Szatańskie pokusy i nieludzkie udręki. Ci mistycy wytrwali najcięższe ataki szatana. Egzorcysta: zły duch jest wszędzie, jeśli go dopuścimy.

Szatańskie pokusy i nieludzkie udręki. Ci mistycy wytrwali najcięższe ataki szatana.

——————

Wczoraj o godzinie 23.54 po modlitwie nad opętaną dziewczyną dostałem bardzo miły SMS: Pożałujesz tego, marny klecho, dotknij mnie jeszcze raz tymi wyświęconymi łapami i swoimi zabawkami, a cię zabiję! Dość już tego, dość, dość, dość… – Aż się ucieszyłem.

https://pch24.pl/szatanskie-pokusy-i-nieludzkie-udreki-ci-mistycy-wytrwali-najciezsze-ataki-szatana/

By ukazać, gdzie toczy się największa walka człowieka z duchami ciemności, przywołuje się czasem scenę, w której to chmara wysłanników piekła nie ustaje w swych niecnych działaniach, poddając najbardziej wyrafinowanym pokusom zamieszkujących pustkowia pobożnych mnichów. W tym samym czasie zatłoczonego i rozpustnego miasta strzeże nieco wyleniały i znudzony brakiem zajęć diabeł. I jest w tym obrazie pewna prawda. Kiedy bowiem chcemy się poprawić, zrobić coś dobrego, co może przynieść Boże owoce, napotykamy na różnorakie przeszkody. Tłumaczymy się wówczas np. „niefortunnym zrządzeniem losu”. Jeśli jednak spojrzymy na żywoty świętych, to odnajdziemy w nich opisy niezwykłych wydarzeń, co których trudno mieć wątpliwości, że były działaniem szatana, który pokusami i udrękami próbował ich zwieść.

—————————-

Przykładem uprzykrzającego działania złych mocy są doświadczenia wielu egzorcystów. Między innymi opisane w książce Grzegorza Felsa pt. „Demon. Mówię, jak jest” historie zmarłego w 2021 r. ks. prałata Mariana Rajchela, egzorcysty archidiecezji przemyskiej. O jednej z nich wspominał duchowny w udzielonym na krótko przed śmiercią wywiadzie, odpowiadając na pytanie o trudy posługi osób sprawujących liturgiczny obrzęd wypędzania złego ducha. „Świeży przykład może być? – mówił. Wczoraj o godzinie 23.54 po modlitwie nad opętaną dziewczyną dostałem bardzo miły SMS: Pożałujesz tego, marny klecho, dotknij mnie jeszcze raz tymi wyświęconymi łapami i swoimi zabawkami, a cię zabiję! Dość już tego, dość, dość, dość… Aż się ucieszyłem. Dlaczego? Bo niekiedy się wydaje, że nasze modlitwy nic nie znaczą, a gdy zły duch się wścieka, to znaczy, że mocno ucierpiał i jest porządnie trafiony”.

Na pytanie prowadzącego rozmowę, „czy boi się złego ducha?, starszy i doświadczony już egzorcysta powiedział: „Oczywiście, że się boję! I nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Chciałbym go mocą Bożą wyrzucić z ludzi jak najczęściej. Nie ma co ryzykować. Czy jest taki człowiek, który się go nie boi?! To wielki błąd, jeśli ktokolwiek udaje, że jest mocniejszy od złego ducha”.

Czytając życiorysy świętych, odnajdziemy również historie szatańskich ataków i manifestacji, jakich doświadczali na własnej skórze.

1.Bł. Matka Speranza od Jezusa

Jedną z wielu poświęconych Bogu osób, które znalazły się na celowniku złego ducha, była urodzona 29 września 1893 r. Maria Józefa Alhama Velera, hiszpańska mistyczka, założycielka Zgromadzenia Służebnic Miłości Miłosiernej, inicjatorka budowy sanktuarium pod tą samą co Zgromadzenie nazwą, które znajduje się do dzisiaj w włoskim mieście Collevalenza. Znaną jako Matka Speranza od Jezusa Bóg obdarzył wieloma darami, w tym rzadkim darem bilokacji, dzięki któremu spotykała się m. in. z o. Pio, również z tego słynącym. Na krótko przed zamachem na Jana Pawła II (13 maja 1981) Matce Speranzie zaczęły dokuczać silne bóle i krwotoki. Dolegliwościom tym towarzyszył niepokój zwiastujący grożące papieżowi niebezpieczeństwo. W odpowiedzi na to doświadczenie ofiarowała swoje życie za życie Ojca Świętego. Jako znak należy odczytać więc dziękczynną – za cud ocalenia – pielgrzymkę Jana Pawła II do wybudowanego przez zakonnicę sanktuarium, którą odbył niedługo po tragicznych wydarzeniach na Placu św. Piotra.

W życiu duchowym Matka Speranza musiała się zmagać ze złowieszczymi atakami szatana, którego widziała nieraz twarzą w twarz. Zakonnica nękana była na różne sposoby. Zły duch bił ją i zrzucał ze schodów. Trudno się dziwić. Dzięki duchowej córce Kościoła nawrócili się niektórzy masoni i sataniści. Za to poddawana była różnym przeciwnościom. Na przykład, po przemianie jednego z nich, łóżko siedzącej na nim Speranzy stanęło w ogniu. Sytuacji zaradziła modlitwą, po której pożar nagle ustał. Mimo tych doświadczeń, mistyczka nie czuła lęku, a demona pogardliwie zwykła nazywać „parszywcem” albo „zarobaczonym”, co w języku potocznym oznaczało: „znikomy”, nędzny” oraz „podły”.

2.Św. o. Pio

Znany jako o. Pio Francesco Forgione (1887-1968), włoski stygmatyk, kapucyn, święty Kościoła katolickiego, w swoim życiu widział nie tylko służące Bogu anioły, ale też i te, które się Mu zbuntowały. Ze zdziwieniem przyjmował więc przytaczane mu opinie jakoby złe duchy nie istniały. Raz miał nawet powiedzieć: „Jak można wątpić w jego istnienie, skoro widzę go cały czas wokół siebie”. I mówił prawdę, co potwierdzili bliscy mu ludzie, którzy byli świadkami ciosów, jakie mistyk musiał odpierać ze strony sił ciemności. Świadectwo podobnych incydentów odnajdziemy też w korespondencji zakonnika ze współbratem, o. Augustynem.

O. Pio pisał:

„Rzuciły się na mnie, przewróciły na podłogę, okrutnie mnie zbiły i rzucały w powietrzu poduszkami, książkami i krzesłami, i przeklinały mnie nadzwyczaj obscenicznymi słowami”.

W innym liście do tego samego współbrata wspominał: „Moje ciało jest całkiem posiniaczone z powodu ciosów, którymi nasz wróg mnie zasypuje”.

Obok przemocy fizycznej Święty poddawany był najperfidniejszym kłamstwom. By go zwieść, zły duch przybierał postać nieznanych osób, zakonnych braci, a nawet Maryi, ukrzyżowanego Chrystusa, Anioła Stróża czy św. Franciszka. Nie omieszkał też kusić kapucyna starymi jak świat sztuczkami, „wcielając się” w piękną, tańczącą nago dziewczynę.

Cięgi spadały na duchownego również ze strony opętanych, z usta których można było usłyszeć, jak szatan nienawidzi go za to, że jest „źródłem wiary”. Raz dodał przy tym: „Uczyniłbym więcej, ale powstrzymała mnie Biała Pani”. Pomimo tak wielu prób, przez które musiał przejść, będąc nieraz bliski zwątpienia, udało mu się dzięki modlitwie, pomocy bliskich i Anioła Stróża zachować wiarę.

Wnioski, do jakich doszedł, odsłania następujący fragment listu: „Walcz, jako dzielny wojownik, walcz zawsze z pożądaniami cielesnymi, z pokusą światowej cielesności, z pokusą światowej próżności, z pokusą posiadania złota i władzy. Za pomocą tych środków szatan nieustannie prowadzi walkę. Trud jest przeciwieństwem pewności, ciężka jest walka, ale sursum corda!”

3.Św. Gemma Galgani

Żyjącą w tych samych co o. Pio czasach Gemmę Galgani (1878-1903), włoską mistyczkę i stygmatyczkę, również prześladował zły duch w celu osłabienia jej wiary. Podobnie jak wskazani dotychczas, padła ofiarą przemocy fizycznej ze strony diabelskich mocy. Tak pisał o tym jej przewodnik duchowy, o. Germano Ruoppolo w swojej książce:

„Jak tylko Gemma brała pióro, aby pisać do mnie, wyrywał je z jej rak i darł papier na drobne kawałki. Czasem, chwytając ją za włosy, odrywał ją od biurka z taką wściekłością, że całe pasma włosów zostawały w jego szponach”.

Złość piekielnego ducha przejawiała się w działaniach mających zwieść Świętą. Ukazywał się jej pod postacią spowiednika, pięknego anioła, groźnego potwora, dzikiego człowieka czy wściekłego psa. Zdarzało się, że rzucał się na nią, bijąc i kąsając zębami. W wyniku tych napaści Gemma traciła włosy, miała posiniaczone ciało, chodziła obolała. Pomimo powodowanej przez szatana udręki, uważała się za osobę szczęśliwą. Według jej spowiednika, diabelska furia, jakiej była ofiarą, czyniła ją podobną do cierpiącego Chrystusa. Wyrazem takiego upodobania mistyczki było praktykowanie przez nią uczynków ekspiacyjnych. Tym sposobem wzbudzała nienawiść całego piekła.

4.Bł. Bartolo Longo

Świadkiem przełomowych wydarzeń zarówno XIX, jak i XX w. był Włoch, bł. Bartolo Longo (1841-1926), przed nawróceniem uczestnik antyklerykalnych demonstracji wolnomularskich i seansów spirytystycznych, a także kapłan „nowej religii”, w rytuałach której oddał swoją duszę diabłu. Nękały go w związku z tym diaboliczne wizje, nasiliła się u niego depresja, czuł się, jakby był obłąkany, myślał o samobójstwie.

Nawrócony pod wpływem swojego przyjaciela, odbył spowiedź generalną, zrezygnował z satanizmu, opuszczając sektę. Publicznie wyrzekał się swoich błędów, byłych przyjaciół przekonywał do porzucenia demonicznych praktyk. Udał się też ostatni raz na seans spirytystyczny, gdzie trzymając w dłoniach medalik Matki Bożej, zawołał: „Wyrzekam się spirytyzmu, bo jest on tylko plątaniną kłamstw i błędów”. Ta przemiana pchnęła go do zmiany życia. Został wolontariuszem w szpitalu, jako tercjarz dominikański przyjął imię Brat Różaniec. Nikogo więc już nie powinno dziwić, ze upomniał się z czasem o niego diabeł. Z podsuwanymi przez diabła mrocznymi myślami Bartolo musiał się zmagać do końca swojego życia. Jak sam pisał:

„Pomimo pokuty wciąż gnębiła mnie myśl, że należę do szatana i nadal jestem jego niewolnikiem, a on oczekuje na mnie w piekle. Rozważając to, popadłem w rozpacz i byłem bliski samobójstwa. Wtedy usłyszałem w moim sercu echo słów ojca Alberta, powtarzającego za Maryją:Ten, kto propaguje mój różaniec, będzie zbawiony. Te słowa oświeciły moją duszę. Upadłem na kolana i zawołałem: Jeżeli te słowa są prawdą, to osiągnę zbawienie, ponieważ nie opuszczę tej dzikiej krainy, póki nie rozszerzę tutaj Twojego różańca. W tym momencie rozległ się głos dzwonu kościoła parafialnego obwieszczającego ludziom czas modlitwy Anioł Pański. Było to jakby przypieczętowaniem mojej decyzji”.

Podszepty demoniczne nie opuściły jednak Longo. Znosił je do śmierci. Zgodnie z jego ostatnimi słowami: „Moim jedynym marzeniem jest zobaczyć Maryję, która mnie uratował i która mnie wyrwie z szatańskich sideł”.

5.Sł. B. Teresa Neumann

Opisane doświadczenia, jakie zły duch wpisał w życie przywołanych tu postaci, odnaleźć możemy również w życiorysie Służebnicy Bożej Teresy Neumann (1873-1962). Ta ciężko chora w młodości niemiecka mistyczka i stygmatyczka cudownie odzyskała wzrok za wstawiennictwem św. Teresy z Lisieux, do której miała szczególne nabożeństwo. Po tym wydarzeniu zaczęła odzyskiwać zdrowie. O mającym nastąpić uzdrowieniu mówił jej wewnętrzny głos, który zwiastował też wiele przyszłych cierpień.

Od marca 1926 r. Teresa doświadczała mistycznych wizji Chrystusa. W uniesieniach tych przepowiadała przyszłość różnych krajów. Przewidziała na przykład upadek Hitlera i III Rzeszy. Mówiła też obcymi językami. Wiele boleści musiała także znieść za sprawą ofiarowanych jej przez Boga stygmatów. W niektóre dni krwawiła jej głowa jakby po śladach korony cierniowej. Od Bożego Narodzenia 1926 r. zaprzestała przyjmowania posiłków, żywiła się jedynie Eucharystią. Trwało to do końca życia.

Mimo rozlicznych przeciwności i cierpień, które przyjmowała jako zadośćuczynienie Bogu za tak liczne grzechy świata, starała się prowadzić normalne życie. Przeszkadzał jej w tym zły duch. Twierdziła, że w walce tej skutecznym pomocnikiem jest Anioł Stróż. Choć nigdy nie miała wizji piekła, dane jej było w ekstazie ujrzeć upadek „aniołów piekieł”. W nawiązaniu do straszliwej walki, jaka się wcześniej rozegrała miedzy wiernymi Sługami a buntownikami, mówiła: „Jeśli to nie będzie sprzeczne z wolą Boga, to poproszę Boga, by nigdy więcej nie pozwolił mi być świadkiem czegoś tak strasznego”. W inny widzeniu była duchowym świadkiem kuszenia Chrystusa przez diabła na pustyni. Zmarła 18 września 1962 r, na skutek nagłego zatrzymania krążenia.

Obok przypomnianych tu ludzi Kościoła, piekielnym atakom poddawani byli inni słudzy Chrystusa. Podobne wątki odnaleźć możemy w opisach życia św. Jana Marii Vianney, bł. Katarzyny Ememerich, św. Jana Bosko, św. Maksymiliana Marii Kolbego, bł. s. Marceliny Darowskiej, św. s. Faustyny i wielu innych.

Anna Nowogrodzka-Patryarcha Tekst powstał w oparciu o lekturę książki Grzegorza Felsa pt. „Demon. Mówię, jak jest”.

Jak się mamy gotować do Najświętszej Komunii, jak wzbudzać w sobie akt miłości Boskiej Ks. Scupoli. (12).

Jak się mamy gotować do Najświętszej Komunii, jak wzbudzać w sobie akt miłości Boskiej Ks. Wawrzyniec Scupoli. (12).

ROZDZIAŁ LII. O owocach czyli korzyściach, jakie odnosi dusza z rozmyślania krzyża, i naśladownictwa cnót bolejącego Jezusa

Obfite owoce, albo raczej nader wielkie pożytki odnieść możesz synu, z rozmyślań o Ukrzyżowanym. Naprzód, obrzydzisz sobie nie tylko wszystkie przeszłe grzechy, ale nadto pobudzisz się do mocnego postanowienia, zwalczyć wszystkie przewrotne w sobie skłonności, które przygwoździły Pana i Zbawcę twego do krzyża, a których jeszcze dostatecznie w sobie nie potłumiłeś. Po wtóre: Otrzymasz od Jezusa ukrzyżowanego przebaczenie win swoich i zbawienną nienawiść samego siebie, iżbyś więcej nie obrażał Pana, ale raczej kochał Go i służył Mu z całego serca z wdzięcznością, jako Temu, który z miłości ku tobie tyle mąk ponosił. Po trzecie: Zachęcisz się do pilnej nieodwłocznej pracy, nad wykorzenieniem z serca wszelkich zdrożności, choćby te najmniejszymi się wydawały. Po czwarte: Nabierzesz chęci do usilnego naśladowania Mistrza swego, który umarł nie tylko dla zgładzenia win twoich, ale jeszcze dla dania ci przykładu życia świętego i doskonałego.

Abyś mógł zebrać te wszystkie owoce, następujący może ci do tego posłużyć sposób rozmyślania. Przypuszczamy, iż z pomiędzy cnót Zbawiciela, masz zamiar szczególniej naśladować Jego cierpliwość, we wszystkich przydarzyć ci się mogących przykrościach; zbadaj wtenczas z pilną uwagą następujące punkty: 1) Co czyni dusza Pana Jezusa na krzyżu dla Boga. 2) Co Bóg czyni dla duszy Jezusa. 3) Co czyni dusza Jezusa dla siebie i swego ciała. 4) Co czyni Jezus dla nas. 5) Co wreszcie my czynimy dla Jezusa.

1) Uważ przede wszystkim synu, że dusza Jezusa zatopiona w Bóstwie, z podziwem rozważa tę nieskończoną, niepojętą Istotę Boga, przed którą wszystkie nawet najzacniejsze stworzenia są niczym; z zdumieniem rozważa ją w tym stanie, gdzie nic nie tracąc, nie naruszając wielkości i swej chwały istotnej, uniża się aż do cierpień i wszelkiego rodzaju naigrawań, pogardy ze strony niewiernego i niewdzięcznego ludu, i składa następnie hołdy, temu nieogarnionemu Bóstwa Majestatowi, składa nieskończone dzięki i poświęca się całkowicie na wszelką dlań posługę.

2) Uważ z drugiej strony, co czyni Bóg dla duszy Jezusa. Patrz, jak Bóg Przedwieczny chce, aby Syn Jego jedyny, ukochany, cierpiał z miłości ku nam, aby Go policzkowano, aby plwano na świętą twarz Jego, miotano nań tysiące bluźnierstw i potwarzy, aby biczami szarpano, rozrywano Jego ciało, cierniem koronowano, przygwożdżono do krzyża. Patrz, z jakim zadowoleniem spogląda Bóg na Jezusa, okrytego hańbą i uciśnionego boleściami w sprawie tak świętej, chwalebnej.

3) Wystaw sobie następnie duszę Jezusa i rozważaj, że ponieważ Ona poznaje, iż Bóg podoba sobie w Jej cierpieniach, miłość którą Ona ma ku Bogu, już to z powodu Jej nieopisanych doskonałości, już z powodu odebranych darów, sprawia, że się z wszelkim przygotowaniem i weselem poddaje zupełnie świętej Jego woli. Anioł nawet nie jest zdolny opisać, jak dusza Jezusa łaknie z upragnieniem krzyża. Zajmuje się wynajdywaniem coraz nowych sposobów cierpień, a nie znajdując takiego jakiego pragnie i szuka, oddaje się wreszcie całkowicie wraz z swym bezwinnym ciałem na łup, i srogość ludzi najokrutniejszych i samychże nawet szatanów.

4) Po tych uwagach, skieruj swe oczy ku słodkiemu Jezusowi, który w wysile największych boleści, zwraca się ku tobie, i w sposób najtkliwszy przemawiać do ciebie się zdaje: Przypatrz się ogromowi mych męczarni i z jakim je znoszę zadowoleniem, w tym jedynie celu, abyś się nauczył cierpliwości. Zaklinam cię synu, na wszystkie me poniesione utrapienia, przyjmij i nieś mężnie ten krzyż, który ci teraz przedstawiam, i wszystkie inne, jakie kiedykolwiek mnie się podoba zesłać na ciebie. Ustąp swej sławy dla potwarzy, a ciało swe wydaj na wściekłość prześladowców, jakich ja wybiorę dla twego doświadczenia; nie wchodź wcale w rozbiór, że to będą ludzie nikczemni i bez żadnych uczuć sprawiedliwości. O gdybyś wiedział, ile mnie zadowoli twoja cierpliwość! Ale czy możesz tego nie wiedzieć, patrząc na moje rany, które w tym jedynie zadać sobie dozwoliłem zamiarze, abyś ty za cenę krwi mojej, nabył cnót, którymi pragnę przyozdobić duszę twoją, która mi jest milsza nad me własne życie. Jeślić ja z miłości ku tobie, wydałem się na największe męczarnie i obelgi, jakżebyś ty dla ulżenia niewymownych boleści moich, miał usuwać się i nie chciał znieść tych lekkich utrapień i przeciwności? Jak to, nie będzieszże usiłował zagoić te rany, które mi zadaje niecierpliwość twoja, które mi są bardziej nieznośne, nad wszystkie inne rany ciała mego?

5) Zastanów się dobrze, kto jest ten, co w podobny do ciebie odzywa się sposób? To jest słodki Jezus, Król chwały, prawdziwy Bóg i człowiek prawdziwy. Ogrom Jego męczarni i upokorzeń, przewyższa surowość na najwystępniejszych zbrodniarzy wymierzoną. Podziwiaj jednak synu, że Jezus wpośród tego morza boleści cierpień, nie tylko nie upada na duchu, jest niewzruszonym, ale nawet jest pełnym wesela, jakby dzień Jego męki był dniem tryumfu! Pomyśl, że jak kilka kropli wody rzucone w wielkie ognia płomienie, nie gaszą go ale rozżarzają, tak wielkie cierpień boleści słodkiego Jezusa, nieogarnionej miłości lekkimi się wydają, powiększają Jego radość, rozżarzają pragnienie cierpień najsroższych.

Wspomnij wreszcie synu, że wszystko co Pan czyni, co cierpi, nie z potrzeby, z musu lub innego interesu działa, ale jedynie z najczystszej ku tobie miłości, abyś od Niego nauczył się cierpliwości. Staraj się przeto synu, pojąć, czego Pan po tobie domaga się, staraj się pojąć tę radość jaką przyniesiesz Panu, kiedy w cierpliwości ćwiczyć się będziesz. Obudź następnie w sobie płomienne pragnienie, nie tylko z cierpliwością, ale nawet z weselem i radością, dźwigać ten krzyż, pod którym dotąd jęczałeś i wszystkie inne chociażby te daleko cięższe były, abyś tym sposobem dokładniej mógł naśladować bolejącego Jezusa i stawał się coraz milszym w oczach Jego.

Wyobraź w myśli swojej wszystkie katusze, zniewagi, męki Jezusowe i zdumiony nad mężnym ich znoszeniem, zarumień się na widok twej nikczemnej słabości, pomyśl, że twe utrapienia ani porównać z tamtymi się nie dadzą, bądź pewnym, że twa cierpliwość nie jest nawet cieniem cierpliwości Jego. Niczego się wreszcie więcej nie lękaj, jak niechęci cierpieć dla naszego Zbawcy; i pierwszą myśl, jeśli ci kiedy przyjdzie w tym względzie, odrzucaj ją, jako podszept szatański.

Jezus na krzyżu, niech ci będzie synu, otwartą księgą duchowną, w której nieustannie czytać, uczyć się cnót najwznioślejszych winieneś. To jest księga, którą słusznie księgą żywota nazwać można, która jednocześnie swymi wyrazami oświeca rozum, a przykładami rozpłomienia wolę. Świat zarzucony jest niezliczonym mnóstwem ksiąg, gdybyśmy jednak wszystkie odczytać mogli, jeszcze byśmy nie nauczyli się tyle nienawidzieć grzechu i miłować cnoty, jak rozmyślając nad Bogiem ukrzyżowanym. Wiedz zatem synu, że ci co przepędzają godziny całe na rozmyślaniu Męki Pańskiej, na rozważaniu Jego cierpliwości, a w utrapieniach, jakie na nich spadają, tak są niecierpliwymi, jak gdyby nigdy nie widzieli krzyża: są podobni do owych lękliwych żołnierzy, którzy pod namiotami obozując, już sobie obiecują wygraną, zwycięstwo, lecz kiedy przyjdzie wystąpić naprzeciw nieprzyjacielowi: nie widząc go jeszcze, drżą z bojaźni i haniebnie tył mu podają. Jakże politowania godne są te dusze, co rozpamiętywają, podziwiają, rozpływają się nad cnotami Zbawcy naszego, a wnet zapominają o wszystkim i gdy się przedstawia sposobność jaka, żadnego z rozważanych cnót nie czynią dla siebie pożytku.

ROZDZIAŁ LIII. O Najświętszym Sakramencie

Staraliśmy się dotąd synu, przedstawić ci do walki oręże duchowe i nauczyć sposobu jak nimi masz władać, teraz pozostaje nam wskazać ci najdzielniejszy środek, jakim zwalczyć wrogów zbawienia i doskonałości chrześcijańskiej, niezawodnie nabyć podołasz; tym środkiem jest Najświętszy Sakrament. Przechodzi On w swej godności, w swej mocy wszystkie inne, jest przeto z pomiędzy wszystkich środków duchowych orężem najdzielniejszym, najstraszniejszym szatanom. Pierwsze cztery środki, o których dotąd mówiliśmy, całą moc swoją biorą z zasług Jezusa Chrystusa i z łaski jaką nam Jezus ceną krwi swojej nabył, ale ten ostatni przewyższa wszystkie, bo on samego Jezusa Chrystusa, Jego ciało, krew, duszę, Bóstwo w sobie zawiera. Bóg nam dał ten środek i oręż tak dzielny, abyśmy potęgą samegoż Jezusa Chrystusa wrogów naszych kruszyli, albowiem pożywając Jego ciało i krew Jego pijąc, zostajemy w Nim a On w nas. Ponieważ zaś dwojako możemy pożywać to Najświętsze Ciało i pić Krew najdroższą: rzeczywiście, raz na dzień, i duchownie w każdej dnia chwili, zachowaj przeto synu, te dwa tak święte, tak pożyteczne sposoby komunikowania; komunikuj duchownie synu, tak często jak tylko możesz, a rzeczywiście, czyli sakramentalnie przystępuj synu, za każdym razem, ilekroć na to otrzymasz pozwolenie ojca twej duszy, któremu kierunek sumienia zleciłeś.

ROZDZIAŁ LIV. O sposobie i pobudkach przystępowania do Najświętszej Komunii

Z różnych pobudek możemy przystępować do Najświętszej Komunii, abyśmy jednak zawsze odnieśli z niej pożytek duchowny, zastanów się synu, na co głównie zwracać winieneś uwagę, w trzech różnych chwilach: przed, w czasie samej – i po Komunii.

Przed Komunią z jakiejbądźkolwiek zbliżasz się do Stołu Pańskiego pobudki, winieneś przez Sakrament Pokuty oczyścić swą duszę, ilekroć razy czujesz się być winnym śmiertelnego grzechu. Następnie z całego serca i bezwzględnie, winieneś siebie całkowicie poświęcić Jezusowi Chrystusowi i oddać Mu twą duszę z wszystkimi jej władzami, albowiem Jezus całkowicie w tym Sakramencie się nam daje, swą Krew, swe Ciało, swe Bóstwo wraz z skarbem nieskończonych swych zasług; a ponieważ to, co my dajemy Jezusowi jest niczym, w porównaniu z tym co On nam daje, łączmy zatem nasze pragnienia, abyśmy to wszystko, co kiedykolwiek wszelkie stworzenie na niebie i ziemi Mu ofiarować mogło, Panu naszemu w ofierze najwdzięczniejszej składali.

Jeżeli pragniesz przystępować do Najświętszej Komunii, w zamiarze odniesienia jakiego zwycięstwa nad wrogami duszy, pokonania jakiej złej skłonności, już od wieczora dnia uprzedniego, albo ile możesz najprędzej zacznij rozmyślać, że Zbawca pragnie wnijść do twego serca przez Najświętszy Sakrament, aby się z tobą zjednoczył, dopomógł do pokonania skłonności nieporządnych. A to pragnienie Jezusowe jest tak wielkie, płomienne, iż przechodzi pojęcie człowiecze. Abyśmy jednak w części takowe wyobrazić sobie mogli, zastanówmy się nad dwiema rzeczami: naprzód, jak wielkie mądrość niestworzona ma upodobanie przemieszkiwać z nami i w nas, kiedy powiada: Rozkosze moje zostawać z synami człowieczymi (Przyp. VIII, 31.); kiedy woła: Synu! daj mi serce twoje (Przyp. XXIII, 26.). Po wtóre, jak ta mądrość, świątobliwość Boska, nienawidzi nieskończenie grzechu, z powodu, że on zrywa, niszczy tę jedność, skojarzenie jakie Bóg pragnie mieć z nami, że on jest wprost przeciwnym Jego Boskim doskonałościom. Bóg bowiem będąc dobrem najwyższym, światłem najczystszym, pięknem bez najmniejszej skazy, jakżeby mógł nie mieć w największej nienawiści grzechu, kiedy grzech jest złością, ciemnościami, obrzydliwością, zepsuciem? Bóg tak nienawidzi grzechu, iż wszystko co kiedykolwiek działał, bądź w starym, bądź w nowym przymierzu, wszystko, co Syn Boży cierpiał w ciągu śmiertelnego życia i w czasie męki, działał i cierpiał w zamiarze zniszczenia panowania grzechu. Najwięksi i najuczeńsi święci wyraźnie utrzymują, że Bóg zezwoliłby, aby Syn Jego jedyny i tak Mu miły, jeszcze tysiąc razy śmierć cierpiał, gdyby potrzeba było dla zgładzenia naszych win, nawet najmniejszych.

Poznawszy dobrze w tych dwóch uwagach choć niedokładnie, jak mocno Zbawca pragnie wnijść do naszego serca i wykorzenić z niego wspólnych i Jego i naszych wrogów, pragnijmy wzajem w podobnych co On zamiarach i pobudkach przyjmować Go do serca, z największym, z najgorętszym pożądaniem. Nadzieja przyjścia Jezusa do serca, wzmocni naszą odwagę, uzbroi do nowej utarczki, naprzeciw tej panującej skłonności, którą zwalczyć usiłujemy; zachęci do czynienia coraz nowych aktów cnoty, owej skłonności przeciwnej. Takowe rozmyślanie i pragnienie niech będzie twym szczególnym zajęciem synu, wieczorem w przeddzień Komunii, na zaraniu przed zbliżeniem się do Stołu Aniołów.

Kiedy już będziesz gotowym do przyjęcia Zbawcy, przedstaw sobie synu, w umyśle wszystkie usterki, od ostatniej popełnione Komunii, i dla wzbudzenia w sobie potrzebnego za nie żalu, wystaw sobie, żeś popełnił twe winy z tak zuchwałą śmiałością, jak gdyby Bóg nie umarł na krzyżu dla naszego zbawienia; napełnij potem wstydem i bojaźnią swą duszę, a widząc jak drobną, znikomą rozkosz, jak podłe zadowolenie twej zepsutej woli, przeniosłeś nad posłuszeństwo, któreś winien twemu Najwyższemu Panu, opłakiwać będziesz twe zaślepienie i brzydzić się twą niewdzięcznością. Lecz zastanawiając się potem, że mimo całej niewdzięczności i niewierności twojej, ten Bóg pełen miłosierdzia, daje nam siebie samego i wzywa nas, abyśmy Go przyjęli, pokwapisz się do Niego synu, z ufnością, otworzysz Mu twe serce, aby wszedł, zamieszkał w nim jako Pan i wnet zamkniesz zaraz to mieszkanko, gdzie Pan wejść raczył, z obawy, aby tam nie wcisnęła się myśl jaka nieczysta.

Kiedy już przyjmiesz w Komunii Pana, skupisz się w sobie samym; złożysz Mu Synu, hołdy czci i wielbienia i powiesz: O Boże! Ty widzisz, przenikasz wszystkie tajnie duszy mojej, poznajesz wszelkie złe skłonności, co mnie wiodą do grzechu; poznajesz jak ta skłonność np. niecierpliwości, szczególniej naciera na mnie, a ja z siebie nie mam wcale mocy, abym się jej oparł, do Ciebie przeto uciekam się Panie, Ty walcz za mnie, bo od Ciebie i z Tobą jedynie spodziewam się zwycięstwa. Następnie zwrócisz się synu do Ojca Przedwiecznego, ofiaruj Mu Jego własnego najmilszego Syna, którego dać ci raczył, którego w głębi serca posiadasz; ofiaruj Mu Go na podziękę za te dobrodziejstwa i błagaj przez Niego o pomoc, o możność pokonania siebie samego. Na koniec, uczyń mocne postanowienie mężnego walczenia przeciw wrogowi, który się tobie najbardziej naprzykrza, i miej nadzieję pokonania go, czyniąc bowiem to wszystko, co w mocy jest naszej, prędzej lub później nie omieszka Pan przybyć nam z pomocą.

ROZDZIAŁ LV. Jak się mamy gotować do Najświętszej Komunii, jak wzbudzać w sobie akt miłości Boskiej

Synu, jeżeli pragniesz aby Komunia święta zrodziła w tobie morze miłości Boskiej, wspomnij jak cię Bóg ukochał, już wieczorem w przeddzień Komunii, rozważ, że Pan którego majestatu i potęgi nie masz granic, nie przestał na tym, że cię stworzył na swój obraz, że posłał jedynego Syna swego na ziemię, aby znojem i ciągłymi trzydziestu trzech lat trudami, swoją śmiercią krzyżową, zarówno bolesną jak ohydną oczyścił twe winy; ale co więcej jeszcze, przedstawia ci tegoż Syna w Najświętszym Sakramencie, jako pokarm, jako ucieczkę we wszystkich twych potrzebach.

Przypatrz się synu, jak ta miłość jest wielką, jak w swoim rodzaju osobliwą.

1) Co do trwania i czasu, ta miłość Boska jest odwieczną, bez początku, bo jak Bóg jest odwiecznym, tak przed wszystkimi wieki umiłował każdego z ludzi, umiłował aż do zapragnienia, aby Syn Jego najmilszy, w sposób tak niezwykły za nas był wydany. Rozrzewniony tą myślą, odzywaj się do Pana: Zaledwie pojąć mogę, że stworzenie tak nikczemne jak ja jestem, tak umiłowałeś Panie, iż przed wszystkimi wieki nim zajmować się, o nim myśleć raczyłeś, tak dalece, żeś już wtenczas Syna swego jednorodzonego, Jego krew, Jego ciało za pokarm dać mi postanowił.

2) Wszelki zapał, zamiłowanie, jakie można mieć do jakiej rzeczy stworzonej, ma swe granice, na których się zatrzymuje, poza które dalej nie sięga; miłość jedynie Boga ku nam nie ma granic i miary, z tej bezmiernej miłości posyła nam swego Syna, we wszystkim sobie równego, jednejże natury, też same co On przymioty posiadającego. Miłość zatem Boska tak jest wielka, jak sam dar który nam jest dany, a dar tak wielki jak miłość; dar jest nieskończony, więc i miłość takoż jest nieskończoną, nad którą nic już więcej wymyśleć nie można.

3) Bóg nas ukochał nie z potrzeby, nie tłoczony musem, ale dobroć Jego niewymowna, do takiego obsypania nas dary, przywiodła.

4) Żadnej nie dokonaliśmy jeszcze sprawy, żadnej nie mieliśmy zasługi do tej miłości; jeżeli nas Bóg ukochał bez miary, wszystko winniśmy Jego miłosierdziu.

5) Miłość którą Bóg ma ku nam, jest najzupełniej czystą, nie masz w niej nawet cienia interesownej, światowej przychylności. Nie jesteśmy wcale potrzebnymi Bogu, nie przyczyniamy się do Jego szczęścia, bo On sam w sobie niezawiśle od nas posiada pierwoźródło wszelkiego szczęścia, wszelkiej chwały; jeśli cię synu, nieskończonymi obsypuje dary, nie ma On żadnej swojej, ale twoją korzyść, twój pożytek na celu.

To rozważywszy, mówić możesz: Któżby mógł mniemać Panie i Boże, że Ty nieskończenie potężny, mądry i wielki, raczysz kierować swe serce ku mnie stworzeniu tak nędznemu, tak podłemu? Coć się we mnie spodobać mogło o Boże, czego możesz spodziewać się po mnie, który prochem i nicestwem jestem? Miłość płomienna co Cię trawi Boże, ten ogień co mnie oświeca, wskazuje mi wyraźnie Twój jedyny zamiar od wszelkiego interesu wolny. Dając się samego, całego w tym Sakramencie miłości, nie pragniesz Panie czego innego, jak tylko, abyś mnie przeistoczył w siebie, abym ja w Tobie, a Ty Boże, żył we mnie; aby w tym cudownym tak ścisłym zespoleniu moje serce, z Twoim stanowiło jedno, abym ja me ziemskie, zamienił w duchowe, Twoje własne serce.

Potem synu, przejdziesz w uczucia podziwu i radości, na widok tych wszystkich znamion, jakimi Syn Boży swą łaskawość i miłość ku nam okazać raczył; na widok jak On pragnie pozyskać jedynie nasze serca, oderwać nas od wszelkich stworzeń, a pociągnąć ku sobie, nas nikczemnych, nas niegodnych. I poświęć się synu, temu Panu, na całopalną ofiarę: pamięć, rozum, wola, wszystkie zmysły, wszystko w tobie niech działa jedynie dla chwały i miłości ku Panu i w zamiarze się Jemu podobania.

Następnie zastanawiając się, że prócz łaski Boga nic nie jest zdolne nas przysposobić do godnego przyjęcia Pana w Najświętszym Sakramencie utajonego, otwórz synu, twe serce Panu i usiłuj strzelistymi z głębi duszy płynącymi błagalnymi modłami, krótkimi, ale płomiennymi westchnieniami, sprowadzić tę łaskę do serca. Wołaj w ten lub podobny sposób: O Niebian uczto, kiedyż ta szczęśliwa zbliży się chwila, abym zgorzał dla Ciebie strawiony ogniem Twojej miłości! Kiedyż o miłości niestworzona, chlebie żywy, kiedyż przestanę żyć sobie, abym żył jedynie Tobie i Tobą! O manno niebiańska, życie moje, żywocie błogi, wieczny, kiedyż zbrzydzę sobie wszystko ziemskie, abym się Tobą napawał jedynie. O najwyższe dobro, o cała radości moja, kiedyż się to stanie? Ach Panie! od tej chwili otrząśnij serce moje, wyrwij ono od wszelkich złych skłonności i bezprawia, przystrój je w cnoty Twoje, potłum Panie wszelką w nim żądzę, jedną tylko zostaw, aby Ciebie kochało, Tobie przypodobać się starało. Tak przyozdobione me serce, Tobie jedynie otworzę i z jękiem tęsknoty błagać będę, abyś wszedł do niego Panie, a jeżeli potrzeba, użyję nawet słodkiego gwałtu, aby Cię Panie zniewolić niejako do wnijścia. O wnijdź jedyny mój skarbie, jedyne me dobro do serca mego, wszystko tam niech będzie gotowe, posłuszne Twej woli i na Twe skinienia.

Takimi uczuciami pełnymi rzewności, przysposabiaj synu, serce i w przeddzień Komunii wieczorem i na zaraniu, tego dnia błogiego. Gdy się zaś zbliży chwila Komunii, wspomnij synu, kto jest Ten, co idzie do ciebie. Jest to Syn Boga żywego, przed którym nawet niebiosa się chwieją, drżą wszystkie potęgi; jest to Święty nad Świętymi, Zwierciadło bez skazy, czystość niestworzona, przed którym wszelkie stworzenie jest nieczyste, to jest ten Bóg upokorzony, co będąc życia i śmierci Panem, dla ludzi, dla twego synu, zbawienia, stał się podobnym niby robakowi ziemi, igrzyskiem wściekłego motłochu; dozwolił być pomiotłem, nóg potrącaniem, urągowiskiem, okrytym plwocinami, przybitym wśród zbrodniarzy do krzyża. Uważ znowu co ty jesteś, synu, w rzeczy samej jesteś niczym, a skutkiem grzechu stałeś się nikczemniejszym niż najpodlejsze bezrozumne stworzenia; stałeś się jeńcem piekła. Uważ dobrze, że zamiast wdzięczności, jaką winieneś Zbawcy za Jego nieskończone dobrodziejstwa, posunąłeś się do najokrutniejszej Boga obrazy, posunąłeś się aż do zdeptania krwi za ciebie przelanej, będącej ceną twego odkupienia. Jednakże synu, nie zważając na tak czarne twe niewdzięczności, Bóg jest niezmienny w dobroci i miłość swą posuwa tak daleko, iż cię prosi, wzywa do swej uczty, nie tylko cię nie wyłącza od niej, ale grozi swą niełaską, śmiercią nawet, gdybyś przystąpić się ociągał. Chociaż w Jego oczach wydajesz się trądem okryty, wielce chromy, ociemniały, opuchły, głuchy, opętany, cuchnący, pełny grzechów i bezprawia, jednakże ten Ojciec miłosierdzia nie uchodzi przed tobą, nie odwraca swego Oblicza od ciebie, ale owszem, zawsze jest gotów na twoje przyjęcie i tego tylko po tobie wymaga:

1. Abyś żałował, bolał w sercu swoim nad tym, żeś Ojca tak dobrego obraził.

2. Abyś wszelki grzech, nawet powszedni, miał w największej nienawiści.

3. Abyś zawsze chętnie i gorliwie był gotów i wykonywał wolę Pana.

4. Abyś nadto, miał nadzieję, iż ci wszystkie Pan odpuści winy, oczyści od wszelkiego brudu, obroni od natarczywości wrogów.

Przejęty w duchu myślą i pamięcią jak Bóg samychże kocha grzeszników, do Niego z ufnością przychodzących, zbliżaj się synu do Stołu Pańskiego z bojaźnią i drżeniem, ale zarazem nadzieją, a nade wszystko synowską miłością, mówiąc: Panie nie jestem godzien Cię przyjąć, albowiem tak często i ciężko Cię obraziłem, a zadość za me winy nie uczyniłem i uczynić nie mogę. Panie nie jestem godzien Cię przyjąć, albowiem pozostaje jeszcze we mnie jakieś upodobanie w stworzeniach, nie zacząłem Cię jeszcze miłować nade wszystko i służyć ze wszystkich sił moich. Panie nie jestem godzien Cię przyjąć, bom nie jest czysty, nie jestem wolny od powszednich grzechów. Z tym wszystkim, wspomnij Panie na dobroć i miłosierdzie Twoje, na obietnicę Twoją, uczyń mnie godnym, spraw, abym z wiarą i miłością mógł przystąpić i przyjąć Ciebie.

Kiedyś już przyjął Pana i Boga do serca, wnijdź w siebie, zbierz wszystkie twe władze duszy, zamknąwszy się w sercu twoim z Panem, odzywaj się w te lub podobne słowa: O Wszechwładny niebios Panie, cóż spowodowało, żeś zstąpił z nieba aż do mnie tak nędznego, podłego, obrzydłego stworzenia? Pan ci wnet odpowie: Miłość. A ty mów dalej: O Miłości niestworzona, czego pragniesz, co chcesz abym czynił? I usłyszysz odpowiedź: Niczego nie pragnę tylko miłości. Nie chcę, aby inny w twym sercu gorzał płomień, prócz ognia Mej miłości: ten ogień niech cię ogarnie, niech strawi wszystkie twe nieczyste, nieporządne skłonności i chuci, niech strawi wolę twoją i uczyni Mi z niej przyjemną wonności ofiarę. Tego zawsze pragnąłem, tego i teraz pragnę. Chcę być zupełnie twoim, i żądam, abyś wzajem całkowicie został Moim, co być inaczej nie może, tylko wtenczas, jeżeli zastosujesz się do woli Mojej, a wyrzeczesz własnej tak zawsze skłonnej do dogadzania sobie, tak świat i jego względy miłującej. Wiedz zatem, że pragnę, abyś miał w nienawiści siebie, a Mnie ukochał, abyś oddał Mi twe serce, celem zjednoczenia z Moim, otwartym dla ciebie na krzyżu. Nieskończoności Mnie od ciebie dzieli przestrzeń, mimo to, chcę aby pewny rodzaj równości, zbliżenia nastąpił między Mną a tobą. Dając się tobie całkowicie, pragnę, abyś Mi się oddał zupełnie, a gdy się staniesz Moim, to Mi wystarczy, to Mnie zadowoli. Szukaj Mnie jedynie, o Mnie myśl, Mnie słuchaj, na Mnie spoglądaj. Ja niech się stanę jedynym twych myśli, twych pragnień przedmiotem, ze Mną i we Mnie działaj wszystko, niech Moja wielkość nieskończona twoje ogarnie nicestwo, we Mnie szukaj szczęścia swego, a Ja serce Moje złożę w tobie.

Po takich pełnych słodyczy słowach, przedstaw Ojcu Przedwiecznemu ukochanego Jego Syna, podziękuj Mu naprzód, że udarować cię raczył tak niewymowną łaską, że ci dał Tego Syna. Po wtóre: błagaj przez drogiego Jezusa, abyś mógł pozyskać potrzebny ratunek i pomoc już dla siebie, już dla świętego Kościoła, już dla twych krewnych i tych, z którymi cię jakie bądź węzły przyjaźni, wdzięczności, lub inne kojarzą, już wreszcie za konających, za dusze w czyśćcu cierpiące, i połącz tę ofiarę z ofiarą, którą Jezus dokonał na krzyżu, kiedy okryty cały krwią i ranami przedstawił siebie Ojcu Przedwiecznemu, jako całopalenie dla zbawienia świata. W tym zamiarze i intencji możesz synu, ofiarować Bogu, wszystkie Msze św., jakie w dniu tym odprawują się po całym chrześcijaństwie.

ROZDZIAŁ LVI. O Komunii duchowej

Raz tylko na dzień możesz synu, komunikować sakramentalnie, ale duchowo, jakeśmy powiedzieli, możesz w każdej komunikować dnia chwili; niedbalstwo tylko, albo inna podobna niebaczność, może cię tego pozbawiać szczęścia. Komunia zaś duchowa dokładnie odbyta, pożyteczniejszą jest niekiedy i przyjemniejszą Bogu nad sakramentalną z małym przygotowaniem i ostygle przyjętą. I jeśli się dobrze przysposobisz do takowej Komunii duchowej, Syn Boży będzie zawsze gotów dać siebie duchowym sposobem na pokarm dla twej duszy.

Gotując się zatem do duchowej Komunii, zwróć synu twą myśl ku niebios Panu, rozważ wielość upadków, którymi obraziłeś Pana, obżałuj takowe serdecznie. Następnie z żywą wiarą i głębokim uszanowaniem, błagaj Pana, aby raczył nawiedzić twą duszę, wylał na nią swe łaski, uleczył twe słabości i nędze, wzmocnił cię przeciw wszelkim napaściom wrogów. Ilekroć masz sposobność umartwić twą skłonność nieprawą, lub wykonać jaki akt cnoty, nie omieszkaj zarazem przygotować serca twego, na przyjęcie Syna Bożego, bo On nieustannie twego serca się domaga; skieruj twą myśl, twe modły do Niego i proś, aby przybył do serca twego, jako lekarz dla jego uleczenia, jako obrońca dla podania ci mocy przeciw nieprzyjacielskim zastępom, jako Pan do swej własności, aby nic więcej prócz Jezusa nie zaprzątało zamieszkania w twym sercu.

Przypominaj sobie jednocześnie synu, ostatnią twą sakramentalną Komunię, i cały przenikniony miłością ku Panu, przemawiaj do Niego: Kiedyż o Boże! będę znowu miał szczęście przyjęcia Ciebie, kiedyż ta błoga nadejdzie chwila?

Jeśli zaś z większą pobożnością zamierzasz się przygotować do duchowej Komunii, przysposabiaj do tego serce już dnia poprzedniego, i we wszystkich umartwieniach, we wszystkich twych sprawach, to jedynie miej na celu, abyś godnie choć duchowo mógł przyjąć Pana i Zbawcę.

Na zaraniu, przy pierwszym zaraz ocknieniu, zwróć myśl twoją na to, jak wielkie jest szczęście duszy, gdy godnie przyjmie Boga; albowiem przez takie przyjęcie odzyskuje utracone cnoty, do pierwotnej wraca czystoty, uczestniczy w zasługach krzyża; wykonywa sprawę nader miłą Ojcu Przedwiecznemu, który pragnie, aby wszyscy uczestniczyli w tym niebian bankiecie. Usiłuj wzbudzić w sobie płomienne pragnienie przyjęcia Jezusa, w zamiarze podobania się Jemu, albowiem On zakłada swą rozkosz na tym, że się daje ludziom, i w takim usposobieniu wznoś głos do Pana: Boże, nie jestem dziś godzien, abyś rzeczywiście, sakramentalnie, zeszedł do serca mego, spraw przynajmniej Panie swoją dobrocią i potęgą, abym oczyszczony od win popełnionych, zleczony z ciężkich ran grzechowych, mógł Cię choć duchowym przyjmować sposobem, teraz i co dzień i w każdą dnia godzinę, abym wzmocniony nową Twą łaską, mógł się mężnie opierać nieprzyjaciołom duszy, a zwłaszcza temu, przeciwko któremu, z miłości ku Tobie szczególniej, wypowiedziałem wojnę.

ROZDZIAŁ LVII. O składaniu podzięk Bogu

Wszelkie dobro jakie posiadamy, albo wykonywamy, od Pana pochodzi, słuszną zatem jest rzeczą, abyśmy nieustanne składali Mu dzięki za wszystkie sprawy dobre cośmy dokonali, za zwycięstwa jakieśmy nad sobą odnieśli, za wszystkie w ogólności lub po szczególe dobrodziejstwa, jakie z Jego Opatrznej otrzymujemy ręki. Abyś dokładniej ten dziękczynny dopełnił obowiązek, uważ przede wszystkim, jaki jest zamiar Boga w udarowaniu nas tak hojnie, tak szczodrze rozlicznymi dobrodziejstwy, a wnet poznasz jak pragnie abyśmy za nie wdzięcznymi byli.

Ponieważ we wszystkim, co Bóg działa, zamierza głównie swą chwałę i nasz pożytek, w pociągnieniu nas do swej służby, wnijdź przeto synu, do serca twojego i tak tam w skupieniu ducha rozważaj: O jakże w darach Boskich przedstawia mi się potęga, mądrość i nieskończona dobroć Boga! Następnie, zastanawiając się, iż sami z siebie nic nie mamy, co by zasługiwało na otrzymanie takowego dobrodziejstwa, że owszem nasza niewdzięczność czyni nas wszelkiego daru niegodnymi, odzywaj się synu, w pokorze do Pana: Ach Boże! skądże mi to szczęście, iż raczysz zwracać swe oko na mnie, najnikczemniejsze stworzenie? Jakaż niewypowiedziana Twa miłość, że w niewymownej dobroci swojej, obsypujesz dary swymi tak nędznego grzesznika? Niechże imię święte Twoje po wszystkie uwielbione będzie wieki! Zwracając na koniec swą uwagę, że za wszystkie dary jakich ci Bóg udziela, domaga się tylko abyś Go kochał i służył Mu, wzbudzisz w sobie synu, uczucia najżywszej miłości ku tak dobremu Bogu, i mocne pragnienia, wykonywać we wszystkim Jego świętą wolę i wreszcie ofiarujesz się zupełnie Panu w sposobie, jaki ci podajemy w następnym rozdziale.

ROZDZIAŁ LVIII. O ofiarowaniu się Bogu

Aby nasze ofiarowanie, poświęcenie się było przyjemnym Bogu, na dwie główne rzeczy należy zwracać uwagę. Naprzód, jako Syn Boży żyjąc na ziemi, nieustannie oddawał się Ojcu Przedwiecznemu, abyśmy również całkowicie i we wszystkim oddawali się Bogu. Po wtóre, aby wola i serce nasze oderwane było zupełnie od wszelkiego przywiązania do stworzeń.

Co do pierwszego: Uważ, że Pan i Zbawca nasz żyjąc na ziemi, ofiarował Ojcu Przedwiecznemu nie tylko swą własną osobę i wszystkie swe sprawy, ale nadto wszystkich ludzi i wszelkie ich czynności. Twoją przeto nędzną ofiarę przyłącz synu, do Jezusowej, aby przez zespolenie z Boską ofiarą, twoje niedołężne poświęcenie i oddanie się Panu uświątobliwione zostało.

Co do drugiego: Wprzód nim przystąpisz do oddania się Panu, staraj się, abyś w sercu twoim żadnego nie miał przywiązania do stworzenia. Jeśli zatem czujesz, że twe serce niezupełnie jest wolne od nieporządnego upodobania w stworzeniu, ucieknij się do Boga, błagaj, aby pozrywał te wszystkie węzły co by mogły cię zatrzymywać i przeszkadzać w zupełnym należeniu do Pana. Jest to rzecz nader ważna, ktokolwiek bowiem będąc niewolnikiem jakiego stworzenia, zamierza oddać się Panu, ten pragnie oddać Mu rzecz i przedmiot, któren już odstąpił komu innemu i którego on nie jest panem; działać przeto w sposób taki, nie jestże żartować z Boga? Stąd pochodzi, że chociaż tak często oddawaliśmy się Panu, niby na całopalenie, nie tylko nie postępujemy w cnocie, ale co gorsza, upadamy w coraz nowe usterki i grzechy.

Możemy wprawdzie niekiedy ofiarować się i oddać Bogu, kiedy w nas pozostaje jeszcze jakieś przywiązanie do rzeczy ziemskich, lecz to tylko w tym razie i celu, abyśmy do nich wstręt uczuli i potem mogli już bez przeszkody poświęcić się na służbę Panu: takie oddawanie się Bogu, często, z wielkim zapałem powtarzać należy.

Ofiarowanie się nasze Bogu ma być zupełnie czyste, bezinteresowne; wola nasza powinna być całkowicie zniszczona, zapomniana. Nie zwracajmy uwagi ani na dobra ziemskie, ani nawet duchowe i niebiańskie, ale jedynie miejmy na celu wolę Boga. Uwielbiajmy Jego Opatrzność i poddawajmy się Jego wyrokom. Poświęćmy dla Pana wszystkie nasze skłonności, i zapominając o rzeczach stworzonych, odzywajmy się do Niego: O Boże Stwórco mój! niechże już do Ciebie całkowicie należę, poddaję się zupełnie woli Twojej, czyń Panie ze mną co Ci się podoba, tak w życiu, jak przy śmierci i po skonie; czyń co chcesz ze mną i w czasie i w wieczności. Jeżeli to wszystko w prawdzie i szczerocie serca mówić, jeżeli w rzeczy samej takimi uczuciami przeniknieni będziemy, co najlepiej dopiero w czasie przeciwności się okaże, w krótkim czasie znakomite zbierzemy zasługi, które się nam staną nieskończenie kosztowniejszymi, niż wszystkie bogactwa ziemi; my będziemy wtenczas Boskimi, a Bóg będzie naszym. Bóg bowiem daje się wszystkim tym co się wyrzekają i siebie samych i wszelkich stworzeń, aby żyli jedynie dla Niego. Zaiste, to jest potężny środek służący do zwalczenia wrogów naszych; albowiem jeżeli przez poświęcenie, oddanie się zupełne Bogu, my tak już należymy do Boga, iż wzajem Bóg należy całkowicie do nas, jakiż nieprzyjaciel, jakiż wróg będzie zdolnym nam zaszkodzić?

Przechodząc teraz do szczegółów, jeżeli pragniesz synu, twe posty, czuwania, modły, akty cierpliwości i tym podobne dobre sprawy składać w ofierze Bogu, wspomnij przede wszystkim na posty, czuwania, modły, święte sprawy jakie Syn Boży na ziemi wykonywał, i całą nadzieję pokładając w zasługach Jego, przedstawiaj je Ojcu Przedwiecznemu. Jeżeli zaś pragniesz synu, cierpienia Jezusowe ofiarować Ojcu miłosierdzia, na zadośćuczynienie za swe grzechy, możesz to dopełnić w sposobie następującym. Wystaw naprzód sobie wszelkie zdrożności, bezprawia twego życia, a przekonany, że sam nie możesz przebłagać sprawiedliwego w swych sądach Sędziego, że sam nie możesz zadośćuczynić Jego sprawiedliwości, ucieknij się do życia i męki Zbawcy naszego. Przypominaj potem Zbawcy, że kiedy pościł, czuwał, krew wylewał, wtenczas swe sprawy, swe cierpienia ofiarował Ojcu Przedwiecznemu, dla pozyskania nam dokładnego przejednania; i tak możesz mówić: Widzisz o Boże! iż stosownie do woli Twojej, i w zadośćuczynieniu sprawiedliwości Twojej, za me winy, mianowicie za grzech N… przedstawiam Ci post lub czuwanie… Jezusa; nie przez wzgląd na mnie, ale na Syna Twego, racz mi Ojcze przebaczyć i przyjąć w liczbę wybranych.

Tak zatem synu, łącz twe modły z Jezusowymi, i błagaj Ojca Przedwiecznego, aby przez zasługi i mękę Syna swego, udzielić ci raczył miłosierdzia i zlitowania. To zaś dopełniać możesz przy każdym rozmyślaniu nad życiem lub śmiercią krzyżową Zbawcy naszego, nie tylko przy przejściu z jednej tajemnicy do drugiej, ale nadto przy każdej okoliczności jaką rozważasz w sprawach Pana. Czy to modlisz się za siebie, czy wreszcie za innych, niech zawsze i wszystko będzie przedstawiane Ojcu na Niebiosach, przez zasługi i mękę Syna Jego, Jezusa Chrystusa.

===============================

Utarczka duchowa inaczej Walka duchowa, czyli nauka poznania, pokonania samego siebie, i dojścia do prawdziwej doskonałości chrześcijańskiej (12)

Utarczka duchowa czyli nauka poznania, pokonania samego siebie, i dojścia do prawdziwej doskonałości chrześcijańskiej. Przez Księdza Scupoli, Teatyna. Przełożył z francuskiego X. S. U. W. C. (Ks. Stanisław Ulanecki), Warszawa 1858.

Książkę postaci papierowej można nabyć tutaj:

https://ksiegarnia-armoryka.pl/Utarczka_duchowa_Wawrzyniec_Scupoli.html

Maurice Duverger: Factors in a Two-Party and Multiparty System


Maurice Duverger, in Party Politics and Pressure Groups
(New York: Thomas Y. Crowell, 1972), pp. 23-32.

The Technical Factor: The Electoral System

To these socio-economic and historical factors a technical factor must be added: the electoral system. I expressed its effects in 1946 in the formulation of three sociological laws: (1) a majority vote on one ballot is conducive to a two-party system; (2) proportional representation is conducive to a multiparty system; (3) a majority vote on two ballots is conducive to a multiparty system, inclined toward forming coalitions.

The brutal finality of a majority vote on a single ballot forces parties with similar tendencies to regroup their forces at the risk of being overwhelmingly defeated. Let us assume an election district in which 100,000 voters with moderate views are opposed by 80,000 communist voters. If the moderates are divided into two parties, the communist candidate may well win the election; should one of his opponents receive more than 20,000 votes, the other will be left with less than 80,000, thereby insuring the election of the communist. In the following election, the two parties with moderate views will naturally tend to unite. Should they fail to do so, the weaker party would gradually be eliminated as a dual consequence of „under-representation” and „polarization.” Under representation is a mechanical phenomenon. Elections determined by a majority vote on one ballot literally pulverize third parties (and would do worse to fourth or fifth parties, if there were any; but none exist for this very reason). Even when a single ballot system operates with only two parties, the one that wins is favored, and the other suffers. The first one is over-represented–its proportion of seats is greater than its percentage of the votes-while the party that finishes second is usually under-represented–its proportion of seats is smaller than its percentage of the votes. The English, with their two-party system, have expressed this phenomenon by the law of the cube: the relationship in the percentage of seats held by the two parties would be equal to the relationship of the cubes of the percentages of the votes received (if a and b are the percentages of the votes, and a’ and b’ the percentages of theseats, then we find that a’ / b’ = a3 / b3).

[Janda’s note: The cube law attempts to predict the percentage distribution of seats won in parliament from the percentage distribution of the electoral vote in a two-party system. If the parties divide the vote 50-50, each would win 50% of the seats. But as a party’s vote increases over 50%, the percentage of seats won is not linear, but curvilinear. That is, each percentage point advantage in vote won yields more than one percentage point increase in seats won. This curvilinear relationship can formulated mathematically. The ratio of seats won equals the ratio of the cubes of the votes won.]

When there is a third party, it is even more under-represented than the second. The gap is generally quite large, with the proportion of seats far below the proportion of the votes received. In 1964, the British Liberal party received 11.2 per cent of the votes cast, but only 1.4 per cent of the parliamentary seats. This under-representation tends to eliminate the effects of any votes cast for a third party. But voters are aware of this phenomenon. They also know that a division of votes between two parties holding similar views favors their common adversary. In the case mentioned before, the moderate voters would see clearly that a split between the moderate candidates guarantees a Communist victory: in a subsequent election they would drop the weaker of the two moderate candidates. Thus it is that voters tend to abandon the third party in order to concentrate their votes on the two strongest parties. This tendency toward polarization, a psychological phenomenon, strengthens the mechanical factors conducive to a two-party system.

In a system of proportional representation, the situation is quite different. The very principle of proportional representation explains the multiplicity of parties it produces. Since every minority, no matter how weak it may be, is assured of representation in the legislature, nothing prevents the formation of splinter parties, often separated only by mere shades of opinion. If the conservative party has 6 million votes in the country, corresponding to 300 seats in parliament, and if it splits into three groups about equal in numbers, proportional representation will give each of these about a hundred deputies, and the conservative family will have the same strength in parliament. In other respects, this electoral system does not encourage parties to unite. A coalition is useless from an electoral point of view since the entire system tends to permit everyone to take his chances at the polls.,Hence the reciprocal independence of the political parties.

In a system in which elections arc decided by a majority vote on the second of two ballots, political parties are numerous because the existence of a second ballot permits each party to test its chances on the first one without risking irrevocable defeat through the splintering of parties holding similar views; the regrouping occurs on the second ballot through the game of „withdrawals.” Let us again use the illustration of an election district in which the conservatives have 100,000 voters and the communists, 80,000. If the conservative electorate divides into two parties, with the first receiving 60,000 votes and the second, 40,000, while the communists vote as a bloc on the first ballot, there will still be a second ballot. For the second round, the weaker conservative candidate will withdraw. His supporters will switch their votes to the stronger candidate, who will normally be elected. New parties can thus multiply, but they are usually driven to form alliances with one another to check their opponents by means of „retreats” and „withdrawals.” The second ballot is essentially a voting by coalitions, as was seen in France during the Third Republic and in Imperial Germany, the two large countries that have practiced this system.

Although the preceding laws have been much discussed, often in heated debate, they have never been seriously challenged. The criticism directed against them has not questioned the reality of the phenomenon they express, which is fairly obvious, as much as the precise extent of its influence. It is clear that an electoral reform by itself will not create new parties: parties are a reflection of social forces; they are not born of a simple legislative decision. We can be sure that the relationship between electoral systems and party systems is not something mechanical and automatic. A given electoral regime does not necessarily produce a given party system; it simply exerts an influence in the direction of a particular type of system; it is a force, acting in the midst of other forces, some of which move in an opposite direction. It is also clear that the relationship between electoral and party systems is not a one-way phenomenon; if a one-ballot vote tends toward a two-party system, a two party system also favors the adoption of a single ballot voting system.

The exact role of the electoral system seems, in the last analysis, to be that of an accelerator or that of a brake. An election by a majority vote on a single ballot has a dual effect: first, it poses an obstacle to the appearance of a new party, although this obstacle is not insurmountable (the role of a brake); secondly, it tends to eliminate the weakest party (or parties) if there are more than two (the role of an accelerator). The braking effect was noticeable in Great Britain at the end of the nineteenth century, in the face of a socialist drive, and again after World War 1, in the face of communist and fascist movements. The accelerating effect was even more apparent in the case of the Liberal party, which was practically eliminated in fifteen years (1920-35), although it retains a certain number of supporters who are compelled by the electoral system to choose between Conservatives and Labourites. Deciding by a majority vote on one ballot accelerated in Great Britain the substitution of a two-party system for any other kind.

Proportional representation plays just the opposite role. It does not slow down the development of new parties. It passively registers their appearance, sometimes amplifying the vibrations they generate, like an echo chamber or a seismograph. (In order to check this tendency, proportional representation is rarely applied in toto; it is modified by such measures as permitting local districts to apportion residual votes and by establishing rules regarding the percentage of votes required to gain representation in the legislative assembly.) On the other hand, it retards the elimination of old parties which would otherwise tend to disappear as the social and political scene changes. The „salvaging” of the Belgian Liberal party through proportional representation, beginning in 1900, is a typical example of this phenomenon. Instead of giving way to a twentieth-century-style two-party system, the nineteenth-century system survived with the new system superimposed on it, producing an essentially three-party system (this was also the case in Germany and Austria), However, we must of course distinguish between old movements, deeply rooted among a portion of the population, and superficial movements reflecting temporary political moods or fashions. Proportional representation registers just as clearly the appearance as it does the disappearance of parties of this latter type. Typical examples were the case of „rexism” in Belgium, and, in France, the RPF [Rassemblement du Peuple Francais] in 1951, and Poujadism in 1956.

The results of the two-ballot majority system are similar to those of proportional representation, with a few differences. The two-ballot system seems to be more discouraging to the formation of new parties than proportional representation (but it is far less effective in this than the single-ballot majority vote). Perhaps it is also more helpful to older parties, but it is difficult to formulate any definite conclusions in this matter. Furthermore, it seems to present a certain barrier to brusque changes of political opinion, to movements reflecting momentary moods or impulses, to political groups that are „fashionable” but ephemeral (even though the example of the UNR [Union Nouvelle pour la Republique, the Gaullist party] in 1958 proved to be of a different kind: but the circumstances in this instance were very special). The sharpest difference with the system of proportional representation concerns electoral alliances, A coalition system par excellence, the two ballot regime can sometimes permit the formation of a dual system of alliances, introducing a sort of two-party system in the midst of a multi-party situation. This phenomenon was quite evident in France during the Third and the Fifth Republics, and in Germany from 1870 to 1914.

Having said all this, the fact remains that a change in the electoral system does not always have a decisive influence on the existing party system. However, it seems certain that if proportional representation were to replace the majority vote in Great Britain, a three-party system would appear before very long, making party splits within the ranks of the Labourites and the Conservatives much more likely. The influence of a one-ballot vote in maintaining an already established two-party system is beyond question. It is much less certain that the adoption of such an electoral system would destroy an already existing multiparty system and, for example, reduce to two the number of parties in France or Italy. In any event, a reform of this nature is inconceivable, because an election determined by a majority vote on a single ballot gives rise to unforeseen results when more than two parties are involved. Yet in the German Federal Republic and in Austria, such an electoral reform would very likely hasten the trend, already underway, toward a two-party system. Above all, it would prevent any move in the opposite direction by posing a serious obstacle to possible splits within the two major parties, and would also discourage the revival of small political parties.

Factors in a Two-Party and Multiparty System


Maurice Duverger, in Party Politics and Pressure Groups
(New York: Thomas Y. Crowell, 1972), pp. 23-32.

The Technical Factor: The Electoral System

To these socio-economic and historical factors a technical factor must be added: the electoral system. I expressed its effects in 1946 in the formulation of three sociological laws: (1) a majority vote on one ballot is conducive to a two-party system; (2) proportional representation is conducive to a multiparty system; (3) a majority vote on two ballots is conducive to a multiparty system, inclined toward forming coalitions.

The brutal finality of a majority vote on a single ballot forces parties with similar tendencies to regroup their forces at the risk of being overwhelmingly defeated. Let us assume an election district in which 100,000 voters with moderate views are opposed by 80,000 communist voters. If the moderates are divided into two parties, the communist candidate may well win the election; should one of his opponents receive more than 20,000 votes, the other will be left with less than 80,000, thereby insuring the election of the communist. In the following election, the two parties with moderate views will naturally tend to unite. Should they fail to do so, the weaker party would gradually be eliminated as a dual consequence of „under-representation” and „polarization.” Under representation is a mechanical phenomenon. Elections determined by a majority vote on one ballot literally pulverize third parties (and would do worse to fourth or fifth parties, if there were any; but none exist for this very reason). Even when a single ballot system operates with only two parties, the one that wins is favored, and the other suffers. The first one is over-represented–its proportion of seats is greater than its percentage of the votes-while the party that finishes second is usually under-represented–its proportion of seats is smaller than its percentage of the votes. The English, with their two-party system, have expressed this phenomenon by the law of the cube: the relationship in the percentage of seats held by the two parties would be equal to the relationship of the cubes of the percentages of the votes received (if a and b are the percentages of the votes, and a’ and b’ the percentages of theseats, then we find that a’ / b’ = a3 / b3).

[Janda’s note: The cube law attempts to predict the percentage distribution of seats won in parliament from the percentage distribution of the electoral vote in a two-party system. If the parties divide the vote 50-50, each would win 50% of the seats. But as a party’s vote increases over 50%, the percentage of seats won is not linear, but curvilinear. That is, each percentage point advantage in vote won yields more than one percentage point increase in seats won. This curvilinear relationship can formulated mathematically. The ratio of seats won equals the ratio of the cubes of the votes won.]

When there is a third party, it is even more under-represented than the second. The gap is generally quite large, with the proportion of seats far below the proportion of the votes received. In 1964, the British Liberal party received 11.2 per cent of the votes cast, but only 1.4 per cent of the parliamentary seats. This under-representation tends to eliminate the effects of any votes cast for a third party. But voters are aware of this phenomenon. They also know that a division of votes between two parties holding similar views favors their common adversary. In the case mentioned before, the moderate voters would see clearly that a split between the moderate candidates guarantees a Communist victory: in a subsequent election they would drop the weaker of the two moderate candidates. Thus it is that voters tend to abandon the third party in order to concentrate their votes on the two strongest parties. This tendency toward polarization, a psychological phenomenon, strengthens the mechanical factors conducive to a two-party system.

In a system of proportional representation, the situation is quite different. The very principle of proportional representation explains the multiplicity of parties it produces. Since every minority, no matter how weak it may be, is assured of representation in the legislature, nothing prevents the formation of splinter parties, often separated only by mere shades of opinion. If the conservative party has 6 million votes in the country, corresponding to 300 seats in parliament, and if it splits into three groups about equal in numbers, proportional representation will give each of these about a hundred deputies, and the conservative family will have the same strength in parliament. In other respects, this electoral system does not encourage parties to unite. A coalition is useless from an electoral point of view since the entire system tends to permit everyone to take his chances at the polls.,Hence the reciprocal independence of the political parties.

In a system in which elections arc decided by a majority vote on the second of two ballots, political parties are numerous because the existence of a second ballot permits each party to test its chances on the first one without risking irrevocable defeat through the splintering of parties holding similar views; the regrouping occurs on the second ballot through the game of „withdrawals.” Let us again use the illustration of an election district in which the conservatives have 100,000 voters and the communists, 80,000. If the conservative electorate divides into two parties, with the first receiving 60,000 votes and the second, 40,000, while the communists vote as a bloc on the first ballot, there will still be a second ballot. For the second round, the weaker conservative candidate will withdraw. His supporters will switch their votes to the stronger candidate, who will normally be elected. New parties can thus multiply, but they are usually driven to form alliances with one another to check their opponents by means of „retreats” and „withdrawals.” The second ballot is essentially a voting by coalitions, as was seen in France during the Third Republic and in Imperial Germany, the two large countries that have practiced this system.

Although the preceding laws have been much discussed, often in heated debate, they have never been seriously challenged. The criticism directed against them has not questioned the reality of the phenomenon they express, which is fairly obvious, as much as the precise extent of its influence. It is clear that an electoral reform by itself will not create new parties: parties are a reflection of social forces; they are not born of a simple legislative decision. We can be sure that the relationship between electoral systems and party systems is not something mechanical and automatic. A given electoral regime does not necessarily produce a given party system; it simply exerts an influence in the direction of a particular type of system; it is a force, acting in the midst of other forces, some of which move in an opposite direction. It is also clear that the relationship between electoral and party systems is not a one-way phenomenon; if a one-ballot vote tends toward a two-party system, a two party system also favors the adoption of a single ballot voting system.

The exact role of the electoral system seems, in the last analysis, to be that of an accelerator or that of a brake. An election by a majority vote on a single ballot has a dual effect: first, it poses an obstacle to the appearance of a new party, although this obstacle is not insurmountable (the role of a brake); secondly, it tends to eliminate the weakest party (or parties) if there are more than two (the role of an accelerator). The braking effect was noticeable in Great Britain at the end of the nineteenth century, in the face of a socialist drive, and again after World War 1, in the face of communist and fascist movements. The accelerating effect was even more apparent in the case of the Liberal party, which was practically eliminated in fifteen years (1920-35), although it retains a certain number of supporters who are compelled by the electoral system to choose between Conservatives and Labourites. Deciding by a majority vote on one ballot accelerated in Great Britain the substitution of a two-party system for any other kind.

Proportional representation plays just the opposite role. It does not slow down the development of new parties. It passively registers their appearance, sometimes amplifying the vibrations they generate, like an echo chamber or a seismograph. (In order to check this tendency, proportional representation is rarely applied in toto; it is modified by such measures as permitting local districts to apportion residual votes and by establishing rules regarding the percentage of votes required to gain representation in the legislative assembly.) On the other hand, it retards the elimination of old parties which would otherwise tend to disappear as the social and political scene changes. The „salvaging” of the Belgian Liberal party through proportional representation, beginning in 1900, is a typical example of this phenomenon. Instead of giving way to a twentieth-century-style two-party system, the nineteenth-century system survived with the new system superimposed on it, producing an essentially three-party system (this was also the case in Germany and Austria), However, we must of course distinguish between old movements, deeply rooted among a portion of the population, and superficial movements reflecting temporary political moods or fashions. Proportional representation registers just as clearly the appearance as it does the disappearance of parties of this latter type. Typical examples were the case of „rexism” in Belgium, and, in France, the RPF [Rassemblement du Peuple Francais] in 1951, and Poujadism in 1956.

The results of the two-ballot majority system are similar to those of proportional representation, with a few differences. The two-ballot system seems to be more discouraging to the formation of new parties than proportional representation (but it is far less effective in this than the single-ballot majority vote). Perhaps it is also more helpful to older parties, but it is difficult to formulate any definite conclusions in this matter. Furthermore, it seems to present a certain barrier to brusque changes of political opinion, to movements reflecting momentary moods or impulses, to political groups that are „fashionable” but ephemeral (even though the example of the UNR [Union Nouvelle pour la Republique, the Gaullist party] in 1958 proved to be of a different kind: but the circumstances in this instance were very special). The sharpest difference with the system of proportional representation concerns electoral alliances, A coalition system par excellence, the two ballot regime can sometimes permit the formation of a dual system of alliances, introducing a sort of two-party system in the midst of a multi-party situation. This phenomenon was quite evident in France during the Third and the Fifth Republics, and in Germany from 1870 to 1914.

Having said all this, the fact remains that a change in the electoral system does not always have a decisive influence on the existing party system. However, it seems certain that if proportional representation were to replace the majority vote in Great Britain, a three-party system would appear before very long, making party splits within the ranks of the Labourites and the Conservatives much more likely. The influence of a one-ballot vote in maintaining an already established two-party system is beyond question. It is much less certain that the adoption of such an electoral system would destroy an already existing multiparty system and, for example, reduce to two the number of parties in France or Italy. In any event, a reform of this nature is inconceivable, because an election determined by a majority vote on a single ballot gives rise to unforeseen results when more than two parties are involved. Yet in the German Federal Republic and in Austria, such an electoral reform would very likely hasten the trend, already underway, toward a two-party system. Above all, it would prevent any move in the opposite direction by posing a serious obstacle to possible splits within the two major parties, and would also discourage the revival of small political parties.

Mocny głos Brytyjczyków: NIC O NAS BEZ NAS !

Mocny głos Brytyjczyków: NIC O NAS BEZ NAS!

Tomasz J. Kaźmierski

elektronik, nauczyciel akademicki, profesor Uniwersytetu Southampton w Wielkiej Brytanii, rektor Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie w Londynie; współpracownik Ruchu na rzecz JOW od 1994 r.; e-mail: polonus.uk@gmail.com

http://jow.pl/mocny-glos-brytyjczykow-nic-o-nas-bez-nas/

W poniedziałek, 9 grudnia 2019 r., w porannym programie telewizyjnym BBC Breakfast, prezenter Dan Walker gościł Jo Swinson, liderkę Liberalnych Demokratów. Swinson po raz kolejny powtórzyła, że jeśli LibDems wygrają wybory i ona zostanie premierem, to natychmiast jej rząd zatrzyma proces wychodzenia Brytanii z Unii Europejskiej.  

Dan Walker powiedział na to: „Ale w ten sposób ignorujesz wolę 17,4 milionów ludzi wyrażoną w referendum”. Jo Swinson odpowiedziała, że nie zmieni swoich poglądów, bo jakaś „grupa dyskusyjna” (focus group) wyraża inne zdanie.

Porównanie decyzji podjętej w ogólnonarodowym referendum do opinii grupy dyskusyjnej, którą można zignorować, to było zdecydowanie za dużo. W systemie First-Past-the-Post aroganckie zachowanie polityka jest samobójstwem. W tym systemie każdy polityk jest wszak rozliczany indywidualnie, co daje narodowi wielką siłę polityczną.

Jo Swinson, której slogan wyborczy głosił: „Jo Swinson – następny premier Wielkiej Brytanii”, straciła swój mandat w okręgu East Durbantoshire w Szkocji, w którym wygrała uprzednio dwukrotnie, w 2005 r. i 2017 r. Oprócz niej, z Izby Gmin zniknęła cała plejada polityków wszystkich partii, od dłuższego czasu okazujących swym zachowaniem, że „wiedzą lepiej”, a wyborcy mają tylko patrzeć i słuchać: Dominic Grieve, Sarah Woolaston, David Gauke, Chuka Umunna, Anna Soubry, Sam Gyimah, który kandydował pół roku temu w wyborach lidera Partii Konserwatywnej oraz wielu innych.

Filozof Karl Popper w swym słynnym tekście z 1988 r. (The Economist 23.04.1988) podkreślał zalety systemu First-Past-the-Post m.in. w takich oto słowach:

„(…) the election day ought to be a Day of Judgment. As Pericles of Athens said in about 430 BC, although only a few may originate a policy, we are all able to judge it„.

[„dzień wyborów ma być Dniem Sądu. Jak Perykles z Aten powiedział około roku 430 p.n.e.: może niewielu tworzy politykę, ale wszyscy mamy możliwość jej sądzenia”.]

Wynik wyborów powinien wyprowadzić z błędu każdego, kto myślał, że Brytyjczycy nie użyją swej masowej, oddolnej siły politycznej do usunięcia polityków, którzy lekceważą zdanie wyborców. Sąd dokonany w miniony czwartek głosami 47,5 milionów Brytyjczyków wprowadził Brytanię na drogę uzdrowienia po ponad trzyletnim okresie niestabilności i niepewności. W czwartek wieczorem, pół godziny po zamknięciu obwodów wyborczych, funt skoczył do góry wobec euro z poziomu 1,18 do 1,21, czyli o 2,5%.

Pozostaje pytanie, czy siła polityczna głosów oddanych w jednomandatowych okręgach, która tak łatwo wyrzuca z Parlamentu jednych, jednocześnie wprowadza na to miejsce lepszych. Bądźmy spokojni. Randolph Churchill (ojciec wielkiego Winstona) powiedział w 1884 r. w swojej słynnej mowie pt. „Ufajmy ludziom” wygłoszonej w Birmingham, podczas kampanii promującej tworzenie lokalnych klubów Partii Konserwatywnej dla ludzi pracy:

„Modern checks and securities are not worth a brass farthing. Give me a fair arrangement of the constituencies, and one part of England will correct and balance the other”.

[„Współczesne mechanizmy równowagi politycznej nie są warte funta kłaków. Dajcie mi dobry zestaw okręgów wyborczych, a wtedy jedna część Anglii naprawi i zrównoważy inną”.]

Tak, ufajmy ludziom.

The Big Lie: Worldwide Energy Shortage Plus Multiple Crises – all Manufactured – Meant for Destruction of Western Civilization

The Big Lie: Worldwide Energy Shortage Plus Multiple Crises – All Manufactured – Meant for Destruction of Western Civilization

By Peter Koenig https://www.globalresearch.ca/big-lie-worldwide-energy-shortage-

Global Research, February 11, 2023

All Global Research articles can be read in 51 languages by activating the Translate Website button below the author’s name.

***

Energy Crisis? Food crisis? Industrial collapse? Supply chains disruptions? Fractured Communications? Cyber-attacks? Black-outs? Hyper-inflation? Climate change? Wars, civil conflicts, and more plandemics, culminating in human misery…

Yes.

It’s all manufactured.

It’s all part of the plan to destroy civilization as we know it, to replace it with the  4th Industrial Revolution robots and humanoids – acting on AI-generated electronic commands and surviving on programmable digital central bank currencies (DCBC).

If we keep sitting at the sideline, watching, instead of doing something to stop this insanity, this crime of biblical proportions, it indeed will happen. Humanity and what’s left of Mother Earth will be ready for the abyss.

Shortages create inflation – and if inflation doesn’t occur naturally, it is manufactured. Media propaganda talking full-time of inflation gives industrial and service conglomerates a free pass to increase prices. Nobody questions whether its justified. The media says there is inflation – so, price increases are indeed of the order.

Many of the crises are not even happening in reality; most of them just in the media. By 24/7 endless propaganda. And by Artificial Intelligence (AI)-induced appearances.

And soon to come Central Bank Digital Currencies (CBDC) will be replacing our cash currencies. CBDCs will eventually be programmable. They can be turned on and off, and programmed to be used for certain purchases – goods or services, whether you want them or need them or not. Your behavior and obedience will be crucial. See this 7-min video-awakener, an excellent summary of what governments through CBDCs will be able to do with us, see blow or click here.

Right now, we are being primed for the abyss.

Many odd things are happening at the same time. For confusion. But also, for speed of implementation of the nefarious Agenda 2030 – the Great Reset — and, of course, the 4th Industrial Revolution, supposed to make of human survivors transhumans.

That’s not new.

Reputed researchers and analysts have said it before, have warned us, humanity, of the looming annihilation. It must be repeated until a societal mental breakthrough is achieved.

Hélas, so far to not much avail. Not giving up is the ruling Mantra.

We keep sitting on our sofas, watching the mainstream news – the eternal lie-machine. We are royally distracted by the War in Ukraine. The media even tells us day-in-day-out that Putin is the villain. That more weapons need to be supplied by NATO countries to Ukraine, and that more budget support must be given to President Zelenskyy. Putin is responsible for all the catastrophes descending upon us.

Zelensky’s Ukraine has already received close to 100 billion US-dollars equivalent in weapons and “budget support” mostly from the US and the EU. But Zelenskyy is not happy. He screams for more. While Putin is responsible for the endless misery.

Think about it.

There cannot be a balanced view. Unless you take your own life in your own hands and in your own mind and start on your own thinking and adding up the dots. Turn off the mainstream media, TV, radio, newspapers, and seek out alternative news.

The challenge is, we don’t want a balanced view. Because if we did, we would have to think on our own. We might wake up to an uncomfortable reality.

We don’t want to leave the realm of our silky-cushy comfort.

Focus on the war – is a distraction from what’s being prepared behind iron gates.

* * *

German and Italian gas deposits are full to 94%, or more. This is the case throughout Europe. Definitely no energy crisis. And if for some reason there was to be an energy shortage, President Putin has repeatedly emphasized Russia would honor her contractual engagements with Europe and the world. And he certainly would – if NATO lets him.

So that this won’t happen, Washington instigated the destruction of Nord Stream 1 and 2.

Russia asserted, the pipelines could be fixed, but Washington / NATO won’t allow it. Madame von der Leyen, (unelected) President of the European Commission (EC) and her buddy, German Chancellor Olaf Scholz – both obedient scholars of Klaus Schwab’s (WEF) Academy for Young Global Leaders (YGL) – are hellbent not to repair the gas pipelines and to let Europe go down the drain.

European gas LNG (Liquefied Natural Gas) storage tanks are filled to the brim, above the average of the last ten years. There is no space for more hydrocarbons in available deposits.

Hundreds if not thousands of fully loaded fossil fuel tankers are floating the oceans. They cannot unload their goods because, either they are not allowed to, mainly by the European and North American port authorities, who are following orders from the Dark Cult, or they cannot unload, because there is no space for storage, or they – the gas and petrol companies – don’t want to unload, because, of negative gas prices. See this map of tankers on high seas, unable to unload.

Natural gas futures in several European markets were negative. The first time in history. Of course, these are spot prices. They may fluctuate by the hour – but the sheer fact that they have fallen into the negative zone, indicates that energy shortages are manipulated.

See this map of tankers on high sea, unable to

CNN reports

“The price of benchmark European natural gas futures has dropped 20% since last Thursday, and by more than 70% since hitting a record high in late August 2022. On Monday [24 October], Dutch gas spot prices for delivery within an hour — which reflect real time European market conditions — dipped below €0, according to data from the Intercontinental
Exchange.

See this.

The United States, via the “digital, financial and military industrial complex”, the currently reigning Globalist Cult, of which the WEF occupies a prominent Director Seat, dictates to governments, especially European ones, they must reject energy shipments. That drives prices down, because the merchandise is floating on the High Seas, ready to be delivered – but can’t. That creates an oversupply. And certainly, no inflation.

This scenario shows how Washington is seeking to “deindustrialize” Europe and weaken its militarily, says Russian Foreign Minister Sergey Lavrov (RT 30 October 2022).

A fake energy crisis must be manufactured. Because from it flow the other crises and calamities that will destroy humanity as we know it. It is a deception which is a giant step in the direction of absolute tyranny. See this.

Everything depends on energy – fertilizer and food production, communications, water supply, manufacturing of metals, supply chains and much more.

Europe, may slide ever faster into self-generated oblivion. Europe has no raw materials to speak of, and most of the energy sources of greater Europe comes from Russia, which is “sanction-banned” from delivering fossil fuels to Europe.

Today the world still depends to 84% of all energy sources, on fossil fuel. Never mind that so far 26 UN Climate Conferences of the Parties (COP) – UNFCCC – have proclaimed to reduce the use of fossil fuel. Its pure talk. The well-off industrialized world still buys SUVs and at 3 liter-plus engine cars (1 out of 3 in Europe and North America) – and corporate execs travel in their private jets.

COP27 will take place from 6-18 November 2022 in Sharm el-Sheikh, Egypt. The world is holding its breath to find out what new “commitments” the political rulers will make.

An orchestrated wanton energy crisis, shutting down Europe’s industrial apparatus, means bankruptcies, job losses, poverty famine – outright misery. Once Europe is shuttered, reviving it may be next to impossible, or at best, a long and painful process.

Latest news – just in – the Netherlands is lifting her sanctions against Russia, to receive gas deliveries to alleviate the potential economic and human disasters of the coming winter. The Dutch may trigger a political awakening of other countries doing likewise. See video below or click here.

Food crises

Simultaneously, Monsanto, Bayer, Syngenta (ChemChina) are pushing their genetically modified food (GMO = genetically modified organisms) upon developing country governments, of which contract terms are not open to the public. This, accompanied by global grain trade conglomerates like Cargill, Louis Dreyfus and others, will lead to food manipulation and consequential food tyranny.

The result is targeted famine, misery and famine-induced diseases and death; a convenient instrument of population reduction. The key Gates-Rockefeller input to the Great Reset. See this for more details.

Health Tyranny

Not to forget are the plandemics – Bill Gates predicts many very serious ones. He doesn’t say, but if they are coming, they are laboratory made and will of course be followed by coerced mRNA vaxx campaigns. The plandemics and deadly vaxxes will further intimidate and decimate the population.

The ever-reoccurring plandemics will help bestowing WHO with the powers to decide over the world populations health, above and beyond sovereign countries Constitutions. WHO, with its 194 member countries, is not a real UN agency, but being funded by at least 70% private funders (mostly pharma-trust funds), is at best a private-public partnership organization.

As such it follows the mandate of private donors, playing a double role, through global vaxx-mandates shuffling billions of dollars into pharmaceutical “profit treasuries” – and making sure there is never a shortage of plandemics.

At present WHO is in the midst of debating – mostly behind closed doors – the Global Health Pact and the so-called Pandemic Treaty. If this Treaty is passed in one way or another, Dr. Tedros Adhanom Ghebreyesus, WHO’s Director-General, will have unprecedented power over all matters of health throughout the world.

On purpose, the media hardly talk about it. Don’t wake up a sleeping lion. In case the treaty passes, people will again be “stunned”, shocked and haplessly dumbfounded.

If not stopped by the member countries, and if the disastrous Covid management is any indication, WHO is hellbent to become the master of health tyranny, and as such, the ruler over life and death.

*

Climate Change

In parallel with crisis after crisis – comes the climate catastrophe – the so-called man-induced “climate change”.

Yes, climate change is man-induced, but not because of our civilization’s extreme thirst for fossil fuels and CO2 emissions, but because of highly sophisticated weather geoengineering. The exceedingly record-of-all-times hot and dry summer of the Global North, the extremely severe hurricanes and consequential floods, including extended disastrous monsoon rains in Pakistan – may be followed by a life-threatening northern cold winter.

Honoring the energy shortage narrative, indoor temps this winter must be kept at around 19 degrees C – or else. Transgressors are warned by many European governments of severe punishment.

Who controls the weather controls the people – said President Lyndon Johnson already in 1962. A recently released Pentagon paper aims at 2025 for total control of the weather, worldwide.

See this and this and this.

Severe weather phenomena – there are “indications” that we are living through weaponized geoengineering, the effects of which may be as deadly as nuclear war.

*

While all of this reads and sounds like a series of doomsday scenarios, there is a silver lining cyrcling the dark cloud. Mankind by nature is inventive. By becoming conscious of what is going on – in warp speed since the beginning of 2020 – men can stop the destruction. Men have always been ingenious, when forced to the extreme for survival. This is the moment.

*

Note to readers: Please click the share buttons above. Follow us on Instagram and Twitter and subscribe to our Telegram Channel. Feel free to repost and share widely Global Research articles.

Peter Koenig is a geopolitical analyst and a former Senior Economist at the World Bank and the World Health Organization (WHO), where he worked for over 30 years around the world. He lectures at universities in the US, Europe and South America. He writes regularly for online journals and is the author of Implosion – An Economic Thriller about War, Environmental Destruction and Corporate Greed; and  co-author of Cynthia McKinney’s book “When China Sneezes: From the Coronavirus Lockdown to the Global Politico-Economic Crisis” (Clarity Press – November 1, 2020).

Peter is a Research Associate of the Centre for Research on Globalization (CRG). He is also is a non-resident Senior Fellow of the Chongyang Institute of Renmin University, Beijing.


The Worldwide Corona Crisis, Global Coup d’Etat Against Humanity

by Michel Chossudovsky

Michel Chossudovsky reviews in detail how this insidious project “destroys people’s lives”. He provides a comprehensive analysis of everything you need to know about the “pandemic” — from the medical dimensions to the economic and social repercussions, political underpinnings, and mental and psychological impacts.

“My objective as an author is to inform people worldwide and refute the official narrative which has been used as a justification to destabilize the economic and social fabric of entire countries, followed by the imposition of the “deadly” COVID-19 “vaccine”. This crisis affects humanity in its entirety: almost 8 billion people. We stand in solidarity with our fellow human beings and our children worldwide. Truth is a powerful instrument.”

ISBN: 978-0-9879389-3-0,  Year: 2022,  PDF Ebook,  Pages: 164, 15 Chapters

As a means to reaching out to millions of people worldwide whose lives have been affected by the corona crisis, we have decided in the course of the next few weeks to distribute the eBook for FREE.

Price: $11.50. FREE COPY Click here to download.

You may also wish to make a donation in support of the book project at DonorBox “Worldwide Corona Crisis” Campaign Page(NOTE: User-friendly)

Próby terroru i szpiegostwa [skuteczne] na Morzu Ochockim, 1971r. [ang.]

Próby [skuteczne] na Morzu Ochockim, 1971r. [ang.]

https://seymourhersh.substack.com/p/how-america-took-out-the-nord-stream

Something like this had been done before. In 1971, the American intelligence community learned from still undisclosed sources that two important units of the Russian Navy were communicating via an undersea cable buried in the Sea of Okhotsk, on Russia’s Far East Coast. The cable linked a regional Navy command to the mainland headquarters at Vladivostok.

A hand-picked team of Central Intelligence Agency and National Security Agency operatives was assembled somewhere in the Washington area, under deep cover, and worked out a plan, using Navy divers, modified submarines and a deep-submarine rescue vehicle, that succeeded, after much trial and error, in locating the Russian cable. The divers planted a sophisticated listening device on the cable that successfully intercepted the Russian traffic and recorded it on a taping system.

The NSA learned that senior Russian navy officers, convinced of the security of their communication link, chatted away with their peers without encryption. The recording device and its tape had to be replaced monthly and the project rolled on merrily for a decade until it was compromised by a forty-four-year-old civilian NSA technician named Ronald Pelton who was fluent in Russian. Pelton was betrayed by a Russian defector in 1985 and sentenced to prison. He was paid just $5,000 by the Russians for his revelations about the operation, along with $35,000 for other Russian operational data he provided that was never made public.

That underwater success, codenamed Ivy Bells, was innovative and risky, and produced invaluable intelligence about the Russian Navy’s intentions and planning.

How America Took Out the Nord Stream Pipeline

How America Took Out the Nord Stream Pipeline

The New York Times called it a “mystery,” but the United States executed a covert sea operation that was kept secret – until now

Seymour Hersh https://seymourhersh.substack.com/p/how-america-took-out-the-nord-stream

The U.S. Navy’s Diving and Salvage Center can be found in a location as obscure as its name – down what was once a country lane in rural Panama City, a now-booming resort city in the southwestern panhandle of Florida, 70 miles south of the Alabama border. The center’s complex is as nondescript as its location—a drab concrete post-World War II structure that has the look of a vocational high school on the west side of Chicago. A coin-operated laundromat and a dance school are across what is now a four-lane road.

The center has been training highly skilled deep-water divers for decades who, once assigned to American military units worldwide, are capable of technical diving to do the good—using C4 explosives to clear harbors and beaches of debris and unexploded ordinance—as well as the bad, like blowing up foreign oil rigs, fouling intake valves for undersea power plants, destroying locks on crucial shipping canals. The Panama City center, which boasts the second largest indoor pool in America, was the perfect place to recruit the best, and most taciturn, graduates of the diving school who successfully did last summer what they had been authorized to do 260 feet under the surface of the Baltic Sea.

Last June, the Navy divers, operating under the cover of a widely publicized mid-summer NATO exercise known as BALTOPS 22, planted the remotely triggered explosives that, three months later, destroyed three of the four Nord Stream pipelines, according to a source with direct knowledge of the operational planning.

Two of the pipelines, which were known collectively as Nord Stream 1, had been providing Germany and much of Western Europe with cheap Russian natural gas for more than a decade. A second pair of pipelines, called Nord Stream 2, had been built but were not yet operational. Now, with Russian troops massing on the Ukrainian border and the bloodiest war in Europe since 1945 looming, President Joseph Biden saw the pipelines as a vehicle for Vladimir Putin to weaponize natural gas for his political and territorial ambitions.

Asked for comment, Adrienne Watson, a White House spokesperson, said in an email, “This is false and complete fiction.” Tammy Thorp, a spokesperson for the Central Intelligence Agency, similarly wrote: “This claim is completely and utterly false.”

Biden’s decision to sabotage the pipelines came after more than nine months of highly secret back and forth debate inside Washington’s national security community about how to best achieve that goal. For much of that time, the issue was not whether to do the mission, but how to get it done with no overt clue as to who was responsible.

There was a vital bureaucratic reason for relying on the graduates of the center’s hardcore diving school in Panama City. The divers were Navy only, and not members of America’s Special Operations Command, whose covert operations must be reported to Congress and briefed in advance to the Senate and House leadership—the so-called Gang of Eight. The Biden Administration was doing everything possible to avoid leaks as the planning took place late in 2021 and into the first months of 2022.

President Biden and his foreign policy team—National Security Adviser Jake Sullivan, Secretary of State Tony Blinken, and Victoria Nuland, the Undersecretary of State for Policy—had been vocal and consistent in their hostility to the two pipelines, which ran side by side for 750 miles under the Baltic Sea from two different ports in northeastern Russia near the Estonian border, passing close to the Danish island of Bornholm before ending in northern Germany.

The direct route, which bypassed any need to transit Ukraine, had been a boon for the German economy, which enjoyed an abundance of cheap Russian natural gas—enough to run its factories and heat its homes while enabling German distributors to sell excess gas, at a profit, throughout Western Europe. Action that could be traced to the administration would violate US promises to minimize direct conflict with Russia. Secrecy was essential.

From its earliest days, Nord Stream 1 was seen by Washington and its anti-Russian NATO partners as a threat to western dominance. The holding company behind it, Nord Stream AG, was incorporated in Switzerland in 2005 in partnership with Gazprom, a publicly traded Russian company producing enormous profits for shareholders which is dominated by oligarchs known to be in the thrall of Putin. Gazprom controlled 51 percent of the company, with four European energy firms—one in France, one in the Netherlands and two in Germany—sharing the remaining 49 percent of stock, and having the right to control downstream sales of the inexpensive natural gas to local distributors in Germany and Western Europe. Gazprom’s profits were shared with the Russian government, and state gas and oil revenues were estimated in some years to amount to as much as 45 percent of Russia’s annual budget.

America’s political fears were real: Putin would now have an additional and much-needed major source of income, and Germany and the rest of Western Europe would become addicted to low-cost natural gas supplied by Russia—while diminishing European reliance on America. In fact, that’s exactly what happened. Many Germans saw Nord Stream 1 as part of the deliverance of former Chancellor Willy Brandt’s famed Ostpolitik theory, which would enable postwar Germany to rehabilitate itself and other European nations destroyed in World War II by, among other initiatives, utilizing cheap Russian gas to fuel a prosperous Western European market and trading economy.

Nord Stream 1 was dangerous enough, in the view of NATO and Washington, but Nord Stream 2, whose construction was completed in September of 2021, would, if approved by German regulators, double the amount of cheap gas that would be available to Germany and Western Europe. The second pipeline also would provide enough gas for more than 50 percent of Germany’s annual consumption. Tensions were constantly escalating between Russia and NATO, backed by the aggressive foreign policy of the Biden Administration.

Opposition to Nord Stream 2 flared on the eve of the Biden inauguration in January 2021, when Senate Republicans, led by Ted Cruz of Texas, repeatedly raised the political threat of cheap Russian natural gas during the confirmation hearing of Blinken as Secretary of State. By then a unified Senate had successfully passed a law that, as Cruz told Blinken, “halted [the pipeline] in its tracks.” There would be enormous political and economic pressure from the German government, then headed by Angela Merkel, to get the second pipeline online.

Would Biden stand up to the Germans? Blinken said yes, but added that he had not discussed the specifics of the incoming President’s views. “I know his strong conviction that this is a bad idea, the Nord Stream 2,” he said. “I know that he would have us use every persuasive tool that we have to convince our friends and partners, including Germany, not to move forward with it.”

A few months later, as the construction of the second pipeline neared completion, Biden blinked. That May, in a stunning turnaround, the administration waived sanctions against Nord Stream AG, with a State Department official conceding that trying to stop the pipeline through sanctions and diplomacy had “always been a long shot.” Behind the scenes, administration officials reportedly urged Ukrainian President Volodymyr Zelensky, by then facing a threat of Russian invasion, not to criticize the move.

There were immediate consequences. Senate Republicans, led by Cruz, announced an immediate blockade of all of Biden’s foreign policy nominees and delayed passage of the annual defense bill for months, deep into the fall. Politico later depicted Biden’s turnabout on the second Russian pipeline as “the one decision, arguably more than the chaotic military withdrawal from Afghanistan, that has imperiled Biden’s agenda.” 

The administration was floundering, despite getting a reprieve on the crisis in mid-November, when Germany’s energy regulators suspended approval of the second Nord Stream pipeline. Natural gas prices surged 8% within days, amid growing fears in Germany and Europe that the pipeline suspension and the growing possibility of a war between Russia and Ukraine would lead to a very much unwanted cold winter. It was not clear to Washington just where Olaf Scholz, Germany’s newly appointed chancellor, stood. Months earlier, after the fall of Afghanistan, Scholtz had publicly endorsed French President Emmanuel Macron’s call for a more autonomous European foreign policy in a speech in Prague—clearly suggesting less reliance on Washington and its mercurial actions.

Throughout all of this, Russian troops had been steadily and ominously building up on the borders of Ukraine, and by the end of December more than 100,000 soldiers were in position to strike from Belarus and Crimea. Alarm was growing in Washington, including an assessment from Blinken that those troop numbers could be “doubled in short order.”

The administration’s attention once again was focused on Nord Stream. As long as Europe remained dependent on the pipelines for cheap natural gas, Washington was afraid that countries like Germany would be reluctant to supply Ukraine with the money and weapons it needed to defeat Russia.

It was at this unsettled moment that Biden authorized Jake Sullivan to bring together an interagency group to come up with a plan. 

All options were to be on the table. But only one would emerge.

PLANNING

In December of 2021, two months before the first Russian tanks rolled into Ukraine, Jake Sullivan convened a meeting of a newly formed task force—men and women from the Joint Chiefs of Staff, the CIA, and the State and Treasury Departments—and asked for recommendations about how to respond to Putin’s impending invasion.

It would be the first of a series of top-secret meetings, in a secure room on a top floor of the Old Executive Office Building, adjacent to the White House, that was also the home of the President’s Foreign Intelligence Advisory Board (PFIAB). There was the usual back and forth chatter that eventually led to a crucial preliminary question: Would the recommendation forwarded by the group to the President be reversible—such as another layer of sanctions and currency restrictions—or irreversible—that is, kinetic actions, which could not be undone?

What became clear to participants, according to the source with direct knowledge of the process, is that Sullivan intended for the group to come up with a plan for the destruction of the two Nord Stream pipelines—and that he was delivering on the desires of the President.

Over the next several meetings, the participants debated options for an attack. The Navy proposed using a newly commissioned submarine to assault the pipeline directly. The Air Force discussed dropping bombs with delayed fuses that could be set off remotely. The CIA argued that whatever was done, it would have to be covert. Everyone involved understood the stakes. “This is not kiddie stuff,” the source said. If the attack were traceable to the United States, “It’s an act of war.”

At the time, the CIA was directed by William Burns, a mild-mannered former ambassador to Russia who had served as deputy secretary of state in the Obama Administration. Burns quickly authorized an Agency working group whose ad hoc members included—by chance—someone who was familiar with the capabilities of the Navy’s deep-sea divers in Panama City. Over the next few weeks, members of the CIA’s working group began to craft a plan for a covert operation that would use deep-sea divers to trigger an explosion along the pipeline.

Something like this had been done before. In 1971, the American intelligence community learned from still undisclosed sources that two important units of the Russian Navy were communicating via an undersea cable buried in the Sea of Okhotsk, on Russia’s Far East Coast. The cable linked a regional Navy command to the mainland headquarters at Vladivostok.

A hand-picked team of Central Intelligence Agency and National Security Agency operatives was assembled somewhere in the Washington area, under deep cover, and worked out a plan, using Navy divers, modified submarines and a deep-submarine rescue vehicle, that succeeded, after much trial and error, in locating the Russian cable. The divers planted a sophisticated listening device on the cable that successfully intercepted the Russian traffic and recorded it on a taping system.

The NSA learned that senior Russian navy officers, convinced of the security of their communication link, chatted away with their peers without encryption. The recording device and its tape had to be replaced monthly and the project rolled on merrily for a decade until it was compromised by a forty-four-year-old civilian NSA technician named Ronald Pelton who was fluent in Russian. Pelton was betrayed by a Russian defector in 1985 and sentenced to prison. He was paid just $5,000 by the Russians for his revelations about the operation, along with $35,000 for other Russian operational data he provided that was never made public.

That underwater success, codenamed Ivy Bells, was innovative and risky, and produced invaluable intelligence about the Russian Navy’s intentions and planning.

Still, the interagency group was initially skeptical of the CIA’s enthusiasm for a covert deep-sea attack. There were too many unanswered questions. The waters of the Baltic Sea were heavily patrolled by the Russian navy, and there were no oil rigs that could be used as cover for a diving operation. Would the divers have to go to Estonia, right across the border from Russia’s natural gas loading docks, to train for the mission? “It would be a goat fuck,” the Agency was told.

Throughout “all of this scheming,” the source said, “some working guys in the CIA and the State Department were saying, ‘Don’t do this. It’s stupid and will be a political nightmare if it comes out.’”

Nevertheless, in early 2022, the CIA working group reported back to Sullivan’s interagency group: “We have a way to blow up the pipelines.”

What came next was stunning. On February 7, less than three weeks before the seemingly inevitable Russian invasion of Ukraine, Biden met in his White House office with German Chancellor Olaf Scholz, who, after some wobbling, was now firmly on the American team.

At the press briefing that followed, Biden defiantly said, “If Russia invades . . . there will be no longer a Nord Stream 2. We will bring an end to it.”

Twenty days earlier, Undersecretary Nuland had delivered essentially the same message at a State Department briefing, with little press coverage. “I want to be very clear to you today,” she said in response to a question. “If Russia invades Ukraine, one way or another Nord Stream 2 will not move forward.”

Several of those involved in planning the pipeline mission were dismayed by what they viewed as indirect references to the attack.

“It was like putting an atomic bomb on the ground in Tokyo and telling the Japanese that we are going to detonate it,” the source said. “The plan was for the options to be executed post invasion and not advertised publicly. Biden simply didn’t get it or ignored it.”

Biden’s and Nuland’s indiscretion, if that is what it was, might have frustrated some of the planners. But it also created an opportunity. According to the source, some of the senior officials of the CIA determined that blowing up the pipeline “no longer could be considered a covert option because the President just announced that we knew how to do it.”

The plan to blow up Nord Stream 1 and 2 was suddenly downgraded from a covert operation requiring that Congress be informed to one that was deemed as a highly classified intelligence operation with U.S. military support. Under the law, the source explained, “There was no longer a legal requirement to report the operation to Congress. All they had to do now is just do it—but it still had to be secret. The Russians have superlative surveillance of the Baltic Sea.”

The Agency working group members had no direct contact with the White House, and were eager to find out if the President meant what he’d said—that is, if the mission was now a go. The source recalled, “Bill Burns comes back and says, ‘Do it.’”

“The Norwegian navy was quick to find the right spot, in the shallow water a few miles off Denmark’s Bornholm Island . . .”

THE OPERATION 

Norway was the perfect place to base the mission.

In the past few years of East-West crisis, the U.S. military has vastly expanded its presence inside Norway, whose western border runs 1,400 miles along the north Atlantic Ocean and merges above the Arctic Circle with Russia. The Pentagon has created high paying jobs and contracts, amid some local controversy, by investing hundreds of millions of dollars to upgrade and expand American Navy and Air Force facilities in Norway. The new works included, most importantly, an advanced synthetic aperture radar far up north that was capable of penetrating deep into Russia and came online just as the American intelligence community lost access to a series of long-range listening sites inside China.

A newly refurbished American submarine base, which had been under construction for years, had become operational and more American submarines were now able to work closely with their Norwegian colleagues to monitor and spy on a major Russian nuclear redoubt 250 miles to the east, on the Kola Peninsula. America also has vastly expanded a Norwegian air base in the north and delivered to the Norwegian air force a fleet of Boeing-built P8 Poseidon patrol planes to bolster its long-range spying on all things Russia.

In return, the Norwegian government angered liberals and some moderates in its parliament last November by passing the Supplementary Defense Cooperation Agreement (SDCA). Under the new deal, the U.S. legal system would have jurisdiction in certain “agreed areas” in the North over American soldiers accused of crimes off base, as well as over those Norwegian citizens accused or suspected of interfering with the work at the base.

Norway was one of the original signatories of the NATO Treaty in 1949, in the early days of the Cold War. Today, the supreme commander of NATO is Jens Stoltenberg, a committed anti-communist, who served as Norway’s prime minister for eight years before moving to his high NATO post, with American backing, in 2014. He was a hardliner on all things Putin and Russia who had cooperated with the American intelligence community since the Vietnam War. He has been trusted completely since. “He is the glove that fits the American hand,” the source said.

Back in Washington, planners knew they had to go to Norway. “They hated the Russians, and the Norwegian navy was full of superb sailors and divers who had generations of experience in highly profitable deep-sea oil and gas exploration,” the source said. They also could be trusted to keep the mission secret. (The Norwegians may have had other interests as well. The destruction of Nord Stream—if the Americans could pull it off—would allow Norway to sell vastly more of its own natural gas to Europe.)

Sometime in March, a few members of the team flew to Norway to meet with the Norwegian Secret Service and Navy. One of the key questions was where exactly in the Baltic Sea was the best place to plant the explosives. Nord Stream 1 and 2, each with two sets of pipelines, were separated much of the way by little more than a mile as they made their run to the port of Greifswald in the far northeast of Germany.

The Norwegian navy was quick to find the right spot, in the shallow waters of the Baltic sea a few miles off Denmark’s Bornholm Island. The pipelines ran more than a mile apart along a seafloor that was only 260 feet deep. That would be well within the range of the divers, who, operating from a Norwegian Alta class mine hunter, would dive with a mixture of oxygen, nitrogen and helium streaming from their tanks, and plant shaped C4 charges on the four pipelines with concrete protective covers. It would be tedious, time consuming and dangerous work, but the waters off Bornholm had another advantage: there were no major tidal currents, which would have made the task of diving much more difficult.

After a bit of research, the Americans were all in.

At this point, the Navy’s obscure deep-diving group in Panama City once again came into play. The deep-sea schools at Panama City, whose trainees participated in Ivy Bells, are seen as an unwanted backwater by the elite graduates of the Naval Academy in Annapolis, who typically seek the glory of being assigned as a Seal, fighter pilot, or submariner. If one must become a “Black Shoe”—that is, a member of the less desirable surface ship command—there is always at least duty on a destroyer, cruiser or amphibious ship. The least glamorous of all is mine warfare. Its divers never appear in Hollywood movies, or on the cover of popular magazines.

“The best divers with deep diving qualifications are a tight community, and only the very best are recruited for the operation and told to be prepared to be summoned to the CIA in Washington,” the source said.

The Norwegians and Americans had a location and the operatives, but there was another concern: any unusual underwater activity in the waters off Bornholm might draw the attention of the Swedish or Danish navies, which could report it.  

Denmark had also been one of the original NATO signatories and was known in the intelligence community for its special ties to the United Kingdom. Sweden had applied for membership into NATO, and had demonstrated its great skill in managing its underwater sound and magnetic sensor systems that successfully tracked Russian submarines that would occasionally show up in remote waters of the Swedish archipelago and be forced to the surface.

The Norwegians joined the Americans in insisting that some senior officials in Denmark and Sweden had to be briefed in general terms about possible diving activity in the area. In that way, someone higher up could intervene and keep a report out of the chain of command, thus insulating the pipeline operation. “What they were told and what they knew were purposely different,” the source told me. (The Norwegian embassy, asked to comment on this story, did not respond.)

The Norwegians were key to solving other hurdles. The Russian navy was known to possess surveillance technology capable of spotting, and triggering, underwater mines. The American explosive devices needed to be camouflaged in a way that would make them appear to the Russian system as part of the natural background—something that required adapting to the specific salinity of the water. The Norwegians had a fix.

The Norwegians also had a solution to the crucial question of when the operation should take place. Every June, for the past 21 years, the American Sixth Fleet, whose flagship is based in Gaeta, Italy, south of Rome, has sponsored a major NATO exercise in the Baltic Sea involving scores of allied ships throughout the region. The current exercise, held in June, would be known as Baltic Operations 22, or BALTOPS 22. The Norwegians proposed this would be the ideal cover to plant the mines.

The Americans provided one vital element: they convinced the Sixth Fleet planners to add a research and development exercise to the program. The exercise, as made public by the Navy, involved the Sixth Fleet in collaboration with the Navy’s “research and warfare centers.” The at-sea event would be held off the coast of Bornholm Island and involve NATO teams of divers planting mines, with competing teams using the latest underwater technology to find and destroy them.

It was both a useful exercise and ingenious cover. The Panama City boys would do their thing and the C4 explosives would be in place by the end of BALTOPS22, with a 48-hour timer attached. All of the Americans and Norwegians would be long gone by the first explosion. 

The days were counting down. “The clock was ticking, and we were nearing mission accomplished,” the source said.

And then: Washington had second thoughts. The bombs would still be planted during BALTOPS, but the White House worried that a two-day window for their detonation would be too close to the end of the exercise, and it would be obvious that America had been involved.

Instead, the White House had a new request: “Can the guys in the field come up with some way to blow the pipelines later on command?”

Some members of the planning team were angered and frustrated by the President’s seeming indecision. The Panama City divers had repeatedly practiced planting the C4 on pipelines, as they would during BALTOPS, but now the team in Norway had to come up with a way to give Biden what he wanted—the ability to issue a successful execution order at a time of his choosing.  

Being tasked with an arbitrary, last-minute change was something the CIA was accustomed to managing. But it also renewed the concerns some shared over the necessity, and legality, of the entire operation.

The President’s secret orders also evoked the CIA’s dilemma in the Vietnam War days, when President Johnson, confronted by growing anti-Vietnam War sentiment, ordered the Agency to violate its charter—which specifically barred it from operating inside America—by spying on antiwar leaders to determine whether they were being controlled by Communist Russia.

The agency ultimately acquiesced, and throughout the 1970s it became clear just how far it had been willing to go. There were subsequent newspaper revelations in the aftermath of the Watergate scandals about the Agency’s spying on American citizens, its involvement in the assassination of foreign leaders and its undermining of the socialist government of Salvador Allende.

Those revelations led to a dramatic series of hearings in the mid-1970s in the Senate, led by Frank Church of Idaho, that made it clear that Richard Helms, the Agency director at the time, accepted that he had an obligation to do what the President wanted, even if it meant violating the law.

In unpublished, closed-door testimony, Helms ruefully explained that “you almost have an Immaculate Conception when you do something” under secret orders from a President. “Whether it’s right that you should have it, or wrong that you shall have it, [the CIA] works under different rules and ground rules than any other part of the government.” He was essentially telling the Senators that he, as head of the CIA, understood that he had been working for the Crown, and not the Constitution.

The Americans at work in Norway operated under the same dynamic, and dutifully began working on the new problem—how to remotely detonate the C4 explosives on Biden’s order. It was a much more demanding assignment than those in Washington understood. There was no way for the team in Norway to know when the President might push the button. Would it be in a few weeks, in many months or in half a year or longer?

The C4 attached to the pipelines would be triggered by a sonar buoy dropped by a plane on short notice, but the procedure involved the most advanced signal processing technology. Once in place, the delayed timing devices attached to any of the four pipelines could be accidentally triggered by the complex mix of ocean background noises throughout the heavily trafficked Baltic Sea—from near and distant ships, underwater drilling, seismic events, waves and even sea creatures. To avoid this, the sonar buoy, once in place, would emit a sequence of unique low frequency tonal sounds—much like those emitted by a flute or a piano—that would be recognized by the timing device and, after a pre-set hours of delay, trigger the explosives. (“You want a signal that is robust enough so that no other signal could accidentally send a pulse that detonated the explosives,” I was told by Dr. Theodore Postol, professor emeritus of science, technology and national security policy at MIT. Postol, who has served as the science adviser to the Pentagon’s Chief of Naval Operations, said the issue facing the group in Norway because of Biden’s delay was one of chance: “The longer the explosives are in the water the greater risk there would be of a random signal that would launch the bombs.”)

On September 26, 2022, a Norwegian Navy P8 surveillance plane made a seemingly routine flight and dropped a sonar buoy. The signal spread underwater, initially to Nord Stream 2 and then on to Nord Stream 1. A few hours later, the high-powered C4 explosives were triggered and three of the four pipelines were put out of commission. Within a few minutes, pools of methane gas that remained in the shuttered pipelines could be seen spreading on the water’s surface and the world learned that something irreversible had taken place.

FALLOUT

In the immediate aftermath of the pipeline bombing, the American media treated it like an unsolved mystery. Russia was repeatedly cited as a likely culprit, spurred on by calculated leaks from the White House—but without ever establishing a clear motive for such an act of self-sabotage, beyond simple retribution. A few months later, when it emerged that Russian authorities had been quietly getting estimates for the cost to repair the pipelines, the New York Times described the news as “complicating theories about who was behind” the attack. No major American newspaper dug into the earlier threats to the pipelines made by Biden and Undersecretary of State Nuland.

While it was never clear why Russia would seek to destroy its own lucrative pipeline, a more telling rationale for the President’s action came from Secretary of State Blinken.

Asked at a press conference last September about the consequences of the worsening energy crisis in Western Europe, Blinken described the moment as a potentially good one:

“It’s a tremendous opportunity to once and for all remove the dependence on Russian energy and thus to take away from Vladimir Putin the weaponization of energy as a means of advancing his imperial designs. That’s very significant and that offers tremendous strategic opportunity for the years to come, but meanwhile we’re determined to do everything we possibly can to make sure the consequences of all of this are not borne by citizens in our countries or, for that matter, around the world.”

More recently, Victoria Nuland expressed satisfaction at the demise of the newest of the pipelines. Testifying at a Senate Foreign Relations Committee hearing in late January she told Senator Ted Cruz, “​Like you, I am, and I think the Administration is, very gratified to know that Nord Stream 2 is now, as you like to say, a hunk of metal at the bottom of the sea.”

The source had a much more streetwise view of Biden’s decision to sabotage more than 1500 miles of Gazprom pipeline as winter approached. “Well,” he said, speaking of the President, “I gotta admit the guy has a pair of balls.  He said he was going to do it, and he did.”

Asked why he thought the Russians failed to respond, he said cynically, “Maybe they want the capability to do the same things the U.S. did.

“It was a beautiful cover story,” he went on. “Behind it was a covert operation that placed experts in the field and equipment that operated on a covert signal.

“The only flaw was the decision to do it.”

CO2 to nowy “diabeł” tej świeckiej religii, ponieważ ludzie chcą myśleć prostymi hasłami!

Dr J. Peterson celnie o ekologach i klimacie: CO2 to nowy “diabeł” tej świeckiej religii, ponieważ ludzie chcą myśleć prostymi hasłami!

https://wolnosc.tv/dr-j-peterson-celnie-o-ekologach-i-klimacie

Dlaczego mniej myślący aktywiści przyklejają się do jezdni i oblewają dzieła sztuki fasolką po bretońsku? Z tego samego powodu, dla którego większość ludzi nie ma pojęcia o klimacie i ekologii, ale jak na pstryknięcie palcem zgadza się z tym, co proponują im politycy, czy (niestety) ekoszury. Ten powód jest prosty: LUDZIE MYŚLĄ PROSTO I CHCĄ PROSTYCH INFORMACJI. Dlatego tak łatwo okłamują ich rządzący od dekad złodzieje i cwaniaki, dlatego tak łatwo manipulować nimi poprzez zdjęcia smutnych piesków i kotków, a nie poprzez twarde dane, na przykład o tym, o ile większym problemem jest ubóstwo DZIECI, niż psów.

Jordan Peterson: Przestańmy ufać propagandzie globalistów!

Dawka wiedzy na temat klimatu

Rozmawiajmy o klimacie, ale na bazie danych i ustaleń naukowych. Nie pokolorowanych na czerwono mapek pogody, w których 30 stopni w lecie uznaje się za symptom katastrofy klimatycznej. – Rzeczywiście jest problem dotyczący złożoności tych zagadnień. Nie da się ukryć, że ludzie preferują względnie proste hipotezy. Może to dobrze, kłania się zasada Brzytwy Ockhama, ale przecież nie chcemy, żeby wyjaśnienie było prostsze niż powinno być – wypowiada się dr Jordan Petersom.

Troska o środowisko?!

– A zatem troska o środowisko jest uzasadniona. Częścią środowiska jest klimat, częścią klimatu jest dwutlenek węgla, Może skupmy się jedynie na dwutlenku węgla, wówczas postępujemy słusznie. I tutaj ludzie dają się zwieść na manowce, ponieważ nie wystarczy skakać i krzyczeć „CO2 to zło!”, żeby być zbawcą planety – ocenia dr Peterson

Surowce, energia i jej ceny!

– To jest zbytnie uproszczenie. Politycy zabijają na tym kapitał – przedstawia swój punkt widzenia pan Peterson. – Zgadza się. Udzielę na to jednej prostej odpowiedzi, o której przekonałem się, że jest całkiem skuteczna. Przy okazji dziękuję Alexowi Epsteinowi za ogólną myśl, wiem, że z nim również rozmawiałeś. Jest półtora miliarda ludzi w świecie rozwiniętym. USA, Kanada, Unia Europejska, Japonia, itd. Cieszymy się z obfitości energii. Obecnie jest nieco droższa ze względu na problemy rynkowe, ale do co zasady dysponujemy mnóstwem energii, co pozwala nam żyć na takim poziomie, na jakim żyjemy – tłumaczy dr Steven Koonin.

[?? Tu coś redaktorowi przerwało? Zobaczcie w oryginale… md]

=================================

Jordan Peterson, publiczny wróg lewicy nr 1, niszczy Światowe Forum Ekonomiczne i globalistyczną agendę: CZY CHCECIE, ABY NA ŚWIECIE ŻYŁO TYLKO 500 MLN LUDZI? WIĘC KOGO ZAMIERZACIE WYELIMINOWAĆ, żeby to się stało? Uświadamiając sobie, że ci ludzie od dawna oderwali się od logiki i rzeczywistości, nie można zaprzeczać prostemu rachunkowi: jeśli na świecie żyje 7 miliardów ludzi, a chcą zostawić 500 milionów, to 6,5 miliarda musi zostać “usuniętych”. W jaki sposób zamierzają to zrobić? Poprzez antykoncepcję i promocję homoseksualizmu? Na pewno. Ale jak jeszcze? O niektórych rzeczach nie wolno pisać…

Oni chcą, żeby nas było coraz mniej!

– Pomysł, że trzeba narzucić ograniczenia wzrostu, żeby mieć „zrównoważoną” planetę, plus pogląd, który sięga wstecz aż do osób pokroju Paula Ehrlicha w latach 60-tych, który naprawdę wierzył – naprawdę wierzył, szczerze! – że może na planecie być tylko 500 milionów ludzi. Może miliard, we względnym ubóstwie. Albo dwa miliardy, które mogą ledwo przetrwać – inaczej rozwalą wszystko – kontrolowane przez jakąś odgórną władzę, która się upewni, że nikt nie konsumuje zbyt dużo – mówi Jordan Petereson.

Kogo oni chcą wyeliminować?!

– Kiedy patrzę na takie pomysły, to pierwsze założenie, że na planecie żyje zbyt wielu ludzi – to nie lubię tego słyszeć. Bo kiedy to słyszę, to myślę: ok., koleżko, a kogo dokładnie chcesz się pozbyć? – stawia retoryczne pytanie  Peterson.

O blondynkach

11 lutego 2023 r. | Nr 6/2023 (606)
Małgorzata Todd
   
       Szanowni Państwo!
           Dziwimy się Niemcom, że nie znają historii drugiej wojny światowej, którą przecież sami rozpętali. Skąd mają znać, skoro szkolna propaganda od dawna im wmawia, że wojnę wywołali jacyś naziści niewiadomego pochodzenia, którzy nie lubili Żydów? Kraj pochodzenia tych „nazistów” nie jest znany, można tylko „ logicznie” domniemywać, że skoro obozy zagłady powstały na ziemiach polskich, to automatycznie odpowiedzialność za nie ponoszą Polacy. W tej sytuacji zupełnie niepojęte są roszczenia Polaków do reparacji wojennych od biednych, niewinnych Niemców, ofiar nazistów.
           Nic nie wskazuje na to, żeby akurat przysłowiowe blondynki wymyśliły „polskie obozy koncentracyjne”. Co zatem mają wspólnego blondynki z tym tematem? Takie refleksje przyszły mi do głowy, kiedy spostrzegłam, że większość aktorek występujących w popularnym od lat serialu, stało się brunetkami. Czyżby był to rezultat dowcipów opowiadanych o blondynkach od połowy ubiegłego stulecia? Kropla drąży skałę, a rasizm, prawdziwy, czy zmyślony, najlepiej leczyć większą dawką innego rasizmu. Eksperyment się powiódł. Dla „przeciętnego” oraz „nieprzeciętnego” Polaka „blondynka” stała się synonimem głupoty. Trzeba być brunetką, a najlepiej murzynką,
żeby twój intelekt dostrzeżono i doceniono. Na tym polega skuteczność propagandy zarówno w odniesieniu do niemieckich bandytów, jak i zwykłych blondynek.
Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd

O rozmyślaniu męki Pańskiej i różnych stąd uczuciach wewnętrznych. Ks. Wawrzyniec Scupoli (11)

[przez pomyłkę drugi raz, ale zostawiam]

O rozmyślaniu męki Pańskiej i różnych stąd uczuciach wewnętrznych.

Ks. Wawrzyniec Scupoli (11)

Utarczka duchowa inaczej Walka duchowa, czyli nauka poznania, pokonania samego siebie, i dojścia do prawdziwej doskonałości chrześcijańskiej (11)

Warszawa 1858.

ROZDZIAŁ XLIV. O modlitwie

Jeżeli nieufność w sobie, zaufanie w Bogu i dobre użycie władz duszy i ciała, jakieś widział synu, są konieczną bronią w tej utarczce duchowej, modlitwa – ten czwarty oręż, jeszcze jest nad tamte potężniejszy i bardziej niezbędny; przezeń to bowiem zdobywamy, otrzymujemy od Boga nie tylko cnoty, ale w ogólności wszelkie dobro, które nam jest potrzebne. Tym kanałem modlitwy spływają na nas wszystkie łaski z wysoka; modlitwa sprowadza nam na pomoc z nieba Najwyższego, Najpotężniejszego wszechrzeczy Pana, i sprawia, że my co jesteśmy słabością, nicestwem, kruszymy najstraszniejszych wrogów naszych. Abyś dobrze mógł używać tego oręża, następujące synu, roztrząśnij uwagi.

1) Pragnąć winieneś synu, służyć Bogu gorliwie i w sposób Jemu najprzyjemniejszy. Serce twoje łatwo rozpromieni się tym pragnieniem, jeżeli na następujące trzy rzeczy zwrócisz uwagę: Naprzód, że Bóg nieskończenie jest godzien, abyś Mu służył, Jego wielbił, z powodu nieograniczonego Majestatu Jego, dobroci, piękna, mądrości, potęgi i wszystkich innych przymiotów. Po wtóre, że Ten niezmierzony w Majestacie Bóg, stawszy się człowiekiem, przez lat 33 nie przestał bezustannie pracować nad twym zbawieniem; że raczył własnymi rękami opatrywać straszne, obrzydliwe rany grzechów naszych, że je uleczył, już nie wino i oliwę, ale wlewając w nie swoją Krew Najdroższą i swoje Ciało Najświętsze, tym celem całe zbite okropnymi razami, cierniem, włócznią, gwoździami porozdzierane. Po trzecie, że na tym nam szczególniej zależy, abyśmy zachowali Jego prawo, dobrze spełniali nasze powinności, bo to jest jedyny środek, przez który stać się możemy panami siebie, zwycięzcami szatana, dziećmi Boga.

2) Miej żywą wiarę synu, i mocną nadzieję, że ci Bóg nie odmówi potrzebnej pomocy do służenia Jemu i pracowania na zbawienie. Dusza posiadająca całą ufność w Bogu, jest na podobieństwo świętego naczynia, w które miłosierdzie Boskie wlewa skarby łask swoich, im ono jest większe, tym większą obfitość błogosławieństw niebiańskich modlitwa w nie ściąga. Jakżeby bowiem Bóg, któremu nic niepodobnego nie ma i który nikogo nie omyla, miał nam nie udzielać swych darów, kiedy sam nas zachęca, abyśmy o nie błagali, kiedy sam przyrzeka Przenajświętszego Ducha swego, bylebyśmy Go o to z wiarą i wytrwaniem prosili?

3) Modlitwa twoja niech ma zawsze za pobudkę czynienie to tylko, co Bóg chce, a nie to, co ty chcesz synu; tak dalece, że my powinniśmy zabierać się do modlitwy tylko z tego powodu, że Bóg tak zaleca i że pragniemy być wysłuchani tylko o tyle, o ile się to Bogu podoba; czyli, powinniśmy wolę naszą nagiąć do Boskiej woli, nie zaś aby Bóg swą najświętszą wolę do naszej miał stosować. Przyczyna zaś tego jest nader jasna, mianowicie, że miłość własna szpeci i krępuje wolę naszą, tak, iż najczęściej nie wiemy o co prosimy; przeciwnie, wola Boska, jako w istocie swej słuszna i święta, nigdy nas oszukać nie może: ona ma być wszelkiego chcenia prawidłem: nie iść bowiem za wolą Boską, byłoby oddalić się od Boga. Nie proś przeto o nic synu, co by nie miało być miłym i przyjemnym Bogu. Jeżeli jest obawa, że to o co prosisz może niezgodne z wolą Jego, wznoś wtenczas swe błagalne modły z zupełnym poddaniem się Jego Opatrzności; jeżeli zaś rzeczy które pragniesz pozyskać, są Bogu przyjemnymi, jak np. łaski i cnoty, błagaj o nie raczej dla przypodobania się Bogu i dla służenia Jego woli, niż z innych jakich bądź pobudek, chociażby te także duchowymi były.

4) Jeżeli chcesz synu, aby modły twoje wysłuchane były, staraj się aby sprawy twoje z prośbami twymi były zgodne; potrzeba, abyś przed modlitwą i potem wszystkie obracał starania stać się godnym tych łask o które prosisz, modlitwa bowiem ustna i wewnętrzne usposobienie serca, nigdy z sobą sprzeczne być nie powinny, inaczej byłoby kuszeniem Boga, prosić Go o jaką cnotę, a żadnych nie przykładać starań do jej wykonywania.

5) Wprzód nim zaczniesz wznosić swój błagalny głos do Boga, złóż w najgłębszej pokorze powinne dzięki za wszystkie dobrodziejstwa, jakimi cię już Bóg udarować raczył. Możesz tak do Pana odezwać się: Panie, któryś z nieskończonego miłosierdzia swego mnie stworzył i po wielekroć wyrwał z rąk zaciętych nieprzyjaciół moich, przybądź mi teraz na pomoc, zapomnij wszystkich ubiegłych niewdzięczności, nie odmawiaj mi łaski o którą Cię w uniżeniu, z poddaniem Twej woli proszę! Jeżeli zaś w chwili gdy prosimy o jaką cnotę szczególną, jesteśmy nagabani od występku jej przeciwnego, nie zaniedbujmy jednocześnie podziękować Bogu za sposobność jaką nam nastręcza do wykonania tej cnoty; albowiem to także nie mały jest dar Boga.

6) Ponieważ modlitwa nasza całą moc i skuteczność swoją bierze z nieskończonej dobroci Boga, z zasług życia i męki Jezusa Chrystusa Pana naszego, a wreszcie z obietnicy jaką uczynił wysłuchania nas, na końcu przeto próśb naszych możemy zamieścić jedną, lub więcej z następujących konkluzji: Przez wnętrzności miłosierdzia Twego, błagam Cię Panie o tę łaskę. – Boże, racz mi to, o co proszę, udzielić przez zasługi Zbawcy naszego. – Wspomnij Panie na swe obietnice i wysłuchaj wołania moje. – Dobrze jest także wzywać wstawiennictwa za nami Najświętszej Dziewicy Maryi i innych świętych, ich bowiem pośrednictwo jest znakomite na niebiosach i Bóg nie przestaje w dobroci swojej udzielać im czci, w miarę jak oni w swym życiu doczesnym składali cześć Bogu.

7) Nade wszystko nie należy ustawać w modlitwie, owszem zanoś ją synu z wytrwaniem; Bóg bowiem taką wytrwałością, w uniżeniu zanoszoną, poruszonym zostaje. Jeżelić bowiem natręctwo wdowy Ewangelicznej mogło zmiękczyć serce sędziego przewrotnego, jakżeby uniżone modły nasze nie miały poruszyć Boga nieskończenie dobrego? A tak, kiedy Bóg ociąga zadość uczynienie naszym modłom, kiedy się zdaje nie chcieć wysłuchiwać naszych wołań, nie powinniśmy tracić ufności, ani przestawać Go prosić, On bowiem w najwyższym stopniu posiada wszystko to, co nam jest potrzebne i może i chce nam dać, uczynić to, co jest z naszym dobrem. Jeżeli zatem nie zachodzi żadna z strony naszej przeszkoda, otrzymamy niezawodnie czego pragniemy, a nawet może coś lepszego, albo jedno i drugie. Zresztą, im więcej uważać się będziemy za opuszczonych, tym więcej wzbudzać mamy nienawiść i wzgardę ku sobie, tak jednak, abyśmy nędzę swą rozważając, nie spuszczali z uwagi miłosierdzia Boskiego i nie tylko nie mamy usuwać naszej ufności w tymże miłosierdziu, ale jeszcze coraz bardziej w duszy rozbudzać ją winniśmy, pamiętając, że im dłużej zostawać będziemy na równi z tymi, co już by zwątpić powinni, tym więcej dla nas będzie zasługi.

Na koniec, nie przestawajmy nigdy składać podzięk Bogu, błogosławiąc zarówno Jego mądrość, Jego dobroć, Jego miłość, bądź że Pan odrzuci, bądź że przyjmie i spełni nasze prośby i cokolwiek stać by się mogło, bądźmy zawsze spokojni, zadowoleni, poddani we wszystkim Jego Opatrzności.

ROZDZIAŁ XLV. O modlitwie myślnej

Modlitwa myślna, jest wzniesienie ducha ku Bogu i błaganie w duchu wyraźne, lub domyślne o rzeczy, które sądzimy nam być potrzebne. Błagamy wyraźnie Boga, kiedy w sercu się odzywamy: O Boże! udziel mi tej łaski dla uwielbienia Twego świętego Imienia. Albo: Panie wierzę mocno, że chcesz i to jest z chwałą Twoją, że błagam o takowe duszy dobrodziejstwo: spełnij zatem teraz Panie we mnie Twoją świętą wolę. Kiedy nieprzyjaciele naciskają na nas i uderzają z całą mocą, możemy w te do Pana przemówić słowa: Boże, ucieczko moja, wszystka mocy moja, pospiesz na ratunek mój, abym nie upadł. Jeśli natarczywość pokusy nie przestanie na nas uderzać, nie przestawajmy w podobny modlić się sposób do Pana, dając zawsze mężny złośliwemu napastnikowi odpór. Kiedy najważniejsza część utarczki już minie, zwrócisz się wtenczas synu ku Panu naszemu i błagając aby wspomniał z jednej strony na siłę wroga, a z drugiej na twą słabość, możesz mówić: Oto Panie ja stworzenie Twoje, dzieło rąk Twoich, ja ceną krwi Twojej najdroższej okupiony: Patrz jak szatan wysila się, aby mnie pochwycił w swe sidła i zgubił. Do Ciebie przeto Panie się uciekam, w Tobie całą mą nadzieję pokładam, boś Ty jest nieskończenie dobry, nieskończenie potężny. Miej Panie litość nade mną, niewidomym, choć ta ślepota z mej własnej pochodzi winy, bo bez pomocy Twej nie zdołam uniknąć popadnienia w rękę Twoich nieprzyjaciół. Trzymaj mnie Panie, jedyna nadziejo, jedyna mocy mej duszy.

Błagamy Boga domyślnie o łaski, kiedy Mu przedstawiamy tylko nasze potrzeby, nie mówiąc nic więcej. Stawiwszy się przeto w obecności Boga uznajemy, że sami z siebie nie jesteśmy uczynić zdolni nic dobrego, ani uniknąć złego, pałając nadto gorącym pragnieniem Jemu służenia, zwracamy całą naszą uwagę ku Bogu i oczekujemy w pokorze, w ufności Jego pomocy i wsparcia. To wyznanie naszej nędzy, to pragnienie służenia Bogu, to wreszcie uczucie wiary i ufności, stanowią modłę i błaganie domyślne, które nam wyjedna od Boga to, co duszy jest potrzebnym. I ono tym jest skuteczniejsze, im naszej nędzy wyznanie jest szczersze, im pragnienie służenia Bogu w nas jest gorętsze, im wiara żywsza.

Jest jeszcze inny rodzaj modlitwy nieco krótszej, która się odbywa przez pogląd tylko na duszę i przedstawienie Panu swej nieudolności i taki pogląd jest przypomnieniem łaski, o jaką już błagaliśmy Pana, o jaką jeszcze błagamy, chociaż ani tego błagania, ani naszego pragnienia nie wyrażamy słowy. Staraj się synu nawyknąć do tego rodzaju modły i naucz się jej używać przy każdej sposobności, a doświadczenie cię przekona, że nie ma nad to nic łatwiejszego, a przecież jednocześnie nic nad to wyborniejszego i pożyteczniejszego.

ROZDZIAŁ XLVI. O rozmyślaniu

Kiedy zamierzamy nieco więcej czasu poświęcić modlitwie, np. półgodziny, godzinę lub więcej, możemy do niej dołączyć rozmyślanie niektórych ustępów życia, lub męki Pana naszego Jezusa Chrystusa i stosować wszystkie uwagi, jakie w tej mierze czynimy do cnoty, o jakiej nabycie się staramy.

Jeżeli uważasz synu, że ci potrzebne nawyknienie do cierpliwości, zastanawiaj się nad biczowaniem naszego Zbawcy. Pomyśl:

1) jak żołdactwo otrzymawszy rozkaz, poprowadziło Pana na miejsce, gdzie miał być sieczony, wlokło Go tam z wielkim krzykiem i krwawym natrząsaniem się z Pana;

2) jak ci dzicy okrutni oprawcy zdarłszy szaty, obnażyli Jego najczystsze ciało;

3) jak Jego święte ręce gwałtownie przymocowano do słupa;

4) jak całe ciało nielitościwie rozdzierane było biczami, haczykami żelaznymi, zaopatrzonymi tak, iż potoki krwi płynęły po ziemi;

5) jak często powtarzane na tymże miejscu razy, powiększały, odnawiały rany.

Kiedy nad tym, lub innymi podobnymi, właściwymi do rozniecenia w twej duszy cierpliwości, przedmiotami zastanawiać się będziesz, natęż naprzód swą władzę wewnętrzną duszy, abyś mógł uczuć niepojęte boleści, jakie Pan nasz cierpiał, już na wszystkich, już na każdej po szczególe części swego ciała. Przejdź potem do rozważania, ile jednocześnie cierpiał w głębi świętej swej duszy; staraj się pojąć z jaką cierpliwością, bez wydania żadnego burzliwego jęku to wszystko wycierpiał, będąc zawsze gotowym na nowe męki dla chwały swego Ojca, i dla dobra twego. Następnie spojrzyj na Pana, całego krwią zlanego, i bądź pewnym, że to najwięcej jest na sercu Jezusa, abyś ty także znosił w cierpliwości twe utrapienia, On nawet prosi swego Ojca o pomoc, abyś mógł znieść nie tylko ten krzyż, ale jeszcze wszelki inny, w dalszym biegu twego życia przydarzyć się mogący. Ponów potem i utwierdź nowymi aktami twe postanowienie, jakieś uczynił cierpieć w radości dla Pana; dalej wznosząc swe oczy w niebo, po tysiąckroć składaj Ojcu miłosierdzia podzięki, że raczył zesłać na ziemię Syna swego jedynego, aby cierpiał tak okropne męczarnie, aby wstawiał się nieustannie za tobą. Błagaj wreszcie, aby ten Ojciec na niebiosach udzielił ci cnoty cierpliwości, a to przez wysługę i wstawiennictwo tegoż Syna, którego On tak jak siebie miłuje.

ROZDZIAŁ XLVII. Inny sposób modlitwy za pomocą rozmyślania

Możesz jeszcze synu, w inny sposób rozmyślać i modlić się do Pana. Rozważywszy dobrze trudy i boleści, jakie nasz Zbawiciel z upragnieniem i ochotą wycierpiał, od rozmyślań nad cierpliwością i mękami Pana, możesz przejść do dwóch nie mniej ważnych i potrzebnych uwag, to jest: rozważaj najprzód, nieskończone zasługi Pana, a następnie, zadość uczynienie sprawiedliwości i chwałę jaką otrzymał Ojciec Przedwieczny z tego nieopisanego posłuszeństwa swego Syna, posłuszeństwa aż do śmierci, a śmierci krzyżowej. Przedstawiaj te dwie uwagi nieskończonemu Majestatowi Boga, jako dwie potężne pobudki do otrzymania potrzebnej ci łaski, o którą zanosisz swą modłę. W taki sposób rozmyślać możesz nie tylko o wszystkich tajemnicach męki Pańskiej, ale nadto o każdej sprawie, bądź zewnętrznej, bądź wewnętrznej, jaką Pan dokonał przy każdej z tajemnic życia swego.

ROZDZIAŁ XLVIII. O modlitwie zanoszonej do Boga przez wstawiennictwo Najświętszej Dziewicy Maryi

Prócz wskazanych dopiero sposobów błagania Boga, mamy jeszcze inny uciekania się pod opiekę Najświętszej Dziewicy. Naprzód, staw w wyobraźni swojej nieskończony majestat Ojca Przedwiecznego, następnie Jezusa Chrystusa naszego Zbawcy, a wreszcie Jego Najświętszą, bez zmazy poczętą Matkę.

Pod względem Ojca Przedwiecznego, dwie szczególniej uważaj rzeczy: naprzód, osobliwsze zamiary łaski, jakie odwiecznie miał dla tej Przeczystej Dziewicy, wprzód nim Ją wyprowadził z nicości; po wtóre: osobliwszą świątobliwość jaką Jej Bóg udzielił i wszystkie dobre sprawy, jakie Maryja od chwili swego poczęcia do skonu dokonała.

Abyś pierwszą rzecz dobrze rozważył, wznieś się w duchu nad wszystkie stworzenia, zapuść swą myśl poza wszystkie czasy, przeniknij całą przepaść wieczności, wnijdź, że się tak wyrażę, aż do głębi serca Boskiego i przypatrz się jak wdzięcznym okiem spoglądał Pan Bóg w przyszłości na Tę, którą wybrał i przeznaczył za Matkę Synowi swemu. Przez to upodobanie, jakie stąd miał Najwyższy, błagaj, aby ci Pan udzielił dosyć siły do zwyciężenia wrogów, a nade wszystko tego, który na teraz najsrożej na ciebie naciera. Przedstaw potem i ofiaruj Panu wszystkie cnoty, wszystkie heroiczne sprawy, jakie wykonała Najświętsza Dziewica, ofiaruj czy łącznie wszystkie, czy też po szczególe i uczyń sobie z tego pobudkę dla otrzymania od dobroci Boga wszystkiego, cokolwiek ci potrzeba.

Zwróć następnie swą myśl ku Jezusowi Chrystusowi, i błagaj, aby raczył wspomnieć na swą ukochaną Matkę, która Go w swym łonie nosiła; a porodziwszy, z najgłębszym uszanowaniem hołdy i cześć oddała, wyznając Go swym Stwórcą i swym Synem zarazem, która z rzewnym współczuciem spoglądała nań ubogiego w stajence, w żłóbku złożonego, która Go dziewiczą piersią karmiła, która Go uściskiem i tysiącem najczulszych pocałunków okryła, która z Nim przez cały ciąg Jego żywota, a zwłaszcza przy śmierci nie do opisania boleści cierpiała. Przedstaw tak tkliwie to wszystko Jezusowi, aby przez wzgląd na te uwagi raczył wysłuchać twą modlitwę.

Wreszcie, kierując swą myśl i głos błagalny ku Najświętszej Dziewicy, powiedz Jej, że Opatrzność przed wszystkimi wieki wybrała Ją za Matkę miłosierdzia i obronę dla grzeszników, że po Jej Synie w Niej całą pokładasz nadzieję. Przypomnij Jej prawdę, powszechnie przez Ojców Kościoła przyjętą i niezliczonymi cudami stwierdzoną, że nie słyszano nigdy aby zginął, aby nie doznał pomocy w potrzebie, ktokolwiek Jej wzywał z wiarą i ufnością. Przedstaw wreszcie Tej Matce ukochanej, wszystkie męczarnie jakie Jej Syn poniósł dla twego zbawienia, aby Ona przez te wszystkie pobudki otrzymała ci łaskę z nich korzystania, dla chwały i upodobania tegoż Boskiego Jej Syna i Zbawcy.

ROZDZIAŁ XLIX. Niektóre uwagi pobudzające grzeszników do uciekania się z ufnością do Najświętszej Maryi Dziewicy

Chceszli być nabożnym synu, do Najświętszej Dziewicy, rozbierz dobrze następujące uwagi:

1) Doświadczenie uczy, że naczynie w którym wonny balsam, lub inne wdzięcznego zapachu zostawało pachnidło, zatrzymuje w sobie tęż woń przyjemną, zwłaszcza, jeżeli czas długi ów balsam, pachnidło, w nim się mieściło, albo cząstka onego tam została. Z tym wszystkim i balsam i każde pachnidło ma siłę nie wieczną, ale ograniczoną, tak jak i ogień po którym pozostaje ciepło, chociaż ogień usunięto. Jeśli tak jest z rzeczami zmysłowymi, cóż powiemy o miłości, o miłosierdziu Najświętszej Dziewicy, która dziewięć miesięcy nosiła w swym łonie i jeszcze nosi w swym sercu jedynego Syna Boga, miłość niestworzoną, której potęga żadnymi granicami nie jest zamknięta? Jeśli niepodobieństwem jest zbliżyć się do wielkiego płomieni ogniska, abyśmy ogrzani nie byli, jakże tym bardziej twierdzić mamy, że ktokolwiek zbliży się do Maryi, do Matki miłosierdzia, do Jej serca nieustannie miłością Boga gorejącego, tym większy skutek stąd uczuje, im częściej zbliżać się z pokorą nie omieszka, im więcej nadziei w Niej położy.

2) Nigdy żadne stworzenie, nie miało i nie ma tyle miłości ku Jezusowi Chrystusowi, tyle poddania się Jego świętej woli, co Jego błogosławiona Dziewica Matka. Jeżeli zatem Ten Boski Zbawca, co się ofiarował za nas nędznych grzeszników na najokrutniejsze męki, jeżeli nam dał własną Matkę, za wspólną, dla każdego z nas Matkę, za Obronicielkę, Pośredniczkę przed Nim, jakżeby mógł dla tychże samych pobudek nie wysłuchać, nie przybyć nam z pomocą, gdy przez Matkę błagamy? Nie zaniedbujmy przeto wzywać Jej miłosierdzia, uciekajmy się do Niej w każdej potrzebie z ufnością, bo Ona jest źródłem łask pełnym, nieprzebranym i rozdzielać nam zwykła te łaski w miarę ufności, z jaką się do Niej udajemy.

ROZDZIAŁ L. Sposób modlitwy ustnej i myślnej przez przyczynę świętych Aniołów i błogosławionych zanoszonej

Aby przyczyna świętych Aniołów i innych Niebian, pomocną ci była synu, następujące dwie w pamięci zachowaj uwagi:

Zwróć się naprzód synu, ku Ojcu Przedwiecznemu, przedstaw wszystkie hołdy, jakie całe niebo nieustannie Mu składa, przedstaw wszystkie trudy, prześladowania, katownie i męczarnie, jakie święci z miłości ku Niemu na ziemi znosili i przez te wszystkie piętna ich hołdów, ich wierności, ich miłości, błagaj o to, co ci jest potrzebnym.

Następnie, wzywaj tych błogosławionych nieba mieszkańców, którzy nie tylko pragną, abyśmy się tak jak oni doskonałymi stali, ale jeszcze abyśmy wyżej nad nich w chwale wyniesieni byli. Proś ich statecznie o pomoc do pozbycia się swych zdrożności, o łaskę odniesienia zwycięstwa nad wrogami zbawienia, a szczególniej, aby cię wspierali w chwilę skonu twego. Podziwiaj niekiedy nadzwykłe łaski, jakie święci otrzymali od Pana, ciesz się z nich jakby z własnego dobra; miej nawet większą pobudkę do radości, że im właśnie a nie tobie większe udzielił Pan łaski; bo to Pan tak chciał i dlatego masz powód chwalić Go i błogosławić.

Abyś zaś w swych modłach, do przyczyny Świętych, mniej trudności a więcej miał ładu, możesz podzielić podług dni w tygodniu, różne niebian Zastępy w taki sposób: W niedzielę możesz wzywać przyczyny dziewięciu Chórów Aniołów; w poniedziałek św. Jana Chrzciciela, we wtorek Patriarchów i Proroków, w środę Apostołów, w czwartek Męczenników, w piątek Biskupów i Wyznawców, w sobotę Świętych Dziewic i innych świętych.

Nie zapominaj jednakże nigdy modłów do Najświętszej Dziewicy, jako Królowej wszystkich Świętych, do twego Anioła Stróża, do błogosławionego Michała Archanioła i innych, do których masz osobliwsze nabożeństwo.

Błagaj wreszcie co dzień Maryi, Jezusa, Ojca Przedwiecznego, aby ci dać raczyli za osobliwszego Patrona i obrońcę Józefa św., najczcigodniejszego Oblubieńca Niepokalanej Dziewicy; zwracając się potem z ufnością do tegoż Świętego, proś aby cię raczył pod swoją przyjąć obronę. Niezliczone bowiem cuda i łaski wyjednała przyczyna św. Józefa tym, którzy Go w różnych już duchowych, już doczesnych nawet wzywali potrzebach, zwłaszcza, kiedy błagali o oświecenie z nieba, albo o przewodnika niewidzialnego dla nabycia umiejętności dobrego modlenia się. Jeśli bowiem Bóg przyznaje każdemu z świętych cześć mu należną, odpowiednio jak każdy z nich wielbił Boga na ziemi, jakaż cześć i pierwszeństwo przed innymi świętymi należy się temu, którego już na ziemi sam Bóg uczcił, tak, iż raczył poddać się Jemu i był mu jakby ojcu posłusznym.

ROZDZIAŁ LI. O rozmyślaniu męki Pańskiej i różnych stąd uczuciach wewnętrznych

To cośmy niedawno mówili o sposobie modlenia się i rozmyślania męki Zbawiciela, odnosiło się głównie do wyproszenia łask od Pana nam potrzebnych; teraz przypatrzmy się jak z tegoż rozmyślania możemy rozliczne, poruszające serce, wyprowadzić uczucia:

Jeżeli np. za przedmiot rozmyślania wybrałeś ukrzyżowanie Boga człowieka, wśród licznych okoliczności tej tajemnicy, możesz zatrzymać myśl nad następującymi uwagami. Zważ:

1) Że skoro Jezus przybył na Kalwarię, oprawcy z gwałtownością zdarli z Niego odzienie, odrywając zarazem skórę rozszarpaną biczami, do której przywarły szaty Jego, przesiąknięte krwią, co tak obficie z Jego ran przy biczowaniu płynęła.

2) Że Mu zerwano z świętej głowy ciernistą koronę i wtłoczono potem na powrót, zadając nowe boleśniejsze rany.

3) Że uderzeniem ciężkiego młota i grubymi tępymi gwoździami przybito Go do hańby drzewa.

4) Że Jego święte ręce nie mogące sięgnąć do miejsca gdzie je przybić miano, z gwałtownością przyciągano, tak, że wszystkie kości wyszły z swych stawów i jak Psalmista mówi: policzyć je można było.

5) Że będąc podniesiony z krzyżem na którym jedynie gwoździe Go trzymały, sam ciężar ciała przy każdym krzyża wstrząśnieniu, rozdzierał Jego rany i powodował najokropniejsze boleści.

Jeśli tymi lub podobnymi uwagami pragniesz w sercu swoim obudzić miłość ku cierpiącemu Panu, staraj się przez rozmyślanie poznać cały ogrom nieskończonej dobroci Jego, jak z miłości ku tobie chciał cierpieć tyle męczarni, im bowiem do lepszego przyjdziesz poznania Jego miłości ku tobie, tym wzajem większa ku Panu obudzi się miłość i przywiązanie. A tak poznawszy bezmierną miłość Jego, niepodobna aby serce twoje nie miało się poruszyć żalem i skruchą, żeś tak często niegodnie obrażał Pana, który dobrowolnie za ciebie, dla zagłady twych złości na tak wielkie zaofiarował się katusze.

Przejdziesz następnie do wzbudzenia w sobie aktów nadziei, rozbierając w myśli, że Bóg nie inny miał zamiar w swych cierpieniach krzyżowych, jak tylko zagładę grzechu, wyswobodzenie człowieka z paszczy piekła, oczyszczenie naszych win, pojednanie nas z Ojcem Przedwiecznym i abyśmy doń we wszystkich z ufnością udawali się potrzebach. Jeśli po zastanowieniu się nad mękami, rozważysz wynikłe z nich skutki, że przez swą śmierć Pan zgładził winy ludzi, uśmierzył gniew sprawiedliwego Sędziego, pokonał piekło i z samej śmierci odniósł tryumf, że zapełnił wybranymi miejsce na niebiosach po buntowniczych Aniołach; wtenczas żal twój zamieni się w radość, która się jeszcze zwiększy wspomnieniem wesela chwały, jaką wielkie dzieło odkupienia przyniosło trzem osobom Trójcy Przenajświętszej, Niepokalanej Dziewicy, Kościołowi wojującemu i tryumfującemu już w niebie.

Jeśli chcesz wzbudzić żal szczery i żywy za swe winy, zwróć głównie uwagę w swym rozmyślaniu, że jeżeli Jezus cierpiał tyle, to dlatego aby natchnął w twe serce zbawienne obrzydzenie samego siebie i twych nieporządnych skłonności, a zwłaszcza tej, która tylu tobie była win powodem, która tym samym najwięcej nie podoba się Bogu.

Jeśli pragniesz obudzić w sobie uczucie podziwienia, rozważ, cóż bardziej może być zdumiewającego nad widok, że Twórca wszechświata, dawca życia, umiera z rąk swego stworzenia: że Majestat nieogarniony całkowicie się wyniszcza, że sprawiedliwość niesłusznie potępiona, że piękno niestworzone, plwocinami zeszkaradzone i prawie zniszczone, że jedyny przedmiot umiłowania Ojca Przedwiecznego, staje się igraszką naigrawań grzeszników, że światło nieogarnione, na wściekłość czarnych potęg piekła i ciemności wystawione; że chwała, szczęśliwość bezmierna, w ohydzie i nędzy zagrzebane.

Chceszli współubolewać nad cierpieniami Zbawcy i Boga twego; prócz zewnętrznych męczarni wystaw w swej wyobraźni boleści wewnętrzne, które były bez porównania okropniejsze. Jeżeli pierwsze wzruszają cię swym widokiem, jakże tym bardziej, aż do głębi serca przeniknąć cię winny ostatnie. Dusza Zbawcy widziała jasno, tak jak teraz w niebie widzi i poznaje istotę Boską, znała dobrze, jak Bóg godzien jest wszelkiej czci i chwały, jak Ona była ukochaną od Boga nieskończenie i pragnęła wzajem, aby wszystkie stworzenia kochały Go ze wszystkich sił swoich. Widząc tedy, jak straszliwie po całej ziemi najobrzydliwszymi sprośnościami Majestat Boski jest sponiewierany, pogwałcony, była na ten widok przejęta, niemniej nieograniczoną boleścią, tak jak Jej miłość była nieskończona, jak pragnienie, aby Bóg był od wszystkich ukochany, uwielbiony był nieskończenie. Ogrom tej miłości i pragnienia w duszy Jezusowej, przechodzi wszelkie nawet Aniołów pojęcie, a tym samym, niepodobieństwem jest opisać i pojąć jak wielkie było wytężenie boleści wewnętrznych, umierającego na krzyżu Jezusa.

Nadto, ponieważ Boski Zbawca, kochał wszystkich ludzi w sposób niewymowny, miłość zatem i tkliwość jaką miał ku nim, sprawiała, iż na widok grzechów, co odrywały grzeszników od Niego, bolał nieskończenie. Wiedział On, że ktokolwiek popełnia grzech śmiertelny, ten świętokradzko zrywa i niszczy węzeł miłości i łaski, jaki utrzymuje w skojarzeniu i spójni dusze sprawiedliwych duchownie z Nim zjednoczone: to zatem zerwanie węzła jedności z Chrystusem, było dla Jego najświętszej duszy nierównie boleśniejszym, nad samo szarpanie, nad odrywanie członków od swojego ciała. I w tym nie ma nic zdumiewającego; dusza bowiem będąc duchem i natury doskonalszej niźli ciało, do zniesienia przeto i większych boleści jest zdolną. Nade wszystko jednak, najdotkliwszą boleścią i strapieniem było dla naszego Zbawcy, spoglądać na zbrodnie potępieńców, którzy nie mogąc już pokutować, muszą na wieki być odłączeni od Niego.

Jeżeli na widok tylu boleści, serce twoje się przeraża i porusza współczuciem dla ukochanego Jezusa, pomyśl jeszcze, a dostrzeżesz, że Jezus cierpiał te niewymowne męczarnie za ciebie, nie tylko za te grzechy, któreś rzeczywiście popełnił, ale jeszcze i za te, któreś już miał popełnić; albowiem On wylał wszystką krew swoją, aby cię uwolnił i oczyścił od grzechów i win któreś popełnił, i zachował od tych, coś miał i mógł popełnić. Wierz mi synu, iż nigdy ci nie może zbywać na silnych pobudkach wiodących cię do współubolewania nad cierpieniami ukrzyżowanego Jezusa. Wiedz o tym, że nie było i nie będzie żadnego zła i nieszczęścia w jakimkolwiek bądź rozumnym stworzeniu, nad którym by słodki Zbawca najżywiej nie bolał. Czuł i pojmował daleko lepiej wszelkie krzywdy i zniewagi, natarczywość pokus i chorób, niż ci sami co takowe ponoszą. Ponieważ bowiem ten Ojciec pełny miłosierdzia i litości, poznaje najdokładniej wszelkie ludzi utrapienia, wielkie i drobne, duchowe i odnoszące się do ciała, aż do lekkiego ukłucia, aż do chwilowego zabolenia głowy, nad wszystkim przeto Jego Boska rozczuliła się dobroć.

Któż znowu opisać podoła, jak boleści Jego Najświętszej Matki były Mu dotkliwe? Wszystko cokolwiek słodki Jezus najokrutniejszego, najsromotniejszego w swojej męce cierpiał, ukochana Jego Matka cierpiała także z tychże samych pobudek i powodów, a chociaż Jej boleści nie wyrównały Jezusowym, zawsze jednak były niezmierne. To właśnie zdwajało cierpienia Jezusa i sercu Jego zadawało głębokie rany. Słusznie zatem, pewna święta dusza w całej niewinności powtarzała: że Serce Jezusa bolejące wydawało się jej niby rodzajem osobliwszego piekła, gdzie wszystkie męczarnie były dobrowolne, a płomienie ognia stanowiła sama miłość.

Na koniec, jakiż powód jest tych wszystkich mąk i boleści? Nasze grzechy. Najlepszy przeto będzie sposób współboleć z Jezusem i okazywać Mu wdzięczność za tyle cierpień, kiedy obżałowywać bodziemy nasze niewierności, jedynie z pobudek czystej miłości ku Niemu; kiedy nade wszystko grzech w nienawiści mieć będziemy, jako Jemu nieskończenie się niepodobający; kiedy nieustannie zwalczać będziemy nasze występki i zdrożności, jako największych wrogów naszych; kiedy wreszcie zewlókłszy z siebie starego człowieka z wszystkimi jego błędami, przywdziejemy nowego i przyozdobimy duszę naszą w wdzięczne cnoty chrześcijańskie, które stanowią niewypowiedziane i jedyne jej piękno.

Książkę postaci papierowej można nabyć tutaj:

https://ksiegarnia-armoryka.pl/Utarczka_duchowa_Wawrzyniec_Scupoli.html

Ks. Isakowicz-Zaleski: „W Kościele jest pole minowe. Lustracja w Kościele została zadeptana”.

Ks. Isakowicz-Zaleski: „W Kościele jest pole minowe. lustracja w Kościele została zadeptana”.

Dużo namieszał ojciec Rydzyk

https://www.salon24.pl/newsroom/1282712,ks-isakowicz-zaleski-w-kosciele-jest-pole-minowe-duzo-namieszal-ojciec-rydzyk

Dzisiaj mogę powiedzieć, że lustracja w Kościele została zadeptana, nie doprowadzono do zamknięcia tej sprawy. Co jakiś czas wybuchają kolejne bomby. Szkoda, że nie rozbrojono ich kilkanaście lat temu. Dużo namieszał ojciec Tadeusz Rydzyk – mówi Salonowi 24 Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, duszpasterz demokratycznej opozycji w PRL, prezes Fundacji Świętego Brata Alberta.

Ponad tydzień temu minęło 18 lat od ujawnienia listy Wildsteina. Z okazji rocznicy wielu komentatorów podkreślało, że akcja publicysty uruchomiła pewien proces, stworzyła klimat do rozliczenia trudnej, peerelowskiej przeszłości.  Ale klimat ten skończył się, gdy wybuchła sprawa lustracji w Kościele. Hierarchowie schowali głowę w piasek, rozliczeniami przestano się zajmować. Zgadza się Ksiądz z tymi opiniami?

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Nie do końca. Uważam, że jednak przełomem  jeśli chodzi o lustrację była nie tyle lista Wildsteina, co w ogóle powstanie Instytutu Pamięci Narodowej. Pamiętamy ile było dyskusji, sporów, problemów wokół powstania IPN. Już wtedy było widać, że opór jest ogromny. Łatwo było się domyślać, że pochodzi głównie ze strony osób, które nie chcą ujawnienia pewnych wydarzeń, które miały miejsce w czasach komunizmu. Celowała tu przede wszystkim „Gazeta Wyborcza”. Dziennik ten prezentował poglądy jednoznacznie przeciwne lustracji.

Faktycznie – jednym z przełomów, choć nie jedynym, była lista Wildsteina. Wywołała ogromne dyskusje i spory. Interpretowano ją jako listę agentów, co nie było prawdą. Była to bowiem lista informacji o tym, co w ogóle znajduje się w archiwach Instytutu. I trzeba pamiętać, że ta lista oczywiście nie oddawała całego zasobu IPN-u. Odnosiła się do tych fragmentów, które wtedy były znane. Bo przecież wiemy, że wiele akt przebadano dopiero w kolejnych latach. Ale faktycznie, ujawnienie tych informacji było pewnym impulsem. Cała dyskusja, która wybuchła potem w mediach, moim zdaniem zadziałała na korzyść lustracji.

No właśnie, to był rok 2005. W 2006 pojawił się temat lustracji w Kościele. Ksiądz sam w tym uczestniczył,  jako autor bardzo głośnej książki,  która wtedy wywołała ogromny rezonans,  reakcje zarówno pozytywne, jak i negatywne. Czemu jednak episkopat nie stanął wtedy w prawdzie, sprawę zamieciono pod dywan?
 
Tak, myślę, że tu zostało popełnionych bardzo wiele błędów. Kościół miał możliwość zająć się sprawą już za czasów czterech pierwszych rządów po okrągłym stole, a więc Tadeusza Mazowieckiego, Jana Krzysztofa Bieleckiego, Jana Olszewskiego i Hanny Suchockiej. Gdyby wówczas episkopat chciał otrzymać akta, które się znajdowały w archiwach dawnej Służby Bezpieczeństwa (IPN jeszcze nie było)  to akta te by otrzymał.  I tu powołam się na wypowiedź nieżyjącego już metropolity gdańskiego,  arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego.

W 2005 roku w  rozmowie ze mną oraz jedną z osób świeckich, która interesowała się tymi sprawami, metropolita powiedział, że na początku lat 90-tych ówczesny sekretarz episkopatu, arcybiskup Bronisław Dąbrowski przyniósł na jedną z konferencji episkopatu taki gruby notatnik. W notatniku tym wynotowano kilkunastu najważniejszych agentów Służby Bezpieczeństwa wśród księży. I w czasie tej konferencji – wg relacji abp. Gocłowskiego – ten notatnik krążył z rąk do rąk. Każdy z biskupów diecezjalnych mógł zajrzeć. Niektórzy mieli wypieki na twarzy, bo często były tam nazwiska szokujące. Najczęściej ważni duchowni z poszczególnych diecezji.

Ale jak wspominał abp Gocłowski, gdy rozgorzała dyskusja, co z tymi informacjami zrobić, biskupi zdecydowali, że nic robić się nie powinno.

Co było powodem takiej decyzji?

Pierwszy padał argument klasyczny, który w dyskusjach o rozliczeniu przeszłości pada zawsze. Przeciwnicy ujawnienia zawartości notatnika argumentowali, że to już jest przeszłość, że ludzie się tym już nie interesują. Nie interesuje się tym młodzież. W ogóle nie ma sensu tego ruszać.

Drugi argument był taki, że część opisanych duchownych to już osoby w podeszłym wieku. Zbliżają się do emerytury. Lub już są emerytowani. Problem się sam rozwiąże, czyli ci ludzie odejdą z czynnej aktywności duszpasterskiej, bądź w ogóle odejdą z tego świata. No, i że to się wszystko rozmyje. I niestety to był błąd ogromny, co zresztą arcybiskup Gocłowski w  rozmowie z nami po latach sam przyznał. Bo przez niezałatwienie tej sprawy wybuchł potem ogromny skandal.

Byłem dwa lata w wojsku, więc użyję tu takiego określenia wojskowego, że dokumenty na temat przeszłości duchownych to było pole minowe. Co się robi z polem minowym? Wysyła saperów, którzy te ładunki rozbroją. W tym wypadku należało wysłać ekspertów, którzy czytaliby te wszelkie dokumenty, sporządzali raporty. 

Przede wszystkim należało nie powoływać na ważne funkcje ludzi „umoczonych” w te rozmaite historie. Nie zrobiono tego. I potem doszło do spraw już naprawdę szokujących, jak historia księdza Mieczysława Malińskiego, czy byłego sekretarza Episkopatu Jerzego Dąbrowskiego (nie mylić z biskupem Bronisławem Dąbrowskim). Wtedy zaczęły te bomby wybuchać.

Ksiądz w pewnym momencie  sam  zajął się sprawą przeszłości duchownych. Dlaczego?

W 2005 roku  byłem na uroczystościach 25-lecia Solidarności w Gdańsku. Było wynajętych kilka wagonów z Krakowa do Trójmiasta, jechali nimi sami byli działacze Solidarności. Byłem  świadkiem  wielu rozmów ludzi, którzy już zdążyli zajrzeć do swoich teczek. Mówili wprost, że wśród tajnych współpracowników są także księża. Mnie to ogromnie zmobilizowało. Postanowiłem sam do tych archiwów zajrzeć, ustalić, czy to jest prawda, czy nie. Osobiście bowiem nie dowierzałem w te doniesienia.

Myślałem,  że to może jest przesada, a może jakieś pojedyncze przypadki. No i w październiku 2005 roku ówczesny dyrektor oddziału małopolskiego IPN-u, Janusz Kurtyka, udostępnił mi te akta. Poszedłem do archiwum. Pamiętam to jak  dziś. Już w pierwszej chwili przeżyłem wstrząs.

Dlaczego?

 Wchodząc do IPN byłem przekonany, że może są w tych archiwach  jakieś luźne kartki, jakieś tam drobne materiały dotyczące kapłanów. A tu na stole leżało kilka opasłych segregatorów. Dla mnie wstrząsem był sam fakt, że ten materiał jest tak obszerny. No ale jak zacząłem te wszystkie dokumenty czytać, to ku swojemu zdziwieniu zacząłem się rzeczywiście przekonywać, że problem współpracy duchownych jest poważny, a informacje na jego temat nie były przesadą. Wtedy na jednym z spotkań z działaczami Solidarności powiedziałem publicznie, że warto byłoby jednak to wszystko zbadać.

Kościół powinien zacząć od siebie, zmierzyć się z trudną przeszłością. Wtedy właśnie wybuchła ta cała historia. Dodam, że nawet gdy zapoznałem  się z pierwszymi  dokumentami, wydawało mi się, że to jest sprawa lokalna. Powiedzmy krakowsko-nowohucka. Potem jednak zaczęła się rozszerzać. Wiedziałem, że trzeba temat podjąć.
Jak wyglądały kulisy pracy nad książką, reakcje kościelnych przełożonych?   

Napisałem do mojego ówczesnego przełożonego, którym był już wtedy kardynał Stanisław Dziwisz. Zapytałem wprost, co należy z tą sprawą zrobić. Na pierwszy list nie odpowiedział. Tak, jakby sprawa nie istniała. Kiedy napisałem drugi list, zadbałem, żeby już trafił bezpośrednio do jego rąk. Odpisał, że poleca mnie opiece Matki Bożej. Koniec, kropka.

Wtedy zacząłem przeczuwać, że to jednak jest sprawa poważna i że to jest taki taktyczny unik metropolity. W końcu zgodę na napisanie książki otrzymałem, zacząłem pisać. Ale tu postawa kardynała była zaskakująca.  Dwa razy się zgodził, dwa razy wycofał, dwukrotnie narzucał mi zakaz wypowiedzi. W końcu, kiedy już książka była ukończona, przyjechał do mnie, co  było ogromnym zaskoczeniem, że przyjeżdża do mnie jako zwykłego księdza do Radwanowic. Podczas spotkania powiedział, że pogodził z tym, że ta książka się ukaże. Poprosił jednak, bym nie poruszał wątków homoseksualnych.

Otworzyły mi się oczy, że w tym wszystkim nie chodziło tylko o to, że książka będzie zawierała nazwiska  duchownych, którzy współpracowali. Kardynałowi zależało na tym, żeby nie podawać, co było powodem werbunku. Posłuchałem go, to znaczy wydałem książkę, nie opisując tych problemów obyczajowych. Po publikacji spodziewałem się, że będą procesy.

Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że nikt, na żadnym etapie nie wytoczył mi sprawy sądowej. Ani  na drodze cywilnej, ani karnej, ani kościelnej. Okazało się, że można opisać te materiały bez obawy, że zostanie się oskarżonym o zniesławienie.

Procesów nie było. Ale minęło wiele lat, a sprawa lustracji wciąż nie została dogłębnie w Kościele rozliczona?

Dzisiaj mogę powiedzieć, że lustracja w Kościele została zadeptana, nie doprowadzono do zamknięcia tej sprawy. No i co jakiś czas wybuchają  kolejne bomby. Szkoda, że nie rozbrojono ich kilkanaście lat temu.

Skupmy się na tych wątkach  obyczajowych. Jedni  uważają, że SB werbowała ludzi, którzy dopuszczali się czynów pedofilskich, inni, że mówienie o tym to relatywizowanie systemowego problemu, jakim  jest pedofilia w Kościele. Jak Ksiądz ocenia ten wątek na podstawie wykonanej pracy?

W aktach IPN-u nie pada w ogóle słowo pedofilia. W czasach, kiedy te akta powstawały, a więc w latach 60., 70., 80. takie  pojęcie nie było w aktach bezpieki używane. Natomiast w wielu miejscach była mowa na przykład o tym, że powodem werbunku były „skandale obyczajowe z nieletnimi chłopcami”. No to można się domyślać o co chodzi. Z tym, że tam nie było powiedziane wprost, czy dany chłopiec miał skończone 15 lat czy nie. Tego w dokumentach SB nie interpretowano. Chodziło o sam fakt szantażu.

Rzeczywiście Służba Bezpieczeństwa nie doprowadzała do skazania takiej uwikłanej osoby, ale ją werbowała jako agenta. Jeśli były mocne dowody, taki agent był wierny do samego końca. I tego typu przypadki są bardzo liczne. Nie chodzi tylko o molestowanie chłopców, co było moim zdaniem najczęstsze, ale także dziewcząt, bezbronnych dorosłych ludzi. Z tym, że czytając akta nigdy nie spotkałem się, żeby SB martwiła się, czy on ma 15, 16, czy 18 lat. Nie, chodziło o sam fakt skandalu obyczajowego, który był podstawą werbunku.

Na przełomie 2006 i 2007 roku najgłośniejsza była sprawa arcybiskupa Stanisława Wielgusa. Były biskup płocki został metropolitą warszawskim, był niemal pewnym kandydatem na prymasa Polski. Po ujawnieniu jego przeszłości metropolita zrezygnował. Ale do dziś zdarzają się konserwatywni katolicy, którzy twierdzą, że abp Stanisław Wielgus został zniszczony. Że to był wspaniały kapłan iporządny człowiek. Jeszcze niedawno w niektórych mediach prawicowych pojawiały się opinie, że niedoszły metropolita warszawski był wielką nadzieją polskiego Kościoła, zniszczoną przez „hunwejbinów lustracji”?

 To jest dość powszechny mechanizm, nie dotyczy wyłącznie arcybiskupa Wielgusa. Jest to nawet zrozumiałe. Ludzie znają jedną, pozytywną twarz tej osoby. Agenci zazwyczaj nie byli ludźmi antypatycznymi. Rzadko zachowywali się w sposób gorszący zewnętrznie, nie zawsze byli uzależnieni od alkoholu, czy narkotyków.

Siła takiego agenta polegała na tym, że on na zewnątrz był w sumie bardzo pozytywną osobą. Przez to tym bardziej niektórzy mu ufali. Miał łatwiejszy dostęp do innych osób.

Natomiast jeśli chodzi o sprawę arcybiskupa Wielgusa, dużo namieszał w niej ojciec Tadeusz Rydzyk. W sierpniu 2006 roku, kiedy miała być wydawana moja książka, on mnie zaprosił do Radia Maryja. Odbyłem tam wielogodzinną dyskusję w ramach „Rozmów Niedokończonych” na temat lustracji. Przed tym wywiadem w radiu, który szedł na żywo, ojciec Rydzyk zaprosił mnie na kolację. Mówił, że on wie, że co najmniej 20 biskupów jest umaczanych we współpracę z bezpieką. Byłem zdumiony, skąd on wie, że tych biskupów jest akurat 20.

Ale w rozmowie ojciec dyrektor podkreślił, że najważniejsze, żeby lustrować konkretne osoby. Wymienił tu z nazwiska arcybiskupa Józef Życińskiego i biskupa Tadeusza Pieronka. Oczywiście ja też uważałem, że trzeba lustrować te osoby, natomiast uważałem, że należy być obiektywnym, ujawnić wszystkich. Audycja w radiu się odbyła, można ją odtworzyć. Trwała kilka godzin, do późnych godzin nocnych. No i ojciec Rydzyk wtedy był za lustracją.

Gdy potem się dowiedział, że lustracja dotyczy także tych biskupów, których on popiera, czyli na przykład Stanisława Wielgusa, zmienił nastawienie o 180 stopni. Nagle stał się zajadłym przeciwnikiem lustracji. I sprawa arcybiskupa Wielgusa została przez niego przedstawiona jako atak na Kościół. Gdy lustrowano biskupów Życińskiego i Pieronka, to dla ojca Rydzyka było dobre. Ale kiedy rozliczanie dotyczyło Stanisława Wielgusa, to już to był atak na Kościół katolicki w Polsce.

Pamiętamy, co się działo dalej. Z tego co wiem, kropką nad „i”, była interwencja ówczesnego  prezydenta Lecha Kaczyńskiego u władz kościelnych. W dniu ingresu Stanisław Wielgus, na pewno naciskany przez władze kościelne, złożył rezygnację. Ale tego skandalu można było uniknąć, gdyby jednak przeprowadzono lustrację, zanim otrzymał nominację na arcybiskupa.

Rozmawiał Przemysław Harczuk

Antynomie ekologicznego rozumu. Karpie, indyki, lasy tropikalne i lodowce stały się zastępczym proletariatem. Co na to owsiki?

Antynomie ekologicznego rozumu.

Karpie, indyki, lasy tropikalne i lodowce stały się zastępczym proletariatem. Co na to owsiki?

Izabela Brodacka 11 II 2023

Wiele lat temu Józefa Hennelowa, publicystka „Tygodnika Powszechnego” (zwanego powszechnie Obłudnikiem Powszechnym) zadała bardzo rozsądne pytanie: „Czy postępuję ekologicznie wietrząc własne mieszkanie, czy wręcz przeciwnie wietrząc, wpuszczam do mieszkania spaliny? A może postępuję nieekologicznie, zatruwając wyziewami ze swego mieszkania środowisko Krakowa?”

Czy buty skórzane są ekologiczne, bo są naturalne, zdrowe i nie torturują naszych stóp, czy nie są ekologiczne, bo ich produkcja wymaga zabijania zwierząt? Futra naturalne z pewnością nie są ekologiczne, bo przeciwko używaniu futer występują „aktywiści ekologiczni”, polewając je farbą na plecach elegantek, lecz może warto się zastanowić, jak niszcząco wpływa na środowisko produkcja futer sztucznych?

Czy postępujemy ekologicznie karmiąc psa brukwią i soczewicą, czyli dręcząc zwierzę i narażając je na śmierć, czy należy  dawać mu mięso, co wiąże się z dręczeniem i zabijaniem  innych zwierząt?

Czy opakowania od jajek poplamione białkiem powinny trafić do papierów, czy do pojemnika z napisem „bio” ? 

Wielu z nas swego czasu ulegało „dziecięcej chorobie ekologizmu”. Wówczas nie była to ideologia ani szkodliwa utopia, lecz racjonalna troska o środowisko człowieka.

O to żeby nie spożywać z mięsem antybiotyków, a z chlebem środków ochrony roślin, żeby nie niszczyć Tatr, żeby nie składować odpadów radioaktywnych w jaskiniach, żeby nie przywozić do Polski śmieci z Niemiec. Naczelnym paradygmatem tak uprawianej ekologii był „zrównoważony rozwój”- cokolwiek to miałoby znaczyć.

Otrzeźwienie przyszło wkrótce. Przede wszystkim powstały liczne fundacje i stowarzyszenia z bardzo skrajnymi programami. Pamiętam  „Pracownię na rzecz wszystkich istot żywych” . Zastanawialiśmy się, czy chcą chronić również pasożyty,  bakterie i wirusy.

Poza tym wiele z tych organizacji wyspecjalizowało się w wyciąganiu pieniędzy z budżetu państwa i z międzynarodowych organizacji. Dla mnie momentem otrzeźwienia była wizyta w ekologicznym gospodarstwie prowadzonym przez sympatycznego Szwajcara ożenionego z Polką. Wizytę trzeba było oczywiście zapowiadać, a ponieważ przyjechaliśmy wcześniej, zaparkowaliśmy samochód w pobliżu jego gospodarstwa i spacerując po okolicy, widzieliśmy naszego gospodarza popijającego kawę na werandzie i prowadzącego rozmowę przez telefon komórkowy, który wówczas był w Polsce prawdziwym rarytasem. Gdy stanęliśmy w bramie, gospodarz w zniszczonych farmerkach pracowicie przerzucał widłami gnój, a gospodyni zagniatała ciasto. Podczas długiej rozmowy przekonywali nas gorąco, że żyją w zgodzie z naturą, gospodarują według tradycyjnych wzorców, nie używają żadnej elektroniki ( telefon gdzieś znikł) , nie posiadają telewizora, a dzieci uczą  w domu w ramach tak zwanego homeschooling . Jakoś udało nam się przełamać lody (czytajmy- „skuć” gospodarzy nie nadużywając osobiście procentów)  i przestali udawać amiszów. Przyznali się ze śmiechem, że nie żyją bynajmniej z gospodarstwa, lecz wyspecjalizowali się w pobieraniu grantów z wszelkich zajmujących się ekologią instytucji i programów, że dzieci nie uczą się w domu, lecz uczęszczają do prywatnych szkół za granicą, a widły, farmerki i mocno zwietrzała kupa gnoju to tylko rekwizyty przeznaczone dla mniej wnikliwych gości.

Naszych gospodarzy można było nazwać ekologicznymi pieczeniarzami, wkrótce jednak pojawiło się zjawisko ekologicznego terroryzmu, to znaczy pojawiły się ugrupowania czerpiące dochody z szantażowania przedsiębiorców i deweloperów. Za stosowne datki na rzecz fundacji czy stowarzyszenia (a może do rąk własnych) odstępowali oni od protestów uniemożliwiających prowadzenie inwestycji. Nie ma w tym nic dziwnego, Polacy wyćwiczeni w szkole rozbiorowego przetrwania wytworzyli w sobie specyficzną mentalność. Potrafili sobie radzić z komuną, radzili sobie z postkomuną i poradzą sobie– mam nadzieję- ze współczesnymi idiotyzmami. Zaniepokojenie budził również fakt wyjątkowej hojności postkomunistycznego państwa wobec tak zwanych NGO (non-government organization). Widać było, że władze traktują te organizacje jako formę skanalizowania niezależnej działalności obywateli, sposób skierowania jej na boczny tor. Popularne było wówczas hasło: „myśl globalnie- działaj lokalnie”, co oznacza: „zajmuj się ginącymi gatunkami czy bezdomnymi kotkami i pieskami, a wszystkie ważne decyzje pozostaw nam”.

Nie przyszło mi do głowy, że ochrona środowiska stanie się kiedyś groźną ideologią zastępczą wobec marksizmu, że ogarnie większość świata, a karpie, indyki, lasy tropikalne i lodowce staną się zastępczym proletariatem. Nie przyszło mi również do głowy, że będzie można terroryzować ludzi walką z globalnym ociepleniem tak, jak kiedyś terroryzowano ich dyktaturą proletariatu.

Marksizm przetransformował się ostatecznie w marksizm kulturowy, którego częścią jest ekologizm. Wdrażającym marksizm nigdy nie chodziło o losy sztandarowego proletariatu, lecz o władzę nad światem. Ekologicznym ideologom też chodzi tylko o władzę nad światem. Losy białych niedźwiedzi, porostów na Grenlandii i lodowców tak naprawdę nic ich nie obchodzą. Niestety, władzę tę uzyskali i podobnie jak marksiści generują potworne problemy, z którymi nieudolnie walczą. Walczą z kryzysem energetycznym, który sami wywołali, z nieuchronnym wkrótce brakiem żywności, spowodowanym  przez kryzys energetyczny oraz przez idiotyczny program likwidowania hodowli w imię ograniczania emisji  gazów cieplarnianych. Jak ostatnio doniosły media, ludzkość ma się przestawić na spożywanie białka pochodzącego z owadów. Nasuwają się kolejne nierozwiązalne przez swe sprzeczności problemy. Czy będzie można pozyskiwać robaki tylko z własnej łąki i czy na zbieranie robali i koników polnych z cudzych łąk i pól będzie potrzebna zgoda właściciela?

A co z pasożytami ludzkimi? Czy będzie opracowana jakaś forma recyklingu? I– to najważniejsze- czy według norm unijnych ktoś, kto ma owsiki, ma prawo, a może nawet obowiązek,  być jednocześnie producentem i konsumentem?

No i co na to owsiki?

=============================

MD:

Męczeństwo Księcia-Małżonka

Stanisław Michalkiewicz https://www.magnapolonia.org/meczenstwo-ksiecia-malzonka/

Przysłowie powiada, że słowo wylata wróblem, a powraca wołem. Wiem coś o tym, bo kiedy tylko skomentowałem pewien wyrok sądowy, to zaraz wpadłem w tryby machiny przemysłu molestowania, na którego usługach są nie tylko rozmaici filuci, ale i niezawisłe sądy. Właśnie jeden taki niezawisły sąd, konkretnie – dla dzielnicy Warszawa- Żoliborz, który w ubiegłym roku wydał na mnie “wyrok nakazowy”, czyli tak zwaną “kiblówkę”, od której złożyłem sprzeciw – wyznaczył był termin rozprawy, którą zresztą wcześniej utajnił w całości – na wszelki wypadek – żeby opinia publiczna o niczym nie mogła się dowiedzieć. Ja w piśmie procesowym zwróciłem uwagę, że sąd dla dzielnicy Warszawa-Żoliborz jest chyba niewłaściwy  miejscowo, bo ja mieszkam na Powiślu i tam piszę teksty na swoją internetową stronę, więc właściwy miejscowo byłby chyba niezawisły sąd dla Dzielnicy Warszawa-Śródmieście. Myślałem, że głuche milczenie będzie mi odpowiedzią, ale nie – dostałem właśnie pismo informujące, że zgodnie z obowiazującym prawem sąd bada swoją właściwość “z urzędu”. Tak się stało i tym razem; sąd “zbadał” i uznał się za niewłaściwy, w związku z czym przekazał sprawę do Śródmieścia. Dlaczego rok temu niezawisły sąd z Żoliborza z urzędu nie zbadał swojej właściwości i wydał na mnie wyrok w “kiblówce” nawet nie widząc mnie na oczy – tajemnica to wielka, której nawet nie śmiem się domyślać, żeby nie padło na mnie kolejne podejrzenie o myślozbrodnię. Tedy zgodnie z zaleceniem św. Pawła, który radzi: “w każdym położeniu dziękujcie” – dziękuje niezawisłemu sądowi, że tym razem, przy niejakiej mojej pomocy, zorientował się w niewłaściwości swojej i w ten sposób zapobiegł złamaniu prawa, co – jak wiadomo – gorsze jest od śmierci.

————————————-

Ale mniejsza już o to, bo znacznie ważniejsze, a przy tym – chyba rozwojowe – jest męczeństwo Księcia-Małżonka, czyli Radosława Sikorskiego. Jeszcze kilka lat, a nawet jeszcze rok temu, Książę-Małżonek nie kojarzył się nikomu z palmą męczeńską. Przeciwnie – sprawiał wrażenie pieszczocha losu, który niczym motylek z kwiatka na kwiatek, przeskakuje na coraz to bardziej prestiżowe, a przy tym – intratne stanowiska. Ale wszystko, co dobre, kiedyś się kończy tym bardziej, że Książę-Małżonek najwyraźniej uwierzył w swoją szczęśliwą gwiazdę, nawet mimo niekorzystnego splotu wydarzeń w roku 2015.

Jak wiadomo, w związku z powrotem USA do aktywnej polityki w naszym zakątku Europy, co zaowocowało najpierw Majdanem, a obecnie wojną, którą Stany Zjednoczone prowadzą z Rosją do ostatniego Ukraińca, w roku 2015 doszło do podmianki na pozycji lidera sceny politycznej naszego bantustanu. Ekspozyturę Stronnictwa Pruskiego zastąpiła na pozycji lidera ekspozytura Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego.

Wskutek tego Książę Małżonek nie tylko przestał być ministrem spraw zagranicznych – co nastąpiło wcześniej – ale nawet Marszałkiem Sejmu – aż po różnych przejściach wylądował w luksusowym przytułku dla “byłych ludzi”, czyli – Parlamencie Europejskim. To jeszcze nie było żadne męczeństwo, bo  w Parlamencie Europejskim “byli ludzie” mają wszelkie luksusy – i pieczone i smażone – a jak się niedawno okazało, mogą nawet się korumpować, chociaż nikt dobrze nie wie dlaczego, skoro ten cały Parlament jest tylko takim demokratycznym kwiatkiem do totalniackiego unijnego kożucha i właściwie nie ma żadnej władzy. Ale nie jest to jedyna tajemnica Brukselskich kazamatów, na którą lepiej rzucić zasłonę.

Można powiedzieć, że Książę-Małżonek również i tam pełnymi garściami korzystał w dobrego fartu, co w końcu musiało doprowadzić go do utraty rewolucyjnej czujności. Takie rzeczy zdarzają się i innym. Dawno temu w magistracie w Nicei wybuchła afera korupcyjna, której bohaterem był szef jednego z wydziałów, przypadkowo Żyd.  Mer Nicei, przesłuchiwany intensywnie przez tamtejszych niezależnych dziennikarzy, trzeciego dnia stracił czujność rewolucyjną i powiedział, że “nie zna Żyda, który nie przyjąłby prezentu, nawet jak mu się nie podobał”. Klangor podniósł się aż pod Niebiosa, w których – jak wiadomo – przebywa Najwyższy; w rezultacie mer został zmuszony do ustąpienia, a w tym zamieszaniu o skorumpowanym szefie wydziału wszyscy zapomnieli.

Tak było i z Księciem-Małżonkiem. Upojony powodzeniem złożył Stanom Zjednoczonym gratulacje z powodu wysadzenia przez nieznanych sprawców gazociągu NordStream 2. Amerykanie na ten wybryk zareagowali z pozoru bardzo miękko, stwierdzając, że te gratulacje były “niefortunne”. Najwyraźniej zachęciło to rozdokazywanego Księcia-Małżonka do dalszego komentowania otaczającej nas coraz ciaśniej rzeczywistości. Powiedział mianowicie, że rząd “dobrej zmiany” w pierwszych tygodniach wojny rozważał przystąpienie do rozbioru Ukrainy, żeby odzyskać Lwów z przyległościami. Wprawdzie rząd “dobrej zmiany” energicznie to zdementował, ale za to ruscy szachiści, kierując się wskazówką księcia Gorczakowa, co to nie wierzył informacjom niezdementowanym mało nie rozpłynęli sie z zachwytu nad okazją, jaką Książę-Małżonek wepchnął im w ręce. Na nic się zdała umowa z 2 grudnia 2016 roku, na podstawie której Polska zobowiązała się do bezpłatnego udostępnienia Ukrainie zasobów całego państwa, na nic zdało się nadskakiwanie pana prezydenta Dudy, któremu się wydawało, że posadę kierownika antyrosyjskiej koalicji europejskiej ma już w zasięgu ręki, na nic zdały się umizgi rządu “dobrej zmiany” do Ukraińców.

Ziarno nieufności zostało zasiane i w rezultacie prezydent Zełeński namawia się w Londynie z Angielczykami, a w Paryżu z prezydentem Macronem i kanclerzem Scholzem, podczas gdy premier Morawiecki w Brukseli na ucałowanie ręki prezydenta Zełeńskiego musi czekać w długiej kolejce.

Ale to jeszcze nic, bo najwyraźniej miarka sie przebrała i amerykańska bezpieka zabrała się za Księcia-Małżonka po swojemu. Jak w “Rzeźni numer 5” pisze Kurt Vonnegut, amerykańska bezpieka, komunikując rodzicom oficera, że przeszedł on na stronę Vietcongu, powiedziała: “z waszym chłopcem jest brzydka sprawa” .  Co amerykańska bezpieka powiedziała niezależnym holenderskim dziennikarzom i dlaczego właśnie ich wyznaczyła do zoperowania Księcia-Małżonka – to oczywiście tajemnica wielka, ale tak czy owak zabrali się oni do medialnej podgotowki pod rysujące się męczeństwo  Księcia-Małżonka, któremu rozgrzebują intratne ale potencjalnie niebezpieczne związki ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi.

Nie wiadomo jeszcze jak się na to zapatruje bezcenny Izrael,  a od tego zależy, czy sprawa zakończy sie wesołym oberkiem, jak wszystkie dotychczasowe przygody Księcia-Małżonka, czy też będzie musiał on obrywać kolejne listki z męczeńskiej palmy.

Pope Francis Increases Confusion on the Homosexual Sin

Pope Francis Increases Confusion on the Homosexual Sin

Luiz Sérgio Solimeo https://www.tfp.org/pope-francis-increases-confusion-on-the-homosexual-sin/?PKG=TFPE3025

Pope Francis has inaugurated a new kind of magisterium—media interviews. Amid relaxed conversations with journalists, he addresses complex doctrinal topics that require precision and clarity.

“Talismanic Words”

Journalists pick through his confusing expressions looking for soundbites to turn into headlines for their media outlets and then spread them worldwide. One could call these slogans “talismanic words,” in the sense explained by Prof. Plinio Corrêa de Oliveira in his famous work, Unperceived Ideological Transshipment and Dialogue: “[A talismanic word] is a word whose legitimate meaning is friendly and, at times, even noble, but it is also a word with some elasticity. When used tendentiously, it shines with a new radiance, fascinating the patient and taking him much farther than he could have imagined.”1

“Who Am I to Judge?”

In 2013, the first year of his pontificate, during an interview with journalists on the plane back to Rome from his visit to Brazil, Pope Francis uttered the famous phrase, “Who am I to judge?”2 It was immediately turned into thunderous headlines.

This talismanic expression became famous. It characterizes the pope’s teaching concerning sins against nature. Fr. James Martin, the homosexual movement’s leading Jesuit promoter, says that Pope Francis’s expression signaled “a dramatic shift in tone from previous popes” since they usually employed a “condemnatory and accusatory language.” “I think that was the beginning of the opening of the door in his pontificate” to “LGBT people.”3

“Being Homosexual Is Not a Crime”

Almost ten years later, Pope Francis’s latest phrase on homosexuality aroused the same excitement in the media and the homosexual movement.

Eternal and Natural Law: The Foundation of Morals and Law

In a lengthy January 24, 2023 interview with the Associated Press’s Nicole Winfield, he declared that being homosexual is not a crime but a sin. However, much of the media highlighted only the first part of the statement—that homosexuality is not a crime.4

The statement is made in a confusing context in which the homosexual act’s sinful aspect seems to lack real importance. Let us look at the transcript in Spanish, the language in which Pope Francis gave the interview. He states, “[W]e are all children of God, and God wants us as we are and with the strength that each of us fights for our dignity.”5

The statement that we are all God’s children and, therefore, “God wants us as we are” is highly ambiguous. It seems to imply that a person’s moral state and the severely sinful state of those who engage in homosexual acts do not matter to the Creator.

Now, as the Catechism of the Council of Trent explains, by analogy, as Creator, God can be called the Father of every human being. Nevertheless, only a person in the state of grace is truly an “adopted son” of God.6 And Saint John is adamant: “In this, the children of God are manifest, and the children of the devil. Whosoever is not just, is not of God” (1 John 3:10).

On the other hand, authentic human dignity comes from the practice of virtue, not vice. Sin, which is an offense against God, does not dignify man.

Then comes the statement that has been spread: “Being homosexual is not a crime. I is not a crime. Yes, but it is a sin. Well, first, let us distinguish sin from crime.” He added, “But the lack of charity with one’s neighbor is also a sin. How are you doing in this regard?”7

Although Pope Francis says that homosexuality is a sin, he implies it is a sin like any other, for example, “the lack of charity toward one’s neighbor.” Moreover, in asking, “How are you doing in this regard?” he implies that everyone sins in some way or another, so it is wrong to single out homosexual acts. But since the practice of sodomy seriously undermines the moral order, it was included among those “sins that cry out to heaven for vengeance.” According to Scripture, these sins are voluntary homicide (Gen. 4:10); sodomy (Gen. 19:13); oppression of widows and orphans (Exod. 22:22ff.); and depriving workers of their just wage (Deut. 24:17ff.; James 5:4).”8

Does Homosexuality Stem From the Human Condition?

A little later, he repeats: “And being homosexual is not a crime. It is a human condition.”9

While this phrase is unclear, Pope Francis seems to be saying that being homosexual is part of the human condition and, therefore, cannot be criminally or morally censurable.

Letter to Fr. James Martin

Among the pro-homosexuality media that celebrated the AP interview is Outreach.Faith—a Catholic LGBTQ website founded and directed by Father Martin.10

The notorious Jesuit was not satisfied with Pope Francis’s statement that homosexuality “is not a crime” because it was followed by the observation that it is “a sin.” He hastened to write the pope, asking for clarification.

“Do You Think That Simply Being Gay Is a Sin?”

Father Martin asked the pope, “Do you think that simply being gay is a sin?” In his handwritten reply, Pope Francis tries to justify himself for not having been clear and precise: “In a televised interview, where we spoke with natural and conversational language, it is understandable that there would not be such precise.definitions.” In stating that homosexuality is a sin, says Pope Francis, “I was simply referring to Catholic moral teaching, which states that every sexual act outside of marriage is a sin. Obviously, one must keep the circumstances in mind, which diminish or annul guilt.11

What Is Intrinsically Evil Will Always Be Sinful

Traditional Catholic morals have always sustained that an intrinsically evil act never ceases to be sinful because of circumstances. John Paul II affirms this in his encyclical Veritatis splendor: “In teaching the existence of intrinsically evil acts, the Church accepts the teaching of Sacred Scripture. The Apostle Paul emphatically states: ‘Do not be deceived: neither the immoral, nor idolaters, nor adulterers, nor sexual perverts, nor thieves, nor the greedy, nor drunkards, nor revilers, nor robbers will inherit the Kingdom of God’ (1 Cor. 6:9—10).”

The Polish pope continues: “If acts are intrinsically evil, a good intention or particular circumstances can diminish their evil, but they cannot remove it. They remain ‘irremediably’ evil acts; per se and in themselves, they are not capable of being ordered to God and to the good of the person. ‘As for acts which are themselves sins (cum iam opera ipsa peccata sunt), Saint Augustine writes, like theft, fornication, blasphemy, who would dare affirm that, by doing them for good motives (causis bonis), they would no longer be sins, or, what is even more absurd, that they would be sins that are justified?’”12

What About the Salvation of Souls?

Let us note that, in this and other interviews, Pope Francis does not seem concerned with the Church’s goal proper—the salvation of souls. He deals with everything—politics, economics, ecology—but does not mention, when dealing with morals, the need for conversion and the practice of virtue.

In this interview, he uses the word conversion only to refer to African bishops who are supportive of laws criminalizing homosexual practice; and his own conversion in the fight against sexual abuse inside the Church. However, he does not say that people who engage in homosexual acts should convert.

A Double Standard

In September 2016, four cardinals, Raymond Leo Cardinal Burke, Patron of the Sovereign Order of Malta, Walter Cardinal Brandmüller, former president of the Pontifical Committee for Historical Sciences, Joachim Cardinal Meisner, former archbishop of Cologne, and Carlo Cardinal Caffarra, former archbishop of Bologna, submitted a series of Dubia to Pope Francis on doctrinal points that are handled ambiguously in the apostolic exhortation Amoris Laetitia.13

Today, six years later, Pope Francis has still not publicly answered these Dubia [Doubts] of the cardinals, two of whom, Meisner and Caffarra, have already died.

Nevertheless, Pope Francis immediately answered Fr. J. Martin’s dubia on whether homosexuality is a sin. The interview to the Associated Press was on January 24, and Fr. Martin received the above-mentioned handwritten, affectionate, and confusing answer to his dubia on the 27th.

The Law of God Is Immutable

Ambiguity and doctrinal confusion are not part of the Church’s perennial magisterium. Her guide, the Holy Spirit, is a “Spirit of truth” (John 16:13). Furthermore, as the First Vatican Council taught when defining papal infallibility, “For, the Holy Spirit was not promised to the successors of Peter that by His revelation they might disclose new doctrine, but that by His help they might guard sacredly the revelation transmitted through the apostles and the deposit of faith, and might faithfully set it forth.”14

In Thick Doctrinal Fog, Let Us Invoke Mary

However thick the mists Divine Providence mysteriously allowed to envelop Holy Mother Church, testing our faith in this terrible crisis, let us not forget Our Lord’s words: “I am with you all days, even to the consummation of the world” (Matt. 28:20).

In Fatima, Mary Most Holy promised, “Finally, my Immaculate Heart will triumph.” May she grant us courage and fidelity to hold fast to the Church’s perennial magisterium and not be led astray by Pope Francis’s confusing statements.

Footnotes

  1. Plinio Corrêa de Oliveira, Unperceived Ideological Transshipment and Dialogue, //www.tfp.org/unperceived-ideological-transshipment-and-dialogue/#chp2.
  2. Tracy Connor, “‘Who Am I to Judge?’: The Pope’s Most Powerful Phrase in 2013,” NBC News, Dec. 22, 2013, //www.nbcnews.com/news/world/who-am-i-judge-popes-most-powerful-phrase-2013-flna2D11791260.
  3. “How Pope Francis Is Changing the Vatican’s Tone on LGBT people,” YouTube.com, America–The Jesuit Review, accessed Feb. 3, 2023, //www.youtube.com/watch?v=rrslGK0kls4. (4:36–38’)
  4. “Transcripción de la entrevista de AP con el papa Francisco,” Associated Press, Jan. 25, 2023, //apnews.com/article/noticias-a5cf2c1d450064b588ab3f41d3bf6994. (Our translation.)
  5. “Transcripción,” Associated Press, Jan. 25, 2023.
  6. See The Catechism of The Council of Trent (Rockford, Ill.: Tan Books and Publishers, Inc., 1982), 20–21.
  7. “Transcripción.”
  8. Dom Gregory Manise, O.S.B., s.v. “Sins That Cry to Heaven for Vengeance,” in Dictionary of Moral Theology, comp. Francesco Cardinal Roberti, ed. Pietro Palazzini, trans. Henry J. Yannone (Westminster, Md.: Newman Press, 1962).
  9. “Transcripción.”
  10. J.D. Long-García, “‘Outreach’ Website Hopes to Inspire Online L.G.B.T. Community for Catholics,” America, May 2, 2022, //www.americamagazine.org/faith/2022/05/02/outreach-catholic-lgbt-242917.
  11. “Pope Francis Clarifies Comments on Homosexuality: ‘One must consider the circumstances,’” Outreach.faith, Jan. 27, 2023, //outreach.faith/2023/01/pope-francis-clarifies-comments-on-homosexuality-one-must-consider-the-circumstances/?_thumbnail_id=4545. (Our translation.)
  12. John Paul II, encyclical Veritatis splendor (Aug. 6, 1993), no. 81, //www.vatican.va/content/john-paul-ii/en/encyclicals/documents/hf_jp-ii_enc_06081993_veritatis-splendor.html. (Our emphasis.)
  13. See Edward Pentin, “Full Text and Explanatory Notes of Cardinals’ Questions on ‘Amoris Laetitia’: The Full Documentation Relating to the Cardinals’ Initiative, Entitled ‘Seeking Clarity: A Plea to Untie the Knots in Amoris Laetitia.’” National Catholic Register, Nov. 14, 2016, //www.ncregister.com/blog/full-text-and-explanatory-notes-of-cardinals-questions-on-amoris-laetitia.
  14. Denz., no. 1836, //patristica.net/denzinger/#n1800.

Related Articles:

Sin: The One Influence Not Allowed to Ex…

Pope Francis’s Tacit Approval for Belgia…

Will Pope Francis Condemn the Belgian Bi…

The ‘Economy of Francesco’ Repackages Ra…

Szef komisji obrony „Wielkiej” Brytanii: „W razie wojny nasze siły zbrojne wytrzymają pięć dni”.

Szef komisji obrony „Wielkiej” Brytanii: „W razie wojny nasze siły zbrojne wytrzymają pięć dni”.

https://nczas.com/2023/02/11/szef-komisji-obrony-w-razie-wojny-nasze-sily-zbrojne-wytrzymaja-piec-dni/

Wielka Brytania przekazała do tej pory Ukrainie sprzęt wojskowy o wartości ponad 2,3 mld funtów, zaś brytyjskie ministerstwo obrony na uzupełnienie uszczuplonych zapasów otrzymało 560 mln funtów.

W przypadku wojny brytyjskie siły zbrojne „wytrzymałyby około pięciu dni” – ostrzegł Tobias Ellwood, przewodniczący komisji obrony w Izbie Gmin.

————————-

Ellwood, poseł rządzącej Partii Konserwatywnej, powiedział dziennikowi „Financial Times”, że wysoka inflacja i koszty wymiany sprzętu wysłanego na Ukrainę malują „naprawdę ponury obraz” i pozostawiły zapasy wojskowe istotnie uszczuplone. Wskazał, że wojskom lądowym brakuje pocisków ziemia-powietrze i pocisków przeciwczołgowych, które znajdują się wśród broni przekazywanej Ukrainie.

Jak zwraca uwagę „FT”, kondycja brytyjskich sił zbrojnych stała się ostatnio istotną kwestią polityczną, szczególnie w kontekście tego, że w marcu minister finansów Jeremy Hunt ma przedstawić budżet. W związku z tym z jednej strony nasila się lobbing, by zwiększyć wydatki na obronność, a z drugiej ministerstwo finansów szuka we wszystkich resortach oszczędności.

Hunt pod koniec zeszłego roku mówił, że zarówno on, jak i premier Rishi Sunak uznają potrzebę zwiększenia wydatków na obronność, ale wyjaśnił, że przed podjęciem jakichkolwiek decyzji musi poczekać na zakończenie rewizji przeglądu obronnego, który powstał przed rosyjską napaścią na Ukrainę. Sunak nie zadeklarował, że podtrzyma zobowiązanie swojej poprzedniczki Liz Truss, która obiecała wzrost wydatków na obronę do 2030 r. do poziomu 3 proc. PKB.

„Jestem bardzo zaniepokojony tym, że wiadomości wychodzące z ministerstwa finansów wskazują, iż musimy przygotować się na dalsze cięcia w ujęciu realnym, ponieważ inflacja rośnie” – powiedział Ellwood.

Wielka Brytania przekazała do tej pory Ukrainie sprzęt wojskowy o wartości ponad 2,3 mld funtów, zaś brytyjskie ministerstwo obrony na uzupełnienie uszczuplonych zapasów otrzymało 560 mln funtów.

W 2022 r. rząd PiS zezwolił na pracę w Polsce 136 tys. imigrantów z krajów muzułmańskich.

W 2022 roku PiS zezwolił na pracę w Polsce 136 tys. imigrantów z krajów muzułmańskich! Szokujące dane ministerstwa pracy

https://wkraju24.pl/w-2022-roku-pis-zezwolil-na-prace-w-polsce-136-tys-imigrantow-z-krajow-muzulmanskich-szokujace-dane-ministerstwa-pracy/

Według danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w 2022 roku wydano w Polsce 365,5 tys. zezwoleń na pracę dla cudzoziemców. Aż 136 tys. wniosków dotyczyło imigrantów z krajów muzułmańskich, choć Prawo i Sprawiedliwość od wielu lat tytułuje się jako partia antyimigrancka.

Jeszcze w 2016 roku wydano w Polsce 3,7 tys. pozwoleń na pracę dla imigrantów z krajów muzułmańskich. Już w 2021 roku było to 58,6 tys., co oznacza, że w ciągu kilku lat nastąpił kilkunastokrotny wzrost. Jednak ubiegły rok okazał się rekordowy. Jak wynika z danych dostępnych na stronie psz.praca.gov.pl/-/8180075, w 2022 roku pozwolenia na pracę w naszym kraju otrzymało łącznie ponad 136 tys. imigrantów z państw, w których islam jest religią dominującą.

===========================

Elżbieta Łukacijewska

@elukacijewska

Pamiętacie jaką aferę zrobił PIS, gdy ⁦ @EwaKopacz ⁩ chciała przyjąć do Polski 7 tys uchodźców w ciągu 3 lat, mając możliwość wyboru np. chrześcijan spośród uchodźców. Dzisiaj, tylko w jednym roku,PiS zezwolił na pracę 136 tys. pracowników z krajów muzułmańskich i co? cisza?

Najwięcej pracowników z krajów muzułmańskich przyjechało do Polski z Uzbekistanu (33,3 tys. osób). W czołówce zestawiania opracowanego przez MRPiPS znalazły się: Turcja (25 tys.), Bangladesz (13,5 tys.), Turkmenistan (11,9 tys.), Indonezja (10 tys.), Kazachstan (8,8 tys.), Kirgistan (8 tys.), Azerbejdżan (7,7 tys.), Tadżykistan (niecałe 5,4 tys.), a także Pakistan (4,6 tys.). Pod względem miejsca wykonywania pracy, najwięcej zezwoleń wydano dla woj. mazowieckiego (66,7 tys.), wielkopolskiego (53,2 tys.) oraz śląskiego (37,2 tys.).

Gdy w czasach rządów PO-PSL do Polski miało trafić 7 tys. imigrantów w ramach relokacji, to politycy Prawa i Sprawiedliwości bili na alarm, obiecując, że gdy dojdą do władzy, taka sytuacja nie będzie miała miejsca. “Dziś po cichu, bez pytania opinii publicznej PiS sprowadza ich wielokrotnie więcej” – przypomniał poseł Krystian Kamiński z Konfederacji. “Proimigracyjny PiS oszukał i zdradził wyborców – fala przyjętych przez rząd PiS muzułmanów to już wielokrotność tego co chciała nam przysłać UE w 2015 roku” – skomentował Krzysztof Bosak.

@_BeataKozlowska

@K_Kaminski_ „Wice MSZ Piotr Wawrzyk stwierdził, że ponad 136 tys. muzułmańskich imigrantów zostało sprowadzonych w 2022 roku do Polski na prośbę…rolników .” (FB)

Źródło: Fronda.pl, psz.praca.gov.pl

Ukraińcy – bandyci w Gdańsku obrabowali, bili i dusili pasażera taksówki

Ukraińcy – bandyci w Gdańsku bili i dusili pasażera taksówki.

Na podst.: https://nczas.com/2023/02/10/bili-i-dusili-pasazera-taksowki-trzech-mezczyzn-uslyszalo-zarzuty/

Pobili 40-latka, który wsiadł do taksówki. W trakcie napadu założyli mu foliowy worek na głowę i okradli. Trzy dni temu trzech mężczyzn zostało zatrzymanych przez gdańską policję. W czwartek sąd zastosował wobec nich trzymiesięczny areszt.

=========================

Na al. Grunwaldzkiej w Gdańsku ok. godz. 4 nad ranem pokrzywdzony zatrzymał auto, które miało oznaczenia taksówki i usiadł na przednim fotelu pasażera – relacjonowała przebieg zdarzenia, które rozegrało się pod koniec stycznia, oficer prasowa KMP Ciska.

Podała, że w samochodzie poza kierowcą na tylnym siedzeniu siedziało jeszcze dwóch mężczyzn, którzy po chwili zaatakowali 40-letniego pasażera.

Napastnicy założyli pokrzywdzonemu foliową siatkę na głowę, zaczęli dusić, bić pięściami, a następnie ukradli pokrzywdzonemu kurtkę, portfel z dokumentami, kartę bankomatową, kluczyki do samochodu i telefon po czym wyrzucili 40-latka z samochodu i odjechali – podała Ciska.

Funkcjonariusze zabezpieczyli monitoring i ustalili pojazd, którym poruszali się sprawcy.

Do zatrzymań mężczyzn doszło we wtorek w godzinach porannych. – Kryminalni z Wrzeszcza weszli do jednego z salonów gier i podczas przeszukania pomieszczenia na zapleczu lokalu zatrzymali 19-latka. Tego samego dnia zatrzymali również 27-latka. Kilka godzin później na terenie Sopotu w ręce funkcjonariuszy wpadł 40-letni mężczyzna – wskazywała Ciska.

Trzej Ukraińcy zostali doprowadzeni do prokuratury, gdzie usłyszeli zarzuty za rozbój oraz za usiłowanie wykonania transakcji kartą bankomatową należącą do pokrzywdzonego.

W czwartek Sąd Rejonowy zastosował wobec podejrzanych środek w postaci trzymiesięcznego aresztu. Za przestępstwo rozboju grozi do 12 lat pozbawienia wolności. Za usiłowanie kradzieży z włamaniem grozi do 10 lat więzienia. [Ciekawe, ile dostaną? MD]

===========================

mail, oficer policji:

Wpuszczano bez sprawdzania.. Teraz – nie wiem, czy da się złapać choć jednego z dziesięciu.

Posadzić ten cały UE ! „Co za skorumpowany gang”. O pieniądzach Sikorskiego od arabusów w holenderskiej telewizji.

Posadzić ten cały UE ! „Co za skorumpowany gang”. O pieniądzach Sikorskiego od arabusów w holenderskiej telewizji.

10.02.2023, https://www.tvp.info/66218100/radoslaw-sikorski-negatywnym-bohaterem-w-holenderskiej-telewizji-walizki-z-pieniedzmi-i-skorumpowany-gang

Po raz kolejny wszystko wskazuje na to, że poseł do Parlamentu Europejskiego przyjął duże sumy pieniędzy, tym razem dotyczy to Polaka Radosława Sikorskiego – informuje „EenVandaag”, program telewizji publicznej NPO 1.

Walizki z pieniędzmi i słodkie wycieczki do kurortów” – czytamy na stronie programu, który dodaje, że sprawa polskiego europosła nakłada się na wcześniejsze podejrzenia o korupcję w PE.

Co za skorumpowany gang – mówi Lousewies Van der Laan, szefowa Transparency International Nederland.

To kolejny skandal w Brukseli, ocenia popularny program publicystyczny holenderskiej telewizji publicznej. „Mogę sobie wyobrazić, co myślą ludzie: co za skorumpowany gang” – mówi Lousewies Van der Laan, szefowa Transparency International Nederland (deputowana do PE w latach 1999–2003). 

Była eurodeputowana zszokowana rewelacjami nt. Sikorskiego 

Według Van der Laana ostatnie skandale podważają demokrację. Szefowa holenderskiego oddziału organizacji walczącej z korupcją twierdzi, że jest „zszokowana” rewelacjami dotyczącymi Radosława Sikorskiego. – Myślałam, że osiągnięto dno – dodaje Holenderka. 

W czwartek wyszło na jaw, że eurodeputowany PO Radosław Sikorski otrzymuje rocznie 100 tys. dol. ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Ujawnił to po swoim dziennikarskim śledztwie liberalny dziennik „NRC”. „Jego zachowanie podczas głosowań w połączeniu z płatnościami budzi podejrzenia” – napisano w artykule gazety. 

Echa skandalu korupcyjnego 

Gazeta przypomniała, że kontakty między europejskimi politykami a zagranicznymi państwami są pod lupą po tym, gdy wyszedł na jaw skandal łapówkarski w Parlamencie Europejskim

„NRC” poinformował, że Sikorski otrzymuje od ZEA 100 tys. dol. rocznie za doradztwo przy konferencji Sir Bani Yas. „Konferencja została utworzona przez Emiraty nieco ponad 10 lat temu jako sposób na prowadzenie międzynarodowej dyplomacji za pomocą »miękkiej siły«” – czytamy w dzienniku. Gazeta zaznacza, że konferencja (działająca obecnie w formie stałej instytucji) ma charakter zamknięty. „Prasa nie jest mile widziana, wszystko odbywa się w tajemnicy” – podkreśla „NRC”. 

Zobacz także: Kolejny zagraniczny dziennik bierze się za Sikorskiego. „Korupcja. Milczał o pieniądzach” 

„Wyrównanie rachunków za Wołyń”, czyli Ziemkiewicz robi Polakom wodę z mózgu.

„Wyrównanie rachunków za Wołyń”, czyli Ziemkiewicz robi Polakom wodę z mózgu.

Katarzyna Treter-Sierpińska 9 luty, 2023 https://wprawo.pl/katarzyna-ts-wyrownanie-rachunkow-za-wolyn-czyli-ziemkiewicz-robi-polakom-wode-z-mozgu/

11 lipca 2023 roku przypada 80. rocznica Krwawej Niedzieli, czyli apogeum ukraińskiego ludobójstwa na Polakach zaplanowanego i przeprowadzonego przez OUN-UPA. W ludobójstwie wzięli też udział zwykli ukraińscy chłopi, którzy bestialsko mordowali swoich polskich sąsiadów w imię Samostijnej Ukrainy. W ramach „walki o wolność” Ukraińcy zabijali wszystkich Polaków, którzy nie zdołali przed nimi uciec. Okrutnie mordowali dzieci, kobiety, mężczyzn i starców. Żyją jeszcze świadkowie tych zbrodni, a od ponad dwóch lat Jacek Międlar nagrywa ich wspomnienia, publikuje nagrania na portalu wPrawo.pl, a niedługo wyda je w formie książkowej.

Nie wiadomo ilu Polaków zamordowali Ukraińcy podczas ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Różni historycy podają różne dane, ale wynika z nich, że możemy mówić o co najmniej 100 tysiącach ofiar. Wszyscy oni zostali zamordowani z jednego powodu – byli Polakami, a Ukraińcy chcieli Ukrainy czystej jak szklanka wody. Dziś na Ukrainie kwitnie kult Stepana Bandery i OUN-UPA. Gloryfikacja tych zbrodniarzy jest elementem budowania ukraińskiej tożsamości i odbywa się w sposób zorganizowany przez ukraińskie instytucje państwowe. Przez 30 lat polskie władze nie potrafiły lub nie chciały podjąć skutecznych działań, żeby się temu przeciwstawić. Po rosyjskim ataku na Ukrainę, do którego doszło 24 lutego 2022 roku, jest jeszcze gorzej. Propaganda ukraińska przedstawia współczesnych ukraińskich żołnierzy jako spadkobierców „bohaterskiej” UPA, a Polacy przypominający o ukraińskich zbrodniach i domagający się zaprzestania gloryfikacji ludobójców są opluwani jako „ruskie onuce” rozpowszechniające „narrację zbieżną z rosyjska propagandą”. Dyżurnym argumentem jest to, że sprawę Wołynia załatwimy po wojnie, a teraz trzeba Ukrainę wspierać bezwarunkowo i trzymać dziób na kłódkę. Po raz kolejny odpowiadam, że po wojnie banderyzm będzie na Ukrainie jeszcze silniejszy i żadnego „załatwienia sprawy” nie będzie.

Tymczasem zbliża się 80. rocznica Krwawej Niedzieli i nawet wyzywanie Polaków od „ruskich agentów” nie pozwoli zamieść jej pod dywan. Co z tym fantem zrobić? Z odpowiedzią pospieszył Rafał Ziemkiewicz w swoim wideoblogu pt. „Polska-Ukraina. Rachunki krwi” opublikowanym 30 stycznia. Oto, co ma nam do powiedzenia „nowoczesny endek”:

W tym roku mamy 80. rocznicę Rzezi Wołyńskiej. Nie jest to sprawa, od której można uciec. Jest to sprawa, którą trzeba rozładować, trzeba ją w kontrolowany sposób odpalić. Bo o tym musimy mówić. I tę rocznicę musimy w przemyślany sposób uczcić. Czcząc ofiary, ale tu podpowiadam, bo brakuje mi tego wątku: w tych rachunkach krwi trzeba zobaczyć, że na rachunku bieżącym pojawia się coś, co można uznać za symboliczną przeciwwagę dla zbrodni banderowców. Pojawia się mianowicie te 100 tysięcy ofiar, mniej więcej, które padły teraz, w ciągu ubiegłego roku na Ukrainie. Te 100 tysięcy ofiar to są oczywiście ofiary walki o wolną Ukrainę, ale – przypominam – to są też ofiary walki o Polskę. Ukraińcy bronią i nas. W pewnym sensie, chcę być tutaj dobrze zrozumiany – nie mówię o żadnym usprawiedliwianiu – ale w pewnym sensie ten rachunek krwi, rachunek win się wyrównuje. I ta myśl powinna być w głowach wszystkich, którzy będą się zastanawiać nad tym, jak uczcić 80. rocznicę Rzezi Wołyńskiej.

Po tych rewelacjach Internauci nie zostawili na Ziemkiewiczu suchej nitki. Gdy zaapelowałam do niego na Twitterze, żeby się opamiętał, bo to, co mówi jest nie tylko niemoralne, ale zwyczajnie głupie, gdyż de facto oznacza, że Rosjanie zabijający dziś Ukraińców wymierzają im karę za ludobójstwo na Polakach, „nowoczesny endek” odpisał mi, że „nie rozumuję racjonalnie”. – Narody nie mają niezmiennych przyjaciół ani wrogów a tylko niezmiennie interesy. Nawiasem, znaczące, że ci sami, którzy wobec Ukraińców jadą emocjami o Wołyniu, stręcząc nam porozumienie z Rosją wołają o realizm – napisał Ziemkiewicz.

Odpisałam, że nie stręczę porozumienia z Rosją, ale nie zgadzam się na relatywizację ukraińskiego ludobójstwa na Polakach, a dobrych stosunków polsko-ukraińskich nie uda się zbudować, jeśli Ukraina będzie gloryfikować zbrodniarzy i udawać, że tego ludobójstwa nie było. Odpowiedzi nie dostałam, natomiast Ziemkiewicz zarzucił mi, że słuchałam jego wywodu „z zacietrzewieniem”, a nie „ze zrozumieniem”. – Rzecz oczywista, że trzeba skłonić Ukraińców do przepracowania pamięci Wołynia, ale nie wolno pozwalać grać tą pamięcią Kacapii (zwł. że to dopiero megazbrodniarze) – napisał. Zapytałam jak zamierza skłonić Ukraińców do przepracowania Wołynia i po co Ukraińcy mieliby cokolwiek przepracować, skoro rachunek krwi został wyrównany. Ziemkiewicz nie odpowiedział. Ale za to nagrał kolejny wideoblog, który opublikował 9 lutego. Tytuł brzmi „Kacapia kontraatakuje”, a to, co mówi Ziemkiewicz sprowadza się do trzech tez. Pierwsza teza: po nagraniu o wyrównywaniu rachunków krwi między Polakami i Ukraińcami Ziemkiewicz został zaatakowany przez trolle szerzące rosyjską dezinformację. Druga teza: rosyjska propaganda kontratakuje, a jej zadaniem jest „zasiewać wątpliwości i przypominać o Wołyniu”. Trzecia teza: musimy „przepracować” 80. rocznicę Rzezi Wołyńskiej, bo „tych trolli będzie coraz więcej”.

Jak widzicie, Rafał Ziemkiewicz nie wycofał się z pomysłu „wyrównania rachunków krwi”, krytykę tego pomysłu uznał za rosyjską propagandę, a Polakom zaleca, żeby „przepracowali” rocznicę ukraińskiego ludobójstwa. Do lipca jest jeszcze sporo czasu, więc jest bardzo możliwe, że podczas obchodów rocznicy Krwawej Niedzieli wielu Polaków będzie już oswojonych z tym pomysłem, a nawet go zaakceptuje. Dlatego od razu ostrzegam: Ziemkiewicz robi Polakom wodę z mózgu! Dlaczego? Dlatego, że to nie my mamy „przepracować” tę rocznicę. To Ukraińcy mają ją „przepracować”, bo to Ukraińcy dokonali ludobójstwa na Polakach, a nie Polacy na Ukraińcach. Obecna wojna to są „rachunki krwi” pomiędzy Ukraińcami i Rosjanami. Natomiast „rachunki krwi” za ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej nie mają tu nic do rzeczy. Gdyby przyjąć logikę Ziemkiewicza, to polskie „rachunki krwi” z kacapami i szkopami wyrównała walka ZSRR z III Rzeszą. Co prawda, mordowali nas jedni i drudzy, ale kacapy mordowały szkopów, którzy nas mordowali, a szkopy mordowały kacapów, którzy nas mordowali. Czyli nie ma o co kopii kruszyć, tak? Nie wypominajmy Niemcom Palmir, Auschwitz, Rzezi Woli i nie domagajmy się reparacji wojennych od RFN. Nie wypominajmy Federacji Rosyjskiej operacji polskiej, Katynia, wywózek na Syberię i do Kazachstanu oraz mordowania żołnierzy podziemia antykomunistycznego. Skoro „Wołyń był dawno” i należy iść do przodu, to zbrodnie dokonywane na Polakach przez kacapów i szkopów też były dawno, a „rachunki krwi” wyrównał ktoś inny.

Ciekawa jestem, czy Rafał Ziemkiewicz miałby na tyle odwagi, żeby spojrzeć w oczy żyjącym jeszcze świadkom ukraińskiego ludobójstwa, którym wymordowano rodziny i zalecić im, żeby „przepracowali” 80. rocznicę Rzezi Wołyńskiej, bo jeśli tego nie zrobią, to znaczy, że służą kacapskiej propagandzie. Obstawiam, że takiej odwagi by nie miał. Bo ci ludzie jeszcze po osiemdziesięciu latach od tej zbrodni płaczą na jej wspomnienie i ciągle mają przed oczami swoich bliskich bestialsko pomordowanych przez Ukraińców. Dla nich Rzeź Wołyńska nie jest czymś, co „było dawno”. Dla nich to jest coś, co trwa do dziś. I to właśnie powinno wybrzmieć podczas 80. rocznicy Krwawej Niedzieli, a nie niemoralne i głupie pomysły Ziemkiewicza o „wyrównaniu rachunków krwi” cudzymi rękami.