Prezydent USA Donald Trump niedawno pytał swoich pracowników o możliwość użycia broni jądrowej przeciwko Iranowi, twierdzi amerykański dziennikarz i laureat Nagrody Pulitzera, Seymour Hersh, na swoim blogu na platformie Substack.
Według Hersha, rozmowa, w której prezydent USA wspomniał o broni jądrowej, odbyła się w tym tygodniu i uczestniczyli w niej wysocy rangą urzędnicy rządowi USA.
Rozmowa koncentrowała się na atakach na podziemne zakłady produkcji rakiet w Iranie. Podczas dyskusji prezydent USA pytał o „możliwość” użycia broni jądrowej do zniszczenia niektórych z tych obiektów.
Jak zauważa Hersh, co najmniej jeden uczestnik spotkania był zszokowany, że prezydent USA mógł tak swobodnie poruszać kwestię wojny nuklearnej na Bliskim Wschodzie. Zauważono, że podczas rozmowy Trump wydawał się zdenerwowany i zły, a w tamtym momencie sprawiał wrażenie człowieka, który „rozpaczliwie nie chce ponieść porażki w Iranie”.
Trump wpadł również na pomysł ostrzeżenia władz Iranu, że Waszyngton „niezwykle poważnie” rozważa możliwość takiej eskalacji. Dziennikarz pisze, że Trump został najwyraźniej odwiedziony od jakichkolwiek rozmów na temat eskalacji z udziałem broni jądrowej.
Trump ponownie rozpalił konflikt z Iranem i zapowiada się, że będzie on wyjątkowo brutalny. BORZZIKMAN informuje, że źródła irańskie i rosyjskie twierdzą, iż Iran zniszczył ubiegłej nocy 12 samolotów bojowych F-35, które stacjonowały w bazie lotniczej w Jordanii. Omawiałem tę kwestię do znudzenia w kilku podcastach dzisiaj — zamieszczam je poniżej.
Chcę skupić się na tym, co Trump powiedział dziś na temat ropy naftowej transportowanej z Zatoki Perskiej. Na wstępie stawiam kluczowe pytanie: jeśli prowadzisz skuteczną tajną operację przez ponad 30 dni, dlaczego miałbyś ujawniać ją publicznie? Odpowiedź: nie zrobiłbyś tego, gdyby był to rzeczywiście skuteczny tajny program.
Przemawiając w środę w Gabinecie Owalnym, Trump powiedział, że Stany Zjednoczone potajemnie przeprowadzały transport „milionów baryłek” ropy przez Cieśninę Ormuz.
Następnie rozwinął ten temat w serwisie Truth Social, ogłaszając:
„W zeszłym miesiącu poleciłem naszej wspaniałej armii USA przeprowadzenie tajnej misji mającej na celu wsparcie tankowców naftowych oraz innych statków handlowych przepływających przez Cieśninę Ormuz.”
Twierdził, że w wyniku tej operacji ponad 100 milionów baryłek ropy trafiło na otwarty rynek, a ponad 200 statków handlowych bezpiecznie przepłynęło przez cieśninę. Wcześniej Trump powiedział dziennikarzom w Gabinecie Owalnym, że USA „wyprowadzały” miliony baryłek ropy w środku nocy, a Iran nic o tym nie wiedział, ponieważ jego systemy radarowe zostały zniszczone w amerykańskich atakach. Dodał, że od dawna miał ochotę ujawnić tę operację, ale się powstrzymywał — sugerując, że zdecydował się o niej powiedzieć dopiero teraz, ponieważ Iran i tak już się o niej dowiedział.
Trump zachwalał również ten rzekomy sukces w serwisie Truth Social:
„Ten niezwykle udany wysiłek jest możliwy dlatego, że STANY ZJEDNOCZONE AMERYKI KONTROLUJĄ Cieśninę Ormuz — a nie Iran. Ich wojsko zostało pokonane, a ich gospodarka jest zrujnowana.”
To nic innego jak kompletna bzdura.
Przyjrzyjmy się liczbom. Przed rozpoczęciem Wojny Ramadanowej 28 lutego kraje Zatoki Perskiej wysyłały przez Cieśninę Ormuz 20 milionów baryłek ropy dziennie. Bardzo duży tankowiec może przewozić około 2 milionów baryłek. Innymi słowy, przez cieśninę przepływało co najmniej 50 statków przewożących ilość ropy odpowiadającą pięciu dniom eksportu z regionu Zatoki.
Aby lepiej zobrazować skalę, 100 milionów baryłek odpowiada około pięciu dniom zużycia ropy w Stanach Zjednoczonych. Nie jest to ilość mająca istotne znaczenie. W globalnym kontekście to drobiazg.
Wracam jednak do mojego pierwotnego pytania: dlaczego Trump ujawnia szczegóły rzekomo skutecznej tajnej operacji? To nie ma żadnego sensu.
Jeśli masz jakieś wyjaśnienie tego dziwnego zachowania, podziel się swoją opinią.
==========================
I realize that most of you have a life and don’t have time to watch all of these videos. I simply post them for your convenience. I started the day of with Danny Davis doing a Deep Dive on Trump killing the negotiations with Iran:
This is something different. Randy Credico is re-starting his YouTube channel and I was his first interview. He wanted to talk about me. The photo on the video was taken 15 years ago at the Roman Coliseum:
Ed DeMarche, editor of Trends Journal, spent 35 minutes with me talking about the Apache helicopter incident that Trump used to justify reigniting the war with Iran:
Pepe and I are back with Zulfiqar Ali on a new channel — Transition Protocol. Please check it out and subscribe:
I’m calling Nima a prophet. He asked me early this morning (Wednesday) to do a 6 pm hit. How did he know the shooting was going to start again?
Mario remains puzzled by Trump’s bizarre behavior… I try to explain it to him:
I’m back with Sulaiman Ahmed who, like Mario, is a relentless and talented podcaster:
Ukraińcy chcieli wysadzić w powietrze cały port w Konstancy wraz z połową miasta: Weteran rumuńskiego dziennikarstwa opowiada jak i dlaczego…
Doświadczony dziennikarz Sorin Faur opublikował na swoim profilu na Facebooku bezlitosną analizę wczorajszego kryminalnego incydentu w porcie w Konstancy. Przedstawiamy ją w całości:
Sorin Faur:
„Jako (bardzo) stary wyjadacz w branży dziennikarskiej wyrobiłem sobie i zachowałem instynkt, by nie wypowiadać się ani nie pisać – chyba że w formie satyry – o niczym, czego nie da się udowodnić przy pomocy choćby w miarę wiarygodnych dowodów lub niepodważalnych faktów. A kiedy popełnię błąd, sygnalizuję to i nie pozwalam, by bzdury krążyły w sieci.
To, co powiem, można udowodnić jedynie logicznie, ponieważ sprawcy zniszczyli dowody rzeczowe właśnie po to, by nie można było udowodnić zbrodni. Chodzi bowiem o nieudaną próbę masowego morderstwa.
Nie zamierzałem publikować wszystkich moich popartych dowodami przemyśleń na temat wczorajszych wydarzeń w porcie w Konstancy. Bardzo mnie irytują te autochtoniczne grupy moralnych trupów, które w kontekście tego zajścia oskarżają własny kraj o to, że znalazł się w obecnej sytuacji, albo że przemyca dla Rosjan ropę transportowaną przez „flotę-widmo” Putina stacjonującą w porcie w Konstancy (więc z tym walczyli ukraińscy droniarze), albo że nie jesteśmy w stanie się bronić, obserwując lornetką wybrzeże (Fota, były prezydencki ekspert ds. bezpieczeństwa), a nawet że Rosja zmusza Rumunów za pomocą dronów do stabilizacji słabego rządu (czyli “ekipy” Tomaca) poprzez głosowanie, itp. Tę ostatnią bzdurę można obejrzeć na profilu na Facebooku niejakiego Siegfrieda Mureșana, europosła rumuńskiej partii PNL, nad którym daremnie unosi się podejrzenie o zaburzenia psychiczne.
To zbyt wiele. O wiele za dużo. Moralna zgnilizna tych postaci, teoretycznie żyjących, stanowi główne zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju dryfującego bez celu, liczącego 20 milionów dusz, którego jedynym obrońcą jest Ten Na Górze. A to wcale nie jest mało.
Oto więc moje osobiste przekonanie o tym, co faktycznie wydarzyło się w porcie w Konstancy:
Ukraińcy załadowali i skierowali drona, aby wysadzić terminal naftowy, licząc również na sąsiedni magazyn azotanu amonu. To zniszczyłoby natychmiast niemal połowę Konstancy, a przede wszystkim zatarłoby ślady, ponieważ wybuchy zniszczyłyby każdy najmniejszy ślad po dronie, nad którym atakujący Ukraińcy sprawowali stałą kontrolę.
Gdyby trafił, to dron byłby rosyjski– jak powiedział mój ceniony przyjaciel.
Tyle tylko, że dron utknął i zablokował się w barierkach przeciw-zanieczyszczeniowych. Nie mógł się już więcej ruszyć.
Przez cały ten czas ukraiński operator drona miał stały, wizualny nadzór satelitarny w czasie rzeczywistym dzięki kamerom urządzenia, które działało bez zarzutu, z wyjątkiem momentu, gdy zaczepiło się o boje. Operator zauważył więc, że zbliżają się jacyś ludzie i filmują drona z odległości niecałych 10 metrów.
Zatem przedmiot przestępstwa był nie tylko zablokowany, ale także zdemaskowany i z łatwością przypisany państwu, które go wyprodukowało i z dużym powodzeniem wykorzystywało. W internecie pełno jest heroicznych opowieści o tym, jak między innymi dwukrotnie uderzono nimi w Most Krymski.
Kiedy Ukraińcy zobaczyli na żywo, że Rumuni filmują nienaruszonego drona, zadzwonili do Bukaresztu, zanim przeprowadzono jego kontrolowaną eksplozję. Zadzwonili nie z sojuszniczej miłości, ale po to, by bezpiecznie zniszczyć elektronikę, w której zaprogramowali trasę i cel. W przeciwnym razie udowodniono by na podstawie namacalnych dowodów, że celowo wybrali właśnie ten cel.
Teza o utracie kontroli nad dronem w wyniku rosyjskiego zakłócania sygnału – czyli wersja oficjalna, potwierdzona nawet na najwyższym szczeblu w Rumunii – to wymówka godna nieuważnego czwartoklasisty. Nie ma co do tego wątpliwości, że Rosjanie zacierali ręce na widok anteny amerykańskiego systemu Starlink, która była dobrze widoczna na sfilmowanym dronie. „Utrata kontroli”jest unieważniona przez telefon od Ukraińców, którzy poinformowali o detonacji urządzenia w celu – powtarzam – zniszczenia dowodów.
Krótko mówiąc: Pan Bóg nas ocalił.
Tylko dobry Bóg nas ocalił, za pomocą boi przeciw-zanieczyszczeniowej przyczepionej „przypadkiem” do ogona potwora, za sprawą którego Rumunia – tym samym NATO – miała zostać wciągnięta w wojnę, cholerni dranie!!!”
Rząd zaprzeczył słowom ministra obrony Radu Miruță, po tym jak ujawnił on informację wskazującą na rażącą nieodpowiedzialność ze strony Ukrainy. Mianowicie, że dziesiątki rumuńskich specjalistów z Ministerstwa Obrony Narodowej, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Służby Wywiadowczej mogło zginąć, ponieważ Ukraina ogłosiła zaledwie 15 minut wcześniej, że dron ma wybuchnąć o godz. 10.28, mimo że znajdował się on w porcie w Konstancy od godz. 6.
Jednak zarówno Miruță, jak i rząd kłamią, ponieważ specjaliści, którzy znajdowali się w pobliżu drona, sami wykryli własnymi uszami sygnał detonacji, co dało im zaledwie 3 minuty na ucieczkę przed wybuchem nawet 300 kg materiałów wybuchowych, zgodnie z innymi doniesieniami.
Podczas gdy pisałem ten artykuł, kilka tysięcy obywateli brytyjskich zebrało się przed komisariatem policji w Southampton w Anglii, domagając się odpowiedzi na pytania dotyczące morderstwa młodego białego brytyjskiego studenta, Henry’ego Nowaka, dokonanego przez czarnego imigranta i białą brytyjską policję.
Czarnoskóry imigrant i intruz zamordował Nowaka, dźgając go pięciokrotnie. Biała brytyjska policja zamordowała Nowaka, ignorując jego oświadczenie, że został dźgnięty nożem, a także jego ostatnie słowa: „Nie mogę oddychać”. Brytyjska policja, skutecznie wyszkolona w rozpoznawaniu białych jako agresorów, aresztowała – zamiast czarnoskórego imigranta i intruza, który zaatakował Nowaka, co okazało się śmiertelne – umierającego Nowaka, który zmarł w policyjnych kajdankach. „Uczulona na rasizm” biała brytyjska policja uwierzyła kłamstwu czarnoskórego imigranta [on był, jest ciapaty md] i intruza, że Nowak użył rasistowskiego określenia. Nie uwierzyli Nowakowi, że został dźgnięty nożem. „Uczulona na rasizm policja” nawet nie sprawdziła, czy Nowak został dźgnięty nożem. Zamiast tego założyli kajdanki umierającemu mężczyźnie i nie wezwali pomocy medycznej.
Można by pomyśleć, że to skandal – i tak było – ale nie z właściwego powodu. Fanatycznie antybiały brytyjski premier Starmer nazwał kilka tysięcy białych protestujących – niewielką liczbą biorąc pod uwagę skalę niesprawiedliwości – „skrajnie prawicowymi buntownikami i rasistowskimi bandytami”. Innymi słowy, premier Anglii nie dostrzega rasizmu w niesprowokowanym, śmiertelnym ataku czarnego imigranta na białego Nowaka, ani w lekceważeniu przez brytyjską policję jego błagania o pomoc. Biały brytyjski premier Starmer dostrzega rasizm w proteście obywateli brytyjskich przeciwko temu, co się stało. Czy istnieje niższa forma czystego politycznego odpadu niż Starmer? Jak taki polityczny odpad może przetrwać jako premier Wielkiej Brytanii?
Teraz musimy zadać sobie pytanie, jak to możliwe, że biały, etnicznie brytyjski premier z Partii Pracy, która dawniej, przed nikczemnym Tonym Blairem, reprezentowała etnicznie brytyjską klasę robotniczą, mógł zostać tak zindoktrynowany i poddany praniu mózgu, że rasistami w społeczeństwie są biali ludzie, którzy cierpią z powodu kradzieży, gwałtów i morderstw z rąk imigrantów?
Zmierz się z tym faktem: Odchody, które pełnią funkcję premiera Wielkiej Brytanii, niegdyś wspaniałego i moralnego kraju, określiły protest przeciwko rasistowskiemu morderstwu białego obywatela brytyjskiego jako „biały rasizm”.
Taka jest sytuacja białych ludzi dzisiaj. W ŻADNYM kraju Zachodu biali, etniczni obywatele nie są chronieni przez prawo. Ich własny rząd jest im przeciwny.
Wielka Brytania, niegdyś naród etniczny, a obecnie Wieża Babel, ma „zobowiązanie do równości rasowej”. Co to oznacza? Cytując oficjalną odpowiedź: „Nie oznacza to traktowania wszystkich „równo” ani bycia „ślepym na kolor skóry”, ale raczej ograniczenie rasizmu do osób białych.
Tylko biali ludzie mogą być rasistami. Takie jest oficjalne stanowisko rządu Starmera w Wielkiej Brytanii. Było to oficjalne stanowisko reżimu Bidena i oficjalne stanowisko wszystkich rządów Europy Zachodniej. Trump woli oddać Izraelowi władzę, która w przeciwnym razie trafiłaby w ręce imigranckich najeźdźców.
Z tego powodu policja automatycznie uznała mordercę Nowaka za ofiarę, a Nowaka za rasistę.
Obecnie w Wielkiej Brytanii, USA, Kanadzie i całej Europie istnieją organizacje, intelektualiści, a nawet uniwersytety oraz szkoły publiczne i prywatne dla dzieci, których celem jest wpajanie dzieciom faktu, że białe grupy etniczne to rasiści, winni tak wielu przestępstw przeciwko „ludziom kolorowym”, że muszą teraz odsunąć się na bok i zaakceptować karę, znosząc rządy rzekomo niegdyś uciskanych narodów, które je wykorzystywały i znęcały się nad nimi – tak samo jak nie-Żydzi muszą ustąpić miejsca Żydom, aby zadośćuczynić za Holokaust.
Od kilku lat relacjonuję doniesienia skandynawskich mediów o gwałtach dokonywanych przez gangi imigrantów na białych, etnicznych Szwedkach, Norweżkach i Dunkach. Kobiety zazwyczaj boją się zgłaszać gwałty i gwałty zbiorowe – często publicznie, gdzie tchórzliwi Skandynawowie przymykają na nie oko – z obawy przed oskarżeniem o zbrodnię z nienawiści za zgłoszenie lub zakłócenie gwałtu na białej kobiecie dokonanego przez osobę czarnoskórą. W Szwecji gwałt na białych, etnicznych Skandynawkach przez czarnoskórych imigrantów jest niemal prawnie chronionym przywilejem. Europejczycy i Brytyjczycy są karani za wypowiadanie się przeciwko imigranckim najeźdźcom, tak jak Amerykanie za wszelką krytykę Izraela.
Jeśli nie jesteś przekonany, że świat zachodni jest tak bardzo antybiały, że białe grupy etniczne są demonizowane, rozważ poniższe:
Brytyjskie żłobki i przedszkola otrzymały polecenie zgłaszania „rasistowskich” trzylatków brytyjskiej policji. W Wielkiej Brytanii białe, brytyjskie trzylatki mogą zostać zgłoszone policji za „przestępstwa z nienawiści”.
Zgodnie z nowymi oficjalnymi wytycznymi popartymi przez rząd Partii Pracy, personel żłobków w Walii otrzymał polecenie, aby dzwonić na policję, jeśli istnieje podejrzenie, że dzieci w wieku trzech lat i starsze przejawiają „rasistowskie” zachowanie.
Polityka ta, wprowadzona przez Diversity and Anti-Racist Professional Learning (DARPL), organizację walczącą z rasizmem wśród białych i otrzymującą dotacje rządowe, szkoli personel żłobków i przedszkoli w ocenianiu, czy zachowanie dziecka można uznać za „zbrodnię z nienawiści” i, jeśli to konieczne, w powiadamianiu odpowiednich organów.
W całym świecie zachodnim białe grupy etniczne zostały poddane praniu mózgu, by uwierzyć, że są złe, rasistowskie i opresyjne, i że nie mogą już dłużej stawać na drodze rządom imigrantów-najeźdźców. I nie są. Ci zindoktrynowani biali ludzie wybierają teraz imigrantów-najeźdźców na urzędy publiczne, w tym prokuratorów, którzy natychmiast zabrali się za zniesławienie prezydenta Trumpa. Liderką brytyjskiej Partii Konserwatywnej jest czarnoskóra kobieta.
Jest wielu czarnych przywódców, ale nie ma przywódców białych. Żaden biały przywódca nie może się przeciwstawić, ponieważ wszelkie poparcie dla białego przywódcy jest z definicji rasistowskie. Nigdzie w świecie zachodnim nie ma białego przywódcy, który nie byłby uciskany przez swój własny biały rząd.
Dwupoziomowy system wymiaru sprawiedliwości w policji jest obecnie normą w świecie zachodnim. Zbliżamy się do czasów, gdy jedyni biali ludzie, którzy pozostaną na miejscu, będą eksponowani w ogrodach zoologicznych jako przykłady białych rasistowskich wyzyskiwaczy.
„Będziemy wygrywać tak często, że możecie się nawet zmęczyć wygrywaniem. I powiecie: »Proszę, proszę. To już za dużo. Nie możemy tego znieść. Panie Prezydencie, to już za dużo«” – Donald Trump
Donald Trump obiecał Amerykanom, że znudzą im się zwycięstwa.
Jeśli tak wygląda zwycięstwo, to Ameryka nie może sobie na nie pozwolić.
Tracimy pozycję gospodarczą. Tracimy wiarygodność za granicą. Tracimy turystów, pracowników, stabilność, zaufanie, zabezpieczenia konstytucyjne i to, co pozostało z iluzji, że rząd odpowiada przed „nami, narodem”.
Branża turystyczna zmaga się z problemami, ponieważ zagraniczni turyści coraz bardziej wahają się przed przyjazdem do Stanów Zjednoczonych. Nawet migracja – siła napędowa amerykańskiego wzrostu gospodarczego, innowacji, siły roboczej i odnowy narodowej – zmierza obecnie w złym kierunku. Mniej osób przyjeżdża do kraju, więcej Amerykanów wyjeżdża, a według niektórych szacunków kraj osiągnął już ujemny wskaźnik migracji netto.
To nie jest cecha narodu „odnoszącego sukcesy”. To cecha narodu, z którego ludzie coraz bardziej chcą uciekać.
Nawet zbliżające się Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej – które zazwyczaj są okazją do rozwoju gospodarczego turystyki, podróży i hotelarstwa – pozostają w cieniu twardej polityki imigracyjnej rządu, protestów przeciwko zatrzymaniom i gróźb zakłócenia podróży międzynarodowych na kluczowych lotniskach.
Oto co się dzieje, gdy naród traktuje przybyszów, imigrantów i dysydentów przede wszystkim jako zagrożenie, a dopiero w drugiej kolejności jako ludzi: ludzie przestają przyjeżdżać, przedsiębiorstwa cierpią, a strach staje się oficjalną polityką.
Mimo nieustających zwycięstw rządu, gospodarka wysyła sygnały ostrzegawcze: spada wzrost gospodarczy, konsumenci są napięci, koszty rosną, oszczędności maleją, a chaos polityczny pozostawia rodziny, małe firmy i całe gałęzie przemysłu niepewne, jakie nowe turbulencje przyniesie jutro.
Straty odbijają się na nas negatywnie.
Tymczasem człowiek, który obiecał położyć kres wojnom, jest odpowiedzialny za ich kontynuację i ekspansję. Człowiek, który obiecał obniżyć ceny, przyczynił się do wzrostu niepewności. Człowiek, który obiecał osuszyć bagno, przekształcił rząd w system patronatu dla lojalistów, kolesiów, kontrahentów, oligarchów i wpływowych maklerów. Człowiek, który obiecał prawo i porządek, wykorzystał prawo jako broń przeciwko wrogom i zawiesił je dla przyjaciół.
To nie jest zwycięstwo.
To powolna klęska republiki konstytucyjnej, dokonana poprzez widowisko, nadużycia, chciwość i brutalną przemoc.
Przyjrzyjmy się aktualnej liście tak zwanych „osiągnięć” Trumpa.
Fundusz „anty-uzbrojeniowy” o wartości 1,776 miliarda dolarów – rzekomo utworzony w celu rekompensaty ofiarom nadużyć rządowych – szybko stał się sztandarowym przykładem nadużyć władzy. Krytycy ostrzegali, że pieniądze podatników mogą zostać wykorzystane do nagradzania sojuszników Trumpa, politycznych lojalistów, a nawet osób oskarżonych o ataki z 6 stycznia. Fundusz ten został od tego czasu zablokowany w sądzie, zaskarżony jako bezprawny i podobno ponownie rozpatrzony w obliczu krytyki ze strony obu partii; jednak nadrzędne porozumienie pozostaje surowym ostrzeżeniem: ugoda, która mogłaby chronić Trumpa, jego rodzinę i powiązane z nim firmy przed przyszłymi kontrolami podatkowymi, trąci korupcją opartą na samo-bogaceniu.
Sala balowa w Białym Domu warta 400 milionów dolarów, reklamowana jako „dar” dla kraju, stała się idealnym pomnikiem priorytetów tej administracji: pozłacanego spektaklu, wpływu darczyńców, wyjątków od wymogów bezpieczeństwa i imperialnej demonstracji wielkości w czasach, gdy przeciętni Amerykanie mają trudności z zapewnieniem sobie pożywienia, mieszkania, opieki zdrowotnej i podstawowych potrzeb.
Sam Biały Dom jest przebudowywany na podobieństwo Trumpa – więcej złota, więcej przepychu, więcej próżności – podczas gdy konstytucyjne podstawy prezydentury są traktowane jako zbędne. Nawet Centrum Kennedy’ego stało się częścią tej marki, dopóki sędzia federalny nie orzekł, że nazwisko Trumpa zostało dodane bezprawnie i nie uniemożliwił administracji zamknięcia instytucji kulturalnej na czas remontu.
A potem są sądy, gdzie kolejne zarządzenia Trumpa przesuwały granice prawa. Sądy niższej instancji wielokrotnie musiały przypominać rządowi, że władza wykonawcza nie jest absolutna, że stan wyjątkowy nie uchyla Konstytucji i że nawet prezydenci muszą przestrzegać prawa.
Te porażki nie miały charakteru czysto formalnego: sędziowie oskarżyli rząd o dyskryminację mediów ze względu na ich poglądy, o niezgodne z konstytucją karanie kancelarii prawnych, bezprawne manewry celne i działania wykonawcze, które traktują ograniczenia konstytucyjne jako uciążliwość, a nie wiążące prawo.
Oto miara „sukcesu” Trumpa: finansowane z podatków kampanie odwetowe, prestiżowe projekty, luksusowe pokoje, porażki prawne, chaos konstytucyjny i rząd zarządzany coraz bardziej tak, jakby był osobistym imperium.
Prezydent zgarnia widowisko. Lojaliści zgarniają łupy. Prawnicy zgarniają pozwy.
A cenę zapłacą Amerykanie.
Jeśli wierzyć rządowi, Ameryka jest silniejsza, bezpieczniejsza, bogatsza, bardziej wolna i szanowana niż kiedykolwiek. To jest argument. To hasło. To namiot cyrkowy wzniesiony nad ruinami.
Najnowsza propaganda Białego Domu praktycznie głosi to, co niewypowiedziane: „ZAUFAJCIE TRUMPOWI”. „Po prostu usiądźcie wygodnie i zrelaksujcie się” – to oficjalne przesłanie Trumpa – „na końcu wszystko będzie dobrze – zawsze tak jest!”
To nie jest filozofia rządzenia. To żądanie posłuszeństwa.
Wolny naród „nie siedzi bezczynnie”, podczas gdy rząd rozszerza swoją władzę, prowadzi wojny, rabuje skarb państwa, karze dysydentów, monitoruje obywateli, unieważnia decyzje sądów i traktuje konstytucję jako opcjonalną.
Wolny naród nie ufa swoim władcom. Oni ich krępują łańcuchami.
A gdy władcy żądają zaufania i nakłaniają ludzi do ignorowania dowodów, które mają tuż przed oczami, wówczas ludzie muszą przyjrzeć się temu jeszcze uważniej.
Przyjrzyj się bliżej hasłom, okrążeniom zwycięstwa i pozłacanemu spektaklowi, a zobaczysz, że straty zaczynają się piętrzyć.
Amerykanom obiecano dobrobyt. Otrzymali natomiast gospodarkę, w której zyski korporacji i giełdy maskują fakt, że przeciętne gospodarstwa domowe są na skraju wyczerpania, oszczędności maleją, długi rosną, a koszty podstawowych artykułów pierwszej potrzeby systematycznie obniżają płace.
Powiedziano im, że cła ukarzą zagraniczne rządy i przywrócą miejsca pracy w kraju. Zamiast tego otrzymali wyższe koszty przerzucone na konsumentów, środki odwetowe, niedobory dostaw i politykę handlową opartą bardziej na teatrze politycznym niż na strategii. Nawet sądy zaczęły traktować program taryfowy jako to, czym jest: polityką gospodarczą opartą na improwizacji władzy wykonawczej, gdzie sędziowie unieważniają lub ograniczają cła, podczas gdy rząd wciąż szuka nowych luk prawnych.
Obiecano im, że stanowcza postawa wobec imigrantów wzmocni Amerykę. Otrzymali jednak naród, który odstraszył pracowników, studentów, turystów, przedsiębiorców i rodziny, które od dawna przyczyniały się do rozwoju jej gospodarki.
Obiecano im, że Ameryka znów będzie budzić szacunek. Otrzymali jednak kraj coraz bardziej postrzegany jako niestabilny, wrogi, nieprzewidywalny i niebezpieczny – nie tylko przez przeciwników, ale także sojuszników, gości, inwestorów i potencjalnych partnerów.
Powiedziano im, że wojny się skończą. Zamiast tego otrzymali więcej rozmów o wojnie, więcej eskalacji militarnej, więcej pustych czeków na machinę wojenną i więcej wymówek dla rozszerzania władzy wykonawczej w imię bezpieczeństwa narodowego.
Powiedziano im, że konstytucja zostanie przywrócona. Zamiast tego otrzymali prezydenta, który oświadczył: „Kto ratuje swój kraj, nie łamie prawa”.
Słuchaj uważnie, gdy władca mówi coś takiego.
To nie jest konstytucjonalizm. To język królów, dyktatorów i władców, którzy wierzą, że ich intencje są ważniejsze od prawa.
Konstytucja została napisana właśnie po to, aby zapobiec zakorzenieniu się tego rodzaju myślenia w Ameryce.
Nie mówi, że prezydent może łamać prawo, powołując się na szlachetne pobudki. Nie mówi, że władza wykonawcza może omijać Kongres, nękać sądy, karać krytyków, uciszać osoby o odmiennych poglądach, rozmieszczać wojsko w kraju, rabować skarb państwa ani rządzić dekretem o stanie wyjątkowym, kiedy tylko odpowiada to osobie sprawującej urząd w Białym Domu.
Nawet samo głosowanie jest wciągane w machinę kontroli wykonawczej, ponieważ administracja Trumpa forsuje rozporządzenie wykonawcze dotyczące głosowania korespondencyjnego, które umożliwiłoby agencjom federalnym podejmowanie decyzji o kwalifikowalności wyborców i dostarczaniu kart do głosowania, tradycyjnie kontrolowanych przez stany. Kiedy władza wykonawcza rości sobie prawo do decydowania, czyj głos zostanie policzony, kto otrzyma kartę do głosowania pocztą i kto zostanie pociągnięty do odpowiedzialności za utrudnianie głosowania, prawo do głosowania staje się kolejną wolnością podlegającą zatwierdzeniu przez prezydenta.
Ale to właśnie ta teoria rządzenia jest obecnie wystawiana na próbę w czasie rzeczywistym: władza prezydenta jako pusty czek, prawo jako broń, prawa jako przywileje, odmienne opinie jako zagrożenie, a odpowiedzialność jako niedogodność.
Sposób Trumpa na zwycięstwo wymaga, aby Amerykanie przegrali.
Aby państwo policyjne wygrało, Czwarta Poprawka musi przegrać.
Aby państwo policyjne wygrało, prywatność musi przegrać.
Aby machina wojenna wygrała, pokój musi przegrać.
Aby władza wykonawcza wygrała, musi przegrać zasada trójpodziału władzy.
Aby oligarchowie wygrali, rodziny klasy robotniczej muszą przegrać.
Aby propaganda wygrała, prawda musi przegrać.
Aby silny przywódca wygrał, konstytucja musi przegrać.
Oto oferta handlowa oferowana Amerykanom: wymieńcie swoje prawa na obietnice bezpieczeństwa, swoje wolności na obietnice wielkości, swoje pieniądze z podatków na obietnice dobrobytu i swoje sumienie na dreszczyk emocji związany z oglądaniem, jak ktoś inny zostaje ukarany.
Tak właśnie działa polityka autorytarna. Nie zaczyna się od ujawnienia się jako tyrania. Jest opakowana we flagi, hasła, kozły ofiarne i obietnice zemsty. Oferuje ludziom satysfakcję z upokorzenia wrogów, jednocześnie po cichu budując mechanizmy, które ostatecznie zostaną użyte przeciwko wszystkim.
Ten mechanizm już istnieje.
Myślcie samodzielnie.
Wolność słowa jest nadal podważana. Pierwsza Poprawka zabrania rządowi tłumienia opinii, karania osób o odmiennych poglądach, atakowania protestujących, zastraszania dziennikarzy i uciszania instytucji. Mimo to wypowiedzi polityczne podważające władzę rządu są coraz częściej traktowane jako podejrzane, ekstremistyczne, niebezpieczne lub nielojalne. Przeciwnicy wojny, aktywiści studenccy, sygnaliści, dziennikarze, dysydenci religijni, krytycy polityczni i zwykli obywatele, którzy odmawiają podporządkowania się linii partii, ryzykują, że zostaną zaliczeni do stale rozszerzającego się grona wrogów państwa.
Nadzór stale rośnie. Rozpoznawanie twarzy, śledzenie biometryczne, czytniki tablic rejestracyjnych, dane o lokalizacji telefonów komórkowych, centra fuzji, algorytmy predykcyjne, drony, analiza danych AI i nadzór finansowy umożliwiły rządowi i jego partnerom korporacyjnym śledzenie, katalogowanie i profilowanie populacji z zapierającą dech w piersiach wydajnością. Wszystko, co kiedyś wymagało nakazu, personelu i uzasadnionego podejrzenia, można teraz osiągnąć za pomocą bazy danych, umowy na oprogramowanie i funkcjonariusza gotowego kliknąć „szukaj”.
Uprawnienia policji rządowej nadal są wykorzystywane jako broń. Te same mechanizmy, które dziś są wykorzystywane przeciwko imigrantom, jutro mogą być wykorzystane przeciwko dysydentom politycznym. Te same listy obserwacyjne, które służą do monitorowania „ekstremistów”, mogą być wykorzystywane do monitorowania rodziców, weteranów, posiadaczy broni, aktywistów, dziennikarzy, osób wierzących, ekologów, demonstrantów antywojennych i każdego, kto kwestionuje preferowaną przez rząd narrację.
Amerykanie są nadal traktowani przede wszystkim jako podejrzani, a dopiero w drugiej kolejności jako obywatele. W społeczeństwie, w którym nie ma miejsca na przestępczość, niewinność nie ma znaczenia. Liczy się to, co przewiduje algorytm, co sugeruje lista obserwowanych, co sugeruje profil danych lub co urzędnik państwowy uważa, że możesz zrobić, powiedzieć, pomyśleć lub poprzeć. Należyty proces staje się kwestią drugorzędną, gdy podejrzenie zostanie zautomatyzowane.
Wojsko jest nadal traktowane jako siła wewnętrzna. Z każdym nowym wezwaniem do wysłania wojsk do kraju, każdym nowym ogłoszeniem stanu wyjątkowego, każdym nowym połączeniem pracy lokalnej policji z władzami federalnymi, granica między polem bitwy a ojczyzną staje się coraz cieńsza. Ojcowie Założyciele dostrzegali niebezpieczeństwo, jakie niesie ze sobą stała armia używana przeciwko ludziom. Żyjemy z konsekwencjami zignorowania ich ostrzeżeń.
Policja pozostaje zmilitaryzowana. Lokalne organy ścigania, wyposażone w sprzęt bojowy i przeszkolone w taktyce walki, nadal działają mniej jak lokalni żołnierze sił pokojowych, a bardziej jak siły okupacyjne. Żadne wolne społeczeństwo nie pozostanie wolne na długo, jeśli każde spotkanie z rządem może przerodzić się w pokaz siły.
Sygnaliści nadal są karani. Organy nadzoru nadal są marginalizowane. Inspektorzy generalni, audytorzy, śledczy i urzędnicy, którzy ujawniają korupcję, są traktowani jako przeszkody do usunięcia, a nie jako zabezpieczenia, które należy chronić. Rząd, który nie toleruje żadnego nadzoru, to rząd, który ma coś do ukrycia.
Imperialna prezydentura stale się rozszerza. Trump nie wynalazł rozszerzenia władzy wykonawczej, ale z całych sił ją sobie przywłaszczył. Każdy prezydent w najnowszej historii przyczyniał się do rozszerzenia władzy prezydenckiej poprzez dekrety, deklaracje stanu wyjątkowego, oświadczenia o podpisach, dyrektywy bezpieczeństwa narodowego i działania jednostronne. Wkład Trumpa polegał na obnażeniu grzecznościowej fikcji, jakoby władza ta była sprawowana niechętnie lub w granicach konstytucyjnych. On to afiszuje.
To jest prawdziwe zagrożenie obecnej sytuacji.
Nie chodzi tylko o to, że prezydent chce mieć zbyt dużą władzę. Chodzi o to, że cały system jest tak ukształtowany, by mu ją dać.
Kongres narzeka, ale ustępuje. Sądy protestują, ale się stosują. Władze się stosują. Kontrahenci zyskują. Media gonią za spektaklem. Opinia publiczna jest rozproszona codziennym cyklem oburzenia. Partie wiwatują, gdy ich strona odnosi korzyści, i narzekają tylko wtedy, gdy machina obraca się przeciwko nim.
W ten sposób Państwo Głębokie wygrywa, niezależnie od tego, która partia ogłosi zwycięstwo w dniu wyborów.
Twarze się zmieniają. Maszyny pozostają.
Hasła się zmieniają. Nadzór pozostaje.
Partia rządząca się zmienia. Machina wojenna pozostaje.
Retoryka się zmienia. Dług, wydatki, tajemnica, państwo policyjne, wpływy korporacji, uprawnienia nadzwyczajne i lekceważenie konstytucji pozostają.
„Zwycięstwo” Trumpa to po prostu najnowsza kampania reklamowa starego oszustwa: przekonania ludzi, że wygrywają, jednocześnie odbierając im możliwość samodzielnego rządzenia.
Nazywaj to jak chcesz – bezpieczeństwem narodowym, bezpieczeństwem granic, nacjonalizmem gospodarczym, prawem i porządkiem, walką z korupcją, uprawnieniami nadzwyczajnymi, hasłem „Ameryka na pierwszym miejscu” – ale jeśli końcowym rezultatem będzie więcej władzy państwa i mniej wolności jednostki, to powinniśmy już wiedzieć, kto tak naprawdę wygrywa.
To nie rodzina ma problem z zapewnieniem sobie jedzenia.
To nie małe przedsiębiorstwa próbują przetrwać cła, inflację, niedobory siły roboczej i wstrząsy regulacyjne.
To nie rolnik, nauczyciel, weteran, student, emeryt ani rodzic próbuje związać koniec z końcem.
To nie podróżny zostaje zatrzymany, przeszukany, przesłuchany lub odesłany przez coraz bardziej wrogie siły bezpieczeństwa.
To nie rodziny imigrantów żyją w strachu.
To nie demonstrant korzysta ze swojego prawa do wolności wypowiedzi.
Monitorowane nie są transakcje finansowe, ruchy, komunikacja i kontakty obywatela.
To nie podatnicy są zmuszani do finansowania niekończących się wojen, dotacji korporacyjnych, zmilitaryzowanej policji, kontraktów na nadzór, więzień i prestiżowych projektów politycznych.
Zwycięzcy są zawsze ci sami: firmy zbrojeniowe, handlarze danymi, operatorzy prywatnych więzień, firmy zajmujące się inwigilacją, lobbyści, osoby z branży politycznej, spekulanci z Wall Street, kontrahenci rządowi, partyjne organy ścigania, darczyńcy z dostępem, lojalni ludzie poszukujący płatności oraz biurokratyczne ośrodki władzy, czerpiące zyski ze strachu, kryzysów i kontroli.
Przegranymi jesteśmy „my, ludzie”.
Oto gorzka prawda, z którą muszą zmierzyć się Amerykanie: rząd, który obiecuje ci, że zrobisz z ciebie „zwycięzcę” poprzez odebranie władzy komuś innemu, ostatecznie odbierze władzę również tobie.
Prawa nie są stronnicze. Należyty proces nie jest stronniczy. Wolność słowa nie jest stronnicza. Prywatność nie jest stronnicza. Ograniczenia władzy wykonawczej nie są stronnicze. Konstytucja nie powinna być rekwizytem wyborczym, formalnością prawną ani przeszkodą w osiągnięciu zwycięstwa politycznego.
Konstytucja jest umową wiążącą rząd.
Bez nich mamy tylko władców i poddanych.
Dlatego prawdziwą miarą każdego rządu nie jest to, jak głośno się przechwala, ilu wrogów ukarze, ile podpisze dekretów wykonawczych, ile wyśle wojsk, ile agencji wyczyści i w ilu nagłówkach gazet zdominuje.
Prawdziwą miarą jest to, czy ludzie cieszą się większą wolnością, czy ich prawa są lepiej chronione, czy ich własność jest bezpieczniejsza, czy są lepiej chronieni przed nadużyciami państwa i czy są w stanie skuteczniej pociągać władzę do odpowiedzialności.
Według tych kryteriów nie wygramy.
Przegrywamy i to we wszystkich ważnych dziedzinach.
Przegrywamy, gdy prezydent rości sobie prawo do decydowania, które prawa go dotyczą.
Przegramy, jeśli Kongres pozwoli, by jego rola stała się nieistotna.
Tracimy, gdy sądy traktowane są jako przeszkody, a nie jako konstytucyjne mechanizmy kontroli i równowagi.
Przegrywamy, gdy policja zachowuje się jak żołnierze, a od żołnierzy wymaga się, by zachowywali się jak policjanci.
Przegrywamy, gdy odmienne poglądy traktowane są jako ekstremizm.
Przegrywamy, gdy inwigilacja staje się ceną obywatelstwa.
Tracimy, gdy gospodarka jest zarządzana w sposób, który przynosi korzyści najpotężniejszym, podczas gdy zwykłym Amerykanom wmawia się, że mają celebrować swoje własne trudności jako przejaw patriotyzmu.
Przegrywamy, gdy wojna staje się normą, a pokój złamaną obietnicą, której nikt nie zamierza dotrzymać.
Przegrywamy, gdy rząd bazujący na zgodzie zostaje zastąpiony rządem bazującym na przymusie.
A najwięcej tracimy, gdy zaakceptujemy kłamstwo, że to wszystko jest zwycięstwem.
Moi przyjaciele, nie dajcie się zwieść sloganom.
Naród może wymachiwać flagami, organizować parady, stawiać pomniki, chwalić się swoją wielkością, karać wrogów, być na pierwszych stronach gazet, a mimo to stracić swoją duszę.
Prezydent może nazwać to zwycięstwem. Partia polityczna może nazwać to zwycięstwem. Media mogą przedstawić to jako zwycięstwo. Masy mogą przyłączyć się do skandowania.
Ale jeśli ceną za to ma być konstytucja, to wszyscy na tym stracimy.
Rozwiązaniem nie jest zastąpienie jednego silnego przywódcy innym, nadużyć jednej partii nadużyciami innej partii ani jednej grupy władców inną grupą władców, którzy obiecują wykorzystywać ten sam mechanizm w sposób bardziej życzliwy.
Rozwiązaniem jest demontaż maszyn.
Odrzuć politykę strachu. Odrzuć kult jednostki. Odrzuć fałszywy wybór między bezpieczeństwem a wolnością. Odrzuć propagandę, która przekonuje cię, że twój sąsiad jest wrogiem, podczas gdy rząd po cichu opróżnia twoje kieszenie i pozbawia cię twoich praw.
Znajdźcie wspólny język ze współobywatelami, nie w lojalności partyjnej, lecz w zasadach konstytucyjnych.
Broń wolności słowa, nawet jeśli nie lubisz mówcy. Broń rzetelnego procesu, nawet jeśli nie lubisz oskarżonego. Broń prywatności, nawet jeśli nie masz nic do ukrycia. Broń ograniczeń władzy wykonawczej, nawet jeśli twój ulubiony polityk zasiada w Białym Domu.
Bądź niebezpieczny w najlepszy możliwy sposób: myśląc samodzielnie, nie dając się uciszyć, odrzucając polityczny plemienność i upierając się, że żaden prezydent, żadna partia, żadna władza, żaden sąd, żadna korporacja i żaden kryzys nie stoi ponad Konstytucją.
Jak jasno stwierdzam w mojej książce „Battlefield America: The War on the American People” i jej fikcyjnym odpowiedniku „The Erik Blair Diaries”, wojna rządu z ludem nie skończy się, dopóki ludzie będą nadal mylić dominację z przywództwem, widowisko z siłą, a propagandę z prawdą.
Za dużo zwycięstw? Nie.
Za dużo władzy. Za dużo korupcji. Za dużo inwigilacji. Za dużo wojny. Za dużo chciwości. Za dużo strachu. Za dużo rządu, który działa tak, jakby konstytucja była opcjonalna.
Jeśli Ameryka ma ponownie wygrać w jakimkolwiek znaczącym sensie, to nie stanie się tak dlatego, że jakiś polityk obiecał to z mównicy.
Stanie się tak dlatego, że „my, ludzie” w końcu przypomnieliśmy sobie, że wolność nie jest czymś, co dają nam władcy.
Najnowsze dane z Trójmiasta, gdzie straty Zakładu Utylizacyjnego i Eko Doliny przekraczają 10 milionów złotych rocznie, to czarno na białym dowód na to, że system kaucyjny w obecnym wydaniu to finansowy sabotaż.
Pod płaszczykiem troski o środowisko odebrano gminom najbardziej wartościowe surowce – PET i puszki – które dotychczas finansowały sprawne działanie systemu gospodarki odpadami.
Efekt? Gminne spółki toną w stratach, a my dostajemy rachunki wyższe o 25%.
Prawda jest banalna i brutalna: przez lata bezmyślnie segregowaliśmy śmieci, wykonując darmową pracę dla firm, które zarabiały krocie na odzysku „złotych” surowców. Teraz, gdy te surowce wyprowadzono z systemu do prywatnych kieszeni, ciężar finansowania całego bałaganu przerzucono bezpośrednio na mieszkańców. Płacimy kaucję przy kasie, stajemy się darmowymi logistykami dźwigającymi worki do automatów, a na koniec i tak płacimy drastycznie więcej za odbiór odpadów, bo zniknął dochód, który kiedyś stabilizował nasze opłaty. Czy naprawdę nie widzicie, że jesteśmy rozgrywani w tej samej, cyklicznej grze? Butelki i puszki zawsze były drogocennym towarem, na którym budowano fortuny, podczas gdy nam wmawiano, że segregacja to nasz obywatelski obowiązek. Dziś staliśmy się narzędziem w rękach tych, którzy prywatne zyski przekładają nad nasze bezpieczeństwo finansowe. Jak długo jeszcze pozwolimy robić z siebie naiwnych, dopłacając do interesu, w którym to my ponosimy wszelkie koszty, a zysk wyprowadzany jest za granicę? Czas przestać pytać o ekologię, a zacząć pytać, czyja to kieszeń pęcznieje od naszych pieniędzy, podczas gdy nasze miejskie budżety notują milionowe straty.
Konieczne zatem jest wymuszenie na władzach pełnej transparentności budżetów miast, aby każda złotówka z naszych opłat była publicznie rozliczana w czasie rzeczywistym. Musimy aktywować narzędzia demokracji bezpośredniej, takie jak obligatoryjne referenda lokalne i obywatelskie weto, które zatrzymają niekorzystne decyzje finansowe podejmowane bez naszej zgody. Tylko poprzez inicjatywę ustawodawczą mieszkańców odzyskamy realną kontrolę nad systemem gospodarki odpadami, czyniąc go narzędziem służącym obywatelowi, a nie prywatnym korporacjom.
Pamiętacie, pisałem o Wenezueli. Wielu myślało, że to jakiś komunistyczny dziwoląg. Niestety, to wielkie, obok Chin, Wietnamu, laboratorium testujące proces wdrażania totalnego zniewolenia.
Za rok, bo 10.07.2027 wchodzi w Polsce AMLR, pod pretekstem walki z praniem brudnych pieniędzy. Trzeba będzie przy zakupach pokazać PESEL, potem siatkówka oka i linie papilarne. Oczywiście zacznie się od dóbr tak zwanych „luksusowych”. Pytanie tylko kto będzie tworzył listy tych dóbr. Chyba już wiecie, że metodą cichych kroczków do 2030 znajdziemy się w Wenezueli. Dlatego przypominam mój artykuł z 03.01.2026, jaki wcześniej publikowałem kilka razy w latach 2018-2025.
=============================================
WENEZUELA, LABORATORIUM REPRESJI CZYLI CO CZEKA POLAKÓW DO WYBORÓW 2027
Od 2014 w Wenezueli wprowadzono system biometryczny w publicznych i prywatnych sieciach dystrybucji produktów i towarów, argumentując wdrożenie technologii biometrycznej kontroli niedoborami żywności, przemytem, spekulacją, i koniecznością reglamentacji najbardziej poszukiwanych produktów. Klasyczny model „stwórz problem i zaproponuj rozwiązanie”. Czytniki linii papilarnych, skanery siatkówki oka znalazły się przy każdej kasie w Wenezueli. w każdej. By cokolwiek kupić trzeba okazać najpierw dokumenty, a następnie przejść system biometrycznej kontroli zgodności, skanowanie odcisków palców i tęczówki oka.
Dziwnie koresponduje testowanie takiego systemu w Wenezueli z likwidacją polskiego rolnictwa.
Wszystko nagle staje się jasne, jeżeli Polacy zdadzą sobie sprawę z tego, że opisywane systemy kontroli testowane od 2014 roku w Wenezueli, zaczną wchodzić w życie w Polsce od lipca 2027 roku. To logiczne, likwidacja rolnictwa musi się wiązać z niedoborami podstawowych produktów, spekulacją, przemytem. Wtedy władze RP powielą system testowany i doskonalony w Wenezueli od 11 lat. To nie koniec, ten sam system ma gwarantować w Polin rzetelność wyborów już w 2027 roku. Już teraz wiecie po co ta POPIS-wa szopka.
Wenezuelska Narodowa Rada Wyborcza wdrożyła biometryczny system rejestracji wyborców oparty na odciskach palców już w 2004 roku. Od czasu wdrożenia pierwotnego rejestru biometrycznego w 2004 roku w krajowej bazie danych wyborców zarejestrowano odciski palców 11 milionów wyborców. Rekordy te połączono z bazą danych wenezuelskiego Urzędu ds. Identyfikacji i Imigracji (SAIME) oraz z danymi odcisków palców uzyskanymi za pośrednictwem aplikacji do szybkiej rejestracji odcisków palców przed wyborami (aplikacja ta została wdrożona w całym kraju i zarejestrowała ponad milion nowych rekordów). System ma obecnie zarejestrowane odciski palców 18 milionów osób. MegaMatcher SDK został zaprojektowany do tworzenia wielkoskalowych zautomatyzowanych systemów identyfikacji odcisków palców (AFIS) oraz wielo -biometrycznych systemów identyfikacji wykorzystujących dowolną kombinację odcisków palców, twarzy, tęczówki oka lub dłoni. Algorytmy identyfikacji w MegaMatcher zostały zaprojektowane od podstaw tak, aby działały samodzielnie lub w połączeniu, zapewniając bardzo szybkie dopasowanie z jeszcze większą niezawodnością niż AFIS lub jakakolwiek inna pojedyncza identyfikacja biometryczna. Algorytm dopasowania MegaMatcher może dopasować do 1 200 000 twarzy na sekundę, 160 000 dopasowań odcisków palców na sekundę lub 1 440 000 tęczówek oka na sekundę na jednym procesorze (w oparciu o procesor Intel Core2 z 4 rdzeniami taktowany zegarem 2,66 GHz). Dzięki odpornemu na błędy, skalowalnemu oprogramowaniu klastra MegaMatcher Cluster Server firmy Neurotechnology, liczby te można zwielokrotnić na wielu komputerach. Te systemy gwarantują pełną kontrolę procesu wyborczego, innymi słowy, po ich wprowadzeniu, wybory staną się już totalną fikcją. Dlaczego zatem USA zaatakowały Wenezuelę ? Ano dlatego że Maduro chciał przechytrzyć oligarchię, jak Hitler, i systemy jakie testowała światowa oligarchia w Wenezueli implementował tak, by sobie zapewnić dożywotnie rządy. Wygląda na to że Maduro kombinował, być może słusznie, by system biometryczny stanowił zaporę przed przebieraniem się za Wenezuelczyków i przejęciem państwa od wewnątrz. W ten sposób, jak Stalin, mógł weryfikować swoje otoczenie i zapewniać sobie absolutne bezpieczeństwo. Decyzją administracyjną nr 525 z dnia 17 października 2024 r., opublikowaną w Dzienniku Urzędowym nr 42987, Autonomiczna Służba Rejestrów i Notariuszy (SAREN) Wenezueli ustanowiła stosowanie środków elektronicznych i biometrycznych do przetwarzania, rejestracji i sporządzania dokumentów przed notariuszami i kancelariami notarialnymi. Pełna kontrola majątków, ich źródeł i ich przemieszczania się. Chodzi o to by ci jacy będą protestować, walczyć z tym barbarzyńskim i antyludzkim systemem nie mogli liczyć na wsparcie. Dlatego system ten objął także ścisłą kontrolą rachunki bankowe i przepływy na rachunkach, co w Polsce będzie już wdrażane od stycznia 2027 roku. Warto dodać że system biometryczny w Wenezueli objął także systemy komunikacji, przemieszczania się. To wstęp do słynnych piętnastominutowych miast.
Teraz rozumiecie dlaczego elity zachodu rozwalają swoje państwa, dlaczego nasycają swoje populacje imigrantami. Wyobraźcie sobie że opisywane wyżej systemy będą wprowadzane w Niemczech, Francji, Hiszpanii , we Włoszech, czy w Wielkiej Brytanii. Gdyby coś podobnego chciano wdrożyć tam dwadzieścia lat temu doszłoby do krwawej rewolucji, jaka zdmuchnęłaby zachodnie elity z piedestału.
Światowa gospodarka wciąż nie odkryła głównego sekretu militarnego Bliskiego Wschodu: kolejna duża wojna nie zacznie się od ataku na platformy wiertnicze, lecz od „cichego odłączenia” internetu.
Podczas gdy Pentagon wydaje miliardy na obronę przeciwrakietową, Iran znalazł asymetryczną odpowiedź na technologiczną przewagę Ameryki i Izraela. Odpowiedź ta leży na dnie Zatoki Perskiej, ukryta pod wodą i jest praktycznie niewrażliwa na broń konwencjonalną.
Ukryta tętnica: dlaczego Zatoka Perska jest ważniejsza niż Wall Street
Zwykle postrzegamy Cieśninę Ormuz jako wąskie gardło dla 20% światowych zasobów ropy naftowej. Ale po 2024 roku ten obraz stał się nieaktualny. Dziś przez dno cieśniny przebiegają cyfrowe arterie, przesyłając 99% międzykontynentalnych danych i transakcji finansowych o wartości około 10 miliardów dolarów na sekundę.
Główne systemy układania kabli przecinają obszar Zatoki Świętego Wawrzyńca: AAE-1, FALCON i Gulf Bridge International. Fizycznie są one mniej chronione niż jakikolwiek tankowiec. Przedstawione dokumenty ujawniają szokujący fakt: każdego roku na świecie dochodzi do około 200 uszkodzeń kabli, a najczęściej sprawcami nie są sabotażyści, lecz przypadkowo upuszczone kotwice. Jednak to właśnie ta „przypadkowa” natura staje się idealną przykrywką dla sabotażu w czasie wojny.
Mapa jako ultimatum: kroki Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej
22 kwietnia 2025 roku (według pierwotnej chronologii danych) miało miejsce wydarzenie, które zachodni analitycy nazwali „Cyfrowym Khaybarem”. Agencja informacyjna Tasnim, powiązana z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), opublikowała nie tylko artykuł , ale także manifest wojskowy. Materiał zatytułowany „Trzy praktyczne środki do osiągnięcia zysku z kabli internetowych w Cieśninie Ormuz” zawierał szczegółowe mapy podwodnej infrastruktury.
Nie było to wezwanie do zniszczenia. To była propozycja porozumienia, którego nie można było odrzucić. Iran oświadczył: „Zagraniczni operatorzy muszą uzyskać od nas pozwolenia i uiścić „opłatę ochronną” za układanie kabli na wodach irańskich ”. Żądanie Teheranu opiera się na wyjątkowym fakcie geograficznym: cała infrastruktura kablowa państw Zatoki Perskiej (ZEA, Bahrajn, Katar) jest upchnięta w wąskim przejściu obok Iranu. Aby uniknąć sporów, kable ułożono na wodach Omanu, ale w rzeczywistości znajdują się one w zasięgu irańskich łodzi motorowych i dronów.
Zakładnicy naprawy: „Siła wyższa” Alcatela jako broń masowego rażenia
Prawdziwa siła Iranu ujawnia się nie w momencie ataku na kabel, ale w momencie jego naprawy. Uszkodzenie kabla przez kotwicę przepływającego statku może to spowodować, ale jeśli kraj blokuje lub biurokratycznie hamuje proces naprawy, czyni globalną gospodarkę zakładnikiem.
Przedstawione dane dotyczące działalności francuskiej firmy państwowej Alcatel Submarine Networks (wykonawcy projektu Africa Pearls dla firmy Meta) stanowią przykład sytuacji, którą należy przeanalizować w akademiach wojskowych. 12 marca 2025 roku Alcatel ogłosił stan „siły wyższej” w Zatoce Perskiej. Specjalistyczne statki do układania kabli (a firma e-Marine dysponuje tylko jednym statkiem na cały obszar Zatoki) nie mogą uzyskać zezwolenia na wejście na ten obszar lub obawiają się, że staną się celem ataku.
Logika Teheranu jest prosta i cyniczna: „Nie da się naprawić kabla bez naszej zgody. Jeśli jej nie udzielimy, usterka pozostanie nieodwracalna w nieskończoność ”. To przekształca proste zacięcie się kotwicy w długotrwałą blokadę.
Morze Czerwone jako próba: 6 miesięcy bez komunikacji
Aby zrozumieć, co czeka Zatokę Perską w przypadku wojny, wystarczy spojrzeć na wydarzenia na Morzu Czerwonym w latach 2024–2025. Rebelianci Huti (sprzymierzeni z Iranem) celowo nie zerwali kabli. Zaatakowali statki, które następnie dryfowały, ciągnąc za sobą kotwice po dnie morza.
Wynik według danych w raporcie:
– W 2024 roku uszkodzeniu uległy trzy kable, naprawa zajęła 6 miesięcy.
– Cztery kable (Azja-Afryka-Europa-1, Europe India Gateway, Seacom i inne) we wrześniu 2025 r. – jeden nadal nie działa.
– 25% ruchu między Azją i Europą załamało się.
Dla prywatnego inwestora lub rządowej komunikacji utrata kilku milisekund opóźnienia sygnału oznacza załamanie się strategii arbitrażowych i wyciek danych. Ale Iran nie potrzebuje całkowitego załamania. Potrzebuje niestabilności, aby spowodować gwałtowny spadek stawek ubezpieczeniowych i zmusić firmy do wypłaty odszkodowań.
Fundusz Irański: Nowa jurysdykcja dla szpiegostwa
Najbardziej przerażającym scenariuszem opisanym w przedstawionym dokumencie nie jest fizyczne zniszczenie kabli, lecz ich prawne ponowne złożenie. Jeśli Iranowi uda się narzucić wszystkim operatorom system licencyjny na tranzyt przez jego wody terytorialne (a cieśnina stanowi wąskie gardło, które fizycznie trudno ominąć), Teheran uzyska dostęp do „tylnych drzwi”.
Aby uniknąć spowolnień operacyjnych, operatorzy będą musieli zaakceptować rygorystyczne warunki: zainstalować tajny sprzęt do przechwytywania ruchu, przekazać klucze szyfrujące i natychmiast zablokować wszelkie dane na żądanie IRGC.
Ponieważ kable te przesyłają dane z Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Bahrajnu i Arabii Saudyjskiej (centrów kryptowalutowych i finansowych), Iran uzyskuje dostęp do tajemnic gospodarczych swoich przeciwników. Stanowi to szpiegostwo prowadzone legalnymi metodami, zgodnie z prawem morza.
Asymetryczna odpowiedź: dlaczego Ameryka jest bezsilna?
Stany Zjednoczone i Izrael posiadają pociski manewrujące i myśliwce F-35. Nie mają jednak odpowiedzi na to zagrożenie. Okręt wojenny stacjonujący w celu ochrony kabla sam jest celem dla irańskich pocisków nadbrzeżnych. Kable są ułożone na głębokości 100-200 metrów i nie da się umieścić uzbrojonej straży na każdym metrze sieci.
Co więcej, operacja odwetowa „na lądzie” jest niemożliwa. Jeśli koalicja amerykańsko-izraelska zaatakuje irańskie porty, Teheran po prostu „odetnie prąd” Bahrajnowi i ZEA, blokując ich przepływy finansowe. Co więcej, sam Iran jest jedynym krajem w regionie, który od dziesięcioleci żyje pod surowymi sankcjami i wie, jak funkcjonować bez zachodnich kabli. Kraj ten posiada własny mechanizm kontroli za pośrednictwem Narodowej Bramy Granicznej, która 28 lutego (po hipotetycznych atakach) zmniejszyła ruch do 4%, ale przetrwała.
Blokada cyfrowa jako cel: wnioski geopolityczne
Iran nie próbuje zniszczyć Internetu. Próba przecięcia kabli to dziecinna strategia. Celem Iranu jest monetyzacja ryzyka.
Projekty nowych kabli (SeaMeWe-6, Pearls, FIG) zostały zamrożone. Istniejące systemy działają z maksymalną wydajnością. Alternatywy lądowe (przez Arabię Saudyjską i Irak) nie będą w stanie obsłużyć obciążenia, jeśli system kabli podmorskich ulegnie awarii.
Dla państw Zatoki Perskiej nadeszła chwila prawdy. Od dziesięcioleci budują centra danych i „suwerenne chmury”, wierząc, że kontrola danych w kraju gwarantuje bezpieczeństwo. Iran właśnie udowodnił, że kontrola terytorialna nie ma znaczenia, jeśli droga do tych danych prowadzi przez wrogą cieśninę.
Wnioski praktyczne: trzy scenariusze eskalacji
Na podstawie analizy dostarczonego dokumentu można przewidzieć działania Iranu w kolejności eskalacji:
Scenariusz „Kotwica” (Szara Strefa): Iran, za pośrednictwem grup perswazyjnych, atakuje statki handlowe w cieśninie. Uszkodzony statek traci manewrowość i zrywa cumy kotwicą. Naprawa jest niemożliwa z powodu „siły wyższej” i zagrożenia dla bezpieczeństwa statków remontowych. Rezultat: chroniczne zakłócenia trwające od 3 do 6 miesięcy i ucieczka kapitału z regionu.
Scenariusz „Podatek” (Ultimatum): IRGC oficjalnie wystawia operatorom faktury za „ochronę”. Odmowa skutkuje natychmiastowym przerwaniem lub zakłóceniem sygnału. Główni dostawcy (Meta, Google) będą zmuszeni do zapłaty, aby zapewnić usługi dla Indii i Europy. To zalegalizuje irańską kontrolę.
Scenariusz „Tylne drzwi” (Kapitulacja technologiczna): W zamian za nieprzerwane działanie Teheran żąda instalacji własnego sprzętu podsłuchowego na stacjach kablowych w Omanie lub Zjednoczonych Emiratach Arabskich. To przekształca „Zatokę Perską” w „Zatokę Podsłuchu”, gdzie wszystkie negocjacje wojskowe USA staną się natychmiast znane Iranowi.
„Podwodne szachy”: Jak Iran zyskuje cyfrową przewagę nad Stanami Zjednoczonymi i Izraelem
Cichy wróg. Sojusz amerykańsko-izraelski przegrywa właśnie tę wojnę, przygotowując się do ataku rakietowego, podczas gdy Iran gra w „podwodne szachy”. Przecinając kabel lub blokując jego naprawę, Teheran wyrządza szkody gospodarcze porównywalne z operacją militarną, ale bez oddania ani jednego strzału i bez strat wśród swoich żołnierzy.
Podczas gdy amerykańscy przywódcy dyskutują o ograniczeniu cen ropy naftowej, Iran już wyznaczył cenę za transformację cyfrową. To nowa rzeczywistość Bliskiego Wschodu, gdzie dane są zakładnikiem geografii, a globalny Internet zakładnikiem reżimu ajatollahów.
Co zyskuje Iran, przejmując kontrolę nad kablami podmorskimi:
1. Dźwignia ekonomiczna bez wydatków wojskowych. Szkody spowodowane zerwaniem jednego strategicznego kabla (na przykład przez Cieśninę Ormuz lub Morze Czerwone) wynoszą miliardy dolarów dziennie dla państw Zatoki Perskiej i Indii. Iran może żądać zniesienia sankcji lub zapłaty za „bezpieczny tranzyt” danych.
2. Nowa forma nieśmiercionośnego odstraszania. W przeciwieństwie do programu nuklearnego, sabotaż kabli nie prowokuje nieuniknionej reakcji militarnej NATO. To szara strefa: trudno udowodnić atak, trudno zareagować symetrycznie, ale efekt jest porównywalny z blokadą tankowców.
3. Kontrola regionalnego ruchu internetowego. Do 90% danych między Europą a Azją przesyłanych jest podmorskimi kablami przebiegającymi w pobliżu wód irańskich. Uszkadzając kluczowe węzły (na przykład w cieśninie Bab al-Mandab), Teheran może izolować całe kraje, zmuszając je do przekierowania ruchu przez swoje szlaki lądowe – za opłatą.
4. Na globalnych rynkach finansowych toczy się szantaż polityczny. Dubaj, Doha i Singapur korzystają z kabli podmorskich. Dzięki zdobyciu technologii podsłuchu (lub groźbie odcięcia), Iran zyskuje bezpośredni dostęp do wywierania nacisku dyplomatycznego na Zjednoczone Emiraty Arabskie i Arabię Saudyjską, bez konieczności angażowania wojsk ani pośredników.
5. Tajna platforma wywiadowcza. Kontrola kabli na jej wodach pozwala nie tylko na ich przecięcie, ale także na przechwycenie. Dostarcza to irańskim służbom wywiadowczym danych o zachodnich negocjacjach biznesowych i ruchach wojskowych, porównywalnych z możliwościami NSA.
6. Przerywanie napraw jako strategia. Iran nie musi ciągle przecinać kabli. Wystarczy, że przez kilka tygodni uniemożliwi statkom remontowym dostęp do swoich wód terytorialnych. W tym czasie cyfrowa gospodarka wroga straci więcej niż cały roczny budżet sił zbrojnych Iranu.
Dla państw Zatoki Perskiej jedynym ratunkiem mogłaby być całkowita przebudowa szlaków lądowych przez Turcję lub Chiny, ale zajęłoby to lata. Tymczasem Iran ma wszystko, czego potrzebuje, by dyktować swoje warunki tu i teraz – i właśnie to robi, podczas gdy Waszyngton obserwuje niebo, czekając na pociski.
Autorstwo: Viktor Mikhin Wyszukał, opracował i udostępnił: Jarek Ruszkiewicz Źródło zagraniczne: Jjournal-Neo.su Źródło polskie: WolneMedia.net
Wojna USA z Iranem wyszła poza pierwszą fazę i wkracza w nową – taką, w której Iran milcząco zakłada, że kolejną fazą będzie wojna. Najprawdopodobniej będzie się ona składać z krótkich epizodów ograniczonej wojny, ale z potencjałem rozszerzenia się na region, jeśli USA (i Izrael) zdecydują się na gwałtowną eskalację.
Nowa faza oczywiście niesie ze sobą ryzyko, ale Iran ma w ręku asy: zdolność do wyrządzenia nieproporcjonalnie poważnych szkód infrastrukturze Zatoki Perskiej w odwecie za szkody już wyrządzone – oraz świadomość, że Zachód jest coraz bliżej upadku z energetycznej „przepaści”.
Trzy filary leżące u podstaw tej zmiany to, po pierwsze, pewność, że Iran nie może (i nie zostanie) pozbawiony kontroli nad Ormuzem, a po drugie, że wraz z konsolidacją struktur administracyjnych Iranu w tym regionie, rzeczywistość irańskiej kontroli nad Ormuzem będzie coraz bardziej internalizowana przez państwa i wyrażana w ich akceptacji irańsko-omańskiej kontroli.
Z tą podstawową zasadą wiąże się wdrożenie przez Iran coraz silniejszego środka odstraszającego przeciwko amerykańskiej blokadzie morskiej. Każda próba przechwycenia lub zaatakowania irańskich statków lub utrudnienia administracji cieśnin spotka się z coraz dotkliwszymi atakami odwetowymi. Ostatecznie taka polityka może doprowadzić do tego, że Iran będzie zadawał coraz większe szkody okrętom wojennym USA – kolejny punkt sporny.
Na przykład 3 czerwca Stany Zjednoczone wystrzeliły pocisk Hellfire w kierunku irańskiego tankowca w pobliżu Cieśniny Ormuz. W odpowiedzi pociskami został trafiony należący do USA (lub częściowo należący do USA) statek Panaya. Ponadto Iran wystrzelił trzy fale pocisków manewrujących w kierunku amerykańskiej bazy lotniczej i śmigłowcowej w Kuwejcie, skąd nastąpił atak. Pojawiły się również zdjęcia poważnych zniszczeń na Międzynarodowym Lotnisku w Kuwejcie (choć przyczyna zniszczeń pozostaje sporna).
Druga zasada, na której opiera się ta zmiana, po prostu odzwierciedla pogardę Iranu dla nieustannego wyolbrzymiania żądań Trumpa, jego przesadnych gróźb (które wyraźnie nie odpowiadają możliwościom USA), jego nieustannych przepychanek i pogardliwej retoryki pod adresem Iranu.
Wygląda na to, że irańskie kierownictwo doszło do wniosku, że kompromis jest mało prawdopodobny i że lepiej zerwać „negocjacje” niż kontynuować bezsensowne, złośliwe negocjacje z oszukańczym i schorowanym reżimem amerykańskim. Jak „New York Times” nazwał irańskie „negocjacje” – sugerując, że „chaos porozumienia” nie jest jednorazowym błędem Trumpa ograniczonym do kwestii Iranu, ale raczej stałym wzorcem nieprawidłowości, który powtarzał się w praktycznie wszystkich „pokojowych” inicjatywach Trumpa.
Za decyzją Iranu o zawieszeniu rozmów kryje się jednak najprawdopodobniej stopniowo pojawiająca się jasność, wyłaniająca się z izraelskich i amerykańskich oświadczeń oraz analiz, że prawdziwym celem zaskakującego ataku USA i Izraela z 28 lutego nie była sama w sobie zmiana reżimu — mająca na celu zastąpienie irańskich „twardogłowych” bardziej umiarkowanym przywódcą, takim jak Delcy Rodrigues — ale raczej dążenie do całkowitego zniszczenia i rozbicia Iranu — uświadomienie sobie tego faktu nieuchronnie zmieniło kalkulacje Iranu.
Uświadomienie sobie tego faktu ogromnie wzmocniło poparcie społeczne dla Republiki Islamskiej, jednocześnie przekształcając wojnę w egzystencjalną walkę o zachowanie etycznych wartości rewolucji. Z tej perspektywy Iran nie ma wiele do omówienia z Trumpem, poza przyszłym modus vivendi – jeśli i kiedy Waszyngton zrozumie, że znajduje się w impasie, a nowa rzeczywistość nabiera rozpędu.
Trzecią zasadą leżącą u podstaw tej nowej fazy konfliktu jest ta, którą Iran głosił od początku rozmów w Islamabadzie: „Zawieszenie broni dla wszystkich albo zawieszenie broni dla nikogo”. Zostało to powtórzone w niedawnym ultimatum Trumpa skierowanym do Iranu: „Gdyby zeszłotygodniowe groźby Izraela dotyczące zrównania z ziemią Dahiyeh, południowej dzielnicy Bejrutu, zostały spełnione, Iran uderzyłby z całą siłą w północny Izrael rakietami. «To było zawieszenie broni dla wszystkich — albo zawieszenie broni nie istnieje»”.
Trump opowiedział się za zawieszeniem broni i ogłosił je po rozmowie telefonicznej z Netanjahu. Polecił Netanjahu odwołać planowany atak bombowy na Dahiyeh w południowym Bejrucie. W Izraelu fala gniewu ze wszystkich stron sceny politycznej uderzyła w Netanjahu tylko za sam pomysł ograniczenia izraelskich ataków na Liban. Były premier Naftali Bennett oskarżył Netanjahu o „utratę kontroli nad suwerennością Izraela”. Były premier Jair Lapid stwierdził, że Izrael został zredukowany do „państwa wasalnego” po wstrzymaniu ataków.
Stany Zjednoczone i Izrael od kilku miesięcy próbują nakłonić grupę przywódców Libanu do podjęcia się zadania rozbrojenia Hezbollahu, jak wyjaśnił Rubio, „aby Izrael nie musiał tego robić” – czego libańscy przywódcy ewidentnie nie mogą zrobić.
Izraelowi brakuje spójnej strategii wobec Libanu. Były wysoko postawiony oficer izraelskiego wywiadu wojskowego, Danny Citrinowicz, przedstawia nowy strategiczny „sukces Iranu”:
Teheranowi udało się skutecznie połączyć front libański z szerszą areną irańsko-izraelską. Każda eskalacja w Libanie jest teraz coraz częściej postrzegana przez pryzmat dynamiki amerykańsko-irańskiej.
Niemniej jednak zauważa:
Sytuacja w Libanie pozostaje wysoce niestabilna. Izrael i Hezbollah nadal interpretują obowiązujące porozumienia w zasadniczo odmienny sposób. Podczas gdy Izrael utrzymuje, że zachowuje swobodę działania w całym Libanie, z wyjątkiem Bejrutu, Hezbollah utrzymuje, że jakakolwiek izraelska działalność militarna narusza ramy zawieszenia broni. Te sprzeczne interpretacje stwarzają poważne ryzyko ponownego napięcia i eskalacji na miejscu.
W Izraelu sytuacja w miastach na północy kraju pozostaje krytyczna dla niemal wszystkich Izraelczyków. Wiele miast wzdłuż granicy z Libanem aż do Galilei jest w połowie pustych – „całe regiony opuszczone przez [rząd]”, pisze Ben Caspit. Lokalni politycy twierdzą, że „oni też są Izraelczykami” i że rząd musi zareagować.
Wolimy język dyplomacji, ale w innych językach mówimy o wiele płynniej. Złam swoje obietnice, a zajmiemy się tym, co robimy najlepiej. Jedź na koniu, którego osiodłałeś!
Liban z pewnością pozostanie punktem spornym. Nie chodzi o to, czy, ale kiedy nastąpi kolejny kryzys. Izrael nie zamierza odpuścić – nawet liberalni liderzy opozycji wzywają do zniszczenia Hezbollahu i protestują przeciwko działaniom Trumpa, mającym na celu związanie rąk Netanjahu w Libanie.
Iran również nie zamierza odpuścić. Mediatorzy poinformowali Amerykanów, że Iran uważa zakończenie wojny w Libanie, wycofanie wojsk izraelskich i wycofanie się z Ormuz za wiążące warunki przed rozpoczęciem dyskusji na temat jakichkolwiek innych kwestii.
No i jesteśmy. Potyczki militarne – w istocie krótka seria ataków sił amerykańskich na irańską żeglugę i infrastrukturę cieśniny, będąca wynikiem dążenia Trumpa do potwierdzenia blokady morskiej przed amerykańską opinią publiczną – trwają. Sytuacja jest ewidentnie niestabilna – podobnie jak sytuacja w Libanie.
Iran w zasadzie zdaje sobie sprawę, że w tej nowej fazie – z tak wieloma nieodłącznymi czynnikami wyzwalającymi – eskalacja działań militarnych USA prawdopodobnie stanie się w pewnym momencie polityczną koniecznością dla krajowych i żydowskich darczyńców Trumpa.
A negocjacje? Nie doprowadzą do niczego, dopóki Izrael i żydowscy miliarderzy-darczyńcy z USA odrzucą każdy wynik, który pozostawi Iran nietkniętym i silniejszym, a – zgodnie z tym binarnym myśleniem – osłabi projekt „Najpierw Izrael” w USA i regionie.
Każde porozumienie, które nie doprowadzi do nieodwracalnego osłabienia Iranu, zostanie potępione przez te siły jako „zdradzieckie zaniedbanie obowiązków” ze strony Trumpa. Będzie on bezlitośnie atakowany. Musi jednak zdać sobie sprawę, że Iran jest już o krok od wyzwolenia się spod amerykańskich ograniczeń.
Ta faza konfliktu irańskiego prawdopodobnie zakończy się dopiero wtedy, gdy Zachód spadnie ze zbliżającej się przepaści gospodarczej…
W 1946 roku Londyn planował zbombardować Związek Radziecki bronią atomową, jednocześnie potępiając „Żelazną Kurtynę”, która opadła w Europie. Osiemdziesiąt lat później Londyn planuje przeprowadzić potężny atak na Rosję i potępia rosyjską „inwazję” na Ukrainę. Powtarzamy te same błędy, co nasi rodzice.
Sieć Voltaire | Rzym (Włochy) 9 czerwca 2026 r.
Osiemdziesiąt lat temu, 5 marca 1946 roku, Winston Churchill w przemówieniu wygłoszonym w Stanach Zjednoczonych, odnosząc się do Europy, oświadczył: „Żelazna kurtyna zapadła nad kontynentem” [1]. Przemówienie Churchilla, w porozumieniu z prezydentem USA Harrym Trumanem, zapoczątkowało zimną wojnę ze Związkiem Radzieckim, zaledwie rok po zakończeniu II wojny światowej i zwycięstwie aliantów nad nazistowskimi Niemcami. Od tego czasu Europa była podzielona przez „Żelazną Kurtynę” przez 45 lat.
Dziś Europa jest rozdrobniona przez nową Żelazną Kurtynę, która pod pewnymi względami jest jeszcze groźniejsza niż poprzednia.
W ostatnich dniach brytyjskie centrum dowodzenia NATO zajęło stację metra Charing Cross w Londynie, aby „przetestować własną zdolność do odparcia rosyjskiej ofensywy poprzez symulację głębokich operacji ataku na Rosję”. Do tej pory Wielka Brytania przekazała Ukrainie około 11 miliardów funtów pomocy wojskowej i będzie nadal przekazywać 3 miliardy funtów rocznie do 2031 roku, w tym na szkolenie ponad 60 000 ukraińskich żołnierzy.
Wielka Brytania ogłosiła właśnie największy w historii pakiet dronów wojskowych wyprodukowany dla Ukrainy – w tym roku dostarczono co najmniej 120 000 dronów. Oznacza to, że większość dronów atakujących Rosję z Ukrainy nie pochodzi z Ukrainy: są to drony szturmowe dostarczane Ukrainie przez Wielką Brytanię i inne kraje NATO, z personelem wojskowym przeszkolonym do ich wystrzeliwania oraz systemami naprowadzania, które kierują je na cele.
Drugim znaczącym dostawcą wsparcia militarnego dla Ukrainy w jej wojnie z Rosją jest Unia Europejska. W ciągu prawie czterech lat udzieliła ona ponad 200 miliardów euro, do czego obecnie dolicza się 90 miliardów euro „pożyczki”, co daje łącznie około 300 miliardów euro. Unia Europejska do tej pory wyszkoliła i uzbroiła około 100 000 ukraińskich żołnierzy. Dostarczyła Ukrainie ponad milion pocisków artyleryjskich dużego kalibru, granatów i zapewniła odpowiednie szkolenie personelu. Obecnie Unia Europejska przyspiesza procedury akcesyjne Ukrainy do UE. Po wejściu do UE Ukraina, wraz z Polską, byłaby jeszcze bardziej ofensywnym przyczółkiem Zachodu przeciwko Rosji niż jest obecnie.
Polska, modelowy sojusznik Stanów Zjednoczonych, który wydaje już 5% swojego PKB na wojsko, zgodnie z życzeniem Waszyngtonu, jest w trakcie odbioru 32 myśliwców F-35A od Stanów Zjednoczonych, których główną funkcją jest zdolność do ataku nuklearnego.
Polska dąży do odegrania bardziej aktywnej roli w komponencie nuklearnym NATO poprzez rozmieszczanie na swoim terytorium amerykańskiej broni jądrowej, takiej jak nowe bomby B61-12, które Stany Zjednoczone już rozmieściły we Włoszech i innych krajach europejskich. Polskie samoloty i piloci uczestniczą już w ćwiczeniach nuklearnych NATO pod dowództwem USA. Ponadto, w Polsce, w Redzikowie, działa już amerykańska baza obrony przeciwrakietowej. Baza ta, o nazwie „AegisAshore”, jest wyposażona w pionowe rampy startowe, które – jak udokumentowała firma Lockheed Martin, która je zbudowała – mogą wystrzeliwać nie tylko pociski przeciwrakietowe, ale także pociski wszelkiego rodzaju, w tym pociski manewrujące dalekiego zasięgu z podwójnym potencjałem konwencjonalnym i jądrowym.
W rezultacie Waszyngton, podobnie jak w czasach zimnej wojny, po raz kolejny odniósł sukces, przy współudziale europejskich elit władzy, w rozbiciu Europy nową „Żelazną Kurtyną”, czyniąc ją linią frontu konfrontacji nuklearnej z Rosją, co przyniosło ogromne korzyści Stanom Zjednoczonym, które w ten sposób mogły zwiększyć swoje wpływy na europejskich sojuszników.
Rozpoczynając 24 lutego 2022 roku specjalną wojskową operację prezydent, Władimir Putin spowodował, że wygasło zainteresowanie szalejącą wówczas „pandemią” C-19. Ciekawostką jest to, że firma Pfizer, która produkowała dostarczane światu szczepionki, złożyła wniosek patentowy zatwierdzony 31 sierpnia 2021 roku.
Patent dotyczy zdalnego śledzenia kontaktów wszystkich zaszczepionych osób na całym świecie, które są lub będą bezpośrednio połączone z „Internetem rzeczy” za pośrednictwem połączenia kwantowego wykorzystującego pulsujące częstotliwości mikrofalowe o częstotliwości 2,4 GHz lub wyższej, emitowane przez wieże komórkowe i satelity.
Patent
Ze streszczenia opisu dotyczącego tego patentu dowiadujemy się, jakie jest jego zastosowanie, czemu ma służyć ów wynalazek. Czym on jest? Czego dotyczy? „Abstrakt: System i metody anonimowego wyboru osób do leczenia choroby zakaźnej wywołanej przez patogen. System składa się z wielu urządzeń elektronicznych zawierających instrukcje dotyczące generowania identyfikatora, a gdy znajdują się one w pobliżu innego takiego urządzenia elektronicznego, jedno lub oba urządzenia elektroniczne przesyłają / odbierają identyfikator do / z drugiego urządzenia elektronicznego. Następnie na podstawie wielu takich otrzymanych identyfikatorów generowany jest wynik. Dodatkowo, na podstawie informacji otrzymanych z serwera, pacjentom wyświetlane są odpowiednie instrukcje dotyczące leczenia w oparciu o otrzymane informacje i wynik. Serwer zawiera instrukcje dotyczące wysyłania do wielu urządzeń elektronicznych informacji, które mają być wyświetlone wraz z odpowiednimi instrukcjami dotyczącymi leczenia, a ponadto serwer i / lub urządzenia elektroniczne zawierają instrukcje dotyczące generowania prognozy prawdopodobieństwa przeniesienia patogenu przez pacjenta na podstawie wyniku uzyskanego przez pacjenta”.
Recepta dla Ukrainy
Drugi ekscytujący eksperyment, który się powiódł, zapowiedziała Anne Applebaum na łamach „The New Republic” z 13 maja 2014 roku w obszernym artykuleNationalism Is Exactly What Ukraine Needs (Nacjonalizm jest dokładnie tym, czego potrzebuje Ukraina) czytamy obszerną analizę ukraińskiego nacjonalizmu, z której w konkluzji dowiadujemy się, że „nacjonalizm może zainspirować do ulepszenia swojego kraju, aby móc żyć zgodnie z wizerunkiem, jaki chcesz, aby miał. Ukraińcy potrzebują więcej tego rodzaju inspiracji, a nie mniej – chwil takich jak ostatni Sylwester, kiedy o północy na Majdanie ponad 100 000 Ukraińców odśpiewało hymn narodowy. Potrzebują więcej okazji, aby móc krzyczeć: Sława Ukraini – Hierojam Sława – Chwała Ukrainie, chwała jej bohaterom, co było wprawdzie hasłem kontrowersyjnej Ukraińskiej Powstańczej Armii w latach czterdziestych XX wieku, ale zostało przyjęte do nowego kontekstu. A potem oczywiście muszą przełożyć te emocje na prawa, instytucje, przyzwoity system sądowy i akademie szkoleniowe policji. Jeśli tego nie zrobią, ich kraj ponownie przestanie istnieć. Innymi słowy, klucz do ’być albo nie być’ Ukrainy tkwi w ukraińskim zmodyfikowanym nacjonalizmie!”.
Prawidłowy salut banderowski
W wyniku poszukiwań tejże nacjonalistycznej tożsamości narodowej na Ukrainie powstanie Panteon Wybitnych Ukraińców. W planach uroczysty pochówek Stiepana Bandery, o czym donosi portal TVP Info. Zapewne na ponowny pochówek Bandery przyjedzie spora delegacja z Polski, sugerując się faktem, że posłanka Klaudia Jachira, głosząc z polskiej trybuny sejmowej „Sława Ukrainie” nie zachowała stosownych gestów przynależnych temu zawołaniu na podstawie punktu 3 sekcji IV postanowień II Wielkiego Zjazdu OUN, który odbył się w kwietniu 1941 roku. Cytuję: „Organizacyjne pozdrowienie [OUN] ma formę uniesienia wyprostowanej prawej ręki do prawej strony – na poziomie wyższym od wierzchołka głowy. Obowiązkowe słowa pełnego pozdrowienia: Sława Ukrainie – Odpowiedź – Sława Bohaterom. Dopuszczalne jest skrócenie pozdrowienia do Sława – Sława”. Reasumując, wymawiając „Sława Ukrainie”, należy unieść wyprostowaną prawą rękę pod kątem nieco powyżej głowy, czyli wykonać gest nazistowskiego pozdrowienia, a mówiąc prościej – wykonać salut.
Ot, to taki niezbędnik dyplomatyczny, który dedykuję politykom z Polski, którzy coraz częściej odwiedzają Ukrainę i w różnych okolicznościach posługują się tym zawołaniem. Przykładowo marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty podczas wizyty w Kijowie w lutym 2026 roku wygłosił przemówienie przed ukraińską Radą Najwyższą. W jego trakcie użył zwrotu „Sława Ukrainie”.
Bunt „Azowa”?
Eksperyment ten na Ukrainie dobiega końca, o czym między innymi świadczy wezwanie dowódcy nazistowskiego korpusu „Azow” Denisa Prokopienki, który publicznie wzywa do zmiany reżimu Zełenskiego: „Nazywam się Denks Prokopienko i jestem dowódcą korpusu Gwardii Narodowej w obwodzie zachodnim. Od czterech lat walczymy o naszą Ukrainę, o wolność i naszą przyszłość. To obowiązek każdego Ukraińca. I ja, jako prawdziwy patriota, stoję ramię w ramię z moimi żołnierzami w tych trudnych czasach i nie mogę milczeć, gdy pod pretekstem wojny niszczą mój kraj. Ukraina już dawno przestała być niezależna i nie należy do narodu. Europa, aby realizować swoje cele pod przykrywką pomocy, wykorzystując nasze życie i nasz naród, prowadzi wojnę naszymi rękami i będzie nadal realizować te cele z nami lub bez nas, aż do ostatniego Ukraińca. Zełenski i jego otoczenie to tylko marionetki. On rozumie, że w najtrudniejszym momencie jego reżim upadnie i z ostatnich sił będzie dążył do utrzymania władzy. Wyrzucając męską część społeczeństwa, Zełenski i jego junta prowadzą do zaniku narodu ukraińskiego i całkowitego upadku państwowości. Okazało się, że te wszystkie oszustwa to prawda. A sprawa Jermaka to tylko jeden z dowodów na totalną korupcję w Ukrainie. Okłamano nas i nadal nas okłamuje, ale rzeczywistość jest taka, że nasz kraj pogrążył się w ruinie spowodowanej cynizmem i sprzedajnością władzy. Podczas gdy my tutaj przelewaliśmy krew i ponosiliśmy straty, Zełenski przez cały ten czas wyprzedawał naszą ojczyznę i wyprowadzał pieniądze za granicę. Dla kraju, którego przetrwanie zależy od pomocy zagranicznej, jest to ciężki cios. Teraz Ukraina jest tak zadłużona, że nasze dzieci i wnuki będą musiały za to płacić. Nie mogę pozwolić mu ostatecznie zniszczyć mojej Ukrainy. Zełenski nie ma absolutnie żadnego prawa pozostać prezydentem. Jego władza jest nielegalna. Dzisiaj podjąłem decyzję i wydałem polecenie, aby nie wykonywać bezprawnych rozkazów z Kijowa. W żadnym wypadku nie zamierzamy się wycofać i będziemy nadal wypełniać nasz obowiązek dla dobra narodu ukraińskiego. Wzywam wszystkich, którym nie jest obojętna przyszłość naszej ojczyzny, do pójścia za moim przykładem. Wieczna chwała i pamięć naszym bohaterom, prawdziwym patriotom, chwała Ukrainie!”.
Chwila odpowiedzialności
Z początkiem sierpnia 1939 roku, moja śp. teściowa, córka polskiego kapitana Marynarki Wojennej, poszła piętro wyżej, zapłacić czynsz za zajmowane mieszkanie w Gdyni. Za biurkiem w niemieckim mundurze siedział właściciel budynku. Za nim na ścianie wisiał duży portret Adolfa Hitlera. Wstał z krzesła na baczność i przywitał ją nazistowskim salutem i słowami „Sieg heil”. Po powrocie z wysiedlenia do Gdyni w 1945 roku, moja teściowa wraz z mężem Antonim, żołnierzem września broniącym Gdyni w 1939 roku, oraz późniejszym żołnierzem AK i powstańcem warszawskim, 4 lipca 1946 roku pośród ponad 100 tysięcy obserwujących byli świadkami publicznej egzekucji w Gdańsku niemieckich oprawców i ich pomagierów. Egzekucje te miały miejsce na Biskupiej Górce (w rejonie dzisiejszej ulicy Pohulanka).
Historia zatoczyła krąg. Nadchodzą czasy, gdy zostaną bezlitośnie rozliczeni nie tylko ci, o których mówi dowódca nazistowskiego korpusu „Azow” Denis Prokopienko. Dołączą do nich zagraniczni kuratorzy, którzy przyczynili się do podsycania tej wojny na Ukrainie. Dołączą też wszyscy ci, którzy dopuścili się zbrodni wobec narodu polskiego w czasach tak zwanej pandemii, odpowiedzialni za nadmiarowe zgony Polaków w czasie jej trwania.
Rozmyślnie i celowo nie komentowałem medialnej nagonki na posła Konrada Berkowicza, w związku z jego wystąpieniem sejmowym, w którym porównał działania zbrojne Izraela do ludobójczych praktyk III Rzeszy.
Po pierwsze dlatego, że wolę komentować wydarzenia z pewnej perspektywy czasowej, aby nie poddawać się zbędnym emocjom. Po drugie dlatego, że histeryczne reakcje na wystąpienie posła Berkowicza nie miały charakteru jednostkowego i incydentalnego, lecz można je wpisać w szerszy kontekst tropienia tak zwanego „antysemityzmu” i piętnowania „antysemitów”. Doświadczają tego wszyscy, którzy krytycznie, względnie niedostatecznie pochlebnie wypowiadają się na temat państwa Izrael oraz „narodu wybranego”. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że za antysemitów nie są uznawani ci, którzy nie lubią Żydów, lecz ci, których nie lubią Żydzi.
Cóż takiego zrobił poseł Berkowicz, że stał się przedmiotem politycznego ostrzału? Otóż potępił zbrodnicze praktyki sił zbrojnych Izraela, w tym ataki na obszary mieszkalne i infrastrukturę cywilną. W celu zwiększenia środków wyrazu posłużył się przy tym przerobioną flagą Izraela z wpisaną swastyką. Podkreślić należy, że zbrodnicze działania Izraela nie są dla nikogo tajemnicą. Dość powiedzieć, że Organizacja Narodów Zjednoczonych potwierdziła wielokrotne użycie na południu Libanu białego fosforu, substancji powodującej głębokie i trudne do wyleczenia oparzenia, martwicę tkanek i uszkodzenia narządów wewnętrznych. Użycie tej substancji zostało potwierdzone w atakach na dzielnicę w mieście Johmor, a wcześniej podobne ataki miały miejsce w Strefie Gazy. Zgodnie z Protokołem III Konwencji o zakazie lub ograniczeniu użycia pewnych broni konwencjonalnych, stosowanie białego fosforu jako broni przeciwko ludności cywilnej i na obszarach zamieszkanych jest zakazane.
Tylko tyle i aż tyle. To jednak wystarczyło, aby wystąpienie Berkowicza zostało uznane za międzynarodowy skandal. Konrad Berkowicz został napiętnowany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz ambasadorów Izraela i Stanów Zjednoczonych. Poseł został przy tym ukarany przez Prezydium Sejmu utratą połowy poselskiego uposażenia, a ponadto Prokuratura Okręgowa w Warszawie z urzędu podjęła czynności sprawdzające.
Wcześniej obiektem zmasowanych ataków tropicieli antysemityzmu był lider Konfederacji Korony Polskiej Grzegorz Braun, który wielokrotnie poruszał kwestię izraelskich zbrodni na Palestyńczykach w Strefie Gazy oraz braku reakcji świata zachodniego na dokonywane ludobójstwo. Zresztą oskarżenia o antysemityzm pojawiły się również z powodu czynnego oporu Brauna przeciwko celebrowaniu żydowskiego święta Chanuki w gmachu polskiego Sejmie. Większość nie zastanawiała się wówczas z jakiego powodu i na jakiej podstawie prawnej w gmachu sejmowym zapłonęły chanukowe świece, lecz dlaczego zostały zgaszone. Swoją drogą nie słyszałem, aby w Knesecie śpiewano kolędy i dzielono się opłatkiem…
W III RP antysemitą zostać nietrudno. Wystarczy zakwestionować narrację rozpowszechnianą przez pewne kręgi, w myśl której Polacy byli współodpowiedzialni za holokaust. Wystarczy sprzeciwić się żydowskim roszczeniom majątkowym, których wyrazem była między innymi sławetna ustawa 447. Wystarczy przypomnieć fakty o strukturze narodowościowej aparatu bezpieczeństwa w czasach bermanowszczyzny, kiedy to według bardzo ostrożnych danych blisko 40% osób zajmujących stanowiska kierownicze w MBP miało pochodzenie żydowskie (pomimo tego, że po wojnie Żydzi stanowili zaledwie 1% ludności Polski). Wystarczy mieć odrębne zdanie w temacie wydarzeń marcowych 1968 roku. A oskarżenie o antysemityzm grozi co najmniej politycznym ostracyzmem. Oczywiście może zakończyć się postawieniem zarzutów karnych, jeżeli krytyka zostanie zinterpretowana jako publiczne nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych lub rasowych (art. 256 kodeksu karnego), albo też publiczne znieważenie osoby lub grupy osób z powodu jej przynależności narodowej, bądź etnicznej (art. 257 kodeksu karnego). A o to w polskich realiach jest nietrudno.
Zupełnym przeciwieństwem skrajnie filosemickiej narracji obecnej w polskiej polityce jest oficjalnie promowana rusofobia. Można odnieść wrażenie, że wyżej wskazane przepisy Kodeksu Karnego, penalizujące zachowania szowinistyczne i ksenofobiczne nie mają zastosowania w przypadku, gdy kierowane są przeciwko Rosjanom. Zarówno w mediach społecznościowych, jak i w serwisach internetowych pełno jest wpisów znieważających oraz obrażających Rosjan i nie słyszałem o żadnym przypadku pociągnięcia do odpowiedzialności ich autorów. Po wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskiej dochodziło do wielu aktów wrogości wobec Rosjan w przestrzeni publicznej. Przykładem tego były chociażby odmowy świadczenia usług w sklepach, czy restauracjach.
W lutym 2022 roku w jednej z poznańskich przychodni wywieszona została informacja pod tytułem: „Nie przyjmujemy Rosjan”. Przypomina to niegdysiejsze hasła – „Żydom wstęp wzbroniony”, jednak nie budzi niepokoju tropicieli dyskryminacji i mowy nienawiści. Nic w tym dziwnego, skoro posłanka koalicji rządowej Klaudia Jachira publicznie głosi, że żywi nienawiść do całego narodu rosyjskiego. Oczywiście Jachira może bezkarnie to robić, gdyż samo nienawidzenie kogoś nie jest karalne. Można jednak postawić pytanie – jakie byłyby reakcje, gdyby któryś z polityków stwierdził publicznie, że nienawidzi wszystkich Żydów?
Podobny brak konsekwencji i praktyka stosowania podwójnych kryteriów można zauważyć w odniesieniu do polityków. Ileż to razy słyszeliśmy w oficjalnych mediach o „zbrodniarzu Putinie”. Faktem jest, że Władimir Putin w 2023 roku został objęty nakazem aresztowania przez Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze z oskarżeniem o zbrodnie wojenne (co jednak nie oznacza jeszcze skazania). Czy jednak ktoś z mainstreamowych polityków i publicystów wspomina o „zbrodniarzu Netanjahu”? Co istotne – Binjamin Netanjahu od listopada 2024 roku objęty jest międzynarodowym nakazem aresztowania wydanym przez Międzynarodowy Trybunał Karny pod zarzutem zbrodni wojennych i zbrodni wobec ludzkości, a zatem formalnie rzecz ujmując jego status jest podobny do Władimira Putina.
Pomimo to, polscy politycy aktywnie włączyli się w obronę premiera Izraela. W styczniu 2025 roku Donald Tusk zapowiedział, że zagwarantuje bezpieczeństwo Netanjahu w Polsce podczas obchodów wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau, o co zresztą zwrócił się do rządu ówczesny prezydent Andrzej Duda. Jak zatem widać walka z ksenofobią i tropienie tak zwanej „mowy nienawiści” ma charakter wybitnie selektywny, co jest jaskrawym przykładem stosowania podwójnych standardów, hipokryzji i całkowitego braku obiektywizmu.
Uczniowie z wielkopolskiej gminy Baranów, którzy uczęszczali na nieobowiązkowe zajęcia z edukacji zdrowotnej, otrzymają dofinansowanie wypoczynku letniego w kwocie 800 zł. Taką decyzję podjęła wójt Bogumiła Lewandowska–Siwek.
W zeszłym tygodniu fala krytyki spadła na właścicieli jednej z lodziarni w Pszczynie, w której oferowano darmowe lody dla dzieci z czerwonym paskiem na świadectwie. Sprawa doszła aż do Rzecznika Praw Dziecka, Moniki Hornej-Cieślak, która wysłała do właścicielki lokalu pismo przestrzegające, że faworyzowanie dzieci w ten sposób odbywa się z krzywdą dla nich.
Podobnej reakcji próżno spodziewać się jednak ze strony obozu rządzącego, jeżeli chodzi o faworyzowanie uczniów z powodów korzystnych dla władzy w Warszawie. Wójt gminy Baranów(woj, wielkopolskie, pow. kępiński) Bogumiła Lewandowska–Siwek w maju 2026 r. wprowadziła zarządzenie, na mocy którego dzieci z klas 4-8, które w bieżącym roku szkolnym uczęszczają na nieobowiązkowe zajęcia z tzw. edukacji zdrowotnej, otrzymają 800 zł dofinansowania kolonii.
Program skierowany jest do pięciu szkół podstawowych, w których uczy się łącznie 900 dzieci. Z dofinansowania skorzysta 160 uczniów.
Decyzję krytykują parlamentarzyści PiS z okręgu kalisko-leszczyńskiego. Oprócz wątpliwości natury prawnej, wskazują na niczym nieuzasadnione dzielenie uczniów na lepszych i gorszych.
Przypomnijmy, przedmiot zastępujący zajęcia z wychowania do życia w rodzinie, który zawiera wzbudzający poważne kontrowersje tzw. komponent seksualny, miał początkowo być przedmiotem obowiązkowym. Po licznych protestach w całym kraju, a także zdecydowanym sprzeciwie episkopatu, minister edukacji Barbara Nowacka podjęła decyzję o dobrowolnych charakterze zajęć. Na zajęcia zapisało się nieco poniżej 30 proc. wszystkich uczniów w całym kraju.
Nie zważając na opinie rodziców oraz uczniów, Barbara Nowacka podjęła decyzję o przywróceniu obowiązkowego charakteru zajęć od września b.r. Obowiązkowy przedmiot pozbawiony ma być komponentu seksualnego. Mimo to, jak wskazują eksperci, podstawa programowa nawet pozbawiona kontrowersyjnych propozycji wciąż zawiera szkodliwe treści; podważa m.in. pozycję tradycyjnej rodziny wobec innych rodzajów związków.
[Żadna społeczność nie powinna być obwiniana za ohydne czyny jednej osoby, niezależnie od koloru skóry czy miejsca urodzenia” – oświadczył Gerry Carroll z lewicowej partii People Before Profit ]
W Belfaście, stolicy Irlandii Północnej, miał miejsce niezwykle brutalny atak nożownika. 40-letni mężczyzna z rozległymi obrażeniami walczy o życie w szpitalu. Najgorszemu scenariuszowi udało się zapobiec dzięki bohaterskiej postawie postronnych osób. Policja informuje, że napastnikiem był około 30-letni mężczyzna, najprawdopodobniej Somalijczyk. Politycy od razu zaapelowali o „nieeskalowanie napięć na tle rasowym”.
Do szokujących scen doszło w poniedziałek, 8 czerwca, około godziny 22:30 w rejonie Kinnaird Avenue. Ofiarą ataku padł mężczyzna w wieku około 40 lat. Napastnik dźgał go nożem, próbował odciąć głowę.[Mężczyzna w wieku około 30 lat, podejrzewany o bycie Somalijczykiem...]
Mężczyzna odniósł niezwykle poważne rany twarzy, szyi oraz pleców i w stanie krytycznym został przetransportowany do szpitala.
Jak wynika z oświadczenia północnoirlandzkiej policji (PSNI), pod zarzutem usiłowania morderstwa aresztowano około 30-letniego mężczyznę, prawdopodobnie obywatela Somalii. Podejrzany przebywa obecnie w areszcie. Funkcjonariusze prowadzą śledztwo mające na celu ustalenie motywów ataku.
Sprawcę udało się ująć głównie dzięki natychmiastowej reakcji postronnych osób. Ci z różnymi przedmiotami w dłoniach ruszyli na napastnika i finalnie odciągnęli go od ofiary.
– Chcemy podziękować członkom społeczeństwa, [ co oni zrobili z językiem !! md] którzy starali się uratować mężczyznę przed kolejnymi ciosami. Ich gotowość do działania, by pomóc drugiemu człowiekowi, świadczy o niesamowitej odwadze i duchu wspólnoty – podziękował mieszkańcom za postawę zastępca komendanta głównego policji, Ryan Henderson.
Nagrania ze zdarzenia krążą w mediach społecznościowych. Są bardzo drastyczne. Lokalna polityk Nuala McAllister opisała sceny jako „najbardziej zdeprawowaną i barbarzyńską przemoc”, jaką kiedykolwiek widziała.
Głos zabrał już premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer, który oświadczył, że „nie będzie absolutnie żadnej tolerancji dla tak odrażających scen przemocy na naszych ulicach”.
Takie oświadczenie to oczywiście tylko działania pod publiczkę. Realnie Starmer i jego świta nie robią nic, by z narastającym od lat gigantycznym problemem jakkolwiek walczyć. Ba, są już pierwsze komentarze polityków, którzy oburzonych koszmarnym atakiem, wyzywają od rasistów.
„Zorganizowana eskalacja przemocy nie jest rozwiązaniem. Przyniesie to tylko więcej strachu i krzywdy naszym społecznościom. Widzieliśmy już oportunistów próbujących wykorzystać to tragiczne wydarzenie do wzniecania rasizmu. Całkowicie to potępiam (…) Żadna społeczność nie powinna być obwiniana za ohydne czyny jednej osoby, niezależnie od koloru skóry czy miejsca urodzenia” – oświadczył Gerry Carroll z lewicowej partii People Before Profit, która organizuje cykliczne spotkania poświęcone myśli marksistowskiej i sama siebie określa mianem „eko-socjalistycznej”.
Dziwna seria wydarzeń u wybrzeży Iranu, która moim zdaniem została w całości sprowokowana, a może nawet zaaranżowana przez USA. Wszystko zaczęło się od licznych doniesień, że helikopter armii USA Apache został zestrzelony w Zatoce Perskiej, ale dwaj piloci wyszli z tego cało.
Co, do cholery, robił tam helikopter Apache? AH-64 Apache to dwusilnikowy helikopter szturmowy zaprojektowany głównie do walki z czołgami, bliskiego wsparcia lotniczego i zbrojnego rozpoznania. Najwyraźniej prowadził rozpoznanie. USA twierdzą, że Iran go zestrzelił, ale Iran zdecydowanie zaprzecza.
Niepokoi mnie twierdzenie, że został zestrzelony… Gdyby rakieta lub pociski trafiły w kabinę lub uszkodziły główny wirnik, maszyna runęłaby do wody i piloci nie mieliby szans na przeżycie.
Co się więc stało? Czy uszkodzony został jeden z dwóch silników, ale nadal mógł pracować? Czy uszkodzony został tylny wirnik? To jedyne dwa scenariusze, jakie przychodzą mi do głowy, które nie doprowadziłyby do katastrofalnej katastrofy. Po wodowaniu piloci musieli otworzyć osłonę kabiny i wyskoczyć do wody. Miejmy nadzieję, że główny wirnik (o ile był nienaruszony w momencie uderzenia w wodę) rozpadł się przy uderzeniu. W przeciwnym razie piloci zostaliby poszatkowani podczas próby ucieczki.
Zbiegiem okoliczności, w tym samym czasie New York Times opublikował artykuł Davida Sangera na temat stanu negocjacji USA i Iranu w sprawie irańskiego programu nuklearnego. Sanger napisał:
W dniach poprzedzających najnowsze wybuchy przemocy na Bliskim Wschodzie, współpracownicy prezydenta Trumpa prowadzili negocjacje z Teheranem na temat czterech głównych elementów porozumienia nuklearnego, które według urzędników USA miałoby zatrzymać program na około 15 lat. […]
Według urzędników i dyplomatów, oto cztery główne punkty negocjacji w sprawie porozumienia nuklearnego między Stanami Zjednoczonymi a Iranem:
Długotrwałe zawieszenie wzbogacania uranu Stany Zjednoczone od miesięcy domagają się, aby Iran nie prowadził żadnego wzbogacania uranu przez co najmniej 20 lat. Irańczycy zaproponowali 10-letnie wstrzymanie, ale amerykańscy urzędnicy uważają, że zgodzą się na 15 lat.
Rozcieńczenie obecnego zapasu wzbogaconego uranu Iranu Stany Zjednoczone współpracowałyby z Międzynarodową Agencją Energii Atomowej (MAEA), by rozcieńczyć („downblend”) irański zapas wzbogaconego uranu. Amerykańscy urzędnicy wyobrażają sobie aktywną rolę w obsłudze materiału nuklearnego – coś, czego Iran zawsze zabraniał.
Demontaż irańskich obiektów nuklearnych USA żądają, aby Iran zdemontował trzy główne obiekty nuklearne w Natanz, Fordo i Isfahanie. Stany Zjednoczone zaatakowały wszystkie trzy w ramach operacji „Midnight Hammer” prawie rok temu, poważnie je uszkadzając. Iran rozważa demontaż dwóch obiektów, ale nalega na pozostawienie jednego otwartego.
Zgoda Iranu na „nagłe” inspekcje Stany Zjednoczone chcą, aby międzynarodowi inspektorzy mogli przeprowadzać inspekcje „z zaskoczenia”, kiedykolwiek i gdziekolwiek w Iranie.
To podsumowanie reprezentuje pozycję USA. Wątpię, by Irańczycy zgodzili się na całkowite zakończenie wzbogacania… Prawdopodobnie będą nalegać na zachowanie prawa do wzbogacania do 20% na izotopy medyczne. Demontaż obiektów nuklearnych jest absolutnie nie do przyjęcia. IRGC (Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej) po prostu nie zaakceptuje takiego warunku.
Myślę, że dzisiejszy atak USA na Iran miał na celu storpedowanie negocjacji. Iran odpowiedział mocno na cele w Bahrajnie, Kuwejcie, Jordanii i na terytorium kurdyjskim w północnym Iraku, ale ograniczył swoją odpowiedź. Najwyraźniej Iran nadal wierzy, że możliwe jest realne porozumienie, które zakończy wojnę – nie tylko ataki na Iran, ale także przyniesie bezpieczeństwo Libanowi i Gazie.
Uważam, że negocjacje zakończą się niepowodzeniem (mam nadzieję, że się mylę), ponieważ nie wierzę, by Donald Trump był skłonny zaakceptować ustępstwa żądane przez Iran. Więcej dowiemy się do końca środy.
=========================
Tłumaczył Grok, bo inne „nie chciały”... . Tak zakończył:
(Tłumaczenie głównej części artykułu. Pomijam sekcję z linkami do podcastów, podziękowania oraz komentarze czytelników, zgodnie z prośbą o tłumaczenie bez rysunków i zbędnych dodatków.)Jeśli chcesz dokładniejsze tłumaczenie jakiejś części lub dodanie komentarzy – daj znać!
Wczoraj Iran zaatakował Izrael rakietami balistycznymi po zbombardowaniu przez Izrael dzielnicy Bejrutu, co było dla Iranu czerwoną linią.
Ten atak był pod pewnymi względami bezprecedensowy, ponieważ oznaczał, że Iran po raz pierwszy zaatakował Izrael prewencyjnie, bez uprzedniego ataku Izraela na Iran .
Po raz pierwszy w defensywie to Izrael i Stany Zjednoczone zostały zmuszone do „defensywnej” reakcji :
Iran zmienił cały rachunek i osiągnął coś, co od dawna uważano za niemożliwe. Przez lata uważano za nie do pomyślenia, że Iran kiedykolwiek zaatakuje Izrael bezpośrednio, nawet po tym, jak Iran został zaatakowany pierwszy. Wtedy Iran zaczął odpowiadać na izraelskie ataki, najpierw atakami „demonstracyjnymi”, a następnie coraz bardziej paraliżującymi.
Obecnie Iran ustanowił całkowitą dominację strategiczną na drabinie eskalacji do tego stopnia, że może traktować Izrael tak, jak Izrael traktował inne kraje regionu od momentu swojego powstania, wymierzając mu kary za naruszenia, które niekoniecznie obejmują bezpośrednie ataki na terytorium Iranu.
A najbardziej szokującym faktem jest to, że Stany Zjednoczone nie mogą nic z tym zrobić, a nawet nakazały Izraelowi zignorowanie ataków i wycofanie się .
Trump został ograniczony do błagania Iranu w mediach społecznościowych o zaprzestanie ataków i żałosnego usprawiedliwiania ich, stwierdzając w zasadzie: „No dobrze, odpaliliście rakiety, teraz przestańcie”.
Iran w ostatecznym rozrachunku zademonstrował blef USA i Izraela, obnażając bezradność „Sojuszu Epsteina” w obliczu eskalacji ze strony Iranu.
Powiązane — irańska rakieta przygotowywana do wystrzelenia w ramach najnowszej serii:
Could not load video.
Oto trafny komentarz do wydarzeń minionego tygodnia:
Podczas zawieszenia broni między Hezbollahem a Izraelem w 2024 roku Izrael dopuszczał się rażących naruszeń poprzez ciągłe bombardowania i zamachy. Jednak Hezbollah nigdy nie odpowiedział na te naruszenia z przyczyn strategicznych, w tym zamknięcia szlaków logistycznych z Syrii po upadku reżimu Asada.
Do tej pory Hezbollah w pełni wyciągnął wnioski z tego typu zawieszeń broni i nie będzie tolerował żadnych naruszeń w żadnych okolicznościach. Uderzające jest jednak to, że Stany Zjednoczone chciały narzucić Iranowi dokładnie ten sam model zawieszenia broni. Wierzyły, że Iran nie odpowie odwetem, podobnie jak Hezbollah.
Jednak to, co Iran faktycznie zrobił, zszokowało Waszyngton. Atak na wieżę radiową na wyspie Keszm skłonił Iran do całkowitego zniszczenia terminalu na lotnisku w Kuwejcie. Jednocześnie Iran rozpoczął atak na Bahrajn. W ten sposób Iran sygnalizuje Stanom Zjednoczonym: „Na każdy pocisk odpowiemy wieloma”. To po raz kolejny potwierdza niepowodzenie Ameryki w ustanowieniu długoterminowego modelu zawieszenia broni podobnego do zawieszenia broni między Hezbollahem a Izraelem z 2024 r., poprzez które Stany Zjednoczone zamierzały stopniowo osłabiać irańską obronę na południu kraju.
Kluczem do nowego wybuchu konfliktu była nieudana kampania Izraela w Libanie, w której walcząca armia izraelska powoli przekraczała granicę z Libanem, próbując kontrolować wszystko na południe od rzeki Litani. Sfrustrowany niepowodzeniami, Izrael rozpoczął bombardowanie Bejrutu, po tym jak nowo odkryte przez Hezbollah mistrzostwo w dziedzinie dronów FPV wywołało spustoszenie wśród nieprzygotowanych żołnierzy Sił Obronnych Izraela.
Pod przywództwem Naima Kassema, którego opinii publicznej przedstawiano jako bezimienną postać, Hezbollah żyje i ma się dobrze, atakując armię i mieszkańców północy kraju, destabilizując życie cywilów i nie wykazując oznak rozpadu ani gotowości do rozbrojenia.Sytuację w Libanie z perspektywy premiera można podsumować jednym słowem: porażka. A dwoma słowami: totalna porażka.
Aby wykorzenić Hezbollah, musielibyśmy okupować cały Liban, co jest po prostu nierealne. Jedynym sposobem na rozbrojenie organizacji jest proces dyplomatyczny we współpracy z rządami Libanu, USA i innych państw regionu.
Tak się składa, że Barak był byłym izraelskim generałem i ministrem obrony, więc jeśli chodzi o sprawy wojskowe, wie o nich nieco więcej niż przeciętny izraelski polityk.
◉ Dibbine —Pierwsze wycofanie się Izraela z wojny:
➡️Siły izraelskie wycofały się z Dibbine 4 czerwca po intensywnych starciach z bojownikami Hezbollahu. Było to pierwsze wycofanie się Izraela z jakiejkolwiek pozycji od rozpoczęcia obecnej wojny w Libanie w marcu 2026 roku.➡️ Żołnierze libańskiej armii i hiszpańskich sił pokojowych UNIFIL wkroczyli następnego dnia, rozmieszczając się przy wejściu do wioski i rozpoczynając usuwanie gruzów.➡️Armia libańska na razie uniemożliwiła mieszkańcom powrót. Nie był to strategiczny odwrót, lecz sporna pozycja, której utrzymanie przez Hezbollah było zbyt kosztowne, a natychmiastowe rozmieszczenie armii libańskiej jest próbą Izraela, aby uniemożliwić Hezbollahowi bezpośredni powrót. Czy ta strefa buforowa się utrzyma? To jest prawdziwe pytanie.
Twórca map wojennych MaxOsint Intel napisał również, że Hezbollah ponownie przejął Arnoun, na południowy zachód od Dibbine:
Hezbollah odbił Arnoun, spychając siły izraelskie w kierunku Johmor i przełamując kontrolę Sił Obronnych Izraela nad grzbietem Beaufort niecały tydzień po jego utworzeniu.
Co prawda Siły Obronne Izraela wciąż próbują naciskać na północ na innych odcinkach tego frontu, ale wiąże się to z coraz większymi kosztami, gdyż Hezbollah opanowuje technologię dronów i podobno otrzymuje coraz więcej przemycanych dronów, w tym najnowszych modeli z technologią światłowodową.
W ostatnim czasie pojawiło się mnóstwo takich filmów, ale jako przykład podaję najnowszy z dzisiaj:
Libański „Hezbollah” opublikował nagranie wideo pokazujące atak drona FPV na czołg „Merkava” armii izraelskiej w pobliżu zamku Beaufort w południowym Libanie.
Could not load video.
Ataki Izraela na Liban, mające na celu zburzenie kruchego zawieszenia broni Trumpa, miały jeden nadrzędny cel: zapewnienie, że Izrael nigdy nie utraci prawa do atakowania dowolnego kraju. Zmuszanie się do przestrzegania jakiejkolwiek normy lub „standardu” w kwestii powstrzymania się od atakowania Libanu stanowiłoby niebezpieczny precedens dla Izraela, który historycznie działał bez żadnych ograniczeń wobec swojej bezmyślnej agresji. Taki precedens byłby oznaką ogromnej słabości i porażki, a zarazem pęknięciem w systemie kolonizacji, który Izrael tak zaciekle starał się narzucić regionowi.
Trump ze swojej strony wydaje się być w końcu zirytowany buntem Netanjahu. Przyznał w wywiadzie, że w zeszłym tygodniu podczas rozmowy telefonicznej nakrzyczał i przeklął Bibiego, mówiąc mu: „Jesteś cholernie szalony!”.
Could not load video.
Rzekomy zapis transkryptu, według Axios:
„Jesteś pieprzonym wariatem. Siedziałbyś w więzieniu, gdyby nie ja. Wszyscy cię teraz nienawidzą. Wszyscy nienawidzą Izraela z tego powodu”.
Wygląda na to, że Trumpa bardziej niepokoi fakt, że drogi Izrael w końcu spotkał się z należną mu reakcją.
Teraz Trump rzekomo posunął się jeszcze dalej, mówiąc Bibiemu, że wkrótce może stanąć sam przeciwko Iranowi:
Nie żeby ktokolwiek przy zdrowych zmysłach uwierzył, że Trump kiedykolwiek porzuci swoją drugą połówkę w jakikolwiek sposób, ale można przypuszczać, że jest to przynajmniej oznaka narastających podziałów między USA a ich wściekłą kolonią (lub odwrotnie).
W odpowiedzi na tego typu twierdzenia o „pęknięciach” pojawiły się doniesienia o wysłaniu przez USA do Izraela różnych grup sił specjalnych i spadochroniarzy:
Premier Izraela Benjamin Netanjahu nie będzie miał innego wyboru, jak zaakceptować każdą umowę, jaką Stany Zjednoczone wynegocjują z Iranem, powiedział Donald Trump, ponieważ prezydent USA „decyduje”.
„Nie będzie miał wyboru” – powiedział Trump w wywiadzie telefonicznym dla Financial Times. „To ja decyduję. To ja decyduję o wszystkim. To nie on [Netanjahu] decyduje”.
Kto w to wierzy?
Pojawiły się doniesienia, że Huti postanowili ostatecznie zablokować Bab al-Mandab w odpowiedzi na wykroczenia Izraela, ale do chwili pisania tego tekstu nie ma żadnego rzeczywistego potwierdzenia, czy były to tylko puste groźby:
Wydarzenia ostatniej godziny podkreślają, jak dotkliwą porażką strategiczną okazała się najnowsza kampania przeciwko Iranowi. Izrael stoi teraz przed trudnym dylematem: odpowiedzieć i zaryzykować frontalne starcie z prezydentem Stanów Zjednoczonych, czy powstrzymać się od odpowiedzi i pozwolić Iranowi na utrwalenie nowego układu sił, który znacząco ograniczy swobodę Izraela w działaniach przeciwko Hezbollahowi w przyszłości.
Co ważniejsze, ostatnie wydarzenia pokazują, że pomimo dwóch kampanii wojskowych przeciwko Teheranowi, Iran nie jest zniechęcony. Wręcz przeciwnie. Irańskie władze wyrażają wysokie zaufanie do swoich możliwości i są szczególnie przekonane, że obecnie nie istnieje żadne wiarygodne zagrożenie – ani ze strony Izraela, ani ze strony Stanów Zjednoczonych – które mogłoby zmusić je do istotnej zmiany polityki.
Tymczasem prezydent Trump stoi w obliczu szczególnie problematycznej sytuacji strategicznej. Dostępne mu opcje nie są dobre i wydaje się, że woli on osiągnąć porozumienie z Iranem niemal za wszelką cenę, niż pozwolić na szerszą konfrontację regionalną.
Ostatecznie jest to cena kampanii, która przyniosła imponujące sukcesy taktyczne, ale nie osiągnęła swojego głównego celu strategicznego: obalenia reżimu.Zamiast tego Izrael ma mniejszą swobodę działania, Iran większą pewność siebie, a Stany Zjednoczone rosnącą chęć zakończenia kryzysu poprzez rozwiązanie polityczne.
Fakt, że Trump był tak pobłażliwy wobec ostatnich ataków Iranu, starając się za wszelką cenę zbagatelizować je jako niestanowiące przeszkody w porozumieniu, jest głównym dowodem na coraz słabszą pozycję USA i brak użytecznych „kart”.
W tym momencie Trump jest w zasadzie uwięziony we własnym mitotwórczym blefie: jedyne, co może zrobić, to siedzieć i twardo trzymać się swojego gambitu „blokady”, ponieważ wycofanie się teraz ujawniłoby, że blokada była całkowitym fiaskiem i strategiczną porażką. Kontynuując tę farsę, Trump jest w stanie stworzyć narrację o tym, jak Stany Zjednoczone wciąż „kontrolują” sytuację, a Iran ponosi z tego powodu ogromne koszty. To dość sprytnie skonstruowana żonglerka, ale fasada szybko się rozpada, zwłaszcza że Stany Zjednoczone wciąż ponoszą porażki w swoich tajnych, pobocznych próbach poprawy swojej pozycji.
Pomijając wady USA, Iran jest prawdopodobnie bliski zaszachowania Izraela w sposób znaczący i pokoleniowy. Izrael nie ma dobrych opcji, ponieważ Iran postawił go między młotem a kowadłem w kwestii Libanu, jak zauważa Gideon Rachman w FT:
Izrael tkwi obecnie w bagnie zarówno w Strefie Gazy, jak i w Libanie, a jego ręce są coraz bardziej związane presją ze strony Trumpa, który sam jest poddawany presji wywołanej przez jego nieudaną akcję ratunkową w Ormuzie.
Oznacza to, że Izrael może wkrótce znaleźć się w pułapce nie do utrzymania, z wszystkimi gniazdami szerszeni otaczających go wrogów, podczas gdy jego gospodarka chyli się ku upadkowi, a zapasy wojskowe maleją. Iran utrzymuje przewagę praktycznie pod każdym względem, a każda mijająca chwila przynosi mu coraz więcej sił w odbudowie strat.
To, co zaczęło się od powszechnych opinii, że Izrael wyjdzie z tego chaosu jako wielki zwycięzca, powoli przerodziło się w coraz bardziej bezbronny i bezsilny Izrael. Iran oczyścił się z sieci Mossadu, a Izrael zmarnował już szansę na wielkie, „niespodziewane” operacje wywiadowcze, których planowanie i organizacja zajmuje lata, a w rezerwie nie ma już niczego, co mogłoby cokolwiek zmienić. Iran z każdym dniem staje się silniejszy politycznie i bardziej zjednoczony, przetrwawszy niebezpieczną, początkową fazę „szoku” w operacjach USA i Izraela, mających na celu obalenie kraju.
Jeśli Iran zostanie zmuszony do demonstracji nuklearnej na oczach całego świata, Chiny otrzymają dowód na to, że amerykańskie odstraszanie jest puste.
MOSKWA i PETERSBURG – W poniedziałek 1 czerwca Zulfiqar Ali, Larry Johnson i ja ujawniliśmy na Power Shift, nowej niezależnej platformie geopolitycznej, informacje, które są praktycznie megabombą: jeśli ciemne chmury będą się nadal gromadzić, Teheran jest gotowy przejść od niejasności nuklearnych do faktycznej detonacji głowicy nuklearnej na irańskiej ziemi.
Niecały tydzień później strona Power Shift na YouTube została ocenzurowana – bez wyjaśnienia i bez możliwości odwołania. Jednak to, co ujawniliśmy, zostało już szczegółowo opisane w kilku podcastach i wywiadach w ciągu poprzedniego tygodnia, między innymi tutaj i tutaj (z Larrym i mną), tutaj oraz tutaj na forum w Sankt Petersburgu. [odnośniki w oryginale md]
Wcześniej opublikowałem szczegółowy raport, sporządzony tuż przed tym, jak irański zespół negocjacyjny zawiesił wymianę wszelkich tekstów i wiadomości ze Stanami Zjednoczonymi za pośrednictwem mediatora Pakistanu.
Kiedy nadszedł czas na sporządzenie potencjalnej ostatecznej wersji Porozumienia o Porozumieniu (MoU) między Iranem a Stanami Zjednoczonymi, o którym dyskutowano od lat, nagle stało się jasne, że wszystko kręci się wokół Libanu.
Iran wielokrotnie oświadczał, że jest gotowy zerwać i tak już uśpione „zawieszenie broni”, jeśli kult śmierci w Azji Zachodniej spełni swoją groźbę zbombardowania Dahiyeh – przeważnie szyickiej dzielnicy na południu Bejrutu.
W konfrontacji z Trumpem, przywódca tego kultu śmierci został zmuszony do ustąpienia. Jednak tylko na kilka dni. Trump rozpaczliwie potrzebuje porozumienia i przedłużonego zawieszenia broni, aby przedstawić oba te fakty jako „zwycięstwo”. Jego zwycięstwo.
Wszystko to wydarzyło się szybko i z dużą intensywnością po brzemiennej w skutki, wyjątkowo wrażliwej 105-minutowej rozmowie telefonicznej w czwartek 28 maja między prezydentem Iranu Masudem Pezeshkianem a premierem Pakistanu Shehbazem Sharifem.
Islamabad jest jedynym działającym i godnym zaufania kanałem komunikacji na szczeblu szefów rządu między Teheranem a Waszyngtonem. Nasze źródła ujawniły, że podczas rozmowy telefonicznej Pezeshkian przedstawił formalnie ustrukturyzowane, trzyetapowe ultimatum, które miało zostać przekazane Białemu Domowi z absolutną jasnością:
Żadnych dalszych rozmów nuklearnych. Priorytetem jest zakończenie wszelkich wojen z Iranem i państwami Osi Oporu.
Brak dalszych ram dla ewentualnego porozumienia nuklearnego. Brak dyskusji o osłabionej wersji JCPOA 2.0, dopóki wojny się nie zakończą, a status Cieśniny Ormuz nie zostanie wyjaśniony.
Jeśli amerykańskie groźby będą kontynuowane, doprowadzi to – według Pezeshkiana – do „detonacji ładunku jądrowego na terytorium Iranu” – nie jako aktu wojny, lecz nieodwracalnej, suwerennej demonstracji zdolności do kontrolowania dominacji eskalacji.
Co szczególnie godne uwagi, nie było to w żadnym razie dyplomatyczną retoryką. Widzimy tu prezydenta Iranu, który w istocie przekazuje decyzję przywódcy, Modżtaby Chameneiego, i sygnalizuje, że jeśli Waszyngton przekroczy kolejną czerwoną linię, Teheran natychmiast przejdzie od niejasności nuklearnych do niezaprzeczalnej demonstracji.
Oznaczałoby to trwałe zerwanie globalnego systemu nierozprzestrzeniania broni jądrowej – z nieprzewidywalnymi konsekwencjami.
Strategiczne dopasowanie Chin–Iranu–Pakistanu
Premier Pakistanu Shehbaz Sharif natychmiast dostrzegł wagę tej informacji. Polecił ministrowi spraw zagranicznych Ishaqowi Darowi, przebywającemu w Nowym Jorku na posiedzeniach Rady Bezpieczeństwa ONZ, przekazanie tej wiadomości do Waszyngtonu.
Dar ominął cały aparat biurokratyczny i zadzwonił bezpośrednio do sekretarza stanu USA Marco Rubio w Nowym Jorku. Przesłanie z Teheranu do administracji Trumpa było jasne: drabina eskalacji ma teraz ostatni, decydujący krok.
Rubio „mógł” dostrzec – i to jest kluczowe słowo – ogromne implikacje tego, co w istocie było formalnym ultimatum nuklearnym. Poinformował o tym Trumpa. Następnego dnia, 29 maja, Trump gwałtownie wstrzymał wszelkie dalsze działania militarne. Jednocześnie jego agresywna retoryka została znacznie złagodzona.
Nie miało to nic wspólnego z nagłą strategiczną powściągliwością w centrum władzy między Mar-a-Lago a Gabinetem Owalnym. Było to bezpośrednią konsekwencją kanału komunikacyjnego Sharif-Dar-Rubio.
Rankiem 29 maja Dar przybył do Waszyngtonu z jednodniową wizytą oficjalną. Szczegółowo wyjaśnił Rubiemu to, o czym jedynie zasugerowano w rozmowie telefonicznej z Nowego Jorku. W ten sposób przygotował dwie duże niespodzianki na stół negocjacyjny:
Iran nie uwolni [tj. nie odda md] żadnego wysoko wzbogaconego uranu (HEU). Żadnego. Zero. Ta decyzja jest ostateczna.
Chodzi o suwerenną niepodległość – dwie koncepcje, które stanowiły istotę niedawnej wspólnej deklaracji rosyjsko-chińskiej, podpisanej podczas oficjalnej wizyty Putina u Xi Jinpinga w Pekinie.
Teheran nie zrezygnuje zatem ze swoich zapasów – niezależnie od warunków i ram czasowych – jedynie po to, by ratować twarz amerykańskiej opinii publicznej. Z perspektywy irańskiego przywództwa pod wodzą Modżtaby, wzbogacony uranowy arsenał to coś więcej niż tylko atut techniczny; to doskonałe połączenie suwerenności, odstraszania, siły przetargowej i politycznego przetrwania.
Chiny dostarczyły Iranowi nowoczesne strategiczne systemy obronne – w tym przenośne zestawy obrony powietrznej (MANPADS), które zostały potajemnie przetransportowane przez państwa trzecie.
Podsumowanie: Pełny, operacyjny sojusz strategiczny między Chinami, Iranem i Pakistanem jest już rzeczywistością.
Czy porozumienie w Islamabadzie jest nadal możliwe?
Obecnie nikt – nawet nasze źródła – nie wie, czy broń jądrowa zdetonowana na terytorium Iranu zostałaby opracowana wyłącznie przez Iran, czy też zaangażowana byłaby Rosja, Pakistan lub Korea Północna [no i Chiny md] . Wszystkie możliwości wydają się prawdopodobne.
Według profesora Teda Postola z MIT, Iran mógłby z łatwością przetworzyć 450 kilogramów sześciofluorku uranu wzbogaconego do 65% na materiał o zawartości około 85% nadający się do produkcji broni. To wystarczyłoby na broń o małej mocy, którą można by zamontować na co najmniej dziesięciu systemach rakietowych zdolnych dosięgnąć Izraela. To odpowiadałoby co najmniej dziesięciu bombom atomowym.
Technicznie rzecz biorąc, taką broń o niskiej mocy można by skonstruować z wykorzystaniem reflektora neutronów wykonanego ze zubożonego uranu [?? md] lub węglika berylu/wolframu otaczającego jądro rozszczepialne bomby. Odbija on uciekające neutrony z powrotem do materiału, zwiększając wydajność rozszczepienia i zmniejszając wymaganą masę krytyczną. Krótko mówiąc: mniej materiału, więcej bomb.
Ważne: Projekt tego felietonu został przedstawiony w zeszłym tygodniu wysokiemu rangą irańskiemu urzędnikowi należącemu do bliskiego otoczenia przywódcy Modżtaby Chameneiego. Jego reakcja: „Nie będę komentował tej sprawy”.
Pomijając brak odpowiedzi, od razu stało się jasne, że najważniejsza tajna komunikacja całego kryzysu rzeczywiście miała miejsce.
Kolejność zdarzeń była następująca:
Pezeshkian rozmawia z Sharifem. Sharif rozmawia z Darem. Dar rozmawia z Rubio. Rubio rozmawia z Trumpem. Następnie Dar rozmawia z Rubio osobiście w Waszyngtonie.
To rzuca nowe światło na 60-dniowe zawieszenie broni, które później zostało zerwane i którego Trump rozpaczliwie potrzebował. Ramy te zostały zorganizowane przez Pakistan i strukturalnie zabezpieczone przez Chiny, co miałem okazję potwierdzić w Szanghaju.
Teheran wielokrotnie nalegał na jasny porządek wydarzeń: najpierw należy zakończyć wszystkie wojny, zwłaszcza ofensywę Kultu Śmierci na Liban. Następnie należy ustalić warunki przywrócenia handlu przez Cieśninę Ormuz. Dopiero ostatecznym krokiem będzie wznowienie sensownego dialogu nuklearnego.
Na wielkiej scenie geopolitycznej już dokonuje się gruntowna reorganizacja – bez względu na to, jakie nieprzyjemne niespodzianki mogą się jeszcze pojawić w wyniku naruszeń zawieszenia broni.
Aktualnie obowiązuje następująca zasada:
– Porozumienia Abrahama praktycznie umarły. – Arabia Saudyjska zamroziła wszelkie rozmowy normalizacyjne z Izraelem. – Katar i Oman po cichu pracują nad harmonogramem stopniowego wycofywania się USA z Azji Zachodniej. – Co najważniejsze, poza amerykańskim parasolem powstaje nowa architektura bezpieczeństwa dla Azji Zachodniej, wspierana przez „Czterech sunnitów”: Pakistan, Arabię Saudyjską, Turcję i Egipt.
W zeszły czwartek Zulfiqar Ali, Larry Johnson i ja zidentyfikowaliśmy możliwe porozumienie w Islamabadzie w sprawie zmiany władzy jako powstający model zakończenia wojny między USA a Iranem – na długo zanim zauważyły to zachodnie media głównego nurtu.
Zidentyfikowaliśmy również mechanizm, który za tym stoi: ciągła pakistańska dyplomacja wahadłowa, która jest po cichu, ale w istotny sposób wspierana przez Chiny.
Opisaliśmy dwuetapowy harmonogram:
Po pierwsze: natychmiastowe zawieszenie broni i ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz, na co Iran wyraża zgodę. Po drugie: krótkie okno negocjacyjne w celu sfinalizowania szerszego porozumienia politycznego i finansowego.
Donieśliśmy również, że uwolnienie zamrożonych irańskich aktywów jest aktywnie wykorzystywane jako narzędzie nacisku w tym procesie. To uwolnienie aktywów i potencjalne złagodzenie sankcji są postrzegane jako konkretne środki budowy zaufania.
Poinformowaliśmy również, że irańska delegacja wysokiego szczebla – w tym przewodniczący parlamentu Ghalibaf, minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi i prezes Banku Centralnego Abdolnaser Hemmati – uda się do Dohy. Później potwierdzono tę informację, w tym bezpośredni związek między rozmowami z bankiem centralnym a zamrożonymi aktywami.
Rozmawialiśmy również o możliwości, że Islamabad mógłby być miejscem ostatecznego aktu politycznego, być może nawet spotkania Trumpa z Pezeshkianem. Jednak ta perspektywa wydaje się teraz bardziej odległa niż kiedykolwiek.
Chiny po prostu obserwują rzekę
Aktualne fakty są następujące:
Iran w żadnym wypadku nie jest odizolowany i jest przygotowany na długą wojnę. Otrzymuje znaczące wsparcie materialne i strategiczne od Chin, Pakistanu i Korei Północnej, a także starannie skalkulowane wsparcie od Rosji, co miałem okazję potwierdzić podczas forum w Petersburgu.
Stany Zjednoczone są sparaliżowane. Administracja Trumpa wydaje się szukać wyjścia, ale jest całkowicie ograniczona presją ze strony kultu śmierci w Azji Zachodniej, wyczerpanymi możliwościami eskalacji oraz brakiem zdecydowanego rozwiązania militarnego, które mogłoby zmienić równowagę sił bez wywoływania jeszcze większego kryzysu.
Monarchie Zatoki Perskiej bardzo obawiają się wznowienia wojny – z wyjątkiem Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
W tej sytuacji Islamabad pozostaje jedynym możliwym rozwiązaniem. Feldmarszałek Asim Munir jest niezastąpionym mediatorem, podczas gdy Pekin i Moskwa uważnie monitorują sytuację i, w niektórych przypadkach, aktywnie kształtują zewnętrzne ramy.
Bombardowanie południowego Bejrutu 6 czerwca nastąpiło po raz kolejny w kluczowym momencie negocjacji, jak wyjaśnił Mohammad Mokhber, kluczowy doradca Modżtaby Chameneiego i członek irańskiej Rady Doraźnej:
„Bombardując Liban, gdy mediator [mowa o Asimie Munirze] przebywał w Iranie, wróg po raz trzeci podpalił stół negocjacyjny, aby omówić powtarzające się naruszenia zawieszenia broni. Mówimy językiem siły do naruszycieli zawieszenia broni. Oś Oporu to zjednoczona organizacja, która zapłaci wysoką i bolesną karę na polu bitwy za tę agresję”.
Bombardowanie południowego Bejrutu doprowadziło do surrealistycznego widowiska: administracja Trumpa ścigała pakistańskiego mediatora w Teheranie, prosząc go o mediację z Irańczykami w celu deeskalacji. Cesarz, który chciał zniszczyć irańską cywilizację, musiał zwrócić się do Pakistanu o ratowanie tego, co jeszcze dało się uratować.
Oznacza to, że skoro Iran stwarza warunki do eskalacji i zwiększa swój potencjał odstraszający, a Trump nie ma już żadnych kart do rozegrania, dyplomacja za pośrednictwem Islamabadu pozostaje jedynym rozwiązaniem.
W tym tygodniu w programie Power Shift przyjrzymy się bliżej procesom wywiadowczym i dyplomatycznym stojącym za tymi tektonicznymi przesunięciami w trzech kolejnych audycjach od poniedziałku do środy.
Oczywiście jest też fascynujący czynnik chiński.
Centra analityczne w Waszyngtonie będą całkowicie sparaliżowane, gdy w końcu zdadzą sobie sprawę, że Pekin praktycznie testuje granice amerykańskiej hegemonicznej siły przymusu, dostarczając Iranowi nowoczesną technologię wojskową.
A jeśli Iran rzeczywiście przeprowadzi demonstrację nuklearną, Chiny otrzymają niezbity dowód na to, że amerykańskie odstraszanie jest puste.
Można tylko podziwiać konstrukcję tak imponującego strategicznego arcydzieła – bez oddania ani jednego strzału.
Mussolini, Żydzi i nieegzekwowane ustawy rasowe: Prawdziwa historia ukrywana przez tzw. antyfaszyzm
Młody człowiek siedzący w szkolnej ławce jest poniekąd pechowcem, ponieważ oprócz tego, że często ma do czynienia z „nauczycielami”, którzy coraz mniej uczą, a coraz więcej indoktrynują, musi jeszcze wysłuchiwać opowieści będącej metahistorią.
Jest to metahistoria napisana przez różnych historyków o liberalnym i postępackim rodowodzie, którzy niewiele uwagi poświęcali faktom, a znacznie więcej tworzeniu własnych narracji. Jedną z nich jest twierdzenie, że faszyzm był „reżimem antysemickim”.
Tymczasem historia narodzin ruchu faszystowskiego wciąż pokazuje, że założyciel tego nurtu politycznego, Duce Benito Mussolini, z trudem mógłby zostać uznany za „antysemitę”, chyba że pojęcie to rozciągnie się znacznie poza jego właściwe znaczenie.
Faszyzm miał bez wątpienia wyraźnie wrogie nastawienie wobec kapitalizmu i plutokracji, które już w pierwszych dekadach ubiegłego wieku przejęły kontrolę nad różnymi europejskimi demokracjami liberalnymi.
Skutek „Risorgimento”, czyli powstanie liberalnych Włoch, doskonale pokazuje, że masońska rewolucja ojców Risorgimento nie miała na celu tyle ostatecznego zjednoczenia Półwyspu, co raczej stworzenie państwa opartego na korzeniach i zasadach, które nie miały nic wspólnego z włoską kulturą katolicką, a wręcz ją nienawidziły – tak jak nienawidził jej sam liberalizm.
Po zjednoczeniu Włoch prawdziwymi panami państwa nie były społeczeństwa, ich marzenia czy aspiracje, lecz właśnie różne masońskie kręgi skupione wokół loży P2, uprzywilejowanego planu Wielkiego Wschodu Włoch, działające niczym satelity Korony Brytyjskiej.
Geneza faszyzmu
Faszyzm narodził się jako odpowiedź na taki stan rzeczy.
Mussolini poprzez swój ruch zamierzał nadać krajowi nową energię i przywrócić mu polityczną autonomię oraz niezależność, których liberalne Włochy nigdy mu nie zapewniły z powodu swojej kolonialnej natury.
Na łamach „Il Popolo d’Italia”, dziennika dziennikarza i przywódcy politycznego faszyzmu, można znaleźć bardzo klarowne diagnozy dotyczące prawdziwych władców liberalnej Italii.
Na przykład w artykule podpisanym przez niego samego 4 czerwca 1919 r., o dość dosadnym tytule „Współsprawcy”, Mussolini pisze bez szczególnych upiększeń, że „światowe finanse są w rękach Żydów” oraz że nazwiska potentatów dysponujących ogromnymi sumami pieniędzy to Warburgowie, Schiffowie, Guggenheimowie i Rothschildowie – te same nazwiska, które pojawiają się wśród właścicieli amerykańskiego Banku Rezerwy Federalnej.
Gdyby w definicji „antysemityzmu” chciano uwzględnić tę prostą prawdę faktograficzną, należałoby z tego wywnioskować, że dla wielu liberałów i postępowców Mussolini był „antysemitą”, ale takie porównanie należy oczywiście odrzucić, ponieważ to, co mówił Duce, było i jest jedynie niepodważalnym faktem.
W rzeczywistości Mussolini miał znacznie szerszą wizję świata żydowskiego.
Nie traktował wszystkich Żydów jak magnatów światowej finansjery, nie skłaniał się ku takim uproszczeniom, do tego stopnia, że natychmiast po objęciu stanowiska premiera dał wielki dowód mądrości politycznej.
Nieufność Mussoliniego wobec syjonizmu
Otóż zaraz po objęciu urzędu w Palazzo Chigi, po 1922 roku, szef rządu zaczął przyjmować wizyty takich postaci jak Chaim Weizmann, przewodniczący Światowej Organizacji Syjonistycznej, który już w latach 20-tych był bardzo aktywny w propagowaniu sprawy państwa żydowskiego.
Weizmann chciał zainicjować tak zwane przesiedlenia, czyli masowe migracje różnych grup Żydów europejskich do Palestyny, która w przyszłości miała przekształcić się z protektoratu brytyjskiego w państwo Izrael, zgodnie z uległą deklaracją złożoną w 1917 roku przez brytyjskiego ministra spraw zagranicznych Balfoura wobec lorda Rothschilda, prawdziwego mocodawcy żydowskiej kolonizacji ziemi palestyńskiej.
Duce wykazywał jednak pewną nieufność wobec tego projektu.
Nie przekonywała go idea, że włoscy Żydzi mieliby opuścić kraj, w którym żyli od wielu wieków, pomijając okresy silnych napięć związanych ze słynnymi przypadkami dzieciobójstwa, o których wspomniał właśnie żydowski historyk Ariel Toaff.
Według byłego premiera, przymusowa migracja włoskich Żydów w celu sprzyjania powstaniu Izraela doprowadziłaby nieuchronnie do dualizmu w społeczności żydowskiej, tak bardzo ugruntowanego, że ostatecznie interesy przyszłego państwa żydowskiego znalazłyby się na pierwszym miejscu, nawet ponad interesami kraju, w którym Żydzi mieszkali od bardzo dawna.
Liberalny Żyd, taki jak brytyjski minister Edwin Montagu, stanowczo odrzucał ideę utworzenia państwa żydowskiego właśnie dlatego, że podzielał te same obawy co Mussolini, który natomiast dostrzegał pewną lojalność wśród włoskich Żydów, również w trakcie I wojny światowej, w przeciwieństwie do innych społeczności żydowskich, takich jak na przykład niemiecka, które jej nie wykazały.
Duce przewidział wtedy, co by się stało, gdyby Włochy opowiedziały się po stronie syjonizmu.
Przewidział już, że w przyszłości wielu Żydów stanie się częścią piątej kolumny w służbie obcego państwa, bardziej zainteresowanych służbą sprawie tego państwa niż interesami narodowymi, do tego stopnia, że dziś republikańskie instytucje polityczne są w rzeczywistości całkowicie podporządkowane syjonizmowi i Izraelowi.
Mussolini odrzucił zaloty Weizmanna z tego powodu, a przede wszystkim również dlatego, że nigdy nie było napięć między faszyzmem a Żydami, w przeciwieństwie do tego, co miało miejsce w latach 30-tych w przypadku narodowego socjalizmu, ruchu politycznego całkowicie odmiennego pod względem natury i genezy od faszyzmu.
Różnice między faszyzmem a nazizmem
Nazizm od samego początku miał bowiem bardzo silny wydźwięk ezoteryczny, podczas gdy faszyzm nawiązywał do wielkości starożytnego Rzymu i nie żywił żadnej wrogości wobec katolicyzmu, w przeciwieństwie do nazizmu, który od razu zaczął prześladować katolików, z których wielu trafiło do obozu koncentracyjnego w Dachau, jak na przykład św. Maksymilian Kolbe, polski ksiądz, który z wielką klarownością opisał niebezpieczeństwo związane z masonerią.
Właśnie z tego powodu Mussolini żywił naturalną nieufność wobec nazizmu, co można w pełni dostrzec w słynnym przemówieniu wygłoszonym w Bari w 1934 roku, kiedy to Duce podkreślił, że kultura łacińska i włoska może patrzeć z rodzajem „suwerennej pogardy” na pewne idee, które rozprzestrzeniały się właśnie w Niemczech, już w tamtych czasach zdominowanych przez nazizm.
Podczas gdy faszyzm od razu zamknął drzwi przed syjonizmem, nazizm natychmiast je szeroko otworzył, do tego stopnia, że zaledwie kilka miesięcy po utworzeniu rządu kanclerza Adolfa Hitlera naziści przyjęli przywódców światowego syjonizmu i zawarli z nimi porozumienie Haavara, uznawane do dziś nawet przez izraelskich historyków za decydujące dla powstania państwa Izrael.
Hitler pragnie bowiem zrobić wszystko, co w jego mocy, aby zapewnić syjonizmowi to, czego potrzebuje.
W pierwszych latach lat 30′ osadnictwo żydowskie w Palestynie charakteryzowało się pewnym zacofaniem technologicznym i specjalistycznym, które zostanie przezwyciężone przez nazizm, który zadba o wysłanie funduszy, zaawansowanych maszyn przemysłowych oraz żydowskich inżynierów, którzy będą mieli decydujące znaczenie dla stworzenia szkieletu przyszłego państwa żydowskiego.
Nazizm nie patrzy z nieufnością na syjonizm, z którym utrzymywał bliskie stosunki przez cały okres swojego istnienia, aż do otwarcia przedstawicielstw w Palestynie, aby zapewnić nieprzerwany przebieg przesiedleń niemieckich Żydów.
Führer, co może wydawać się paradoksalne dla tych, którzy nie znają tych kart historii, był jedną z osób, które miały największy wpływ na powstanie państwa żydowskiego, którego nazizm najwyraźniej nigdy nie postrzegał jako zagrożenia.
Tajemnice prawdziwego pochodzenia Hitlera
Ta bardzo bliska więź może być dobrze wyjaśniona pochodzeniem Adolfa Hitlera, które znacznie różniło się od pochodzenia Mussoliniego, jeśli weźmie się pod uwagę pomoc, jaką młody „malarz” otrzymał podczas pobytu w Wiedniu od różnych Żydów, a zwłaszcza od rodziny Epsteinów.
Lata spędzone w Wiedniu są być może kluczowe dla zrozumienia tajemnicy Hitlera.
Ten młody, pozbawiony środków do życia człowiek nie żywił wówczas żadnej wrogości wobec Żydów, a tym bardziej wobec rodziny Rothschildów, którą głęboko szanował.
W tajnym raporcie austriackiej policji dotyczącym kanclerza Dolfussa stwierdzono, że Adolf Hitler miał być wnukiem barona Rothschilda z Wiednia i jego babki, Marii Schicklgruber; owocem ich potajemnego związku miał być ojciec Hitlera, Alois.
Dolfuss został zamordowany właśnie przez führera w 1934 roku, ponieważ kanclerz wydawał się bardzo zaangażowany w usuwanie wszelkich śladów, które mogłyby ujawnić prawdziwą, wstydliwą historię jego tajemniczej osoby, tak jak uczynił to kilka lat później, kiedy kazał aresztować i uwięzić swojego dawnego współlokatora z czasów wiedeńskich, Reinholda Hanischa, który napisał książkę, w której ujawnił, że Hitler wcale nie był wrogo nastawiony do Żydów.
Hitler chce zatuszować, zlikwidować każdy ślad, który mógłby pozwolić zrozumieć, że jego misją nie było odrodzenie Niemiec z popiołów, ale raczej pomoc w stworzeniu idealnych warunków do powstania Izraela i ochrona sojuszu między nazizmem a syjonizmem, który trwa do dziś.
Faszyzm, korespondencja i ustawy rasowe
Natomiast historia Mussoliniego wygląda zupełnie inaczej.
Faszyzm nigdy nie rozważał wprowadzenia ustaw rasowych, dopóki nie doszło do swego rodzaju „wymuszonego” zbliżenia między dwoma ruchami, które do pierwszej połowy lat 30-tych były od siebie bardzo oddalone.
Zapomniany historyk, Francesco Paolo D’Auria, wyjaśnia to w sposób wymowny, opowiadając, jak Duce próbował wydostać się z sytuacji postępującego okrążenia przez Francję i Anglię, które chciały ostatecznie zepchnąć Włochy w ramiona nazizmu.
Korespondencja między Mussolinim a brytyjskim premierem Winstonem Churchillem jest prawdopodobnie brakującym elementem owej układanki, ponieważ w tej gęstej wymianie listów między włoskim premierem a angielskim masonem znajdują się dowody na zawarcie porozumienia.
Porozumienie to wycieka w telegramie wysłanym przez samego Mussoliniego do króla Wiktora Emanuela III, w którym mowa jest o «symbolicznym» przystąpieniu Włoch do wojny u boku Niemiec – scenariuszu forsowanym przez samego Churchilla, który w rzeczywistości miał już w głowie śmiertelną pułapkę na Duce.
W ten sposób już pod koniec lat 30-tych faszyzm przybiera cechy, które nigdy nie były mu właściwe, takie jak ustawy rasowe, których w ciągu 16 lat trwania reżimu nigdy wcześniej nie aprobowano.
Do dziś w środkach masowego przekazu wyznających wyraźnie antyfaszystowskie poglądy oraz w szkołach mówi się o nich jako o „akcie hańby”, ale nie opowiada się reszty historii, którą opisał wspomniany D’Auria.
To sam Mussolini wydał jednoznaczne polecenie, by nie stosować tych ustaw i chronić prześladowanych Żydów.
Założyciel faszyzmu wyraźnie zamierzał nie wprowadzać w życie podpisanych przez siebie ustaw, jak wyjaśnia historyk pochodzący z Brindisi.
„Wojna szalała, a Niemcy przeprowadzali łapanki Żydów na terenach okupowanych, jednak z rozkazu Mussoliniego »wszędzie tam, gdzie wkraczały oddziały włoskie, wokół Żydów tworzyła się osłona ochronna (…). Między Rzymem a Berlinem wybuchł otwarty konflikt w sprawie kwestii żydowskiej (…). Zaraz po przybyciu na tereny podlegające ich jurysdykcji władze włoskie unieważniały przepisy wydane przeciwko Żydom (…)” (Léon Poliakov, „Nazizm i eksterminacja Żydów”, str. 219-220). Ta osłona powstawała zatem nie tylko we Włoszech, ale także w Chorwacji, Grecji, na Morzu Egejskim, w Tunezji i wszędzie tam, gdzie stacjonowały włoskie oddziały.
Rosa Paini (Żydówka) pisze („Il Sentiero della Speranza”, str. 22): „Mussolini chciał, aby ta rozmowa była jeszcze bardziej przychylna Żydom, tak aby skłonić go do przyznania trzech tysięcy specjalnych wiz dla żydowskich techników i naukowców, którzy pragnęli osiedlić się w naszym kraju”. Mordechai Poldiel (Izraelita): „Administracja faszystowska oraz polityczna, wojskowa i cywilna robiły wszystko, co w ich mocy, aby bronić Żydów i sprawić, by te ustawy pozostały martwą literą”.
Ilu Włochów wie o tych kartach historii, które zostały udokumentowane, ale przemilczane przez media?
Ilu wie, że wiele osób pochodzenia żydowskiego potwierdzało, iż Mussolini wyraźnie nakazał chronić Żydów i nie dopuścić do ich deportacji, wbrew woli swojego „sojusznika” Hitlera?
Duce znalazł się w sytuacji, w której wziął udział w wojnie, której nigdy nie miał zamiaru toczyć u boku przeciwnika, którego nigdy nie cenił, a wręcz traktował z dużą nieufnością, a czasem wręcz z prawdziwą pogardą.
Nazizm chciał zgromadzić każdego Żyda i deportować go do obozów koncentracyjnych, o których istnieniu wiedział światowy ruch syjonistyczny, który chciał, aby te prześladowania miały miejsce.
Zauważył to również rabin Michael Dov Weissmandl, który stwierdził, że syjonizm chciał, aby deportacje miały miejsce, aby dać syjonizmowi pretekst niezbędny do powstania państwa Izrael.
Faszyzm natomiast nie był zainteresowany masowymi deportacjami.
Nie leżała mu na sercu polityka obozów koncentracyjnych i wykazał się mądrością, a raczej dobrą wolą, rozróżniając między wielkimi finansistami żydowskiego pochodzenia, o których wspominał sam Mussolini, a zwykłymi kupcami, którzy w wielu przypadkach nawet nie wiedzieli, jakie plany wobec nich snuje syjonizm.
Wielu Żydów uznaje całkowitą uczciwość faszyzmu wobec nich, a ich słowa są nad wyraz klarowne.
„Israel Kalk („Żydzi we Włoszech w czasach faszyzmu”): „… Traktowano nas z maksymalnym humanitaryzmem” oraz: „Myślę, że nie spotkam się z zaprzeczeniami, twierdząc, że los okazał się dla was łaskawy i że wasza sytuacja jako internowanych we Włoszech jest lepsza niż sytuacja naszych braci, którzy przebywają na wolności w innych krajach europejskich”. Również Salim Diamand (Internment in Italy – 1940-1945) pisze: „Nigdy nie spotkałem się z przejawami rasizmu we Włoszech. Był tam militaryzm, to oczywiste, ale nigdy nie spotkałem Włocha, który podszedłby do mnie, Żyda, z zamiarem eksterminacji mojej rasy (…). Nawet gdy pojawiły się ustawy rasowe, relacje z włoskimi przyjaciółmi wcale się nie zmieniły (…). W obozie kontrolowanym przez karabinierów i Czarne Koszule, Żydzi czuli się jak u siebie w domu”.
Młodym ludziom nie mówi się o tym nic.
Podaje się im źle przyprawione i źle skomponowane danie, w którym faszyzm i nazizm są po prostu synonimami i idą w parze, bez przedstawiania wszystkich licznych aspektów, które pokazują różne różnice między tymi dwoma ruchami oraz między Mussolinim a Hitlerem, kierującymi się bardzo odmiennymi wizjami politycznymi.
Był to trend, który utrzymał się również w okresie istnienia Włoskiej Republiki Społecznej, jak zauważył autorytatywny historyk Renzo De Felice.
Związek między faszyzmem a nazizmem był ewidentnie sojuszem z wygody, do którego dążyli przede wszystkim ci, którzy mieli interes w pozbyciu się Mussoliniego, podobnie jak wspomniany Churchill.
Premier Wielkiej Brytanii miał obsesję na punkcie wodza.
Wiedział, że może to zniszczyć, i wiedział, że korespondencja ta udowodni całemu światu, że Mussolini został zmuszony do przystąpienia do wojny u boku nazistowskich Niemiec za sprawą typowych pustych i fałszywych obietnic Londynu, który zwykł kłamać już od czasów pierwszej wojny światowej.
Podwójni agenci nie byli więc w Rzymie.
Również prześladowcy Żydów i ich wspólnicy nie byli w Rzymie, ale raczej na Downing Street, gdzie Churchill wiedział wszystko o deportacjach Żydów i pozwalał na to, ponieważ sam był wiernym zwolennikiem sprawy syjonistycznej i wiedział, że z krwi owych prześladowanych narodzi się państwo Izrael.
Relacja prawdziwej historii zmierza zatem w zupełnie innym kierunku niż ta, do której prowadzi kłamliwa narracja liberalna i antyfaszystowska.
Prawdziwa historia mówi, że Mussolini sprzeciwiał się prześladowaniom Żydów, a prawdziwa historia mówi, że Mussolini nie chciał przystąpić do wojny, a tym bardziej u boku Niemiec.
Prawdziwi mordercy i zbrodniarze wojenni byli po drugiej stronie.
W przyszłości potrzebny będzie prawdziwy dzień pamięci, w którym wszystkie te zakazane prawdy i wspomnienia zostaną wreszcie ujawnione.
W dniu aresztowania w Dongo, Mussolini, owinięty niemieckim płaszczem wojskowym, ściskał przy sobie słynną skórzaną torbę. Zabrał ją partyzant Urbano Lazzaro „Bill”, do którego duce miał powiedzieć: „W środku znajduje się los Włoch”. W tym momencie narodziła się tajemnica nigdy nieodnalezionych dokumentów, wśród których mogła znajdować się korespondencja między byłym włoskim dyktatorem a Winstonem Churchillem, czego jednak nigdy nie potwierdzono https://it.wikipedia.org/wiki/Carteggio_Churchill-Mussolini. Według zeznań Lazzaro wiele teczek zostało zinwentaryzowanych, inne jednak zniknęły.
Przez lata mówiono o roli brytyjskich służb specjalnych, ponieważ w tych dokumentach mogły znajdować się informacje mogące zagrozić stabilności rządu i wizerunkowi Churchilla. „W filmie dokumentalnym Raitre pokazujemy dokument znaleziony w brytyjskich archiwach, który potwierdza tę hipotezę”. W rekonstrukcji przedstawionej w programie Gilettiego pojawia się również Zender, kryptonim agenta brytyjskiego kontrwywiadu, który przeniknął do otoczenia Mussoliniego pod przykrywką oficera niemieckiej marynarki wojennej. Zender miał być obecny podczas ucieczki faszystów w kierunku Como i miał przejąć dokumenty.
„Kolejną tajemnicą były wakacje, które Churchill spędził we wrześniu 1945 roku w miejscach aresztowania i zabójstwa Mussoliniego. Ówczesny premier Wielkiej Brytanii kochał Włochy i oficjalnie poświęcił swój pobyt malarstwu, swojej wielkiej pasji, czego dowodem było kilka obrazów, które namalował, przedstawiających krajobrazy Moltrasio i Moronico w okolicy jeziora Como. Jednak Churchill nie był sam podczas owych wakacji: towarzyszyło mu około dwudziestu tajnych agentów. Czy zrobił to, aby odzyskać tę słynną korespondencję?”