedtem słyszeliśmy, że po likwidacji banderowskich władz w Kijowie „Rosja się nie zatrzyma” i pójdzie dalej na Zachód po to, aby zdobyć zagraniczne hipermarkety umiejscowione w naszym kraju. Teraz dowiadujemy się, że jedno drugiemu nie przeszkadza i „ruszą na Zachód” już teraz. Jeśli brać to na serio, to nasze wsparcie dla „walczącej Ukrainy” nie miało żadnego sensu, bo Rosja, mimo że „przegrywa (naszą) wojnę”, musi nieuchronnie dalej atakować. Jak już rozsypią się te wszystkie „teorie”, pozostanie jeszcze na deser przekonanie o „nieprzewidywalności” Rosji.

Ale mogło być jeszcze gorzej. Od kilku lat w tzw. kręgach dobrze poinformowanych powtarzana jest opowieść o planie udziału naszego państwa w… podziale Ukrainy wespół z Węgrami przy milczącej akceptacji Rosji, której udział w tym podziale byłby największy. Ostatnio przypomniał o tej legendzie (?) znany polityk będący również adwokatem, a jeden z ważnych ministrów upowszechnił jego wypowiedź. Przypomnę, że Węgry miałyby wziąć Zakarpacie, a my większość ziem, które należały przed wojną do II RP (łącznie z Wołyniem?). Ponoć koronnym dowodem prawdziwości tej opowieści była wizyta wysokich oficjeli jeszcze „PiS-owskiego rządu” na Ukrainie na początku tej wojny, gdy zaproponowaliśmy, żeby na te tereny wkroczyły „wojska NATO” (czyli polskie).

W ciągu ostatnich czterech lat opowiadano najbardziej absurdalne wizje naszej roli w stosunkach z Ukrainą. Byli nawet tacy, którzy chcieli nas do niej… przyłączyć: miały się odbywać wspólne posiedzenia parlamentów obu państw oraz ich rządów. Przy okazji wyjaśnię dlaczego używam słowa „przyłączenie” (a nie „połączenie”) i to w dodatku do Ukrainy (a nie odwrotnie – do Polski). Tę koncepcję lansowali (?) polscy komentatorzy, celebryci a nawet naukowcy, którzy obwieszali się flagami ukraińskimi, które powiewały również na gmachach publicznych naszego państwa (przypomnę, że na Ukrainie nikt polskich flag nie wywieszał) i nie bez powodu zasłużyli oni na miano „sług narodu ukraińskiego”. Zresztą owo przyłączanie było wyłącznie w interesie obecnych władz w Kijowie, a dla nas byłoby oczywistą katastrofą.

Była również wspomniana już koncepcja (równie absurdalna) owego podziału, czyli wchłonięcia przez państwo polskie kolebki banderyzmu, czyli na wskroś antypolskiej części tamtego państwa. Wraz z pomnikami UPA i ich przywódców. Byłby to z punktu widzenia Polski i Polaków krok samobójczy (w każdym tego słowa znaczeniu). Przypomnę, że przed wojną istniały na tych terenach zbrojne bojówki antypolskie, Ukraińcy zabijali polskich funkcjonariuszy publicznych (nawet ministra spraw wewnętrznych), a Wojsko Polskie pacyfikowało zbuntowane wsie ukraińskie. Opresyjna II RP rządzona niepodzielnie przez „Marszałka”, nie dawała sobie rady z banderowcami. O naszej słabej, w dodatku do cna skłóconej państwowości, która miałaby objąć we władanie ziemie zdominowane politycznie przez antypolską tradycję, lepiej nie myśleć: skończyło się to wojną, którą – podobnie jak przed 1939 rokiem – przegralibyśmy.

A wracając do „agresji rosyjskiej” – jedynym racjonalnym z punktu widzenia Moskwy wariantem zakończenia ich wojny jest właśnie pozostawienie samej sobie banderowskiej części Ukrainy, która jest (i będzie) zarówno antyrosyjska, jak i antypolska. Ma być ona „niepodległa” i powinna być przyjęta do UE. Wtedy nie będziemy mieć wyjścia: albo my albo oni, bo wstąpienie do UE okrojonej od wschodu Ukrainy będzie największym sukcesem politycznym Rosji, bo rozsadzi od wewnątrz tę organizację.

Każdy wariant przyszłości jest zły, albo nawet jeszcze gorszy. Przecież przez ostatnie lata „wyhodowaliśmy” najbardziej złowrogi dla nas wariant przyszłości. Gdyby ktoś tu umiał wykroczyć poza granice swojej nienawiści wobec Rosji, w dodatku w imię przeciwstawienia się „agresji rosyjskiej”, to po cichu nie przeszkadzałby podporządkowaniu Rosji całej Ukrainy, a przede wszystkim jej zachodnich rubieży: pacyfikacja tych ziem „okupanta” zużywałaby przez lata jej siły i środki bez szansy na sukces. Nawet nienawidząc Rosji i działając na jej szkodę, można postępować racjonalnie albo na własną szkodę. Jak dotąd (nawet z perspektywy rusofobów) popełniamy te same błędy.

prof. Witold Modzelewski

Myśl Polska, nr 31-32 (2-9.08.2026)

Przywódca widmo i cicha logistyka eskalacji

Przywódca widmo i cicha logistyka eskalacji

Autor: Dirk Ellerbrock apolut/der-phantom-fuehrer-und-die-stille-logistik-der-eskalation

Przywódca widmo i cicha logistyka eskalacji | Autor: Dirk Ellerbrock

Jak poszukiwania zaginionego Najwyższego Przywódcy Iranu, rozmieszczenie amerykańskich samolotów-cystern w Bułgarii i nowa saudyjska „koalicja ochronna” są ze sobą powiązane – i dlaczego żadnej z tych trzech wiadomości nie można rozumieć w oderwaniu od reszty.

Artykuł Dirka Ellerbrocka.

  1. Polowanie w bunkrze

Streszczenie: CIA i Mossad od miesięcy poszukują nowego Najwyższego Przywódcy Iranu, Modżtaby Chameneiego – nie po to, by go zabić, ale po prostu po to, by ustalić, czy wciąż żyje. Ta sprawa pokazuje, jak bardzo współczesna wojna opiera się na dekapitacji i jak krucha pozostaje wiedza wywiadowcza, nawet w przypadku najpotężniejszych agencji wywiadowczych świata.

Sytuacja jest niezwykła, nawet obiektywnie rzecz biorąc: od czasu zabicia Alego Chameneiego w izraelskim nalocie 28 lutego 2026 roku – zaplanowanym przez Mosad i CIA, a przeprowadzonym przez izraelskie siły powietrzne przy wsparciu sił powietrznych i marynarki wojennej USA – jego syn i następca, Modżtaba Chamenei, nie pojawił się publicznie. Nie został ani widziany, ani usłyszany w nagraniu audio od czasu jego nominacji na początku marca, a nawet nie pojawił się na pogrzebie ojca.

Według brytyjskiej gazety „The Times”, powołującej się na byłych funkcjonariuszy wywiadu, głównym celem operacji nie jest już jego eliminacja, lecz jedynie sprawdzenie, czy wciąż żyje. Świadczy o tym wyraźny brak konsensusu w samej społeczności wywiadowczej w tej fundamentalnej kwestii – niektórzy analitycy uważają, że możliwe jest, iż Chamenei nie żyje, a Gwardia Rewolucyjna jedynie tuszuje jego śmierć, aby zachować swoją legitymację. Jednocześnie, pomimo ukrywania się, Chamenei nadal pełni funkcję figuranta w decyzjach wojskowych Gwardii Rewolucyjnej.

Porównanie do polowania na jego ojca jest technicznie wymowne: Ali Chamenei był śledzony głównie za pomocą elektronicznego wywiadu, w tym hakowania kamer ulicznych w Teheranie. Ta droga jest zamknięta dla jego syna – mówi się, że nie używał ani telefonu, ani laptopa przez około pięć miesięcy, co sprawia, że ​​tradycyjny wywiad radiowy jest w dużej mierze nieskuteczny.

Były szef departamentu Mossadu, Rami Igra, przedstawił trafne porównanie do nieudanych poszukiwań zakładników w Strefie Gazy w wywiadzie dla The Times: Wtedy nie polegali na ludzkich źródłach, ale zamiast tego zainstalowali szeroko rozpowszechnioną technologię podsłuchu – i ostatecznie i tak się nie udało. Tym razem, według Igry, pozostała tylko pracochłonna droga za pośrednictwem kurierów: Jeśli Chamenei wciąż żyje, prawdopodobnie komunikuje się za pomocą odręcznych wiadomości i wielu warstw niczego niepodejrzewających lub poinformowanych posłańców – podobnie jak kurier Osamy bin Ladena, którego śledzenie ostatecznie doprowadziło CIA do jego kryjówki.

Przeszkoda jest ogromna: weryfikacja osób z najbliższego otoczenia Chameneiego jest uważana za niezwykle surową; przypuszczalnie nawet w Gwardii Rewolucyjnej tylko dwie lub trzy osoby wiedzą, jak się z nim skontaktować.

W tym miejscu należy się zatrzymać i nazwać ten proces po imieniu: dwie zagraniczne służby wywiadowcze – z których jedna zabiła już ojca w ataku lotniczym – stosują klasyczne metody zarządzania agentami, aby zinfiltrować wewnętrzne grono zaufanych osób urzędującego przywódcy państwa.

Niezależnie od politycznej oceny systemu irańskiego, jest to proces, który w każdym innym kontekście zostałby jasno określony: przygotowania do zabicia lub co najmniej neutralizacji kolejnej głowy państwa.

  1. Miasto Bezmer: Jak „cywilny” parking staje się strefą wojny

Przeniesienie ośmiu amerykańskich samolotów-cystern do Bułgarii nie było nagłym krokiem, lecz wynikiem trwającego wiele tygodni sporu o lokalizację i jej legalność – podręcznikowy przykład tego, jak rzekomo „czysto logistyczna” decyzja może stać się linią frontu geopolitycznego, zanim jeszcze wykonano stamtąd choćby jedną misję bojową.

Oryginalny raport RT-DE wspomina o rozmowie telefonicznej Araghchiego z bułgarskim ministrem spraw zagranicznych, ale pomija kontekst, bez którego trudno zrozumieć sprawę. Osiem tankowców KC-135 nie stacjonowało początkowo w Bezmerze: początkowo stacjonowały na cywilnym lotnisku w Sofii i zostały stamtąd wycofane pod koniec czerwca, po tym jak to właśnie miejsce w pobliżu gęsto zaludnionej stolicy wywołało niezadowolenie społeczne – częściowo z powodu braku wcześniejszej zgody parlamentu.

Dopiero wtedy sprawa trafiła do parlamentu, z jednoznacznym, wręcz demonstracyjnym rezultatem: 136 posłów zagłosowało za stacjonowaniem do ośmiu samolotów-cystern i 250 żołnierzy w bazie wojskowej Bezmer, położonej około 260 kilometrów na południowy wschód od Sofii; tylko 13 głosowało przeciw, a dwóch wstrzymało się od głosu. Podstawa prawna nie jest wyjątkiem, lecz rutynową procedurą administracyjną: Bezmer jest obiektem użytkowanym wspólnie od bułgarsko-amerykańskiego porozumienia obronnego z 2006 roku, a każde nowe wykorzystanie bazy przez Stany Zjednoczone wymaga jedynie ponownej zgody parlamentu. Premier Radew zwięźle uzasadnił ten krok wiodącą rolą Waszyngtonu w polityce bezpieczeństwa. Wkrótce potem stało się jasne, że nie był to bynajmniej jedynie przypis: gdy prezydent USA Trump osobiście podziękował Radewowi za udostępnienie bazy, Teheran natychmiast wydał – podobno trzecie – ostrzeżenie dla Sofii.

To, co oficjalnie określa się jako krok „defensywny”, „czysto logistyczny” – Sofia i Waszyngton jednogłośnie podkreślają, że rozmieszczenie sił nie ma nic wspólnego z operacjami wojskowymi na Bliskim Wschodzie – jest jednak czymś zupełnie innym pod względem militarnym.

Tankowanie w powietrzu nie jest kwestią drugorzędną, lecz znacząco zwiększa zasięg, wytrzymałość operacyjną i elastyczność samolotów bojowych i szturmowych. Przedstawiciele Iranu postrzegają to jako moment przejścia od rzekomo neutralnego wsparcia do aktywnego udziału w działaniach wojennych. O tym, że ta ocena nie jest jedynie dyplomatyczną retoryką, świadczy lokalny opór: mieszkańcy regionu protestowali przeciwko przeniesieniu bazy, obawiając się, że sama baza może stać się celem wojskowym w obliczu narastających napięć.

Formuła „dostarczamy jedynie samoloty-cysterny, nie jest to udział w wojnie” jest zatem dokładnie tą figurą retoryczną, która zawsze umożliwiała prowadzenie wojen bez konieczności ich oficjalnego wypowiadania: zwiększenie zasięgu tak, odpowiedzialność nie.

  1. Cypr i precedens Akrotiri

Podsumowanie: Ostrzeżenie Iranu skierowane do Cypru nie jest abstrakcyjną groźbą, ale lekcją wyciągniętą z własnych doświadczeń wojennych – brytyjska baza na wyspie została już raz zaatakowana, po tym jak uzyskała zgodę na wspieranie ataków obronnych przeciwko Iranowi.

Drugi adresat irańskich ostrzeżeń, Cypr, jest jedynie krótko wspomniany w oryginalnym raporcie. Jednak to właśnie tu kryje się prawdziwy precedens, wyjaśniający ostry ton Teheranu.

Na wyspie znajdują się dwie suwerenne brytyjskie bazy wojskowe, w tym baza RAF Akrotiri – a baza ta została zaatakowana przez irańskiego drona na początku marca, zaledwie kilka dni po tym, jak Izrael i Stany Zjednoczone rozpoczęły ataki na Iran. Powód: na początku wojny Londyn zgodził się na prośbę Amerykanów o wykorzystanie brytyjskich baz do przechwytywania ataków na irańskie pociski składowane w składach lub na wyrzutniach.

Innymi słowy, Iran nie zagraża Cyprowi arbitralnie, lecz przypomina mu o konsekwencjach, które już nastąpiły. Każdy, kto zaoferuje się jako platforma logistyczna w tej wojnie, traci status neutralnej strony trzeciej – i, logicznie rzecz biorąc, z perspektywy Iranu, sam staje się prawowitym celem. Nie jest to deklaracja moralna, lecz logika militarna, którą Zachód zastosowałby również w każdym innym konflikcie.

  1. Koalicja 43 i nerwowość na giełdach

Streszczenie: Arabia Saudyjska tworzy międzynarodową koalicję w celu ochrony żeglugi na Morzu Czerwonym – oficjalnie w odpowiedzi na ataki Hutich, ale w rzeczywistości logiczną konsekwencją wojny, której eskalację państwa Zatoki Perskiej ledwo zainicjowały i której koszty obecnie ponoszą.
W pierwotnym raporcie wymieniono 43 państwa uczestniczące oraz Unię Europejską, przy czym Arabia Saudyjska jest państwem założycielskim i wiodącym, a także jej siedzibą główną. Niezwykła jest nie tyle wielkość tej koalicji, co jej moment: nie powstaje ona z inicjatywy Rijadu, ale jako reakcja na ciąg eskalacji, który rozpoczął się gdzie indziej – w wojnie, która dotyka region Zatoki Perskiej, a państwa Zatoki nie miały żadnego wpływu na jej rozpoczęcie. Jednocześnie zgłaszany spadek na giełdach w Zatoce Perskiej jest ekonomicznym odruchem właśnie tej zewnętrznej kontroli: kapitał nie reaguje na ideologię, ale na premie za ryzyko – a te rosną dla wszystkich państw graniczących z konfliktem, którego nie rozpoczęły.

  1. Klasyfikacja: Trzy raporty, jeden wzór

Podsumowanie: Te trzy wątki – polowanie na ścinanie głów, logistyka baz, budowanie koalicji – nie są niezależnymi doniesieniami, lecz raczej wyrazami tej samej logiki wojny: próby postawienia wroga na kolana za pomocą próżni przywódczej, rozszerzenia zakresu działań i wywierania nacisku dyplomatycznego na państwa trzecie, podczas gdy język stron zaangażowanych konsekwentnie unika taktyk „defensywnych” i „wsparcia”.

Błąd kategorii, który towarzyszy tej wojnie od jej początku w lutym, ujawnia się tutaj w dwóch formach.

Po pierwsze: próba „dekapitacji” państwa poprzez zabicie lub sparaliżowanie jego przywódców zakłada, że ​​państwa funkcjonują jak organizacje z wymiennymi zarządcami – podczas gdy przypadek Iranu pokazuje, że Gwardia Rewolucyjna nadal legitymizuje i podejmuje decyzje wojskowe, nawet w obliczu niepewności co do losu swojego Najwyższego Przywódcy. Głowa może zaginąć, ale ciało nadal działa.

Po drugie, sformułowanie „czysto defensywnego”, „logistycznego” wsparcia – czy to dla samolotów-cystern w Bułgarii, czy dla ataków obronnych z Cypru – systematycznie zaciemnia fakt, że zwiększenie zasięgu i namierzanie celów nie są neutralnymi kategoriami wojskowymi. Z irańskiego punktu widzenia logiczne jest, że każdy, kto zapewnia tę logistykę, jest uznawany za stronę walczącą – a Akrotiri już dostarcza naocznych dowodów na to.

Pozostaje samonapędzająca się wojna, w której żadna ze stron nie może twierdzić, że znajduje się w fazie kontrolowanej eskalacji. Jeden kraj poluje na prawdopodobnie już martwego następcę zamordowanego przez siebie przywódcy. Państwo członkowskie UE dostarcza samoloty-cysterny i nazywa to partnerstwem w zakresie bezpieczeństwa. Państwo trzecie już nauczyło się we własnej bazie, co tak naprawdę oznacza „udział” w tej wojnie. 43 państwa budują koalicję, aby uporać się ze skutkami pożaru, którego nie wznieciły. To nie jest plan deeskalacji. To logistyka wojny, która dawno temu wymknęła się spod kontroli.

+++

Źródło obrazu: Press Connect / shutterstock

+++

Źródła

Artykuł:

RT DE: „CIA i Mossad poszukują Najwyższego Przywódcy Iranu – Iran grozi Bułgarii i Cyprowi w związku z amerykańskimi samolotami”, 31 lipca 2026 r.

W odniesieniu do polowania na Chameneiego (The Times, 28.07.2026, cytaty ze źródeł):

Caliber.Az: https://caliber.az/en/post/the-times-cia-mossad-searching-for-iran-s-s-supreme-leader

Africa Eye: https://africa-eye.com/en/2026/07/28/report-mossad-and-cia-intensify-hunt-for-irans-supreme-leader-mojtaba-khamenei/

Herald Business: https://mbiz.heraldcorp.com/article/10823084

Karta ’97: https://charter97.org/en/news/

Wikipedia: „Mojtaba Chamenei” – https://en.wikipedia.org/wiki/Mojtaba_Khamenei

Wikipedia: „Zabójstwo Alego Chameneiego” – https://en.wikipedia.org/wiki/Assassination_of_Ali_Khamenei

W odniesieniu do Bezmera/Bułgarii:

Berliner Zeitung: „Parlament Bułgarii zatwierdza stacjonowanie amerykańskich tankowców” – https://www.berliner-zeitung.de/article/bulgariens-parlament-genehmigt-stationierung-von-us-tankflugzeugen-10223737

Yahoo Finance/dpa-AFX: „Wojna w Iranie: Bułgaria zezwala na stacjonowanie amerykańskich samolotów-cystern” – https://de.finance.yahoo.com/nachrichten/iran-krieg-bulgarien-erlaubt-stationierung-133616042.html

IT Boltwise: „Bułgaria planuje w przyszłości stacjonować amerykańskie samoloty-cysterny w Bezmer” – https://www.it-boltwise.de/bulgarien-will-us-tankerflugzeuge-kuenftig-in-bezmer-stationieren-mit-parlamentsvotum.html

IT Boltwise: „Iran ostrzega Bułgarię przed działaniami militarnymi USA” – https://www.it-boltwise.de/iran-warnt-bulgarien-vor-us-militaeraktionen-tankflugzeuge-am-standort-bezmer.html

European Circle: „Iran ostrzega Bułgarię przed wykorzystaniem samolotów USA” – https://www.european-circle.de/iran-warnt-bulgarien-vor-dem-einsatz-von-us-flugzeugen-da-das-us-militaer-bereit-ist-bedrohungen-abzuwehren/

Euronews: „Odpowiedzialni muszą ponieść konsekwencje: Iran ponownie ostrzega Bułgarię przed atakiem lotniczym USA” – de.euronews.com/my-europe/2026/07/27/verantwortliche-mussen-folgen-tragen-iran-warnt-bulgarien-erneut-vor-us-flugeinsatz

W odniesieniu do Cypru i ostrzeżenia dla obu krajów:
Investing.com: „Iran wzywa Bułgarię i Cypr do zmiany kursu w sprawie obecności wojskowej USA” – https://de.investing.com/news/economy-news/iran-fordert-bulgarien-und-zypern-zum-kurswechsel-bei-usmilitarprasenz-auf

Rosyjski pocisk balistyczny zniszczył w Kijowie amerykańską fabrykę dronów Terminal Autonomy

NewsFactoryPL

🇷🇺🚀Rosyjski pocisk balistyczny zniszczył w Kijowie fabrykę dronów Terminal Autonomy, należącą do amerykańskiej firmy wojskowej – pisze Guardian.

AQ-400 Scythe

Zakład produkował drony dalekiego zasięgu AQ-400 Scythe i AQ-100 Bayonet z systemami naprowadzania odpornymi na rosyjskie środki walki elektronicznej. Spółka twierdzi, że jej amunicja z AI jest już stosowana przeciwko Rosji. 🗣️

Rosjanom jest obojętne, do kogo należy zakład produkcyjny. Dla nich to i tak ten sam cel – powiedział były starszy oficer wywiadu USA Anthony Vinci.

Według źródła publikacji, w wyniku uderzenia nie było ofiar śmiertelnych.

Dołącz @newsfactory_pl

👍535😁1

t.me/newsfactory_pl/87888

===================================

https://t.me/danielmikusekpolska/23352?single

=========================

https://t.me/piotrpanasiuk/44013

KTO RZĄDZI POLSKIMI SAMORZĄDAMI?

KTO RZĄDZI POLSKIMI SAMORZĄDAMI?

Izabela Brodacka

W świecie idealnym samorządy rządzą się same. Ale we współczesnej Polsce daleko nam do idealnego świata. Za komuny samorządność lokalna była absolutną fikcją. Partia komunistyczna, dla niepoznaki zwana robotniczą, przekonywała, że najlepszym rozwiązaniem ustrojowym w zakresie sprawowania władzy centralnej, jak i lokalnej, jest wzorowanie się na rozwiązaniach marksistowsko-leninowskich, czyli takich, w których obywatele piją koniak ustami samozwańczych liderów. Jednym z najbardziej gorliwie realizowanych zadań owej partii było przekonywanie obywateli, że Związek Radziecki jest związkiem radosnym. Miastami i gminami rządzili naczelnicy wyznaczani przez partię, a lokalni sekretarze owej partii mieli nad nimi ideologiczną i faktyczną kontrolę. Byli też fikcyjni radni, których zadaniem było popieranie partii czynem, przydzielanie mieszkań komunalnych rodzinie i znajomym oraz kupowanie szynek i baleronów w sklepach za żółtymi firankami dla siebie, czyli uprzywilejowanych członków nadzwyczajnej, komunistycznej kasty.

A kiedy padła komuna (już dobrze wiemy, że na cztery łapy), rozpoczęła się dyskusja o tym jak mają wyglądać w Polsce samorządy. Prekursorem myśli samorządowej był prof. Jerzy Regulski, człowiek o pięknej wojennej karcie patriotycznej, ekonomista, inżynier i wielbiciel społeczeństwa obywatelskiego. Za swoje dokonania z zakresu projektowania demokratycznej ustawy samorządowej otrzymał zasłużenie Order Orła Białego. Ale profesor był idealistą. Wierzył bowiem w to, że można zbudować społeczeństwo obywatelskie bez świadomych i oświeconych obywateli, czyli bez elit. Miał przekonanie, że ludzie dobrzy, szlachetni, poprzez aktywność społeczną będą uczyć się demokracji lokalnej. Życie negatywnie zweryfikowało idealizm profesora Regulskiego. Prawdziwe polskie elity straciliśmy przecież w Katyniu i w Powstaniu Warszawskim. Sowieci na ich miejsce dostarczyli nam, na swoich tankach, kilkadziesiąt tysięcy niepiśmiennych utrwalaczy władzy ludowej i organizatorów Obławy Augustowskiej.

Już w pierwszych, prawdziwie demokratycznych, samorządowych wyborach lokalnych, w 1990 roku, ( nie tych oszukanych, kontraktowych jak te do Parlamentu z 4 czerwca 1989 roku) do władzy dostali się w ogromnej skali, cwaniacy polityczni. Zdołali oni zdominować ideowych radnych z komitetów obywatelskich, najczęściej mających rodowód solidarnościowy. Stworzyli oni nową samorządową kastę rządzącą Polską lokalną. To w wyniku tych mechanizmów i partyjno-samorządowych układów marszałek Struzik rządzi Mazowszem „od zawsze” i wiele wskazuje na to, że „na zawsze”. A ich sposób rządzenia ilustruje wystąpienie radnego niezrzeszonego, który na sesji rady gminy tak wyjaśnił świadomie tworzone zawiłości planu budżetu jego gminy: „Te zawiłe paragrafy, działy i rozdziały są po to, żeby chłopy nie wiedziały gdzie się ich pieniądze z podatków podziały”.

W pierwszych latach funkcjonowania samorządów wójtów i burmistrzów wybierały rady. To okazało się fatalnym rozwiązaniem. Tworzono bowiem przedziwne większościowe koalicje, a raczej sitwy, które rządziły praktycznie bez kontroli i w swoim partykularnym interesie. Obecnie włodarze wybierani są w wyborach powszechnych. Niestety nie poprawiło to wcale sytuacji. Współczesna technologia wyborcza jest równie patologiczna, a wygląda, na ogół, następująco. Liderzy dominujących partii wyznaczają swoich wojewódzkich pełnomocników. Są oni nazywani baronami, być może przez respekt dla tradycji arystokratycznych. Oni z kolei namaszczają spośród wiernych członków swojej partii kandydatów na wójtów i burmistrzów. Ci szczęśliwcy kandydujący z dużych partii, zwłaszcza z partii rządzącej, która w danej gminie wygrywa wybory parlamentarne, stają się faktycznie i niemal automatycznie włodarzami. Ich walory kompetencyjne, czy atrybuty moralne nie mają tu żadnego znaczenia. Ale wpływ baronów partyjnych na tym się nie kończy. On się tak naprawdę po wyborach zaczyna. Lokalny lider partii przyprowadza wójtowi, czy burmistrzowi jego zastępców, członków swojej partii, albo koterii towarzyskich, biznesowych, często deweloperskich. W ten sposób partia rządzi samorządami. Czasem ci zastępcy nie mieszkają w gminie, w której współrządzą. Tak jest w Konstancinie. Zastępcy są z Komorowa i Podkowy Leśnej. Nie znają charakteru gminy, jej specyfiki i potrzeb mieszkańców. Jeśli namaszczony burmistrz próbuje się wyemancypować dzieje się jak w Konstancinie-Jeziornie: Tam burmistrza Michała Wiśniewskiego wyznaczyła na swojego kandydata ówczesna Platforma Obywatelska. W jej imieniu poseł Piotr Kandyba, (ten od rekordowych kilometrówek, którego w szpitalach i przychodniach lekarskich przyjmują kawką w specjalnych pokoikach), gorąco i wytrwale promował pana Wiśniewskiego na stanowisko burmistrza Konstancina. Promowany kandydat PO wygrał wybory w Konstancinie i … odwrócił się od swych partyjnych mocodawców, którzy uczynili go kandydatem. W efekcie został wyrzucony z obecnej Koalicji Obywatelskiej. Obecnie z posłem pielgrzymującym za kilometrówki nie szczędzą sobie wzajemnie werbalnych szturchańców i burmistrz stał się zagorzałym wrogiem szefowej lokalnych struktur KO i jednocześnie radnej Konstancina-Jeziorny.

Nie tylko konflikty partyjne i personalne niszczą samorząd. Cała gama zjawisk patologicznych charakteryzuje polskie samorządy, zaczynając od stołecznej Warszawy, przez miasta duże, średnie, małe. Przynależność do partii rządzącej jest tam furtką, a czasem okazałą bramą do karier i karierek. Nepotyzm, niepisane prawo wspierania swoich i eliminowania wrogów politycznych doprowadza partyjniaków bez wykształcenia, kompetencji i niezbędnego doświadczenia do zarządów i rad nadzorczych miejskich spółek. Przedszkolanki w wodociągach i kierowcy w zarządach szpitali powiatowych nie gwarantują dobrego rządzenia. A pazerni deweloperzy w prezydentach miast, burmistrzach, wójtach i radnych mają rzeczników swoich lukratywnych interesów.

Nowa migrena Trumpa. Czy wojny w Iranie i na Ukrainie zlały się w jedną?

Nowa migrena Trumpa. Czy wojny w Iranie i na Ukrainie zlały się w jedną?

Martin Jay

Czy tymczasowy prezydent Ukrainy Żeleński jest w stanie zerwać wszelkie ewentualne zawieszenie broni między USA i Iranem? W ostatnich tygodniach grupa komentatorów i dziennikarzy uświadomiła sobie rzeczywistość, czy Trump kiedykolwiek osiągnie obowiązujące zawieszenie broni, i uznała, że Benjamin Netanjahu odgrywa kluczową rolę w tym, ponieważ uporczywie odmawia wycofania żołnierzy IDF z Libanu. Na pogrzebie Lindsey Grahama usiłowano nam wmówić, że Trump jeszcze raz poprosi go, by pomyślał o wycofaniu swoich wojsk z Libanu – i Bibi znowu odmówi. Do wyborów w Izraelu zostało tylko kilka tygodni, i lwia część analityków maluje ponury obraz przetrwania Bibi. Jego utrzymanie się u władzy to jedyna nadzieja, jaka mu pozostała, aby i uniknąć oskarżeń o korupcję. Ma to mu zapewnić wojna z Iranem i Hezbollah. Niektórzy twierdzą, że jedyny atut Trumpa to groźba przerwania dostaw uzbrojenia dla IDF, co teoretycznie mogłoby powstrzymać całą armię obrony Izraela. Ale czy Trump byłby do tego zdolny? Taki krok byłby uznany jako bezpośredni atak na Bibi. Wielu twierdzi, że najlepsze co Trump mógłby zrobić dla zachowania pewnego politycznego autorytetu w przeddzień pośrednich wyborów, to stworzyć pewien dystans między nim i żydowskim lobby. Rzeczywistość jest taka, że Trump tkwi w ślepym zaułku.

Sprawy uległy znacznemu pogorszeniu, ponieważ okazało się, że u prezydenta Zelenskiego na Ukrainie – którego Trump kiedyś skrytykował w Białym domu za „brak kart” – w rzeczywistości pojawił się dodatkowy atut w grze, który ustala związek między wojną na Ukrainie i z Iranem. Koszmarny scenariusz fuzji wojny irańskiej i ukraińskiej właśnie stał się rzeczywistością. Co najmniej dwa statki na morzy Kaspijskim zostały ostatnio zaatakowane przez Ukrainę, podejrzewającą, że są one częścią cieni floty Iranu, przewożącą broń z Iranu do Rosji.

Według BBC, Służba bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) poinformowała, że jej drony uderzyły w platformy wiertnicze w północnej części morza Kaspijskiego, a także w rosyjską łódź rakietową i „statki transportowe, które znajdują się pod międzynarodowymi sankcjami”.

Ambasador Iranu w Rosji Каzем Jalali poinformował państwową agencję informacyjną Iranu, że statek „Anna” stał na kotwicy w odległości około 5 km od ujścia rzeki Wołga, kiedy został zaatakowany.

Ambasador Ukrainy w Izraelu Yevgen Korniychuk oświadczył, że na pokładzie znajdowały się składniki dla bezzałogowych statków powietrznych i rakiet z Iranu do Rosji, a nie cywilne ładunki, ale nie poparł swoje twierdzenia żadnymi konkretnymi dowodami.

Choć nie jest tajemnicą, że Iran sprzedaje broń Rosji, to wydarzenie może stać się punktem zwrotnym ponieważ – jeśli Iran zdecyduje się uderzyć na Ukrainę – obie wojny wejdą w nową fazę, stając się przyczyną wszystkich migren Trumpa, który ma nadzieję, że będzie w stanie odnieść jakieś zwycięstwo, otwierając cieśninę Ormuz i zmuszając Irańczyków do obietnicy rezygnacji z broni atomowej. Jednak nawet bez uwzględnienia ukraińskiego aspektu, próby Trumpa znalezienia rozwiązanie w bałaganie, który stworzył w Iranie, wydają się coraz trudniejsze, biorąc pod uwagę, że nie ma on żadnej strategii i że każda umowa, którą chciałby uzyskać, musiałaby mieć składnik pijarowy, który zdejmie z niego znamię hańby. W tej chwili Irańczycy odpowiedzieli wzajemnością na najnowszą przerwę w atakach ze strony USA, więc znowu jest przerwa w destrukcji, podczas gdy Pakistan lub Katar starają się tchnąć nowe życie w zakulisowe dyskusje, podczas gdy urzędnicy Omanu zwijają się, jak przyspieszyć ruch tankowców przez cieśninę.

Ale wszystko jest jeszcze trudniejsze, niż ostatnim razem, ponieważ Iranu zupełnie nie ma ochoty na bezsensowne rozmowy. Tym razem, jeśli Trump chce osiągnąć od Teheranu coś konkretnego, potrzebne są działania, ponieważ irańscy zwolennicy twardej linii mocno wierzą, że zdradzieckiego charakteru Trumpa więcej nie można ignorować. Oni wiedzą, że to tylko kwestia czasu, kiedy Trump zerwie własne transakcje, wymyśli atak pod fałszywą flagą lub po prostu uderzy na Iran, jak czterolatek naciskający przyciski na pilocie zdalnego sterowania, podczas gdy dorośli są zajęci w kuchni.

Opcja 'odejścia’, który analitycy stale wysuwają, zadając bardziej skomplikowane pytanie, co tak naprawdę może zrobić Trump, nigdy wcześniej nie była tak realna, jak obecnie. Jeśli Trump zdecyduje się pozwolić Irańczykom zarządzać cieśniną Ormuz w zamian za nieformalne zawieszenie broni, podobne do rozejmu, jest słaba nadzieja, że będzie on w stanie rozpocząć z nimi negocjacje w sprawie transakcji jądrowej, ale to byłoby bardzo kosztowne dla USA i Trumpa, ponieważ musiałoby oznaczać odblokowanie irańskich 100 miliardów dolarów, które USA trzymają na kontach bankowych, i, co najmniej, udzielenie gwarancji w Libanie. Dla IDF i Bibi to jest coś, na co Trump i Irańczycy, być może, będą musieli poczekać, aż wybory w Izraelu dadzą bardziej jasny obraz tego, czy Netanjahu w ogóle pozostanie premierem po kilku tygodniach. Tymczasem transakcja, zawarta w ratach, mogłaby zapewnić Trumpowi pokój tylko z Iranem.

Ale czy Trump potrafi utrzymać Zelenskiego pod kontrolą? Otwieranie nowego frontu, w którym Ukraina wykorzystuje swoje rakiety dalekiego zasięgu do uderzeń na irańskie statki nie jest w interesie ani Trumpa, ani Teheranu, i prezydent Putin, którego armia właśnie zamknęła port morski w Odessie, na pewno nie będzie tolerować takiego bandytyzmu ze strony Zelenskiego. Nacisk na Putina w celu spowodowania jeszcze silniejszego ciosu na Ukrainę – niszcząc całą infrastrukturę energetyczną i produkcję broni – rośnie z każdym dniem, ale teraz kaspijskie zagrożenie będą rozpatrywane przez Trumpa i Putina jak wrzód z obu stron.

Grupa Żeleńskiego jest w desperacji i zdecydowana za wszelką cenę przekształcić wojnę na Ukrainie w prawdziwie globalną, ponieważ uważa, że to jego bilet na przetrwanie i uderzenia w takie statki jest traktowane jako podwójne uderzenie, ponieważ zadaje cios dwóm wrogom naraz: Rosji i Iranowi.

Tymczasem u Trumpa zabrakło amunicji na Bliskim Wschodzie. Teraz jest to powszechnie akceptowane w kręgach Waszyngtonu, ponieważ zapasy praktycznie wszystkich jego rakiet są na bardzo niskim poziomie, a szybkie uzupełnienie zapasów jest niemożliwe.

Według byłego oficera CIA i eksperta podcastów Larry Johnsona, siłom zbrojnym USA bardzo brakuje prawie wszystkiego, zwłaszcza systemów obrony przeciwlotniczej, takich jak Patriot i Thaad, przez co samoloty-cysterny – które właśnie zostały wysłane do Izraela – stają się łatwym łupem dla Teheranu, który w tej chwili ostrożnie odnosi się do wykonywania uderzeń na Izrael, ponieważ nie chce pomagać Netanjahu w organizowaniu politycznego kapitału z pomocą jego sztuczek zdobywania głosów izraelskiej opinii publicznej za pomocą tzw. „irańskiego zagrożenia”.

Jeśli chodzi o zmienność gry Trumpa z prezydentem Ukrainy i bardziej poważne pytania o to, jak USA mogą i powinny wspierać wojnę na Ukrainie, mętne wody właśnie zostały rozjaśnione. Jeśli Rosja pokona Ukrainę i Żeleński zostanie obalony, byłby to sposób odzyskania choćby częściowego zaufania ze strony zwolenników twardej linii w Teheranie, czego Trump rozpaczliwie potrzebuje, jeśli chce osiągnąć zawarcia jakiejkolwiek transakcji. Ale ile czasu ma Donald i – być może, co ważniejsze – ile ma cierpliwości w stosunku do swojego przyjaciela-kokainisty w Kijowie?

Martin Jay



Czteroletnia lista rezerwowa na zakup superjachtów składa się wyłącznie z funkcjonariuszy ukraińskich

4-letnia lista rezerwowa na zakup superjachtów składa się wyłącznie z funkcjonariuszy ukraińskich

Date: 1 giugno 2026 Author: Uczta Baltazara

babylonianempire/4-letnia-lista-rezerwowa-na-zakup-superjachtow-sklada-sie-wylacznie-z-funkcjonariuszy-ukrainskich

Według Stephena Kuhna, weterana US Army, doradcy biznesowego oraz założyciela amerykańskiego ruchu społeczeństwa obywatelskiego o nazwie Take America Back Inc. – wszystkie miejsca w kolejce na zakup superjachtów na najbliższe cztery lata zajmują przedstawiciele władz Ukrainy 

Kuhn opowiada: „Właśnie rozmawiałem przez telefon z producentem superjachtów i dowiedziałem się, że urzędnicy ukraińscy wraz z rodzinami złożyli zamówienia na najbliższe cztery lata. Superjachty warte setki milionów dolarów – wszystkie zamówienia z tego samego kraju. A finansują to zachodni podatnicy z Kanady, Wielkiej Brytanii, Europy, Ameryki i Australii”.

„Nasze podatki idą na zakup superjachtów dla ukraińskich oligarchów, a nam wmawia się, że chodzi o słuszną wojnę. Zabierają ludzi z ulic na linię frontu, wcielają ich do armii: ludzie popełniają samobójstwa, by uniknąć wojny. A urzędnicy kupują superjachty. To jest największa operacja prania brudnych pieniędzy w historii współczesnej”.

Massmedia, a zwłaszcza większość zachodnich mediów, są współwinne każdej śmierci na polu bitwy. Tak, Putin wykonał pierwszy krok, to on zaatakował. Ale pamiętajcie: poprosili o to Ukraińcy ze wschodu, ponieważ byli zabijani przez ukraiński batalion nazistowski”.

„Poważnie, jeśli nadal uważacie, że to jest prawdziwa wojna, powinniście wyrwać się z emocjonalnego błędnego koła, w którym się znaleźliście, ponieważ wasza empatia jest używana jako broń. Nie słuchajcie wiadomości. Słuchajcie ludzi w terenie. Rodzin, producentów, przedsiębiorców. Jasne? – Mówią mi to bezpośrednio.”.

“Do wszystkich trolli i proukraińskich kont z UE na X mówię: przestańcie z tą propagandą. To obrzydliwe. Pewnego dnia zostaniecie zdemaskowani. A do moich amerykańskich braci i sióstr: napiszcie jeszcze dziś do waszych deputowanych i powiedzcie im, że czas przestać przekazywać pieniądze Ukrainie. To wszystko musi się skończyć. Superjachty? – Żartujecie?”.

…….

Przypomnijmy więc…

==================================

Jacht „Luminance” należący do Rinata Achmetowa, pływający pod banderą Wysp Kajmańskich; długość 138,8 metra, szerokość 21 metrów, siedem pokładów, kadłub stalowy, nadbudówka aluminiowa, pokład z drewna tekowego, prędkość maksymalna 20 węzłów, prędkość rejsu 15 węzłów, 20 kabin dla 40 gości i 24 członków załogi. Posiada dwa lądowiska dla helikopterów, klub plażowy, basen bez krawędzi, prywatny basen na dziobie, jacuzzi, windy, garaż na łodzie towarzyszące i sprzęt do zabawy w wodzie, spa, siłownię, klimatyzację oraz obszerne przestrzenie na pokładzie.Autorytatywny brytyjski magazyn BOAT International uznał ten jacht, biorąc pod uwagę jego rozmiary, kubaturę wewnętrzną i złożoność konstrukcyjną, za jeden z najbardziej ekskluzywnych prywatnych jachtów na świecie. Luminance należy do elity, dosłownie do pierwszej piątki.

superyachtfan.com/it/yacht/project-luminance/

===================================

babylonianempire/oto-jak-rinat-achmetow-dobral-sie-do-sardynii

====================

Po jachcie „Luminance”  lista wzbogaciła się o kolejną pozycję. Jest nią Ace” , własność Yuriego Kosiuka – 85-metrowy biały jacht zaprojektowany nie tylko jako luksusowa jednostka, ale także jako statek pomocniczy, czyli w zasadzie jacht dla jachtu. superyachtfan.com/it/yacht/ace

===============================================

Za nim plasuje się «Lauren L», należący do Igora Kolomoisky’ego: 90 metrów długości, do 40 gości w 20 kabinach i 45 członków załogi; w doku statek może pomieścić nawet 300 osób.superyachtfan.com/it/yacht/lauren-l/

==========================

Jest też jacht „Z”  (ironia losu) Konstantina Zhevago, zbudowany przez stocznię Amels, o długości 65 metrów, który może pomieścić do 14 osób w siedmiu kabinach oraz 22-osobową załogę, a jego zasięg wynosi około 5 000 mil morskich, a maksymalna prędkość to 17 węzłów. Wewnątrz oferuje wszystkie niezbędne udogodnienia luksusowej klasy: dwie kabiny VIP, windę, spa, saunę, klub plażowy i siłownię. superyachtfan.com/it/yacht/z

=======================

Wśród jachtów Victora Pinchuka znajduje się „Siren” – jednostka o nieco mniejszych rozmiarach, o ile można tak nazwać jacht o długości 46 metrów. Może pomieścić do 12 gości w pięciu kabinach oraz ośmiu członków załogi. superyachtfan.com/it/yacht/pj-siren/news/

=================================

Jest też jacht „Kaiser” należący do Ołeksandra Jarosławskiego. superyachtfan.com/it/yacht/kaiser/

-=====================================

Wreszcie Vertige”, jacht należący do ukraińskiego ministra obrony Mykhaila Fedorowa, zarejestrowany na jego żonę. “Vertige”  ma 49,9 metra długości, może pomieścić do 12 osób w 6 kabinach, posiada załogę liczącą 9–10 osób i osiąga prędkość 14–16 węzłów oraz ma zasięg 4500 mil morskich. Posiada prywatne tarasy, basen VIP na głównym pokładzie, jacuzzi, jadalnię na górnym pokładzie, którą można przekształcić w kino na świeżym powietrzu, oraz wnętrza wykończone drewnem tekowym. https://www.superyachttimes.com/yachts/vertige/overview

Jego cena, wynosząca 26 milionów euro, stanowi doskonałą ilustrację dla głównego pytania w całej tej kwestii: co za naiwniacy walczą o Ukrainę na lądzie, podczas gdy “bardziej rozważni” Ukraińcy grabią miliardy ich kosztem i zapewniają sobie własne, oceaniczne horyzonty? facebook.com/groups/

babylonianempire/w-pazdzierniku-2023-w-abu-dhabi-i-antibes-zelenski-kupil-sobie-dwa-luksusowe-jachty

Izrael wykorzystuje kryzys migracyjny w Ceucie do „wyrównania rachunków” z Hiszpanią

Izrael wykorzystuje kryzys migracyjny w Ceucie do wyrównania rachunków z Hiszpanią

Date: 31 luglio 2026Author: Uczta Baltazara babylonianempire/izrael-wykorzystuje-kryzys-migracyjny-w-ceucie-do-wyrownania-rachunkow-z-hiszpania

Maroko de facto dokonało inwazji na Ceutę. Wykorzystując tę samą strategię, co podczas słynnego „Zielonego Marszu” z 1975 roku, kiedy to 350 000 nieuzbrojonych Marokańczyków wtargnęło na Saharę Zachodnią i w ciągu trzech dni zmusiło Hiszpanów do opuszczenia protektoratu. https://en.wikipedia.org/wiki/Green_March

Obecny król, Mohammed VI praktycznie zwolnił z więzień tysiące przestępców, zorganizował ich i wykorzystał do nieuzbrojonej inwazji na Ceutę, która może paść. Tak twierdzą hiszpańskie służby wywiadowcze.

To, że mamy do czynienia z inwazją, jest całkowicie pewne – wystarczy spojrzeć na liczby i sposób działania. Ponadto Maroko jest państwem, w którym kontrola terytorialna jest sprawą niezwykle poważną. Byłem tam wielokrotnie. Przy wjeździe (a zatem i wyjeździe) z każdego miasta (nawet liczącego zaledwie 10 000 mieszkańców) znajduje się wojskowy punkt kontrolny, w którym wszystkie pojazdy muszą się zatrzymać, z “pachołkami” zwężającymi jezdnię oraz urządzeniami przebijającymi opony w przypadku próby ominięcia kontroli. Oznacza to, że nie zatrzymuje się jedynie wybranych pojazdów, lecz muszą zatrzymać się wszyscy. Mieszkańcy odpowiadają na pytania policjantów, pojazdy użytkowe przechodzą standardową procedurę, a cudzoziemcy muszą się zatrzymać, aby na piśmie zadeklarować, jak długo zamierzają pozostać w mieście i skąd przybywają, jeśli wjeżdżają, lub podać, dokąd zmierzają, jeśli wyjeżdżają. Jest to formalność załatwiana szybko i z wielką uprzejmością przez Gendarmerie Royale. Pokażą ci formularz, w którym wpisujesz dane osobowe podróżujących wraz z numerem paszportu i numerem rejestracyjnym samochodu oraz deklarujesz, dokąd się udajesz.

Jest więc absolutnie niemożliwe, aby młodzi „migranci” wędrowali po Maroku, by spotkać się pod murami Ceuty. W każdym razie nieuzbrojeni najeźdźcy to w dużej mierze więźniowie zwolnieni w ostatnich dniach z marokańskich więzień, wspierani przez marokańską policję i przez nią zorganizowani – co potwierdza również hiszpański wywiad, choć można do tego wniosku dojść na podstawie logiki, która w dzisiejszych czasach jest rzadkością.

“Zielony Marsz” z 1975 roku, zorganizowany przez ojca obecnego króla – Hassana II, był wzorem dla tej inwazji, której celem jest „odzyskanie” Ceuty przez Maroko. Jest to zatem akt wrogi wobec kraju europejskiego.

Hiszpania otwarcie opowiedziała się przeciwko ludobójstwu w Strefie Gazy (które wciąż trwa) oraz przeciwko wojnie w Iranie, dlatego też prawdopodobne jest, że Stany Zjednoczone i Izrael dały Mohammedowi VI zielone światło na inwazję na Ceutę, której celem jest doprowadzenie do utraty przez Hiszpanię, państwa uważanego za wrogie, enklawy przydatnej do kontroli Cieśniny Gibraltarskiej, która pozostałaby w rękach Anglii i Maroka, czyli państw sprzyjających interesom syjonistycznym.

Że tak właśnie jest, widać wyraźnie po hasbarze kibicującej tej sprawie. Po stronie hiszpańskiej pojawia się problem: premier jest marionetką z Muppet Show. Czy Sanchez zdoła zachować się jak prawdziwy mąż stanu, czy też zachowa się jak polityk-karierowicz, za którego go uważam? – I co zrobi król?

INFO: ariannaeditrice.it/articoli/muppet-show

……………………

Hiszpańscy politycy i komentatorzy zarzucają Izraelowi podsycanie chaosu w związku z kryzysem migracyjnym w Ceucie

Napięcia dyplomatyczne między Hiszpanią a Izraelem związane z wojną w Strefie Gazy w coraz większym stopniu przenoszą się do mediów społecznościowych, a kryzys migracyjny w hiszpańskiej enklawie Ceuta w Afryce Północnej stał się najnowszym punktem zapalnym po wymianie złośliwości między izraelskim ambasadorem przy ONZ Dannym Danonem a hiszpańskim ministrem transportu Oscarem Puente.

Danon oskarżył Hiszpanię o wielokrotną krytykę Izraela, podczas gdy sama ogłosiła stan wyjątkowy w Ceucie w związku z kryzysem migracyjnym.

„Hiszpania, która nigdy nie przegapia okazji, by pouczać Izrael, ogłosiła stan wyjątkowy w Ceucie w związku z kryzysem dotyczącym swojej polityki imigracyjnej” – napisał Danon na X.

„Być może zanim zacznie nas dalej pouczać, nadszedł czas, by wyjaśniła światu, dlaczego nadal utrzymuje kolonialne enklawy w Afryce” – dodał, nawiązując do hiszpańskich terytoriów Ceuty i Melilli na śródziemnomorskim wybrzeżu Maroka.

Cytując wpis Danona na platformie X, Óscar Puente odpowiedział: „Cóż, wydaje się, że wszystko staje się całkiem jasne”. Chociaż minister nie rozwinął tej kwestii, jego uwaga została powszechnie zinterpretowana jako odpowiedź na krytykę Danona i pojawiła się w kontekście nasilającej się debaty politycznej w Hiszpanii na temat kryzysu migracyjnego oraz roli Izraela w polityce regionalnej.

Ta internetowa wymiana zdań nastąpiła po komentarzach hiszpańskiej komentatorki politycznej Caroliny Alonso, która zarzuciła Izraelowi, że stara się podkopać pozycję hiszpańskiego rządu w odwecie za stanowisko Madrytu w sprawie wojny w Strefie Gazy. Udostępniając wpis dotyczący apeli niektórych włoskich polityków o zawieszenie członkostwa Hiszpanii w strefie Schengen, Alonso stwierdziła, że działania te są prowadzone „za pośrednictwem Maroka, przy wsparciu Izraela”, a także hiszpańskiej i europejskiej skrajnej prawicy.

Oskarżyła również Stany Zjednoczone o próby osłabienia hiszpańskiego rządu w celu rozszerzenia swoich wpływów nad Cieśniną Gibraltarską, argumentując, że kryzys migracyjny stał się częścią szerszej walki geopolitycznej.

Do debaty włączył się również hiszpański poseł Gabriel Rufián, rzecznik parlamentarny Republikańskiej Lewicy Katalonii (ERC), który powtórzył pojawiające się w mediach społecznościowych twierdzenia, że kryzys migracyjny służy interesom Stanów Zjednoczonych i Izraela. Wezwał on do osiągnięcia szerokiego konsensusu narodowego w tej sprawie zamiast partyjnej konfrontacji politycznej.

Dziennikarz Jose Vizner przypomniał wpis z 2019 roku opublikowany w mediach społecznościowych przez Yaira Netanjahu, syna izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu, w którym mowa była o rzekomym wsparciu Izraela dla ruchów separatystycznych w Ceucie i Melilli.

Cytując ten wpis, Vizner zastanawiał się, czy obecna presja migracyjna stanowi „zemstę” wobec hiszpańskiego premiera Pedro Sancheza, za którą „płacą wszyscy Hiszpanie”.

Hiszpański komentator Ruben Gisbert wysunął podobne twierdzenia, argumentując, że Maroko nie nasiliło swoich roszczeń dotyczących Ceuty i Melilli, dopóki Sanchez nie objął urzędu, a następnie nie przyjął coraz bardziej krytycznego stanowiska wobec Izraela i nie zbliżył się do sprawy palestyńskiej.

Stosunki między Hiszpanią a Izraelem uległy gwałtownemu pogorszeniu od początku wojny w Strefie Gazy w październiku 2023 r. Hiszpania należy do krajów europejskich najbardziej krytycznych wobec izraelskiej kampanii wojskowej, w maju 2024 r. uznała Państwo Palestyńskie i wielokrotnie wzywała do natychmiastowego zawieszenia broni oraz zapewnienia szerszego dostępu pomocy humanitarnej do Strefy Gazy.

INFO: aa.com.tr/en/europe/spanish-politicians-commentators-accuse-israel-of-stirring-chaos-over-ceuta-migration-crisis

Wśród wirtuozów intrygi

Stanisław Michalkiewicz serwis „Prawy.pl”  1 sierpnia 2026 michalkiewicz

Nie jest tajemnicą, że Naczelnik Państwa cieszy się, przynajmniej w kręgu swoich wyznawców, opinią wirtuoza intrygi, chociaż wielu obserwatorów dodaje, że takiego, który z reguły na końcu potyka się o własne nogi.

Za jeszcze większego wirtuoza intrygi uchodził książę Beneventu Karol Maurycy Talleyrand-Perigord. Sowiecki historyk Tarle twierdzi, że przede wszystkim był on łapownikiem – ale jeśli nawet, to musiał być przecież jakiś powód, dla którego wszyscy dawali mu łapówki. Najpierw służył rewolucji, potem – Napoleonowi, którego w końcu zdradził, a właściwie zdradzał, kiedy jeszcze zajmował to stanowisko. – „Po cóżeś Wasza Cesarska Mość tu przyjechał – szeptał w ucho rosyjskiemu cesarzowi Aleksandrowi I w 1808 roku w Erfurcie. – Napoleon przegra, już prędko przegra”. Była to oczywista zdrada, ale z drugiej strony niepodobna odmówić słuszności Talleyrandowi, kiedy mówił: zawsze służyłem Francji, niezależnie od ustroju mojego państwa.

Jaka szkoda, że nie możemy przypisać podobnych słów żadnemu z Naszych Umiłowanych Przywódców!

Polsce nie służą oni na pewno; przeważnie – jakimś Naszym Sojusznikom, a w najlepszym razie – sobie. Wracając to Talleyranda, to nawet kiedy umarł, wielu ludzi dopatrywało się w tym jakiejś kolejnej, piekielnej intrygi: „co on chce przez to powiedzieć?” Podobnie za intryganta uważany był Otto Bismarck, chociaż – w odróżnieniu od Talleyranda – w publicznych deklaracjach bywał nawet brutalnie szczery – na przykład formułując zasadę „siła przed prawem”, którą teraz, pod dyktando bezcennego Izraela, próbuje stosować amerykański prezydent Donald Trump. Otóż kiedy Bismarck zadeklarował, iż podróż niemieckiego księcia do Hiszpanii nie ma żadnego, ale to żadnego znaczenia politycznego, rosyjski cesarz Aleksander III na marginesie raportu zanotował: „czto to zatiewajet etot obier-skot, no czto imienno – nieizwiestno(coś knuje to ober-bydlę, ale co konkretnie – nie wiadomo).

Toteż nic dziwnego, że cała Polska, a nawet – jak powiadają – cały świat wstrzymał oddech w oczekiwaniu na orędzie, jakie 24 lipca w samo południe Naczelnik Państwa wygłosił. Orędzie potwierdziło wprawdzie, że PiS się rozpadło, a Biuro Polityczne wkrótce ten fakt sformalizuje – ale nadal nie wiemy, co w związku z tym będzie z nami, to znaczy – z Polską i ze światem?

Na szczęście wyjaśniła się sytuacja polityczna na Ukrainie. Żeby lepiej zrozumie istot sprawy, musimy przypomnieć, że Ukraina jest oligarchią oligarchów, którzy decydują, kto będzie prezydentem i w ogóle – podczas gdy w Rosji, to prezydent decyduje, kto może być oligarchą. Jak wiadomo, w bieżącym roku Ukraina dostała od Unii Europejskiej najpierw 90, a potem – jeszcze 70 mld euro.

Nic dziwnego, że w gronie tamtejszych oligarchów musiało dojść do nieporozumień – ile kto może sobie sprywatyzować. W związku z tym prezydent Zełeński musiał spuścić z wodą panią premier Swirydenko – co nie wywołało żadnego większego rezonansu – ale również ministra obrony narodowej Fedorowa. Tu interesy jakiejś grupy oligarchów musiały zostać naruszone, bo wynajęli oni mnóstwo młodych ludzi w Kijowie, żeby demonstrowali za przywróceniem Fedorowa na stanowisko ministra obrony. Uprzejmie zakładam, że ci młodzi ludzie musieli być wynajęci i opłaceni, podobnie jak nasze „Ostatnie Pokolenie” – bo w przeciwnym razie musiałbym uznać, że nie mają oni większych zmartwień, jak to, kto będzie ministrem obrony Ukrainy.

Widocznie jednak inni oligarchowie mieli lepsze argumenty, bo prezydent Zełeński owszem – oferował Fedorowowi nawet stanowisko Doradcy Doskonałego – ale powrót do Ministerstwa Obrony – wykluczony. Tedy pełniącym obowiązki ministra został pan Chmara, a nowym dowódcą tamtejszej niezwyciężonej armii – generał Drapaty, którego ukraińskie media wprost nie mogą się nachwalić – jaki dzielny i w ogóle. Znaczy – teraz on poprowadzi niezwyciężoną ukraińską armię do ostatecznego zwycięstwa.

Jak wiadomo, musi ono nadejść, bo tak zostało zatwierdzone – ale nie tak prędko – bo kiedy oligarchom będzie lepiej, jak nie podczas wojny? Korzystajcie z wojny, bo pokój będzie straszny – nawołują militaryści – i słuszna ich racja. Dopóki bowiem wojna trwa, dopóty „Europa” będzie ukraińskich oligarchów futrowała miliardami euro – więc czegóż chcieć więcej?

Inaczej jest na Bliskim Wschodzie. Po 60-dniowym zawieszeniu broni nie zostało nawet wspomnienie i Stany Zjednoczone znowu obrzucają złowrogi Iran ponaddźwiękowymi dzidami, a złowrogi Iran w odwecie obrzuca ponaddźwiękowymi dzidami niektórej kraje Zatoki Perskiej i zwasalizowaną przez Izrael Jordanię. Powoduje to wiele szkód, a nawet giną amerykańscy żołnierze – bo strat ludzkich mniej wartościowego narodu irańskiego nikt nie liczy – ale nikt już nie wie, o co właściwie w tej wojnie chodzi.

Czyż nie z tego właśnie powodu bezcenny Izrael ogłosił, że on w tym konflikcie udziału nie weźmie – chociaż przecież żyje mnóstwo ludzi pamiętających, że to właśnie bezcenny Izrael wkręcił w tę wojnę amerykańskich twardzieli. Do tej pory podobno kosztowała ich ona co najmniej 40 miliardów dolarów, ale to przecież dopiero początek, ponieważ zaprzyjaźnieni ze złowrogim Iranem Huti z Jemenu właśnie włączyli się do wojny, zablokowali cieśninę Bab el Mandab na południowym skraju Morza Czerwonego, a nawet ostrzelali próbujące tamtędy przepłynąć dwa saudyjskie tankowce z ropą. Wygląda na to, że ani przez Cieśninę Ormuz, ani przez Cieśninę Bab el Mandab żadnej żeglugi nie będzie, w związku z czym cena ropy znowu poszybowała w górę do poziomu 100 dolarów za baryłkę.

Wprawdzie Ameryka tamtejszej ropy nie kupuje, ale ogólny wzrost cen odbija się również na cenach paliw w USA 20 lipca br. litr benzyny kosztował w Ameryce 1,146 dolara, podczas gdy na Białorusi – 93 centy, a w Rosji – nawet 92 centy. Za to w Polsce – 1,8 dolara. Ciekawe, że na Ukrainie benzyna jest tańsza niż w Polsce (1,7 USD za litr), ale za to w bezcennym Izraelu trzeba płacić aż 2,5 dolara za litr. No a tu jeszcze ci Huti! Prezydent Trump w desperacji obiecał Arabii Saudyjskiej nawet pozwolenie na cywilny program nuklearny – ale pod warunkiem, że najpierw „uzna” ona bezcenny Izrael. Wygląda na to, że wojna na Bliskim Wschodzie będzie się ślimaczyła co najmniej do października, kiedy to w Izraelu maja odbyć się wybory. Rzecz w tym, że dopóki premier Beniamin Netanjahu prowadzi wojnę, to znaczy – ludobójstwo w Stefie Gazy i w Libanie, to Żydowie w Izraelu popierają go prawie tak samo, jak Niemcy Adolfa Hitlera po pokonaniu Francji w roku 1940.

W tej sytuacji prezydent Trump nie ma wyboru; musi tańczyć, jak mu Żydowie zagrają, bo w przeciwnym razie AIPAC (American Israel Public Affairs Committee) zrobi z niego i ze wszystkich tych amerykańskich twardzieli marmoladę.

Stanisław Michalkiewicz

Antydiabelstwo i ksenofobia

Antydiabelstwo i ksenofobia

Autor: CzarnaLimuzyna, 1 sierpnia 2026

Wciąż nie doceniamy diabła, ani tego, że działa on na długą metę. Jeden z mniej znanych Ojców Kościoła, Efrem z Edessy (306 – 373), spostrzegł już dawno, że działanie diabła cechuje „niewyczerpana cierpliwość, która pokonuje wszystko”. Diabeł rozumie, że ludzi trzeba wdrażać do kagańca pomału, tłumacząc im np. wytrwale i cierpliwie, że tak trzeba dla ochrony ich „godności” i „praw”. Według św. Efrema diabeł rozumuje o człowieku tak: „Kto wstydził się grzechu, tego pokonywało przyzwyczajenie. Powoli ustawiałem go sobie, aż wszedł w jarzmo, do którego tak się włożył, że zrzucić je potem brakło mu już woli”.

Doceńmy głębię tej myśli. Czego zabrakło temu w jarzmie? Nie siły, bo tę dalej miał; woli zabrakło, już mu się nie chciało. Pokonało go przyzwyczajenie.

Diabeł ufa, że dzięki jego niewyczerpanej cierpliwości rzecz się uda. Zobaczymy. Nadzieja nasza w tym, że jest w świecie jeszcze cierpliwość inna, która też miele powoli – i która tamtą przetrzyma. Na razie jednak tuzy naszej jurysprudencji robią co mogą, by zburzyć odwieczną świadomość prawną narodu, a na jej miejscu postawić swoją nową, lewoskrętną wieżę Babel.

Złowroga to wieża, a jej zręby już widać. Stoją i czekają: na nas czekają.

(Z. Musiał, B. Wolniewicz, “Ksenofobia i wspólnota“).

Antydiabelstwo – myślozbrodnia wpisana do kodeksu karnego przez lewicę

Mało kto zdaje sobie sprawę, że antydiabelstwo postrzegane jako postawa wierności etycznym, filozoficznym i prawnym korzeniom cywilizacji łacińskiej, wierność wyrażona myślą, mową, pismem i uczynkiem podlega aktualnie sankcji karnej.

Jest to największa zdobycz Antychrysta występującego pod szyldem „ochlokracji walczącej”.

Określenia diabelstwo, a tym samym antydiabelstwo są na ogół coraz mniej rozumiane, podobnie jak pojęcie grzechu. Pojęcia te występują najczęściej w antykulturze, w formie satyrycznej, uderzając w religię, tradycję, rodzinę oraz w każdy przejaw normalności sprzyjającej stabilność i bezpieczeństwu narodowej wspólnoty.

Przeciw prawdzie

Jedną z pierwszych dewastacji aksjologicznych było podporządkowanie prawdy innym pseudowartościom. Przygotowało to grunt pod dalszy trujący zasiew.

Cytat z Bogusław Wolniewicz “O pojęciu kłamstwa i zasadzie prawdomówności“:

“Prawda ma podlegać awatarowi „godności”, on nią zawiaduje. Polski Trybunał Konstytucyjny obwieścił w grudniu 2006 r. ustami swojego przewodniczącego, sędziego Jerzego Stępnia, taką oto zdumiewającą nowość: „Myśmy w swoich orzeczeniach powiedzieli, że najwyższą wartością jest godność, a nie prawda. […] Prawda nie jest w naszym porządku konstytucyjnym najwyższą wartością”. (Por. T. Sommer: Wolniewicz – Zdanie własne. Warszawa 2010, s. 207.) Animuszu przeciw prawdzie dodała sędziemu Stępniowi zapewne owa Karta, a może też ów Manifest, bo wątpliwe, by tę nową zasadę wymyślił sam; choć nie wątpimy, że faktycznie i on, i cały ten lewoskrętny Trybunał zasadę tę stale realizował i dalej realizuje. W wyjaśnieniu przewodniczącego TK RP znalazła wyraz nowa zasada: zasada „humanistycznej” prawdomówności. Jak widać, brzmi ona tak: (H) Należy mówić prawdę, chyba że nie służy to godności człowieka. Gdy więc nie służy, wolno mówić nieprawdę, albo prawdę tłumić – wedle uznania”.

Dalej prof. Wolniewicz pisze:

“Zasada H (humanistyczna) miesza godność człowieka z jego reputacją – z jego wizerunkiem społecznym. Jak prawda miałaby szkodzić czyjejkolwiek godności? W przeciwieństwie do fałszu, prawda zgadza się logicznie z każdą inną prawdą. Zatem nie zgadzać się może tylko z jakimś fałszem, czyli tutaj z czyjąś podrabianą godnością. Szkodzi wtedy jedynie atrapie godności, jaką jest fałszywa reputacja takiego osobnika”.

Reputacja zboczeńców, migrantów i lewaków

Nie każdy zboczeniec, migrant lub lewak jest przestępcą, lecz nad-reprezentatywność w policyjnych statystykach, jawnie manifestowane skłonności oraz nieludzkie czyli diabelskie okrucieństwo na przestrzeni ostatnich lat, zszargały im reputację, powodując narastający sprzeciw wobec polityki “inkluzywności”, a także  potępienie popełnianych notorycznie zbrodni.

Gwałty, tortury i okrutne zabójstwa popełniane na dzieciach i osobach dorosłych oraz dzieciobójstwo w łonach matek, w trakcie porodu lub po urodzeniu, zasługują na miano diabelstwa.

Jak lewica nazywa antydiabelstwo?

Istnieje kilka dyżurnych słów używanych przez lewicę na określenie antydiabelstwa.

W formie fałszywych oskarżeń: faszyzm, rasizm, antysemityzm, homofobia (absurdalny neologizm).

Używane są także słowa, które opisują etycznie słuszną postawę, ale traktowane są przez system jako coś złego. Są to:

Ksenofobia – postawa ochrony granic wspólnoty oraz różne stopnie reakcji obronnej w sytuacji eskalacji zagrożenia.

Nacjonalizm słusznie stawiający interes własnego narodu przed cudzym.

Ostatnim określeniem jest „mowa nienawiściczyli krytyka zła moralnego albo połączenie przyczyny ze skutkiem np. migracji ze wzrostem przestępczości.

Ksenofobia. Przypadki na X

Prawie codziennie, głównie na platformie X, spotykam polityków i komentatorów, którzy używają słów w sposób niewłaściwy, myląc ich prawdziwe znaczenie ze znaczeniem fałszywym – narzuconym przez lewicę i skojarzonym dodatkowo z fikcyjnym desygnatem. Bardziej inteligentni robią to specjalnie, ze świadomością popełnianej manipulacji.

Na ogół nie rozmawiam z degeneratami, ale od czasu do czasu zdarza mi się ustosunkować do komentarzy osób nieidealnych, lecz uchodzących za „normalne” czyli za osoby myślące logicznie – potrafiące skomentować rzeczywistość bez ulegania presji lewicowej poprawności.

Jedną z takich osób jest Łukasz Warzecha, który mając „za uszami” list szesnastu, zamieszcza na ogół sensowne komentarze. Niestety, zauważyłem, że pochwalił się nienajgorszym felietonem na PCh24.pl w którym jednak powielił lewicowy fałsz dotyczący ksenofobii.

Gwoli większej precyzji opisu zacytuję fragment artykułu Jana Zubelewicza, w którym wyjaśnił m.in. związek ksenofobii z ojkofilią.

Sprzężenie ojkofobii z ksenofilią oraz ojkofiliiksenofobią

Określenie „detradycjonalizacja” można by zastąpić terminem ojkofobia. Drugą stroną tego zjawiska jest ksenofilia. Roger Scruton (Ojkofobia i ksenofilia, „Arka” 1993, nr 4, s. 8) napisał:

Obrońca „wielokulturowości” znajduje się w stanie buntu przeciw ustalonemu porządkowi: cierpi na patologiczną „ojkofobię”, nienawiść do swojego domu, chorobę szeroko rozpowszechnioną wśród intelektualistów od czasu Oświecenia. […]

Jednocześnie kultywuje rozwiązłą „ksenofilię – wybieranie obcych kultur w supermarkecie postmodernizmu i zabawę nimi, tak jak dziecko bawi się przerzucaniem kanałów w odbiorniku telewizyjnym.    

Podobnie jest w przypadku ojkofilii i ksenofobii: ojkofilia jest sprzężona z ksenofobią. Jeżeli rośnie ojkofilia, to rośnie też ksenofobia i odwrotnie.

Ksenofobia jest pewnym uczuciem – pisali Z. Musiał, B. Wolniewicz (Ksenofobia i wspólnota, Komorów 2010, s. 26) – pewnym sposobem odczuwania. Otóż sposób ten jest psychologicznie, socjologicznie, a być może nawet biologicznie sprzężony z uczuciem innym, które pozwoliliśmy sobie kiedyś określić mianem o j k o f i l i i, definiując ją jako przywiązanie do domu rodzinnego i ziemi ojczystej: […]. Ksenofobia i ojkofilia są jak dwa połączone naczynia: nie można zmienić poziomu w jednym, nie zmieniając go automatycznie w drugim.  /Jan Zubelewicz/

      – ojkofobia                                                                                + ojkofilia

            <————————————0————————————–>

            + ksenofilia                                                                               – ksenofobia

O autorze: CzarnaLimuzyna

Wpisy poważne i satyryczne

Na dziś starczy. Kacprzyk wszędzie. MEM-y VI.

———————————

—————————————–

——————————————–

—————————————-

————————————

———————————————-

—————————————————-

———————————————————

Część większej gry geopolitycznej: Dlaczego w ciągu 24 godzin do Ceuty przybywa 49 000 migrantów?

Może to być część większej gry geopolitycznej: dlaczego w ciągu 24 godzin do Ceuty przybywa 49 000 migrantów?

Może to być część większej gry geopolitycznej: Dlaczego w ciągu 24 godzin do Ceuty przybywa 49 000 migrantów?

Według danych hiszpańskich, około 49 000 migrantów dotarło do hiszpańskiej eksklawy Ceuta w ciągu zaledwie 24 godzin . Wydarzenie tej skali jest bezprecedensowe. Ale nie tylko liczba osób wzbudza poruszenie – to również moment.

Zaledwie kilka miesięcy wcześniej w Izbie Reprezentantów USA pojawił się niezwykły dokument . W raporcie wpływowej Komisji Budżetowej Ceuta i Melilla zostały opisane jako „miasta na terytorium marokańskim administrowanym przez Hiszpanię ”. Jednocześnie komisja poparła rozmowy dyplomatyczne między Marokiem a Hiszpanią dotyczące przyszłego statusu obu eksklaw.

Choć nie oznacza to zmiany oficjalnej polityki zagranicznej USA, po raz pierwszy oficjalny dokument dużej komisji kongresowej przyjął sformułowania, które bardzo przypominają stanowisko marokańskie, co wywołało znaczną irytację w Hiszpanii.

Już niedługo później Ceuta doświadczyła największego napływu imigrantów w swojej historii.

Hiszpania będzie zmuszona oddać Ceutę Maroku. Pozostali obywatele hiszpańscy nie zostaną w Ceucie i prawdopodobnie już uciekają. Właśnie dlatego tak się dzieje. Ceuta i Melilla są przedmiotem sporu od wieków. Maroko odzyskuje ziemie, które uważa za swoje.

Napięcia między Madrytem a Waszyngtonem

Co więcej, wydarzenie to zbiega się z okresem niezwykle napiętych stosunków między Hiszpanią i Stanami Zjednoczonymi.

Prezydent USA Donald Trump wielokrotnie krytykował hiszpański rząd za odmowę zaakceptowania żądanych przez niego celów NATO w zakresie wydatków na obronę. Publicznie groził Hiszpanii konsekwencjami gospodarczymi i nazwał Madryt trudnym sojusznikiem.

Stanowiska stawały się coraz bardziej rozbieżne w konflikcie na Bliskim Wschodzie.

Premier Pedro Sánchez stał się jednym z najgłośniejszych europejskich krytyków izraelskich działań wojskowych w Strefie Gazy. Hiszpania uznała Państwo Palestyńskie, a Sánchez publicznie nazwał sytuację w Strefie Gazy „ludobójstwem”. Izrael zareagował gwałtownymi protestami, a stosunki dyplomatyczne uległy znacznemu pogorszeniu.

Biorąc pod uwagę bliskie powiązania polityczne między administracją Trumpa a rządem Izraela pod przewodnictwem Benjamina Netanjahu, wydarzenie to nabiera dodatkowego znaczenia geopolitycznego. Nie oznacza to jednak automatycznie , że wydarzenia te są ze sobą powiązane.

Migracja jako narzędzie polityczne?

Co więcej, Maroko było w przeszłości oskarżane o wykorzystywanie migracji jako narzędzia nacisku w polityce zagranicznej. Podczas kryzysu w Ceucie w 2021 roku, tysiące osób przybyło do hiszpańskiej eksklawy w krótkim czasie po pogorszeniu się relacji między Madrytem a Rabatem. Hiszpańscy politycy oskarżyli wówczas Maroko o celowe rozluźnienie kontroli granicznych.

W tym kontekście pojawia się dziś ponownie pytanie, czy obecny masowy napływ migrantów ma wyłącznie przyczyny humanitarne, czy też rolę odgrywają także interesy geopolityczne.

Wiele pytań bez odpowiedzi

Nie ma wiarygodnych dowodów na bezpośredni związek między raportem Kongresu, napięciami na linii Waszyngton-Madryt i obecnym napływem imigrantów .

Mimo to wyłania się uderzająca sekwencja chronologiczna:

  • Relacje między Hiszpanią i USA ulegają pogorszeniu.
  • Hiszpania wchodzi w otwarty konflikt z Izraelem w związku ze swoim stanowiskiem w sprawie wojny w Strefie Gazy.
  • Komisja Kongresu USA przyjmuje w oficjalnym raporcie sformułowanie, które odzwierciedla roszczenia Maroka do Ceuty i Melilli.
  • Niedługo później Ceuta doświadczyła historycznego napływu imigrantów.

Każde z tych wydarzeń można wyjaśnić osobno. Jednak razem tworzą one obraz, który rodzi pytania i wymaga wnikliwej obserwacji. Nie można obecnie jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy jest to niezwykły zbieg okoliczności politycznych, czy też jednoczesne działanie różnych interesów geopolitycznych.

Jedno jest jednak pewne: moment ten jest nietypowy – a zwłaszcza w polityce międzynarodowej nietypowe zbiegi okoliczności w czasie często stanowią podstawę do bardziej szczegółowej analizy, nawet jeśli same w sobie nie stanowią dowodu na istnienie związku.

Nie lubię rowerzystów. O przestępstwach z nienawiści. MEM-y V.

—————————————

Frajerze… Dostanie w Izrael nagrodę…

———————————–

——————————————–

————————————-

————————————————————-

———————————————

———————————————————————

————————————————-

——————————————–

Silva rerum. MEM-y IV.

———————————-

————————————————————-

—————————————-

———————–

————————————————-

———————————-

———————————–

————————

————————————

Ceuta utonęła w zalewie dziesiątek tysięcy przybyszów. To robota Izraela i CIA czy marokańska zemsta?

Ceuta utonęła w zalewie

dziesiątek tysięcy przybyszów.

To robota Izraela i CIA

czy marokańska zemsta?

[TEORIE SPISKOWE]

31.07.2026 nczas/ceuta-utonela-w-zalewie-dziesiatek-tysiecy-przybyszow-to-robota-izraela-i-cia-czy-marokanska-zemsta-teorie-spiskowe

NCZAS.INFO | Do hiszpańskiej Ceuty wlała się fala przybyszów z Maroka. Foto: PAP/Abaca
NCZAS.INFO | Do hiszpańskiej Ceuty wlała się fala przybyszów z Maroka. Foto: PAP/Abaca

Liczba osób, które przekroczyły granicę z Ceutą w Afryce Północnej, sięga 60 tys., czyli 70 proc. ludności miasta – poinformował w piątek prezydent Ceuty Juan Jesus Vivas. Szacunki MSW mówią o ponad 50 tys. osób, z czego połowa miała wrócić w piątek dobrowolnie do Maroka. Ceutę na stałe zamieszkuje około 85 tys. osób. Pojawiło się wiele teorii spiskowych na tematy tych wydarzeń, poniżej przedstawiamy najpopularniejsze z nich, bo – jak wiemy z doświadczenia – któraś prędzej czy później może okazać się całkiem prawdziwa.


Sytuacja jest nie do utrzymania. (…) Zdecydowano się na działania zbyt późno i były one niewystarczające – powiedział Vivas, cytowany przez portal radia Cadena SER. – Rząd musi podjąć energiczne, zdecydowane i natychmiastowe kroki – zaapelował polityk należący do opozycyjnej Partii Ludowej (PP).

Jak dodał Vivas, podczas najpoważniejszego kryzysu migracyjnego w tym mieście od 2021 r. zginęły już 34 osoby.

Szacunki hiszpańskiego MSW mówią o ponad 50 tys. osób, które przekroczyły granicę z Hiszpanią, z czego 25 tys. miało w piątek wrócić dobrowolnie do Maroka.

Premier Hiszpanii Pedro Sanchez, który w piątek przybył do Ceuty, określił sytuację jako „naruszenie integralności terytorialnej” Hiszpanii i zapewnił, że procedury repatriacyjne zostaną przyspieszone we współpracy z władzami marokańskimi.

[filmiki – dla osób o nerwach jak postronki – w oryginale. md]

Szef rządu oskarżył o spowodowanie kryzysu mafie zajmujące się handlem ludźmi. Sanchez ogłosił też rozmieszczenie boi na falochronie w Tarajal w celu stworzenia „fizycznej bariery, (…) ułatwiającej repatriację”.

Rząd w Madrycie wysłał do Ceuty wojsko w celu opanowania sytuacji. Szefowa resortu obrony Margarita Robles poinformowała w piątek, że w mieście stacjonuje 3 tys. żołnierzy „w pełnej gotowości do pomocy żandarmerii, policji oraz mieszkańcom Ceuty”.

Hiszpańska opozycja krytykuje politykę rządu i sposób reagowania na kryzys. Lider skrajnie prawicowej partii Vox, Santiago Abascal, powiedział o „inwazji” na Hiszpanię, oskarżając o nią premiera.

W Ceucie, zamieszkiwanej przez około 85 tys. osób, trwa najpoważniejszy kryzys migracyjny od maja 2021 r., kiedy do miasta przedostało się około 10 tys. migrantów. W mniejszym stopniu obecny kryzys dotyczy również Melilli, drugiej hiszpańskiej eksklawy w Afryce Północnej, dokąd wtargnęło około 130 osób.

Teorie spiskowe

W debacie publicznej i mediach społecznościowych wokół masowego napływu migrantów do Ceuty szczególnie mocno wybrzmiewają dwie narracje. Obie zakładają celowe działanie państw lub służb specjalnych, a nie spontaniczną migrację czy działalność przemytników.

1. Robota Izraela i CIA w zemście za postawę Hiszpanii wobec Iranu

Według tej teorii kryzys został zainspirowany lub bezpośrednio zorganizowany przez Izrael (Mossad) we współpracy z amerykańską CIA. Motywem miałaby być zemsta za politykę rządu Pedra Sáncheza wobec konfliktu w Iranie i Bliskim Wschodzie.

W 2026 roku podczas ataku USA i Izraela na Iran Hiszpania krytykowała działania Izraela, odmawiała pełnego udostępnienia baz wojskowych do operacji przeciw Iranowi i prowadziła politykę ocenianą przez Waszyngton i Tel Awiw jako nieprzyjazną. Pojawiły się nawet spekulacje o możliwym zawieszeniu Hiszpanii w NATO lub naciskach na uznanie Ceuty i Melilli za terytorium marokańskie.

Teoria spiskowa głosi, że Izrael i USA – sojusznicy Maroka – wykorzystali Rabat jako narzędzie. Maroko ma bardzo dobre, wręcz strategiczne stosunki zarówno z Izraelem (normalizacja od porozumień abrahamowych z 2020 roku, współpraca wywiadowcza, wojskowa i gospodarcza), jak i z USA (bliski partner w regionie, umowy obronne, status sojusznika spoza NATO). Dzięki temu Maroko miało poluzować kontrolę graniczną, a fale migrantów miały osłabić rząd Sáncheza, wywołać chaos w UE i ukarać Madryt za „lekcje moralności” wobec Izraela.

W mediach społecznościowych krążą nagrania i posty sugerujące, że to „inwazja kierowana z zewnątrz”. Pojawiają się głosy (m.in. w mediach tureckich, chorwackich i hiszpańskich kręgach lewicowych), że to zemsta za postawę wobec Gazy i Iranu. Hiszpański polityk Gabriel Rufián mówił wręcz o „szantażu Maroka w służbie USA i Izraela”.

2. Robota Maroka w zemście za zbliżenie Hiszpanii z Algierią

Druga, znacznie bardziej rozpowszechniona teoria, wskazuje na celowe działanie władz Maroka jako formę presji geopolitycznej.

Bezpośrednim impulsem miałaby być wizyta Pedra Sáncheza w Algierii 20 lipca 2026 roku. Madryt odbudowywał wtedy relacje z Algierem (po kryzysie z 2022 roku związanym z Saharą Zachodnią), rozmawiał o gazie i normalizacji. Algieria to tradycyjny rywal Maroka. Dodatkowo w hiszpańskim parlamencie pojawiła się propozycja przyznania obywatelstwa saharyjczykom, co w Rabacie mogło zostać odczytane jako prowokacja.

Według zwolenników tej narracji Maroko – wzorem kryzysu z 2021 roku – świadomie „odpuściło” pilnowanie granicy. Marokańska żandarmeria miała stać biernie („ręce w kieszeniach”), a tysiące młodych mężczyzn dostało zielone światło na przejście. Cel: upokorzyć rząd Sáncheza, pokazać, kto kontroluje granicę UE z Afryką, i wymusić ustępstwa (Sahara, gaz, uznanie suwerenności nad Ceutą i Melillą). Hiszpańskie źródła policyjne i wywiadowcze, związki zawodowe służb oraz prawica mówią o „wojnie hybrydowej” i „inwazji orkiestrowanej”.

Rząd hiszpański oficjalnie zaprzecza związkowi z wizytą w Algierii i chwali współpracę z Rabattem przy powrotach. Maroko obwinia wyłącznie organizacje przestępcze. Eksperci zauważają jednak, że skala i timing są zbyt duże, by uznać je za czysto spontaniczne.

Obie teorie czerpią z realnych napięć geopolitycznych (Iran, Sahara, rywalizacja Maroko–Algieria, sojusz Maroka z USA i Izraelem), ale pozostają spekulacjami bez twardego potwierdzenia. Oczywiście gdyby Hiszpania twardo broniła swoich granic, do czegoś takiego by nie doszło, ale tam rządzą opętani fałszywą ideologią multikulti lewacy.

Nie jest wykluczone, że obie teorie mogą być jednocześnie w dużej mierze prawdziwe. Czy kiedyś zostaną potwierdzone? Jak mawia klasyk: „Na pewno, na pewno, pewnie, jasne, zobaczymy, czas pokaże, czas pokaże…”