Od tłustego czwartku toczy się wojna na Ukrainie. Rosjanie uderzyli ze wszystkich kierunków, ale poza bitwą graniczną chyba nie osiągnęli zakładanych celów. A prawdopodobnie były dwa. Po pierwsze – dotrzeć do Kijowa, a po jego zdobyciu, zainstalować tam prorosyjski rząd. Po drugie – jak twierdzi generał Leon Komornicki, były dowódca Warszawskiego Okręgu Wojskowego i absolwent „Woroszyłowki” – zamknąć w kotle ukraińskie wojska operacyjne, znajdujące się na wschód od Dniepru. W tym celu wyszły dwa natarcia, jedno z północy, w kierunku Charkowa, a drugie – z południa, na Zaporoże i Mariupol a przy okazji – na Chersoń i Odessę. Gdyby te plany się powiodły i ukraińskie wojska operacyjne zostały zamknięte w kotle i zniszczone, to byłby to koniec wojny, bo dalszy ukraiński opór zostałby szybko zdławiony.
Ale chociaż, jak dotąd, wszystko wskazuje na to, że Rosji nie udało się osiągnąć ani jednego, ani zwłaszcza drugiego celu. Jednak – ja mówił swoim oficerom dowodzący atakiem na Pearl Harbor japoński admirał Nagumo – wojna dopiero się zaczyna, a poza tym – jak twierdzą w Pentagonie – Rosjanie użyli dopiero połowy skoncentrowanych w pobliżu Ukrainy sił, więc w każdej chwili mogą ponowić natarcie. Pan Paweł Soloch, doradzający panu prezydentowi Dudzie twierdzi, że nie połowy, tylko aż dwóch trzecich – ale myślę, że w Pentagonie jednak wiedzą lepiej, niż w Warszawie, którą – podobnie jak inne miasta w Polsce – ogarnęła proukraińska i w ogóle – patriotyczna histeria.
Jej podtrzymywanie jest tym łatwiejsze, że już na samym początku Polacy zostali przez KRRiTV odcięci od rosyjskich źródeł informacji i skazani tylko na ,ukraińskie, za którymi polskie niezależne media bez zastrzeżeń powtarzają. Na tym właśnie polega patriotyzm, żeby utracić poczucie rzeczywistości i pozwolić rozhuśtywać się emocjonalnie. Wprawdzie rosyjskie media – wiadomo – kłamią, podczas gdy ukraińskie mówią całą prawdę i tylko prawdę, ale widocznie nawet rosyjskich kłamstw z ukraińską prawdą lepiej nie konfrontować, bo diabli wiedzą, co by z tego wyszło. Przykładem jest ukraińska załoga broniąca Wyspy Wężów. Według ukraińskich źródeł liczyła ona 13 strażników granicznych, którzy – kiedy rosyjski okręt wojenny wezwał ich do poddania się – w odpowiedzi kazali mu się „pierdolić”. Na takie dictum okręt otworzył ogień i wszyscy nie tylko zginęli, ale zostali za swoje bohaterstwo pośmiertnie odznaczeni. Jednak po trzech dniach okazało się, że wszyscy zmartwychwstali i to nie tylko bohaterska trzynastka, tylko aż 85 trafiło w rosyjskiej niewoli.
Do niewoli trafiają też i Rosjanie, których Ukraińcy traktują „zgodnie z konwencją genewską”, ale to widocznie jacyś mazgaje, bo nie tylko wołają „mamusi”, ale w dodatku pryncypialnie się oskarżają o wszystkie zbrodnie przeciwko ludzkości – zgodnie z potrzebami propagandy. Przypomina to opowieści jeńców bolszewickich spod Warszawy w roku 1920, którzy widzieli, jak kule z karabinów maszynowych odbijają się od płaszcza Najświętszej Marii Panny, okrywającego polskich żołnierzy. [Ich relacje, sołdatów nie znających się, z różnych „armii”, były i są spójne. Czy dlatego tak utrudnione jest ich zebranie i analiza? M. Dakowski]
Bo gorączka wojenna objęła również Niebo, które chyba jednak ma niemały kłopot z zajęciem stanowiska. Oto JE abp. Ryś, znany z sympatii do nieubłaganego postępu również w liturgii, oświadczył, że rosyjski reżym już tę wojnę „przegrał”. Czy sam to wykombinował, czy też szepnął mu to anioł z Nieba – o to mniejsza – bo ważniejsze jest to, kto w takim razie na Ukrainie walczy, naciera, ostrzeliwuje miasta – i tak dalej. Ale nie to może wpędzać Niebo w dysonans poznawczy, bo biskupi kościoła grekokatolickiego modlą się naturalnie w intencji Ukraińców, podczas gdy Cerkiew Prawosławna – odwrotnie. W tej sytuacji Pan Bóg nie ma chyba innego wyjścia, jak być po stronie silniejszych batalionów. Kto ma silniejsze bataliony? No wiadomo – ten, który wygra – więc również od strony teologicznej wszystko będzie w jak najlepszym porządku, niczym w żydowskiej anegdocie: Nasi wygrywają. – Jacy nasi? – No ci, co wygrywają!
Wojenna histeria okazała się darem Niebios również dla obozu „dobrej zmiany”. Nie tylko nikt nie krytykuje już „Polskiego Ładu”, ani nie wytyka dekompozycji w Zjednoczonej Prawicy, tylko wszyscy, na wyścigi, upajają się patriotycznym frazesem. Musi to zwrotnie oddziaływać również na Umiłowanych Przywódców, którzy – chociaż oczywiście „miłują pokój”, jak się należy, to chwilami sprawiają wrażenie, jakby jak najszybciej chcieli wciągnąć Polskę do wojny. Jest w tym racjonalne jądro, a przynajmniej – jego pozór, bo gdyby tak się stało, to inflację i inne dolegliwości można byłoby zwalić na karb Putina, w co – przy takim natężeniu uczuć patriotycznych, wszyscy uwierzyliby bez zastrzeżeń, zwłaszcza, że nawet Donald Tusk by wtedy nie zaprzeczał. Słowem – można by w ten sposób osiągnąć jedność moralno-polityczną narodu – jak za Gierka.
Jak się okazuje, wojna, obok plusów ujemnych, ma również plusy dodatnie i to wcale niemało, bo oto okazało się, że od tłustego czwartku skończyła się epidemia zbrodniczego koronawirusa. Wprawdzie oficjalnie nie zostało to jeszcze ogłoszone, bo władze mają większe zmartwienia, ale najwyraźniej tak się stało.
Przejścia graniczne z Ukrainy do Polski pokonują dziesiątki tysięcy uciekinierów z Ukrainy na dobę. Nawiasem mówiąc, coraz więcej wśród nich Murzynów i przedstawicieli innych egzotycznych ludów, którzy najwyraźniej musieli dotrzeć tam z Białorusi, bo nie słychać, by granica polsko-białoruska była nadal szturmowana. Otóż tych uchodźców nikt na granicy nie testuje na obecność zbrodniczego koronawirusa, nikt nie soli im mandatów za brak maseczek, nikt nie umieszcza ich w choćby tygodniowej kwarantannie, tylko polskie służby podstawiają autobusy i rozwożą ich po całej Polsce – a epidemii nie ma.
Oczywiście wyciąganie stąd wniosku, że te wszystkie posunięcia nie były uzasadnione żadnymi względami medycznymi, byłoby głęboko niesłuszne, a w takim razie musimy po raz kolejny potwierdzić, że zbrodniczy koronawirus jest wyjątkowo wyrobiony politycznie. Jestem pewien, że gdyby tak Kanada znalazła się w stanie wojny ze Stanami Zjednoczonymi, to żaden Konwój Wolności nie byłby tam potrzebny, bo zbrodnicze koronawirusy, co to przedtem latały wszędzie, jak chrabąszcze, natychmiast taktownie by zniknęły.
Wprawdzie zimny ruski czekista Putin chyba „rasserdywsia” sankcjami, którymi, na wezwanie USA, obkłada go większość państw świata, niczym Tuhaj-Bej i postawił rosyjskie wojska rakietowe w stan podwyższonej gotowości, ale na razie ropa płynie, gaz płynie – w ilości 109 mln metrów sześciennych dziennie – również przez Ukrainę.
Podobnie było w Niemczech na froncie zachodnim w 1945 roku. Wprawdzie Hitler nakazał totalne zniszczenia, ale nawet gauleiterzy się tomu sprzeciwiali. Albert Speer w pamiętnikach wspomina sytuację, jak to część miasta po jednej stronie rzeki zajmowali Amerykanie, podczas gdy drugą – Niemcy. Po niemieckiej stronie była elektrownia i wodociągi. Elektrownia dostarczała prąd również do części miasta znajdującej się pod Amerykanami, a wodociągi – wodę – w zamian za co Amerykanie nie bombardowali niemieckiej części miasta.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Wojna nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem, ale pomysł, że USA i Rosja są wrogami jest jak pomysł że Macho Man i Hulk Hogan się nienawidzą, kiedy w rzeczywistości wiemy że to oszustwo. Rosja, USA, czy 98% innych państw narodowych nie są wrogami na najwyższych poziomach. To wszystko koledzy, są oni masonami lub członkami innych tajnych stowarzyszeń, gdzie infiltrują niezależnych przywódców udając ich kolegów, by później wpuszczać ich w pułapkę i jeszcze bardziej od nich uzależniać. Nie muszą niszczyć innych krajów, no chyba że przywódca by się wyłamywał, ale mają jeszcze całą listę afer czy prowokacji, aby go zmusić do określonego działania. To z czym mamy do czynienia, to wojna informacyjna. Wolnych i niezależnych krajów na świecie jest naprawdę niewiele, a nawet jak są, to są za bardzo zadłużone aby wyjść poza szereg. Tutaj nie trzeba militarnych wojen na wielką skalę, tylko punktowe działania symulujące konflikt, by człowiek nie wziął pod uwagę że na szczytach ci ludzie się bardzo dobrze dogadują. Jeśli ktoś ucierpi, to będą to ci co są najniżej w hierarchii, a nie ci u góry. Rosjanie i Ukraińcy na poziomie elit, to jedni bracia i nie muszą się atakować. Są pod wpływami jednej i tej samej wąskiej grupy ludzi i mogą, a wręcz powinny symulować konflikt, by populacja na świecie miała iluzje wolności i niezależności krajów, a zarazem żyła w strachu przed wojną i tym samym wyrabiała sobie potrzebę posiadania mafijnych rządów, które za pomocą mediów będą sterowały ich ogłupionym dupskiem w co mają wierzyć, a w co nie. Skąd się bierze masowa migracja skoro wojna jest w znacznej mierze inscenizowana? Wyobraź sobie że słyszysz z mediów, z radia, właściwie z każdej strony, że Rosjanie na nas nacierają i że są coraz bliżej, a po drodze zniszczyli wiele rzeczy. W dodatku przelatują ci samoloty bojowe nad głową i od czasu do czasu słychać wybuchy, a nigdzie i prze nigdzie nawet nie widać Ukraińskiej armii.
To co będziesz siedział w miejscu i czekał na to co się stanie, czy jak możesz to się spakujesz i uciekniesz, np do Polski, gdzie już jest wielu twoich kolegów, gdzie jeszcze słyszysz że dostaniesz mieszkanie i każdą inną pomoc. No pomyśl, co byś zrobił? Właśnie stąd jest ta emigracja teraz, to elity ją wywołały.
A ty chcesz dalej te elity wspierać i wskazywać kto jest tutaj dobry, a kto zły, bo TV ci pokazała małe fragmenciki. Ile razy w przeszłości okazywało że nie pokazywali ci pełnej prawdy? Wciąż za mało, co? Jak to się nazywa, kiedy ktoś broni swoich oprawców – syndrom Sztokholmski.
Zacznę od tego, że tak, oczywiście, wspieram sercem wszystkich ludzi miłujących pokój i pragnących wolności. Tak, oczywiście, to okropne co się dzieje wokół Ukrainy. Okropna jest każda sytuacja, w której zwykli ludzie, nie pytani przez nikogo o zgodę ani o zdanie, stają się ofiarami ataku, przemocy i opresji. Największe straty na wojnie od zawsze ponosi ludność cywilna, po wszystkich stronach konfliktu. To ona płaci najwyższą cenę, to jej krew jest przelewana „za ojczyznę”, „w imię wolności” i „w obronie demokracji”. Równie mocno żal mi mieszkańców Ukrainy, jak i Rosji. Nikt z nas nie chce tej wojny i wszyscy modlimy się o to, by zakończyła się równie szybko jak się zaczęła. Ale moim zdaniem, PRAWDZIWA trwająca obecnie wojna toczy się zupełnie gdzie indziej i o coś znacznie ważniejszego. Biorące w niej udział siły nie rozkładają się bynajmniej na linii horyzontalnej, lecz wertykalnej. I nie zaczęła się ona kilka dni temu na Ukrainie, a trwa już od dwóch lat na całym świecie. A tak naprawdę to już od wielu pokoleń, ale to już temat na inny post… Wydarzenia wokół Ukrainy są jedynie kolejną fazą tej wojny, mającą odwrócić uwagę ludzi od tego co się dzieje na rynkach finansowych, od bezprecedensowego globalnego kolapsu ekonomicznego i postępującego globalnego totalitaryzmu, od wydarzeń w Kanadzie, od intensywnych działań rządów na całym świecie zmierzających do jak najszybszego wprowadzenia CBDC [Central Bank Digital Currency] i cyfrowej tożsamości, od walącej się narracji wokół „magicznego wirusa” oraz od horrendalnej liczby zgonów i powikłań po przyjęciu tzw. „szczepionek”. Szambo wybiło z pełną mocą i nie ma już jak go sprzątnąć pod dywan. Pozostaje stworzyć jakiś nowy WIELKI NEWS, który skutecznie odwróci od niego uwagę. TAK, DAJMY LUDZIOM WOJNĘ! – temat zastępczy, nową błyskotkę, na temat której będą mogli prowadzić zażarte dyskusje, jeszcze głębiej i radykalniej dzieląc się przy tym na „pro-” i „anty-„. Zainscenizujemy wokół tego konfliktu pełen grozy spektakl medialny, dzięki któremu dłużej utrzymamy ludzi w stanie strachu (bo Covida przestali się już bać), a przy okazji wygenerujemy sobie oglądalność i clickbaity. I – voila! – po problemie. Teraz już nikogo nie obchodzi Covid, zagadkowe masowe zgony po „szczepionkach”, medyczny apartheid i postępujący globalny totalitaryzm – teraz już tylko Putin i Putin, wojna i wojna. A oligarchom w to graj! Obłowią się na sprzedaży broni, będą mogli dalej nieprzerwanie prowadzić swe plugawe interesy, a zmanipulowani, zabijający się nawzajem ludzie, przy okazji dopomogą elitom w realizacji planu masowej depopulacji. Nie jest już żadną tajemnicą, że praktycznie wszystkie rządy i najważniejsze instytucje świata zostały zinfiltrowane przez Światowe Forum Ekonomiczne i zgodnie realizują jego agendę (mimo, że dla ciemnego ludu odgrywają przedstawienie pt. „lewica kontra prawica”, „USA kontra Rosja” itd.).
Mając to na uwadze, cały ten rosyjsko-ukraiński „konflikt” można opisać następująco: absolwenci programu WEF 'Young Global Leaders’ nr 5, 7, 15, 22, 27 i 42 potępili w mediach absolwenta programu WEF 'Young Global Leaders’ nr 6 za atak na absolwenta programu WEF 'Young Global Leaders’ nr 8 i postanowili nałożyć na niego „sankcje”. Jednocześnie wszyscy wyżej wspomniani są jedynie posłusznymi pieskami Klausa Schwaba i wspólnie realizują jedną i tą samą globalną agendę. (jeśli ktoś nie wie o czym mowa, polecam ostatni film na moim kanale i lekturę artykułów podlinkowanych w opisie pod filmem). Tak więc oczy całego świata zwrócone są na wschód, a tymczasem my tu sobie na zapleczu, po cichutku, bez rozgłosu, wprowadzimy kilka kolejnych rozporządzeń, podkładając dalszy legislacyjny grunt pod wprowadzenie i umocnienie Nowego Porządku Światowego… W USA właśnie rozpoczęto wdrażanie projektu cyfrowego dowodu tożsamości SMART Health Card. W Polsce do Sejmu wpłynął właśnie projekt ustawy o przymusie szczepień i paszportów covidowych, a prezydent kilka dni temu podpisał dokument dający obcym wojskom zielone światło na użycie broni palnej i innych środków przymusu bezpośredniego wobec Polaków na ich własnej ojczystej ziemi. W tych dniach ma się odbyć w Genewie pierwsze posiedzenie międzyrządowego organu negocjacyjnego w sprawie podpisania Międzynarodowego Traktatu Profilaktyki i Gotowości Pandemicznej, który permanentnie pozbawi 194 kraje członkowskie jakiejkolwiek suwerenności decyzyjnej i finansowej w obszarze polityki zdrowotnej na rzecz WHO (czyli prywatnej instytucji, której właścicielami i mocodawcami są Bill Gates oraz BigPharma).
Jeśli traktat zostanie podpisany (a patrząc na to co się dzieje, nie ma powodów przypuszczać, że nie), od tej pory wszelkie decyzje i rozporządzenia WHO będą uznawane za nadrzędne i wiążące wobec państw członkowskich, co otworzy furtkę do: – wprowadzenia totalnej cyfrowej kontroli nad globalną populacją (pod pretekstem „ochrony zdrowia”) – bezpardonowego łamania praw obywatelskich i eliminowania wszelkich alternatywnych metod leczenia niezgodnych z rekomendacjami WHO oraz interesami jej sponsorów (pod pretekstem „ochrony interesu narodowego w obszarze bio-bezpieczeństwa”) – wprowadzenia nieograniczonej cenzury poprzez usuwanie wszelkich treści niezgodnych z oficjalną narracją WHO (pod pretekstem „walki z dezinformacją”) – uznaniowego nakładania na kraje członkowskie sankcji (w postaci np. gigantycznych kar finansowych oraz represji w obszarze relacji międzynarodowych) za wszelkie odstępstwa od odgórnych wytycznych WHO. Tylko kogo to teraz obchodzi? Kto to teraz zauważy? Przecież to teraz nieważne, w końcu wybuchła wojna! Nie.
Prawdziwa WOJNA toczy się zupełnie gdzie indziej. Nie jest to wojna o terytorium, lecz o życie i wolność siedmiu miliardów ludzi na planecie – o ich podstawowe prawa obywatelskie i ich suwerenność cielesną, o ludzką godność i o przyszłość gatunku ludzkiego. Nie jest to wojna na linii „Rosja kontra Ukraina” czy „USA kontra Chiny”, tylko na linii „Zwyrodniałe Samozwańcze Globalne Elity kontra Cała Światowa Populacja”. Tak ja to widzę.
Kryminalna jednostka organizacyjna znana pod pełną nazwą jako „Centra Kontroli i Prewencji Chorób” (Centers for Disease Control and Prevention – CDC) wydała nową „rekomendację” odnośnie do noszenia maseczek mających „chronić przez Covid-19”.
https://www.bibula.com/?p=131918
Na kilka dni przed wygłoszeniem orędzia w Kongresie przez obecnego administratora Białego Domu, Joe „Brandona” Bidena, CDC w ramach politycznej akcji podniesienia słupków popularności wydało 25 lutego br. nową rekomendację, która znosi wymagane używanie maseczek w pomieszczeniach.
Niektórzy obserwatorzy trzeźwo wskazują na manipulację CDC, która zmieniając definicje, rezygnując z testowania, korzystając z cenzury i stosując żonglerkę danymi potrafiła najpierw magicznie wskazać „zagrożenia”, a potem równie magicznie przemienić „zagrożone” obszary.
Poniżej, dwie mapki: jedna pokazuje obszar Stanów Zjednoczonych oznaczony niemal całkowicie na czerwono, co ma pokazywać rzekome zagrożenie „koronawirusem”, a druga – ta najnowsza – przemienia USA w niemal oazę zdrowia, co miało służyć zniesieniu maseczek. Co najważniejsze: te dwie mapki na oficjalnym kanale CDC różni zaledwie jeden dzień. W ciągu jednego dnia CDC „zwalczyło” tzw. koronawirusa!
Co więcej, CDC tak się pogubiła, że już nie wie kiedy i co nastąpiło, bo daty tych mapek są zamienione, czyli według CDC dzień później stan „pandemii” jest gorszy niż wcześniej, a mimo to zniesiono maseczki…
Nowe rekomendacje CDC zostały niemal natychmiast przyjęte przez wielu politycznych dyspozytorów, którzy na swoich terenach wspaniałomyślnie znieśli konieczność maskowania twarzy.
Największe opory dalej stawiają związki nauczycieli, które z obłędnym uporem stoją na stanowisku niszczenia zdrowia dzieci i młodzieży, oraz admistracje szkół wyższych. Również i większość szpitali dalej próbuje udowodnić istnienie „wirusa”, pragnąc powrotu do intratnego źródła finansowania w czasie tzw. pandemii.
Pomimo przywiązania do irracjonanych zachowań i powoływania się „na naukę”, niektóre szpitale zaczynają chwilowo ustępować zezwalając na ściągnięcie maseczek. Na przykład, zespół szpitali AdventHealth (główna siedziba na Florydzie, działa w 11 stanach, zatrudnia 83 tysięcy pracowników) wydał rozporządzenie znoszące konieczność maskowania się, bez względu na status zaszczepienia się preparatem zwanym „szczepionką przeciwko Covid-19”.
Co interesujące, noszenie maseczki jest obowiązkowe dla pracowników, którzy nie zaszczepili się przeciwko… grypie. (W poprzednich sezonach grypowych nikt nawet nie myślał o nakładaniu takich wymagań, zupełnie niezgodnych z zaleceniami medycznymi i naukowymi.)
Tak więc zagrożenie tzw. kowidem zniknęło z dnia na dzień i zastępowane jest czymś innym. Obecnie największym zagrożeniem ma być nowy „wirus” o nazwie „putin”, ale po przeminięciu burzliwych wydarzeń i po ponownym ułożeniu stosunków międzynarodowych – bo innego wyjścia nie ma – przyjdzie pora na inne pomysły zarządzania masami ludzkimi.
Jak wiemy, firmy farmaceutyczne usilnie pracują nad stworzeniem preparatu mającego połączyć „szczepionki” antykowidowe i antygrypowe, więc gdy stosownie i w porę pojawią się one przed jesiennym sezonem normalnej grypy, kryminalne organizacje i agencje wzmogą kampanię strachu, wymuszając przyjmowanie kolejnych groźnych substancji.
Wydaje się, że kolejne kampanie hejtu i zastraszania będą coraz skuteczniejsze, gdyż mogą liczyć na dużą bazę ludzi spanikowanych. Zwykła obserwacja nie napawa optymistycznie. Dla przykładu, w rejonach gdzie od miesiąca-dwóch nie obowiązują już żadne wymagania noszenia maseczek w pomieszczeniach zamkniętych, około 70% osób dalej je nosi. Można być pewnym, że wszyscy ci najbardziej wystraszeni to baza wyszczepionych wszelkimi możliwymi dawkami. Ich przerażenie wzmaga się z dnia na dzień, gdyż nieuchronnie obserwują oni upadek na zdrowiu, swoim i swoich zaszczepionych bliskich, oczywiście winiąc wszystko i wszystkich wkoło („Covid”, niezaszczepionych), tylko nie przyjęte preparaty.
Dyrektor CDC, dr Rochelle Walensky, komentując poluzowanie obostrzeń powiedziała, że w przyszłości CDC może je przywrócić. I możemy być pewni, że to zrobi w wygodnym politycznie momencie.
Przypominamy ten artykuł opublikowany w 2018 roku [cykl Środowe lekcje o pieniądzu] w przededniu planowanej inauguracji prezydenckiej w USA. W dzisiejszych czasach zbyt wiele osób na świecie wie, jaki jest stan rzeczy, aby banksterzy znów mieli wygrać. To jest po prostu niemożliwe. Albo bankstersko-technokratyczna tyrania albo uporządkowanie kwestii emisji pieniądza w każdym kraju, w sposób suwerenny na podstawie własnych aktywów i pracy społeczeństwa. Tertium non datur !!!
„Młodzi, którzy mogą rozwiązać kwestię pieniędzy, zrobią więcej dla świata, niż wszyscy zawodowi żołnierze w historii” – Henry Ford.
Dyktatura banków i ich system zadłużający, nie są ograniczone do jednego kraju, ale istnieją w każdym kraju na świecie. Bankierzy robią wszystko, żeby utrzymać ścisłą kontrolę nad tym systemem, gdyż uwolnienie się jednego kraju spod tej dyktatury i emitowanie własnego, krajowego pieniądza bez procentu i pogłębiającego się zadłużenia, byłoby przykładem dla innych krajów, jak mógłby wyglądać uczciwy system finansowy. Mogłoby to spowodować ogólnoświatowe załamanie obecnego lichwiarskiego, pogłębiającego zadłużenie, systemu finansowego.
Szczególnie zawzięta walka o zainstalowanie tego oszukańczego, zadłużającego systemu finansowego, toczona była w USA przez Międzynarodową Finansjerę, prawie od początku powstania USA. Fakty historyczne pokazują, że wielu Amerykanów we władzach rządowych doskonale znało ten nieuczciwy system monetarny, który finansiści chcieli wcielić w życie w Ameryce, i rozumiało jego niszczące działanie. Ci rządzący byli prawdziwymi patriotami, którzy robili wszystko, co w ich mocy dla utrzymania w USA uczciwego systemu finansowego, wolnego od kontroli Finansistów. Finansiści z kolei robili wszystko co w ich mocy, żeby te fakty z historii Stanów Zjednoczonych nie ujrzały światła dziennego, obawiając się, że przykład tych patriotów mógłby być kontynuowany i dzisiaj. Wielka Finansjera chciałaby, żeby ludność ignorowała następujące fakty.
Najszczęśliwsza populacja
Jest rok 1750. Nie ma jeszcze Stanów Zjednoczonych Ameryki; jest 13 kolonii na kontynencie amerykańskim, tworzących „Nową Anglię”, własność macierzy – Anglii. Benjamin Franklin napisał o populacji tego okresu: „Nie sposób znaleźć szczęśliwszej i lepiej prosperującej populacji na całej powierzchni kuli ziemskiej”. Kiedy pojechał do Anglii jako reprezentant interesów kolonii, został zapytany, jak może wyjaśnić rozwój warunków dobrobytu w koloniach, podczas gdy w kraju macierzystym szerzy się nędza.
„To proste”, odpowiedział Franklin. „W koloniach emitujemy własne pieniądze. Nazywa się je Świadectwem Kolonialnym. Emitujemy je w odpowiedniej proporcji, żeby produkty mogły łatwo trafić od producentów do konsumentów. W ten sposób emitując dla nas nasze własne pieniądze, kontrolujemy ich siłę nabywczą i nikomu nie musimy płacić procentu.”
Gdy tylko bankierzy angielscy dowiedzieli się o tym, wprowadzili prawo zatwierdzone przez Parlament Brytyjski, zabraniające koloniom emitowania własnego pieniądza i nakazali im użycie jedynie pieniądza ze złota i srebra pożyczonego na procent przez nich – bankierów angielskich, w ograniczonej ilości. Obieg tego pieniądza został w ten sposób zredukowany o połowę.
„W ciągu jednego roku”, stwierdził Franklin „warunki życia tak się pogorszyły, iż era prosperity się skończyła i rozpoczęła się depresja do tego stopnia, że ulice kolonii pełne były bezrobotnych.”
Po czym nastąpił zryw rewolucyjny przeciw Anglii, po którym wydano Deklarację Niepodległości w 1776 roku. Podręczniki do historii natomiast błędnie uczą, że to wprowadzenie podatku na herbatę, spowodowało Rewolucję Amerykańską. Ale Franklin jasno stwierdził:
„Kolonie chętnie zaakceptowałyby nałożenie pewnego podatku na herbatę i inne rzeczy, żeby nie bieda spowodowana złym wpływem angielskich bankierów na Parlament, co spowodowało nienawiść kolonii do Anglii i zryw rewolucyjny”.
Założyciele Stanów Zjednoczonych, mając te fakty na uwadze i żeby zabezpieczyć kraj przed wyzyskiem Bankierów Międzynarodowych, z wielką mocą podkreślili w Amerykańskiej Konstytucji, podpisanej w Filadelfii w roku 1787, Artykuł 1, część 8, paragraf 5:
„Kongres jest upoważniony do emisji pieniądza i do regulacji jego wartości”.
Bank bankierów
Lecz bankierzy nie ustąpili. Ich agent, Aleksander Hamilton został mianowany Sekretarzem Skarbu (obecnie minister finansów) w gabinecie George’a Washingtona i przekonywał o emitowaniu pieniądza na procent i o tym, że Bank Federalny powinien znajdować się w rękach prywatnych. Jego fałszywy argument brzmiał, że: „Jeśli dług narodowy nie będzie zbyt duży, będzie dla nas narodowym błogosławieństwem… Mądrość rządu powinna się uwidaczniać w tym, żeby nie wierzyć takim ponętnym i niebezpiecznym środkom jak emisja swoich własnych pieniędzy”. Hamilton wmawiał także rządowi, że tylko pieniądze pożyczone na procent od banków prywatnych będą akceptowane w operacjach zagranicznych. Sekretarz Stanu Tomasz Jefferson był bardzo przeciwny temu projektowi, lecz w końcu prezydent Waszyngton uległ argumentom Hamiltona. W 1791 roku został założony bank federalny – „Bank of the United States” – na okres 20 lat. Jednak mimo nazwy: „Bank Stanów Zjednoczonych”, był to naprawdę „bank bankierów”, ponieważ nie należał do narodu, lecz do osób prywatnych, mających kapitał bankowy w swoich rękach. Nazwa „Bank Stanów Zjednoczonych” użyta została celowo, żeby wprowadzić w błąd ludność amerykańską, która miała wierzyć, że jest właścicielem banku, co oczywiście było kłamstwem. Termin podpisanej na 20 lat umowy funkcjonowania tego banku upływał w 1811 roku i Kongres Stanów Zjednoczonych głosował przeciwko odnowieniu tej umowy, dzięki wpływowi Tomasza Jeffersona i Andrzeja Jacksona:
„Jeżeli Kongres”, powiedział Jackson, „ma konstytucyjne prawo emitowania papierowych pieniędzy, prawo to upoważnia Kongres do przestrzegania go, a nie do oddawania go poszczególnymludziom lub korporacjom”.
Tak zakończyła się historia pierwszego Banku Stanów Zjednoczonych. Lecz to nie była ostatnia karta bankierów.
Bankierzy puszczają w ruch machinę wojenną
Nathan Rothschild z Banku Angielskiego wydał ultimatum: „Albo podanie o odnowienie umowy będzie zatwierdzone, albo Stany Zjednoczone zostaną wciągnięte w najbardziej destrukcyjną wojnę”. Jackson i inni patrioci amerykańscy nie wierzyli, że wpływ Międzynarodowej Finansjery może sięgać tak daleko. „Jesteście złodziejską jaskinią żmij”, odpowiedział na to Jackson. „Mam zamiar was rozpędzić i przy pomocy Boga Wszechmogącego rozpędzę was!” Nathan Rothschild wydał rozkazy: „Dajcie lekcję tym zuchwałym Amerykanom. Wprowadźcie na nowo status Kolonii”.
Rząd brytyjski rozpętał wojnę w 1812 roku przeciwko Stanom Zjednoczonym. Zamiarem Rothschilda było doprowadzenie Stanów Zjednoczonych do takiej biedy, że władze ustawodawcze byłyby zmuszone prosić o pomoc finansową, która oczywiście nadeszłaby tylko pod warunkiem wznowienia umowy, wprowadzającej na nowo działanie Banku Stanów Zjednoczonych. Tysiące ludzi zginęło, ale co to obchodziło Rothschilda? Osiągnął to, co chciał. Kongres Stanów Zjednoczonych wznowił umowę w 1816 roku.
Zamach na Abrahama Lincolna
W 1860 roku na stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych wybrano Abrahama Lincolna, w zamian za zniesienie niewolnictwa czarnych. Jedenaście stanów południowych, które popierały niewolnictwo czarnej rasy, zdecydowało odłączyć się od Unii, oderwać od Stanów Zjednoczonych Ameryki. Był to początek wojny domowej (1861-1865).
Lincoln nie mając pieniędzy na finansowanie działań wojennych Północy, zwrócił się do bankierów Nowego Jorku, którzy zgodzili się pożyczyć mu pieniądze na procent – od 24 do 36 procent. Lincoln odmówił, wiedząc doskonale, że ten lichwiarski procent doprowadzi Stany Zjednoczone do ruiny. Lecz jego problem finansowy pozostał nadal nierozwiązany!
„Zwróć się do Kongresu o przyjęcie ustawy, pozwalającej na wydrukowanie legalnych papierów wartościowych, opłać przy ich pomocy żołnierzy i wygraj razem z nimi wojnę.”
Tak właśnie uczynił Lincoln i wygrał wojnę. Między 1862 i 1863 rokiem, opierając się na konstytucji Stanów Zjednoczonych, Lincoln doprowadził do wyemitowania 450 milionów niezadłużonych, „zielonych dolarów” (Greenbacks), potrzebnych do prowadzenia wojny domowej. (Ludzie nazywali te banknoty „zielonymi dolarami”, ponieważ rewers ich był wydrukowany zielonym kolorem.)
Lincoln powiedział: “Rząd posiadający władzę tworzenia i emisji waluty i kredytu jako pieniędzy i cieszący się prawem wycofywania zarówno waluty jak i kredytu z obiegu za pomocą podatków i w inny sposób, nie powinien i nie może pożyczać kapitału na procent jako środka finansowania prac rządowych i przedsięwzięć publicznych… Przywilej tworzenia i emitowania pieniędzy jest nie tylko najwyższym przywilejem rządu, ale jest jego najwyższą twórczą możliwością.”
Lincoln mówił o tych zielonych dolarach, jako o „największym błogosławieństwie, jakie Amerykanie kiedykolwiek mieli”. Błogosławieństwo dla wszystkich, ale nie dla bankierów, ponieważ kończyło to ich machinacje, kradzież kredytu narodowego i pożyczki pieniędzy na procent. Robili więc wszystko, co możliwe, żeby zniszczyć te „zielone dolary” i przeszkadzać Lincolnowi w rządzeniu. Lord Goschen, rzecznik finansistów, napisał w London Times (cytat wzięty z „Kto rządzi Ameryką [Who Rules America]” – autorstwa C. K. Howe’a i przedrukowany w pracy „Martyrologia Pieniędzy Lincolna [Lincoln Money Martyred]” – autorstwa doktora R. E. Searcha):
„Jeżeli ta szkodliwa polityka finansowa, która ma swoje źródło w Ameryce Północnej umocni się na stałe, wtedy taki rząd będzie dostarczał swoje własne pieniądze, bez żadnych kosztów, będzie spłacał długi i będzie bez długów. Będzie miał wszystkie potrzebne pieniądze niezbędne do utrzymania się. Będzie prosperował bez precedensu w historii świata. Taki rząd musi być zniszczony, albo zniszczy każdą monarchię na świecie.” (Monarchię bankierów pożyczających pieniądze z procentem.)
Po pierwsze, w celu zdyskredytowania „zielonych” dolarów bankierzy namówili Kongres, żeby głosował w lutym 1862 roku za „Klauzulą Wyjątkową” (Exception Clause), która mówiła, że zielonymi dolarami nie będzie można spłacać odsetek od długu narodowego, ani płacić podatków, akcyzy, czy opłat importowych. Następnie w 1863 roku sfinansowawszy wybór odpowiedniej liczby senatorów i przedstawicieli parlamentu, bankierzy uzyskali anulowanie przez Kongres prawa „zielonych dolarów” (Greenback Law) i wprowadzenie na jego miejsce Narodowej Ustawy Bankowej (National Banking Act). (Pieniądze miały być następnie emitowane jako obciążone odsetkami przez banki prywatne.)
Ustawa ta zapewniała też wycofanie „zielonych dolarów” z obiegu, gdy tylko znajdą się w Ministerstwie Skarbu jako opłaty podatkowe. Lincoln ze złością protestował, ale najpilniejszą sprawą dla niego było wygranie wojny i ocalenie Stanów Zjednoczonych jako całości. Odłożył więc na okres powojenny swoje veto, które miał zamiar złożyć przeciwko tej ustawie i działania, które miał podjąć przeciwko bankierom. Niemniej złożył deklarację:
„Mam dwóch wielkich wrogów: armię Południa przed sobą i bankierów z tyłu. Z tych dwóch największym wrogiem są bankierzy.”
Lincoln został powtórnie wybrany na prezydenta w 1864 roku i było jasne, że po wojnie zaatakuje silną pozycję bankierów. Wojna skończyła się 9 kwietnia 1865 roku, a pięć dni później, 14 kwietnia, Lincoln zginął w zamachu. Nastąpiła ogromna redukcja kredytu, zorganizowana przez banki. Wielkość pieniądza w obiegu wynosiła w 1866 roku 1907 milionów dolarów, co na głowę każdego Amerykanina dawało 50,46 dolara, a w 1876 roku suma ta została zredukowana do 605 milionów dolarów, co dało 14,60 dolara na głowę. Rezultat: po 10 latach upadek 56 446 przedsiębiorstw, reprezentujących stratę 2 miliardów dolarów. I jakby tego jeszcze było mało, bankierzy zredukowali ilość pieniądza w obiegu do 6,67 dolara na głowę w 1887 r.!
William Jennings Bryan: „Banki powinny odejść”
Niemniej przykład Lincolna pozostał w pamięci wielu osób, aż do 1896 roku. Tego roku kandydatem demokratów na prezydenta został William Jennings Bryan. Raz jeszcze podręczniki historii mówią, że dobrze się stało, iż jego kandydatura na prezydenta nie odniosła sukcesu, ponieważ był on przeciwko „zdrowym pieniądzom” bankierów, pieniądzom emitowanym jako dług oraz przeciwko standardowi złota. Bryan powiedział:
„Głosimy w naszym programie, że wierzymy, iż prawo do bicia monety i emisji pieniędzy jest funkcją rządu. Wierzymy w to. Opozycja mówi, że emisja pieniędzy papierowych to funkcja banku i że rząd nie powinien wtrącać się do działalności banków. Ja mówię im, że emisja pieniędzy jest funkcją rządu i że banki powinny wycofać się z tej rządowej funkcji… Jedynie wtedy, gdy zgodnie z Konstytucją pieniądze będą emitowane przez rząd, możliwe będą wszystkie inne, potrzebne reformy, ale dopóki tego się nie osiągnie, żadnej innej reformy nie będzie można przeprowadzić.”
Rezerwa Federalna – gigantyczny koncern
Ostatecznie 23 grudnia 1913 roku Kongres Stanów Zjednoczonych głosował za przyjęciem Ustawy o Rezerwie Federalnej (the Federal Reserve Act), co spowodowało oddanie przez Kongres prawa do emisji pieniędzy w ręce korporacji Rezerwy Federalnej (Federal Reserve Corporation). Jeden z nielicznych kongresmanów, którzy rozumieli ryzyko zawarte w tej ustawie, Charles A. Lindbergh (reprezentujący stan Minnesota), ojciec znanego lotnika powiedział:
„Ustawa ta tworzy największy gigantyczny koncern na ziemi. Z chwilą podpisania przez prezydenta (Wilsona) tej ustawy, zostanie zalegalizowany niewidzialny rząd „Władzy Monetarnej”… Przy pomocy tej ustawy bankowej popełnione zostało największe przestępstwo legislacyjne wszechczasów.”
Edukacja ludzi
Co ostatecznie pozwoliło bankierom na uzyskanie całkowitego monopolu na kontrolę kredytu w Stanach Zjednoczonych? Ignorancja wśród ludności odnośnie problemów pieniężnych. John Adams pisał do Tomasza Jeffersona w 1787 roku:
„Całe zamieszanie, nieład i nieszczęście w Ameryce powstało nie przez błędy w konstytucji, nie przez zanik honoru i zasad, ale na skutek kompletnej niewiedzy, dotyczącej natury pieniądza, kredytu i obrotu pieniężnego”.
Sekretarz Skarbu w gabinecie prezydenta Lincolna, Salmon P. Chase, ogłosił publicznie krótko po uchwaleniu Narodowej Ustawy Bankowej w 1863 roku:
”Promowanie przeze mnie przyjęcia Narodowej Ustawy Bankowej było największym finansowym błędem mojego życia. Spowodowało to powstanie monopolu, który wpływa na wszystkie sprawy kraju. Ustawa ta powinna zostać uchylona, ale zanim to nastąpi, ludzie z jednej strony, a banki z przeciwnej będą prowadziłytaką walkę, jakiej nigdy nie oglądaliśmy w tym kraju.”
Producent samochodów Henry Ford powiedział:
„Jeżeli ludzie w kraju rozumieliby naszą bankowość i system monetarny, wierzę, że przed jutrzejszym rankiem wybuchłaby rewolucja”.
Edukacja ludzi – to jest rozwiązanie! To jest dokładnie metoda, za którą opowiada się dwumiesięcznik MICHAEL: przez edukację, zbudować siłę ludzką, żeby suwerenny rząd każdego kraju miał odwagę przeciwstawić się bankierom i emitować własne pieniądze, tak, jak prezydent Lincoln. Gdyby tylko ludzie popierający uczciwy system monetarny zrozumieli swoją odpowiedzialność w rozpowszechnianiu MICHAELA! Kredyt Społeczny, który ustanowiłby system ekonomiczny, gdzie wszystko byłoby zorganizowane dla służby człowiekowi, skupia się na rozwoju odpowiedzialności osobistej i kształtowaniu odpowiedzialnych ludzi. Każdy umysł zdobyty dla Kredytu Społecznego jest osiągnięciem. Każda osoba ukształtowana przez Kredyt Społeczny jest siłą, a każda pozyskana siła jest krokiem w kierunku zwycięstwa. I przez 70 lat jak wiele sił zostało pozyskanych!… Jeżeli wszystkie siły byłyby aktywne, naprawdę przed jutrzejszym rankiem uzyskalibyśmy wprowadzenie w życie propozycji Kredytu Społecznego!
Jak napisał Louis Even w 1960 roku: „Przeszkodą nie są ani finansiści, ani politycy, ani jakiś notoryczny wróg. Przeszkoda leży w pasywności zbyt wielu Kredytowców Społecznych, którzy mają nadzieję na zwycięstwo sprawy, ale pozostawiają innym jej promowanie.”
Krótko mówiąc, jest to nasza odmowa wzięcia odpowiedzialności, opóźniająca wprowadzenie Kredytu Społecznego jako uczciwego systemu pieniężnego. „Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie” (Łk 12,48). Przeegzaminujcie wasze sumienia, drodzy Kredytowcy Społeczni. Konieczne jest nawrócenie osobiste, idźmy i kontynuujmy naszą odpowiedzialność: zwycięstwo nigdy nie było tak blisko! Naszą odpowiedzialnością jest przekazanie wiedzy o Kredycie Społecznym innym ludziom, przez promowanie prenumeraty dwumiesięcznika MICHAEL, jedynej publikacji, która pokazuje to sprawiedliwe rozwiązanie.
Ustawa o Kredycie Społecznym przyjęta przez Kongres USA w 1932 r.
Konieczna jest edukacja ludzi. Kiedy nacisk społeczeństwa jest wystarczająco mocny, wszystkie partie zgodzą się z nim. Dobry tego przykład możemy znaleźć w ustawie Goldsborough z 1932 r., która została przez jej autora określona jako „ustawa o Kredycie Społecznym” i „najbliższa celu reforma monetarna dla ustanowienia realnego zdrowego systemu monetarnego w Stanach Zjednoczonych”.
„Przeważająca większość Kongresu USA (289 do 60) sprzyjała temu już w 1932 r. i odtąd w takiej czy innej formie obstawała przy tym. Tylko daremna nadzieja, że cieszący się zaufaniem nowy prezydent (Roosevelt) mógłby odnowić dobrą koniunkturę bez porzucenia systemu pieniądza kredytowego, który Ameryka odziedziczyła, uniemożliwiła przyjęcie Kredytu Społecznego jako prawa obowiązującego w kraju. W 1936 r., kiedy New Deal (rozwiązanie Roosevelta) udowodniło niezdolność skutecznego uporania się z Depresją, zwolennicy Kredytu Społecznego znowu odzyskali siłę. Ostatni znaczący wysiłek, by uzyskać jego wprowadzenie miał miejsce w 1938 r.”(W. E. Turner, Stabilne pieniądze [Stable Money], s. 167)
Nawet dywidenda i dyskonto skompensowane, dwa zasadnicze elementy Kredytu Społecznego, zostały wymienione w tej ustawie, zwanej „ustawą Goldsborough”, po tym, jak kongresman Partii Demokratycznej z Maryland, T. Allan Goldsborough, przedstawił ją w Izbie po raz pierwszy 2 maja 1932 r.
Dwie osoby, które wspierały ustawę zasługują na naszą szczególną uwagę: Robert L. Owen, senator z Oklahomy od 1907 do 1925 r. (dyrektor banku narodowego przez 46 lat) i Charles G. Binderup, przedstawiciel z Nebraski. W marcu 1936 r. Owen opublikował artykuł w piśmie J. J. Harpella „The Instructor (Instruktor)”, w którym zastępcą redaktora naczelnego był Louis Even. Binderup natomiast wygłosił wiele przemówień radiowych w USA w okresie Depresji, wyjaśniając niszczycielskie efekty kontroli kredytu przez prywatne interesy.
Robert Owen oświadczył w Izbie Reprezentantów 28 kwietnia 1936 r.: „… ustawa, którą on (Goldsborough) potem przedstawił, z aprobatą Komitetu Bankowości i Waluty Izby Reprezentantów – i sądzę, że był to praktycznie jednomyślny raport. Debatowano nad nią w Izbie przez dwa dni, bardzo prostą ustawą, oznajmiając, że polityką Stanów Zjednoczonych ma być przywrócenie i utrzymanie wartości pieniędzy oraz wyznaczenie ministra skarbu, członków Zarządu Rezerwy Federalnej i banków Rezerwy do wprowadzenia w życie tej polityki. To było wszystko, ale wystarczyło, żeby ustawa została przyjęta nie głosami zwolenników. 117 republikanów głosowało za ustawą (która była prezentowana przez demokratę) i przeszła ona w stosunku 289 do 60 i spośród 60, którzy głosowali przeciwko, tylko 12, z woli ludzi, pozostało w Kongresie.
Została ona odrzucona przez Senat, ponieważ nie została faktycznie zrozumiana. Nie było odpowiedniej publicznej dyskusji na jej temat. Nie istniała zorganizowana opinia publiczna, która by ją wspierała.”
Jeszcze raz, edukacja jest podstawowym zagadnieniem. Republikanie i demokraci jednakowo ją popierali, tak więc nie było potrzeby żadnej trzeciej partii, czy jakiegoś rodzaju partii „Kredytu Społecznego”. Co więcej, Owen uznał, że jedyną rzeczą, której brakowało była edukacja społeczeństwa, siła wśród ludzi. Potwierdza to metody używane przez MICHAELA, zalecane przez Clifforda H. Douglasa i Louisa Evena.
Ustawa Goldsborough była zatytułowana: „Ustawa przywracająca Kongresowi jego konstytucyjną władzę emisji pieniędzy, a stąd regulowania ich wartości, żeby zapewnić mieszkańcom Stanów Zjednoczonych dochód pieniężny o ustalonej i sprawiedliwej sile nabywczej dolara, umożliwiającej w każdym czasie zakup przez społeczeństwo potrzebnych dóbr i usług przy pełnej zdolności produkcyjnej infrastruktury przemysłowej i handlowej Stanów Zjednoczonych… Obecny system emisji pieniądza dla zysku przez prywatne instytucje, którego rezultatem są powracające katastrofalne inflacje i deflacje, powinien zostać zaprzestany.”
Ustawa umożliwiała także zapewnienie rabatu cenowego, który miał być rekompensowany kupcowi, oraz emisję dywidendy narodowej, zaczynając od 5 dolarów (w 1932 r.) miesięcznie dla każdego obywatela kraju. Wiele grup zaświadczało o poparciu dla ustawy, podkreślając, że dostarcza ona środków do kontroli inflacji.
Niewiedza społeczeństwa
Najzacieklejszym przeciwnikiem w senacie był Carter Glass, zagorzały zwolennik Rezerwy Federalnej (prywatna kontrola pieniędzy) i były Sekretarz Skarbu. Poza tym, Henry Morgenthau, późniejszy Sekretarz Skarbu Roosevelta, mocno sprzeciwiający się każdej reformie monetarnej, stwierdził, że New Deal Roosevelta powinien najpierw przejść okres próbny.
To, co najbardziej pomogło przeciwnikom ustawy, to niewiedza społeczeństwa dotycząca kwestii pieniędzy… a nawet niewiedza w senacie.
Niektórzy senatorzy, nie wiedząc nic na temat tworzenia pieniędzy (kredytu) przez banki, krzyczeli: „Rząd nie może tak sobie tworzyć pieniędzy! To spowoduje galopującą inflację!”. A inni, uznając konieczność pieniędzy wolnych od długu, kwestionowali potrzebę dywidendy czy dyskonta skompensowanego. Lecz wszystkie te zastrzeżenia faktycznie znikły po poważnym przestudiowaniu Kredytu Społecznego.
Temat: pieniądze. Słynne cytaty
„Historia odnotowuje, że lichwiarze używali wszelkich możliwych form nadużyć, podstępu, oszustwa i środków przemocy do utrzymania swojej kontroli nad rządami poprzez kontrolę pieniędzy i ich emisji.” – prezydent USA, James Madison.
„Władza pieniądza potępia, jako wrogów publicznych, wszystkich, którzy kwestionują jej metody lub rzucają światło na jej zbrodnie.” – William Jennings Bryan.
„Ktoś, kto kontroluje ilość pieniędzy w kraju jest absolutnym panem całego przemysłu i handlu.” – prezydent USA James A. Garfield
„Bankowość została poczęta w niegodziwości i zrodzona w grzechu……. Bankierzy są właścicielami Ziemi. Zabierzcie im ją, ale zostawcie im władzę tworzenia pieniędzy, a przy pomocy pociągnięcia pióra stworzą oni wystarczającą ich ilość, żeby kupić Ziemię z powrotem… Zabierzcie im tę olbrzymią władzę, a wszystkie wielkie fortuny, takie jak moja, znikną (Josiah Stamp był drugą osobą na liście najbogatszych ludzi w Wielkiej Brytanii) i one powinny zniknąć, a wtedy życie na świecie stałoby się lepsze i szczęśliwsze… Ale jeżeli chcecie dalej być niewolnikami bankierów i płacić koszty swojego własnego niewolnictwa, pozwalajcie im nadal tworzyć pieniądze i kontrolować kredyt.” – Sir Josiah Stamp, prezes Banku Anglii, 1940 r.
„Proces tworzenia pieniędzy przez banki jest tak prosty, że aż budzi odrazę.” – John K. Galbraith w książce „Pieniądz. Skąd się pojawił, dokąd doszedł”, strona 29.
„Banki tworzą pieniądze. Robią to od długiego czasu, ale one nie całkiem zdają sobie z tego sprawę i nie przyjmują tego do wiadomości. Bardzo niewiele z nich. Dowody na to znajdziemy w wielu różnych dokumentach, podręcznikach do nauki finansów itd. Ale w tym czasie, i wszyscy musimy być całkiem szczerzy, jeśli chodzi o te sprawy, nastąpił rozwój myślenia i bardzo mocno wątpię, czy dziś znajdziemy wielu prominentnych bankierów, którzy próbowaliby zaprzeczyć, że banki nie tworzą kredytu.” – H. W. White, prezes Stowarzyszenia Banków Nowej Zelandii do Nowozelandzkiej Komisji Monetarnej, 1955 r.
Thomas Edison i Henry Ford
Zakończmy ten wykład cytatami dwóch wielkich Amerykanów.
Thomas Edison: „W naszej historii kilku największych Amerykanów szukało sposobu na przełamanie piętna Hamiltona (polityki zadłużonego pieniądza wprowadzonej przez Aleksandra Hamiltona) i przejście na naszą politykę monetarną, która zastąpi tamtą, stałą podażą pieniądza, mierzoną fizycznymi potrzebami narodu. Brak społecznego i oficjalnego zrozumienia, połączony z siłą interesów bankowych, które wzbudziły ukierunkowane interesy w obecnym chaotycznym systemie, udaremniły wszelkie wysiłki.
Nie pozwólcie im zmylić was ich wołaniem o ‘papierowe pieniądze’. Niebezpieczeństwo papierowych pieniędzy jest dokładnie tym, czym jest niebezpieczeństwo złota – nie jest dobrze, jeśli będziecie ich mieli za dużo. Istnieje tylko jedna zasada dotycząca pieniędzy i jest nią: mieć ich wystarczającąilość do prowadzenia całego uzasadnionego handlu czekającego na realizację. Za dużo i za mało – oba rozwiązania są złe. Właściwą proporcją jest wystarczająca ilość pieniędzy do prowadzenia handlu i wystarczająca ilość do zapobiegania stagnacji z jednej strony oraz niewystarczająca ilość, by zezwolić na spekulację z drugiej strony.
Jeżeli rząd Stanów Zjednoczonych przyjmie politykę wzrostu swego narodowego bogactwa bez wspierania poborców odsetek – ponieważ cały dług narodowy składa się z naliczanych odsetek – wtedy zobaczycie erę postępu i dobrobytuw tym kraju, jaka inaczej nigdy nie mogłabynadejść.”
I wołanie Henry’ego Forda:
„Młodzi, którzy mogą rozwiązać kwestię pieniędzy, zrobią więcej dla świata, niż wszyscy zawodowi żołnierze w historii”.
5 marca 2022 https://fsspxr.wordpress.com/komentarze-eleison/
REZERWA FEDERALNA – I
Pan Jezus mówił, że musimy wybrać między Bogiem a Mamoną,
Bankierzy wybrali Mamonę więc musieli stracić Boga.
Powiedzenie mówi: „poznaj swojego wroga”. Zaiste, czy bez tego ktokolwiek mógłby wygrać wojnę? Zatem katolicy, czy to im się podoba, czy nie, stoją w pierwszej linii frontu bezwzględnej wojny pomiędzy Bogiem a szatanem, której stawką jest zbawienie bądź potępienie nieśmiertelnych dusz. W tej wojnie pieniądz jest głównym narzędziem, za pomocą którego diabeł zwodzi i psuje ludzi. Niech katolicy wyciągną lekcję z krótkiej historii banku centralnego USA: „Wpływ bankowej oligarchii na USA” autorstwa J.P. le Perlier (https://jeune-nation.com/).
Wojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych nie dotyczyła opodatkowania herbaty. Była to wojna przeciwko bezpaństwowym bankierom rządzącym w Londynie, którzy dążyli do tego, by w taki sam sposób zdominować i podporządkować sobie amerykańskie kolonie. Bankierzy doprowadzili do tego, że angielski parlament przyjął ustawę zobowiązującą mieszkańców kolonii do zastąpienia swobodnego emitowania pieniędzy oprocentowanymi pożyczkami w bankach. Jak powiedział Beniamin Franklin: „W ciągu roku era dobrobytu została zastąpiona przez tak wielki kryzys, że ulice kolonii wypełniły się bezrobotnymi”. To z kolei doprowadziło do ogłoszenia w 1776 roku Deklaracji Niepodległości, a następnie wojny.
Dlatego też pierwszą troską amerykańskich legislatorów było zapisanie w konstytucji, iż: „Kongres zastrzega sobie prawo do emitowania pieniędzy i regulowania ich wartości”. Jednak bankierzy nie dali za wygraną i w 1791 roku udało im się uzyskać od Kongresu utworzenie banku centralnego na wzór angielski tymczasowo na okres 20 lat. Prezydent James Madison w 1811 roku odmówił zgody na przedłużenie działalności tego banku. Ale już w 1816 roku został on ponownie uruchomiony. W 1837 roku prezydent Andrew Jackson, który podobnie jak jego poprzednicy, był wrogo nastawiony do wpływów międzynarodowej finansjery w USA, nie przedłużył zgody na działalność banku.
Niemal pół wieku później Abraham Lincoln posunął się jeszcze dalej i stworzył poza kontrolą bakowej oligarchii narodową „zieloną walutę”. Po reelekcji w 1864 roku Lincoln oświadczył, że jego pierwszym celem po zakończeniu wojny secesyjnej będzie zakończenie wpływów oligarchii finansowej w USA. Wojna zakończyła się 9 kwietnia 1865 roku. Lincoln został zamordowany 14 kwietnia. Jego następca Andrew Johnson nakazał usunięcie „zielonych pieniędzy” z obiegu, co zostało dokonane w ciągu kilku lat.
Kolejne kroki w stronę scentralizowanej bakowości były podejmowane stopniowo i potajemnie. Unikano określenia „bank centralny”, a w 1913 roku uchwalono ustawę o Rezerwie Federalnej. Charles A. Lindbergh oświadczył: „Najgorsze przestępstwo legislacyjne w historii zostało dokonane poprzez przyjęcie tej ustawy: kiedy prezydent ją podpisze, niewidoczny rząd sił pieniądza zostanie zalegalizowany”. Wojna o niepodległość USA miała uwolnić Amerykę od finansowych oligarchów, którzy podporządkowali sobie już Anglię. Teraz, po 137 latach, intrygi pozwoliły londyńskim bankierom na nowo odzyskać władzę nad amerykańskimi koloniami. Wraz z utworzeniem w 1913 roku Rezerwy Federalnej nastąpiło definitywne podporządkowanie Amerykanów dyktatowi finansjery, przeciwko której zbuntowali się w 1776 roku.
Podobnie jak wiek wcześniej Lincoln, prezydent John F. Kennedy zaryzykował i sprzeciwił się tej samej władzy finansowej, gdy zarządził emisję pieniędzy gwarantowanych przez amerykańskie państwo z pominięciem Rezerwy Federalnej. Zarządzenie było datowane na 4 czerwca 1963 roku. Sześć miesięcy później Kennedy został zamordowany.
Co mają wspólnego Lincoln i Kennedy? W obu przypadkach ich następcy natychmiast zatrzymali emisję pieniądza przez Departament Skarbu i przywróciły ten przywilej finansowej oligarchii.
Felieton • tygodnik „Najwyższy Czas!” • 5 marca 2022
Panie Piperman, pan wiesz, jaka jest różnica między rządem polskim i albańskim?
Nu?
W rządzie albańskim jest 80 procent Żydów i 20 procent Albańczyków. W polskim rządzie nie ma Albańczyków.
He, he, bardzo śmieszne. Ale po co pan, panie Biberglanc, opowiadasz mi takie rzeczy o tych Albańczyków?
A po nic, tylko tak mi sze o nich przypomniało, kiedy Putinu uznał niepodległość republik Donieckiej i Ługańskiej.
Tak? A dlaczego się tak to sze pana skojarzyło? Przecież ani w Doniecku, ani w Ługańsku Albańczyków też nie ma?
Nu, masz pan Recht, panie Piperman, Albańczyków tam nie ma, ale mnie nie dlatego sze przypomniało, że ony tam są, tylko dlatego, że z tą niepodległoszczą Doniecka i Ługańska jest tak samo, jak z niepodległoszczą Kosowa.
Co pan mówisz takie rzeczy? Co ma Kosowo do Doniecka i Ługańska?
Oj, panie Piperman, ja widzę, że pan powinien pójść do doktoru, żeby on pana przepisał jakieś leki na głowę. Od kiedy traczysz pan pamięcz?
Od kiedy? A co: od kiedy?
Nu, sam pan wydżysz, że pamięcz już pana wyszada. Ale to nic nie szkodży, ja pana wszystko przypomnę.
Nu?
Uważasz pan, na Bałkanach była Jugosławia.
Ooo, to, to ja pamiętam i pamiętam, jak temu Titu Stalinu wymyszlał od wszczekłych psów imperializmu.
Ale słuchaj pan dalej. Jugosławia, to taka wielka Serbia. Ale kiedy Niemcy po 1990 roku odzyskały swobodę, to ony od razu przystąpiły do rozbierania Jugosławii.
Co pan mówisz? Ony rozbierały Jugosławię? Do goła?
Panie Piperman, co pana przychodży do głowy? W pańskim wieku? Nie chodży o rozbieranie do goła, tylko o rozbieranie państwowe.
A czemu ony rozbierały Jugosławię?
Słuchaj pan i ucz sze pan wielkiej polityki. Ony rozbierały Jugosławię, bo ony nie chczały, żeby w Środkowej Europie powstało Heksagonale. To była taka umowa szeszczu państw, żeby ony nie muszały słuchacz Niemcy. Ale Niemcy wysadżyły Jugosławię, co to miała bycz bałkańskim filarem Heksagonale w powietrze, bo zachęczyły Słowenię i Chorwację do proklammowania niepodległoszczy i jeszcze tego samego dnia ją uznały, tak jak Putinu uznał niepodległoszczy Doniecku i Ługańsku.
I co?
I nic. Jugosławia sze rozleczała, po Heksagonale nie została nawet mokra plama, ale Niemcy, na wszelki wypadek, żeby sze już żadna Wielka Serbia nie odrodżyła, zaczęły rozbierać Serbię.
Rozbieracz Serbią? A jak?
A tak, że w Kosowie wymyszliły sobie nowy naród Kosowerów i że te Kosowery też chcą niepodległoszczy. Te Kosowery, to tak naprawdę Albańczyki, co chczały sobie zrobicz Wielką Albanię. Serby nie chczały sze zgodżycz na oderwanie Kosowa, ale wtedy NATO zaczeło ich bombardirowacz, żeby sze zgodżyły. Ony sze nie zgodżyły, ale Niemcy i Amerykany uznały niepodległoszczy Kosowa tych Kosowerów, Serbia została rozebrana, no i tak jest do dżyszaj.
Nu dobrze – ale co to ma wspólnego z Doniecku, Ługańsku i Putinu?
A to, że tutaj wszystko jest tak samo, jak z Kosowery. Co zrobiły Kosowery w Doniecku i Ługańsku? Ogłoszyły niepodległosz od Ukrainy. Ukraina nie chczała sze zgodzycz, bo tam są kopalnie i przemysłu, ale Putinu im pomógł, no i ony zrobiły tam wybory, które Moskwa „przyjęła do wiadomoszczy”. Potem Łukaszenka zaproszył wszystkich do Mińska, to znaczy – Francję, Niemcy, Rosję i Ukrainę, żeby sze dogadały. I ony sze dogadały, że Ukraina da Kosowerom w Doniecku i Ługańsku autonomię. Ale ona nie chczała i może tak by już zostało, tak – ni pokój, ni wojna – ale w ubiegłym roku przyjechał do Europy amerykański prezydent Bidenu i on spotkał sze dwa razy z Putinu. Jak pan myszlisz, panie Piperman, co on mógł chczecz od Putinu?
Panie Biberglanc, ja nigdy nic nie myszę, ja panu słucham, co panu mówisz. Nu i co dalej?
A co mógł chczecz od Bidena Putinu? On mógł chczecz, żeby Ukraina wróczyła do rosyjskiej strefy, jak było ustalone na szczycze NATO w Lizbonie w 2010 roku, kiedy proklamowane zostało strategiczne partnerstwo NATO-Rosja. A co Bidenu mógł chczecz od Putinu? On mógł chczecz dowiedżecz sze, czego Putinu by chczał za obietnicę nautralnoszczy Rosji, kiedy Ameryka przystąpi do ostatecznego rozwiązywania kwestii chińskiej. No to Putinu zrozumiał, że jeszli nie teraz – to kiedy i jeszli nie my – to kto? – i chyba dogadał sze z Bidenu co do Ukrainy.
Co pan mówisz takie rzeczy? Jakże on sze dogadał, jak Bidenu robi mu sankcje?
Nu i co z tego? On mu robi sankcje, bo on tak muszy, ale on mu wiele razy powiedżał, że Ameryka nie wkroczy do Ukrainy. A jak nie wkroczy, to co bysz pan robił na miejscu Putinu?
A co miałym robicz? Robiłbym swoje!
I o to chodży, panie Piperman, bo w polityce najważniejsze są faktów dokonanych. Taki faktu dokonany w polityce, to jak w religii dogmatu; nie dyskutuje sze z nim, tylko sze go przyjmuje do wiadomoszczy. Chodży o to, żeby Putinu zrobił sobie faktów dokonanych, prezydentu Bidenu będże protestował i robił sankcje, żeby – niech Bóg zabroni – nie wyglądało, że ony sze dogadały, tylko że mamy dopustu Bożego.
Nu a jak pan myszlisz, jak sze ony dogadały?
Ja myszlę, że tak samo, jak Churchill w 1943 roku w Moskwie ze Stalinu. Ony ustaliły ile wpływy będże miał Stalinu, a ile – Zachodu. W Grecji 80 procent dla Zachodu i 20 procent dla Stalinu, w Polsce – odwrotnie – i dlatego my, stare czekisty, żeszmy wprowadzali władze ludową, a w Jugosławii – pół na pół. Może pół na pół – bo Putinu robi natarcze z ograniczonym celem. On nie chce całej Ukrainy, on chce tylko rozbioru, żeby Ameryka dostała resztę, gdże nie ma kopalni, ani przemysłu i niech Zełeński,
Kołomojski i inne nasze oligarchy dalej sobie to rozkradają, razem z synu Bidenu Hunteru.
Stanisław Michalkiewicz
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
Kiedy około 20 lat temu na łamach „The Remnant” sprzeciwialiśmy się inwazji na Irak, wielu naszych czytelników zarzucało nam wtedy, że bronimy Saddama Husajna. Prawda jest taka, że nie stałem ani po jego stronie ani przeciw niemu. Mój problem z tą farsą polegał na fałszywej fladze, którą przez cały dzień, całą noc, każdego dnia i każdej nocy wywieszano w amerykańskiej telewizji.
https://www.bibula.com/?p=131873
Kampania wojenna w swoim apogeum – podsycana przez najbardziej zaawansowaną machinę propagandową w historii ludzkości – nie pozostawiała praktycznie miejsca na głosy sprzeciwu. Jeśli nie zgadzałeś się z krucjatą Busha i Cheneya mającą na celu wyeliminowanie „osi zła” z powierzchni ziemi, cóż, byłeś częścią tej osi i dlatego nie zasługiwałeś na głos. Według gangu Freedom Fries (https://pl.wikipedia.org/wiki/Freedom_fries) nie zasługiwałeś nawet na to, by oddychać.
Coś podobnego dzieje się właśnie teraz. Jeśli będziecie przestrzegać przed eskalacją obecnego konfliktu w Europie Wschodniej, możecie się spodziewać, że zostaniecie oskarżeni o bycie zagorzałymi apologetami Władimira Putina. Powiedzą, nie zależy wam na kobietach i martwych dzieciach. Potępią was jako „nie-Amerykanów”. To jest szybkie, nie wymaga wiele myślenia i daje dobre samopoczucie. A także zwiększa liczbę polubień na Facebooku! Nie popełnijcie błędu, ta wojna jest napędzana przez media społecznościowe, dokładnie tak samo jak Covid.
Ci sami ludzie, którzy kazali nam zakładać maski, podążać za nauką i szczepić się, teraz żądają, abyśmy „stanęli po stronie Ukrainy”, mimo że dziewięciu na dziesięciu z nich nie potrafi znaleźć jej na mapie i nie odróżniłoby Zelenskiego od zebry.
Niebywałe, że wielu z nich wzywa teraz Stany Zjednoczone do wprowadzenia strefy zakazu lotów nad Ukrainą, tak bardzo przeżywają oni traumę związaną z obrazami wojny w telewizji. Z pewnością wojna to piekło, ale jeśli zaczniemy egzekwować tę strefę zakazu lotów, zestrzeliwując MiGi, cały świat pogrąży się w piekle na ziemi.
Nie bronię Władimira Putina, ale mówię: Proszę, zwolnijcie trochę!
W każdym konflikcie są dwie strony, a w tej chwili mamy tylko jedną. Czy nie wydaje się wam dziwne, że w dobie Internetu media nie informują o rosyjskiej stronie tej farsy? Zelensky codziennie na Foxie i CNN mówi nam, co się dzieje, a Putin milczy? Dlaczego?
Propaganda wojenna poszła obecnie tak daleko, że wielu jest całkowicie przekonanych, iż mamy do czynienia z reinkarnacją Adolfa Hitlera w Rosji, który próbuje zmiażdżyć dobrego chrześcijańskiego króla Ukrainy, Wołodymyra Żeleńskiego, tylko dlatego, że jest on dobrym chrześcijaninem.
Może i jest dobrym człowiekiem [bo aktorem jest miernym... MD] , ale na pewno nie jest chrześcijaninem. Zelenski jest pierwszym żydowskim prezydentem Ukrainy, nawet jeśli jest niewierzącym żydem, podobnie jak wielu chrześcijan i żydów, którzy przetrwali siedem dekad pod reżimem sowieckim.
Dlatego ważne jest, aby przestać wyobrażać sobie dzisiejszą Ukrainę jako plan filmu „Skrzypek na dachu”. To bardzo postępowy kraj, ze wspieranym przez Obamę świeckim rządem, który ma niewiele wspólnego z ukraińskim chrześcijaństwem z dawnych czasów czy judaizmem z Anatewki.
Czy to samo w sobie usprawiedliwia inwazję Rosji? Oczywiście, że nie. Ale może pomóc niektórym wyjść poza pewne prowincjonalne wyobrażenia o tym, o co w tym wszystkim chodzi.
Aby zrozumieć ten konflikt, musimy zrozumieć współczesną Ukrainę i ludzi, którzy ją zbudowali. A jednym z nich jest George Soros, globalista, ojciec chrzestny Nowego Porządku Świata.
12 listopada 2015 r. Soros otrzymał nagrodę od ówczesnego prezydenta Ukrainy, Petro Poroszenki. Nagroda była wyrazem uznania dla osobistego wkładu Sorosa i jego Międzynarodowej Fundacji Odrodzenie, w tworzenie „nowej, demokratycznej i europejskiej Ukrainy”.
Być może, gdy zrozumiemy globalistyczny składnik tego wszystkiego, nasze rozumienie konfliktu stanie się nieco bardziej jasne. Być może uda nam się nawet pomóc obniżyć (a nie podnosić) medialną gorączkę wojenną, która szkodzi wszystkim, także Ukraińcom.
Jedną z tych Ukrainek jest Kateryna Smagliy, radca i dyrektor polityczny Ministerstwa Spraw Zagranicznych Ukrainy. W 2015 r. napisała ona list. Moim zdaniem jest on bardziej przydatny tym, którzy próbują lepiej zrozumieć ten konflikt, niż niemal wszystko, co do tej pory można było zobaczyć w telewizji.
W liście wyraźnie zaznaczono, że w ciągu ostatnich 20 lat Ukraina została „przeobrażona i zresetowana” zgodnie z wizją globalistów. A co to oznacza? Wygląda na to, że wkrótce się dowiemy. Nie zapominajmy, że w swoim przemówieniu na Światowym Forum Ekonomicznym 2018 w Davos, George Soros powiedział światu, że Donald Trump „zniknie” w 2020 roku: „Uważam administrację Trumpa za zagrożenie dla świata. Ale jest to zjawisko tymczasowe, które zniknie w 2020 roku.” (RTV „Davos and the Plot to Cancel Trump”)
Soros rzeczywiście wygłosił proroctwo. Pytanie brzmi: czy teraz zwrócił się przeciwko Putinowi z tego samego powodu, ponieważ prezydent Rosji stracił zainteresowanie Nowym Porządkiem Świata i woli uczynić swój naród „znowu wielkim”? Czas pokaże.
Tak czy inaczej, szanuję czytelników tej gazety na tyle, że pozwalam im wyrobić sobie własne zdanie. Jeśli chcecie, aby mówiono wam, co macie myśleć o kryzysie ukraińskim, wystarczy, że włączycie telewizor. Jeśli chcecie wyciągnąć własne wnioski, czytajcie dalej.
Módlcie się za rodziny ukraińskie, módlcie się za rodziny rosyjskie, które zostaną zniszczone przez sankcje, i módlcie się za swoje własne rodziny. Bóg wie, jak to się skończy, ale dopóki nie zwycięży rozsądek, wydaje się mało prawdopodobne, by komukolwiek z nas oszczędzono piekła wojny.
Michael J. Matt
List Kateryny Smagliy: „Dziękuję ci, Dżordż!”
W eseju „Moja filantropia” z 2011 r. George Soros opisał swoje podejście do działalności charytatywnej. „Rozkoszuję się konfrontacją z twardą rzeczywistością i pociąga mnie rozwiązywanie pozornie nierozwiązywalnych problemów” – napisał. Rzeczywiście, z konsekwentną determinacją, hojnością i niezachwianą wiarą w potencjał Ukrainy Soros założył dwadzieścia pięć lat temu Międzynarodową Fundację Odrodzenie (IRF) jako niezależnego członka swojej globalnej sieci Fundacji Społeczeństwa Otwartego. Był to pierwszy krok na długiej i ambitnej drodze ku nowej Ukrainie.
Od 1990 roku żaden inny prywatny darczyńca – ani krajowy, ani międzynarodowy – nie przebył dłuższej drogi, pomagając Ukrainie w rozwoju gospodarki rynkowej, tworzeniu odpowiedzialnego rządu i niezależnych mediów. Polityczna i strategiczna filantropia Sorosa jest inspirującym przykładem tego, jak wizja jednego człowieka i jego niesłabnące zaangażowanie na rzecz ideału społeczeństwa otwartego mogą zmienić życie milionów ludzi.
W sumie, Soros przekazał ponad 181 milionów dolarów na wsparcie prawie 17 000 inicjatyw społeczeństwa obywatelskiego na Ukrainie, realizowanych przez tysiące działaczy w całym kraju. W czasach postsowieckiego chaosu i zawirowań społeczno-gospodarczych, gdy byli partyjni aparatczycy – biznesmeni zajmowali się redystrybucją majątku państwowego, Soros nie zmarnował szansy, aby udzielić pomocy trzonowi ukraińskiego społeczeństwa: nauczycielom, profesorom uniwersyteckim i niezależnym naukowcom. Jego fundacja szybko zyskała reputację wybitnego ośrodka intelektualnego i laboratorium innowacji społecznych, w którym opracowywano i testowano nowe podejścia do wielu wyzwań stojących przed naszym krajem.
Na tej drodze były nie tylko sukcesy, ale i porażki. Po pomarańczowej rewolucji ukraińskie społeczeństwo obywatelskie błędnie założyło, że nie będzie już powrotu do autorytaryzmu. Aktywiści poświęcili zbyt wiele czasu na świętowanie radości i euforii, zamiast trzymać w ryzach rząd Wiktora Juszczenki i Julii Tymoszenko. Niektórzy eksperci twierdzili, że IRF i inne fundacje są oderwane od rzeczywistości i współpracują jedynie z wąskim kręgiem „tradycyjnych podejrzanych”, czyli tak zwanymi „organizacjami pozarządowymi”, których liderzy są zajęci nawiązywaniem kontaktów z zachodnimi ambasadami, a nie kontaktami z obywatelami.
Kiedy historia dała Ukrainie drugą szansę, nie było czasu na powtarzanie błędów z przeszłości. IRF wykazała się elastycznością i szybkością podejmowania decyzji, a także wyjątkową pozycją do prowadzenia mediacji wśród licznych darczyńców i grup obywatelskich podczas Euromajdanu.
IRF zmobilizowała również największe talenty do wsparcia procesu reform po Euromajdanie. Soros przeznaczył dodatkowe 3 mln USD na wsparcie ośmiu strategicznych grup doradczych w ramach Krajowej Rady Reform, a stu ekspertów z tych grup opracowało osiemdziesiąt projektów reform w dziedzinie edukacji, opieki zdrowotnej, deregulacji, bezpieczeństwa energetycznego, decentralizacji, reformy administracyjnej i e-rządu. Ponad trzydzieści z nich zostało już przegłosowanych przez parlament Ukrainy.
Co więcej, Soros stał się jednym z najbardziej zagorzałych zwolenników nowej Ukrainy na świecie. Dużo publikował w prasie międzynarodowej, wzywając do stworzenia nowego planu Marshalla dla Ukrainy oraz apelując do przywódców UE i USA o „ratowanie nowej Ukrainy” i „podtrzymywanie ducha Majdanu”. Zainwestował także 1 milion dolarów w gospodarkę Ukrainy i zachęca innych do tego samego, pomimo wysokiego ryzyka.
Uniwersytet Środkowoeuropejski (CEU), założony przez Sorosa w 1990 roku, również odgrywa ważną rolę w przybliżaniu Ukrainy do zwycięstwa. Prawie 50 procent spośród 650 absolwentów CEU z Ukrainy pracuje w rządzie, organizacjach międzynarodowych i środowisku akademickim.
Soros, jako bystry biznesmen, nie patrzy na Ukrainę przez różowe okulary. Przyznaje, że po bliższym przyjrzeniu się, obecna sytuacja wewnętrzna nie jest tak obiecująca, jak mogłoby się wydawać z daleka. Twierdzi, że koalicja rządząca musi jeszcze „spełnić oczekiwania społeczeństwa” i „potwierdzić (…) zaangażowanie na rzecz nowej Ukrainy”.
Soros jest jednak wielkim optymistą, ponieważ Ukraina, jak twierdzi, jest „czymś w rodzaju cudu (…), który stał się możliwy dzięki ludziom gotowym poświęcić życie dla swojego kraju”. Ufając w przyszłość Ukrainy, Soros zobowiązał się w zeszłym miesiącu do dalszego wspierania IRF w przyszłości, nawet po swojej śmierci.
Dlatego dziś, gdy ukraińscy oligarchowie nadal są zajęci redystrybucją bogactwa i okradaniem własnych obywateli, nadszedł czas, by pochylić się nad filantropią Sorosa, docenić jego liczne, godne podziwu osiągnięcia i po prostu powiedzieć: „Dziękuję, Dżordż!”.
Dziękuję Ci za Twoją nieustanną krucjatę na rzecz demokratycznej przyszłości kraju, który nie jest przecież Twoją ojczyzną. Dziękuję za to, że mimo wszelkich przeciwności losu, ufasz Ukrainie. Dziękuję za otwartość na nowe idee i za to, że te idee otwierają się przed nami.
Dziękuję Ci Dżordż. Razem jest nas wielu!
Kateryna Smagliy
Kateryna Smagliy jest radcą i dyrektorem politycznym w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Ukrainy. W czasie pisania tego listu była dyrektorem biura Instytutu Kennana w Kijowie.
Ten artykuł ukazał się pierwotnie na stronie AtlanticCouncil.org
KOMENTARZ BIBUŁY: George Soros jest groźnym międzynarodowym, wpływowym spekulantem i manipulatorem, jednak skupianie się na nim staje się już obrazem nieco przerysowanym. Oczywiście, że Soros finansuje przeróżne projekty w wielu krajach, w tym i na Ukrainie, ale on „jedynie” dąży do destabilizacji i przebudowy społeczeństw, a poza tym obok niego i w drugim szeregu stoją całe setki jemu podobnych. Uważamy, że równie groźni, a może i groźniejsi są ci wszyscy oligarchowie, którzy zniszczyli cały krainę rozgrabiając gospodarkę, przejmując kapitał i upadlając ludność.
Tylko mało bystry nie zauważy, że i jedni i drudzy – ci sorosowie i ci kołomyjscy – są z jednej i tej samej elity etniczno-religijnej. Co powinno w dużym stopniu wyjaśniać wiele rzeczy, ale osoby z maseczkami na oczach nigdy tego nie pojmą.
Dzisiaj mamy zacny jubileusz, o którym mało kto jest łaskaw pamiętać. To właśnie 4 marca przypada druga rocznica wykrycia pierwszego przypadku koronawirusa w Polsce, co rozpoczęło tzw. pandemię tak zwanego „covida”.
COVID-19 to skrót od COronaVIrus Disease 2019, bo nowy wirus został po raz pierwszy zidentyfikowany w 2019 roku. COVID-19 to infekcja dróg oddechowych wywołana przez koronawirusa SARS-CoV-2. U większości osób jej przebieg jest łagodny, a nawet bezobjawowy, ale ze względu na wysoką zjadliwość (zdolność do szybkiego przenoszenia z człowieka na człowieka) dotykał grupy populacji o osłabionej odporności – osoby starsze, chorych na raka, chorych na cukrzycę i z nadwagą.
Dwa lata temu Polacy ciężko przestraszeni doniesieniami z Chin gdzie ludzie w drgawkach rzekomo konali na ulicach i z Włoch, gdzie Chińczycy zawlekli swoją zarazę wracając tam szyć ubrania po chińskim nowym roku, z wypiekami na twarzach oglądali w dezinformacyjnych telewizjach doniesienia o pierwszym Polaku, który został rzekomo zakażony chińskim wirusem. Niewiele osób na tym etapie zdawało sobie sprawę, że w nadchodzących potem tygodniach nasz świat zwariuje i szaleństwo będzie stopniowane aż do teraz.
Od razu okazało się, że nie mamy jak zareagować na zarazę. Zabrakło ‘najbardziej podstawowych pandemicznych produktów” [to oczywiście szyderstwo… md] min. maseczek czy płynów do dezynfekcji, które potem zaczął nawet produkować Orlen. Wiecznie zmęczony minister Szumowski najpierw wyśmiewał tych, którzy chodzili w maseczkach, a potem nakazał ich noszenie nawet na świeżym powietrzu, a premier Morawiecki grzał się w blasku latającego jeszcze wtedy, a dzisiaj już niestety zniszczonego, największego samolotu świata An-225 Mrija wypełnionego chińskimi maseczkami bez atestu.
W międzyczasie pojawiły się pleksiglasy w sklepach i na twarzach ludzi, którzy chodzili w czymś przypominającym maski spawaczy. Tak zwane przyłbice były oczywiście zupełnym idiotyzmem, tak jak ordynowane raz po raz lockdowny, czyli zamknięcia wszystkiego.
Pierwszy raz doświadczyliśmy kataklizmu, który sami sobie urządziliśmy.[To nie my, lecz banda niby-rządząca. MD] Zamknięcia gospodarki oczywiście ją zniszczyły, a przestraszony rząd zaczął na lewo i prawo rozdawać upadającym przedsiębiorcom wydrukowane pieniądze czym doprowadził do największej inflacji od lat.
Szaleństwo zapoczątkowane w marcu 2020 roku rozkręcało się coraz bardziej. Władze najpierw odwołały Wielkanoc, potem zorganizowały wybory prezydenckie. potem odwołały Wszystkich Świętych, Boże Narodzenie itd. Cały 2021 minął z grubsza jak 2020 tylko było gorzej. Media nakręcały panikę pod każde kolejne tzw. warianty i pojawiły się szczepionki, które zaczęły być stręczone wszystkim komu się da.
Jakby tego było mało władze wielu państw świata wpadły na pomysł aby dyskryminować tych, którzy odmówili wstrzyknięcia szczepionki, a potem tzw. dawek przypominających. Segregacja ludzi za pomocą kodu QR będącego swoistą czasową subskrypcją na prawa obywatelskie stała się wisienką na covidowym totalitarnym torcie. W takich okolicznościach, z różną skalą szaleństwa w róznych krajach, doszliśmy do roku 2022.
Rządzący rozpoczęli ten rok według tego samego schematu – czyli straszenia nowym wariantem Omikron. Jak jednak powiedział słynny filantrop i wirusolog amator, Bill Gates, „niestety Omikron okazał się naturalną szczepionką”. Próba podtrzymania covidowej psychozy tym razem się nie powiodła, bo ludzie byli już tym zmęczeni i zaczęli protestować naprawdę mocno. Niektóre kraje zaczęły luzować obostrzenia i restrykcje, ale oczywiście kody QR już pozostały z nami i prawdopodobnie obowiązek przyjmowania szczepionki co kilka miesięcy również.
Rok temu gdy obchodziliśmy roczek covidka, mało kto wierzył, że w czasie drugiej rocznicy mało kogo Covidek będzie obchodził.
A wszystko to stało się w niecałe dwa tygodnie! Wirus SARS-CoV-2 nie jest już groźny, nie robi się testów dla setek tysięcy obcokrajowców przybywających do Polski. Nagle nie ma kwarantanny, słynni lekarze nic już nie mówią o kolejnych wariantach i falach, a przepełnione szpitale, w których według rządowej propagandy umierali tylko niezaszczepieni, nagle są puste i gotowe na przyjmowanie potrzebujących uchodźców.
Niektórzy ironizują gorzko, że Władimir Putin powinien dostać nagrodę Nobla w dziedzinie … medycyny, za wpływ w pokonaniu pandemii…
Trzeba posprzątać wszystkie szkody, które się przez dwa lata poczyniły, począwszy od zakazu przynoszenia pluszaków do przedszkoli, a skończywszy na nakazowej izolacji i kwarantannie – mówi w rozmowie z „Najwyższym Czasem!” dr Paweł Basiukiewicz, lekarz kardiolog, specjalista chorób wewnętrznych.
Rafał Pazio: Możemy otwierać szampana, już po pandemii?
Dr Paweł Basiukiewicz: Ja wolałbym używać słów: po katastrofie. Będzie po niej wtedy, kiedy zniesiemy wszystkie interwencje niefarmaceutyczne, czyli tzw. restrykcje – tego języka używa Ministerstwo Zdrowia. To trzeba znieść, zapomnieć o tym, posprzątać wszystkie szkody, które się przez dwa lata poczyniły, począwszy od zakazu przynoszenia pluszaków do przedszkoli, a skończywszy na nakazowej izolacji i kwarantannie.
Skoro Pan poruszył zagadnienie od tej strony, czy istnieje potrzeba powołania komisji, która przedstawi przyczyny tej katastrofy?
Nie chciałbym się na ten temat wypowiadać. To pozostaje w gestii administracji państwowej, rządu. Cały świat popłynął właśnie w tym kierunku – w kierunku katastrofy. To, co stało się w marcu 2020 roku, w zasadzie było kopią tego, co zrobiły Chiny, a następnie cały Zachód. Tu widzę usprawiedliwienie dla tego, w jaki sposób zareagowano. W sumie wszędzie tak zareagowano. Najmądrzejszym krajem stała się Szwecja, bo cały czas udawała, że coś robi. A tak naprawdę zrobili niewiele. Nie zniszczyli sobie społeczeństwa, relacji, gospodarki i – co najważniejsze – edukacji.
Z czego dziś wynika spadek zakażeń przy utrzymującej się liczbie zaszczepionych w Polsce?
My to obserwujemy od 2020 roku. Pierwszej fali w zasadzie u nas nie było. Potem była fala jesienna. Wszystkie fale pokrywały się z sezonowością zachorowań na inne koronawirusy czy na grypę. Najpierw rośnie, potem spada.
To wynika przede wszystkim z sezonowości, a nie z tego, czy mamy więcej osób zaszczepionych, czy nie. Tutaj możemy dyskutować, czy szczepionka stanowi jakąś ochronę przed ciężkim przebiegiem. Też nie jesteśmy w stanie w prosty sposób na to odpowiedzieć, bo musielibyśmy cały czas robić badanie kontrowane z placebo. A nie ma grupy placebo i nie wiemy, czy ktoś, kto został uratowany przed zgonem z powodu COVID-19, nie umarł z powodu zatorowości płucnej albo innych powikłań.
Obecnie otrzymujemy informacje, że mniej przypadków wykrytych zakażeń kończy się zgonem.
To jest związane z charakterystyką tego nowego wariantu omikron. On jest bardzo zakaźny, ale wywołuje mniej poważną infekcję. Ale to też może wynikać z naszej tendencji do innego traktowania chorych, którzy jednak w tej chwili mają troszeczkę łatwiejszy dostęp do lekarza niż pół roku czy rok temu. Może to po części także wynikać z tego, ale nie tylko z tego, że omikron jest łagodny. Ale także z tego, że chorym jest łatwiej, nauczyli się żyć w tych tak zwanych restrykcjach, one są też mniej dolegliwe, jest krótsza izolacja, kwarantanna. Są leki, lekarze leczą chorych. Jesteśmy w innym miejscu, niż byliśmy rok wcześniej.
Biorąc pod uwagę sezonowość i to, jaki jest omikron, co nastąpi za miesiąc, dwa, kiedy nadejdzie wiosna?
Jeśli chodzi o liczbę zakażeń, ja nie chcę się wypowiadać. Niech modelują matematycy. Na wiosnę liczba zakażeń spadnie, bo wszędzie spada. Już nie mają między kim przenosić się zakażenia.
Czyli od wiosny do jesieni znów nastąpi zmiana.
To jest ten moment, kiedy powinniśmy zacząć pracować nad tym, żeby bezwarunkowo i bezpowrotnie znieść te wszystkie obciążające ludzi izolacje i interwencje niefarmaceutyczne. To jest kluczowe.
– A mamy takie podejście, że może na razie się skróci i będziemy obserwować. Ale co mamy obserwować? Skrócimy kwarantannę i będziemy patrzeć, czy nie rośnie. A jak wzrośnie czy spadnie, to co? Przecież nie mamy porównania równoległego, co by się stało, w takiej drugiej Polsce, w tym samym czasie.
Czy braki w składzie rady medycznej przy premierze coś zmieniają w całej sytuacji?
A na czym polegała aktywność tego gremium? Czy zostały dokumenty, oficjalne rekomendacje oprócz lakonicznych zdań pokazywanych na stronie, że teraz szczepimy tę grupę, a później inną?
A jak Pan odnosi się do tego, że Polacy tak bardzo wolnościowo i zdroworozsądkowo odnoszą się do kwestii obostrzeń?
Ludzie zachowują się niekonsekwentnie, ale na swój sposób racjonalnie. Zakładają maseczki tam, gdzie mogą dostać mandat. W sklepie sieciowym noszą, a w sklepie prowadzonym przez indywidualnego przedsiębiorcę nie noszą maseczki. Na basenie nie noszą, chociaż jeden na drugiego chucha. A na dworcach noszą. Mamy też coraz więcej danych, że maseczki w ogóle nie działają. Parę dni temu ukazał się świeżutki raport o maseczkach, przygotowany przez ECDC czyli European Centre for Disease Prevention and Control. W podpunkcie o jakości dowodów ECDC pisze o maseczkach medycznych, bo o maseczkach niemedycznych nie mamy już co mówić, w ogóle nie działają, nie mają żadnego znaczenia. Jakość dowodów na to, że maseczki działają słabo lub średnio jest niska bądź średnia. W starych rekomendacjach dla lekarzy mielibyśmy zalecenie, że można rozważyć zastosowanie. A my mamy tutaj nakaz pod groźbą mandatu.
A jak Pan zareagował na „przebudzenie” tak dużej ilości posłów, którzy nie przyjęli tzw. lex konfident?
Wiem, że dochodzą jakieś sygnały z obozu rządzącego, że posłowie z partii rządzącej mają wątpliwości co do sposobów nakazowych.
To chyba Pan może sobie pogratulować albo niech Pan przyjmie gratulacje ode mnie. Liczne wypowiedzi i działania odniosły skutek.
Myślę, że zmieniła się narracja ogólnoświatowa. Kraje inaczej się zachowują. Bawaria nie będzie obowiązkowo szczepić medyków. Kolejne kraje odchodzą od paszportów szczepionkowych. To ma zasadnicze znaczenie. Duży statek o nazwie trend światowy zaczął skręcać – i to ma większe znaczenie. Wypowiedzi różnych osób mają zdecydowanie mniejsze.
Co powinniśmy zrobić?
Za wszelką cenę pozbyć się interwencji niefarmaceutycznych wprowadzonych nakazem. Pozbyć się izolacji, kwarantanny, śledzenia kontaktów, przestać testować ludzi, zwłaszcza bezobjawowych. Ja to wszystko ująłem w takim wątku „Mapa Drogowa 2022”. To nie są żadne rewolucyjne pomysły. Mamy już doświadczenie innych krajów. Odpowiednik rady medycznej w RPA proponował dokładnie takie same rozwiązania i 23 grudnia ministerstwo zdrowa RPA wydało taki okólnik, gdzie napisano, że kończą obostrzenia. Po dokładnie pięciu dniach ministerstwo zdrowia wydało komunikat, iż w związku z tym, że mają huragan zapytań, zawieszają decyzje o wstrzymaniu interwencji niefarmaceutycznych. I to było dziwne. Niemniej te pomysły już są w świecie. Mamy Danię, Szwecję, Florydę, gdzie zrobili to tylnymi drzwiami, żeby nie testować osób bezobjawowych, ale jeżeli ktoś jest w populacji niskiego ryzyka, testuje się dobrowolnie. Widać, w którą stronę to idzie.
Wojna na Ukrainie skomplikowała również życie potencjalnych najemców, którzy czekają na przydział lokali na krakowskich Klinach. W ramach rządowego programu Mieszkanie Plus powstało tam osiem bloków, w których bezpieczne schronienie mają znaleźć uciekający przed wywołaną przez Rosję wojną uchodźcy. Krakowianie załamują ręce. – Trzeba pomagać, sami to robimy, ale czemu odbywa się to naszym kosztem? – pytają.
Odpowiedzialna za realizację programu spółka PFR Nieruchomości tłumaczy, że w obliczu kryzysu humanitarnego wywołanego rosyjską agresją nie mogła pozostać bezczynna. – Przed oddaniem najemcom lokale przejdą remont – zapewnia PFR.
Nie mają wątpliwości co do tego, że trzeba pomagać uchodźcom, którzy uciekają do Krakowa przed wojną na Ukrainie. Sami brali udział w zbiórkach żywności oraz ubrań. Nadal chcą wspierać Ukraińców, których ojczyzna została brutalnie zaatakowana przez reżim Władimira Putina. Ale jednocześnie pragną w końcu na dłużej zamieszkać w jednym miejscu, a nie co parę lat wraz ze swoimi rodzinami tułać się między kolejnymi wynajmowanymi mieszkaniami.
– Nieśmy wsparcie dla Ukrainy, ale organizujmy akcje pomocowe z głową. Nie naszym kosztem – mówią nam krakowianie, którzy czekają na przydział lokali na Klinach, które wybudowano w ramach rządowego programu Mieszkanie Plus. Na razie odpowiedzialna za niego spółka chce umieszczać tam uchodźców. Nawet na pół roku. Później lokale trzeba będzie jeszcze remontować. To oznacza, że oddanie kluczy najemcom znów się opóźni. Bo przypomnijmy, że wstępnie do nowych budynków najemcy liczyli wprowadzić się już przed ubiegłorocznymi świętami Bożego Narodzenia.
„Nie można pomagać uchodźcom naszym kosztem”
Do naszej Redakcji zgłosił się mężczyzna, który z żoną i córką liczą na przydzielenie im mieszkania przy ulicy Anny Szwed-Śniadowskiej. – W maju zeszłego roku został przeprowadzony nabór wniosków w ramach programu Mieszkanie Plus, w którym wzięliśmy udział. Punktowano nas według różnych kryteriów. Pozytywnie przeszliśmy pierwszy etap. Drugi się nie odbył. Przyczyną są problemy z kanalizacją na nowym osiedlu – poinformował nas mężczyzna. Nie chce wypowiadać się pod nazwiskiem, podobnie jak pozostali nasi rozmówcy. Już spotkali się z falą hejtu. – Już jesteśmy krytykowani za to, że nie chcemy pomagać uchodźcom. A przecież każdy z nas w jakiś sposób już pomógł, np. biorąc udział w zbiórkach – mówi nam kobieta, która również pozytywnie przeszła pierwszy etap naboru.
O problemach z kanalizacją informowaliśmy już w grudniu 2021 r. Okazało się wówczas, że inwestycja na Klinach zaliczyła poślizg. Wcześniej wszystko wskazywało na to, że najemcy mieszkań plus spędzą w nich święta Bożego Narodzenia. Tak się nie stało. Realizująca rządowy program spółka PFR Nieruchomości tłumaczyła opóźnienie w taki oto sposób:
„W związku z potrzebą dokonania weryfikacji efektywności osiedlowej kanalizacji deszczowej, termin udostępnienia mieszkań przesunie się w czasie. Cały proces potrwa kilka miesięcy. Przed przekazaniem pierwszych kluczy chcemy mieć pewność, że najemcy będą mogli bez przeszkód korzystać z mieszkań i osiedlowej infrastruktury”.
PFR potwierdza w odpowiedzi na nasze pytania, że drugi etap naboru faktycznie wciąż się nie odbył. – Weryfikacja czynszowa została odwołana w zeszłym roku z uwagi na konieczność analiz stanu technicznego systemu kanalizacji deszczowej. Sprawa ta jest znana wnioskodawcom. Przekazujemy im aktualny status na bieżąco. Zostali poinformowani, że raportu z analiz systemu kanalizacji deszczowej spodziewamy się w drugiej połowie kwietnia tego roku – przekazała nam dyrektor biura prasowego spółki PFR Nieruchomości Ewa Syta.
Wybuch wojny sprawił, że dla potencjalnych najemców pojawiły się kolejne problemy. – Otrzymaliśmy wiadomość, że mieszkania zostaną przeznaczone na pół roku dla uchodźców, uciekających przed wojną. Nie mamy nic przeciwko pomaganiu naszym sąsiadom zza granicy. Sam zawiozłem paczkę z darami na stadion Wisły, gdy trwała tam zbiórka. Ale nie można pomagać uchodźcom naszym kosztem – mówi jeden z potencjalnych najemców.
Od około 13 lat wynajmuje mieszkania. – Co dwa, trzy lata trzeba zmieniać lokal, bo wynajmujący np. sprzedaje mieszkanie. Mieliśmy nadzieję, że w końcu osiądziemy na dłużej w jednym miejscu. Tymczasem możemy zostać z niczym. PFR tłumaczy, że na razie żadne z mieszkań i tak nie jest nasze, nie wpłacaliśmy żadnych zaliczek. Nie wiadomo, czy zostałoby nam przyznane. Ale nadzieja była. Teraz przygasła – dodaje.
„Nie mogliśmy pozostać bezczynni”
PFR tłumaczy, że w obliczu kryzysu humanitarnego wywołanego rosyjską agresją na Ukrainie spółka nie mogła pozostać bezczynna. – Polską granicę przekraczają głównie matki z dziećmi, które nie mają żadnych perspektyw na samodzielne znalezienie bezpiecznego dachu nad głową. Dlatego zarząd Polskiego Funduszu Rozwoju, PFR Nieruchomości oraz Fundacji PFR podjął decyzję o nieodpłatnym udostępnieniu wolnych zasobów mieszkaniowych w Krakowie, Dębicy i Mińsku Mazowieckim – przekonuje nas Ewa Syta.
Podkreśla, że wsparcie, którego pragnie udzielić spółka, ma charakter doraźny i tymczasowy. – Nie wyklucza ono oferowania mieszkań przy ul. Anny Szwed-Śniadowskiej osobom, biorącym udział w naborze. Zakładamy, że wsparcie zostanie udzielone na okres 6 miesięcy – dodaje Syta. Najemcy, którzy czekają w kolejce na lokale podkreślają, że po pół roku ich użytkowania przez uchodźców nie dostaną już nowych mieszkań. – Mamy je później odświeżać na własny koszt? – pytają. PFR uspokaja. – Jak podkreślaliśmy w korespondencji, która trafiła do osób biorących udział w naborze, zanim mieszkania udostępnimy naszym najemcom, zostaną wyremontowane i doprowadzone do stanu pierwotnego – mówi Syta.
Osiedle przy Anny Szwed-Śniadowskiej to łącznie 481 mieszkań w ośmiu budynkach, które mają pozwolenie na użytkowanie. – W niektórych finalizowane są prace związane z wykończeniem mieszkań – dodaje Syta. Zapewnia, że zakwaterowanie uchodźców odbędzie się w ścisłej współpracy z jednostkami administracji samorządowej i rządowej, tak by pomoc trafiła do osób najbardziej potrzebujących. Kiedy lokale trafią do docelowych najemców, tego nie wiadomo. Uchodźcy mają w nich mieszkać pół roku. Ale później spółka PFR chce sobie dać jeszcze trzy miesiące na odświeżenie lokali.
Termin nasizm ( nie mylić z nazizmem) zaczerpnęłam od Piotra Lisiewicza. Czy jest to odkrycie Piotra czy on też -jak ja- powiela cudzy bon mot nie wiem. Nasizm polega na przeświadczeniu, że wszystko należy się wyłącznie „nam” i „naszym”.
Jak powiedziałam nie wolno mylić nasizmu z nazizmem choć mają wyraźne cechy wspólne. Podstawowym elementem ideologii hitlerowskich Niemiec było przecież przeświadczenie, że Niemcom należy się panowanie nad światem a przede wszystkim Lebensraum (przestrzeń życiowa) i że mają prawo tę przestrzeń uzyskać w dowolny sposób, przede wszystkim podbijając i eksterminując inne narody.
Stałym i podstawowym elementem nasizmu jest przeświadczenie, że nic z tego co zdobyte, wszystko jedno jakimi metodami, my zdobywcy nigdy nie oddamy, a co ważniejsze, że uzyskane przywileje i osiągnięty status społeczny należy się naszym potomkom aż do tysięcznego pokolenia. Nasism przypisuje się często pewnej nacji bo jak powiada Księga Wyjścia: „Okazuję zaś łaskę aż do tysięcznego pokolenia tym, którzy mnie miłują i przestrzegają moich przykazań”. Nasizm jest jednak ponadnarodowy.
Nasizm tłumaczy histeryczną reakcję artystycznego postkomunistycznego establishmentu na rządy dobrej zmiany. Okazało się, że stypendia i granty mogą dostawać obecnie nie tylko Janda i Holland, a bezczelne beneficjentki 500+ okupują smażalnie w Dębkach psując Młynarskiej samym swoim wyglądem apetyt na rybkę. Artyści z czasów realnego socjalizmu splamieni współpracą z komuną, socrealistycznymi powieściami i peanami na cześć Stalina, zaangażowani potem dla równowagi w opozycję kontraktową uważają że wypełniają pełne spectrum wzorcowego życia oraz, że mają wyłączne prawo do bycia w centrum uwagi społeczeństwa. Uważają że mamy obowiązek śledzić kolejne stadia ich brzydkiej choroby lewicowości. A raczej lewactwa nie lewicowości. Różnicę pomiędzy lewicowością i lewactwem można porównać do różnicy pomiędzy prostytutką i dziwką. Prostytutka to zawód, dziwka to charakter. Lewicowość to światopogląd, lewactwo to charakter. Oczekiwanie aby społeczeństwo nabożnie śledziło meandry życiowe artystów, którzy zdobyli sławę w czasach realnego socjalizmu przypomina oczekiwanie chorego na syfilis aby otoczenie ekscytowało się kolejnymi stadiami jego brzydkiej choroby.
Komunistyczny establishment nigdy nie wiązał zmiany systemu ze zmianą swojej sytuacji. Wręcz przeciwnie, twardogłowi komuniści łatwo przeobrazili się w gorących zwolenników liberalizmu gospodarczego i wyznawców świętego prawa własności. Świętego prawa własności przez nich ukradzionej. Zrabowane prawowitym, przedwojennym właścicielom domy i mieszkania miały stanowić bezsporne dziedzictwo ich rodzin, do tysięcznego pokolenia. Rabowane domy, pałace i fabryki przejmowali wraz z nazwiskiem a czasem i tytułem. Mam na myśli nie tylko Wedlów, którzy przez całe lata protestowali przeciwko zawłaszczeniu przez komunistów oprócz fabryki ich nazwiska. Powojenni bywalcy (z sowieckimi tankami w herbie) pałacu w Nieborowie czuli się prawdziwą arystokracją, pełnoprawnymi właścicielami tego pałacu kąpiącymi się w cudzych wannach i używającymi cudzej zastawy. Przeszkadzały im tylko wycieczki zwiedzające pałac tak jak Młynarskiej przeszkadzali nie należący do warszawki wczasowicze.
Głosząc zasady liberalizmu Kołakowski czy Bauman nie odczuwali dysonansu poznawczego. W skórze światłych Europejczyków czuli się równie komfortowo jak przedtem w skórze ubeka biegającego po mieście z naganem za pasem, prześladującego przedwojennych profesorów i rozkułaczającego rolników. Nie przyjęli do wiadomości, że niefortunnie postawili na konia nazywającego się Komunizm i że ten koń przegrał. Twierdzili, że od początku stawiali na konia zwanego Liberalizm. Przypominali mi nieszczęsnych dziadków, którzy przegrawszy na wyścigach całą emeryturę upierali się przy kasie, że kasjerka wystawiła im przez pomyłkę niewłaściwy bilet, bo przecież oni typowali zwycięzcę gonitwy.
Aby wykluczyć ewentualny dysonans poznawczy elita spod znaku sowieckiego tanku ukuła sobie własne kryterium elitarności. Elitą jest ten kto ma w ręku władzę i przywileje niezależnie od tego w jaki sposób zdobyte. Na przykład dzięki strzelaniu w podstawę czaszki akowcom, albo prześladowaniu biskupa Kaczmarka, albo nawoływaniu (jak nasza noblistka Szymborska) do tego prześladowania. Władza i przywileje są nie tylko dożywotnie, lecz przechodzą na następne pokolenia. Formację „naszych” ukonstytuowało właśnie strzelanie akowcom w podstawę czaszki, nawoływanie do torturowania biskupa Kaczmarka oraz pisanie wierszy dla Stalina. „Naszym”, dzieciom „naszych”, wnukom „naszych”, prawnukom „naszych” aż do tysięcznego pokolenia przysługują wszelkie przywileje. Im i tylko im. To paradygmat nasizmu. Dodatkowym sposobem uwiarygodnienia „naszych” jest zabieg socjotechniczny polegający na wpajaniu społeczeństwu przeświadczenia, że te zaszczyty i przywileje zdobyli oni nie dzięki wiernej służbie Stalinowi lecz dzięki swym wyjątkowym talentom i wiedzy. „Pamiątkę z celulozy” , „Numer 16 produkuje” czy „Podstawy marksizmu i leninizmu” drukowano ich zdaniem w wielotysięcznych nakładach tylko dlatego, że były to wspaniałe, jedyne w swoim rodzaju arcydzieła. Nie bez przyczyny przecież wielotysięczne nakłady tych książek honorowane były dodatkowo nagrodą leninowską, a ich autorzy dostawali domy w Konstancinie i mieszkania w dobrych dzielnicach Warszawy. Oczywiście domy i mieszkania ukradzione ale to „naszym” nigdy nie przeszkadzało.
Zręcznie przerobiono aforyzm Józefa Piłsudskiego: „Kto nie był buntownikiem za młodu ten będzie świnią na starość” na zasadę: „Kto nie był za młodu socjalistą ( a jeszcze lepiej komunistą) ten będzie świnią na starość” tak jakby lewicowanie było rodzajem dziecięcej choroby, której przejście gwarantuje odporność na jej inne mutacje. Być może tak bywa z lewicowaniem lecz na pewno nie jest tak z lewactwem. Lewactwo to nie jest dziecięca choroba, lewactwo to dożywotnie kalectwo.
Jutrznia. Wielkopostna medytacja Arcybiskupa Viganò
https://www.bibula.com/?p=131859
Venite, convertimini ad me, dicit Dominus. Venite flentes, fundamus lacrymas ad Deum: quia nos negleximus, et propter nos terra patitur: nos iniquitatem fecimus, et propter nos fundamenta commota sunt. Festinemus anteire ante iram Dei, flentes et dicentes: Qui tollis peccata mundi, miserere nobis.
Transitorium ambrosianum in Dominica Quinquagesimæ
Przyjdźcie i nawróćcie się do Mnie, mówi Pan. Przyjdźcie płaczący, wylewajmy łzy do Boga: ponieważ wykroczyliśmy i z naszego powodu cierpi ziemia; popełniliśmy nieprawość i z naszego powodu zachwiały się jej fundamenty. Spieszmy się, aby zapobiec gniewowi Bożemu, płacząc i mówiąc: Ty, który bierzesz na siebie grzechy świata, zmiłuj się nad nami.
Współczesnemu człowiekowi trudno jest zrozumieć te słowa Mszału Ambrozjańskiego. A jednak są one proste w swym surowym przekazie, gdyż pokazują nam, że gniew Boży z powodu naszych grzechów i zdrad może być uśmierzony jedynie przez żal i pokutę. Myśl ta jest jeszcze wyraźniej wyłożona w rycie rzymskim, w Litanii do Wszystkich Świętych:
Boże, którego obraża występek, a przejednywa pokuta, wejrzyj miłościwie na błagania Twojego ludu i odwróć od nas chłostę Twego gniewu , na którą zasługujemy swoimi grzechami.
Cywilizacja chrześcijańska potrafiła pielęgnować tę zbawienną myśl, która powstrzymuje nas od grzechu nie tylko z obawy przed słuszną karą, jaką on za sobą pociąga, ale także z powodu obrazy wyrządzonej Majestatowi Boga, „nieskończenie dobrego i godnego tego, by go miłować ponad wszystko”, jak uczy nas Akt Skruchy. W ciągu wieków ludzkość nawrócona do Chrystusa umiała rozpoznać w zatrważających wydarzeniach, takich jak; trzęsienia ziemi, głód, zarazy i wojny, karę Bożą. Ludzie dotknięci tymi plagami zawsze umieli czynić pokutę i błagać o Boże Miłosierdzie. A kiedy Pan, Najświętsza Dziewica lub święci interweniowali w sprawy ludzkie za pomocą objawień, oprócz wezwania do przestrzegania prawa Bożego grozili wielkim uciskiem, jeśli ludzie się nie nawrócą.
Również w Fatimie Matka Boża prosiła o poświęcenie Rosji Jej Niepokalanemu Sercu i o Komunię Św. wynagradzającą w pierwsze soboty jako narzędzie uspokojenia gniewu Bożego i umożliwienie życia w pokoju. W przeciwnym razie Rosja „będzie szerzyć swoje błędy na całym świecie, promując wojny i prześladowania Kościoła. Dobrzy będą męczeni, Ojciec Święty będzie miał wiele do wycierpienia, różne narody zostaną zniszczone.”
Czego powinniśmy się spodziewać po zlekceważeniu próśb Matki Bożej i dalszym obrażaniu Pana coraz straszniejszymi grzechami? „Oni nie chcieli spełnić Mojej prośby! Podobnie jak król Francji, nawrócą się i spełnią je, ale będzie za późno. Rosja już rozprzestrzeni swoje błędy po całym świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła.” Te wojny, które dziś nękają ludzkość, aby ją zniewolić i podporządkować piekielnemu planowi Wielkiego Resetu inspirowanemu przez chiński komunizm, są po raz kolejny wynikiem naszej obojętności, naszego uporu w przekonaniu, że możemy bez konsekwencji deptać Prawo Pana i bluźnić Jego Świętemu Imieniu. Cóż za nędzna zarozumiałość! Ileż tu lucyferycznej pychy!
Zdechrystianizowany świat i zsekularyzowana mentalność, która zainfekowała nawet katolików, nie akceptuje idei Boga obrażanego grzechami ludzi, Który karze ich biczami, aby żałowali i prosili o przebaczenie. Jest to jednak jedna z tych idei, które twórcza ręka Boga wycisnęła na duszy każdego człowieka, wzbudzając poczucie sprawiedliwości, które mają nawet poganie. Ale właśnie dlatego, że jest ono obecne we wszystkich ludziach wszystkich czasów, nasi współcześni są przerażeni ideą Boga, który nagradza dobrych i karze złych. Boga, który objawia się w swoim gniewie, który żąda łez i ofiar od tych, którzy Go obrażają.
Za tą niechęcią do gniewu Pana, obrażanego przez grzechy ludzkości – a jeszcze bardziej przez tych, których uczynił On swoimi dziećmi w sakramencie chrztu – kryje się nieprzejednana nienawiść nieprzyjaciela rodzaju ludzkiego do odkupieńczej Ofiary Pana naszego Jezusa Chrystusa, do Męki Syna Bożego, do okupu, jaki Jego Krew wysłużyła za każdego z nas, po upadku Adama. Nienawiść, która trawi człowieka od chwili stworzenia, jest szaleńczą próbą udaremnienia dzieła Boga, próbą oszpecenia stworzenia powstałego na Jego obraz i podobieństwo, a jeszcze bardziej próbą powstrzymania Boskiego zadośćuczynienia za sprawą Chrystusa, nowego Adama, i Maryi, nowej Ewy.
Na krzyżu nowy Adam, jako Odkupiciel, przywraca porządek naruszony przez grzech. U stóp krzyża nowa Ewa uczestniczy w tym przywracaniu jako Współ-odkupicielka. Klęska szatana dokonała się w posłuszeństwie Drugiej Osoby Trójcy Przenajświętszej Ojcu, w uniżeniu Syna Bożego, tak jak kuszenie Adama dopełniło się w nieposłuszeństwie woli Pana i w dumnym założeniu, że może on bezkarnie łamać Jego rozkazy.
Świat nie akceptuje bólu i śmierci ani jako sprawiedliwej kary za grzech pierworodny i grzechy bieżące, ani jako narzędzia okupu i odkupienia przez Chrystusa. Jest to niemal paradoks: ten sam, który przez pokusę naszych pierwszych Rodziców wprowadził na świat śmierć, chorobę i ból, nie toleruje tego, że te same rzeczy mogą być narzędziem zadośćuczynienia, gdy są przyjmowane z pokorą, aby naprawić pogwałconą sprawiedliwość. Nie toleruje on, aby broń zniszczenia i śmierci została mu odebrana po to, aby mogła stać się narzędziem odbudowy i życia.
Współczesny człowiek jest na nowo zwodzony przez szatana, tak jak w ogrodzie Eden. Wówczas wąż kazał mu wierzyć, że nieposłuszeństwo wobec nakazu Boga, aby nie zbierać owoców z drzewa poznania dobra i zła, nie będzie miało żadnych konsekwencji; wąż wręcz powiedział mu, że przez takie nieposłuszeństwo Adam stanie się podobny do Boga. Dzisiaj wąż zwodzi człowieka, że te konsekwencje są nieuniknione i że nie może on przyjąć śmierci, choroby i bólu jako sprawiedliwej kary, przekładając je na swoją korzyść przez połączenie ich z męką i śmiercią Jezusa Chrystusa. Przyjmując bowiem wyrok, przestępca uznaje autorytet Sędziego, uznaje nieskończoną wagę swojej winy, naprawia popełnione przestępstwo i przyjmuje zasłużoną karę. Czyniąc to, powraca do łaski Bożej, niwecząc dzieło szatana.
Dlatego też, im bardziej zbliża się koniec czasów, tym bardziej wzmagają się wysiłki Złego, aby zniweczyć nie tylko Prawdę objawioną przez Chrystusa i głoszoną przez wieki przez Kościół święty, ale także aby wyeliminować samą ideę sprawiedliwości, która jest podstawą Odkupienia, ideę konieczności kary za naruszenie prawa, odkupienia winy, ciężaru nieposłuszeństwa stworzenia wobec Stwórcy. Jest rzeczą oczywistą, że im bardziej ludzie będą wierzyć, że nie popełnili żadnego grzechu, tym bardziej będą myśleć, że nie muszą za nic pokutować, że nie mają żadnego długu wdzięczności wobec Boga, który tak umiłował świat, że dał Syna swego Jednorodzonego, posłusznego aż do śmierci na krzyżu.
Jeśli rozejrzymy się wokół nas, zobaczymy, jak to przekreślenie sprawiedliwości, poczucia dobra i zła, idei, że istnieje Bóg, który nagradza dobrych i karze złych, prowadzi do ostatecznego, nieodwracalnego i niemożliwego do odkupienia buntu przeciwko Panu, do położenia fundamentu pod wieczne potępienie dusz. Sędzia, który uniewinnia przestępcę, a karze sprawiedliwego; władca, który popiera grzech i występek, a potępia lub uniemożliwia uczciwe i cnotliwe działania; lekarz, który uważa chorobę za okazję do zysku, a zdrowie za wadę; kapłan, który milczy na temat spraw ostatecznych i uważa za „pogańskie” takie pojęcia, jak pokuta, ofiara i post jako zadośćuczynienie za grzechy – wszyscy oni są wspólnikami, być może nieświadomie, w tym najnowszym oszustwie szatana. Jest to oszustwo, które z jednej strony odmawia Bogu panowania nad stworzeniami i prawa do nagradzania i karania według ich czynów, a z drugiej strony obiecuje dobra i nagrody, które może dać tylko Bóg: „Wszystko to dam ci, jeśli upadniesz na kolana i uwielbisz mnie” (Mt 4, 9), tak ośmielił się powiedzieć do Chrystusa na pustyni, po tym jak wyprowadził Go na szczyt góry.
Obecne wydarzenia, zbrodnie popełniane codziennie przez ludzkość, mnogość grzechów przeciwstawiających się Boskiemu Majestatowi, niesprawiedliwość jednostek i narodów, kłamstwa i oszustwa popełniane bezkarnie, nie mogą być pokonane ludzkimi środkami, nawet gdyby armia chwyciła za broń, aby przywrócić sprawiedliwość i ukarać złych. Ponieważ siły ludzkie, bez łaski Bożej i bez ożywienia nadprzyrodzoną wizją, są jałowe i nieskuteczne.
Istnieje jednak sposób walki z tym oszustwem, w które ludzkość popadła przez ponad trzy stulecia, to znaczy od czasu, gdy miała dość pychy i zarozumiałości, by deifikować człowieka i uzurpować sobie Królewską Koronę od Jezusa Chrystusa. Tą drogą, nieomylną, bo Boską, jest powrót do pokuty, ofiary i postu. Nie próżnej pokuty tych, którzy biegają na bieżniach, nie głupiego poświęcenia tych, którzy się sterylizują, aby nie przeludniać planety, nie pustego postu tych, którzy pozbawiają się mięsa w imię zielonej ideologii. Są to tylko diabelskie oszustwa, którymi uciszamy nasze sumienia.
Prawdziwa pokuta, do której owocnego wypełniania powinien nas zachęcać Wielki Post, to taka, przez którą każdy z nas ofiaruje niedostatki i cierpienia jako zadośćuczynienie za własne grzechy oraz za grzechy popełnione przez bliźnich, przez Narody i przez ludzi Kościoła. Prawdziwe poświęcenie to takie, w którym z wdzięcznością jednoczymy się z Ofiarą naszego Pana, nadając duchowy sens i nadprzyrodzony kres cierpieniu, na które zasługujemy. Prawdziwy post to ten, w którym pozbawiamy się pokarmu nie po to, by schudnąć, ale po to, by przywrócić prymat woli nad namiętnościami, duszy nad ciałem.
Umartwienia, wyrzeczenia i posty, które podejmiemy w czasie Wielkiego Postu, będą miały wartość zadośćuczynienia i pokuty. Zasłużą nam, naszym bliskim, naszym bliźnim, naszej Ojczyźnie, Kościołowi, całemu światu i duszom czyśćcowych na łaski, które jako jedyne mogą powstrzymać gniew Boga Ojca, ponieważ jednocząc się z Ofiarą Jego Syna, przemienimy w nadprzyrodzony skarb to, co szatan wyrządził nam wszystkim, prowadząc nas do grzechu przez nieposłuszeństwo Panu. Ten skarb przywróci naruszony porządek i pogwałconą sprawiedliwość; naprawi błędy, które popełniliśmy w Adamie, a także osobiście. Piekielnemu chaosowi trzeba przeciwstawić boski kosmos; księciu tego świata – Króla królów; pysze – pokorę; buntom – posłuszeństwo. „Do tego bowiem zostaliście powołani, gdyż i Chrystus cierpiał za was, dając wam przykład, abyście wstępowali w Jego ślady. […] On grzechy nasze na ciele swoim poniósł na drzewo krzyża, abyśmy już nie żyjąc dla grzechu, żyli dla sprawiedliwości; Jego ranami zostaliście uzdrowieni” (1 P 2, 21-25).
Kończę tę medytację czytaniem z Mszy Świętej w Środę Popielcową. Jest on zaczerpnięty z Księgi proroka Joela i przypomina nam o roli kapłanów jako pośredników i orędowników w upominaniu ludu Bożego i wzywaniu go do nawrócenia. Jest to rola, o której wielu duchownych zapomniało, a nawet jej odmawia, uważając, że jest ona dziedzictwem Kościoła przestarzałego, Kościoła, który nie nadąża za duchem czasu, Kościoła, który wciąż wierzy, że Pana trzeba „przebłagać” pokutą i postem.
Na Syjonie dmijcie w róg, zarządźcie święty post, ogłoście uroczyste zgromadzenie. Zbierzcie lud, zwołajcie świętą społeczność, zgromadźcie starców, zbierzcie dzieci, i ssących piersi! Niech wyjdzie oblubieniec ze swojej komnaty a oblubienica ze swego pokoju! Między przedsionkiem a ołtarzem niechaj płaczą kapłani, słudzy Pańscy! Niech mówią: «Przepuść, Panie, ludowi Twojemu i nie daj dziedzictwa swego na pohańbienie, aby poganie nie zapanowali nad nami. Czemuż mówić mają między narodami: Gdzież jest ich Bóg?» (Jl 2:15-19)
Dopóki jeszcze mamy czas, drodzy bracia i siostry, prośmy Boga o miłosierdzie, błagajmy Go o przebaczenie i zadośćuczynienie za popełnione grzechy. Bo nadejdzie dzień, kiedy czas miłosierdzia się skończy, a zacznie się dzień sprawiedliwości. Dies illa, dies iræ: calamitatis et miseriæ; dies magna et amara valde. Dzień ten będzie dniem gniewu: dniem katastrofy i nieszczęścia; dniem wielkim i prawdziwie gorzkim. W tym dniu Pan przyjdzie, aby sądzić świat ogniem: judicare sæculum per ignem.
Aby napomnienia Matki Bożej i mistycznych świętych spodobały się Bogu i prowadziły nas, w tej godzinie ciemności, do prawdziwego nawrócenia, do uznania naszych grzechów, do ich odpuszczenia w sakramencie spowiedzi oraz do zadośćuczynienia za nie postami i pokutami. W ten sposób ramię sprawiedliwości Bożej może zostać powstrzymane przez nielicznych, podczas gdy powinno spaść na wielu. Niech się tak stanie.
+ Carlo Maria Viganò, Arcybiskup
2 marca, w Środę Popielcową Feria IV Cinerum, in capite jejunii
W środę (2.03.2022) media poinformowały, że w geście solidarności z Ukrainą, zaatakowaną przez Rosję, część polskich restauratorów zmienia nazwę ruskich pierogów na pierogi ukraińskie.– Wiemy, że to tylko symboliczny gest, ale to też jest ważne w obliczu tej strasznej tragedii narodu ukraińskiego. Dzisiaj, w Środę Popielcową symboliczne danie główne to barszcz ukraiński i właśnie pierogi ukraińskie. Słowo „ruskie” ostentacyjnie wykreślamy z menu i wpisujemy „ukraińskie” – powiedział w rozmowie z PAP właściciel restauracji Polna w Zakopanem. Wyjaśnił jednocześnie, że ruskie pierogi zawdzięczają swoją nazwę historycznemu województwu ruskiemu i są typowo polskim daniem. W Rosji zaś są mało znane.
Niech mnie ktoś uszczypnie, bo po prostu nie wierzę własnym oczom, gdy to czytam. W geście solidarności z Ukrainą zmieniania jest nazwa polskiego dania, które z Rosją nie ma nic wspólnego. Żeby było ciekawiej, pierogi ukraińskie naprawdę istnieją, ale to inne danie niż pierogi ruskie, które teraz mają być pierogami ukraińskimi. Jeżeli to ma być „symboliczny gest”, to na czym ma polegać ten symbol? Na robieniu ludziom wody z mózgu? Swoją drogą, ciekawe, czy restauratorzy wycofują z oferty bliny z kawiorem? A może należy zamknąć wszystkie restauracje serwujące w Polsce dania kuchni rosyjskiej? To dopiero byłby „gest solidarności”, prawda?
Rosja napadła na Ukrainę 24 lutego. Dziś jest 3 marca. Przez tydzień Polska przyjęła 575 tysięcy uchodźców, przy czym nie trafiają oni do obozów tymczasowych, ale do polskich domów. I to jest autentyczny gest solidarności. Inną sprawą jest to, czym skończy się ten gest, ale to temat na osobny felieton. Oby Ukraińcy mogli jak najszybciej wrócić do swoich domów.
A co do uchodźców, którzy nie są obywatelami Ukrainy, powinni oni niezwłocznie udać się do krajów ich pochodzenia. Wiceminister Maciej Wąsik zapewnił, że dla uchodźców z państw trzecich Polska jest krajem przejściowym. – Wszyscy, którzy nie posiadają dokumentów i nie potrafią udowodnić ukraińskiego obywatelstwa, są dokładnie sprawdzani. Jeśli jest potrzeba, trafiają do specjalnych ośrodków Straży Granicznej – powiedział w środę na antenie Polsat News. Mam nadzieję, że tak jest faktycznie.[!!! Optymizm, czy ponury dowcip? MD]
A teraz wróćmy do naszych baranów, czyli do wojny z ruskimi pierogami. Takich kwiatków jest więcej. W ramach „gestu solidarności” dziennikarze piszą i mówią teraz „w Ukrainie”, a nie „na Ukrainie”. Usprawiedliwieniem dla kaleczenia języka polskiego ma być to, że Ukraina jest suwerennym państwem, więc należy jej się przyimek „w”, a nie „na”, bo ten jest stosowany w odniesieniu do obszarów niesamodzielnych. Czyli ponieważ mówimy „na Mazowszu”, to nie należy mówić „na Ukrainie”. Jest to oczywisty idiotyzm. Przecież mówimy „na Węgrzech”, „na Litwie”, „na Łotwie” i „na Cyprze”. Czy to oznacza, że nie uznajemy Węgier, Litwy, Łotwy i Cypru za państwa? A może należy zacząć mówić „w Węgrzech”, „w Litwie”, „w Łotwie” i „w Cyprze”?
W ramach „gestu solidarności” z Ukrainą polskie filharmonie ogłosiły, że nie będą grały utworów kompozytorów rosyjskich, w tym Czajkowskiego, Szostakowicza i Rachmaninowa. Opera Narodowa odwołała wystawienie „Borysa Godunowa”. O ile zrozumiałym jest, że wobec agresji Federacji Rosyjskiej zerwana zostaje współpraca z rosyjskimi instytucjami kulturalnymi, o tyle rugowanie samej muzyki z repertuaru jest obłędem. Czy za chwilę będziemy wyrzucać z bibliotek książki Dostojewskiego, Tołstoja, Czechowa? Czy wolno jeszcze czytać „Biesy”, czy też podpada to pod bycie „ruska onucą? Ale co tam „Biesy”! Czy wolno jeszcze czytać „Ogniem i mieczem”, czy też w ramach solidarności z Ukrainą mamy wyrzucić Sienkiewicza do kosza razem z ruskimi pierogami i określeniem „na Ukrainie”?
To jest amok! Jedyny plus tego amoku polega na tym, że z mediów zniknęła pandemia. Nikt już nie podaje liczby zakażeń i zgonów, a dziennikarze i politycy przestali apelować o wprowadzenie rozwiązań dyskryminujących osoby niezaszczepione. Przy okazji, czy którykolwiek z pandemicznych zamordystów, nawołujących do segregacji sanitarnej Polaków, powiedział chociaż słowo na temat konieczności wprowadzania takiej segregacji w odniesieniu do uchodźców z Ukrainy? Przecież poziom wyszczepienia na Ukrainie to 35%. I co? I cisza. Taka to właśnie pandemia.
Niestety, chociaż sanitarny reżim zniknął z mediów, nie zniknął z placówek medycznych. Od 1 marca wyrzucani są z pracy niezaszczepieni pracownicy tych placówek. To jest efekt rozporządzenia ministra zdrowia Adama Niedzielskiego, który jednocześnie ogłosił, że polskie szpitale przeznaczają 7 tysięcy łózek dla uchodźców z Ukrainy. Czyli co? Po dwóch latach odcięcia od służby zdrowia znowu mamy kryterium lepszych i gorszych pacjentów? Priorytetowe leczenie dla Ukraińców, a dla Polaków stukanie kijem w parapet w przychodni? To musi rodzić złą krew. Jeśli w ramach solidarności z Ukrainą rząd postanowił traktować Polaków jako obywateli drugiej kategorii, to nie trzeba będzie długo czekać na zatrute owoce takiej polityki. Czy ci, których zabiegi diagnostyczne i operacje zostaną po raz kolejny przesunięte, mają prawo wyrazić swoje niezadowolenie z tego faktu, czy też mają siedzieć cicho, żeby nie wpaść do kategorii „ruskie onuce”?
Powtarzam, to jest amok! Polacy zgłupieli do stopnia, w którym wydaje im się, że w ramach solidarności z Ukrainą Zachód ruszy do boju i pokona Rosję raz na zawsze. A jak jest w rzeczywistości? Podczas, gdy w Polsce trwa wojna z ruskimi pierogami, Czajkowskim i zwrotem „na Ukrainie”, dwa rosyjskie banki, Sbierbank i Gazprombank, mają być wyłączone z sankcji ze względu na transakcje dotyczące dostaw energii do Unii Europejskiej. Natomiast z wewnętrznej analizy ekspertów Urzędu Kanclerskiego, do której dotarł „Die Welt” wynika, że Niemcy nie planują wstrzymania importu gazu, ropy i węgla z Rosji. Dlaczego? Bo byłoby to ze szkodą dla Niemiec. I tyle w temacie solidarności z Ukrainą. Nie wolno jeść ruskich pierogów i grać Czajkowskiego, ale biznesy z Rosją to już inna bajka. Ciekawe, kiedy Polacy to zauważą? Czy w ogóle zauważą?
Wczoraj usłyszałem historię „z życia wziętą”. Jeden z przedsiębiorców zatrudnia ukraińskich pracowników, pracują w Polsce od lat, normalni, spokojni ludzie, ale też głowy rodziny, które boją się o bliskich. Pierwsze co zrobili, to porozmawiali z pracodawcą jak mają sobie poradzić ze ściągnięciem żony i dzieci, czy dzieci będą mogły pójść do polskiej szkoły i tak dalej. Za całość zapłacili sami, a ponieważ są znani lokalnej społeczności, to nikt z widłami ich nie gonił i o żadnych „inżynierach” zagrażających Polsce nie krzyczał. Dlaczego o tym piszę? Z prostego powodu, jest to wręcz modelowy przykład na to, jak racjonalnie powinno wyglądać wsparcie dla uciekających z Ukrainy i przy takich rozwiązaniach tylko niespełna rozumu ludzie będą krzyczeć o „banderowcach”.
A jak to wygląda w skali, która dawno wymknęła się spod kontroli? Do Polski może przyjechać kto chce, nie tylko obywatele Ukrainy, ale każdy przebywający na terenie Ukrainy. Nie ma znaczenia, czy ludzie przyjeżdżają z tej części Ukrainy gdzie rzeczywiście mają miejsce bandyckie ataki Putina, czy z miejsc gdzie się zupełnie nic nie dzieje. Patrząc na mapę Ukrainę widzimy, że na 70 do 80% powierzchni kraju nie spadła ani jedna rakieta, nie przeleciał ani jeden pocisk. Żeby daleko nie szukać kompletnie nic się nie dzieje we Lwowie i w związku z tym powstaje naturalne pytanie ilu Ukraińców ze Lwowa trafiło do Polski? Jest to jedno z wielu pytań, których nie wolno w przestrzeni publicznej zadawać, bo każda próba kończy się sponiewieraniem pytającego, w najlepszy razie brakiem empatii, w standardowym „szczuciem” i „ruską onucą”. Polska nie prowadzi polityki migracyjnej, nie ma nawet pomysłu jak zracjonalizować ten proces, żeby z jednej strony pomagał tym, którzy pomocy rzeczywiście potrzebują, z drugiej chronił Polskę przed opłakanymi konsekwencjami ekonomicznymi i społecznymi. Panuje jeden wielki szantaż wewnętrzny i zewnętrzny, który prowadzi do irracjonalnych i krzywdzących Polaków „gestów solidarności”.
Nie sposób wyjaśnić rozumem, ale też sercem, jeśli używa się serca właściwie, takich pomysłów, które są przywilejami dla uchodźców i sankcją dla Polaków. O ile jeszcze jakoś da się wytłumaczyć darmowe przejazdy komunikacją publiczną, bo wiadomo, że wielu, podobnie jak w opisanej powyżej historii, jedzie do pracujących w Polsce krewnych, to nijak nie da się wyjaśnić całego szeregu innych profitów. Polskie uczelnie oferują specjalne stypendia socjalne dla Ukraińców poza normalnym systemem, co oznacza wykluczanie polskich studentów. Darmowe wizyty w przychodniach i co więcej znów w specjalnym trybie „tylko dla Ukraińców”. I wcale nie chodzi o ranne ofiary terroru, tacy Ukraińcy zwyczajnie przez granicę nie przychodzą, ale chodzi o to, że Polak czekający trzy tygodnie na wizytę u kardiologa, będzie przesunięty o kilka kolejnych tygodni, a Ukrainiec zostanie przyjęty od ręki. Niedzielski mówił o przygotowaniu 7 do 10 tysięcy miejsc w szpitalach dla Ukraińców, nie dla osób chorych bez względu na pochodzenie, tylko specjalnie dedykowane miejsca dla Ukraińców. Darmowe ubezpieczenia OC to już kompletne kuriozum i szkodliwy populizm, za który także zapłacą Polacy.
Czy zwracanie uwagi na te ewidentnie krzywdzące decyzje polityczne, które zapadły w amoku emocjonalnym i w ramach ślepego wyścigu na gesty solidarności, jest szczuciem? Odsyłam do początku felietonu i jeszcze raz podkreślam, nie mam nic przeciw naturalnej tresce od ukraińskie rodziny, ale w tym procesie powinni brać udział sami Ukraińcy, łącznie z ponoszeniem kosztów, natomiast Polacy muszą mieć co najmniej równy dostęp do wszystkich świadczeń i instytucji publicznych.
Wrzucanie Ukrainy do jednego banderowskiego worka jest rzeczywiście propagandą Putina i bezmyślnym wspieraniem tej propagandy, ale poniewieranie Polaków we własnym domu, którzy domagają się rozwiązywania problemów zgodnie z prawem i sprawiedliwością jest chuligaństwem, nie empatią. Nikt i nikomu nie może zabronić oddania domu i pieniędzy komu tylko chce, ale też nikt i nikogo nie powinien do tego zmuszać, szczególnie wbrew logice i prawu.
Jeden z byłych urzędników MON przygotował raport o stanie polskich sił zbrojnych, który opiera się na jawnych i tajnych wynikach kontroli NIK z lat 2012-2020.
Zdaniem autora, gotowość bojowa i mobilizacyjna Sił Zbrojnych RP nie istnieje, a Siły Zbrojne RP nie są zdolne do przeprowadzenia nawet niewielkiej operacji obronnej.
Z trzynastu brygad operacyjnych tylko jedna może skompletować powyżej 90% kadry, a kolejne dwie – niewiele ponad 70%.
W pozostałych brygadach odsetek ten wynosić ma średnio ok. 40%, co sprawia, że brygady te nie są gotowe do walki.
Średnia wieku rezerwisty wynosi dziś 45 lat, a podstawowym rodzajem sprzętu w polskiej armii jest sprzęt pochodzący z byłego ZSRS, czyli ponad 70% czołgów, ok. 70% wozów bojowych piechoty, ponad 80% artylerii, 90% broni przeciwlotniczej i 70% śmigłowców.
Średni czas użytkowania sprzętu w polskiej armii ma wynosić ok. 35 lat. Sprzęt jest już w znacznym stopniu zużyty i tylko sztucznie utrzymywany w ewidencji jednostek wojskowych.
Żołnierze rezerwy są źle wyszkoleni, armii brakuje specjalistów: mechaników, techników, łącznościowców, saperów, chemików, lekarzy, obsługi broni maszynowej czy granatników.
Krytyczny wobec zdolności obronnych polskiej armii raport miał trafić do prezesa PiS, p.Jarosława Kaczyńskiego, wojsko jednak go zablokowało.
Część społeczeństwa przez ostatnie dwa lata szukała ze zdumieniem śladów pandemicznego pomoru i nic nie widziała. Ale co bardziej cwani pomyśleli „Włączę telewizor, sprawdzę”. A tam?! Ludzie tarzali się po ulicach z pianą na ustach, trumny krążyły po Bergamo, karetki stały długimi rzędami przed szpitalami
Etos wolności słowa – to brzmi dumnie. Na tyle dumnie, że nawet zdominowane przez lewicę portale i media społecznościowe walczą o „wolność słowa” w internecie, oczywiście w sposób dla siebie charakterystyczny, a mianowicie stosują zasadę „im gorzej, tym lepiej”.
Właściwie nie byłoby o czym pisać, bo każdy trzeźwo myślący użytkownik internetu wie, jak jest. Ale dziś lewicowe media postanowiły to uroczyście oznajmić. Jak podaje Onet: „Rosyjska inwazja na Ukrainę zmusiła gigantów mediów społecznościowych do czegoś, co kiedyś wydawało im się nie do pomyślenia: porzucenia etosu wolności słowa i opowiedzenia się po jednej ze stron.” No proszę. Myśmy myśleli, że media społecznościowe zrobiły to już dawno, a oni to zrobili dopiero teraz. Jak mogliśmy się tak pomylić?
No, ale jak się okazało zrobiono to z bólem serca. Długo trwały debaty miedzy przedstawicielami firm technologicznych na temat tego, czy propaganda Kremla aby na pewno ma prawo wybrzmiewać swobodnie w internecie. W ostrych sporach wykuwało się stanowisko koncernów, które z troską pochylały się nad zagadnieniem „czy zakazanie rosyjskim mediom dostępu do kanałów społecznościowych nie byłoby ZDRADĄ IDEAŁÓW WALKI O WOLNOŚĆ SŁOWA (podkreślenie moje), które te firmy mają na sztandarach”. Ostatecznie zapadła decyzja. Media społecznościowe dzielnie walczyły, lecz w końcu uległy presji ukraińskiego rządu. Ale jak się okazuje nie tylko ukraiński rząd domagał się w walki z prokremlowską propagandą. Podobno „wiele rządów i UE zwróciło się do niej [firmy META] z prośbą o podjęcie dalszych kroków”. Zaprotestowali jedynie Amerykanie, którzy podkreślali, że „potrzeba utrzymania wolności słowa i umożliwienia Rosjanom dostępu do zachodnich wiadomości – na wypadek, gdyby Moskwa podjęła działania odwetowe wobec amerykańskich i europejskich mediów — jest ważniejsza niż ich arbitralne blokowanie.”
W każdym razie, poza jednym głosem sprzeciwu, opinia międzynarodowa była zgodna – blokować propagandę proputinowską. I tak oto, jak zauważa autor, staliśmy się świadkami narodzin nowej świeckiej tradycji. „Podejmując działania przeciwko Kremlowi, firmy technologiczne przyjęły politykę, która może stać się de facto normą na kolejne lata. Decyzje te mogą fundamentalnie zmienić relacje firm z rządami, które będą musiały liczyć się z siłą, jaką media społecznościowe dysponują w czasie wojny.” No, to już brzmi jak groźba. Ale nie ulegajmy pokusie przyjęcia teorii spiskowej, że to wszystko było zaplanowane i od lat realizowane. To tylko wyższa forma troski o wolność słowa.
Oczywiście autor tekstu przyznaje, że już wcześniej stosowano taktykę cenzury (choć jak zastrzega – w sposób fragmentaryczny), jak choćby w kwestii usunięcia kont z Facebooka i Twittera byłego prezydenta USA Donalda Trumpa. No ale dziś nawet ci, którzy wówczas protestowali, wsparli zablokowanie kont Kremla w mediach społecznościowych. A więc nawet oni przyznali, że granice wolności słowa jakieś być muszą.
Tu pojawia się jednak problem. Co jeśli „wysiłki platform w celu zakazania lub ograniczenia prokremlowskiej propagandy… [doprowadzą] do większej cenzury w innych niedemokratycznych krajach, odcinając wiele osób od niezależnych źródeł informacji”? No tak. Zaczyna się kalkulacja, czy aby nie uderzy to rykoszetem w prawdziwie obiektywne, rzetelne media, takie jak wyżej wspomniane portale społecznościowe? Skąd biedne uciskane ludy będą czerpać wiedzę na temat otaczającego świata, jeśli lewicowo-liberalne media mogą również w niektórych krajach zostać zablokowane?
To ważne pytanie. Wszak wielu ludzi swoją wiedzę o rzeczywistości czerpie z mediów. Np. na dworze jest słonecznie, ale zawsze warto sprawdzić w telewizji, czy jednak nie pada, bo nasze zmysły mogą nas mylić. A media zawsze podają sprawdzoną i rzetelną informację. I dlatego część społeczeństwa przez ostatnie dwa lata szukała ze zdumieniem śladów pandemicznego pomoru i nic nie widziała. Ale co bardziej cwani pomyśleli „Włączę telewizor, sprawdzę”. A tam?! Ludzie tarzali się po ulicach z pianą na ustach, trumny krążyły po Bergamo, karetki stały długimi rzędami przed szpitalami z oddziałami kowidowymi, ludzie płakali domagając się „szczepionki”, artyści perfidnie, bez kolejki, po znajomości otrzymywali szprycę, co zostało ostro zganione przez rząd, jako odbieranie prawa pierwszeństwa najbardziej potrzebującym. No, działo się dużo. I gdyby nie media, co by to było? Dzięki przekazom z oficjalnych mediów, całkiem spora grupa obywateli wtajemniczona została w wiedzę niedostępną ludziom, którzy ufają przede wszystkim swoim zmysłom, obserwacjom i zdolnościom analitycznym swojego rozumu.
Także jak powiadam kwestia jest poważna. Ludzie mogą nie wiedzieć, co mają myśleć. Nie można ich tego prawa pozbawiać.
Ukraiński rząd w każdym razie stanął na wysokości zadania. Wymusił ocenzurowanie kremlowskiej propagandy na mediach społecznościowych. Nawiasem mówiąc władze Ukrainy czują się upoważnione naciskać nie tylko na wielkie koncerny medialne, ale i bardziej szczegółowo na konkretne, relatywnie niewielkie media. Ostatnio odczuł to na własnej skórze tygodnik „Sieci”, który został zrugany przez ambasadora tegoż kraju w Polsce Andrija Deszczycię za zamieszczenie w jednym z „wojennych” numerów wywiadu z ambasadorem Rosji w Polsce. W piśmie skierowanym do gazety Deszczycia wyraził oburzenie i uznał publikację tego wywiadu za „akt wrogi wobec Ukrainy”.
Ukraina nie jest zresztą jedynym lobbystą na rzecz ograniczenia wolności słowa. Wcześniej takie koncesje poczyniono wobec żydów, środowisk spod znaku sześciobarwnej tęczy, w wielu miejscach na świecie udało się to środowiskom promującym aborcję, ruchowi BLM, ruchom proimigranckim, no i oczywiście sanitarystom. I za każdym razem (jak sądzę) wielkie koncerny medialne, w tym społecznościowe toczyły bój o „ideały walki o wolność słowa”, po czym pokonane przez racjonalne argumenty powyższych grup, kapitulowały. Ostatecznie wolność słowa, to nie to samo co możliwość wygłaszania własnych poglądów, musi mieć jakieś ograniczenia. Wolność to uświadomiona konieczność, jak mawiał klasyk. Dlatego koniecznie musimy wykuć nowe pojęcie wolności słowa: jako wolność do mówienia tego, co wolno mówić! A co wolno mówić, tego oczywiście dowiemy się z lewicowo-liberalnych mediów.
P. S. Ostatnio znany bloger i vloger Piotr Wielgucki oficjalnie przyznał się, że bycie „ruską onucą” bardzo mu się opłaciło, bo za sianie „ruskiej propagandy” Putin wypłacił mu sporą kasę, za co wybudował sobie warsztato-garaż w stanie surowym. My chcielibyśmy sobie wybudować domek na działce. Dlatego natychmiast dzwonimy do Putina, żeby nam zapłacił za nasz wkład w sianie propagandy wszelakiej, na różne tematy, ale zawsze w interesie Putina. A co będziemy za darmo tyrać!
Kurs Hrywny w ósmym dniu wojny umocnił się wobec złotówki. Jeszcze wczoraj (03.03.2022) osłabienie złotego wynosiło 1.9% , dziś już 2.5% . Warto przypomnieć że nasz rząd zaciągał od początku kredyty w walutach obcych , czyniąc siebie tzw „frankowiczem”. Przy osłabieniu złotówki odsetki dla międzynarodówki lichwiarskiej rosną. Kurs Hrywny sprawia wrażenie że to nie ogarnięta wojną (wnioskuje na podstawie relacji mediów) Ukra trzyma się lepiej niż Polin.
Na początek jednak, nie bez przyczyny, chcę przypomnieć pewien tekst. Przybliżę w nim inne, amerykańskie doświadczenia z różnymi, wcześniejszymi ich komisjami.
„W historii Stanów Zjednoczonych zaistniało kilka komisji. Ciekawe w tym miejscu może się okazać porównanie czasu, w jakim wybierano przewodniczących tych komisji na przestrzeni lat. I tak: Po tragedii Titanic’a, przewodniczącego wyłoniono w ciągu 6 dni, po zabójstwie J. F. Kennedy’ego – w ciągu 7 dni. Tyle samo po wypadku promu kosmicznego Challenger, a po japońskim ataku na Pearl Harbor – w ciągu 9 dni, Prezydent Bush wyznaczył szefa Komisji 9/11 po 411 dniach! Komisja rozpoczęła swoje prace dopiero miesiąc po tym fakcie, a więc w 441 (!) dniu od tragicznych wydarzeń. Szefem komisji wyznaczonym przez Bush’a został Henry Kissinger. Rodziny ofiar były jednak przekonane, że osobie tej brakuje obiektywizmu. Podnoszono wątpliwości dotyczące jego udziału w aferze Watergate i roli, jaką odegrał w przewrocie w Chile. Kristen Breitweiger przeprowadziła prywatne śledztwo w sprawie Kissingera i doprowadziła do spotkania z nim w jego nowojorskim biurze. Spośród wielu pytań, jakie mu zadano dwa okazały się wyjątkowo trafne. Kristen Breitweiger zapytała czy prawdą jest, że niektórzy z jego klientów są pochodzenia saudyjskiego. W drugim zapytała wprost czy prawdą jest, że jednym z nich jest Osama Bin Laden. Nie otrzymała na nie odpowiedzi ale wkrótce po tym spotkaniu media podały, że doktor Kissinger zrezygnował ze stanowiska. Wkrótce zastąpił go w tej roli Thomas Kean, były gubernator stanu Nowy Jork oraz Lee Hamilton, w przeszłości kongresman przewodniczący komisji do spraw wywiadu. Pozostałych ośmiu członków, w większości prawników wywodzących się z obu partii wyznaczył Waszyngton. Jednak sposób prowadzenia dochodzenia niepokoił coraz większą liczbę ludzi. Początkowo komisja nie chciała, by przesłuchiwani zeznawali pod przysięgą. Komisja zadawała pytania, zdaniem członków rodzin poszkodowanych, zbyt łagodne, podczas gdy pytania przygotowane przez te rodziny nie były zadawane w ogóle. Z czasem jasne się stało, że osobą decydującą o tym, w jakim kierunku pójdzie dochodzenie i co znajdzie się w raporcie jest Philip Zelikow – zastępca szefa komisji. W październiku 2003 roku rodziny ofiar dotarły do informacji, z których wynikało, że to właśnie Zelikow przygotował projekt memorandum powołującego Radę Bezpieczeństwa Narodowego dla prezydenta Bush’a, a także strategie uderzenia wyprzedzającego, którą wykorzystano w wojnie z Irakiem. Okazało się również, że jest bliskim przyjacielem Doradcy do spraw Bezpieczeństwa Narodowego – Condoleezzy Rice. Rodziny domagały się rezygnacji Zelikowa, jednak ten zdecydowanie odmówił. W listopadzie 2003 roku Biały Dom zawarł z komisją porozumienie, w myśl którego tylko niektórzy jej członkowie uzyskali dostęp do materiałów ściśle tajnych, natomiast notatki z nich czynione musiały podlegać zatwierdzeniu przez ludzi z otoczenia prezydenta. Uprawnienia te otrzymał Zelikow i Jimmy Gorolick – wiceminister sprawiedliwości w rządzie Clintona.”
Z kolei, w książce „Czarny Wrzesień”, wydanej w roku 2011, przybliżyłem dodatkowo kontrowersyjną postać jej faktycznego przewodniczącego.
„Philip Zelikow (1954), to Dyrektor Wykonawczy Komisji, były członek Krajowej Rady Bezpieczeństwa, pisujący artykuły do spółki z byłym szefem CIA, John’em Deutch’em. Zelikow napisał również w 1997 roku wspólnie z Condoleezzą Rice książkę sławiącą zjednoczenie Niemiec. Jest członkiem Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych, ośrodka dyplomatycznego w Londynie, kojarzonego z brytyjskim wywiadem. Jest też starszym doradcą holdingu BGR, którego klienci pokrywają się z obecnymi na liście Fortune 500.”
To dobry moment, żeby przypomnieć, że Philip Zelikow napisał Raport Komisji 9/11, zanim jeszcze rozpoczęły się przesłuchania w sprawie 9/11. On i jego zespół stworzyli zarówno zarys raportu, jak i wszystkie pytania, które później zadawano świadkom. Tak więc jeszcze przed przesłuchaniami „oficjalna historia” była już spisana, wymagała jedynie uzupełnienia niektórych szczegółów. Zapewne podejrzewacie już Państwo, kto będzie przewodniczył najnowszej idei, mającej na celu wyjaśnienie wszelkich (!) wątpliwości związanych z aferą znaną pod nazwą Covid-19. Tak, to właśnie niezrównany Philip Zelikow, który był winny tuszowania sprawy 9/11, będzie odpowiedzialny za śledztwo także i w tym przypadku. To on zainicjował tak zwaną grupę planistyczną komisji mającej badać kwestie związane z „pandemią”. Wstępne prace zakończyła ona już jesienią 2021 roku i doprowadziła do powołania komisji ogólnokrajowej. Podobnie, jak w przypadku Komisji 9/11, Zelikow wraz ze swoją „grupą planistyczną” ustalił już zapewne oficjalną wersję. W skład komisji mają rzekomo wejść wpływowi politycy wyższego szczebla. Zajmie ona na długo amerykańską opinię publiczną. Można zakładać, że w pewnym momencie pojawią się nawet jakieś kontrowersje, aby przyciągnąć uwagę i zwiększyć oglądalność tego przedstawienia, ale jego wynik nie będzie raczej zaskakujący.
Od tygodnia trwa wojna na Ukrainie. Pomimo siódmego dnia inwazji, śmiertelna pandemia zabójczego koronawirusa nie zdziesiątkowała żadnej ze stron, mimo nie tylko braku sanitaryzmu w warunkach wojny, ale też związanego z tym niższego poziomu higieny. Co innego Polska. Co prawda zapowiadanego przez Horbana tsunami zakażeń nie ma, ale restrykcje są.
Od wczoraj w Polsce teoretycznie obowiązują lżejsze restrykcje. Teoretycznie, bo w praktyce i tak zdecydowana mniejszość ludzi ich przestrzega. A poza tym wszyscy żyją wojną na Ukrainie, o czym za chwilę. Co ważne, to fakt, że restrykcje wciąż jakieś pozostają w życzeniach rządu. W życzeniach, bo jedne niby obowiązują, drugie są niezgodne z prawem, o czym świadczą wyroki sądów.
Teoretycznie w pomieszczeniach zamkniętych trzeba nosić maski, bo śmiertelna pandemia zabójczego wirusa ponoć nadal trwa. A kto nie ma maski na twarzy – ten siewca śmierci. Na przykład Łukasz Szumowski, co pokazał wczoraj poseł Grzegorz Braun. Aczkolwiek – według medialnych doniesień – „zdezynfekował się”.
Były minister zdrowia Łukasz Szumowski był w pracy pod wpływem alkoholu?! @GrzegorzBraun_ interweniował w Narodowym Instytucie Kardiologii.
Poza pomieszczeniami zamkniętymi, teoretycznie maskę trzeba nosić w komunikacji publicznej. Co prawda nawet w sezonie grypowym jej powszechnie nie noszono i niemal codziennie na Twitterze czy innych mediach społecznościowych było widać kolejne próby interwencji zakończone odpuszczeniem ze strony nadgorliwych, ale ojtam ojtam.
Poza tym jeśli wracamy zza granicy, musimy pokazać certyfikat covidowy. Inaczej trafimy do bezsądowego aresztu domowego – zwanego kwarantanną. No chyba, że jedziemy z jeszcze mniej wyszprycowanej niż Polska Ukrainy, to wtedy nie. Wtedy po przekroczeniu granicy możemy próbować załapać się na bezpłatny transport pociągami PKP Intercity. Tylko trzeba udowodnić, że jest się uchodźcą.
A skoro o Ukrainie mowa, dziś jest siódmy dzień wojny w tym kraju. W czwartek przed świtem Rosja rozpoczęła atak na to państwo. Słyszymy przeróżne doniesienia – a to Ukraińcy się cofają, a to znowu przeprowadzają kontratak. W wyniku działań zbrojnych zginęło dużo Rosjan. Ukraińska strona podaje już liczby zbliżające się do sześciu tysięcy żołnierzy. Raportuje również o śmierci cywilów, który giną od ostrzału rosyjskiej armii. Kilkukrotnie już wspomniano o śmierci przywódców czeczeńskich – niemalże od początku doniesień o ich obecności na Ukrainie, podobnie i o najemnikach Wagnera. Jeden został nawet ponoć schwytany.
Ale wiecie, czego mi tutaj brakuje? Informacji o ofiarach pandemii. Cudownym trafem niewyszprycowane społeczeństwo ukraińskie oraz rosyjskie nie przenosi śmiercionośnej zarazy i nie dziesiątkuje ona stron obu stron konfliktu. Podobnie jak w Polsce, na linii frontu nie ma doniesień o rozkładaniu wojsk przez koronawirusa, nie ma żadnego wariantu ani podwariantu. Co ciekawe, także w naszych mediach temat jakby przycichnął.
Bynajmniej jednak nie zniknął. Nie tak dawno pisałem o skandlicznym projekcie globalnego traktatu antypandemicznego, wspieranego także przez Polskę jako państwo. Ostatnio też dyskutowano o kwestii „walki z dezinformacją” na szczeblu ONZ-owskim. Bynajmniej również nie pojawiła się kwestia wolności słowa – zamiast tego doniesienia o potrzebie walki z „fakenewsami”. O tym, jak taka walka ma wyglądać, można spojrzeć na obecną histerię w kwestii ukraińskiej, gdzie komunikaty ukraińskie są prawdziwe, a wszystko inne to „ruska propaganda”. Co prawda pojawia się potem problem, gdy bohatersko polegli obrońcy Wyspy Węży nagle okazują się żywi i w rosyjskiej niewoli, a Ukraina próbuje nas wciągać bezpośrednio w swoją wojnę, ogłaszając, że zamierzamy udostępnić im swoje lotniska do działań bojowych, ale to nic. Wówczas załącza się orwellowskie dwójmyślenie. Ale oczywiście nie jest ono złe, tylko w tym przypadku dobre. No wiadomo.
A tak na poważnie, kilka dni temu już ktoś zapytał mnie, czy moi znajomi też histeryzują, jakby to nas napadnięto. Tak, moi też. I obcy ludzie, ale prawdziwi, z którymi dyskutuję w sieci nie tylko mają takie przekonanie, ale niektórzy zdaje się chcieliby, byśmy włączyli się do wojny. Przypominam przy tej okazji, że podżeganie do wojny to przestępstwo, art. 117 kodeksu karnego. Polska nie jest obecnie w stanie wojny i nawoływanie by to zmienić jest karalne. Teoretycznie, bo rządzący też zdają się być w amoku.
Wydaje się, że Polacy po prostu obecnie lubią histeryzować. Stąd wykupienie makaronu i papieru toaletowego na początku Wielkiej Histerii w sklepach i stąd też zdjęcia pokazujące lanie do kanistrów paliwa na stacjach benzynowych w Polsce po rozpoczęciu inwazji Rosji na Ukrainę. Po co? Żeby zapewne z jednej strony zwiększyć sobie poziom adrenaliny, a gdy uwierzy się w bezsensowne w tym przypadku poczucie zagrożenia, pisać posty na fejsie typu „Putin ch*j”. A gdy ktoś będzie miał inne zdanie czy szersze spojrzenie, z autentycznym poczuciem spełnionego obowiązku napisać „ruska onuca” czy „dywersant”. To wydaje się być najnowszym krzykiem mody.
A kwestia restrykcji w Polsce? Albo pojawiających się zapowiedzi o kolejnej podwyżce stóp procentowych? Nieważne. Jutra przecież nie będzie.